Reflektor 53 kolor - Kartuskie Centrum Kultury

Komentarze

Transkrypt

Reflektor 53 kolor - Kartuskie Centrum Kultury
36
ZAPRASZAMY!
CZASOPISMO CENTRUM KULTURY „KASZUBSKI DWÓR” W KARTUZACH
Uczymy się pisać z sensem,
rysować z pomysłem,
poznajemy ciekawych ludzi,
zdobywamy doświadczenie,
nabieramy śmiałości,
kształtujemy swój charakter,
przygotowujemy się do zawodu.
Ale oprócz tego:
lepimy babki z piasku,
wchodzimy na drzewa,
czujemy wiatr we włosach
i liczymy gwiazdy na niebie!
Więc jeśli czasem się nudzisz, przyjdź do nas,
na koło dziennikarskie działające w Centrum Kultury „Kaszubski Dwór”!
Szczegóły znajdziesz na stronie centrum.kultury.pl
Redakcja: Centrum Kultury „Kaszubski Dwór”,
ul. Gdańska 15, II piętro.
Dyżury redakcyjne: poniedziałki oraz
wtorki w godz. 14-18.
Adres: Sekcja Dziennikarska, ul. Gdańska 15,
83-300 Kartuzy.
Kontakt: e-mail: [email protected], tel. 681-29-39.
Redaktor naczelna: Karolina Serkowska
Zespół: Anna Paczoska, Michał Paracki,
Anna Pysznik, Aleksandra Kielińska, Martyna
Gilmajster, Piotr Chistowski, Anna Trepczyk,
Sylwia Stromska, Patrycja Flisikowska, Natalia
Kleina, Natalia Tomczyk, Natalia Stenzel.
Oprac. graficzne, korekta: Anna Trepczyk.
Okładka: str. 1 - Marek Płotka, fot. Kartuzy.info,
str. 36 - fot. Wojciech Drewka.
Reflektor dostępny jest również w wersji
elektronicznej na www.centrum.kultury.pl!
N R 5 3 /I X 2 0 1 2
2
FELIETON
POLECAMY ...
Lato w plenerze
Niezrównane Truskawkobranie, zupełnie nowy Tydzień Kultury Kaszubskiej, tradycyjne Dożynki Powiatu Kartuskiego – za nami udane tegoroczne imprezy plenerowe. Wspominamy je słowem i fotografią...
g
str.
4–9
Pewnego dnia od nadmiaru niepotrzebnych informacji zrobiło mi się
niedobrze. Rezygnację z całodziennego podłączenia do sieci uważałam jednak za przejaw
mojego nowego dziwactwa, bo przecież
wszyscy tam są i klikają.
Zapamiętana...
„Ja tu wrócę, w moje rodzinne strony, do tego, co mojemu sercu najbliższe” –
fragment tego wiersza przyświecał promocji książki o tragicznie zmarłej, młodej
poetce Grażynie Pytce.
str. 10-11
TUOK rozwija skrzydła
Połączenie pięciu uzdolnionych muzyków i dobrego, rockowego brzmienia, okraszonego szczyptą zapału i determinacji w dążeniu do rozwijania swoich pasji – tak
można określić zespół TUOK, który swoje umiejętności szlifuje w kartuskim
Centrum Kultury.
g
str.16-17
Nosiciele radości
- Nie wiem, jak one to robią, ale nic tak nie ładuje akumulatorów, jak uśmiech na
ich twarzach - tak o pracy z chorymi dziećmi mówią wolontariusze działający
w Fundacji „Dr Clown”.
str. 18-20
Kreja
Zawiało gorącą wiosną. Nikt nie domyślił się, że ciepłe powietrze może być skutkiem katastrofy. Ludzie dalej żyli, by zarabiać i wydawać pieniądze. Ona, zwyczajna,
dwudziestokilkuletnia dziewczyna, siedziała na torach z chłopakiem, w którym się
zakochała.
- Internet to narzędzie, ale jest to narzędzie nieco inne niż
młotek. Młotek nie sprawia, że wpatrujemy się w niego przez
sześć godzin, siedząc samotnie w gaciach – pisze w Wysokich
Obcasach Brian Lam, który w sieci jest bardzo znany
(pracował jako redaktor portali, prowadzi prywatny blog
technologiczny). – Przestałem czytać śmieci oraz śmieciowe
komentarze do tych śmieci. Zyskałem trzy godziny dziennie na
życie w prywatnej rozdzielczości – przyznaje i namawia do
tego również innych. Mnie zachęcać nie musi.
Właśnie moje wycofanie z internetowego świata sprawiło, że zainteresowała mnie opinia Lama. Jakiś czas temu
poczułam przesyt bzdur wypełniających internetowe portale i wyłączyłam komputer na długo. Teraz włączam go tylko
wtedy, gdy potrzebuję. Internet to świetny wynalazek. Nie
wyobrażam sobie, abym mogła zrezygnować z poczty
w sieci, chętnie robię też zakupy przez internet, szukam
informacji o ciekawych wydarzeniach kulturalnych, adresów lekarzy, sklepów, miejsc na wakacje itp. Ale nie wyobrażam sobie też śledzenia wszystkich „newsów” na Facebooku, czy czytania kretyńskich pseudoartykułów na portalach. Wolny czas wolę poświęcić na lekturę tekstu, po którym nie będę miała poczucia zmarnowanego czasu. Wolę
również spotkać się ze znajomymi osobiście, niż klikać
z nimi w sieci. Wszystko to – myślałam – to pewnie kwestia mojego spojrzenia na świat. Przecież przez kilkanaście
lat mojego życia nie miałam telefonu, a o internecie nawet
nie śniłam. Lubiłam twórcze zajęcia, czytanie książek, zabawy na podwórku. Teraz na nowo odkrywam ciszę i spokój.
g
str. 26-31
REFLEKTOR 53/IX 2012
REFLEKTOR 53/IX 2012
Anna Trepczyk
Oczywiście, by się tak mogło stać, najpierw musiałam
strwonić sporo czasu na serwowanie po stronach internetowych. Pewnego dnia od nadmiaru niepotrzebnych informacji po prostu zrobiło mi się niedobrze. Rezygnację
z całodziennego podłączenia do sieci uważałam za przejaw
mojego nowego dziwactwa, bo przecież wszyscy tam są
i klikają. Jakież było moje zdziwienie, gdy przeczytałam
tekst Briana Lama. Okazało się, że nie tylko ja przejadłam
się „internetowymi fast foodami”, jak określa to Lam.
- Świat w sieci nigdy nie będzie miał tej samej rozdzielczości, co
świat rzeczywisty – zauważa cytowany autor. - Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Stanforda wynika, że osoby,
które spędzają dużo czasu przy komputerze, są mniej szczęśliwe niż te, które nie robią tego zbyt często.
Lam poszedł dalej: kupił furgonetkę z łóżkiem, kuchenką, szafą i lodówką. Podróżuje i zabiera ze sobą laptopa.
Wykonuje swoją pracę, a resztę czasu poświęca na prawdziwy kontakt ze światem. - Wierzę, że każdy może urządzić
sobie równie miłe życie. Być może zajmie wam to kilka lat, ale
na pewno nie uda wam się tego dokonać, gnijąc przed komputerem i czytając śmieci. Otwórz przeglądarkę, przeczytaj najważniejsze informacje, a potem wyloguj się, bo nigdy nie spotkałem nikogo, kto przesiadując dnie i noce w internecie byłby
tak szczęśliwy jak ja teraz – przekonuje. Ja również podpisuję się pod tymi słowami.
* Cytowane fragmenty: Brian Lam Obżarty internetowym fast foodem
[w:] Wysokie Obcasy Extra nr 2 (11) maj 2012, tł. Agnieszka Mitraszewska.
35
34
FELIETON
NA DOBRY POCZĄTEK
Karolina Serkowska
redaktor naczelna
Wszystko
jest
na
odwrót.
Tylko nie wiem, gdzie się to
przestawia. Szukam przekładni gdzieś mię-
akacje to czas, w którym królują imprezy plenerowe. Niektóre na stałe wpisały się do kalendarza wy-
dzy głową i sercem. Nie ma. Może ktoś
darzeń kulturalnych naszego miasta, inne dopiero de-
musi pomóc…
biutują. Taką premierę miał w tym roku Tydzień Kultury Kaszubskiej, który zastąpić ma dotychczas organizo-
Anna Paczoska
wany (przez nasze Centrum Kultury) Jarmark Kaszubski. W tym numerze Reflektora staramy się odpowiedzieć na pytanie, czy impreza znalazła zwolenników.
Od dzieciństwa wbija się nam do głów jakieś tam
randki jest proste i nie rozumie się, że ktoś może nie
Przyglądaliśmy się również między innymi zabawie na
ideały górnolotne, przeplatane amerykańskimi kome-
mieć czasu. Że plany inne można mieć i życie poza
corocznym Truskawkobraniu oraz Dożynkach Powiatu
zentował nasz region na Międzynarodowym Festiwalu
diami romantycznymi z happy endem: że piękna kró-
swoją telenowelą.
Kartuskiego.
Folkloru. Zaś zespół TUOK z nową energią podbija
lewna poznaje ridża i trzask prask - pokonuje zabawne
Dodatkowo przez to całe przewrócenie wartości do
Była młoda i wyjątkowa. Odeszła zbyt szybko.
przeciwności losu i już - pocałunek, wielkie law.
góry nogami, inny ma się program reagowania na
Zostawiła swoje wiersze i wspomnienia, z których do-
Z kim kojarzy nam się klaun? Czy zdajemy sobie
prośby:
wiadujemy się o jej skomplikowanym życiu. Dzięki te-
sprawę, jak ważną pełni on rolę? W odpowiedzi na te
rej i gdzie! „See you tomorrow, see you there”. Żad-
- Oddać życie? Nerkę? Chociaż płuco? Pewnie!
mu „nie wszystek umarła”. O Grażynie Pytce, młodej
pytania pomocne mogą okazać się teksty poświęcone
nych szczegółów i nikogo to nie dziwi! Każdy trafi
- Dać 2 zł? Nie, chyba oszalałeś.
poetce powstała książka. Promocja publikacji odbyła
zarówno historii tych zabawnych postaci, jak i wywiad
w miejsce i czas. Jak jedzą, nikt nie mlaska i nic się nie
- Pojechać na koniec świata w poszukiwaniu miłości?
się w naszej placówce.
z
wylewa - no chyba że na bluzkę czy spodnie, które
No jasne.
trzeba kolektywnie zdjąć. Nikt nie robi głupich rzeczy
- Pójść do sklepu rano? Nie ma mowy!
turę na ludową nutę, drudzy za pomocą rocka wyraża-
Co oprócz tego gra w duszach Reflektorowców?
i się nie peszy, no chyba że rozkosznie i zabawnie.
