nieobecnosc spoleczna.vp - Pomorskie Forum na rzecz

Komentarze

Transkrypt

nieobecnosc spoleczna.vp - Pomorskie Forum na rzecz
Nieobecnoœæ spo³eczna. W poszukiwaniu sensów i znaczeñ
Nieobecnoœæ spo³eczna.
W poszukiwaniu
sensów i znaczeñ
Redakcja naukowa:
Zbigniew Galor
Barbara Goryñska-Bittner
Poznañ 2012
© Copyright by Wy¿sza Szko³a Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu
Recenzenci
prof. zw. dr hab. Krzysztof Frysztacki, UJ
dr hab. Wies³aw Tadeusz Pop³awski, prof. Politechniki Bia³ostockiej
Projekt ok³adki
Anna Sieñczuk
Redakcja
Ryszard Dyliñski
ISBN 978 – 83 – 87653 – 83 – 5
WYDAWCA
Wy¿sza Szko³a Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa
ul. Gen. Tadeusza Kutrzeby 10, 61 – 719 Poznañ
tel. (061) 85 84 300, (061) 83 84 360
fax (061) 85 84 362
PRZYGOTOWANIE EDYTORSKIE
perfekt, ul. Grunwaldzka 72, 60–311 Poznañ
tel. 61 86 71 267
http://dtp.perfekt.pl
e-mail: [email protected]
DRUK I OPRAWA
perfekt druk
ul. Œwierzawska 1, Poznañ
tel. 61 86 11 184
SPIS TREŒCI
Wstêp /
11
I. NIEOBECNI — WYKLUCZENI — OBCY
Henryk Samsonowicz
Cz³owiek wykluczony / 19
Zbigniew Galor
O dialektyce wykluczenia i marginalizacji /
28
Piotr Sa³ustowicz
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy /
Barbara Goryñska-Bittner
Nieobecni i wykluczeni /
38
166
Maria Jarosz
Obszary wykluczenia tu i teraz /
97
II. MIÊDZY WYKLUCZENIEM A OBECNOŒCI¥
El¿bieta Tarkowska
G³os biednych i wykluczonych / 123
Kazimiera Król
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce / 145
Zbigniew Galor
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po 1989 roku
w Polsce / 165
6
SPIS TREŒCI
Joanna Kuchta, Jakub Michalski
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia
wolnoœci / 186
S³awomir Kalinowski
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik
dezaktywizuj¹cy / 204
Maciej Dêbski
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia?
Na podstawie wyników badañ pilota¿owych nad ¿yciem religijnym osób
bezdomnych / 225
Krzysztof Stachura
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej
nieobecnoœci / 262
Radomir Miñski
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹.
Przypadek Mondragon / 278
Danuta Kuroñ
O edukacji zorientowanej na spo³eczn¹ obecnoœæ.
Z doœwiadczeñ Uniwersytetu Powszechnego im. Jana Józefa Lipskiego
w Teremiskach / 297
Janusz Karwat
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ
trzeŸwoœciowych do 1974 roku / 305
III. Z WARSZTATÓW BADAWCZYCH
Maciej Kokociñski
Metodologia badañ procesu marginalizacji spo³ecznej /
323
Maciej Dêbski
Rozwi¹zywanie problemów spo³ecznych czy ograniczanie ich skutków?
Na przyk³adzie realizacji zadania 4 w zakresie standaryzacji pracy
z bezdomnymi, w tym opracowanie modelu „Gminny Standard
Wychodzenia z Bezdomnoœci” w projekcie systemowym „Tworzenie
i rozwijanie standardów us³ug pomocy i integracji spo³ecznej” / 345
SPIS TREŒCI
Leszek Wieczorek
Wybrane problemy spo³eczne w mieœcie œredniej wielkoœci — raport
z diagnozy spo³ecznej / 364
Roman Pomianowski
Zad³u¿enie/niewyp³acalnoœæ jako problem polityki spo³ecznej w opiniach
pracowników pomocy spo³ecznej — komunikat z badañ / 388
Noty o autorach /
401
7
The social absence. Seeking senses and meanings
CONTENS
Introduction /
11
I. THE ABSENT — THE EXCLUDED — THE STRANGERS
Henryk Samsonowicz
The excluded man / 19
Zbigniew Galor
The dialectics of the exclusion and marginalization /
28
Piotr Sa³ustowicz
Discourse about social exclusion — from the EU and state-national
perspectives / 38
Barbara Goryñska-Bittner
The absent and excluded /
66
Maria Jarosz
Fields of exclusion here and now /
97
II. BETWEEN EXCLUSION AND PRESENCE
El¿bieta Tarkowska
The voice of the poor and excluded / 123
Kazimiera Król
The apparent absence. Multifaceted of the beggary phenomenon /
145
CONTENS
Zbigniew Galor
The absent are not working. The exclusion due to unemployment practices
after 1989 in Poland / 165
Joanna Kuchta, Jakub Michalski
Absent prisoners. Social costs of executing imprisonment /
186
S³awomir Kalinowski
Slaves to aid — social benefits as a factor of deactivation /
204
Maciej Dêbski
Do „not-needed people” need the religion? Based on the results of a pilot
study about the religious life of homeless persons / 225
Krzysztof Stachura
Dimensions of digital inequalities. Remarks on the problem of technological
absence / 262
Radomir Miñski
Employees’ participation as an antidote against social absence. Mondragon’s
case / 278
Danuta Kuroñ
The education oriented at social presence. The experience of the Jan Józef
Lipski Common University in Teremiski / 297
Janusz Karwat
For the presence of social addicts. From the history of the sobriety
associations in Wielkopolska Region until 1974 / 305
III. OF THE RESEARCH WORKSHOPS
Maciej Kokociñski
Research methodology on the social exclusion process /
323
Maciej Dêbski
Solving of social problems or limitation of their impact? Implementation
example of Activity 4 — standardization of work with homelesses,
including model „Municipal standard of the coping with homelessness”
within the systemic project “Creating and developing standards of social
assistance and social integration / 345
9
10
CONTENS
Leszek Wieczorek
Selected social problems in a middle size city — a report from social
diagnosis / 364
Roman Pomianowski
Social workers’ opinions of debt and insolvency as a social policy problem
— research report / 388
About the Authors /
401
Wstêp
Autorzy publikacji pos³uguj¹ siê wieloma definicjami pojêcia wykluczenia
spo³ecznego, poszukuj¹c — ze wzglêdu na jego szeroki zakres — odpowiednich sensów i znaczeñ, u¿ytecznych nie tylko w analizach grup spo³ecznych, ale tak¿e w dyskursach o spo³ecznej nieobecnoœci, prowadzonych
w wielu obszarach ¿ycia spo³ecznego. Spo³eczna zdolnoœæ do wyró¿niania zjawisk, które zaprzeczaj¹ obecnoœci, wyra¿a siê w swoistych konstrukcjach obecnych i nieobecnych. Wieloznacznoœæ pojêcia stwarza bowiem mo¿liwoœæ wielu
interpretacji w zale¿noœci od kontekstu, stanowi te¿ kusz¹ce wyzwanie dla
uczestników dyskursu: naukowców, polityków, organizacji wsparcia i mediów, bowiem pojêcia, idee i instytucje nabieraj¹ znaczenia w trakcie relacji
ludzi miêdzy sob¹.
Wyzwanie to podejmowane jest na dwa zasadnicze sposoby. Na pierwszy
z nich sk³ada siê bezkrytyczne traktowanie pojêcia wykluczenia spo³ecznego,
które ujmowane jest jako wartoœæ poznawcza sama w sobie oraz przyjmowane z dobrodziejstwem inwentarza, pe³nego wieloznacznoœci i niedomówieñ.
Takiemu odniesieniu sprzyja silnie daj¹cy znaæ o sobie komponent emocjonalny zwi¹zany z pojêciem wykluczenia spo³ecznego, wywo³ywany, co naturalne, dramatyczn¹ egzystencj¹ ludzi wykluczanych i wykluczonych. Ich nieobecnoœæ w g³ównym nurcie ¿ycia spo³ecznego (w jego zasadniczych
strukturach) wpisuje siê jednak nie tylko w kontekst uczuciowy i spo³eczny.
Stanowi przede wszystkim wyzwanie poznawcze i badawcze, którego nie
wolno lekcewa¿yæ, bo paradoksalnie to nie praxis ale wiedza, która daje samowiedzê, stanowi fundament jej szerokich, tak¿e chwilowo nieprzewidywalnych zastosowañ.
Drugi sposób odpowiedzi na wyzwanie, jakie stanowi problem ludzi
spo³ecznie nieobecnych, zasadza siê na sceptycyzmie wobec wartoœci poznawczej samego pojêcia wykluczenia. Spektrum wariantów takiej postawy prowadzi od ostro¿nego sceptycyzmu do akcentowania — jeœli nie w ca³oœci, to
12
Wstêp
w czêœci — iluzyjnoœci form wykluczenia/marginalizacji. Koronnym argumentem staje siê wtedy podkreœlanie braku osadzenia pojêcia wykluczenia
w sieci dotychczasowych pojêæ nauk spo³ecznych, w przypadku socjologii —
w kategoriach np. ruchliwoœci spo³ecznej.
Ksi¹¿ka ta — w zamierzeniu jej autorów — jest pewnego rodzaju zaproszeniem do spojrzenia na rzeczywistoœæ spo³eczn¹ poprzez odmienne podejœcia, pozwalaj¹ce uchwyciæ te jej aspekty, które ujawniaj¹c siê pod wp³ywem okreœlonych wydarzeñ (wykluczenie z rynku pracy, mieszkaniowe,
finansowe, zdrowotne, z relacji miêdzyludzkich, z uczestnictwa w polityce
i kulturze) powoduj¹, ¿e niektóre cechy spo³ecznego ¿ycia jawi¹ siê w sposób
bardziej czytelny. Tytu³owa nieobecnoœæ ujmowana jest w prezentowanej publikacji w ró¿norodnoœci jej wariantów: jako fakt spo³eczny, wydarzenie medialne,
temat dyskursów, przedmiot monitoringu i kontroli spo³ecznej. Na niebezpieczeñstwo dominacji obiektywizuj¹cego, systematyzuj¹cego i instrumentalizuj¹cego rozumu (szczególnie w aspekcie monitorowania „nieobecnoœci”
i kontrolowania jej przez spo³eczeñstwo) wskazywa³ ju¿ Horkheimer. Dlatego
niektórzy autorzy tej publikacji sugeruj¹c, i¿ nieobecnoœæ zrozumieæ mo¿na
tylko w aspekcie obecnoœci, proponuj¹ tak¿e inne ujêcia, w których uczestnicy przestrzeni spo³ecznej aktywnie konstruuj¹ swój œwiat i jego konstytutywne elementy. Ju¿ samo podjêcie prób zdefiniowania problemu powo³uje go do
spo³ecznego ¿ycia, prowokuj¹c kolejne pytania, tak¿e o to, jak np. sami nieobecni konstruuj¹ w³asn¹ nieobecnoœæ w wielu przestrzeniach ¿ycia spo³ecznego
(pracy, polityce, kulturze), pozbawionego struktur zorganizowanego œwiata
pracy? Odpowiedzi na te pytania poszukuj¹ autorzy tego opracowania poprzez wieloœæ ujêæ i charakteryzuj¹ce je paradygmaty metodologiczne w przekonaniu, ¿e nieobecnoœæ — jako przedmiot badañ — nabiera „sensów
i znaczeñ” w³aœnie poprzez nacisk na ró¿norodnoœæ jej uwarunkowanych
zmiennym kontekstem wariantów.
Prezentowana publikacja ujêta zosta³a w trzy czêœci. Pierwsza: Nieobecni-wykluczeni-obcy zawiera piêæ prac z zakresu: pojêcia i wartoœci poznawczej badania „wykluczonych” (H. Samsonowicz), dialektyki procesów wykluczania i marginalizacji (Z. Galor), obszarów spo³ecznej nieobecnoœci
(M. Jarosz, B. Goryñska-Bittner) oraz dyskursów w kwestii spo³ecznej ekskluzji w unijnym i narodowym kontekœcie (P. Sa³ustowicz).
Termin „cz³owiek wykluczony” przyswojony zosta³ w literaturze historycznej i socjologicznej miêdzy innymi dziêki pracom B. Geremka, który
uwa¿a³, ¿e w spo³eczeñstwach istniej¹ obszary marginalne, do których trafiaj¹
„wychodŸcy” z ró¿nych klas spo³ecznych. Obszary te nazwa³ marginesem
spo³ecznym. W swoim opracowaniu H. Samsonowicz zwraca uwagê na dez-
Wstêp
orientuj¹cy charakter tego ujêcia, które pozwala domniemywaæ, i¿ dotyczy
ono nielicznej grupy spo³ecznej, nie odgrywaj¹cej istotnej roli w ¿yciu wspólnoty, sugeruj¹c przy tym jej niemobilny charakter, nie pozwalaj¹cy na dostrze¿enie kierunków zasadniczych zmian w spo³eczeñstwie. H. Samsonowicz
podkreœla poznawcz¹ wartoœæ badania wykluczonych, poniewa¿ stanowi¹ oni
trwa³y sk³adnik populacji miast i wsi, a ich istnienie, rozwój i struktura zawodowa stanowi¹ wa¿n¹ wskazówkê dotycz¹c¹ trendów rozwojowych spo³eczeñstwa.
Inne spojrzenie na zjawisko wykluczenia i marginalizacji spo³ecznej —
poprzez sprzecznoœci miêdzy samymi pojêciami oraz ich odniesieniami (miêdzy tymi zjawiskami i ich pojêciami, miêdzy samymi pojêciami oraz ich odniesieniami do socjologicznych koncepcji deklasacji, awansu, degradacji spo³ecznej, ruchliwoœci spo³ecznej, alienacji i in.), jakie cechuj¹ sposób myœlenia
o nich w naukach spo³ecznych — proponuje Z. Galor. Autor zastanawia siê
nad myœleniem o spo³ecznej nieobecnoœci poprzez powierzchowne analogie.
Sugeruje, ¿e prowadz¹ one do zbyt uproszczonych wniosków. Do takich konstatacji nale¿¹ s¹dy o wykluczeniu spo³ecznym jako zjawisku obejmuj¹cym
praktycznie wszystkich cz³onków danego spo³eczeñstwa czy te¿ jako dotycz¹cym wszystkich form degradacji spo³ecznej. W tej perspektywie szczególne znaczenie ma równie¿ pogl¹d nakazuj¹cy wykluczenie spo³eczne traktowaæ jako jedyne istotne zjawisko spo³ecznie negatywne, które ma zawieraæ
w sobie wszystkie inne tego rodzaju zjawiska.
P. Sa³ustowicz poddaje analizie trzy ró¿ne dyskursy nad wykluczeniem
spo³ecznym: dyskurs unijny oraz dwa dyskursy narodowe: brytyjski i niemiecki. Przyjêty do retoryki politycznej UE termin wykluczenia spo³ecznego
z dyskursu francuskiego zrodzi³ nie tylko potrzebê lepszego sprecyzowania
tego pojêcia dla potrzeb komunikacji pomiêdzy pañstwami cz³onkami, ale tak¿e wp³yn¹³ na koniecznoœæ jego takiej operacjonalizacji, aby pozwala³a na
pomiar zakresu tego zjawiska w Unii oraz ocenê skutecznoœci dzia³añ inkluzyjnych. To jednak¿e nie oznacza, ¿e ma miejsce mechaniczne przejêcie koncepcji wykluczenia spo³ecznego przez pañstwa cz³onków. Analiza dyskursów
brytyjskiego i niemieckiego pokazuje, ¿e nadal du¿¹ rolê odgrywaj¹ takie
czynniki, jak: narodowe tradycje w nauce i badaniach, ró¿nice odnoœnie do
struktur spo³ecznych miêdzy spo³ecznoœciami w granicach pañstwa-narodu
oraz kontekst kulturowo-polityczny.
Autorzy tej pracy zwracaj¹ uwagê na ró¿norodnoœæ form spo³ecznej nieobecnoœci w wielu — czêsto jednoczeœnie — obszarach. Na szczególnie
zagro¿on¹ ekskluzj¹ kategoriê spo³eczn¹, któr¹ stanowi¹ migranci zarobkowi, wskazuje B. Goryñska-Bittner. W aspekcie poakcesyjnych przeobra¿eñ
13
14
Wstêp
w Europie sw¹ uwagê koncentruje na sytuacji tej czêœci polskich migrantów
zarobkowych, którzy zostali spo³ecznie zmarginalizowani w wielu obszarach
wykluczenia jednoczeœnie: jako nieobecni w kraju pochodzenia (emigranci),
obcy w kraju przyjmuj¹cym (imigranci) i wykluczeni z jego systemu (bezdomni).
Ujawniaj¹c istotê problemu wykluczania w wielu obszarach wspó³czesnej
Polski, kraju rosn¹cych zró¿nicowañ wewnêtrznych, o du¿ych regionalnych
dysproporcjach — Maria Jarosz zwraca uwagê na problem stygmatyzacji
spo³ecznej i niezgodê polskiego spo³eczeñstwa na istniej¹ce dysproporcje:
materialne i spo³eczne, co w obliczu nadci¹gaj¹cego kryzysu stanowiæ winno
rekomendacjê dla rozumnej interwencji pañstwa.
W czêœci drugiej: Miêdzy wykluczeniem a obecnoœci¹ jej autorzy poruszaj¹
siê na wielu polach spo³ecznego wykluczenia. E. Tarkowska poprzez koncepcjê ubóstwa jako milczenia podejmuje — poprzez oddanie tak¿e g³osu ludziom milcz¹cym — próbê prze³amania licznych ograniczeñ towarzysz¹cych
dyskursom w kwestii ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego.
Autorzy tej czêœci publikacji wskazuj¹ na wiele odmian spo³ecznej ekskluzji. K. Król zwraca uwagê na spo³eczny i wieloaspektowy charakter zjawiska
¿ebractwa w Polsce, ujawniaj¹c jego z³o¿onoœæ i wykluczaj¹cy charakter poprzez jego zdefiniowanie i analizê uwarunkowañ makro- i mikrospo³ecznych.
Na wykluczaj¹cy charakter bezrobocia czasu transformacji ustrojowej w Polsce wskazuje tak¿e Z. Galor, proponuj¹c socjologiczn¹ perspektywê, ujmuj¹c¹ zjawisko i stosunek bezrobotnych do w³asnego bezrobocia — a tym
samym do g³ównego nurtu spo³ecznego ¿ycia — poprzez interdyscyplinarne
podejœcie do omawianego zjawiska, najpe³niej ujawniaj¹ce ró¿ne fazy procesów spo³ecznej marginalizacji i wykluczenia. Na spo³eczne koszty nieobecnoœci w przestrzeni spo³ecznej wskazuj¹ te¿ J. Kuchta i J. Michalski, akcentuj¹c
symboliczny i realny zarazem charakter nieobecnoœci wiêŸniów w przestrzeni
publicznej. Próbê odpowiedzi na pytanie, czy prowadzona w Polsce polityka
spo³eczna pomaga pewnym grupom spo³ecznym egzystowaæ na okreœlonym,
niskim poziomie, uzale¿niaj¹c je od korzystania z pomocy spo³ecznej —
podj¹³ S. Kalinowski, w w¹tpliwoœæ poddaj¹c sens œwiadczeñ spo³ecznych,
czyni¹cych z ich adresatów niewolników wsparcia.
Odpowiedzi na pytanie o niezbêdnoœæ religii w ¿yciu ludzi zbêdnych poszukuje M. Dêbski, prezentuj¹c wyniki pilota¿owych badañ nad ¿yciem religijnym osób bezdomnych. Na nieustanny balans miêdzy wykluczeniem a spo³eczn¹ obecnoœci¹ wskazali w swoich opracowaniach: K. Stachura —
poprzez problem cyfrowych nierównoœci, prowadz¹cy do technologicznej nieobecnoœci; R. Miñski — akcentuj¹c znaczenie pracowniczej partycypacji
Wstêp
jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹; J. Karwat — ukazuj¹c starania
o spo³eczn¹ reintegracjê osób uzale¿nionych poprzez prezentacjê historii ruchu abstynenckiego na terenie Wielkopolski.
Na rolê edukacji zorientowanej na spo³eczn¹ obecnoœæ zwróci³a uwagê
czytelnika D. Kuroñ, k³ad¹c szczególny akcent na doœwiadczenia Uniwersytetu Powszechnego im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach, powsta³ego
w wyniku niezgody jego za³o¿ycieli na œwiat, w którym dostêp do kszta³cenia
wysokiej jakoœci maj¹ uprzywilejowane grupy spo³eczne.
Czêœæ trzecia: Z warsztatów badawczych stanowi informacjê o prowadzonych aktualnie w Polsce badaniach zwi¹zanych z problematyk¹ wykluczenia
i marginalizacji spo³ecznej. Przegl¹d podstawowych problemów metodologicznych, jakie pojawiaj¹ siê podczas empirycznego badania procesu marginalizacji spo³ecznej, wspólnych dla wielu przedsiêwziêæ realizowanych z wykorzystaniem interdyscyplinarnych zespo³ów badawczych, stanowi opracowanie
M. Kokociñskiego. Zaprezentowany materia³ analityczny powsta³ — w zamierzeniu autora — jako swoisty, praktyczny przewodnik, przydatny podczas realizacji podobnych przedsiêwziêæ badawczych.
Relacje z badañ prowadzonych w kilku obszarach wykluczenia prowokuj¹
do pytañ o skutecznoœæ, a nawet mo¿liwoœæ rozwi¹zywania problemów spo³ecznych. Na przyk³adzie projektu systemowego „Gminny Standard Wychodzenia z Bezdomnoœci” M. Dêbski opisuje najwa¿niejsze wady systemu
wsparcia osób bezdomnych w Polsce w kontekœcie prewencji, interwencji i integracji, wskazuj¹c najwa¿niejsze zagro¿enia, ale i rekomendacje dla usprawnienia systemu polityki spo³ecznej w zakresie rozwi¹zania problemu bezdomnoœci. Rezultaty badañ terenowych w postaci raportu z diagnozy spo³ecznej
miasta œredniej wielkoœci w aspekcie problemu uzale¿nieñ przedstawi³ w swoim opracowaniu L. Wieczorek, a komunikat z badañ R. Pomianowskiego
w kwestii zad³u¿enia/niewyp³acalnoœci jako problemu polityki spo³ecznej
w kontekœcie opinii pracowników pomocy spo³ecznej wieñczy tê czêœæ prezentowanej publikacji.
***
W przekonaniu, ¿e pojêcia, idee, a nawet instytucje nabieraj¹ okreœlonego
znaczenia dopiero w trakcie relacji miêdzy ludŸmi, odwo³uj¹c siê do zawartych w tym tomieopracowañ, mo¿na poddaæ w w¹tpliwoœæ niektóre antynomie w traktowaniu dzia³añ ludzkich jako wykluczaj¹cych: w oparciu o podzia³ na jednostki „przystosowane” i „nieprzystosowane” oraz na podstawie
spo³ecznego sacrum jako tego, co spo³eczne, i tego, co jednostkowe, ujête
15
16
Wstêp
jako sk³adnik spo³ecznego profanum (anomii). Mo¿na bowiem — w œwietle
zawartych w tym tomie tekstów — zauwa¿yæ, ¿e wykluczeni nie redukuj¹
siê do zbioru „nieprzystosowanych” ani te¿ nie s¹ jednostkami anomicznymi
ze spo³ecznego profanum (takimi, co poprzez socjalizacjê nie posiad³y wartoœci kultury dominuj¹cej). Nie dadz¹ siê te¿ spo³ecznie wykluczeni sprowadziæ
do ludzi zachowuj¹cych siê dewiacyjnie — czyli odmiennie od dominuj¹cego wzorca — dla osi¹gniêcia spo³ecznie akceptowanych celów w sytuacji, gdy istnieje problem dostêpnoœci do legalnych œrodków.
Barbara Goryñska-Bittner, Zbigniew Galor
I.
Nieobecni — wykluczeni — obcy
HENRYK SAMSONOWICZ
Cz³owiek wykluczony
Termin „cz³owiek wykluczony”1 zosta³ przyswojony w literaturze historycznej i socjologicznej miêdzy innymi dziêki pracom Bronis³awa Geremka. Zapewne przy podejmowaniu tego tematu powodowa³a nim ciekawoœæ poznawcza, potrzeba zajmowania siê nowymi zagadnieniami, poszukiwania
w¹tków pomijanych w historiografii, chêæ znalezienia wiadomoœci zawartych
w nie zbadanych dotychczas Ÿród³ach.
Na pocz¹tku swoich studiów historycznych Geremek wszed³ w problematykê krzy¿acko-pomorsk¹. Dlaczego jednak porzuci³ j¹ i zaj¹³ siê marginesem
spo³ecznym? OdpowiedŸ jest dosyæ z³o¿ona. Nie s¹dzê, ¿eby w pierwszym
rzêdzie zaj¹³ siê tymi zagadnieniami dlatego, ¿e sam sta³ siê w pewnym momencie przedstawicielem grupy wykluczonej. Czu³ siê przecie¿ cz³onkiem
wspólnoty, która na pewno do wykluczonych nie nale¿a³a — wspólnoty badaczy, którzy poszukiwali wiedzy o przesz³oœci, którzy poszukiwali nowych
kluczy do zrozumienia zmian zachodz¹cych w spo³eczeñstwie, tak¿e tych
bie¿¹cych, zachodz¹cych w PRL. Pod wp³ywem argumentów swoich mistrzów uniwersyteckich, szczególnie Mariana Ma³owista, Geremek ostatecznie uciek³ od tego pomys³u i poszuka³ pola dzia³ania dla siebie w okresach
znacznie wczeœniejszych.
Historyczna literatura fachowa, która dotyczy szlachty, w³adców, jest bardzo obszerna. Zawiera tak¿e olbrzymi materia³ dla nowego spojrzenia, nowego badania, dr¹¿enia w poszukiwaniu odpowiedzi na zadawane pytania
w³aœnie tam, gdzie dotychczas tej penetracji nie by³o. I nawet muszê powiedzieæ, ¿e najwybitniejsi, przed którymi biliœmy wtedy czo³em: znawcy antropologii historycznej, socjologowie, historycy, tak wielcy jak Max Weber czy
tacy znakomici jak Florian Znaniecki, Fernand Braudel, kolejny mistrz Ge1 Tekst jest zmodyfikowan¹ wersj¹ wyk³adu wyg³oszonego 1 marca 2011 w siedzibie Fundacji
Bronis³awa Geremka w Warszawie, inauguruj¹cego cykl Cz³owiek wykluczenia.
20
HENRYK SAMSONOWICZ
remka, byli rzeczywiœcie w oficjalnej historiografii pomijani, jak gdyby ich
badania dotyczy³y spraw niewa¿nych, marginesu badawczego. Jednak poprzez postrzeganie tego marginesu mo¿na by³o zobaczyæ zagadnienia i sprawy wa¿ne. Ich zakres znaczeniowy obejmuje horyzont badawczy, który jest
przeogromny i stanowi papierek lakmusowy pokazuj¹cy, jak dalece kolejne
spo³eczeñstwa ¿y³y i rozwija³y siê tworz¹c sta³e, unormowane struktury,
a w jak du¿ym stopniu tworzy³y grupy wykluczonych z postulowanego
porz¹dku. Mo¿na by³o, podejmuj¹c tê tematykê, spojrzeæ na pocz¹tek budowy globalnej wioski œwiata dzisiejszego od strony poszukiwania w niej zjawisk pozornie sprzecznych z oficjalnymi doktrynami. Mo¿na spojrzeæ na te
zagadnienia od strony ekspansji gospodarczej w miarê rozwiniêtych pañstw
europejskich, ale mo¿na te¿ popatrzeæ na te wielkie zagadnienia badaj¹c te
grupy ludzkie, które nie mog³y znaleŸæ swojego miejsca na terenie Europy
w póŸnym œredniowieczu i w pocz¹tkach czasów nowo¿ytnych.
Wielu badaczy omawia³o dzieje reformacji — wielkiego prze³omu
w dziejach cywilizacji europejskiej — z punktu widzenia kryzysu Koœcio³a
Rzymskiego, pod k¹tem potrzeb reformy etycznej, moralnej, doktrynalnej.
Ale mo¿na te¿ spojrzeæ na te dzieje od strony niedostosowania norm reguluj¹cych ¿ycie ludzkie dla tego spo³eczeñstwa, które zmienia³o siê od dawna,
co szczególnie widoczne sta³o siê w koñcu XIV wieku, a znalaz³o pe³ny wyraz
w XVI wieku, w apogeum europejskiej reformacji. To by³ klucz do zainteresowañ Bronis³awa Geremka, dyskusje o którym stanowi³y wspóln¹ platformê
porozumienia z jego kolegami, jak Jaques Le Goff, Georges Duby czy Alberto Tenenti. To byli, podobnie jak Geremek uczeni, którzy potrafili utworzyæ
now¹ wizjê przesz³oœci, znacznie pe³niejsz¹ i wyrazistsz¹, ukazaæ pola badawcze zaskakuj¹ce ró¿norodnoœci¹ problematyki, dotycz¹cej zarówno metodologii humanistyki, jak i pytañ poszerzaj¹cych horyzonty poznawcze nauki europejskiej.
Punktem wyjœcia dla Geremka by³o przyjêcie za³o¿enia, ¿e „w zorganizowanym spo³eczeñstwie,ukszta³towanej strukturze klasowej towarzyszy istnienie obszarów marginalnych, swoistego „no man’s land”, na który przejœciowo lub na sta³e przechodz¹ wychodŸcy z ró¿nych klas spo³ecznych”.
Z czasem, odchodz¹c od desygnatu „klasy spo³eczne”. przyj¹³ on za³o¿enie
szersze i bardziej p³odne dla badañ nad strukturami spo³ecznymi w ró¿nych
epokach dziejowych. W jego rozwa¿aniach, podobnie jak licznych innych badaczy, tak¿e jego uczniów, pojawia³o siê okreœlenie „marginesu spo³ecznego”,
mo¿e nieco myl¹ce z paru powodów. Po pierwsze — mo¿e ono sugerowaæ
istnienie nielicznej liczebnie grupy spo³ecznej; po drugie — mo¿e domniemywaæ, ¿e owa grupa nie odgrywa³a istotnej czy wa¿nej roli w ¿yciu wspólnoty
Cz³owiek wykluczony
ludzi, ¿e stanowi³a ma³o wa¿ny margines spo³eczny; po trzecie — okreœlenie to, w przeciwieñstwie do stosowanych nazw innych grup — prawnych,
zawodowych, religijnych, etnicznych — dotyczy niekiedy œrodowisk znacznie bardziej mobilnych ni¿ pozosta³e i — niekiedy — wskazuje na zasadnicze kierunki zmian zachodz¹cych w spo³eczeñstwie. Historycznie przy tym
wystêpuje pewna prawid³owoœæ; ci, którzy nale¿¹ do tej grupy (przyk³adem
s¹ tu migranci), tworz¹ nowe struktury spo³eczne, nowe formy ¿ycia, które
— jak to ma miejsce w krajach wyros³ych z kolonii europejskich — stanowi³y i niekiedy wzorce dla przysz³ych pokoleñ. W Europie dziêki tym ludziom powstawa³y miasta. Nie te miasta antyczne, lecz równie¿, mo¿e przede
wszystkim te dzisiejsze, w których rodz¹ siê nowe wzorce pracy i wypoczynku.
W dziejach cywilizacji europejskiej bodaj zawsze istnia³y grupy ludnoœci,
które nie mieœci³y siê w sztywnych schematach struktury spo³ecznej. Nie chodzi tu tylko o te, które znajdowa³y siê najni¿ej w hierarchii prawnej — jak
heloci w Sparcie czy niewolnicy w Atenach lub w Rzymie — i by³y pozbawione praw obywatelskich. Bez istnienia tych grup owe pañstwa nie mog³y
funkcjonowaæ prawid³owo, a warstwy bardziej uprzywilejowane egzystowaæ
zgodnie ze swoimi potrzebami. Z up³ywem wieków tworzone by³y modele
w³aœciwego, zdaniem elit rz¹dz¹cych, uk³adu spo³ecznego. Na przyk³ad, na
prze³omie I i II tysi¹clecia przyjmowano — w wersji uczonej — ¿e Dom
Bo¿y dzieli siê na trzy grupy: modl¹cych siê, walcz¹cych i pracuj¹cych. W tak
przyjêtym schemacie nie by³o miejsca nie tylko dla kupców, lichwiarzy, uczonych, lecz tak¿e dla w³óczêgów, ¿ebraków, prostytutek, bandytów, których liczebnoœæ wed³ug niektórych szacunków dochodzi³a podówczas do 20%
wszystkich mieszkañców Europy ³aciñskiej. Równie¿ niektóre póŸniejsze propozycje ich klasyfikacji sugerowa³y przyjêcie trójdzielnego schematu organizuj¹cego potrzebny porz¹dek ludzki, poddany trzem w³adzom: duchownej
(saerdotium), œwieckiej (imperium) i uczonej (studium, bardziej — a¿ do
dziœ — postulowanej ni¿ realnej).
Oczywiœcie, ¿aden z tych trzech pionów nie móg³ egzystowaæ bez coraz
liczniejszych pracowników fizycznych, najmowanych okresowo do ró¿nych
pos³ug, bez kupców i rzemieœlników, bez marynarzy i przewoŸników. Istnienie tych kategorii by³o dobrze dostrzegane i ukazywane w ¿ywotach œwiêtych
pañskich, w exemplach kazañ, w transakcjach i rachunkach handlowych.
Zauwa¿yæ wiêc mo¿na, ¿e „wykluczenie” grup ludzkich dotyczy³o pomijania ich na pewno nie w praktyce, ale w teorii porz¹dkuj¹cej œwiat. St¹d te¿, by
lepiej zrozumieæ ten problem, poznaæ trzeba obowi¹zuj¹ce normy, okreœlaj¹ce
postulowany porz¹dek spo³eczny w ró¿nych epokach. Tytu³em przyk³adu: jak
mo¿na s¹dziæ z przekazów dotycz¹cych czasów sprzed powstania pañstw,
21
22
HENRYK SAMSONOWICZ
norm¹ akceptowanego ¿ycia by³ udzia³ we wspólnocie rodowej. Dla Polski
znanych jest ponad 40 nazw okreœlaj¹cych stopieñ pokrewieñstwa i powinowactwa, dziœ ju¿ b¹dŸ nie u¿ywanych, b¹dŸ nawet niezrozumia³ych (zelwa-siostra mê¿a, dziewierz — brat mê¿a, szurzy — brat ¿ony), wskazuj¹cych na miejsce cz³owieka w rodowej wspólnocie spo³ecznej. Wykluczenie
z tej wspólnoty powodowa³o b¹dŸ pozbawienie mo¿liwoœci dalszej egzystencji, b¹dŸ wymusza³o tworzenie nowej wspólnoty poszukuj¹cej innych pól
dzia³ania. Znane s¹ wydarzenia dotycz¹ce osiedlania siê w Islandii „wykluczonych” z ¿ycia publicznego swych wspólnot mieszkañców Norwegii, ekspansje
Skandynawów skierowane na Ruœ, na pó³nocn¹ Francjê, na po³udniow¹ Italiê.
Przyk³adem masowego w historii pojawienia siê marginesu spo³ecznego s¹
nie tylko Normanowie, których tak wielu nie by³o, czy liczni, wêdruj¹cy bardzo daleko Niemcy. Jest nim szczególnie kolonizacja Zachodu w Stanach
Zjednoczonych — marsz na Zachód w poszukiwaniu m.in. z³ota w Kalifornii czy na Alasce. Notabene, pierwsza gor¹czka z³ota, która jest znana, to
by³a gor¹czka z³ota na Œl¹sku w XIII wieku, kiedy to gruchnê³a wieœæ w Europie Zachodniej, ¿e na Œl¹sku, w dzisiejszej Z³otoryji, odkryto z³oto.
PóŸne œredniowiecze przynios³o kolejne formy wykluczania ludzi z przyjêtych norm ¿ycia spo³ecznego. Wraz z przekszta³ceniami pañstwa patrymonialnego w organizacjê terytorialn¹, dotychczasowe grupy ministeriatów,
ludnoœci s³u¿ebnej, traci³y racjê bytu. Czêœæ z nich spada³a do poziomu zale¿nych ch³opów, czêœæ natomiast szuka³a nowych mo¿liwoœci kariery i awansu
spo³ecznego w drodze emigracji i zasiedlania bli¿szych i dalszych ziem Europy. To im, miêdzy innymi, zawdziêczamy skutki tzw. kolonizacji na prawie
niemieckim, przynosz¹ce pierwociny samorz¹du terytorialnego w Polsce
i krajach s¹siednich.
Kolejnym etapem w powstawaniu struktur spo³ecznych by³ okres kszta³towania siê stanów, grup posiadaj¹cych nie tylko swój status prawny, lecz
tak¿e uszeregowanych wed³ug przyjêtej hierarchii presti¿u. Mieszkañcy wsi
i miast byli przypisani do grup posiadaj¹cych okreœlone przywileje i obowi¹zki. Teoretycznie istnia³y stany: rycerski, duchowny, mieszczañski i ch³opski. W praktyce wielu pozostawa³o poza tymi grupami lub na ich marginesie.
Ten stan rzeczy dobrze ilustruj¹, poczynaj¹c od po³owy XIV wieku, przedstawienia” Tañca Œmierci”. Wszystkie te stany by³y wewnêtrznie bardzo zró¿nicowane. Na zachodzie Europy istnia³o piêæ stopni przynale¿noœci do stanu
szlacheckiego (od ksi¹¿¹t, poprzez hrabiów, baronów, szlachtê, a¿ do drobnych, wolnych dziedziców). Poza nimi znajdowa³y siê bardzo liczne grupy
ludzkie poszukuj¹ce, niekiedy zbrojnie, swojego miejsca zapewniaj¹cego lepsze warunki ¿ycia.
Cz³owiek wykluczony
Zwi¹zek ”wykluczenia” z wyznawaniem okreœlonej religii, choæ wystêpuje, to nie stanowi o mechanicznej zale¿noœci, a nawet nie musi byæ zawsze tym
warunkowany. Np. prawos³awni w Polsce nie byli grup¹ wykluczonych.. Jest
to sk¹din¹d rzecz¹ bardzo ciekaw¹, jak dalece obowi¹zuj¹ca doktryna wyjaœniaj¹ca porz¹dek œwiata jest nie przyjmowana przez czêœæ ludzi, która niekiedy sama siebie ze wspólnoty wyklucza. Pytanie „czy mo¿na zatem siê samemu wykluczyæ?” znajduje odpowiedŸ. Mo¿na, tak jak czyni¹ to wyznawcy
tych wspólnot religijnych, których — na przyk³ad — doktryna zakazuje
pe³nienia s³u¿by wojskowej. Odmawiaj¹ oni pójœcia do wojska, wiedz¹c, ¿e
bêd¹ ponosili za to odpowiedzialnoœæ karn¹.
Nie zawsze jest mo¿liwe przypisanie wszystkich grup spo³ecznych do
sztywnego schematu okreœlaj¹cego spo³eczeñstwo. W Polsce, w Czechach
i na Wêgrzech istnia³y liczne grupy ró¿ni¹ce siê nie tylko posiadanym maj¹tkiem, lecz tak¿e posiadanymi prawami: ubodzy rycerze,\ (milites pauperes), szlachta ¿yj¹ca w miastach (nobilem in civitates sedentes), „rycerzyki”
(militelles), szlachta bez ziemi, bez poddanych, w³odycy, panosze. Nie wszyscy byli szeregowani wed³ug jednolitych zasad. Podobnie jak ró¿ni mieszkañcy miast w Polsce nie posiadaj¹cy indygenatu, okreœlani jeszcze d³ugo w g³¹b
czasów nowo¿ytnych: jedni jako „mieszczanie” (cives), inni jako „przedmieszczanie” (suburbani), jeszcze inni jako „mieszkañcy” (inquilini), przybysze, komornicy, zagrodniczy, niekiedy „panowie” (viri). Ponadto wymieniani byli
w miastach ¿ebracy, hultaje, wêdrowcy, kuglarze, komedianci, wêdrowcy,
muzycy (wymieniani wœród najni¿szych grup podatkowych w du¿ych miastach), wzmiankowane by³y prostytutki. Te grupy nie stanowi³y œrodowisk
zamkniêtych. Byli wœród nich ludzie, którzy w wyniku ró¿nych katastrof ¿yciowych tracili maj¹tek czy zdrowie, ale spoœród nich jednoczeœnie byli rekrutowani ró¿ni najemnicy. Do koñca istnienia I Rzeczypospolitej, wœród zaci¹ganych do wojska ochotników znajdowali siê — poza szlacht¹, ch³opami
i mieszczanami — tak¿e ludzie luŸni, nazywani tylko imieniem, nie posiadaj¹cy ¿adnego desygnatu stanowego.
Pojêcie wykluczonych w dawnych przekazach dotyczy³o mê¿czyzn, z wyj¹tkiem grupy prostytutek opisanej i zdefiniowanej. Pozwala to postawiæ pytanie o losy kobiet i ich uwik³anie w procesy wykluczenia spo³ecznego. Czy
kategoria kobiet znika z pola refleksji, z pola kontaktów spo³ecznych, historii
spo³eczeñstwa? Jeœli by³y cechy szewców, cyrulików, rzeŸników, to warto zapytaæ, czy by³ jakiœ cech praczek?
Jeszcze w koñcu œredniowiecza 25 % przedsiêbiorców w sto³ecznym mieœcie Kraków to by³y kobiety, które dok³adnie w ten sam sposób dzia³a³y, pracowa³y, zarabia³y jak mê¿czyŸni. One te¿ stanowi³y rezerwuar si³y roboczej
23
24
HENRYK SAMSONOWICZ
branej do poszczególnych prac domowych; przecie¿ kobiety by³y „mamkami”, by³y s³u¿¹cymi, by³y paniami, które zajmowa³y siê najprzeró¿niejszymi
dzia³aniami, które w tej chwili ju¿ nie istniej¹, np. kawiarka — zawód bardzo szanowany, ale z niewiadomych przyczyn dostêpny tylko dla kobiet. Kobiety zajmowa³y siê sadownictwem, ogrodnictwem i rzeczywiœcie kobiety
¿yj¹ce w nielegalnych zwi¹zkach by³y wykluczone, ale to te¿ dotyczy³o sytuacji nie tylko obyczajowej, ale gospodarczej i prawnej To temat powa¿nych
badañ: jak dalece poœród wykluczonych wystêpowa³y kobiety; np. wiadomo,
¿e w bandach rozbójniczych, które hasa³y po lasach i górach w rozmaitych
krajach, by³y te¿ kobiety.
Istnienie wœród mieszkañców miast w Polsce wielu wymienionych wy¿ej
grup ludzi, ich wewnêtrznych podzia³ów, daje wa¿n¹ informacjê nie tylko
o bie¿¹cych stosunkach w mieœcie, lecz tak¿e o nadchodz¹cych zmianach
spo³ecznych. Wœród tych ludzi, którzy znaleŸli siê na marginesie zamo¿noœci
i presti¿u, mo¿na zauwa¿yæ przynajmniej trzy odmienne grupy. Do pierwszej
mo¿na zaliczyæ tych, którzy wypadli poza obrêb legalnych dzia³añ mieszcz¹cych siê w przyjêtych normach wspó³¿ycia spo³ecznego. Do drugiej tych,
którzy korzystaj¹c z odpowiedniej koniunktury tworz¹cej zapotrzebowanie
na zaciê¿nych ¿o³nierzy, robotników najemnych, pracowników s³u¿by na
dworach, transportowców morskich czy l¹dowych — uzyskiwali szansê na
awans ¿yciowy, jeœli nawet nie w sensie prawnym, to na pewno maj¹tkowym.
Wreszcie trzecia grupa, te¿ niejednolita i zmieniaj¹ca swój status, wywodzi³a
siê z zawodów mo¿e nie sta³ych, ale w miarê stabilnych. Nale¿eli do nich
przedstawiciele zawodu katowskiego, w³aœciciele zamtuzów, kuglarze, wêdrowni aktorzy i prostytutki.
Cz³onkowie grupy pierwszej zasilali przede wszystkim œrodowiska przestêpcze, a tak¿e — co dla czasów dawniejszych jest szczególnie istotne —
grona ludzi ¿yj¹ce z ja³mu¿ny. Blisko 10% dochodu kupców i rzemieœlników
przeznaczane by³o na najbardziej pobo¿ny uczynek, jakim by³o ofiarowywanie
ja³mu¿ny czy dokonywanie legatów na rzecz Koœcio³a. Wraz z narastaj¹cym
kryzysem politycznym i gospodarczym w Polsce, z rozwojem reformacji
w miastach ten odsetek pobo¿nych darowizn zmniejsza³ siê, ale w dalszym
ci¹gu ¿ebracy stanowili grupê wa¿n¹ dla zamo¿niejszych warstw spo³ecznych.
Niektórzy badacze s¹dz¹, ¿e ze œrodowisk przestêpczych wywodzi³ siê
wczesny, kapitalistyczny proletariat przemys³owy. Trudno siê w pe³ni z tym
stanowiskiem zgodziæ. Natomiast na pewno czêœæ ludnoœci, nale¿¹ca do drugiej wzmiankowanej grupy, stanowi³a ju¿ znacznie dawniej rezerwê robocz¹
najemników dzia³aj¹cych w najró¿niejszych us³ugach, tak¿e na polu produkcji przemys³owej. Przy omawianiu trzeciej grupy trudno s¹dziæ, by wiêkszoœæ
Cz³owiek wykluczony
¿ebraków mog³a liczyæ na porzucenie swego trybu ¿ycia, acz zdarza³y siê
przypadki wzbogacania siê na ja³mu¿nie. Do sta³ych zawodów, choæ niekiedy
krótko wykonywanych, nale¿eli rozbójnicy grasuj¹cy na drogach, w lasach,
w du¿ych miastach. Wiktor Hugo w swej powieœci Notre Dame de Paris na
pe³nych dwóch stronach druku wymienia³ nazwy ró¿nych rzezimieszków paryskich, tak okreœlanych — co potwierdzaj¹ badania Geremka — ju¿
przez wspó³czesnych. Posiadali oni swoje hierarchie w³adzy, tworz¹c wiêksze
i mniejsze grupy przestêpcze grasuj¹ce na drogach przebiegaj¹cych przez ca³¹
Europê. Badania grup przestêpców, band rozbójników przynosz¹ wiele informacji. Z jednej strony ich liczebnoœæ stanowi wskazówkê dotycz¹c¹ stanu
gospodarki ówczesnego spo³eczeñstwa, poziomu jego stabilizacji, napiêæ politycznych, niekiedy ideologicznych. Jest rzecz¹ interesuj¹c¹ i wa¿n¹ dla poznania psychologii zbiorowej, ¿e ci zbójcy stawali siê postaciami wokó³ których powstawa³y najró¿niejsze mity i wyobra¿enia buduj¹ce ich „bia³¹
legendê”. Robin Hood w Anglii, Janosik w Polsce, Rumcajs w Czechach stawali siê w tradycji ludowej bojownikami walcz¹cymi ze z³ym porz¹dkiem,
z niedobr¹ w³adz¹. Ich charakterystyka wskazuje na cechy potrzebne wykluczonym czy pokrzywdzonym. Ich badania daj¹ mo¿liwoœæ poznawania wspó³zale¿noœci miêdzy obiektywnym i subiektywnym wykluczeniem, zbadania,
jak widz¹ siebie ci spoza prawa i jak s¹ widziani przez innych.
Ci, którzy widz¹ siebie jako wykluczonych, to na ogó³ ci, których mo¿na
³atwo przekonaæ do rozmaitych skrajnych ruchów politycznych, spo³ecznych
itd. Uwa¿aj¹ oni, ¿e s¹ pokrzywdzeni. Dlaczego s¹ pokrzywdzeni, to ju¿ jest
inna sprawa. Natomiast istniej¹ na pewno ludzie widziani z zewn¹trz jako
bezprizorni, jak mówi¹ nasi wschodni s¹siedzi. Wydaje mi siê, ¿e te dwie grupy
s¹ przenikalne wzajemnie, ale generalnie rzecz bior¹c, uwa¿aj¹cy siebie za
wykluczonych niekiedy maj¹ swoje miejsce w strukturach spo³ecznych. Pozostaj¹ jednak niedoceniani, krzywdzeni, maj¹ siê Ÿle, ewentualnie ich znajomi
maj¹ lepiej, czyli te¿ jest Ÿle. Czy s¹ oni widziani przez innych jako wykluczeni? Mam w¹tpliwoœci, chyba nie. W tym momencie do grupy wykluczonych
nale¿¹ bezdomni. Ci, którzy s¹ bezprizorni, jeœli mogê tak powiedzieæ, w sensie
nieposiadania ¿adnej propozycji dotycz¹cej ich umieszczenia we wspó³czesnym œwiecie. Nie s¹dzê — co jest pewnym optymistycznym za³o¿eniem
— ¿eby to by³a tak bardzo liczna grupa. Te, które bada³ B. Geremek, dochodzi³y do tylko — czy a¿ — 20 % mieszkañców Europy. Dziœ wysokie tempo przemian ekonomiczno-spo³ecznych zdaje siê groziæ powstaniem liczniejszej grupy wykluczonych.
Rozwa¿enia jednak wymaga to, czy w ka¿dym spo³eczeñstwie szybsze
tempo rozwoju zwiêksza przyrost wykluczonych. Mam tu pewne w¹tpliwoœci
25
26
HENRYK SAMSONOWICZ
i myœlê, ¿e nie wszêdzie tak jest. Wspó³czeœnie w Polsce ludzi utrzymuj¹cych
siê z rolnictwa jest ponad 20 %. Mo¿na zastanowiæ siê, czy ci, którzy przestali
byæ rolnikami — za moich m³odych lat ich by³o ponad 50% — nale¿¹ do
grupy wykluczonych? S¹dzê, ¿e oni — przynajmniej nie wszyscy — do
niej nale¿¹.
Istnienie we wspó³czesnym œwiecie prowadzi do napiêæ narodowych i miêdzynarodowych, o których s³yszymy codziennie, jak np. obecnie w p³on¹cej
Afryce Pó³nocnej. Pewne przyczyny powoduj¹, ¿e ludzie burz¹ siê, nie mog¹c
w danej sytuacji spo³ecznej znaleŸæ dla siebie miejsca. Czy oni s¹ od razu wykluczeni? To pytanie odnosi siê tak¿e np. do m³odych arystokratów angielskich, którzy jad¹ do Indii czy gdziekolwiek do dawnych kolonii, do Afryki
Po³udniowej. Pozbawieni swego dotychczasowego miejsca, s¹ jednak dobrze
zakotwiczeni w tych uk³adach spo³ecznych, które funkcjonuj¹. Widziane
z perspektywy wykluczenia zagadnienie pluralizmu etnicznego te¿ przedstawia siê jako z³o¿one. Czy s¹ wykluczeni — powiedzmy na terenie Bia³orusi
— ci, którzy okreœlaj¹ siê jako „tutejsi”? Chyba nie, jako ¿e mieszcz¹ siê
w strukturze, która tam wystêpuje.
Tak¿e emeryci nie s¹ wykluczeni, choæ nie ma w¹tpliwoœci, ¿e trafne s¹ ich
charakterystyki jako biednych, pokrzywdzonych, wyzyskiwanych. Maj¹ swoje miejsce niezale¿nie od tego, ¿e jest to miejsce bardzo dla nich niekorzystne,
krzywdz¹ce ich, wymagaj¹ce zasadniczych zmian. Natomiast ci, co wegetuj¹
w dawnych PGR-ach rzeczywiœcie, s¹ wykluczeni. Ich sytuacja przypomina
sytuacjê ludzi mieszkaj¹cych w dzielnicach nêdzy wielkich miast, jak £ódŸ,
i w mniejszych, jak w Wa³brzychu. Mam pewne w¹tpliwoœci, czy wielu chorych mo¿na zaliczyæ do wykluczonych. Myœlê, ¿e — przynajmniej teoretycznie — nie. Chorzy czuj¹ siê i s¹ rzeczywiœcie niejednokrotnie pozostawiani sobie, s¹ niekiedy krzywdzeni, s¹ poza normalnym ¿yciem. Ale
generalnie rzecz bior¹c, nie s¹ ludŸmi, którzy s¹ poza prawem, poza strukturami. To dawniej wariat by³ albo œwiêtym nawiedzonym, albo cz³owiekiem,
którego nale¿a³o eksterminowaæ; dziœ sytuacja jest ju¿ inna. Czy wystarczaj¹ca jest opieka nad chorymi — to jest zupe³nie inna sprawa. Jednak oni
teoretycznie s¹ w jakimœ stopniu w³¹czeni w istniej¹ce spo³eczeñstwo.
Mieszcz¹ siê w systemie.
Jeœli warto badaæ grupy „wykluczone”, to nie tylko dlatego, ¿e stanowi³y
— i stanowi¹ — trwa³y sk³adnik populacji miast i wsi, lecz równie¿ z tego
powodu, ¿e ich istnienie i rozwój, ich struktura zawodowa s¹ wa¿n¹ wskazówk¹ dotycz¹c¹ kolejnych trendów rozwojowych spo³eczeñstwa.
Cz³owiek wykluczony
Bibliografia
Allard, G.H., ed. 1975. Aspects de la marginalite au Moyen-Age, Montreal.
Geremek, B., 1962. Najemna si³a robocza w rzemioœle Pary¿a, Warszawa.
Geremek, B., 2003. Ludzie marginesu w œredniowiecznym Pary¿u, XIV – XV wiek, Poznañ.
Graus, F., 1949. Chudina mestska v dobe predhusitske, Praha.
Jezierski, P. A., 2009. Margines spo³eczny w du¿ych miastach Prus i Inflant w póŸnym œredniowieczu
i wczesnych czasach nowo¿ytnych, Toruñ.
Le Goff, J. Cl. Scmitt, 1999. Dictionaire raisonnne de l’Occident medieval, Paris.
Neyman, E., 1966. Typy marginesowoœci w spo³eczeñstwach i ich rola w zmianie spo³ecznej, „Studia
Socjologiczne” 4
Mousnier, R., ed, 1968. Problemes de stratification sociale, Paris.
Podgórecki, A., 1969. Patologia ¿ycia spo³ecznego, Warszawa.
Znaniecki, F., 1928. Social Research in Criminology, Sociology and Social Research, 12.
The excluded man
Summary
The term „the excluded man” has been introduced to the historical and sociological
literature, also through the work of Bronislaw Geremek. He believed that in societies there are marginal areas to which pass emigrants from different social classes.
Later, these areas have been called „the margin of society.“Hovewer this term is misleading because it suggests that it concerns: 1) just a small social group, 2) a group
that plays no significant role in the life of the community, 3) a group always immobile, never showing the directions of fundamental changes in society.
Among these people, who in medieval Poland found themselves on the margins
of wealth and prestige, we can distinguish least three different groups. The first are
those who came out beyond the legitimate activities within the accepted norms of
social coexistence. The second are those who use the opportunity, which creates demand for mercenary soldiers, hired workers, workers at the courts, maritime transports or land, in order to obtain possible advancement in life, even if not legally then
certainly in its material condition. But third group came from the professions, which
might not solid, but somehow stable (such as executioners, jugglers, prostitutes).
The cognitive value of the research on „excluded” can be expressed in the fact
that they are a permanent component of the population of towns and villages, and
that their existence and development, and also their occupational structure, are an
important indicator of subsequent development trends of the society.
27
ZBIGNIEW GALOR
O dialektyce wykluczenia i marginalizacji
„Marginalizacja spo³eczna i wykluczenie spo³eczne — pisze Janusz Sztumski —
s¹ terminami u¿ywanymi niekiedy zamiennie, chocia¿ nie oznaczaj¹ tego samego”
(Sztumski, 2008:286). Takie ich stosowanie wi¹¿e siê z upowszechnieniem
w naukach spo³ecznych kategorii wykluczenia spo³ecznego, z popularnoœci¹
jego stosowania w ¿yciu politycznym i publicznym oraz przez instytucje krajowe i europejskie. Spostrze¿enie Sztumskiego opisuje taki stan rzeczy, który
jednak rzadko staje siê przedmiotem krytycznej refleksji teoretycznej, jak to
ma miejsce np. we Wprowadzeniu do publikacji pt. Obszary i formy wykluczenia
etnicznego w Polsce (Jasiñska-Kania, £odziñski, 2009: 7 – 36). Autorzy trafnie
podkreœlaj¹, ¿e wykluczenie spo³eczne rozpatrywane jest jako termin analizy
socjologicznej, antropologicznej, historycznej oraz jako pojêcie dyskursu publicznego.
Prezentowany tekst jest prób¹ refleksji nad niektórymi sprzecznoœciami
zwi¹zanymi z definiowaniem, interpretowaniem, a tak¿e u¿ywaniem pojêæ
spo³ecznego wykluczenia i marginalizacji spo³ecznej. Stanowi on przyczynek do zagadnienia wartoœci poznawczej obydwu okreœleñ; samo to zagadnienie mo¿e byæ tak¿e rozpatrywane á rebours — nie jako pytanie
o dialektykê sprzecznoœci tych pojêæ, lecz jako pytanie o zwi¹zane z nimi
potencjalne i rzeczywiste korzyœci poznawcze i praktyczne. Tak czyni Tadeusz Kamiñski, argumentuj¹c za po¿ytkami z wykluczonych (Kamiñski,
2008) i stawiaj¹c dwie kwestie do zastanowienia. Po pierwsze, czy nale¿y
walczyæ (podejmowaæ realne dzia³ania) z wykluczeniem w ka¿dym przypadku, skoro dotyczy ono tak¿e zjawisk korzystnych dla wspólnot ludzkich
(np. ekskluzji wrogów pañstwa uwik³anego w wojnê obronn¹). Po drugie,
przeciwnie ni¿ wymaga uznania tego pogl¹d wyra¿any w opracowaniach
naukowych, np. Zygmunta Baumana, czy rzeczywiœcie ludzie wykluczeni
s¹ zbêdni, nikomu niepotrzebni?
O dialektyce wykluczenia i marginalizacji
Czy koncepcja marginalnoœci/wykluczenia jest œciœle zwi¹zana z koncepcj¹
cz³owieka marginesu?
Pogl¹d o genezie i œcis³ym zwi¹zku problematyki marginalizacji/wykluczenia
z koncepcj¹ cz³owieka marginesu jest bardzo popularny w literaturze przedmiotu. Reprezentuje go m.in. H. Mol, który jeszcze na pocz¹tku lat szeœædziesi¹tych, maj¹c na uwadze doœwiadczenia imigrantów w USA, analizowa³
dialektykê przystosowania siê i integracji w oparciu o za³o¿enie, i¿ koncepcja
marginalizacji jest œciœle zwi¹zana z koncepcj¹ cz³owieka marginesu (Mol,
1963: 175 – 177; Zander, 2004: 57).
Przeciwny pogl¹d reprezentuje wspó³czeœnie K. Szafraniec, która po rozpatrzeniu koncepcji Parka i Stonequista dosz³a do wniosku, ¿e marginesowoœæ
cz³owieka marginesu jest „odnoszona do kontekstów socjalizacyjnych i spo³ecznej osobowoœci cz³owieka — nie mo¿e byæ uto¿samiana z perspektyw¹ marginalizacji pojawiaj¹c¹ siê w analizach wykluczenia i wykluczenia spo³ecznego. Mimo punktów stycznych obydwie koncepcje maj¹ zupe³nie inny rodowód i opisuj¹ zupe³nie inne strony
spo³ecznej rzeczywistoœci” (Szafraniec, 2010: 134). Za takim stanowiskiem przemawia koniecznoœæ odró¿nienia cechy marginalnoœci od procesu marginalizacji. Co jednak nie oznacza, by koncepcja cz³owieka marginesu nie mog³a pe³niæ
swoistej funkcji heurystycznej wobec koncepcji marginalizacji.
Wieloœæ kryteriów wykluczenia spo³ecznego i niejasnoœæ co do kryterium
zasadniczego
Przy dwóch zasadniczych sposobach definiowania wykluczenia spo³ecznego:
za pomoc¹ kryterium uczestnictwa/braku uczestnictwa — definicje partycypacyjne oraz dostêpu/braku dostêpu — definicje dystrybucyjne (Jasiñska-Kania, £odziñski, 2009:9) nie zmienia siê jedna wa¿na jego cecha. W obydwu znaczeniach zjawisko to ujmowane jest jako spo³ecznie negatywne,
³¹czone z nierównoœciami spo³ecznymi. Cecha ta nie zmienia siê i wtedy, gdy
oprócz tych kryteriów wyró¿niane s¹ jeszcze dwa inne: problemy z prawami
spo³ecznymi oraz ubóstwa i deprywacji (Szarfenberg, 2007/8:2).
Ze wzglêdu na spo³ecznie negatywny charakter rozpatrywanego zjawiska
niektórzy badacze podkreslaj¹ szczególnie znaczenie odnosz¹cej siê doñ kategorii wykluczenia jako eksponuj¹cej rolê kontekstu spo³ecznego — „pokazuj¹cej pewnego rodzaju chorobê spo³eczeñstwa w postaci s³aboœci wiêzi i braku solidarnoœci”(Tarkowska, 2005: 342).
29
30
ZBIGNIEW GALOR
Aby nie uto¿samiaæ wykluczenia z marginalizacj¹, J. Sztumski przyjmuje,
¿e istotnym wyznacznikiem wykluczenia jest usuniêcie, a marginalizacji —
rozwarstwienie dowolnych struktur spo³ecznych. Natomiast obydwa zjawiska ró¿nicuj¹ siê ze wzglêdu na: uwarunkowania, którym podlegaj¹, przebieg
i konsekwencje (Sztumski, 2008: 285 – 286).
Badacz ten podejmuje tak¿e bardzo rzadko analizowan¹ kwestiê wzajemnych relacji miêdzy marginalizacj¹ i marginesem spo³ecznym. Przyjmuj¹c, ¿e
wed³ug Parka cz³owiek marginesu zajmuje pozycjê na skraju klas, warstw,
spo³ecznoœci lub grup spo³ecznych, dochodzi do wniosku, ¿e „Margines spo³eczny jest skutkiem procesu marginalizacji poszczególnych osób lub zbiorów ludzi, który
mo¿e byæ spowodowany przez ró¿ne przyczyny zarówno obiektywne (np. przez bezrobocie (...) lub postêpuj¹c¹ pauperyzacjê (...), jak i subiektywne bêd¹ce nastêpstwem rozmaitych zdarzeñ losowych (np. ciê¿kich schorzeñ, kalectwa itp. ...)” (Sztumski,
2008: 287).
W opinii publicznej margines spo³eczny ma stereotypowo przypisan¹
pejoratywn¹ wartoœæ. W koncepcji Sztumskiego zwolennicy takiego pogl¹du (tak¿e niektórzy badacze) znajd¹ próbê przeciwstawienia siê tego rodzaju podejœciu. Zdaniem autora uto¿samianie marginesu spo³ecznego
z postawami aspo³ecznymi, prowadzi do przekszta³cenia tego terminu z naukowego, opisowego, w termin deprecjonuj¹cy. Dzieje siê tak, poniewa¿:
„Takich negatywnych moralnych ocen nie potwierdzj¹ jednak dane statystyczne,
a w ich œwietle ani przestêpstwa, ani inne zjawiska zaliczane do „patologii spo³ecznej” nie s¹ powodowane wy³¹cznie przez ludzi nale¿¹cych do marginesu spo³ecznego.
Bowiem w tym zbiorze s¹ bardzo ró¿ni ludzie tak¿e ze wzglêdu na ich ich moraln¹
kondycjê. Zalicza sie do niego np. osoby o nieokreœlonej lub nieustabilizowanej pozycji spo³ecznej, pozbawione œrodków egzystencji lub sta³ego miejsca zamieszkania,
niezintegrowane z innymi ludŸmi na skutek nieprzystosowania spo³ecznego lub swojej niepe³nosprawnoœci, wykolejone moralnie w nastêpstwie ró¿nych zdarzeñ losowych oraz alkoholików, narkomanów, osoby dyskryminowane z ró¿nych powodów
np. rasowych, religijnych lub orientacji seksualnej, a tak¿e prostytutki, przestêpców
itp. osobników” (Sztumski, 2008: 287). Cz³owiek marginesu w œwietle tego
ujêcia jest „okreœlony” kulturowo i spo³ecznie, gdy¿ przynale¿y, co z moc¹
podkreœla J. Sztumski, zawsze do jakiejœ grupy spo³ecznej, która jakoœ zawsze go akceptuje. Podczas, gdy cz³owiek marginesu Parka to cz³owiek w jêzyku kultury w jakiej ¿yje „niezdefiniowany” (Szafraniec, 2010: 133). Jest
on produktem czêœciowej partycypacji w dostêpnych dlañ strukturach
i kulturach, a jego osobowoœæ cechuj¹: ¿ycie w wiecznym napiêciu psychicznym, poczucie braku sensu ¿ycia, poczucie psychicznego rozdwojenia,
brak samookreœlenia.
O dialektyce wykluczenia i marginalizacji
Negatywna czy pozytywna funkcja marginalnoœci
Przyjmuj¹c, ¿e marginalnoœæ mo¿na rozumieæ jako stan marginalizacji wyra¿aj¹cej siê w przynale¿noœci do marginesu spo³ecznego, powo³uj¹c siê na ró¿ne historyczne przyk³ady „zastosowania” ludzi marginesu — od „s³u¿bie
przemocy” po religijny spokój sumienia dawców ja³mu¿ny biedakom —
postawiæ mo¿na pytanie o to, jak¹ funkcjê pe³ni marginalnoœæ w danym
spo³eczeñstwie? Negatywn¹ czy pozytywn¹?
Skoro — jak zauwa¿a T. Kamiñski, wyraziciel pogl¹du o tak¿e u¿ytecznoœci marginesowoœci — powo³uj¹c siê na T. Kowalaka (1998), marginalnoœæ spo³eczna (wykluczenie jako stan) jest efektem procesu marginalizacji,
to „uœwiêcona wielowiekow¹ tradycj¹ dyskusja na temat, kto winien, staje siê bezprzedmiotowa. Winne jest oczywiœcie spo³eczeñstwo, które stworzy³o lub toleruje warunki, w jakich dochodzi do marginalizacji/wykluczenia jednostek i grup.” (Kamiñski,
2008:300). Takie podejœcie oznacza³oby w praktyce nieokreœlonoœæ empiryczn¹ przyczyny/winy, która doprowadzi³a do marginesowoœci. Spo³eczeñstwo jako winowajca to politycznie i ideologicznie konstrukcja poci¹gaj¹ca,
lecz socjologicznie bêd¹ca ideologiczn¹ fikcj¹.
H. Mol uwa¿a, ¿e wystêpuj¹ negatywne i pozytywne funkcje marginalnoœci. Funkcja jest negatywna, poniewa¿ stanowi wyzwanie dla status quo, zazwyczaj wywo³uje napiêcia. Jest pozytywna, poniewa¿ mo¿e ukazaæ kierunek
mo¿liwej zmiany, poniewa¿ cz³owiek marginesu — w co wierzy Mol —
pozostaje bliski kontekstowi i realizacji wielu metod i idea³ów. Badacz ten
zredefiniowa³ Stonequista definicjê marginalnoœci, argumentuj¹c, ¿e: „odnosi
siê ona do osób albo grup które stoj¹ na granicy szerszych grup, czy spo³eczeñstw, ani
ca³kowicie nale¿¹c, ani cierpi¹c wprost odrzucenie (rejection)” (Mol, 1963: 31).
Kontinuum: anomia — dewiacja — marginalizacja — wykluczenie
Studiuj¹c literaturê przedmiotu, a tak¿e œledz¹c badania empiryczne nad wykluczeniem spo³ecznym mo¿na zauwa¿yæ, ¿e pojêcie to najczêœciej u¿ywane
jest w odniesieniach do socjologicznych koncepcji biedy. Choæ w warstwie
teoretycznej wystêpuje ca³y wachlarz odniesieñ, poczynaj¹c od M. Webera
monopoli grupowych na zasoby z zamykaniem grup kosztem nie-cz³onków,
poprzez E. Goffmana „piêtno spo³eczne”, do Z. Baumana, który wykluczenie
³¹czy z „obcym” (jednej z trzech, jego zdaniem, podstawowych kategorii
w spo³eczeñstwie, obok przyjaciela i wroga) interpretowanych na podstawie
tego pojêcia u G. Simmla.
31
32
ZBIGNIEW GALOR
Raczej aluzyjny charakter maj¹ przywo³ania takich socjologicznych koncepcji, jak: zró¿nicowanie klasowe, deklasacja, awans/degradacja spo³eczna
ruchliwoœæ spo³eczna, czy alienacja spo³eczna. S¹dziæ mo¿na, ¿e taki stan rzeczy mo¿e byæ argumentem na rzecz budowy socjologicznej teorii wykluczenia
spo³ecznego, takiej, która uwzglêdnia³aby m.in. strukturê klasowo-warstwow¹ danego spo³eczeñstwa, a biedê traktowa³a w zwi¹zku z realnym miejscem
ludzi w tej strukturze. Z takiej perspektywy znacz¹ce wydaj¹ siê m.in. nastêpuj¹ce kwestie:
— ujmowanie deklasacji z uwzglêdnieniem pozycji spo³ecznej (np. klasowej),
z której ktoœ zostaje wykluczony. J. Sztumski podkreœla, ¿e „wychodzenie
z dotychczasowych struktur ³¹czy siê (...) z przechodzeniem danych ludzi z warstw
o wy¿szym statusie i presti¿u spo³ecznym do takich, których status i presti¿ s¹ ni¿sze, np. z warstw dobrze op³acanych pracowników do lumpenproletariatu (...) co
jest przejawem tak¿e ich deklasacji, czyli utraty dotychczasowych pozycji spo³ecznych.” (Sztumski, 208:287);
— ujmowanie awansu/degradacji spo³ecznej w zwi¹zku ze stosunkami w³asnoœci, w tym stosunkami lumpenw³asnoœci (Galor, 2006);
— traktowanie zjawiska wykluczenia spo³ecznego na kontinuum, np. wed³ug nastêpuj¹cego ujêcia:
„Kontinuum anomia — dewiacja — marginalizacja zdaje sie byæ najczêstszym mechanizmem i choæ dewiacja co prawda bywa p r z e s ³ a n k ¹ marginalizacji, ale nie jest jej warunkiem wystarczaj¹cym, to jednak jest to swoisty
„przedpokój” marginalizacji.” (Bury, Œmierzewski, 2008: 88);
— dostrzeganie wykluczenia spo³ecznego w kategoriach ruchliwoœci spo³ecznej, jako elementu rozwoju spo³ecznego z kwesti¹ spo³ecznego postêpu,
zgodnie z odró¿nieniem wykluczenia biernego (stan) i wykluczenia aktywnego (proces) (por. Jasiñska-Kania, £odziñski, 2009:10), przywi¹zywanie wiêkszej uwagi do analiz wykluczenia aktywnego;
— badanie komponentu œwiadomoœciowego w kategoriach alienacji spo³ecznej; z wykorzystaniem paradoksu wynikaj¹cego ze Znanieckiego koncepcji postawy spo³ecznej jako subiektywnej strony dzia³ania zorientowanego
na obiektywne wartoœci spo³eczne, gdy zmarginalizowana jednostka swoj¹
postaw¹ „trafia w pustkê wartoœci przyjêtych za ogólnie obowi¹zuj¹ce” (Bury,
Œmierzewski, 2008:85).
— uwzglêdnianie innego fenomenu o charakterze intencjonalnym: ludzie
marginesu staj¹ siê „pasa¿erami na gapê” (Bury, Œmierzewski, 2008:86;
Galor, 2010).
O dialektyce wykluczenia i marginalizacji
Si³a analogii w myœleniu o wykluczeniu i marginalizacji spo³ecznej
Figur¹ rozumowania, która bardzo sprzyja myœleniu o wykluczeniu i marginalizacji spo³ecznej, jest stwierdzanie podobieñstwa danej rzeczy do innej rzeczy, której odpowiednie cechy s¹ znane. Jest to rozumowanie per analogiam,
które pe³ni ograniczone funkcje dowodowe, ale nieograniczone heurystyczne
(Koszowski, 2010).
Si³ê analogii w wykluczeniu ukazuje przypadek Oskara Pistoriusa opisany
przez Krzysztofa Wieczorka (Wieczorek, 2011). Ze wzglêdu na wagê tego
przypadku dla rozpatrywanej tu problematyki przedstawiam obszerny fragment in extenso.
Pistorius przygotowywa³ siê do wystêpu na mistrzostwach œwiata w lekkiej atletyce. Pistorius jest niepe³nosprawny — ma obie nogi amputowane od kolan w dó³ i biega przy
pomocy specjalnie skonstruowanych protez. Dot¹d startowa³ jedynie w paraolimpiadach,
a teraz po raz pierwszy mia³ siê zmierzyæ z pe³nosprawnymi biegaczami.
Dopuszczenie Pistoriusa do startu w mistrzostwach œwiata wzbudzi³o oczywiœcie du¿o
dyskusji i kontrowersji. Zdaniem wielu fachowców Pistorius ma ju¿ na starcie przewagê
nad rywalami — jego protezy pozwalaj¹ mu na bieg o wiele szybszy od zdrowych zawodników. Czy zatem pozwolenie mu na start by³o w³aœciw¹ decyzj¹? Ja osobiœcie nie
mia³em dot¹d wyrobionego zdania w tej sprawie. O tym, ¿e pozwolenie Pistoriusowi na
udzia³ w mistrzostwach nie by³o jednak dobrym krokiem, przekona³ mnie argument, który parê dni temu znalaz³em w wywiadzie z Robertem Œmigielskim, chirurgiem ortoped¹,
wieloletnim szefem misji medycznych olimpijskich reprezentacji Polski (wywiad ukaza³
siê w Gazecie Wyborczej 22 VIII, niestety nie znalaz³em go w Internecie)
Spójrzmy: w sporcie obsesyjnie walczy siê o równoœæ szans, standaryzuj¹c przepisy, okreœlaj¹c normy,
wide³ki. W p³ywaniu w³aœnie wycofano siê z kostiumów pewnego rodzaju, bo by³y zbyt zaawansowane technologicznie i rywalizacja w basenie zaczê³a niebezpiecznie przypominaæ wyœcig technologii.
Standardy sprzêtu, strojów obowi¹zuj¹ we wszystkich dyscyplinach sportowych. W przypadku Pistoriusa mamy dopuszczony sprzêt, którym dysponuje tylko on, nie wiemy jak to dzia³a, z czego jest
zbudowane. Czy sêdzia dopuszczaj¹cy Pistoriusa do zawodów ma zbadaæ jego protezy, tak jak sêdziowie sprawdzaj¹ i metkuj¹ kombinezony skoczków narciarskich? Czy ma stemplowaæ te protezy
przed sezonem? Czy sêdzia ma przejœæ kurs materia³oznawstwa, aby stwierdziæ, czy te protezy s¹
uprawnione? Czy mo¿e stosowaæ protezy jednego producenta, czy kilku? Jeœli kilku — bo dlaczego
nie mo¿e czegoœ lepszego o tym samym kszta³cie i wadze zaproponowaæ konkurencyjny koncern za
lepsz¹ cenê — to jaki jest wzór materia³ów, który mo¿na zastosowaæ?
Z wypowiedzi doktora Œmigielskiego mo¿na wy³uskaæ argument z analogii, który da siê
streœciæ nastêpuj¹co:
Przes³anka 1: Stosowane przez Pistoriusa protezy s¹ podobne do strojów pomagaj¹cych w osi¹ganiu
lepszych wyników przez p³ywaków i skoczków narciarskich.
Przes³anka 2: U¿ywanie przez p³ywaków i skoczków pomagaj¹cych im kostiumów jest zakazane.
33
34
ZBIGNIEW GALOR
Konkluzja: Zatem nie powinno siê pozwalaæ na start Pistoriusowi u¿ywaj¹cemu pomagaj¹cych mu
w bieganiu protez.
Powy¿szy argument wydaje mi siê mocny. Oczywiœcie, stosowanie przez Pistoriusa protez
nie jest dok³adnie tym samym, co u¿ywanie zaawansowanych technologicznie kostiumów
przez reprezentantów innych dyscyplin. Pomiêdzy tymi przypadkami jest wiele ró¿nic —
chocia¿by motywacje, jakimi kieruje siê Pistorius. On, w przeciwieñstwie do skoczków
czy p³ywaków, musi u¿ywaæ pewnego wspomagania, jeœli chce w ogóle biegaæ. Jakieœ ró¿nice pomiêdzy porównywanymi w argumencie z analogii sytuacjami musz¹ jednak
wyst¹piæ. Wa¿niejsze jest to, aby same te sytuacje, poza ró¿nicami, by³y podobne pod
istotnymi wzglêdami. W tym przypadku z takim podobieñstwem, mamy w³aœnie do czynienia — protezy Pistoriusa, podobnie jak zakazane stroje innych sportowców daj¹ mu
przewagê nad rywalami. Jest to coœ w rodzaju technologicznego dopingu. Podobieñstwo
to jest istotne, poniewa¿ dotyczy niezwykle wa¿nej dla sportu zasady — stworzenia dla
wszystkich zawodników równych szans. Dlatego te¿, przy ca³ym ogromnym szacunku dla
Pistoriusa i podziwie dla jego hartu ducha, zgadzam siê z tym, ¿e zezwolenie mu na œciganie siê z pe³nosprawnymi biegaczami by³o b³êdn¹ decyzj¹. Skoro „technologiczny doping”
nie jest dozwolony w przypadku innych sportowców, to zasadne wydaje siê zabronienie go
równie¿ Pistoriusowi.
Mistyfikacja wykluczenia jako skutek z³ego stosowania analogii i jej przejawy
Rozumowanie per analogiam o wykluczeniu spo³ecznym dotyczy tak¿e sytuacji, kiedy ten rodzaj myœlenia zawodzi. le zastosowane analogie albo te¿ Ÿle
zbudowane przynosz¹ z³udzenie poznania, mistyfikuj¹ bardziej ni¿ wyjaœniaj¹
badane procesy wykluczania. Sprzyja temu zmiennoœæ granic dziel¹cych tych,
którzy s¹ wykluczani, i tych, którzy wykluczani nie s¹. Oliwa-Ciesielska analizuje tak¹ sytuacjê, pos³uguj¹c siê pojêciem labilnoœci granic, która — jak
podkreœla — powoduje niejasne perspektywy klasyfikacji, w której te¿ pomija siê podstawy nieuczestnictwa. „Warto wyró¿niæ realne i wyobra¿eniowe
aspekty braku spo³ecznego uczestnictwa, wskazuj¹c, ¿e samo nieuczestniczenie nie zawsze ma znamiona marginalizacji. Prawomocna marginalizacja wyklucza opcjê: nie
uczestniczê, choæ mogê, ale nie chcê. Pozostawia jedynie opcje: 1) nie uczestniczê — nie mogê, ale chcê, 2) nie uczestniczê — nie mogê i nie chcê” (Oliwa-Ciesielska, 2008: 324).
Mo¿na zauwa¿yæ, ¿e si³a rozumowania per analogiam nakazywa³aby jednak do wykluczonych zaliczyæ opcjê okreœlon¹ przez autorkê jako: nie uczestniczê, choæ mogê, ale nie chcê. Wraz z subiektywnym w tej opcji odczuciem
samowykluczenia. Subiektywne poczucie bycia wykluczonym — stwierdza
autorka — „Nie mo¿e byæ wyznacznikiem marginalizacji (...). W przeciwnym razie koncepcja wskazywa³aby, i¿ wszystkich dotyczy jakiœ rodzaj marginalizacji”
O dialektyce wykluczenia i marginalizacji
(Oliwa-Ciesielska, 2008: 325). Mo¿emy podkreœliæ, ¿e jest to przyk³ad krytyki z³ego myœlenia przez analogiê. Wniosek tego rozumowania per analogiam
przeczy³by istnieniu takich faktów, jak „pracuj¹cy bezrobotni” dobrze ¿yj¹cy
w swoim œrodowisku.
Rozpacz schematów
Miêdzy innymi wystêpowanie trzech schematów poznawczych w myœleniu o
wykluczeniu i marginalizcji spo³ecznej i badaniu tych zjawisk nie sprzyja rozwojowi socjologicznej nad nimi refleksji. Te swoiste stereotypy poznawcze
wyró¿niam jako: panekskluzyzm, redukcjonizm ekskluzystyczny i fikcjonizm
ekskluzystyczny.
Wszyscy s¹ wykluczani (panekskluzyzm)
Jak trafnie zauwa¿a jeden z badaczy: retoryka wykluczenia pozwala obj¹æ
tym pojêciem du¿e spektrum kategorii spo³ecznych, którego przyk³adem jest
maj¹ca ok. dwudziestu pozycji lista H. Silver zagro¿onych wykluczeniem. Co
wiêcej — podkreœla — termin ubóstwo, a nawet „nowe ubóstwo” wydaje
siê nieadekwatny; zarazem „katalog wykluczonych” jest tak obszerny, ¿e pomieœci wszystko, co w danej chwili z jakiegoœ powodu jest na rêkê. „Jeœli bowiem
wykluczenie oznacza funkcjonowanie out of mainstream, to istnieje wiele wymiarów ¿ycia, w których mo¿na czuæ siê „poza g³ównym nurtem”. (Kamiñski, 2008:300).
Ka¿da zmiana pozycji spo³ecznej na gorsz¹ to wykluczenie (redukcjonizm
ekskluzystyczny)
Drugie schematyczne wyobra¿enie nie bierze pod uwagê intencjonalnego
przeciwdzia³ania temu procesowi ze strony wykluczanych. Stawia te¿ problem polegaj¹cy na fundamentalnym pytaniu, czy zmiana ka¿dej pozycji
spo³ecznej na gorsz¹ oznacza wykluczenie spo³eczne. Gdyby tak by³o, wtedy
zmiana pozycji pracownika na pozycjê spo³eczn¹ emeryta musia³aby zostaæ
uznana za wykluczenie. Schemat ten wymaga zaakceptowania zredukowania
bogactwa ró¿nych stosunków spo³ecznych do jednego tylko zawsze ich rodzaju: do stosunków wykluczenia spo³ecznego.
Historia spo³eczeñstw jako Imperium Wykluczania (fikcjonizm ekskluzystyczny)
Trzeci schemat umo¿liwia postrzeganie historii spo³eczeñstw jako swoistego Imperium Wykluczania. Sprzyja temu najczêœciej milcz¹co przyjête za-
35
36
ZBIGNIEW GALOR
³o¿enie, ¿e ogó³ zjawisk spo³ecznie negatywnych jest zawarty w wykluczeniu
jako najdonioœlejszym z nich. W tym kierunku tak¿e mo¿e zwracaæ siê uwaga
badaczy z powodu faktu, ¿e wystêpuje wielowymiarowoœæ pojêcia wykluczenia
spo³ecznego, o wiêkszej skali ni¿ tradycyjne kategorie socjologicznej analizy,
np. bieda. Ponadto znaczenie ma tu równie¿ inna okolicznoœæ — powszechnoœæ wykluczenia jako zjawiska wystêpuj¹cego w ka¿dym spo³eczeñstwie (Jasiñska-Kania, £odziñski,2009: 10 – 11).
Bibliografia
Bury, P., Œmierzewski A., 2008. Ontogeneza zjawiska marginalizacji i wykluczenia spo³ecznego.
W: K. Marzec-Holka, A. Rutkowska, M. Joachimowska, red. Praca socjalna i polityka
spo³eczna, Bydgoszcz.
Frieske, K. W., 2005. Spo³eczne wykluczenie: o nicowaniu pojêæ. W: Golinowska, E. Tarkowska, I.
Topiñska, red. Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne. Badania — metody — wyniki. Warszawa.
Galor, Z., 2006. Lumpenw³asnoœæ: szara strefa i margines spo³eczny. Poznañ.
Galor Z., 2010. Socjologiczno-w³asnoœciowy sens „problemu gapowicza” — stosunki
lumpenw³asnoœciowe w Polsce. W: Z. Galor, red.: Odmiany ¿ycia spo³ecznego
wspó³czesnej Polski. Instytucje — Polityka Kultura — Poznañ.
Jasiñska-Kania, A., £odziñski S., 2009. Wprowadzenie. Obszary i formy wykluczenia etnicznego
w Polsce. Koncepcje teoretyczne i badania empiryczne. W: A. Jasiñska-Kania, S. £odziñski, red.
Obszary i formy wykluczenia etnicznego w Polsce. Warszawa.
Kamiñski, T., 2008. O po¿ytku z wykluczonych — parê prowokacyjnych uwag politologa.
W: K. Marzec-Holka, A. Rutkowska, M. Joachimowska, red. Praca socjalna i polityka
spo³eczna. Bydgoszcz.
Koszowski, M., 2010. Fenomen analogii. „Przegl¹d Prawno-Ekonomiczny”, nr 10/1. Kowalak, T., 1998. Marginalnoœæ i marginalizacja spo³eczna. Warszawa.
Mol, H., 1963. The Function of Marginality. „International Migration”, nr 1.
Oliwa-Ciesielska, M., 2008. Iluzje wykluczenia i uczestnictwa spo³ecznego. W: K. Marzec-Holka,
A. Rutkowska, M. Joachimowska, red. Praca socjalna i polityka spo³eczna. Bydgoszcz.
Szafraniec, K., 2010. Marginesowoœæ i pogranicze jako kategoria socjologiczna i metafora filozoficzna.W: J. Bañka, red. Styl ¿ycia, wzory osobowe i normy jako czynniki wspó³istnienia spo³ecznego
ludzi. Od lokalnoœci do globalnoœci. Poznañ.
Szarfenberg, R., 2007/2008. Marginalizacja i wykluczenie spo³eczne: http://rszarf.ips.uw.edu.pl
/wykluczenie/miws02.pdf (Dostêp: 10.12.2011).
Sztumski, J., 2008. Kilka uwag na temat spo³ecznych konsekwencji marginalizacji. W: K. Marzec-Holka, A. Rutkowska, M. Joachimowska, red. Praca socjalna i polityka spo³eczna.
Bydgoszcz.
Tarkowska, E., 2005. Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne. W: Golinowska, E. Tarkowska, I. Topiñska, red. Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne. Badania — metody — wyniki. Warszawa.
Wieczorek, K., 2011. Przypadek Oscara Pistoriusa — czyli wykluczenie przez analogiê: http://
erystyka.blox.pl/2011/08/Przypadek-Oscara-Pistoriusa-8211-czyli.html (Dostêp: 3.12.2011)
Zander, V., 2004. Identity and Marginality among New Australians. Berlin.
O dialektyce wykluczenia i marginalizacji
The dialectics of the exclusion and marginalization
Summary
The author puts forward a proposal to consider the phenomenon of exclusion and
marginalization through the contradictions characteristic for the manner of thinking about them in social sciences. He draws the attention to some contradictions:
between these phenomena and their concepts, between these concepts and their references to sociological concepts: declassment, social promotion / degradation, social mobility.
Having this basis, the author asks the sense of thinking on social exclusion
through a superficial analogy. This leads — as to him — to mystification of the
researched phenomena, which is expressed by the conviction that exclusion contains
all social categories (panexclusism); i.e. all changes of social position to a lower one
(exclusional reductionism in the theory of social degradation); that exclusion is unique
form, which contains every others, socially negative phenomena in the history of the
society until now (exlusional fictionism).
37
PIOTR SA£USTOWICZ
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny
i narodowy
We live in a society in which the formation, circulation, and consumption
of knowledge are something fundamental. If the accumulation of capital was one
of the fundamental traits of our society, the same is true of the accumulation
of knowledge. Furthermore, the exercise, production, and accumulation of
knowledge cannot be dissociated from the power mechanisms with which they
maintain complex relations that must be analyzed.
(Foucault, cyt. za Brine 2006: 653)
Wstêp
Funkcja i rola Unii Europejskiej, jako promotora gospodarczego rozwoju pozostaje nadal dominuj¹ca, co jeszcze bardziej wyraziœcie podkreœla obecny kryzys
finansowy i kryzys strefy euro. Sytuacja ta wymaga odpowiedzi na szereg pytañ
o: wp³yw kryzysu na politykê spo³eczn¹ Unii (czy padnie ona ofiar¹ koniecznoœci drastycznych ciêæ w bud¿etach poszczególnych pañstw-cz³onków na wydatki socjalne, jak to ma miejsce w Grecji, Portugalii, Hiszpanii a ostatnio we
W³oszech?), przede wszystkim — pod naciskiem nasilaj¹cego siê protestu
spo³eczeñstwa wobec planowanych oszczêdnoœci w publicznych bud¿etach —
o dzia³ania zorientowane na poszukiwanie bardziej prospo³ecznej polityki.
Mo¿na zapytaæ inaczej: czy wczeœniejsza deklaracja o równowadze miêdzy
ekonomiczn¹ integracj¹ Unii a jej spo³eczn¹ polityk¹ — jako podstaw¹
spo³ecznej stabilizacji w krajach unijnych — jest nadal aktualna? W roku
2008 wydawa³o siê to truizmem:
„W wyniku obecnego politycznego kryzysu europejskiej integracji przysz³oœæ Modelu
Europy Socjalnej (zob: Giddens, 2006; przek³.: PS) sta³a siê spraw¹ wielkiej wagi
w retoryce. To czêœciowo wynika z obserwacji, ¿e d¹¿enie do jednego europejskiego rynku mo¿e byæ zakoñczone sukcesem, je¿eli bêdzie mia³o poparcie ludnoœci. To nast¹pi jedynie, je¿eli istnieje zaufanie do rz¹dów, ¿e bêd¹ reagowaæ na spo³eczne konsekwencje
produkcji i rynku us³ug wynikaj¹ce z konkurencji. Destruktywne si³y rynkowej konkurencji powinny spotkaæ siê z konstruktywn¹ polityk¹ spo³eczn¹”(Montanari, Nelson i Palme, 2008: 805)
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
Czy rzeczywiœcie odnosi siê to do sytuacji, jak¹ mamy w Unii z koñcem
roku 2011?
Unijny kontekst „dyskursu nad wykluczeniem spo³ecznym”
Historia unijnej polityki spo³ecznej jest stosunkowo krótka. Mo¿na w zasadzie uznaæ, ¿e Pakt Amsterdamski z roku 1997, przyjêcie w roku 2000 przez
pañstwa cz³onkowskie tzw. Strategii Lizboñskiej oraz Europejskiej Agendy
Spo³ecznej (European Social Agenda) z Nicei stanowi pewien jakoœciowy
prze³om w unijnej polityce spo³ecznej (Marlier i in., 2007; Sa³ustowicz,
2010), ale droga do „jednej” unijnej polityki spo³ecznej jest daleka i wcale nie
jest pewne, czy cel ten ma wystarczaj¹co szerokie poparcie pañstw cz³onkowskich oraz kluczowych aktorów na scenie politycznej Unii. Jak wykazuj¹ wyniki badañ J. Draxlera i O. Van Vlieta (2010) nad procesami konwergencji
w kierunku wspólnego modelu „Socjalnej Europy”, to daj¹ siê one zaobserwowaæ w przypadku tzw. EU-15, natomiast rozszerzenie Unii o tzw. nowych
cz³onków pokazuje, ¿e ta grupa pañstw wyraŸnie ró¿ni siê od dominuj¹cego
modelu. Do innego wniosku dochodz¹ I. Montanari, K. Nelson i J. Palme
(2008: 801), którzy badaj¹c trendy odnoœnie do rozszerzenia czy zawê¿ania
socjalnych praw w 14. tzw. „starych” krajach Unii stwierdzili wiêcej rozbie¿noœci ni¿ zbie¿noœci w przypadku wysokoœci zastêpowania zarobków poprzez
œwiadczenia ze spo³ecznych ubezpieczeñ. Te ró¿nice w ocenie stopnia zbie¿noœci z modelem „Socjalnej Europy”, jako jednolitego standardu polityki spo³ecznej w Unii, s¹ m.in. wynikiem uwzglêdnienia ró¿nych wskaŸników, na
podstawie których badacze podejmowali próbê oceny, co oznacza, ¿e mog¹
mieæ miejsce zarówno procesy zbli¿ania siê do jednego modelu w pewnych
przypadkach i oddalania siê od niego w innych.
Polityka spo³eczna Unii przez d³ugi czas koncentrowa³a siê g³ównie na
sprawach rynku pracy i bezrobocia, jako bezpoœrednio zwi¹zanych z polityk¹
gospodarcz¹ i promowaniem korzystnych warunków rozwoju gospodarczego. Natomiast inne sprawy, a w szczególnoœci zwi¹zane z ubóstwem, a potem
wykluczeniem spo³ecznym, do czego powrócê poni¿ej, by³y przedmiotem jedynie monitoringu i ogólnych wytycznych, a wiêc tzw. „soft law” (Commission of the EC, 2006). Niemniej jednak Strategia Lizboñska wyznaczy³a pewien zasadniczy kierunek w polityce spo³ecznej Unii, który si³¹ rzeczy musia³
obj¹æ tak¿e problematykê ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego.
Jeœli chodzi o retorykê unijn¹, to pojêcie „wykluczenia spo³ecznego” wesz³o na dobre do oficjalnego s³ownictwa Unii Europejskiej z momentem przy-
39
40
PIOTR SA£USTOWICZ
jêcia przez Komisjê i ministrów do spraw socjalnych rezolucji w sprawie walki
z wykluczeniem spo³ecznym, wydanej z okazji startu trzeciego programu
walki z ubóstwem w roku 1989. Pojêcie to ma francuski rodowód, a za jego
autora uchodzi René Lenoir, który by³ sekretarzem „Pañstwowej Akcji Spo³ecznej” w rz¹dzie Chiraca w latach szeœædziesi¹tych. Wprowadzenie tego
doœæ niejasno zdefiniowanego pojêcia do s³ownika Unii wywo³a³o natychmiast dyskusjê, czy pojêcie to jest czymœ nowym, innym w stosunku do u¿ywanego dotychczas pojêcia „ubóstwa”;(Sa³ustowicz, 2003; Room, 1999; Littlewood i Herkommer, 1999; Saraceno, 1997; Siebel, 1997) oraz podejrzenie
o polityczny kamufla¿, na co wskazywa³ m.in. J. Veit-Wilson (1996: 52).
Obok politycznych motywów pojawi³y siê równie¿ kwestie, które merytorycznie determinowa³y zainteresowanie siê problematyk¹ „wykluczenia spo³ecznego”. A.Woodward i M. Kohli (2001:2) wskazuj¹ na trzy Ÿród³a debaty
dot. inkluzji i ekskluzji: 1) dyskursu dotycz¹cego problemów spo³ecznych
i nierównoœci; 2) spo³ecznej integracji i porz¹dku; 3) instytucjonalnych mechanizmów spo³ecznego cz³onkostwa, takiego jak obywatelstwo.
We wspomnianej rezolucji znajdujemy takie rozumienie spo³ecznego wykluczenia: „spo³eczne wykluczenie nie jest po prostu kwesti¹ braku œrodków
(tradycyjne i konwencjonalne rozumienie ubóstwa — PS), a walka z nim
zawiera dostêp jednostki i rodzin do godnych warunków ¿ycia przy zastosowaniu œrodków integracji spo³ecznej i integracji na rynku pracy”. Trudno
o bardziej niejasne okreœlenie, poprzez u¿ycie tak ogólnych pojêæ ´jak „godne
warunki ¿ycia”, czy poprzez brak zdefiniowania, co konkretnie rozumie siê
pod pojêciem „integracji spo³ecznej” i „integracji na rynku pracy”. To otwiera
pole dla wielu ró¿nych interpretacji. Apel do pañstw cz³onków, aby promowa³y œrodki maj¹ce umo¿liwiæ ka¿demu dostêp do oœwiaty, zdobycia podstawowych kwalifikacji, do kszta³cenia zawodowego, dachu na g³ow¹, us³ug socjalnych czy medycznych, u¿ywa „wykluczenia” jako „pojêciowego worka”,
do którego doœæ dowolnie mog¹ byæ wrzucane ró¿ne kategorie spo³eczne.
W istocie precyzyjne zdefiniowanie terminu „ekskluzja”, mimo jego politycznej aprobaty, natrafi³o na szereg powa¿nych trudnoœci (Silver, 1995:
59):„Termin „spo³eczne wykluczenie jest tak wieloznaczny, ambiwalentny,
wielowymiarowy i pojemny, ¿e mo¿e byæ definiowany w ró¿ny sposób. Ju¿
trudnoœci w definiowaniu wykluczenia i fakt, ¿e ono mo¿e byæ interpretowane ró¿nie w ró¿nych kontekstach i w ró¿nym czasie, mog¹ byæ widziane jako
zadanie dla teorii” (Silver, 1995: 60, tak¿e Herkommer/Koch, 1999, Woodward/Kohli, 2001). Silver pokazuje, ¿e pojêcie ekskluzji jest bardzo czêsto
³¹czone z pojêciem „nowego ubóstwa”, „nierównoœci”, „dyskryminacji” czy
„underclass”, czêsto jest te¿ kojarzone z takimi terminami, jak: „zbêdnoœæ”,
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
„niewa¿noœæ”, „marginalnoœæ”, „cudzoziemskoœæ”, „deprywacja” itp. (Silver,
1995: 60). Podobnie wieloznaczna jest odpowiedŸ na pytanie: wykluczenie
z czego? Nie jest jednoznaczna, poniewa¿ mo¿na byæ wykluczonym z wielu
instytucji czy obszarów spo³ecznego ¿ycia. Oznacza to potrzebê krytycznego
spojrzenia na uprawian¹ retorykê w danym dyskursie na temat wykluczenia
oraz fakt istnienia ró¿nych dyskursów na temat wykluczenia spo³ecznego —
na co zwrócili m.in. uwagê Silver (1995), O‘Reilly (2005) i Böhnke (2006).
Jednoczeœnie pojawi³a siê potrzeba podjêcia próby dok³adniejszego sprecyzowania „spo³ecznego wykluczenia”, choæby ze wzglêdu na koniecznoœæ
stosowania tych samych pojêæ w komunikacji miêdzy pañstwami cz³onkowskimi oraz stworzenia jednolitej bazy dla dokonania operacjonalizacji tego
pojêcia, aby móc mieæ bazê danych umo¿liwiaj¹cych okreœlenie rozmiaru wykluczenia oraz porównañ miêdzy pañstwami cz³onkowskimi. Zosta³o to podniesione expressis verbis w raporcie Komisji i Rady w roku 2001 (Joint report) po dostarczeniu pierwszych Narodowych Planów Dzia³ania (Hunt,
2005: 118, zob. Begg/Berghman, 2002: 185). Tym mo¿na t³umaczyæ powstanie ju¿ wczeœniej Obserwatorium Narodowych Programów przeciwko
Wykluczeniu Spo³ecznemu (the Observatory on National Policies to Combat
Social Exclusion 1990), którego zadaniem by³y badania i monitorowanie.
Rozpoczê³y siê tak¿e prace nad skonstruowaniem odpowiednich wskaŸników
wykluczenia spo³ecznego, zakoñczone przyjêciem wskaŸników z Laeken
w 2001 roku (Atkinson i in., 2004). Prace te kontynuuje specjalna agenda
Komisji Europejskiej, grupa do spraw wskaŸników (ISG — The Indicators
Sub-Grup), dzia³aj¹ca w ramach Komitetu Zabezpieczenia Spo³ecznego (SPC
— Social Protection Committee) i wspó³pracuj¹ca z Eurostatem. Wa¿ny
krok na drodze skonstruowania indeksu wykluczenia spo³ecznego, w drodze
agregacji poszczególnych wskaŸników stanowi raport: Wykluczenie i integracja spo³eczna w Polsce. Ujêcie wskaŸnikowe (Ministerstwo Pracy i Polityki
Spo³ecznej i in., 2006).
W roku 2004 Komisja Europejska przyjê³a, ¿e wykluczenie spo³eczne jest
wielowymiarowym procesem, który spycha ludzi na margines spo³eczeñstwa
i uniemo¿liwia pe³ne uczestnictwo w ¿yciu ekonomicznym, spo³ecznym, politycznym i kulturalnym w wyniku ubóstwa (by virtu of their poverty). Taka
koncepcja wykluczenia spo³ecznego jest nadal otwarta na mo¿liwoœæ definiowania i mierzenia w ró¿ny sposób (zob.: Armstrong 2006: 81; tak¿e Woodward/Kohli, 2001: 2 i nast.). Z drugiej strony mo¿na przyj¹æ, ¿e w emulacji
tej koncepcji du¿¹ rolê odegra³ tzw. mechanizm „spillover”, czyli „przeciekania” tej koncepcji z p³aszczyzny dyskursu unijnego na p³aszczyznê dyskursów
w pañstwach-cz³onkach (zob. Anio³, 2010; tak¿e Brine, 2006: 650 odnoœnie
41
42
PIOTR SA£USTOWICZ
dyskursu na temat ekonomii oœwiaty i tzw. Long Life Learnig), nie zapominaj¹c jednak¿e, ¿e koncepcja ta ma konkretny rodowód kulturowo-polityczno-narodowy.
Nie ulega w¹tpliwoœci, ¿e w du¿ej mierze wspóln¹ dla pañstw cz³onkowskich sta³a siê retoryka unijnego dyskursu na temat wykluczenia spo³ecznego, co jednak¿e nie eliminuje per se znaczenia narodowego kontekstu
dla sposobu widzenia, interpretowania i reagowania na to zjawisko. W moich dalszych rozwa¿aniach stawiam sobie za cel podjêcie próby scharakteryzowania brytyjskiego i niemieckiego dyskursu na temat ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego, który ma miejsce w naukach spo³ecznych. Oczywiœcie
mo¿na od razu podnieœæ zasadnicz¹ w¹tpliwoœæ, czy wobec silnych tendencji miêdzynarodowej wymiany naukowej jest uzasadnione podkreœlanie
kontekstu narodowego. Istniej¹ nastêpuj¹ce — moim zdaniem — powody, które takie podejœcie usprawiedliwiaj¹: po pierwsze, pewne narodowe tradycje w nauce i badaniach, po drugie istniej¹ ró¿nice odnoœnie
do struktur spo³ecznych miêdzy spo³ecznoœciami w granicach pañstwa-narodu, po trzecie, temat wykluczenia spo³ecznego jest silnie zwi¹zany z potrzebami polityki spo³ecznej, a ta ma nadal silny kontekst kulturowo-polityczny.
Dyskurs brytyjski
Znakomit¹ analizê brytyjskich dyskursów nad ubóstwem i wykluczeniem
spo³ecznym dostarcza R. Levitas w swojej pracy: The Inclusive Society?, Social
Exclusion and New Labour (1998). Ju¿ w przedmowie daje ona wyraz swoim
w¹tpliwoœciom co do wartoœci poznawczych prowadzonych w Wielkiej
Brytanii dyskursów na temat wykluczenia spo³ecznego. Pisze ona: „Jestem
g³êboko sceptyczna odnoœnie do efektów/rezultatów dyskursów na temat
ekskluzji i integracji, które tak ³atwo „zaciemniaj¹” ani¿eli „oœwietlaj¹”
wzory nierównoœci i które nie pytaj¹ o naturê /istotê spo³eczeñstwa, w którym ludzie s¹ wkluczeni” (1998: 6). Nie ulega w¹tpliwoœci, ¿e przyczynia
siê do tego te¿ w du¿ym stopniu niejasnoœæ i ró¿norodnoœæ okreœlania istoty
i zakresu tego zjawiska. Generalnie mo¿na wyró¿niæ trzy warianty definiowania „spo³ecznie wykluczonych” w brytyjskim dyskursie: pierwszy wariant preferuje traktowanie wykluczonych w myœl XIX — wiecznej tradycji, jako ludzi marginesu spo³ecznego, „pó³œwiatka czy rynsztoka” czy
„lumpenproletariatu” i bardzo pokrewn¹ z tymi konotacjami „underclass”
w ujêciu neo-konserwatywnym (Byrne, 1999: 25); drugi wariant identyfi-
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
kuje wykluczonych z kategori¹ „ludzi zbêdnych” jako wyniku stale kurcz¹cego siê potencja³u integracyjnego kapitalistycznego rynku pracy, czyli
sta³ego procesu de-kommodifikacji czêœci si³y roboczej oraz kurczenia siê
zatrudnienia w sferze publicznej (Bauman, 1998; Byrner, 1999 ); trzeci
wariant traktuje spo³ecznie wykluczonych w kategorii marksowskiej „rezerwowej armii pracy , jako warunek mo¿liwoœci elastycznego reagowania
na zmiany popytu na rynku pracy oraz jako element dyscyplinuj¹cy si³ê robocz¹, czyli traktuje wykluczenie spo³eczne jako niezbêdne z punktu widzenia logiki funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej (Byrner, 1999;
Kennedy, 2005). Tutaj ten segment wykluczonych podlega sta³ej dynamice: ekskluzji — inkluzji w zale¿noœci od koniunktury gospodarczej. Trzeba dodaæ, ¿e w dyskursie brytyjskim pojawia siê te¿ pewnego rodzaju specyfikacja poszczególnych grup wykluczonych i analiza ich szczególnej
sytuacji. W brytyjskiej polityce spo³ecznej ma miejsce operacjonalizacja kategorii spo³ecznie wykluczonych na szereg konkretnych kategorii spo³ecznych (Hacking, 2005: 51). Jako konkretny przyk³ad takiego podejœcia
mo¿na przywo³aæ dyskurs analizuj¹cy wykluczenie spo³eczne ludzi psychicznie chorych (Secker, 2009). Nale¿y dodaæ, ¿e zaadaptowanie unijnej
koncepcji „wykluczenia spo³ecznego” w retoryce rz¹du Wielkiej Brytanii
jest wg. K.A. Armstronga rzadkim przypadkiem, gdy¿ w brytyjskiej polityce spo³ecznej z regu³y przejmowane by³y dyskursy ze Stanów Zjednoczonych (Armstrong, 2006: 82; Hacking, 2005: 41). Niemniej jednak przyjêcie unijnej retoryki wykluczenia spo³ecznego, jak siê wydaje, zast¹pi³o
jedynie ze wzglêdów taktycznych ostro krytykowan¹ w Wielkiej Brytanii
koncepcjê „underclass” (Byrner, 1999: 1, szerzej na ten temat poni¿ej). Natomiast przyjêta przez rz¹d Wielkiej Brytanii definicja wykluczenia spo³ecznego nadal zdradza silne semantyczne pokrewieñstwo z koncepcj¹ „underclass” (Davies, 2005: 5).
Sama R. Levitas wyró¿nia trzy zasadnicze dyskursy na temat spo³ecznego
wykluczenia w Wielkiej Brytanii: 1) tzw. dyskurs redystrybucyjny (a redistributionist discourse — RED), prowadzony w ramach krytycznej polityki
spo³ecznej i dotyczy on w pierwszym rzêdzie ubóstwa; 2) moralny dyskurs
(moral underclass discourse — MUD) dotyt¹czy tzw. underclass”, skoncentrowany na moralnoœci i zachowaniach dewiacyjnych samych wykluczonych;
3) integracyjny dyskurs (social integrationist discourse — SID), którego
centraln¹ perspektyw¹ jest „op³acalnoœæ pracy czy zatrudnienia” (paid work)
(Levitas, 1998: 7). Warto mo¿e nadmieniæ, ¿e ich wystêpowanie wi¹za³o siê
silnie ze zmianami na scenie politycznej.
43
44
PIOTR SA£USTOWICZ
Dyskurs redystrybucyjny
Za czo³owego przedstawiciela tego typu dyskursu w Wielkiej Brytanii uwa¿any jest P. Townsend (Levitas 1998: 9). Zaproponowane przez niego rozszerzenie materialnej definicji ubóstwa o dalsze wymiary, takie jak udzia³ w ¿yciu
spo³ecznym wg zwyczajowo zdefiniowanych standardów i o mo¿liwoœæ spe³nienia spo³ecznych oczekiwañ przez jednostki, skierowa³o uwagê na wielowymiarowoœæ zjawiska ubóstwa. Wed³ug P. Townsenda, ubóstwo oznacza stan
wykluczenia z mo¿liwoœci prowadzenia ¿ycia wg wzorów przyjêtych zwyczajowo w danym spo³eczeñstwie.
Wg R. Levitas (1998: 10) P. Townsend by³ jednym z pierwszych, którzy
zwrócili uwagê na kwestiê ubóstwa wœród rodziców samotnie wychowuj¹cych dzieci (lone parent families). Oznacza³o to wprowadzenie do dyskursu
nowej kategorii, która nie by³a u¿ywana przed 1964 r. (jak np. dzieci i m³odociani, którzy byli traktowani jako integralna czêœæ rodziny — przynajmniej
w dyskursie nad ubóstwem prowadzonym z perspektywy polityki spo³ecznej
czy pomocy spo³ecznej — mój komentarz PS). Wyodrêbnienie „nowej” kategorii ubogich wynika³o — w przypadku P. Townsenda — ze specyfiki
Ÿróde³ ubóstwa w przypadku samotnie wychowuj¹cych rodziców, jak i potrzeby restrukturyzacji systemu œwiadczeñ — jako praw, które by lepiej zabezpiecza³y przed ubóstwem (Levitas, 1998: 10).
Jednoczeœnie szeroko przez P. Townsenda pojêta deprywacja mia³a stanowiæ bazê dla odpowiednio zakrojonych dzia³añ o charakterze redystrybucyjnym. P. Townsend zwracaj¹c uwagê na to, ¿e tzw. œwiadczenia oparte na badaniu zasobów beneficjenta (means-tested benefits) stanowi¹ mechanizm
kontroli i instrument racjonowania (przydzielania), reprezentowa³ stanowisko, ¿e œwiadczenia te powinny byæ traktowane jako prawo. Jednoczeœnie
zdawa³ on sobie sprawê z konfliktu pomiêdzy prawem do œwiadczeñ a zasadami i wymogami rynku kapitalistycznego (Levitas, 1998: 10).
W kwestii relacji miêdzy pojêciami „ubóstwa” a „wykluczenia spo³ecznego”, mimo to, ¿e koncepcja deprywacji obejmowa³a aspekt „uczestnictwa
w ¿yciu spo³ecznym”, P. Townsend pocz¹tkowo odrzuca³ u¿ywanie kategorii
„wykluczenia spo³ecznego”, uwa¿aj¹c, ¿e jest ono raczej skutkiem ani¿eli
przyczyn¹ ubóstwa, po czym zmieni³ swoje stanowisko (Levitas, 1998: 10).
W latach dziewiêdziesi¹tych P. Townsend opowiada siê za takimi instrumentami strategii reagowania na ubóstwo — jak redukcja ró¿nic w zarobkach, wprowadzenie minimalnego zarobku, minimum dochodu dla niezdolnych do pracy, uznanie pracy niezarobkowej przez warunkowy udzia³
w dochodzie, je¿eli nie bezwarunkowy obywatelski dochód — tym samym
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
odwrót od tradycyjnego podejœcia bazuj¹cego na finansowaniu w oparciu
o podatki, system œwiadczeñ i publiczne us³ugi (Levitas, 1998: 11).
Jako innego, wa¿nego aktora w redystrybucyjnym dyskursie brytyjskim
nad ubóstwem i wykluczeniem Ruth Levitas wymienia za³o¿on¹ w roku 1965
organizacjê Child Poverty Action Group (CPAG), na której dzia³alnoœæ sk³adaj¹ siê m.in. prowadzenie badañ i organizowanie kampanii. Wyborom parlamentarnym w roku 1997 (koniec ery konserwatystów) towarzyszy³a publikacja CPAG: Britain Divided: the growth of social exclusion in the 1980s and
1990s, pod redakcj¹ Walker/Walker (Levitas, 1998: 11). Je¿eli wyborom tym
i poparciu Labour Party towarzyszy³a nadzieja na powrót socjaldemokratycznego pañstwa socjalnego, to wypowiedŸ D. Blunketta w „Guardianie”, ministra w nowym rz¹dzie New Labour, ¿e przekazywanie pieniêdzy jednej grupie
spo³eczeñstwa przez drug¹ — jako idea pañstwa socjalnego — jest nieskuteczna i nie do utrzymania (za Baumannem, 2006: 96), zapowiada³a koniec redystrybucyjnego modelu. W tym samym kierunku pod¹¿y³ A. Giddens w „Trzeciej Drodze”.
W cytowanej publikacji — na co R. Levitas zwraca szczególn¹ uwagê –
pos³u¿ono siê zarówno kategori¹ „ubóstwa”, jak „wykluczenia spo³ecznego”,
przy czym redaktorzy tej publikacji zdefiniowali „wykluczenie spo³ecznie”
szerzej ni¿ „ubóstwo” — jako dynamiczny proces wykluczenia ca³kowitego
czy czêœciowego z ró¿nych obszarów ¿ycia spo³ecznego, które decyduj¹ o integracji jednostki w spo³eczeñstwie (dyskurs wykluczenia spo³ecznego jest skorelowany z innym wa¿nym dyskursem w socjologii, mianowicie z dyskursem
„integracji spo³ecznej” — PS) (Levitas, 1998: 11). „Britain Divided” nie
przyjê³o pogl¹du P. Townsenda, ¿e spo³eczne wykluczenie jest wynikiem ubóstwa, lecz ¿e ubóstwo jest raczej wynikiem wykluczenia (11). „Britain Divided” przypomnia³ równie¿ inny aspekt czy inny wa¿ny dyskurs zarówno
w socjologii, jak i w polityce, zw³aszcza socjaldemokratycznej, maj¹cy za
przedmiot nierównoœci spo³eczne (w socjologii jest to jedna z g³ównych teoretycznych perspektyw analizowania ubóstwa — PS).
Redystrybucyjny dyskurs lat dziewiêædziesi¹tych charakteryzuje wg
R. Levitas nawi¹zanie do T.H. Marshalla koncepcji praw obywatelskich
i zwi¹zanego z nimi zagadnienie egalitaryzmu. Dyskusja nad modelem „obywatela”, podejmuj¹ca równie¿ zagadnienie p³ci i etnicznoœci, ma — wg.
R. Levitas — stanowiæ bazê dla egalitarnego, redystrybucyjnego rozumienia spo³ecznego wykluczenia, wkluczenia i praw obywatelskich (Levitas,
1998:13).
Na bazie analizy „tekstów” czo³owych reprezentantów redystrybucyjnego
dyskursu Levitas konstruuje jego „idealny typ”, który ma charakteryzowaæ:
45
46
PIOTR SA£USTOWICZ
1) po³o¿enie nacisku na ubóstwo jako g³ówn¹ przyczynê wykluczenia;
2) wskazanie na zwiêkszenie œwiadczeñ jako œrodek redukcji ubóstwa; 3) potencjalna waloryzacja niep³atnej pracy; 4) pozytywne ujêcie obywatelstwa
jako przeciwnej strony wykluczenia i szerszego od minimalnego modelu inkluzji; 5) podkreœlenie spo³ecznego, politycznego, kulturalnego i ekonomicznego wymiaru obywatelstwa, krytyka nierównoœci, nie ograniczona do
nierównoœci materialnych; 6) koncentracja na procesie, który produkuje nierównoœæ; 7) implikacja radykalnej redukcji nierównoœci i redystrybucja œrodków i w³adzy (Levitas, 1998: 14).
Trzeba powiedzieæ, ¿e nie do koñca jest wyjaœnione, dlaczego polityce zarówno konserwatywnej (Reagan, Thatcher czy Kohl) w latach osiemdziesi¹tych, jak i „nowej socjaldemokracji” w latach dziewiêdziesi¹tych (Wielka
Brytania, Niemcy) uda³o siê pozbawiæ spo³ecznego poparcia dla „redystrybucyjnego modelu”, którym cieszy³ siê w okresie powojennym? (zob. Baumann,
2006: 98 i nast.). Zastanowiæ siê nale¿y, jak¹ rolê w tym procesie odegra³ inny
dyskurs nad ubóstwem, który by³ intensywnie prowadzony w latach osiemdziesiatych w Wielkiej Brytanii? Chodzi tu o moralny dyskurs nad tzw. „underclass”.
Moralny dyskurs –MUD
Moralny dyskurs nad ubóstwem w Wielkiej Brytanii stanowi³ element polityki spo³ecznej tak zwanej „nowej prawicy” (the New Right) i jej krytyki redystrybucyjnego modelu (RED) w sytuacji rosn¹cego bezrobocia i ubóstwa
w latach osiemdziesiatych (trzeba zwróciæ uwagê, ¿e taki sam proces mia³
miejsce np. w Niemczech, gdzie nie przyjêto koncepcji „underclass”, mimo
pojawienia siê elementów moralnej oceny ubogich — moja uwaga PS) (Levitas, 1998: 14). „Underclass diskurs” ma amerykañsk¹ proweniencjê (zob.:
Sa³ustowicz, 2003, Gans, 1995).
Atak na redystrybucyjny model bazowa³ m.in. na klasyfikacji beneficjentów œwiadczeñ na tych, którzy na nie zas³u¿yli (deserving), i na tych, którzy
na nie nie zas³u¿yli (underserving). To umo¿liwia³o konstrukcjê zale¿noœci
ekonomicznej od pomocy spo³ecznej jako produkuj¹ce moralnie patologiczn¹
i psychologiczn¹ zale¿noœæ (Levitas, 1998: 15). MUD by³ w du¿ej mierze dyskursem prowadzonym w mediach — co wymaga³oby osobnej analizy (Levitas, 1998: 15; zob. Nunn, 2008,).
Trzeba jednak¿e odnotowaæ, ¿e w dyskursie naukowym pojêcie „underclass” by³o ró¿nie u¿ywane, mia³o te¿ ró¿ne konotacje. P. Townsend u¿ywa³ go
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
w odniesieniu do ró¿nych kategorii spo³ecznych: starych, niepe³nosprawnych, chronicznie chorych, d³ugoterminowo bezrobotnych czy samotnie wychowuj¹cych rodziców (Levitas, 1998: 15).
J. Westergaard w swoim liœcie prezydenckim do Brytyjskiego Towarzystwa Socjologicznego (1992) wskazywa³, ¿e pojêcie „under class” mia³o
w brytyjskim dyskursie trzy ró¿ne znaczenia: ubóstwo odrzuconych (outcast
poverty); moralna szkodliwoœæ ubogich i doœæ ogólne, jako retoryczny sposób
u¿ycia w mediach (Levitas, 1998:19). S. Lash wskazywa³ na koncepcje „underclass” J. Wilsona i podkreœla³, ¿e dostarcza ona bardziej kompleksowego
obrazu ani¿eli to czyni¹ analizy K. Auletty czy Ch. Murraya (Lash, 1994:
157).
Niemniej jednak wersja moralna wydaje siê dominowaæ, a silnego impulsu
dla debaty nad „underclass” w Wielkiej Brytanii dostarczy³a diagnoza amerykañskiego badacza Ch. Murraya, opublikowana w roku 1990 pod tytu³em
„The Emerging British Underclass”, i jej ponowne pozytywne zweryfikowanie wg opinii jej autora w roku 1994: Underclass: The Crisis Deepens”.
Ch. Murray charakteryzowa³ „underclass” za pomoc¹ trzech wskaŸników:
przestêpczoœæ, wspó³¿ycie bez formalnego zawarcia zwi¹zku ma³¿eñskiego
i pasywnoœæ ekonomiczna wœród mê¿czyzn w wieku produkcyjnym (Murray,
1994: 2).
W tym samym roku ukaza³a siê praca F. Fielda: Losing Out: The Emergence
of Britain´s Underclass, który w ograniczeniu socjalnych praw przez rz¹d Thatcher upatrywa³ pojawienia siê problemu „underclass” — poddaj¹c jednoczeœnie ten proces krytyce. (Levitas, 1998:16). Jego charakterystyka „underclass” zawiera wiele kulturowych elementów maj¹cych charakteryzowaæ
styl ¿ycia tej kategorii, z drugiej strony podkreœla³ on — w przeciwieñstwie
np. do Ch. Murraya — pozytywny stosunek do zatrudnienia i pracy,
w czym widzia³ mo¿liwoœci integracyjne (Levitas, 1998:16).
W dyskursie akademickim diagnoza Ch. Murraya odnoœnie do brytyjskiej
„underclass” zosta³a — wg. R. Levita — sodrzucona z trzech powodów:
nieprecyzyjnoœæ tej koncepcji, brak empirycznej bazy potwierdzaj¹cej kulturê
ubóstwa (zob. tak¿e David, 1994: 53), raczej represyjne ani¿eli wspieraj¹ce
implikacje dla polityki (Levitas, 1998: 20). Krytycy tej koncepcji zwracali
uwagê na to, ¿e umo¿liwia ona — mimo braku przekonywuj¹cych empirycznych danych — odejœcie od strukturalnego spojrzenia na rzecz kulturowego, przypisuj¹c beneficjentom pomocy spo³ecznej tendencjê do przyjmowania moralnie negatywnych postaw i zachowañ (Levitas, 1998: 20).
Reasumuj¹c, Levitas tak charakteryzuje moralny dyskurs, który: 1) przedstawia „underclass” czy spo³ecznie wykluczonych jako kulturowo ró¿ni¹cych
47
48
PIOTR SA£USTOWICZ
siê od „g³ównego trendu”; 2) koncentruje siê raczej na zachowaniach ubogich
ani¿eli na strukturze ca³ego spo³eczeñstwa; 3) implikuje, ¿e œwiadczenia s¹ raczej z³e ni¿ dobre dla ich odbiorców i prowadz¹ do zale¿noœci; 4) nierównoœci
wœród reszty spo³eczeñstwa s¹ ignorowane; 5) jest to „gender discourse” —
akcent jest po³o¿ony na opisie leniwych, maj¹cych przestêpcze tendencje
m³odych mê¿czyzn i samotnie wychowuj¹cych matek; 6) nie bierze pod uwagê niep³atnej pracy; 7) widzi zale¿noœæ ekonomiczn¹ kobiet i dzieci nie tyle od
pañstwa, lecz od ¿ywiciela rodziny, co ma mieæ cywilizuj¹cy wp³yw na mê¿czyzn (Levitas, 1998: 21).
Warto mo¿e zdaæ sobie sprawê z tego, ¿e koncepcja „underclass” i maj¹ca
miejsce wokó³ niej debata koncentrowa³a mimo woli zainteresowanie dyskursu akademickiego na takich aspektach ubóstwa, jak „przestrzenna segregacja
— getto” i jako „element etniczno-kulturowo-religijny grupy emigrantów”
czy na „przestêpczoœæ zw³aszcza wœród m³odocianych mieszkañców getta”.
Jednym z wielu przyk³adów ilustruj¹cych rozwój tego dyskursu jest artyku³
J. Flinta: Cultures, Ghettos and Camps: Sites of Exception and Antagonism in the
City z roku 2009. J. Flint zwraca uwagê na to, ¿e zamachy bombowe i rozruchy spo³eczne w miastach Wielkiej Brytanii w roku 2001 wywo³a³y reakcjê
polityki w postaci programu „spójnoœæ wspólnoty” (community cohesion),
któremu zarzucono nieuwzglêdnienie spo³ecznych i politycznych konstrukcji
„rasy/etnicznoœci” oraz zignorowanie strukturalnych nierównoœci miêdzy etnicznymi grupami (Flint, 2009: 418). Ponadto program ten — w³¹czaj¹c
koncepcje „underclass” z lat osiemdziesi¹tych i dziewiêædziesiatych —
w sposób selektywny traktowa³ kulturê i poczucie przynale¿noœci okreœlonych grup etnicznych i przyczyni³ siê do moralnej paniki wobec rzekomo
gro¿¹cego buntu „enklaw islamu”, ignoruj¹c fakt samoizolacji wspólnot dobrobytu w formie „gated communities” (Flint, 2009: 418). J. Flint cytuje badania brytyjskie, których wyniki maj¹ negowaæ proces samoizolacji grup etnicznych czy istnienie „paralelnych spo³ecznoœci”, charakteryzuj¹cych siê
w³asnym systemem wartoœci, norm i odrêbnym stylem zachowania (Flint,
2009: 48). Jednoczeœnie, procesy spo³eczne i kulturowe, które maj¹ miejsce
w enklawach etnicznych w Wielkiej Brytanii, maj¹ inny charakter ani¿eli
procesy, jakie mia³y czy maj¹ miejsce w gettach amerykañskiej „underclass”
(Flint, 2009: 422f). W przeciwieñstwie do gett amerykañskich, du¿e znaczenie maj¹ religijne wspólnoty (islam ale tak¿e chrzeœcijañstwo w przypadku
emigrantów z Europy Wschodniej), równie¿ nie ma miejsca zanikanie sieci
spo³ecznych czy brak przep³ywu pomiêdzy gettem i g³ównym pr¹dem kulturowym, wrêcz przeciwnie — w przypadku wspólnot muzu³mañskich obserwuje siê silny zwi¹zek z kultur¹ Azji Po³udniowej. I wreszcie nie tyle mamy
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
do czynienia z pasywn¹ spo³eczno-przestrzenn¹ izolacj¹, lecz aktywnym zajmowaniem w drodze „islamizacji” przestrzeni publicznej (Flint, 2009: 423).
Nie ulega w¹tpliwoœci, ¿e jest to „inna konstrukcja”, która redefiniuje „koncepcjê underclass”, zachowuj¹c pewne jej zasadnicze ramy: jako przestrzenno-spo³eczna segregacja, odrêbnoœæ kulturowa i spo³eczna spójnoœæ.
Bior¹c pod uwagê fakt relatywnie silnych zwi¹zków miêdzy dyskursami
w Wielkiej Brytanii i Australii warto mo¿e odnotowaæ, ¿e podobne akcenty
pojawi³y siê w prowadzonym tam dyskursie odnoœnie do mieszkalnictwa socjalnego (Arthurson i Jacobs, 2009). By³ on mieszanin¹ dyskursu typu MUD
i SID (patrz poni¿ej). Przedmiotem dyskursu sta³ siê raport Mc Clure (The
Report of the Reference Group on Welfare Reform 2000), którego celem by³o
dostarczenie uzasadnienia dla rz¹dowej reformy polityki spo³ecznej oraz
wspólnotowa ugoda odnoœnie do mieszkalnictwa (Commonwealth State Housing Agreement). Wskazywano na to, ¿e oba te dokumenty odzwierciedla³y
moraln¹ debatê nad „underclass” i portretowa³y pañstwo socjalne jako tolerancyjne, w szczególnoœci odnoœnie do polityki zabezpieczenia w przestrzeñ
mieszkaln¹. Wynikiem takiej polityki mia³o byæ powstawanie uzale¿nieñ
i brak motywacji do podejmowania pracy. Przyjmowano w nich, ¿e osoby
znajduj¹ce siê poza rynkiem pracy same ponosz¹ odpowiedzialnoœæ za sytuacjê materialn¹, wobec czego polityka rz¹du powinna byæ skierowana na powstrzymywanie jednostek od pozostawania w zale¿noœci od pomocy pañstwa
socjalnego. Z tego podejœcia wynika³y zasadnicze argumenty na rzecz koniecznoœci podjêcia pracy przez beneficjentów pañstwa socjalnego, bez
wzglêdu na jakoœæ czy wysokoœæ zap³aty (Arthurson i Jacobs, 2009: 184).
Integracyjny dyskurs (SID)
Pojawienie siê integracyjnego dyskursu w Wielkiej Brytanii ma niew¹tpliwie
swoje Ÿród³o w unijnej retoryce „wykluczenia spo³ecznego”. Pojêcie „wykluczenia spo³ecznego” sta³o siê punktem wêz³owym (nodal point) dla demarkacji obszaru ubóstwa, nierównoœci czy dyskryminacji (Macleavy, 2006: 87).
Promotorem wprowadzenia koncepcji „wykluczenia spo³ecznego” do politycznego dyskursu w Wielkiej Brytanii by³a Partia Pracy, ale — jak to dokumentuje J. Mcleavy — dopiero w okresie kampanii wyborczej w roku
1997 i w pierwszym okresie jej rz¹dów sta³a siê ona równie¿ tematem dla prasy (Macleavy, 2006: 91). To, co ma ró¿niæ recepcjê koncepcji „wykluczenia
spo³ecznego” przez Partiê Pracy w stosunku do przyjêtego rozumienia w Unii
„wykluczenia spo³ecznego” jako procesu, to traktowanie go jako „rezultatu”.
49
50
PIOTR SA£USTOWICZ
Niew¹tpliwie du¿¹ rolê odegra³a tutaj „Trzecia Droga” A. Giddensa, która
akcentowa³a mocno kwestie „praw i obowi¹zku” po stronie jednostki, co
otwiera³o perspektywê obarczania odpowiedzialnoœci¹ za stan ubóstwa jednostkê i szukania rozwi¹zania w konstrukcji „obywatelskiej partycypacji”
(Macleavy, 2006: 90). Nieco innego zdania jest S. Hacking, która wprawdzie
podnosi, ¿e brytyjska lewica zaabsorbowa³a idee francuskie i niemieckie, ale
od 1997 r. wyraŸnie pozostawa³a pod wp³ywem koncepcji globalizacji oraz
amerykañskich i australijskich koncepcji zorientowanego na rynek indywidualizmu (2005: 44).
Podobnie, jak to ma miejsce w przypadku unijnego dyskursu, równie¿
w Wielkiej Brytanii mo¿na zaobserwowaæ w polityce spo³ecznej Partii Pracy
przesuniêcie akcentu z „ekskluzji spo³ecznej” na rzecz inkluzji spo³ecznej, rozumianej jako „punkt”, „od którego ludzie czy regiony nie cierpi¹ na kombinacjê po³¹czonych ze sob¹ problemów, takich jak bezrobocie, niskie kwalifikacje, niskie zarobki, niskiej jakoœci mieszkania, œrodowisko o wysokim
stopniu przestêpczoœci, s³abe zdrowie i rozpad rodziny...” (Macleavy, 206:
94). Jak ju¿ zaznaczono, trudno jednoznacznie ustaliæ Ÿród³o tego przesuniêcia. Wg S. Hacking (2005: 44), mia³o ono odró¿niaæ Wielk¹ Brytaniê od kolektywnych i interwencjonistycznych socjaldemokracji w Europie. Taki sam
pogl¹d by³ reprezentowany przez premiera Toni Blaira. Jego zdaniem, zasadnicze ró¿nice pomiêdzy rozumieniem polityki spo³ecznej w Wielkiej Brytanii
i Europie dotycz¹ relatywnej roli wspólnoty w spo³ecznym, politycznym
i „obywatelskim” ¿yciu (Hacking, 2005: 51). Konkretnie chodzi tu o zmianê
rozumienia „wspólnoty” z ujêcia klasowego na ujêcie narodowe oraz przesuniêcie polityki spo³ecznej od wspólnoty w kierunku jednostki, od paternalistycznego i kolektywnego pañstwa socjalnego do konsumpcji, jednostkowej
i moralnej odpowiedzialnoœci i wyboru (Hacking, 2005: 54, tak¿e Baumann,
2006). Wg S. Hacking (2005: 51) wp³yw na to przesuniêcie mia³a amerykañska teoria „ryzyka i prewencji”.
Natomiast inaczej ocenia to R. Levitas, która miêdzy europejskim dyskursem nad ekskluzj¹ a brytyjskim wariantem SID widzi istnienie zasadniczego
podobieñstwa czy nawet zbie¿noœci. Oba, jej zdaniem, poœwiêcaj¹ szczególn¹
uwagê integracyjnej funkcji pracy zarobkowej (Levitas, 1998: 22; tak¿e Macleavy, 2006: 93).
Jednoczeœnie R. Levitas (1998: 22) nie uwa¿a, aby dyskurs unijny by³
g³ównym Ÿród³em dla integracyjnego dyskursu w Wielkiej Brytanii. Dyskurs
integracyjny jest dyskursem redukuj¹cym spo³eczny wymiar do ekonomicznego, jak równie¿ ekonomiczn¹ dzia³alnoœæ do dzia³alnoœci rynkowej. Problem inkluzji w tym dyskursie jest odejœciem od kwestii egalitaryzmu, a kon-
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
centracja na inkluzji poprzez pracê zarobkow¹ ma zagra¿aæ egalitaryzmowi
(Levitas, 1998: 26). Mo¿na dodaæ, ¿e dyskurs ten jest bliski koncepcji „kapitalizmu bez klas spo³ecznych”, gdzie wykluczenie spo³eczne, a w szczególnoœci
ubóstwo, jest z punktu widzenia jednostki stanem przejœciowym i ma charakter demokratyczny, czyli ryzyko ubóstwa mo¿e dotkn¹æ teoretycznie ka¿dego
(zob. krytycznie Whelan i Maître, 2008).
Wed³ug R. Levitas ten rodzaj dyskursu charakteryzuje m.in.: 1) w¹ska definicja ekskluzji i inkluzji jako partycypacja na rynku pracy; 2) pomija pytanie, dlaczego ludzie, którzy nie s¹ zatrudnieni, s¹ skazani na ubóstwo. W rezultacie nie bierze siê pod uwagê, jak to ma miejsce w przypadku RED,
mo¿liwoœci redukcji ubóstwa poprzez zwiêkszenie wysokoœci œwiadczeñ;
3) zaciemnia nierównoœci miêdzy zatrudnionymi; 4) w zwi¹zku z faktem, ¿e
kobiety zarabiaj¹ mniej ni¿ mê¿czyŸni i czêœciej s¹ zatrudnione na nisko p³atnych stanowiskach, zaciemnia siê kwestie nierównoœci p³ci, jak i klas na rynku pracy (tak¿e Whelan i Maître, 2008); 5) wymazuje spojrzenie na nierównoœci miêdzy tymi, którzy posiadaj¹ œrodki produkcji, i pracuj¹cymi;
6) nie jest w stanie odpowiednio zaj¹æ siê problemem niep³atnej pracy; 7) poniewa¿ ignoruje nieodp³atn¹ pracê i dystrybucjê miêdzy p³ciami, prowadzi to
powiêkszania obci¹¿enia prac¹ kobiet; 8) niweczy legitymacjê nie uczestniczenia w zatrudnieniu zarobkowym (1998: 26f).
Na zakoñczenie, dyskurs redystrybucyjny wydaje siê traciæ na znaczeniu
w polityce spo³ecznej, przynajmniej do czasu kryzysu w roku 2009, gdzie implicite wynika³ z funkcji pañstwa opiekuñczego, utrzymywania „rezerwowej
armii pracowników” „w stanie nieustannej gotowoœci do czynnej s³u¿by,
utrzymywa³o j¹ równie¿ we w³aœciwej kondycji, gdy jej us³ugi nie by³y potrzebne” (Baumann, 2006: 99). Obecnie dominuje perspektywa inkluzji na
rynku pracy tych wszystkich, których uwa¿a siê za zdolnych do jej podjêcia
w ramach tzw. aktywizuj¹cej polityki spo³ecznej.
Dyskurs niemiecki
W porównaniu do szerokiej, daleko zaawansowanej i politycznie stymulowanej debaty nad spo³ecznym wykluczeniem w Wielkiej Brytanii, recepcja zainicjowanego w latach osiemdziesiatych przez Uniê Europejsk¹ dyskursu
mia³a zgo³a inny przebieg w Niemczech. W Niemczech zarówno w polityce
spo³ecznej, jak i w badaniach z pocz¹tkiem lat osiemdziesi¹tych pojawi³ siê
problem tzw. „nowej biedy” („neue Armut”). W roku 1985 ukaza³o siê zbiorow opracowanie: Polityka ubóstwa i roz³am pañstwa socjalnego pod redakcj¹
51
52
PIOTR SA£USTOWICZ
S. Leibfrieda i F. Tennstedta, któr¹ mo¿na potraktowaæ jako punkt wyjœcia
dla nowej debaty nad ubóstwem. Za jej pewn¹ kulminacjê uznaæ mo¿na wydanie podrêcznika na temat ubóstwa i spo³ecznego wykluczenia (Handbuch
Armut und Soziale Ausgrenzung) w roku 2008 (Huster, Boeckh i Mogge-Grotjahn). Jednoczeœnie obie te publikacje zakreœlaj¹ ogólnie ramy czasowe
dla mojej analizy.
