pełny tekst pdf - Saeculum Christianum

Komentarze

Transkrypt

pełny tekst pdf - Saeculum Christianum
PISMO HISTORYCZNE
rocznik
ROK XX
2013
Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Warszawa
UNIWERSYTET KARDYNAŁA STEFANA WYSZYŃSKIEGO
WYDZIAŁ NAUK HISTORYCZNYCH I SPOŁECZNYCH
Wersja papierowa czasopisma jest wersją pierwotną
Kolegium Redakcyjne: Adam Buława, Rita Čapaite, Penelope Filacchione, Anna Głusiuk (Sekretarz), Waldemar
Graczyk (Redaktor Naczelny), Stefan Kozłowski, Jolanta M. Marszalska, Dariusz Milewski, Janusz Nowiński,
Tomasz Skibiński
Rada Naukowa: prof. Marco Conti (USA, Rzym), prof. dr hab. Waldemar Deluga (UKSW), prof. dr hab. Jan
Dzięgielewski (UKSW), prof. Penelope Filacchione (UPS, Rzym), prof. dr hab. Martin Gojda (Uniwersytet
w Pilźnie, UKSW), ks. prof. dr hab. Waldemar Graczyk (UKSW), ks. prof. dr hab. Ryszard Knapiński (KUL),
ks. prof. dr hab. Kazimierz Łatak (UKSW), prof. dr hab. Ewa Łużyniecka (PWr), prof. dr hab. Rastislav Koziak (Bańska Bystrzyca, Słowacja), ks. prof. dr hab. Józef Mandziuk (UKSW), prof. dr hab. Jolanta Marszalska
(UKSW), prof. dr hab. Mirosław Nagielski (UW), ks. prof. dr hab. Józef Naumowicz (UKSW), prof. dr hab. Janusz
Odziemkowski (UKSW), prof. dr hab. Anna Pobóg-Lenartowicz (UO), prof. dr hab. Bogdan Rok (UWr), ks. prof.
Manlio Sodi (UPS, Rzym), ks. prof. hab. Józef Stala (UPJPII), prof. dr hab. Leonid Tymoszenko (Uniwersytet
w Drohobyczu, Ukraina), prof. dr hab. Andrzej Wyrwa (UAM), prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki (UKSW), prof.
dr hab. Jan Żaryn (UKSW), prof. dr hab. Dorota Żołądź-Strzelczyk (UAM)
Recenzenci tomu: dr hab. Dariusz Dekański, dr hab. Wojciech Gajewski, ks. prof. dr hab. Michał Janocha, prof.
dr hab. Eugeniusz Koko, dr hab. Aneta Kramiszewska, prof. dr hab. Kazimierz Maliszewski, dr hab. Jacek Pielas,
prof. dr hab. Kazimierz Puchowski, prof. dr hab. Waldemar Rozynkowski, dr hab. Krzysztof Sychowicz, prof. dr
hab. Tadeusz Rutkowski, ks. dr hab. Tadeusz Syczewski, dr hab. Anna Szylar, dr hab. Beata Wojciechowska, ks.
prof. dr hab. Antoni Żurek
Korekta języka polskiego: Joanna Graczyk
Korekta języka angielskiego: Patrick Hennessy, John E. Butler
Projekt okładki: ks. Paweł Dudziński
ISSN 1232-1575
Zgłoszenia prenumeraty przyjmuje Wydawnictwo UKSW
ul. Dewajtis 5, 01-815 Warszawa, tel./fax 225618923
www.wydawnictwo.uksw.edu.pl
Adres redakcji: ul. Wóycickiego 1/3 bl. 23 pokój 320 01-938 Warszawa
www.saeculum.christianum.uksw.edu.pl
Skład, druk i oprawa:
EXPOL, P. Rybiński, J. Dąbek, sp.j.
ul. Brzeska 4, 87-800 Włocławek, tel. 54 232-37-23
e-mail: [email protected]
SPIS TREŚCI
XX (2013)
Słowo wstępne Redaktora Naczelnego Saeculum Christianum ................................................. 5
ROZPRAWY I ARTYKUŁY
1. Roberto Spataro, “Il genio femminile” nella storia della Chiesa. Episodi
tratti dalla storia antica ..................................................................................................... 7
2. Enrico Dal Covolo, La Constitutio Antoniniana e lo sviluppo delle
relazioni tra l’Impero e la Chiesa nell’età dei Severi (193-235 d. C.) . ............................. 15
3. Przemysław Nowogórski, Sefforis – perła Galilei – w historii i w tradycji
(do podboju arabskiego) .................................................................................................... 21
4. Łukasz Ćwikła, Udział Łęczycan i Sieradzan w konflikcie Władysława
Łokietka z Zakonem Krzyżackim ........................................................................................ 33
5. Czesław Grajewski, Kartuskie źródła officium divinum w polskich
zasobach bibliotecznych i archiwalnych (od XIV do XVIII wieku) .................................... 41
6. Waldemar Graczyk, Duchowni ze stopniami akademickimi w otoczeniu biskupa
płockiego Pawła Giżyckiego (1439–1463) ......................................................................... 53
7. Anna Sylwia Czyż, Artyści włoscy w Wielkim Księstwie Litewskim
w okresie nowożytnym – przegląd problematyki i postulaty badawcze . .................................... 61
8. Jolanta M. Marszalska, Spory i procesy graniczne w dobrach
klasztoru szczyrzyckiego za rządów opata Piotra Borowskiego
i Joachima Cieniawskiego w latach 1565–1607 ................................................................ 75
9. Manlio Sodi, La riforma liturgica tridentina (1568–1962). Conoscenza
ed ermeneutica, tra istanze e problematiche ...................................................................... 85
10. Dariusz Milewski, Polskie oczekiwania i polityka wobec obsady
tronu mołdawskiego w okresie pochocimskim 1621–1624 . ............................................... 99
11. Katarzyna Wagner, „Potop” a wielka Wojna Północna w Warszawie
w świetle rejestrów podatkowych – przyczynek do porównania
dwóch szwedzkich okupacji ................................................................................................ 109
12. Janusz Nowiński, Rekonstrukcja fresków Andrzeja Radwańskiego na
polach sklepień południowej nawy bocznej kościoła Najświętszej
Maryi Panny i św. Wojciecha w Jędrzejowie . .................................................................... 121
13. Katarzyna Paduch, Jan Feliks Tarnowski i jego dzikowska biblioteka
na przełomie XVII i XIX wieku ........................................................................................... 131
14. Marta Przygoda-Stelmach, Bractwo parafialne św. Rocha przy
kościele w Brochowie na Mazowszu w latach 1854–1881 ................................................. 149
15. Beata Lewińska-Gwóźdź, Szkoła Jana Stanisławskiego – fenomen
pedagogiczny i artystyczny ................................................................................................. 157
16. Paweł Grzeszek, Uposażenie duchowieństwa parafii sokołowskiej
w XIX i XX wieku ................................................................................................................ 173
17. Monika Ciosek, Katolicyzm, nacjonalizm i polityka. Problem integralności
kresów południowo-wschodnich Rzeczpospolitej w publicystyce politycznej, społecznej i religijnej katolickiego miesięcznika „Przegląd Powszechny”
w latach 1918–1939 ........................................................................................................... 189
18. Jacek Soprych, Diecezja Tarnowska i jej struktura organizacyjna w 1933
roku, czyli w chwili objęcia rządów biskupa Franciszka Lisowskiego . ............................. 203
19. Jan Wiesław Wysocki, Duszpasterstwo wojskowe w Armii Polskiej
w ZSRR i w I Armii Wojska Polskiego ................................................................................ 217
4
20. Anna Kowalska, Biblioteka klasztoru panien Benedyktynek Łacińskich
w Krzeszowie w latach 1946–2000 .................................................................................... 233
21. Waldemar Rozynkowski, Początki Instytutu Miłosierdzia Bożego w świetle pierwszego
sprawozdania funkcjonowania wspólnoty z 1949 roku ...................................................... 251
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
1. Roman Poletyło, Sprawozdanie z seminarium Elektroniczne Zarządzanie Dokumentacją
w uczelniach wyższych, instytucjach naukowych
i kulturalnych – teoria i praktyka, UAM Poznań 12 listopada 2013 r. .............................. 259
2. Sebastian Warlikowski, Sprawozdanie z międzynarodowej konferencji
naukowej „Z dziejów Europy środkowo-wschodniej”.
(Warszawa UKSW 25.11.2013 r.) ...................................................................................... 271
3. Barbara Świtalska, Michalak Grzegorz, Program MOST dla
doktorantów – procedury, przebieg i korzyści edukacyjne . ............................................... 273
RECENZJE
1. Frank Kolb, Ideał późnoantycznego władcy. Ideologia i autoprezentacja,
Poznań 2009. (Suski Robert) .............................................................................................. 277
2. Urszula Augustyniak, Historia Polski 1572–1795, Wydawnictwo
Naukowe PWN, Warszawa 2008, s. 1006, (Milewski Dariusz) ......................................... 279
3. Ewa Dubas-Urwanowicz, O nowy kształt Rzeczypospolitej. Kryzys
polityczny w państwie w latach 1576–1586, DiG, Warszawa 2013,
ss. 250 (Pieńkowski Maciej Adam) .................................................................................... 282
Saeculum Christianum
20 (2013)
Słowo Redaktora Naczelnego
Czasopismo „Saeculum Christianum” związane z Wydziałem Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, obecne jest pośród
czasopism naukowych, poświęconych zagadnieniom z szeroko rozumianej historii, bez
mała od 20 lat. Przez ten czas na jego łamach ukazało się wiele artykułów naukowych dotyczących zarówno tych wielkich tematów związanych z przemianami polityczno-społeczno-kulturowymi na przestrzeni dziejów, jak i zagadnień odnoszących się do historii lokalnej,
w większości nieznanych, a przecież tak bliskich. To wydarzenia częstokroć o niewielkim
zasięgu geograficznym kształtowały miejscową świadomość i kulturę, w tym także religijną.
Duże doświadczenie nabyte przez lata, sprawia, że postanowiliśmy dokonać pewnych
zmian i to nie tylko w szacie graficznej i formacie pisma. Zmienił się zespół redakcyjny a przede
wszystkim w celu zapewnienia wysokiego poziomu merytorycznego, zadbaliśmy o utworzenie rady naukowej, zespołu recenzentów a także określiliśmy nową strukturę pisma. Nie
byłoby tych działań gdyby nie wcześniejsza, wytrwała praca wieloletniego redaktora naczelnego czasopisma, ks. prof. dr hab. Józefa Mandziuka. W imieniu redakcji „Saeculum
Christianum” serdecznie dziękuję Księdzu Profesorowi, prosząc na przyszłość o wszelkie
dobre rady i sugestie.
Zapraszam do współpracy wszystkich, dla których troska o przeszłość jest ważna a dzielenie się wynikami swoich badań wyrasta z naturalnej potrzeby dochodzenia do prawdy, co
winno zawsze przyświecać człowiekowi nauki.
Ks. prof. dr hab. Waldemar Graczyk
R O Z P R A W Y
I
A R T Y K U Ł Y
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Roberto Spataro
Papieski Uniwersytet Salezjański, Rzym
Il “Genio femminile”
nella storia della Chiesa.
Episodi tratti dalla storia antica
Nel 1988, dunque circa venticinque anni fa, il San Giovanni Paolo II tributò un ispirato
elogio alle donne, la lettera apostolica Mulieris dignitatem. Si tratta di una profonda meditazione biblico-teologica sull’identità femminile nell’ordine della creazione e della Redenzione che sfocia in pagine di vibrante appello a riconoscere e promuovere sempre più all’interno della Chiesa la ricchezza di ciò che Giovanni Paolo II definisce “il genio femminile”. La
storia della Chiesa – sostiene il Papa – mostra che essa è stata più volte arricchita dal contributo specificamente femminile delle donne1. Tale affermazione, formulata in modo generale,
trova puntuale e sorprendente riscontro allorché si leggono, in tale prospettiva, numerosi
episodi della storia della Chiesa. A titolo di esempio, proporremo sei figure di donne che
hanno operato nel primo Millennio, soprattutto nei primi secoli, per mettere in risalto il ruolo da esse esercitato in momenti molto importanti e persino determinanti del vissuto ecclesiale. A conclusione, ricaveremo alcune osservazioni finali da questa rapida disamina storica
che permettano di correggere lo stereotipo, tuttora diffuso, di una sorta di ingiusta emarginazione delle donne in una chiesa prevalentemente patriarcale e maschilista.
1.Pulcheria ed Irene: due laiche che formulano il dogma cristologico
Nel V secolo la Chiesa fu impegnata nella formulazione del dogma cristologico. Due grandi concili ecumenici furono celebrati ad Efeso nel 431 e a Calcedonia nel 451. Due scuole teologiche si confrontarono: la scuola di Alessandria, che privilegiava una cristologia «dall’alto», preoccupata di sottolineare la divinità di Cristo e l’unione della natura divina con quella
umana, e quella di Antiochia, più interessata a distinguere le proprietà dell’umanità di Cristo e
la sua distinzione da quelle divine, una specie di cristologia «dal basso», per esprimerci in
termini della teologia contemporanea. Dall’accesa dialettica tra gli esponenti dell’una e dall’altra scuola maturò la grande sintesi che definisce l’identità di Cristo, «due nature unite in una
sola ipostasi o persona, senza confusione, senza mutamento, senza divisione, senza separazione». Oltre ai fattori squisitamente teologici, si mescolarono elementi politici e motivi di risen1
“La Chiesa ringrazia per tutte le manifestazioni del “genio femminile” apparse nel corso della storia, in mezzo
a tutti i popoli e nazioni, ringrazia per tutti i carismi che lo Spirito Santo elargisce alle donne nella storia del popolo
di Dio, per tutte le vittorie che essa deve alla loro fede, speranza e carità: ringrazia per tutti i frutti della santità
femminile”: Giovanni Paolo II, Mulieris Dignitatem, 31, [in:] Enchiridion Vaticanum 11. Documenti ufficiali della
Santa Sede 1988-1989. Testo ufficiale e versione italiana, Bologna 1991, p. 843.
ROBERTO SPATARO
8
timento personale tra i grandi protagonisti di quelle dispute teologiche. Una personalità che,
ispirata dalla sua profonda religiosità, diede un orientamento agli avvenimenti promuovendo il
chiarimento e la riconciliazione teologica fu senz’altro l’Imperatrice Pulcheria2. Ella, figlia
dell’Imperatore Arcadio, per motivi di successione dinastica, dopo la morte dei genitori, divenne a soli 15 anni «Augusta». Il suo potere politico era immenso: suo fratello minore, il futuro
Teodosio II destinato alla corona imperiale, era una personalità non molto vigorosa che sentì
sempre una forte attrazione per le doti spirituali e politiche della sorella maggiore, da cui si
lasciò guidare, anche dopo che egli stesso acquisì il titolo di Imperatore. Pulcheria era una
donna di fine ed elevata spiritualità. Con un voto, pubblicamente reso noto con l’erezione di un
altare nella chiesa più importante della capitale Costantinopoli, la Basilica di Santa Sofia,
a quindici anni, consacrò la sua verginità. Questo episodio, ben sottolineato dalle fonti antiche,
mostra la sorgente più profonda dell’azione che Pulcheria esercitò durante le controversie
dottrinali che sfociarono poi nella celebrazione dei Concili Ecumenici di Efeso (431) e Calcedonia (451). Ella concepì la sua vita come una consacrazione a Dio e la sua «politica religiosa»
come una missione. La sua influenza si ridusse, per un certo periodo, quando la corte imperiale fu dominata da altre figure concorrenti, come sua cognata Eudossia, nonostante che quest’ultima fosse stata scelta come sposa di Teodosio II proprio da sua sorella, Pulcheria. Alla morte
del fratello, Pulcheria scelse di unirsi in matrimonio con un anziano generale, Marciano, che
accettò ben volentieri di rispettare la verginità dell’Imperatrice e di assecondarne i voleri. Osserviamo, dunque, cosa accadde durante i concili cristologici del V secolo per mettere in evidenza il ruolo determinante di Pulcheria.
Il Concilio di Efeso si concluse con un impasse: esso infatti si spaccò in due diverse assemblee i cui leader, Cirillo di Alessandria da una parte e Giovanni di Antiochia dall’altra, si scomunicarono reciprocamente, a motivo della cristologia nestoriana, condannata in blocco dal
primo, accettata pienamente dal secondo. L’Imperatore Teodosio II, a cui spettava, secondo le
convinzioni religiose del tempo, di sbloccare la situazione e sanzionare le decisioni conciliari,
nell’incertezza, non prese alcuna risoluzione: paradossalmente accettò la deposizione tanto di
Cirillo di Alessandria quanto quella di Giovanni di Antiochia, imponendo ad essi una sorta di
«arresti domiciliari» nella capitale, sperando così di indurli ad una riconciliazione. Da tempo,
Pulcheria aveva mostrato benevolenza e sostegno a Cirillo di Alessandria di cui apprezzava
evidentemente tanto la spiegazione più matura del Mistero dell’Incarnazione quanto, a motivo
della sua verginità consacrata, la strenua difesa del titolo mariano Theotókos. Egli, già nel
pieno della disputa con Nestorio, aveva inviato lettere all’Augusta e alle sue sorelle, Arcadia e
Marina, per ottenerne il favore. Si tratta, dunque, di un particolare non secondario: a lei, e non
a suo fratello, che pure era Imperatore, Cirillo si rivolge. Inoltre, sua cognata, Eudossia propendeva per Nestorio: un motivo in più per avversare quest’ultimo e i suoi sostenitori, in primis
Giovanni di Antiochia, e parteggiare per gli alessandrini. A Cirillo di Alessandria non sfuggì
questa opportunità e pertanto, da Costantinopoli, diede disposizioni in Egitto affinché pregevoli e gradevoli doni fossero inviati all’Augusta Pulcheria. Anche se le fonti antiche non danno
notizie sul seguito di questa corrispondenza, di fatto, poco tempo dopo, Cirillo prevalse e gli fu
concesso di ritornare ad Alessandria dove entrò come trionfatore e, anche se in seguito firmò
un accordo cristologico con Giovanni di Antiochia che pose fine allo scisma tra le due grandi
2
Cfr. D. Stiernon, Pulcheria, imperatrice bizantina, vergine, santa, [in:] Bibliotheca Sanctorum X, Roma 1968,
p. 1245-1256.
„IL GENIO FEMMINILE” NELLA STORIA DELLA CHIESA. EPISODI TRATTATI...
9
sedi ecclesiali, la sua teologia si impose e Nestorio fu esiliato e dimenticato. Anche in questa
circostanza, Cirillo cercò l’appoggio di Pulcheria per convincere Giovanni di Antiochia a sottoscrivere una medesima professione di fede.
Più determinante ancora fu l’intervento di Pulcheria in occasione del Concilio di Calcedonia. Una pericolosa eresia, il Monofisismo, rischiava di stravolgere la fede nel Mistero dell’Incarnazione: secondo il suo propugnatore, Eutiche, la natura umana di Cristo veniva completamente assorbita nella sua divinità al punto da rimanere del tutto irrilevante nell’economia
della salvezza. Con l’appoggio del successore di Cirillo, Dioscoro, questa dottrina rischiò di
imporsi. A corte, l’influenza di Pulcheria era limitata dallo strapotere assunto da Crisafio, un
ministro che di Eutiche era parente. Quando Teodosio II morì, Pulcheria ebbe mano libera per
intervenire. Accolse pertanto le pressanti richieste del Papa Leone I che, riconoscendone l’importantissimo ruolo che esercitava, a lei chiedeva di intervenire e di rendere possibile la convocazione di un concilio ecumenico che condannasse Eutiche e confermasse la dottrina ortodossa, che egli stesso aveva presentato nella sua famosa Lettera a Flaviano, patriarca di
Costantinopoli. Il concilio, preparato ed organizzato da Pulcheria, fu celebrato nel 451, fu
presieduto dai legati papali, l’insegnamento di Leone I riconosciuto come perfetta sintesi
cristologica, Dioscuro ed Eutiche condannati. A segnalare che Pulcheria era il personaggio
a cui l’assemblea conciliare guardava come leader più autorevole, sta il fatto che, nella seduta più importante, quella in cui fu approvata la definizione cristologica, ella era presente e fu
più volte acclamata come «nuova Elena», alludendo alla madre dell’Imperatore Costantino,
vissuta nel secolo precedente e venerata come santa.
In conclusione, senza gli interventi di Pulcheria, ispirati dalla sua profonda religiosità, né
il Concilio di Efeso avrebbe conosciuto l’affermazione della cristologia cirilliana né quello
di Calcedonia si sarebbe concluso con la formulazione del dogma cristologico che la Chiesa
professa: «due nature, una sola persona».
Un’altra Imperatrice bizantina, Irene, ebbe un ruolo determinante perché un altro momento di grande difficoltà nella vita della Chiesa fosse felicemente superato: la crisi iconoclasta3.
Per decreto imperiale, a partire dal 726, la Chiesa bizantina, sotto la spinta di diversi fattori,
aveva sposato la convinzione che la venerazione delle immagini fosse illecita. Molte immagini sacre furono distrutte, il loro culto proibito e coloro che si opponevano a questa scelta
venivano perseguitati. Fu una decisione presa da un’élite che ripugnava al popolo cristiano
e, soprattutto, ai numerosi monaci orientali. Grandi dottori della Chiesa, come Giovanni di
Damasco, avevano dottrinalmente chiarito le ragioni teologiche che rendevano il culto delle
icone non solamente ammissibile ma anche doveroso: nell’immagine sacra si prolunga il
Mistero dell’Incarnazione del Figlio di Dio. Occorreva perciò una sapiente regia politica, un
intervento mediatore ed efficace per ristabilire il culto delle immagini. Fu questo il ruolo
svolto da Irene che, alla morte del marito Leone IV, assunse il potere come reggente del figlio, ancora troppo giovane. Ella, intimamente convinta della bontà e della bellezza del
culto delle immagini, promosse, con sagacia e prudenza, un’azione volta a creare anche tra
i leader religiosi dell’epoca un atteggiamento disponibile all’iconodulia e al ristabilimento
delle relazioni con l’Occidente cristiano e, dunque con il Papa, che avevano duramente condannato la scelta iconoclasta della Chiesa bizantina. È ad Irene, pertanto, che si deve la
promozione di Taraso al patriarcato di Costantinopoli, essendo egli favorevole alla venera Cfr. V. Laurent, Irène, [in:] G. Jacquemet, (éd), Catholicisme. Hier aujourd’hui demain VI, Paris 1967, p. 79-80.
3
ROBERTO SPATARO
10
zione delle immagini. Irene, però, comprese, che perché la disputa fosse sedata e la Chiesa
intera confermasse autorevolmente il valore del culto delle immagini, era necessaria la convocazione di un Concilio ecumenico per la quale sollecitò il patriarca Taraso che se ne fece
ufficialmente sostenitore. A questa impresa ella dedicò le sue energie mettendo a frutto le sue
doti. Cercò ed ottenne l’appoggio del Papa, Adriano, con cui si mise in corrispondenza, riconoscendone, così, il primato sulla Chiesa tutta. Fece sì che lo svolgimento del Concilio,
che si tenne nel 787, avvenisse serenamente e, a tale scopo, intervenne risolutamente: poiché
gli oppositori al culto delle immagini avevano disturbato la riunione conciliare facendo irruzione nell’assemblea, ella dichiarò sospeso il Concilio, licenziò e sostituì le guardie imperiali, trasferì la sede dell’assise da Costantinopoli a Nicea. Quando i Padri Conciliari votarono
ed approvarono la definizione che ristabiliva il culto delle immagini, chiarendone le ragioni
teologiche, vollero che Irene fosse la prima a firmarla, riconoscendo il ruolo fondamentale
che ella aveva svolto durante la crisi iconoclasta. Ed Irene sarà impegnata anche nella delicata fase postconciliare affinché le decisioni assunte fossero rispettate da tutti i membri del
clero. La sua vicenda politica si concluse con l’esilio, ove morì, e una temporanea ripresa
dell’iconoclastia che fu definitivamente condannata da un’altra donna, l’Imperatrice Teodora. Certamente, Irene appare come una donna talmente risoluta da diventare spregiudicata
nelle sue azioni: giunse a far accecare il figlio, diventato suo avversario politico. Ciò non
diminuisce, però, l’importanza dei suoi interventi nella storia della Chiesa dell’VIII secolo:
un Concilio ecumenico, il VII, l’ultimo ad essere riconosciuto come tale tanto dalla Chiesa
Cattolica quanto da quella Ortodossa, fu celebrato proprio per la sua lungimirante decisione
ed una componente fondamentale nella vita del popolo cristiano, la pietà religiosa verso le
immagini, fu salvaguardata, garantita e promossa.
2.Paola ed Eustochio: due donne all’origine della vita consacrata
Nel IV secolo nasce una delle esperienze più belle e feconde nella storia della Chiesa: la
vita consacrata. Pur essendosi verificati alcuni esperimenti pionieristici già nel secolo precedente, è nel IV secolo che la vita consacrata si radica e l’intuizione carismatica dei primi
consacrati acquista forza ed espansione. Tra le figure che spiccano in questa fioritura della
vita consacrata vi sono numerose donne e, tra esse, due nobildonne romane, madre e figlia,
Paola ed Eustochio, venerate come sante dalla Chiesa4. Anzitutto, occorre ricordare la carica
rivoluzionaria di questa scelta: nell’antichità il destino delle donne era uno solo, ossia il
matrimonio, quasi sempre stabilito dalla famiglia di origine. Con il Cristianesimo viene offerta alle donne una nuova possibilità, esattamente come agli uomini: la consacrazione a Dio,
attraverso l’appartenenza ad uno degli «ordines» ecclesiali, quello delle vedove, delle vergini e del monachesimo.
Paola apparteneva ad un circolo femminile spirituale e culturale che si radunava nell’abitazione di Marcella, un’esponente dell’aristocrazia romana, che, attratta dall’ideale della vita
monastica, aveva raccolto altre donne, infiammate come lei da questo ideale, si erano messe
sotto la guida di uno dei più illustri «biblisti» del tempo, anch’egli fervido sostenitore della
vocazione alla vita consacrata, Gerolamo. Tra il 382 e il 385, la vedova Paola e la sua giova4
Cfr. H. Leclerq, Paule (sainte), [in:] F. Cabrol – H. Leclerq (éd), Dictionnaire d’archéologie chrétienne et de
liturgie XIII/2, Paris 1936, p. 2076-2077 ; P. Antin, Eustochium (sainte), [in:] M. Viller (éd), Dictionnaire de spiritualité ascétique et mystique IV/2, Paris 1961, p. 1715-1717.
„IL GENIO FEMMINILE” NELLA STORIA DELLA CHIESA. EPISODI TRATTATI...
11
nissima figlia, Eustochio, fecero parte delle più entusiaste ascoltatrici di Gerolamo, praticando un programma di vita molto impegnativo nella ricerca della perfezione spirituale: preghiera, meditazione della Scrittura, penitenza, soccorso ai poveri. Incuranti di critiche ed
incomprensioni dell’élite socio-culturale romana di cui erano parte per censo e lignaggio,
esse decisero di compiere una scelta ancora più radicale: abbandonarono Roma e partirono
per l’Oriente per stabilire in Terra Santa, a Betlemme, un monastero femminile, attiguo a quello maschile, ove risiedeva Girolamo. Si tratta di una delle prime istituzioni del monachesimo
femminile, seme destinato a fiorire e a fruttificare, incessantemente, nei secoli a venire.
Il tratto interiore che caratterizzò la spiritualità di Paola ed Eustochio e che esse trasmisero alla comunità femminile diretta prima dalla madre e, alla sua morte, dalla figlia fu indubbiamente l’amore alla Sacra Scrittura. La spiritualità monastica femminile antica è eminentemente biblica e tale eredità venne consegnata alle generazioni monastiche successive. Non
è esagerato affermare che i grandi capolavori esegetici di Gerolamo, anch’essi destinati a fecondare la tradizione monastica per molti secoli in Occidente, nacquero per sollecitazione ed
attrazione delle sue figlie spirituali predilette, Paola ed Eustochio, per l’appunto. Furono
esse a spingere Gerolamo ad intraprendere definitivamente la traduzione completa in latino
dei testi ebraici dell’Antico Testamento, essendo appassionate della lingua ebraica5. Ed è
proprio a Paola e ad Eustochio che Gerolamo dedicò non pochi dei suoi commentari biblici,
attestando, così, non solo i destinatari concreti delle sue opere esegetiche ma anche i “committenti”: la comunità monastica di Betlemme, e, in modo specifico, Paola ed Eustochio6.
Questa coincidenza di interessi biblico-spirituali tra maestro e discepole, tra il padre spirituale e le sue figlie si inserisce in un rapporto di profonda comunione di pensieri e sentimenti che legò Gerolamo a Paola ed Eustochio. Ad esse egli indirizzò delle lettere ricolme di
espressioni di stima, di ammirazione, di affetto. E, come spesso accade, il direttore spirituale venne “educato” dalle anime che egli accompagnava, stimolato dal loro avanzamento
nella santità. Si spiega così tutta la desolazione di Gerolamo alla morte, dapprima di Paola,
e poi di Eustochio.
3.Macrina ed Olimpia: due vergini maestre di vita spirituale
Il IV secolo è, nella storia della Chiesa, con quello successivo l’epoca d’oro dei Padri
della Chiesa. Sono essi, conclusasi l’epoca delle persecuzioni, i grandi leader cristiani che,
con il loro insegnamento e la loro azione, danno un contributo insostituibile per la chiarificazione delle discussioni dottrinali, la definizione dei grandi dogmi trinitari e cristologici,
l’organizzazione ecclesiale, l’animazione liturgica e spirituale. Frequentemente, però, dietro
queste figure maschili «paterne», vi è una «maternità spirituale» esercitata da figure femminili di cui le fonti letterarie ci lasciano intuire e cogliere un ruolo importante. Insomma,
senza una «madre della Chiesa», a volte, non avremmo potuto avere un «padre».
5
Cfr. L. Venard, Vulgate, [in:] A. Vacant – E. Mangenot – E. Amman (éd), Dictionnaire de théologie catholique
XV**, Paris 1950, p. 3477.
6
«Elles savaient stimuler au travail leur maître, qui leur dédia notamment sa traduction des Rois. Les dix-huit
avant-propos des livres sur Isaïe, les quatorze préfaces sur Ézéchiel sont pour Eustochium. On admire le labeur immense fourni par S. Jérôme, traductions et commentaires : c’est qu’il travaillait pour l’amour de Dieu assurément,
mais aussi d’Eustochium. Elle était la disciple préférée, parce qu’elle était vierge (Epist. LXVI, 27)»: P. Antin,
Eustochium (sainte), [in:] G. Jacqueme (éd), Catholicisme. Hier aujourd’hui demain IV, Paris 1956, p. 720.
ROBERTO SPATARO
12
È il caso, ad esempio, di Macrina, la sorella maggiore di Basilio di Cesarea e Gregorio di
Nissa, due dei tre grandi Cappadoci, riconosciuto l’uno come «grande» e l’altro come «il più
mistico» di tutti i Padri antichi. Ella, già all’età di dodici anni, fece voto di verginità. Successivamente, trasformò l’abitazione di famiglia, nella regione del Ponto, oggi Turchia, in un
monastero, al quale si aggregò anche sua madre. Ella irradiò sui membri della sua famiglia
una luce spirituale che li indusse ad imitare le sue scelte: anche Basilio e Gregorio furono
profondamente attratti dall’ideale della vita monastica, della contemplazione, della preghiera, dell’interiorità. È questa la testimonianza che di lei dà soprattutto il Nisseno che, ispirandosi al Fedone platonico, ha descritto in un dialogo le ultime conversazioni intrattenute con
la sorella, prima della sua morte7. In questo scritto, non solo Macrina appare una donna
colta e dotata di profonda spiritualità, ma anche come colei che, sin dalla sua adolescenza,
aveva esercitato una grande influenza sui suoi fratelli.
Ancora più interessante è il caso di Olimpia8. Era una ricchissima vedova di Costantinopoli,
capitale dell’Impero romano del IV secolo, che mise a disposizione della Chiesa i suoi beni e
che, attraverso l’amicizia intrattenuta con figure ragguardevoli dell’episcopato antico, diffuse
un esempio di dedizione al Vangelo e di perfezione nella vita spirituale9. La sua amicizia, però,
con il grande Giovanni Crisostomo, vescovo di Costantinopoli dal 397 al 404, raggiunse le
vette della comunione mistica. Giovanni pose mano ad una riforma morale della chiesa a lui
affidatagli sollecitando con zelo tutti i fedeli a vivere coerentemente le esigenze del Vangelo sia
nell’ambito della carità sociale sia in quello della vita matrimoniale e familiare. Non esitava
a richiamare con energia ogni cedimento al compromesso morale, senza timore di nessuno:
persino membri del clero e della corte imperiale furono sferzati dalla sua parola ardente. Si fece
così molti nemici al punto da subire un processo pretestuoso ed essere inviato in esilio, ove
morì. Sia nell’opera di rinnovamento morale e spirituale sia negli anni desolati ed amari della
solitudine e dell’esilio egli ebbe in Olimpia il sostegno più vigoroso e la consolazione più efficace. Olimpia fu la «filotea» del Crisostomo. Ella, dopo la morte del marito, avvenuta poche
settimane dopo il matrimonio, rifiutò ogni altra proposta di nozze, per consacrarsi a Dio come
vedova. La sua pietà eccellente e la sua dedizione senza misura alle necessità della Chiesa indussero Nettario, il predecessore del Crisostomo, a consacrare Olimpia diaconessa, a soli trenta anni, nonostante non avesse ancora raggiunto l’età canonica. Il monastero che ella fondò,
popolato da una schiera di donne sapientemente guidate da lei stessa, fu il «polmone spirituale» della Costantinopoli della fine del IV secolo: preghiera liturgica, veglie e digiuni, assistenza ai poveri furono il mezzo più efficace per accompagnare e sostenere la predicazione di
Cfr. Grégoire de Nysse, Vie de Macrine, SC 178, Paris 1971.
«Olimpia infatti è una di quelle brillanti figure muliebri che si incontrano nella storia della Chiesa e ne hanno vissuto i momenti più salienti, influendo sugli avvenimenti politico-religiosi del tempo, in modo da lasciare
un’impronta indelebile»: I. Grego, S. Olimpia di Costantinopoli. Donna simpatica ed energica. I suoi rapporti con
i grandi del tempo e in modo particolare con S. Giovanni Crisostomo, “Asprenas” 1982, 42. Sulla vita di Olimpia
por. H. Leclerq, Olympias, [in:] F. Cabrol – H. Leclerq (éd), Dictionnaire d’archéologie chrétienne et de liturgie
XII/2, Paris 1936, p. 2064-2071.
9
«Elle avait le goût du dévouement, car elle avait servi de même le patriarche Nectaire (381-397) qui, assure-t-on, “même dans les affaires de l’Église lui obéissait”, puis encore Amphiloque d’Iconium,
Optimos d’Antioche de Pisidie, Pierre de Sébaste, Grégoire de Nysse, Epiphanios, archêveque de Constance et
métropolitain de Chypre et beaucoup d’autres auxquels elle donna des terres et de l’argent. Elle soutint Antiochus
de Ptolémais et Acace de Béroé en même temps que Sévérien de Gabale et “ plus ou moins tous les ecclésiastiques
de passage, un nombre incalculable de moines et de vierges”»; ibidem, p. 2069-2070.
7
8
„IL GENIO FEMMINILE” NELLA STORIA DELLA CHIESA. EPISODI TRATTATI...
13
Crisostomo, che, proprio con Olimpia, comunicava frequentemente, anche a motivo del fatto
che era ella a prendersi cura dei bisogni materiali del suo vescovo, che, tra l’altro, conduceva
una rigorosa vita ascetica. Quando poi gli avvenimenti precipitarono e Giovanni fu mandato in
esilio, Olimpia, che pure si prodigò per ottenerne il rientro o almeno un trattamento mitigato,
fu vessata dagli stessi nemici del vescovo, fino ad essere esiliata ella stessa. Tra Olimpia e il
suo vescovo iniziò una corrispondenza, in cui sentimenti di pura ed elevata amicizia si associano a considerazione di altissima spiritualità sulla fragilità effimera dei beni di questo mondo,
sulla ricerca della pace interiore nell’intima partecipazione alla Passione del Signore, sull’aspirazione al raggiungimento del premio eterno promesso a coloro che soffrono per la fedeltà al
Vangelo. Giustamente è stato osservato che per il Crisostomo questa corrispondenza, in cui
egli continuò a guidare sapientemente la sua figlia spirituale verso le vette della santità, rappresentò una dolce consolazione.
4.Conclusione
Gli episodi storici rivisitati, e cioè le discussioni cristologiche del V ed VIII secolo (anche
l’iconoclastia è in definitiva un’eresia cristologica perché deprezza le conseguenze del Mistero dell’Incarnazione), l’esperienza monastica a Betlemme inaugurata dalle nobildonne
romane, l’influsso di due donne sulla vita e l’attività di due grandi Padri della Chiesa, mostrano inequivocabilmente almeno tre evidenze.
La prima: la Chiesa, in momenti determinanti del suo pellegrinaggio nella storia, è stata guidata dalle donne. Gli esiti dei grandi concili cristologici del V secolo sarebbero stati gli stessi
senza l’orientamento impresso da Pulcheria e la crisi iconoclasta si sarebbe risolta senza le decisioni assunte da Irene? Si tratta di eventi non secondari! Il dogma cristologico, perenne possesso
della fede ecclesiale, è dunque associato alla sensibilità e all’azione di una laica, l’Augusta Pulcheria. Il culto delle immagini sacre che caratterizza la vita religiosa dei fedeli tanto dell’Oriente
quanto dell’Occidente cristiano è stato «sdoganato» da ogni riserva teologica per l’intuizione,
tradotta poi in vigorosa azione politico-religiosa, dell’Imperatrice Irene. La vita consacrata femminile è un’immensa risorsa di energie spirituali che anima il vissuto ecclesiale sin dal suo sorgere nella storia della Chiesa. Paola ed Eustochio, insieme ad altre donne da noi non menzionate,
hanno offerto un contributo determinante alla definizione di quei tratti essenziali che la caratterizzano, pur modulati in infinite forme, suscitate dallo Spirito: preghiera, penitenza, dedizione ai
poveri. Senza il coraggio di queste due aristocratiche romane del IV secolo che ebbero la determinazione di rompere i legami con una tradizione culturale plurisecolare che non comprendeva
la scelta della verginità e della totale dedizione a Dio, come e quando la vita consacrata femminile sarebbe comparsa nella storia della Chiesa? I Padri della Chiesa sono considerati come i grandi educatori della fede ecclesiale: basti osservare il numero di citazioni patristiche contenute nel
Catechismo della Chiesa Cattolica! Ebbene, alcuni di essi, come Gregorio di Nissa e suo fratello
maggiore, Basilio di Cesarea, e come Giovanni Crisostomo, ricevettero un’impronta spirituale
indelebile proprio da due figure femminili. La scelta della «filosofia», come l’Oriente greco del
IV secolo si esprimeva, cioè per la vita contemplativa e la totale dedizione alla vita spirituale che
rese i due fratelli Cappadoci figure eminenti, fu ispirata e raccomandata dall’esempio di Macrina,
la sorella maggiore. Ove Giovanni Crisostomo trovava sostegno spirituale di preghiera e di collaborazione se non nella comunità femminile guidata da Olimpia, la diaconessa a cui era legato
da vincoli di affettuosa amicizia?
ROBERTO SPATARO
14
La seconda considerazione ci induce a ricercare alcuni elementi che concorrano a definire
il «genio femminile» lodato dalla Mulieris Dignitatem. Nei sei personaggi analizzati nel
corso dell’articolo, c’è una nota comune: un’aspirazione religiosa alle perfezione, espressa
nella scelta di vita della consacrazione, nell’amorosa dedizione alla preghiera, alla penitenza, all’approfondimento della Scrittura. Ci sembra che questo primato della dimensione religiosa sia un tratto del «genio femminile« ed un’inesauribile risorsa di energie spirituali che
le donne mettono a disposizione della Chiesa e del mondo. Questa radicale anelito alla comunione con Dio rende poi le donne, potentemente attratte verso l’ideale della verginità:
anche le donne coniugate, come Paola ed Olimpia, allorché vedove, interpretano questo
evento come un appello ad una vocazione superiore, la consacrazione. Pulcheria si sposa, ma
non rinuncia alla verginità, di comune accordo con Marciano, suo sposo. La verginità si
configura pertanto come una vocazione eminentemente femminile. Le vicende descritte nelle pagine precedenti mostrano come le donne esercitino la loro maternità non solo nell’ordine biologico ma anche e soprattutto in quello spirituale. Esse si impongono come educatrici
alla santità. Ed infine, l’azione da esse praticate all’interno della Chiesa si caratterizza per
un’efficacia notevole, ottenuta attraverso l’arte della mediazione, dell’ascolto, del convincimento: si pensi al faticoso impegno assunto da Irene per ristabilire il culto delle immagini.
Infine, gli episodi storici rapidamente disaminati inducono ad accogliere senza esitazioni
e dilazioni l’appello che Giovanni Paolo II ha rivolto alla Chiesa intera a valorizzare sempre
più e meglio le potenzialità di bene, di fede, di elevata spiritualità, di sollecitudine nella carità che le donne offrono affinché la Chiesa tutta risplenda della santità della «Sposa» che, in
cammino nella storia, va incontro al suo Sposo per celebrare le Nozze eterne.
“The feminine genius” in the history of the Church. Episodes from the ancient
history
Summary
The author sketches the historical events concerning six women belonging to the Early
Church: Byzantine Empresses Pulcheria and Irene; Paula and Eustochium, who established
a female monastery in Bethlehem; the Virgin Macrina, and the deaconess Olympia. Like
many other women, they too played a very remarkable and even determining role for the
Church’s life and theological development. In such a way, the intuition that John Paul II
expressed in his letter Mulieris Dignitatem and that Pope Francis is repeatedly confirming is
plainly substantiated: the so-called “feminine genius” is an exceptional source of spiritual
energies for the Church and the world’s benefit.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Enrico Dal Covolo
Papieski Uniwersytet Laterański, Rzym
La Constitutio Antoniniana e lo
sviluppo delle relazioni tra l’Impero
e la Chiesa all’età dei Severi (193-235 d. C.)
E’ trascorso per lo più sotto silenzio il milleottocentesimo anniversario della Constitutio
Antoniniana (212 d. C.), sepolto forse dai numerosi eventi collegati con il ricordo della Battaglia di Ponte Milvio e del cosiddetto Editto di Milano (312-313 d.C.).
Questa nota intende riscattare dall’oblìo uno dei provvedimenti legislativi più importanti
nella storia del concetto e dell’esperienza di cittadinanza.
1.Gli imperatori Severi, precursori di Costantino?1
Il titolo di questo paragrafo introduttivo – propedeutico rispetto alla questione che qui ci
interessa – evoca il testo della comunicazione offerta nel 1986 da Robert Turcan ai membri
dell’Associazione «Guillaume Budé» di Lione.
Turcan esordiva con questa domanda: «Héliogabale précurseur de Constantin?»; per
concludere, dopo attenta disamina, che Elagabalo non fu monoteista, come non fu – propriamente parlando – «un precursore di Costantino».
Tuttavia il privilegio da lui accordato al Sol Invictus, il grande Baal di Emesa di cui egli
stesso era il sacerdote circonciso, prefigurava in qualche modo l’«imperatore-vescovo», cioè
– a dire di Turcan – quel «cesaropapismo» che avrebbe gravato pesantemente sull’impero
cristiano.
Un anno prima, nella tavola rotonda di inaugurazione dell’anno accademico 1985-1986
presso l’Istituto Patristico Augustinianum, Raffaele Farina – oggi cardinale, Archivista e
Bibliotecario emerito di Santa Romana Chiesa –, uno dei più importanti studiosi dell’imperatore Costantino e delle prima teologia politica del cristianesimo, osservava che le radici
della cosiddetta «epoca costantiniana» sono da ricercarsi più indietro nel tempo, e che, di conseguenza, l’alleanza tra impero romano e religione cristiana realizzata da Costantino «non
possiede quel carattere esplosivo rivoluzionario che le viene attribuito».
1
Nel campo sterminato della relativa bibliografia mi limito – qui e di seguito – allo stretto essenziale. Per questo
paragrafo e per la sua documentazione rinvio a un mio primo bilancio di studi: I Severi e il cristianesimo. Un decennio di ricerche (1986-1996), “Anuario de Hi­storia de la Iglesia” 8 (1999) p. 43-51 (anche in E. Reinhardt [cur.],
Tempus implendi promissa. Homenaje al Prof. Dr. Domingo Ramos-Lissón, [Collección Historia de la Iglesia, 33],
Pamplona 2000, p. 97-108. Segnalo inoltre un altro mio studio più recente: La religione a Roma tra il II e il III
secolo. “Monoteismo” solare e sincretismo a confronto con il coevo dibattito cristologico, [in:] F. Bisconti (cur.),
L’ipogeo degli Aureli in viale Manzoni. Restauri, tutela, valorizzazione e aggiornamenti interpretativi, Roma 2011,
p. 21-29.
ENRICO DAL COVOLO
16
Oggi, a quasi trent’anni di distanza, occorre riconoscere la validità delle intuizioni – diversificate, e tra loro indipendenti – di Turcan e di Farina.
Lo storico delle origini cristiane, come lo studioso della letteratura cristiana antica, devono ritenere ormai che la «svolta costantiniana», con le sue enormi conseguenze, fu anticipata di oltre un secolo dalla politica religiosa di Commodo e dei Severi.
Come è noto, tra la fine del II e i primi decenni del III secolo l’impero denuncia le crepe
di una crisi profonda. E’ celebre la radicalizzazione di Santo Mazzarino: a suo parere, «non
esiste epoca, in tutta la storia della nostra cultura, la quale sia così densa di assurdità, pressoché paradossali, come questa sconvolta epoca di Commodo e dei Severi».
Sul versante politico-istituzionale la crisi viene ritardata appunto dall’avvento della dinastia
severiana (193-235), vistosamente impegnata nel consolidamento e nella propaganda religiosa della monarchia; mentre l’adesione ormai palese al cristianesimo dell’entourage di
corte e delle clarissimae famiglie senatorie prefigura l’atto definitivo della conquista dell’impero da parte della Chiesa.
Tenendo sullo sfondo questo quadro storico-istituzionale, ampio e complesso, affrontiamo ora la questione che ci interessa, riguardo alla Constitutio Antoniniana (212) e allo sviluppo delle relazioni tra l’impero e la Chiesa nell’età dei Severi.
2.I termini della questione2
Benché Erodiano non ne parli affatto, e Cassio Dione limiti l’editto a un astuto provvedimento, apparentemente onorifico, in realtà teso ad accrescere le imposte e le entrate dell’amministrazione imperiale3, la valutazione della Constitutio come l’atto di governo più importante di Caracalla non dovette sfuggire agli antichi. Ancora due secoli più tardi, Agostino elogiava
senza riserve l’estensione del diritto di cittadinanza a tutti i sudditi dell’impero romano4.
Di fronte alla penuria delle fonti storiografiche, il cosiddetto Papiro di Giessen 40,1, rinvenuto nel 1910, assume un’importanza determinante per decifrare gli intenti reali perseguiti dall’imperatore con la sua Constitutio5.
Nel papiro, infatti, si può ravvisare forse6 un’edizione – pur gravemente mutila – del decreto imperiale, altrimenti conosciuto attraverso notizie sostanzialmente estrinseche al testo
2
Mi riferisco, anche senza citarli, ai miei precedenti contributi sui rapporti tra gli imperatori Severi e i cristiani.
Ne ho già tentato qualche bilancio complessivo. Oltre a quello citato nella nota precedente, vedi anche E. dal Covolo, I Severi e il cristianesimo, [in:] Chiesa e impero. Da Augusto a Giustiniano, [Biblioteca di Scienze Religiose
170], Roma 2001, p. 73-86, soprattutto 85 s. («Per un bilancio della ricerca»). Per un aggiornamento ulteriore della
bibliografia ivi citata riguardo alla Constitutio Antoniniana, si vedano almeno G. Marasco, L’inscription de Tapina
et la politique sociale de Caracalla, [in:] Mnemosyne 47 (1994), p. 495-511, e l’apparato di piè pagina delle prossime note.
3
Dio, Historia Romana 77,9,5, ed. U. P. Boissevain, Berolini 1955 (1901), p. 382.
4
Gratissime atque umanissime factum est, ut omnes ad Romanum imperium pertinentes societatem acciperent
civitatis et Romani cives essent, ac sic esset omnium, quod erat antea paucorum: Augustinus, De Civitate Dei 5,17,
edd. B. Dombart - A. Kalb, Stuttgart 1981, p. 222.
5
Cfr. P. Romanelli, La Constitutio Antoniniana, [in:] Studi Romani 10 (1962), p. 245-255.
6
La cautela è d’obbligo, dopo la monografia di P. Pinna Parpaglia, Sacra peregrina, civitas Romanorum, dediticii
nel Papiro Giessen n. 40, [Archivio Storico e Giuridico Sardo di Sassari 2], Sassari 1995, che torna a mettere in
dubbio il diretto rapporto, per lo più accettato dalla critica, fra il testo del papiro e quello dell’editto. In ogni caso
la questione – come si evince con chiarezza dalle conclusioni del volume, p. 139-140 – non cambia il quadro delle
relazioni tra i Severi e il cristianesimo.
LA CONSTITUTIO ANTONIANA E LO SVILUPPO DELLE RELAZIONI...
17
legislativo. Il dibattito sulle integrazioni della reliquia papiracea e sulle sue interpretazioni
rimane a tutt’oggi aperto, anche se la critica considera imprescindibili lo status quaestionis
e la relativa «messa a punto» tracciati da C. Sasse una cinquantina d’anni or sono7.
Il papiro presenta almeno due elementi di sicuro interesse.
In primo luogo vi si parla della maiestas degli dei, che esige un atto universale di culto da
parte dei sudditi dell’impero, resi ora cittadini dell’imperatore. Ne risulta con chiarezza il
«nucleo religioso» dell’editto.
In secondo luogo le linee 7-9 del papiro, mentre riferiscono l’essenziale della Constitutio,
accennano a una categoria esclusa dal diritto di cittadinanza: «Concedo», vi si legge, «a tutti gli stranieri che abitano la terra la cittadinanza romana senza menomazioni di sorta, a parte i dediticii (chor[is] ton [ded]eitichion)». Ma la vexata quaestio dell’esatta identificazione
dei dediticii (secondo la maggior parte della critica, gli elementi inferiori delle masse contadine)8 non sembra pertinente alla questione che qui ci interessa. In effetti si può assumere
con certezza che i cristiani non furono esclusi dal diritto di cittadinanza, come non lo erano
stati dall’amnistia concessa per l’ascesa al trono di Caracalla9.
Il problema è piuttosto quello di appurare, mediante una rivisitazione critica dello status
quaestionis, se e in che modo l’editto ampliò le possibilità di perseguitare la Chiesa e, in via
subordinata, se ciò attesti una mens anticristiana nell’imperatore e nel suo editto.
Se così realmente fosse, bisognerebbe correggere in senso negativo la valutazione generalmente positiva dei rapporti tra la dinastia severiana e i cristiani.
3.Gli orientamenti della critica storiografica
E’ noto che negli anni venti del secolo scorso, in una comunicazione alla «Société d’Histoire du Droit», E. Perrot sostenne che la Constitutio aveva aperto la via alla persecuzione
generale delle Chiese. I peregrini cristiani – egli affermava – non potevano essere perseguiti
che per reati comuni, mentre soltanto per i cittadini romani la professione di cristianesimo
costituiva una colpa in se stessa, cadendo sotto l’accusa di lesa maestà.
L’estensione del diritto di cittadinanza avrebbe dunque legittimato una persecuzione più
ampia. «Résultat fortuit, ou délibérément recherché?», s’interrogava a questo proposito il
Perrot. Pur con qualche cautela, egli si pronunciava per una consapevole scelta anticristiana
di Caracalla, di per sé implicita, a suo parere, nell’ideologia religiosa evocata dal Papiro di
Giessen10.
7
Cfr. C. Sasse, Die Constitutio Antoniniana. Eine Untersuchung über den Umfang der Bürgerrechtsverleihung
auf Grund des Papyrus Giss. 40 I, Wiesbaden 1958 (elenco delle antiche fonti della Constitutio, da Upliano a Giustiniano, p. 9-11; riproduzione fotografica del papiro dopo la p. 12). Por. pure Id., Literaturübersicht zur Constitutio
Antoniniana, [in:] Journal of Juristic Papyrology 14 (1962), p. 109-149; 15 (1965), p. 329-366; A. N. Sherwin-White, The Roman Citizenship, Oxford 1973, s. 380-394, 468-473; J. Gaudemet, Les Romains et les “autres”, [in:] La
nozione di “Romano” tra cittadinanza e universalità, Napoli 1984, p. 7-37. Ma si veda anche la riedizione del
Papyrus Gissensis [in:] P. A. Kuhlmann, Die Giessener literarischen Papyri und die Caracalla-Erlässe, [Berichte
und Arbeiten aus der Universitätsbibliothek und dem Universitätsarchiv Giessen 46], Giessen 1994, p. 215-255.
8
Così ancora L. A. Jelnickij, The Edict of Caracalla on Roman Citizenship and the Tabula Banasitana, [in:]
Vestnik Drevnej Istorii. Revue d’Histoire ancienne 151 (1980), p. 162-171.
9
Cfr.. Dio, Historia Romana 77,3,3, ed. U. P. Boissevain, s. 375 s.; Spartianus, Antoninus Caracalla 3,1, edd.
E. Hohl et alii, Lipsiae 1965, p. 185.
10
Cfr. E. Pierrot, L’édit de Caracalla de 212 et les persécutions contre les chrétiens, [in:] Revue historique de
droit français et étranger 4,3 (1924), p. 367-369.
ENRICO DAL COVOLO
18
La teoria del Perrot venne seguita in parte dallo Stroux, il quale mise in relazione l’editto
del 212 con una supplicatio straordinaria, forse conclusa con un dies imperii – precursore di
quello di Decio del 250, famoso per la cruenta persecuzione a cui diede luogo –11.
La più ampia discussione di siffatte ipotesi è stata compiuta dal Grégoire. Egli constatava
anzitutto che «la promotion automatique au droit de cité romaine de millions (sic!) de chrétiens», senza che l’imperatore facesse dipendere questo dal compimento di un rito, non poteva che accrescere l’influenza cristiana negli affari pubblici. In conformità a tale enunciato,
l’ipotesi del Perrot veniva ripresa e confutata nella sua asserzione fondamentale. «Le vedute
del Perrot», affermava il Grégoire, «riposano sulla convinzione che i cristiani fossero perseguiti con l’imputazione di lesa maestà. Ebbene, nulla è meno sicuro di questa tesi»12.
Anche il d’Ors, pur attribuendo al Grégoire una valutazione eccessivamente positiva dei
rapporti tra i cristiani e l’impero prima del 250, giungeva alle medesime conclusioni. In
primo luogo, contestando lo Stroux, egli rilevava che non abbiamo alcuna notizia di qualche
supplicatio tra il 198 e la morte di Caracalla. In secondo luogo egli rigettava la tesi del Perrot
circa i presunti rapporti tra l’estensione della civitas e una persecuzione allargata dei cristiani. «La reazione anticristiana del 250», sosteneva il d’Ors, «sembra presupporre un energico
sviluppo del cristianesimo nella prima metà del III secolo, sotto gli effetti dell’editto di Caracalla. Il che dimostra appunto che non possiamo attribuire a Caracalla una propaganda
esclusiva del culto imperiale. Ciò si spiega se teniamo conto che lo stesso culto imperiale
doveva essere integrato nella corrente sincretista, grazie alla quale il cristianesimo poté fare
il suo ingresso in nuovi ambienti religiosi»13.
Il «nucleo religioso» della Constitutio, già illuminato dal d’Ors, è stato ulteriormente
esplorato da W. H. C. Frend. Di fatto, nell’editto del 212 egli vede l’implicanza politica
dell’unificazione religiosa di tutti i sudditi. Riferendosi alle linee 3-4 del Papiro di Giessen,
peraltro non direttamente citate, il Frend ricorda la motivazione religiosa dell’editto: «Un
atto», egli scrive, «di gratitudine agli dei per la protezione accordata in un momento di pericolo (la pretesa cospirazione di Geta)». Invero il papiro non parla del complotto di Geta,
e Caracalla potrebbe altrettanto bene essere stato salvato da qualche malattia per grazioso
intervento divino.
In sostanziale accordo con il Perrot e lo Stroux, il Frend ribadisce che sul versante religioso la Constitutio doveva implicare una supplicatio universale agli dei immortali, di fronte
alla quale un eventuale rifiuto avrebbe potuto essere inteso come un tradimento. «Una chiamata generale a sacrificare», prosegue il Frend, alludendo evidentemente ai risvolti liturgici
della supplicatio straordinaria, «non poteva capitare più di una volta nella vita: ma quando
ciò avvenne, nel 250, i cristiani dovettero confrontarsi con una richiesta, cui non potevano
sfuggire. Il lealismo, che avrebbe offerto preghiere per la Salute dell’imperatore, venne a trovarsi in radicale contrasto con un atteggiamento che trattava il Genio dell’imperatore come
Cfr. J. Stroux, Die Constitutio Antoniniana, [in:] Philologus 42 (1933), p. 282.
H. Grégoire, Les persécutions dans l’empire romain, Bruxelles 1964, p. 35 s. 121 s., nota 37. Le idee qui
espresse rispecchiano anche il punto di vista di J. Moreau, che collaborò insieme con P. Orgels e A. Maricq alla
prima edizione dell’opera (1951): tale punto di vista venne ribadito dallo stesso J. Moreau, La persecuzione del
cristianesimo nell’impero romano, Brescia 1977 (ed. francese, Paris 1956), p. 80-82.
13
A. d’Ors, Estudios sobre la «Constitutio Antoniniana», [in:] Emerita 24 (1956), p. 19-21.
11
12
LA CONSTITUTIO ANTONIANA E LO SVILUPPO DELLE RELAZIONI...
19
una divinità». E conclude: «The Constitutio Antoniniana made general persecution possibile»14.
Tuttavia, a differenza del Perrot e dello Stroux, il Frend non lascia affatto trasparire la
possibilità di una mens anticristiana nel fondamentale atto legislativo di Caracalla.
Precisamente a quest’ultimo riguardo va riferito il contributo di P. Keresztes. Tra l’altro,
egli esclude che l’estensione della civitas possa aver determinato la scomparsa del diritto
d’appello all’imperatore, riservato per il tempo addietro ai cittadini condannati a morte.
A suo parere, in materia di appello a Cesare la distinzione legale tra cittadini e non cittadini
era già passata in second’ordine, al tempo di Caracalla, a favore della distinzione tra honestiores e humiliores, per cui tale diritto aveva perso ogni significato reale per il cittadino
della plebe. Inoltre i cristiani già da lungo tempo non facevano uso di questa prerogativa, né,
ordinariamente, essa veniva rispettata dai magistrati provinciali. Infine – ed è ciò che più
interessa – il Keresztes, pur ammettendo con il Frend che l’editto «made generale persecution a possibility», conclude: «E’ ragionevole assumere che la Constitutio non fu in nessuna
maniera, aperta o implicita, rivolta contro i cristiani»15.
In anni a noi più vicini il punto della questione è stato fatto da R. Turcan nell’opera collettiva Aufstieg und Niedergang der Römischen Welt, là dove egli tratta del culto imperiale
nel III secolo. Non consta che dopo di lui il panorama critico si sia arricchito di molti altri
interventi, se si eccettuano quelli che citeremo nelle nostre conclusioni.
Con puntuale ricorso al Papiro di Giessen, il Turcan ribadisce la motivazione fondamentalmente religiosa dell’editto. Pur non entrando direttamente nel problema dei rapporti tra la
Constitutio e la storia del cristianesimo primitivo, egli afferma che gli interessi dell’imperatore erano catalizzati dall’ideale di una religione unitaria, che raccogliesse i romani di ogni
condizione e di ogni origine attorno all’imperatore, centro di unità dell’ecumene; e lascia
intendere che tale sollecitudine era talmente preponderante nella mente del sovrano, da lasciare in ombra la «questione dei cristiani»16.
4.Conclusioni
Posso fare mia una conclusione di questo tipo, che – in pieno accordo con la tradizione
storiografica – scagiona Caracalla da ogni sospetto di ostilità verso i cristiani17. Tuttavia,
nonostante le riserve di G. Barone-Adesi18, ritengo anche – con la maggior parte della critica
recente – che la Constitutio, obbligando tutti (o meglio, quasi tutti) i sudditi dell’impero al
culto pagano, rese più facile l’identificazione di quanti se ne astenevano. Così, indipenden-
14
W. H. C. Frend, Martyrdom and Persecution in the early Church. A Study of a Conflict from the Maccabees to
Donatus, Oxford 1965, p. 312.
15
P. Keresztes, The Constitutio Antoniniana and the Persecutions under Caracalla, [in:] American Journal of
Philology 91 (1970), p. 446-459.
16
Cfr. R. Turcan, Le culte impérial au III siècle, [in:] Aufstieg unf Niedergang der Römischen Welt 2,16,2, Berlin
- New York 1978, p. 1064-1066.
17
Vedi A. Barzanò, Il cristianesimo nelle leggi di Roma imperiale, [Letture cristiane del primo millennio 24],
Milano 1996, p. 42, nota 56.
18
Cfr. G. Barone-Adesi, L’età della «Lex Dei», [Università di Roma «La Sapienza». Pubblicazioni dell’Istituto di
Diritto Romano e dei Diritti dell’Oriente Mediterraneo 71], Napoli 1992, p. 35.
ENRICO DAL COVOLO
20
temente dalle intenzioni del legislatore, la Constitutio Antoniniana finì per agevolare la persecuzione delle Chiese.
Ma sono altrettanto convinto che occorra escludere un intento anticristiano nell’editto del
212.
Così rimane confermato l’atteggiamento della dinastia severiana verso i cristiani: atteggiamento ispirato a straordinaria tolleranza, che senza dubbio favorì la crescita del «terzo
popolo» (o tertium genus, come i cristiani stessi amavano definirsi)19, e che di fatto anticipò,
preparandola, la «svolta costantiniana».
Complessivamente nell’età dei Severi si può cogliere un’«analogia di circostanze» tra la
storia dell’impero e la storia della Chiesa. Da una parte la dinastia imperiale, impegnata nel
consolidamento e nella propaganda dalla monarchia, estende il diritto di cittadinanza con
motivazioni prettamente religiose. Dall’altra parte la comunità cristiana di Roma, schierata
con papa Callisto su posizioni decisamente «filomonarchiane», cura l’organizzazione delle
proprie strutture – a partire dall’autorità del vescovo e dalla formazione dei ministri ordinati – in maniera adeguata al progressivo incremento dei fedeli.
In tali prospettive l’epoca dei Severi rappresenta una tappa da non trascurare nella crescita dei due popoli, quello di Cesare e quello di Cristo20.
The Antoninian constitution and the development of relation between Empire
and the Church in the time of Severi (193-235)
Summary
The present contribution examines the Constitutio Antoniniana, taking into account its
particular historical-religious subcontext. The legislator’s intention is not anti-Christian
even though the Constitutio could have easily facilitated the persecution of Christian
Churches. In any case, the Rescript of Caracalla represents an important step in the growth
of the two peoples, those belonging to Caesar and those belonging to Christ.
Cfr. E. dal Covolo, La religione e Roma tra «antico» e «nuovo»: l’età dei Severi, [in:] Rivista di Storia e Letteratura Religiosa 30 (1994), p. 237-246.
20
Cfr. G. Zecchini, La Constitutio Antoniniana e l’universalismo politico di Roma, [in:] L’ecumenismo politico
nella coscienza dell’Occidente, Roma 1998, p. 349-358; V. Marotta, La cittadinanza romana in età imperiale
(secoli I-III d.C.). Una sintesi, Torino 2009, soprattutto i capitoli quinto, sesto e settimo.
19
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Przemysław Nowogórski
WNHiS UKSW, Warszawa
Sefforis – perła Galilei – w historii
i w tradycji
(do podboju arabskiego)
Sefforis, to obok Tiberias, najwspanialsze miasto starożytnej Galilei i przez kilka lat jej
stolica. Czasy jego świetności przypadają na przełom I wieku p.n.e. i I wieku n.e. oraz drugą
połowę II i III wieku n.e. Mimo to, nazwa miasta nie pojawia się ani razu w Nowym Testamencie, choć wymienianych jest tam wiele innych miast galilejskich i to o wiele mniejszym
znaczeniu. Stąd często stawiane jest pytanie o to czy znał to miasto Jezus z Nazaretu i czy tu
bywał? Niniejszy szkic stanowi syntetyczne ujęcie miejsca Sefforis w historii i w tradycji
starożytnej oraz wczesnośredniowiecznej. Nie jest natomiast, co należy podkreślić, typową
rekonstrukcją historii miasta. Miejsce Sefforis w historii Galilei oraz w tradycji żydowskiej
i wczesnochrześcijańskiej było ważne, choć nie zawsze jest ono adekwatne do dość skromnej liczby źródeł historycznych poświadczających ten fakt.
Początki zainteresowań tym ważnym ośrodkiem sięgają pierwszych lat XX wielu, a ich
zintensyfikowanie w połowie lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia spowodowane zostało odkryciami archeologicznymi synagogi bogato dekorowanej, datowanej na schyłek V
lub pocz. VI wieku n.e.1
Pierwsze badania archeologiczne w wsi Saffurije, lokalizowanej na miejscu starożytnego
Sefforis, przeprowadził w 1931 roku Leroy Waterman z Uniwersytety Michigan. Odsłonił
wówczas pozostałości fortecy krzyżowców, przy budowie której użyto kamieni ze starszych
budowli z okresu rzymskiego. Pod fortecą natrafił na niezidentyfikowaną budowlę czasów
rzymskich. Z tego okresu pochodzi również teatr w typie rzymski (o średnicy ok. 33 m),
natomiast z okresu bizantyńskiego odkryto słabo zachowaną bazylikę2. Kompleksowe badania wykopaliskowe prowadzone są głównie od początku lat osiemdziesiątych XX wieku.
Wobec niewielu źródeł pisanych odnoszących się do Sefforis, rezultaty tych badan stanowią
ważny element do rekonstrukcji dziejów miasta.
1
Badania nad historią Sefforis zainicjowali Anton Büchler i Samuel Klein. Interesowało ich głównie
społeczeństwo miasta, także problem minim w II i III wieku n.e.; por. A. Büchler, Political and Social Leaders
of Sepphoris, London 1909 oraz S. Klein, Beiträge zur Geographie Geschichte Galiläas, Leipzig 1909 a także
S. Klein, Various Eassays Pertaining of ʼEretz Israel, Vienna 1924 (oryginał w jęz. hebrajskim).
2
L. Waterman, Preliminary Report of the University of Michigan Excavations at Sepforis, Palestine 1931, Michigan 1937.
PRZEMYSŁAW NOWOGÓRSKI
22
1.Sefforis w czasach hasmonejskich i herodiańskich
Prawdopodobne początki miasta sięgają końca VIII lub pierwszej połowy VII wieku
p.n.e., czyli w czasie asyryjskiego panowania w Kanaanie, lecz nie odgrywało wówczas jakiejś znaczącej roli. Dopiero od czasów hasmonejskich miasto staje się znaczącym ośrodkiem w całej Galilei.
W historii po raz pierwszy nazwa miasta Sefforis pojawia się w związku z najazdem na
Galileę w 103 roku p.n.e. Ptolenajosa IX Lathyrosa3. Nazwa miasta w wersji hebrajskiej
‫( צפורי‬ṣippōri), w redakcji greckiej: Σεπφώρις, wywodzi się zapewne od hebrajskiego rzeczownika ‫( צפור‬ṣippōr) – ptak. Być może odnosi się ona do widoku rozciągającego się z Sefforis na okolicę.
Niepowodzenie ataku wojsk ptolemejskich na Sefforis może świadczyć o tym, że miasto
było już wtedy dobrze ufortyfikowanym ośrodkiem regionu. Fortyfikacje te mogły pochodzić jeszcze z czasów Seleukidów4. W tym kontekście ciekawie prezentuje się inskrypcja
umieszczona na ostrakonie znalezionym na Akropolis Sefforis w części zabudowanej obiektami wojskowymi. Jest to fragment naczynia z uchwytem, poniżej którego znajduje się hebrajski napis wykonany pismem kwadratowym, charakterystycznym dla II wieku p.n.e.5
Właściwie da się odczytać jedynie pięć pierwszych liter: ‫ אפמלס‬co może być odpowiednikiem greckiego ̓επιμελητής, choć brak w napisie hebrajskim litery ‫( ת‬τ). Wyraz ten może
oznaczać nadzorcę, zarządcę, ale może mieć i zdecydowanie szersze znaczenie. Józef Flawiusz użył tego tytułu w znaczeniu zarządca jako gubernator, który Antipatrowi Ideumejczykowi (ojciec Heroda Wielkiego) nadał Cezar za oddanie mu licznych przysług6. W wersji
łacińskiej tytuł ten oddany jest jako procurator. W Wojnie żydowskiej Józef Flawiusz określił Heroda Wielkiego jako epimeletes całej Syrii, natomiast w Starożytnościach żydowskich
w odniesieniu do tego samego wydarzenia z biografii przyszłego króla żydowskiego, użył
terminu στρατηγός7. Te porównania są istotne, gdyż mogą sugerować, że już w czasach
Aleksandra Jannaja (103–76 p.n.e.) w Sefforis znajdował się garnizon wojskowy z własnym
zarządcą, który miał nawet większe uprawnienia administracyjne nad regionem Dolnej Galilei. Wskazywałoby to już wówczas na stołeczną pozycję Sefforis. Jeśli prawidłowe jest
zinterpretowanie napisu z tego ostrakonu, to mamy do czynienia z wprowadzeniem do nazewnictwa hebrajskiego greckiego terminu, zapisanego literami hebrajskimi. Należy zwrócić uwagę, że omawiana inskrypcja zawiera albo błąd ortograficzny, albo taką formę tego
tytułu przyjęto w redakcji hebrajskiej w II wieku p.n.e.
3
Ptolemaios Lathyros usunięty już wówczas z tronu egipskiego i władający Cyprem, zaatakował ziemie Aleksandra Jannaja i zdobył galilejskie miasto Asochis leżące w Dolnej Galilei (identyfikowane z talmudycznym Szichnin).
Próbował także, ale bezskutecznie, zająć leżące na południowy wschód Sefforis; Antiq. XIII, 337–338).
4
M. Aviam, A Second-First Century B.C.E. Fortress and Siege Complekx in Eastern Upper Galilee w: “Archaeology and the Galilee: Texts and Contexts in Graeco-Roman Galilee in the Gaeco-Roman Periods, ed. D. R. Edwards and M. Aviam, Atlanta 1997, s. 97–105; M. Aviam doszedł do takiego wniosku m. in. w rezultacie swoich
badań w Chirbet Hurrwani. Seleukidzi wznieśli szereg twierdz dla obrony Doliny Huleh, a po sukcesie powstania
machabejskiego, zostały przejęte przez władców hasmonejskich, którzy dokonywali w nich jedynie niezbędnych
prac naprawczych.
5
Zob. J. Naveh, Jar Fragment with Inscription in Hebrew w: Sepphoris in Galilee: Crosscurrents of Culture (ed.
R.M.Nagy et al.), North Carolina Museum of Art 1996, s. 170–173.
6
Antiq. XIV, 127 oraz 139.
7
Chodzi o powołanie przez Rzymian Heroda na zarządcę Celesyrii; B. J. I, 225; Antiq. XIV, 280. Podobnie w odniesieniu do Marcellusa, prefekta Judei w latach 36 - 41 Józef Flawiusz użył tytułu epimeletes, Antiq. XVIII, 89.
SEFFORIS – PERŁA GALILEI – W HISTORII I W TRADYCJI (DO PODBOJU ARABSKIEGO)
23
Pewne jest natomiast ustanowienie Sefforis siedzibą władz regionalnych dopiero z końca
panowania dynastii hasmonejskiej. Kiedy Gabiniusz zajął w 63 roku p.n.e. Judeę wraz z Jerozolimą dokonał nowego podziału władzy. Janowi Hirkanowi II powierzył jedynie obowiązki arcykapłana jerozolimskiego oraz ustanowił lokalne władze – rady – w pięciu miastach. Jednym z nich było właśnie Sefforis, najdalej na północ wysunięte nowe centrum
administracyjne pozostające z związku z Jerozolimą8. Pozostałe, Jerozolima, Gadara, Amathos i Jerycho leżały na terenie Judei9.
Ponownie Sefforis odegrało ważną rolę w dramatycznych wydarzeniach w czasie okupacji partyjskiej i wojny domowej pomiędzy Hasmoneuszami a Herodem Wielkim w latach
40–37 p.n.e. Antigonos Matatiasz, młodszy syn Aristobulosa II, został królem żydowskim
z nadania Partów po zajęciu przez nich rzymskiej Syrii i Palestyny. Nowy władca umieścił
w Sefforis wierny sobie garnizon. Herod, mianowany w 39 roku p.n.e. królem przez Oktawiana i Marka Antoniusza, z pomocą Rzymian musiał wyzwolić dla siebie królestwo spod
okupacji partyjskiej. Po wysłaniu swojego brata, Józefa, z wojskami do Idumei i ulokowaniu
swojej rodziny w Samarii, przystąpił do działań zbrojnych w Galilei. Był to bowiem teren
silnego poparcia dla Partów i oporu wobec Rzymian. Na pierwszej linii znalazło się Sefforis.
Herod Wielki stanął pod jego murami podczas wyjątkowej śnieżycy. Mimo niesprzyjającej
pogody miasto zdobył bardzo łatwo, bo załoga wierna Antigonosowi Hasmonejskiemu po
prostu uciekła10. Miasto stało się teraz bazą operacyjną oddziałów herodiańskich przeciwko
bandom rozbójników grasujących w tej części Galilei. I choć Józef Flawiusz nazywa ich
rozbójnikami, to raczej chodzi tu o przeciwników politycznych Heroda, próbujących stawiać
mu zbrojny opór11. Opis zdobycia miasta i działania w jego okolicach, to właściwie jedyny
przekaz historyczny o Sefforis w odniesieniu do panowania Heroda Wielkiego.
Po śmierci Heroda Wielkiego w 4 roku p.n.e., w wielu regionach państwa wybuchały
bunty lub uaktywniały się różne bandy rozbójnicze. Dotyczyło to również Dolnej Galilei,
a szczególnie okolic Sefforis. Grasował tu Juda syn Ezechiasza, którego spacyfikował wiele
lat wcześniej Herod, będący wtedy gubernatorem galilejskim12. Juda napadł na Sefforis i zamek królewski, z którego zrabował broń oraz spory zapas pieniędzy. Podobno miał nawet
apetyt na objęcie tronu królewskiego. Wobec tak licznych zamieszek postanowił interweniować w Palestynie namiestnik Syrii Kwintyliusz Warus. Zadanie opanowania sytuacji w Galilei powierzył synowi i jednemu ze swoich przyjaciół13. Ten zaś zdobył i spalił Sefforis, a mieszkańców sprzedał w niewolę. W narracji Józefa Flawiusza w Wojnie żydowskiej znajduje się
informacja o zdobyciu Sefforis przez wojska dowodzone przez Gajusza, przyjaciela Warusa14. Natomiast według Starożytności żydowskich dokonał tego syn namiestnika. Zapewne
rozbieżność ta wynika ze źródeł, z których korzystał żydowski historyk.
Antiq. XIV, 91; w Wojnie żydowskiej Józef Flawiusz nazywa rady stojące na czele nowo powołanych okręgów
„synodami” – συνοδoι, B. J. I, 170.
9
Wymieniona wśród tych nowych ośrodków Gadara oznacza najprawdopodobniej Gazarę, w Starym Testamencie występujące jako Gezer.
10
Antiq. XIV, 413 – 415; Herodowi wpadły w ręce również ogromne zapasy żywności zgromadzone w Sefforis.
11
Por. M. Hengel, Die Zeloten, Leidem 1961, s. 322–324.
12
O tych wydarzeniach: Antiq. XIV, 159 oraz B. J. I, 204.
13
Antiq. XVII, 288.
14
B. J. II, 268.
8
PRZEMYSŁAW NOWOGÓRSKI
24
Mimo sympatii jaką Herod Wielki cieszył się ze strony Augusta, cesarz nie zrealizował
żadnego z testamentów króla żydowskiego i dokonał podziału jego spuścizny według własnej inicjatywy. Zniesiono tytuł królewski i zasadniczo jedność państwa. Każdy z trzech
najstarszych żyjących synów Heroda: Archelaos, Herod Antipas i Herod Filip, otrzymał
swoją dzielnicę, lecz ich władza w nich została mocno ograniczona. Galilea oraz zajordańska Perea (starotestamentalny Moab) przypadły Herodowi Antipasowi. Dla Sefforis nastąpił
okres wielkiego rozkwitu, a miasto aż do 18 roku, czyli do czasu założenia Tiberias, pełniło
rolę stolicy Galilei. Józef Flawiusz przekazał informację, że Herod Antipas umocnił ozdobę
(perłę) całej Galilei, czyli Sefforis i nadał nową nazwę Autokratoris15. Tetrarcha uczynił to
zapewne na cześć Augusta, bowiem nazwa ta wywodzi się od greckiego wyrażenia
͗αυτοκράτωρ (ewentualnie ͗αυτoκρατής) odpowiednika łacińskiego imperator16. Co prawda
archeologicznie nie potwierdzono jakiś zakrojonych na szeroką skalę prac fortyfikacyjnych
Heroda Antipasa. Być może, że jedynie odbudował on siedzibę garnizonu na Akropolis.
W 39 roku galilejski tetrarcha pozbawiony został swojej dzielnicy. Kajusz Kaligula oddał ją
swojemu przyjacielowi, wnukowi Heroda Wielkiego, Herodowi Agrippie I (39 – 44).
2.Sefforis wobec Pierwszej Wojny Żydowskiej
Pomiędzy czasami panowania Heroda Antipasa a wybuchem Pierwszej Wojny Żydowskiej brak w źródłach pisanych informacji o Sefforis. Stan ten ulega zdecydowanej zmianie
w kontekście wielkiej wojny w latach 66–70. Sefforis odegrało ważną rolę w przebiegu
działań zbrojnych. Informacji na ten temat dostarcza Józef Flawiusz w Wojnie żydowskiej
oraz w Autobiografii. To właśnie w tym drugim dziele znacznie częściej i dokładniej wymienia Sefforis17. Można powiedzieć, że w kilku zdaniach zapisanych w Autobiografii (wersety
346 – 349) zawarł całą istotę postawy tej galilejskiej metropolii wobec wojny żydowsko –
rzymskiej. Podkreślił bowiem silnie prorzymską postawę mieszkańców Sefforis, zdecydowanie niechętnych walce z Rzymianami. Poza przekazem Józefa, którego wiarygodność lub
niekiedy zdecydowana przesada budzi wątpliwości wielu badaczy, współczesna nauka dysponuje innymi ciekawymi źródłami, świadczącymi o prorzymskiej postawie Sefforejczyków. Są to monety wybijane w Sefforis w 67/68 roku. Monety te, przeważnie brązowe, są
niemal identyczne z tymi wybijanymi w Ceasarei Philippi przez Heroda Agrippę II. Na
awersie znajduje się legenda w języku greckim, ułożona w trzech poziomych liniach, o treści: LΔΙ ΝΕΡΩΝΟ ΚΛΑΥΔΙΟΥ ΚΑΙCΑΡΟ. Na rewersie zaś, umieszczone zostały dwa złączone dolnymi krawędziami rogi obfitości. Pomiędzy nimi wstawiony jest kaduceusz. Monety w Ceasarei Philippi wybito w 61 roku, te z Sefforis datowane są na czternasty rok
panowania Nerona, czyli rok 68, ostatni rok jego rządów. Dodatkowo w legendzie monet
Antiq. XVIII, 27.
Zmiana dawnych nazw na nowe w celu uczczenia władcy była zjawiskiem dość powszechnym. Herod Wielki
założył miasto Caesarea Maritima i nazwał je na cześć Augusta, a nazwę Samaria zmienił na Sebaste (Sebastos
to grecki odpowiednik Augustus), Herod Antipas zakłada na zachodnim brzegu Jeziora Genezaret nowe miasto
i nazywa je Tiberias, na cześć cesarza Tyberiusza, a w Perei nowemu miastu nadaje nazwę Julias na cześć żony
Augusta. Jego brat, Herod Filip założył miasto u źródeł Jordanu i również nazwał ją Caesarea (zwana równie jako
C. Philippi dla odróżnienia od Maritima, czyli Nadmorskiej), a dotychczasowa Betsaida otrzymała nazwę Julias na
cześć Liwii Druzylli, żony Augusta, włączonej po śmierci do rodu julijskiego w 29 roku..
17
Autobiografia ma nieco inną wymowę niż Wojna żydowska i Starożytności żydowskie. Widać w niej bardziej
wyraźnie “rzymskość” Józefa Flawiusza, nic dziwnego, że częściej wspomina prorzymskie Sefforis.
15
16
SEFFORIS – PERŁA GALILEI – W HISTORII I W TRADYCJI (DO PODBOJU ARABSKIEGO)
25
z Sefforis obecny jest napis: ΕΙΡΗΝΟΠΟΛΙC ΝΕΡΩΝΙΑC CΕΠΦΩΡΙC18. Dwie nazwy
zwracają w tym miejscu uwagę: Eirenopolis, czyli miasto pokoju oraz Neronias – nowa
nazwa Sefforis. Pokojowe i prorzymskie nastawienie Sefforis wyrażone zostało w określeniu go jako miasto pokoju, co potwierdzałoby wywód Józefa Flawiusza na temat niechęci
Sefforejczyków do walki razem z pozostałymi Żydami przeciw Rzymianom. Jeśli wybicie
monet z tymi napisami nastąpiło bezpośrednio przed lub tuż po wejściu Wespazjana do Galilei, to świadczy o pragmatycznym podejściu Sefforis do realiów politycznych. Użycie natomiast nazwy Neronias może potwierdzać zmianę nazwy Sefforis na cześć cesarza Nerona.
Również i to stanowi świadectwo realistycznej oceny sytuacji w Galilei i przyszłości wojny
żydowskiej. Podobnie postąpił kilka lat wcześniej Herod Agrippa II i swoje stołeczne miasto
Caesarea, założone przez Heroda Filipa, również nazwał Neronias w celu uczczenia Nerona,
ale przede wszystkim dla zapewnienia sobie przychylności rzymskiego władcy19.
Prorzymska postawa opłaciła się Sefforis. Na krótko przed wybuchem wojny żydowskiej
ponownie zostało stolicą Galilei. Król Herod Agrippa II odebrał tę funkcję Tiberias i w Sefforis umieścił siedzibę banku oraz archiwów królewskich20. Kiedy Józef Flawiusz przybył
do Galilei, zastał Sefforejczyków nieco przestraszonych rozwojem sytuacji. Powstańcy dominowali w kraju i zagrażali Sefforis, znanemu ze swych politycznych zapatrywań21. Józefowi udało się chwilowo uspokoić sytuację, ale postawa Sefforis nie uległa zmianie. Inaczej
odnosiła się do wojny konkurencyjna πόλις – Tiberias. Tu chęć walki z Rzymianami przeważyła, choć mogła wynikać bardziej z niechęci wobec Sefforis niż do Rzymu22. Zadania,
jakie Józef Flawiusz otrzymał w Galilei, obejmowały bardzo szeroki zakres. Zawierały się
w nich przede wszystkim kwestie wojskowe, ale również sprawy administracyjne i sądowe.
Uprawnienia Józefa można porównać do władzy prefekta rzymskiego w Judei. To w oczywisty sposób stawiało go po stronie żydowskich wojowników. Łatwo spostrzec, że zadania
te były trudne do realizacji i wymagały wielu umiejętności. Obie Galilee (Górna i Dolna)
oraz zajordańska Gaulanitis jako pierwsze wystawione były na odwetowy atak Rzymian.
