z czego żyją biskupi

Komentarze

Transkrypt

z czego żyją biskupi
Co najmniej 3 mln zł na „piuskę”!
Z CZEGO ŻYJĄ BISKUPI
LUDZIE
KONTRA
KORPORACJE
ZAKONNICA
BICI
A
N
TRZĘSIE
ATY
K
O
L
O
S
I
L
O
P
W
NYSĄ
Zamrożone
zarodki
biskupa
W przestrzeni publicznej biskupi
wściekle, wręcz po sekciarsku,
zwalczają zapłodnienie in vitro.
Ale prywatnie miewają do tych
spraw inny stosunek
– na przykład gdy ich partnerki
nie mogą zajść w ciążę...
str.
WWW.FAKTYIMITY.PL
Nr 21 (847)
27 MAJA
– 9 CZERWCA 2016 r.
cena
4,50 zł
(w tym 8% VAT)
ISSN 1509-460X INDEX 356441
3
str.
7
PiS PRZECIWKO
KOBIETOM
strona 2
KSIĄDZ NAWRÓCONY
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Komentarz naczelnego
S
Osoby, które chciałyby napisać do redaktora
naczelnego „Faktów i Mitów”, mogą to zrobić, kierując korespondencję na adres:
bezWOLNY
iedząc za kratami, można być wolnym. Od własnych
słabości i ograniczeń. Czy ja jestem już wolny? Chyba
nie. Ale jestem na dobrej drodze.
Siedzę w areszcie, oczekując na sprawiedliwość,
ale jej młyny mielą, a właściwie międlą, powoli. Mogę już pisać
na zewnątrz, tyle że nie o własnej sprawie, nie o toczącym się
śledztwie. Swoją odsiadkę i jej powody oraz finał opiszę
ze szczegółami za czas jakiś, być może w książce – politycznym kryminale.
Tymczasem – wybaczcie – z mojego
obecnego punktu siedzenia mój punkt
widzenia nie skłania do twórczości ani
politycznej, ani satyrycznej, ani tym bardziej kryminalnej. Tej ostatniej mam tu
przesyt. Cela – czy to więzienna, czy
też mnisia – sprzyja za to refleksji,
kontemplacji, rozmyślaniom i podsumowaniom.
W pier wszym okresie (1–1,5
miesiąca) po aresztowaniu miotałem
się jak dziki kot w klatce. Chciałem
gryźć kraty i strażników, złorzeczyłem tym, którzy mnie pomówili, myślałem o tym, by podciąć sobie żyły
i zostać męczennikiem z wyboru. Na
znak protestu. Okazuje się bowiem,
że nie wystarczy nie krzywdzić innych ludzi, aby cieszyć się wolnością.
Trzeba mieć jeszcze oczy z tyłu głowy!
Zwłaszcza kiedy jest się byłym księdzem
i wydaje – z wielkim sukcesem – antyklerykalny tygodnik.
Na półmetku 3-miesięcznego aresztu uszło ze mnie powietrze, opadły emocje, odeszła złość i lęki. Wyciszyłem się,
przywykłem do więziennego rytmu. A porównać go można do
trybu życia australijskiego leniwca. Przy moim standardowym
4–5-godzinnym śnie, odejmując godzinę na aresztanckie zajęcia
i potrzeby fizjologiczne, zostaje mi 17–18 godzin dziennie, które
mogę spędzić na więziennym kojo. I tak robię, z przerwami na
FAKTY
Komisja Europejska oczekuje od polskiego
rządu konkretów w sprawie naprawienia relacji
z Trybunałem Konstytucyjnym. Jeśli ich nie dostanie, zarządzi dalszą część procedury zmierzającej do przywrócenia w Polsce praworządności. Zamiast tego dostała aroganckie przemówienie Beaty Szydło. Czy należy rozumieć,
że Polska bohatersko sama odetnie się od unijnych pieniędzy i zabierze 3 mln swoich emigrantów do ojczyzny?
Dziwne rzeczy zapowiadają się w naszym kraju. Najpierw prezydencki minister Szczerski
straszy, że jeśli opozycja nie będzie grzeczna, to „prezydent zabierze im zabawki i sam
będzie rządził”, a w tym samym czasie szef
Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej
Rzepliński wyraża poważne obawy, że PiS
przygotowuje prawdopodobnie przewrót polityczny na przełomie lata i jesieni tego roku.
Czyżby stan wojenny nam się zapowiadał?
PSL wdał się w „negocjacje” z PiS-em w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, zamiast po
prostu żądać, aby Kaczyński przestrzegał prawa. Poseł Kosiniak-Kamysz zasugerował na-
chodzenie z kąta w kąt. Czytam aż do bólu oczu, piszę, rozmyślam. Niestety, w areszcie łódzkim nie ma pracy dla ludzi z moim
wykształceniem. Podsumowałem więc już setki razy swoje dotychczasowe życie. Ale robię to wciąż na nowo, i za każdym
razem dowiaduję się o sobie czegoś nowego.
Do tej pory żyłem na pełny regulator. Natura obdarzyła mnie,
a raczej obarczyła, świadomością bezpowrotnie upływającego
czasu. Starałem się zawsze wykorzystywać każdą godzinę.
Popychać sprawy do przodu. Podejmować nowe wyzwania.
Mnóstwo wyzwań. Z jednej strony to dobrze, tak powinno być.
Odniosłem sukces. I to nie jeden. Po zrzuceniu sutanny zrobiłem patent i zająłem się produkcją. Kiedy oszukali mnie kon-
wet, aby zaprosić do negocjacji... episkopat.
Nie bardzo jednak wiadomo, w jakim charakterze. Może jako ekspertów PiS?
Komisja smoleńska Antoniego Macierewicza
chce zbudować makietę maszyny, która rozbiła się z prezydentem Kaczyńskim i 95 innymi
osobami. Ta nowa zabawka Komisji ma kosztować 4 mln zł. Wiadomo, że kłamstwa są kosztowne, ale żebyśmy musieli na smoleńskie mistyfikacje płacić aż tyle?
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała Mateusza Piskorskiego, przewodniczącego prorosyjskiej partii Zmiana. Podobno
jest szpiegiem lub „agentem wpływu”, ale
jeszcze nie wiadomo czyim (patrz str. 4). Czy
to znaczy, że teraz będą masowe aresztowania klerykałów za bycie „agentem wpływu”
Watykanu? Tak tylko sobie żartujemy...
Prezydent Andrzej Duda podpisał absurdalną
ustawę dekomunizacyjną, która ma usunąć
z Polski wszelkie ślady po PRL w nazewnictwie ulic i w pomnikach. Cóż, prawicowi nieudacznicy zniszczyli już sporą część przemysłowego dorobku po PRL. Teraz przyszły ulice. Co potem? Zburzą „kamienice” po PRL,
czyli wielkie osiedla wybudowane w tamtej
epoce? A ludzi pewnie przeniosą z powrotem do czworaków…
Roman Kotliński s. Mariana
Areszt Śledczy w Łodzi
ul. Smutna 21
91-729 Łódź
trahenci i pewnej zimy miałem przymusowy urlop – napisałem
książkę. Potem drugą i trzecią – same bestsellery. Założyłem
ogólnopolski tygodnik, stowarzyszenie, fundację, partię polityczną, ośrodek wypoczynkowy, nauczyłem się grać na pianinie… Ale czy w tej pogoni za wciąż nowymi wrażeniami, wyzwaniami i sukcesami stałem się lepszym człowiekiem?
Mądrzejszym, bardziej empatycznym, bliższym swemu wyższemu „Ja”? Raczej nie. Poza tym ucierpiało moje życie osobiste, rodzinne; narobiłem
sobie wrogów. Dopiero w więziennym odosobnieniu to zrozumiałem. Potwierdziła to lektura
„Archipelagu GUŁag”, którą właśnie czytam
– wprost idealna, obowiązkowa dla każdego
aresztanta. Autor – Aleksander Sołżenicyn –
przesiedział w sowieckich więzieniach i obozach pracy 7 długich lat. W swojej niesamowitej książce dokumencie pisze m.in.: „Mrok
czyni człowieka bardziej wrażliwym na światło.
Przymusowa bezczynność budzi w nim chęć
życia. (…) cisza skłania do głębokiego wczucia
się we własne »ja«, do zastanowienia się nad
tym, co go otacza, nad własną przeszłością, teraźniejszością i przyszłością”. Żaden inny naród
nie wycierpiał tyle w więzieniach i gułagach co
Rosjanie. „Wycierpiał”, bo więzienie to cierpienie,
które jednak może uszlachetnić. W latach 30. siedziała 1/10 całej rosyjskiej populacji. Czy to znaczy,
że Rosjanie ówcześni i ich dzieci są głupsi, gorsi od
innych nacji? Bynajmniej. To na ogół szczerzy, otwarci,
dobrzy ludzie – bo doświadczeni przez los. Nie bez powodu
rosyjskie przysłowie mówi: „Wolność człowieka psuje, niewola – uczy”. Dlaczego tak się dzieje? Ludzie zamknięci na
miesiące, lata w czterech ścianach, okratowani, pozbawieni
są rodziny, przyjaciół, majątku, pracy, telefonu, komputera,
samochodu… Czyli tego wszystkiego, czym i dlaczego żyli,
co wydawało im się do życia niezbędne. Ale też ich ograniczało, zamykało na war tości wyższe, duchowe, nieprzemijające. W więzieniu nikt nam nic nie może zabrać, zniszczyć
– bo niczego już nie mamy.
JONASZ
Zawstydzający dla naszego kraju jest raport
Amnesty International na temat otwartości różnych społeczeństw wobec ludzi uciekających
przed wojną. Polska okazuje się jednym z najmniej gościnnych krajów świata. Jak widać,
dziki kapitalizm zabił nawet tę słynną polską
gościnność, z której byliśmy kiedyś tacy dumni. Zamiast niej mamy strach, fobie i histerię.
Kardynał Stanisław Dziwisz przyjął na specjalnej audiencji delegację Młodzieży
Wszechpolskiej. Narodowcy twierdzą, że duchowny „pobłogosławił ich dalszej pracy”,
a kuria – że to było tylko „spotkanie kurtuazyjne”. Przypomnijmy, że działacze Młodzieży
Wszechpolskiej cierpieli przez lata na skłonność do „zamawiania pięciu piw”. Czyżby
Dziwisz wiedział, skąd wieją wiatry historii i „do
kogo należy jutro”?
Anna Kołakowska, radna PiS z Gdańska słynna z gorliwego katolicyzmu i nienawiści do gejów i lesbijek, domaga się „ogolenia na łyso”
posłanki Platformy Obywatelskiej Agnieszki
Pomaski. Pomaska zawiniła tym, że nie popiera pisowskich projektów uchwał. A co później
– kiedy już wszyscy przeciwnicy PiS będą ogoleni? Pójdą do gazu?
Redakcja prawicowej „Rzeczypospolitej” zaatakowała w swoim magazynie… ­p apieża
Franciszka za uleganie „niemieckiej herezji”.
Nie chodzi o luteranizm, ale o poglądy wielu biskupów niemieckich, którzy akceptują m.in. rozwody i antykoncepcję. Zabawne
jest to, że papieża atakują zawodowi katolicy. Nie boją się, bo wiedzą, że „lewacki mięczak” z Watykanu nic im nie zrobi, a polscy biskupi wesprą. Wszak wszyscy oni należą do
jednego Kościoła – sekty dowodzonej przez
prymasów: Tadeusza Rydzyka i Jarosława
Kaczyńskiego.
Polska rozkwita „dobrą zmianą”. „Głos
Szczeciński” donosi, że w szkole w Lubczynie
dyrekcja sprawdza w piątki, czy przypadkiem dzieci nie przyniosły kanapek z zakazaną przez Kościół w tym dniu wędliną. Jest
też przymus dobrowolnej modlitwy. Wszystko
dlatego, że publiczną szkołę prowadzi katolicka fundacja. To taki polski wynalazek – szkoła publiczna, ale katolicka.
W Austrii zwycięstwo Alexandra Van der
Bellena lewicowego kandydata na prezydenta
(Zieloni), osiągnięte z wielkim trudem nad kandydatem skrajnej prawicy. Gdyby nie sukces
ekologa, Austria byłaby pierwszym krajem UE
z prawicowym radykałem u władzy. Oj, zapomnieliśmy! A Kaczyński i Orbàn?
GORĄCE TEMATY
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
strona 3
Zamrożone potomstwo biskupa
W pojemniku z ciekłym azotem
umieszczono trójkę dzieci biskupa.
Ojciec nie pozwala ich stamtąd uwolnić.
Gdy w latach 1989–1993 biskup
Janusz K. (52 l.) był jeszcze szeregowym księdzem, wikariuszem
i nauczycielem religii w Nowym
Wiśniczu (diecezja tarnowska), nawiązał bardzo bliskie kontakty ze
swoją uczennicą. Wówczas licealistką. Ordynariusz prawdopodobnie
poczuł pismo nosem i wysłał młodego kapłana na studia teologiczne
w Innsbrucku (Austria).
Po zdobyciu w marcu 1997
roku doktoratu z bioetyki (praca
pt. „Rodzaje argumentacji w sporze o badania prenatalne”) K. wrócił do kraju. Dostał posadę wikariusza w Bochni, a równolegle był
asystentem na Międzywydziałowym Instytucie Bioetyki Papieskiej
Akademii Teologicznej w Krakowie. Przez cały ten czas potajemnie
pielęgnował związek z przyjaciółką.
Kobieta zaszła w ciążę, ale poroniła. Para zdecydowała się wówczas
na zapłodnienie in vitro. Z myślą
o tym, że gdy kariera duchownego
ustabilizuje się, wezmą ślub cywilny
i kobieta spróbuje urodzić. W wyspecjalizowanej klinice pobrano
D
od pani cztery jajeczka, kapłan
dokonał masturbacji i powołano
do życia cztery ludzkie embriony.
Jeden był wadliwy, więc zostały
trzy. Probówki złożono „na jakiś
czas”, odpłatnie, w ciekłym azocie. Zgodnie z podpisaną w klinice umową rozmrożenie zarodków celem wszczepienie ich do
łona matki mogło nastąpić tylko
za obopólną zgodą dawców jajeczek i plemników. Przyszli rodzice
przewidywali, że będzie to raczej
wcześniej niż później.
Aż tu nagle ks. K. wyjechał
w 1999 roku na misje do Kazachstanu. Papież Jan Paweł II uczynił go tam administratorem apostolskim Atyrau. Następnie został
biskupem, a stosowne święcenia
przyjął 23 listopada 2006 r. w Bazylice św. Piotra na Watykanie. 5 lutego 2011 r. Benedykt XVI mianował bpa K. ordynariuszem
Karagandy.
Czas płynął, partnerce biskupa lat nie ubywało. Kobieta nalegała, żeby podjęli wreszcie decyzję
o narodzinach dzieci. Tym bardziej
o niedawna była w klasztorze. Teraz jest szefową instytucji publicznej. Gdy „pracuje” w wolną sobotę, wyłącza
w firmie monitoring...
Z początkiem lutego 2016 roku dyrektorką miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej
w Nysie (woj. opolskie) została 50-letnia Daniela Dybek. Znana także jako siostra Pia
ze zgromadzenia boromeuszek. Dybek dostała tę posadę po zwycięstwie w konkursie,
w którym nikt oprócz niej nie wystartował.
Urząd miejski zapewniał, że Dybek nadaje
się idealnie, bo „pełniła już funkcję dyrektora
Domu Pomocy Społecznej”. Rzeczony DPS
to prywatny ośrodek boromeuszek dla kobiet
przewlekle chorych psychicznie. Siostra Pia
dowodziła nim od 2006 roku. Zmodernizowała zakonną posiadłość dzięki 2,2 mln zł dofinansowania z kasy publicznej. Traf chciał, że
nagle przestała być dyrektorką, gdy nadszedł
czas szczegółowych rozliczeń projektu. W 2015
roku działała w Caritasie Diecezji Opolskiej
(na etacie i umowach-zleceniach zarobiła w sumie 36,6 tys. zł). Ale chyba nie poznali się tam
na jej talentach, bowiem od 1 stycznia 2016 r.
konsekrowana niewiasta przeszła na garnuszek
powiatowego urzędu pracy.
W sobotę 20 lutego około godz. 9 Dybek
ze swoją zastępczynią Kamilą Ferdyn pod
że za przechowywanie ich w klinice zapłaciła już majątek. K. wił się
jak piskorz. Obawiając się skandalu „ze względów osobistych”, złożył
rezygnację z roboty w Karagandzie,
a papież Franciszek rezygnację
przyjął 15 lipca 2014 r. W oficjalnym komunikacie podano, że podstawą tej decyzji był kanon 401
par. 2 Kodeksu prawa kanonicznego („Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie
może w sposób właściwy wypełniać
swojego urzędu, by przedłożył rezygnację z urzędu”).
Katolicki biskup – tej godności kościelnej nikt mu nie odebrał
– wrócił do Polski, żeby założyć rodzinę. Razem z narzeczoną kupili
mieszkanie w dużym mieście i obrączki z wygrawerowanymi imionami. Ale krótko przed zaplanowanym już ślubem niedoszły pan
młody zdezerterował. Uciekł z powrotem do Kazachstanu.
Kobieta pragnęła urodzić
dzieci. Próbowała wyjednać konieczną zgodę byłego narzeczonego na rozmrożenie zarodków,
ale on twardo odmawia. „Po wielokrotnych nieudanych próbach
porozumienia się z nim w tej sprawie wysłała listy do Watykanu i innych wysokich przełożonych koś-
nieobecność personelu OPS zakradły się do
obiektu. Elektroniczny system zabezpieczeń
drzwi zarejestrował użycie indywidualnego
kodu... sprzątaczki. Dyrektorkom towarzyszyły inne niezidentyfikowane osoby, w tym jakiś
fachowiec od włamań do komputerów. Żeby
nikt nie patrzył im na ręce, w serwerowni wyłączono zasilanie monitoringu wizyjnego.
W poniedziałek pracownicy byli nieco zaskoczeni bałaganem w papierach i niedomknię-
cielnych. Odbyła też
wiele rozmów z ważnymi osobami w Kościele, w tym też ze
specjalistami od bioetyki katolickiej.
Na ogół wszyscy rozmówcy
w mniejszym
czy większym
stopniu przyznawali jej
rację, ale
całkowite »zaklinowanie«
w kościelnych
procedurach
trwa nadal.
Sprawa jest więc
w ustawicznym
z awi eszeni u, bez
żadnych rozwiązań”
– ubolewa na swoim blogu internetowym ks. Tadeusz
Isakowicz-Zaleski. „Wszyscy znani duchowni w Polsce o tym wiedzą
i nic” – podkreśla
Isakowicz-Zaleski.
W Kazachstanie bp K. nie pełni dziś żadnej oficjalnej funkcji, ale wciąż
komputerach. Występują również próby logowania od strony administracyjnej do programów będących na stanie OPS w Nysie”
– czytamy w zawiadomieniu Mirosława L.
Godzinę później Dybek wręczyła mu papier
o częściowej zmianie zakresu obowiązków poprzez zwolnienie go ze sprawowanej od sześciu lat funkcji administratora bezpieczeństwa.
Gdy L. pokwitował odbiór tego dokumentu,
dostał jeszcze wypowiedzenie umowy o pra-
Mniszka i włamywacz
tymi szufladami biurek. Dopiero informatyk,
będący też w OPS administratorem bezpieczeństwa informacji, zrozumiał, co się stało.
Najpierw zameldował dyrektorce ustnie, że
włamano się do sieci komputerowej. Poszukując śladów aktywności intruza, zauważył,
że dokonywano też wydruków dokumentów
z niektórych urządzeń. Zaskoczony brakiem
reakcji szefowej około godz. 12.30 złożył oficjalne zawiadomienie na piśmie. „Informuję,
że 20 lutego w godzinach 9–15 miały miejsca
włamania do 29 komputerów i do serwerowni, gdzie zostały wyłączone urządzenia zabezpieczające. Po analizie logów widoczne są kradzieże kluczy produktów zainstalowanych na
cę w OPS. Z zachowaniem trzymiesięcznego
okresu wypowiedzenia i zobowiązaniem do
rozpoczęcia nazajutrz urlopu wypoczynkowego. A po zakończeniu „normalnego” urlopu
miał jeszcze półtora miesiąca nadzwyczajnego. „Zwalniam Pana z obowiązku świadczenia
pracy do upływu okresu wypowiedzenia z zachowaniem prawa do wynagrodzenia” – postanowiła wspaniałomyślna dyrektorka. Żeby
L. nie siał w firmie fermentu opowieściami
o włamaniu, które Dybek interpretowała jako
rutynową „kontrolę”. Do tego starannie przygotowaną, bo w piątek 19 lutego zażądała od
informatyka „wypożyczenia” klucza do serwerowni celem wykonania duplikatu. W tym
pozostaje członkiem tamtejszej
Konferencji Episkopatu. Zamieszkał w Astanie, stolicy Kazachstanu, pracuje w wyuczonym zawodzie, nie spadły nań żadne
kary kościelne. Swobodnie odprawia msze,
spowiada i udziela
komunii. „Niszczy się w Polsce
ludzkie zarodki,
wiele pozostaje w uwłaczającym godności człowieka zamrożeniu,
a w konsekwencji
narażone są na unicestwienie; nierzadko
stają się przedmiotem
handlu. W praktyce stosowania metody in vitro dokonuje się też
selektywnej aborcji”
– grzmią polscy biskupi. Ich kolega K.
znalazł się między
kościelnym młotem
a moralnym kowadłem. A kobieta, żarliwa katoliczka, pozostaje
bezdzietna...
ANNA
TARCZYŃSKA
Biskup Janusz K.
[email protected]
szczególnie chronionym pomieszczeniu znajdował się m.in. wyłącznik monitoringu...
Z uzasadnienia wypowiedzenia wręczonego Mirosławowi L. dowiadujemy się, że
22 lutego, prawdopodobnie między godziną
11.30 a 12.30, dyrektorka wydała zarządzenie nr 10/2016 w sprawie reorganizacji OPS,
w którym stanowisko specjalisty obsługi systemów informatycznych zostało zlikwidowane pod pozorem „wdrażania nowej koncepcji
funkcjonowania Ośrodka”. Niedługo później administratorem bezpieczeństwa został
nowo przyjęty do pracy w OPS Szymon B.,
syn radnego miejskiego Dariusza Bednarza. Ale mniejsza o koneksje. Najważniejszy
wydaje się fakt, że w trakcie niby „kontroli” zginęło elektroniczne archiwum – nośnik z wrażliwymi danymi wszystkich byłych
i obecnych klientów OPS.
Inne szczegóły tej sprawy zachowujemy
w dyskrecji, żeby nie utrudniać pracy prokuraturze. Niniejszą publikacją zawiadamiamy śledczych o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Wyręczyliśmy w ten sposób burmistrza Kolbiarza i jego zastępcę Piotra Bobaka, którzy też
wiedzą o włamaniu, ale milczą. Z nami dyrektorka rozmawiać nie zechciała – być może
organa ścigania czegoś się od niej dowiedzą.
MARCIN KOS
[email protected]
strona 4
Z NOTATNIKA HERETYKA
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Polka potrafi
Rezonans miłości
Jak dziś, w czasach rui
i porubstwa, dobieramy się
w pary?
Helen Fisher jest 71-letnią
profesorką antropologii. Bada pary
damsko-męskie. Kto z kim i dlaczego. Ostatnio współpracowała z www.
match.com – największym portalem
randkowym na świecie. Obserwowała umawiających się, a potem wyciągnęła wnioski. Fisher dzieli ludzi na 4
kategorie: badaczy, budowniczych,
dyrektorów i negocjatorów. U każdego z tych typów dominuje inny
hormon. I tak, kochający rządzić
„dyrektor” będzie miał nadwyżkę
testosteronu, a „budowniczy”, który lubi stabilizację, żyje z nadmiarem serotoniny. Każdy typ dogada
się z innym typem lub typami. I tak
dalej, bez wdawania się w szczegóły.
Szukając partnera – twierdzi
Fisher – najpierw znajdujemy swój
ideał biologiczny (chodzi o te hormony), dopiero potem chcemy, żeby
„reszta” się zgadzała – wykształcenie, pochodzenie itp. Antropolożka
swoje wnioski podpiera rezonansami mózgów kobiecych i męskich.
Wracając do heteroseksualnych par,
N
Fisher obala mity
na temat miłości i seksu. Kilka
przykładów.
Mit pierwszy,
popularny wśród kobiet – nie chodzić do
łóżka na pierwszej randce.
Profesor wybadała, że nasze
mózgi mieszczą w sobie trzy
mechanizmy związane z dobieraniem się w pary: chuć,
romantyczną miłość i przywiązanie. Tyle że nigdy nie wiadomo, w jakiej kolejności wystąpią. W praktyce: możemy się
z kimś przyjaźnić 5 lat i nagle... wielkie love! Można też
latami umawiać się na niezobowiązujący seks, a potem znienacka zapałać ckliwymi uczuciami. Dla przyszłości związku nie
ma znaczenia, od czego zaczniemy.
Czyli… nie ma co sobie żałować.
Inny stereotyp mówi o tym, że
w relacjach damsko-męskich najważniejsze jest pożądanie. Wiadomo
– żeby gatunek przetrwał. Zdaniem
Fisher romantyczna miłość okazuje
się ważniejsza. I boleśniejsza. Popęd
asze dzielne służby złapały podobno szpiega – rosyjskiego, chińskiego,
irackiego albo irańskiego. Tego jeszcze nie wiadomo…
Ponieważ mieszkam w Polsce i jestem polskim
dziennikarzem, ten tekst powinien zaczynać się od
rytualnych potępień pod adresem partii Zmiana. Bo
jak się u nas chce życzliwie napisać o kimś, z kim się
samemu nie zgadza, to
najpierw trzeba tego
kogoś potępić i odciąć się od niego. Albo
przynajmniej napisać
tak, jak to zrobił komentator „Wyborczej” – że „nie jest to organizacja
sympatyczna”.
No ale ja tak nie zacznę, bo nie znam się na sympatyczności ludzi polityki. Dla mnie cała polska scena
polityczna jest zresztą niesympatyczna, ale mimo to
chodzę na wybory, bo jest rzeczą bardziej racjonalną
raczej na nie chodzić, niż nie chodzić. Ale ja nie o tym,
ja o Zmianie.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w brawurowej akcji ulicznej zatrzymała dr. Mateusza Piskorskiego, politologa i nauczyciela akademickiego, byłego posła, przewodniczącego Zmiany, także dawnego bliskiego
współpracownika Andrzej Leppera i Samoobrony.
Zmiana to partia trochę lewicowa, trochę nacjonalistyczna, o zdecydowanej orientacji antynatowskiej, z sympatią
spoglądająca w stronę Rosji i współpracująca z różnymi
rosyjskimi organizacjami. Gdy powstawała, zrobiliśmy
wywiad z jednym z jej liderów (10/2015).
Piskorskiego zatrzymano na ulicy, po tym jak odwiózł dzieci do szkoły. Zajechano mu drogę i uzbrojeni ludzie wyprowadzili go z samochodu. Zatrzymano
nie jest aż tak upierdliwy.
Nikt nie idzie skakać z mostu, bo ktoś odmówił mu seksu.
Mit kolejny – kobiety są
bardziej kochliwe i zaangażowane w tworzenie rodzinnego stadła. Z obserwacji Fisher wynika, że
to mężczyźni szybciej się zakochują
i wcześniej chcą mieszkać razem. Co
więcej, swoją potrzebę bliskości realizują tylko w związkach,
a nie jak przeciętna kobieta – dodatkowo z tabunem koleżanek.
I bardzo optymistyczna konkluzja. Miłosne uniesienia wcale
nie kończą się po 2–3
latach (różnie mówią).
Fisher ze skanerem mózgu sprawdzała, jakie obszary w naszej głowie „zapalają się” na widok partnera.
To samo, co widziała u świeżo zakochanych nastolatków, zdarzało jej
się zobaczyć w głowach emeryckich
par z kilkudziesięcioletnim stażem.
Może nie za często, ale zawsze.
JUSTYNA CIEŚLAK
[email protected]
go więc tak, jak się zwykle zatrzymuje sprawców napadów na kantory lub innych oczywistych złoczyńców.
Użycie takich metod dla zatrzymania polityka, a nie
bandziora, to ziobryzm w krystalicznej wręcz postaci.
Potem sąd po wielogodzinnym posiedzeniu przyklepał
prokuraturze wniosek o aresztowanie. Służby wdarły
się do siedziby Zmiany i wyniosły z niej, co tylko się
dało, w tym partyjne flagi i banery, a udokumentowano to na zdjęciach. Nie
wiedziałem, że partyjne
flagi mogą szpiegować
albo być narzędziem
szpiegowania... Ale widocznie nie znam się na
sprawach ściśle tajnych. W mediach rozeszły się od
razu wieści, że prorosyjski Piskorski szpiegował dla
Putina. A potem, że szpiegował raczej dla Chin lub
Iraku. Inni mówią, że to ostatnie to przejęzyczenie, bo
Piskorski był w Iranie i to pewnie o Iran chodziło, bo
przecież Irak to nasz sojusznik…
Nie mam pojęcia, czy Piskorski dla kogoś szpiegował. Zastanawiające jest, co też politolog ma do
powiedzenia obcym służbom… Ale napad ABW na
siedzibę Zmiany i wynoszenie z niej flag? Trochę to
dziwne. Przypomina mi grzebanie w naszych biurkach
i komputerach przez CBŚP w lutym tego roku. Raczej
wygląda na próbę sparaliżowania działania organizacji
niewygodnej dla PiS i proamerykańskiego polskiego
establishmentu. A swoją drogą, iluż to polskich polityków i dziennikarzy jeździło na dziwne szkolenia za
ocean lub korzystało z pieniędzy zachodnich politycznych fundacji (np. młodzieżówka PiS)! Nikogo jakoś
nie oskarżono o „szpiegostwo”. Dlaczego?
ADAM CIOCH
Rze­czy po­spo­li­te
Tu zaszła Zmiana
[email protected]
Myśli niedokończone
Kryzys gospodarczy pokazał kilka rzeczy. Po pierwsze, że
świat rynkowy, świat kapitalistyczny, wymaga jednak mechanizmów kontrolnych. Bez kontroli ulega deprawacji, poprzez
chciwość, wyzysk, egoizm. I stąd tak chwytliwe są hasła Berniego Sandersa w USA. Po drugie, kapitalizm doprowadza
(o tym z kolei mówi Jozeph Stiglitz czy Thomas Piketty) do
dramatycznych nierówności. Te nierówności stają się zagrożeniem dla samego kapitalizmu. Powiększanie nierówności
spowoduje zwiększanie ducha rewolucyjnego, do większych
protestów i napięć społecznych, a z drugiej, że poprzez nierówności zagrożone są elementy rozwoju gospodarczego.
Ludzi na dole drabiny społecznej nie stać ani na zakupy, ani
na leki czy edukację. To jest przestrzeń dla lewicy i miejsce,
które powinna zająć.
(Aleksander Kwaśniewski)
Ta władza szczerzy zęby, ponieważ jej prezes jest człowiekiem o dużym poziomie lęku i nieufności. Boi się, że wszyscy
na niego czyhają. (prof. Wiktor Osiatyński, prawnik i socjolog)
Uważam, że wybory w 1989 r. wygrała nie „Solidarność”,
ale Kościół.
(jw.)
Sytuacja w Polsce jest nieznośna. Ludzie tak się podzielili, że
jeden drugiego już nie rozumie.
(prof. Marcin Król, filozof idei)
Jeszcze do niedawna uważaliśmy, że faszyzm w Polsce jest niemożliwy, ale on jest. Spał jak przetrwalnik, czekał na swój czas.
(Zbigniew Libera, reżyser)
W Europie Zachodniej likwidowano zakłady przestarzałe,
nierozwojowe. U nas – najnowocześniejszy przemysł: elektroniczny, informatyczny, zbrojeniowy, chemiczny. Gdyby nie
dopuszczono do tak masowej likwidacji zakładów przemysłowych, bezrobocie byłoby o 1,5 mln mniejsze, a zarobki o jedną trzecią wyższe.
(prof. Andrzej Karpiński, historyk)
Andrzej Duda ma taki charakter, że kiedy przyjdzie mu
o czymś rozstrzygać, woli komuś ustąpić, nie chce lub nie
umie wiązać się odpowiedzialnością. Czy taki ktoś może być
prezydentem? Dobrym prezydentem? Nie.
(prof. Jan Zimmermann, profesor nauk prawnych z UJ i promotor
pracy doktorskiej Andrzeja Dudy, o swoim byłym asystencie)
No to prezydent weźmie wam wszystkie zabawki. Wy pójdziecie do domu, a prezydent będzie rządził Polską! Jak tak
wolicie, to pan prezydent wam zabierze zabawki i będzie sam
rządził i będziecie się cieszyć. Pan prezydent daje wam szansę, żeby wypracować kompromis w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Powinniście być wdzięczni prezydentowi!
(Krzysztof Szczerski, szef kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy,
do posłów Platformy Obywatelskiej)
Przemówienie premier Beaty Szydło było jak przemówienie min. Becka z 1939 roku? Gadka o honorze kosztowała nas
6 mln trupów. Oby tym razem rachunek był niższy.
(Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych)
To wystąpienie pani premier jest zagrożeniem dla suwerenności, prowadzicie do wojny domowej.
(poseł Władysław Kosiniak-Kamysz, PSL)
Trochę się męczyłem jako minister w rządzie Platformy Obywatelskiej. To nieprawda, że nie widziałem zła. Ogromnie żałuję, że Tusk nie miał w sobie rysu Margaret Thatcher.
(Jarosław Gowin, wicepremier)
Ten, kto gromadzi bogactwo poprzez wyzysk, pracę na czarno,
niesprawiedliwe kontrakty, to krwiopijca, który zniewala ludzi.
(papież Franciszek)
Wybrali: AC, PPr, WSz
NA KLĘCZKACH
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
AMBASADOR WIERSZOKLETA
Znamy nazwisko nowego ambasadora Polski
w Watykanie. Szefem tej strategicznej placówki został mianowany Janusz Kotański. Postać dotychczas poza kręgiem czytelników prawicowych pisemek niemalże anonimowa. Kotański pracował w IPN,
był także członkiem Honorowego Komitetu Poparcia
­L echa Kaczyńskiego w wyborach 2005 r. Jest
poetą, a przynajmniej tak mu się wydaje. Wydał jakieś trzy tomiki wierszy, ale raczej grafomańskie. Następca Piotra Nowiny-Konopki. Napisał m.in.
„Lament na śmierć Anny Walentynowicz”, zawierający „pamiętne” frazy: „Pani Ania w grobie leży, ostatni
z polskich rycerzy (…). Kochała Polskę nad życie, czyż
to nie brzmi znakomicie”. Papież Franciszek będzie
musiał czasem spotykać się z dyplomatą tak marnej
jakości. Miejmy nadzieję, że dzięki temu Watykan zerwie z Polską stosunki dyplomatyczne.
ŁP
POTWORNY WYROK
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę na odmowną decyzję Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji w sprawie rejestracji Polskiego
Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Ministerstwo
w 2013 roku uznało, że pastafarianie parodiują religię, nie mogą więc zostać zarejestrowani jako Kościół.
To kolejna przegrana bitwa w toczącej się od kilku lat
batalii o wpisanie tego wyznania do rejestru. Pastafarianie nie składają broni. „Według nas taka decyzja
jest w łagodnych słowach skandaliczna! Raz kolejny
w Państwie Polskim dowiedzione zostało, że prawo
prawem, ale tak naprawdę liczy się opinia urzędnika,
z którą się liczyć trzeba, a polemizować nie ma sensu”
– piszą wyznawcy Jego Makaronowatości. Zapowiadają, że będą dochodzić swoich praw w Naczelnym
Sądzie Administracyjnym. A jeśli to nie pomoże, napiszą skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
ŁP
WARTOŚCI RADNEJ
Monika Tera, radna z Piotrkowa Trybunalskiego,
politycznie związana jest z prawicą (w 2006 kandydowała z listy Prawicy Rzeczypospolitej Marka Jurka),
biznesowo zaś – z seksbiznesem. „Dziennik Łódzki”
ustalił, że należąca do radnej firma CentraMedia czerpie zyski z kilku serwisów internetowych o tematyce
erotycznej. Ich nazwy w rodzaju „pukaj laski” nie pozostawiają złudzeń. W 2015 r. firma odnotowała 640 tys.
złotych dochodu. Monika Tera zaprzecza, jakoby czerpała zyski z katolickiego punktu widzenia wątpliwe
moralnie. Twierdzi, że dziennikarze pomylili firmy. Broni
radnej „Gazeta Trybunalska”, atakując „Dziennik Łódzki”. „Reprezentują niemieckie media, które są zainteresowane skłócaniem polskiego społeczeństwa. (...) jak
długo niemieckie pieski będą wtrącały się w polskie
spawy, siały nienawiść i dzieliły społeczeństwo?” – piszą obrońcy Tery, dodając że to „uczciwa, przedsiębiorcza kobieta”. To ostatnie na pewno.
ŁP
strona 5
Wilanów nie zostały poinformowane o budowie płotu
ani nie wydały na nią zgody. Zgodnie z planem zagospodarowania tego terenu nie musiały, bo... płot nie
jest wyższy niż 2 metry. Centrum Opatrzności Bożej
jest od niedawna współprowadzone przez Ministerstwo Kultury. Musi być więc porządnie zabezpieczone, żeby chamstwo nie właziło z buciorami na salony.
ŁP
KRZYŻ JAK BUMERANG
MĘCZENNICA
21 maja ulicami Gdańska przeszedł Trójmiejski
Marsz Równości. Równość ma wrogów, zatem pojawili
się także kontrdemonstranci. Swój marsz zorganizowali narodowcy. Byli agresywni, doszło nawet do starć
z policją. Nacjonaliści rzucali w funkcjonariuszy butelkami i kamieniami. Zatrzymano pięć osób. Między innymi Marię Kołakowską, córkę radnej PiS, Anny.