We „wprowadzeniu” obaj redaktorzy Polityki ubóstwa i roz³amu pañstwa socjalnego ju¿ w pierwszym zdaniu podnosz¹: „To nie jest ³atwe przedsiêwziêcie
mówiæ o ubóstwie w spo³eczeñstwie, które najlepiej stara siê nie dostrzegaæ,
¿e w nim granice i margines ubóstwa siê poszerza albo raczej daje pierwszeñstwo przekszta³ceniu tego problemu w trudn¹ do ujêcia i apolityczn¹ mi³oœæ
bliŸniego. Niemniej jednak kryzys standardowej polityki ubezpieczeñ spo³ecznych, pracy i rynku pracy, rodziny, jak i odpowiadaj¹ce temu obci¹¿enie
pomocy spo³ecznej i gmin wymuszaj¹ po raz pierwszy od lat szeœædziesi¹tych
wiêcej uwagi odnoœnie do polityki ubóstwa” (Leibfried i Tennstedt, 1985: 13).
Ich uwaga skupia siê w pierwszym rzêdzie na zmianach spo³ecznych w latach osiemdziesi¹tych ubieg³ego stulecia, na tym, co okreœlaj¹ oni „otwartym
roz³amem pañstwa socjalnego i roz³amem spo³eczeñstwa” (Leibfried i Tennstedt, 1985:13) i wynikaj¹cych z tego konsekwencjach dla wydolnoœci, a raczej niewydolnoœci systemu pomocy spo³ecznej w zapobieganiu spo³ecznej
degradacji i ubóstwu w Niemczech Zachodnich. Ich spojrzenie na kwestie
ubóstwa oraz — nale¿y to podkreœliæ — sposób zdefiniowania jego charakteru i zakresu zawiera implicite perspektywê G. Simmla, który szczególnie podnosi znaczenie panuj¹cych w danym spo³eczeñstwie postaw wobec
„ubóstwa” i co wa¿niejsze, ¿e to system pomocy definiuje „ubogiego”, a nie
„ubogi” per se jest punktem wyjœcia dla systemu pomocy spo³ecznej. G. Simmel pisze: „Ubogi jako socjologiczna kategoria nie powstaje poprzez pewien
rozmiar braku czy cierpienia na niedostatek, lecz przez to, ¿e on otrzymuje
wsparcie albo to wsparcie powinien otrzymaæ zgodnie ze spo³ecznymi normami” (Simmel, 1992: 551).
Niedawno do G. Simmla koncepcji „ubóstwa czy ubogiego” nawi¹za³
francuski badacz S. Paugam w swojej pracy : Elementarne formy ubóstwa
(2008), wg którego zas³ug¹ G. Simmla jest potraktowanie ubóstwa nie jako
czegoœ „obiektywnie ” istniej¹cego, lecz jako spo³ecznie „konstruowanego”
i przyjmuj¹cego spo³ecznie zinstytucjonalizowane formy, ró¿ne w ró¿nych
momentach historycznych spo³eczeñstwa (Paugam, 2008: 57).
Szczególne zainteresowanie sprawami ubóstwa ze strony badañ i nauki
nast¹pi³o w latach dziewiêædziesi¹tych kiedy to m.in. na zlecenie Fundacji
Hans — Böckler, Niemieckich Zwi¹zków Zawodowych (DGB), tzw. Pari-
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
tätische Wohlfahrtsverband zosta³ sporz¹dzony raport dotycz¹cy ubóstwa
i nierównoœci w Niemczech, przy czym raport ten operowa³ g³ównie pojêciem
materialnego ubóstwa (Einkommenarmut) (Hanesch i in., 2000). To w³aœnie
dziêki tym prywatnym inicjatywom rz¹d federalny zosta³ zobligowany do
podjêcia inicjatywy monitoringu ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego. Na
jego zlecenie zosta³y sporz¹dzone dwa rz¹dowe raporty dotycz¹ce ubóstwa
i bogactwa (2001 i 2005).
W badaniach empirycznych jednoznacznie dominowa³o zagadnienie ubóstwa widziane z dwóch perspektyw: 1) traktowanie ubóstwa jako „sytuacji
¿yciowej” (tzw. Lebenslage-Ansatz) oraz 2) tzw. dynamiczne podejœcie do
problematyki ubóstwa. Koncepcja „sytuacji ¿yciowej” obejmuje dysponowanie i dostêp do materialnych dóbr i niematerialnych wartoœci, pozytywn¹ jak
i negatywn¹ realizacjê interesów. Szczególnie podkreœla siê moment indywidualnej realizacji zakresu swobody czy ram, które s¹ determinowane przez zewnêtrzne, nie podlegaj¹ce wp³ywowi jednostki czy grupy warunki” (Dieck,
1984: 20; tak¿e Lompe, 1987; Glatzer i Hübinger,1990). Koncepcja „sytuacji ¿yciowej” dzieli z pojêciem wykluczenia spo³ecznego „wielowymiarowoœæ”, natomiast — jak siê wydaje — ró¿ni j¹ od niego po³o¿enie nacisku
na zakres indywidualnej swobody, podczas gdy „wykluczenie spo³eczne” bardziej podkreœla strukturalny moment zabezpieczenia odpowiadaj¹cych spo³eczno-gospodarczemu rozwojowi kraju standardów jakoœci ¿ycia, maj¹cych
byæ udzia³em wszystkich. Natomiast istnieje du¿a zbie¿noœæ miêdzy koncepcj¹ „sytuacji ¿yciowej” a koncepcj¹ „capability” A. Sena (1992, 2000, 2005;
zob.: Leßmann, 2005), co niew¹tpliwie przyœpieszy³o jej recepcjê w przypadku tzw.”II sprawozdania odnoœnie do ubóstwa i bogactwa” niemieckiego
rz¹du z roku 2005 (Volker, 2005: 119). Sam fakt, ¿e rz¹d federalny przyj¹³ na
siebie zadanie monitorowania ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego, jest wynikiem zrozumienia, i¿ zjawiska te nie s¹ marginalne, ale to, co zarzuca siê temu
podejœciu, dokumentowanemu w „II Sprawozdaniu” dotyczy „powi¹zania
progresywnej retoryki z rozproszonymi danymi empirycznymi”, które ma
s³u¿yæ w pierwszym rzêdzie strategii unikania politycznej odpowiedzialnoœci
za skuteczne zwalczanie ubóstwa (Groh-Samberg, 2009: 17).
Pojawienie siê problemu wykluczenia spo³ecznego w dyskursie naukowym
mo¿na datowaæ na rok 1995, kiedy N. Luhmann opublikowa³ artyku³ poœwiêcony ekskluzji i inkluzji spo³ecznej, a w dwa lata póŸniej ukaza³ siê artyku³ M. Kronauera (1997) nawi¹zuj¹cy do unijnej debaty na temat ekskluzji.
Niemniej jednak w latach dziewiêædziesi¹tych i na pocz¹tku XXI wieku temat ubóstwa niew¹tpliwie dominowa³ w dyskursie i Niemcy stosunkowo
póŸno zaadaptowali koncepcjê „wykluczenia spo³ecznego”. Jak zauwa¿y³a
53
54
PIOTR SA£USTOWICZ
s³usznie P. Böhnke (2006), gdyby nie Unia Europejska, to nie wiadomo, czy
problem ekskluzji znalaz³by rezonans w niemieckiej polityce spo³ecznej.
W odró¿nieniu do Wielkiej Brytanii, gdzie przyjêta przez tamtejszy rz¹d
koncepcja wykluczenia spo³ecznego wyraŸnie nawi¹zywa³a do amerykañskiej
koncepcji „underclass”, niemiecki rz¹d w swoim pierwszym raporcie dot.
ubóstwa i bogactwa z roku 2001 u¿ywa³ pojêcia „wykluczenia” jako synonimu „ubóstwa” (Böhnke, 2006: 25). Na marginesie nale¿y odnotowaæ, ¿e
pewnym zaskoczeniem by³a podjêta próba recepcji koncepcji „underclass”
(tzw. Unterschicht — Debatte) w niemieckim dyskursie nad wykluczeniem
spo³ecznym. To zaskoczenie mo¿e byæ tym wiêksze, ¿e po pierwsze uwa¿ano,
i¿ sytuacja spo³ecznie wykluczonych w Niemczech nie nosi znamion odpowiadaj¹cych koncepcji „underclass” — takie stanowisko zaj¹³ stosunkowo
wczeœnie miêdzy innymi wybitny niemiecki socjolog, R. Dahrendorf (1985,
cyt. Herkommer i Koch, 1999: 91), po drugie, ¿e inicjatywa dla tej politycznej debaty nad „underclass” wysz³a z SPD, a impulsu dostarczy³y badania dokonane na zlecenie Fundacji Friedricha Eberta (TNS, 2007; Neubauer, 2007).
Nieco inne akcenty, jak w pierwszym raporcie o ubóstwie, mo¿na stwierdziæ w przypadku Narodowego Planu Dzia³ania przeciw ubóstwie i wykluczeniu spo³ecznemu, gdzie pojêcie „wykluczenia spo³ecznego” obejmuje
g³ównie tzw. „niepewne warunki ¿ycia”, a przede wszystkim bezrobocie
(Böhnke, 2006: 25). G³ównym celem, jaki sobie stawia polityka spo³eczna
w Niemczech, jest skuteczne wsparcie integracji na rynku pracy, czyli
re-kommodifikacja czêœci si³y roboczej i tu w istocie mo¿na mówiæ o pewnej
zbie¿noœci dyskursu niemieckiego z brytyjskim.
Jak ju¿ wspomnia³em wy¿ej, za pewne podsumowanie prowadzonego dotychczas dyskursu czy dyskursów mo¿na traktowaæ podrêcznik na temat
ubóstwa i spo³ecznego wykluczenia (Handbuch Armut und Soziale Ausgrenzung)
z roku 2008 (Huster, Boeckh i Mogge-Grotjahn). Sam podrêcznik wyró¿nia
nastêpuj¹ce dyskursy: socjologiczny, spo³eczno-polityczny, spo³eczno-etyczny i spo³eczno-etatystyczny. Trudno oczywiœcie odpowiedzieæ, który z tych
dyskursów mo¿na uznaæ za wiod¹cy, a który za drugorzêdny. Moje dalsze rozwa¿ania chcia³bym poœwieciæ trzem dyskursom: 1) na terenie teorii zró¿nicowania funkcjonalnego N. Luhmanna; 2) podejmuj¹cych problematykê wykluczenia z perspektywy nierównoœci spo³ecznych i 3) poœwiêconemu
rozró¿nieniu miêdzy „udzia³em/dostêpem” (Teilhabe), w sensie „mieæ swoj¹
czêœæ w czymœ” czy „mieæ prawo dostêpu do czegoœ” ; nieco inaczej formu³uj¹c mo¿na powiedzieæ, ¿e wykluczenie jest definiowane w kategoriach:
„posiadaæ — nie posiadaæ”, „byæ cz³onkiem — albo nie byæ” (zob. Woodward i Kohli, 2001: 2) a „uczestnictwem/ partycypacj¹” (Teilnahme), w sen-
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
sie aktywnego udzia³u w ¿yciu gospodarczym, spo³ecznym, politycznym czy
kulturalnym. (Grözinger i in., 2006)
Wykluczenie spo³eczne z perspektywy teorii systemów N. Luhmanna
Zainspirowany przez teoriê systemów N. Luhmanna dyskurs na temat wykluczenia mia³ wysoce abstrakcyjny i wewn¹trz dyscyplinarny charakter (Luhmann, 1998, t.2). Wykluczenie by³o widziane z perspektywy funkcjonalnie
zró¿nicowanego spo³eczeñstwa i jako takie by³o „naturaln¹” konsekwencj¹
tego zró¿nicowania. Ka¿dy funkcjonalnie wyodrêbniony system formu³uje
specyficzne dla siebie warunki inkluzji/cz³onkostwa. To oznacza, ¿e jednostki,
które bior¹ udzia³ w procesie komunikacji funkcjonalnych systemów (np.
jako kupuj¹cy, jako uczeñ czy jako wyborca) s¹ jedynie cz¹stkowo w³¹czane,
jako nosiciele okreœlonych ról. To jednoczeœnie oznacza, ¿e wykluczona musi
zostaæ ich indywidualnoœæ. Takie rozumienie „wykluczenia” jest logiczn¹
konsekwencj¹ teorii zró¿nicowania funkcjonalnego spo³eczeñstwa nowoczesnego. Problemem dla Luhmannowskiej teorii systemów okazuje siê jednak¿e
takie rozumienie wykluczenia, które jest bliskie koncepcj¹ „biedy” czy „bezrobocia” (Kronauer, 2002: 127). Wed³ug M. Kronauera to drugie rozumienie
„wykluczenia” podwa¿a niektóre zasadnicze za³o¿enia teorii systemów N. Luhmanna. Nie wchodz¹c w szczegó³y krytycznej analizy M. Kronauera, ograniczê siê do pewnych zasadniczych zarzutów, jakie formu³uje on pod adresem
N. Luhmanna. Jeden z nich dotyczy zasadniczych trudnoœci udzielenia odpowiedzi na pytania: dlaczego ma miejsce wykluczenie w drugim znaczeniu,
kto jest bardziej nim zagro¿ony i dlaczego (Kronauer, 2002: 130). Na te pytania próbuj¹ znaleŸæ odpowiedŸ badacze ubóstwa i bezrobocia, którzy operuj¹ zupe³nie innym pojêciem wykluczenia (Kronauer, 2002: 134). Wykluczenie pojmuj¹ jako specyficzny, spo³eczny i empirycznie stwierdzany
problem w specyficznym historycznym kontekœcie, podczas gdy dla teorii
systemu jest to wynikaj¹cy z logiki funkcjonalnego zró¿nicowania fenomen.
Dla badañ ubóstwa i bezrobocia wykluczenie jest wynikiem historycznych
przemian kapitalistycznego spo³eczeñstwa a nie logiczn¹ koniecznoœci¹ racjonalnie operuj¹cych systemów (Kronauer, 2002: 134). Dla obu podejœæ wydaje siê jedno wspólne: pieni¹dz i zatrudnienie s¹ wa¿ne dla spo³ecznego uczestnictwa i przynale¿noœci (Kronauer, 2002: 135). Jeœli chodzi o kwestie relacji
„inkluzji i ekskluzji”, to zdaniem M. Kronauera teoria systemów operuje
prost¹ dychotomi¹, podczas gdy w istocie w przypadku wykluczonych nie
opuszczaj¹ oni ca³kowicie spo³eczeñstwa, pozostaj¹ w jego granicach (Kro-
55
56
PIOTR SA£USTOWICZ
nauer, 2002: 136; Stichweh, 2009, wiêcej na ten temat poni¿ej). Wg M. Kronauer (2002: 137) teoria funkcjonalnego zró¿nicowania nie docenia czy
nawet nie uwzglêdnia znaczenia w³adzy i spo³ecznych nierównoœci, które wystêpuj¹ w funkcjonalnie operuj¹cych systemach.
Problematykê wykluczenia i wkluczenia (ekskluzji i inkluzji) podjêli
uczniowie N. Luhmanna, m.in. R. Stichweh. W swoim artykule Zasadnicze
aspekty socjologii inkluzji i ekskluzji, uwa¿a, ¿e chodzi tu o podstawow¹ teoriê
relacji spo³ecznych (das Soziale)(Stichweh, 2009: 29). Wyró¿nia on trzy zasadnicze nurty teoretycznego myœlenia (paradygmaty) w socjologii odnoœnie
do ekskluzji i inkluzji, które mo¿na krótko okreœliæ jako paradygmaty: cz³onkostwa, solidarnoœci i dyscyplinowania (Stichweh, 2009: 29). Pierwszy ma
swojego reprezentanta w osobach T.H. Marshalla i T. Parsonsa, drugi wywodzi siê z tradycji myœli E. Durkheima, trzeci natomiast jest w szczególnoœci
kojarzony z E. Goffmanem i M. Foucault. Stichweh — wierny pos³aniu
N. Luhmanna, jeœli chodzi o wykazanie uniwersalnoœci teorii systemów w socjologii — proponuje czwarty wariant, który ma pozwoliæ na w³¹czenia
wszystkich trzech paradygmatów na poziomie teorii systemów. Tym, co ma
pozwoliæ na takie w³¹czenie, jest za³o¿enie, ¿e ”rozró¿nienie pomiêdzy inkluzj¹ i ekskluzj¹ dotyczy pytania o okreœlenie czy zaadresowanie /zakwalifikowanie (Adressierung) osób w systemach spo³ecznych” (Stichweh, 2009: 30).
Przy czym te akty zakwalifikowania mog¹ dotyczyæ kwestii uznania czy odmowy cz³onkostwa, mog¹ aktywowaæ czy odmawiaæ solidarnoœci i wreszcie
mog¹ zawieraæ w sobie element kontroli czy dyscyplinowania (Stichweh,
2009: 30). Zasadnicze pytanie, jakie wi¹¿e siê z kwesti¹ „zakwalifikowania”,
dotyczy tego, kto to jest „inny” i od czego zale¿y „innoœæ” oraz zakwalifikowanie „innoœci” (Stichweh, 2009: 30). Zgodnie z przyjêtym ju¿ przez N. Luhmanna rozró¿nieniem trzech poziomów: interakcji, organizacji i systemu,
R. Stichweh charakteryzuje kwestie inkluzji i ekskluzji na tych trzech poziomach. To, ¿e mamy do czynienia z tymi zjawiskami w odniesieniu do ró¿nych
poziomów organizacji ¿ycia spo³ecznego, nie jest samo w sobie czymœ zaskakuj¹cym, natomiast jest kwesti¹ dyskusyjn¹, czy wynikaj¹ one wed³ug R. Stichweha zasadniczo z: immanentnych w³aœciwoœci, interakcji, organizacji czy
te¿ systemu. Takie podejœcie pozostawia szereg wa¿nych kwestii poza obszarem analizy. WeŸmy dla przyk³adu sposób analizy R. Stichweha procesów inkluzji i ekskluzji na przyk³adzie konwersacji. To, czy sam fakt bycia cz³onkiem danej publicznoœci nie bior¹cym aktywnie udzia³u w konwersacji
wystarcza, aby móc mówiæ o inkluzji, czy te¿ trzeba zachowaæ siê operatywnie, tzn. zg³osiæ swój g³os — to jedna sprawa. To, co pozostaje poza horyzontem tej analizy, jest ustalenie, kto i dlaczego ma mo¿liwoœæ czy nawet pra-
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
wo uczestniczyæ w tej konwersacji? W przypadku ekskluzji mamy wed³ug
R. Stichweha nieco z inn¹ sytuacj¹, bowiem rzadko jest ona w konwersacji
wyraŸnie artyku³owana w postaci np. reakcji: „Pan jest tutaj niemile widziany” (Stichweh, 2009: 30). Jego zdaniem ma miejsce brak pewnoœci, a wiêc raczej pewnego rodzaju niepewnoœæ po stronie tego, który czuje siê wykluczony, co mo¿e prowadziæ albo do aktywnej postawy samo-inkluzji, albo do
samo-ekskluzji. To, co R. Stichweh opisuje, jest jedynie dobr¹ obserwacj¹ czy
powo³aniem siê na przyk³ady dobrze ilustruj¹ce jego wywody — ale tak naprawdê niewiele dowiadujemy siê o tym, kogo to dotyczy najczêœciej w spo³eczeñstwie, jakie formy komunikacji na poziomie interakcji s¹ szczególnie
nara¿one na procesy ekskluzji itd. Mo¿liw¹ odpowiedŸ na to pytanie mo¿na
próbowaæ uzyskaæ, je¿eli ca³e zagadnienie przeniesie siê na poziom ról spo³ecznych, jako wynik procesu stabilizacji i powtarzalnoœci oczekiwañ wobec
osoby. Tutaj proces inkluzji ma dwa warianty: pierwszy dotyczy pe³nienia
konkretnych „ról wykonuj¹cych” (Leistungsrolle), np. lekarza, nauczyciela
czy polityka, drugi wariant to role komplementarne: rola pacjenta, ucznia
czy wyborcy, które pozwalaj¹ cz³onkom spo³eczeñstwa uczestniczyæ w danym
systemie (Stichweh, 2009: 32). Przy tym podejœciu kwestia ekskluzji staje siê
tautologi¹ — ten kto nie spe³nia oczekiwañ, jakie adresuje do niego system,
nie mo¿e byæ wci¹gniêty w ten system. I znowu nie wiemy zbyt wiele, gdzie
le¿y Ÿród³o niespe³niania oczekiwañ. Pewnego rodzaju ratunek dla tego podejœcia stanowi fakt spo³ecznej ekskluzji, która przyjmuje odrêbn¹ formê inkluzji i zwi¹zanych z ni¹ ról spo³ecznych (Stichweh, 2009: 32).
Dominuj¹ce spojrzenie na kwestie inkluzji i ekskluzji w dyskursie naukowym — tu R. Stichweh ma niew¹tpliwie racjê — jest zwi¹zane ze szczególn¹ cech¹ nowoczesnego spo³eczeñstwa, a mianowicie, ¿e jest to spo³eczeñstwo, w którym dominuj¹ organizacje. Dziêki nim albo za pomoc¹ tej formy
organizacji ¿ycia spo³ecznego nowoczesne spo³eczeñstwo mo¿e regulowaæ ekskluzjê. Koniecznoœæ takiej regulacji wynika jego zdaniem z normatywnej tendencji traktowania ekskluzji w nowoczesnym spo³eczeñstwie jakoœ czego, czego nale¿y unikaæ, podczas gdy inkluzja wydaje siê czymœ godnym osi¹gniêcia
(Stichweh, 2009: 37). Relacjê pomiêdzy inkluzj¹ a ekskluzja charakteryzuje
R. Stichweh (2009: 37) za L. Dumont jako „hierarchiczn¹ opozycjê”. Oznacza
to, „¿e ekskluzja jest o tyle dopuszczalna, o ile przyjmie formê inkluzji” (Stichweh, 2009: 37). Ta odpowiedŸ przybiera w nowoczesnym spo³eczeñstwie
postaæ wyspecjalizowanych organizacji (wiêzieñ, szpitali psychiatrycznych, instytucji wychowawczo-resocjalizacyjnych, itp.). W tym przypadku mo¿na
mówiæ o instytucjach „wkluczaj¹cej ekskluzji” (inkludierende Exklusion).
R. Stichweh nie ogranicza siê jednak¿e do analizowania tego typu relacji po-
57
58
PIOTR SA£USTOWICZ
miêdzy inkluzj¹ a ekskluzj¹ i zauwa¿a, ¿e w nowoczesnym spo³eczeñstwie ma
równie¿ miejsce relacja, któr¹ mo¿na okreœliæ jako „wy³¹czaj¹c¹ inkluzjê”
(exkludierende Inklusion). Za przyk³ady s³u¿¹ jemu m.in. radykalne partie
(prawdopodobnie te, które zasadniczo nie akceptuj¹ panuj¹cego porz¹dku politycznego — mój dodatek SP.), grupy terrorystyczne, mafia itp.
Podejœcie R. Stichweha opiera siê na pewnych, nie wyartyku³owanych
za³o¿eniach i ma moim zdaniem odniesienie do pewnego stanu spo³eczeñstwa. Mo¿na podaæ zaprzeczaj¹ce temu podejœciu przyk³ady, gdzie inkluzja
jest traktowana jako „zdrada” czy „sprzeniewierzenie siê” w³asnym przekonaniom i wartoœciom, a ekskluzja — wymuszona czy dobrowolna — traktowana jest jako przyk³ad „bohaterstwa” czy „odwagi cywilnej”. Operowanie
kategoriami „inkluzji” i „ekskluzji” w przypadku R. Stichweha ma jedynie
wtedy sens, je¿eli przyjmiemy, ¿e system normatywny jest relatywnie stabilny i relatywnie nie kwestionowany przez wiêkszoœæ spo³eczeñstwa. St¹d jego
koncepcja „ekskluzji” jest bardziej bliska zjawiskom „patologii spo³ecznej”
czy „stygmatyzacji” ni¿ „protestom” czy moralnie uzasadnionym aktom odrzucenia panuj¹cych w spo³eczeñstwie wzorów inkluzji.
S³aboœci¹ Luhmannowskiej teorii systemów jest niew¹tpliwie brak refleksji na temat nierównoœci spo³ecznych, który w dyskursie nad ekskluzj¹ zajmuje powa¿ne miejsce (zob. Mogge-Grotjahn, 2008). Ten brak jest tak dalece immanentny, ¿e podejmowane próby jego naprawy ze strony uczniów
N. Luhmanna nie s¹ zbyt przekonywaj¹ce. W przypadku R. Stichweha, ogranicza siê on jedynie do stwierdzenia, ¿e „produkcja” nierównoœci ma miejsce
zarówno w przypadku inkluzji, jak i ekskluzji, przy czym w tym ostatnim
przypadku chodzi o szczególnie skrajne przypadki nierównoœci. Jak ma siê to
do spo³eczeñstwa nowoczesnego, które ma charakteryzowaæ funkcjonalne
zró¿nicowanie — pozostaje otwartym pytaniem. Równie¿ próby dokonania
rozró¿nienia pomiêdzy równoœci¹/nierównoœci¹ a inkluzj¹/ekskluzj¹ jako ró¿nice jêzyka, gdzie pierwsza para pos³uguje siê konstrukcj¹ „dowolnej stopniowalnoœci”, a druga para jêzykiem „braku kontynuacji” (Diskontinuität) (Stichweh, 2009: 41), s¹ o tyle problematyczne, ¿e: po pierwsze — niektóre
nierównoœci spo³eczne s¹ wynikiem niestopniowalnego rozdŸwiêku (np. do
œrodków produkcji czy wynikaj¹cych z przynale¿noœci do okreœlonych grup
spo³ecznych — system kastowy albo klubowy); po drugie — przynajmniej ekskluzja mo¿e byæ stopniowalna, podobnie jak nierównoœæ.
Generalnie mo¿na powiedzieæ, ¿e teoria systemów N. Luhmanna zastêpuje obraz struktury nierównoœci spo³ecznych koncepcj¹ zró¿nicowania funkcjonalnego. Tym samym problemy wykluczenia i ubóstwa maj¹ w jej przypadku raczej charakter marginalny i dopiero jego uczniowie, jak tego
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
dowodzi przyk³ad R. Stichweha, s¹ bardziej œwiadomi i mo¿e bardziej wra¿liwi na zjawiska nierównoœci spo³ecznych i wykluczenia spo³ecznego.
Nierównoœci spo³eczne, struktura klasowa a wykluczenie spo³eczne
W przeciwieñstwie do niedostatku istotnej refleksji nad nierównoœciami spo³ecznymi w przypadku procesu ekskluzji, w g³osie teorii systemów kwestiê tê
podejmuje w niemieckim dyskursie grupa socjologów, dla której punktem
wyjœcia s¹ w³aœnie nierównoœci spo³eczne. Do nich nale¿y m.in. H. Mogge-Grotjahn. W swoim artykule stawia spytanie o to, jak dalece klasyczne
i nowoczesne koncepcje nierównoœci spo³ecznej pozwalaj¹ zrozumieæ „sytuacjê
ubóstwa” i „procesy wykluczenia” (2008: 39; Sanders, 2008; Groh-Samberg,
2009). Punktem wyjœcia dla tego dyskursu wydaje siê przekonanie, ¿e z problematyk¹ ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego wi¹¿e siê œciœle kwestia nierównoœci spo³ecznych i kondycji spo³eczeñstwa (Groh-Samberg, 2009: 17).
Socjologiczne badania nierównoœci spo³ecznej dotycz¹ zarówno relacji
czynników ekonomicznych do spo³ecznych, politycznych i kulturowych aspektów ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego, jak i skutków ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego jako sytuacji spo³ecznej, w stosunku do mo¿liwoœci dzia³ania jednostek oraz potencjalnych konfliktów spo³ecznych (Mogge-Grotjahn, 2008: 39).
Zdaniem H. Mogge-Grotjahn socjologiczne badania nierównoœci spo³ecznych musz¹ na nowo szukaæ odpowiedzi na zasadnicze pytania, co wynika jej
zdaniem z faktu rodzenia siê nowego ryzyka ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego bêd¹cego rezultatem „niewydolnoœci” socjalnego pañstwa (Mogge-Grotjahn, 2008: 40). Do tych zasadniczych pytañ zalicza ona:
— pytanie o stosunek ekonomicznego wymiaru do wymiaru spo³ecznego,
politycznego i kulturowego nierównoœci spo³ecznych;
— o potencja³ konfliktowy spo³ecznych nierównoœci wzglêdem potencja³u
integracyjnego spo³eczeñstwa, w którym krzy¿uj¹ siê wertykalne i horyzontalne nierównoœci;
— o skutki nierównego po³o¿enia ¿yciowego (Lebenslagen) dla kszta³towania
sposobu ¿ycia i mo¿liwoœci dzia³ania cz³onków spo³eczeñstwa;
— o polityczne i ideologiczne wzory interpretowania i legitymizowania ubóstwa i nierównoœci (Mogge-Grotjahn, 2008: 40f).
Problematyka nierównoœci spo³ecznych i wykluczenia spo³ecznego rodzi
wiêc pytania o mo¿liwoœci i granice integracji spo³ecznej wewn¹trz spo³eczeñstwa (Mogge-Grotjahn, 2008: 39). Skutecznoœæ mechanizmów in-
59
60
PIOTR SA£USTOWICZ
kluduj¹cych jednostki czy grupy ludzi — to kwestia spo³ecznej legitymacji dla istniej¹cych konstelacji interesów i w³adzy, to równie¿ kwestia
kontroli spo³ecznej i mo¿liwoœci stosowania si³y i przemocy. Mo¿na zaryzykowaæ tezê, ¿e malej¹ca skutecznoœæ mechanizmów inkluduj¹cych (np. wysokie bezrobocie, z³y dostêp do us³ug oœwiatowych czy zdrowotnych) bêdzie przenosiæ siê na wzrost represyjnych technik zapewnienia spo³ecznej
spójnoœci. Prawdopodobnie ten mechanizm nie jest tak bezpoœredni i wymaga on uzupe³nienia o ustalenie warunków, które ten mechanizm wyzwalaj¹ czy u³atwiaj¹. Tu pomoc¹ mog¹ okazaæ siê teorie dotycz¹ce problemów
spo³ecznych, ruchów spo³ecznych czy kolektywnych zachowañ kontestuj¹cych.
Jednoczeœnie podjêcie problematyki nierównoœci spo³ecznej w kontekœcie wykluczenia spo³ecznego czy ubóstwa prowadzi³o do bardzo kontrowersyjnych ujêæ ubóstwa: z jednej strony jako przejawu spo³ecznych przedzia³ów, co znalaz³o m.in. swój wyraz w tzw. koncepcji spo³eczeñstwa
dwóch trzecich, a drugiej — owocowa³o w diagnozach „odstrukturyzowanego i zindywidualizowanego ubóstwa”, które by³y reprezentowane przez
oœrodek badawczy w Bremen (Groh-Samberg, 2009: 17). Te ostatnie prowadzi³y do przekonania, ¿e ubóstwo nie jest zwi¹zane z pozycj¹ klasow¹,
lecz faz¹ ¿yciow¹ w biografii jednostki. Dla przypomnienia, w przypadku
Wielkiej Brytanii koncepcja „wykluczenia spo³ecznego” w latach dziewiêdziesi¹tych by³a korelowana z koncepcjami „ludzi zbêdnych” czy „underclass”. W Niemczech coraz wiêkszym zainteresowaniem cieszy siê kategoria tzw. „niepewnych” (Prekaria) (Kronauer, 2002: 177, tak¿e Andreß,
1999; Puhr, 2009; Castel i Dörre, 2009; Groh-Samberg, 2009; wiêcej na
ten temat poni¿ej).
Od pewnego czasu coraz bardziej do g³osu dochodzi powrót do wi¹zania
zjawiska ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego ze struktur¹ klasow¹, przy czym
sam dyskurs nad struktur¹ klasow¹ by³ nieprzerwanie kontynuowany (Groh-Samberg, 2009: 203) Jak pisze O. Groh-Samberg (2009: 203): „Nadal jest
przynale¿noœæ klasowa najbardziej determinuj¹cym spo³eczne nierównoœci
czynnikiem w przypadku szans ¿yciowych”. W tym kontekœcie powraca
okreœlenie „underclass”, ale ju¿ ca³kiem inaczej definiowane. Zasadnicze pytanie, jakie sobie tutaj mo¿na postawiæ, dotyczy ustalenia, na ile mo¿na postrzegaæ ubóstwo jako specyficzne wyodrêbnienie i modyfikacjê struktury
klasowej i na ile „underclass” mo¿e byæ widziana jako wyodrêbniony segment
klasy robotniczej, który dryfuje w kierunku homogennej grupy, coraz bardziej oddalaj¹cej siê nie tylko od œredniej klasy, ale tak¿e od tzw. zintegrowanej klasy robotniczej (Groh-Samberg, 2009: 214).
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
Dyskurs nad udzia³em wykluczonych
Dyskurs rozwa¿aj¹cy kwestie wykluczenia spo³ecznego jako „uczestniczenia/udzia³u” (Teilhabe) wi¹¿e ze sob¹ kwestie konkretnych ograniczeñ po
stronie wykluczonych z kwestiami egalitaryzmu czy nierównoœci spo³ecznych
i sprawiedliwoœci spo³ecznej jako celów polityki spo³ecznej (Kronauer, 2002:
175 i nast.; Sanders, 2008; Groh-Samberg, 2009). Te ograniczenia po stronie
wykluczonych mog¹ dotyczyæ udzia³u w osi¹gniêtym w danym spo³eczeñstwie materialnym standardzie ¿ycia, w ¿yciu politycznym i w instytucjach
spo³ecznych, jak i w mo¿liwoœci realizowania spo³ecznie definiowanych celów
¿yciowych (Kronauer, 2002: 175 i nast.) W moich dalszych rozwa¿aniach
skoncentrujê siê na tych aspektach dyskursu „uczestniczenia/udzia³u”, które
dotycz¹ materialnego standardu ¿ycia, przyjmuj¹c za O. Groh-Sambergiem
(2009: 239) pogl¹d, ¿e zasadnicze nierównoœci dochodów i warunków ¿ycia
stanowi¹ centrum spo³ecznych nierównoœci w nowoczesnym spo³eczeñstwie
i ¿e powinny byæ punktem wyjœcia spo³eczno-politycznych programów walki
z ubóstwem. W tym kontekœcie problem „uczestnictwa/udzia³u” jest dyskutowany w szczególnoœci w odniesieniu do: 1) uczestnictwa na rynku pracy;
2) politycznego i kulturalnego uczestnictwa; 3) jakoœci miejsca zamieszkania;
4) ogólnego zadowolenia z ¿ycia (Groh-Samberg, 2009: 21).
W przypadku kwestii ograniczeñ udzia³u w osi¹gniêtym materialnym
standardzie przez dane spo³eczeñstwo, przedmiotem dyskursu w Niemczech
sta³y siê takie zagadnienia jak skutki utraty miejsca pracy czy niepewnoœci zatrudnienia jako czynniki podnosz¹ce ryzyko ubóstwa (Kronauer, 2002: 177;
tak¿e Andreß, 1999; Puhr, 2009; Castel i Dörre, 2009). Pojawienie siê
w konteœcie niemieckim zjawiska tzw. „working poor” by³o najpierw traktowane jako coœ nowego, czego w zasadzie nie nale¿a³o oczekiwaæ ze wzglêdu
na porozumienia miêdzy zwi¹zkami zawodowymi a pracodawcami. Tym, co
przez pewien czas uchodzi³o uwadze badaczy, by³ fakt stale rosn¹cej liczby
stanowisk pracy nie objêtych tymi porozumieniami i coraz gorzej p³atnych.
Niemniej jednak w porównaniach miêdzynarodowych Niemcy charakteryzuje wprawdzie wysoki procent nisko p³atnych zatrudnieni, ale w przeciwieñstwie do oczekiwañ — niskie ryzyko ubóstwa. To generalne stwierdzenie
wymaga o tyle relatywizacji, ¿e istniej¹ powa¿ne ró¿nice co do ryzyka ubóstwa w odniesieniu zarówno do regionów: Zachodnie czy Wschodnie Niemcy
czy przypadku poszczególnych kategorii spo³ecznych (Gießelmann i Lohmann, 2008). Kwestia korelacji pomiêdzy niskimi zarobkami a ryzykiem
ubóstwa jest jednym z tych tematów w naukowym dyskursie niemieckim,
który ma swoje bezpoœrednie odniesienie do dyskursu politycznego na temat
61
62
PIOTR SA£USTOWICZ
minimalnej zap³aty (Schank, 2008), ale tak¿e prowadzi do szerszej i bardziej
ambitnej debaty nad „spo³eczeñstwem udzia³owców” (Teilhabegesellschaft)
(Grözinger, Maschke i Offe, 2006).
Bibliografia
Andreß, H-J., 1999. Leben in Armut, Eine Untersuchung der Vorsorgungsstrategien armer Haushalte auf der Basis von Umfragendaten, Opladen.
Anio³, W., 2010. Europejska polityka spo³eczna — podejœcie teoretyczne. „Polityka Spo³eczna”,
nr. 2.
Armstrong, K.A., 2006. The ‘Europeanisation’ of Social Exclusion: British Adaptation to EU
Co-ordination. „BJPIR”,vol. 8.
Arthurson, K., K. Jacobs. 2009. Discourses about Australian Social Housing, Social Exclusion and
Employment: Indications of the Post-Welfare State? „Housing, Theory and Society”, nr. 3.
Atkinson, A.B., E. Marlier, E., B. Nolan. 2004. Indicators and Targets for Social Inclusion in the
European Union. „JCMS”, nr 1.
Bauman, Z., 1998. Work, consumerism and the new poor. Philadelphia.
Baumann, Z., 2006. Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy. Kraków.
Begg, I., J.Berghman. 2002. EU social (excklusion) policy revisited? „Journal of European Social
Policy”, nr 3.
Böhnke, P., 2006. Am Rande der Gesellschaft, Risiken sozialer Ausgrenzung. Opladen
Brine, J., 2006. Lifelong learning and the knowledge economy: those that know and those that do
not—the discourse of the European Union. „British Educational Research Journal”, nr.5.
Byrner, D., 1999. Social exclusion. Philadelphia.
Castel, R., K. Dörre, red. 2009. Prekarität, Abstieg, Ausgrenzung, Die soziale Frage am Beginn
des 21 Jahrhunderts. Frankfurt am Main, New York.
Commission of the European Communities., 2006. Commission staff working document, Evaluation of the open method of coordination for social protection and social inclusion, A synthesis of replies by Member States and other actors to an evaluation questionnaire on the Open Method of Coordination in the fields of social inclusion and adequate and sustainable pensions. „SEC”,345,
Brussels.
David, M., 1994. Fundamentally Flawed. W: C. Murray. red. Underclass: The Crisis Deepens.
IEA.
Davies, J.S., 2005. The Social Exclusion Debate: Strategies, controversies and dilemmas. „Political
Studies”, nr 1.
Dieck, M., 1984. Altenpolitik. W: W.D. Oswald, W.M. Herrmann, S. Kanowski i inni, red.
Gerontologie. Stuttgart, Berlin, Köln, Mainz.
Draxler, J., O.Van Vliet., 2010. European Social Model: No Convergence from the East. „European
Integration”, nr 1.
Flint, J., 2009. Cultures, Ghettos and Camps: Sites of Exception and Antagonism in the City. „Housing Studies”, nr 4.
Gans, J., 1995. The War Against the Poor. The Underclass and Antipoverty Policy. Basic Books.
Giddens, A., 1999. Der dritte Weg, Die Erneuerung der sozialen Demokratie. Frankfurt am Main.
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
Giddens, A., 2006. Die Zukunft des Europäischen Sozialmodells, Internationale Politikanalyse, Europäische Politik. Dostêpne: http://library.fes.de/pdf-files/id/03600.pdf, (Dostêp:15:03
2008)
Glatzer, W., W. Hübinger., 1990. Lebenslagen und Armut. W: D. Döring, W. Hanesch, E-U.
Huster, red. Armut im Wohlstand. Frankfurt am Main.
Grönziger, G. i inni., 2006. Die Teilhabegesellschaft, Modell eines neuen Wohlfahrtsstaates. Frankfurt am Main.
Grönzinger, G., M. Maschke, C. Offe., 2006. Die Teilhabegesellschaft, Modell eines neuen Wohlfahrtsstaates, Frankfurt am Main.
Groh-Samberg, O., 2009. Armut, soziale Ausgrenzung und Klassenstruktur. Wiesbaden.
Hacking, S., 2005. Social Quality in Britain: A Welfare State? „European Journal of Social
Quality” nr 1 i 2.
Hanesch, W., P., Krause, G. Bäcker., 2000. Armut und Ungleichheit in Deutschlan., Der neue
Armutsbericht der Hans-Böckler-Stiftung, des DGB und des Paritätiscen Wohlfahrtsverband.
Reinbeck beim Hamburg.
Herkommer, S., S. Koch., 1999. The „Underclass”: A Misleading Concept and a Scientigic Myth?
Poverty and social exclusion as challenges to theories of class and social structure. W: P. Littlewood., et al, red. Social Exclusion in Europe, Problems and paradigms. Altershot.
Hunt, J., 2005. Combating Social Exclusion: The EU´s Contribution. „Journal of Social Welfare
and Family Law”, nr 1.
Huster, E-U., J. Boeck., H. Mogge-Grotjahn, red. Handbuch Armut und soziale Ausgrenzung.
Wiesbaden.
Kennedy, P., 2005. Social policy, social exclusion and commodity fetishism. „Copy right of Capital
&Class is the property of Conference Socialist Economist”
Kronauer, M., 1997. Soziale Ausgrenzung und Under Class. „Leviathan”, nr 1.
Kronauer, M., 2002. Exklusion, Die Gefährdung des Sozialen im hoch entwickelten Kapitalismus.
Franfurt am Main.
Lash, S., 1994. Reflexivity and ist Doubles: Structure, Aesthetics, Community. W: U. Beck, A. Giddens, S. Lash, red. Reflexive Modernization. Politics, Tradition and Aesthetics in the Modern Social Order. Stanford.
Leibfried, S., F. Tennstedt, red. Politik der Armut und die Spaltung des Sozialstaates. Frankfurt
am Main.
Leßmann, O., 2005. Der Capability-Ansatz von Sen als Gerüst für eine Neuinterpretation des Lebenslage-Ansatzes von Weisser. W: J. Volker, red. Armut und Reichtum an Verwirklichungschancen. Amartya Sens Capability-Konzept als Grundlage der Armuts- und Reichtumsberichterstattung. Wiesbaden.
Levitas, R., 1998. The Inclusive Society?, Social Exclusion and New Labour. Macmillian.
Littlewood, P., S. Herkommer, red. 1999. Social Exclusion in Europe, Problems and paradigms.
Altershot.
Lompe, K., red. 1987. Die Realität der neuen Armut. Analysen der Beziehungen zwischen Arbeitslosigkeit und Armut in einer Problemregion, Kölner Schriften zur Sozial- und Wirtschaftspolitik. Bd.4, Regensburg.
Luhmann, N., 1995. Inklusion und Exklusion. W: N. Luhmann., Soziologische Aufklärung.
Opladen.
Macleavy, J., 2006. The Language of Politics and the Politics of Language: Unpacking „Social Exclusion” in New Labour Policy. „Space and Polity”, nr 1.
63
64
PIOTR SA£USTOWICZ
Marlier, E., A.B. Atkinson, B. Cantillon, B. Nolan., 2007. The EU and Social Inclusion, Facing
the challenges. Bristol.
Ministerstwo Pracy i Polityki Spo³ecznej., 2006. Wykluczenie i integracja spo³eczna w Polsce. Ujêcie wskaŸnikowe. Warszawa.
Mogge-Grotjahn, H., 2008. Gesellschaftliche Ein- und Ausgrenzung, Der soziologische Diskurs.
W: E-U. Huster, J. Boeck, H. Mogge-Grotjahn, red. Handbuch Armut und soziale Ausgrenzung. Wiesbaden.
Montanari, I., K. Nelson, J. Palme, 2008. Towards a European Social Model? Trends in social insurance among EU countries 1980/2000. „European Societies”, nr 5.
Murray, C., 1994. Underclass: The Crisis Deepens. IEA.
Neugebauer, G., 2007. Politische Milieus in Deutschland. Die Studie der Friedrich Ebert-Stiftung.
Bonn.
Nunn, H. B., 2008. The underserving poor. „Soundings”, s. 107 – 116.
O’Reilly, D., 2005. Social Inclusion: A Philosophical Anthropology. „Politics”, nr 2.
Paugam, S., 2008. Die elementaren Formen der Armut. Hamburg.
Puhr, K., 2009. Inklusion und Exklusion im Kontext prekärer Ausbildungs- und Arbeitsmarktchancen, Biografische Portraits. Wiesbaden.
Room, G.J., 1999. Social exclusion, solidarity and the challenge of globalization. „International Journal of Social Welfare”, nr 8.
Sa³ustowicz, P., 2003. Social Exclusion and Globalization — a new theoretical approach for social
work. W: Ch. Labonte-Roset, E. Marynowicz-Hetka, J. Szmagalski, red. Social Work Education and Practice in Today´´s Europe, Challenges and the Diversity of Responses. Katowice.
Sa³ustowicz, P., 2010. Wykluczenie spo³eczne nowym wyzwaniem dla polityki spo³ecznej — w œwietle unijnych doœwiadczeñ. W: Z. Galor, red. Odmiany ¿ycia spo³ecznego wspó³czesnej Polski. Instytucje — Polityka — Kultura. Poznañ.
Sanders, K., 2008. Armut und soziale Gerechtigkeit — Gedanken zum Umbau des Sozialstaates.
W: K. Sanders, H-U.Weth, red. Armut und Teilhabe. Wiesbaden.
Saraceno, Ch., 1997. The Importance of the Concept of Social Exclusion. W: W. Beck, L. Maesen,
van der, A.Walker, red. The Social Quality of Europe. The Hague.
Schank, Th., C. Schnabel, J.Stephani, St. Bender., 2008. Sackgasse oder Chance
zum Aufstieg? „IAB Kurzbericht”, nr 8.
Secker, J., 2009. Mental health, social exclusion and social inclusion. „Mental Health Review Journal”, nr 4.
Sen, A., 1992. Inequality reexamined. New York.
Sen, A., 2000. Nierównoœci. Dalsze rozwa¿ania. Kraków.
Sen, A., 2005. Ökonomie für den Menschen. Wege zu Gerechtigkeit und Solidarität und in der Marktwirtschaft. München.
Siebel, W., 1997. Armut oder Ausgrenzung? Vorsichtiger Versuch einer begrifflichen Eingrenzung der
sozialen Ausgrenzung. „Leviathan”, nr 1
Silver, H., 1995. Reconceptualizig social disadvantange: Three paradigms of social exclusion. W:
G. Rogers, Ch. Gore, J.B. Figeuiredo, red. Social Exclusion: Rhetoric, Reality, Responses. Geneve.
Simmel, G., 1992. Soziologie. Untersuchungen über die Formen der Vergesellschaftung. Frankfurt
am Main.
Statistisches Bundesamt., 2006. Leben in Europa. Wiesbaden.
Dyskurs o wykluczeniu spo³ecznym — kontekst unijny i narodowy
Stichweh, R., 2009. Leitgesichtspunkte einer Soziologie der Inklusion und Exklusion. W: R. Stichweh, P. Windolf, red. Inklusion und Exklusion: Analysen zur Sozialstruktur und sozialen
Ungleichheit. Wiesbaden.
TNS Infratest Sozialforschung., 2007. Gesellschaft im Reformprozess. Bonn.
Veit-Wilson, J., 1996. Aktualne problemy ubóstwa w krajacha Europy Zachodniej. W: S. Golinowska, red. Polityka spo³eczna wobec ubóstwa. Ujêcie porównawcze. Warszawa.
Volkert, J., 2005. Das Capability-Konzept als Basis der deutschen Armuts- und Reichtumsberichterstattung. W: J. Volker, red. Armut und Reichtum an Verwirklichungschancen. Amartya Sens Capability-Konzept als Grundlage der Armuts- und Reichtumsberichterstattung. Wiesbaden.
Whelan, Ch. T., B. Maître, 2008. Social class variation in risk: a comparative analysis of the dynamics of economic vulnerability. „The British Journal of Sociology”, nr 4.
Woodward, A., M. Kohli, 2001. European societies, Inclusions/exclusions? W: A. Woodward,
M. Kohli red. Inclussions and Excklusions in European Societies. London and New York.
Discourse about social exclusion — from the eu and state-national perspectives
Summary
Since 1980s the concept of social exclusion has played a crucial role in constructing
the EU social policy. The absorption of its terminology in social science discourses
and in social policy of the state-members has resulted in revision of existing notion
of material poverty and in turning towards much broader understanding of inequality and disadvantage. The aims of this paper are to characterize the EU discourse
about social exclusion as a frame for the national-state discourses, and to analyze the
discourses in Great Britain and Germany. It is quite evident that the EU discourse
has had an impact on the ongoing discourses in both countries, but still some peculiarities of each country have played a very important role.
65
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
Nieobecni i wykluczeni
Nowa, poakcesyjna europejska rzeczywistoœæ spo³eczna wymaga reinterpretacji zasad le¿¹cych u podstaw trwa³oœci europejskiej wspólnoty, zorientowania ich na ukonstytuowanie nowego, spo³ecznego i politycznego ³adu Unii
Europejskiej. W globalnej grze, której regu³y stale siê zmieniaj¹, Europa nie
dysponuje ju¿ przewag¹, koncentruj¹c uwagê raczej na redefiniowaniu swojej
roli w procesach ogólnoœwiatowych i na tworzeniu — co nie bez ironii podkreœla Z. Bauman (2007: 291) — kolejnej wersji europejskiej to¿samoœci.
Europa bowiem nie stanowi ju¿ jednolitej si³y ani w aspekcie gospodarczym,
ani polityki zagranicznej; w wiêkszoœci europejskich krajów odnotowaæ mo¿na wyraŸny powrót do narodowych polityk, skoncentrowanych na pañstwie
i jego interesach.
Przeobra¿enia integruj¹cej siê Europy to proces, który toczy siê na wielu
poziomach jej funkcjonowania, generuj¹cy wiele problemów spo³ecznych wymagaj¹cych kompleksowych rozwi¹zañ, w tym — bêd¹cego przedmiotem
tej pracy — spo³ecznego wykluczenia. Procesy i dynamika wykluczania dotycz¹ wielu obszarów ¿ycia spo³ecznego UE, st¹d dyskursy zorientowane na
procesy spo³ecznej nieobecnoœci oraz powstawania nowych mechanizmów
i technik zorientowanych na procesy inkluzji i stabilizowania nierównoœci
spo³ecznych maj¹ szczególne znaczenie dla transformuj¹cych siê pañstw Europy Œrodkowo-Wschodniej, lokowanych przez zamo¿ne kraje „lepszej” (zachodniej) Europy na pozycji „gorszych” mieszkañców Starego Kontynentu
(Sa³ustowicz, 2010: 149).
Nowa Europa nie zale¿y od instytucji, lecz od wspólnej woli politycznej
i zdolnoœci do ustalania wspólnej polityki w wielu dziedzinach spo³ecznego
¿ycia. Nie wszystkie jednak europejskie pañstwa na uczestnictwo w nowej
rzeczywistoœci s¹ gotowe, broni¹c siê — pod naciskiem opinii publicznej
— przed otwarciem na zmiany. Wobec zbli¿aj¹cej siê do Europy drugiej fali
œwiatowego kryzysu gospodarczego, jej elity w zderzeniu ze sprzecznymi
Nieobecni i wykluczeni
oczekiwaniami swych spo³eczeñstw (jednoczesnego dostêpu do taniej si³y roboczej i uszczelniania granic) balansuj¹ miêdzy wymogami wolnego handlu a
pokus¹ schlebiania antyimigranckim nastrojom (np. poprzez zaostrzanie prawa imigracyjnego i naturalizacyjnego), zaniedbuj¹c szereg dzia³añ zorientowanych na poprawê sytuacji, le¿¹cej u podstaw migracyjnych decyzji swych
obywateli (Bauman, 2007: 98).
Autorzy publikacji, której ten artyku³ jest czêœci¹, zwracaj¹ uwagê nie tylko na szeroki zakres pojêcia „wykluczenie spo³eczne”, jakim badacze pos³uguj¹ siê w historycznych, antropologicznych i socjologicznych analizach
wielu grup spo³ecznych, ale tak¿e na jego u¿ytecznoœæ w dyskursie publicznym, nadaj¹cym przekazywanym treœciom potoczne znaczenia (Jasiñska-Kania, £odziñski, 2009; Fenton, 2007; Lister, 2007; Sa³ustowicz, 2010).
Wieloznacznoœæ pojêcia, mo¿liwoœæ jego interpretacji zale¿nej od kontekstu, stanowi z pewnoœci¹ spore wyzwanie dla teoretyków, ale i dla innych
uczestników (politycy, media, organizacje spo³ecznego wsparcia, obywatele)
dyskursów o spo³ecznej ekskluzji. W tej pracy, ze wzglêdu na jej charakter,
autorka przyjê³a interpretacjê wypracowan¹ w 2004 r. przez Komisjê Europejsk¹, proponuj¹c¹ unijnym pañstwom cz³onkowskim wspóln¹ wyk³adniê,
zgodnie z któr¹ wykluczenie spo³eczne to proces wielowymiarowy, spychaj¹cy
ludzi na margines spo³eczeñstwa i uniemo¿liwiaj¹cy pe³ne uczestnictwo w ¿yciu ekonomicznym, spo³ecznym i kulturalnym w wyniku ubóstwa. Przyjêcie
takiej koncepcji wykluczenia spo³ecznego umo¿liwia bowiem poruszanie siê
w obszarze europejskiej, migracyjnej bezdomnoœci, bez wzglêdu na ró¿nice
w definiowaniu ekskluzji spo³ecznej w dyskursach narodowych. Taka koncepcja spo³ecznego wykluczenia ma oczywiœcie swoje zalety i wady, jest jednak
otwarta nie tylko na mo¿liwoœæ podejmowania kolejnych prób definiowania
samego terminu, ale tak¿e mierzenia skali zjawiska w ró¿ny sposób (Armstrong, 2006: 81; Sa³ustowicz, 2010: 137).
Autorka prezentowanego opracowania skupia uwagê na jednej ze szczególnie zagro¿onych wykluczeniem — w ka¿dym zasadniczo spo³eczeñstwie
— kategorii spo³ecznej, jak¹ stanowi¹ imigranci, nara¿eni w krajach przyjmuj¹cych na brak lub ograniczony dostêp do zasobów i us³ug spo³ecznych
oraz wykluczenie z wielu sfer ¿ycia publicznego i spo³ecznego. Poniewa¿
spo³eczna ekskluzja migrantów to nie tylko stan rzeczy (wykluczenie), ale
tak¿e proces (wykluczanie) do tego stanu prowadz¹cy (JaŸwiñska-Kania,
£odziñski, 2009: 12 – 14), koncentrujê uwagê na szczególnej postaci marginalizacji, na nieobecnych w kraju pochodzenia i wykluczonych w kraju przyjmuj¹cym: bezdomnych polskich migrantach zarobkowych. Jest to nieobecnoœæ,
która wyra¿a siê poprzez wspó³wystêpowanie i kumulacjê ró¿norodnych jej
67
68
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
form wœród tej czêœci migrantów, którzy zostali spo³ecznie zmarginalizowani
w wielu obszarach wykluczenia jednoczeœnie: jako nieobecni w kraju pochodzenia (emigranci), obcy1 w kraju przyjmuj¹cym (imigranci) i wykluczeni z jego
systemu (bezdomni), czasem tak¿e ju¿ w kraju pochodzenia (Goryñska-Bittner, 2010)2.
NIEOBECNI: migranci zarobkowi z Polski w krajach UE
Rozpatruj¹c skalê i charakter wykluczenia spo³ecznego polskich migrantów zarobkowych w Europie, którym niew¹tpliwie jest bezdomnoœæ migracyjna, w odniesieniu do
pañstw przyjmuj¹cych naszych rodaków autorka pos³uguje siê pojêciem imigracja3. Kategoria imigranci definiowana bywa jako grupy zamieszka³e w danym kraju, ale nie autochtoniczne. Pojêcie imigrant w praktyce — tak¿e badawczej — nie zawsze jednak stosowane jest na okreœlenie osoby planuj¹cej osiedlenie siê na sta³e. W literaturze
przedmiotu wystêpuj¹ tak¿e kategorie: imigranci krótkoterminowi i imigranci d³ugoterminowi. Te okreœlenia w jêzyku polskim maj¹ specyficzne konotacje, odnosz¹ce siê najczêœciej do osób pochodz¹cych z krajów biednych, podró¿uj¹cych „za chlebem”, „do ziemi
obiecanej” (Grzyma³a-Kaz³owska i in., 2003).
Migracja to nieod³¹czny element strukturalny wspó³czesnych spo³eczeñstw,
wysoko rozwiniêtej gospodarki, œwiata wolnej konkurencji i swobód obywatelskich. Jej skala i dynamika obejmuje powoli ca³y œwiat, co oznacza, ¿e poszczególne kraje staj¹ siê nie tylko Ÿród³em, ale i celem migracji, która
znacz¹co siê nasila. Dla pracy tej szczególne znaczenie ma sytuacja pañstw
tzw. „bloku wschodniego” (Polska, Wêgry, Czechy i in.), transformuj¹cych
sw¹ gospodarkê, ale tak¿e krajów wysoko rozwiniêtych gospodarczo, jak
Niemcy czy Wielka Brytania, która zarówno przyjmuje, jak te¿ wysy³a swoich rodaków do Australii, Kanady, RPA i Nowej Zelandii. W roku 2005
z Wielkiej Brytanii wyemigrowa³o ok. 200 tys. obywateli, rok póŸniej z Niemiec ok. 145 tys. Niemców, co stanowi³o najwiêksz¹ falê emigracji Niemców
po 1945 roku. W³oski koordynator projektu Carby-Halla, prof. A. Anastori,
1 We wspó³czesnych procesach wykluczenia znacz¹c¹ rolê odgrywaj¹ tak¿e media, które
kreuj¹c wizerunek „obcego” czêsto potêguj¹ poczucie zagro¿enia wœród spo³eczeñstw „przyjmuj¹cych”.
2 Autorka w ramach projektu systemowego 1.18 „Tworzenie i rozwijanie standardów us³ug
pomocy i integracji spo³ecznej” w zadaniu (nr 4) w zakresie standaryzacji pracy z bezdomnymi
w tym: opracowanie modelu „Gminnego Standardu Wychodzenia z Bezdomnoœci” — opracowa³a diagnozê skali i charakteru bezdomnoœci Polaków w Europie, poza Polsk¹.
3 Termin migranci stosujê dla okreœlenia dobrowolnego lub wymuszonego, legalnego lub nielegalnego ruchu ludnoœci obcej (cudzoziemskiej), osiedlaj¹cej siê na sta³e w jakimœ kraju.
Nieobecni i wykluczeni
ogóln¹ liczbê migrantów w ca³ej Europie szacuje na ponad 56 mln osób,
w tym ok. 5 mln osób przebywaj¹cych nielegalnie (Carby-Hall, 2008: 242)4.
Swobodne poruszanie siê po Europie osób jest niew¹tpliwie jednym z najwa¿niejszych unijnych ustaleñ, zgodnie z którym mieszkañcy UE mog¹
wybieraæ pañstwa, w których chc¹ mieszkaæ i pracowaæ. Ostatnie badania
monitoruj¹ce poziom mobilnoœci Europejczyków wykonane przez „Eurobarometr” pokazuj¹, ¿e blisko 1/5 Europejczyków chêtnie z tego przywileju korzysta5. Mieszkañcy œrodkowo-wschodniej czêœci Starego Kontynentu emigruj¹ g³ównie w celach zarobkowych, obywatele „starej” Unii czêœciej
w poszukiwaniu atrakcyjnego œrodowiska do ¿ycia.
O skali polskiej emigracji dowiadujemy siê z wielu Ÿróde³: GUS, CUS,
analiz agend Ministerstwa Pracy i Polityki Spo³ecznej, Ministerstwa Gospodarki, Ministerstwa Zdrowia, ZUS, badañ prowadzonych przez Oœrodek
Badañ nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, Centrum Analiz Spo³eczno-Ekonomicznych, Instytutu Spraw Publicznych, fundacji i instytucji
samorz¹dowych oraz wielu innych oœrodków badawczych, tak¿e zagranicznych (np. Migration Policy Institut, Home Office i in.) oraz zagranicznych
i polskich portali (Barka Network, EuroMi, EuroBarometr i in.).
Ze wzglêdu jednak na stosowanie odmiennej metodologii oraz nie daj¹cy
siê do koñca policzyæ przedmiot analiz (ukryta migracja)6, s¹ to jednak
(o mniejszej lub wiêkszej wiarygodnoœci) tylko szacunki, dotycz¹ce przede
wszystkim legalnej pracy zarobkowej i porównywalne tylko z uwzglêdnieniem powy¿szych zastrze¿eñ. Za najlepsze Ÿród³o danych zwyk³o siê uwa¿aæ
dane BAEL7, jednak¿e w kwestii migracji miêdzynarodowych nie maj¹ one
waloru reprezentatywnoœci, st¹d nie s¹ publikowane w GUS.
Rozszerzenie UE o nowe pañstwa cz³onkowskie z obszaru Europy Œrodkowo-Wschodniej mia³o istotne znaczenie dla skali i kierunków migracji ich
4 Dane ONZ szacuj¹ liczbê migrantów w Europie na ok. 64 mln (podajê za: Raport z badania
PBS DGA Sp. z o.o, 2009).
5 Eurobarometr — badanie mobilnoœci zawodowej Europejczyków (Geographical and Labour Market Mobility) przeprowadzono pod koniec 2009 r. na próbie ok. 20 tys. Europejczyków.
Najbardziej zainteresowani wyjazdem z kraju okazali siŸ Duñczycy (ok. ½), spoœród krajów, które
przyst¹pi³y do UE w tym samym czasie co Polska, emigracjê bierze pod uwagê 1/3 Estoñczyków,
£otyszy i Litwinów. Polacy mieszcz¹ siê w „œredniej” europejskiej (20% ankietowanych deklarowaùo chæã wyjazdu). Najmniej mobilni okazali siê Czesi (1/10). Podajê za: „Gazeta Wyborcza”,
23 maja 2011.
6 Pojêcie „migracja ukryta” oznacza tutaj krótkie, wielokrotne wyjazdy do jednego lub wiêcej
krajów docelowych migracji, bez oficjalnego zarejestrowania siê jako osoba nieobecna czasowo
powy¿ej 3 miesiêcy w zwi¹zku z wyjazdem za granicê.
7 Badania Aktywnoœci Ekonomicznej Ludnoœci (BAEL).
69
70
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
obywateli. Widoczne zmiany w sferze mobilnoœci na Starym Kontynencie
nast¹pi³y po 2004 r., w zwi¹zku z przyst¹pieniem do UE 10 nowych pañstw
(w tym 8 z tzw. europejskiego „bloku wschodniego”) oraz po roku 2007, gdy
przyst¹pi³y kolejne 3 kraje. Z perspektywy UE problemy migracji rozpatrywane s¹ w kategorii swobodnego przep³ywu pracowników, st¹d w dokumentach Komisji Europejskiej znajduj¹ siê zapisy nie o migracjach zarobkowych,
lecz o „mobilnoœci pracowników” (Szczepañski, 2008).
Migracje obywateli polskich po II wojnie œwiatowej do roku 1989 mia³y
charakter g³ównie polityczny, natomiast od 1990 r. przewa¿a³y migracje
o zdecydowanie zarobkowym charakterze8.
Transformacja ustrojowa RP mia³a znacz¹cy wp³yw na mobilnoœæ Polaków, wydaje siê jednak, ¿e bardziej na formê i strukturê migracji (wynikaj¹c¹
z liberalizacji zasad ruchu granicznego i wizowo-paszportowego oraz rachunku ekonomicznego) ni¿ na jej skalê (Kaczmarczyk, 2008: 17). Wspó³czesne
migracje o charakterze zarobkowym generuj¹ jednak — adekwatne do ich
skali — koszty spo³eczne, do których zaliczyæ nale¿y wykluczenie spo³eczne, w tym szczególnie dotkliwe zjawisko bezdomnoœci. W dobie kryzysu gospodarczego jest to dla Polski, ale i europejskich pañstw „przyjmuj¹cych”
szczególnie delikatny problem spo³eczny, którego skutki zarówno politycy,
jak i przedstawiciele polskich i zagranicznych organizacji pozarz¹dowych staraj¹ siê ograniczaæ dostêpnymi im œrodkami.
Analiza przep³ywów migracyjnych — istotna w tej pracy z punktu widzenia prowadzenia krajowej polityki spo³ecznej na tle procesów integracyjnych
w Europie — na przyk³adzie Polaków ujawnia, ¿e w latach 2004 – 2009 nast¹pi³y trzy fazy procesów emigracyjnych: od 1 maja 2004 r. do po³owy 2007 r.
odnotowano najwiêkszy odp³yw migrantów z Polski, w roku 2007 nast¹pi³o
nieznaczne ograniczenie migracji z nasileniem siê powrotów do kraju, natomiast w latach 2008 – 2009 proces ten siê pog³êbi³. Spodziewano siê wprawdzie znacz¹cego jej wzrostu po niedawnym otwarciu (1.05. 2011 r.) rynków
pracy w Niemczech i Austrii, co jednak (z wyj¹tkiem Holandii) nie potwierdzi³o siê, choæ jest nadal przedmiotem wielu prognoz i analiz (Duszczyk,
2010)9.
8
Liczba migrantów zagranicznych w latach 1980 – 1989 szacowana jest na 2,2 – 2,35 mln
osób (MSWiA, 2011).
9 Na miesi¹c przed otwarciem rynku pracy w Niemczech i Austrii w polskich mediach np.
przewidywano wzrost polskiej emigracji zarobkowej do Niemiec o ok. 0,5 mln osób, co znacznie
wzmocniæ mog³oby polsk¹ gospodarkê, poniewa¿ przelewy do kraju wg NBP nadal plasuj¹ siê na
ok. 100 mln euro miesiêcznie (w 2010 r. Polacy pracuj¹cy w Niemczech wys³ali do kraju 1,15 mld
euro), korzystnie wp³ywaj¹c na popyt wewnêtrzny, przynajmniej tak d³ugo, póki nie zmaleje kontakt emigrantów z krajem (GazetaPrawna.pl, dost.: 4.04.2011).
Nieobecni i wykluczeni
Polacy „za chlebem” udali siê do wielu krajów œwiata, najbardziej jednak
atrakcyjnymi kierunkami migracji okaza³y siê zamo¿ne pañstwa Unii Europejskiej, do których nap³yn¹³ najwiêkszy strumieñ polskiej emigracji zarobkowej, przekraczaj¹c niejednokrotnie oczekiwania pañstw, które pierwsze
otworzy³y swoje rynki pracy. Mimo i¿ z punktu widzenia europejskiego prawa polscy migranci realizowali status obywatela UE, skala migracji okaza³a
siê po 2004 r. tak znacz¹ca, ¿e w³adze pañstw „przyjmuj¹cych” zmuszone zosta³y do podejmowania wielu dzia³añ „obronnych”. Jak podaje J. Carby-Hall
(2008), w roku przedakcesyjnym w Europie przebywa³o 900 tys. imigrantów
ze wschodniej czêœci Starego Kontynentu, z czego ponad po³owê stanowili
Polacy. Tu¿ po akcesji: w latach 2004 – 2005 poza granicami kraju w UE
przebywa³o ponad 1 mln Polaków, a liczba ta w latach 2007 – 2008 uleg³a
podwojeniu. Z danych GUS wynika, ¿e pod koniec 2008 r. w krajach UE
przebywa³o 2, 2 mln, w tym najwiêcej — 650 tys. w Wielkiej Brytanii i 490
tys. w Niemczech (MSWiA, 2011)10. W roku 2007 skala migracji przesta³a
rosn¹æ, pojawi³y siê pierwsze oznaki migracji powrotnych, a w roku 2008 po
raz pierwszy od przyst¹pienia Polski do UE liczba Polaków przebywaj¹cych
na emigracji — wg Carby-Halla (2008) — zmala³a do poziomu 2,21 mln
osób, natomiast wg danych GUS — osi¹gnê³a 1,8 mln osób (Rocznik Demograficzny, 2009). Pierwsza fala kryzysu gospodarczego (2008/2009) nie
spowodowa³a co prawda znacz¹cej fali powrotów, jednak wyraŸnie zmniejszy³a siê liczba migracji z Polski, co najczêœciej t³umaczono stabiln¹ sytuacj¹
ekonomiczn¹ w kraju. W roku 2009 — jak podaje J. Kochanowski (2009)
— 80% migrantów z Polski wyruszy³o do Europy, w wiêkszoœci (ok. 1,9 mln
osób) do krajów cz³onkowskich UE. Wiele danych statystycznych (w tym
BAEL) wskazuje jednak na narastaj¹c¹ skalê migracji powrotnych. Statystyki
pañstw przyjmuj¹cych sygnalizuj¹ zmniejszanie siê liczby zamieszka³ych np.
w Wielkiej Brytanii i Irlandii Polaków o ok. 400 tys. osób (MSWiA, 2011)11.
10
Szacunki prezentowane w opracowaniu z kwietnia 2011 r. przez Zespó³ do spraw Migracji
powo³any przez MSWiA do przygotowania Strategii Migracyjnej Polski ró¿ni¹ siê (s¹ wy¿sze) od
prezentowanych w kolejnej wersji z lipca 2011, prawdopodobnie ze wzglêdu na przesuniêcie daty
szacowania na rok 2009.
11
Z przeprowadzonego przez brytyjski dziennik „Guardian” (2010) na zlecenie brytyjskich
w³adz raportu dowiadujemy siê, ¿e na pocz¹tku 2010 r. na Wyspach Brytyjskich pozosta³o niespe³na 0,5 mln Polaków. Dane te wydaj¹ siê zaskakuj¹ce w œwietle dotychczasowych szacunków:
1 – 2 mln. osób. Mo¿na domniemywaæ, ¿e w zwi¹zku z kryzysem gospodarczym czêœæ imigrantów przemieœci³a siê do innych pañstw europejskich, czêœæ byæ mo¿e zdecydowa³a siê na powrót
do kraju pochodzenia. Jak bardzo szacunkowa skala imigrantów z Polski nie odpowiada brytyjskiej rzeczywistoœci, dowodzi przeprowadzona przez waszyngtoñski oœrodek Migration Policy Institut analiza oparta na informacjach uzyskanych z urzêdów pracy oraz ankiet przeprowadzonych w
71
72
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
Pamiêtaæ jednak nale¿y, ¿e chocia¿ za imigrantów zwyk³o siê uwa¿aæ osoby
przebywaj¹ce w kraju przyjmuj¹cym ponad 3 miesi¹ce, to szacunki te uwzglêdniaj¹ tak¿e Polaków przebywaj¹cych za granic¹ od d³u¿szego czasu, w tym
— w krajach cz³onkowskich UE — bez wzglêdu na status pobytu. S¹ w tej
liczbie tak¿e ci Polacy, którzy po akcesji zalegalizowali swój faktyczny, wieloletni pobyt w tych krajach12. Obecnie znacz¹co wzrasta liczba Polaków decyduj¹cych siê na emigracjê zarobkow¹ do najbli¿szego s¹siada — Niemiec,
które szacuj¹ liczbê polskich imigrantów miêdzy 500 tys. a 1 mln (Dziennik
Polski, 2010; Polonia-WP-PL, 2010), co w œwietle danych GUS (Rocznik Demograficzny, 2009) — 490 tys., nasuwa przypuszczenie, ¿e ok. 50% spoœród pracuj¹cych tam Polaków zarobkuje w sposób nielegalny. Szacunki te
znajduj¹ potwierdzenie w rankingu przeprowadzonym w 2009 r. przez
CBOS. Jego wyniki ujawniaj¹, ¿e najwiêksz¹ — po wejœciu do UE — popularnoœci¹ wœród emigrantów z Polski ciesz¹ siê kraje europejskie: Wielka
Brytania i Niemcy, nastêpnie W³ochy, Holandia i Francja. W dalszej kolejnoœci miejsce w rankingu zajê³y pozaeuropejskie Stany Zjednoczone, wyprzedzaj¹c inne europejskie kraje docelowe: Hiszpaniê, Irlandiê i Austriê.
Realizatorzy przygotowywanej obecnie (2011) Strategii Migracyjnej Polski
w ramach powo³anego przez MSWiA Zespo³u ds. Migracji, choæ pos³uguj¹ siê
statystykami GUS oraz pañstw docelowych migracji Polaków, to sugeruj¹, ¿e
szacunki dotycz¹ce polskiej diaspory na ca³ym œwiecie pozwalaj¹ na okreœlenie
jej skali na poziomie oko³o 10 mln. Ta sugestia prowadziæ mo¿e — zdaniem
A. Rajkiewicza (Biuletyn Migracyjny, 2011) — do zastanowienia siê tak¿e
nad udzia³em migracji w kszta³towaniu polityki ludnoœciowej Polski, poniewa¿ jeœli spis powszechny potwierdzi liczbê 2 mln osób przebywaj¹cych za granic¹, nale¿a³oby obni¿yæ rzeczywist¹ liczbê ludnoœci RP do 36 milionów.
Nowa fala europejskiej migracji spotka³a siê ze zró¿nicowan¹ reakcj¹
pañstw Europy Zachodniej: od manifestacji poczucia zagro¿enia, po œwiadoœrodowiskach imigrantów. Wynika z niej, ¿e od 2004 r. z wszystkich nowych krajów UE przyjecha³o do W. Brytanii „za prac¹” 1,5 mln osób, z czego 1 mln stanowili Polacy (PAP, 2010). Po³owa
z nich ju¿ wróci³a do kraju, co po kilku latach przerwy rodzi zapewne frustracjê. Powrót bowiem
na rynek pracy do kraju, z którym wiele lat temu utracili kontakt wydaje siê przedsiêwziêciem
obarczonym sporym ryzykiem. Znacz¹ca te¿ czêœæ uda³a siê do innych krajów europejskich w poszukiwaniu zatrudnienia i lepszego ¿ycia.
12 Tak¿e dane rejestrowe oficjalnych statystyk imigracyjnych w Polsce wskazuj¹ zaledwie na
fragment zjawiska, poniewa¿ skala rzeczywistej migracji jest znacz¹co wy¿sza, uwzglêdniaj¹ bowiem tylko tych obywateli polskich, którzy wymeldowali siê czasowo na okres ponad 3 miesi¹cy
w zwi¹zku z wyjazdem za granicê, pomijaj¹c tych, którzy opuœcili Polskê wymeldowuj¹c siê z pobytu sta³ego. Z oczywistych przyczyn nie uwzglêdniaj¹ tak¿e tych, którzy opuœcili kraj bez wymeldowania siê.
Nieobecni i wykluczeni
moœæ wyzwañ i nowych szans. Pañstwa „starej” Europy w obawie przed masowym nap³ywem imigrantów ze œrodkowo-wschodniej czêœci kontynentu,
broni¹c siê przed spodziewanym spadkiem p³ac i wzrostem rodzimego bezrobocia, stara³y siê mo¿liwie odsun¹æ w czasie obowi¹zek otwarcia swoich rynków pracy, choæ naukowe analizy tych obaw nie potwierdza³y (por.: Boeri
i Br?cker, 2000; Kaczmarczyk, 2008). Dlatego w pierwszym okresie poakcesyjnym rynki pracy dla obywateli nowych pañstw cz³onkowskich UE otworzy³y tylko: Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja. Osi¹gniêcia ekonomiczne
tych pañstw przekona³y prawdopodobnie wiele krajów Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) do stosowania bardziej liberalnych polityk zatrudniania obywateli nowych pañstw cz³onkowskich UE (Szczepañski, 2008).
W sporz¹dzonym na zamówienie Rzecznika Praw Obywatelskich raporcie
prof. J. Carby-Hall nakreœli³ profil statystyczny Polski jako najbardziej mobilnego, o najwiêkszej liczbie ludnoœci pañstwa A8. Obywatele RP wyemigrowali bowiem do wszystkich pañstw cz³onkowskich UE (od Cypru na wschodzie UE, po Maltê na po³udniu, Finlandiê na pó³nocy, Portugaliê i Hiszpaniê
na zachodzie)(Carby-Hall, 2008). Mobilnoœæ Polaków wyra¿a³a siê w zdolnoœci przemieszczania siê nie tylko miêdzy pañstwami przyjmuj¹cymi, ale tak¿e
w ich obrêbie do rejonów, gdzie zapotrzebowanie na pracowników by³o niezaspokojone. £atwo integrowali siê te¿ z lokalnymi spo³ecznoœciami; poprzez
elastyczne podejœcie i ³atw¹ adaptacjê do lokalnych warunków pozytywnie
zaznaczali swoj¹ obecnoœæ na rynkach pracy, okreœlani czêsto „olejem napêdowym” gospodarki pañstw przyjmuj¹cych. Potwierdza to w swym raporcie
(sporz¹dzonym dla Rzecznika Praw Obywatelskich RP) J. Carby-Hall
(2008b: 181), wskazuj¹c przyk³ad Zjednoczonego Królestwa, gdzie imigracja ekonomiczna z pañstw A8 (rozszerzaj¹cych UE w 2004 r.) — zdominowana przez polskich obywateli — przyczyni³a siê do wzrostu gospodarczego (inflacja pod kontrol¹, przychody z podatków, elastyczna i tania si³a
robocza, wzrost produkcji, odm³odzenie si³y roboczej). Na korzyœci, jakie
uzyskuj¹ pañstwa zatrudniaj¹ce imigrantów — z tytu³u nieponoszenia kosztów wytwarzania imigracyjnej si³y roboczej (nak³ady na kszta³cenie i wychowanie) — wskazuje te¿ Z. Galor (2008: 58 – 70).
Badacze z Oœrodka Badañ nad Migracjami z Uniwersytetu Warszawskiego (Grabowska-Lusiñska i Okólski, 2008) zwrócili uwagê na kompleksowoœæ i wielowarstwowoœæ zjawiska polskiej poakcesyjnej migracji. Swoje
analizy oparli na danych dotycz¹cych skali migracji Polaków pochodz¹cych
z ró¿nych Ÿróde³ (polskich i krajów przyjmuj¹cych) i odnosz¹cych siê zarówno do zasobów, jak i dynamiki przep³ywów. Badacze dokonali analizy
narodowych wersji badania aktywnoœci ekonomicznej ludnoœci BAEL/LFS,
73
74
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
za punkt wyjœcia obieraj¹c dane administracyjne (pozwolenia na pracê),
systemy rejestracyjne (PPS, WRS), dane meldunkowe i pobytowe, dane podatkowe i ubezpieczenia spo³ecznego, dane z systemu turystycznego oraz
dane pierwotne, wygenerowane przez oœrodki naukowe i instytucje komercyjne: reprezentatywne i niereprezentatywne, sonda¿e, wywiady eksperckie
z migrantami i ich pracodawcami oraz analizy ekonometryczne (Grabowska-Lusiñska i Okólski, 2008).
Analiza Ÿróde³ potwierdzi³a podejrzenia badaczy, ¿e choæ dynamika migracji Polaków od koñca lat dziewiêædziesiatych zdecydowanie wzrasta³a
(szczególnie po akcesji), to globalny zasób migrantów zarobkowych w objêtym analiz¹ okresie stanowi niew¹tpliwie przedmiot kontrowersji badawczych. Mimo bowiem intensywnej po 2004 r. migracji Polaków (œrednio miesiêcznie 30 – 35 tys. osób) i ze wzglêdu na demograficzne konsekwencje tego
zjawiska, nie wydaje siê mo¿liwe wyrokowanie o trwa³oœci tego trendu.
Na skalê emigracji obywateli polskich oraz skalê migracji powrotnych
wp³yw maj¹: sytuacja na rynkach pracy (polskim i europejskim), sytuacja gospodarcza pañstw przyjmuj¹cych, rozeznanie migrantów w kwestii warunków panuj¹cych w kraju docelowym migracji, znajomoœæ jêzyka. Migracja
o charakterze zarobkowym mo¿e przynieœæ wymierne korzyœci gospodarcze
zarówno dla kraju pochodzenia (nap³yw waluty), jak i kraju przyjmuj¹cego
(wzrost gospodarczy). Mo¿e jednak mieæ tak¿e wp³yw niekorzystny, jakim
jest pomniejszenie potencja³u demograficznego kraju pochodzenia. Ocena
tego zjawiska zale¿y prawdopodobnie od perspektywy badawczej (krótko —
b¹dŸ d³ugoterminowej), na co wskazuje Zespó³ ds. Migracji przygotowuj¹cy
obecnie „Strategiê Migracyjn¹ Polski”(MSWiA, 2011).
Problem mobilnoœci mieszkañców Europy Œrodkowo-Wschodniej zainteresowa³ wielu badaczy, jednak¿e odpowiedŸ na pytanie o skalê i charakter europejskich migracji po 1 maja 2004 r. nie wydaje siê rzecz¹ prost¹, przede
wszystkim ze wzglêdu na ma³¹ dostêpnoœæ i czêsto nieporównywalnoœæ danych statystycznych stanowi¹cych podstawê analiz. Obarczone ryzykiem
analizy pozwalaj¹ jednak na stwierdzenie, ¿e migracje Polaków po 2004 r.
ró¿ni¹ siê od wczeœniejszych tym, ¿e s¹ w wiêkszym zakresie legalne, z tendencj¹ do podejmowania starañ o przed³u¿enie pobytu w kraju docelowym.
Trudno jednak na ich podstawie okreœliæ mechanizmy i strategie migracyjne.
P. Kaczmarczyk (2008: 44 – 45) zwraca uwagê na niejednolitoœæ — w sensie strukturalnym — strumienia polskiej migracji, wskazuj¹c na dwie
g³ówne grupy polskich migrantów:
— s³abo wykszta³ceni, czêsto bezrobotni mieszkañcy regionów peryferyjnych, o wielokrotnym doœwiadczeniu migracyjnym;
Nieobecni i wykluczeni
— m³odzi ze œrednich i du¿ych miast, o ma³ym doœwiadczeniu na polskim
rynku pracy, szukaj¹cy szans najczêœciej w krajach anglojêzycznych
(W. Brytania, Irlandia) ze wzglêdu na kompetencje jêzykowe. Obecnie
wyje¿d¿aj¹ coraz m³odsi i lepiej wykszta³ceni Polacy.
Stopniowo malej¹cy na europejskim rynku pracy popyt na si³ê robocz¹
migrantów w konfrontacji ze znaczn¹ nadal jej poda¿¹ prowadzi w sposób
oczywisty do reakcji typowych dla poczucia braku stabilizacji. Polscy imigranci najczêœciej wykonuj¹ pracê poni¿ej swoich kwalifikacji i coraz s³abiej
op³acan¹, co prowadziæ mo¿e wœród ich czêœci do zjawiska podwójnej marginalizacji ekonomicznej13. Tak¿e niestabilny rynek pracy w Polsce dzia³a
wypychaj¹co, sk³aniaj¹c wielu powracaj¹cych Polaków do sta³ego monitorowania os³abionych kryzysem gospodarczym europejskich rynków pracy
i w konsekwencji — ponownej emigracji zarobkowej. Z raportu Brytyjskiej
Home Office (PAP, 2010) wynika, ¿e choæ w roku 2009 liczba imigrantów
z pañstw, które przyst¹pi³y do UE w roku 2004, spad³a a¿ o 33 % w stosunku
do roku poprzedniego, jednak z zarejestrowanych w tym czasie 106 tys. nowych imigrantów a¿ 50% stanowili Polacy. Prawdopodobnie jednak spadek
procentowy by³ wiêkszy, bowiem w 2009 r. na Wyspy przyjecha³o znacznie
wiêcej Litwinów i £otyszy.
Imigranci to grupa spo³eczna, któr¹ najboleœniej dotknê³y skutki kryzysu
gospodarczego. Zarabiaj¹ na Wyspach coraz mniej, czego dowodz¹ dane Migration Policy Institute, z których wynika, ¿e 89% Polaków pracuj¹cych
w Zjednoczonym Królestwie otrzymuje obecnie wynagrodzenie ni¿sze ni¿
400£/tydzieñ, czyli porównywalne s¹ z najni¿ej op³acanymi pracownikami
z Bangladeszu i Pakistanu (PAP, 2010). Zahamowana w roku 2007 wzrostowa tendencja polskiej emigracji stopniowo przeradza³a siê w migracjê powrotn¹ (Duszczyk, 2011). Po okresie piêciu poakcesyjnych lat trend migracji
powrotnych zauwa¿yæ mo¿na by³o tak¿e w innych krajach masowej migracji
(Kochanowski, 2009).
Oficjalne niemieckie dane za rok 2007 (por.: Kêpiñska, 2007; Kaczmarczyk, 2007) wskaza³y na ponown¹ atrakcyjnoœæ rynku niemieckiego, mimo i¿
Niemcy otwar³y swój rynek pracy dopiero 1 maja 2011, jednak w latach
2007 — 2010 zwiêkszy³a siê skala wyjazdów o charakterze sezonowym.
Wed³ug szacunków Niemieckiego Urzêdu Statystycznego, obecnie w Niemczech przebywa na sta³e ok. 1,5 mln osób pochodzenia polskiego (Duszczyk,
13
Ze wzglêdu na nadal ma³o elastyczny w Polsce rynek pracy, powracaj¹cy do kraju emigranci
z wykszta³ceniem zawodowym i œrednim maj¹ problem ze znalezieniem pracy w swojej specjalnoœci, czêsto ze znalezieniem jakiegokolwiek zatrudnienia. Emigranci bardziej wykszta³ceni z powodu
pracy za granic¹ poni¿ej swoich kwalifikacji wpadaj¹ w Polsce w pu³apkê „przerwy w ¿yciorysie”.
75
76
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
2010: 4)14. Analiza danych statystycznych nie wskazuje jednak — mimo
otwarcia niemieckiego i austriackiego rynku pracy — na wzmo¿ony nap³yw obywateli A8.
WyraŸnie niedoszacowane co do skali i kierunków migracji przedakcesyjne prognozy przewidywa³y g³ównie wzrost emigracji do Niemiec i Austrii,
podczas gdy najwiêkszy wzrost migracji zanotowa³y Wielka Brytania i Irlandia15, na co wp³yw mia³y prawdopodobnie okresy przejœciowe (Duszczyk,
2010: 2 – 3). W roku 2010 swoje prognozy odnoœnie do skali migracji opublikowali analitycy Banku PNP Paribas, przewiduj¹c odp³yw ok. 500 tys.
pracowników z Polski do Niemiec (Dybu³a, 2010) oraz eksperci Fundacji im.
F. Eberta, prognozuj¹cy po 2011 r. migracje zarobkowe do Niemiec na poziomie 100 – 140 tys. pracowników A8, z czego 45 – 65% stanowiæ maj¹ Polacy (Duszczyk, 2011: 3). W latach 2004 – 2006 polscy migranci zarobkowi
najczêœciej pracowali w sektorze us³ug, preferuj¹c Niemcy i Francjê; nast¹pi³
te¿ wyraŸny wzrost zainteresowania krajami skandynawskimi i Belgi¹16.
Polska emigracja okresu transformacji ustrojowej mia³a i nadal ma charakter g³ównie zarobkowy, na co wskazuj¹ tak¿e dane BAEL (podajê za:
Kaczmarczyk, 2008) ujawniaj¹c, ¿e pracê za granic¹ podejmuje ok. 80 – 90%
wszystkich osób przebywaj¹cych tam czasowo. Polskie i zagraniczne instytucje badawcze zgodnie wskazuj¹ na ekonomiczne pod³o¿e wspó³czesnej polskiej emigracji, natomiast kwestia czasu jej trwania jest przedmiotem wielu
kontrowersji. Powo³uj¹cy siê na dane BAEL P. Kaczmarczyk (2008) podaje,
¿e ok. 55 – 65% Polaków przebywa poza granicami kraju przez czas krótszy
ni¿ 12 miesiêcy. Na tendencjê przekszta³cania migracji czasowej w osiedleñcz¹ wskazuj¹ natomiast Garapich i Osipovic (2007). Wiarygodna jednak
analiza tej kwestii wymaga prawdopodobnie wiêkszego dystansu czasowego.
Monitoruj¹ca sytuacjê na europejskich rynkach pracy K. Iglicka (2008)
zwróci³a uwagê na strategiê krajów przyjmuj¹cych, które wprawdzie milcz¹co za³o¿y³y, ¿e otwieranie siê kolejnych rynków pracy zabezpieczy ich popyt na nisko i œrednio wykwalifikowan¹ kadrê pracownicz¹, rekrutuj¹c¹ siê
z obywateli nowych pañstw cz³onkowskich (UE-15), to jednak obawia³y siê
14 Liczba ta jest znacznie wy¿sza od prezentowanych wczeœniej (500 tys — 1 mln), jednak
trudno je zweryfikowaæ ze wzglêdu na ró¿ne Ÿród³a i metodologie liczenia oraz zastrze¿enia o szacunkowym ich charakterze.
15 W przypadku brytyjskiego i irlandzkiego rynku pracy skala rzeczywistej emigracji by³a
dwukrotnie wy¿sza ni¿ przewidywa³y to opracowane za pomoc¹ modeli makroekonomicznych
prognozy (Duszczyk, 2010:1)
16 Od maja 2004 do lipca 2006 wydano ok. 320 tys. formularzy, co w krajach, które przejœciowo ograniczy³y dostêp do swoich rynków pracy, oznacza, ¿e œwiadczenie us³ug sta³o siê substytutem migracji zarobkowej (za: P. Kaczmarczyk, 2008: 28).
Nieobecni i wykluczeni
jej nadmiernej poda¿y. Szacunki Komisji Europejskiej wskazuj¹ jednak na
ogólny — w d³u¿szej (do 2020 r.) perspektywie — choæ zró¿nicowany
w poszczególnych pañstwach spadek si³y roboczej w Europie rzêdu 20 mln
pracowników (Carby-Hall, 2008 b: 202). Wraz z rozwojem gospodarek
pañstw cz³onkowskich UE-8 spadnie te¿ prawdopodobnie liczba migracji
pracowniczych. J.C. Carby-Hall przewiduje, ¿e spadek ten bêdzie wiêkszy ni¿
w pañstwach „starej” piêtnastki. Pocz¹tki tego procesu dostrzega ju¿ w Polsce, która z³agodzi³a ograniczenia wobec wykwalifikowanych pracowników
z Ukrainy. Przewiduje, ¿e gdy na Ukrainie obni¿y siê liczba ludnoœci w wieku
produkcyjnym, pañstwa europejskie zwróc¹ siê prawdopodobnie z ofert¹
w stronê Turcji i pañstw pó³nocnoafrykañskich (Carby-Hall, 2008b: 201 – 203).
WYKLUCZENI: bezdomnoϾ migracyjna
W tej czêœci opracowania autorka koncentruje uwagê na szczególnie dotkliwej postaci wykluczenia spo³ecznego polskich migrantów w Europie, jak¹
jest zjawisko bezdomnoœci, ujmowane tu jako pochodna zarobkowego charakteru migracji. Wprawdzie nowa (po 2004 r.) imigracja w sposób znacz¹cy
wp³ynê³a na gospodarczy wzrost w pañstwach przyjmuj¹cych, imigranci
(szczególnie w du¿ych aglomeracjach) nie zawsze spotykali siê z przychylnoœci¹ spo³ecznoœci lokalnych, czego Ÿróde³ szukaæ prawdopodobnie nale¿y
w obawie przed konkurencyjnoœci¹ tañszej si³y roboczej, stanowi¹cej niew¹tpliwe zagro¿enie interesów pracowników krajów „przyjmuj¹cych”. Gdy
poda¿ migracji zarobkowej przekroczy³a popyt pañstw przyjmuj¹cych,
w kontekœcie docieraj¹cego do Europy kryzysu gospodarczego, odczuli to
przede wszystkim imigranci. To oni na rynku pracy ponieœli w pierwszej kolejnoœci dotkliwe koszty nowej sytuacji, prowadz¹ce do spo³ecznego wykluczenia w wielu obszarach (bezrobocie, przemoc, uzale¿nienie od œrodków
odurzaj¹cych, bezdomnoœæ). Nadzieje na poprawê kondycji ekonomicznej
jak¿e czêsto weryfikowa³a trudna migracyjna rzeczywistoœæ, która dla wielu
z nich okaza³a siê bolesn¹ odpowiedzi¹ na marzenia o lepszym losie.
W trudnej generalnie sytuacji migrantów zarobkowych coraz wyraziœciej
uwidacznia³y siê spo³eczne konsekwencje nie zawsze przemyœlanych decyzji
migracyjnych, stanowi¹ce niejednokrotnie Ÿród³o napiêæ spo³ecznych w krajach docelowych migracji, prowadz¹ce do wykluczenia spo³ecznego i kulturowego sporej czêœci imigrantów. Emigracja nie zawsze bowiem spe³nia marzenia o nowym, lepszym ¿yciu, choæ przez wiêkszoœæ migrantów postrzegana
jest w aspekcie sukcesu, pozytywnie wp³ywaj¹cego na ich biografie, tak
77
78
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
w aspekcie rynku pracy, jak i nabywania osobistego doœwiadczenia (Isañski,
2011).Wielu migrantów ponosi jednak pora¿kê. Czêœæ z nich wraca do kraju
pochodzenia, czêœæ migruje do innych pañstw UE, wielu jednak rozpoczyna
egzystencjê uliczn¹ w przekonaniu, ¿e ³atwiej prze¿yæ bezdomnemu w bogatych unijnych krajach ni¿ w kraju pochodzenia.
Skromna infrastruktura (niewystarczaj¹ca poda¿ mieszkañ o niskim standardzie) w ma³ych oœrodkach miejskich i gminach okaza³a siê niewystarczaj¹ca wobec fali imigrantów trac¹cych pracê w wielkich miastach. Mimo i¿
polscy imigranci zazwyczaj dobrze integrowali siê ze spo³ecznoœciami lokalnymi, to w konsekwencji zmieniaj¹cej siê sytuacji na rynku pracy, braku lub
utraty œwiadczeñ zdrowotnych, biedy i bezdomnoœci — stopniowo coraz
wiêksza ich czêœæ gromadzi³a siê we wspólnotach o niskim standardzie („getta
biedy”). Gdy udzia³em wielu z nich sta³o siê ¿ycie na ulicy, przekonywali siê
boleœnie, jak szybko „goœcie” mog¹ staæ siê „obcymi” w spo³ecznoœciach
przyjmuj¹cych, z czasem tak¿e i wœród podobnych sobie bezdomnych (Oliwa-Ciesielska, 2006). W nadziei na poprawê losu, wstydz¹c siê niepowodzeñ,
znacz¹ca czêœæ migrantów zarobkowych miast wracaæ do kraju, rozpoczê³a
¿ycie na ulicy, uciekaj¹c siê niejednokrotnie tak¿e do metod przestêpczych
(kradzie¿e, rozboje).
W opracowaniu tym autorka koncentruje sw¹ uwagê na polskich migrantach w aspekcie zjawiska bezdomnoœci, jako pochodnej zarobkowego charakteru ich migracji, co nie znaczy, ¿e nie dostrzega tak¿e innych jej przyczyn
(klêski budowlane i ¿ywio³owe, studenci trac¹cy stypendia, „w³ócz¹cy siê”
i in.)(Goryñska-Bittner, 2010). Mimo i¿ migracje Polaków po 2004 r. maj¹
charakter g³ównie zarobkowy, to motywem decyzji s¹ tak¿e: nabycie kwalifikacji zawodowych, specjalistyczne szkolenia, studia na uczelniach wy¿szych,
turystyka. Okreœlenie wiêc kluczowych bodŸców proemigracyjnych i ewentualnych barier mobilnoœci — mimo i¿ poakcesyjne migracje Polaków maj¹
charakter g³ównie zarobkowy — nie wydaje siê spraw¹ prost¹, ze wzglêdu
na ich strukturalne zró¿nicowanie, co utrudnia okreœlenie skutków migracji
i mo¿liwoœci ewentualnego wp³ywu na przysz³e decyzje migracyjne (Kaczmarczyk, 2008: 45).
Wspó³czesne decyzje migracyjne podejmuj¹ coraz m³odsi i lepiej wykszta³ceni Polacy17, coraz czêœciej s¹ to absolwenci szkó³ wy¿szych po kierun17 Ponad
20% legitymuje siê wy¿szym wykszta³ceniem (Kaczmarczyk, 2008: 44). W ramach
programu ERASMUS (program unijny powo³any w 1987 r., którego celem jest propagowanie
i u³atwianie wymiany studentów miêdzy uczelniami krajów UE; jest on czêœci¹ programu wspólnotowego SOCRATES, wspieraj¹cego wspó³pracê miêdzy-narodowê w zakresie edukacji) w roku
akcesyjnym 2004 /2005 wyjecha³o z kraju na studia 8 390 Polaków, o 14 wiêcej ni¿ w poprzednim.
Nieobecni i wykluczeni
kach humanistycznych, pracuj¹cy jako ni¿szej kategorii pracownicy hoteli,
zak³adów przetwórczych. Jest to czêsto zatrudnienie nielegalne, co t³umaczy
ich niechêæ do wspó³pracy z instytucjami i organizacjami wsparcia oraz badaczami monitoruj¹cymi skalê i charakter europejskiej bezdomnoœci. Jakoœæ
pracy polskich imigrantów oceniana jest najczêœciej przez pracodawców
z krajów przyjmuj¹cych wysoko ze wzglêdu na ich pracowitoœæ. St¹d np.
w Wielkiej Brytanii, gdzie najprêdzej otwarto rynek pracy dla migrantów
z nowych pañstw cz³onkowskich UE, lokalni pracownicy obawiali siê ich
konkurencji. Polacy stali siê synonimem taniego i solidnego pracownika18,
okreœlanego tam jako: „bociany” (migranci sezonowi, studenci pracuj¹cy
w wakacje, powracaj¹cy przez lata w te same miejsca dla uzupe³nienia bud¿etu), „chomiki” (jednorazowe wyjazdy w celu zdobycia œrodków na okreœlony cel, np. samochód, traktuj¹cy owe „wypady” instrumentalnie), „³ososie”
(motywowani chêci¹ prze¿ycia przygody, nauk¹ jêzyka, uzyskaniem lepszego
wykszta³cenia)(Szy³³o, 2011).
Narastaj¹cy wspó³czeœnie kryzys gospodarczy coraz wyraziœciej ujawnia
„kurczenie siê” europejskich rynków pracy, przyczyniaj¹c siê do upadku firm,
tak¿e tych, które zatrudniaj¹ pracowników „na czarno”. Dla imigrantów
w nich zatrudnionych to traumatyczne prze¿ycie, poniewa¿ nielegalne firmy
nie bankrutuj¹, tylko w b³yskawicznym tempie „zwijaj¹ siê”, pozostawiaj¹c
swoich pracowników bez œrodków do ¿ycia. Wyrzuceni z systemu, bezdomni
imigranci staraj¹ siê przetrwaæ na wiele sposobów, tak¿e ¿ebrz¹c, kradn¹c
i wykorzystuj¹c dzieci do celów zarobkowych (prostytucja). Niestety, rzadko
przyznaj¹ siê do podjêcia niew³aœciwych decyzji, prowadz¹cych do tak trudnej kondycji ekonomicznej, za któr¹ wygodniej obarczaæ „z³y” los. Migracyjna bezdomnoœæ — jako pochodna decyzji o pogodzeniu siê lub nie z pozostawaniem bez dachu nad g³ow¹ — ma oczywiœcie zró¿nicowany charakter.
Jednak manifestowana niejednokrotnie akceptacja funkcjonowania w bezdomnej rzeczywistoœci — jeœli jest artyku³owana jako wybór czy pogodzeNa podstawie umów miêdzynarodowych z mo¿liwoœci studiowania w krajach UE skorzysta³o
1,8 tys. osób (wyjazdy krótkookresowe, sta¿e zagraniczne, letnie kursy jêzykowe, studia semestralne, jednak¿e prezentowane dane nie uwzglêdniaj¹ liczby Polaków, którzy podjêli studia na
w³asn¹ rêkê. Wed³ug danych DAAD (Deutscher Akademischer Austauschdienst [Niemiecka
Centrala Wymiany Akademickiej]), w roku akademickiego 2004/2005 w Niemczech studiowa³o
ok, 12,2 tys. Polaków (druga co do wielkoœci po studentach z Chin grupa); dane Higher Education Statistics Agency w Wielkiej Brytanii wskazuj¹ na ok. 2,2 tys. Studiuj¹cych obywateli polskich (dwa razy wiêcej ni¿ w roku poprzedzaj¹cym). Podajê za: Biuletyn Migracyjny, kwiecieñ
2006.
18
Polacy najczêœciej wykonywali prace okreœlane tam jako „3 D” — Dull, Dirty, Dangerous
(nudna, brudna, niebezpieczna).
79
80
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
nie z ni¹ — wydaje siê deklaracj¹ o charakterze specyficznym, rodz¹cym
w¹tpliwoœci, poniewa¿ manifestowan¹ najczêœciej ju¿ w warunkach bycia
bezdomnym.
Znacz¹c¹ czêœæ bezdomnych migrantów z pañstw A8 wykluczonych z systemu wsparcia unijnych pañstw przyjmuj¹cych stanowi¹ Polacy, co ujawnia
m.in. sporz¹dzony w 2006 r. raport „A8 National in London Homelessness
Services”19, z którego wynika, ¿e wœród „wykluczonych” imigrantów
z pañstw A8 korzystaj¹cych z londyñskiej pomocy dla bezdomnych wiêkszoœæ stanowili Polacy (podajê za: Carby-Hall, 2008a: 186 – 187). Raport
ten sprowokowa³ londyñskie w³adze do podjêcia œrodków zaradczych, zorientowanych na redukcjê najbardziej widocznej — ulicznej bezdomnoœci. Problem redukcji bezdomnoœci migracyjnej znalaz³ odmienne rozwi¹zania
w pañstwach UE. W wielu z nich w³adze wspomagaj¹ dzia³ania organizacji
wspieraj¹cych bezdomnych imigrantów, w wielu jednak nie. W odpowiedzi
na pogarszaj¹c¹ siê sytuacjê migrantów zarobkowych z nowych krajów cz³onkowskich UE w Wielkiej Brytanii np. powsta³a w roku 2006 Europejska Sieæ
Integracji Migrantów (EuroMi). Do wspó³pracy w sieci zaproszona zosta³a
— prócz dwóch angielskich organizacji: Housing Justice UNLEASH i Simon Community — polska fundacja „Barka” oraz samorz¹dy londyñskich
dzielnic Hammersmith i Fulham. Owocem tej inicjatywy by³o powo³anie
w tym¿e roku Polsko-Brytyjskiej Misji na Rzecz Zatrudnienia (PBME), do
wspó³pracy z któr¹ stopniowo przystêpowa³y instytucje i organizacje z wielu
krajów cz³onkowskich UE.
Ustalenie statystycznych wskaŸników bezdomnoœci stosowanych w pañstwach europejskich (w tym w UE) nie wydaje siê jednak mo¿liwe ze wzglêdu
na du¿¹ dowolnoœæ w stosowaniu jej kryteriów. Mimo i¿ ¿adne w zasadzie
z europejskich pañstw nie potrafi wiarygodnie oszacowaæ skali migracyjnej
bezdomnoœci, podejmuj¹ jednak szereg inicjatyw zorientowanych na ograniczenie jej skutków. I tak np. brytyjska organizacja Homelessness Link (HL)
organizuje i skupia agencje zajmuj¹ce siê bezdomnoœci¹, w tym 160 angielskich organizacji wspieraj¹cych bezdomnych imigrantów z Europy Œrodkowo-Wschodniej, monitoruj¹cych 9 regionów Wielkiej Brytanii, w których
znajduj¹ siê ich najwiêksze skupiska. Agencje wspó³pracuj¹ z mieszkañcami
squatów, noclegowni i innych form nieregularnego zamieszkiwania. Czytaj¹c
ich sprawozdania, orientujemy siê w g³ównych przyczynach bezdomnoœci migracyjnej, jak: rozpad zwi¹zków, upadek firmy zatrudniaj¹cej, brak zakwaterowania ju¿ w chwili przybycia do kraju przyjmuj¹cego, utrata legalnego sta19
„Obywatele pañstw A8 w londyñskiej pomocy dla bezdomnych” (2006).
Nieobecni i wykluczeni
tusu20. Doœwiadczenia ok. 2/3 agencji wspó³pracuj¹cych z bezdomnymi —
na co wskazuj¹ w licznych wypowiedziach w brytyjskich mediach ich pracownicy — ujawniaj¹, ¿e ich podopieczni to czêsto ludzie niezdolni do pracy,
zarobkuj¹cy nielegalnie za doraŸn¹ op³at¹ lub z za³o¿enia — bez umowy.
Zdarzaj¹ siê przypadki s³abej kondycji psychofizycznej, molestowania seksualnego, prostytucji i fizycznej przemocy. Zaledwie 1/5 agencji uwa¿a, ¿e mo¿e
sprostaæ oczekiwaniom ich podopiecznych. Agencje pracuj¹ z imigrantami na
wielu etapach ich bezdomnoœci. Badania Homelessness Link (Street to Home
Annual Report 2008/2009) ujawni³y, ¿e w 2006 r. 15% osób korzystaj¹cych
z oœrodków pomocy i noclegowni pochodzi³o z Europy Œrodkowej i Wschodniej, podczas gdy w 2008 r. ju¿ 25%. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje
ok. 1100 agencji pracuj¹cych z bezdomnymi, uchodŸcami i azylantami. Zosta³y one w 2009 r. zaproszone do wspólnych badañ nad problemami wykluczenia i bezdomnoœci. Na 160 zainteresowanych organizacji — 65 zajmuje
siê bezdomnymi a 30% z nich uchodŸcami i migrantami. Dzia³aj¹ g³ównie
w obszarze interwencji, udzielaj¹c wsparcia poprzez oœrodki dzienne, noclegownie i sto³ówki (Homelessnes Link, 2010). Jak podaje Homellesnes Link,
ok. 40% agencji bior¹cych udzia³ w badaniach pracowa³o z Polakami, ok.
25% z imigrantami z Litwy i £otwy (Homelessness…, 2010). Na Wyspach
— jak szacuje Shaks Ghosh, szef organizacji „Crisis” — przebywa oko³o
500 tys. bezdomnych (200 tys. + ok. 380 tys. tzw. bezdomnych „ukrytych”
(hostele, squaty i in.)21. Polska bezdomnoϾ migracyjna jego zdaniem wynosi
kilka tysiêcy osób i dotyczy g³ównie Londynu (Stawiarski, 2010). Emigruj¹cy
do Zjednoczonego Królestwa Polacy najczêœciej osiadaj¹ w wielkich aglomeracjach (Londyn, Edynburg). Z raportu Carby-Halla (2008a: 186-187) wynika, ¿e czêsto te¿ korzystaj¹ ze schronisk dla bezdomnych. W Edynburgu Polacy stanowi¹ po³owê osób korzystaj¹cych z jedynego tam 24-godzinnego
schroniska; podobnie jest w Londynie i Peterborough. Choæ imigranci zamieszkuj¹ tam g³ównie biedne dzielnice, to i tak brakuje tam dla nich tanich
mieszkañ. Ksiê¿a z koœcio³a St. Saviour’s w zachodnim Londynie zapewniaj¹
bezdomnym i bezrobotnym londyñczykom bezp³atne posi³ki. Z uzyskanych
od nich informacji wynika, ¿e na 110 wydawanych ka¿dego dnia posi³ków a¿
20 Podawane
w sprawozdaniach przyczyny wchodzenia w bezdomnoœæ uznawane bywaj¹ tak¿e za jej skutki; sami badacze prezentuj¹c ró¿ne aspekty bezdomnoœci tak¿e nie zawsze potrafi¹
czytelnie odró¿niæ przyczyny zjawiska od jego skutków.
21
Statystyczne wskaŸniki bezdomnoœci s¹ trudne do okreœlenia i zweryfikowania ze wzglêdu
na problem z okreœleniem kryterium bezdomnoœci. Organizacja Homelessness Link na podstawie
w³asnych danych szacuje bezdomnoœæ uliczn¹ w Wielkiej Brytanii na ok. 500 osób. Nie s¹ to dane
wiarygodne, poniewa¿ uwzglêdniaj¹ tylko osoby œpi¹ce czasowo lub stale na ulicy.
81
82
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
75% konsumuj¹ obywatele polscy (ofiary wy³udzeñ i przestêpstw, nie posiadaj¹cy dokumentów), mieszkaj¹cy g³ównie na ulicach22 lub — jeœli maj¹
wiêcej szczêœcia — w squatach (Carby-Hall, 2008a: 186). Autor raportu
uwa¿a te¿, ¿e nap³yw klientów pomocy spo³ecznej z pañstw A8 negatywnie
wp³yn¹³ na zwyczajow¹ grupê bezdomnych klientów londyñskiej opieki
spo³ecznej.
W rozwi¹zanie problemu bezdomnoœci migracyjnej Polaków w³¹czaj¹ siê
te¿ polskie placówki konsularne. W Edynburgu np. konsulat RP wspó³pracuje z w³adzami miasta i organizacjami pozarz¹dowymi (Cyrenias, Streetwork, Simon Community, Positive Action in Housing, CAB, EMLC oraz
PMK w Szkocji) w udzielaniu wsparcia osobom bezdomnym. S¹ to dzia³ania
dwukierunkowe: informacyjne (udzielanie informacji nt warunków i mo¿liwoœci uzyskania pomocy od miejscowych instytucji pomocy spo³ecznej oraz kierowanie osób zainteresowanych do instytucji szkockich) oraz bezpoœrednie (pomoc w uzyskaniu dokumentów paszportowych i finansowa pomoc w powrocie
do Polski). Polskie placówki konsularne — jako jedyne spoœród pañstw UE
— wspieraj¹ swoich obywateli, którzy znaleŸli siê w sytuacji kryzysowej,
umo¿liwiaj¹c im powrót do kraju pochodzenia. Konsulat w Edynburgu
udziela pomocy w powrotach do kraju Polakom na terenie Szkocji i Irlandii
P³n., finansuj¹c je oko³o 100 rodakom rocznie. Jak szacuje wicekonsul Piotr
Leszczyñski — na terenie Szkocji przebywa ok. 90 tys. Polaków (z czego ok.
30 tys. w samym Edynburgu), a w Irlandii P³n. ok. 40 tys. Polaków, stanowi¹c tam — po Irlandczykach — najliczniejsz¹ grupê etniczn¹, która nie
wykazuje jednak tendencji wzrostowej23. Z uzyskanych od konsula informacji wynika, ¿e w jednym punkcie organizacji Streetwork wydaje siê (szacunkowo) kilkadziesi¹t posi³ków dziennie osobom œpi¹cym na ulicach, w tym blisko trzydziestu Polakom.
Bezdomnym Polakom wsparcia udzielaj¹ te¿ brytyjskie i polskie organizacje, m.in. Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii (ZPWB) dzia³aj¹ce na
terenie Londynu, wspólnie z wieloma innymi organizacjami i konsulatami.
Organizacja posi³kuj¹ca siê œrodkami z funduszu Victoria informuje bezdomnych migrantów o noclegowniach i organizacjach pomocowych. Polska Sieæ
22
Dane pochodz¹ z: „Assesing the Local and Regional Impacts of International Migration”, Centre
for Urban and Regional Studies, 2006: 86. Podajê za: Carby-Hall, 2008a: 186.
23 Informacje te uzyska³am podczas wizyty studyjnej (program 1.18, zad. 4) w Edynburgu, na
spotkaniu Grupy Eksperckiej Partnerstw Lokalnych z wicekonsulem RP Piotrem Leszczyñskim
w dniu 25 XI 2010 r. W kwestii prezentacji skali i proporcji grup etnicznych wypada jednak zauwa¿yæ, ¿e Irlandczycy w Irlandii P³n. s¹ u siebie, ponadto wg kryteriów religijnych, które obecnie uwa¿a siê za wyznacznik „irlandzkoœci” (katolik-Irlandczyk, protestant — „Anglik”- przyp.
BGB), równowaga miêdzy liczebnoœci¹ obu grup zostaje praktycznie zachowana.
Nieobecni i wykluczeni
Wspó³pracy „Barka” razem z 2 brytyjskimi: Simon Community i Housing
Justice zbieraj¹ z londyñskich ulic bezdomnych Polaków w ramach programu
„Powroty”, powo³uj¹c wspólnie „Britisch Mission for Employment” w celu
stworzenia sieci placówek pomagaj¹cych bezrobotnym migrantom nowych
pañstw cz³onkowskich w znalezieniu zatrudnienia. Od lipca 2007 do kwietnia 2011 „Barka” sprowadzi³a z W. Brytanii i innych europejskich pañstw
do kraju pochodzenia 1600 bezdomnych imigrantów z Europy Œrodkowo-Wschodniej, w tym ponad 1100 Polaków24. Obecnie organizacja „Barka”
UK sprowadza do kraju piêciu bezdomnych Polaków tygodniowo. Od marca
2010 r. FPW Barka rozpoczê³a przygotowania do wspó³pracy w ramach programu „Powroty” tak¿e z organizacjami na terenie Niemiec. Chocia¿ skala
bezdomnoœci w Niemczech — w powszechnym przekonaniu — jest znacz¹ca, zaledwie w Hamburgu — jak zapewnia tamtejszy konsulat RP —
prowadzone s¹ badania statystyczne (Dorsz, 2010). Podczas gdy w 2002 r.
17% odnotowanych tam bezdomnych to imigranci, to ju¿ w 2009 r. liczba ta
wzros³a do 27% (Dorsz 2010). Nale¿y jednak zauwa¿yæ, ¿e nie ma wiarygodnych danych o skali bezdomnoœci Polaków, lecz tylko przekonanie badaczy, ¿e
zjawisko to ci¹gle siê powiêksza i zmienia swój charakter (z przejœciowego na
sta³e).
Francja otworzy³a czêœciowo swój rynek pracy w roku 2006. F. Martin —
francuski koordynator projektu prof. Carby-Halla — w raporcie przygotowanym na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich RP oszacowa³ skalê bezdomnych imigrantów pochodz¹cych z Polski na koniec 2007 r. na ponad
1 mln osób (Carby-Hall, 2008b: 243)25. F. Martin podaje, ¿e Polacy (najczêœciej mê¿czyŸni) zazwyczaj mieszkaj¹ jakiœ czas w Pary¿u wspólnie (po 3 – 4
osoby), a póŸniej rozchodz¹ siê, przenosz¹c czêsto na ulice, na których —
jak szacuje — przebywa ok. 300 – 400 osób dziennie (Carby-Hall, 2008:
190).
Szacunkowa liczba pracuj¹cych na obszarze paryskiego okrêgu konsularnego Polaków przekracza 40 tys. osób, wiêkszoœæ jednak zarobkuje w sposób
24 Szczegó³owe dane w p. 3.2 diagnozy: Goryñska-Bittner, B., 2010. The Diagnosis of the Social Scale and Nature of Homelessness Experienced by Polish Migrants in Europe (dostêp:
http://www.pfwb.org.pl/wp-content/uploads/2010/10/Barbara-Bittner-THE-DIAGNOSIS-OFTHE-SCALE-AND-NATURE-OF-HOMELESSNESS-EXPERIENCED-BY-POLISH-MIGRANTSIN -EUROPE.pdf)
25
Przytaczane dane — mimo i¿ szacunkowe — budz¹ w¹tpliwoœci w œwietle zaprezentowanych wczeœniej w raporcie prof. Carby-Halla przez francuskiego koordynatora projektu F. Martina, danych dotycz¹cych liczby bezdomnych w samej Francji (ok. 1 mln) oraz medialnych szacunków na poziomie ok. 3 mln bezdomnych z Polski w Europie i szacunków C. ¯o³êdowskiego
(2007) na ok.1,2 mln.
83
84
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
nielegalny. Zgodnie z raportem Wydzia³u Konsularnego Ambasady RP w Pary¿u z roku 2007, stale zwiêksza³a siê liczba imigrantów z Polski, którzy stanowi¹ najwiêksz¹ spoœród krajów A10 populacjê migracyjn¹ i adekwatn¹
grupê bezdomnych. Najwiêksze ich skupisko znajduje siê w Pary¿u, gdzie koczuj¹ na ulicach, pod mostami lub w prowizorycznych namiotowych skupiskach na jego obrze¿ach.
Organizacje pomocowe sygnalizuj¹ niechêæ Polaków do korzystania z noclegów w centrach pomocy spo³ecznej oraz przyjmowania pomocy w powrocie
do kraju (Sprawozdanie Konsularne, 2007), choæ polskim imigrantom od
2004 r. pomaga polonijna organizacja Stowarzyszenie Pomost — Passerelle, od 2005 r. tak¿e Polska Misja Katolicka w Pary¿u oraz Parafia Wniebowziêcia Najœwiêtszej Maryi Panny (Kurzeja, 2010). Stowarzyszenie objê³o
pomoc¹ ok. 500 osób, z czego wiêkszoœæ stanowi¹ bezdomni Polacy. Wspó³pracuje te¿ (np. patrole uliczne) z francuskimi organizacjami i instytucjami
(Captif, SAMU Social, L’Amie de Pain) oraz w przygotowaniu projektów powrotów do kraju pochodzenia (we wspó³pracy z Wydz. Konsularnym Ambasady RP w Pary¿u, Tow. Pomocy im. Œw. Brata Alberta, Oœrodkami Pomocy
Spo³ecznej w Polsce). Organizacje te szczególnie mocno wspieraj¹ polskich
imigrantów w wychodzeniu z uzale¿nieñ.
Tak¿e i we Francji porównanie liczby bezdomnych Polaków ze strumieniem polskiej migracji zarobkowej nie wydaje siê mo¿liwe z dwóch powodów:
liczba imigrantów z Polski nie jest dok³adnie znana nie tylko w tym kraju, ale
nawet w samym Pary¿u, gdzie ich skupisko jest najwiêksze, a szacunki ró¿ni¹
siê w zale¿noœci od metodologii przyjêtej przez organizacjê szacuj¹c¹. Konsulaty nie posiadaj¹ takich informacji, a organizacje pomocowe maj¹ dane szacunkowe, czêsto te¿ nie rozró¿niaj¹ nacji migrantów z Europy Œrodkowo-Wschodniej. We Francji nikt bezdomnego nie pyta, sk¹d pochodzi i czy
jego pobyt w kraju jest legalny26. Bezdomni nie s¹ szykanowani, mog¹
w ka¿dej noclegowni liczyæ na doraŸn¹ pomoc. Z szacunków organizacji „Pomost” (Kurzeja, 2010) wiadomo, ¿e w roku 2009 jej pracownicy œwiadczyli
us³ugi dla ok. 1800 osób, spoœród których nie wszyscy jednak byli bezdomni.
Ze wzglêdu na administracyjn¹ specyfikê miasta funkcjonuje w nim wiele organizacji o pokrywaj¹cych siê kompetencjach, co ogranicza w du¿ym stopniu
skutecznoœæ proponowanych us³ug spo³ecznych. Tak¿e Véronique Otchoumoune — paryski koordynator pracy streetworkerów — zwraca uwagê
26 Zrozumienie takiej postawy wymaga uwzglêdnienia jej szerszego kontekstu. Od czasów
Napoleona, ka¿dy obywatel francuski jest po postu Francuzem, niezale¿nie od wyznawanej religii,
czy narodowoœci. We Francji nie funkcjonuje kategoria „pochodzenie etniczne”, o czym kiedyœ
pisa³ obszernie Ludwik Stomma (obecnie tak¿e Francuz).
Nieobecni i wykluczeni
na ma³¹ wiarygodnoœæ danych prezentowanych przez organizacje i instytucje
pomocowe, co wynika ze stosowania ró¿nych metod liczenia bezdomnych.
Niektóre z nich licz¹ wszystkich napotkanych na ulicach, w metrze, tunelach,
squotach, parkach, noclegowniach, inne tylko na ulicach lub w noclegowniach. Niektóre nie uwzglêdniaj¹ w swych statystykach bezdomnych imigrantów27. Obecnie liczbê œpi¹cych na ulicach osób szacuje na ok. 5 tys., niestety nikt we Francji nie pyta o narodowoœæ, wiêc wiarygodne okreœlenie
udzia³u Polaków w tej populacji nie jest mo¿liwe. Okreœlenie wiêc, a nawet
oszacowanie skali bezdomnoœci Polaków we Francji napotyka podobne bariery, jak w innych krajach „starej piêtnastki”, np. w Belgii, a nawet w przypadku samej Brukseli, gdzie oficjalnie w roku 2006 przebywa³o (podobnie jak
w Pary¿u) 10 tys. Polaków. W rzeczywistoœci, a przynajmniej w powszechnym przekonaniu, jednoczeœnie przebywa ich tam kilkakrotnie wiêcej. Polacy
skupiaj¹ siê w najwiêkszych miastach: Brukseli, Antwerpii, Liége i in. Belgijski rynek pracy otworzy³ siê na nowe pañstwa dopiero w 2009 r., choæ wiele
u³atwieñ migracyjnych postêpowa³o ju¿ od roku 2004.
Powiêkszaj¹cy siê strumieñ migracyjny poci¹ga za sob¹ koszty spo³eczne,
w tym bezdomnoϾ. Orientacja w skali tego zjawiska napotyka jednak wiele
wspomnianych wczeœniej barier. Wiadomo, ¿e miasto dysponuje ok. 970
miejscami w 22 noclegowniach i 180 ³ó¿kami w centrach kryzysowych (Mostowska, 2010: 241). W roku 2008 podjêto próbê policzenia bezdomnych
i oszacowano ich populacjê w Brukseli na ok. 995, w tym 545 osób spa³o
w pustostanach, parkach i na ulicach. Pracownicy najwiêkszej w tym mieœcie
noclegowni CASU (Centra d’Action Sociale d’Urgence) podaj¹, ¿e w czasie
zimy otrzymuj¹ ok. 400 telefonów dziennie z proœb¹ o nocleg (Mostowska,
2010: 241 – 242). Szacunki te pozwalaj¹ jedynie na bardzo ograniczon¹
orientacjê w skali zjawiska, st¹d zrozumia³e wydaj¹ siê k³opoty z wyodrêbnieniem w jej granicach liczby bezdomnych Polaków.
M. Mostowska w ramach w³asnego projektu badawczego próbowa³a zorientowaæ siê w skali bezdomnoœci Polaków w Brukseli, prowadz¹c w okresie
od lata 2008 do lata 2009 wywiady z bezdomnymi Polakami i przedstawicielami instytucji udzielaj¹cych im wsparcia
(Mostowska, 2010). Badaniem objêta zosta³a populacja uliczna œcis³ego
centrum Brukseli. Wg jej szacunków, ka¿dej nocy ok. 100 bezdomnych imi27
Informacje uzyska³am podczas wyst¹pienia Véronique Otchoumone na miêdzynarodowej
konferencji „Wokó³ bezdomnoœci — standardy us³ug” w Gdañsku, 28-29.06.2011 r. Wg jej relacji w Pary¿u obecnie przebywa ok. 5 tys. osób bezdomnych (jesieni¹ 2010 policzono 3296 osób).
W Pary¿u jest 2899 miejsc przygotowanych do przyjêcia bezdomnych oraz 11 tys. miejsc w tzw.
centrach stabilizacyjnych (reintegracja, pomoc w „powrotach” a¿ do wyjœcia z bezdomnoœci).
85
86
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
grantów nocuje w miejscach publicznych, wœród nich po³owê stanowi¹ Polacy, okazjonalnie tylko korzystaj¹cy z noclegowni. Czêœæ bezdomnych Polaków zamieszkuje tak¿e pustostany i inne niemieszkalne miejsca. W pomoc
bezdomnym Polakom od 2006 r. zaanga¿owa³a siê Sekcja Spo³eczna przy Radzie Polonii Belgijskiej, wspieraj¹c w czasie ostatnich trzech lat 61 bezdomnych Polaków. Imigranci z Polski korzystaj¹ z dobrodziejstw tzw „belgijskiego socialu”, którego poziom oceniaj¹ jako bardzo dobry, niewiele ustêpuj¹cy
jakoœci us³ug otrzymywanych we Francji. Mostowska — za szefami CASU
i Les Samaritaines — zwraca uwagê na fakt, i¿ mimo rozeznania instytucji
pomocowych w problemach trapi¹cych polskich imigrantów nie wp³ywa to
na zmiany w sposobach oferowanej im pomocy, m.in. ze wzglêdu na niewystarczaj¹ce rozpoznanie niuansów bezdomnoœci ulicznej i s³ab¹ koordynacjê
dzia³añ wspieraj¹cych bezdomnych w ogóle. Sam¹ spo³ecznoœæ polsk¹
w Brukseli ocenia jako stopniowo dezintegruj¹c¹ siê, bezdomnych Polaków
jako populacjê nastawion¹ na korzystanie z pomocy doraŸnej, a nie na wyjœcie
z bezdomnoœci, szczególnie ¿e wielu z nich ju¿ w kraju pochodzenia nale¿a³o
do spo³ecznoœci marginalizowanej. Z sonda¿u przeprowadzonego w 2007 r.
przez Oœrodek Badañ nad Migracjami wynika, ¿e Polacy najd³u¿ej — spoœród europejskich pañstw — przebywali na emigracji w Belgii, gdzie w ponad 60% zatrudniani byli nielegalnie. Mostowska (2010: 251) zwraca uwagê
na fakt, ¿e choæ Polacy korzystaj¹ z tzw. pomocy doraŸnej, nastawionej na
przetrwanie, to jednak dystansuj¹ siê od dzia³añ wspieraj¹cych ich w wychodzeniu z bezdomnoœci. Obawiaj¹ siê powrotu do kraju, poniewa¿ ¿ycie bez
sta³ych dochodów w Polsce oceniaj¹ jako trudniejsze, ni¿ podobnie uwarunkowane w Belgii. Takiej strategii przetrwania nie rozumiej¹ pracownicy organizacji pomocowych, co niew¹tpliwie utrudnia niesienie skutecznej pomocy.
Imigranci zarobkowi z Polski zostaj¹ w kraju docelowym nawet wtedy,
gdy utrac¹ pracê, przekonani, ¿e w Polsce nikt im nie pomo¿e i bêdzie im
trudniej stan¹æ na nogi ni¿ np. w Niemczech. Socjolog, pracownik Hamburskiej Misji Miejskiej — A. Stasiewicz (2011) zwraca uwagê na kultywowanie
wœród polskich bezdomnych w Niemczech negatywnego obrazu rodzinnego
kraju: o niskich standardach socjalnych, niesolidarnego, nieprzychylnego
bezdomnym i wykluczonym. W Niemczech, gdzie oficjalne szacunki wskazuj¹, ¿e 40% bezdomnych imigrantów z Europy Wschodniej stanowi¹ Polacy28, mog¹ oni — bez wzglêdu na formalny status imigranta — otrzymaæ
w noclegowniach wsparcie w postaci noclegu, wy¿ywienia oraz pomocy me28
Szacunki te potwierdzaj¹ tak¿e inne Ÿród³a (np. http://www.dw-world.de/dw/article/
0,,5173761,00.html.).
Nieobecni i wykluczeni
dycznej (Ratajewski, 2009). Inaczej postêpuj¹ organizacje pomocowe w Austrii. Bezdomny imigrant nie mo¿e tam korzystaæ z pañstwowych noclegowni, st¹d du¿¹ rolê we wsparciu bezdomnych imigrantów z Polski pe³ni
Caritas. W noclegowniach Caritasu przestrzega siê jednak zakazu spo¿ywania alkoholu, co znacz¹co wp³ywa na liczbê bezdomnych korzystaj¹cych
z jego us³ug; podobnie zachowuj¹ siê tak¿e bezdomni migranci w Italii. Z powodu ciep³ego klimatu korzystaj¹ najczêœciej z noclegów pod go³ym niebem,
na dworcach i w tunelach. Do zmiany zachowañ sk³oni³a ich dopiero mroŸna
zima 2009/2010. Jak podaje A. Anastasi, we W³oszech czterech imigrantów
na dziesiêciu pochodzi z Rumunii, Maroka i Polski. 30% z nich (ok. 800 tys.)
d¹¿y do sta³ego osiedlenia, co potwierdzaj¹ statystyki wskazuj¹ce na ich ponad 5-letni pobyt w tym kraju (Carby-Hall, 2008: 240 – 241). Nap³yw migracyjny do tego kraju plasuje siê na poziomie 300 tys. osób rocznie. Anastasi
szacuje, ¿e na terenie W³och znajduje siê ok. 1 mln imigrantów ze Wschodniej Europy, a z UE przybywaj¹ g³ównie Polacy. W innym ciep³ym kraju —
Hiszpanii, gdzie od 2006 r. przybywa pok. 50 tys. polskich migrantów zarobkowych rocznie — co w raporcie dla Rzecznika Praw Obywatelskich RP
wykazuje M.A. Bellester Pastor (Carby-Hall, 2008b) — podkreœlaj¹c, ¿e
ponad 50% bezdomnych stanowi¹ migranci zarobkowi z Polski. W raporcie
o sytuacji ekonomicznej migrantów zarobkowych z Polski w UE J. Carby-Hall podaje tak¿e dane dotycz¹ce skali migracji zarobkowej w Republice
Czeskiej (6664), na Wêgrzech (1574) i na S³owacji (366). Zwraca jednak
uwagê na fakt, ¿e dane te dotycz¹ wy³¹cznie migrantów legalnie zatrudnionych, podkreœlaj¹c brak informacji o ewentualnym problemie bezdomnoœci
Polaków w tych krajach (Carby-Hall, 2008a: 148)29.
O ile okreœlenie specyfiki polskiej migracji nie sprawia wiêkszej trudnoœci
ze wzglêdu na ich g³ównie zarobkowy charakter, to ustalenie jej skali nie wydaje siê zadaniem ³atwym, poniewa¿ dane oficjalne (GUS i in.) wydaj¹ siê
znacznie zani¿one w stosunku do szacunków, zarówno polskich, jak i krajów
przyjmuj¹cych. Zdecydowanie wiêkszy k³opot sprawia okreœlenie, a nawet
oszacowanie skali migracyjnej bezdomnoœci Polaków. Jedn¹ z przyczyn tego
stanu rzeczy jest znacz¹ca liczba tzw. migrantów ukrytych, wymykaj¹cych siê
statystykom, czyli przebywaj¹cych poza granicami kraju, ale nie zg³aszaj¹cych wyjazdu (wyjazdy zarówno krótkotrwa³e i powtarzalne, jak i d³ugotrwa³e). Pañstwa przyjmuj¹ce nie posiadaj¹ oficjalnych danych dotycz¹cych
skali bezdomnoœci wœród imigrantów. Pos³uguj¹ siê szacunkami, które ró¿ni¹
29 W
sporz¹dzonym na potrzeby raportu profilu statystycznym migrantów z Europy Œrodkowo-Wschodniej, w tym z Polski, zabrak³o te¿ danych liczbowych odnosz¹cych siê do Cypru, Malty
i krajów nadba³tyckich, które autorom raportu nie zosta³y przez te pañstwa udostêpnione.
87
88
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
siê — w zale¿noœci od stosowanej metodologii liczenia i organizacji szacuj¹cej.
Europejskie organizacje koncentruj¹ce siê na badaniu bezdomnoœci maj¹
k³opot z ustaleniem mierników, a nawet wspólnej definicji bezdomnoœci, sygnalizuj¹c nieporównywalnoœæ danych uzyskiwanych z europejskich pañstw
narodowych. Dla zaakcentowania skali problemu, politycy pos³uguj¹ siê wiêc
szacunkami, których dokonuj¹ organizacje pozarz¹dowe œwiadcz¹ce us³ugi
dla spo³ecznoœci wykluczonych. Pozwalaj¹ one — w du¿ym uproszczeniu
— na orientacjê tak¿e w skali zjawiska bezdomnoœci. O tym, jak wielkie to
bywa przybli¿enie, œwiadczy przytaczany w tej pracy przyk³ad Niemiec, których media liczbê czasowo i d³ugotrwale bezdomnych imigrantów szacuj¹ na
ok. 1 mln spoœród 1,5 mln przebywaj¹cych tam imigrantów, podaj¹c, ¿e wiêkszoœæ tej populacji stanowi¹ Polacy, których liczbê szacuj¹ obecnie na
0,5 mln do 1 mln osób. S¹ to dane zaskakuj¹ce w zestawieniu z oficjalnymi
danymi GUS (490 tys. osób w 2009 r. zg³aszaj¹cych wyjazd do Niemiec).
R. Romaniec z berliñskiego Deutsche Welle podaje, ¿e obecnie liczba bezdomnych w Niemczech spada, jednak¿e wzrasta liczba bezdomnych imigrantów ze Wschodniej Europy, g³ównie z Polski. Jak podaje, na ulicach g³ównych
niemieckich miast przebywa ok. 21 tys. Bezdomnych, a 30 – 40% spoœród
nich to Polacy (Romaniec, 2010). Podczas gdy w³adze Berlina liczbê bezdomnych okreœlaj¹ na ni¿szym pu³apie: na ok. 7 tys. osób, a w ca³ych Niemczech
na ok. 100 tys., redaktorzy pisma „Die Stütze”30 szacuj¹ skalê wszystkich
bezdomnych w Niemczech na ok. 1 mln osób. Brak jednolitej statystyki nie
pozwala w zasadzie na polemikê z tymi szacunkami. Pracownicy niemieckich
schronisk na podstawie w³asnych szacunków oceniaj¹, ¿e co trzeci bezdomny
w Berlinie pochodzi z Polski. Ile w rzeczywistoœci bezdomnych Polaków przebywa w Niemczech, a nawet w samym Berlinie, nie potrafi prawdopodobnie
ustaliæ nikt, szczególnie, ¿e wielu z nich utraci³o kontakt z rodzinami w kraju
i nie wiadomo nawet, czy nadal przebywaj¹ na obszarze Niemiec. S¹ te¿ na
„Starym Kontynencie” kraje, w których liczba bezdomnych Polaków jest niewielka, jak np. w Szwecji i Danii, w Norwegii natomiast przebywa 120 – 130
tys. polskich obywateli (Kochanowski, 2009) i nieznana, prawdopodobnie
proporcjonalna do strumienia migracji, liczba bezdomnych migrantów zarobkowych.
Generalnie, porównanie strumienia migracji obywateli RP z szacunkow¹
liczb¹ bezdomnych Polaków w Europie potwierdza przypuszczenie, ¿e skala
30
„Die Stütze” (pol.: podpora) — jeden z czterech dwutygodników ukazuj¹cych siê w Berlinie, pomyœlany jako pomoc dla osób bezdomnych (przypominaj¹cy nieco „Gazetê Uliczn¹” wydawan¹ w Poznaniu przez FPW „Barka”).
Nieobecni i wykluczeni
bezdomnoœci jest proporcjonalna do strumienia migracji. Jest to wiêc powa¿ny dla krajów pochodzenia migrantów, ale i dla pañstw docelowych migracji
problem, poniewa¿ ludzie zmarginalizowani postrzegaj¹ rzeczywistoœæ spo³eczn¹, w której funkcjonuj¹, w sposób specyficzny, co pokaza³ w swoich badaniach np. M. Garapich (2007, 2011), analizuj¹c sposoby, w jakich zmarginalizowani polscy bezdomni imigranci kontestuj¹ i opieraj¹ siê marginalizacji
w globalnym mieœcie wysoko rozwiniêtego kapitalizmu, jakim jest Londyn,
stanowi¹c jego integraln¹ czêœæ. Garapich bowiem przekonuje, ¿e skupianie
siê wy³¹cznie na strukturalnych i ekonomicznych determinantach charakteru
„wykluczenia” polskich imigrantów oznacza nazbyt uproszczony, jednowymiarowy obraz, nie daj¹c wyjaœnienia ani prognozy co do ich losu w przypadku uzyskania przez nich pe³ni praw spo³ecznych na równi z obywatelami brytyjskimi i pozosta³ymi Europejczykami po roku 2011.