Józef Flawiusz musiał niejako zmobilizować ludność tych prowincji do walki z Rzymianami. Nic dziwnego, że bardzo absorbowała go sprawa Sefforis. Jednym z priorytetowych
zadań Józefa było wzmocnienie systemów obronnych miast galilejskich. Z tego zadania
wywiązał się kompleksowo, co dał wyraz w Autobiografii. W wersecie 188 wymienia nazwy umocnionych przez siebie miast, dodatkowo zaopatrzonych w zapasy zboża i broni.
Wśród miast tych wymienia również Sefforis. W Wojnie żydowskiej zaznacza, że ufortyfikowanie Sefforis powierzył jego mieszkańcom, gdyż byli zamożni i zdolni do udźwignięcia
takiego obciążenia23. Na niewiele się to zdało, bo gdy do Galilei przybył rzymski Dwunasty
Legion dowodzony przez Caesaennusa Gallusa, Sefforis przyjęło go z otwartymi rękami,
Na temat monet z Sefforis: G.F.Hill, Catalogue of Greek Coins of Palestine, London 1914, s. 16; H. Seyrig,
Irenopolis –Neronias – Sepphoris, “Numismatic Chronicle” 10/1950, s. 284–289 oraz Y. Meshorer, Coins of Sepphoris w: Sepphoris in Galilee, op. cit., s. 195–196.
19
Antiq., XX, 211.
20
Vita 38.
21
Vita 30 – 31.
22
Vita 31 i 39.
23
B. J. II, 574
18
PRZEMYSŁAW NOWOGÓRSKI
26
a za jego przykładem także okoliczne miasta24. Był to dotkliwy cios dla walczących Żydów,
którzy schronili się w górach na północ od Sefforis. Mimo to ponieśli dotkliwe straty z rąk
legionu Gallusa i tylko nielicznym udało się wydostać z zagrożonego regionu. Józef Flawiusz dwukrotnie atakował i zdobywał Sefforis, jak wynika z jego Autobiografii lecz miasto
ustawicznie buntowało się przeciw niemu25. Ostatecznie władze Sefforis zwróciły się do
Caestiusa Gallusa, namiestnika Syrii, o pomoc przeciw wojskom żydowskim. I choć namiestnik obiecał jej udzielenie, to bez żadnych konkretów. Wobec tego Józef ponownie zaatakował Sefforis i zdobył je szturmem. Tym samym dał niejako przyzwolenie wrogo nastawionym Galilejczykom do splądrowania miasta. Mieszkańcy schronili się na Akropolis,
a Galilejczycy dokonali grabieży i zniszczenia Sefforis. Cała akcja przebiegała właściwie
pod kontrolą Józefa Flawiusza, który w pewnym momencie przerwał ten okropny spektakl
i rozpuścił plotkę, że Rzymianie zajmują miasto. Grabieżcy pospiesznie wycofali się z Sefforis. Józef przypisywał sobie jako wielką zasługę ocalenia miasta od całkowitego zniszczenia26. To przykre i niebezpieczne zdarzenie jeszcze bardziej zmotywowało Sefforejczyków
do ubiegania się o ochronę ze strony Caestiusa Gallusa. Ostatecznie namiestnik przysłał do
Sefforis oddział jazdy i piechoty. Józef zaś, rozłożywszy się obozem we wsi Garis, w odległości niecałe cztery kilometry od Sefforis, przygotował atak na miasto27. Nocny szturm co
prawda zakończył się niepowadzeniem, ale Żydom udało się zabić dwunastu Rzymian i kilku Sefforejczyków28. Wojna wchodzi teraz w niemal decydująca fazę. W Palestynie wiosną
67 roku rozpoczął operację Wespazjan, skierowany tu przez Nerona wobec trudności władz
prowincjonalnych w pacyfikacji żydowskiego powstania29. Wódz rzymski przyjął w Ptolemais delegację Sefforejczyków. Wiedząc o ich prorzymskim nastawieniu, przydzielił miastu
do obrony żołnierzy w liczbie tysiąca jeźdźców i sześciu tysięcy pieszych, a na ich czele
postawił trybuna Placidusa30. Rzymianie działali dość swobodnie w okolicach Sefforis, dotkliwie je niszcząc. Józef Flawiusz ponownie próbował zająć miasto, aby wyeliminować
ośrodek dający się we znaki żydowskim powstańcom. Podobnie jak poprzednia próba zdobycia Sefforis, ta również się nie powiodła. Zaogniła natomiast sytuację w regionie, gdyż
Rzymianie jeszcze bardziej grabili okolicę i mordowali mieszkańców, potencjalnych wrogów Rzymian31. Wprowadzenie rzymskiej załogi do Sefforis, zasadniczo zakończyło jego
udział w Pierwszej Wojnie Żydowskiej. Tak zabezpieczone przed wojskami żydowskich
rebeliantów, kontynuowało wybijanie monet, o których mowa była wyżej, a do tego posługiwało się nazwą podkreślającą wierność cesarzowi. W niedługim czasie nastąpiła zasadnicza zmiana na tronie cesarskim w Rzymie i w 69 roku nowym władcą został Wespazjan, tak
radośnie witany w Palestynie przez obywateli Sefforis.
B. J., II, 510 – 511.
Vita, 82 oraz 373.
26
Vita 373 – 380.
27
Być może chodzi tu o Kanę (Galilejską) lub jakąś okoliczną wieś napo łożoną na sąsiednich wzgórzach.
28
Liczba dwunastu nie jest identyczna we wszystkich edycjach Autobiografii. Taka liczba znajduje się w rękopisie
P – Codex Palatinus (Vaticanus) z IX lub X wieku (wersja greckojęzyczna), będący podstawą wielu współczesnych
przekładów dzieła.
29
B. J. III, 3 – 5.
30
B. J. III, 59; postać trybuna Placidusa nie jest rozpoznana.
31
B. J. III, 61- 62.
24
25
SEFFORIS – PERŁA GALILEI – W HISTORII I W TRADYCJI (DO PODBOJU ARABSKIEGO)
27
3.Sefforis w II i III wieku
W sierpniu 70 roku Żydzi przeżyli głęboki wstrząs. W gruzach legła Świątynia w Jerozolimie. Mimo dalszego oporu zelotów na Masadzie, wojna przeciwko Rzymianom skończyła
się klęską. Jerozolima stała się siedzibą rzymskiego garnizonu, niedostępna dla Żydów.
IVDEA CAPTA lub IVDAEA CAPTA głosiły legendy na monetach Flawiuszów, a panele
reliefowe Łuku Tytusa przedstawiają jego triumf w Rzymie32. Pośród łupów zdobytych w Palestynie, na pierwszym planie widać siedmioramienny świecznik, symbol zrujnowanej
Świątyni i pokonanych Żydów.
W II wieku Żydzi ponownie walczą z Rzymianami. W latach 132–135 na terenie Judei
ma miejsce powstanie antyrzymskie pod wodzą Bar Kochby, zwane Drugą Wojną Żydowską. Niestety nie dysponujemy tak dokładną relacją o jej przebiegu, jak w przypadku Pierwszej. W rezultacie Drugiej Wojny Jerozolima została zrównana z ziemią, a na jej miejscu
Hadrian założył nowe miasto: Colonia Aelia Capitolina. W tradycji żydowskiej ten cesarz
utopił drugie powstanie żydowskie w morzu krwi.
Na krótko przed wybuchem Drugiej Wojny Żydowskiej Sefforis ponownie zmienił nazwę. Prawdopodobnie Hadrian nadał mu miano Diocaesarea – w redakcji greckiej
Διοκαισάρια. Notuje ją w Onomastikonie Euzebiusz z Cezarei, ale chyba myli ją z miastem
Διοσπόλις, czyli Lod (Lidda) w Judei33. W nowej nazwie miasta uczczono zarówno Dzeusa
(Διο-) jak i osobę cesarza. Wydaje się, że ta nazwa nie była używana w środowisku żydowskim i bardziej upowszechniła się dopiero w późnym antyku. Na monetach wybijanych
w Sefforis w czasach Hadriana przedstawiano czterokolumnowy portyk świątyni oraz Triadę Kapitolińską (Jowisza, Minerwę i Junonę), co ilustrowało nową nazwę miasta34. Na monetach po raz pierwszy nazwa Διοκαισάρια pojawiła się kilka lat później, w czasach Antonina Piusa (138 – 161). Używano obok już dawniej stosowanych na monetach Sefforis
określeń (h)Ieros, Asyloum, czy Autonomous: ΔΙΟΚΑI IEP AΣΥ ΑΥΤΟ; AI ANTΩNIN Σ
DIOK AΣYAYTO35. Podobne legendy znajdują się na monetach wybijanych w Sefforis
w czasach Antonina Karakalli (211–217): ΔΙΟΚΑΙΦΑΣ ΙΕΡΑΣ ΑΣΥΛΟΥ ΑΥΤΟΝΟΜΟΥ
ΠΙΣΤΟΣ ΦΙΛΟΣ ΣΥΜΜΑΧΟΣ ΡΩΜΑΙΩΝ36. Stosowany jest również skrót: ΣΚΔΡΩ, który odpowiada łacińskiemu SPQR.
Druga połowa II wieku i cały III stanowiły dla Sefforis pod wieloma względami czas
wielkiego rozwoju. Z punktu widzenia urbanistyki rozbudowało się miasto według typowego planu rzymskiego, z dwiema przecinającymi się do kątem prostym ulicami: Cardo Maximus (pn. – pd.) i Decumanus (zach.- wsch.). Podobnie jak w innych miastach palestyńskich
tego okresu są to szerokie wybrukowane ulice, flankowane portykami37. Wzniesiony został
teatr, świątynia, dwie publiczne termy i wiele innych gmachów użyteczności publicznej.
R. Deutsch, Roman Coins Boats “Judaea Capta”, “Biblical Archaeology Review” 36:01, Jan/Feb 2010.
Onom. 17, 14.
34
M. Chancey, Greco-Roman Culture and Galilee of Jesus, Cambridge University Press 2005, s. 189.
35
Ibidem, s. 190.
36
C. M. McCray, Jewish Friends and Allies of Rome, “American Numismatic Society Museum Notes” 25 (1980),
s. 53–57.
37
Na ten temat obszernie: C. Thomas McColloughy & Douglas R. Edwards, Transformation Space: The Roman
Road at Sepphoris w: Archaeology and the Galilee, ed. D. R. Edwards et al., Atlanta 1997, s. 135 – 142.
32
33
PRZEMYSŁAW NOWOGÓRSKI
28
Miasto otrzymało nowy akwedukt38. Przez ostatnie siedemnaście lat swego życia mieszkał
tu i działał Jehuda I ha-Nasi (ok. 135–219). To ogromnie ważna postać w historii Żydów
i judaizmu. Powszechnie uważany za kompilatora Miszny, odnowiciel tak zwanego patriarchatu żydowskiego, czyli urzędu nasiego39. Swoją publiczną działalność rozpoczął i rozwijał przez kilka lat w Bejt Sze’arim. Stał tam na czele lokalnego Małego Sanhedrynu, który
przeniósł później do Sefforis40. W Bejt Sze’arim powołał też wspomniany urząd zwany ha-nasi (książę), czyli patriarchy, przywódcy Żydów41. Jednak zasadnicza część działalności
Jehudy I przypada na okres zamieszkania i urzędowania w Sefforis. Za zgodą władz rzymskich powołał tu świętą radę (ιεράς βουλής), instytucję będącą niejako substytutem Wielkiego Sanhedrynu jerozolimskiego. Mimo to patriarcha pochowany został, zgodnie ze swoją
wolą w Bejt Sze’arim, na ziemi podarowanej mu przez cesarza Antonina42. W tradycji żydowskiej zachował się przekaz o przyjaźni Jehudy I z cesarzem rzymskim o imieniu Antoninus43. Przyjaźń ta miała swoje początki w dzieciństwie obu chłopców. Trudno zidentyfikować jednoznacznie, o którego cesarza tu chodzi. Generalnie identyfikuje się go z Markiem
Aureliuszem, ale proponowano również Antonina Piusa, czy nawet Antonina Karakallę44.
Dzięki autorytetowi Jehudy I, Sefforis stało się na kilka wieków ważnym ośrodkiem judaizmu. Działało tu wielu uczonych talmudycznych, a jednocześnie funkcjonowało ponoć aż
dziewiętnaście synagog45. W tym czasie, a zwłaszcza w III wieku z Sefforis rywalizowała
o dominującą pozycję Tiberias.
W odniesieniu do II wieku ważnym zagadnieniem jest obecność w Sefforis minim. Wyrażenie to – ‫( מין‬sing.) – ‫( מינים‬pl.) jest pokrewne greckiemu terminowi αίρεσις46. W Talmudzie
odnoszone jest do heretyków, przede wszystkim Żydów, którzy dokonali konwersji na
chrześcijaństwo. Można jednak stwierdzić, że miało ono dość szerokie znaczenie47. Zagrożenie wszelkimi heterodoksyjnymi nurtami teologicznymi miało zlikwidować tak zwane
prawo o minim, czyli przepisy zakazujące wszelkich kontaktów z heretykami. Zakazywano
kupowania czy pożyczania od nich jakichkolwiek rzeczy, uczenia ich dzieci, a nawet korzystania z ich pomocy medycznej48. Tradycja talmudyczna przekazała opowieść o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Sefforis w kontekście aresztowania za herezję i przesłuchiwa Z. Weiss, Sepphoris w: “New Encyclopedia of Archaeological Excavations in the Holy Land”, 5 Supplementary
Volume, Jerusalem – Washington 2008, s. 2029 – 2035; na temat akweduktów zob. T. Tsuk, Akwedukty Sefforis
(‫ )אמות מים בצפרי‬rozprawa doktorska w języku hebrajskim ze streszczeniem po angielsku (The Aqueducts in Sephoris), Uniwersytet w Tel Avivie, 1985.
39
Urząd nasiego istniał do początku V wieku, kiedy to władze rzymskie zakazały jego działalności.
40
Mały Sanhedryn to sąd orzekający w sprawach kryminalnych i cywilnych, przejaw pewnej autonomii Żydów
w Palestynie pod panowaniem rzymskim.
41
M. Avi-Yonah, Geschichte der Judentum im Zeit des Talmud, Berlin 1962, s. 110–112.
42
W XVIII i XIX wieku niektórzy podróżnicy doszukiwali się grobu Jehudy I w którymś z mauzoleów w okolicach Sefforis.
43
Źródła przekazujące tę tradycję zebrał i porównał S. Krauss, zob. S. Krauss, Antoninus und Rabbi, Wien 1910.
44
Avi-Yonah, op. cit., s. 38–41.
45
Kompleksowe stadium na ten temat: S. Miller, On the Number of Synagogues in the Cities of Eretz Israel,
“Journal of Jewish Studies” 40 (1998), s. 51–66.
46
Tym greckim terminem posłużył się Józef Flawiusz określając „szkoły filozoficzne” judaizmu, B. J., II, 119.
47
J. Schwartz and P. J. Tomson, When Rabbi Eliezer was Arrested for Hersy, “Jewish Studies, an Internet Journal”
10(2012), 162–168 (Who’s Who in Early Heresy).
48
t. Hull., 2, 19–24.
38
SEFFORIS – PERŁA GALILEI – W HISTORII I W TRADYCJI (DO PODBOJU ARABSKIEGO)
29
nia rabbiego Eliezara ben Hirkanosa. W procesie jako świadek występował rabbi Akiwa (ok.
40–135), który relacjonował spotkania z minim, które miały miejsce na ulicach w Sefforis.
Byli to Żydzi uznający nauki Jezusa ben Pantiri – ‫( ישוע בנפנטירי‬tożsamego z Jezusem z Nazaretu)49. Źródła rabiniczne zachowały trzy wersje tej opowieści50. W Tosefta Hullin (2, 24)
rabbi Akiwa mówi o spotkaniu na ulicy w Sefforis Jakuba z Kefar Sachnin, miasta w Dolnej
Galilei, który opowiedział mu o przypadku rabbiego Eliezara ben Dama. Ukąszony przez
węża Eliezar został uzdrowiony przez Jakuba z Kefar Sama w imię Jezusa syna Pantery.
Cudownie uzdrowiony rabbi miał dać dowód prawdziwości tego zdarzenia, ale nie zdążył,
bo nagle zmarł. Rabbi Akiwa odnosi śmierć Eliezera do wersetu z Księgi Koheleta 10, 8,
jako konsekwencję kontaktu z minim. Kto kopie dół, ten może do niego wpaść, a ten, co
niszczy mur, może być ukąszony przez węża. Akiwa widział w odstępcach od judaizmu, czyli właśnie w minim, tych rujnujących mur (w domyśle Tory) i ponoszących zasłużoną karę.
W traktacie Awoda Zara 16b – 17a (w Talmudzie Babilońskim) rabbi Akiwa spotyka na
rynku w Sefforis Jakuba z Kefar Sachnin, który zaczepia go interpretacją cytatu z Księgi
Powtórzonego Prawa, 23, 19 w kontekście nauki Jezusa syna Pantery. I choć Akiwa nie daje
się sprowokować do dyskusji, ten kontynuuje swój wywód. Podobnie jest w midraszu Kohelet Rabba 1:8(3). Tu również na ulicy w Sefforis Jakub próbuje wciągnąć Akiwę do dyskusji nad wersetem 19 Księgi Powtórzonego Prawa. Rabbi nie dał się sprowokować i zdecydowanie unikał kontaktów z minim, podkreślając zwodniczy charakter ich nauczania.
Włączenie osoby rabbiego Akiwy, jednego z najwybitniejszych uczonych i mistyków judaizmu, w zwalczanie minim, świadczy o problemie, jaki dla ortodoksji stanowili oni swoja
działalnością. Umieszczenie przedstawionych wyżej wydarzeń w Sefforis, które kilkadziesiąt lat później stało się centrum judaizmu talmudycznego, niewątpliwie może potwierdzić
obecność minim w tym mieście w drugiej połowie II i w III wieku51.
4.Pozycja Sefforis w okresie bizantyńskim
W 570 roku podróż po Palestynie odbył nieznany z imienia pielgrzym z Piacenzy. W swoim itinerarium określił Galileę jako provincia similis paradisio. Odwiedził również Sefforis,
które nazywał Diocaesarea, w którym mieszkali niegdyś Joachim i Anna, rodzice Matki
Bożej oraz prawdopodobne miejsce Jej urodzenia. Anonim widział dzban na wodę lub oliwę
oraz kosz na chleby należące do Matki Jezusa, a nawet krzesło, na którym siedział Maria,
gdy zjawił się przed Nią Archanioł Gabriel52. Tym samym po raz pierwszy mamy do czynienia z zapisanym potwierdzeniem wczesnochrześcijańskiej ustnej tradycji o Sefforis jako
rodzinnym mieście Matki Bożej. Zastanawiające może być łączenie go ze Zwiastowaniem,
które zdecydowanie starsza tradycja umieściła w Nazarecie. Może to świadczyć o będących
w obiegu kilku tradycjach. Notabene krzyżowcy kontynuowali tradycję o domu świętej
Anny w Sefforis i w XII wieku wznieśli na domniemanym miejscu tego domu trójnawową
bazylikę. Ta wczesnochrześcijańska tradycja o Matce Bożej i Sefforis może być pomocna
Por. P. Schäfer, Jesus in the Talmud, Princenton&Oxford 2007, s. 41–43.
Zestawił je i porównał J. Neuser, Eliezer ben Hyrcanus: The Tradition and the Man, Leiden 1973, vol. I–II.
51
Rabbi Akiwa poniósł śmierć męczeńską w czasie represji po stłumieniu przez Hadriana drugiego powstania
żydowskiego; w dniu jego śmierci urodził się Jehuda ha-Nasi
52
P. Gyer, Itinera Hierosolymitana saeculi III – VIII, Vindobonae 1898, s. 160.
49
50
PRZEMYSŁAW NOWOGÓRSKI
30
w odpowiedzi na pytanie, czy Jezus znał to miasto i czy w nim bywał, skoro milczy o tym
Nowy Testament? Teoretycznie odpowiedź staje się prosta: rodzinne powiązania sprzyjały
Jego obecności w Sefforis. Również z innego punktu wiedzenia należy przypuszczać, że
Jezus niejednokrotnie bywała w galilejskiej stolicy. Leżała ona w niewielkiej odległości (ok.
8 km) od Nazaretu. Przy zawodzie wykonywanym przez Józefa, opiekuna Jezusa (brak hebrajskiego określenia stolarz, ale w użyciu był aramejski termin naggar, czyli budowniczy
domu, rzemieślnik ogólnie pracujący w drewnie), Sefforis stanowiło atrakcyjny rynek zdobywania zamówień. Jezus niewątpliwie często mu towarzyszył53.
W VI wieku Sefforis było siedzibą biskupstwa, podległego arcybiskupowi w Skithopolis.
W 1931 roku Leroy Waterman odsłonił pozostałości trójnawowej budowli, którą zidentyfikował jako bazylika chrześcijańska, z przylegającym do niej od strony południowej baptysterium, zgodnie z zasadą obowiązującą w kościołach palestyńskich. Przy okazji synodu
w Jerozolimie w 518 roku na liście biskupów podległych patriarsze jerozolimskiemu, wymienia się Markellina, biskupa Diocaesarei54. Jego imię umieszczone jest również w inskrypcji odkrytej w Sefforis w 1959 roku, mającej zapewne związek ze wspomnianą wyżej
bazyliką. W inskrypcji tej zapisano, że za czasów Flawiusza Teodora, syna Jerzego, syna
Prokopiosa dokonano odnowienia wnętrza bazyliki, wykonano wspaniałe kolumny oddzielające nawy i wymieniono okładziny w absydzie. Wszystko to zaś miało miejsce pod opieką
Markellina, czcigodnego Patriarchy55. W aktach z 536 roku wymieniony jest inny biskup
Diocaesarei – Kiriakos. To jedyni z imienia znani biskupi Sefforis.
Ważnym elementem miejsca Sefforis w historii okresu bizantyńskiego było powstanie żydowskie przeciw Rzymianom w latach 351–352, tak zwana. wojna przeciw Gallusowi. Znalazło ono oddźwięk nawet w dziełach Sokratesa Scholastyka i Sozomena56. Klaudiusz Gallus
(325–354) był synem przyrodniego brata Konstantyna Wielkiego, Juliusza Konstancjusza,
a od 351 roku również zięciem cesarza. W wyniku różnych komplikacji w łonie dynastii
konstantyńskiej, Klaudiusz Gallus został w 351 roku cezarem na Wschodzie Konstancjusza
II, z zadaniem obrony tych prowincji przed Persami57. Siedzibę swoja ustanowił w Antiochii
i tu wydał kilka antyżydowskich rozporządzeń. To zaś, musiało wywołać kryzys. Powstanie
wybuchło właśnie w Sefforis, które kilka wieków wcześniej nie chciało walczyć przeciw
Rzymianom. Sygnałem do wybuchy był nocny atak na koszary w czerwcu 351 roku i rozbicie
garnizonu rzymskiego w Sefforis. Na czele powstańców stali mieszkańcy miasta – Izaak
i Patricius (zwany Natrona). Dość łatwo buntownicy przejęli władzę nad miastem i obwołali
Patriciusa królem i mesjaszem. Szybko rebelia objęła również Tiberias i Diospolis (w Judei)58.
W tej sytuacji Gallus wysłał do Palestyny Ursicinusa, tytułowanego w źródłach jako magister
equitum, z zadaniem spacyfikowania buntu. Być może jeszcze w 351 lub wiosną 352 roku
Por. R. Batley, Jesus and the Forgotten City: New Light on Sepphoris and the Urban World of Jesus, Grand
Rapids 1991; E. M. Meyers, E. Netzer, C. L. Meyers, Sepphoris: Ornament of all Galilee, “Biblical Archaeologist
49 (1986), s. 4 – 19.
54
Bagatti, Antichi villaggi Cristiani di Galilea, Gerusalemme, 1971, s. 113.
55
M. Avi-Yonah, The Inscription from Sepphoris, „Israel Exploration Journal” 1961, s. 184–187; oczywiście Markellinos nie był “patriarchą”, a wyrażenie to pojawia się w inskrypcji raczej honorowo. Mimo to, niekiedy przypisuje się biskupom Sefforis pozycję arcybiskupa galilejskiego.
56
Sokrates, Hist. ecc., 2, 33; Sozomen, Hist. ecc., 4,7.
57
R. Blockley, Constantinus Gallus and Julian as Caesars of Constantius II, Latomus 31 (1972), s. 433 - 468
58
Avi-Yonah, Geschichte der Juden…, op.cit., s. 181–183.
53
SEFFORIS – PERŁA GALILEI – W HISTORII I W TRADYCJI (DO PODBOJU ARABSKIEGO)
31
powstanie zostało stłumione, a buntownicze miasta zdobyte. Najbardziej miała ucierpieć
Diocaesarea (Sefforis), która został mocno zniszczona. Co ciekawe brak jej zaznaczenia na
mapie Tabula Peutingeriana (powstałej po 328 roku)59. Zniszczeń z czasów wojny przeciw
Gallusowi mogło jeszcze dopełnić trzęsienie ziemi, które nawiedziło Dolną Galileę w 363
roku.
W 614 roku, kiedy wojska perskie pod wodzą Chosroesa II najechały rzymski Bliski
Wschód, Żydzi ponownie zbuntowali się przeciw cesarzowi i przeszli na stronę Persów. Na
czele żydowskich powstańców stanął Galilejczyk, Beniamin z Tiberias. Sefforis, podobnie
jak inne miasta Galilei, otworzyło swoje bramy wojskom Chosroesa. Mimo dominującej
w siódmym wieku antyżydowskiej interpretacji tych wydarzeń, można uznać wiarygodność
przekazów o properskiej postawie Żydów60. Piętnaście lat później cesarz Herakliusz reaktywował rzymskie panowanie w Palestynie. Jednak nie na długo. Nie minęła dekada, gdy
Galilea i inne regiony Bliskiego Wschodu na zawsze odpadły od Rzymu i stały się integralną częścią rodzącego się imperium arabskiego. Arabski historyk z IX wieku (choć Pers z urodzenia) al-Baladhuri, określił działania wojsk Umara I na Bliskim Wschodzie jako łatwy
podbój. Galilea pod władzę muzułmanów dostała się po bitwie nad Jarmukiem w 636 roku.
Wiele miast regionu sporo ucierpiało w wyniku nowego najazdu, zwłaszcza Tiberias. Trudno jednoznacznie określić, jaka była wówczas sytuacja Sefforis. Poważne zniszczenia nastąpiły w końcu lata trzydziestych VII wieku. Być może przyczyniło się do tego trzęsienie
ziemi. Wydaje się, że nie spowodowało ono całkowitego zniknięcia miasta z historii. We
wczesnym okresie panowania arabskiego Sefforis stanowiło centrum okręgu w ramach prowincji Dżund al-Urdunn (Prowincja Jordanu). Taki wniosek można wysnuć z Mu‛dżam al-Buldan (Słownik krajów) dzieła arabskiego geografa Jakuta ibn Abdallah al-Hamawiego
(1179–1229)61. Na terenie Sefforis oraz w okolicy znajdowane są liczne monety z okresu
wczesnoumajjadzkiego62. Dokumenty z genizy synagogi kairskiej świadczą, że niewielka
gmina żydowska w Sefforis nadal funkcjonowała. Burzliwe i dynamiczne dzieje Galilei
w kolejnych wiekach nie ominęły również Sefforis.
Choć ilość materiału historycznego odnoszącego się do dziejów Sefforis nie jest zbyt
imponująca, to da się wskazać istotną pozycję tego miasta w historii Galilei i Żydów. Jej
wartość wzbogaca przekaz tradycji talmudycznej i wczesnochrześcijańskiej. Zarówno przy
badaniu historii tego miasta, jak i jego miejsca w dziejach, często pojawią się określenia
wskazujące wręcz na proces poszlakowy. Brak w odniesieniu do Sefforis takich dzieł, jakie
pozostawili dla innych regionów śródziemnomorskich Pauzaniasz czy Chryzostom Dion.
Tym bardziej badania nad perłą Galilei są wciąż aktualne.
Nieobecność na tej mapie właściwie niczego nie przesądza, skoro uwzględniono na niej Pompeje!
Szerzej na ten temat: A. Cameron, Blaming the Jews: The seventh-century invasions of Palestine in context,
“Travaux et Mèmoires” 14, 2003.
61
Mu‛jam al-Buldan: Yacut’s Geographisches Wörterbuch (5 vols), Leipzig 1866–1873, vol 3, 402.
62
Zob. S. Ward, Sepphpris in the Arab Period w: “Spphoris in Galilee…, op. cit., s. 91–99.
59
60
PRZEMYSŁAW NOWOGÓRSKI
32
Sepphoris – the pearl of Galilee – in history and
tradition (to the Arab conquest)
Summary
Sepphoris is, after Tiberias, the greatest city of ancient Galilee, and was for several years
the capital. Its splendor reached its highest at the turn of the 1st century B.C and 1st century
A.D. and in the 2nd and 3rd centuries A. D. Still, the city does not appear in the New Testament, though many other cities of Galilee are mentioned. This paper is a synthetic approach
to the history and tradition of ancient and early medieval Sepphoris. It is not a typical reconstruction of the history of the city. The place of Sepphoris in the history of Galilee and the
Jewish and Early Christian tradition was important, although there are few historical sources
confirming this fact.
A – Asochis; B – Betsaida Julias; C – Carsarea Maritima; CP – Carsarea Philippi;
J – Jotapata; K – Kafarnaum; KG – Kana Galilejska; N – Nazaret; P – Ptolemais;
S – Skithopolis; T – Tyr
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Łukasz Ćwikła
Łódź
Udział Łęczycan i Sieradzan
w konflikcie Władysława Łokietka
z Zakonem Krzyżackim
Zabór Pomorza Gdańskiego przez Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny w latach
1308/1309 niewątpliwie ujawnił ekspansyjne zamiary Krzyżaków wobec ziem polskich.
Genezy tego wydarzenia należy szukać w okresie rządów króla polskiego Wacława II. Otóż
monarcha zawarł z Brandenburczykami umowę, na mocy której miał oddać Pomorze Gdańskie w zamian za Nową Marchię. Układ ten nie wszedł jednak w życie z powodu śmierci
polskiego władcy. Mimo to w 1308 r. Brandenburgia postanowiła wykorzystać słabość państwa Władysława Łokietka i zajęła Pomorze Gdańskie. Łokietek zwrócił się o pomoc do
Krzyżaków, którzy wypędzili najeźdźców. Zażądali jednak wysokiej zapłaty, która w sposób
znaczący przewyższała wartość terytorium. Wobec odmowy zapłaty przez Władysława zagarnęli oni całe Pomorze Gdańskie w 1309, a załogę Gdańska wymordowali. Polska, rozbita na dzielnice, nie była w stanie przeciwstawić się agresji, co spowodowało w konsekwencji utratę tego terytorium1. Nie może zatem dziwić fakt, że strona polska chciała nade
wszystko odzyskać utracone terytorium. W związku z tym w czerwcu 1318 r. odbył się
ogólnopolski wiec w Sulejowie, na którym miano uzgodnić treść skargi na Zakon w kwestii
zagarnięcia Pomorza. W tym ogólnopolskim przedsięwzięciu wzięli udział urzędnicy łęczyccy oraz sieradzcy. Obecni byli, Paweł Ogon2 (w tym czasie pełniący urząd kasztelana
łęczyckiego), Chwał z Żychlina3, podkomorzy łęczycki oraz Wacław Zaremba4, kasztelan
sieradzki. Ponadto swoją obecnością zaszczycili także: wojewoda łęczycki Borzywój5, wo-
1
Szerzej na ten temat pisze K. Jasiński, Zajęcie Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków w latach 1308-1309,
„Zapiski Historyczne”, t. XXXI, z. 3, 1966.
2
Paweł Ogon w latach 1315-1318 pełnił urząd starosty łęczyckiego, następnie w latach 1318--1335 był kasztelanem łęczyckim, natomiast wojewodą łęczyckim był w latach 1337-1339 (Urzędnicy łęczyccy, sieradzcy i wieluńscy
XIII-XV wieku. Spisy, oprac. J. Bieniak, A. Szymczakowa, red. A. Gąsiorowski, Wrocław 1985, s. 85, nr 386, s. 45,
nr 77, s. 81, nr 362).
3
Chwał, Chwałek z Żychlina był podkomorzym łęczyckim od 18 VI 1318 r. Od 7 II 1326 r. do 17 II 1339 r.
sprawował urząd sędziego łęczyckiego. Od 27 I 1340 r. do 24 VI 1348 r. sprawował urząd wojewody łęczyckiego
(Urzędnicy łęczyccy…,s. 59, nr 202; s. 72, nr 297; s. 81, nr 363).
4
Wacław Zaremba był starostą sieradzkim od 19 VIII 1314 r. do 29 XII 1315 r. Następnie od 18 VI 1318 r. do 28
IV 1325 r. sprawował urząd kasztelana sieradzkiego (Urzędnicy łęczyccy…, s. 136, nr 345; s. 105, nr 80).
5
Borzywój z Brzezin sprawował urząd wojewody łęczyckiego od 18 VI 1318 r. do 24 IV 1333 r. (Urzędnicy
łęczyccy…, s. 81, nr 360).
ŁUKASZ ĆWIKŁA
34
jewoda sieradzki Klemens6, a także Jan7, miecznik łęczycki8. Skargę na Zakon wniósł
w Awinionie biskup kujawski Gerward. Papież Jan XXII zajął pozytywne stanowisko wobec
sprawy polskiej, gdyż wyznaczył sędziów, którzy mieli rozstrzygnąć sporną kwestię. Byli
to: arcybiskup gnieźnieński Janisław, biskup poznański Domarat oraz opat klasztoru w Mogilnie Mikołaj9. W bulli z 11 września 1319 r. papież nakazał sędziom dokładnie zbadać
skargę Władysława Łokietka, a także w razie pozytywnego rozpatrzenia skargi, zmusić Zakon do zwrotu Pomorza oraz pobranych z niej dochodów10. Władysław Łokietek oskarżył
mistrza oraz braci Zakonu Krzyżackiego o bezprawne zagarnięcie Pomorza Gdańskiego,
domagając się jednocześnie zwrotu dochodów z niej pobranych w wysokości 30 000 grzywien polskich oraz zwrotu kosztów procesowych. W celu rzetelnego przeprowadzenia sprawy sąd zdecydował się przesłuchać świadków wydarzeń z lat 1308-1309. Dnia 30 maja
1320 r. w Brześciu Kujawskim dokonano pierwszego zapisu zeznań. Przesłuchano 25 osób,
wśród których znaleźli się między innymi biskup kujawski Gerward, biskup płocki Florian,
książęta kujawscy Leszek i Przemysł, a także Wacław płocki. Wśród zeznających znalazło
się również wielu świeckich oraz duchownych z ziemi sandomierskiej, Wielkopolski i Pomorza. Postępowanie dowodowe zostało zakończone 1 października. Dnia 22 stycznia 1321
r. miano ogłosić wyrok w obecności wielkiego mistrza, komtura krajowego pruskiego, a także komturów Gdańska, Świecia, Gniewa i Tczewa11. Na zjazd w wyznaczonym terminie
przybył wspominany już wyżej opat Mikołaj – jedyny z wyznaczonych sędziów. Arcybiskup
Janisław wyznaczył swego zastępcę w osobie dziekana gnieźnieńskiego Mikołaja, a biskup
poznański Domarat delegował w swoim imieniu archidiakona poznańskiego Jana. Z kolei
pełnomocnikami króla byli kanclerz sieradzki Zbigniew12 oraz kanonik rudzki Jan. Także
Zakon posiadał swego pełnomocnika w osobie Zygfryda z Papowa, reprezentującego mistrza krajowego. Na mocy wyroku Zakon musiał zwrócić Pomorze Gdańskie, zapłacić
30 000 grzywien za korzystanie z dochodów z ziemi pomorskiej oraz zwrócić koszty procesu w wysokości 150 grzywien praskich13.
Proces o Pomorze Gdańskie nie załagodził napięcia polsko-krzyżackiego, a wręcz przeciwnie, przyczynił się do dalszego nasilenia konfliktu. Zakon Szpitala Najświętszej Maryi
Panny ani myślał o uznaniu wyroku. Co więcej, od samego początku brano pod uwagę
możliwość zbrojnego starcia z Władysławem Łokietkiem. Tym należy zatem tłumaczyć sojusze, które Zakon począł zawiązywać jeszcze w trakcie trwania procesu. Zakon znalazł
6
Klemens z Irządz, Żyrowy był od 1 II 1305 r. do 25 IV 1316 r. kasztelanem sieradzkim, natomiast wojewodą
sieradzkim od 29 IX 1317 r. do 30 VIII 1330 r. (Urzędnicy łęczyccy…, s. 104, nr 79; s. 128, nr 278).
7
Jan, Janek był miecznikiem łęczyckim od 18 VI 1318 r., następnie cześnikiem łęczyckim od 5 II 1323 r. do 18 VII
1332 r. Od 15 VI 1335 r. był chorążym łęczyckim (Urzędnicy łęczyccy…, s. 53, nr 145; s. 42, nr 55; s. 38, nr 28).
8
A. Szymczakowa, Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy…, s. 131.
9
E. Długopolski, Władysław Łokietek na tle swoich czasów, wyd. 2, Kraków 2009, s. 231.
10
Ibidem.
11
S. Zajączkowski, Polska a Zakon Krzyżacki w ostatnich latach Władysława Łokietka, Lwów 1929, s. 24-25; J.
Bieniak, Geneza procesu polsko-krzyżackiego z lat 1320-1321 (inowrocławsko-brzeskiego), w: Balticum. Studia
z dziejów polityki, gospodarki i kultury XII–XVII wieku ofiarowane Marianowi Biskupowi w siedemdziesiątą
rocznice urodzin, red. Z. H. Nowak, Toruń 1992, s. 49-59; idem, Geneza procesu polsko-krzyżackiego z 1339 roku,
„Acta Universitatis Nicolai Copernici. Historia”, 24, 1990, s. 23-50.
12
Zbigniew ze Szczyrzyca sprawował urząd kanclerza sieradzkiego od 22 I 1321 r. do 28 V 1327 r. (Urzędnicy
łęczyccy…, s. 140, nr 374).
13
S. Zajączkowski, Polska a Zakon Krzyżacki…, s. 29; E. Długopolski, op. cit., s. 239.
UDZIAŁ ŁĘCZYCAN I SIERADZAN W KONFLIKCIE WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA...
35
sojuszników w osobach księcia szczecińskiego Warcisława IV oraz Konrada, biskupa kamieńskiego. Sojusznicy zobowiązali się do udzielenia wzajemnej pomocy w momencie,
gdyby którakolwiek ze stron została zaatakowana przez Polaków14. Nie zagłębiając się
w zbędne detale, należy również wspomnieć, że Zakon doprowadził 24 kwietnia 1321 r. do
sojuszu z księciem płockim Wacławem (Wańką)15. W obliczu takiej polityki zakonnej także
Władysław Łokietek nie czekał na dalszy niekorzystny rozwój wypadków i przystąpił do
realizowania aktywnej polityki zagranicznej. Horyzont polityczny króla skierował się wówczas na Węgry. Sojusz polsko-węgierski został przypieczętowany w 1320 r. małżeństwem
Karola Roberta z Elżbietą Łokietkówną. Kolejnym sojusznikiem polskiego króla okazała się
być Litwa. Podobnie jak sojusz z Węgrami, tak i zbliżenie z Litwą zaowocowało małżeństwem Łokietkowego syna Kazimierza z córką Giedymina Aldoną w 1325 r.16 Jeśli chodzi
o sojusze zawierane przez wrogie obozy – polski i krzyżacki, wypada w tym miejscu przedstawić opinię E. Długopolskiego: Krzyżacy rozwinęli po koronacji Łokietka pozornie większą niż on ruchliwość polityczną, lecz sojusze przez nich zawierane miały tylko krótkotrwałe
doraźne znaczenie. Tymczasem Łokietek budował przyszłość państwa na mocnych podstawach, a sojusze przez niego zawarte wytknęły zasadnicze linie polityki państwa polskiego na
daleką przyszłość17. Niewątpliwym sukcesem krzyżaków było zawarcie w 1326 r. sojuszu
z książętami mazowieckimi. Wydaje się, że to właśnie sojusz polsko-litewski popchnął Mazowsze w ramiona Zakonu18. Tymczasem Władysław Łokietek, przygotowując się do wyprawy brandenburskiej, postanowił doprowadzić do rozejmu z Zakonem, co nastąpiło ostatecznie 7 lutego 1326 r. w Łęczycy19. W czasie pertraktacji polskiemu monarsze
towarzyszyli urzędnicy ziem łęczyckiej i sieradzkiej. Obecni byli wspomniani już wcześniej
wojewodowie łęczycki Borzywój oraz sieradzki Klemens z Irządz. U boku Łokietka znajdowali się również wspomniany już wcześniej sędzia łęczycki Chwał młodszy oraz Marcin20,
podkomorzy łęczycki21. Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy występowali w czasie pertraktacji
jako gwaranci zobowiązania samego Łokietka w kwestii zjazdu z Zakonem Krzyżackim
wyznaczonym na dzień 27 kwietnia 1327 r., na którym to zjeździe miano dokonać wyboru
składu sędziowskiego w celu rozwiązania na drodze arbitrażu sporu o Pomorze22. Jeszcze
tego samego roku doszło do pierwszej potyczki polsko-krzyżackiej na ziemi kujawskiej,
która spowodowana była polskim najazdem na Mazowsze. Należy stwierdzić, że kampania
wojenna była krótka, gdyż obie strony zawarły rozejm we Włocławku na okres jednego
roku23. Pierwsze potyczki z Zakonem nie pozostały bez wpływu na wewnętrzną politykę
E. Długopolski, op. cit., s. 240; P. Strzyż, Płowce 1331, Warszawa 2009, s. 52.
P. Strzyż, op. cit., s. 53; E. Długopolski, op. cit., s. 265.
16
E. Długopolski, op. cit., s. 248, 262; J. Ochmański, Historia Litwy, wyd. 2, Wrocław 1982, s. 54.
17
E. Długopolski, op. cit., s. 248.
18
Zob. P. Strzyż, op. cit., s. 56-57.
19
E. Długopolski, op. cit., s. 270.
20
Marcin z Lubina pełnił urząd starosty łęczyckiego od 22 I 1315 r. współrządząc z bratem Pawłem Ogonem.
Następnie od 5 II 1323 r. do 27 II 1339 r. pełnił urząd podkomorzego łęczyckiego. (Urzędnicy łęczyccy…, s. 85,
nr 386; s. 60, nr 203).
21
A. Szymczakowa, Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy…, s. 131.
22
Ibidem.
23
P. Strzyż, op. cit., s. 103, 105; M. Biskup, Analiza bitwy pod Płowcami i jej dziejowego znaczenia, „Ziemia
Kujawska”, t. 1, Inowrocław 1963, s. 82.
14
15
ŁUKASZ ĆWIKŁA
36
Władysława Łokietka. Otóż król zdecydował się na usunięcie książąt dzielnicowych z ziem
kujawskiej i dobrzyńskiej, gdyż ziemie te ze względu na swoje położenie były narażone na
agresję krzyżacką. Na ziemi dobrzyńskiej panowali Władysław i Bolesław Siemowitowice.
Z kolei Kujawy znajdowały się w posiadaniu bratanków Łokietka – Kazimierza (Gniewków
i Słońsk), Przemysława (Wyszogród i Bydgoszcz, Inowrocław24) oraz Leszka. Książęta dobrzyńscy otrzymali ziemię łęczycką, natomiast książę Przemysław ziemię sieradzką. Według S. Zajączkowskiego do powyższych zmian doszło zapewne między 10 sierpnia a 1
października 1327 r.25
Do kolejnych działań zbrojnych między Polską a Zakonem Krzyżackim doszło w 1329 r.
Tym razem Krzyżacy wspólnie z Czechami26 – z którymi zawarli sojusz 12 marca 1329 r. –
najechali na ziemię dobrzyńską. Gród wraz z całym terytorium przygotowano do obrony
przed najeźdźcami, bowiem w celu odparcia nieprzyjaciół wysłano z odsieczą rycerstwo z ziem
łęczyckiej, kujawskiej, a także Wielkopolski27. Po ucieczce księcia Władysława obroną kierował wspominany już wcześniej Paweł Ogon, wówczas kasztelan łęczycki, który z rozkazu
króla został starostą grodu, kierując jego obroną. Ponadto wśród załogi grodu możemy wymienić sędziego łęczyckiego – także już wspominanego – Chwała, podsędka łęczyckiego
Michała28 oraz podczaszego łęczyckiego Urbana. Mimo to obrona załamała się, a Paweł
Ogon – oraz wszyscy, którzy mogli - uciekli z grodu29. Na lewym brzegu Wisły stał król
wraz z głównymi siłami, osłaniając w ten sposób Kujawy przed napaścią ze strony Zakonu.
Swoją obecność wśród głównych sił polskich zaznaczyli urzędnicy sieradzcy, zeznając tak
podczas procesu polsko-krzyżackiego z 1339 r. Należy wymienić w tym miejscu Andrzeja30,
wówczas sędziego sieradzkiego oraz Wacława31, chorążego sieradzkiego. Zarówno Andrzej,
jak i Wacław brali udział w zdobyciu statków krzyżackich, które wiozły zaopatrzenie wojenne dla idącej pod Płock armii32. Kiedy Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny zdobył
ziemię dobrzyńską kolejnym celem stały się Kujawy, na które uderzyli opanowując Raciąż
oraz Przedecz33. Krzyżakom nie powiodło się natomiast pod Włocławkiem, gdzie walczył
wspomniany już Andrzej, który pozostał na Kujawach mimo, że ten region opuściło już
wówczas wielu rycerzy34.
Leszek po 1318 r. przekazał Przemysławowi Inowrocław.
S. Zajączkowski, Polska a Zakon Krzyżacki…, s. 116-118.
26
Zob. szerzej na temat sojuszu Krzyżaków z Janem Luksemburskim (R. Heck, M. Orzechowski, Historia
Czechosłowacji, Wrocław 1969, s. 67).
27
P. Strzyż, op. cit., s. 110; M. Biskup, Analiza bitwy pod Płowcami…, s. 83.
28
Michał był podsędkiem łęczyckim od 1330 r. do 2 XI 1339 r., następnie od 27 I 1340 r. do 19 V 1350 r. pełnił
urząd cześnika łęczyckiego. (Urzędnicy łęczyccy…, s. 66, nr 248; s. 42, nr 57).
29
A. Szymczakowa, Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy…, s. 132.
30
Andrzej był stolnikiem sieradzkim od 1 V 1314 r. do 21 II 1318 r., następnie sprawował urząd sędziego sieradzkiego od 21 V 1327 r. do 30 VIII 1330 r., a kasztelanem rozpierskim był od 18 IX 1335 r. do 25 II 1339 r. (Urzędnicy
łęczyccy…, s. 126, nr 262; s.123, nr 240; s. 96, nr 12).
31
Wacław (z Lutomierska), przedtem komornik Władysława Łokietka na Pomorzu Gdańskim. Był chorążym
sieradzkim od 29 VI 1321 r. do 21 V 1327 r. Cześnikiem sieradzkim był od 10 VI 1336 r. do 20 II 1339 r., następnie
sprawował urząd kasztelana sieradzkiego od 8 VIII 1343 r. do 1 VII 1346 r. (Urzędnicy łęczyccy…, s. 99, nr 33; s.
102, nr 57; s. 105, nr 81).
32
A. Szymczakowa, Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy…, s. 132.
33
P. Strzyż, op. cit., s. 113-114.
34
A. Szymczakowa, Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy…, s. 132.
24
25
UDZIAŁ ŁĘCZYCAN I SIERADZAN W KONFLIKCIE WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA...
37
Władysław Łokietek podjął odwetową wyprawę w drugiej połowie 1330 r., wsparty przez
posiłki litewskie oraz węgierskie. Mimo to w maju 1330 r. Krzyżacy uprzedzili uderzenie
polskiego monarchy i wyruszyli w kierunku Kujaw. Nie wdając się w szczegółową analizę
działań zbrojnych trzeba wspomnieć o przebiegu działań zbrojnych w Brześciu Kujawskim,
gdyż to właśnie wśród tamtejszej załogi znajdujemy Łęczycan. Zbrojnym oddziałem – wysłanym z odsieczą z polecenia księcia dobrzyńskiego i łęczyckiego Władysława – dowodził
Paweł Ogon. Co ciekawe, Krzyżacy nie chcąc tracić cennego czasu na zdobywanie grodu,
wysłali do Pawła poselstwo z propozycją zawarcia rozejmu, ten jednak oświadczył, że nie
został upoważniony przez króla do podejmowania tego typu decyzji i w konsekwencji odmówił35.
Kolejne zbrojne starcia z Zakonem Krzyżackim przeniosły się na ziemie centralne Królestwa Polskiego. Dużą rolę odegrała Łęczyca, która stanowiła punkt zborny rycerstwa łęczyckiego, sieradzkiego, a nawet małopolskiego36. Krzyżacy podjęli w drugiej połowie lipca
1331 r. zbrojną wyprawę na ziemie polskie, która miała na celu przede wszystkim zaskoczenie i sterroryzowanie mieszkańców poszczególnych ziem oraz maksymalne zniszczenie kraju. Dlatego też agresorzy poruszali się bardzo szybko – bez piechoty i zbędnych taborów.
Wyprawą dowodzili wielki marszałek Dietrich von Altenburg oraz komtur krajowy chełmiński Otto von Luterberg. Oddziały krzyżackie wyruszyły 22 lipca 1331 r. z ziemi chełmińskiej, przechodząc na terytorium Kujaw i zajmując jednocześnie Bydgoszcz. Następnie
skierowały się na południe, oblegały Inowrocław, gdzie rycerstwo wielkopolskie je odparło.
Kolejnym etapem wyprawy krzyżackiej była południowa część Kujaw, a następnie wkroczenie na wschodnią część Wielkopolski37. Trzeba zaznaczyć, że od Inowrocławia śladem
krzyżackim podążał oddział, w którym znajdował się Paweł Ogon, dowodzący rycerstwem
ziemi łęczyckiej. Kasztelan łęczycki odegrał tu pozytywną rolę. Na całej trasie pochodu
krzyżackiego nękał oddziały nieprzyjaciela dowodzone przez wspomnianego już Dietricha
von Altenburg (którego zresztą znał osobiście) biorąc zarazem jeńców do niewoli38. Krzyżacy dotarli 27 lipca 1331 r. do Pyzdr nad Wartą, dokonując zniszczeń oraz rabunków, co odczuły mocno tamtejsze wsie i kościoły. To właśnie w Pyzdrach Krzyżacy mieli nadzieję, że
zaskoczą królewicza Kazimierza, ten jednak zdołał w porę opuścić miasto39. Pod Pyzdry,
które stały się miejscem koncentracji, poczęli przybywać rycerze z terenów Wielkopolski
oraz ziem łęczyckiej i sieradzkiej40.
Jeśli chodzi o poczynania wojsk krzyżackich w Pyzdrach (artykuł XXVI41), a także innych miejscowościach w Wielkopolsce, to możemy powołać się na zeznania świadków procesu warszawsko-uniejowskiego z 1339 r.
P. Strzyż, op. cit., s.116.
A. Szymczakowa, Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy…, s. 132.
37
M. Biskup, Wojny Polski z Zakonem…, s. 23; idem, Analiza bitwy pod Płowcami…, s. 85.
38
A. Szymczakowa, Urzędnicy łęczyccy i sieradzcy…, s. 132-133.
39
M. Biskup, Wojny Polski z Zakonem…, s. 23.
40
P. Strzyż, op. cit., s. 133.
41
Lites ac res gestae inter Polonos Ordinemque Cruciferorum, t. I, wyd. I. Zakrzewski, Poznań 1890., t. 1, s. 97:
„Item probare intendit, quod idem magister et fratres cum eodem exercitu et continuato tempore agressi opidum et
castrum regni Polonie in Pysdr munitum, et (sic) ipsa cum monasterio fratrum Minorum et ecclesia sancte Crucis
prope opidum eodem modo igne concremaverunt et spoliaverunt cum omnibus villis territorii et districtus ipsius, et
quod hoc est notorium”.
35
36
ŁUKASZ ĆWIKŁA
38
Michał, podsędek łęczycki, widział Pyzdry spalone i opustoszałe wraz z tamtejszymi kościołami, co uczynili Krzyżacy wraz z wojskiem42.
Przecław43, łowczy łęczycki zeznał, że mistrz, poplecznicy i bracia krzyżaccy z Prus
wkroczyli wraz z potężnym wojskiem, oddziałami oraz nieprzyjaciółmi Królestwa Polskiego i spalili oraz złupili grody, osady, miasta, wsie oraz kościoły, wymordowali ludzi, a mężatki oraz dziewczęta pohańbili44.
Urban, podczaszy łęczycki, widział płomień i dym w Pyzdrach, gdy były spalone przez
Krzyżaków, ponieważ w czasie oddalania się wzniecili ogień45.
Stefan46, wojewoda sieradzki, zeznawał, że mistrz, poplecznicy i bracia Zakonu Krzyżackiego z Prus wraz ze swoim wojskiem i oddziałami najechali i wkroczyli do Królestwa
Polskiego i spalili oraz złupili wiele grodów, miast, wsi, osad, kościołów, a mężatki i dziewczęta pohańbili, zabili wielu ludzi, a całą ziemię spustoszyli. Zapytany, skąd to wiedział,
odpowiedział, że to, co stwierdził wyżej jest prawdą, ponieważ widział ich wraz z wojskiem
i bierze to na siebie. Jakkolwiek nie poznał ich, ponieważ byli w hełmach i – jak stwierdził
– nie byli możliwi do rozpoznania. Zapytany, gdzie ich widział, odpowiedział, że w okolicy
Gniezna oraz Pyzdr47.
Wacław, cześnik sieradzki, zeznał w sprawie Pyzdr, że widział Krzyżaków i był obecny,
gdy oni wraz z wojskiem spalili gród, osadę i kościół w Uniejowie i Pyzdrach48.
Świadectwa urzędników łęczyckich i sieradzkich stanowią dla historyka cenne źródło
informacji na temat poczynań krzyżackich w Pyzdrach. W tej sprawie zabrało głos 5 urzędników, których relacje są ze sobą zgodne, zatem informacje przez nich podane są jak najbardziej wiarygodne i nie ma podstaw przypuszczać, aby były fałszywe.
Pod Pyzdrami doszło do potyczki zbrojnej między Zakonem a oddziałem rycerstwa polskiego, które podążało szlakiem krzyżackim od Inowrocławia, o czym już wyżej wspomniano. Siły Polaków zostały wzmocnione przez wojewodę poznańskiego Wincentego z Szamotuł. Mimo to nie można zaliczyć tego starcia do udanych, ponieważ siły polskie
w Wielkopolsce zostały pokonane, a pozostali – widząc klęskę – rozproszyli się. Mimo to
Lites…, t. 1, s. 190: “vidit ea cremata et desolata et ecclesias ibidem per dictos Cruciferi et exercitum eorum”.
Przecław był skarbnikiem łęczyckim od 18 VIII 1332 do 1335 r., natomiast łowczym łęczyckim był od 16 II
1339 do 3 II 1344 r. (Urzędnicy łęczyccy…, s. nr 315; s. 51, nr 121).
44
Lites…, t. 1, s. 229: „magister, commendatores et fratres Cruciferi de Prussia cum eorum valido exercitu et
erectis vexillis et hostiliter regnum Polonie intraverunt et in eo castra, loca, opida, villas et ecclesias quam plurimus
combuxerunt, cremaverunt et spoliarunt, et homines infinitos interfecerunt et mulieres et virgines violarunt”.
45
Ibidem, s. 200: „vidit ignem et fumum in dicto loco Pisdr, quando cremabatur per dictos Cruciferos et quando
fuit incensus per eos post recessum eorum ut dixit”.
46
Stefan Świętopełczyc (z Irządz) był od 31 X 1316 r. skarbnikiem sieradzkim, następnie od 20 II 1339 r. do
18 V 1350 r. wojewodą sieradzkim (Urzędnicy łęczyccy…, s. 125, nr 256; s. 128, nr 279; W. Sieradzan, Świadomość
historyczna świadków w procesach polsko-krzyżackich w XIV-XV w., Toruń 1993, aneks biograficzny).
47
Lites…, t. 1, s. 215: „magister, commendatores et fratres Cruciferi de Prusia cum eorum exercitu valido et erectis
vexilis Regnum Polonie invadentes intraverunt et in eo multa castra, opida, villas et loca cremaverunt et spoliarunt
et ecciam ecclesias, et mulieres et virgines dehonestaverunt et multos homines interfecerunt et terram totam vastaverunt prout in dicto articulo continetur. Interrogatus, quomodo scit vera esse ista que dixit superius, dixit, quia
vidit eos et exercitum eorum, eo excepto ut dixit, quod non cognovit commendatores in dicto articulo, quia erant
glaeati et non poterant cognosci ut dixit. Interrogatus de quo loco et in quo loco vidit eos, dixit, quod circa Gneznam
et circa Pisdr”.
48
Ibidem, s. 223: „vidit eos et presens fuit, quando ipsi Cruciferi cum eorum exercitu cremabant castrum, locum
et ecclesiam de Uneyow et in Pisdr”.
42
43
UDZIAŁ ŁĘCZYCAN I SIERADZAN W KONFLIKCIE WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA...
39
wojska krzyżackie nie zaryzykowały przeprawy przez Wartę i w dwóch odrębnych grupach
skierowały się na północny-zachód w kierunku Poznania. Oddziały te były nieustannie obserwowane przez podążające ich szlakiem rycerstwo polskie, którym dowodzili wspomniani
już Wincenty z Szamotuł oraz Stefan, wojewoda sieradzki49.
Kolejna wyprawa krzyżacka na Polskę z września 1331 r. to okres walk z Zakonem Krzyżackim bezpośrednio na ziemiach łęczyckiej oraz sieradzkiej. Zgodnie z badaniami S. Zajączkowskiego możemy prześledzić pochód wojsk zakonnych. Otóż z Płocka siły nieprzyjaciela podążały w kierunku południowo-zachodnim, docierając do Koła nad Wartą, niszcząc
przy okazji okoliczne wsie. Następnie, idąc prawym brzegiem Warty na południe dotarły na
Chełmno, Sobótkę, Cichmianę, Orzeszków, Ostrowsko i Wielenin, docierając ostatecznie do
Uniejowa. Przemierzając wyżej wymieniony trakt, od głównych sił krzyżackich oddzielił
się mniejszy oddział, który został wysłany w kierunku Łęczycy, stanowiącej miejsce zbrojnej koncentracji sił polskich50.
Niemniej jednak istotny jest fakt, że na początku 1332 r., a zatem już po bitwie pod Płowcami51, z inicjatywy Zakonu podjęto rozmowy pokojowe, najpierw w Brześciu Kujawskim,
a potem w Inowrocławiu. Ważny jest fakt, że Władysław Łokietek upoważnił do rozmów
swojego bratanka Przemysła, księcia inowrocławskiego oraz Pawła, podkanclerzego łęczyckiego. Rokowania nie przyniosły jednak żadnych rezultatów. Do porozumienia doszło jedynie w kwestii wymiany jeńców pojmanych przez obie strony w bitwie płowieckiej. Próby
zawarcia rozejmu nie powiodły się, bowiem Krzyżacy przygotowywali już kolejny najazd52.
Wiosną 1332 r. Królestwo utraciło Kujawy na rzecz Zakonu, a rychła śmierć monarchy
2 marca 1333 r. zakończyła polsko-krzyżackie zmagania wojenne w XIV w.
P. Strzyż, op. cit., s. 134; M. Biskup, Wojny Polski z Zakonem…, s. 23.
S. Zajączkowski, Polska a Zakon Krzyżacki…, s. 226-227; M. Biskup, Wojny Polski z Zakonem…, s. 25; idem,
Analiza bitwy pod Płowcami…, s. 88;
51
Szerzej na temat bitwy płowieckiej pisze M. Biskup, Analiza bitwy pod Płowcami…, s. 90-99. Zob. A. Rutkowska-Płachcińska, Uwagi o uczestnikach bitwy pod Płowcami w świetle zapisów Roczników polskich, w: Społeczeństwo Polski średniowiecznej. Zbiór studiów, t. V, pod red. S. K. Kuczyńskiego, Warszawa 1992, s. 203-209.
52
P. Strzyż, op. cit., s. 165-166.
49
50
ŁUKASZ ĆWIKŁA
40
The participation of the high ranking officials from Łęczyca and Sieradz in
theWładysław Łokietek’s conflict against The order of the Teutonic Knights.
Summary
In 1331 Władysław Łokietek (the king of Poland) was at war with The Order of the Teutonic Knights. The core purposenof this article is to investigate the participation of the prominent members of the knighthood and high ranking officials from Łęczyca and Sieradz in
armed conflicts against The Order of The Teuotonic Knights.
These conflicts took place in Gdańsk Pomerania, Kujavia, Dobrzyń Land and in the central districts of the the Kingdom of Poland.
The high ranking officials of Łęczyca and Sieradz stood up for the Kingdom of Poland,
sometimes giving their lives for it.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Czesław Grajewski
WNHiS UKSW, Warszawa
Kartuskie źródła officium divinum
w polskich zasobach archiwalnych
i bibliotecznych (od XIV do XVIII wieku)
Tradycja liturgiczno-muzyczna zakonu kartuskiego, podobnie jak jego historia w Polsce,
jest w rodzimej bibliografii wciąż jeszcze słabo rozpoznana. Nieco lepiej przedstawia się
problematyka duchowości oraz zagadnienia bibliologiczne dawnych księgozbiorów kartuzów polskich. Przedmiotem niniejszego artykułu są zachowane księgi muzyczne kartuzów
używane w liturgii pozamszalnej.
W liturgii katolickiej zasadniczą rolę odgrywają dwa rodzaje nabożeństw: msza oraz oficjum godzin kanonicznych. Do ich sprawowania niezbędne są księgi, wśród których najważniejszą rolę odgrywają trzy: graduał, mszał i antyfonarz. Dwie pierwsze przeznaczone
były dla obrzędów oficjum mszalnego, ostatnia – dla oficjum brewiarzowego. Ponadto, fragmenty liturgii godzin mogą znajdować się w innych księgach liturgicznych, np. procesjonałach, agendach.
Antyfonarz jest zatem podstawowym źródłem z punktu widzenia problematyki zakreślonej tytułem referatu. Uważa się, że pierwszym antyfonarzem było antiphonale podarowane
przez papieża Pawła I królowi Franków Pepinowi1. W polskich zasobach archiwalnych i bibliotecznych zachowało się ok. dwustu tomów antyfonarzy, z czego większość (blisko 150)
z okresu przedtrydenckiego, tzn. w uproszczeniu do końca szesnastego wieku. Niewielki
tylko ułamek tej liczby stanowią księgi liturgiczne kartuzów, zakonu, który może nie stanowił najważniejszego punktu na monastycznej mapie Polski, niemniej pozostawione ślady
jego działalności interesują badaczy różnych dyscyplin.
W roku 1084 Brunon z Kolonii2, ówczesny scholastyk i kanclerz katedry w Reims, wraz
z kilkoma towarzyszami założył w Alpach pierwszą pustelnię, która od miejsca położenia
w dolinie Chartreuse, wzięła nazwę dla całego zgromadzenia zakonnego3. Miejsce to, Grande Chartreuse, stało się kolebką zakonu kartuzów, który jeszcze w XII w. rozpoczął ekspan B. Bartkowski, Antyfonarz (hasło). W: Encyklopedia Katolicka, t. 1, Lublin 1973, szp. 711.
Informacje o dacie narodzin św. Brunona są niejednoznaczne. Najczęściej wskazuje się czas około roku 1030.
W grę wchodzi także rok 1027, P. Karpiński, Św. Bruno z Kolonii, Kraków 2012, s. 14 bądź czas 1027-1031,
s. Bruna od Maryi, Święty Bruno z Kolonii. Założyciel zakonu kartuzów, Warszawa 2009, s. 8.
3
A. Gruys, Cartusiana. Un instrument heuristique = A Heuristic Instrument = Ein heuristicher Apparat, t. 2,
Maisons, Paris 1976-1978, s. 288-298. Istotnych informacji bibliograficznych w zakresie paragrafu wstępnego
łaskawie udzielił dr Krzysztof Nierzwicki, za co autor wyraża mu w tym miejscu słowa wdzięczności. W dalszej
partii tegoż paragrafu przywoływana bibliografia za: K. Nierzwicki, Biblioteki Kartuzji Kaszubskiej oraz jej konwentów filialnych w Berezie Kartuskiej i Gidlach, Pelplin 2001.
1
2
CZESŁAW GRAJEWSKI
42
sję zrazu tylko w zasięgu oddziaływania domu macierzystego, później zaś w całej Europie.
Rozwojowi zakonu sprzyjał klimat średniowiecza, choć największy rozkwit zakonu przypadł dopiero na czasy przedreformacyjne4. Czasy reformacji, następnie francuskiego oświecenia, aż wreszcie akty sekularyzacji w całej Europie przyczyniły się do zahamowania rozwoju kartuzów5.
Kartuzi stosunkowo szybko dotarli na tereny pogranicza Królestwa Polskiego. Najwcześniej przybyli na Spisz, gdzie założyli dwa domy tego zgromadzenia: w 1307 r. Cartusia S.
Ioannis Baptistae bardziej znana jako Cartusia Lapidis Refugii w miejscowości Lethenkow
pobliżu Nowej Wsi Spiskiej na Słowacji oraz w 1319 r. Cartusia Vallis S. Antonii nad Dunajcem w Pieninach.
Młodszą od klasztorów spiskich była kartuzja Gratiae Dei w Grabowie (obecnie dzielnica Szczecina) ufundowana w 1360 r. z inicjatywy księcia Barnima III6. W późnym średniowieczu założono na Pomorzu jeszcze jeden klasztor – Domus Coronae Mariae w Darłowie7,
dziś już trudno nawet odnaleźć ślady po nim, zaś nieco później (1423 r.) jedyną placówkę
śląską Domus Passionis Christi w Legnicy, po którym także już śladów nie ma8. Ostatnim
domem kartuskim usytuowanym na ziemiach pogranicza był klasztor Domus Pacis Dei
w Świdwinie, którego początki sięgają roku 14439. W latach 1380-1382 powstał dom Paradisus Beatae Mariae zlokalizowany w Kartuzach10. Wszystkie wymienione konwenty nie
przetrwały niestety czasów reformacji, Raj Maryi był zaś jedyną placówką, która odrodziła
się po upadku w tamtym czasie.
W połowie siedemnastego wieku, mając ugruntowaną pozycję oraz rozporządzając
znacznym majątkiem, kartuzja kaszubska stała się domem macierzystym dla dwu kolejnych
konwentów: Domus Sanctae Crucis w Berezie Kartuskiej na Litwie (1648-1650) oraz Domus Compassionis Mariae we wsi Gidle nieopodal Częstochowy.
W wyniku kwerendy udało się wyizolować sześć antyfonarzy na pewno i jeden prawdopodobnie proweniencji kartuskiej. Oto krótkie charakterystyki poszczególnych zabytków
prezentowane według miejsca przechowywania:
Muzeum Archidiecezjalne, Częstochowa
4
S. Lorenz, Kartuzi i studium, w: Kartuzi: teksty, książki, biblioteki, t. 1, red. S. Lorenz, E. Potkowski i in., Warszawa 1999, s. 18-19; R. Witkowski, Praedicare manibus. Zakon kartuzów w Europie Środkowej od początków XIV
do połowy XVI wieku, „Analecta Cartusiana” 285 (2011), t. 1, s. 324.
5
Un Certosino, Certosini. La storia. Dizionario degli istituti di perfezione, t. 2 (1975), kol. 797-799.
6
E. Potkowski, Kultura piśmienna kartuzów szczecińskich, w: Kartuzi. Teksty. Książki. Biblioteki, Warszawa
1999, s. 53-90.; R. Witkowski, Fragment z dziejów Provinciae Saxoniae. Kontemplacyjny klasztor kartuzów w hanzeatyckim mieście późnego średniowiecza, w: Tamże, s. 25-49.
7
E. Potkowski, Liber Beneficiorum kartuzji darłowskiej: książka i kultura piśmienna Pomorza Zachodniego, w:
Aetas media, aetas moderna. Studia ofiarowane prof. H. Samsonowiczowi, Warszawa 2000, s. 713-720; B. Popielas-Szultka, Zapisy testamentowe dla kartuzów darłowskich z lat 1406-1521, „Rocznik Koszaliński” 14 (1978), s.
57-71.
8
R. Witkowski, Zarys dziejów kartuzji Domus Passionis Christi 1423-1548, „Scripta Minora” 11 (1998), s. 175209 (Publikacje Instytutu Historii UAM 21).
9
R. Witkowski, Fragment z dziejów, s. 32, 36, 40, 48.
10
Zob. R. Witkowski, Bibliography of the Charterhouse in Kartuzy (German Karthaus) in the vicinity of Gdańsk
(German Danzig), w: Die Kartäuser und ihre Welt - Kontakte und gegenseitige Einflüsse, Bd. 1, Salzburg 1993
(„Analecta Cartusiana“ 62), s. 293-299.
KARTUSKIE ŹRÓDŁA OFFICIUM DIVINUM W POLSKICH ZASOBACH...
43
W chwili obecnej w placówce tej znajdują się trzy woluminy, wszystkie pochodzące
z klasztoru gidelskiego. Nie mają nadanych sygnatur, co niejednokrotnie było powodem
pewnego zamieszania w literaturze. Dla pewności podane zostaną incipity tekstowe każdego tomu. Rękopisy gidelskie od 1975 r. znajdowały się w Archiwum Archidiecezji Częstochowskiej, zaś obecnie w Muzeum Archidiecezjalnym 11.
1. antyfonarz ms. b.s. (druga połowa XV w.), incipit: „[Erat autem aspectus eius sicut
fulgur, vestimenta eius] sicut nix, alleluia alleluia”. Księga pierwotnie rozpoczynała się najprawdopodobniej Uroczystością Zmartwychwstania, obecnie pierwszym oficjum jest Feria
II w oktawie Wielkanocy.
Rękopis obejmuje czas od Wielkanocy do XXV niedzieli zwykłej. Pars de Sanctis
uwzględnia oficja od Narodzenia Św. Jana do Wszystkich Świętych, odpowiada zatem
w tym zakresie części pierwszej, Pars de Tempore. Na końcowych kartach dodane są jeszcze
formularze: In Festo Reliquiarum, Hugonis Licomensis Ep. a także na Poświęcenie Kościoła i Nawiedzenie NMP.
Blok zawiera 185 kart pergaminowych, na których warstwa muzyczna zapisana została
pismem nota quadrata na ośmiu systemach czteroliniowych. Nie ustalono dotąd w przeko-
Por: K. Szymonik, Graduał kartuzów. Studium źródłoznawcze, w: Muzyka religijna w Polsce. Materiały i Studia, t. 2, red. J. Pikulik, Warszawa 1978, s. 277.
11
CZESŁAW GRAJEWSKI
44
nywujący sposób miejsca jego pochodzenia, prawdopodobnie był używany przez konwent
w Gidlach. Manuskrypt był przedmiotem pracy magisterskiej12.
2. antyfonarz ms. b.s. (początek XVI w.13), incipit: „Ecce nomen Domini”. Jest to rękopis
jednotomowy, całoroczny, obejmujący obok Pars de Tempore także Pars de Sanctis od Nawrócenia św. Pawła do Wszystkich Świętych.
Blok liczy 362 karty pergaminowe, łącznie z dodanymi na końcu 28 kartami późniejszymi. Jak poprzedni manuskrypt, również ten zapisany został pismem nota quadrata, jednak
na dziewięciu systemach czteronutowych.
Zabytek ma wpisaną notę proweniencyjną: „Ex dono Maioris Cartusiae” (f. 1) potwierdzającą jego powstanie poza Polską, prawdopodobnie we Francji14. W 1958 r., a więc w czasie, gdy jeszcze antyfonarz ten był przechowywany w pokartuskim kościele w Gidlach,
Stacja Mikrofilmowa Biblioteki Narodowej wykonała mikrofilm zabytku. Jest on oznaczony
numerem 14426.
3. antyfonarz ms. b.s. (1757 r.), incipit: „Sicut cinamonum”. Rękopis zawiera 114 kart
papierowych, na nich umieszczonych jest dziewięć systemów czteroliniowych z notacją
muzyczną kwadratową.
Księga stanowi część całości, ponieważ zawiera oficja Pars de Sanctis od św. Andrzeja do
Oficium Reliquiarum oraz część wspólną, Commune Sanctorum. Dzieło to powstało z pew P. Mizera, Antyfonarz kartuski z Biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej.
Studium źródłoznawcze, Warszawa 1997 (ATK-UKSW).
13
Krótkie studium na temat psalmodii kartuzów na przykładzie tego liturgiku patrz: Cz. Grajewski, Kartuski
śpiew officium divinum na przykładzie antyfonarza z Gidel, „Liturgia Sacra” 10 (2004) nr 1, s. 127-141
14
Identyczną notę zawiera także drukowany graduał gidelski, co wskazuje na komplet ksiąg liturgicznych przekazanych dla nowo powstałego klasztoru. Por. K. Szymonik, Graduał kartuzów, s. 278.
12
KARTUSKIE ŹRÓDŁA OFFICIUM DIVINUM W POLSKICH ZASOBACH...
45
nością w klasztorze w Gidlach, o czym świadczy napis na stronie tytułowej: „Antifonale &
Responsorialne Sanctorum et Sanctarum per totus Anni circulum dispositum juxta Ritum
Sacri Ordinis Cartusiensis conscriptum in honorem Beatae Virginis Mariae Dolorosae, In
Cartusia Gidlensi Anno a Nativitate Domini nostri Jesu Christi 1757”. Pismo mniej staranne,
także inicjały zdradzają już epokę nowożytną, w której księgi drukowane były w powszechnym użyciu. Proweniencję gidelską potwierdza także oprawa, na skórze której odciśnięty
został wizerunek Matki Bożej Bolesnej.
Archiwum Prowincji OO. Dominikanów, Kraków
Wśród ksiąg proweniencji kartuskiej znajdują się dwa antyfonarze. Trafiły one do Archiwum Prowincji Krakowskiej za pośrednictwem dominikańskiego klasztoru w Gidlach15.
4. antyfonarz ms. 82L (przed 1389 r.), zawierający oficja de Tempore, jak świadczy tytuł
rękopisu oprawionego w białą skórę, mocno zniszczoną: Antiphonarium Monasticum de
Tempore et de maioribus Festis. Niestety, nie ustalono dotąd jego pochodzenia ani miejsca
powstania. Ks. W. Schenk, który porządkując zbiory dominikańskie w Krakowie nadał istniejące dziś sygnatury biblioteczne, zaznaczył przy tej pozycji, że księga ta była w użyciu
jeszcze w 1669 r.
K. Nierzwicki, Biblioteki Kartuzji Kaszubskiej, s. 329.
15
CZESŁAW GRAJEWSKI
46
5. antyfonarz ms. 83L (koniec XVI w.). Jest to rękopis spisany na 162 kartach, stanowiący pierwszą część jakiegoś kompletu zapewne. Zawiera formularze zarówno de Tempore jak
i de Sanctis od Adwentu do Wielkiej Soboty, zgodnie z tytułem: Antiphonarium Monasticum
de Tempore et de Sanctis. Pars I: ab Adventu ad Sabbatum Sanctum. Także ten zabytek nie
został jeszcze przebadany pod kątem proweniencji, ale prawdopodobnie pochodzi z konwentu gidelskiego.
KARTUSKIE ŹRÓDŁA OFFICIUM DIVINUM W POLSKICH ZASOBACH...
47
Biblioteka Raczyńskich, Poznań
6. antyfonarz ms. 2044, olim Bibl. Kap. ms. 99 (XVII w.). Rękopis o objętości 144 kart
pergaminowych oprawiony jest w deski obciągnięte ciemną skórą. Na górnej okładce wytłoczony został napis „PARS HYEMALIS”, na dolnej „LAUS DEO VIRGINIS MARIA”. Zawartość kodeksu odpowiada napisowi: obejmuje pierwszą część roku liturgicznego od Adwentu do Wielkiej Soboty włącznie. Zabytek nie ma obecnie początkowych ani końcowych
kart, tekst liturgiczny rozpoczyna się ostatnimi wyrazami ósmego responsorium Matutinum
I Niedzieli Adwentu: „[Egredietur Dominus et praeliabitur…] veniet Dominus Deus meus”.
Ostatnim zapisanym śpiewem jest natomiast antyfona wielkoczwartkowa Traditor autem
dedit eis signum, lecz zanotowany on został z powodu pomyłki kopisty na ostatniej istniejącej karcie, w oficjum Wielkiej Soboty.
Zawartość kodeksu wskazuje, że jest on częścią kompletu. Musiał istnieć jeszcze (bądź
nadal istnieje) antyfonarz stanowiący tom dopełniający, zawierający śpiewy na okres od
Wielkanocy do Adwentu a także oficja o świętych.
CZESŁAW GRAJEWSKI
48
Manuskrypt został zakupiony w 1962 r. w poznańskim antykwariacie i włączony do zbiorów rękopiśmiennych Biblioteki Raczyńskich. Zdobienia: radełkowe z wicią roślinną, kwiatami, owocami granatów i medalionami częściowo zatartymi. Zachowane zostały trzy metalowe ozdobne okucia narożnikowe (w dolnej części brak okucia). Również zachowały się:
ozdobne metalowe zwierciadło na środku oprawy, natomiast zapinek brak. Okładka tylna:
zachowany w całości pergamin na desce. Zdobienia identyczne jak na okładce przedniej, z tą
różnicą, że przy zapinkach metalowych widnieje inny motyw kwiatu. W górnym narożniku
nie zachowało się okucie. Grzbiet, co prawda zachował się, ale blok antyfonarza odklejony
jest od oprawy.
Manuskrypt nie jest zdobiony – brak w nim figuralnych czy nawet ornamentacyjnych inicjałów. Są one, co prawda, wyraźne, znacznie większe od liter tekstu liturgicznego, przypominające niekiedy dzisiejsze drukarskie czcionki szeryfowe. Niestety, księga nie zawiera
kolofonu, który mógłby naprowadzić na choćby ślad miejsca i czasu jej powstania oraz imienia skryptora.
Warstwa muzyczna kodeksu została zanotowana pismem nota quadrata na czteroliniowych systemach, których siedem mieści się na pojedynczej stronie16.
Biblioteka Narodowa w Warszawie dysponuje mikrofilmem tego zabytku (nr 70233).
Biblioteka Czartoryskich, Kraków
7. antyfonarz ms. 2417 (XIV w.). Jest to kodeks określony w katalogu Biblioteki jako
antyfonarz kardynała Hozjusza. W zapisach inwentarzowych (także starych), wyklejkach
Proces dowodzenia kartuskiej proweniencji tego zabytku przeprowadził Cz. Grajewski, Unbekannte Quelle des
kartäuserischen Chorals aus dem 17. Jahrhundert, „Analecta Cartusiana” 225 (2005), s. 146-157.
16
KARTUSKIE ŹRÓDŁA OFFICIUM DIVINUM W POLSKICH ZASOBACH...
49
oraz wpisach w samym rękopisie (k. 1 r. i v. oraz notka na okładce przedniej) widnieje niepotwierdzona informacja, jakoby rękopis ten należał do kard. Hozjusza. Powstał prawdopodobnie we Francji.
Zawiera 430 stron pergaminowych o niewielkich wymiarach karty: 18x13 cm., co sugeruje przeznaczenie do użytku osobistego. Treść obejmuje okres całego roku liturgicznego
zarówno w części de Tempore jak i de Sanctis (od św. Andrzeja do św. Saturnina) oraz oficja
Poświęcenia Kościoła i Commune Sanctorum. Zwraca uwagę kalendarz liturgiczny zapisany na pierwszych kartach zabytku.
Tekst liturgiczny przedstawiony jest w dwóch kolumnach na stronie. Muzyka została
odwzorowana za pomocą notacji kwadratowej na czteroliniowych systemach, nieregularnie
pojawiających się na kartach. Antyfonarz rozpoczyna się tekstem liturgicznym psalmu Beatus vir qui non abiit, kończy się zaś tekstem Sumpta quos.
Również ten zabytek został zmikrofilmowany, a jego kopia dostępna jest w Bibliotece
Narodowej pod nr. 16233.
CZESŁAW GRAJEWSKI
50
***
Tradycja kartuska wymienia niewiele oficjów o świętych, a niektóre z nich ujęte są jedynie w notach. Jest to zjawisko charakterystyczne, na które zwrócił już uwagę H. Hüschen17.
Natomiast odmiennie niż w graduale kartuskim, święci okresu Bożego Narodzenia – Szczepan, Jan Ewangelista i Młodziankowie nie zostali przesunięci do Pars de Sanctis; ich formularze egzystują w Pars de Tempore. Część wspólna o świętych (Commune) nie jest rozbita
na paschalną i pozapaschalną, jak ma to miejsce w innych tradycjach, także zakonnych.
Ustalenie kartuskiej proweniencji antyfonarza zostało wsparte wykryciem obecności charakterystycznych dla psalmodii kartuzów zakończeń psalmowych18. Co istotne, zakończenia
te muszą występować jednocześnie:
Zespół tych dyferencji, jak wynika z przeprowadzonej kwerendy, wskazuje z bardzo wysokim prawdopodobieństwem na chorałową tradycję kartuską. Wspomniane na początku
podejrzenie jednego antyfonarza o proweniencję kartuską dotyczy ostatniego z omówionych
wyżej zabytków, tzw. antyfonarza kard. Hozjusza. Ze względu na brak wystarczającej płaszczyzny komparatystycznej w warstwie tekstowej, posłużono się właśnie zakończeniami
psalmowymi dla oznaczenia pochodzenia zabytku. Sam kodeks wymagać będzie jeszcze
szczegółowej analizy w tym względzie, lecz już teraz można ostrożnie zasugerować jego
związki z tradycją kartuzów.
Potwierdzeniem tezy o kartuskiej proweniencji liturgików jest charakterystyczny incipit
antyfony Ave Maria. Może on przybierać warianty różniące się kombinacją dwóch niezależnych momentów:
1. ambitus pierwszego interwału muzycznego – tj. odległością między pierwszą i drugą
nutą, która może wynosić kwintę, kwartę lub tercję. Źródła kartuskie niezmiennie wykazują w tym miejscu skok tercji.
Karthäuser, MGG kol. 709. Antyfonarz z XVI w. (Muzeum Archidiecezjalne, Częstochowa) wymienia tytuły
23 świętych.
18
Cz. Grajewski, Formuły dyferencyjne psalmodii brewiarzowej w źródłach polskich, Toruń 2004, s. 66, 73, 86,
117, 119, 136.
17
KARTUSKIE ŹRÓDŁA OFFICIUM DIVINUM W POLSKICH ZASOBACH...
51
2. rozwartością charakterystycznej grupy nut znajdującej się nad czwartą sylabą (niezależnie od wysokości pierwszej nuty), która może wynosić unison, sekundę wielką lub małą,
ewentualnie tercję. Rękopisy kartuskie w tym względzie hołdują tzw. wersji neutralnej –
o najmniejszej rozpiętości melodycznej, a więc mieszczącej się w zakresie kwinty modalnej (ostatni zapis w powyższym zestawieniu). Ta wersja jest izolowaną, tzn. występuje
wyłącznie w intonacji antyfony Ave Maria19.
Tak więc formuła intonacyjna tej antyfony w źródłach kartuskich występuje w formie
charakteryzującej się inicjalnym skokiem tercji oraz najwęższym z możliwych ambitus kwintą nad czwartą sylabą incipitu, graficznie widoczną poprzez obecność figury pes zamiast scandicus, jak to ma miejsce w pozostałych przypadkach.