Obie próbowały zablokować Marsz Równości wespół
z pseudopatriotami. Młoda Kołakowska została zatrzymana, bo atakowała policję. Prawica robi z niej bohaterkę i ofiarę środowisk LGBT. Zatrzymaniem córki
bojowej radnej zbulwersowany jest minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak. „Sam fakt brutalnego potraktowania przez policję młodej kobiety, choć
nic nie wskazywało na to, że jest agresywna, powalenie na ziemię tej pani, skrępowanie, przyciskanie do
ziemi, to jest nieakceptowalne wobec kobiety” – komentował, swobodnie traktując fakty.
ŁP
Ciąg dalszy sprawy gigantycznego krzyża w Koninie („W kółko krzyżyk” – „FiM” 19/2016). Prezydent
Józef Nowicki nie odpuszcza, proboszcz również.
Podpisano aneks do umowy miasta z parafią. Krzyż
nie stanie przed dawnym hotelem Sonata na Zatorzu,
ale… przy boisku Szkoły Podstawowej nr 12 na tym
osiedlu. Walczy niezmiennie Ruch Miejski Osiedle Konin. To on uniemożliwił wbicie krucyfiksu między blokowiska. „Lokalizacja tylko trochę mniej zła niż przed
Sonatą” – twierdzą aktywiści i zachęcają do dalszych
protestów. Miasto zapowiada konsultacje społeczne
w sprawie krzyża. Spora część mieszkańców uważa,
że miejsce krzyża jest przy kościele, a nie w przestrzeni
publicznej. Nie godzą się na kolejną chybioną lokalizację.
ŁP
PORZĄDEK MUSI BYĆ
RYDZYK SIĘ ŚWIĘCI
Świątynia Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu została oddana do użytku. To „dzieło” wymyślone przez
Tadeusza Rydzyka, a sfinansowane przez jego
wielbicieli, jest częścią imperium przedsiębiorczego
redemptorysty. Na huczną uroczystość do Torunia
przybyli dygnitarze kościelni, państwowi i samorządowi. Odpowiednią rangę imprezie nadała obecność
premier Beaty Szydło, Jarosława Kaczyńskiego oraz kilku ministrów. List przysłał prezydent
Andrzej Duda. Mszy przewodniczył kard. Zenon
Grocholewski z Watykanu. Licznie zgromadzili
się przedstawiciele episkopatu. Na 18 maja zaplanowano posiedzenie sejmowej Komisji Finansów,
podczas którego posłowie mieli zaopiniować kandydaturę prof. Adama Glapińskiego na prezesa NBP. W związku z poświęceniem kościoła posiedzenie przełożono. Posłowie musieli zachwycać się
urokami witraża z podobiznami Rydzyka, Dziwisza,
bpa Suskiego i Jana Pawła II. Jakiś tam bank
narodowy może poczekać.
ŁP
OGRODZONA OPATRZNOŚĆ
Władze świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie
nie ufają zbytnio boskiej opiece. Gigantyczny kościół odgradzają solidnym płotem. Słupki wysokie prawie na 2 metry stoją już wokół budowli. Zapowiadano wprawdzie konsultacje z mieszkańcami w sprawie
ogrodzenia, ale do nich nie doszło. Władze dzielnicy
Pismem sygnowanym przez wiceburmistrza
­ awła Bobaka Urząd Miejski w Nysie naraził się
P
klerowi. Księża i sołtysi przeczytali w nim, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo na procesjach i porządek po nich ciąży na parafiach i sołectwach. Wiceburmistrz powołał się przy tym na konkordat. „To
oburzające!” – grzmi ksiądz Mikołaj Mróz, proboszcz parafii św. Jakuba Apostoła i św. Agnieszki.
„Za komuny nikt nie kazał nam pilnować bezpieczeństwa wiernych na procesji ani sprzątać” – dodaje
zdenerwowany. Proszę, proszę, nostalgia księdza za
PRL – tego jeszcze nie grali. Znając życie, sprzątać i tak
będą „chętni” parafianie, których wyznaczy proboszcz.
ŁP
PAN NA PIŃCZOWIE
Sprawami kościelnymi w miasteczku Pińczów
w woj. świętokrzyskim rządzi ksiądz Jan Staworzyński, proboszcz w parafii świętego Jana Ewangelisty i jednocześnie dziekan dla okolicznych parafii. W tym roku podniósł stawki pieniężne od dzieci
pierwszokomunijnych niemal o 100 proc. (do 6 tys.
od całej 25-osobowej grupy, czyli ponad 200 zł od
osoby!), co wywołało w parafii protesty. Czy przerodzi się to w większy bunt przeciwko nieszczególnie lubianemu duchownemu? Będziemy pińczowskie
sprawy monitorować.
MaK
strona 6
POLSKA JEST KOBIETĄ
Przemoc
czy pomoc
Od
ponad 21 lat
działają nieustannie na
rzecz równego statusu kobiet i mężczyzn w życiu publicznym oraz w rodzinie.
– Kierujemy się przekonaniem,
że prawa kobiet są niezbywalną,
integralną i niepodzielną częścią fundamentalnych praw człowieka i podstawowych wolności.
Przemoc wobec kobiet rozumiemy szeroko. Obejmuje ona nie
tylko przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną, ale również niemal
niedostrzeganą w Polsce, choć nie
mniej dolegliwą, czyli przemoc
ekonomiczną – deklarują założycielki organizacji, która wspiera
kobiety w Warszawie, Wrocławiu,
Łodzi, Gdańsku. „Udzieliłyśmy
wielu tysięcy porad prawnych i psychologicznych, udzielałyśmy także
pomocy socjalnej i praktycznej:
w sądach, na policji i w prokuraturach, w poszukiwaniu dachu nad
głową i poszukiwaniu pracy. Nasze
pracownice i wolontariuszki brały
również udział w ryzykownych »akcjach bezpośrednich«, pomagając
naszym klientkom w ucieczce od
stosującego przemoc partnera lub
w odzyskaniu dzieci. Codzienna
pomoc była zawsze i jest do dziś
jednym z naszych najważniejszych zadań i przekłada się na
inne nasze działania tak w sferze
legislacyjnej, jak i edukacyjnej”
– tak CPK podsumowuje swoją
działalność.
Dotąd pomoc uzyskiwało
nawet 3 tysiące kobiet rocznie.
Wszystkie działania, które kobietom dawały siłę na przetrwanie
najtrudniejszych chwil, były jak
dotąd finansowane między innymi ze środków z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy
Postpenitencjarnej Ministerstwa
Sprawiedliwości. Aż nadeszła
„dobra zmiana”.
Winna konwencja?
Uzasadnienie odmowy przyznania dotacji jest groteskowe:
„(…) z uwagi na jedynie minimalny sposób realizacji zadania po-
przez skierowanie oferty pomocy
tylko dla kobiet pokrzywdzonych
przestępstwem powoduje zawężenie pomocy tylko do określonej
grupy pokrzywdzonych, podczas
gdy Dysponent Funduszu w IX
konkursie ofert szczególną wagę
przyłożył do zapewnienia możliwie kompleksowej realizacji pomocy wszystkim pokrzywdzonym
przestępstwem” – napisał urzędnik Zbigniewa Ziobry.
Tymczasem ponad 90 proc.
ofiar przemocy domowej to właśnie kobiety: około 800 tys. doświadcza każdego roku przemocy,
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
prawicy i Kościoła, właśnie w siedzibie Centrum Praw Kobiet…
Widmo likwidacji
– Kobiety, ofiary przemocy
domowej lub seksualnej, wybierają ośrodki pomocy skierowane
wyłącznie do kobiet ze strachu
przed powtórną wiktymizacją.
Nie chcą być narażone na kontakt
z mężczyznami. Bez pieniędzy
z ministerstwa pomoc nie będzie
możliwa na tak szeroką skalę jak
dotychczas, a jest prawdopodobne, że nie będzie możliwa w ogó-
„Dobra zmiana” uderza w nieprawomyślne
organizacje pozarządowe. Na celowniku
znalazło się Centrum Praw Kobiet.
Za to, że pomaga… kobietom.
a około 150 ginie w wyniku tzw.
nieporozumień domowych. Statystyki nie zmieniają się od lat!
Tylko co dziesiąta z pokrzywdzonych decyduje się szukać pomocy. Boją się. Jeszcze bardziej niezrozumienia niż znanej już pięści
swojego kata.
To właśnie dlatego organizacje kobiece z takim zapałem
walczyły o to, aby Polska ratyfikowała konwencję Rady Europy
o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.
Walka była trudna, bo środowiska
katolickie – wspierane przez prawicowych polityków i wojujących
biskupów – nie tylko organizowały modlitwy w całej Polsce i całonocne adoracje Najświętszego
Sakramentu, ale też konwencję
określały jako feministyczną, niebezpieczną, patologiczną. Opinię
społeczną karmiono przekonaniem, że jeśli Sejm powie „tak”,
a prezydent podpisze, będziemy musieli przerabiać chłopców
na dziewczynki. Albo odwrotnie
(por. „FiM” 41/2014).
Polskie kobiety podpis prezydenta pod konwencją wywalczyły.
Bronisław Komorowski podpisał ją, nie wsłuchując się w głos
le. Długo zastanawiałyśmy się, czy
tę sprawę nagłaśniać, ale w końcu
stało się jasne, że same sobie nie
poradzimy – mówi Urszula Nowakowska, szefowa fundacji.
Żeby nie zostawić kobiet bez
pomocy, w oddziałach CPK terapeuci, psychologowie i prawnicy
już od stycznia pracują jako wolontariusze. Brakuje nie tylko na
wypłaty, ale też na czynsz za wynajmowane lokale – w Warszawie
potrzeba na ten cel najwięcej. Za
jeden lokal Centrum płaci ponad
3 tys. zł, za schronisko – 5 tys. zł
miesięcznie. W Łodzi sam czynsz
to ponad 8 tys. zł rocznie. Jeśli
nie uda się pozyskać funduszy, to
właśnie łódzki oddział CPK zostanie zamknięty jako pierwszy.
Władze miasta starają się temu
zapobiec. Wiceprezydent Tomasz
Trela zapewnia, że urzędnicy szukają możliwości wsparcia. Ponad
30 tys. zł udało się pozyskać z konkursu ofert Urzędu Miasta Łodzi
na prowadzenie specjalistycznego poradnictwa i konsultacji dla
członków rodzin osób z problemem alkoholowym oraz mediacji
rodzinnych. Pieniędzy wystarczy
na 24 godziny porad prawnych,
16 godzin indywidualnych sesji
psychologicznych, 14 godzin konsultacji pedagogicznych, 24 godziny dyżuru osób pierwszego
kontaktu oraz 6 godzin mediacji
rodzinnych miesięcznie. To kropla
w morzu potrzeb.
Efekt „dobrej
zmiany”
Kobiety, które korzystają
z pomocy ośrodków CPK, są zrozpaczone. Pieniądze ministerstwa
były przeznaczane głównie na
porady prawne i psychologiczne,
ale również na pomoc materialną. W tym dopłaty do wynajmowanych mieszkań dla tych, które
uciekły od swoich katów.
„Mnie się wydaje, że opcji politycznej, która obecnie rządzi,
zależy na tym, żeby to tzw. symboliczne nierozbijanie rodzin polegało również na tym, że ofiary
przemocy będą pozostawały razem
z katem, że to nie są przypadkowe decyzje” – powiedziała w TOK
FM prof. Małgorzata Fuszara.
Efekt „dobrej zmiany” jest
i taki, że znacząco zmaleje liczba
kobiet, którym Centrum będzie
w stanie pomóc, a czas oczekiwania na tę pomoc się wydłuży.
„Ten rok zapowiada się finansowo na bardzo trudny.
Nie dostałyśmy dotacji, na które liczyłyśmy. Zarzucono nam,
że pomagamy tylko kobietom
i dzieciom, a nie mężczyznom.
W związku z tym nasze możliwości pomocy kurczą się. Liczymy, że dzięki waszemu wsparciu
będziemy mogły dalej działać
i wspierać kobiety i dzieci” –
apelują władze fundacji. Pomóc
może każdy, przekazując darowiznę albo po prostu dokonując
wpłaty na konto CPK (więcej informacji na stronie cpk.org.pl).
Urszula Nowakowska, szefowa CPK, postanowiła utworzyć
fundusz wsparcia. Chciałaby uniezależnić działalność Centrum od
politycznych decyzji. – Prosimy
wszystkie osoby życzliwe naszej
misji i temu, co robimy, o wsparcie, które pozwoli nam robić dalej
to, co robimy, czyli pomagać kobietom doświadczającym przemocy. Takim, które nam zaufały i których nie możemy narażać ich na
sytuacje, że będą musiały odejść
z kwitkiem lub czekać ponad miesiąc lub dłużej na poradę – mówi.
WIKTORIA ZIMIŃSKA
[email protected]
POLSKA PARAFIALNA
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
P
apież ­Franciszek
po raz kolejny
zgromił kościelnych hierarchów za
„narcyzm” i „duszpasterstwo utrzymywania” majątków. Okazją ku temu
było otwarcie w Watykanie 69 sesji
plenarnej Konferencji Episkopatu
Włoch. Polscy biskupi pretensji szefa nie komentują, bo przecież nie im
to wygarnął. Ale już niedługo staną
z nim oko w oko podczas Światowych Dni Młodzieży. Przygotowaliśmy Franciszkowi ściągawkę...
Nazwy podatków, ich wysokość
oraz metody egzekucji określa ordynariusz. Wspólne są tylko zasady, że przychody stanowią ścisłą tajemnicę i płatników strzyże się do
gołej skóry. Obowiązek utrzymania
biskupów z administracją kurialną
spoczywa na parafiach (jako osobach prawnych) i duchowieństwie
(indywidualnie). Czyli w praktyce
na wiernych, bo przecież ksiądz nie
jest durniem, żeby płacić biskupowi
z prywatnych oszczędności.
Istotna uwaga: wszystkie poniższe ilustracje i obliczenia dotyczą
wyłącznie podatków parafii i duchownych. Nie uwzględniamy okolicznościowych zrzutek na seminaria
duchowne, Katolicki Uniwersytet
Lubelski, księży emerytów, Caritas,
budownictwo sakralne, misje itp.
Nie liczymy też ukrytych w „kopertach” indywidualnych wyrazów
wdzięczności dla biskupa za awanse lub przeniesienie na bardziej
dochodową placówkę (np. u abp.
Sławoja Leszka Głódzia stawki
dochodzą podobno do 50 tys. zł),
ani „podziękowań” za udaną wizytację kanoniczną (statystycznie
w diecezjach 2–10 tys. zł). Pomijamy
również „pokropki”, a stałą pozycję
w portfelach w postaci „ofiar” związanych z bierzmowaniami omówimy
odrębnie.
Metropolita wrocławski arcybiskup Józef Kupny wpadł na znakomity pomysł wyegzekwowania od
swojego personelu
ekstra „pogłównego”
z okazji Franciszka.
W związku z przyjazdem papieża do... Krakowa Kupny zażądał
1,20 zł od każdej osoby zamieszkałej na terytorium parafii i zarejestrowanej jako katolik. Kuria
twierdzi, że chodzi o partycypowanie w kosztach pobytu na Dolnym
Śląsku gości ŚDM. Według danych
Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w obszarze 303 parafii archidiecezji mieszka ponad 1,1 mln
katolików. Jednorazowy zastrzyk
finansowy dla Kupnego pod pretekstem Franciszka wyniesie około
1,3 mln zł. Rutynowo kuria wroc-
strona 7
Przelewanie
w próżne
Każda diecezja posiada własny system
finansowania ścisłego kierownictwa.
Na jednego „łebka” w piusce przypada
średnio 3 mln zł rocznie.
Przygotowaliśmy Franciszkowi ściągawkę...
ławska zbiera ponadto comiesięczny podatek w wysokości 20 gr od
osoby, co daje 2,6 mln zł rocznie,
i trzecią część zbiórek z kolędy
(około 2 mln zł). Łącznie w 2016
roku arcybiskup wyegzekwuje od
podwładnych prawie 6 mln zł.
W diecezji kaliskiej dowodzonej
przez biskupa Edwarda Janiaka
obowiązuje wyrafinowany system
danin parafialnych, dekanalnych
i osobistych. Bez względu na nazwę wszystkie trafiają do kasy kurii.
Parafie (283 placówki) oddają tzw.
tacę z pierwszej niedzieli miesiąca
(2–3 msze) plus „ofiarę” od każdego wiernego. Stawka jest zmienna i ustalają ją co roku dziekani.
Obecnie mieści się ona w granicach
1–1,30 zł od osoby. 3396 tac to co
najmniej 1,5 mln zł. Diecezja kaliska liczy sobie ponad 720 tys. katolików. Łatwo policzyć, że z obu tych
tytułów kuria inkasuje minimum
2,3 mln zł rocznie. Kurialny przepis
na ofiarę dekanalną (raz do roku):
„Liczbę wiernych w dekanacie podzielić przez cztery tysiące i pomnożyć przez sumę równorzędną cenie
stukilogramowej sztuki żywca (wieprzowego – red.). W ofierze dekanalnej, ustalonej w sposób wyżej podany, poszczególne parafie partycypują
proporcjonalnie do liczby wiernych”.
Przy aktualnych
cenach świnek
i liczbie 20 dekanatów wychodzi
1,6 mln zł. Księża wypłacają indywidualnie Janiakowi równowartość od 10 do 14 stypendiów mszalnych (rocznie) i muszą oddać mu
w całości tzw. binaty i tryniaty, czyli
wziątki za msze ponadnormatywne
(standardowo można odprawić jedną dziennie). Na przykład łączna
kwota daniny złożonej kurii w 2015
roku przez parafię św. Antoniego
w Ostrowie Wlkp. wyniosła 40 tys.
zł. Z naszych obliczeń wynika, że
ze wszystkich podatków kaliska
kuria inkasuje – tylko od proboszczów i wikariuszy – około 8 mln zł.
Dochodzi do tego jeszcze „zwyczajowa” trzecia część łupów z kolędy.
W archidiecezji poznańskiej
(1,48 mln wiernych) każda spośród
411 parafii płaci kurii stały podatek – tak zwane „minimum miesięczne” w wysokości 1,10 zł od
1/3 mieszkańców. Metropolita abp
Stanisław Gądecki obliczył, że
taki odsetek wiernych uczęszcza
do kościoła. W skali roku Gądecki
otrzymuje z „minimum” 6,5 mln zł.
Dodatkowo w tzw. Wielkim Poście
parafie płacą „daninę diecezjalną”
w wysokości 1,65 zł od mieszkańca
(w 2015 roku obowiązywał mnożnik
1,55 zł), co przekłada się na 2,44 mln
zł. Ciekawostka: niektórzy proboszczowie (np. w Starym Bojanowie,
Solcu Nowym, Wroniawach) ogłosili z ambon, że stawka daniny wynosi 2,90 zł. Według danych sprzed
dwóch lat binaty wzbogacały kurię
o 650 tys. zł, zaś wynajem nieruchomości dał 4 mln zł. Razem: 13,7 mln
zł rocznie. Charakterystycznym dla
archidiecezji poznańskiej dodatkowym przychodem są gigantyczne
odszkodowania za stracone w czasach PRL nieruchomości. Na przykład parafia Jana Jerozolimskiego
na Malcie dostała 77 mln zł, a parafie w Starymgrodzie i Kobiernie
dostały w sumie 5 mln zł. Proboszczowie uspokajają wiernych, że nie
przeputają tych pieniędzy, bo niemal
w całości muszą je oddać do centrali.
Biskup legnicki Zbigniew
Kiernikowski zarządził w 2015 r.
„reformę finansową” swojej diecezji (244 parafie). Mocą biskupiego
dekretu każdy proboszcz musi odprowadzić do kurii podatek w wysokości 5,50 zł rocznie od każdego
obywatela zameldowanego na terytorium parafii. Niezależnie od jego
wyznania. Obszar diecezji zamieszkuje prawie 850 tys. osób. Roczny
dochód kurii z tego tytułu wynosi
około 4,6 mln zł. Plus 1/3 kolędy.
Jeśli przyjąć, że statystyczna parafia zbierze z kolędy średnio 10 tys.
zł, to Kiernikowski ma w sumie na
bieżące potrzeby 5,5 mln zł. W wariancie najbardziej oszczędnym...
W diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej uchodzącej za jedną
z najbiedniejszych (ponad 900 tys.
ludności) obowiązuje, podobnie
zresztą jak wszędzie, ścisła
tajemnica
„skarbowa”.
Po tym jak przed pięcioma laty
nazbyt szczery proboszcz parafii św.
Jana Chrzciciela w Trzciance ujawnił „sprawozdanie o stanie duchowym i materialnym”. A w nim aktualne wówczas stawki: „Do Kurii
w Koszalinie jest płacone (co miesiąc – red.) po 29 groszy od każdego
mieszkańca parafii niezależnie czy
chodzi do kościoła czy nie, lub jakiego jest wyznania (...). Oprócz tego
do kurii jest odprowadzane 50 proc.
tacy z niedzieli, jeżeli w miesiącu wypada 5 niedziel”. „Pogłówne” wzrosło od tego czasu do 40 gr. i zasila
kasę kwotą ponad 4,2 mln zł rocznie. Biskup Edward Dajczak ma
więc z obu tytułów około 5 mln zł.
W archidiecezji warszawskiej
(211 parafii i 1,2 mln katolików)
obowiązuje podatek zwany „ryczałtem”. Oblicza się go na podstawie średniej frekwencji niedzielnej
w kościołach. Przychody ekipy abp.
Kazimierza Nycza z tego tytułu
wynoszą około 10 mln zł rocznie.
Drugie tyle zarabiają na udziałach
w rozmaitych spółkach oraz wynajmie lokali i budynków.
Według naszych analiz suma
płac katechetów będących osobami duchownymi (tylko część z nich
pracuje na pełnym etacie) wynosi
około 430 mln zł rocznie. Katolicka
Agencja Informacyjna sytuuje ten
wskaźnik na poziomie 350 mln zł.
Księża muszą dzielić się ze swoim
biskupem. Tę bezwzględnie egzekwowaną zasadę wprowadzono we
wszystkich diecezjach. Niektórzy ordynariusze zadowalają się dziesiątą
częścią pensji (np. biskup koszalińsko-kołobrzeski oraz biskup płocki), inni żądają nawet 30 proc. (np.
biskup łowicki). „Księża zatrudnieni
w szkołach otrzymujący wynagrodzenie z tytułu wykonywanej pracy wpłacają w kasie kurialnej każdego roku
jedno miesięczne wyna­grodzenie netto” – zarządził biskup łomżyński.
Ostrożnie licząc, biskupi zdzierają
co roku z księży ponad 40 mln zł
„podatku” za nauczanie religii.
W 2014 r. we wszystkich diecezjach biskupi udzielili ponad 310
tys. tzw. sakramentów bierzmowania. Sprawdziliśmy wyrywkowo
w kilkunastu parafiach, że zwyczajowa składka zbierana przez proboszczów na ofiarę dla szefa wynosiła 30–50 zł od bierzmowanego.
W skali kraju biskupi biorą więc za
tę usługę około 12,5 mln zł rocznie
Precyzyjne obliczenie rocznych
dochodów 42 kurii jest niemożliwe,
bo żaden ordynariusz nie publikuje
danych o finansach. Ujawniają jedynie, że mają zdecydowanie zbyt
mało pieniędzy w stosunku do swoich „charytatywnych” zamiarów.
Tymczasem tylko z wewnątrzkościelnych podatków i nieformalnych
„ofiar” na jednego „łebka” w piusce (wliczając biskupów pomocniczych) przypada minimum 3 mln zł
rocznie. Jest za co tańczyć...
MARCIN KOS
[email protected]
strona 8
A TO POLSKA WŁAŚNIE
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Kwadratura Koła
Grupa mieszkańców wielkopolskiego Koła
domaga się odwołania burmistrza.
W tle tajemnicze pobicie radnego.
Stanisław Maciaszek jest
przedstawicielem „dobrej zmiany”
na szczeblu lokalnym. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości włada w Kole od
listopada 2014 roku, kiedy to wygrał
z rządzącym dwie poprzednie kadencje Mirosławem Drożdżewskim.
Panowie starli się ze sobą w drugiej
turze już w roku 2006. Dopiero 2014
rok przyniósł zwycięstwo Maciaszkowi. „Obejmując urząd burmistrza
miasta uroczyście ślubuję, że dochowam wierności prawu, powierzony mi
urząd sprawować będę tylko dla dobra publicznego i pomyślności mieszkańców miasta. Tak mi dopomóż
Bóg” – zaklinał się na początku grudnia 2014 r. nowy burmistrz. Część
mieszkańców uważa, że wzywał imienia Pana Boga nadaremno.
W styczniu 2016 roku zawiązała się grupa inicjatywna referendum
w sprawie odwołania burmistrza
Maciaszka. Przedsięwzięcie swoimi
nazwiskami firmują: Jacek Klukaczyński, Anna Szelągowska, Jacek Król, Katarzyna Zawadzka,
Piotr Nowak, Wojciech Gajewski,
Zbigniew Turkowski, Wiesław
Kotleszka i Andrzej Sobczak.
K
Główne zarzuty wobec włodarza to:
złe, a nawet tragiczne, gospodarowanie finansami miasta oraz zasobami ludzkimi; zatrudnianie na kluczowych stanowiskach ludzi spoza
Koła; brak realnych sukcesów w pozyskiwaniu środków zewnętrznych;
niedotrzymywanie obietnic wyborczych; planowanie inwestycji bez
wystarczających analiz skutków dla
środowiska, mieszkańców i społeczeństwa miasta.
Zebrano ponad 2 tys. podpisów,
które przedłożono komisarzowi wyborczemu w Koninie. Po weryfikacji
termin referendum został wyznaczony na 22 maja. Inicjatorzy rozpoczęli kampanię na rzecz odwołania
Stanisława Maciaszka. Burmistrz
stwierdził, że zarzuty wobec niego
to „szereg pomówień” wysuniętych
przez osoby, które chcą przejąć władzę i stanowiska. Do mieszkańców
apelował, by 22 maja pozostali w domach. Grupa jego zwolenników zachęcała do tego samego. Miasto podzieliło się na obozy przeciwników
i zwolenników burmistrza.
Do orędowników referendum
należy radny Sebastian Szczesiak,
sięża z wielką gorliwością
strofują rodziców za obdarowywanie dzieci drogimi prezentami z okazji pierwszej
komunii. Jednocześnie sami otwarcie dopominają się o „należne Kościołowi” prezenty komunijne.
Podczas gdy dzieci marzą o smartfonach,
konsolach, rowerach lub quadach, proboszczowie życzą sobie prezentów komunijnych
w postaci modnych w tym roku złotych szat,
przemysłowych odkurzaczy, profesjonalnego
sprzętu nagłaśniającego czy różnego rodzaju
mebli. Tradycyjnie składana parafialna danina pierwszokomunijna zazwyczaj waha się
w wysokości 50–100 zł od dziecka.
„Z okazji 1050-lecia chrztu Polski zostanie
przeprowadzona renowacja naszej chrzcielnicy. Do sfinansowania tych prac dołożą się,
jako dar ołtarza, rodzice dzieci przystępujących w tym roku do I Komunii św.” – postanowił proboszcz parafii pw. Ścięcia Świętego
Jana Chrzciciela w Poznaniu. W parafii pw.
Wniebowzięcia NMP w Świerzawie do pierwszej komunii w tym roku przystąpiło 35 dzieci. Z okazji tej uroczystości rodzice złożyli
ofiarę w wysokości 3400 zł, z czego za sumę
2820 zł zakupiony został specjalny chodnik
długości 40 m do kościoła parafialnego.
działacz społeczny wybrany z listy Towarzystwa
Samorządowego. Na
swoim profilu facebookowym namawiał współmieszkańców do głosowania. Prawdopodobnie
nie wszystkim ta agitacja
się spodobała, bo został
pobity w nocy z 14 na 15
maja pod blokiem, w którym mieszka. Twierdzi, że
ma to związek z referendum, na co wskazują słowa agresorów.
Zdarzenie opisuje
następująco: – W nocy
z soboty na niedzielę, gdy
wracałem ze święta strażaka, zaatakowało mnie
trzech napastników. Dość
dotkliwie mnie pobili. Jeden mnie unieruchomił,
a dwóch okładało po kośRadny Sebastian Szczesiak
ciach policzkowych. Robidał” są na porządku dziennym. Ostatli to tak, żebym nie doznał poważnych
nio agresja przeniosła się do realnego
obrażeń, ale żeby bolało. Krzyczeświata. Półtora miesiąca temu zdewali przy tym, że wybiją mi referenstowano mi samochód. Przed dwoma
dum z głowy. Nie jestem wprawdzie
tygodniami zerwano z mojego samow grupie referendalnej, ale zachęcachodu naklejkę stowarzyszenia „Małem ludzi, żeby poszli głosować. Od
linowa Mamba”, którego jestem predłuższego czasu zwolennicy burmizesem. Nie uważam oczywiście, że
strza zachowują się agresywnie. Doto się dzieje z inspiracji pana burmitychczas ograniczało się to do Interstrza. Ale tak jak w Polsce prezes ma
netu. Zdążyłem się już przyzwyczaić
swoich wyznawców, tak w Kole burdo obelg w sieci. Wyzwiska typu „pe-
Parafia św. Wawrzyńca w Regulicach na
pierwszą komunię otrzymała trzy złote ornaty. W parafii pw. Świętych Joachima i Anny
w Tomicach jako dar ołtarza za udzielenie
dzieciom sakramentu rodzice ofiarowali dwa
ornaty maryjne, złotą kapę oraz złoty welon.
W parafii pw. Świętej Trójcy w Bieździedzy rodzice 22 dzieci pierwszokomunijnych
złożyli ofiarę w wysokości 1900 zł, za którą
kupiono jako dar ołtarza 5 ornatów, 4 alby,
Parafia pw. św. Rodziny w Kozienicach
w prezencie od „komunistów” dostała 3 tys.
zł na potrzeby kościoła. Parafia pw. NMP
w Barcicach od 72 dzieci otrzymała dar ołtarza w kwocie 5 tys. zł na cele inwestycyjno-remontowe. Gromadka 70 „pierwszokomunistów” sprezentowała parafii pw. Trójcy
Świętej w Biłgoraju komplet ornatów, kolumnę do nagłośnienia i pieniądze w kwocie
3800 zł. W parafii pw. św. Marii Magdale-
Prezent komunijny
dla biskupa
stułę z logo Roku Miłosierdzia oraz 20 zielonych kapturków dla ministrantów.
Proboszcz parafii pw. św. Marii Magdaleny w Brzyskach pochwalił się, że tamtejsze
dzieci, które przystąpiły do pierwszej komunii, zakupiły do kościoła nowy solidny odkurzacz przemysłowy. Nowym, wielofunkcyjnym odkurzaczem w prezencie komunijnym
rodzice 16 dzieci obdarowały również parafię
pw. NMP Śnieżnej w Krzycku Małym.
ny w Poroninie 44 dzieci z okazji pierwszej
komunii ofiarowało 2 tys. zł, które zostały
przeznaczone na ufundowanie dwóch klęczników, dwóch krzeseł do ślubów i dwóch nowych stuł.
W parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika
w Przedbórzu jako komunijny dar rodziców
została zakupiona figura MB Fatimskiej.
W parafii pw. Niepokalanego Poczęcia
NMP w Krakowie rodzice dzieci komunij-
mistrz swoich. To przykre, że rozmowę zastępuje przemoc. Jestem zwolennikiem dialogu. Chętnie z każdym
porozmawiam, ale bez użycia pięści.
Rzecznik prasowy Komendy
Powiatowej Policji w Kole potwierdza nam, że radny Szczesiak zgłosił
zdarzenie. – W niedzielę rano przyszedł na komendę, aby zgłosić pobicie, które miało miejsce kilka godzin
wcześniej. Nie chciał jednak poddać
się oględzinom ciała ani rzeczy, nie
wyraził także zgody na przesłuchanie. Policjanci podjęli czynności
z urzędu. Trwa wyjaśnianie sprawy. Z tego, co wiem, pokrzywdzony został już wezwany na przesłuchanie i złożył wyjaśnienia – mówi
Krzysztof Jóźwiak.
Sebastian Szczesiak zapewnia, że
ma zaświadczenia ze szpitala, które
potwierdzają obrażenia. Nie złożył
zawiadomienia o przestępstwie, bo
wątpi w złapanie dobrze zamaskowanych napastników. Telefon sekretariatu burmistrza Maciaszka milczy.
Polityka lokalna – jak widać – nie
ustępuje brutalnością tej ogólnokrajowej. Dzielenie Polaków na „lepszy
i gorszy sort” przez polityków wyższego szczebla tylko pogłębia podziały. Ryba psuje się od głowy. Szkoda,
że przy okazji ucierpiała głowa Sebastiana Szczesiaka.
Z ostatniej chwili: burmistrz pozostanie na stanowisku. Głosowało
2408 osób tzn. 13,13 proc. uprawnionych. Aby referendum było ważne,
musiałoby zagłosować co najmniej
22,41 proc. mieszkańców Koła.
PIOTR CZERWIŃSKI
[email protected]
nych zrzucili się na dar ołtarza w postaci
relikwiarza na relikwie św. Jana Pawła II.
Kościół pw. św. Faustyny w Koninie wzbogacił się w relikwiarium, w którym będą
wystawione do czci publicznej relikwie św.
Faustyny, św. Jana Pawła II i bł. ks. Michała Sopoćki.
Parafia pw. NMP w Świdniku za 4 tys.
zł pozyskane od rodziców dzieci komunijnych zakupiła bursy liturgiczne, 15 miękkich krzeseł, a resztę przeznaczyła na nowe
ławki. Nowy klęcznik „na komunię” dostał
kościół pw. św. Marii Magdaleny w Krakowie-Witkowicach, a parafia pw. św. Wita
w Rogoźnie – profesjonalny, bezprzewodowy sprzęt nagłaśniający. W parafii pw.
św. Maksymiliana Kolbego w Skarszewach
w ramach daru dzieci pierwszokomunijnych
rodzice częściowo sfinansowali nowe meble
do zakrystii, a w parafii pw. MB Fatimskiej
w Katowicach zafundowali okno w prezbiterium nowego kościoła. Za to parafia pw. św.
Wawrzyńca w Stolcu w podzięce za dar przystąpienia do pierwszej komunii 27 dzieci zażyczyła sobie zafundowania nowego mebla
do prezbiterium, jakim jest fotel dla księdza
biskupa – tzw. sedilium.
I kto tu jest najbardziej łasy na komunijne prezenty?
AK
ZA KULISAMI POLITYKI
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
Obrady polskiego parlamentu z farsy
zmieniają się w dramat. Większość
aktorów tego kiepskiego spektaklu
zachowuje się coraz mniej racjonalnie.
Marszałek sejmu Marek Kuchciński
i marszałek senatu Stanisław Karczewski
Sejm kalek
„Stuk, puk laską w podłogę –
Sejm, Sejm wyraża zgodę” – śpiewał kilkadziesiąt lat temu Maciej
Zembaty w piosence pod tytułem, którym nazwano także niniejszy tekst. Słowa utworu przytoczył poseł Piotr Liroy-Marzec
podczas dyskusji nad ustawą medialną. „Tak naprawdę to wszystko przypomina mi piosenkę Macieja Zembatego: »Z dniem 3
października ma dekretem prawomocnym w trotuarach i chodnikach być co druga płyta wyższa«.
Można i tak, ale wtedy zrobicie
z Sejmu parodię” – rzucił do polityków partii rządzącej z mównicy. Jednocześnie ten muzyk-parlamentarzysta opowiada, że
Jarosław Kaczyński i Krystyna Pawłowicz zyskują przy bliższym poznaniu. „Byłem w szoku,
jeżeli chodzi o dokonania i to, co
robi w tej chwili. To kolidowało
z obrazem pani Krystyny, który
jest pokazywany w mediach. Nie
ukrywam, że było to dla mnie
dość duże zaskoczenie in plus”
– mówi raper o posłance znanej
głównie z pyskówek i jedzenia sałatki w Sejmie. Pawłowicz może
być symbolem wszystkiego in minus w parlamencie – by pozostać
w poetyce Liroya. Gdy Andrzej
Lepper stwierdził, że po wejściu
Samoobrony do Sejmu w tej izbie
Wersalu już nie
będzie,
nie pomylił się ani o jotę. Sala
plenarna przypomina raczej targowisko, na którym wykłócają się
przekupki, niż miejsce poważnej
dyskusji. Zresztą co to za dyskusja,
skoro i tak będzie, jak postanowi
„prezes”, główny reżyser przedstawienia pt. obrady Sejmu. Jego
sprawczą rolę widać było dosadnie
po wygłoszeniu przez Beatę Szydło „informacji rządu w sprawie komunikatu Komisji Europejskiej”.
Na słowa Grzegorza Schetyny
„Polska się za panią wstydzi. Sprofanowała pani konstytucję tutaj,
na oczach całej Polski i całej Europy”, Kaczyński posłom i rządowi
dał znak do opuszczenia sali. Jak
na ironię, tego samego dnia posłowie PiS przegłosowali uchwałę
o suwerenności Polski… „Z dniem
3 października ma dekretem prawomocnym w trotuarach i chodnikach być co druga płyta wyższa”
– to idealna ilustracja tych słów
„Sejmu kalek”. Z równym skutkiem PiS mógłby ogłosić, że Polska jest najpiękniejszym, najbogatszym i najpotężniejszym krajem na
świecie. Co sobie żałować...