Analizuj¹c i nadaj¹c sens dyskursom i praktykom tworzenia znaczeñ
wœród londyñskich bezdomnych imigrantów polskiego pochodzenia, M. Garapich przekonuje, ¿e specyficzna pozycja bezdomnych migrantów z postkomunistycznych spo³eczeñstw w globalnym mieœcie czyni zbiór norm i wartoœci — o których mowa w syndromie homosovieticus — efektywnym nie
tylko ekonomicznie, ale tak¿e spo³ecznie i kulturowo (Garapich, 2011). Efektywnym, poniewa¿ prezentuje sposób, w jaki grupy podporz¹dkowane zachowuj¹ pewien poziom autonomii, poczucie w³asnej wartoœci i wzglêdn¹ si³ê
w kontaktach z dostawcami us³ug dla bezdomnych, w³adzami i opini¹ spo³eczn¹. Generalnie odrzucaj¹cy instytucjonalny „system” — bezdomni Polacy pozostaj¹ bowiem w znanym, sprawdzonym, przyjaznym terytorium,
gdzie zachowania i kulturowe reakcje s¹ wyuczone i rozwiniête w procesie
stopniowej degradacji spo³ecznej i ekonomicznej w ubóstwo.
M. Garapich uwa¿a, ¿e mimo relatywnie ³atwego dla polskich migrantów
(ze wzglêdu na strukturalne ograniczenia i niepewn¹ sytuacjê spo³eczn¹)
wchodzenia w bezdomnoœæ, trudniej im z niej wyjœæ z powodu bardziej g³êbokich, subtelnych, specyficznych kulturowo czynników. Oznacza to, ¿e jakiekolwiek œwiadczenie us³ug dla bezdomnych w najbli¿szych latach musi cechowaæ szczególna otwartoœæ, poniewa¿ strukturalna inkluzja niekoniecznie
oznaczaæ musi w³¹czenia na poziomie spo³ecznym i kulturowym (Garapich,
2011).
Skal¹ i charakterem wykluczenia polskich migrantów zarobkowych w poakcesyjnej Europie interesuje siê niewielka grupa badaczy, napotykaj¹c szereg
barier natury politycznej i administracyjnej, zwi¹zanych z decyzjami o stopniowym otwieraniu europejskich rynków pracy oraz z postaw¹ typow¹ dla ludzi marginalizowanych: niechêci¹ do wspó³pracy, a czêsto nawet kontaktu.
89
90
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
Owa niechêæ jest wynikiem postêpuj¹cej, czêsto ekstremalnej postaci wykluczenia spo³ecznego ludzi, których M. Janion w swojej Niesamowitej s³owiañszczyŸnie okreœli³a jako sami sobie cudzy.
Rekomendacje
Bezdomnoœæ — jako jedna z form wykluczenia spo³ecznego — jest atrakcyjnym przedmiotem badañ i wielu debat, na które jednak nie przychodz¹ ludzie wykluczeni, lecz najczêœciej ci, którzy z nimi walcz¹, roztaczaj¹c przed
s³uchaczami przera¿aj¹ce wizje spo³ecznego marginesu, na którym znaleŸæ siê
mo¿e ka¿dy z nich, jeœli w sposób powszechnie uznawany za w³aœciwy nie
przystosuje siê do wartoœci le¿¹cych u podstaw obowi¹zuj¹cego systemu. Politycy natomiast — szczególnie przed zbli¿aj¹cymi siê w ich krajach wyborami — najczêœciej staraj¹ siê swoich wyborców przekonaæ, jak wielk¹ wagê
przyk³adaj¹ do walki z wszelkimi formami niesprawiedliwoœci spo³ecznej, ale
przede wszystkim, jak drogie im s¹ interesy obywateli w³asnego kraju. Badacze „bezdomnej rzeczywistoœci” natomiast borykaj¹ siê z analiz¹ danych
o skali problemu, co do rzetelnoœci których maj¹ uzasadnione w¹tpliwoœci.
Wydaje siê bowiem, ¿e obecnie w Europie nikt nie jest w stanie w sposób wiarygodny okreœliæ nawet szacunkowej liczby bezdomnych migrantów z Polski,
szczególnie w sytuacji podobnych trudnoœci z okreœleniem ich skali w kraju
pochodzenia.
Dane szacunkowe w przypadku zasobów migracyjnych maj¹ jednak kluczowe znaczenie ze wzglêdu na wymykaj¹cy siê statystycznym pomiarom
przedmiot analiz (mobilnoœæ migrantów, wysoka liczba migracji nielegalnych, migracje „ukryte”31 i in.). Wysoki czêsto stopieñ ogólnoœci szacunków,
ró¿nice w metodologiach liczenia bezdomnych — uniemo¿liwiaj¹ce porównywalnoœæ danych — stanowi¹ jednak pewn¹ wartoœæ poznawcz¹, pozwalaj¹ bowiem na orientacjê w skali i trendach migracyjnych, przydatn¹ w projektowaniu odpowiedniego wsparcia.
Z tej w¹tpliwej poznawczo i praktycznie sytuacji nale¿y jednak wybrn¹æ,
póki zjawisko migracyjnej bezdomnoœci nie przybierze rozmiarów trudnych
do opanowania. St¹d tak wa¿ne s¹ wszelkie inicjatywy obywatelskie wspieraj¹ce lokalne, narodowe i transnarodowe programy na rzecz wychodzenia
z bezdomnoœci, szczególnie zawi¹zywane lokalne partnerstwa z udzia³em in31 Pojêcie „migracja ukryta” oznacza tutaj krótkie, wielokrotne wyjazdy do jednego lub wiêcej
krajów docelowych migracji, bez oficjalnego zarejestrowania siê jako osoba nieobecna czasowo
powy¿ej 3 miesiêcy w zwi¹zku z wyjazdem za granicê.
Nieobecni i wykluczeni
stytucji i organizacji krajów przyjmuj¹cych, organizacji polonijnych oraz organizacji kraju pochodzenia.
Odpowiedzialnoœæ za losy nowej po 2004 r. migracji to du¿e wyzwanie zarówno dla pañstw pochodzenia, jak i docelowych migracji, ale i odpowiedzialnoœæ, w której winny one partycypowaæ. W obecnej europejskiej rzeczywistoœci spo³ecznej, szczególnie wyraziœcie rysuje siê potrzeba stworzenia spójnej,
oficjalnej polityki i strategii migracyjnej UE. Wymaga to jednak od jej pañstwcz³onków jasnego okreœlenia i zaadresowania w³asnych wobec niej oczekiwañ.
Autorka tego opracowania pragnie wiêc zwróciæ uwagê na powiêkszaj¹ce siê
zjawisko bezdomnoœci polskich migrantów zarobkowych w Europie, które
w niedalekiej przysz³oœci ujawni siê jako wymagaj¹cy skutecznych decyzji polskich decydentów problem spo³eczny, a wiêc prawdopodobnie wyboru opcji:
a) sprowadzanie bezdomnych Polaków do kraju pochodzenia, b) udzielanie im
wsparcia o charakterze interwencyjnym i integracyjnym w krajach przyjmuj¹cych. St¹d na zakoñczenie kilka rekomendacji zorientowanych na:
• nowe polityki migracyjne
a) na poziomie krajowym:
— stworzenie w Polsce klimatu spo³ecznego przyjaznego migrantom i uchwalenie karty migranta;
— prowadzenie spójnej polityki migracyjnej w aspekcie prewencji, interwencji i integracji;
— uwzglêdnienie znaczenia problemu migracji w kszta³towaniu polityki ludnoœciowej Polski;
— wprowadzenie spójnego, komplementarnego systemu monitoringu migracji (postulowane w przygotowywanej przez MSWiA Strategii Migracyjnej propozycje zmian prawnych, organizacyjnych i instytucjonalnych
wymagaj¹ wprowadzenia zintegrowanego na poziomie krajowym i lokalnym systemu ewidencji migracji) (MSWiA, 2011);
— koniecznoœæ poœwiêcenia wiêkszej uwagi w przygotowywanej Strategii
Migracyjnej problematyce emigracyjnej32;
— prowadzenie monitoringu procesów migracyjnych przez polskie oœrodki
badawcze;
b) na poziomie europejskim:
— analiza i monitoring polityk integracyjnych europejskich rz¹dów w celu
stworzenia wspólnej, spójnej polityki i strategii migracyjnej;
32 Na
asymetriê miêdzy procesami imigracyjnymi i emigracyjnymi w przygotowywanym raporcie wskazuje A. Rajkiewicz (Biuletyn Migracyjny, 2011)
91
92
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
— wspó³praca na poziomie instytucjonalnym i prawnym odnoœnie do monitoringu kierunków migracji, ich charakteru, funkcjonowania migrantów
w systemie spo³ecznym pañstw przyjmuj¹cych — zorientowana na rozwi¹zania o charakterze systemowym;
— podjêcie zintegrowanych dzia³añ zorientowanych na wypracowanie programów (na poziomie europejskim, narodowym i lokalnym) sprzyjaj¹cych
integracji imigrantów ze spo³ecznoœci¹ przyjmuj¹c¹;
— wspó³praca z organizacjami polonijnymi w zakresie przeciwdzia³ania dyskryminacji polskich migrantów.
• rozwi¹zanie problemu bezdomnoœci Polaków za granic¹
— uzgodnienie wspólnej metodologii mierzenia bezdomnoœci;
— modyfikacja unijnego prawa w zakresie polityki spo³ecznej w kierunku
systemowego wsparcia programów i dzia³añ minimalizuj¹cych i zapobiegaj¹cych wykluczeniu spo³ecznemu;
— podjêcie przez decydentów istotnych, politycznych decyzji, wymagaj¹cych ustalenia rodzaju wsparcia;
— stworzenie partnerstwa miêdzynarodowego: instytucji i organizacji rz¹dowych, samorz¹dowych i pozarz¹dowych, swoistego systemu transnarodowych partnerstw, skupiaj¹cych instytucje unijne i narodowe, organizacje
pomocowe, wspólnoty lokalne i wyznaniowe w ramach „ekonomii w³¹czenia” (ekonomii uspo³ecznionej)33;
— stworzenie na poziomie europejskim rzetelnego monitoringu skali bezdomnoœci migracyjnej, opartego na ujednoliconej definicji bezdomnoœci
i metodologii liczenia, pozwalaj¹cej na diagnozê i kontrolê zjawiska,
w celu stworzenia spójnej polityki ograniczania i przeciwdzia³ania zjawisku bezdomnoœci;
— wsparcie organizacji udzielaj¹cych pomocy powracaj¹cym z emigracji bezdomnym rodakom w kraju pochodzenia.
Chocia¿ autorka zdaje sobie sprawê z tego, ¿e mimo powszechnej aprobaty dla inicjatyw zorientowanych na minimalizacjê i zapobieganie skutkom spo³ecznym swobodnego przep³ywu Europejczyków, stworzenie spójnej polityki i odpowiednich strategii na poziomie europejskim nie jest
rzecz¹ ³atw¹, to jednak konieczn¹, jeœli nie chce siê „wykluczyæ” stanowi¹cych ju¿ spor¹ grupê „nieobecnych” w kraju rodaków. Znacz¹ca skala
nieobecnych w kraju pochodzenia, obcych i wykluczonych (szczególnie
bezdomnych) w krajach przyjmuj¹cych — polskich migrantów zarobko33 Takie podejœcie proponuje np. Fundacja Pomocy Wzajemnej „Barka”(Sadowska, 2010).
Nieobecni i wykluczeni
wych to wielki problem, którego bez solidarnej wspó³pracy nie da siê skutecznie i szybko rozwi¹zaæ. To ogromne wyzwanie dla rz¹dów unijnych
pañstw i problem, któremu nale¿y sprostaæ poprzez zintegrowane dzia³ania
zorientowane na wypracowanie skutecznych, sprzyjaj¹cych integracji migrantów ze spo³ecznoœci¹ przyjmuj¹c¹ — programów na poziomie europejskim i lokalnym (Szczepañski, 2008: 2-8). Jednak postulat owej „solidarnoœci” nie mo¿e byæ redukowany do kwestii wy³¹cznie finansowej, jak
postulowali S. Paugman i D. Galie (podajê za: Sa³ustowicz, 2006), poniewa¿ finansowanie solidarnoœci spo³ecznej wy³¹cznie w aspekcie na³o¿onych
przez pañstwo podatków w zasadzie ow¹ solidarnoœæ ogranicza (Bayertz,
1998; podajê za: Sa³ustowicz, 2006).
Wypracowanie takich programów wymaga jednak podjêcia kolejnych inicjatyw badawczych34, orientuj¹cych w obecnej skali i charakterze problemu35. Niestety, ¿adne z pañstw Europy Œrodkowo-Wschodniej nie posiada
strategii wychodzenia z bezdomnoœci, choæ takie próby podjê³y Wêgry i Polska, korzystaj¹ce z dostêpu do europejskich sieci (FEANTSA, EAPN) i europejskich funduszy.
34
Na poziomie UE podjête zosta³y do tej pory inicjatywy badawcze: Fundacja Europejska
(sonda¿e nt jakoœci ¿ycia; analiza skutecznoœci badañ i narzêdzi badawczych); Sub-Grupa WskaŸników przy Komitecie ds. Zabezpieczenia Spo³ecznego UE (wskaŸnik „biednych domów”); Eurobarometr (sonda¿ w 2007r. dotycz¹cy percepcji biedy); FEANTSA (koordynacja badañ narodowych pañstw cz³onków organizacji zajmuj¹cych siê bezdomnoœci¹ „Stanowisko wobec Liczby
Osób Bezdomnych w Europie”, propaguje model „Housing First”, zamiast popularnego, „drabinkowego” (staircase of transition) modelu „Continuum of Care”, czyli wychodzenia z bezdomnoœci
etapami:); Europejskie Obserwatorium Bezdomnoœci (raporty dotycz¹ce narodowych statystyk
i polityki w krajach UE w zakresie bezdomnoœci i in.); ETHOS (Europ. Typologia Bezdomnoœci
i Wykluczenia mieszkaniowego); Bezdomnoœæ w Kontekœcie Europejskiego Spisu Powszechnego
(we wszystkich krajach europejskich w 2011r.) i in.
35
Pañstwa europejskie podejmowa³y m.in. inicjatywy: badanie liczebnoœci bezdomnych (Irlandia), opracowanie Narodowej Strategii Walki z Bezdomnoœci¹ (Czechy, Wêgry), darmowy System Rejestru Klientów w placówkach dla bezdomnych (Wêgry); nowoczesne systemy kompleksowego zbierania informacji i d³ugotrwa³ego monitorowania zjawiska (Dania, Holandia,
W. Brytania, Hiszpania, Niemcy, Czechy, Irlandia, Belgia, Finlandia). Powsta³y te¿ partnerstwa
miêdzynarodowe monitoruj¹ce problem bezdomnoœci: „[email protected]”, które zawi¹zane zosta³o
przez partnerstwa: Agendê Bezdomnoœci (Polska), Assistance (Czechy) oraz Home Sweet Home
(Holandia). Polskie inicjatywy w zakresie wypracowania standardów us³ug w zwalczaniu bezdomnoœci podejmuj¹: Pomorskie Forum na Rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci (badania socjodemograficzne, projekty: „Agenda Bezdomnoœci”, „mieszkamwsieci.pl”) i Sieæ Wspó³pracy „Barka”
(program „Powroty”).
93
94
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
Bibliografia
“Assesing the Local and Regional Impacts of International Migration”, 2006. Centre for Urban and
Regional Studies
Bauman, Z., 2007. Szanse etyki w zglobalizowanym œwiecie. Kraków.
„Biuletyn Migracyjny”, 2006, OBW UW, 2006/4
„Biuletyn Migracyjny”, 2011, OBM UW, Warszawa 2011/30.
Boeri, T., Brücker, H. 2000. The Impact of Eastern Enlargement on Employment and Wages in the
EU Member States.Berlin, Milano: European Integration Consortium: DIW, CEPR, FIEF,
IAS, IGIER.
Bunda M. 2006. Dziura po emigrantach. „Polityka” nr 28 (2562).
Carby-Hall, J.R., 2008a. Sytuacja emigrantów ekonomicznych z Polski i innych krajów A8w pañstwach cz³onkowskich Unii Europejskiej. Program badawczy przygotowany dla Rzecznika
Praw Obywatelskich RP, t. I.
Carby-Hall, J.R., 2008b. Sytuacja emigrantów ekonomicznych z Polski i innych krajów A8w pañstwach cz³onkowskich Unii Europejskiej. Program badawczy przygotowany dla Rzecznika
Praw Obywatelskich RP, t. II.
Dêbski, M., 2011, red. Problem bezdomnoœci w Polsce. Wybrane aspekty-diagnoza Zespo³u Badawczego, PFWB, Gdañsk.
Dorsz, K., (Sieæ Wspó³pracy „Barka”), 2010. Informacja z konsulatu RP w Hamburgu —
wywiad, kwiecieñ 2010.
Duszczyk, M., 2010. Koniec okresu przejœciowego — czy Polskê czeka nowa fala emigracji? „Analizy Instytutu Polityki Spo³ecznej Uniwersytetu Warszawskiego” 1/2011.
Dybu³a, M., 2010. Poland: Emigration to Cut GDP Growth, BNP Paribas Local Markets Mover.
1 paŸdziernika 2010.
Dziennik Polski. Monitor Emigracji. Londyn 2009 (dostêp: 29.03.2010)(www.dziennikpolski.co.uk).
Fenton, S., 2007. Etnicznoœæ. E. Chomicka (prze³.), Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2007
Galor Z., 2008. Migracje a „zasoby dla innych” jako forma kapita³u spo³ecznego. W: K. Markowski, red. Migracje — wartoœæ dodana? Lublin.
Garapich, M. 207. Betweenthe Local and Transnational. A8 Migrants in the London Borough of
Hammersmith and Fulham: http://www.surrey.ac.uk./Arts/CRONEM/documents/Report_HF_CRONEM.pdf
Garapich, M., 2011. Of alkohol and men — survival, masculinities and antiinstitutionalism of
Polish homeless men in a global city. „Przegl¹d Polonijny” 1/2011.
Goryñska-Bittner, B., 2010. The Diagnosis of the Social Scale and Nature of Homelessness
Experienced by Polish Migrants in Europe (dostêp: http://www.pfwb.org.pl/wp-content/uploads/2010/10/Barbara-Bittner-THE-DIAGNOSIS-OF-THE-SCALE-AND-NATUREOF-HOMELESSNESS-EXPERIENCED-BY-POLISH-MIGRANTS-IN-EUROPE.pdf)
Grabowska–Lusiñska, I. Okólski, M., 2008. Migracja z Polski po 1 maja 2004: jej intensywnoœæ
i kierunki geograficzne oraz alokacja migrantów na rynkach pracy krajów Unii Europejskiej.
„Working Papers”, OBM UW, 33.
Grzyma³a-Kaz³owska, A. Iglicka, K. JaŸwiñska, E. Kaczmarczyk, P. Kêpiñska, E. Okólski,
M. Weimar A., 2003. Wp³yw migracji zagranicznych w Warszawie na sytuacjê na sto³ecznym
rynku pracy. „Working Papers”, OBM UW, 44.
Nieobecni i wykluczeni
Homelessness Among Migrant Groups. 2010. www.HOMELESS.ORG.UK/MIGRATIONPROJEKT
Isañski, J., Czerniejewska, I., Mleczko, A., Seredyñska-Abou Eid, R., Poakcesyjne migracje Polaków: sukces czy pora¿ka — wstêpny komunikat z badañ zaprezentowany 14.04.2011
w Poznaniu na konferencji roboczej „Margines spo³eczny miasta Poznania 2010 – 2012”.
Jasiñska-Kania, A., £odziñski, S., 2009. Wprowadzenie. Obszary i formy wykluczania etnicznego
w Polsce. Koncepcje teoretyczne i badania empiryczne. W: Jasiñska-Kania, A., £odziñski, S.,
red., Obszary i formy wykluczenia etnicznego w Polsce. Mniejszoœci narodowe, imigranci, uchodŸcy, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa 2009.
Kaczmarczyk, P., 2007. Past and recent trends in Polisch labor migration in the context of research
experiences. W: M. Nowicka, red. Von Polen nach Deutschland und zurück. Die Arbeitsmigration und ihre Herausforderwungen führ Europa. Monachium: Transcript.
Kaczmarczyk, P., 2008. Wspó³czesne migracje z Polski — próba statystycznej oceny zjawiska.
W: P. Kaczmarczyk, red. Wspó³czesne migracje zagraniczne Polaków. Aspekty lokalne i regionalne. Warszawa.
Kêpiñska, E., 2007. Recent trends in International Migration. The SOPEMI Report for Poland,
CMR working Papers, Nr 29/(87). CMR. Warszawa:
Kochanowski, J., wyst¹pienie na zorganizowanej 16.02.2009 r. w Poznaniu przez European
Citizen Action Service i Fundacjê „Barka” seminarium: Sieæ bezpieczeñstwa dla zagro¿onych
wykluczeniem migrantów — kto j¹ zapewni?
Kurzeja, A., 2010. Bezdomni Polacy w Pary¿u — profilaktyka i resocjalizacja. £. Browarczyk,
M. Dêbski, red. „Forum. O bezdomnoœci bez lêku”. Gdañsk.
Lister, R., 2007. Bieda. A. Stanaszek (prze³.), Wyd. Sic!
Ministerstwo Spraw Wewnêtrznych i Administracji. Departament Polityki Migracyjnej,
2011. Polityka migracyjna Polski — stan obecny i postulowane dzia³ania (wersja z 6.04.2011).
MSWiA, 2011. Strategia Migracyjna Polski (w przygotowaniu).
Mostowska, M., 2010. Korzystanie z pomocy dla bezdomnych za granic¹. Bezdomni Polacy w Brukseli. £. W: Browarczyk, M. Dêbski, red. „Forum. O bezdomnoœci bez lêku”. Gdañsk.
Oliwa-Ciesielska, M., 2006. Piêtno nieprzypisania. Studium o wyizolowaniu spo³ecznym bezdomnych. Poznañ.
PAP, 2010. W: „Gazeta PrawnaPl”, 23.11.2010.
Polonia.WP.PL. 2010. Bezdomni emigranci — jak przetrwaæ za granic¹. http://polonia.wp.pl
(dostêp: 16.02.2011)
Rajkiewicz, A., 2011. O zaletach i wadach dokumentu „Polityka migracyjna Polski” w:„Biulten
Migracyjny”, nr 30. OBM UW, Warszawa (dostêp: https://sites.google.com/site/biulletynmigracyjny/
Ratajewski, W., 2009. Dwa oblicza bezdomnoœci (Emito.net), 29.12.2009
Raport „A8 National in London Homelessness Services”, 2006.
Raport z fazy diagnozy POKL 1.18. zad.4, 2010: M. Dêbski, red. Problem bezdomnoœci w Polsce. Wybrane aspekty. Diagnoza Zespo³u Badawczego dzia³aj¹cego w ramach projektu „Gminny
Standard Wychodzenia z Bezdomnoœci”.
Romaniec, R., 2010 (DW — WORLD.DE DEUTSCHE WELLE, 01.02.2010).
Rocznik Statystyczny, 2009. GUS.
Sadowska, B., 2010, red. New beginning social market economy. Poznañ
Sa³ustowicz, P., 2006. O zanikaniu solidarnoœci we wspó³czesnym spo³eczeñstwie — na przyk³adzie
„ludzi zbêdnych”. W: W. Krzyszkowski, red. Rozwi¹zywanie problemów spo³ecznych w teorii
95
96
BARBARA GORYÑSKA-BITTNER
i praktyce. Z doœwiadczeñ krajowych i europejskich. Oœrodek Kszta³cenia S³u¿b Publicznych
i Socjalnych — Centrum AV. Czêstochowa.
Sa³ustowicz, P., 2010. Wykluczenie spo³eczne nowym wyzwaniem dla polityki spo³ecznej — w œwietle unijnych doœwiadczeñ. W: Z. Galor, red. Odmiany ¿ycia spo³ecznego wspó³czesnej Polski. Instytucje-Polityka-Kultura.
Sprawozdanie konsularne za rok 2007, wewnêtrzny dokument Konsulatu RP w Pary¿u.
Stasiewicz, A., pracownik socjalny i socjolog Stadtmission Hamburg, koordynator polskiego
projektu socjalnego „Streetworker” w Hamburgu, wywiad z marca i maja 2011 r.
Stawiarski, S., 2010. Bezdomnoœæ…Problem imigrantów. „Polish Zone North” (dostêp: 1.04.2010
(http://www.polishzone.co.uk/news/show/72)
Street to Home Annual Report 2008/2009 (www.homeless.org.uk)
Szczepañski, M., 2008. Programy integracyjne dla Polaków pracuj¹cych na terenie pañstw Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Wnioski i rekomendacje. Analizy — Raporty — Ekspertyzy, „Stowarzyszenie Interwencji Prawnej”, Nr 4.
Szy³³o, A., Polacy to „bociany”, „chomiki” i „³ososie”. „Gazeta Wyborcza”, 13 czerwca 2011.
¯o³êdowski, C., 2007. Przyczynek do migracji pracowniczych z Polski. „Polityka Spo³eczna”.
Nr 5 – 6.
The absent and excluded
Summary
The paper refers to the social category — money-earning migration — particularly endangered to the social exclusion. The author, considering the post-accession
changes in Europe, concentrates herself on the situation of those money-earning Polish migrants who have been socially marginalized in many fields at the same time
— as the absent in their native country, as the strangers in the receiving country and as
the excluded from its (administrative) system (the homeless) — very often also in the
country of origin.
MARIA JAROSZ
Obszary wykluczenia tu i teraz
Wykluczenie spo³eczne, przesuwanie ca³ych grup na margines spo³eczeñstw
nie jest zjawiskiem nowym. Mo¿e tylko od lat paru termin „wykluczeni” sta³
siê w œrodkach masowego przekazu i debatach politycznych wyj¹tkowo trendy. Politycznym sygna³em wagi problemu by³o powo³anie ministra do spraw
wykluczonych (z niezbyt, co prawda, jasnym zakresem obowi¹zków). Jednoczeœnie w mass mediach merytoryczn¹ dyskusjê zastêpuje siê z regu³y pos³ugiwaniem siê modnym terminem „wykluczeni” co i rusz — i to niekoniecznie sensownie. Choæby do okreœlenia en bloc jako „wykluczonych”
ruchów „oburzonych” np. w Egipcie, Grecji, Izraelu czy Stanach Zjednoczonych — bez analizy ich odmiennoœci.
Zarys problemu. Wykluczenie etniczne
Wykluczenie jest pojêciem wielowymiarowym. Próby jego ca³oœciowego ujêcia — obejmuj¹cego w istocie rzeczy te¿ tylko wa¿niejsze elementy —
problemu s¹ w analizach socjologicznych relatywnie nowe (Maria Jarosz
2008a, 2008b). Równie¿ i ten tekst nie odnosi siê do wszystkich enklaw wykluczenia.
Sygnalizujê tylko problem najdalej id¹cej formy wykluczenia ludzi i zbiorowoœci, tj. wykluczenia z ¿ycia „obcych”, „wrogich”, zas³uguj¹cych na œmieræ.
Nie wspominaj¹c ju¿ o Ÿród³ach biblijnych, pozostañmy przy czasach ca³kiem
wspó³czesnych. W latach drugiej wojny œwiatowej okreœlenie „¯yd” czy „Cygan” pozbawia³o cz³owieka prawa do przebywania we wspólnej przestrzeni
spo³ecznej, a dok³adnie prawa do ¿ycia. I co prawda naziœci nieco lepiej traktowali Polaków, to ci ostatni doœwiadczali tak¿e zbrodni ludobójstwa —
tyle, ¿e ze strony funkcjonariuszy stalinowskich. Nie mno¿¹c ju¿ przyk³adów
mordów wspó³obywateli ca³kiem wspó³czeœnie, na pocz¹tku XXI wieku za-
98
MARIA JAROSZ
uwa¿my, ¿e u ich pod³o¿a le¿y ca³y kompleks przyczyn zwi¹zanych z panuj¹c¹
ideologi¹, przes³ankami religijnymi i resentymentami wobec obcych „majêtnych i grzesznych” zas³uguj¹cych na ostateczn¹ eliminacjê. Osobn¹, bardzo
wa¿n¹ kwesti¹ jest wykluczanie z ¿ycia na w³asne ¿yczenie1.
Niechêæ wobec „obcych” demonstrowan¹ „tylko” nieprzyjaznymi wobec
nich zachowaniami obserwujemy i dziœ w ró¿nych krajach Europy i œwiata.
Mamy z nimi do czynienia tak¿e tu i teraz — we wspó³czesnej Polsce.
Istotnym wymiarem spo³ecznego wykluczenia s¹ postawy spo³eczeñstwa
wobec mniejszoœci. Obejmuj¹ one zarówno mniejszoœci narodowe i etniczne
od wieków zamieszkuj¹ce na terenach Polski (Niemców, Ukraiñców, Bia³orusinów, Litwinów, ¯ydów, Romów i in.), jak i od niedawna przybywaj¹cych do
Polski imigrantów (np. Wietnamczyków i Ormian) oraz uchodŸców (z Czeczenii, Afryki).
Zró¿nicowanie polityki i postaw wobec mniejszoœci mo¿e lokowaæ siê na
rozleg³ej skali: od domagania siê asymilacji eliminuj¹cej wszelkie ró¿nice, poprzez postulaty integracji uwzglêdniaj¹cej odmiennoœci, tolerancji zak³adaj¹cej koniecznoœæ wspó³pracy mimo braku akceptacji wzajemnej — do
wytwarzania dystansów i barier w kontaktach, konstruowania poczucia innoœci i obcoœci, postaw wrogoœci, polityki izolacji i wykluczania, pos³ugiwania
siê przemoc¹ symboliczn¹ (np. agresja werbalna, niszczenie pomników) i fizyczn¹ (pogromy, podpalenia, zabójstwa).
Aleksandra Jasiñska-Kania i S³awomir £odziñski analizuj¹c na podstawie
wiarygodnych badañ empirycznych zjawisko wykluczenia etnicznego w Polsce, zwracaj¹ uwagê na instytucje i klimat spo³eczny wp³ywaj¹ce na sytuacjê
cudzoziemców w Polsce. Niechêæ wynikaj¹ca ze wzglêdów ekonomicznych
i spo³ecznych (zagro¿enia na rynku pracy), jak te¿ odmiennoœci kulturowych
przybyszów ma jednak tendencje malej¹ce bêd¹c „…raczej kwesti¹ czasu. Wp³yw
bêd¹ tu wywieraæ procesy globalizacji, […] tak¿e poszerzaj¹ca siê integracja europejska. […] Polityka […] wkracza w coraz wiêkszym stopniu do naszej œwiadomoœci
spo³ecznej i organizuje wyznaczniki zbiorowej œwiadomoœci.Mo¿e tak¿e ograniczaæ i pomniejszaæ zasoby dóbr wspólnoty przez wykluczenie innych z uczestnictwa w ich pomna¿aniu” (Jasiñska-Kania, £odziñski, 2008: 306 – 307). Polska nie jest pañstwem
dla cudzoziemców zamkniêtym. Przeciwnie, stanowi ona schronienie, a zdarza
siê, ¿e i drug¹ ojczyznê dla uchodŸców opuszczaj¹cych w³asny kraj ze wzglêdów politycznych i materialnych. Istniej¹ w miarê adekwatne przepisy umo¿liwiaj¹ce przedstawicielom mniejszoœci podjêcie pracy, dzia³alnoœci publicznej
1
Piszê o tym w dalszej czêœci tego tekstu. Zob. „Bieda i bezrobocie. Ich dramatyczne konsekwencje”.
Obszary wykluczenia tu i teraz
i wyra¿anie to¿samoœci etnicznej. I jakkolwiek przepisy te s¹ cudzoziemcom
bardziej przychylne od tych choæby we Francji czy Niemczech (wykluczaj¹cych ze spo³eczeñstwa Romów czy muzu³manów) — to i sytuacja w Polsce
nie jest pod tym wzglêdem najlepsza. Proces integracji jest trudny z paru przynajmniej wzglêdów. Jak bowiem wskazuj¹ d³ugoletnie badania socjologiczne,
po pierwsze mamy do czynienia z dyskryminacj¹ na poziomie œwiadomoœci
spo³ecznej. Przedstawiciele mniejszoœci, okreœlaj¹cy siê jako wykluczeni z polskiego spo³eczeñstwa, mówi¹ o jêzyku nienawiœci i braku uznania ich prawa do
innej ni¿ polska interpretacji najnowszej historii. Po drugie zaœ uchodŸcy sygnalizuj¹, ¿e ich poczucie wykluczenia wi¹¿e siê z brakiem praktycznej realizacji praw zwi¹zanych ze statusem tej grupy. Istnieje tak¿e wykluczanie jej
przedstawicieli jako „obcych” na podstawie indywidualnie stosowanych uniwersalnych kryteriów. Tak spo³eczno-psychologicznych (ró¿nice kulturowe),
jak ekonomicznych (zagro¿enie na rynku pracy dla Polaków). Najtrudniejsza
we wszystkich tych wymiarach jest sytuacja spo³ecznoœci romskiej. Jak siê okazuje, obecnie najwiêksza sk³onnoœæ wykluczania „innych” z narodu charakteryzuje tych, którzy sami znajduj¹ siê w warunkach spo³ecznie wykluczaj¹cych
(czyli tych, którzy odczuwaj¹ swoj¹ sytuacjê materialn¹ jako „z³¹”, ludzi starych, pozbawionych wykszta³cenia, mieszkañców wsi i ma³ych miejscowoœci).
„Istotny wp³yw mia³y tak¿e pogl¹dy polityczne: g³osuj¹cy na szeroko rozumian¹ lewicê
wykazywali wiêksz¹ akceptacjê i ni¿szy poziom odrzucania „innych” ni¿ osoby optuj¹ce
za partiami prawicowymi” (Jasiñska-Kania, £odziñski, 2008: 305).
Wykluczenie spo³eczne jest pojêciem przeciwstawnym do spo³ecznego
uczestnictwa w szerszych zbiorowoœciach: narodzie, spo³eczeñstwie czy spo³ecznoœci. Oznacza ono izolacjê dobrowoln¹ b¹dŸ, czêœciej, wymuszon¹ uwarunkowaniami zewnêtrznymi (bied¹, bezrobociem, odmiennym kolorem
skóry, religi¹, kalectwem, nieakceptowanym przez œrodowisko zachowaniem
czy preferencjami seksualnymi). Izolacja jednostek lub grup spo³ecznych od
zbiorowoœci lub instytucji wspó³czesnego pañstwa utrwala podzia³ na „naszych” i „obcych”, dramatycznie spychaj¹c na margines „nieprzydatnoœci”
du¿e grupy ludzi.
Pojêcie wykluczenia spo³ecznego odnosi siê zatem, po pierwsze, do ¿ycia
poza nawiasem praw i przywilejów spo³eczeñstwa. Po drugie, do strukturalnych, stratyfikacyjnych cech okreœlonej zbiorowoœci. Po trzecie zaœ nie tylko
charakteryzuje ono statyczny stan rzeczy, ale jest kwintesencj¹ okreœlonego
procesu. Procesu ukszta³towanego przez miejsce w strukturze spo³ecznej,
przez przesz³e doœwiadczenia ¿yciowe i oczekiwania.
Warto wiêc postawiæ pytanie, czy — i o ile — szeroko rozumiany obszar wykluczenia i marginalizacji du¿ych grup spo³eczeñstwa zwi¹zany jest
99
100
MARIA JAROSZ
z transformacj¹ i przemianami ustrojowymi w Polsce. Otó¿ i tak, i nie; zacznijmy od tego, w jakim stopniu problemy te maj¹ charakter ogólniejszy,
wykraczaj¹cy poza obszar naszego kraju.
Najogólniej rzecz ujmuj¹c w XXI wieku ¿yjemy w œwiecie, w którym elementy systemu spo³ecznego i gospodarczego, rozmaite przejawy rodzimej
transformacji s¹ w du¿ej mierze „z³o¿onym efektem sieciowej formy organizacji
spo³ecznej, w któr¹ w³¹czaj¹ siê b¹dŸ z której wy³¹czane s¹ jednostki i grupy spo³eczne.
Mimo ¿e wci¹¿ ¿yjemy w czasach, kiedy podstawowym poziomem koordynacji spo³ecznej jest pañstwo, a Ÿród³em politycznej legitymizacji jest naród, to coraz wiêcej procesów rozgrywa siê ponad terytorialnymi granicami” (Marody, 2007). Dotyczy to nie
tylko przes³anek gospodarczej prosperity czy recesji, transferu bezrobocia, ale
i korupcji politycznej.
Œwiat pracy nie potrafi skutecznie przeciwstawiæ siê kapita³owi, który
b³yskawicznie przenosi siê z kraju do kraju. W sytuacji, kiedy komunikacja
spo³eczna „przestaje istnieæ, nawet w formie komunikacji konfliktowej (tak dzieje siê
w przypadku spo³ecznych walk czy politycznej opozycji), grupy spo³eczne i jednostki
staj¹ siê wyalienowane od siebie nawzajem i widz¹ innych jako obcych, a w ostatecznym rachunku jako zagro¿enie” (Castells, 2007: 21).
Mamy do czynienia z szybkim przekszta³caniem siê funkcjonuj¹cych wiêzi
spo³ecznych. Zbiorowa to¿samoœæ, identyfikowana przez choæby klasy spo³eczne, nie daje siê przyporz¹dkowaæ dzisiejszej rzeczywistoœci (Touraine,
2008). „Paradoksalnie bowiem — wed³ug Miros³awy Marody — to w³aœnie dezintegracja wypracowanych przez nowoczesnoœæ struktur pozwala dostrzec ukryte za nimi i tocz¹ce siê bezustannie procesy uwspólniania jednostkowych dzia³añ. Pozwala równie¿ stwierdziæ, ¿e przyspieszenie tempa zmian,
z jakimi mamy do czynienia w warunkach »p³ynnej rzeczywistoœci« jest nie
tyle przyczyn¹, ile efektem intensyfikacji wzajemnych oddzia³ywañ jednostek
wypróbowuj¹cych nowe, odmienne od dotychczas obowi¹zuj¹cych sposoby
realizacji indywidualnych d¹¿eñ” (Marody, 2010: 2). Miros³awa Marody odnosz¹c siê do wydarzeñ spod Pa³acu Prezydenckiego i ich spo³ecznych aktorów: „obroñców krzy¿a” i „obroñców œwieckoœci przestrzeni publicznej”
zwraca uwagê na to, ¿e jakkolwiek „jedn¹ i drug¹ zbiorowoœæ cechuje struktura
sieciowa […] to w odbiorze spo³ecznym jedynie ta druga stanowi produkt procesów modernizacyjnych, podczas gdy istnienie tej pierwszej traktowane jest jako wyraz kurczowego (lub niez³omnego…) trwania przy wartoœciach reprezentuj¹cych przesz³oœæ”
(Marody, 2007).
Nie ulega w¹tpliwoœci, ¿e grupa „obroñców krzy¿a” to ludzie sfrustrowani
bied¹, nisk¹ pozycj¹ spo³eczn¹ i poczuciem niesprawiedliwoœci w³adzy bêd¹cej (o czym s¹ przekonani) na us³ugach ludzi bogatych, zajmuj¹cych wyso-
Obszary wykluczenia tu i teraz
kie pozycje w hierarchii w³adzy i przywilejów. Mamy zatem do czynienia
z niewielk¹ reprezentacj¹ du¿ej grupy „wykluczonych”: tych akurat, którzy
win¹ za swoje niepowodzenia ¿yciowe obci¹¿aj¹ rz¹dz¹cych.
Sk¹din¹d w Polsce hierarchia presti¿u nie pokrywa siê z hierarchi¹ „sprawiedliwych dochodów”. Jak wykazuj¹ wieloletnie badania socjologiczne, inaczej ni¿ w badaniach uzyskiwanych w krajach zachodnich, w których presti¿
jest silnie zwi¹zany z zarobkami i w³adz¹, w Polsce zwi¹zek ten rysuje siê odmiennie. Najwy¿szym szacunkiem od lat cieszy siê profesor uniwersytetu,
lekarz, górnik czy pielêgniarka — zaœ najwiêksza degradacja spotyka polityków. Ministrowie i pos³owie na Sejm to grupy oceniane najgorzej (Radkiewicz, Siemieñska, 2009). Oni w³aœnie s¹ z regu³y postrzegani jako sprawcy
niesprawiedliwego porz¹dku, zgodnie z którym roœnie kategoria biednych,
niewykszta³conych, bezrobotnych lub utrzymuj¹cych siê z niskich rent, emerytur lub zasi³ków. Do tej grupy wykluczonych wrócimy jeszcze w dalszych
rozwa¿aniach. W tym miejscu warto zauwa¿yæ bardzo wyraŸn¹ tendencjê
nak³adania siê na niezaspokojone roszczenia socjalne — podsycanych przez
narodowo-katolickie œrodowiska Radia Maryja i polityków Prawa i Sprawiedliwoœci resentymentów z minionej przesz³oœci. Zgodnie z nimi spo³eczeñstwo dzieli siê na „nas” i „onych”. My to prawdziwi Polacy, oni: nieprawdziwi,
obcy. Tê kilkumilionow¹, zmarginalizowan¹ grupê ludzi Zygmunt Bauman
nazywa „ludŸmi na przemia³”, co jest nieuniknionym skutkiem modernizacji
i nieod³¹cznym sk³adnikiem nowoczesnoœci […] i postêpu gospodarczego
(który nie mo¿e trwaæ nie niszcz¹c i nie pozbawiaj¹c waloru efektywnych do
niedawna sposobów utrzymania, a co za tym idzie nie odbieraj¹c praktykuj¹cym je osobom œrodków do ¿ycia)” (Bauman, 2004).
Podzia³ na „wygranych i przegranych”, „lepszych i gorszych” z czasem nie
tylko siê utrwala, ale roœnie. Zachowania jednych i drugich „tworz¹ czêsto
mechanizmy samonapêdzaj¹ce, kiedy ci, którym siê powiod³o, dalej zwiêkszaj¹ swoje profity (m.in. poniewa¿ poznali mechanizmy ich osi¹gniêcia), natomiast przegrani, nie widz¹c mo¿noœci nie tylko poprawy swej sytuacji, lecz
przede wszystkim powstrzymania jej pogorszenia, nie wiedz¹c co i jak mo¿na
zrobiæ, w ogóle przestaj¹ walczyæ, swoj¹ biernoœci¹ przyspieszaj¹c w³asn¹
marginalizacjê” (Kozarzewski, 2010; Wódz, 2007).
W tym miejscu — jakkolwiek charakterystyka postaw „lepszych i gorszych” ma charakter ponadnarodowy — wracamy do polskich realiów.
Nie ulega bowiem w¹tpliwoœci, ¿e rozgrywaj¹ca siê na polskim podwórku marginalizacja i wykluczenie du¿ych grup spo³eczeñstwa w wymiarze
spo³ecznym, gospodarczym czy etnicznym ma tak¿e szczególnie polskie
wyznaczniki”.
101
102
MARIA JAROSZ
Nie chodzi tu wszak¿e o nakreœlenie ca³oœciowego obrazu zjawiska (co
uniemo¿liwia choæby dysproporcja miêdzy jego zasiêgiem a ograniczon¹ objêtoœci¹ tego tekstu), ale o analizê niektórych wymiarów wykluczenia. Poza
naszymi rozwa¿aniami znajdzie siê przeto marginalizacja takich grup spo³eczeñstwa, jak inwalidzi, bezdomni, ludzie z odmienn¹ orientacj¹ seksualn¹
— czy innych kategorii osób ¿yj¹cych na krawêdzi spo³eczeñstwa.
Przyjrzyjmy siê natomiast syndromowi wykluczenia spo³ecznego i materialnego zwi¹zanego z dysproporcjami materialnymi, regionalnymi i edukacyjnymi, wykluczeniu etnicznemu oraz politycznemu (rozpatrywanemu g³ównie przez pryzmat lustracji).
Bieda i bezrobocie. Ich dramatyczne konsekwencje
Bieda to zjawisko wieloczynnikowe (Tarkowska, 2000, 2011). Wiod¹cy jest
tu niedostatek materialny poci¹gaj¹cy za sob¹ ograniczenie dostêpu do
ochrony zdrowia, gorsze warunki mieszkaniowe i niezaspokojone aspiracje
w zakresie kszta³cenia i pozycji spo³ecznej. Wszystko to — i niektóre inne
rozwa¿ane ni¿ej czynniki — tworzy pewien syndrom biedy i wykluczenia.
Ludzie wykluczeni to ci, którzy w swój ¿yciorys maj¹ wpisan¹ gorsz¹ pozycjê ¿yciow¹ uniemo¿liwiaj¹c¹ im korzystanie z praw i przywilejów spo³ecznych.
W tym zreszt¹ sensie pojêcie wykluczenia spo³ecznego nawi¹zuje do
Emila Durkheima, klasyka socjologii, dla którego zjawisko anomii: barier
porz¹dku spo³ecznego uniemo¿liwiaj¹cych ludziom normalne funkcjonowanie (a niekiedy dalsze ¿ycie) (Durkheim, 2006) by³o jednym z rodzajów wykluczenia spo³ecznego. Na prze³omie XX i XXI wieku pojêcie to wpisa³o siê,
jak nale¿y s¹dziæ, na sta³e do priorytetowych programów walki z bied¹ i wykluczeniem. Zwracaj¹ one uwagê „na przyczyny spo³ecznej marginalizacji:
ubóstwo, brak podstawowych kwalifikacji oraz dyskryminacjê, jak i na mo¿liwe efekty wspomnianych przyczyn: brak pracy, dochodów, mo¿liwoœci
ustawicznego kszta³cenia oraz spo³ecznej aktywnoœci” (Golinowska, Broda-Wysocki, 2005: 47).
W Polsce bieguny bogactwa i nêdzy stopniowo oddalaj¹ siê od siebie. Jest
to tendencja wyraŸna raczej w œwietle badañ socjologicznych docieraj¹cych
do grup najubo¿szych i najbogatszych2 ni¿ w œwietle danych Ÿród³owych
2
Wgl¹d w s³abo zbadany (objêty swoistym tabu) obszar bogactwa umo¿liwia Krzysztof Jasiecki (2010).
Obszary wykluczenia tu i teraz
GUS i badañ ogólnopolskich eliminuj¹cych (ze wzglêdu na trudnoœci dotarcia do nich) skrajne grupy dochodowe3.
Na podstawie badañ statystycznych GUS stwierdziæ mo¿na, ¿e dzisiejszy
poziom ¿ycia Polaków jest wy¿szy ni¿ w roku 2000. Wy¿szy „ogólnie rzecz
ujmuj¹c”, czyli przeciêtnie. Lepiej mieszkamy, mamy nowszy sprzêt domowy,
komputer zdarza siê coraz czêœciej nawet na wsi — telefony komórkowe s¹
powszechne. Równie¿ struktura wydatków zrobi³a siê bardziej europejska.
„Biednych od bogatych coraz mniej ró¿ni¹ wydatki na ¿ywnoœæ… Realnego
wymiaru nabiera powiedzenie, ¿e wszyscy mamy jednakowe ¿o³¹dki. Bogaci
mo¿e dlatego — pisze Joanna Solska — stali siê bogaci, ¿e a¿ siedem razy
wiêcej wydaj¹ na edukacjê” (Solska, 2010). Do tej ¿artobliwej konstatacji
trzeba wszak¿e dodaæ, ¿e nie tylko dlatego. ¯e chodzi tu te¿ o dysproporcje
szans edukacyjnych — do czego wrócimy.
W roku 2010 wed³ug prognoz GUS mamy w Polsce ponad 14 milionów
gospodarstw domowych (GUS, 2009). Z czego nieca³y milion (czyli oko³o
2 miliony ludzi) ¿yje w skrajnej nêdzy (GUS, 2010), bez realnej szansy na poprawê sytuacji. Oraz mieszcz¹ca siê tak¿e w tej grupie czêœæ rodzin szukaj¹ca
dróg wyjœcia na poprawê bytu, ¿yj¹c, rzec by mo¿na, nadziej¹ na wydostanie
siê z krêgu wykluczenia materialnego i spo³ecznego.
Czynnikiem zwiêkszaj¹cym ryzyko biedy i wykluczenia spo³ecznego jest
wielodzietnoœæ. W 2009 roku blisko po³owa skrajnie ubogich pochodzi z takich w³aœnie rodzin. Ze statystyki GUS „wy³ania siê przera¿aj¹cy obraz —
ubóstwo dotyka najczêœciej dzieci i m³odzie¿: 40% populacji osób ¿yj¹cych
w gospodarstwach domowych o wydatkach ni¿szych od minimum egzystencji to osoby do 19 roku ¿ycia” (Danecka, 2008: 117). Uk³ada siê to w pewien
syndrom wykluczenia, skoro „Mamy sygna³y z badañ i doniesieñ dziennikarskich
dowodz¹ce istnienia w polskich szko³ach zjawiska segregacji uczniów ze wzglêdu na
pozycjê spo³eczn¹ i poziom zamo¿noœci rodziców, pojawiaj¹ siê objawy dyskryminacji
dzieci ubogich. System edukacji „gubi” m³odzie¿ trudnego startu ¿yciowego, czyli tych,
którzy z ró¿nych powodów przerywaj¹ naukê i nie znajduj¹ póŸniej drugiej szansy
edukacyjnej” (Tarkowska, 2005: 176).
Wykluczeniem materialnym — i jego spo³ecznymi konsekwencjami —
zagro¿eni s¹ g³ównie bezrobotni i ich rodziny. Wed³ug statystyki GUS w roku
2010 w gospodarstwach domowych z co najmniej jednym bezrobotnym blisko jedna trzecia nale¿a³a do kategorii ubóstwa skrajnego. Szczególnie niebezpieczne jest bezrobocie trwa³e (d³u¿sze ni¿ rok), charakteryzuj¹ce zw³aszcza
3
Dysproporcji w tym zakresie nie znajdziemy tak¿e w wa¿nej i ciekawej, publikowanej co
dwa lata Diagnozie spo³eczenej, Czapiñski, Panek (2011).
103
104
MARIA JAROSZ
polski rynek pracy. Najsilniejszy jest przy tym jego zwi¹zek z wykszta³ceniem. Im wy¿sze wykszta³cenie, tym mniejsza szansa na znalezienie siê w krêgu ubóstwa. W rodzinach, w których g³owa gospodarstwa domowego legitymowa³a siê wykszta³ceniem wy¿szym, tylko 1% cz³onków tych rodzin ¿yje
poni¿ej ustawowej granicy ubóstwa — zaœ ponad 30% lokuje siê w tej kategorii, jeœli g³owa rodziny ma wykszta³cenie zaledwie podstawowe lub nie ma
nawet takiego. Ich praca, nie wymagaj¹ca kwalifikacji, jest ³atwo zastêpowalna i nisko op³acana: czasowa lub sezonowa.
Warto dodaæ, ¿e zatrudnienie na okres czasowy to cecha negatywnie wyró¿niaj¹ca polski rynek pracy. W roku 2010 co trzeci Polak nie ma sta³ej
umowy o pracê, podczas gdy w Unii Europejskiej na okres czasowy zatrudnia
siê nie wiêcej ni¿ 14% pracowników.
Trudnoœæ w analizie wykluczenia bierze siê nie tylko st¹d, ¿e jest to zjawisko
z³o¿one, o wielu przyczynach, przejawach i skutkach. Mimo prób zobiektywizowania miar wykluczenia jest ono fenomenem wzglêdnym i subiektywnym.
Kazimierz Frieske zwraca uwagê na liczne uproszczenia, jakie towarzysz¹ próbom oceny charakteru i skali zjawiska (Frieske, 2008). Odwo³uj¹c siê do polskich realiów pokazuje on rzadko podejmowany w¹tek obejmuj¹cy z³o¿one
zwi¹zki miêdzy jakoœci¹ systemu instytucjonalnego a wykluczeniem i jego
spo³ecznym postrzeganiem. Nowym zjawiskiem, którego w wiêkszej skali
spodziewaæ siê nale¿y wkrótce tak¿e w Polsce, jest tzw. underemployment, wykonywanie pracy nie gwarantuj¹cej dochodów powy¿ej granicy ubóstwa.
Czy stabilna i chroniona stosownymi przepisami praca, nie zamykaj¹ca
szans awansu zawodowego chroni przed spo³ecznym wykluczeniem? W du¿ej mierze tak — co nie oznacza, ¿e cz³owiek b¹dŸ ca³a grupa spo³eczna nie
ulegnie marginalizacji na skutek innych przyczyn sk³adaj¹cych siê na syndrom wykluczenia. Choæby ze wzglêdu na kalectwo, dyskryminacjê zwi¹zan¹
z p³ci¹, odmienn¹ orientacj¹ seksualn¹, innym kolorem skóry, religi¹ etc.
Jednym z najwa¿niejszych czynników zwiêkszaj¹cych ryzyko wykluczenia
s¹ dysproporcje miêdzy sytuacj¹ porównywalnych grup w spo³eczeñstwie.
Mo¿e warto przypomnieæ, ¿e najbardziej dramatyczne decyzje o œmierci samobójczej podejmuj¹ nie ludzie „od zawsze” biedni, bezrobotni etc., lecz ci,
których sytuacja katastrofalnie siê pogorszy³a. Poczucie klêski wi¹¿e siê z poczuciem niesprawiedliwoœci. Tym bardziej dotkliwej, im bardziej ra¿¹ce s¹
dysproporcje w strukturze dochodów okreœlonego spo³eczeñstwa. Proces coraz silniejszego rozwierania siê no¿yc miêdzy biednymi a bogatymi owocuje
rozszerzaniem siê krêgów ubóstwa z gorszym statusem spo³ecznym, edukacyjnym i kulturowym. A tak¿e coraz wyraŸniejsz¹ dezakceptacj¹ niesprawiedliwego systemu, zas³uguj¹cego na reakcjê du¿ych warstw spo³eczeñstwa —
Obszary wykluczenia tu i teraz
czego widocznym znakiem s¹ marsze Oburzonych. Ich nasilaj¹ce siê protesty
w wielu krajach œwiata dotycz¹ w gruncie rzeczy g³ównie rosn¹cych dysproporcji maj¹tkowych i braku perspektyw na przysz³oœæ. Nowojorskie has³o
„okupuj Wall Street” czy rozruchy w innych krajach œwiata skierowane s¹
przeciw „zmowie” wielkiej finansjery z politykami. Odpowiedzialnymi za to,
¿e „winda ruszy³a w dó³” i pokolenie m³odych ma (i bêdzie mia³o) materialny
i spo³eczny status gorszy ni¿ ich rodzice. Wskazuj¹ na to, miêdzy innymi,
dane Komisji Bud¿etowej Kongresu Stanów Zjednoczonych z wrzeœnia 2011.
W latach 1979 – 2007 dochody netto 1 procentu najbogatszych Amerykanów wzros³y œrednio o 275%. Dochody licz¹cej 60% populacji „œredniaków”
wzros³y w tym czasie o 40% — zaœ najbiedniejszych zaledwie o 20%.
Nierównoœci dochodowe w 2011roku wed³ug Eurostatu mierzone wspó³czynnikiem Giniego wskazuj¹, ¿e Stany Zjednoczone to obok Chile i Meksyku kraj o najwiêkszych tego typu dysproporcjach. Jednak i Polska zajmuje tu
niechlubnie wysokie miejsce — wy¿sze ni¿ Francja, Niemcy, Dania, Austria, Czechy, S³owacja, Szwecja, Wêgry czy S³owenia.
Zim¹ 2011 roku nasuwa siê zatem pytanie „co dalej”? Skoro œwiatowy
kryzys finansowo-ekonomiczny zapewne Polski nie ominie, to czyim kosztem
bêdzie on przezwyciê¿ony? Czy¿ nie zap³ac¹ zañ znowu najbiedniejsi i œrednio
zarabiaj¹cy podatnicy? I jakie reakcje spo³eczeñstwa mo¿na by na taki rozwój
wydarzeñ przewidzieæ (w skali mikro- i makrospo³ecznej)?
Na zakoñczenie tej czêœci tekstu warto jednak przypomnieæ, ¿e w³aœnie
bieda, zw³aszcza spowodowana bezrobociem, jest najczêstszym i najsilniejszym czynnikiem wykluczenia spo³ecznego. Zdarza siê, ¿e i wykluczenia z ¿ycia. Samobójstwo zakoñczone œmierci¹ w latach 2000 – 2008 pope³nia³o
w Polsce ponad 5000 osób rocznie — jest ono zjawiskiem równie powszechnym, co œmieræ w wypadkach drogowych. Struktura p³ci i wieku (ponad piêciokrotnie czêstsze samobójstwa mê¿czyzn ni¿ kobiet, przewaga samobójców
w wieku œrednim) pozosta³a praktycznie niezmieniona — jakkolwiek coraz
m³odsi ludzie odbieraj¹ sobie ¿ycie. Wœród wielu innych (jak choæby spektakularny spadek wspó³czynników œmierci samobójczej w roku 1981 i 1989
zwi¹zanych najpewniej z nadziejami ³¹czonymi z „Solidarnoœci¹”) interesuj¹cy jest udzia³ grup spo³eczno-zawodowych w strukturze samobójców.
Najczêœciej wybieraj¹ œmieræ z w³asnej woli bezrobotni i robotnicy, zw³aszcza
niewykwalifikowani, nastêpnie ch³opi — a najrzadziej pracownicy umys³owi (w tym inteligencja). Dominuj¹ce miejsce bezrobotnych w strukturze
zgonów samobójczych zwi¹zane jest tak¿e z miejscem zamieszkania. Wspó³czynniki samobójstw dokonanych s¹ odwrotnie proporcjonalne do wielkoœci
miejscowoœci: najwy¿sze na wsi, nieco ni¿sze w ma³ych miasteczkach, jeszcze
105
106
MARIA JAROSZ
ni¿sze w miastach œredniej wielkoœci, najmniejsze zaœ w miastach du¿ych,
zw³aszcza najwiêkszych (grupuj¹cych ponad 200 000 mieszkañców). Jest to
wbrew opiniom potocznym, ale odzwierciedla obiektywny stan rzeczy. W³aœnie na wsi czy w ma³ym miasteczku utrata pracy mo¿e staæ siê czymœ nieodwracalnym. Potwierdzaj¹ to wyniki badañ obejmuj¹cych dramatyczne skutki
likwidacji ostatniego zak³adu pracy. Ju¿ sama groŸba bezrobocia uniemo¿liwiaj¹cego utrzymanie rodziny poci¹ga za sob¹ wyraŸny wzrost suicydologicznych wskaŸników œmierci (Jarosz, 2004, 2012).
Najbardziej niepokoj¹cy jest wzrost wskaŸników œmierci samobójczej
w latach 2009 i 2010. Otó¿ liczba osób, które odebra³y sobie ¿ycie, oscyluj¹ca
dot¹d wokó³ 5000 osób rocznie (wspó³czynnik 15 na 100 000 osób), podnios³a siê do ponad 6000 rocznie (17 na 100 000) w ostatnich latach. Dlaczego? Trudno powiedzieæ, œmieræ samobójcza spowodowana jest wszak wieloma
zazêbiaj¹cymi siê czynnikami. Nie sposób jednak wykluczyæ, ¿e lêk przed pogorszeniem warunków ¿ycia (zw³aszcza wœród „przegranych” transformacji)
wizj¹ bezrobocia i rozczarowanie tym, co jest, zamiast tego, co byæ mia³o
(„i po to Lechu skaka³ przez p³ot?”) sprzyjaj¹ podejmowaniu decyzji ostatecznych. Tak ju¿ kiedyœ by³o. Po latach 1981 i 1989, kiedy to najpewniej nadzieje zwi¹zane z „Solidarnoœci¹” i zmian¹ systemu politycznego zaowocowa³y
ponad trzydziestoprocentowym spadkiem samobójstw — w nastêpuj¹cych
latach wskaŸnik œmierci samobójczej zacz¹³ znów ewidentnie rosn¹æ.
Wykluczenie edukacyjne. Dziedziczenie statusu rodzin
Przywileje — te niegdysiejsze, z peerelowskim rodowodem — i te, które
teraz przypisane s¹ do okreœlonych warstw i grup spo³ecznych, stanowi¹ element — a niekiedy i znacz¹cy wskaŸnik nierównoœci. Z regu³y nieakceptowanych. Niektóre partykularne przywileje udaje siê wymusiæ i na Sejmie III
RP — jeœli tylko du¿a i licz¹ca siê w kraju grupa spo³eczno-zawodowa zorganizuje uliczny pokaz determinacji i si³y. Inne przywileje — jak choæby
przynale¿ne Koœcio³owi — wros³y ju¿ w krajobraz Polski. Jakkolwiek zauwa¿a siê coraz czêœciej wyraŸniejszy sprzeciw wobec niektórych z nich.
Tymczasem mo¿na by, trochê tylko rzecz upraszczaj¹c, odnaleŸæ w spo³eczeñstwie dwie krañcowe grupy ciesz¹cych siê przywilejami — i ca³kiem
ich pozbawionych. Do tych ostatnich zaliczyæ mo¿na ludzi jakby ju¿ na starcie ukaranych przez los, czyli „Ÿle urodzonych”. W Polsce B (np. na jej œcianie
wschodniej), w rodzinie biednej i niewykszta³conej. Potomkowie takich rodzin nie maj¹ praktycznie szans na wyjœcie z krêgu bezrobocia i ubóstwa.
Obszary wykluczenia tu i teraz
Wszelako mimo sceptycznego stosunku do szans na realizacjê zamierzeñ ta
grupa przegranych transformacji usilnie stara siê, by ich potomkom (w ma³ych miasteczkach i na wsi) uda³o siê osi¹gn¹æ mo¿liwie wysoki poziom wykszta³cenia. I przekroczyæ zaklêty kr¹g marginalizacji i wykluczenia spo³ecznego. Co jednak z regu³y pozostaje w sferze marzeñ (Kulpiñska, 2005).
Zasada równych szans — przynajmniej w zakresie wykszta³cenia —
któr¹ zapewniaj¹ konstytucje wszystkich demokratycznych pañstw, jest zaprzeczeniem praktyki uprzywilejowania niektórych, „lepszych” warstw spo³eczeñstwa. W III Rzeczypospolitej — tu i teraz — niski status spo³eczny
rodziny, niski poziom wykszta³cenia, materialny, kulturowy, silnie ogranicza
mo¿liwoœci kszta³cenia dzieci i tym samym powoduje powielanie przez nie niskich pozycji spo³ecznych ich przodków. Oczywiœcie mechanizm ten nie
dzia³a w sposób bezwzglêdny, ale ma charakter probabilistyczny. Petryfikacja
struktury spo³ecznej dotyczy dziedziczenia statusu spo³ecznego rodziny, czyli
obejmowania w pokoleniu dzieci pozycji hierarchicznie podobnych do pozycji
rodziców.
Proces narastania nierównoœci spo³ecznych, blokada szans dla jednych,
a zielone œwiat³o dla drugich zaczyna siê wczeœnie, w œrodowisku rodzinnym,
szko³a natomiast istniej¹ce zró¿nicowanie miêdzy dzieæmi z rodzin inteligenckich, robotniczych i ch³opskich dodatkowo utrwala. Nie budzi wiêc zaskoczenia rozk³ad pochodzenia spo³ecznego studentów szkó³ wy¿szych.
Dwie dekady polskiej transformacji wyró¿nia dynamiczny rozwój edukacyjny polskiego spo³eczeñstwa. Zgodnie z danymi GUS w latach 1990 – 2008
liczba szkó³ wy¿szych zwiêkszy³a siê czterokrotnie. Zaœ liczba studentów
wzros³a w tym czasie z 403,8 tysiêcy do 1 937 tys., absolwentów z 65 do 410
tys. W tym te¿ czasie wspó³czynnik scholaryzacji brutto (odsetek studentów
wœród osób w wieku 19 – 24 lat) wzrós³ z 12,9 do 51,1). Osi¹gniêcie europejskiego poziomu scholaryzacji to ogromny sukces, który Piotr Sztompka lokuje wœród najwa¿niejszych spraw, „które nam siê przytrafi³y”.
Wszelako temu jak¿e pozytywnemu procesowi towarzysz¹ nierównoœci
edukacyjne polegaj¹ce na odtwarzaniu istotnych podzia³ów spo³ecznych.
Chodzi tu, najogólniej rzecz ujmuj¹c, o to, ¿e w szko³ach ponadœrednich,
zw³aszcza wy¿szych, nadreprezentowani s¹ potomkowie rodzin inteligenckich, niedoreprezentowani zaœ potomkowie rodzin ch³opskich i robotniczych.
Mamy zatem do czynienia z odtwarzaniem siê przywilejów dziel¹cych spo³eczeñstwo (Jarosz, 2007). Wzrost poziomu ¿ycia (czy edukacji) w ca³ym kraju niekoniecznie sk³ania do pozytywnej oceny rzeczywistoœci. Ocenia siê j¹
bowiem przez pryzmat postrzegania jakoœci w³asnego ¿ycia, a tak¿e tego, jak
siê w niej ¿yje s¹siadom, znajomym i ludziom z pierwszych stron gazet. I jak
107
108
MARIA JAROSZ
to siê wpisuje w kryteria sprawiedliwoœci i równoœci szans (tak¿e edukacyjnych)?
W tym miejscu warto przywo³aæ problem dysproporcji regionalnych —
charakterystycznych sk¹din¹d dla wszystkich krajów, szczególnie zaœ dla krajów nowej Europy, w których maj¹ one tendencje rosn¹ce zarówno w sensie
terytorialnym (wschód — zachód, Polska A, Polska B), jak i wewn¹trz samych regionów (Gorzelak i Goh, 2010).
Marek Kozak analizuj¹c terytorialny rozk³ad poziomu edukacji konstatuje, i¿ „dawne linie podzia³ów miasto — wieœ zosta³y ju¿ wyparte przez zró¿nicowanie metropolie — reszta. To metropolie i g³ówne aglomeracje nie
tylko s¹ oœrodkami edukacyjnymi, ale te¿ tworz¹ najwiêksze rynki pracy dla
osób o wysokich kwalifikacjach i wykszta³ceniu” (Kozak, 2010: 70).
Gorzej z ludŸmi o relatywnie niskich szansach edukacyjnych. Ludnoœæ
miejska by³a „od zawsze” lepiej wykszta³cona od wiejskiej, ostatnie dwie dekady transformacji ró¿nice te jeszcze powiêkszy³y. Równoœæ i sprawiedliwoœæ
to pojêcia o du¿ym ciê¿arze gatunkowym. Przywo³ywane z regu³y jako postulaty okreœlonych grup spo³ecznych — i zderzane z rzeczywistoœci¹, w której
nie s¹ realizowane. Zreszt¹, wspó³czeœnie staj¹ siê one coraz bardziej ogo³ocone z niegdysiejszych treœci. Równoœæ? Niekoniecznie, skoro niektórzy ludzie
s¹ biedni, niewykszta³ceni, a inni bogaci — czyli równiejsi... Sprawiedliwoœæ spo³eczna? I to pojêcie ubo¿eje w miarê dostosowywania go do rzeczywistoœci — i deprecjonuje siê, gdy populistyczni politycy pos³uguj¹ siê nim
jako has³em przewrotnym: w którym nie o sprawiedliwoœæ, a o w³adzê
chodzi.
Istnieje jednak przynajmniej jeden powszechnie akceptowany element
owej równoœci i sprawiedliwoœci. Jest nim równoœæ szans i mo¿liwoœæ awansu
spo³ecznego i ¿yciowego jednostek z ró¿nych œrodowisk i grup spo³ecznych.
Jednym z elementów równoœci spo³ecznej jest stworzenie warunków, w których pozycja spo³eczna rodziny nie przes¹dza o losach dzieci. Nieodzownym
warunkiem po¿¹danego stanu rzeczy jest to, aby nierównoœæ nie zosta³a wbudowana w strukturê spo³eczn¹, nie sta³a siê przedmiotem dziedziczenia i nie
wyznacza³a warunków startu nastêpnego pokolenia. A takie s¹ realia III Rzeczypospolitej. I tylko niewiele lepsze by³y one w Peerelu, dla którego równoœæ
szans by³a has³em priorytetowym, sztandarowym, rzec mo¿na. Mimo to sprawiedliwie nie by³o w pierwszym okresie powojennego socjalizmu ze wzglêdu
na wy³¹czenie niema³ych grup ludzi, którzy zajmowali w strukturze spo³ecznej pozycje „obiektywnie sprzeczne” z ideologi¹ klasy, która Polsk¹ rz¹dzi³a.
By³y to rodziny ziemiañskie i mieszczañskie, czyli: obszarnicy i kapitaliœci.
A tak¿e ci, którym przypisywano intencje i dzia³ania subiektywnie sprzeczne
Obszary wykluczenia tu i teraz
z panuj¹c¹ doktryn¹: ludzie, którzy z ni¹ walczyli, a tak¿e ci, którzy w czasie
wojny znajdowali siê po niew³aœciwej, prawicowej stronie walki z niemieckim
okupantem. Oraz ci, którzy mieli „wrogi œwiatopogl¹d” b¹dŸ krewnych po
niedobrej, zachodniej stronie granicy — jak te¿ inne grupy osób podejrzanych o niesprzyjanie re¿imowi. Z czasem rozmaite formy walki klasowej i politycznej zaczê³y wygasaæ b¹dŸ kierowaæ siê przeciwko relatywnie niewielkim
grupom dysydentów. Problemom pozaprawnych form walki politycznej poœwiêcone s¹ szczegó³owe badania historyków i bogata literatura przedmiotu.
Analiza kwestii koncentruj¹cych siê wokó³ dyskryminacji politycznej wykracza poza obszar moich kompetencji naukowych — i tematykê tego tekstu.
Osi¹ naszych rozwa¿añ s¹ w tym miejscu nierównoœci szans edukacyjnych.
Przyjrzyjmy siê im bli¿ej.
Charakterystyczn¹ cech¹ pierwszego powojennego dwudziestolecia (1945 –
– 1965) socjalistycznej transformacji by³a relatywnie otwarta struktura spo³eczna. Otwarta do czasu. W tym pierwszym okresie przemian odnotowano
du¿¹ ruchliwoœæ edukacyjn¹, czyli osi¹ganie przez osoby z ró¿nych klas
i warstw spo³ecznych kolejnych szczebli wykszta³cenia. £¹czy siê ona z ruchliwoœci¹ spo³eczn¹, czyli przejœciem do innych, wy¿szych warstw spo³ecznych
i innej grupy spo³ecznej i zawodowej, a tak¿e z mobilnoœci¹ przestrzenn¹ wyra¿aj¹c¹ siê w przep³ywie ludnoœci pomiêdzy wsi¹ i miastem. Z czasem polska
struktura spo³eczna traci cechê otwartoœci. Polityka socjalna i edukacyjna realizuj¹c funkcje demokratyczne i egalitarne wp³ywa jednoczeœnie na spontaniczn¹ reprodukcjê nierównoœci. Nierównoœci, w których coraz istotniejsz¹
rolê odgrywa pochodzenie spo³eczne, ekonomiczno-spo³eczna i kulturowa pozycja rodziny. Odbywa siê to przede wszystkim poprzez system oœwiaty, który
wskutek okreœlonej selekcji edukacyjnej utrwala istniej¹c¹ strukturê spo³eczn¹
wraz z dystansami interpersonalnymi. Zmiana sytuacji spo³ecznej nastêpuje
coraz czêœciej przez ruch, który mo¿na by nazwaæ jednoszczeblowym. Przyk³adowo, syn robotnika niewykwalifikowanego zostaje robotnikiem wykwalifikowanym. Poprawi³ wiêc swoje po³o¿enie, ale nie zmieni³ strukturalnego
miejsca w spo³ecznej hierarchii klasowo-warstwowej, wyznaczonej nierównoœci¹ statusow¹. Ta ostatnia zgodnie z definicj¹ weberowsk¹ (Weber, 1969) odnosi siê do presti¿u spo³ecznego, na który sk³ada siê wieloœæ takich elementów,
jak zawód, wykszta³cenie, pochodzenie spo³eczne, poziom ¿ycia.
Dla zilustrowania problemu pos³u¿ê siê jak niegdyœ4 wskaŸnikiem, który
nazwa³am „wspó³czynnikiem szansy studiowania”. Okreœla on, jaki jest udzia³
4
Zob.: Jarosz (1984). By³y to pierwsze oparte na statystyce Ÿród³owej GUS badania nierównoœci edukacyjnych w Polsce.
109
110
MARIA JAROSZ
absolwentów szko³y podstawowej (z rodzin robotniczych, ch³opskich i inteligenckich) na I roku studiów wy¿szych. Zak³adaj¹c, ¿e szko³y podstawowe
koñcz¹ w zasadzie wszystkie dzieci, mo¿emy za pomoc¹ tego wspó³czynnika
ustaliæ co który reprezentant klasy robotniczej, ch³opskiej i inteligenckiej staje siê studentem. A œciœlej: stawa³ siê studentem w ostatnim æwieræwieczu
PRL.
Otó¿ w latach powojennych do po³owy lat 80. na pierwszym roku studiów
wy¿szych studentem by³ co drugi potomek rodziny inteligenckiej. Przez ca³y
ten czas. Natomiast student wywodz¹cy siê z rodziny robotniczej b¹dŸ (jeszcze gorzej) ch³opskiej, maj¹cy pocz¹tkowo zbli¿one (œciœlej: niewiele ni¿sze)
szanse studiowania, traci³ je z roku na rok. Towarzyszy³ temu spadek powszechnoœci nauczania ca³ej polskiej m³odzie¿y (liczba przyjêæ na studia wy¿sze spada³a szybciej od liczebnoœci roczników potencjalnych studentów).
Zró¿nicowanie pochodzenia studentów zwiêksza³o siê przy tym drastycznie:
w roku 1983/84 co 11-y potomek rodziny robotniczej i co 23-ci ch³opskiej
by³ studentem pierwszego roku studiów wy¿szych.
W póŸniejszych latach szanse studiowania m³odzie¿y z rodzin nieinteligenckich zmniejsza³y siê dalej w przyspieszonym tempie. W roku 1989/1990
ju¿ blisko co 15-y potomek rodziny robotniczej i co 29-y ch³opskiej stawa³ siê
studentem. Teraz jest znacznie gorzej.
Prawie bezb³êdnie dzia³a³ — i wci¹¿ dzia³a — system miêdzypokoleniowego dziedziczenia dobrych pozycji, bardzo trudno wydostaæ siê z krêgu
z³ych. By³o tak niegdyœ w latach ancien régime’u, jest i teraz w gospodarce rynkowej. Polska nie nale¿y do krajów wyró¿niaj¹cych siê tendencj¹ do zmniejszania nierównoœci w dostêpie do edukacji dzieci z ró¿nych warstw spo³ecznych: tych dobrze i Ÿle urodzonych. Przeciwnie. Mimo wzrostu liczby osób
kontynuuj¹cych naukê, zw³aszcza na studiach wy¿szych — „mechanizmy
dziedziczenia nierównoœci edukacyjnych s¹ trwa³ym ogniwem struktury spo³ecznej” (Domañski, 2009: 60).
To, ¿e nierównoœci edukacyjne odzwierciedlaj¹ podzia³y spo³eczne, jest
rzecz¹ oczywist¹. Nadreprezentacja potomków rodzin o wy¿szym statusie
spo³ecznym wynika z tego, ¿e to one dysponuj¹ najwiêkszym kapita³em kulturowym i ca³¹ gam¹ koneksji u³atwiaj¹cych karierê zawodow¹ — a przynajmniej edukacjê — ich potomkom. Jak te¿ z ugruntowanego przekonania,
¿e wykszta³cenie jest warunkiem przysz³ej pozycji zawodowej i spo³ecznej.
Oczywiœcie kszta³cenie jest kosztowne: rodzin rolników i robotników z regu³y
na nie nie staæ. Szkopu³ w tym, ¿e jeœli nawet ca³a rodzina wysup³a odpowiednie œrodki na kszta³cenie swojego potomka, to z regu³y trafia on do szko³y
gorszej — bo p³atnej. Chodzi tu najogólniej o to, ¿e dzieci ze œrodowisk
Obszary wykluczenia tu i teraz
biednych i kulturowo zacofanych, z gorzej wyposa¿onych szkó³ podstawowych i œrednich na ogó³ nie dostaj¹ siê na studia w uczelniach pañstwowych.
Id¹ wiêc tam, gdzie przyjmowane s¹ mimo gorszej matury, ale za to z koniecznoœci¹ p³acenia za studia. Z wyj¹tkiem niewielu znakomitych prywatnych uczelni wiêkszoœæ z nich charakteryzuje siê gorsz¹ jakoœci¹ nauczania od
pañstwowych. „Uczelnie niepubliczne — pisze Henryk Domañski — nie
dorównuj¹ publicznym pod wzglêdem osi¹gniêæ kadry naukowej […] publikacji w wysokonotowanych czasopismach, zaplecza informatyczno-bibliotecznego, dokonywanej przez pracodawców oceny przygotowania absolwentów i pozycji rynkowej (wielkoœæ zapotrzebowania na absolwentów uczelni)
(Domañski, 2010: 9).
Mo¿na by, maksymalnie rzecz upraszczaj¹c, skonstatowaæ: i tak oto ko³o
siê zamyka. Nawet ci Ÿle urodzeni, którym siê uda³o uzyskaæ dyplom szko³y
wy¿szej (p³atnej, wiêc gorszej), prawdopodobnie nie znajd¹ satysfakcjonuj¹cej pracy. Sukces odnosz¹ nieliczni, zaœ zasada równoœci szans staje siê coraz
bardziej iluzoryczna.
Wykluczenie polityczne
Jedn¹ cech w skali makro ugruntowanych w okresie powojennym by³ uogólniony podzia³ spo³eczeñstwa polskiego na dwie kategorie: „nas” i „onych”.
My i Oni stanêli po przeciwnych stronach konfliktu zrodzonego w II po³owie
lat 70. i siêgaj¹cego ju¿ nie tylko podzia³ów w dostêpie do dóbr spo³ecznych,
ale — mo¿e przede wszystkim — wartoœci (Sztompka, 2000: 25 i nast.;
Sztompka, 2007; Abramczuk, 2010). Przy wszystkich bowiem zmianach, jakie wnios³a rozpoczêta w 1989 roku transformacja, w chwili powolnego ponownego stabilizowania nowej struktury spo³ecznej podzia³ My — Oni,
pozbawiony cech okresu minionego, znów wraca jako sposób opisu rzeczywistoœci. Ró¿ne formy stygmatyzacji poszczególnych warstw i grup spo³ecznych, na kanwie ogólnego postrzegania podzia³ów spo³ecznych, sta³y siê wygodnym narzêdziem walki politycznej. Proces lustracji mo¿na postrzegaæ
w kategoriach celowego tworzenia podzia³ów dla korzyœci politycznej.
W Instytucie Pamiêci Narodowej — bêd¹cym nierzadko jedyn¹ i ostateczn¹ instancj¹ orzekania winy lustrowanych — brak jest prób uwiarygodnienia — b¹dŸ falsyfikacji danych. Brak te¿ informacji o tym, co tak naprawdê ludzie robili, jakie podejmowali dzia³ania w ramach struktur swojej
instytucji, niewiele te¿ wiadomo o wynagrodzeniach czy œcie¿kach awansu.
O ile w przypadku teczek osób oskar¿onych o wspó³pracê informacji czasem
111
112
MARIA JAROSZ
jest wiele, czasem ma³o, a czasem s¹ zapewne fa³szywkami (co sprzyja manipulowaniu informacj¹), to o sprawcach tego stanu rzeczy wiemy zadziwiaj¹co
niewiele. Pozostaj¹ oni w cieniu publicznych debat: to nie ich siê oskar¿a, lecz
ich ofiary, wci¹¿ prze¿ywaj¹ce g³êboko swe minione zachowania i ich mo¿liwe
dzisiejsze skutki.
Tworzenie podzia³ów dla osi¹gania okreœlonych celów politycznych nie
jest zjawiskiem nowym — doœæ przywo³aæ rok 1956 czy 1968, nie wspominaj¹c o okresie faktycznej wojny domowej lat 1945 — 1948. Trzeba jednak
pamiêtaæ, ¿e w szczególnie dramatycznym okresie odbudowy pañstwa polskiego po zaborach nie siêgniêto po narzêdzie lustracji, zamykaj¹c istniej¹ce
przecie¿ rachunki z przesz³oœci¹ na rzecz budowy wspólnej przysz³oœci. Tak¿e
w okresie po II wojnie œwiatowej, mimo nasilonej kolaboracji z okupantami,
nie przeprowadzono masowej lustracji agentów i szmalcowników. Jak zwraca
uwagê Andrzej Friszke (2008), dopiero dzia³ania IPN oznacza³y podjêcie bezprecedensowej (co do skali i formy) lustracji. Lustracji, której przedmiotem
sta³y siê osoby o radykalnie odmiennych motywach i sposobach wykonywania zadañ. Przedstawiane na podstawie zachowanych akt przyk³adowe historie tajnych wspó³pracowników s³u¿b PRL nie pozwalaj¹ stworzyæ obrazu typowego agenta, z przekonaniem i rozmys³em donosz¹cego na innych. By³y
wœród nich ofiary szanta¿u, ludzie ma³ego charakteru, ale i ludzie podejmuj¹cy œwiadom¹ i aktywn¹ grê, podchodz¹cy do wspó³pracy ze s³u¿bami w
sposób ewidentnie instrumentalny. I skutki nie daj¹ siê mierzyæ jedn¹ miar¹.
Dotykamy tu szerszego problemu — jak du¿¹ rolê odgrywaj¹ we wspó³czesnych elitach ludzie ju¿ to oskar¿eni o wspó³pracê, ju¿ to przyznaj¹cy siê do niej
w oœwiadczeniach lustracyjnych. Analizy Zofii Kinowskiej (2008) pokazuj¹
kolejne modele prowadzenia lustracji i skutki, jakie przynios³o oskar¿enie
o wspó³pracê. Cenê p³aci³y osoby oskar¿one bezzasadnie, ale cenê p³aci i ca³y
system, a to wskutek powstania nowej kategorii wykluczonych, negatywnie
naznaczonych, wyrzuconych na margines ¿ycia. W myœl powiedzenia „on
ukrad³, czy jemu ukradli — tak czy owak jest zamieszany w kradzie¿”. Sam
fakt oskar¿enia ma ogromny wp³yw na jednostkê i jej otoczenie nawet jeœli, co
raczej rzadkie, nie rzutuje na karierê zawodow¹. W sferze spo³ecznej widocznym
nastêpstwem jest budowa klimatu podejrzeñ, braku zaufania do innych. Czy
mo¿na sobie wyobraziæ coœ bardziej destrukcyjnego dla spo³ecznej spójnoœci?
Bia³ym plamom towarzysz¹ liczne plamy czarne: dokumenty sfa³szowane
przez s³u¿by. Wydarzenia ostatnich lat pokazuj¹ te¿, jak ³atwo o manipulacjê
teczkami dla celów politycznych i jak straszne niesie to skutki, zarówno
w sferze indywidualnej osób „zamieszanych w lustracjê”, jak i spo³ecznej (Jarosz, Kozak, 2008).
Obszary wykluczenia tu i teraz
Czy zatem trzeba koniecznie brn¹æ w os¹dzanie faktycznych czy mo¿e tylko przypisywanych im zachowañ ludzi w coraz bardziej odleg³ej przesz³oœci.
„Mo¿na — pisze Adam Michnik — z inkwizytorsk¹ pasj¹ stygmatyzowaæ
ludzi odmiennych doœwiadczeñ, ale mo¿na te¿ staraæ siê zrozumieæ dramat
50-lecia 1939 – 1989, gdy Polacy musieli szukaæ rozmaitych strategii przetrwania. Mo¿na wreszcie traktowaæ ubeckie raporty jak prawdê objawion¹ i
og³aszaæ w mediach, ³ami¹c elementarne normy przyzwoitoœci, a mo¿na staraæ siê t³umaczyæ czêsto tragiczn¹ z³o¿onoœæ polskich losów pod rz¹dami
wszechw³adzy bezpieki” (Michnik, 2008).
Skutki w sferze spo³ecznej ma lustracja w dotychczasowej formie jako element szerszego zjawiska arbitralnego podejœcia do kwestii nierównoœci wobec
prawa. Czy mo¿na siê uporaæ z problemem lustracji zachowuj¹c obecne formy nierównoœci wobec prawa? Ma³o prawdopodobne.
Dawne podzia³y i dawne krzywdy nie s¹ zapomniane, ale w odczuciu
spo³ecznym po latach trac¹ ju¿ na znaczeniu. Doros³o pokolenie, dla którego
przedmiot lustracji jest tylko histori¹, zjawiskiem odleg³ym od osobistego
doœwiadczenia. Spo³eczeñstwo rozbudzi³o w sobie nowe aspiracje i oczekiwania w zwi¹zku z szansami, jakie daje integracja europejska, modernizacja gospodarcza i globalizacja. Wnosz¹c z przedstawionych analiz trudno oczekiwaæ, ¿e lustracja, nawet ta dzisiejsza, ucywilizowana w roku 2007 przez
Trybuna³ Konstytucyjny, pomo¿e w osi¹ganiu przysz³ych celów. Wrêcz przeciwnie: budz¹c strach i nieufnoœæ spe³ni funkcjê destrukcyjn¹ wobec spójnoœci
spo³ecznej. Czy dokona aktu sprawiedliwoœci, jak chc¹ niektórzy? Ma³o
prawdopodobne, zw³aszcza ¿e z regu³y nie obejmuje rzeczywistych sprawców
— funkcjonariuszy by³ych s³u¿b. To nie jest ju¿ tylko kwestia rozliczeñ
z trudn¹ przesz³oœci¹, to te¿ — a mo¿e przede wszystkim — sprawa funkcjonowania polskiego pañstwa. I to w chwili, gdy stanê³o przed niewiarygodn¹ szans¹ budowy nowej, wa¿niejszej pozycji w gronie pañstw europejskich.
Lustracja, nawet w jej dzisiejszym kszta³cie, jest wyraŸnie nieadekwatna
do za³o¿onych celów. Obracamy siê bowiem w krêgu publikowanych acz niesprawdzonych informacji z archiwów IPN. Informacji niejasnych i czêsto
krzywdz¹cych ludzi. Mo¿e zatem zostawiæ teczki historykom i pozwoliæ
spo³eczeñstwu na zajmowanie siê tym, co wa¿niejsze: teraŸniejszoœci¹ i przysz³oœci¹. Przypomnijmy raz jeszcze s³owa przewodnicz¹cego Komisji Prawdy
i Pojednania w RPA, anglikañskiego arcybiskupa Desmonda Tutu: „zatrzaœnijmy drzwi do przesz³oœci nie po to, aby o niej zapomnieæ, ale po to, ¿ebyœmy nie byli
jej wiêŸniami”.
113
114
MARIA JAROSZ
Konkluzje. Co dalej?
Polska XXI wieku to kraj rosn¹cych zró¿nicowañ wewnêtrznych. Chodzi tu
nie tylko o dysproporcje miêdzy najlepiej i najs³abiej rozwijaj¹cymi siê województwami, ale te¿ wewn¹trz województw. Kluczowy wp³yw na pozycjê poszczególnych obszarów ma posiadanie lub nie oœrodków metropolitalnych,
jako najbardziej konkurencyjnych i odznaczaj¹cych siê skupieniem cech poszukiwanych wspó³czeœnie przez inwestorów, to jest wysokiego poziomu wykszta³cenia, kwalifikacji, nasycenia instytucjonalnego, dostêpnoœci instytucji
otoczenia biznesu, nauki i kultury, a tak¿e dostêpnoœci komunikacyjnej. Zjawiska te maj¹ oczywisty wp³yw na terytorialn¹ sk³onnoœæ do koncentracji zjawisk rozwojowych, ale i zastoju. A to wymaga niezbêdnych dostosowañ po
stronie polityki spo³ecznej i gospodarczej. Dotychczasowe formu³y chyba siê
ju¿ wyczerpa³y (Kozak, 2010).
Zjawisko wykluczenia spo³ecznego niesie ze sob¹ wiele skutków powszechnie uznawanych za negatywne, czêsto patologiczne. Co wiêcej, wykluczenie ma siln¹ tendencjê do koncentracji i dziedziczenia, wymaga zatem —
w dobrze rozumianym wspólnym interesie — rozumnej interwencji pañstwa. Niezale¿nie bowiem od tego, jak postrzegamy nowoczesne struktury
spo³eczne i rodzaj dominuj¹cych w nich wiêzi, szczególnie wa¿n¹ rolê spe³nia
tu pañstwo. I jakkolwiek wspó³czesnoœæ w du¿ej mierze je modyfikuje, to
pañstwo spe³nia wci¹¿ wa¿n¹ rolê. W œwietle realiów — i w opinii obywateli (Raciborski, 2010).
Wiêkszoœæ Polaków nie akceptuje istniej¹cych dysproporcji materialnych
i spo³ecznych. Interesuj¹ce, ¿e opinie te znajduj¹ silne poparcie w œrodowiskach liderów zwi¹zkowych, w dialogu spo³ecznym oraz uk³adach zbiorowych wynikaj¹cych z poszukiwania po¿¹danych i skutecznych metod zmniejszania skali rozwarstwienia materialnego. Jednoczeœnie jednak zwi¹zkowcy
nie wysuwaj¹ hase³ klasowych. Problemem jest nie podzia³ pracobiorcy —
pracodawcy, ale niesprawiedliwoœæ dochodowa. Mniej w tym — jak wynika
z badañ Juliusza Gardawskiego — modelu tworzenia ³adu spo³ecznego,
wiêcej troski o udzia³ w podziale tortu (Gardawski, 2009, 2010).
Jaka bêdzie Polska w przysz³oœci? W ci¹gu ostatniego dwudziestolecia
zmieni³a siê ona bardziej ni¿ marzy³o siê to niegdysiejszym futurologom. Jest
to dziœ normalny kraj, zbli¿aj¹cy siê w wielu ekonomicznych i instytucjonalnych wymiarach do œredniej europejskiej — choæ w niektórych wci¹¿ niekorzystnie siê od nich ró¿ni¹cy.
Pierwszoplanowy jest szybki wzrost gospodarczy, nios¹cy poprawê bytu
jednostek i spo³eczeñstwa. Integracja europejska i koniunktura œwiatowa
Obszary wykluczenia tu i teraz
da³y nam niezwyk³¹ szansê stworzenia nowoczesnej, konkurencyjnej gospodarki, zdolnej do trwa³ego rozwoju.
Jednak wa¿na jest nie tylko gospodarka. Potrzebne s¹ szeroko rozumiane
reformy instytucjonalne bior¹ce pod uwagê realia ekonomiczne i spo³eczne.
Oparte na zintegrowanych dzia³aniach uwzglêdniaj¹cych perspektywiczne
tendencje przekszta³cania siê spo³eczeñstwa i œwiadomoœci spo³ecznej. Trudno dziœ wyrokowaæ, jakich przemian w tym ostatnim zakresie mo¿na oczekiwaæ. Wypada mieæ nadziejê, ¿e to racjonalne myœlenie, a nie skrajnie upolitycznione emocje zdominuj¹ œwiadomoœæ i zachowania Polaków. Tak czy
inaczej konieczna jest rozs¹dna polityka, stawiaj¹ca sobie za cel nie tylko
teraŸniejszoœæ, ale jej perspektywiczny wymiar dla przysz³ych pokoleñ. Ju¿
dzisiaj otworzy³y siê przed spo³eczeñstwem mo¿liwoœci do niedawna niewyobra¿alne. Ich realizacja zale¿y od pokonania wielu barier — tak¿e w œwiadomoœci spo³ecznej, w której zdaje siê powoli zwyciê¿aæ przekonanie, ¿e to
nie przesz³oœæ, ale przysz³oœæ winna ogniskowaæ aktywnoœæ spo³eczeñstwa.
I jego elit: liderów polityki, gospodarki i ludzi nauki.
Czy tak siê stanie? Dziœ Polska jest krajem peryferyjnym czy zgo³a zaœciankowym, w którym spo³eczeñstwo obywatelskie jest jakby uœpione, lokuj¹ce
swoje ambicje po stronie ¿ycia prywatnego b¹dŸ wys³uchuj¹ce niezbyt uwa¿nie byle jakich sensacji medialnych skierowanych do mniej wyrobionej czy
zobojêtnia³ej publicznoœci. Autorytety w polityce prawie ju¿ nie istniej¹.
Spo³eczeñstwo chce spokoju i w miarê dobrej, przewidywalnej przysz³oœci.
Czy chce te¿ silnego i aktywnego pañstwa? Tak wynika³oby z rozlicznych
badañ, w których 80 – 90% respondentów opowiada siê za tym, aby to pañstwo da³o biednym zasi³ki, mieszkania, zapewni³o pracê, porz¹dek, bezpieczeñstwo i ³ad spo³eczny. Jest to zgodne z dotychczasow¹, dwustuletni¹ ju¿
wizj¹ pañstwa, decyduj¹cego o kszta³cie spo³eczeñstwa. Dziœ, niezale¿nie od
oczekiwañ spo³ecznych, wizja ta jest ju¿ cokolwiek passé. Co nie znaczy, ¿e
nowe formy funkcjonowania pañstwa polegaj¹ce, najogólniej rzecz ujmuj¹c,
na delegowaniu jego uprawnieñ w dó³, do obywatelskich instytucji przedstawicielskich, wesz³y w stadium procesu mocno zaawansowanego.
Wydaje siê wszelako, ¿e zmiany ekonomiczne i spo³eczne poci¹gaj¹ce za
sob¹ coraz to nowe wymiary wykluczenia (jak choæby kompetencje informacyjne) narzucaj¹ koniecznoœæ okreœlonych rozumnych dzia³añ.
Do priorytetowych nale¿y polityka edukacyjna. Chodzi tu nie tylko o studia wy¿sze, ale o ca³y system kszta³cenia. Rozpoczêty od przedszkola (dostêpny tak¿e wiejskim dzieciom), jak i szkó³. Z internetem, bibliotekami, kompetentnymi, rzetelnymi nauczycielami. Wszystko to mia³oby na celu nie tylko
poniesienie poziomu wiedzy, ale prze³amywanie barier piêtrz¹cych siê przed
115
116
MARIA JAROSZ
dzieæmi z ró¿nych œrodowisk. Tak¿e z tych z niewielkim kapita³em kulturowym.
Polska nale¿y do krajów, które niemal z dnia na dzieñ prze¿y³y procesy
transformacyjne, które wy¿ej rozwiniêtym pañstwom œwiata zajê³y d³ugie
dziesiêciolecia. Dlatego potrzebujemy te¿ nowej polityki w sferze marginalizacji i wykluczenia spo³ecznego, lepiej poinformowanej, elastycznej, zorientowanej na zintegrowane dzia³anie i jego efekt. Polityki stawiaj¹cej sobie za
cel przede wszystkim przeciwdzia³anie, w drugiej dopiero kolejnoœci ³agodzenie skutków. Jednoczeœnie — maj¹c w pamiêci wieloœæ i z³o¿onoœæ czynników sprzyjaj¹cych wykluczeniu — trzeba podkreœliæ, ¿e publiczna interwencja w tym zakresie w ¿adnej mierze nie mo¿e byæ odizolowana od innych
aspektów polityki, zw³aszcza polityki rozwoju.
Nie chodzi tu jednak o zacieranie wewnêtrznych zró¿nicowañ zbiorowoœci
maj¹cych wszak rozmaite d¹¿enia i interesy. „Bez ró¿norodnoœci etnicznej, religijnej, obyczajowej, bez silnie ukonstytuowanych mniejszoœci i grup interesu nie mo¿e byæ
mowy — pisze Jan Hartman — o powstaniu w Polsce prawdziwej agory —
w miejsce drewnianej scenki, na której dziennikarze re¿yseruj¹ wci¹¿ ten sam spektakl
[…] odgrywany dla ma³o wyrobionej i ma³o […] szanowanej publicznoœci” (Hartman, 2010: 44).
Przysz³oœæ niesie szereg realnych zagro¿eñ. Po pierwsze, perspektywê nieuchronnego kryzysu gospodarczego ods³aniaj¹cego mechanizm dominacji
sfery finansowej nad wytwórcz¹. Ten model systemu jest ju¿ Ÿród³em narastaj¹cego zad³u¿enia, zapocz¹tkowanego w Stanach Zjednoczonych i poci¹gaj¹cego za sob¹ kryzys euro, który grozi spójnoœci (a mo¿e i trwaniu) Unii
Europejskiej. Ma to, po drugie, wymiar polityczny: politykê integracji USA
z Europ¹ os³abiaæ bêd¹ procesy dezintegracyjne. Tak¿e w samej Europie d¹¿enia to¿samoœciowe poszczególnych krajów wi¹¿¹ siê nie tylko (i nie tyle) z pamiêci¹ historyczn¹, ale i z problemami stwarzanymi przez transgraniczne
migracje. Którym towarzyszy erozja tradycyjnych struktur spo³ecznych
i wzorów kulturowych. Po trzecie, wszystko to tworzy niekorzystne perspektywy spo³eczne: w³aœnie wzrost nierównoœci spo³ecznych miêdzy krajami
Unii Europejskiej — i w samych jej krajach.
Horyzont tych niekorzystnych przemian widzianych z perspektywy dnia
dzisiejszego zak³ada koniecznoœæ reakcji uprzedzaj¹cych ich negatywne skutki.
Trudno tu i teraz uznaæ interwencje Unii Europejskiej przeciwdzia³aj¹ce wszechogarniaj¹cemu œwiatowemu kryzysowi za adekwatne do sytuacji. To raczej
ostro¿ne st¹panie po lodzie wed³ug pomys³u on s’engage et puis on voi. Perspektywa stabilizacji finansowej, ekonomicznej i spo³ecznej i ograniczenia rozmiaru
zjawiska wykluczenia w skali Unii Europejskiej rysuje siê przeto mgliœcie.
Obszary wykluczenia tu i teraz
Bibliografia
Abramczuk, K., 2010. Zró¿nicowanie zaufania spo³ecznego. W: M. Jarosz, red. Polacy równi
i równiejsi, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Bauman, Z., 2004. ¯ycie na przemia³, przek³ad T. Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
Castells, M., 2007. Spo³eczeñstwo sieci, przek³ad i red. naukowa M. Marody, Wydawnictwo
Naukowe PWN, Warszawa.
Czapiñski, J., T. Panek, red. 2011. Diagnoza spo³eczna, Rada Monitoringu Spo³ecznego, Warszawa.
Danecka, M., 2008. Ubodzy i bezrobotni. W: M. Jarosz, red. Wykluczeni. Wymiar spo³eczny, materialny i etniczny, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Domañski, H., 2009. Spo³eczeñstwo obywatelskie. Stratyfikacja i systemy wartoœci, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa.
Domañski, H., 2010. Nowe ogniwa nierównoœci edukacyjnych. „Studia Socjologiczne”, nr 1.
Durkheim, É., 2006. Samobójstwo. Studium z socjologii, Oficyna Naukowa, Warszawa.
Frieske, K. W., 2008. Spo³eczna marginalizacja jako koszt systemowy. W: M. Jarosz, red. Wykluczeni. Wymiar spo³eczny, materialny i etniczny, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Friszke, A., 2008. Tajni wspó³pracownicy UB/SB. Próba typologii przypadków. W: M. Jarosz,
red., Naznaczeni i napiêtnowani. O wykluczeniu politycznym, Oficyna Naukowa i Instytut
Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Gardawski, J., 2009. Struktura œwiata pracy w okresie transformacji. W: J. Gardawski, red. Polacy pracuj¹cy a kryzys fordyzmu, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa.
Gardawski, J., 2010. Zwi¹zki zawodowe w sporach o egalitaryzm. W: M. Jarosz, red. Polacy równi i równiejsi, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Golinowska, S., P. Broda-Wysocki, 2005. Kategorie ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego. Przegl¹d
ujêæ. W: S. Golinowska, E. Tarkowska, I. Topiñska, red. Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne. Badania — metody — wyniki, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, Warszawa.
Gorzelak, G., Ch.-Ch. Goh, red. 2010. Financial Crisis in Central and Eastern Europe: from similarity to diversity, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa.
GUS, 2009. Prognoza gospodarstw domowych na lata 2008 – 2030, Warszawa.
GUS, 2010. Zasiêg ubóstwa w Polsce w 2009, Warszawa.
Hartman, J., 2010. Polska moich marzeñ 2030. W: Jak uszlachetniæ nasze Polski, VI Kongres
Obywatelski, Instytut Badañ nad Gospodark¹ Rynkow¹, Gdañsk.
Jarosz, M., 1984. Nierównoœci spo³eczne, Ksi¹¿ka i Wiedza, Warszawa.
Jarosz, M., 2004. Samobójstwa. Ucieczka przegranych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
Jarosz, M., 2007. Nowy uk³ad przywilejów. W: A. Kojder, red. Jedna Polska? Dawne i nowe zró¿nicowania spo³eczne, Wyd. WAM i Komitet Socjologii, Kraków.
Jarosz, M., M. Kozak, 2008. Konkluzje, W: M. Jarosz, red., Naznaczeni i napiêtnowani. O wykluczeniu politycznym, Oficyna Naukowa i Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Jarosz, M., red., 2008a, Wykluczeni. Wymiar spo³eczny, materialny i etniczny, Instytut Studiów
Politycznych PAN, Warszawa.
Jarosz, M., red., 2008b. Naznaczeni i napiêtnowani. O wykluczeniu politycznym, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Jarosz, M., 2012. Ludzie i instytucje. Samobójstwa jako wskaŸnik dezintegracji spo³ecznej, w: Jarosz M., red., Instytucje: konflikty i dysfunkcje, Oficyna Naukowa i Instytut Studiów Politycznych PAN (w druku), Warszawa.
117
118
MARIA JAROSZ
Jasiecki, K., 2010. O nieznanych z regu³y nie badanych krêgach bogactwa. W: M. Jarosz, red. Polacy równi i równiejsi, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Jasiñska-Kania, A., S. £odziñski, 2008. Wykluczeni z narodu: mniejszoœci narodowe, migranci,
uchodŸcy. W: M. Jarosz, red. Wykluczeni. Wymiar spo³eczny, materialny i etniczny, Instytut
Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Kêska, A., 2008. Stare i nowe podzia³y spo³eczne. W: M. Jarosz, red. Wykluczeni. Wymiar spo³eczny, materialny i etniczny, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Kinowska, Z., 2008. Elity polityczne i „piêtno” agenta. W: M. Jarosz, red., Naznaczeni i napiêtnowani. O wykluczeniu politycznym, Oficyna Naukowa i Instytut Studiów Politycznych
PAN, Warszawa.
Kozak, M., 2008. Wykluczenie — rozwój — przestrzeñ, W: M. Jarosz, red. Wykluczeni. Wymiar spo³eczny, materialny i etniczny, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Kozak, M., 2010. Dysproporcje materialne i edukacyjne w uk³adzie regionalnym. W: M. Jarosz,
red. Polacy równi i równiejsi, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Kozarzewski, P., 2010. Zasoby i strategie gospodarstw domowych u progu kryzysu. W: M. Jarosz,
red. Polacy równi i równiejsi, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Kulpiñska, J., 2005. Przysz³oœæ dzieci. W: M. Jarosz, red. Wygrani i przegrani polskiej transformacji, Oficyna Naukowa i Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Marody, M., 2007. Sieæ z du¿ymi dziurami, „Polityka”, 24 listopada.
Marody, M., 2010. Formatowanie spo³eczeñstwa. O starych i nowych sposobach uspo³eczniania
dzia³añ. Referat wyg³oszony na XIV Ogólnopolskim ZjeŸdzie Socjologicznym, Kraków,
8 – 11 wrzeœnia.
Michnik, A., 2008. Mowa pogrzebowa nad grobem IV Rzeczypospolitej „Gazeta Wyborcza”, 31
grudnia – 1 stycznia.
Raciborski, J., 2010. Pañstwo i lud: relacje stare i nowe, referat wyg³oszony na XIV Ogólnopolskim ZjeŸdzie Socjologicznym, Kraków, 8 – 11 wrzeœnia.
Radkiewicz, P., R. Siemieñska, 2009. Badania Polskiego Generalnego Sonda¿u Spo³ecznego 1992
– 2009, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa.
Solska, J., 2010. I lepiej, i gorzej. „Polityka”, 16 paŸdziernika.
Sztompka, P., 2000. Trauma wielkiej zmiany. Spo³eczne koszty transformacji, Instytut Studiów
Politycznych PAN, Warszawa 2000.
Sztompka, P., 2007. Zaufanie. Fundament spo³eczeñstwa, Wydawnictwo Znak, Kraków.
Tarkowska, E., 2000. Zrozumieæ biednego. O dawnej i obecnej biedzie w Polsce, Typografika, Warszawa.
Tarkowska, E., 2005. Bieda w Polsce w œwietle badañ jakoœciowych. Próba podsumowania.
W: S. Golinowska, E. Tarkowska, I. Topiñska, red. Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne. Badania
— metody — wyniki, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, Warszawa.
Tarkowska, E., 2011. Polska bieda w ujêciu porównawczym. W: M. Jarosz, red. Polacy we wspólnej
Europie. Dysproporcje materialne i spo³eczne, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa.
Touraine, A., 2005. Un nouveau paradigme. Pour comprendre le monde d’aujourd’hui, Fayard, Paris.
Weber, M., 1969. Class, Status, Party., w: Structured Social Inequality, Macmillan, New York.
Wódz, K., red., 2007. Negocjowana demokracja, czyli europejskie governance po polsku, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa.
Obszary wykluczenia tu i teraz
Fields of exclusion: here and now
Summary
Poland of 21st century is a country of growing inequalities. Exclusion becomes a serious problem. From the economic perspective, the gap between the rich and the
poor widens. Poverty endangers especially families with many children and the
unemployed. Social status is being inherited and this process is strengthened by the
Polish educational system. Regional disparities exist not only between the fastest
and the slowest developing regions, but also within voivodships. Areas with metropolitan centers are privileged because of presence of educational institutions and large labor markets. From the political perspective, division of Polish society into categories of „us” and „them” remains intact. Stigmatization has become a tool of
political struggle, as exemplified by the lustration. Unfounded accusations led to
exclusion and contributed to destruction of social cohesion. Most Poles do not accept
the existing material and social disparities. Therefore, the situation requires a rational state intervention, especially in the face of approaching crisis.
119
II.
Miêdzy wykluczeniem a obecnoœci¹
EL¯BIETA TARKOWSKA
G³os biednych i wykluczonych
Wprowadzenie
Maria Bogucka, na marginesie analiz ubóstwa w dawnym, XVI – XVIII-wiecznym Gdañsku, napisa³a, ¿e „ubodzy s¹ najbardziej milcz¹c¹ grup¹
w przesz³oœci” (Bogucka, 1992: 71). Podobne przekonanie o milczeniu ubogich, o ich wykluczeniu z dyskursu publicznego podziela wielu badaczy ubóstwa ró¿nych specjalnoœci, którzy w swych pracach próbuj¹ stworzyæ i daæ
mo¿liwoœæ wypowiedzi ludziom doœwiadczaj¹cym ubóstwa lub te¿ wypowiadaj¹ siê niejako w ich imieniu. Niniejszy tekst dotyczy tej problematyki.
Tekst sk³ada siê z czterech czêœci. Czêœæ pierwsza to przedstawienie problemu ubóstwa jako „milczenia”, a ludzi ¿yj¹cych w ubóstwie jako „ludzi
milcz¹cych”, wyra¿aj¹cego siê w próbach prze³amania tych ograniczeñ
w postaci has³a „daæ g³os ubogim”. W czêœci drugiej przedstawiam inspiracje i za³o¿enia badania w³asnego pod tytu³em „Biedni o sobie”, przeprowadzonego w lutym i marcu 2011 r. w ramach szerszego, aktualnie realizowanego pod moim kierunkiem projektu badawczego pt. „Dyskursy
ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego”1. Celem badania by³o „oddanie biednym g³osu”; s³u¿y³a temu metoda dyskusji grupowej, wybrana jako ta, która stwarza badanym wiêksz¹ ni¿ inne metody mo¿liwoœæ kontroli procesu
badawczego i daje im wiêksz¹ swobodê wypowiedzi. W czêœci trzeciej
przedstawiam warunki i przebieg badania, a w czwartej — oddajê g³os ludziom ubogim i wykluczonym (s¹ wœród nich tak¿e ci, którzy doœwiadczyli
ubóstwa w przesz³oœci). Dyskutowali oni o sposobach definiowania ubóstwa, jego przyczynach i skutkach oraz o strategiach radzenia sobie z tym
problemem, o wizerunkach ubóstwa w mediach i w polityce, a tak¿e wyra1 El¿bieta Tarkowska, Dyskursy ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego, projekt badawczy
nr NN 116 274738; niniejszy tekst powsta³ w jego ramach.
124
EL¯BIETA TARKOWSKA
¿ali opinie na temat postrzegania i traktowania biednych przez tych, którzy
nie doœwiadczyli biedy.
„Daæ g³os ubogim...”
„Daæ g³os ubogim” to postulat trwale obecny w naukach spo³ecznych zajmuj¹cych siê problemami ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego, przewijaj¹cy
siê w twórczoœci takich socjologów, jak P. Bourdieu czy D. Bertaux, historyków B. Geremka czy P. Thompsona, kluczowy dla antropologii ubóstwa
O. Lewisa, wa¿ny w twórczoœci szczególnie wra¿liwego na problemy spo³eczne Ryszarda Kapuœciñskiego. Analizy ponad stuletniej historii badañ ubóstwa (Tarkowska, 2004) pokazuj¹ tak¹ ich ewolucjê, która polega na stopniowym zbli¿aniu siê badacza do badanej rzeczywistoœci, na coraz bardziej
bezpoœrednich próbach zg³êbienia i zrozumienia tego z³o¿onego zjawiska, na
przybieraj¹cych ró¿ne postaci d¹¿eniach do uwzglêdnienia punktu widzenia
samych biednych i wykluczonych. W artykule Bli¿ej biednego — doœwiadczenia i potrzeby badawcze przedstawi³am kilka nurtów w naukach spo³ecznych,
w ramach których dokonywa³o siê takie przekszta³cenie perspektywy badawczej, które umo¿liwia³o w coraz wiêkszym stopniu uwzglêdnienie punktu widzenia samych biednych i wykluczonych. Przybiera³o to czêsto formê postulatu udzielenia im g³osu, dania im mo¿liwoœci wypowiedzi, wys³uchania ich
opinii. By³y to takie nurty, jak (1) w socjologii analizy dokumentów osobistych, pamiêtników (np. pamiêtników bezrobotnych), spisanych relacji i wyrastaj¹ca z tej tradycji (a tak¿e niezale¿na od niej) socjologia biografistyczna,
opieraj¹ca siê na wywiadach narracyjnych czy biograficznych; (2) perspektywa historii mówionej (oral history), polegaj¹ca na gromadzeniu bezpoœrednich
relacji ludzi biednych drog¹ tzw. wywiadów retrospektywnych; (3) antropologia ubóstwa O. Lewisa, czyli tzw. zwielokrotnione autobiografie ludzi
¿yj¹cych w ubóstwie (obszerne wywiady przeprowadzane z kilkoma cz³onkami tej samej rodziny, opracowywane przez antropologa w postaci wielowymiarowej historii ¿ycia rodziny); (4) monografie spo³ecznoœci dotkniêtych
ubóstwem, w których stosuje siê równolegle ró¿ne metody zbierania danych,
w tym tak¿e uwzglêdnia siê bezpoœrednie relacje, wywiady, wypowiedzi ludzi
doœwiadczaj¹cych ubóstwa); (5) aktywizuj¹ce badania uczestnicz¹ce z udzia³em samych zainteresowanych, czyli biednych (Tarkowska, 2004).
W¹tek „milczenia” i „udzielania g³osu biednym” jest we wszystkich tych
nurtach bardzo mocno obecny. Oto kilka ilustracji. Zacznijmy od Pamiêtników bezrobotnych z czasów Wielkiego Kryzysu (Pamiêtniki, 1933), których pu-
G³os biednych i wykluczonych
blikacja (podobnie jak wydanych w 1935 r. Pamiêtników ch³opów) sta³a siê
wielkim wydarzeniem nie tylko literackim. Ludwik Krzywicki nazwa³ je
w swej Przedmowie „g³osem zrozpaczonych, zdenerwowanych i roz¿alonych”,
recenzent „Dziennika Poznañskiego” okreœli³ jako: „Zbiorowa spowiedŸ ludzi, których codziennym chlebem nêdza i rozpacz. Straszny g³os oskar¿enia
i zarazem arcydzie³o formy” (Pamiêtniki, 1936). Podkreœlano, ¿e relacje pamiêtnikarskie da³y — mówi¹c jêzykiem wspó³czesnym — podmiotowoœæ
ludziom, którzy dotychczas byli pozbawieni mo¿liwoœci w³asnej wypowiedzi.
Pisa³a o tym M. D¹browska we wstêpie do drugiego tomu Pamiêtników
ch³opów: „Wyró¿nia te pamiêtniki spomiêdzy innych w polskim piœmiennictwie istniej¹cych to, ¿e wysz³y one ze sfer, które dot¹d wobec postronnego
œwiata milcza³y, a pomin¹wszy dwa- trzy wyj¹tki, oraz inspirowan¹ a nawet
wype³nian¹ przez inteligentów prasê ludow¹, co najwy¿ej klê³y, modli³y siê
i œpiewa³y. I to tylko dochodzi³o stamt¹d” (Pamiêtniki 1936: XI). Podobnie
ocenia³ Pamiêtniki ch³opów F. Mleczko: „Po raz pierwszy w historii naszej tak
rozlegle, piêknie i g³êboko przemówi³a wieœ polska...” (Pamiêtniki: 1936).
Chcê podkreœliæ punkt widzenia wyraŸnie i mocno obecny w polskiej tradycji socjologicznej: relacje osobiste, pamiêtniki jako mo¿liwoœæ bezpoœredniej wypowiedzi tych, którzy wczeœniej byli tego pozbawieni: biednych, „zahukanych”, pozbawionych g³osu i ubezw³asnowolnionych.
W podobnym kierunku — a w³aœciwie jeszcze dalej, jeœli idzie o stopieñ
prze³amywanego milczenia — id¹ za³o¿enia historii mówionej. Nie wszyscy
pochodz¹cy z „milcz¹cych sfer” byli i s¹ w stanie wypowiadaæ siê za poœrednictwem relacji pisemnych z braku podstawowych kompetencji i umiejêtnoœci — z racji nieznajomoœci sztuki pisania. Metoda ta zawodzi w przypadku
najg³êbszej, najbardziej dramatycznej biedy, gdy nêdzy towarzyszy skrajne
cierpienie i poczucie beznadziejnoœci, a tak¿e analfabetyzm, brak elementarnych umiejêtnoœci czy nawyków pisarskich.
Te ograniczenia prze³amuj¹ wywiady, a wiêc miêdzy innymi program historii mówionej, pos³uguj¹cej siê wywiadem nagrywanym na taœmê magnetofonow¹. Jeden z jej twórców, Paul Thompson pisa³, ¿e umo¿liwia ona badanie
tych ludzi, grup i kategorii spo³ecznych, które ze wzglêdu na upoœledzenie
i dyskryminacjê nie mia³y dot¹d mo¿liwoœci wypowiadania siê, by³y pozbawione g³osu: s¹ to przedstawiciele nizin spo³ecznych, grupy spo³eczne o niskim presti¿u, mniejszoœci, biedni, niepiœmienni, dzieci, kobiety, zwykli, bezimienni ludzie (Thompson: 1984: 223). Nagrywane na taœmê magnetofonow¹
wywiady o charakterze retrospektywnym mia³y byæ z zamierzenia ekwiwalentem pisanych i publikowanych pamiêtników i autobiografii, narzêdziem
zbierania danych bardziej demokratycznym ni¿ pisane autobiografie. Doty-
125
126
EL¯BIETA TARKOWSKA
czy to wszelkiego rodzaju wywiadów pog³êbionych, narracyjnych, biograficznych, nie tylko retrospektywnych.
W kontekœcie postulatów „udzielania biednym g³osu” odrêbnie trzeba potraktowaæ antropologiê ubóstwa O. Lewisa i jego metodê zwielokrotnionych
autobiografii, któr¹ zastosowa³ do badania ¿yj¹cych w biedzie rodzin meksykañskich i portorykañskich. Odrêbnie — z racji ogromnej, inspiruj¹cej roli
jego dzie³a (niezale¿nie od kontrowersji zwi¹zanych z bardzo krytykowan¹
koncepcj¹ kultury ubóstwa). Dla wielu badaczy wskazany przez Lewisa sposób dotarcia do niepowtarzalnych indywidualnych doœwiadczeñ ludzi ¿yj¹cych w ubóstwie okaza³ siê atrakcyjny i obiecuj¹cy. Obok Paula Thompsona
do O. Lewisa nawi¹zywa³ D. Bertaux, a w Polsce ju¿ w latach 70. A. Siciñski
i jego zespó³ badaczy stylów ¿ycia. Metoda O. Lewisa sta³a siê w ostatnich latach jednym ze Ÿróde³ inspiracji metodologicznych w miêdzynarodowym badaniu „Social History of Poverty in Central Europe”, kierowanym przez
J. Szalai; znalaz³y one wyraz w badaniu „Dawne i nowe formy ubóstwa w Polsce — styl ¿ycia biednych rodzin” (por.: Tarkowska, 2000), a tak¿e w innych badaniach polskich uczestników miêdzynarodowego projektu (por.:
Wódz, £êcki 1998; Warzywoda-Kruszyñska, 1999). Polega³y one na wywiadach retrospektywnych lub biograficznych, przeprowadzanych z przedstawicielami trzech lub dwóch pokoleñ w ka¿dej z badanych rodzin ¿yj¹cych
w ubóstwie. G³osy ludzi zmagaj¹cych siê z bied¹, bezrobociem i wykluczeniem spo³ecznym zosta³y najpe³niej pokazane w zbiorowej pracy Biedni o sobie
i swoim ¿yciu, przedstawiaj¹cej kilkanaœcie historii ¿ycia rodzin, zebranych
w powy¿szych badaniach, w tym obszerne wywiady z ich cz³onkami (Tarkowska, Warzywoda-Kruszyñska, Wódz, 2003).
Podobnie jak dla P. Thompsona, tak i dla innych badaczy ubóstwa nawi¹zuj¹cych do metody O. Lewisa wa¿ny, wrêcz kluczowy by³ motyw udzielenia
g³osu ludziom biednym, stworzenia mo¿liwoœci wypowiedzi ludziom, którzy
dot¹d mo¿liwoœci takiej nie mieli. Pisa³ O. Lewis: „Przy pomocy magnetofonu mog¹ mówiæ o sobie ludzie nie maj¹cy wprawy w pisaniu, niewykszta³ceni, nawet niepiœmienni i w naturalny, spontaniczny, wolny od zahamowañ
sposób opowiadaæ o swoich obserwacjach i doœwiadczeniach” (1964: 8 – 9).
Wywiad nagrywany na magnetofon to szansa uzyskania wypowiedzi ludzi,
których rzadko siê s³yszy, którzy rzadko opowiadaj¹ postronnemu œwiatu
o swoich problemach. W Rodzinie Martinezów Lewis pisa³: „stara³em siê dopuœciæ do g³osu bohaterów, których w inny sposób nie mo¿na by s³yszeæ” (Lewis,
1970: 30). Podobnie w innej ksi¹¿ce, w Nagim ¿yciu (La Vida): „Spróbowa³em
oddaæ g³os ludziom, których s³yszy siê rzadko. Chcia³em tym samym umo¿liwiæ czytelnikowi wgl¹d od wewn¹trz w sposób ¿ycia powszechny w wielu
G³os biednych i wykluczonych
ubogich, marginesowych grupach naszego spo³eczeñstwa, ale nie znanych
wiêkszoœci czytelników klasy œredniej, nie maj¹cych okazji poznaæ go b¹dŸ te¿
po prostu nie dostrzegaj¹cych faktu, ¿e takie ¿ycie istnieje. Co wiêcej, jednym
z g³ównych celów tej ksi¹¿ki jest przerzucenie mostu porozumienia pomiêdzy
najubo¿szymi i personelem nale¿¹cym do klasy œredniej — nauczycielami,
pracownikami opieki spo³ecznej, lekarzami, ksiê¿mi i innymi — na którego
barkach spoczywa prawie ca³y ciê¿ar odpowiedzialnoœci za realizacjê programów walki z nêdz¹. Mam nadziejê, ¿e lepsze zrozumienie istoty «kultury
nêdzy» doprowadzi ostatecznie do traktowania tych biednych ludzi i ich
trudnoœci z wiêkszym wspó³czuciem i dostarczy racjonalniejszej podstawy dla
owocnej akcji spo³ecznej” (Lewis, 1976: 6 – 7). Zacytowa³am Lewisa tak szeroko, gdy¿ ta wypowiedŸ dobrze przedstawia cele jego metody: „wgl¹d od
wewn¹trz” w badan¹ rzeczywistoœæ, d¹¿enie do „lepszego jej zrozumienia”
i tym samym do zbli¿enia siê do biednego („wiêkszego wspó³czucia”), a w rezultacie mo¿liwoœæ uzyskania t¹ drog¹ wiedzy praktycznie przydatnej w ³agodzeniu skutków ubóstwa i przeciwdzia³aniu mu.
Rzecznikiem ludzi pozbawionych g³osu by³ tak¿e R. Kapuœciñski. W wyk³adach dla studentów i w dyskusjach z m³odzie¿¹ mówi³: „Cz³owiek mo¿e byæ
ubogi nie dlatego, ¿e nic nie zjad³, ale dlatego, ¿e jest nieszanowany, poni¿any, lekcewa¿ony, pogardzany. Ubóstwo to stan spo³eczny i mentalny powoduj¹cy, ¿e cz³owiek
nie widzi wyjœcia z sytuacji, w jakiej siê znalaz³. Cz³owiek nie wie, jak ze stanu ubóstwa przejœæ do stanu zamo¿noœci. Poœwiêcam temu wiele uwagi, poniewa¿ cech¹ ubóstwa jest milczenie. Ubóstwo to stan niemo¿noœci wypowiedzenia siê. Ludzie ubodzy
nie maj¹ g³osu, nie s¹ nigdzie szanowani, nie s¹ tolerowani. Ktoœ musi mówiæ w ich
imieniu. To jest przyczyna, dla której o nich piszê” (Kapuœciñski, 2008: 34).
Tak¿e ojciec J. Wrzesiñski, francuski ksi¹dz o polskich korzeniach, wieloletni duszpasterz bezdomnych, cz³owiek, który sprawi³, ¿e g³os najbiedniejszych zosta³ us³yszany przez œwiat nauki i polityki, mówi³, pisa³ i dzia³a³
w imieniu ubogich, a tak¿e wraz z nimi. W przemówieniu wyg³oszonym
w grudniu 1980 na posiedzeniu sta³ego komitetu UNESCO do badania ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego ojciec Wrzesiñski wskaza³ na potrzebê
uwzglêdnienia wiedzy, jak¹ na temat biedy posiadaj¹ sami biedni i wykluczeni, czyli wiedzy o ubóstwie „z pierwszej rêki”, opartej na ich bezpoœrednim
doœwiadczeniu rzeczywistoœci ubóstwa w relacji do otaczaj¹cego œwiata. Postulowa³, by „poznaæ, co myœl¹ najbiedniejsi” (Wrzesiñski, 2010).
Przytoczone wypowiedzi pokazuj¹, ¿e pod ró¿nymi szyldami, ale wychodz¹c z podobnych za³o¿eñ o ubóstwie jako milczeniu d¹¿y siê do podobnych celów: do bezpoœredniego kontaktu z rzeczywistoœci¹ biedy, z indywidualnymi jej doœwiadczeniami, z niepowtarzalnym œwiatem wiedzy, prze¿yæ
127
128
EL¯BIETA TARKOWSKA
i emocji cz³owieka biednego. Udzielenie biednym g³osu prowadzi do uzyskania wiedzy, nieosi¹galnej w inny sposób2, wiedzy która pozwoli zrozumieæ
biednych i ich trudn¹ egzystencjê, wiedzy o istnieniu ¿ycia, o którym œwiat
nieznaj¹cy biedy nie ma pojêcia, wiedzy pozwalaj¹cej przybli¿yæ problemy
biednych szerszemu spo³eczeñstwu, stwarzaj¹c w ten sposób dobr¹ podstawê
dla bardziej skutecznych, bo bardziej adekwatnych do rzeczywistych potrzeb,
dzia³añ polityki spo³ecznej.
Wiele walorów ma podejœcie polegaj¹ce na udzielaniu biednym g³osu z badawczego punktu widzenia, ró¿ne wa¿ne korzyœci przynosi wiedza bezpoœrednia, autentyczna, „z pierwszej rêki”: poznanie, zrozumienie, wspó³czucie
dla egzystencji biednego, mo¿liwoœæ praktycznej przydatnoœci tej wiedzy. S¹
i pu³apki czyhaj¹ce na badacza stosuj¹cego to podejœcie: z jednej strony niebezpieczeñstwo „nadmiernego sentymentalizmu”, z drugiej „ujêcia zbyt brutalnego”, jak pisa³ Oscar Lewis (1964: 8); niebezpieczeñstwo niepotrzebnego
u¿alania siê nad losem biednych, a z drugiej strony — wyœmiewania siê, pogardy, kpiny, przed czym ostrzega³ P. Bourdieu (1998: 10); „zbytni romantyzm,
zbyt osobiste nastawienie, stronnicze podejœcie” to kolejne zagro¿enia wed³ug brytyjskiej badaczki L. Taylor (2001: 161 – 162). Kryje siê za tymi postulatami
nie tylko troska o poziom uzyskanej wiedzy, ale tak¿e troska o podmiotowoœæ
biednego, o prawo ludzi biednych do godnoœci.
Za has³em udzielenia biednym g³osu kryje siê bowiem tak dziœ popularne
has³o podmiotowoœci i upodmiotowienia biednego. Jak pokazuje Joanna Zalewska w tekœcie bêd¹cym przegl¹dem dyskursu polityki spo³ecznej, upodmiotowienie to „termin kameleon”, za którym kryj¹ siê takie kwestie, jak
„egzystencjalna podmiotowoœæ cz³owieka”, zwi¹zana z podstawowym prawem do godnoœci i szacunku, przys³uguj¹cym ka¿demu, jak wspieranie samodzielnoœci, respektowanie autonomii i indywidualnego wyboru, aktywne
wyra¿anie w³asnego s¹du, udzia³ w decyzjach i w dzia³aniu (Zalewska, 2011:
44 – 45). Elementy ró¿nie rozumianej podmiotowoœci znajdziemy w pewnych programach badawczych, opieraj¹cych siê na postulatach udzielenia
biednym g³osu. Kwestiê tê podnosi³ ojciec J. Wrzesiñski, inicjator ujmowania
ubóstwa w kategoriach ³amania praw cz³owieka, rzecznik postrzegania ludzi
ubogich jako partnerów i uczestników w walce z ubóstwem, w podejmowaniu decyzji ich dotycz¹cych, a tak¿e w tworzeniu wiedzy na ich temat. Jego
zas³ug¹ jest wypracowanie, propagowanie i wcielanie w ¿ycie podejœcia pole2
Na postulaty udzielania biednym g³osu jako na sposób uzyskania lepszej wiedzy mo¿na te¿
spojrzeæ z perspektywy nowej humanistyki, obecnej w niej teorii lokalizacji oraz idei uprzywilejowanego poznawczo umiejscowienia grup uciskanych (por. Domañska 2008). Nie jest to jednak
przedmiotem tego tekstu.
G³os biednych i wykluczonych
gaj¹cego na w³¹czeniu samych biednych do budowania wiedzy o biedzie
(Wrzesiñski, 2010). Ta nowa perspektywa w socjologii ubóstwa zosta³a spopularyzowana przez miêdzynarodowe grupy badawcze zwi¹zane ze stworzonym przez ojca Wrzesiñskiego ruchem ATD Czwarty Œwiat, czego wyrazem
sta³y siê badania powsta³e w tym krêgu, opublikowane w pracy o charakterystycznym tytule Talk with Us, Not at Us: How to Develop Partnerships Between
Families in Poverty and Professionals (ATD Fourth World 1996). Now¹ perspektywê w ramach socjologii ubóstwa, czyli aktywizuj¹ce badania uczestnicz¹ce z udzia³em samych zainteresowanych — biednych, podjêli badacze
brytyjscy — Ruth Lister wraz ze wspó³pracownikami w badaniu „Poverty
First Hand Study”(por.: Lister, Beresford 2000). Ich propozycja, która sta³a
siê inspiracj¹ badania tu przedstawionego, zostanie omówiona w drugiej czêœci niniejszego tekstu.
Czêœæ dotycz¹c¹ postulatu udzielenia biednym g³osu zakoñczmy pokazaniem jego konkretnego wcielenia w ¿ycie w Polsce. Postulat ten wszed³ do
oficjalnego dyskursu ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego w Unii Europejskiej, w tym w Polsce, a nasili³ siê w ramach obchodów roku 2010 jako Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem, którego celem by³o upowszechnienie
w spo³eczeñstwie wiedzy na temat zjawisk ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego, a zw³aszcza praw osób dotkniêtych tymi problemami, podnoszenie œwiadomoœci osób ubogich na temat przys³uguj¹cych im praw, przeciwdzia³anie
stygmatyzacji i praktykom stoj¹cym w sprzecznoœci z poszanowaniem praw
osób dotkniêtych bied¹. Podczas licznych w tamtym roku konferencji, seminariów i warsztatów norm¹ sta³a siê obecnoœæ ludzi doœwiadczaj¹cych ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego i przewidziane w programach sesji ich wypowiedzi.
Polski Komitet Sieci Przeciwdzia³ania Ubóstwu (EAPN), nawi¹zuj¹c do
najlepszych polskich tradycji pamiêtnikarskich, og³osi³ konkurs na pamiêtniki osób doœwiadczaj¹cych ubóstwa. Cenna ta inicjatywa spotka³a siê z niewielkim zainteresowaniem, mimo szeroko rozpowszechnianej informacji
o konkursie. Z jakichœ powodów biedni nie chcieli zabraæ g³osu. Na konkurs
nap³ynê³o 29 prac (wiêkszoœæ drog¹ mailow¹), z tego znaczna czêœæ od podopiecznych jednej instytucji, czyli Œrodowiskowego Domu Samopomocy w Tczewie. Opublikowano 26 prac konkursowych (Doœwiadczaj¹c 2010), które stanowi¹ cenny materia³ do analizy „g³osu ludzi biednych i wykluczonych”.
W obchodach Miêdzynarodowego Dnia Walki z Ubóstwem, 17 paŸdziernika 2010 r. udzia³ wziêli równie¿ ludzie doœwiadczaj¹cy ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego. Podczas przerwy w obradach, gdy rozmawia³am z gronem
osób z pewnej organizacji pozarz¹dowej zajmuj¹cej siê problemami ludzi
129
130
EL¯BIETA TARKOWSKA
biednych i wykluczonych, jeden z podopiecznych tej organizacji pokaza³ mi
swoj¹ wypowiedŸ, przygotowan¹ z tej okazji. By³ to pó³stronicowy wydruk
komputerowy. Przeczyta³am i bardzo siê zdziwi³am, ale nie zd¹¿y³am zareagowaæ, by³ koniec przerwy. Przedstawiony tekst by³ fragmentem mojego
w³asnego tekstu (z charakterystycznym powtarzaj¹cym siê pytaniem retorycznym), jaki wczeœniej, we wrzeœniu 2010 roku opublikowa³am w debacie
zorganizowanej przez portal Tezeusz na temat biedy i nietolerancji. W ten
sposób dowiedzia³am siê, ¿e chyba dobrze rozumiem „g³os ludzi doœwiadczaj¹cych ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego”, ale jednoczeœnie pojawi³o siê
pytanie: gdzie i jak szukaæ autentycznego g³osu ludzi biednych?
Badanie „Biedni o sobie”: inspiracje i za³o¿enia
Jak stara³am siê pokazaæ, sta³ym elementem ideologii towarzysz¹cej wykorzystywaniu w badaniach ubóstwa bezpoœrednich relacji ludzi ubogich (relacji pamiêtnikarskich lub ró¿nego rodzaju wywiadów pog³êbionych: biograficznych, retrospektywnych, zwielokrotnionych) by³o d¹¿enie do udzielenia
g³osu ludziom ¿yj¹cym w ubóstwie, wczeœniej tej mo¿liwoœci pozbawionym,
niemym i milcz¹cym. Ale badacze biedy poszli dalej i kolejnym etapem
emancypacji biednych uczynili ich aktywizacjê poprzez udzia³ w badaniach.
W ramach metodologii nale¿¹cej do nurtu action research, opartej na podejœciu
inkluzywnym, w³¹cza siê samych biednych do procesu badawczego, na przyk³ad daj¹c im mo¿liwoœæ uczestniczenia w ustalaniu poziomu minimalnego
bud¿etu, w myœl tzw. metodologii uzgodnieniowej (consensual methodology),
b¹dŸ te¿ zapewniaj¹c im uczestnictwo w ró¿nych fazach procesu badawczego,
co zaproponowa³a znana brytyjska badaczka Ruth Lister wraz ze wspó³pracownikami w ramach projektu „Poverty First Hand Study” (Lister, Beresford,
2000). Projekt ten mia³ powa¿ne zaplecze teoretyczne, metodologiczne
i etyczne.
Podczas konferencji zorganizowanej w stulecie pierwszego socjologicznego badania ubóstwa w dyskusji nad przysz³oœci¹ tych badañ Ruth Lister
stwierdzi³a, ¿e wyczerpa³y siê tradycyjne modele badania ubóstwa, polegaj¹ce na „liczeniu biednych” i pokazywaniu, w jakich warunkach oni ¿yj¹
oraz jak bieda wp³ywa na ich ¿ycie (Hills et al., 2000: 296). Zdiagnozowa³a
stan badañ jako wykluczenie biednych z dyskusji nad bied¹, a istniej¹c¹ tradycjê badañ okreœli³a jako ubezw³asnowolniaj¹c¹ biednego. Jej zdaniem iloœciowo-statystyczne podejœcie do badania biedy i mierzenie jej coraz bardziej
sophisticated metodami wzmacnia tylko „ciasny ateoretyczny empiryzm”, nie
G³os biednych i wykluczonych
sprzyja teorii, wyklucza i traktuje przedmiotowo badanych. W ramach tradycyjnego, obowi¹zuj¹cego modelu biednych traktuje siê jako pasywny obiekt
zainteresowania, czêsto niechêtny zmianom, raczej jako problem do rozwi¹zania, ni¿ jako ludzi, którzy ów problem maj¹. Badania traktuj¹ce biednych przedmiotowo wzmacniaj¹ ich wykluczenie. Zdaniem brytyjskiej badaczki biednych nie mo¿na d³u¿ej traktowaæ wy³¹cznie jako Ÿród³a informacji.
Trzeba uwzglêdniæ fakt, ¿e ludzie z doœwiadczeniem ubóstwa maj¹ szczególn¹
wiedzê i zrozumienie ich opresyjnej sytuacji, podobnie jak kobiety, czarni,
niepe³nosprawni i in. Trzeba odrzuciæ za³o¿enie, ¿e badacz zewnêtrzny wie lepiej
i rzuciæ wyzwanie tradycyjnemu podzia³owi na „my” i „oni”. Biedni powinni
staæ siê swymi w³asnymi badaczami (Lister, Beresford, 2000: 284 – 288).
Inkluzywna metodologia Ruth Lister i jej wspó³pracowników wspiera siê na
nowym paradygmacie badawczym, bêd¹cym po³¹czeniem kilku podejœæ w³¹czaj¹cych badanego w proces badawczy (action research, feminist research) i k³ad¹cych nacisk na bardziej egalitarne relacje miêdzy badaczem a badanym.
„Uczestnicz¹ce badanie aktywizuj¹ce” (participatory action research) to badanie
z ludŸmi raczej ni¿ badanie o ludziach (Reason, 1994: 1, za: Lister, Beresford
2000: 288), to raczej dialog, w którym „s³ychaæ ró¿ne g³osy” (tam¿e: 298). Ten
typ podejœcia jest rekomendowany przez UNDP jako podejœcie emancypuj¹ce,
sk³aniaj¹ce ludzi do refleksji nad w³asn¹ sytuacj¹ i do wyra¿enia w³asnych problemów i priorytetów” (UNDP, 1997: 104, za: Lister, Bereesford, 2000: 289).