Zjawisko to można obserwować niezmiernie rzadko, stąd zwraca ono uwagę badacza –
choralisty. Trzeba też dodać, że jest to wersja stabilna, niezmienna – obserwowana w średniowiecznych jak również późniejszych antyfonarzach kartuzów.
Inną cechą, wyróżniającą antyfonarze kartuskie, aczkolwiek nie wyłączną, jest praktyka
notowania melodii psalmów przy pomocy dwóch formuł: inicjalnej oraz dyferencyjnej. Podobne zjawisko obserwować można w kodeksach dominikańskich, benedyktyńskich, natomiast wyjątkowo w diecezjalnych (np. ms. 47, Archiwum i Biblioteka Kapituły Krakowskiej, ok. 1423 r.).
***
Powyższy tekst nie pretenduje do roli całościowego ujęcia zagadnienia, jaką tytuł mógłby
ewokować. Wydaje się jednak, że świadomość obecności w polskich zasobach bibliotecznych ksiąg liturgicznych pozostałych po kartuzach nie jest zbyt powszechna, stąd ten krok
w stronę rozpoznania dorobku psalmodycznego zakonu milczących mnichów. Przypuszcza
się, że szczegółowe badania podjęte w tym kierunku rozświetlą problem i ukażą w pełniejszym świetle obraz chorału kartuskiego.
Sources of Carthusian Officium Divinum in Polish archives and libraries
(from XIV till XVII century)
Summary
The article presents in synthesis the Carthusian liturgical books that contain the canonical
hours, and which have been preserved in Polish archives and libraries. The author examines
seven antiphonaries, three of which are located in The Diocesan Archive in Czestochowa,
two remain in the Archive of the Dominican Order in Krakow, one in The Raczyński Library in Poznań and one in The Czartoryski Library in Kraków. The majority of these books
date back to the medieval period, 14th to16th century, with only two of them coming from 17th
and 18th centuries. The author points out some of the characteristics of the Carthusian
Order’s music that may be relevant in determining the Carthusian origins of the books.
Por. T. Miazga, Antyfonarz kielecki z 1372 roku pod względem muzykologicznym, Graz 1977, s. 171-172.
19
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Waldemar Graczyk
WNHiS UKSW, Warszawa
Duchowni ze stopniami akademickimi
w otoczeniu biskupa płockiego
Pawła Giżyckiego (1439–1463)1
W XV wieku wydatnie wzrosła w diecezji płockiej liczba duchownych, którzy zdobyli
wykształcenie uniwersyteckie. Niektórzy z nich, jak choćby kanonik Maciej z Różana, służyli swoją wiedzą, pracując w administracji książęcej na Mazowszu. Będąc kanclerzem
księcia Bolesława IV, przetłumaczył w 1449 roku na język polski statuty koronne, a w roku
następnym tekst statutów mazowieckich2.
W praktyce życia społecznego wykształcenie uniwersyteckie – oprócz pochodzenia społecznego, posiadanego majątku i więzów rodzinnych – było jednym z czynników decydujących o awansie urzędniczo-kościelnym w Polsce średniowiecznej3. Do wieku XV nie było
żadnych rozporządzeń dotyczących wymogu posiadania wykształcenia uniwersyteckiego
jako warunku otrzymania prebendy bądź urzędu. Jedynie statuty legata Gentilisa z 1309 roku
wskazywały na korzyści, jakie mogą płynąć z wykształcenia dla duchowieństwa 4.
Jeśli chodzi o uniwersytety zagraniczne, najbliżej Polski znajdował się uniwersytet w Pradze. Nic zatem dziwnego, że młodzież polska najczęściej tam udawała się na studia. Nie inaczej było ze studentami pochodzącymi z Mazowsza. Na przełomie XIV i XV wieku w Pradze
znaleźli się między innymi: Jakub z Piotrkowa, immatrykulowany w 1395 roku5, Jakub Jaszczołd z Miszewa6 oraz Ścibor z Belska (starszy)7, obydwaj przed rokiem 1400, ponadto An-
Więcej na ten temat por. W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), Płock 1999, s. 117-144.
I. Sułkowska-Kuraś, A. Wolff, Maciej z Różana. PSB, t. 19, Wrocław–Warszawa–Kraków 1974, s. 35–36; S.K.
Kuczyński, Rozwój kultury na Mazowszu (połowa XIII – początek XVI w.), w: Dzieje Mazowsza do 1526 roku, red.
A. Gieysztor, H. Samsonowicz, Warszawa 1994, s. 377.
3
A. Radzimiński, Duchowieństwo kapituł katedralnych w Polsce XIV i XV wieku na tle porównawczym. Studium
nad rekrutacją i drogami awansu, Toruń 1995, s. 142–143.
4
Statuty legata Gentilisa wydane dla Polski na synodzie w Preszburgu 10 listopada 1309 roku, w: Archiwum
Komisji Prawniczej Polskiej Akademii Umiejętności, wyd. W. Abraham, t. 5, Kraków 1897, s. 16–17.
5
A. Radzimiński. Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 2, Kanonicy, Toruń 1993, s. 61.
6
Monumenta historica Universitatis Carolo-Ferdinandae Pragensis, t. 1, Liber decanorum facultatis philosophicae Universitatis Pragensis ab anno Christi 1367 usque ad annum 1585 e codice membranaceo illius aetatis nunc
primum luce donatus, cz. 1, Praga 1830, s. 348.
7
Ibidem, s. 358.
1
2
WALDEMAR GRACZYK
54
drzej z Szydłowa, który wpisał się na listę studentów w roku 14018, Mikołaj z Łęgu, studiujący
w latach 1431–14329 oraz Andrzej z Gólczewa i Zakrzewa, immatrykulowany w roku 140810.
Nieliczni pochodzący z Mazowsza zdobywali wykształcenie na uniwersytetach w Bolonii i Ferrarze. W pierwszej z wymienionych uczelni studiowali: około 1443 roku Mikołaj
z Mirzyńca11, w latach 1441 - 1446 Zygmunt z Giżyc12 oraz przed rokiem 1448 Mikołaj
s. Chebdy z Niewiesza13. W Ferrarze przed rokiem 1425 pobierał nauki Jakub z Kłodawy14.
Nowa sytuacja wytworzyła się w roku 1397 w związku z odnową Uniwersytetu w Krakowie oraz powołaniem do istnienia na nim wydziału teologicznego15. Na studia we wszechnicy krakowskiej zapisali się między innymi: Andrzej z Gólczewa i Zakrzewa w roku 140416,
Michał z Grodziska w roku 140617, Paweł z Grąbczewa w roku 140918, Jan Marszałkowic
z Koźmina w roku 141019, Jakub z Piotrkowa w roku 141120, Świętosław z Wrzącej w roku
141221, Stanisław z Meszny 22 oraz Tomasz z Książa23, obydwaj w roku 1413, Jakub z Iłowa24 i Mikołaj z Błonia25 w roku 1414. Ponadto w roku 1418 wpisał się do grona studentów
Jakub z Płocka26, w roku 1420 Ścibor z Belska (młodszy)27, w roku 1426 Piotr z Radzymi8
Monumenta historica Universitatis Carolo - Ferdinandae Pragensis, t. 1, Liber decanorum facultatis philosophicae Universitatis Pragensis ab anno Christi 1367 usque ad annum 1585 e codice membranaceo illius aetatis
nunc primum luce donatus, cz. 2, Praga 1832, s. 111.
9
Inaczej nazywany był Mikołajem z Polski. Por. H. Barycz, Dziejowe związki Polski z Uniwersytetem Karola
w Pradze, Poznań 1948, s. 29.
10
„Andreas de Golczewa, cancellarius terrae Plocensis nec non canonicus ecclesiae Plocensis. Monumenta historica Universitatis Carolo - Ferdinandae Pragensis, t. 1, Liber decanorum facultatis philosophicae Universitatis
Pragensis ab anno Christi 1367 usque ad annum 1585 e codice membranaceo illius aetatis nunc primum luce
donatus, cz. 2, s. 116; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 120-121.
11
11 IX 1443 roku uzyskał licencjat z prawa kościelnego. J. Fijałek, Polonia apud Italos scholastica saeculum XV,
Fasc. 1, Polonia apud Italos litteris studentes et laurea donati inde a Paulo Wladimiri usque ad Iohannem Lasocki
collecti et illustrati, Cracoviae 1900, s. 88.
12
Ibidem, s. 91-92.
13
5 IV 1448 roku w Bolonii został promowany na doktora dekretów. W latach 1447-1448 pełnił funkcję rektora
tej uczelni. Ibidem, s. 95.
14
„Ferrariensis doctor in medicinis 26 V 1425 promotus”. Tamże s. 74; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki
(1439-1463), s. 121.
15
Papież Bonifacy IX w bulli wydanej w 1397 roku podkreślił, że wszyscy którzy w tej uczelni się uczą i nauczają,
uzyskują bakalaureat, licencjat lub doktorat będą cieszyli się tymi samymi przywilejami jakie posiadają wykładowcy,
studenci i graduowani na uniwersytecie paryskim. Zob. M. Rechowicz, Po założeniu wydziału teologicznego w Krakowie (wiek XV), w: Dzieje teologii katolickiej w Polsce, t. 1. Średniowiecze, Lublin 1974, s. 99.
16
Album studiosorum universitatis Cracoviensis, t. 1, wyd. Z. Pauli, Kraków 1887, s. 21.
17
Ibidem, s. 23.
18
Ibidem, s. 27.
19
Ibidem, s. 29.
20
Ibidem, s. 30.
21
Ibidem, s. 32.
22
Ibidem, s. 34.
23
Ibidem.
24
Ibidem, s. 36.
25
M. Zwiercan, Mikołaj z Błonia, PSB, t. 21, Wrocław–Warszawa–Kraków 1976, s. 102–103.
26
Album studiosorum universitatis Cracoviensis, t. 1, s. 43.
27
Ibidem, s. 49.
DUCHOWNI ZE STOPNIAMI AKADEMICKIMI W OTOCZENIU BISKUPA PŁOCKIEGO...
55
na28, a w rok później Paweł z Gołymina29. W tym samym roku źródła uniwersyteckie wymieniają w gronie studiujących Strogomira ze Zdziaru30, a pod rokiem 1430 Mikołaja z Mirzyńca31. W latach trzydziestych XV wieku w Krakowie pobierali również naukę: Mikołaj
z Promny (od roku 1433)32, Aleksy z Płomian i Łubek (od roku 1434)33, Ścibor z Gościeńczyc (od 1435 roku)34 oraz Maciej z Otoczni, immatrykulowany w roku 143635. Niektórzy
z wymienionych kontynuowali następnie studia na innych uniwersytetach. Byli to: Mikołaj
z Mirzyńca (Kraków, Bolonia), Andrzej z Gólczewa i Zakrzewa (Praga, Kraków), oraz Jakub z Piotrkowa (Praga, Kraków)36.
Z danych źródłowych wynika, że wszyscy duchowni, o których była tu mowa, zostali
później zauważeni przez biskupa Pawła i wykorzystani w pracy diecezjalnej. Stali się najbliższymi współpracownikami biskupa Giżyckiego, chociaż nie wszyscy pochodzili z Mazowsza. I tak np. z Wielkopolski wywodzili się Tomasz z Książa, Jan Marszałkowic z Koźmina i Świętosław z Wrzącej37, z ziemi sieradzkiej – Jakub z Piotrkowa38 i Mikołaj
z Niewiesza39 z ziemi dobrzyńskiej Aleksy z Płomian i Łubek40. Nie da się jednoznacznie
stwierdzić, czy wszyscy wymienieni duchowni byli kapłanami diecezji płockiej. O Mikołaju
z Niewiesza wiemy na pewno, że był kapłanem diecezji włocławskiej. Wynika to z licencji
udzielonej temu kapłanowi w 1438 roku przez biskupa i kapitułę włocławską pozwalającej
na udanie się i rozpoczęcie studiów w Ferrarze41.
Andrzej Radzimiński na podstawie przeprowadzonych badań stwierdził, że duchowieństwo pozostające w otoczeniu różnych polskich biskupów nie pochodziło wyłącznie z diecezji, na terenie której pracowali. Nie było w tych sprawach regulacji prawnych. Wyjątek
stanowiła diecezja wrocławska, gdzie biskup Konrad w roku 1435 ogłosił statut kapitulny,
w którym ograniczył dostęp do godności i urzędów w diecezji osobom nie posiadającym
stopnia uniwersyteckiego, a wywodzącym się spoza Śląska42. Zatem obsadzanie godności
Ibidem, s. 63.
Ibidem, s. 64.
30
Ibidem, s. 66.
31
Ibidem, s. 75.
32
Ibidem, s. 81.
33
Ibidem, s. 84.
34
Ibidem, s. 85.
35
Ibidem, s. 87.
36
W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 121-122.
37
Repertorium Germanicum, t. 4, cz. 1, wyd. K. A. Fink, Berlin 1958, kol. 74; Repertorium Germanicum, t. 4,
cz. 2, wyd. K. A. Fink, Berlin 1958, kol. 2126.
38
A. Radzimiński. Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 2, Kanonicy, s. 61.
39
Ibidem, s. 113.
40
Ibidem, s. 26.
41
„Item dominus Epus et capitulum 1438, Augusti 16 in capitulo generali, dedit licenciam dno Niclino de Nyewyesch canonico Vladislaviensi (eundi) ad studiam generale et privilegiatum, dempta Ferraria et Curia Romana”.
Acta capitulorum nec non iudiciorum ecclesiasticorum selecta, w: Monumenta medii aevi historica res gestas
Poloniae illustrantia, t. 13, Kraków 1894, n. 1143, s. 231; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463),
s. 122-123.
42
A. Radzimiński, Duchowieństwo kapituł katedralnych w Polsce, s. 129.
28
29
WALDEMAR GRACZYK
56
w kapitule lub powierzanie określonych urzędów duchownym, spoza własnej diecezji było
zjawiskiem spotykanym, aczkolwiek niezbyt rozpowszechnionym43.
Biskup Paweł Giżycki otaczał opieką szczególnie tych, którzy rozpoczynali studia uniwersyteckie w okresie jego rządów. Rozumiał, że aby studiować, trzeba posiadać odpowiednie zabezpieczenie finansowe. Dlatego też prawie wszyscy, poza Mikołajem z Promny, zostali uposażeni przez niego określonymi prebendami44. Probostwo bogato uposażonego
kościoła parafialnego w Nasielsku około roku 1440 otrzymał Paweł z Gołymina45. Wakującą
po śmierci Nawoja dziekanię płocką uzyskał pomiędzy 29 IV a 16 XII 1444 roku Zygmunt
z Giżyc46. Również Mikołaj z Mirzyńca, od 1443 roku student Uniwersytetu Bolońskiego,
przed 6 II 1445 roku otrzymał kanonię płocką47.
Po ustaleniu na jakich uniwersytetach, warto również przeanalizować, na jakich wydziałach
studiowali duchowni z diecezji płockiej, oraz poznać dyscypliny, z których zdobywali stopnie
naukowe. Znaczna liczba duchownych studiowała na wydziale sztuk wyzwolonych (Jakub Jaszczołd z Miszewa, Ścibor z Belska (starszy), Maciej z Otoczni, Tomasz z Książa, Jakub z Piotrkowa, Mikołaj z Błonia, Mikołaj z Łęgu, Mikołaj z Promny, Mikołaj z Mirzyńca, Paweł z Gołymina, Piotr z Radzymina), kilku na wydziale prawa (Jakub Jaszczołd z Miszewa, Mikołaj
z Mirzyńca, Paweł z Gołymina, Mikołaj z Błonia, Ścibor z Belska (młodszy), Andrzej z Szydłowa, Andrzej z Gólczewa i Zakrzewa i Mikołaj z Niewiesza), oraz na wydziale nauk medycznych
(Jakub z Kłodawy). Niektórzy z wyżej wymienionych ukończyli studia na dwóch wydziałach.
Co prawda, nie robili tego równocześnie lecz, po uzyskaniu stopnia na jednym wydziale zapisywali się na inny. Zachowywali przy tym następującą kolejność: najpierw studiowali na wydziale
sztuk wyzwolonych i po zdobyciu stopnia bakałarza lub magistra kontynuowali naukę na wydziale prawa. Absolwentami tych dwóch wydziałów byli: Jakub Jaszczołd z Miszewa, Mikołaj
z Mirzyńca, Paweł z Gołymina, Ścibor z Belska (starszy) i Mikołaj z Błonia48.
Studia wieńczono często uzyskaniem stopnia uniwersyteckiego. Spośród studentów
kształcących się na wydziale sztuk wyzwolonych stopień bakałarza zdobyli: Jakub Jaszczołd49 i Ścibor z Belska (starszy)50 w roku 1400, Paweł z Grąbczewa w roku 141251, Mikołaj z Błonia w roku 141552, Tomasz z Książa w roku 141653, Jakub z Iłowa również w roku
W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 123.
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 2, Kanonicy, s. 113.
45
T. Żebrowski, Paweł z Gołymina, PSB, t. 25, Wrocław – Warszawa – Kraków, 1980, s. 382.
46
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 1, Prałaci, Toruń 1991, s. 155.
47
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 2, Kanonicy, s. 115.
48
W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 123-124.
49
„pro examine baccalariandorum [...] Iacobus Iassczoldi”. Monumenta historica Universitatis Carolo – Ferdinandae Pragensis, t. 1, Liber decanorum facultatis philosophicae Universitatis Pragensis ab anno Christi 1367
usque ad annum 1585 e codice membranaceo illius aetatis nunc primum luce donatus, cz. 1, s. 348.
50
Ibidem, s. 358.
51
„1412, ad gradum baccalariatus promoti sunt, Paulus de Gramczewo”. Statuta liber promotionum facultatis
Philosophorum ordinis in universitate studiorum Jagiellonica ab anno 1402 ad annum 1849, wyd. J. Muczkowski,
Kraków 1849, s. 8.
52
„1415, ad gradum bac alariatus in artibus sunt promoti Nicolaus de Blonye”. Ibidem, s. 10.
53
„1416, ad gradum baccalariatus promoti sunt Thomas de Xansz”. Ibidem, s. 10.
43
44
DUCHOWNI ZE STOPNIAMI AKADEMICKIMI W OTOCZENIU BISKUPA PŁOCKIEGO...
57
141654, Paweł z Gołymina i Piotr z Radzymina w roku 142855, Mikołaj z Mirzyńca w roku
143356 oraz Mikołaj z Promny, promowany w roku 143657 a stopień magistra – Stanisław
z Sobniowa w roku 141158, Jakub z Piotrkowa również w roku 141159, Paweł z Grąbczewa
w roku 141960, Mikołaj z Błonia w roku 142161, Tomasz z Książa również w roku 142162,
Mikołaj z Mirzyńca w roku 143763 oraz Mikołaj z Promny w roku 144464. Na wydziale prawa stopnie naukowe uzyskali: Mikołaj z Błonia – doktorat z dekretów po roku 142165, Mikołaj z Mirzyńca – w roku 1443 licencjat z prawa kościelnego, w 1445 roku licencjat z prawa cywilnego oraz w 1446 roku doktorat z dekretów66, Paweł z Gołymina – w roku 1448
doktorat z prawa kanonicznego67 a także Mikołaj z Niewiesza – doktorat z dekretów 5 IV
1448 roku68. Na wydziale nauk medycznych doktorat z zakresu medycyny uzyskał w roku
1425 Jakub z Kłodawy69.
Duchowni płoccy, studiując na odpowiednich kierunkach, zdobywali wiedzę, którą następnie wykorzystywali w służbie dla potrzeb diecezji. Biskup Paweł, doceniając ich kwalifikacje, powierzał im określone urzędy i godności. I tak urząd wikariusza generalnego i oficjała płockiego powierzył: Ściborowi z Belska (starszy)70 i Mikołajowi z Mirzyńca71,
a oficjała pułtuskiego Tomaszowi z Książa72. Ten ostatni wraz z Piotrem z Radzymina został
„1416, ad gradum baccalariatus, promoti sunt, Iacobus de Glowo Wisla”. Ibidem, s. 10.
„1428, ad gradum baccalariatus promoti sunt, Paulus de Golinino (doctor in decretis, prepositus in Poltowsko,
canonicus Plocensis et scholasticus)”. Ibidem, s. 20.
56
„1433, ad gradum baccalariatus in artibus sunt promoti Nicolaus de Mirzinecz”. Ibidem, s. 27.
57
„1436, ad gradum baccalariatus promoti sunt Nicolaus de Prompna”. Ibidem, s. 28.
58
„1411, ad gradum magistri, Stanislaus Sobnow”. Ibidem, s. 7.
59
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 2, Kanonicy, s. 62.
60
„1419, ad gradum magistri promoti sunt, Paulus de Grambczewo”. Statuta liber promotionum facultatis Philosophorum ordinis in universitate studiorum Jagiellonica ab anno 1402 ad annum 1849,, s. 13.
61
„1421, ad gradum magistri sunt promoti, Nicolaus de Blonye”. Ibidem, s. 14.
62
„1421, ad gradum magistri sunt promoti, Thomas de Xansz”. Ibidem, s. 14.
63
„1433, ad gradum baccalariatus in aribus sunt promoti, Nicolaus de Mirzinecz”. Ibidem, s. 27. „1437, ad gradum
magistri intra scripti promoti sunt, Nicolaus de Myrzinecz”. Ibidem, s. 19.
64
„1436, ad gradum baccalariatus promoti sunt, Nicolaus de Prompna”. Ibidem, s. 28. „1444, post festum Nativitatis Domini ad gradum magistri sunt promoti, Nicolaus de Promna”. Ibidem, s. 35.
65
M. Zwiercan, Mikołaj z Błonia, PSB, t. 21, Wrocław – Warszawa – Kraków 1976, s. 102.
66
„in iure canonico licentiatus 11 IX 1443, iuris vero civilis licentiatus 27 II 1445 et decretorum doctor 5 IV 1446.
Bononiae promotus”. J. Fijałek. Polonia apud Italos scholastica saeculum XV, Fasc. 1, Polonia apud Italos litteris
studentes et laurea donati inde a Paulo Wladimiri usque ad Iohannem Lasocki collecti et illustrati, s. 88.
67
T. Żebrowski. Paweł z Gołymina. PSB, t. 25, s. 382.
68
„decretorum doctor 5 IV 1448 roku”. J. Fijałek, Polonia apud Italos scholastica saeculum XV, Fasc. 1, Polonia
apud Italos litteris studentes et laurea donati inde a Paulo Wladimiri usque ad Iohannem Lasocki collecti et illustrati, s. 95.
69
„Iacobus Chodaw de Pomerania laurea in medicinis doctorali a. 1425 d. 26 Maii insignitus reperitur”. Por.
Tamże; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 124-126.
70
Zbiór dokumentów i listów miasta Płocka, t. 1, wyd. S.M. Szacherska. Warszawa 1975, n. 145.
71
Acta capitulorum Cracoviensis et Plocensis selecta (1438-1523; 1438-1525), w: Archiwum Komisji Historycznej Polskiej Akademii Umiejętności, t. 6, wyd. B. Ulanowski, Kraków 1891 n. 371, s. 96.
72
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 1, Prałaci, s. 151.
54
55
WALDEMAR GRACZYK
58
również mianowany przez Biskupa kierownikiem kancelarii biskupiej czyli kanclerzem73.
Natomiast sędzią swojego dworu uczynił biskup Paweł Pawła z Gołymina74.
Duchowni ze stopniami akademickimi częściej powoływani byli w szeregi kanoników kapituły katedralnej. Średniowieczne prawo kościelne nic nie mówiło na temat kwalifikacji naukowych członków kapituły. W diecezji płockiej wymóg posiadania doktoratu przez dwóch członków gremium kapitulnego zadekretował dopiero 8 IX 1484 roku biskup Piotr z Chodkowa.
Miało to związek z ustanowieniem w kapitule urzędu kaznodziei i teologa75. Najpierw bp Paweł
Giżycki w roku 1444 dziekanem płockim, a w 1446 prepozytem, mianował swego brata Zygmunta z Giżyc. Nastąpiło to wkrótce po ukończeniu przez niego studiów w Bolonii i uzyskaniu
w 1446 roku tytułu doktora dekretów76. Zanim jednak Zygmunt z Giżyc uzyskał prepozyturę
płocką, biskup nadał ją 23 IV 1446 roku na bardzo krótko, najwyżej na niespełna 3 miesiące,
Strogomirowi ze Zdziaru77. Początkowo przeciwni tej kandydaturze kanonicy płoccy: Tomasz
z Książa, Piotr Luba, Aleksy z Łubek i Stanisław z Główczyna, później wyrazili na nią zgodę78.
Oprócz Zygmunta biskup wprowadził do kapituły katedralnej jeszcze 3 doktorów prawa kanonicznego: Pawła z Gołymina79, Mikołaja z Mirzyńca80 i Dersława z Karnic81. Inne prałatury w kapitule katedralnej otrzymali: kantorię - Stanisław z Główczyna (pomiędzy 9 XII 1445 a 21 IV
1446)82; kanclerstwo – Tomasz z Książa (pomiędzy 10 IX 1439 a 22 IV 1441)83 i Maciej z Otoczni (pomiędzy 22 VII 1455 a 2 II 1456)84. Po utworzeniu 7 II 1443 roku archidiakonatu pułtuskiego archidiakonem i oficjałem biskup Giżycki mianował Tomasza z Książa. Wszedł on również
do kapituły katedralnej w Płocku85. Natomiast w przypadku archidiakonatu dobrzyńskiego nominacje na ten urząd za rządów biskupa Pawła miały miejsce dwukrotnie: najpierw pomiędzy 12
73
ADP, W. Mąkowski, Acta Capituli. Odpis n. 113, 131, 133, 172, bez sygn.; ADP, Acta Episcopalia, sygn. 1,
k. 177v.
74
„Paulo de Golinino [...] auditore curiae episcopalis, iudicio”. Acta capitulorum nec non iudiciorum ecclesiasticorum selecta, t. 3, cz. 1, Acta iudiciorum ecclesiasticorum dioecesum Plocensis, Vladislaviensis et Gneznensis
(1422 - 1533), w: Monumenta medii aevi historica res gestas Poloniae illustrantia, t. 18, wyd. B. Ulanowski,
Kraków 1908-1918, n. 22, s. 9; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 126.
75
W. Góralski, Kapituła katedralna w Płocku. XII-XVI w. Studium z dziejów organizacji prawnej kapituł polskich,
Płock 1979, s. 111.
76
Po raz pierwszy z tytułem prepozyta wystąpił na posiedzeniu kapituły 11 VII 1446 roku. Acta capitulorum
Cracoviensis et Plocensis selecta (1438-1523; 1438-1525), w: Archiwum Komisji Historycznej Polskiej Akademii
Umiejętności, t. 6, n. 367, s. 95. A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku
i pierwszej połowie XV wieku (studium prozopograficzne), t. 1, Prałaci, s. 155.
77
Varia ex actis Capituli Plocensis, w: Monumenta Poloniae Historica, t. 6, wyd. W. Kętrzyński, Warszawa 1961,
s. 642.
78
Acta capitulorum Cracoviensis et Plocensis selecta (1438-1523; 1438-1525), w: Archiwum Komisji Historycznej Polskiej Akademii Umiejętności, t. 6, n. 366, s. 94-95.
79
T. Żebrowski. Paweł z Gołymina, PSB, t. 25, s. 382.
80
J. Fijałek, Polonia apud Italos scholastica saeculum XV, Fasc. 1, Polonia apud Italos litteris studentes et laurea
donati inde a Paulo Wladimiri usque ad Iohannem Lasocki collecti et illustrati, s. 88-90.
81
W. Góralski, Kapituła katedralna w Płocku, s. 112.
82
Zbiór dokumentów i listów miasta Płocka, t. 1, n. 143, s. 212.
83
W. Mąkowski, Acta Capituli. Odpis n. 56.
84
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 1, Prałaci, s. 110.
85
Po raz pierwszy z takim tytułem wystąpił na dokumencie z 2 II 1444 roku. ADP, W. Mąkowski, Acta Capituli.
Odpis, bez sygn, n. 190.
DUCHOWNI ZE STOPNIAMI AKADEMICKIMI W OTOCZENIU BISKUPA PŁOCKIEGO...
59
I a 3 II 1440 roku otrzymał ją Nasięgniew z Sułkowa, który po raz ostatni z takim tytułem wystąpił na posiedzeniu kapituły generalnej 9 IX 1441 roku86, wkrótce potem na tym urzędzie widzimy
Jakuba, który po raz pierwszy wystąpił wśród świadków na dokumencie biskupa Pawła erygującym parafię w Dąbrówce87. Oprócz prałatur w kapitule katedralnej były również kanonie. Dnia
10 IX 1442 roku Biskup ustanowił kanonikiem Jakuba s. Franciszka, uposażając go dożywotnio
wsią Olszamowo wraz z młynem88. Z kolei 12 XII 1446 roku otrzymał kanonię Jan z Kuchar89.
Jeśli chodzi o kapitułę kolegiacką w Pułtusku, to również do niej wprowadził Biskup
duchownych posiadających stopnie naukowe. Jej prepozytem w roku 1450 mianował doktora prawa kanonicznego Pawła z Gołymina90, archidiakonem uczynił magistra sztuk wyzwolonych Tomasza z Książa91, a prebendę kanonicką nadał magistrowi sztuk wyzwolonych
Aleksemu Abrachamowi z Chełchowa92. Oprócz nich prebendy otrzymali jeszcze: prepozyturę Paweł z Chociszewa, dziekanię Szymon, kanonie Jakub, Piotr z Kunina, Marcin z Narzymia, Jan z Bieniewa, Mikołaj z Makowa, Jan z Zakroczymia, Stanisław z Daniszewa,
Mikołaj z Szmotuł i Marcin z Dzierzążni93.
Doceniając ich wykształcenie i kompetencje, biskup Paweł tym właśnie duchownym powierzał określone sprawy. To oni reprezentowali rządcę diecezji w układach z innymi biskupami, np. Jakub Jaszczołd w 1444 roku czy Maciej z Otoczni w 1455/5694. Ponadto służyli
radą i pomocą w rozwiązywaniu trudnych problemów wewnątrzdiecezjalnych. W ten sposób pomagali Biskupowi w sprawnym zarządzaniu diecezją95.
Należy dodać, że nie wszyscy studiujący uzyskiwali stopnie naukowe. Niektórzy powracali nie ukończywszy studiów i włączali się w nurt życia diecezji na miarę własnych możliwości i zdobytej wiedzy. Obejmowanie jednak przez nich urzędów lub godności było o wiele rzadsze niż w przypadku duchownych ze stopniami akademickimi. Najczęściej
otrzymywali kanonie w kapitule katedralnej, rzadziej wyższe godności. Prepozytem był
Strogomir ze Zdziaru, wcześniej będąc w tej samej kapitule kanclerzem96, scholastykiem,
Ibidem, n. 69.
Wystąpił również na dokumencie biskupa Pawła erygującym archidiakonat pułtuski. ADP, W. Mąkowski, Acta
Capituli. Odpis, bez sygn. n. 133; Kodeks dyplomatyczny Księstwa Mazowieckiego, wyd. J.T. Lubomirski, Warszawa 1863, n. 189, s. 207.
88
„Pater d. Paulus de novo creando Iacobum Francisci de Plonczsko in canonicum ecclesie plocensis [...] fundavit
in villa Olschamovo [...] cum molendino [...]”. ADP, W. Mąkowski, Acta Capituli. Odpis, bez sygn, n. 119.
89
Varia ex actis Capituli Plocensis, w: Monumenta Poloniae Historica, t. 6, wyd. W. Kętrzyński, Warszawa 1961,
s. 642. A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 2, Kanonicy, s. 80; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 126,
134-135.
90
H. Rybus, Kolegiata w Pułtusku i jej kapituła, Łódź 1933, s. 20.
91
Statuta liber promotionum facultatis Philosophorum ordinis in universitate studiorum Jagiellonica ab anno
1402 ad annum 1849, wyd. J. Muczkowski, s. 10, s. 14.
92
ADP, Bulla konfirmacyjna Mikołaja V potwierdzająca erekcję i fundację kapituły kolegiackiej w Pułtusku, sygn.
276 a.
93
Tamże; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 134-135.
94
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 1, Prałaci, s. 90, s. 110.
95
W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 143.
96
Ibidem, s. 141.
86
87
WALDEMAR GRACZYK
60
Stanisław z Meszny97. Inny duchowny, Mikołaj z Łęgu otrzymał prepozyturę w kapitule
kolegiackiej św. Michała w Płocku98. Nieliczni z tej grupy pozostawali w służbie biskupa
i kapituły. Występowali w charakterze świadków na dokumentach biskupa Pawła, np. Aleksy z Płomian, Jan Marszałkowic i Świętosław z Wrzącej99.
Ogółem w otoczeniu biskupa przebywało około 30 duchownych, którzy zdobyli wykształcenie na uniwersytetach włoskich oraz w Pradze i Krakowie, przy czym 18 z nich, tj.
około 60% ukończyło je, uzyskując stopień akademicki. Pięciu zostało promowanych na
doktorów (Mikołaj z Błonia, Mikołaj z Mirzyńca, Paweł z Gołymina, Ścibor z Belska (starszy) i Jakub z Kłodawy), ośmiu uzyskało stopień magistra (Maciej z Otoczni, Tomasz
z Książa, Jakub z Piotrkowa, Mikołaj z Promny, Paweł z Grąbczewa, Stanisław z Sobniowa,
Jakub z Gutkowa, Bogusław) a pięciu – stopień bakałarza (Jakub Jaszczołd, Jakub z Iłowa,
Piotr z Radzymina, Stanisław z Główczyna i Paweł). Kilku, pomimo ukończenia studiów
i uzyskania stopnia naukowego, nie pełniło żadnych funkcji w centralnych urzędach diecezji, pozostając duszpasterzami parafii. Wiadomo, że stopień magistra mieli księża Bogusław
– proboszcz z Drobina100 i Jakub z Gutkowa101, a stopień bakałarza Paweł, proboszcz z Bulkowa102. Tak wysoki procentowy udział duchownych ze stopniami akademickimi w otoczeniu biskupa Pawła Giżyckiego, świadczy o tym, że chciał on mieć w najważniejszych urzędach i instytucjach diecezjalnych duchownych wykształconych, odznaczających się
wysokimi kwalifikacjami intelektualnymi, którzy mogli mu służyć radą i pomocą w sprawnym zarządzaniu diecezją płocką.
Clergymen with Academic Degrees in the Milieu of Paweł Giżycki, the Bishop
of Płock (1439-1463)
Summary
From 1439 to 1463, Bishop Paweł Giżycki, the Bishop of Płock is considered to have
been one of the most prominent bishops of Mazovia duringthe Middle Ages. He was not
only committed to the institutional development of the Church in the Diocese of Płock, but
was also actively involved in Polish politics of the mid-15th century. With a view to governing the Diocese with diligence and efficiency, he surrounded himself with a large number
of clergymen educated both at the University in Krakow and abroad. His milieu counted
about 30 clergymen holding university degrees. Their sheer number proves that his desire
was to fill the most important offices and institutions in the Diocese with clergymen having
excellent intellectual qualifications, so that they could furnish him with advice and assistance in his work as governor.
Ibidem, s. 130.
Archiwum Diecezjalne Płockie (ADP), W. Mąkowski, Acta Capituli. Odpis, bez sygn. n. 52, 55.
99
A. Radzimiński, Prałaci i kanonicy kapituły katedralnej płockiej w XIV wieku i pierwszej połowie XV wieku
(studium prozopograficzne), t. 2, Kanonicy, s. 26, s. 82, s. 148; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 127-128.
100
ADP, Acta Episcopalia, sygn. 1, k. 6v.
101
Ibidem, e k. 128.
102
Ibidem, k. 83; W. Graczyk, Paweł Giżycki biskup płocki (1439-1463), s. 128.
97
98
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Anna Sylwia Czyż
WNHiS UKSW, Warszawa
Artyści włoscy w Wielkim Księstwie
Litewskim w okresie nowożytnym – przegląd
problematyki
i postulaty badawcze
Zintensyfikowanie badań nad sztuką ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego nastąpiło
w latach 90. ubiegłego wieku, jako pośredni efekt „jesieni ludów”1. Jednak wśród różnorodnych zagadnień podejmowanych przez badaczy polskich, litewskich i białoruskich dość
rzadko pojawia się wyodrębniona kwestia obecności artystów włoskich2 i ich znaczenia dla
sztuki Wielkiego Księstwa Litewskiego, także w kontekście sztuki Korony.
1.Stan badań
Temat ten nie jest oczywiście nowy. Podjęto go jeszcze w XIX w. w odniesieniu do całej
Rzeczpospolitej. Tu wystarczy wspomnieć o opracowaniu Sebastiana Ciampiego związanego
z Uniwersytetem Wileńskim3, a także o pierwszych monografiach artystów włoskich publikowanych m.in. w kolejnych tomach „Rocznika Krakowskiego” czy w seriach wydawanych przez
Polską Akademię Umiejętności. Analogiczną rolę spełniały wileńskie czasopisma „Wizerunki
i roztrząsania naukowe” wydawane w latach 1835-1843, „Athenaeum” ukazujące się w latach
1841-1851, oraz „Teka Wileńska” z lat 1857-1858. Publikowano w nich pierwsze artykuły o zabytkach Wielkiego Księstwa Litewskiego, w których powstaniu mieli udział włoscy artyści4.
Wiadomości o nich znajdujemy także w książkach dotyczących historii Litwy i jej stolicy pióra
1
Do wspomnianego przełomu wiedzę o sztuce na tym terenie badacze opierali na publikacjach sprzed 1939 r.
autorstwa przede wszystkim Tadeusza Mańkowskiego, Stanisława Lorentza, Władysława Tatarkiewicza, Mariana
Morelowskiego, Witolda Kieszkowskiego, Jerzego Ordy, Piotra Bohdziewicza, Józefa Jodkowskiego, czy ks. Piotra Śledziewskiego.
2
Termin Włosi – Włochy występuje tu w ujęciu geograficznym. Zob. W. Tygielski, Włosi w Polsce XVI-XVII
wieku. Utracona szansa na modernizację, Warszawa 2005, s. 17-26.
3
S. Ciampi, Bibliografia critica delle antiche reciproche corrispondenze [...] dell’Italia colla Russia, colla Polonia et altre parti settentrionali, Lucca 1834-1842, t. 1-3.
4
Np. artykuły Michała Homolnickiego: Katedra wileńska. Ozdobienie i wyporządzenie kościoła katedralnego
wileńskiego, oraz kilka słów o pożytkach z ozdoby i dostojności obrzędów kościelnych, „Wizerunki i roztrząsania
naukowe”, t. 2, 1838, s. 1-113; Obnowa kaplicy świętego Kazimierza, z historycznemi o dawnym jej stanie wiadomościami, „Wizerunki i roztrząsania naukowe”, t. 13, 1840, s. 1-123; Katedra wileńska. Artykułów historycznych
do opisania kaplicy św. Kazimierza ciąg dalszy, „Wizerunki i roztrząsania naukowe”, t. 14, 1840, s. 5-81; J. K., Założenie, dokończenie tudzież stan obecny kościoła Pana Jezusa na Antokolu, „Wizerunki i roztrząsania naukowe”,
t. 20, 1841, s. 82-84.
ANNA SYLWIA CZYŻ
62
Michała Balińskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego i Teodora Narbutta5. Prace dziewiętnastowiecznych historyków kontynuowali w okresie międzywojnia przede wszystkim Michał Brensztejn i Euzebiusz Łopaciński, którzy na podstawie kwerend archiwalnych stworzyli pierwszy katalog artystów i rzemieślników wileńskich, wśród których odnajdujemy Włochów6. Euzebiusz
Łopaciński zajmował się także antokolskimi pałacami Sapiehów i Słuszków wznoszonych przez
artystów włoskich7. Za przykład pierwszych monografii mistrzów włoskich niech natomiast posłuży opracowanie Witolda Kieszkowskiego o architekcie Carlo Spampanim8.
Dziedzictwem dawnych wieków zajmowali się także Litwini, publikując m.in. w „Naujoji Romuva”, czasopiśmie o profilu literacko-historycznym. Wśród badaczy litewskich warto
wymienić szczególnie Halinę Kairiūkštytė-Jacinienė, autorkę pierwszej monografii Pożajścia9. Po II wojnie światowej jej prace kontynuował Vladas Drėma10.
Najważniejszym badaczem, który do tej pory zajmuje się wyodrębnioną kwestią obecności artystów włoskich w Wielkim Księstwie Litewskim jest Mariusz Karpowicz. Jeszcze
w latach sześćdziesiątych XX w. poświęcił on swoje studia wybranym twórcom siedemnastego stulecia pracującym na omawianym obszarze11. W 1989 r. na konferencji „Kultura artystyczna Wielkiego Księstwa Litewskiego w epoce baroku” wygłosił referat zatytułowany
„Artyści włoscy w Wilnie w XVII wieku”12. Niedługo później opublikował ważną rozprawę
dotyczącą działalności w Pożajściu Pietra Puttiniego i Giovanniego Merliego13. Zainteresowania Mariusza Karpowicza wiążą się z okresem największego wpływu sztuki włoskiej
i największej aktywności artystów włoskich na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego,
który bez wątpienia przypada na siedemnaste stulecie. Pierwsze ślady ich obecności są jednak wcześniejsze.
M. Baliński, Opisanie statystyczne miasta Wilna, Wilno 1835; Idem, Historia miasta Wilna, Wilno 1836, t. 1-2;
T. Narbutt, Dzieje starożytne narodu litewskiego, Wilno 1835-1841, t. 1-9; J. I., Kraszewski, Wilno od początków
jego, do roku 1750, Wilno 1838-1842, t. 1-4.
6
M. Brensztejn, Zegarmistrzostwo wileńskie w wiekach XVI i XVII, „Ateneum Wileńskie” 1923, s. 29-38; Idem,
Zarys dziejów ludwisarstwa na ziemiach b. Wielkiego Księstwa Litewskiego, Wilno 1924; E. Łopaciński, Nieznane
dane archiwalne i wiadomości źródłowe do historii sztuki Wilna i b. W. X. Litewskiego od XVII do początków XIX
w., „Prace i Materiały Sprawozdawcze Sekcji Historji Sztuki TPN Wilno”, t. 3, 1938/39, s. 49-107 (cz. 2 Wiadomości o artystach Wilna i ziem okolicznych, s. 319-334); Idem, Materiały do dziejów rzemiosła artystycznego
w Wielkim Księstwie Litewskim (XV-XIX w.), Warszawa 1946.
7
Pałac Sapieżyński na Antokolu w Wilnie, – „Prace i Materiały Sprawozdawcze Sekcji Historji Sztuki TPN Wilno”, t. 3, 1938/39, s. 294-295; Pałac Słuszków na Antokolu w Wilnie, – „Prace i Materiały Sprawozdawcze Sekcji
Historji Sztuki TPN Wilno” t. 3, 1938/39, s. 293-294; Pałac Słuszków, „Wilno”, t. 1, 1939, nr 1, s. 13-27.
8
W. Kieszkowski, Carlo Spampani, architekt włoski, czynny w Polsce w XVIII w., „Biuletyn Historii Sztuki
i Kultury”, t. 1, 1932, nr 1, s. 24-35 (cz. 2 nr 2, s. 63-72).
9
H. Kairiūkštytė-Jacinienė, Pažaislis, baroko vienuolynas lietuvoje, Kaunas 1930 (drugie wydanie Vilnius 2001).
10
Np. Nieznane materiały do działalności Wawrzyńca Gucewicza, Piotra Rossi, Tomasza Righi oraz Karola i Kazimierza Jelskich, „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 28, 1966, nr 3/4, s. 365-373; Dingęs Vilnius, Vilnius 1991 (drugie
wydanie Vilnius 2013).
11
Np. Palloni a Del Bene, „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 22, 1960, nr 2, s. 123-138; Nieznane dzieło Francesco
Rossiego, „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 22, 1960, nr 4, s. 378-383; Kilka słów o Pożajściu i mecenasie Paców (na
marginesie litewskiej monografii), „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 23, 1961, nr 2, s. 167-171; Działalność artystyczna
Michelangela Palloniego w Polsce, Warszawa 1967.
12
Referat opublikowano w materiałach pokonferencyjnych: Kultura artystyczna Wielkiego Księstwa Litewskiego
w epoce baroku, red. J. Kowalczyk, Warszawa 1995, s. 59-77. Zob. także M. Karpowicz, Artisti italiani a Vilna nel
Seicento, w: La via dell’ambra, red. R. C. Lewanski, Bologna 1994, s. 219-232.
13
Artyści włoscy w Pożajściu. Pietro Puttini i Giovanni Merli, „Rocznik Historii Sztuki”, r. 21, 1995, s. 317-334.
5
WŁOSCY ARTYŚCI W WIELKIM KSIĘSTWIE LITEWSKIM...
63
2.Renesansowe początki
Przyjmuje się, że Włosi pojawili się na Litwie14, przede wszystkim w otoczeniu jej władców, po połowie XIII w. Byli to różni doradcy i pośrednicy, kupcy oraz przedstawiciele duchowieństwa. Natomiast pierwsi artyści włoscy pojawiają się na terenie Wielkiego Księstwa
Litewskiego, a konkretnie w Wilnie, z początkiem XVI w., co wiąże się z rozprzestrzenianiem sztuki renesansu pod światłym mecenatem ostatnich Jagiellonów. Dość przypomnieć,
że Bartolomeo Berrecci w Wilnie roku 1517 przedstawił i omówił z Zygmuntem Starym
kształt mauzoleum projektowanego przy katedrze krakowskiej. Ten znakomity artysta nie
pozostawił na Litwie żadnych swoich dzieł15. Z Wilnem związali się natomiast jego współpracownicy: Bernardino de Gianotis i Giovanni Cini, którzy wraz z Philippo da Fiesole
prowadzili dynamiczne przedsiębiorstwo budowlano-rzeźbiarskie, zatrudniając w nim pracowników - Włochów (np. Bartolomeo ze Sieny, Joannis z Florencji). Bernardino da Gianotis spędził w Wilnie kilka lat. W 1534 r. podpisał umowę z biskupem Janem na wzniesienie
katedry16. Do prac zgodnie z umową przystąpiono po ukończeniu katedry w Płocku, czyli
w 1536 r. Ostatecznie świątynia projektu Gianotisa przyjęła kształt wydłużonego prostokąta,
który na trzy nawy został podzielony szesnastoma filarami. Dwukondygnacyjna, bezwieżowa fasada a także system zewnętrznych przypór zbliżały realizację do katedry w Turynie.
Bernardino da Gianotis zajmował się także przebudową Zamku Dolnego, a z fundacji Bony
wykonał nagrobek księcia Witolda, przeznaczony do katedry wileńskiej, przekształcony następnie w 1573 r. na polecenie biskupa Waleriana Protasiewicza17.
Niebagatelną rolę musiał odegrać Giovanni Cini, który przebywając w Wilnie kilkanaście
lat, był odpowiedzialny za prace dekoracyjne przy katedrze i Zamku Dolnym. Uczestniczył
też w realizacjach sepulkralnych Bernardina de Gianotisa. Dla Zygmunta Augusta Giovanni
Cini wznosił od 1544 r. skrzydło północno-zachodnie Zamku Dolnego, tzw. Pałac Nowy
(w przeciwieństwie do Pałacu Starego fundacji jego ojca), a także zaprojektował świątynię
– mauzoleum. Prace te wpisywały się w zakrojone na szeroką skalę realizacje na terenie doliny Świętoroga, związane z ideą stworzenia w Wilnie reprezentacyjnego ośrodka Jagiellonów i kontynuacją ambicji artystycznych Zygmunta Starego, którego sukcesorem w tej kwestii pozostał ZygmuntAugust. Giovanni Cini projekt wspomnianego kościoła dostarczył w 1551 r.,
a dwa lata później król zlecił mu wykonać ołtarz. Zapewne nastawa miała przyjąć kształt architektoniczno-rzeźbiarski. Ten nowy typ ołtarzy, który znamy z katedry wawelskiej, kolegiaty w Opatowie i kościoła w Bodzowie szerzej jednak w Rzeczpospolitej nie został przyjęty. Sama świątynia – drugie mauzoleum Jagiellońskie – wznoszona była na rzucie wydłużo14
Termin Litwa występuje tu jako synonim Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zob. H. Wisner, Rzeczpospolite
szlachty litewskiej. Schyłek wieku XVI-pierwsza połowa XVII wieku, „Barok”, t. 13, 2006, nr 1, s. 17-30.
15
Trudno jednoznacznie potwierdzić, jego udział w przebudowie Zamku Dolnego. W czasie głównych prac Berracciego zajmował zamek wawelski oraz kaplica Zygmuntowska. Zamek Dolny w Wilnie wzniesiono do 1529 r.,
kiedy odbyła się w nim uroczystość wyniesienia nieletniego Zygmunta Augusta na tron wielkoksiążęcy. Budowlę
częściowo strawił pożar w 1530 r. Prace na terenie Zamku Dolnego były prowadzone w późniejszym czasie przez
Zygmunta Augusta, a potem przez Wazów. Kres jego istnienia zapoczątkowała okupacja moskiewska w 1655 r.
Ostatecznie ruiny zamku zostały rozebrane w latach 1799-1801.
16
Odnotować jednak należy, że pierwsze prace w duchu renesansowym podjął przy katedrze w 1522 r. inny architekt włoski zwany Janem (Annus, Hanusz), ale prace przerwał pożar w 1530 r. Nie wiemy też, jaki był ich zakres.
17
R. Kunkel, Renesansowa katedra płocka i jej twórca Bernardinus de Gianotis, „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 49,
1987, nr 3/4, s. 227-250. Zob. M. Paknys, Paslaptingojo Antakalnio riterio antkapis, „Naujasis Žiys-Aidai”, t. 15,
2005, nr 5, s. 173-179.
ANNA SYLWIA CZYŻ
64
nym jako jednonawowa, a więc wbrew rozpoczętej na Wawelu tradycji budowli centralnych
zwieńczonych kopułą, która w Wilnie doczekała się takich powtórzeń jak kaplica św. Kazimierza (od 1623) czy kaplica Świętej Trójcy (1627-1642). Nagrobki żon Zygmunta Augusta
miały znaleźć się w prezbiterium mocno wyizolowanym od korpusu świątyni-mauzoleum.
Król zamówił je u uznanych artystów włoskich. Giovanni Cini i Giovanni Maria Padovano
w latach 1546-1552 wykonali nagrobek Elżbiety Habsburżanki, który niezmontowany czekał
w wileńskim klasztorze Franciszkanów na ukończenie kościoła18. W 1553 r. Zygmunt August
zamówił nagrobek Barbary Radziwiłłówny u Giovanniego Marii Padovano19.
W ten sposób, jak to ujął Mieczysław Zlat, „pojawiły się już w pierwszej połowie XVI
wieku najdalej na wschód i północ wysunięte przerzuty sztuki włoskiego renesansu”, Wilno
zaś upodobniło się „do Krakowa także florencko-rzymskim charakterem pierwszych dzieł
renesansu”20. Niestety ze wspomnianych renesansowych realizacji niewiele się zachowało.
Archiwalia i przekazy ikonograficzne są skromne, ale nadal czekają na lepszą analizę. Od
1987 r. na terenie Zamku Dolnego trwały regularne prace archeologiczne21, które od 2002 r.
wiązały się z projektem jego „odbudowy” zrealizowanej do 2009 r. O ile jesteśmy w stanie
na tym etapie badań określić jego kształt zewnętrzny z czasów bezpośrednio przed zniszczeniem w latach 1799-1801, kubaturę, plan przyziemi, o tyle nadal wiele trudności sprawia
nawarstwianie się Zamku Dolnego związanego z prowadzonymi pracami i za Jagiellonów
i za Wazów. Problematyczna pozostaje także m.in. kwestia krużganków dziedzińca oraz
układ i funkcje poszczególnych pomieszczeń, w tym ich wystrój.
Warto też podkreślić, że nie zawsze nagrobki czy też kamienne detale do Zamku Dolnego
wykonywano na miejscu. Cini i Gianotis bezsprzecznie pracowali w Wilnie. Natomiast gotowe elementy nagrobka Elżbiety Habsburżanki załadowano w Krakowie na dziewiętnaście
skrzyń i 6 stycznia 1552 r. na sześciu wozach wysłano drogą lądową. Z kolei rok później
szlakiem wodnym wyekspediowano osiem bloków „marmuru” z Salzburga, z którego w Wilnie Giovanni Maria Padovano miał wykonać nagrobek Barbary Radziwiłłówny22.
W kontekście rzeźby sepulkralnej warto podkreślić, że poważniejszych analiz wymagają
zachowane w stanie często szczątkowym realizacje sepulkralne zamawiane wzorem Jagiellonów przez możnowładców litewskich w nowym – renesansowym stylu. W polskiej literaturze przywołuje się w zasadzie tylko płytę z nagrobka wojewody wileńskiego Wojciecha
Gasztołda dłuta Bernardina de Gianotisa z lat 1535-1540. Ostatnio Michał Wardzyński zajmując się kamiennymi zabytkami Litwy wspomniał o płycie biskupa Pawła Holszańskiego
oraz fragmentach płyty biskupa Waleriana Protasewicza z katedry wileńskiej. Ta pierwsza
Z nagrobka Elżbiety miało pochodzić tondo znajdujące się przed I wojną światową w Muzeum Rumiancewa
w Moskwie.
19
H. Kozakiewiczówna, Z działalności budowlanej Zygmunta Augusta (kościół św. Anny – św. Barbary na dolnym
zamku wileńskim), „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 30, 1968, nr 4, s. 436-444. Nie można także pominąć nagrobka
Aleksandra Jagiellończyka, hipotetycznej fundacji Zygmunta Starego oraz nagrobka bpa Jana z książąt litewskich
z lat 1556-1560, fundacji Zygmunta Augusta. Oba pomniki powstały w warsztatach włoskich.
20
M. Zlat, Renesans i manieryzm, Warszawa 2008, s. 62.
21
Pierwsze prace archeologiczne zostały podjęte na terenie Zamku Dolnego jeszcze w 1900 r. Wrócono do nich
w 1964 r. Prace na Zamku Górnym były przeprowadzone w latach 1936-1940. Badania na Górze Zamkowej, „Kurier Wileński” 1936, 5 XII, s. 7.
22
M. Wardzyński, Analiza materiałowa zabytków małej architektury i rzeźby kamiennej z XVI i początku XVII
wieku w Wilnie i w Nieświeżu, w: Sztuka Kresów Wschodnich, red. A. Betlej, P. Krasny, współpraca J. Wolańska,
M. Biernat, Kraków 2006, t. 6, s. 195.
18
WŁOSCY ARTYŚCI W WIELKIM KSIĘSTWIE LITEWSKIM...
65
realizacja jest łączona z Giovannim Marią Padovano, ale wydaje się, że atrybucja ta jest
chybiona. Trudno także bezsprzecznie związać ją z warsztatem Giovanniego Ciniego, co
proponuje z kolei Michał Wardzyński23. Płytę nagrobną biskupa Waleriana Protasewicza
z lat 1555-1558 słusznie natomiast przypisuje się warsztatowi Giovanniego Marii Padovana.
Należy także zwrócić uwagę, że wspomniane płyty były wielokrotnie przenoszone w obrębie katedry i obecnie funkcjonują bez oprawy architektonicznej. Należałoby więc zadać
pytanie o ich pierwotny kształt, a także pokusić się o ich rekonstrukcję komputerową, oczywiście zrealizowaną we współpracy historyków sztuki, konserwatorów – specjalistów
w dziedzinie kamienia oraz informatyków. Pierwszych prób scharakteryzowania oprawy
architektonicznej dokonała Marija Matušakaitė, wskazując na renesansowe nagrobki biskupie z katedry wawelskiej autorstwa Bartolomeo Berreciego i Giovanniego Marii Padovana24.
Na miejscu są też pytania o wpływ wymienionych nagrobków królewskich, książęcych
i możnowładczych na kształt plastyki sepulkralnej Wielkiego Księstwa Litewskiego. W tym
względzie potrzebne są nie tylko prace inwentaryzacyjne na omawianym obszarze, ale wykorzystanie przekazów archiwalnych i starych druków, choćby korpusu inskrypcji Szymona
Starowolskiego „Monumenta sarmatarum beatae aeternitati” z 1655 r. Wspomniane prace
inwentaryzacyjne to rozpisane na wiele lat przedsięwzięcie, które jest obecnie prowadzone
przez badaczy z Litwy i z Polski25. Ci ostatni działają na obszarze Białorusi pod kierunkiem
Marii Kałamajskiej-Saed oraz Marcina Zglińskiego. Owocem ich pracy są sukcesywnie publikowane katalogi, które stanowią podstawowe źródło dla dziejów sztuki Wielkiego Księstwa Litewskiego26.
Warto także przypomnieć, że w Wielkim Księstwie Litewskim istniał drugi ośrodek renesansu. W Grodnie pod patronatem Stefana Batorego działał Santi Gucci, który ok. 1580 r.
przebudowywał Zamek Stary i wzniósł na jego terenie pałac, być może przy udziale Rudolfina da Camerino27. Jednak o tym, co działo się w wieku XVI w Grodnie, wiemy jeszcze
mniej niż o samym Wilnie.
3.Złotniczy epizod?
Mówiąc o renesansie w Wielkim Księstwie Litewskim, nie można pominąć rzemiosła
artystycznego, a przede wszystkim złotnictwa. Ostatnio stan badań w tym zakresie znacznie
się poszerzył dzięki ważnej rozprawie Birutė Rūte Vitkauskienė. Okazuje się, że Zygmunt
August przyjął na służbę dworską w Wilnie złotników włoskich: Wincenta („Vincentius
Ibidem, s. 188-189, 191.
M. Matušakaitė, Išėjusiems atminti. Laidosena ir kapų ženklinimas LDK, Vilnius 2009, s. 39 nn.
25
Na marginesie należy przypomnieć, że pierwsze prace inwentaryzacyjne podjęto jeszcze w XIX w. Kontynuowano je także w okresie przynależności Litwy do ZSRR, czego efektem była m.in. publikacja Lietuvos TSR istorijos ir kultūros paminklų sąvadas, Vilnius 1988, t. 1-2. Z innych opublikowanych katalogów należy wspomnieć:
Kultūros paminklų enciklopedija, Vilnius 1996-1998, t. 1-2 oraz o sukcesywnie wydawanych katalogach zabytków
kościołów litewskich.
26
Wyniki inwentaryzacji są publikowane w serii Materiały do dziejów sztuki sakralnej na ziemiach wschodnich
dawnej Rzeczypospolitej, w częściach zatytułowanych Kościoły i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa nowogródzkiego, Kościoły i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa wileńskiego oraz Kościoły
i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa brzesko-litewskiego.
27
J. Lileyko, Przebudowa Starego Zamku w Grodnie na cele sejmowe w latach 1673-1678,
w: Kultura artystyczna…, op. cit., s. 130-135.
23
24
ANNA SYLWIA CZYŻ
66
Italus Aurifex”) i Bartłomieja („Bartholomeus Italus aurarius”). Bartłomiej pozostawał tu do
1559 r. i dalsze jego losy nie są znane. Wincenty jest natomiast łączony z Vincenzo Palumbą,
późniejszym dzierżawcą warzelni soli w Wieliczce. W Wilnie pracował także „Antonius
Italus”, który w latach 1545-1549 zajmował się naprawami naczyń pogaszdołdowskich,
a także realizował drobne prace dla Elżbiety Habsburżanki. Od ok. 1563 r. na służbę dworską w Wilnie wstąpił ponadto Pietro Platina, który w październiku 1569 r. mianowany został
rytownikiem i probierzem w mennicy wileńskiej. Od tego też czasu mieszkał stale w stolicy
Wielkiego Księstwa Litewskiego, pracując później dla Stefana Batorego i Zygmunta III28.
Ostatnim złotnikiem zatrudnionym na dworze Zygmunta Augusta był Christianus Pasquillo,
którego określono jako „aurifabrum Vilnensis”, co jednoznacznie wskazuje na miejsce jego
stałej pracy29.
Z Zygmuntem Augustem związany był także wybitny złotnik Gian Giacomo Caraglio
z Werony, który podróżował ze swoimi narzędziami za dworem królewskim. Po raz pierwszy jurgielt zapłacono mu w Wilnie 15 listopada 1545 r. Regularność kwartalnych wypłat
wskazuje, że Caraglio przebywał tu do grudnia 1547 r. Wykonał w tym czasie m.in. dwa
wizerunki Bony: intaglio w krysztale górskim (Mediolan, Biblioteka Ambrosiana) oraz medal (1546, Muzeum Narodowe w Krakowie). Kolejny raz przebywał Caraglio w Wilnie od
drugiej połowy 1552 r. W kwietniu następnego roku przekazano mu wynagrodzenie za pracę, przy której pomagali mu Kasper Castiglione, Gaspar ze Stardomia (ponownie w Wilnie
od 1555) i Łukasz Suski. Ostatni raz Caraglio przebywał w Wilnie od drugiej połowy 1559
r. do co najmniej maja 1562 r., kiedy to wykonał m.in. dwie podobizny króla w sardonyksie30. W kontekście złotnictwa, ale i innych dziedzin sztuki reprezentowanych przez Włochów, ciekawie byłoby zbadać, jak ich obecność wpłynęła na miejscowe warsztaty. Złotnicy
wileńscy zorganizowali się w cech jako pierwsi (1495) na Litwie. Ich twórczość rozwijała
się dynamicznie, szczególnie w pierwszej połowie XVII w., czy wpływ na to mieli włoscy
przybysze czy może raczej artyści-rzemieślnicy z Polski i z Niemiec. Warto także pytać,
w jaki sposób lokalni twórcy adaptowali artystyczne nowinki i czy ewentualna recepcja jest
typowa czy odmienna dla innych ośrodków.
4.Przełom wieków XVI i XVII
W XVI w. artyści włoscy przybywali na Litwę via Kraków. Wraz ze zmieniającą się geografią artystyczną w Polsce zmieniała się sytuacja także w Wielkim Księstwie Litewskim.
Duży ruch budowlany na tym terenie pod koniec XVI w. i w pierwszej połowie XVII w.
związany jest przede wszystkim z fundacjami Radziwiłłów (np. kościół pw. św. Anny w Białej, 1597-1602; kościół parafialny w Czarnawczycach, przed 1616), Sapiehów (np. kościół
pw. św. Michała w Wilnie, 1595-1625; kościół pw. św. Anny w Kodniu, Giovanni Cangere,
Dla Stefana Batorego wykonał kilka medali. Najważniejsze z nich datowane są na 1586 r. i wiążą się z odzyskaniem przez króla Połocka i Inflant. B. R. Vitkauskienė, Złotnictwo wileńskie. Ludzie i dzieła XV-XVIII wiek,
Warszawa 2006, s. 180. Zob. także G. Błaszczyk, Pochodzenie złotników wileńskich do końca XVI wieku, „Lituano-Slavica Posnaniensia. Studia Historica”, t. 11, 2005, s. 115-152.
29
B. R. Vitkauskienė, op. cit., s. 155, 157, 163, 167, 169-170, 179-180.
30
Obie gemmy datowane są na ok. 1560 r. Jedna znajduje się w Ermitażu, a druga w zbiorach Leo Merza w Bernie. Ibidem, s. 158-163, 171. Zob. także J. Wojciechowski, Caraglio w Polsce, „Rocznik Historii Sztuki”, r. 25,
2000, s. 5-64.
28
WŁOSCY ARTYŚCI W WIELKIM KSIĘSTWIE LITEWSKIM...
67
1631-1636, 1644; kościół parafialny w Siemiatyczach, 1626-1637) i Chodkiewiczów (fara
w Nowogródku, ok. 1640). Powstały wówczas świątynie, co należy szczególnie podkreślić,
powiązane z lubelskim ośrodkiem artystycznym, gdzie ton nadawali przybysze z pogranicza
szwajcarsko-lombardzkiego31. Od ok. 1620 r. na sklepieniach budowli wznoszonych na Litwie warsztaty wywodzące się z kantonów Ticino i Grigione oraz z włoskiej prowincji Como
kładły siatkę stiukową w swej odmianie określanej jako tzw. dekoracja lubelska, a której
początków szukać należy na pograniczu szwajcarsko-lombardzkim, pamiętając o układach
sieci kasetonowych występujących w bazylikach i termach antycznego Rzymu oraz o ich
północnowłoskiej redakcji w pierwszej połowie XVI w. Na przykładzie związków sztuki
Wielkiego Księstwa Litewskiego z Lublinem należy podkreślić konieczność osadzenia jej
w kontekście regionów artystycznych w Polsce. Wydaje się, że za czasów Władysława IV
i Jana Kazimierza kluczowym miejscem będzie z kolei Warszawa.
Wyjątkowym ośrodkiem na przełomie wieków w Wielkim Księstwie Litewskim był Nieśwież, gdzie w kręgu mecenatu Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła „Sierotki” powstały wybitne realizacje w stylistyce manierystyczno-wczesnobarokowej. Pracowali dla niego jezuiccy
architekci – Giovanni Maria Bernardoni i Giuseppe Brizio, związani uprzednio z Lublinem,
którzy w Nieświeżu wznieśli niezwykle ważny dla architektury tego regionu kościół pw.
Bożego Ciała (1587-1593). W latach 1589-1600 działał tu Gaspar Fodiga z Mesocco w Valle Mesolcina, który następnie przewodniczył artystycznemu środowisku w Chęcinach. Identyfikuje się go z „Mistrzem Wyprostowanych Figur”, który ma być odpowiedzialny za jedną
z najwybitniejszych kreacji środowiska chęcińskiego, czyli zespołu figur z nagrobka Pawła
Sapiehy i jego żon w kościele Franciszkanów w Holszanach z lat dwudziestych XVII w.32
Mówiąc o Nieświeżu, nie sposób pominąć oryginalnego w skali europejskiej manierystycznego ołtarza Świętego Krzyża z kościoła Jezuitów (1583, przekształcany przed 1594), który
w Wenecji wykonali Girolamo Campagna i Cesare Franco. Ci sami artyści są także autorami
nagrobka Krzysztofa Mikołaja Radziwiłła, który także umieszczono w kościele pw. Bożego
Ciała w Nieświeżu. Te dwa importy włoskie, których twórcy wykorzystali manierystyczną
zasadę rotto, doczekały się starannego opracowania pióra Tadeusza Bernatowicza33. Kolejne
czekają na identyfikację i naukową refleksję, a dotyczy to przede wszystkim zbiorów malarstwa w muzeach i galeriach litewskich oraz białoruskich, ale także rosyjskich. Obrazy wyrwane z naturalnego kontekstu są dla nas niemymi świadkami działalności artystów włoskich czy też zakupów w Italii. Podobna uwaga dotyczy malarstwa znajdującego się
31
T. Bernatowicz, Rola Lublina w architekturze sakralnej Wielkiego Księstwa Litewskiego, w: Sztuka ziem
wschodnich Rzeczpospolitej XVI-XVIII w., red. J. Lileyko, Lublin 2000, s. 15-36. W samym Wilnie przedstawiciele
pogranicza szwajcarsko-lombardzkiego pojawili się już wcześniej. W 1560 r. Zygmunt August wysłał z Krakowa
kilku muratorów, wśród których odnotowano: Petrusa Ronka i Jacobusa del Ronko określonych jako „Mediolanensis”, Joannesa de Melan „del Lacon de Lucan” z braćmi Jacobusem i Dominicusem, dalej Petrusa de Sandre
de Woltoline i Joannesa de Val Clavena de la villa Piur. S. Kozakiewicz, Działalność Komasków, Tessyńczyków
i Gryzończyków w Polsce – okres renesansu (1520-1580), „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 21, 1959, nr 1, s. 16.
32
Obecnie w Muzeum Białoruskiej Narodowej Akademii Nauk w Mińsku. M. Wardzyński, Nagrobek Pawła Sapiehy i jego żon w kościele oo. franciszkanów w Holszanach, w: Litwa i Polska. Dziedzictwo sztuki sakralnej, red.
W. Boberski, M. Omilanowska, Warszawa 2004, s. 99-116.
33
T. Bernatowicz, Miles Christianus et Peregrinatus, Warszawa 1998. Zob. także M. Wardzyński, Analiza materiałowa…, op. cit., s. 196-197, 205-207.
ANNA SYLWIA CZYŻ
68
w zbiorach kościelnych, które w zasadzie do końca lat 90. były dla szerszego grona badaczy
zupełnie niedostępne34.
W kontekście wpływów środowiska artystów włoskich na twórców lokalnych, ale także
na gusta zamawiających warto raz jeszcze przywołać zabytki małej architektury z Nieświeża. Podkreślając, że są one pierwszymi przykładami pominięcia ziem Korony w recepcji
awangardowych dzieł sztuki włoskiej, można pokusić się o smutną konstatację, że ich intelektualne i formalne wysublimowanie okazało się zbyt nowoczesne dla odbiorcy nienawykłego do obcowania z takimi dziełami. Ołtarz Świętego Krzyża powtórzono jedynie w tym
samym kościele w Nieświeżu, ale dopiero w latach ok. 1750-1753 (ołtarz Najświętszej Panny Marii). Nagrobek Krzysztofa Mikołaja Radziwiłła nie znalazł natomiast bezpośrednich
kontynuacji, choć mógł stać się inspiracją dla nagrobków edikulowych prezentujących popiersie zmarłego, popularnych w Polsce dopiero od lat trzydziestych XVII w.35 W Wilnie
znajdzie on swoje echo w nagrobku Teodory Krystyny z Tarnowskich Sapiehy.
5.Dominacja artystyczna
W samym Wilnie realizacje artystów włoskich w czystym duchu baroku datują się od ok.
1620 r. i choć mają one stosunkowo dużą literaturę przedmiotu, to nadal wiele kwestii wymaga wyjaśnienia. Przykładem może być dzieło prestiżowe – przykatedralna kaplica św.
Kazimierza (1623-1633, 1636, przebudowa do 1692). Nie ustalono dotychczas w sposób
jednoznaczny jej projektanta. Marian Morelowski intuicyjnie przypisał kaplicę Constantemu Tencalli z Bissone. Atrybucję tę podważył Mariusz Karpowicz i po analizie formalnej
wskazał na Matteo Castellego z Melide, ucznia Carla Maderny. Sprawa nie jest jednak ostatecznie rozsądzona, bowiem źródła archiwalne dobitnie wskazują na Tencallę. Poza tym
wiemy, że i ten architekt odbył praktykę rzymską u Carla Maderny, którego przemożny
wpływy widać w architekturze kaplicy. Sprawy nie przesądza Piotr Jamski, przygotowujący
monografię obiektu. Za osobą Tencalli jako projektanta kaplicy św. Kazimierza opowiada
się zdecydowanie Birutė Rūte Vitkauskienė, która analizuje dotychczas pomijane dokumenty z epoki przechowywane m.in. w Bibliotece Jagiellońskiej i w Lietuvos Valstybės Istorijos
Archyvas36. Wyjaśnień wymaga też ewentualny udział w dekoracji stiukatorskiej kaplicy
niejakiego „Trevano di Lugano” (notowany tam w latach 1636-1638), którego siłą rzeczy
kojarzy się z Giovanim Battistą Trevano. Warto podkreślić, że w kontekście sanktuarium
wymieniany jest też Giacinto Campana, chyba pierwszy malarz włoski nad Wilią znany z imienia i nazwiska, przedstawiciel szkoły bolońskiej.
Kluczowa w kontekście sztuki sakralnej była wystawa „Krikščionybė Lietuvos mene” w Lietuvos dailės muziejaus (1999-2003) oraz towarzyszący jej katalog, jak i późniejsza publikacja Lietuvos sakralinė dailė XI-XX a.
pradžia, Vilnius 2003-2007, t. 1-4. Za niezwykle udane należy uznać powołanie w 2009 r. Bažnytinio paveldo
muziejus, w miejsce muzeum architektury funkcjonującego w kościele pw. św. Michała w Wilnie, gdzie są prezentowane głównie zabytki ze skarbca katedralnego.
35
Pierwszy z nich to ustawiony w krzyżu katedry wawelskiej w 1631 r. nagrobek bpa Marcina Szyszkowskiego,
dzieło Giovanniego Battisty Trevano i Antonia Lagostina. K. J. Czyżewski, M. Walczak, Nagrobki popiersiowe
biskupów krakowskich, w: Między Wrocławiem a Lwowem. Sztuka na Śląsku, w Małopolsce i na Rusi Koronnej
w czasach nowożytnych, red. A. Betlej A., K. Brzezina-Scheuerer, P. Oszczanowski, Wrocław 2011, s. 130-132.
36
B. R. Vitkauskienė, Karaliaus Zigmanto Vazos užsakymai Vilniaus Žemutinėje pilyje, „Dailės Istorijos Studijos.
Kultūros, Filosofijos ir Meno Institutas“, t. 2, 2006, s. 46-68.
34
WŁOSCY ARTYŚCI W WIELKIM KSIĘSTWIE LITEWSKIM...
69
Kaplica św. Kazimierza jest też dobrym przykładem na to, jak badania podstawowe, do
których zaliczają się studia archiwalne, spełniają ważką rolę w analizie zabytku. Pełne wyeksplorowanie źródeł pisanych i drukowanych jest zadaniem trudnym i pracochłonnym.
Niemniej jednak nie da się bez nich funkcjonować w dalszej perspektywie. W przypadku
archiwaliów, dotyczących Wielkiego Księstwa Litewskiego, problemem jest nie tylko ich
znaczne zniszczenie, ale i rozproszenie po niemal całej Europie. Warto też przypomnieć, że
niestety nadal dysponujemy bardzo nieliczną grupą źródeł wydanych wraz z krytycznym
aparatem37.
Wspomniana badaczka litewska Birutė Rūte Vitkauskienė, powołując się m.in. na nieznane dotychczas dokumenty z Archiwum Romanum Societatis Iesu, wysnuła wniosek, że projektantem pierwszego ołtarza kaplicy św. Kazimierza mógł być Giovanni Battista Gisleni38.
Nie przesądzając sprawy udziału rzymianina w powstaniu tego dzieła, warto podkreślić, że
na potrzeby różnych uroczystości wileńskich stworzył on szereg realizacji, a także zajmował
się projektowaniem nagrobków i epitafiów oraz budynków (pawilon biblioteczny Kazimierza Leona Sapiehy). Znamy projekty dekoracji Gisleniego na egzekwie Teodory Krystyny
z Tarnowskich Sapiehy w świątyni Benedyktynek, a także projekt ołtarza na rocznicę śmierci Anny Marii Anielli z Rudominów Dusiackich Pacowej w kościele pw. św. Teresy39.
Gisleni zaprojektował także niezrealizowany nagrobek biskupa Jerzego Tyszkiewicza, do
którego popiersie miał wykonać Toskańczyk Francesco Rossi. Przebywając w Wilnie w latach 1652-1654, Rossi zrealizował portret rzeźbiarski biskupa – echo pomnika Innocentego
X autorstwa Alessandra Algardiego40. Pogłębionej analizy i nowego spojrzenia wymaga nagrobek Teodory Krystyny z Tarnowskich Sapiehy z kościoła pw. św. Michała w Wilnie. O ile
projekt Gisleniego nie wzbudza kontrowersji, podobnie jak autorstwo popiersia dłuta Rossiego, o tyle należałoby zastanowić się nad wykonawstwem oprawy architektonicznej. Zapewne nastąpiła tu ta sama sytuacja co w przypadku ołtarza głównego z katedry w Chełmży,
gdzie projekt Gisleniego zrealizował warsztat o niderlandyzującym charakterze. W nagrobku Teodory Krystyny z Tarnowskich Sapiehy wprowadzono w zwieńczeniu formy małżowinowo-chrząstkowe, a samo popiersie zmarłej źle dopasowano do wykroju owalnej niszy41.
Podobnie ma się z ufundowanym w 1634 r. nagrobkiem Piotra Wiesiołowskiego z kościoła Bernardynów wileńskich, łączonym przez Mariję Matušakaitė z Constante i Giacomo
37
Od 1987 r. trwa proces wydawania „Metryki Litewskiej”, której większa część jest przechowywana w Rosji.
W 2009 r. opublikowano w Wilnie pierwszą część rachunków dworu Zygmunta Augusta, która obejmuje okres od
15 XI 1544 do 15 XI 1546 r. Zob. Akty cechów wileńskich, wyd. H. Łowmiański, cz. 1-2, Wilno 1937-1939 (wyd.
z komentarzem J. Jurkiewicza Poznań 2006); Inwentarz katedry wileńskiej z roku 1598, oprac. B. R. Vitkauskienė,
w: Skarbiec katedry wileńskiej. Zamek Królewski w Warszawie 2 lipca – 28 września 2008. Zamek Królewski na
Wawelu 15 października – 15 stycznia 2009, red. D. Nowacki, A. Saratowicz-Dudyńska, Warszawa 2008, s. 71-101.
Warto także wspomnieć o serii Fontes Historiae Lituaniae, oraz wydawnictwach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
38
B. R. Vitkauskienė, Złotnictwo wileńskie…, op. cit., s. 192-193.
39
M. Matušakaitė, op. cit., s. 76-77; S. Mossakowski, Królowa czy podkanclerzyna? Dekoracja ołtarzowa Giovanniego Battisty Gisleniego, w: Artyści włoscy w Polsce XV-XVIII wiek, Warszawa 2004, s. 416.
40
Wmurowane w ścianę katedry z przydaniem rokokowej oprawy. M. Karpowicz, Nieznane dzieło…, op. cit.,
s. 378-383; Idem, Giovanni Battista Gisleni i Francesco de’ Rossi. Z dziejów współpracy architekta i rzeźbiarza,
„Kwartalnik Architektury i Urbanistyki”, t. 36, 1991, nr 1, s. 11-12.
41
Idem, Giovanni Battista Gisleni..., op. cit., s. 12-15.
ANNA SYLWIA CZYŻ
70
Tencallą42. O ile ci dwaj artyści włoscy mogli wykonać epitafium Samuela Paca, nagrobek
Barbary Tyszkiewiczowej oraz pomnik Krzysztofa Mikołaja Sapiehy43, o tyle z całą pewnością nie są odpowiedzialni za realizację o zdecydowanie niderlandzkim charakterze łączoną
ostatnio z twórcą nagrobka biskupa Nowodworskiego44. Mówiąc o wpływie sztuki włoskiej
na sztukę Wielkiego Księstwa Litewskiego, nie można bowiem tracić z pola widzenia wpływów niderlandzkich, pojawiających się tu dzięki kontaktom z Gdańskiem i Królewcem.
Warto przy tym pamiętać, że w tzw. marmurach niderlandzkich pracowali także kamieniarze
włoscy. Pod względem wartości estetycznych nie ustępowały one włoskim i także znajdowały amatorów, tym bardziej że na równi z nimi uchodziły za materiały wyrażające splendor
zamawiającego.
Podobne problemy atrybucyjne, jak w przypadku kaplicy św. Kazimierza, pojawiają się
w badaniach pod każdym względem oryginalnego kościoła i klasztoru Kamedułów w Pożajściu (1667-1674, kopuła i wieże kończone w lata 80. XVII w.), fundacji Krzysztofa Zygmunta Paca. Na różnych etapach pracowali tu: Isidoro Affaitati St., Giovanni Battista Frediani z Lukki, Pietro Puttini oraz jego brat Carlo. Frediani był przede wszystkim inżynierem,
którego nie sposób powiązać z awangardowymi rozwiązaniami zaproponowanymi w Pożajściu. Natomiast Isidoro Affaitati St. był architektem królewskim, który czerpiąc z wzorców
piemonckich (sanktuarium w Mondovi), lombardzkich (projekt kościoła S. Maria di Loreto
w Mediolanie) i rzymskich (pierwszy kościół Re Maggi w Palazzo di Propaganda Fide)
mógł zaprojektować świątynię na rzucie regularnego sześcioboku i dwuwieżowej, wklęsłej
fasadzie (rzymskie fasady Giacomo della Porty: S. Trinita dei Monti, S. Athanasio dei Greci,
katedra w Lugano, S. Vincenzo w Bassano Romano, S. Ivo Alla Sapienza w Rzymie, Collegio Elvetico w Mediolanie)45. Wiążąc z Affaitatą St. koncepcję zespołu w Pożajściu należy
także zwrócić uwagę na jego krewnego – Pietra Puttiniego, którego Krzysztof Zygmunt Pac
w testamencie nazwał „moim architectem”46. Znamy projekty autorstwa Puttiniego nagrobków pacowskich, oryginalnych na tle ówczesnej plastyki sepulkralnej w Rzeczpospolitej
Obojga Narodów oraz detali architektonicznych kopuły pożajskiej47. Ponadto Pietro Puttini
w Kownie zaprojektował dwie kaplice kopułowe przy świątyni Dominikanów (1682-1690)
oraz kościół pw. Świętego Krzyża (1685--1700, przebudowany w XVIII w.). Zajmował się
także przebudową pałacu Krzysztofa Zygmunta Paca w Jeznie48. Jego rola w pejzażu architektonicznym kowieńszczyzny wymaga więc dalszych badań.
M. Matušakaitė, op. cit., s. 164-168.
Ibidem, s. 173-177. Popiersie Samuela Paca jest kopią wykonaną w okresie międzywojnia. Nagrobek Krzysztofa Mikołaja Sapiehy początkowo umieszczony był w kościele pw. św. Michała w Wilnie. Obecnie jest umieszczony
w klasztorze. W obu przypadkach mamy być może do czynienia z popiersiami wykonanymi przez Sebastiana Salę
z Lugano. M. Karpowicz, Artyści włoscy…, op. cit., s. 66-67.
44
Idem, Chronologia i geografia niderlandyzmu w rzeźbie I poł. XVII w., w: Niderlandyzm na Śląsku i w krajach
ościennych, red. M. Kapustka, A. Kozieł, P. Oszczanowski, Wrocław 2003, s. 49-50; M. Wardzyński, Marmury
i wapienie południowoniderlandzkie na ziemiach polskich od średniowiecza do 2. poł. XVIII w. Import i zastosowanie w małej architekturze i rzeźbie kamiennej, „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 70, 2008, nr 3/4, s. 326, 355.
45
M. Karpowicz, Architekt królewski Isidoro Affaitati (1622-1684), Warszawa 2011, s. 138-142, 153-157.
46
Zakład Rękopisów Biblioteki Narodowej (B.O.Z. 1302, s. 38).
47
I. Rolska-Boruch, Kościół i mauzoleum Paców w Pożajściu w świetle nieznanych archiwaliów (1675-1709),
„Barok. Historia-Literatura-Sztuka”, r. 15, 2008, nr 1, s. 139-149.
48
M. Paknys, Lietuvos Didžiosios Kunigaikštijos dailės ir architektūros istorija. Žymiausi menininkai, Vilnius
2009, s. 48.
42
43
WŁOSCY ARTYŚCI W WIELKIM KSIĘSTWIE LITEWSKIM...
71
Świątynia pożajska jest pierwszą w Wielkim Księstwie Litewskim budowlą dekorowaną
z rozmachem stiukiem, który aż po koniec XVIII w. będzie materiałem na tym terenie niezwykle popularnym49. Realizację tę wykonał Giovanni Battista Merli. Natomiast na Antokolu pod Wilnem z fundacji Michała Kazimierza Paca działali Giovanni Pietro Perti oraz Giovanni Maria Galli pochodzący z Muggio, wraz z pomocnikami – braćmi tego pierwszego:
Antonio, Carlo Giorgio i Paolo, a także jego braćmi stryjecznymi: Antonio Giovannnim i Carlo. Pacowie sprowadzili także na Litwę dwóch wybitnych malarzy, Krzysztof Zygmunt Michalangelo Palloniego, a Michał Kazimierz – Martina Altomontego50. Warto podkreślić
na przykładzie działań Paców, że „pas transmisyjny” artystów włoskich na Litwę odbywał
się wcale nierzadko z pominięciem ziem Korony. Artyści skupieni wokół Krzysztofa Zygmunta i Michała Kazimierza pracowali później dla innych magnatów na Litwie i w Polsce,
a także dla dworu królewskiego i cesarskiego.