- Przecierpieć całe życie, płakać i użalać się? O tak!
ją myśli współczesnej młodzieży. Ale łączy ich jedno –
Z kim rozmawialiśmy? O czym myślimy? Jakie są nasze
- Napisać wiadomość? Nie nie nie!
muzyka jest u nich podstawą. Regionalny Zespół Pieśni
spostrzeżenia i uczucia? Tego wszystkiego dowiedzieć
sobie radzić w życiu, bo uczono nas takiej fikcji. Bo
Wszystko jest na odwrót. Tylko nie wiem, gdzie się to
i Tańca „Kaszuby” odbył swoją kolejną podróż zagra-
się można na kolejnych stronach...
w filmach generalnie świat przystaje i pomaga zakocha-
przestawia. Szukam przekładni gdzieś między głową
niczną (tym razem do Francji), podczas której repre-
nym, aż potem myśli człowiek, że umawianie się na
i sercem. Nie ma. Może ktoś musi pomóc…
W filmach jak się umawiają, nigdy nie mówią o któ-
Wkurza mnie to dlatego, że teraz nie wiadomo, jak
Bardzo się różnią. Jedni propagują kaszubską kul-
Afisz reklamowy filmu; źródło: Internet.
REFLEKTOR 53/IX 2012
REFLEKTOR 53/IX 2012
serca coraz liczniejszej rzeszy swoich rówieśników.
koordynatorką
gdańskiego
oddziału
Fundacji
„Dr Clown”.
Zapraszam do lektury!
3
4
WYDARZENIA
FELIETON
Warto czasami zatrzymać się i spojrzeć z dystansem na drugiego
Choć Irlandia ciebie kusi,
wcale jechać tam nie musisz.
Przyjedź na „Truskawkobranie”,
tak polubisz, że zostaniesz.
człowieka. Być może pod tą grubą warstwą „tynku”, można odnaleźć
ciekawą osobowość, a nawet przyjaciela? Może nie warto zrażać się czyimś
wyglądem albo kreować się na kogoś innego? Czasem po prostu zapominamy,
że każdy z nas, bez względu na to, jak wygląda, jest wyjątkowy.
Grzegorz Lewkowicz
Tekst: Natalia Kleina
Zdjęcia: Karolina Serkowska
Hanka z „M jak Miłość” nie żyje. Potrafię zrozumieć,
szą dresy, najczęściej firmy Nike. Skąd mają kasę na firmo-
że osoby te mają słabą psychikę i często czują się nierozu-
we ubrania? Mówi się, że zdobywają ją nie do końca uczci-
miane, ale w chwilach rozpaczy można przecież zadzwonić
wymi sposobami. Jaka jest prawda, nie wiemy. „Dresiarze”
pod numer 116111 albo znaleźć sobie ciekawsze zajęcie
bardzo często mają ogolone głowy, a na nich czapkę
niż cięcie się.
z daszkiem. Ponoć w głowie mają tylko ładne „Niunie”
Organizatorzy Truskawkobrania już po raz trzy-
Drugiego dnia imprezę plenerową prowadził Kon-
dziesty siódmy zapewnili mieszkańcom powiatu kartu-
jo. Zaprezentował się ponownie teatr ART-RE,
skiego moc zabawy oraz mnóstwo atrakcji. Podczas
Regionalny Zespół Pieśni i Tańca „Kaszuby”, zespoły:
Do wyróżniających się grup można zaliczyć też
i nierzadko środki odurzające, po których bardzo im we-
dwudniowej imprezy można było śledzić występy ar-
Cookie Monster, Euforia, Tuok, Young and Zgreds,
„Metalowców”. Ale uwaga! Choć mogłoby się wydawać,
soło. Lubią ponadto chodzić na „ustawki” oraz zaczepiać
tystyczne, a także skosztować kaszubskiej truskawki,
a także: Aleksandra Lepa, zespół Trzy Korony oraz
że są tacy sami jak „Emo”, to jednak nie kierują się jedna-
innych, a więc jeżeli jesteś gejem lub kibicem odmiennego
która - jak wiadomo - jest najlepsza.
Skaner. Na zakończenie zaśpiewała Dorota Rabczew-
kowymi zasadami. „Metalowców” też można, co prawda,
klubu, bądź ostrożny. Ich ulubiona muzyka to techno, czyli
rozpoznać po czarnych ubraniach, koszulkach z nazwami
coś na wzór „umc, umc, umc…”, ewentualnie, choć spo-
ulubionych zespołów (a czym bardziej mroczna, tym lep-
radycznie, disco-polo.
Truskawkowe święto obchodzone było 23 i 24
czerwca - tradycyjnie na Złotej Górze, koło Kartuz.
ska – Doda. Po koncercie fani mieli okazję otrzymać
od niej autograf.
sza), ale dodatkowo noszą oni chyba najcięższe buty na
W tym szalonym, kosmicznym świecie trudno połapać
Pierwszego dnia widzowie już od godziny 14 podzi-
Każdy, bez względu na wiek i gust muzyczny
świecie, tak zwane „glany”, obowiązkowo czarne bądź
się, kto jest kim, bo nawet ludzie kierujący się daną sub-
wiali występy zespołów regionalnych. Zaprezentowały
z pewnością znalazł na Truskawkobraniu coś dla sie-
ciemne. Glany to dla nich wspaniałe obuwie na każdą oka-
kulturą, często odbiegają od opisanych przeze mnie, przy-
się: Słunôszka i Kartësczé Zwónczi. W programie
bie. Imprezie towarzyszyły liczne konkursy, m.in. na
zję, począwszy od pogrzebu, skończywszy na koncercie
jętych stereotypów, a te nie zawsze znajdują potwierdze-
skierowanym do najmłodszych znalazł się spektakl
„truskawkową fraszkę” i najsmaczniejsze ciasto tru-
heavy metalowym. Co więcej, świetnie przydają się, gdy
nie w rzeczywistości. Warto więc czasami zatrzymać się
teatru ART-RE z Krakowa. Później wystąpili: młoda
skawkowe. Rozdano nagrody za udział w zawodach
„dresy” się „fikają”. Większość „Metalów” za swoje amu-
i spojrzeć z dystansem na drugiego człowieka. Być może
wokalistka Ania Brzeska, Orły, Orliki i Skòwrónczé
wędkarskich i regatach. Sprzedawcy na około pięć-
lety uważa czaszki, odwrócone krzyże i tym podobne sza-
pod tą grubą warstwą „tynku”, można odnaleźć ciekawą
z Dzierżążna, zespół Tropico, Opium i Burn, a gwiaz-
dziesięciu stoiskach zachęcali do zakupu rękodzieła
tańskie atrybuty.
osobowość, a nawet znaleźć przyjaciela? Może nie warto
dą wieczoru była Honorata Skarbek znana jako
ludowego oraz truskawek. Pomimo zmiennej pogo-
„Honey”. Mimo że padało, najzagorzalsi fani piosen-
dy, zainteresowanie mieszkańców i turystów taką
karki wytrwali do końca koncertu.
formą rozrywki jest co roku bardzo duże.
REFLEKTOR 53/IX 2012
Zupełnym przeciwieństwem „Metali” są wspomniane
zrażać się czyimś wyglądem albo kreować się na kogoś
„Dresy”. Reprezentują ich ludzie zazwyczaj od 15 do 25
innego? Czasem chyba po prostu zapominamy, że każdy
roku życia, czasem i starsi. Jak sama nazwa wskazuje, no-
z nas, bez względu na to, jak wygląda, jest wyjątkowy.
REFLEKTOR 53/IX 2012
33
32
FELIETON
WYDARZENIA
Występ zespołu Słunôszka był
jednym z regionalnych akcentów
Truskawkobrania.
Patrycja Flisikowska
Przechadzając się po gimnazjum, do którego należę,
spoglądałam ostatnio na moich rówieśników i zastana-
trudności z dogadaniem się ze swoim dorastającym
„dzieciaczkiem”.
wiałam się, czy są jeszcze wśród nas ludzie bez masek?
Kolejna, reprezentowana przez młodych ludzi sub-
W tym wieku prawie każdy kryje swoje „ja” głęboko
kultura, nazywana jest „Emo”. Przeważnie to młodzież
pod ubraniami, często pod wpływem towarzystwa po-
w wieku gimnazjalnym. Jej znakiem rozpoznawczym są
dążając za modą.
czaszki oraz grzywki zasłaniające około siedemdziesiąt
Obecnie młodzieżową społeczność w większości
pięć procent twarzy, których końcówki wpadają do ust.
tworzą tzw. „Skaty”. Choć moim zdaniem do prawdzi-
Jeśli noszą spodnie, to są to wyłącznie rurki. Ich dobra
wych „Skaterów”, wożących się na deskorolkach po
rada brzmi: „Zawsze kupuj o dwa rozmiary mniejsze, na
mieście, jeszcze im daleko. Na co dzień takie osoby
pewno się rozciągną, a jeśli nie, to też będą się nadawać
można rozpoznać po nisko opuszczonych spodniach
do noszenia”. Makijażu nie da się u nich nie zauważyć.
z wąskimi nogawkami oraz koszulkach o trzy rozmiary
Oczy muszą być wymalowane czarną kredką, tuszem
za dużych. Prezentują się w nich, jak w cudownych
i cieniem do powiek, również czarnym. Malować można
workach po ziemniakach. Równie ważnym elementem
się tak niezależnie od płci. Mile widziane są również
ich ubioru są czapki, wyglądające jak pożyczone od
czarne paznokcie, ćwieki czy obroże na szyje. Osoby te
smerfów i przefarbowane na inny kolor, ale zdarzają się
nie gardzą też piercingiem, w każdym miejscu, w któ-
też tzw. full cap'y (czyt. „garnki”). Być może na skate
rym tylko się da. Ulubionym zajęciem niektórych
parku gotują sobie w nich wodę na kawę? Ta subkultura
„Emo” w wolnych chwilach jest cięcie się tępymi żylet-
posługuje
językiem.
kami. A ja nie mogę zrozumieć, dlaczego młode osoby
Na powitanie najczęściej mówią „elo!” lub „joł!”.
próbują odebrać sobie życie, gdy tylko Bill z Tokyo
W internecie można znaleźć słownik owego slangu.
Hotel zmyje make-up. Swoją drogą, jestem ciekawa, ile
Z całą pewnością powstał on dla rodziców, którzy mają
osób popełniło samobójstwo, gdy dowiedziało się, że
się
swoim
niepowtarzalnym
REFLEKTOR 53/IX 2012
Atrakcją imprezy co roku jest
występ gwiazdy muzyki rozrywkowej. W tym roku ucho i oko niejednego widza cieszyła Doda.
Bez nich nie byłoby Truskawkobrania - twórcy niepowtarzalnego rękodzieła. Na zdjęciu Jan i Teresa
Pytkowie w towarzystwie Piotra
Bordewicza, który prezentował
sposób wytwarzania tabaki.
Najważniejsza i najlepsza - kaszubska truskawka. Jak zwykle sprzedawana podczas imprezy w różnej
postaci i zawsze w dużych ilościach.
REFLEKTOR 53/IX 2012
5
6
REGIONALNIE
OPOW IADANIE
●●●
Usiadła na torach. ON usiadł obok niej. Tak bardzo
GO nienawidziła i tak bardzo GO kochała. Miała ochotę
rzucić się na NIEGO z pięściami. Cierpiała przecież przez
NIEGO. Ale nie chciała mu tego dać odczuć.