Taki jest kontekst projektu „Poverty First Hand Study”; jednym z jego celów by³o, by „g³os ludzi znajduj¹cych siê w biedzie by³ s³yszany wyraŸniej ni¿
dotychczas” (Lister, Beresford, 2000: 284). Sami biedni brali udzia³ w ró¿nych fazach badania. Polega³o ono na dyskusjach w 20 grupach, których
uczestnicy byli wy³onieni ze wzglêdu na przesz³e lub obecne doœwiadczenie
ubóstwa. Wybór dyskusji grupowych, a nie indywidualnych wywiadów, powszechnie stosowanych w badaniach ubóstwa, autorzy uzasadniali chêci¹
umo¿liwienia uczestnikom wiêkszej kontroli nad przebiegiem badania i ³atwiejszej prezentacji w³asnych przemyœleñ i opinii. Grupy dobrano ze wzglêdu
na ró¿ne kryteria (typ rodziny, rodzaj dochodów, ró¿ne grupy wieku, odrêbne
grupy kobiet, niepe³nosprawnych, bezrobotnych itd.), oddaj¹ce zró¿nicowanie ludzi ¿yj¹cych w ubóstwie, czego tradycyjny model badañ nie uwzglêdnia³, traktuj¹c ogó³ biednych jako niezró¿nicowan¹ ca³oœæ. Dyskusje w grupach, czêœciowo ustrukturalizowane, dotyczy³y definicji ubóstwa, przyczyn
i skutków ubóstwa oraz sposobów im przeciwdzia³ania, obrazu ubóstwa
w mediach i w polityce oraz innych problemów.
Istotnym efektem takiego badania jest, zdaniem R. Lister, przywrócenie
biednym poczucia godnoœci, naruszanego, gdy s¹ traktowani jako pasywne
131
132
EL¯BIETA TARKOWSKA
ofiary, jako problem do rozwi¹zania bez ich udzia³u. Badanie tego rodzaju jest
jednak przedsiêwziêciem bardzo trudnym organizacyjnie (d³ugi czas badania,
trudnoœci zwerbowania do badania osób ¿yj¹cych w ubóstwie, które na ogó³
nie chc¹ siê przyznaæ do biedy) i kosztownym. Ze wzglêdu jednak na lepsz¹
skutecznoœæ polityki spo³ecznej, warte jest podjêcia (Lister, Beresford, 2000).
Badanie R. Lister i wspó³pracowników sta³o siê metodologiczn¹ i merytoryczn¹ inspiracj¹ mojego badania „Biedni o sobie”, przeprowadzonego w ramach projektu „Dyskursy ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego”. Ze wzglêdu
na pewn¹ istotn¹ przeszkodê, jaka wyst¹pi³a w jego realizacji (o czym ni¿ej),
bli¿sze jest ono raczej ideom „udzielenia biednym g³osu ni¿ ich emancypacji
poprzez badanie, zgodnie z programem brytyjskiej badaczki. Ró¿ni siê ono
pod pewnymi wzglêdami od badañ sk³adaj¹cych siê na ca³y projekt. Inne
by³y nie tylko inspiracje i niektóre cele szczegó³owe omawianego badania,
inne przede wszystkim metody pozyskiwania empirii i gromadzenia danych.
Wspólna natomiast dla ca³ego kompleksu badañ w ramach projektu by³a
ogólna perspektywa konstruktywistyczna, polegaj¹ca na d¹¿eniu do uchwycenia podmiotowego i subiektywnego wymiaru ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego w spo³eczeñstwie polskim, wspólna by³a te¿ idea koncentracji uwagi
na relacyjno-symbolicznych aspektach tych zjawisk, wspólne cele i metody
analizy uzyskanego materia³u.
Wspó³czesna socjologia, czy szerzej — nauki spo³eczne — zajmuj¹ siê
nie tylko bied¹ materialn¹ i jej skrajnymi postaciami, bezdomnoœci¹, g³odem,
trudnoœciami i strategiami przetrwania ludzi zmagaj¹cych siê z brakiem podstawowych œrodków do ¿ycia, lecz podkreœlaj¹ wagê subiektywnego i podmiotowego, relacyjnego i symbolicznego wymiaru tego kompleksu zjawisk,
jakim jest ubóstwo. Konstruktywistyczne nurty wspó³czesnej socjologii, jak
pokazuje K. Frysztacki w swej Socjologii problemów spo³ecznych, polegaj¹ce na
uwzglêdnieniu „subiektywizacji zjawisk spo³ecznych”, koncentruj¹ce siê na
interpretacjach, przekonaniach i wyobra¿eniach, na sferze znaczeñ i symboli,
znajduje wa¿n¹, sprawdzon¹ praktycznie egzemplifikacjê w ramach socjologii problemów spo³ecznych (Frysztacki, 2009: 57 – 65). W polskiej socjologii najpe³niejszym chyba przyk³adem zastosowania takiego podejœcia do jednego z problemów spo³ecznych jest studium polskiego bezrobocia L. Misia,
³¹cz¹ce analizê tego problemu „w kategoriach obiektywistycznych” z badaniem „w kategoriach subiektywistycznych” (Miœ, 2007). W analizie tej szczególn¹ rolê odgrywa pojêcie ram (i obramowania), ujmuj¹ce obecne w kulturze i wiedzy potocznej gotowe schematy interpretacyjne, charakteryzuj¹ce siê
powszechnoœci¹, umo¿liwiaj¹ce komunikacjê i porozumienie, bêd¹ce wytworem wczeœniejszych interakcji. „Jednostka postrzega, rozumie, wyobra¿a
G³os biednych i wykluczonych
sobie, podejmuje decyzje i rozwi¹zuje problemy, korzystaj¹c z zasobów zbiorowoœci, podsuwanych przez innych w trakcie bezpoœrednich interakcji z innymi, rozmów prowadzonych w ró¿nych krêgach spo³ecznych (rodzina, s¹siedzi,
wspó³pracownicy itp.), a tak¿e ze œrodków masowego przekazu. Zarówno
w kontaktach twarz¹ w twarz, jak i w przyswajaniu materia³ów medialnych
jednostka znajduje gotowe schematy interpretacyjne” (Miœ, 2007: 84). Komunikuj¹cych siê cz³onków zbiorowoœci ³¹czy wspólna wiedza symboliczna,
„wspó³myœlenie”, jak to ³adnie nazywa autor, polegaj¹ce na u¿ywaniu „tych
samych idiomów, sformu³owañ, obrazów, atrybucji” (Miœ, 2007: 84). Gotowych schematów interpretacji mo¿emy szukaæ zarówno w wytworach kultury, w przekazach medialnych, jak i w wypowiedziach zwyk³ych ludzi.
Badanie „Biedni o sobie”: metoda, warunki i przebieg
Badanie „Biedni o sobie” polega³o na grupowych dyskusjach ludzi, którzy doœwiadczyli ubóstwa w przesz³oœci lub obecnie. W wypadku osoby, która —
jak autorka tych s³ów — nigdy nie robi³a badañ „fokusowych”, wybór metody zogniskowanego wywiadu grupowego musia³ byæ decyzj¹ dobrze przemyœlan¹ i uzasadnion¹. Przeciwko tej metodzie przemawia³ fakt dra¿liwoœci problemu biedy, niechêæ do przyznawania siê do trudnej sytuacji, ukrywanie jej
przed otoczeniem, towarzysz¹cy jej wstyd i poczucie upokorzenia, co pokazuj¹
liczne materia³y, w tym zebrane w ramach mojego badania ubóstwa z po³owy
lat 90. pt. „Dawne i nowe formy ubóstwa — styl ¿ycia biednych rodzin”, jak
i materia³y pamiêtnikarskie3. Za przyjêciem tej metody z kolei przemawia³y
znane przyk³ady jej zastosowania: zarówno doœwiadczenie zespo³u Ruth Lister,
jak i badanie Darii Popovej, która w ramach projektu „Poverty, Ethnicity and
Gender during Market Transition”, kierowanego przez Ivana Szelenyiego,
przeprowadzi³a wywiady grupowe wœród zubo¿a³ych mieszkañców rosyjskiej
wsi. Badanie korupcji Anny Kubiak z zastosowaniem metody zogniskowanego wywiadu grupowego pokaza³y, ¿e jest to metoda odpowiednia do badania
trudnych, dra¿liwych problemów (Kubiak, 2007), podobnie jak rozmowy
i konsultacje ze specjalistami i praktykami w zakresie zogniskowanego wywiadu
grupowego upewni³y mnie w zasadnoœci zastosowania tej metody do badania
ubóstwa, jego spo³ecznego wizerunku i jego relacyjno-symbolicznych aspektów4.
3
Ten wymiar biedy przedstawi³am w tekœcie „Subiektywny wymiar ubóstwa” (Tarkowska,
2012).
4 W tym miejscu chcia³abym wyraziæ podziêkowania pani dr Jolancie Lisek-Michalskiej
i pani dr K. Staszyñskiej za cenne rady i wskazówki, które pomog³y mi unikn¹æ wielu b³êdów.
133
134
EL¯BIETA TARKOWSKA
Dodatkowym, ubocznym, niejako prywatnym celem mojego badania by³a
chêæ sprawdzenia, czy rzeczywiœcie zogniskowany wywiad grupowy nadaje siê
do badania ubóstwa.
Przedmiotem badania by³y koncepcje, wyobra¿enia, opinie i odczucia ludzi doœwiadczaj¹cych (obecnie lub w przesz³oœci) ubóstwa na temat samego
ubóstwa, sposobów definiowania tego zjawiska, jego przyczyn, konsekwencji
oraz sposobów radzenia sobie z sytuacj¹ braków i niedoborów. Odrêbn¹ grupê problemów stanowi³y obrazy ubóstwa w mediach i w polityce oraz opinie
na temat tego, jak zdaniem badanych biedni s¹ postrzegani i traktowani
przez tych, którzy nie doœwiadczyli biedy. Celem badania by³o poznanie i rekonstrukcja tego, co myœl¹ i co czuj¹ ludzie znaj¹cy biedê z w³asnego doœwiadczenia, dotarcie do ich przemyœleñ, ocen i odczuæ, a tak¿e do ich „jaŸni
odzwierciedlonej”, czyli poznanie tego, co R. Lister nazywa „relacyjno-symbolicznymi aspektami biedy” (Lister, 2007). Na podstawie wiedzy wyniesionej z kilkunastu lat badania ubóstwa, z badañ w³asnych i znajomoœci cudzych
mo¿na by³o za³o¿yæ, ¿e szczególnie trudnym doœwiadczeniem ¿ycia w biedzie
jest to, co mieœci siê pod has³em subiektywnego jego wymiaru, aspektów relacyjno-symbolicznych i ca³ej „strategii zarz¹dzania stresem”5. Za³o¿y³am
równie¿, na podstawie znajomoœci cudzych badañ i opinii ekspertów, ¿e metoda zogniskowanego wywiadu grupowego jest sposobem wspomagaj¹cym
i u³atwiaj¹cym wypowiedzi ludzi ¿yj¹cych w warunkach ubóstwa, na ogó³
rzadko lub wcale nie wypowiadaj¹cych siê na temat w³asnej sytuacji lub
wrêcz „niemych”.
Zachêt¹ do udzia³u w dyskusji by³a propozycja przyjêcia przez potencjalnego uczestnika roli eksperta, który zna z w³asnego doœwiadczenia (obecnego
lub w przesz³oœci) problemy biedy i którego g³os jest wa¿ny w próbie zrozumienia, czym dla ludzi jest bieda i jakie jej konsekwencje s¹ szczególnie wa¿ne. Inspiracj¹ do dyskusji, do ujawnienia swojego spojrzenia na biedê
i zwi¹zane z ni¹ problemy by³ scenariusz wywiadu, który zawiera³ trzy grupy
problemów. Po pierwsze, koncepcje, wyobra¿enia, sposoby rozumienia ubóstwa, zawieraj¹ce siê w takich pytaniach, jak: Co to jest bieda? Jak ludzie
staj¹ siê biedni? Kto to jest cz³owiek biedny? Czego brak odczuwaj¹ najbardziej ludzie biedni? Jak ludzie radz¹ sobie z bied¹? Dla kogo bieda jest trudniejszym doœwiadczeniem: dla ludzi starszych czy dla m³odych? Dla kobiet
5
Ten typ strategii dobrze oddaje konstruktywistyczny, subiektywistyczny punkt widzenia na
ubóstwo, czêœciej analizowane z perspektywy strategii „obiektywistycznych”, czyli tych, których
celem jest zapewnienie warunków ¿ycia i przetrwania, jak najczêœciej opisywane w literaturze
strategie maksymalizacji œrodków i zasobów b¹dŸ minimalizacji kosztów (por.: Tarkowska,
2012b).
G³os biednych i wykluczonych
czy dla mê¿czyzn? Dla mieszkaj¹cych na wsi czy w mieœcie? Jak mo¿na wyjœæ
z biedy? Kto w tym pomaga ludziom biednym? Co przeszkadza i sprawia, ¿e
nie mo¿na wyjœæ z biedy?
Drugi blok pytañ dotyczy³ stosunku œwiata nie-biednego do biedy i biednych, a wiêc takich kwestii, jak: Na czyj¹ pomoc mo¿e liczyæ cz³owiek ¿yj¹cy
w biedzie? Czy ³atwo jest przyjmowaæ pomoc ludzi i instytucji? Co o ¿yciu
w biedzie wiedz¹ ci, którzy nie s¹ biedni? Jak ludzie, którzy nie zaznali biedy,
odnosz¹ siê do biednych? Czy telewizja i prasa mówi¹ wystarczaj¹co du¿o
o biedzie i biednych w Polsce? Czy Koœció³ interesuje siê bied¹? Czy pomaga
ludziom biednym? Czy politycy zajmuj¹ siê problemami ludzi biednych dostatecznie? Jak do ludzi ¿yj¹cych w trudnych warunkach odnosz¹ siê ci, którzy nie s¹ biedni: Urzêdnicy? Pracownicy socjalni? Nauczyciele? Ksiê¿a?
S³u¿ba zdrowia? Policja? Czy badani zetknêli siê osobiœcie z ¿yczliwoœci¹ i pomoc¹ wobec biednych? Z wrogoœci¹ lub niechêci¹? Co jest najtrudniejszym
doœwiadczeniem w ¿yciu cz³owieka biednego?
Trzecia czêœæ dyskusji dotyczy³a interpretacji pewnych autentycznych wydarzeñ, dotycz¹cych ubóstwa i postaw wobec biednych: historia nowo narodzonej dziewczynki, Ró¿y, któr¹ odebrano rodzicom, bo byli biedni i niezaradni, umieszczanie ludzi ubogich w budynkach socjalnych na peryferiach
miast i osiedli, zainteresowanie pracownika socjalnego podczas wywiadu œrodowiskowego zawartoœci¹ szaf i lodówek podopiecznych, wypadek busa dowo¿¹cego do pracy przy zbiorze jab³ek, w którym zginê³o 18 ludzi.
W doborze badanych grup i ich uczestników bra³am pod uwagê charakterystyczne cechy polskiej biedy, a wiêc z jednej strony biedê wiejsk¹, biedê popegeerowsk¹, z drugiej zjawiska feminizacji i juwenilizacji ubóstwa a tak¿e
— ze wzglêdu na myœl ojca J. Wrzesiñskiego, za³o¿yciela ATD Czwarty
Œwiat, patronuj¹cego niejako mojemu badaniu, oddzia³ywanie jego ideologii
w praktyce stowarzyszenia pomagaj¹cego biednym. Dlatego te¿ zaplanowa³am trzy grupy dyskusyjne: (1) grupê kobiet-matek rodzin z terenów
popegeerowskich (wieœ lub ma³e miasteczko zachodniopomorskie lub warmiñsko-mazurskie), (2) grupê m³odzie¿y bezrobotnej ze wsi lub z ma³ego
miasteczka, (3) lokalne œrodowisko miejskie jednego z oddzia³ów stowarzyszenia pomagaj¹cego ludziom zmagaj¹cym siê z bied¹ i z bezdomnoœci¹.
Pierwszy wywiad grupowy przebiega³ w grupie kobiet — matek rodzin,
ze wzglêdu na wyj¹tkow¹ rolê kobiet w warunkach ubóstwa, które staj¹ siê
„mened¿erkami ubóstwa”, tak¿e w Polsce. Drugi wywiad grupowy przeprowadzono z grup¹ m³odych ludzi — ze wzglêdu na szczególnie trudn¹ sytuacjê m³odego pokolenia, trudnoœci ze znalezieniem pracy i z rozpoczêciem samodzielnego ¿ycia. Dotychczasowe moje doœwiadczenie badawcze w obu
135
136
EL¯BIETA TARKOWSKA
tych obszarach zjawisk, znajomoœæ problemów obu badanych œrodowisk by³y
dodatkowym argumentem za takim doborem uczestników badania. Doœwiadczenie badawcze i znajomoœæ problemu okaza³y siê jednak niewystarczaj¹ce dla realizacji zaplanowanego trzeciego wywiadu grupowego, który
pod pewnym wzglêdem mia³ mieæ wyj¹tkowy charakter.
R. Lister w swoim pionierskim badaniu „Poverty First Hand Study” nie
tylko przeprowadzi³a dwadzieœcia wywiadów grupowych, ale ponadto, po
przygotowaniu raportów z dyskusji, dawa³a je do oceny, autoryzacji i skomentowania uczestnikom. W rezultacie tej procedury badani — ludzie
doœwiadczaj¹cy ubóstwa — mieli rzeczywiœcie aktywny udzia³ w ca³ym
procesie badawczym. Ze wzglêdów bardziej technicznych ni¿ merytorycznych (zaplanowane badanie by³o tylko cz¹stk¹ znacznie wiêkszego, wielozadaniowego projektu, przygotowane i opracowywane jednoosobowo, realizowane przez wynajêtych specjalistów, przy bardzo ograniczonych
œrodkach finansowych i równie ograniczonych mo¿liwoœciach czasowych)
ograniczy³am siê do trzech wywiadów grupowych. I tylko w jednym przypadku zaplanowa³am ci¹g dalszy w postaci ponownej dyskusji uczestników,
tym razem przeprowadzonej przeze mnie i dotycz¹cej pierwszej wersji raportu. Wydawa³o siê to mo¿liwe w œrodowisku podopiecznych lokalnego
oddzia³u stowarzyszenia, z którym od wielu lat blisko wspó³pracujê.
Wbrew wstêpnym ustaleniom zdecydowana odmowa ze strony wolontariuszy, prowadz¹cych lokalny oddzia³ wspomnianego stowarzyszenia, dzia³aj¹cy wœród ludzi dotkniêtych ubóstwem i bezdomnoœci¹, uniemo¿liwi³a
realizacjê tego zamierzenia. W rezultacie trzeci wywiad grupowy przeprowadzono ze zró¿nicowan¹ grup¹ osób obojga p³ci, zmagaj¹cych siê z ubóstwem obecnie lub doœwiadczaj¹cych go w przesz³oœci, ubóstwem o ró¿nej
genezie i charakterze, w mieœcie œredniej wielkoœci. Wywiady grupowe
przeprowadzono w lutym i w marcu 2011 roku. Poprowadzili je doœwiadczeni badacze z Zespo³u Realizacji Badañ Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. S³u¿yli te¿ pomoc¹ i konsultacj¹ w dostosowaniu scenariusza wywiadu do wymogów zogniskowanego wywiadu grupowego6. Dostarczyli
opisów i interpretacji przebiegu wywiadu z uwzglêdnieniem osób, które
próbowa³y zak³óciæ przebieg dyskusji, zdominowaæ j¹ lub w inny sposób
zniekszta³ciæ. Tak wiêc z wyj¹tkiem uwzglêdnienia jednej, niestety bardzo
wa¿nej w planowanym przedsiêwziêciu, grupy osób, wszelkie inne cele
i za³o¿enia badania uda³o siê zrealizowaæ.
6
Uczestnikom badania chcia³abym w tym miejscu z³o¿yæ podziêkowania za poœwiêcony nam
czas i podzielenie siê z nami swoimi przemyœleniami, opiniami i odczuciami.
G³os biednych i wykluczonych
Biedni o biedzie i o relacjach ze œwiatem, który nie zna biedy
W wyniku powy¿szych okolicznoœci przeprowadzono nastêpuj¹ce wywiady
grupowe; okreœli³am je roboczo symbolami literowymi: G, L oraz R.
Wywiad I /G. Uczestniczkami dyskusji by³o 10 kobiet, „matek rodzin” ze
wsi popegerowskiej w województwie warmiñsko-mazurskim. By³y to kobiety
w ró¿nym wieku, w szerokim przedziale lat 23 – 55, przy czym przewa¿a³y
kobiety m³ode, poni¿ej 35 roku ¿ycia (7 osób). Wszystkie mia³y dzieci, na
ogó³ dwoje lub troje, ale jedna z kobiet mia³a jedno dziecko, a inna — czworo dzieci. Charakterystyka uczestniczek grupy w pe³ni odpowiada³a za³o¿eniom badania. G³ówne tematy, jakie wyraŸnie zaznaczy³y siê w dyskusji, dotyczy³y w pierwszym rzêdzie ró¿nic miêdzy miastem a wsi¹, na niekorzyœæ
wsi, i ujmowane by³y w trzech wymiarach: po pierwsze, w trudnym dostêpie
do zatrudnienia, w tym tak¿e do pracy sezonowej lub dorywczej; po drugie,
w ograniczonym dostêpie do tanich sklepów, takich jak Biedronka, gdy ceny
¿ywnoœci w sklepach wiejskich s¹ bardzo wysokie; po trzecie, w trudnoœciach
dojazdu do pracy, a zw³aszcza powrotu z pracy, co stanowi w opinii badanych
barierê zatrudnienia. Drugi wa¿ny temat, jaki wy³oni³ siê z dyskusji, dotyczy³
wp³ywu biedy na ¿ycie rodzinne i przebiega³ równie¿ w trzech wymiarach: po
pierwsze, wp³yw biedy, zw³aszcza wyjazdów w poszukiwaniu pracy (wymuszonych wyjazdów) na relacje w rodzinie, w tym na rozpad rodziny; po drugie, wp³yw biedy na rezygnacjê kobiet z w³asnych potrzeb, które „przegrywaj¹” z potrzebami dzieci oraz mê¿a; po trzecie, rodzinny przekaz biedy,
trwanie w biedzie kolejnych pokoleñ.
Wywiad II / L. Uczestnikami drugiej grupy dyskusyjnej by³o 8 m³odych
osób, w wieku 20 – 24 lata, trzy kobiety i piêciu mê¿czyzn, mieszkaj¹cych na
wsi w okolicach ma³ego miasta powiatowego w centralnej Polsce. By³y to osoby nie pracuj¹ce i nie ucz¹ce siê, pochodz¹ce z rodzin korzystaj¹cych z pomocy
spo³ecznej. Charakterystyka uczestników grupy w pe³ni odpowiada³a za³o¿eniom badania. G³ówne w¹tki dyskusji dotyczy³y: po pierwsze, uprzedzenia
osób dobrze sytuowanych do biednych jako najwiêkszej bol¹czki osób doœwiadczaj¹cych biedy; po drugie, ró¿nic miêdzy kobietami i mê¿czyznami w definiowaniu biedy, w prze¿ywaniu tej sytuacji i w radzeniu sobie z ni¹; po trzecie,
krytyki instytucji pomocy spo³ecznej za dostarczanie „ryby” zamiast „wêdki”.
Wywiad III/ R. W dyskusji wziê³o udzia³ dziesiêæ osób, piêæ kobiet i piêciu mê¿czyzn, mieszkañców miasta œredniej wielkoœci w centralnej Polsce,
137
138
EL¯BIETA TARKOWSKA
w zró¿nicowanym wieku (od 29 do 60 lat), o zró¿nicowanej sytuacji rodzinnej
i ma³o zró¿nicowanej sytuacji na rynku pracy: spoœród dziesiêciu osób dziewiêæ nie mia³o sta³ej pracy; jedyna osoba pracuj¹ca (na umowê-zlecenie
w dwu miejscach pracy) nie osi¹ga³a miesiêcznie 1000 z³otych wynagrodzenia. Wœród uczestników grupy by³y dwie osoby mieszkaj¹ce w domach dla
bezdomnych, przy czym jedna z nich nie ujawni³a tego faktu. Ze wzglêdu na
liczbê uczestników dyskusji trwa³a ona bardzo d³ugo, a mianowicie ponad
2,5 godz. Dyskutanci najczêœciej odwo³ywali siê do w³asnych doœwiadczeñ
¿yciowych. G³ówne w¹tki dyskusji to: po pierwsze, utrata i niemo¿noœæ znalezienia pracy; po drugie, s³aboœæ i niewydolnoœæ instytucji pomagaj¹cych
biednym, przy czym uwagê zwracaj¹ dwie sprawy: wy³¹cznie negatywne doœwiadczenia kontaktów z Miejskim Oœrodkierm Pomocy Spo³ecznej i z Powiatowym Urzêdem Pracy oraz niemal ca³kowita nieobecnoœæ Koœcio³a
w udzielaniu pomocy potrzebuj¹cym; po trzecie, izolacja spo³eczna jako jedna z bardziej dotkliwych konsekwencji ubóstwa.
Streszczony powy¿ej scenariusz wywiadu grupowego by³ jednakowy we
wszystkich trzech przypadkach. G³ówne w¹tki rozmowy potoczy³y siê
w kierunkach zwi¹zanych z doœwiadczeniami ró¿nych kategorii rozmówców: dla kobiet wa¿ne okaza³y siê ró¿nice miasto/wieœ w kontekœcie zaspokajania potrzeb ¿ycia codziennego oraz bezpoœrednie skutki biedy dla funkcjonowania rodziny. Wœród ludzi m³odych szczególnie wa¿ne okaza³y siê
kwestie relacyjne (presti¿owe) oraz ró¿nice miêdzy p³ciami, z kolei grupa
zró¿nicowanych uczestników, wœród której byli ludzie aktualnie doznaj¹cy
skrajnego ubóstwa, w tym bezdomnoœci, mia³a du¿o do powiedzenia na temat braku i utraty pracy oraz s³aboœci czy wrêcz niedow³adu instytucji,
które powinny œwiadczyæ biednym pomoc z racji ich zadañ (MOPS, PUP)
lub misji (Koœció³).
Jakiej wiedzy dostarczy³y materia³y zebrane w wyniku przeprowadzonych
trzech wywiadów grupowych? Czego dowiedzieliœmy siê o spo³ecznych wizerunkach ubóstwa i o sposobach interpretacji jego skutków? Czego dowiedzieliœmy siê o tym, co myœl¹ i co czuj¹ ludzie ¿yj¹cy w ubóstwie? Jak reaguj¹ na
sytuacjê biedy, jak sobie z ni¹ radz¹ psychicznie, jak j¹ prze¿ywaj¹? Z jakimi
postawami wobec biednych i biedy siê stykaj¹? Jak odbieraj¹ to, co na ich temat mówi siê publicznie? Co czuj¹ w konfrontacji z ludŸmi i instytucjami
œwiata nie znaj¹cego biedy7?
7
Niniejszy tekst zawiera jedynie fragment bogatej wiedzy uzyskanej w badaniu. Pierwotnie
planowa³am w opracowaniu koñcowym projektu badawczego uwzglêdniæ obok materia³ów zebranych w trakcie omawianych badañ tak¿e materia³y z moich wczeœniejszych badañ, czyli wypowiedzi ludzi ¿yj¹cych w biedzie, zawarte w wywiadach retrospektywnych w ramach badañ stylów
G³os biednych i wykluczonych
W niniejszym tekœcie ograniczê siê tylko do niewielkiego fragmentu bogatej wiedzy, zgromadzonej w badaniu. Bêd¹ to, po pierwsze, sposoby definiowania biedy, skojarzenia i wyobra¿enia z ni¹ zwi¹zane, po drugie, kwestia
relacyjnego wymiaru ubóstwa, odbiór komunikatów wysy³anych przez innych ludzi i instytucje, przez œwiat nie znaj¹cy biedy, do ludzi biednych na ich
temat.
Zacznijmy od tego, ¿e przedstawiaj¹c siê na wstêpie dyskusji uczestniczki
pierwszego wywiadu grupowego odrzuci³y okreœlenie samych siebie jako
osób „ubogich” czy „biednych”, proponuj¹c w zamian termin „osoby mniej
zamo¿ne”. Znana z literatury (Ruth Lister w swoich badaniach unika œwiadomie terminu „bieda” jako stygmatyzuj¹cego) i z w³asnej praktyki badawczej
(ludzie w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej na ogó³ unikaj¹ deklaracji
przynale¿noœci do sfery ubóstwa, mówi¹c: „s¹ biedniejsi ode mnie”) zasada
unikania stygmatyzuj¹cych terminów „bieda”, „biedni” znalaz³a wœród moich badanych spontaniczne zastosowanie. Pomijanie, negowanie, pomniejszanie, to jedna z typowych strategii dyskursywnych, wiele mówi¹ca w kontekœcie rekonstrukcji wizerunku biedy i biednych. Dobry punkt wyjscia, znacz¹ce
wprowadzenie do takiej rekonstrukcji.
Pierwsze odpowiedzi na pytania o wyobra¿enia biedy pokazuj¹ skojarzenia z czymœ ocenianym negatywnie. Bieda to „widok nieszczêœcia, tych problemów, k³opotów, ¿e ciê¿ko jest po prostu ¿yæ. Ciê¿ko jest na chleb zarobiæ. Ciê¿ko jest
wszystko”. Bieda to coœ z³ego, ponurego b¹dŸ smutnego; w interpretacji ludzi
znaj¹cych j¹ z autopsji bieda to „smutek, rozterki, problemy ¿ycia codziennego”.
Okreœlenia, jakimi bieda jest opisywana, to tak¿e czarna rozpacz, niepewnoœæ, strach, stres, lêk o przysz³oœæ, „obawa wobec jutra, troska o codziennoœæ”,
„martwienie siê z dnia na dzieñ”, „co bêdzie jutro”, „sk¹d wzi¹æ na ten chleb”. Bieda
to tak¿e samotnoœæ i izolacja; znajomi, a nawet rodzina odwracaj¹ siê od ludzi
dotkniêtych bied¹, „gdy cz³owiek traci fundusze, traci masê znajomych”. Charakterystyka subiektywnego wymiaru ubóstwa jest wielowymiarowa; odnosi siê
zarówno do stresów zwi¹zanych z zaspokajaniem codziennych potrzeb, jak
i do „braku perspektyw” czy te¿ „braku perspektywy”, lêku o przysz³oœæ
w³asn¹, a przede wszystkim o przysz³oœæ dzieci. Obok okreœleñ opisowych
i w miarê neutralnych, odnosz¹cych siê do biedy jako do uogólnionego nieszczêœcia, pojawiaj¹ siê te¿ charakterystyki zwi¹zane z moralizatorskim dyskursem biedy jako biedy zawinionej: zaniedbanie, brud, alkoholizm, znoszone ubranie.
¿ycia ludzi ubogich i w pamiêtnikach bezrobotnych, ale tak¹ analizê tamtych materia³ów przeprowadzi³am ju¿ wczeœniej (por. Tarkowska 2012a).
139
140
EL¯BIETA TARKOWSKA
Moderatorzy wywiadów grupowych zaproponowali we wszystkich trzech
grupach wyobra¿enie sobie biedy w postaci cz³owieka. I w tym kontekœcie
pojawia siê dyskurs moralizatorski, dyskurs biedy zawinionej. W wypowiedziach badanych mo¿na wyodrêbniæ kilka g³ównych skojarzeñ — g³ównych wizerunków biedy: wybra¿enie biedy jako mê¿czyzny brudnego, zaniedbanego, Ÿle ubranego, starszego (tzn. w wieku 40 – 50 lat), „który przez siebie
tak doszed³ do tego”. Drugi typ skojarzeñ to kobiety, alkoholiczki, które równie¿ „same przez siebie dosz³y do tej biedy”. Uwagê zwraca obecnoœæ modelu
biedy zawinionej, zwi¹zanej z alkoholizmem („tylko ¿e to akurat przez alkoholizm akurat do tej biedy”; „niektórzy nie chc¹ daæ sobie pomóc”), co w niesprawiedliwy
sposób jest tolerowane, a nawet w jakiœ sposób wzamacniane instytucjonalnie, gdy¿ tego rodzaju biedzie towarzysz¹ w opinii badanych „niesprawiedliwe,
naprawdê bardzo du¿e pieni¹dze” z pomocy spo³ecznej. Postrzeganie ubóstwa
jako winy samego biednego („sam sobie winien”) ³¹czy siê z wizerunkiem ubóstwa i ludzi biednych w kontekœcie zjawisk patologii spo³ecznej, przede
wszystkim alkoholizmu i przestêpczoœci.
W wypowiedziach badanych pojawia siê te¿ dyskurs biedy niezawinionej, wystêpuj¹cej równie¿ w kilku odmianach. Bieda kojarzy siê niektórym rozmówcom
z kobiet¹ star¹, chor¹, le¿¹c¹ w ³ó¿ku, opuszczon¹ i samotn¹, któr¹ nie interesuj¹
siê ani dzieci, ani rodzina („w³aœciwie to nie jest jej wina, ¿e […] ona jest biedna, tylko
sytuacja, która j¹ do tego sprowadzi³a”). Staroœæ, choroba, niedo³êstwo, po³¹czone
z samotnoœci¹ i opuszczeniem to kolejny bardzo sugestywny obraz. Obok takiego wizerunku pojawia siê (w ramach tego samego dyskursu biedy niezawinionej)
bieda uto¿samiana te¿ z kobiet¹ (bo „bieda jest rodzaju ¿eñskiego” — tego rodzaju formu³ka jest w badaniach wielokrotnie wypowiadana), ale niekoniecznie
star¹, chor¹ czy zaniedban¹, „niekoniecznie ³achmaniarka”, lecz po prostu kobieta
zatroskana, zmêczona ¿yciem, zmêczona codziennymi obowi¹zkami. Zwyk³a,
niewidoczna kobieta, bo „bieda nie musi siê wyró¿niaæ”.
W zbiorowych wypowiedziach na temat biedy pojawiaj¹ siê dwa g³ówne
i znane, powtarzaj¹ce siê, gotowe schematy interpretacyjne: z jednej strony
wizerunek biedy zawinionej przez samego biednego, biedy zwi¹zanej z alkoholizmem, lenistwem, ewentualnie z patologi¹, biedy g³ównie mêskiej, ale
mo¿liwej te¿ w wydaniu kobiecym, a z drugiej strony motyw biedy niezawinionej, spowodowanej podesz³ym wiekiem, chorob¹, zaniedbaniami ze strony
rodziny oraz biedy niewidocznej, nie rzucaj¹cej siê w oczy, zwyk³ej, codziennej biedy kobiet, zmagaj¹cych siê ze zwyk³ymi, codziennymi, równie¿ niewidocznymi troskami i k³opotami. Szczególnie interesuj¹cy jest ten ostatni model — niemedialny, niesensacyjny, s³abo widoczny, niemniej identyfikuj¹cy
wa¿ne realne zjawiska.
G³os biednych i wykluczonych
Drugi problem, który chcê tu zasygnalizowaæ, dotyczy relacyjnego wymiaru ubóstwa, czyli tego, jak ludzie doœwiadczaj¹cy biedy odbieraj¹ zachowania i postawy innych, jak interpretuj¹ dzia³ania wobec biednych ze strony
ludzi i instytucji, nale¿¹cych do œwiata nie znaj¹cego biedy. W tym ujêciu bieda to przede wszystkim pogarda i poni¿enie. Z. Bauman w wielu pracach
i w wypowiedziach publicystycznych pokazuje, ¿e upokorzenie, jakiego doœwiadczaj¹ ludzie biedni, jest dziœ najwa¿niejszym czynnikiem charakteryzuj¹cym ich sytuacjê, swoistym odpowiednikiem wyzysku, pe³ni¹cego kluczow¹ rolê w poprzednich epokach i systemach. Podobnie twierdzi na
podstawie wieloletnich badañ i doœwiadczeñ bezpoœredniej pracy z ludŸmi
biednymi R. Lister; jej zdaniem dla wielu osób najtrudniejszym aspektem doœwiadczenia biedy jest odczuwany brak szacunku i poczucie utraty godnoœci.
Liczni badacze i znawcy problemów ubóstwa, cytowani w pierwszej czêœci
tego tekstu, wskazuj¹ na ten w³aœnie aspekt ubóstwa.
Badanie nasze pokaza³o, ¿e ludzie doœwiadczaj¹cy biedy najbardziej odczuwaj¹ brak — obok pieniêdzy lub niezale¿nie od pieniêdzy — zrozumienia i
wsparcia. ¯e najtrudniejszym doœwiadczeniem ¿ycia w warunkach ubóstwa s¹
negatywne postawy i reakcje otoczenia — brak szacunku, lekcewa¿enie, pogarda ze strony otoczenia. Na pytanie o najtrudniejsze doœwiadczenie zwi¹zane z ubóstwem jeden z rozmówców odpowiedzia³: „Ci bogaci. Poni¿anie
przez innych, wy¿szych tak zwanych”. Wymiana opinii na ten temat w jednej
z grup dyskusyjnych przebiega³a nastêpuj¹co: „¯e ka¿dy ma nas gdzieœ”; „Poni¿anie cz³owieka”; „Tak, to jest gorsze ni¿ ta bieda”; „Nie patrz¹ na to, czy my mamy,
czy nie, tylko «idŸ st¹d»”; „Brak szacunku, lekcewa¿enie”; „Tak jak wczeœniej mówiliœmy, kto tego nie doœwiadczy³, ten nie wie, a w szczególnoœci bogaty”.
W dyskusjach pojawi³o siê wiele przyk³adów instytucji i sytuacji, w których
ludzie ubodzy odczuwaj¹ wstyd, poni¿enie, upokorzenie czy pogardê: „w urzêdach daj¹ odczuæ”. Dotyczy to w pierwszym rzêdzie oœrodka pomocy spo³ecznej
i pracowników socjalnych: „oni nie pomagaj¹ ludziom, jeœli ktoœ nie przyjdzie i im
nie czapkuje”; „cz³owiek taki gorszy siê czuje. Ja bym sto razy bardziej wola³a iœæ pracowaæ, sprz¹taæ obojêtnie co”. Miejski Oœrodek Pomocy Spo³ecznej czy Powiatowy
Urzad Pracy, okreœlany mianem „bida”, s¹ przedmiotem krytyki, ironii i kpin,
podobnie jak Koœció³: „Koœció³ wykorzystuje biedê”; „ca³y Koœció³ katolicki
gloryfikuje biedê”. Negatywnej oceny Koœcio³a jako instytucji, która nie spe³nia swych funkcji wobec biednych, nie równowa¿¹ opowieœci o starym dobrym
proboszczu, który pomaga³ potrzebuj¹cym. Caritas jest kolejn¹ instytucj¹, do
której zwrócenie siê nie ma sensu i „wykracza poza mo¿liwoœci psychiczne”. Pracodawcy wykorzystuj¹cy ludzi znajduj¹cych siê w potrzebie, zatrudniaj¹cy ich
przy „upokarzaj¹cych pracach” i odnosz¹cy siê do nich w sposób poni¿aj¹cy.
141
142
EL¯BIETA TARKOWSKA
Szpitale, w których biedni pacjenci s¹ gorzej traktowani ni¿ zamo¿ni: „Bardziej dba³y pielêgniarki. Czêœciej przychodzi³y, milsze by³y. Taki biedniejszy
cz³owiek nic nie ma”. Szko³a, w której spotyka siê niesprawiedliwych nauczycieli, okrutnych kolegów, wywy¿szaj¹cych siê rodziców: „bieda na dzieciach siê
odbija”, co przejawia siê w gorszych stopniach i niesprawiedliwym traktowaniu
przez nauczycieli, a tak¿e w wykluczaniu biednych dzieci przez rówieœników,
traktuj¹cych je jako „popychad³a”. Sklepy, w których cz³owiek biednie ubrany
jest podejrzany, a jego zakupy sprawdzane: „generalnie bieda jest podejrzana”. Policja, która inaczej zachowuje siê wobec biednych, faworyzuj¹c bogatych: „policja biednych leje, a na bogatych lepiej patrz¹”.
Ró¿ne formy poni¿ania, wykluczania i dyskryminacji, które s¹ udzia³em
ludzi doœwiadczaj¹cych ubóstwa, sprawiaj¹, ¿e — jak powiedzia³ jeden z badanych — „sami czujemy siê gorsz¹ kategori¹ ludzi”, „cz³owiek schodzi na
boczny tor”. Postawy otoczenia, z jakimi styka siê cz³owiek ¿yj¹cy w ubóstwie, sprawiaj¹, zdaniem jednej z m³odych osób, ¿e biedni popadaj¹ w apatiê, i jest to „równia pochy³a w dó³. Czyli nawet jeœli chc¹ siê wyrwaæ, to co z tego, jak
s¹ dobijani do gleby”.
„Dobijanie do gleby...”- trafny skrót tego, o czym mówi g³os biednych i wykluczonych.
Bibliografia
ATD Fourth World. 1996. Talk with Us, Not at Us: How to Develop Partnerships Between Families in Poverty and Professionals, London, ATD Fourth World.
Bogucka, M., 1992. Ubóstwo w Gdañsku. Prz¹dki, grêplarki i grêplarze (czesacze) w XVI —
XVIII w., w: Pauvres et Riches. Société et culture du Moyen-?ge aux temps modernes. Mélanges
offerts à Bronis³aw Geremek à l’occasion de son soixantième anniversaire, Wyd. Naukowe PWN,
Warszawa.
Bourdieu, P. et al. 1998., La misère du monde, Paris; Editions du Seuil.
Domañska, E., 2008. Doœwiadczenie jako kategoria badawcza i polityczna we wspó³czesnej anglo-amerykañskiej refleksji o przesz³oœci, w: Nowoczesnoœæ jako doœwiadczenie. Dyscypliny —
paradygmaty — dyskursy, red. A. Zeidler_Janiszewska i R. Nycz, Academica, Warszawa.
Doœwiadczaj¹c. 2010. Doœwiadczaj¹c ubóstwa i wykluczenia, WRZOS, Warszawa.
Frysztacki, K., 2009. Socjologia problemów spo³ecznych, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa.
Hills, J., J. Bradshaw, R.Lister, J. Lewis, 2000. The Future of Poverty Research: Panel Session, w:
J. Bradshaw, R. Sainsbury (eds.) Experiencing Poverty, Aldershot: Ashgate.
Kapuœciñski, R., 2008. Da³em g³os ubogim. Rozmowy z m³odzie¿¹, przedmowa A. Kapuœciñska,
t³um. M. Szymków i J. Wajs, Wyd. Znak, Kraków.
Kubiak, A. 2007. Zastosowanie zogniskowanego wywiadu grupowego do badañ nad korupcj¹, w:
J. Lisek-Michalska, P. Dani³owicz, Zogniskowany wywiad grupowy. Studia nad metod¹, Wyd.
U£, £ódŸ.
G³os biednych i wykluczonych
Lewis, O., 1964., Sanchez i jego dzieci. Autobiografia rodziny meksykañskiej, t³um. A.Frybesowa,
PIW, Warszawa.
Lewis, O., 1970. Rodzina Martinezów. ¯ycie meksykañskiego ch³opa, t³um. J. Olêdzka, PIW,
Warszawa.
Lewis, O., Nagie ¿ycie, t³um. Z. Kierszys, Warszawa, PIW, 1976.
Lister, R., 2007. Bieda, t³um. Alina Stanaszek, Sic!, Warszawa.
Lister, R., P.Beresford (with D.Green i K. Woodward). 2000, Where are ‘the Poor’ in the Future
of Poverty Research? w: J. Bradshaw, R. Sainsbury (eds.) Researching Poverty, Aldershot:
Ashgate.
Miœ, L., 2007. Problemy spo³eczne. Teoria, metodologia, badania, Wyd. UJ, Kraków.
Pamiêtniki. 1933. Pamiêtniki bezrobotnych, IGS, Warszawa.
Pamiêtniki. 1936. Pamiêtniki ch³opów, seria druga, IGS, Warszawa.
Tarkowska, E. red. 2000. Zrozumieæ biednego. O dawnej i obecnej biedzie w Polsce, Typografika,
Warszawa.
Tarkowska, E. 2004. Bli¿ej biednego — doœwiadczenia i potrzeby badawcze, „Przegl¹d Socjologiczny”, t. LIII, nr 1.
Tarkowska, E. 2012a. Subiektywny wymiar ubóstwa. W: H. E. Kubiak, red., Polska bieda w œwietle Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem spo³ecznym, Kraków: Oficyna Wydawnicza AFM
Tarkowska, E. 2011. Wykluczeni i poni¿eni. O symbolicznym i relacyjnym wymiarze ubóstwa. „Academia” (w druku)
Tarkowska, E. 2012b. Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne: sytuacja i kultura. W: K. Frysztacki
i P. Sztompka, red. Polska pocz¹tku XXI wieku: przemiany kulturowe i cywilizacyjne, Komitet
Socjologii PAN, Warszawa
Tarkowska, E., W. Warzywoda-Kruszyñska, K. Wódz. 2003. Biedni o sobie i swoim ¿yciu,
Wyd. Œl¹sk, Katowice — Warszawa
Thompson, P. 1984. The Voices of the Past. Oral History, Oxford: Oxford University Press
UNDP. 1997. UNDP. 1997. Human Development Report, Oxford University Press New
York/Oxford.
J. Wrzesiñski, J. 2010. Wiedza prowadz¹ca do dzia³ania, t³um. M. Maciñska, „Kultura
i Spo³eczeñstwo”, nr 3.
Zalewska, J. 2011. Cz³owiek starszy — aktywny podmiot polityki spo³ecznej? Koncepcja upodmiotowienia a pluralizm rynkowy. W: M. Rac³aw, red. Publiczna troska, prywatna opieka. Spo³ecznoœci lokalne wobec osób starszych, ISP, Warszawa.
The voice of the poor and the exluded
Summary
The paper presents the results of the research study “The Poor on Themselves” conducted within the larger project “The Discourse of Poverty and Social Exclusion”.
The research study “The Poor on Themselves” is thematically and methodologically rooted in the ideas of Father Joseph Wrzesiñski and in the research carried out by
143
144
EL¯BIETA TARKOWSKA
Ruth Lister and her collaborators entitled “The Poverty First Hand Study”. As part
of the project, groups of people who live in poverty or have done so in the past discussed their ways of defining poverty, its causes and effects, their strategies for dealing with these problems, and their views on how the poor are perceived and treated by those who have not experienced poverty themselves. The aim of the study
was to learn and reconstruct the thoughts and feelings of people who know poverty
from the inside; to draw upon their experiences, knowledge, reflections, opinions,
and views.
Results of the research are presented within the larger context of sociological, anthropological and historical ideas of “giving the voice to the poor”.
KAZIMIERA KRÓL
Pozorna nieobecnoϾ.
Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
Tytu³em wstêpu
¯ebractwo jako problem w Polsce wspó³czesnej pojawi³o siê ponownie po
1989 r., w okresie transformacji ustrojowej przyczyniaj¹cej siê do rozwarstwienia spo³eczeñstwa. ¯ebractwo jest identyfikowane z wybranymi grupami spo³ecznymi, tj. bezdomnymi, bezrobotnymi, narkomanami, ubogimi,
niezaradnymi ¿yciowo. ¯ebraka uto¿samia siê z osob¹ najbiedniejsz¹ wœród
biednych.
¯ebractwo jako zjawisko spo³eczne we wspó³czesnej Polsce jest kwesti¹
niezwykle z³o¿on¹, budz¹c¹ wiele emocji, od wspó³czucia do postaw wrogich.
G³ówni aktorzy ¿ebractwa to ludzie ¿yj¹cy z ja³mu¿ny, wobec których w czasach wspó³czesnych wypowiedziano wiele uogólnieñ i fragmentarycznych doniesieñ. ¯ebractwo to zjawisko wieloaspektowe, na które sk³adaj¹ siê ludzkie
losy, a którego staliœmy siê œwiadkami. To równie¿ wyzwanie dla lokalnych
podmiotów polityki spo³ecznej. Jedyn¹ drog¹ i warunkiem poznania oraz
prawid³owego rozumienia kwestii ¿ebractwa jest diagnoza spo³eczna tego
zjawiska — poznanie wszystkich aspektów stawania siê ¿ebrakiem. a tak¿e
skutków ¿ebractwa. W Polsce tylko nieliczne miasta podjê³y dotychczas systemowe dzia³ania dotycz¹ce przygotowania diagnozy zjawiska ¿ebractwa i na
jej podstawie opracowa³y programy pomocowe, interwencyjne i edukacyjnie.
Brak jednak ci¹gle ogólnopolskich programów dzia³añ w tym zakresie, co
niew¹tpliwie wp³ywa na ma³¹ skutecznoœæ przeciwdzia³ania zjawisku ¿ebractwa zarówno dzieci, jak i doros³ych.
146
KAZIMIERA KRÓL
Próba definiowania problemu
W literaturze przedmiotu istnieje niewiele definicji ¿ebractwa. Najczêœciej
¿ebraka opisuje siê jako „kogoœ, kto bierze, kto ¿yje z ja³mu¿ny — datków
wyproszonych od innych” (Encyklopedia Brittanica 1960). Inna definicja
przedstawia ¿ebraków jako ludzi ¿yj¹cych z ja³mu¿ny, najubo¿sz¹ grupê
spo³eczn¹, wchodz¹c¹ w sk³ad tzw. marginesu spo³ecznego (Nowa Encyklopedia Powszechna, 1996). W jêzyku polskim oprócz pojêcia „¿ebractwo” stosuje siê tak¿e okreœlenia: „zbieranie ja³mu¿ny”, „chodzenie po proœbie”, „proszenie o datek”, „wsparcie pieniê¿ne”, dziadowanie, „zejœcie na dziady”.
Okreœlenia te s¹ synonimami ¿ebractwa.
Przedstawione wy¿ej definicje bardzo czêsto stosowane s¹ zamiennie i uznawane za potoczne rozumienie ¿ebractwa. Takie pojmowanie problemu, pomimo ¿e jest bardzo czytelne i wpisane w œwiadomoœæ spo³eczn¹, ma tak¿e
swoje wady, do których nale¿y szeroki stopieñ ogólnoœci przedstawionych definicji.
Badania w³asne autorki dotycz¹ce problematyki ¿ebractwa wskazuj¹, ¿e
nie ka¿da osoba ¿ebrz¹ca pochodzi z tzw. marginesu spo³ecznego, o czym jest
mowa w niektórych definicjach. Wreszcie, nie zawsze ¿ebractwo wynika ze
skrajnego ubóstwa danej osoby czy rodziny. W niektórych badanych przypadkach ¿ebractwo to okreœlony styl ¿ycia, a nawet wyuczona profesja. (Król,
2010)
S³usznie zauwa¿a D. NiedŸwiecki (1995), ¿e rola ¿ebraka musi byæ zaakceptowana i przyswojona spo³ecznie jako skuteczny sposób dzia³ania. Cechy
osobowoœciowe osób prosz¹cych o ja³mu¿nê pozwalaj¹ na podjêcie roli ¿ebraczej, wpisuj¹ siê one w indywidualne uwarunkowania dojœcia do decyzji o ¿ebractwie. To przecie¿ tylko niektóre jednostki wychodz¹ na ulice prosz¹c
o ja³mu¿nê, a nie ca³e grupy osób ¿yj¹cych w ubóstwie lub na skraju nêdzy.
Decyzje o ¿ebractwie podejmowane s¹ dynamicznie, a procesualnoœæ w poszczególnych przypadkach jest bardzo zró¿nicowana. Mamy tu do czynienia
z pewnym ci¹giem zdarzeñ, strumieniem doœwiadczeñ, sekwencji dzia³añ
ludzkich, które czasami przez lata, czasami przez miesi¹ce kszta³towa³y ostateczn¹ decyzjê o ¿ebractwie (NiedŸwiecki1995). Z badañ autorki wynika, ¿e
najczêstsze przyczyny ¿ebractwa to ubóstwo, niezaradnoœæ ¿yciowa, przestêpstwa, seria zdarzeñ ¿yciowych powoduj¹cych zmianê stylu ¿ycia, choroby,
tj. AIDS, alkoholizm, narkomania,kalectwo, niefrasobliwoœæ ¿yciowa oraz
bezdomnoϾ.
Wspó³czesne ¿ebractwo w wielu przypadkach znacznie odbiega od przyjêtego stereotypu ¿ebraka, o czym œwiadcz¹ choæby nowe figury ¿ebracze, so-
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
cjotechniki, nowe role ¿ebracze, autoprezentacja ¿ebraka doskonale wtopiona
w przestrzeñ uliczn¹. Niezale¿nie do jakich Ÿróde³ siêgniemy, okazuje siê, ¿e
rzemios³o ¿ebracze doskonale potrafi dostosowaæ siê do uwarunkowañ spo³ecznych, ekonomicznych i kulturowych, a tak¿e religijnych danego spo³eczeñstwa.
Jak wskazuj¹ badania autorki (Król, 2010), wœród ¿ebrz¹cych s¹ tak¿e
osoby maj¹ce sta³y dochód (z pracy, rentê, emeryturê); prosi³y o wsparcie finansowe na: operacjê dla dziecka, protezê, leki, na rehabilitacjê. Dowodzi to,
¿e ¿ebraków nie nale¿y rozumieæ tylko jako osoby ¿yj¹ce w skrajnym ubóstwie, ale tak¿e ludzi upatruj¹cych w ¿ebractwie dodatkowego wsparcia finansowego lub te¿ dodatkowego dochodu.
Istnieje wspó³czeœnie du¿y problem przy okreœlaniu granicy miêdzy normalnoœci¹ a innoœci¹ œwiata ¿ebraczego. Zanikaj¹ one prawie zupe³nie, kiedy
kontakt „prosz¹cy — ja³mu¿nik” zmienia siê i nabiera choæby pozorów wymiany. Jak zauwa¿aj¹ S. Marmuszewski i J. Œwiat³owski (1995) przytaczaj¹c
przyk³ad, kiedy to uliczny grajek swoj¹ postaw¹, wygl¹dem zewnêtrznym, akcesoriami wpisuje siê w cykl normalnego toku ¿ycia. Nie ¿ebrze, ale pracuje,
nie prosi o wsparcie, lecz oferuje us³ugi. Marmuszewski i Œwiat³owski (1995)
podkreœlaj¹, ¿e coraz bardziej oddalamy siê od jednoznacznych rozró¿nieñ: tu
jest œwiat normalny, tam ¿ebraczy; od ustaleñ o braku jakiejkolwiek ³¹cznoœci,
powi¹zañ miêdzy nimi. Czy, na przyk³ad, to co robi „kwestarz” jest ¿ebranin¹,
czy dzia³alnoœci¹ charytatywn¹? Jego postawa, œmia³oœæ zachowañ, brak skrêpowania, prezentowanie wrêcz pewnego rodzaju zasadnoœci wskazuje na to, ¿e
ocenia swoj¹ dzia³alnoœæ pozytywnie. Uwa¿a, ¿e nie ma siê czego wstydziæ; wykorzystuje wszak dostêpne, choæ mo¿e chaotyczne œrodki dla ratowania kogoœ
innego. ¯ebrze, ale na potrzeby innych ludzi nie okreœla siebie jako ¿ebraka.
Badania autorki wykaza³y, ¿e doœæ du¿a grupa osób ¿ebrz¹cych przyje¿d¿a
do du¿ych aglomeracji miejskich z ma³ych miast, a nawet wiosek. Daje to ¿ebrakowi, jak sam twierdzi, poczucie wiêkszej anonimowoœci w przestrzeni
ulicznej, a du¿a aglomeracja miejska to wiêksza gwarancja otrzymania ja³mu¿ny. Nale¿y podkreœliæ, ¿e niew¹tpliwie zjawisku ¿ebractwa sprzyjaj¹ czêste
zmiany regu³ ¿ycia spo³ecznego, przebudowa zasad funkcjonowania pañstwa.
Jednostki nie potrafi¹ siê przystosowaæ do nowych zasad postêpowania, nie
potrafi¹ odnaleŸæ siê wœród nowych regu³ ekonomiczno-spo³ecznych zachowañ. Trac¹ poczucie bezpieczeñstwa socjalnego. Mo¿e to prowadziæ do ubóstwa, a w konsekwencji powoduje podjêcie decyzji o wejœcie w rolê ¿ebracz¹,
tak odmienn¹ od dotychczasowych doœwiadczeñ. Z badañ wynika, ¿e ¿ebractwo mo¿e byæ nowym sposobem postêpowania jednostki, rodziny czy wreszcie grupy osób, szczególnie wtedy, gdy oka¿e siê skuteczne w czasie pierwszej
147
148
KAZIMIERA KRÓL
próby wyjœcia na ulicê, na któr¹ dana osoba zdecyduje siê samodzielnie lub za
namow¹ innych ludzi.
Aby jednak decyzja podjêcia roli ¿ebraczej nast¹pi³a, jak s³usznie zauwa¿a
D. NiedŸwiecki (1995), musi byæ zaakceptowana i przyswojona spo³ecznie
jako skuteczny sposób dzia³ania. Wa¿ne s¹ tak¿e cechy osobowoœciowe oraz
posiadany system wartoœci potencjalnego ¿ebraka. W Polsce niska solidarnoœæ
i spójnoœæ spo³eczna, a tak¿e brak stabilnoœci systemu spo³ecznego wp³ywaj¹
na wzrost liczby potencjalnych ¿ebraków. ¯ebracy, z którymi autorka spotka³a
siê w trakcie badañ, byli przekonani, ¿e doznali pewnej krzywdy od rodziny,
spo³eczeñstwa, pañstwa. Ich ubóstwo, które narasta³o przez d³u¿szy czas lub
by³o skutkiem pewnych nieszczêœæ ¿yciowych, sta³o siê, jak sami mówi¹, powodem podjêcia decyzji o wyjœciu na ulicê. Pewna grupa ¿ebrz¹cych zosta³a
zmuszona do ¿ebractwa przez swoich krewnych lub opiekunów. Tylko w nielicznych wypadkach ¿ebrz¹cy sami siebie winili za zaistnia³y stan rzeczy.
Bior¹c pod uwagê przedstawione argumenty, autorka proponuje nastêpuj¹c¹ definicjê ¿ebractwa:
¯ebractwo to dzia³anie o charakterze dobrowolnym lub przymusowym, maj¹ce na
celu doprowadzenie do transferu œrodków materialnych od ofiarodawców do osób tê ¿ebracz¹ dzia³alnoœæ prowadz¹cych, w sposób indywidualny lub zorganizowany.
Powy¿sza propozycja definicji ¿ebractwa wymaga pewnych wyjaœnieñ:
— Jednorazowej próby ja³mu¿ny podyktowanej chwilow¹ sytuacj¹ braku
œrodków finansowych nie mo¿na przyj¹æ jako stylu ¿ycia, bowiem ¿ebractwo to stan wzglêdnie trwa³ego (rozci¹gniêtego w czasie) proszenia
o wsparcie, o ja³mu¿nê.
— ¯ebractwo bêd¹ce problemem spo³ecznym zawsze wi¹¿e siê z kwestiami socjalnymi, dlatego mo¿na je zdefiniowaæ równie¿ jako styl ¿ycia podyktowany
z³o¿onoœci¹ kwestii socjalnych jednostki i rodziny, którego natê¿enie zale¿y od
sytuacji spo³eczno-ekonomicznej, kulturowej, prawnej danego spo³eczeñstwa.
— Aby jednostka zdecydowa³a siê „byæ ¿ebrakiem”, musz¹ byæ spe³nione warunki o charakterze kulturowym, a role ¿ebracze musz¹ byæ zaakceptowane spo³ecznie.
— Musi tak¿e istnieæ w spo³eczeñstwie taka norma prawna, która przyzwala³aby na okreœlony, spo³ecznie akceptowany rodzaj ¿ebractwa.
Za ¿ebrz¹ce autorka przyjmuje osoby, które:
— W sposób bierny lub czynny prosz¹ o ja³mu¿nê, przyjmuj¹c i stosuj¹c figury i socjotechniki ¿ebracze.
— ¯ebrz¹ce dzieci, które same lub ze swoimi opiekunami wchodz¹ w role ¿ebracze (w wielu wypadkach zmuszane do procederu ¿ebrania przez zorganizowane grupy ¿ebracze).
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
— ¯ebrz¹cych cudzoziemców, którzy wchodz¹ w sk³ad zorganizowanych
grup ¿ebraczych, czêsto o charakterze przestêpczym i z góry okreœlonej
strukturze organizacyjnej.
— Osoby, które œwiadcz¹ tzw. us³ugi w przestrzeni ulicznej, np. grajek uliczny muzykuj¹cy w zamian za ja³mu¿nê, dzieci myj¹ce szyby samochodowe
na ulicy lub wskazuj¹ce miejsce parkingowe, oferuj¹c przy tym us³ugi
„osoby pilnuj¹cej samochód” w zamian za datki finansowe.
Obecnie, chocia¿ rozmiary ¿ebractwa w Polsce wspó³czesnej nie zosta³y do
koñca rozpoznane, podjêcie próby zdefiniowania tego zjawiska jest bardzo
istotne, je¿eli chcemy diagnozowaæ problem i wskazaæ drogi wychodzenia
z ¿ebractwa. Uwa¿am, ¿e zbyt czêsto s³yszymy bardzo szkodliwy pogl¹d, i¿
¿ebractwo stanowi bardzo powa¿ny, ale praktycznie nierozwi¹zywalny problem spo³eczny. W³aœnie przez badania i dyskusje naukowe mo¿na wyjaœniæ
to, co jest istot¹ problemu, aby wiedzieæ, jak go diagnozowaæ i podj¹æ próbê
skutecznego ograniczenia kwestii ¿ebractwa w ramach samorz¹dowej polityki spo³ecznej pañstwa.
Typologia ¿ebractwa
Niew¹tpliwie ¿ebractwo to zjawisko charakteryzuj¹ce siê pewnymi prawid³owoœciami, sposobem dzia³ania, stylem ¿ycia, cechami, które mo¿na wyodrêbniæ.
Na podstawie w³asnych badañ empirycznych (Król, 2010) proponujê
wprowadzenie nastêpuj¹cej typologii ¿ebractwa ulicznego:
— ¿ebractwo stacjonarne, ¿ebractwo ruchowe (w³óczêgostwo);
— ¿ebractwo bierne, ¿ebractwo czynne;
— ¿ebractwo p³ytkie (okazjonalne), ¿ebractwo g³êbokie;
— ¿ebractwo krajowe, ¿ebractwo importowe;
— ¿ebractwo jako zawód, profesjonalizacja ¿ebractwa.
¯ebractwo stacjonarne, ¿ebractwo wêdrowne (w³óczêgostwo)
Rozwa¿ania dotycz¹ce przemieszczania siê osób ¿ebrz¹cych w poszukiwaniu
ja³mu¿ny pozwalaj¹ podzieliæ badan¹ populacjê na dwie grupy ¿ebraków:
stacjonarnych i tych, którzy zmieniaj¹ czêsto miejsce ¿ebrania, wêdruj¹c
z miejscowoœci do miejscowoœci, przewa¿nie du¿ych aglomeracji przemys³owych, a wiêc tam, gdzie po pierwsze mo¿na zachowaæ anonimowoœæ, a po
drugie, prawdopodobieñstwo otrzymania ja³mu¿ny jest bardziej realne.
149
150
KAZIMIERA KRÓL
Na podstawie przeprowadzonych badañ mo¿na stwierdziæ, ¿e ¿ebractwo
stacjonarne charakteryzuje siê nastêpuj¹cymi cechami:
— ¿ebrak pochodzi z miejscowoœci, w której uprawia proceder ¿ebraczy;
— wybór miejsca ¿ebrania jest u wiêkszoœci badanych przypadków zawsze
taki sam;
— ¿ebrak stacjonarny pos³uguje siê okreœlonymi, sprawdzonymi w przestrzeni ulicznej socjotechnikami, figurami ¿ebraczymi, autoprezentacj¹;
— poznane przez ¿ebraka œrodowisko powoduje, ¿e odczuwa uzasadnione
poczucie bezpieczeñstwa, a miejsce ¿ebrania uznaje za swoje przez „zasiedzenie” — to przecie¿ on w tym miejscu i okreœlonym czasie „pracuje”;
— ¿ebrak zadomawia siê w przestrzeni ulicznej, która sprawia wra¿enie przychylnej temu, co robi; on sam staje siê czymœ naturalnym dla ja³mu¿nika,
który przyzwyczaja siê do osoby ¿ebraka i do jego „figury ¿ebraczej”, codziennie w tym samym miejscu.
Drugi ze wspomnianych typów ¿ebractwa, ¿ebractwo wêdrowne (w³óczêgostwo), jak wskazuj¹ badania dotyczy g³ównie w³óczêgów i bezdomnych,
którzy przemieszczaj¹ siê i grupuj¹ wokó³ wielkich aglomeracji miejskich,
szczególnie od wrzeœnia do maja. Badania autorki wykaza³y, ¿e ¿ebractwo ruchowe — w³óczêgostwo charakteryzuje siê nastêpuj¹cymi cechami:
— w zdecydowanej wiêkszoœci dotyczy w³óczêgów i osób bezdomnych, czêsto dotkniêtych chorobami psychicznymi, alkoholizmem, narkomani¹;
— ¿ebrak w³óczêga bardzo czêsto deklaruje brak rodziny, zerwane wiêzi rodzinne, odrzucenie przez bliskich, brak zaufania do instytucji pomocowych, zarówno powo³anych przez pañstwo, jak i pozarz¹dowych;
— najczêœciej spotykane w poci¹gach, na dworcach PKP i PKS, a szczególnie
w du¿ych miastach;
— przyjmuje ró¿ne figury ¿ebracze, ma ma³o czasu na prezentacjê swojej figury przed ja³mu¿nikiem, dlatego musi zaprezentowaæ siê krótko i bardzo
wyraziœcie; najczêœciej ¿ebrak-w³óczêga przybiera jedn¹ z dwóch figur ¿ebraczych — „¿ebraka okazjonalnego” lub kalekê;
— dokonuj¹c swojej autoprezentacji, ¿ebrak podkreœla moment przypadkowoœci i zaskoczenia swym pojawieniem siê, akcentuje stan swojej bezdomnoœci, niezaradnoœci, choroby, niepe³nosprawnoœci;
— ¿ebrak w kilku s³owach informuje przechodnia lub pasa¿era o powodach
zbierania ja³mu¿ny1.
1
Mê¿czyzna oko³o 50 lat, brudny, ubrany bardzo niechlujnie, w czarn¹ kurtkê, wysokie buty,
rozdarte spodnie. Z zachowania mo¿na wywnioskowaæ, ¿e jest chory psychicznie. Chodzi po peronie dworca g³ównego w Warszawie. Podchodzi do pasa¿era i informuje: JESTEM BEZDOMNY,
PROSZÊ O WSPARCIE — Warszawa –. Z przeprowadzonego wywodu wynika, ¿e mê¿czyzna
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
¯ebractwo bierne, ¿ebractwo czynne
Podzia³ na ¿ebractwo bierne i ¿ebractwo czynne jest wynikiem ekspresji ¿ebraczej. Sposobem przekazu przez osobê ¿ebraka informacji o aspektach
ubóstwa, samotnoœci, bezrobocia, bezradnoœci, kalectwa itp. Wreszcie, podzia³ ten podyktowany jest sposobem socjotechniki wybranej przez ¿ebraka. ¯ebractwo bierne, jak wynika z przeprowadzonych przez autorkê badañ, charakteryzuje siê przyjêciem przez osobê ¿ebrz¹c¹ statycznej, biernej
postawy — figury ¿ebraczej. Charakterystycznymi cechami ¿ebractwa
biernego s¹:
— ¿ebrak, aczkolwiek jest w przestrzeni ulicznej, z drugiej strony, jest poza
ni¹; mamy tu do czynienia z psychiczn¹ izolacj¹ ¿ebraka, odseparowaniem
od t³umu, otoczenia;
— ¿ebrak nie prosi bezpoœrednio przechodnia o ja³mu¿nê; stosuje odpowiedni¹ symbolikê przekazu, znaków, które informuj¹ o ubóstwie, kalectwie,
problemach zdrowotnych, bezrobociu itd., (informacja na kartce, kartoniku, eksponowanie niepe³nosprawnoœci, stosowanie ró¿nych rekwizytów);
przekaz ten ma sk³oniæ przechodnia do szybkiej analizy tego przypadku,
przekonaæ o przekazaniu ja³mu¿ny, ma pe³niæ rolê prawdziwej informacji
o jego realnej sytuacji jako osoby prosz¹cej o ja³mu¿nê;
— pasywna postawa — skulona postaæ, opuszczona g³owa, opuszczone ramiona, unikanie kontaktu wzrokowego z przechodniem — to charakterystyczne cechy rozró¿niaj¹ce ¿ebractwo bierne; czynniki te, ka¿dy z osobna i wszystkie razem, sprawiaj¹, ¿e miêdzy przechodniem a osob¹ ¿ebraka
tworzy siê swoista bariera.
Przeciwieñstwem ¿ebractwa biernego jest ¿ebractwo czynne, które charakteryzuje siê:
— wykazaniem pewnej przedsiêbiorczoœci w kontaktach z ja³mu¿nikiem;
— podstawowym wyró¿nikiem ¿ebractwa czynnego jest doprowadzenie do
bezpoœredniego kontaktu z potencjalnym ja³mu¿nikiem (kontaktu wzrokowego, zwrócenie szczególnej uwagi poprzez np. grê na instrumencie,
posiadanie rekwizytów i eksponowanie ich — dziecko, pies);
— w ¿ebractwie czynnym, np. w przypadku wêdrowca, ¿ebrak dokonuje oceny potencjalnego ja³mu¿nika na podstawie ubrania lub baga¿u;
ten przyjecha³ do Warszawy z £odzi. Jest bezdomny, mieszka na dworcu centralnym w Warszawie. Mówi o sobie, ¿e zniszczy³ go alkohol i koledzy. Utrzymuje siê z ¿ebractwa. Do schroniska dla
bezdomnych nie chce siê zg³osiæ ze wzglêdu na „regulamin”. T³umaczy: „Ja bym tam pani nie wytrzyma³, by³em dwa razy, nie wolno tego, tamtego”.
151
152
KAZIMIERA KRÓL
— w wielu wypadkach proœba o wsparcie ma charakter bardzo konkretny
(przyk³adowo „zbieram na bilet”, „zbieram na lekarstwo”, „zbieram na
operacjê dziecka” itp.2, „brakuje mi 50 gr do kupna chleba”;
— w ¿ebractwie czynnym w ka¿dym wypadku mamy do czynienia ze
wzmocnionym przekazem informacji; rola ¿ebracza i jej ekspresja jest bardzo barwna, np. w przypadku grajka ulicznego, mima ulicznego, wêdrowca, dziecka, osoby chorej na AIDS, osoby niepe³nosprawnej.
¯ebractwo p³ytkie (okazjonalne) a ¿ebractwo g³êbokie
Badania autorki wykaza³y, ¿e ¿ebractwo p³ytkie obejmuje tych, którzy okazjonalnie wychodz¹ na ulicê, aby ¿ebraæ. Osoby te nie do koñca utraci³y mo¿liwoœæ normalnego funkcjonowania jako jednostki spo³eczne. Mówi¹ o sobie, ¿e tylko tymczasowo znalaz³y siê w trudnej sytuacji. Do tej kategorii
¿ebrz¹cych mo¿emy zaliczyæ osoby, które czasowo nie maj¹ dachu nad g³ow¹,
bezrobotne, ofiary konfliktów rodzinnych, uciekinierzy z domu — g³ównie
m³odzie¿ „na gigancie”, osoby, które opuœci³y zak³ady karne, a tak¿e ¿ebrz¹cy
emeryci, renciœci (na lekarstwa). ¯ebrak okazjonalny stara siê na ró¿ne sposoby zaznaczyæ, ¿e tylko chwilowe trudnoœci sta³y siê przyczyn¹ wyjœcia na ulicê
i z chwil¹ ich rozwi¹zania zaprzestanie proszenia o ja³mu¿nê.
Z badañ wynika, ¿e ¿ebractwo p³ytkie charakteryzuje siê nastêpuj¹cymi
cechami:
— ¿ebrak okazjonalny stara siê nie odró¿niaæ od otaczaj¹cego go otoczenia —
jest schludnie ubrany, czysty, budzi zaufanie;
— prosi napotkane osoby o wsparcie, konkretyzuj¹c potrzeby, np. „Jestem na
emeryturze, zabrak³o mi na lekarstwo, czy mo¿e mi pani pomóc?” (81-letnia kobieta — Poznañ);
— ¿ebractwo p³ytkie mo¿e jednak przejœæ w ¿ebractwo g³êbokie, je¿eli stan
ubóstwa, bezradnoœci i patologii spo³ecznej trwa d³ugo, a kilka prób wyjœcia na ulicê przynosi wymierne korzyœci.
Drugie ze wspomnianych typów ¿ebractwa — to ¿ebractwo g³êbokie.
W odró¿nieniu od ¿ebractwa p³ytkiego, obejmuje tych ludzi, dla których ¿ebractwo jest wypróbowanym sposobem na przetrwanie, stylem ¿ycia i wreszcie zawodem. Jego przyczyn nale¿y upatrywaæ w upoœledzeniu jednostki lub
rodziny w ró¿nych sferach ¿ycia. Dotyka ludzi o d³ugim sta¿u spo³ecznej
2
Badane osoby podchodzi³y bezpoœrednio do przechodniów, prosz¹c o wsparcie: „Jestem bezdomny, czy mog³aby Pani daæ mi parê groszy na krople do oczu, mam zapalenie oczu” (fragment
rozmowy z poznañskim ¿ebrakiem).
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
marginalizacji. Osoby te czêsto nie s¹ zdolne do samodzielnoœci ¿yciowej.
W tej grupie znajduj¹ siê w³óczêdzy, bezdomni g³êboko z problemem choroby alkoholowej3.
Na proces wejœcia w ¿ebractwo g³êbokie maj¹ wp³yw zarówno czynniki
obiektywne, tj. niezale¿nie od woli osoby, jak i czynniki subiektywne akceptowane, a nawet wspó³tworzone przez osoby ¿ebrz¹ce. Proces ten jest uzale¿niony od indywidualnych cech osoby i jej losów. Czêœæ badanej populacji ¿ebrz¹cych g³êboko, to ludzie, którzy czasowo lub trwale nie maj¹ szans
usamodzielnienia siê lub nie chc¹ nic zmieniæ w swoim ¿yciu, dlatego dla nich
¿ebractwo to wypróbowany sposób na przetrwanie.
¯ebractwo jako zawód
Zebrany materia³, dotycz¹cy ¿ebractwa jako formy ¿ycia spo³ecznego, pozwala na stwierdzenie, ¿e ¿ebraków mo¿na podzieliæ na dwie grupy. Pierwsz¹
z nich tworz¹ osoby, które co najmniej od kilku lub nawet wiêcej lat zajmuj¹
siê procederem ¿ebractwa, drug¹ — osoby, które sporadycznie wychodz¹ na
ulicê, próbuj¹ zachowaæ dystans do samego ¿ebractwa jako czynnoœci i innych ¿ebraków. Tê grupê charakteryzuje brak identyfikacji z ¿ebrakami jako
„grup¹ spo³eczn¹”; nazywaj¹ siebie raczej ludŸmi prosz¹cymi o wsparcie.
W tej czêœci opracowania skupiam siê na pierwszej grupie, dla której ¿ebractwo to sposób na ¿ycie, to wreszcie zawód. Mo¿na zatem postawiæ pytanie,
czy ¿ebractwo mo¿e byæ zawodem?
¯ebracy jak ka¿da grupa spo³eczna maj¹ swoj¹ kulturê i wykszta³cenie
przez lata techniki ¿ebrania, udoskonalany przez lata fach ¿ebraczy. Te spo³eczne i kulturowe atrybuty œwiata ¿ebraczego umiejscowi³y niektórych ¿ebraków w grupie o rozwiniêtej strukturze organizacyjnej, z góry okreœlonych
technikach dzia³ania i profesjonalizacji dzia³ania.
S. Marmuszewski, J. Œwiat³owski (1995) twierd¹ ¿e „profesjonalizacja” ¿ebractwa, traktowanie go jako zawodu ma swoje konkretne uzasadnienie.
3Z
badañ A. Przymeñskiego wynika, ¿e bezdomnoœæ g³êboka obejmuje pe³n¹ ró¿norodnoœæ
przypadków ludzi, których podstawowym i pierwotnym problemem nie jest brak mieszkania.
Bezdomnoœæ g³êboka jest jedn¹ z form samotnoœci. Kumuluje siê w niej upoœledzenie z ró¿nych
sfer ¿ycia. W tym stanie znajduj¹ siê ludzie, którzy stawali siê bezdomnymi w rezultacie d³ugiego
procesu spo³ecznego marginalizowania, a œciœlej nabywania syndromu podatnoœci na bezdomnoœæ. Wydobyæ siê z niego mog¹ tylko podejmuj¹c wysi³ek readaptacji spo³ecznej, najlepiej z przejœciem faz poœrednich. Z pomoc¹ profesjonalnie dzia³aj¹cych placówek dla bezdomnych. A. Przymeñski, Bezdomnoœæ jako forma ¿ycia, s. 165.
153
154
KAZIMIERA KRÓL
Sprzêgaj¹ siê tutaj dwa czynniki: nieuchronnoœci i niesprawiedliwoœci losu.
Skoro ¿ebrak zosta³ skazany na tak¹ i nie inn¹ formê troszczenia siê o siebie,
skoro inne mo¿liwoœci zosta³y mu, nie z jego winy, odebrane, to jest uprawniony do starañ zmierzaj¹cych do poprawy skutecznoœci ¿ebrania.
Jak wynika z badañ autorki, poprawa skutecznoœci ¿ebrania w niektórych
rodzinach nastêpowa³a „z ojca na syna”. Nale¿y w tym miejscu podkreœliæ, ¿e
niektórzy badani ¿ebracy z du¿ym sta¿em ¿ebraczym podkreœlali, i¿ w ich rodzinach ¿ebractwo sta³o siê podstawowym wzorem przekazywanym pokoleniowo lub kszta³towanym przez œrodowisko. Takie zawodowe traktowanie
¿ebractwa uwidoczni³o siê równie¿ w trakcie moich wywiadów w³óczêgami
i bezdomnymi g³êboko pogr¹¿onymi w alkoholizmie, ¿yj¹cymi czêsto w grupach pijacko-kloszardowskich. S¹ to ludzie przewa¿nie samotni, bez wykszta³cenia, o okreœlonych wzorcach postêpowania. Typologiê tych krêgów
spo³ecznych przedstawi³ P. Wachowiak (1998), charakteryzuj¹c populacjê
bezdomnych, przede wszystkim pozaschroniskowych. Wyró¿ni³, na podstawie w³asnych badañ, trzy kategorie bezdomnych pozaschroniskowych. S¹ to
giganci, nurowie, penerzy. Giganci to bezdomni tu³acze, przemieszczaj¹cy
siê, tak¿e na du¿ych odleg³oœciach, na ogó³ w towarzystwie innych gigantów.
Wywodz¹ siê najczêœciej z rodzin rozbitych lub wczeœnie zostali sierotami.
Utrzymuj¹ siê na ogó³ z ¿ebractwa i zbieractwa. Kategorie nurów, wed³ug
P. Wachowiaka, odró¿nia od gigantów to, ¿e ¿yj¹ samotnie, prowadz¹ osiad³y
tryb ¿ycia, tzn. wiêkszoœæ czasu spêdzaj¹ w okreœlonej dzielnicy miasta, traktuj¹c j¹ jako swoje terytorium. Utrzymuj¹ siê g³ównie ze zbieractwa i ¿ebractwa. S¹ brudni, nie dbaj¹ o higienê. S¹ przewa¿nie na³ogowymi alkoholikami.
Trzeci¹ kategori¹ bezdomnych pozaschroniskowych, utrzymuj¹cych siê g³ównie z ¿ebractwa, s¹ penerzy. Funkcjonuj¹ na ogó³ w kilkuosobowych grupach.
Dopuszczaj¹ siê tak¿e wymuszeñ pieniêdzy, drobnych kradzie¿y, napadów,
oszustw, w³amañ. S¹ dobrze zorganizowani.
W trakcie badañ spotka³am siê z grupami ¿ebraczymi opartymi na zasadzie wiêzi rodzinnych lub krêgów kumplowskich. Cz³onkowie tych kilkuosobowych grup, wspólnie mieszkaj¹cych, dobrze zorganizowanych, posiadaj¹
wewnêtrzn¹ strukturê organizacyjn¹. Podkreœlali, ¿e ¿ebractwo to sposób na
¿ycie. Grupy te najczêœciej maj¹ swojego „szefa”, który przygotowuje podzia³
ról, jakie pe³ni¹ poszczególni cz³onkowie tego zespo³u. Jedni trudni¹ siê ¿ebractwem, inni zbieractwem odzie¿y, z³omu i ¿ywnoœci. Podzia³ czynnoœci dokonuje siê ze wzglêdu na „predyspozycje do zawodu”. Te zorganizowane grupy zawodowe funkcjonuj¹ zarówno wœród Polaków, jak i wœród ¿ebrz¹cych
obcokrajowców, którzy przyje¿d¿aj¹ na ¿ebry do Polski w doœæ licznych zespo³ach ¿ebraczych, dobranych na zasadzie wiêzi rodzinnych lub ze wzglêdu
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
na wspólny interes. Podzia³ produktu pracy odbywa siê wed³ug wczeœniej
ustalonej zasady, nie zawsze po równo. Osoby ¿ebrz¹ce zapytane w trakcie
badañ, czy istnieje w œwiecie ¿ebraczym wzajemna pomoc i zrozumienie,
wskazywa³y, ¿e taka pomoc i zrozumienie istnieje tylko w okreœlonych grupach rodzinnych i kumplowskich.
Z wywiadów, które przeprowadzi³am z policj¹ i stra¿¹ miejsk¹, wynika, ¿e
dochodzi czêsto do praktyk oszukañczych, ³amania prawa tam, gdzie do ¿ebractwa wykorzystuje siê dzieci. Warto tutaj podkreœliæ, ¿e zachêcanie dziecka do ¿ebractwa przez rodziców lub opiekunów jest ³amaniem podstawowych
praw przys³uguj¹cych dzieciom. Jest tak¿e nadu¿ywaniem w³adzy rodzicielskiej oraz niewype³nieniem najwa¿niejszego obowi¹zku rodziców i opiekunów, jakim jest zabezpieczenie interesów dziecka i troska o jego prawid³owe
wychowanie i rozwój. W Polsce odnotowano przypadki krêpowania nóg dzieci w celu upozorowania niepe³nosprawnoœci. Dzieci te siedz¹ na wózkach inwalidzkich przez wiele godzin dziennie, staj¹c siê narzêdziem w rêkach rodzica lub opiekuna, s¹ wykorzystywane jako „rekwizyty ¿ebracze”. Nieletnich
do ¿ebractwa wykorzystuj¹ tak¿e zorganizowane grupy ¿ebracze o charakterze przestêpczym, co ma znamiona handlu ludŸmi i pracy niewolniczej. Dzieci ucz¹ siê tak¿e fachu ¿ebraczego czêsto od swoich rodziców, szczególnie
w tych rodzinach, gdzie upoœledzenie materialne i patologia rodziny powoduj¹ przyzwolenie na ¿ebractwo najm³odszym cz³onkom rodziny. ¯ebrz¹c,
dzieci nabywaj¹ przekonania, ¿e jest to sposób na ¿ycie, ¿e z ulicy mo¿na
prze¿yæ. Oderwane od innych w³aœciwych wzorów, zdobywaj¹ doœwiadczenie
i obserwacje wyniesione z pe³nionej roli ¿ebraczej. Jak wskazuj¹ badania autorki (Król,2010), dochody z ¿ebractwa dzieci dla niektórych rodzin stanowi¹
pokaŸny wk³ad w miesiêczny bud¿et rodziny. Dziecko bardzo szybko poznaje
ten œwiat wartoœci, zachowañ, gestów, technik ¿ebraczych. Nabywa z czasem
doœwiadczenia staj¹c siê zawodowcem. Do profesjonalnej gry ¿ebraczej coraz
czêœciej wykorzystuje siê tak¿e jako „rekwizytu ¿ebraczego” niepe³nosprawnoœæ cz³onka rodziny. W trakcie badañ w³asnych spotka³am osoby, które od
kilku lat ¿ebrz¹ „dla rodziny”, w zamian mog¹ liczyæ na opiekê. Te osoby
same mówi¹, ¿e w ten sposób pracuj¹ zawodowo dla siebie i rodziny, staj¹ siê
przydatnymi.
Jeœli przyjmiemy za Encyklopedi¹ Popularn¹ PWN (1982: 888), ¿e zawód
wykonywany to trudnienie siê czymœ sta³ym, zespó³ czynnoœci, których wykonanie stanowi g³ówne Ÿród³o utrzymania dla danej jednostki lub grupy
osób, to mo¿na stwierdziæ, i¿ dla wielu badanych przeze mnie osób ¿ebractwo
jest zawodem. Nale¿y jednak pamiêtaæ, ¿e ¿ebractwo w Polsce nie jest wpisane w spo³eczny podzia³ pracy.
155
156
KAZIMIERA KRÓL
Uwarunkowania spo³eczne ¿ebractwa
Uwarunkowania zjawiska ¿ebractwa we wspó³czesnej Polsce s¹ niezwykle
z³o¿one, tak jak z³o¿one s¹ losy osób ¿ebrz¹cych. Mikrospo³eczne przyczyny
¿ebractwa, scharakteryzowane na podstawie w³asnych badañ empirycznych
autorki, dotycz¹ indywidualnych dróg dochodzenia do decyzji o ¿ebractwie.
Natomiast makrospo³eczne uwarunkowania problemu, to niezale¿ne mechanizmy spo³eczno-gospodarcze, mog¹ce powodowaæ sprzyjaj¹ce czynniki prowadz¹ce do ubo¿enia i wykluczenia spo³ecznego danej jednostki i jej rodziny.
Nale¿y tutaj przede wszystkim wymieniæ bezrobocie i ubóstwo jako znacz¹ce
problemy spo³eczne wspó³czesnej Polski. D³ugotrwa³e bezrobocie mo¿e prowadziæ do ubóstwa. To zaœ powoduje: niemo¿noœæ zaspokojenia podstawowych potrzeb ¿yciowych, dezintegracjê rodziny, zwiêksza ryzyko wystêpowania ró¿nych patologii spo³ecznych, utrudnia start ¿yciowy jednostki, mo¿e
powodowaæ wykluczenie spo³eczne, marginalizacjê w ¿yciu spo³ecznym i kulturowym. Ubóstwo mo¿na rozpatrywaæ w kategoriach ekonomicznych, spo³ecznych i duchowych. St¹d wiele definicji ubóstwa, a wœród nich ciekawa definicja ubóstwa Koœcio³a katolickiego, która mówi, ¿e: (Golinowska, 1997: 370)
„Ubóstwo jest stanem ró¿nego rodzaju braków; i to takiego rodzaju i o takich rozmiarach, ¿e konkretny cz³owiek permanentnie nie zaspokaja swoich podstawowych potrzeb,
czuje siê poni¿ony w swej ludzkiej godnoœci, rozwój jego osobowoœci prze¿ywa kryzys, którego w³asnymi si³ami nie mo¿e przezwyciê¿yæ — konieczna jest mu w tym pomoc.”
Ubóstwo nie zawsze prowadzi do ¿ebractwa. Liczba osób ¿ebrz¹cych w Polsce jest marginalna w porównaniu z liczb¹ jednostek i rodzin ¿yj¹cych w ubóstwie, a wiêc nieporównywalnie ni¿sza od wszystkich wskaŸników obszaru
ubóstwa w Polsce. Ubóstwo prowadzi do ¿ebractwa tylko wtedy, gdy istniej¹
dodatkowe determinanty decyduj¹ce o podjêciu przez jednostkê czy rodzinê
decyzji wyjœcia na ulicê. Mimo uwarunkowañ spo³eczno-gospodarczych, to
poszczególne osoby decyduj¹ siê na ¿ebractwo — staj¹ siê ¿ebrakami. Dlatego warto przyjrzeæ siê poszczególnym czynnikom, procesom, zjawiskom, które
doprowadzi³y jednostki do podjêcia decyzji o ¿ebractwie — uwarunkowaniom mikrospo³ecznym. Analizuj¹c indywidualne uwarunkowania procesu
stawania siê ¿ebrakiem, nale¿y pamiêtaæ, ¿e w wielu badanych przez autorkê
przypadkach droga dojœcia do ¿ebractwa to splot zdarzeñ, swoiste ko³o przyczynowo-skutkowe, w której przyczyna staje siê skutkiem i na odwrót. Droga
do ¿ebractwa zawsze prowadzi przez wiele ró¿nych okolicznoœci ¿yciowych..
Osoby ¿ebrz¹ce w ka¿dym przypadku podkreœla³y, ¿e bieda i ubóstwo s¹ przyczynami ¿ebractwa. Najczêœciej wskazywano, ¿e taki stan jest wynikiem bezrobocia, niemo¿noœci znalezienia sta³ej pracy, niskich dochodów, niskich
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
œwiadczeñ z opieki spo³ecznej, a tak¿e niezaradnoœci ¿yciowej. Respondenci
podkreœlali, ¿e przyczyn¹ ubo¿enia s¹ te¿ choroby (alkoholizm, narkomania,
AIDS) lub trwa³e kalectwo, uniemo¿liwiaj¹ce normalne funkcjonowanie na
rynku pracy. ¯ebrz¹cy, którzy opuœcili zak³ady karne, wskazywali, i¿ przyczyn¹ popadniêcia w biedê jest ich naznaczenie spo³eczne, powoduj¹ce trudnoœci w znalezieniu pracy. Migracje ze wsi do miast w poszukiwaniu zatrudnienia
oraz problemy adaptacyjne, niefrasobliwoœæ ¿yciowa doprowadzi³y czêœæ osób
badanych do ubóstwa, a w dalszej konsekwencji do ¿ebractwa. Niefrasobliwoœæ ¿yciowa, np. brak udokumentowanego przebiegu i sta¿u pracy zawodowej uprawniaj¹cej do œwiadczeñ z ubezpieczenia spo³ecznego sta³a siê przyczyn¹ ubóstwa, szczególnie w starszym wieku. Samo ubóstwo bardzo
ró¿nicowa³o osoby ¿ebrz¹ce. Jedn¹ grupê stanowili ci, którzy nie posiadali ¿adnych œrodków do ¿ycia, a ¿ebranie sta³o siê dla nich sposobem na przetrwanie.
Drug¹ grupê ¿ebrz¹cych reprezentowa³y osoby, dla których ja³mu¿na stanowi³a dodatkowe dochody dla jednostki lub rodziny.
Na podstawie przeprowadzonych przez autorkê badañ empirycznych mo¿na wy³oniæ kilka podstawowych przyczyn dojœcia do stanu ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego osób ¿ebrz¹cych; s¹ to:
• choroby (alkoholizm, narkomania, AIDS)
Na podstawie przeprowadzonych wywiadów mo¿na stwierdziæ, ¿e choroby te wywo³ywa³y wiele spo³ecznych konsekwencji, tj.:
— odrzucenie przez rodzinê, przyjació³;
— wraz z zachorowaniem dochodzi³o do bezrobocia z jego ekonomicznymi,
spo³ecznymi i psychospo³ecznymi konsekwencjami;
— wyobcowanie, samotnoœæ, brak stabilizacji spo³ecznej i zawodowej;
— brak sta³ego zameldowania powodowa³ utrudnienia w otrzymaniu pracy
b¹dŸ œwiadczeñ z pomocy spo³ecznej;
— brak dokumentów na skutek zagubienia, kradzie¿y lub w³asnej niefrasobliwoœci;
— brak woli leczenia i wyjœcia z na³ogu, co po up³ywie pewnego czasu spowodowa³o brak œrodków do ¿ycia, a co za tym idzie — ubóstwo, w wielu
przypadkach bezdomnoϾ;
— konflikt z prawem — w tym przypadku respondenci najczêœciej przebywali w zak³adzie karnym za przestêpstwa kryminalne, wykroczenia i niep³acenie alimentów.
• kalectwo, z³y stan zdrowia
Osoby ¿ebrz¹ce podkreœla³y, ¿e kalectwo i z³y stan zdrowia przyczyni³y siê
w ich przypadku do:
157
158
KAZIMIERA KRÓL
— odrzucenia przez œrodowisko i przyjació³, przez co stali siê samotni, opuszczeni;
— utraty wczeœniej wykonywanej pracy — w wielu przypadkach na skutek
zamkniêcia zak³adów pracy chronionej, niemo¿noœci znalezienia innej pracy, izolacji;
— pogorszenia siê stanu zdrowia, który przyczyni³ siê do opuszczenia ich
przez rodziny lub powodowa³ niemo¿noœæ za³o¿enia rodziny;
— braku dokumentacji uprawniaj¹cej do podjêcia procedury starania siê
o œwiadczenia rentowe lub emerytalne;
— roszczeniowej postawy wobec instytucji pomocowych.
• przestêpstwa i czyny karalne
Wœród osób ¿ebrz¹cych s¹ i takie, których ubóstwo wynika z pope³nienia
przestêpstwa i dalszych wydarzeñ bêd¹cych jego konsekwencj¹:
— pobyt w zak³adzie karnym powodowa³, ¿e po jego opuszczeniu badani nie
wracali do rodziny na skutek zerwania wiêzi rodzinnych lub odrzucenia
ich przez œrodowisko spo³eczne;
— utrata posiadanych wczeœniej dóbr (mieszkanie, dobra materialne);
— bezrobocie spowodowa³o, ¿e osadzeni w wiêzieniu nie pracowali zarobkowo w czasie odbywania kary;
— œwiadczenia z pomocy spo³ecznej, jak twierdzili, nie starcza³a na ¿ycie;
— œwiadectwo przebywania w wiêzieniu utrudnia³o, a czêsto uniemo¿liwia³o
znalezienie pracy;
— popadali w bezdomnoœæ — oko³o 30% zwolnionych wiêŸniów nie ma
dok¹d wróciæ po odbyciu kary(Pol, 1997: 120), podkreœlali równie¿, ¿e po
opuszczeniu zak³adu karnego nie mieli informacji na temat instytucji pomocowych, co powodowa³o coraz wiêksze wykluczenie spo³eczne4.
• w³óczêgowski styl ¿ycia
Autorka przeprowadzaj¹c wywiady z osobami ¿ebrz¹cymi, które wiod³y
w³óczêgowski tryb ¿ycia, wyodrêbni³a kilka przyczyny ubóstwa w tej grupie
badawczej:
— bardzo wczesne, wymuszone przez okolicznoœci ¿yciowe usamodzielnienie
siê jednostki;
4
Badania autorki dotycz¹ce znajomoœci instytucji pomocowych przeprowadzono w 2002 r.
w Zak³adzie Karnym we Wronkach i Kozieg³owach na grupie 300 skazanych. Dowodz¹ one, ¿e
osadzeni znaj¹ takie instytucje pomocowe, jak: pomoc spo³eczna — 50%, Koœció³ — 5,8%,
Monar — 4,6%, kurator s¹dowy — 4,6%, Caritas — 3,5%, Polski Czerwony Krzy¿ —
3,4%, oœrodki dla bezdomnych — 3,4%, kluby AA — 2,7%. Oko³o 20% badanych nie zna
¿adnej instytucji pomocowej (Projekt socjalny pod kierunkiem K. Król. Poznañ 2002 r.).
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
— popadniêcie w bezdomnoœæ;
— towarzysz¹ce bezdomnoœci choroby, tak¿e choroby psychiczne, powoduj¹ce coraz wiêksze wyobcowanie;
— bardzo niski poziom wykszta³cenia lub jego ca³kowity brak;
— niechêæ do instytucji pomocowych, niejednokrotne ich unikanie;
— doœwiadczenie biedy jako pewnej normy egzystencjalnej;
— zak³ócone wiêzi spo³eczne, prowadz¹ce do wyobcowania;
— brak mo¿liwoœci uzyskania pomocy od rodziny pochodzenia;
— brak kontaktu z rodzin¹ pochodzenia;
— zdobywania œrodków do ¿ycia przez wykonywane na czarno prace sezonowe;
— przemieszczania siê z mniejszych miejscowoœci do du¿ych aglomeracji
miejskich w celu zdobycia œrodków na utrzymanie;
— regularnej odmowy zamieszkania w oœrodku dla bezdomnych lub w domu
pomocy spo³ecznej, mimo istnienia takiej mo¿liwoœci, a tak¿e ucieczki z
tych placówek;
— postêpuj¹cej marginalizacji spo³ecznej.
• nakaz ¿ebrania
Badania autorki dowiod³y równie¿, ¿e pewna grupa osób ¿ebrz¹cych zosta³a nak³oniona do pe³nienia tej roli przez bliskich krewnych. Zaliczamy do
tej grupy osoby kalekie, chore umys³owo, tak¿e dzieci zmuszane do ¿ebractwa przez bliskich lub opiekunów.
Przygotowanie do roli ¿ebraczej cz³onka rodziny nastêpowa³o, jak twierdz¹ badani, w momencie zachwiania funkcji ekonomicznej w rodzinie, jako
œrodek do realizacji podstawowych potrzeb ¿yciowych. W wielu przypadkach osoby te nie skar¿y³y siê na swój ¿ebraczy los, do którego ich zmuszano, uwa¿aj¹c, ¿e w ten sposób pracuj¹ na utrzymanie swoje i rodziny —
s¹ u¿yteczni.
• niezaradnoœæ ¿yciowa
Na podstawie badañ w³asnych stwierdzi³am, ¿e najczêstszymi przyczynami popadniêcia w ubóstwo na skutek niezaradnoœci ¿yciowej ¿ebrz¹cych by³a:
— nieumiejêtnoœæ zadbania o w³asne interesy, a szczególnie w okresie zmian
systemowych w Polsce;
— utrata pracy, nieumiejêtnoœæ dostosowania siê do zmieniaj¹cych siê regu³
ekonomicznych;
— popadniêcie w stan ubóstwa z braku zaradnoœci i umiejêtnoœci znalezienia
nowej pracy, strach przed zmianami, przekwalifikowaniem;
— niskie kwalifikacje zawodowe, niski poziom wykszta³cenia;
159
160
KAZIMIERA KRÓL
— przekonanie o absolutnej niezaradnoœci, brak jakichkolwiek dzia³añ, aby
zmieniæ swoj¹ trudn¹ sytuacjê ekonomiczno-spo³eczn¹;
— obarczanie win¹ za swoje ubóstwo instytucji pañstwowych, systemu politycznego, zak³adu pracy, rodziny, otoczenia, wreszcie ca³ego spo³eczeñstwa.
• niefrasobliwoœæ ¿yciowa
To jeden z niebagatelnych i czêstych powodów ¿ycia z ja³mu¿ny. Ubóstwo
pojawi³o siê u tej kategorii ¿ebrz¹cych na skutek:
— w³asnego wyboru postêpowania;
— braku ubezpieczenia spo³ecznego spowodowanego zatrudnieniem dorywczym, sezonowym, a co za tym idzie, braku uprawnieñ do œwiadczeñ emerytalno-rentowych;
— traktowania trwa³ego nieustabilizowanego trybu ¿ycia jako sposobu na
¿ycie;
— braku rodziny lub braku potrzeby utrzymania kontaktu z krewnymi;
— braku w³asnego lokum;
— coraz gorszego stanu zdrowia uniemo¿liwiaj¹cego podjêcie pracy zawodowej;
— samotnoœci, alienacji.
Trzeba zaznaczyæ, ¿e autorka spotka³a siê podczas badañ z przypadkami
¿ebrz¹cych wychowanków domów dziecka i osób bêd¹cych absolwentami
placówek opiekuñczo-wychowawczych. Ubóstwo tej kategorii osób spowodowane by³o brakiem pomocy ze strony rodziny pochodzenia, niskim poziomem wykszta³cenia, du¿ym zagro¿eniem bezdomnoœci¹, nieumiejêtnoœci¹
odnalezienia siê w trudnych realiach ekonomiczno- spo³ecznych.
Generalnie mo¿na wyszczególniæ trzy grupy problemów, które przyczyni³y siê do patologii spo³ecznej ¿ebrz¹cych — pierwsza dotyczy zjawisk
zwi¹zanych z ¿yciem jednostki i okreœla siê j¹ mianem patologii indywidualnej, druga obejmuje negatywne zjawiska zwi¹zane z ¿yciem rodziny i nosi nazwê patologii rodziny. Trzeci¹ grupê stanowi akumulacja negatywnych elementów sytuacyjnych jednostki i rodziny.
Analiza przyczyn ¿ebractwa na gruncie mikro- i makrospo³ecznym wydaje
siê w pe³ni uzasadniona. Poziom mikrospo³eczny pokazuje, ¿e tu wytwarzaj¹
siê warunki, które mog¹ spowodowaæ podjêcie decyzji o ¿ebractwie poszczególnych jednostek czy rodzin, szczególnie wtedy, gdy podczas jednorazowej
próby ¿ebractwo oka¿e siê skutecznym sposobem na zdobycie œrodków materialnych. Czynnikami sprzyjaj¹cymi pojawieniu siê syndromu podatnoœci na
¿ebractwo w wiêkszoœci przypadków s¹: alkoholizm, narkomania, kalectwo,
niefrasobliwoœæ ¿yciowa, choroby psychiczne, bezdomnoœæ, w³óczêgostwo,
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
przestêpczy ¿yciorys, chêæ zysku poprzez wykorzystanie do praktyk ¿ebraczych niepe³nosprawnego cz³onka rodziny, dzieci.
Natomiast najwa¿niejsze przyczyny zewnêtrzne o charakterze makrospo³ecznym, to bezrobocie, specyfika rynku pracy, która wyklucza by³ych
wiêŸniów, bezdomnych, niepe³nosprawnych. Silne ekonomiczne mechanizmy
rynkowe wykluczaj¹ ze spo³eczeñstwa osoby marginalizowane ju¿ wczeœniej.
Ta grupa badanej populacji osób ¿ebrz¹cych by³a reprezentowana bardzo licznie. Badania autorki wykaza³y, ¿e syndrom psychicznej podatnoœci na ¿ebractwo ukszta³towany przez uwarunkowania mikrospo³eczne mo¿e byæ samodzieln¹ przyczyn¹ ¿ebractwa.
Regulacje prawne kwestii ¿ebractwa
Bezpoœrednich zapisów dotycz¹cych kwestii ¿ebractwa nie zarowno ma
w miêdzynarodowych aktach normatywnych, jak i w ustawodawstwie krajowym. Analizuj¹c problem ¿ebractwa w œwietle prawa polskiego nale¿y podkreœliæ, ¿e nie jest on uregulowany tylko w jednym akcie prawnym. Przydatne mog¹ tu byæ uregulowania umiejscowione w kilku obszarach prawnych,
takich jak:
— ustawodawstwa w zakresie pomocy spo³ecznej;
— ustawodawstwa w zakresie opieki zdrowotnej;
— kodeksu wykroczeñ;
— ustawodawstwa w zakresie postêpowaniu w sprawach nieletnich;
— kodeksu rodzinnego i opiekuñczego;
— ustawy o cudzoziemcach;
— konwencji o prawach dziecka;
— ustawodawstwa w zakresie handlu ludŸmi — kodeks karny.
Nale¿a³oby podj¹æ zdecydowane dzia³ania administracyjno-karne w stosunku do osób wykorzystuj¹cych nieletnich do ¿ebractwa. Wskazane by³oby
tutaj zastosowanie odpowiedniego ustawodawstwa prawnego, takiego jak:
Kodeks wykroczeñ (art.. 104 ustawy z dnia 20 maja 1971 Dz.U.nr12,
poz. 114), zgodnie z którym „osoba sk³aniaj¹ca do ¿ebrania ma³oletniego lub
osobê bezradn¹ albo pozostaj¹c¹ w stosunku zale¿noœci od niego lub oddan¹
pod jego opiekê, podlega karze aresztu, ograniczenia wolnoœci lub grzywny”.
Zapobieganiu takim zachowaniom powinna s³u¿yæ praktyka natychmiastowego informowania w³aœciwych s³u¿b opiekuñczych i socjalnych, a tak¿e zintegrowane dzia³ania odpowiednich s³u¿b pomocy spo³ecznej z innymi instytucjami, takimi jak: stra¿ miejska, policja, stra¿ graniczna. Uwzglêdniaæ ona
161
162
KAZIMIERA KRÓL
powinna: wyjaœnienie zarówno przyczyn pobytu ¿ebrz¹cych dzieci na ulicach,
jak i równoczesne przygotowanie propozycji pomocy socjalnej i specjalistycznej, a w przypadkach uzasadnionych podjêcie dalszych procedur operacyjno-prawnych. W sytuacji zaœ, kiedy ¿ebractwem para siê osoba nieletnia,
a przyczyn¹ lub skutkiem ¿ebractwa mo¿e byæ demoralizacja nieletniego,
mog¹ mieæ zastosowanie przepisy ustawy o postêpowaniu w sprawach nieletnich. Podstawow¹ przes³ank¹ tej ustawy jest dobro nieletniego. W przypadku,
kiedy ¿ebractwo dzieci jest spowodowane patologi¹ w³adzy rodzicielskiej, nale¿y przez s¹d rodzinny podj¹æ zdecydowane dzia³ania ingeruj¹ce w sposób
wykonywania tej w³adzy. Mog¹ mieæ wtedy zastosowanie przepisy Kodeksu
rodzinnego i opiekuñczego. Nale¿y podkreœliæ, ¿e znowelizowany Kodeks karny wprowadza definicje „handlu ludŸmi” oraz „niewolnictwa”. Zgodnie z kodeksem karnym „handlem ludŸmi” jest m.in.: werbowanie, transport, przekazywanie, przechowywanie lub przyjmowanie osoby z zastosowaniem przemocy
lub groŸby bezprawnej, uprowadzenia, podstêpu, wprowadzenia w b³¹d w celu jej wyzyskania, nawet za jej zgod¹ w szczególnoœci w prostytucji, pornografii lub innych formach seksualnego wykorzystania, w pracy lub us³ugach
o charakterze przymusowym, w ¿ebractwie, w niewolnictwie lub innych formach wykorzystania poni¿aj¹cych godnoœæ cz³owieka lub w celu pozyskania
komórek, tkanek lub narz¹dów wbrew przepisom ustawy. Je¿eli zachowanie
sprawcy dotyczy osoby ma³oletniej, stanowiæ bêdzie handel ludŸmi, nawet,
gdy nie zosta³y u¿yte wymienione wy¿ej metody lub œrodki. „Niewolnictwem” — zgodnie z definicj¹ zawart¹ w projekcie nowelizacji ustawy jest
natomiast stan zale¿noœci, w którym cz³owiek jest traktowany jak przedmiot
w³asnoœci. Takie definiowanie u³atwi stosowanie przepisów kryminalizuj¹cych,
gdzie ¿ebractwo jest wynikiem procederu handlu ludŸmi lub niewolnictwa.
Zakoñczenie
Ze wzglêdu na ograniczone ramy artyku³u, niemo¿liwe by³o omówienie
wszystkich aspektów ¿ebractwa w Polsce wspó³czesnej. Odnios³am siê do
tych, które mog¹ byæ przydatne przy diagnozie spo³ecznej tego bardzo wa¿nego i z³o¿onego problemu. Nale¿a³oby podkreœliæ, ¿e przeciwdzia³anie ¿ebractwu mieœci siê w sferze zadañ polityki spo³ecznej, a szczególnie dzia³añ
samorz¹dów terytorialnych. Bardzo istotne dla instytucji pomocowych jest
gromadzenie i wymiana doœwiadczeñ dotycz¹cych rezultatów rozmaitych
programów s³u¿¹cych spo³ecznej reintegracji tych wszystkich, którzy z ró¿nych powodów ulegli mechanizmowi wykluczenia spo³ecznego.
Pozorna nieobecnoœæ. Wieloaspektowoœæ zjawiska ¿ebractwa w Polsce
Podmioty polityki spo³ecznej na szczeblu samorz¹dowym opracowuj¹c
strategiê przeciwdzia³ania ubóstwu powinny uwzglêdniæ w niej zjawisko ¿ebractwa jako samodzieln¹ kategoriê dzia³ania. Nale¿a³oby tak¿e w wiêkszym
ni¿ dotychczas zakresie postawiæ na pracê socjaln¹ „na ulicy” (streetworkerzy
— praca z doros³ymi i dzieæmi ulicy). Oferta wsparcia dla osób ¿ebrz¹cych
powinna byæ oparta równie¿ na procesie ci¹g³ego stymulowania do zmiany
stylu ¿ycia, o ci¹g³ym procesie spo³ecznej inkluzji. Nie bez znaczenia tutaj podejmowane s¹ w niektórych du¿ych miastach (Poznañ, Kraków, Wroc³aw)
akcje informacyjno-edukacyjne adresowane do potencjalnych ¿ebraków i ja³mu¿ników. Dla skutecznoœci wspomnianych dzia³añ potrzebna jest wspó³praca wielu podmiotów polityki spo³ecznej, instytucji pañstwowych i pozarz¹dowych, które pracuj¹ na rzecz doros³ych, dzieci i m³odzie¿y (oœrodek pomocy
spo³ecznej, policja, koœció³, szko³a, organizacje non profit, itp.), w oparciu
o rzeteln¹ diagnozê spo³eczn¹ zjawiska ¿ebractwa.
Bibliografia
Encyklopedia Brittanica, 1960. vol. 3, E.B., INC.
Golinowska, S., 1997. Polska bieda II. Kryteria. Ocena. Przeciwdzia³ania, IPiSS, Warszawa.
Król, K., 2010. ¯ebractwo we wspó³czesnej Polsce jako kwestia spo³eczna, Wydawnictwo PWSZ,
Konin.
Maruszewski J., Œwiat³owski J., 1995. Rola ¿ebracza i jej ekspresja. W: S Maruszewski, A. Bukowski. ¯ebracy w Polsce, Wyd. Baran i Suszyñski, Kraków
NiedŸwiecki, D., 1995. Zostaæ ¿ebrakiem. W: ¯ebracy w Polsce, red. S. Marmuszewski, A. Bukowski, Wyd. Baran i Suszyñski, Kraków.
Nowak, J., 1995. ¯ebrak w œwietle instytucji, w: ¯ebracy w Polsce. red. S. Marmuszewski A. Bukowski, Wyd. Baran i Suszyñski, Kraków.
Nowa Encyklopedia Powszechna, 1996, t. VI, PWN.
Przymeñski, A., 2001. Bezdomnoœæ jako kwestia spo³eczna w Polsce wspó³czesnej. Wyd. AE w Poznaniu, Poznañ.
Pol, D.J, 1997. Bezdomnoœæ w kontekœcie kary pozbawienia wolnoœci, „Roczniki Naukowe Caritas”.
Wachowiak, P., 1998. Kryminalistyczne aspekty przestêpczoœci bezdomnych, praca magisterska, napisana w 1998 r. w Katedrze Kryminalistyki UAM pod kierunkiem prof. dr hab.
H. Ko³eckiego.
163
164
KAZIMIERA KRÓL
The apparent absence. Multifaceted of the beggary phenomenon
Summary
The article discusses the social issues in contemporary Poland. The aim is to analyse
several chosen aspects of the beggary problem, starting from defining the phenomenon, its types but also the analysis of micro — and macro — social conditions.
The author, basing on her own research, presents the process of becoming a beggar. The relation between the social exclusion and the beggary has also been pointed out.
The article is a kind of reflection on the complexity and multifaceted of the beggary phenomenon.
ZBIGNIEW GALOR
Nieobecni nie maj¹ pracy.
O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
Ju¿ filozoficzne rozumienie pracy — co przyjmuje Daniel Bell — jako jednej z trzech (obok religii i kultury) form zakorzenienia w œwiecie (Bell,
1998:192) pozwala zwróciæ uwagê na fakt, ¿e bezrobocie oznacza tak¿e wykorzenienie. Gotowoœæ podjêcia przez bezrobotnego ka¿dej pracy przedstawia siê wtedy równie¿ jako rozpaczliwa próba przeciwstawienia siê wykorzenieniu, czyli wykluczeniu i marginalizacji spo³ecznej (Lepianka, 2002: 3 – 22).
Transformacja ustrojowa w Polsce, datowana od upadku muru berliñskiego
w 1989 roku, nosi niektóre cechy Wielkiej Transformacji opisanej w klasycznym dziele Karla Polany`ego (Polanyi, 2010), w³¹cznie z zasadniczym procesem kszta³towania siê gospodarki rynkowej i zwi¹zanych z nim dog³êbnych
zmian struktury ekonomiczno-spo³ecznej.
W próbie refleksji nad wykluczeniem jako konsekwencj¹ spo³eczn¹ bezrobocia z okresu transformacji po 1989 roku w Polsce przyjmujê perspektywê
socjologii gospodarczej, która — w œlad za studiami Maxa Webera — wymaga „przekraczania barier miêdzy ekonomi¹ a socjologi¹” (Gardawski, Gilejko, Siewierski, Towalski, 2008: 12 – 14). Sprzyja to interdyscyplinarnemu
podejœciu do wykluczenia spo³ecznego z powodu bezrobocia i nie pozwala
usun¹æ z pola widzenia ekonomicznych uwarunkowañ, których wynikiem s¹
tak¿e marginalizacja i ekskluzja spo³eczna.
Osobliwoœæ ujêcia socjologicznego
Specyfika podejœcia socjologicznego wobec bezrobocia odwo³uje siê zarówno
do klasycznych analiz i koncepcji teoretycznych m.in. K. Marksa i F. Znanieckiego, jak i badañ empirycznych M. Jahody, P. F. Lazarsfelda, H. Zeisela.
Karol Marks, dostrzegaj¹cy tak¿e sukcesy XIX-wiecznego kapitalizmu, da-
166
ZBIGNIEW GALOR
wa³ wyraz przekonaniu, ¿e staje siê on katastrof¹, poniewa¿ zmienia ludzi
w towary i zu¿yte wymienia na nowe (Marks, 1983). Bezrobocie, które w Kapitale okreœla³ pojêciem die unbeschftigen (bezczynny lub wolny od zajêæ), a nie
pojêciem „bezrobocie” (arbeitlosigkeit, unemployment) (Borkowski, Marcinkowski, 1999: 13), Marks ujmowa³ jako sk³adnik gospodarki kapitalistycznej,
gdzie bezrobotny (robotnik najemny) jest formalnym, a nie rzeczywistym
w³aœcicielem swej zdolnoœci do pracy (si³y roboczej), sprzedaæ jej nie mo¿e
(Kozyr-Kowalski, 2000: 268). Wzrost bezrobocia wi¹za³ ze wzrostem zmechanizowania pracy. Bezrobotni robotnicy tworzyli g³ówny trzon lumpenproletariatu, najni¿szej, jak s¹dzi³, warstwy spo³ecznej. Oprócz nich sk³adali siê
na ni¹ wyrzutki innych klas spo³ecznych (Marks, 1975).
Rozwiniêcie koncepcji roli spo³ecznej bezrobotnego cechuje dorobek F.
Znanieckiego. Szczególne znaczenie ma w tym zakresie artyku³ z 1939 roku
Socjologia bezrobotnych (Znaniecki, 1992). Bezrobotni s¹ wed³ug niego to¿sami
z niezatrudnionymi i stanowi¹ klasê przeznaczon¹ i przygotowan¹ do roli zatrudnionego. Na rolê spo³eczn¹ bezrobotnego sk³ada siê status spo³eczny
(zbiór praw) i funkcja spo³eczna (obowi¹zki). Status spo³eczny bezrobotnego
opinia spo³eczna okreœla jako: uprawniony do „otrzymania”, do uzyskania
pomocy, ale taki jego status nigdy nie odpowiada dok³adnie trzem starym
wzorcom statusu, które obejmuj¹: 1) arystokratyczne pochodzenie, bohaterów wojennych, d³ugoletnich pracowników; 2) ludzi przygotowuj¹cych siê
do spo³ecznie u¿ytecznych funkcji poprzez kszta³cenie; 3) ofiary klêsk ¿ywio³owych lub zaburzeñ spo³ecznych, kaleki fizyczne lub psychiczne.
W ka¿dym z tych przypadków pozycja moralna (presti¿) jednostki jest
inna: wy¿sza od pozycji zwyk³ych cz³onków — w pierwszym przypadku;
z pocz¹tku niska, podnosi siê im d³u¿ej np. ktoœ ucz¹cy siê otaczany jest
opiek¹ grupy — w drugim przypadku; zdecydowanie ni¿sza, obni¿a siê im
d³u¿ej jednostka wymaga opieki — w ostatnim. Presti¿ bezrobotnego —
podkreœla Znaniecki — najbardziej przypomina pozycjê moraln¹ ludzi z ostatniej kategorii: „Zanim zaczêto uznawaæ specyficzny charakter wspó³czesnych bezrobotnych, okazywano im pomoc prawie wy³¹cznie jako przynale¿¹cym do tradycyjnego trzeciego wzorca. Aby pomoc uzyskaæ, bezrobotny musia³ spaœæ do spo³ecznego
poziomu ubogich, których prawa, w powszechnym przekonaniu, zale¿¹ od ich osobistych niepowodzeñ lub moralnej dobrej woli tych, którzy spontanicznie przyjmuj¹ na
siebie obowi¹zek realizacji tych praw” (Znaniecki, 1992: 10 – 11). Ten upadek
sta³ siê upadkiem funkcjonalnym — pogorszeniem (deterioracj¹) w stosunku do wzorców awansu osobistego, mo¿liwych na dworach, w armii, w koœciele, w s¹downictwie i in. Pozwala to Znanieckiemu wysnuæ wniosek, ¿e
wspó³czesny bezrobotny: „wydaje siê pierwszym ustalonym wzorcem osobistego
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
regresu jaki kiedykolwiek pojawi³ siê w naszej historii” [podkr. ZG] (Znaniecki,
1992: 11).
O ile motyw Marksa w rozumieniu bezrobotnego wymaga myœlenia o nim
jako o formalnym (a nie rzeczywistym) w³aœcicielu swojej si³y roboczej, a motyw Znanieckiego — o „wzorcu osobistego regresu”, o tyle dla M. Jahody,
P. F. Lazarsfelda, H. Zeisela, autorów badañ terenowych w Marienthalu
(1931 – 1932), by³by to cz³onek „zmêczonej wspólnoty” z poczuciem bycia
zbêdnym.
Bezrobotni Marienthalu stanowi socjologiczne studium stosunku do bezrobocia i skutków d³ugotrwa³ego bezrobocia w osadzie fabrycznej pod Wiedniem (przemys³ w³ókienniczy, 1486 mieszkañców) objêtej ca³kowitym bezrobociem. Badania udowodni³y niszcz¹cy wp³yw utraty pracy na ¿ycie
i osobowoœæ bezrobotnych oraz na wspólnotê lokaln¹, któr¹ badacze okreœlili,
ze wzglêdu na trud utrzymania rwi¹cej siê wiêzi spo³ecznej, mianem „zmêczonej wspólnoty” (Jahoda, Lazarsfeld, Zeisel, 2007: 78). Ukaza³y one tak¿e
zró¿nicowanie postaw pracowników jako skutku bezrobocia. Postawy nie
by³y jednorodne. Badacze wyró¿nili cztery kategorie bezrobotnych: nieugiêtych, zrezygnowanych, zrozpaczonych, apatycznych. W ka¿dej z nich i w ca³ej wspólnocie zaobserwowano skutki bezrobocia w postaci wp³ywu na: kondycjê fizyczn¹, postêpy szkolne dzieci oraz przestêpczoœæ; dzieci o ró¿nym
wieku; trudnoœci przy ewentualnym podjêciu pracy; poziom sprzecznoœci
politycznych, zmianê stosunku do religii, zainteresowania, wartoœci czasu,
stosunki miêdzy mieszkañcami (pomoc czy walkê), zmiany w ¿yciu rodzin.
Badania ukaza³y, ¿e skutki bezrobocia s¹ wynikiem zmienionego statusu
spo³ecznego cz³onków wspólnoty. Szczególne znaczenie mia³o poczucie degradacji i „bycia zbêdnym” (s³owo zbêdny pojawia siê w 12 z 57 analizowanych biografii).
W¹tek religii jako elementu œwiatopogl¹du bezrobotnych wyst¹pi³ w 23
z 57 badanych biografii. W 11 biografiach odnotowano pozytywne nastawienie do religii, a wiara ich autorów pozosta³a nienaruszona, choæ siedmiu
z nich rozwa¿a³o mo¿liwoœæ samobójstwa (jeden usi³owa³, dwóch pope³ni³o,
dwóch planowa³o zabicie rodziny i siebie, tylko jeden powstrzyma³ siê ze
wzglêdów religijnych). Dwóch autorów zadeklarowa³o zdecydowanie negatywn¹ postawê wobec religii. Nr 21, dwudziestoletni w³ókniarz napisa³: „Ale
pytam, kto w tych czasach jest pobo¿ny? Kto jest tak silnej woli, aby za krzywdy
i „krzy¿e” wo³a³, ¿e zadowolony, aby wierzy³, ¿e Bóg sprawiedliwy mo¿e tolerowaæ
niesprawiedliwoœæ.” (Jahoda, Lazarsfeld, Zeisel, 2007: 233 – 234). Nie by³o ani
jednego przypadku odzyskania wiary, ale by³o 8 przypadków utraty wiary,
przy ogólnej tendencji do radykalizmu postaw.
167
168
ZBIGNIEW GALOR
Socjologiczne ujêcie bezrobocia zak³ada jego odniesienie do struktury
spo³ecznej, np. zró¿nicowania klasowego. Bezrobotny zostaje okreœlony poprzez swoj¹ pozycjê w tej strukturze, tak¿e wczeœniejsz¹, jeœli uprzednio pracowa³. Trzy motywy w rozumieniu bezrobotnego: 1) formalny w³asciciel swojej zdolnoœci do pracy (Marks); 2) „wzór osobistego regresu” (Znaniecki);
3) cz³onek „zmêczonej wspólnoty” z poczuciem bycia zbêdnym (Jahoda, Lazarsfeld, Zeisel) wyra¿aj¹ trzy elementy po³o¿enia bezrobotnego. Stanowi¹ je:
w³asnoœæ, degradacja oraz wykluczenie spo³eczne/marginalizacja. Wszystkie
one wystêpuj¹ w rozwoju bezrobocia w Polsce po 1989 roku.
O interdyscyplinarnoœci perspektywy poznawczej
Interdyscyplinarny charakter perspektywy poznawczej na bezrobocie w Polsce po 1989 roku nie oznacza li tylko enumeracji dyscyplin zajmuj¹cych siê
bezrobociem. Interdyscyplinarnoœæ dotyczy przede wszystkim faktu, ¿e
podstawowe pojêcia tych dziedzin pozostaj¹ we wzajemnym zwi¹zku i odnosz¹ siê w zasadzie do tych samych zjawisk. Dla potrzeb tego tekstu
odró¿niam interdyscyplinarnoœæ w sensie enumeracyjnym oraz w sensie interrelacyjnym.
W ujêciu enumeracyjnym
W wersji enumeracyjnej interdyscyplinarnoœæ podejœcia do bezrobocia pozwala wskazaæ na ró¿ne aspekty zjawiska, lecz nie na zwi¹zek pomiêdzy jego
aspektami. Antropologia spo³eczna analizuje bezrobocie w wymiarze kulturowym. Tomasz Rakowski w £owcach, zbieraczach, praktykach niemocy przedstawia wyniki swoich badañ nie tylko nad bied¹ jako skutkiem bezrobocia,
ale i „bieda szybami” w Wa³brzychu, w których bezrobotni górnicy wykonuj¹
pracê na czarno (Rakowski, 2009). Podnosi problem nie tylko kultury ubóstwa, ale i kultury bezrobocia.
Ekonomia z kolei wi¹¿e bezrobocie z rynkiem pracy. Odró¿nia dwa konteksty: makro- i mikroekonomiczny. St¹d zasadnicza rozbieznoœæ ujêæ w pracach takich autorów, jak Joan Robinson — Walka z bezrobociem. Wstêp do teorii zatrudnienia (Robinson, 1991) i tymi, którzy przyjmuj¹ perspektywê
mikroekonomiczn¹, np. w postaci teorii kapita³u ludzkiego.
Psychologia bada wp³yw szczególnie d³ugotrwa³ego bezrobocia na osobowoœæ, postawy jednostek. W tym celu konstruuje m.in. modele. Ich przy-
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
k³adem jest, powsta³y w wyniku badañ w Marienthalu, model faz bezrobocia
Jahody i Lazarsfelda:
Faza 1. Antycypacja bezrobocia — pobudzenie, zmiany nastroju, labilnoœæ emocjonalna.
Faza 2. Szok po utracie pracy — poczucie klêski, krzywdy, upokorzenie,
lêk przed przysz³oœci¹, przygnêbienie.
Faza 3. Wchodzenie w sytuacjê bezrobocia i optymizm — efekt urlopu,
traktowanie sytuacji jako przejœciowej, aktywnoœæ, wiara w sukces.
Faza 4. Pesymizm i rezygnacja — negatywne reakcje emocjonalne, problemy zdrowotne i finansowe.
Faza 5. Fatalizm i apatia, dopasowanie do sytuacji — poczucie beznadziejnoœci, d¹¿enie do izolacji spo³ecznej, redukcja oczekiwañ ¿yciowych, zainteresowañ.
Prawo definiuje pojêcie bezrobotnego, wi¹¿¹c je szczególnie z prawem
pracy i prawem o pomocy spo³ecznej. Aktualne regulacje prawne odró¿niaj¹
rozumienie bezrobotnego w szerokim i w¹skim ujêciu. W tym pierwszym
znaczeniu jest to osoba niezatrudniona, która nie prowadzi dzia³alnoœci gospodarczej, nie wykonuj¹ca pracy zarobkowej, zdolna i gotowa do podjêcia
zatrudnienia (w pe³nym lub niepe³nym wymiarze czasu pracy). W w¹skim
znaczeniu (stosowanym w pañstwowych urzêdach pracy) bezrobotny wed³ug
Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (2004) to ktoœ, kto poszukuje pracy i spe³nia nastêpuj¹ce warunki: 1) ukoñczy³ 18 rok ¿ycia (pe³noletnia), 2) nie ukoñczy³a 60 lat w przypadku kobiet i 65 lat w przypadku
mê¿czyzn, 3) aktualnie nie uczy siê na ¿adnym szczeblu kszta³cenia lub nie
jest skierowana na szkolenie przez PUP, 4) jest zameldowana lub pozostaje
w kraju legalnie lub jej pobyt mo¿e zostaæ zalegalizowany (azyl polityczny,
karta sta³ego lub czasowego pobytu, obywatele UE).
Badanie Aktywnoœci Ekonomicznej Ludnoœci — BAEL zak³ada odmienne rozumienie bezrobotnego. Odwo³uje siê ono do okreœleñ Miêdzynarodowej Organizacji Pracy (ILO) i Eurostatu, co wyniki czyni porównywalnymi
w skali miêdzynarodowej. Wed³ug BAEL bezrobotnym jest ten, kto: 1) nie
pracowa³ w ci¹gu badanego tygodnia, 2) przez 4 tygodnie (wliczaj¹c jako
ostatni — tydzieñ badany) aktywnie poszukiwa³ pracy, 3) by³ gotów i móg³
podj¹æ pracê, 4) znalaz³ pracê i czeka na jej rozpoczêcie. W wyniku badania
ustalona zostaje liczba aktywnych i biernych zawodowo, do których zalicza
siê niepracuj¹cych i nie zainteresowanych podjêciem pracy. To w³aœnie z tej
czêœci bezrobotnych wywodz¹ siê praktyki regularnego korzystania z pomocy
spo³ecznej, które utrwalaj¹ w opinii publicznej stereotyp „wiecznych bezrobotnych, paso¿ytów i naci¹gaczy” (Winnicki, 2011).
169
170
ZBIGNIEW GALOR
Polityka spo³eczna ujmuje bezrobocie jako kwestiê spo³eczn¹ (tak¿e jako
now¹ kwestiê spo³eczn¹), czyli problem spo³eczny, który w danych warunkach historyczno-spo³ecznych nie mo¿e zostaæ rozwi¹zany — i wi¹¿e j¹
z polityk¹ zatrudnienia jako jedn¹ z polityk szczegó³owych.
W ujêciu interrelacyjnym
W wersji interrelacyjnej interdyscyplinarnoœci podejœcie do bezrobocia pozwala wskazaæ na zwi¹zek pomiêdzy jego aspektami opisywanymi przez
poszczególne dyscypliny i wyra¿onymi w specyficznych dla tych dyscyplin
pojêciach. Potrzeba cz³owieka jest pojêciem antropologii. Jedn¹ z potrzeb jest
potrzeba jedzenia. Ta sama potrzeba (jedzenia) w ekonomii ma swoj¹ „maskê” w postaci (pojêcia) popytu efektywnego (jest to np. iloœæ pieniêdzy, jakie
ktoœ ma i mo¿e przeznaczyæ na jedzenie dla siebie), aby zaspokoiæ potrzebê jedzenia. Pojêciu potrzeby w antropologii odpowiadaj¹ pojêcia : w polityce —
interesu; w psychologii — postawy; w socjologii — dzia³ania; w prawie
— prawa u¿ywania.
Tab. 1. Ujêcie interrelacyjne wielodyscyplinarnoœci
Antropologia
Ekonomia
Polityka
Psychologia
Socjologia
Prawo
potrzeba
popyt efektywny
interes
postawa
dzia³anie
prawo u¿ywania
Odpowiednia zale¿noœæ w przypadku bezrobocia przedstawia³aby siê nastêpuj¹co: potrzeba pracy — popyt efektywny (posiadane œrodki dla uzyskania pracy) — interes uzyskania pracy — postawa skierowana na
uzyskanie pracy — dzia³anie w celu znalezienia pracy — prawo u¿ywania
œrodków pracy.
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
Transformacja i bezrobocie w Polsce
Polityczno-ekonomicznego pocz¹tku transformacji w Polsce nie wyznacza
upadek muru berliñskiego (1989), ani te¿ reformy Balcerowicza, lecz reformy
rz¹du Rakowskiego (1988 – 1989).
1988 – 198 M. Rakowski
S³awomir Wêglewski, z którego charakterystyk polskich reform (Wêglewski,
2011) korzystam w tym miejscu, równie¿ k³adzie nacisk na prze³omowy charakter reform Rakowskiego. Pod koniec 1988 roku uchwalona zosta³a ustawa
o dzia³alnoœci gospodarczej. Wprowadzi³a ona wrêcz ewolucyjn¹ w czasach
realnego socjalizmu zasadê wolnoœci gospodarczej i równoœci podmiotów gospodarczych. Nast¹pi³ znacz¹cy wzrost udzia³u sektora prywatnego w gospodarce i jego prawne zrównanie z sektorem pañstwowym. W œlad za t¹
ustaw¹ posz³a liberalizacja polityki gospodarczej, po raz pierwszy — podkreœla Wêglewski — za istotê gospodarowania przyjmuj¹cej racjonalnoœæ
i rachunek ekonomiczny.
Fundamentem reform rz¹du Rakowskiego, nazwanych Programem Konsolidacji Gospodarki Narodowej, sta³y siê trzy ustawy: 1) „O dzia³alnoœci gospodarczej” (Dz.U.1988, nr 41, poz. 324) uchwalona 23 grudnia 1988 roku
oraz z tego samego roku, 2) „O dzia³alnoœci gospodarczej z udzia³em podmiotów zagranicznych” (Dz.U.1988 nr 41, poz. 325), 3) „O niektórych warunkach konsolidacji gospodarki” (Dz.U. 1989, nr 10, poz. 57) z 24 lutego
1989.
1990 — reforma L. Balcerowicza
Reform¹ Balcerowicza okreœla siê pakiet reform gospodarczo-ustrojowych
przygotowany w ci¹gu 111 dni, którego realizacja rozpoczê³a siê w roku 1990.
Nazwê tê utworzono od nazwiska g³ównego autora tych reform, ówczesnego
wicepremiera i ministra finansów, Leszka Balcerowicza. Wraz z grup¹ ekspertów (wœród których byli m.in. prof. Jeffrey Sachs, prof. Stanis³aw Gomu³ka,
dr S. Kawalec i dr W. Misi¹g) we wrzeœniu 1989 roku stworzy³ on plan reform, a 6 paŸdziernika jego zarys zosta³ przedstawiony publicznie przez Balcerowicza na konferencji prasowej transmitowanej przez TVP. Plan ów mia³
umo¿liwiæ transformacjê z gospodarki centralnie sterowanej do rynkowej.
171
172
ZBIGNIEW GALOR
Jak podkreœla S. Wêglewski, L. Balcerowicz jest najczêœciej krytykowany
za to, ¿e przyczyni³ siê do znacznego spadku stopy ¿yciowej licznych grup
ludnoœci, zw³aszcza pracowników niedochodowych przedsiêbiorstw pañstwowych oraz pracowników PGR-ów, tworz¹c obszary nêdzy i strukturalnego
bezrobocia, które w wielu miejscach trwa a¿ do dzisiaj. Niektórzy ekonomiœci
zarzucali te¿ planowi Balcerowicza zbyt s³ab¹ ochronê rynku wewnêtrznego
w czasie transformacji oraz dopuszczenie do wieloletniej zapaœci ca³ych bran¿
przemys³u na skutek braku jakiejkolwiek pañstwowej polityki wp³ywania na
jego strukturê. Terapia szokowa zosta³a po³¹czona z prawie ¿ywio³ow¹ prywatyzacj¹ i przynios³a bezrobocie.
Nie takie by³y cele strajkuj¹cych w 1980 roku, wyra¿one w ich postulatach.
1980 SolidarnoϾ
Ani dyskusje w czasie strajków, ani 21 postulatów z 17 sierpnia 1980 roku
strajkuj¹cych robotników (por. tabela 2) nie sugerowa³y zmian warunków
pracy poprzez zmiany charakterystyczne dla kapitalistycznych gospodarek
zachodnich. T. Kowalik podkreœla, ¿e d¹¿eniem strajkuj¹cych robotników
by³o zapewnienie sobie realnego wp³ywu na w³adzê, zerwanie z formalnym li
tylko traktowaniem w³adzy robotniczej. Wskazuje on tak¿e na okolicznoœæ
wyboru przez Balcerowicza jednej z trzech (najbardziej radykalnej) wersji
zmian systemowych zaproponowanych przez ekspertów Banku Œwiatowego.
(Kowalik, 2009:16).
Jeœli przyj¹æ, ¿e przyczyn¹ strajków by³o zrastanie siê czêœci ówczesnego
aparatu partyjno-rz¹dowego z w³asnoœci¹ prywatn¹, o tyle same strajki w istocie dotyczy³y sprzeciwu robotników wobec tego zjawiska.
Tab. 2: 21 postulatów z 17 sierpnia 1980 roku
1. Akceptacja niezale¿nych od partii i pracodawców wolnych zwi¹zków zawodowych
wynikaj¹cych z ratyfikowanych przez PRL Konwencji nr 87 Miêdzynarodowej Organizacji Pracy, dotycz¹cych wolnoœci zwi¹zków zawodowych.
2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeñstwa strajkuj¹cym i osobom
wspomagaj¹cym.
3. Przestrzegaæ zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolnoœci s³owa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonowaæ niezale¿nych wydawnictw oraz udostêpniæ œrodki
masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznañ.
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
4. Przywróciæ do poprzednich praw: 1. ludzi zwolnionych z pracy po strajkach
w 1970 i 1976 r., studentów wydalonych z uczelni za przekonania, 2. zwolniæ
wszystkich wiêŸniów politycznych (w tym Edmunda Zadro¿yñskiego, Jana Koz³owskiego, Marka Koz³owskiego), 3. znieœæ represje za przekonania.
5. Podaæ w œrodkach masowego przekazu informacjê o utworzeniu Miêdzyzak³adowego Komitetu Strajkowego oraz publikowaæ jego ¿¹dania.
6. Podaæ realne dzia³ania maj¹ce na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej
poprzez: 1. podanie do publicznej wiadomoœci pe³nej informacji o sytuacji spo³eczno-gospodarczej, 2. umo¿liwienie wszystkim œrodowiskom i warstwom spo³ecznym
uczestniczenie w dyskusji nad programem reform.
7. Wyp³aciæ wszystkim pracownikom bior¹cym udzia³ w strajku wynagrodzenie za
okres strajku, jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu CRZZ.