Patrząc całościowo na siedemnaste stulecie, należy podkreślić, że artyści włoscy dokonali w Wielkim Księstwie Litewskim przerzutu najoryginalniejszych zdobyczy sztuki barokowej, wyprzedzając nie tylko realizacje z Polski np. w recepcji dynamicznej struktury ołtarza
(kościół pw. św. Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie), ale i innych regionów Europy. Szczęśliwie znamy ich nazwiska. Ilu artystów włoskich czeka jeszcze na identyfikację? Na pewno
mistrz eleganckich stiuków z nawy kościoła pw. św. Teresy w Wilnie datowanych na ok.
1650 r., czy architekt włoski przysłany z Warszawy - autor projektu kościoła Kartuzów w Berezie (1648-1666), fundacji Kazimierza Leona Sapiehy. Inny nieznany na razie architekt
włoski został wysłany z Krakowa do Słonimia, gdzie wznosił kościół Kanoników regularnych laterańskich (od 1658 r.)51.
W kontekście mecenatu Paców, ale też np. mecenatu wspominanego już Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła „Sierotki” warto podkreślić, że dalszych studiów wymaga wpływ artystów
włoskich na sztukę Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz na twórców miejscowych. Wiemy, że w Nieświeżu pod okiem Giovanniego Marii Bernardoniego pierwsze kroki stawiał
Jan Frankiewicz, przyszły budowniczy wileńskiego kościoła pw. św. Kazimierza (1604-1616). W warsztacie Giovanniego Pietra Pertiego pracował stiukator Michał Żelewicz, którego późniejsze losy są jak na razie nieznane. Warto też pytać o gusta tych, którzy zwracali
się do artystów włoskich. O ile, jak to powiedziano wyżej, awangardowe dzieła manierystyczne z Nieświeża nie trafiły do odbiorców, o tyle realizacje stiukowe od połowy XVII w.
cieszą się coraz większym uznaniem. Wydaje się, że niebagatelną rolę mogły tu odegrać nie
tylko bardzo dobre włoskie warsztaty stiukatorskie, ale i legenda o rzymskim pochodzeniu
Litwinów, pielęgnowana szczególnie wśród litewskiej magnaterii. Stiuki są bowiem elementem klasycyzującym.
Dekoracja stiukowa autorstwa warsztatów włoskich pojawiła się wcześniej w kaplicy św. Kazimierza oraz
w kaplicy Wołłowiczów przy katedrze wileńskiej, a także w kościele pw. św. Teresy w Wilnie. Zob. S. Samuolienė,
Komaskai ir stiuko lipdyba Šiaurės Europoje bei Lietuvoje XVII a. II pusėje, w: Nuo gotikos iki romantizmo. Senoji
Lietuvos dailė straipsnių rinkinys, red. I. Vaišvilaitė, Vilnius 1992, s. 56-72.
50
A. S. Czyż, Kościół świętych Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie, Wrocław-Warszawa-Kraków 2008.
51
A. Miłobędzki, Architektura polska XVII wieku, Warszawa 1980, s. 283 nn; K. Łatak, Kongregacja krakowska
kanoników laterańskich na przestrzeni dziejów, Kraków 2002, s. 38, 55, 134-137; D. Piramidowicz, Fundacje
sakralne podkanclerzego litewskiego Kazimierza Leona Sapiehy (1609-1656). Wybrane zagadnienia z zakresu
mecenatu magnackiego, w: Fundator i mecenas. Magnateria Rzeczpospolitej w XVI-XVIII wieku, red. E. Dubas-Urwanowicz, J. Urwanowicz, Białystok 2011, s. 134, 158.
49
ANNA SYLWIA CZYŻ
72
Mówiąc o artystach włoskich na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego, nie można
pominąć oczywiście architektury rezydencjonalnej, która nadal czeka na swoich badaczy.
Problemem jest przede wszystkim w dużej mierze niezachowana tkanka zabytkowa, ale archiwalia pod tym kątem nie zostały do tej pory szczegółowo przeszukane i należy mieć nadzieję, że kryją niejedne fascynujące informacje. Pozostawiając na marginesie dzieje rezydencji książąt litewskich w Wilnie, wystarczy jako przykład wymienić wzniesiony
z ogromnym przepychem, czy może nawet monarszym rozmachem wileński pałac (do 1653)
Janusza Radziwiłła. Powstanie tego osiowo skonstruowanego budynku łączy się z Constantinem Tencallą i jego zespołem. Ekipa z Pożajścia musiała z kolei pracować przy pałacu
Krzysztofa Zygmunta Paca w Jeznie, a warsztat antokolski przy pałacu Michała Kazimierza
Paca w Wilnie. Pałace antokolskie i grodzieńskie Słuszków i Sapiehów (lata 90. XVII w.)
były z całą pewnością budowane i dekorowane przez artystów włoskich pracujących wcześniej dla Paców. Dowodzą tego nie tylko odnalezione ostatnio archiwalia52. Dobitnie wskazuje na to dekoracja fasady pałacu Kazimierza Jana Sapiehy na Antokolu, gdzie Giovanni
Pietro Perti przedstawił genealogię hetmana jak przystało na Litwina w „rzymskim stylu”.
6.Schyłek
W okresie późniejszym, na terenach posiadłości królewskich ekonomii – w Łosośnie
i Krynkach działał związany ze Stanisławem Augustem Giuseppe Sacco z Werony, który
osiadł w Grodnie. Był on twórcą pałaców królewskich w Stanisławowie, Augustowie i Poniemiu. Pracował też dla ówczesnej litewskiej elity Tyzenhauzów, Chreptowiczów, Wołłowiczów i Tyszkiewiczów. Od 1770 r. działał na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego
architekt Carlo Spampani, propagujący nurt surowego klasycyzmu, którego uznaje się za
twórcę typu ziemiańskiego domu charakterystycznego dla omawianego terenu w XIX w.53
Jednak osiemnastowieczne stulecie to schyłek aktywności artystów włoskich w Wielkim
Księstwie Litewskim na rzecz artystów z krajów habsburskich. Nie można jednak tracić ich
z pola widzenia, o czym przekonuje działalność chociażby Giuseppe Fontany – architekta
cerkwi katedralnej (1745-1785) oraz kościoła Bernardynów (1742-1749) w Witebsku (budowle zniszczone w latach 30. XX w.), czy też Antonia Paracco – architekta kościoła dominikanów w Drui (1765-1773) i misjonarzy w Oświejach (do 1783)54.
P. Jamski, Pałace niedoszłego króla. Artystyczne przygotowania Kazimierza Jana Sapiehy do sejmu grodzieńskiego w roku 1693, w: Studia nad sztuką renesansu i baroku, red. J. Lileyko, I. Rolska-Boruch, Lublin 2005, t. 6,
s. 53-92.
53
W. F. Morozow, Cechy klasycyzmu w planach posiadłości królewskich ekonomii grodzieńskiej końca XVIII
wieku, w: Klasycyzm i klasycyzmy. Materiały sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Warszawa 1994, s. 145-158;
Idem, Kształtowanie się klasycyzmu w architekturze Białorusi pod koniec XVIII wieku, w: Sztuka ziem…, op. cit., s.
671-673.
54
W. Boberski, Późnobarokowa cerkiew katedralna w Witebsku i jej rzymski pierwowzór, „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 62, 2000, nr 1/2, s. 105-152; M. Karpowicz, Antonio Paracca. Architetto del rococo estremo, Valsolda 2008.
52
WŁOSCY ARTYŚCI W WIELKIM KSIĘSTWIE LITEWSKIM...
73
Italian Artists in Grand Duke of Lithuania in early modern period – review
of the problem and key research findings
Summary
Italian artists have been working on the territory of Grand Duke of Lithuania since the
beginning of the 16th century, which is associated with patronage of Sigismund the Old.
Thanks to him and to the foundations of his follower Sigismund Augustus, Vilnius became
an important centre of Florentine-Roman Renaissance. At first artists were coming to Lithuania through Cracow. Lublin and later Warsaw were important centres at the turn of the 17th
century together with the changing artistic situation in Poland. In those days artists, who
came to Lithuania, were mostly from Italian-Swiss border. In the 17th century much of their
work fit into avant-garde artistic undertakings and from this point of view often Polish art
did not follow suit. Italian artists’ activity is also very important for Lithuanian-Vilnius movements of late Baroque and Classicism.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Jolanta M. Marszalska
WNHiS UKSW, Warszawa
Spory i procesy graniczne
w dobrach klasztoru szczyrzyckiego
za rządów opata Piotra Borowskiego
i Joachima Cieniawskiego
w latach 1565-16071
Cystersi szczyrzyccy przez wieki troszczyli się o majątek klasztorny, nadany im przez
Teodora Gryfitę. Nie tylko starali się o to, aby zachować go przed próbami zagarnięcia przez
nieżyczliwych sąsiadów, ale z czasem również powiększali go dzięki dokonywanym zakupom. Szczególne nasilenie różnych sporów – zwłaszcza – o ziemię miało miejsce w drugiej
połowie XVI i początku XVII wieku, czyli w okresie rządów dwóch kolejnych opatów,
Piotra III Borowskiego (1565-1590) i Joachima Cieniawskiego (1592-1607).
Za rządów pierwszego z wymienionych opatów (Piotra III Borowskiego) zaostrzył się
spór pomiędzy klasztorem cystersów w Szczyrzycu a klasztorem kanoników regularnych
Świętego Ducha w Krakowie, dotyczący wsi Rzonka. Należy przypomnieć, że stosowna
ugoda dotycząca rozgraniczenia dóbr między wsią Rzonka, należącą do szpitala kanoników
a Krzyszkowicami, będącymi własnością konwentu szczyrzyckiego, została zawarta w 1496
roku w obecności Zbigniewa z Tęczyna, podkomorzego krakowskiego. Wytyczono wówczas nowe kopce graniczne2. Przedmiotem sporu jaki miał miejsce w 1581 roku było przekopanie przez klasztor szczyrzycki stawu w Rzonce należącej do kanoników regularnych
św. Ducha z którego wiele ryb wypuścili3. W roku następnym 1582 opat szczyrzycki i przeor kanoników regularnych św. Ducha przed sądem grodzkim krakowskim postanowili zawrzeć ugodę dotyczącą wyrządzonych szkód przez dzierżawcę Krzyszkowic. Dotychczasowe wzajemne urazy zostały anulowane a opat szczyrzycki obiecał, że dzierżawcę
Krzyszkowic zmusi do wynagrodzenia szkód przełożonemu szpitala św. Ducha w ciągu
najbliższego roku [...] et concordiam [...] a Tenutario villae Krzisz­ko­wicze4.
1
Więcej na ten temat por. J.M. Marszalska, Opactwo cystersów w Szczyrzycu od XIII do końca XX wieku. Dzieje
– gospodarka – kultura, Kraków 2011, s. 70-90.
2
Archiwum i Biblioteka cystersów w Szczyrzycu (Arch. i BOCist.) sygn. XVIII. 3.
3
[...] Reverendi Mathei Regiomontani praepositi ecclesiae Sancti Spiritus Cracoviensis constatam ac totius eius
conventus in et contra Reverendum Petrum Borowski Abbatem Sciricensem [...] piscinam alias stawek in hereditate praedicti ville Rzonka fuit praedicti praepositi et Conventus ecclesiae Sancti Spiritus hereditatem perfudit ac
non modicum aquae et piscium emisit […]. Arch. i BOCist. sygn. XVIII. 7; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów
w Szczyrzycu, s. 75.
4
Arch. i BOCist. sygn. XVIII. 8.
JOLANTA M. MARSZALSKA
76
Kolejny rozdział w sporach pomiędzy klasztorem cystersów w Szczyrzycu a klasztorem
kanoników regularnych Świętego Ducha w Krakowie miał miejsce w 1586 roku. Opat Piotr
III Borowski został pozwany przed sąd ziemski krakowski przez przełożonego Szpitala
Świętego Ducha i właściciela Rzonki w sprawie zniszczenia kopców granicznych i wybudowanie młyna przez Katarzynę Stanisławską na terenie Rzonki. Szkodę oszacowaną na kwotę 300 grzywien polskich. Specjalnie powołana komisja oceniła stan zniszczenia i zobowiązała opata Borowskiego, by ten wymówił kontrakt dzierżawy Stanisławskim. Sprawa nie
została załatwiona. Wniesiono apelację do Trybunału Koronnego w Lublinie5. Jeszcze
w tym samym roku doszło do porozumienia między opatem Borowskim a prepozytem szpitala Świętego Ducha, Mateuszem Regiomontanusem, który oświadczył przed sądem grodzkim krakowskim, iż wszelkie krzywdy i szkody wyrządzone przez dzierżawcę klasztoru
szczyrzyckiego Kaspra Stanisławskiego uznaje za niebyłe6.
Za rządów opata Piotra III Borowskiego zaczął się spór klasztoru z okolicznymi sąsiadami dotyczący granic dóbr klasztornych. W 1565 roku przed sąd grodzki krakowski został
wezwany opat Borowski, oraz Prokop i Jan Pieniążkowie ze Skrzydlnej, bracia Niewiarowscy z Jodłownika, oraz Katarzyna Sikorska ze Stróży w celu wyznaczenia granicy pomiędzy
dobrami wyżej wymienionych a dobrami klasztoru7. Sąd grodzki skierował sprawę do sądu
podkomorskiego, który w 1566 roku wezwał wyżej wymienione strony8. Sprawa w sądzie
podkomorskim znajdowała się przez dwa lata i dopiero w 1568 roku wytyczono granicę
pomiędzy Stróżą a Raciborzanami z zastrzeżeniem, że do folwarku w Janowicach należy
tzw. Łączka, leżąca na terenie Stróży9. Wspomniana łączka stała się w przyszłości wieloletnim zarzewiem sporu pomiędzy klasztorem szczyrzyckim a Katarzyną Sikorską. Katarzyna
Sikorska była córką Mikołaja Wierzbięty Janowskiego, jej siostrą była Zofia. Katarzyna
Sikorska otrzymała w wianie Stróżę i 7 ról w Porąbce, zaś Zofia Stradomska otrzymała Janowice i 4 role w Porąbce. Lasy leżące w obszarze Stróży i Porąbki miały należeć do obydwu sióstr. Córką Zofii Stradomskiej była Zuzanna Jodłownicka, żona Bernarda Jodłownickiego, która w 1551 roku dokonała zamiany z opatem szczyrzyckim Jan V Janowskim, wsi
klasztornej Ściborzyce za Janowice i część Porąbki. Wspomniana „Łączka”, którą Zuzanna
otrzymała w spadku po swojej matce Zofii, przekazała klasztorowi wraz z Janowicami i częścią Porąbki. Do tej „Łączki”, położonej na obszarze Stróży rościła sobie prawo jej ciotka
Katarzyna Sikorska10. I właśnie na Katarzynę Sikorską wniósł skargę w 1569 roku do sądu
Arch. i BOCist. sygn. XVIII. 11.
Arch. i BOCist. sygn. XVIII. 12; J.M. Marszalska, W. Graczyk, Opaci i przeorzy klasztoru oo. Cystersów
w Szczyrzycu od XIII do XX wieku, Tyniec-Kraków 2006, s. 86; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów w Szczyrzycu,
75.
7
Arch. i BOCist. sygn. XVIII. 31.
8
Arch. i BOCist. sygn. XVIII. 32.
9
„[...] Quod granities imprimis incipiunt a fluvio qui fluvius tendit a villa Stróża, circa quem fluvium pariete
sortis villa Stróża Generosum Joannis, Nicolai, Petri, Chrirophori, Procopi Pieniążkow […] et confirmat perpetuis
temporibus omnes autem generaliter libertates […] ex utriusque parte inter se habuerunt, tam ex parte villarum
Raciborzany, Markuszowa et Janowice praefati Abbatis et eius conventus totius Monasterij Ciricensis hereditariarum quam etiam ex parte sortium villae Stroża Generosa Catherina Sikorska his presentibus graniciebus modo
praemisso factas […] pars ex ipsis debet et tenebitur, excepto, prato parvo alias Lączka. Quod per totum antiquisitus pertinebat ad villam et hereditatem Janowice in haereditate villa Stroża consistens et iacens hoc pratulum alias
Lączka pertinere et adherere debet ad villam et haereditatem Janowice”. Arch. i BOCist. sygn. VII. 34.
10
„[...] Quia nobili Sophiae praefati Nicolai Stradomski consorti cesserunt perpetua divisione bona Janowice et
5
6
SPORY I PROCESY GRANICZNE W DOBRACH KLASZTORU SZCZYRZYCKIEGO...
77
grodzkiego w Krakowie, opat szczyrzycki Piotr III Borowski, oskarżając ją o wypas końmi
łąki należącej do klasztoru szczyrzyckiego: [...] Na gruncie wsi Janowice strony Wielebnego
Piotra Borowskiego opata czyrzyczkiego konwentu jego wszystkiego naprzeciwko Urodzonej Katarzynie Sikorskiej pozostałej wdowie niegdy Szlachetnego Adama Sikorskiego świadczono i dowiedzieno iż ta to Katarzyna Sikorska łąkę własną tego Księdza Opata sczyrzyckiego i konwentu jego do wsi Janowice należącą na którzy siana bywa 9 wozów, końmi
wypasa i wywieżć kazała, czyniąc to ku wielkiej krzywdzie i szkodzie przerzeczonego
W. X Opata szczyrzyckiego i konwentu jego [...]11.
Sikorska nie tylko czyniła szkody, ale zaczęła łąkę sobie przywłaszczać. Opat Piotr III
Borowski szukał rozwiązania tej sprawy w sądzie ziemskim krakowskim. W 1578 roku sąd
zdecydował, by woźny sądowy Stanisław Toboliński z wybranymi przez siebie ludźmi zbadał sprawę na miejscu i złożył sprawozdanie sądowi. Relacja woźnego wypadła na korzyść
opata Borowskiego. Podczas rozprawy sądowej w 1579 roku, opat Piotr III Borowski wraz
z sześciu szlachetnymi świadkami miał złożyć przysięgę odnośnie posiadanej i użytkowanej
przez klasztor łąki. Po złożeniu takiej przysięgi sąd miał wydać wyrok. W tym czasie, kiedy
mocno sprawa łąki rozpalała umysły opata i Katarzyny Sikorskiej, ta druga jeszcze w 1579
roku przekopała koryto rzeczki w Wilkowisku i skierowała bieg wody w inną stronę. Dla
opata miało to olbrzymie znaczenie, ponieważ w Wilkowisku znajdował się młyn wodny,
który w wyniku takiego działania Katarzyny przestał pracować a mieszkańcy folwarku zostali pozbawieni mąki i chleba. Opat Borowski oszacował straty na 500 grzywien polskich
i wniósł sprawę do sądu. Na miejsce w celu zbadania sprawy został wysłany woźny sądowy
Stanisław Toboliński. Po jego opinii sąd orzekł w 1579 roku, iż rzeczka oddzielała posiadłości klasztorne od posiadłości Sikorskiej i nie może – orzekł sąd – jedna strona własnowolnie
skierować koryta rzeki i zabrać wodę wyłącznie na swój użytek12. Wkrótce potem Katarzyna
Sikorska zmarła. Jej spadkobiercy nie kwapili się do zawarcia ugody z opatem. W latach
1580–1583 miało miejsce dalszych kilka procesów. Dla zilustrowania napięć, jakie miały
miejsce pomiędzy opatem Piotrem III Borowskim a spadkobiercami Katarzyny Sikorskiej,
warto przytoczyć wydarzenie, jakie miało miejsce w 1583 roku. Wówczas to opat szczyrzycki został oskarżony przez Krzysztofa Sikorskiego i innych spadkobierców Stróży i Porąbki o najechanie końmi i wozami z Raciborzan i z Porąbki, terenu majątku Stróża, gdzie
opat wraz ze swymi ludźmi ściął 400 drzew i zawiózł do swych dóbr i zużytkował je. Wartość ściętych drzew została oszacowana na 1000 grzywien polskich13. Z przedstawionych
faktów wynika, iż opat Borowski potrafił skutecznie upomnieć się o swoją krzywdę, również nie zawsze postępując zgodnie z prawem. Ostateczne rozwiązanie sporu o łąkę miało
quatuor agris in villa Porąbka [...]Item consorti nomine Catherina nobilis Adam Sikorski cessit perpetua divisione
villa Stroża, et septem agris in Porąbka [...] inter eos in medium dividi debet et Pratum in villa Stroża [...]”. Arch.
i BOCist. sygn. VII. 24.
11
Arch. i BOCist. sygn. I. 11; B. Reydlewicz, Provisio I [...], s. 118-119, Arch. i BOCist., sygn. 754.
12
„[...] Reverendi Petri Borowski Abbatis et eius Conventus Monastrij Cziricensis et contra Nobilem Catherinam
Sijkorska de villa Stroza obductum et solenmiter protestatum est [...] ducta aquam quasi fluebat de monte Wapijenna gora in haereditati villa Magna Wijlkowysko praedicti Abbatis et sui locis Conventus Ciricensis [...] ad molendinum in praeducta villa Wijlkowisko existens cuius fluvione aqua molendinum praedictum moliebatur frumenta
praducta [...]”. Arch. i BOCist. sygn. VII. 36
13
Arch. i BOCist. sygn. I. 21.
JOLANTA M. MARSZALSKA
78
miejsce w 1584 roku przed sądem ziemskim krakowskim. Wyrokiem sądu sporna łąka została przyznana opatowi szczyrzyckiemu14.
Równie trudne były stosunki opata Piotra III Borowskiego z właścicielami Jodłownika
– Niewiarowskimi. Spory te rozpoczęły się już za rządów opata Stanisława V Bukowieckiego (1561-1565). Wówczas to Ewa Niewiarowska, (wdowa po Krzysztofie Niewiarowskim)
w 1561 roku najechała ze swoimi sługami folwark w Janowicach i pobiła służbę folwarczną.
Ponadto kazała rozkopać wał okalający dwa stawy zarybione w Janowicach w wyniku czego
wypuściła z nich wodę wraz z rybami15.Wzajemne krzywdy były wyrządzane i w dalszych
latach. Szczególne ich nasilenie miało miejsce w okresie rządów opata Piotra III Borowskiego. I tak w 1572 roku, opat Borowski pozwał do sądu ziemskiego krakowskiego Seweryna
Niewiarowskiego w sprawie szkód, jakich dopuścił się Niewiarowski w dobrach klasztornych. Otóż wspomniany Seweryn Niewiarowski, zajechał ze służbą i poddanymi swymi do
lasu na Wilkowisku Wielkim i tam na Świniej Górze wyciął 19 buków, które następnie
przewiózł do swojego dworu w Jodłowniku i wykorzystał je na własny użytek16. Tego typu
historie powtarzały się jeszcze, choćby w 1573 roku, kiedy to Niewiarowski wysłał swoich
poddanych do lasu w Wilkowisku a ci ścięli tam 15 buków. Opat Borowski oszacował straty
na 50 grzywien polskich. Sprawa wyrządzania szkód przez Niewiarowskich w klasztornym
lesie wydawała się nie mieć końca. W 1576 roku wycięli oni w lesie wilkowiskim 5 buków,
zaś w roku następnym kolejne 7, zwożąc je do swego dworu w Jodłowniku i użytkując17.
Z kolei w roku 1574 Niewiarowscy wraz ze swymi poddanymi zniszczyli kopce graniczne
przy drodze Markuszowa – Janowice. W sumie zniszczyli 300 palików granicznych. Szkodę
oszacowano na 1000 grzywien polskich. Kilka lat później w 1579 roku opat Borowski
wniósł skargą do sądu ziemskiego krakowskiego przeciwko Niewiarowskim za kolejne wyrządzenie znacznych szkód w dobrach klasztornych. Poddani Niewiarowskich na ich polecenie zasypali dawną drogę a na jej miejsce „gwałtem” zrobili nową drogę na rolach w Raciborzanach, Borku i przez las zwany Białym Sadem, obsianych zbożem. Szkody były
znaczne. Oszacowano je na 60 grzywien polskich18. Jakby nie dość tych wszystkich spraw,
Niewiarowscy zajechali z wozami in fundum villae Janowice i zabrali siano, które następnie
przewieźli do swojego dworu w Jodłowniku19.
Opat Piotr III Borowski często wnosił skargi do sądu ziemskiego przeciwko Niewiarowskim. Sąd wielokrotnie pozywał ich dla wytłumaczenia się z czynionych im zarzutów, ci zaś
nigdy się nie stawiali przed oblicze sądu, wysyłając jedynie swych pełnomocników, którzy
mieli chorobą usprawiedliwiać nieobecność Niewiarowskich w sądzie i prosić o odroczenie
Arch. i BOCist. sygn. I. 23; J.M. Marszalska, W. Graczyk, Opaci i przeorzy, s. 86-88; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów w Szczyrzycu, s. 76-78.
15
Arch. i BOCist. sygn. VIII. 2.
16
„[...] Anno Domini 1572 [...] per Reverendum Petrum Borowski, Abbates Sciricenses, suo et conventus in fundo, et haereditate villae utriusque Wilkowiska protestatus […] Severino Niewiarowski in anno proxime praeterito
servitores atque subditos suos de eadem villa Jodlownik cum suo rurriali, atque cmethonalibus […] et violentes ad
[…] in herediatate utriusque ville Wilkowiska […] pod swinia gora […]”. Arch. i BOCist. sygn. VIII. 5.
17
Arch. i BOCist. sygn. VIII. 32a.
18
[...] Varie et violenter ex Jodlownik versus silvas querecinas dicet Borek hereditat villae Racijborzany Abbatis
et Conventus hereditar invisitat [...] et agros subditorum atque praeditalium iam seminat paratque antique vie
tendentum per silva et rubeta dictum Bialij sad [...]. Arch. i BOCist. sygn. VIII. 32c.
19
Arch. i BOCist. sygn. VIII. 37; J.M. Marszalska, W. Graczyk, Opaci i przeorzy, s. 88-89; J.M. Marszalska,
Opactwo cystersów w Szczyrzycu, s. 78-79.
14
SPORY I PROCESY GRANICZNE W DOBRACH KLASZTORU SZCZYRZYCKIEGO...
79
spraw. Niewiarowscy korzystając na czasie, dopuszczali się nowych krzywd względem
klasztoru, a niestrudzony opat Borowski dochodził sprawiedliwości przed sądem.
Sporo problemów dostarczał brak jasnego określenia granic pomiędzy dobrami klasztornymi a jodłownickimi. W związku z tym opat Piotr Borowski wniósł w 1567 roku prośbę do
sądu grodzkiego w Krakowie o rozgraniczenie przez sąd podkomorski, dóbr klasztornych od
dóbr Niewiarowskich, właścicieli Jodłownika i zaopatrzenie granicy w nowe znaki graniczne20. W celu dokonania rozgraniczenia spornych dóbr w 1568 roku na polecenie sądu podkomorskiego na miejsce przybyli wyznaczeni sędziowie. Tymczasem Niewiarowscy wnieśli
do sądu petycję o 6-tygodniowe odroczenie sprawy, co zresztą zostało uwzględnione. Czynności prawne zostały wznowione w 1569 roku. Na miejsce sporu przybył Stanisław Cikowski z Wojsławic i w obecności świadków dnia 15 października 1569 roku przystąpił do wytyczania nowych granic. Wyznaczanie ich rozpoczął podkomorzy od miejsca, gdzie stykały
się ziemie należące do folwarku w Janowicach, Dobroniowie i Jodłowniku. W tym miejscach usypano trzy kopce. Następnie granica biegła wzdłuż potoku, który oddzielał pola
dobroniowskie od przysiółka, zwanego Miękkiszowem aż do stawu leżącego poniżej, który
w całości był własnością klasztoru, gdyż w 1409 roku opat Mikołaj II wykupił drugą połowę
od Mikołaja Drobotha, ówczesnego właściciela Jodłownika. Dalej granica biegła wzdłuż
prawego brzegu wspomnianego stawu. Następnie usypano kopce wzdłuż potoku aż do drogi
wiodącej z Jodłownika do Mstowa, po czym przekroczono drogę i w linii prostej wyznaczono granicę do rzeki płynącej również w kierunku z Jodłownika do Mstowa. Wzdłuż tej rzeki
usypano ostatnie dwa kopce. W tym miejscu kończyły się ziemie należące do folwarku
w Dobroniowie i Jodłowniku, a po przeciwnej stronie rzeki rozpoczynały się posiadłości
Mstowskich w Dąbrówce. Po usypaniu ostatnich kopców opat Borowski złożył zgodnie
z prawem przy ostatnim kopcu przysięgę, że w wyniku dokonanego wytyczenia granicy
strona przeciwna nie poniosła żadnej krzywdy. Słowa przysięgi według ustalonej formuły
odczytał woźny sądowy zaś opat je po nim powtórzył21.
Kolejne spory graniczne miały miejsce w 1586 roku, kiedy to opat Piotr III Borowski
wniósł skargę do sądu grodzkiego w Krakowie, dotyczącą wytyczenia granic pomiędzy
Skrzydlną i Przenoszą z jednej strony a Goduszą i Gruszowem z drugiej strony. W tej sprawie król Zygmunt III Waza polecił w 1588 roku, Sebastianowi Lubomirskiemu, staroście
dobczyckiemu i dzierżawcy dóbr królewskich we Wiśniowej, Kobielniku i Irzmanowej
[Wierzbanowej], które graniczyły z posiadłościami klasztoru szczyrzyckiego i posiadłościami Nikodema Pieniążka, by był świadkiem czynności podkomorskiej rozgraniczenia tychże
dóbr i bronił w razie potrzeby interesów króla22.
Spory i procesy jakie prowadził opat Borowski z Niewiarowskimi i Sikorskimi nie były
jedynymi. Opat musiał również bronić praw klasztoru przeciw Pieniążkom skrzydlańskim
20
[...] Reverendus Petrus Borowski Abbas et Conventus ipsis Sciricensis [...] et Nobiles familiaris Cristophorus,
Joannes et Przeclaus Niewiarowski in Jodłownik nostra [...] ex altera partibus ad granites seu limites inter bona et
villa ipsis et conventus [...] Janowice, Dobrogniew, Raciborzany, Markuszowa maioris et minoris Wikowisko [...].
Arch. i BOCist. sygn. VIII. 3.
21
Arch. i BOCist. sygn. VIII. 5; R. Raj, Klasztor Matki Boskiej w Szczyrzycu, k. 25 v. rkps, Arch. i BOCist., brak
sygn.; B. Biros, Dzieje opactwa, mps, s. 111–112 Arch. i BOCist. bez sygn.; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów
w Szczyrzycu, s. 80.
22
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 25; J.M. Marszalska, W. Graczyk, Opaci i przeorzy, s. 90.
JOLANTA M. MARSZALSKA
80
i nowotarskim23. Pierwszym dziedzicem Skrzydlnej był Jan Pieniążek, starosta i kasztelan
sądecki oraz sędzia krakowski. W posiadanie Skrzydlnej wszedł dzięki małżeństwu z Beatą
Ratołdówną. Jan Pieniążek był przyjacielem i obrońcą klasztoru szczyrzyckiego. W dowód
wdzięczności za jego życzliwość doczesne szczątki Jana zostały pochowane w podziemiach
świątyni klasztornej24. Jan Pieniążek miał czterech synów: Jana – sędziego ziemskiego krakowskiego, Stanisława, Piotra – dworzanina króla Henryka oraz Prokopa, który po ojcu
odziedziczył Skrzydlną i tenutę nowotarską. Prokop podobnie jak jego ojciec Jan, również
okazywał wiele życzliwości szczyrzyckim zakonnikom. Miał sześciu synów, z których Jan
odziedziczył dzierżawę nowotarską a Nikodem Skrzydlną. Nikodem nie był już tak życzliwy klasztorowi jak jego ojciec i dziad, w związku z tym klasztor szczyrzycki zmuszony był
prowadzić z nim przewlekłe procesy25. Naruszanie granic i posiadłości klasztornych stało
się przyczyną wniesienia przez opata Piotra III Borowskiego skargi na Nikodema Pieniążka
w 1578 roku, do sądu ziemskiego krakowskiego. Problem dotyczył naruszenia granic w posiadłościach klasztornych w Porąbce26. Za rządów opata Borowskiego, Nikodem Pieniążek
dopuszczał się licznych krzywd, czyniąc duże szkody w lasach klasztornych. Do sądu
grodzkiego krakowskiego opat Borowski wnosił liczne skargi, zarzucając Nikodemowi Pieniążkowi gwałt i bezprawne zabieranie siłą drzewa i wywożenie go do swojego dworu. I tak
Nikodem zabrał z lasów klasztornych w 1585 roku, trzy wozy ściętych buków i łańcuch
o łącznej wartości 50 grzywien z lasu gruszowskiego27, niewiele później 40 buków ściętych
wartości 100 grzywien również z lasu gruszowskiego28, z lasów dobroniowskich 40 drzew
wartości 100 grzywien29, z lasów raciborzańskich 21 drzew30, ponownie z lasów dobroniowskich dwa wozy buków wartości 40 grzywien31. Wieloletnie spory pomiędzy opatem Piotrem III Borowskim a Nikodemem Pieniążkiem, właścicielem Skrzydlnej odbijały się szerokim echem, skoro w 1585 roku z polecenia króla Stefana Batorego zostało wydane polecenie
kanclerzowi Królestwa, Janowi Zamoyskiemu, aby ten nakazał staroście niepołomickiemu,
by zaprowadził pokój między zwaśnionymi stronami, zwracając szczególną uwagę na Nikodema Pieniążka, który groził opatowi Borowskiemu pozbawieniem życia. Król nakazał pobrać staroście od Nikodema Pieniążka i opata Borowskiego rękojmie w wysokości 30000
florenów, która miała być zabezpieczeniem w sytuacji powstania nowego konfliktu pomiędzy stronami. W przypadku naruszenia nakazu królewskiego o zaprowadzenie pokoju, poło-
Procesowali się z klasztorem Ratołdowie, po nich ich spadkobiercy Pieniążkowie i Niewiarowscy, po tych
Wilkoszewscy, w XVIII w. Święciccy.
24
[...] Tego też w klasztorze czyrickim in Libris Beneficiorum tak wspominają: Magnificus dominus Joannes Pieniążek haeres de Krużlowa et in Skrzidlna, iudex terrae cracoviensis, capitaneus sandecensis huius defensor monasterii, hic Iacet sepultus, orate pro eo. B. Paprocki, Herby Rycerstwa Polskiego, s. 507.
25
Arch. i BOCist., R. Raj, Klasztor Matki Boskiej w Szczyrzycu, k. 25 v. rkps, Arch. i BOCist., bez sygn.; B. Biros,
Dzieje opactwa, mps, s. 113–114, Arch. i BOCist., bez sygn.
26
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 1.
27
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 4a.
28
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 4b.
29
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 4c.
30
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 4e.
31
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 4g.
23
SPORY I PROCESY GRANICZNE W DOBRACH KLASZTORU SZCZYRZYCKIEGO...
81
wę tej sumy miał zabrać skarb Królestwa, zaś druga połowa miała przypaść stronie niewinnej32.
W 1569 roku miało miejsce wyznaczenie granic pomiędzy dobrami klasztoru a dobrami
Niewiarowskich33. Pomimo uregulowania, granice dalej były przedmiotem sporu pomiędzy
zwaśnionymi stronami. Do kolejnej ugody w sprawie granic pomiędzy opatem Joachimem
I Cieniawskim a Przecławem Niewiarowskim doszło w 1590 roku.34 Jednakże i ta ugoda nie
była trwała, bowiem dwa lata później, w 1592 roku doszło do kolejnego sporu między Przecławem Niewiarowskim a opatem Cieniawskim. Spór zakończył się tym, iż Przecław Niewiarowski zobowiązał się nie rościć żadnego prawa ad fundum Poddąbie, za co otrzymał od
opata Cieniawskiego partem fundi, która należała do Katarzyny z Markuszowej, córki Śmila a żony Adama Sikorskiego35. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Przecław Niewiarowski
w 1595 roku, podarował Jodłownik dominikanom z klasztoru Świętej Trójcy w Krakowie36.
Ta darowizna stała się przyczyną poważnych konfliktów rodzinnych, które doprowadziły do
tego, że w 1596 roku bracia Przecława, Krzysztof i Jan wystąpili przeciwko wyżej wzmiankowanej darowiźnie37.
W 1571 roku doszło do kolejnego sporu, tym razem o dziesięciny ze wsi Wolica i Wżary
pomiędzy opatem szczyrzyckim Borowskim a Krzysztofem Łodzińskim. Sprawa trafiła
przed sąd ziemski krakowski, który podkreślił, że dziesięciny z tych miejscowości od dawna
były przynależne klasztorowi szczyrzyckiemu38. Również w tym samym roku, doszło do
sporu pomiędzy właścicielem Wżar, Wincentym Wieruskim z Wieruszy a opatem Borowskim o dzierżawy w Wżarach. Wieruski chciał je odebrać klasztorowi, lecz bezskutecznie39.
Na Wincentego Wieruskiego opat Borowski złożył skargę do sądu ziemskiego krakowskiego o zabranie klasztorowi dziesięcin z Poznachowic. Borowski podkreślał, że konwent od
niepamiętnych czasów był posiadaczem dziesięcin z Poznachowic. Sąd rozstrzygając, naka-
32
[...] Joanni de Zamosczie Regimini Supremo Cancellario et Generali Exercituum nec non Cracoviensi, Marienburgensi, Kniszinensi, Capitaneo [...] Generosum Nicodemum Pieniażek hostilia quaedam in Venrabilem ac
Religiosum Petrum Borowski Abbatem Szczerzczensem machinachi usque adeo ut de vita etiam hic ipse Abbas
non sit securus. Quod nos paci et tranquillitati publicae contrarium esse censentes ut partes praefatas a ui atque
armis ad legittimam iuris disceptacionem traduceamus, vadium nostrum triginta millum florenorum inter eosdem
interponendum esse duximus, [...] Quod si aliqae partium praefatarium hoc ipsum vadium transgressa fuerit, ilius
nos partem [...] pro nobis et fisco nostro exigemus, reliquum parti illud observanti a parte in eo succubente erit persolvendum. Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 3. Dokument opatrzony jest doskonale zachowaną pieczęcią królewską
Stefana Batorego; J.M. Marszalska, W. Graczyk, Opaci i przeorzy, s. 91-92; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów
w Szczyrzycu, s. 81-82.
33
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 25.
34
Arch. i BOCist. sygn. VIII. 40.
35
[...] Quia ipsi inhaerendo Granitiebus inter bona villarum Janowice praedictorum recognoscentium heredum
ex una, et Jodłownik Generosi Praeslai Niewiarowski etiam haeredis parte ab altera confectus partem fundi antea
Catharinae de Markuszowa filii olim Smiel heredes post granites villarum praefatarum noviter erectes circa fundum villae praefate Jodłownik [...]. Arch. i BOCist. sygn. VIII. 39; Arch. i BOCist. sygn. VIII. 40; B. Reydlewicz,
Provisio I [...], s. 70-71, 175, Arch. i BOCist., sygn. 754.
36
Arch. i BOCist. sygn. VII. 15.
37
Arch. i BOCist. sygn. VII. 16.
38
Z. Strychowski, De Origine […], k. 25-26, Arch. i BOCist., sygn. 3263.
39
B. Reydlewicz, Provisio I [...], s. 242-243, Arch. i BOCist., sygn. 754.
JOLANTA M. MARSZALSKA
82
zał opatowi z dwoma braćmi zakonnymi złożyć przysięgę na najbliższych rokach, że przysługuje mu prawo pobierania dziesięciny z ról poznachowickich w kwocie 40 grzywien40
Za rządów następcy opata Borowskiego, Joachima I Cieniawskiego nadal trwał spór
z Pieniążkami, który zdawał się nie mieć końca. W 1593 roku opat Joachim Cieniawski
oskarżył Zofię Pieniążkową, wdowę po Nikodemie Pieniążku o zabranie drzewa z lasu
w Gruszowie41. Z kolei w rok później, do Trybunału Koronnego w Lublinie trafiła skarga
opata Cieniawskiego o zagarnięcie przez Jana Pieniążka jęczmienia i owsa we wsi Rogoźnik, będącej własnością konwentu szczyrzyckiego. Trybunał w Lublinie skierował tę sprawę
do ponownego rozpatrzenia przez sąd ziemski w Czchowie42. W 1594 roku sprawa ta została umorzona a strony zostały zobowiązane do zawarcia wzajemnej ugody: [...] Stało się
przyjacielskie postanowienie między Ich Mościami Panami, Xsiędzem Joachimem Czeniawskim, opatem czirzickim i konwentem jego z jednej strony a między Jego Mością Panem Janem Pieniążkiem, podczaszym krakowskim [...]s
O wiele bardziej absorbującym opata i Jana Pieniążka okazał się spór, jaki rozpoczął się
w 1592 roku dotyczący zagarnięcia przez wspomnianego Pieniążka ról kmiecych, należących do klasztoru na obszarze wsi Krauszów in fundo Morawszczyna. Opat nosił się z zamiarem zajęcia pewnych dóbr należących do Jana Pieniążka w ramach rekompensaty, ale sąd
nie zezwolił na to, nakazując obu stronom ponowne stawienie się na kolejnej rozprawie43.
Sprawa trafiła przed Trybunał Koronny, który orzekł, że grunta kmiece w Krauszowie są
własnością konwentu szczyrzyckiego i nieprawnie zostały zabrane przez Jana Pieniążka.
W tej kwestii opat wraz ze dwoma zakonnikami został poproszony do złożenia przysięgi, że
sporne grunty są własnością konwentu. Przysięgę tę miał złożyć w obecności sześciu świadków ze stanu szlacheckiego na najbliższych rokach sądowych ziemskich w Czchowie, po
wydaniu orzeczenia Trybunału Koronnego44. Opat Cieniawski wniósł skargę przeciwko Janowi Pieniążkowi w 1592 roku, odnośnie do zabrania przez Pieniążka wsi Morawszczyny,
należącej do konwentu szczyrzyckiego. Klasztor reprezentowany przez Cieniawskiego wygrał sporną sprawę w sądzie ziemskim i grodzkim, lecz oskarżony Jan Pieniążek nie zamierzał zastosować się do wydanego wyroku sądowego, argumentując brakiem kompetencji
sądu w tej sprawie. Jan Pieniążek postanowił odwołać się do Trybunału Koronnego w Lublinie. Sąd nie przyjął apelacji oskarżonego, zażądał od niego złożenia przysięgi i odłożył ją
do najbliższych roków sądowych45. Mimo wielkiego utrudzenia, niestety toczące się liczne
spory pomiędzy opatem Cieniawskim a Janem Pieniążkiem zdawały się nie mieć końca.
Kolejny z nich dotyczył wsi Rogoźnik, położonej na nowotarszczyźnie, którą opat szczyrzycki nabył dla klasztoru w 1592 roku.46 W 1595 roku Jan Pieniążek zajął gwałtem wieś
Arch. i BOCist. sygn. XVI. 147; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów w Szczyrzycu, s. 83.
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 27.
42
Arch. i BOCist. sygn. XI. 26.
43
Arch. i BOCist. sygn. XI. 55.
44
Arch. i BOCist. sygn. XI. 56.
45
Arch. i BOCist. sygn. XI. 49.
46
„Acquisitus est per Dominum Cieniavium Abbatem Monasterio, per viam iuris de Anno Domini 1592, Habentur ibidem sex subditi et scultetus, dant ex censu annuo Domino Abbati pro Festo S, Martin florenis 19, Bonorum
quilbet, cmetho, alias Jarząbka, [...] Parocho ad Ludźmierz per unum coretum avenae sicut sub titulo Ludźmierz
est dictum. Scultetus vero unum corretum siligimis, et alium avenae Regi Polonorum solvit saecundum quantitatem
agrorum iuxta antiquas quietaciones”. Z. Strychowski, De Origine […], k. 122, Arch. i BOCist., sygn. 3263.
40
41
SPORY I PROCESY GRANICZNE W DOBRACH KLASZTORU SZCZYRZYCKIEGO...
83
Rogoźnik Mniejszy, wyrządzając szkody oszacowane na 10 tysięcy grzywien. Opat Cieniawski ponownie skierował sprawę do sądu grodzkiego w Nowym Sączu, który jeszcze
w tym samym roku, (1595) wezwał Jana Pieniążka, aby ten stawił się w sądzie w sprawie
wyrządzonych szkód. Pieniążek zasłaniając się chorobą nie stawił się w sądzie grodzkim.
Następnie sprawa została skierowana do sądu ziemskiego w Czchowie, gdzie zezwolono
opatowi na zadośćuczynienie poniesionych szkód w dobrach Pieniążka, na co z kolei oskarżony nie zezwolił. Pieniążek został uznany przez sąd jako rebelios i banitus. Po całym tym
trudnym zajściu, sąd ponownie wysłał komisję, aby ta odebrała część majętności oskarżonego Pieniążka jako odszkodowanie za gwałtowne zabranie znacznej części majątku klasztornego. Oskarżony Jan Pieniążek nie przyjął orzeczenia sądu ziemskiego w wyniku czego
opat Cieniawski wniósł sprawę do Trybunału Koronnego w Lublinie47. Ten opowiedział się
po stronie pokrzywdzonego klasztoru szczyrzyckiego, i skierował sprawę ponownie do rozpatrzenia przez sąd ziemski w Czchowie. Oskarżony Jan Pieniążek został zobowiązany do
zwrotu zajętych uprzednio przez siebie dóbr48. Podobnie jak opat Piotr III Borowski, jego
następca na urzędzie opackim w Szczyrzycu, toczył wieloletnie procesy z właścicielami
okolicznych wsi, graniczącymi z dobrami klasztoru. Tak też było w przypadku wsi Ostrowsko i Dębno, położonych analogicznie jak Rogoźnik i Krauszów na nowotarszczyźnie. W latach 1595 – 1599 opat Joachim Cieniawski występował sądownie przeciwko Janowi ze
Sienna, wojewodzie podolskiemu, dzierżawcy dóbr Czorsztyn a po jego śmierci w 1599
roku, przeciwko jego synom: Jakubowi i Krzysztofowi Sienneńskim, o zabranie wsi Ostrowsko i Dębno. W 1599 roku sprawa została zakończona. Sąd ziemski w Czcho­wie ostatecznie
przyznał sporne dobra klasztorowi szczyrzyckiemu49.
Spory z Pieniążkami trwały za rządów również kolejnego opata szczyrzyckiego - Stanisława VI Drohojowskiego. W 1615 roku opat złożył pozew do sądu grodzkiego w Krakowie
w sprawie ustalenia granicy pomiędzy dobrami Mikołaja i Zofii Pieniążków a dobrami konwentu. Tym samym zapoczątkował kolejny już spór, który toczył się przez najbliższych 12 lat.
Pomimo prób czynionych przez opata Drohojowskiego nie dochodziło do żadnej ugody50.
Sprawa granic stała sią przedmiotem sporu o szczególnym nasileniu, zwłaszcza odkąd w 1618
roku, córka Mikołaja i Zofii Pieniążków, poślubiła Stanisława Wilkoszewskiego i jako wiano
wniosła Skrzydlną i Wolę Skrzydlańską a wraz z nimi toczące się spory: [...] In hac autem
perturbatione mensis aliqua habita pacis refleksione cedit bona Skrzydlna cum attenentis Stanislao Wilkoszewski ut suppono cum Filia quam ei Pieniążek uxorem dederat [...]51.
Choćby w 1624 roku sąd grodzki krakowski wezwał do stawienia się Stanisława Wilkoszewskiego w celu złożenia stosownych wyjaśnień. Sprawa dotyczyła napadu poddanych
Wilkoszewskiego Jana i Andrzeja Kulów ze Skrzydlnej, którym pomagali Sebastian Mazur
i Jakub Fołtyn, na folwark klasztorny w Goduszy o godzinie 4 w nocy po święcie Trzech
Króli w 1624 roku. Napadu dokonano pod nieobecność opata Drohojowskiego – gdy ten
Arch. i BOCist. sygn. XI. 30; Arch. i BOCist. sygn. XI. 31; Arch. i BOCist. sygn. XI. 33.
Arch. i BOCist. sygn. XI. 34.
49
Arch. i BOCist. sygn. VI. 1; Arch. i BOCist. sygn. VI. 2; Arch. i BOCist. sygn. VI. 3; Arch. i BOCist. sygn.
VI. 4; Arch. i BOCist. sygn. VI. 5; Arch. i BOCist. sygn. VI. 6; Arch. i BOCist. sygn. VI. 7; J.M. Marszalska,
W. Graczyk, Opaci i przeorzy, s. 100-101; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów w Szczyrzycu, s. 84-85.
50
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 49; Arch. i BOCist. sygn. XXIII. 50.
51
B. Reydlewicz, Provisio I [...], s. 205, Arch. i BOCist., sygn. 754.
47
48
JOLANTA M. MARSZALSKA
84
przebywał w Lublinie. Poddani Wilkoszewskiego, spalili folwark klasztorny – do czego
zresztą się przyznali i za co zostali uwięzieni. W wyniku pożaru spłonęły budynki gospodarcze ze wszystkim, co się w nich znajdowało. Co więcej, spaleniu uległy budynki mieszkalne
z komorami a także stajnia, wołownia, obora, masztarnia, parkany, 3 szopy, 7 chlewów,
browar a ponadto 2 banie miedziane, kocioł do wody i sad. Łączna wartość strat została
oszacowana na 4. 680 złotych polskich52. Wilkoszewski nie stawił się osobiście na wezwanie sądu, lecz reprezentowany był przez swojego plenipotenta, który złożył odwołanie do
Trybunału Koronnego w Lublinie. Trybunał Koronny utrzymał w mocy prawnej wyrok sądu
grodzkiego krakowskiego, uznając winnym Stanisława Wilkoszewskiego podpalenia folwarku klasztornego53.
Reasumując, należy podkreślić, że omawiani opaci wykazali dużo troski, swoistej determinacji i zapobiegliwości, aby ochronić majątek klasztoru przed nieuczciwymi sąsiadami.
Nie wahali się przed wykorzystywaniem drogi sądowej, by dowieść swoich racji. Dzięki
nim klasztor wkraczał w epokę nowożytną, stabilny ekonomicznie, zabezpieczony prawnie
dzięki skrupulatnie gromadzonej dokumentacji potwierdzającej nadania, kupna i sprzedaże.
Nic więc dziwnego, że nalazł się w grupie klasztorów objętych tzw. komendą.
Disputes and Legal Suits Over Borders of the Estate at the Monastery in
Szczyrzyc under the Abbots Piotr Borowski and Joachim Cieniawski in the
Years 1565-1607
Summary
The Cistercians of Szczyrzyc were committed for centuries to taking good care of the
estate their monastery had been endowed with by Teodor Gryfita. Not only did they try to
prevent it from being grabbed away by malevolent neighbours, but gradually added to it
through acquisitions as well. A number of disputes, particularly over land, flared up in the
second half of the 16th century and the beginning of the 17th century, under the rule of two
Abbots – Piotr III Borowski (1565-1590) and Joachim Cieniawski (1592-1607). Both acted
with much prudence and foresight to protect the estate from fraudulent neighbours, not hesitating to resort to legal action in order to establish their rights. They sought to modernise
the monastery in economic terms. They legally secured it with meticulously collected documentation confirming endowments as well as all acquired or alienated property. No wonder,
then, it was included among monasteries subject to the so-called Command.
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. B. 18; B. Reydlewicz, Provisio I [...], sygn. 754, s. 206.
Arch. i BOCist. sygn. XXIII. B. 39; J.M. Marszalska, W. Graczyk, Opaci i przeorzy, s. 110-111; J.M. Marszalska, Opactwo cystersów w Szczyrzycu, s. 86.
52
53
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Manlio Sodi
Papieski Uniwersytet Salezjański, Rzym
La riforma liturgica tridentina
(1568-1962)
Conoscenza ed ermeneutica,
tra istanze e problematiche
Il secolo XX è stato testimone di numerose edizioni di fonti liturgiche antiche e recenti.
Tutto questo ha un ruolo positivo nello studio della teologia, sia in ordine alla conoscenza
diretta delle stesse fonti che alla loro interpretazione1. Tra queste, meno conosciute risultano
quelle più recenti, ed è in questa ottica che si è collocata un’impresa editoriale per avere
accesso immediato all’editio princeps dei libri liturgici tridentini, e all’ultima editio typica
realizzata durante il pontificato di Pio XII e Giovanni XXIII.
Il lavoro che è stato condotto nell’arco di 13 anni (1997-2010) all’interno di due collane
(Monumenta Liturgica Concilii Tridentini – Monumenta Liturgica Piana) è venuto a coincidere nell’ultima sua fase con la pubblicazione del “motu proprio” Summorum Pontificum (7
luglio 2007); una coincidenza che può contribuire ad una valutazione più oggettiva della liturgia della Chiesa di Rito romano, ma anche alla evidenziazione di alcune problematiche
che in un prossimo futuro interpelleranno con maggior urgenza la teologia liturgica, l’ecclesiologia e l’azione pastorale.
Nell’ottica del presente studio una riflessione sulla conoscenza e l’uso dei libri liturgici
tridentini può offrire l’opportunità per un accostamento più adeguato alla tradizione e, conseguentemente, per una ermeneutica più attenta e oggettiva della situazione liturgica che si
è creata nel 2007.
Il confronto con i contenuti dei libri liturgici tridentini permette di poter partire da una
base precisa e condivisa per conoscere ciò che è stato realizzato dopo il concilio di Trento,
ma anche per verificare tutta la documentazione successiva che ha caratterizzato la vita della Chiesa fino alla vigilia del Vaticano II2. Dall’insieme, comunque, scaturisce pure una le-
1
Per un primo accostamento alla storia dei libri liturgici por. M. Sodi – M. Navoni, Il libro liturgico nella storia,
in Associazione Bibliotecari Ecclesiastici Italiani, Acolit, Vol. 3.: Autori cattolici e opere liturgiche. Una lista di
autorità, Editrice Bibliografica, Milano 2004, s. LVII-XCIV. Per i libri liturgici odierni por. Rivista Liturgica 95/5
(2008) sotto il titolo: La liturgia di rito romano e i suoi libri. Il completamento di questa riflessione si trova “Rivista
Liturgica” 98/3 (2011) sotto il titolo: Ermeneutica del libro liturgico.
2
Un esempio emblematico è il pontificato di Benedetto XIV e l’attività liturgica che è avvenuta in quel periodo;
por. al riguardo M. Sodi, Il De Sacrificio Missae di Benedetto XIV nel contesto liturgico tra Sei e Settecento, [in:]
M.T. Fattori (ed.), Le fatiche di Benedetto XIV. Origine ed evoluzione dei Trattati di Prospero Lambertini (16751758) = Temi e testi 97, Edizioni di Storia e Letteratura, Roma 2011, p. 189-213.
MANLIO SODI
86
zione particolare costituita dall’invito a conoscere e a interpretare bene il libro liturgico per
rispondere a istanze e problematiche che costituiscono il tessuto della vita della Chiesa.
1.Risposta ad attese
Nella sessione XXV del Concilio di Trento (3-4 dicembre 1563), furono approvati dai
Padri conciliari vari Decreti. Tra questi, uno «Super indice librorum, Catechismo, Breviario
et Missali»3. La decisione è da mettere in rapporto, oltre a quanto è noto circa la situazione
dei libri liturgici del tempo, con ciò che lo stesso Concilio aveva stabilito nella sessione
XXIV, canone VII:
Perché il popolo fedele riceva i sacramenti col massimo rispetto e devozione interiore, il
santo sinodo comanda a tutti i vescovi non solo di spiegare prima l’efficacia e l’utilità dei
sacramenti in modo comprensibile ai fedeli, nei casi in cui li amministrano personalmente,
ma anche di curare che i singoli parroci facciano ciò con pietà e prudenza, anche in lingua
volgare, se è necessario e se è possibile. Dovranno seguire la forma prescritta dal sinodo
per la catechesi dei singoli sacramenti, che i vescovi faranno tradurre fedelmente in lingua
volgare e cureranno che sia esposta al popolo da tutti i parroci. Durante la santa messa e
nella celebrazione delle sacre funzioni, nelle singole feste e solennità, esporranno in volgare la parola di Dio e salutari esortazioni, sforzandosi di farle penetrare nel cuore di tutti
(lasciate da parte le questioni inutili), e istruiranno i fedeli nella legge del Signore4.
Terminato il Concilio, il compito fu portato a termine sotto il pontificato di Pio V (15661572). Per suo ordine, infatti, nel 1566 fu pubblicato il Catechismus per uso dei parroci5.
Dopo due anni, nel 1568, apparve il Breviarium Romanum; e nel 1570 il Missale Romanum.
Altri libri liturgici saranno riformati e stampati fino al 1614, quando sarà pubblicato il Rituale Romanum.
2.«Monumenta Liturgica Concilii Tridentini»
Il titolo della collana: Monumenta Liturgica Concilii Tridentini (= MLCT) riflette in modo
adeguato l’intero corpus. Anche se il Concilio di Trento si era espresso solo sulla riforma di
due libri liturgici (il Breviarium e il Missale), bisogna riconoscere che l’opera di revisione e
di edizione degli altri quattro si colloca come logica conseguenza dei primi due. Il progetto
fu portato a compimento secondo questa cadenza cronologica:
–
–
–
–
–
–
Breviarium Romanum (Pio V; 1568)
Missale Romanum (Pio V; 1570)
Martyrologium Romanum (Gregorio XIII; 1584)
Pontificale Romanum (Clemente VIII; 1596)
Caeremoniale Episcoporum (Clemente VIII; 1600)
Rituale Romanum (Paolo V; 1614).
Cfr. G. Alberigo (ed.), Conciliorum Oecumenicorum Decreta, Dehoniane, Bologna 1991, p. 797.
Ibidem, p. 764.
5
Cfr. R. Lanzetti, Catechismus ad Parochos, [in:] M. Sodi – A.M. Triacca (edd.), Dizionario di Omiletica, Ldc –
Velar, Leumann (Torino) – Gorle (Bergamo) 2002, p. 252-255 (con bibliografia).
3
4
LA RIFORMA LITURGICA TRIDENTINA (1568–1962)...
87
Lo studio delle fonti liturgiche, e soprattutto la realizzazione della riforma promossa dal
Vaticano II, hanno fatto maggiormente sentire l’urgenza di avere tra mano i testi originari
della riforma tridentina. Ed è per rispondere a questa attesa di maggior conoscenza che è stata
realizzata la collana caratterizzata da questi criteri: a) riproduzione anastatica – quasi sempre
a due colori – dell’originale; b) ampia introduzione circa la storia del relativo libro liturgico,
arricchita dalla segnalazione delle edizioni ufficiali successive e dal confronto con l’ultima
editio typica precedente la riforma del Concilio Vaticano II; c) apparato di Appendici con
l’incipit delle formule. Ed ecco i volumi secondo l’ordine di apparizione nella collana:
2.1. Il Pontificale Romanum (1595-1596)
L’edizione del Pontificale Romanum apparve verso la fine del sec. XVI; l’impegno per la
stampa dovette durare vari mesi; ne è segno, tra l’altro, la duplice data che caratterizza questo volume: 1595 nel frontespizio, e 1596 nel colophon. L’altro motivo è determinato, in
particolare, dalla presenza delle stupende incisioni che arricchiscono l’opera. Si tratta del
lavoro dell’incisore F. Villamena, il principale artista del XVI secolo in questo settore. L’originale si trova abbastanza facilmente in varie biblioteche. Questa l’edizione:
M. Sodi – A.M. Triacca (edd.), Pontificale Romanum. Editio princeps (1595-1596).
Edizione anastatica, Introduzione e Appendice, Lev, Città del Vaticano 1997, pp.
XXIV + 731 (MLCT 1).
La Presentazione è di R. Farina, allora Rettor Magnifico dell’Università Pontificia Salesiana, già Prefetto della Biblioteca Apostolica Vaticana, Card. Archivista e Bibliotecario di
S.R.C. In Appendice sono indicizzati i Vangeli, i Salmi e Cantici, gli Inni e Responsori, le
Antifone, l’Eucologia e le Litanie6.
2.2. Il Missale Romanum (1570)
Attesa da tempo, la pubblicazione del Missale del Concilio di Trento si rendeva sempre
più urgente per facilitare il confronto con la vera editio princeps voluta dai Padri conciliari
a Trento. L’originale riprodotto si trova nella Biblioteca del Capitolo Metropolitano di Milano. Questa l’edizione:
M. Sodi – A.M. Triacca (edd.), Missale Romanum. Editio princeps (1570). Edizione
anastatica, Introduzione e Appendice, Lev, Città del Vaticano 1998, pp. XLVI + 720
(MLCT 2). Una nuova edizione è apparsa nel 2012: pp. XLVIII + 720.
6
Per una comprensione più adeguata della storia di questo Pontificale si osservi la prima edizione a stampa con
relativa introduzione: M. Sodi (ed.), Il “Pontificalis liber” di Agostino Patrizi Piccolomini e Giovanni Burcardo =
MSIL 43, Lev, Città del Vaticano 2006, p. XLIV + 619.
MANLIO SODI
88
La Presentazione è del card. C.M. Martini, allora arcivescovo di Milano. In Appendice
sono indicizzate le formule eucologiche, secondo questo ordine: Eucologia (completa), Collectae, Super oblata, Post Communionem, Super populum, Prefazi, Orazioni varie7.
2.3. Il Breviarium Romanum (1568)
La preoccupazione dei Padri conciliari a Trento era relativa alla celebrazione della messa
e alla preghiera dei sacerdoti. Per questo il Breviarium fu il primo volume ad apparire nel
1568, a soli 5 anni dalla conclusione del Concilio. L’originale riprodotto è costituito da un
volume in folio; questo ha permesso di realizzare la pubblicazione in un solo volume anche
di questa fonte preziosa che è parte integrante della storia del culto cristiano. Esso è stato
rinvenuto nell’archivio parrocchiale della chiesa “San Biagio” di Scrofiano (diocesi di Montepulciano-Chiusi-Pienza, in provincia di Siena). Questa l’edizione:
M. Sodi – A.M. Triacca (edd.), Breviarium Romanum. Editio princeps (1568). Edizione anastatica, Introduzione e Appendice, Lev, Città del Vaticano 1999, pp. XXII +
1056 (MLCT 3). Una nuova edizione è apparsa nel 2012: pp. XX + 1056.
La Presentazione è del card. V. Noè. In Appendice sono indicizzati solo gli Inni e le Orazioni; e data l’ampiezza del volume, una parte notevole dell’Introduzione è stata sviluppata
in Rivista Liturgica8.
2.4. Il Caeremoniale Episcoporum (1600)
In stretta relazione con il Pontificale Romanum si colloca il Caeremoniale che fu pubblicato solo dopo quattro anni dal Pontificale, nel 1600. L’impostazione grafica è la stessa;
identica è la mano dell’artista autore delle incisioni, il Villamena; anzi, talvolta, la stessa
incisione è presente sia nel Pontificale che nel Caeremoniale. L’originale riprodotto si trova
abbastanza facilmente in varie biblioteche. Questa l’edizione:
A.M. Triacca – M. Sodi (edd.), Caeremoniale Episcoporum. Editio princeps (1600).
Edizione anastatica, Introduzione e Appendice, Lev, Città del Vaticano 2000, pp. XLIV
+ 346 (MLCT 4).
La Presentazione è di mons. P. Marini, allora Maestro delle celebrazioni liturgiche del
Sommo Pontefice, e oggi Presidente del Pontificio Comitato per i Congressi Eucaristici Internazionali. Il volume è completato da due Appendici: nella prima si trova un Indice analitico-sistematico dei contenuti dell’opera; nella seconda sono indicizzati l’eucologia, gli inni
e le invocazioni.
7
Nell’ampia Introduzione si delinea la storia del Missale; prezioso è il confronto con l’editio princeps realizzata
a Milano nel 1474. La storia risulterà più completa quando sarà disponibile l’edizione del Missale Romanae Curiae
per completare in tal modo la conoscenza del passaggio dal tempo dei sacramentari a quel Missale plenario che avrà
il suo esito più definitivo con l’editio princeps del 1570.
8
Cfr. M.G. Foti, Breviarium Romanum 1568. Descrizione critica dell’esemplare di Scrofiano, “Rivista Liturgica” 87 (2000) 167-178; M. Sodi, Il Breviarium Romanum: tra l’editio princeps del 1568 e l’editio typica del 1961,
[in:] “Rivista Liturgica” 87 (2000) p. 179-191.
LA RIFORMA LITURGICA TRIDENTINA (1568–1962)...
89
2.5. Il Rituale Romanum (1614)
Il Rituale è il libro tipico per le celebrazioni presiedute dal presbitero. La sua preparazione ha avuto una storia abbastanza complessa, come ampiamente descritto nell’Introduzione
all’edizione anastatica. Lo studio dello sviluppo e dell’adattamento del suo contenuto costituisce una pagina di storia del culto cristiano quanto mai interessante. Degne di attenzione le
sinossi che mettono a confronto sia il testo base della Costituzione apostolica con quello
definitivo, sia le successive edizioni ufficiali con l’editio typica del 1952. L’originale riprodotto appartiene alla Biblioteca Nazionale Braidense di Milano. Questa l’edizione:
M. Sodi – J.J. Flores Arcas (edd.), Rituale Romanum. Editio princeps (1614). Edizione anastatica, Introduzione e Appendice, Lev, Città del Vaticano 2004, pp. LXXVI +
442 (MLCT 5).
La Presentazione era stata predisposta dal prof. A.M. Triacca pochi giorni prima della
morte (4 ottobre 2002). L’edizione ha richiesto tempo anche a motivo dello studio dell’originale manoscritto che nel 1613 è servito al Gabuzio (segretario del gruppo di lavoro) per la
preparazione del testo a stampa apparso l’anno successivo; conservato nell’Archivio della
Congregazione dei Padri Barnabiti a Roma, è stato riprodotto nella prima Appendice. Nella
seconda, invece, si trovano pagine dell’originale manoscritto conservato presso l’Archivio
della Pontificia Università Gregoriana, annotato dal card. R. Bellarmino. Nella terza, infine,
sono indicizzate queste categorie di formule: Orationes, Exorcismi, Psalmi et Cantica (suddivisi in Index Psalmorum numericus, alphabeticus e Index canticorum), Lectiones biblicae,
Hymni9.
2.6. Il Martyrologium Romanum (1584)
Anche la pubblicazione del Martyrologium richiese a suo tempo un notevole impegno da
parte della Commissione, sia per la complessità dell’opera in sé, sia per il passaggio, proprio
in quegli anni, dal calendario giuliano a quello gregoriano avvenuto nel 1582. L’originale si
trova nella Bibliotheca S. Jacobi del Monastero benedettino di Pontida (Bergamo). Questa
l’indicazione dell’opera:
M. Sodi – R. Fusco (edd.), Martyrologium Romanum. Editio princeps (1584). Edizione
anastatica, Introduzione e Appendice, Lev, Città del Vaticano 2005, pp. XLVI + 604
(MLCT 6).
La Presentazione è di R. Godding, direttore della Société des Bollandistes. L’originale
comprende già un Index puntualmente riprodotto nelle pp. 449-59910.
9
Per la storia del Rituale e per una verifica di quanto avvenuto in quel periodo in numerose diocesi, può risultare
prezioso il confronto con: M. Sodi – M. Wirth (edd.), Rituale Sacramentorum Francisci de Sales Episcopi Gebennensis iussu editum anno 1612 = MSIL 58, Lev, Città del Vaticano 2010, s. XXXII + 462. Si veda anche T. Koso,
Manuale ad sacramenta Ecclesiae ministranda. Nagasaki 1605, [in:] Rivista Liturgica 99/6 (2012), p. 1045-1058
(con indicazione dell’edizione anastatica realizzata nel 2006 in Giappone).
10
L’opera potrà essere meglio compresa e valorizzata quando risulterà disponibile – il progetto è in progress –
l’edizione del Card. Cesare Baronio cui si fa ampio riferimento nella stessa Introduzione.
MANLIO SODI
90
3.«Monumenta Liturgica Piana»
La storia del movimento liturgico racchiude – tra l’altro – una pagina preziosa attorno alla
figura di Pio XII11. L’Enciclica Mediator Dei (20 novembre 1947) appare come la magna
charta per realizzare una riforma generale della liturgia12. L’inchiesta tra tutti i vescovi della
Chiesa darà i suoi frutti13; la riforma della Veglia pasquale (1951) e della Settimana santa
(1955) saranno un segno eloquente di questa volontà riformatrice, interrotta con la morte del
Pontefice (1958).
L’annuncio di un Concilio in cui si sarebbe trattato anche della questione liturgica non
ferma l’opera riformatrice iniziata sotto Pio XII; ed è in questa linea che sotto il pontificato
di Giovanni XXIII appaiono ancora le editiones typicae dei libri tridentini rivisti alla luce del
Rubricarum instructum e del relativo Codex rubricarum (1960)14.
La riforma liturgica voluta dal Concilio Vaticano II più volte ha fatto riferimento a quella
tridentina. Alcuni testi introduttivi agli attuali libri liturgici chiamano direttamente in causa
la riforma post-tridentina come un punto di passaggio essenziale per la comprensione della
storia della liturgia15.
Del resto, quando i Padri conciliari approvavano la Sacrosanctum Concilium [= SC] ben
conoscevano e usavano i libri liturgici tridentini. E fu in questa situazione che essi stabilivano
di:
– «[...] adattare alle esigenze del nostro tempo quelle istituzioni che sono soggette a mutamenti» (SC 1);
– «[...] interessarsi in modo speciale anche della riforma e della promozione della liturgia»
(SC 1; si notino i termini instaurare atque fovere);
– «[...] richiamare i [...] principi riguardanti l’incremento e la riforma della liturgia, e stabilire norme pratiche (SC 3: principia et practicas normas);
– dedicare «una specialissima cura nella riforma e nell’incremento della liturgia» (SC 14:
instauranda et fovenda);
– «[...] fare un’accurata riforma generale della liturgia [che] consta di una parte immutabile
[...] e di parti suscettibili di cambiamento, che nel corso dei tempi possono o anche devono variare» (SC 21: variare possunt vel etiam debent);
Per un approfondimento circa il periodo di storia del culto nel sec. XX por. B. Neunheuser – A.M. Triacca, Movimento liturgico, [in:] D. Sartore – A.M. Triacca – C. Cibien (edd.), Liturgia, San Paolo, Cinisello B. (Mi) 2001,
p. 1279-1293 (con ampia bibliografia).
12
Cfr. M. Sodi, Cinquant’anni dalla “Mediator Dei”. Una rilettura in prospettiva pedagogico-pastorale, in Ecclesia
Orans 14/3 (1997) 413-437, e [in:] P. Sorci (ed.), Il soggetto della celebrazione. A cinquant’anni dalla “Mediator
Dei”, Sciascia Editore, Caltanissetta-Roma 1998, pp. 15-57; testo spagnolo “Phase” 37/222 (1997) pp. 479-498.
13
Cfr. C. Braga, La «Commissione Piana» per la riforma della liturgia, [in:] Rivista Liturgica 91/1 (2004) pp.
142-160. Si tratta dell’Introduzione all’opera: La riforma liturgica di Pio XII: documenti, vol. I: La “memoria sulla
riforma liturgica”, Clv-Edizioni Liturgiche, Roma 2003.
14
Per un’adeguata conoscenza di questo periodo si veda Rivista Liturgica 99/6 (2012) sotto il titolo: «Traditio et
progressio». Nel ricordo di mons. Annibale Bugnini, soprattutto gli studi di G. Pasqualetti e P. Sorci.
15
Cfr. in particolare le Costituzioni apostoliche Pontificalis Romani recognitio (18 giugno 1968); Missale Romanum (3 aprile 1969); Laudis canticum (1 novembre 1970); Divinae consortium naturae (15 agosto 1971); Sacram
Unctionem infirmorum (30 novembre 1972); il «Prooemium» all’Istitutio generalis Missalis Romani (26 marzo
1970); il «Prooemium» al Caeremoniale Episcoporum (14 settembre 1984); il «Decretum» con cui si apre il Martyrologium Romanum (29 giugno 2001).
11
LA RIFORMA LITURGICA TRIDENTINA (1568–1962)...
91
– «ordinare i testi e i riti in modo che esprimano più chiaramente le sante realtà che significano» (SC 21);
– poter «capire facilmente [le sante realtà] e parteciparvi con una celebrazione piena, attiva
e comunitaria» (SC 21; cf anche SC 30);
– far precedere «la revisione delle singole parti della liturgia [...] da un’accurata ricerca
teologica, storica e pastorale» (SC 23);
– tenere «in considerazione sia le leggi generali della struttura e dello spirito (structurae et
mentis) della liturgia, sia l’esperienza derivante dalla più recente riforma (instauratio)
liturgica...» (SC 23);
– non introdurre «innovazioni se non quando lo richieda una vera e accertata utilità della
Chiesa» (SC 23);
– avere «l’avvertenza che le nuove forme in qualche modo scaturiscano organicamente da
quelle già esistenti» (SC 23);
– promuovere «quella soave e viva conoscenza della sacra Scrittura, che è attestata dalla
venerabile tradizione dei riti sia orientali sia occidentali» (SC 24);
– rivedere (recognoscantur) «i libri liturgici [...] servendosi di persone competenti e consultando vescovi...» (SC 25; cf anche SC 31);
– «osservare le [...] norme generali [nell’attuazione della riforma]» (SC 33 e articoli seguenti 34-36).
Alla luce di queste e di numerose altre indicazioni conciliari è possibile accostare e valutare i contenuti dei libri liturgici apparsi nella collana Monumenta Liturgica Piana (= MLP)
dove il “piana” rinvia, appunto, all’opera di Pio XII in modo particolare.
La presentazione di queste fonti è condotta secondo l’ordine di apparizione nella collana
stessa. I primi quattro volumi riproducono a due colori l’originale indicato. Ciò che caratterizza le singole opere è non solo la riproduzione dell’originale ma la numerazione marginale
progressiva per lo studio e la indicizzazione dei testi e l’Introduzione in cui i due Curatori
spiegano ogni volta il significato dell’edizione.
3.1. Il Missale Romanum (1962)
Alla vigilia del Vaticano II appare l’editio typica del Missale Romanum. L’Introduzione
all’edizione spiega l’impostazione di quel Missale come pure le prospettive per una sua più
approfondita conoscenza quale verrà offerta soprattutto dalla Rivista Litutrgica16. Questa
l’edizione:
M. Sodi – A. Toniolo (edd.), Missale Romanum. Editio typica (1962). Edizione anastatica e Introduzione, Lev, Città del Vaticano 2007, pp. XVIII + 1096 (MLP 1).
L’accostamento del Missale del 1962, colto nell’ottica di un cammino storico, può permettere la valorizzazione di pagine di vitalità ecclesiale che, se osservate con sguardo attento e soprattutto con prospettiva teologica, danno una capacità di accostamento oggettivo alla
storia e di assumerla come magistra, come evidenziava Paolo VI nella Costituzione aposto Cfr. Rivista Liturgica 95/1 (2008) sotto il titolo: Celebrare con il Messale di san Pio V; cfr. anche M. Sodi,
Il Messale di Pio V. Perché la Messa in latino nel III millennio? Messaggero, Padova 2007, p. 48 (edizione anche
in lingua polacca).
16
MANLIO SODI
92
lica Missale Romanum. Da quella prospettiva ecclesiale si solleva lo sguardo sull’intero
percorso storico della liturgia e sul significato delle sue forme e del loro adattamento nel
tempo17.
3.2. Il Rituale Romanum (1952)
ll primo libro edito dalla riforma “piana” è stato il Rituale apparso nel 1952. Anche in
questo caso l’Introduzione dopo essersi soffermata sulla struttura del libro traccia prospettive per un’approfondita conoscenza. Questa l’edizione:
M. Sodi – A. Toniolo (edd.), Rituale Romanum. Editio typica (1952). Edizione anastatica e Introduzione, Lev, Città del Vaticano 2008, pp. XIII + 970 (MLP 2).
La pubblicazione di un testo relativamente recente come il Rituale del 1952 offre
l’opportunità di stabilire un rapporto serio tra il prima e il dopo del Concilio Vaticano II, per
quanto concerne la liturgia.
Ad un volume unico come il presente, oggi non corrisponde però un altro unicum. Gli
Ordines, frutto della riforma liturgica postconciliare e tradotti in tutte le lingue offrono la
possibilità di un confronto per cogliere non tanto le specificità delle singole scelte compiute,
quanto soprattutto la mens theologica che le ha guidate e che risulta ampiamente descritta
nei Praenotanda ai singoli libri. Accostarsi pertanto a questo libro liturgico, ormai considerato come una fonte per lo studio della storia dell’evoluzione delle forme oranti della Chiesa
di Rito romano, è intraprendere l’approfondimento di un capitolo della traditio fidei che
nella liturgia trova la sua tipica espressione perché caratterizzata dai linguaggi della confessio laudis quale si attua nella celebrazione dei santi misteri.
3.3. Il Pontificale Romanum (1961-1962)
Edito in tre tomi, secondo la tradizione relativamente recente, anche il Pontificale appare
in edizione ufficiale. Raccolto ora in un solo volume, il testo offre la possibilità di accostare
tutta la documentazione relativa alle celebrazioni del vescovo. Il confronto tra l’editio princeps tridentina e l’ultima editio typica permette di cogliere una linea di continuità pur nella
novitas perenne della liturgia. Questa l’edizione:
M. Sodi – A. Toniolo (edd.), Pontificale Romanum (1961-1962). Edizione anastatica
e Introduzione, Lev, Città del Vaticano 2008, pp. XIV + 526 (MLP 3).
Nel delineare le norme generali per la riforma della liturgia il Concilio Vaticano II affermava che «per conservare la sana tradizione e aprire però la via a un legittimo progresso, la
revisione delle singole parti della liturgia deve essere sempre preceduta da un’accurata investigazione teologica, storica e pastorale» (SC 23). Se questo vale per ogni aspetto della vita,
Nel 2010 è stata fatta un’edizione anastatica del Missale da parte della Tipografia Poliglotta Vaticana, riproducendo tale e quale (senza alcun riferimento all’anno corrente) l’edizione del 1962, ad eccezione della preghiera
per gli Ebrei del Venerdì santo. Il testo fu modificato in seguito alle polemiche suscitate in conseguenza del “Motu
proprio” del 2007, ma disattendendo il titolo che rimase come in precedenza: «8. Pro conversione Iudaeorum» (por.
p. 173-174)! Su tutta questa polemica nella storia por. P. Gianazza, La preghiera per gli Ebrei nella liturgia di rito
romano, [in:] Rivista Liturgica 95/1 (2008), p. 155-176.
17
LA RIFORMA LITURGICA TRIDENTINA (1568–1962)...
93
a maggior ragione vale anche per le forme attraverso cui il dialogo tra Dio e l’uomo, nel
contesto storico-salvifico della rivelazione cristiana, si prolunga nel tempo. Il percorso storico permette di cogliere i tratti salienti di una pagina della traditio in cui la prassi della lex
orandi testimonia nelle sue varie fasi le modalità di espressioni cultuali della comunità cristiana.
Entrare in questi contenuti è la sfida che interpella soprattutto il teologo. Ma, in parallelo,
interpella ogni ambito culturale: dall’arte alla musica, dalla prosa alla poesia, dall’uso della
Scrittura alla sua interpretazione orante... è tutto un intreccio di elementi che rivelano lo
stretto rapporto che intercorre tra culto e cultura. Far emergere questa sintonia è la lezione
che il confronto con una pagina di storia può rilanciare anche a partire da una conoscenza più
profonda della storia dei libri liturgici.
3.4. Il Breviarium Romanum (1961)
Anche il Breviarium appare in editio typica. La soluzione grafica offerta dal totum ha
permesso – come già per l’editio princeps tridentina – di poter realizzare questa edizione
anastatica. In tal modo si ha la possibilità di poter comprendere più facilmente la complessità
e la ricchezza di quanto racchiuso nell’opera, ma anche l’occasione per fare confronti con
ciò che è stato realizzato in seguito al Vaticano II. Questa l’edizione:
M. Sodi – A. Toniolo (edd.), Breviarium Romanum. Totum. Editio typica (1961). Edizione anastatica e Introduzione, Lev, Città del Vaticano 2009, pp. XIX + 1648 (ML5P
4).
I 12935 numeri che indicizzano i testi denotano l’ampiezza di quanto racchiuso nell’opera e insieme possono costituire un’opportunità utile alla conoscenza dei contenuti e del
modo con cui è stata organizzata la preghiera oraria nella Chiesa di Rito romano.
3.5. Fontes – Indices – Concordantia (1568-1962)
Atteso da tempo, il volume completa le due collane dei libri liturgici tridentini. Se il titolo appare nella sua immediatezza, una parola invece è richiesta per i contenuti che racchiudono, anzitutto, l’opera del Bruylants da tempo esaurita ma preziosa ai fini di una documentazione storica dei testi del Missale. In secondo luogo, gli Indices delle formule del
Breviarium, del Missale, del Pontificale e del Rituale offrono la possibilità di verificare
i documenti della storia. E finalmente la Concordantia che permette di accostare la terminologia e quindi la teologia del Missale tridentino. Questa l’opera:
M. Sodi – A. Toniolo – P. Bruylants (†), Liturgia tridentina. Fontes – Indices – Concordantia 1568-1962, Lev, Città del Vaticano 2010, pp. XIX + 1254 (MLP 5).
L’iniziativa della collana e il suo completamento hanno sollecitato attese e curiosità di vario
genere. Il confronto con il contenuto degli 11 tomi (MLCT e MLP) permette ora di poter studiare da vicino le fonti liturgiche che hanno caratterizzato la vita cultuale della Chiesa di Rito romano per ben quattro secoli18.
In questa collana non sono stati presi in considerazione il Caeremoniale e il Martyrologium perché di ambedue
non è stata curata un’editio typica aggiornata e ufficiale nel tempo che precede immediatamente il Vaticano II.
18
MANLIO SODI
94
Il dialogo diretto con la fonte dà la possibilità di verificare contenuti e scelte liturgico-pastorali per stabilire eventualmente i confronti con altri periodi della vita della Chiesa.
4.Tra problemi e prospettive
Sarebbe semplicistico ridurre i problemi della liturgia odierna alla scelta di uno o dell’altro Messale (o altro libro liturgico). Del resto ci si è resi conto che la soluzione prospettata
nel 2007 dal “Motu proprio” e dalla successiva “Istruzione” lascia ancora spazi di incertezza; ma quello che più risulta impellente è la dicotomia pastorale e spirituale a cui tutto ciò dà
adito. Alcune problematiche da non disattendere possono essere enucleate così:
– Il Missale di Pio V (come pure il Breviarium e anche il Martyrologium) ruota attorno al
Calendario; il cambio ufficiale di esso (14 febbraio 1969) impone per evidenza di contenuti che nello stesso Rito non vi siano sfasature di solennità, feste e memorie.
– Strettamente correlata al cambio del Calendario è la disposizione dei contenuti del Missale con il suo Lezionario e con tutto il corpus dei formulari di messe del Proprium de
Tempore e de Sanctis.
– La centralità del Lezionario domanda – se si vuol essere coerenti con gli altiora principia
del Vaticano II – che tutto ruoti attorno ad esso, a cominciare dall’uso dei testi eucologici.
– La maggior parte dei testi eucologici del Missale di Pio V sono presenti in quello di Paolo
VI; anzi questo Messale è molto più “tradizionale” del primo, in quanto recupera largamente ciò che la Commissione incaricata da Pio V non poteva conoscere.
– Il rito “extra ordinario” (o meglio, la extraordinaria expressio) non poteva allora consistere solo nell’adozione dell’Ordo Missae del precedente Missale? Questo avrebbe permesso di venire incontro sia alle attese della lingua latina e del canto (anche se tutto ciò è
presente nell’attuale Ordo Missae); sia – nel bisogno – di ricorrere a quella ritualità; sia
ai momenti prolungati di silenzio... Ma avrebbe anche dato l’occasione di esprimere con
molta chiarezza la propria adesione ai principia del Concilio rispettando il ruolo del Lezionario e di tutta la liturgia della Parola (che, come esprime il “Motu proprio”, può risolversi «utendo editionibus ab Apostolica Sede recognitis» [art. 6]).