- Słońce świeci, jest tyle powodów do radości – przekonywał ją.
„Słońce, słońce...” – myślała, a smutek rósł w niej. Siedziała milcząca. – „Pewnie, że słońce, pewnie, ale ja teraz
przeżywam i nawet słońce nie ma władzy nad moimi
uczuciami.”
- Zostaw mnie samą – poprosiła.
- Dobrze – powiedział z żalem w głosie, zawahał się jeszcze, a potem odszedł najpierw powoli i niezdecydowanie,
później przyśpieszył kroku. Siedziała nieruchomo. Nie
chciała go już zatrzymywać. Miała ochotę rzucić za nim
kamień, dwa, trzy. Ale nawet nie drgnęła.
- I nie przychodź więcej – krzyknęła, ale nie było go już.
●●●
Tekst: Michał Paracki
Zdjęcia: Karolina Serkowska
Kartuski Rynek przez jeden ze słonecznych tygodni był
i Śpiewu, Dzień Zwyczajów i Obrzędów, Dzień Integracji
wyjątkowo kaszubski. W dniach 23-28 lipca zmienił się on
Kultur, Dzień Stolicy Kaszub. Na Rynku odbywały się wy-
w miejsce, w którym zarówno turyści, jak i mieszkańcy
stępy zespołów folklorystycznych, kaszubskich gawędziarzy
miasta mieli Kaszuby na wyciągnięcie dłoni.
i kabaretów oraz gwiazd polskiej estrady. Gościnnie wystą-
Tydzień Kultury Kaszubskiej odbył się w tym roku po
piły także zespoły regionalne niezwiązane z Kaszubami,
raz pierwszy. Jest to impreza, która nawiązuje do Jarmarku
między innymi grupa Tekstilac z Bijelo Polje z Czarnogóry.
Kaszubskiego organizowanego w Kartuzach od dwudzie-
Swoją twórczość prezentowali artyści ludowi, a koła go-
stu lat. Burmistrz Kartuz wspólnie z dyrekcją Centrum
spodyń wiejskich serwowały kaszubskie smakołyki. Ostat-
Kultury postawili na zmianę dotychczasowej formuły im-
niego dnia Tygodnia Kultury Kaszubskiej, podsumowujące-
prezy. Postanowili dać mieszkańcom i turystom możliwość
go imprezę, odbył się koncert popularnego zespołu Blue
kompleksowego poznania kultury kaszubskiej. Przez ty-
Cafe - tym razem na kartuskiej Wyspie Łabędziej.
dzień w centrum Kartuz prezentowane było to, co w na-
Impreza kulturalno-rekreacyjna została uznana przez
szym regionie uznawane jest za najlepsze. Impreza podzie-
mieszkańców oraz turystów za znakomity sposób promo-
lona była na dni tematyczne, m.in.: Dzień Kuchni Kaszub-
cji regionu i jako debiutujące wydarzenie, wypadła napraw-
skiej, Dzień Twórcy Ludowego, Dzień Muzyki, Tańca
dę świetnie.
Wieczorem zadzwonił. Po drugiej stronie słuchawki
śpiewał jej piosenkę o kwiatach. Płakała bezgłośnie, łzy
spływały jej za dekolt. Wycierała ręką nieszczęśliwe, ładne czoło.
- Co się stało? – spytał, gdy skończył śpiewać. – Już nie
jesteś szczęśliwa?
- Nie... nigdy nie byłam... z wyjątkiem tych dni, kiedy ty
byłeś przy mnie.
- Przepraszam. Ale co się z nim stało?
- Z nim nic. To nie to.
- Chcesz, wezmę cię na zabawę. Jutro gra kapela podmiejska. Potańczymy, może poczujesz się lepiej. Nie
wiem, jak ci pomóc. Chciałbym.
- Nie musisz. Nie możesz. To niemożliwe, sama muszę
sobie pomóc. Ale potańczyć chętnie pojadę z tobą.
Pojechali. Na ławce przed małym stawem, zapełnionym domowym ptactwem, opowiedziała mu o dyrektorze. Ukryła tylko jedno – że związała się, ponieważ chciała zrobić MU na złość.
- Mam za swoje – powiedziała głośno.
- Co ty wygadujesz? – oburzył się. – Przecież nie zrobiłaś
nic złego.
Objął ją. Przytuliła się do jego ramienia i poczuła, że wraca spokój i miłość.
●●●
- Co powiedziałeś dziewczynie? – zapytała niby od niechcenia między jednym a drugim widelcem bigosu.
- Nie ma jej. Pojechała do babci – powiedział. – Nie pytaj
o nią – dodał i zabrał jej talerzyk.
- Co robisz? – zdziwiła się.
- Leci mój ulubiony kawałek. Zatańcz ze mną.
Chciał być blisko niej. Chciała być jak najbliżej niego. Pomyślała, że to nie jest możliwe.
- Co ci jest? – od razu poznał, że coś jest nie tak.
- Zdałam sobie sprawę, że jutro ciebie już nie będzie
przy mnie – powiedziała i zasmuciła również go.
- Nie myśl o tym – powiedział i przycisnął ją do siebie.
Czuła, jak jej lekko zaokrąglony brzuszek wpasowuje się
w jego szczupłą sylwetkę. Jej dłonie znalazły swoje miejsce na jego łopatkach. Pragnęła go coraz bardziej.
Kochali się w samochodzie. Potem długo tulił ją, jakby
była zwierzęciem, który wymaga ogrzania. Ona głaskała
jego włosy i twarz. Słuchała, jak bije mu serce.
- Kiedyś powiedziałaś, że nigdzie ci się nie spieszy – przerwał ciszę.
- A dokąd mam się spieszyć. Każda rzeka płynie powoli,
a moje życie jest rzeką.
- Kim ja jestem dla ciebie?
- Ptakiem, z którego wolnością muszę się pogodzić.
Rozumiał. Chciał jednak powiedzieć jej, żeby na niego
zaczekała. W tej chwili, kiedy trzymał ją tak blisko, kiedy
była z nim, czuł, że mógłby zmienić wszystko. Wiedział
jednak, że nie może jej rozkazać czekania, bo i ona jest
ptakiem.
●●●
Przyszła do domu, gdy już świtało. Nie była smutna.
Czuła, że ma nad nim władzę, że spętała go złotą nicią
czułości. Była pewna, że ON wróci.
●●●
REFLEKTOR 53/IX 2012
REFLEKTOR 53/IX 2012
31
30
OPOW IADANIE
barw, najlepiej ciepłych. Chciała, żeby relacja ona-on była
bardziej wiarygodna. Chciała grać szczęśliwą, żeby... żeby
zagłuszyć swoim śmiechem samotną ciszę. Chciała, żeby świat
na nią patrzył inaczej. Chciała, żeby ON był zazdrosny. Żeby
pękł z zazdrości! Ale nie przyznawała się do tego głośno.
Wmawiała sobie, że już jej przeszło. W głębi duszy chciała
odpocząć, chciała nie kochać nikogo i niczego, nie cierpieć
z powodu samotności, nie czekać na nikogo. Pamiętała jednak
stare powiedzenie: najlepszą metodą na nieudaną miłość jest
nowa miłość.
- A więc niech będzie – postanowiła – zakocham się w dyrektorze. – Przecież w końcu jest z niego niezły facet, rozsądny
i pracowity. Zacznę żyć.
Nie zaczęła żyć. Zaczęła pleść cienką pajęczynę z kłamstw.
Chciała w nią spętać serce dyrektora i swoje. A gdyby się
udało, to i cały świat.
●●●
Zabrał ją do Chin. To były jej pierwsze dni sam na sam
spędzone z dyrektorem. Luksus, pieniądze i poważni faceci
mają to do siebie, że bardzo szybko się nudzą. Pierwszego
dnia dobrze się czuła w najdroższym hotelu w Pekinie, świetnie bawiła się na zakupach w najlepszych galeriach handlowych. Drugiego dnia, kiedy zwiedzali miasto, zobaczyła miejską biedotę.
„To straszne – pomyślała, - że obok siebie żyją bogaci i nędzarze”.
Miała wrażenie, że jakaś siła pomieszała tym ludziom języki
i nie potrafią się porozumieć, że dzieli ich jakaś bezkresna
przepaść.
- Dlaczego zamilkłaś? – spytał.
- Bo ci ludzie... – pokazała palcem na kobiety z tępym wzrokiem prowadzące brudne dzieci za ręce.
- Ci ludzie są głupi – skwitował. – Przestań przejmować się
pierdołami.
Spochmurniała.
„Może zaraz wyłoży mi teorię o nadludziach
i podludziach” - patrzyła na niego z niechęcią.
Nie czuła się przy nim dobrze, tak jak nie można czuć się
dobrze ze świadomością, że nie jest się dobrym człowiekiem,
kiedy bardzo chce się nim być. Kreja chciała być dobra. Zawsze się za taką uważała. A dyrektor przyszedł jak wyrzut sumienia. Jak mroczny sen wdarł się do jej życia, by pomóc jej
REGIONALNIE
zapomnieć o innym koszmarze – koszmarze JEGO nieobecności.
Budziła się bez uśmiechu. Czuła się niezrozumiana, obca
i nieswoja. Ale udawanie weszło jej tak w krew, że sama zaczęła wierzyć w szczęście, które sobie nadinterpretowała.
W związku z dyrektorem była jak przyciemniona gwiazda.
Zawsze gdzieś obok, zawsze na drugim planie, zawsze mniej
ważna. Robiła dobrą minę na spotkaniach z jego pseudoprzyjaciółmi, na bankietach i na balach. Czuła się jak złota biżuteria na jego szyi, jak ekskluzywny dodatek. Powoli poczucie,
że jest przedmiotem zaczynało podchodzić jej do gardła
i odbijać się goryczą. Chciało jej się płakać, ale nie miała łez.
Stwardniało jej serce.
- Czyżbym zdradzała samą siebie? – spytała się odbicia w lustrze w łazience podczas jednego z tych wielkich bali, pustych, jak ich uczestnicy. – Chcę na łąkę, na huśtawkę, chcę
pograć na pianinie... Chcę popatrzeć w słońce, żonglować
jabłkami, śmiać się, śmiać i śmiać...
Czym gorzej nowy facet ją traktował, tym bardziej go nienawidziła. O swoim bólu nie mówiła nikomu. Musiała przecież
grać przed światem szczęśliwą. Taka była jej rola w tym dramacie, który sama sobie napisała. Zbyt dumna była, żeby
przyznać się, że nie wyszła jej kolejna miłość. I zbyt mało odważna, żeby napluć mu w twarz i przerwać ten koszmar.
Wyżywał się na niej, ale nie chciało jej się odchodzić. Nie
miała sił, by szukać nowych dróg.
Nie miała rano siły, by wstać z łóżka.
Szukała swojej winy w tym co się dzieje, choć doskonale wiedziała, że nie jest niczemu winna, że to jej facet jest pracoholikiem i szajbusem, egoistą i draniem.