„Po każdej decyzji Brukseli
widzę uśmiechy na waszych twarzach” – wyrzucała opozycji Beata
Szydło w histerycznym (choć zwolennicy twierdzą, że historycznym)
przemówieniu, będącym reakcją
na opinię Komisji Europejskiej
o praworządności w Polsce. Warto przy tej okazji przypomnieć,
z jaką satysfakcją kolejni ministrowie ogłaszali wyniki „audytu” rządów Platformy Obywatelskiej. Nie
krył zadowolenia poseł Kaczyński.
Im gorzej, tym lepiej. Trudno nie
spostrzec, że motorem napędowym działań polityków obu stron
jest chęć
dowalenia
przeciwnikowi,
a nie dobro kraju. Niedawno Kancelaria Sejmu wyznaczyła reguły,
według których mają się ubierać
dziennikarze odwiedzający gmach
na Wiejskiej. Stonowana kolorystyka, brak krótkich spodenek i spódniczek oraz nakryć głowy – takie
są zalecenia co do stroju. Tymczasem kultura to nie tylko ubrania.
Posłowie prześcigają się w głupich
i chamskich wypowiedziach, byle
trafić do serwisów informacyjnych.
To, co kiedyś było domeną reality show w rodzaju „Big Brothera”, obecnie jest znakiem rozpoznawczym parlamentu. Politycy
walczą o widzów z nie mniejszym
zacięciem od celebrytów. Tyl-
ko czekać na konkursy SMS-owe, w których widzowie oceniać
będą, kto komu mocniej dociął,
kogo głośniej wybuczano itd. Niestworzone rzeczy dzieją się także
w czasie posiedzeń sejmowych komisji. Na komisji zdrowia pojawił
się pomysł… klauzuli sumienia
dla fizjoterapeutów. W imieniu
PiS zaprezentowała go Bernadetta Krynicka. Zgodnie z tym
projektem fizjoterapeuta miałby
prawo odmówić zabiegu kobiecie z wkładką domaciczną. Wyczuwalny na kilometr absurd tego
konceptu sprawił, że nawet politycy partii rządzącej się od niego
zdystansowali. Pamiętajmy jednak,
że dopiero się rozkręcają. Sondują, jak daleko mogą się posunąć.
Przecież już w poprzedniej kadencji senator Stanisław Kogut zapowiadał, że gdy PiS dojdzie do
władzy, w uzgodnieniu z episkopatem zmieni prawo dotyczące leczenia niepłodności. Dziś podobnie
myślących jak złotousty Kogut jest
w parlamencie większość. I rzeczywiście chcą dostosować prawo do
wytycznych episkopatu. Stałą częścią sejmowego repertuaru jest
kneblowanie
opozycji.
Wydaje się w tym specjalizować marszałek Marek Kuchciński (pseudonim z czasów hippisowskich – „Członek”). Posłowie
opozycyjni zarzucają mu, że prowadzi obrady bardzo stronniczo.
Dla parlamentarzystów PiS jest
wyrozumiały, dla pozostałych –
wręcz odwrotnie. Przekonali się
o tym dosadnie dwaj posłowie
PO – Michał Szczerba i Tomasz
Lenz – na których marszałek nałożył kary finansowe za przekroczenie czasu wystąpień (Lenz – 5 tys.
zł, Szczerba – 2,5 tys. zł). Szef klubu PO Sławomir Neumann zapowiada, że Platforma złoży wniosek o odwołanie Kuchcińskiego.
Wicemarszałek Sejmu Ryszard
Terlecki uważa, że to „szalony pomysł”, ale członkowie partii opozycyjnych są innego zdania. Urszula Pasławska z PSL uważa,
że obecny marszałek jest winien
bałaganu, który zapanował w kraju, a który zaczął się właśnie w Sejmie. „Już marszałek sejmu kalek/
uroczyście wszedł na salę/ Strasznie brzęczą mu medale/ lecz się nie
przejmuje wcale/ Maca laską krok
po krok/u Osiem dioptrii w każdym
oku/ Okulary ma schowane/ bo dziś
będzie głosowane” – opisywał proroczo Zembaty. Kuchciński widzi
to, co chce widzieć przez partyjne
okulary.
Skrzydła rozwinęła Elżbieta
Kruk, znana z tego, że potrafi „coś
strona 9
tam, coś tam”. Obecna szefowa sejmowej Komisji Kultury (sic!) nie
ustępuje Markowi Kuchcińskiemu.
W czasie wysłuchania publicznego
na temat „dużej” ustawy medialnej
głos zabrała Ewa Stankiewicz ze
Stowarzyszenia Solidarni 2010.
„Polska jest krajem
chrześcijańskim
i katolickim.
Być może to jest przykre dla
niektórych z państwa, potomków
– posłużę się tutaj terminem, który usłyszałam od historyka polskiego pochodzenia żydowskiego (syna
rodziców, którzy wprowadzali tutaj komunę) – »pełniących obowiązki Polaka«. – Dla potomków
»pełniących obowiązki Polaka« to
może być trudne do przyjęcia, że
Polska jest krajem katolickim. Proponuję wprowadzić zapis o wartościach chrześcijańskich w punkcie
dotyczącym misji mediów narodowych” – przekonywała prawicowa
reżyserka i działaczka. Protestującym przeciwko tej oburzającej
wypowiedzi posłanka Kruk wyłączała mikrofony. „No tak, wyłączyłam mikrofony, ale nie zaproszonym gościom, tylko posłom.
Dobrym zwyczajem jest, że głos na
wysłuchaniu publicznym zabierają
przedstawiciele strony społecznej.
I w pewnym momencie, w wyniku
wniosku formalnego, posłowie postanowili zrobić sobie, trochę taki
huczek na tym wysłuchaniu publicznym i skupić na sobie uwagę.
I postanowiłam doprowadzić do
powrotu do formuły wysłuchania
publicznego, takiej formuły, jaka
jest w zwyczaju” – tłumaczyła potem na antenie Radia Zet. Tak
wygląda dyskusja w stylu PiS. Nie
oznacza to oczywiście, że poprzednicy nie mieli nic na sumieniu. Jednak funkcjonariusze „dobrej zmiany” poczynają sobie coraz śmielej
i bezczelniej, nie dbając nawet
o pozory. Brak lewicy w parlamencie tylko pogarsza sprawę. Bo kto
ma ich hamować?
„Chrześcijański i katolicki
kraj” z klerykalnym parlamentem
nie ma optymistycznych perspektyw. Niestety, nie ma co liczyć na
obóz prezydenta. „Pan prezydent
wam zabierze zabawki i będzie
sam rządził. Teraz daje wam szansę na kompromis, powinniście być
wdzięczni” – przestrzega posłów
prezydencki minister Krzysztof
Szczerski. To jego komentarz
do braku porozumienia w sprawie Trybunału Konstytucyjnego.
Jedno się zgadza: politycy zachowują się jak dzieci w piaskownicy.
A bawią się Polską.
ŁUKASZ PIOTROWICZ
[email protected]
strona 10
POD PARAGRAFEM
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Co w prawie piszczy
Pobrzękiwanie szabelką
Komisja Europejska kontynuuje procedurę
ochrony praworządności w Polsce.
Wywołało to histeryczną reakcję
grupy rządzącej Polską.
Padły tradycyjne już zaklęcia
o wstawaniu z kolan i zdradzie. Idiotyzmy opowiadane przez wiecznie
depresyjną premier budzą wspomnienia o intelektualnych szczytowaniach Gomułki, który również
bredził, że krytykujący jego rządy to
zdrajcy kraju. Różnica między Gomułką i Szydło jest oczywiście zasadnicza. Przede wszystkim Gomułka rządził samodzielnie.
Pani premier wygłosiła 20 maja
w Sejmie coś przypominającego pisk
ranionej myszy, ale mniej merytorycznego. Zaczęła od upomnienia
sejmowej opozycji demokratycznej
(nie mam tu na myśli kolaborantów
reżimu od Kukiza i Kornela Morawieckiego), że ta ma działać na rzecz
suwerenności Polski. Zabrzmiało to
zabawnie w ustach osoby, której rząd
wysługuje się Watykanowi, a polską
konstytucję depcze niczym Pawłowiczówna włosy na nogach. Następnie Szydłowa zarzuciła, że opozycja
zabiegała o „rezolucje przeciwko
Polsce” w Brukseli. Jest to stały już
element propagandowego szlamu
wylewającego się z PiS-owców, którzy uparcie głoszą, że działania instytucji europejskich wzywających do
poszanowania w Polsce prawa i spra-
Z
wiedliwości i potępiających „Prawo
i Sprawiedliwość” są podejmowane przeciwko Polsce. PiS-owscy żyją
bowiem w przekonaniu właściwym
Ludwikowi XIV, zgodnie z którym
państwo to oni, czyli PiS-owscy.
Rzeczywistość jest jednak odmienna: poza PiS-owcami przyspawanymi do koryt i żłobów w Polsce
żyje jeszcze ok. 38 milionów ludzi,
i to o ich prawa upominają się europejskie instytucje. Należy przy tym
wyjaśnić, że wbrew mniemaniom
PiS-u instytucjom UE jest doskonale obojętne, czy Polską rządzi ten,
czy inny przedstawiciel biało-czerwonego zaścianka – działania te nie
są więc wymierzone ani w Polskę, ani
też nawet w PiS. Nie jest natomiast
obojętne to, czy w Polsce będą działały podstawowe mechanizmy demokratyczne, bo tak się składa, że wstępując do UE, umawialiśmy się, że
będziemy ich przestrzegać, a obecne
przestępcze skoki na niezawisłość
wymiaru sprawiedliwości, prywatność obywateli czy też niezależność
mediów są naruszeniem zobowiązań.
Polska pod rządami PiS przypomina obecnie męża, który złożył
małżeńską przysięgę, a obecnie rypie wszystko, co nie ucieka na drze-
bliża się lato, więc trzeba postraszyć ludzi jakimś „zagrożeniem
duchowym”. Zadania podjął się
Jacek Skrzypacz.
Wyobraźcie sobie, jaka nerwowość musi
panować w redakcjach katolickich. Do opętania prowadzi już prawie
wszystko, ale czytelnicy
głodni są nowego swędu
szatana. Co teraz? Malowanie paznokci? Gra
w kamień, papier, nożyce? Zbieranie znaczków?
Jacek Skrzypacz myślał,
myślał i wymyślił. Rezultaty swojego śledztwa przedstawił na łamach
katolickiego magazynu „Moja Rodzina”.
Wziął się za bieganie. To nie znaczy, że
zaczął biegać, wręcz przeciwnie – innym odradza. „Miejsce zdrowego rozsądku w sporcie zastępuje ezoteryka i polityka. Rodzice nie
mają świadomości, że pod hasłem »bieganie«
sprzedaje im się toksyczne treści” – czytamy
we wstępie mrożącego krew w żyłach ­tekstu,
wo, głośno przy tym krzycząc o swojej „suwerenności”. W małżeństwach
takie zachowanie kończy się rozwodem z winy kretyna i podobnie skończy się to w przypadku Polski, czego
należy jej życzyć. Niezależnie bowiem od patriotycznych podnieceń,
jakie niektórzy z nas przeżywają,
naruszanie przyjętych zobowiązań
jest zachowaniem całkowicie nieakceptowalnym. Polska dopuszcza
przecież traktat o przystąpieniu Polski do UE podlega wykładni zgodnej z normami zwyczajowego prawa
międzynarodowego, w tym tymi, które zapisano w konwencji wiedeńskiej
o prawie traktatów. Tam zaś znajdujemy podstawę do wygaśnięcia albo
zawieszenia działania umowy międzynarodowej zależnie od przypadku, czyli „wyrzucenia” Polski z UE
przez pozostałych członków Unii
Przewodniczący KE
Jean-Claude Juncker
i premier Beata Szydło
się właśnie oszustwa i zdrady wobec
swoich partnerów w UE i powinno
się to dla Polski skończyć sankcjami
aż po wykluczenie z UE włącznie.
Wbrew pozorom nie jest to niemożliwe. Jakkolwiek traktaty założycielskie UE nie przewidują procedury „wyrzucenia” państwa z UE, to
po przecież kto by się spodziewał? A jednak!
Nie dajcie sobie wmówić, że w zdrowym ciele zdrowy duch! W ciele biegającym duch
może być zupełnie niezdrów.
Przez bieganie ludzie opuszczają niedzielną mszę. Łączy się ono z jogą, wege-
To idzie młodość!
– na przykład w razie dopuszczenia
się przez Polskę oszustwa (art. 49
Konwencji wiedeńskiej, który mógłby być zastosowany na tej podstawie, że Polska od początku nie miała
zamiaru wykonywać podstawowych
zobowiązań wynikających z członkostwa) albo istotnego naruszenia
mogą śmieszyć, ale skoro jest popyt, to jest
i podaż. Akurat kościelni eksperci wiedzą
o tym najlepiej.
Autor trochę się broni, że nie atakuje
sportu jako całości, ale tylko ten bezbożny.
Można przebiec maraton, ale musi być poprzedzony mszą. Każda aktywność ma przybliżać do Boga, a przynajmniej do Kościoła.
Zatem bieg dla uczczenia „wyklętych” czy
Biegunka myśli
tarianizmem (tak, tak, to też zagrożenie!),
ezoteryką i Bóg (oraz Skrzypczak) wie,
czym jeszcze. Autor rozprawia się z modą
na bieganie, którą – za gwiazdami prawicowej publicystyki Dominikiem Zdortem
i Rafałem Ziemkiewiczem – nazywa „biegactwem”. Krytykuje kupowanie drogich
strojów i gadżetów. Rzeczywiście, krocie
przeznaczane na okołosportowe zabawki
JPII – jak najbardziej; dla poprawy samopoczucia – niekoniecznie. Być może Jacek
Skrzypacz chce pośrednio odeprzeć zarzut,
że wielu duchownych charakteryzuje się nadmierną tuszą. Oni po prostu nie mogą biegać, żeby nie kusić losu.
Wspomniani wyżej publicyści atakowali
bieganie, ale tylko z pobudek politycznych.
„Bieganie w takiej postaci, w jakiej funkcjo-
traktatu wielostronnego (art. 60
Konwencji wiedeńskiej, który pozostałe państwa członkowskie, albo
nawet niektóre spośród tych państw,
obligowałby do rozstania się z Polską w związku z tym, że nie wykonuje
ona swoich zobowiązań, np. nie wykazuje choćby minimalnej solidarności w sprawie uchodźców).
W dalszej części swojego wystąpienia Szydłowa cytowała niejakiego Wyszyńskiego (co ciekawe,
nie stalinowskiego prawnika karnistę, lecz kardynała, chociaż stalinowiec byłby w jej przypadku bardziej
na miejscu), a także wrzeszczała, że
Komisja Europejska ma problem
z reputacją. Było to osobliwe, bo to
przecież PiS-owska władza łamie
prawo i kłamie, a nie Komisja Europejska. Komisji Polacy zawdzięczają
drogi i koleje, dopłaty dla rolnictwa
i aquaparki, zaś Szydłowej wyłącznie
wstyd i obrzydzenie. Szydłowa zarzuciła też, że Komisja podlega naciskom. Ktoś winien tej ciemnocie
wyjaśnić, że Komisja jest niezależna
w pełnieniu swoich funkcji, czemu
służą i przepisy traktatów, i wysokie wynagrodzenia, chroniące przed
sprzedajnością.
Kiedy widziałem szarżującego
w Sejmie p. Leppera, sądziłem, że
czegoś gorszego już nie zobaczę. Myliłem się. Nie ma jednak nic gorszego
niż idiota wykształcony ponad swoje
możliwości intelektualne.
JERZY DOLNICKI
[email protected]
nuje dziś w Polsce i w wielu mediach, jest
– wbrew pozorom – nacechowane ideologicznie. To emanacja fajnopolactwa” – pisał w 2014 r. Łukasz Warzecha, któremu przeszkadza także jazda na rowerze,
WOŚP, i wszystko, co nie składa należnego hołdu prawicy. Biegacze i rowerzyści (ci zrzeszeni w Masie Krytycznej) korkują miasto, a to Warzesze nie podoba się
na tyle, że raczył cyklistów nazwać hołotą. Nie od dziś wiadomo, że wszystkiemu
winni są właśnie cykliści (wespół z Żydami
i masonami).
Skrzypacz wzniósł krytykę aktywności
fizycznej na wyższy poziom. No i z głowy.
Dziennikarze mediów kościelnych mogą
na chwilę odetchnąć, bo udało im się znaleźć wnyki szatana zastawione w tym sezonie. Następny odcinek już wkrótce. Liczę
na kreatywność redaktorów oraz ich abstrakcyjne poczucie humoru, którym już nie
raz się wykazywali.
ŁUKASZ PIOTROWICZ
[email protected]
POD PARAGRAFEM
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
R
esort finansów sprawę zna od 2002 roku.
Wtedy to na polskim
rynku finansiści zaczęli sprzedawać „ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym”. Była to ich
odpowiedź na wprowadzenie przez
rząd Leszka Millera podatku od
zysków kapitałowych. Pod tym pojęciem ukrywał się zryczałtowany
podatek od oprocentowania lokat
bankowych, rachunków bieżących
oraz zysków z giełdy.
Polisy z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym sprzedawano niezwykle agresywnie. Klientom
wmawiano, że są to bardzo atrakcyjne sposoby pomnażania kapitału. Dystrybutorzy wiedzieli jednak,
że owe polisy raczej nie przyniosą
klientom zysków. Całe ryzyko ubezpieczyciele przerzucili właśnie na
klientów. Zatarto w ten sposób granicę pomiędzy polisami a innymi
usługami finansowymi. Podobnie jak
w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Włoszech czy Indiach w procederze tym udział brały banki. Za
prowizję od ubezpieczycieli wciskały
one swoim klientom pseudolokaty.
Dochodziło niekiedy do sytuacji, że
ludzi niemających już pieniędzy na
regularne wpłaty rat za polisę namawiano do wzięcia kredytu.
Spętani umową
Gdy klient zrywał umowę przed
upływem okresu karencji, który wynosił nawet 15 lat, towarzystwo ubezpieczeniowe w ramach tzw. opłaty likwidacyjnej potrącało do 95 procent
zebranych środków. Dochodziły do
niej oddzielne świadczenia wykupu
oraz opłaty: dystrybucyjna, administracyjna, za zarządzanie, transakcyjna, za transfer, za alokację, za
ryzyko. W skrajnych przypadkach
ubezpieczyciele od jednej składki potrącali na swoją rzecz aż 11 różnych
opłat. Czemu służył taki skomplikowany system? Rzecznik finansowy dr
Aleksandra Wiktorow (na zdjęciu)
pisze, że „ukryty został w nich mechanizm produktu ubezpieczeniowego
stworzonego dla samego produktu, finansującego wysokie prowizje pośredników oraz gwarantującego ubezpieczycielom stały nieprzerwany dochód,
bez względu na wynik działania funduszu kapitałowego”.
U nas kwitną
Polisy z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym pojawiły się
w latach 80. XX wieku. W Wielkiej
Brytanii sprzedawano je jako zabezpieczenie kredytów hipotecznych.
Tam – podobnie jak w Polsce – była
to forma ucieczki przed podatkiem.
Tamtejsze instytucje nadzorcze po
Los pięciu milionów Polaków oszukanych
na ponad 56 miliardów złotych
przez towarzystwa ubezpieczeniowe
nie interesuje Ministerstwa Finansów.
W walce o zwrot wyłudzonych pieniędzy
pomagają im natomiast sądy.
nad regulacjami chroniącymi klientów banków i ubezpieczalni. W takiej
sytuacji nie dziwi więc odradzanie się
polisolokat na rynku. Regulaminy
wielu z nich nadal zawierają zapisy
podobne do wcześniej zakazanych.
Warto więc przed kupnem takiego
ubezpieczenia porównać ogólne warunki umowy z wykazem klauzul nie-
Klient nasz sługa
kilku latach walki zmusiły firmy
ubezpieczeniowe do wycofania ich
z oferty. Finansiści zapłacili klientom
ponad 120 milionów funtów odszkodowań. Doszły do tego kary sięgające setek tysięcy funtów.
Oszukańcze pseudopolisy sprzedawano także we Francji. Tam również dodawano je do kredytów hipotecznych. Przedstawiciele banków
wmawiali klientom, że środki zgromadzone w ramach polisy ułatwią
spłatę kapitału pożyczki. Rzecz
w tym, że konstrukcja ubezpieczenia
nie dawała żadnej ochrony zgromadzonych pieniędzy. Sprzedaż takich
polis została zakazana w 2003 roku.
Dużo wcześniej podobne decyzje
podjęły organy nadzoru w Niemczech i Włoszech.
W Polsce przez lata większość
urzędników twierdziła, że polisy
z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym nie stanowią problemu.
Innego zdania byli kolejni rzecznicy ubezpieczonych („FiM” 44/2014).
Po latach walki w 2014 roku udało
im się przekonać ówczesnego szefa Urzędu Ochrony Konkurencji
i Konsumenta Adama Jassera do
działania. Efektem wielomiesięcznego postępowania były kary w łącz-
nej wysokości 50 milionów 414 tysięcy nałożone na 4 firmy (Aegon TU
na Życie, Idea Bank, Open Finance,
Raiffeisen Bank Polska występujący
wcześniej pod nazwą Polbank EFG).
Decyzje te spowodowały krótkotrwałe przyhamowanie sprzedaży
polisolokat. Przyczyniły się do tego
także wydane w latach 2013–2015
kolejne rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego. W ostatniej zaleca ona ubezpieczycielom rezygnację
z pobierania od klientów opłat za
wcześniejsze wypowiedzenie umowy. I na tym kończą się uprawnienia KNF. Próby ich poszerzenia za
każdym razem kończyły się niepowodzeniem. Niechętni zmianom
byli kolejni ministrowie finansów.
I to oni, a nie – jak głoszą prawicowe media – przewodniczący KNF
Andrzej Jakubiak odpowiadają
za prawny bałagan. Na konieczność
pełnego uregulowania kwestii rozliczeń ubezpieczycieli z ubezpieczonymi wielokrotnie zwracał uwagę Sąd
Najwyższy. Urzędnicy resortu finansów pozostali głusi na te apele.
Bałagan podtrzymuje Zbigniew
Ziobro. Na początku swojego urzędowania rozpędził Komisję Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego pracującą
dozwolonych, dostępnym na stronie
uokik.gov.pl/rejestr/.
Sąd nad oszustami
W obronie klientów wrobionych
w polisy stają sądy, wspomniana
rzecznik finansowa dr Aleksandra
Wiktorow oraz organizacje społeczne, w tym Stowarzyszenie „Przywiązani do Polisy”.
Sądy uznały za niedopuszczalne
obciążanie klientów kosztami prowizji pośredników, reklamy polis, zarządzania siecią sprzedaży oraz analiz
prawnych przed ich wprowadzeniem
na rynek. To sędziowie ukrócili praktykę ubezpieczalni, które domagały się od swoich klientów odszkodowań za rezygnację z polisy. Dobitnie
wykazał to Sąd Rejonowy w Brzegu,
który w uzasadnieniu wyroku z dnia
16 października 2013 r. (I C 440/13)
stwierdził, iż „trudno (…) mówić
o szkodzie w postaci utraty planowanych korzyści, kosztów prowizyjnych za
czynności agencyjne, czy też poniesienia innych kosztów związanych z obsługą umowy ubezpieczenia w sytuacji,
gdy w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (…) przewidziano możliwość wypowiedzenia w każdym czasie
strona 11
i to nawet bez uzasadnienia”. Jeszcze
ostrzej o takim zachowaniu wypowiedział się Sąd Okręgowy w Warszawie
w nieprawomocnym wyroku z dnia
27 marca 2015 r.: „(…) w istocie więc
Ubezpieczyciel przewidział tu dla ubezpieczonego swoistą sankcję za rezygnację z dalszego kontynuowania umowy
– bez powiązania jej z realnie poniesionymi wydatkami (…). Tak sformułowane postanowienie narusza dobre
obyczaje, gdyż sankcjonuje przejęcie
przez ubezpieczyciela ogromnej części
wykupionych środków w całkowitym
oderwaniu od skali poniesionych przez
ten podmiot wydatków”.
Sędziowie nie dali się zwieść
ubezpieczycielom, którzy dowodzili, że opłata likwidacyjna jest
głównym świadczeniem umowy.
W wyroku Sądu Rejonowego dla
Wrocławia-Śródmieścia z dnia 20 listopada 2014 r. czytamy, że jest na odwrót, ponieważ „(…) z istoty stosunku
ubezpieczenia wynika, że świadczeniem
głównym należnym zakładowi ubezpieczeń jest składka. Świadczeniem ubocznym zaś każde związane z przedwczesnym rozwiązaniem umowy”.
Sędziowie wsparli także klientów
wrobionych w najgorszy typ polisolokat, czyli tzw. umowy Pareto z wykorzystaniem najbardziej ryzykownych instrumentów finansowych. Sąd
Okręgowy w Warszawie stwierdził
nieważność umowy ubezpieczenia na
życie i dożycie z ubezpieczeniowym
funduszem kapitałowym z uwagi na
fakt jej sprzeczności z naturą stosunku ubezpieczeniowego. Sędziowie
przeczytali uważnie warunki polisy
i znaleźli w nich regulacje świadczące, że ubezpieczyciel arbitralnie ustalał wartości początkową i bieżącą certyfikatów, w które inwestowane były
środki wpłacane tytułem składek.
Wbrew zapowiedziom nie powiązał
także wartości indeksu, według którego wyceniany jest ubezpieczeniowy fundusz kapitałowy, z bieżącą sytuacją na rynkach kapitałowych. Sąd
podsumował, że „wartość aktywów
netto Funduszy była arbitralnie – w nieznany sposób – ustalana przez Ubezpieczyciela (zgodnie z prawem sąd utajnił
dane pozwanej firmy – red.) prowadzącego te Fundusze. Wbrew zapisom
w Regulaminach Funduszy, wartości te
nie były wyliczane wedle wartości rynkowej, ponieważ jednostki uczestnictwa nie były oferowane na rynku i nie
były przedmiotem obrotu. Powód jako
ubezpieczony nie miał żadnego wpływu
ani nawet żadnej wiedzy o tym, w jaki
sposób Ubezpieczyciel tego dokonywał”.
Końcowe wywody sądu można nazwać jednym wielkim aktem
oskarżenia firmy ubezpieczeniowej.
Niestety, prokuratura jak dotąd nie
zainteresowała się tymi ustaleniami.
MICHAŁ POWOLNY
PIOTR CZERWIŃSKI
[email protected]; [email protected]
strona 12
POLSKA OBYWATELSKA
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Gminy pod prasą
Helsińska Fundacja Praw Człowieka
alarmuje – urzędowe gazetki
niby-samorządowe rozpanoszyły się
w Polsce i udają wolną i niezależną prasę.
To poważne zagrożenie dla wolności słowa
na poziomie lokalnym.
Fundacja skierowała 11 maja
2016 r. petycję do rzecznika praw
obywatelskich dr. Adama Bodnara. Z jej treścią możemy zapoznać
się na stronie hfhr.pl/czy-wydawanie-gazet-samorzadowych-jest-zgodne-z-konstytucja-petycja-do-rpo. HFPCz
domaga się, aby RPO skierował do
Trybunału Konstytucyjnego wniosek
o zbadanie zgodności z Konstytucją
art. 8 prawa prasowego. Przepis ten
określa, kto może być wydawcą prasy. Władze samorządowe interpretują go po swojej myśli, ale gdy uchwalano prawo prasowe, samorząd
terytorialny jeszcze nie istniał! Bez
wątpienia jest on władzą publiczną.
A podstawowe zadanie wolnej prasy
to kontrola i krytyka społeczna m.in.
organów władzy publicznej.
Czy samorządowa gazetka może
być niezależna od burmistrza, który
decyduje o jej wydawaniu? Czy lokalni dziennikarze mogą w niej krytykować lokalną władzę – bez obawy, że
zostaną wyrzuceni z pracy? To oczywiście pytania retoryczne. Zauważmy,
że w niektórych gminach, zwłaszcza
mniejszych, lokalna gazetka często
jest jedynym medium. To ona decyduje o tym, jak na lokalne sprawy
spoglądają mieszkańcy tej gminy. To
jej teksty promują jednych, a osądzają drugich. Te możliwości przydają
się zwłaszcza podczas kampanii wyborczych. Ale przecież nie tylko wtedy. Czy można mówić o pełnej demokracji, jeśli władza publiczna ma
istotną przewagę nad obywatelami?!
Tak ogromną, że jest w stanie narzucić swoją opinię niemal w każdej sprawie? Tak niebezpieczną, że może zachwalać np. burmistrza, choć gdyby
była obiektywna, to powinna go krytykować? Prasa zależna od władz samo-
rządowych wywiera ogromny nacisk
– zwykle negatywny – na obywateli
danego obszaru. Lokalna prasa na
usługach lokalnej władzy to przecież
zła wiadomość
dla demokracji!
HFPCz w swej petycji podkreśla,
że lokalna prasa ma sprzyjać przejrzystości działania władz lokalnych
i umożliwiać współuczestnictwo
w życiu lokalnej społeczności. Ma
także ułatwiać zrozumienie wszelkich aspektów jej funkcjonowania.
Ale jej głównym zadaniem ma być
przecież społeczna kontrola władzy
publicznej. Pal licho, jeśli lokalne
media przybierają postać biuletynu
informacyjnego. Ale lokalne władze
– podkreśla Fundacja – „chcą mieć
realny wpływ na to, jak przedstawiona
jest lokalna rzeczywistość, jaki jest zakres ewentualnej krytyki, czy wręcz jakie nazwiska przewijają się przez łamy
czasopism”.
Rzecznik Praw Obywatelskich
w liście do ministra spraw wewnętrznych z 9 maja 2016 r. także jest mocno zaniepokojony. „Uzurpowanie przez
biuletyny samorządowe roli gazet wiąże się niejednokrotnie z utrudnianiem
dostępu do informacji dziennikarzom
prasy prywatnej, co jest podważeniem
fundamentalnej zasady wolności słowa
i prawa dostępu obywateli do informacji publicznej” – zauważa. Podobnie
krytycznie oceniła prasową aktywność
władz gmin Regionalna Izba Obrachunkowa we Wrocławiu. W swym
stanowisku z 7 maja 2014 roku mocno akcentuje, że „wolność prasy gminnej może istnieć tylko w granicach tej
treści, która zaspokaja zbiorowe potrzeby mieszkańców. Tego warunku
 Rzecznik Praw Dziecka przypomina
o możliwości eksmisji sprawcy przemocy domowej. Ofiara przemocy może złożyć wniosek na podstawie art. 11a ustawy
o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
W 2014 roku do sądów wpłynęły tylko 1152
wnioski o eksmisję sprawców przemocy.
 Coraz więcej samorządów deklaruje, że zamierza w trakcie wywiadów środowiskowych uruchomić kontrolę wydawa-
nie spełniają publikacje o charakterze
politycznym, tym bardziej jednostronne. Wspólnota samorządowa z natury
swej jest różnorodna. Mieszkańcy różnią się między sobą poglądami. Ukazywanie opozycji w negatywnym świetle zaspokaja potrzeby wyłącznie ich
przeciwników politycznych. Co więcej,
dokonywane jest za pieniądze, które –
jako publiczne – są pieniędzmi także
tej opozycji. Takie publikacje powodują, że wydawanie gazety przestaje się
mieścić w zadaniach własnych gminy”.
Mordowanie
pluralizmu
poglądów w „samorządowej” prasie
to wcale nie jedyny grzech lokalnych
władz. Często oprócz wychwalania
burmistrza czy prezydenta sprzedają powierzchnię reklamową w „swoich” mediach, zabierając możliwość
zarobku lokalnym przedsiębiorcom.
Czasem też pobierają opłaty od
mieszkańców, choć wydawane są za
nia przez rodziny wielodzietne pieniędzy
z programu 500+. Szczególnie ma to dotyczyć rodzin objętych wsparciem gminnych
ośrodków pomocy społecznej.
 W „rankingu szczęścia” ONZ Polska
znalazła się na 57 miejscu spośród 157
państw świata. Najszczęśliwsi ludzie żyją
w Danii. W pierwszej dziesiątce są też kolejno: Szwajcaria, Islandia, Norwegia, Finlandia, Kanada, Holandia, Nowa Zelandia, Au-
z tego robią. Krytykującym
wytaczane są (za gminne
pieniądze) sądowe procesy – długie i kosztowne.
Problem udających wolna
prasę przyprezydenckich
gazetek musi wreszcie zostać rozwiązany! Rzecznik
Praw Obywatelskich postuluje, by rząd przygotował odpowiednie regulacje
prawne i zakazał wydawania prasy przez jednostki
samorządu terytorialnego.
RPO zaleca też doprecyzować zasady wydawania
biuletynów informacyjnych w ten sposób, aby
służyły one mieszkańcom,
a nie do wychwalania burmistrza czy prezydenta.
Wydawcy niezależnych gazet lokalnych oraz
lokalni dziennikarze dawno już domagali się zahamowania fatalnego dla
demokracji tworzenia lokalnej „prasy dworskiej”.
Ich stanowisko wspiera
obecnie RPO oraz HFPCz. Popieich pieniądze. Publiczne wydatki na
rają je także: Izba Wydawców Pramedia schlebiające lokalnym notabsy, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych
lom ukrywane są w budżetach… np.
oraz uznane autorytety prawnicze.
domów kultury. Albo finansuje się
Uważają, że działalność wydawni„pisemka dworskie” poprzez pubcza samorządów musi się ograniczać
liczne dotacje. Z pieniędzy zabratylko do publikacji biuletynów – i to
nych organizacjom pozarządowym!
wyłącznie informacyjnych. Nie poNiby „niezależnych” dziennikarzy
winno być w nich polityki ani prolokalnych pisemek władza zatrudnia
pagowania lokalnych notabli. Nie
na ciepłych posadach w urzędzie.
powinny być płatne ani też nie poZapewne „urzędowi dziennikarze”
winny publikować płatnych reklam
będą niezależnie kontrolować poczyczy ogłoszeń. Zaczynają to dostrzenania lokalnej władzy. Tak mocno,
gać także mądrzejsi samorządowcy.
że zrobi się mdło od słodzenia burNa przykład w 2012 roku Rada Miejmistrzowi albo ślisko od wazeliny…
ska w Tłuszczu zakazała wydawania
Panoszeniu się takiej „wolnej prazależnej od burmistrza gazety przez
sy” na lokalnym rynku medialnym tomiejscowe Centrum Kultury i Sporwarzyszy nader często agresja wobec
tu. W uchwale radnych czytamy:
tych, którzy odważą się jednak wła„Centrum nie powinno być wydawcą
dzę krytykować. Oczywiście nie ma
prasy lokalnej, ponieważ gazeta redamowy, by jakakolwiek krytyka pojagowana przez pracowników jednostki
wiła się na łamach „samorządowej”
organizacyjnej gminy, zależnej od burgazety. Takie praktyki już dawno nemistrza, nie może być gazetą całkowigatywnie ocenił Europejski Trybunał
cie niezależną i obiektywną”. Nic doPraw Człowieka (skarga nr 35016/03),
dać, nic ująć…
ale lokalne władze niewiele sobie
Kolumnę redaguje ANDRZEJ KROPEK [email protected]
stralia i Szwecja. Ranking uwzględnia m.in.
PKB na obywatela, długość życia, poziom
bezrobocia, dostęp do opieki medycznej,
wysokość korupcji, swobody obywatelskie.
 Pomimo licznych wyjazdów za granicę jesteśmy jednymi z najmniej mobilnych
spośród 27 państw UE. Krajowy adres zamieszkania zmienia zaledwie ok. 1,4 proc.
Polaków rocznie. Mniej chętni od nas pod
tym względem są Rumuni i Łotysze. Na-
sza niechęć do przeprowadzek wynika nie
z braku mieszkań na wynajem, ale ze specyfiki polskiego rynku pracy.
 Ministerstwo Zdrowia szykuje zmiany w dostępie do usług oraz wyrobów medycznych. Oprócz bezpłatnych usług i wyrobów mają też być lepsze wyroby i usługi
za dopłatą. Mechanizm dopłat ma być podobny do tego, który obowiązuje w przypadku leków refundowanych.
ZAMIAST SPOWIEDZI
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
Akcja Demokracja
Polska ma coraz bardziej rasistowską
twarz. Przełamanie tego wizerunku
zajmie lata – mówi Bogumił Kolmasiak,
publicysta i działacz społeczny.
– Premier Beata Szydło zlikwidowała Radę do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i Nietolerancji,
sugerując, że w Polsce nie ma
problemu z rasizmem.
– Statystyki pokazują, że od momentu, kiedy PiS doszedł do władzy,
to liczba incydentów na tle rasistowskim rośnie. Oczywiście nie uważam,
że głównym winowajcą jest rząd. Natomiast takie sygnały jak fakt, że nie
chcą podejmować walki z tego typu
problemami, świadczy o PiS nienajlepiej. A kłopot jest, chociażby
w przekazywaniu środków na pomoc
uchodźcom czy w atakach na obcokrajowców przebywających w Polsce
dzięki programowi Erasmus (program wymiany studentów – przyp.
red.). Rząd nic z tym nie robi, chowa
głowę w piasek, przez co skrajna prawica jest coraz silniejsza.
– PiS się boi? Przecież nacjonaliści z ONR i innych ugrupowań to tak naprawdę garstka ludzi. To nie jest siła, której partia
rządząca miałaby się obawiać.
– Ale traktuje ją jak sojusznika.
Dla PiS skrajna prawica jest potrzebna, bo wtedy Jarosław Kaczyński
może ustawiać się w centrum. Identycznie jest na Węgrzech, gdzie radykalny Fidesz jest niby partią centrową, a za skrajność robi tam Jobbik.
Dla PiS i dla PiS-owskich mediów
nie ma problemu rasizmu. Teraz na
przykład w tygodniku „Do Rzeczy”
zapoczątkowano cykl artykułów wychwalających ONR, mówiąc, że nie
taki diabeł straszny. Tymczasem
w Łodzi bojówki tego ugrupowania
wyszły na ulice i szukają obcokrajowców, by ich zastraszyć. Wojewoda łódzki Zbigniew Rau sprawę
zbagatelizował.