La problematica può essere sviluppata ulteriormente, ma forse con poco frutto per la ristretta capacità dialogica che questa situazione ha comportato a vari livelli. Se da ciò che è
avvenuto in seguito al Summorum Pontificum scaturisce una lezione positiva, questa non
può che essere un invito a continuare nella formazione alla liturgia per essere formati da
essa. È la lezione che scaturisce dalla storia; e la pubblicazione dei vari libri liturgici permette di accostarsi a queste “fonti” da considerarsi nella loro globalità per una lettura attenta
nell’ottica della traditio e della sua perenne novitas.
5.A scuola di formazione liturgica, tra istanze e problematiche
Cosa significa “formazione liturgica”? In ogni momento del percorso della riforma liturgica voluta dal Vaticano II, già a cominciare dalla stessa Costituzione conciliare, il tema
della formazione è stato declinato in tanti modi. Molto è stato realizzato; alcuni aspetti sono
mancati; altro rimane ancora da approfondire e da mettere in opera. Nell’insieme, infatti,
LA RIFORMA LITURGICA TRIDENTINA (1568–1962)...
95
non si è ancora avuto il coraggio di attuare quel dettato conciliare che in prospettiva di principio viene ritenuto strategico per «far crescere ogni giorno più la vita cristiana tra i fedeli»
(SC 1).
I Padri conciliari ne erano ben consapevoli: se non si comincia dalla formazione che si
attua nella scuola di teologia, non si realizza un percorso formativo che con il tempo giunge
a permeare il modo di pensare e quindi di agire nella Chiesa. È impressionante un raffronto
con il dettato di SC 14, 15, 16 e 17: quei contenuti sono rimasti spesso lettera morta. E allora viene da esclamare: a quando una più accentuata attenzione al problema della formazione
liturgica del clero a partire dagli altiora principia e dalle indicazioni concrete del Vaticano
II? Il Concilio di Trento cominciò a risolvere questo problema con l’istituzione dei seminari
e impegnando i vescovi a rimanere nella propria diocesi per seguirne la vita.
Anche lo studio dei contenuti dei libri liturgici tridentini costituisce un monito per conoscere la tradizione, per valorizzarla e coglierne quegli sviluppi che oggi ammiriamo nel
Missale così detto di Paolo VI, ma in realtà è il Messale della Chiesa che – secondo i tempi
– adatta le proprie forme e strutture cultuali perché l’espressione liturgica della pietas sia più
fedele al Mistero e all’uomo.
È a partire da questi obiettivi che subentrano approfondimenti che intendono rispondere
a domande talora inespresse, ma frequentemente ricorrenti sia in chi usa ordinariamente il
libro, sia in chi è chiamato ad approfondirne i contenuti in vista della formazione degli operatori pastorali e soprattutto dei “presidenti” di assemblea.
Agli inizi della riforma liturgica promossa dal Vaticano II la novità dei testi ha stimolato
una certa conoscenza. L’insistenza sulla novità dei Praenotanda non ha però invogliato un
confronto diretto con essi; e tanto meno ha creato una mens capace di condizionare positivamente l’interpretazione del libro in vista del suo uso corretto nel rispetto dello stesso libro,
della celebrazione, dell’assemblea. Da qui pertanto l’invito ad accostarsi con maggior deontologia professionale al libro liturgico tenendo conto di tutto ciò che esso contiene, dalla
prima all’ultima pagina.
Nel contesto della complessa problematica, se non si ritorna al confronto con i principi
ispiratori della riforma liturgica (a partire dalla Costituzione Sacrosanctum Concilium) e
all’intreccio che intercorre tra Praenotanda e il resto del libro liturgico, non si ritrova quella
serenità di giudizio, di valore e di azione che oggi manca in molti contesti ecclesiali.
6.Il libro liturgico: un testo per la celebrazione o per lo studio?
Non è la prima volta che nell’ambito degli studi di liturgia ci si pone dinanzi alle sfide che
l’ermeneutica pone al libro liturgico. Contributi preziosi si trovano in strumenti di lavoro che
il liturgista ben conosce. Tenendo conto di quanto prodotto finora, ci sembra di poter formulare alcune istanze e prospettive, con l’unico intento di contribuire allo sviluppo di una
“scienza”, quella liturgica appunto, i cui risultati si riversano su una comprensione ancora
più profonda della stessa azione liturgica e dei suoi elementi.
Collocando in un certo ordine le istanze che emergono da varie parti, sembra di poter
offrire quasi una criteriologia per accostare tutto il libro liturgico non solo come documento
a sé (quasi come una “fonte” da cui attingere conferme) ma anche e soprattutto come strumento destinato a mediare un incontro tra il mistero trinitario e il mistero dell’uomo.
MANLIO SODI
96
– Il libro liturgico è un “testimone della fede”. Il valore di questa “testimonianza” è dato
dal fatto che la Chiesa esprime in quel testo ciò che essa crede. Il contenuto della fede
trova in quelle espressioni la forma che è frutto dell’incontro tra la Parola di Dio e la
sensibilità teologico-spirituale di una communitas. Ecco perché esiste una editio typica:
un testo cioè in cui tutti si possono ritrovare per la stessa fede, e per questo essere assunto come guida, modello, repertorio e normativo per la celebrazione.
– All’interno dell’editio typica vanno però stabiliti livelli diversificati di autorità e autorevolezza. Una cosa è il valore dei testi del Lezionario; altro quello delle formule tipicamente sacramentali; altro ancora i testi che possono avere scelte diverse o testi che possono essere sostituiti in vista dell’adattamento alle singole assemblee. L’accostamento del
libro liturgico richiede pertanto di saper individuare il cuore teologico dell’insieme dell’ordo, sapendo distinguere tra ciò che è essenziale e ciò che è soggetto ad adattamento.
– Il rito liturgico “in atto” è la lex orandi “in attuazione”. L’espressione nella sua concisione invita a tenere strettamente unito il libro (il contenuto) con l’azione liturgica che esso
deve guidare e strutturare. Pertanto il valore del libro liturgico scaturisce dall’uso che se
ne fa nella celebrazione; e di riflesso la celebrazione diventa criterio ermeneutico dei
contenuti propri del libro stesso. È nell’uso che si conosce il libro liturgico con maggior
profondità, allo stesso modo con cui la Parola di Dio rinasce nell’azione liturgica.
– Strettamente correlato è il riferimento a colui che usa il libro liturgico. La ministerialità
propria e specifica rinvia alla diversa importanza tra un libro e l’altro, e anche alle caratteristiche dei testi nelle sequenze rituali che esso racchiude. Anche la persona che usa il
libro viene a costituire un criterio ermeneutico in ordine ai contenuti e alla loro assimilazione.
– La “biblioteca” costituita dai libri liturgici presenta una vera e propria enciclopedia in
cui si ritrovano innumerevoli espressioni che se da una parte riflettono aspetti del mistero,
dall’altra evidenziano le modalità e le sensibilità con cui la communitas intende vivere il
mistero. Dalla conoscenza di tutti i libri si sviluppa un orizzonte che permette di considerare l’insieme di questi strumenti come un complesso i cui contenuti si riversano su tutti
e singoli i libri oggi in uso.
– Una formazione liturgica a partire dal libro per la celebrazione richiede un progetto che
tenga conto sia dei contenuti del libro sia soprattutto del rapporto che deve intercorrere tra
il libro e l’agire celebrativo quale garanzia di autenticità della celebrazione (validità) e di
comunione ecclesiale nella stessa fede. Ciò comporta l’attivazione di itinerari formativi
che tengano conto del peculiare ministero che si è tenuti a svolgere.
– Da queste dimensioni dipende anche la dignità del libro liturgico; ecco perché esso deve
presentarsi bene, né può essere sostituito con altri sussidi. Il mondo dell’informatica forse
sta già condizionando anche il libro liturgico… tutto è possibile, anche un messale elettronico sull’altare, ma non un Lezionario… Possiamo considerare il libro liturgico un
ipertesto?19
– Strettamente correlato appare il significato dei vari “riti”. Le liturgie che sono sorte come
espressione dell’incontro tra culto e cultura, soprattutto nel primo millennio, da sole costituiscono già un’ermeneutica del dato biblico-liturgico. Nella loro varietà esse sono un
Si veda come è stata affrontata questa peculiare problematica “Rivista Liturgica” 99/5 (2012) sotto il titolo: La
celebrazione fra tecnologia e virtualità.
19
LA RIFORMA LITURGICA TRIDENTINA (1568–1962)...
97
–
–
–
–
–
–
segno eloquente di esperienza del mistero di salvezza espresso nella diversità degli infiniti testi, gesti e segni delle singole tradizioni.
La ricchezza di contenuti racchiusa nel libro liturgico è determinata anzitutto dalla sorgente ispiratrice costituita dalla Parola di Dio: questa è il punto essenziale di riferimento
per comprendere tutti gli altri testi che con modalità diverse attualizzano e riesprimono in
forma orante quei contenuti. Il settore dei Lezionari costituisce un capitolo a sé nel lavoro
di ermeneutica liturgica; con essi ci troviamo di fronte al messaggio della salvezza, ma
attualizzato nello specifico del contesto celebrativo; ed è questo contesto che dà significato nuovo alla stessa Parola di vita.
Il ruolo e il significato della traduzione in lingua viva chiama in causa il valore di una
traduzione e i problemi che essa pone: in quale misura infatti una traduzione può essere
testimonianza della fede? È sufficiente una recognitio solo per garantire che è stata fatta
la traduzione letterale (secondo Liturgiam authenticam), e per assicurare questa testimonianza della fede?20
Il capitolo degli adattamenti che la liturgia sempre ha considerato, in quale misura incide
nella stessa ermeneutica del libro liturgico? quando l’adattamento e più ancora l’inculturazione sono compiuti in dialogo con il magistero possiamo affermare che il libro è
espressione della lex credendi della Chiesa. Qui però si inserisce la grande responsabilità
di coloro che devono fare scelte non considerate direttamente dal libro ma solo permesse,
introdotte da his vel similibus verbis, oppure semplicemente indicate con
“questo o un altro canto simile” approvato dall’Autorità ecclesiastica (ma questo spesso
è disatteso… anche se ciò rimanda al significato e al valore dei repertori nazionali specialmente nel canto).
Se il libro liturgico è fonte di spiritualità, in quale misura si attua un dialogo tra teologia
liturgica e teologia spirituale per cogliere il valore di un testo liturgico in ordine all’azione dello Spirito nel cuore del credente? Si pensi, per esempio, alla Liturgia Horarum e al
suo rapporto con l’itinerario spirituale del fedele nell’anno liturgico.
Non sembri fuori luogo la considerazione della impostazione grafica del libro stesso. Il
libro liturgico nel suo modo di presentarsi è già un messaggio (o dovrebbe possederlo).
La presentazione esteriore e soprattutto quella interna – comprese le eventuali illustrazioni, eco lontane delle mirabili miniature e delle devote incisioni – deve caratterizzare la
destinazione d’uso del libro; ecco perché nella storia il libro è stato sempre arricchito all’insegna del codice della bellezza.
Dalla complessità dell’analisi scaturisce la complessità dell’elaborazione della teologia
liturgica a partire dagli elementi sopra indicati. La teologia liturgica non è solo riflessione
che promana dai contenuti del libro, né solo da ciò che emerge dall’analisi antropologica
o sociologica della ritualità… ma frutto dell’apporto di tutti questi ambiti che, nello specifico, si trovano a dover considerare una “celebrazione”, una actio molto particolare,
anzi unica!
20
La Rivista Liturgica ha dedicato ben tre fascicoli a questa complessa problematica circa la “traduzione liturgica”: 85/6 (1998) sotto il titolo: Oltre la «traduzione»?; 92/1 (2005) sotto il titolo: Quale traduzione per una «liturgia autentica»?; e 92/2 (2005) sotto il titolo: Tradurre testi liturgici: tra sfide e attese.
MANLIO SODI
98
7.In conclusione
Il libro liturgico è uno strumento sui generis, unico nel suo genere perché è destinato
a mediare una realtà divina e umana, la celebrazione. Nessun altro strumento è chiamato
a svolgere una simile “missione”. Ecco allora la conseguenza: il libro liturgico per essere
valorizzato con competenza e rispetto richiede di essere conosciuto e studiato nei suoi molteplici contenuti. Ecco il motivo dell’impegno circa la pubblicazione delle opere di cui sopra. Se vengono mosse critiche alla riforma liturgica – purtroppo molte sono fatte in modo
ironico e con un’acrimonia frutto di tanta ignoranza, spesso palesemente proclamata anche
in pubblicazioni e in siti web che sembrano fatti apposta per distruggere la comunione ecclesiale –, talvolta è in conseguenza di questa non conoscenza del libro.
Viene da domandarsi: come farebbe un maestro d’orchestra a dirigere un concerto se non
conoscesse perfettamente la partitura? E il concerto spirituale costituito da una qualunque
assemblea di fedeli come viene “diretto” da colui che la presiede? Quali armonie “spirituali”
e vitali possono provenire dalle esistenze che vibrano presenti nell’azione liturgica, se colui
che deve essere l’animatore non è in sintonia con la “partitura” che la Chiesa pone nelle sue
mani? L’errore o l’incompetenza di un maestro d’orchestra si paga caramente; ma chi può
rimediare all’incompetenza di chi presiede un’azione liturgica? Ecco l’ardua sfida della formazione soprattutto nei seminari, ma anche della formazione permanente da assicurare a qualunque livello nella Chiesa.
Tridentine liturgical reform (1568-1962). Knowledge and
hermeneutics between instances and problems
Summary
A liturgical book is a unique device intended to mediate divine and human reality: liturgical celebration. No other text is called upon to carry out a similar mission. As a result, our
book of liturgy needs to be thoroughly known and its different contents studied. The task
facing the present contribution, then, is to become familiar with the tools that influenced and
sustained Christian worship in the post-Tridentine period until Vatican II.
Comparisons with Tridentine liturgical texts demonstrates the continuity that is always
present in Christian worship despite the reforms required to identify language appropriate to
the expectations of the assembly, and celebrations that are genuine expressions of worship
in Spirit and in truth.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Dariusz Milewski
WNHiS UKSW, Warszawa
Polskie oczekiwania i polityka
wobec obsady tronu mołdawskiego
w okresie pochocimskim 1621-1624
Mołdawia w epoce późnośredniowiecznej i nowożytnej, będąc ściśle powiązana gospodarczo z Rusią Czerwoną, stała się naturalnym – chciałoby się rzec – obiektem zainteresowania Polski, odkąd ta za panowania Kazimierza Wielkiego zawładnęła Rusią. Królestwo
Polskie dość skutecznie w XV w. konkurowało o wpływy w Mołdawii z Węgrami, również
zainteresowanymi uzyskaniem dostępu do portów czarnomorskich1. Niestety, wzajemne
zwalczanie się obu państw chrześcijańskich ułatwiło ekspansję Turkom Osmańskim, którzy
po rozgromieniu Węgier w 1526 r., w następnych latach wyrugowali również polskie wpływy z Mołdawii. Wyłączność w zwierzchnictwie nad Mołdawią zagwarantowali sobie Turcy
w traktacie pokojowym z Polską w 1533 r.2, a następnie potwierdzili swoją supremację,
pokonując i detronizując w 1538 r. niepokornego hospodara Piotra IV Raresza. Narzucony
wówczas Mołdawii układ pokojowy poddawał ją pod ścisłe zwierzchnictwo sułtana3. W następnych latach Polska próbowała różnymi sposobami podważyć pozycję Osmanów w Mołdawii, stawiając przede wszystkim na wypromowanie i popieranie przychylnych sobie hospodarów – w pierwszym rzędzie należy tu wymienić Aleksandra IV Lăpuşneanu i jego
syna, Bogdana IV (obaj panowali z przerwami między 1552 a 1572 r.)4. Dopiero jednak interwencja zbrojna Jana Zamoyskiego, przeprowadzona w 1595 r. w sprzyjających okolicznościach wojny habsbursko-osmańskiej, doprowadziła do rzeczywistej restytucji wpływów
polskich w Mołdawii. Na tronie w Jassach zasiadł Jeremi Mohyła, polski indygena i klient
Jana Zamoyskiego. Polska dyplomacja w kolejnych układach z Tatarami (1595) i Turkami
(1598) wymogła nie tylko uznanie własnego kandydata, ale i przyznanie jego rodzinie praw
dziedzicznych do Mołdawii. Nie udało się co prawda wymóc na Osmanach zrzeczenia się
roszczeń do Mołdawii na rzecz Polski, jednak zagwarantowano udział króla polskiego w no1
I. Czamańska, Mołdawia i Wołoszczyzna wobec Polski, Węgier i Turcji w XIV i XV wieku, Poznań 1996, s. 58-82,
104-123.
2
´Ahdname sułtana Sulejmana I dla króla Zygmunta I, Stambuł, 18-26 I 1533 r., w: Ottoman-Polish Diplomatic
Relations (15th-18th Century). An Annotated Edition of Ahdnames and Other Documents, wyd. D. Kołodziejczyk,
Leiden-Boston-Köln 2000 (dalej: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic Relations…), nr 13, s. 230-231.
3
Legământul Moldovei cu Poarta Otomană, w: Istoria Românilor. Epoca medievală. Crestomaţie, wyd. I. Eremia, I. Gumenâi, Chişinău 2000, nr 7, s. 123-124.
4
Szerzej na ten temat zob. B. Szutkiewicz, Polska a Mołdawia w latach 1551-1572, „Białostockie teki historyczne”, 2009, t. 7, s. 12-23 i D. Milewski, Mołdawia w orbicie wpływów polskich (1552-1572), w: Spotkania polsko-mołdawskie. Księga poświęcona pamięci Profesora Janusza Solaka, red. M. Kosienkowski, Lublin 2013, s. 45-55.
DARIUSZ MILEWSKI
100
minacji hospodara. Sami władcy mołdawscy zaś potwierdzali polską zwierzchność poprzez
wpłacanie – co prawda nieregularnie – różnych sum do skarbu koronnego5.
Ta dogodna dla Rzeczypospolitej sytuacja została zaprzepaszczona wskutek waśni domowych w rodzie Mohyłów i niefortunnych interwencji polskich w latach 1612 i 1615-1616.
Osmanowie, mając po zawarciu z Habsburgami w 1606 r. pokoju w Zsitvatörök większą
swobodę działania, postanowili przywrócić pełną kontrolę nad Mołdawią. Wykorzystali zatem wystąpienie zbrojne Konstantego Mohyły na Wołoszczyźnie przeciw popieranemu przez
Stambuł Radu Mihnii (1611) i jeszcze w tym samym roku pozbawili propolskiego hospodara
tronu w Jassach6. Tron mołdawski opanował wrogi Polsce Stefan Tomża II. Próba przywrócenia władzy Konstantemu w 1612 r., podjęta przez Stefana Potockiego za zgodą króla polskiego, zakończyła się klęską pod Sasowym Rogiem7. W 1615 r. książęta Samuel Korecki i Michał Wiśniowiecki zdołali przegnać Tomżę i osadzić na tronie mołdawskim Aleksandra
Mohyłę, ale wobec silnej kontrofensywy osmańskiej w 1616 r. nie udało się go utrzymać.
Przegrana bitwa pod Drăgşani w sierpniu 1616 r. zakończyła krótkie rządy Aleksandra Mohyły w Mołdawii8. Co ciekawe jednak, polskie wysiłki odniosły przynajmniej ten skutek, że
Turcy zrezygnowali z przywrócenia tronu znienawidzonemu w Rzeczypospolitej Stefanowi
Tomży, a oddali go Radu Mihnii9. Niemniej, w zawartym rok później pod Buszą układzie
między Stanisławem Żółkiewskim, hetmanem polnym koronnym, a wodzem osmańskim
Iskenderem paszą, strona polska pod groźbą wojny z Turcją musiała wyrzec się wpływów,
uzyskanych w Mołdawii wskutek interwencji Jana Zamoyskiego10.
Wycofanie się Polski z wpływów w Mołdawii było oczywiście skutkiem zaangażowania
się w długotrwałą i wyczerpującą ekonomicznie wojnę z Moskwą (1609-1618). Nic dziwnego zatem, że kiedy tylko zaistniały odpowiednie warunki, Polacy pokusili się o odbicie
Mołdawii. Doszło do tego w 1620 r., kiedy to hetman Stanisław Żółkiewski wkroczył z wojskiem koronnym do Mołdawii, idąc z pomocą zbuntowanemu przeciw Osmanom hospodarowi Gasparowi Grazzianiemu (1619-1620). Niestety, próba powtórzenia scenariusza i sukcesu Jana Zamoyskiego sprzed ćwierć wieku zakończyła się niepowodzeniem. Wojska
polskie doznały porażki pod Cecorą, a następnie zostały rozgromione w czasie odwrotu do
5
Polski dokument porozumienia pod Cecorą, 22 X 1595 r., w: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic
Relations…, nr 26, s. 300-301 i ´Ahdname sułtana Mehmeda III dla króla Zygmunta III, Stambuł, 4 VIII 1598 r.,
tamże, nr 28, s. 322; C.A. Bobicescu, Unia, inkorporacja czy lenno? Kilka uwag o stosunkach Mołdawii z Rzecząpospolitą podczas panowania Jeremiego Mohiły (1595-1606), w: Rzeczpospolita w XVI-XVIII wieku. Państwo czy wspólnota?, red. B. Dybaś, P. Hanczewski, T. Kempa, Toruń 2007, s. 219-239 i D. Milewski, Między
patronatem a współpracą – relacje Jana Zamoyskiego i hospodara mołdawskiego Jeremiego Mohyły (1595-1605), „Wieki Stare i Nowe”, 2012, tom specjalny, s. 11-31.
6
V. Constantinov, Działania wojenne w państwach rumuńskich w 1611 roku i ich konsekwencje dla ówczesnych
stosunków polsko-tureckich, „Studia Historyczno-Wojskowe”, 2006, t. 1, s. 49-56.
7
M. Costin, Latopis ziemi mołdawskiej, w: idem, Latopis ziemi mołdawskiej i inne utwory historyczne, wyd. I.
Czamańska, Poznań 1998, s. 119-121. Zob. też Z. Spieralski, Awantury mołdawskie, Warszawa 1967, s. 160-161.
8
M. Costin, op. cit., s. 123-125; N. Jorga Istoria armatei româneşti, Bucureşti 1970, s. 319-321.
9
D. Dragnev, E. Baidaus, G. Bodeanu, Domnii Ţării Moldovei: studii, Chişinău 2005, s. 164 (hasło: Radu Mihnea).
10
Polski dokument porozumienia pod Buszą (lub Jarugą), 23 IX 1617 r., w: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic Relations…, nr 31, s. 345-347 i Osmański dokument porozumienia pod Buszą, 23 IX 1617 r., ibidem, nr 32.
POLSKIE OCZEKIWANIA I POLITYKA WOBEC OBSADY TRONU MOŁDAWSKIEGO...
101
Polski – hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski poległ na polu bitwy, natomiast hetman polny Stanisław Koniecpolski dostał się do niewoli tureckiej11.
Bezpośrednim skutkiem kampanii cecorskiej była wyprawa Osmana II na Polskę w 1621
r. Zmagania pod Chocimiem, do jakich doszło we wrześniu i październiku 1621 r., zakończyły się sukcesem wojsk polsko-litewsko-kozackich12. Udało się odeprzeć ataki tureckie
i nie dopuścić do wtargnięcia nieprzyjaciela w głąb Rzeczypospolitej. Tym bardziej nierealne okazały się plany Osmana II o rzuceniu Polski na kolana czy jakimkolwiek jej podboju.
Zawarte 9 października 1621 r. porozumienie polsko-tureckie przywracało stosunki pokojowe bez zmian terytorialnych na czyjąkolwiek korzyść13. Dla nas istotne znaczenie mieć będzie, jak rozstrzygnięto sprawę stosunków w Mołdawii, będących – obok najazdów kozackich na wybrzeża Morza Czarnego i tatarskich na ziemie koronne – głównym powodem
dopiero co zakończonej wojny.
Otóż, w pomienionym porozumieniu znajdujemy ustęp, dotyczący Mołdawii, w którym
czytamy: A iż nie mniejsza rozerwanej tak starożytnej i świątobliwej między najjaśniejszym
domem ottomańskim a królem JM. panem Naszym przyjaźni przyczyna się znajduje – niektórych hospodarów wołoskich złość i łakomstwo – mają być na potym na tym państwie ludzie
baczni i spokojni, którzy by jako najpilniej z obu stron tego przymierza postanowionego
przestrzegali, i zwykłe z dawnych wieków królowi JM. i Rzeczypospolitej naszej powinną
powolność oddawali14.
Krótka analiza tego tekstu prowadzi do ciekawych wniosków. Pomijamy już w tym momencie zrzucenie współodpowiedzialności za wywołanie wojny polsko-tureckiej na bliżej
nieokreślonych hospodarów mołdawskich – przy czym możemy tu domyślać się zarówno
Gaspara Grazzianiego, który podniósł bunt przeciw Osmanom w 1620 r. i wezwał pomocy
polskiej, jak i nielubianego w Polsce Stefana Tomżę II, którego sama obecność w Mołdawii
„prowokowała” Polaków do agresji. Istotna jest dla nas zgoda obu stron na mianowanie
hospodarami mołdawskimi „ludzi bacznych i spokojnych”, tzn. takich, którzy – będąc hołdownikami sułtana – żyliby zarazem w zgodzie z królami polskimi. Co więcej, mieliby oni
oddawać królowi i Rzeczypospolitej „zwykłą z dawnych wieków powolność”.
Co by się miało kryć pod tą nazwą i jakie oczekiwania strona polska miała wobec „powolnych” sobie hospodarów? Nie ulega chyba wątpliwości, iż odwołanie się do „dawnych”
związków między Polską a Mołdawią było zakamuflowanym przypomnieniem podległości
lennej tego kraju wobec Korony. Możemy jednak sądzić, że nie chodziło też bynajmniej Polakom o przywrócenie stanu sprzed wyprawy bukowińskiej Jana Olbrachta, skoro nie udało się
Na temat kampanii 1620 r. zob. R. Majewski, Cecora rok 1620, Warszawa 1970 i ostatnio K. Śledziński, Cecora
1620, Warszawa 2007 (o samej kampanii s. 147-181).
12
Zob. L. Podhorodecki, Chocim 1621, Warszawa 1988 i ostatnio П. Cac, Xoтинcькa вiйнa 1621 poку, Бiлa
Цerквa 2012.
13
Polski dokument porozumienia pod Chocimiem, 9 X 1621 r., w: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic
Relations…, dokument 35, s. 376-380; turecki dokument porozumienia pod Chocimiem, ibidem, dokument 36,
s. 381-387.
14
Polski dokument porozumienia pod Chocimiem, 9 X 1621 r., w: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic
Relations…, dokument 35, s. 378. Wspomniana w dokumencie nazwa „hospodarowie wołoscy” odnosi się oczywiście do hospodarów mołdawskich, zgodnie z ówczesną nomenklaturą polską (hospodarów wołoskich zwano
z kolei multańskimi). Na temat polsko-osmańskich rozmów pod Chocimiem w sprawie Mołdawii zob. T. Gemil, La
Moldavie dans les traités de paix ottomano-polonais du XVIIe siècle (1621-1672), „Revue Roumaine d`Histoire”,
1973, t. 12, z. 4, s. 696-698.
11
DARIUSZ MILEWSKI
102
to w dużo lepszej sytuacji politycznej w końcu XVI w. Najpewniej strona polska otwierała
sobie tym zapisem furtkę do przywrócenia stosunków z epoki mohylańskiej, a więc zniwelowania skutków traktatu pod Buszą. W praktyce miało to zapewne oznaczać prawo weta w stosunku do mianowanych przez Portę Ottomańską hospodarów, którzy z różnych względów nie
podobaliby się królowi polskiemu. Podobać zaś mogliby mu się tacy hospodarowie, którzy
utrzymywaliby z Polską przyjacielskie stosunki, informując m.in. o zamierzeniach osmańskich czy poruszeniach ordy tatarskiej, tak jak działo się to w czasach Mohyłów.
Możemy zatem sądzić, iż Polacy dążyli do przywrócenia w Mołdawii swego rodzaju podwójnego zwierzchnictwa polsko-osmańskiego. Sytuacja taka była wszakże bardzo trudna do
utrzymania na dłuższą metę. Nie od dziś wiadomo, że „nie można dwóm panom służyć” i hospodarowie mołdawscy skazani by byli na ciągłe lawirowanie między Warszawą a Stambułem, trudne zwłaszcza w sytuacjach napięć polsko-tureckich. Oczywiście, w założeniu mieli
grać rolę pośredniczącą i łagodzącą relacje polsko-osmańskie, jednak było to w praktyce trudne do wykonania. Położenie hospodarów utrudniał również fakt, iż Osmanowie, traktując ich
jako swoich lenników, zobowiązywali zarazem do donoszenia o tym, co dzieje się u sąsiadów
(a więc u Polaków) i ostrzegania o niebezpieczeństwach. Jednocześnie jakikolwiek sojusz
hospodara z wrogami sułtana uważany był za wystarczający powód do pozbawienia lennika
władzy15. Jeśliby zatem Osmanowie zgodzili się na odgrywanie przez hospodarów mołdawskich roli uczciwych pośredników między Turcją a Polską – i to życzliwych Polakom – musieliby zrezygnować z części swoich prerogatyw. Tego zaś trudno było się po nich spodziewać.
I rzeczywiście, najbliższa przyszłość pokazała, że Turcy zupełnie po swojemu interpretowali swoje zobowiązania wobec Polski odnośnie Mołdawii. Wyraziło się to w ich polityce
nominacyjnej. Przypomnijmy, że po usunięciu zbuntowanego Gaspara Grazzianiego, Turcy
mianowali na hospodara mołdawskiego Aleksandra Eliasza (wrzesień 1620 r.). Wobec wojny z Polską nie okazał się on jednak wystarczająco zaufanym lennikiem i w końcu września
1621 r. został pozbawiony tronu przez Osmana II16. Na jego miejsce sułtan mianował w październiku, tydzień po zawarciu porozumienia chocimskiego, sprawdzonego i wiernego Stefana Tomżę II17. Zaiste, trudno było traktować to posunięcie jako realizację przyjętego zobowiązania do mianowania hospodarów przyjaznych Polsce.
Ten ruch ze strony Osmana II był zupełnie zrozumiały – w swojej propagandzie przedstawiał on wyprawę chocimską jako sukces, który miał przynieść poskromienie Kozaków
i uporządkowanie spraw w Mołdawii. To z kolei miało służyć mu jako argument do przepro15
V. Panaite, The Legal and Political Status of Wallachia and Moldavia in Relation to the
Ottoman Porte, w: The European Tributary States of the Ottoman Empire in the Sixteenth and Seventeenth Centuries, red. G. Kármán, L. Kunčević, Leiden–Boston 2013, s. 9-42.
16
Powody niechęci sułtana do hospodara przedstawił kronikarz mołdawski: „wojewoda Aleksander, jak wspomniano wyżej, kiedy cesarz [sułtan – D.M.] przybywał do Chocimia nie zatroszczył się ani o drogi, ani o mosty, ani o zajazdy, kraj był pusty i zniszczony przez Polaków [i cesarz] tak zniechęcił się do wojewody Aleksandra, że chciał go zabić.
Uratował go od śmierci wezyr, ale z wściekłości prowadził go aż do Chocimia przywiązanego do armaty w dybach
i cały ten czas, kiedy cesarz był pod Chocimiem, był w niewoli, aż powrócił cesarz do Carogrodu” – M. Costin, op.
cit., s. 144. Zob. też D. Dragnev, E. Baidaus, G. Bodeanu, op. cit., s. 169-171 (hasło: Alexandru Iliaş).
17
„Z powodu wielkiej nienawiści cesarskiej nastąpiła detronizacja wojewody Aleksandra, syna wojewody Eliasza, cesarz natomiast, jeszcze gdy szedł drogą do Chocimia wysłał do wojewody Stefana Tomszy i dał mu hospodarstwo kraju” – M. Costin, op. cit., s. 145. Ostatecznie przejęcie władzy przez Stefana Tomżę II nastąpiło 15 X
1621 r., już w czasie odwrotu Turków spod Chocimia – zob. D. Dragnev, E. Baidaus, G. Bodeanu, op. cit., s. 162
(hasło: Ştefan Tomşa al II-lea).
POLSKIE OCZEKIWANIA I POLITYKA WOBEC OBSADY TRONU MOŁDAWSKIEGO...
103
wadzenia trudnych i bolesnych reform w Imperium18. Mianowanie zatem sprawdzonego i wiernego hospodara w Mołdawii było zarówno wyrazem odniesionego zwycięstwa, jak i sposobem na zapewnienie sobie spokoju u północnych granic.
Niestety, rachuby Osmana II nie sprawdziły się. Stało się tak za sprawą Polski, która z oburzeniem przyjęła nominację Stefana Tomży II i przystąpiła do dyplomatycznej kontrofensywy. Doszło do niej w czasie misji koniuszego koronnego, Krzysztofa ks. Zbaraskiego, wysłanego w 1622 r.
do Stambułu w wielkim poselstwie dla dopełnienia porozumienia chocimskiego i zawarcia wieczystego pokoju z Turcją19. Poseł polski miał domagać się u sułtana detronizacji aktualnego hospodara mołdawskiego i zastąpienia go przez Piotra Mohyłę – co oczywiście miało być wstępem
do przywrócenia wpływów polskich w Mołdawii20.
Do pierwszych zgrzytów dyplomatycznych doszło już w czasie drogi posła do Turcji.
Krzysztof ks. Zbaraski przejeżdżał najkrótszym szlakiem przez Mołdawię, gdzie był witany
przez Stefana Tomżę II. Pomiędzy posłem polskim a hospodarem doszło do sporów proceduralnych. Mimo przyjaznych gestów, czynionych przez stronę mołdawską, Krzysztof ks.
Zbaraski zachowywał rezerwę, uznając hospodara za uzurpatora, którego trzeba pozbawić
tronu. W pamięci Mołdawian zapisał się zatem jako wyniosły człowiek, a Miron Costin
pozostawił mocno ubarwioną relację, która jednak odzwierciedla stan wzajemnej nieufności
pomiędzy Polakami a Stefanem Tomżą II i jego otoczeniem21.
Dotarłszy do Stambułu, poseł polski podjął intensywną akcję na rzecz detronizacji hospodara
mołdawskiego, jak też usunięcia znad granic polskich uciążliwego przywódcy Tatarów nogajskich, Kantemira. Krzysztof ks. Zbaraski miał jednak twardy orzech do zgryzienia, gdyż wielki
wezyr Gürcü Mehmed pasza, który objął urząd przy nowym sułtanie Mustafie I, był przychylny
Stefanowi Tomży. Poseł polski tak później relacjonował swoje rozmowy z wezyrem królowi
Zygmuntowi III: Rozgniewany [wielki wezyr Gürcü Mehmed pasza – D.M.] rzekł mi: to ty
chcesz tego, żebym ja Kantymira i Tomszę zrzucił. Żadnym sposobem na ten czas nie mogłem na
to jedno cathegorice powiedzieć, bo iż to in publico było, i z gorących mów, gdzie bym był woli
WKMci nie deklarował, i trudno by mi się zaś było wracać nazad: rzekłem, pan mój nie dba, żeby
Kantymir i Tomsza tam był, i byście jeszcze takich dwóch albo czterech tam posadzili: ale iż ten
Kantymir i Tomsza pokój rwie i rwać będzie, dla tego żądamy, aby tacy ludzie nie byli na tym
S.J. Shaw, Historia Imperium Osmańskiego i Republiki Tureckiej, t. 1: 1280-1808, Warszawa 2012, s. 298-299.
Podstawowym źródłem do poznania dziejów tej misji jest złożony przez posła raport: Relacja poselstwa księcia Zbaraskiego do Turek in Anno 1622, wyd. L. Rogalski, „Dziennik wileński. Historya i literatura”, 1827, t. 3,
s. 3-27, 101-125, 237-273, 339-357 (dalej: L. Rogalski, Relacja poselstwa…). Sporo wiadomości przynosi również
wierszowany opis tegoż poselstwa: S. Twardowski, Przeważna legacyja Krzysztofa Zbaraskiego od Zygmunta III
do sułtana Mustafy, wyd. R. Krzywy, Warszawa 2000 (pierwsze wydanie tego poematu nastąpiło już w 1633 r.).
20
T. Gemil, op. cit., s. 699; M. Wasiucionek, Ceremoniał jako polityka. Intrady posłów wielkich Rzeczypospolitej
do Jass w latach 1622-1714, Warszawa 2011, mps pracy magisterskiej, Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, Archiwum UW, sygn WH-78 248568, s. 41.
21
„Wyjechał i wojewoda Stefan milę naprzód z pewną asystą, ale poseł nie zaprosił go do siebie do karety, ani nie
przyjął zaproszenia wojewody Stefana do stołu na ucztę. Wojewoda Stefan natomiast odprowadził go i w wyjściu
z Jass do Carogrodu aż do miejsca, gdzie później wojewoda Barnowski uczynił staw, który do dziś się zowie Jazem
Barnowskiego. Tam spotkali konnicę z Carogrodu z wieścią, że zmieniono wezyra i został wezyrem przyjaciel wojewody Stefana. Kiedy [wojewoda Stefan] dowiedział się od konnych o wezyrii tego wezyra, natychmiast powiedział
asyście, aby zawrócili i sam zawrócił powtarzając głośno: „Czekaj, polski psie, już ja cię odprowadzę”. I nie żegnając
się z posłem, wrócił do stolicy i rozesłał posłańców po kraju do wszystkich zajazdów, aby mu niszczyli żywność”
– M. Costin, op. cit., s. 146. Bardziej stonowany obraz spotkania posła z hospodarem dał S. Twardowski, op. cit.,
Punkt II, w. 431-587, s. 63-68.
18
19
DARIUSZ MILEWSKI
104
miejscu, coście i sami obiecali, i w paktach warowali, iż na tamto miejsce ludzie mają być spokojni i pokoju życzący obrani. To też odpowiedział: twój król niechaj zrzuci starostę kamienieckiego i innych wojewod. Odpowiedziałem, kiedy na nich tego dowiedziesz, co o twych powiadam,
że pokój rwą, tedy pewnie zrzuci, bo mu milszy pokój pospolity niż pewne osoby22.
Ostatecznie posłowi polskiemu udało się wynegocjować traktat pokojowy z sułtanem,
jednak nie uzyskał właściwie niczego w sprawie Mołdawii23. Co więcej sam, naraziwszy się
Stefanowi Tomży jawnym żądaniem jego detronizacji, wolał nie wracać do Polski przez
Mołdawię. Obrał okrężną drogę przez Wołoszczyznę i Siedmiogród. Na ziemi wołoskiej
gościł posła hospodar Radu Mihnea, który zamyślał już o powrocie do władzy w Mołdawii.
Zapewne doszło wówczas do pewnych ustaleń, które pomogły niebawem hospodarowi wołoskiemu zrealizować swoje plany24.
Porozumienie polsko-wołoskie w sprawie Mołdawii możemy uznać za wysoce prawdopodobne w świetle najbliższych wydarzeń. Oto po przyjeździe Krzysztofa ks. Zbaraskiego do
Warszawy i przetłumaczeniu przywiezionej przezeń tureckiej wersji traktatu okazało się, że
odbiega ona w różnych sprawach na niekorzyść od ustaleń, poczynionych przez posła w Stambule. Zygmunt III odmówił zatem przyjęcia i ratyfikacji dokumentu osmańskiego i wysłał nad
Bosfor w charakterze gońca Krzysztofa Serebkowicza z poleceniem uzyskania od Turków
lepszych warunków porozumienia. Jednym z zadań, które postawiono gońcowi, było dopełnienie misji Krzysztofa ks. Zbaraskiego także w sprawie mołdawskiej – Polacy nadal obstawali przy detronizacji Stefana Tomży II25.
Tym razem sprawa się powiodła, a stało się to dzięki wykorzystaniu przez Polaków wcześniejszych doświadczeń, jak i dzięki korzystnemu obrotowi spraw w samej Porcie. Przede
wszystkim głównym negocjatorem ze strony tureckiej był wielki wezyr Mere Husejn pasza,
który jeszcze na początku lutego 1623 r. zastąpił przychylnego Stefanowi Tomży Gürcü
Mehmeda paszę26. Nie obstawał on zatem bardzo za utrzymaniem tego hospodara na tronie,
jeśli miałoby to narazić na szwank stosunki polsko-tureckie. Ustępliwości wielkiego wezyra
sprzyjał też niewątpliwie fakt, że jako kandydata na następcę Stefana Tomży II proponowano już nie Piotra Mohyłę, ale znanego i zasłużonego Osmanom hospodara wołoskiego, Radu
Mihnię. Wobec takiego współdziałania polsko-wołoskiego, losy hospodara mołdawskiego
L. Rogalski, Relacja poselstwa…, s. 115.
´Ahdname sułtana Mustafy I dla króla Zygmunta III, Stambuł, 12-21 II 1623 r., w: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic Relations…, dokument 37, s. 388-401. Poselstwo K. Zbaraskiego w zakresie roszczeń
wobec Mołdawii podsumował historyk rumuński, akcentując osadzenie polskich pretensji wobec Osmanów na
bazie porozumienia chocimskiego i całkiem odmienne stanowisko Osmanów: „Sans doute, ces prétentions avaient
été exprimées sur la base du texte polonais de la convention de Hotin, dont il a été question plus haut. Mais la Porte
refusa catégoriquement de les satisfaire, estimant certainement qu`elle était seule en droit de nommer ou de déposer
les voïvodes roumains. Bien plus, la Porte manifesta son indignation pour le fait que Zbaraski n`était venu qu`avec
un petit cadeau et n`avait pas apporté le tribut, qu`elle prétendait, en vertu de l`accord de Hotin” – T. Gemil, op. cit.,
s. 699.
24
V. Ciobanu, Politică şi diplomaţie în secolul al XVII-lea: Ţările române în raporturile polono-otomano-habsburgice (1601-1634), Bucureşti 1994, s. 210.
25
H. Wisner, Dyplomacja polska w latach 1572-1648, w: Historia dyplomacji polskiej, red. G. Labuda, t. 2, Wrocław 1982, s. 82.
26
S.A. Somel, Historical Dictionary of the Otoman Empire, Lanham, Maryland and Oxford 2003, s. LXXIII.
22
23
POLSKIE OCZEKIWANIA I POLITYKA WOBEC OBSADY TRONU MOŁDAWSKIEGO...
105
musiały być przesądzone. I w samej rzeczy, we wrześniu 1623 r. zapadła w Stambule decyzja o jego detronizacji i zastąpieniu go Radu Mihnią27.
Krzysztof Serebkowicz pozostawił ciekawą relację ze swej misji, złożoną już po powrocie do
Warszawy w marcu 1624 r. Na temat rozmów o obsadzeniu hospodarstwa mołdawskiego czytamy tam m.in.: Tomżę hospodara wołoskiego JKM PMM w sąsiedztwie mieć nie chce, gdyż jest
turbatorem i zdrajcą, a nieprawdziwym sługą cesarskim, lecz według listów przymiernych, które
się zgadzają [z] sułtan Sulejmanowymi, ma być hospodar taki, co by nas nie wadził z wami.
Przerwawszy, wezyr rzekł: kogóż chcecie, odpowiedz. Ma cesarz JM sług rozmaitych dosyć.
Niech da, komu chce, byle nie Tomży, będziemy się kontentować, mianowicie, oto Raduł, który
z cnoty swej jest dobrym i zasłużonym cesarzom waszym. Ten będzie umiał sąsiedztwa dobrego
i pokoju uczynionego przestrzegać między monarchami. Wezyr: A będziecież kontenci z Raduła?
Odpowiedź: JKM PM i Rzeczpospolita, jako pierwej byli kontenci z sąsiedztwa jego, i teraz nie
mniej będą. Mam to rozkazanie i instrukcyją od JKMci PM., abym go zalecał i promował u Porty waszej, jako człowieka dobrego […] Interim póki jeszcze Kantemira nie znieśli, czyniłem instancyje, aby Tomżę zrzucili, a Radułowi dali wołoskie, synowi multańskie państwo. Pytał mię
znowu Husejn wezyr, jeśli król JM będzie kontent z Raduła, także Rzeczpospolita. Upewniłem go,
że będzie pewnie. I zaraz degradowawszy Tomżę, Radułowi chorągiew posłał28.
Otóż i mamy w tej relacji przedstawienie metod działania polskiej dyplomacji. Goniec
polski podważył najpierw zasadność sprawowania przez Stefana Tomżę II władzy w Mołdawii, oskarżając go o wywoływanie zamieszek i zdradzanie sułtana. Wiemy skądinąd, że właśnie lojalność Stefana Tomży zalecała go Osmanom i zdecydowała o przywróceniu mu władzy w 1621 r. Skąd zatem oskarżenia o zdradę? Niewątpliwie, musimy je rozumieć
w kontekście antypolskich poczynań hospodara, szczególnie intensywnych za jego pierwszych rządów w Mołdawii, a ówcześnie i później wyrażających się m.in. w utrzymywaniu
przyjacielskich stosunków z nogajskim Kantemirem. Krzysztof Serebkowicz wyraźnie zresztą łączył obie postacie, domagając się już na wstępie tak detronizacji chana, jak i hospodara
mołdawskiego i odwołania Kantemira, gdyż nas nikt nie wadzi, jeno ci ludzie29. Zdrada hospodara wobec sułtana miała zatem polegać na współpracy z Tatarami, którzy swymi napadami zagrażali trwałości dopiero co zawartego pokoju polsko-tureckiego.
Dodajmy od razu, że żądania polskie wobec Tatarów nie były bezpodstawne, gdyż Kantemir rzeczywiście jeszcze w 1622 r. poprowadził najazd na Polskę, a jego podkomendni
kilkakroć w drobnych napadach naruszali w tymże roku granice koronne30. Do powtórnego
najazdu Kantemira doszło w czerwcu 1623 r.31 Te wypady prowokowały Polaków do zbrojnych odpowiedzi – m.in. w czerwcu 1622 r. oddziałom Stefana Chmieleckiego udało się
pobić Tatarów na terytorium mołdawskim, gdzie czuli się bezpiecznie32 – to jednak groziło
T. Gemil, op. cit., s. 702.
Relacja Krzysztofa Serebkowicza, Warszawa, 14 III 1624 r., w: Documente privitoare la istoria României culese din arhivele polone, t. 2, Secolul al XVII-lea, wyd. I. Corfus, Bucureşti 1983 (dalej: I. Corfus, Documente
privitoare…), nr 52, s. 109-110.
29
Ibidem, s. 109.
30
M. Horn, Chronologia i zasięg najazdów tatarskich na ziemie Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1600-1647,
„Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t. 8, 1962, cz. 1, s. 41-42; D. Skorupa, Stosunki polsko-tatarskie
1595-1623, Warszawa 2004, s. 248-249.
31
M. Horn, op. cit., s. 42-43; D. Skorupa, op. cit., s. 252.
32
S. Chmielecki do T. Zamoyskiego, Krasne, 21 VI 1622 r., w: Listy staropolskie z epoki Wazów, wyd. H. Malewska, Warszawa 1959, s. 223-224; D. Skorupa, op. cit., s. 249.
27
28
DARIUSZ MILEWSKI
106
niemal w każdej chwili eskalacją konfliktu. W tej sytuacji blado i nieprzekonująco brzmiały
zapewnienia, płynące z Mołdawii, o pewnym pokoju z Tatarami33. Przeciwnie, mnożyły się
– i to jeszcze w 1623 r. – ostrzeżenia przed zagrożeniem ze strony ordy34.
Nie należy zatem dziwić się żądaniom gońca polskiego, który odsunięcie od władzy wymienionych wyżej trzech osób uznał za warunek sine qua non dalszych rozmów z Osmanami35. Umiejętnie odwołał się też jeszcze do układów z Sulejmanem Wspaniałym, którego
Turcy bardzo sobie poważali. Dawało to polskim roszczeniom starszą i bardziej szacowną
metrykę, niż poprzestanie na porozumieniach chocimskich. Jak widać z przedstawionej relacji, żądania polskie przyjęte zostały ze zrozumieniem. Wielki wezyr okazał się otwarty na
propozycję kandydata i to właśnie Polacy wysunęli Radu Mihnię. Nie ulega wątpliwości, że
odbyło się to za wiedzą i wcześniejszym porozumieniem hospodara wołoskiego z Polakami,
do czego doszło być może właśnie w czasie powrotu Krzysztofa ks. Zbaraskiego ze Stambułu. Ostatecznie więc strona polska uzyskała wypełnienie swoich postulatów i Radu Mihnea zastąpił Stefana Tomżę II na tronie mołdawskim36.
O detronizacji Stefana Tomży II donosił rezydent holenderski w Stambule, Cornelius
Haga, w liście z 19 sierpnia 1623 r. Dowiadujemy się z tego doniesienia, iż Radu Mihnea nie
tylko objął tron mołdawski, ale opłaciwszy się sumą 150 tys. koron, zapewnił jednocześnie
nominację na tron wołoski swemu dwunastoletniemu synowi, Aleksandrowi37. Pozwoliło to
zaradnemu Radu Mihnii kontrolować oba hospodarstwa.
Zwieńczeniem starań Krzysztofa Serebkowicza było uzyskanie nowego listu przymiernego
dla Zygmunta III, wystawionego w imieniu kolejnego sułtana, małoletniego Murada IV, który
jesienią 1623 r. zastąpił stryja Mustafę I na tronie. W liście tym (´ahdname), sułtan zobowiązał
hospodara mołdawskiego do przestrzegania dobrych stosunków z Polską i nieudzielania pomocy Tatarom w ich napaściach na ziemie koronne. W zamian Polacy obiecali nie popierać
wypraw zbrojnych do Mołdawii, na wzór kampanii poprzedzających wybuch wojny polsko-
Stały one zresztą w sprzeczności z tym, co donosiły polskie podjazdy: „Tatar niemało w polu, na co się kupią
i co będą chcieć robić, łacno się domyślić; od swoich jednak posłańców spodziewam pewnej prędko wiadomości.
To nam przecię przynoszą z Wołoch, upewniając pokojem od Tatar, którym od Porty surowie zabraniają wtargiwania do państw RP, ale że nas nieraz omylają obietnice przyjaźni ich, nic mię nie ubezpiecza” - S. Chmielecki do
T. Zamoyskiego, Krasne, 7 IX 1622 r., Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (dalej: AGAD), Archiwum
Zamoyskich, sygn. 720, s. 20.
34
Zob. liczne uniwersały, ostrzegające przed Tatarami, oblatowane w księgach grodzkich, m.in. wojewody ruskiego Jana Daniłowicza (uniwersały z Oleska 25 VI, 14 VII, 7 VIII i 4 IX 1623 r., Центральний державний
icторичний apxiв України, м. Львiв, Grodzkie halickie, fond 5, op. 1, spr. 121, s. 1167-1168, 1212-1213, 12581259 i 1302-1303).
35
„póki się dosyć tym punktom i artykułom [dotyczącym usunięcia chana, Kantemira i Stefana Tomży – D.M.]
nie stanie, ni o czym z WMcią nie będę traktował” - Relacja Krzysztofa Serebkowicza…, s. 109.
36
Dodajmy, że jeszcze w końcu maja 1623 r. został też zdetronizowany chan Dżanibek II Gerej, którego zastąpił
Mehmed III Gerej (zob. D. Skorupa, op. cit., s. 251-252). Na usunięcie Kantemira znad granic Rzeczypospolitej
trzeba było poczekać do zimy 1625 r.
37
C. Haga do stanów, Pera, 19 VIII 1623 r., w: Studii şi documente cu privire la istoria Romînilor, t. 4: Legăturile
principatelor romîne cu Ardealul de la 1601 la 1699, wyd. N. Iorga, Bucureşti 1902, nr XXXIII, s. 183-184. Zob.
też V. Constantinov, Ţara Românească şi Ţara Moldovei în timpul domniilor lui Radu Mihnea, Iaşi 2007, s. 335337. Aleksander z przydomkiem Dziecię (Coconul) panował na Wołoszczyźnie w latach 1623-1627.
33
POLSKIE OCZEKIWANIA I POLITYKA WOBEC OBSADY TRONU MOŁDAWSKIEGO...
107
-tureckiej38. Obie strony zabezpieczyły więc sobie swoje podstawowe interesy na terenie Mołdawii. W takiej sytuacji Zygmunt III bez oporów ratyfikował nowy układ z Osmanami39.
Jak zatem widać, polskie starania przyniosły oczekiwany efekt. Trzeba jednak zaznaczyć, że
podobnie jak w 1617 r. Rzeczpospolita, będąc zaangażowana w wojnę z Moskwą, musiała ugiąć
się przed żądaniami tureckimi, tak tym razem sytuacja międzynarodowa sprzyjała Polsce. Tlący
się konflikt ze Szwecją, przerwany chwilowo niekorzystnym rozejmem w Mitawie, nie stanowił
jeszcze większego zagrożenia dla Rzeczypospolitej40. Przeciwnie Imperium Osmańskie, po zamordowaniu Osmana II, a następnie szybkim zrzuceniu z tronu jego nieudolnego stryja Mustafy
I, zastąpionego przez młodocianego Murada IV, pogrążało się w chaosie wewnętrznym. W Anatolii wybuchł groźny bunt pod wodzą bejlerbeja Mehmeda Abazy paszy, który oficjalnie mścił się
za zgładzenie Osmana II, faktycznie zaś wyładowywał swe niezadowolenie z powodu odebrania
mu namiestnictwa Erzurumu41. Co więcej, szach perski Abbas I wznowił w 1623 r. wojnę z Turcją i śmiałym atakiem opanował Bagdad42. Dla Osmanów były to dużo poważniejsze problemy
niż osoba hospodara mołdawskiego. Nie mieli zatem większych oporów w złożeniu Stefana
Tomży II na ołtarzu dobrych stosunków z Polską. I jakkolwiek Turcy bez wątpienia wiedzieli, że
Rzeczpospolita raczej nie przejdzie od słów do czynów i nie zerwie pokoju z powodu Mołdawii,
to jednak woleli iść na rozsądny kompromis, który zadowalał obie strony. Cenę zapłacił rzecz
jasna najbardziej zainteresowany, a zarazem bezbronny wobec takich potęg Stefan Tomża II.
Musimy też zaznaczyć, że jakkolwiek objęcie tronu mołdawskiego przez Radu Mihnię było
sukcesem dyplomacji polskiej, to jednak hospodar ten zachowywał sporą niezależność w kontaktach z Polakami. Jego zasługą – niekoniecznie jednak przewidywaną przez stronę polską
– było wypromowanie Mirona Barnowskiego, hetmana mołdawskiego, który po śmierci Radu
Mihnii w styczniu 1626 r. został wybrany przez bojarów na hospodara mołdawskiego. Nowy
władca zaczął pisać się Barnowski-Mohyła, nawiązując do koligacji ze znanym rodem i przyjął dość szybko zdecydowanie propolską orientację. Objawiło się to w czasie kryzysu w stosunkach polsko-tureckich w 1627 r., kiedy to Miron Barnowski skutecznie zapośredniczył
korzystne dla Polski porozumienie pokojowe z Osmanami43. W nagrodę doczekał się zimą
1629 r. polskiego indygenatu, za który odwdzięczył się złożeniem przysięgi wierności królowi
Zygmuntowi III44. Polskie wpływy w Mołdawii osiągnęły wówczas swoje maksimum,
a Rzeczpospolita zdawała się być blisko odbudowania swej pozycji z przełomu XVI i XVII w.
´Ahdname sułtana Murada IV dla króla Zygmunta III, Stambuł, 10 X 1623 r., w: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic Relations…, dokument 38, s. 402-418.
39
Potwierdzenie przez Zygmunta III traktatu z Turcją, Warszawa, 1 IV 1624 r., w: D. Kołodziejczyk, Ottoman-Polish Diplomatic Relations…, dokument 39, s. 419-426.
40
H. Wisner, op. cit., s. 45-46.
41
S.J. Shaw, op. cit., s. 300-301; Dzieje gospodarcze i społeczne imperium osmańskiego 1300-1914, red. H. Inalcik, D. Quataert, Kraków 2008, s. 363; H. Inalcik, Imperium Osmańskie. Epoka klasyczna 13001600, Kraków 2006, s. 63.
42
S.J. Shaw, op. cit., s. 302; B. Składanek, Historia Persji, t. 3, Warszawa 2007, s. 55-56.
43
T. Gemil, op. cit., s. 703; D. Milewski, The Granting of Polish Indygenat to the Moldavian Voyevode Miron
Barnovski, „Medieval and Early Modern Studies for Central and Eastern Europe”, t. 3, 2011, s. 127-132.
44
Konstytucja „Indygenat hospodara wołoskiego”, w: Volumina Legum, wyd. J. Ohryzko, Petersburg 1859, t. 3,
s. 295; przywilej indygenatu dla Mirona Barnowskiego, Warszawa, 20 II 1629 r., AGAD, Metryka Koronna, sygn.
177, k. 213-215b; tekst przysięgi Mirona Bernawskiego, Jassy, bdm, 1629, w: I. Corfus, Documente privitoare…,
t. 2, nr 67, s. 126-127.
38
DARIUSZ MILEWSKI
108
Niestety, detronizacja hospodara, jaką przeprowadzili Turcy jeszcze w tym samym roku,
oskarżając go o sojusz z wrogami Porty, przekreśliła bardziej śmiałe plany polskie.
Stosunki polsko-mołdawskie w dobie drugiego panowania Radu Mihnii i za rządów Mirona Barnowskiego wykraczają już poza ramy niniejszego studium45. Trzeba jednak podkreślić, że w okresie 1621-1624 Polska konsekwentnie przeprowadziła wobec Porty Ottomańskiej realizację swoich podstawowych celów na terenie Mołdawii, jakimi były usunięcie
niewygodnego hospodara i zastąpienie go człowiekiem, który umożliwiłby odbudowanie
wpływów polskich na tym obszarze. Bezpardonowe i pachnące zerwaniem pokoju zwalczanie Stefana Tomży II przez polskich dyplomatów – Krzysztofa ks. Zbaraskiego i Krzysztofa
Serebkowicza – przyniosło wreszcie oczekiwane rezultaty. Nie udało się co prawda osadzić
Polakom na tronie mołdawskim Piotra Mohyły, ale zgodzili się na mądry kompromis z Turkami, jakim było ponowne oddanie Mołdawii w ręce Radu Mihnii. Osmanowie nie tylko
zgodzili się na usunięcie wiernego sobie hospodara, ale zarazem zagwarantowali jego następcy możliwość utrzymywania dobrych stosunków z Polską, ba, nawet zobowiązali go do
tego. Radu Mihnea nie miał wielu okazji do korzystania z tego zapisu, ale przydał się on
Mironowi Barnowskiemu w trudnym roku 1627. Jak się jednak miało okazać, na dłuższą
metę sytuacja taka była nie do utrzymania i ostatecznie Turcy narzucili Mołdawii znów
wiernego sobie hospodara. Niemniej, w pierwszej połowie lat 20. XVII w. udało się Rzeczypospolitej w znacznym stopniu zniwelować skutki klęsk 1616 i 1620 r. i położyć podwaliny
pod odbudowę wpływów w Mołdawii. Kluczem do tego miało być obsadzenie tronu mołdawskiego ludźmi „bacznymi i spokojnymi”, a więc życzliwymi Polsce – co też osiągnięto.
Polish expectations and politics concerning Moldovan throne in the time after
Chocim 1621-1624
Summary
Breakdown of Polish influences in Moldavia in second half of 17th century, along with decline of the authority of hospodars from the Movila family, had not been accepted by Polish-Lithuanian Commonwealth. Poles made attempts at recuperation of Moldavia after war against Moscow, but it finished with disaster at the battle of Cecora in 1620. As a repercussion of
this, the war against Turkey began, which ended with an agreement concluded at Chocim in the
October of 1621. Poles insisted that the Moldavian throne be occupied by hospodars nominated by Turks, and friendly to Commonwealth. Sultan Osman II disregarded this point of treaty
and he returned Moldavia to hospodar Stefan Tomża II, who was not in favour with the Poles.
Polish diplomacy took a counter action – Poles wanted Sultan to remove this hospodar and
replace him by person, proposed by the Polish king. First attempt undertaken by Prince Krzysztof
Zbaraski, grand envoy of the Commonwealth to Sultan, ended in failure. Then, the Poles have
withdrew from the promotion of then candidacy of Piotr Movila, who was not wanted by the
Turks who supported the candidacy of Radu Mihnea, hospodar of Wallachia. Cooperation with
Mihnea managed a deposing of Stefan Tomża in 1623 and the application of more favourable
conditions of Chocim treaty. This way, Poland began a reconstruction of its influence in Moldavia
– this took place under the short lived government of hospodar Miron Barnowski (1626-1629).
Wstępem do opracowania tej tematyki jest artykuł D. Milewski, Z wroga przyjaciel. Przypadek hospodara
Mirona Barnowskiego, „Mówią wieki”, 2012, nr 8/12 (631), s. 23-27.
45
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Katarzyna Wagner
UW, Muzeum Warszawy, Warszawa
„Potop” a wielka Wojna Północna
w Warszawie w świetle
rejestrów podatkowych –
przyczynek do porównania
dwóch szwedzkich okupacji
Rejestry kontrybucji są historykom stosunkowo dobrze znane ze względu na popularne
swego czasu zainteresowanie II wojną północną, zwaną „potopem” szwedzkim. Wówczas to
szwedzki monarcha Karol X Gustaw, wkroczywszy do Warszawy, obłożył ludność podatkiem wojennym, podobnie jak to czynił w innych ośrodkach. Jego wysokość każdorazowo
zależała od liczby mieszkańców okupowanego miasta oraz ilości domów1. Rozdział podatku
na poszczególne rodziny szwedzcy urzędnicy Komisariatu Generalnego konsultowali z miejscowym magistratem, szacując sytuację materialną ludności. Brano wówczas pod uwagę kilka czynników, m.in. rodzaj zamieszkiwanej nieruchomości (dom drewniany lub kamienica),
jej położenie, czy stan prawny (tzn. czy płacący był jej lokatorem czy właścicielem). Centrum
miasta, a więc Rynek i ul. Świętojańska, płaciło więcej niż odleglejsze obszary miasta. Ustalano także, że w imieniu Magistratu pobór kontrybucji miał nadzorować jeden z obywateli2.
Ponadto, na mieszczan nakładano także zobowiązania prowiantowe na rzecz okupanta3.
W Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie w zespole Warszawa Ekonomiczne
zachowały się rejestry wybierania kontrybucji finansowej ze Starej Warszawy z lat „potopu”
i Wielkiej Wojny Północnej4. Na potrzeby artykułu korzystano z wersji drukowanej rejestru
z 1656 r., opublikowanej w „Źródłach do dziejów Warszawy”, natomiast dla roku 1704 wykorzystano materiał z AGAD5.
1
S. Grauers Stosunek szwedzkich i polskich sił zbrojnych podczas Wielkiej Wojny Północnej, „Studia i Materiały
do Historii Wojskowości” [dalej: SMHW] 1976, t. 20, s. 125.
2
Ibidem, s. 125-126.
3
O kontrybucjach czasu „potopu”, vide: rozdział 5. „Descriptia albo comput Kamienic, Dworów, Domów, Kościołów, Klasztorów, Szpitalów, tak w Mieście iako y po Przedmieściach Starey Warszawey w roku 1655 diebus
Septembris uczyniony”, czyli rejestr kontrybucji szwedzkiej nałożony na Warszawę. „Starożytności Warszawy”
t. 4, Warszawa 1856.
4
Regestr litrum sueticorum przes je[g]o mci pana Stanisława Falkowica I rayce CAV z jego mci panem Augustinem Horlemusem rayca CAV In A° 1655 taksowano et in parte wybrano, AGAD, WE 832.
5
Źródła do dziejów Warszawy. Rejestry podatkowe i taryfy nieruchomości 1510-1770, wyd. A. Berdecka, J. Rutkowska, A. Sucheni-Grabowska, H. Szwankowska, Warszawa 1963, s. 82-131. Distributa zas takowa iest z tych
perceptow na drugiey stronie wyrazona, w: Rejestr kontrybucji szwedzkiej pro Anno 1704, AGAD, Warszawa Ekonomiczne [dalej: WE] 838.
KATARZYNA WAGNER
110
Dokumenty mają postać ksiąg zawierających rejestry o następującym układzie: na początku znajduje się imię i nazwisko lub tylko nazwisko podatnika, następnie wykonywany
zawód lub inny wyróżnik (np. dopisek „wdowa”). Kolejną informacją była wysokość taksy,
jaka została ustalona przez Magistrat po konsultacji z okupantem oraz kwota rzeczywiście
wpłacona. Na potrzeby artykułu dokonam wstępnej analizy z 1656 r. oraz z 1704 r., a więc
odpowiednio z czasu drugiego i trzeciego roku szwedzkich okupacji miasta.
1.Warszawa przed „potopem”
Znaczące zmiany w Warszawie zaszły po pożarze, jaki miał miejsce w 1607 r. Szybko
odbudowano jednak wiele budowli6. Przez całą I połowę XVII w. miasto zmieniało swój
charakter. Lata panowania Władysława IV i Jana Kazimierza przyniosły Warszawie powstanie nowej fasady kościoła św. Jana7, a także budowę kilku kościołów (m.in. jezuitów przy
Świętojańskiej i dominikanów u zbiegu Freta i Mostowej8).
W I połowie XVII w. nadal remontowano Ratusz Staromiejski, a głównym wyznacznikiem zabudowy miejskiej pozostały kamienice mieszczańskie, które mimo różnic w zdobieniach i zamożności reprezentowały ten sam typ budownictwa. Adam Jarzębski w następujący sposób opisuje ówczesną zabudowę Rynku Staromiejskiego: „Barzo kamienice śliczne /
W Rynku, także i uliczne, / Błyszczą się od złota prawie; / Nie masz takich w Czersku, w Rawie […] Bodaj zdrów każdy budował [kamienice] / I pieniędzy nie żałował / W czym by
była sława jego!”9. Odbudowane kamienice nadal zajmowały te same parcele i bazowały na
średniowiecznych murach. Różnicę stanowiła ich wysokość, bowiem te zbudowane po 1607
r. były wyższe o jedną lub dwie kondygnacje od swoich poprzedniczek10.
W latach czterdziestych zapoczątkowano w Warszawie okres starań możnowładców
o wzniesienie najokazalszej budowli w mieście. Proces ten został przerwany przez „potop”
szwedzki, lecz zintensyfikowany po jego zakończeniu. Powstawały wówczas okazałe pałace, nawiązujące swymi formami do reprezentatywnych budowli francuskich i włoskich (np.
poprzez zastosowanie wież alkierzowych, budowę sal w amfiladzie, czy krużganków, służących wygodniejszej komunikacji).
Wiek XVII to także okres zmiany charakteru bram miejskich. Brama Krakowska zyskała
funkcje mieszkalne, bowiem dobudowano jej piętro, przez co wyglądała jak kamienica, tracąc swe funkcje obronne. Mieszkania tam ulokowane wynajmowano drobnym kupcom i rzemieślnikom. Tymczasem Brama Nowomiejska była przebudowywana już od XVI w., lecz
zachowała swe funkcje obronne, uzyskując postać Barbakanu.
Kiedy 21 lipca 1655 r. do Warszawy dotarły wieści o przekroczeniu polskiej granicy
przez szwedzkiego feldmarszałka Arvida Wittenberga z armią, bagatelizowano problem.
Nastroje zmieniły się dopiero po utracie Poznania (31 VII 1655). Na początku sierpnia z mia6
S. Kieniewicz (red.), Dzieje Warszawy, t. 2: Warszawa w latach 1526-1795, Warszawa 1984, s. 22-24 [dalej:
Warszawa w latach 1526-1795].
7
W 1602 r. wichura, która przeszła nad Warszawą zerwała dach kościoła oraz zniszczyła gotycką wieżę.
W związku z poczynionymi szkodami we wnętrzu, rozpoczęto remont. A. Jarzębski, Gościniec albo krotkie opisanie Warszawy, opr. W. Tomkiewicz, Warszawa 1974, s. 221.
8
A. Kersten, Warszawa kazimierzowska 1648-1668. Miasto – Ludzie – Polityka, Warszawa 1971, s. 45-46.
9
Gościniec abo krótkie opisanie, s. 69, 70.
10
A. Kersten, op. cit., s. 51-52, 54.
„POTOP” A WIELKA WOJNA PÓŁNOCNA W WARSZAWIE...
111
sta wyjechała królowa Maria Ludwika, a napływały doń coraz to groźniejsze i bardziej dezorientujące wiadomości o sytuacji w kraju.
18 sierpnia Jan Kazimierz opuścił miasto, lecz przed wyjazdem nawoływał jeszcze
mieszkańców Starej i Nowej Warszawy, aby „dla lepszego bezpieczeństwa swego, lubo to
nie dla nieprzyjaciela, ale dla swawolnej jakiej kupy oglądając się, straż około miasta mieli
i oną jako w najlepszym porządku i pilności odpracowywali”. Ponadto uwolnił mieszkańców miasta od ciężarów wystawienia pospolitego ruszenia, ze względu na obciążenia, jakie
ponieśli, podczas pobytu króla w mieście11.
Jednakże te deklaracje władcy nie były w stanie zamaskować faktu, że Warszawę pozostawiono samą sobie. Magistrat postanowił o umacnianiu murów miejskich oraz zmobilizowano
straż miejską. W tym czasie król szwedzki Karol X Gustaw przybył do Łowicza, a stamtąd
skierował się już bezpośrednio do Warszawy. 8 września rano pod Bramą Nowomiejską pojawili się dwaj trębacze: jeden reprezentujący szwedzkiego monarchę, a drugi, sprzymierzonego ze Szwedami, Hieronima Radziejowskiego12. Tego samego dnia Warszawa skapitulowała, bowiem Magistrat sądził, że w ten sposób ochroni miasto przed zniszczeniem.
Po kapitulacji, Szwedzi grabili zarówno pałace magnackie, jak i kościoły i klasztory.
Miasto stało się stolicą okupowanego terenu, w której gromadzono broń i łupy z całej Polski. 19 listopada 1655 r. Karol X Gustaw opuścił Warszawę i udał się na podbój Prus Królewskich. Po pierwszych klęskach król szwedzki na czele armii powrócił pod miasto i stanął
na Pradze 13 kwietnia 1656 r.13. Wkrótce nałożono na miasto kolejną kontrybucję.
2.Przed Wielką Wojną Północną
Po „potopie” szwedzkim, szybko następowała odbudowa Warszawy. Już w 1659 r. sejm
walny wyznaczył komisję, która miała zmierzyć fortyfikacje Starej i Nowej Warszawy,
a także wyprostować stare ulice na przedmieściach i wyznaczyć nowe, by w ten sposób
uregulować zabudowę przedmieść14. Ruch budowlany był żywy, kamienice pełniły rolę „domów czynszowych”, których właścicielami było bogate mieszczaństwo i szlachta. Magnateria chętnie inwestowała w nieruchomości na terenie Starej Warszawy. Budowano okazałe
pałace i kościoły. Rozwijały się również przedmieścia, na których liczba zabudowań przewyższała liczby ze Starej i Nowej Warszawy. Powstawały jurydyki oraz podwarszawskie
rezydencje królewskie, magnackie i szlacheckie.
Podczas Wielkiej Wojny Północnej, gdy Szwedzi zbliżali się do stolicy w maju 1702 r.,
w mieście powzięto decyzję, że na prawym brzegu Wisły należy zatopić promy i statki
rzeczne, aby w ten sposób opóźnić marsz nieprzyjaciela15. 15 maja 1702 r. August II opuścił
J. Wegner, Warszawa w latach potopu szwedzkiego, wyd. 2, Wrocław 1957, s. 23-24.
Ibidem, s. 25-30.
13
Ibidem, s. 69. Szczegółowo o walkach o Warszawę, vide: J. Wegner, op. cit., s. 69-100; R. I. Frost, After the
Deluge: Poland-Lithuania and the Second Northern War 1655-1660, London 1993, p. 62-70; idem, The Northern
Wars. War, State and Society in Northern Europe 1558--1721, London 2000, p. 169-183; o trzydniowej bitwie pod
Warszawą (28-30 VII 1656), vide: M. Nagielski, Bitwa pod Warszawą 1656, Warszawa 2007; S. Herbst, Trzydniowa bitwa pod Warszawą 28-30 VII 1656 r., w: Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, red. J. Wimmer, Warszawa 1973,
s. 296-330.
14
Warszawa w latach 1526-1795, s. 189-190.
15
„Z Warszawy” 10 V 1702 r., Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (dalej: AGAD), Archiwum Publiczne Potockich (dalej: APP), nr 162, t. 2, s. 193-194, 203-204.
11
12
KATARZYNA WAGNER
112
Warszawę16. Jak podaje Julian Bartoszewicz, „Po odjeździe króla Augusta [do Krakowa],
była więc Warszawa bezbronna, i stała otworem Szwedowi”17. W tym okresie, podobnie jak
pół wieku wcześniej, Warszawa nie była miastem-twierdzą. Barbakan i bramy miejskie zostały poważnie uszkodzone podczas „potopu” szwedzkiego, a od końca XVII w. przestały
pełnić swoje funkcje militarne i coraz częściej były przebudowywane, by móc pełnić funkcje mieszkalne18. W ten sposób Warszawa utraciła więc umocnienia zdolne do stawienia
oporu nieprzyjacielowi.
Już 22 maja na Pradze pojawili się Szwedzi, rozkładając się „po gospodach, zwołali urzędy, tamże bezpieczeństwo przyobiecali, ale zaraz imposuerunt aby prowianty składali”19.
Następnego dnia odbyła się uroczystość powitania wojsk nieprzyjaciela na Pradze. Strona
szwedzka była reprezentowana przez gen. Andersa Lagercrone i towarzyszących mu oficerów, a ze strony polskiej byli: wójt Pragi i Skaryszewa oraz dwóch rajców warszawskich.
Szwedzi zażądali wykonania kontrybucji prowiantowej ze starostwa warszawskiego, a ponadto naciskano na sfinansowanie budowy mostu przez Wisłę. Tego samego dnia zjawił się
na Pradze również szwedzki monarcha – Karol XII20.
Już w dniu przyjazdu Szwedzi zaczęli przeprawiać się przez Wisłę. W tym czasie w Warszawie pozostało tylko stu kilkudziesięciu ludzi z regimentu piechoty wojewody płockiego
Jana Krasińskiego, 40 ludzi straży miejskiej i milicja miejska pod dowództwem Stanisława
Krasińskiego (mianowanego przez króla komendantem miejskim). Siły te były absolutnie
niewystarczające do obrony miasta, toteż gdy Szwedzi przeprawili się przez rzekę po nowo
wybudowanym moście pontonowym, zajęli miasto bez problemu21. Po zapłaceniu kontrybucji finansowej, Szwedzi opuścili miasto, lecz przed 1704 r. pojawiali się w Warszawie jeszcze kilkakrotnie, każdorazowo żądając wykonania kontrybucji.
3.Próba porównania
Porównanie rejestrów sporządzonych w ciągu 48 lat jest o tyle trudne, że zmieniły się
warunki życia, a kontrybucje zostały nałożone na polecenie dwóch różnych szwedzkich
monarchów, którymi kierowały inne przesłanki, etc. Nakładając kontrybucję po raz pierwszy, mieszkańcy płacili zazwyczaj wyższe kwoty, niż w pozostałych miesiącach, bowiem
podatek silnie obciążał poszczególne domostwa.
Należy także zaznaczyć, iż kontrybucję 1656 r. płacono we florenach, a w 1704 r. w tymfach. Obie jednostki obrachunkowe dzieliły się na 30 groszy i w praktyce określały złoty
(tymfy były bite od 1663 r.).
Uchwały publiczne Magistratu Starej Warszawy w przedmiotach wojny szwedzkiej, „Starożytności Warszawy”,
t. 6, wyd. A. Wejnert, Warszawa 1858, s. 374; W. Rakowski, Pamiętnik Wielkiej Wojny Północnej, opr. M. Nagielski, M. Wagner, Warszawa 2002, s. 4.
17
J. Bartoszewicz, Dzieła, t. 7: Szkice z czasów saskich, Kraków 1880, s. 262.
18
Z. Tomaszewski, Obwarowania Warszawy i obrona północnego wjazdu do miasta [w:] Szkice staromiejskie,
Warszawa 1955, s. 112-114.
19
J. Strutyński do S. A. Szczuki, 25 V 1702, AGAD, APP, nr 163a, t. 31, s. 515.
20
F. Włoszkiewicz do S. A. Szczuki, 27 V 1702, AGAD, APP, nr 163a, t. 31, s. 515-517, 1115; J. Strutyński do
S. A. Szczuki, 25 V 1702, AGAD, APP, nr 163a, t. 31, s. 515; J. Bartoszewicz, op.cit., s. 263-264.
21
„List z Warszawy” 26 V 1702, Biblioteka Czartoryskich w Krakowie (dalej: B. Czart.), nr 196, s. 267-268;
J. Strutyński do S. Szczuki, 25 V 1702, AGAD, APP, nr 163a, t. 31, s. 516; J. Bartoszewicz, op. cit., s. 268-269.
16
„POTOP” A WIELKA WOJNA PÓŁNOCNA W WARSZAWIE...
113
Podstawowym podobieństwem między dwoma okupacjami był fakt nakładania na miasto
obciążeń finansowych i prowiantowych. Podczas obu okupacji należało także zachować porządek przy ściąganiu kontrybucji, dlatego też stosowano taką samą kolejność ulic, zgodnie
z którą spisywano rejestr i pobierano podatek. Wiemy, że pisarz otrzymywał honorarium „za
wypisanie regestrow” – w roku 1704 było to 6 tymfów. Zbieranie rozpoczynano na Rynku
Starego Miasta, dzieląc go na cztery strony, potem przechodzono Świętojańską do Bramy
Krakowskiej, by następnie ul. Marcinkańską (fragment dzisiejszej ul. Piwnej na odcinku od
Pl. Zamkowego do Zapiecka) i Piekarską dojść do ul. Piwnej, Dunaju, Nowomiejskiej, aż po
Krzywe Koło, Jezuicką i Kanonię. Wyjątek stanowiło odwiedzenie Jezuickiej i Kanonii tuż
po Rynku w 1656 r., podczas gdy w 1704 r. rejon ten pisarz odwiedził pod koniec, a mianowicie po ul. Krzywe Koło.
Rys. 1 – Plan Starej Warszawy z zaznaczeniem kamienic i kierunku zbierania kontrybucji w 1704 r.
Źródło: Katalog zabytków sztuki. Miasto Warszawa, cz. 1: Stare Miasto, red. J. Łoziński, A. Rottermund, Warszawa 1993, s. 113 +
opracowanie własne.
KATARZYNA WAGNER
114
Istotną różnicą jest fakt, iż „Litrum Sueticorum” z 1656 r. zawiera także formę aneksu,
zatytułowaną „Deskripcyja albo komput kamienic, dworów, domów, kościołów, klasztorów,
szpitalów tak w mieście jako i po przedmieściach Starej Warszawy w r. 1656 diebius septembris uczynion”22. Jest to wyciąg ze spisu nieruchomości nieobjętych szwedzką kontrybucją,
a więc obejmuje m.in. zabudowania ul. Kanoniej i Jezuickiej („Domus professa oo. Jezuitów”, „Kamienic prałackich nro” – trzynaście kamienic, należących do kanoników kolegiaty św. Jana), „Dziekanija” (Pałac dziekana), „Wikaryja” (kamienica, należąca do wikariuszy
kolegiaty św. Jana), „Szkoła” (szkoła przy Dziekanii), „Kościół św. Jana – kolegiata” oraz
„Konwent i kościół św. Marcina” na ul. Marcinkańskiej.
Na podstawie rejestrów kontrybucji z 1656 r. widać, że na dziesięciu interesujących nas
ulicach znajdowało się 434 gospodarstwa domowe, z czego aż 90 z nich nie uiszczało opłat
(20,74%). W sumie zebrano 91 241 florenów, z czego zabudowania przy Rynku dostarczyły
45 235 florenów, co dawało 49,6% ogółu kontrybucji. Pozostałe ulice dostarczyły 46 006
florenów, a więc 50,4% kontrybucji. Po Rynku, najwięcej płaciła ul. Świętojańska, dostarczając 18,6% podatku (16 985 florenów), a najmniej ul. Piekarska, dając jedynie 2,3%
(2 085 florenów). (wyk. 1)
Wyk. 1 – Kwoty płacone przez przedstawicieli poszczególnych ulic na podstawie kontrybucji 1656 r.
[we florenach]
Źródło: opracowanie własne na podstawie AGAD, WE 832.
Tymczasem udział opłat wniesionych przez Rynek w 1704 r. wyniósł ok. 35,1% ogólnej
kontrybucji, co stanowi wartość niższą o 14,5% niż w czasie „potopu”. Drugą ulicą, która również była obarczona wysoką kwotą podatku była ul. Świętojańska – 29% ogólnej kontrybucji.
W sumie Rynek i ul. Świętojańska dawały ponad połowę ogólnej kwoty podatku (ok. 65%).
Na podstawie niniejszych danych możemy stwierdzić, że zarówno w 1656 r., jak
i w 1704 r., zabudowania przy Rynku oraz na ul. Świętojańskiej płaciły najwyższą sumę
kontrybucji. Także ulica Nowomiejska utrzymała się w czołówce terenów pod względem
wysokości opłat wnoszonych podczas ściągania kontrybucji. Kolejne ulice zmieniły swoją
kolejność (tab. 1).
22
Źródła do dziejów Warszawy, s. 127-131.
„POTOP” A WIELKA WOJNA PÓŁNOCNA W WARSZAWIE...
115
Tab. 1 – Uszeregowanie ulic pod względem liczbowego i procentowego udziału w kontrybucji
ogólnej w roku 1656 i 1704 r.
[podstawa = 1656 r., przelicznik = 1 floren/tymf=30 gr]
Ulica
Rynek (ogółem)
Świętojańska
Krzywe Koło
Nowomiejska
Marcinkańska
Dunaj
Kanonia + Jezuicka
Brama Krakowska
Piwna
Piekarska
SUMA
1656 [floreny]
Lp.
1704 [tymfy]
Lp.
liczbowo
%
–
liczbowo
%
–
45 235
16 985
5 380
4 870
4 240
3 278
3 220
3 100
2 848
2 085
91 241
49,6
18,6
5,9
5,3
4,7
3,6
3,5
3,4
3,1
2,3
100,0
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
–
19 790
15 912
2 602
2 634
1 386
2 661
822
2 783
3 857
2 370
54 817
36,1
29,0
4,8
4,8
2,5
4,9
1,5
5,1
7,0
4,3
100,0
1
2
7
6
9
5
10
4
3
8
–
Źródło: opracowanie własne.
Między 1656 a 1704 r. zmniejszył się procentowy udział Rynku w kontrybucji ogólnej
(spadek z 49,6 do 36,1%). Tymczasem w przypadku udziału finansowego ul. Świętojańskiej
w ogólnej opłacie kontrybucyjnej, nastąpiła zmiana na korzyść roku 1704, kiedy to udział tej
ulicy wyniósł 29%, podczas gdy w 1656 r. było to tylko 18,6%. Ciekawa jest także zmiana
na miejscu trzecim pod względem procentowego udziału danej ulicy w kontrybucji ogólnej.
W 1656 r. Krzywe Koło płaciło 5,9%, co plasowało tę okolicę jako trzecią pod względem
największego udziału w podatku miasta. Tymczasem w 1704 r. ulica Krzywe Koło zmniejszyła swój udział do 4,8%, podczas gdy 7% ogólnej opłaty uiszczała ul. Piwna (podczas gdy
w 1656 r. było to tylko 3,1%). Oznacza to, że na przestrzeni tych 48 lat ul. Piwna stała się
zamożniejszą okolicą, stąd wzrost opłaty. Swe znaczenie straciła także ul. Marcinkańska
(w 1656 r. uiszczała 4,7%, a w 1704 r. 2,5% kontrybucji) oraz ul. Kanonia i Jezuicka (1656 r.