Dużo pozytywnych emocji wywołał
występ zespołu Tekstilac.
Regionalnymi przysmakami i mistrzowsko wypieczonymi ciastami częstowały
panie z kół gospodyń wiejskich.
●●●
Pewnego dnia, gdy ostatnie promienie letniego słońca
przedzierały się przez szczeliny w roletach, Kreja obudziła się
w dobrym humorze. Ktoś lub coś zesłało jej dobry sen
o szukaniu szczęścia. Tego dnia poprosiła dyrektora o rozmowę. Powiedziała, że odchodzi. Zignorował to. Następnego
dnia już jej nie było w jego życiu. Dzwonił, ale nie odbierała.
Nienawidziła go za to, jak ją traktował. Pragnęła być znowu
sobą. Wiedziała już, że trzeba uważać, kogo zaprasza się do
swojego świata. Wiedziała, że nie da się oszukać swoich
uczuć. Więc, gdy niespodziewanie zadzwonił ON, zgodziła się
z nim spotkać.
REFLEKTOR 53/IX 2012
Na scenie wystąpiły także dziecięce
grupy folklorystyczne.
Na zdjęciu Skòwrónczi z Dzierżążna.
REFLEKTOR 53/IX 2012
7
8
REGIONALNIE
OPOW IADANIE
1.
Tekst: Karolina Serkowska
Zdjęcia: Waldemar Bertling
Obrzędy dziękczynne za ukończenie żniw i prac
dzieżowa Orkiestra Dęta z Łapalic. Na zakończenie
polowych oraz zabawa z tej okazji składają się na do-
zabawy licznie zgromadzoną publiczność rozweselała
żynki, które stanowią ważny element naszej kultury.
grupa Zayazd.
Tegoroczne Dożynki Powiatu Kartuskiego obcho-
Impreza była również okazją do ogłoszenia wyni-
dzone były w pierwszą niedzielę września, tym razem
ków Powiatowego Konkursu „Piękna Wieś”, Powia-
w Kartuzach. Rozpoczęły się od uroczystej mszy
towego Konkursu Rolniczego „Trafiony Plon” oraz
świętej w kościele pw. św. Kazimierza. Następnie tuż
konkursu na najpiękniejszy wieniec dożynkowy i naj-
obok, na kartuskim Rynku, świętowanie uroczyście
piękniejszy kołacz. Odbyły się także konkursy dla wój-
rozpoczęły: starosta kartuski, Janina Kwiecień oraz
tów, burmistrzów i przewodniczących rad gmin.
Podczas ludowego święta można było też skorzy-
burmistrz Kartuz, Mirosława Lehman.
Na dożynkowej scenie prezentowali się między
stać z bezpłatnych badań profilaktycznych i porad le-
innymi: Regionalny Zespół Pieśni i Tańca „Kaszuby”
karzy specjalistów. Na dzieci czekał park rozrywki,
z Kartuz, Koło Gospodyń Wiejskich z Paczewa, Koło
a dla spragnionych prawdziwej regionalnej kuchni,
Gospodyń
rozstawione zostały stoiska gastronomiczne z kaszub-
Wiejskich
„Mściszewiczanki”,
zespół
„Tropico”, duet akordeonowy Zibi & Kris oraz Mło-
Zdjęcie: Piotr Smoliński
skimi przysmakami.
REFLEKTOR 53/IX 2012
REFLEKTOR 53/IX 2012
29
28
OPOW IADANIE
Czy chce go zabić, czy chce by był?
ON był bliżej niż sądziła. ON był w niej.
●●●
27 lipca wstało słońce. Przyszła pierwsza ciepła niedziela lata. Ludzie zadowoleni z dobrej pogody wsiadali
w samochody i jeździli na skrzące w słońcu bazary.
W miasteczku był jarmark. Odwiózł dziewczynę do matki
i poszedł włóczyć się miedzy kolorowymi stoiskami. Spotkał ją. Lizała lody śmietankowe i uśmiechnęła się na jego
widok.
- Co u ciebie? – zapytał.
- Nie najlepiej się czuję, od rana boli mnie serce – powiedziała. – Chcesz loda?
- Nie... Pytałem w ogóle co u ciebie?
- Nico.
- Nico?
- No.
- Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
- Bo nie wiem, co mam ci powiedzieć.
- Powiedz wszystko.
- Wszystko – uśmiechnęła się.
- A nieważne.
- Mówiłeś, że wszystko jest ważne. Lody są naprawdę
dobre. Co masz taką minę? Jesteś tu sam?
- Powiedziała, że jestem głupi.
- A nie jesteś? – spytała ironicznie. – Idziesz ze mną na
obiad?
- Zgoda.
Otworzył jej drzwi. Weszła drugimi, obok.
- Otworzyłem ci drzwi – powiedział z wyrzutem zranionego dżentelmena.
Kreja wybiegła na dwór drugim wyjściem i zdążyła przebiec przez drzwi, które otworzył.
- Jesteś szalona – powiedział.
- I taką mnie lubisz, prawda?
- Uwielbiam.
Wyjadali sobie z talerzy.
- Ludzie się na nas dziwnie patrzą – śmiała się.
- Przeszkadza ci to?
- Nie!
- Powiesz mi co u ciebie?
- Zachochałam się – powiedziała z pełnymi ustami.
REGIONALNIE
- Słucham? – zdziwił się.
- To, co słyszałeś – przełknęła.
- Kto jest największym szczęściarzem na świecie?
- Jest dyrektorem banku, poznałam go w pracy. Idę dziś
na randkę. Trzecią.
Udawał, że cieszy się z jej radości, ale ona spostrzegła,
jego wymuszony uśmiech. Przecież go znała. Widziała, że
uderzyły go jej słowa. Czekała na ten zmieszany wzrok.
Chciała zobaczyć zazdrość... A może coś jeszcze. Pomyślała, że jej chęć zemsty rośnie z sekundy na sekundę.
- Nie kocham go już – wmawiała sobie patrząc na niego,
jak skupia się nad jedzeniem.
Okłamywała siebie. Wiedziała, że żaden dyrektor banku,
nawet dyrektor Ziemi nie będzie rozumiał jej tak, jak on.
Rozstali się z przyklejonymi uśmiechami. Jak dwa klauny
z jednego cyrku.
- Życzę ci udanej randki – powiedział.
- Pozdrów dziewczynę – powiedziała.
Kiedy się odwrócili uśmiechy spadły im z twarzy.
2.
●●●
Chciał zabić dyrektora banku. Chciała kopnąć w dupę
dyrektora banku. Ale pojechała z nim na kolację. Przecież
musi pokazać, że jest szczęśliwa, że potrafi być szczęśliwa
bez Klauna.
W restauracji spadł jej widelec. Śmiała się. Dyrektor banku nie. Chciała go podnieść. Dyrektor banku powiedział,
żeby tego nie robiła. Zawołał kelnera. Było jej głupio,
że kelner musi wchodzić pod stół i paradować przez całą
restaurację z czystym widelcem dla „niezdary”. Przecież
kochała tę niezdarność w sobie. Klaun też ją kochał. Nagle poczuła się niezręcznie. Jakby nie pasowała do tej bajki, ale postanowiła grać ją dalej.
- Rzeczywiście jest głupi – pomyślała. – Jego dziewczyna
ma rację. Głupi z wielu powodów.
Ale każda minuta z tym głupkiem była ciekawsza, niż
ze... szkoda gadać.
●●●
Bajki grane ze złości nigdy nie są udane i nie kończą się
dobrze. Powinna była zdać sobie z tego sprawę zanim...
zanurzyła rękę w dłoni dyrektora – dłoni poważnej i niespracowanej. Chciała swojej znajomości nadać jakichś
REFLEKTOR 53/IX 2012
3.
1. Kaszubi modlitwą dziękowali Bogu za zakończone żniwa i zebrane plony.
2. Podczas uroczystości burmistrz Kartuz, Mirosława Lehman wręczała wyróżnienia. Na zdjęciu z gospodarzem z Kiełpina, Józefem Stolcem.
3. Duet Zibi & Kris swoją grą na akordeonach jak zwykle rozbawił kartuską publiczność. Na zdjęciu Kris Krzysztof Formela.
4. Postarano się, aby dożynkowe pieczywo było jak najpiękniej wykonane.
REFLEKTOR 53/IX 2012
4.
9
10
SPOTKANIA
OPOW IADNIE
do zachodu żyła jak sztucznie podtrzymywany, ścięty
kwiat. Jeszcze nigdy żadna wiosna nie była tak bezlitosna,
dnie tak smutne, świat tak bezbarwny. Czekała na dzień,
w którym odzyska widzenie kolorów.
W nocy przychodziło ukojenie. Przychodził on. Kiedy
tylko zamykała oczy, stawał w oknie, w kącie pokoju,
w parku. Widziała go, ale nie mogła dotknąć. Pragnęła
go zatrzymać, ale zawsze odchodził, jak tylko zaczynało
świtać. W snach mówił do niej. Opowiadał o kominku
w ich domu. Mówił o dzieciach, które miały bawić się
w ogrodzie. Śmiał się, śmiał i śmiał...
A ona była przykutym do łóżka posągiem. W środku
kamienia biło serce. Ale nikt o tym sercu nie wiedział.
●●●
1.
2.
Skończyła się kalendarzowa wiosna i przyszło mokre lato. 2 lipca śniło mu się, że wybuchło jej serce. Ze
snu obudził go huk. Podszedł do okna, ale niczego nie
zobaczył. Zapytał swojej dziewczyny, przebudzonej jego
nagłym zerwaniem się z łóżka, czy coś słyszała. Skrzywiła
twarz:
- Głupi jesteś – powiedziała.
Zasnął. W śnie przyszła ona.
- Stworzyłeś mnie, więc musisz dać mi imię – powiedziała. – Wymyśliłeś mnie taką, jaką chciałbyś, żebym była.
Jestem dla ciebie.
- Ale ty jesteś prawdziwa – powiedział. – Masz imię.
Znałem ciebie wcześniej.
- To już nie ja – powiedziała.
Zawahał się, ale tak bardzo pragnął zatrzymać ją dla siebie. Tak bardzo była znajoma, kochana. Tak bardzo jego
i tylko jego.
- Kreja – powiedział.
- Kreja – powtórzył, gdy mył rano twarz w łazience. –
Dlaczego nie mogę o tobie zapomnieć?
●●●
3.
REFLEKTOR 53/IX 2012
Był smutny. Myślał o niej wciąż i smutniał z dnia na
dzień. Sądził, że kiedy ona odejdzie z jego życia, sumienie przestanie wypominać mu jego oszustwa. Ale wcale
nie poczuł się odciążony.
- Jesteś najpiękniejsza – powiedział do niej patrząc w jej
zdjęcie.
REFLEKTOR 53/IX 2012
Nie usłyszała tego. Nie widziała też smutnych jego oczu.