– Nie tylko on.
– W PiS jest dużo osób
o ONR-owskich poglądach. Jest poseł Stanisław Pięta, Krystyna Pawłowicz, był nieżyjący już Artur Górski.
Wielu polityków z tej partii uczestniczyło w Marszach Niepodległości. W Kielcach radny PiS Mirosław
Gębski został skazany prawomocnym wyrokiem za skandowanie haseł takich jak: „Dobry gej to martwy gej”. PiS ma zatem problem we
własnych szeregach. Kaczyńskiemu
to nie przeszkadza. Niedawno mówił, że w Polsce muszą być przepisy
dotyczące karania za mowę nienawiści, bo inaczej istnieje zagrożenie
dla wolności słowa. Z drugiej strony piętnuje tak zwany „przemysł
pogardy”, który rzekomo atakował
jego brata i PiS. Więc krytyka Prawa i Sprawiedliwości urosła w Polsce
do rangi przestępstwa, a incydenty
o charakterze faszystowskim i rasistowskim są bagatelizowane. To bardzo niebezpieczna tendencja.
– Kiedyś wstydem było mówienie o swoich rasistowskich
poglądach. Dziś jest odwrotnie.
Ta zmiana zaszła, kiedy pojawił
się temat uchodźców w Polsce.
Jak Pan wspomniał, w Łodzi nacjonaliści zorganizowali patrole,
choć żaden uchodźca jeszcze się
tu nie pojawił.
– Badania z czasów, kiedy jeszcze rządziła PO, mówiły, że większość Polaków chciała pomóc osobom poszkodowanym przez wojnę,
które szukały w Polsce schronienia.
Niestety, kilka miesięcy bardzo agresywnej propagandy – między innymi Telewizji Polskiej, gdzie zrównywano przestępców z ludźmi, którzy
naprawdę uciekają przed śmiercią
– sprawiły, że w kraju zmieniły się
nastroje. Dla wielu Polaków media
publiczne wciąż są podstawowym
źródłem informacji. Tymczasem pojawiają się tam takie osoby jak Marian Kowalski (były członek ONR,
organizator Marszów Niepodległości – red.), który ani moralnie, ani
politycznie nic sobą nie reprezentuje.
Bardzo łatwo zbija się kapitał
na sianiu strachu. Próbowała tego
również lewica. Leszkowi Millerowi często zdarzały i zdarzają się homofobiczne wystąpienia. Mówił też
o wojnie cywilizacji i bagatelizował
sprawę tajnych więzień CIA. Na prawicy zaś Kaczyński straszy kalifatem
w Europie. Budowanie poparcia politycznego na strachu, nawet jeśli zagrożenie nie istnieje, nie jest trudne.
– Lewicę ostatnio często możemy spotkać na marszach Komitetu Obrony Demokracji. Ale na
tych manifestacjach nie ma słowa o nietolerancji, która w Polsce
jest coraz wyraźniejsza. Broni się
Konstytucji, Lecha Wałęsy, Unii
Europejskiej, tylko nie uchodźców, których ojczyzny są codziennie bombardowane. Albo ludzi
z karnacją inną niż biała, albo
o niekatolickim wyznaniu.
– Odbyła się manifestacja „Wrocław wita uchodźców”, gdzie było wiele wspaniałych osób. Był Robert
Biedroń, Piotr Szumlewicz i Barbara Nowacka. Są środowiska, które
w tej sprawie godnie się zachowują.
– Chodzi o strach, a utożsamianie islamu z groźbą wprowadzenia kalifatu jest niesprawiedliwe.
Znam wielu muzułmanów, którzy
są zwolennikami świeckiego państwa. Niemądre jest też demonizowanie nakrycia głowy kobiety,
które ma niby grozić wszystkim
Polkom. Znam chodzące w hidżabach dziewczyny, które są feministkami i walczą o prawa kobiet. One
Bogumił Kolmasiak (rocznik 1987) – dziennikarz, publicysta, bloger, działacz
społeczny. Zawodowo związany z fundacją Akcja Demokracja. Absolwent
socjologii (SGGW) i stosunków międzynarodowych (UW). Publikował
w „Krytyce Politycznej”, portalu Gazeta.pl, „Zielonym Mieście” i „Zielonych
Wiadomościach”. Okazyjnie komentator w TVN24BIŚ i w Radiu Kampus.
Wieloletni członek władz Partii Zieloni i Stowarzyszenia Ostra Zieleń, obecnie bezpartyjny.
To między innymi Zieloni i partia
Razem, która od początku zachowuje się bardzo przyzwoicie. Niestety,
Mateusz Kijowski nie podjął tego tematu, co pokazuje, że KOD stał się
ugrupowaniem jednego tematu, czyli
obroną demokracji w Polsce. Tymczasem z prawdziwą demokracją mamy
do czynienia wówczas, kiedy szanujemy wszystkie mniejszości. KOD jest
zatem ruchem niekompletnym.
– Jak pan sobie wyobraża obronę mniejszości narodowych na marszach KOD, kiedy
pojawiają się tam transparenty:
„Precz z PiSlamem”?
– Wydaje mi się, że to nie było
działanie uzgodnione z kierownictwem KOD. Chyba nawet kazano
szybko zdjąć ten transparent.
– Ale to potwierdza tylko fakt,
że w Polsce uchodźców nie chce
żadna strona politycznego sporu.
nie mają nic wspólnego z domaganiem się jakichkolwiek specjalnych praw. To nie ma nic wspólnego ze zniewalaniem kogokolwiek.
One też nie czują się zniewolone.
Moja znajoma nosi burkę i działa
na rzecz przeciwdziałania radykalizacji młodzieży na przedmieściach
Londynu. Chodzi o to, aby nawiązać z tymi ludźmi dialog, aby nie
czuli się osaczeni.
– W Polsce niektóre środowiska, choć mają tolerancję na
sztandarach, dają się ponieść
antyimigranckim emocjom. Na
przykład Kongres Kobiet, podczas którego uczestniczki założyły na głowy papierowe torby symbolizujące burki.
– Nakrycie głowy stało się znakiem rozpoznawczym tej globalnej
religii. Wydaje mi się, że feministki
z Kongresu Kobiet wyrządziły swo-
strona 13
im siostrom muzułmankom ogromną krzywdę.
– Jest pan działaczem ruchu
Akcja Demokracja.
– Właściwie to kampanierem.
– Gdyby tematycznie podzielić kampanie, które zorganizowaliście, to najwięcej protestów i pisanych przez Was petycji dotyczy
mowy nienawiści. Jakie są efekty
działań Akcji Demokracja?
– Kiedy Sławomir Jastrzębowski napisał w „Super Expressie”, że
manifestanci KOD są gorszym sortem Polaków, że uformował ich komunizm i mają spaczone sumienia,
zatęchłe dusze i prostackie umysły,
to napisaliśmy petycję do jego przełożonego – Zbigniewa Benbenka.
Podpisało się pod nią ponad 3200
osób. Pan Benbenek przyznał nam
rację i potwierdził, że Jastrzębowski przekroczył granicę. Wezwał go
na rozmowę dyscyplinującą. Kiedy
do jednego z płockich liceów zaproszono na wykład członka ONR,
natychmiast powiadomiliśmy kuratorium. Z kolei kiedy na stadionie
Legii Warszawa pojawił się transparent: „KOD, Nowoczesna, GW, Lis,
Olejnik i inne ladacznice – dla was
nie będzie gwizdów, będą szubienice”,
zwróciliśmy się do sponsorów klubu
o zajęcie stanowiska. Jest to świeża
sprawa. Na razie współpracę z Legią
zerwała telewizja TVN, która emitowała serial na jej setne urodziny. To
tylko kilka przykładów. Nasze działania przynoszą efekty, ale jeszcze długa droga przed nami. W czasie rządów PiS nie pracuje nam się łatwo.
– A czy próba wpłynięcia na
władze szkoły, aby nie zapraszały do siebie ludzi z ONR, nie jest
aby ograniczaniem wolności?
– Działalność ONR, i ta historyczna, i obecna, pokazuje, że nie.
Działacze tego ugrupowania niejednokrotnie to pokazywali. Na przykład
paląc we Wrocławiu kukłę Żyda, bijąc ludzi o innych przekonaniach
albo organizując patrole nękające
obcokrajowców. Szkoła ma chronić
młodzież. Nie może być tak, że po
takim wykładzie 15- czy 16-letni gej
albo lesbijka będą się bali wychodzić
na korytarz. Obecność ONR w szkole
jest niebezpieczna i niedopuszczalna.
Nie jestem natomiast przeciwnikiem
polityki w szkole. W Norwegii organizowane są debaty, gdzie młodzież
się przygotowuje, uczy argumentacji
i ściera w konkretnych tematach, na
przykład multikulturowości.
Rozmawiał
ARIEL KOWALCZYK
[email protected]
strona 14
PRZEMILCZANA HISTORIA
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Chrzest, a co potem… (3)
Rebelia i król apostata
O
pór przeciwko wprowadzeniu nowej religii zaczął przybierać
na sile już w schyłkowym okresie rządów Mieszka I. Był krwawo tłumiony. To
jednak nie zapobiegało wzrostowi społecznego napięcia,
które było wynikiem postępującego ubożenia mieszkańców,
zmuszonych do ponoszenia ciężarów budowy oraz utrzymania
klasztorów i kościołów.
Podobnie krwawo tłumił wszelkie oznaki buntu Bolesław Chrobry. Mimo to za jego panowania
miał miejsce najgłośniejszy napad
rabunkowy na erem benedyktynów
w Kazimierzu Biskupim. Miejscowa ludność erem obrabowała i spaliła, a znajdujących się w nim mnichów – Benedykta z Permu, Jana
z Wenecji, dwóch Słowian, Izaaka
i Mateusza, oraz miejscowego służącego Krystyna – zamordowała.
Bezpośrednią przyczyną napadu
były krążące od pewnego czasu informacje o ogromnej ilości srebra
zgromadzonego przez mnichów.
Na wniosek księcia Bolesława Kościół uznał potem za błogosławionych wszystkie ofiary tego rabunku – łącznie z owym służącym, nie
wiadomo nawet, czy już ochrzczonym. Sprawców napadu ukarano
śmiercią lub sprzedano w niewolę. Nie było to zdarzenie odosobnione. W drugiej dekadzie rządów
Bolesława dochodziło do coraz
liczniejszych napadów na placówki
kościelne, i to nie tylko z powodów
rabunkowych.
Rewolty społeczne
Podobnie działo się w pierwszych latach panowania Mieszka
II. Wkrótce doszło w jego państwie
do sytuacji, która musiała wywołać
wybuch. Z klasztoru w Rawennie
przybył Bezprym, pierworodny
syn Chrobrego, i zażądał korony.
Inny przyrodni brat Mieszka II –
Otto – też wystąpił o własną dzielnicę. Król obu braci wygnał. Bezprym udał się do Kijowa, Otto zaś
do cesarza niemieckiego. Porozumieli się i z wojskami ruskimi oraz
niemieckimi wkroczyli do Polski.
Król uciekł do Czech, gdzie został
wykastrowany na rozkaz księcia
Udalryka.
Władzę w Polsce jako wielki
książę przejął wówczas Bezprym.
Kiedy wprowadził na polskich zie-
więcej, zarówno z władzą, jak i z religią chrześcijańską. Jeszcze inni
chcieli własnej samodzielnej władzy na swoim zajętym teraz przez
siebie terenie. Wreszcie byli i tacy,
którzy walczyli pomiędzy sobą, załatwiając jakieś dawne rodzinne czy
osobiste porachunki.
Po stronie starego
obrządku
miach chrześcijaństwo w obrządku
bizantyjskim, doszło do niebywałego religijnego chaosu, którego nie
mogli pojąć nie tylko nowi chrześcijanie. Dlaczego tego samego Boga
mieli teraz czcić w różny sposób?
Trzy obrządki – łaciński, słowiański
i wschodni – a do tego jeszcze wiara w starych bogów! To już można
było uznać za podpalenie lontu pod
całym krajem. Tym bardziej że po
pół roku panowania Bezprym został otruty, co spowodowało z kolei
rugowanie obrządku wschodniego.
Bezprym został uznany za wielkiego zdrajcę i przez stulecia nie było
go w pocztach władców Polski.
Wybuch nastąpił w 1034 roku
po skrytobójczej śmierci Mieszka
II. Opustoszały tron stał się natychmiast powodem walki królowej Rychezy z pierworodnym Bolesławem, bo matka chciała korony
dla młodszego syna – Kazimierza.
Zdecydowana większość dworzan
poparła jednak w tej rywalizacji
księcia Bolesława. Ostatecznie wygnał on z kraju zarówno matkę, jak
i młodszego brata i koronował się
jako Bolesław II. Kilkumiesięczne zamieszanie spowodowane walką o władzę przeniosło się wkrótce
na wewnętrzne walki zwolenników
i przeciwników matki lub syna.
Pojawiło się wtedy wielu „poronionych książąt” (tak określili ich
później kronikarze), którzy usiłowali przy tej okazji przejąć władzę
na niewielkimi częściami państwa.
Ożyły dawne wspólnoty i interesy
plemienne, a to groziło szybkim
rozpadem państwa.
Rewolty religijne
Tym ostrym konfliktom towarzyszyła jeszcze groźniejsza rewolta antychrześcijańska. Skoro upadała centralna władza państwowa,
to podobny los musiał stać się
udziałem religii narzucanej przez
tę władzę. Tym bardziej że polskie
chrześcijaństwo było bardzo jeszcze młode, powierzchowne, osłabione dodatkowo ciągłymi walkami o dominację określonego
obrządku w obrębie jednego wyznania. Nadal świeża była wśród
mieszkańców Polski pamięć o tym,
że bogowie pogańscy nigdy nie
walczyli ze sobą.
Trzeba było teraz skutecznie
przebłagać starych bogów oraz namówić ich do powrotu na polskie
ziemie. Najlepszym sposobem prowadzącym do tego celu było dogłębne wykorzenienie wszystkich śladów po nowej, coraz powszechniej
znienawidzonej religii, zwłaszcza że
pozbawionej teraz bezpośredniej
opieki państwa i władcy. Podobnie
okrutnie jak w tamtych czasach pro-
wadzone były wszystkie wojny z najeźdźcami czy liczne podboje sąsiednich ziem, tak samo teraz równie
brutalnie walczono z religią chrześcijańską. Kronikarze pisali, że puszczano z dymem kościoły i klasztory.
A także o tym, że wyrzynano duchowieństwo obu obrządków oraz tych,
którzy stawali w ich obronie. Żeby
dawni bogowie zobaczyli, że już definitywnie, raz na zawsze, skończono z nową religią.
Okazało się szybko, że można
ogień z kościołów przerzucać także na pańskie dwory i posiadłości.
Gall Anonim jako pierwszy odnotował w „Kronice polskiej” wydarzenia związane z tą rebelią. Napisał, że „niewolnicy powstali na
panów, wyzwoleńcy przeciwko szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc i jednych z nich na
odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali (…). Nadto
jeszcze, porzucając wiarę katolicką
– czego nie możemy wypowiedzieć
bez płaczu i lamentu – podnieśli
bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i niektórych z nich, jakoby w zaszczytniejszy sposób, mieczem zgładzili, a innych, jakoby
rzekomo godnych lichszej śmierci,
ukamienowali”.
Jedni walczyli ze świecką władzą administracyjną, drudzy z nową
religią, trzeci zaś, których było naj-
Wobec tak niekontrolowanego już rozlewu krwi trzeba było
spróbować zapanować nad tymi
uwolnionymi żywiołami i przywrócić w państwie jakikolwiek,
w miarę znośny porządek. Należało najpierw dokonać wyboru jednej
z walczących grup, opowiedzieć się
po jej stronie i wspólnie z nią opanować sytuację w państwie. Król
Bolesław II opowiedział się po
stronie tych, którzy przywracali starą religię. Nie panował długo. Został skrytobójczo zabity w 1036 lub
1037 roku. Przystępując do rewolty,
musiał zaakceptować sposób, w jaki
przebiegała. Zapłacił za to skazaniem przez Kościół na zapomnienie
i wymazanie z historii Polski.
Na szczęście zachowało się kilka zapisów potwierdzających jego
panowanie. I tak m.in. w „Kronice Wielkopolskiej” zapisano:
„Bolesław zaś, z powodu srogości
i potworności występków, zbrodni
okrutnych i nieludzkich, których się
dopuszczał, źle skończył swe życie,
choć odznaczony był koroną królewską, niepoliczony został nawet
w liczbie królów i książąt polskich”.
Wincenty z Kielczy: „Tymczasem
w Polsce panuje król Bolesław, srogi tyran. Nie panował długo, ale nagromadził tyle zbrodni, że śród nich
stracił życie”. „Tabula Regnum Poloniae” z 1380 r.: „Jeden waleczny król wymazany został z rzędu
panujących”.
Po śmierci króla na Polskę napadł czeski książę Brzetysław I.
Spustoszył i obrabował cały kraj,
pobrał tysiące jeńców świeckich
i duchownych, których sprzedawał
potem jako niewolników, tłumiąc
przy okazji rewoltę. Pominął tylko
Mazowsze, gdzie rządził Miecław,
były dostojnik na dworze Mieszka
II. Król czeski przyłączył do swojego państwa Śląsk i Małopolskę.
Polskie królestwo przestało istnieć
jako państwo.
ANDRZEJ ZIELIŃSKI
[email protected]
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
HISTORIE W LUDZIACH ZAKLĘTE
Na wygnaniu
D
zień, w którym Niemcy wyr zucili jego
książki, zaś polską szkołę zamienili w placówkę Hitlerjugend,
uświadomił mu, że jest wojna.
To, że już nigdy nie będzie jak
dawniej, zrozumiał, kiedy wraz
z rodziną trafił na przymusowe roboty do Niemiec.
Urodził się w 1927 roku w gminie Grabów (dziś woj. łódzkie).
Oprócz Polaków mieszkali tam
wówczas Niemcy i Żydzi. Przez
lata ta etniczna mieszanina należąca do trzech wyznań – katolickiego, mojżeszowego i ewangelickiego
– żyła spokojnie, bez prześladowań.
Wyjątek stanowiło kilka drobnych
antyżydowskich ekscesów inicjowanych sporadycznie przez faszyzujące grupki wyrostków. To
było tuż przed wybuchem wojny. – W kręgu moich najlepszych
kolegów był Fredek z rodziny żydowskiej oraz Elke i Wilde pochodzenia niemieckiego. Nikomu
z nas nie przychodziło do głowy
wypominanie sobie odmienności
wyznaniowej, narodowościowej
czy klasowej. Dystans zaczął się
tworzyć dopiero wtedy, gdy po klęsce naszej armii w bitwie nad Bzurą przyszły do nas wojska niemieckie – opowiada pan Izydor.
To właśnie przez jego osadę
maszerowała Wielkopolska Brygada Kawalerii wraz z ciągnącymi się za nią oddziałami artylerii
i piechoty. Mieszkańcom nakazano ewakuację, a wkrótce rozpoczęła się walka z 30. Niemiecką Dywizją o pobliską Łęczycę. Dwa dni
później ta sama armia toczyła bitwę nad Bzurą. Mieszkańcy Grabowa i okolicznych osad zostawili
więc domostwa i ruszyli na północ.
Wrócili do nich dopiero po kilkunastu dniach, gdy front przesunął
się w rejony Łowicza i Sochaczewa.
Wówczas w Grabowie stacjonowali już żołnierze niemieccy.
Zapędzili wielu przerażonych ludzi do kościoła i synagogi. To mieli
być zakładnicy na wypadek, gdyby
komuś przyszło do głowy zaatakować jakiegoś żołnierza. – Na rynku urządzili maskaradę, podczas
której obcinali brody i pejsy wyciąganym z mieszkań sędziwym
Żydom – wspomina pan Izydor.
Wkrótce zaczęły się prześladowania także ludności polskiej, a dzieciom polskim i żydowskim zakazano dostępu do edukacji. – Naszą
szkołę powszechną zlikwidowano,
a w jej ławkach zasiedli nasi dotychczasowi koledzy niemieckiego
pochodzenia ubrani w mundurki
­Hitlerjugend. Polscy funkcjonariusze policji i urzędu gminy zostali
zastąpieni folksdojczami.
Wysiedlenie
Z dnia na dzień zmieniała się
rzeczywistość. Kościół i synagogę
przekształcono w magazyn zboża,
zniknęły przydrożne krzyże i kapliczki. Pozbawiono mieszkańców
ich pojazdów, radioodbiorników,
a nawet rowerów. Rok później za-
bierano nawet męskie okrycia zimowe, które trafiały na front do
niemieckich żołnierzy.
W sierpniu 1941 roku została
wysiedlona rodzina Izydora. – Z histerycznym wrzaskiem: „Alle raus!”
w ciągu godziny wypędzili z domów
kilka rodzin. Zostawiliśmy wszystko – sprzęt gospodarski i zwierzęta – opowiada pan Izydor. Pamięta,
że – przygnębieni i przerażeni – dojechali na rynek. Tam Niemcy spędzili kilkuset młodych Żydów. I tak
polsko-żydowska kolumna, część na
furmankach, część piechotą, ruszyła
w stronę Łęczycy. – Popędzono nas
do biura pracy. Koczowaliśmy tam
całą noc, a rano pomaszerowaliśmy
na stację kolejową, z której pociągiem dojechaliśmy do Łodzi. Tam
był obóz przejściowy, gdzie było już
sporo wysiedleńców z innych okolic
Kraju Warty. Ulokowano nas pokotem w jakiejś wielkiej hali – wspomina. Stąd kilkanaście dni później
jego rodzina ruszyła w głąb Niemiec. Po drodze trafili do lagrów.
Ludzie byli w panice. Gromkie nawoływania strażników, że prowadzą
ich tylko do kąpieli, na niewiele
się zdawały. W ogromnym popłochu przeszli w końcu przez łaźnię
i ambulatorium. W tym obozie
oprócz Polaków byli Francuzi i Jugosłowianie, głównie oficerowie. –
W przygnębieniu, ze zdumieniem
spoglądali na nas, zapoconych
i zdyszanych wygnańców; my z ko-
nie siły: – Wieczorem wlokłem się
z pola w drewnianych chodakach.
Bardzo zmęczony i często przemoczony. Rodzicom także było trudno
przystosować się do niemal niewolniczej pracy. Co jakiś czas w okolice przyjeżdżali kolejni wysiedlani
Polacy. Przywozili wieści z kraju.
I choć nie były one optymistyczne, to kontakt z rodakami był dla
nas, wygnańców, duchową strawą
– mówi. Mimo wysiłku, jaki wkładali w pracę, ich „właściciel” nigdy
nie był zadowolony. Dorkowi, jak
zdrobniale nazywali go rodzice,
niejden raz się oberwało. W koń-
lei patrzyliśmy przerażeni na ich
wynędzniałe twarze i zniszczone
ubrania oznakowane czerwonymi
trójkątami na plecach – opowiada
pan Izydor. To – jak się okazało –
był obóz przejściowy. Wkrótce ruszyli dalej. Zapamiętał duży dworzec, z którego ciągle odjeżdżały
pociągi. On i jego rodzina odjechali stamtąd do wsi Bornshain, na południe od Altenburga, gdzie odtąd
mieli pracować w dużym gospodarstwie Horsta Gablera.
cu ojciec udał się do miejscowego
burmistrza, prosząc o przeniesienie
do innego gospodarza. Zgody oczywiście nie dostał. Jego rodzina na
własnej skórze odczuła natomiast
represje. Zubożał ich jadłospis,
ograniczono im kontakt z innymi
pracownikami. Wówczas Izydor
z zaprzyjaźnionym kolegą zaczęli
planować ucieczkę. Nie była to łatwa decyzja. Zewsząd dochodziły
słuchy o rozstrzeliwaniu zbiegów.
Z drugiej strony pojawiały się co
rusz przepowiednie o końcu wojny. Zrezygnowali.
Coraz częściej słychać było
pomruki nocnych nalotów, które trwały po kilka godzin. Każdy
sygnał o zbliżaniu się brytyjskich
samolotów budził wśród niewolników ogromną radość. „Nasi lecą!”
– krzyczeli ludzie pełni nadziei.
Zniewolenie
U Gablera pracowało około
20 osób. Oprócz rodziny Izydora
było jeszcze czterech innych Polaków. Zamieszkali nad chlewnią.
Izydor pracował na równi z dorosłymi, a więc ponad swoje nastolet-
strona 15
Zanim nadlecieli, na niebie widać
było świetliste słupy reflektorów
i słychać salwy dział przeciwlotniczych. – Znajdowaliśmy później
na polach szkielety wypalonych
bomb świetlnych zwanych lotniczymi świecami oraz ulotki, z których
dowiadywaliśmy się o niemieckich
klęskach i nieskuteczności oporu.
Podczas tych nalotów ginęły też
brytyjskie załogi i spadały rażone
przez artylerię samoloty. Pewnej
nocy naliczyłem pięć trafionych
i buchających ogniem bombowców
– opowiada pan Izydor.
Nadzieja
Sytuacja na froncie zmieniała
się na niekorzyść Niemców. W połowie 1944 roku oprócz nocnych
nalotów brytyjskich doszły dzienne
– amerykańskie. Pan Izydor mówi,
że zapamiętał ten dzień z niespotykanej dotąd powietrznej scenerii
– tuż po wyciu syren usłyszeli warkot wielkiej flotylli bombowców. To
były boeingi B-17, tak zwane latające fortece, w grupach po kilkadziesiąt maszyn. Każda ciągnęła za
sobą śnieżnobiały warkocz zlodowaciałego powietrza, tworząc tym
samym swoisty podniebny szlak.
Leciały przez nikogo nie niepokojone, jakby w uroczystej paradzie.
Ich cel był gdzieś dalej, na północ
w kierunku Lipska.
Ten widok podbudował ludzi.
Niemal każdy już wierzył, że koniec wojny jest bliski. Z dnia na
dzień bombardowania strategicznych niemieckich obiektów były coraz częstsze. – Przeciągły dudniący
warkot silników, grzmot detonujących i eksplodujących zbiorników
oraz cystern z paliwem zdawał się
nie milknąć. Cała okolica spowita była czarnym dymem, a w nocy
widać było łunę licznych pożarów.
Cuchnący swąd spalenizny było
czuć przez kilka dni – opowiada mój rozmówca. Żyli w ciągłym
strachu, czy bomby nie spadną na
ich wieś, położoną całkiem niedaleko fabryki lotniczej w Gössnitz.
Jednocześnie z zapartym tchem
śledzili przebieg walk na frontach, na których walczyli polscy
żołnierze. Dotarły do nich wieści
o powstaniu warszawskim. Wkrótce do Gössnitz przyjechał pociąg
z warszawiakami…
WIKTORIA ZIMIŃSKA
[email protected]
Ciąg dalszy losów rodziny pana
Izydora – za tydzień w „FiM”.
Drodzy Czytelnicy!
Jeśli znacie ludzi, których życiorys
kryje ciekawą historię, piszcie na
[email protected] albo na
adres redakcji w Zgierzu z dopiskiem: „Historie w ludziach zaklęte”.
strona 16
ZAMIAST SPOWIEDZI
2,5 mln ludzi wyjechało z kraju, 2 mln ludzi
zostało eksmitowanych, tysiące popełniło
samobójstwo z powodu zadłużenia. Krwawe
żniwo. Musimy się organizować, żeby przeżyć.
Oczywiście elity mówią, że mamy wybór. Ale jaki?
Musimy bronić tego, co jeszcze mamy. Zostaje
nam tylko konfrontacja – mówi Antoni Wiesztort
z kolektywu Syrena, aktywista, intelektualista
aresztowany za… pisanie na murze.
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
ną, a jej śmierć – moim zdaniem –
morderstwem politycznym. Po tym
jak znaleziono jej zwłoki, zorganizowaliśmy okupację urzędu Praga-Północ. Pewna starsza pani chodząca
o lasce oświadczyła przez mikrofon: „Tyle lat protestowaliśmy, a oni
– tj. sprawcy – mogą zrobić z nami
wszystko. Musimy zmienić formy
protestu. Nadszedł czas, by rzucić laski i wziąć łomy w ręce!”. To był według mnie moment radykalizacji części ruchu lokatorskiego. Zmieniliśmy
– Chyba raczej odjechały razem z działaczami lokatorskimi,
którzy w Poznaniu spacyfikowali
antyterrorystów usiłujących rozpędzić demonstrację solidarnościową z Jolantą Brzeską i Łukaszem Bukowskim. Czym mamy
się przejmować? Utratą zatrudnienia w agencji pracy tymczasowej płacącej 5 zł na godzinę?
– Agencje pracy tymczasowej to
pasożyty żerujące na naszej gospodarce i naszym pocie. Nie dodają
tobusowe itp. Syrena postawiła na
zdobycie pewnych swobód przez
konfrontację. Skomunalizowaliśmy
kamienicę, wyrzuciliśmy czyściciela
i oddaliśmy dom zwykłym ludziom.
Organizujemy społeczność obok
i wbrew elitarnemu państwu. Założyliśmy Cafe Kryzys, w której można zjeść za 3 zł. Można tu przyjść,
zjeść i zdobyć energię do konfrontacji z władzą.
– Ale dlaczego idziecie „na
noże”?
Krwawe żniwo biznesu
– Tygodnik „The Economist”
– biblia establishmentu – ogłosił
koniec ery korporacji. Prawda czy
fałsz?
– Raczej półprawda, czyli całe
kłamstwo. Przypomina mi to tezę
Francisa Fukuyamy, który ogłosił „koniec historii” – po upadku
ZSRR świat miał żyć w harmonii
bez antagonizmów, żelaznej kurtyny
itp. Tymczasem na potrzeby rozwoju przemysłu wojennego znalazł się
inny, stary „wróg” – Bliski Wschód
i „świat arabski”. Równocześnie
większej części świata, w tym Polsce,
Bank Światowy i MFW zafundowały
ekonomiczną wojnę w formie terapii
szokowych i programów dostosowania. Efekt jest taki, że dwa lata temu
80 osób miało majątek większy niż
połowa ludzkości, a rok temu – ta
liczba zmalała już do 65. Żeby utrzymać takie skandalicznie rosnące nierówności – nawet w bogatej Europie
coraz trudniej utrzymać demokrację
wolnorynkową – potrzebna jest twarda łapa i represje wobec protestów.
Słowem – korpokracja.
– Podobno chodzi o walkę
z korupcją. W ubiegłym roku
chińskie władze ukarały 300 tys.
skorumpowanych urzędników.
11 maja bieżącego roku brazylijska prezydent Dilma Roussef
została zawieszona właśnie ze
względu na zarzuty korupcyjne.
Dyrektor stołecznego BGN Marcin Bajko może stracić pracę.
– Byłoby świetnie, gdyby jednostkowe przypadki wpływały na
statystyki. Przynajmniej w Polsce
tak jednak nie jest. Neoliberalne
media i think tanki mają znacznie
większy wpływ na rzeczywistość niż
my. Dla nich każdy nawet minimalny sukces lewicy jawi się jako „koniec epoki”. Tymczasem żyjemy
w kraju, w którym od połowy lat 90.
wyeksmitowano dwa miliony ludzi.
W Polsce nie widać końca korporacji, tylko koniec świata.
– Polacy dobrowolnie oddali
władzę w ręce korporacji.
– Nie zgadzam się z taką tezą,
w jakiś sposób powiela ją też Naomi
Klein w „Doktrynie Szoku”. Prawda
jest taka, że w pierwszej połowie lat
90. w Polsce przetoczyła się największa fala strajków i protestów; druga
taka miała miejsce ponad dziesięć
lat później. Nie daliśmy się omamić,
tylko zostaliśmy spacyfikowani i wyeksportowani masowo za granicę.
Kolejne rządy ostatecznie bazowały
na zarządzaniu strachem i głodem –
Jaruzelski jako pierwszy prezydent
III RP zauważył, że lepiej niż gaz
łzawiący na robotników działa „bicz
bezrobocia”. Tak nie funkcjonuje demokracja, tylko oligarchia, czy korpokracja, od początku lat 90. po dziś
dzień. Niedostosowanych do polityki niskich płac i wysokich czynszów
albo wyrzuca się z kraju albo wsadza
za kratki. Działacz Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, Łukasz Bukowski od 27 kwietnia odbywa trzymiesięczną karę więzienia
za blokadę eksmisji kobiety na wózku inwalidzkim. Po demonstracji solidarnościowej policja wyłapała co
bardziej „wystających” i postawiła
im kolejne zarzuty.
– Ale ludzie nie dali się zastraszyć i demonstrowali pod
komisariatem. Media nie pisały
o „warchołach” tylko porównały aktywistów do działaczy „Solidarności” walczącej z ZOMO. To
przełom.
– W sytuacji gdy antyterroryści ścigają ludzi za pisanie haseł na
murach, takie konotacje nasuwają
się same.
– Osoby walczące z systemem
albo idą w dyby, czyli do więzienia, albo giną, tak jak Jolanta
Brzeska, działaczka Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Śmierć Brzeskiej stanowi cezurę współczesnej historii Polski.
– Bo Jolanta Brzeska nie była
przeciętną starszą panią, tylko najbardziej charyzmatyczną postacią
ruchu lokatorskiego, założycielką
WSL. Ona była działaczką politycz-
strategię i przeszliśmy do ofensywy.
Przecież nie możemy stale prosić
o mieszkanie i czekać, aż nas spalą.
Warszawiacy zaczęli głośno mówić,
że kontrakt społeczny, który miał
wiązać władze i lud, został w pewnym sensie spalony i pogrzebany razem z Jolantą Brzeską. Nie możemy
wiecznie prosić i czekać na zmianę
polityki mieszkaniowej W Warszawie
jest ponad 40 tys. pustostanów, ponad 6,5 tys. z nich należy do miasta.
Władze i biznes bez trudu mogłyby
zaspokoić głód mieszkaniowy. Tyle
że wtedy nie dałoby się tyle zarobić.
Pustostany i kurczący się zasób komunalny to ważny czynnik utrzymania i podwyższania cen mieszkań deweloperskich – nie masz alternatywy,
bierzesz kredyt albo imasz się każdej
śmieciowej pracy, byle było na czynsz.
W kontrze do tej logiki zaczęliśmy
odzyskiwać kamienice brutalnie wyczyszczone w ramach reprywatyzacji.
Tak powstała Syrena – miejsce będące zapleczem do mieszkania i walki,
forma autonomii mieszkaniowej czy
kooperatywy anarchistycznej, okupowane centrum społeczne. W ten sposób możemy się odgryźć i wywłaszczyć wywłaszczycieli. Czasy, kiedy
bandziory w mundurach albo garniturach mogły z nami robić co chcą,
a my nie zareagujemy, zwyczajnie się
skończyły.
nic do gospodarki, pobierają tylko
prowizję od naszej pracy. Agencje
i firmy w Polsce nieraz wyobrażają
sobie wręcz, że będziemy pracować
za darmo – już co trzeci pracodawca w Polsce zalega z wypłatą pensji.
Niedawno przyszło do nas siedmiu
Ukraińców zatrudnionych w firmie
świadczącej usługi w zakresie kompleksowego wykonywania instalacji.
Załoga od stycznia przepracowała za
darmo w sumie ponad 2 tysiące godzin warte 35 tysięcy złotych. Warto się tymczasem zastanowić, gdzie
wypływają pieniądze zagarnięte
pracownikom. Z opracowań Klubu
Analiz Uniwersytetu Jagiellońskiego wynika, że polskie firmy nielegalnie transferują za granicę minimum
10 mld zł rocznie. To 50 razy więcej
niż wynosi budżet na budowę mieszkań. Z tym trzeba walczyć.
– Nie wystarczy bojkot konsumencki? To jest siła. Nie można
nikogo zmusić do zakupów.
– Naprawdę? Osoby tyrające po
16 godzin dziennie, które mają tylko
8–9 godzin wolnych od pracy, muszą
kupować. Bojkot konsumencki jest
dobry, ale dla przedstawicieli wyższej klasy średniej. Większości społeczeństwa – większości z nas – pozostaje organizować się w miejscu
pracy albo stosować samoobniżki
czynszów, niepłacenie za bilety au-
– A co innego zostaje? W piątek
20 maja kolejna osoba popełniła samobójstwo w dniu eksmisji. Przez
27 lat 2,5 mln ludzi wyjechało z kraju, kolejne 2 mln zostało eksmitowanych, kilkaset tysięcy popełniło samobójstwo z powodu zadłużenia u elit.
Biznes zbiera krwawe żniwo. Musimy
się organizować żeby przeżyć. Oczywiście elity mówią, że mamy wybór.
Ale jaki? Musimy bronić tego, co
jeszcze mamy. Zostaje nam tylko skuteczna i przemyślana konfrontacja.
Możemy się organizować w ramach
kamienicy czy zakładu pracy, grupowo bojkotować zbyt wysokie czynsze i zasiedlać pustostany, włączać
się w oddolne związki zawodowe jak
Inicjatywa Pracownicza. Tylko w ten
sposób wygramy walkę z korpokracją.
– Zapominasz o kulturze.
To kultura napędza wielki biznes. Kupujesz to, co zobaczysz
w telewizorze, i masz takie aspiracje jak gwiazdy ekranu. Opisał
to Daniel Bell w słynnej książce „Kulturowe sprzeczności
kapitalizmu”.
– Gdy ludzie nie mają czasu ani
pieniędzy, muszą brać co jest. Słuchać tej muzyki, która leci w radiu.
Oglądać te filmy, które są emitowane
w telewizji. Na szczęście jest Internet
i wolna kultura. Umożliwia ujawnianie afer takich jak Panama Papers
czy faktu, że wielkie banki tworzą tajne konta, na których notable ukrywają sprzeniewierzone fortuny. Polskie media o tym zanadto nie piszą,
w zamian nazywając nas „roszczeniowcami” czy wręcz „złodziejami”.