– 3,5%, a w 1704 r. – 1,5%). Stosunkowo niedużo swoją pozycję na liście obszarów płacących najwięcej zmieniła ul. Dunaj (szóste „miejsce” w roku 1656, a piąte w 1704 r.), a także
ul. Piekarska, która, na przestrzeni prawie pół wieku, pozostała w gronie biedniejszych rejonów miasta (1656 r. – 2,3% udziału w kontrybucji ogólnej, a w 1704 r. 4,3%).
„Litrum Sueticorum” z 1656 r. posługuje się bardzo zróżnicowanymi stawkami kontrybucji. Najwyższa z nich wyniosła 3 000 florenów (złotych polskich). Płacił ją lokator kamienicy na Rynku i stanowiła ona 3,29% kontrybucji ogólnej z 1656 r. W dalszej kolejności padły
kwoty 1 500 florenów (1,64%), 1 200 i kilkunastokrotnie po 1 000 florenów (1,1%). Najniższą stawką było 20 florenów i uiszczano je m.in. na Piwnej i Piekarskiej, co stanowiło 0,02%
kontrybucji ogólnej. Niejednokrotnie zdarzało się, że najbogatsi mieszkańcy miasta płacili
po kilka tysięcy florenów, gdyż posiadali po kilka nieruchomości w mieście.
Fakt posiadania kamienicy przy Rynku świadczył o zamożności mieszkańców, którą potwierdzają rejestry kontrybucji z 1656 i 1704 r. Adam Kersten podaje, że kamienica przy
KATARZYNA WAGNER
116
Rynku była warta dwadzieścia kilka tysięcy złotych, na ul. Świętojańskiej, będącą drugą pod
względem zamożności ulicą w Starej Warszawie, koszt wynosił około dziesięciu tysięcy,
a w pozostałych rejonach miasta było to zaledwie kilka złotych23. Ul. Świętojańska była
drugim, pod względem zamożności, rejonem miasta i potwierdzają to sumy wpłacane przez
mieszkańców tej okolicy (od 20 do 1 500 florenów, a najniższe opłaty były raczej znikome).
Ulicę tę zamieszkiwał miejscowy patrycjat, a także wójtowie i zamożniejsi rzemieślnicy.
Tymczasem ul. Piekarska była zamieszkiwana głównie przez przekupniów i kucharzy i należała do najbiedniejszych rejonów miasta.
Na podstawie rejestrów z czasów „potopu” możemy także stwierdzić, że na 434 domostwa aż 90 nie uiszczało opłaty kontrybucyjnej, co oznacza, że prawie 21% ogólnej liczby
mieszkań nie opłacało podatku na rzecz Szwedów. Biorąc pod uwagę te zastrzeżenia, średnia ogólna opłata przypadająca na jedną rodzinę wyniosła 210 florenów, natomiast średnia
opłata przypadająca na rodzinę płacącą podatek wyniosła 265 florenów. Szczegółowe średnie opłaty przedstawia tab. 2.
Tab. 2 – Średnie opłaty na rodzinę (bez rozróżnienia na osoby płacące i niepłacące) oraz na osobę
płacącą kontrybucję w 1656 r. [we florenach]
Ulica
Brama Krakowska
Rynek
Kanonia i Jezuicka
Świętojańska
Marcinkańska
Nowomiejska
Krzywe Koło
Piwna
Dunaj
Piekarska
Średnia opłata na rodzinę, bez
rozróżnienia na płacących
i niepłacących
443
404
248
187
157
143
135
106
91
45
Średnia opłata na rodzinę,
płacącą kontrybucję
443
452
322
227
223
157
199
130
121
83
Źródło: opracowanie własne.
Porównując powyższe dane ze średnimi opłatami wnoszonymi przez mieszkańców Starej
Warszawy w 1704 r., okazuje się, że w ciągu badanych 48 lat ul. Piekarska pozostała jednym
z najbiedniejszych rejonów miasta.
Na podstawie kolejnych obliczeń możemy stwierdzić, że pomimo skromnych rozmiarów
zabudowań Bramy Krakowskiej (zamieszkiwało ją osiem rodzin), płacono tam w czasie „potopu” szwedzkiego wysokie kontrybucje. Znaczenie tych zabudowań spadło w ciągu kolejnego półwiecza. Głównym powodem zmian było zubożenie ludności oraz zamieszkiwanie tej
części miasta głównie przez rzemieślników. Rynek Staromiejski na przestrzeni badanego
23
A. Kersten, op. cit., s. 188.
„POTOP” A WIELKA WOJNA PÓŁNOCNA W WARSZAWIE...
117
okresu, stanowił centrum miasta, ponieważ to tam znajdował się ratusz miejski, pręgierz,
zabudowania kupieckie, a także tam miały miejsce jarmarki24.
Należy pamiętać, że różnice w zabudowie Starej Warszawy były dostrzegalne gołym
okiem. Rynek Staromiejski i ul. Świętojańska, która utrzymywała wysokie miejsce na przestrzeni lat, stanowiły okolice luksusowe i były zamieszkiwane przez lokalny patrycjat, duchowieństwo i urzędników miejskich (wyk. 2).
Wyk. 2 – Porównanie udzialu procentowego poszczególnych ulic w kontrybucji ogólnej w 1656
i w 1704 r.
Źródło: opracowanie własne.
Interesujące jest wysokie położenie w „rankingu” z 1656 r. Kanonii i Jezuickiej oraz ul.
Marcinkańskiej, bowiem po upływie prawie półwiecza znalazły się one w grupie biedniejszych okolic miasta. Podczas tego czasu na znaczeniu zyskał natomiast teren znany w rejestrach, jako „Dunay”, czyli dzisiejsze ulice Wąski i Szeroki Dunaj. „Na Dunaju” w XVII w.
odbywały się targi. Od 1631 r. handlowały tam śledziarki i handlarki ryb solonych, natomiast ryby świeże sprzedawały przekupki z Rynku”25.
Istotną różnicą, choć niezauważalną w rejestrach kontrybucji, między okupacją szwedzką
okresu „potopu” i Wielkiej Wojny Północnej, jest również kwestia podejścia obcych wojsk
do polskich księgozbiorów i archiwów. Podczas najazdu szwedzkiego w połowie XVII w.
przeprowadzono na szeroką skalę likwidację kolegiów, bibliotek i archiwów, m.in. jezuickich oraz kościelnych. Tuż po zajęciu miasta, Karol X Gustaw nakazał zarekwirowanie Archiwum Metryki Koronnej oraz zbiorów bibliotecznych, znajdujących się na Zamku i w pałacu Ujazdowskim26. Szwedzi przeprowadzali te działania w sposób świadomy
i zaplanowany. Zdobyte w ten sposób księgozbiory i archiwa traktowano jako wynagrodzenie. Zabierano te materiały zarówno dla Szwecji, jak i do zbiorów prywatnych. Kraj zyskiwał dzięki temu m.in. prace z wielu dziedzin nauki, gdyż dążono do poznania warsztatu i prac
innych naukowców. Szukano ponadto dokumentów dotyczących spraw dynastycznych
Jarmarki na Rynku odbywały się co roku po Wielkanocy, na św. Jana – 24 VI oraz na św. Jadwigę – 15 X.
A. Kersten, op. cit., s. 86-87.
26
J. Wegner, op. cit., s. 50.
24
25
KATARZYNA WAGNER
118
Szwecji, zabranych z kraju do Rzeczypospolitej przez Zygmunta III Wazę27. Tymczasem
działania prowadzone podczas III wojny północnej, zwanej Wielką Wojną Północną, miały
zupełnie inny charakter. Jej celem nie było zdobycie materiałów archiwalnych i księgozbiorów, znajdujących się w Rzeczypospolitej, lecz dążenia o podłożu politycznym. Jednak nie
uchroniło to Rzeczypospolitej przed rabunkami; tyle tylko, że materiały, które zostały wywiezione do Szwecji, zostały przetransportowane prywatnie przez Bałtyk przez oficerów
Karola XII28.
4.Podsumowanie
„Potop” szwedzki spowodował spustoszenie miasta, z którego postanowiono skorzystać
w celu przeprowadzenia zmian urbanistycznych na terenie Warszawy. Spalone obszary dały
możliwość wzniesienia nowej zabudowy oraz regulacji ulic. Kontrybucje, nałożone na miasto zarówno podczas II jak i III wojny północnej, spowodowały zubożenie mieszkańców i całego miasta, co skutkowało powolnym odbudowywaniem Warszawy. Należy jednak pamiętać, że proces ten był jedynie względnie powolny: inne miasta, równie dotkliwie zniszczone
przez Szwedów, odzyskiwały dawną świetność jeszcze dłużej, a niektórym ośrodkom nie
udało się to aż do końca I Rzeczypospolitej29.
Na przestrzeni badanych 48 lat widzimy, że obszarami szczególnie zamożnymi i zamieszkiwanymi przez ludność dobrze sytuowaną był teren Rynku Staromiejskimi i ul. Świętojańskiej. Na Krzywym Kole znajdowała się poczta, zarządzana przez Karola Montelupiego30
i być może właśnie dlatego ulica ta w latach „potopu” była jedną z bogatszych. Straciła na
znaczeniu w trakcie III wojny północnej na rzecz ul. Piwnej, którą zamieszkali bogatsi
mieszczanie. Ul. Nowomiejska oraz zabudowania Bramy Krakowskiej zyskały nieco na
znaczeniu poprzez napływ bogatszych mieszkańców, pomiędzy II a III wojną północną,
bowiem średnie opłaty wzrosły w stosunku do kwot z 1656 r. W grupie okolic najbiedniejszych pozostała zamieszkiwana przez rzemieślników ul. Piekarska, a także ul. Marcinkańska. Oznacza to, że realnymi okolicami skupiającymi lokalny patrycjat były zabudowania
Rynku oraz ul. Świętojańskiej.
“Deluge” and the Great Northern War in Warsaw in the light of tax records
– contribution to the comparison of two Swedish occupations
Summary
When the Swedish troops entered Warsaw during the “Deluge” and the Great Northern
War, they forced the city to pay high contributions.
In tax rolls we can observe that the tax collection was organized in the same way. The
town clerk walked from door to door and knocked to every household. He wrote the name
of each inhabitant with information on whether the person was the owner of the house or
C. Pilichowski, Straty bibliotek i archiwów polskich podczas szwedzkiego „potopu” 1655-1660 [w:] Polska
w okresie drugiej wojny północnej 1655-1660, t. 2, Warszawa 1957, s. 454-456.
28
O zdobyczach w Rzeczypospolitej, vide: Z. Łakociński, Magnus Stenbock w Polsce. Przyczynek do historii
szwedzkich zdobyczy w czasie wojny północnej, Wrocław 1967, s. 25-26, 123-126.
29
D. Kosacka, Plany Warszawy XVII i XVIII w. w zbiorach polskich. Katalog, Warszawa 1970.
30
A. Kersten, op. cit., s. 86-87.
27
„POTOP” A WIELKA WOJNA PÓŁNOCNA W WARSZAWIE...
119
a lodger. Then he wrote down the occupation and the sum of money, which the person had
to pay.
Also we can trace the richest and the poorest areas in the 17th and 18th century Warsaw.
The richest places were Old Town Market with its houses and Świętojańska Street and the
poorest was Piekarska street.
Wars with Sweden in mid-17th century and the beginning of the next century had a considerable impact on Polish economy and the architecture side of the city. But it was during the
Deluge that Swedish invaders robbed the Commonwealth of its most important riches, and
most of the stolen items never returned to Poland.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Janusz Nowiński SDB
WNHiS UKSW, Warszawa
Rekonstrukcja fresków
Andrzeja Radwańskiego na polach
sklepień południowej nawy bocznej kościoła
Najświętszej Maryi Panny
i św. Wojciecha w Jędrzejowie
W 1731 r., po czteroletnim pobycie w pracowni morawskiego freskanta Franciszka Ecksteina w Brnie, świeżo wykształcony w sztuce malarskiej Andrzej Radwański powrócił do
Polski i osiadł w Jędrzejowie1. Pierwszą monumentalną realizacją dwudziestoletniego artysty stała się polichromia kościoła cysterskiego opactwa w Jędrzejowie. W latach 1734-1739
freski Radwańskiego wypełniły wszystkie sklepienia i ściany nawy głównej jędrzejowskiej
świątyni. Zleceniodawcą malarza był ówczesny przeor cysterskiego opactwa o. Wojciech
Ziemnicki (od. 1753 r. opat), który też jest autorem bogatego programu ideowego całości
wystroju malarskiego.
Główne wątki treściowe zachowanych w świątyni fresków prezentują następują tematy:
początki zakonu cystersów – fundacje pierwszych opactw (sklepienia czterech przęseł nawy
głównej); rozwoju zakonu na świecie – alegorie czterech kontynentów (sklepienia ramion
transeptu); opieka Matki Bożej nad zakonem (iluzjonistyczna kopuła na skrzyżowaniu nawy
głównej i transeptu); postaci znakomitych przedstawicieli zakonu (pola na ścianach nawy
głównej); fundacja opactwa w Jędrzejowie, jego patron św. Wojciech i kult bł. Wincentego
Kadłubka (sklepienia prezbiterium i północnej nawy bocznej). Kompozycje na sklepieniach
ujęte są profilowanym obramieniem ubogaconym kartuszami o rokokowej ornamentyce z inskrypcjami identyfikującymi tematykę przedstawienia. Ozdobne kartusze, często ze stylizowanym motywem muszli, otoczone urozmaiconym ornamentem roślinnym i wstęgowym,
wypełniają pola w narożach pól sklepienia.
Andrzej Radwański, uważany za jednego z najpopularniejszych i najpracowitszych malarzy działających w XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej, jest równocześnie smutnym przykładem artysty, którego niemal cały dorobek twórczy uległ zniszczeniu2. Tragiczny los nie
oszczędził też jego pierwszej polichromii w Jędrzejowie, która – jako jedyna zachowana
z licznych polichromii malarza – nie przetrwała do naszych czasów w stanie pierwotnym.
1
Por. K. Jóźkiewicz, Andrzej Radwańcki - malarz krakowski 1711-1762. Rys życia i twórczości, „Biuletyn Krakowski” 1961, t. 3, s. 161. Na temat biografii artystycznej A. Radwańskiego zob. także: A. Bernatowicz, Andrzej
Radwański, w: Słownik artystów polskich i w Polsce działających, t. 8, red. U. Makowska i K. Mikock-Rachubowa,
Warszawa 2007, s. 181-184, tu także pełna bibliografia dotycząca malarza.
2
Np. liczne polichromie we wnętrzach krakowskich kościołów uległy zniszczeniu podczas pożaru miasta w 1850 r.
jANUSZ NOWIŃSKI
122
W roku 1800, podczas pożaru kościoła jędrzejowskiego opactwa, malowidła Andrzeja Radwańskiego uległy uszkodzeniu. Ich renowację po pożarze przeprowadził malarz Wojciech
Gutowski3. Kolejna pożoga dotknęła kościół i klasztor podczas pierwszej wojny światowej
28 września 1914 r., kiedy to po pruskim ostrzale artyleryjskim ogień strawił m.in. wieże
i dach kościoła4. Zniszczenia spowodowane pożarem, a przede wszystkim zawilgocenie
sklepień, w poważnym stopniu naruszyło polichromię, której fragmenty miejscami odpadły
razem z warstwą tynku. Po usunięciu zniszczeń, z inicjatywy ówczesnego proboszcza kościoła ks. Stanisława Marchewki, w 1916 r. polichromia została częściowo przemalowana5.
1.Stan zachowania malowideł na sklepieniach południowej nawy bocznej
W konsekwencji wojennej pożogi najdotkliwiej ucierpiały polichromie sklepień czterech przęseł południowej nawy bocznej (il. 1). Zawilgocone tynki sklepień odpadły, a wraz z nimi ogromna
większość fresków Andrzeja Radwańskiego. Zachowały się jedynie niewielkie ich fragmenty na
trzech polach, oznaczonych na planie jako 2, 3 i 4. Na sklepieniu oznaczonym jako 1
il. 1
K. Jóźkiewicz, op. cit., s. 172.
Stan kościoła po pożarze dokumentuje zdjęcie reprodukowane na karcie pocztowej wydanej nakładem Księgarni Polskiej w Jędrzejowie w 1916 r. Karta podpisana jest na awersie: Jędrzejów – Klasztor po spaleniu 28 IX
1914 r., por. Archiopactwo cystersów w Jędrzejowie, Jędrzejów 2007, s. 7.
5
Por. A. A. Dudek, Jędrzejów, archiopactwo cystersów, Warszawa 1991, s. 74.
3
4
REKONSTRUKCJA FRESKÓW ANDRZEJA RADWAŃSKIEGO...
123
całość malowidła uległa destrukcji. Na zniszczonych polach sklepień położono nowe tynki,
zachowując ocalałe fragmenty polichromii.
Na sklepieniu 2 zachował się fragment kompozycji z grupą osób odzianych w szaty
świeckie (il. 2). Widoczny jest profil twarzy mężczyzny, fragment palców otwartej dłoni
oraz fragment fałd czerwono-granatowej szaty, spod której wystaje para nóg w kremowych
pończochach. Fragment w/w szaty nachodzi na szarą połę kaftana (?) kolejnej postaci.
Na sklepieniu 3 zachowały się trzy fragmenty rozbudowanej kompozycji: z prawej widoczny jest krzyż z postacią Chrystusa – Jego prawe ramię jest uwolnione od belki krzyża,
w której tkwi wbity gwóźdź (il. 3). Z postaci Chrystusa spływa krew, której ślady są widoczne. Krzyż obejmuje i prezentuje zarazem anioł, zachowany fragmentarycznie (profil twarzy,
dłoń, fragment nogi, szat i skrzydeł). Z lewej widać uskrzydlone główki anielskie wśród
obłoków oraz fragment stopy postaci odzianej w czerwone i seledynowe szaty. Na środku,
pomiędzy w/w kompozycjami, zachowały się dwie linie inskrypcji, z których jedna biegnie
ku postaci Chrystusa na krzyżu: [Hic] Pascor a Vulnere, a druga w kierunku postaci na obłokach wśród aniołków: Hic Lac[tor ab Ubere]. Obie inskrypcje zbiegają się u początku w jednym miejscu.
Na sklepieniu 4 zachował się czytelny fragment postaci Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus w otoczeniu obłoków oraz fragment szarego postumentu (il. 6). U dołu kompozycji widoczny jest również fragment posadzki ułożonej szachownicowo z ciemnych i jasnych płyt.
2.Rekonstrukcja zniszczonych malowideł
W 2013 r., kontynuując rozpoczęte w 2007 r. kompleksowe prace konserwatorskie we
wnętrzu kościoła cysterskiego opactwa, rozpoczęto renowację ołtarzy bocznych w transepcie, kaplicy Serca Jezusowego oraz południowej nawy bocznej6. Z ramienia jędrzejowskiego
opactwa pracami kierował przeor o. Bernard Kurbiel. On też był zwolennikiem rekonstrukcji
zniszczonych polichromii Andrzeja Radwańskiego na sklepieniach południowej nawy bocznej kościoła, o których jedynymi informacjami pozostały zachowane fragmenty przedstawione wyżej. Co prawda w Państwowym Archiwum Miasta Krakowa w tzw. „Tekach Ambrożego Grabowskiego” zachowały się oryginalne notatki Radwańskiego z okresu prac malarskich
w Jędrzejowie, ale są on bardzo schematyczne i nie podają programu fresków w nawie południowej7.
We wrześniu 2013 r. o. Kurbiel zwrócił się do mnie z prośbą o ekspertyzę ikonograficzną
zachowanych fragmentów malowideł w nawie południowej i opracowanie programu ich rekonstrukcji. Po zapoznaniu się z zachowanymi fragmentami fresków przygotowałem opracowanie, w którym przedstawiłem propozycję ich identyfikacji oraz program rekonstrukcji
wraz z propozycjami ikonograficznych wzorców8. Zaproponowany program rekonstrukcji
6
Środki finansowe na ten cel klasztor otrzymał z Unii Europejskiej, w ramach działania Lokalnej Grupy Rybackiej „Jędrzejowska Ryba”, dodatkowe środki przeznaczyły także gmina Jędrzejów i Starostwo Powiatowe.
7
Por. K. Jóźkiewicz, op. cit., s. 161, 168-170. Na temat zachowanego w Tekach Grabowskiego odpisu dziennika
Andrzeja Radwańskiego z lat 1745-1762 zob. A. T. Piotrowski, Dziennik malarski Andrzeja Radwańskiego malarza
krakowskiego z XVIII wieku, „Krzysztofory. Zeszyty naukowe Muzeum Historycznego Miasta Krakowa” 1989,
t. 16, s. 109-123.
8
Por. J. Nowiński, „Propozycja rekonstrukcji fresków Andrzeja Radwańskiego w polach sklepień południowej
nawy bocznej kościoła Najświętszej Maryi Panny i św. Wojciecha w Jędrzejowie”, Łomianki 8 września 2013 r.,
mpis w archiwum Archiopactwa w Jędrzejowie i w posiadaniu autora.
jANUSZ NOWIŃSKI
124
malowideł został zaakceptowany przez Archiopactwo Cystersów w Jędrzejowie i zatwierdzony przez
Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Rekonstrukcję malowideł na sklepieniach południowej
nawy bocznej zakończono w listopadzie 2013 r.,
prace konserwatorskie i malarskie wykonał zespół
konserwatorów pod kierunkiem Aleksandry Adamskiej-Kusz.
il. 2
il. 3
Główną przesłanką dla rekonstrukcji programu
malowideł na sklepieniach nawy południowej są
fragmenty kompozycji na sklepieniu 3. Inskrypcja:
Hic Pascor a Vulnere / Hic Lactor ab Ubere (tu
karmię się [krwią] z ran, tu sycę się mlekiem
[z piersi]) wiąże się z mistycznymi przeżyciami św.
Bernarda z Clairvaux, popularnymi w ikonografii
świętego jako tematy Amplexus Sancti Bernardi
i Lactatio Sancti Bernardi9. Pierwszy odnosi się do
wizji, podczas której Chrystus Ukrzyżowany, chcąc
pocieszyć św. Bernarda, przytulił go do rany swego
boku uwolnionym od krzyża ramieniem10. Podczas
drugiego z mistycznych przeżyć Matka Boża, na
wezwanie Bernarda: – Monstra te esse Matrem
(okaż, że jesteś Matką), odsłoniła swoją pierś, posyłając do ust świętego strużkę matczynego mleka11. Obie sceny ilustrowano zwykle osobno. Istnieje jednak tradycja ikonograficzna, łącząca
w jednej kompozycji oba tematy – Amplexus i Lactatio12. Jedną z wersji takiej kompozycji jest przedstawienie św. Bernarda pomiędzy wizerunkiem
Ukrzyżowanego Chrystusa, z którego boku tryska
ku świętemu struga krwi, a postacią Matki Bożej
z Dzieciątkiem Jezus na ramieniu karmiącej Ber9
Problematykę mistycznych wizji św. Bernarda z Clairvaux, relacje na ich temat w cysterskich źródłach wraz
z typowymi przedstawieniami ikonograficznymi omawia Arno Paffrath w rozdziale Mystische Visionen monografii
traktującej o ikonografii Doktora Miodopłynnego, por. Idem, Bernhard von Clairvaux Leben und Wirken - dargestellt in den Bilderzyklen von Altenberg bis Zwettl, Bergisch Gladbach 1984, t. 1, s. 188-192.
10
Por. Sancti Bernardi vita prima, caput 7: De crucifixo Bernardum amplexante, PL t. 185, szp. 419-420.
11
Por. S. Bernardi Clarae-Valensis Abbatis Acta, paragraf XLVI: An S. Bernardus ab imagine Deiparae salutatus
Spirae; an ejusdem virgineo lacte irroratus, PL 185, szp. 873-878; zob. też: C. Squarr, Bernhard von Clairvaux,
Lactatio, w: Lexikon der christlichen Ikonographie, red. W. Braunfels, Rom-Freiburg-Basel-Wien 1990, t. 5, szp.
377-378
12
W relacji na temat mitycznych przeżyć św. Bernarda cysterskiego dziejopisa Bernarda de Brito oba zdarzenia
(Lactatio i Amplexus) nastąpiły podczas jednej mistycznej wizji – bezpośrednio po cudownym spożyciu mleka
z piersi Matki Bożej miał się ukazać świętemu Chrystus, który napoił go krwią z rany swego boku. Por. Bernardus
de Brito, Chronica Cisterciensis, Lib. I, cap. 36 – cytuję za: A. Paffrath, op. cit., s. 188.
REKONSTRUKCJA FRESKÓW ANDRZEJA RADWAŃSKIEGO...
125
narda strużką mleka z odsłoniętej
piersi. Przedstawieniu temu towarzyszy niekiedy przywołana wyżej
inskrypcja Hic Pascor a Vulnere Hic
Lactor ab Ubere. Źródłem literackim dla tej kompozycji, przywołującym też tekst inskrypcji jako cytat ze
św. Augustyna, jest – cytowany już
– rozdział An S. Bernardus ab imagine Deiparae salutatus Spirae; an
ejusdem virgineo lacte irroratus
z dzieła S. Bernardi Clarae-Valensis
Abbatis Acta13. Przywołane zdanie
św. Augustyna: Hic Pascor a Vulnere Hic Lactor ab Ubere. Positus in
medio, quo me vertam nescio może
być traktowane także jako źródło
formy dla tej kompozycji, prezentującej Bernarda centralnie pomiędzy
Chrystusem i Matką Bożą. Jako
wzór formalny można także wskazać
przedstawienia malarskie i graficzne
św. Augustyna ukazanego pomiędzy
Ukrzyżowanym Chrystusem i Matką Bożą z Dzieciątkiem Jezus, którym towarzyszy –
zwłaszcza w wersjach graficznych – cytowane wyżej zdanie.
Przykładem zastosowania tego cytatu w sztuce cysterskiej może posłużyć ołtarz św. Bernarda
z Clairvaux w kościele cystersów w Sulejowie z 1646, gdzie w centralnym polu zwieńczenia
zachowana jest w/w inskrypcja, obecny obraz św. Bernarda jest wtórny. Kompozycją łączącą
tematy Amplexus i Lactatio z centralnie ukazanym św. Bernardem jest rycina Requiescit super
eum Spiritus Domini z cyklu biograficznego św. Bernarda z Clairvaux braci Klauber14.
Sklepienie 3
W świetle powyższych ustaleń w polu sklepienia 3 Andrzej Radwański, wg dyspozycji
przeora Ziemnickiego, przedstawił św. Bernarda z Clairvaux karmionego mistycznym pokarmem Krwi Chrystusa i mleka Matki Bożej. W kompozycji tej, zgodnie z przedstawionym programem rekonstrukcji, zostały uzupełnione brakujące postaci Matki Bożej i św.
Bernarda, od którego ust wychodzą ku Chrystusowi i Marii obie inskrypcje (il. 3, 4). Jako
wzór dla postaci Marii, z której zachował się fragment stopy i szaty, posłużył szkic Gottfrie Por. S. Bernardi Clarae-Valensis Abbatis Acta, op. cit., szp. 878.
Joseph Sebastian i Johann Baptist Klauber, cykl 17 miedziorytów ze scenami z życia św. Bernarda z Clairvaux,
Augsburg ok. 1750. Cały cykl reprodukowany w: A. Paffrath, op. cit., s. 347-355, 406.
13
14
il. 4
jANUSZ NOWIŃSKI
126
il. 5
da Bernharda Göz dla obrazu Lactatio Sanci
Bernardi w ołtarzu bocznym kościoła pielgrzymkowego w Birnau15. Postać św. Bernarda
została ukazana w pozycji klęczącej z rozłożonymi ramionami u dołu kompozycji, z pastorałem u stóp. W tym przypadku wzorem dla postaci świętego stało się przedstawienie Amplexus
Sancti Bernardi w ołtarzu bocznym pocysterskiego kościoła w Koprzywnicy16. Brakujące
fragmenty postaci Chrystusa na krzyżu oraz prezentującego krzyż anioła zrekonstruowano według dyspozycji zachowanych detali. Zgodnie
z ikonografią tematu z rany boku Chrystusa, na
którą Ten wskazuje prawą dłonią, tryska ku św.
Bernardowi strużka krwi (odpowiednio do linii
inskrypcji), podobnie z piersi Matki Bożej tryska
ku niemu struga mleka.
Identyfikacja kompozycji na sklepieniu 3
w kontekście ikonografii św. Bernarda z Clairvaux pozwoliła rozszerzyć obecną tu tematykę na pozostałe pola sklepień w południowej
nawie bocznej kościoła. Obecność cyklu malowideł poświęconych osobie św. Bernarda z Clairvaux jest zjawiskiem charakteryzującym nowożytny wystrój cysterskich świątyń, czego
przykładem może być m.in. dekoracja freskowa sklepienia południowego ramienia transeptu
kościoła w Lądzie17, cykl olejnych obrazów na ścianach nawy głównej kościoła w Koronowie,
obrazy w zapleckach stalli kościoła w Koprzywnicy, czy też zespół obrazów olejnych na ścianach nawy głównej kościoła w Henrykowie. Przemyślany i spójny program dekoracji malarskiej cysterskiego kościoła w Jędrzejowie byłby niepełny bez cyklu dedykowanego patriarsze
zakonu, św. Bernardowi z Clairvaux. Taka identyfikacja programu malowideł sklepiennych
południowej nawy bocznej wydaje się tym bardziej uzasadniona, że sklepienia nawy południowej dedykowano osobie bł. Wincentego Kadłubka, znamienitego członka miejscowego konwentu i drugiego patrona kościoła. Obecność cyklu malowideł poświęconych najznamienitszemu z cystersów w nawie sąsiedniej odpowiada zasadzie symetrii towarzyszącej kompozycji
malowideł w Jędrzejowie. Kontekst obecności postaci wielkich cystersów w programie malowideł na ścianach nawy głównej (gdzie brakuje św. Bernarda z Clairvaux!) świadczy dodatkowo na rzecz identyfikacji programu polichromii sklepień w południowej nawie bocznej jako
cyklu dedykowanego osobie św. Bernarda z Clairvaux.
Gottfried Bernhard Göz, Lactatio Sancti Bernardi, 1749 r., rysunek ołówkiem i piórkiem lawowany tuszem,
sepią i bielą, w zbiorach Germanisches Nationalmuseum w Norymberdze. Reprodukcja dostępna na stronie: http://
commons.wikimedia.org/wiki/File: Göz_Bernhard_Skizze.jpg
16
Ołtarz z ok 1740 r. ulokowany jest w południowej nawie bocznej pod chórem, obraz w ołtarzu pochodzi zapewne z ok. połowy XVII w. i niewykluczone, że wyszedł z pracowni Bartłomieja Strobla.
17
Por. J. Nowiński, Polichromia sklepienia prezbiterium i transeptu pocysterskiego kościoła w Lądzie nad Wartą,
„Saeculum Christianum” R 1 1994 nr 1, s. 167-169.
15
REKONSTRUKCJA FRESKÓW ANDRZEJA RADWAŃSKIEGO...
127
Sklepienie 4
Fragment postaci Marii z Dzieciątkiem Jezus
oraz fragment postumentu zachowane na polu sklepienia 4 odpowiadają kompozycji rysunkowej Andrzeja Radwańskiego z kolekcji rycin i rysunków
Gwalberta Pawlikowskiego w zbiorach Zakładu
Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu (il.
5)18. Rysunek Radwańskiego prezentuje postać
świętego pisarza pracującego pod natchnieniem
Matki Bożej. Kompozycja ta jest bliska tematowi
Doctrina – św. Bernard z Clairvaux piszący pod natchnieniem Marii, popularnego w ikonografii świętego19. Na szkicowym rysunku święty ukazany jest
z piórem w ręce i przy pulpicie w formie cokołu, na
którym spoczywa otwarta księga. Przed nim, wśród
obłoków, ukazana jest Matka Boża z Dzieciątkiem
Jezus, ku której święty się zwraca. Zachowany na
sklepieniu fragment postaci Matki Bożej jest niemal
identyczny z rysunkiem artysty, podobnie jak forma
i usytuowanie cokołu. Zgodnie z przedstawionym
programem, rekonstrukcję niezachowanych partii
malowidła na tym sklepieniu wykonano według
kompozycji wspomnianego wyżej rysunku Andrzeja
Radwańskiego (il. 6).
Sklepienie 2
Skoro tematyką malowideł na sklepieniach w południowej nawy bocznej były sceny z życia św. Bernarda, to zachowany fragment z grupą postaci odzianych w świeckie szaty na sklepieniu 2 należy
połączyć z jedną ze scen z ikonografii świętego,
w której występują osoby świeckie. W cyklach hagiograficznych św. Bernarda ilustrowanych w cysterskich świątyniach częstym przedstawieniem jest
temat Bernarda jako kaznodziei – Doktora Miodopłynnego (Doctor Mellifluus)20. Wzorem dla tego
przedstawienia była często rycina Melliflue praedicat et scribit z ilustrowanego życiorysu św. Bernarda wydanego z racji jubileuszu 500-lecia śmierci
świętego przez opactwo w Baudeloo w Antwerpii
18
Zakład Narodowy im. Ossolinskich we Wrocławiu, Gabinet Grafiki, Zbiór Gwalberta Pawlikowskiego, Nr Inw.
5515-5536.
19
Por. C. Squarr, op. cit., szp. 376-377.
20
Por. A. Paffrath, op. cit., s. 146, 169.
il. 6
il. 7
jANUSZ NOWIŃSKI
128
il. 8
il. 9
w 1653 r.21 (il. 7). Miedzioryt z antwerpskiego cyklu
posłużył ok. 1680 r. dla ilustracji tej sceny na jednym
z zaplecków stalli w kościele cysterskim w Koprzywnicy. Czy Andrzej Radwański mógł znać tą
rycinę? Badania nad jego szkicownikiem przechowywanym w Muzeum Narodowym w Krakowie wykazały, że zgromadzone w nim szkice postaci i motywów emblematycznych zostały skopiowane przez
malarza z grafik, m. in. Abrahama Bloemaerta i Boetiusa Bolswerta22. Cykl rycin z ilustrowanego życiorysu św. Bernarda wydanego przez opactwo
w Baudeloo był znany w polskich klasztorach cysterskich, o czym świadczą m. in. malowane sceny
w zapleckach stalli w Koprzywnicy. Nie jest zatem
wykluczone, że egzemplarz tego dzieła posiadała
także biblioteka jędrzejowskiego opactwa.
Zachowane fragmenty malowidła na sklepieniu 2
zostały zinterpretowane jako część grupy osób
świeckich słuchających kazania św. Bernarda. Warto
zwrócić uwagę, że osoba o zachowanym profilu twarzy wyraźnie spogląda w górę, być może na stojącego na ambonie świętego. Rekonstrukcja tej sceny,
w którą zostały włączone zachowane fragmenty, została przeprowadzona w oparciu o wspomnianą wyżej rycinę z cyklu Baudelloo (il. 8).
Sklepienie 1
Kompozycja na sklepieniu 1 uległa całkowitemu
zniszczeniu. O. Bernard Kurbiel uznał jednak, że dla
spójności dekoracji tej części kościoła pole to nie może
pozostać puste. W opracowanym programie rekonstrukcji malowideł zaproponowałem, aby w tym miejscu pojawiła się jedna ze scen z życiorysu św. Bernarda
otwierająca cały cykl. Biorąc pod uwagę kryterium chronologiczne najwłaściwszym byłoby tu
przedstawienie momentu, gdy św. Bernard z towarzyszami prosi o przyjęcie do klasztoru w Citeaux. W polskich (np. Ląd, Koronowo) i śląskich (np. Henryków) kościołach cysterskich scena
ta była często ilustrowana w oparciu o miedzioryt Johanna Tscherninga z 1701 r., wykonany wg
rysunku Michaela Willmanna, Św. Bernard ze swoimi towarzyszami przed furtą klasztoru cysterskiego w Citeaux (il. 9)23. Zgodnie z propozycją przedstawioną w programie rekonstrukcji malo21
Sancti Bernardi Melliflui Doctoris Ecclesiae Pulcherrima et exemplaris Vitae Medulla, Antverpiae 1653. Cały
cykl 54 rycin reprodukowany w: A. Paffrath, op. cit., s. 293-346, 392-394 - komentarz i opis.
22
Por. Z. Michalczyk, Szkicownik i notatnik Andrzeja Radwańskiego. Z badań nad kulturą mieszczaństwa krakowskiego XVIII wieku, w: Między Wrocławiem a Lwowem. Sztuka na Śląsku, w Małopolsce i na Rusi Koronnej
w czasach nowożytnych, red. A. Betlej, K. Brzezina-Scheuerer, P. Oszczanowski, Wrocław 2011, s. 259-371.
23
Por. A. Kozieł, Rysunki Michaela Willmanna (1630-1706), Wrocław 2000, s. 348-350 (reprodukcja ryciny na s. 349).
REKONSTRUKCJA FRESKÓW ANDRZEJA RADWAŃSKIEGO...
129
wideł w oparciu o kompozycję tego miedziorytu
zrealizowano malowidło na sklepieniu 1, uzupełniające cykl dekoracji sklepień południowej
nawy bocznej (il. 10).
W zrealizowanej koncepcji rekonstrukcji
zniszczonych malowideł Andrzeja Radwańskiego na sklepieniach południowej nawy bocznej
jędrzejowskiego kościoła przedstawiono cykl
scen dedykowanych św. Bernardowi z Clairvaux.
Malowidła prezentują go w czterech charakterystycznych dla jego biografii aspektach: 1/ jako
zakonnika-cystersa (wstąpienie do klasztoru
w Citeaux), 2/ jako słynnego kaznodzieję (Doctor Mellifluus), 3/ jako mistyka-wizjonera (Amplexus i Lactatio), 4/ jako natchnionego pisarza
i doktora Kościoła (temat Doctrina).
SPIS ILUSTRACJI
1. Plan kościoła Najświętszej Maryi Panny i św. Wojciecha w Jędrzejowie z oznaczonymi
polami sklepień południowej nawy bocznej.
2. Zachowany fragment fresku A. Radwańskiego na sklepieniu nr 2. Fot. J. Nowiński
3. Zachowany fragment fresku A. Radwańskiego na sklepieniu nr 3. Fot. J. Nowiński
4. Zrekonstruowane malowidło na sklepieniu nr 3 - Amplexus S. Bernardi i Lactatio S. Bernardi. Fot. Archiopactwo w Jędrzejowie.
5. Andrzej Radwański, Święty piszący pod natchnieniem Matki Bożej, rys. piórkiem na papierze czerpanym, Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu, Gabinet Grafiki,
Zbiór Gwalberta Pawlikowskiego. Fot. Archiopactwo w Jędrzejowie.
6. Rekonstrukcja malowidła na sklepieniu nr 4 wg rysunku A. Radwańskiego; na ciemnych
polach widoczne zachowane fragmenty polichromii. Fot. Archiopactwo w Jędrzejowie.
7. Melliflue praedicat et scribit - św. Bernard jako kaznodzieja, miedzioryt z ilustrowanego
życiorysu św. Bernarda Sancti Bernardi Melliflui Doctoris Ecclesiae Pulcherrima et exemplaris Vitae Medulla, Antverpiae 1653.
8. Zrekonstruowane malowidło na sklepieniu nr 2 - Św. Bernard jako kaznodzieja. Fot. Archiopactwo w Jędrzejowie.
9. Johann Tscherning wg rysunku Michaela Willmanna, Św. Bernard ze swoimi towarzyszami przed furtą klasztoru cysterskiego w Citeaux, miedzioryt 1701 r. Fot. za: A. Kozieł,
Rysunki Michaela Willmanna (1630-1706), Wrocław 2000, il. 207.
10. Malowidło na sklepieniu nr 1 - Św. Bernard wstępuje do klasztoru w Citeaux wykonane
wg ryciny J. Tscherninga. Fot. Archiopactwo w Jędrzejowie.
il. 10
jANUSZ NOWIŃSKI
130
Reconstruction of Andrzej Radwański’s Frescoes on the Panels
of the Vault of the Southern Aisle of the Church of Blessed
Virgin Mary and St Adalbert in Jędrzejów
Summary
In 1734-39, Andrzej Radwański executed a polychrome fresco on the walls and vaults of the
Cistercian Abbey in Jędrzejów. It was the first of the numerous monumental polychromes by
the painter. Following the fire of the church during WWI, Radwański’s frescoes were damaged. The only small fragments to have survived were on the three panels marked as 2,3, and 4
(figs. 1-3,6) on the plan. The major content motifs in the frescoes that survived are as follows:
the beginnings and development of the Cistercian Order; the Cistercians in Our Lady’s care;
great saints and scholars of the Cistercian Order; the cult of Blessed Wincenty Kadłubek.
In 2013, during the conservation of the paintings in the Jędrzejów church, the decision
was made to reconstruct the paintings on the vault in the southern aisle. The reconstruction
programme was devised by the author of the present article. The inscription preserved on
Vault 3 reading: [Hic] Pascor a Vulnere, Hic Lac[tor ab Ubere] (fig. 3) served as the departure point for the programme of identification of the reconstructed paintings. The quoted
words were associated with St Bernard of Clairvaux and his mystic visions of Amplexus and
Lactatio (fig.4). The remaining frescoes on the vaults were also dedicated to St Bernard,
with the following scenes featured: St Bernard as a preacher, Doctor Mellifluus, on Vault 2
(fig.8); and St Bernard’s writing inspired by Our Lady, Doctrina, on Vault 4 (fig.6). Vault 1
shows the scene of St Bernard and his companions entering the Citeaux Monastery (fig. 10).
In the elaboration of the iconography, scenes were to be reconstructed using the hagiographic series of St Bernard preserved in other Cistercian churches. So also were graphic presentations (figs. 7, 9), as well as a drawing by Andrzej Radwański (fig. 5).
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Katarzyna Paduch
WNHiS UKSW, Warszawa
Jan Feliks Tarnowski
i jego dzikowska biblioteka
na przełomie XVIII i XIX wieku
W obliczu utraty przez państwo polskie swojego terytorium ważne stało się podtrzymywanie w świadomości rodaków rodzimej tradycji i kultury. W II połowie XVIII w., jak
również na początku wieku XIX następuje intensywny rozwój kolekcjonerstwa. Zbieranie
pamiątek po utraconej ojczyźnie stało się jednym ze sposobów podtrzymywania pamięci
o niepodległym państwie polskim. Powstało wówczas wiele kolekcji m.in. Czartoryskich
w Puławach, Lubomirskich w Łańcucie, Radziwiłłów w Nieborowie. Właśnie rodzina stała
się miejscem podtrzymywania patriotyzmu, tradycji oraz kultury narodowej. W skład owych
kolekcji wchodziły zazwyczaj dzieła sztuki i biblioteka. Taka sytuacja miała również miejsce w przypadku kolekcji stworzonej przez Jana Feliksa Tarnowskiego i Walerię ze Strojnowskich Tarnowską. Kolekcja dzikowska składała się z dwóch integralnych ze sobą części:
kolekcji dzieł sztuki i biblioteki.
Twórcą biblioteki dzikowskiej był Jan Feliks Tarnowski. Urodził się on dnia 6 maja
1777 r. w Dzikowie. Jego rodzicami byli starosta kohorlicki Jan Jacek Tarnowski i jego
druga żona Rozalia z Czackich Tarnowska1. Na prośbę ojca Rozalii Tarnowskiej, Feliksa
Szczęsnego Czackiego, wychowaniem Jana Feliksa zajął się Tadeusz Czacki. Bez wątpienia
miał on duży wpływ na światopogląd i przyszłe zainteresowania swojego siostrzeńca2.
Tadeusz Czacki, który był wybitnym bibliofilem, rozbudził i zaraził pasją do literatury
Jana Feliksa Tarnowskiego. Za namową wuja, młody Tarnowski często odwiedzał Bibliotekę Załuskich. Kajetan Koźmian wspomina, iż prawie [w niej] pomieszkiwał3, co sugeruje, iż
często i długo w niej przebywał. Niewątpliwie możliwość korzystania ze zbiorów biblioteki
w młodym wieku wpłynęła na wykształcenie zainteresowania literaturą i historią. Wizyty
w Bibliotece Załuskich przyczyniły się do rozwoju największej pasji Tarnowskiego, pasji
bibliofilskiej4.
J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks (1777-1842), Słownik Pracowników Książki Polskiej (dalej SPKP), red.
I. Treichel, Warszawa-Łódź 1972, s. 897; A. Wójcik, Jan Feliks Tarnowski (1777-1842), „Dzikovia: pismo społeczno-kulturalne”, 11/2001, s. 5.
2
J. Paulinek, Ex collectione Dzikoviana: zbiory hrabiów Tarnowskich z Dzikowa: katalog wystawy, Warszawa
2008, s. II.
3
K. Koźmian, Rys życia Jana Feliksa hrabiego Tarnowskiego, Lwów 1842, s. 4.
4
Ibidem, s. 3-4; J. Paulinek, op. cit., s. II-III.
1
KATARZYNA PADUCH
132
Jan Feliks Tarnowski ożenił się z dziedziczką ogromnej fortuny Walerią Strojnowską
dnia 7 września 1800 r. w kościele dominikanów w Tarnobrzegu5. W 1809 r. otrzymał pierwsze publiczne stanowisko. Na ten właśnie rok przypada początek działalności publicznej
Tarnowskiego. Został on mianowany dnia 10 czerwca 1809 r. członkiem Rady Zastępczej
Krajowej działającej przy Rządzie Centralnym Obojga Galicji. W sierpniu 1809 r. został
członkiem Rządu Centralnego Tymczasowego dla Galicji. Pełnił w rządzie funkcje zastępcy
Radcy Rządowego i Radcy Wydziałowego w Wydziale V Policji6.
Na początku roku 1811 środowisko naukowe Warszawy doceniło wiedzę i zasługi Jana
Feliksa. Został on mianowany dnia 6 stycznia 1811 r. członkiem Towarzystwa Królewskiego
Warszawskiego Przyjaciół Nauk7. W tym czasie Tarnowski ponownie zaangażował się
w działalność polityczną. Został członkiem Komisji Obrachunkowej krajów na nowo przyłączonych do Księstwa Warszawskiego. Sytuacja na arenie międzynarodowej uległa zmianie, gdy w 1813 r. wojsko rosyjskie wkroczyło na teren Księstwa Warszawskiego. Władzę
zaczęła sprawować Rada Najwyższa Tymczasowa. Jan Feliks Tarnowski otrzymał godność
referendarza tej Rady8.
W 1818 r. został mianowany senatorem Królestwa Polskiego. W związku z powierzoną
funkcją działał również regularnie w licznych komisjach. Brał m.in. udział w pracach komisji mającej na celu uregulowanie handlu i żeglugi między Królestwem Polskim a Austrią,
Rosją i Prusami. Ponadto dnia 3 listopada 1821 r. car Aleksander I nominował Jana Feliksa
na członka Rady Ogólnej Komisji Wyznań i Oświecenia Publicznego. Wcześniej w sierpniu
1821 r. Tarnowski pracował aktywnie w deputacji, która opracowywała projekt norm prawnych na najbliższy sejm9.
Aktywne uczestnictwo w życiu politycznym było jednakże tłem, wątkiem pobocznym
w życiu dzikowskiego bibliofila. Jedyną pasją, której oddawał się z zapałem i miłością przez
całe swoje życie była działalność kolekcjonerska. W jej obrębie prym wiodła pasja gromadzenia i czytania książek. Fakt ten poświadcza Kajetan Koźmian, pisząc: w przerwach wolnych od obowiązków publicznych ciągle nie wypuszczał ani ksiąg ani pióra z ręki10.
Wobec wybuchu powstania listopadowego w 1830 r. Tarnowski przyjął postawę bierną. Nie
odpowiedział na wezwanie rządu powstańczego, tłumacząc się złym stanem zdrowia. Jak pisze Kazimiera Grottowa pozostał niezdecydowany czy też ostrożny w Dzikowie11. Wkrótce
zmienił swoje zapatrywania w stosunku do walczących powstańców, ustosunkowując się do
5
A. Janas, Kolekcjoner, Bibliofil, Minister, „Dzikovia pismo społeczno-kulturalne”, 30/2007, s. 6; J. Paulinek,
op. cit., s. III; S. Tarnowski, Domowa Kronika Dzikowska, opr. G. Nieć, Kraków-Rudnik 2010, s. 50.
6
J. Paulinek, op. cit., s. IV; Tarnowski Jan Feliks Amor (1779-1842), Bibliografia Literatury Polskiej Nowy
Korbut: Oświecenie, t. 6, cz. 1, opr. E. Aleksandrowska, Warszawa 1970, s. 338; Nominacja J. F. Tarnowskiego
na stanowisko zastępcy Radcy Rządowego i Rządcy na Wydziale V Policji, z dnia 24 VIII 1809 roku, Archiwum
Państwowe w Krakowie (dalej APK), Archiwum Dzikowskie Tarnowskich (dalej ADzT) sygn. 254, s. 107–108.
7
Tarnowski Jan Feliks Amor (1779-1842), Bibliografia …, s. 338-339; J. Paulinek, op. cit., s. IV; Nominacja
J. F. Tarnowskiego na członka przybranego Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk, z dnia
10 I 1811 roku, APK, ADzT sygn. 254, s. 111.
8
J. Paulinek, op. cit., s. IV, A. Chwalba, Historia Polski 1795-1918, Kraków 2000, s. 245-247.
9
A. Janas, op. cit, s. 7; A. Wójcik, op. cit., nr 11/2001, s. 7; J. Paulinek, op. cit, s. V.
10
J. Paulinek, op. cit., s. V; K. Koźmian, op. cit., s. 22.
11
K. Grottowa, Zbiory sztuki Jana Feliksa i Walerii Tarnowskich w Dzikowie (1803-1849), Wrocław 1957, s. 25.
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
133
nich pozytywnie. Na rozkaz senatu udzielił mu swojego poparcia na piśmie12. Natomiast na
rozkaz cara Mikołaja I Tarnowski został wezwany na posiedzenie Sejmu Królestwa Polskiego,
które miało się odbyć w Warszawie, dnia 28 maja 1830 r.13
W związku z represjami związanymi z uczestnictwem Tarnowskiego w powstaniu bibliofil wraz z małżonką zdecydowali się zamieszkać w Dzikowie14. Tam Jan Feliks zrezygnował
z aktywnego życia politycznego i udzielania się w środowisku naukowym. Państwo Tarnowscy zdecydowali się wówczas na dokonanie przebudowy tamtejszego zamku, celem
przystosowania rezydencji do umieszczenia w niej kolekcji sztuki i biblioteki. Ostatnie dziesięć lat swojego życia bibliofil spędził na porządkowaniu i powiększaniu dzikowskich zbiorów. Kazimiera Grottowa pisze, iż wobec zaistniałej sytuacji państwa polskiego znalazł on
dla siebie najwłaściwszą rolę do spełnienia: inteligentnego i gorliwego zbieracza15.
W maju 1842 r. Tarnowski miał wylew krwi do mózgu, co spowodowało paraliż, który
nie ustąpił. Choroba spowodowała częściowy niedowład ciała i kłopoty z mówieniem. Jan
Feliks Tarnowski zmarł dnia 3 maja 1842 r. w Dzikowie, w wieku 65 lat. Został pochowany
na cmentarzu rodziny Tarnowskich, znajdującym się przy kościele dominikanów w Tarnobrzegu16.
Głównym twórcą dzikowskiej biblioteki był Jan Feliks Tarnowski i to z jego aktywnością
publiczną, kulturową, naukową, jak również literacką związany był księgozbiór. Biblioteka
przez swojego twórcę była systematycznie i planowo powiększana podczas każdej nadarzającej się okazji17. Powiększanie księgozbioru odbywało się na drodze nabywania dużych
zespołów ksiąg, jak również całych lub części bibliotek osób świeckich i duchownych. Jan
Feliks Tarnowski kupował książki podczas aukcji, korzystał również z usług agentów18.
Tarnowski gromadził dzieła do swojej biblioteki od końca XVIII w. do pierwszej połowy
XIX w. Początkowo księgozbiór nie miał jednego miejsca przechowywania. Tarnowski
umieszczał książki w Dzikowie, Horochowie i oczywiście w pałacu w Warszawie19. W inwentarzu zamku dzikowskiego z 1821 r. napisano, iż wówczas w bibliotece znajdowały się
cztery szafy dawne, zamykane i dwie szafy nowe bez drzwi i zamknięcia. Inwentarz ten
wspomina również, iż biblioteka była wyposażona w małą szafkę, posiadającą dwie półki20.
Prawdopodobnie w związku z tym wpisem Kazimiera Maleczyńska, jak również inni badacze, datują powstanie księgozbioru dzikowskiego na około 1820 r.21
J. Paulinek, op. cit., s. VI.
Wezwanie do uczestnictwa w posiedzeniu Sejmu i Senatu skierowane do J. F. Tarnowskiego przez cara Mikołaja I, z dnia 6 IV 1830 roku, APK, ADzT sygn. 254, s. 105-106.
14
A. Wójcik, op. cit., s. 7; J. Paulinek, op. cit., s. VI.
15
K. Grottowa, op. cit., s. 25; J. Paulinek, op. cit., s. VI.
16
A. Wójcik, op. cit., s. 8; S. Tarnowski, op. cit., s. 71.
17
J. Paulinek, op. cit., s. XXXVI.
18
J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898.
19
J. Paulinek, op. cit, s. XXXVI.
20
Remament wszystkich meblów w pokojach dolnych i górnych Zamku Dzikowskiego znajdujących się tudzież wszystkich rzeczy, tak drewnianych, jako i żelaznych etc. Tak w pomieszczeniach zamku, jak w kuchni i stajni pod dozór Ignacego Żarawskiego oddanych w dniu 19 czerwca 1820 roku, teraz przejrzanych i na nowo spisanych dnia maja 1821
w Dzikowie, APK, ADzT sygn. 283, k. 98.
21
K. Maleczyńska, Książki i biblioteki w Polsce okresu zaborów, Wrocław 1987, s. 43.; Biblioteka Tarnowskich,
Encyklopedia Wiedzy o Książce, red. A. Birkenmajer, B. Kocowski, J. Trzynadlowski, Wrocław, Warszawa, Kraków 1971, s. 259; J. Paulinek, op. cit. XXXVI
12
13
KATARZYNA PADUCH
134
Jan Feliks Tarnowski już jako młody uczeń, kształcący się pod opieką Tadeusza Czackiego, gromadził w swoim pokoju, jak pisze Michał Marczak, różne pisma i druki z płodnej
w nie epoki Stanisławowskiej22. Wówczas to postanowił stworzyć w Dzikowie doborowy
księgozbiór i wyposażyć go na tyle, na ile pozwalałyby mu środki finansowe. Małżeństwo
z Walerią Strojnowską rozwiązało kwestię finansową związaną z gromadzeniem księgozbioru. Wówczas mógł się Jan Feliks poświęcić bez ograniczeń swej pasji bibliofilskiej23.
W pierwszych latach powiększania księgozbioru dzikowskiego został on rozszerzony
o dublety pochodzące z Biblioteki Poryckiej. Dzieła te zakupił lub otrzymał Tarnowski od
swojego wuja Tadeusza Czackiego24. Biskup krakowski, miłośnik książek Ludwik Łętowski
wspomina, że zbiory dzikowskie w 1809 r. zostały powiększone o książki pochodzące z kolegiaty sandomierskiej. Wówczas to rosyjski pułkownik Józefowicz ograbił kolegiatę sandomierską z ksiąg, które następnie w związku z działaniami wojennymi znalazły się w Dzikowie. Łętowski nie wymienia liczby ksiąg, jakie miały trafić do księgozbioru Tarnowskiego,
pisze jedynie, że były one przewożone wozami, co wskazuje, że liczba ich była niemała.25
Ludwik Łętowski wspominając Tarnowskiego w swoim dziele Wiadomość krótka o bibliotekach i zbiorach książek polskich za naszego wieku: jak i gdzie, u kogo? napisał słowa
wymownie określające postawę Jana Feliksa, jako zbieracza książek. Biskup Łętowski pisze: Tarnowski był łakomy na książki i nie lepszej sławy od poprzedników swoich co do tego.
Załuskich, Czackiego i Ossolińskiego26. Zestawienie twórcy biblioteki dzikowskiej z trzema
wybitnymi znawcami ksiąg i zachłannymi książkołapami sugeruje, jakich sposobów używał
Jan Feliks, gromadząc swój księgozbiór. Być może na potwierdzenie tych słów pisze dalej
Łętowski: Przy stole w Warszawie, u p. [Mariany ze Świdzińskich] Lanckorońskiej, kasztelanowej połanieckiej, siedząc obok [senatora Księstwa Warszawskiego Karola] Wodzińskiego, kasztelana, co to tylko nie przyszło im do pojedynku z tego tytułu; ale dla wstydu przed
Moskalami, nie dopuszczono bić się dwom senatorom: o co? o książki27.
Podobnie jak każdy ówczesny zbieracz ksiąg, wykorzystywał on każdą nadarzającą się
okazję, aby powiększyć swój księgozbiór. Udając się do wód morskich [do Gdańska], […]
opat oliwski da mu wziąć z biblioteki, co będzie chciał, wiedząc o supremacji klasztoru. Miał
on rzec: „Bierzcie Polacy, coście Polacy dali, nim Prusak to zabierze”. Kasztelan naładowawszy też dwa galary zdobyczą swoją, przybił pod sam pałac dzikowski28.
Jak zauważa Jacek Paulinek, nie wiadomo, czy informacja przytoczona przez Łętowskiego o sposobie nabycia tego księgozbioru jest prawdziwa. Według Józefa Długosza Tarnowski zakupił część księgozbioru biblioteki cystersów w Oliwie, jednak mógł zakupu tego, jak
podaje Łętowski, dokonać przy okazji podróży wypoczynkowej29. W 1831 r. najcenniejsze
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich w Dzikowie, Kraków 1921, s. 6.
Ibidem, s. 6.
24
L. Łętowski, Wiadomość krótka o bibliotekach i zbiorach książek polskich za naszego wieku: jak i gdzie,
u kogo?, „Archiwa, Biblioteki i Muzea Kościelne”, t. 6/1963, s. 346; J. Paulinek, op. cit., s. XXXVII.
25
L. Łętowski, Wiadomość krótka o bibliotekach …, s. 346.
26
Ibidem, s. 346.
27
Ibidem, s. 346.
28
L. Łętowski, Wiadomość krótka o bibliotekach…, s. 346.
29
E. Chwalewik podaje, iż Tarnowski nabył dzieła z księgozbioru cystersów przed 1820 r. Data ta wydaje się mało
prawdopodobna i należy się przychylić do zdania H. Jędrzejewskiej i M. Pelczarowicz, iż dzieła te nabył Jan Feliks
w 1836 r.; Por. Katalog inkunabułów Biblioteki Miejskiej w Gdański, oprac. H. Jędrzejewska, M. Pelczarowicz,
22
23
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
135
zbiory z biblioteki pocysterskiej zostały wyłączone z księgozbioru i przekazane za darmo
Bibliotece Królewskiej w Berlinie, Uniwersyteckiej Bibliotece w Królewcu, jak również
gimnazjum w Braniewie i Chojnicach i seminarium duchownemu w Pelplinie. Pozostała
część księgozbioru została wystawiona na licytację w kwietniu 1836 r. i prawdopodobnie
wówczas dzieła z biblioteki klasztoru cystersów w Oliwie zostały zakupione do biblioteki
dzikowskiej30.
Kasata zakonów przyczyniła się do powiększenia biblioteki dzikowskiej. Księgozbiór
Jana Feliksa posiadał tysiące dzieł pochodzących z bibliotek klasztornych. W bibliotece jak
podaje Jacek Paulinek znajdowały się m.in. dzieła z klasztorów augustianów z Krakowa;
bernardynów z Bodzentyna, Piotrkowa, Krakowa; cystersów z Oliwy; dominikanów z Krakowa, Przemyśla, Radomia, franciszkanów z Chęcin i Krakowa31. Tarnowski „użyczył”
ksiąg do swej biblioteki z bibliotek zakonnych, położonych w klasztorach znajdujących się
w jego okolicy. W penetrowaniu pozostałych klasztorów korzystał z usług agentów m.in.
Ludwika Łętowskiego, Krzysztofa Mrongowiusza32, Samuela Bogumiła Lindego, Michała
Hieronima Juszczyńskiego33.
Wspominany już wcześniej Ludwik Łętowski, będąc proboszczem w Końskich, rozpoczął tworzenie swojego księgozbioru. Pozostawał w kontaktach wymiennych z wieloma
bibliofilami, do grona których należał również Jan Feliks34. Łętowski tak oto wspomina
swoje kontakty wymienne z Tarnowskim: Do mnie zajechał był do Stobnicy, chcąc oglądać
dom, w którym więził Andrzej Zborowski Stanisława Tarnowskiego35, przy czym obrał mnie
z dobrych książek, obiecując za to duplikatów; lecz, gdy byłem w Dzikowie, nie chciał mi dać
Kromera kolońskiego36, a miał tego siedmiu37. Wymiana książek między tymi dwoma bibliofilami układała się pod względem ilości dzieł na korzyść właściciela biblioteki dzikowskiej38.
Gdańsk 1954 s. 267; E. Chwalewik, Zbiory polskie, archiwa, biblioteki, gabinety, muzea i inne zbiory pamiątek
przeszłości, t. 1, Warszawa-Kraków, 1926, s. 76-77.
30
J. Paulinek, op. cit., s. XXXIX; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898; Katalog inkunabułów Biblioteki
Miejskiej w Gdański, op. cit., s. 267.
31
J. Paulinek, op. cit., s. XXXVIII.
32
Krzysztof Celestyn Mrongowiusz (1764-1855) – pastor, leksykograf, zbieracz książek. Odbył studia na Uniwersytecie Królewieckim. W Gdańsku stworzył dość duży księgozbiór, do którego działa pozyskiwał na aukcjach
i drogą wymiany. Posiadał m.in. polonica XVI-XIX w. i druki z oficyn królewskim, gdańskich, toruńskich, brzeskich.; W. Bieńkowski, Mrongowiusz Krzysztof Celestyn (1764-1855), SPKP, red. I. Treichel, Warszawa-Łódź
1972, s. 610.
33
J. Paulinek, op. cit., s. XXXVII-XXXVIII.
34
J. Długosz, Łętowski Ludwik (1786-1868), SKPS, red. I. Treichel, Warszawa-Łódź 1972, s. 537.
35
Kasztelan sandomierski Stanisław Tarnowski sprawował również urząd starosty stobnickiego. Do urzędu tego
rościł pretensje Andrzej Zborowski, powołując się na fakt, iż wcześniej godność tę piastowali przedstawiciele
rodziny Zborowskich. W 1587 r. Andrzej Zborowski napadł i uwięził w Stobnicy kasztelana sandomierskiego.
Tarnowski uwolnił się z niewoli zrzekając się urzędu starosty stobnickiego. L. Łętowski, Wiadomość krótka o bibliotekach…, s. 346.
36
Wg B. Królikowskiego Kromer koloński to dzieło Marcina Kromera Polonia sive de situ, populis, moribus,
magistratibus et republican regni Polonici libri duo, wydane w Drukarni M. Cholinusa w Kolonii w 1577 i 1578.
L. Łętowski, Wiadomość krótka o bibliotekach…, s. 346.
37
Ibidem, s. 346.
38
L. Łętowski, Wspomnienia pamiętnikarskie, opr. H. Barycz, Wrocław 1952, s. 116.
KATARZYNA PADUCH
136
Do powiększenia biblioteki przyczynił się ksiądz Michał Hieronim Juszczyński. Był on
nauczycielem w prywatnych dworach, autorem Dykcjonariusza poetów polskich, a także
zbieraczem ksiąg. Pozostawał w bliskich kontaktach z wujem Jana Feliksa. Był towarzyszem Tadeusza Czackiego podczas jego podróży po bibliotekach klasztornych w Polsce.
Wizyty w bibliotekach klasztornych wykorzystywał na poszukiwania rzadkich druków i rękopisów. W bibliotekach wyszukiwał również książki na polecenie Jana Feliksa, Józefa
Ossolińskiego, Tadeusza Czackiego. Podczas owych penetracji bibliotek stworzył również
własny księgozbiór. W 1822 r. Tarnowski zakupił od Juszczyńskiego część jego księgozbioru do swojej biblioteki kosztem, jak podaje Radziszewski, 200 czerwonych złotych. O zakup
tych dzieł rywalizował z księciem Adamem Jerzym Czartoryskim i prawdopodobnie z Ludwikiem Łętowskim. Transakcja zakupu zakończyła się pomyślnie dla Tarnowskiego, gdyż
mógł on zapłacić z góry całą sumę należną właścicielowi księgozbioru, a Łętowski proponował zapłatę w ratach. Biblioteka dzikowska powiększyła się wówczas o księgozbiór liczący 1272 dzieła z czego 272 pozycji pochodziło z XVI w. Większą część zbioru zakupionego
przez Tarnowskiego stanowiły polonika. Dzieła te pochodzące z księgozbioru Juszczyńskiego były później najcenniejszą częścią zbiorów poloników w bibliotece dzikowskiej39. Po
śmierci Michała Hieronima Juszczyńskiego w 1830 r., biblioteka jego, gromadzona w Szydłowie, zapisem testamentowym właściciela została przekazana Tarnowskiemu40.
W 1817 r. podczas pobytu w Gdańsku w ramach pracy w komisji do spraw traktatu handlowego z Prusami, poznał Jan Feliks Tarnowski Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza. Poznany wówczas Mrongowiusz został agentem twórcy księgozbioru dzikowskiego i na jego
polecenie wyszukiwał rzadkie druki do biblioteki dzikowskiej. Jan Feliks wysyłał także
gdańszczaninowi książki do jego księgozbioru, które ten życzył sobie posiadać. Cztery listy
pisane w latach 1817-1829, które zachowały się do naszych czasów, poświadczają kontakty
obu miłośników książek41. W liście pisanym dnia 8 października 1829 r. znajduje się informacja, iż Mrongowiusz wyszukał dla Tarnowskiego Psalmy Dawidowe na modlitwy chrześcijańskie przełożone w roku 1587 przez Pawła Milejewskiego. Gdańszczanin pisze, że nie
udało mu się wyszukać dzieła Seklucjana, niestety nie podaje on, jakie dzieło tego autora
miał wyszukać. Dalej w liście pisze, że nie udało mu się także znaleźć dzieła Nowy Testament Pana Naszego […] ve Gdańsku drukowano u Wdowy Guilhelma Guilmonthana […]
w 1606 r.. Owe dzieło Seklucjana musiało być ważne dla Tarnowskiego, ponieważ w dalszej
części listu Mrongowiusz powtórnie informuje Tarnowskiego o poszukiwaniach tej pozycji
przez burmistrza toruńskiego Gotlieba Mellina. Pisze również o poszukiwaniach podjętych
przez siebie w bibliotece klasztoru franciszkanów w Wejherowie, które nie przyniosły rezultatu42. Krzysztof Mrongowiusz w liście z dnia 10 października 1825 r. do pijara, pedagoga
i sekretarza Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk Edwarda Czarneckiego donosi
mu o mającej się odbyć dnia 31 października licytacji dubletów z Biblioteki Miejskiej, jak
J. Starnawski, Juszczyński Michał Hieronim (1760-1830),SKPS, red. I. Treichel, Warszawa-Łódź 1972, s. 382-383; E. Chwalewik, op. cit., s. 76-77; L. Łętowski, Wiadomość krótka o bibliotekach…, s. 347, J. Paulinek, op.
cit., s. XL, 48; F. Radziszewski, Wiadomości historyczno-statystyczna o znakomitych bibliotekach i archiwach
publicznych i prywatnych, Kraków 1875, s. 12-13.
40
Por. J. Starnawski, op. cit., s. 382-383; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898.
41
A. Jabłoński, Nieznane listy Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza, Gdańsk 1955, s. 13; A. Palarczykowa, Listy
K. C. Mrongowiusza do Jana Feliksa Tarnowskiego, „Rocznik Gdański 1960-1961”, t. 19/20/1961, s. 363-364.
42
A. Palarczykowa, op. cit., s. 369-371.
39
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
137
również informuje, że do listu dołącza katalog dubletów owej biblioteki. W liście prosi też
o poinformowanie o tej licytacji Jana Feliksa Tarnowskiego. Dalej pisze: Chciejcie się Państwo Dobr[odziejowie] w nim rozpatrzeć, a jeżeli żądacie kupna jakich dzieł, proszę mi dać
okazję do służenia Im sprawieniem komisu, lecz potrzeba, aby cena przez Państwo Dobr
[odziejów] była mi oznaczona w instrukcji oczekiwanej przynajmniej kilka dni przed terminem aukcji43.
Tarnowski korzystał także z usług Tomasza Pawlickiego, który nabywał dla niego książki
w Wiedniu. W liście pisanym dnia 12 lutego 1836 r. Pawlicki informuje swojego zleceniodawcę, iż nabył dla niego książki według wcześniejszych wytycznych pisząc: Książki kupione według załączonej noty oraz podaje ich cenę. W liście tym pisze także: Pakę z obrazami
wczorajszego dnia to jest 11 t.m. przez furmana do Rzeszowa wyekspediowałem. W tej samej
pace i książki znajdują się44.
Jan Feliks Tarnowski udzielał się w życiu politycznym i kulturalnym, dzięki czemu był
znanym i szanowanym obywatelem. Otrzymywał więc liczne dzieła, które były dawane
w ramach przyjaźni, czy też w związku z wiedzą o jego pasji zbierania ksiąg. Osoby, chcące
znaleźć przychylność u senatora i członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie, ofiarowywały mu dzieła, często również umieszczając na nich serdeczne dedykacje. Darczyńcy
dawali własne dzieła lub inne pozycje, będące dziełami znanych ówczesnych pisarzy i naukowców. Tarnowski otrzymał więc do swojej kolekcji dzieła od m.in. Tadeusza Czackiego,
Ludwika Łętowskiego, Stanisława Staszica, Wincentego Krasińskiego, Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, Alojzego Felińskiego, Kajetana Koźmiana, Krzysztofa Mrongowiusza45.
Również Jan Feliks czynił prezenty w postaci książek. Przyjemność taką uczynił m.in.
Edwardowi Raczyńskiemu oraz wspomnianemu wcześniej Krzysztofowi Mrongowiuszowi46.
Doskonałą okazją do zakupienia książek do biblioteki dzikowskiej były liczne podróże
państwa Tarnowskich. Podczas podróży po Włoszech w latach 1803-1804 zostały zakupione
przez Jana Feliksa liczne dzieła do biblioteki.47 Kajetan Koźmian pisze, iż podczas tej podróży wiele dzieł niewiadomych, lub wiele rękopisów nieznanych z niemałym kosztem nabył48.
Książki te razem z dziełami sztuki statkami były wysyłane do Polski49. Waleria Tarnowska
wspomina w swoim dzienniku z podróży, że podczas zwiedzania Bolonii wraz z mężem
poznała profesora języków wschodnich Mezzofantiniego. Spotkanie to opisała następująco:
Mój mąż się z nim zaprzyjaźnił, i przyrzekli sobie zamieniać przesyłki książek włoskich i polskich50. Również Waleria dokonywała zakupu dzieł do biblioteki. Podczas podróży w latach
1824-1826 po Francji, Belgii i Holandii pani Tarnowska na polecenie męża kupiła dużą ilość
A. Jabłoński, op. cit., s. 12.
Dwa listy Tomasza Pawlickiego do J.F. Tarnowskiego pisane z Wiednia, z dnia 24 I i z dnia 12 II 1836 r., APK,
ADzT sygn. 301, s. 43-47 verso.
45
J. Paulinek, op. cit., s. XL -XLI; M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 8.
46
List Edwarda Raczyńskiego do J.F. Tarnowskiego, z dnia 21 XI 1840 roku, APK, ADzT sygn. 301, s. 107-108,
A. Jabłoński, op. cit., s.13.
47
K. Grottowa, op. cit., s. 34.
48
K. Koźmian, op. cit., s. 9.
49
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 6
50
Podróż Polki do Włoch w epoce Napoleońskiej 1803-1804, „Przegląd Polski”, t. 123/1897, s. 97.
43
44
KATARZYNA PADUCH
138
książek w Blaise’a i autografy Napoleona51. W 1830 r. Jan Feliks udał się w podróż po
Niemczech. Oczywiście wyjazd ten wykorzystał również na pozyskanie ksiąg do swojej
biblioteki, do której włączył wówczas dużą ilość dubletów z Biblioteki Królewskiej w Berlinie. Większą część owych dubletów stanowiły dzieła współczesne52.
Tarnowski kupował dzieła także w księgarni Ambrożego Grabowskiego w Krakowie.
Antykwariusz krakowski kupował cenne księgi i rękopisy, zaopatrując w nie także Jana
Feliksa53. W Archiwum Tarnowskich zachowała się notatka zatytułowana Do nabycia u księgarza Ambrożego Grabowskiego. U wspomnianego księgarza chciał on nabyć rękopisy oraz
dzieła drukowane. W spisie rękopisów do zakupienia zostały wymienione m.in. listy Jędrzeja Kitowicza do Michała Lipskiego oraz dzieła: Sebastiana Klonowica Zwycięstwo Bogu,
Wespazjana Kochowskiego Ogród panieński i Chrystus cierpiący. Natomiast wśród pozycji
drukowanych chciał zakupić Jan Feliks m.in.: Szymona Syreńskiego Zielnik oraz Bartosza
Paprockiego Gniazdo cnoty. Tarnowski nie kupił wówczas do biblioteki dzieła Bartosza
Paprockiego, gdyż na notatce obok wspomnianego dzieła widnieje dopisek, że pozycję tę
kupił Działyński. Jan Feliks nie kupił wszystkich wymienionych w tej notatce pozycji, ponieważ dopiski umieszczone na boku dokumentu informują o nabyciu części dzieł, przez
księcia Adama Czartoryskiego, Adama Tytusa Działyńskiego i prawdopodobnie Akademię
Krakowską. Obok każdej pozycji podana jest cena, co świadczy o orientacji Tarnowskiego
w cenach księgarskich wymienionych w dokumencie dzieł54.
W latach 1815-1818 włączył Tarnowski do swojego księgozbioru dzieła pochodzące z biblioteki króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Katalog książek po śp. Stanisławie Auguście pozostawionych potwierdza fakt zakupu dzieł z biblioteki ostatniego króla Polski przez
Jana Feliksa. Większą część biblioteki królewskiej zakupił Tadeusz Czacki do biblioteki Liceum Krzemienieckiego55. W katalogu tym nazwisko Tarnowskiego zostało umieszczone
przy około 110 dziełach. Obok każdego tytułu podana jest liczba tomów składająca się na
poszczególne dzieło, jak również cena, za jaką pozycja została zakupiona. Jan Feliks kupował z wyżej wspomnianej biblioteki przede wszystkim dzieła kompletne w języku polskim,
włoskim, łacińskim, niemieckim i francuskim. Nazwisko Tarnowskiego przy dziełach niekompletnych występuje tylko raz. Być może nie był on zainteresowany zakupem pozycji nie
posiadających wszystkich tomów, a dzieła te nabywał, gdy były to druki cenne lub rzadkie56.
Tarnowski podejmował działania na szeroką skalę, aby powiększyć swój księgozbiór.
Wyszukał i ocalił od zagłady część biblioteki króla Stefana Batorego57. Zdobywał rzadkie
i cenne działa ze zbiorów kanonika kapituły krakowskiej Jana Karola Scipio del Campo i bibliofila Konstantego Świdzińskiego. Pozyskał do swych zbiorów także dublety z Biblioteki
Uniwersytetu Warszawskiego58.
K. Grottowa, op. cit., s. 68.
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 7.
53
J. Grzybowska, Grabowski Ambroży (1782-1868), SPKP, red. I. Treichel, Warszawa-Łódź 1972, s. 286.
54
Notatka pt. Do nabycia w księgarni Ambrożego Grabowskiego, APK, ADzT sygn. 288, s. 105-107.
55
J. Paulinek, op. cit., s. XXXIX.
56
Katalog książek po śp. Stanisławie Auguście pozostawionych, Archiwum Główne Akt Dawnych, Inwentarz
Archiwum księcia Józefa Poniatowskiego i Marii Teresy z lat 1516, 1647-1843, sygn. 269.
57
K. Koźmian, Rys życia Jana Feliksa…, s. 23.
58
E. Chwalewik, op. cit., s. 76-77; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898.
51
52
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
139
Rywalizował i prześcigał się w celu zdobycia wyśmienitych dzieł z wspomnianym już
wcześniej Michałem Hieronimem Juszczyńskim, jak również z wujem swej żony, Hieronimem Strojnowskim. Po śmierci tego wybitnego bibliofila w 1815 r., jego księgozbiór liczący
2 500 dzieł został włączony do biblioteki horochowskiej na mocy zapisu w testamencie
właściciela. W 1821 r. odziedziczył księgozbiór pozostawiony przez swojego teścia Waleriana Strojnowskiego w Horochowie. W latach 1834-1842 bibliotekę horochowską, liczącą
około 8 500 dzieł, przeniesiono do Dzikowa 59.
W Archiwum Tarnowskich zachowała się również luźna notatka zatytułowana Do ocenienia. Jest to dwustronicowe zestawienie 34 dzieł, obok których zostawiono miejsce na
wpisanie ich szacowanej wartości w rublach i groszach. Trudno powiedzieć, w jakim celu
chciano poznać cenę wymienionych dzieł, wśród których zapisano m.in. Biblię Wujka wydaną w Krakowie w drukarni Łazarzowej w 1599 r., Biblię Gdańską z 1632 r., Światową
rozkosz Hieronima Morsztyna z 1626 r. Być może wycena tych pozycji miała służyć orientacji w cenach owych dzieł. Jeśli tak, to poświadcza ten dokument chęć ciągłej orientacji
właściciela biblioteki w cenach dzieł występujących na rynku księgarskim60.
Jan Feliks nie pozbywał się książek ze swojego księgozbioru. Wyjątek od tej reguły zrobił
tylko raz, kiedy przekazał książki Liceum Krzemienieckiemu i Feliksowi Czackiemu w celu
uregulowania zobowiązań finansowych. Sytuacja ta miała miejsce w 1838 r., Tarnowski odsprzedał wówczas 67 dzieł ze swojej biblioteki za sumę 2222 złotych polskich. Jan Feliks
niechętnie podchodził do sprzedaży jakiejkolwiek rzeczy ze swojej kolekcji. Sprzeciwił się
sprzedaży dzieł sztuki w obliczu trudnej sytuacji finansowej rodziny, spowodowanej rentą,
nałożoną na Horochów i długami nałożonymi na majątek61. Waleria zanotowała wówczas w dzienniku Jestem pewna, że byłby przeciwny pozbawienia ojczyzny tego zbioru, który pragnąłby
uczynić własnością publiczną62.
W Archiwum zachował się dokument Spis książek wybranych przez Liceum Wołyńskie
z Biblioteki Hr. Tarnowskiego i przez tegoż odstąpione. Dokument wymienia pięćdziesiąt
pozycji, więc nie można z całą pewnością stwierdzić, czy są to dzieła przekazane do Liceum
Krzemienieckiego, a związane ze wcześniej wspomnianym zobowiązaniem finansowym
wobec tej instytucji, czy spis dzieł po prostu przekazanych do szkoły, o którym wspominają
opracowania. Wśród owych pięćdziesięciu dzieł znalazły się m.in. Odezwa zmarłego Łaskiego po publiczności polskiej, Małachowski mowy i pisma, wydany we Wrocławiu w 1809
r. Dzieło Hieronima Strojnowskiego Mowy przy rozpoczęciu 2-letniego kursu nauki prawa
przyrodzonego, wydane w Warszawie w latach 1790-1794 oraz Leges et Statua Regni Polonia Przyłuski, który ukazał się w Krakowie 1559 r.63
Według Michała Marczaka, bibliotekarza opiekującego się księgozbiorem dzikowskim
z polecenia potomków Jana Feliksa Tarnowskiego, w roku śmierci twórcy biblioteki dzikowskiej posiadała ona księgozbiór liczący: 2000 dzieł zgromadzonych w Dzikowie, 6000
książek umieszczanych w Horochowie i przewiezionych do Dzikowa, 2500 dzieł otrzyma59
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 9; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898; J. Długosz, Stroynowski Walerian (1759?-1834), SKPS, red. I. Treichel, Warszawa-Łódź 1972, s. 862.
60
Notatka pt. Do ocenienia, , APK, ADzT sygn. 288, s. 61-62.
61
K. Grottowa, op. cit., s. 70-71; J. Paulinek, op. cit., s. LXI; M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 9.
62
Cyt za. K. Grottowa, op. cit., s. 71.
63
Spis książek wybranych przez liceum Wołyńskie z Biblioteki Hr. Tarnowskich i przez tegoż odstąpione., APK,
ADzT sygn., 288, s. 57-59; Tarnowski Jan Feliks Amor (1779-1842), Bibliografia Literatury Polskiej…, s. 338.
KATARZYNA PADUCH
140
nych po śmierci Hieronima Strojnowskiego, 1100 pozycji zakupionych od Michała Hieronima Juszczyńskiego. Do liczby dzieł znajdujących się w bibliotece doliczył Marczak także
zapis testamentowy z roku 1830, na mocy którego do księgozbioru Tarnowskiego został
włączony księgozbiór wspomnianego już Hieronima Juszczyńskiego, jak również dzieła będące darami dla Jana Feliksa. Całość księgozbioru autor wyliczeń szacuje na liczbę 13-15
tysięcy ksiąg64. Prawdopodobnie wyliczenia te nie były zbyt dokładne, gdyż na podstawie
najnowszych badań, liczba dzieł zakupionych od Michała Hieronima Juszczyńskiego wynosiła 1272 dzieła65. Jeśli wziąć pod uwagę te szacunkowe liczby, błąd w wyliczeniach księgozbioru Juszczyńskiego, jak również brak szczegółowych danych liczbowych odnośnie książek podarowanych Tarnowskiemu, to można przypuszczać, iż księgozbiór dzikowski mógł
wówczas liczyć znacznie więcej dzieł.
Tak ogromna biblioteka wymagała stałego opracowywania i dbania o stan poszczególnych dzieł. Rodzina Tarnowskich opiekowała się zgromadzonym przez siebie księgozbiorem, poprzez zatrudnianie odpowiednich specjalistów. Również poszczególni członkowie
rodziny angażowali się czynnie w opiekę nad biblioteką. Główny twórca biblioteki dzikowskiej, Jan Feliks Tarnowski, wkładał najwięcej pracy i zaangażowania w dbanie o księgozbiór dzikowski. Przy pracy tej pomagał mu najstarszy syn – Jan Bogdan Tarnowski. Również Waleria Tarnowska angażowała się w opiekę nad księgozbiorem. Podczas swojej
podróży w latach 1824-1826 po Francji, Belgi i Holandii uczyła się malowania złotem na
pergaminie u Elie Dignat. Naukę tę pobierała, aby restaurować uszkodzone rękopisy znajdujące się w bibliotece dzikowskiej66.
Pierwszym bibliotekarzem pracującym nad opracowywaniem i porządkowaniem księgozbioru był bibliotekarz, archiwista i historyk Łukasz Gołębiowski. W latach 1790-1794 był
on bibliotekarzem opracowującym księgozbiór Tadeusza Czackiego, umieszczony w Warszawie, Przyrowie i Szczekocinach. Od 1795 r. pracował w bibliotece poryckiej. Przy pomocy dwunastu osób pracujących w tej bibliotece uporządkował i opracował katalog księgozbioru. Był on również towarzyszem Tadeusza Czackiego podczas penetrowania bibliotek
klasztornych i kościelnych położonych w Krakowskiem, Lubelskiem i Wielkopolsce. Pierwszego bibliotekarza do swojej biblioteki w Dzikowie uzyskał Jan Feliks właśnie z polecenia
Tadeusza Czackiego. Wuj polecił siostrzeńcowi osobę doświadczoną i dobrze mu znaną, do
opieki nad rozrastającym się zbiorem ksiąg w Dzikowie. W bibliotece dzikowskiej Łukasz
Gołębiowski pracował w latach 1797-1801. Opracował on dwutomowy Sumariusz w archiwum Dzikowa leżących papierów, który był pierwszym katalogiem zawartości archiwum.