Nigdy nie powiedział jej, co tak naprawdę czuł. Jaki był
zachwycony, gdy rozumieli się bez słów. Jaki był nieszczęśliwy, kiedy pierwszy raz się z nią pożegnał i leżał na łóżku bez ruchu, patrząc w sufit. Jak smutne były poranki
bez niej. Jak szczęśliwe chwile, gdy słońce siadało na jej
twarzy i włosach. Nigdy nie powiedział jej, co czuł, gdy
go pocałowała. Gdy pokazywał jej gwiazdy i czuł jej zapach blisko blisko blisko...
Był smutny. I lekarstwo na ten smutek było teraz z pieprzonym dyrektorem banku.
Nie sypiał. Nie mógł zasnąć. Księżyc, zawieszony jak bezprzewodowa lampa na ciemnoniebieskim suknie nieba,
przypominał mu, że świat się nie skończył, że nadal istnieje. Ta świadomość kłuła go w duszy, w środku. Uparty
sen, który błąkał się między brzozami nie chciał przyjść
do niego. To miała być kara. Przychodził za to chłód
i zapach ziemi, gdy otwierał okno i pytał Boga czy księżyca, otchłani czy losu, czegoś co mogłoby pomóc, gdyby
w to wierzył, czy to nadchodzi śmierć? Czy umrze z tęsknoty za nią?
- Kreja – szepnął. - Kreja – krzyknął w ciemną noc.
Głoski, brzmiące jak alfabet bólu i przerażenia zgubiły się
w ciemności…
Bywały dni, że chciał jej powiedzieć, jak bardzo jest mu
droga, że chce być tylko z nią, że świat bez niej nie ma
sensu. Bywały dni, że szedł do niej, ale... zawracał z drogi.
Uważał, że to dla jej dobra.
- Lepiej żeby mnie nie było w jej życiu, żeby mnie w ogóle nie było, żebym dla niej nie istniał – powtarzał sobie. Niech zapomni. Niech jest szczęśliwa. Byle szczęśliwa...
●●●
Nie była szczęśliwa. Była jak ziemia niczyja. Jej życiem
zawładnęła cisza. Niedobra cisza. Koszmarna cisza. Krzyczała w tę ciszę, jak pozostawione bez opieki pisklę. Płakała i krzyczała krzyczała i płakała płakała płakała krzyczała krzyczała krzyczała. Chciała zresetować sobie mózg,
chciała nie pamiętać, chciała żeby... ten koszmar się nigdy
nie wydarzył. Miała taki mętlik w głowie, że straciła rachubę faktów. Nie potrafiła określić gdzie jest początek.
Czy początkiem był ON? Czy ON jest najwspanialszy,
czy winien wszystkiemu? Czy go kocha, czy nienawidzi?
27
26
OPOW IADANIE
SPOTKANIA
Ja tu wrócę, w moje rodzinne strony,
do tego, co mojemu sercu najbliższe.
Tekst: Natalia Kleina
Zdjęcia: Karolina Serkowska
Tekst: Anna Trepczyk
12 maja 2002 roku o godz. 16.33 wypadła z orbity. Zawiało gorącą wiosną. Nikt nie domyślił się, że ciepłe powietrze może być skutkiem katastrofy. Ludzie dalej żyli, by zarabiać i wydawać pieniądze. Ona, zwyczajna, dwudziestokilkuletnia dziewczyna, siedziała na torach z chłopakiem,
w którym się zakochała.
- Straciłam naiwność – powiedziała, patrząc w niebieskie, jak
jego oczy, niebo. – Ludzie młodzi idą przez życie w koleinach wiary i naiwności, które dla nich przygotowali rodzice. Nagle wypadają z tych kolein i... już nic nie ma sensu.
Albo co innego ma sens, ale to „co innego” jest tak niepewne, że szybko ten sens traci. To chyba ważny dzień w moim
życiu. Jejku, czuję się jak samolot, który się rozbił na pustkowiu.
- A ja? – spytał z goryczą w głosie. – Nie znaczę nic? Przecież nie jesteś sama.
- Przykro mi to mówić, ale ty wywołałeś tę pustkę, bo skierowałeś ten samolot na inną linię powietrzną. I... dupa.
Wstała i zaczęła iść przed siebie balansując na zardzewiałej
szynie torów.
- Więc wróć do niego – krzyknął za nią. - Do swojego kosmosu, gdzie byłaś podziwianą gwiazdą, którą wszyscy
chcieli, a nikt nie mógł mieć. Nie obiecywałem ci, że z nią
zerwę, nigdy ci tego nie obiecywałem.
Miała ochotę powiedzieć mu, żeby wypieprzał z jej życia. Na
zawsze. Stanęła i zagryzła wargi. Kiedy odwróciła się, wyglądała jak tancerka, która zaraz spadnie z liny. Jej oczy były
mokre.
- A myślisz, że to proste? – zapytała smutno. – Przestać....
- Co przestać?
- Nieważne...
- Ważne – wstał i szedł w jej kierunku. – Wszystko jest
ważne. Co przestać?
- Jeśli się zamknęło za sobą drzwi i wyrzuciło klucz, to nie
ma powrotu. Zrobiłam to, by nie było możliwości odwrotu.
Teraz pójdę przed siebie.
- Nie odpowiedziałaś mi! – nalegał.
- Nie potrafię.
Chciał ją przytulić, ale się bał. Chciała go przytulić, ale się
bała. Myślała, o tym, jak bardzo pragnie go zatrzymać. Myślał, co zrobić, by ją zatrzymać. Zależało mu na niej. Zależało jej na nim.
- Nie odchodź – powiedział. – Nie teraz.
- Nie mogę już dłużej czekać, nie potrafię... Za bardzo cierpię, gdy jesteś z nią.
- Nie wiem, co mam zrobić, zależy mi na tobie, ale... na niej
mi też zależy.
Pomyślała, że on kłamie. Ale które z jego słów było kłamstwem, nie wiedziała. Wiedziała tylko, że postawił kropkę
w tej krótkiej powieści o niej i o nim.
- Acha... od razu mogłeś mi powiedzieć, że ci na niej zależy
„Ja tu wrócę, w moje rodzinne strony, do tego, co
jak scenografia spotkania, która urządzona została na
mojemu sercu najbliższe” – fragment tego wiersza przy-
wzór pokoju poetki. Wykorzystano przedmioty, których
świecał uroczystości poświęconej wspomnieniom o mło-
używała, m.in. gramofon i krzesło. Scenę zdobiły bzy
dej dziewczynie, Grażynie Pytce. Słowa te do dziś zdobią
z ogrodu przed jej dawnym domem w Dzierżążnie.
jej grób. Są bardzo piękne, proste a zarazem głębokie.
W dalszej części spotkania rodzeństwo Grażyny Pytki,
Takie, jak cała twórczość poetki, która umierając w wie-
Ewa Kwiecińska i Jan Pytka oraz wychowawczyni
ku siedemnastu lat, nie zdążyła rozwinąć swojego talentu.
z liceum, Blandyna Lewańczyk dzielili się swoimi wspo-
Pod koniec maja w kartuskim Centrum Kultury odby-
mnieniami o zmarłej. Do dyskusji włączyli się także jej
ła się promocja książki o życiu i twórczości, zmarłej
znajomi. Wszyscy wspominali ją jako radosną, wyjątkową
czterdzieści jeden lat temu, licealistki. Sala tamtego wie-
i pełną życia dziewczynę. Naczelnik Wydziału Kultury
czoru została wypełniona po brzegi. Licznie przybyli go-
Urzędu Miejskiego Dariusz Las w imieniu burmistrz Kar-
– powiedziała i poszła nie odwracając głowy. Chwilę patrzył
ście zasiedli za stolikami oświetlonymi świecami, przy
tuz Mirosławy Lehman powiedział, że uroczystość jest
za nią. Potem ruszył w przeciwnym kierunku. Wiedział, że
herbacie. Każdy w skupieniu oglądał i przysłuchiwał się
ważnym wydarzeniem w historii kultury w Kartuzach.
jej nie zatrzyma. Wiedziała, że go nie zatrzyma. Chciał ją
temu, co przygotowali organizatorzy.
zatrzymać. Chciała go zatrzymać.
Płakała, a ludzie na ulicy mijali ją, nie zwracając uwagi na jej
łzy. Pomyślała, że to jakiś koszmar. Kocha, ale nie może
kochać. Chce i nie chce. Żałuje, że się to zdarzyło. Cieszy
się, że się to zdarzyło. Przeszła przez kolejny wysoki próg
w swoim życiu. Ale tym razem nie zamknęła drzwi. Zostawiła je szeroko otwarte.
- To, gdybyś kiedyś chciał zawrócić, kochany – powiedziała
patrząc w pejzaż bez niego. – Gdybyś jeszcze zechciał pójść
moimi śladami.
Na wstępie zaprezentowano biografię oraz dorobek
rów, recytatorów oraz uczestników dyskusji. Wieczoro-
poetycki Grażyny Pytki. Tematykę wierszy przybliżał
wi poezji towarzyszyła wystawa fotografii, rękopisów
słuchaczom organizator spotkania i zarazem autor książ-
oraz pamiątek po zmarłej poetce.
ki, Piotr Smoliński. Młodzież z I Liceum Ogólnokształcą-
Książka, zawierająca wiersze, zdjęcia, wspomnienia
cego w Kartuzach recytowała i wyśpiewywała utwory
oraz listy, pt. „Wrócę!” powstała dzięki wsparciu gminy
zawarte w publikacji. Piękne deklamacje dopełniała gita-
Kartuzy i powiatu kartuskiego. Dochód z jej sprzedaży
rowa muzyka, a całość wraz z nastrojowym oświetleniem
zostanie w całości przeznaczony na renowację nagrobka
wprowadzała wszystkich w wyjątkowy klimat. Podobnie,
poetki.
●●●
Od tej pory przychodził do niej w snach. Dnie były pozbawione kolorów. Na dworze padał deszcz. Stokrotki
schowały się w trawie. Nienawidziła dni. Od wschodu
REFLEKTOR 53/IX 2012
Widownia nagrodziła gromkimi brawami organizato-
◄
1. Autor książki i inicjator spotkania, Piotr Smoliński. W tle portret Grażyny Pytki.
2. Wiersze poetki recytowała młodzież z I Liceum Ogólnokształcącego.
3. Grażynę Pytkę wspominali jej krewni i znajomi.
REFLEKTOR 53/IX 2012
11
12
W NASZYCH MURACH
OPOW IADANIE
Po zjedzeniu i przygotowaniu się w pełni do wyjścia, Korneliusz mógł już
spokojnie sprawdzić, kto czeka za progiem. W drzwiach stała młoda,
wysoka, a przede wszystkim niezwykle seksowna brunetka.
Tekst i zdjęcia: Karolina Serkowska
- Pani... pani... kim pani jest? - ledwo wydusił z siebie, dzięki nagłemu
Choć pogoda nie zawsze była przychylna, dzieci z gmi-
Podczas tych dni między innymi rysowali swoje portrety,
ny Kartuzy podczas minionych wakacji nie mogły narzekać
tworzyli kwiaty z papieru, lepili z masy solnej, wspólnie
na nudę. A to dzięki półkoloniom letnim, które zorganizo-
tańczyli, uprawiali sport, oglądali filmy i bajki, a także
wało dla nich Centrum Kultury „Kaszubski Dwór”.
uczestniczyli w pokazie mody oraz zajęciach aktorskich
Uczniowie odpoczywali od nauki w dniach 2-13 lipca
pod
czujnym
okiem
opiekunki
Sylwii
Zakrzackiej.
prowadzonych przez Arkadiusza Urbana.