8. Podnieœæ zasadnicze uposa¿enie ka¿dego pracownika o 2000 z³ na miesi¹c, jako rekompensatê dotychczasowego wzrostu cen.
9. Zagwarantowaæ automatyczny wzrost p³ac równolegle do wzrostu cen i spadku
wartoœci pieni¹dza.
10. Realizowaæ pe³ne zaopatrzenie rynku wewnêtrznego w artyku³y ¿ywnoœciowe,
a eksportowaæ tylko nadwy¿ki.
11. Znieœæ ceny komercyjne oraz sprzeda¿ za dewizy w tzw. eksporcie wewnêtrznym.
12. Wprowadziæ zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie
przynale¿noœci partyjnej oraz znieœæ przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez:
zrównanie zasi³ków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnych sprzeda¿y, itp.
13. Wprowadziæ na miêso i jego przetwory kartki — bony ¿ywnoœciowe (do czasu
opanowania sytuacji na rynku).
14. Obni¿yæ wiek emerytalny dla kobiet do 55 lat, a dla mê¿czyzn do lat 60 lub
przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mê¿czyzn bez wzglêdu na wiek.
15. Zrównaæ renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie wyp³acanych.
16. Poprawiæ warunki pracy s³u¿by zdrowia, co zapewni pe³n¹ opiekê medyczn¹ osobom pracuj¹cym.
17. Zapewniæ odpowiedni¹ iloœæ miejsc w ¿³obkach i przedszkolach dla dzieci kobiet
pracuj¹cych.
18. Wprowadziæ urlop macierzyñski p³atny przez okres trzech lat na wychowanie
dziecka.
19. Skróciæ czas oczekiwania na mieszkania.
20. Podnieœæ diety z 40 z³ na 100 z³otych i dodatek za roz³¹kê.
21. Wprowadziæ wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ci¹g³ym
i systemie czterobrygadowym brak wolnych sobót zrekompensowaæ zwiêkszonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi p³atnymi dniami wolnymi od pracy.
173
174
ZBIGNIEW GALOR
Pierwsze badanie socjologiczne nad bezrobociem w województwie poznañskim — 1990
Z pocz¹tkiem 1990 roku w rejestrach biur pracy w Polsce pojawi³a siê nowa
kategoria: bezrobotni. Zast¹pi³a ona kategoriê: poszukuj¹cy pracy. Przed
koñcem 1990 roku liczba zarejestrowanych bezrobotnych przekroczy³a milion. Tym samym stopa bezrobocia wynosi³a w Polsce 4,0%. Dla porównania
np. w Hiszpanii 20 %; Francji 10,3 %. W województwie poznañskim w listopadzie 1990 roku zarejestrowano 20 515 bezrobotnych, w tym uprawnionych do zasi³ku 18 421.
W tym samym roku (w listopadzie i grudniu 1990) przeprowadzone zosta³y badania socjologiczne nad bezrobociem w województwie poznañskim.
Zrealizowane zosta³y na zlecenie Wojewódzkiego Urzêdu Pracy, którego dyrektorem by³ wówczas P. Ko³odziejczyk. Badania przygotowa³ i zrealizowa³
zespó³ pracowników Instytutu Nauk Spo³ecznych AR w Poznaniu: A.Borowicz, Z. Galor (kierownik zespo³u), M. Niewiadomski i J. Stêpieñ. Badania
objê³y 550 osobow¹ reprezentatywn¹ próbê bezrobotnych zarejestrowanych
w 9 rejonowych biurach pracy województwa poznañskiego (Gniezno, Grodzisk, Nowy Tomyœl, Oborniki, Poznañ, Szamotu³y, Œrem, Œroda, Wrzeœnia).
W badaniach tych stwierdzono m.in., ¿e 70 – 75% badanych by³o gotowych
podj¹æ pracê. Jednak mo¿liwoœæ znalezienia pracy dla siebie dostrzega³o tylko
29,4% respondentów. Znacz¹ce by³y g³ówne racje, dla których warto by³o
zdaniem badanych pozostawaæ w sytuacji bezrobotnego: 1) poniewa¿ ka¿da
oferta pracy jest zbyt ma³o p³atna w stosunku do pobieranego zasi³ku —
10,54 %; 2) korzystniej jest braæ zasi³ek i ryzykowaæ pracê na czarno —
6,90%.
Badania ukazywa³y tak¿e, ¿e zjawiskiem mocno zwi¹zanym z bezrobociem na pocz¹tku lat 90. by³o poczucie godnoœci zawodowej oraz personifikacja przyczyn bezrobocia (Borowicz, Galor, Niewiadomski, Stêpieñ, 1991).
Poczucie godnoœci zawodowej stanowi³o siln¹ barierê podejmowania niektórych prac. Np. powszechne wtedy roznoszenie butelek mleka by³o nie do
przyjêcia dla zdecydowanej wiêkszoœci badanych. Podobna przyczyna decydowa³a o odmowie wystêpów „do kotleta” przez dwóch bezrobotnych muzyków filharmonii. Natomiast personalizacja przyczyn bezrobocia wyra¿a³a siê
w œwiadomoœci bezrobotnego przekonaniem, ¿e zwolnienia grupowe „tak naprawdê” nie s¹ powodem jego bezrobocia, lecz jest to jego „wina”, poniewa¿
Ÿle pracowa³, i teraz wstyd z tego powodu nie pozwala mu spojrzeæ w oczy
najbli¿szym.
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
Procesy zmian spo³ecznych i rozwój bezrobocia w Polsce okresu transformacji
W analizach transformacji w Polsce stosowane jest odró¿nienie: transformacji
ustrojowej, transformacji gospodarczej oraz transformacji spo³ecznej. W badaniach m.in. u¿ywa siê rozumienia transformacji wed³ug Jana Szczepañskiego,
który tê formê przekszta³cania rzeczywistoœci spo³ecznej odró¿nia od reform
i rewolucji, podkreœlaj¹c ¿e nie jest ona to¿sama tak¿e z zmian¹ spo³eczn¹
(Szczepañski, 1999:61 – 74). Decyduj¹ce jest tu Ÿród³o zmian (endogenne)
i ich zakres (zmiana wszystkich elementów systemu spo³ecznego).
Na ca³oœciowy obraz transformacji w Polsce sk³ada siê wprowadzanie instytucji i procedur demokratycznych — transformacja ustrojowa; kszta³towanie wolnego rynku opartego na w³asnoœci prywatnej — transformacja
gospodarcza; oraz zmiany mentalnoœci spo³ecznej, akceptacja nowych regu³
w stosunkach spo³ecznych — transformacja spo³eczna. Ich wyrazem sta³y
siê procesy: demokratyzacji, prywatyzacji i urynkowienia. Na³o¿y³y siê one
na równoczeœnie zachodz¹c¹ integracjê europejsk¹ oraz globalizacjê. Ukszta³towa³a siê nowa kapitalistyczna formacja spo³eczeñstwa. Powsta³y warunki
dla zaistnienia bezrobocia jako trwa³ego elementu polskiej gospodarki kapitalistycznej. Ukszta³towa³a siê te¿ instytucjonalna struktura obs³ugi bezrobocia. Natomiast najbardziej charakterystycznymi cechami samego bezrobocia
w Polsce w dziesiêæ lat po rozpoczêciu transformacji sta³y siê: wysoki w nim
udzia³ ludzi m³odych (62%), a tak¿e znaczna obecnoœæ maj¹cych wykszta³cenie zawodowe oraz podstawowe (71,3%), o czym informowa³y dane w Krajowego Urzêdu Pracy z 1999.
Liczba bezrobotnych od roku 2000 znacz¹co wzros³a (tabela 3), przekraczaj¹c po roku trzy miliony, by po przyjêciu Polski do UE w 2004r. i masowej
emigracji, g³ównie do Wielkiej Brytanii, obni¿yæ siê, a w 2010r. znów pójœæ
w górê.
Niektórzy badacze, jak np. Maria Jarosz, stosuj¹ pojêcie wygranych i przegranych polskiej transformacji, do przegranych zaliczaj¹c co najmniej czterdziestoprocentow¹ grupê Polaków, do której w 2005 roku nale¿eli przede
wszystkim bezrobotni, biedni — zw³aszcza ¿yj¹cy na wsiach i w ma³ych
miasteczkach (Jarosz, 2005:12).
Jeœli wzi¹æ pod uwagê to, ¿e w Polsce pod pojêciem transformacji kryj¹ siê
„szokowe”: zmiany w³asnoœciowe — prywatyzacja; zmiany struktury gospodarki, zatrudnienia — restrukturyzacja, wówczas tak¿e bardziej zrozumia³e staj¹ siê pogl¹dy przypisuj¹ce transformacji zasadnicz¹ rolê w kszta³towaniu warunków spo³ecznych, np. w postaci bezrobocia, sprzyjaj¹cych tak¿e
175
176
ZBIGNIEW GALOR
migracji. „Transformacja ustrojowa — pisze Izabela Grabowska-Lusiñska
— czyni pewne grupy (warstwy) spo³eczne bardziej podatnymi na poszukiwanie zatrudnienia (zarobku) za granic¹. Ci, trac¹cy na transformacji, staraj¹
siê minimalizowaæ ryzyko strat gospodarstwa domowego, podejmuj¹c migracjê zarobkow¹.” (Grabowska-Lusiñska, 2005:32).
Tab. 3. Liczba bezrobotnych w Polsce w poszczególnych latach okresu 1990 – 2010 wg GUS (w tys.)
1990
1991
1992
1993
1994
1995
1996
1997
1998
1999
2000
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
1126,1
2155,6
2509,3
2899,6
2838,0
2628,8
2359,5
1826,4
1831,4
2349,8
2702,6
2001
2002
2003
2004
2005
2006
2007
2008
2009
2010
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
3115,1
3217,0
3175,7
2999,6
3094,9
2866,5
1746,6
1813,4
1634,4
2052,5
Procesy: prywatyzacji, integracji europejskiej, globalizacji
Prywatyzacja
Si³ê zwi¹zku procesów prywatyzacji i bezrobocia pierwszej dekady polskiej
transformacji odzwierciedla charakterystyczna wspó³zale¿noœæ: im wiêksza
prywatyzacja, tym wiêksze bezrobocie. Taki wniosek cechuje analizy opublikowane w pracy zbiorowej pod redakcj¹ M. Jarosz: Manowce polskiej prywatyzacji. Ich autorzy zwracaj¹ uwagê na niekorzystne tendencje przemian, k³ad¹ce siê cieniem na proces prywatyzacji. Mimo ¿e w 2000 roku ponad 60%
PKB wytworzono w sektorze prywatnym, zatrudniaj¹cym 70% pracowników, nast¹pi³ spadek wzrostu PKB z 7% w 1997 do 2% w 2001 (Jarosz,
2001:12). Oznacza³o to, ¿e prywatyzacja — ujmowana jako podnoszenie
efektywnoœci gospodarczej — staje siê w tym czasie przyczyn¹ wzrostu bezrobocia ; w po³owie 2001roku bezrobocie by³o 16% (prawie 3 mln), co stawia³o Polskê w roli kraju o najwy¿szym wskaŸniku bezrobocia w Europie (Jarosz, 2001:13).
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
János Kornai, autor pracy pt. Droga do wolnej gospodarki. Odwrót od socjalizmu: przyk³ad wêgierski (1992) wyró¿nia dwie strategie transformacji w³asnoœciowej opartej na prywatyzacji. Pierwsza to strategia „A” — organicznego
rozwoju, druga — strategia „B” — przyspieszonej prywatyzacji. Krytykuj¹c strategiê „B”, Kornai jednoczeœnie dokonuje pozytywnego przezwyciê¿enia zdroworozs¹dkowych wyobra¿eñ o prywatyzacji. Takich, które stawiaj¹
znak równoœci miêdzy prywatyzacj¹ a kapitalizacj¹ oraz transformacj¹ ustrojow¹: „Samo pojawienie siê w³asnoœci kapitalistycznej — pisze — nie wystarczy, by zaistnia³ kapitalizm.” (Kornai, 1992:19). Strategi¹ organicznego
rozwoju t³umaczy siê to, ¿e wydajnoœc pracy w 1998 w stosunku do 1989
wzros³a na Wêgrzech o 36%, a w Polsce o 26%, podczas gdy w Czechos³owacji wzros³a w tym czasie zaledwie o 6%. Chocia¿ to w³aœnie Czechos³owacja
by³a pierwszym krajem, w którym sprywatyzowano, stosuj¹c strategiê przyspieszonej prywatyzacji, po³owê gospodarki. Wêgrzy uczynili to dwa lata
póŸniej, a Polacy — trzy lata. Nie zmienia to zasadniczych ró¿nic miêdzy
dwoma strategiami: „A” k³adzie nacisk na zdrowy rozwój sektora prywatnego, podczas gdy „B” — na szybk¹ likwidacjê sektora pañstwowego.” (Kornai, 1992:20). Strategia „B” wyznaczy³a drogê zmian polskiej transformacji.
Integracja europejska
Zwi¹zane z procesem przekszta³ceñ ustrojowych doœwiadczenia pierwszej dekady transformuj¹cej siê Polski ukaza³y istnienie sprzecznoœci postaw odwo³uj¹cych siê do uniwersalnoœci (europejskoœci) oraz do lokalnoœci (narodowej regionalnoœci), której pod³o¿em by³y przeciwieñstwa ekonomiczne.
Wœród nich zasadnicz¹ rolê odgrywa³y sprzecznoœci w stosunkach w³asnoœciowych i wynikaj¹ce st¹d konsekwencje spo³eczne. M. in. dogmatyzm nowej
prywatyzacji stan¹³ w sprzecznoœci z zaletami spo³ecznych form w³asnoœci,
czego przyk³adem sta³y siê wrêcz dramatyczne konsekwencje (bezrobocie,
nêdza) nag³ej likwidacji pañstwowych gospodarstw rolnych w Polsce (Sakson, 2010).
Wzrastaj¹ca w tym czasie obecnoœæ w Polsce kapita³u zagranicznego oznacza³a g³ównie jego zainteresowanie utrzymywaniem ogólnego tempa i rozwoju odpowiadaj¹cych znaczeniu tego kraju jako dostarczyciela surowców,
taniej si³y roboczej, przy równoleg³ym wzroœcie ekonomicznych powi¹zañ gospodarki narodowej z nale¿¹cymi do ró¿nych korporacji rynkami miêdzynarodowymi. Jednoczesnie coraz bardziej widocznym problemem stawa³o siê
wystêpowanie patologii elit rz¹dz¹cych, przybieraj¹cej równie¿ formê —
177
178
ZBIGNIEW GALOR
wed³ug okreœlenia A. Legatowicza — „prostytucji ekonomicznej”, której
zasadnicz¹ form¹ jest korupcja i zwi¹zana z ni¹ bezkrytyczna uleg³oœæ wobec
interesów kapita³u zagranicznego. Towarzyszy³a temu — jak zauwa¿a
wspomniany autor — wyidealizowana wizja kapitalizmu, w którym ograniczona, ale sprawna grupa posiadaczy kapita³u, motywowana uprawnieniami w³asnoœciowymi, w rezultacie przedsiêbiorczoœci i aktywnoœci, promowa³a
skuteczny rozwój, tworzenie nowych miejsc pracy i w dalszej perspektywie
— dobrobyt ca³ego spo³eczeñstwa (Legatowicz, 1995:16).
Ta „wyidealizowana wizja kapitalizmu” pocz¹tkowej dekady polskiej
transformacji by³a rodzajem ró¿owych okularów, poprzez które znacz¹ca czêœæ Polaków postrzega³a swoje przyst¹pienie do Unii Europejskiej. Rozbudzonym nadziejom na szybki, ³atwy dobrobyt, który mia³by nast¹piæ niemal automatycznie po ich „powrocie do Europy”, towarzyszy³ wiêc obraz nie
rzeczywistego, ale lirycznego kapitalizmu.
Globalizacja
Wp³yw globalizacji, czyli ogó³u procesów, które prowadz¹ do tworzenia siê
„œwiatowego spo³eczeñstwa” (Kempny, 1998:241), na stan polskiej gospodarki przed i po 1989 roku wyrazi³ siê m.in. poprzez misje przedstawicieli
MFW. Joseph E. Stiglitz, charakteryzuj¹c globalizacjê, podkreœla rolê fundamentalistów rynkowych, czyli ekonomistów MFW, w propagowaniu modelu
gospodarki wolnorynkowej bez bezrobocia, gdy¿ w warunkach wolnej konkurencji popyt zawsze równa siê poda¿y, co oznacza, ¿e nie ma tam przymusowego bezrobocia. Faktu, ¿e bezrobocie w ogóle wystêpuje, ekonomiœci ci
nie mog¹ rzecz jasna ignorowaæ. Jak pisze Stiglitz: „Poniewa¿ zgodnie z fundamentalizmem rynkowym — utrzymuj¹cym, ¿e rynek z za³o¿enia funkcjonuje doskonale, a popyt na pracê, tak jak na ka¿de inne dobro czy czynnik produkcji, musi siê
równaæ poda¿y — nie mo¿e byæ bezrobocia, problem nie mo¿e tkwiæ w rynku. Musi
tkwiæ gdzieœ indziej — w zach³annych zwi¹zkach zawodowych i politykach ingeruj¹cych w dzia³anie wolnego rynku. Ma to oczywiste konsekwencje dla polityki —
je¿eli wystêpuje bezrobocie, to nale¿y obni¿yæ p³ace” (Stiglitz, 2004:169). Po ponad
dwudziestu latach transformacji wysoki poziom bezrobocia dotyczy nie tylko
Polski, istnieje w ca³ej Europie, a w istocie na ca³ym œwiecie, ma zatem wymiar globalny (Armstrong, 2004; Kwiatkowski, 2002).
Globalizacja, której ekonomiczn¹ podstaw¹ jest miêdzynarodowa dzia³alnoœæ korporacji ponadnarodowych, prowadzi do zaostrzenia sprzecznoœci
miêdzy interesami tych korporacji i interesami pañstw, w których one dzia-
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
³aj¹. W stosunku do sfery dzia³añ legalnych zwiêksza siê skala dzia³añ nielegalnych. Zarazem wystêpuje charakteryzowane przez Zygmunta Baumana
zjawisko znoszenia ró¿nic miêdzy „legalnym” i „nielegalnym”. Przy tym zjawisko to — pisze autor Europy. Niedokoñczonej przygody –„ nie polega na tym,
¿e globalne mafie wykorzystuj¹ do swoich dzia³añ luki powstaj¹ce na styku
systemów prawnych nadzorowanych i obs³ugiwanych przez pañstwo narodowe. Chodzi raczej o to, ¿e uwolnione od ograniczeñ narzucanych przez prawo
i uzale¿nione jedynie od aktualnego uk³adu si³, wszelkie operacje w przestrzeni globalnej upodabniaj¹ siê dzisiaj (œwiadomie lub mimo woli) do wzorców
kojarzonych dotychczas z mafiami i mafijno-przestêpczym stosunkiem do
prawa” (Bauman, 2004:103 – 105).
Skutki i koszty spo³eczne bezrobocia
Mianem kosztów bezrobocia okreœlane s¹ negatywne jego skutki i wyró¿niane jako skutki natury ekonomicznej, spo³ecznej (wzglêdnie spo³eczno-psychologicznej), politycznej, a tak¿e etyczno-moralnej, obyczajowej, prawnej
(Dach, 1999).
Skutki spo³eczne stanowi¹ konsekwencje bezrobocia, do których zalicza
siê przede wszystkim: biedê, bezdomnoœæ, wykluczenie i marginalizacjê
spo³eczn¹. Specyficzny rodzaj kosztów spo³ecznych bezrobocia mo¿emy zidentyfikowaæ, pos³uguj¹c siê ekonomiczn¹ kategori¹ kosztów alternatywnych. Socjologicznej interpretacji (jako skutki spo³eczne bezrobocia) podlega tak¿e taka psychologiczna konsekwencja, któr¹ J. Stankiewicz opisuje
nastêpuj¹co „Brak poczucia przynale¿noœci do okreœlonego grona wywo³uje uczucie
braku osobistej przydatnoœci i wa¿noœci. Jest to tzw. syndrom obcoœci polegaj¹cy na
utracie poczucia w³asnej godnoœci i wartoœci. Powoduje to w konsekwencji obni¿enie
aktywnoœci, zanik wiary w swoje umiejêtnoœci i przydatnoœæ spo³eczn¹. Dotyczy to
zdecydowanej wiêkszoœci osób pozostaj¹cych przez d³u¿szy okres czasu poza œrodowiskiem pracy” (Stankiewicz, 1993). Pod u¿ytym przez autorkê wyra¿eniem
„syndrom obcoœci” kryje siê zjawisko alienacji spo³ecznej — wyobcowania
jednostek i grup ze spo³eczeñstwa, wyobcowania wi¹zanego wspó³czeœnie z anomi¹ spo³eczn¹, co za Mertonem oznacza odstêpstwo od norm spo³ecznych.
Bezrobocie w Polsce okresu transformacji wp³ywa na stosunek do zasad
wspó³¿ycia, przepisów prawa, sprzyja zachowaniom spo³ecznie negatywnym
— przestêpstwom (napadom, w³amaniom, kradzie¿om, gwa³tom i morderstwom) (Sztumski, 1991).
179
180
ZBIGNIEW GALOR
W skali ca³ego spo³eczeñstwa bezrobocie umo¿liwia pojawienie siê b¹dŸ
zaostrzenie niektórych zasadniczych kwestii spo³ecznych: wysoki poziom
chorób somatycznych i psychicznych, wzrost liczby samobójstw oraz przestêpstw kryminalnych (Dach, 1999).
D³ugotrwa³e bezrobocie, bieda i bezdomnoœæ
Wspó³wystêpowanie d³ugotrwa³ego bezrobocia z bied¹ znajduje wyraz
w problemie — dodatkowych (np. wobec strategii ewentualnych zasi³ków)
strategii zdobywania œrodków do ¿ycia. Wed³ug E. Tarkowskiej: „S¹ to strategie legalne (pomoc rodziny, przyjació³, instytucji, sprzeda¿ lub wymiana
dóbr, umiejêtnoœci, czasu, spieniê¿anie oszczêdnoœci i in.) oraz nielegalne
(kradzie¿, prostytucja i in.). Zw³aszcza na temat tych ostatnich strategii wiemy bardzo niewiele ” (Tarkowska, 2002:186).
Badania nad procesami kszta³towania siê regionalnej struktury bezrobocia
w Polsce w latach 1994 – 1997 (Newell, Pastore, Socha, 2000:791) pozwoli³y
wyodrêbniæ: 1) obszar wzd³u¿ zachodniej i pó³nocnej granicy kraju o wysokim
obezrobociu; 2) obszar wzd³u¿ wschodniej granicy i na po³udniu kraju o niskim poziomie bezrobocia. W niektórych z tych regionów wystêpowa³ wysoki,
a w innych niski poziom PKB. Czêœæ regionów, gdzie bezrobocie by³o najni¿sze, obejmowa³a województwa o najgêstszym zaludnieniu, zurbanizowaniu
i uprzemys³owieniu (warszawskie, poznañskie, katowickie, krakowskie).
Wœród pozosta³ych mieœci³y siê niektóre z najs³abiej rozwiniêtych gospodarczo
obszarów (np. województwa rolnicze przy granicy wschodniej kraju).
W badaniach wskazywano na uwarunkowanie skali zamo¿noœci — biedy przez regionalne zró¿nicowanie bezrobocia. Np. analiza regionalnych niedopasowañ na rynku pracy i zmian zatrudnienia w Polsce, przeprowadzona
przez B. Gawroñsk¹-Nowak i P. Kaczorowskiego ukaza³y dysproporcje miêdzy struktur¹ i poda¿¹ pracy w poszczególnych województwach. Ujawni³y
tak¿e kszta³tuj¹c¹ siê od 1997 roku, wraz z narastaniem bezrobocia, tendencjê do upodabniania siê struktury czasu trwania bezrobocia (a w niej bezrobocia d³ugookresowego) w poszczególnych regionach (Gawroñska-Nowak, Kaczorowski, 2000:227).
Poni¿sze zestawienie (tabela 4) ukazuje zró¿nicowanie województw w Polsce w 1999 roku ze wzglêdu na: stopê bezrobocia, stopieñ zamo¿noœci i gmin.
Np. województwo wielkopolskie, przy wzglêdnie ma³ym bezrobociu (pozycja
12), relatywnie du¿ej zamo¿noœci (pozycja 5) sytuuje siê wed³ug liczby gmin
(226) na drugim miejscu po województwie mazowieckim.
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
Tab. 4. Zró¿nicowanie województw wed³ug: stopy bezrobocia, miernika zamo¿noœci oraz liczbê gmin, 1999.
Pozycja Stopa bezrobocia (proc.)
1.
Warmiñsko-Mazurskie
(18,9)
2.
Kujawsko-Pomorskie (13,6)
Pomorskie (13,6)
3.
Zachodniopomorskie (13,1)
4.
Lubuskie (12,4)
5.
Dolnoœl¹skie (12,3)
6.
Œwiêtokrzyskie (11,9)
7.
Podkarpackie (11,7)
8.
9.
£ódzkie (11,0)
Opolskie (9,8)
10.
11.
12.
Lubelskie (9,6)
Podlaskie (9,5)
Wielkopolskie (7,8)
13.
Mazowieckie (7,3)
14.
15.
Ma³opolskie (7,1)
Œl¹skie (6,2)
16.
Miernik zamo¿noœci*
IloϾ gmin
Mazowieckie (104)
Mazowieckie (325)
Œl¹skie (89)
Wielkopolskie (226)
Dolnoœl¹skie (72)
Pomorskie (68)
Wielkopolskie (68)
Ma³opolskie (66)
Zachodniopomorskie
(64)
£ódzkie (63)
Kujawsko-Pomorskie
(62)
Opolskie (60)
Lubuskie (59)
Warmiñsko-Mazurskie
(53)
Podkarpackie (49)
Lubelskie (213)
Ma³opolskie (182)
£ódzkie (177)
Dolnoœl¹skie (169)
Œl¹skie (166)
Œwiêtokrzyskie (49)
Podlaskie (47)
Lubelskie (47)
Podkarpackie (160)
Kujawsko-Pomorskie
(144)
Pomorskie (123)
Podlaskie (118)
Warmiñsko-Mazurskie
(116)
Zachodniopomorskie
(114)
Œwiêtokrzyskie (102)
Lubuskie (83)
Opolskie (71)
* Miernik zamo¿noœci = wp³ywy z podatków od osób fizycznych (PIT) i osób prawnych (CIT)
w przeliczeniu na 1 mieszkañca.
r ó d ³ o: Opracowanie w³asne na podstawie: Rzeczpospolita Polska — nowy podzia³ administracyjny; wk³adka do „Polityki”, 1999 r.
Do badañ, które potwierdzaj¹ zwi¹zek przyczynowy miêdzy d³ugotrwa³ym bezrobociem i bezdomnoœci¹, nale¿¹ badania M. Dêbskiego nad bezdomnymi województwa pomorskiego. Najwiêksza czêœæ badanych to bezrobotni od 10 lat (21% ogó³u d³ugotrwale bezrobotnych). Maj¹ oni oko³o 50
lat, bezdomnymi s¹ œrednio ok. 8 lat, 43,5% wskazuje, ¿e ich przyczyn¹ bezdomnoœci by³a eksmisja b¹dŸ utrata pracy i bezrobocie (20,1%), b¹dŸ zad³u¿enie (8,4%) (Dêbski, 2003). Dane te ukazuj¹, jak bardzo bezdomnoœæ
uzale¿niona jest od braku pracy i zad³u¿enia finansowego.
181
182
ZBIGNIEW GALOR
Koszty alternatywne bezrobocia
Specyficzny rodzaj kosztów spo³ecznych bezrobocia mo¿na zidentyfikowaæ,
pos³uguj¹c siê ekonomiczn¹ kategori¹ kosztów alternatywnych. Zdaniem
Izabeli Krawczyk, koszty bezrobocia, które rozpatrywane s¹ zarówno w odniesieniu do jednostki i ogó³u spo³eczeñstwa, jak i z perspektywy zagro¿eñ
bie¿¹cych i perspektywicznych, mog¹ byæ ujête w postaci „modelu kosztów
alternatywnych i wyra¿one w wielkoœciach finansowych” (Krawczyk, 2003 –
– 2004:261).
Ogó³ kosztów alternatywnych stanowi finansowo-techniczn¹ miarê
strat dobrobytu spo³ecznego, wyra¿on¹ strat¹ produktu krajowego brutto.
Na alternatywne koszty bezrobocia sk³adaj¹ siê koszty fiskalne, indywidualne i spo³eczne (Zachorowska, Kotlorz, 1994:37). Wyliczanie strat wywo³anych bezrobociem polega na okreœleniu szacunkowego, potencjalnego
poziomu PKB w sytuacji, gdyby by³o pe³ne zatrudnienie, a nastêpnie obliczeniu ró¿nicy miêdzy potencjalnym PKB a rzeczywistym. Straty: brak odprowadzenia sk³adek na ubezpieczenie spo³eczne i podatku dochodowego
do bud¿etu pañstwa s¹ tego rodzaju, ¿e praktycznie dotycz¹ ca³ego spo³eczeñstwa.
Ekonomiœci podkreœlaj¹ ponadto ci¹g zale¿noœci, który mo¿emy okreœliæ
jako rodzaj rachunku ci¹gnionego kosztów spo³ecznych bezrobocia: ni¿sze
dochody bezrobotnych poci¹gaj¹ za sob¹ mniejsze wydatki na konsumpcjê,
a wraz z nimi rosn¹ wydatki na s³u¿bê zdrowia, urzêdy pracy i oœrodki opieki spo³ecznej ponoszone przez ogó³ cz³onków spo³eczeñstwa, i zarazem
przedsiêbiorstwa trac¹ zyski, które by³yby przy pe³nym zatrudnieniu. Natomiast koszty ponoszone przez bezrobotnych to przede wszystkim suma
utraconych zarobków (ró¿nica pomiêdzy otrzymywanym wynagrodzeniem
a zasi³kiem dla bezrobotnych). Powiêkszaj¹ je nie daj¹ce siê zmierzyæ koszty stresu oraz stopniowej utraty kwalifikacji (Samuelson, Nordhouse,
1996:328).
Szczególnym przypadkiem tego rodzaju kosztów alternatywnych jest
emigracja w poszukiwaniu pracy rozumiana wed³ug kategorii „zasobów dla
innych” (Galor, 2008:58 – 72). Emigranci jako zasoby dla innych staj¹ siê
form¹ kapita³u spo³ecznego, którego podstaw¹ jest kapita³ ludzki jako sposób
przejawiania siê si³y roboczej. Zysk wynikaj¹cy z nieponoszenia kosztów wytworzenia migracyjnej si³y roboczej (nak³adów na edukacjê, wychowanie,
wykszta³cenie) stanowi o zysku kraju przyjmuj¹cego.
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
Nieobecni bezrobotni
Na z³o¿ony obraz polskiego bezrobocia czasu transformacji sk³adaj¹ siê dwie
zasadnicze tendencje. Pierwsz¹ tendencjê stanowi przewa¿aj¹ca czêœæ bezrobotnych i ich ostateczne adaptowanie siê do ¿ycia bez (sta³ej) pracy — to ich
udzia³em staje siê korzystanie z pomocy spo³ecznej, szybkie popadanie w biedê i uzale¿nienia, a tak¿e bezdomnoœæ. Drug¹ tendencjê tworz¹ ci bezrobotni,
którzy po nieudanych próbach znalezienia pracy oficjalnej przejawiaj¹ aktywnoœæ w jej szukaniu jako pracownicy szarej strefy albo jako emigranci. Bezrobotni obydwu tych czêœci pozostaj¹ w ró¿nym stosunku do w³asnego bezrobocia, a tym samym do g³ównego nurtu spo³ecznego ¿ycia. Kontinuum
obecnoœci-nieobecnoœci w nim mo¿e dobrze oddawaæ ró¿ne stopnie ich nieobecnoœci, a tym samym ró¿ne fazy procesów spo³ecznej marginalizacji i wykluczania.
Bibliografia
Armstrong, M., 2004. Zarz¹dzanie zasobami ludzkimi. Kraków.
Bauman, Z., 2004. ¯ycie na przemia³. Kraków.
Bell, D., 1990. Kulturowe sprzecznoœci kapitalizmu. Warszawa.
Borkowski, T., Marcinkowski A., 1999. Socjologia bezrobocia. Katowice.
Borowicz, A., Galor Z., Niewiadomski M., Stêpieñ J., 1991. Wstêpne wyniki badañ nad bezrobociem w województwie poznañskim. W: „Biuletyn Ochrony Pracy”, Miesiêcznik NSZZ „Solidarnoœæ” poœwiêcony problemom walki z bezrobociem, nr 14.
Dach, Z., 1993. Bezrobocie w okresie przemian systemu gospodarki polskiej. Warszawa.
Dach, Z.,1999. Bezrobocie w okresie przemian systemowych gospodarki polskiej. Wroc³aw.
Dêbski, M., 2003. Socjodemograficzny portret zbiorowoœci osób bezdomnych województwa pomorskiego. Raport z badañ. W: Pomost. O Bezdomnoœci bez lêku. Pismo samopomocy. Gdañsk.
Galor, Z., 2008. Migracje a „zasoby dla innych” jako forma kapita³u spo³ecznego. W: Migracje —
wartoϾ dodana?, K. Markowski, (red.). Lublin.
Galor, Z., 2003. Bezrobocie a lumpenpraca — w kierunku analizy uwarunkowania regionalnego.
W: Spo³eczne uwarunkowania rozwoju lokalnego. Poznañ-W³oc³awek.
Gardawski, J., Gilejko L., Siewierski J., Towalski R., 2008. Socjologia gospodarki. Warszawa.
Gawroñska-Nowak, B., Kaczorowski, P., 2000. Regionalne niedopasowania na rynku pracy
a zmiany poziomu zatrudnienia w Polsce. W: Ekonomista, nr 2.
Grabowska-Lusiñska, I., 2005. Migracje — szanse i zagro¿enia. Warszawa. Dostêpne: http:
//www.pfo.net.pl/download/IKO/migracje/01.pdf [Dostêp: 21.08.2008].
Jahoda, M., Lazarsfeld P.F., Zeisel H., 2007. Bezrobotni Marienthalu. Warszawa.
Jarosz, M., red. 2001. Manowce polskiej prywatyzacji. Warszawa.
Jarosz, M., red. 2005. Wygrani i przegrani polskiej transformacji. Warszawa.
Kempny, M., 1998. Globalizacja.W: Encyklopedia socjologii. Warszawa.
183
184
ZBIGNIEW GALOR
Kornai, J., 1992. Droga do wolnej gospodarki. Odwrót od socjalizmu: przyk³ad wêgierski.
Kowalik, T., 2009. www.POLSKA TRANSFORMACJA.pl. Warszawa.
Kozyr-Kowalski, S., 2000. Socjologia, spo³eczeñstwo obywatelskie i pañstwo. Poznañ.
Krawczyk, I., 2003 – 2004. Ekonomiczno-spo³eczne koszty bezrobocia. W: Aspekty spo³eczne bezrobocia, M. G. WoŸniak, red. Seria: Nierównoœci Spo³eczne a Wzrost Gospodarczy, z. 3.
Krencik, W., 1998. Zmiany na rynku pracy i ich konsekwencje. W: Praca i Zabezpieczenie
Spo³eczne, nr 5.
Kwiatkowski, E., 2002. Bezrobocie. Podstawy teoretyczne. Warszawa.
Legatowicz, A., 1995. Czy w stronê kapitalizmu? W: Wieœ i Pañstwo, nr 4.
Lepianka, D., 2002. Czym jest wykluczenie spo³eczne? Wprowadzenie do europejskich debat na temat
ekskluzji. Kultura i Spo³eczeñstwo, nr 4.
Marks, K., 1953. Kapita³, t. 1, Warszawa.
Marks, K., 1975. 18 brumaire`a Ludwika Bonaparte. Warszawa.
Newell, A., Pastore F., Socha M., 2000. Niektóre czynniki kszta³tuj¹ce regionaln¹ strukturê bezrobocia w Polsce. W: Ekonomista, nr 6.
Polanyi, K., 2010. Wielka transformacja. Warszawa.
Rakowski, T., 2009. £owcy, zbieracze, praktycy niemocy. Gdañsk.
Robinson, J., 1991. Walka z bezrobociem. Wstêp do teorii zatrudnienia. Lublin.
Sakson, A., 2010. Nieoczekiwane koszty transformacji — katastrofa socjalna w spo³ecznoœciach popegeerowskich. W: Z. Galor, red., Odmiany ¿ycia spo³ecznego wspó³czesnej Polski. Poznañ.
Samuelson, P.A., Nordhouse, W.D., 1996. Ekonomia, t. 1, Warszawa.
Stankiewicz, J., 1993. D³ugotrwa³e bezrobocie, jego skutki i sposoby ograniczania. W: Rynek Pracy,
nr 6.
Stiglitz, J.E., 2004. Globalizacja. Warszawa.
Szczepañski, J., 1999. Reformy, rewolucje, transformacje. Warszawa.
Sztumski, J., 1991. Spo³eczne skutki bezrobocia m³odocianych. W: Polityka Spo³eczna, nr 10.
Szylko-Skoczny, M., Mro¿d¿eñska- Mrozek D., 1999. Bezrobocie jako kwestia spo³eczna. W:
A. Rajkiewicz, red. Polityka spo³eczna. Katowice.
Tarkowska, E., 2002. Sto lat badañ ubóstwa: kierunki zmian i nowe tematy. W: Kultura i Spo³eczeñstwo, nr 4.
Wêglewski, S., Reformy gospodarcze w Polsce 1988 – 2009. Dostêpne: http://www.obserwatorfinansowy.pl/2009/11/04/reformy-gospodarcze-w-polsce-2/ [Dostêp: 2.12.2011].
Winnicki, K., Wieczni bezrobotni. Paso¿ytuj¹ i naci¹gaj¹? Dostêpne: http://praca.wp.pl/
strona,3,title,Wieczni-bezrobotni-Pasozytuja-i-naciagaja,wid,12668984,wiadomosc.html
[Dostêp: 2.12.2011].
Zachorowska, A., Kotlorz D., 1994. Ekonomiczno–spo³eczne problemy gospodarowania zasobami
pracy w warunkach przechodzenia do gospodarki rynkowej. Katowice.
Znaniecki, F., 1992. Socjologia bezrobotnych. W: Kultura i Spo³eczeñstwo, nr 1.
Nieobecni nie maj¹ pracy. O wykluczaniu wskutek bezrobocia po roku 1989 w Polsce
The absent are not working. The exclusion due to unemployment practices
after 1989 in Poland
Summary
Article proposes a sociological approach to the problem of unemployment from the
period of political transformation in Poland compared to an interdisciplinary approach to this phenomenon. The author proposes to distinguish two types of interdisciplinarity (enumerational and interrelational). The unemployment has been discussed as coexisting with the other social processes such as privatization, European
integration and globalization.
The author argues that the image of Polish unemployment from the transformation period consists of two major trends. The first concerns the majority of unemployed people who have the final adapted to life without (permanent) jobs — their
social participation is connected with being of beneficiaries of social assistance, falling into poverty, addictions and homelessness. The second trend is connected with
those unemployed who, after unsuccessful attempts to find a legal job, exhibit their
activity in searching for and find as workers of the shadow economy or as immigrants. Unemployed belonging to both of these categories are in different relation to
their unemployment status, and thus to the mainstream of social life. The continuum of this kind of presence-absence may well reflect the different levels of their absence, and thus the different phases of the processes of social marginalization and
exclusion.
185
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary
pozbawienia wolnoœci
Wstêp
Tekst ten jest prób¹ podejœcia do tematu kary pozbawienia wolnoœci w kontekœcie nauk spo³ecznych i prawnych. To szkic, który w swej „spo³ecznej” czêœci k³adzie nacisk na przedstawienie nowoczesnego (od XIX wieku) podejœcia
do pozbawienia wolnoœci: kara mia³a uderzaæ nie w cia³o, a w prawa cz³owieka. Prawo do wolnoœci by³o jednym z praw fundamentalnych, odebranie go
lub ograniczenie by³o wiêc dotkliw¹ represj¹. Z pozbawieniem wolnoœci
wi¹za³ siê te¿ spo³eczny stygmat, który znacz¹co wp³ywa³ na funkcjonowanie
jednostki w spo³eczeñstwie, nawet po opuszczeniu murów zak³adu karnego.
Stygmat ten i zwi¹zane z nim konsekwencje kolidowa³y z nadrzêdnym
za³o¿eniem pobytu w wiêzieniu, jakim mia³a byæ skuteczna resocjalizacja.
Tekst porusza tak¿e problem wykluczenia wiêŸniów — wykluczenia nie tylko z przestrzeni publicznej poprzez przestrzenn¹ izolacjê czy stygmat przestêpcy, ale te¿ czêsto wy³¹czenia z grona ludzi zas³uguj¹cych na humanitarne
traktowanie czy przestrzeganie ich praw. Czêœæ druga to przedstawienie
prawnych rozwi¹zañ dotycz¹cych kary pozbawienia wolnoœci obowi¹zuj¹cych w Polsce. To nasz punkt odniesienia, informacja, w jakich warunkach
powinna byæ odbywana kara i jakie prawa przys³uguj¹ wiêŸniom. Czytelnik
z pewnoœci¹ zauwa¿y ró¿nicê pomiêdzy czêœciami okreœlanymi przez nas roboczo „spo³ecznymi” i „prawnymi”. Ta ró¿nica, widoczna choæby w jêzyku,
celowo nie zosta³a przez nas zniwelowana. Chcieliœmy, by ka¿da z nauk wypowiedzia³a siê swoim charakterystycznym g³osem i zaprezentowa³a w³asne podejœcie do tematu.
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
Karaæ i resocjalizowaæ
Wykonywanie kary pozbawienia wolnoœci ma na celu wzbudzanie w skazanym woli
wspó³dzia³ania w kszta³towaniu jego spo³ecznie po¿¹danych postaw, w szczególnoœci
poczucia odpowiedzialnoœci oraz potrzeby przestrzegania porz¹dku prawnego i tym samym powstrzymania siê od powrotu do przestêpstwa.
(Kodeks Karny Wykonawczy Art. 67 § 1)
Kara pozbawienia wolnoœci jako szansa na powrót na ³ono spo³eczeñstwa
i mo¿liwoœæ stania siê pe³noprawnym cz³onkiem swojej spo³ecznoœci zaznajomionym z regu³ami w niej obowi¹zuj¹cym oraz przestrzegaj¹cym ich. Pobyt
w wiêzieniu traktowany jako swoisty „czyœciec”, czas s³u¿¹cy refleksji i przemodelowaniu swojego sposobu postêpowania czy systemu wartoœci. Taki obraz znaczenia kary pozbawienia wolnoœci wy³ania siê z przytoczonego powy¿ej artyku³u z polskiego Kodeksu Karnego Wykonawczego. Takie k³ad¹ce
nacisk na spo³eczny aspekt odbywania kary oraz mo¿liwoœæ powrotu podejœcie kojarzone jest z nowoczesnoœci¹. To humanitarna zdobycz, odejœcie od
wczeœniejszych praktyk, które Michel Foucault w swojej pracy Nadzorowaæ
i karaæ. Narodziny wiêzienia (1993) okreœla mianem „karnego spektaklu”
i „ponurego rytua³u kaŸni”, który w imiê odstraszenia potencjalnych z³oczyñców osza³amia okrucieñstwem, pomys³owoœci¹ i inscenizacyjnym rozmachem
o symbolicznym wydŸwiêku (Foucault, 1993: 12 – 13). Czym staje siê u progu nowoczesnoœci kara, jaki jest jej g³ówny cel? Otó¿ ma ona poprawiaæ, wychowywaæ, „leczyæ” (Foucault, 1993: 14). Tradycyjne narzêdzia karania,
takie jak szubienice i prêgierze, znikaj¹ z pejza¿u europejskich miast; nowoczesny system penitencjarny dysponuje takimi œrodkami, jak wiêzienie,
areszt, mo¿liwoœæ skazania na ciê¿kie przymusowe prace, zes³anie lub deportacjê. ¯yj¹cego na marginesie swojej spo³ecznoœci i owianego z³¹ s³aw¹ kata
(Le Goff, 1995) zastêpuj¹ powa¿ani lekarze, duchowni, psychiatrzy, psycholodzy czy wychowawcy. Skutecznoœæ kary mia³a wi¹zaæ siê z jej nieuchronnoœci¹, a nie z jej krwawym i bolesnym charakterem. Odejœcie od fizycznego
wymiaru kary nie jest oczywiœcie absolutne — „takie kary, jak ciê¿kie roboty czy nawet wiêzienie — czyste pozbawienie wolnoœci — nigdy nie funkcjonowa³y bez pewnego karnego naddatku, który przecie¿ dotyczy cia³a: bez
racjonowania ¿ywnoœci, wstrzemiêŸliwoœci seksualnej, ch³osty, karceru” (Foucault, 1993: 21). Michel Foucault (1993) idzie o krok dalej i przyznaje, ¿e
w XIX wieku implicite oczekiwano od systemu penitencjarnego, by skazanym
187
188
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
„zapewnia³” pewne niewygody fizyczne. Zestawiano los wiêŸniów z losem robotników (choæby w prasie adresowanej specjalnie do tych ostatnich, gdzie
pojawia³y siê artyku³y oskar¿aj¹ce o zwracanie wiêkszej uwagi na potrzeby
wiêŸniów ni¿ wolnych robotników, troskê o ich bezpieczeñstwo w pracy
i ochronê np. przed szkodliwymi warunkami pracy) — „wiêzienie nie jest
doœæ dotkliwe, wiêŸniowie cierpi¹ mniej dotkliwy g³ód, mniejsze zimno, s¹
ogólnie mniej pozbawieni pewnych dóbr ni¿ wiêkszoœæ biedaków, a nawet robotników” (Foucault, 1993: 21). Reakcj¹ nie by³o tu jednak podniesienie
standardu ¿ycia nieskazanych, ale raczej zaostrzenie warunków wykonywania
kary. Wszak sprawiedliwie jest, by skazaniec cierpia³ fizycznie wiêcej ni¿ inni
ludzie. Dlaczego jednak to oczekiwanie pewnej fizycznej dolegliwoœci kary
(choæ gdzie temu do przednowoczesnej kaŸni?) by³o czymœ obecnym w podtekœcie, a nie otwarcie artyku³owanym? Poniewa¿ karane mia³o byæ ju¿ nie
cia³o (jak mia³o to miejsce choæby w wypadku kwalifikowanej kary œmierci
czyli ³¹cz¹cej tortury — nawet te nieprowadz¹ce bezpoœrednio do œmierci,
jak np. odcinanie koñczyn z egzekucj¹), lecz dusza. W dalszym ci¹gu os¹dowi
podlega³y okreœlone obiekty jurystyczne wymieniane w kodeksach. W nowoczesnoœci do³¹czy³y do nich tak¿e „namiêtnoœci, instynkty, anomalie, kalectwa, nieprzystosowanie, obci¹¿enia œrodowiskowe lub dziedziczne; karze siê
(...) gwa³ty, ale zarazem perwersjê; morderstwa, które wziê³y siê z instynktów
i z ¿¹dz” (Foucault, 1993: 23). To nowe okolicznoœci s³u¿¹ce wyjaœnianiu
przestêpstw, ale tak¿e pod³o¿e do przeprowadzania naukowo podbudowanego procesu naprawy jednostki, która wesz³a w konflikt z prawem. XIX wiek
dostrzega problem szaleñstwa — „nie zachodzi ani zbrodnia, ani delikt, jeœli gwa³ciciel prawa w momencie pope³niania czynu znajdowa³ siê w stanie
ob³êdu” (Foucault, 1993: 25). Tu bardziej potrzebny jest lekarz ni¿ kat.
Obok reedukuj¹cego podejœcia do kary i uwzglêdnienia spo³ecznego znaczenia (st¹d te¿ nowoczesne d¹¿enie do tego, by kara wpisywa³a siê w spo³eczny kontekst i przyjmowa³a postaæ np. publicznych robót) nale¿y wyeksponowaæ stygmatyzuj¹cy charakter wyroku — „sam fakt skazania ma naznaczaæ
przestêpcê piêtnem negatywnym i oczywistym” (Foucault, 1993: 13). Ów piêtnuj¹cy wydŸwiêk pozostawa³ w jaskrawym kontraœcie z resocjalizuj¹cym postulatem maj¹cym przywracaæ ludzi, którzy weszli w konflikt z prawem, na
³ono spo³eczeñstwa. Jaki by³by zatem stygmat wiêŸnia? Rozwa¿ania o nim i o kszta³cie, jaki przybiera, powinny zostaæ poprzedzone teoretycznym wstêpem, czym
tak w³aœciwie jest stygmat? Chcemy siê tu odwo³aæ do koncepcji piêtna autorstwa Ervinga Goffmana (2007). W szczególny sposób eksponuje ona spo³eczny wymiar piêtna — uznaliœmy zatem, ¿e bardzo dobrze bêdzie korespondowaæ z tematyk¹ naszego tekstu. Czym jest wiêc piêtno wed³ug Goffmana?
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
Stygmat wiêŸnia
Od czasów staro¿ytnej Grecji mianem piêtna okreœlano cielesne znaki œwiadcz¹ce o tym, ¿e „ze statusem moralnym ich nosiciela wi¹¿e siê coœ nadzwyczajnego i z³ego zarazem. Znaki te, wycinane b¹dŸ wypalane na ciele, obwieszcza³y, ¿e ich nosiciel jest niewolnikiem, przestêpc¹ lub zdrajc¹, osob¹
nieczyst¹, rytualnie ska¿on¹, od której nale¿y stroniæ, szczególnie w przestrzeni publicznej” (Goffman, 2007: 31). Piêtnowanie widocznych czêœci
cia³a tradycyjnie nale¿a³o do kategorii kar hañbi¹cych i mutylacyjnych, zwanych te¿ inaczej okaleczaj¹cymi (Borkowska-Bagieñska i Lesiñski, 2005).
Wspó³czesne pojêcie piêtna ³¹czone jest raczej z okreœleniem cechy hañbi¹cej,
a nie jej widocznego znaku na ciele. Piêtno staje siê terminem szczególnie
istotnym w kontekœcie wartoœciowania to¿samoœci spo³ecznych. Jest pojêciem relacyjnym. Mianem piêtna okreœlimy relacjê „miêdzy przygodnym nosicielem piêtna a równie przygodnym normalsem. Piêtno dotyczy [...]
wszechobecnego procesu spo³ecznego zak³adaj¹cego istnienie dwóch ról, procesu, w którym ka¿da jednostka odgrywa obie, przynajmniej w pewnych
zwi¹zkach i w niektórych fazach ¿ycia. Normals i napiêtnowany to nie osoby,
ale raczej pewne perspektywy. Pojawiaj¹ siê w sytuacjach spo³ecznych, podczas kontaktów mieszanych” (Goffman, 2007: 19 – 20). Piêtno w tej koncepcji ma tak¿e charakter represyjny. W tym wypadku ró¿nica pomiêdzy
normalsem a nosicielem piêtna to nie jest zwyk³a odmiennoœæ, beznamiêtne
stwierdzenie „jedni maj¹ tak, a inni — inaczej”. Piêtno to ró¿nica znacz¹ca.
O tym, ¿e jakaœ odmiennoœæ staje siê piêtnem, decyduje spo³eczeñstwo. To
czy jakaœ cecha lub atrybut mo¿e byæ okreœlana jako piêtno czy te¿ nie, jest
uzale¿nione od kontekstu kulturowego. Nie ka¿da odmiennoœæ zas³uguje
z automatu na miano piêtna. Goffman proponuje, by u¿ywaæ terminu „piêtno” na „okreœlenie atrybutu dotkliwie dyskredytuj¹cego, przy czym nale¿y
mieæ œwiadomoœæ, ¿e w tym miejscu przydatny jest tak naprawdê jêzyk relacji, nie atrybutów. Atrybut, który piêtnuje jednego posiadacza, mo¿e potwierdzaæ zwyczajnoœæ innego, a zatem sam w sobie nie jest ani zaszczytny,
ani dyskredytuj¹cy” (Goffman, 2007: 33). Piêtno to kwestia relacji zachodz¹cych miedzy atrybutem a stereotypem. Przez stereotyp rozumiemy
generalizacjê odnosz¹c¹ siê do grupy, w ramach której identyczne charakterystyki zostaj¹ przypisane wszystkim bez wyj¹tku jej cz³onkom, niezale¿nie od
rzeczywistych ró¿nic miêdzy nimi (Aronson, Wilson i Akert, 1997: 471).
Jakie zatem by³oby stereotypowe wyobra¿enie wiêŸnia? To obraz „cz³owieka «innego», gorszego, a w skrajnych przypadkach nawet odra¿aj¹cego,
którego ¿ycie jest bezwartoœciow¹ moralnie, bezwoln¹ i bezrozumn¹ gr¹ in-
189
190
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
stynktów” (Poworowski, 2005: 105). Spo³eczeñstwo niemal¿e „z automatu”
traktuje wiêŸnia jak jednostkê „mniejszej wartoœci” (nie chodzi tu o wartoœæ rozumian¹ jako udzia³ w ¿yciu spo³ecznym, lecz o wartoœæ moraln¹), której
przys³uguje mniej praw i któr¹ nale¿y traktowaæ gorzej ni¿ „cz³owieka uczciwego”. Przestêpcê (a wiêc czêsto jednoczeœnie i wiêŸnia) kojarzy siê alkoholizmem, niskim poziomem intelektualnym i brakami w wykszta³ceniu, chciwoœci¹ („niepohamowan¹ ¿¹dz¹ posiadania”), demoralizuj¹cym œrodowiskiem
rodzinnym i rówieœniczym, z³ymi warunkami bytowymi oraz problemami ze
zdrowiem psychicznym. Mówi siê te¿ o dziedzicznoœci sk³onnoœci przestêpczych oraz widocznej ju¿ na twarzy sk³onnoœci do ³amania prawa (Poworowski,
2005: 101 – 102). Uderza fakt, ¿e obraz, sk³adaj¹cy siê z takich cech, jak te wymienione powy¿ej, jest na swój sposób ponadczasowy — móg³ powstaæ zarówno jako rejestracja opinii ludzi ¿yj¹cych w XIX wieku, jak i w XXI stuleciu. Pokazuje to niezmiennoœæ tych wyobra¿eñ, trwa³oœæ stygmatu wiêŸnia. To piêtno
stanowi³o te¿ czynnik wykluczaj¹cy z normalnego funkcjonowania w przestrzeni
publicznej nawet po zakoñczeniu odbywania kary. Mimo owej przedstawionej
ju¿ wczeœniej koncepcji kary jako drogi resocjalizacji, to sama kara stawa³a siê
œladem na ¿yciorysie jednostki, znacz¹co utrudniaj¹cym jej (i spo³eczeñstwu)
sprawdzenie w praktyce, czy resocjalizacja w wiêzieniu siê powiod³a.
Warunki, stwarzane wypuszczanym na wolnoœæ wiêŸniom, nieuchronnie skazuj¹ ich na recydywê: pozostaj¹ pod nadzorem policji; albo maj¹ wyznaczone miejsce pobytu, albo zakaz przebywania w danym miejscu; „opuszczaj¹ wiêzienie ze specjalnym paszportem, który musz¹ okazywaæ wszêdzie, dok¹d siê udadz¹ i w który zosta³ wpisany odbyty przez nich
wyrok”. Przekroczenie zakazu pobytu, niemo¿noœæ znalezienia pracy, w³óczêgostwo to
najczêstsze czynniki recydywy. (...) dzienniki robotnicze regularnie przytaczaj¹ takie przypadki, na przyk³ad casus robotnika skazanego za kradzie¿, oddanego pod nadzór w Rouen,
podobnie przy³apanego na kradzie¿y, którego obrony odmówili adwokaci; sam tedy zabiera g³os przed trybuna³em, opowiada historiê swojego ¿ycia, wyjaœnia, ¿e po wyjœciu z wiêzienia, zmuszony do przebywania w jednym miejscu, nie móg³ znaleŸæ pracy w swoim zawodzie z³otnika, jako ¿e etykietka by³ego wiêŸnia zamyka³a przed nim wszystkie drzwi;
policja odmówi³a mu prawa do szukania pracy gdzie indziej; ten przygniataj¹cy nadzór
przyku³ go do Rouen, aby umiera³ tam w g³odzie i nêdzy. Wyst¹pi³ o jakiekolwiek zatrudnienie do merostwa; dosta³ zajêcie na cmentarzu przez 8 dni, za 14 sous dziennie: „Ale —
powiada — jestem m³ody, mam dobry apetyt,jada³em ponad dwa funty chleba po 5 sous
za funt; jak za 14 sous wy¿ywiæ siê, opraæ, op³aciæ mieszkanie? By³em w skrajnej rozpaczy,
chcia³em staæ siê na powrót uczciwym cz³owiekiem; nadzór znów pogr¹¿y³ mnie w nieszczêœciu. Obrzyd³o mi wszystko; wtedy to pozna³em Lemaitre’a, który te¿ by³ w nêdzy;
trzeba by³o jakoœ ¿yæ i znów nasz³a nas pokusa kradzie¿y (Foucault, 1993: 322).
Pozwoliliœmy sobie na przytoczenie obszernego fragmentu ksi¹¿ki M. Foucaulta, przedstawiaj¹cego historiê ¿ycia francuskiego recydywisty z po³owy
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
XIX wieku uznaj¹c, ¿e oddanie g³osu samemu jej bohaterowi staj¹cemu
przed s¹dem po swojej kolejnej kradzie¿y w bardziej wyrazisty sposób poka¿e
beznadziejnoœæ jego sytuacji i rozmijanie siê resocjalizacyjnych za³o¿eñ
z praktyk¹. Bior¹c pod uwagê czas i miejsce, w ktorym dzieje siê owa historia,
mo¿emy przyj¹æ za³o¿enie, ¿e jej bohater w³aœnie w trakcie odbywania swojego pierwszego wyroku wyuczy³ siê zawodu z³otnika. Takie kszta³cenie i mo¿liwoœæ pracowania w trakcie odbywania kary wi¹za³y siê z za³o¿eniem o wychowawczym aspekcie pracy oraz mo¿liwoœci¹ samodzielnego zdobycia
œrodków na swe utrzymanie (wiêzieñ sam zarabia, nie obci¹¿a bud¿etu pañstwa, nie ³o¿¹ na niego porz¹dni obywatele — a taka sytuacja budzi³aby
w nich zdecydowany opór). Teoretycznie zatem ów cz³owiek po opuszczeniu
zak³adu karnego znajduje siê w niez³ej wyjœciowej sytuacji; ma wyuczony
fach, a pobyt w wiêzieniu i wychowawcze zabiegi pracowników tej instytucji
powinny wp³yn¹æ pozytywnie na jego morale (jest to tylko za³o¿enie). Sprawowany nad nim nadzór ma pomóc mu nie zboczyæ ze œwie¿o obranej œcie¿ki
cnoty. Spo³eczeñstwo nie jest jednak zainteresowane pomoc¹ w adaptacji do
nowych warunków ¿ycia i staniu siê na powrót (a mo¿e nigdy nim nie by³)
przyzwoitym jego cz³onkiem. Wprost przeciwnie — raczej utrudnia mu to
zadanie. Stygmat by³ego wiêŸnia oznacza k³opoty poszukiwaniem pracy, instytucjonalne ograniczenia, niewystarczaj¹ce wsparcie ze strony pañstwa
(tymczasowa praca za g³odow¹ stawkê). To wszystko zmusza go do ponownego z³amania prawa, za którym stoi desperacja, poczucie beznadziejnoœci jego
losu, g³ód i nêdza. By³y wiêzieñ, a póŸniej „przymusowy” recydywista by³ napiêtnowany i zarazem nieobecny w swoim spo³eczeñstwie. Wiêzienna resocjalizacja nie doczeka³a siê logicznej konkluzji w postaci pe³nej reintegracji ze
spo³eczeñstwem po odbyciu wyroku.
Ten brak zaufania ze strony zwyk³ych ludzi do by³ego wiêŸnia nie dziwi,
jeœli weŸmie siê pod uwagê stereotypy, które go otaczaj¹ i o których wspomnieliœmy we wczeœniejszej czêœci tego artyku³u. Co jednak usprawiedliwia
pañstwo i jego instytucje, które s¹ zobligowane do przyjêcia odmiennej postawy? Michel Foucault (1993) przywo³uje tu jedn¹ z siedmiu uniwersalnych
maksym, które od pocz¹tku XIX wieku wyznaczaj¹ kierunek dzia³ania wiêziennictwu. Okreœla j¹ mianem Zasady instytucji uzupe³niaj¹cych. G³osi ona, ¿e
„uwiêzienie winno byæ wspierane œrodkami kontroli i opieki a¿ do ca³kowitej
readaptacji niegdysiejszego wiêŸnia. Nale¿a³oby nie tylko nadzorowaæ go
przy wychodzeniu z wiêzienia, ale tak¿e dostarczyæ mu wsparcia i pomocy”
(Foucault, 1993: 326). Pomoc udzielana wiêŸniom w trakcie odbywania kary
oraz po jej zakoñczeniu ma na celu u³atwienie wiêŸniowi powrotu na ³ono
spo³eczeñstwa jako jednostce „naprawionej”. Dobry zak³ad karny mia³ byæ
191
192
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
„mikrokosmosem spo³eczeñstwa doskona³ego” — taki cel przyœwieca³
XIX-wiecznym twórcom wiêzienia w Auburn (Stany Zjednoczone Ameryki).
To na wskroœ nowoczesny projekt, który odchodzi³ od trzymania osadzonych
w zamkniêciu, „jak dzikie zwierzêta w klatce” na rzecz wspólnego zatrudnienia, pracy z ka¿dym z osadzonych (jak przysta³o na XIX-wieczny projekt, ta
praca z osadzonym oznacza³a jego moralizacjê oraz zachêtê do ³¹czenia prawa
z Bo¿ymi przykazaniami). Efektem finalnym mia³ byæ tu cz³owiek czuj¹cy siê
jednostk¹ spo³eczeñstwa, przyzwyczajony do pracy i posiadaj¹cy „towarzyskie nawyki” (Foucault, 1993: 284 – 285). Widaæ tu równie¿ wagê, jak¹
przywi¹zywano do miejsca odbywania kary uznaj¹c, ¿e wp³ywa ono na koñcowy rezultat odbywania kary, na jej resocjalizacyjn¹ skutecznoœæ. Warto
wiêc poœwiêciæ tu wiêcej uwagi samemu zak³adowi karnemu.
Pozbawienie wolnoœci w przestrzeni
XIX wiek przyniós³ wynalazek, który zmieni³ oblicze instytucji kontroluj¹cych. To Panopticon — projekt opisany przez angielskiego filozofa utylitarystê Jeremy’ego Benthama. Panopticon by³ uniwersalnym projektem u³atwiaj¹cym nadzór. Móg³ byæ dopasowany zarówno do realiów wiêzienia, jak
i fabryki, szpitala czy przytu³ku. Instytucje oparte na kontroli indywidualnej
(a takimi s¹ z pewnoœci¹ wiêzienie, szpital, przytu³ek czy domy poprawcze
i wychowawcze) wykorzystuj¹, zdaniem Michela Foucaulta (1993), binarny
podzia³ po³¹czony z piêtnowaniem (szaleniec vs. nie-szaleniec, nienormalny
vs. normalny, niebezpieczny vs. nieszkodliwy) oraz przymusow¹ repartycjê
i okreœlenie, gdzie siê ktoœ znajduje, jak go mo¿na scharakteryzowaæ i rozpoznaæ, jak go dozorowaæ, w czyim towarzystwie go trzymaæ etc (Foucault,
1993: 239 – 240). Takie podejœcie ma u³atwiaæ kontrolowanie zamkniêtych
ludzi oraz zmianê ich sposobu postêpowania. Panopticon — budynek w kszta³cie pierœcienia, poœrodku wie¿a, odpowiednie rozmieszczenie okien i pojedynczych cel pozwala na umieszczenie ka¿dego pensjonariusza instytucji w osobnym pomieszczeniu (koniec ze zwierzêcym st³oczeniem w jednej klatce) i zminimalizowanie liczby stra¿ników — wystarczy jeden umieszczony wysoko
w swojej wie¿y, niewidoczny dla pilnowanych przez niego osadzonych. Z czasem okazuje siê, ¿e stra¿nik fizycznie nie jest ju¿ potrzebny — wystarczy
sama wie¿a i poczucie u osadzonych, ¿e s¹ obserwowani i kontrolowani. Nie
musz¹ wiedzieæ, ¿e stra¿nik zszed³ ze swojego posterunku i uda³ siê na obiad.
Widzialnoœæ osadzonych koñczy siê jednak na terenie wiêzienia. Wiêzienie to z³owrogie miejsce, którym porz¹dni obywatele siê nie interesuj¹
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
(poza rzadkimi momentami zwi¹zanymi np. z okresow¹, œwi¹teczn¹ dobroczynnoœci¹ lub dotarciem za poœrednictwem mediów wyj¹tkowo drastycznej informacji o tym, co dzieje siê za murami wiêzienia). Mimo postulatu,
by wiêzienie sprzyja³o resocjalizacji i stanowi³o odzwierciedlenie ¿ycia spo³ecznego na wolnoœci, spo³eczeñstwo oczekuje, ¿e pobyt w miejscu odosobnienia bêdzie wi¹zaæ siê z pewnym dyskomfortem. „Wiêzieñ musi odczuæ,
¿e pozbawia siê go wolnoœci i straciæ ochotê powrotu za kraty — podkreœla szef zak³adu (w szwedzkiej miejscowoœci Sali — przyp. JK i JM) Christer Fraennaeby” (Walat, 2010). Mowa tu o zak³adach karnych w pañstwie, gdzie wiêzienia przypominaj¹ raczej sanatoria, zw³aszcza gdy
porówna siê je z realiami polskimi. Wizytuj¹cy polskie areszty i zak³ady
karne przedstawiciele Helsiñskiej Fundacji Praw Cz³owieka w swoich raportach z lustracji zwracali uwagê na z³e warunki sanitarne w celach, zimno, brud, niedostateczn¹ opiekê medyczn¹ czy wy¿ywienie — nie tylko
kiepskiej jakoœci, ale tak¿e czasem niedopasowane do potrzeb osób cierpi¹cych na okreœlone choroby, a wiêc potencjalnie zwiêkszaj¹ce ryzyko pogorszenia siê stanu zdrowia (Rzepliñski i Kremplewski, 1996). Sami autorzy tego raportu we wstêpie zauwa¿aj¹, ¿e apelowanie o podniesienie
standardu odbywania kary, i o to, by szanowano godnoϾ osadzonych (za
Churchillem postrzegaj¹ postêpowanie z wiêŸniami jako miernik rozwoju
cywilizacyjnego danego spo³eczeñstwa), bywa traktowane jako niebezpieczny postulat mog¹cy doprowadziæ do rozzuchwalenia siê przestêpców.
Z takim rozpowszechnionym w spo³eczeñstwie spojrzeniem na problem
warunków odbywania kary dobrze koresponduje zamieszczony w wysokonak³adowej prasie, w opiniotwórczym tygodniku „Polityka” artyku³ Pozwy
zza krat. Bo mucha biega po celi, który ju¿ samym swoim tytu³em zdradza nastawienie autora do walki wiêŸniów o prawo do odbywania kary w godnych
warunkach.
Fala wiêziennych roszczeñ ruszy³a w po³owie minionej dekady. Najpierw niewielka. Pozwy dotyczy³y g³ównie ciasnoty w celach i odsiadki z pal¹cymi. S¹dy pocz¹tkowo unika³y
przyznawania odszkodowañ. Zmieni³y jednak podejœcie, gdy w 2007 r. S¹d Najwy¿szy
uzna³, ¿e ciasnota mo¿e naruszaæ prawo do prywatnoœci. Sukcesy w postaci odszkodowañ
zas¹dzanych w Polsce (2 – 3 tys. z³) i w Strasburgu (3 – 3,5 tys. euro) rozpali³y wyobraŸniê osadzonych. Pozwy p³yn¹ coraz szersz¹ fal¹. — To jest sposób na zabicie czasu,
prze³amanie wiêziennej nudy, bezradnoœci — mówi dr Monika Marczak z Zak³adu Patologii Spo³ecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Gdañskiego. — Na ka¿de pismo urz¹d
lub s¹d musi odpowiedzieæ. To daje wiêŸniom poczucie, ¿e s¹ obecni, ¿e walcz¹ o siebie.
Potrafi¹ napisaæ skargê, ¿e mucha biega po celi i zabiera im przestrzeñ. Wed³ug s³u¿by
wiêziennej, w 2008 r. wp³ynê³o do s¹dów ponad tysi¹c spraw wiêŸniów, domagaj¹cych siê
w sumie ok. 400 mln z³ odszkodowañ z powodu z³ych warunków pobytu, w 2010 r. ju¿
193
194
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
prawie 4 tys. spraw, a kwota roszczeñ wzros³a dziesiêciokrotnie, do 4,2 mld z³. Dominuj¹
roszczenia bezzasadne: w 2008 r. s¹dy przyzna³y racjê w zaledwie 5,5 proc. przypadków,
w 2010 r. — w 7,4 proc (Socha, 2011).
Zdecydowaliœmy siê pos³u¿yæ tym artyku³em, by pokazaæ, jakie s¹ rozpowszechnione w naszym spo³eczeñstwie skojarzenia zwi¹zane z prawami wiêŸniów i warunkami, w jakich odsiaduj¹ swoj¹ karê. Cytowani w artykule
sêdziowie przyznaj¹, ¿e pisma z roszczeniami wiêŸniów w przyt³aczaj¹cej wiêkszoœci kwalifikuj¹ siê nie do rozpatrzenia, a do kosza. Tytu³owa mucha w celi
to symbol absurdalnoœci tych roszczeñ, wiêzieñ zamiast j¹ zabiæ gazet¹ (na
któr¹ zazwyczaj skar¿y siê, ¿e jest nieœwie¿a), woli j¹ uczyniæ bohaterk¹
pozwu.
Analizowanie znaczenia warunków odbywania kary ³¹czy siê z uwagami
Philipa Zimbardo (2008) o wp³ywie otoczenia na zachowanie jednostki.
Pos³uguje siê on tu metafor¹ skrzynki i jab³ka. Zazwyczaj spo³eczeñstwo
traktuje siê jak skrzynkê dobrych jab³ek, choæ mo¿e siê w niej trafiæ i egzemplarz robaczywy, spleœnia³y, krótko mówi¹c — domagaj¹cy siê wyjêcia ze
skrzynki, izolowania, by nie zatru³ pozosta³ych dobrych owoców. Czy nie jest
jednak niemo¿liwa sytuacja, w której dobre jab³ko trafia do z³ej skrzynki
i tam siê zara¿a? Jest to pytanie retoryczne — Zimbardo wskazuje na
przyk³ad stra¿ników z irackiego wiêzienia Abu Ghraib, którzy stali siê symbolem okrucieñstwa i deptania praw cz³owieka. Ma³o kto wie jednak, ¿e nie
byli to ¿adni psychopaci, lecz zwykli ludzie (Zimbardo opisuje jednego z nich
jako cz³owieka o inteligencji mieszcz¹cej siê w przedziale „przeciêtna”, ocenionego przez wojskowego psychologa jako „jednostka prawa moralnie”, bez
znamion patologii, dobrze wype³niaj¹cego swe obowi¹zki ¿o³nierza na misji,
ciesz¹cego siê licznymi odznaczeniami, a wczeœniej dobrego pracownika amerykañskiego systemu penitencjarnego). Trzymaj¹c siê metafory Zimbardo
— to z pewnoœci¹ nie by³o „zepsute jab³ko”, lecz zwyczajne, które znalaz³o
siê w ekstremalnej sytuacji, bez wsparcia ze strony prze³o¿onych, bez poczucia bezpieczeñstwa i bez sprawdzenia czy ów cz³owiek ma zdolnoœci przywódcze, czy poradzi sobie w sytuacji wymagaj¹cej wziêcia na siebie pe³nej odpowiedzialnoœci. Tu skrzynka by³a zatruta (Zimbardo, 2008). Ten przyk³ad
dobrze pokazuje, jak wa¿ne s¹ warunki w wiêzieniu — dla obu stron. Trudno marzyæ o skutecznej resocjalizacji jednostki Ÿle traktowanej, która doœwiadcza nieustannej deprywacji, a zak³ad karny opuœci z poczuciem, ¿e dla
swojej spo³ecznoœci prawdopodobnie ju¿ zawsze bêdzie kimœ napiêtnowanym
i gorszym.
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
Warunki odbywania kary pozbawienia wolnoœci
Wykonywanie orzeczeñ w postêpowaniu karnym, w postêpowaniu w sprawach o przestêpstwa skarbowe i wykroczenia skarbowe i w postêpowaniu
w sprawach o wykroczenia oraz kar porz¹dkowych i œrodków przymusu skutkuj¹cych pozbawieniem wolnoœci odbywa siê wed³ug przepisów kodeksu karnego wykonawczego (zwany dalej: kkw) z dnia 6 czerwca 1997 r. (Dz. U.
z 1997 r. Nr 90, poz. 557 ze zm.). Zgodnie z art. 4 kkw kary, œrodki karne,
zabezpieczaj¹ce i zapobiegawcze wykonuje siê w sposób humanitarny, z poszanowaniem godnoœci ludzkiej skazanego. Zakazuje siê stosowania tortur
lub nieludzkiego albo poni¿aj¹cego traktowania i karania skazanego. Skazany zachowuje prawa i wolnoœci obywatelskie, a ich ograniczenie mo¿e wynikaæ jedynie z ustawy oraz z wydanego na jej podstawie prawomocnego orzeczenia. Jest z tymi dyrektywami zwi¹zana tak¿e szybkoœæ i nieuchronnoœæ
postêpowania wykonawczego, które maj¹ realizowaæ za³o¿enia ustawodawcy
w zakresie polityki karnej i jej nastêpstw. W odczuciu spo³ecznym, co zreszt¹
zgodne jest z rzeczywistoœci¹, postulaty szybkoœci i nieuchronnoœci postêpowania karnego oraz id¹cego w œlad za nim postêpowania wykonawczego nie
s¹ najczêœciej realizowane. Nadmierne odwlekanie wykonania kary, sprzeczne
z dyrektyw¹ niezw³ocznego wykonywania kar (art. 9 § 1 kkw), jest sprzeczne
z powinnoœci¹ postêpowania humanitarnego (art. 3 kk i art. 4 § 1 kkw), bo
sprawia, ¿e tak traktowany skazany d³ugo nie mo¿e siê pozbyæ ciê¿aru dawnego przestêpstwa, a kara staje siê nie œrodkiem poprawienia go, lecz abstrakcyjn¹ dolegliwoœci¹, oderwan¹ od jego dawnych czynów (Postanowienie S¹du
Apelacyjnego w Krakowie z dnia 27 czerwca 2000 r. II AKz[1] 232/2000, Krakowskie Zeszyty S¹dowe 2000/7 – 8 poz. 56).
Jednostki penitencjarne poddawane s¹ nadzorowi penitencjarnemu. Nadzór sprawowany jest przez sêdziów penitencjarnych pod k¹tem legalnoœci
i prawid³owoœci wykonywania kary pozbawienia wolnoœci, kary aresztu, tymczasowego aresztowania, zatrzymania oraz œrodka zabezpieczaj¹cego zwi¹zanego z umieszczeniem w zak³adzie zamkniêtym, a tak¿e kar porz¹dkowych
i œrodków przymusu skutkuj¹cych pozbawieniem wolnoœci. Sêdzia penitencjarny wizytuje zak³ady karne, areszty œledcze oraz inne miejsca, w których
przebywaj¹ osoby pozbawione wolnoœci. Ma on prawo wstêpu w ka¿dym czasie, bez ograniczeñ, do tych zak³adów, aresztów i miejsc oraz poruszania siê po
ich terenie, przegl¹dania dokumentów i ¿¹dania wyjaœnieñ od administracji
tych jednostek. Sêdzia penitencjarny ma prawo przeprowadzania podczas
nieobecnoœci innych osób rozmów z osobami pozbawionymi wolnoœci oraz
badania ich wniosków, skarg i próœb (art. 33 kkw).
195
196
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
Zgodnie z kkw, wykonywanie kary pozbawienia wolnoœci ma na celu
wzbudzanie w skazanym woli wspó³dzia³ania w kszta³towaniu jego spo³ecznie po¿¹danych postaw, w szczególnoœci poczucia odpowiedzialnoœci oraz potrzeby przestrzegania porz¹dku prawnego i tym samym powstrzymania siê
od powrotu do przestêpstwa. Dla osi¹gniêcia tego celu prowadzi siê zindywidualizowane oddzia³ywanie na skazanych w ramach okreœlonych w ustawie
systemów wykonywania kary, w ró¿nych rodzajach i typach zak³adów karnych.
Karê pozbawienia wolnoœci wykonuje siê, z zastrze¿eniami ustawowymi,
w nastêpuj¹cych rodzajach zak³adów karnych:
1. zak³adach karnych dla m³odocianych,
2. zak³adach karnych dla odbywaj¹cych karê po raz pierwszy,
3. zak³adach karnych dla recydywistów penitencjarnych,
4. zak³adach karnych dla odbywaj¹cych karê aresztu wojskowego.
Zak³ady karne mog¹ byæ organizowane jako:
1. zak³ady karne typu zamkniêtego,
2. zak³ady karne typu pó³otwartego,
3. zak³ady karne typu otwartego.
Zgodnie z art. 79 kkw skazanego na karê pozbawienia wolnoœci lub zastêpcz¹ karê pozbawienia wolnoœci s¹d wzywa do stawienia siê w zak³adzie
karnym w wyznaczonym terminie wraz z dokumentem stwierdzaj¹cym to¿samoœæ. Ma to zapobiec zjawisku odbywania kary pozbawienia wolnoœci
przez osoby, które nie zosta³y skazane, co swoj¹ drog¹ jest penalizowane
w art. 239 kodeksu karnego. Skazanych klasyfikuje siê, miêdzy innymi na
podstawie badañ osobopoznawczych w celu stwarzania warunków sprzyjaj¹cych indywidualnemu postêpowaniu z nimi, zapobieganiu szkodliwym
wp³ywom skazanych zdemoralizowanych oraz zapewnieniu skazanym bezpieczeñstwa osobistego, wyboru w³aœciwego systemu wykonywania kary, rodzaju i typu zak³adu karnego oraz rozmieszczenia skazanych wewn¹trz zak³adu karnego. Skazanego poddaje siê w miarê potrzeby, za jego zgod¹,
badaniom psychologicznym, a tak¿e psychiatrycznym. Karê pozbawienia
wolnoœci wykonuje siê w systemie:
1. programowanego oddzia³ywania,
2. terapeutycznym,
3. zwyk³ym.
Skazany odbywa karê we w³aœciwym zak³adzie karnym, po³o¿onym,
w miarê mo¿liwoœci, najbli¿ej jego miejsca zamieszkania. Przeniesienie skazanego do innego zak³adu mo¿e nast¹piæ tylko z uzasadnionych powodów.
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
Zgodnie z art. 101 kkw, skazanego po osadzeniu w zak³adzie karnym nale¿y
bezzw³ocznie poinformowaæ o przys³uguj¹cych mu prawach i ci¹¿¹cych na
nim obowi¹zkach, a zw³aszcza umo¿liwiæ mu zapoznanie siê z przepisami
oraz poddaæ odpowiednim badaniom lekarskim i zabiegom sanitarnym. Skazany ma m. in. prawo do:
1. odpowiedniego ze wzglêdu na zachowanie zdrowia wy¿ywienia, odzie¿y, warunków bytowych, pomieszczeñ oraz œwiadczeñ zdrowotnych i odpowiednich warunków higieny, utrzymywania wiêzi z rodzin¹ i innymi osobami
bliskimi,
2. korzystania z wolnoœci religijnej,
3. otrzymywania zwi¹zanego z zatrudnieniem wynagrodzenia oraz do
ubezpieczenia spo³ecznego w zakresie przewidzianym w odrêbnych przepisach, a tak¿e pomocy w uzyskiwaniu œwiadczeñ inwalidzkich,
4. kszta³cenia i samokszta³cenia oraz wykonywania, a za zgod¹ dyrektora
zak³adu karnego do wytwarzania i zbywania wykonanych przedmiotów,
5. korzystania z urz¹dzeñ i zajêæ kulturalno-oœwiatowych i sportowych,
radia, telewizji, ksi¹¿ek i prasy,
6. komunikowania siê z obroñc¹, pe³nomocnikiem, w³aœciwym kuratorem
s¹dowym oraz wybranym przez siebie przedstawicielem,
7. komunikowania siê ze stowarzyszeniami, fundacjami, organizacjami
oraz instytucjami, których celem dzia³ania jest realizacja zadañ okreœlonych
w kkw, jak równie¿ koœcio³ami i innymi zwi¹zkami wyznaniowymi oraz osobami godnymi zaufania,
8. zapoznawania siê z opiniami, sporz¹dzonymi przez administracjê zak³adu karnego, stanowi¹cymi podstawê podejmowanych wobec niego decyzji,
9. sk³adania wniosków, skarg i próœb organowi w³aœciwemu do ich rozpatrzenia oraz przedstawiania ich, w nieobecnoœci innych osób, administracji
zak³adu karnego, kierownikom jednostek organizacyjnych S³u¿by Wiêziennej, sêdziemu penitencjarnemu, prokuratorowi i Rzecznikowi Praw Obywatelskich,
10. prowadzenia korespondencji, bez jej cenzurowania, z organami œcigania, wymiaru sprawiedliwoœci i innymi organami pañstwowymi, samorz¹dowymi oraz z Rzecznikiem Praw Obywatelskich.
Administracja zak³adu karnego ma obowi¹zek podejmowania odpowiednich dzia³añ w celu zapewnienia skazanym bezpieczeñstwa osobistego w czasie odbywania kary. Skazany jest obowi¹zany poinformowaæ niezw³ocznie
prze³o¿onego o zagro¿eniach dla jego bezpieczeñstwa osobistego oraz unikaæ
197
198
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
tych zagro¿eñ. Niestety, w œwietle stanu faktycznego, w którym cele s¹ przepe³nione, a subkultura wiêzienna piêtnuje tego rodzaju zachowania, regulacja taka mo¿e byæ iluzoryczna, mo¿na nawet zaryzykowaæ stwierdzenie ¿e pozbawiony wolnoœci jest w wiêzieniu pozostawiony samemu sobie, szczególnie
wobec zagro¿eñ stwarzanych przez wspó³wiêŸniów.
Wed³ug dyrektyw kkw, skazany otrzymuje trzy razy dziennie posi³ki,
o odpowiedniej wartoœci od¿ywczej, w tym co najmniej jeden posi³ek gor¹cy,
z uwzglêdnieniem zatrudnienia i wieku skazanego, a w miarê mo¿liwoœci tak¿e wymogów religijnych i kulturowych oraz napój do zaspokajania pragnienia. Skazany, którego stan zdrowia tego wymaga, otrzymuje wy¿ywienie
wed³ug wskazañ lekarza. Skazanego osadza siê w celi mieszkalnej wieloosobowej lub jednoosobowej. Powierzchnia w celi mieszkalnej, przypadaj¹ca na
skazanego, wynosi, zgodnie z art. 110 kkw, nie mniej ni¿ 3 m2. Cele wyposa¿a siê w odpowiedni sprzêt kwaterunkowy zapewniaj¹cy skazanemu osobne
miejsce do spania, odpowiednie warunki higieny, dostateczny dop³yw powietrza i odpowiedni¹ do pory roku temperaturê, wed³ug norm okreœlonych dla
pomieszczeñ mieszkalnych, a tak¿e oœwietlenie odpowiednie do czytania
i wykonywania pracy. Zapewnienie przez pañstwo godziwych warunków odbywania kary pozbawienia wolnoœci jest jednym z podstawowych wymagañ
demokratycznego pañstwa prawnego (por. wyrok S¹du Najwy¿szego — Izba
Cywilna z dnia 2 paŸdziernika 2007 r. II CSK 269/2007, wyrok S¹du Najwy¿szego — Izba Cywilna z dnia 28 lutego 2007 r. V CSK 431/2006, wyrok Trybuna³u
Konstytucyjnego z dnia 26 maja 2008 r. SK 25/2007, wyrok Europejskiego Trybuna³u Praw Cz³owieka Czwarta Sekcja S³awomir Musia³ przeciwko Polsce z dnia 20
stycznia 2009 r. sprawa 28300/06).
Skazanemu zapewnia siê bezp³atne œwiadczenia zdrowotne, leki i artyku³y
sanitarne. Skazanemu zapewnia siê w miarê mo¿liwoœci œwiadczenie pracy.
Zgodnie z art. 130 kkw w zak³adach karnych prowadzi siê nauczanie obowi¹zkowe w zakresie szko³y podstawowej i gimnazjum, a tak¿e umo¿liwia siê
nauczanie w zakresie ponadpodstawowym (ponadgimnazjalnym) i na kursach zawodowych. Zawodowe szkolenie kursowe mo¿e byæ w ca³oœci lub czêœciowo odp³atne. W zak³adach karnych stwarza siê skazanym warunki odpowiedniego spêdzania czasu wolnego. W tym celu organizuje siê zajêcia
kulturalno-oœwiatowe, wychowania fizycznego i sportowe oraz pobudza aktywnoœæ spo³eczn¹ skazanych.
W celu zapewnienia dyscypliny w trakcie odbywania kary pozbawienia
wolnoœci, skazany podlega odpowiedzialnoœci dyscyplinarnej za zawinione naruszenie nakazów lub zakazów wynikaj¹cych z kkw, regulaminu lub innych
przepisów albo ustalonego w zak³adzie karnym lub miejscu pracy porz¹dku.
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
Wszystkie wy¿ej skrótowo opisane regulacje daj¹ obraz nowoczesnego,
humanitarnego systemu wiêziennictwa. Tymczasem realia s¹ znacznie bardziej ponure. Wiêzienie jest miejscem, które zamiast karaæ i wychowywaæ,
demoralizuje. Regulacje ustawowe nie s¹ w tym przypadku problemem. Najpowa¿niejszym problemem s¹ pieni¹dze. Nie jest bowiem decyzj¹ korzystn¹
politycznie, aby przekazaæ na przestarza³e wiêziennictwo wiêkszych sum pieniêdzy. Tymczasem polskie zak³ady karne wymagaj¹ natychmiastowej modernizacji i rozbudowy, aby choæ czêœæ pozbawionych wolnoœci mia³a szansê
na resocjalizacjê.
Nastêpstwa niezapewnienia odpowiednich warunków odbywania kary
pozbawienia wolnoœci
W Polsce na odbycie kary pozbawienia wolnoœci czeka kilkadziesi¹t tysiêcy
osób. Gdyby wprowadzono europejskie normy, czeka³oby kilka razy tyle.
Normy te przewiduj¹ bowiem, ¿e na jednego skazanego powinny w wiêzieniu
przypadaæ 4 m2 powierzchni, podczas gdy polskie ustawodawstwo dopuszcza
3 m2 (m.in. art. 110 kkw). Zdarza siê, ¿e w celach wyroki odbywa dwa razy
wiêcej skazanych ni¿ jest ³ó¿ek. Na cele przerabia siê wszystkie mo¿liwe pomieszczenia.
W kwestii przebywania osób pozbawionych wolnoœci w przeludnionych
celach i w niew³aœciwych warunkach wypowiedzia³ siê S¹d Najwy¿szy —
Izba Cywilna w wyroku z dnia 28.02.2007 r. w sprawie z powództwa osadzonego przeciwko Skarbowi Pañstwa (sygn. akt V CSK 431/06).
S¹d Najwy¿szy rozpoznawa³ sprawê z powództwa Adama D. przeciwko
Skarbowi Pañstwa — Okrêgowemu Inspektoratowi S³u¿by Wiêziennej o zap³atê kwoty 150 000 z³ i renty po 2 000 z³ miesiêcznie z tytu³u zadoœæuczynienia za utratê zdrowia, niew³aœciwe leczenie oraz poni¿aj¹ce i nieludzkie
traktowanie w zak³adach karnych, w których przebywa³ w przeludnionych
celach, gdzie na jednego osadzonego przypada³a powierzchnia poni¿ej 3 m2,
nie wszyscy mieli ³ó¿ka, a miejsce, gdzie znajdowa³y siê sanitariaty nie by³o
oddzielone od reszty pomieszczenia.
Strona pozwana przyzna³a, ¿e w okresie osadzenia powoda w zak³adach
karnych wystêpowa³o przeludnienie, jednak stwierdzi³a, ¿e administracja
wiêzienna dokona³a wszelkich nale¿ytych czynnoœci zwi¹zanych z realizacj¹
uprawnienia wiêŸniów do zapewnienia powierzchni 3 m2 na osadzonego.
Powód od maja 2000 r. przebywa³ kolejno w aresztach œledczych, a nastêpnie w zak³adach karnych. Osadzony by³ w celach wieloosobowych, gdzie
199
200
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
przeludnienie wynosi³o w okresie jego pobytu nawet oko³o 119 – 130%.
W skardze kasacyjnej do S¹du Najwy¿szego pe³nomocnik powoda zarzuci³
naruszenie art. 23 i 24 kodeksu cywilnego, w zwi¹zku z art. 110 § 2 kodeksu
karnego wykonawczego, art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Cz³owieka i Podstawowych Wolnoœci oraz art. 448 kodeksu cywilnego.
S¹d Najwy¿szy uzna³, ¿e powód ju¿ w pozwie w dostatecznie wyraŸny sposób wskaza³ podstawê faktyczn¹ roszczenia o zadoœæuczynienie z tytu³u
„poni¿aj¹cego i nieludzkiego” traktowania w zak³adach karnych, w których
zosta³ osadzony w celach nie spe³niaj¹cych wymogu zapewnienia powierzchni
3 m2 na osobê oraz przy braku oddzielenia urz¹dzeñ sanitarnych od reszty pomieszczenia przeznaczonej do spania, odpoczynku i spo¿ywania posi³ków
i braku ³ó¿ek dla wszystkich osadzonych. Wielokrotnie te¿ podnosi³, ¿e warunki te narusza³y jego godnoœæ.
Zgodnie z art. 30 Konstytucji RP przyrodzona i niezbywalna godnoϾ
cz³owieka jest nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowi¹zkiem w³adz publicznych. Obowi¹zek ten powinien byæ realizowany przez
w³adze publiczne przede wszystkim wszêdzie tam, gdzie Pañstwo dzia³a
w ramach imperium realizuj¹c swoje zadania represyjne, których wykonanie nie mo¿e prowadziæ do wiêkszego ograniczenia praw cz³owieka i jego
godnoœci ni¿ to wynika z zadañ ochronnych i celu zastosowanego œrodka
represji. Wymóg zapewnienia przez Pañstwo godziwych warunków odbywania kary pozbawienia wolnoœci jest jednym z podstawowych wymogów
nowo¿ytnego pañstwa prawa, znajduj¹cym wyraz w normach prawa miêdzynarodowego. Stanowi o tym wprost art. 10 ust. 1 ratyfikowanego przez
Polskê Miêdzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych z dnia 19 grudnia 1966 r., g³osz¹cy, ¿e ka¿da osoba pozbawiona wolnoœci bêdzie traktowana w sposób humanitarny i z poszanowaniem przyrodzonej
godnoœci cz³owieka. Tak¿e art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Cz³owieka
i Podstawowych Wolnoœci sporz¹dzonej w Rzymie dnia 4 grudnia 1950 r.,
stanowi¹cy, ¿e nikt nie mo¿e byæ poddany torturom ani nieludzkiemu lub
poni¿aj¹cemu traktowaniu lub karaniu, wprowadza obowi¹zek w³adzy publicznej zapewnienia osobom osadzonym w zak³adach karnych godziwych
i humanitarnych warunków odbywania kary pozbawienia wolnoœci, nie naruszaj¹cych godnoœci ludzkiej. £¹czy siê z tym wynikaj¹cy z art. 8 ust. 1
ww. Konwencji nakaz poszanowania ¿ycia prywatnego obywateli i ich
prawa do intymnoœci, co w odniesieniu do osób osadzonych w zak³adach
karnych oznacza obowi¹zek zapewnienia takich warunków bytowych i sanitarnych, w których godnoœæ ludzka i prawo do intymnoœci nie doznaj¹
istotnego uszczerbku.
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
S¹d Najwy¿szy, w ww. wyroku wskaza³, ¿e Europejski Trybuna³ Praw
Cz³owieka (ETPCz) rozpoznaj¹c sprawy dotycz¹ce warunków odbywania
kary pozbawienia wolnoœci uzna³ za obowi¹zek Pañstwa dokonywanie systematycznej kontroli decyzji podejmowanych w zak³adach karnych w celu zapewnienia odpowiednich warunków ¿ycia wiêŸniów, z uwzglêdnieniem normalnych i uzasadnionych wymagañ zwi¹zanych z pozbawieniem wolnoœci.
Zajmuj¹c siê kwesti¹ wielkoœci celi, w jakiej powinni przebywaæ wiêŸniowie, jako elementu zapewnienia godziwych warunków odbywania kary
pozbawienia wolnoœci, ETPCz uzna³, ¿e przebywanie w zat³oczonej celi
z nieodpowiedni¹ wentylacj¹ i z otwart¹ toalet¹, brakiem mo¿liwoœci
uczestniczenia w zajêciach i kursach oraz korzystania z biblioteki powoduje
wzrost poczucia przygnêbienia, ni¿szoœci i mo¿e byæ oceniany jako upokarzaj¹ce i poni¿aj¹ce traktowanie wiêŸniów, stanowi¹ce naruszenie art. 3 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Cz³owieka. Natomiast w wyroku
z dnia 6 marca 2001 r. Sprawa 40907/98 Dougoz przeciwko Grecji uzna³,
¿e sam fakt przetrzymywania wiêŸnia w przeludnionej celi, w niew³aœciwych warunkach sanitarnych, z niewystarczaj¹c¹ liczb¹ ³ó¿ek, brakiem odpowiednich æwiczeñ fizycznych stanowi poni¿aj¹ce traktowanie, rodz¹ce
obowi¹zek wyp³aty odszkodowania.
Nie mo¿na uznaæ za uzasadniony i normalny element kary pozbawienia
wolnoœci, co wynika tak¿e z art. 110 § 2 kodeksu karnego wykonawczego,
w którym ustawodawca zawar³ wymogi dotycz¹ce warunków bytowych
w celach mieszkalnych wskazuj¹c, ¿e powierzchnia przypadaj¹ca na skazanego nie mo¿e wynosiæ mniej ni¿ 3 m2, cele musz¹ byæ wyposa¿one w odpowiedni sprzêt zapewniaj¹cy skazanemu osobne miejsce do spania i odpowiednie
warunki higieny, dostateczny dop³yw powietrza i odpowiedni¹ temperaturê
i oœwietlenie. Jedynie w szczególnie uzasadnionych wypadkach i przy zachowaniu trybu postêpowania wskazanego w ustawie mo¿e dojœæ do ograniczenia wielkoœci powierzchni celi na jednego skazanego poni¿ej 3 m2, jednak¿e
jedynie na czas okreœlony.
Artyku³ 24 kodeksu cywilnego, stanowi¹cy podstawê roszczeñ z tytu³u
naruszenia dóbr osobistych, nie wymaga dla odpowiedzialnoœci winy sprawcy
oraz przewiduje domniemanie bezprawnoœci jego dzia³ania naruszaj¹cego dobra osobistego, co powoduje, ¿e dochodz¹cy ochrony nie musi tej przes³anki
udowadniaæ, natomiast na sprawcy ci¹¿y obowi¹zek wykazania, ¿e jego
dzia³anie by³o zgodne z prawem. Na powodzie spoczywa jedynie ciê¿ar udowodnienia, ¿e odbywa³ karê pozbawienia wolnoœci w warunkach przeludnienia, w celach, w których na skazanego przypada³o mniej ni¿ 3 m2 powierzchni,
przy nieodpowiednich warunkach. Na Pañstwie spoczywa ciê¿ar wykazania,
201
202
JOANNA KUCHTA, JAKUB MICHALSKI
¿e doznane przez osadzonego w zak³adzie karnym cierpienia i urazy nie zosta³y spowodowane postêpowaniem w³adz.
Podsumowuj¹c, wed³ug S¹du Najwy¿szego osadzenie skazanego odbywaj¹cego karê pozbawienia wolnoœci w przeludnionych celach, przy braku
oddzielenia urz¹dzeñ sanitarnych od reszty pomieszczenia i niezapewnienie
wszystkim skazanym osobnego miejsca do spania mo¿e stanowiæ naruszenie
dóbr osobistych: godnoœci i prawa do intymnoœci i rodziæ odpowiedzialnoœæ
Skarbu Pañstwa na podstawie art. 24 i art. 448 kc. Ciê¿ar dowodu, ¿e warunki w zak³adzie karnym odpowiada³y obowi¹zuj¹cym normom i nie dosz³o do
naruszenia dóbr osobistych powoda, spoczywa na stronie pozwanej (art. 6
w zw. z art. 24 kc).
Wed³ug Centralnego Zarz¹du S³u¿by Wiêziennej, na koniec 2009 r.
w s¹dach by³o 2216 pozwów o odszkodowanie przeciwko wiêzieniom, opiewaj¹cych na³¹czn¹ sumê ponad pó³ miliarda z³otych. Liczby te i wskazany powy¿ej wyrok S¹du Najwy¿szego s¹ tylko czêœci¹ problemu nastêpstw niezapewnienia odpowiednich warunków odbywania kary pozbawienia wolnoœci.
Powa¿nym problemem jest niewystarczaj¹ca resocjalizacja wiêŸniów, zagro¿enie, jakie stwarzaj¹ dla siebie nawzajem, wobec s³u¿by wiêziennej, czy
opuszczaj¹c zak³ad karny. Niew³aœciwe warunki bytowe i sanitarne sprzyjaj¹
szerzeniu siê chorób zakaŸnych. Ogromnym problemem, z którym boryka siê
nie tylko polski system wiêziennictwa, jest przemoc wœród wiêŸniów. W zasadzie problem ten pozostawiony jest sobie. Takie postrzeganie problemu jest
nieludzkie, bowiem jednostki s³abe, chore czy posiadaj¹ce dysfunkcje psychiczne zostaj¹ zamkniête wœród jednostek, dla których czêsto si³a fizyczna
i przemoc s¹ jedynym sposobem na ¿ycie. Sprzyja to pope³nianiu przestêpstw
w wiêzieniach, wykorzystywaniu seksualnemu wspó³wiêŸniów oraz znêcaniu
siê psychicznemu i fizycznemu nad s³abszymi jednostkami. NajwyraŸniej
rz¹dz¹cy (dotyczy to wszystkich dotychczasowych rz¹dów) zapominaj¹
o tym, ¿e pozbawieni wolnoœci to tak¿e ludzie i porzucaj¹ zasadê humanitaryzmu wobec niedoborów w finansach publicznych.
Bibliografia
Aronson E., Wilson T. D., Akert R. M., 1997, Psychologia spo³eczna: serce i umys³, Poznañ.
Borkowska-Bagieñska E., Lesiñski B., 2005, Historia prawa s¹dowego. Zarys wyk³adu, Poznañ.
Foucault M., 1993, Nadzorowaæ i karaæ. Narodziny wiêzienia, Warszawa.
Goffman E., 2007, Piêtno. Rozwa¿ania o zranionej to¿samoœci, Gdañsk.
Kodeks karny wykonawczy z dnia 6 czerwca 1997 r.
Le Goff J., 1995, Sakiewka i ¿ycie. Gospodarka i religia w œredniowieczu, Gdañsk.
Nieobecni wiêŸniowie. Spo³eczne koszty wykonywania kary pozbawienia wolnoœci
Poworowski, M., 2005, Percepcja wiêŸnia W.: M. Or³owska, red., Skazani na wykluczenie, Warszawa.
Rzepliñski A., Kremplewski A., red. 1996, Prawo do godnego traktowania w instytucjach izolacyjnych. Raport z lustracji, Warszawa.
Socha R., 2011, Pozwy zza krat. Bo mucha biega po celi, „Polityka”, (nr 23 (2810)), 01.06.2011.
Walat, T., 2009, Wiêzienia do leczenia, „Polityka”, nr 49 (2734), 05.12.2009.
Zimbardo P., 2008, Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czyni¹ z³o?, Warszawa.
Absent prisoners. social costs of executing imprisonment
Summary
This text is an attempt at showing imprisonment as far as social science and law are
concerned. It shows modern (from the 19th century) attitude towards punishing,
which is focused on withdrawing man’s right to freedom and not on their physical
suffering. A prisoner is usually excluded from a society. It is their imprint. It makes
their return to normal life difficult after serving a term of punishment. Despite the
fact that the imprisonment should rehabilitate a prisoner, social rejection makes the
process difficult for them. In the text, we show also how important appropriate conditions of imprisonment are. The prisoner is a human being who has rights and dignity.Poor conditions in prisons make rehabilitation difficult for prisoners. In our article, we describe also Polish law. How should imprisonment look like? What rights
have prisoners got? What are the standards in the prisons? It is an unquestionable
theory which is hardly ever executed in practice.
203
S£AWOMIR KALINOWSKI
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik
dezaktywizuj¹cy
Wprowadzenie
Mimo ¿e formalnie niewolnictwo w Polsce i Europie zniesiono wiele lat temu,
czêœæ osób samodzielnie daje siê zniewalaæ. Jedni s¹ uzale¿nieni od u¿ywek,
inni od hazardu, a jeszcze inni od pomocy. Uzale¿nienie od u¿ywek czy te¿ hazardu jest problemem g³ównie dla samego uzale¿nionego i dla jego rodziny,
natomiast w przypadku uzale¿nionych od pomocy spo³ecznej problem rozk³ada siê na ca³e spo³eczeñstwo, które partycypuje w kosztach utrzymania
tych osób. Coraz wiêksze wydatki na ten cel daj¹ wyraŸny sygna³, jak powa¿ny problem dla spo³eczeñstwa stanowi¹ „niewolnicy pomocy”. Nale¿y zatem
odpowiedzieæ sobie na pytanie: co powoduje, ¿e czêœæ osób nie jest w stanie
samodzielnie egzystowaæ i liczy na pomoc innych, a raz otrzymana pomoc
jest przyczynkiem do starania siê o ni¹ przez d³u¿szy czas?
Wysoki poziom bezrobocia, pauperyzacja spo³eczeñstwa oraz polaryzacja
dochodów, znaczny odsetek osób, które nie zaspakajaj¹ potrzeb na ogólnie
przyjêtym poziomie, a tak¿e troska o sprawiedliwoœæ spo³eczn¹ w ostatnich
latach przyczyni³y siê do koniecznoœci zredefiniowania zasad funkcjonowania
instytucji polityki spo³ecznej, wymuszaj¹c niejako pytanie o postulowany
charakter tych instytucji. Powszechna Deklaracja Praw Cz³owieka w art. 22
stanowi, ¿e ka¿dy ma prawo do bezpieczeñstwa spo³ecznego na wypadek bezrobocia, choroby, niezdolnoœci do pracy, wdowieñstwa, staroœci lub utraty
œrodków do ¿ycia w inny sposób od niego niezale¿ny. Nie precyzuje jednak,
w jakim zakresie siê ona nale¿y. W szczególnoœci warto odpowiedzieæ na pytanie: czy instytucje pomocowe maj¹ mieæ charakter s³u¿b opiekuñczych, pomagaj¹cych osobom mniej zaradnym, znajduj¹cym siê w trudnej sytuacji ¿yciowej, poprzez œwiadczenia socjalne i wszelkiego rodzaju pomoc finansow¹
i rzeczow¹, czy te¿ winny dzia³aæ na rzecz zwiêkszonej aktywizacji tej grupy,
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
w³¹czaj¹c j¹ jednoczeœnie do uczestnictwa w ¿yciu spo³ecznym i ekonomicznym? Orczyk (2005) sugeruje, ¿e chodzi o przes¹dzenie, czy podstawowym
zadaniem pañstwa powinna byæ pomoc bezpoœrednia najbiedniejszym obywatelom, czy te¿ tworzenie szans uzyskania pracy jako Ÿród³a wzrostu zamo¿noœci.
Wyzwania dzisiejszego œwiata wymagaj¹ jednak redefinicji zakresu i charakteru wspó³czesnej pomocy spo³ecznej. Dlatego te¿ opracowanie to stanowiæ ma g³os w dyskusji na temat usytuowania wsparcia spo³ecznego i œwiadczeñ socjalnych we wspó³czesnym œwiecie. Podejmuje kwestie uzale¿nienia od
pomocy wœród znacznej grupy ludnoœci. Jego g³ównym celem jest okreœlenie,
jak powinna wygl¹daæ nowoczesna pomoc, bior¹c pod uwagê sprawiedliw¹
i uczciw¹ redystrybucjê dochodów, a tak¿e dostosowanie priorytetów polityki
spo³ecznej do wspó³czesnych realiów. Nale¿y zadaæ sobie pytanie, a tak¿e szukaæ odpowiedzi o podstawy wspó³czesnej pomocy, tak by by³a ona stymulatorem rozwoju gospodarczego, a nie elementem hamulcowym czy te¿ dezaktywizuj¹cym. Zagadnienie to mo¿e byæ sporym wyzwaniem w warunkach
uzale¿nienia znacznych grup od œrodków uzyskiwanych z instytucji pomocowych, w sytuacji rozbudowanego sytemu œwiadczeniowego.
Pomoc spo³eczna po II wojnie œwiatowej
Przybieraj¹ce na znaczeniu idee równoœci i wolnoœci po II wojnie œwiatowej,
przyczyni³y siê do wprowadzenia rozbudowanego systemu pomocowego dla
ludnoœci ubogiej oraz pozbawionej sta³ego Ÿród³a utrzymania. Pocz¹tkowo
myœlano, ¿e waga tej pomocy nie bêdzie mia³a istotnego znaczenia ekonomicznego dla pañstwa, jednak ju¿ nied³ugo okaza³o siê, jak wielkie obci¹¿enie
przynosi dla bud¿etów wiêkszoœci krajów. Korekta dzia³añ rynkowych w postaci zasi³ków nie mia³a na celu odrzucenia swobodnej gry rynkowej, a jedynie zmniejszenie rozmiarów nieakceptowanego, z punktu widzenia spo³eczeñstwa, zjawiska. Mimo ¿e pojêcia wolnoœæ i równoœæ przez ówczesne elity bardzo czêsto rozumiane by³y antynomicznie, próbowano je po³¹czyæ w ramach
systemów pomocowych. Wolnoœæ traktowano jako zgodê na leseferyzm
w gospodarce, z kolei równoœæ jako zapewnienie takich samych mo¿liwoœci,
poprzez solidarnoœæ osób, które znajduj¹ siê w relatywnie lepszej sytuacji
(m.in. poprzez system podatkowy).
Jednak sama idea pomocy dla osób gorzej radz¹cych sobie z rzeczywistoœci¹ nie jest wymys³em powojennych polityków i dzia³aczy spo³ecznych. Sam
termin polityka spo³eczna pojawi³ siê na prze³omie XVII i XVIII wieku, a au-
205
206
S£AWOMIR KALINOWSKI
torstwo przypisane zosta³o Charlesowi Fourier. W Niemczech za pocz¹tek
polityki spo³ecznej uznano inicjatywê premiera Prus Hardenberga, który
w 1817 roku zwróci³ siê do szefów prowincji wroc³awskiej, berliñskiej, magdeburskiej, minsterskiej, koloñskiej i reñskiej o przedstawienie sytuacji bytowej
robotników (Turnowiecki, 2000). Jednak kluczowe znaczenie mia³o wprowadzenie w Niemczech pod koniec XIX wieku ubezpieczeñ spo³ecznych, które
by³y odpowiedzi¹ na narastaj¹ce problemy wykluczeniowe. Od tego momentu zacz¹³ wykszta³caæ siê model niezale¿nego dzia³ania organizacji charytatywnych i publicznych zwi¹zanego z ochron¹ socjaln¹ (Leœ, 1999). Niemieckie
pañstwo socjalne rozszerza³o dzia³ania pomocowe g³ównie w celu zapobie¿enia rozruchom i rewolucji spo³ecznej, które mog³yby zagroziæ pañstwu.
W pañstwach europejskich wzoruj¹cych siê na dzia³aniach Bismarcka œwiadczenia wynika³y ze sk³adek, sta¿u pracy i innych zas³ug. W ten sposób rozumianym pañstwie socjalnym œwiadczenia mia³y g³ównie charakter nabyty
i wynika³y z solidarnoœci pokoleniowej. W tak prowadzonej polityce starano
siê do minimum ograniczaæ œwiadczenia zaopatrzeniowe. Jednak obok tego
rodzaju polityki czêœæ pañstw wychodzi³a z za³o¿enia, ¿e rol¹ pañstwa jest integracja spo³eczna, a pomoc powinna byæ znaczna i przys³ugiwaæ z samego
tytu³u obywatelstwa (Orczyk, 2005). Sformu³owane w latach trzydziestych
podstawy doktryny pañstwa opiekuñczego mia³y stanowiæ przeciwwagê dla
liberalnego pañstwa kapitalistycznego z prze³omu wieku XIX i XX, a tak¿e
rozwi¹zañ w ZSRR po rewolucji paŸdziernikowej.
Okres po I wojnie œwiatowej charakteryzowa³ siê znacznym postêpem
w dziedzinach ochrony pracy, ubezpieczeñ i walki z bezrobociem; w tym celu
powsta³a m.in. Miêdzynarodowa Organizacja Pracy. Pañstwa d¹¿y³y do zwiêkszenia wp³ywów na sferê socjaln¹, pojawi³y siê pocz¹tki koncepcji „pañstwa
dobrobytu” czy te¿ „pañstwa socjalnego”. W wielu z nich istnia³a swoista
nadopiekuñczoœæ w sferze pomocowej, przez co ludnoœæ w coraz mniejszym
stopniu widzia³a potrzeby rozwijania w³asnych dzia³añ. Intensyfikacjê dzia³añ pomocowych mo¿na zauwa¿yæ równie¿ po II wojnie œwiatowej; wprowadzono wiele nowych œwiadczeñ, czêœæ rozwiniêto, m.in. objêto œwiadczeniami
wszystkie warstwy spo³eczne, dostosowano emerytury, renty i œwiadczenia do
kosztów utrzymania, rozbudowano s³u¿by socjalne, zharmonizowano zasady
polityki spo³ecznej, zwiêkszono rolê zwi¹zków zawodowych, nast¹pi³ wzrost
wydatków na cele socjalne, rozszerzono formy pomocy materialnej dla bezrobotnych (Turnowiecki, 2000).
Wprowadzone po II wojnie œwiatowej zastosowania socjalne mia³y pocz¹tkowo na celu kompensatê utraty dochodów. D¹¿y³y do wypracowania takich rozwi¹zañ, które zapobiega³yby wykluczeniu spo³ecznemu. Wielokrot-
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
nie jednak zapominano o wa¿nym elemencie aktywizacyjnym. Zamiast
wzmocnienia dzia³añ zmierzaj¹cych do inkluzji osób ubogich i wykluczonych, w wielu krajach stawiano wy³¹cznie na dzia³ania os³onowe. W³adze
tworz¹ce prawo wychodzi³y z za³o¿enia, ¿e czêœæ beneficjentów pomocy nie
jest w stanie samodzielnie egzystowaæ, a jakiekolwiek ich usamodzielnianie
jest nieefektywne ekonomicznie. Takiemu podejœciu sprzyja³ brak funduszy
na rozwój oraz powojenne dzia³ania reparacyjne, co w rezultacie wymusi³o na
niektórych pañstwach drogê „na skróty”; tañsze dla bud¿etu okazywa³y siê
œwiadczenia socjalne. Jednak coraz bardziej rozbudowany system pomocowy
wymusi³ na rz¹dach dyskusje dotycz¹c¹ celów i metod aktywnej polityki
spo³ecznej. Rymsza (2003) w procesie tym wyró¿ni³ cztery zasadnicze fazy:
I faza — lata osiemdziesi¹te — jako okres krytyki pañstwa opiekuñczego z pozycji neoliberalnych, powi¹zanej z próbami demonta¿u tego systemu;
II faza — lata dziewiêædziesi¹te — reformy socjalne pod wp³ywem
krytyki poprzedniej fazy, etap rozbudowy pomocy spo³ecznej, okres welfare
state;
III faza — prze³om wieków — budowa koncepcji tzw. „trzeciej drogi”
oraz poszukiwanie nowych koncepcji pomocy;
IV faza — XXI wiek — faza syntezy pomys³ów i nowych koncepcji,
próba budowy aktywnej polityki spo³ecznej, czêsto okreœlana jako workfare
state, a wiêc przeciwstawienie siê koncepcji rozbudowanej pomocy spo³ecznej,
na rzecz wymuszania aktywnoœci zawodowej poprzez zastêpowanie œwiadczeñ d³ugookresowych pomoc¹ krótkookresow¹ oraz d¹¿eniami do stworzenia nowych miejsc pracy.
W Polsce fazy te, ze wzglêdu na sytuacjê spo³eczno-polityczn¹, nie wyodrêbni³y siê, a sam proces przebiega³ nieco inaczej. W pierwszych fazach powojennych ró¿ne organizacje pomocowe, w tym dobroczynne, funkcjonowa³y
bez wiêkszych trudnoœci, jednak ju¿ na pocz¹tku lat piêædziesi¹tych niezale¿ne
stowarzyszenia zosta³y zlikwidowane, co niekorzystnie odbi³o siê na osobach
ubogich (Leœ, 1997). Szypuliñski (1994) zauwa¿a, ¿e w³adze wyeliminowa³y
z ¿ycia spo³ecznego wiele organizacji pomimo ich uznania w spo³eczeñstwie
za dorobek i pomoc. Jednak osoby wykluczone nie zosta³y ca³kowicie pozbawione pomocy. Leœ (1991) zwraca uwagê, ¿e istnia³y instytucje pomocowe,
jednak pozbawione by³y one jakiejkolwiek autonomii i bardzo œciœle kontrolowane przez w³adze polityczne. W okresie tym instytucje pomocowe mog³y
istnieæ pod warunkiem wykonywania dzia³añ zgodnych z lini¹ polityczn¹ pañstwa. Jednoczeœnie w ramach „jednoœci ideologicznej” w³adze partyjne œciœle
kontrolowa³y politykê kadrow¹ i jednoczeœnie posiada³y œcis³y monopol na
alokacjê œrodków pieniê¿nych.
207
208
S£AWOMIR KALINOWSKI
W latach osiemdziesi¹tych polska polityka spo³eczna charakteryzowa³a
siê stopniowym ograniczaniem zobowi¹zañ socjalnych i jednoczeœnie spadkiem poziomu ¿ycia wœród tradycyjnie najs³abszych grup ekonomicznych.
Dodatkowo pog³êbiaj¹ca siê nieudolnoœæ rz¹dów poszerza³a skalê ubóstwa,
które obejmowa³o coraz wiêksze grupy spo³eczne. Niski poziom ¿ycia by³
jedn¹ z przyczyn, dla których w³adze pañstwowe w kolejnych latach w coraz
wiêkszym stopniu zaczê³y sprzyjaæ powstawaniu instytucji prywatnych i koœcielnych zajmuj¹cych siê pomoc¹, których dzia³ania dotychczas starano siê
ograniczaæ (Leœ, 1999). Systematyczne pog³êbianie siê dysproporcji wœród
ludnoœci, a tak¿e obawy przed buntem spo³ecznym spowodowa³y, ¿e ostatnie
rz¹dy PRL zdecydowa³y siê na rozbudowanie sytemu pomocowego dla ludnoœci ubogiej. System ten w pierwszych latach III RP dodatkowo zosta³ rozszerzony, co mia³o rekompensowaæ trudy zwi¹zane z przechodzeniem do systemu
rynkowego. Ta „szczodrobliwoœæ” w³adz, bardzo szybko zosta³a wykorzystana przez beneficjentów pomocy spo³ecznej. Utrudni³o to w kolejnych latach
mo¿liwoœæ zerwania z rozbudowanym systemem zasi³ków, i chocia¿ ich zasadniczy cel pocz¹tkowo sprowadza³ siê wy³¹cznie do niwelowania niekorzystnych zjawisk zachodz¹cych w pocz¹tkowym okresie transformacji, to jednak
z czasem zamieni³ siê w dodatkowy element dochodowy. Wiêkszoœæ grup
spo³eczno-ekonomicznych przyzwyczai³o siê do dystrybucji œwiadczeñ socjalnych, które nie zosta³y odpowiednio zmodyfikowane przez instytucje pañstwowe wraz z przekszta³ceniami spo³eczno-gospodarczymi. Brak odwagi
g³êbokich reform oraz unikanie napiêæ spo³ecznych przez kolejne ekipy rz¹dz¹ce doprowadzi³ do wzrostu nieefektywnych œwiadczeñ, które zazwyczaj
charakteryzuj¹ siê krótkoterminowym okresem oddzia³ywania. W ten sposób zasi³ki, zamiast zapobiegaæ niekorzystnym skutkom terapii szokowej
i przejœcia z gospodarki centralnie sterowanej na gospodarkê rynkow¹, sta³y
siê elementem zdobywania elektoratu dla wielu partii.
W nied³ugim okresie rozbudowane dzia³ania pañstwa okaza³y siê dla
wielu ludzi elementem ³atwego zarobku, a tak¿e swoistym wyt³umaczeniem ich dezaktywizacji zawodowej. Pomoc spo³eczna sta³a siê elementem
codziennego ¿ycia, a jej rozbudowana forma stopniowo przyczynia³a siê do
uzale¿nienia, prowadz¹c do potêgowania zjawisk bezradnoœci spo³ecznej.
Wed³ug Manowa (2001), pomoc socjalna sprzyja wychowywaniu w³asnych
klientów i zgodnie z prawem Saya, g³osz¹cym, ¿e ka¿da poda¿ tworzy
w³asny popyt, równie¿ w dzia³aniach instytucji pomocowych zauwa¿yæ
mo¿na tak¹ zale¿noœæ. Zauwa¿a ponadto, ¿e zarówno administratorzy, organizatorzy, jak i s³u¿by spo³eczne zainteresowane s¹ utrzymaniem rozbudowanych programów socjalnych. Jednoczeœnie beneficjenci zaczynaj¹ siê
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
zastanawiaæ, czy w ogóle s¹ w stanie bez takiej pomocy zaspokoiæ w³asne
potrzeby.
Problem z pomoc¹ spo³eczn¹
Brak odwa¿nych posuniêæ reformuj¹cych za³o¿enia wspó³czesnej polityki
spo³ecznej, doprowadzi³ w ostatnich latach do powstania istotnego problemu, a mianowicie uzale¿nienia od niej. Zagadnienie to sta³o siê bardzo wa¿n¹
i jednoczeœnie niezmiernie z³o¿on¹ kwesti¹ spo³eczn¹. Mimo ¿e na pierwszy
rzut oka wydaje siê banalnym zjawiskiem, to w rzeczywistoœci przybieraj¹c
znaczne rozmiary, staje siê niezwykle istotnym i aktualnym zagadnieniem zarówno spo³ecznym, jak i ekonomicznym dla rz¹dów poszczególnych pañstw.
Jego spo³eczne zabarwienie przejawia siê miêdzy innymi w potêgowaniu dysfunkcyjnoœci jednostek i spo³eczeñstwa, a tak¿e ekskluzji spo³ecznej znacznej
grupy z kolei ekonomiczna strona zwi¹zana jest z uszczuplaniem bud¿etu
pañstwa/jednostek samorz¹du terytorialnego, a tym samym koniecznoœc¹ rezygnowania z realizacji innych potrzeb wa¿nych dla gmin, zwi¹zanych chocia¿by z inwestycjami poprawiaj¹cymi jakoœæ ¿ycia ludnoœci.
Pierwsze skojarzenie zwi¹zane z beneficjentami pomocy spo³ecznej to uto¿samianie ich z osobami biednymi, bezrobotnymi albo nieradz¹cymi sobie
z codziennymi problemami. Jednak po g³êbszym zastanowieniu i bli¿szym
rozpoznaniu problemu mo¿na zauwa¿yæ, ¿e jest to równie¿ domena osób „zaradnych”, próbuj¹cych we wzglêdnie ³atwy sposób uzupe³niæ bud¿ety w³asnych gospodarstw domowych. Dla niektórych jest to idealny sposób na bezstresowy zarobek, niewymagaj¹cy wiêkszych umiejêtnoœci, a tak¿e dochód
pozwalaj¹cy podnieœæ poziom ¿ycia, czêsto ponad œredni¹ krajow¹. Taka
„pseudo-zaradnoœæ” wynika miêdzy innymi z wad wspó³czesnego sytemu pomocowego, który nie potrafi sobie poradziæ z osobami, które faktycznie tej
pomocy nie potrzebuj¹, a uzyskiwane dotychczas dochody pozwalaj¹ im na
prze¿ycie ponad minimum socjalne. Z badañ Ringolda i K¹ska (2007) wynika, ¿e w krajach Europy Œrodkowej (Wêgry, S³owenia, Litwa, £otwa, Estonia)
od 13 do 31% ³¹cznej sumy wszystkich transferów bezsk³adkowych trafia do
20% najbogatszych gospodarstw domowych. W Polsce szacuje siê, ¿e nieefektywnoœæ ta wynosi nawet 25%. Mo¿na zatem stwierdziæ, ¿e brakuje indywidualnego podejœcia do poszczególnych spraw, a tak¿e instrumentów zabezpieczaj¹cych przed oszustwami. Chocia¿ przepisy przewiduj¹ mechanizmy
zapobiegaj¹ce wy³udzaniu pomocy, to pracownicy socjalni nie maj¹ motywacji do przeciwdzia³ania niekorzystnym zjawiskom, a tak¿e czasu na elimino-
209
210
S£AWOMIR KALINOWSKI
wanie oszustw ze strony beneficjentów pomocy. Nak³adane s¹ na nich kolejne
zadania niezwi¹zane bezpoœrednio z pomoc¹ dla podopiecznych, co powoduje, ¿e zamiast aktywizowania ich, musz¹ zajmowaæ siê œci¹ganiem d³u¿ników
niep³ac¹cych alimentów czy te¿ prac¹ administracyjn¹. Dodatkowo, jako najni¿ej wynagradzani pracownicy samorz¹dowi, bardzo czêsto nie widz¹ sensu
anga¿owania siê we w³asn¹ pracê, nie zale¿y im na poprawie sytuacji podopiecznych. Niska p³aca nie motywuje do efektywnej pracy.
Wspó³czesne uzale¿nienie od pomocy nie przejawia siê wy³¹cznie w niewykazywaniu czêœci dochodów, co uprawnia do otrzymywania wsparcia finansowego z oœrodków pomocy spo³ecznej, ale czêsto wi¹¿e siê z pe³nieniem ról
¿ebraczych, wykorzystywaniem instytucji charytatywnych, a tak¿e z powielaniem dysfunkcyjnych wzorców kulturowych i edukacyjnych. Rzemios³o to,
mimo ¿e ulega znacznym przeobra¿eniom na przestrzeni lat, to jednak niezmiennie jego g³ównym celem jest ¿ycie na koszt innych oraz transfer œrodków do ¿ycia od ofiarodawców do osób korzystaj¹cych z tej formy pomocy.
Pomoc dla wielu gospodarstw sta³a siê w ostatnich latach istotnym uzupe³nieniem, a niekiedy podstaw¹ bytu.
Z pomoc¹ spo³eczn¹ i uzale¿nieniem od niej powi¹zany jest „problem gapowicza”. Polega on na tym, ¿e czêœæ spo³eczeñstwa (w tym wypadku beneficjenci pomocy spo³ecznej) korzysta z dóbr i us³ug w stopniu, który przewy¿sza jego udzia³ w kosztach wytworzenia. Beneficjenci-gapowicze korzystaj¹
z faktu, ¿e inni sk³adaj¹ siê na ich pomoc. Galor (2010) zauwa¿a, ¿e tacy gapowicze charakteryzuj¹ siê szczególnego rodzaju zaw³aszczaniem, któremu
sprzyja to, ¿e rynek nie dostarcza wystarczaj¹cych informacji. Olson (2006)
dodaje, ¿e problem ten przede wszystkim uwydatnia siê w du¿ych grupach
spo³ecznych. Wynika to z faktu, ¿e im wiêcej osób, tym trudniej o kooperacjê,
a cele indywidualne zaczynaj¹ przodowaæ nad celami zbiorowymi. Mo¿na zatem przypuszczaæ, ¿e w du¿ych miastach problem gapowicza jest bardziej
rozpowszechniony, co wynika m.in. z wiêkszej anonimowoœci. Jednak prowadzone analizy nie potwierdzaj¹ takiego przypuszczenia. Bardziej prawdopodobne wydaje siê, ¿e w ma³ych miejscowoœciach i na wsiach ludzie nie przyznaj¹ siê do korzystania z pomocy spo³ecznej, w obawie przed ostracyzmem
s¹siadów. Chocia¿ z drugiej strony, jak ju¿ wczeœniej zosta³o wspomniane,
istotna czêœæ spo³eczeñstwa korzystaj¹ca z pomocy traktuje to jako swoistego
rodzaju zaradnoϾ.
Mimo ¿e wœród pobieraj¹cych zasi³ki socjalne du¿¹ grupê stanowi¹ osoby,
którym ta pomoc siê nie nale¿y, to gmina praktycznie nie ma mo¿liwoœci odmówienia udzielenia pomocy socjalnej. Ustawa o pomocy spo³ecznej nak³ada
obowi¹zek realizacji przez tê jednostkê wraz z organami administracji pañ-
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
stwowej realizacji pomocy, w formie zadañ zleconych i w³asnych. Do 2004 r.
w ramach zadañ zleconych w gminie realizowano pomoc w formie zasi³ków
z pomocy spo³ecznej (obligatoryjnych i fakultatywnych), sk³adek na ubezpieczenia, specjalistycznych us³ug opiekuñczych, zasi³ków rodzinnych i pielêgnacyjnych, pomocy dla kombatantów. Od 2005 r. zadania zlecone gminie
uleg³y zmianie i objê³y: zasi³ek sta³y, zasi³ki celowe na pokrycie wydatków
zwi¹zanych z klêsk¹ ¿ywio³ow¹ lub ekologiczn¹, specjalistyczne us³ugi opiekuñcze przys³uguj¹ce na podstawie przepisów o ochronie zdrowia psychicznego. Dodatkowo ustawa zobowi¹zuje gminy do wyp³aty zasi³ku okresowego
(od 2004 roku), udzielenia schronienia, zapewnienia posi³ku, ubrania, us³ug
opiekuñczych, œwiadczeñ zdrowotnych w publicznych zak³adach opieki zdrowotnej, zabezpieczenia na wypadek zdarzeñ losowych, sprawienia pogrzebu,
pomoc na cele ekonomicznego usamodzielnienia i inne zasi³ki. Mnogoœæ tych
zadañ w rezultacie powoduje, ¿e pracownicy socjalni nie s¹ w stanie realizowaæ najwa¿niejszego zadania, które powinny sobie stawiaæ oœrodki pomocowe, a mianowicie inkluzji spo³ecznej i zwiêkszenia aktywizacji jednostek
i ca³ych rodzin. Dodatkowo brakuje pracowników, którzy mogliby wype³niæ
powierzone role. W 2010 roku w jednostkach organizacyjnych pomocy
spo³ecznej zatrudnionych by³o ponad 131 tys. osób, jednak wœród nich pracowników socjalnych by³o nieco ponad 2 tys., a pod ich opiek¹ ponad 2 mln
osób. Nietrudno nie zauwa¿yæ, ¿e takie obci¹¿enie nie mo¿e sprzyjaæ efektywnemu wychodzeniu z ubóstwa. Warto wspomnieæ, ¿e liczba osób korzystaj¹cych z pomocy przypadaj¹ca na jednego pracownika socjalnego wynosi
1 tys., co powoduje, ¿e pracownicy socjalni nie maj¹ czasu na pracê z rodzinami. Teoretycznie na jednego pracownika socjalnego powinno przypadaæ
2 tys. mieszkañców, jednak w wielu miejscowoœciach ze wzglêdu na trudnoœci
bud¿etowe gminy standardy te nie s¹ przestrzegane.
Mimo wprowadzenia 12 marca 2004 roku nowej ustawy o pomocy spo³ecznej, nadal zauwa¿alny jest systematyczny wzrost wielkoœci wydatków na
cele socjalne, które na same zadania w³asne gminy w 2010 roku skierowa³y
oko³o 2,9 mld z³. Zmieni³a siê struktura wydatków, ale œrodki, które by³y realizowane do 30 kwietnia 2004 r. w ramach zadañ zleconych, w du¿ej mierze
zosta³y podobne, przekwalifikowano je jedynie na œwiadczenia rodzinne,
i tym samym pozosta³y w gestii gmin. Dotyczy³o to przede wszystkim
zasi³ków: sta³ego, okresowego i macierzyñskiego. Od 1 maja 2004 r. zasi³ki
okresowe i na bilety kredytowane zosta³y przejête przez gminy w ramach ich
zadañ w³asnych, co przyczyni³o siê do wzrostu wydatków na ten cel o blisko
60%. Wzrostowi wydatków towarzyszy³ spadek liczby œwiadczeniobiorców,
jednak nadal by³ on stanowczo zbyt ma³y. Mo¿e to sugerowaæ, ¿e czêœæ osób
211
212
S£AWOMIR KALINOWSKI
zosta³a zaktywizowana, a tym samym iloœæ osób, których g³ównym utrzymaniem jest pomoc spo³eczna, spad³a. Jednak spadek liczby osób pobieraj¹cych
œwiadczenia tylko czêœciowo mo¿e byæ t³umaczony efektem poprawy sytuacji
materialnej ludnoœci wywo³anej korzystnymi zmianami po wst¹pieniu do UE
(m.in. otwarcie rynków pracy w niektórych krajach) oraz wprowadzeniem
nowych form pracy polegaj¹cych na aktywizowaniu klientów pomocy spo³ecznej poprzez kontrakty socjalne, czy skierowanie do CIS. Prawdopodobnie
spadek ten w du¿ej mierze nie wynika z przes³anek korzystnych dla ca³ej gospodarki, ale przede wszystkim ze zmian w przepisach, które w³¹czy³y niektóre œwiadczenia pomocy spo³ecznej do katalogu œwiadczeñ rodzinnych
(zasi³ek sta³y, gwarantowany zasi³ek okresowy, jednorazowy i okresowy zasi³ek macierzyñski). Kolejne spadki liczby beneficjentów spowodowane by³y
wzrostem kwoty, która upowa¿nia³a do pobierania œwiadczeñ. Do 30 wrzeœnia 2006 r. prawo do ich pobierania przys³ugiwa³o osobom i rodzinom, których dochód netto na osobê w rodzinie nie przekracza³ 461 z³ u osób samotnie
gospodaruj¹cych lub 316 z³ w gospodarstwach domowych wieloosobowych,
przy jednoczesnym wyst¹pieniu co najmniej jednej przes³anki okreœlonej
w art. 7 ustawy o pomocy spo³ecznej z dnia 12 marca 2004 r. Zgodnie z rozporz¹dzeniem Rady Ministrów z dnia 24 lipca 2006 r. w sprawie zweryfikowanych kryteriów dochodowych oraz kwot œwiadczeñ pieniê¿nych, od
1 paŸdziernika 2006 r. wprowadzono nowe kryteria, które uprawnia³y do korzystania ze œwiadczeñ osoby samotnie prowadz¹ce gospodarstwo domowe
o dochodzie nie wy¿szym ni¿ 477 z³ oraz gospodarstwa domowe wieloosobowe o dochodzie netto na jedn¹ osobê nie przekraczaj¹cym 351 z³.
Zmiany w zasadach udzielania pomocy
Aby pomoc spo³eczna spe³nia³a swoj¹ rolê, konieczna jest zmiana dotychczasowych zasad jej udzielania. Dzia³ania pasywne, polegaj¹ce m.in. na ochronie
s³abszych ekonomicznie grup ludnoœci, a w szczególnoœci — wyp³acie zasi³ków, nale¿a³oby zast¹piæ dzia³aniem aktywizuj¹cym. Podejœcie finansowe
polegaj¹ce na bezzwrotnych œwiadczeniach socjalnych musi byæ zastêpowane
poprzez zachêty do samodzielnego dzia³ania. Instytucje pomocowe powinny
ograniczyæ dostêp do œrodków pieniê¿nych i zmniejszyæ je do minimum,
a skupiæ siê na poprawie sytuacji na lokalnym rynku pracy i tym samym pobudzaæ do dzia³añ prowadz¹cych do wzrostu zamo¿noœci pañstwa. Mo¿na zatem zauwa¿yæ, ¿e przed wspó³czesn¹ polityk¹ spo³eczn¹ stoj¹ powa¿ne wyzwania, zmierzaj¹ce do poprawy efektywnoœci jej funkcjonowania. Wed³ug
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
Karwackiego (2008), wa¿ne jest zerwanie z myœleniem intuicyjnym na rzecz
œcis³ego planowania na podstawie danych uzyskanych z diagnoz, a tak¿e
zwrócenie uwagi, ¿e zarz¹dzanie tymi instytucjami musi wynikaæ bardziej
z praktyki ni¿ sformalizowanych zasad.
„Brak zasadniczych i konsekwentnych zmian w funkcjonowaniu pomocy
spo³ecznej czyni j¹ dysfunkcyjn¹ i zmienia z instytucji pomagaj¹cej rodzinom
nie potrafi¹cym przezwyciê¿yæ trudnoœci ¿yciowych w instytucjê redystrybucyjn¹ nie przyczyniaj¹c¹ siê do rzeczywistego rozwi¹zywania problemów
spo³ecznych” (Fr¹czak, Wygnañski, 2008: 48). Ludnoœæ korzystaj¹ca z transferów spo³ecznych przybiera g³ównie dwa typy postaw: nadmiernie konsumpcyjn¹ oraz utrzymuj¹c¹ status quo. W pierwszym przypadku oczekiwania wi¹¿¹ siê z zaspokojeniem potrzeb o charakterze materialnym, a poziom
ich zaspokojenia czêsto przewy¿sza faktyczny wk³ad osób. W drugim zaœ
przypadku beneficjenci oczekuj¹ przede wszystkim zachowania stanu, w jakim obecnie siê znajduj¹, poniewa¿ gwarantuje on im wzglêdne bezpieczeñstwo socjalne i w pewnym sensie stabilnoœæ wynikaj¹c¹ z otrzymywania
transferów socjalnych. Mo¿na jednak zauwa¿yæ, ¿e postawy te s¹ efektywne
tylko w krótkim okresie i nie sprzyjaj¹ rozwojowi poszczególnych jednostek.
W ¿adnej z nich beneficjent nie widzi koniecznoœci rozwoju oraz poprawy
swojej si³y rynkowej. Wa¿na jest teraŸniejszoœæ, a dzisiejsza konsumpcja odbywa siê kosztem przysz³oœci. £atwoœæ i wygoda sytuacji sprzyja uzale¿nianiu
siê od pomocy, a beneficjenci nie widz¹ bardzo czêsto szansy na jak¹kolwiek
inn¹ formê aktywizacji. W ten sposób staj¹ siê w pewnym sensie niewolnikami pomocy spo³ecznej, poniewa¿ przestaj¹ byæ w sferze zainteresowañ urzêdów pracy, a tym samym trac¹ wielokrotnie mo¿liwoœæ przekwalifikowania
lub zatrudnienia. Starêga-Piasek (2005) postuluje, aby wszelkie dzia³ania pomocowe mia³y charakter doraŸny i trwa³y tylko do momentu uaktywnienia
siê innych elementów systemu zabezpieczenia spo³ecznego. Zatem pozostawanie pod opiek¹ pañstwa d³u¿ej ni¿ to jest niezbêdne mo¿e sprzyjaæ patologiom.