Sporządził on również katalog dzieł znajdujących się w bibliotece67.
W pracy w bibliotece dzikowskiej pomagał Łukaszowi Gołębiowskiemu przez pewien
czas Stanisław Jachowicz. Był on synem Wojciecha Jachowicza, zarządcy w majątku państwa Tarnowskich. Współpracownik Gołębiowskiego był później pedagogiem i autorem bajek dla dzieci. Popularność przyniosło mu wydanie wierszy m.in. Chory kotek, Tadeuszek68.
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 9.
J. Paulinek, op. cit., s. XL.
66
K. Grottowa, op. cit., s. 68; Podróż Polki do Włoch…, s. 71; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898.
67
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 7; T. Frączyk, Gołębiowski Łukasz (1773-1849), SPKP, red. I. Treichel, Warszawa-Łódź 1972, s. 276-277; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898; M. Marczak, Zbiory
Archiwalne hr. Tarnowskich, Warszawa 1939, s. 5.
68
A. Wójcik-Łużycki, Nieznany Bibliotekarz Dzikowski, „Dzikovia: pismo społeczno-kulturalne”, 20/2004, s. 19;
64
65
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
141
Po roku 1809 księgozbiorem rodziny Tarnowskich opiekował się Seweryn Biliński.
Opracował on przy współpracy ze Stanisławem Jachowiczem i sekretarzem Ślebodzińskim
katalog dzieł polskich. Katalog ten miał stanowić pierwszy tom wykonanego już Katalogu
dzieł cudzoziemskich. Seweryn Biliński był także zdolnym kaligrafem i rysownikiem. Uzupełniał on facsimiliami zdefektowane karty w dziełach pochodzących z XVI i XVII w.69
Bilińskiemu pomagał oraz prawdopodobnie był jego następcą Fortunat Brodzki. Pełnił on
w domu Tarnowskich rolę rezydenta i nauczyciela wnuków Jana Feliksa Tarnowskiego, Juliusza, Stanisława i Jana70.
W latach 1831-1834 księgozbiorem opiekował się Franciszek Maksymilian Sobieszczański. Ten późniejszy bibliotekarz dzikowski urodził się w 1814 r. w Bychawie, w majątku
należącym do hrabiego Jana Karola Scipio del Campo, gdzie ojciec jego pełnił funkcję
ogrodnika. W 1821 r. rodzina Sobieszczańskich przeniosła się do Horochowa, który należał
już wówczas do Jana Feliksa. Franciszek Maksymilian Sobieszczański był kształcony, aby
w przyszłości podobnie jak ojciec zostać ogrodnikiem. Uczył się m.in. w liceum Krzemienieckim pod kierunkiem botanika Andrzeja Andrzejowskiego. Sobieszczański przerwał naukę w 1831 r. Wówczas to przekroczył granicę i dołączył do oddziałów polskich generała
Samuela Różyckiego stacjonujących w Sandomierzu. Po kliku tygodniach opuścił wojsko
z powodu trudów walki i udał się do Dzikowa71.
Tarnowski z racji wykształcenia Sobieszczańskiego mianował go opiekunem cieplarni. Pozwolił jednak, widząc jego zdolność, aby ten kształcił się wspólnie z jego synem, Janem Bogdanem. Wykazując się dużą zdolnością, nauczył się on biegle języka francuskiego oraz niemieckiego, poznał również słabiej język angielski i włoski. Ta duża zdolność do nauki języków
zapewniła Sobieszczańskiemu funkcję lektora syna Jana Feliksa. Wówczas Tarnowski powierzył Franciszkowi Maksymilianowi funkcję bibliotekarza dzikowskiego. W celu uzupełniania
zbiorów biblioteki jeździł on po Galicji i do Wiednia. Opiekuna księgozbioru z państwem
Tarnowskim łączyły dobre relacje, co poświadcza fakt, iż towarzyszył Tarnowskim w podróży
do Baden-Baden w 1833 r. Sobieszczański przebywał w Dzikowie od połowy 1831 r. do
1834 r. Nie wiadomo dokładnie, jak długi okres sprawował on funkcje bibliotekarza. Po niespełna trzyletnim pobycie u rodziny Tarnowskich, opuścił on w 1834 r. Dzików72.
Jan Feliks Tarnowski, dbając o zgromadzony przez siebie księgozbiór, w połowie lat trzydziestych XIX w. sprowadził do pracy w bibliotece dzikowskiej introligatora, który oprawiał dzieła zgromadzone w bibliotece. Introligator oprawił wszystkie broszury. Do zadań
jego należało wówczas także oprawienie kilkuset najcenniejszych dzieł znajdujących się
w księgozbiorze73.
K. Kuliczkowska, Jachowicz Stanisław Franciszek Wincenty (1796-1857), Polski Słownik Biograficzny (dalej PSB),
t. 10, Wrocław, Warszawa-Kraków 1962-1964, s. 270-272.
69
J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…,s. 897-898; M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich.., s. 8.
70
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 9.
71
A. Wójcik- Łużycki, Nieznany Bibliotekarz…, s. 19.
72
Ibidem, s. 19; K. Pieńkowska, Sobieszczański Franciszek Maksymilian (1814-1878), SPKP, red. I. Treichel,
Warszawa-Łódź 1972, s. 836-837; S. Konarski, Sobieszczański Franciszek Maksymilian (1814-1878), PSB, t. 39,
Warszawa-Kraków 2000, s. 522-525.
73
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 9; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898, J. Paulinek, op.
cit., s. IX.
KATARZYNA PADUCH
142
Biblioteka posiadała Rejestr ksiąg z biblioteki oddanych do oprawy. Wykaz dzieł oddanych do oprawy, zachowany w Archiwum Tarnowskich, rozpoczyna się od dnia 26 czerwca
1839 r. Ostatnie dzieła oddano do introligatora, według powyższego dokumentu, dnia
14 czerwca 1846 r. Pozycje oddawane do oprawy, wpisywano do rejestru mającego postać
tabeli. Z lewej strony wpisywano datę oddania, następnie imię i nazwisko autora i tytuł
dzieła oraz w oddzielnej kolumnie ilość tomów. W ostatniej kolumnie często zapisywano
zwrot „oddana”, co prawdopodobnie świadczyło o powrocie dzieła do biblioteki, gdyż obok
tego sformułowania często wpisywano koszt oprawy74.
Tarnowski polecił wykonanie architektowi Franciszkowi Marii Lanciemu projekty znaków własnościowych biblioteki dzikowskiej. Architekt wykonał dla biblioteki projekt ekslibrisu oraz dwa tłoki superekslibrisowe. Zaprojektował także projekt wzoru ornamentów, do
ozdabiania opraw książek w stylu neogotyckim oraz metalową pieczęć biblioteczną75.
Oprawy dzieł, wchodzące w skład księgozbioru dzikowskiego, jak pisze Jacek Paulinek,
wykonywane były ze skóry cielęcej i kozłowej. Na oprawach umieszczano znak własnościowy
biblioteki, superekslibris. Był on wykonywany złotem, na środku okładziny górnej. Superekslibris biblioteki przedstawiał herb rodziny Tarnowskich, Leliwa, umieszczony w kole. W zewnętrznej części koła umieszczono napis: „TENDITE IN ASTRA VIRI76.” Ekslibris biblioteki
dzikowskiej przedstawiał także herb rodziny Tarnowskich, Leliwa, jednakże umieszczony w prostokątnym obrysie. Pod rysunkiem herbu umieszczono napis: „Z BIBLIOTEKI IANA WAL:
HR: TARNOWSKICH77.” Franciszek Maria Lanci przygotował również projekt matrycy do
wykonywania opraw dzieł w stylu neogotyckim. Dzieło zdobione tym typem oprawy posiadało
na obu okładzinach wytłoczony schemat zamku dzikowskiego. W środku umieszczona była
tarcza herbowa rodu, z herbem Leliwa. Oprawę tę tłoczono na ślepo. Zewnętrzna krawędź
oprawy posiadała ozdobne gwiazdki. Na okładzinie górnej, w dolnej jej części, umieszczony
był inicjał HT, oznaczające Hrabia Tarnowski78.
Około 1826 r. został opracowany Catalogue des livres § estampes du C-te Jean Feliks
Tarnowski. W katalogu tym uwzględniono głównie księgozbiór biblioteki horochowskiej
Strojnowskich79. Spis zawiera pozycje wydane przed rokiem 1819. Katalog ten, przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej, zawiera autora, tytuł, miejsce i rok wydania, a także ilość
tytułów i format dzieł biblioteki Tarnowskich80.
Biblioteka dzikowska posiadała także duży, dobrze opracowany, ręcznie spisany katalog,
sporządzony w dwóch tomach. Pierwszy z nich zatytułowano Alfabetyczny katalog biblioteki dzikowskiej A-N81, i drugi tom o analogicznym tytule Alfabetyczny katalog biblioteki dzikowskiej O-Z82. Katalog posiada strukturę tabeli. Z lewej strony umieszczono kolumnę z nu Rejestr książek oddanych do oprawy, APK, ADzT sygn. 288, s. 131-157.
J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…,s. 897-898; J. Paulinek, dz. cyt., s. IX; M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 9.
76
J. Paulinek, op. cit., s. 38.
77
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 1.
78
J. Paulinek, op. cit., s. 38.
79
J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898.
80
J. Paulinek, op. cit., s. 45.
81
Alfabetyczny katalog biblioteki dzikowskiej A - N, APK, ADzT sygn. 284, s. 1-668.
82
Alfabetyczny katalog biblioteki dzikowskiej O - Z, APK, ADzT sygn.285, s. 1-484.
74
75
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
143
merem porządkowym, której nie uzupełniano. W następnej, środkowej i największej
kolumnie wpisywano autora i tytuł. Nad kolumną z tytułem i autorem dzieła, na każdej
stronie wpisano aktualną literę alfabetu. Następnie opisywano dzieło, uzupełniając kolumny
określające format i wolumen. Ostatnia kolumna stanowiła miejsce na adnotację. Pomiędzy
niektórymi pozycjami zastosowano spore odstępy, prawdopodobnie w celu dalszego wpisywania dzieł przybywających do biblioteki. Oba katalogi sporządzone są jedną ręką, jak również czytelnym charakterem pisma. W katalogach brak informacji odnośnie czasu jego sporządzenia i jego autora.
Książki obcojęzyczne zostały spisane w Katalogu książek biblioteki dzikowskiej w językach obcych. Jan Feliks zgromadził dzieła w języku greckim, włoskim, francuskim, łacińskim, niemieckim i angielskim. W katalogu tym uwzględniono m.in. dzieła filozoficzne,
historyczne oraz literaturę piękną. Były w bibliotece dzikowskiej dzieła Arystotelesa, Platona, Piera Corneille, Dantego i Nicolo Machiavellego83. Katalog nie ma struktury tabeli, pozycje bibliograficzne zostały uwzględnione kolejno w porządku alfabetycznym. Opis pozycji bibliograficznej zawiera autora, tytuł dzieła, miejsce i rok wydania. Przy niektórych
dziełach, nieznany autor katalogu nie uwzględniał roku oraz miejsca wydania.
Księgozbiór Tarnowskich posiadał także Katalog nowszych dzieł biblioteki dzikowskiej. Był
to zapewne spis książek ułatwiający wyszukiwanie w ogromnych zbiorach nowszych pozycji
wydawniczych. Nie posiada on daty rozpoczęcia zapisywania pozycji w katalogu, więc trudno
powiedzieć czy był on zapoczątkowany przez twórców księgozbioru dzikowskiego, czy jego
późniejszych opiekunów. Sporządzony katalog posiadał formę tabeli. Kolejne kolumny zawierały: imię nazwisko autora, tytuł dzieła, następnie format i wolumen, numer szafki, numer
półki i numer pozycji na półce. Pomiędzy niektórymi pozycjami pozostawiano miejsce zapewne na dopisywanie nowych dzieł, co świadczy o tym, iż ów spis zamierzano kontynuować
w przyszłości. Wśród pozycji nowszych ujętych w tym katalogu można wymienić: Pisma
Różne Stanisława Jachowicza, wydane w Warszawie w 1858 r., dzieło Kajetana Koźmiana
Pamiętniki obejmujące wspomnienia od roku 1780 do 1815 wydane w Poznaniu w 1858 r.,
Gramatykę języka polskiego Jana Deszkiewicza wydaną w 1846 r. Katalog ten uwzględnia
również dzieła Józefa Ignacego Kraszewskiego czyli, m.in. powieść Chata za Wsią, wydaną
w 1854 r. w Petersburgu, a także dzieło Złote Jabłko wydane w 1853 r.84
Warto również zaznaczyć, iż przed scaleniem zbiorów bibliotecznych sporządzono katalog biblioteki horochowskiej, tytułując go Spis bibliograficzny Książnicy Horochowskiej
Jana i Walerii Hrabstwu Tarnowskich 1818 roku zrobiony. Katalog zawiera spis alfabetyczny
dzieł. Nieznany autor owego spisu, zawarł w nim opis pozycji uwzględniając alfabetycznie
autora i tytuł dzieła. Katalog nie przybrał struktury tabeli. Obok niektórych pozycji umieszczano dopiski różnej treści, np. „na wymianę do Krzemieńca”, często pojawiał się dopisek
„w Dzikowie” Na końcu spisu, osobno wyszczególniono rękopisy85.
W czerwcu 1839 r. opracował Jan Feliks Tarnowski regulamin korzystania z biblioteki,
tytułując go Urządzenie biblioteki. W regulaminie określił szczegółowe wytyczne dotyczące
Katalog książek biblioteki dzikowskiej w językach obcych, APK, ADzT sygn. 286, s. 7, 23, 40, 64, 121,163.
Katalog nowszych dzieł biblioteki dzikowskiej, APK, ADzT sygn. 334, s. 1-35.
85
Spis bibliograficzny Książnicy Horochowskiej Jana i Walerii Hrabstwu Tarnowskich 1818 roku zrobiony, APK,
ADzT sygn. 312, s. 9-325.
83
84
KATARZYNA PADUCH
144
opracowywania, konserwacji oraz zasady dotyczących korzystania z księgozbioru86. W regulaminie zapisano: Kto by książki pożyczonej i zapisanej przez niego (czego koniecznie
wymagam) nie oddał lub uszkodził, tedy w dwójno wartość jej podług katalogu zapłacić
winien, a to wszyscy w ogóle, począwszy od mojej żony i mojego syna, nie wspominam już
obcych, gdyż uważam mego syna i wnuka za dozorców biblioteki ale nie właścicieli87. Kary
w regulaminie dotyczyły również najbliższej rodziny, w związku z tym jeśli chodzi o wypożyczanie książek z biblioteki, była ona traktowana na równi z obcymi jej użytkownikami88.
W 1834 r. Jan Feliks Tarnowski i Waleria Tarnowska rozpoczęli przebudowę rezydencji
dzikowskiej. Podczas prac w zamku dzikowskim, Tarnowscy chcieli nadać rezydencji charakter muzeum. Miało powstać miejsce doskonale przystosowane do przechowywania pamiątek narodowych89. W związku z przebudową rezydencji dzikowskiej według projektu
Franciszka Marii Lanciego zostały wyznaczone w budynku specjalne pomieszczenia na bibliotekę. Jan Feliks umieścił bibliotekę na parterze w lewym skrzydle zamku dzikowskiego90. Sale biblioteczne umieszczone były obok apartamentów Tarnowskiego91.
Biblioteka została umieszczona w dwóch salach o krzyżowych sklepieniach. Sale położone były w amfiladzie i były przedzielone arkadą. Wejście do biblioteki dzikowskiej możliwe
było po pokonaniu podwójnych drzwi92. Wnętrza pomieszczeń bibliotecznych zostały wykonane i urządzone według projektu Franciszka Marii Lanciego. Zaprojektował on biurko,
fotel i parawan umieszczony przed kominkiem. Był on również autorem projektu szaf bibliotecznych, które oczywiście stanowiły główne wyposażenie pomieszczeń przeznaczonych na bibliotekę93. W inwentarzu zamku dzikowskiego sporządzonym w 1844 r. liczbę
szaf w bibliotece zamkowej określono na osiemnaście. Były to dębowe szafy, wykonane
w stylu neogotyckim. Posiadały jedno lub dwu skrzydłowe ażurowe drzwi. Wykonane zostały przez dzikowskiego stolarza nazwiskiem Pomykalski94. Na szafach bibliotecznych
umieszczone były również tablice historyczne, które pełniły funkcje pomocy dydaktycznych w nauce historii i kultury polskiej. Wśród rzeczy znajdujących się w bibliotece inwentarz wymienia Dwie tablice chronologiczne przez Wiśniowskiego na papierze drukowane
Królów Polskich od Kopczyńskiego95.
W skład wyposażenia biblioteki wchodziło również biurko. W inwentarzu zamku dzikowskiego z 1844 r. zostało ono następująco scharakteryzowane: Biurko JWP. jesionowe,
wybite zielonym safianem, w nim ukryte portrety: Jana III króla, na porcelanie w ramie
brązowej; Tadeusz Kościuszko, w ramie hebanowej książę Józef Poniatowski, w ramie heba-
J. Paulinek, op. cit., s. IX.
Cyt za. J. Paulinek, op. cit., s. IX.
88
Ibidem, s. IX; J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898.
89
A. Janas, Kolekcjoner, Bibliofil, Minister…, s. 8; A. Wójcik-Łużycki, Początek rewaloryzacji, „Dzikovia: pismo
społeczno-kulturalne”, 24/2005, s. 8.
90
J. Długosz, Tarnowski Jan Feliks…, s. 897-898.
91
K. Grottowa, op. cit., s. 75.
92
J. Paulinek, op. cit., s. VIII.
93
M. Marczak, Zbiory Archiwalne…, s. 6
94
Inwentarz zamku dzikowskiego, APK, ADzT syng. 333, k. 9; J. Paulinek, op. cit., s. VIII.
95
Inwentarz zamku dzikowskiego, APK, ADzT syng. 333, k. 11.
86
87
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
145
nowej; Adam Czartoryski, wojewoda, Adam Czartoryski, jenerał. Dziesięć miniatur uczonych mężów polskich96.
Dalsze pozycje z inwentarza informują, iż w Pokoju Bibliotecznym na biurku znajdował
się kałamarz brązowy z piaseczniczką, jak również Książka do zapisywania wypożyczonych
książek oraz Katalogowe spisy biblioteki w dwóch tomach97.
Autor opracowania dotyczącego kolekcji Tarnowskich w Dzikowie, Jacek Paulinek,
przebadał księgozbiór dzikowski i wyróżnił wśród starych druków następujące działy tematyczne: teologiczny, filozoficzno-logiczny, prawniczy, historyczny, geograficzny, nauk przyrodniczych i ścisłych, medyczny, muzyczny i literaturę piękną. Działami, które szczególnie
obfitowały w cenne tytuły były zbiory ksiąg teologicznych, prawniczych, przyrodniczych,
historycznych oraz literatury pięknej98. Biblioteka dzikowska została w pełni ukształtowana
przez Jana Feliksa Tarnowskiego. Zgromadzone książki były związane z jego zainteresowaniami, działalnością publiczną, zarówno polityczną jak i kulturalną99.
Dział druków o tematyce teologicznej stanowił największą część kolekcji starych druków
w bibliotece dzikowskiej. Tarnowscy posiadali prawie kompletny zbiór wydań Biblii. Według bibliotekarza dzikowskiego Michała Marczaka kolekcja Biblii wyróżniała księgozbiór
dzikowski na tle innych bibliotek. W księgozbiorze znajdowało się kilka ich wydań m.in.
Biblia Jana Leopolity. Obecne było pierwsze wydanie tego dzieła z 1561 r., jak również
późniejsze wydania z lat 1575 i 1577. W kolekcji znajdowała się także Biblia Jakuba Wujka
wydana w 1599 r. w Krakowie, w drukarni Łazarzowej. Tarnowski posiadał także niezwykle
rzadką protestancką Biblię Brzeską (Radziwiłłowską) wydaną w 1563 r. w Brześciu nad
Bugiem, a także Biblię Nieświeską wydaną w 1572 r. oraz Biblię Ostrogską z 1580 r.100
W dużej kolekcji Biblii znajdowała się także Biblia Święta to iest Księgi Starego i Nowego
przymierza z Żydowskiego i Greckiego ięzyja na Polski pilnie i wiernie przetłumaczona,
wydanie to pochodziło z gdańskiej oficyny Andrzeja Hünefelda z 1632 r. Nie zabrakło w kolekcji dzikowskiej Biblii z drukarni krakowskiej rodziny Szarffenbergów. Obecna była m.in.
Biblia poprawiona i figurami ozdobiona wydana u Mikołaja Szarffenberga w 1577 r.101
W tym dziale ksiąg znajdowały się również komentarze do Pisma Świętego, postylle, kazania, katechizmy, mszały a także żywoty biskupów, arcybiskupów i świętych102. Obszerną i cenną część tego działu zajmowały dzieła polemiczne z XVI i XVII w. Wspomniany Michał
Marczak w swojej monografii poświęconej bibliotece dzikowskiej odnotował, że biblioteka
posiadała rzadkie dzieła reprezentujące literaturę dysydencką. Tarnowscy posiadali niemal
komplet dzieł m.in: reformatora i teologa ariańskiego Fausta Socyna, luterańskiego pastora
i pisarza reformacyjnego Jana Seklucjana103.
98
99
Inwentarz zamku dzikowskiego, APK, ADzT syng. 333, s. 9.
Ibidem, k. 11.
J. Paulinek, op. cit., s. XLVIII-LVII.
Ibidem, s. XXXVI, LVII,
100
Ibidem, s. XLVIII; M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 12;
101
Katalog Biblioteki Tarnowskich w Dzikowie przepisany dla Stanisława Przyłęckiego w roku 1850, sygn. Rkps
Ossol. 1830/III, Biblioteka Narodowa, mikrofilm nr, 27461, s. 21.
102
J. Paulinek, op. cit., s. XLVIII –XLIX.
103
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 17; J. Paulinek, op. cit.,, s. XLIX.
96
97
KATARZYNA PADUCH
146
Rozległy zbiór pozycji w bibliotece dzikowskiej tworzyły również dzieła z zakresu prawa. W dziale tym odnotowano m.in. statuty Jana Łaskiego, wydrukowane u Jana Hallera
w 1506 r.104 Biblioteka posiadała bogaty zbiór konstytucji sejmowych, wśród których można
wymienić m.in. Konstytucje, statuty i przywileje od 1550 do 1578, Konstytucja Sejmu Piotrkowskiego i Sejmu Warszawskiego, Konstytucje, Statuta i Przywileje od r. 1550 do r. 1627,
Konstytucje Sejmu 1611, Konstytucje Sejmu 172105.
Warto wspomnieć, iż Jan Feliks Tarnowski interesował się historią, stąd nie dziwi obecność w bibliotece dzikowskiej dzieł historycznych z XVI, XVII oraz XVIII w. W bogatej
kolekcji dzieł o tej tematyce z dużą grupę stanowiły dzieła z XVI w. zakresu historii Polski106. W dziale historycznym znalazły się m.in następujące dzieła: autorstwa jezuity i historyka Jana Chrystiana Albertrandiego: Dzieie Królestwa Polskiego krótko lat porządkiem
opisane w Warsza[awie] 1766 r., wydana w drukarni warszawskiej Michała Grölla oraz
pozycja Dzieie Rzeczpospolitej Rzymskiej od założenia Rzymu, aż do Cesarzów, która ukazała się Warszawie w drukarni Zawadzkiego w 1806 r.107 Dzieje historii Polski w XVII
i XVIII w. reprezentowały m.in. dzieła: Stanisława Kobierzyckiego, Wespazjana Kochowskiego czy Wacława Potockiego108. Biblioteka posiadała bogatą kolekcje diariuszy sejmowych. W kolekcji znajdowały się Dyariusz Sejmu Eletionis między wsią Wolą a Miastem
Warszawą odprawionego zebrany 1764, Dyaryusz Seymu ordyna[ryjnego]: pod Związkiem
Konfederacji obojga Narodów 1788 część I i II109.
Nadto wśród dzieł znajdujących się w bibliotece można wyróżnić pozycje z dziedziny
nauk przyrodniczych i ścisłych. W dziale tym znajdowały się opracowania matematyczne
m.in. Joanesa de Sacrobosco Algorithmus z 1521 r. i jezuity Stanisława Solskiego Geometra
polski, wydane w latach 1683-1686, a także dzieła Jana Brożka110. Księgozbiór ten zawierał
również komplet prac astronoma Jana Heweliusza, który pochodził z biblioteki horochowskiej111.
Bogato przedstawiał się dział literatury pięknej. Zawierał on dzieła autorów od XVI do
XVIII w. Tarnowscy posiadali komplet dzieł klasyków z XVI w. Literaturę renesansową
reprezentowały m.in. dzieła Grzegorza z Szamotuł, Andrzeja Krzyckiego, Jana ze Stopnicy,
Jana Lwowczyka, Jana Kochanowskiego, Mikołaja Reja112. Do bardzo cennych dzieł z epoki zaliczamy dzieło Darys Zamchana Polonice et Latine, Pan Zamchanus Latine autorstwa
Jana Kochanowskiego. W kolekcji Tarnowskich znajdowało się pierwsze wydanie wzmiankowanych panegirycznych sielanek, wydrukowane w tzw. drukarni latającej Walentego
Łapczyńskiego w 1578 r.113 Warto wspomnieć, iż literaturę barokową reprezentowały pozy-
J. Paulinek, op. cit., s. XLIX, 6; M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…., s. 14.
Alfabetyczny katalog biblioteki dzikowskiej A – N…, s. 479.
106
J. Paulinek, op. cit., s. LI-LII;
107
Katalog Biblioteki Tarnowskich w Dzikowie…, s. 3.
108
J. Paulinek, op. cit., s. LII.
109
Katalog Biblioteki Tarnowskich w Dzikowie…, s. 76-77.
110
J. Paulinek, op. cit., s. LIII- LIV.
111
Spis bibliograficzny Książnicy Horochowskiej…, s. 7
112
A. Janas, Kolekcja Dzikowska hr. Tarnowskich, Tarnobrzeg 2006, s. 25.
113
Nad złoto droższe: skarby Biblioteki Narodowej, red. H. Tchórzewska-Kabata, Warszawa 2000, s.110.
104
105
JAN FELIKS TARNOWSKI I JEGO DZIKOWSKA BIBLIOTEKA...
147
cje m.in. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego czy Sebastiana Fabiana Klonowica114. Zaś pisarzy oświeceniowych reprezentowały dzieła m.in. Stanisława Trembeckiego, Franciszka
Bohomolca, czy Wojciecha Bogusławskiego115. Tarnowski posiadał pozycję autorstwa Stanisława Konarskiego O skutecznym rad sposobie wydaną w Warszawie w 1760 r., a także
dzieło Alojzego Felińskiego Barbara Radziwiłłówna, wydane w Krakowie w 1820 r.116.
Wzmiankowany wcześniej Jacek Paulinek wśród ksiąg rękopiśmiennych biblioteki dzikowskiej wyróżnia następujące działy: teologia, kaznodziejstwo, filozofia, prawo, historia117. Warto zaznaczyć iż, w dziale teologicznym obecny był m.in. utwór poety i kaznodziei
bernardyńskiego Władysława z Gielniowa, pt. Żołtarz Jezusów, czyli piętnaście rozmyślań
o Bożym umęczeniu z końca XV w.118 Również Adam Chmiel119 w swoim spisie zatytułowanym Rękopisy Biblioteki hr. Tarnowskich w Dzikowie wymienia Traktaty Teologiczne spisane na pergaminie120. Kolekcja rękopisów dzikowskich posiadała księgi o tematyce filozoficznej, m.in. dzieło św. Tomasza z Akwinu, O rządzie Panujących121. Ksiąg rękopiśmiennych
o tematyce naukowej było niewiele w Dzikowie. W dziale tym znajdowało się m.in. dzieło
profesora Akademii Krakowskiej Jana Głogowczyka z dziedziny astronomii i astrologii zatytułowane: Summa difinitionum astronomi[a]e et astrologi[a]e122. Cennym dziełem o tematyce prawniczej były Statuty Kazimierza Wielkiego z 1501 roku, nazywane tzw. Kodeksem
Dzikowskim123. Obecne były w kolekcji także statuty Władysława Jagiełły, Kazimierza Jagiellończyka, Jana Olbrachta124. Z kolei w dziale ksiąg rękopiśmiennych dotyczących historii znajdowały się liczne kroniki m.in. Kronika Polska Wincentego Kadłubka125. W tym dziale obecny był także rękopis dzieła Księgi Hetmańskie Stanisława Sarnickiego126.
W bibliotece dzikowskiej według ustaleń Michała Marczaka było dwadzieścia pięć inkunabułów. Natomiast według najnowszych badań Jacka Paulinka liczba inkunabułów wynosiła dwadzieścia sześć127. Według Michała Marczaka w kolekcji Tarnowskich znajdowało
się dzieło Explanatio in Psalterium autorstwa Jana Turrekrematy, wydrukowane w Krakowie w 1475 r., a także Objawienie św. Brygidy z 1492 r., wydrukowane na pergaminie w Lubece, w oficynie Bartłomieja Ghotana. Ten dzikowski inkunabuł wymieniony został we
wstępie katalogu biblioteki Horochowskiej. W związku z tym nasuwa się wniosek, iż pozy J. Paulinek, op. cit., s. LV, M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…., s. 12, A. Janas, Kolekcja Dzikowska…, s. 25-26
J. Paulinek, op. cit., s. LVI.
116
Alfabetyczny katalog biblioteki dzikowskiej A-N..., s. 476, 477.
117
J. Paulinek, op. cit., s. XLIII.
118
Ibidem, s. XLIII, 3.
119
Adam Chmiel (1865-1934) – bibliograf, historyk książki. Pracownik Archiwum Akt Dawnych miasta Krakowa.
Autor szeregu prac, m.in. w 1903r. z polecenia Komisji Literatury Akademii Umiejętność napisał Wskazówki do
inwentaryzacji rękopisów, w 1921r. wydał Wskazówki do inwentaryzacji bibliotek; S. Dziki, Chmiel Adam (1865-1934), SPKP, red. I. Treichel, Warszawa-Łódź 1972, s. 114.
120
A. Chmiel, op. cit., s. 6,
121
Ibidem, s. 9.
122
J. Paulinek, op. cit., s. XLIV, 3
123
Ibidem, s. XLIII,4
124
E. Chwalewik, op. cit., s. 77.
125
J. Paulinek, op. cit., s. XLIII- XLIV.
126
E. Chwalewik, op. cit., s. 77.
127
Por. M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 13; J. Paulinek, op. cit., s. XX.
114
115
KATARZYNA PADUCH
148
cja ta trafiła do biblioteki dzikowskiej z Horochowa128. Tarnowscy posiadali także Agenda
sive Exsequiale sacramentorum, zwaną także Agendą wileńską. Pozycja ta została wydana
w drukarni gdańskiej Konrada Baumgartena w 1499 r.129
Biblioteka stworzona przez Jana Feliksa Tarnowskiego mała charakter rodowy. Twórca
biblioteki czuwał nad jej powiększaniem, opracowywaniem, a także zapewnił jej odpowiednie miejsce przechowywania. Biblioteka dzikowska pod opieką kolejnych przedstawicieli
rodziny Tarnowskich przetrwała do wybuchu I wojny światowej. Na dalsze jej losy wpływ
miały wydarzenia rozgrywające się na arenie międzynarodowej. Wraz z wybuchem I wojny
światowej kończą się spokoje lata dla biblioteki. Po roku 1914 księgozbiór znajdował się
w kolejnych, coraz to poważniejszych niebezpieczeństwach. Pożar zamku dzikowskiego
w nocy z dnia 22 na 23 grudnia 1927 r. przyczynił się niewątpliwe do uszczuplenia zbiorów
bibliotecznych. Ostatecznie kres istnieniu biblioteki położyły władze komunistyczne, które
zdecydowały o podziale kolekcji dzikowskiej.
Jan Feliks Tarnowski and his Dzików library at the turn of the eighteenth and
nineteenth centuries
Summary
Jan Feliks Tarnowski was the creator of the library in Dzików. The collection was related
to his public, cultural, scientific and literary activities. Tarnowski had been collecting works
for the library from the late eighteenth century to the first half of the nineteenth century,
through gifts, exchanges and purchases from the private and ecclesiastical libraries. He bought books during the auction or using agents. Initially, the library did not have a single
place for storage. Jan Feliks placed the books in Dzików, Horochów and in his palace in
Warsaw. The library was merged after the collapse of the November Uprising, when Tarnowski moved to Dzików. He had the help of his wife, Waleria Tarnowska, in caring for the
collection, but he also hired professional librarians, who drew up numerous catalogs of the
library.
M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich….,s. 13; Spis bibliograficzny Książnicy Horochowskiej… s. 7.
Nad złoto droższe…, s. 82, M. Marczak, Biblioteka Tarnowskich…, s. 13.
128
129
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Marta Przygoda-Stelmach
WNHiS UKSW, Warszawa
Bractwo parafialne św. Rocha
przy kościele w Brochowie
na Mazowszu w latach 1854-1881
Brochów to mała miejscowość zachodniego Mazowsza położona na prawym brzegu bagnistej Bzury. Pierwszy drewniany kościół na tym terenie został zbudowany przed 1113 r.
z fundacji książąt mazowieckich, za panowania Władysława Hermana1. W pierwszej połowie
XII w. Brochów stał się własnością Rycerza z rodu Powałów Żyro, który był wojewodą Mazowsza i Kujaw na dworze Bolesława Kędzierzawego2. Dobra brochowskie stały się następnie własnością klasztoru kanoników regularnych w Czerwińsku, za sprawą Olta, który był
synem rycerza Żyro. Kanonicy posiadali prawo do gospodarowania Brochowem przez niemal
150 lat. Wzmianki o obecności tego zakonu na ziemi brochowskiej pochodzą z ok. 1198
i 1222 r.3 Około 1300 r. kanonicy wymienili Brochów na wieś Piotrowo z arcybiskupem Jakubem Świnką. Na skutek kolejnych nadań i zamian Brochów trafił do księcia Bolesława II,
który dokumentem wydanym w Czerwińsku 4 kwietnia 1304 r. wymienił go na wieś nad Liwem z rycerzem Janem Sówką4. Jan Sówka i jego potomkowie rozpoczęli epokę rodu Brochowskich, którą należy kojarzyć przede wszystkim z budową murowanego kościoła w 1351r.
i jego przebudową w latach 1551-1561 według projektu Jana Baptysty Wenecjanina5. W 1661
r. Brochów został ostatecznie przejęty przez Olbrachta Adriana Lasockiego, męża Agnieszki
Brochowskiej6. Lasoccy administrowali dobrami nad Bzurą do lat dwudziestych XX w. Obecnie Brochów jest kojarzony przede wszystkim z Fryderykiem Chopinem, wybitnym polskim
kompozytorem, który został ochrzczony w kościele brochowskim 23 kwietnia 1810 r.
Parafia brochowska administracyjnie przynależała najpierw do diecezji poznańskiej i leżała na terenie archidiakonatu warszawskiego w dekanacie sochaczewskim. Po wyłączeniu
archidiakonatu z diecezji poznańskiej w 1798 r. Brochów znalazł się w diecezji warszawskiej (od 1818 r. archidiecezji warszawskiej)7. Granice parafii rozciągały się znacznie dalej,
J. Nowacki, Archidiecezja poznańska, Poznań 1964, s. 510.
M.S. Szacherska, Zbiór dokumentów i listów miasta Płocka 1065-1495, Warszawa 1975, t. 1 s. 6, 11.
3
J. Nowacki, op. cit., s. 510.
4
E. Suchodolska, Regesty dokumentów mazowieckich z lat 1248-1345, Warszawa 1980, s. 53-55.
5
J. Bartoszewicz, Brochów, ,,Tygodnik Ilustrowany’’, 1860, nr 36, s. 329; M. Stefanowski, Na marginesie katalogu Archidiecezji Warszawskiej z roku 1935, „Studia Theologica Varsaviensia”, R.30, 1992, nr 1, s. 220.
6
F. Mincer, Lasocki Olbracht Adrian(1631-1693), w: Polski Słownik Biograficzny, red. B. Leśnodorski, Wrocław
1992, t. 16, s. 544-545.
7
M.M. Grzybowski, Kościół katolicki na Mazowszu epoki porozbiorowej 1795-1918, w: Dzieje Mazowsza lata
1795-1918, red. J. Szczepański, Pułtusk 2012, t. 3, s. 626.
1
2
MARTA PRZYGODA-STELMACH
150
niż obecnie. Parafia brochowska obejmowała swoim obszarem takie miejscowości, jak Żelazowa Wola, Dzięglewo, Strzyżew (obecnie parafia kościoła p.w. św. Józefa Robotnika
w Sochaczewie), czy Śladów, Wilcze Śladowskie, Przęsławice i część Witkowic (obecnie
parafia kościoła p.w. św. Michała Archanioła i św. Anny w Kamionie)8. Centrum życia społeczno-religijnego tak rozległej parafii stanowił okazały kościół obronny p.w. św. Rocha
i Jana Chrzciciela (obecnie Bazylika p.w. św. Jana Chrzciciela w Brochowie). To właśnie
przy tym kościele powstało Bractwo św. Rocha, aby ubrać w ramy organizacyjne życie religijne mieszkańców ziemi brochowskiej.
Bractwo religijne, czyli inaczej konfraternia, to zrzeszenie religijne erygowane formalnym dekretem przez władze kościelne, jako stała fundacja mająca osobowość prawną, własną administrację oraz statuty regulujące strukturę, charakter i cele bractwa, a także sposoby
ich realizacji. Celem każdego bractwa jest szerzenie kultu publicznego w Kościele, pogłębianie i aktywizowanie chrześcijańskiego życia członków bądź prowadzenie określonej
działalności religijnej lub społecznej. Najczęściej bractwo realizuje różne cele, z których
jeden określa jego specyfikę9.
Pierwsze uregulowania strony prawnej bractw sięgają jeszcze czasów wczesnego średniowiecza. Wyjątkowo duże zainteresowanie ustawodawstwa kościelnego bractwami miało miejsce w VIII w. Kolejny etap regulacji prawnych przyniósł okres od połowy XII do
połowy XVI w., kiedy to rozwijało się intensywnie prawo kanoniczne. Dalszym ważnym
etapem w kształtowaniu się prawodawstwa odnośnie bractw był sobór trydencki, który poddał je bezpośredniej jurysdykcji Stolicy Apostolskiej i ordynariuszy miejsca. Kolejny ważny
dokument to bulla Klemensa VIII ,,Quaecumque’’ z 7 grudnia 1604 r., która definitywnie
określała stronę prawną wszystkich bractw i ich funkcjonowanie jako instytucji kościelnej10.
Na ziemiach polskich bractwa zaczęły powstawać w środowiskach miejskich w połowie
XIII w. Największy rozwój bractwa przeżywały w XIV w., a ich apogeum działalności przypada na okres od XVI do XVII w. Kryzys przypada na koniec XVIII w., w związku z gwałtownymi przemianami ideologiczno-społecznymi, takimi jak rewolucja francuska, filozofia
oświecenia, a w Polsce okres zaborów. Renesans działalności bractw religijnych przypada
na połowę XIX w. Na ziemiach polskich miało to związek z ruchami niepodległościowymi
i tzw. pracą u podstaw11.
Erygowanie bractwa na terenie parafii brochowskiej przypada na okres ponownego rozkwitu tej formy działalności religijnej. W archiwum parafialnym Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Brochowie zachowało się źródło, na podstawie którego można przedstawić początki
i rozwój Bractwa św. Rocha. Źródłem tym jest ,,Księga Bractwa, czyli Konfraterni św. Rocha parafii Brochów’’, prowadzona w latach 1854-1881. Księgę, a w zasadzie zeszyt z 53
kartami, oprawiony w granatowe płótno o wymiarach 25 cm (szerokość) na 35 cm (wyso8
Obecnie parafia brochowska obejmuje swoim obszarem miejscowości Andrzejów, Bieliny, Brochocin, Budki
Żelazowskie, Brochów, Famułki Brochowskie, Famułki Królewskie, Górki, Hilarów, Janów, Kolonia Brochów,
Konary, Kromnów, Łasice, Lasocin, Malanowo, Miszory, Olszowiec, Plecewice, Sianno, Tułowice, Wilcze Tułowskie, Witkowice, Wólka Smolana. Administracyjnie przynależy do diecezji łowickiej na terenie metropolii łódzkiej (Parafia Brochów w diecezji łowickiej, w: http://www.diecezja.lowicz.pl/serwis/index.php?id=55&idd=18,
stan na dzień 2 lutego 2014 r.
9
K. Kuźmak, Bractwo kościelne, w: Encyklopedia Katolicka, red. F. Gryglewicz, R. Łukaszyka, Z. Sułowski,
Lublin 1985, t. 2, kol. 1013.
10
J. Flaga, Bractwa religijne w Rzeczypospolitej w XVII i XVIII w., Lublin 2004, s. 39-40.
11
K. Kuźmak, op. cit., kol. 1014-1015.
BRACTWO PARAFIALNE ŚW. ROCHA PRZY KOŚCIELE W BROCHOWIE...
151
kość), możemy podzielić na trzy części. Pierwsza część zawiera status bractwa, czyli motywy i cel powstania, obowiązki członków i promotora, zasady zwoływania sesji, czy chociażby akt ślubowania nowego członka. W drugiej części odnotowano pierwszych członków
konfraterni oraz umieszczono informacje na temat przebiegu poszczególnych sesji bractwa
(krótkie protokoły ze spotkań). Trzecia część uwzględnia wszelkie wpłaty na rzecz bractwa,
dokonane przez jego członków w podziale na lata i kwartały.
Statut, który nosi tytuł ,,Cel i obowiązki Bractwa czyli Konfraterni Świętego Rocha przy
tymże Kościele’’ zawiera datę założenia bractwa w parafii, a mianowicie 12 listopada 1854
r.12 Pod datą założenia zostali wpisani również pierwsi członkowie konfraterni brochowskiej, którzy przybyli zapewne na spotkanie erygujące wspólnotę13. Na szczególną uwagę
zasługuje Władysław Lasocki (1824-1882), który był synem właściciela dóbr brochowskich
Józefa Gabriela Lasockiego i Józefy Czarnieckiej z Czarncy h. Łodzia. Władysław Lasocki
po zakończeniu sprawowania urzędu sędziego pokoju w Błoniu, wstąpił w późnym wieku
do zakonu jezuitów, przeznaczając swój majątek na cele charytatywne14. Pod koniec swojego życia został przełożonym klasztoru jezuitów w Łańcucie, który za jego czasów rozkwitł
i rozbudował się. Zmarł 7 lutego 1882 r. w wieku 58 lat w Łańcucie, na skutek zapalenia
płuc, którego dostał w wyniku przeziębienia, nabytego podczas słuchania spowiedzi15. Można uznać, że Władysław Lasocki uczestniczył w życiu konfraterni brochowskiej do września
1867 r., kiedy to dokonał ostatniej wpłaty na rzecz bractwa16. Patrząc na jego biografię, nasuwa się wniosek, że jego obecność w gronie pierwszych członków, a można nawet powiedzieć, że założycieli bractwa, nie jest przypadkowa. Mógł on już wtedy czuć powołanie do
stanu duchownego i zapragnąć prowadzenia wspólnoty wiernych, ale już nie jako osoba
świecka, a kapłan.
Parafianie założyli bractwo z nieprzymuszonej woli, aby wyjednać dla siebie zbawienie
Boga i iść za przykładem św. Rocha, który poświęcił swoje życie dla ubogich i chorych.
Wszyscy członkowie bractwa byli zobowiązani do troski i empatii w stosunku do drugiego
współbrata. Oprócz naśladowania św. Rocha członkowie bractwa mieli obowiązek unikać
,,towarzystw mniej skromnych’’, wystrzegać się lub skończyć z wcześniej nabytymi nałogami, wychowywać swoje dzieci po chrześcijańsku i dbać o odpowiednie zachowanie domowników. Każdy członek bractwa bez względu na płeć miał przybyć do kościoła w niedzielą
12
Archiwum parafialne Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Brochowie (dalej skrót: APB), Księga Bractwa, czyli
Konfraterni św. Rocha parafii Brochów, 1854-1881, k. 1, [bez sygn.].
13
Pierwszymi członkami Bractwa św. Rocha w Brochowie byli: Władysław Lasocki, Ludwik Radwan, Jan Lewiński, Józef Sandomirski, Tomasz Głogoz, Marcin Wasilewski, Antoni Michalski, Józef Morawski, Kasper Jakubowski, Wojciech Markowski, Maciej Pyrak, Walenty Kazimierski, Józef Dębski, Jakub Kasprzak, Kazimierz
Giział, Feliks Włodarczyk, Jan Rutkowski, Jan Dobrzyński, Andrzej Giłczyński, Marcjanna Dobrzyńska, Marcin
Rutkowski, Szczepan Bednarek, Katarzyna Głogoza, Mateusz Kłos, Jan Pyrak, Marcjanna Ciura, Kazimierz Gierasik, Dionizy Jędrychowski, Józefa Kucharska, Rozalia Chojnacka, Marcjanna Mikołajczak, Petronella Siedlarek,
Eleonora Stelmach, Marcjanna Pyrak, Jaczyńska (brak imienia), Cecylia Rutkowska, Jadwiga Krawczyńska, Agata
Januszewska, Ewa Pyrak, Michał Jaskulski, Karolina Dębska, Fabian Domański, Franciszek Szymański, Antoni
Grzegorowski, Jan Kłodkowski, Łukasz Jabłczyński, Wincenty Słobiński, Błażej Stelmach, Franciszek Pyrak, Michał Brdeja, Henryk Witanowski, Roch Dobrzyński, Mikołaj Kitliński, Sylwester Ziółkowski, Feliks Marchwicki,
Roch Burakowski, Kazimierz Majcher, Ignacy Wolski, Paweł Jędrzejewski, Franciszek Radzki, Placyda Andrzejewska, Łucja Radzka, Anna Gronecka, Katarzyna Kraszewska, Franciszka Słobińska, Wiktoria Michrowska, Antonina Jaczyńska, Konstancja Kępska, Zofia Szymańska (Ibidem, k. 3-3v).
14
T. Żychliński, Złota księga szlachty polskiej, Poznań 1880, t.2, s. 170.
15
S. Załęski, Jezuici w Polsce. Jezuici w Polsce porozbiorowej 1773-1905, Kraków 1906, t. 5, cz. 2 s. 897.
16
APB, Księga Bractwa…, k. 8v.
MARTA PRZYGODA-STELMACH
152
lub święto jeszcze przed mszą świętą, w celu śpiewania pieśni religijnych i odmawiania różańca świętego. Do obowiązków członków bractwa należała także posługa w kościele, taka
jak rozdawanie świec wiernym podczas procesji, zbieranie datków na świece, pomaganie
sługom kościelnym podczas mszy żałobnych czy odpustów. Ponadto, każdy członek konfraterni był zobowiązany do spowiedzi i przyjmowania komunii świętej w dzień patrona parafii
i bractwa, czyli 16 sierpnia. Członkowie bractwa codziennie musieli odmawiać trzy razy
,,Ojcze Nasz’’, trzy razy ,,Zdrowaś Mario’’ i raz ,,Wierzę w Boga’’, a na koniec po trzykroć
dodać ,,Chwała Ojcu’’17.
Statut przewidywał jednak dodatkowe obowiązki dla członków konfraterni. Idąc za przykładem św. Rocha, każdy członek bractwa miał w miarę możliwości odwiedzać chorych,
samotnych i cierpiących, a w razie potrzeby dbać i pilnować, aby nie umierali bez stosownych sakramentów. W zamian za poświęcenie proboszcz parafii brochowskiej i zobowiązani
przez niego następcy, mieli odprawiać co kwartał mszę żałobną (tzw. kwartalną) za dusze
zmarłych braci i sióstr z Bractwa św. Rocha w Brochowie. Na takie nabożeństwo miał stawić się każdy członek bractwa w miarę swoich możliwości. Proboszcz zobowiązany był
odprawiać takie msze nieodpłatnie. Organista mógł dostać wynagrodzenie pobierane z kasy
brackiej, jeżeli zachodziła taka konieczność18.
Za statutem bractwa został umieszczony tekst aktu ślubowania nowego członka wspólnoty brochowskiej. Każdy nowy brat lub siostra, chcąc wstąpić do konfraterni, musiał klęcząc,
powiedzieć następujący akt ślubowania: ,,Ja N., obierając sobie Ciebie Rochu Święty za
szczególnego Patrona i łaskawego Pośrednika, przed Bogiem przyrzekam, idąc za przykładem Twoim, Boga nade wszystko, a bliźniego również, jak mnie samego kochać i onego
w miarę możliwości i sił moich w czasie nieszczęśliwych przygód i chorób pocieszać
i wspierać stanowię. Nadto przyrzekam nie tylko sam Imię Twoje uwielbiać, ale innych
przykładem moim do tego zachęcać. Nie dopuszczę, by ktoś z podwładnych i domowników
moich, honorowi Twemu mógł w czem uwłaczać lub też życie niezgodnie z prawem Boga
spędzać. Wyjednaj tylko pośrednictwem Twoim potrzebne mi od Boga łaski, abym w postanowieniach moich był stały i zasłużył sobie na Twoją opiekę, tak w życiu, jak przy śmierci
mojej, a nade wszystko mógł Cię ujrzeć łaskawym Pośrednikiem przed stolicą Najwyższego
Sędziego Boga mojego. Amen’’19. Statut przewidywał, że każda osoba, która zechciałaby
zostać członkiem konfraterni, może wpisywać się do niej zawsze 16 sierpnia, czyli w święto
patrona oraz każdorazowo po nabożeństwie kwartalnym20.
Bractwo parafialne, jak każda instytucja, gromadząca większą liczbę osób, miała swój zarząd
i specjalne urzędy, które pomagały w organizacji pracy i nadawały bractwu szczególny charakter.
Pierwszą i czołową funkcją w bractwie był urząd promotora. Promotorem Bractwa św. Rocha był proboszcz brochowski. Konfraternia brochowska została założona, kiedy
parafią opiekował się ks. Andrzej Złotkowski (1803-1855)21. Instytucja promotora była sta APB, Księga Bractwa…, k. 1-1v.
Ibidem, k. 1v.
19
Ibidem, k. 2v.
20
Ibidem, k. 2.
21
Na nagrobku ks. Andrzeja Złotkowskiego, który znajduje się na cmentarzu parafialnym w Janowie, widnieje
data jego urodzenia, 2 lutego 1803 r. i data śmierci, 25 maja 1855 r. Ponadto, w Księdze zmarłych z parafii brochowskiej jest wpis (akt 112), poświadczający śmierć ks. Złotkowskiego w Brochowie (APB, Akta zmarłych parafii
Brochów z 1855 r., w: Księga zmarłych parafii Brochów z lat 1852-1864, k. 181, sygn. 19).
17
18
BRACTWO PARAFIALNE ŚW. ROCHA PRZY KOŚCIELE W BROCHOWIE...
153
łym elementem występującym we wszystkich bractwach. Miał on za zadanie przede wszystkim czuwać nad bractwem i dbać o jego prawidłowe funkcjonowanie22. Promotor miał sprawować nabożeństwa dla członków bractwa, w tym przede wszystkim mszy świętej
w uroczystości właściwe poszczególnym bractwom, wypełniać aniwersarze, czyli odprawiać msze święte za zmarłych współbraci, następnie przewodniczyć zebraniom, czyli tzw.
schadzkom brackim, oraz przyjmować nowych członków. Tego rodzaju obowiązki pełnili
promotorzy we wszystkich wspólnotach brackich, niezależnie od typu wspólnoty i czasu jej
powstania23. Promotor brochowskiego bractwa najprawdopodobniej również wypełniał
wszystkie wymienione powyżej obowiązki, a nawet więcej, gdyż był odpowiedzialny za
kasę bractwa. Ponadto, każdy wydatek z kasy musiał być z nim uzgadniany. Promotor zobowiązany był również do składania sprawozdań finansowych na każdej sesji bractwa, a w razie jego nieobecności był do tego zobowiązany wikary parafii24. Należy w tym miejscu dodać, że kasa bracka była zasilana za pomocą obowiązkowych składek, uchwalonych na sesji
brackiej 16 listopada 1861 r. Składka wynosiła po 2 złote rocznie, czyli 15 groszy kwartalnie25. Trudno jest ustalić dlaczego parafianie zdecydowali się na obowiązkowe opłaty, skoro
statut przewidywał pierwotnie, iż zapisanie się do konfraterni nie pociąga za sobą żadnych
dodatkowych kosztów26.
Oprócz promotora, wszystkie konfraternie posiadały zarząd złożony z osób świeckich.
Zarząd wybierany był zwykle w czasie zebrań organizowanych specjalnie w tym celu.
W większości przypadków w skład zarządu wchodzili tzw. ,,starsi’’27. W ,,Księdze Bractwa,
czyli Konfraterni św. Rocha parafii Brochów’’ można spotkać się z braćmi starszymi i młodszymi oraz odpowiednio siostrami starszymi i młodszymi. Przy poszczególnych wpisach z sesji bractwa brochowskiego można zauważyć, że wybierano po dwie osoby, do każdego z tych
urzędów. I tak, 2 listopada 1855 r. na starszych braci wybrano Marcina Wasilewskiego z Janowa i Andrzeja Gilczyńskiego z Brochowa, a 20 maja 1867 r. na starsze siostry Marcjannę
Jaczyńską z Brochowa i Konstancję Jaworską z Łasic. Natomiast, 28 marca 1881 r. na młodszych braci wybrano Tomasz Kowalskiego z Brochowa i Walentego Kazimierskiego z Janowa, a na młodsze siostry Annę Włodarczyk z Brochowa i Honoratę [...] z Górek28.
Bractwo to jednak nie tylko promotor i zarząd. Statut konfraterni brochowskiej ustanawiał, iż na pierwszym spotkaniu członkowie wybiorą ,,pomiędzy siebie Protektorów, Przeora, Podskarbich i inne’’29. Niestety statut nie uszczegóławia, jakie jeszcze ‘’inne’’ urzędy
mogły składać się na strukturę organizacyjną.
Protektorem bractwa był zazwyczaj biskup diecezji, na terenie której znajdowała się dana
konfraternia30. Można jedynie domyślać się, że protektorem bractwa w Brochowie mógł być
arcybiskup metropolita warszawski. Zastanawia jedynie fakt, że w ,,Księdze Bractwa, czyli
24
25
26
27
28
29
30
22
23
J. Flaga, op. cit., s. 60.
Ibidem, s. 62.
APB, Księga Bractwa…, k. 1v-2.
Ibidem, k. 3v.
Ibidem, k. 2.
J. Flaga, op. cit., s. 65-66.
APB, Księga Bractwa…, k. 3v-4.
Ibidem, k.2
J. Flaga, op. cit., s. 66.
MARTA PRZYGODA-STELMACH
154
Konfraterni św. Rocha parafii Brochów’’ użyto sformułowania ,,pomiędzy siebie’’, a protektor występuje w liczbie mnogiej. Czy mogło to oznaczać, że protektorem bractwa w Brochowie nie był lokalny biskup? Niestety, źródło nie daje nam na ten temat żadnych informacji,
ale należy podkreślić, że Bractwo św. Rocha miało raczej tzw. charakter oddolny i mogło nie
być oficjalnie wprowadzone i zatwierdzone przez władze kościelne. Mogło ono powstać na
bazie wcześniej istniejących nabożeństw, np. różańcowego, koronki lub godzinek o NMP,
które parafianie wspólnie odmawiali i śpiewali w swoim kościele parafialnym. Tego typu
bractwa starały się naśladować te, które były wprowadzane oficjalnie. W praktyce okazywało się jednak, że ich struktura jest znacznie prostsza31.
Statut wymienia również urząd przeora. Do jego obowiązków należało zwoływanie,
przewodniczenie i zamykanie zebrań brackich oraz kontrola uczestnictwa. Czuwał nad prawidłowym wypełnianiem obowiązków statutowych, a w niektórych przypadkach mógł nawet wydalić danego członka ze wspólnoty32.
Podskarbi bractwa odpowiedzialny był przede wszystkim za klucz do skrzynki brackiej,
w której składano pieniądze33. Na sesji 16 listopada 1861 r. ustalono, że jeden klucz od kasy
brackiej był zawsze u proboszcza, a drugi u braci34. Z ustaleń tych wynika, że w bractwie
w Brochowie był urząd podskarbiego, ale niekoniecznie od samego początku istnienia konfraterni, biorąc pod uwagę datę ustalenia miejsca przechowywania kluczy.
Ostatnią część ,,Księgi Bractwa, czyli Konfraterni św. Rocha parafii Brochów’’’ stanowi
wykaz obowiązkowych składek poszczególnych braci i sióstr. Pierwszy wpis pochodzi
z 1862 r., a ostatni z 1881 r. W wykazie bardzo skrupulatnie odnotowywano wszelkie zmiany personalne, zachodzące w bractwie. Jeśli jakiś parafianin umierał lub odchodził z parafii,
stosowna informacja o zaistniałej sytuacji była umieszczana przy konkretnym nazwisku.
Można również zauważyć, że szczególnie w przypadku śmierci danego członka, jego miejsce w spisie zajmował nowy (nazwisko było przekreślane i dopisywano nowe). W latach
1862-1881 wpisano do księgi 428 nazwisk (włączając pierwszych członków), ale jeśli
uwzględnimy również nazwiska, które zostały dopisane, to wychodzi, że w tym okresie do
bractwa wstąpiło 510 osób35. Za wykazem wpłacanych składek odnotowywano dodatkowo
nazwiska wszystkich zmarłych członków konfraterni. Na liście tej można doliczyć się 95
nazwisk36.
Bractwa kościelne spełniały szczególną rolę w życiu każdej parafii, ponieważ nie tylko
integrowały lokalną społeczność, ale niosły również pomoc potrzebującym. Taki charakter
miało niewątpliwie Bractwo św. Rocha w Brochowie, którego historia była jeszcze do niedawna kompletnie nieznana. Z dzisiejszej perspektywy trudno jest stwierdzić, dlaczego jego
działalność została przerwana w 1881 r., o czym może świadczyć ostatni rok pobierania
składek od jego członków. Z drugiej jednak strony, zaprzestanie pobierania obowiązkowych
opłat, nie musi być jednoznacznym dowodem rozwiązania konfraterni. Zasmuca jedynie
fakt braku większej ilości źródeł, za pomocą których można by było szerzej opracować
33
34
35
36
31
32
Ibidem, s. 55.
Ibidem, s. 76.
J. Flaga, op. cit., s. 76-77.
APB, Księga Bractwa…, k. 3v.
Ibidem, k. 4v-53.
Ibidem, k. 53v.
BRACTWO PARAFIALNE ŚW. ROCHA PRZY KOŚCIELE W BROCHOWIE...
155
działalność tej wspólnoty na ziemi brochowskiej. Z dostępnej bazy źródłowej możemy jednak wywnioskować, że konfraternia św. Rocha była dobrze zorganizowana, a jej udokumentowane istnienie, do co najmniej 1881 r., świadczy o dużej rotacji członków i nie narzekaniu
na braki nowych braci i sióstr. Obecnie, na terenie parafii, działa Bractwo Śpiewacze ,,Vexilla Regis’’, założone przez organistę Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Brochowie dr Bartosza Izbickiego, które kultywuje i propaguje tradycje brackie.
The Church Brotherhood of St. Roch in Brochów
in Mazovia from 1854 to 1881
Summary
The article is the first attempt to present the history of the Church Brotherhood of St. Roch
in Brochów from 1854 to 1881. The author drew upon an unpublished source, which is the
‘’Book of the Brotherhood of St. Roch’’, conducted in years 1854-1881. This article examines the goals, objectives and duties of Brotherhood to the local community. Futhermore, the
author also draws particular attention to the involvement of members in civil society. Such
a wide range of research is made possible by the analysis of the Brotherhood statute, which
also allows us to better understand the organizational space. In addition, the author presents
functions of individual members of the fraternity and supports them with concrete examples
from the source. The whole article is enriched with a brief introduction, which aims to presents Brochów history and the history of the formation of religious brotherhoods in Poland.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
WNHiS UKSW, Warszawa
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO (1860-1907) –
FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
1.Tradycja nauczania malarstwa pejzażowego w krakowskiej SSP
Śmierć Jana Matejki, a co za tym idzie zmiany w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie,
zbiegły się z okresem zmian na szerszą skalę w całym środowisku krakowskim. Upadły
dotychczasowe programy artystyczne, a szczególnie kult malarstwa historycznego w sensie
tematycznym, jako tego, które ma najpełniej wpływać na utrwalenie świadomości narodowej zarówno artysty, jak odbiorcy dzieła sztuki. Młodzi artyści inaczej pojmowali swój
związek z tradycją, choć w kręgach krakowskich Matejko miał jeszcze wielu miłośników
i epigonów. Prowadził on Szkołę Sztuk Pięknych w sposób bardzo konserwatywny, nie dopuszczając jakichkolwiek nowinek artystycznych, płynących głównie z Paryża, wręcz obawiając się, że wszelkie „modernizmy” stanowią zagrożenie dla naszej, narodowej sztuki i nie
tylko mogą pozbawić ją charakterystycznych cech, ale przede wszystkim roli, jaką powinna
ona spełniać. Po jego śmierci nastąpił więc przełom w takim sensie, że wyzwoliła ona nowe
indywidualności twórcze i dała im szansę dojścia do głosu w oparciu o inne środki artystyczne, aniżeli te, które narzucał Matejko.
Po przejściowym okresie, w którym miejsce Matejki zajął Władysław Łuszczkiewicz,
stanowisko dyrektora szkoły Sztuk Pięknych powierzono Henrykowi Rodakowskiemu, nie
tylko wybitnemu malarzowi, ale też człowiekowi o wyjątkowej kulturze artystycznej i umysłowej. Rodakowski przygotował projekt reform i zaangażował na stanowiska pedagogów
uczelni Jacka Malczewskiego i Teodora Axentowicza. Choroba i śmierć artysty rzerwały
reformy, ale podjął je na nowo Julian Fałat, który dzięki poparciu w kołach wiedeńskich,
26 marca 1895 roku otrzymał z rak namiestnika nominację na wakujące po Rodakowskim
stanowisko.
Obowiązki związane z pełnieniem funkcji dyrektora podjął Fałat oficjalnie 5 czerwca, ale
przygotowywał się do nich kilka miesięcy. W zasadzie przyjął projekt Rodakowskiego, z którym zdążył się zobaczyć przed śmiercią artysty w Zakopanem. Sam o tym projekcie pisał,
że „był pomyślany w wielkim stylu i na długą metę w przyszłości”1. Reforma polegała na
Julian Fałat, Pamiętnik, Warszawa 1935, s. 201
1
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
158
tym, że zniesiono tak zwane kursy, czyli klasy, do których kolejno przechodzili uczniowie,
połączono szkołę rysunku ze szkołą malarstwa, a następnie podzielono ją na pięć równoległych szkół. W obrębie takiej szkoły mógł odtąd pozostawać uczeń aż do ukończenia nauki,
chyba że sam chciał zmienić profesora.
Wraz ze zmianami organizacyjnymi postępowały zmiany personalne. Obok kandydatów
wybranych przez Rodakowskiego, do których należeli: Jacek Malczewski i Teodor Axentowicz, Fałat powołał Leona Wyczółkowskiego. Z dawnych wykładowców, zatrudnianych
przez Jana Matejkę pozostali: Florian Cynk i Józef Unierzyski. Jednocześnie Fałat planował
stworzyć dwie dodatkowe katedry, w których zajęcia byłyby nadobowiązkowe. Były to katedry: rzeźbiarstwa, którą miał prowadzić Konstanty Laszczka oraz pejzażu, na którą powołał Jana Stanisławskiego2.
Stanisławski otrzymał oficjalną nominację na stanowisko prowizorycznego nauczyciela
pejzażu 10 maja 1897 roku. Jednakże Fałat natychmiast po uchwaleniu nowego statutu
szkoły (z 30 października 1896 r.) zabiegał o szybkie obsadzenie tych dwóch dodatkowych
posad, w związku z tym Stanisławski rozpoczął swoje zajęcia już l stycznia 1897 roku, na
kilka miesięcy przed oficjalną nominacją.
Tradycja nauczania malarstwa pejzażowego, a raczej, jak to wówczas nazywano – malarstwa krajowidoków – sięga okresu, w którym krakowska szkoła istniała jako Szkoła Rysunku i Malarstwa przy Instytucie Technicznym. Według rozporządzenia Senatu Rzeczpospolitej Krakowskiej z 1835 roku, w Szkole Rysunku i Malarstwa miała być prowadzona nauka
malowania „krajowidoków”. Nie stworzono jednak osobnej posady, a obowiązek ten miał
pełnić każdorazowo nauczyciel rysunków w gimnazjum św. Anny. Pierwszym z nich był Jan
Nepomucen Głowacki. Opracowany przez Głowackiego program zakładał, że uczniowie
rozpocząć mają zajęcia od ćwiczeń, na których kopiować będą wzory graficzne, specjalnie
do tego celu przygotowane litografie. Sam artysta niekiedy udawał się w plener (Tatry),
jednakże jedynym uczniem, którego zabierał ze sobą był Aleksander Płonczyński, późniejszy następca Głowackiego.
Płonczyński kontynuował metody nauczania Głowackiego, polegające na szkicowaniu
drobnych elementów (np. gałęzi drzew, fragmentów architektury), by pod koniec nauki
dojść do całego krajobrazu. Wzorami kolorystycznymi były ciągle obrazy olejne i grafika,
a nie natura. Po śmierci Płonczyńskiego w 1858 roku obowiązki profesora rysunku i malarstwa „krajowidoków” w latach 1858-1872 pełnił Leon Dembowski, którego uczniem m.in.
był Julian Fałat. Dembowski wprowadził metodę malowania wprost z natury, ale w plenery
udawał się z uczniami bardzo rzadko.
W 1872 roku Dembowski został odwołany z katedry, pozostając nadal nauczycielem
gimnazjum. Na jego miejsce szkoła powołała Walerego Eliasza Radzikowskiego, który
praktycznie nie podjął zajęć, a następnie Henryka Grabińskiego, który podjął pracę i prowadził zajęcia do listopada 1877 roku. Opracowany przez Grabińskiego program zakładał, że
najlepszą szkołą dla pejzażysty jest studiowanie natury, a nauczyciel powinien wykształcać
w uczniach wrażliwość na jej piękno przejawiające się w liniach, formie i kolorycie, chociaż
dla ucznia początkującego zalecał tradycyjne kopiowanie wzorów. Zajęcia musiał przerwać
z powodu likwidacji tej katedry po objęciu dyrekcji przez Matejkę.
2
Więcej na ten temat w: Materiały do dziejów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, t. 2, 1895-1939, oprac.
Józef Dutkiewicz, Jadwiga Jeleniewska Ślesińska i Władysław Ślesiński, Wrocław 1969
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO – FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
159
Początkowo Matejko chciał zreformować naukę, nie likwidując równocześnie katedry
krajobrazu, jednakże nie mógł uzyskać na to zgody austriackiego Ministerstwa Oświaty
i w efekcie malarstwa pejzażowego zaczęli uczyć profesorowie w ramach swoich zajęć.
W gruncie rzeczy pejzaż istniał dla Matejki jedynie jako tło obrazu i sam w sobie nie stanowił istotnej wartości, tak zresztą, jak i później dla Rodakowskiego (zarówno Matejko, jak
Rodakowski pozostawili po jednym olejnym pejzażu). Taki stan rzeczy trwał 20 lat, z czym
zetknął się Stanisławski, wstępując w 1883 roku w wieku 23 lat w mury uczelni.
2.Stanisławski jako pedagog i animator krakowskiego życia artystycznego
Jan Stanisławski urodził się 24 czerwca 1860 roku we wsi Olszana k. Korsunia na Ukrainie, jako syn Antoniego Stanisławskiego, prawnika i poety, do 1863 roku wykładowcy Uniwersytetu Charkowskiego. Ukończył wydział matematyczny na Uniwersytecie Warszawskim oraz odbył studia w Instytucie Technologicznym w Petersburgu. Edukację artystyczną
rozpoczął w Szkole Rysunkowej Wojciecha Gersona, skąd z kolei przeniósł się do Krakowa.
W krakowskiej szkole kształcił się jedynie dwa lata pod kierunkiem Władysława Łuszczkiewicza. Artysta zaczął malować amatorsko już jako chłopiec, korzystając z porad zaprzyjaźnionego z rodziną Eugeniusza Wrzeszcza (1853--1917), pejzażysty kijowskiego3.
Po dwóch latach pobytu w Krakowie, w 1895 roku Stanisławski wyjechał do Paryża
w celu uzupełnienia edukacji artystycznej. W Paryżu zaprzyjaźnił się z Puvisem de Chavannes oraz z Józefem Chełmońskim. Malarstwo obydwu artystów, a zwłaszcza Chełmońskiego, było niewątpliwie głównym źródeł inspiracji dla Stanisławskiego. W Paryżu spędził artysta ogółem ponad dziesięć lat, z dłuższymi i krótszymi przerwami. Z Paryża robił też
liczne wycieczki, np. do Włoch.
Po objęciu obowiązków „prowizorycznego nauczyciela pejzażu” w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie, Stanisławski dał się poznać w całym środowisku jako znakomity organizator. Pełniąc wówczas mało znaczącą funkcję, zaczął wpływać na szybkie reformy w szkole.
Karol Frycz wspomina: Utarło się później powiedzenie, że Stanisławski – [...] – trząsł Akademią. Na czym to trzęsienie polegało? Na tym zapewne, że znając dokładnie, po kilkuletnim
pobycie w Paryżu – stan sztuki europejskiej, umiał narzucić średnio inteligentnemu Fałatowi
swój punkt widzenia w wyborze i doborze, przy rozszerzaniu dalszego grona profesorów. Jego
zasługą było ściągnięcie Józefa Mehoffera, później Wyspiańskiego i Weissa, a z Warszawy
Pankiewicza i z Wilna Ruszczyca4.
Początkowo Stanisławski, którego przedmiot miał charakter nadobowiązkowy, miał niewielu uczniów, jednakże jego popularność prędko rosła. Na fakt ten wpłynęło wiele czynników. Był pedagogiem, który posiadał szczególne predyspozycje kierownicze. Z wszystkich
profesorów uczelni on jedynie łączył w sobie te przymioty, które składają się na osobowość
pociągającą, a nawet zniewalającą. Dosyć żywą sympatią wśród uczniów cieszył się także
Wyczółkowski, ale jako wybitny malarz, nie jako erudyta, co było źródłem licznych żartów.
Przy tym, jak wspomina Skotnicki: Wyczół był to typ ascety, mnicha pracownianego, którego eremem była pracownia5. Nie przysparzało mu to autorytetu wśród uczniów. Natomiast
Wiesław Juszczak, Jan Stanisławski, Warszawa 1972, s. 6
Karol Frycz, O teatrze i sztuce, Warszawa 1967, s. 77-78
5
Jan Skotnicki, Przy sztalugach i przy biurku. Wspomnienia, [Warszawa 1957], s. 66
3
4
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
160
wyróżniającym się pedagogiem w stopniu równym Stanisławskiemu, był Jacek Malczewski, któremu jednak źle ułożyła się współpraca z innymi profesorami, a szczególnie z Fałatem, który już po kilku miesiącach przestał w nim widzieć dobrego pedagoga. Fałat, który
swoją nominację zawdzięczał wpływom wiedeńskim, częściowo w trosce o dobro uczelni,
którą chciał przekształcić w Akademię, a częściowo w obawie o własną pozycję dbał o korzystne kontakty z Namiestnikiem, Kazimierzem hr. Badenim. Malczewskiego bardzo to
drażniło, czemu dawał wyraz w rozmowach ze studentami, aż doprowadziło to w 1900 roku
do utraty posady. Wrócił na krakowską uczelnię dopiero po 9 latach, jako jej rektor.
Dobrym pedagogiem był Mehoffer, który objął wakującą po Malczewskim posadę. Nie
zjednał sobie jednak uczniów z powodu oschłego, sztywnego sposobu bycia, chociaż był
człowiekiem o wielkiej kulturze umysłowej. Stanisław Wyspiański natomiast miał niewiele
czasu na działalność pedagogiczną. Wprawdzie pracował w krakowskiej Akademii przez
pięć lat (1902-07), ale praktycznie od drugiego półrocza 1905/06 roku przebywał na urlopie
zdrowotnym. Przy tym jego różnorodna twórczość pochłaniała większość czasu. Uważał
też, że nie warto poświęcać swojego zainteresowania szerszemu gronu uczniów, lecz wybrać
kilku najwybitniejszych, do których zaliczał na przykład Kazimierza Sichulskiego. Na tle
tak różnych sylwetek pedagogów osobowość Stanisławskiego, dzięki jego wybitnej erudycji
i talentom organizacyjnym, zyskiwała coraz znaczniejszą popularność, która z czasem zaczęła promieniować poza mury uczelni.
Stanisławski odegrał wybitną rolę w rozwoju krakowskiego środowiska artystycznego.
Już w kilka miesięcy po rozpoczęciu zajęć dydaktycznych w szkole, artysta zainicjował
powstanie Towarzystwa Artystów Polskich Sztuka, którego celem był rozwój życia artystycznego i twórczości w kraju. Według jego założycieli, działalność krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych i warszawskiej Zachęty nie spełniała wymogów utrzymywania polskiej sztuki na odpowiednim poziomie. Pierwszym prezesem TAP Sztuka
został Józef Chełmoński, a wiceprezesem Stanisławski. Towarzystwo rozpoczęło swą działalność 27 maja 1897 roku otwarciem w Sukiennicach wystawy 10 artystów. Działalność
wystawiennicza Sztuki szybko zyskała sobie popularność w kraju i za granicą. Towarzystwo
to, poprzez swoją otwartość na nowe kierunki i style, a przede wszystkim na twórczość
młodych artystów (wśród nich wielu studentów krakowskiej Szkoły), przetrwało aż do 1950
roku, organizując łącznie 101 wystaw w kraju i za granicą. Dla uczniów Stanisławskiego,
powstanie Towarzystwa miało istotne znaczenie, gdyż wielu z nich debiutowało na wystawach Sztuki jeszcze w okresie studenckim, a znaczna ich część została na wiele lat jego
członkami. W wystawach Sztuki brali udział tacy uczniowie Stanisławskiego, jak: Jan Bukowski, Stanisław Czajkowski, Stefan Filipkiewicz, Stanisław Gałek, Wlastimil Hofman,
Stanisław Kamocki, Jerzy Karszniewicz, Piotr Hipolit Krasnodębski, Bronisław Kowalewski, Stanisław Kuczborski, Maurycy Minkowski, Abraham Neuman, Aleksy Nowakiwski,
Ignacy Pieńkowski, Stanisław Podgórski, Władysław Porankiewicz, Antoni Procajłowicz,
Ludwik Puszet, Leon Rosenblum, Witold Rzegociński, Henryk Szczygliński, Stanisław
Szygell, Jan Talaga, Kazimierz Wiłkomirski, Józef Wrzesiński i Teodor Ziomek6.
6
Informacje zaczerpnięte z katalogów wystaw: Jan Stanisławski. Wystawa pośmiertna, Kraków 1907; Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Stanisław Wyspiański. Jan Stanisławski i jego uczniowie, Maj 1933
roku, [Warszawa 1933]; Jan Stanisławski i Jego szkoła. Wystawa w pięćdziesięciolecie śmierci artysty. Marzec-kwiecień 1957, [Kraków 1957]
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO – FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
161
Rozbiła się ta bania nad Polską - [wspominał Adam Grzymała Siedlecki, mając na myśli
eksplozję polskich talentów artystycznych w tym okresie] – ale nikt poza Polską by o tym
bogactwie nie wiedział, gdyby nie Stanisławski. Bo oczywiście znani byli i na zagranicznych
wystawach poszczególni artyści nasi, znani i odznaczani, [...] – ale nie znane było malarstwo polskie jako zespół artystyczny, polski wyraz narodowy w dziedzinie malarskiej7.
W krakowskim życiu artystycznym w tym czasie nie było żadnego ważniejszego wydarzenia, którego inicjatorem lub uczestnikiem nie byłby Stanisławski. Nie opuścił on żadnej
premiery w świeżo zreformowanym przez Tadeusza Pawlikowskiego teatrze krakowskim.
Liczono się z jego zdaniem do tego stopnia, że krytycy teatralni w kuluarach teatru często
przysłuchiwali się opiniom Stanisławskiego, by w poniedziałkowych recenzjach w prasie
prezentować je jako własne8. Ponieważ był to okres wielkiej bujności życia artystycznego,
a twórcy formułowali swoje credo, czy to na łamach nowo utworzonego krakowskiego „Życia”, czy też w innych tygodnikach, obudziło to potrzebę stałych spotkań artystów, dziennikarzy i literatów, odbywania dyskusji na temat wszelkich wydarzeń kulturalnych w kraju
i za granicą, wymiany myśli. Spotykano się w domach i kawiarniach. Jednym z takich miejsc
było mieszkanie Ignacego Maciejewskiego (Sewera), a po przyjeździe do Krakowa Przybyszewskiego, także jego dom. Również mieszkanie Stanisławskiego było otwarte dla wszystkich przyjaciół i uczniów artysty.
Świadomość niezrozumienia postaw młodych artystów przez tradycjonalistów doprowadziła do potrzeby odizolowania się i znalezienia bardziej niezależnych form spotkań artystycznych od tych oficjalnych. Tak powstał „Paon” – obóz cyganerii w kawiarni Turlińskiego, którego inicjatorem, obok Wyspiańskiego i Przybyszewskiego, był Stanisławski. Jak
podaje Tadeusz Żeleński Boy: Paon był bardzo zamknięty nie jakimś regulaminem, ale faktem despotycznej władzy, jaką wykonywał Stanisławski. Ten brzuchacz pąsowiejący w momentach furii, budził taki postrach, że nikt, kto by nie miał jego milczącej aprobaty, nie
byłby się tam pojawił9.
Po rozwiązaniu „Paonu”, kiedy bohema artystyczna znalazła sobie nowe miejsce spotkań
w Cukierni Lwowskiej Jana Apolinarego Michalika, zw. Jamą Michalikową-Stanisławski
i tam był stałym bywalcem. Miał też udział w utworzeniu kabaretu „Zielony Balonik”.
Ekstrawertyczny temperament i władcze predyspozycje łączył Stanisławski z erudycją;
logikę matematyka z gruntowną wiedzą humanistyczną i wyniesioną z domu kulturą duchową. Był świetnie zorientowany we współczesnych kierunkach filozofii oraz miał doskonale
rozeznanie w historii sztuki i estetyki, dzięki czemu pomagał swoim uczniom zgłębić zawiłe problemy estetyczne w okresie istotnego przełomu w postawach artystycznych. Karol
Frycz, który choć nigdy nie był jego uczniem, często korzystał z porad Stanisławskiego
wspominał: Tak jak w umyśle Stanisławskiego zamalgamowały się ścisłość i fantazja, trafem
równie rzadkim jak szczęśliwym, tak też natura jego, łącząc hart z liryzmem, energię z wrażliwością, miała urok niezwykle pociągający. […]. Sąd jego formułowany jasno, zamykający
nieraz bystrą analizę w jednym porównaniu, miał też energię sugestii, jaką promieniują
dokoła wyższe indywidualności. Obraz ten uzupełniał się równorzędnie szczerością i siłą
uczuciową, która zjednywała Stanisławskiemu nie mniej życzliwych i przyjaciół, jak siła in Adam Grzymała Siedlecki, Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim, op. cit., s. 191-192
Alfred Wysocki, Sprzed pół wieku, Kraków [1974], s.38
9
Tadeusz Żeleński Boy, Ludzie Żywi, Warszawa 1956, s. 95-96
7
8
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
162
telektu10. Z kolei Adam Grzymała Siedlecki przyznawał: Ten dar wżywania się w nieuchwytność dużą pomocą mu był przy komenderowaniu artystami młodopolskimi, gromadą młodzieży wychowującej się na Maeterlincku, Hauptmannie, czy autorze „Wesela”. Umiał on
dotrzymywać kroku na zawiłych, a często i karkołomnych ścieżkach symbolizmu, wszelkiej
odmiany i wszelkiego nasilenia. [...]. Oddziaływał na nas wszystkich, za mało powiedzieć
oddziaływał, on rządził naszym smakiem, naszymi kryteriami i postulatami artystycznymi11.
Wśród wielu wspomnień o Stanisławskim znajdują się też mniej pochlebne opinie. Częściowo przyczyniła się do tego działalność Sztuki, która ograniczała udział wielu artystów w wystawach, poprzez surową selekcję prac. W odpowiedzi na teksty krytyczne, Józef Mehoffer, po
śmierci Stanisławskiego, napisał list otwarty, który podpisało 78 artystów, uczniów i przyjaciół
przedwcześnie zmarłego artysty. W liście tym użył słów: Spokojni o wyrok historii o Janie Stanisławskim, my, cośmy kochali go nie tylko za jego talent ogromny i umysł wysokiego lotu i za
charakter czysty, [...], za serce wreszcie proste, gorące i szczere, zadajemy kłam twierdzeniom
uwłaczającym czci zmarłego artysty i piętnujemy je, jako czyn niegodny i niecny12.
Twórczość Stanisławskiego także budziła wówczas kontrowersyjne opinie i nie zawsze
była doceniana. Mimo to, wszyscy pamiętnikarze zgadzają się co do niebywałego oddziaływania osobowości Stanisławskiego nie tylko w Akademii, ale w całym Krakowie. Przy tym
prawie wszyscy zgadzają się, że Stanisławskiego cechował obiektywizm w stosunku do
twórczości innych i samokrytycyzm w stosunku do własnego malarstwa. Bardzo na przykład cenił Wyspiańskiego i zawsze wypowiadał się o nim z ogromnym szacunkiem13. Chwalił „oko” Wyczółkowskiego i „bujność” jego twórczości. Za dwa nie zrealizowane talenty
uważał Wojciecha Kossaka i Teodora Axentowicza. O Kossaku mówił: Mógłby być pierwszym polskim malarzem, a robi wszystko, by nikt się tego nie domyślił14. Axentowicza uważał
za wyjątkowo dobrego portrecistę, na swój sposób podziwiał Matejkę. Boczył się na stwory
i rusałki z portretów Malczewskiego – pisał Siedlecki – ale wielbiąco zazdrościł mu jego
rysunku, a przed np. „Błędnym kołem” godzinami przesiadywał15. Dalej Grzymała Siedlecki
przyznawał: W postulatach swojego gustu ani trochę nie sekciarz, jednakowo cieszył się z trzeźwej gruntowności Mehoffera, jak i „szałów” Wyspiańskiego. Ich wszystkich dzieła, jak i obrazy Fałata, jak udatne osiągnięcia uczniów, ileż mu one dostarczały nie podrabianego rozradowania! Jakże mu umilały życie!16
Natomiast jeden z jego uczniów, Jan Józef Grein wspominał: Stanisławski obdarzony niepospolitą inteligencją przerastał swoje otoczenie, jako wybitny intelektualista i znawca sztuki,
czuł i umiłował rodzimy pejzaż, [...]. Zdając sobie sprawę z przewagi, jaką miał nad innymi,
czuł się powołanym do imperialistycznego kierownictwa, stał się wyrocznią w sprawach artystycznych ówczesnego Krakowa. Trząsł całą Akademią, a uczniami jego byli również koledzy
profesorowie. Dla młodych adeptów sztuki, swych uczniów był świetnym guidem17.
12
13
14
15
16
17
10
11
Frycz, op. cit., s. 106
Siedlecki, Niepospolici ludzie..., op. cit., s. 192-193
Józef Mehoffer, „List otwarty”, „Kurier Warszawski” z 12 stycznia 1913 roku, s. 17.