Dzieci bawiły się świetnie, co widać na fotografiach.
przyśpieszeniu pulsu, pan Rabacik.
rzucił i otworzył drzwi na oścież, zapraszając gościa do
regoś dnia przez jakąś osobę. W tym momencie pana Kor-
środka.
neliusza to nie interesowało, bo właśnie siedział tuż obok
Po zjedzeniu i przygotowaniu się w pełni do wyjścia,
pięknej Meggy.
Korneliusz mógł już spokojnie sprawdzić, kto czeka za
Jego wzrok utkwił wprost na jej pięknych, długich no-
progiem. W drzwiach stała młoda, wysoka, a przede
gach, a ona bez skrępowania prezentowała je, siedząc na
wszystkim niezwykle seksowna brunetka.
fotelu. Zielone oczy idealnie komponowały się z krótko
- Pani... pani... kim pani jest? - ledwo wydusił z siebie, dzię-
ściętymi włosami, ułożonymi w nowoczesny i bardzo
ki nagłemu przyśpieszeniu pulsu, pan Rabacik. Dopiero po
atrakcyjny styl młodej bizneswoman. Atrakcyjności doda-
chwili zauważył brak kultury, jakim wykazał się rozpoczy-
wała jej jeszcze jasna karnacja i czerwone, zmysłowe usta.
nając rozmowę w ten sposób.
Trzymała kieliszek pełen trunku i czekała na pierwszy ruch
- Witam! My name, to znaczy ja to Meggy - angielski ak-
gospodarza. Tymczasem Korneliusz Rabacik naprzeciwko
cent, przynajmniej tak wydawało się drugiemu rozmówcy,
stołu siedział, a dokładnie falował ze stresu, niczym galare-
zabrzmiał mu w uszach jak narkotyk. Pulsował w uszach
ta. Też trzymał kieliszek, lecz jego zawartość w większości
i ciągle jeszcze rozbrzmiewał, ciesząc duszę Rabacika.
była już na stole.
- Proszę! Proszę wejść... Napije się pani czegoś? Kawa,
- Strzelam, że pani w sprawie pracy? - w końcu pierwszy
herbata? Wódka, wino, piwo? - z rozpędu powiedział męż-
odezwał się doktor.
czyzna. Po chwili, zauważając swoją głupotę, zmienił wyraz
- Tak. Jeszcze raz pozwoli pan, że się przedstawię. Nazy-
twarzy na buraczany autoportret.
wam się Meggy Taylor, urodziłam się w Liverpoolu,
- Vodka? Vódka, może być - zdecydowała kobieta. Widać
w Anglii, ale od trzech lat mieszkam w Polsce. Nie mam
było, że wybór ten podyktowany był bardziej chęcią zli-
zbyt dużego doświa.... - kandydatka do pracy zaczęła wy-
kwidowania stresu niż zamiłowaniem do alkoholu.
głaszać swoją wcześniej przygotowaną przemowę, ale kar-
- Uugh... Oooo. No dobrze. Czystą? W sumie, po co py-
diolog nagle jej przerwał.
tam - wyciągnął kieliszki z szafki obok, wódkę z barku,
- Jest pani przyjęta. Jutro o 6 tutaj?
w którym również dumnie spoczywało jedynie whisky
Wygląda na to, że pan Rabacik znalazł nową sprzątaczkę,
i jakieś tanie słabe wino, kupione albo sprezentowane któ-
a może i kogoś więcej..?
c.d.n.
REFLEKTOR 53/IX 2012
REFLEKTOR 53/IX 2012
25
24
OPOW IADANIE
W NASZYCH MURACH
Tekst: Piotr Chistowski
Dom, w którym mieszkał pan Rabacik, zamienił się
Zgłaszały się do niego kobiety w różnym wieku, różnej
w niesamowity chlew. Sterta aktualnych, starych i już pra-
narodowości, każda była inna. Począwszy od nastolatki
wie antycznych (patrząc na daty i uwzględniając, iż to
z góry, którą ze względu na dziwne podejrzenia o działal-
dzienniki) gazet leżała na stoliku, kanapie, a nawet na pod-
ność kulturalną, tzn. organizowanie wszelkiego rodzaju
łodze. Meble pokryła gruba, miękka kołderka kurzu. Ubra-
melanży, a być może w przyszłości i w mieszkaniu Rabaci-
nia z wczoraj, nie starsze, gdyż według teorii pana Korne-
ka, odrzucił, aż po miłą i troskliwą panią Kocurek, której
la, odzienie noszone wcześniej niż przed tygodniem jest
nikt nikomu przedstawiać nie musiał, a i ona nikogo nie
już godne kolejnego założenia, leżały, podobnie jak gazety,
musiała poznawać osobiście, żeby wiedzieć o nim wszyst-
na podłodze, a te, które zostały uznane za groźne w zapa-
ko, no może prawie wszystko. Jednak wśród tej rzeszy
chu, wisiały przed oknem, co zaskakiwało niemalże wszyst-
zainteresowanych pań znalazły się i pewne perełki, a jedna
kich sąsiadów. Tłumaczył, że ubrania wiszą, bo dzięki temu
w szczególności przypadła lekarzowi do gustu. Ale jak sam
ich właściciel widzi czy wiatr jest porywisty i może okre-
w końcu zauważył, spartolił sprawę.
ślić, jak powinien się ubrać, wychodząc do pracy. Gdyby
Wczorajszego dnia tuż przed pójściem na dyżur jak
w tym momencie ktoś zamienił mieszkanie pana Kornela
zwykle popijał makową drożdżówkę małą kawą i jednocze-
na jakąś oborę, prawdopodobnie różnicy nie zauważyłaby
śnie pakował jabłko i buteleczkę wody do plecaczka
zarówno ta ludzka istota, jak i zwierzęcy mieszkańcy wiej-
(usłyszał bowiem kiedyś, iż podobno to coś ciekawego
skich gospodarstw.
i przede wszystkim słodkiego zobaczyć poważnego i inteli-
Przejdźmy jednak do poszukiwań nowej pracownicy.
gentnego kardiologa z plecaczkiem na plecach pośpiesznie
O brak zainteresowania swoją propozycją skarżyć się
idącego do pracy). W trakcie tej już wręcz rytualnej czyn-
przyszły pracodawca nie mógł, nawet jeżeli z zatrudnie-
ności usłyszał pukanie do drzwi. Nie byłby może bardzo
niem zwlekał już od paru miesięcy. Fakt, że jest to zawra-
zdziwiony, gdyby nie to, że nikt nigdy o tej porze nie wpa-
canie głowy w czasach, kiedy to właśnie zawracanie głowy
dał ani do niego, ani pewnie nigdzie do nikogo, a do tego
jest na wagę złota. I prawda, że czasem nie łatwo jest coś
dochodził fakt, że mimo iż obok jest dzwonek, ktoś wyka-
wybrać, a w tej kwestii wybór był szeroki i co za tym idzie
zuje się błyskotliwością i puka do drzwi. Nic bardziej myl-
– trudny, czego wyjaśniać nie trzeba.
nego jeśli ktoś myśli, że pan Rabacik pośpiesznie wszystko
REFLEKTOR 53/IX 2012
Po raz kolejny zapraszamy dzieci, młodzież i dorosłych na rozwijające zajęcia popołudniowe.
Nasza oferta skierowana jest między innymi do miłośników muzyki, ruchu – w tym tańca, gier
umysłowych, aktorstwa, miłośników pióra. Zachęcamy nie tylko tych, którzy chcą szlifować
swoje umiejętności, ale również te osoby, które chcą spróbować czegoś nowego.
U nas pożytecznie spędzisz czas, a także spotkasz fantastycznych ludzi!
Od tego roku szkolnego szykujemy zmiany
w sekcji teatralnej. Na te zajęcia zapraszamy
młodzież gimnazjalną i ponadgimnazjalną. Koło
prowadzić będzie aktor Arkadiusz Urban. Zajęcia zaplanowane są na poniedziałki i środy w godzinach
16-17:30. Spotkanie organizacyjne odbędzie się 10
września o godz. 16.
Zakładamy też zespół taneczny dla dziewcząt w wieku od 9 do 12 lat. Grupę prowadzić
będzie tancerka Beata Stoppa. Zajęcia zaplanowane są na wtorki i czwartki od godz. 16:30. Spotkanie organizacyjne odbędzie się 25 września o godz.
16:30.
Osoby uzdolnione wokalnie mogą rozwijać
swoje talenty śpiewając w jednym
z naszych chórów. Prowadzimy grupy dla
najmłodszych, dla młodzieży i dla dorosłych. Mile widziani panowie! Szczegółowy plan pracy chórów znajdziecie na naszej stronie internetowej.
REFLEKTOR 53/IX 2012
Młodzież, która interesuje się muzyką, chciałaby założyć zespół muzyczny, szuka dobrych
nauczycieli, może zgłosić się do jednego
z dwóch świetnych instruktorów: Mieczysława Kilarskiego lub Leszka Przewoskiego. Zajęcia planowane są
indywidualnie.
Tradycyjnie zapraszamy wszystkie panie
(odważnych panów również) na ćwiczenia
w rytmie muzyki. Aerobic prowadzi Ewa
Borowska. Szczegółowy harmonogram wkrótce.
Talenty artystyczne (dzieci i młodzież) zachęcamy do skorzystania z zajęć koła plastycznego, które prowadzi Jan Kamiński. Aktualnego planu zajęć szukajcie na centrum.kultury.pl
W naszych murach działa też sekcja szachowa, prowadzona przez Piotra Kwidzińskiego,
sekcja dziennikarska (patrz strona 36)
oraz koło strzeleckie, robotyki i inne.
13
14
PROMOCJA KASZUB
LEKTURA NIEOBOWIĄZKOWA
Zbiór listów Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory poleca
Kazimiera Nowicka, dyrektor kartuskiej biblioteki: (...) korespondencja
pomiędzy dwiema wybitnymi ikonami liryczności, która ujawnia ich
skrzętnie skrywany romans, to dla czytelników idealna lekcja jak pisać
wspaniałe listy, które w dobie komputeryzacji i Internetu zostają
wypierane przez smsy czy maile.
1.
Tekst: Natalia Kleina
Zdjęcia: archiwum grupy
Regionalny Zespół Pieśni i Tańca „Kaszuby” z Kartuz
sami francuskimi oraz dwukrotnie uczestniczyć w polskiej
minionego lata po raz osiemdziesiąty pierwszy gościł za
mszy świętej pod przewodnictwem księdza proboszcza
granicą. Tym razem celem podróży było Bray Dunes –
Władysława Dobrocia. Opiekun grupy Alphonse Drozd,
miasteczko na północy Francji, w którym co roku odbywa
z pochodzenia również Polak, skutecznie pełnił rolę prze-
się Międzynarodowy Festiwal Folkloru.
wodnika i organizatora każdego dnia pobytu zespołu.