Jak można się oburzać na ludzi chcących mieć mieszkanie? Zgadzam się,
że musimy budować własną kulturę
i tworzyć własny język. Jeszcze 20 lat
temu często w pewnych sferach mówiliśmy tylko językiem pana; dla przykładu na reprywatyzację mówiło się
„restytucja mienia”. Teraz może łatwiej komunikować własną narracją.
Rozmawiała
MAŁGORZATA BORKOWSKA
[email protected]
A TO POLSKA WŁAŚNIE
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
Bez taty...
Sądy wciąż odmawiają ojcom praw
do ich własnych dzieci. Od wielu lat
ojcowie spędzają Dzień Dziecka na ulicy.
Manifestują.
Tym razem miało być inaczej.
Myśleli, że odtrąbią sukces. Że
nowe twarze w rządzie to będzie
także nowa jakość. Postawili na Kukiz’15, ulegając demagogicznym
wystąpieniom jej lidera. Poparli
w wyborach, doprowadzili do utworzenia w Sejmie Parlamentarnego
Zespołu na rzecz Praw Dzieci do
Obojga Rodziców, który pracował
nad projektem zmian Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Chodziło im o to, co zawsze – żeby dzieci
rozwiedzionych rodziców miały realne możliwości kontaktu zarówno
z matką, jak i ojcem (tzw. opieka
naprzemienna). Żeby rola taty nie
sprowadzała się wyłącznie do wypłacania alimentów. Jednak Kukiz ich
rozczarował. Ale po kolei...
Obecnie sądy zwykle przyznają
opiekę nad dzieckiem matce (ponad 60 proc. spraw rozwodowych).
Ojciec ma tylko wyznaczone „widzenia”. Problem w tym, że, jeśli
rodzice się nie dogadują, to ojcowie latami nie widzą swoich dzieci. Nie dlatego, że nie chcą, tylko
dlatego, że nie chcą tego ich byłe
żony lub partnerki. Matki zabierają dzieci i wyprowadzają się do rodzin w odległych miejscowościach,
oskarżają byłych mężów o domniemane molestowanie dzieci, zaś oni
– im bardziej walczą, tym bardziej
są przez sądy ignorowani. W ten
sposób wydawałoby się prosta kwestia wspólnego wychowywania dzieci przeradza się w regularną wojnę,
w której stawką jest los co najmniej
trzech milionów ojców. Od lat nic
się nie zmienia. Ojcowie wciąż podkreślają, że
alienacja rodzicielska
to najbardziej paskudna i koszmarna forma przemocy, jakiej może
doświadczyć dziecko. Ale nikt ich
nie słucha.
„Misją Stowarzyszenia DzielnyTata.pl jest dążenie do wychowywania dzieci przez oboje rodziców
w możliwie równym stopniu (…).
Sprzeciwiamy się izolowaniu dzieci
od rodziców przez drugiego rodzica i sądy. Wspieramy ojców w dążeniach do wychowywania dzieci”
– czytamy na stronie organizacji.
Każdy ojciec, którego to dopiero
spotka, ma wiarę, że uda się sytuację rozwiązać na drodze sądowej. No
bo przecież w głowie mu się nie mieści, że w państwie prawa może być
inaczej. Szybko okazuje się, że są na
przegranej pozycji. – Przychodzi taki
moment, że czujesz się zeszmacony,
zbity jak pies i wiesz już, że nie masz
szans. Policja traktuje cię jak wariata. Im bardziej się starasz, tym jest
gorzej. Mam wrażenie, że w wielu
przypadkach sąd odpuszcza, bo woli
takie status quo – cierpi ojciec, cierpią dzieci, ale sprawa jest skończona
i można ją odłożyć na półkę – mówi
Michał Miazga ze Społecznego
Towarzystwa Wspierania Dzieci i ich
Rodzin. I tak przez lata niektórzy
z potulnych baranków
stali się bulterierami.
System ich do tego zmusił. Okazuje się, że uprowadzenie rodzicielskie to jedyny sposób, aby się z dzieckiem zobaczyć, czasami – uchronić
przed przemocą. Niektórzy się na to
decydują. Są w desperacji, ponieważ
kochają swoje dzieci.
Michał Fabisiak, prezes stowarzyszenia skupiającego tysiące
zdesperowanych ojców, którzy nie
mogą wyegzekwować prawa do wychowywania swoich dzieci, opracował „Poradnik okradzionego ojca”.
Kontrowersyjny dla postronnych,
bo przeczytają w nim m.in.: „Masz
zabrać, masz się ukrywać, masz mieć
odłożone pieniądze, masz zrezygnować z pracy i znaleźć sobie inną – na
czas procesu – aż ograniczą matce
prawa”. Media okrzyknęły go przestępcą. Sam Fabisiak mówi, że obnaża w nim metody działań matek:
– Rafał, nasz kolega, podjął konkretną decyzję o zabraniu syna do
siebie, ukrywał się przez 3 miesiące,
w tym czasie ustalił zgodnie z art. 26
kc miejsce zamieszkania przy sobie,
ograniczył władzę rodzicielską matce. A później poszli razem do notariusza i ustalili opiekę naprzemienną
tydzień w tydzień pod zagrożeniem
500 zł za nieoddanie dziecka – tłumaczy Fabisiak.
Adam Grzybowski, założyciel Fundacji „Dla Dobra Dzieci”,
mówi, że uprowadzenie rodzicielskie
nie jest żadnym rozwiązaniem. Tych,
którzy decydują się na taki krok, nie
potępia, a nawet rozumie.
Wszak walka o własne prawa
przed sądami zazwyczaj jest beznadziejna. – Ja prosiłem sąd, żeby zezwolił mi zabrać dzieci na wakacje.
To było w czerwcu. Do końca wakacji nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Podjąłem decyzję, że i tak zabiorę
swoje córki nad morze. Później odwiozłem je do domu matki. Tylko
tydzień zajęło sądowi wydanie postanowienia o tym, żeby zawiesić mi
prawa rodzicielskie za uprowadzenie. Odpowiedzi na wniosek o umożliwienie wyjazdu z córkami nie ma
do dziś – mówi.
Co więcej – ma w ręku opinię
z Instytutu Psychologii i Psychiatrii Sądowej. Wynika z niej jednoznacznie, że
żona znęca się
nad dziewczynkami
zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Mimo to biegli uznali, że to właśnie
ona jest w stanie zapewnić dzieciom
właściwe warunki rozwoju. Kilka
razy zawiadamiał prokuraturę, kiedy
córki przychodziły do niego z podbitym okiem. Postępowania były umarzane na etapie dochodzenia.
Nadzieja, która pojawiła się wraz
z nowym rządem, zgasła. – Mnie się
strona 17
ta ustawa nie podoba i już. Ja swoim
nazwiskiem firmować jej nie zamierzam. Jeśli pan poseł Skutecki dalej chce współpracować z tym zespołem i ten projekt pchać, to nie będzie
przeszkód, tylko niech idzie do klubu PiS, Nowoczesnej albo PO (…).
Mnie ten projekt nie dotyczy, pewne
kwestie mnie tam drażnią, nie mam
zamiaru rozmawiać o tym projekcie
– powiedział Paweł Kukiz podczas
konferencji prasowej w Sejmie tuż
po tym, jak przez media przetoczyły
się informacje, jakoby posłom Kukiza doradzali przestępcy.
Ojcowie w Polsce tracą wiarę
w to, że coś się zmieni. – Adwokat
mnie przekonuje, że moje działania są na nic. Mimo że mam w ręku
opinię, w której napisano czarno
na białym, że dzieci powinny być ze
mną. Przychodzę na manifestację
Dzielnego Taty, bo taka jest rola
ojca, żeby walczyć do końca. Czuję wielką pustkę i niechęć do życia.
Wstaję codziennie i nie chce mi się
działać. Kontakty z dziećmi realizuję w ośrodku interwencji kryzysowej. Trzy godziny w tygodniu.
To nie jest dyskryminacja. To jest
zbrodnia – mówi Adam Grzybowski. – Nikt, kto tego nie przeżył, nas
nie zrozumie – dodaje.
WIKTORIA ZIMIŃSKA
[email protected]
REKLAMA
strona 18
NASZE PORTFELE
Karciane sztuczki
P
osiadacze telefonów
„na kartę” nie mają łatwo. Operatorzy agresywnie domagają się
doładowań. Kończąc świadczenie usługi, chętnie przywłaszczają sobie pieniądze abonentów.
Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) opublikował kilka dni
temu analizę dotyczącą tzw. kart pre-paid. Czyli kart przedpłaconych operatorów telekomunikacyjnych. Analiza dostępna jest na stronie urzędu
(uke.gov.pl/analiza-w-sprawie-rozliczania-uslug-pre-paid-19713). Urząd
broni posiadaczy telefonów na kartę
i punktuje rozmaite sztuczki firm telekomunikacyjnych. Wszystkie prowadzą do jednego. Operatorzy chcą
wydusić z nas dla siebie jak najwięcej
kasy. Choć w 2009 roku UKE rekomendował zmiany regulaminów firm
telekomunikacyjnych, niewiele się
zmieniło. Nadal posiadacze telefonów na kartę traktowani są jak łatwy
cel do złupienia. W świetle obowiązującego prawa posiadacze telefonów
na kartę są jedynie „użytkownikami
końcowymi”. Nie mają takich samych praw jak „normalni” abonenci.
Urząd nie może zatem wprowadzać
regulacji obowiązujących operatorów. Może tylko do nich apelować…
Na koniec 2014 r. usługi telefonii
mobilnej świadczyło u nas 27 firm.
Spośród nich 7 największych miało
własną infrastrukturę (linie, kable, maszty itp.). Zarejestrowały one
aż 57,8 mln kart SIM. Większość
z nich, bo aż 31,2 (54 proc.
ogółu) to karty pre-
-paid (przedpłacone). Według danych z grudnia 2015 roku statystyczny posiadacz telefonu komórkowego
„na umowę” wydawał na połączenia
około 62 zł. Posiadacz telefonu „na
kartę” – 35 zł. Zwykle są to osoby
mniej zamożne, które starają się
kontrolować swoje wydatki. Choć
abonentów „na kartę” jest więcej –
mają mniej praw. Choć są osobami
mniej zamożnymi – firmy telekomunikacyjne łupią ich bezlitośnie.
Rządzący PiS ustawowo wprowadza
obowiązek rejestracji kart pre-paid.
Nie zadbał jednak o to, aby chronić
najsłabszych abonentów na rynku
telekomunikacyjnym.
Wobec posiadaczy kart przedpłaconych firmy telekomunikacyjne
mają zgodną politykę:
wymusić jak
najwięcej kasy!
Połączenia dla posiadaczy kart
pre-paid są droższe. Z drugiej strony nie są oni związani żadną umową lojalnościową i mogą zmienić
operatora kiedy zechcą. Aby karta przedpłacona działała, wymaga
doładowywania konta. Za tę samą,
najniższą opłatę, u jednych operatorów ważność konta przedłuża się zaledwie o kilka dni (np. OPL, T-Mobile), a u innych (P4) – nawet o…
455 dni! Z reguły jednak miesięczna
opłata wynosi od około 25 do 49 złotych. Przy takiej opłacie, po upływie
miesiąca, konto jest aktywne jeszcze (w zależności od operatora) od
0 do 365 dni (połączenia wychodzące) oraz od 50 do 455 dni (przychodzące). Operatorzy „specjalizują się”
w wymuszaniu kolejnych doładowań
konta, natrętnie przypominając nam
o tym SMS-ami. Po upływie opłaconego okresu karta umożliwia jeszcze
odbieranie połączeń przez pewien
(krótki) czas. Jeśli nie wykorzystaliśmy swoich pieniędzy na połączenia,
stają się one… własnością operatora. Nie ma bowiem żadnej procedury zwrotu niewykorzystanych pieniędzy! Jeśli chcemy je wykorzystać,
musimy… znowu dopłacić! Tak oto
posiadacze telefonów na kartę są
okradani w majestacie prawa!
Bardziej cywilizowana jest postawa operatorów w innych krajach
UE. Po upływie ważności konta pozostałe na karcie pieniądze zwracają abonentom operatorzy w: Austrii, Chorwacji, Czechach, Słowacji,
Norwegii, Niemczech, Turcji oraz we
Włoszech. Ale nie w Polsce! Urząd
Komunikacji Elektronicznej postuluje trzy istotne zmiany: powszechne
wydłużenie okresów ważności kart
pre-paid bez względu na wysokość
doładowania; zapewnienie możliwości wykonywania połączeń wychodzących w całym okresie aktywności
konta (oczywiście, jeśli na koncie są
na to środki); wprowadzenie procedur zwrotu niewykorzystanych przez
abonentów pieniędzy. Czas najwyższy, aby nienormalną sytuację posiadaczy kart pre-paid dostrzegły polskie władze. Konieczna jest zmiana
prawa, aby telekomunikacyjni operatorzy swych karcianych sztuczek nie
stosowali przeciwko najuboższym
abonentom telefonii komórkowej!
Zanim władza dojrzeje do zmian,
zachęcamy naszych Czytelników
używających kart pre-paid do zapoznania się z analizą UKE. Zachęcamy do zmiany operatora na takiego,
który jest najbardziej rzetelny, czyli
stosuje wobec nas najmniej „karcianych sztuczek”.
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
W
edług ministra finansów z budżetu państwa ucieka około 60 mld. PIP ostrzega, że brakuje nam około 10 mld
z podatków i składek od wynagrodzeń. Bank Światowy
szacuje, że w Polsce tzw. luka podatkowa to nawet
około 180 mld złotych!
Rozliczne obietnice wyborcze PiS po objęciu przez tę formację rządów okazały się dosyć kosztowne. Program 500+ uważamy za inicjatywę dobrą, choć wymagającą jeszcze dopracowania. Nie ulega jednak
wątpliwości, że na spełnienie tej i innych, w tym prospołecznych obietnic rząd musi mieć pieniądze. Jak powszechnie wiadomo – rząd sam
się wyżywi. Na spełnienie swych obietnic wydaje jednak pieniądze nie
swoje, ale nasze – podatników. Wskazane jest zatem, aby każdy płacił
za siebie te podatki, do zapłacenia których jest prawnie zobowiązany.
I tu, niestety, zaczynają się problemy.
Dziura
w kasie
Minister finansów Paweł Szałamacha poinformował, że według
wyliczeń z podatków VAT, CIT oraz akcyzy powinno wpływać do budżetu państwa nawet około 60 mld złotych więcej niż obecnie. Państwowa
Inspekcja Pracy obliczyła, że aż około 600 tys. osób pracuje „na czarno”. Skutkiem tego wpływ podatków i składek od wynagrodzeń jest
mniejszy o około 10 mld złotych rocznie. Analitycy Banku Światowego
oszacowali wielkość tzw. luki podatkowej. To różnica pomiędzy podatkami należnymi a faktycznie zapłaconymi. Według nich luka podatkowa
w Polsce sięga kwoty około 180 mld złotych!
W 2015 roku państwa Unii Europejskiej z podatków ściągnęły średnio około 45 proc. swojego PKB. W Polsce tylko 39 proc. PKB. To dodatkowa informacja potwierdzająca złą ściągalność podatków. Z analiz fiskalnych wynika, że poszukiwane przez ministra finansów 70 mld
zwiększyłoby polski wskaźnik do 43 proc. Ale część przedsiębiorców
rwie szaty, że ostrzejsza polityka fiskalna przyczyni się do ich upadku.
Tzw. Forum Obywatelskiego Rozwoju Balcerowicza grzmi nawet, że
„wywoła to turbulencje”. Ich zdaniem więcej pieniędzy dla rodzin wielodzietnych to zły pomysł. Chcieliby, aby większe pieniądze dostali…
przedsiębiorcy! Rząd PiS, którego większość działań oceniamy negatywnie, realizuje jednak kilka inicjatyw prospołecznych. W naszej ocenie zatkanie budżetowej dziury może pomóc najuboższym. Oczywiście
tylko wtedy, gdy te dodatkowe pieniądze zostaną przeznaczone na cele
społeczne.
Kolumnę redaguje ADAM NOWAK [email protected]
 Według danych Narodowego Banku Polskiego aktywa finansowe (gotówka, depozyty, udziały, akcje itp.) Polaków
wynoszą około 1,7 bln złotych. Pod tym
względem jesteśmy na 10 miejscu w UE
(bez W. Brytanii). Wciąż jednak wyprzedzamy tylko Litwinów, Słowaków i Rumunów.
 Szykują się zmiany w ustawie o zatrudnieniu. Ministerstwo Rodziny ma podzielać krytyczne uwagi do tzw. profilowania bezrobotnych. Miałyby też zmienić
się zasady wsparcia dla przedsiębiorców
i
oferujących miejsca pracy. Niewykluczone, że urzędy pracy staną się agendami
rządowymi.
 Od 19 maja 2016 r. założenie firmy
wymaga posiadania tytułu prawnego (np.
umowy najmu) do lokalu, w którym ma
ona mieć siedzibę. Rozwiązanie ma utrud-
nić powoływanie fikcyjnych firm służących
do działalności przestępczej.
 Ministerstwo Budownictwa i Infrastruktury chce ustawowo uwłaszczyć
wszystkich użytkowników wieczystych,
właścicieli mieszkań i lokali usługowych
w budynkach wielorodzinnych. Zmiany miałyby wejść w życie od 1 stycznia
2017 roku.
 Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2015 roku Polska
wyprzedziła Grecję. Dochód na miesz-
kańca wyniósł w Polsce 26 455 dolarów
i był wyższy o 6 dol. niż w Grecji. Za dwa
lata mamy wyprzedzić Portugalię, która
zmaga się obecnie z kryzysem. Ale wciąż
będziemy w UE na ósmym miejscu od
końca.
 Do 2021 roku Norwegia przekaże
ok. 391,4 mln euro na innowacje, badania
i edukację dla mniej zamożnych państw.
W ramach Norweskiego Mechanizmu Finansowego pieniądze te otrzyma Polska
oraz 14 innych państw.
MYŚLĘ, WIĘC JESTEM
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
strona 19
Filozofia stosowana
D
Korporacja na życie
emokracja i korporacja w jednym stały domku… Tylko
nie wiadomo, kto na
górze, a kto na dole… Faktycznie, obie idee – powszechnego
udziału obywateli w sprawowaniu władzy oraz koncentrowania
produkcji w wielkich przedsiębiorstwach kapitalistycznych –
narodziły się w tym samym czasie, w połowie XIX wieku.
Ich losy są odtąd nierozerwalnie ze sobą związane. Jako że
partie polityczne powstały jednocześnie z wielkim kapitałem, nic
dziwnego, że pieniądze i życzenia
zaczęły płynąć z biznesu do partii,
a w rewanżu z parlamentów wracały doń bardzo korzystne dla kapitalistów ustawy. W wyniku rewolucji 1905 roku oraz rozwoju
ruchu robotniczego i socjaldemokracji nastąpiło wprawdzie pewne
zrównoważenie interesów i wpływów ludzi pracy i ludzi biznesu,
niemniej jednak nigdy nie udało
się zapobiec nieuczciwemu, niedemokratycznemu sterowaniu polityką państwa przez wpływowych
kapitalistów. Nawet w najbardziej
demokratycznych krajach, bogaci
mają znacznie więcej do powiedzenia niż biedni. Gdy któreś z państw
próbuje być bardziej nieugięte, płaci za to zmniejszeniem dochodów,
jako że niezadowolony „kapitał”,
czyli wielki biznes, wyprowadza
się do innych krajów, gdzie płaci
mniejsze podatki i ubezpieczenia
pracownicze.
Symbioza polityki i korporacji
polega również na wspólnej idei,
zawartej w słowie „korporacja”,
pochodzącym z łacińskiego corpus, czyli ciało. Chodzi o ideę dobrowolnej wspólnoty, która jednoczy się w jedno „ciało” – ciało
kolegialne dla wspólnego społecznego celu. Taką korporacją
może być wolny związek obywateli powołany dla naprawy państwa, czyli partia polityczna, lecz
może nim być również związek
obywateli powołany dla wspólnego gospodarowania. Zgodnie z tą
XIX-wieczną ideą, nowoczesne
społeczeństwo stać się ma „społeczeństwem obywatelskim”, czyli
siecią rozmaitych korporacji pracujących na rzecz wspólnej pomyślności, pod kuratelą państwa.
Niestety, nie wszyscy obywatele
mieli możliwość bądź ochotę, aby
„zapisać się” do którejkolwiek
korporacji, a interesy rozmaitych
zorganizowanych grup okazały się
dramatycznie rozbieżne. System
korporacjonizmu nie zafunkcjonował, za to partie polityczne i wielkie kartele przemysłowe
mają się dobrze (patrzy wyżej).
Wielkie przedsiębiorstwa są
korporacjami tylko z nazwy. Nawet ich akcjonariusze nie czują się
rzeczywistymi wspólnikami, solidarnie współpracującymi na rzecz,
powiedzmy, „rozwoju przemysłu
i gospodarki narodowej”. Słowo
„korporacja” zaklina w sobie utopię społeczeństwa obywatelskiego,
które tak naprawdę nigdy nie powstało, a w każdym razie nie objęło sfery gospodarczej. Biznes prowadzi się wciąż dla siebie, a nie dla
ogółu. Nie znaczy to jednak, że nic
się nie zmienia na lepsze.
Pod wpływem krytyki coraz
bardziej niezależne od państw, bo
funkcjonujące międzynarodowo
korporacje zmieniają swój sposób
funkcjonowania. Wprawdzie w wielkich przestrzeniach życia, które zagospodarowują i urządzają (czasami wyręczając w tym państwa, gdy
na przykład tworzą żłobki i przedszkola), niewiele jest demokracji, bo
zwykły pracownik nie ma wiele do
gadania, to jednak standardy rosną.
Większy jest respekt dla praw pracowniczych, lepsze warunki pracy
i lepsze zarobki. Bardziej niż dawniej szanuje się słabszych kontrahentów, bardziej dba o środowisko
naturalne. Niektóre korporacje stają się nawet względnie sympatycznymi miejscami. Nic jednak nie dokonało się bez przyczyny. Zmiany
zostały wymuszone ciężką pracą
działaczy społecznych. Do ideału
zaś wciąż bardzo daleko. Widać jednak, że warto
dźgać kijem tego korporacyjnego molocha
i zmuszać go, by dalej pracował nad sobą
i stawał się bardziej
ludzki. Skoro w coraz
większym stopniu środowiskiem naszego
życia stają się systemy
technologiczne i organizacyjne znajdujące
się pod pieczą wielkich korporacji, a państwa narodowe tracą na znaczeniu,
musimy podwoić nasze starania, by
korporacje nadal zmieniały się na
lepsze. Bo, czy tego chcemy, czy nie,
w przewidywalnej przyszłości to one
będą urządzać nasz świat.
JAN HARTMAN
Głos oburzonych
M
Jakiś nerwowy jestem
amy kolejną ofiarę nieludzkiego prawa, które
pozwala wyrzucać ludzi niczym śmieci – na
ulicę.
Facet się zastrzelił podczas eksmisji. Miał wylądować na jakiś czas w hotelu robotniczym, a potem to już prosto na ulicę.
Kiedy komorniczka wraz ze ślusarzem, który dopiero co rozwiercił zamki, weszli do środka, człowiek jeszcze żył, ale próba reanimacji nie przyniosła rezultatu. Znam wiele takich przypadków. Pamiętam, jak nasz przyjaciel Janek z Mińska stał na
dachu podczas eksmisji i groził, że skoczy. Wtedy towarzysząca
komornikowi policjantka powiedziała, że za mało zarabia, żeby
takie okropne rzeczy robić.
Byli policjanci, którzy odmówili usunięcia naszej blokady.
Wyjaśnili, że za te pieniądze „nie będą sobie rąk brudzić”.
Był też i gliniarz z małym półtorarocznym synkiem, którego miano eksmitować. Udało nam się to jednak zablokować.
W ostatnim czasie naraziliśmy się wielu handlarzom żywym
towarem skupującym mieszkania z lokatorami na licytacjach,
bo nie dopuściliśmy do wyrzucania ludzi chorych i matek
z dziećmi. Zwykle pisaliśmy do sądów. Jeden taki geniusz wisi
u mnie na fejsbuku. Niby to pożyczył pod zastaw, ale w akcie
notarialnym już jest przejęcie mieszkania. Kobieta spłaciłaby
dług, ale nie zdążyła. Wykurzył ją. Zastraszał, ściągał karków
itp. numery wyczyniał. Zresztą jak oni wszyscy. I teraz jego
kaprawe oblicze straszy na moim profilu. A ludzie wymyślają
mu w komentarzach od najgorszych. Znamy takich dobrze,
ale na hakera mi nie wygląda, raczej na osiłka. Ten wygląd
jednak myli. Bo to prawnik jest i pozbawia ludzi mieszkań za
pomocą prawa, którego używa jak neandertalczycy maczugi.
Wali prawem na odlew.
Kto więc zhakował mi konto na Facebooku? Niektórzy
sądzą, że to tajne służby, które uaktywniły się przed szczytem
NATO. Dwóch smutnych panów było nawet w Kancelarii i pytali o mnie. A może to jaki szalony korwinowiec lub faszysta, niemogący znieść mojej obecności w sieci? Nie, taki by mi zapuścił
wirusa i pousuwał wpisy. Mój haker jest denerwujący, ale działa
subtelnie. Zwyczajnie wycina z kontaktów. Manipuluje też przy
poczcie na gmailu. Miałem znany powszechnie numer telefonu 668 520 814. Już nie mam. Teraz mój numer to 501 847 585.
Miałem konto na FB, przez które można było mnie łapać. Ale
już nie mogę się na niego logować. Stopniowo znikam z horyzontu, więc podałem wam numer, pod którym wciąż jestem.
[email protected]
Mój adres internetowy to [email protected] Piszcie
i dzwońcie. Za dużo ludzi ostatnio znika z różnych powodów.
O tym, czy były prawdziwe, dowiemy się później. Dużo później.
Antyterroryści w Poznaniu ścigający za napis „uwolnić” na
murze więzienia to znak nowych czasów czy nadgorliwość jakiegoś głupca? Pod rządami nowego antyterrorystycznego prawa
i wolności będą nieco ograniczone. „Nie będzie w Polsce dobrze,
dopóki się nie rozstrzela stu tysięcy łajdaków. – A co, jeśli się
tylu nie znajdzie? – To się dobierze z uczciwych” – powiedział
kiedyś Franc Fiszer. W kontekście nowych nadzwyczajnych
uprawnień władzy to powiedzenie śmieszy mnie nieco mniej.
W końcu nie tak trudno zostać jednym z dobieranych.
W dniach 7–9 lipca organizujemy konferencję pokojową
w Warszawie, która zmierza do zakwestionowania zimnowojennej polityki paktu północnoatlantyckiego, zorientowanej
na wyścig zbrojeń i imperialne agresje. Przyjadą do nas goście, jeśli tylko uda im się przekroczyć granice. Będziemy obradować, wykrzykiwać różne hasła, a nawet demonstrować.
Więc spodziewam się pewnych utrudnień w mojej działalności politycznej i społecznej. I żeby było jasne, nie winię pana,
panie Jarosławie Kaczyński. Wiem, że jeżeli stanie się nam
coś złego, to dlatego, że Amerykanie panu każą. A może
przesadzam? Pewnie tak. Ostatnio jestem jakiś przewrażliwiony. A może za bardzo przywiązany do fejsbuka? Woody
Allen mawiał, że nie rozumie, jak ludzie mogą znosić tortury.
On by zaczął mówić, gdyby mu odebrali kartę kredytową…
PIOTR IKONOWICZ
[email protected]
GRUNT TO ZDROWIE
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Choć powszechnie znany, nie cieszy się
taką popularnością jak inne warzywa.
A szkoda, bo seler jest pełen substancji,
które wykazują zbawienny wpływ
na nasze zdrowie.
Zdecydowanie największe korzyści
zdrowotne osiągniemy ze spożycia
surowego selera. Formą zalecaną
najczęściej jest sok. Wchodzi on
w skład wielu diet odchudzająco-oczyszczających i został dawno już
uznany przez śmietankę amerykańskich gwiazd filmowych obsesyjnie
dbających o swój wygląd. Sok można przygotować zarówno z łodyg,
jak i bulw selera, jednak zaleca się
łączyć go z sokiem z jabłek oraz
marchwi. Do przygotowania i spożywania selera w innych postaciach
należy zaopatrzyć się w ekologicznie wyhodowane warzywa, ponieważ seler naciowy znalazł się na
wysokim miejscu raportu EWG
(Environmental Working Group)
o żywności skażonej pestycydami.
Wybierając seler naciowy, należy zwrócić uwagę na to, by łodygi
były twarde, sprężyste i dobrze wybarwione, czyli pozbawione wszelkich przebarwień. Seler korzeniowy natomiast powinien być ciężki,
czyli bez dziur w jego strukturze
(jak w żółtym serze). Im ściślejszy
i bielszy miąższ, tym większa będzie
jego wartość odżywcza.
Warto też wiedzieć, że seler jest
świetnym dodatkiem do potraw dla
wszystkich, którzy chcą ograniczyć
spożycie soli, ponieważ rekompensuje jej słony smak, a potrawa nie
wydaje się jałowa.
ZENON ABRACHAMOWICZ
strona 20
Seler to nie feler
W Polsce wykorzystuje się go
najczęściej jako aromatyczną przyprawę do zup. To tak, jakby wykorzystywać ferrari tylko do jeżdżenia pod market na zakupy! Takie
marnotrawstwo potencjału selera
jest karygodne, biorąc pod uwagę,
że doszukano się w nim aż ponad
osiemdziesięciu mikro- i makroelementów korzystnie oddziałujących
na organizm.
Roślina ta przywędrowała do
nas z rejonu Morza Śródziemnego. Występowała tam pod postacią
naciową i była ceniona przez starożytnych, w tym oczywiście również
przez Hipokratesa, za swoje właściwości uspokajające oraz podnoszące sprawność seksualną. Obecnie najpopularniejszymi gatunkami
selera są jego postacie bulwowe
oraz naciowe. Nie będziemy szczegółowiej wnikać w poszczególne
odmiany powyższych. Dla konsumentów tego smacznego warzywa znaczenie ma bowiem wartość
odżywcza oraz indeks glikemiczny
bulw oraz naci. Dzięki temu można
dopasować rodzaj selera oraz spo-
sób jego przygotowania do naszych
wymagań.
I tak, seler korzeniowy zawiera 45 kcal w 100 g; 1,8 g błonnika
w 100 g; a jego indeks glikemiczny to 35 w przypadku surowego
korzenia i aż 85 w przypadku korzenia gotowanego. Ponieważ gotowana bulwa selera przyczyni się
do sporego wyrzutu insuliny, nie
jest to dobra forma serwowania
tego warzywa dla cukrzyków, jednak jednak ze względu na niską
zawartość węglowodanów (9 g)
ładunek glikemiczny selera gotowanego wciąż pozostaje na niskim
poziomie, bezpiecznym dla diabetyków. Seler naciowy natomiast to
tylko 13 kcal w 100 g; 1,6 g błonnika w 100 g; i niziutki indeks glikemiczny – 15. Czyli warzywo idealne
zarówno dla diabetyków, jak i osób
pragnących pozbyć się kilku kilogramów. Przyjrzyjmy się dokładniej zawartości selera. Znajdziemy
w nim dwukrotnie więcej witaminy
C niż w cytrusach, witaminy z grupy B (np. PP i kwas foliowy), witaminę A, E, potas, wapń, cynk,
N
aukowcy z polskiego Instytutu Żywności i Żywienia stwierdzili, że zwiększenie spożycia
zdrowych tłuszczów roślinnych zaobserwowane w ciągu ostatnich
25 lat w znaczący sposób przełożyło się
na wydłużenie życia Polaków.
Swoje wnioski opublikowali na warszawskiej konferencji pt. „Tłuszcze w żywieniu człowieka – w poszukiwaniu prawdy”.
Wynika z nich, że chociaż spożycie tłuszczów przez ostatnie 60 lat wzrosło w Polsce aż trzykrotnie – od 11,2 kg rocznie do
32,3 kg, to towarzyszy mu spadek zachorowalności i śmiertelności na choroby układu
sercowo-naczyniowego.
W latach 1950–2012 zwiększyła się też
znacząco długość życia – z 56,1 lat do 72,7 lat
w przypadku mężczyzn oraz z 61,7 do 81 lat
wśród kobiet. Naukowcy z IŻŻ są przekonani, że duży wpływ na to zjawisko miało włączenie do diety sporej ilości niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT)
zawartych m.in. w roślinach oraz rybach. Są
one nieocenione w utrzymaniu organizmu
magnez, żelazo oraz wiele innych
czynnych fitoskładników. Dzięki nim seler przyspiesza przemianę materii i pomaga organizmowi pozbyć się szkodliwych toksyn,
takich jak kwas moczowy. Dzięki
temu jest pomocny w łagodzeniu
bólów o podłożu reumatycznym.
Jego działanie moczopędne i przeciwzapalne predestynuje go także do suplementacji przez osoby
borykające się z kamicą nerkową
oraz łagodnymi stanami zapalnymi tego narządu. Seler zapobiega
również zastojom żółci sprzyjającym tworzeniu się złogów w pęcherzyku żółciowym. Spora zawartość
błonnika usprawnia pracę jelit i zapobiega zaparciom. Jest też boga-
w dobrej formie. Nie dość, że dostarczają energii oraz stanowią katalizatory wielu
przemian biochemicznych w organizmie, to
jeszcze wykazują potężne działanie przeciwzapalne. Stoją na straży zdrowego układu
trawiennego, krwionośnego oraz kostno-stawowego. Owe kwasy tłuszczowe są strażnikami prawidłowej gospodarki lipidowej,
ty w acetyleny i związki fenolowe,
które dezaktywują prostaglandyny
odpowiedzialne za wysokie ryzyko
choroby nowotworowej. Ponadto
seler wykazuje działanie alkalizujące, a przez to pomaga przywrócić
równowagę kwasowo-zasadową organizmu. Jest to czynnik niezbędny do zachowania pełni zdrowia.
Zwłaszcza obecnie, kiedy nagminne przesadzanie z ilością spożywanego cukru powoduje chorobotwórcze zakwaszenie organizmu.
Warzywo to dzięki sporej zawartości potasu oraz substancji o nazwie
phthalide oddziałuje korzystnie na
układ sercowo-naczyniowy, normalizując ciśnienie krwi oraz zmniejszając produkcję hormonów stresu.
ociężałość intelektualna, bezsenność, zła
kondycja włosów i skóry – to wszystko konsekwencje braku odpowiedniej ilości NNKT
w naszej diecie. Gdzie zatem je znaleźć?
Obecnie źródeł tych substancji jest naprawdę
sporo. To wszelkie oleje roślinne – rzepakowy, lniany, oliwa z oliwek, tran. Ryby morskie
– makrela, śledź, dziko żyjące łososie. Orze-
Tłuszcze na zdrowie
zapobiegają zmianom miażdżycowym, działają protekcyjnie na wątrobę i drogi żółciowe, wzmacniają układ odpornościowy, a także
zapobiegają osteoporozie. Hamują także rozwój tkanek nowotworowych oraz zapobiegają
przerzutom.
Ich niedobory skutkują przykrymi dolegliwościami. Pojawiają się niedomagania wielonarządowe – upośledzona zostaje czynność
serca, wątroby, nerek. Senność, zmęczenie,
sztywność stawowa, bóle mięśni, bezsenność,
chy włoskie, nasiona słonecznika, sezam,
kiełki pszenicy. Pamiętać należy o tym, że korzyści odniesiemy, spożywając wymienione
produkty tylko na zimno. Wszelkie podgrzewanie pozbawia bowiem NNKT prozdrowotnego działania. Co więcej, obróbka termiczna
powoduje wręcz ich konwersję na substancje
szkodliwe dla zdrowia.
W ostatnich latach nasila się tendencja
wzrostu świadomości konsumentów. Coraz
więcej osób unika tzw. izomerów trans – nie-
[email protected]
nasyconych kwasów tłuszczowych występujących głównie w fast foodach, słodyczach,
zupach w proszku i produktach smażonych.
Przyczyniają się one w bardzo dużym stopniu
do wystąpienia zawału serca i udaru mózgu.
Tendencję tę zauważa wielu producentów,
którzy podążając za modą na zdrowie, wypuszczają na rynek produkty, w których niezdrowe tłuszcze trans oraz cukier czy też
syrop glukozowo-fruktozowy zastępowane są zdrowymi tłuszczami wielonienasyconymi, naturalnymi słodzikami na bazie
np. stewii oraz zawierają w swoim składzie
orzechy, ziarna sezamu lub daktyle.
Jednocześnie naukowcy przestrzegają,
aby nie przesadzić z NNKT. Nie powinny stanowić więcej niż 30 proc. dziennego zapotrzebowania na energię. Dolna granica to 20
proc. Tak więc wszystkim, którzy chcą zadbać
o zdrowie, zalecam łyżkę tranu zamiast czekoladki. Zaręczam, że wówczas za parę ładnych lat także i Wy przyczynicie się do podwyższenia średniej długości życia obywateli
naszego kraju.
ZA
Źródło: naukawpolsce.pap.pl
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
STREFA LAICKIEGO RODZICA
Marta i... ciało
Na Martę czekał przed cukiernią
Tadek z dwoma ojcami. Wujek Adam
i wujek Marek, kompletnie zajęci
rozmową na temat, „który tort jest
lepszy na Dzień Dziecka”,
nie zwrócili uwagi na
pojawienie Marty z mamą.
– Mamusiu, mogę iść kupić
sobie bułkę serową? – poprosiła
Marta.
– Ja też?! – wyrwało się Tadkowi zamiast „dzień dobry”.