Wzglêdnie wysokie zasi³ki socjalne powoduj¹ wpadanie w pu³apkê pomocy. Beneficjenci zniechêcaj¹ siê do poszukiwania pracy, co wynika z rozminiêcia siê ich oczekiwañ co do potencjalnych zarobków, a proponowanego im
wynagrodzenia. Dla œwiadczeniobiorców praca nie jest alternatyw¹ w porównaniu z dochodem zastêpczym otrzymywanym z instytucji pomocowych. Nie
widz¹ wiêkszego sensu w podejmowaniu pracy, poniewa¿ pomoc, któr¹
otrzymuj¹, jest niewiele mniejsza, a czêsto nawet wy¿sza od oferowanego na
rynku wynagrodzenia (Gazon, 2008 Kurowska, 2008). Zasi³ki wówczas zamiast funkcji kompensacyjnej pe³ni¹ funkcjê normalnego wynagrodzenia
213
214
S£AWOMIR KALINOWSKI
za „brak aktywnoœci”; nie mog¹ w takim wypadku byæ traktowane jako element solidarnoœci, ale bardziej jako œwiadectwo pewnej g³upoty ekonomicznej i spo³ecznej instytucji pomocowych, poniewa¿ ich nieuniknionym efektem bardzo czêsto jest dezaktywizacja ludnoœci. Nie mo¿na zatem mówiæ, ¿e
amortyzuj¹ utratê zatrudnienia czy te¿ przeciwdzia³aj¹ ubóstwu, ale bardziej
nale¿y je rozpatrywaæ w kategorii czynnika zagra¿aj¹cego gospodarce. Beneficjenci pomocy dostaj¹ œrodki pieniê¿ne, które nie s¹ efektem ich aktywnoœci
wytwórczej czy us³ugowej, ale wynikaj¹ wy³¹cznie z faktu, ¿e nie pracuj¹.
Jednoczeœnie wed³ug Wojciechowskiego (2008) zbyt wysokie zasi³ki sprzyjaj¹
ni¿szemu zatrudnieniu i determinuj¹ zakres biernoœci zawodowej.
Dla wielu beneficjentów pomocy spo³ecznej ¿ycie za pieni¹dze pañstwowe
jest urzeczywistnieniem sprawiedliwoœci spo³ecznej. Jest to pewna forma
urzeczywistnienia postulowanej przez Hobhouse’a i Hobsona nadwy¿ki spo³ecznej, a wiêc skoro niektórzy posiadaj¹ wiêcej dóbr i œrodków pieniê¿nych
ni¿ w rzeczywistoœci potrzebuj¹, powinni mieæ te œrodki odebrane, aby wspomóc powszechne poszanowanie praw niezbêdnych do tego, aby ludzie mogli
sprostaæ potrzebom (Lund, 2010). Taka postawa roszczeniowa dla wielu
z nich wynika z przekonania, ¿e pomoc od pañstwa im siê nale¿y nie zdaj¹ sobie jednoczeœnie sprawy, ¿e przesuwaj¹c siê do sfery pomocy spo³ecznej na
d³u¿szy czas, samodzielnie pozbawiaj¹ siê mo¿liwoœci aktywnego uczestnictwa w ¿yciu spo³ecznym, ekonomicznym, czy te¿ politycznym. W tym znaczeniu pomoc staje siê utrwalaczem bezrobocia i ubóstwa, czêsto na wiele lat.
Prowadzi to nie tylko do zmniejszenia siê sk³onnoœci jednostek do jakiejkolwiek inicjatywy i odpowiedzialnoœci za swój los, ale przede wszystkim pozbawia podstawowych umiejêtnoœci spo³ecznych. Beneficjenci pomocy spo³ecznej bardzo czêsto nie dostrzegaj¹ w tej formie „zaradnoœci” problemu czêsto
w trakcie prowadzonych wywiadów ankietowych formu³uj¹ os¹dy, z których
wynika, ¿e nie zdaj¹ sobie sprawy, i¿ ¿yj¹ na koszt innych osób. Dla wielu
z nich pomoc ze strony pañstwa nie jest równoznaczna z pomoc¹ ca³ego
spo³eczeñstwa. Sprawiedliwoœæ w ich przekonaniu sprowadza siê wy³¹cznie
do podniesienia ich poziomu ¿ycia, bez wzglêdu na to, kto partycypuje
w kosztach. Tak rozumiana sprawiedliwoœæ sprzeczna jest z koncepcj¹ Hayeka
(1976), który stwierdza, ¿e pomys³ odgórnie sterowanej pomocy, jako efektu
sprawiedliwoœci spo³ecznej, jest w najlepszym wypadku chybiony i prowadzi
do ca³kowitej utraty odpowiedzialnoœci moralnej. W jego mniemaniu redystrybucja dochodów za poœrednictwem systemu socjalnego jest sprzeczna
z ³adem rynkowym, rozumianym jako porz¹dek naturalny. W tym sensie
sprawiedliwoœæ spo³eczna jest tylko mira¿em i nie jest w ¿aden sposób mo¿liwa do uzasadnienia. Takie podejœcie nieco modyfikuje Nozick, który docho-
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
dzi do wniosku, ¿e istnieje historyczna niesprawiedliwoœæ, której dopuszczono
siê przy nabywaniu w³asnoœci, co w pewnym stopniu podwa¿a legitymizacjê
skutków mechanizmu rynkowego (Lund, 2010). Nozick (1974) zauwa¿a jednak, ¿e rozleg³a pomoc i redystrybucja dochodów ³amie prawa jednostek,
czego skutkiem jest niesprawiedliwoœæ redystrybucji, która narusza prawa
dotychczasowego posiadacza.
Ciekawy wydaje siê sam mechanizm pu³apki pomocowej, który wynika
w du¿ej mierze z roszczeniowego podejœcia do pomocy. Ubodzy, nie posiadaj¹cy oficjalnego zatrudnienia, rejestruj¹ siê w urzêdach pracy, dziêki czemu
pañstwo op³aca im ubezpieczenie zdrowotne, dodatkowo pobieraj¹ zasi³ek
w instytucji pomocowej (Urz¹d Pracy, MOPR, OPS itp.), z regu³y nie podejmuj¹ aktywnoœci zawodowej ani dzia³alnoœci zmierzaj¹cej do inkluzji spo³ecznej, czasami podejmuj¹ pracê „na czarno”. Œwiadczenia pieniê¿ne traktuj¹
jako swoist¹ pensjê. Pozostaj¹c d³u¿ej pod kuratel¹ pomocy przyzwyczajaj¹
siê do niej, jednoczeœnie trac¹ umiejêtnoœci pozwalaj¹ce poruszaæ siê po rynku
pracy, a tak¿e szanse awansu spo³ecznego i zawodowego. Umiejêtnoœci, które
dotychczas posiadali staj¹ siê nieaktualne, a tym samym ich konkurencyjnoœæ
na rynku pracy istotnie spada. Pomoc dezaktywuje te osoby i sprowadza ich
myœlenie do prostej kalkulacji: „nie ma sensu podejmowaæ jakiegokolwiek zatrudnienia, wymagaj¹cego nawet minimum wysi³ku, skoro i tak mogê otrzymaæ pieni¹dze bez wysi³ku”.
Dla czêœci beneficjentów pomoc spo³eczna jest elementem pozornego powrotu do spo³eczeñstwa. Wychodz¹ oni z za³o¿enia, ¿e tylko w ten sposób
mog¹ pozwoliæ sobie na konsumpcjê, realizacjê potrzeb czy te¿ gromadzenie
zasobów, które w epoce konsumpcjonizmu dla jednych staje siê swego rodzaju wyznacznikiem pozycji spo³ecznej, dla innych konstytuant¹ uczestnictwa
w ¿yciu spo³ecznym. Bednarski (2010) zauwa¿a, ¿e trudno jest uczestniczyæ
w ¿yciu zbiorowym nie dysponuj¹c œrodkami materialnymi. Zwraca równie¿
uwagê, ¿e niedostatek utrudnia partycypacjê spo³eczn¹, a to w konsekwencji
sprzyja procesom kumulacji niekorzystnych zjawisk. Mo¿na zatem wyci¹gn¹æ wniosek, ¿e dla grupy tej samo posiadanie zasobów jest nie narzêdziem
wychodzenia z ubóstwa, ale celem samym w sobie. Pozorna inkluzja przejawia siê w tym, ¿e osoby korzystaj¹ce z pomocy spo³ecznej nie nabywaj¹ umiejêtnoœci samodzielnego pozyskiwania œrodków do ¿ycia, a dostaj¹c jedynie
„rybê”, staj¹ siê niewolnikami pomocy. Instytucje pomocowe utrwalaj¹ bezradnoœæ. Przyzwyczajanie do ³atwego pozyskiwania zasobów, a tak¿e mo¿liwoœæ realizacji potrzeb powoduje, ¿e pomoc spo³eczna czêsto staje siê metod¹
na ¿ycie, kszta³tuje postawy bierne, zamiast uczyæ aktywnoœci. Ju¿ w XVIII
wieku Hume (1952) zauwa¿y³, ¿e poœród wszystkich zwierz¹t natura najbar-
215
216
S£AWOMIR KALINOWSKI
dziej okrutna okaza³a siê dla cz³owieka, poniewa¿ obdarzy³a go wieloma potrzebami, a jednoczeœnie ograniczy³a mu œrodki niezbêdne do ich realizacji.
Pomoc spo³eczna uzale¿nia, co ilustruje fakt, ¿e ponad 80% beneficjentów
oœrodków pomocowych otrzymuje œwiadczenia przez okres d³u¿szy ni¿ 10 lat
(sic!) œwiadczy to dobitnie o tym, ¿e oœrodki te wcale nie pomagaj¹ wychodziæ
z ubóstwa, a utrwalaj¹ je. Staj¹ siê ³atw¹ form¹ ¿ycia. Bardzo czêsto s¹ uzupe³nieniem dotychczasowych zarobków uzyskiwanych z pracy „na czarno”.
Pracownicy nie chc¹ umowy o pracê i jednoczeœnie godz¹ siê na ni¿sze wynagrodzenie, wiedz¹c, ¿e zostanie ono uzupe³nione œwiadczeniami od pañstwa.
Wp³yw na tê sytuacjê ma pewne przyzwolenie zarówno wœród pracodawców,
którzy zyskuj¹ na takim postêpowaniu, jednoczeœnie unikaj¹c wysokich kosztów zatrudnienia, jak i wœród pracowników nierzadko bêd¹cych beneficjentami OPS-ów. Szacuje siê, ¿e w Polsce od miliona do miliona trzystu tysiêcy,
zarejestrowanych bezrobotnych w rzeczywistoœci posiada pracê. Wed³ug szacunków w szarej strefie wytwarzane jest oko³o 13% polskiego PKB, co stanowi rocznie kilkanaœcie miliardów z³otych, pochodz¹cych z niezap³aconych podatków, akcyzy czy c³a. Bardzo czêsto organom pañstwowym nie zale¿y na
rejestracji tych miejsc pracy, poniewa¿ maj¹ one z regu³y nisk¹ produktywnoœæ, a ich utworzenie w sferze gospodarki jawnej by³oby nieop³acalne. Myœlenie takie ma krótkookresowy charakter. Osoby te same pozbawiaj¹ siê
ubezpieczenia, a w efekcie tak¿e uprawnieñ emerytalnych na staroœæ. Prowadzi to do swoistej pêtli pomocowej. Korzystanie z pomocy spo³ecznej w celu
podwy¿szenia standardu ¿ycia i rezygnacja z legalnej pracy dzisiaj sprzyja obni¿aniu poziomu ¿ycia i zmusza te osoby do korzystania z pomocy w przysz³oœci. Mo¿na zatem zauwa¿yæ, ¿e wybór szarej strefy jest wyborem na rzecz
wykluczenia w okresie póŸniejszym.
Postuluj¹c ograniczenia oraz reformy w systemie pomocy spo³ecznej nie
nale¿y jednak uto¿samiaæ ich z ca³kowit¹ likwidacj¹ zasi³ków. Pomoc dla niektórych grup spo³ecznych jest niezbêdna, powstaje jednak pytanie, do kogo
powinna trafiaæ i jak¹ powinna ona przybieraæ postaæ? W opinii naukowców
pozwala ona nie tylko funkcjonowaæ osobom wykluczonym czy te¿ pozbawionym pracy, ale równie¿ w pewnym zakresie wp³yn¹æ na wzrost popytu na
dobra i us³ugi, przy wy¿szej ni¿ przeciêtna sk³onnoœci do konsumpcji. Dodatkowo pewien zakres pomocy wynika z obowi¹zku tych, którym w ¿yciu siê
uda³o, wobec osób, które nie mia³y tyle szczêœcia. Pozytywnym aspektem pomocy jest równie¿ zmniejszenie poczucia deprywacji potrzeb i przeciwdzia³anie napiêciom spo³ecznym. Istotnym problemem jest jednak to, ¿e polska
polityka spo³eczna d¹¿y do unikania konfliktów kosztem dodatkowych nieefektywnych wydatków socjalnych, potêgowanych brakiem odwagi przepro-
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
wadzenia g³êbokich reform. Rozbudowany system œwiadczeñ spo³ecznych
wynikaj¹cy z doktryny instytucjonalnej zak³ada, ¿e czynnikiem sprzyjaj¹cym
wyrównywaniu szans, równoœci dostêpu oraz gwarancji w zakresie tzw. norm
minimalnych jest rozwój tzw. sfery sprawiedliwoœci poziomej. Niestety nale¿y
przy tym stanowczo stwierdziæ, ¿e powstawanie i rozwój instytucji spo³ecznych nie jest równoznaczny z efektywn¹ pomoc¹. Dodatkowo wa¿nym aspektem pomocy spo³ecznej jest wp³yw przesz³oœci na dzisiejsze odczucia ludnoœci. Trudno jest bowiem zerwaæ z rozbudowanym systemem opieki
socjalnej ze wzglêdu na prowadzon¹ do 1989 roku egalitarn¹ politykê pañstwa. Wiêkszoœæ grup spo³eczno-ekonomicznych przyzwyczai³o siê do sterowanej odgórnie dystrybucji zasi³ków i œwiadczeñ. Zmodyfikowany przez gospodarkê rynkow¹ system jest niedoskona³y ze wzglêdu na brak rozwi¹zañ
d³ugofalowych. Nie mniej jednak ograniczenie kwoty zasi³ków mog³oby staæ
siê stymuluj¹ce dla beneficjentów tej¿e pomocy. Ni¿sze transfery mog³yby
stworzyæ silniejsze bodŸce do podnoszenia kwalifikacji i podejmowania aktywnych dzia³añ. Orczyk (2005) zwraca uwagê, ¿e wysokie nak³ady na cele
spo³eczne powoduj¹ nie tylko dodatkowe obci¹¿enia przedsiêbiorstw, co
zmniejsza ich konkurencyjnoœæ rynkow¹, ale przede wszystkim tworz¹ nowe
podzia³y i kszta³tuj¹ nierównoœci w dostêpie do œwiadczeñ, a przez to tworz¹
nowe grupy pokrzywdzonych.
Sami beneficjenci pomocy zdaj¹ sobie sprawê, ¿e jest ona Ÿle ukierunkowana i wbrew pozorom nie sprzyja wychodzeniu z biedy, ale jednoczeœnie
stwierdzaj¹, ¿e sprzyja ona zaspokojeniu potrzeb chocia¿by w minimalnym
stopniu. Z przeprowadzonych badañ ludnoœci wiejskiej wynika, ¿e œwiadomoœæ tego ma co szósta osoba zagro¿ona ubóstwem (Kalinowski, 2009).
Œwiadczeniobiorcy zdaj¹ sobie sprawê, ¿e pomoc powinna mieæ charakter
przejœciowy miêdzy dochodami z pracy zakoñczonej a kolejnej podejmowanej. Jednoczeœnie widz¹c niedoskona³oœci systemu pomocowego bardzo czêsto zwracaj¹ uwagê, ¿e niewykorzystanie pomocy by³oby b³êdem z ich strony.
O z³ym ukierunkowaniu, wed³ug Kurowskiej (2008), mo¿e œwiadczyæ równie¿ fakt, ¿e do ludzi najubo¿szych (z pierwszego kwantyla) trafia niewiele
ponad 52% zasi³ków i œwiadczeñ pomocowych, 38,5% œwiadczeñ rodzinnych
i 44,1% dodatków mieszkaniowych.
Instytucje pomocy spo³ecznej nie prowadz¹ w wystarczaj¹cym stopniu aktywnej polityki przeciwdzia³ania ubóstwu i bezrobociu d³ugotrwa³emu. Brak
odpowiednich narzêdzi, a czêsto odpowiednio wykwalifikowanej kadry powoduje, ¿e instytucje te ograniczaj¹ siê g³ównie do dzia³añ pasywnych.
Istotn¹ wad¹ takiej bezpoœredniej pomocy jest jej krótkofalowy i zazwyczaj
powierzchowny charakter. Korzystniejszym rozwi¹zaniem jest tworzenie
217
218
S£AWOMIR KALINOWSKI
szans uzyskania pracy, a tak¿e tworzenia w³asnych mikroprzedsiêbiorstw, co
pozwoli³oby zaktywizowaæ beneficjentów pomocy i pobudziæ do dzia³añ
przyczyniaj¹cych siê do wzrostu ich zamo¿noœci. Do najwa¿niejszych elementów aktywizacyjnych nale¿y zaliczyæ rozwijanie gospodarki spo³ecznej, a tym
samym inkluzji osób, które uwa¿ano za trwale wykluczonych. Instytucje takie jak centra integracji spo³ecznej mog¹ s³u¿yæ m.in. jako element „dokapitalizowania” ludzi pochodz¹cych z „marginesu” spo³ecznego, poprawy ich samooceny, a tak¿e, a mo¿e przede wszystkim, s³u¿yæ jako miejsce zdobywania
umiejêtnoœci i praktyki. Drucker (1998) zauwa¿a, ¿e traktowanie ludzi jako
istot, które wymagaj¹ motywacji, uczestnictwa, satysfakcji, bodŸców i nagród, przywództwa, odpowiedniego statusu i funkcji, sprzyja wzrostowi ich
zaanga¿owania. Powstaje zatem pytanie: co robiæ, aby zachêciæ ludzi, którzy
traktowani s¹ jako trwale wykluczeni, do rozpoczêcia dzia³añ zmierzaj¹cych
do ich w³¹czenia w ¿ycie spo³eczne i ekonomiczne?
Jedn¹ z odpowiedzi na to pytanie jest zwiêkszenie skutecznoœci instytucji
pomocowych, a tak¿e urzêdów pracy w kreowaniu popytu na pracê i poda¿y
pracy zwi¹zanej z podnoszeniem kwalifikacji potencjalnych pracowników.
Nale¿y jednak zauwa¿yæ, ¿e o formach aktywizacji zawodowej w zasadniczej
mierze decyduje dostêpnoœæ œrodków finansowych, które starostowie poszczególnych powiatów s¹ w stanie rozdysponowaæ, w porozumieniu z radami zatrudnienia (Ruzik, 2010). Powstaje kolejne pytanie, czy zwiêkszona
w ostatnich latach iloœæ œrodków na szkolenia oraz na formy aktywne zwalczania bezrobocia faktycznie przynosz¹ istotne efekty? OdpowiedŸ na to pytanie daje m.in. Golinowska (2007), która zwraca uwagê, ¿e tradycyjne
narzêdzia aktywnej polityki spo³ecznej s¹ ma³o skuteczne. Rozwi¹zaniem
mog³yby byæ prace spo³ecznie u¿yteczne, spó³dzielnie socjalne, przedsiêbiorstwa spo³eczne czy te¿ centra integracji spo³ecznej, które — mimo ¿e ci¹gle
siê rozwijaj¹ — nadal s¹ rzadkoœci¹. Mog³yby one staæ siê przyczynkiem do
zwiêkszania aktywnoœci osób, jednak bardzo czêsto nadal odbierane s¹ pejoratywnie, co utrudnia ich rozwój. Uczestnictwo w takich formach aktywizacji
dla wielu osób oznacza stygmatyzacjê i formê naznaczenia jako osoby mniej
zaradnej ¿yciowo.
Wed³ug Wygnañskiego i Fr¹czaka (2008) nale¿y wprowadziæ w polityce
spo³ecznej wskaŸniki mierz¹ce efektywnoœæ prowadzonych dzia³añ. Mechanizmy ewaluacyjne mog³yby sprzyjaæ zwiêkszeniu skutecznoœci instytucji pomocowych, a w efekcie œrodki pieniê¿ne przeznaczane na ten cel przynosi³yby
oczekiwane skutki. Rol¹ pañstwa nie jest bowiem tylko bezrefleksyjna pomoc, pozbawiona przemyœleñ odnoœnie do stanu gospodarki, ale dzia³anie na
rzecz aktywizacji ca³ego spo³eczeñstwa. Obni¿enie podatków, preferencje dla
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
osób zak³adaj¹cych w³asn¹ dzia³alnoœæ czy te¿ ograniczenie biurokracji mog³oby przyczyniæ siê do poprawy poziomu ¿ycia spo³eczeñstwa, a tym samym
dobrodziejstwo rozwoju rozprzestrzenia³oby siê stopniowo na wszystkie osoby. Pojawia siê zatem pytanie: skoro jest to takie proste, dlaczego w³adze tym
siê nie zajmuj¹? Dlaczego dotychczas nie uproszczono przepisów oraz nie
stworzono warunków do rozwoju ma³ych przedsiêbiorstw?
Pocz¹tkowo tworz¹c system pomocowy oparty na samorz¹dach lokalnych
przewidywano, ¿e bêd¹ one pe³niæ wy³¹cznie funkcje pomocnicze w powrocie
na rynek pracy i do normalnego ¿ycia. Mia³y stanowiæ bodziec do poszukiwania pracy i jednoczeœnie zapewniæ minimum egzystencji. Jednak osoby korzystaj¹ce z pomocy bardzo szybko przyzwyczai³y siê do niej i nauczy³y korzystaæ
z dostêpnych instrumentów pomocowych. Nieszczêœcie, którym by³a utrata
pracy oraz œrodków do ¿ycia, dla czêœci z nich sta³o siê podstaw¹ bytu. Dodatkowo, co raz to nowe pomys³y partyjne, rozbudowuj¹ce system, doprowadzi³y do sytuacji, w której trudno jest zerwaæ z rozbudowanym systemem pomocy. Obecnie z pomocy korzysta ponad 1,3 mln rodzin, co œwiadczy, ¿e
funkcjonuj¹ce dotychczas rozwi¹zania nie sprawdzaj¹ siê. W niektórych województwach (warmiñsko-mazurskie i zachodniopomorskie) odsetek osób
utrzymuj¹cych siê z pomocy przekracza 40%.
Jednym z elementów sprzyjaj¹cych zmniejszaniu grupy osób korzystaj¹cych z pomocy mo¿liwe s¹ inwestycje w kapita³ ludzki. Z analiz wynika, ¿e
osoby z wy¿szym wykszta³ceniem maj¹ wiêksze zdolnoœci kreowania nowych
miejsc pracy i rozpoczynania dzia³alnoœci na w³asny rachunek. Jednoczeœnie
charakteryzuj¹ siê wiêksz¹ aktywnoœci¹ i odpowiedzialnoœci¹ za w³asne ¿ycie.
Osoby te czêœciej s¹ elastyczne w dzia³aniu, a podejmowane przez nie wysi³ki
s¹ bardziej innowacyjne. Zwi¹zane jest to wed³ug Frieske (2004) z poszukiwaniem innych obszarów dzia³ania i nowych instrumentów. Wobec tego poprawa poziomu kszta³cenia, wyposa¿anie ludnoœci w umiejêtnoœci niezbêdne
na lokalnym rynku pracy, a tak¿e wspó³praca dysfunkcyjnych rodzin z pracownikami socjalnymi czy te¿ asystentami rodziny mo¿e przyczyniæ siê do
poprawy ich sytuacji. Nale¿y jednak zwróciæ uwagê na efektywnoœæ dzia³añ,
w tym równie¿ na ich ekonomiczn¹ stronê. Popularne szkolenia dla bezrobotnych, nie doœæ ¿e s¹ kosztowne, to jednoczeœnie czêsto s¹ ma³o efektywne.
Z badañ wynika, ¿e ich efektywnoœæ jest najni¿sza z wszystkich form aktywizacji zawodowej (ok. 37%). Koszty przywracania osób wykluczonych s¹ bardzo
czêsto zawy¿ane, a ich ustalanie nie opiera siê na racjonalnoœci finansowej.
W celu poprawy ¿ycia ludnoœci, a tym samym ograniczenia liczby osób
pobieraj¹cych zasi³ki, nale¿y równie¿ promowaæ wszelkie przejawy dzia³añ
spo³ecznych. Rawls (1994) zauwa¿y³, ¿e kooperacja spo³eczna umo¿liwia
219
220
S£AWOMIR KALINOWSKI
wszystkim lepszy byt ni¿ ka¿dy móg³by osi¹gn¹æ na w³asn¹ rêkê. Stwierdzi³
równie¿, ¿e ka¿da osoba ma prawdo do jak najszerszej wolnoœci, mo¿liwej do
pogodzenia z podobn¹ wolnoœci¹ dla innych, oraz ¿e nierównoœci spo³eczne
i ekonomiczne powinny byæ tak u³o¿one, by stanowi³y korzyœæ dla ka¿dego
i wi¹za³y siê z pozycjami i urzêdami dla wszystkich otwartymi.
Utrzymywanie rozbudowanego systemu, w którym osoby korzystaj¹ce
z pomocy pozostaj¹ bierne zawodowo, nie œwiadcz¹ równie¿ ¿adnych dzia³añ
zwrotnych na rzecz pañstwa czy gminy, bêdzie w kolejnych latach powodowaæ kolejne koszty zarówno ekonomiczne, jak i spo³eczne. Zaniedbania kolejnych ekip rz¹dowych w konsekwencji bêd¹ prowadziæ do pogarszania siê sytuacji w tym zakresie. Co gorsze, uzale¿nienie od pomocy rodziców bêdzie
odbijaæ siê na dzieciach. Brak profilaktycznej pracy mo¿e sprzyjaæ dziedziczeniu œcie¿ki ¿yciowej rodziców, w efekcie prowadz¹c do konserwacji ubóstwa
na wiele lat. Œcie¿ka dziedziczenia sytuacji ¿yciowej m³odych osób zazwyczaj
wynika z koniecznoœci podjêcia pracy ju¿ w m³odym wieku, dla zaspokojenia
aktualnych potrzeb. Podjêcie aktywnoœci zawodowej prowadzi do zaniechania nauki b¹dŸ ukoñczenia jej na poziomie nieadekwatnym do potrzeb rynku
pracy. Osoby te pozbawione mo¿liwoœci kszta³cenia (same siê pozbawiaj¹ lub
zostaj¹ pozbawiane przez rodziców), w przysz³oœci nie maj¹ szans zdobycia
pracy, ewentualnie w przypadku redukcji zatrudnienia s¹ w pierwszej kolejnoœci jej pozbawiane. Ich niski poziom ¿ycia i brak œrodków powoduje, ¿e ich
dzieci równie¿ nie maj¹ szans na prawid³ow¹ œcie¿kê edukacji. Jak widaæ, takie b³êdne ko³o mo¿e trwaæ w nieskoñczonoœæ.
Istotnym problemem w systemie pomocowym jest fakt, ¿e pracownik socjalny ma ograniczon¹ decyzyjnoœæ w zakresie udzielanych œwiadczeñ. Jeœli
potencjalny beneficjent spe³nia przes³anki do otrzymywania pomocy, to nawet wiedz¹c, ¿e œrodki te zostan¹ zmarnotrawione, nie ma mo¿liwoœci zapobie¿enia tej sytuacji. Wsparcie udzielane jest gospodarstwom domowym, nawet jeœli istnieje przypuszczenie, i¿ nie nale¿y siê ono. Mimo ¿e pracownicy
OPS, MOPR czy PCPR mog¹ w przypadku marnotrawienia œwiadczeñ zamieniæ je na pomoc rzeczow¹ i us³ugow¹, rzadko korzystaj¹ z tej formy, poniewa¿ powoduje to dodatkowe trudnoœci. Nale¿y zatem stawiaæ wiêksze
wyzwania przed instytucjami pomocy spo³ecznej, która jednak nie mo¿e odbywaæ siê bez szerokiego wsparcia dla ich personelu. Mobilizacj¹ do wyjœcia
z pu³apki pomocy mo¿e byæ kontrakt socjalny, bêd¹cy umow¹ miêdzy pracownikiem socjalnym a osob¹ korzystaj¹c¹ z pomocy. W jego ramach pracownik jest zobowi¹zany do wykonywania m.in. prac spo³ecznie u¿ytecznych,
w liczbie godzin zwykle nie przekraczaj¹cych 10. Na tê formê aktywizacji
w 2010 roku skierowano 67,6 tys. osób i blisko 40% z nich uzyska³o zatrud-
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
nienie. Przeciêtny koszt uczestnictwa w tej formie aktywizacji wynosi³
w 2010 roku oko³o 612 z³, a przeciêtny koszt zatrudnienia 1597,12 z³. Ca³kowite wydatki na ten cel poch³onê³y z bud¿etu pañstwa 41,4 mln z³ (MPiPS,
2011). Niska efektywnoœæ tej formy przeciwdzia³ania bezrobociu wynika
g³ównie z faktu, ¿e kierowane s¹ do tych prac g³ównie osoby, których przywrócenie na rynek pracy jest szczególnie trudne (d³ugotrwale bezrobotni,
osoby z problemami alkoholowymi czy te¿ osoby bez wykszta³cenia). Mo¿na
zatem domniemywaæ, ¿e prace te s¹ tylko elementem krótkotrwa³ego przywracania osób bezrobotnych do spo³eczeñstwa. Nie mniej jednak mog¹ stanowiæ dla osób pozbawionych œrodków do ¿ycia czynnik mobilizuj¹cy do pozostawania aktywnym zawodowo, w efekcie równie¿ ograniczaæ liczbê osób
pobieraj¹cych zasi³ki. Gmina mo¿e zawiesiæ wyp³acanie zasi³ku, a nawet go
odebraæ, jeœli osoba odmawia podpisania kontraktu, ewentualnie nie realizuje
jego zapisów, jednak zbyt du¿a liczba beneficjentów pomocy powoduje, ¿e
forma ta nadal rzadko jest praktykowana, a jeœli ju¿ dojdzie do jego podpisania, nie zawsze przestrzega siê wszystkich jego zapisów. Istotnym efektem
kontraktu ma byæ aktywizacja beneficjentów wsparcia. Zak³ada siê, ¿e osoba
go wype³niaj¹ca przestanie korzystaæ z pomocy socjalnej, ewentualnie pomoc
ta bêdzie istotnie ograniczona. Niestety liczba podpisanych kontraktów nieznacznie przekracza 100 tys. osób.
Mo¿na zauwa¿yæ, ¿e dzisiejsza polityka socjalna, zamiast przynosiæ pozytywne efekty w postaci wzrostu gospodarczego, poprawy warunków ¿ycia ludnoœci ubogiej czy te¿ inkluzjê spo³eczn¹, prowadzi do utrwalania
ubóstwa na d³u¿szy czas. Mishra (1999) zauwa¿y³, ¿e w zglobalizowanym spo³eczeñstwie istnieje siedem przes³anek sugeruj¹cych nieefektywnoœæ œwiadczeñ:
— os³abiaj¹ zdolnoœæ rz¹dów do realizacji celów pe³nego zatrudnienia i wzrostu gospodarczego poprzez politykê reflacji;
— prowadz¹ do wzrostu nierównoœci, obni¿ki p³ac i pogorszenia warunków
zatrudnienia;
— wywieraj¹ niekorzystn¹ presjê na systemy ubezpieczeñ spo³ecznych i wydatki socjalne;
— kwestionuj¹ idee solidarnoœci spo³ecznej i ochrony socjalnej, sprzyjaj¹c
wzrostowi nierównoœci;
— podwa¿aj¹ zasadnoœæ komisji trójstronnych i zmieniaj¹ uk³ad si³ spo³ecznych;
— ograniczaj¹ spektrum rozwi¹zañ politycznych;
— prowadz¹ do narastaj¹cych konfliktów miêdzy gospodark¹ a logik¹ wspólnoty narodowej.
221
222
S£AWOMIR KALINOWSKI
Istnieje zatem koniecznoϾ rozwijania dyskusji na temat istoty aktywnej
polityki spo³ecznej. Wed³ug Karwackiego (2008), powinna ona przybieraæ
postaæ konsekwentnych dzia³añ w wymiarze kraju oraz wspólnoty europejskiej, na rzecz kreowania dobrobytu oraz zwalczania nierównoœci i spo³ecznego wykluczenia. Nie nale¿y jednak zapominaæ, ¿e postulat „praca zamiast
zasi³ku” wymaga wiêkszej aktywnoœci nie tylko obywateli, ale instytucji pomocowych. Jej realizacja uzale¿niona jest od zmian w samych instytucjach
pomocowych oraz podejœcia pracowników tych placówek. Wymaga ona od
wszystkich stron wiele wysi³ku, jednak konsekwencje mog¹ przynieœæ pozytywny skutek ekonomiczny i spo³eczny.
Powstaje pytanie, czy któr¹kolwiek partiê w Polsce, a mo¿e równie¿ na
œwiecie, staæ aby sformu³owanie nowej polityki spo³ecznej, której efektem jest
inkluzja spo³eczna?
Zakoñczenie
Analizuj¹c uzale¿nienie od pomocy spo³ecznej mo¿na zadaæ sobie pytanie, czy
w Polsce mo¿na mówiæ o pewnej podklasie osób, dla których pomoc spo³eczna jest elementem wiêkszej „zaradnoœci”? Oraz czym grupa ta ró¿ni siê od beneficjentów pomocy spo³ecznej, którzy bez tej pomocy nie mogliby faktycznie funkcjonowaæ? Mo¿na przyj¹æ tezê Starêgi-Piasek (2005), ¿e polityka
spo³eczna prowadzona w Polsce nie zwalcza ubóstwa, a wrêcz przeciwnie —
pomaga egzystowaæ pewnym grupom spo³ecznym na okreœlonym niskim poziomie. Mo¿na zatem konstatuj¹c stwierdziæ, ¿e dzia³ania instytucji pomocy
spo³ecznej nie mog¹ mieæ charakteru instytucji zajmuj¹cej siê obs³ug¹ beneficjentów oraz ich rejestracj¹ i wyp³at¹ zasi³ków. Wa¿ne jest korzystanie z narzêdzi, które ju¿ istniej¹, ewentualnie tworzyæ nowe, aby motywowaæ osoby
korzystaj¹ce z pomocy do wychodzenia z bezradnoœci. Nale¿y aktywowaæ
dzia³ania tej grupy i uzale¿niaæ wyp³atê zasi³ków od œwiadczeñ zwrotnych.
Ich wielkoœæ powinna sprzyjaæ zwiêkszonej aktywnoœci na rynku pracy i zachêcaæ do inkluzji. Musi w znacznie wiêkszym stopniu ni¿ dotychczas skupiaæ
siê na profilaktyce.
Dotychczas nie pojawi³y siê rozwi¹zania pozwalaj¹ce najs³abszym grupom
spo³ecznym partycypowaæ w korzyœciach wynikaj¹cych z przemian systemowych. W dalszym ci¹gu pog³êbia siê pauperyzacja, rozszerza siê strefa ubóstwa i rozrasta zbiorowoœæ osób zmarginalizowanych. Problemy te uzasadniaj¹ koniecznoœæ zintensyfikowania dzia³añ zapobiegaj¹cych wykluczeniu
spo³ecznemu. Jednak wa¿ne jest, aby pomoc ta mia³a przemyœlany charakter,
Niewolnicy pomocy — œwiadczenia spo³eczne jako czynnik dezaktywizuj¹cy
a prowadzone dzia³ania nie potêgowa³y biedy i patologicznych sytuacji, kiedy
to osoby, którym faktycznie pomoc siê nie nale¿y, korzysta³y z niej bez wiêkszych przeszkód.
Bibliografia
Bednarski, M., 2010. Wykluczenie spo³eczne a szara strefa w gospodarce. „Polityka Spo³eczna”, nr 9.
Drucker, P., 1998. Praktyka zarz¹dzania, Kraków.
Fr¹czak, P., Wygnañski, J.J., red., 2008. Polski model ekonomii spo³ecznej. Rekomendacje dla rozwoju, Warszawa.
Frieske, K., 2004. Utopie inkluzji. Sukcesy i pora¿ki programów integracji spo³ecznej. IPiSS, Warszawa.
Galor, Z., 2010. Socjologiczno-w³asnoœciowy sens problemu „gapowicza” — stosunki lumpenw³asnoœci w Polsce. W: Z. Galor, red. Odmiany ¿ycia spo³ecznego wspó³czesnej Polski, Poznañ.
Gazon, J., 2008. Ani bezrobocie, ani opieka spo³eczna, Warszawa.
Golinowska, S., Ruzik, S., Pieliñski, B., Gandziarowska, J., 2007. Praca lekarstwem na biedê
i wykluczenie. Strategie wobec pracy, Warszawa.
Hayek, F.A., 1976. Law, Legislation and Liberty, vol. 3, The Political Order of a Free People, Londyn.
Hume, D., 1952. Traktat o naturze ludzkiej. Przek³. C. Namierowski. Kraków.
Kalinowski, S., 2009. Subiektywne odczucia mieszkañców powiatu poznañskiego odnoœnie ubóstwa
i pomocy spo³ecznej. W: M. Gagacka, K. G³¹bicka, red. Wspó³czesne wyzwania dla lokalnej
polityki spo³ecznej, Radom.
Karwacki, A., 2008. Wyzwania spójnej polityki spo³ecznej. „Polityka Spo³eczna”, nr 9.
Kurowska, A., 2008. Sk¹d siê bierze bieda?, Zeszyty FOR, numer 5, Warszawa.
Leœ, E., 1991. Niepañstwowe podmioty polityki spo³ecznej i si³y postêpotwórcze w mikroskali. W:
A. Piekara, red. Terenowa polityka spo³eczna. Problemy rozwoju i postêpu spo³ecznego w mikroskali, Warszawa.
Leœ, E., 1997. Organizacje pozarz¹dowe w Polsce. W: A. Rajkiewicz, red. Spo³eczeñstwo polskie
w latach 1989 – 1996, Warszawa.
Leœ, E., 1999. Dzia³alnoœæ dobroczynna w Europie i Ameryce. Tradycje i wspó³czesnoœæ, Czêœæ III —
Od pozycji podw³adnego w opiekuñczym przedsiêwziêciu do wspó³dzia³ania z sektorem publicznym:
organizacje pozarz¹dowe po II wojnie œwiatowej, Warszawa.
Lund, B., 2010. Sprawiedliwoœæ rozdzielcza a polityka spo³eczna. W: M. Lavalette, A. Pratt, red.
Polityka Spo³eczna. Teorie, pojêcia, problemy, Warszawa.
Manow, P., 2001. Comparative Institutional Advantages of Welfare State Regimes and New Coalitions in Welfare State Reforms. W: P. Pierson, red. The New Politics of the Welfare State,
Oxford.
Mishra, R., 1999. Globalisation and the Welfare State, Cheltenham.
MPiPS, 2011. Efektywnoœæ podstawowych form aktywizacji zawodowej realizowanych w ramach programów na rzecz promocji zatrudnienia, ³agodzenia skutków bezrobocia i aktywizacji zawodowej
w 2010 roku, Warszawa.
Olson, M., 2006. Dobra publiczne i problem „pasa¿era na gapê”. W: A. Jasiñska-Kania, red.
Wspó³czesne teorie socjologiczne, t. 1, Warszawa.
223
224
S£AWOMIR KALINOWSKI
Orczyk, J., 2005. Polityka spo³eczna. Uwarunkowania i cele, Poznañ.
Rawls, J., 1994. Teoria sprawiedliwoœci, Warszawa.
Ringold, D., K¹sek, L., 2007. Social Assistance in the New EU Member States. Strengthening Performance and Labor Market Incentives. World Bank Working Paper, nr 117.
Ruzik, A., 2010. Aktywna polityka rynku pracy na szczeblach samorz¹du terytorialnego — sposób
na zwalczenie ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego. „Polityka Spo³eczna”, nr 9.
Rymsza, M., 2003. Aktywna polityka spo³eczna w teorii i praktyce. W: T. KaŸmierczak,
M. Rymsza, red. W stronê aktywnej polityki spo³ecznej, Warszawa.
Starêga-Piasek, J., 2005. Pomoc spo³eczna. Próba oceny funkcjonowania pomocy spo³ecznej w zwalczaniu ubóstwa i wykluczenia spo³ecznego. W: S. Golinowska, E. Tarkowska, I. Topiñska, red.
Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne. Badania, metody, wyniki. Warszawa.
Szypuliñski, Z., 1994. Stowarzyszenia, Poznañ.
Turnowiecki, W., 2000. Polityka spo³eczna, Gdañsk.
Wojciechowski, W., 2008. Co zrobiæ, aby wiêcej Polaków pracowa³o? Raport FOR i Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Warszawa.
Slaves to aid — social benefits as a factor of deactivation
Summary
The place of social aid and benefits in the modern world were discussed in the paper.
The issue of dependence on social assistance was undertaken. The aim of the elaboration is to define how the modern assistance should look like, considering fair and
just redistribution of income as well as adjustment of social policy priorities to the
contemporary realities. The paper stresses a deactivating character of social benefits
and slavement to social benefits of social aid beneficiaries. The lack of consequence
of aid institutions, which instead of including people to the society cause the social
exclusion, was emphasised as well.
MACIEJ DÊBSKI
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia?
Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
nad ¿yciem religijnym osób bezdomnych
Aby poznaæ siebie, trzeba lepiej poznaæ Innych, móc siê z nimi porównaæ,
zmierzyæ, skonfrontowaæ. Inni s¹ zwierciad³em, w którym my siê przygl¹damy”
R. Kapuœciñski (2006)
Przyjmuj¹c za³o¿enie, ¿e wystêpowanie problemów spo³ecznych jest elementem konstytuuj¹cym spo³eczeñstwo (Maris, 1988: 6) mo¿na wskazaæ, i¿ problem bezdomnoœci na sta³e wpisa³ siê w rzeczywistoœæ spo³eczn¹ polskich
miast. W zale¿noœci od wieku mieszkañców, posiadania b¹dŸ nieposiadania
pracy, sytuacji rodzinnej (w rodzinie za³o¿onej i rodzinie pochodzenia, i miejsca
zamieszkania, przybiera on b¹dŸ traci na sile i swojej wyrazistoœci. Bezdomnoœæ, bêd¹ca w krêgu zainteresowania teoretyków reprezentuj¹cych ró¿norodne
dziedziny naukowe, staje siê coraz bardziej wyabstrahowana od innych wa¿nych
kwestii spo³ecznych (takich jak ubóstwo, alkoholizm, przemoc w rodzinie czy
przestêpczoœæ), tym samym przestaj¹c byæ intelektualn¹ w³asnoœci¹ jednej
dziedziny nauki, na przyk³ad socjologii. Z natury swojej interdyscyplinarna
mo¿e byæ (owa bezdomnoœæ) udzia³em zarówno nauk spo³ecznych, jak równie¿
przedmiotem zainteresowania religijnego, artystycznego, dziennikarskiego czy
ekonomicznego (Frysztacki, 2009). Owa interdyscyplinarnoœæ interesuj¹cego
nas zjawiska wymusza stosowanie nie tylko ró¿norodnych ujêæ i koncepcji teoretycznych (których widocznym przejawem jest problem wieloœci definicji
oraz jej typologii — Pindral, 2010: 31 i nast.), ale równie¿ wszechstronnych
form praktycznego wsparcia osób wykluczonych mieszkaniowo. Analizuj¹c
dostêpn¹ w Polsce najnowsz¹ literaturê z zakresu problematyki bezdomnoœci
mo¿na zauwa¿yæ, ¿e prze¿ywa ona swoisty naukowy renesans1. Roœnie rów1 Na gruncie nauki polskiej o problemie bezdomnoœci pisze siê coraz czêœciej, ukazuj¹c jej ró¿-
norodne oblicza i manifestacje (Pisarska, 1993; Bartosz, B³a¿ej, 1995; Moczuk, 1999; Piekut-Brodzka, 2000; Przymeñski, 2001; Duracz-Walczak, 2001/2002; Stankiewicz, 2002; Goli-
226
MACIEJ DÊBSKI
nie¿ liczba dedykowanych temu problemowi badañ (najczêœciej o charakterze
lokalnym), których liczne „praktyczne” wnioski i rekomendacje wskazuj¹, ¿e
dla wielu gmin w Polsce (szczególnie du¿ych aglomeracji miejskich) rozwi¹zanie problemu bezdomnoœci coraz czêœciej staje siê zadaniem priorytetowym.
Zwiêkszone zainteresowanie problematyk¹ bezdomnoœci widoczne jest równie¿ w uniwersyteckim nauczaniu polskich studentów, czego dowodem mo¿e
byæ realizacja obligatoryjnych b¹dŸ fakultatywnych zajêæ dedykowanych spo³ecznym aspektom bezdomnoœci czy profilaktyce bezdomnoœci.
Myœl¹c o bezdomnoœci postrzegam j¹ z jednej strony — jako spo³eczny
proces (samo)wykluczania, trwa³ego wy³¹czania z ¿ycia spo³ecznego, z drugiej
zaœ — jako prze¿ywanie sytuacji kryzysowej i jej psychologiczne konsekwencje, takie jak stereotypizacja, uzale¿nienie od pomocy, wyuczona bezradnoœæ.
Pozostawiaj¹c na uboczu wszelkiego rodzaju sporne kwestie definicyjne (o których jeszcze wspomnê), jak równie¿ fakt, ¿e bezdomnoœæ jest niew¹tpliwie problemem spo³ecznym, warto podkreœliæ indywidualny tragizm osób bezdomnych zwi¹zany z brakiem wizji wyjœcia z krytycznej sytuacji ¿yciowej
i towarzysz¹cy temu stan apatii, depresji, stygmatyzacji i poczucia bycia „innym”. Owa innoœæ nie wynika z biedy osób bezdomnych, ale z faktu, ¿e ³¹czy
ich specyficzny rodzaj to¿samoœci, budowanej z elementów, które z jednej strony s¹ wspólne dla wszystkich osób bezdomnych, z drugiej — s¹ wy³¹czne
(niedostêpne dla pozosta³ych osób „domnych”). Niekiedy o osobach bezdomnych mówi siê w kontekœcie nieprzypisania (Oliwa-Ciesielska, 2006), innym
razem dostrzega siê w nich ludzi „luŸnych2” (Nó¿ka, 2006). Na potrzeby pracy
przyjmujê baumanowsk¹ wizjê osób wykluczonych jako osób „zbêdnych” : Byæ
„zbêdnym” znaczy byæ nadliczbowym, niepotrzebnym, bezu¿ytecznym — niezale¿nie
od tego, jaki rodzaj potrzeb i po¿ytków okreœla standard u¿ytecznoœci nieodzownoœci.
Inni ciê nie potrzebuj¹; poradz¹ sobie równie dobrze — a nawet lepiej — bez ciebie.
Nie istnieje ¿aden oczywisty powód twojej obecnoœci i nie ma podstaw, byœ móg³ domagaæ
siê prawa do pozostania. Uznaæ kogoœ za „zbêdnego” znaczy wyrzuciæ go dlatego, ¿e
przeznaczony jest do wyrzucenia, jak pusta i bezzwrotna plastikowa butelka albo zu¿yta jednorazowa strzykawka, nieatrakcyjny towar, na który nie ma nabywców, albo beznowska, Tarkowska, Kopiñska, 2005; Oliwa-Ciesielska, 2006; Piekut-Brodzka, 2006; Œledzianowski,
2006; Mazur, 2006; Duracz-Walczak, 2007; Grabarczyk, 2007; Mendel, 2007; Dêbska-Cenian,
Cis, Maj, Prusak 2007; Browarczyk, 2008; Chwaszcz, 2008; Dêbski, Stachura, 2008; Dêbski,
Retowski, 2008; Dêbska-Cenian, Olech, 2008; Browarczyk, Dêbski, 2010, Dêbski, 2010; Browarczyk, Dêbski, Maj 2011, Bielecka-Prus, Rydzewski, Maciejewska 2011, Duda 2011).
W opracowaniach naukowych coraz czêœciej zjawisko bezdomnoœci kojarzone jest z innymi problemami, takimi jak przemoc w rodzinie, przestêpczoœæ czy uzale¿nienia, o bezdomnoœci pisze siê
równie¿ w powi¹zaniu np. z polityk¹ spo³eczn¹, prac¹ socjaln¹, mieszkalnictwem.
2
W kontekœcie problematyki w³óczêgostwa
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
u¿yteczny, wybrakowany lub uszkodzony produkt zdjêty z taœmy przez kontrolerów jakoœci.„Zbêdnoœæ” dzieli swe pole znaczeniowe z takimi s³owami, jak „odrzuty”,
„wyrzutki”, „œmieci” — krótko mówi¹c, odpady. Przeznaczeniem bezrobotnych, tej
„rezerwowej armii pracy”, by³ powrót do czynnej s³u¿by. Przeznaczeniem odpadów jest
œmietnik, wysypisko œmieci (Bauman, 2004:25)3. Bauman dodaje w swoim wywodzie, i¿ stosunek do osób zbêdnych pozosta³ej czêœci spo³eczeñstwa charakteryzuje siê przede wszystkim obojêtnoœci¹ (gdy¿ nie znajduje siê powodów,
aby traciæ czas na coœ, co zdaje siê byæ nieprzydatne), w pozytywnym odruchu
litoœci¹ czy mi³osierdziem, lecz nie solidarnoœci¹.
Wydaje siê, ¿e zbêdnoœæ dzisiejszych osób bezdomnych wynika z przemian
spo³eczno-gospodarczych, jakie zasz³y na pocz¹tku lat dziewiêædziesi¹tych
XX wieku. Mówi¹ o tym one same, czêsto wskazuj¹c, ¿e ich bezdomnoœæ
zwi¹zana by³a z utrat¹ pracy, bezrobociem lat dziewiêædziesi¹tych czy utrat¹
mieszkania zak³adowego. Dotychczasowe wykszta³cenie i umiejêtnoœci osób
dzisiaj bezdomnych, w wyniku zmian gospodarczych (np. restrukturyzacja
sektora górnictwa czy sektora stoczniowego), sta³y siê zbêdne i niedopasowane do nowych warunków ekonomicznych i „zapotrzebowañ” spo³ecznych.
O ludziach zbêdnych (jednak¿e w s³u¿bie przemocy) pisa³ ju¿ ponad osiemdziesi¹t lat temu wybitny polski socjolog — Stefan Czarnowski. Za osoby
zbêdne autor uznaje takie, które nie maj¹ ¿adnego sta³ego zatrudnienia, nie
wykonuj¹ ¿adnego zawodu, to ludzie spo³ecznie nieklasyfikowani, którzy zarabiaj¹ wyœwiadczaniem drobnych dorywczych us³ug, np.: zajêciem miejsca
w ogonku dla kogoœ, dla kogo czas jest drogi, albo odnoszenie paczek, albo otwieraniem
drzwiczek samochodów i rozpinaniem parasola nad wysiadaj¹cymi wystrojonymi damami (Czarnowski, 1956:188). Czarnowski, dziel¹c czasy na okresy stabilne
i niestabilne, przyznaje, ¿e w tych drugich, w okresach wielkich przemian socjalnych i politycznych dostrzegamy, ¿e znaczenie elementów marginesowych wzmaga siê
ogromnie, w miarê jak nastêpuje ich pomno¿enie (Czarnowski, 1956:188).
Kontekst prowadzonych badañ, ich metodyka oraz kwestie definicyjne
Realizuj¹c od 2003 roku badania wœród osób bezdomnych zastanawia³em siê
czêsto, w jakim aspekcie ¿ycia spo³ecznego osoby te nie s¹ wykluczone (lub
same siê nie wykluczaj¹). Innymi s³owy poszukiwa³em takiego aspektu ¿ycia,
3
Jak wskazuje P. Sa³ustowicz pojawienie siê pojêcia „ludzi zbêdnych” musi budziæ powa¿ny
niepokój, gdy¿ „mo¿e ono doskonale s³u¿yæ jako legitymacja dla mechanizmów spo³ecznych, których skutkiem jest marginalizacja, a jednoczeœnie jako usprawiedliwienie dla »odmowy« dzielenia siê mo¿liwoœciami
z tymi, których naznaczono jako »zbêdnych« (2006:1)
227
228
MACIEJ DÊBSKI
który nie czyni³by osób bezdomnych podkategori¹ ludzi, nie czyni³by ich innymi. Doszed³em do wniosku (³¹cz¹c przy tym wczeœniejsze pasje naukowe
z zakresu socjologii religii), ¿e obszarem takim mo¿e byæ religia, ¿ycie duchowe czy religijnoœæ (praktyczny wymiar religii). Aby dojœæ do takiego przekonania, musia³em postawiæ sobie trzy zasadnicze za³o¿enia, które determinowaæ bêd¹ dalszy mój wywód:
a) cz³owiek sk³ada siê z dwóch istot: pierwsza z nich to cz³owiek, który jak
ka¿dy z nas ma swoje smutki i radoœci, swoje dobre i z³e chwile, jest chory
b¹dŸ zdrowy, szczêœliwy czy nie. Drug¹ istotê ludzk¹, o wiele wa¿niejsz¹ dla
funkcjonowania spo³eczeñstw, stanowi cz³owiek, który jest noœnikiem wartoœci, jest nosicielem wierzeñ, przekonañ i wartoœci. Uczestniczy on w mniejszym lub wiêkszym stopniu w kulturze jako odbiorca b¹dŸ jej twórca. Zale¿noœæ pomiêdzy obiema istotami jest po pierwsze dynamiczna, ruchliwa
i zmienna, po drugie zawsze wspó³wystêpuj¹ca. Oznacza to, ¿e nie istnieje
cz³owiek jedynie w czystej istocie pierwszej czy drugiej, ale obie sfery w cz³owieku nieustannie siê przenikaj¹;
b) wszyscy ludzie s¹ równi wobec transcendencji, w któr¹ wierz¹;
c) ka¿dy cz³owiek dopuszcza mo¿liwoœæ istnienia ¿ycia pozaempirycznego.
Przegl¹daj¹c polsk¹ literaturê przedmiotu, trudno szukaæ opracowañ dotycz¹cych religijnoœci osób bezdomnych4. Pierwsze próby naukowego opisu
w tym zakresie podj¹³em w roku 2007, rok póŸniej publikuj¹c szczegó³owy
raport z badañ (Dêbski, 2008a). W tamtym czasie, przy pomocy Towarzystwa Pomocy im. œw. Brata Alberta, przeprowadzi³em badania na próbie 520
osób bezdomnych zamieszkuj¹cych pomorskie placówki instytucjonalnego
wsparcia (noclegownie, schroniska, domy dla osób bezdomnych). Zastosowan¹ wówczas metod¹ by³ kwestionariusz ankiety (który w ostatecznoœci
okaza³ siê ma³o odpowiedni¹ metod¹ do prowadzenia tego typu badañ), którego g³ównym celem by³o okreœlenie stopnia religijnoœci koœcielnej osób wykluczonych mieszkaniowo (Dêbski, 2004:342 – 344). Dokonuj¹c opisu statystycznego zebranego materia³u empirycznego w roku 2007 doszed³em do
wniosku, i¿ badania ¿ycia religijnego osób bezdomnych nale¿y powtórzyæ,
4 W tym kontekœcie warto zwróciæ uwagê na rozwa¿ania trzech autorek zawarte w publikacji
z zakresu socjologii religii z roku 2010 (Borowik, Dyczewska, Litak, 2010). W publikacji tej autorki w sposób wyczerpuj¹cy przedstawi³y wspó³czesne przemiany religijnoœci Polaków w kontekœcie doœwiadczania okreœlonych problemów spo³ecznych. W badaniach prowadzonych przez Borowik, Dyczewsk¹ oraz Litak religia rozpatrywana jest pod k¹tem dobrostanu — welfare, a jej
zewnêtrzna implikacja — instytucja koœcio³a nastawiona jest na jego przywracanie b¹dŸ kultywowanie.
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
modyfikuj¹c metodê badawcz¹ i w³¹czaj¹c now¹. W konsekwencji, w ramach
badañ w³asnych (BW 71A0-5-0322-7), jak równie¿ w ramach prowadzonych zajêæ dydaktycznych zrealizowa³em, a nastêpnie opracowa³em wyniki
badania ¿ycia religijnego osób bezdomnych, które w cz¹stkowej postaci prezentujê poni¿ej5. Pomimo tego, ¿e interesuj¹cym mnie tematem zajmujê siê
ponownie po up³ywie 4 lat, wci¹¿ traktujê proces badawczy w sposób pilota¿owy. Ponownie zmuszony jestem przyznaæ, ¿e badania nad ¿yciem religijnym osób bezdomnych i jego wp³ywem na radzenie sobie z bezdomnoœci¹
i proces reintegracji spo³ecznej nale¿y powtórzyæ, o czym bêdê pisaæ szczegó³owo w zakoñczeniu artyku³u.
Jak ju¿ wy¿ej wspomnia³em, podstawê empiryczn¹ realizowanych badañ
oraz wniosków z nich p³yn¹cych stanowi¹ z jednej strony zestandaryzowane wywiady kwestionariuszowe, przeprowadzone wœród 191 osób bezdomnych zamieszkuj¹cych placówki instytucjonalnego wsparcia na terenie miasta Gdañska oraz Gdyni (noclegownie, schroniska oraz domy dla osób
bezdomnych), z drugiej zaœ 16 indywidualnych wywiadów pog³êbionych,
prowadzonych w oparciu o przygotowane wczeœniej dyspozycje do wywiadu. Bior¹c pod uwagê fakt prowadzenia badania wœród osób bezdomnych (doœwiadczenie w³asne pozwala mi uznaæ ten typ respondentów za
jeden z „trudniejszych” badawczo) wydaje siê, ¿e zastosowanie mieszanej
metody badawczej (iloœciowej oraz jakoœciowej) jest adekwatne i jednoczeœnie optymalne (Tashakkori, Creswell, 2007). Oprócz pytañ o charakterze spo³eczno-demograficznym (p³eæ, wiek, wykszta³cenie, stan zdrowia, okres bezdomnoœci, stan cywilny) w kwestionariuszu wywiadu
znalaz³y siê pytania dotycz¹ce sytuacji bezdomnoœci (przyczyny bezdomnoœci, d³ugoœæ trwania bezdomnoœci, postrzeganie szans na wyjœcie z bezdomnoœci), z drugiej zaœ pytano osoby bezdomne o ró¿norodne formy ¿ycia religijnego (stosunek do wiary, praktyki religijne, moralnoœæ i wartoœci,
wa¿noœæ modlitwy, wiara w dogmaty, zagadnienia zwi¹zane z doœwiadczeniem religijnym). W analizie statystycznej, w czêœci iloœciowej prowadzonych badañ, zwrócono przede wszystkim uwagê na to, czy to, co religijne,
wp³ywa na modele radzenia sobie w sytuacji bezdomnoœci. Do tego celu
wykorzystano modele Brickmana (1982), które w badaniach psychospo³ecznego profilu osób bezdomnych w Trójmieœcie zastosowali w roku 2008
5
W tym miejscu chcia³bym podziêkowaæ wszystkim moim studentom zaanga¿owanym
w proces realizacji badañ terenowych, jak równie¿ w pomys³ tworzenia narzêdzia badawczego.
Podziêkowania kierujê wobec studentów socjologii, którzy uczêszczali na zajêcia poœwiêcone konstruowaniu narzêdzi badawczych oraz realizacji procesu badawczego, jak równie¿ wobec studentów pedagogiki w ramach realizacji zajêæ poœwiêconych profilaktyce bezdomnoœci.
229
230
MACIEJ DÊBSKI
S. Retowski oraz A. Dêbska-Cenian (Retowski, Dêbska-Cenian,
2008:438)6.
Drugie badanie, którego wyniki zosta³y niejako wplecione pomiêdzy iloœciowe dane statystyczne ujête w postaci tabel i wykresów, oparte zosta³o na
16 wywiadach pog³êbionych prowadzonych z osobami bezdomnymi. Przeprowadzone badania jakoœciowe stanowi¹ nie tylko proste uzupe³nienie danych liczbowych, lecz pokazuj¹ swoistego rodzaju kontekst wypowiedzi osób
bezdomnych. Dziêki prezentacji najwa¿niejszych i najbardziej istotnych wypowiedzi, istnieje mo¿liwoœæ lepszego zrozumienia tego, co uda³o siê zaobserwowaæ na wykresach i w tabelach. Takie zestawienie wyników obu badañ
prowadzonych odmiennymi metodami daje w moim przekonaniu mo¿liwoœæ
kreœlenia bardziej pe³nego obrazu ¿ycia religijnego osób bezdomnych. W³¹czenie wyników pochodz¹cych z obu badañ do jednolitego opracowania jest
dla mnie o tyle wa¿ne, o ile dochodzi do sytuacji (a tak jest w przypadku prowadzonych przeze mnie badañ nad ¿yciem religijnym osób bezdomnych),
w której wyniki badañ jakoœciowych zdaj¹ siê potwierdzaæ zebrane wyniki
badañ iloœciowych. Problematyka prowadzonych badañ jakoœciowych skoncentrowana by³a wokó³ nastêpuj¹cych pytañ badawczych:
a) co to znaczy byæ osob¹ religijn¹ i czym jest religia dla badanych osób?
b) czy i jak religia i bycie osob¹ religijn¹ wp³ywa na ¿ycie codzienne?
c) czy religia i Bóg wp³ywaj¹ na stan bezdomnoœci osób bezdomnych?
d) jaki jest obraz Boga wœród badanych osób?
e) jaka jest rola Boga w codziennym ¿yciu?
f) jaki charakter posiada modlitwa prywatna?
g) jaki jest wp³yw religii na ¿ycie codzienne?
Trudno mówiæ o jednomyœlnoœci autorów w wyjaœnianiu zjawiska religijnoœci, jednak w wiêkszoœci koncepcji stwierdza siê, ¿e konstytuuj¹c¹ cech¹ religijnoœci jest wp³yw religii na ¿ycie psychiczne i zachowanie siê ludzi lub
w wê¿szym zakresie na zachowania religijne ludzi. Trudnoœci owe wynikaj¹
przede wszystkim z problemów czysto definicyjnych, zaœ odpowiedzenie sobie na pytanie, czym jest religia i religijnoœæ, jak j¹ zmierzyæ i policzyæ, staje
6
Autorzy ci w swoim opracowaniu wskazuj¹, i¿ lokowanie przyczyn bezdomnoœci poza
w³asn¹ osob¹ jest doskona³¹ metod¹ przezwyciê¿ania trudnoœci ¿yciowych wynikaj¹cych z sytuacji
bezdomnoœci. Nawi¹zuj¹c do Brickmannowskich modeli radzenia sobie z ró¿nymi problemami
¿yciowymi (Brickmann, 1982) mo¿na powiedzieæ, ¿e osoby bezdomne bardzo czêsto reprezentuj¹
model kompensacyjny, wed³ug którego z jednej strony nie czuj¹ siê osobami odpowiedzialnymi za
powstanie problemu ¿yciowego, z drugiej zaœ czuj¹ siê odpowiedzialni za jego rozwi¹zanie. W badaniach psychospo³ecznego profilu osób bezdomnych w Trójmieœcie po³owa badanych osób reprezentowa³a w³aœnie taki model (Retowski, Dêbska-Cenian, 2008: 438).
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
siê dla wielu autorów, równie¿ i dla mnie, bardzo powa¿nym problemem metodologicznym. Od przyjêtej definicji bowiem zale¿eæ bêdzie proces operacjonalizacji parametrów oraz wskaŸników religijnoœci, jak równie¿ sama budowa
narzêdzia badawczego. W tej pracy pod pojêciem religijnoœæ rozumiem podzielany i spe³niany przez grupê ludzi zbiór instytucjonalnych wierzeñ, wartoœci i symboli oraz zwi¹zanych z nimi zachowañ, które wynikaj¹ z rozró¿nienia rzeczywistoœci empirycznej i pozaempirycznej oraz z przyporz¹dkowania
znaczenia spraw rzeczywistoœci empirycznej sprawom rzeczywistoœci pozaempirycznej (Piwowarski, 1977, s.22). Oznacza to, ¿e w opracowaniu tym
koncentrujê siê przede wszystkim na koœcielnych przejawach religijnoœci,
które w badaniu zoperacjonalizowane zosta³y za pomoc¹ parametrów religijnoœci opisanych przez amerykañskich socjologów Ch. Glocka i R. Starka
(2003) a uzupe³nione przez W. Piwowarskiego (1996: 55 – 66). Nie oznacza
to jednak, ¿e takie pojêcia, jak prywatyzacja religii czy jej indywidualizacja s¹
dla mnie pojêciami nieistotnymi. Z pe³n¹ œwiadomoœci¹ zrezygnowa³em
z analizy dwóch parametrów: wiedzy religijnej oraz parametru ideologicznego. Powodem podjêcia takiej decyzji jest po pierwsze fakt, ¿e generalnie rzecz
ujmuj¹c wiedza z zakresu religii Polaków nie stoi na najwy¿szym poziomie
i raczej nale¿y mówiæ o niewiedzy ni¿ o wiedzy religijnej polskiego spo³eczeñstwa. Po drugie przyj¹³em za³o¿enie, ¿e religijnoœæ koœcielna w du¿ej mierze
ukonstytuowana jest przez tzw. koœció³ ludowy, charakteryzuj¹cy siê dogmatycznym podejœciem do wiary. Opisuj¹c problem bezdomnoœci, na potrzeby
pracy przyjmujê definicjê A. Przymeñskiego, który bezdomnoœæ rozumie jako
„sytuacjê osób lub rodzin, które w danym czasie nie posiadaj¹ i w³asnym staraniem nie mog¹ zapewniæ sobie takiego schronienia, które mog³yby uwa¿aæ
za swoje, i które spe³nia³oby minimalne warunki pozwalaj¹ce uznaæ je za pomieszczenie mieszkalne” (Przymeñski, 1998).
Zanim przejdê do prezentacji najwa¿niejszych wyników badañ prowadzonych nad ¿yciem religijnym osób bezdomnych chcia³bym skupiæ uwagê czytelnika na kwestie bezpoœrednio zwi¹zane z sytuacj¹ bezdomnoœci oraz na cechy spo³eczno-demograficzne, jakimi odznaczaj¹ siê badane osoby. Jak ju¿
wspomnia³em, w badaniu iloœciowym wziê³o udzia³ 191 osób bezdomnych,
z czego zdecydowana wiêkszoœæ (155 osób, czyli 81,2%) stanowili mê¿czyŸni.
Badani respondenci przeciêtnie posiadali 51,8 lat, 63,3% osób by³o starszych
ni¿ wyliczona œrednia arytmetyczna. Osoby bior¹ce udzia³ w badaniu najczêœciej ujawnia³y fakt bycia osob¹ rozwiedzion¹ (42,6%), deklaruj¹c jednoczeœnie
¿ycie w samotnoœci (80,6%). Dwie trzecie badanych osób bezdomnych przyzna³o, ¿e posiada ¿yj¹ce dzieci (65,4%) oraz ¿e w okresie dzieciñstwa (do 15
roku ¿ycia) zamieszkiwali na terenie du¿ej aglomeracji miejskiej (najczêœciej
231
232
MACIEJ DÊBSKI
by³y to miasta, w których realizowane by³y badania, czyli Gdañsk i Gdynia).
Pod wzglêdem wykszta³cenia w badanej próbie dominowa³y osoby z wykszta³ceniem zawodowym (42,1%) oraz osoby z wykszta³ceniem podstawowym b¹dŸ niepe³nym podstawowym (23,7%). Na wykszta³cenie wy¿sze
wskazywa³o jedynie 6,3% badanych osób bezdomnych. Zgodnie ze wstêpnymi przypuszczeniami, ponad po³owa respondentów ocenia³a swoj¹ aktualn¹
sytuacjê jako z³¹, b¹dŸ bardzo z³¹ (51%). Analizuj¹c pokrótce sytuacjê ¿yciow¹ osób bezdomnych mo¿na powiedzieæ, ¿e zasadniczo nie ró¿ni siê ona od
tej, która jest przedmiotem cyklicznych badañ prowadzonych przez œrodowisko zogniskowane wokó³ Pomorskiego Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci w Gdañsku (Dêbski 2003, 2007a, 2008a, 2010; Dêbski, Olech,
2005). Przeciêtny czas trwania bezdomnoœci badanych osób wynosi 7,3 roku
i jest zdecydowanie wy¿szy u mê¿czyzn (7,9 lat) ni¿ u kobiet (4,7 lat). Stosuj¹c podzia³ zaproponowany przez M. JaŸdzikowskiego (2000) mo¿na powiedzieæ, ¿e co trzecia badana osoba (31,9%) znajduje siê we wstêpnej fazie
bezdomnoœci (do 2 lat), 16,2% badanych w fazie ostrzegawczej (od 2 do
4 lat), 7,9% w fazie adaptacyjnej (od 4 do 6 lat), 18,8% w fazie chronicznej
(od 6 do 10 lat). Osób d³ugotrwale bezdomnych (powy¿ej 10 lat) w badanej
próbie znajduje siê a¿ 25,1%. G³ównymi przyczynami jednostkowymi bezdomnoœci w opinii badanych osób okaza³y siê: rozpad zwi¹zku partnerskiego
(33% wskazañ) oraz alkoholizm (28,6%). W przypadku systemowych przyczyn bezdomnoœci badani najczêœciej wskazywali na eksmisjê oraz wymeldowanie (40,4%), bezrobocie (23,9%) oraz wypêdzenie z mieszkania przez
rodzinê/wspó³lokatorów z powodu konfliktów (23,4%). Opisuj¹c pokrótce
sytuacjê ¿yciow¹ osób bezdomnych, warto równie¿ wskazaæ na fakt, i¿ ponad
po³owa z nich czuje siê winna w³asnej sytuacji ¿yciowej zwi¹zanej z brakiem
dachu nad g³ow¹ (57,5%) a 47,4% osób wskazuje, i¿ to oni sami ponosz¹ odpowiedzialnoœæ za w³asn¹ bezdomnoœæ.
Globalny stosunek do wiary
Bez wiary nie ma ¿ycia takiego. £atwiej znosi mi siê wszystko, t¹ sytuacjê, któr¹ mam
obecnie z wiar¹, poniewa¿ ¿yje lepiej mi siê z k³opotami, które mam, w ogóle z sytuacj¹,
która mnie obecnie otacza. Wiara jest mi potrzebna w³aœnie do tego, na lepsze jutro. Na
poprawienie swojej sytuacji. Nadzieja przede wszystkim. Bez wiary podejrzewam no nie
by³oby mnie ju¿ tutaj i nie mog³abym znieœæ tego. No wiara to jest wszystko. Wiara to
jest wiara w lepsze jutro. Bóg pomaga, modlitwa pomaga i jest ³atwiej znieœæ trudy
(fragment wywiadu z bezdomn¹ kobiet¹)
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
Badanie tzw. globalnych postaw wobec wiary (g³êboko wierz¹cy, wierz¹cy,
niezdecydowany, obojêtny wobec religii, niewierz¹cy, przeciwnik religii) oraz
œwiadomoœci zmian w³asnych postaw opiera siê na samoocenach respondentów i tylko w ogromnym przybli¿eniu charakteryzuje religijnoœæ. Treœæ tych
deklaracji jest niekiedy zmienna i uzale¿niona od rozmaitych czynników psychicznych, spo³ecznych i politycznych, warunkuj¹cych ujawniony stosunek
ludnoœci do religii. Parametr globalnych postaw wobec religii, zwany niekiedy globalnym wyznaniem wiary, wprowadzili do socjologii L. Dingemans
i J. Rémy (1966: 117 – 118). Parametr ten opisuje identyfikacjê poszczególnej jednostki z okreœlon¹ grup¹ wyznaniow¹ oraz subiektywn¹ si³ê tej identyfikacji. Kryterium globalnego wyznania wiary nie pyta równie¿ o wiêŸ z Koœcio³em jako instytucj¹ czy wspólnot¹ ludzi wierz¹cych. W praktyce badawczej
w Polsce parametr globalnych wyznañ wiary zawiera nie tylko identyfikacjê
wyznaniow¹, ale i okreœlenie ogólnego stosunku do religii (pozytywny, niezdecydowany, obojêtny, negatywny), jak równie¿ okreœlenie samej wiary
(g³êboko wierz¹cy, wierz¹cy). Najczêœciej w literaturze socjologicznej mo¿emy spotkaæ autodeklaracjê wiary zawart¹ w itemie: g³êboko wierz¹cy,
wierz¹cy, niezdecydowany, ale przywi¹zany do tradycji, obojêtny religijnie
oraz niewierz¹cy. Taki te¿ podzia³ zastosowa³em w niniejszych badaniach.
Z rozk³adu czêstoœci interesuj¹cych nas zmiennych wynika, ¿e 87,4% badanych osób zadeklarowa³a przynale¿noœæ do Koœcio³a katolickiego, kolejnych
9% osób stwierdzi³a, ¿e do ¿adnej denominacji koœcielnej nie przynale¿y.
Z przeprowadzonych badañ wynika ponadto, ¿e ponad po³owa badanych
osób bezdomnych okreœli³a siebie mianem wierz¹cych (53,4%), kolejne 18%
to osoby g³êboko wierz¹ce. Co dziesi¹ta osoba bior¹ca udzia³ w badaniu to
osoba niewierz¹ca (10,6%) b¹dŸ obojêtna religijnie (9%). Tyle¿ samo osób
wyra¿a swoj¹ w¹tpliwoœæ w zakresie w³asnego stosunku do wiary, wskazuj¹c
na odpowiedŸ œwiadcz¹c¹ o religijnym niezdecydowaniu (9%). Kiedy pytamy
osoby bezdomne jak bardzo czuj¹ siê zwi¹zane z w³asn¹ grup¹ religijn¹, okazuje siê, ¿e dominuj¹ dwie odpowiedzi: w ogóle niezwi¹zany (22,7%) oraz
zwi¹zany (22%). Œredni poziom powi¹zania obliczony na skali od 1 do 77 wyniós³ w przypadku badanych osób bezdomnych poziom 4,1 punktu. Oznacza
to, ¿e badane osoby postrzegaj¹ samych siebie bardziej jako osoby zwi¹zane
z w³asn¹ grup¹ religijn¹ ni¿ niezwi¹zane. Relatywnie silnej identyfikacji religijnej (przynajmniej na poziomie autodeklaracji wiary) towarzyszy równie¿
wiara w istnienie Boga ponad ka¿d¹ w¹tpliwoœæ (55,3%), w przypadku
7 (1) w ogóle nie zwi¹zany; (2) nie zwi¹zany, (3) raczej nie zwi¹zany, (4) ani zwi¹zany/ ani nie
zwi¹zany, (5) raczej zwi¹zany, (6) zwi¹zany, (7) bardzo mocno zwi¹zany
233
234
MACIEJ DÊBSKI
17,6% osoby przyznaj¹, ¿e choæ wierz¹ w Boga, miewaj¹ niekiedy chwile religijnego zw¹tpienia. Prawie co czwarta osoba (22,3%) wyrazi³a swoje przekonanie, ¿e Bóg nie istnieje. Niezale¿nie od tego, czy osoby bezdomne uczestnicz¹ w praktykach religijnych, 80,1% badanych uznaje siê za osobê religijn¹,
13,3% jest odmiennego zdania. 6,6% w sposób zdecydowany przyzna³a siê
do przyjêcia postawy ateizmu religijnego.
Po analizie wypowiedzi osób bezdomnych zebranych podczas indywidualnego wywiadu pog³êbionego okazuje siê, ¿e odpowiedzi osób bezdomnych na
pytanie, co oznacza dla nich samych byæ osob¹ wierz¹c¹, s¹ bardzo zró¿nicowane. Dla jednych oznacza to po prostu uczestnictwo w praktykach religijnych, takich jak uczêszczanie na nabo¿eñstwa czy udzia³ w modlitwie. Taka
perspektywa wyraŸnie przebija i góruje nad innymi, o których powiem w dalszej czêœci materia³u:
Znaczy, przede wszystkim przestrzegaæ zasad Biblii, braæ udzia³ w uroczystoœciach koœcielnych i stosowaæ siê do swojego sumienia
Bycie osob¹ wierz¹c¹ to bycie osob¹ praktykuj¹c¹. Wierzyæ w Boga a tym samym praktykowaæ codzienn¹ modlitwê. Msza œwiêta, na ile to jest mo¿liwe. Uczestniczyæ, jednym
s³owem w mszy œwiêtej, w ró¿nych takich nabo¿eñstwach religijnych
Ach, osoba wierz¹ca. To znaczy to jest tak, dla mnie osoba wierz¹ca, która uczêszcza do
Koœcio³a przyk³adowo. Znaczy mo¿e nie czêsto, ale uczêszcza
To ka¿dy cz³owiek ma jakieœ wyznanie, nie? I jeden wierzy na przyk³ad w religiê powiedzmy tam kurde Bliskiego Wschodu. W Iranie na przyk³ad tak samo znowu, jakiœ tam Islam
jest i ró¿ne s¹, jak to siê nazywa, tak zwane od³amy, nie? A wiêkszoœæ przecie¿ na œwiecie, co
jest to jest ludzi, którzy s¹ katolikami i chrzeœcijanami, nie? I jak to siê mówi, wiêkszoœæ ludzi w to wierzy, jednak ta religia jest najbardziej potê¿na i najbardziej wiarygodna, nie?
W porównaniu do tych innych (nf) …jak tam, nie wiem, Jehowy. Ró¿ne tam siê te mo¿na
powiedzieæ… wy³oni³o, mówi¹ niektórzy, ¿e to s¹ od³amy… mo¿na to tak nawet te¿ powiedzieæ. Ale te¿ ja uwa¿am, ¿e wiêkszoœæ ludzi t¹ wiarê praktykuje. Dlatego… dlatego no…
Drugi wyraŸny kontekst, jaki mo¿na zanotowaæ w zakresie odpowiedzi na
pytanie co to znaczy byæ osob¹ wierz¹c¹, dotyczy bycia po prostu dobrym
cz³owiekiem. W tego rodzaju wypowiedziach na znaczeniu zyskuje pomaganie innym, którzy tej pomocy potrzebuj¹:
Osoba wierz¹ca to taka, która stara siê w miarê swoich mo¿liwoœci pomagaæ innym. No
i przede wszystkim przestrzega podstawowych zasady wiary, na przyk³ad dziesiêciu przykazañ. Ale oprócz tego ja jeszcze myœlê, ¿e takie sprawy jak litoœæ czy pomoc komuœ, czy
pomagaæ... znaczy tak jak zaznaczy³em tam. Ale jeszcze tam pomóc komuœ tam, nie-
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
pe³nosprawnemu coœ takiego. Uczêszczaæ do spowiedzi, przyjmowaæ sakramenty, takie
podstawowe rzeczy…
Bardzo istotny kontekst zauwa¿alny w prowadzonych badaniach odnosi
siê do sytuacji, w której bycie osob¹ wierz¹c¹ oznacza po prostu wiarê w lepsze jutro. Taka perspektywa nie oznacza jednak w prostej linii, ¿e wypowiedzi
osób bezdomnych pozbawione s¹ cech odnoszenia siê do ¿ycia religijnego.
W poni¿szych przyk³adach jasno widaæ, ¿e wiara w lepsze jutro (to znaczy bycie osob¹ wierz¹c¹) w sposób œcis³y ³¹czy siê z postaci¹ Boga:
No to sama wiara, wierzê ¿e kiedyœ coœ mi siê tam zmieni i Pan Bóg mi pomo¿e. A tak
poza tym… siê wierzy tak jak siê wierzy… No ja myœlê, ¿e w jakimœ stopniu — z reszt¹
— jak ja pomagam Panu Bogu to niech mi pomo¿e Pan Bóg. Ja Pani powiem tak…. Jak
tam mia³em, tu¿ przed operacj¹, w Akademii Medycznej w Gdañsku, szed³em na operacjê jako drugi, za mn¹ szed³ kolega, no le¿a³ obok mnie, no i ju¿ le¿a³ na ³ó¿ku nie, ja
mówi ,, No to Andrzej z Bogiem!’’, przepraszam, ¿e tak powiem, on powiedzia³ ,,A tam
chuj z Bogiem!’’, no i pojechali z nim. Pó³ godziny nie ma, godzinê nie ma, dwie godziny
nie ma, trzy godziny ….. przychodzi pielêgniarka, ja pyta ,,Gdzie nasz kolega?’’ , ona
mówi: ,,W narkozie by³, ju¿ siê nie przebudzi³…’’. Dlatego, ¿e powiedzia³ ,,Chuj z Bogiem’’. Ja poszed³em na operacjê, prze¿egna³em siê, powiedzia³em ,,Panie Bo¿e daj
….[NZ]’’, no i prze¿y³em, no i ¿yjê do dzisiaj
mieæ w ¿yciu jakieœ idea³y, jakieœ… coœ. Jakieœ swoje plany, jakieœ doœwiadczenia. w³aœnie
dziêki wierze mo¿na to wszystko jakoœ pozbieraæ do kupy. Czasami s¹ sytuacje, których nie
mo¿emy ogarn¹æ nawet rozumem. W³aœnie jakieœ dziwne, coœ przykrego nas w ¿yciu spotyka i w ¿aden racjonalny sposób nie mo¿na wyjaœniæ przyczyny tego zjawiska, dlaczego to
siê sta³o akurat dzisiaj, akurat teraz. no ale dziêki czemuœ musia³o siê staæ. ja uwa¿am, ¿e
tylko wiara jest w stanie to wyt³umaczyæ. tego siê nie da w namacalny, racjonalny sposób
wyt³umaczyæ ale w jakiœ sposób, to co dzieje siê wokó³ nas wyt³umaczyæ trzeba
Naprawdê wierzê zawsze w jednego Boga. I ¿e on nie jest rychliwy ale sprawiedliwy. ¯e
kiedyœ mi siê powiedzie, ¿e bêdê mia³a ja dobrze. I tak, jak jest tam napisane, ¿e pierwsi
bêd¹ ostatnimi, bo tak mama zawsze mi mówi³a. A ostatni, bêd¹ pierwszymi. I w to wierzê, ¿e kiedyœ tak bêdzie. ¯e ja bêdê t¹…no w sumie, bo ju¿ teraz to odczu³am, ¿e wychodzê na wierzch. Bo mam to docenione, co robiê, jak ¿yjê. Mi to ju¿ stopniowo idzie do
góry, nie w dó³, tylko w³aœnie do góry. Tak¿e, nawet po dzieciach widzê, ¿e te¿ s¹ inne,
moje dzieci, ni¿ tutaj co s¹. Tak¿e, owocuje to na tym…na tej wierze, ¿e uczê ich, ¿e maj¹
byæ dobre, ¿eby nie k³amaæ, ¿eby najgorsza prawda, ale jest zawsze prawd¹. I to owocuje
prêdzej, czy póŸniej. Mi na przyk³ad dzieci, to nigdy nie powiedz¹ z³ego s³owa na mnie,
chocia¿ mam doros³¹ ju¿ córê. Nigdy mi nie powiedzia³y jeszcze nic z³ego.
Niektóre wypowiedzi, w przeciwieñstwie do powy¿ej zapisanych, koncentruj¹ siê na Bogu, przy jednoczesnej silnej negacji koœcio³a zinstytucjonalizowanego. Oto przyk³ad:
235
236
MACIEJ DÊBSKI
Wierzê, ale nie w papie¿a, tylko w Boga. Bóg stworzy³ œwiat, niebo, wszystko co jest na
ziemi i pod ziemi¹. Sk¹d to siê wziê³o, my tu chodzimy, ¿yjemy? Bóg, a kto przyroda?
A przyrodê kto stworzy³? Pyta mnie Pani dlaczego ja tak rozumujê. Pyta mnie Pani dlaczego ja tak rozumujê? Bo ja czytam Pismo œwiête lata ju¿. Pismo œwiête, a Pismo Œwiête
jest jedno na ca³ym œwiecie. Nie ma dwóch, trzech. To nie pisa³ ¿aden tam poeta ani pisarz, tylko pisali aposto³owie. Aposto³owie to byli synowie Chrystusa, nie synowie tylko
z Chrystusem chodzili. Do koœcio³a nie chodzê, a nie bêdê Pani t³umaczy³ dlaczego. I tak
to jest wszystko jeden fa³sz i ob³uda, koœcio³y te co s¹. Chrystus powiedzia³ przyjdzie czas,
tylko czas nie wiadomo sto lat czy piêæset, nie wiadomo. Chrystus tak mówi³ przyjdzie
czas, ¿e.. Do arcykap³anów tak powiedzia³ jak go siê pytali. ¯e nie bêdzie tutaj kamieñ na
kamieniu tu nie bêdzie który nie bêdzie rozwalony ten koœció³. A jak przyjdzie trzêsienie
ziemi to Watykan siê zapadnie w ziemiê.
Swobodne rozmowy prowadzone z osobami bezdomnymi wskazuj¹, i¿ bycie osob¹ wierz¹c¹ to niekoniecznie wiara w Boga, lecz w istnienie jakiejœ nadprzyrodzonej si³y. To przejaw daleko posuniêtej prywatyzacji religii, w której
to same osoby nadaj¹ znaczenia temu, w co wierz¹. Z wypowiedzi poni¿ej jasno wynika, ¿e badana osoba nie chce uto¿samiaæ podmiotu swojej wiary
z czymœ bardzo okreœlonym i zantropomorfizowanym — z Bogiem:
Ja nie wierzê.. Bóg, ja bêd¹c dzieckiem, dla mnie Bóg by³ czymœ, jest do tej pory jak¹œ..
czymœ nieosi¹galnym, czymœ o czym cz³owiek nie ma pojêcia. Bóg jako taki.. Cz³owiek,
który.. ludzie którzy nie wiedz¹, nie znaj¹ istoty sprawy, boj¹ siê tego, prawda? Boimy siê
nieznanego. Ludzie siê boj¹ Boga. A dlaczego siê trzeba Boga baæ? Ja uwa¿am, ¿e Boga
siê nie mo¿na baæ. Bo Bóg, nawet w wierze ka¿dej jest dobrem, prawda? A nie mo¿na siê
baæ dobra. Bo dobro nic z³ego mi nie zrobi, prawda? Ii s³uchaj¹c tego co Koœció³ naucza,
wywnioskowa³em, ¿e faktycznie, istnieje coœ takiego, coœ, jakaœ si³a nadprzyrodzona, która kieruje nami, ale nie mo¿na.. uwa¿am, ¿e ludzie nazwali To, ¿eby im by³o ³atwiej po
prostu okreœliæ, bo coœ.. wszyscy, ludzie maj¹ tak¹ tendencjê do tego do nazywania rzeczy.
Zwierzê je trawê, ale ono nie nazywa tego traw¹
Warto wskazaæ, ¿e niektóre wypowiedzi osób bezdomnych œwiadcz¹
o tym, i¿ trudno w sposób jednoznaczny okreœliæ, co to znaczy byæ osob¹
wierz¹c¹. W poni¿ej zaprezentowanym przyk³adzie w sposób zdecydowany
wybrzmiewa dyskurs miêdzy wiar¹ a rozumem, co w konsekwencji prowadzi
respondenta do odró¿nienia wiary w koœció³ instytucjonalny oraz wiarê w Boga. Trzeba przyznaæ, ¿e tak dojrza³e wypowiedzi osób bezdomnych zdarza³y
siê bardzo rzadko:
Nie mogê odpowiedzieæ na to pytanie, czy jestem wierz¹cy czy niewierz¹cy. Nie umiem
z tego powodu, bo nie wiem, czym jest wiara. Wiem samo okreœlenie s³owo wiara, ale
wiara je¿eli chodzi o Boga, bo to mamy na myœli. Bogu co, ludzie generalnie pojmuj¹, czy
jakaœ si³ê, wy¿sz¹, nie mam przekonania z tego powodu. Nie umiem wierzyæ. Ja zbyt
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
du¿o rzeczy biorê na rozum, staram siê analizowaæ, myœleæ i w miejsce Boga chyba za
du¿o zastêpujê w swoim ¿yciu, w swoim dzia³aniu myœleniem. Nie polegam, na Bogu
ca³kowicie. Nie umiem wierzyæ w taki ca³kowity oddany sposób, ¿eby siê oddaæ wierze,
ale to siê chyba bierze z tego, ¿e nie mam przekonania do istnienia Boga jako takiego. To
znaczy, brakuje mi dowodów, to brzydko brzmi, ale ja zawsze okreœla³em siebie jako takiego niewiernego Tomasza. Tak to funkcjonuje, natomiast, czy ja wierzê…? Znaczy ja
bardzo bym chcia³ wierzyæ, ja chcia³bym siê poœwiêciæ wierze, w taki sposób, ¿eby móc
umieæ medytowaæ, ¿eby móc oddzieliæ rzeczy tego œwiata, od rzeczy œwiata, który gdzieœ
tam pojmuje, czy rozumiemy jako ten boski œwiat. Bo tego w³aœnie inne potrafiê dlatego
mam w¹tpliwoœci, czy ja wierzê. Znaczy generalnie zaliczam siê do ludzi wierz¹cych, jako
katolik wierz¹cy, ale to wiara coœ tak, sprowadza siê do koœcio³a i my to tak uto¿samiamy.
Znaczy my.. ja uto¿samiam. Wiara to koœció³. Tu siê w³¹cza moje myœlenie i ja to rozdzielam. Wiarê od koœcio³a. Koœció³ jest instytucj¹, a wiara jest taka duchowoœci¹ i dlatego,
no nie umiem pogodziæ, nie umiem pogodziæ, nie umiem w³aœnie dzia³aæ na takiej zasadzie ogólnie przyjêtej, tzn. takiej, ¿e jak wierzy to powinien chodziæ do koœcio³a, to powinien braæ udzia³ we mszach œwiêtych, to powinien chodziæ do spowiedzi. To ja to jakoœ
ró¿nicuje, wydaje mi siê, moj¹ miar¹, miar¹ mojej wiary s¹ moje uczynki, o tak bym powiedzia³. Dla mnie wyznacznikiem jest dziesiêcioro przykazañ, ale to siê znowu sprowadza bardziej do takiej strony moralnej, a nie do strony wiary. Do to co jest przedstawione
w dziesiêciorgu przykazañ, bo to siê wi¹¿e ju¿ œciœle… ale to znowu myœlenie. Bo znowu
mamy to jedno bóstwo, ale religia jako tak stworzy³ siê przecie¿ na przestrzeni wieków
i powsta³a w³aœciwie z wielobóstwa. Wielobóstwo gdzieœ tam siê wyodrêbni³o, a póŸniej
dopiero jedno bóstwo. Nie wiem czy wczeœniej by³a, gdzieœ wiara w jednego Boga gdzieœ
na œwiecie. Czy gdzieœ tam wierzyli w jednego Boga gdzieœ na œwiecie.
Kolejne znaczenie, jakie uda³o siê wydobyæ z prowadzonych badañ jakoœciowych, odnosi siê do sytuacji, w której osoby bezdomne mówi¹c o swojej
wierze, o tym, co dla nich oznacza byæ osob¹ wierz¹c¹, zawieraj¹ w swojej wypowiedzi nie tylko powi¹zanie z koœcio³em instytucjonalnym i praktykowaniem, ale równie¿ treœci odnosz¹ce siê do w³asnej m³odoœci, do domu rodzinnego:
Bycie osob¹ wierz¹c¹ to przede wszystkim wiara w Boga. No i …¿e… nie wiem jak to siê
mówi… W rodzinie wszyscy s¹ wierz¹cy i to od dziecka ju¿, jak to siê mówi, by³em tak
samo i przyjêty i do bierzmowania, tak¿e z pokolenia na pokolenie byli chrzeœcijanami, s¹
wierz¹cymi. Tak¿e to ju¿ od m³odoœci od praktycznie m³odych… (nf) by³o przekazywane,
o tak to mo¿na powiedzieæ, przekazywane jest, no i…. Teraz to wiêkszoœæ raczej
m³odzie¿, to ciê¿ko ¿eby posz³a do, jak to siê mówi, do koœcio³a. Taka jest prawda. Oni teraz licz¹ tylko jakieœ tam walkman’y, komórki, jak to siê mówi, taka prawda, komputery
im w g³owie. Ju¿ to nie jest ta m³odzie¿ co by³a kiedyœ. Kiedyœ to by³o ca³kiem co innego,
a teraz to znowu inaczej. W ogóle ta technika te¿ jest z jednej strony dobra, a z drugiej
strony nie. Bo ta m³odzie¿, jak to siê mówi, rozpuœci³a, mo¿na to tak powiedzieæ, przez t¹
technikê. Ju¿ nie ma tego co by³o kiedyœ. Wiara powinno byæ przekazywana jak to siê
mówi, nie wiem. Ja tak by³em uczony przynajmniej, ¿e siê do Koœcio³a sz³o, jak to siê mó-
237
238
MACIEJ DÊBSKI
wi, co niedziele, tam na religiê, na przyjêcia, do bierzmowania. To nie s¹ ¿adne z³e rzeczy,
które mog³yby zaszkodziæ cz³owiekowi”.
Wiele osób bezdomnych w trakcie wypowiadania siê o podstawach w³asnej
wiary wskazywa³o, ¿e ¿ycie religijne w du¿ej mierze zale¿y od w³asnych przemyœleñ i przekonañ. W poni¿ej przytoczonej wypowiedzi jednego z respondentów, treœci koncentruj¹ siê wokó³ stwierdzenia, i¿ wiara jest kwesti¹ prywatn¹ i samemu trzeba j¹ „poczuæ”, aby byæ osob¹ wierz¹c¹. Znamienny
w wywiadach prowadzonych z osobami bezdomnymi by³ fakt, ¿e osoby te czêsto odnosi³y swoj¹ wiarê i jej realizacjê do konkretnych przestrzeni, znanych im
z codziennego ¿ycia. Najczêœciej by³a to okreœlona œwi¹tynia, obraz, miejsce:
„Trzeba to czuæ, tak uwa¿am. Nie mo¿na na si³ê, w ogóle to spo³eczeñstwo robi b³¹d, ¿e
na si³ê „dziecko idŸ do koœcio³a”, ono musi chcieæ, bo je¿eli go zaprowadzi, zaniesie jak
jest malutki ok, ale potem? Potem to mu siê mo¿e coœ wrêcz odwrotnego narobiæ. On
musi czuæ t¹ wiarê. Przecie¿ s¹ ludzie, którzy s¹ ochrzczeni w wieku 17 – 18 lat, 19.
W ka¿dym wieku mo¿na siê ochrzciæ. Te sakramenty mo¿na wype³niæ w ka¿dym wieku.
to nie jest, ¿e masz tyle lat to rób teraz tak. Wiara to nie jest nakaz. Religia te¿ nie. To jest
po prostu. Cz³owiek po prostu musi sam to czuæ, sam chcieæ, bo do wiary nie mo¿na namawiaæ, ani zmuszaæ, bo to jest bardzo prywatna. I cz³owiek musi siê z tym dobrze czuæ,
bo co to jest za sens: modlitwa — odklepanie pacierza na pamiêæ, je¿eli on tego pacierza
nie rozumie, je¿eli on naprawdê nie rozmawia z Bogiem. On mówi dla œwiêtego spokoju,
nawet nie wie co mówi, on za chwilê uczestniczy w kazaniu, ale nawet nie wie co ten
ksi¹dz mówi³, tak? Wiêc to jest dla mnie bez sensu. Lepiej nie iœæ do koœcio³a, lepiej pójdŸ
sobie po cichu w modlitwie siê skup, tak jak ja czêsto robi³am. I mi to na przyk³ad bardziej skutek. A ja jestem osob¹ bardzo wierz¹c¹, a na mszy ju¿ dawno nie by³am, nie
uczestniczy³am we mszy, bo po prostu nie mogê siê skupiæ. Ja potrzebujê czasu, do koœcio³a chodzê prawie, przed chorob¹, codziennie uczestniczy³am. Chodzê, mam ulubiony
koœció³ek na Œwiêtojañskiej, malutki. Tam mam swojego œwiêtego Judê Tadeusza, tam
jest skupienie w o³tarzyku, tam siê uklêknê, pomodlê i dla mnie to jest skutek wtedy tak.
Ja wiem, ¿e ja wychodzê z tego koœcio³a taka uspokojona. Nikt mnie nie zmusza do tego,
przecie¿ ja sama od siebie i obserwujê du¿o osób tak chodzi samych od siebie. To jest
w³aœnie sens wtedy, ta ja widzê wtedy sens”.
Z przeprowadzonych badañ jakoœciowych w sposób jednoznaczny daje siê
zauwa¿yæ, jak wielki wp³yw na ¿ycie religijne osób bezdomnych mieli (a niekiedy wci¹¿ maj¹) rodzice i wychowanie religijne. Czêstym w¹tkiem pojawiaj¹cym siê w wypowiedziach osób bezdomnych jest ten, który wskazuje, i¿
to matki naszych rozmówców przede wszystkim by³y odpowiedzialne za wychowanie religijne w rodzinie. Pytaj¹c o rolê rodziców w kszta³towaniu wiary osób
bezdomnych stwierdzamy, ze na plan pierwszy wysuwa siê sytuacja, w której
w sposób szczegó³owy opisywany jest problem alkoholizmu ojca/ojczyma:
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
Po prostu mnie wysy³ali na religiê, nie? Na lekcje religii, do koœcio³a. No pierwsze kroki,
które siê zaczynaj¹, nie? Jak rodzice prowadz¹ do koœcio³a i tak dalej. PóŸniej religia i pilnuj¹ tego, ¿eby dziecko jednak uczêszcza³o. No to s¹ podstawy, po prostu by³y mi wpojone, nie? A póŸniej to wiadomo, no, cz³owiek siê rozwija. PóŸniej jak jest pierwsza komunia, bierzmowanie, to duch œwiêty dzia³a. Mo¿e nie natychmiast, od razu, ale poprzez ileœ
tam lat, cz³owiek dochodzi do… dojrzewa po prostu do wiary, nie?
Chodzenia do koœcio³a nauczy³a mnie mama, tak mi mama wpoi³a i tak te¿ siê staram to
wykonywaæ. To tak zosta³o w rodzinie, tata ma³o chodzi³ do koœcio³a, mama za to co niedziela, tata nie, tata nie wierzy³. Wierzy³ tylko w wódê i w wino. Chodzi³ w Œwiêta coœ
tam, w pogrzeb — to szed³, ale tak to nie… Zreszt¹, mia³ ma³o czasu, w lesie pracowa³
to mia³ ma³o czasu
Tam (w domu, przypis autora!) nie by³o tego, ¿eby do koœcio³a nie iœæ, na religiê… O takich rzeczach… prze¿egnaj siê… Takie rzeczy to by³y normalnie na porz¹dku, jak to siê
mówi, dziennym. Tak¿e to jest te¿ przekazywane, tak to siê mówi. Tak samo jak stare
drzewo chce siê nagi¹æ. Tak to jest to samo. To jest przekazywane z pokolenia na pokolenie, jest normalna harmonia, to jest ca³kiem co innego, nie? A teraz to ju¿ ciê¿ko, ciê¿ko.
To zale¿y w jakie… w jakie towarzystwo znów wpadnie tam dzieciak, w jakim siê obraca,
to siê œmiej¹ z niego. To te¿ nie takie proste, jak to siê mówi.
Jak siê jest ma³ym dzieckiem, to siê patrzy na rodziców. Ludzie, których my obserwujemy co robi¹ itd. U mnie by³o tak strasznie w rodzinie, bo moja mama mnie tylko wychowywa³a od ma³ego i nie by³o czasu na modlitwê. Znaczy od dziecka… PóŸniej jak
tam mia³am, trzynaœcie, szesnaœcie lat, no to zjawi³ siê mój ojczym itd. Wtedy pamiêtam, ¿e by³o tak ró¿nie. Znaczy mój ojczym w ogólnie siê nie modli³, w ogóle nie chodzi³ do Koœcio³a. Mówi³, ¿e jest chrzeœcijaninem, ale nie chodzi³. To go nie obchodzi³o.
Mama za to, te¿ mówi³a chodŸ na t¹ niedzieln¹, pomimo, ¿e sama nie chodzi³a. To ja
tak, jak mama nie chodzi to ja te¿ nie. No ale chodzi³am z niedowierzaniem w Tego
Boga. Nie modliliœmy siê tak w domu. Pamiêtam czas taki, by³a pielgrzymka, nie pamiêtam gdzie, wtedy moja mama sz³a na t¹ pielgrzymkê. Przysz³a z tej pielgrzymki
taka zadowolona, cieszy³a siê. Mówi³a, Pan Jezus tam jest i to by³o takie przemienienie
tylko na te parê dni, bo nawet zrobi³a zeszyt w domu. Tydzieñ czasu by³a modlitwa
w moim domu, mama zrobi³a zeszyt i ka¿dy z rodzeñstwa bêdzie siê tego dnia modli³.
To by³ fajny taki wspólny czas, bo my siê razem wspólnie modliliœmy. Ale to tydzieñ
czasu trwa³, a póŸniej znik³o. Moja mama chodzi³a tak i … ró¿nie. Wiêc ja tak patrzy³am te¿ du¿o na rodziców. No ale, myœlê, ¿e Pan Bóg wiedzia³ co robi i pokierowa³
mnie na dobr¹ drogê. Nie mówiê, ¿e moja mama by³a nie wierz¹ca. Broñ Bo¿e nie. By³a
wierz¹ca. Kiedyœ napotka³am jak siê modli³a, ró¿aniec odmawia³a. Czterdzieœci lat,
wiêc m³od¹ osob¹ i z ró¿añcem. No i patrzy³am na to, ¿e niby nic takiego nie jest, a jednak siê modli. No, ale nie mia³am takiej wiary w Boga jak na rodziców patrzy³am. No,
ale Pan Bóg pokierowa³ mnie, tak jak mia³o byæ, taka by³a wola Pana Boga. Mo¿e te¿
chcia³, ¿ebym sama nauczy³a siê spojrzeæ na Niego, a nie przez rodziców. ¯ebym na niego sama spojrza³a, w jakiœ sposób. No, ale mo¿e nie da³ mi rodziców, da³ mi innych ludzi. Da³ mi ksiêdza, wspólnotê, no i to jest piêkne.
239
240
MACIEJ DÊBSKI
Niektóre z wypowiedzi wskazywa³y, ¿e socjalizacja religijna doœwiadczana
w dzieciñstwie ma b¹dŸ mo¿e mieæ zasadnicze znaczenie dla prze¿ywania sytuacji kryzysowych. Jedna z respondentek przyzna³a w swojej wypowiedzi, ¿e
czego siê nauczy³a od rodziców w zakresie wartoœci, to co w ¿yciu wa¿ne, bardzo jej pomaga prze¿ywaæ w³asn¹ bezdomnoœæ:
No, ¿e je¿eli siê w takiej rodzinie siê cz³owiek wychowuje tak jak ja, to myœlê, ¿e potem
te wartoœci procentuj¹ w ¿yciu codziennym, dlatego ¿e potrafi sobie cz³owiek radziæ
z trudnoœciami tego ¿ycia. Nigdy sobie nie wyobra¿a³am, ¿eby trafiæ do takiego miejsca
i ¿e bêdê w stanie je zaakceptowaæ. Bo trafiæ to jest jedno, a zaakceptowaæ to jest drugie. To jest sztuka. Ja obserwujê ludzi, którzy tu mieszkaj¹, mieszkam tak jakby obok
ju¿, w tej chwili jestem tu wy¿ej, to tam mam inne warunki trochê, ale na dole ciê¿ko
by³o siê przestawiæ. Gdyby cz³owiek nie zaakceptowa³ tej sytuacji tak¹ w jakiej siê znalaz³, nie ¿y³ zgodnie ze samym sob¹ i z tymi wartoœciami, które wyniós³ z domu, podejrzewam, ¿e no mo¿e by mnie ju¿ tu nie by³o, no mo¿e bym trafi³a, wpad³a, no mo¿e
cz³owiek by mia³ jakieœ myœli samobójcze.. No ró¿nie to bywa, tutaj ciê¿ko jest zaakceptowaæ tak¹ sytuacjê. A mi nie by³o a¿ tak trudno, no mieszkam ju¿ tu trochê, tylko
dziêki temu, ¿e potrafi³am byæ dobra dla ludzi, szanowa³am inne osoby, wszystko jedno
jaki, uwa¿am ¿e ka¿dy jest cz³owiekiem, ka¿dy wymaga na szacunek, wszystko jedno
jaki on siê pokazuje dla mnie. Ja nie mia³am tu problemów ¿adnych, ale widzê co siê
dzieje, jaki jest stosunek jeden do drugiego. To jest w³aœnie ta z³oœæ, ta agresja, te z³o.
Bez wiary, ¿e to jest wydaje mi siê
Do parametru globalnego stosunku do wiary mo¿na w³¹czyæ pytania
mówi¹ce o zmianie poziomu religijnoœci na przestrzeni okreœlonego czasu.
W przypadku realizowanych badañ przyj¹³em, ¿e poziom obecnej wiary osób
bezdomnych odniosê do wiary sprzed okresu bezdomnoœci8. Jak wskazuj¹ poni¿sze dane, mo¿na powiedzieæ, ¿e poziom wiary w odniesieniu do okresu
poprzedzaj¹cego okres bezdomnoœci b¹dŸ czas stawania siê osob¹ bezdomn¹
zasadniczo siê nie zmieni³ (ok. 60% odpowiedzi). Warto jednak wskazaæ, ¿e
w odniesieniu do okresu dzieciñstwa same osoby bezdomne jasno wskazuj¹
na zasadnicze zmiany w poziomie w³asnej wiary: 30,8% badanych osób przyzna³o, ¿e dzisiejszy poziom wiary jest ni¿szy ni¿ ten notowany w czasie
dzieciñstwa, 28,3% badanych wyrazi³o odmienne zdanie. W swobodnych
wypowiedziach osób bezdomnych daje siê zauwa¿yæ potwierdzenie wy¿ej
prezentowanych wyników badañ iloœciowych. Zdecydowana wiêkszoœæ wypowiedzi badanych osób bezdomnych wskazuje, ¿e ich poziom wiary zasadniczo w trakcie bezdomnoœci siê nie zmieni³:
8 Uzyskanych danych nie nale¿y jednak rozpatrywaæ w kategorii wp³ywu obu zmiennych na
siebie a wiêc nie bêdziemy mogli powiedzieæ, ¿e stan bezdomnoœci wp³yn¹³ na obraz religijnoœci.
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
Zawsze tak samo wierzy³am. Ju¿ w³aœciwie od dziecka mia³am wpajan¹ religiê. Babcia
zawsze paciorek tam rano i wieczorem, nawet przed jedzeniem, u nas by³ zwyczaj, ¿e
przed posi³kami siê ka¿dy ¿egna³. Mam w rodzinie siostry zakonne, te¿ ojciec mój jest organist¹ w koœciele. Ale to nawet nie rodzina, po prostu coœ to cz³owiek ma albo nie ma.
To nie jest, nie mo¿na tego wi¹zaæ w³aœciwie. Zawsze by³am religijna, bo akurat tak
chcia³am. Nikt mnie do tego nie namawia³. Bo do wiary nie mo¿na namawiaæ, do religijnoœci te¿ nie, do nauki matematyki te¿ nie, albo to cz³owiek ma albo nie ma.
Wiem do czego pan zmierza, nie po prostu moje niepowodzenia takie te zakrêty ¿yciowe,
nie wp³ynê³y na zmianê wiary, wiara jest zawsze… znaczy jestem realist¹ tak jak ¿eœmy
rozmawiali czy na przyk³ad kogo ja winiê za to czy coœ czy czekam na pomoc Bo¿¹. Nie to
by by³o absurdalne ¿ebym wiedzia³ na przyk³ad, ¿e Bozia mi za³atwi mieszkanie. Ale wiara pomaga mi po prostu w jakiœ sposób przetrwaæ to, no wierzyæ w to ¿e bêdzie lepiej, daæ
t¹ nadziejê, no w sumie naszej wierze wystêpuje te¿ nadzieja. Wiara nadzieja i mi³oœæ.
I nadzieja jest te¿ istotn¹ rzecz¹ o i co mogê powiedzieæ czego panu nie powiedzia³em, ¿e
sobie myœlê nie jestem sam, jestem samotny bezdomny no ale nie jestem sam bo ktoœ tam
jeszcze pilnuje mnie
Daje siê jednak zauwa¿yæ tak¿e opinie zdecydowanie odmienne od dotychczas przywo³anych, które wskazuj¹ na zasadniczy wzrost wiary w okresie
bezdomnoœci. Bardzo czêsto zmiana w ocenie w³asnego ¿ycia religijnego, jego
wzrostu i rozwoju, zwi¹zana jest z sytuacj¹ kryzysu oraz nawrócenia religijnego. Oto przyk³ad takiej sytuacji:
Na pewno by³a inna, jest inna, w tej chwili jest taka bardziej dojrza³a, moim zdaniem.
A przed sam¹ bezdomnoœci¹ raczej by³a taka mniej gorliwa. Trochê odszed³em od Boga
a w tej chwili jakby ten Bóg wróci³ znów.
Tak by³ kryzys, przede wszystkim zmieni³a siê… Zmienia³a siê przede wszystkim bardzo d³ugo. Zanim w tego Pana Boga uwierzy³am, to … Moje nawrócenie by³o tak naprawdê, nie w tym oœrodku. Fakt, ¿e ja tutaj przyby³am, taka bezdomna i bardzo w Tego Pana Boga uwierzy³am, dlaczego… ¿e gdybym nie by³a w ¿adnej wspólnocie, bym
by³a sama ca³kiem, no to na pewno bym w tego Boga nie wierzy³a, a pomog³a mi
w³aœnie wspólnota. Fakt, ¿e oni nie wiedz¹ gdzie ja jestem i tak dalej, nie wiedz¹ nic totalnie, ale mi pomog³o spotkanie z nimi, modlitwy itd. Ja kiedy zosta³am osob¹ bezdomn¹, bez wszystkiego, to mia³am takie dni, ¿e by³am przera¿ona. Potem mówiê,
kurcze gdzie ja jestem, Bo¿e jakie ja mam ¿ycie. Jednak nie przestraszy³am siê. Nie powiedzia³am, ¿e nie wierzê w Boga, tylko modli³am siê. Modli³am siê o to by mi w ¿yciu
coœ siê uda³o, ¿e wiesz co ty robisz, ¿e mo¿e to jest Twoja wola, mo¿e ¿ebym przez to zobaczy³a œwiat inny i ja siê jednak cieszê, ¿e jestem tutaj, ¿e jestem te¿ osob¹ bezdomn¹.
A dlaczego? Bo pozna³am tutaj wielu ludzi, którzy s¹ bezdomni. Ludzi którzy s¹ bardzo
smutni i bardzo zagubieni i ja dziêki temu zobaczy³am ich i mogê siê pokusiæ o wiêksz¹
wiarê w Pana Boga i pokazaæ te¿ im, ¿e Pan Jezus ich kocha i ¿e pomimo takich trudnoœci Pan Jezus to im wynagrodzi.
241
242
MACIEJ DÊBSKI
Mo¿e, mo¿e trochê siê ró¿ni. Trochê siê. Tamta by³a trochê inna. Tamta by³a mniej wyznaniowa. Mniej uczêszczania do koœcio³a. Mniej wzywania pomocy, modlitwy. W tej
chwili bezdomnoœæ mnie trochê nauczy³a, nie, ¿e jednak jest ten wy¿szy ktoœ, wy¿sza instancja, na któr¹ mo¿na siê poleciæ, której mo¿na oddaæ swoje k³opoty, troski, nie.
No bezdomnoœæ nauczy³a mnie bli¿ej, byæ bli¿ej pewnych wydarzeñ i tam pewnych sytuacji ¿yciowych, nauczy³a mnie dzieliæ siê z innymi, nauczy³a mnie, przybli¿y³a mi zjawisko ubóstwa, przedtem to dla mnie by³a egzotyka, zjawisko œmierci, te¿ nie spotka³em
siê, nikt z bliskich, ani moich przyjació³ ani z rodziny nie umar³, a tu nagle kolega na ulicy
umiera mi na rêku. To przez zupe³nie inny pryzmat wiary i ¿ycia siê wtedy patrzy, maj¹c
takie doœwiadczenia, bo co taki ch³opak wychuchany wydmuchany ma pojêcie o ¿yciu?
Nic kompletnie. I tak i tak mam paru takich znajomych, którzy ¿yj¹ tak jak ja kiedyœ
¿y³em i wydaje im siê, ¿e im jest z tym dobrze i tak ¿ycie ca³e przetrwali nie maj¹c pojêcia,
co dooko³a nich siê dzieje. S¹dzê, ¿e moje ¿ycie by³o ciekawsze i lepsze.
W wielu wypowiedziach osób bezdomnych trudno stwierdziæ, czy poziom
wiary i ¿ycia religijnego wzrós³, czy zmala³. W takim kontekœcie respondenci
wskazuj¹ raczej na zmianê jakoœciow¹ w³asnego ¿ycia religijnego, bez mówienia o wzroœcie czy spadku:
Mo¿e tyle siê zmieni³o, ¿e mo¿e bardziej ufam jednak opatrznoœci Bo¿ej. Mimo ¿e jestem
w takiej a nie innej sytuacji, ¿e Pan Bóg w swoim czasie mnie wyprowadzi na prost¹. Tak
podejrzewam, ¿e to, ¿e tu jestem jest te¿ w planach Bo¿ych.
Teraz moja wiara jest bardziej, pod tym wzglêdem, jest bardziej tolerancyjna, mo¿na to
tak powiedzieæ. To znaczy, jak to mo¿na powiedzieæ, no to ¿ycie siê te¿ zmienia, tak samo
jak technika i wszystko, nie. I ksiê¿a i tak dalej, próbuj¹ do tej m³odzie¿y w inny sposób
te¿ dotrzeæ. Powiedzmy tam wiêcej(nf) czy jakieœ zespo³y, ¿eby grali, czy tam jakieœ tam
imprezy i tak dalej, które robione s¹ przez koœció³, ¿eby t¹ m³odzie¿ wci¹gn¹æ i ¿eby zaczê³a normalnie myœleæ, bo ta m³odzie¿ jest ju¿ na innym etapie na jakim ja by³em etapie,
nie, na jakim ja etapie by³em, nie. I to jest w ogóle no tak jak mówiê, inaczej trzeba podchodziæ do tej m³odzie¿y, ¿eby ich w ogóle, ¿eby oni potrafili to poj¹æ, zrozumieæ. Tak jak
kiedyœ, jest nie do pomyœlenia, ¿eby przy jednym stole z doros³ymi siedzieæ. Na przyk³ad
myœmy tam rozmawiali na temat, a tu drugi stolik gdzie dzieci by³y. S³odycze, oran¿ady
tam jakieœ mieli. Przynajmniej za moich czasów (nf) dzieciak nie bêdziesz s³ucha³ o czym
doroœli rozmawiaj¹. A teraz jest znowu inaczej. Odwrotnie. M³odzie¿ teraz… Tak samo
dziewczyna, idzie, kiedyœ nie do pomyœlenia, ¿eby dziewczyna sz³a albo kobieta z papierosem w rêku i pali³a centralnie na ulicy. Kiedyœ by³o nie do pomyœlenia. Nie wiem, Pani to
chyba jeszcze na œwiecie nie by³o wtedy. Ale takie coœ by nie przesz³o, to jest… nie do pomyœlenia coœ takiego by³o. 12 lat i ona oficjalnie pali, a jak siê zwróci uwagê, to jeszcze
wi¹zkê jak¹œ poœle. I tak. I ona myœli, ¿e ona doros³a jest, ¿e m¹dra. Trochê za krótki(nf)
w tym momencie jest.
To znaczy raczej zmaleæ nie zmala³a. Tylko w danej sytuacji nie zawsze mogê w t¹ niedzielê np. iœæ na t¹ mszê, bo mam ró¿ne sytuacje od mojej te¿ sytuacji takie, ¿e po prostu mu-
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
sia³bym coœ zrobiæ, gdzieœ polecieæ, o to chodzi, ¿eby przetrwaæ, jak to siê mówi, nie? Ale
jak przechodzê i jest koœció³ to siê prze¿egnam, czy czapkê… Czy wejdê na chwilê chocia¿
siê pomodliæ. Ju¿ jest coœ przynajmniej jakiœ jest cz³owiek, ¿e pamiêta, nie? A nie, ¿e przechodzi obojêtnie. S¹, jak to siê mówi, s¹ ludzie, którzy, nie wiem teraz jak to mo¿na powiedzieæ, ludzie s¹ po prostu zimni. drugiego, czy zdepcze, czy nie zdepcze. Obojêtnoœæ.
Obojêtnoœæ jest gorsza od nienawiœci.
Niektóre wypowiedzi wskazuj¹, i¿ zmiany w religijnoœci wpisuj¹ siê
w zmianê spo³eczn¹ w ogóle. Oznacza to, ¿e wraz ze zmian¹ ekonomiczn¹,
gospodarcz¹, kulturow¹ zmienia³a siê religijnoœæ osób bezdomnych. Taka sytuacja w przytoczonej poni¿ej odpowiedzi niesie za sob¹ poczucie niepewnoœci jutra, braku stabilnoœci ¿yciowej, co z kolei wp³ywaæ mo¿e na trudnoœci
w przywidywaniu kolejnych dni:
Zmieni³o. Bardzo. Ojej. To ma³o powiedziane. Siê zmieni³o bardzo, bardzo. Ale to ludzie
sami zrobili dan¹ sytuacjê na dzieñ dzisiejszy, nikt inny. Teraz przecie¿ wiadomo (nf) teraz
nie ma na nic czasu, dzieci przypilnowaæ, gonienie za pieniêdzmi. Mówiê, w danej sytuacji na dzieñ dzisiejszy to wszystko mija, wszystko siê mija, a to nie mam czasu, to to, to
tamto i tak ca³y czas. I to ¿ycie bardziej nerwowe jest. Kiedyœ by³o spokojniejsze, a teraz… £udziæ siê mo¿na, ¿e mo¿e bêdzie lepiej, ale mo¿e coœ siê wydarzy naprawdê coœ
takiego, ¿e cz³owiek cz³owieka bêdzie szanowa³ i bêdzie jeden drugiemu pomaga³, to
wtedy mo¿e… Mo¿e to wszystko siê zmieni. Ale jak? Ka¿da wojna te¿ robi, du¿o zmian
robi. Ludzie te¿ momentalnie zmieniaj¹ wtedy na dan¹ sytuacjê. Mo¿e… Du¿o i polityka
i wszystko to, to siê wszystko miesza. Te¿ tak samo koœció³, dlatego to wszystko tak
skomplikowane na dzieñ dzisiejszy, ¿e to ciê¿ko przewidzieæ cokolwiek, co siê wydarzy za
jakiœ czas, nie?
Praktyki religijne
E. Durkheim mówi³, i¿ nie same wierzenia lecz i praktyki religijne s¹ zjawiskami
zas³uguj¹cymi na miano religijnych. Kult jest nie mniej zasadniczym pierwiastkiem
wszelkiej religii, ni¿ wiara. Praktyki religijne s¹ okreœlonymi i obowi¹zkowymi sposobami postêpowania, podobnie jak praktyki moralne czy prawne. To, co nie pozwala
uto¿samiæ ich z innymi praktykami obowi¹zkowym, polega na tym, ¿e istoty, na które
dzia³aj¹ one lub mog¹ dzia³aæ, znane nam s¹ jedynie w postaci wyobra¿eñ zbiorowych
(Durkheim, 1990: 32). Nasuwa siê jednak pytanie, na ile z praktyk religijnych mo¿na wnioskowaæ o wewnêtrznej, ¿ywej religijnoœci? W badaniach
nad praktykami religijnymi, tak jak w przypadku autodeklaracji wiary, nie
mo¿na poprzestaæ na aspektach iloœciowych i statystycznych tego zjawiska,
lecz nale¿y pytaæ o motywy praktyk religijnych, gdy¿ trzeba badaczowi wiedzieæ, ¿e nie wszyscy katolicy praktykuj¹ z pobudek religijnych (zwyczaj,
243
244
MACIEJ DÊBSKI
spo³eczne normy, spo³eczna kontrola, wp³yw rodziny). Omawiaj¹c aspekt
praktyk religijnych warto wskazaæ, ¿e przy traktowaniu praktyk religijnych
istniej¹ dwa niebezpieczeñstwa. Z jednej strony — kiedy zbytnio je przeceniamy i na podstawie uczestnictwa w niedzielnej mszy œwiêtej i wielkanocnej
komunii wnioskujemy o ca³okszta³cie religijnoœci konkretnych grup koœcielnych, z drugiej strony — kiedy ich nie doceniamy i utrzymujemy, ¿e katolicy spe³niaj¹ praktyki wy³¹cznie na podstawie panuj¹cej tradycji, presji œrodowiska czy presti¿u spo³ecznego. Niemniej jednak mo¿na powiedzieæ, ¿e ka¿da
religia ma okreœlony system zachowañ kulturowych. Uczestnictwo w praktykach religijnych z jednej strony jest wyrazem osobistego zaanga¿owania
w sprawy wiary poprzez oddawanie czci uznawanemu Bogu, z drugiej œwiadczy o wspólnotowym zespoleniu i podporz¹dkowaniu siê wymogom instytucjonalnym. Pytania o uczestnictwo w poszczególnych praktykach religijnych
kierowane by³o jedynie do osób, które zadeklarowa³y bycie cz³onkiem koœcio³a rzymskokatolickiego.
Podczas realizacji badañ nad parametrem praktyk religijnych ograniczono siê jedynie do wybranych praktyk obowi¹zkowych oraz do nadobowi¹zkowej praktyki czytania Pisma Œwiêtego. Z przeprowadzonych badañ
wynika, ¿e po³owa osób bezdomnych (59,3%) w ogóle nie czyta Pisma
Œwiêtego, 44,7% osób w ci¹gu ostatniego roku nie przyjmowa³o sakramentów œwiêtych. Uzyskane wyniki mog¹ byæ dowodem na to, i¿ za relatywnie
wysokim poziomem autodeklaracji wiary nie id¹ czyny w postaci praktyk
religijnych. Innymi s³owy, mo¿na przyj¹æ za s³uszne stwierdzenie, i¿ badane
osoby bezdomne czêœciej okreœlaj¹ siebie jako osoby wierz¹ce ni¿ faktycznie
podejmuj¹ praktyki religijne. W œwietle uzyskanych wyników mo¿emy
jednak¿e mówiæ o relatywnie du¿ej systematycznoœci w podejmowaniu prywatnej modlitwy, której du¿¹ systematycznoœæ (codziennie, kilka razy w tygodniu) deklaruje a¿ 41,3% badanych osób bezdomnych. W celu sprawdzenia, czy realizacja praktyk religijnych, zmieni³a siê na przestrzeni czasu,
zadano dwa pytania odnosz¹ce siê do realizacji nabo¿eñstw religijnych, realizowanych ostatnio oraz tych, które realizowane by³y w okresie, kiedy
osoby bezdomne mia³y np. 12 lat (Borowik, Doktór, 2001). Na podstawie
zebranych danych okazuje siê, ¿e systematyczny udzia³ w nabo¿eñstwach
religijnych (codziennie, czêœciej ni¿ raz w tygodniu, raz w tygodniu) zanotowa³ spadek a¿ o 50% (z 84,8% do 30,1%). Jednoczeœnie prawie dziesiêciokrotnie wzros³a liczba osób niepraktykuj¹cych w ogóle (z 2,2% do
19,7%) oraz tych osób, które praktykuj¹ w sposób okolicznoœciowy (raz
w roku, rzadziej ni¿ raz w roku, tylko w szczególne œwiêta — z 8,1% do
39,9%).
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
MoralnoϾ
Rozpiêtoœæ miêdzy rolami wyznaczonymi przez Koœció³ dla jego cz³onków
a ich rzeczywistymi postawami zaznacza siê szczególnie w etyczno-konsekwencyjnym wymiarze religijnoœci. Tradycyjna moralnoœæ zdaje siê ulegaæ
g³êbokim przeobra¿eniom ze wzglêdu na gwa³towny rozwój pluralizmu moralnego, w którym cz³owiek zdecydowa³ siê sam wybieraæ pomiêdzy tym, co
s³uszne, a tym, co nies³uszne. Niekiedy zanika jednoznaczny podzia³ pomiêdzy dobrem i z³em. W wyborach swoich cz³owiek odwo³uje siê raczej do kryteriów zindywidualizowanych dobra i z³a, a swoista granica miêdzy „czarnym
i bia³ym” uleg³a zrelatywizowaniu (Piwowarski, 1996: 61). Jak wskazuj¹ poni¿sze wyniki, osoby bezdomne za czyny, które s¹ moralnie dopuszczalne,
najczêœciej wskazuj¹ na ¿ycie w konkubinacie, wykonywanie prac w niedzielê
oraz œwiêta, jak równie¿ stosowanie œrodków antykoncepcyjnych. Czynami,
które w opinii badanych osób nie powinny byæ w ¿adnej sytuacji stosowane,
okaza³y siê: donosicielstwo, wykorzystywanie stanowiska s³u¿bowego dla
w³asnych korzyœci oraz kradzie¿e. Najwy¿szy relatywizm w zakresie moralnoœci (wyra¿enie przekonania, ¿e czyny s¹ dopuszczalne, ale jedynie w niektórych sytuacjach i okolicznoœciach) dotyczy rozwodów, wykonywania prac
w niedzielê i œwiêta oraz k³amstwa w obronie drugiego cz³owieka.
Konsekwencyjny parametr religijnoœci ma to do siebie, ¿e bardzo czêsto jest
on bardzo deklaratywny. W ostatecznoœci okazuje siê, ¿e moralnoœæ deklarowana zupe³nie odbiega od zachowañ moralnych (b¹dŸ niemoralnych) przejawianych w ¿yciu codziennym. Warto w tym miejscu wskazaæ, ¿e osoby bezdomne bardziej s¹ nara¿one na pope³nianie zachowañ nieakceptowalnych przez
spo³eczeñstwo ni¿ osoby posiadaj¹ce miejsce w³asnego zamieszkania. Taka sytuacja spowodowana jest z jednej strony wykluczeniem osób bezdomnych
z wielu sfer ¿ycia spo³ecznego, z drugiej zaœ realnymi trudnoœciami wynikaj¹cymi z braku œrodków finansowych niezbêdnych do prze¿ycia. Poni¿ej
zamieszczono fragment wypowiedzi osoby bezdomnej, która w z³ej decyzji
w ¿yciu prywatnym upatruje przyczyn w³asnej bezdomnoœci. Konkluzj¹ owej
wypowiedzi jest stwierdzenie bezpoœrednio odnosz¹ce siê do problemu aborcji:
Wiesz, na pocz¹tku to by³a niby idealna… Jak siê sta³o... T¹ dziewczynê, co ja przywioz³em, tam od siebie…. no i zapozna³em t¹. No i siê okaza³o ¿e i ta jest w ci¹¿y i ta.
O w mordê!...Teraz co zrobiæ, nie? Zaprosi³em je obie, myœmy mieszkali tu na Grabówku
tu niedaleko, zaprosi³em je do pokoju do siebie, kupi³em wino, kupi³em œwieczki, ciasto.
No to zdrowie, no to ciach, wypiliœmy. Pola³em po drugiej. Mówiê: no co no, — „Agatka usuniesz?’’ — „Nie” — „ Marysia usuniesz?”, moja ¿ona mia³a na imiê Marysia,
tamta by³a Agatka „Marysia usuniesz?”’„Nie”, znowu po lampce, „Agatka usuniesz?”…
245
246
MACIEJ DÊBSKI
„Nie”, — „Marysia usuniesz?” „Nie”, po lampce. „Agatka usuniesz?” — …„Nie”.
„Marysia usuniesz?” „Nie!” Wina zabrak³o, poszed³em po nastêpne. — „Agatka usuniesz” — …„Nie” — „Marysia usuniesz” — „Nie!” Ciach! — „Agatka usuniesz”
rozgl¹da siê… pokoju zabrak³o…[NZ] — „… ale Ty bêdziesz finansowa³”, mówiê
„Dobra”, „Marysia usuniesz?” „Nie!”. Mówiê: „S³uchaj Agatka, usuniesz pierwsze, usuniesz i nastêpne”, — „A dlaczego?” „Jak siê d³ugo zastanawia³aœ zanim da³aœ odpowiedŸ” A Marysia bez zastanowienia, nie i koniec! Ja myœla³em, i to mnie zgubi³o, tak nawet nie zastanawia³a tylko chcia³a „Nie, nie nie!”, myœlê super dziewczyna, tamta siê
zastanawia³a, usunie pierwsze, usunie i nastêpne, no i zobacz na co trafi³em. Tamta ma
teraz, mieszka w Redzie, ma piêkne mieszkanie, 5cioro dzieci, samochód. ¯yje jak
lord…. A ja? Uwierzy³em w „Nie nie nie!” …uwierzy³em w szybkoœæ. Tak siê mo¿na
przejechaæ…. Chyba lepiej prawdê mówi¹c to dziecko usun¹æ ni¿ póŸniej no, no… te
dziecko ma siê mêczyæ, to jest mêczarnia.
Ciekawym spojrzeniem na moralnoœæ jest spojrzenie przez pryzmat zachowañ innych. W analizowanym przypadku odniesienie do moralnoœci i zachowañ etycznych innych jest prób¹ psychologicznego poradzenia sobie z w³asn¹
sytuacj¹ kryzysow¹. Z wypowiedzi tej wynika, ¿e lepiej pozostaæ osob¹ bezdomn¹ ni¿ niemoralnie zachowywaæ siê, posiadaj¹c w³asne miejsce zamieszkania:
Ich ¿ycie (tym, którym siê uda³o — przypis autora) polega tylko na u¿ywaniu, na zdobywaniu dobra materialnego, doczesnego i ¿yæ tylko tym, ale w sumie generalnie rzecz
bior¹c, to i tak oni s¹ nieszczêœliwi, bo ci¹gle im ma³o jest. Kupi to, dom, tamtego, to
ci¹gle jeszcze wiêcej, jeszcze wiêcej i w sumie„, Chyba, ¿e przyjdzie okres taki, ¿e mo¿e
coœ — doœwiadczenie chorobowe, choroby, albo coœ innego, kalectwa, dopiero cz³owiek
zaczyna myœleæ, nie? A najlepiej to siê myœli w szpitalu jak cz³owiek jest. Bardzo dobrze
siê myœli, no. Mo¿na zobaczyæ jak ludzie choruj¹, jak to wszystko siê toczy, to cz³owiek
zaczyna myœleæ, ¿e jednak ta gonitwa za tymi dobrami materialnymi, to nie jest to coœ takiego dobrego i zaczyna siê zabijaæ, nie? Za wszelk¹ cenê walczyæ. No mówiê, ¿e to ludzie
siê teraz zach³ystuj¹ tym dobrobytem. Tak¿e po trupach jak to siê mówi, nie? Niszcz¹
tych s³abszych, ¿eby wyjœæ, nie? Jak najwiêcej zagarn¹æ. Ale suma summarum, to i tak
bêd¹ musieli kiedyœ za to zap³aciæ. Bêd¹ rozliczeni, tak¿e nie ma nic takiego, ¿e by³o, u¿ywa³o siê i œlad po tym zagin¹³. To nie jest tak.
Doœwiadczenie religijne
Parametr doœwiadczeniowo-prze¿yciowy jest elementem, który koncentruje
siê na uczuciach religijnych, doznaniach i percepcjach odnosz¹cych siê do
Boga — jako ostatecznej rzeczywistoœci. Opiera siê na fakcie, ¿e cz³owiek
religijny prze¿ywa bezpoœrednio ostateczn¹ rzeczywistoœæ. Znajduje to wyraz
w formie potrzeby, któr¹ jest wiara, ¿e istnieje nadnaturalny Byt, w œwietle
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
którego cz³owiek religijny odkrywa sens ¿ycia i rozwi¹zuje nurtuj¹ce go problemy. Jak wskazuj¹ poni¿sze wyniki, jedna czwarta badanych osób (24,9%)
przyzna³a, ¿e doœwiadczy³a ingerencji jakiejœ si³y wy¿szej. Doœwiadczenie to
najczêœciej prze¿ywane by³o w samotnoœci (50%) oraz podczas trudnych sytuacji ¿yciowych, takich jak œmieræ czy choroba (43,5%). Potwierdzenia tych
treœci nale¿y szukaæ w swobodnych wypowiedziach osób bezdomnych. W poni¿ej analizowanym przypadku respondent wskazuje, ¿e do doœwiadczeñ
o charakterze religijnym dochodzi w ciszy i w samotnoœci, ale równie¿ k³adzie
nacisk na zauwa¿aln¹ zmianê spo³eczn¹:
To jest w koœciele. I te¿ raczej jak ma³o ludzi jest. Nie wiem dlaczego, ale ja lubiê jak jest
ma³o. Jest cisza wtedy. Cz³owiek inaczej odbiera jak jest spokój, cisza. Teraz to ju¿ ciê¿ej
jest to wszystko. Jeszcze teraz w ogóle siê nie zauwa¿a, ¿e to ju¿ nie jest tak, jak kiedyœ jak
siê chodzi³o do koœcio³a. W ogóle kiedyœ ca³kiem inaczej by³o. By³o widaæ jak ludzie
chodz¹. Teraz id¹, bo id¹ (nf) i zaraz co innego robi¹. Najbardziej przykro, ¿e nie mogê
patrzeæ, jak cz³owiek jest bezdomny, nie pójdzie do koœcio³a, jak tam s¹ dary dawane. Ja
to widzia³em. Id¹, z samochodem na drugiej ulicy stoi, bierze pe³ny tego, baga¿nik
otwiera i idzie do samochodu. A ten, który jest bezdomny, biedny to siê wstydzi iœæ. Rozumie Pani to? Mo¿e Pani to zrozumieæ? Bo ja nie mogê zrozumieæ. Jak ktoœ ma samochód, staæ go utrzymaæ, mieæ na paliwo. Ja bym siê normalnie wstydzi³. Nie wiem. Mi sumienie by nie pozwoli³o. Moje myœlenie by³o takie, ¿e ja komuœ zabieram coœ. Ale s¹
ludzie, którzy id¹ przebojem. To ju¿… oni siê nie zmieni¹. Im zawsze bêdzie ma³o. w ogóle ciê¿ko jest. Ciê¿ko, ciê¿ko tych ludzi… Niektórzy... Nie wiem. Ale to znaczy, to zrobi³o te¿, ¿e ci ludzie siê tak pozmieniali, dana sytuacja, która jest w kraju, ¿eby utrzymaæ
siê na tym. To po prostu ludzie takie rzeczy robi¹. Kiedyœ by³o skromnie, ale jakoœ…
A teraz ludzie id¹ przebojem.
Czêœæ osób bezdomnych przyznaje, ¿e miejsca doœwiadczeñ poczucia obecnoœci/bliskoœci Boga nie s¹ zwi¹zane z ¿adnym konkretnym miejscem. Oznacza to, ¿e do tego typu sytuacji dochodzi bez wzglêdu na miejsca i okolicznoœci:
„Miejsca? Nie, ja nie mam takich miejsc, bo dla mnie w³aœciwie ka¿de miejsce. W danej
chwili akurat mo¿e byæ to ten pokój, w nastêpnej chwili mo¿e byæ to ³aweczka nad morzem, w innej chwili mo¿e byæ to koœció³ek. Akurat niekoniecznie tylko koœció³ mo¿e byæ
takim miejscem, mówiê s¹ w danej chwili w danym momencie mo¿e siê coœ wydarzyæ,
kiedy ja siedzê na ³awce na bulwarze i ¿e ja siê tak skupiê. Ja mogê nie zauwa¿aæ tych ludzi, a je¿eli ktoœ coœ mi do g³owy powie, ¿e cz³owiek siê oswoi z tego ba³aganu takiego,
jaki otacza ten mózg. Bo mózg nasz jest w totalnym ba³aganie w tym momencie, je¿eli
ma tyle spraw do za³atwienia i jest ciê¿ko ¿yæ w tych czasach, no po prostu ³agodnie i z uœmiechem na twarzy zw³aszcza Polakowi”.