„Listy na wyczerpanym papierze” autorstwa
pełnionych uczuciem dwojga ludzi, którzy piszą
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory to, według
o miłości, zazdrości, rozczarowaniach, o tematach
Kazimiery Nowickiej z Miejskiej i Powiatowej Biblio-
wiecznie aktualnych. Zachwyca również klimat
teki Publicznej w Kartuzach, piękna opowieść o rzad-
PRL-u, życie kulturalne w tamtych czasach. Książka
ko spotykanej miłości. Uważa, że korespondencja
jest wzbogacona o oryginalne pocztówki, przepięk-
pomiędzy dwiema wybitnymi ikonami liryczności,
ne zdjęcia, przedstawiające Osiecką i Przyborę.
która ujawnia ich skrzętnie skrywany romans, to dla
Wstęp rozpoczyna komentarz Magdy Umer, któ-
czytelników idealna lekcja jak pisać wspaniałe listy,
ra przyczyniła się do wydania tego epistolarnego
które w dobie komputeryzacji i Internetu zostają wy-
dzieła. Ciekawym zakończeniem są teksty piosenek
pierane przez smsy czy maile.
pisane przez obojga. Szczególną uwagę dyrektor
- Tę książkę polecił mi Stanisław Zieliński, mój przyja-
biblioteki zwróciła na teksty „Podła” autorstwa
ciel i zarazem wytrawny czytelnik - mówi Kazimiera
Przybory i „Mówiłam żartem” Osieckiej, które naj-
Nowicka. - Początkowo, ujawnienie tej koresponden-
pełniej oddają prawdę o ich związku. Ponadto dzię-
cji miało nastąpić pięćdziesiąt lat po śmierci obojga
ki dołączonej płycie CD, możemy także wysłuchać
artystów. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy po tym
deklamacji Piotra Machalicy i Magdy Umer, którzy
czasie ich twórczość nie zostanie zapomniana. Wyda-
w nagraniach na chwilę zamieniają się w bohaterów
książki.
Zespół reprezentował Polskę oraz swój region, wystę-
Kierownik Franciszek Kwidziński w imieniu grupy odebrał
pując kilkanaście razy w ciągu dziesięciu dni. Widowisko
liczne prezenty, w tym pamiątki z wizyty. Otrzymał
z animacjami podziwiali mieszkańcy domu seniora, dzieci
także zaproszenie do ponownego przyjazdu na festiwal
je mi się, że dorobek takich wybitnych postaci nigdy
w jednej ze szkół, mieszkańcy regionu oraz turyści
za kilka lat.
nie będzie przedawniony, na co dzień otaczamy się
- Ta pozycja jest idealna na jesienne wieczory
przecież ich tekstami, piosenkami. O nich nie da się
spędzane z kubkiem herbaty. Sięgając po nią, może-
zapomnieć – dodaje pani dyrektor.
my tylko skorzystać. Bez względu na wiek, każdy
w salach koncertowych. Zespół szybko zyskał u wszyst-
Wydarzenie było okazją do dialogu między narodami
kich aprobatę i przychylność. Dzięki swojej spontaniczno-
całego świata, poznania ich kultur i tradycji, a także do-
ści i pozytywnemu nastawieniu „Kaszuby” zostały ser-
robku artystycznego. Oprócz zespołu z Polski na scenie
Co najbardziej zachwyciło Kazimierę Nowicką
decznie przyjęte zarówno przez Francuzów, jak i gości
prezentowały się grupy m.in. z Boliwii, Chin, Kazachstanu,
w tej publikacji? Przyznaje, że atmosfera listów, prze-
festiwalu. Udało im się także nawiązać kontakt z polonu-
Madagaskaru, Turcji i Ukrainy.
REFLEKTOR 53/IX 2012
REFLEKTOR 53/IX 2012
znajdzie w niej coś wartościowego - uważa
Kazimiera Nowicka.
23
22
LEKTURA NIEOBOWIĄZKOWA
PROMOCJA KASZUB
Tekst: Aleksandra Kielińska
Zdjęcie: Karolina Serkowska
2.
3.
Kazimiera Nowicka – dyrektor Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej im. Janusza Żurakowskiego
w Kartuzach zaczytuje się w literaturze kobiecej z okresu II wojny światowej. Wolny czas poświęca rodzinie,
a także spotkaniom poetyckim, wernisażom oraz wydarzeniom kulturalnym gminy Kartuzy.
REFLEKTOR 53/IX 2012
1. Jeden z występów zespołu „Kaszuby” dla społeczności francuskiej. Na widowiska przychodzili
także Polacy mieszkający we Francji.
2. Grupa miała okazję uczestniczyć we mszy świętej w polskiej kaplicy w Dunkierce.
3. Nie zabrakło gry na burczybasie, który jak zawsze ciekawił widzów.
4. „Kaszuby” zostały obdarowane licznymi pamiątkami.
REFLEKTOR 53/IX 2012
4.
15
16
TEMAT Z OKŁADKI
REFLEKTOROW CY
Tekst: Aleksandra Kielińska
Zdjęcie: kartuzy.info
Połączenie pięciu uzdolnionych muzyków i dobrego, rockowego brzmienia, okraszonego szczyptą zapału i determinacji w dążeniu do rozwijania swoich pasji – tak można
określić zespół TUOK, który po zaprezentowaniu się przed
szerszą publicznością podczas tegorocznej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Akcji Żonkil oraz Truskawkobrania, teraz próbuje podbić scenę muzyczną także poza murami „Kaszubskiego Dworu”.
W skład zespołu, którego pierwotna nazwa brzmi
DETOX, wchodzą: Marek Płotka (wokal), Michał Marszałkowski (gitara), Maciej Kotłowski (gitara), Maciej Świątkowski (gitara basowa) i Mateusz Wiśniewski (perkusja).
- Na początku był chaos - tymi słowami Michał Marszałkowski rozpoczął rozmowę na temat skomplikowanej historii zespołu. Inicjatywę wspólnego grania zapoczątkował on
wraz z Pawłem Parackim, który grał na basie i harmonijce. Chcieliśmy założyć prawdziwy, rockowy zespół, taki, o jakim
zawsze marzyliśmy – mówił chłopak. Pierwsze próby rozpoczęły się w październiku 2010 roku, ale ze względu na brak
stabilizacji składu, kończyły się one jedynie wspólnym jam
session. Dopiero dołączenie do zespołu wokalisty Daniela
Sołtyska, perkusisty Mateusza Wiśniewskiego oraz drugiego
gitarzysty Dawida Kręczkowskiego sprawiło, że zespół zaczął
pracować pełną parą. Owocem ich działań stał się pierwszy
koncert zagrany w lipcu 2011 roku, ale niestety w okrojonym składzie, bowiem basista Paweł zrezygnował z gry
w zespole. Koncert odbył się z gościnnym udziałem zaprzy-
jaźnionego muzyka, Michała Karalusa. We wrześniu nastąpiły
kolejne zmiany. Do zespołu dołączył nowy basista, Mateusz
Sikorski, który szybko zabrał się za wokal, a miejsce basisty
zajął Maciej Świątkowski. Tegoroczny marzec również był
miesiącem modyfikacji składu zespołu. Funkcję wokalisty
objął Marek Płotka, a drugim gitarzystą został Maciej Kotłowski.
W lutym bieżącego roku nastąpiła kolejna, istotna zmiana.
Poprzednią nazwę zespołu zastąpiono nową. – Okazało się,
że istnieje już kilka zespołów, które tytułują się jako
DETOX. My chcemy być oryginalni i głównie dlatego podjęliśmy decyzję o zmianie na TUOK – mówi Michał Marszałkowski.
Początkowo grupa grała jedynie covery. Później, w miarę
upływu czasu i przypływu pomysłów, zaczęli komponować
własne utwory. - Każdy z muzyków ma odmienne gusta, ale
punktem łączącym jest w naszym przypadku rock i w tym
kierunku ciągle chcemy się rozwijać - dodaje Maciej Świątkowski.
Aktualnie zespół nagrywa demo, złożone z trzech najlepszych piosenek, które będzie stanowiło fachowy zapis ich
umiejętności. Mają zamiar wysłać je na przeglądy młodych
zespołów, a także wykorzystać do lepszej autoprezentacji
przy organizacji kolejnych koncertów. Zainteresowanych
zapraszają na swój fan page na Facebooku: facebook.com/
detoxband, gdzie znaleźć można wszystkie informacje na
temat najbliższych koncertów i planów zespołu.
REFLEKTOR 53/IX 2012
Patrycja Flisikowska
Gdy się ma opisać pewną osobę, najczęściej próbuje
barwą włosów, co wzbudza zaciekawienie. Natomiast
się przyrównać ją do kogoś znanego, kto być może swo-
zachowaniem tworzy wokół siebie aurę tajemniczości,
im temperamentem lub wyglądem przypomina nam tego
jej świat jest tak fascynujący, że chcesz, a nawet z cza-
człowieka. Z Patrycją Flisikowską zadanie to wydaje się
sem pragniesz w niego wejść i go lepiej poznać.
niewykonalne. Jest ona bowiem jedyna w swoim rodzaju.
Patrycja to chodząca zagadka. Mimo że jest bardzo
Gdybym miał ją określić jednym słowem, powiedział-
nieprzewidywalna, jednocześnie to niezwykle sumienna
bym: „wolność”. To rasowa buntowniczka. Ma odwagę
i pracowita osoba. Pod warunkiem rzecz jasna, że robi
wyrazić własne zdanie w wielu sprawach. Niektórym
coś, co naprawdę lubi, bo jeśli czegoś się nie lubi, to się
może nie podobać się, że lubi tak otwarcie przedstawiać
tego po prostu nie robi. Patrycja coś o tym wie.
swoje poglądy, ja natomiast uważam to za jej zaletę.
Patrycja za każdym razem, choćbyśmy znali ją już wieki, potrafi zaskoczyć. Trudno też z pewnością jej nie zauważyć, wyróżnia się fryzurą, a dokładnie intensywną
REFLEKTOR 53/IX 2012
Czy uda nam się rozwikłać zagadkę, jaką jest Patrycja? To się pewnie okaże za kilka następnych numerów
Reflektora.
Piotr Chistowski
21
20
CIEKAW E ROZMOW Y
duży nos, a także nakładamy specjalny makijaż składający się
z białego pudru, szminki wykraczającej poza kontury ust oraz
dużych rumieńców. Wszystko to pozwala nam podkreślić
twarzą niewerbalne przekazy. Ale bywa i tak, że nie malujemy się wcale lub robimy to bardzo delikatnie, gdyż niektóre
dzieci boją się zbyt mocno wymalowanych klaunów. Klasyczny klaun podczas swojego występu nic nie mówi, my natomiast rozmawiamy z dziećmi. Rozmowa ma tu działanie terapeutyczne. Chcemy, by maluchy uwierzyły, że są odważne,
dzielne, że mają siłę do walki z chorobą.
- Jak dzieci reagują na Wasz widok?