– Dobrze, mój ty wspaniale wychowany synu – westchnął żartobliwie wujek Marek. – Ale najpierw
przywitaj się z ciocią.
Po wymianie całusów i drobnych na bułki szybko pobiegli do
sklepu i już po chwili wychodzili z niego z zębami zatopionymi
w serowe grahamki. Tadek nagle
rozdziawił buzię… Pociągnął kuzynkę za rękaw.
– Marta, co one robią?! – zagapił się w rząd krzaków różanych na
skwerku naprzeciw sklepów.
– Lisów tu nie ma, ale zamknij
dziób – szkoda bułki serowej – zażartowała Marta.
– Ale co one tam robią?! – Tadek nadal nie mógł wyjść z szoku
i wskazywał palcem spory tłumek
dziewcząt, raźno rwących płatki
róż na skwerku.
– Zrywają płatki.
– No też widzę! – irytował się
kuzyn. – Ale po co? Dlaczego niszczą przyrodę?!
– Nie widziałeś nigdy procesji
Bożego Ciała?
– Nie widział – odpowiedział
za niego wujek Adam. – Jak wiesz,
jesteśmy w Polsce od trzech lat.
W tamtym roku zabraliśmy go
akurat wtedy do Anglii, bo miałem
tam wykłady, a dwa lata temu…
sam nie pamiętam.
– Co to jest Boże Ciało i dlaczego potrzebne są do tego płatki
kwiatów?
– To jest taka procesja religijna i dziewczynki w białych sukienkach sypią kwiatki przed księdzem, który coś tam niesie.
– Przed księdzem? Kwiatki?
I on je depcze?!
Marta pomyślała, że gdyby Tadek był biały, to widać by było, że
zbladł z oburzenia.
– Faktycznie, jak tak popatrzeć na to z zewnątrz, to jest to
nie tylko absurdalne, ale i brutalne. Dla przyrody – stwierdziła
mama.
– Z zewnątrz czego? – zdziwił
się Tadek.
– Z zewnątrz w sensie, że wyrośliśmy w tej tradycji i nas już nie
dziwi.
– Ja tam nie wyrosłem – mruknął wujek Marek. – I mnie też
wkurza. Wiecie, że we Francji sypało się kiedyś farbowane trociny,
czyli ścinki drzewa?
– No, to faktycznie, przynajmniej bardziej ekologicznie.
– Też nie do końca – ciągnął
wujek Marek. – Trociny można wykorzystać jako nawóz organiczny albo spala się je w celu
wytwarzania energii, żeby nie zanieczyszczać powietrza spalaniem
węgla lub nie tracić drewna.
– Ależ ty wiesz różne takie rzeczy, wujku! – zdziwiła się Marta,
wydłubując ser z bułki.
– Widzisz, w Afryce ludzie radzą sobie jak mogą, wiele osób
używa jeszcze wyłącznie tradycyjnych metod uprawiania pola i tak
dalej. Inni starają się propagować
ekologiczny tryb życia, żeby nie
zanieczyszczać przyrody. Ten kontynent i tak już jest zbyt biedny,
żeby jeszcze ponosić konsekwencje zanieczyszczania.
– Bardzo mądrze to brzmi
– dziwiła się nadal Marta.
– Ale przecież w Polsce tak
samo nie powinno się zrywać
płatków kwiatów – drążył Tadek.
– Jeszcze na dodatek po to, żeby
ludzie po nich deptali!
– I to w czasie procesji religijnej – parsknął na boku wujek
Adam.
– Im ta religia wydaje się ważniejsza od wszystkiego innego
– wtrąciła się mama.
– Tak, tylko że religia im Ziemi
nie odtworzy, jak ją całą zniszczą.
– Ludzie niszczą ją nie tylko
z powodów religijnych, oczywiście. – Znów zaczął tłumaczyć wujek Marek. – Jednak, po pierwsze,
żaden wymyślony bóg nie powinien mieć dla ludzi większej wartości niż ich planeta, dzięki której
żyją realnie. Po drugie, zamiast
zabierać dzieciom w szkole czas
lekcjami oddawania czci bogu na
procesjach, lepiej by je uczyć szacunku do przyrody. Bo bez niej
zginiemy wszyscy z kretesem,
a bez boga jakoś damy sobie radę.
Nie przyjdzie on zresztą zasadzić
nam nowych róż czy odessać ropę
z oceanów.
– Skąd jest w oceanie ropa?
– dociekała Marta.
– Wylewa się ze statków, które
przewożą ją, żeby została przerobiona na przykład na benzynę, paliwo lotnicze i inne rzeczy – odparł
wujek.
– A benzyna też zanieczyszcza
– dodał Tadek.
– To znaczy? – chciała wiedzieć Marta.
– Powietrze jest śmierdzące
i pełne ołowiu ze spalin, ołów do-
staje się do płuc i ludzie zapadają
na różne choroby. Poza tym spaliny robią także dziurę w atmosferze, czyli w warstwie specjalnych
gazów nad ziemią, przez którą docierają potem do ludzi szkodliwe
promienie słoneczne.
– Słońce może być szkodliwe?
– zdziwił się Tadek.
– Tak, przyroda urządziła to
tak, że atmosfera filtruje, czyli zatrzymuje te złe promienie, a dopuszcza głównie dobre. Niestety,
przez dziury dostają się także te,
które niszczą nam skórę i podwyższają temperaturę planety.
Dlatego na przykład lepiej spalać
trociny niż węgiel, bo one nie powodują tych dziur.
– Ale to chyba nic złego, że na
ziemi będzie cieplej, nie?
– Owszem, Tadku, coś złego.
Albowiem rośliny i zwierzęta mogłyby podwyższenia temperatury
nie znieść. I z czasem wyginąć.
– Że nie wspomnę o ludziach
– dodała mama Marty. – Widzisz,
dziś jest bardzo ciepło i już jest
wam za gorąco, popijacie ciągle
wodę, a i wody na ziemi brakuje
w wielu krajach.
– Dlatego człowiek powinien
szanować przyrodę. Po prostu
choćby po to, aby nie zniszczyć
swojego ciała!
– To fakt – odezwali się chórem Marta i Tadek.
– A co mają płatki róż do ciała człowieka? – Tadek lekko zgubił wątek.
strona 21
– Człowiek nie może żyć bez
roślin. To one pochłaniają szkodliwy dwutlenek węgla, który wydychamy, i dostarczają tlenu.
– To przecież zielone rośliny
tak robią – Tadek popisał się wiedzą z zakresu środowiska.
– A róże nie są zielone?
A łodyżki, a liście? – podpowiadała mama.
– To, że płatki nie są zielone,
nie znaczy, że są bezużyteczne!
– tłumaczył dalej wujek. – Chronią środek kwiatu, który zawiera
nasionka, z których później wyrosną nowe róże. I chronią
pszczółki, które przylatują
do kwiatów.
– Czyli bez płatków, mogłyby nie wyrosnąć nowe
kwiaty i ich liście nie
dałyby nam tlenu, tak?
– podsumowała Marta w potrzebie skrócenia trochę wiadomości
ekologicznych.
– A potem nie mielibyśmy
czym oddychać, więc nasze ciało
by na tym ucierpiało – dokończył
za nią Tadek.
– Tak… – zamyśliła się Marta,
patrząc coraz bardziej krytycznym
okiem na jej rówieśnice, radośnie
ogałacające róże z barwnych płatków. – To ja mam pomysł! Powinno istnieć święto ludzkiego ciała.
Na zdziwione spojrzenia rodziny, dodała:
– No tak, jak jest Boże Ciało,
to zróbmy „Ludzkie Ciało”. Wyjaśnimy wszystkim…
– Już wiem! – wtrącił się Tadek
odkrywczo. – Wyjaśnimy, skąd się
wzięło ciało człowieka i…
– Jak działa i… – przerwała mu
dla odmiany zadowolona ze swego
pomysłu Marta – i że trzeba szanować przyrodę, żeby było zdrowe!
– Procesję też macie zamiar
urządzić? – śmiał się wujek Adam.
– Tak – odparła Marta z powagą. – Tylko zamiast sypać płatki
róż, będziemy te róże sadzić!
– Nasze dzieci są bardzo twórcze – uśmiechnęła się z uznaniem
zaskoczona mama.
– Tak bardzo, że zapomniały
zjeść bułek – skwitował wujek.
– Nie szkodzi, mamy tort.
– Na święto „Ciała Ludzkiego”? – chichotała mama. – Bo
zdaje się, że tak się przejęły, że
zapomniały już o Dniu Dziecka!
AGNIESZKA
ABÉMONTI-ŚWIRNIAK
[email protected]
strona 22
ZE ŚWIATA
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Kanada pachnąca dobrocią
N
a zachodzie kanadyjskiej prowincji
Alberta, na północy kraju, płoną lasy.
Żywiołu nie daje się wziąć pod
kontrolę – eksperci szacują,
że pożar będzie trwał miesiące. Na szczęście to tereny słabo zaludnione ze względów
klimatycznych.
Lecz na terenach objętych pożarami znalazło się miasto Fort
McMurray, w którym mieszkają
zatrudnieni w tajdze pracownicy
przemysłu wydobywczego. Miasto
liczące 94 tys. mieszkańców w całości ewakuowano, ludzie uciekali
z podręcznym bagażem. Władze
Kanady i prowincji Alberta uruchomiły natychmiast pomoc dla
uchodźców – każdy otrzymał po
2 tys. na niezbędne wydatki. Z błyskawiczną pomocą dołączył Kanadyjski Czerwony Krzyż. To była
największa i najszybsza dystrybucja funduszy w historii tej instytucji. Każdy dorosły otrzymał po 600
dol., a dziecko – 300. Organizacja
zebrała już 67 mln dol.
Lecz potem nastąpiło coś, co
usprawiedliwia poruszenie niniejszego tematu. Przed kilku miesią-
N
cami w Calgary, kilkaset
mil na południe, ulokowano dużą grupę uchodźców
z Syrii. Władze kanadyjskie przyjmowały ich bardzo serdecznie i troskliwie,
nie było cienia podejrzliwości ani nieufności. Nikt nie
próbował niczego wygrywać
kartą strachu, rozprawiając o terrorystach i muzułmanach. Obecnie ci uciekinierzy z piekła Bliskiego
Wschodu dowiedzieli się, co
spotkało mieszkańców Fort
McMurray, i momentalnie podjęli decyzję. Naser
Nader, Rita Khanchet Kallas
i Saima Jamal, uchodźcy z Syrii,
utworzyli ugrupowanie samopomocy rodakom – Syrian Refugee Support Group. Teraz postanowili pomóc swym gospodarzom. „Wiem
z własnego doświadczenia, jak to
jest, gdy trzeba zostawić wszystko,
dom, dobytek i społeczność, w której się żyje – mówi Rita. – Niełatwo wszystko utracić. Rozumiemy
to lepiej niż ktokolwiek inny w Kanadzie; my przez to przeszliśmy. Ja
i moja rodzina pragniemy coś zrobić dla tych ludzi. To społeczeństwo
iestosowanie „detoksu”, czyli tzw.
odtruwania organizmu, w niektórych
kręgach grozi niemal ostracyzmem
towarzyskim, a na pewno politowaniem, jeśli nie pogardą bliźnich. U nas może to
jeszcze nie to samo, co nieposłanie dzieciaka do
pierwszej komunii, ale obciach wielki.
Permanentne odtruwanie jest imperatywem dbających o dobre zdrowie i ekologicznie
uświadomionych. Odbywa się przez praktykowanie notorycznych głodówek, czasem zalecanych
przez guru „medycyny naturalnej” tak często, że
organizm dosłownie nie ma czasu się porządnie
zatruć. Druga forma odtrutki to nabywanie i stosowanie preparatów mających oczyszczać organizm ze szkodliwych miazmatów. I to jest złota
żyła biznesu na całym świecie. Sprzedaż produktów „medycyny naturalnej” to najszybciej rosnący rynek na globie. Mało kto robi takie interesy
jak producenci i sprzedawcy preparatów naturalnych. Muszą one mieć historię co najmniej
kilkuwieczną, najlepiej jak pochodzą z Chin lub
niedostępnych pustyń i gór Ameryki Południowej, choć niezła jest też Syberia. Im więcej tajemniczości, tym lepiej. Lecz szlagierem biznesu
detoksykacji są rośliny proste i popularne, zwykłe chwasty, wstyd powiedzieć. W pierwszym
rzędzie wymieńmy tu osty bogate w silimaron
i mniszek lekarski.
Niestety, od pewnego czasu naukowcy coraz bardziej natarczywie brużdżą i psują interes. Najpierw orzekli, że większość witamin jest
diabła warta, a „odtrutka” to forma wydawania
pomogło nam, gdy przybyliśmy do
Kanady. Oferowali nam wszystko.
Teraz jest czas, by się odwdzięczyć”.
Apel o pomoc umieszczono na facebookowej stronie ugrupowania
po arabsku, potem przetłumaczono na angielski. Reakcja była natychmiastowa: nie było Syryjczyka,
który odmówiłby pomocy. Trzeba
pamiętać: ci ludzie przybyli do Kanady bez żadnego majątku, bez języka, bez dobytku. Apel zachęca,
by ofiarować przynajmniej po 5 dolarów. „Wszyscy Syryjczycy mówią:
chcę pomóc, jestem gotów pomóc”
Zdrów
jak
wątroba
Mody komercyjne
przychodzą i odchodzą,
lecz ta jest szczególnie
trwała i szeroko
rozpropagowana.
Chodzi o detoks.
i wysikiwania pieniędzy. Całkiem sporych, nawiasem mówiąc, bo kto przy zdrowych zmysłach
uwierzy w skuteczność taniego preparatu. Teraz objawił się kolejny psuj biznesu i niszczyciel
błogich wyobrażeń o dbałości o zdrowie. Doktor
Nick Fuller z Uniwersytetu w Sydney wziął pod
lupę szczególnie silimaron i mniszek lekarski.
Miałyby one mieć zbawienny wpływ na wątrobę.
Ten półtorakilogramowy organ, jeden z największych w organizmie, ma za zadanie roz-
– twierdzi Saima Jamal. „Pragniemy
powiedzieć ludziom, którzy tak się
zachowali, wyciągając do nas pomocną rękę, że my także jesteśmy ludźmi – mówi Naser Nader. – Kochamy
pokój i szczęście i chcemy tego dla
ludzi, którzy ofiarowali nam szczęście, gdy byliśmy w potrzebie”. 5-letni
syn Rity, Elie, gdy dowiedział się, co
robią rodzice i sąsiedzi, zebrał swoje
zabawki i zapakował, by przekazać
innym dzieciom, które straciły swoje.
W tym samym czasie po południowej stronie granicy kanadyjskiej odprawiane są spektakle furii,
kładać tłuszcze, węglowodany i proteiny, by
przeistaczać je w substancje użyteczne dla organizmu. To, co niepotrzebne albo szkodliwe,
wydalane jest w postaci moczu i kału, a reszta
zasila organizm. Wątroba jest także składnicą
różnych pożytecznych substancji, np. witamin
i minerałów. Dostarcza je organizmowi, kiedy
ich potrzebuje. Gdy spada poziom cukru, wątroba aplikuje zastrzyk glikogenu.
„Ulegamy złudzeniom, że możemy oczyścić
ciało, stosując odtrutki. To kompletna brednia”
– tak brzmi diagnoza australijskiego naukowca,
która dla wielu będzie trudna do przełknięcia,
a ludzi robiących w biznesie może przyprawić
o apopleksję. Toksyny, czyli szkodliwe substancje,
przenikają do ciała z otoczenia – tłumaczy dr Fuller. – Można tu wymienić tlenek węgla ze spalin
czy substancję BPA z plastików używanych w handlu i w gospodarstwie domowym. Także ciężkie
metale, jak ołów i rtęć. Wątroba znakomicie poradzi sobie z ich utylizacją, trzeba tylko zapewnić
jej godziwe warunki pracy. To znaczy stosować
zdrową, zróżnicowaną dietę i nie demolować jej
zbyt dużymi i częstymi dawkami alkoholu. Wtedy wszystko jest OK, a głodówki oraz detoksy
z użyciem preparatów „medycyny naturalnej” są
zbędne. Badania nie wykazały żadnych cudownych właściwości preparatów z silimaronem czy
zawierających mniszek lekarski – przynajmniej
nie dla wątroby. Niektóre badania wykazały jedynie pozytywny wpływ silimaronu na obniżenie
poziomu cholesterolu. Ponadto ułatwia on przyswajanie insuliny i zwalcza stany zapalne.
PZ
w prymitywnych umysłach
rozbudza się strach przed
nieznanym, obcym więc wrogim i strasznym. Wykrzywiony nienawiścią Trump na
wiecach wrzeszczy, że będzie bronił rodaków przed
muzułmanami, ergo terrorystami, których chciał przyjąć
Obama. Nie wpuści ani jednego, jak tylko zostanie prezydentem. Jego wielbiciele
ryczą z aplauzem i repetują
karabiny, by bronić wolności
przed islamistami.
W Unii Europejskiej,
która stara się pomagać, nacjonaliści z prawicy zachowują się
podobnie. U nas zachowują się tak
rządzący. Depozytariusz narodowego polskiego kołtuństwa, gnom
w dożywotnim, czarnym garniturku
oraz jego kohorta roztaczają wizję
hord, rozsiewających zarazy, dokonujących rzezi katolików i konstruujących bomby dla samobójców-zamachowców. Lud pobożny
słucha i się boi, i zaraz wpada we
wściekłość. Żadnych uchodźców
– wali pięścią prezydent – nikogo
nie wpuścimy, a Unia ma nam słać
pieniądze.
Kuba Podżegacz
Lenistwo
ogłupia
Bycie zajętym, zapracowanym na
ogół uważane jest za stan negatywny. Amerykańskie badania nad mózgiem Dallas Lifespan Brain Study
dowodzą, że z reguły jest odwrotnie.
Intensywna koncentracja na zajęciach związanych z pracą czy nauką
owocuje lepszą pracą mózgu.
Poprawia się pamięć, zdolność pojmowania, wzbogaca słownik.
Dotyczy to szczególnie osób w starszym wieku, kiedy zdolności intelektualne ulegają osłabieniu i wzrasta
prawdopodobieństwo demencji.
Istotne jest jednak, by stan zaangażowania umysłowego nie był zbyt
intensywny, by nie towarzyszyło mu
napięcie i nerwowość, bo wtedy zamiast korzyści efektem jest chroniczny stres, który może być groźny
dla zdrowia i życia. Ważne jest też,
by podczas pracy umysłowej jak
najwięcej obcować z innymi, bo izolacja jest jednym z najważniejszych
powodów depresji.
ST
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
Pomysłowy
duszpasterz
Proboszcz organizuje pokaz
antychrześcijańskiego filmu.
Oczywiście nie w Polsce. W Anglii.
Kościół anglikański znany jest z niecodziennych sposobów
zdobywania funduszy
na swą działalność.
Niedawno był krytykowany za udziały jednym z największych
parabanków brytyjskich, oferującym niezamożnym Anglikom
lichwiarskie pożyczki.
Teraz kolejna kontrowersyjna inicjatywa –
w jednej z parafii odbędzie się pokaz filmu
„Żywot Briana”.
Obraz wyprodukowan y p r z ez gr u pę Monty P ythona
w 1979 roku wywołał
skandal. Satyrycy opowiedzieli w nim historię pomyłki, w wyniku
której za Jezusa uznany jest inny noworodek – faktycznie Żyd Brian Cohen – urodzony
w tym samym dniu w domu obok.
Film zawiera wiele scen, które
uznano za bluźniercze. Niektóre
kraje zabroniły jego wyświetlania
(Irlandia i Norwegia), a w Wielkiej
Brytanii oglądać go mogły tylko
osoby dorosłe. Mimo to „Żywot”
okazał się dużym sukcesem komercyjnym – zajął czwarte miejsce na
liście najbardziej kasowych filmów
na Wyspach, a w USA zarobił najwięcej ze wszystkich wyświetlanych
tam filmów brytyjskich w 1979 r.
Ksiądz Christopher Wilson,
proboszcz parafii Wszystkich Świętych w mieście Royal Leamington
Spa, zdecydował się na zorganizowanie pokazu wspomnianego filmu w celu zebrania środków na remont dachu kościoła – bilet wstępu
kosztuje 10 funtów. Po filmie wierni wysłuchają koncertu organowego, podczas którego profesjonalny
pianista zagra hity muzyki rozrywkowej, m.in. „Like A Prayer” Madonny, piosenkę także uznawaną
za bluźnierczą. Wilson broni po-
KOŚCIÓŁ POWSZEDNI
PiSkopatowi do poczytania
Światowa Organizacja Zdrowia i nowojorski Guttmacher Institute opublikowały 11 maja rezultaty
globalnego studium dotyczącego przerywania ciąży. W latach 2010–2014 co roku na świecie wykonywano 56 mln zabiegów aborcji.
rywanie ciąży lub dopuszczają je
kobietom większą kontrolę nad
Liczba nie jest mała, lecz potylko w wypadku zagrożenia życia
tym, kiedy i ile chcą mieć dzieci”.
kazuje dramatyczny spadek, jaki
kobiety, współczynnik aborcji wynoW państwach ubogich liczba abordokonał się w ciągu ostatniego
si 37 na 1000 kobiet. W państwach,
cji nie maleje, bo nie maleje liczćwierćwiecza. Liczba skrobanek na
w których zabieg jest legalny, jest
ba niechcianych ciąż, którym kotysiąc kobiet w wieku porodowym
ich 34 na 1000. Niezmienny pozobiety nie mogą zapobiec, bo nie
spadła z 46 na 27. Istotne zastrzestaje współczynnik aborcji w Afryce,
mają jak ani czym. A modlitwy nie
żenie: redukcja nastąpiła wyłącznie
gdzie na skutek intensywnej agitacji
wystarczą.
w zamożnych, rozwiniętych kraKościoła katolickiego, szczególnie
Studium przynosi bardzo dojach. Największy spadek odnotoza czasów JPII, większość krajów
bitną i jednoznaczną wiadomość,
wano w krajach Europy Środkowej
nie dopuszcza przerywania ciąży
w którą powinni się wsłuchać i któi jest to skutek większej dostępnoi nie udostępnia antykoncepcji.
rą powinni skrupulatnie przetrawić
ści środków antykoncepcyjnych
„Rokrocznie wydaje się prawie
członkowie polskiego episkopaw ciągu 25 ostatnich lat.
300 mln dolarów na leczenie komtu oraz drużyna ­Kaczyńskiego,
Wszędzie przyczyną jest poplikacji po chałupniczych, niebezktórej episkopat zleca zadania do
wszechna dostępność środków
piecznych aborcjach” – podkrewykonania. Powinni to uczynić,
antykoncepcyjnych. „Powodem
śla Bela Ganatera, naukowiec
mimo że wieść jest im bardzo nie
ponad 80 proc. nieplanowanych
ze Światowej Organizacji Zdrowia.
w smak. Otóż eksperci stwierdzają,
ciąż jest brak dostępności środWarto te dane mieć w pamięci, gdy
że nawet najbardziej rygorystyczne
ków antykoncepcyjnych – stwierza pewien czas z ambon rozlegnie
prawne zakazy aborcji nie zmniejdziła Gilda Sedgh z Guttmacher
się głos episkopatu domagający
szają liczby wykonywanych zabieInstitute. – Wiele niepożądanych
się stanowczo, by rząd położył kres
gów przerywania ciąży. Przeciwnie:
ciąż kończy się aborcją. Częstsze
grzechowi antykoncepcji i zakazał
jest ich nieco więcej. W krajach,
stosowanie nowoczesnej antykonsprzedaży.
PZ
które kompletnie delegalizują przecepcji w krajach rozwiniętych daje
Duszpasterz mięsorzutny
mysłu: „W średniowieczu kościoły były miejscem życia wspólnotowego nie tylko wiernych, mamy
zatem nadzieję, że na pokaz filmu
i koncert przyjdą także te osoby,
które kościoły omijają”. Dodał, że
podczas imprezy nie będzie prowadzone nabożeństwo, ale wyraził
nadzieję, że jeśli ktoś zauważy różnicę pomiędzy Brianem a prawdziwym Jezusem, będzie to oczekiwany sukces.
Nie wszystkim podoba się ta
inicjatywa – część wiernych sprzeciwia się emisji filmu w kościele.
Jeden z nich stwierdził, że „popiera wolność wypowiedzi i prawo do
obejrzenia każdego filmu, ale dlaczego »Żywot Briana« pokazywać
w miejscu chrześcijańskiego kultu?”. Inny uznaje, że „muszą być
inne drogi do zachęcenia ludzi do
uczęszczania do kościoła niż pokazywanie filmu o zdecydowanie antychrześcijańskiej wymowie”.
A proboszcz planuje także zorganizowanie baru sprzedającego
napoje alkoholowe podczas seansu
i koncertu…
BRIGT
strona 23
Ksiądz przed sądem za notoryczne rzucanie mięsem? To chyba jakiś żart... Ale nie. I to nie byle
wikarzyna, tylko pełnotłusty katabas na stanowisku.
elementem skoordynowanej akDo nowojorskiego sądu Mancji, której celem było pozbyhattan Supreme Court wpłynął pocie się nauczycieli po 60.
zew przeciwko księdzu MichaeloKsiądz dyrektor nawi Reilly’emu, dyrektorowi szkoły
zwał ich „chujogłokatolickiej St. Joseph by-the-Sea na
wami”, zaś jedneStaten Island w Nowym Jorku. Na
go chorego na
ławie oskarżonych towarzyszą mu
raka chciał
zastępcy: wicedyrektor Robert Ri„skopać
chard i dziekan Greg Manos.
„Siepacze” – mówią o nich oskarżający. Są nimi trzej pracownicy szkoły: Lawrence Boliak, Maureen
Smith i Thomas Rodes.
Reilly „bez przerwy bluzgał,
używał ordynarnego, prymitywnego języka – oskarżają. – Wyraz
„pierdolić” był prawie w każdym
jego zdaniu”. Kobiety to były
„pizdy” albo „suki”; ksiądz dysię wkurzył
rektor „nie żałował sobie drastyczna dziekana Manie rasistowskich i homofobicznych
nosa, że rzucił się na
tyrad”. Mówił, że nauczyciela Afroniego. Chciałem go odciągnąć, złana jebany krawężnik”. Michaamerykanina „wykopie z powrotem
pałem za spodenki gimnastyczne.
el Dowd, prawnik reprezentujący
do dżungli”, administratora określał
Od razu zaczęli krzyczeć, że jestem
powodów, dodaje: „Małemu tyramianem „tłustego pedzia”. „Obrzydpedofilem. – Nie nazywaliśmy go penowi Reilly’emu wszystko to ucholiwy język i prymitywne komentarze
dofilem – zaprzecza Zwilling.
dziło na sucho, bo miał poparcie
ojca Reilly’ego są obrazą dla praktySpektakl w atmosferze bożearchidiecezji”.
kujących katolików – czytamy w akgo miłosierdzia dopiero się rozkręRzecznik archidiecezji Joseph
cie oskarżenia. – Zastępcy popieraca. Uczniowie patrzą na to wszystZwilling najpierw odmówił koli, chronili i małpowali jego niegodne
ko, a jeden trafnie określił to, co się
mentarza, a potem twierdził, że to
zachowanie. Ten styl i sposób zadzieje, jako „najlepszą na świecie rewszystko kłamstwo. To zemsta Bochowania był aprobowany i popieklamówkę na rzecz ateizmu i antyreliaka, którego przyłapano, jak zdejrany przez archidiecezję nowojorską
klamę Kościoła katolickiego”. Alleluja
mował uczniowi spodenki. Brednia –
i samego kardynała Timothy’ego Doi po mordzie.
PZ
odparowuje Boliak. – Były uczeń tak
lana”. Małoduszne komentarze były
strona 24
OKIEM SCEPTYKA
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Niewierzący w Polsce (63)
Bezbożna Jasia
Małgorzata Fornalska była działaczką
komunistyczną, wielokrotnie aresztowaną
przez władze sanacyjne. Przez wiele lat
pozostawała w nieformalnym związku
z Bolesławem Bierutem.
Fornalska, posługująca się
w działalności konspiracyjnej pseudonimami „Jasia”, „Rita”, „Ewa”,
uznawana jest dziś – według prawicowych historyków – za fałszywego
bohatera narodowego. Choć jako
dumna Polka w czasie okupacji
hitlerowskiej oddała swoje życie za
ojczyznę, prawicowym historykom
naraziła się swoją działalnością komunistyczną oraz związkiem z Bolesławem Bierutem – prezydentem
Polski ocenianym negatywnie.
Urodziła się 8 czerwca 1902 r.
w rodzinie małorolnego chłopa we
wsi Fajsławice koło Krasnegostawu. Została wychowana w duchu
ateistycznym, bowiem jej rodzice,
jako działacze komunistyczni, byli
niewierzący. Szkołę powszechną
ukończyła w Lublinie, do gimnazjum uczęszczała w Krasnymstawie,
skąd po wybuchu I wojny światowej
została wraz z rodziną ewakuowana w głąb Rosji – do Carycyna. Po
wybuchu Wielkiej Rewolucji Październikowej wstąpiła do polskiej
marksistowskiej partii politycz-
W
nej – Socjaldemokracji Królestwa
Polskiego i Litwy. Wespół z tą organizacją dążyła do zwycięstwa
internacjonalistycznej rewolucji
robotniczej, obalenia ustroju kapitalistycznego, likwidacji państw narodowych oraz wprowadzenia rządów proletariatu. Głosiła ateizm
i potrzebę wyzwolenia szerokich
rzesz społeczeństwa spod wpływów
religii. Od lipca do grudnia 1918 r.
służyła w I Carycyńskim Batalionie Komunistycznym, potem była
wychowawczynią w domu dziecka
w Saratowie, a następnie w Pietrowsku. W latach 1918–1919, już
po powrocie do kraju, brała czynny udział w tworzeniu Rad Folwarcznych na Lubelszczyźnie, a po
likwidacji Rad organizowała komórki komunistyczne wśród robotników rolnych i chłopów. W 1920 r.
przystąpiła do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski.
Pracowała w Tymczasowym
Komitecie Rewolucyjnym Polski,
który w zamierzeniu Rosji radzieckiej miał stanowić zaczątek władz
iosna w katolickim światku obfituje w wydarzenia specyficzne dla tego
wyznania. I bardzo dlań
kompromitujące.
Rzymski katolicyzm uważa sam siebie
nie tylko za wyznanie wyjątkowe, ale właściwie za „jedyne prawdziwe”. W najbardziej
skromnej wersji ma się za „pełnię prawdy
objawionej”, nawet jeśli innym wyznaniom
czy religiom zgadza się przyznać jakiś udział
w tejże prawdzie. Ten balon religijnej pychy
jest pompowany specyficznymi dla papieskiej religii wierzeniami, które stawiają jakoby katolicyzm ponad innymi, a także są
„dowodem” bliskiego obcowania wiernych
tego wyznania z samym Bogiem.
Te specyficzne katolickie wierzenia skupiają się ze szczególną siłą na wiosnę. Bo
to właśnie o tej porze roku są tzw. pierwsze
komunie, kwitnie maryjna pobożność (maj),
a wielu młodych ludzi przystępuje wówczas
do bierzmowania. Dla mnie szczególnie groteskowa jest wiara w zamianę opłatka w ciało Chrystusa, przy czym wielu katolików na-
z którą miał dwoje dzieci. Z dokomunistycznych na terenach Poltychczasową żoną jednak nie zeski zajętych przez Armię Czerrwał, a nawet doprowadził do wzawoną w trakcie ofensywy letniej
jemnych przyjacielskich stosunków
1920 r. Organizacja ta zapowiadamiędzy Fornalską a nimi. W 1934 r.
ła utworzenie Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad, a także
zbudowanie społeczeństwa
bezklasowego, nacjonalizację
ziemi oraz rozdział Kościoła
od państwa.
W 1921 r. Fornalska została aresztowana. Zwolniona po rocznym pobycie w więzieniu – oddała się
pracy w „technice” partyjnej w Warszawie. Po kilku
miesiącach ponownie została aresztowana i skazana na
4 lata. Wyrok odsiadywała
w więzieniu warszawskim.
W 1927 r. wzięła udział pod
Moskwą w IV Zjeździe KPP,
na którym poznała Bolesława Bieruta. Miała wówczas
25 lat i dłuższy od Bieruta
staż działacza komunistycznego, choć była od niego
o 10 lat młodsza. Bierut zro- Małgorzata Fornalska
bił na niej ogromne wraże„­Jasia” wróciła do kraju. Pracowała
nie. Napisała do swojej matki, że
w Wydziale Rolnym KC KPP. Już
poznała człowieka tak niezwykłepo roku została aresztowana, lecz
go, że nie znajduje słów, by o nim
z braku dowodów winy zwolniono
opowiedzieć. „Jasia” zakochała
ją za kaucją.
się w Bierucie, a 15 czerwca 1928
Pracowała w Międzynarodowej
r. urodziła się ich córka AleksanOrganizacji Pomocy Rewolucjonidra. Warto nadmienić, że Bierut
stom (MOPR). W sierpniu 1936 r.
był żonaty z Janiną Górzyńską,
wet nie zdaje sobie sprawy, że ich Kościół
tę zamianę traktuje najzupełniej dosłownie,
i to z całą powagą. To nie jest żaden symbol albo przenośnia! Innymi słowy – katolik
dosłownie „przyjmuje Boga do serca”, choć
de facto połyka opłatek, który przez przełyk i żołądek, trafia do jelit. I jeszcze dalej…
Życie po religii
Albo – ewentualnie – to połykanie zabiłoby
ich jako świętokradców. Ale nikt jakoś od
tego na razie nie umarł. Gdyby brać poważnie katolickie wierzenia, to właśnie ten brak
szczególnych skutków zaczarowywania Boga
w opłatek można by uznać za coś bardzo
dziwnego. No ale skoro wiemy, że jest to tylko monstrualne oszustwo, to bynajmniej się
temu nie dziwimy, lecz tylko odnotowujemy
Religijna bańka mydlana
Co z tego wynika? Właśnie chodzi o to,
że zupełnie nic nie wynika. Nie trzeba wielkiej wnikliwości, aby zauważyć, że katolicy
nie różnią się jakoś pozytywnie od innych ludzi. Czasem można mieć zresztą wrażenie,
że z rozmaitych powodów, głównie kulturowych, jest z katolikami gorzej niż z innymi.
A przecież wielu z nich podobno połyka samego Boga! Nosi go w sobie! Gdyby to była
prawda, toby dawało połykającym miażdżącą przewagę etyczną nad innymi ludźmi.
fakt, na który nikt jakoś nie zwraca uwagi.
Ot, taka religijna bańka mydlana.
Drugim sposobem zamieszkiwania Boga
w katolikach jest „zesłanie Ducha Świętego”.
Mieliśmy nawet niedawno takie doroczne
święto, co wiele osób uświadomiło sobie dopiero wtedy, gdy odbiło się od zamkniętych
drzwi hipermarketów i galerii handlowych.
Każdy katolik takie „zesłanie Ducha” przechodzi osobiście z okazji bierzmowania. Kościół wierzy, że biskupi mają szczególną moc
ponownie trafiła do więzienia. Na
wolność wyszła dopiero we wrześniu 1939 r. W 1940 r. ponownie wyjechała do ZSRR. Działała wśród
tamtejszych polskich komunistów
i wspólnie z Marcelim Nowotką,
Pawłem Finderem oraz Aleksandrem Kowalskim czyniła przygotowania do utworzenia nowej partii komunistycznej w okupowanym
kraju. Pogłębiała wiedzę polityczną, a ponadto przechodziła przeszkolenie w zakresie działań dywersyjno-bojowych na tyłach wroga,
łączności radiowej i szyfrów,
a także skoków spadochronowych. 20 maja 1942 r. zrzucona została do kraju i została jednym z członków KC
Polskiej Partii Robotniczej,
utworzonej 5 stycznia 1942 r.
w Warszawie. PPR wzywała do walki z Niemcami i zawarcia sojuszu ze Związkiem
Radzieckim, a w wyzwolonym
kraju zapowiadała demokratyzację życia państwowego
i ograniczenie roli Kościoła
katolickiego jako nieprzejednanego wroga socjalizmu
i postępu. Było to dla partii zadanie trudne, bowiem
wojna i okupacja i związana
z nimi wielka tragedia narodu przyczyniły się raczej do
spotęgowania religijności niż
do jej osłabienia.
14 listopada 1943 r. została w Warszawie aresztowana i osadzona na Pawiaku. Stamtąd wysyłała grypsy, zdając sobie sprawę, że
jej położenie jest beznadziejne. 26
lipca 1944 r. została rozstrzelana
w ruinach getta warszawskiego.
ARTUR CECUŁA
[email protected]
wprowadzenia „Ducha” (czyli Boga) do poszczególnych osób. No i na tym „zesłaniu” polega niby bierzmowanie. Większość katolików
przyjmuje bierzmowanie we wczesnym wieku
nastoletnim. No i co się dzieje z tymi młodymi ludźmi, na których „zstępuje Duch”? Nic.
Zupełnie nic. Jak byli w większości obojętni
religijnie, tak nadal takimi pozostają. A przecież tacy „napełnieni Duchem” młodzi ludzie
powinni się w zdecydowany sposób odróżniać
od tych nienapełnionych. Podobnie jest z maryjną religijnością, która skutkuje chyba tylko
tym, że katolicy są, o dziwo, bardziej niechętnie nastawieni do emancypacji kobiet niż protestanci lub niewierzący.
Podsumowując – wszystkie te katolickie
cudowności to jedna wielka mistyfikacja.
Ale największą porażką jest to, że niewiele
osób ją dostrzega. Setki milionów ludzi dają
się uśpić jak niemowlęta. I to jest prawdziwy
katolicki cud (nazywam go papieską hipnozą), który wprowadza w ślepy trans niemal
całe narody i całe pokolenia.