Wa¿nym problemem w moich badaniach by³o zdiagnozowanie, na ile doœwiadczenia o charakterze religijnym maj¹ wp³yw na sam¹ osobê. W tym
247
248
MACIEJ DÊBSKI
celu postanowiono zbudowaæ szereg pytañ diagnozuj¹cych. Na podstawie
statystycznych rozk³adów zmiennych mo¿na z ca³¹ stanowczoœci¹ powiedzieæ, ¿e ów wp³yw, zarówno w badaniach iloœciowych, jak i jakoœciowych,
uwidacznia siê w sposób wyraŸny. Z przeprowadzonych metod¹ zestandaryzowanego kwestionariusza wywiadu badañ wynika, ¿e ponad po³owa badanych osób, która wskaza³a na doœwiadczenie ingerencji jakiejœ si³y wy¿szej,
przyzna³a, ¿e doœwiadczenie to pomog³o zrozumieæ w³asn¹ sytuacjê ¿yciow¹
(53,5% odpowiedzi zdecydowanie tak) oraz pomaga lepiej znosiæ stan bezdomnoœci (42,1%). Doœwiadczenia o charakterze religijnym to równie¿ te,
które nawi¹zuj¹ do takich sytuacji, jak utrata wiary, sensu ¿ycia czy doœwiadczenie nawrócenia. Z przeprowadzonych badañ iloœciowych wynika, ¿e
34,2% osób bezdomnych zadeklarowa³o przynajmniej jednokrotn¹ utratê
wiary, na utratê sensu ¿ycia wskaza³a prawie po³owa badanych osób bez dachu nad g³ow¹ (46,2%), natomiast na doœwiadczenie konwersji (nawrócenia)
religijnego wskaza³o 30% respondentów. Uzyskane wyniki s¹ dowodem na
to, i¿ odniesienie siê osoby do szeroko rozumianej sfery religijnej, sfery ¿ycia
duchowego ma b¹dŸ mo¿e mieæ zasadniczy wp³yw na prze¿ywanie w³asnej
bezdomnoœci i na samo postrzeganie sytuacji kryzysowej. Na tym etapie
mo¿na domniemywaæ, ¿e wiara i religia to takie dziedziny, które nadaj¹ sens
¿yciu równie¿ osób bezdomnych. Na sensotwórcz¹ funkcjê wiary i religii
wskazuje J. Mariañski czy I. Borowik, wskazuj¹c, ¿e wiara w Boga nadaje
sens ludzkiemu ¿yciu, wspiera go w trudnych i krytycznych dla niego momentach, a same doœwiadczenie religijne stanowi realne ramy dla sensownego ¿ycia cz³owieka (Mariañski, 1990: 58 – 61; Borowik, 1997: 147 – 147).
Jak wskazuj¹ autorzy, religia poprzez odnoszenie siê do rzeczy ostatecznych
ukazuje sens ¿ycia cz³owieka w wymiarze indywidualnym i spo³ecznym.
Dziêki niej cz³owiek mo¿e prze¿ywaæ swoje ¿ycie, cele i d¹¿enia, oczekiwania
co do teraŸniejszoœci, ale równie¿ radziæ sobie z sytuacjami kryzysowymi, których w ¿yciu osób bezdomnych z pewnoœci¹ nie brakuje. O wp³ywie wiary na
¿ycie osób bezdomnych i na radzenie sobie z fizycznym i psychicznym brakiem domu, opowiem w dalszej czêœci pracy.
Jak ³atwo siê domyœleæ, parametr doœwiadczenia religijnego jest parametrem trudnym do jednoznacznego zweryfikowania, w szczególnoœci kiedy
stosujemy stricte socjologiczne narzêdzia badawcze. Sam zreszt¹ temat wyjaœniany jest bardziej przez psychologów religii ni¿ pedagogów czy socjologów.
Okazuje siê, ¿e doœwiadczanie stanów religijnych jest równie¿ problematyczne dla samych osób bezdomnych, które czêsto mia³y problem z udzielaniem
odpowiedzi na pytanie o wystêpowanie tego rodzaju zdarzeñ, ich naturê
i wp³yw. Nawet jeœli same osoby bezdomne nie doœwiadcza³y ingerencji si³
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
wy¿szych, to czêsto w swoich narracjach wskazywa³y na to, ¿e ktoœ z rodziny
tego rodzaju stanów doœwiadcza³. Wa¿nym kontekstem, który pojawi³ siê
w jednym z wywiadów, okaza³o siê spojrzenie na doœwiadczenie religijne
przez pryzmat œmierci klinicznej:
Ingerencji si³y wy¿szej.. hmm. Na ile to by³a ingerencja si³y wy¿szej to nie wiem, natomiast wiem, ¿e mia³em takie zdarzenie w swoim ¿yciu, kiedy zmar³a moja mama, nie
umiem tego w czasie wyraziæ. Dlatego ¿e w tym czasie, jak moja mama zmar³a, ja by³em
gdzieœ na Atlantyku, oceanie Atlantyckim. Natomiast us³ysza³em g³os mojej mamy,
by³em sam na mostku, us³ysza³em g³os mojej mamy, która wypowiedzia³a moje imiê
w sposób charakterystyczny, nikt do mnie siê tak nie zwraca³. Taki g³os „Lecho”. Mówi³a
mnie Lecho. Ja by³em na wachcie do 4 rano, i w tym czasie w³aœnie takie zdarzenie mia³o
miejsce.
Ja powiem Panu taki przyk³ad, moja ciocia by³a w rodzinie jedyn¹ osob¹, która tak mo¿na powiedzieæ, w porównaniu z innymi cz³onkami rodziny, wierzy³a w miarê g³êboko.
Chodzi³a do koœcio³a, modli³a siê czêsto. Religia stanowi³a czêœæ jej ¿ycia, wa¿n¹ czêœæ ¿ycia w ka¿dym b¹dŸ razie. I ta ciocia, prze¿y³a kiedyœ œmieræ kliniczn¹ i opowiada³, ¿e ona
widzia³a ten œwiat z góry, ¿e takie coœ mia³o miejsce w jej ¿yciu. W czasie kiedy w³aœciwie
odchodzi³a z tego œwiata. I co by³o ciekawe, ¿e nie chcia³a wracaæ, ona chcia³a zejœæ, tak
relacjonowa³a. Jedyn¹ rzecz¹, któr¹ tak jak ona twierdzi, sprowadzi³o j¹ na ziemiê, by³a
jej córka. Ona sama wychowywa³a córkê, to uœwiadomi³a sobie, Nie wiem jak to dzia³a
w takim letargu, to uœwiadomienie, nagle coœ j¹ tak tknê³o, ¿e w³aœciwie, nie pora na ni¹,
¿e ma córkê do wychowania, ¿e zosta³a z tej œmierci klinicznej wyprowadzona, tak opowiada³a. Ale widzi Pan, to s¹ znowu myœlenia. To s¹ te¿ jakieœ dowody na to, ¿e mózg
przy niedotlenieniu, ma³ej iloœci tlenu uruchamiaj¹ siê jakieœ tam bodŸce ¿e mamy jakieœ
tam wizje, ¿e coœ siê z nami dzieje. Na ile to jest boskie, na ile to jest fizjologia no.
Ciekawym kontekstem, na który wskazuj¹ badane osoby (myœlê, ¿e pomimo jego prostoty nie nale¿y go lekcewa¿yæ) jest fakt przypisywania „pozytywnym ¿yciowym przypadkom” religijnego znaczenia. W tej sytuacji chodzi
o wskazanie, ¿e ingerencja si³ wy¿szych w ¿ycie osób bezdomnych dotyczyæ
mo¿e bardzo prozaicznych czynnoœci podejmowanych w ci¹gu ka¿dego dnia.
W opisywanym poni¿ej przypadku rozmówca wskaza³, ¿e obecnoœci Boga
doœwiadczy³ w sytuacji znalezienia papierosa. Znamienne jest to, ¿e respondent w swojej wypowiedzi wskazuje na podziêkowania, jakie nale¿¹ siê Bogu,
kiedy ten pomaga w codziennym ¿yciu. W innej, acz podobnej sytuacji respondent dzieli siê swoim doœwiadczeniem zwi¹zanym z niespodziewanym
znalezieniem portfela. W wypowiedzi osoby bezdomnej mo¿na dojrzeæ element zachowania niemoralnego, kiedy to przyw³aszcza on sobie pieni¹dze
w znalezionym portfelu. Ciekawy jest jednak kontekst wyt³umaczenia ca³ej
niespodziewanej kwestii: znalezienie portfela to pomoc Boga, który osobie
249
250
MACIEJ DÊBSKI
bezdomnej bêd¹cej w potrzebie po prostu pomóg³. Bardzo wa¿nym i dalej
rozwijanym w¹tkiem podjêtym przez osoby bezdomne podczas realizacji indywidualnych wywiadów pog³êbionych jest wskazanie, i¿ ingerencja si³ boskich mo¿e pomóc wyjœæ z bezdomnoœci:
Ca³y czas jak gdzieœ wychodzê, to mam takie myœli, ¿e idê z Bogiem. Mówiê, wychodzê,
myœlê„Panie Bo¿e prowadŸ mnie’’ no i… coœ siê tak utar³o w g³owie no i tak jest. A pomoc, to naprawdê musi coœ w tym byæ. Skoro przypuœæmy, nie wiem kiedy to by³o…
mia³em papierosy ale nie wzi¹³em ani zapa³ek ani zapalniczki. I mówiê — kurcze jak
bym zapali³! No nie mam czym przypaliæ. I idê i co siê pytam to albo„nie mam’’ albo
„niepal¹cy’’ by³o i dobra, dziêki, przepraszam, idê, patrzê zapa³ki le¿¹! I mówiê „dziêkujê
Ci Panie Bo¿e’’ no i zapali³em papierosa! No jednak musi coœ byæ!
Tu ¿eœmy jeszcze nie mieszkali… Szed³em z Podgórza, mówiê, dziennie ok. 30 km robiê,
codziennie, pieszo, no i kurcze, nie mia³em nawet na chleb. I mówiê „Bo¿e kochany’’, ¿ebym znalaz³… ale nie od biednego. Tylko ¿eby… Ten co nie potrzebuje. Ko³o kiosku
przechodzi³em — le¿y portfel. Nawet bym go mo¿e nie podniós³. Ale widzê drobne
by³y rozsypane… podnoszê, by³o co prawda 80 z³…. Ale ja sobie myœlê, ¿e Pan Bóg mi
pomóg³, dokumenty wzi¹³ dla siebie a pieni¹¿ki mi da³
Ja ju¿ mia³am takie przypadki, ¿e ju¿ by³o œwiate³ko w tunelu. Beznadzieja taka, ciê¿ko
jest poszukaæ pracê w ogóle w tej chwili sta³¹, która da mi mo¿liwoœæ wydobycia siê st¹d.
Posz³am do koœció³ka, pomodli³am siê, wyciszy³am siê tam w³aœnie, za 3 dni mam telefon
o podjêciu pracy. Mia³am takie przypadki. Nie by³o to, fakt, praca sta³a no, ale chocia¿
odreagowanie. Ja tu ma³o kiedy nie mam tej pracy, zawsze mam, tylko nie jest taka, która
da mi mo¿liwoœæ wyjœæ st¹d na sta³e. Ja poszukujê pracy, która mi po prostu zapewni byt,
a nie. Nie chcê tu wracaæ. Po prostu chcê wyjœæ i nie wracaæ, tak chcê. Ale to jest ciê¿ko.
Modlitwa
Jak siê okazuje, jest ona bardzo wa¿nym elementem ¿ycia religijnego badanych osób. Pomimo tego, ¿e obecnie wydaje siê ona byæ mniej wa¿na w porównaniu do czasów dzieciñstwa (wzrost odsetka niewa¿noœci modlitwy
z 5,9% do 14,1%), mo¿na powiedzieæ, ¿e towarzyszy ona osobom bezdomnym niemal¿e codziennie — tak wskazuje 34,4% wszystkich badanych
osób. Jak wskazuj¹ w indywidualnych wywiadach pog³êbionych osoby bezdomne, prywatna modlitwa daje si³ê i oparcie w ¿yciu codziennym, nie pozostaj¹c bez znaczenia na proces wyjœcia z bezdomnoœci. Stosunek do modlitwy
nie jest jednak w swoich kontekstach jednoznaczny. W wypowiedziach respondentów daje siê zauwa¿yæ, ¿e najczêœciej modlitwa postrzegana jest jako
osobiste spotkanie z Bogiem, bardzo czêsto o charakterze prywatnym i moc-
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
no intymnym. W opinii osób bezdomnych trudno bez niej ¿yæ, jest jak powietrze niezbêdne do poprawnego funkcjonowania:
No modlitwa jest dla mnie bardzo istotn¹, tylko nie w takim po prostu, raz ¿e, nie to ¿e ja
siê wstydzê, ¿ebym ukl¹k³ przed ³ó¿eczkiem i tak jak kiedyœ rêce z³o¿y³ i siê pomodli³, bo
znaczy ju¿ go teraz nie ma ale by³ taki, nosi³, on uwa¿a³ siê za niewierz¹cego i ma³o tego
du¿o z³ej krwi robi³. Na przyk³ad ubli¿a³ œwiêtej modlitwie tam to, to, to no jakby chcia³
nie to zohydziæ, ale zohydziæ ca³y ten obrz¹dek. Ale z modlitw¹ no bardzo czêsto znaczy
to nie s¹ takie tradycyjne modlitwy od prze¿egnania siê, Ojcze Nasz i tak dalej. Tylko po
prostu… mo¿e inaczej rozmowa z Bogiem, tam siê poskar¿ê, powiem coœ
No to jak powietrze do oddychania. Modlitwa to jest inaczej spotkanie z Bogiem i zaczynanie po prostu, codziennego dnia od w³aœnie tych spraw ¿ycia z Bogiem, nie? Bo to
wszystko siê przek³ada póŸniej na ten nasz rozwój duchowy no i prowadzi po prostu na
wy¿sze etapy, jakiejœ mo¿e kontemplacji. No ale to mówiê, to ju¿ jest wy¿sza pó³ka, bo to
ju¿ mistycy itd. Ale w jakimœ tam mo¿e stopni prowadzi do takiego zjednoczenia wiêkszego z Bogiem.
Modlitwa jest to rozmowa z Bogiem. Skupienie siê na tym, co mnie dotyczy. Przede
wszystkim tylko mnie, dlatego, ¿e nie mogê rozpamiêtywaæ w modlitwie.. To trzeba naprawdê oddaæ siê ca³ym sob¹, myœl¹, skupiæ siê na tym, co siê mówi. Jest to rozmowa
z Bogiem, no po prostu. Tak jak papie¿, kiedyœ siê modli³ by³o widaæ, ¿e on to bardzo
prze¿ywa, on klêcza³ i mówi³ te s³owa, odda³ siê w ogóle opiece Maryi. On po prostu bardzo ufa³ w jej opiekê, w opiekê Pana Jezusa, Maryi, dlatego, ¿e bardzo by³ pokrzywdzony
przez los jako dziecko, straci³ najbli¿sze osoby. Myœlê, ¿e tu jest ten ca³y punkt, ¿e papie¿
w³aœnie zaofiarowa³ swoje ¿ycie Maryi, Bogu i on to naprawdê jak siê modli³ by³o widaæ,
¿e on siê skupia na tym. Naprawdê by³a taka inna modlitwa i uwa¿am, ¿e ka¿dy z nas powinien siê tak modliæ tak naprawdê. Niech on poœwiêci 5 minut, ale prawdziwych 5 minut, a nie godzinê nie wiadomo czego.
Jeszcze bardziej wyraŸnie znaczenie modlitwy akcentuj¹ osoby bezdomne,
które b¹dŸ to prze¿y³y nawrócenie religijne, b¹dŸ to przynale¿¹ do jakichœ
wspólnot o charakterze religijnym. Dla takich osób modlitwa to nie proste
i monotonne mówienie ustalonych formu³ek, lecz prywatna rozmowa z Bogiem. Warto zwróciæ uwagê na fakt, i¿ w poni¿ej przytoczonym fragmencie
bezdomna kobieta wskazuje na ciekaw¹ prawid³owoœæ: im wiêcej k³opotów
dnia codziennego, tym wiêcej modlitwy. Z poni¿szej wypowiedzi mo¿na wyczytaæ, i¿ efekt nawrócenia religijnego oraz uczestnictwa we wspólnocie religijnej jest wci¹¿ ¿ywy:
Ja siê modlê codziennie. Modlê siê na ró¿ny sposób, bo modlitwa to nie jest tylko, na
przyk³ad, powiedzenie s³owa bo¿ego, nie jest to wypowiedzenie, wierzê w Boga, czy Ojcze Nasz. Modlitwa to jest przede wszystkim rozmowa z Panem Bogiem, bo to nie musi
251
252
MACIEJ DÊBSKI
byæ tak, ¿e ja powiem Ojcze Nasz, Zdrowaœ Maryjo i to koniec. Ja nawet nie muszê mówiæ Ojcze nasz, tylko powiedzmy, powiedzenie do Pana Boga, jak nam min¹³ dzieñ czy
coœ. To jest rozmowa, to jest modlitwa i na przyk³ad powiesz do Pana Jezusa, Panie Jezu,
to ju¿ jest modlitwa, ty ju¿ zaczynasz t¹ swoj¹ modlitwê, bo ty ju¿ z Nim rozmawiasz i samymi myœlami, tak jak ja siê modlê, to nie raz w ogóle nie wymawiam ¿adnych s³ów tylko myœlê sobie. Myœlê co dziœ robi³am, myœlê te¿ nad swoim zachowaniem, co zrobi³am
Ÿle itd. To te¿ jest modlitwa. Modlitw¹ te¿ mo¿e byæ… Jest na przyk³ad u nas taka modlitwa przez taniec. My tañczymy do muzyki takiej religijnej, zamykamy oczy i to co
nam przyjdzie to my siê tak ruszamy i to te¿ jest taka modlitwa, takie chwalenie Boga.
Jak s¹ k³opoty to modlê siê wiêcej ni¿ tak normalnie, ale na przyk³ad jak jest nudno, jak
idê do pracy, to idê na poci¹g. To idzie siê 20 minut, to ja mam na przyk³ad tak, to mi tak
utkwi³y piosenki religijne w pamiêci, to sobie nucê po prostu i siê uœmiecham i nie raz
tak ludzie patrz¹ na mnie dziwnie, siê uœmiecham itd. to jest forma modlitwy poprzez
œpiewanie. Przypominam sobie co ostatnio czyta³am, czy te¿ na przyk³ad ró¿aniec te¿.
Du¿o osób myœli, ¿e ró¿aniec to tylko jest dla starszych pañ, dla babæ, jak to niektórzy
mówi¹. To nieprawda. Ró¿aniec to jest piêkna rzecz. To nie trzeba Zdrowaœ Maryjo
z dziesiêæ razy, tylko mo¿na powiedzieæ, nie wiem, Chwa³a Ojcu takie ró¿ne, powierzenie
siê po prostu Bogu. Mogê mówiæ na przyk³ad jeden raz Zdrowaœ Maryjo, a przemyœleæ
swoje zachowanie, czy mogê swoje ¿ycie. W ró¿nych momentach siê modlê. Nie mogê
powiedzieæ nawet w jakich, bo to jest… jak mnie to wszystko natchnie, jak ja chcê, jak
moje sumienie chce, to ju¿ siê modlê. Nawet w trakcie piosenki, mo¿emy modliæ siê
w ka¿dej chwili
Inne osoby bezdomne wskaza³y, ¿e modlitwa jest przede wszystkim obowi¹zkiem ka¿dej osoby wierz¹cej. Obowi¹zek ten zdaje siê wynikaæ z uczestnictwa w ¿yciu koœcio³a, do którego jego cz³onkowie zostali w³¹czeni przez
sakrament chrztu œwiêtego. W poni¿szych wypowiedziach modlitwa postrzegana jako obowi¹zek miesza siê z funkcj¹ dodawania si³, jakie spe³nia modlitwa w opinii rozmówców:
Modlê siê, no bo to jest mój obowi¹zek, jestem chrzeœcijaninem, jestem katolikiem.
Modlitwa jest obowi¹zkiem, tak jak masz kap³añstwo. Cz³owiek idzie na kap³ana, to wiadomo, u nas to jest straszne lenistwo. Ty wiesz, kap³an wstaje na przyk³ad rano i strasznie
mu siê nie chce, a ma na przyk³ad… u nas u kap³anach jest tak, ¿e musz¹ wstaæ rano
i maj¹ godzina szósta wyznaczon¹ rann¹ modlitwê i mu siê nie chce, ale musi wstaæ, bo to
jest jego obowi¹zek, jest kap³anem. Tak samo ja ju¿ wiem, ¿e to jest mój obowi¹zek, bo
musi mi dodaæ to si³y i nie chcê inaczej bez tego ¿yæ. Chocia¿ mog³abym powiedzieæ nie,
ale te¿ wiem, ¿e mój nastêpny dzieñ to ju¿ jest bez sensu. Czasami rano siê nie modlê, ale
po po³udniu wiem ju¿, ¿e mi tego brakuje i jest coœ ¿ebym poczyta³a jakieœ ksi¹¿ki religijnej, to te¿ jest taka modlitwa
Wa¿nym kontekstem, na który nale¿y zwróciæ uwagê, jest fakt, i¿ wiele osób
bezdomnych wskazuje na pewnoœæ wys³uchania modlitw zanoszonych do Boga:
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
Przez ostatni czas bardzo du¿o mi siê rzeczy spe³ni³o o co prosi³em i siê modli³em. Bardzo
du¿o. A¿ sam by³em zdziwiony. Tak, naprawdê. Na przyk³ad to, ¿e mama wyzdrowia³a.
By³a ju¿ na, jak to siê mówi, jedn¹ nog¹ na drugim œwiecie po wylewie i udarze mózgu.
Teraz ze wzrokiem (nf) Pan Bóg mnie wys³ucha³. Te¿ przechodzi³em za³amanie, jak to siê
mówi, jak ka¿dy swoj¹ matkê kocha, no to wiadomo, to jest normalne. Bardzo dziêkujê
w³aœnie Bogu za to, ¿e mnie wys³ucha³. Do tego szpitala szed³em to wchodzi³em na krótko… Tu w Akademii Medycznej w Gdañsku le¿a³a, to jest w³aœnie taki szpital jak siê jedzie do góry po lewej stronie. (nf) Zawsze chocia¿ na krótko wchodzi³em jak przechodzi³em. Jak szed³em do mamy albo wraca³em to siê modli³em w³aœnie o zdrowie mamy.
Zreszt¹ du¿o ludzi takich jak ja by³o, te¿ w³aœnie szli do szpitala, albo wracali to ich spotyka³em tam na krótko wchodzili modl¹c siê o swoich bliskich, nie? Tak¿e mo¿na zauwa¿yæ. Tylko ju¿ ludzie starsi. Nie tam… mo¿e… tak 60… miêdzy 50 a 60. W takim wieku. Bo m³odzie¿ to w³aœnie, bo z m³odzie¿¹ to jest ciê¿ko teraz. To nie jest taka prosta
sprawa. Ciê¿ko ich w ogóle, ¿eby ich do tego przekonaæ. Siê œmiej¹, czy tam co. Tak samo
s¹ ksiê¿a, którzy s¹ do tego powo³ani, a s¹ ksiê¿a, którzy s¹ niepowo³ani. Nie nadaj¹ siê.
To jest to samo ze wszystkim. Ksi¹dz dobry potrafi przekazaæ. M³odzie¿ s³ucha ich
i ca³kiem inaczej to odbiera, a czêœæ ksiê¿y siê do tego siê nie nadaje. To jest te¿ inaczej jak
druga osoba odbiera, te¿ uzale¿nione od tego w jaki sposób jest przekazywana religia do
innych osób, ludzi.
Ka¿dego cz³owieka s¹ wys³uchiwane. Dobrego i z³ego. Tak. Bóg s³yszy. I nie potrzeba koœcio³a ani nic, bo pisze wyraŸnie, chcesz siê do Boga pomodliæ, Bóg i tak s³yszy. Zamknij
siê w pomieszczeniu, ¿eby nikogo nie by³o, ¿eby ci nie przeszkadza³ i zwróæ siê do Boga.
nie koœció³, do obrazów, tu do takiego czy tam innego. Obrazy? A kto widzia³ Boga, ¿eby
go na obraz wzi¹³? Chrystusa maluj¹, to z brod¹, to bez brody, to tak, to tak, nie? Ale orygina³ ¿eby by³. Przecie¿ byli malarze za Chrystusa, nie? Orygina³. S¹ obrazy oryginalne?
Dlaczego nie ma? Nie ma, tylko takie jak niby, jak móg³. Przecie¿ jego brzydkiego nie
namaluj¹, nie? Szatana, tego diab³a to maluj¹ z ogonem, nie? To jest taki mê¿czyzna
przystojny, ho, ho, ho, pani. Jakby siê pokaza³. On sam mówi, to z szatanem... Jak ja bym
siê pokaza³ w ludzkim ciele, bo tego co siê go pyta³, pytanie mu zadaje, to byœ zobaczy³
jaki ja jestem mê¿czyzna przystojny, ale ja ci nie poka¿ê siê. On siê nie boi Boga. Bo on
Boga nie uwa¿a w ogóle. Uwa¿a, ¿e jest Bóg, on te¿ nie mo¿e. On mówi, ja te¿ mogê byæ
równy Bogu, tak powiedzia³. Tak jak Chrystus mu powiedzia³ tak powiedzia³ Bóg do
anio³a. Wszystkich anio³ów mia³ pod wzglêdem i w jego sumieniu takie coœ siê zrobi³o,
przecie¿ mówi, ja mogê byæ taki silny jak i mój ojciec. No i poszed³ na swoj¹ stronê i do
dziœ jest. On jest, na ziemi, tu rz¹dzi, tu s¹ jego rz¹dy. A Bóg czeka.
W wypowiedziach wielu osób bezdomnych poœwiêconych znaczeniu modlitwy w ¿yciu codziennym okazuje siê, ¿e pe³ni ona wiele wa¿nych funkcji.
Po pierwsze, modlitwa — w opinii swobodnych wypowiedzi badanych osób
— pomaga prze¿yæ ka¿dy nastêpny dzieñ. Drug¹ funkcj¹ modlitwy, która
doœæ wyraŸnie wybrzmiewa w wypowiedziach osób bezdomnych, jest funkcja
— mo¿na powiedzieæ — u¿yteczna. W tym kontekœcie modlitwa jawi siê
jako narzêdzie do uzyskania czegoœ w ¿yciu:
253
254
MACIEJ DÊBSKI
Dziêki modlitwie cz³owiek znosi bardziej swoj¹ sytuacjê ¿yciow¹. £agodniej. Potrafi siê
odnaleŸæ w tej sytuacji. Potrafi dŸwign¹æ ten krzy¿, nawet gdy jest du¿y. Widzi, potrafi
cieszyæ siê ma³ymi rzeczami. Nie ka¿dy to potrafi.
Modlitwa naprawdê ma bardzo du¿e w moim ¿yciu, bo widzê, jak Bóg wys³uchuje i to, co
proszê, to siê spe³nia, to nie jest, ¿e od razu siê spe³nia, ale po pewnym czasie, jak jesteœmy
wtedy wytrwali w takiej modlitwie widaæ efekty tej modlitwy.
Wp³yw wiary i religii na ¿ycie codzienne
Czy wiara i religia wp³ywaj¹ na ¿ycie codzienne osób bezdomnych? To kluczowe pytanie, które koñczy rozwa¿ania zawarte w tej pracy, otwieraj¹c jednak¿e obszar moich zainteresowañ, bêd¹cych przedmiotem badañ zasadniczych, które przeprowadzê w najbli¿szym czasie. Poszukuj¹c dowodów na to,
¿e ró¿norodne czynniki o charakterze transcendentnym maj¹ zasadniczo pozytywny wp³yw na radzenie sobie z sytuacj¹ bezdomnoœci9, postanowi³em zadaæ respondentom szereg pytañ zwi¹zanych z wp³ywem religii na aktualn¹
sytuacjê ¿yciow¹. Z przeprowadzonych badañ wynika, ¿e dla 65% osób bezdomnych wiara i religia jest Ÿród³em si³y w codziennych trudach ¿ycia i jako
taka pomaga w ¿yciu codziennym. Ponadto, 63,3% badanych osób przyznaje, ¿e w codziennym ¿yciu mo¿e liczyæ na pomoc Boga, zaœ prawie po³owa respondentów (40%) uwa¿a, ¿e wiara w Boga mo¿e okazaæ siê pomocna w procesie wyjœcia z bezdomnoœci. Dok³adnie tyle samo osób (40%) przyznaje, ¿e
wiara w Boga pozwala zapomnieæ o sytuacji braku domu. Warto równie¿
wskazaæ, ¿e oko³o 1/3 badanych osób uwa¿a, ¿e ich sytuacja bezdomnoœci jest
czêœci¹ jakiegoœ szerszego, boskiego planu.
W trakcie operacjonalizacji narzêdzia badawczego postanowi³em zawrzeæ szereg pytañ dotycz¹cych zarówno przyczyn bezdomnoœci10, jak rów9 Radzenie
sobie z bezdomnoœci¹ dotyczy zarówno perspektywy ¿ycia codziennego (perspektywa teraŸniejsza, w której wiara i religia postrzegane s¹ jako czynniki pomagaj¹ce prze¿yæ kolejny dzieñ, daj¹ce nadziejê na „lepsze jutro”, itp.) jak równie¿ perspektywy ukierunkowanej na
przysz³oœæ (wiara i religia jako kluczowe determinanty w procesie wyjœcia z sytuacji braku dachu
nad g³ow¹).
10
(1) Pope³ni³em(³am) w przesz³oœci ¿yciowe b³êdy, (2) Nie mia³em(³am) szans zachowaæ swojego mieszkania, (3) Nie chcia³o mi siê zawalczyæ o mo¿liwoœæ sta³ego zamieszkania, (4), Mia³em(³am) ¿yciowego pecha, (5) Zmar³ bliski mi cz³onek rodziny/partner, (6) Polityka w³adz do
tego doprowadzi³a, (7) Wykaza³em(³am) zbyt ma³o w³asnej inicjatywy, aby utrzymaæ pracê, (8)
Rodzina pozbawi³a mnie mieszkania, (9) Zosta³em(³am) ukarany(na) za swoje b³êdy, (10) Nie
dba³em(³am) wystarczaj¹co mocno o to, aby prowadziæ normalne ¿ycie, (11) Nikt mi nie pomóg³
w krytycznej sytuacji, (12) Nie poradzi³em(³am) sobie z na³ogiem, (13) Pozbawiono mnie mo¿li-
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
nie¿ tych, któte odnosz¹ siê do prób rozwi¹zania problemu bezdomnoœci11.
Wszystkie one zosta³y wykorzystane przez S. Retowskiego oraz A. Dêbsk¹-Cenian w badaniach psychospo³ecznego profilu osób bezdomnych
w Trójmieœcie w roku 2006 (Retowski, Dêbska-Cenian, 2008: 434 i nast.)
i s³u¿y³y do wyodrêbnienia czterech zasadniczych modeli radzenia sobie
z bezdomnoœci¹ (Brickman, 1982)12. Z przeprowadzonych badañ wynika,
¿e reprezentacje wy³onionych modeli s¹ do siebie iloœciowo bardzo zbli¿one: 23,6% badanych osób reprezentuje model medyczny, 29,3% model
woœci pracy, (14) Uciek³em(³am) w ten sposób od problemów rodzinnych, (15) Doprowadzi³em(³am) do rozbicia rodziny, (16) Wpad³em(³am) w konflikty z prawem, (17) Powa¿nie zachorowa³em(³am), (18) Chcia³em(³am) byæ wolny(na) i nie mieæ ¿adnych zobowi¹zañ, (19)
Uciek³em(³am) przed przemoc¹ domow¹/ alkoholizmem w rodzinie, (20) Moja rodzina/partner
pozostawi³(a) mnie sam¹/samego.
11 (1) Jestem gotowa/gotów zrobiæ bardzo wiele, aby tylko wyjœæ z bezdomnoœci, (2) Nie ma
innego wyjœcia, w mojej sytuacji muszê czekaæ na lepsze czasy, (3) Je¿eli bêdê wykazywa³(a) siê
ci¹g³¹ inicjatyw¹, to powinnam/powinienem znaleŸæ sposób, aby wyjœæ z bezdomnoœci, (4) Nie
mam si³, aby walczyæ teraz o wyjœcie z bezdomnoœci, (5) Nie szukam zbyt mocno mo¿liwoœci znalezienia pracy i mieszkania, bo i tak wszystko zale¿y od szczêœcia, (6) Je¿eli wystarczaj¹co siê postaram, to na pewno w koñcu znajdê jak¹œ mo¿liwoœæ samodzielnego mieszkania, (7) Wyjœcie
z bezdomnoœci jest mo¿liwe tylko wtedy, gdy ktoœ znajomy mi pomo¿e, (8) Wiem, ¿e tak naprawdê wyjœcie z bezdomnoœci zale¿y od mojej motywacji, (9) Jedyne, co mogê robiæ w mojej sytuacji,
to czekaæ na pomoc, (10) Z mojego punktu widzenia nic siê nie da zrobiæ, bo ¿adnego osi¹galnego
sposobu, abym móg³ wyjœæ z bezdomnoœci po prostu nie ma, (11) Czêsto myœlê o tym, co zrobiæ,
aby mieæ na sta³e swój k¹t, (12) Czujê, ¿e tak naprawdê nie mam wp³ywu na to, czy znajdê pracê
i wynajmê sobie mieszkanie, (13) Czujê siê w pe³ni odpowiedzialny(na) za to, czy wreszcie uda mi
siê wyjœæ z bezdomnoœci, (14) Dopóki mogê jakoœ ¿yæ, nie muszê intensywnie szukaæ mo¿liwoœci
wyjœcia z bezdomnoœci, (15) Aby znaleŸæ pracê i dziêki temu mieszkanie, muszê siê sam „wkrêciæ”
w odpowiednie towarzystwo.
12 Model medyczny, w którym osoby bezdomne nie czuj¹ siê odpowiedzialne ani za powstanie
problemu, ani za jego rozwi¹zanie. W modelu tym (podobnie jak w przypadku posiadania choroby np. nowotworowej) osoby nie maj¹ w³aœciwie ¿adnego wp³ywu na pojawienie siê problemu, nie
mog¹ równie¿ nic zrobiæ, aby poradziæ sobie z problemem, czekaj¹ na pomoc z zewn¹trz, a pomaganie polega wy³¹cznie na zaoferowaniu pomocy z zewn¹trz, co w dalszej kolejnoœci mo¿e prowadziæ do utraty samodzielnoœci oraz do uzale¿nienia od otrzymywanej pomocy; model oœwieceniowy, w którym osoby bezdomne czuj¹ siê odpowiedzialne za powstanie problemu, ale postrzegaj¹
siebie jako niezdolnych do jego rozwi¹zania. W tym przypadku pomoc polega g³ównie na uœwiadomieniu (oœwieceniu) ludziom tego, w jaki sposób mog¹ poradziæ sobie w tej sytuacji. W przypadku tego modelu ludzie oczekuj¹ na przewodnika, który pomo¿e im poradziæ sobie z tym problemem; model kompensacyjny, w którym osoby bezdomne nie s¹ obwiniane za swoje problemy
(ich powstanie), ale czuj¹ siê odpowiedzialne za ich rozwi¹zanie. Pomoc zwykle polega na mobilizowaniu do bardziej efektywnego radzenia sobie z otoczeniem oraz uczeniu efektywnych sposobów postêpowania w okreœlonej sytuacji problemowej; model moralny, w którym osoby bezdomne czuj¹ siê odpowiedzialne za powstanie problemu oraz za rozwi¹zanie go. W tym przypadku
pomoc zwykle polega na stymulowaniu ludzi do wyboru odpowiedniego sposobu postêpowania
ze swoim problemem.
255
256
MACIEJ DÊBSKI
oœwieceniowy; 24,6% model kompensacyjny, zaœ 22,5% model moralny.
Pytanie badawcze, które nale¿y postawiæ sobie w tej czêœci pracy, odnosi siê
do zapytania: czy proporcje udzia³u osób bezdomnych w poszczególnych
modelach w jakimœ stopniu zale¿¹ od wiary i religijnoœci? Za pomoc¹ odpowiednich wspó³czynników korelacji okreœlono, i¿ wybrane „religijne”
zmienne, takie jak poczucie przynale¿noœci do okreœlonego wyznania
(Eta=0,045), zainteresowanie sprawami wiary (Eta=0,132), czêstotliwoœæ
modlitwy (Eta=0,080), stosunek do praktyk religijnych (Eta=0,120) czy
wa¿noœæ modlitwy (0,143) nie maj¹ wiêkszego wp³ywu na procentowe
rozk³ady zaprezentowanych powy¿ej brickmannowskich modeli.13 W prostej linii oznacza to, ¿e nie obserwuje siê wp³ywu wiary i religii na postrzeganie przyczyn w³asnej bezdomnoœci, jak równie¿ na postrzeganie prób
rozwi¹zania w³asnej sytuacji ¿yciowej.
Maj¹c na uwadze fakt, ¿e uzyskane wyniki prowadzonych badañ iloœciowych nie s¹ jednoznaczne (w czêœci deklaratywnej osoby bezdomne licznie
wskazuj¹ na pozytywny wp³yw wiary i religii na ¿ycie w sytuacji bezdomnoœci,
w czêœci zaawansowanych opracowañ statystycznych trudno szukaæ wzajemnego wp³ywu obu obszarów), postanowiono w sposób szczegó³owy przyjrzeæ
siê swobodnym wypowiedziom osób bezdomnych zawartych w indywidualnych wywiadach pog³êbionych. Poni¿sze cytaty nie pozostawiaj¹ cienia w¹tpliwoœci, ¿e osoby bezdomne bardzo licznie wskazuj¹ na te sytuacje, które s¹
dowodem na œcis³y (pozytywny) zwi¹zek ¿ycia religijnego z radzeniem sobie
z bezdomnoœci¹:
Tak, na pewno tak i tak naprawdê dziêki w³aœnie wierze nie czujê nawet, ¿e jestem bezdomny i w tej chwili to bardziej jakby, takie mam poczucie, ¿e zosta³em wyci¹gniêty z takiej tej bezdomnoœci, takiej naprawdê skrajnej, gdzie ja sobie ca³kowicie nie radzi³em.
W tej chwili sobie radzê i czujê, jakbym chcia³ oddaæ, powinienem oddaæ t¹ pomocn¹
d³oñ, któr¹ uzyska³em na pocz¹tku, ¿e w tej chwili równie¿ powinienem innym pomóc.
Ja nie chcê powiedzieæ, ¿e o swoim wyjœciu z bezdomnoœci ju¿ prawie nie myœlê, jest zawsze taka chêæ, ¿eby wyjœæ z bezdomnoœci. Ale wydaje siê, jak siê tak na chwilê zatrzymam,
¿e bêdê móg³ pokazaæ innym, ¿e mo¿na coœ zrobiæ, i zmieniæ przede wszystkim myœlenie
o bezdomnoœci.
Z przeprowadzonych badañ wynika, ¿e czêœæ osób bezdomnych postrzega
sytuacjê w³asnej bezdomnoœci jako wa¿ny zapis szeroko rozumianego planu
boskiego. W tych wszystkich przypadkach religia jawi siê jako narzêdzie prowadz¹ce do zrozumienia zamys³ów bo¿ych, zaœ sytuacja bezdomnoœci postrzegana jest jako trudnoœæ ¿yciowa, k³oda, która zosta³a w sposób œwiadomy i zamierzony przez Boga rzucona cz³owiekowi „pod nogi”:
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
Moja bezdomnoœæ to jest czêœæ planu Bo¿ego, ale wiara w³aœnie bardziej pomaga zrozumieæ t¹ sytuacjê i jakoœ przejœæ przez to wszystko, nie? Wyjœæ póŸniej na prost¹. Ja mówiê,
to wszystko w swoim czasie. To nie tak hop siup, jak to siê mówi. Tak¿e, ja to tak po prostu odbieram, nie? I wierzê, ¿e po prostu to coœ by³o gdzieœ zapisane w planach bo¿ych, ¿e
sta³o siê tak, a nie inaczej. Chocia¿ myœla³em, ¿e te¿ do tego nie dojdzie, no ale, dosz³o to,
co jakiœ g³êbszy czas by³o w zamiarach bo¿ych
Ja uwa¿am tak: jest ktoœ, który mn¹ kieruje i przyk³adowo ja uwa¿am, ¿e mo¿e, bo tego
nie wiem, bo tego nikt nie wie. Mo¿e jestem bezdomny dlatego ¿eby, ¿e pan bóg mnie po
prostu usi³uje, mo¿e nie tyle usi³uje, co rzuca mi specjalnie przeszkody, ¿eby pokonywaæ
trudnoœci, o tak powiedzmy.
Ja wiem, ¿e wiara czyni cuda itd. Nie mo¿na za bardzo ufaæ w takie ró¿ne insynuacje, bo
to te¿ ju¿ jest przekraczanie pewnych granic. Wysz³o dobrze, no… Mo¿e tak, ale bojê siê
zawsze tak dos³ownie. Bojê siê u¿ywaæ zdania jakieœ znaki, jakieœ coœ, jakieœ cuda. Nie
wiem, tak jakoœ siê hamujê przed tym. Po prostu uwa¿am, ¿e tak ma byæ, Bóg mo¿e tak
daje, oczywiœcie, ale nie mo¿na za bardzo. Kiedyœ przeczyta³am nawet w przykazaniu,
w ksi¹¿eczce te¿ takiej w modlitewniku, ¿e nie nale¿y za bardzo przekraczaæ tej granicy
w toku myœlenia na teraz, na dziœ, ¿e to co siê dzieje to jest zamiar Boga, to jest zamiar te¿
nasz sam, ale nie mo¿na ufaæ. Bo to ju¿ przekracza tak¹ granicê pewn¹, której my tylko
jako ludzie powinni zaakceptowaæ na takie cywilne sprawy, a na takie boskie, co jest zamierzone Bogu, to ja wolê nie przekraczaæ takiej granicy. Nawet s³ownej, po prostu.
W kierunku implikacji do badañ zasadniczych — tytu³em zakoñczenia
Nie ulega w¹tpliwoœci, ¿e Bóg i religia w ¿yciu osób bezdomnych odgrywaj¹
znacz¹c¹ rolê. Widoczne jest to przede wszystkim w aspekcie wa¿noœci religii
i modlitwy, wp³ywu Boga na ¿ycie oraz jego pomocy w trudnych chwilach
¿yciowych. Podsumowuj¹c uzyskane wyniki nale¿y wskazaæ, ¿e osoby bezdomne uczêszczaj¹ do koœcio³a rzadziej ni¿ statystyczny Polak, rzadziej te¿
przynale¿¹ do koœcio³a rzymskokatolickiego, a ich wiara oparta jest przede
wszystkim na tradycji i wychowaniu w rodzinie, jak równie¿ na w³asnych doœwiadczeniach i przemyœleniach. Moralnoœæ osób bezdomnych zbli¿ona jest
do moralnoœci Polaków i jest ona obarczona du¿ym ³adunkiem relatywizmu.
Kategorie dobra i z³a nie s¹ jednoznacznie od siebie oddzielone, a poziom zaufania spo³ecznego jest niski. Pomimo tego osoby bezdomne jawi¹ siê jako te,
które s¹ gotowe nieœæ pomoc innemu cz³owiekowi nawet wówczas, gdy nic
siê z tego nie ma. Trudno na tym etapie badañ i dokonanych analiz statystycznych stwierdziæ wp³yw ¿ycia religijnego na moralnoœæ, dlatego aspekt
ten szeroko zostanie poddany pod dyskusjê w przygotowywanej publikacji
naukowej. W publikacji tej wykorzystane zostan¹ równie¿ wyniki wywiadów
257
258
MACIEJ DÊBSKI
pog³êbionych, które niew¹tpliwie wzbogac¹ zebrany ju¿ materia³ empiryczny
i osadz¹ go w konkretnym kontekœcie.
Myœl¹c o badaniach zasadniczych (bo te traktujê jako pilota¿owe) wskazaæ
trzeba, i¿ w przyjêtej metodologii nale¿y dokonaæ powa¿nych zmian. Po
pierwsze nale¿y uwzglêdniæ fakt, ¿e w badanej próbie osób bezdomnych jest
zbyt ma³o kobiet, aby dokonywaæ porównañ religijnoœci u bezdomnych mê¿czyzn i kobiet. Oznacza to, ¿e w badaniach zasadniczych nale¿y odejœæ od realnej proporcji w podziale osób bezdomnych ze wzglêdu na p³eæ, zauwa¿alnej
w badaniach polskich (80% mê¿czyzn i 20% kobiet) i zdecydowaæ siê na równy udzia³ kobiet i mê¿czyzn. Po drugie wydaje siê s³uszne, aby przeprowadzaæ
badania z osobami bezdomnymi nie tylko w placówkach oœrodków pomocy
spo³ecznej, ale równie¿ w placówkach prowadzonych przez organizacje pozarz¹dowe (tych „œwieckich oraz wœród tych, które w swojej nazwie wykorzystuj¹ elementy religijne (np. Towarzystwo pomocy im. œw. Brata Alberta, placówki Caritasu). Koniecznie nale¿y w³¹czyæ w kr¹g zainteresowañ placówki
dla osób bezdomnych prowadzone równie¿ przez inne ni¿ katolickie organizacje (przede wszystkim placówki prowadzone przez organizacje i koœcio³y
protestanckie oraz prawos³awne). Tego rodzaju badania powinny byæ równie¿
prowadzone wœród osób przebywaj¹cych na ulicy. Z wyników nielicznych badañ prowadzonych w Polsce wœród tej grupy osób bezdomnych jasno wynika,
¿e zmienna zwi¹zana z miejscem przebywania osoby bezdomnej (bezdomnoœæ
instytucjonalna oraz pozainstytucjonalna) ró¿nicuje wiele wyników z ró¿nych
dziedzin ¿ycia cz³owieka. Przypuszcza siê, ¿e z podobn¹ sytuacj¹ mo¿na mieæ
do czynienia analizuj¹c jakoœæ ¿ycia religijnego osób bezdomnych. Chc¹c
okreœliæ realny wp³yw na sytuacjê radzenia sobie z bezdomnoœci¹ w badaniach
zasadniczych, nale¿y w³¹czyæ w kr¹g respondentów osoby usamodzielnione,
czyli takie, które doœwiadcza³y w przesz³oœci problemu braku dachu nad
g³ow¹, jednak¿e dzisiaj osobami bezdomnymi nie s¹.
Bibliografia
Bartosz, B, B³a¿ej E., 1995. O doœwiadczeniu bezdomnoœci, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa.
Baumann, Z., 2004. ¯ycie na przemia³, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
Bielecka-Prus, J., Rydzewski P., Maciejewska R., 2011. Spo³eczne i instytucjonalne aspekty bezdomnoœci na LubelszczyŸnie, Wyd. WSPA, Lublin.
Borowik, I., 1997. Procesy instytucjonalizacji i prywatyzacji religii w powojennej Polsce, Wyd. U J,
Kraków.
Borowik, I., Doktór T. 2001. Pluralizm religijny i moralny w Polsce, Zak³ad Wyd. NOMOS,
Kraków.
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
Borowik, I., Dyczewska A., Litak E., 2010. Razem i osobno. Religia a dobrostan w warunkach zró¿nicowania etniczno-wyznaniowego na przyk³adzie Przemyœla, Zak³ad Wyd. NOMOS, Kraków.
Browarczyk, £., 2008. Forum. O bezdomnoœci bez lêku. Rok I, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Browarczyk, £., Dêbski M., 2010. Forum. O bezdomnoœci bez lêku. Rok II, Pomorskie Forum na
rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Browarczyk, £., Dêbski M., Maj A., 2011. Forum. O bezdomnoœci bez lêku. Rok III, Pomorskie
Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Brickmann, Ph., Rabinovitz V.C., Karuza J. Jr., Coates D., Cohn E., Kidder L., 1982. Models
of helping and coping, American Psychologist, 37.4.
Chwaszcz J., 2008., Osobowoœciowe i spo³eczne wyznaczniki funkcjonowania bezdomnych mê¿czyzn,
Wydawnictwo KUL, Lublin.
Czarnowski S., 1956. Ludzie zbêdni w s³u¿bie przemocy. W: S. Czarnowski, Dzie³a, t.2, Wyd.
PWN, Warszawa.
Dêbska-Cenian, A., Olech P., 2008. Od ulicy do samodzielnoœci ¿yciowej. Standardy spo³ecznej
i zawodowej (re)integracji w szeœciu sferach, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbska-Cenian, A., Cis G., Maj A., Prusak B., 2007. Pomost. O Bezdomnoœci bez lêku. Pismo samopomocy, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci Gdañsk.
Dêbski, M., 2003. Socjodemograficzny portret zbiorowoœci osób bezdomnych Województwa Pomorskiego. Raport z badañ. W: P. Olech, E. Szczypior, G. Sochacka, J. M¹kosa, red. Pomost. O Bezdomnoœci bez lêku. Pismo samopomocy, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbski, M., 2004. Religijnoœæ koœcielna. W: M. Libiszowska-¯ó³tkowska, J. Mariañski, red.
Leksykon socjologii religii. Zjawiska — badania — teorie, Wyd. Verbinum, Warszawa.
Dêbski, M., 2007a. Socjodemograficzny portret zbiorowoœci ludzi bezdomnych województwa pomorskiego — grudzieñ 2007. Raport z badañ. W: A. Dêbska-Cenian, G. Cis. A. Maj, B. Prusak, red. Pomost. O Bezdomnoœci bez lêku. Pismo samopomocy, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbski M., 2007b. Wizerunek osób bezdomnych w œwiadomoœci m³odzie¿y akademickiej Trójmiasta.
Próba szkicu socjologicznego. W: A. Dêbska-Cenian, G. Cis, A. Maj, B. Prusak, red. Pomost.
O Bezdomnoœci bez lêku. Pismo samopomocy, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbski M., 2008a. Religijnoœæ osób bezdomnych w województwie pomorskim. W: M. Dêbski,
K. Stachura, red. Oblicza bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbski, M., 2008b. Sytuacja osób bezdomnych w województwie pomorskim w œwietle wyników badañ
socjodemograficznych. W: M. Dêbski, S. Retowski, red. Psychospo³eczny profil osób bezdomnych
w Trójmieœcie, Gdañsk.
Dêbski, M., 2010. Co nowego w badaniach socjodemograficznych? Od profilaktyki do wyjœcia z bezdomnoœci. W: £. Browarczyk, M. Dêbski, red. Forum. O bezdomnoœci bez lêku. Rok II, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbski, M., Olech P., 2005. Socjodemograficzny portret zbiorowoœci osób bezdomnych Województwa
Pomorskiego. Raport z badañ. W: A. Siebiert, A. Meller, K. Kowalska, K. £ugowski, red.
Pomost. O bezdomnoœci bez lêku. Pismo samopomocy, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia
z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbski, M., Retowski S., 2008. Psychospo³eczny profil osób bezdomnych w Trójmieœcie, Gdañsk.
259
260
MACIEJ DÊBSKI
Dêbski, M., Stachura K., 2008. Oblicza bezdomnoœci, Gdañsk.
Dêbski, M., 2010. Problem bezdomnoœci w Polsce. Wybrane aspekty. Diagnoza Zespo³u Badawczego
dzia³aj¹cego w ramach projektu „Gminny Standard Wychodzenia z Bezdomnoœci”, dostêpne na:
http://www.pfwb.org.pl/wp-content/uploads/2010/10/DIAGNOZA-Zespó³-Badawczy.
pdf [dostêp: 20.11.2011]
Dingemans, L., Remy J., 1966. Kryteria ¿ywotnoœci katolicyzmu, W: Ludzie — Wiara — Koœció³. Analizy Socjologiczne, Warszawa.
Duda, M., 2011. Bezdomny moim bratem. O polskiej bezdomnoœci prze³omu wieków w œwietle spo³ecznego nauczania Koœcio³a, Wydawnictwo œw. Stanis³awa BM, Kraków.
Dupre, L., 2003. Inny wymiar, Wyd. Znak, Kraków.
Duracz-Walczak, A., 2001/2002, W krêgu problematyki bezdomnoœci polskiej, Pomorskie Forum
na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk.
Duracz-Walczak, A., 2007. Bezrobocie jako problem bezdomnych polskich, Fundacja Inicjatyw
Spo³eczno-Ekonomicznych FISE, Warszawa.
Durkheim, E., 1990. Elementarne formy ¿ycia religijnego, Warszawa.
Frysztacki, K., 2009. Socjologia problemów spo³ecznych, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa.
Glock, Ch., Stark R., 2003. Wymiary zaanga¿owania religijnego. W: W. Piwowarski, red. Socjologia religii. Antologia tekstów, Zak³ad Wyd. Nomos, Kraków.
Golinowska, S., Tarkowska E., Kopiñska I., 2005. Ubóstwo i wykluczenie spo³eczne. Badania-Metody-Wyniki, Instytut Polityki i Spraw Spo³ecznych, Warszawa.
Grabarczyk, I., 2007. System wsparcia i pomocy bezdomnym, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmiñsko-Mazurskiego, Olsztyn.
JaŸdzikowski, M., 2000. Syndrom bezdomnoœci. W: M. Rzepiak, red., Pomost. O bezdomnoœci bez
lêku. Pismo samopomocy, Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomnoœci, Gdañsk
Kapuœciñski, R.,2006. Ten Inny, Wyd. Czytelnik, Kraków.
Mariañski, J., 1983. Koœció³ w spo³eczeñstwie przemys³owym, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa.
Mariañski, J., 1990. W poszukiwaniu sensu ¿ycia, Wydawnictwo KUL, Lublin.
Mariañski, J., 2000. Kryzys moralny czy transformacja wartoœci, Wydawnictwo KUL, Lublin.
Maris, R.W., 1988. Social Problems. The Dorsey Press, Chicago.
Mazur J., 2006. Bezdomnoœæ. Szkice z socjologii polityki spo³ecznej i katolickiej nauki spo³ecznej,
Wyd. KUL, Lublin.
Mendel, M., 2007. Spo³eczeñstwo i rytua³. Heterotopia bezdomnoœci, Wyd. Adam Marsza³ek, Toruñ.
Miœ, L., 2007. Problemy spo³eczne. Teoria, metodologia, badania, Wyd. UJ, Kraków
Moczuk, E., 1999. Bezdomnoœæ jako problem spo³eczny w opiniach osób bezdomnych. W: T.
Nó¿ka, M., 2006. W³óczêgostwo. Zjawisko spo³eczne i interwencja socjalna, „Zeszyty Pracy Socjalnej” nr 11, Instytut Socjologii UJ, Kraków.
So³tysiak, red. Poczucie nieegalitarnoœci, ubóstwo. Bezdomnoœæ a zjawiska patologii spo³ecznej w aktualnej rzeczywistoœci kraju, W³oc³awek.
Oliwa-Ciesielska, M., 2006. Piêtno nieprzypisania. Studium o wyizolowaniu spo³ecznym bezdomnych, Seria: Socjologia. nr 2, Wyd. Naukowe UAM, Poznañ.
Piekut-Brodzka, D.M., 2000. O bezdomnoœci i bezdomnych. Aspekty fenomenologiczne. etiologiczne
i terapeutyczne, Chrzeœcijañska Akademia Teologiczna, Warszawa.
Piekut-Brodzka, D.M. 2006. Bezdomnoœæ, Chrzeœcijañska Akademia Teologiczna, Warszawa.
Pindral, A., 2010. Definicje i typologie bezdomnoœci. W: M. Dêbski, red. Problem bezdomnoœci
w Polsce. Wybrane aspekty. Diagnoza Zespo³u Badawczego dzia³aj¹cego w ramach projektu
Czy ludziom „zbêdnym” niezbêdna jest religia? Na podstawie wyników badañ pilota¿owych
„Gminny Standard Wychodzenia z Bezdomnoœci”, dostêpne na: http://www.pfwb.org.pl/wp
-content/uploads/2010/10/DIAGNOZA-Zespó³-Badawczy.pdf [dostêp: 20.11.2011]
Pisarska, M., 1993. Bezdomni w £odzi — analiza socjologiczna, „Polityka Spo³eczna”, Warszawa.
Piwowarski, W., 1996. Socjologia religii, Wydawnictwo RWKUL, Lublin.
Piwowarski, W., 1977. Religijnoœæ miejska w rejonie uprzemys³owionym, Warszawa.
Przymeñski, A., 1998. Zjawisko bezdomnoœci w Polsce, „Polityka Spo³eczna” nr 4/1998, Warszawa
Przymeñski, A., 2001. Bezdomnoœæ jako kwestia spo³eczna w Polsce wspó³czesnej, Wydawnictwo
Akademii Ekonomicznej, Poznañ.
Retowski, S., Dêbska-Cenian A., 2008. Modele radzenia sobie z sytuacj¹ w³asnej bezdomnoœci —
konsekwencje psychologiczne. W: M. Dêbski, S. Retowski, red. Psychospo³eczny profil osób bezdomnych w Trójmieœcie, Gdañsk.
Sa³ustowicz, P., 2006. O zanikaniu solidarnoœci we wspó³czesnym spo³eczeñstwie — na przyk³adzie
tzw. „ludzi zbêdnych”. W: J. Krzyszkowski, K. Pi¹tek, red. Rozwi¹zywanie problemów spo³ecznych w teorii i praktyce. Z doœwiadczeñ krajowych i europejskich, Oœrodek Kszta³cenia S³u¿b
Publicznych i Socjalnych — Centrum AV, Czêstochowa, dostêpne na: http://www.przeciw-ubostwu.rpo.gov.pl/pliki/1189583774.pdf [dostêp: 20.10.2011]
Stankiewicz, L., 2002. Zrozumieæ bezdomnoœæ, Wyd. Uniwersytetu Warmiñsko-Mazurskiego,
Olsztyn.
Œledzianowski, J., 2006. Zdrowie bezdomnych. Towarzystwo Pomocy im. œw. Brata Alberta
— Zarz¹d G³ówny we Wroc³awiu. Zak³ad Profilaktyki Spo³ecznej i Resocjalizacji Akademii Œwiêtokrzyskiej, Kielce.
Tashakkori, A., Creswell J. W., 2007. The New Era of Mixed Methods. Journal of Mixed
Methods Research Vol. 1 No. 1.
Do not-needed people need the religion? Based on the results of a study about the religions life of homeless persons
Summary
The paper is a presentation of the results of pilot research concerning faith and religious life of the homeless. Drawing upon quantitative and qualitative research methods the author makes an attempt to answer the questions on the role and meaning
of religion in the everyday life of homeless people. The article aims to deal with the
issue of faith and religious life as factors helpful for living everyday life as well as their significance in the process of social and professional reintegration of the homeless.
In the paper, a global attitude to faith of the homeless is presented along with their
level of engagement in religious practices and morality in general. Aspects such as
religious experiences, prayer and its sense for the individual are also taken into consideration in the analysis. The paper presents both quantitative, statistical data and
informal statements of the homeless from in-depth interviews.
261
KRZYSZTOF STACHURA
Wymiary cyfrowych nierównoœci.
Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
Zjawisko cyfrowych nierównoœci od kilkunastu lat stanowi przedmiot analiz
badaczy zainteresowanych problematyk¹ wykluczenia, urzêdników odpowiedzialnych za realizacjê polityki spo³ecznej w zakresie dostêpu do technologii
informacyjno-komunikacyjnych (ICT) czy polityków pracuj¹cych nad rozwi¹zaniami maj¹cymi na celu sukcesywne znoszenie tego problemu. Mniej
wiêcej od po³owy lat 90. ubieg³ego wieku prowadzone s¹ regularne studia
zwi¹zane z cyfrowym podzia³em, a tak¿e czêsto powi¹zane z tymi studiami
ró¿norodne programy spod znaku e-inkluzji, których wspólny mianownik
stanowi d¹¿enie do w³¹czenia do cyfrowego œwiata na pe³nych prawach kompetentnych u¿ytkowników coraz wiêkszej grupy osób. Pomimo wielu dzia³añ
w tym zakresie, stopieñ nasycenia gospodarstw domowych odpowiednimi do
korzystania z nowych mo¿liwoœci narzêdziami technologicznymi jest (tak
w Polsce, jak i na œwiecie) daleki od optymalnego.
W tekœcie prezentujê aktualny stan dyskursu nad zjawiskiem cyfrowego
podzia³u, przywo³uj¹c definicje tego, czym ów podzia³ jest i podkreœlaj¹c
w imiê jakich argumentów toczy³o siê dawniej i toczy dziœ walkê o pod³¹czenie do sieci osób, które z jakichœ powodów znajduj¹ siê poza jej obrêbem.
W ramach tej analizy wskazujê, jakie s¹ konsekwencje cyfrowych nierównoœci, wykorzystuj¹c w tym celu m. in. dane statystyczne ukazuj¹ce obraz technologicznych podzia³ów i umo¿liwiaj¹ce jednoczeœnie szukanie odpowiedzi
na pytanie o Ÿród³o aktualnych problemów. W dalszej czêœci charakteryzujê
spo³ecznoœæ tzw. „nie-u¿ytkowników” oraz osób w niewielkim stopniu wykorzystuj¹cych w ¿yciu codziennym czy pracy zawodowej mo¿liwoœci, jakie daje
dostêp do ICT. Zwracam przy tym uwagê nie tylko na zmienne o charakterze
socjo-demograficznym, ale równie¿ wskaŸniki o charakterze kulturowo-obyczajowym. Charakterystykê zjawiska tytu³owej technologicznej nieobecnoœci
uzupe³nia czêœæ tekstu poœwiêcona sposobom rozwi¹zywania problemu cyfro-
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
wych nierównoœci, ze szczególnym odniesieniem do konkretnych, proponowanych albo ju¿ wdro¿onych w ¿ycie rozwi¹zañ (na poziomie krajowym i europejskim).
(Re)definiuj¹c problem cyfrowych nierównoœci
W najbardziej klasycznej wersji cyfrowe nierównoœci czy te¿ cyfrowy podzia³
(w tekœcie pos³ugujê siê tymi terminami zamiennie) okreœla siê jako „systematyczne ró¿nice w korzystaniu z komputerów i Internetu: pomiêdzy krajami
bardziej i mniej rozwiniêtymi, pomiêdzy ludŸmi o ró¿nym statusie spo³eczno-ekonomicznym (wykszta³ceniu, dochodach, zawodzie, zasobnoœci), pomiêdzy ludŸmi na ró¿nych etapach ¿ycia, mê¿czyznami i kobietami, a tak¿e
pomiêdzy ró¿nymi obszarami i regionami” (Batorski, 2005: 114). Ta definicja
obejmuje wiele aspektów problemu nierównoœci na tle dostêpu i umiejêtnoœci
korzystania z ICT, a jej uzupe³nienie stanowi postrzeganie technologii jako
Ÿród³a zasobów, przede wszystkim wiedzy, szans ekonomicznych oraz kapita³u spo³ecznego (tam¿e: 109 – 111).
Jak sugeruje jednak David J. Gunkel, termin „podzia³ cyfrowy” jest wieloznaczny, nieredukowalnie mnogi i stale zmienia swoje znaczenie. Byæ mo¿e
zamiast kolejnych prób terminologicznego dookreœlenia, czym s¹ cyfrowe
nierównoœci, szukania tak samo jasno brzmi¹cej dla wszystkich definicji, bardziej adekwatna by³aby próba pog³êbionego zrozumienia polisemicznego
charakteru tego terminu, a przez to te¿ poœrednio jego pog³êbiona konceptualizacja. Gunkel uwa¿a, ¿e nie udaje siê to po czêœci dlatego, ¿e zbyt wiele jest
w debacie wokó³ podzia³u cyfrowego, a tak¿e w obrêbie dzia³añ maj¹cych podzia³ minimalizowaæ, technologicznego determinizmu. Innymi s³owy, zbyt
du¿¹ wagê przyk³ada siê do narzêdzi, za pomoc¹ których mo¿liwy jest dostêp,
a za ma³y nacisk po³o¿ony jest na spo³eczny, atechnologiczny aspekt problemu (2003: 516 – 517). I choæ od czasu, gdy autor przedstawia³ swoje tezy,
minê³a blisko dekada, jego uwagi pozostaj¹ w du¿ej mierze aktualne i znajduj¹ swoje odzwierciedlenie w prowadzonym obecnie dyskursie nad specyfik¹
cyfrowych nierównoœci.
G³ówn¹ przyczyn¹ pozostawania niektórych osób czy grup poza œwiatem
technologicznie zapoœredniczonym jest brak motywacji, by do tego œwiata
wejœæ (o czym szerzej w dalszej czêœci tekstu). Oprócz tego korzystanie z ICT
warunkowane jest przez fizyczne posiadanie dostêpu (na co zwracano uwagê
szczególnie w pocz¹tkach walki z podzia³em cyfrowym), stosowne kompetencje u¿ycia oraz œwiadomoœæ, na jaki u¿ytek mo¿na wykorzystaæ technolo-
263
264
KRZYSZTOF STACHURA
gie. Nawi¹zuj¹c do podanej wy¿ej definicji, Jan van Dijk wskazuje, ¿e mo¿na
definiowaæ rozmaite trudnoœci wynikaj¹ce z cyfrowych nierównoœci przez
pryzmat tego, kto ma dostêp do technologii, jakie s¹ kryteria tego dostêpu,
a tak¿e na ile sprawnie ludzie s¹ w stanie czyniæ z danych im technologii u¿ytek i w jakich celach to robi¹ (2010: 248).
Nadrzêdn¹ zmianê w myœleniu o podziale cyfrowym i sposobach jego
zwalczania przynios³o przeniesienie akcentu z paradygmatu dystrybutywnego, którego celem jest przede wszystkim zapewnianie dostêpu do infrastruktury, na paradygmat partycypatywny, zgodnie z którym zak³ada siê, ¿e od dostêpu wa¿niejsze s¹ umiejêtnoœci korzystania oraz zdolnoœæ ludzi, a szerzej
i ca³ych spo³ecznoœci, do czerpania konkretnych zysków z u¿ywania ICT,
przez to te¿ zwiêkszania w³asnej autonomii i poczucia sprawstwa (Mori,
2010: 59).
W wielu miejscach na œwiecie taka praca nad zwiêkszaniem roli partycypacji nie jest mo¿liwa z uwagi na powa¿ne zapóŸnienia infrastrukturalne.
Tym niemniej, dopiero wyjœcie poza opart¹ na prostych przes³ankach logikê
czynienia technologii bardziej dostêpn¹ zwiêkszy³o faktyczn¹ skutecznoœæ
walki z problemem technologicznej nieobecnoœci. Dosyæ szybko zweryfikowano, ¿e brak kompetencji w zakresie korzystania negatywnie koreluje z chêci¹ potencjalnych nowych u¿ytkowników do zainteresowania siê technologiami. Stopniowo, z up³ywem czasu, zaczêto dochodziæ do wniosku, ¿e element
edukacyjny odgrywa kluczow¹ rolê w projektowaniu dzia³añ o charakterze
e-inkluzyjnym. Odkryto jednoczeœnie, ¿e bez po³o¿enia wiêkszego nacisku na
tê sferê problem podzia³u cyfrowego bêdzie zanika³ wolniej ni¿ oczekiwano.
Jakkolwiek w wielu przypadkach skuteczn¹ form¹ technologicznej edukacji jest formalny trening, czyli przede wszystkim szkolenia z zakresu obs³ugi
komputerów i Internetu, czêsto preferowanym sposobem oswajania siê z ICT
osób niedoœwiadczonych jest pozainstytucjonalne wsparcie spo³eczne, w tym
pomoc ze strony rówieœników czy osób bliskich. Pozytywn¹ rolê w tym kontekœcie odgrywaj¹ te¿ specjalnie aran¿owane przestrzenie publiczne, w których organizuje siê mo¿liwoœæ dostêpu do podpiêtych do sieci komputerów.
Takie miejsca znajduj¹ siê czêsto na wsiach czy na terenach s³abo zurbanizowanych, gdzie nierozwiniêta jeszcze infrastruktura mo¿e stanowiæ powa¿n¹
barierê technologiczn¹, ale jednoczeœnie towarzyszy jej relatywnie wysoka
motywacja mieszkañców tych terenów, by wspólnie, w sprzyjaj¹cych warunkach, uczyæ siê korzystania z ICT (Fragoso, Cogo, Brignol, 2010: 163).
Przedstawiony powy¿ej przyk³ad wpisuje siê w nurt tzw. „trzeciej fali”
dzia³añ, których celem jest walka z podzia³em cyfrowym. Stanowi przy tym
odpowiedŸ na kluczowe pytanie o to, na czym w istocie polega specyfika cy-
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
frowych nierównoœci. W coraz wiêkszym stopniu szuka siê na nie bowiem remedium nie fetyszyzuj¹c technologie, a zwracaj¹c uwagê na aktora spo³ecznego, którego motywacje i kompetencje decyduj¹ w efekcie o mo¿liwoœci
trwa³ego w³¹czenia siê do œwiata technologii. Jak wynika z badañ H. L. Partridge, g³ównymi korelatami akcesu do nowych, technologicznie zapoœredniczonych realiów s¹ odpowiednie predyspozycje osobowoœciowe, w tym przede
wszystkim œwiadomoœæ posiadanych mo¿liwoœci do bycia pe³noprawnym
cz³onkiem spo³ecznoœci u¿ytkuj¹cych ICT oraz odpowiednio wysokie poczucie w³asnej skutecznoœci na tym polu (2007).
Promowanie idei cyfrowego w³¹czania grup i jednostek wykluczonych
doœæ powszechnie uwa¿a siê za wa¿ne i spo³ecznie funkcjonalne, argumentuj¹c, ¿e jest to szansa na zwiêkszenie w³asnych zasobów, obywatelskie prawo, z którego warto korzystaæ, a czasem po prostu warunek do sprawnego
funkcjonowania spo³ecznego, dziœ mo¿liwego w pe³ni jedynie dziêki regularnemu eksplorowaniu cyfrowej przestrzeni pe³nej informacji i mo¿liwych do
nawi¹zania kontaktów z innymi. Ten aspekt relacyjny i jego faktyczna rola s¹
jednak zaskakuj¹co czêsto pomijane w debacie nad problematyk¹ cyfrowych
nierównoœci. Tymczasem kontakty zapoœredniczone, podtrzymywane za poœrednictwem Internetu (i czêœciowo tak¿e dziêki mo¿liwoœciom telefonii
komórkowej), sprzyjaj¹ budowaniu kapita³u spo³ecznego i przyczyniaj¹ do
wiêkszej spo³ecznej aktywnoœci (Henne, Skar¿yñska, 2006: 287). Opisuj¹c
wzajemne relacje miêdzy kultur¹, edukacj¹ i ekskluzj¹ spo³eczn¹, Kazimierz
Krzysztofek zauwa¿y³, ¿e dla osób, które wchodz¹ w bardzo bliskie relacje
online, brak dostêpu do sieci oznacza³by de facto e-bezdomnoœæ (2003: 32).
Próbuj¹c scharakteryzowaæ problem cyfrowych nierównoœci, warto analizowaæ je jako wielostopniowe kontinuum — od sytuacji ca³kowitego wy³¹czenia, przede wszystkim osób s³abo wykszta³conych, starszych, mieszkaj¹cych na terenach, gdzie s³abo rozwiniêta jest infrastruktura z zakresu
ICT, nie maj¹cych spo³ecznego wsparcia i sieci bliskich osób, które mog³yby
zachêcaæ do korzystania, a¿ po osoby wykluczone w stopniu umiarkowanym,
mniej zdeterminowanym strukturalnie, które albo z jakichœ wzglêdów przesta³y korzystaæ z mo¿liwoœci technologii, albo ich kontakt z treœciami dostêpnymi elektronicznie ogranicza siê do tego, czego na przyk³ad dowiedz¹ siê od
innych osób. Id¹c tym tropem, trudno te¿ uznaæ, by istnia³ jeden podzia³ cyfrowy, taka sama skala i forma zjawiska, niezale¿na od uwarunkowañ.
Nie sposób zaprzeczyæ, ¿e cyfrowe nierównoœci s¹ fragmentem szerszego
problemu, jakim jest wykluczenie spo³eczne. Wœród ekspertów istnieje powszechna zgoda, ¿e stanowi¹ one specyficzn¹ formê spo³ecznej deprywacji,
o której siê dyskutuje, której próbuje siê zaradziæ i która uros³a do rangi wa¿-
265
266
KRZYSZTOF STACHURA
nego zagadnienia w obrêbie wspó³czesnej polityki spo³ecznej. Poradzenie sobie z trudnym do przezwyciê¿enia problemem technologicznej nieobecnoœci
wymaga œwiadomoœci szybko dokonuj¹cych siê zmian na rynku technologii,
jak równie¿ ewolucji potrzeb, jakie ludzie maj¹ i mog¹ zaspokajaæ korzystaj¹c
z mo¿liwoœci, które daj¹ ICT.
Nierównoœci nie bez konsekwencji
Przekonanie o wadze problemu cyfrowych nierównoœci skutkuje zarówno
szeroko zakrojon¹ debat¹ nad samym zjawiskiem, jak te¿ pojawieniem siê
w niej w¹tków, z których jasno wynika, ¿e pod³¹czenie siê do technologicznego obiegu wspó³czesnoœci ma niebagateln¹ wartoœæ, ¿e jedynie spo³ecznoœci
bieg³e w pos³ugiwaniu siê mo¿liwoœciami ICT mog¹ siê efektywnie i szybko
rozwijaæ oraz ¿e brak tego pod³¹czenia nie pozostaje bez negatywnych konsekwencji. Ideologia nakierowana na promocjê zwalczania cyfrowych nierównoœci wynika z powszechnie panuj¹cego przekonania, ¿e technologiczne
umiejêtnoœci s¹ fundamentalnym aspektem obywatelstwa w erze przesyconej
informacj¹ (Selwyn, 2004: 342).
Co konkretnie daje dostêp do œwiata pod³¹czonych do Internetu narzêdzi,
takich jak komputer czy telefon komórkowy? N. Selwyn jest zdania, ¿e
aktywne wykorzystanie potencja³u ICT skutkowaæ mo¿e zwiêkszeniem poziomu bezpieczeñstwa spo³eczno-ekonomicznego oraz spo³ecznej spójnoœci.
Technologie daj¹ dostêp do ca³kiem nowych zasobów, które w erze pre-internetowej zazwyczaj nie by³y na wyci¹gniêcie rêki. Dziœ s¹ i nale¿¹ do nich
choæby mo¿liwoœæ uczenia siê i szukania pracy, nawi¹zywanie nowych i podtrzymywanie starych znajomoœci lub dzia³alnoœæ na rzecz swojej lokalnej spo³ecznoœci (tam¿e: 350 – 351). Brak dostêpu oznacza automatycznie brak
wszystkich tych szans, które maj¹ osoby znajduj¹ce siê w technologicznie korzystniejszej sytuacji.
W sposób bardziej zdecydowany ten sam problem charakteryzuje van
Dijk. Wed³ug niego, osoby bez dostêpu do technologii spotyka izolacja
spo³eczna, im samym zaœ pozostaje ograniczony wybór, jeœli chodzi, na
przyk³ad, o mo¿liwoœci zwi¹zane z prac¹. Ciekawe oferty otrzymuj¹ bowiem
g³ównie osoby mobilne i te, które bez trudnoœci odnajduj¹ siê w nowym œrodowisku spo³ecznym przesyconym mediami (2010: 249). Van Dijk przywo³uje te¿ w swojej analizie konsekwencji wynikaj¹cych z niepod³¹czenia opisany w socjologii przez Roberta Mertona efekt Mateusza. Zgodnie z jego
za³o¿eniami, posiadaj¹cy s¹ w uprzywilejowanej sytuacji w stosunku do nie-
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
posiadaj¹cych, jeœli chodzi o akumulowanie zasobów, co w konsekwencji powoduje zwiêkszanie siê nierównoœci. Bogaci staj¹ siê zatem bogatsi, biedni
— biedniejsi (tam¿e: 256).
Ta diagnoza ma charakter uniwersalny i podobnie uniwersalne s¹ wynikaj¹ce z niej niepo¿¹dane skutki. W dyskursie nad cyfrowymi nierównoœciami coraz wyraŸniej brzmi teza, ¿e „wraz z upowszechnianiem siê komputerów
i sieci ró¿nice w korzystaniu z nowych technologii bêd¹ siê nasilaæ, a nie
zmniejszaæ. Skoro tak, pog³êbi¹ siê równie¿ ró¿nice miêdzy mniej i bardziej
zaawansowanymi u¿ytkownikami. Konsekwencj¹ nierównego wykorzystania
nowych technologii bêdzie mniejsze lub wiêksze uczestnictwo we wszystkich
istotnych obszarach wspó³czesnego i przysz³ego spo³eczeñstwa” (tam¿e: 257).
Cech¹ charakterystyczn¹ nierównoœci na tle dostêpu i umiejêtnoœci korzystania z ICT jest ich strukturalny charakter. One same natomiast w wielu przypadkach nak³adaj¹ siê na inne rodzaje wykluczeñ.
Zgodnie jednak z zaprezentowan¹ wczeœniej argumentacj¹, ¿e nie ma jednego podzia³u cyfrowego i ¿e cyfrowe nierównoœci s¹ rozpiête na pewnym
kontinuum, ich konsekwencje s¹ zró¿nicowane w zale¿noœci od skali nabytych kompetencji lub te¿ ich braku. Van Dijk przyjmuje, ¿e 15% spo³eczeñstwa stanowi informacyjn¹ elitê 50 – 65% to osoby w jakiœ sposób uczestnicz¹ce w technologicznym obiegu wspó³czesnoœci, reszta zaœ to osoby
wykluczone (tam¿e: 258). Te szacunki s¹ jednak adekwatne de facto dla najbogatszych pañstw œwiata, gdzie faktycznie osób, do których powinno siê
kierowaæ programy e-inkluzyjne, jest nie wiêcej ni¿ jedna trzecia populacji.
W innych czêœciach œwiata skala wykluczenia jest znacznie wiêksza, czêsto
te¿ ma bardziej strukturalny ni¿ motywacyjny charakter, a przez to wymaga
wiêkszych nak³adów finansowych na zwalczenie problemu.
D. McQuail (2007: 169) sugeruje wrêcz, ¿e powiêkszanie siê dystansu
spo³ecznego miêdzy jednostkami i grupami powoduje powstawanie nowej
podklasy, tzw. „informacyjnego proletariatu”, do którego zaliczaj¹ siê nie tylko
nie-u¿ytkownicy, ale tak¿e w ró¿ny sposób osoby, których umiejêtnoœci korzystania z ICT s¹ ograniczone. Jeszcze dalej w diagnozie skutków cyfrowych podzia³ów zdaj¹ siê iœæ Alexander Bard i Jan Söderqvist (2006), którzy stoj¹ na
stanowisku, ¿e wspó³czeœnie rosn¹ spo³eczne i ekonomiczne ró¿nice miêdzy netokratyczn¹ elit¹ o wysokich kompetencjach technologicznych i grup¹, któr¹
szwedzcy badacze nazywaj¹ konsumtariatem — pasywnymi odbiorcami komunikatów mediów tradycyjnych, w wiêkszoœci niechêtnymi do zmiany tych
tradycyjnych, postrzeganych za spo³ecznie dysfunkcjonalne nawyków.
Jak wynika z przytoczonych ocen i analiz, konsekwencje cyfrowych
nierównoœci oceniane s¹ w sposób wyrazisty, podkreœlaj¹c ich krytyczne
267
268
KRZYSZTOF STACHURA
znaczenie zarówno na poziomie jednostkowym, jak i grupowym. Choæ zosta³y sformu³owane w ró¿nych momentach rozwoju ICT, ich wspólnym
mianownikiem jest akcentowanie negatywnych skutków braku umiejêtnoœci korzystania z mo¿liwoœci oferowanych przez nowe technologie i podkreœlanie pog³êbiaj¹cego siê rozwarstwienia na tym tle. W dalszej czêœci tekstu
rozwinê te w¹tki, bli¿ej charakteryzuj¹c spo³ecznoœæ nie-u¿ytkowników,
zwracaj¹c jednoczeœnie uwagê na te bardziej zniuansowane, luŸniej zdefiniowane, a przez to trudniejsze w odszyfrowaniu aspekty cyfrowych nierównoœci.
Technologiczne nierównoœci w liczbach
Od wielu lat cyfrowe diagnozy stawia siê w istotnej mierze w oparciu o dostêpne dane statystyczne. Pos³ugiwanie siê liczbami pomaga odnaleŸæ siê
w dynamicznie zmieniaj¹cej siê rzeczywistoœci technologicznej, analizowaæ
Ÿród³a aktualnego stanu rzeczy i prognozowaæ pewne trendy na przysz³oœæ.
Tak¿e te bardziej jakoœciowe podejœcia do zwalczania cyfrowych nierównoœci
nie lekcewa¿¹ statystyk publicznych, czêsto natomiast odnosz¹ siê do nich
w poszukiwaniu dodatkowej argumentacji.
Analizuj¹c dostêp do technologii w skali globalnej w perspektywie ostatnich kilkunastu lat, widaæ — potwierdzaj¹ to w³aœciwie wszystkie badania
— wyraŸny wzrost liczby osób pod³¹czonych. Nadal jednak ponad dwie
trzecie ludzi na œwiecie, a wiêc w liczbach bezwzglêdnych prawie 5 miliardów,
nie ma dostêpu do Internetu. Najbardziej gêsta infrastruktura zwi¹zana z dostêpem jest w Ameryce Pó³nocnej (78%), w Oceanii / Australii (60%) oraz
w Europie (58%). Odpowiednio ni¿sze wskaŸniki notuje siê w Ameryce
£aciñskiej i na Karaibach (32%), w Azji (24%) i w Afryce (11%), gdzie dominantê stanowi¹ bia³e plamy, tj. miejsca, w których technologie nie docieraj¹
do mieszkañców (internetworldstats.com… 2011). Ten ponury obraz rozjaœnia szereg innych faktów. Ju¿ 90% populacji œwiata ma bowiem dostêp do
sieci komórkowych, co otwiera alternatywne metody akcesu do œwiata ICT.
Miêdzy 2005 a 2010 rokiem liczba internautów podwoi³a siê, a spoœród
2 mld u¿ytkowników w 2010 roku 60% pochodzi z krajów rozwijaj¹cych siê.
Podczas gdy w niektórych czêœciach œwiata walczy siê o stopniow¹ poprawê
podstawowej infrastruktury zwi¹zanej z dostêpem, pañstwa technologicznie
najbardziej rozwiniête stawiaj¹ na innowacyjne rozwi¹zania, na czele z prawnymi gwarancjami dostêpu dla swoich obywateli (sta³o siê tak w Estonii, Finlandii i Hiszpanii) (Tarkowski, 2011).
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
Jak na tym tle wygl¹da Polska? Nie najlepiej, jeœli chodzi o umiejêtnoœci
korzystania z ICT. W rankingu kompetencyjnym pañstw Unii Europejskiej
znajdujemy siê bowiem na 22. miejscu wyprzedzaj¹c jedynie 5 innych krajów.
Przy œrednim wyniku równym 100 dla wszystkich cz³onków UE, wskaŸnik
dla Polski wynosi jedynie 75 (tam¿e). Dane G³ównego Urzêdu Statystycznego wskazuj¹ jednak, ¿e odsetek gospodarstw domowych z dostêpem do Internetu sukcesywnie zbli¿a siê do unijnej œredniej (aktualnie jest o 8% ni¿szy).
Wœród mieszkañców w wieku 16 – 74 lat, regularnie korzysta³o z Internetu
52% w 2009 roku i 55% w 2010 roku (2010: 87).
Wzrost liczby u¿ytkowników, ale i kompetencji zwi¹zanych z obs³ug¹
technologii widoczny jest równie¿ we wnioskach z cyklicznie prowadzonej
Diagnozy Spo³ecznej. W pierwszej po³owie 2011 roku dostêp do Internetu
mia³o ju¿ 61% gospodarstw domowych, a tempo przyrostu od 2009 roku
wynosi 9%. Regularnie zwiêksza siê tak¿e jakoœæ dostêpu. W edycji Diagnozy z 2011 roku ju¿ 28% ³¹cz ma przepustowoœæ przynajmniej 6 Mb/s, przy
czym 2 lata wczeœniej by³o to jedynie 7%, a w 2007 roku — 1%. Zarówno
w przypadku komputerów, jak i Internetu korelatami dostêpnoœci s¹ wielkoœæ miejscowoœci zamieszkania (im wiêkszy oœrodek, tym wiêksza liczba
u¿ytkowników), typ rodziny (najlepiej technologicznie wyposa¿one s¹ ma³¿eñstwa z dzieæmi) oraz dochody na jednostkê konsumpcji w gospodarstwie domowym (wy¿sze oznaczaj¹ silniejsze preferencje technologiczne) (Batorski,
2011: 299 – 305).
Od kilku lat zmienn¹, która nie ró¿nicuje ju¿ prawdopodobieñstwa korzystania z ICT, jest p³eæ — kobiety i mê¿czyŸni równie czêsto s¹ u¿ytkownikami technologii, choæ ró¿ni ich sposób u¿ycia podpiêtych do sieci
komputerów. Niezmiennie najwa¿niejszym wskaŸnikiem dostêpu jest natomiast wiek. Wykluczenie dotyka bowiem przede wszystkim osoby, które
przekroczy³y 50., a w szczególnoœci 65. rok ¿ycia. O ile w przypadku
20-latków odsetek korzystaj¹cych z ICT, jest tak wysoki (93%), ¿e przekracza odsetek osób maj¹cych dostêp, tak w przypadku pokolenia ich
dziadków populacja u¿ytkowników jest bardzo ma³a. Z Internetu korzysta
jedynie 11% osób w wieku powy¿ej 65 lat, co wprawdzie jest zmian¹ in
plus w stosunku do danych z roku 2009 (6%) i 2007 (4%), ale nie zmienia
faktu istnienia przepaœci miêdzy tymi grupami. Dla porównania, w innych
grupach wiekowych korzystanie z ICT kszta³tuje siê w 2011 roku na nastêpuj¹cym poziomie: 25 – 34 lata: 86%, 35 – 44 lata: 76%, 45 – 59 lat:
50% i 60 – 64 lata: 29% (tam¿e: 306 – 307).
269
270
KRZYSZTOF STACHURA
Aktorzy nie do koñca obecni
Debata nad podzia³em cyfrowym skupia siê w du¿ej mierze na badaniu
strukturalnych uwarunkowañ niekorzystania z ICT i potencjalnych warunków dla skutecznej e-inkluzji. Nie mo¿e jednak abstrahowaæ od opisu zró¿nicowanej spo³ecznoœci nie-u¿ytkowników, zarówno dla zdobycia wiêkszej wiedzy na temat tej grupy, jak te¿ w celu uzyskania pe³niejszego obrazu przyczyn
i skutków cyfrowych nierównoœci. Interesuj¹c¹ typologiê nie-u¿ytkowników
opracowa³a Sally Wyatt (2005: 202 – 203), wyró¿niaj¹c nastêpuj¹ce kategorie osób: (1) odmawiaj¹cych, którzy deklaruj¹, ¿e nie chc¹ korzystaæ z technologii i jej nie potrzebuj¹, (2) rezygnuj¹cych, czyli tych, którzy z ró¿nych
wzglêdów zaprzestali korzystania, (3) wykluczonych, tj. nie posiadaj¹cych
(dawniej i obecnie) dostêpu, a mog¹cych potencjalnie zrobiæ z niego u¿ytek
oraz (4) wyrzuconych, których bez ich woli pozbawiono dostêpu
Warto przy tym zaznaczyæ, ¿e w zale¿noœci od przyjêtej definicji problem
ekskluzji dotyczyæ mo¿e nie tylko trzeciej, okreœlonej dos³ownie w klasyfikacji Wyatt jako wykluczona, grupy. Co wiêcej, o skali technologicznej
(nie)obecnoœci nie decyduje jedynie (nie)posiadanie dostêpu do ICT, ale specyfika — zarówno dostêpu, jak i sposobów korzystania. Jak wyjaœnia³
w swojej klasycznej pracy o podziale cyfrowym M. Warschauer, istniej¹ powa¿ne ró¿nice, przede wszystkim w autonomii korzystania, miêdzy profesorem uniwersytetu maj¹cym dostêp do szybkiego Internetu i szerokiej bazy
zasobów informacyjnych w miejscu pracy a dzia³aj¹c¹ na wsi indonezyjsk¹ aktywistk¹, która nie ma dostêpu ani do telefonu, ani do podpiêtego do Internetu komputera, a informacje œci¹gaj¹ dla niej z sieci i drukuj¹ kole¿anki. Do
swojej typologii technologicznej (nie)obecnoœci Warschauer (2002) wprowadzi³ sytuacjê poœredni¹, któr¹ reprezentowa³ student z Seulu okazjonalnie korzystaj¹cy z Internetu w lokalnej kafejce. Ten przyk³ad sprzed lat nie oddaje
dziœ problemu sytuacji poœredniej, specyficznego zawieszenia miêdzy pe³n¹
technologiczn¹ obecnoœci¹ a obecnoœci¹ w du¿ej mierze zapoœredniczon¹
przez innych. Z ³atwoœci¹ mo¿na by jednak zast¹piæ koreañskiego studenta
inn¹ charakterystyk¹ osobow¹ — mocniej w³¹czon¹ w realia technologicznego œwiata, ale doœwiadczaj¹c¹ nadal pewnej formy deprywacji, czy to
zwi¹zanej z dostêpem, czy z umiejêtnoœciami niezbêdnymi do sprawnego poruszania siê w przestrzeni ICT.
Problem technologicznej nieobecnoœci dotyczy przede wszystkim grupy
osób pozostaj¹cych ca³kowicie poza spektrum realiów technologii. W deklaracjach nie-u¿ytkowników barier¹ przed rozpoczêciem korzystania z ICT s¹
czêsto koszty. Ich wysokoœæ zniechêca do starañ o zapewnienie sobie dostêpu,
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
przy czym dotyczy to przede wszystkim osób starszych i tych, które nie maj¹
¿adnych wczeœniejszych doœwiadczeñ u¿ytkowania. Z prowadzonych w Trójmieœcie badañ nad spo³ecznoœci¹ nie-u¿ytkowników wynika, ¿e s¹ to zazwyczaj osoby nieposiadaj¹ce niezbêdnej motywacji do nauki funkcjonowania
w nowym œrodowisku spo³ecznym, nierzadko przekonane przy tym o braku
celowoœci wchodzenia do sieci1. Œwiadcz¹ o tym wypowiedzi samych niekorzystaj¹cych:
Jak ktoœ gra na gie³dach, np. biznesmeni, to oni potrzebuj¹ Internetu, bo musz¹ wiedzieæ, co siê dzieje na œwiecie. Ale ja? Szary cz³owieczek, to na co mu Internet? […] Gdybym by³ m³odszy, to mo¿e. Teraz, jak ju¿ przysz³y te Internety, to jest za póŸno. Co innego, jakbym mia³ 25 czy 30 lat — wtedy tak. […] To bardziej ludzi m³odych obchodzi
i interesuje.
„Nie bêdê sobie ³ama³ psychiki dla opanowania wiedzy komputerowej”
(Ambrosiewicz, Szylke, 2010: 25 – 26).
Zachêtê do korzystania z ICT stanowi¹ natomiast takie czynniki, jak presja
sytuacyjna, silna, niepozostawiaj¹ca alternatywy potrzeba zdobycia informacji
czy nawi¹zania kontaktu, ciekawoœæ czy wreszcie po³¹czone ze sob¹ — wsparcie spo³eczne i zyskanie œwiadomoœci mo¿liwoœci p³yn¹cych z technologii:
Jak by³a ta lista Wildsteina, to tak cz³owiek chcia³ z ciekawoœci zajrzeæ, ¿eby siê przekonaæ, kto by³ konfidentem, a kto nie.
Ostatnio by³em u wnuczki i ona mi wszystko powiedzia³a. O której mam poci¹g, jaka jest
cena. Dla mnie to jest zaskakuj¹ce, ¿e s¹ takie wygodne formy ¿ycia przez Internet.
Móg³bym dla tego siê tym zainteresowaæ (tam¿e: 27 – 29).
Na skalê cyfrowych nierównoœci, zarówno w Polsce, jak w innych miejscach na œwiecie, wp³yw ma w istotnej mierze niedostosowanie technologii do
oczekiwañ i mo¿liwoœci tzw. przeciêtnych u¿ytkowników. Narzêdzia do obs³ugi ICT ci¹gle bywaj¹ zbyt skomplikowane dla ich potencjalnych nowych
odbiorców, nawet mimo postêpuj¹cego trendu do upraszczania interfejsów
(Stachura, 2008). Seniorom próbuje siê pomóc, projektuj¹c telefony o bardzo
skromnej liczbie funkcji, za to z wyraŸnym wyœwietlaczem i du¿ymi klawiszami. Takich projektów powinno byæ jednak niew¹tpliwie wiêcej, przy czym
problemem pozostaje wdra¿anie nowych idei w ¿ycie.
1 Inspiracj¹ dla tych badañ by³o studium przeprowadzone w Warszawie przez Joannê Leszczyñsk¹ i Paw³a Mazurka (2007).
271
272
KRZYSZTOF STACHURA
Technologiczna nieobecnoœæ wynika równie¿ z pewnych utartych przekonañ i stereotypów, lêków i obaw przed tym, co nowe i dot¹d niepoznane. Gdy
porównamy wizerunek Internetu z ró¿nych perspektyw, rysuj¹ siê wyraŸne
dysproporcje miêdzy zbiorowoœci¹ korzystaj¹cych i niekorzystaj¹cych —
u¿ytkownicy du¿o bardziej pozytywnie oceniaj¹ nowe medium, przy czym
w wielu przypadkach ró¿nice te maj¹ charakter istotny statystycznie. Nie-u¿ytkownicy, przeciwnie, s¹ zdecydowanie bardziej sceptyczni, zarówno jeœli chodzi o wp³yw Internetu na rozwój osobowoœci, percepcjê medium jako miejsca
promocji idei i œwiatopogl¹dów, a tak¿e, co mo¿e w tym kontekœcie najbardziej ciekawe, postrzeganie Internetu jako szansy na likwidacjê spo³ecznych
nierównoœci (Stachura, 2010: 35-37).
Jak rozwi¹zywaæ problem cyfrowych nierównoœci
W nawi¹zaniu do przedstawionej w tekœcie specyfiki uwarunkowañ cyfrowego podzia³u, warto zwróciæ uwagê na praktyczny aspekt samego zjawiska,
czyli pomys³y na walkê z nierównoœciami oraz strategie i programy spod znaku szeroko rozumianej e-inkluzji. W 2005 roku ówczesny stan realizacji projektów cyfrowego w³¹czenia podsumowywa³ Graham Murdock. Stwierdzi³
wówczas, ¿e „dzia³ania ograniczone do dostarczenia pod drzwi gospodarstwa
o niskim dochodzie sprawnego technicznie sprzêtu zwyczajnie nie jest wystarczaj¹ce” (Murdock, 2005: 218). Uzna³ tak¿e, ¿e (1) programy e-inkluzyjne s¹ skuteczne, gdy zbadana jest uprzednio struktura dostêpu i specyfika korzystania z komputerów w miejscu, gdzie projekt ma byæ wdro¿ony; (2) do
wspó³uczestnictwa w realizowanych dzia³aniach mo¿na zaanga¿owaæ prywatne firmy, pod warunkiem, ¿e warunki ich uczestnictwa s¹ jasno zdecydowane oraz ¿e (3) sektor publiczny musi ponosiæ odpowiedzialnoœæ za finansowanie i administrowanie interwencjami (tam¿e).
Opisane przez Murdocka propozycje stanowi¹ dziœ podstawowe za³o¿enia
wiêkszoœci dzia³añ o charakterze e-inkluzyjnym. Po kilkunastu latach wymyœlania, implementowania i ewaluowania szeregu zró¿nicowanych dzia³añ
i projektów, propozycji, na których fundowane s¹ nowe programy, jest jednak
wiêcej. W po³owie 2011 roku Europejski Komitet Ekonomiczno-Spo³eczny
opublikowa³ opiniê w sprawie poprawy kultury informatycznej, umiejêtnoœci
informatycznych i e-integracji. Z dokumentu wynika, ¿e kluczowy nacisk powinien zostaæ po³o¿ony na promocjê i rozprzestrzenianie kultury informatycznej — cyfrowe w³¹czenie widziane jest jako istotny czynnik w zmniejszeniu skali oraz negatywnych konsekwencji kryzysu gospodarczego.
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
Eksperci dostrzegaj¹ niestabilny i nieliniowy przebieg e-integracji, akcentuj¹
znaczenie odœwie¿ania kompetencji w zakresie obs³ugi technologii, miêdzy
innymi poprzez organizacjê szkoleñ oraz wychodz¹ z za³o¿enia, ¿e „polityczne
strategie rozwoju technologii informatycznych, na poziomie krajowym i lokalnym, powinny od samego pocz¹tku byæ pomyœlane jako integracyjne
i niedyskryminuj¹ce” (Opinia Europejskiego Komitetu… 2011).
W dokumencie pojawiaj¹ siê konkretne propozycje realizacji polityki integracyjnej polegaj¹cej na oferowaniu specjalistycznych us³ug socjalnych. Jedn¹ z nich jest upowszechnianie wœród samotnie mieszkaj¹cych osób po³¹czeñ
telefonicznych ze s³u¿bami ratunkowymi — po³¹czenia mo¿na by aktywowaæ poprzez wciœniêcie jednego klawisza (tam¿e). W skali europejskiej uda³o
siê równie¿ wypracowaæ agendê cyfrow¹, czyli jeden z siedmiu projektów
przewodnich strategii Europa 2020. Jej celem jest okreœlenie roli, jak¹ powinny odgrywaæ ICT, by na Starym Kontynencie mo¿liwe by³o realizowanie
g³ównych za³o¿eñ rozwojowych w perspektywie nadchodz¹cych kilku lat
(Komunikat komisji… 2010).
Wiele interesuj¹cych rozwi¹zañ znalaz³o siê w przyjêtym w paŸdzierniku
2011 roku dokumencie Gdañska Mapa Drogowa Integracji Cyfrowej, którego cele wykraczaj¹ nie tylko poza gdañski, ale i polski kontekst. Podobnie jak
w przypadku opinii EKES, Gdañska Mapa… wskazuje priorytety dla dzia³añ
o charakterze e-inkluzyjnym w skali europejskiej. Do ciekawszych postulatów w zakresie cyfrowego w³¹czenia nale¿¹: promowanie kszta³cenia rówieœniczego, anga¿owanie oœrodków poœrednictwa pracy, wspieranie kszta³cenia
nieformalnego oraz zachêty do tworzenia u¿ytecznych i dostêpnych zarazem
treœci cyfrowych (Mapa Drogowa… 2011: 4 – 5). W dokumencie wyraŸnie
zaakcentowane s¹ te¿: rola kultury otwartego dostêpu do sprzêtu i oprogramowania, znaczenie Internetu jako ogólnego dobra publicznego oraz potrzeba budowania spo³ecznoœci wsparcia. Grupy tego rodzaju mia³yby wspieraæ
kapita³ spo³eczny i generowaæ korzyœci zarówno dla przewodz¹cych spo³ecznoœciom mentorów, jak i osób wykluczonych (tam¿e: 7 – 10).
Zasadniczym celem wszelkich dzia³añ e-inkluzyjnych jest nie tyle samo
w³¹czanie jednostek czy grup w rytm œwiata technologii, ile raczej zwiêkszanie jakoœci ich ¿ycia i redukowanie poczucia izolacji spo³ecznej. Osi¹gniêcie
tych celów nie jest jednak mo¿liwe ani w pe³ni, ani raz na zawsze. Z tego
wzglêdu niezbêdne jest, by stale na nowo definiowaæ priorytety zwi¹zane ze
zwalczaniem cyfrowych nierównoœci, najlepiej poprzez wspólne dzia³ania ró¿nych grup zaanga¿owanych w ten proces. Pewn¹ innowacj¹ w walce z technologicznym podzia³em jest terenowa praca „na pierwszej linii frontu”, sprowadzaj¹ca siê g³ównie do faktycznego poznawania potrzeb, jakie ludzie maj¹
273
274
KRZYSZTOF STACHURA
w zakresie braku dostêpu do ICT czy ograniczonych kompetencji korzystania
z nowych narzêdzi. Na wsiach i w ma³ych miastach dobrze sprawdzaj¹ siê
programy realizowane w lokalnych bibliotekach — s¹ to zazwyczaj nie tylko jedyne w okolicy miejsca kontaktu kulturalnego, ale te¿ punkty, w których mo¿na otrzymaæ fachow¹ pomoc od profesjonalistów gotowych dzieliæ
siê swoj¹ wiedz¹ w zakresie obs³ugi ICT.
Technologicznej marginalizacji podlega wiele grup i osób o ró¿nych potrzebach i oczekiwaniach, doœwiadczaj¹cych ró¿nego rodzaju deprywacji.
Programy e-inkluzji musz¹ byæ, z jednej strony, na tyle uniwersalne, ¿eby trafiaæ do szerokiego grona odbiorców, z drugiej zaœ, na tyle precyzyjnie dostosowane do konkretnych grup docelowych, by ich przedstawiciele mogli skutecznie korzystaæ z oferowanej im pomocy. W lokalnych spo³ecznoœciach
efektywni mog¹ byæ mentorzy, t³umacz¹cy zyski z uczestnictwa w programie, potrafi¹cy zidentyfikowaæ wa¿ne dla grupy zasoby i znajduj¹cy sposób
na dotarcie do wszystkich cz³onków danej zbiorowoœci. W przypadku ludzi
starszych, sensowne wydaje siê uczenie technologii po to, by uczyniæ ich bardziej niezale¿nymi, a przez to maj¹cymi wy¿sze poczucie bezpieczeñstwa.
Mo¿na odnieœæ wra¿enie, ¿e strategie pomocowe dotycz¹ce w³¹czania ludzi
do e-realiów s¹, z up³ywem kolejnych lat, coraz bardziej adekwatne i dostosowane do potrzeb beneficjentów tych projektów. Jest to w pewnym sensie
zas³uga umiejêtnego po³¹czenia dwóch perspektyw przy tworzeniu strategii
e-inkluzyjnych: podejœcia oddolnego, wychodz¹cego od mikroaktywnoœci na
bardzo lokaln¹ skalê, a¿ po podejœcie globalne, zaczynaj¹ce siê „z góry”,
akcentuj¹ce w wiêkszej mierze czynniki o charakterze strukturalno-funkcjonalnym.
Konkluzje
Szeroko zakrojony nurt walki z cyfrowymi nierównoœciami nie mo¿e ograniczaæ siê do promowania innowacji czy budowania technologicznych rynków
przysz³oœci. Powinien wykraczaæ poza logikê modeli biznesowych, uwzglêdniaj¹c trudne do kwantyfikacji kryterium sprawiedliwoœci spo³ecznej, akcentowaæ wagê dzia³ania kolektywnego oraz budowania kultury równych sobie
ludzi o podobnych mo¿liwoœciach dzia³ania. Zmaganie siê z problemem cyfrowego podzia³u i wynikaj¹cej z niego technologicznej nieobecnoœci oznacza
koniecznoœæ borykania siê z niedostosowaniem poziomu rozwoju ICT do potrzeb spo³ecznych. Kluczowe jest zatem odczytywanie oczekiwañ osób i zbiorowoœci niepod³¹czonych, a w konsekwencji reagowanie na specyfikê ich
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
¿yciowych trudnoœci czy niemo¿noœci poprzez adekwatn¹ implementacjê
programów e-inkluzyjnych.
Technologii nie powinno siê równie¿ fetyszyzowaæ, a co za tym idzie, czyniæ z dostêpu celu samego w sobie. ICT s¹ — tylko lub a¿ — platform¹
potencjalnej inkluzji. Kluczowe pozostaje przekonywanie ludzi, ¿e warto
z oferowanych im nowych mo¿liwoœci korzystaæ oraz tworzenie odpowiednich warunków, by sami mogli definiowaæ powody, dla których zdecydowaliby
siê na stopniowe odkrywanie œwiata przesyconego technologiami. Szkicuj¹c
zaktualizowane wersje mapy podzia³u cyfrowego, próbuje siê redefiniowaæ
nie tylko znaczenie samej idei nierównoœci, ale tak¿e to, czym s¹ obecnie technologiczne narzêdzia, komu maj¹ s³u¿yæ i jak z luksusowego gad¿etu dla bogatych staj¹ siê naturalnym przed³u¿eniem codziennoœci zwyk³ych ludzi.
Choæ rozumienie technologii i jej zastosowañ ewoluuje, nie jest mo¿liwe
nabycie uniwersalnej, wiecznej wiedzy na temat regu³ funkcjonowania technologii. Dotyczy to w równym stopniu u¿ytkowników (faktycznych i potencjalnych, do których adresowane s¹ projekty e-inkluzyjne), jak i ludzi odpowiedzialnych za tworzenie e-strategii i ich póŸniejsz¹ implementacjê.
W kontekœcie ICT warto oswoiæ siê z ide¹ i praktyk¹ kszta³cenia przez ca³e
¿ycie, by na bie¿¹co reagowaæ na dynamiczne zmiany rzeczywistoœci przesyconej technologi¹ i uzupe³niaæ swoje technologiczne kompetencje. Potrzebne
s¹ te¿ niew¹tpliwie nowe modu³y badawcze, siêgaj¹ce do istniej¹cego dorobku analitycznego w zakresie walki z cyfrowymi nierównoœciami, ale te¿ penetruj¹ce nieznane dot¹d terytoria i problemy wynikaj¹ce z niepod³¹czenia.
Zjawisko cyfrowego wykluczenia prawdopodobnie nigdy nie zniknie, bo
niemal nieprawdopodobne jest zarówno nasycenie najnowsz¹ technologi¹ ca³ego œwiata spo³ecznego, jak i osi¹gniêcie w tym samym czasie odpowiedniego
poziomu motywacji i kompetencji osób, które mia³yby z technologii korzystaæ. Nie pozostawiaj¹c zatem spraw ich w³asnemu biegowi, warto z pewnego
dystansu przygl¹daæ siê, jak zmienia siê bêd¹cy jednym z kluczowych dylematów wspó³czesnego œwiata problem technologicznej nieobecnoœci.
Bibliografia
Ambrosiewicz, J., Szylke I., 2010. Spo³eczne, kulturowe i technologiczne uwarunkowania (nie)korzystania z Internetu. W: K. Stachura, red. W sieci i poza sieci¹. Typologia relacji i strategie
przystosowawcze wokó³ cyberprzestrzeni, Gdañsk.
Bard, A., Söderqvist J., 2006. Netokracja. Nowa elita w³adzy i ¿ycie po kapitalizmie, Warszawa.
Batorski, D., 2005. Internet a nierównoœci spo³eczne. „Studia Socjologiczne”, nr 2(177).
275
276
KRZYSZTOF STACHURA
Batorski, D., 2011. Korzystanie z technologii informacyjno-komunikacyjnych. W: J. Czapiñski,
T. Panek, red. Diagnoza Spo³eczna 2011. Warunki i jakoœæ ¿ycia Polaków, Warszawa.
Dijk van J., 2010. Spo³eczne aspekty nowych mediów. Analiza spo³eczeñstwa sieci, Warszawa.
Fragoso, S., Cogo D., Brignol L. D., 2010. What Does it Mean to Bridge the Divide? Learning
from Spontaneous Practices towards ICTs. W: J. Steyn, G. Johanson, red. ICTs and Sustainable
Solutions for the Digital Divide: Theory and Perspectives, Hershey-New York.
Gunkel, D. J., 2003. Second thoughts: toward a critique of the digital divide, „New Media & Society”, nr 5(4).
GUS, 2010. Spo³eczeñstwo informacyjne w Polsce. Wyniki badañ statystycznych z lat 2006 – 2010,
Warszawa.
Henne, K., Skar¿yñska K., 2006. Zwi¹zki Internetu z kapita³em spo³ecznym i poczuciem szczêœcia
u¿ytkowników. W: L. H. Haber, M. Niezgoda, red. Spo³eczeñstwo informacyjne. Aspekty funkcjonalne i dysfunkcjonalne, Kraków.
Krzysztofek, K., 2003. Internet: Edukacja-Kultura-Ekskluzja spo³eczna, „Kultura Wspó³czesna”, nr 3(37).
Leszczyñska, J., Mazurek P., 2007. Obraz Internetu w oczach wielkomiejskiego non-usera, „Studia
Medioznawcze”, nr 3(30).
McQuail, D., 2007. Teoria komunikowania masowego. Warszawa.
Mori, C. K., 2010. ‘Digital Inclusion’: Are We All Talking about the Same Thing?. W: J. Steyn,
G. Johanson, red. ICTs and Sustainable Solutions for the Digital Divide: Theory and Perspectives, Hershey-New York.
Murdock, G., 2005. Rozwa¿ania nad komunikacyjnym wykluczeniem, czyli jak rozwi¹zaæ problem
cyfrowego podzia³u. W: J. Stasieñko, A. Dytman-Stasieñko, red. Jê[email protected], Wroc³aw.
Partridge, H. L., 2007. Redefining the digital divide in the ‘smart state’. Dostêpne: http://
eprints.qut.edu.au/9298 [Dostêp: 18.10.2011].
Selwyn, N., 2004. Reconsidering political and popular understandings of the digital divide, „New
Media & Society”, nr 6(3).
Stachura, K., 2008. Motywacje i uwarunkowania (nie)korzystania z globalnej sieci komunikacyjnej.
Rozwa¿ania o barierach wejœcia w œwiat nowych mediów, „Miscellanea Anthropologica et Sociologica. Transgresja”, nr 9.
Stachura, K., 2010. Sieciowe percepcje. Sposoby postrzegania internetu i wzajemne wizerunki u¿ytkowników i nie-u¿ytkowników, „Nowe Media”, nr 1.
Tarkowski, A., 2011. Polska 2030. Trzecia fala nowoczesnoœci. Dostêpne: http://innodig.eu/pl/
prezentacje/category/7-plenary-session-1-i-sesja-plenarna.html?download=4%3Aaleksander-tarkowski-polska-2030-trzecia-fala-nowoczesnosci [Dostêp: 18.10.2011].
Warschauer, M., 2002. Reconceptualizing the Digital Divide, „First Monday”, nr 7(7). Dostêpne: http://firstmonday.org/htbin/cgiwrap/bin/ojs/index.php/fm/rt/printerFriendly/967/
888 [Dostêp: 18.10.2011].
Wyatt, S., 2005. The Digital Divide, Health Information and Everyday Life, „New Media & Society”, nr 7(2).
2010. Komunikat komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Spo³ecznego i Komitetu Regionów. Europejska agenda cyfrowa. Dostêpne: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=COM:2010:0245:FIN:PL:PDF [Dostêp: 18.10.2011].
2011. Mapa Drogowa Integracji Cyfrowej: Centrum Innowacji Spo³ecznych. Dostêpne: http://biblioteka.mwi.pl/index.php?option=com_k2&view=item&task=download&id=362&Itemid=3 [Dostêp: 18.10.2011].
Wymiary cyfrowych nierównoœci. Uwagi o problemie technologicznej nieobecnoœci
2011. Opinia Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Spo³ecznego w sprawie poprawy kultury informatycznej, umiejêtnoœci informatycznych i e-integracji (opinia rozpoznawcza), Bruksela. Dostêpne:
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:C:2011:051:0020:0028:PL:
PDF [Dostêp: 18.10.2011].
http://www.internetworldstats.com/stats.htm [Dostêp: 18.10.2011].
Dimensions of digital inequalities. Remarks on the problem of technological absence
Summary
The article outlines the current state of discussion on the issue of digital divide. It
starts with an attempt to (re)define the characteristics of digital inequalities along
with the presentation of arguments due to which the problem is tackled. Statistical
data is used to draw the map of technological divisions and search for the roots of
present problems. As a consequence, the sub-population of non-users is described,
on the basis of both socio-demographic and cultural variables. Finally, the issue of
technological absence is defined in accordance with ideas and projects on e-inclusion
(both on national and European level) while special attention is paid to concrete implementable proposals.
277
RADOMIR MIÑSKI
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoϾ
spo³eczn¹. Przypadek mondragon
W latach piêædziesi¹tych XX wieku narodzi³ siê baskijski fenomen spó³dzielczoœci Mondragon, uchodz¹cy obecnie za synonim sukcesu tej formy gospodarowania oraz przyk³ad uzyskania równowagi miêdzy efektywnoœci¹
ekonomiczn¹ a rozwojem spo³ecznym. D. Moor (2010) za g³ówne osi¹gniêcie
Mondragon uznaje udowodnienie, ¿e kapita³ mo¿e zostaæ wykorzystany jako
narzêdzie rozwoju spo³ecznego, o ile jest podporz¹dkowany demokratycznym i humanistycznym wartoœciom.
Hiszpañski model spó³dzielczoœci, jak g³osi jeden z tytu³ów publikacji,
mo¿e byæ inspiracj¹ dla rozwoju polskiego sektora ekonomii spo³ecznej, co
równie¿ sk³ania do refleksji nad tzw. „eksperymentem Mondragon”1.
Pomimo ¿e Mondragon wchodzi w kolejn¹ — korporacyjn¹ fazê, adaptuj¹c¹ kompleks do wymagañ globalnej internacjonalizacji dzia³alnoœci gospodarczej, s¹dzê, ¿e jego fazê formacyjn¹ mo¿na z powodzeniem uznaæ za
przyk³ad tego, i¿ synergia miêdzy kooperacj¹, samorz¹dnoœci¹, solidarnoœci¹,
oraz edukacj¹ i innowacyjnoœci¹ techniczn¹ mo¿e byæ istotnym stymulatorem partycypacji pracowniczej.
Praca, kapita³ a nieobecnoœæ spo³eczna
Nieobecnoœæ spo³eczn¹ mo¿na rozpatrywaæ z wielu perspektyw. W kontekœcie wykluczenia czy marginalizacji nieobecnoœæ spo³eczna to zjawisko polegaj¹ce na niepe³nym uczestnictwie w spo³eczeñstwie dyskryminowanych
1 Okreœlenie „eksperyment Mondragon” mo¿e byæ myl¹ce. Chodzi tutaj nie tyle o postêpowa-
nie doœwiadczalne, co doœwiadczenie w sensie prze¿ywania, doznawania, doœwiadczania, nabywania praktyki.
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
grup spo³ecznych. Z innej perspektywy nieobecnoœæ spo³eczna to biernoœæ
jednostek lub grup w ¿yciu publicznym — przyk³adowo deficyt zaanga¿owania obywateli w demokratyczne procedury, czego œwiadectwem jest niska frekwencja wyborcza.
Wspó³czeœnie zjawisko nieobecnoœci spo³ecznej mo¿e dotykaæ tak¿e tych, którzy z pozoru s¹ „stabilnie” zakotwiczeni w systemie spo³ecznym. Mam tu na myœli
takie zjawiska, jak; „kapitalizm bez w³aœcicieli” oraz „prekarnoœæ si³y roboczej”, generowane przez neoliberaln¹ globalizacjê, oraz uelastycznienie rynku pracy.
R. Monks i A. Sykes (2002), autorzy ksi¹¿ki Kapitalizm bez w³aœcicieli, zwracaj¹ uwagê na niedawne afery w korporacjach gie³dowych (Enron, WorldCom), spowodowane obecnoœci¹ w zarz¹dach spó³ek inwestorów, którzy
w ograniczonym zakresie wype³niaj¹ swoje funkcje w³aœcicielskie. Postawa
„w³aœcicieli” rozliczaj¹cych zarz¹dy wy³¹cznie przez pryzmat wartoœci gie³dowej spó³ki i wysokoœci dywidend skutkuje tym, ¿e „Szefowie spó³ek zamiast pracowaæ nad fundamentami firmy, wol¹ uciekaæ siê do in¿ynierii finansowej, pompowania
cen akcji czy wrêcz zwyk³ych oszustw ksiêgowych” (Wolski, 2004: 2). W odniesieniu
do tzw. „kapitalizmu bez w³aœcicieli” mo¿emy u¿ywaæ pojêcia nieobecnoœæ
spo³eczna w pe³nym znaczeniu tego terminu. Jest to nieobecnoœæ w tym sensie,
¿e w³aœciciele nie maj¹ kontroli nad tym, co siê dzieje z ich w³asnoœci¹ (w myœl
przys³owia „kota nie ma — myszy harcuj¹”). Ponadto jest to nieobecnoœæ
spo³eczna, dlatego, ¿e konsekwencje biernoœci w³aœcicielskiej dosiêgaj¹ nie tylko tej, ale i innych kategorii spo³ecznych, w tym pracowników korporacji.
Przez analogiê, nieobecnoœæ spo³eczna bêdzie dla mnie sytuacj¹, która dotyczy „zak³adu pracy bez pracowników”, funkcjonuj¹cego w realiach tzw. elastycznego procesu produkcyjnego. Neoliberalne uelastycznienie rynku pracy
skutkuje nie tylko epizodycznoœci¹ zatrudnienia, ale równie¿ spadkiem znaczenia zbiorowych uk³adów pracy, co w konsekwencji przyczynia siê do kurczenia przestrzeni spo³ecznej zak³adu pracy. Instrumentalne podporz¹dkowanie pracy kapita³owi powoduje, ¿e wspó³czeœnie poszerza siê grupa
pracowników najemnych niezwi¹zanych etatowo ze swoim miejscem pracy.
J. Sowa (2010: 109) u¿ywa terminu prekarnoœæ, która „Oznacza ¿ycie pe³ne
niepewnoœci i trudne do zaplanowania, ¿ycie, w którym kilkakrotnie trzeba zmieniaæ
nie tylko miejsce pracy, ale równie¿ zawód, a nawet najlepsze stanowisko straciæ mo¿na z dnia na dzieñ”. W przypadku prekariatu, czyli pracowników pozbawionych pewnoœci, sta³oœci i stabilnoœci zatrudnienia, mo¿emy równie¿ mówiæ
o nieobecnoœci spo³ecznej. Polega ona m.in. na tym, ¿e pracownicy w ograniczonym stopniu korzystaj¹ z przys³uguj¹cych im uprawnieñ, gwarantowanych przez kodeks pracy. Co za tym idzie, nie maj¹ mo¿liwoœci nawi¹zania
wiêzi spo³ecznych, które powinny ³¹czyæ ich z miejscem pracy.
279
280
RADOMIR MIÑSKI
W tym kontekœcie chcia³bym rozpatrywaæ nieobecnoœæ spo³eczn¹ jako
zjawisko, które stanowi antytezê partycypacji pracowniczej. Jeœli partycypacjê zdefiniujemy jako sytuacjê, która „(…) zak³ada zdolnoœæ w³¹czenia siê w procesy decyzyjne grupy, sta³¹ obecnoœæ w dzia³alnoœci grupy, wp³ywanie na jej funkcje.”
(Surdej, 2000: 83), to nieobecnoœæ „prekariañska” bêdzie jej zaprzeczeniem.
Instrumentaln¹ i podporz¹dkowan¹ naturê kapita³ uzyskuje tam, gdzie
pracownicy nie tylko wspó³dziel¹ w³asnoœæ przedsiêbiorstwa (amerykañskie
ESOP-y), ale i demokratycznie wspó³decyduj¹ o kwestiach kluczowych dla istnienia firmy. Ponadto, posiadanie przez pracowników demokratycznej kontroli nad przedsiêbiorstwem i menad¿erami powoduje, ¿e na równi z nimi, jako
wspó³w³aœciciele, ponosz¹ ryzyko zwi¹zane z funkcjonowaniem firm na rynku.
W drugiej po³owie XX wieku Mondragon wzrasta³ i rozwin¹³ unikalny
przyk³ad „demokracji pracowniczej”, gdzie pracownicy s¹ równoczeœnie w³aœcicielami przedsiêbiorstw, a relacje kapitaliœci-robotnicy uleg³y odwróceniu.
Ideowy twórca Mondragon, ksi¹dz Don Jose Maria Arizmendiarrieta, mówi³
o ruchu spó³dzielczym jako „trzeciej drodze, ró¿ni¹cej siê zarówno od egoistycznego
kapitalizmu, jak i od depersonalizuj¹cego mastodonta socjalizmu”. Uwa¿am, ¿e
spó³dzielnie Mondragon, zw³aszcza w okresie formacyjnym, stanowi¹ przyk³ad tego, w jaki sposób partycypacja pracownicza (pojmowana równie¿ jako
aktywnoœæ na rzecz spo³ecznoœci lokalnej) pozwoli³a pokonaæ widmo nieobecnoœæ spo³ecznej pracownika w miejscu pracy.
Wydaje siê, ¿e z przyk³adu Mondragon mo¿e tak¿e korzystaæ ekonomia
spo³eczna, która „(…) opiera swoje istnienie na takich cechach, jak: wspó³praca, odpowiedzialnoœæ, partycypacja, kapita³ spo³eczny czy spo³eczeñstwo obywatelskie, czyli spo³eczeñstwo aktywnych, charakteryzuj¹cych siê poczuciem podmiotowoœci obywateli” (Geisler,
2010: 61). W artykule wskazano przyk³ady, jak zrealizowano te cele, nie zapominaj¹c, na co zwraca³ uwagê ksi¹dz Arizmendiarrieta, ¿e „przedsiêbiorstwo, ¿eby
byæ uspo³ecznione, w pierwszym rzêdzie musi byæ efektywne ekonomicznie” (Dec, 2011: 3).
Koncepcja samorz¹dnoœci jako podstawa funkcjonowania spó³dzielni pracowniczych
W oparciu o funkcjonowanie MCC2 badacze hiszpañscy opracowali interesuj¹c¹ koncepcjê samorz¹dnoœci (Azevado i Gitahy, 2010). Autorzy traktuj¹
samorz¹dnoœæ jako „paradygmat” obejmuj¹cy nie tylko formy organizacyjne,
2 MCC — skrót od ang. The Mondragon Cooperative Corporation — Korporacja Spó³dzielni
Mondragon.
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
ale te¿ okreœlony projekt spo³eczny. Samorz¹dnoœæ mo¿e byæ zatem dyskutowana w wê¿szym kontekœcie — jako model funkcjonowania samej organizacji gospodarczej, jak i w szerszym — jako model organizacji stosunków
spo³ecznych w ca³ej spo³ecznoœci.
Tak rozumiana samorz¹dnoœæ pracownicza mo¿e wystêpowaæ w organizacjach z ró¿nym stopniem nasilenia, zale¿nym od umiejêtnoœci decyzyjnych
pracowników w trzech ró¿nych sferach:
— partycypacji we w³asnoœci,
— partycypacji w zyskach,
— partycypacji w zarz¹dzaniu.
Wedle wspomnianych autorów skuteczne funkcjonowanie samorz¹dnoœci
pracowniczej wymaga przyjêcia okreœlonej optyki na zagadnienia gospodarcze. Jednym z niebezpieczeñstw, które wskazuj¹ autorzy, jest przyjêcie przez
spó³dzielców perspektywy stricte ekonomicznej, polegaj¹cej na postrzeganiu
rynku jako instytucji promuj¹cej konkurencyjnoœæ za wszelk¹ cenê. W tym
przypadku samorz¹dnoœæ staje siê tylko fasad¹, a jej rzeczywista rola zostaje
sprowadzona do roli wewnêtrznej formu³y organizacyjnej.
Inne ryzyko pojawia siê wtedy, gdy samorz¹dne przedsiêbiorstwo funkcjonuje w izolacji od innych spó³dzielni pracy, nie nawi¹zuj¹c z nimi relacji sieciowej wspó³pracy. W tym przypadku jest ono zagro¿one zjawiskiem „demokratycznego wyciszenia”, które polega na wyparciu „napiêcia” miêdzy
technokracj¹ a demokracj¹ i zast¹pienia go procesem decyzyjnym uwzglêdniaj¹cym wy³¹cznie argumenty o charakterze technicznym czy ksiêgowym
(Azevado i Gitahy, 2010).
Kontekst spo³eczny rozwoju spó³dzielczoœci w Mondragon
Sieæ MCC uwa¿ana jest za wzorcowy model rozwoju gospodarki uspo³ecznionej i w³asnoœci pracowniczej. Pomimo industrialnych korzeni, jego historii nie
nale¿y wi¹zaæ wy³¹cznie z kooperatywami przemys³owymi, a raczej z grup¹
m³odych ludzi, którzy zainspirowani ide¹ ksiêdza-mentora postanowili z pe³nym oddaniem budowaæ lepsz¹ przysz³oœæ swojej spo³ecznoœci na zgliszczach
pozostawionych przez hiszpañsk¹ wojnê domow¹ (Clamp 2005).
Obecna Korporacja Spó³dzielni Mondragon ma swoje korzenie w mieœcie
o tej samej nazwie, zlokalizowanym w centrum Kraju Basków. Historycznie
region ten posiada³ silne tradycje metalurgiczne, jednak na pocz¹tku XX
wieku jego gospodarka opiera³a siê na produkcji rolnej oraz niewielkich
przedsiêbiorstwach przemys³owych.
281
282
RADOMIR MIÑSKI
Tradycje spó³dzielcze w tym regionie narodzi³y siê stosunkowo wczeœnie,
albowiem ju¿ w 1848 roku funkcjonowa³y tu pierwsze spó³dzielnie rolne,
zwi¹zane z katolickimi ruchami spo³ecznymi, oraz jedna spó³dzielnia przemys³owa, powi¹zana z ruchem socjalistycznym (Azevado i Leda, 2010).
W trakcie hiszpañskiej wojny domowej (1936 – 1039) Kraj Basków dozna³ olbrzymich zniszczeñ, a okres powojenny nie przyniós³ poprawy po³o¿enia
ludnoœci. Basków dotknê³y miêdzy innymi represje ze strony re¿imu genera³a
Franco za poparcie udzielone republikanom w czasie wojny (Clamp, 2005).
Na pocz¹tku lat czterdziestych XX wieku miasteczko Mondragon mia³o
oko³o 8,5 tys. mieszkañców. Ju¿ samo jego po³o¿enie nie rokowa³o nadziei na
szybki rozwój gospodarczy; miasteczko by³o po³o¿one w dolinie, a dotarcie do
niego by³o spor¹ trudnoœci¹ z uwagi na brak linii kolejowej i op³akany stan
dróg. Gospodarka tego regionu opiera³a siê na dwóch przedsiêbiorstwach
przemys³owych, najwiêkszym Union Carrajera, oraz Elma, które ³¹cznie
dawa³y zatrudnienie 3 tysi¹com pracowników.
Sylwetka Don Jose Maria Arizmendiarrieta
Rola, któr¹ odegra³ ksi¹dz Arizmendiarrieta w powstaniu i rozwoju MCC,
jest nie do przecenienia, a jego samego okreœla siê jako fascynuj¹cego cz³owieka, którego ca³a dzia³alnoœæ uczy odwagi i determinacji w walce o posiadane
przekonania.
Po œwiêceniach, w wieku 26 lat, Don Jose zosta³ wys³any z pos³ug¹
kap³añsk¹ w region Mondragon. Z chwil¹ przybycia zasta³ tu wysokie bezrobocie, zacofanie edukacyjne oraz brak perspektyw na poprawê sytuacji
w przysz³oœci. Potencjalnych „zasobów” by³o tu niewiele, ale, jak siê okaza³o,
mia³y one kluczowe znaczenie. Nale¿a³y do nich: pracowici ludzie, którzy
znali wartoœæ ciê¿kiej pracy, solidarnoœæ, która kszta³towa³a siê historycznie
przez lata rz¹dów hiszpañskich.
Arizmendiarrieta (nazywany przez wiernych Arizmendi) wierzy³, ¿e katolickie wychowanie po³¹czone z wiedz¹ techniczn¹ stanowi drogê rozwoju duchowego oraz wyjœcia miejscowej ludnoœci z ubóstwa. D. Morris zauwa¿a
(1992), ¿e dla Arizmendi kooperacja, praca i edukacja by³y trzema filarami
sprawiedliwego spo³eczeñstwa. Posiadaj¹c wykszta³cenie humanistyczne,
Don Jose propagowa³ wœród m³odzie¿y idee demokratyczne, solidarnoœci i samorz¹dnoœci (Morris, 1992).
Arizmendi by³ nie tylko nauczycielem, ale i reformatorem — jednym
z pierwszych jego osi¹gniêæ by³o stworzenie, dziêki w³asnej pomys³owoœci
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
oraz wsparciu miejscowej spo³ecznoœci, w grudniu 1943 roku, szko³y technicznej dostêpnej dla m³odzie¿y, niezale¿nie od jej „pochodzenia spo³ecznego”
czy sytuacji materialnej. Jest to istotne, albowiem w 1943 roku w Mondragon by³a tylko szko³a podstawowa a program praktyk zawodowych w Union
Carrajera by³ dostêpny (z nielicznymi wyj¹tkami) tylko dla dzieci pracowników fabryki. Jak obrazowo opisuje to D. Morris (1992: 10): „Jeszcze nigdy ¿aden z synów mondragoñskiego robotnika nie dosta³ siê na uniwersytet”.
Pocz¹tkowo szko³a oferowa³a tylko dwuletni program nauki rzemios³a, ale
zajêcia w jej ramach by³y prowadzone bezp³atnie. W programie by³y nie tylko przedmioty zawodowe, ale k³adziono równie¿ silny nacisk na zajêcia z etyki, które mog³y przydaæ siê m³odym ludziom planuj¹cym w przysz³oœci
za³o¿enie w³asnych przedsiêbiorstw. W przeci¹gu kilku lat program edukacyjny osi¹gn¹³ poziom gimnazjum, a nastêpnie szko³y œredniej. Nawi¹zanie
przez ksiêdza Arizmendi wspó³pracy z Uniwersytetem w Saragossie umo¿liwi³o jego uczniom zdobycie pe³nego wykszta³cenia in¿ynierskiego. Ju¿
w 1952 roku pierwszych 20 absolwentów tej szko³y z³o¿y³o egzaminy in¿ynierskie. W roku 1953 zmieniono nazwê szko³y na Escuela Profesional Politecnica (Szko³a Zawodowo Politechniczna).
Niestety, rozwojowi szko³y towarzyszy³ wzrost bezrobocia w regionie.
Niezra¿ony sytuacj¹ gospodarcz¹ Don Jose konsekwentnie naucza³, ¿e praca
powinna byæ traktowana nie tylko jako Ÿród³o dochodów, ale nale¿y j¹ pojmowaæ szerzej — jako wa¿ny czynnik rozwoju wewnêtrznego cz³owieka.
Jedn¹ z jego kolejnych idei by³a potrzeba stworzenia przedsiêbiorstwa, w którym ludzie byliby wa¿niejsi ni¿ kapita³, a zyski przeznaczane by³by na poprawê jakoœci ¿ycia miejscowej spo³ecznoœci.
Okres formacyjny spó³dzielczoœci w Mondragon
Protesty w Union Carrajera, wywo³ane redukcj¹ zatrudnienia i drastycznym
spadkiem p³ac, trwa³y w fabryce od 1949 do 1950 roku. Pracownicy przed³o¿yli projekt reform polegaj¹cych m.in. na umo¿liwieniu im zakupu akcji
przedsiêbiorstwa, zosta³ on jednak odrzucony przez zarz¹d fabryki. Wœród
pomys³odawców tego rozwi¹zania byli tak¿e uczniowie ksiêdza Arizmendi,
którzy nastêpnie zrezygnowali z pracy w fabryce. Piêciu z nich, absolwentów
EPP, zasta³o za³o¿ycielami pierwszej spó³dzielni przemys³owej w Mondragon,
nazwanej ULGOR (Clamp, 2005).
W interesuj¹cy sposób historiê powstania ULGOR opisuje S. Rolland
(2006). Jej zdaniem, kluczow¹ rolê w tym przedsiêwziêciu odegra³ ksi¹dz
283
284
RADOMIR MIÑSKI
Arizmendi, który s³u¿y³ swoim uczniom wsparciem i pomys³ami. Poniewa¿
za³o¿ycielom brakowa³o pieniêdzy, Don Jose opracowa³ strategiê pozyskania
funduszy na otwarcie przedsiêbiorstwa. Sposób pozyskania œrodków na to
przedsiêwziêcie stanowi interesuj¹cy przyk³ad wykorzystania potencja³u
tkwi¹cego w lokalnej spo³ecznoœci, co by³o kluczowym elementem filozofii
Don Jose. W swoim planie Arizmendi odwo³a³ siê do tradycji zaanga¿owania
ca³ej spo³ecznoœci w realizacjê swojego wizjonerskiego planu. W celu rozpropagowania idei piêciu m³odych ludzi wykorzysta³o baskijski zwyczaj „ir de vinos or el chiquiteo”, chodzenia po pracy z grup¹ przyjació³ od baru do baru
(Morris, 1992). Przyszli przedsiêbiorcy konsekwentnie prowadzili rozmowy
z mieszkañcami, popularyzuj¹c ideê stworzenia przedsiêbiorstwa z misj¹,
którego celem by³oby coœ wiêcej ani¿eli osi¹ganie zysków. Przede wszystkim
mia³o ono zaspokajaæ potrzeby mieszkañców poprzez kreowanie miejsc pracy
w regionie (Rolland, 2006).
Podobnie J. A. Barker (1997) przypisuje olbrzymi¹ zas³ugê w powstaniu
ULGOR ksiêdzu Arizmendi. Barker zauwa¿a, ¿e inicjatorzy nie mieli ¿adnego
biznes-planu; nie wiedzieli jeszcze ani co kupi¹, ani co bêd¹ produkowaæ. Dziêki autorytetowi ksiêdza, w³asnej reputacji (za³o¿yciele opowiedzieli siê za robotnikami w czasie strajku) uda³o siê im zebraæ na projekt sumê 11 milionów
peset, co by³o, jak na ówczesn¹ sytuacjê w Hiszpanii, pokaŸn¹ sum¹ pieniêdzy.
W latach piêædziesi¹tych XX wieku ze wzglêdów proceduralnych trudno
by³o za³o¿yæ nowe przedsiêbiorstwo, wobec czego grupa inicjatywna postanowi³a za zebrane pieni¹dze kupiæ ju¿ istniej¹c¹ firmê. Jej wybór nie by³ jednak przypadkowy.
A. Azevado i L. Gitahy (2010) opisuj¹c powstanie ULGOR zwracaj¹ uwagê na zasady kieruj¹ce postêpowaniem jej za³o¿ycieli. Pierwsz¹ trudn¹ decyzj¹ by³o: co produkowaæ? Musia³a byæ to produkcja uwzglêdniaj¹ca, po
pierwsze, umiejêtnoœci i doœwiadczenia zawodowe za³o¿ycieli, po drugie, produkty mia³y nie konkurowaæ, a raczej stanowiæ uzupe³nienie dla oferty firm
ju¿ istniej¹cych w regionie (konkurencja — wymuszaj¹ca spadek cen wyrobów, mog³a spowodowaæ kolejne redukcje zatrudnienia).
Z uwagi na trudnoœci formalne spó³dzielcy wykorzystali okazjê i kupili
upadaj¹c¹ fabrykê, która posiada³a ju¿ licencjê na produkcjê mechanicznych
i elektrycznych urz¹dzeñ do u¿ytku domowego. Wprawdzie by³a ono zlokalizowane w innym mieœcie — Victorii, ale po roku od kupna, w 1956 roku
przeniesiono j¹ do Mondragon. Tak narodzi³a siê pierwsza spó³dzielnia pracy,
któr¹ za³o¿yciele nazwali ULGOR, od inicja³ów swoich nazwisk.
Ze wzglêdu na odpowiedzialn¹ strategiê (realizacjê idei kooperacji, a nie
konkurencji) oraz sytuacjê gospodarcz¹ w kraju (w latach 50. i 60. XX wieku
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
determinantami wzrostu hiszpañskiej gospodarki by³y: powojenna odbudowa kraju oraz protekcyjna polityka pañstwa) ULGOR odnios³o sukces i sta³o
siê prekursorem systemu powi¹zanych ze sob¹ kooperatyw. Przedsiêbiorczoœæ
spó³dzielcza wykorzystywa³a, mo¿na powiedzieæ, „franchisingow¹” strategiê
dzia³ania. Kiedy w latach szeœædziesi¹tych ULGOR rozwija³ siê, zaczê³y tak¿e
powstawaæ nowe firmy, które przejmowa³y podwykonawstwo elementów, na
które ten zg³asza³ zapotrzebowanie. W ten sposób powsta³y m.in.: w roku
1958 ARRASATE, produkuj¹ca narzêdzia, w 1963 roku COPRECI, która
wytwarza³a zawory i systemy bezpieczeñstwa do piecyków gazowych produkowanych przez ULGOR. W tym samy roku powsta³a spó³dzielcza odlewnia
ELDERLAN (Roelants, 2000).