- Jest śmiech, radość. Dzieci są otwarte na zabawę, na niespodzianki, które przynosi im klaun. Środowisko szpitalne
hamuje naturalną aktywność dziecka, powoduje, że musi ono
ściśle podporządkować się określonym regułom. My przynosimy im chwile wolności, możliwość pozytywnych wygłupów.
W szpitalu rządzą dorośli, oni „wiedza lepiej”. W obecności
klauna to dziecko „jest górą”, ono jest mądrzejsze od śmiesznego klauna, który robi to, co chce maluch.
- Klaun wzbudza różne emocje. Z jednej strony przynosi wielką radość, ale z drugiej dzieci się go boją.
Spotykacie się z takimi sytuacjami?
- Rzadko, ale bywają takie zdarzenia. Czasami wystarczy
zmyć makijaż z twarzy, aby dziecko mniej się bało. Nieraz
trzeba trochę czasu, aby mały pacjent, obserwując jak klaun
bawi się z innymi maluchami, mógł się do niego przekonać.
Bywa też i tak, że rodzic pełni rolę pośrednika oswajającego
dziecko z obecnością klauna.
- Tworząc fundację inspirowaliście się filmem biograficznym o wspaniałej postaci Patcha Adamsa z wybit-
TEMAT Z OKŁADKI
ną rolą Robina Williama?
- Zdecydowanie tak. W latach 60-tych ten amerykański lekarz, Hunter Cambell Adams, zwany również Patchem
Adamsem, realizował oryginalną ideę leczenia śmiechem.
W przebraniu klauna rozweselał pacjentów w szpitalu. Głęboko wierzył, że zadaniem lekarza nie jest jedynie leczenie
pacjenta, ale również podnoszenie jakości jego życia w każdej sytuacji zdrowotnej. Od tego czasu na całym świecie
powstała ogromna liczba organizacji, stowarzyszeń i fundacji
wspierających i realizujących terapię śmiechem. Pracownicy
i wolontariusze przebrani za „doktorów clownów”, wzorem
Patcha Adamsa, zaczęli odwiedzać chorych w szpitalach
i leczyć ich śmiechem. Od 1999 roku terapia śmiechem zaczęła być realizowana również w Polsce przez nas, pracowników i wolontariuszy Fundacji „Dr Clown”. Patch Adams
odwiedza nas w Polsce. W zeszłym roku mogliśmy się z nim
spotkać, porozmawiać i podpatrzeć jego doskonałe metody
pracy z dziećmi.
- Jakie kryteria trzeba spełnić, żeby zostać waszym
wolontariuszem? I czy są jakieś inne formy wsparcia
fundacji?
- Zgłosić może się każdy, kto ma wolę poświęcenia swojego
czasu innym, posiada talenty, które chce spożytkować na
pomoc chorym dzieciom, a także pragnie nieść radość
wśród tych, którzy w swym krótkim życiu doświadczyli często bardzo wiele smutku i cierpienia. Pomóc naszej fundacji
można również dokonując wpłat na nasze konto, przekazując 1 procent podatku albo dokonując darowizny rzeczowej
np. zabawek czy materiałów plastycznych, które zostaną
przekazane dzieciom podczas wizyt klaunów w szpitalach.
- Dziękuję za rozmowę.
REFLEKTOR 53/IX 2012
REFLEKTOR 53/IX 2012
17
18
CIEKAW E ROZMOW Y
CIEKAW E ROZMOW Y
Łatwo przychodzi nam ocenianie, a trudniej zdać sobie
sprawę z tego, jak ważnego zadania podejmują się ci ludzie. W świecie bieganiny i stresów dają to, co wyjątkowe i niezwykle ważne - uśmiech.
mu zależało na szacunku, nie mógł pozwolić sobie na jego
brak. Czasem jednak profesja ta przybierała bardziej negatywny wyraz. Osoby rozbawiające elity zaczęły być wyśmiewane, zarówno z powodu dziwnego ubioru (choćby
śmiesznej czapeczki z dzwoneczkami), jak i ze względu na
opinię lenia, jaka do nich przywarła. Ponadto uważano, że
są błaznami, bo nie dostali innej, porządnej, szanowanej
pracy. Był również dziwny zwyczaj, choć nie zawsze praktykowany, wybierania na błaznów karłów, którzy już z powodu swojego niskiego wzrostu traktowani byli z przymrużeniem oka.
Obecnie „zawód” ten przeżywa drugą młodość. Na całym świecie prężnie działają fundacje pomagające chorym,
choć na chwilę, zapomnieć o ciężkim losie. Klauny dzielnie
zbierają też fundusze na sprzęt i leki potrzebne do leczenia.
Wielokrotnie pojawiają się również w filmach, choć przedstawiani są częściej jako czarne charaktery i pewnie motyw
złego, demonicznego klauna w horrorach będzie miał wśród
scenarzystów powodzenie jeszcze długo. Tymczasem warto
zapamiętać tezę aktorki Bożeny Adamek, która powiedziała,
że mądry błazen więcej powie o życiu niż aktor bez poczucia humoru.
Wywiad: Piotr Chistowski
Zdjęcia: drclown.gda.pl
Tekst: Piotr Chistowski
- Aby zrozumieć klauna, trzeba być dobrym człowiekiem - te słowa legendy wśród klaunów, Charliego Rivela
w pełni wyjaśnić mogą, jaki jest cel i sens przebierania się za
tę zabawną postać. Opinia społeczeństwa na temat klaunów
często bywa mylna. Łatwo przychodzi nam ocenianie, a trudniej zdać sobie sprawę z tego, jak ważnego zadania podejmują się ci ludzie. W świecie bieganiny i stresów dają to, co
wyjątkowe i niezwykle ważne - uśmiech.
Ich wygląd ma olbrzymie znaczenie, bo to na jego podstawie rozśmieszają swoją publiczność. Najczęściej mają
wielki, czerwony nos, kolorowe przebranie oraz mocno
podkreślający radość, makijaż. Pierwszy stereotyp, jaki należy obalić, to pogląd, że ich jedynym zadaniem jest praca
w cyrku. Oprócz pokazów pomiędzy występami lwów
i akrobatów, klauny zajmują się również szeroko rozumianą
działalnością kulturalną oraz pomaganiem. Prześledźmy ich
ciekawą historię.
Przodkami dzisiejszych komików są średniowieczni
błaznowie. Jednak o ile dzisiaj rozśmieszają, o tyle wówczas
pełnili oni funkcję doradców, posłów czy szpiegów na dworze króla. Gdy do królestwa przychodziła zła nowina, osobą,
która miała ją przedstawić najczcigodniejszemu władcy, był
ten właśnie kolorowo odziany człowiek. Musiał przy tym
oczywiście dzielnie znosić czasem złe samopoczucie pana
i rozśmieszać go tak, jak tylko potrafił. Wielokrotnie błaznami zostawali ludzie umysłowo chorzy, ale nie było to regułą,
co widać na przykładzie jakże istotnej postaci na dworze króla Zygmunta Starego, czyli Stańczyka, czy służącego u Zygmunta III Wazy - Antonia Rialto oraz francuskiego podwładnego króla Franciszka I, Tribouleta. Głównym atrybutem, jaki
posiadali komicy i dzięki któremu byli rozpoznawani, to berło
z wyrzeźbioną na czubku ludzką głową.
Błazen na dworze królewskim w trakcie uczt i balów
zajmował się żonglerką, muzyką i różnego rodzaju dowcipami
czy parodiami. Głównym jego przywilejem i atutem zarazem
było mówienie prawdy, bolesnej i często bardzo kontrowersyjnej. Nie zawsze kończyło się to dla niego dobrze, choć
spotykał się nawet też z aprobatą ze strony władcy. Przykładem na to, że błazen potrafił być zjadliwy nawet w stosunku
do króla, pokazuje sytuacja, kiedy pewnego dnia, za urzędowania króla Zygmunta Starego, Stańczyk został napadnięty.
Głowa państwa nie kryła zdziwienia, że błazen nie krzyczał
podczas napadu. Po dojściu do siebie wyjaśnił: ,,Bardziej, królu, ciebie drą niż mnie; anoć wydarto Smoleńsk, a przecież
milczysz!”. Ale prawdziwym mistrzem w ciętej ripoście był
wspomniany już Triboulet. Jego komentarze i żarty, dotyczące decyzji króla i ludzi wysokich stanowisk, doprowadziły go
w końcu do skazania wyrokiem śmierci. On tymczasem, jak
zwykle, wykazał się nieprawdopodobnym sprytem, bo gdy
król litując się nad nim, zapytał, jakim rodzajem śmierci chce
umrzeć, odpowiedział: ,,Wybieram zgon ze starości!” Moda
na błaznów była wówczas powszechna i żaden władca, które-
REFLEKTOR 53/IX 2012
Satysfakcja odwzajemnionego uśmiechu pozwala mi wierzyć,
że robiąc, tak naprawdę niewielkie rzeczy, mogę stać się dla
kogoś oparciem.
wolontariusz-klaun
- Nie wiem, jak one to robią, ale nic tak nie ładuje akumulatorów, jak uśmiech na ich twarzach. - Satysfakcja odwzajemnionego uśmiechu pozwala mi wierzyć, że robiąc, tak naprawdę
niewielkie rzeczy, mogę stać się dla kogoś oparciem (…) Dzięki tym małym, a jednak wielkim istotkom, nigdy nie jest mi
zimno, czy źle... bo na samą myśl o nich serce rozgrzewa się do
maksymalnej temperatury, a uśmiech powraca na buzię – to
niektóre z wyznań wolontariuszy działających w Fundacji
„Dr Clown”. Organizacja powstała w 1999 roku w celu
prowadzenia terapii śmiechem i zabawą na oddziałach dziecięcych wielu szpitali. W Polsce działa 26 jej oddziałów.
W sierpniu 2005 roku powstał dziewiąty z kolei – gdański
oddział, z którego pełnomocniczką, Kamilą Trejman rozmawiał Piotr Chistowski.
„doktorów klaunów”, którzy w kolorowych strojach, makijażu i obowiązkowo z czerwonym noskiem niosą małym
pacjentom wspaniałą zabawową terapię. Bawiąc, likwidujemy stres i napięcia spowodowane nietypową i często bardzo trudną sytuacją chorego dziecka.
- Kim są wolontariusze Fundacji „Dr Clown”?
- To bardzo różni ludzie, w różnym wieku. W swoich szeregach mamy zarówno gimnazjalistów, jak i emerytów.
Łączy ich niewątpliwie poczucie humoru, wyobraźnia i chęć
pomagania innym.
- Czy nawiązujecie w swoich działaniach do klasycznego, utartego wizerunku klauna?
- Jak wygląda praca klauna w Waszej fundacji?
- Pomagamy chorym dzieciom przebywającym w szpitalach
i placówkach specjalnych, organizując zespoły terapeutów
REFLEKTOR 53/IX 2012
- Tak, choć niewątpliwie prezentujemy zmodyfikowaną
wersję klasycznego klauna. Zakładamy charakterystyczny
strój, czyli kolorowe, niedopasowane ubranie, czerwony,
19