MAREK KRAK
[email protected]
OKIEM BIBLISTY
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
PYTANIA CZYTELNIKÓW
strona 25
U źródeł chrystianizmu
C
hociaż historia pierwotnego chrystianizmu przedstawiona
w tym cyklu została
tylko w zarysie, to jednak kto
uważnie i gruntownie zbada
Pisma, ten na pewno nie będzie
już miał żadnych wątpliwości,
że Jezus nie jest twórcą ani kościoła, ani hierarchii, ani całego
szeregu dogmatów, wierzeń,
zwyczajów, obrzędów i form
znanych nam z różnorodnych
wyznań i kościołów.
Nieprzypadkowo zatem rozpoczęliśmy ten cykl od kwestii dotyczącej pierwszych dokumentów
chrześcijańskich, które powstały
w oparciu o tradycję ustną kilkadziesiąt lat po ukrzyżowaniu Jezusa. Pisma te bowiem zawierają nie
tylko fakty związane z działalnością Jezusa, ale także świadectwo
wiary jego wyznawców, i to w różnych jej stadiach (np. chrystologia
Jana). Dokumentami tymi są głównie cztery Ewangelie, które powstały w różnym miejscu i czasie.
Warto również zauważyć, że chociaż wspomniane Ewangelie trudno uznać za dokumenty historyczne w ścisłym tego słowa znaczeniu
(zawierają niemało sprzeczności),
to jednak świadectwo w nich zawarte – uzupełnione o Listy i Dzieje Apostolskie – ukazuje nam zu-
C
(21)
pełnie inny chrystianizm od tego,
który zdefiniowany i ukształtowany został w epoce konstantyńskiej.
Szerzej pisałem o tym już
wcześniej. Tu zaś w tym krótkim
podsumowaniu przypomnę jedynie to, co najistotniejsze.
Po pierwsze – Jezus był Żydem
i, jak wierzono, był prorokiem takim jak Mojżesz (Pwt 18. 15, 18),
a także potomkiem Dawida (2 Sm
7. 12–14; Iz 11. 1–2; Ez 34. 23–24;
37. 24; Oz 3. 5). Przekonanie to
oparte było głównie na obietnicach zawartych w Biblii hebrajskiej
oraz na tym, co głosił Jezus, chociaż on sam rzadko nazywał siebie
Mesjaszem. To inni używali tego
tytułu lub też nazywali go „Synem
Dawida” (Mt 9. 27; 12. 23; 15. 22;
20. 30). On sam zaś najczęściej nazywał siebie „Synem Człowieczym”
(Mt 8. 20; 9. 6; 12. 8, 32; 16. 13, 27;
24. 30; 25. 31; 26. 64). Nigdy też nie
nazywał siebie Bogiem, gdyż – jak
czytamy – „Bóg nie jest człowiekiem
(…) ani synem człowieczym” (Lb
23. 19). Innymi słowy, Jezusowy
obraz Boga (także apostołów) nie
ma nic wspólnego z kościelną dogmatyką, która później zdefiniowała
doktrynę Trójjedynego Boga.
Po drugie – uczniowie Jezusa, jak i wszyscy Żydzi, żywili powszechną nadzieję, że zapowiedziany „Syn Dawidowy”
zy w Krk jest miejsce dla intelektualistów? A jeśli nie, to dlaczego?
Zacznijmy od tego, kim jest intelektualista? Według Josefa Piepera to osoba, która
osiągnęła „określony stopień wiedzy, wykształcenia” i zajmuje zdystansowany, krytyczny stosunek wobec „tego, co jest”,
„panującego systemu”. Na byciu przeciw czemuś zasadza
się społeczne zaangażowanie intelektualisty, co oznacza, że
w stosunku do instytucji przyjmuje on postawę nonkonformistyczną. Myślę, że większość z nas bez trudu
wskażę postać jakiegoś intelektualisty, który
zabierał głos w obronie prawa, ludzkiej godności czy osób wyzyskiwanych.
Sądzę także, że tak rozumianych intelektualistów dość
instynktownie darzymy szacunkiem. Wśród zaangażowanych
katolików są tacy, którzy chcieliby, by w Krk tacy intelektualiści pojawiali się jak najczęściej. Pieper utrzymuje jednak, że w Krk jest to niemożliwe, i formułuje trzy powodu
takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, nie bardzo wiadomo, co
miałoby uprawomocniać działalność intelektualisty w Krk.
W perspektywie religii trudno bowiem mówić o „zrozumieniu, wiedzy, znajomości”, które mogłyby stanowić podstawę
działalności intelektualisty. Tak kluczowe dla wiary sprawy
jak Wcielenie, Objawienie, kapłaństwo czy sakramenty (wymieniam „te sprawy” za Pieperem) nie dają się zrozumieć
ani na gruncie czysto racjonalnym, ani w ramach „krytycz-
rozgromi wrogów i „odbuduje królestwo Izraelowi” (Dz 1. 6). Uczniowie Jezusa wierzyli więc w rychłe spełnienie biblijnych obietnic
(por. Jer 23. 5–6; 33. 15–16), tym
bardziej że Jezus wyraźnie oznajmił: „Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże” (Mk 1. 15).
Nikt z nich nie wątpił zatem, że
mówił on o królestwie podobnym
do królestwa Dawida. Ponieważ
jednak – jak ujął to w swej Ewangelii Łukasz – Żydzi „nie poznali
czasu nawiedzenia swego” (19. 44),
Jezus został ukrzyżowany, a Jerozolima i świątynia zostały zburzone. Ukrzyżowanie Jezusa było więc
ogromnym wstrząsem dla jego uczniów (Łk 24. 21) i dopiero spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem spowodowało, że na powrót
zaangażowali się oni w misję, do
której zostali powołani.
Po trzecie – religia żydowska
w przesłaniu Jezusa i apostołów
była prosta; skupiała się głównie
na duchowej odnowie i posłuszeństwu nakazom Tory, szczególnie
przykazaniom Dekalogu w jego
niezmiennej biblijnej wersji (por.
Wj 20. 1–17). „Bo – jak oznajmił
Jezus – dopóki nie przeminie niebo
i ziemia, ani jedna jota, ani jedna
kreska nie przeminie z zakonu, aż
nego dystansu” wobec kościelnego przekazu; są wręcz – jak
pisze Pieper odwołując się do Nowego Testamentu – ukryte
przed „uczonymi”.
Po drugie, jeśli chce się korzystać z „życiodajnych dóbr
pozostawionych Kościołowi”, nie można się wobec niego dystansować, żyć poza wspólnotą. „W jaki sposób – pyta Pieper
– mogę być prawdziwie członkiem tej mistycznej wspólnoty,
a zarazem obstawać przy krytycznym dystansowaniu się, byciu nonkonformistą, nie »stowarzyszając się« – i tak dalej?”.
wszystko się stanie” (Mt 5. 18, por.
Jk 2. 10). Poza tym – podobnie do
Jana, syna Zachariasza – uczniowie Jezusa również praktykowali
chrzest przez zanurzenie w wodzie.
Chrztu udzielano jednak wyłącznie
osobom dorosłym. Ponadto obrzędu tego nie traktowano jako sakramentu zjednującego łaskę Boga,
lecz jako akt wiary symbolizujący
śmierć dla grzechu i powstanie do
nowego życia w Chrystusie.
Warto także przypomnieć, że
pierwsze gminy chrześcijańskie
były autonomiczne i zarządzane
kolegialnie. Nie znano więc podziału na duchownych i świeckich,
hierarchii, prymatu ap. Piotra, sakramentów, kultu świętych, a także
ich obrazów i relikwii, etc.
Tak było na początku. Ten stan
rzeczy uległ jednak zmianie wraz
z napływem pogan, bo – jak pisze
Geza Vermes – żydowskie dziedzictwo Jezusa najpierw zostało
rozmyte, a potem całkowicie przekształcone. „Zmianę uzasadniono wiarą, mającą źródło w późnej
Ewangelii Jana, że Duch Święty został posłany przez Jezusa, by przekazać nowe objawienie i udzielić od
nowa »całej prawdy« (J 14, 16–17;
16, 13)” („Autentyczna Ewangelia
Jezusa”, Kraków 2009, s. 452).
BOLESŁAW PARMA
[email protected]
Piepera sądzę jednak, że jest to oznaka patologicznego
charakteru instytucji Kościoła, przynajmniej z dwóch
powodów. Po pierwsze, doktryna kościelna winna być oceniana i rewidowana w perspektywie danych czerpanych
z nauki. Myślę tu przy tym zarówno o przyrodoznawstwie,
jak i psychologii, seksuologii, archeologii, historii czy narzędziach badawczych stosowanych przez filologów. Jeśli
tradycja Kościoła z góry odrzuca rewizję w świetle prawd
odkrywanych przez naukowców, świadczy to, że ukonstytuowana jest na fałszu: nie można głosić
prawdy, zamykając się na nią. Da się o tym
nie mówić tylko wtedy, gdy ustawi się sobie temat tak, jak robi to Pieper. Wcielenie, objawienie czy kapłaństwo da się pewnie w większym
czy mniejszym stopniu zamknąć w ramach doktryny, ale nie
da się tego zrobić z problemem początku i ewolucji świata,
kwestiami seksualności, trudnościami bioetyki itd. Po drugie, czymś nieludzkim jest oczekiwanie, że ktoś w imię odkrytej prawdy będzie krytykował Krk, a jednocześnie wbrew
tej prawdzie ślepo się mu podporządkowywał. Oznacza to
bowiem, że katolicy mają żyć w rozdwojeniu, jakiejś egzystencjalnej schizofrenii. Oznacza to również, że celem Krk
jest kształtowanie osób o osobowości autorytarnej, bezkrytycznie podporządkowanej autorytetom własnej grupy.
TOMASZ KOZŁOWSKI
Inne chrześcijaństwo(80)
Po trzecie, polemika, „bojowe nastroje”, rewolucyjny nacisk,
krytyczna wola zmian – to wszystko nie przyniesie skutków
w odniesieniu do Krk. Bo też – zdaniem Piepera – Kościół
nie potrzebuje intelektualistów, a świętych, czyli tych, którzy
jednocześnie potrafią krytykować, ale są ulegli i w pełni podporządkowani kościelnej hierarchii. Na dokładkę są oni także prawdziwymi nonkonformistami, bo sam Krk głosi prawdy
źle widziane w „świecie”. Pieper pisze, że krytyka papieża
nie wymaga odwagi, za to głoszenie, że potrzebna jest cnota
czystości – owszem.
Podzielam zdanie Piepera, że w Krk nie ma miejsca dla
intelektualistów. Ci, którzy próbują nimi być, dość szybko
usuwani bywają z kościelnych szeregów. W odróżnieniu od
[email protected]
strona 26
CZYTELNICY DO PIÓR
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Boga tam nie ma
O
becnie trwa batalia
o zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej.
Znamienne jest to,
że w tej kwestii najwięcej do
powiedzenia mają mężczyźni,
a zwłaszcza starzy kawalerowie
w kieckach.
A przecież to oni najlepiej powinni wiedzieć, że jeden z ojców
Krk, św. Augustyn, dobitnie określił, kiedy dusza łączy się z płodem,
z zaznaczeniem, że płód dziewczynki otrzymuje duszę kilka tygodni
później niż płód chłopca. Lekarze
tłumaczą, że płód staje się człowiekiem w momencie wykształcenia się
systemu nerwowego, i to jest granica dopuszczalności aborcji. Kościół
pozostaje głuchy na te argumenty,
a nawet pozwala na kłamliwą propagandę, według której w Polsce zabija się dzieci. Tzw. obrońcy życia pokazują drastyczne, zmanipulowane
zdjęcia usuniętych płodów. A tymczasem nie zwraca się uwagi na to,
że coraz więcej dzieci znajdujemy
na śmietnikach. Nieważne, że matki porzucają swoje niechciane dzieci
lub źle je traktują. Bo przecież tu nie
chodzi o życie tych dzieci! Tu chodzi
o supremację mężczyzn nad kobietami. Niech zachodzą w ciążę – w razie czego, to one poniosą pełną odpowiedzialność, gdy okażą się złymi
matkami. Bywa też, że utrzymanie
licznej rodziny leży na barkach kobiety. I o to właśnie chodzi! Kobieta
nie powinna mieć czasu na myślenie.
Od tego jest mężczyzna. Zadziwiające jest to, że kobiety w Europie mają
prawo do stanowienia o sobie, ale
Polka, choć też Europejka, ma być
tych praw pozbawiona – ubezwłasnowolniona w chwili zajścia w ciążę.
Najbardziej przykre jest to, że wiele kobiet dało się tak zmanipulować,
że działają przeciw sobie, swoim córkom i wnuczkom. Tajemnicą poliszynela jest to, że wiele tych obrończyń
życia poczętego dokonuje aborcji po
cichu, a nawet niektórzy księża namawiają swoje kochanki do usunięcia płodu. Podziemie aborcyjne ma
się tymczasem dobrze i będzie się
miało jeszcze lepiej, bo po zaostrzeniu przepisów cena pójdzie w górę.
A ty, kobieto, jeśli nie masz pieniędzy, umieraj sobie po pokątnej aborcji dokonanej domowym sposobem.
Żal mi tych kobiet, które stracą
dziecko przez samoistne poronienie,
bo zamiast liczyć na wsparcie w tej
traumie, będą musiały tłumaczyć się
przed prokuratorem. Bo przecież
będą podejrzane o celowe pozbycie
się płodu. W Polsce chyba ktoś oszalał! Rację mają ci, którzy nie mogą
się nadziwić, że kobiety stanowiące
więcej niż połowę społeczeństwa tak
W
numerze 16 „FiM” opublikowany został artykuł o Grekach w Polsce.
W numerze 18 odniosła się do niego osoba podpisana jako
„Czytelniczka”.
Ze swej strony chciałbym dodać kilka
faktów, gdyż artykuł, choć ciekawy, powiela
pewne stereotypy, jakie w okresie PRL zostały nam narzucone. Otóż moja żona jest Greczynką z pokolenia urodzonego już w Polsce, natomiast teściowa do Polski nie trafiła
z własnej nieprzymuszonej woli. Otóż partyzanci Ellas, jakkolwiek mieli największe zasługi w walce z okupantem niemieckim, to
w czasie wojny domowej dopuścili się czegoś,
co można by nazwać nawet zbrodnią, przez
co stracili poparcie wśród sporej części społeczeństwa. Nie wiem, skąd im ten pomysł
wpadł do głowy, ale mogę się jedynie domyślać, że wpływ na to miała działalność doradców z ZSRR. Otóż partyzanci Ellas odbierali
rodzinom dzieci w wieku 10–14 lat w celu wysłania ich do krajów socjalistycznych, gdzie
miały się wykształcić i wrócić jako już wyszkolone kadry przyszłego komunistycznego
rządu. Jeśli rodzina się opierała, rozstrzeliwano któregoś z jej członków, a niekiedy całe
rodziny. W trakcie pieszej wędrówki przez
góry Albanii dzieci padały jak muchy, będąc
dają sobą manipulować, że występują aktywnie o ograniczenie swoich praw. Trudno się dziwić, skoro
przez całe wieki Krk wmawiał ludziom, że ksiądz jest zastępcą Jezusa, a kard. Stefan Wyszyński podczas
święceń wmawiał młodym kapłanom, że daje im władzę rozkazywa-
tak zmieniony – wbrew przestrodze
– przez tzw. Ojców Kościoła, by mogli powoływać się nań z korzyścią
dla siebie. Opinia, jakoby Pismo św.
było trudne w czytaniu, też przyczynia się do niewiedzy. Jakiekolwiek
przeciwstawianie się Krk uważane jest za walkę z Bogiem. Jest to
ma ani czasu, ani środków, ani siły.
Dlatego znamienne jest, że im bardziej religijny kraj, tym większa bieda. I trzeba tu zaznaczyć, że religijność niewiele ma wspólnego z wiarą,
a nachalna religijność jest sprzeczna
z Biblią i z przesłaniem Jezusa Chrystusa. Jestem głęboko wierzącą oso-
nia Bogu, by stawiał się na ołtarzach
podczas mszy. Poza tym dopiero niedawno Krk zniósł zakaz posiadania
i samodzielnego czytania Pisma św.
Oprócz tego dopiero niedawno uporaliśmy się z analfabetyzmem. Ludzie nie znają historii swojej religii.
Nie wiedzą także, że dekalog został
ogromne nadużycie, ale wielowiekowa indoktrynacja robi swoje. Walka
o większą dzietność w rodzinie jest
walką o władzę kleru nad nami. Im
więcej dzieci, tym większe potrzeby
rodziny i tym mniej czasu na myślenie o czymś innym, niż sprawy
bytowe. Na poszerzanie wiedzy nie
bą i dlatego nie mogę identyfikować
się z Krk, bo jest to organizacja religijno-polityczna o wszelkich znamionach sekty, i do tego splamiona
jest krwią. Jestem pewna, że BOGA
TAM NIE MA!!! Jest to Kościół
utworzony przez człowieka – cesarza Konstantyna.
Oss
Tragedia grecka
zmuszone do noszenia amunicji i broni partyzantów. W swoim czasie w telewizji polskiej
pokazywany był film pt. „Eleni”, obrazujący
taką sytuację. Winni tego procederu nigdy
nie zostali ukarani ani napiętnowani. W opisany wcześniej sposób moja teściowa trafiła
do Polski wraz z dziećmi, które zdołały wędrówkę przeżyć. Na rzecz przyszłości Grecji
została pozbawiona jedynej pamiątki rodzinnej – złotego łańcuszka z medalikiem. Tutaj
do pełnoletności wychowywała się w domu
dziecka w Policach, aby w końcu trafić do
Gdyni. Kiedy małżonka odtworzyła jej wspomniany wcześniej film, nagrany na DVD,
popłakała się i nie była w stanie do końca
obejrzeć, bo to był jej tragiczny los. Dla tych
dzieci, które potem dorosły, mam wielki szacunek, bo w końcu żyły wśród swoich oprawców, nie rozdzierając ran, tylko tworząc małe
wspólnoty, które łączył język, kultura, a następne pokolenie, które nie wróciło do kraju
przodków, dość mocno się zasymilowało.
Daniel Jewasiński
Od Autora
Szanowny Panie, nie od dziś wiadomo,
że wojny domowe bywają niezwykle brutalne, a strony konfliktu nie przebierają w środkach. Właśnie jednym z tragicznych epizodów
greckiego konfliktu był problem tamtejszych
dzieci.
Nawiązując do tych zdarzeń, przytoczył
Pan amerykański film „Eleni” z 1985 roku,
mający na celu polityczną kompromitację partyzantów Ellas. Trudno do końca opierać się
na filmowym dziele Petera Yatesa i przytaczać
je jako wiarygodne źródło historyczne, gdyż
amerykańskie kino nieraz pokazało, że bliżej
mu do science fiction niż faktu.
Analizując to zagadnienie, staraliśmy się,
jak tylko to możliwe, nie ukazywać problemu
w czarno-białych barwach. Jednak z szeroko
dostępnej bazy źródłowej traktującej tę tematykę jasno wyłania się w miarę obiektywny obraz
tych zdarzeń.
Ogólnie rzecz ujmując, zwolennicy Demokratycznej Armii Grecji dysponowali po-
parciem greckiej wsi, zaś strona rządowa kontrolowała miasta. Stąd też wojska rządowe
dokonywały licznych pacyfikacji wsi, aby zniechęcić ludność do sprzyjania partyzantom. Tutaj też pojawia się niejasna rola kontrowersyjnej greckiej królowej Fryderyki Hanowerskiej
(w czasach hitlerowskich członkini Związku
Dziewcząt Niemieckich żeńskiego odpowiednika Hitlerjugend). Otóż Pani ta zaczęła organizować sieć sierocińców tzw. paidopoleis
(miasta dzieci) dla małych Greków z terenów
zagrożonych walkami. W tym zacnym przedsięwzięciu kryło się drugie dno. Dzieci trafiały tam często pod przymusem, odbierane rodzicom siłą, a w ośrodkach tych poddawano
je silnej prawicowej indoktrynacji, wychowując na janczarów wiernych panującej juncie.
Niestety, zmieniano im również tożsamość, co
w przyszłości uniemożliwiało powrót do biologicznej rodziny.
W odpowiedzi partyzanci Ellas starali się
uchronić dzieci przed dostaniem się do ośrodków prowadzonych przez obóz wroga, stąd
też ich rozpaczliwa i często tragiczna ewakuacja z kraju, najczęściej do Albanii lub Bułgarii. Właśnie pierwsze transporty z greckimi
uchodźcami, które trafiły do Polski, to były
dzieci, dla których utworzono np. specjalistyczny szpital w Dziwnowie. Dopiero później dołączali do nich ich rodzice.
Paweł Petryka
PRZEMILCZANA HISTORIA
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
P
rzez całe stulecia
połączenie handlu
ze świętami katolickimi było charakterystyczne dla
całej Polski. Cotygodniowe targi jeszcze w XIX wieku w wielu polskich miejscowościach odbywały się w niedziele,
a jarmarki – w święta maryjne i dni
odpustów. Wierni przybywający na
uroczystości kościelne robili przy
okazji zakupy i sprzedawali towary.
Ze świątecznego handlu duchowni
nierzadko też czerpali zyski, albowiem place targowe przeważnie
znajdowały się przy kościołach.
Równocześnie od zamierzchłych wieków kler niczym mantrę powtarzał skargi na to, że „więcej ludzi
targu niż nabożeństwa pilnuje”. Już
biskup Nanker przypominał katolikom w 1331 roku o należytym czczeniu niedzieli i świąt, ubolewając, że
niektórzy wierni, zarówno bogaci,
jak i ubodzy, nie szanują niedzieli ani
świąt, zamiast kościołów odwiedzają
wówczas targi i zajmują się handlem.
Módl się i handluj
Związek kultu religijnego
z handlem nie jest przypadkowy.
Pogańskie targowiska były nie tylko
miejscem handlu, ale także życia religijnego. „Już u ludów pogańskich
handel, jako rzecz szczęścia, pozostawał pod opieką bogów, a targowisko uważano za miejsce święte” – tak
przed stu laty pisał badacz dziejów
osadnictwa i kultury średniowiecznej
w Polsce, historyk mediewista Kazimierz Tymieniecki. Potem chrześcijaństwo, rugując dawne pogańskie
kulty, patronami handlu uczyniło
swoich świętych. Inny polski historyk, Karol Maleczyński, lokowanie parafii w okresie pierwotnej Polski wiązał w dużej mierze z instytucją
targu. Z jednej strony instytucji Kościoła chodziło o zaszczepianie wiary
katolickiej w miejscach dawnych kultów pogańskich, a z drugiej – o zakładanie świątyń i klasztorów na obszarach o potencjale handlowym.
Parafia zlokalizowana w pobliżu
targu zapewniała znacznie większy
obszar oddziaływania. I vice versa –
targi często powstawały tam, gdzie
Kościół już istniał, gdyż funkcjonowanie parafii podnosiło miejscowość do rangi centrum ekonomicznego. Współcześnie trudno ustalić,
co w konkretnej miejscowości było
pierwsze – gromadzący okoliczną
ludność targ czy budynek Krk.
Targowiska funkcjonowały przy
kościołach, do których na niedzielne msze przybywała ludność z okolicy. Ponieważ niedziela i kościelne
święta były dniami wolnymi od pracy i od pańszczyzny, konsekwencją
tego było prawne usankcjonowanie
Walka
o handel w niedziele
Handel w niedziele, Boże Ciało, Boże
Narodzenie, Wszystkich Świętych czy inne
święta kościelne? W zamierzchłej
przeszłości księża wcale nie byli temu
przeciwni. A potem różnie bywało.
terminu organizowania targów właśnie w niedziele lub dni, w które Kościół organizował uroczystości ku czci
jakiegoś świętego. Połączenie terminu jarmarków i targów z niedzielą
lub odpustem – mimo oficjalnego
kościelnego nakazu świętowania –
wydawało się praktyczne i oczywiste.
Powaga niedzieli
Dopiero z czasem Kościół zaczął zabiegać o oddzielenie sfery
religijnej od działalności handlowej. W statutach synodalnych Mikołaja Trąby i Andrzeja Łaskarza z pierwszej połowy XV wieku
znalazły się pod karą interdyktu lub
ekskomuniki zakazy „naruszania
powagi” kościelnego święta poprzez
urządzanie targów w niedziele. Obaj
biskupi domagali się, by niedzielne
targi tygodniowe zostały przeniesione na inny dzień tygodnia. Mikołaj
Trąba dawał na to sześć miesięcy,
a Andrzej Łaskarz tylko trzy.
Specjalnie nikt się tym nie przejął. I tak wydany na przełomie XVI
i XVII wieku dekret dla parafii
w Lipnie w archidiakonacie dobrzyńskim stanowił, że mięso i inne produkty do jedzenia wolno sprzedawać
rano w niedzielę do czasu, gdy w kościele zadzwonią na mszę. Wtedy należy natychmiast zamknąć wszystkie
jatki i kramy, żeby nie przeszkadzać
wiernym w słuchaniu mszy. Mieli tego pilnować burmistrz i rajcy,
w przeciwnym razie biskup groził im
ekskomuniką.
Nękanie bezbożnych
Zwalczanie handlu niedzielno-świątecznego było walką z wiatrakami. Biskupi wileńscy kolejne listy
pasterskie z zakazami handlu w niedziele u święta wydawali w 1637, 1669
i 1718 roku. Biskup krakowski Jerzy
Radziwiłł u schyłku XVI wieku
wpadł nawet na pomysł egzekwowania nakazu świętowania niedziel, wyznaczając punktatorów, którzy mieli zapisywać nieuczęszczających do
kościoła. Listę nieobecnych na mszy
winni następnie przekazywać staroście, który zobowiązany był nałożyć
na nich karę w wysokości jednego
funta na potrzeby kościoła. Zarządzenie najprawdopodobniej nie zdążyło
wejść w życie, bowiem biskup Radziwiłł wkrótce rozstał się z tym światem.
„Święta nie dlatego są postanowione,
żeby ludzie wolnymi będąc od robót
ciężkich i grubszych, bawili się bankietami, pijatykami, tańcami, targami,
jarmarkami i innymi sposobami świeckimi, ale żeby do Domu Bożego, kiedy nabożeństwo w nim się odprawia,
schadzali się” – na synodzie zamojskim w 1720 roku upierali się w tej
sprawie biskupi uniccy.
W 1768 roku konstytucja sejmowa wprowadziła zakaz handlu niedzielnego, przenosząc targi niedzielne
na poniedziałek. W praktyce zakazu
niedzielnego targowania nadal ściśle
nie przestrzegano. Niedziele i odpusty stanowiły jedyne wolne dni, kiedy
lud mógł udać się na targ lub jarmark
i zaopatrzyć się w potrzebne mu towary. Proboszczowie w trosce o frekwencję w kościołach ograniczali się
do egzekwowania zakazu handlowania w godzinach nabożeństw. Choć tu
i ówdzie trafiali się nadgorliwcy.
Obraza boska
W 1775 roku w Gostyniu w targach organizowanych od XVI wieku
tradycyjnie w niedziele i święta tamtejsi księża dopatrzyli się nagle obrazy boskiej i u władz świeckich wyjednali zarządzenie: „(…) targi niedzielne
na fundamencie prawa teraźniejszego w żadną niedzielę odprawiać się
pod obostrzeniem kary nie mogą, bo
te niedzielne jak z należytym uszanowaniem dla zniesionych świąt innych
obchodzone być powinny, i w nie żadnych trunków, towarów, zboża, drzewa
i wszelkich rzeczy jako się od dnia dzisiejszego przedawać ani kupować nikomu nie godzi, tak pomienione targi
niedzielne odkładają się i naznaczone
są na poniedziałki i czwartki każdego
tygodnia, gdzie uroczystość jaka na
przeszkodzie nie będzie”. W roku następnym konsystorz poznański dorzucił kolejne zakazy: „Zakazuje się także wszelkie zgraje, tańce, szynk trunku
każdego, ale jak targi na poniedziałki
i czwartki dawniej są odłożone, tak
też szynki, zgraje i tańce na insze dni
powszednie przenoszą się dla uniknienia tak obostrzonej kary”. Ingerencja
strona 27
Kościoła w prywatne życie spotkała
się ze stanowczym sprzeciwem ludności z Gostynia i okolic. Przeniesione na czwartek targi bojkotowano
i po staremu handlowano w niedzielę, niewiele sobie robiąc z nakazów
i zakazów.
W 1844 roku w Królestwie Polskim po interwencji władz kościelnych na mocy carskiego ukazu odbywające się w miastach i osadach
w niedziele targi zostały przeniesione na inne dni. W licznych miejscowościach tradycja i przyzwyczajenie
ludności znaczyły więcej niż prawo. Targi często nadal odbywały się
w niedziele. W 1854 roku proboszcz
spod Tykocina żalił się, że we wsi Kobyliny w niedzielne targi nawet połowa parafian nie przychodzi do kościoła i podobnie jest w okolicznych
parafiach. W Ostrowcu w sierpniu
1861 roku wskutek usilnych nalegań księży proboszczów naczelnik
powiatu zakazał urządzania targów
w niedzielę. Nie na długo jednak, bo
już w lutym 1862 roku ksiądz Ignacy Grynfeld w raporcie do biskupa
pisał: „Cieszyli się z tego aniołowie
w niebie i poczciwi ludzie, bo przez
kilka miesięcy nie było targów – następnie mniej gwałcenia świąt, pijaństwa, bijatyk, przekleństwa i rozpusty.
Nikt na tem nie stracił, bo lud uwolniony od pańszczyzny szedł do miasta za interesem w poniedziałki lub
we czwartki i bywały targi liczne, bez
obrazy religii. Ale czart przeklęty nie
mógł znieść tej straty, dlatego tyle użył
wpływu i przekupstwa Żydów i szynkarzy, że Naczelnik Powiatu wspólnie
z burmistrzem na nowo w dniu 13 b.m.
na niedzielę targi ogłosili i wprowadzili. Znów lud będzie tam tracił dusze
i zdrowie i krwawo zapracowany grosz,
a w niedziele kościoły nasze parafialne
będą jak dawniej puste. Przejęty boleścią i zgrozą na taką niegodziwość i nie
mogąc być obojętnym na tak wielkie
zło jako proboszcz najbliższy Ostrowca
i jako dziekan dekanatu, w którym to
niegodziwe nadużycie ma miejsce, już
zrobiłem podanie do Naczelnika Powiatu i wspólnie z miejscowym x. proboszczem wezwałem okolicznych xx.
Proboszczów do użycia wszelkich środków dla odwiedzenia ludu od uczęszczania na targi w niedzielę”.
Niedzielnego i świątecznego
handlu Kościołowi nie udało się
skutecznie wykorzenić do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości. Nie pomogły ani oficjalne zakazy władz kościelnych i świeckich,
ani pomysły sprawdzania obecności
na mszach, ani nagonka na Żydów,
w rękach których koncentrował się
handel, ani zakazująca handlu konstytucja sejmowa, ani nawet carskie
ukazy. Życie rządziło się swoimi
prawami i zwyczajami, a lud opornie
poddawał się kościelnym regulacjom
i ograniczaniu wolności.
AK
strona 28
SZKIEŁKO I OKO
LISTY
OD
CZYTELNIKÓW
Ojczyzny prawie nie ma
Postanowiłem napisać ten list, aby podzielić się moimi
spostrzeżeniami na temat sytuacji polityczno-gospodarczej
w naszym kraju. Chociaż należałoby postawić sobie pytanie,
czy Polska jest jeszcze krajem. Jeśli przyjąć, że jest to linia na
mapie – to tak. Bo jeżeli chodzi o majątek narodowy, który
został sprzedany prawie w całości przez katolicką władzę po
1989 roku, to Polski już nie ma. Sprzedanie majątku narodowego jest zbrodnią dokonaną na państwie polskim. Jeśli ktoś
powie, że inne kraje robią podobnie, to proszę podać, ile swoich zakładów sprzedały Niemcy, Francja, Szwecja, Norwegia
i inni. Obecna „dobra zmiana” też tego problemu nie widzi
i na czele z tym watażką koncentruje się za zapewnieniu, aby
mógł on rządzić do 91 roku życia, jak to sam powiedział. Poza
tym, jak widać z poczynań tych zakłamanych oszołomów PiS-owskich, najważniejszym ich zadaniem jest plucie na PRL
i czyhanie na „komunistów”. Oczywiście PRL miała sporo
wad, ale Polski nie sprzedała. Wręcz przeciwnie – budowała z rozmachem. Szkoły, szpitale, mieszkania, elektrownie,
ciepłownie, mosty, drogi, zakłady chemiczne, zakłady rolno-spożywcze, huty, kopalnie itp. Ponadto dała chłopom ziemię
po wojnie i przeprowadziła elektryfikację wsi i – co bardzo
ważne – dała ludziom pracę.
A Kościół rzymskokatolicki odprawia obecnie tysiące
mszy tzw. świętych w intencji ojczyzny. Teraz żadne ich msze
nie pomogą, bo ojczyzny prawie że nie ma. Ale Krk tego nie
widzi albo widzi i jak zawsze robi owieczkom wodę z mózgu.
Jakby Kościołowi na Polsce zależało, to po 1989 r. mógł uderzyć pięścią w stół i powiedzieć do ówczesnej władzy: Co wy,
do jasnej cholery, robicie?!
Andrzej z Sosnowca
Nasze początki
Polska nie zaczęła się w 1989 r., jak mówią to solidarnościowcy, ani w 1944 r., jak chcieli tego komuniści, ani
w 1918 r., jak piszą socjaliści (piłsudczycy), ani też w 966 r.,
jak mówią katolicy, lecz około 2500 lat temu. Polska przedchrześcijańska była piękniejsza od obecnej, a pogaństwo religią bardziej narodową niż rzymskie chrześcijaństwo – Światowid też był bardziej polski niż Jezus z Nazaretu.
Fenomen Kościoła, który istnieje od ponad 2000 lat, bierze się m.in. stąd, że jest to instytucja niedemokratyczna.
Gdyby było inaczej, ona dawno by zniknęła – jak większość
systemów demokratycznych na świecie.
Czytelnik
Ginekologiczne sumienie
Lekarze ginekolodzy ze wszystkich szpitali w Rzeszowie
oraz całym Podkarpaciu podpisali klauzulę sumienia. To oznacza, że kobiety z tego województwa nie będą mogły legalnie
przerywać ciąży z powodu trwałego uszkodzenia czy nieuleczalnej choroby płodu. W ten sposób spadną, jak je nazywają
położne, do kasty tzw. położnic letalnych. Będą musiały przez
kilka miesięcy czekać, aż rozwijające się w nich dziecko umrze,
bowiem nawiedzony lekarz zechciał być jej sumieniem, odmawiając prawa do legalnej aborcji. W taki sposób bez zaostrzania ustawy antyaborcyjnej ziści się scenariusz Kościoła i tzw.
obrońców życia nienarodzonych, cokolwiek to oznacza. Muszą
oni jednak zdawać sobie sprawę, że w taki sposób doprowadzą
do tego, że rodzić się będą dzieci kalekie lub martwe, a mimo
to kobiety będą zmuszone donosić je w swoim łonie. Trauma
dla takich kobiet będzie olbrzymia, wbrew temu, co prawią ci
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
nawiedzeni obrońcy życia, że to po aborcji kobieta przeżywa
traumę. Lekarze powinni zdawać sobie z tego sprawę, dlatego
dziwię się, że poddają się presji klerykalnego zaplecza w swoim
gronie, podpisując te idiotyczne klauzule sumienia. Teraz czekam na odwróconą klauzulę sumienia – na przykład strażaków
ateistów, którym sumienie nie będzie pozwalało brania udziału
w gaszeniu palącego się kościoła. Jak już wprowadzają te idiotyczne klauzule sumienia, to powinny one działać w obie strony, a nie tylko w jedną, religijną. To pokazuje, do jakiej paranoi dochodzimy we wprowadzaniu czegoś, czego skutków nie
potrafimy przewidzieć, a potem są tragedie nie tych, którzy
to wprowadzają, ale tych, którzy im podlegają, jak te kobiety,
którym odmawia się prawa do legalnej aborcji, ponieważ nawiedzony lekarz chce być sumieniem dla innych, samemu go
nie posiadając.
Józef Frąszczak
ternet wraz ze sprzętem, aby być człowiekiem samodzielnym
podczas choroby czy niepogody. Przez Internet mógłby zamówić leki czy jedzenie lub opłacić rachunki, czy wreszcie kontaktować się ze światem, szukając wiedzy na różne tematy. Nikt
nie pomaga seniorom w ten sposób, chociaż niby odbywają się
liczne dyskusje, narady, sesje, bada się podobno potrzeby starszego pokolenia, powstają fundacje, działają różne instytucje
zajmujące się seniorami. Wszyscy pochylają się nad nami z troską, inkasując za na różne projekty pieniądze z budżetu miast
lub z Unii Europejskiej, ale tak naprawdę nic na lepsze się nie
zmienia...
Iwona Rajewska
Moherowy elektorat
Kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na państwo. To
dzięki „ojcu” Rydzkowi mamy to, co mamy. Słowa te wypowiedziane przez przewodniczącego rządzącej partii zabrzmiały
groźnie. Bo kto odważy się zadzierać w władzą? Jestem czytelnikiem tygodnika „Fakty i Mity” od zawsze, czyli od chwili ukazania się pierwszego egzemplarza. Poruszane w nim problemy uświadamiają Czytelnikom, jak postępuje polski elektorat,
dzięki któremu ludzie zdobywają szlify poselskie. W artykule
„Cyrk odjechał” dwie panie posłanki pokazały, od kogo zależy ich status życiowy. Natomiast pani Anna Sobecka pragnie
ukarania posła Pawła Olszewskiego za umieszczenie w serwisie
społecznościowym słowa ,,pan” zamiast ,,ojciec” przy nazwisku
Tadeusza Rydzyka. Dobrze, że nie zlinczowano człowieka za
wypowiadanie tego, co myśli i uważa za stosowne. Gdyby pani
poseł oraz jej partyjny szef przeczytali książkę pana Seweryna
Mosza „Nie lękajcie się ojca Rydzyka”, może nie byliby tak
zbulwersowani.