Nowe przedsiêbiorstwa funkcjonowa³y jako samodzielne jednostki w ramach wspólnej kooperacji, co oznacza³o, ¿e posiada³y tak¹ sam¹ strukturê,
politykê oraz zakres odpowiedzialnoœci, co ULGOR. Co wiêcej, podwykonawcy mogli oferowaæ swoje produkty innym podmiotom, o ile wczeœniej zosta³y zrealizowane zamówienia ULGOR. W efekcie w regionie powstawa³o
wiêcej miejsc pracy, a ludzie byli ¿ywotnie zainteresowani przyst¹pieniem do
tak funkcjonuj¹cej kooperacji.
Jednym z problemów, na który natrafili pomys³odawcy i za³o¿yciele
pierwszej kooperatywy, by³ szybki rozwój spó³dzielczoœci w Mondragon.
Wraz z powstawaniem nowych spó³dzielni pracy pojawi³ siê problem finansowania tych przedsiêwziêæ. Równie¿ tym razem w sukurs przysz³a idea, która
sprawdzi³a siê w przypadku ULGOR. Powo³ano do ¿ycia kooperatywê finansow¹, Caja Laboral Popular (CLP), która odegra³a istotn¹ rolê we wspieraniu
i rozwoju wyrastaj¹cych, mówi¹c kolokwialnie, jak grzyby po deszczu, spó³dzielni. Instytucja ta stanowi³a swoisty pas transmisyjny, którym oszczêdnoœci ludzi kierowane by³y do przedsiêbiorstw (szczegó³owy opis tego systemu
zawarto w dalszej czêœci artyku³u).
Z powstaniem banku ³¹czy siê „dramatyczna” historia, ukazuj¹ca zarówno
determinacjê, jak i aktywn¹ postawê ksiêdza Don Jose, który czynnie w³¹cza³
siê w realizacjê swojego dzie³a3. W 1959 roku, kiedy nie uda³o mu siê przekonaæ piêciu prekursorów do idei otwarcia banku, Arizmendi sfa³szowa³ ich
podpisy pod aktem za³o¿ycielskim nowej kooperatywy finansowej, któr¹ samodzielnie stworzy³. Ksi¹dz zorganizowa³ „(…) akwizytorsk¹ kampaniê, aby
wydêbiæ depozyty dla nowego banku. Agitacja opiera³a siê na uœwiadomieniu mieszkañcom, ¿e albo wybior¹ inwestycjê w przysz³oœæ w³asnej spo³ecznoœci, albo zostan¹
3
Don Jose nigdy nie by³ cz³onkiem spó³dzielni, a jego obecnoœæ mia³a charakter organizacyjny i doradczy. Mo¿na powiedzieæ, ¿e by³ on „mózgiem” ca³ej operacji to on opracowa³ projekt konstytucji i statut, w oparciu o które funkcjonowa³a pierwsza kooperatywa.
285
286
RADOMIR MIÑSKI
skazani przez biedê na emigracjê do Ameryki” (Moore, 2010: 3). Akcja opatrzona
by³a chwytliwym w jêzyku hiszpañskim has³em: „La libreta or la maleta”4.
Drugim problemem, który nale¿a³o pokonaæ, by³y kwestie zabezpieczeñ
socjalnych dla cz³onków spó³dzielni. Pod koniec lat piêædziesi¹tych decyzj¹
rz¹du uznaj¹c¹ spó³dzielców za w³aœcicieli przedsiêbiorstw utracili oni przywileje pracownicze w zakresie ubezpieczeñ spo³ecznych. Don Jose wraz ze
swoimi piêcioma uczniami poradzili sobie równie¿ i w tej sytuacji prawnej —
stworzyli wewn¹trz banku CLP oddzia³ Servicio de Provision Social, przekszta³cony w 1967 roku w kolejn¹ spó³dzielniê, Lagun-Aro. Obecnie Lagun-Aro zapewnia ubezpieczania medyczne, rentowe i zdrowotne wszystkim
cz³onkom spó³dzielcom MCC (Azevedo i Gitahy, 2010).
W póŸniejszym okresie spó³dzielcy rozwi¹zali równie¿ problem zaplecza
technologicznego. Pocz¹tkowo strategia unikniêcia kupowania licencji i uzyskania autonomii technologicznej opiera³a siê na „rozcz³onkowaniu” produkcji gotowych wyrobów. Tworzono kolejne spó³dzielnie wyspecjalizowane w wytwarzaniu podzespo³ów i czêœci, sk³adanych nastêpnie w ca³oœæ w ULGOR
(przekszta³cone w FAGOR Electrodomesticos). Z czasem w ka¿dej spó³dzielni zaczêto tworzyæ dzia³y badawczo-rozwojowe, których celem by³o opracowanie technologii pozwalaj¹cych dostarczaæ na rynek w³asne produkty. Realizowana strategia mia³a na celu skonsolidowanie ruchu spó³dzielczego
w regionie oraz uzyskanie niezale¿noœci technologicznej ³añcucha produkcyjnego. Kulminacj¹ tych dzia³añ by³o przekszta³cenie w 1962 roku szko³y zawodowej w uczelniê politechniczn¹, która z czasem uleg³a transformacji
w kolejn¹ spó³dzielniê o wspieraj¹cym, badawczo-edukacyjnym charakterze.
Ju¿ w 1968 roku oferowa³a ona swoim absolwentom wy¿sze wykszta³cenie
(Azevedo i Gitahy, 2010).
Zasady organizacyjne spó³dzielczoœci w Mondragon — demokracja
miejsca pracy (workplace democracy)
Priorytetem spó³dzielców by³a realizacja piêciu celów: kreowanie miejsc pracy, zapewnienie bezpieczeñstwa socjalnego swoim cz³onkom, umo¿liwienie
rozwoju spo³ecznego i osobistego spó³dzielców, promowanie autonomii i samorz¹dnoœci oraz rozwój gospodarczy regionu. Wartoœci takie jak: równoœæ,
solidarnoœæ, poszanowanie dla pracy oraz partycypacja przejawiaj¹ siê praktycznie we wszystkich aspektach funkcjonowania przedsiêbiorstw (Hansen,
4
Dos³ownie: „ksi¹¿eczka oszczêdnoœciowa albo walizka”, t³um. autora.
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
1993). Ponadto praktykowanie rozwi¹zañ opartych na sprawiedliwoœci i solidarnoœci spo³ecznej zaowocowa³o nieprawdopodobnym tempem powstawania firm oraz kreowaniem nowych miejsc pracy w regionie.
Wedle J. A. Barkera (1997) model spó³dzielczoœci wypracowany w Mondragon mo¿na sprowadziæ do piêciu aspektów:
1) zarz¹dzania,
2) struktury finansowej,
3) powi¹zañ edukacyjnych,
4) struktury wynagrodzeñ,
5) planów emerytalnych.
Struktura zarz¹dzania
Naczeln¹ zasad¹ organizacyjn¹ Mondragon jest tzw. demokracja miejsca pracy (workplace democracy) „(…) kreuj¹ca prawne, moralne i operacyjne œrodowisko,
które pozwala egzystowaæ wszystkim innym regu³om, politykom i praktykom” (Herrera, 2004: 4). W spó³dzielniach udzia³ we w³adzy decyzyjnej jest równo
roz³o¿ony miêdzy pracownikami i menad¿erami.
System spó³dzielczy w Mondragon konstytuowa³ siê latami i ostatecznie
wypracowano strukturê zarz¹dzania opart¹ na sta³ym napiêciu miêdzy demokratycznym a technokratycznym modelem administracji. Ten balans
daje pracownikom œwiadomoœæ, ¿e jeœli zechc¹, mog¹ dokonaæ fundamentalnej restrukturyzacji czêœci lub ca³ego MCC. Innymi s³owy pracownicy
maj¹ œwiadomoœæ tego, ¿e s¹ ostateczn¹ instancj¹ decyzyjn¹ w przedsiêbiorstwie.
Wszystkie spó³dzielnie, niezale¿nie od liczby cz³onków czy profilu dzia³alnoœci, posiadaj¹ tak¹ sam¹ strukturê zarz¹dzania (rysunek 1). Syntetycznie
rzecz ujmuj¹c, mo¿na powiedzieæ, ¿e demokratyczne zarz¹dzanie i kontrola
spó³dzielni s¹ zapewnione przez fakt, ¿e organy przedstawicielskie pochodz¹
w 1/3 z otwartych wyborów, w 1/3 z nominacji przedstawicieli pracowników
i w 1/3 z nominacji menad¿erów najwy¿szego szczebla (Thomas, 2002).
Zgromadzenie ogólne (General assembly) jest najwy¿szym organem w³adzy
spó³dzielni, a w jego sk³ad wchodz¹ wszyscy jej cz³onkowie. Ka¿dy cz³onek
spó³dzielni jest jej udzia³owcem i z tego tytu³u posiada tylko jeden g³os na
zgromadzeniu ogólnym, bez wzglêdu na wysokoœæ wk³adu finansowego, czy
pozycjê zajmowan¹ w przedsiêbiorstwie. Tym miêdzy innymi ró¿ni¹ siê kooperatywy Mondragon od firm kapitalistycznych, gdzie wielkoœæ posiadanego kapita³u przek³ada siê na liczbê g³osów (Tompkins,1992).
287
288
RADOMIR MIÑSKI
Rysunek 1. Struktura zarz¹dzania w spó³dzielniach Mondragon.
r ó d ³ o: Clamp, Ch., A. 2005. The Evolution of Management in the Mondragon
Cooperatives, s. 11.
Zgromadzenia ogólne odbywaj¹ siê raz lub dwa razy w roku, a udzia³
w nich ma charakter obligatoryjny. Funkcje zgromadzenia ogólnego mo¿na
sprowadziæ do dwóch kwestii: przyjêcie (lub odrzucenie) rocznego planu operacyjnego spó³dzielni oraz wybór sk³adu rady nadzorczej oraz komisji rewizyjnej.
Rada nadzorcza (Board of Directors) — liczba jej cz³onków jest uzale¿niona od wielkoœci spó³dzielni (od 3 do 12 cz³onków). Cz³onkowie rady nadzorczej pe³ni¹ swoje obowi¹zki przez okres czterech lat, ale oko³o 50 % sk³adu
wymienia siê co dwa lata. Nale¿y podkreœliæ, ¿e do rady nadzorczej mo¿e byæ
wybrany ka¿dy cz³onek spó³dzielni, niezale¿nie czy jest pracownikiem fizycznym, czy posiada ukoñczone studia. Ponadto cz³onkowie rady nadzorczej
pe³ni¹ swoj¹ funkcjê bez dodatkowych apana¿y.
Rada nadzorcza pe³ni trojak¹ funkcjê: przedstawicielsk¹, kierownicz¹ oraz
zarz¹dcz¹. Bez wchodzenia w szczegó³y warto podkreœliæ, ¿e w jej gestii jest
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
nominowanie i dymisjonowanie kadry menad¿erskiej — w tym dyrektora
naczelnego spó³dzielni, który pe³ni równie¿ funkcjê przewodnicz¹cego rady
dyrektorów (Chair of the Management Council).
Komisja rewizyjna (Audit Committee) jest instytucj¹ nadzoruj¹c¹ finanse
spó³dzielni (przenoœnie nazywana cerberem — z ang. watchdog). W jej sk³adzie jest trzech cz³onków wybieranych przez zgromadzenie ogólne. Komisja
rewizyjna sprawdza raporty finansowe oraz wszystkie dokumenty przedk³adane do dyskusji na zgromadzeniu ogólnym.
Rada spo³eczna (Social Council) — uznawana za najbardziej innowacyjny element demokracji spó³dzielczej w Mondragon (Tompkins, 1992). Poniewa¿ zgromadzenie ogólne (stosunkowo konwencjonalna forma partycypacji) nie by³o wystarczaj¹cym zabezpieczeniem rozwi¹zywania konfliktu
„klasowego” (w Mondragon zosta³ utrzymany podzia³ pracy miêdzy funkcjami zarz¹dczymi i produkcyjnymi), stworzono sta³e cia³o doradcze
w postaci rady spo³ecznej. Jest ona organem wybieralnym, ka¿dy dzia³
spó³dzielni ma w nim swojego reprezentanta, powo³anym do wyra¿ania
zbiorowych interesów pracowniczych. Jej funkcje s¹ porównywalne do roli
zwi¹zków zawodowych w tradycyjnych korporacjach. Oczywiœcie cz³onkostwo w radzie nie jest zajêciem wykonywanym za dodatkowym wynagrodzeniem.
Rada dyrektorów (Management Council) nie jest organem wybieralnym,
sk³ada siê z szefów kluczowych dzia³ów spó³dzielni, mianowanych przez dyrektora naczelnego (General Manager). Rada dyrektorów pe³ni funkcje doradcz¹ oraz kana³u komunikacji w spó³dzielni.
Dyrektor naczelny (General Manager) jest organem mianowanym i pe³ni
rolê w³adzy wykonawczej spó³dzielni. Dyrektor naczelny jest „wskazywany”
przez radê nadzorcz¹, a swoj¹ funkcjê sprawuje przez okres czterech lat. Jest
on odpowiedzialny za wszystkie decyzje zwi¹zane z funkcjonowaniem spó³dzielni, a w swoich dzia³aniach jest ograniczony wytycznymi okreœlonymi
przez radê nadzorcz¹ i zgromadzenie ogólne.
W odró¿nieniu od korporacji kapitalistycznych, dyrektor generalny spó³dzielni jest rozliczany ze swoich decyzji nie przez akcjonariuszy, lecz przez
pracowników spó³dzielni. Ma to pozytywny wp³yw na pracowników, którzy
s¹ œwiadomi tego, ¿e wybieraj¹ ludzi, którzy nastêpnie mianuj¹ osoby zarz¹dzaj¹ce spó³dzielni¹. Jeœli pracownicy s¹ niezadowoleni z pracy menad¿erów, mog¹ zawsze odwo³aæ radê nadzorcz¹.
289
290
RADOMIR MIÑSKI
Struktura finansowa
Demokratyczny charakter zarz¹dzania baskijskiej spó³dzielczoœci stanowi
przypadek niezwyk³y, choæ nie unikalny. Jednak partycypacyjny charakter
struktury finansowej tego przedsiêwziêcia jest nieporównywalny do ¿adnego
innego na œwiecie (Barker, 1997).
Po pierwsze, wszyscy pracownicy przystêpuj¹c do spó³dzielni musz¹ dokonaæ wk³adu finansowego na jej rzecz. Obecnie jest to suma oko³o 12 tys. euro,
które wedle Ÿróde³ stanowi¹ równowartoœæ rocznych zarobków pracowników
ni¿szego szczebla (Bielski, 2005). W przypadku, gdy nowi cz³onkowie nie
posiadaj¹ w³asnych œrodków, bank Caja Laboral Popular (CLP) udziela po¿yczki celowej, która jest niskooprocentowana (Azevedo i Gitahy, 2010). Kontrybucja mo¿e byæ wp³acana ratami przez okres do trzydziestu miesiêcy. Udzia³y
spó³dzielcze s¹ nie tylko form¹ kreowania kapita³u, ale daj¹ poczucie wspó³odpowiedzialnoœci finansowej — „S¹ gwarancj¹, ¿e ka¿dy ma coœ do stracenia,
jeœli przedsiêbiorstwo upadnie, s¹ tak¿e odroczon¹ nagrod¹ emerytaln¹, jeœli przedsiêbiorstwo odniesie sukces” (Barker, 1997: 4).
Osi¹ struktury finansowej spó³dzielni jest bank CLP, jednak jego rola wykracza dalece poza tradycyjnie rozumian¹ bankowoœæ. Bank CLP, jako jedna
z tzw. spó³dzielni wspieraj¹cych, pe³ni nie tylko rolê „stra¿nika” pieni¹dza,
lecz przede wszystkim funkcjonuje w charakterze katalizatora przedsiêbiorczoœci, aktywnie promuj¹cego tworzenie nowych spó³dzielni i kreowanie
miejsc pracy. W banku powsta³ unikalny „dzia³ przedsiêbiorczoœci” (Entrepreneurial Division), zapewniaj¹cy spó³dzielniom wparcie konsultingowe (Freundlich, 1998).
W spó³dzielniach Mondragon wypracowano w³asn¹ strategiê podzia³u zysków. Wedle hiszpañskiego prawa a¿ do 70% zysków spó³dzielnie mog³y
przeznaczaæ na wyp³atê dywidendy. Spó³dzielcy uznali tak¹ regulacjê za niewystarczaj¹c¹ dla rozwoju ich spo³ecznoœci. Dystrybucja zysku przebiega wedle nastêpuj¹cego schematu:
— 10%, zgodnie z prawem, przeznaczane jest na cele charytatywne, edukacjê i wsparcie spo³ecznoœci lokalnej;
— 45% przeznaczane jest na tzw. „fundusz zasobowy” (indivisible funds), którego œrodki finansuj¹ kreowanie nowych miejsc pracy i rozwój spó³dzielni5;
— 45% zysku jest dzielone miêdzy cz³onków spó³dzielni. Jednak i tym razem
pieni¹dze nie trafiaj¹ bezpoœrednio „do kieszeni” spó³dzielców, tylko s¹
5 Fundusz zasobowy jest niepodzielny, w tym sensie, ¿e œrodki z tego funduszu nie mog¹ byæ
wyp³acone cz³onkom spó³dzielni.
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
form¹ lokaty. S¹ one deponowane na specjalnym koncie, które firma
zak³ada w CLP dla ka¿dego swojego „udzia³owca”. Pieni¹dze te s¹ przeznaczane na po¿yczki dla spó³dzielni. W zamian za powœci¹gliwoœæ CLP
oferuje swoim klientom oprocentowanie w wysokoœci 7,5% a odsetki
mog¹ zostaæ podjête raz lub dwa razy w roku. Reszta œrodków mo¿e byæ
wyp³acona dopiero przy przejœciu na emeryturê lub przy „wyjœciu” z systemu.
Analogiczne zasady dotycz¹ kapita³u wyk³adanego przez ka¿dego cz³onka
z momentem przyst¹pienia do spó³dzielni: 20% kontrybucji kierowane jest
bezzwrotnie na fundusz spó³dzielczy (s¹ to koszty stworzenia nowego miejsca
pracy), a 80% podlega kapitalizacji wedle zasad udzia³u w zyskach (Rolland,
2006).
Powi¹zania edukacyjne
W literaturze mo¿na znaleŸæ sformu³owania, ¿e edukacja jest sercem i dusz¹
eksperymentu Mondragon (Morris, 1992). Nic dziwnego zatem, ¿e od momentu za³o¿enia przez Arizmendi szko³y, powi¹zania miêdzy prac¹ a edukacj¹
s¹ niezwykle silne. Œwietnie oddaje rolê edukacji w rozwoju spó³dzielczoœci
Mondragon sformu³owanie ksiêdza Arizmendi: „Wiedza stanowi w³adzê, a uspo³ecznienie wiedzy zak³ada demokratyzacjê w³adzy”.
Warto przypomnieæ, ¿e sama szko³a zosta³a przekszta³cona w spó³dzielniê
funkcjonuj¹c¹ jako jedna z instytucji pomocniczych, wspieraj¹cych rozwój
przedsiêbiorczoœci w regionie. Z czasem sta³a siê on „kuŸni¹ kadr” wysoce
wykwalifikowanych specjalistów i menad¿erów dla spó³dzielni powstaj¹cych
w Mondragon.
Programy oferowane przez Escuela Profesional Politecnica uwzglêdnia³y aktualn¹ sytuacjê w regionie i mog³y byæ elastycznie dostosowane do zmieniaj¹cych siê wymagañ rynku pracy. Z czasem w ofercie pojawi³y siê nie tylko
kursy politechniczne, ale tak¿e z zakresu zarz¹dzania i marketingu. W 1990
roku w programach koñcz¹cych siê uzyskaniem stopnia naukowego bra³o
udzia³ ponad 6,5 tys. studentów, a kolejne 3,5 tys. bra³o udzia³ w innych typach zajêæ.
O znaczeniu edukacji dla rozwoju spó³dzielczoœci mog¹ œwiadczyæ s³owa
inspiratora eksperymentu Mondragon: „cz³owiek nie rodzi siê kooperatywist¹,
poniewa¿ bycie kooperatywist¹ wymaga dojrza³oœci spo³ecznej i przygotowania do ¿ycia we wspólnoœci. Aby zostaæ prawdziwym kooperatywist¹, maj¹cym rzeczywisty potencja³ do spó³dzielczoœci, nale¿y siê nauczyæ, jak poskromiæ w³asne indywidualistycz-
291
292
RADOMIR MIÑSKI
ne lub samolubne instynkty i poddaæ siê prawom wspó³pracy”. Z tego wzglêdu
prawdziwy ruch spó³dzielczy mo¿na okreœliæ jako wielk¹ szko³ê spo³eczn¹:
„Mo¿na powiedzieæ, ¿e ruch kooperatywistów jest ruchem ekonomicznym, który wykorzystuje dzia³ania edukacyjne, lecz tê definicjê mo¿na tak¿e sformu³owaæ odwrotnie,
mówi¹c, ¿e jest ruchem edukacyjnym wykorzystuj¹cym dzia³alnoœæ gospodarcz¹” (Roelants, 2000: 25 – 26).
Struktura wynagrodzeñ
Sprawiedliwy podzia³ zysku wypracowanego przez spó³dzielniê nie oznacza,
¿e ka¿dy jej cz³onek otrzymuje takie samo wynagrodzenie. Indywidualne zarobki ró¿ni¹ siê, przy czym od samego pocz¹tku wpracowano zasadê ograniczaj¹c¹ rozpiêtoœæ dochodów miêdzy najni¿szym a najwy¿szym wynagrodzeniem. Pocz¹tkowo by³a to relacja 1:3, ale z czasem te relacje ulega³y zmianie.
W po³owie lat osiemdziesi¹tych XX wieku relacja miêdzy najni¿szym a najwy¿szym wynagrodzeniem œrednio wynosi³a 1:4,5 w skali ca³ej spo³ecznoœci.
Wyp³aty, które otrzymuj¹ cz³onkowie spó³dzielni, nie s¹ traktowane jak
wynagrodzenia w tradycyjnym sensie. Nazywane s¹ „anticipos” — zaliczki
na zyski, albowiem mog¹ one ulec zmianie, w zale¿noœci od sytuacji ekonomicznej spó³dzielni.
Na pocz¹tku ka¿dego roku fiskalnego bank CLP okreœla wysokoœæ p³acy
bazowej, która wydaje siê rozs¹dna w œwietle prognoz gospodarczych. P³ace
w poszczególnych spó³dzielniach nie s¹ jednak sztywno okreœlone. W spó³dzielniach funkcjonuje tzw. elastyczny system p³ac, co w praktyce oznacza, ¿e
spó³dzielnie nie mog¹ byæ nierentowne; jeœli spó³dzielnia ma mniejszy dochód, mniej zarabiaj¹ tak¿e pracownicy.
Wysokoœæ zarobków ka¿dego spó³dzielcy ustalana jest na podstawie oceny
jego postawy i charakterystyki jego miejsca pracy. Taka swoista „ocena stanowisk” dokonywana jest na skali punktowej. Kryteriami branymi pod uwagê
s¹ nie tylko kryteria iloœciowe, ale i jakoœciowe.
W latach osiemdziesi¹tych XX wieku znaczenie poszczególnych kryteriów by³o nastêpuj¹ce. Za umiejêtnoœci spo³eczne cz³onek spó³dzielni uzyskiwa³ 20% punktów (wzrost z 10% we wczesnych latach odzwierciedla znaczenie kooperacji). Nastêpne 25% punków wynika³o z wiedzy teoretycznej,
kolejne 25% za doœwiadczenie, a 8% za umiejêtnoœci decyzyjne, 7% za przywódcze oraz 15% za stres zwi¹zany z zajmowanym stanowiskiem. Ponadto
menad¿erowie mogli nagradzaæ pracowników za ponadprzeciêtne wyniki
pracy. Rozpiêtoœæ skali siêga³a od 122 do 383,5 punktu. Celem ustalenia wy-
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
sokoœci miesiêcznej „zaliczki na zysk” najni¿szemu wynikowi przypisywano
indeks 1,15, a najwy¿szemu 2,80. Indeksy by³y nastêpnie mno¿one przez
wartoœæ p³acy minimalnej ustalonej na dany rok przez bank CLP.
W praktyce system ten powodowa³, ¿e najni¿ej zarabiaj¹cy w spó³dzielniach pracy przeciêtnie uzyskiwali wy¿sze dochody ani¿eli pracownicy tego
samego szczebla zatrudnieni w sektorze prywatnym, natomiast menad¿erowie spó³dzielni zarabiali znacznie mniej ni¿ ich korporacyjni koledzy.
Plan emerytalny
Jak wspomniano, w latach piêædziesi¹tych XX wieku spó³dzielców wy³¹czono z narodowego systemu ubezpieczeñ. Od tego czasu spó³dzielcy s¹ objêci
programem emerytalnym prowadzonym przez spó³dzielniê ubezpieczeniow¹
Lagun-Aro. Poniewa¿ oko³o 32% zarobków spó³dzielców trafia na specjalne
konta w formie lokat, ka¿dy z nich przechodz¹c na emeryturê otrzymuje
œwiadczenie wysokoœci 60% ostatniego wynagrodzenia. Elementem pakietu
emerytalnego jest „odprawa” w postaci dzia³ki z ogródkiem warzywnym,
o ile pracownik jeszcze takiej nie posiada.
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹
Poszukuj¹c znaczeñ, jakie mog¹ przys³ugiwaæ pojêciu nieobecnoœci spo³ecznej, przyjêto, ¿e jest to sytuacja, która ujawnia siê wspó³czeœnie miêdzy innymi w korporacjach gie³dowych. Z jednej strony dotyka ona inwestorów, którzy bêd¹c w³aœcicielami akcji s¹ czêsto pozbawieni kontroli nad zarz¹dami
przedsiêbiorstw, a z drugiej strony dotkniêci s¹ ni¹ równie¿ pracownicy najemni, zatrudnieni na tak zwanych elastycznych zasadach. Prekariat jako sytuacja dotycz¹ca „(…) ludzi czasowo bezrobotnych, utrzymuj¹cych siê z dorywczych
prac, zatrudnianych na krótkoterminowe umowy, migruj¹cych w poszukiwaniu zarobku, pracuj¹cych na czêœciowe etaty lub zmuszanych do podpisywania in blanco swojego wypowiedzenia wraz z umow¹ o pracê (praktyka doœæ czêsta w wielkich korporacjach)” (Sowa, 2010: 108) jest przyk³adem nieobecnoœci spo³ecznej, albowiem
przejawia siê deficytem w zakresie wspó³decydowania i wspó³dzielenia przez
pracowników maj¹tku przedsiêbiorstwa.
Antytez¹ nieobecnoœci spo³ecznej typu „prekariañskiego” s¹ z pewnoœci¹
spó³dzielnie pracy Mondragon. Wedle G. B. Hansena (1993) system Mondragon opiera³ siê na czterech wartoœciach: równoœci, solidarnoœci, poszano-
293
294
RADOMIR MIÑSKI
waniu dla pracy oraz partycypacji. Wartoœci te realizowano dziêki zasadom
opracowanym przez ksiêdza Arizmendi (Williams, 2004). Przeanalizujmy je
po kolei:
— równoœæ, rozumiana jako posiadanie przez jednostki tych samych praw
i obowi¹zków, niezale¿nie od zajmowanego miejsca w strukturze spo³ecznej czy pozycji w organizacji, zosta³a zrealizowana na poziomie relacji interpersonalnych w spó³dzielniach. Ka¿dy cz³onek spó³dzielni ma jeden
g³os na zgromadzeniu ogólnym;
— solidarnoœæ spo³eczna realizowana jest w taki sposób, ¿e wszyscy maj¹ tyle
samo do zyskania, co do stracenia. Cz³onkowie spó³dzielni partycypuj¹
(kontrybucja wp³acana na rzecz spó³dzielni w momencie przyst¹pienia)
tak w powodzeniu, jak i w ryzyku i upadku spó³dzielni. Kooperacja rynkowa, zastêpuj¹c konkurencjê, powoduje, ¿e ¿adna jednostka niczego nie zyskuje, kiedy inni trac¹;
— poszanowanie dla pracy przejawia siê m.in. tym, ¿e w zarz¹dzaniu spó³dzielni¹ s¹ obecne zarówno zawody wykonywane przez tzw. „niebieskie
ko³nierzyki”, jak i przez tzw. „bia³e ko³nierzyki”, a funkcje menad¿erskie
s¹ podporz¹dkowane demokratycznej kontroli. Wynagrodzenia s¹ zró¿nicowane, jednak zasady udzia³u w zysku s¹ czytelne i legitymizowane posiadanym wykszta³ceniem, doœwiadczeniem i stopniem odpowiedzialnoœci
zajmowanego stanowiska. Czêœæ funkcji zarz¹dczych jest przywilejem,
a obowi¹zki kierownicze s¹ wykonywane bez dodatkowego wynagrodzenia.
Partycypacyjny charakter spó³dzielni jest nie tylko umo¿liwiony, ale wrêcz
wymuszony przez instytucje, które sieciowo oplataj¹ organizacje gospodarcze
funkcjonuj¹ce w Mondragon. Partycypacja pracownicza przejawia siê zarówno demokratycznym udzia³em w zarz¹dzaniu, we w³asnoœci, jak i w zyskach
spó³dzielni. W efekcie, na co zwraca uwagê D. Herrera (2004), w³aœcicielsko-pracownicza partycypacja w zarz¹dzaniu spó³dzielni Mondragon pozostawa³a przez d³ugie lata w wyraŸnym kontraœcie do deficytu partycypacji
wiêkszoœci menad¿erów i pracowników zatrudnionych w „tradycyjnych” organizacjach biznesowych.
Bibliografia
Azevedo, A., Gitahy, L., 2010. Cooperative Movement, Self-Management and Competitiveness: The
Case of Mondragon Corporation Cooperativa, „The Journal of Labor and Society”, 2010 nr 13.
Barker, J., A., 1997. The Mondragon Model. A new Pathway for the Twenty-First Century.
W: Hesselein, F., Goldsmith, M., Beckhard, R., red. The Organization of the Future. Jossey-Bass Publishers, San Francisco.
Partycypacja pracownicza jako antidotum na nieobecnoœæ spo³eczn¹. Przypadek mondragon
Bielski, P., 2005. Mondragon: spó³dzielnie na smocz¹ miarê. „Obywatel”, 2005 nr 6 (26).
Clamp, Ch., A. 2005. The Evolution of Management in the Mondragon Cooperatives. Dostêpne:
http://www.community-wealth.org/_pdfs/articles-publications/outside-us/paper-clamp.
pdf. [Dostêp: 25. 08. 2011].
Dec, W., 2011. Hiszpañski model Korporacji Spó³dzielczej Mondragon — inspiracj¹ dla rozwoju
polskiego sektora ekonomii spo³ecznej? Lublin.
Geisler, R., 2010. Kszta³towanie aktywnoœci obywatelskiej wœród osób d³ugotrwale bezrobotnych oraz
budowa instytucji na przyk³adzie wybranej spo³ecznoœci lokalnej. W: „Ekonomia Spo³eczna”,
2010 nr 1.
Freundliek, F., 1998. The Mondragon Cooperative Corporation (MCC): An Introduction. Dostêpna: http://www.ownershipassociates.com/mvv-intro.shtm. [Dostêp:01.09.2011]
Hansen, G., B., 1993. Lessons from the past: Selected readings on the systematic development of workers’ cooperatives to generate employment and income. Dostêpne: http://garybhansen.com/
pdfs/cooperatives/lessonfrompast.pdf. [Dostêp: 01.09.2011].
Herrera, D., 2004. Mondragon: a for-profit organization that embodies Catholic social thought,
„Review of Business”, 2004 nr 1.
Moor, Smathers, D., 2010. Listening to Mondragon: Lessons from the Formative Period. Dostêpne:
http://teamworks.coop/pdf/listening-modragon-paper_2010.pdf. [Dostêp: 22.08.2011].
Morris, D., 1992. The Mondragon System: Cooperation at Work. Dostêpne: www.newrules.org/sites/...org/.../mondragon.pdf. [Dostêp: 25.08.2011
Roelants, B., 2000. The Mondragon Cooperative Experiment. Dostêpne: http://www.all4all.org/
2005/04/1727.shtml. [Dostêp: 25.08.2011].
Rolland, S., 2006. Mondragon Corporation Cooperatives, People Working Together, „Journal of Undergraduate Research”, 2006 nr IX.
Sowa, J., 2010. Prekariat — globalny proletariat w epoce pracy niematerialnej.W: J. Soko³owska,
red. Robotnicy opuszczaj¹ miejsca pracy. £ódŸ.
Surdej, A., 2000. Partycypacja. W: Domañski, H. i in. (red.), Encyklopedia Socjologii. T.3, Oficyna Naukowa, Warszawa.
Thomas, K., 2002. Lessons of Mondragon’s Employee-Owned Network. W: Thomas, K., Logue, J.,
(red.), Mondragon Today: What Can We Learn? Dostêpne: http://dept.kent.edu/oeoc/
OEOCLibrary/Preprints/ThomasLogueMondragonTodayWhatCanWeLearn2002.pdf. [Dostêp: 29.08.2011].
Tompkins, C., J., 1992. Regional Co-operative Development: The Mondragon Example. Vancouver.
Dostêpne: http://www.socialeconomyhub.ca/?q=content/regional-co-operative-development-mondragon-example-1. [Dostêp: 25.08.2011].
Williams, D., 2004. Work Changes within Mondragon. Dostêpne; http://gozips.uakron.edu/
~dw2/papers/mondragon.pdf. [Dostêp: 22.08.2011].
Wolski, P., A., 2004. Kapitalizm bez w³aœcicieli. Dostêpne; http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/
swiat/kapitalizm-bez-wlascicieli,1,3328544,wiadomosc.html. [Dostêp: 2.09.2011].
295
296
RADOMIR MIÑSKI
Employees’ participation as an antidote against social absence.
Mondragon’s case
Summary
Social absence phenomenon can be analyzed from perspective of exclusion as well as
the economic one. What is more, both these aspects are more or less combined. In
the context of economic property social absence manifests itself as capital owners
and employees’ limitation on social roles, with both having less influence (control)
on the enterprise. As a result of such exclusion in traditional business organization
there is lack of social bonds between investors, management and employees. So called “precariat” — the new working class consisting of people without job security
— is the most visible example of social absence in work place sphere. Mondragon
— the employee-owned firms — are treated as a world-wide synonym of balance
between economic performance and social development. Such efficient self-governed system was formed as a result of employees’ participation in three spheres: property, decision making and cost sharing. I consider so called “Mondragon cooperative experience” as a remedy for social absence of the “precarian” type.
DANUTA KUROÑ
O edukacji zorientowanej na spo³eczn¹ obecnoœæ.
Z doœwiadczeñ Uniwersytetu Powszechnego
im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach
Uczymy siê po to, aby zmieniaæ œwiat, a nie po to by, siê do niego przystosowywaæ.
Jacek Kuroñ
My, czyli zespó³ Fundacji Edukacyjnej Jacka Kuronia, która prowadzi Uniwersytet Powszechny im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach, okreœlenia
wykluczony staramy siê nie u¿ywaæ. Nie tylko dlatego, ¿e ci, którzy s¹ nim opisywani, go nie lubi¹, poniewa¿ okreœla ich negatywnie, stygmatyzuje i degraduje, czyli narusza ich godnoœæ. Nie tylko dlatego, ¿e okreœlenie wykluczony
jest z jêzyka, który opisuje rzeczywistoœæ spo³eczn¹ z punktu widzenia g³ównego nurtu, a wiêc z zewn¹trz œwiata osób, o które chodzi, co skutkuje
zafa³szowanym opisem rzeczywistoœci. Równie¿ dlatego, ¿e okreœlenie wykluczony jest u¿ywane przez system, czyli ³ad ekonomiczno-spo³eczny, który tworzy infrastrukturê umacniaj¹c¹ potrzebne jej do funkcjonowania podmioty,
nie eliminuje wiêc niekorzystnych zjawisk, tylko je stabilizuje. Wiedz¹ o tym
dobrze ludzie zatrudnieni w tej¿e infrastrukturze, przede wszystkim w edukacji, ale tak¿e w pomocy spo³ecznej, czy instytucjach rynku pracy, ¿e choæby
kierowali siê najszlachetniejszymi pobudkami i bardzo ciê¿ko pracowali, s¹
tylko czêœci¹ systemu, na który nie maj¹ wp³ywu.
W stabilnym, zwanym tak¿e normalnym œwiecie dawny nêdzarz czy
w³óczêga, obecny wykluczony czy te¿ beneficjent ostateczny, jak kiedyœ tak i teraz
ma swoje miejsce i funkcjê w systemie, a tak¿e swoje miejsce w porz¹dku wartoœci, w który jest wpisany. Czêstokroæ kondycja ludzi marginesu stawa³a siê
krzywym zwierciad³em odbijaj¹cym kondycjê ca³ego systemu, a w czasach
prze³omowych ludzie umieszczani na najni¿szych szczeblach stratyfikacji
spo³ecznej stawali siê zwiastunami przysz³oœci. Piszê o tym dlatego, ¿e Uniwersytet w Teremiskach powsta³ z jednej strony z niezgody na œwiat, w którym dostêp do kszta³cenia wysokiej jakoœci maj¹ uprzywilejowane grupy
298
DANUTA KUROÑ
spo³eczne, z drugiej zaœ z przekazywanej przez Jacka Kuronia wiedzy o tym,
¿e koñczy siê epoka, a tempo zmian wymaga upowszechnienia kszta³cenia na najwy¿szym poziomie, uspo³ecznienia wymaga równie¿ proces zadawania pytañ i poszukiwania na nie odpowiedzi (Kuroñ, 2002).
W myœl has³a: nie palcie komitetów, zak³adajcie w³asne Uniwersytet w Teremiskach stworzyli ludzie m³odzi, przede wszystkim Kasia i Pawe³ Winiarscy,
wywodz¹cy siê z krêgu skupionego wokó³ Jacka Kuronia, czyli œrodowiska
inteligencji zaanga¿owanej. Dla m³odych wówczas kontynuatorów tradycji
tego œrodowiska punktem odniesienia, prócz teorii i praktyki dzia³ania opisywanych przez Jacka, by³a tak¿e tradycja — czêstokroæ wyniesiona z domów
rodzinnych — opisana przez Bohdana Cywiñskiego w Rodowodach niepokornych i Andrzeja Mencwela w Etosie lewicy. Projektuj¹c program Uniwersytetu
w Teremiskach odnieœliœmy siê do tego, co w dorobku kulturowym i cywilizacyjnym uwa¿aliœmy za najbardziej wartoœciowe, do tradycji oœwiaty niezale¿nej. Inspiracj¹ dla nas by³ program grundtvigniañskich i solarzowych uniwersytetów ludowych oraz idea uniwersytetu powszechnego, zderzone
z postulatami nowoczesnej edukacji.
Idea uniwersytetu powszechnego wyrasta z ducha socjalizmu, czyli zrodzonego w latach miêdzywojnia i hitlerowskiej okupacji marzenia o lepszym
œwiecie i odpowiedzialnoœci za ten œwiat œrodowiska zaanga¿owanej, niepodleg³oœciowej lewicy. W 1944 roku, w przededniu wybuchu Powstania Warszawskiego, profesor Stanis³aw Ossowski w tekœcie O drogach upowszechniania
kultury umys³owej na wy¿szym poziomie rozwa¿a³ klasowy charakter wy¿szego
wykszta³cenia w miêdzywojennej Polsce i zastanawia³ siê nad tym, co stanie
siê po wojnie z m³odzie¿¹ robotnicz¹ i ch³opsk¹, która wyemancypowa³a siê
poprzez udzia³ w ruchu oporu. Profesor nakreœli³ program oparty na za³o¿eniu, ¿e d¹¿ymy do likwidacji klasowego lub zawodowego monopolu na korzystanie ze
spo³ecznego dorobku kulturalnego i ¿e chcemy d¹¿enie to realizowaæ przez upowszechnienie wy¿szych form kultury umys³owej. (…) Idzie nam o otwarcie przed wszystkimi
dróg rozwoju umys³owego do szczebli najwy¿szych i o usuniêcie ekonomicznego lub towarzyskiego wyznaczania jednostek, które bêd¹ mog³y korzystaæ z pe³nego dorobku
kultury, albo które bêd¹ mog³y odegraæ rolê twórców nowych wartoœci kulturalnych
(Ossowski, 1970). Profesor Ossowski projektowa³ uniwersytety powszechne
jako terenowe placówki, które s³u¿yæ bêd¹ bezinteresownemu kszta³ceniu siê
na wy¿szym poziomie, a ich charakter i program wyrastaæ bêdzie z potrzeb
miejscowych. Poœredniczyæ bêd¹ w upowszechnianiu kultury promieniuj¹c
na okolicê i utrzymywaæ ³¹cznoœæ z twórczymi oœrodkami nauki i sztuki,
a tak¿e prowadziæ prace badawcze, przede wszystkim w zakresie zagadnieñ
zwi¹zanych z terenem.
O edukacji zorientowanej na spo³eczn¹ obecnoœæ. Z doœwiadczeñ Uniwersytetu Powszechnego
Dla profesora Ossowskiego idea upowszechniania edukacji i rozbudowa
oœrodków ¿ycia kulturalnego na prowincji jest nie tylko realizowaniem postulatów równoœci i sprawiedliwoœci spo³ecznej, to tak¿e niezbêdny warunek demokracji, gdy¿ demokracja bez równoczesnego procesu upowszechnienia wy¿szych form kultury umys³owej mo¿e prowadziæ do skutków, które podcinaj¹ jej sens (Ossowski,
1970).
Pierwszy, realizowany w latach 2002 – 2007, akademicki program Uniwersytetu Powszechnego w Teremiskach oparliœmy na ugruntowanym w tradycji polskiej inteligencji za³o¿eniu, ¿e praca na rzecz emancypacji marginalizowanych grup spo³ecznych musi opieraæ siê na w³¹czeniu ka¿dego cz³owieka
w g³ówny nurt kultury, tak by móg³ on odkryæ swój twórczy potencja³, a realizuj¹c go zbudowa³ poczucie w³asnej podmiotowoœci i odnalaz³ g³êboki sens
¿ycia. Program sk³ada³ siê z roku studiów w Teremiskach i mo¿liwoœci kontynuacji nieformalnej i formalnej nauki w Warszawie, gdzie Fundacja wynajmowa³a dla studentów dom. Program by³ ca³oœciow¹ propozycj¹ pewnego
sposobu ¿ycia, nakierowanego na zainteresowanie otaczaj¹cym œwiatem, aktywne uczestnictwo w kulturze i edukacjê rozumian¹ jako proces, którego
ka¿dy cz³owiek jest i bêdzie zarówno podmiotem, jak i organizatorem w ci¹gu ca³ego ¿ycia. Do sytuacji edukacyjnej w³¹czyliœmy wiêc obok zajêæ akademickich wszystkie elementy codziennoœci, szczegó³owy plan funkcjonowania
domu i podzia³u obowi¹zków oraz aktywnoœæ spo³eczn¹.
Istotnym elementem codziennoœci by³ sam dom i jego otoczenie. Parter
domu to przestrzeñ do pracy i nauki — sala dzia³añ, w której odbywaj¹
siê zajêcia i wyk³ady, gdzie ka¿dy student ma swój stolik do nauki, wynoszony na czas warsztatów twórczych do rowerowni, biblioteka licz¹ca ponad trzy tysi¹ce ksi¹¿ek z zakresu literatury, historii, kultury, filozofii, ekonomii, nauk spo³ecznych i przyrodniczych, albumy i mapy, biblioteka
podrêczna z pó³k¹ na abonowane gazety i pisma, salonik profesorski, kuchnia i weranda z ogromnym sto³em, przy którym mieszcz¹ siê wszyscy domownicy i czêsto przyje¿d¿aj¹cy goœcie. Tu koncentruje siê ¿ycie w ci¹gu
dnia. Nie ma telewizora ani radia, jest natomiast fortepian i inne instrumenty muzyczne, du¿a p³ytoteka i filmoteka i oczywiœcie ³¹cze internetowe. Na piêtrze s¹ sypialnie i ³azienki, a jeszcze wy¿ej stryszek dla przyje¿d¿aj¹cych w wolnych chwilach starszych studentów. Wszystkie pokoje
utrzymane s¹ w ciep³ym domowym nastroju, drewniane b¹dŸ wiklinowe
meble, naturalne kolory, kwiaty, a na œcianach ryciny i fotografie. Do tego
sad, ³¹ki ci¹gn¹ce siê za oknami, drewniane domy s¹siadów i okalaj¹ca
wszystko prastara puszcza. Studenci organizuj¹c siê w dwu- lub trzyosobowe wachty sami prowadz¹ dom, planuj¹ wydatki, robi¹ zakupy, gotuj¹,
299
300
DANUTA KUROÑ
piek¹ ciasto na niedzielê, dbaj¹ o porz¹dek, kwiaty i koty, organizuj¹ uroczystoœci i s¹siedzkie relacje.
Do programu zaprosiliœmy najlepsz¹ kadrê profesorsk¹ z kraju oraz kilkunastu studentów i doktorantów, którzy stworzyli we wspó³pracy z naszymi
studentami autorskie programy dostosowane do potrzeb i specyfiki grupy.
Programy te, obejmuj¹c szeroki zakres wiedzy humanistycznej, nauk spo³ecznych i przyrodniczych, zintegrowane by³y z dzia³aniami twórczymi, animacj¹
lokaln¹, samodzieln¹ prac¹ i podejmowaniem odpowiedzialnoœci w ramach
prowadzenia domu-Uniwersytetu oraz towarzysz¹c¹ wszystkim zajêciom,
prowadzon¹ przez nauczyciela i native speakerkê intensywn¹ nauk¹ jêzyka
angielskiego. Osi¹ programu by³ cykl edukacji kulturowej, w którym studenci poznawali dorobek kultur oraz piêkno i problemy wynikaj¹ce z ich ró¿norodnoœci. Tematy dobierane by³y tak, aby studenci mogli choæ w zarysie zapoznaæ siê z tym, co najbardziej wartoœciowe z dorobku cywilizacyjnego
i kulturowego w przesz³oœci, chcieæ i potrafiæ rozumieæ teraŸniejszoœæ i przygotowaæ siê do podjêcia zadañ, które postawi¹ przed sob¹ w przysz³oœci.
Metody akademickie splataliœmy z odpowiedzialnym twórczym dzia³aniem. Razem ze studentami realizowaliœmy festiwale filmowe, wystawy, koncerty i spektakle teatralne, których kontynuacj¹ by³o powstanie Teatru w Teremiskach. Wspólnie z najstarszymi mieszkañcami wsi stworzyliœmy spektakl
i ksi¹¿kê Opowieœci Teremiszczañskie. Zaprosiliœmy naszych studentów do
uczestniczenia w ¿yciu kraju. W czasie obchodów rocznicy Powstania w Getcie Warszawskim co roku œpiewamy hymn Bundu przy tablicy Zygielbojma.
JeŸdziliœmy do osób i miejsc wa¿nych dla kultury polskiej — od wsi staroobrzêdowców po Teatr 8 Dnia w Poznaniu, od Krynek Sokrata Janowicza po
Muzeum Narodowe, Filharmoniê i teatry w Warszawie, od Bramy Grodzkiej
w Lublinie po redakcjê „Tygodnika Powszechnego” w Krakowie. Razem demonstrowaliœmy pod ambasad¹ Ukrainy, gdy wybuch³a Pomarañczowa Rewolucja, anga¿owaliœmy siê w obronê praw cz³owieka w Chinach i Tybecie
oraz wiêŸniów politycznych na ca³ym œwiecie.
Program Teremisek prowokowa³ do stawiania pytañ i samodzielnego poszukiwania na nie odpowiedzi, uczy³ porz¹dkowania wiedzy i przetwarzania
informacji, uczy³ wspó³dzia³ania. Pod koniec ka¿dego roku akademickiego
studenci wyruszali na kilkusetkilometrow¹ wyprawê rowerow¹ z Teremisek
do Sejn szlakiem cmentarzy, koœcio³ów, cerkwi, synagog, meczetów i spotykanych na szlaku ludzi, z Puszczy Bia³owieskiej, poprzez Knyszyñsk¹, bagna
i rozlewiska Biebrzy do Puszczy Augustowskiej. Za Janem Strzeleckim traktowaliœmy przyrodê jako wa¿n¹ sferê rozwoju osobowoœci, a polne i leœne
przygody jako kolejne laboratorium ¿ycia spo³ecznego. Doœwiadczanie nie-
O edukacji zorientowanej na spo³eczn¹ obecnoœæ. Z doœwiadczeñ Uniwersytetu Powszechnego
wygód, braków, stawianie czo³a trudnoœciom prowokowa³o i umacnia³o odruchy braterstwa.
W naszych dzia³aniach ze studentami kierowaliœmy siê czymœ, co nazwaliœmy „pedagogik¹ Jacka Kuronia”, a co w najwiêkszym skrócie polega na
tym, ¿e pracujemy metod¹ zadaniow¹ stawiaj¹c sobie zadania lekko przekraczaj¹ce granice naszych mo¿liwoœci, budujemy ró¿norodny zespó³, w którym
wzajemne relacje wyznacza „prawo najmniejszego”, uczymy siê po to, aby
zmieniaæ œwiat, a nie po to, by siê do niego przystosowywaæ; pamiêtamy, ¿e
nieod³¹czne od edukacji jest kszta³towanie postaw, a wychowawca wychowuje
„ca³ym sob¹”. Z tej ostatniej zasady wywodzi³ siê pomys³ wychowania rówieœniczego. W Teremiskach osoby prowadz¹ce Uniwersytet by³y rówieœnikami
studentów; to rozk³ada³o odpowiedzialnoœæ za proces rozwoju i atmosferê ¿ycia codziennego na wszystkich.
Program Uniwersytetu w Teremiskach by³ propozycj¹ uczestnictwa
w pewnym typie kultury, w której to propozycji nie by³o elementu wartoœciowania pomiêdzy modelem oferowanym a modelem, w którym studenci wyroœli. Staraliœmy siê stworzyæ sytuacje, w której modele te s¹ równowa¿ne,
a to¿samoœæ ka¿dego z nas kszta³tuje siê poprzez wybór elementów czerpanych z nich obu. Relacje miêdzy nami — Fundacj¹ i osobami prowadz¹cymi
Uniwersytet a studentami oparte by³y na przekazanym nam przez Jacka Kuronia opisie cz³owieka jako istoty, która tworzy sens i znaczenia, a dopiero nastêpnie przekszta³ca je w byty materialne lub komunikaty. Proces ten Jacek
nazywa „dzia³aniem”. Przekszta³canie indywidualnie tworzonych znaczeñ
w byty nastêpuje w relacji z drugim cz³owiekiem, która polega na wzajemnej
próbie zrozumienia œwiata, jaki uosabia partner. Relacjê tê Jacek okreœla mianem mi³oœci i jej znaczenie rozci¹ga od wiêzów ³¹cz¹cych kobietê i mê¿czyznê
w akcie tworzenia nowego ¿ycia, przez relacjê pomiêdzy twórczo wspó³dzia³aj¹cymi ludŸmi, a¿ do poziomu spo³eczeñstw i ruchów spo³ecznych. Na
Jackowym pojêciu mi³oœci jako si³y twórczej w ¿yciu jednostek i grup spo³ecznych wspó³dzia³aj¹cych w tworzeniu œwiata oparty jest nasz system aksjologiczny. Uniwersytet w Teremiskach zorganizowany zosta³ jako przestrzeñ
spotkania i dialogu ludzi z ró¿nych grup spo³ecznych i klas, w którym nie ma
miejsca na konkurencjê.
Niemal wszyscy absolwenci tego programu s¹ dziœ ludŸmi samodzielnymi.
Wielu z nich rozwi¹za³o problemy, których doœwiadcza³y ich rodziny, ci, co
nie mieli matur, zrobili j¹, wielu ukoñczy³o lub w³aœnie koñczy studia (Uniwersytet Warszawski, Politechnika Warszawska, Wy¿sza Szko³a Psychologii
Spo³ecznej, Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, Kolegium Nauczycielskie, Wy¿sza Szko³a Pedagogiczna ZNP, Uniwersytet Kar-
301
302
DANUTA KUROÑ
dyna³a Stefana Wyszyñskiego, Studium Farmaceutyczne, UMCS, Akademia
Wychowania Fizycznego w Gdañsku). Jedna z naszych studentek ukoñczy³a
ju¿ studia podyplomowe, a jeden ze studentów rozpocz¹³ studia doktoranckie
w PAN, kilkoro zosta³o stypendystami Erasmusa, kilkanaœcioro studiowa³o
w duñskich i szwedzkich uniwersytetach ludowych i odby³o sta¿e w europejskich organizacjach. Nieliczni wyjechali za granicê, wielu wróci³o na wieœ,
gdzie podjêli pracê oraz dzia³ania na rzecz swoich spo³ecznoœci, jako nauczyciele i animatorzy. Czêœæ jest koordynatorami projektów w organizacjach.
Jako grupa wchodz¹ obecnie w fazê zak³adania rodzin i rodzenia dzieci, podtrzymuj¹c równoczeœnie wiêŸ powsta³¹ w czasie studiów w Teremiskach
i wspieraj¹c siê wzajemnie.
Program akademicki Uniwersytetu w Teremiskach wspó³tworzony z naszymi studentami, czyli m³odzie¿¹ z wiosek popegeerowskich, budowaliœmy
10 lat temu. Dziœ ju¿ wiemy, ¿e tak nie lubianym przez nas okreœleniem wykluczony musimy obj¹æ prawie ca³¹ wchodz¹c¹ obecnie w doros³e ¿ycie generacjê, i to nie tylko w Polsce, lecz na œwiecie. Dla opisu tej sytuacji pozwolê
sobie zacytowaæ fragment ostatniej, wydanej ju¿ po jego œmierci, ksi¹¿ki Jacka Kuronia Rzeczpospolita dla moich wnuków. — We wrzeœniu 1995 roku w San
Francisco zebra³ siê tzw. szczyt œwiata, czyli konferencja 500 czo³owych polityków,
bossów gospodarki i naukowców ze wszystkich stron globu. Uczestnicy konferencji nie
mieli w¹tpliwoœci, ¿e w XXI wieku wystarczy 20% ludzi zdolnych do pracy, aby
utrzymaæ rozmach globalnej gospodarki. (…) Te 20% bêdzie tym samym mia³o aktywny udzia³ w ¿yciu, dochodach i konsumpcji — obojêtnie w jakim kraju. (…)
A reszta? Co z blisko 80% ludzi bez pracy? (…) Jeœli przyjmiemy zaprezentowane
powy¿ej proporcje 20:80 czy choæby 35:65, to trzeba uznaæ, ¿e mówimy o koñcu naszej
cywilizacji. Ca³a historia ludzkoœci nie wskazuje na mo¿liwoœæ utrzymania — na
d³u¿sz¹ metê — ³adu spo³ecznego i politycznego przeciw tak znacz¹cej wiêkszoœci
(Kuroñ, 2004). W wydanej dwa lata wczeœniej ksi¹¿ce Dzia³anie Jacek Kuroñ
pisa³, ¿e skoñczy³a siê epoka, a wraz z ni¹ dotychczasowe sposoby objaœniania problemów spo³ecznych i rozwi¹zywania ich. Tworzenie nowego ³adu wymaga wykonania
wielu zadañ w skali globalnej, ale spo³eczeñstwa nie mog¹ czekaæ na skuteczne
dzia³ania rz¹dów, ludzie musz¹ podejmowaæ dzia³anie ju¿ teraz i przezwyciê¿aæ swoje kryzysy jako œwiatowe. Idea, która stanie siê si³¹ napêdow¹ w tworzeniu nowej epoki, musi stanowiæ odpowiedŸ na podstawowe pytania stawiane przez kryzys globalny.
Proces stawiania pytañ i poszukiwania na nie odpowiedzi trzeba uspo³eczniæ, a tego
nie da siê zrobiæ bez szerokiego ruchu edukacyjnego. Rewolucja edukacyjna, to umo¿liwienie ka¿demu mieszkañcowi globu dostêpu do kultury, czyli do udzia³u w tworzeniu
(Kuroñ, 2002). Temu celowi s³u¿y nowy, tworzony przez nas od trzech lat
program Uniwersytetu w Teremiskach. Jest to program lokalny. Poszukuje-
O edukacji zorientowanej na spo³eczn¹ obecnoœæ. Z doœwiadczeñ Uniwersytetu Powszechnego
my w nim odpowiedzi na pytanie: jak i za co ¿yæ bêd¹c mieszkañcem wiosek
po³o¿onych w Puszczy Bia³owieskiej. Nazwaliœmy nasz program Pracownia
Bia³owieska — laboratorium praktyki spo³ecznej. Wierzymy, ¿e rozwi¹zania lokalne, a takich teraz poszukuj¹ ludzie w wielu zak¹tkach œwiata — o czym
wiemy — bo coraz ³atwiej jest siê odnaleŸæ w sieci, z³o¿¹ siê na ca³oœæ. Puszcza Bia³owieska jest jednym z tych miejsc, gdzie poszukiwanie nowego modelu spo³eczeñstwa, nowego modelu i stylu ¿ycia oraz budowa nowej struktury
spo³ecznej, w której jest miejsce dla ka¿dego, ma g³êboki sens. Bia³owie¿a posiada wielkie bogactwo zasobów. Jeden, to dziedzictwo 600- letniej historii
i wieloetnicznej kultury pogranicza na obszarze dawnego Wielkiego Ksiêstwa Litewskiego, które wraz z Koron¹ Polsk¹ wspó³tworzy³o w XV i XVI
wieku najwiêkszy organizm polityczny Europy, zjednoczony nie na drodze
podboju, lecz na mocy umowy. Drugi zasób, to ostatni zachowany naturalny
kompleks lasów strefy umiarkowanej w Europie, który poza bezcenn¹ wartoœci¹ przyrodnicz¹ niesie w sobie g³êboki sens symboliczny, zwi¹zany z wyzwaniami w zakresie technologii, ekologii i stylów ¿ycia, jakie stoj¹ dziœ przed
ludzkoœci¹. Nasza odpowiedŸ na te wyzwania ukszta³tuje najbli¿sz¹ przysz³oœæ planety i stworzonej przez cz³owieka kultury, a poszukiwanie odpowiedzi nie w centrach i metropoliach, lecz na prowincji i uspo³ecznienie tych poszukiwañ — stanowi nasz¹ odpowiedŸ na problem wykluczenia.
Bibliografia
Kuroñ, J.,1997. Na krawêdzi. Œwiat bogatych — œwiat biednych. Polacy — samorz¹dna Rzeczpospolita, wyd. 2, Oficyna Wyd. Typografika, Warszawa.
Kuroñ, J., 2002. Dzia³anie. Wyd. Dolnoœl¹skie, Wroc³aw.
Kuroñ, J., 2004. Rzeczpospolita dla moich wnuków. Rosner & Wspólnicy, Warszawa.
Geremek, B., 1989. Œwiat „opery ¿ebraczej”. PIW, Warszawa.
Mencwel, A., 2009. Etos lewicy. Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa.
Cywiñski, B., 1970. Rodowody niepokornych. PWN, Warszawa.
Ossowski, S., 1970. O drogach upowszechniania kultury umys³owej na wy¿szym poziomie.
W: Dzie³a, t. VI. PWN.
Winiarski, P., 2007. Portret socjologiczny studentów Uniwersytetu Powszechnego im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach. Praca licencjacka napisana pod kierunkiem dr K. Staszyñskiej, Warszawa.
303
304
DANUTA KUROÑ
The education oriented at social presence the experience
of the Jan Józef Lipski Common University in Teremiski
Summary
The author characterizes the universal experience of the Jan Józef Lipski University
as associated with the phenomenon of social exclusion. She explains the practices of
the environment of people createing the University, consisting of the resignation
from the term “excluded” as the verbal expression. She presents three arguments
that supports this position: 1) the stigmatizing, violation of dignity, 2) the external
and falsifying nature of the word “excluded” in the mainstream thinking, 3) consolidating the economic and social order associated with the adverse events, mainly
through the educational infrastructure.
The general inspiration for creation of the University was discord with the world
where access to high quality education is possible only to the privileged social groups. The first inspiration came from the program of the grundtving and solarz
universities, folk universities and the idea of the common university, which have
been confronted with the demands of the modern education. The first academic program of the University, carried out in 2002 – 2007, based on the assumption that
work for the emancipation of marginalized groups must rely on the inclusion of every person in the mainstream of culture. The basis for approach is the „pedagogy of
Jacek Kuron”, combining the task method with building a diverse teams.
JANUSZ KARWAT
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych.
Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych
do 1974 roku
O zjawisku nadu¿ywania alkoholu w Polsce, a tym samym i w Wielkopolsce,
mo¿na mówiæ od XVI wieku. Wtedy to na wsi wprowadzono propinacjê,
czyli wy³¹czne prawo pana feudalnego do produkcji i sprzeda¿y trunków
w obrêbie jego dóbr. Od tego czasu zjawisko alkoholizmu zaczê³o nieprzerwanie wzrastaæ, z krótkimi okresami spadku: w koñcu XIX wieku, w okresie miêdzywojennym oraz tu¿ po drugiej wojnie œwiatowej. Przez kilka stuleci
mówiono najczêœciej o pijañstwie. Chocia¿ na terenie Wielkopolski, w porównaniu z innymi dzielnicami kraju, pijañstwo by³o najmniej nasilone, to stanowi³o tutaj powa¿ny problem, i tutaj prowadzono z nim najbardziej skuteczne
zmagania.
Samo pijañstwo rozpowszechni³o siê w Europie w XVIII i XIX wieku, na
skutek potanienia napojów alkoholowych, produkowanych za pomoc¹ nowych fabrycznych sposobów (browary, gorzelnie, winiarnie itd.). Wzrasta³a
wiêc liczba restauracji, szynków i karczem, a plaga pijañstwa ogarnia³a g³ównie grupy ubo¿sze — robotników, drobnych rzemieœlników, kupców. W latach 80. XIX wieku w Poznaniu licz¹cym ponad 60 tys. mieszkañców by³o
ponad 300 takich lokali, czyli jeden na 200 mieszkañców. Nadu¿ywanie alkoholu, a przede wszystkim wynikaj¹ce z tego konsekwencje spo³eczne spowodowa³y ¿ywsz¹ reakcjê Koœcio³a, w³adz pañstwowych, samorz¹dowych,
policji i przedstawicieli ówczesnych elit. Rozpoczynaj¹ siê masowe akcje œlubowañ w koœcio³ach, powstaj¹ bractwa wstrzemiêŸliwoœci, towarzystwa,
a z czasem instytucje walcz¹ce z alkoholizmem i jego skutkami.
Ju¿ w po³owie XIX w. dostrzegano alkoholizm jako chorobê, lecz mówi¹c
o jej wyleczeniu czy powstrzymaniu nie stawiano warunku abstynencji. Na
ogó³ jednak nie odró¿niano pijañstwa od alkoholizmu, nie kwalifikowano
306
JANUSZ KARWAT
tego uzale¿nienia do leczenia. Jednak, mimo takiego podejœcia, sukcesy ówczesnych „bractw trzeŸwoœci” by³y imponuj¹ce.
Dopiero w drugiej po³owie XIX w. zrozumiano, ¿e nigdy nie zwalczy siê
masowego pijañstwa propaguj¹c umiarkowane picie, ¿e jednak warunkiem
podstawowym jest g³oszenie ca³kowitej abstynencji od wszelkich napojów alkoholowych. Pogl¹d ten zapocz¹tkowany w Szwajcarii i Irlandii (o. Teobald
Mathew) upowszechni³ siê na dobre w koñcu XIX wieku. W placówkach
przeciwalkoholowych, jakie zaczê³y powstawaæ, coraz czêœciej zaczêto uznawaæ abstynencjê za podstawowy warunek przebiegu kuracji.
Dla wiêkszoœci organizacji w XIX wieku abstynencja by³a celem optymalnym, koñcowym. Skupiano siê najczêœciej na propagowaniu trzeŸwoœci, mówi¹c o umiarkowaniu w spo¿ywaniu napojów alkoholowych. Instytucje stara³y
siê raczej zapobiegaæ szerzeniu alkoholizmu lub opiekowaæ siê „wyleczonymi
z na³ogu”.
W Polsce a¿ do lat siedemdziesi¹tych XX w., w zasadzie do koñca PRL, alkoholizm zwalczano poprzez ustawodawstwo (przepisy prawne reguluj¹ce
odgórnie zwalczanie alkoholizmu) i ówczesny system leczniczy. Marginalizowano z kolei rolê stowarzyszeñ i zwi¹zków spo³ecznych. Dlatego ruch
AA-owski rozwin¹³ siê w pe³ni w nowych realiach politycznych i jest obecnie
anonimowy, niezale¿ny, samowystarczalny i bezklasowy, co przed rokiem
1989 nie by³o takie oczywiste.
Rozwój ró¿nych organizacji i stowarzyszeñ w Wielkopolsce nie by³ czymœ
wyj¹tkowym. Wed³ug prof. Lecha Trzeciakowskiego „by³ on przejawem ogólnego procesu, siêgaj¹cego XVIII i XIX wieku, usamodzielnienia siê stanu
œredniego, a nastêpnie i warstw ubo¿szych. W tym bowiem czasie zaczê³y powstawaæ stowarzyszenia zrywaj¹ce z siêgaj¹c¹ œredniowiecza zasad¹ korporacyjn¹ opart¹ na przymusie, a przyjmuj¹ce cz³onków kieruj¹cych siê osobistymi zainteresowaniami, odczuwaj¹cych potrzebê wspó³dzia³ania z osobami
o podobnych zapatrywaniach” (Trzeciakowski, 1994: 360). Od czwartej dekady XIX stulecia w Poznañskiem mia³o miejsce zjawisko samoorganizacji
spo³eczeñstwa polskiego. Mia³o to wyj¹tkowe znaczenie dla Polaków pozbawionych opiekuñczej roli pañstwa pruskiego. Szczególna rola w rozwoju organizacji polskich przypad³a inteligencji: lekarzom, ksiê¿om, adwokatom,
nauczycielom, nielicznym dziennikarzom i urzêdnikom. Dzia³alnoœæ ró¿nych
stowarzyszeñ wpisywa³a siê w nurt ówczesnych prac organicznych. Z czasem
w ruchu organizacyjnym nastêpowa³a specjalizacja i pog³êbia³y siê podzia³y
narodowe.
Dla polskiego ¿ycia organizacyjnego prze³omowe by³y lata siedemdziesi¹te XIX wieku. Cech¹ charakterystyczn¹ ostatniego æwieræwiecza tego stu-
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych do 1974 roku
lecia by³o tworzenie nowych organizacji i próby zjednoczenia towarzystw
o tym samym profilu. Centrale wszelkich organizacji mieœci³y siê w Poznaniu,
uznawanym za nieformaln¹ stolicê dla Polaków mieszkaj¹cych w pañstwie
pruskim.
Wielkopolska stanowi³a czêœæ monarchii pruskiej. St¹d nic dziwnego, ¿e
ruch przeciw pijañstwu zainicjowany w Prusach i tutaj spotka³ siê z odzewem. Król pruski Fryderyk Wilhelm III doœæ energicznie czyni³ ró¿ne zabiegi
w celu wyrugowania pijañstwa z ¿ycia poddanych, zapewniaj¹c ruchom abstynenckim sw¹ monarsz¹ opiekê. Zaczêto tworzyæ organizacje i towarzystwa
trzeŸwoœciowe w ca³ym pañstwie, tak¿e w Wielkopolsce.
W 1840 roku powsta³a jedna z pierwszych na ziemiach polskich organizacja abstynencka pod nazw¹ Towarzystwo ku Przyt³umieniu U¿ywania Wódki
w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim z siedzib¹ w Kórniku. Na jej czele sta³ lekarz Jean de la Roche, Niemiec o francuskim rodowodzie. Od 1843 r. zaczêto
wydawaæ miesiêcznik pt. „Pismo Centralne dla Sprawy WstrzemiêŸliwoœci
w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim”, zmieniony nastêpnie na „Zwiastun
WstrzemiêŸliwoœci w WKP”. Wychodzi³ on w jêzyku niemieckim i polskim
ze wzglêdu na narodowoœæ cz³onków. Ksi¹dz Franciszek Kociñski drukowa³
w nim wiersze abstynenckie. Dzia³alnoœæ Towarzystwa wspiera³y w³adze koœcielne, o czym œwiadczy okólnik wikariusza generalnego archidiecezji skierowany do dziekanów 23 listopada 1843 roku. W³adze pruskie (minister poczt)
zwolni³y te¿ z op³at korespondencjê towarzystwa, wyda³y kosztem rz¹dowym
w jêzyku polskim broszurê pt. Po¿ytek i szkodliwoœæ picia wódka, wierna i prosta
nauka dla narodu polskiego. W Wielkopolsce powsta³o kilka lokalnych towarzystw wstrzemiêŸliwoœci bêd¹cych oddzia³ami kórnickiej centrali, m.in.
w Zb¹szynie, Zdunach, Tuchorzy pod Wolsztynem, Kruszwicy (nauczyciel
Mrowisz) i Dobrzycy (ks. F. Koniñski). W 1843 r. w Hamburgu odby³ siê
walny zjazd krajowy towarzystw, a dr la Roche zosta³ jego sekretarzem (Krasicka, 2010).
W dniu 19 lutego 1845 r. obchodzono w Poznaniu 5-lecie Towarzystwa.
W salach poznañskiego Hotelu Saskiego zgromadzi³o siê 600 goœci, w tym
ówczeœni dygnitarze Wielkiego Ksiêstwa Poznañskiego. Dzia³alnoœæ Towarzystwa zamar³a w 1848 r. w wyniku niepokojów powstañczych 1848 roku.
Równolegle akcjê wstrzemiêŸliwoœci rozwin¹³ Koœció³ katolicki. Koœcielna
akcja dotar³a do nas z Irlandii, a zainicjowa³ j¹ tam kapucyn o. Teobald Mathew w 1838 roku. Idea ta rozwinê³a siê w œrodowisku londyñskich robotników, póŸniej w Westfalii. Na ziemie polskie dotar³a poprzez kapucyna o. Stefana
Brzozowskiego, upowszechniaj¹c siê na Górnym Œl¹sku, g³ównie poprzez
proboszcza sanktuarium maryjnego w Piekarach Œl¹skich ks. Jana Nepomu-
307
308
JANUSZ KARWAT
cena Ficka. W Wielkopolsce upowszechni³ j¹ arcybiskup Marcin Dunin, który powo³a³ Bractwa WstrzemiêŸliwoœci pod Opiek¹ Niepokalanego Serca Najœwiêtszej Marii Panny. Do powstaj¹cych masowo bractw wstêpowali
przedstawiciele wszystkich stanów. Na przyk³ad w Œremie do Bractwa nale¿a³
hrabia Ludwig Plater i 80 parafian; ks. Józef Weber w Kêpnie — w 1844 r.
nale¿a³o doñ a¿ 1844 cz³onków.
Gor¹cym zwolennikiem bractw by³ biskup sufragan poznañski Jan Kanty
D¹browski, który organizowa³ wizyty duszpasterskie zak³adaj¹c osobiœcie
bractwa parafialne. Rezultaty dzia³alnoœci tych bractw by³y zró¿nicowane,
bowiem niektórzy duchowni wprowadzali ca³kowit¹ abstynencjê, inni czêœciow¹.
W 1852 r. arcybiskup Leon Micha³ Przy³uski sprowadzi³ do Wielkopolski
kilku jezuitów na czele z ks. Karolem Bo³oz-Antoniewiczem, œwietnym kaznodziej¹, powstañcem listopadowym. Ich celem by³o o¿ywienie bractw trzeŸwoœci. Jezuitów z tej grupy spotykano w Poznaniu, Krobi, Lesznie, Mi³os³awiu i innych parafiach.
Przez pierwsze lata bractwa wstrzemiêŸliwoœci nie posiada³y samodzielnoœci, nie posiada³y statutów i by³y mniej atrakcyjne od innych tego typu stowarzyszeñ. Œluby trzeŸwoœci sk³adane podczas misji by³y tylko kwesti¹
sumienia wiernych, st¹d zniechêca³y do trzeŸwoœci mniej wytrwa³ych. 26
sierpnia 1868 r. nast¹pi³a kanoniczna erekcja bractw przez arcybiskupa Mieczys³awa Halszkê Ledóchowskiego. Wprowadzono statuty, regularne zebrania, tak¿e sk³adki, które stawa³y siê czasami przyczyn¹ animozji pomiêdzy
proboszczami a wiernymi. Arcybiskup Ledóchowski zdo³a³ powo³aæ ok. 600
bractw z ponad 12 tys. cz³onków (Krasicka, 2010).
Jeszcze wiêkszym propagatorem idei trzeŸwoœci by³ arcybiskup Florian
Stablewski, który pragn¹³ osi¹gn¹æ liczbê bractw z lat czterdziestych. Sprawê
bractw podnosi³ on na kolejnych kongregacjach diecezjalnych. Wprowadzi³
zapisy dzieci po pierwszej komunii œwiêtej, w czwart¹ niedzielê stycznia
g³oszono kazania o abstynencji, otoczono pos³ug¹ duszpastersk¹ tak¿e emigracyjne œrodowiska robotnicze. Arcykiskup F. Stablewski zainicjowa³ równie¿ otwieranie domów trzeŸwoœci. Pierwszy taki dom pod wezwaniem
œw. Józefa powsta³ w pomieszczeniach podominikañskich w dniu 27 paŸdziernika 1901 roku. Posiada³ miêdzy innymi restauracjê, czytelniê z ksi¹¿kami
i czasopismami.
W 1903 roku F. Stablewski wys³a³ do Bremy na IX Kongres Przeciwalkoholowy ks. Kazimierza Niesio³owskiego, aby zbada³ miêdzynarodowe poczynania abstynenckie. By³ to ostatni kongres miêdzynarodowy, na którym pojawi³o siê wino. Dosz³o tam do incydentu, bowiem przedstawiciele „Eleusis”
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych do 1974 roku
z Krakowa odmówili wypicia toastu na czeœæ cesarza Niemiec, nie powstaj¹c
nawet z miejsc.
Po 1883 roku od¿y³ na nowo spo³eczny ruch przeciwalkoholowy w Niemczech pod postaci¹ trzech bardzo prê¿nych organizacji: „Niebieskiego Krzy¿a”, „Zakonu Dobrych Templariuszy” i „Niemieckiego Zwi¹zku Przeciwalkoholowego”. Na wieœæ o tym wydarzeniu dr Zygmunt Celichowski za³o¿y³
w Kórniku 30 lipca 1887 r. „Towarzystwo Szerzenia WstrzemiêŸliwoœci”,
jako pierwsz¹ rdzennie polsk¹ organizacjê tego typu na gruncie prowincji poznañskiej. Po dwóch latach nale¿a³o doñ 52 cz³onków, w tym 20 z Kórnika
i 9 z Poznania. Wskazywano trzy drogi szerzenia trzeŸwoœci: poprzez duchowieñstwo i jego mecenat nad bractwami, przekonywanie gmin miejskich do
ograniczania liczby karczem i szynków oraz zak³adanie tanich kuchni ludowych i kawiarni. Pierwsza bezalkoholowa gospoda powsta³a w 1885 r.
w Posadowie z inicjatywy tamtejszego dziedzica. Wydawano broszury propaguj¹ce abstynencjê, tak¿e miesiêcznik „Pobudka do Szerzenia WstrzemiêŸliwoœci”. Dzia³alnoœæ tego towarzystwa by³¹ prób¹ wci¹gniêcia inteligencji do
tej dzia³alnoœci. Jednak oddŸwiêk tych zabiegów by³ niewielki.
Znacznie szersze rozmiary przybra³a akcja podjêta przez Józefa Chociszewskiego, redaktora i pisarza ludowego. Ideê wstrzemiêŸliwoœci propagowa³ on na ³amach redagowanych przez siebie pism: „Lecha” w Poznaniu,
„Przyjaciela Ludu” i „Nadwiœlanina” w Che³mnie. W dniu 26 stycznia
1890 roku J. Chociszewski za³o¿y³ „Jutrzenkê. Towarzystwo dla Popierania
WstrzemiêŸliwoœci”. Organizowano czêsto odczyty, prelekcje, wycieczki
i lokale bezalkoholowe. Zarz¹d oprócz Chociszewskiego stanowili Marcin
Andrzejewski, Joachim So³tys, Edward Kleber, Antoni Sczaniecki. W krótce do³¹czy³ dzia³acz przyby³y z Kongresówki, Franciszek Wojciechowski
— powstaniec styczniowy, kupiec, który przebywa³ kilkanaœcie lat w Norwegii, zapoznaj¹c siê z prac¹ tamtejszych organizacji antyalkoholowych.
Wyg³osi³ szereg odczytów na zebraniach kó³ „Jutrzenki”. Po roku nale¿a³o
do „Jutrzenki” ju¿ 430 cz³onków, a oddzia³y zamiejscowe istnia³y w Krotoszynie, Grodzisku, Swarzêdzu, Kostrzynie, Lidzbarku Warmiñskim i w Wierzenicy — jako pierwsze wiejskie towarzystwo abstynenckie za³o¿one przez
murarza Drachowskiego (8 lutego 1891 roku). Zwracano siê do kobiet
maj¹cych wp³yw na wychowanie dzieci, tak¿e do pracodawców, aby nie
czêstowaæ robotników alkoholem, nie wyp³acaæ tygodniówek w soboty itp.
(Rkps 1122).
Walkê z alkoholizmem podj¹³ tak¿e patron wielkopolskich kó³ek rolniczych Maksymilian Jackowski. Poprzez liczne prelekcje na zebraniach wiejskich, dziêki wsparciu proboszczów i ziemian, w niektórych miejscowoœciach
309
310
JANUSZ KARWAT
gospodarze spowodowali likwidacjê karczem. Tak sta³o siê miêdzy innymi
w Jaroszewie, Sarbinowie, Pierzchnie i Borowie (Karwat, 2005: 166 i nast.).
Z inicjatywy M. Jackowskiego i Boles³awa Kapuœciñskiego dosz³o w Poznaniu 1899 roku do za³o¿enia „Towarzystwa ku zwalczaniu gry hazardowej”, zwanego póŸniej Towarzystwem Antyhazardowym. Po roku nale¿a³o
doñ oko³o 400 cz³onków (Karwat, 2005: 186 – 187).
Do czo³owych organizatorów ruchu abstynenckiego nale¿a³ ksi¹dz Nikodem Cieszyñski (Banaszak, 1992:109 – 111). Z ruchem trzeŸwoœciowym
zwi¹zany by³ przez ca³e doros³e ¿ycie. W 1910 r. przyj¹³ œwiêcenia kap³añskie
i jeszcze w tym samym roku ukaza³a siê jego pierwsza publikacja Duchowieñstwo a walka z alkoholizmem, jako przek³ad z jêzyka niemieckiego. Jako wikariusz parafii Matki Boskiej Bolesnej na £azarzu zorganizowa³ Towarzystwo
WstrzemiêŸliwoœci „Wyzwolenie”. Na pocz¹tku 1912 roku liczy³o ono 402
cz³onków. Wkrótce przyst¹pi³y do niego inne towarzystwa parafialne. Ksi¹dz
N. Cieszyñski zosta³ ich prezesem. Proboszcz ³azarski ks. Kazimierz Maliñski
by³ patronem Towarzystwa „Wyzwolenie”. W 1914 r. ukaza³a siê ksi¹¿ka
ks. Cieszyñskiego Koœció³ i nowoczesny ruch przeciw alkoholowy. Szkice historyczno-spo³eczne z przedmow¹ ks. Kazimierza Niesio³owskiego.
Z funduszu proboszcza K. Maliñskiego na £azarzu powsta³a restauracja
abstynencka. Po trzech latach Towarzystwo „Wyzwolenie” rozpad³o siê z winy zarz¹du. Po kilkumiesiêcznej przerwie ks. K. Maliñski wznowi³ jego pracê
w 1914 roku. Cz³onkowie „Wyzwolenia” zasili szeregi Towarzystwa M³odzie¿y Polsko-Katolickiej (mêskiej) utworzonego w parafii (1912) oraz ³azarskiej
dru¿yny skautowej (1913) (Kowalski, Szatkowski, 2007: 269; Przyjaciel
TrzeŸwoœci, 1911, 1914).
Najwiêksze sukcesy w organizowaniu ruchu przeciwalkoholowego w skali
ca³ego zaboru pruskiego osi¹gn¹³ ks. Kazimierz Niesio³owski. Przez 53 lata
pe³ni³ pos³ugê duszpastersk¹ w jednej parafii, tj. w Pleszewie. Jeszcze jako
m³ody proboszcz znalaz³ siê w komitecie wiecu w Hotelu Bazar poœwiêconemu kwestii pijañstwa i karciarstwa. W 1902 r. zosta³ prezesem Zwi¹zku
Ksiê¿y Abstynentów dla archidiecezji gnieŸnieñskiej i poznañskiej, kieruj¹c
nim a¿ do 1939 roku. Redagowa³ tez organ Zwi¹zku pt. „Miesiêcznik dla Popierania Ruchu WstrzemiêŸliwoœci”, wydawany od 1904 r. w Pleszewie. Nadto od 1904 r. by³ redaktorem miesiêcznika „Œwit”, organu Zwi¹zku Ksiê¿y
Abstynentów i polskiej m³odzie¿y abstynenckiej.
W dniu 22 listopada 1905 r. na drugim wiecu abstynenckim w Bazarze,
który zorganizowa³ wspólnie z dr. Paw³em Gantkowskim, wystêpowa³ ju¿
jako „znany filar naszego ruchu wstrzemiêŸliwoœci”, wyg³aszaj¹c referat
„W sprawie alkoholizmu”. W wiecu wziê³a te¿ udzia³ delegacja z Galicji. Na
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych do 1974 roku
wniosek organizatorów postanowiono utworzyæ pierwsze w zaborze pruskim
Towarzystwo Zupe³nej WstrzemiêŸliwoœci od Napojów Alkoholowych „Wyzwolenie”. Na przewodnicz¹cego wybrano ks. K. Niesio³owskiego, a dr.
P. Gantkowskiego na prezesa. Dr Gantkowski jako higienista by³ od 1901 r.
docentem medycyny pastoralnej w poznañskim seminarium duchownym, organizowa³ liczne wyk³ady z higieny i szkodliwoœci alkoholu dla nauczycieli,
pielêgniarek i m³odzie¿y. W 1907 r. zosta³ prezesem Zwi¹zku Polskich Stowarzyszeñ Abstynenckich w Niemczech.
W latach 1907 – 1925 dzia³a³a w Poznaniu pierwsza w Polsce przychodnia przeciwalkoholowa, zwana równie¿ stacj¹ opiekuñcz¹ dla alkoholików. Po
wybuchu Powstania Wielkopolskiego P. Gantkowski organizowa³ ochotnicz¹
s³u¿bê sanitarn¹. Od 1919 r. by³ dyrektorem departamentu zdrowia w Ministerstwie by³ej Dzielnicy Pruskiej. Wœród innych lekarzy nale¿y wymieniæ
dr Boles³awa Kapuœciñskiego.
Ogromne zas³ugi na polu organizacyjnym w tym zakresie po³o¿yli przedstawiciele Galicji. W pierwszej kolejnoœci Ma³opolanie ze Lwowa, a w drugiej
pochodz¹cy z Krakowa. Jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny œwiatowej
kursy i odczyty prowadzili w Poznaniu cz³onkowie organizacji „Eleusis”.
Zwi¹zek „Eleusis” mia³ za zadanie podniesienie moralne narodu, jego wyzwolenie wewnêtrzne, a to z kolei mia³o przyczyniæ siê do wyzwolenia z niewoli politycznej. Narodowe odrodzenie mia³o nast¹piæ w wyniku wykszta³cenia siê odpowiednio silnej formacji moralnej. Punktem wyjœcia pracy nad
sob¹ by³o praktykowanie poczwórnej wstrzemiêŸliwoœci: od alkoholu, tytoniu, rozpusty i gier hazardowych. Poczwórna abstynencja obowi¹zywa³a ka¿dego cz³onka pod groŸb¹ wykluczenia z szeregów stowarzyszenia. Uwa¿ano,
¿e „[…] stanowi ona podstawê w opanowaniu siebie, zdobycia nadzwyczajnej
zdolnoœci do poœwiêceñ, co z kolei prowadzi do odrodzenia moralnego,
daj¹cego gwarancje odzyskania niepodleg³oœci” (Pogórska, 2003; Przeciszewski, 1978: 183). W przygotowaniu silnych moralnie jednostek wa¿n¹ rolê,
oprócz bezwzglêdnej abstynencji, odgrywa³y liczne praktyki, których celem
by³o kszta³towanie silnej woli, na przyk³ad posty lub g³odówki po³¹czone
z æwiczeniami jogi. W 1911 r. praktykowanie jogi zast¹piono tzw. skautowaniem, a wiêc æwiczeniami terenowymi zwi¹zanymi z rodz¹cym siê harcerstwem. Ogromn¹ rolê odgrywa³o duchowe kierownictwo Wincentego Lutos³awskiego, póŸniej braci starszych.
W zaborze pruskim, w przeciwieñstwie do Galicji, „Eleusis” mia³o charakter organizacji tajnej. W Poznañskiem organizacja ta nie mia³a charakteru
masowego, st¹d brak o niej informacji w dawnych aktach pruskich. Wiadomoœci o dzia³alnoœci kó³ w zaborze pruskim ograniczaj¹ siê do akt proceso-
311
312
JANUSZ KARWAT
wych elsów górnoœl¹skich z 1905 roku oraz wspomnieñ organizatorów kó³
wielkopolskich. Dodaæ nale¿y, ¿e elsowie stronili od publicznych zebrañ
i wyst¹pieñ, Swoja pracê prowadzono metod¹ poufnych spotkañ z udzia³em
krakowskich emisariuszy, na przyk³ad w Poznaniu: Wincentego Lutos³awskiego i jego brata ksiêdza Kazimierza, Jerzego Grodyñskiego, Zygmunta
Podgórskiego, Tadeusza Strumi³³y. W rozwoju kó³ elsowskich w Wielkopolsce rolê poœrednika odgrywa³ Górny Œl¹sk, stanowi¹cy „most miêdzy Poznaniem a Krakowem” (Kwiatek, 1991:15 i nast.).
Z ruchem abstynenckim zwi¹zany by³ ks. Franciszek Olejniczak, kanonik
honorowy poznañski i dyrektor gimnazjum w Gostyniu. Ju¿ w 1902 r. jako
kleryk seminarium duchownego w GnieŸnie zainicjowa³ za³o¿enie Zwi¹zku
Ksiê¿y Abstynentów na Archidiecezjê Poznañsk¹ i GnieŸnieñsk¹. Zwi¹zek
powsta³ 13 listopada 1902 r. jako niewielka organizacja z udzia³em kilku kleryków i jednego kap³ana (ks. K. Niesio³owskiego). Bêd¹c wikariuszem gostyñskim aktywnie dzia³a³ w Towarzystwie WstrzemiêŸliwoœci „Wyzwolenie”.
Przemawia³ czêsto na wiecach m³odzie¿y abstynenckiej, m.in. 11 lutego
1906 r. w GnieŸnie do 500 osób, w 1908 r. w Gostyniu (Wilczyñski, 1978:
375 – 376; Kruszona, 1978: 239 – 262).
W Europie pierwsza lecznicê dla alkoholików zorganizowano w Niemczech w Liendorf k. Düsseldorfu w 1850 roku. Za³o¿ycielem i opiekunem by³
pastor Kruse. Do lipca 1914 r. istnia³o w Niemczech oko³o 30 takich
zak³adów. Ich kierownictwo spoczywa³o w rêkach lekarzy i duchownych. Liczy³y po kilkanaœcie ³ó¿ek i ¿adna z tych placówek nie korzysta³a z dotacji
rz¹dowych i nie posiada³a praw zak³adów pañstwowych.
Poznañski lekarz Franciszek Ch³apowski (pose³ na sejm, dzia³acz narodowy) twierdzi³, ¿e alkoholizm (pijañstwo) to nie przestêpstwo obyczajowe, lecz
choroba umys³owa, a dotkniêci ni¹ winni siê leczyæ w zak³adach dla umys³owo i nerwowo chorych. (Kwestia alkoholowa ze stanowiska lekarskiego, Uzdrowiska ludowe dla alkoholików chronicznych, 1913).
W 1905 r. powsta³o w Bojanowie ewangelickie towarzystwo antyalkoholowe. Utworzono lecznicê dla alkoholików pochodz¹cych z warstw ubo¿szych, bez ró¿nic wyznaniowych. Pacjenci w miarê swojej sprawnoœci pracowali w warsztacie, ogrodzie i kuchni.
Stosunkowo wiêcej wiadomo o lecznicy powsta³ej w Goœciejewie pod RogoŸnem w 1905 roku. Powsta³a dziêki staraniom Towarzystwa Niebieskiego
Krzy¿a z Poznania i posiada³a dobre warunki leczenia. Pa³ac dworski, ogród,
sad, warsztaty, 5 sal po 5 pacjentów plus pokoje goœcinne. W latach 1905 –
1909 przebywa³o w niej 182 pacjentów (16 Polaków), g³ównie z Poznania,
z których 49 zosta³o uznanych za wyleczonych. G³ównie urzêdnicy, nauczy-
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych do 1974 roku
ciele, kupcy i rzemieœlnicy. Czêœæ pacjentów kierowa³ magistrat poznañski
i dyrekcja kolei, pokrywaj¹c koszty leczenia. Pobyt trwa³ od 6 do 9 miesiêcy.
Z kolei na Górnym Œlasku powsta³y 4 lecznice katolickie prowadzone przez
zakon kamilianów (Krasicka, 2010: 6).
Z inicjatywy radcy miejskiego Lammela utworzono w listopadzie 1907 r.
przy biurze ds. ubóstwa w Poznaniu stacjê opiekuñcz¹ dla alkoholików, któr¹
kierowa³ dr Pawe³ Gantkowski. Do jej najwa¿niejszych zadañ nale¿a³o:
udzielanie porad alkoholikom, kierowanie ich do placówek leczniczych, pozyskiwanie pieniêdzy na ich terapiê, objêcie opiek¹ rodzin alkoholików, organizowanie tanich kuchni i tzw. domków z mlekiem. Stacja by³a czynna raz
w tygodniu, najczêœciej w pi¹tki poprzez dwie — trzy godziny. W czasie dy¿urów lekarza obecne by³y dwie siostry, radca miejski oraz przedstawiciel
miejskiej komisji do spraw ubogich. Od listopada 1907 r. do kwietnia 1911 r.
stacja udzieli³a 2064 porady 402 osobom (382 mê¿czyznom i 20 kobietom).
Z tej liczby 30 osób zg³osi³o siê dobrowolnie, a 372 osoby skierowali do stacji
lekarze, szpitale lub organy porz¹dkowe. Uznano, ¿e dziêki pracy stacji oko³o
120 osób zosta³o wzglêdnie wyleczonych i miano nadziejê, ¿e do na³ogu ju¿
nie powróc¹ (Gantkowski, 1911: 668 – 670).
Dla dzieci od 7 do lat 16 w poznañskich parafiach zorganizowano Bractwa
Dzieci¹tka Jezus i Zwi¹zek Anio³a Stró¿a. Najczêœciej przeprowadzano przyrzeczenia abstynenckie, pouczanie o szkodliwoœci napojów alkoholowych,
rozpowszechnianie dzieciêcego pisemka abstynencyjnego (Gajkowski, 1917:
318 – 319).
Okres miêdzywojenny
W dwudziestoleciu miêdzywojennym w województwie poznañskim dzia³a³o
trzynaœcie organizacji abstynenckich. W 1922 r. roku wesz³y w sk³ad utworzonej na zjeŸdzie w Poznaniu Polskiej Ligi Przeciwalkoholowej.
W 1919 r. przyby³ do Poznania Eugeniusz Piasecki. Od 1902 r. dzia³a³ on
aktywnie w Towarzystwie Zupe³nej WstrzemiêŸliwoœci od U¿ywania Napojów Alkoholowych „Eleuteria”. Od 1905 r. by³ „cz³onkiem do¿ywotnim”
tego towarzystwa i wchodzi³ w sk³ad jego zarz¹du, by³ równie¿ prezesem
lwowskiego oddzia³u „Eleuterii” (1909 — 1914) i wiceprezesem jej zarz¹du
g³ównego (1911 — 1914) oraz cz³onkiem zespo³u redakcyjnego „Wyzwolenia” — organu Towarzystwa, w którym sporo publikowa³. Rozwija³ i propagowa³ podstawy ideowe ruchu abstynenckiego. Jako cz³onek Rady Miejskiej Lwowa w latach 1906 — 1914 doprowadzi³ do uchwa³y zabraniaj¹cej
313
314
JANUSZ KARWAT
sprzeda¿y alkoholu do 18 lat oraz ograniczaj¹cej jego wyszynk. Jako docent
Uniwersytetu Lwowskiego prowadzi³ dla studentów Wydzia³u Lekarskiego
cykl wyk³adów z higieny szkolnej i alkohologii (1911 — 1914).
Po przybyciu do stolicy Wielkopolski zosta³ profesorem Uniwersytetu Poznañskiego i zorganizowa³ Katedrê WF. Jako nauczyciel akademicki pracowa³
tutaj a¿ do 1949 roku w WSWF; dziœ jest patronem poznañskiej AWF. Na zjeŸdzie poznañskiego Katolickiego Zwi¹zku Towarzystw Abstynenckich „Wyzwolenie” wyg³osi³ referat pt. Wp³yw alkoholu na sprawnoœæ umys³ow¹ i fizyczn¹.
Odt¹d E. Piasecki by³ wspó³organizatorem tzw. dni trzeŸwoœci, a od 1927 r.
Tygodnia Propagandy TrzeŸwoœci. Na V Polskim Kongresie Przeciwalkoholowym w Poznaniu w 1922 r. wyg³osi³ programowy referat Zadania szko³y w walce z alkoholizmem i zosta³ wybrany prezesem utworzonej wówczas Polskiej Ligi
Przeciwalkoholowej. Funkcjê prezesa sprawowa³ do 1936 roku, a w latach
1936 — 1939 by³ jej wiceprezesem. Pod jego kierunkiem Liga, jako organizacja narodowa i katolicka, rozwinê³a dzia³alnoœæ ogólnopolsk¹. Sam prof.
E. Piasecki inicjowa³ i organizowa³ liczne seminaria, wyk³ady, kursy, uczestniczy³ w kongresach miêdzynarodowych. W znacznej mierze dziêki jego zabiegom Poznañ sta³ siê silnym i ogólnopolskim centrum przeciwalkoholowym.
Organizowano tutaj tzw. tygodnie trzeŸwoœci, festyny kulturalne z odczytami,
akcje wyjaœniaj¹ce w placówkach oœwiatowych, prowadzono bezalkoholowe
placówki gastronomiczne, wydawano liczn¹ literaturê (Toporowicz, 1988).
Eugeniusz Piasecki, który by³ kierownikiem katedry WF Uniwersytetu
Poznañskiego mia³ wsparcie w stosunkowo licznej kadrze dzia³aczy abstynenckich: naukowcach, lekarzach, duchowieñstwie, wojskowych i urzêdnikach. Wszyscy mieli podobne pogl¹dy polityczne, bowiem z przekonania byli
narodowymi demokratami. Wœród nich znaleŸli siê m.in.:
1. prof. Józef Kostrzewski — dzia³acz elsowski i harcerski, wybitny archeolog, dyr. Instytutu i Muzeum Archeologii, twórca muzeum Biskupina,
Ostrowa Lednickiego;
2. prof. Adam Wodziczko — wybitny botanik, twórca Wielkopolskiego
Parku Narodowego, Ligi Ochrony Przyrody, dzia³acz niepodleg³oœciowy
i propagator trzeŸwoœci;
3. Tadeusz Strumi³³o — dzia³acz Towarzystwa Gimnastycznego „Sokó³”,
twórca poznañskiego skautingu, pedagog i metodyk gimnastyki;
4. pp³k Walerian Sikorski — komendant CSWGiS, liczne wyk³ady dla
oficerów garnizonu poznañskiego, metodyk sportu, po 1926 roku wizytator
Woj. Kuratorium Oœwiaty upowszechniaj¹cy ideê abstynencji na kursach dla
nauczycieli, komendant wielkopolskiej chor¹gwi ZHP, wiêzieñ i ofiara Starobielska;
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych do 1974 roku
5. p³k Bronis³aw Sikorski — dowódca 57. Pu³ku Piechoty Wielkopolskiej, wprowadzi³ w kasynie oficerskim imprezy s³u¿bowe bez alkoholu, na co
narzekali pracuj¹cy tam oficerowie;
6. prof. Pawe³ Gantkowski — dziekan Wydzia³u Lekarskiego;
7. prof. dr Jan Marian Dobrowolski — els, botanik, dziekan Wydzia³u
Przyrodniczego UP i Wydzia³u Farmaceutycznego Akademii Medycznej
im. Karola Marcinkowskiego;
8. dr Andrzej Niesio³owski — pedagog i socjolog oœwiaty, els, dzia³acz
niepodleg³oœciowy, autor wielu broszur antyalkoholowych;
9. dr Oskar Bielawski — psychiatra i œwietny organizator, autor wielu
publikacji. Jako lekarz rozpocz¹³ pracê w zaborze rosyjskim, póŸniej w Wielkopolsce: 1921 – 1929 ordynator Krajowego Zak³adu Psychiatrycznego
w Dziekance k. Gniezna, do 1939 jako dyrektor Wojewódzkiego Zak³adu
Psychiatrycznego w Koœcianie (dzisiaj jego imienia). Z najbardziej zaniedbanych placówek w Polsce „przekszta³ci³ Zak³ad ze œredniowiecznego izolatorium dla ob³¹kanych, w nowoczesn¹ placówkê leczniczo-rehabilitacyjn¹, zaliczan¹ do najlepiej urz¹dzonych i prowadzonych w kraju” (Meissner, 2001:
118 – 125). Nale¿a³ do pionierów higieny psychicznej, przez lata redagowa³
„Nowiny Psychiatryczne”, organizowa³ kongresy, na których wyg³asza³ referaty dotycz¹ce leczenia alkoholizmu, m.in.: „O metodach szerzenia trzeŸwoœci”, „Aktualne problemy leczenia alkoholików”— praca wyró¿niona przez
Komitet Badañ Lekarskich, „Jak organizowaæ pracê i wypoczynek alkoholików”. Publikowa³ na ten temat a¿ do po³owy lat 60. XX wieku;
10. ks. Józef Pr¹dzyñski — dziekan generalny Wojsk Wielkopolskich,
sekretarz generalny Ligi Katolickiej, senator RP, w œcis³ym kierownictwie
Stronnictwa Narodowego, duszpasterz m³odzie¿y akademickiej. Redaguj¹c „Przewodnik Katolicki” i pisma kaznodziejskie publikowa³ artyku³y
o zwalczaniu alkoholizmu. Po 1939 r. by³ przedstawicielem rz¹du londyñskiego organizuj¹c jego podziemne ogniwa, wiêzieñ Fortu VII, zmar³
w Dachau;
11. ks. Kazimierz Niesio³owski — dziekan pleszewski, prezes Zwi¹zku
Ksiê¿y Abstynentów na diecezjê poznañsk¹ i gnieŸnieñsk¹;
12. arcybiskup gnieŸnieñsko-poznañski August Hlond, który spowodowa³ upowszechnianie trzeŸwoœci poprzez Akcjê Katolick¹;
13. Jan Jachowski — els, powstaniec wielkopolski, ksiêgarz i wydawca;
14. p³k Bohdan Hulewicz — els, dzia³acz niepodleg³oœciowy, literat
i wydawca, jeden z czo³owych organizatorów i dowódców Powstania Wielkopolskiego, szef Wojskowego Biura Personalnego w Warszawie, attache
wojskowy;
315
316
JANUSZ KARWAT
15. Tadeusz Powidzki — wydawca, dzia³acz niepodleg³oœciowy, sokoli
i Stronnictwa Narodowego1.
Organizowano tzw. tygodnie trzeŸwoœci, festyny kulturalne z odczytami,
akcje wyjaœniaj¹ce w placówkach oœwiatowych, prowadzono bezalkoholowe
placówki gastronomiczne, wydawano liczn¹ literaturê.
Wszyscy wymienieni dzia³acze abstynenccy byli wybitnymi w swoich profesjach, spo³ecznikami o nienagannej moralnej, etycznej i patriotycznej postawie ¿yciowej. Bez w¹tpienia dziêki tym osobom Poznañ by³ w okresie miêdzywojennym g³ównym oœrodkiem przeciwalkoholowym w Polsce. Dorobek
tych ludzi, œrodowisko jakie stworzyli, grupa wychowanków, którym wpoili
koniecznoœæ szerzenia idei trzeŸwoœci, spowodowa³y kontynuacjê tych inicjatyw po 1945 roku.
W latach PRL
Pierwsze lata po drugiej wojnie œwiatowej by³y prób¹ kontynuacji, odtworzeniem towarzystw i placówek dzia³aj¹cych przed 1939 rokiem. Jednak ju¿
w innych, niezwykle trudnych realiach ustrojowych. Od 1948 r. coraz bardziej nasila³y siê represje w duchu stalinowskim wobec przedwojennych
dzia³aczy, g³ównie ze wzglêdu na ich endecki i chadecki rodowód. Po pierwszych spotkaniach organizacyjnych Eugeniusz Piasecki, Tadeusz Strumi³³o,
Adam Wodziczko, po wezwaniach do Urzêdu Bezpieczeñstwa, dzia³acze ci
postanowili nie organizowaæ ju¿ zebrañ dzia³aczy Ligi Antyalkoholowej. Ponury okres stalinizmu zahamowa³ próby odtworzenia organizacji przeciwalkoholowych w przedwojennym kszta³cie.
Niestrudzony na tym polu pozosta³ dr Oskar Bielawski, który po powrocie z obozu jenieckiego zosta³ pe³nomocnikiem rz¹du do spraw zdrowia psychicznego. Rozpocz¹³ realizacjê swojej wielkiej wizji: nowoczesnego psychiatryczno-neurologicznego kompleksu szpitalno-sanatoryjnego. Stworzy³ sieæ
wzorowo zorganizowanych sanatoriów w: Wonieœciu (1946) dla doros³ych
z oddzia³em odwykowym, w Sp³awiu dla dzieci z nerwicami, g³ównie z rodzin
alkoholików (pierwsze w Polsce); w Cichowie dla dziewcz¹t, Moœciszkach dla
ch³opców. Niektóre z tych oœrodków przejê³o wkrótce Ministerstwo Zdrowia,
a œciœle Instytut Higieny Psychicznej. W koñcu lat czterdziestych dr O. Bielawski nie mia³ ju¿ pe³nego wp³ywu na ich funkcjonowanie.
1 Wyboru dokonano na podstawie analizy biogramów zawartych w Polskim S³owniku Biograficznym wydawanym przez Instytut Historii PAN.
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych do 1974 roku
W 1949 r. na terenie sanatorium koœciañskiego zorganizowa³ nowoczesny
oddzia³ odwykowy dla uzale¿nionych. Przeniesiony zosta³ wkrótce do Siekowa. Tak¿e w 1949 roku O. Bielawski zorganizowa³ poradniê odwykow¹ w Poznaniu, przy Placu Kolegiackim 11. Rok póŸniej powsta³o tam Ko³o Samopomocy Pacjentów (póŸniejszy Klub Abstynentów) z pierwszym prezesem
alkoholikiem Boles³awem „Laskonogim”. W 1953 r. O. Bielawski utworzy³
w Koœcianie Szko³ê Pielêgniarstwa Neuropsychiatrycznego, w której przygotowywano siostry do pracy w oddzia³ach odwykowych. Na skutek szykan
miejscowego aparatu partyjnego 1 kwietnia 1957 r. zwolniono go z pracy.
Argumentowano jego usuniêcie propagowaniem „kierunku idealistycznego
w psychiatrii polskiej”. Jednak ten niestrudzony doktor nie rezygnowa³.
Przeniós³ siê do Poznania, gdzie po 5 miesi¹cach zorganizowa³ Wojewódzk¹
Poradniê Zdrowia Psychicznego. Kierowa³ ni¹ a¿ do emerytury w 1964 roku.
Jeszcze przez 4 lata by³ kierownikiem Poradni Zdrowia Psychicznego na Wildzie, gdzie spotykali siê w kole z jego inicjatywy uzale¿nieni alkoholicy.
Szczególne uznanie w Polsce przynios³o mu w tym okresie wdro¿enie tzw.
kompleksowego leczenia alkoholizmu. Z jego inicjatywy zorganizowano wzorcowy Zak³ad Leczenia Odwykowego w Zimnowodzie k. Gostynia (psychoterapia, terapia prac¹ i zajêciami kulturalnymi, tworzenie grup samopomocy
uzale¿nionym). Zak³adem kierowa³a jego uczennica, dr Zofia Florkowska.
W œwietlicy Poradni Zdrowia Psychicznego mieszcz¹cej siê przy. Al. Marcinkowskiego 20 spotyka³a siê równie¿ grupa pacjentów. Dziêki kierowniczce
Poradni dr. Halinie Szramm umiejscowiono tutaj redakcjê biuletynu pacjentów pt. „TrzeŸwoœæ”, powsta³ego we wrzeœniu 1955 roku. W lutym 1956
przekszta³cono go w miesiêcznik, a od stycznia 1957 r. ukazywa³ siê jako
„Zdrowie i TrzeŸwoœæ” o objêtoœci 12 stron o formacie A-4. Redaktorem naczelnym zosta³ socjolog dr Zbigniew Wierzbicki. Stopka informacyjna miesiêcznika informowa³a, ¿e czasopismo redagowane jest przez Ko³o Samopomocy Pacjentów, dzia³aczy spo³ecznych, lekarzy i by³ych pacjentów Poradni
Odwykowej. Czasopismo zyska³o szybko wielu czytelników, najwiêcej od rodzin alkoholików (Wierzbicki, 2009: 10).
W roku 1957 dr Z. Wierzbicki przebywa³ w Anglii, gdzie od dr. M. Glatta zajmuj¹cego siê problemami alkoholizmu zapozna³ siê z za³o¿eniami ruchu
Anonimowych Alkoholików. Przywióz³ równie¿ angielskie teksty AA-owskie. W numerze œwi¹teczno — noworocznym opublikowa³ artyku³ Nieznana forma walki z alkoholizmem wraz z „12 Tradycjami AA”, programem na
24 godziny i preambu³¹. Wojewódzki Urz¹d Kontroli Prasy w Poznaniu nie
pozwoli³ jednak na druk „12 kroków AA”. Tylko dlatego, ¿e w Tradycjach
mówiono o Bogu i Sile Wy¿szej. G³ówny Spo³eczny Komitet Przeciwalkoho-
317
318
JANUSZ KARWAT
lowy, bêd¹cy agend¹ Ministerstwa Zdrowia, zabrania³ propagowaæ terapiê alkoholow¹ w formie, gdzie istotn¹ rolê odgrywa³o pojêcie Bóg, jakkolwiek go
pojmujemy. Decydenci partyjni i œrodowiska medycznego nie rozró¿niali duchowego programu AA od programu religijnego. Kolejne dwie nieudane
próby publikacji treœci kroków spowodowa³y zamkniêcie miesiêcznika
w kwietniu 1958 roku. Pod naciskiem partii wymówiono redakcji lokal w Poradni, na szczêœcie nie utrudniano spotkañ grupie uzale¿nionych (Wierzbicki,
2009: 10).
Tutaj nast¹pi³a pomoc pisarza Paw³a Jasienicy, który na ³amach „Literatury” rozpocz¹³ dyskusjê zakoñczon¹ wznowieniem wydawania „Zdrowia
i TrzeŸwoœci”. W 1957 r. Z. Wierzbicki z Boles³awem I. podjêli próbê utworzenia oficjalnej grupy AA. Jednak bezskutecznie. Nastêpne próby równie¿
zakoñczy³y siê niepowodzeniem. Chocia¿ przez kolejne lata (do 1974 r.) nie
powo³ano formalnie grupy, to w lokalu przy Al. Marcinkowskiego dr Maria
Grabowska spotyka³a siê systematycznie z ma³¹ grupk¹ trzeŸwiej¹cych, starajac siê pracowaæ wed³ug programu AA. Co ciekawe od 1967 roku grupa ta
wystêpowa³a w amerykañskim œwiatowym wykazie grup na œwiecie. Dlatego
trafiali tutaj AA-owcy z krajów zachodnich, najczêœciej podczas pobytu na
targach poznañskich. By³a wówczas jedyn¹ grup¹ AA dzia³aj¹c¹ w krajach
demokracji ludowej. Kierownictwo centralne s³u¿by zdrowia i G³ówny Komitet Przeciwalkoholowy nieufnie ustosunkowa³y siê do prób wprowadzenia
zasad AA. Bardzo wymowne s¹ s³owa Marii Grafowskiej „Samo s³owo anonimowoœæ by³o podejrzane. W dodatku coœ importowanego ze Stanów. Coœ, co nie ma byæ rejestrowane, co nie ma osobowoœci prawnej, spisu cz³onków — a wiêc wymyka siê spod
kontroli. Wed³ug owych czasów by³o to nie do przyjêcia” (Tadeusz AA, 2009: 14).
Wed³ug Z. Wierzbickiego i autorów publikacji o dziejach polskiego AA
rok 1957 nale¿y uznaæ za moment pojawienia siê idei AA w naszym kraju.
Kolejnych siedemnaœcie lat to popularyzowanie tego ruchu przez Mariê Grabowsk¹ od 1959r. do 1971 r. w Miejskiej Poradni Przeciwalkoholowej wraz
z dr Andrzejem Rachowskim, Mari¹ Matuszewsk¹ i grup¹ alkoholików: Rajmundem, Boles³awem, Grzegorzem i innymi. Od 1967 r. grupa trzeŸwiej¹cych spotyka³a siê w œrody o sta³ej godzinie i funkcjonowa³a jako sekcja
Klubu Abstynentów a¿ do 1974 r., kiedy to powsta³a grupa „Eleusis”. By³ to
moment usamodzielnienia siê, kiedy to w spotkaniach grupy przestali uczestniczyæ psycholodzy.
O obecnoœæ spo³eczn¹ uzale¿nionych. Z historii wielkopolskich stowarzyszeñ trzeŸwoœciowych do 1974 roku
Bibliografia
Banaszak M., 1992. Cieszyñski Nikodem Ludomir (1886 — 1942). W: Ksiê¿a spo³ecznicy
w Wielkopolsce 1894 — 1919. S³ownik biograficzny, T. I (A — H). Gniezno.
Gajkowski J., 1917. Organizacje religijne wœród m³odzie¿y. W: Pamiêtnik IV-go Ogólnopolskiego
Zjazdu ks. Prefektów Królestwa Polskiego w Warszawie w dniach 20,21 i 22 czerwca 1917 roku.
Warszawa.
Gantkowski P., 1911. Przyczynek do walki z alkoholizmem pod zaborem pruskim. Z 3,5-letniej
dzia³alnoœci miejskiej stacji opiekuñczej dla alkoholików w Poznaniu. W: Ksiêga pami¹tkowa
XI Zjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich w Krakowie 18 – 22 lipca 1911. Kraków.
Karwat J., 2005. Maksymilian Jackowski 1815 — 1905. Poznañ.
Kowalski N., Szatkowski H., 2007. Maliñski Kazimierz (1872 – 1928). W: Ksiê¿a spo³ecznicy
w Wielkopolsce 1894 – 1919. S³ownik biograficzny, t. II (I-O). Gniezno.
Krasicka A., 2010. Ruch przeciwalkoholowy w Poznañskiem przed I wojn¹ œwiatow¹, msps, Poznañ, w posiadaniu autora.
Kruszona P., 1988. Niewidomy, który patrzy³ g³êboko w ¿ycie (Franciszek Olejniczak 1877 – 1965).
W: Byli wœród nas, F. Lenort, red., Poznañ.
Kwiatek J.,1991. „Eleusis” na Górnym Œl¹sku w latach 1903 – 1914. Opole.
Meissner R., 2001. Oskar Stanis³aw Bielawski (1891 – 1973). W: Szkice do portretów przedstawicieli medycyny poznañskiej 1945 — 1985. J. Hasik i R. Meissner, red. Poznañ.
Podgórska T., 2003. Stowarzyszenia „Eleusis” w latach 1907 – 1914, praca magisterska, KUL
Lublin.
Przeciszewski M., 1978. Katolickie organizacje m³odzie¿y w latach 1904 – 1909. W: Chrzeœcijanin w Œwiecie, nr 10, z. 6.
Przyjaciel TrzeŸwoœci, 1911 nr 3.
Przyjaciel TrzeŸwoœci, 1914 nr 3.
Rkps 1122. Biblioteka Raczyñskich w Poznaniu, dzia³ zbiorów specjalnych.
Tadeusz AA, 2009. 35 lat AA w Polsce, cz. 2, W: Warta.
Toporowicz, 1988. Eugeniusz Piasecki (1872 – 1947). ¯ycie i dzie³o. Warszawa — Kraków.
Trzeciakowski L., 1994, Aktywnoœæ polityczna Poznaniaków. W: Dzieje Poznania 1793 – 1918,
pod. red. J. Topolskiego i L. Trzeciakowskiego, t. 2, Warszawa — Poznañ.
Wierzbicki Z., 2009. A tak siê zaczê³o w Polsce… W: TrzeŸwi, odpowiedzialni, radoœni, Warszawa.
Wilczyñski L., 1978. Olejniczak Franciszek (1877 – 1965). W: Ksiê¿a spo³ecznicy…, t. 2 (I-O),
s. 375 – 376.
319
320
JANUSZ KARWAT
For the presence of social addicts. From the history of the sobriety associations in wielkopolska region until 1974
Summary
The tradition of temperance movement in Wielkopolska Region reaches back to the
beginning of 19th Century.
At that time already, the temperance organizations enjoyed support of both Catholic Church and the State of Prussia. In the years of 1919 — 1939 Poznan became the centre of this movement in Poland. Moreover, after the Second World War,
the capital of Wielkopolska took leadership in this field. Due to the local initiative of
both the specialists and the addicted the first group of Alcoholics Anonymous was
formed. Soon, the movement developed dramatically and spread over the rest of the
country and onto the Central-Eastern Europe.
III.
Z warsztatów badawczych
MACIEJ KOKOCIÑSKI
Metodologia badañ procesu marginalizacji spo³ecznej
Praca ta ma na celu omówienie podstawowych problemów metodologicznych pojawiaj¹cych siê w empirycznym badaniu procesu marginalizacji spo³ecznej. Materia³ wykorzystany do niniejszego opracowania powsta³ podczas
przygotowania i przeprowadzenia projektu badawczego pt. Badanie struktury
i dynamiki zmian ludnoœci Poznania 2010 – 2012 realizowanego pod kierownictwem prof. dra hab. Zbigniewa Galora.
W wyniku prac zwi¹zanych z tym projektem pojawi³y siê problemy metodologiczne, które s¹ wspólne dla wielu przedsiêwziêæ badawczych realizowanych z wykorzystaniem prac interdyscyplinarnych zespo³ów badawczych.
Artyku³ zawiera chronologiczny opis powstawania poszczególnych etapów
badania i zwi¹zanych z nimi problemów oraz sposobów ich rozwi¹zania. Zebrany w ten sposób materia³ analityczny pokazuje zarówno poziom trudnoœci
tego rodzaju badañ, jak i — co wa¿niejsze — jest pewnego rodzaju przewodnikiem, który mo¿e byæ wykorzystywany podczas realizacji podobnych
przedsiêwziêæ badawczych. Praca ta jest skierowana przede wszystkim do
osób praktycznie zajmuj¹cych siê szeroko rozumianymi zagadnieniami zwi¹zanymi z diagnoz¹ i wyjaœnieniem zjawisk spo³ecznych, które mo¿na zdefiniowaæ jako socjologia problemów spo³ecznych. Celem tej pracy nie jest podejmowanie specjalistycznych wywodów natury metodologicznej, ale pokazanie sposobów radzenia sobie z praktycznymi problemami pojawiaj¹cymi siê
na ró¿nych etapach dzia³alnoœci badawczej.
Geneza problemu i charakter grupy badawczej
Grupa badawcza ukonstytuowa³a siê w miejscu oraz czasie specyficznym dla
treœci podejmowanych w jej ramach dzia³alnoœci. Poznañ prze¿ywa w tym
okresie bardzo istotne i zauwa¿alne zmiany zarówno na p³aszczyŸnie infra-
324
MACIEJ KOKOCIÑSKI
struktury, jak i przeobra¿eñ postaw wobec podstawowych problemów spo³ecznych nurtuj¹cych to wielkomiejskie œrodowisko. Perspektywa organizacji
w stolicy Wielkopolski zawodów pi³karskich o randze europejskiej wymusi³a
realizacjê inwestycji zwi¹zanych z przekszta³ceniami przestrzeni miasta na
niespotykan¹ dot¹d skalê. Dodatkowo, niejako równolegle, prowadzone by³y
dzia³ania zmierzaj¹ce do rewitalizacji centralnej czêœci miasta. Gruntowne
przeobra¿enia wizerunku miasta prowadzi³y do stopniowej eliminacji z jego
przestrzeni tych obszarów, które dla zewnêtrznego obserwatora mog³y kojarzyæ siê z ubóstwem, bied¹ i procesem marginalizacji spo³ecznej. Przytoczone
tutaj przyk³ady zwracaj¹ uwagê na pewnego rodzaju tendencjê, zarys sytuacji
spo³ecznej, na gruncie której pojawi³a siê koncepcja empirycznej obserwacji
zjawiska marginalizacji spo³ecznej. W tym sensie miejsce oraz czas powstania
grupy nie jest przypadkowy, jest œciœle uzale¿niony od zewnêtrznych warunków, które doprowadzi³y do jej narodzin.
W sk³ad grupy badawczej wesz³y œrodowiska, które s¹ najbardziej zainteresowane pomiarem sytuacji ubogich mieszkañców miasta. Ca³¹ grupê mo¿na podzieliæ ze wzglêdu na sposób wykorzystania rezultatów jej dzia³añ.
Pierwszy typ — to osoby zwi¹zane zawodowo z pomoc¹ osobom trwale lub
przejœciowo zagro¿onym ubóstwem. S¹ to przedstawiciele instytucji pañstwowych na szczeblu samorz¹dowym lub wojewódzkim. Drugi typ — to
przedstawiciele organizacji pozarz¹dowych. Trzeci typ — to naukowcy zajmuj¹cy siê w swoich pracach badawczych problematyk¹ zwi¹zan¹ poœrednio
lub bezpoœrednio ze zjawiskiem marginalizacji spo³ecznej. Wreszcie studenci
oraz wolontariusze, którzy poprzez zadania realizowane za poœrednictwem
grupy badawczej chc¹ zarówno poszerzyæ umiejêtnoœci badawcze jak, i co
wa¿niejsze — przyczyniæ siê do realnej zmiany warunków egzystencji ubogiej czêœci mieszkañców miasta.
Wskazanie tych grup jest o tyle istotne, ¿e od ich wspó³pracy zale¿a³ ostateczny kszta³t uzyskanych wyników. Pierwsze spotkania grupy prowadzi³y do
ustalenia spójnej wizji przedmiotu badania. Jest to kluczowy moment w pracy ka¿dego zespo³u badawczego. Nie chodzi tutaj bynajmniej o ustalenie
obowi¹zuj¹cej definicji danego przedmiotu badania. Wiêksze znaczenie ma
wybór okreœlonego pojêcia, które bêdzie centralne dla badanych zjawisk. Pojêcie to ³¹czy w sobie zarówno kontekst teoretyczny — rozumiany jako sposób ujmowania przedmiotu badania- jak i wyznacza i precyzuje obszary
podejmowanych zagadnieñ. Etap tworzenia pola badañ, okreœlany w metodologii badañ spo³ecznych mianem heurezy, doprowadzi³ do powstania wyodrêbnionej i kompletnej problematyki podzielonej na poszczególne zespo³y
badawcze. Wypracowany przez zespó³ sposób wspó³pracy zaowocowa³ poja-
Metodologia badañ procesu marginalizacji spo³ecznej
wieniem siê niezale¿nych, szczegó³owych problemów i odpowiadaj¹cych tym
problemom hipotez, które zosta³y zespolone nadrzêdnym pytaniem badawczym, dotycz¹cym zarówno poziomu marginalizacji spo³ecznej, jak i czynników wp³ywaj¹cych na wchodzenie oraz wychodzenie jednostek i grup z zasiêgu oddzia³ywania procesów opisywanych w socjologii jako marginalizacja
spo³eczna. Jest to najwa¿niejszy moment badañ, którego efektem jest ustalenie pojêciowych ram obszaru badawczego. Sama budowa tego konstruktu nie
musi mieæ charakteru czysto akademickiego, czyli precyzyjnego zapisu pytañ
badawczych i odpowiadaj¹cych im hipotez. Mo¿e przyj¹æ formê schematu,
pokazuj¹cego kierunki spodziewanych relacji pomiêdzy kluczowymi zmiennymi. Najbardziej podstawowym schematem pokazuj¹cym relacje pomiêdzy
zmiennymi jest podzia³ na cztery hierarchiczne poziomy obrazuj¹ce interakcje pomiêdzy zmiennymi, a wiêc poziom mikrostrukturalny, mezostrukturalny, makrostrukturalny oraz jednostkowy. Dodatkowo warto uwzglêdniæ tutaj kierunek zak³adanego wp³ywu.
Zaprezentowany poni¿ej schemat nie wyczerpuje wszystkich relacji pomiêdzy zmiennymi wystêpuj¹cymi w opisywanym projekcie badañ. Jest to
raczej propozycja w miarê uniwersalnego sposobu konceptualizacji problematyki badawczej. Podstawê schematu tworz¹ cztery wymiary analizy. Oznaczenia kierunków i rodzajów wp³ywów zosta³y przedstawione za pomoc¹
strza³ek. Strza³ki koloru czarnego oznaczaj¹ wp³yw, który na poziomie hipotez zosta³ potraktowany jako przejaw eskalacji zjawisk opisywanych zbiorczo
mianem marginalizacji spo³ecznej. Strza³ki szare ilustruj¹ te mechanizmy,
które hipotetycznie bêd¹ odzwierciedla³y sytuacjê przeciwn¹.
W przypadku niektórych relacji zmienne w nich wystêpuj¹ce maj¹ dwojaki status. Zwi¹zane jest to z sytuacj¹, w której w jednym przypadku zmienna
wystêpuje jako czynnik warunkuj¹cy, by w innym pojawiæ siê jako podlegaj¹cy wp³ywowi. Dla przyk³adu, mo¿na przytoczyæ status zmiennej „aspiracje i plany ¿yciowe” respondentów. Mog¹ one zarówno podlegaæ wp³ywowi
procesu marginalizacji, jak i przyczyniaæ siê do niwelowania zasiêgu jej oddzia³ywania. Reasumuj¹c, nak³ad pracy zwi¹zany z ustaleniem takiego schematu w ramach grupy w pocz¹tkowych etapach jej prac bêdzie skutkowa³
w przysz³oœci w miarê jednolitym sposobem opisu wyników badañ, oczywiœcie z uwzglêdnieniem indywidualnych ró¿nic w ramach poszczególnych prac
badawczych podejmowanych przez cz³onków zespo³u.
W opisywanym przedsiêwziêciu badawczym tworzenie koncepcji badania (faza konceptualizacji) przebiega³o z wykorzystaniem uniwersyteckiej
koncepcji seminariów, gdzie podejmowano dyskusjê w oparciu o referaty
wyg³aszane przez przedstawicieli poszczególnych grup tematycznych oraz
325
326
MACIEJ KOKOCIÑSKI
Schemat 1. Relacje pomiêdzy kluczowymi zmiennymi w badaniach procesu marginalizacji spo³ecznej
Metodologia badañ procesu marginalizacji spo³ecznej
zaproszonych goœci, teoretyków reprezentuj¹cych ró¿ne nurty nauk spo³ecznych oraz praktyków zwi¹zanych z dzia³alnoœci¹ na rzecz osób dotkniêtych
wykluczeniem spo³ecznym. I tutaj pojawia siê istotny problem, zwi¹zany
z pogodzeniem czêstokroæ sprzecznych „interesów” poszczególnych cz³onków zespo³u. Chodzi tutaj o precyzyjne zdefiniowanie celu badania. Generalnie w naukach spo³ecznych mo¿na wskazaæ na dwa cele badañ.
Pierwszy z nich mo¿na okreœliæ jako poznawczy. Badania realizowane
w tym celu charakteryzuj¹ siê d¹¿eniem do poszerzenia stanu istniej¹cej wiedzy w zakresie danego przedmiotu. W zasadzie nie ma tutaj praktycznych
dyrektyw zwi¹zanych z doraŸnym wprowadzeniem „teoretycznych” ustaleñ
do rozwi¹zania poszczególnych problemów dotycz¹cych badanej zbiorowoœci. W przypadku tego rodzaju badañ przyjmuje siê, ¿e uzyskane wyniki bêd¹
pewnego rodzaju wskazówk¹ do wprowadzania w ¿ycie nowych rozwi¹zañ
przez praktyków zajmuj¹cych siê w pracy zawodowej problemami zwi¹zanymi z pomoc¹ spo³eczn¹ czy resocjalizacj¹.
Drugim typem celów badañ s¹ pomiary, których g³ównym zadaniem
jest wykorzystanie najczêœciej eksperckiej wiedzy badaczy do rozwi¹zania
konkretnie wystêpuj¹cego problemu. Oczywiœcie w tego rodzaju badaniach
równie¿ dochodzi do powstania pewnego dorobku ustaleñ „teoretycznych”,
jednak jest to wartoœæ dodana, a nie g³ówny cel badañ. W badaniach
dotycz¹cych zjawiska marginalizacji spo³ecznej podstawow¹ kwesti¹ by³o
ustalenie zakresu realizacji obu celów w projekcie badañ. Nadrzêdnym zadaniem badawczym by³o wiêc poszerzenie stanu istniej¹cej wiedzy z zakresu procesów zwi¹zanych z marginalizacj¹ spo³eczn¹. Dopiero po osi¹gniêciu tego celu badañ mo¿na rozpocz¹æ dyskusjê na temat praktycznego
wykorzystania wyników w dzia³alnoœci zawodowej poszczególnych osób,
grup czy organizacji zajmuj¹cych siê ograniczeniem wystêpowania opisywanych procesów. Taki sposób realizacji pierwszej fazy badañ umo¿liwi³
konsensus pomiêdzy odmiennymi celami poszczególnych cz³onków ca³ej
grupy badawczej.
Procedura badañ
Jak ju¿ wspomniano, celem tych badañ jest przyjrzenie siê zbiorowoœci ubogich mieszkañców miasta Poznania, by w ten sposób zaobserwowaæ czynniki
oraz obszary, w których przejawia siê zjawisko spo³ecznej marginalizacji.
Ogólnie rzecz ujmuj¹c, wypracowana przez zespó³ badawczy procedura badañ obejmowa³a trzy fazy.
327
328
MACIEJ KOKOCIÑSKI
Pierwsz¹ z nich jest konceptualizacja badañ iloœciowych oraz jakoœciowych
w ten sposób, aby uzyskane wyniki by³y nie tylko komplementarnym zbiorem danych opisuj¹cym badany przedmiot, ale przede wszystkim, by dane te
mia³y charakter eksplanacyjny i prowadzi³y do budowy twierdzeñ nomotetycznych a nie skupia³y siê na socjograficznej ilustracji aktualnego poziomu
wystêpowania marginalizacji spo³ecznej.
Druga faza badañ obejmuje — w pierwszej kolejnoœci — realizacjê badañ iloœciowych. Baz¹ do kontynuowania dalszych etapów pracy poszczególnych zespo³ów tematycznych stanowi¹ wyniki badañ prezentowanych
w pierwszym raporcie podsumowuj¹cym fazê badañ iloœciowych. Raport jest
wiêc Ÿród³em informacji dla konstruowania opisu zjawiska marginalizacji spo³ecznej w postaci publikacji naukowych poszerzonych o indywidualne dzia³ania badawcze (badania jakoœciowe) w ramach ka¿dej z grup tematycznych.
Struktura raportu w zasadzie odzwierciedla pola zainteresowañ badawczych
grup zajmuj¹cych siê poszczególnymi zadaniami badawczymi. Raport sk³ada
siê z dwóch komplementarnych wobec siebie czêœci. W pierwszej z nich poddano analizie szeroko rozumian¹ sytuacje bytow¹ badanych gospodarstw domowych. W tym sensie jest to zbiór zmiennych niezale¿nych — warunków,
w których dochodziæ mo¿e do powstania mechanizmów marginalizacji spo³ecznej. Druga czêœæ to opis tych wymiarów spo³eczno–kulturowej egzystencji
respondentów, które s¹ najbardziej dotkniête przejawami marginalizacji spo³ecznej i w tym sensie jest to zbiór zmiennych zale¿nych. Ka¿da z tych czêœci
koñczy siê rozdzia³em, w którym zaprezentowano retrospektywny opis zmian,
jakich doœwiadczyli ankietowani w momencie uzyskania pomocy spo³ecznej ze
strony MOPR. Raport ten pokazuje stan wyjœciowy badanych problemów. Jest
pewnego rodzaju diagnoz¹, która tworzy podstawy do interpretacji danych,
które spodziewamy siê uzyskaæ w nastêpnych pomiarach. Ostatecznym zwieñczeniem tej czêœci pracy zespo³u jest przygotowanie artyku³ów naukowych
podsumowuj¹cych pierwszy i drugi etap badañ. Równolegle realizowane s¹
w grupach badania jakoœciowe oparte na zró¿nicowanych technikach oraz indywidualne zadania badawcze maj¹ce status studium przypadku.
Trzeci etap polega na przeprowadzeniu powtórzeniowych badañ porównawczych z wykorzystaniem tych samych narzêdzi oraz analogicznego sposobu doboru prób zarówno w przypadku badañ iloœciowych, jak i jakoœciowych.
Reasumuj¹c mo¿na stwierdziæ, ¿e koncepcja tych¿e badañ sprowadza siê do
próby poszukiwania w szeroko nakreœlonych warunkach codziennej egzystencji mieszkañców Poznania mechanizmów zwi¹zanych z wchodzeniem oraz wychodzeniem jednostki i jej rodziny z ¿ycia spo³ecznoœci miasta Poznania.
Metodologia badañ procesu marginalizacji spo³ecznej
Populacja badana
Osoby tworz¹ce populacjê badan¹ to klienci miejskiego oœrodka pomocy
spo³ecznej w Poznaniu. Podstawowym za³o¿eniem przyœwiecaj¹cym ca³oœci
pomiaru jest próba uchwycenia dynamiki zmian zwi¹zanych z wchodzeniem
oraz wychodzeniem z sytuacji wykluczenia spo³ecznego. W zwi¹zku z tym
przyjmuje siê, ¿e w tej grupie osób wystêpuj¹ zjawiska i procesy, które mo¿na
zaklasyfikowaæ zgodnie z przyjêtym w grupie badawczej sposobem rozumienia pojêcia marginalizacji spo³ecznej. Dodatkowo, w przypadku badañ jakoœciowych, populacjê badan¹ tworz¹ osoby wyszczególnione w ramach przedmiotu zainteresowañ poszczególnych zespo³ów badawczych.
Problematyka szczegó³owa badañ iloœciowych
Oprócz tych ogólnie zarysowanych celów analitycznych ustalono konkretn¹
listê pytañ badawczych, które uszczegó³awiaj¹ prezentowane powy¿ej za³o¿enia. Problematyka badañ zawiera pytania badawcze opisuj¹ce sytuacje
zarówno respondenta, jak i jego najbli¿szej oraz dalszej rodziny. Lista poszukiwanych informacji dotyczy takich zagadnieñ, jak: sk³ad gospodarstwa domowego, aktywnoœæ ekonomiczna, w tym niesformalizowane sposoby zarobkowania, warunki mieszkaniowe, rola instytucji zajmuj¹cych siê pomoc¹
spo³eczn¹, kwalifikacje, poziom zagwarantowania opieki zdrowotnej, czêstotliwoœæ wystêpowania konfliktów oraz uzale¿nieñ, zjawisko przemocy domowej, problematyka spo³ecznej partycypacji osób niepe³nosprawnych,
uczestnictwo w kulturze — kultura ubóstwa, miejsce ubogich w strukturze
spo³ecznej, bariery spo³ecznego awansu, zjawisko samobójstw, poczucie bezpieczeñstwa oraz formy oczekiwanej pomocy.
Dodatkowo pytania problemowe opisuj¹ dwa wymiary analizy zebranego
materia³u. Pierwszy wymiar dotyczy zagadnieñ, w których punktem odniesienia jest badany respondent. W drugim wymiarze punktem odniesienia dla
czynionych analiz jest kontekst rodziny pochodzenia reprezentowanej przez
uczestnika badania, który w strukturze rodziny zajmuje centraln¹ pozycjê
(g³owa rodziny). Opisywany wczeœniej raport analityczny powsta³y po przeprowadzeniu pierwszej tury badañ iloœciowych ogniskuje siê g³ównie na
pierwszym wymiarze analizy. Pe³ny opis badanych zjawisk z perspektywy stanu, struktury oraz funkcji pe³nionych przez rodziny znajduj¹ce siê w populacji badanej tworzy na tyle szeroki zakres badawczy, ¿e powinien on byæ pod-
329
330
MACIEJ KOKOCIÑSKI
staw¹ do stworzenia osobnego studium opisuj¹cego badane zale¿noœci
z perspektywy bliskiej socjologii rodziny.
Oprócz pytañ problemowych diagnozuj¹cych obecny stan przebiegu procesu marginalizacji w sk³ad problematyki badawczej wesz³y równie¿ pytania
o retrospektywnym charakterze. Celem stosowania tych¿e pytañ jest próba
uchwycenia w biografii jednostek i ich rodzin znaczenia momentu rozpoczêcia korzystania z zinstytucjonalizowanej pomocy kierowanej przez MOPR
Poznañ. Wiêkszoœæ pytañ w poszczególnych blokach tematycznych kwestionariusza wywiadu koñczy siê proœb¹ o wyra¿enie opinii dotycz¹cej porównania zmian, jakie dokona³y siê w momencie korzystania z tej formy pomocy.
Procedura doboru próby
Dobór próby w pierwszym ju¿ zrealizowanym badaniu polega³ na wylosowaniu z listy osób zapisanych do MOPR Poznañ (N»6000 adresów) reprezentatywnej próby gospodarstw domowych (n=418). Uzyskana ostatecznie liczebnoœæ próby pozwala przyj¹æ z 95-procentowy prawdopodobieñstwem, ¿e
wyniki uzyskane w próbie nie bêd¹ ró¿ni³y siê od rozk³adów zmiennych wystêpuj¹cych w populacji generalnej o wiêcej ni¿ 4%.
Kolejne dwa etapy badañ bêd¹ obejmowa³y w pierwszej kolejnoœci pomiar, w którym respondentami bêd¹ osoby, które ju¿ zgodzi³y siê na udzia³ w
badaniach. Dla utrzymania podobnej liczebnoœci próby dobrane zostan¹ z tej
samej listy (lista MOPR) osoby, których cechy spo³eczno–demograficzne
bêd¹ analogiczne jak w przypadku struktury próby w badaniach zrealizowanych w pierwszym pomiarze (grudzieñ 2010 — luty 2011). Taka procedura
badañ zapewni (choæ w ograniczonym zakresie) mo¿liwoœæ analizy zmian badanych problemów w aspekcie temporalnym.
Realizacja badañ w terenie
Doœwiadczenia, które uzyskano po pierwszej turze wyborów, œwiadcz¹ o wysokim poziomie ich trudnoœci, zwi¹zanych z du¿¹ liczb¹ odmów oraz momentem rozpoczêcia badania — grudzieñ 2010. Aby przeprowadziæ jeden trwaj¹cy oko³o dwóch godzin wywiad nale¿a³o nawi¹zaæ kontakt z oko³o 15
potencjalnymi respondentami. W konsekwencji uzyskano reprezentatywn¹
próbê licz¹c¹ 418 gospodarstw domowych. O trudnoœci w realizacji tych¿e
badañ mo¿e œwiadczyæ