Marian Kozak, Siedlce
Głos wkurzonej emerytki
Nasze sukcesy
Emeryci są coraz bardziej wkurzeni rządami PiS, który
zapowiedział, że przyszłoroczna waloryzacja będzie na tym
samym poziomie co w marcu tego roku. Armia urzędników
z ZUS utrzymywana z naszych podatków w pocie czoła obliczy,
że znowu należą się nam grosze lub najwyżej 2–3 złote. Jednorazowy dodatek nie rozwiązał problemów finansowych ubogich
emerytów. To była mizerna kroplówka na chwilę, żeby pacjent
w marcu nie kopnął znienacka w kalendarz. Dostałam 50 zł,
bo przekroczyłam „widełki” o 4–5 zł. Rozmawiałam z wieloma emerytami. Są wkurzeni, czują się dyskryminowani, wykluczeni, bo kolejny rząd, tym razem PiS, nie rozwiązał do tej
pory problemu niskich emerytur. Powszechne jest przekonanie, że za mniej niż dwa tysiące złotych netto nie sposób przeżyć w miarę normalnie miesiąca. Zawsze trzeba dokonywać
dramatycznych wyborów: albo zakup żywności lub leków albo
płacenie rachunków w terminie. Szczególnie trudno żyje się
osobom samotnym i po 65 roku życia. Moim zdaniem są dwa
wyjścia z sytuacji: albo wreszcie rząd ustawowo zagwarantuje,
że najniższa emerytura będzie wynosić dwa tysiące złotych netto, albo rząd przyzna po 500 zł dodatku stałego co miesiąc do
emerytur poniżej dwóch tysięcy złotych netto, zwłaszcza osobom po 65 roku życia. Tego chcą emeryci, z którymi rozmawiałam. Twierdzą, że jeżeli PiS znalazł pieniądze na program
500 plus na dziecko, i to nawet dla bogatych rodzin, to nie powinien pomijać ubogich seniorów! W telewizji pewna matka
powiedziała, że jak tylko otrzyma 500 plus, to kupi dzieciom…
trampolinę! Inni rodzice starają się odebrać swoje dzieci z domów dziecka, bo nagle zapałali miłością nie do nich, ale do
kasy. Moim zdaniem emeryci traktowani są przez rząd PiS jako
najgorszy sort społeczeństwa. Nie ma takiej grupy społecznej
czy zawodowej, która dostaje groszowe podwyżki. A ponadto
od lat żadna władza nie przeciwdziała wykluczeniu cyfrowemu
wśród ubogich emerytów. Zwykle poprzestaje na szkoleniach
komputerowych, ale za co ma biedny senior z niską emeryturą
kupić komputer czy laptop, skoro jego dochód nie wystarcza
mu na życie? Moim zdaniem samotnie mieszkający emeryt,
zwłaszcza po 65 roku życia, powinien otrzymać bezpłatny In-
W związku z 25-leciem proklamowania III Rzeczypospolitej Polskiej (1989–2014) dokonuje się różnego rodzaju
podsumowań tego okresu. Podkreśla się osiągnięcia w zakresie demokracji i liberalizmu gospodarczego. Rzadko natomiast mówi się o niekorzystnych zmianach w sferze ideologii.
O tym traktuje niniejsze.
W minionym okresie największe sukcesy odniósł kler.
Jednak te sukcesy mogą oznaczać jego nieuchronną klęskę.
Wśród tych „ sukcesów” należy odnotować:
q wprowadzenie religii do szkół
q powieszenie krzyża w Sejmie RP
q powstanie wielu obiektów sakralnych (w tym dofinansowanie z budżetu państwa sławetnej świątyni opatrzności)
q powstanie Radia Maryja i Telewizji Trwam
q rozwinięcie kultu jednostki – papieża Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego
q przemianowanie ATK na Uniwersytet Kardynała Stefana
Wyszyńskiego
q zmiana na stanowisku papieża Franciszka, głoszącego, że
Kościół to instytucja ubóstwa
q wykrywanie i karanie zjawisk pedofilii wśród księży
q ideologiczny terror religijny widoczny szczególnie podczas świąt kościelnych (zwłaszcza Bożego Narodzenia
i Wielkanocy)
q wprowadzenie Święta Trzech Króli
q konflikty na temat rzekomej ideologii gender
q podpisanie konkordatu z Watykanem
q wprowadzenie zakazu aborcji.
W sferze ideologii jest niewiele pozytywów, a w wielu
wypadkach, co omówiono wyżej, zanotowano regres. Jedno
„państwo wyznaniowe” – komunistyczne – zastąpiono drugim. Czy po upływie następnych 25 lat sytuacja się odmieni? Mam nadzieję, że naród polski otrząśnie się z tych utopii
i zbuduje normalne państwo. Czy doczekamy takiego momentu, kiedy w Polsce nie będzie się mówiło: „za panowania komuny”, ale raczej: „za panowania kleru”, wyrażając się
o tym okresie w czasie przeszłym?! Eugeniusz Bejgrowicz
BEZ DOGMATÓW
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
Joanna w krainie kaczystów
K
Polska bieda głosuje
iedyś bieda tylko piszczała. Dziś także głosuje. I pozostanie wierna PiS- owi, dopóki
będzie dostawać 500 zł na dziecko. To spoiwo łączące partię
prezesa tysiąclecia z wyborcami. Dla niej jest szansą utrzymania władzy. Dla nich – otrzymywania nieopodatkowanej kasy.
Niekoniecznie na dzieci.
Program Rodzina 500+ przyniósł PiS-owi poparcie przede
wszystkim wśród rolników, robotników, bezrobotnych, osób z wykształceniem podstawowym, gimnazjalnym i zasadniczym zawodowym
oraz rodzin wielodzietnych. W tych
grupach na dobrą zmianę zagłosowała połowa uczestniczących w wyborach. Wyraźnie zwiększyła się wyborcza frekwencja. Do urn poszło
ponad 545 tys. Polaków więcej niż
w 2011 roku. I głosowali dużo uważniej. Kart nieważnych było aż o 286
tys. mniej niż cztery lata wcześniej.
Wyjaśnienie jest banalnie proste. Za rządów PO, czyli w latach
2008–2015, odsetek Polaków żyjących w skrajnej biedzie wzrósł z 5 do
7,5 proc. i przybyło 200 tys. niedojadających dzieci. Krajobraz polskiej
nędzy w czasie kampanii wyborczej
i wyborów 2015 roku był porażający. Poniżej minimum egzystencji,
czyli progu biologicznego
przetrwania, żyło 2,8 mln
osób, w tym 700 tys. dzieci. Co trzynastego obywatela stać było na niewiele
więcej niż bardzo skromne
jedzenie. Nie miał ani grosza na transport czy kulturę. Z kolei dochody poniżej
minimum socjalnego miało
4,6 mln obywateli III RP.
60 proc. najbiedniejszych
stanowili mieszkańcy wsi.
Bieda w największym stopniu
dotyka bezrobotnych, rodziny osób
niewykształconych i wielodzietnych.
Zazwyczaj te cechy łączą się ze sobą.
Skrajnie ubogich jest mniej niż 1 proc.
gospodarstw domowych, w których
głowa rodziny ukończyła studia wyższe, i aż 18 proc. rodzin, których ży-
wiciel ma wykształcenie najwyżej
gimnazjalne. Jeszcze bardziej na obniżenie poziomu życia wpływa wysoka dzietność. W biedzie żyje 11 proc.
małżeństw z trójką dzieci i 27 proc.
małżeństw z czworgiem lub większą
liczbą dzieci na utrzymaniu.
łeczeństwa. PiS przeciwnie. Nawet
wyolbrzymiał dane o biedzie i głodujących dzieciach. Nie tylko trafnie
zdiagnozował i podsycał społeczną
frustrację, ale obiecał dobrą zmianę,
a przede wszystkim konkretne pieniądze. Ze względu na rozkład biedy szczególne znaczenie ma
program Rodzina 500+.
We d ł u g r z ą d u m a
sprzyjać zwiększeniu dzietności Polek, co jest oczywiście bzdurą. Najwięcej
dzieci rodzi się w biedzie.
To fakt zarówno historyczny, jak i socjologiczny. Korelacja między poziomem
życia społeczeństwa i rodziny a dzietnością kobiet jest
ujemna. 30 proc. młodych Polaków
(do 30 roku życia) w ogóle nie chce
mieć dzieci. Jeśli nawet zmienią zdanie, zdecydują się najpewniej na jedno, czyli sztandarowy program PiS
ich nie obejmie.
Natomiast bez wątpienia pięćsetzłotowy miesięczny dodatek na
dziecko poprawi sytuację material-
Za rządów PO, czyli w latach 2008–2015,
odsetek Polaków żyjących
w skrajnej biedzie wzrósł
z 5 do 7,5 proc.
i przybyło 200 tys.
niedojadających dzieci
Politycy rządzącej koalicji PO-PSL nie przyjmowali tego do wiadomości. Zachłystując się swoją wspaniałością, ośmiorniczkami, winem,
przecinając wstęgi nowych autostrad,
otwierając aquaparki, nie zauważali dysproporcji między niewątpliwym rozwojem gospodarczym kraju
i pogłębiającą się nędzą części spo-
strona 29
ną rodzin wielodzietnych, czyli najbardziej dotkniętych biedą. To jest
wręcz nieprawdopodobnie duży zastrzyk finansowy. Są rodziny, które
nigdy dotychczas nie widziały takich
pieniędzy. Rekordzista będzie otrzymywać 6 tys. zł miesięcznie. Jeśli dotychczas, co bardzo prawdopodobne,
był w grupie rodzin żyjących poniżej
minimum egzystencji, dysponował
kwotą nieprzekraczającą 4900 zł miesięcznie. To oczywiście dobra zmiana,
ale nie zmienia, niestety, faktu, że od
1990 roku w Polsce nie ma spójnej
polityki socjalnej ani systemu pomocy ludziom w trudnej sytuacji życiowej. Program 500+ jest najwyżej jego
protezą. Protezą bardzo sprawną wyborczo, ale nie społecznie.
PiS ma tego świadomość, ale
polityki społecznej nie zreformuje.
Woli rozdawnictwo, które przekłada
się na wyborcze głosy. Od 1989 roku
polska bieda głodowała. Teraz głosuje. Na PiS. I to jest prawdziwy i jedyny cel programu Rodzina 500+,
na który finansowo składa się cała
Polska. Prezes tysiąclecia dobrze odrobił lekcję z historii ZSRR. Hasło
„Cała władza w ręce PiS” już zrealizował. Teraz modyfikuje kolejny
pomysł Lenina. Kaczyzm to władza
PiS+500 zł.
Prof. JOANNA SENYSZYN
senyszyn.blog.onet.pl; senyszyn.eu
Jest alternatywa
G
Strach się bać ksenofobii
recja, Wielka Brytania i Niemcy
przyjęły falę uchodźców i imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu
i Afryki. Polska – ani jednego.
Społeczna akceptacja dla przyjmowania
imigrantów w Grecji, Anglii i Niemczech
jest znacznie wyższa niż w Polsce. Na pytanie: „Czy polski rząd powinien robić więcej
na rzecz uchodźców?” tylko 43 proc. naszych
rodaków odpowiedziało „tak”. Natomiast na
pytanie: „Czy akceptujesz w swoim kraju ludzi uciekających przed wojną i prześladowaniem?” „tak” odpowiedziało tylko 53 proc.
Polaków. Od Polaków – na 27 badanych
państw – mniej wrażliwi byli tylko Rosjanie,
bo „tak” odpowiedziało 35 proc. Pozytywnie w kontekście przyjmowania uchodźców
odpowiedziało natomiast 97 proc. Hiszpanów, 96 proc. Niemców, 87 proc. Anglików
i 86 proc. Greków. Prawie wszyscy!
Takie fakty ujawnia badanie „­Refugees
Welcome Index”, przeprowadzone przez
Amnesty International na próbie 27 tys.
osób z 27 krajów. Szokuje to Was? Mnie
zaszokowało.
Szkoda, że badanie Amnesty nie obejmuje wielu krajów europejskich. W zestawieniu nie ma bowiem Włochów, Czechów,
Słowaków czy obywateli krajów bałtyckich,
a jeśli zastanawiać się nad przyczyną ta-
kiego stanu rzeczy, to porównanie z nimi
Polaków pozwoliłoby na ciekawe wnioski. Jednak dostępne porównania i tak są
szokujące.
Polacy obok Irlandczyków są jednym
z tych narodów Europy, które wydały największą emigrację w nowoczesnej historii Europy. W Polsce nie było nigdy ataku
terrorystycznego ekstremistów islamskich.
W przeszłości bardzo wiele łączyło nas z kulturą islamu. Skąd zatem taka ksenofobiczna
i nieempatyczna postawa? Czy tylko dlatego,
że obok nas jest tak niewielu przedstawicieli
innych kultur i nie mieliśmy okazji ich poznać? Czy dlatego, że nie mieliśmy w związku z powyższym dobrych doświadczeń z imigrantami, a społeczeństwa, które akceptują
ich obecność, miały? Bo przecież zdecydowana większość Afrykańczyków i mieszkańców Bliskiego Wschodu, którzy przybyli albo
byli wręcz „importowani” do Europy i Ameryki do niewoli lub pracy, świetnie zespoliło
się ze społeczeństwami Zachodu i przyniosło zdecydowanie więcej korzyści niż strat
i zagrożeń.
Myślę, że głównym czynnikiem oporu
przed przyjmowaniem przybyszów jest lęk.
Lęk podsycany przez narodowo-katolickich
polityków i nacjonalistyczne ugrupowania.
Lęk wzbudzany informacjami medialnymi
o sporadycznych aspołecznych zachowaniach
imigrantów żyjących na Zachodzie w – de
facto – gettach i o atakach terrorystycznych
muzułmańskich ekstremistów. Lęk przed
nieznanym.
Nie można jednak abstrahować od
tego, że znaczna część społeczeństw Afryki
i Bliskiego Wschodu ma wrogi stosunek do
Ameryki i Europejczyków. Trudno się temu
dziwić, bo przecież to Europejczycy i Amerykanie narzucali swoje panowanie w tych
regionach. Przejawiali butę. Ustanawiali
metodami agenturalnymi lub poprzez wojny wygodnych sobie satrapów. Realizowali wyzysk i utrwalali w Afryce i na Bliskim
Wschodzie wrogie sobie postawy. Ideą spajającą tę wrogość stał się radykalny islam.
Nic innego nie mogło tak dobrze połączyć
wściekłych na Zachód mieszkańców tego
regionu świata jak powszechna w tym regionie religia.
Dziś nie da się już przejść do porządku
dziennego nad faktem, że istnieje coraz bardziej agresywny i groźny terroryzm i terrorystyczna wojna. Jednak nie sposób też nie
dostrzec, że większość ludzi, którzy pragną
dostać się do Europy, właśnie ucieka przed
wojną i ekstremizmem. Nie tylko przed represjami, bombami i kulami, ale także przed
skutkiem wojny na tamtych terytoriach: bra-
kiem warunków do życia, skrajną i narastającą biedą.
A co oprócz lęku przed nieznanym zespala nasz opór przed przyjmowaniem uchodźców? Szczególnie tu – w naszym kraju! To
bieżąca polityka podsycająca lęk i postawy
ksenofobiczne. Polityka potrzebna prawicy
do prowadzenia wojny z liberalnymi i postępowymi lewicowymi nastawieniami znacznej części społeczeństwa. O tym, jak bardzo
polityka i polityczna nacjonalistyczna propaganda wywierają wpływ na umysły zacietrzewionych obywateli, niech świadczy fakt,
że jeszcze w maju 2014 roku w sondażu Mareco Polska aż 68 proc. badanych popierało
przyjmowanie osób uciekających przed prześladowaniami. A przyjmowanie ludzi szukających schronienia przed wojnami i konfliktami zbrojnymi – aż 74 proc.
Co się tak nagle w Polsce stało? Dlaczego postawy Polaków tak bardzo różnią się od
postawy Greków, Brytyjczyków czy Niemców? Każdy, kto myśli o Polsce fair, niech
sam odpowie sobie na to pytanie i wyciągnie
wnioski.
Ja już je mam. Strach się bać! Ale nie
imigrantów, tylko polskich konserwatywnych polityków i ich ksenofobii.
ANNA GRODZKA
[email protected]
strona 30
JAJA Z MIASTA, JAJA ZE WSI
Plotki B
i rekiny
J
an Nowicki (77 l.) już nie
wystąpi na ekranie. „Super
Express” donosi, że aktor
walczy z depresją i coraz częściej myśli... o śmierci.
Nowicki, który zawsze żył pełnią życia, a swój pierwszy ślub
wziął dopiero jako 70-latek, ostatnio wyraźnie posmutniał. Jego
była żona, Małgorzata Potocka (63 l.), już kilka lat temu narzekała, że aktor stroni od ludzi.
Najszczęśliwszy był, gdy mógł zaszyć się w swoim ukochanym Kowalu na Kujawach, gdzie ma dom.
Podobno przez to rozpadło się ich
małżeństwo.
„Ja już się skończyłem – powiedział ostatnio dzwoniącemu
do niego dziennikarzowi „Super
Expressu”. – Z pytaniami dotyczącymi grania proszę dzwonić do innych. Mnie to już nie interesuje.
Proszę już do mnie nie dzwonić...
Zaplanowałem już swój pogrzeb”.
S
wój pochówek zaplanowała także Karolina KorwinPiotrowska (45 l.).
Dziennikarka niedawno wypowiedziała się w temacie chorób i śmierci. Wyznała, że poważnie choruje i – jak trzeba
będzie – to sama „zadecyduje,
kiedy umrze”. Przedstawiła również plan swojego pogrzebu.
„Mam chore serce, więc mnie
pewnie strzeli w locie. Byleby nie
na ulicy, żeby szybko. Spotkałam
się w moim życiu z długą, powolną
śmiercią, która odbiera człowiekowi godność. Sama zdecyduję, kiedy to zrobię, nie poddaję się bólowi. Mam playlistę na swój pogrzeb,
jest dość hardcorowa. Krzysiek
Ibisz będzie wygłaszał mowę.
On mi to obiecał” – opowiedziała
dziennikarka.
eata Kozidrak (56 l.) napisze autobiografię. Ma
to być książka, która
„pomoże wielu kobietom”.
10 maja do lubelskiego sądu
wpłynął pozew rozwodowy, złożony przez piosenkarkę. Kozidrak po
35 latach małżeństwa uznała, że
ma dość zaborczego męża, kierującego jej życiem od matury. Na
dodatek podobno Andrzej Pietras (62 l.) miał „kłopot z wiernością”. Artystka wyprowadziła się
z ich wspólnego domu. Na początek zamieszkała u córki. Z czasem
kupiła pod Warszawą willę wartą
2 miliony złotych.
Piosenkarka wyznała, że dopiero po 40 latach małżeństwa zrozumiała, iż mąż nie miał racji, wmawiając jej, że sama byłaby nikim.
Postanowiła więc napisać książkę,
żeby inne kobiety zrozumiały to
szybciej. „To będzie mądra książka, która mogłaby pomóc wielu kobietom” – obiecuje Kozidrak.
Jakiś czas temu ekolodzy krytykowali też DiCaprio za luksusowe
rejsy po Morzu Śródziemnym.
S
usan Sarandon (69 l.) bawiła ostatnio na Lazurowym Wybrzeżu. Aktorka
przyjechała do Cannes świętować jubileusz 25-lecia kultowego filmu „Thelma i Louise”.
PRO­WIN­CJAŁ­KI
Gwałtowna zmiana pieluchy
Do
szpitala w Poznaniu trafił 3-miesięczny Sebastian.
Dziecko miało połamane nogi, ręce i żebra. Chłopczyka
skatował jego 26-letni ojciec Patryk R., który wyjaśnił, że po
prostu „zbyt gwałtownie zmienił mu pieluchę”. Sebastian ma
jeszcze dwie starsze siostry w wieku 5 i 2 lat. Rodzina mieszka na
terenie ogródków działkowych. Ich sąsiedzi twierdzą, że zarówno 22-letnia matka chłopca, jak i Patryk R. nie pracują. Utrzymują
się z zasiłków i programu „500 plus”.
Tata psychopata
W
okolicach Moskwina (woj. podlaskie) 36-letni kierowca
wpadł do rowu, gdzie samochód dachował, zderzając się
z drzewem. Kierujący był zupełnie pijany – wydmuchał ponad
3 promile. Jechał ze swoim 10-letnim synem, który z ciężkim urazem głowy trafił do szpitala.
Porąbany
A
resztowany Paweł Z. z Rudy Śląskiej od kilku lat znęcał
się nad swoją matką – szarpał ją, wyzywał i groził śmiercią.
Wszystko dlatego, że – jak wyjaśnił 35-latek – kazała mu rąbać
drewno.
L
eonardo DiCaprio (42 l.)
poleciał do Nowego Jorku prywatnym odrzutowcem, żeby... odebrać nagrodę
za ochronę środowiska!
Spragniony pracy
Do
urzędu pracy w Legnicy przyszedł bezrobotny z siekierą
w ręce. Powiedział urzędniczkom, że jeśli do południa
nie znajdą mu jakiejś konkretnej roboty, to „rozwali im głowy”.
Punktualnie o 12 wrócił. Już bez siekiery, ale za to z młotkiem.
Czekali na niego policjanci.
Sarandon wzięła udział
w panelu poświęconym roli kobiet
w przemyśle filmowym. Spytana
o plany na emeryturę, wyznała, że
chętnie spróbowałaby swoich sił
jako… reżyserka filmów porno dla
kobiet.
69-letnia aktorka stwierdziła,
że większość dostępnej pornografii została stworzona dla mężczyzn
i nie nadaje się dla pań. „Ogólnie
pornografia jest po prostu brutalna
i nie wygląda zachęcająco z kobiecego punktu widzenia” – powiedziała brytyjskiemu „The Times”.
Gwiazdor miał ostatnio napięty grafik. Najpierw poleciał na festiwal filmowy do Cannes, aby po
kilku dniach wrócić do Nowego
Jorku na uroczyste wręczenie nagród przyznawanych za ochronę
środowiska. Dzień później znów
był w Europie. Latał prywatnym
odrzutowcem.
Ekolodzy i obrońcy praw zwierząt zauważyli, że podróże Leonarda to hipokryzja: na jeden lot odrzutowiec zużywa ponad 3 tysiące
litrów paliwa. Aktor, który apeluje
o dbanie o środowisko, w samym
2014 roku wydał na prywatne loty
setki tysięcy dolarów, korzystając
ze swojego odrzutowca średnio
raz w tygodniu.
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
T
om Hanks (59 l.), u którego w 2013 roku zdiagnozowano cukrzycę, przyznał ostatnio, że choruje przez
własną głupotę.
„Jestem z pokolenia leniwych
Amerykanów, którzy imprezują do
utraty tchu, by nagle stwierdzić, że
źle się czują. Byłem ciężki i leniwy.
Oglądaliście mnie w filmach, pamiętacie, jak wyglądałem. Byłem
idiotą” – wyznał gwiazdor.
Tom Hanks dodał, że wahania
wagi, które były efektem przygotowywania się do roli, także przyczyniły się do rozwoju cukrzycy.
Gwiazdor odchudzał się drastycznie m.in. do filmu „Filadelfia”.
Dziś aktor prowadzi zdrowy styl
życia i jest pod stałą obserwacją
lekarzy.
Pieskie życie
W
Wałbrzychu do fundacji Na Pomoc Zwierzętom wpłynął donos, że w jednym z mieszkań pies jest przywiązywany do
wanny, a jego właściciele chcą, żeby zmarł z głodu. Wolontariusze
z fundacji rzeczywiście znaleźli sukę Sabę – siedziała w zamkniętej, ciemnej łazience, we własnych odchodach. Dwa lata temu
umarła właścicielka psa, a opiekę nad Sabą przejął mąż kobiety i jego córka. Sukę przywiązywali do wanny, tłumacząc, że jest
agresywna. Odebrane zwierzę było wyczerpane, niedożywione
i z zanikiem mięśni w tylnych łapach z powodu braku ruchu.
Przeznaczenia nie oszukasz!
D
wudziestolatek z Hrubieszowa (woj. lubelskie) wracał na
rowerze z imprezy. Był bardzo pijany, więc wybrał trasę
opłotkami, żeby nie natknąć się na policyjny patrol. Długo nie
jechał, bo przewrócił się i... wpadł prosto pod koła radiowozu.
Rowerzyście nic się nie stało. Wydmuchał ponad 2 promile.
Współczesny Pawka Morozow
Na
komisariat w Sławnie (woj. zachodniopomorskie) przyszedł 9-latek, który zgłosił, że rodzice go biją. Chłopiec
nie miał na ciele żadnych obrażeń. Policjanci i pracownicy
GOPS-u pojechali z nim do domu. Okazało się, że 9-latkowi nie
chciało się odrabiać lekcji. Kiedy rodzice za karę zabronili mu
gier komputerowych, ukarał ich policyjnym donosem.
Palący problem
12
-latek z gminy Gostyń (woj. wielkopolskie) ukradł i sprzedał
dwa rowery. Policjantom powiedział, że pieniędzy potrzebował na zakup... e-papierosa.
Kolumnę redaguje JUSTYNA CIEŚLAK [email protected]
ŚWIAT SIĘ ŚMIEJE
Fakty i Mity nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r.
A
B
C
8
1
D
E
F
G
H
I
J
K
28
7
5
25
2
L
Humor
1
35
22
33
Przy barze siedzi zapłakany
i mocno wstawiony gość.
Podchodzi do niego znajomy
i pyta:
– Co jest, stary?
– Żona rozbiła moje nowiutkie
autko – tylko na złom się nadaje!
– A co z żoną?
– A wiesz, że nawet nie wiem…
  
Mąż pojechał na delegację do
Paryża i żona poprosiła go o kupienie ekskluzywnej bielizny.
Podała rozmiar i kolor.
Mąż poszedł do eleganckiego
butiku z bielizną, podał rozmiar, wybrał fason, a ekspedientka pyta:
31
17
3
27
13
11
34
18
4
21
23
5
29
14
6
40
7
3
32
38
37
2
16
4
24
26
8
19
39
41
12
9
A
B
8
10
1
10
C
D
E
1
36
35
F
9
G
H
6
I
7
5
25
2
20
J
33
15
K
L
28
strona 31
– Jaki model miseczek pan sobie życzy? Jabłko, gruszka, kropla wody?
Mąż długo myśli, wreszcie mówi:
– A macie państwo model „uszy
jamnika”?
  
Kontrolna wizyta ciężarnej u ginekologa:
– Ojciec będzie przy porodzie?
– Nie sądzę, nie przepada za moim mężem.
  
Dyrektor do sekretarki:
– Pani Kasiu, podaję się do dymisji.
– Mój Boże! – zmartwiła się sekretarka. – A kto przyjdzie na
pana miejsce?
– Nie wiem, pewnie jakiś idiota.
– Znowu! – załamuje ręce sekretarka.
22
30
Określenia słów znajdujących się w tym samym wierszu (lub kolumnie) diagramu zostały oddzielone bombką.
31
Poziomo:
1) bez młotka przybijanie l o blaszce przy17
apaszce 27
l bluzeczka z dokumentem
2)
pod
nim
stopa
wody
l
Bogdan
–
bluesowy
poeta
l przez niego korony spadają na ziemię l limuzyna dostojnika
.
,
13
11
3) błąd
dziurze
w tej stolicy
1 informatyka
2
3 4l poszły
5 6 w7las l w8 takiej
9 10
11 głucha
12 cisza
13 14l 15
16 17Anka
18 mieszka
19 20 21 22
34
18
4) graniczy z sąsiadem – Czadem l na oku na stoku l pod nią silnik i twarz masz l moda wypośrodkowana
5) złote runo zdobył on l wyspiarz strzelający gola? l trwa jakiś czas
...
6) norweska21
zatoka l znajomości, czyli sposób na schody l niekrótki do spłacenia l puszyste drzewo
23 24 25
26 27 28 29 30
31
32 33 34
35 36 37 38 39 40 41
7) likierek z węgierek l 23
ostre u bratanków l na piersi, lecz nie stanik l siedzi z panem pod platanem
8) jak z niego sypać można l opel sprzedaje te kwiaty na raty l karny go zna
9) koronka pod brodą l Marzec w sejmie l tam są wszyscy
sady ptaki
29
14 spokrewnieni l pustoszące
10) przez to się38
przelewa l trzynastka przy zielonym stoliku l w magazynie jest coś 32
na nim l3 tu musisz mieć
farta w kartach
Pionowo:
A) tu za
rozgrywka l pretensje wylewane stale
40loda klient płaci l ostateczna
37
2
B) odrobina materii w smole l... Moore – Święty l sprzedaje paliwo z lnem l walki na wodzie
C) wartość dodatnia l4 w tej stolicy od lat szariat l ma łeb,
16 do drewna lub do metalu
24
D) biedna, choć ma boga l Zosia, dla kogoś, kto jej nie kocha
26 l miasto
19 z szalika
39 i polityka
E) gaz ze zmieszanego grona l wyszedł z formy, lecz nie sportowiec l filmowe zwoje
F) drzewa z Atlasu l co ma skin
do kopania? l pesymista na lepsze nie liczy
41
G) piłkarskie
bajerowanie l nim się podpiszesz po obraniu l dźwięk w potrzasku
12
20
6
H) sknerze go wydawać żal l leżą odłogiem l kręcą się w szkole
I) okularnica niedobra l niewierny lubi na boki l upiorna postać
9
J) kłoda rzucona pod nogi l zadaje pytania retoryczne l orzeł albo ...
10
36
K) dziewczę w okularach l firma znana z pokręconych smaków l przystanek kasztanek l chodzisz po nich
w poprzek trasy
15
L) poimprezowy ból głowy l zabierz mu fale – nie zagra wcale l spuszcza się za karę l Chaplina
dziedzina 30
3
4
5
6
7
8
9
10
Litery z ponumerowanych pól utworzą rozwiązanie – dokończenie rozmowy dwóch kumpli.
– Podobno seks jest świetnym sposobem na sen.
–-
1
2
23 24 25
3
4
5
6
7
.
26 27 28 29 30
8
9 10 11
31
12 13 14 15
32 33 34
16 17 18 19 20 21 22
35 36 37 38 39 40 41
,
...
Rozwiązanie krzyżówki z numeru 19/2016: „Hot dog i sześciopak”. Nagrody otrzymują: Justyna Dudkiewicz z Aleksandrowa Łódzkiego, Milena Werens z Mławy,
Piotr Przybyłek z Sosnowca. Aby wziąć udział w losowaniu nagród, wystarczy w terminie 7 dni od ukazania się aktualnego numeru „FiM” przesłać hasło krzyżówki e-mailem
na: [email protected] albo pocztą na adres redakcji podany w stopce.
TY­GO­DNIK FAK­TY i MI­TY (Indeks 356441, ISSN 1509-460X); Pre­zes za­rzą­du i re­dak­tor na­czel­ny: Ro­man Ko­tliń­ski (Jo­nasz); Za­stęp­ca red. na­czel­ne­go: Adam Cioch; Se­kre­tarz re­dak­cji:
Paulina Arciszewska-Siek; Dział historyczno-religijny: Bolesław Parma, e-mail: [email protected]; Dział łączności z czytelnikami: (42) 630 72 33; Adres redakcji: 95-100 Zgierz, ul. Łąkowa 2d;
e-mail: [email protected], tel. (42) 630 70 65; Wydawca: „BŁAJA News” Sp. z o.o.; Sekretariat: tel./faks (42) 630 70 65; Druk: POLSKAPRESSE Sp. z o.o., Oddział Poligrafia,
Drukarnia w Łodzi. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do adiustacji i skracania tekstów.
Warunki prenumeraty: 1. Prenumerata redakcyjna – 56 zł za III kwartał 2016 r., 104 zł od III do IV kwartału 2016 r. Wpłaty (przekaz pocztowy) dokonywać na adres: BŁAJA NEWS Sp. z o.o., 90-601 Łódź, ul. Zielona 15 lub przelewem na rachunek bankowy ING Bank Śląski:
76 1050 1461 1000 0023 0596 2777. 2. W Polsce przedpłaty przyjmują: a) Urzędy pocztowe i listonosze. Cena prenumeraty – 56 zł za III kwartał 2016 r., 104 zł od III do IV kwartału 2016 r.; b) RUCH S.A.: Zamówienia na prenumeratę w wersji papierowej i na e-wydania można składać
bezpośrednio na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: [email protected] lub kontaktując się z Centrum Obsługi Klienta pod numerem: 801 800 803 lub 22 693 70 00 – czynne w dni robocze w godzinach 7.00–17.00. Koszt połączenia
wg taryfy operatora. 3. Prenumerata elektroniczna: a) informacje na stronie internetowej http://www.faktyimity.pl – zakładka PRENUMERATA. Prenumerator upoważnia firmę BŁAJA News Sp. z o.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź, NIP: 725-00-20-898 do wystawienia faktury VAT na prenumeratę
tygodnika „Fakty i Mity” bez podpisu. b) www.egazety.pl c) www.nexto.pl 4. Prenumerata w Niemczech: Verlag Hübsch & CO., Dortmund, tel. 0 231 101948, fax 0 231 7213326, http://www.prenumerata.de. 5. Dystrybutorzy w USA: New York – European Distribution Inc., tel. (718) 782 3712;
Chicago – J&B Distributing c.o., tel. (773) 736 6171; Lowell International c.o., tel. (847) 349 1002. 6. Dystrybutor w Kanadzie: Mississauga – Vartex Distributing Inc., tel. (905) 624 4726. Księgarnia „Pegaz” – Polska Plaza Wisła, tel. (905) 238 9994.
strona 32
JAJA JAK BIRETY
nr 21 (847) 27.05 – 2.06.2016 r. Fakty i Mity
Cuda-wianki
Baw się dobrze!
N
ajedzony i wyspany
homo sapiens potrzebuje rozrywki. Niejedną już
wymyślił. Skupmy się na
przyzwoitszych rozrywkach.
Rys. Tomasz Kapuściński
q Dzieci biegające z latawcem nie
wiedzą pewnie, że to rekwizyt wojenny.
Kilkaset lat przed naszą erą Chińczycy
brali kawałek szmatki na sznurku, malowali jaskrawymi kolorami i puszczali
w stronę nieprzyjaciela – żeby go przestraszyć. W chińskiej armii za ich pomocą przesyłano także tajne komunikaty.
Zakodowaną informację przekazywał
kolor latawca.
q W 1760 roku Belg Joseph Merlin
wymyślił coś przypominającego dzisiejsze wrotki – buty z drewnianymi kółkami – i pojechał na bal maskowy. Pierwszy
wrotkarz zbyt późno zorientował się, że
nie przećwiczył skręcania i hamowania...
Według relacji świadków Merlin „wpadł
na wielkie lustro, warte ponad 500 funtów, roztrzaskał je w drobny mak i sam
poważnie się poranił”. Wynalazek – już
z gumowymi amortyzatorami – opatentowano przeszło sto lat później.
q John Spilsbury był kartografem.
W latach 60. XVIII wieku doszedł do
wniosku, że dzieci łatwiej zapamiętają, co
gdzie leży, jeśli wymalowaną Anglię podzieli się na mniejsze części, które potem
można poskładać. Tak wyszły mu popularne do dziś puzzle.
q Pierwszego pluszowego misia wyszykował Morris Michon, właściciel
sklepu zabawkarskiego na Brooklynie.
A zaczęło się od Theodora Roosevelta. W 1902 roku prezydent uczestniczył
w polowaniu i koledzy nagonili mu rannego niedźwiedzia. Roosevelt nie był zainteresowany dobijaniem i ocalił zwierzowi
życie. Historia przedostała się do prasy.
Powstało na jej temat kilka artykułów,
historyjek obrazkowych oraz wspominany pluszak, który
otrzymał imię Miś
Teddy’ego i stał się
popularniejszy niż
pan prezydent.
q Był grudzień
1913 roku, kiedy
A r t h u r Wy n n e ,
pracownik działu
żartów w „New York
World”, wymyślił pierwszą krzyżówkę. Liczyła 32 hasła. Kratkowane łamigłówki
szybko poznali Europejczycy. Największe
wzięcie miały w Anglii, gdzie interweniowało Brytyjskie Stowarzyszenie Optyków
w obawie, że ślęczący nad gazetą rodacy
będą masowo ślepnąć.
q Czarnym czwartkiem ochrzczono
24 października 1929 roku. Tego dnia
ceny akcji na nowojorskiej giełdzie gwałtownie spadły, zwiastując wielki światowy
kryzys. W tym czasie Duńczyk Ole Kirk
Christianes produkował drabiny i ledwo wiązał koniec z końcem. Zrozumiał, że jeśli czegoś nie wymyśli,
czeka go rodzinna przeprowadzka pod most.
Christianes z resztek
drewna, które zostało
po drabinach, zrobił
dla dzieci klocki. Z wypustkami, dzięki którym
można było układać dowolne kształty. Nową
firmę nazwał Lego –
od duńskiego zwrotu
leg godt („baw się dobrze”).
JC
ŚWIĘTUSZENIE
unia
Nie pierwsza kom
– Test ciążowy proszę.
– Jaki?
– Negatywny, jeśli można…
  
Pani pyta Jasia:
– Odrobiłeś pracę domową?
– Tak, nawet przeczytałem całą lekturę i nauczyłem się do sprawdzianu!
Pani osłupiała:
– Jasiu, ty chyba żartujesz!
– Tak, ale to pani zaczęła.
  
– Mamo, mamo, miałem najwyższy wynik na teście!
– Świetnie, synu, a jaki to był test?
– Na zawartość alkoholu we krwi...