O tym, jak bardzo cenił twórczość Wyspiańskiego wspomina m. in. Frycz, O teatrze…, op. cit., s. 82
Grzymała Siedlecki, Niepospolici..., op. cit., s. 200
Grzymała- Siedlecki, ibidem., s. 199
Ibidem, s. 199
Jan Józef Grein, „Wspomnienia z czasów moich studiów akademickich”, Bibl. IS PAN, mpis nr 850, s. 14-15
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO – FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
163
3.Metodyka prowadzenia zajęć i organizacja szkoły Stanisławskiego
Pierwszymi uczniami na dodatkowych zajęciach z pejzażu, prowadzonych przez Stanisławskiego, byli: Wlastimil Hofman i Jerzy Karszniewicz. Obaj zapisani byli do szkoły
Floriana Cynka, ale zrażeni tradycyjnymi metodami nauczania, zaczęli dodatkowo uczęszczać na zajęcia Stanisławskiego, na których była zupełnie inna atmosfera. Już po kilku tygodniach, do tych dwóch uczniów dołączyli następni. Ze szkoły Floriana Cynka: Jan Buraczek, Bolesław Buyko, Włodzimierz Dunajewski, Witold Florkiewicz, Zisman Kochanowicz
[Kochanowski], Tadeusz Noskowski, Antoni Procajłowicz, Kazimierz Staszewski, Maksymilian Zajdzikowski. Ze szkoły Jacka Malczewskiego przyszli: Jan Grubiński, Franciszek
Rembertowski, Jan Sobecki. Ze szkoły Wyczółkowskiego: Stanisław Kamocki, Ignacy
Pieńkowski, Iwan Trusz. Ze szkoły Józefa Unierzyskiego: Bronisław Kowalewski, Aleksy
Nowakiwski [Nowakowski], Maksymilian Neuman.
Artysta rzadko mylił się co do osiągnięć swoich uczniów i z reguły późniejsi najwybitniejsi artyści z jego szkoły, już przez swojego nauczyciela byli wysoko oceniani. Z pierwszej grupy swoich podopiecznych ocenę bardzo dobrą przyznał: Florkiewiczowi, Grubińskiemu, Hofmanowi, Kamockiemu, Kowalewskiemu, Noskowskiemu, Neumanowi,
Procajłowiczowi i Staszewskiemu. Grubiński, Pieńkowski, Trusz i Zajdzikowski pozostawali w pracowni Stanisławskiego tylko przez jeden semestr.
W roku akademickim 1897/98 doszli do pracowni Stanisławskiego uczniowie: Abraham
Neuman, Jan Bukowski, Kazimierz Bisier, Jan Grondalczyk, Izydor Goldfinger [późniejszy
Stanisław Żarnecki], Osip [Józef] Kuryłas, Jerzy Łukaszewicz, Ludwik Puget, Modest Sosenko, Stanisław Szczepański, Ludwik Turski i Teodor Ziomek. W pierwszym semestrze
roku 1898/99 Stanisławski nie miał żadnych nowych uczniów, a z dawnych na jego zajęcia
uczęszczali tylko: Florkiewicz, Karszniewicz, Kamocki i Noskowski. W drugim semestrze
liczba ich powiększyła się do dziesięciu. Z nowych doszli: Wilhelm Wachtel i Hipolit Piotr
Krasnodębski. Niewielką liczbę uczniów miał też Stanisławski w roku 1899/1900, w pierwszym semestrze siedmiu (doszli Stanisław Gałek i Władysław Przybytniowski), w drugim
ośmiu (doszli: Florian Piekarski, Stanisław Czajkowski i Henryk Szczygliński, w późniejszych latach najwierniejszy uczeń Stanisławskiego. W tym całym okresie (do 1900 roku)
najwyższą popularność klasa pejzażowa Stanisławskiego osiągnęła w drugim semestrze
1897/98 roku. Ani wcześniej, ani później Stanisławski nie miał już jednocześnie tak wielu
uczniów. Przeważnie ich liczba wahała się od kilku do kilkunastu18.
W 1900 roku Fałat doprowadził do przemianowania Szkoły Sztuk Pięknych na Akademię. W obrębie uczelni nie przyniosło to żadnych większych zmian organizacyjnych, gdyż
faktycznie akademią stała się ona już po reformach w 1895 roku. Teraz jednak zmieniła się
jej ranga. Dla kursu pejzażowego Stanisławskiego nie przyniosło to żadnych zmian. W dalszym ciągu przedmiot prowadzony przez niego miał charakter uzupełniający i nadobowiązkowy. Taki stan rzeczy trwał do II semestru roku akademickiego 1903/04.
W ciągu tych trzech lat zasadniczo większość uczniów kontynuowała uczestnictwo
w kursie pejzażowym. Z nowych uczniów przybyli: Stefan Filipkiewicz, Jakub Glasner,
Józef Hehl, Ludwik Markus (późniejszy Louis Marcoussis), Wiktor Maslennikow [Maślannikow], Maurycy Minkowski, Kazimierz Młodzianowski, Józef Piotrowski [Piotrowicz],
18
Informacje zaczerpnięte z: „Księgi Świadectw z lat 1895/1896 – 1900/1901”, „Księgi Świadectw 1901/1902-1904/1905”, Archiwum ASP w Krakowie
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
164
Antoni Paczowski, Stanisław Podgórski, Leon Rosenblum, Witold Rzegociński, Stanisław
Straszkiewicz, Feliks Szczamburski, Stanisław Szygell, Józef Wrzesiński, Jan Wojnarski,
Włodzimierz Wróblewski, Kazimierz Wiłkomirski i Romuald Kamil Adam Witkowski.
W 1901 roku zmienił się sposób oceniania, zamiast dwóch stopni z każdego przedmiotu
(jednego z pilności, drugiego z postępu w nauce), wprowadzono tylko jeden. W tych latach
najwyżej oceniał Stanisławski uczniów: Buraczka, Buykę, Czajkowskiego, Filipkiewicza,
Markusa, Abrahama Neumana, Podgórskiego, Rosenbluma, Szczyglińskiego, Straszkiewicza, Wiłkomirskiego, Witkowskiego i Ziomka.
Pod koniec drugiego semestru, Stanisławski otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego i po półrocznej przerwie w nauczaniu, którą wykorzystał na podróże zagraniczne,
w drugim semestrze 1903/04 roku zaczął prowadzić samodzielną szkołę, obok istniejących
w tym czasie szkół Unierzyskiego, Cynka, Mehoffera i Wyczółkowskiego. Jedynymi uczniami, którzy od początku zdecydowali się wstąpić do tej szkoły byli: Antoni Buszek, który
przeszedł ze szkoły Mehoffera oraz Henryk Szczygliński, który przeszedł ze szkoły Wyczółkowskiego. Pozostali uczniowie w dalszym ciągu traktowali szkołę Stanisławskiego jako
kurs nadobowiązkowy, pozostając zasadniczo w pracowniach innych artystów. Przyczyniła
się do tego stopniowo narastająca w Akademii niechęć innych profesorów do jednokierunkowego, ich zdaniem, rozwoju młodych adeptów sztuki.
Pomimo cichej dezaprobaty, do szkoły Stanisławskiego przybywali jednak stopniowo
nowi uczniowie. W pierwszym semestrze 1904/05 roku Stanisław Podgórski wystąpił ze
szkoły Wyczółkowskiego i wstąpił do Stanisławskiego. Podobnie postąpił Jan Wojnarski,
wypisując się ze szkoły Cynka. W drugim semestrze tegoż roku z zajęć Wyczółkowskiego
zrezygnował Stefan Filipkiewicz i dołączył do grona rzeczywistych uczniów Stanisławskiego. Wilhelm Mitarski, zapisując się ponownie po kilkuletniej przerwie do Akademii, również dołączył do tej grupy. W pierwszym semestrze 1905/06 roku do Akademii wstąpił Iwan
Seweryn, zaczynając od początku, od szkoły Stanisławskiego. W drugim semestrze tegoż
roku tak samo postąpił Ignacy Beń, a ze szkoły Unierzyskiego na rzecz Stanisławskiego
zrezygnował na jeden semestr Józef Tadeusz Makowski (późniejszy Tadè Makowski). Do
grona uczniów dołączyli również uczestniczący dotychczas nadobowiązkowo: Stanisław
Czajkowski, Stanisław Kuczborski, Józef Maleszowski i Józef Radoszański-Iwaszkiewicz.
Pozostali, uczęszczający do pracowni Stanisławskiego uczniowie, w dalszym ciągu traktowali kurs pejzażu jako zajęcia uzupełniające. W drugim semestrze 1903/04 roku do grona
tych studentów należeli: Jan Krzyża, Józef Tadeusz Makowski, Ludwik Misky, Władysław
Porankiewicz, Marcin Samlicki i Jan Talaga; w pierwszym semestrze 1904/05 roku Roman
Laskowski i Morych [Mariusz] Zaruski; w pierwszym semestrze 1905/06 roku Henryk Mikolasch i Stanisław Ignacy Witkiewicz; w drugim semestrze tegoż roku Jan Józef Grein19.
Lata od 1903 do stycznia 1907 roku, tj. do nagłej śmierci Stanisławskiego, stanowią
ostatni etap prowadzenia przezeń szkoły pejzażowej. Zajęcia te cieszyły się wówczas dosyć
dużą popularnością. Jak na owe czasy i na krakowskie środowisko wprowadził Stanisławski
rewolucyjny sposób prowadzenia zajęć. Przede wszystkim uatrakcyjnił zajęcia, przenosząc
je w plener. Pierwsze wycieczki odbywano do parku Jordana, na Dębniki i do Ogrodu Botanicznego. Z czasem Stanisławskiemu i jego uczniom przestały wystarczać parki krakow Informacje z: „Księgi Świadectw z lat 1901/1902-1904/1905”, „Księgi Świadectw z lat 1905/1906-1906/1907”,
Archiwum ASP w Krakowie
19
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO – FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
165
skie, toteż zaczęli jeździć na wycieczki w okolice podkrakowskie, a następnie na Podhale
i w Tatry. Jan Józef Grein wspomina: Stanisławski prowadził kurs pejzażu. W tym celu były
organizowane wycieczki odpowiadające czterem porom roku, trwające 4-6 tygodni. […].
Poza wycieczkami malowaliśmy w pracowni Stanisławskiego kwiaty i martwe natury, chodziliśmy na przedmieścia Krakowa, najczęściej na Dębniki dla studiów pejzażowych. W celu
przeprowadzenia korekty odwiedzał nasze wycieczki w bliżej położonych miejscowościach
co parę dni, przyjeżdżając dorożką. […]. Z daleka już słyszeliśmy człapiącego konia i zaczynało się zamieszanie i popłoch wśród wycieczkowiczów, jedni uciekali ze swoich stanowisk,
inni szukali nowych motywów w bardziej niedostępnych miejscach za głębokim rowem, lub
w jakichś moczarach. Wszyscy bali się panicznie w czasie malowania korekty Stanisławskiego, natomiast potem chętnie pokazywali swoje prace, ceniąc bardzo uwagi „Starego”. [...].
Korektę Stanisławskiego jak już wspomniałem ceniliśmy nadzwyczaj, ale tylko w formie
uwag o naszych już skończonych pracach. Profesor siedział na specjalnie wybranym mocnym krześle i oglądając kolejno nasze szkice stękał, rozmaicie modelując głos oraz jednym
tchem wypowiadając zawsze dosadnie trafną uwagę, poprzedzaną słowami „no właśnie, no
tak, no właśnie że tak”. Znaliśmy dokładnie wszystkie odcienie tych stęknięć, wyrażające
doskonale jego uczucia20.
Stanisławski wiedział, że nieuniknioną drogą do wypracowania indywidualności młodego malarza są studia z natury, toteż do nich przede wszystkim zachęcał swoich uczniów.
Ponieważ najtrudniej przezwyciężyć onieśmielenie wobec dużego płótna, radził swoim
uczniom malować w dużych formatach. Zajęcia prowadził metodycznie, choć zarzucano
czasem jego korektom brak konsekwencji. W rzeczywistości szanował on indywidualność
swoich uczniów i uważał, że każdy z nich potrzebuje innych porad. Dużo uwagi poświęcał
kompozycji obrazu, urządzając specjalne seanse kompozycyjne we własnym domu, do którego zapraszał młodzież. Szczególnie zachęcał uczniów do odtwarzania polskiego krajobrazu ze wszystkimi charakterystycznymi dla niego cechami. Pamiętnikarze często cytują jego
słowa: Malujcie panowie wieś polską, bo za kilka lat już jej nie będzie21.
Wśród słów wypowiedzianych o Stanisławskim, jednym z najbardziej wzruszających jest
wspomnienie Marcina Samlickiego: Niecierpliwie czekaliśmy końca kwietnia, by gromadą
wyjechać na wycieczkę pejzażową. W tym roku (1906) postanowiliśmy zmienić okolicę.
W ubiegłych latach terenem studiów były okolice Krakowa: Tyniec, Rudno – obecnie, za
inicjatywą kolegi Wojnarskiego, mieliśmy się osiedlić w Porąbce Uszewskiej, w powiecie
brzeskim. Kurs składał się z wymienionego kolegi Wojnarskiego, Szygella, Mitarskiego,
Greina, Laskowskiego, Makowskiego i mnie – wszyscy chłop w chłopa młodzi, dowcipni,
rozmiłowani w muzyce i śpiewie. [...] Stosunek nasz do majstra był bardzo serdeczny. Żaden
z profesorów, oprócz Malczewskiego, nie umiał wzbudzić w sercach młodych adeptów sztuki
takiej miłości ku sobie – co Stanisławski. Legenda (tworzy się ona około każdego artysty)
jego zachowuje pamięć o człowieku dobrym, wesołym, dowcipnym, wykształconym i entuzjaście. Ceniliśmy go, wierząc głęboko w jego talent i wiedzę, baliśmy się, a pożądali gorąco
jego krytyki, która częstokroć cięła jak brzytwa naszą zarozumiałość i pewność, ale która
również umiała uwypuklić nasze zalety, zwłaszcza ukryte i nieświadome, nadać im ważki
Ibidem, s. 8-12
Pisze o tym m. in. Wilhelm Mitarski, O szkole pejzażu śp. prof. Stanisławskiego, [w:] Jan Stanisławski, Wystawa
pośmiertna, op. cit., s. nlb. 47.
20
21
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
166
walor. […]. Pojechaliśmy do tej Porąbki, która nas powitała kwitnącymi sadami jabłoni i grusz,
szerokimi łanami żyta mieniącego się fioletem kłosów i zielenią źdźbeł. [...]. Co dwa tygodnie mniej więcej przyjeżdżał „majster” na korektę. Z początku serce tłukło się nam w piersi, nim usta swoje otworzył do krytyki, gdy przyszło słuchać cierpkich uwag palących nasze
ambicje. Ale gdy to przeszło, gdy się usłyszało kilka komplementów, gdy się widziało, że
„Stary” jest zadowolony - wtedy się otwierało usta na ścieżaj wesołości i dowcipów, a gardło niczym słowik stroilim w miłe trele. Każdy z nas zarzucał majstra pytaniami, na które
w lot odpowiadał. Istotnie musiał dobrze znać historię sztuki, gdyż na wszystko znalazł odpowiedź. Zresztą gdyby był czego nie znał - przyznałby się wprost. Opowiadał nam o swoich
podróżach, o artystach, z którymi się zetknął, o obrazach, które mu się podobały, o przyrodzie, którą podziwiał i malował. Jakiś ogromny, nieskończony film toczył się przed oczyma
naszymi. Wchłaniała go nasza wyobraźnia, nasza tęsknota i nasza nadzieja. [...]. W parę
miesięcy później płakaliśmy nad jego mogiłą22.
Zarówno cytowane powyżej wspomnienia Samlickiego, jak innych uczniów Stanisławskiego, ujawniają, na jakie wartości obrazu w swoich korektach zwracał uwagę uczniom.
Oprócz kompozycji istotne znaczenie miała budowa poszczególnych form, ich charakter,
z uwzględnieniem wszystkiego co w naturze jest stałe i wszystkiego, co zmienne. Dotrzeć
do istoty malowanego przedmiotu, uchwycić jego charakter, czyli to, co jest w nim stałe,
można na drodze wnikliwego, długotrwałego studium i dlatego Stanisławski zachęcał młodzież do malowania w dużym formacie. Aby zrozumieć jego niechęć do malowanych przez
uczniów „notatek” czyli szkiców, należy wyjaśnić pojęcia szkicu i syntezy. Szkic, to właśnie
ten pierwszy, na gorąco chwytany zarys przedmiotu. Synteza jest już kolejnym etapem po
studium, a polega na stopniowej rezygnacji ze zbędnych szczegółów, a czasami na deformacji w celu jak najwyraźniejszego oddania tego, co istotne. Jedynie artysta o wyjątkowej intuicji może pominąć etap studiowania i za pomocą syntezy ujmować rzeczywistość. Z pozoru przeciwstawne sobie zalecenia wnikliwego studiowania i idącego za tym stałego
pogłębiania wiedzy artysty o przedmiotach malowanych oraz malowanie alla prima w rzeczywistości nie są sprzeczne. Stanisławski zalecał malować szybko i „na gorąco” to, co w naturze zmienne, a na co zwrócili uwagę impresjoniści, czyli światło, jego migotanie na powierzchni wody, płynące po niebie obłoki, barwę, porę dnia, roku itd. Artysta jednocześnie
zwracał swoim uczniom uwagę na szczególne wartości kolorystyczne w obrazie, nie przejawiające się w używaniu jaskrawych barw, lecz w wysublimowanych, wyszukanych szarościach w ich szerokiej rozpiętości temperaturowej i walorowej.
Inny uczeń, Wilhelm Mitarski, zauważył: Po okresie prób w życiu tej szkoły pejzażowej,
nieśmiałego jąkania się, w parę lat po jej powstaniu, gdy uczący się załatwili się z „robieniem ciasta malarskiego” ukazały się bardzo interesujące rezultaty, z których już można było
wywnioskować, jakie typy pejzażu przybędą naszemu malarstwu. [...]. Czterokrotny, kilkutygodniowy wyjazd w ciągu roku na wieś, każdej takiej grupy, uczynił powoli z malowania
pejzażu, według pięknego wyrażenia następcy prof. Stanisławskiego „Kwiat w życiu”. Sprawił, że poza zadowoleniem z własnego wysiłku mniej lub więcej udanego, wywoziło się
wspomnienia otaczającego pejzażu i kilka typów piękna, jakie zrealizowali inni, rozszerzał
się i ćwiczył pogląd i pojęcia na swój zawód, sztukę własną i innych, cały materiał rzeczywiście interesujący i zasługujący na utrwalenie w sposób artystyczny. [...]. Sp. prof. Stanisław22
Marcin Samlicki, Z Janem Stanisławskim na pejzażu, „Pomorze”, R. 3: 1957, nr 11-12 (23-24), s. 8
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO – FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
167
ski miał dar nadzwyczaj szybkiego i bystrego orientowania się. Dzięki temu odgadywał i widział łatwo z jakimi wartościami przychodził doń uczeń i pomagał mu do uświadomienia
sobie jego wad, ułatwiał rozpatrzenie się w jakim kierunku należy mu skierować własne
wysiłki. Przyczyniły się do tego wielce obserwacja i obecność w czasie robienia korekty
u innych, które przeprowadzane zawsze z niesłabnącym zainteresowaniem i ciekawością,
która przechodziła w pasję, były oczekiwane z naprężeniem i stanowiły przedmiot dyskusji
uczniów. [...]. Przypominam sobie, jak na jednej z wycieczek (było to z końcem maja a z początku czerwca) dziwił się, że studia uczniów były na ogół szare i raczej smutne. Mówił, że
ktoś oglądając nasze prace, nie domyśliłby się, że malowane były w najpiękniejszych miesiącach roku. Podobnie na przykład gdy dzień był interesujący, a malowano przeważnie gdzieś
po zakątkach: „Natura dziś niepotrzebnie się fatyguje. Z obrazów waszych nie zostanie
z dzisiejszego dnia żadne wspomnienie”. Było to w Zakopanem, w listopadzie, i powiedzenie
profesora maluje doskonale jego czujność wobec zjawisk i ich różnorodności oraz wielką
inteligencję malarską23.
Popularność artysty wśród studentów z czasem zaczęła budzić obawy zarówno w gronie
profesorów Akademii, jak i w całym środowisku krakowskim. Obawiano się, że wybitna
indywidualność pedagoga i autorytet, jakim się cieszył, tłumią osobowość uczniów i manierują ich wczesną twórczość. Profesorowie Akademii zaczęli protestować przeciwko, jak to
określano, „zbytniemu rozpejzażowaniu się młodzieży”. Uważano, że uczniowie Stanisławskiego porzucili zdobywanie rzetelnego warsztatu artystycznego, nie poświęcając zbyt wiele uwagi studiom modeli i martwej natury. Zaczęto dopatrywać się w pracach uczniów cech
biernego naśladownictwa i uważano nawet, że „mistrz” zmusza swoich uczniów do kopiowania własnych pejzaży.
Ostro protestował Stanisław Witkiewicz, kiedy młody Stanisław Ignacy wyraził chęć zapisania się do Akademii właśnie do szkoły Stanisławskiego. Doprowadziło to nawet do konfliktu pomiędzy ojcem a synem. Ogólnie rzecz biorąc, Witkiewicz nie miał nic przeciwko
twórczości Stanisławskiego, chociaż w pewnym okresie uważał, że popadł w manierę, mnożąc setki tych samych form i nie wnosi do własnej twórczości nic nowego, a co gorsze, w podobny sposób kieruje swoimi uczniami. Witkiewicz przede wszystkim obawiał się, że wybitna osobowość Stanisławskiego, o czym był przekonany, może osłabić indywidualność
artystyczną syna i na całe lata zatrzymać jego rozwój. Przy tym, kształcąc od lat syna systemem pozaszkolnym, w zasadzie przeciwny był jakimkolwiek studiom akademickim . Miał
okazję wyrobić sobie zdanie o szkole Stanisławskiego i o samym Stanisławskim, w czasie
licznych wieczorów w Zakopanem, kiedy był zapraszany przez Stanisławskiego na tzw.
przez uczniów „herbatki”. W jednym z listów do syna Witkiewicz pisał: Jeżeli dobrze zrozumiałem to, co piszesz, to masz zamiar zapisać się do tego stadka prosiątek, które wodzi
Stanisławski. [...]. To, czego uczy szkoła Stanisławskiego w ostatecznym, najwyższym rezultacie, to umiałeś przed czterema laty, umiałeś więcej i pan Siedlecki miał zupełną słuszność
twierdząc, że te Twoje studia są więcej warte od tej całej szkoły. […]. On i jego uczniowie
mogą tylko malować, ale nie mogą namalować obrazu. Nie mogą zrobić nic więcej nad
szkic-studium. Na tym się kończy wszystko i kto ten punkt rozwoju przeszedł nie powinien do
takiej szkoły się pchać. Ty umiałeś więcej przed czterema laty niż to, co oni dzisiaj wystawia23
Wilhelm Mitarski, O szkole pejzażu śp. prof. Stanisławskieg [w:] Jan Stanisławski, Wystawa pośmiertna, op.
cit., s. nlb 2.
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
168
ją i sam nie wiesz, że szkoła ta na Ciebie oddziaływała i doprowadziła do tego, żeś się zatrzymał. […].Ty jesteś więcej wart niż to wszystko, co może dać Ci cały ten Kraków szkolno-malarski. Nie chcę, abyś był próżny, ale chcę, abyś był dumny – i żebyś stawiając pewną
zasadę artystyczną, którą masz dla swoich obrazów – był logiczny i nie szedł w przeciwną
stronę24.
Witkacy nie był skłonny zgodzić się z tą opinią i najwidoczniej dostrzegał w Stanisławskim i jego metodach nauczania więcej, niż ojciec. Wraz z wstąpieniem do tej szkoły konflikt między nimi pogłębił się. Witkacy musiał widocznie bronić opinii o Stanisławskim w listach do ojca, gdyż w innym liście Stanisław Witkiewicz napisał Stanisławski, trzeba, żebyś
ani na chwilę nie wątpił, że ja szanuję jego wielki talent. Pierwszy raz go widziałem w 1894
roku we Lwowie i uważałem, że powinien był dostać, obok Gierymskiego autoportretu, najwyższą nagrodę. Był to zachód słońca uczepiony krzaka wierzbiny nad przykopą. Potem
poznałem go w setkach jego tych studiów i sąd mój się nie zmienił - ani nie przybyło w nim
świateł ani cieni. Jedno studium czy tysiąc nie pokazują żadnej innej strony talentu i temperamentu25.
Czy rzeczywiście Stanisławski ograniczał warsztat malarski swoich uczniów, wprowadzał ich na drogę epigoństwa, a przede wszystkim wyciskał ślad na ich osobowościach
w sensie pejoratywnym? Co do pierwszego zarzutu Karol Frycz pisał: Przecież to właśnie
Stanisławski, ściągnąwszy do pomocy świeżo z Paryża przybyłego Konstantego Górskiego,
zapraszał stale po kilku uczniów na seanse kompozycyjne. Przed doskonałą kolacją i po niej,
omawiał z uczniami tematy, poddawał koncepcje ilustracyjne do dzieł Słowackiego, zmuszał
do myślenia i wypowiadania się26. Przesadne też były zarzuty, jakoby Stanisławski do swojej
szkoły przyjmował zbyt wielkie liczby uczniów i odciągał ich od innych profesorów.
W chwili, kiedy zaczął prowadzić zajęcia, krakowska szkoła liczyła siedemdziesięciu kilku
studentów, na jego zajęcia uczęszczało wówczas dwudziestu jeden. W 1900 roku w Akademii było już stu kilkunastu studentów, na zajęcia Stanisławskiego uczęszczało zaledwie
ośmiu. W ostatnim semestrze nauczania Stanisławskiego, krakowska Akademia liczyła ponad stu osiemdziesięciu uczniów, na zajęcia Stanisławskiego chodziło dziesięciu.
4.Znaczenie szkoły Jana Stanisławskiego
Ogółem w okresie dziesięcioletniej działalności pedagogicznej Stanisławskiego, przewinęło się przez tę pracownię siedemdziesięciu siedmiu uczniów. Jednakże oprócz tych formalnie obowiązkowo lub nadobowiązkowo zapisanych, Stanisławski miał też wielu takich,
którzy korzystali z jego porad poza pracownią, uczestniczyli w zajęciach organizowanych
w domu itd. W istocie, w zarzutach stawianych Stanisławskiemu nie chodziło o to, że zbyt
wielu uczniów skupiło się na tematyce pejzażowej lekceważąc inne dziedziny. Raczej była
to obawa o zbyt wielki autorytet Stanisławskiego i idące za tym osłabienie popularności
innych profesorów.
Stanisław Witkiewicz, Listy do syna, oprac. Bożena Danek-Wojnowska i Anna Micińska, Warszawa 1969.,
s. 277-278
25
Ibidem, s. 286-287
26
Frycz, op. cit., s. 82
24
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO – FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
169
Innym problemem jest pewna specyficzna maniera malarska, którą uczniowie przejmowali od Stanisławskiego. Musieli oni mieć świadomość istnienia pewnego, miłego profesorowi typu przedstawienia, jeśli kilkanaście lat później w jego duchu namalował Tadeusz
Makowski katedrę Nôtre Dame w Paryżu, pragnąc przywołać wspomnienie profesora, o czym
pisał Cezary Popławski27.
Stanisławski uczył wrażliwości na piękno natury, pejzażu polskiego, uroków polskiej
wsi. Przekazywał rzetelną wiedzę o warsztacie malarskim oraz z zakresu historii sztuki. Nie
mógł jednak mieć wpływu na to, że urzeczeni jego osobowością uczniowie próbowali go
naśladować, do czego ich zniechęcał, żądając studiów w dużych formatach. O istotnym
znaczeniu Stanisławskiego w rozwoju jego uczniów najtrafniej wyraził się Mehoffer, pisząc
z perspektywy 20 lat Memoriał do Ministerstwa Oświaty. Wyraził w ten sposób swoje zdanie w sporze, czy w modelu Akademii stworzonym przez Fałata, to znaczy takim, w którym
uczeń pozostaje przez cały okres nauki pod kierownictwem jednego z artystów, jest to korzystne czy też niekorzystne dla niego. Mehoffer pisał: To co dla nas z bliska patrzących jest
czasem przygniatającym objawem, oglądane już z odległości kilku lat maleje, a dysputy
gorące i zarzuty stawiane wtedy, już wydają się bez znaczenia. Jako przykład przytoczę wybijającą się w swoim czasie na pierwszy plan szkołę Stanisławskiego. Wybitny człowiek, a gorący czciciel pejzażu pociągnął za sobą zastęp uczniów. Byli tacy, którzy naśladowali go
z całą naiwnością. Odezwały się głosy sprzeciwu temu najazdowi pejzażu. W rezultacie sztuka nasza wzbogaciła się o dużą ilość doskonałych pejzaży, bo trzeba przyznać tym adherentom Stanisławskiego, że w znacznej części malowali doskonale; sam pamiętam obrazy młodych jeszcze uczniów, tak świetnie malowane, że podpisywać by je mógł niejeden sławny
Francuz. Historia naszej sztuki zapisze kiedyś epokę pejzażu szkoły Stanisławskiego, jak
zapisała już niejedną szkołę wieków minionych, skonstatuje z zadowoleniem, że pejzaż polski w tych latach był mocny i kto wie, czy nie wypowie słów żalu, że trwał tak krótko28.
Różnie potoczyły się losy uczniów Stanisławskiego. Byli wśród nich tacy, w których twórczości przez całe życie widać było echa jego szkoły oraz tacy, którzy szybko znaleźli własną
drogę. Do tych drugich na przykład należeli: Tadeusz Makowski i Romuald Kamil Witkowski.
Część uczniów zarzuciła pejzaż na rzecz innych dziedzin, bądź innych tematów. Jan Bukowski i Anatoni Buszek poświęcili się głównie sztuce użytkowej. Jan Józef Grein został
konserwatorem i pejzaże malował sporadycznie. Wlastimil Hofman, tworzący przez cale
życie pod urokiem Malczewskiego, skupił się na symbolice anegdotycznej (alegorii), wątkach religijno-dewocyjnych. Pejzaże „czyste” malował bardzo rzadko (częściej istniały, podobnie jak u Malczewskiego, jako tło obrazów). Stanisław Żarnecki [Izydor Goldfinger]
skoncentrował się na studiach portretowych, martwych naturach i kwiatach. Pejzaże również malował sporadycznie. Modest Sosenko malował portrety i obrazy o tematyce religijnej
(ikony). Henryk Mikolasch został fotografikiem i akwarelistą. Jego akwarele powstawały na
bazie zrobionych wcześniej zdjęć. Stanisławski nie zaszczepił w nim potrzeby malowania
z natury. Józef Kuryłas malował przede wszystkim portrety, sceny z życia Hucułów i widoki
Huculszczyzny (te ostatnie rzadziej). Dużą część jego dorobku zajęła sztuka sakralna. Florian Piekarski zajął się typami ludowymi, ich strojami, portretami i wnętrzami chat chłop Cezary Popławski, Tadeusz Józef Makowski. „Wspomnienia o artyście z lat 1907-1913”, Bibl. IS PAN, rkps
nr 1234
28
Mehoffer, „Memoriał do Ministerstwa Oświaty z 1926 r.”, Biblioteka Narodowa w Warszawie, rkps nr 7354
27
BEATA LEWIŃSKA-GWÓŹDŹ
170
skich. Uczestnictwo w zajęciach Stanisławskiego pozostało również bez echa w twórczości
Maurycego Minkowskiego, który zajął się tematyką żydowską, scenami rodzajowymi.
Dorobek artystyczny części uczniów nie zachował się, lub zachował się szczątkowo. Dotyczy to takich nazwisk, jak: Kazimierz Bisier, Jerzy Łukaszewicz, Wiktor Maślannikow,
Władysław Przybytniowski, Zygmunt Rozwadowski, Franciszek Rembertowski, Iwan Seweryn, Stanisław Szczepański, Jan Sobecki, Feliks Szczamburski, Wilhelm Wachtel, Kazimierz Wiłkomirski. Niewiele zostało z twórczości Józefa Wrzesińskiego i Mariusza Zaruskiego. Nie pozostało nic z twórczości Włodzimierza Dunajewskiego, który ze względu na
krótkie życie (w 1900 roku w wieku 21 lat został zesłany na Sybir, gdzie zaginął) i działalność konspiracyjną malował niewiele. Okresu wojen nie przetrwały także pejzaże Greina
i Florkiewicza, który wykonywał polichromie kościelne. Nie zachowały się także pejzaże
Ludwika Pugeta, który skoncentrował się przede wszystkim na rzeźbie. O pejzażach Wilhelma Mitarskiego Ignacy Trybowski pisał, że krzyżowały się w nich elementy secesji i impresjonizmu29.
Niektórzy uczniowie Stanisławskiego zajmowali się malarstwem pejzażowym obok innych dziedzin i tematów. Pejzaż zdecydowanie zdominował twórczość Stanisława Czajkowskiego, Filipkiewicza, Gałka, Grubińskiego, Kamockiego, Kowalewskiego, Krasnodębskiego, Krzyży, Maślannikowa, Podgórskiego, Rosenbluma, Samlickiego, Szczyglińskiego,
Straszkiewicza, Szygella, Trusza, Zaruskiego, Ziomka, oraz w dużej mierze Talagi i Wojnarskiego.
W twórczości artystów tej miary, co Stanisław Ignacy Witkiewicz trudno dopatrywać się
związków stylistycznych z twórczością Stanisławskiego. Kilku uczniów, podobnie jak Stanisławski, zajmowało się działalnością pedagogiczną na szczeblu wyższym. Stanisław Kamocki l marca 1919 roku objął reaktywowaną katedrę pejzażu. Prowadził zajęcia do 1940
roku, kontynuując program Stanisławskiego oparty o liczne wyjazdy w plenery (szczególnie
w Tatry). Po zamknięciu Akademii przez Niemców uczył w Stadtische Handwerker-und
Kunstgewerbeschule w Krakowie do 1942 roku. Stanisław Czajkowski w latach 1927-29
prowadził kurs pejzażu w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, również organizując
uczniom plenery malarskie. Po wojnie, w 1950 roku, ponownie został powołany na ASP
jako profesor rysunku i malarstwa. Tenże artysta stworzył własną szkołę malarstwa pejzażowego. Zmarł nagle podczas jednego z plenerów, zorganizowanego dla uczniów w Sandomierzu. Ignacy Pieńkowski w 1909 roku zaczął wykładać na ASP w Warszawie, a następnie
po 31 XI 1913 roku zajął miejsce Wyczółkowskiego w krakowskiej Akademii. Stefan Filipkiewicz został wykładowcą krakowskiej ASP w 1930 roku. Marcin Samlicki, artysta i historyk sztuki, od l października 1936 roku, do grudnia 1939 roku wykładał historię malarstwa
współczesnego tamże.
Konstatując, stwierdzić należy, że Janowi Stanisławskiemu udało się stworzyć szkołę nie
tylko w sensie organizacyjnym. W katalogu pośmiertnej wystawy artysty z uczniami Adam
Grzymała Siedlecki napisał: Działalność Stanisławskiego w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych trwała lat dziesięć. Zadaniem krytyki polskiej będzie wydobyć na jaw szereg tych przyczyn, tych sił, które sprawiły, że skromna urzędowa definicja „klasa krajobrazów” prof.
Stanisławskiego zdołała wywalczyć sobie pojęcie szersze i wymowniejsze: Szkoła Stanisławskiego. Wyraz „szkoła” zawiera w sobie kilka różnorodnych treści. Najistotniejszą, bo naj29
Polski Słownik Biograficzny, T. 21, Wrocław 1976, s. 378-379
SZKOŁA JANA STANISŁAWSKIEGO – FENOMEN PEDAGOGICZNY I ARTYSTYCZNY
171
głębszą będzie ta, która pod szkołą rozumie dziedzictwo ukochań mistrza, prawem spadkobierstwa podjęte przez uczniów30.
Stworzenie takiej szkoły w obrębie polskiego szkolnictwa artystycznego było zjawiskiem
niecodziennym i zasługującym na szczególną uwagę. Już niedościgłym marzeniem Matejki
było stworzenie własnej szkoły. Pomimo, że przez lata kierował nie tylko SSP, ale kreował
opinie środowiska krakowskiego oraz nasilał rygory i nie pozwalał na przyjęcie innego, niż
akceptowany przez niego program nauczania – nie udało mu się to przedsięwzięcie. Nie
sprzyjała temu nawet izolacja środowiska krakowskiego przed jakimikolwiek awangardowymi wówczas zjawiskami w sztuce europejskiej. Matejko wykształcił uczniów, min. Stanisława Wyspiańskiego i Jacka Malczewskiego, ale nie stworzył własnej szkoły.
Pomimo korzystnej dla tego zjawiska reformy fałatowskiej, nie udało się stworzyć własnej szkoły żadnemu z wykładających równolegle ze Stanisławskim pedagogów. Na podobną skalę oddziaływali dopiero kilkanaście lat później Tadeusz Pruszkowski w ASP w Warszawie, a w Krakowie Józef Pankiewicz.
The school of Jan Stanislawski – Pedagogical and artistic phenomenon
Summary
Jan Stanislawski (1860-1907) was one of the most prominent Polish landscapist. He was
a man of magnificent intelligence and personality. He graduated from Warsaw University’s
mathematical department and subsequently studied engineering at the Petersburg University. He began an artistic education at the drawing school of Wojciech Gerson. Then he moved
to the Krakow School of Art. Afterwards, Stanislawski he emigrated to Paris but after ten
years returned to Poland and started teaching landscape painting in the School of Art, which
was later converted into an university. He was a great teacher and a model artistic. Finally,
Stanislawski set up his own school of landscape painting, which was something unusual in
the Polish system of an art education. Similar projects were later realized by Tadeusz Pruszkowski at the Art School in Warsaw, and by Jozef Pankiewicz in Krakow. He taught his
students how to be sensitive to the beauty of nature and Polish landscape. Stanislawski educated 77 students. Typical elements of his style can be easily observed in the work of his
students. Many, however went on to develop their own painting styles. His most outstanding
students were: Stanislaw Czajkowski, Jan Jozef Grein, Stanislaw Kamocki, Tadeusz Makowski, Marcin Samlicki, Henryk Szczyglinski, Stanislaw Ignacy Witkiewicz, Romuald
Kamil Witkowski and Jan Wojnarski.
Grzymała Siedlecki, Jan Stanisławski. Wystawa pośmiertna, op. cit., Kraków 1907, s. nlb. 32
30
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Paweł Grzeszek
Drohiczyn
Uposażenie duchowieństwa
parafii sokołowskiej w XIX i XX wieku
1.Zagadnienia wstępne
Parafię lub inną instytucję kościelną zakłada się w celu pogłębiania życia duchowego wiernych, ale ich sprawne działanie wymaga środków finansowych. Zdobycie tychże środków
utrzymania zmusza do podjęcia działań prawnych, które później zabezpieczają ich trwanie i działanie. Fundacje, zakładane przez osoby lub grupy osób, po zatwierdzeniu przez władzę diecezjalną noszą nazwę beneficjów1. W aktach erekcyjnych parafii określane było, w jaki sposób
będą utrzymywane: pleban, szkoła parafialna, szpital, służba kościelna [organista, kościelny]2.
Katolickim fundatorom kościoła, kaplicy czy beneficjum parafialnego, tzw. kolatorom
oraz ich prawnym nabywcom, wskutek dziedziczenia, przysługiwał z ustanowienia władzy
kościelnej przywilej patronatu, to znaczy prezentowania kandydatów na owo beneficjum.
Na skutek prezentacji kandydatów niezbyt odpowiednich na dane beneficjum, prawo patronatu nastręczało władzy kościelnej w Rzeczypospolitej wielu kłopotów. W późniejszym
ustawodawstwie wyeliminowano więc instytucję patronów (kolatorów)3.
Miejscowa parafia miała dobre uposażenie, ponieważ z mocy dawnych przywilejów posiadała swoją część gruntową w obrębie miasta Sokołowa. W skład tych gruntów wchodziły nie tylko
same pola uprawne, ale również ogrody, łąki, lasy, stawy i rzeki. Podstawą uposażenia proboszcza była rola uprawna, problemem jest tylko ustalenie jej wielkości. W czasie kolejnych wizytacji parafii podawano tylko grunty należące do probostwa sokołowskiego, ale bez podawania ich
obszaru powierzchni. Przybliżenie zagadnień związanych z uposażeniem duchowieństwa parafii
sokołowskiej pozwoli na lepszą ocenę jego działalności na wyznaczonym obszarze.
Podstawową bazę źródłową omawianych kwestii stanowiły materiały uzyskane z kwerendy
przeprowadzonej w archiwach diecezjalnych w Drohiczynie, Siedlcach i Lublinie, a także
w archiwach państwowych (np. Archiwum Państwowe w Siedlcach, Archiwum Państwowe
w Lublinie i Archiwum Akt Nowych w Warszawie). Wyjaśniając stan uposażenia duchownych
w parafii, istotne okazały się zachowane w archiwum parafialnym inwentarze fundi instructi
z XIX i XX stulecia. Spośród źródeł drukowanych na pierwszym miejscu warto wymienić
akty normatywne, takie jak listy i okólniki kolejnych biskupów diecezjalnych oraz rozporzą J. Rybczyk, Beneficjum, w: Encyklopedia Katolicka (dalej: EK), t. 2, Lublin 1985, k. 262-265.
H.E. Wyczawski, Uposażenie Kościoła, w: Historia Kościoła w Polsce, red. B. Kumor, Z. Obertyński, t. 2,
cz. II, Poznań–Warszawa 1979, s. 45-48; por. J. Kłoczowski, J. Skarbek, Zarys dziejów Kościoła katolickiego
w Polsce, Kraków 1986, s. 322.
3
S. Biskupski, Stanowisko proboszcza w świetle Prawa Kanonicznego, Płock 1966, s. 234-270.
1
2
PAWEŁ GRZESZEK
174
dzenia drukowane w: np. „Dzienniku Praw”. Dokumenty te zawierają praktyczne zalecenia
dla duszpasterzy. Bogatych informacji dotyczących źródeł utrzymania duchowieństwa dostarczyły opracowania: A. P. Szelążeka, Podstawy dotacji duchowieństwa katolickiego w Polsce,
Toruń 1947; L. Balickiego, Dzieje gospodarcze Diecezji Siedleckiej 1918-1939, Lublin 1991
oraz P. Grzeszka, Dzieje rzymskokatolickiej parafii pod wezwaniem Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Sokołowie Podlaskim w XIX i XX wieku, Warszawa 2014.
1.1. Ziemia parafialna
Tytuł własności ziemi przysługiwał parafii rzymskokatolickiej pw. św. Michała Archanioła, św. Małgorzaty dziewicy i męczennicy oraz Trójcy Przenajświętszej w Sokołowie jako
beneficjum już od początku jej erekcji w 1424 r. Podejmując problematykę uposażenia duchowieństwa w ziemię, skupimy naszą uwagę na XIX i XX wieku. Materiały źródłowe pozwalają odtworzyć stan posiadania gruntów rolnych i lasów w parafii sokołowskiej, nie
można natomiast ustalić ilości i wartości innych dóbr materialnych.
Protokół magistratu miasta z 1864 r., gdy właścicielem miasta była Elżbieta z Lorentzów
Hirschman, wykazywał, że probostwo rzymskokatolickie posiadało 250 mórg ziemi (niezależnie od własnego 18-morgowego folwarku w Dziegietni), natomiast paroch unicki posiadał – 125 mórg4. Kondycja finansowa parafii św. Michała Archanioła znacznie pogorszyła
się w wyniku represji po upadku powstania styczniowego w 1864 r. Ukazem carskim
z 14 grudnia 1865 r. cały majątek duchowieństwa rzymskokatolickiego, tj. nieruchomości
i kapitały przeszedł na rzecz skarbu państwa. W świetle prawa proboszczom miano pozostawić tylko podstawowy obszar z kościołem, plebanią i cmentarzem oraz 6 mórg ogrodów.
Pozbawiając parafię środków do utrzymania księży, postawiono alternatywę – roczne pensje
w zależności od zajmowanego etatu. Jednak wysokość pensji była niewspółmierna do zabranego majątku [administrator parafii miał otrzymywać rocznie 300 rubli, wikariusz – 150
rubli5]. Odtąd rządca parafii nosił formalnie tytuł administratora, a nie proboszcza. Skarb
państwa przejął wszystkie dawne zapisy pieniężne. Zablokowane zostały bądź też przepadły
pozostałe fundusze6. W 1866 r. urzędnicy skarbowi spisali inwentarz pozostawiony administratorowi [był nim wówczas ks. Andrzej Karnicki]. Następnie w 1868 r. dokonano na ziemi
plebańskiej formalnego wydzielenia 6 mórg gruntów pod ogród przy plebanii oraz budynkach mieszkalnych i gospodarczych w Sokołowie. Wszystkie działki ziemi znajdujące się
w obrębie miasta, jak również i poza nim – folwark Dziegietnia, zostały skonfiskowane na
rzecz skarbu państwa.
Inwentarz fundi instructi w 1921 r. podawał, że utrzymanie parafii stanowi 6 mórg ziemi
(ok. 3 ha ziemi), w tym 1,5 morgi łąki i tyleż samo pod sadem i ogrodem. Według tego inwentarza z 1921 r. do kościoła należało również osiemdziesiąt kilka mórg ziemi pounickiej7.
4
Archiwum Główne Akt Dawnych (dalej: AGAD), Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych (dalej: KRSW),
nr 4024, k. 291.
5
A. Okolski, Wykład prawa administracyjnego obowiązującego w Królestwie Polskim, cz. II, Warszawa 1884,
s. 474.
6
Archiwum Akt Nowych w Warszawie (dalej: AAN), Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (dalej: MWRiOP), sygn. 533, Uposażenie duchowieństwa w Małopolsce, w byłym zaborze rosyjskim, w byłym
zaborze niemieckim 1918–1926, s. 521.
7
Archiwum Diecezjalne w Drohiczynie (dalej: ADD), Zespół Akt Parafii Sokołów (dalej: ZAPS), Inwentarz
fundi instructi z 1921 r., k. 6-8.
UPOSAŻENIE DUCHOWIEŃSTWA PARAFII SOKOŁOWSKIEJ W XIX I XX WIEKU
175
Majątek kościoła składał się głównie z nieruchomości. Beneficja parafialne stanowiły
jedno z istotnych źródeł utrzymania znacznej części parafii w Polsce. W 1939 r. na ogólną
liczbę 5018 parafii obrządku łacińskiego 4049, czyli ponad 80%, posiadało grunta beneficjalne. Inną ważną pozycję w majątku nieruchomości kościelnych stanowiły domy mieszkalne, plebanie, budynki administracyjne i inne. Na skutek konfiskaty majątku kościelnego
przez carat w 1865 r. i podzielenie go zgodnie z ukazem uwłaszczeniowym lub na drodze
licytacji, kształtująca się po 1905 r. parafia sokołowska pozbawiona była jakichkolwiek majątków ziemskich i zabudowań.
Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, zaczęto starania o rewindykację nieruchomości pounickich. 16 grudnia 1918 r. Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wydał dekret, w którym cały majątek Kościoła prawosławnego na terenie ziem polskich został oddany pod zarząd państwowy8. Zajęcie to tłumaczono koniecznością zabezpieczenia dóbr kościelnych
opuszczonych przez wyznawców prawosławnych w czasie tzw. „bieżeństwa”9. Następnie
w 1919 r. uchwałą Sejmu RP zapowiedziano reformę rolną, której podlegać miały również
majątki kościelne. Sokołów, siedziba dawnego dekanatu Kościoła greckokatolickiego, zagarnięty przez cerkiew prawosławną po roku 1875, miał też doczekać się reformy.
Kościół katolicki, do którego po ukazie tolerancyjnym w 1905 r. na tym obszarze przeszła
zdecydowana większość byłych unitów, uznawanych przez władze carskie za prawosławnych, uważał się za duchowego i materialnego spadkobiercę Kościoła unickiego. Dlatego
też władze kościelne zgłaszały zastrzeżenia do rozporządzeń władz państwowych. Władze
Kościoła dążyły do odzyskania tych majątków, które wcześniej należały do cerkwi unickiej10. Potwierdza to dekret biskupa H. Przeździeckiego z 13 stycznia 1919 r., „Kościół
rzymsko-katolicki wraca do swych nieprzedawnionych praw. Zagrabiony kościołowi majątek w ziemi i budynkach, o ile nie przeszedł na własność osoby prywatnej, przechodzi z powrotem pod zarząd Kościoła. Wolny Sejm w porozumieniu ze Stolicą Apostolską podejmą
decyzję w sprawie majątku kościelnego poprzez zawarcie dobrowolnej umowy”11. We wrześniu 1919 r. biskup poinformował, że „nie przesądzając prawnej strony majątków kościelnych pounickich, zawarł z Ministerstwem Rolnictwa Dóbr Rządowych prowizoryczną umowę i zobowiązywał duchowieństwo do zajmowania ziemi punickiej i budynków”. Pojawiały
się różne trudności w przypadkach, gdy ziemia była już w dzierżawie u osób prywatnych.
Na mocy wspomnianego porozumienia Ministerstwo Rolnictwa zobowiązało się wydzielić
dla każdej parafii do nieczynszowego użytkowania – oprócz plebanii, zabudowań i cmentarza – ogród, 20 morgów dla księdza proboszcza, po 5 morgów dla każdego wikariusza, 5 dla
organisty i 3 dla kościelnego12. Stan majątku parafialnego w diecezji podlaskiej szeroko
„Dziennik Praw” nr 1 z 1918 r., poz. 67, art. 2.
M. Sapieżyńska-Turek, Między tradycją a rzeczywistością. Państwo wobec prawosławia 1918-1939, Warszawa
1989, s. 324. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r., Kościół katolicki występujący w trzech obrządkach: rzymskim, greckokatolickim i ormiańskim, posiadał 868 majątków o łącznej powierzchni 204 tys. 640 ha ziemi. Ten
stan posiadania wzrósł w dwudziestoleciu międzywojennym głównie na skutek zwrotu części zagarniętych dóbr
do 382 tys. 833 ha ziemi w 1939 r. Nieruchomości kościelne stanowiły 9,6% uprawnej ziemi kraju. Kościołowi nie
udało się odzyskać aż 404 tys. 473 ha ziemi skonfiskowanej przez zaborców.
10
A. P. Szelążek, Podstawy dotacji duchowieństwa katolickiego w Polsce, Toruń 1947, s. 73; por. R. Dmowski,
Diecezja Podlaska w latach 1919-1939. Struktura i zarząd diecezją: rozprawa doktorska, Siedlce 2006, s. 106. 11
WDP nr 1 (1919) nr 12, s. 160-163.
12
WDP nr 1 (1919) nr 12, s. 280.
8
9
PAWEŁ GRZESZEK
176
omawia ks. Leon Balicki, przedstawiając wykazy: Dobra Kościoła greckokatolickiego znajdujące się pod zarządem rytu łacińskiego (stan z końca stycznia 1920 r.), gdzie parafia pounicka w Sokołowie miała 117 ha ziemi, 4 domy, co przedstawiało wartość 60000 Mk. Następnie Wykaz byłych cerkwi z terenu diecezji podlaskiej (stan na 18 sierpnia 1923 r.),
omawia funkcjonowanie cerkwi wybudowanej przez byłych unitów (3850 wiernych), a nie
rekoncyliowanej13. Część ziemi punickiej przekazano do parcelacji w 1921 r. Biskup pismem z 15 grudnia 1922 r. zwrócił się do prezesa Głównego Urzędu Ziemskiego w sprawie
rozpoczętych parcelacji majątków byłego obrządku unickiego. Stwierdzał w nim, że jedynie
Stolica Apostolska w porozumieniu z rządem może decydować w sprawie majątków kościelnych, tego wymaga prawo kanoniczne, ustawa o reformie agrarnej. Natomiast przeprowadzona parcelacja jest nieuczciwa, bo urzędnicy wyznaczają najgorsze części gruntu, najdalej odsunięte od kościoła, a często w kilku miejsca dla proboszczów i służby kościelnej.
Biskup Przeździecki zwracał się z prośbą do prezesa, by w projektach parcelacji, po wysłuchaniu opinii miejscowego proboszcza, zarówno dla niego, jak też dla służby kościelnej
wyznaczano parcele położone najbliżej zabudowań plebańskich14.
W sprawozdaniu z 9 grudnia 1922 r. parafia sokołowska posiadała 3,5 ha ziemi, w tym:
1,5 ha ziemi ornej, 0,5 ha ogrodów, 1 ha łąk oraz 0,5 ha nieużytków. Dochód z ziemi ornej wynosił 5000 marek, z łąk 15000 marek, z innych źródeł 27700 marek, co dawało razem 47700
marek. Proboszcz ks. kan. Stanisław Retke za ziemię klasy drugiej płacił podatek w wysokości
6400 marek15. Przyjmując przeciętną wartość jednej morgi 1500 marek, to wartość ziemi punickiej w Sokołowie, zgodnie z wykazem z końca stycznia 1920 r. – 117 ha, wynosiłaby 175500
marek. W całej Diecezji Podlaskiej pod koniec 1922 r. uprawiano ok. 6 tys. ha ziemi. W dużym
stopniu była to ziemia punicka, odzyskana po wojnie drogą faktu niż oficjalnego zwrotu, o co
bez skutku Kościół wciąż się ubiegał. Ziemię punicką urzędy państwowe niesłusznie nazywały
„popówkami”. Była to nazwa ludowa, nie zawsze używana precyzyjnie16.
Konkordat zawarty pomiędzy Stolicą Apostolską a Polską z 10 lutego 1925 r. został zatwierdzony przez ustawę z 23 kwietnia 1925 r., a z 2 sierpnia 1925 r. wszedł w życie17.
Oczywiście zanim wykonano postanowienia konkordatu wydano szereg aktów prawnych:
rozporządzenie ministra wyznań z 5 września 1925 r. w sprawie obsadzenia beneficjów kościelnych18, rozporządzenie Prezydenta z 7 lutego 1928 r. o wpisaniu do hipotecznych praw
L. Balicki, Dzieje gospodarcze Diecezji Siedleckiej 1918-1939, Lublin 1991, s. 120-175.
WDP 1 (1918-1919) nr 12, s. 221.
15
ADS, Akta ogólne. Wykazy Majątków Kościelnych, lit. W., Dział III, Nr. porz. 8, t. I. (01.11.1922 r. –
15.12.1925 r.). Kwestionariusz Nr 1, Parafia Sokołów, k. 302; Kwestionariusz Nr 2, Parafia Sokołów, ziemi punickiej w rękach rządu było: 21 ha ziemi ornej, 15 ha łąki, 3 ha lasów, 3 ha innych, co dawało razem 42 ha ziemi,
k. 303; Kwestionariusz Nr 3. W rękach państwa były wówczas plebania, dom dla służby kościelnej, szkolny budynek kościelny, zabudowania gospodarcze. Wszystko szacowano na około 40 mln marek. Ks. kan. Retke uzasadniał
konieczność przejęcia beneficjum pounickiego planowaną budową świątyni na miejscu dawnego kościoła unickiego. Budynki gospodarcze i mieszkalne miały okazać się potrzebne dla nowego duszpasterza. W zabudowaniach
tych mieściła się szkoła i ochronka oraz mieszkanie komendanta policji.
16
ADS, Majątki punickie, sygn. M III, 2, t. IV, (08.01.1923 r. - 02.11.1923), Pismo bpa Przeździeckiego nr 2131
z 07.06.1923 r. do premiera, k. 94.
17
ADS, Projekt konkordatu, Lit. K, Dział III, Nr. porz. 36, t. I, k. 1-4; Pro memoria, Lit. K, Dział III, Nr. porz.
36, t. I, k. 103-108; Konkordat 1924-1929, Lit. K, Dział III, Nr. porz. 36, t. I; Konkordat Projekt Rządowy, Lit. K,
Dział III, Nr. porz. 36b, t. I, III.
18
Dz. U. RP, nr 98, poz. 696.
13
14
UPOSAŻENIE DUCHOWIEŃSTWA PARAFII SOKOŁOWSKIEJ W XIX I XX WIEKU
177
własności polskich osób prawnych kościelnych i zakonnych19 oraz późniejszy układ między
Stolicą Apostolską a Rzeczypospolitą z 20 czerwca 1938 r. w sprawie ziem, kościołów i kaplic pounickich, których Kościół katolicki został pozbawiony przez Rosję20.
Wielkość tzw. popówek szacowano wówczas w Sokołowie Podlaski na 64 ha ziemi,
w tym: ziemi ornej 52 ha, łąk 3 ha, pastwisk 4 ha, nieużytków 3 ha, lasów 2 ha21. W sprawozdaniu z 18 stycznia 1927 r. ks. kan. S. Retke, proboszcz informował władze diecezjalną
o stanie beneficjum parafialnego za 1926 r. Przeciętny miesięczny dochód z iura stolae
wynosił 455 zł.22 Duchowieństwo rzymskokatolickie zaczęło płacić podatki w myśl konkordatu, były też przypadki kwestionowania przez niektóre urzędy skarbowe zeznań podatkowych osób duchownych23. Kolejne sprawozdanie w piśmie nr 654 z 4 maja 1929 r. (stan
posiadania za 1928 r.) wysłał do Kurii Podlaskiej, po śmierci poprzednika, nowy proboszcz
i dziekan sokołowski, ks. Józef Mazurkiewicz. W wykazie dochodów parafialnych nastąpiła
zmiana w posiadaniu ziemi, odzyskanej od skarbu państwa. Parafia posiadała 11,5 ha ziemi,
która przynosiła 390 zł dochodu. Z iura stolae proboszcz otrzymywał: 5695 zł, a wikariusz
– 2845 zł.24 W wykazie dochodów parafialnych za 1929 r., przekazanym do Urzędu Skarbowego w Sokołowie, parafia z iura stolae miała dochodu 8310 zł, z ziemi beneficjalnej i gospodarstwa proboszcz otrzymywał 300 zł, z domu mieszkalnego i zabudowań 800 zł, z innych źródeł 690 zł, w końcowym efekcie – 10100 zł.25
Proboszcz ks. Józef Mazurkiewicz w piśmie nr 516 z dnia 12 kwietnia 1929 r. zwracał się
do Urzędu wojewódzkiego w Lublinie: „Parafia rzymskokatolicka w Sokołowie, jak wszystkie parafie w byłej Kongresówce, posiada 3,34 ha gruntów, oprócz tego do parafii należą
grunty pounickie o powierzchni około 64 ha, pozostające pod zarządem województwa. Wymienione grunty pochodzą ze skonfiskowanego majątku rzymskokatolickiego, na co mogę
przedstawić dowody. Powołując się na pismo ogólne Ministra Reform Rolnych z dnia
17 grudnia 1928 r., nie przesądzając sprawy co do pozostałej części ziemi kościelnej, o czym
prowadzą się rokowania między przedstawicielami Władzy Duchownej i Władzy Państwowej, proszę o uzupełnienie dotychczas posiadanej działki według norm, wskazanych w Konkordacie, to jest dla proboszcza, 2-ch wikariuszy, organisty, 2-ch kościelnych i stróża ko-
Dz. U. RP, nr 16, poz. 120.
Dz. U. RP, nr 35, poz. 222; por. W. Mysłek, Kościół katolicki w Polsce w latach 1918-1939. Zarys historyczny,
Warszawa 1966, 145-160.
21
ADS, Akta ogólne. Wykazy Majątków Kościelnych, lit. W., Dział III, Nr. porz. 8, t. I. (1922), k. 301-303;
Akta ogólne. Wykazy majątków poduchownych i popówek. Kwestionariusz, lit. W., Dział III, Nr. porz. 10, t. I.
(15.10.1927 - 21.11.1927). Pismo ks. kan. S. Retke do Kurii Podlaskiej z dn. 20.10.1927 r. w sprawie majątków
pounickich, (bez pag.).
22
ADS, Akta ogólne. Wykazy dochodów duchowieństwa. Kwestionariusz, lit. W., Dział III, Nr. porz. 6, t. I.
(28.01.1927 r. ). Sprawozdanie z dochodów księży, k. 14, 82, 210, 312, 471-473.
23
ADS, Podatki, sygn. P 3, t. II (28.02.1928 - 05.09.1936). Pismo Urzędu Skarbowego w Sokołowie Podlaskim nr
2887 z 20.08.1929 r. do Kurii Biskupiej w Siedlcach z prośbą o dokładny wykaz iura stolae z 1928 r. dla wymienionych z nazwiska 25 kapłanów, k. 144.
24
ADS, Akta ogólne. Wykazy dochodów duchowieństwa. Sprawozdanie ks. J. Mazurkiewicza z dochodów parafialnych w Dekanacie Sokołowskim za rok 1928, k. 85.
25
ADS, Akta ogólne. Wykazy dochodów duchowieństwa. Kwestionariusz, lit. W., Dział III, Nr. porz. 6, t. I.
(11.01.1927 – 07.10.1930). Odpis zeznania o dochodzie za rok 1929 przekazanego do Urzędu Skarbowego
w Sokołowie, k. 312-313.
19
20
PAWEŁ GRZESZEK
178
ścielnego”26. Proboszcz wspierał funkcjonującą przy parafii ochotniczą strażą pożarną27.
Zarząd Ochotniczej Straży Pożarnej w Sokołowie za zgodą proboszcza zwrócił się do Władzy diecezjalnej o wydzierżawienie na 99 lat placu przy ul. Kosowskiej, należącego do parafii, gdzie już wcześniej stała drewniana remiza. Biskup wyraził zgodę na tę dzierżawę
ziemi parafialnej przy kościele św. Rocha. Warunkiem otrzymanego pozwolenia było pozostawienie części remizy strażackiej do dyspozycji parafii. W 1930 r. wspólnymi siłami strażaków i parafian wzniesiono remizę strażacką, z której mogli korzystać wierni, oglądając
przedstawienia organizowane przez Akcję Katolicką, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży.
Proboszcz wchodził w skład zarządu OSP w Sokołowie Podlaskim28.
W 1930 r. ponownie reaktywowano komisję papieską. Nastąpiła zmiana przewodniczącego, którym został biskup H. Przeździecki, zaproponowany przez ówczesnego nuncjusza
apostolskiego w Polsce F. Marmaggi. W 1931 r. stworzono nową komisję mieszaną, w skład
której wchodzili przedstawiciele rządu i Episkopatu. Jej zadaniem było rozpatrywanie spraw
budynków kościelnych znajdujących się w posiadaniu skarbu państwa29. Według relacji biskupa S. Łukomskiego delegacje rządowe obu komisji uchylały się od rozmów na temat
obiektów pounickich30. Choć odzyskanie kościołów i ziemi punickiej było w centrum uwagi
biskupa Przeździeckiego od odzyskania niepodległości w 1918 r. to sprawy majątkowe ciągnęły się jeszcze przez szereg lat. Ostatecznie dyskusja nad sprawą kościołów pounickich
i ich majątków utknęła w martwym punkcie w 1933 r. Do tego czasu w diecezji podlaskiej
przygotowano wykazy świątyń, zgromadzono również informacje o sposobie wejścia w stan
posiadania świątyni, rodzaju budowli, przeznaczeniu obiektu oraz czasu zbudowania.
Ksiądz L. Balicki podaje wykaz świątyń pounickich w diecezji siedleckiej będących w posiadaniu Kościoła (stan z 01.01.1933 r.)31, wymieniając również cerkiew w Sokołowie Podlaskim. Dane te zebrane w 1933 r. dla komisji mieszanej posłużyły później do zawarcia
układu w sprawie ziem, kościołów kaplic pounickich 20 czerwca 1938 r.32 W myśl tego
układu Kościół rzymskokatolicki zrzekał się wszelkich roszczeń do praw własności ziem
pounickich w zamian za otrzymane na własność ze strony państwa 12 tys. ha ziemi. Kościół
otrzymał ponadto na własność świątynie i kaplice punickie z plebaniami i cmentarzem, które to dobra znajdowały się w dniu podpisania układu w jego posiadaniu.
Aby ostatecznie uregulować sytuację posiadania ziemi przez parafię rzymskokatolicką
w Sokołowie, zostały podjęte działania przez wspomnianego wyżej ks. Mazurkiewicza
zmierzające do założenia księgi wieczystej. Jednak ostatecznie przed wybuchem II wojny
Archiwum Parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Sokołowie Podlaskim (dalej APSok), Korespondencja ks. J. Mazurkiewicza z Urzędem Wojewódzkim w Lublinie, (bez pag.); ADS, Akta ogólne. Wykazy
majątków poduchownych i popówek. Kwestionariusz, lit. W., Dział III, Nr. porz. 10, t. I. (15.10.1927 - 21.11.1927).
Sprawozdanie z dochodów księży, k. 14, 82, 210, 312, 471-473.
27
ADD, Pismo inż. Stefana Krzypkowskiego do Biskupa nr 288 z 29.02.1929 r. w sprawie dzierżawy placu
kościelnego pod budowę remizy strażackiej przy ul. Kosowskiej. Poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę
odbyło się 15.06.1930 r. a dokonał go bp Cz. Sokołowski, (bez pag.).
28
Zob. Jubileusz 50-lecia Sokołowskiej Straży Pożarnej 1881–1933. Jednodniówka jubileuszowa, s.10, 28.
29
W. Wójcik, Konkordat polski w 1925 r. Próba oceny, w: Kościół w II Rzeczypospolitej, s. 28-30.
30
ADS, Komisja papieska, sygn. K III, 11 I (02.12.1925 r. – 09.12.1937). Odpis pisma bpa Łukomskiego nr 1459
z 10.06.1937 r. do bpa Dymka, k. 264.
31
L. Balicki, Dzieje gospodarcze Diecezji Siedleckiej 1918-1939, Lublin 1991, s. 164. Wykaz został sporządzony
na podstawie: ADS, Kościoły pounickie, sygn. K III, 28, t. II (09.12.1932 r. – 26.06.1945), k. 71-81, 83-84.
32
Zob. Dz. U. RP, nr 39 z 1939, poz. 222.
26
UPOSAŻENIE DUCHOWIEŃSTWA PARAFII SOKOŁOWSKIEJ W XIX I XX WIEKU
179
światowej nie doszło do ugruntowania prawnego własności tej ziemi33. Rok 1938 był pewnym etapem sporu, w którym wymieniono dokumenty i poglądy między Episkopatem Polski a Ministerstwem Skarbu.
W 1939 r. proboszcz parafii na trzy lata wydzierżawił Panu Stanisławowi Siomkowi, zamieszkałemu przy ul. Repkowskiej, ziemię pounicką o powierzchni 9 3697 ha znajdującą się
na kolonii Łubianki, jak również ziemię położoną przy kościele ok. 4 ha. Ksiądz kan. Joszt
wyłączył z umowy dwa ogrody warzywne, łąkę przylegającą do ogrodu, część ziemie dla organisty od granicy Mariana Kucewicza. Tytułem tenuty dzierżawnej Pan Siomek oddawać
będzie proboszczowi parafii Sokołów połowę wszystkich zbiorów rolnych z pól oraz łąk
wchodzących w skład dzierżawionej przestrzeni. Wartość dzierżawy ustalono na kwotę 400 zł
rocznie. Umowę zawarto do 1 listopada 1941 r. Władza diecezjalna zatwierdziła tekst umowy
w piśmie nr 589 z 27 lutego 1939 r.34 Kolejną umowę w dniu 12 września 1942 r. o dzierżawę
gruntów, należących do parafii sokołowskiej, podpisywał ks. prał. Julian Ryster. Ziemię, w skład
której wchodziło 6 morgów gruntu ornego, położonego obok cmentarza grzebalnego przy
drodze do wsi Kudelczyn, wydzierżawił na okres dwóch lat, tj. do 1 września 1944 r., Bolesław Jarosiewicz, mieszkaniec Sokołowa. Dzierżawca zobowiązywał się dostarczyć trzy metry żyta w dwóch terminach: 1 października 1942 r. i 1943 r. oraz na 1 kwietnia 1943 r. i 1944
r. – po półtora metra. Świadkiem zawartej umowy był organista Aleksander Langowski, który
podpisał się w zamian za niepiśmiennego Jaroszewicza. Władza diecezjalna zatwierdziła
umowę dzierżawy ziemi kościelnej w piśmie nr 3227 z 22 września 1942 r.35
Po zakończeniu działań wojennych wywalczona wolność przyniosła radość i nowe problemy.
Europa w wyniku układów jałtańskiego i poczdamskiego została podzielona na strefy wpływów.
Polska, która znalazła się w sowieckiej strefie, stała się państwem socjalistycznym. Łączyło się
to nie tylko ze zmianą granic, ale także z przyjęciem nowego systemu społeczno-politycznego,
który był wrogi chrześcijaństwu. 12 września 1945 r. Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej
podjął uchwałę unieważniającą konkordat zawarty 10 lutego 1925 r. Władze uzasadniały swój
krok tym, że w ich przekonaniu Stolica Apostolska naruszyła go w czasie II wojny światowej.
Niezależnie od uznania bądź nie uznania przez Watykan rządu ludowego w Warszawie, polscy
komuniści byli i tak zdecydowani na zerwanie konkordatu ze Stolicą Apostolską. Z biegiem
czasu sytuacja stawała się dla Kościoła coraz bardziej trudna36. Kościół poddawany był niewidocznej, ale stopniowo rosnącej presji ze strony władz. Nasilały się aresztowania księży. Do
połowy 1947 r. w więzieniach znalazło się 60 duchownych37. W maju 1946 r. cenzura po raz
33
ADS, Zestawienie obszarów gruntów, posiadanych przez kościół, do których ma mieć zastosowanie ust. 2,
art. III układu, złożone przez delegata Stolicy Apostolskiej – 24.03.1938 r.; L. Balicki, Dzieje gospodarcze Diecezji
Siedleckiej 1918-1939, Lublin 1991, s. 167. Wykaz ziemi przechodzącej na własność Kościoła katolickiego w Diecezji Siedleckiej na mocy układu Stolicy Apostolskiej z rządem polskim z 20.06.1938 r.
34
ADD, ZAPS, Pismo Kurii Biskupiej nr 589 z 27.02.1939 r. do ks. kan. S. Joszta, (bez pag.).
35
ADD, ZAPS, Pismo Kurii Biskupiej nr 3227 z 22.09.1942 r. do ks. prał. J. Rystera, (bez pag.).
36
A. Grajewski, Chronologia i historyczne uwarunkowania represji wobec duchowieństwa katolickiego w krajach
Europy Środkowej, w: Represje wobec duchowieństwa Kościołów chrześcijańskich w okresie stalinowskim w krajach byłego bloku wschodniego, red. J. Myszor, A. Dziurok, Katowice 2004, s. 15-34; J. Żaryn, Kościół wobec
władzy komunistycznej w Polsce 1945-1953. Opór i przetrwanie, w: Polacy wobec przemocy władzy 1944-1956,
red. B. Otwinowska, Warszawa 1996, s. 64.
37
T. Kostewicz, Wykonanie kary więzienia wobec osób duchownych i konsekrowanych w latach 1944-1956, w:
Represje wobec osób duchownych i konsekrowanych w PRL w latach 1944-1989, red. A. Grześkowiak, Lublin
2004, s. 218-242.
PAWEŁ GRZESZEK
180
pierwszy zabroniła wydrukowania komunikatu z Konferencji plenarnej Episkopatu, w trakcie
której biskupi ustalili zasady postępowania duchownych wobec polityki władz. W takich warunkach skierowano ks. Stanisława Pielasę do Sokołowa Podlaskiego38, aby tam podjął i pokierował
budową kościoła. 3 lutego 1947 r. ks. Pielasa zwrócił się do bpa Ignacego Świrskiego o pozwolenia sprzedania dawnej ziemi pounickiej. Władza diecezjalna wydała dekret: „Mając na uwadze
potrzebę budowy kościoła parafialnego w Sokołowie Podlaskim, zniszczonego całkowicie
w czasie działań wojennych, przedstawione Nam przez Administratora parafii w podaniu z dn.
3 lutego 1947 r. i w protokole Rady Parafialnej z dn. 9 marca 1947 r., zważywszy także na to, że
składki zbierane na ten cel od parafian nie są wystarczające, uznajemy w myśl kan. 1530 § 1, 2
KPK, budowę nowej świątyni za konieczną, i niniejszym dekretem […] pozwalamy ks. Administratorowi na sprzedaż 9 3697 ha ziemi punickiej, znajdującą się na kolonii Łubianki, należącej
do beneficjum rzymsko-katolickiej parafii w Sokołowie Podlaskim, z tym że pieniądze uzyskane
z tej sprzedaży zostaną użyte na budowę kościoła, z 20% z tej sumy niezwłocznie po dokonaniu
aktu sprzedaży – kupna będą przekazane do Naszej dyspozycji na potrzeby diecezji”39. Po wojnie
generalny atak na Kościół nastąpił wraz z końcem lat czterdziestych. Wówczas podjęta została
decyzja o pozbawieniu go podstaw materialnych. Pierwszym krokiem była likwidacja dzieł charytatywnych Kościoła. Na podstawie ustawy z 28 października 1948 r. o zakładach społecznych
służby zdrowia upaństwowiono wszystkie kościelne szpitale. 8 stycznia 1951 r. weszła w życie
ustawa o przejęciu aptek na własność państwa – w tym bardzo licznych prowadzonych przez
zakony. 23 stycznia 1950 r. poddano pod przymusowy państwowy zarząd cały majątek znajdujący się we władaniu kościelnej Caritas i jej ogniw. Konfiskowano zazwyczaj wszystko, nie
zważając na zapisy ustanowionego przez samych komunistów prawa. Komuniści podpierając się
państwowymi dekretami okradli wierzących (ze szpitali, aptek, szkół, kościołów, budynków gospodarczych, ziemi). Oblicza się, że sumie zabrano wówczas Kościołowi od 90 do 155 tys.
hektarów ziemi. W jego posiadaniu pozostało zaledwie 32 tys. 699 ha ziemi ornej: we władaniu
parafii 30 tys. 268 ha, a zakonów 2 tys. 214 ha.
Jeszcze w latach 60 XX w. następowała wymiana korespondencji w sprawie ziemi pounickiej parafii sokołowskiej za pośrednictwem Kurii diecezjalnej z Wydziałem Rolnictwa
i Leśnictwa w Warszawie40. Ustawa o dobrach martwej ręki stanowiła, że dochody płynące
z przejętego majątku miały być przekazywane na rzecz powołanego wówczas „Funduszu
Kościelnego”. Był to jednak zapis martwy, gdyż nie oszacowano nigdy wysokości tych dochodów. Od tego czasu budżet państwa przekazuje Funduszowi na drodze decyzji politycznej określone kwoty. Choć zgodnie z ustawą Fundusz Kościelny miał służyć utrzymaniu i odbudowie kościołów oraz udzielaniu duchownym pomocy materialnej i lekarskiej, to
ADS, Dekret na stanowisko administratora w Sokołowie Podlaskim nr 9080 z dn. 08.10.1946 r., s. 44; ADS,
Protokół zdawczo-odbiorczy z wprowadzenia ks. Stanisława Pielasy na stanowisko administratora parafii Sokołów
Podlaski z dn. 24.10.1946 r., sporządzony przez ks. Stanisława Próchniewicza, proboszcza z Rozbitego Kamienia,
k. 1-2.
39
ADD, ZAPS. Dekret bpa I. Świrskiego w sprawie sprzedaży ziemi pounickiej w Sokołowie Podlaskim nr 489
z 22.03.1947 r., (bez pag.).
40
APSok, Korespondencja ks. S. Pielasy z Wydziałem Rolnictwa i Leśnictwa. Pismo Kierownika Wydziału
Rolnictwa i Leśnictwa Nr R-VII-288/32/63 z 07.09.1963 r. Urząd wszczął postępowanie w sprawie uznania, iż
nieruchomość rolna o powierzchni 9,3736 ha, położona w mieście Sokołowie Podlaskim, objęta w przymusowy zarząd państwowy, przeszła na własność Państwa z mocy przepisów ustawy z 23.06.1939 r. (Dz. U. Nr 57,
poz. 37). 17 stycznia 1947 r. Kuria Diecezjalna w piśmie nr 7439/46 poleciła uzupełnienie inwentarza sporządzonego w 1946 r. o następujący zapis: „Parafia Sokołów poza wykazaną w inwentarzu ziemią kościelną ma jeszcze
ziemi pounickiej 9,3736 ha”.
38
UPOSAŻENIE DUCHOWIEŃSTWA PARAFII SOKOŁOWSKIEJ W XIX I XX WIEKU
181
w praktyce przez cały okres komunistyczny służył on przede wszystkim premiowaniu duchownych lojalnych wobec reżimu.
W kolejnych latach władze komunistyczne pozbawiały Kościół nawet tych nielicznych
nieruchomości, jakich mu nie zabrano w epoce stalinowskiej. Dokonywało się to stopniowo
drogą wywłaszczania lub konfiskaty, do czego jako pretekst służył np. fakt niepłacenia olbrzymich podatków nakładanych na te nieruchomości. Inne budynki zabierano kościelnym
placówkom oświatowym w ramach tzw. laicyzacji szkolnictwa.
W 1989 r. polskie państwo uznało swoją winę wobec Kościoła i zadeklarowało wolę naprawienia krzywd. Decyzja taka podjęta została w burzliwym okresie przemian tego czasu,
a jej prawnym wyrazem była uchwalona przez Sejm 17 maja 1989 r. ustawa o stosunku
państwa do Kościoła katolickiego, w której znalazł się rozdział nt. regulacji spraw majątkowych Kościoła. Rozstrzyga on o sposobie przywracania w postępowaniu regulacyjnym własności upaństwowionych nieruchomości kościelnych, których przejęcie przez państwo nastąpiło z pogwałceniem wprowadzonych przez samych komunistów przepisów, bądź bez
jakiegokolwiek tytułu prawnego.
1.2. Dziesięciny
Oprócz gruntów, jednym z podstawowych elementów uposażenia parafii były świadczenia
ludności. Wśród nich można wyliczyć: dziesięciny, opłaty cmentarne – tzw. „pokładne”, stypendia mszalne, ofiary składane na tacę, jak też opłaty za posługi religijne: chrzty, śluby i pogrzeby.
Dziesięciny z poszczególnych wsi dawały dobre utrzymanie parafii. Polegały one na oddaniu dziesiątej części wypracowanych dóbr. Prawo do pobierania dziesięcin sięgało średniowiecza i najczęściej dotyczyło zboża zebranego we żniwa (kmiecie oddawali co dziesiąty snopek). Z czasem przechodzono na dziesięcinę pieniężną, która stanowiła
równowartość należnej części zboża, przekazywanej parafii41.
Mieszkańcy folwarku i wsi Dziegietnia, należącej do plebana sokołowskiego, byli zobowiązani do świadczeń na rzecz Kościoła. Potwierdzał to wizytator z 1836 r.: „Robią w Roku
co tydzień trzy dni męskich sprzężajnych i trzy dni czeladnych, czyli pieszych. Także co dzień
nocą strzec domu do folwarku kolejno po jednemu są zobowiązani odbywać. Tudzież do swego Kościoła Sokołowskiego obowiązani są dawać po 30 snopów żyta i 30 snopów owsa”42.
W konsekwencji upadku powstania styczniowego ukazem z dnia 26 grudnia 1865 r. rząd
carski pozbawił kościół różnych beneficjów, zarekwirowano majątki zakonów, parafiom zabrano ziemię. Proboszczowie nie mogli egzekwować należnych im dziesięcin. Mimo to
w parafii sokołowskiej nawet na początku XX w. istniał zwyczaj oddawania części zebranego ziarna na utrzymanie proboszcza. Do parafii św. Michała Archanioła, św. Małgorzaty
Dziewicy i Męczennicy, Trójcy Przenajświętszej w Sokołowie Podlaskim należały następujące miejscowości: miasto Sokołów, Przeździatka, Dziegietnia, Nowa Wieś, Majdan, Kupientyn, Bałki, Rogów, Bachorza, Remiszew Wielki, Krasnodęby Kasmy i Sypytki, Wojewódki Dolne i Górne, Przywózki i Ząbków.
41
Dziesięcina w średniowieczu była daniną o charakterze religijno-moralnym, wiążącą w sumieniu i obłożoną
sankcją karną w ustawodawstwie kościelnym i świeckim. W Polsce dziesięcina weszła wraz z utrwaleniem chrześcijaństwa, a zanikła w dobie porozbiorowej wraz z innymi przywilejami kościoła. Zob. J. Dudziak, Dziesięcina,
w: EK, t. 4, Lublin 1985, kol. 600-602.
42
ADS, D 146 IV, Visitatio generalis ecclesiae parochialis sokołoviensis die 11 aprilis 1836 anno expedita,
k. 451-452.
PAWEŁ GRZESZEK
182
W 1836 r. wizytator potwierdza istniejące zapisy poprzednich dokumentów: „Na fundamencie Erekcji przez Wielmożnego Mikołaja Sepieńskiego Dziedzica Dóbr Sokołowa
z przyległościami w roku 1415 Ipsa Dominica Exaudi uczynionej, należy się dziesięcina
wytyczna z folwarków Kupientyna i Rogowa, a zaś podług approbaty Feria Tertia pt. Sancti
Michaelis Archanieli 1424 roku w Łucku odnotowanej przez J.W. Grzegorza Biskupa Włodzimierskiego, należącą się dziesięcinę do Stołu Biskupiego Włodzimierskiego, zmieniając
na pieniężną, z włóki po groszy 30 z gruntów zarabiennych i zarabiać się mających przez
Obywateli Miasta Sokołowa i Włościan Wsi Kupientyna, Rogowa, Orzechówki, Przeździatki, Niecieczy, Przywósk, Wojewódek, Bielan, Krasnodęb i innych, gdyby nowo pobudowane zostały, corocznie na Święty św. Marcin Kościołowi Sokołowskiemu oddawać, jest przeznaczona. Która aprobata do Akt Ziemskich Drohickich.
Feria secunda pt. Sanctisima Trinitatis 1645 anno jest wniesiona. W tymże samym roku
i dniu w Łucku datowanym, przez tegoż J.W. Biskupa i Prześwietną Kapitułę odmienioną
znowu została na snopową. To jest z każdej włóki, po kopie jednej żyta, i po kopie jednej
owsa z Miasta Sokołowa i następujących wsi, jako to: Przeździatki, Kupiętyna, z Przywósk,
z Wojewódek, z Bielan, z Rogowa, Niewiadomy, Niecieczy, Orzechówki i innych pobudować się mających. Lecz teraz pobiera się tylko w pieniądzach, z jakiego prawa nie wiadomo
i kompozyty żadnej przy kościele nie masz, chyba tylko na mocy pierwszego przeznaczenia
i to tylko z następujących wsi:
1. Z Miasta Sokołowa od Obywateli – 100 zł,
2. Z Przeździatki od Włościan Złp. 15 ze Dworu zaś nic,
3. Z Zębkowa od Włościan Złp. 28 ze Dworu także nic,
4. Z Kupientyna od Włościan Złp. 30 ze Dworu zaś nic,
5. Z Rogowa Dworu i od Włościan Złp. 72,
6. Nowa Wieś płaciła Złp. 8 w 1707 r. teraz zaś nic nie płaci,
7. Wieś Przewóski Szlachta, podług komplanacji z Ks. Andrzejem Jarzyny Proboszczem
Sokołowskim uczynionej w roku [?] płacą Złp. 24, lecz ta Komplanacja przez Władzę
Diecezjalną nie jest zatwierdzona,
8. Wieś Bałki włościańska także przez używalność płaci Złp. 8,
9. Wieś Krasnodęby, Bachorza Dwór przez używalność płacą Złp. 10,
Podliczając sumę dziesięciny pieniężnych płacono 293 Złp.”
Dziesięciny oddawane kościołowi w Sokołowie ze wsi szlacheckich w 1836 r.:
Nazwa wsi
Wojewódzki Górne
Wojewódzki Dolne
Krasnodęby Sypytki
Krasnodęby Kasmy
Remiszew Wielki
Razem
Żyto
Żyto
Owies
Owies
kóp
10
10
10
5
3
38
snopów
-
kóp
10
10
10
5
3
38
snopów
-
Źródło: ADS, D 146 IV, Visitatio generalis ecclesiae parochialis sokołoviensis die 11 aprilis 1836 anno expedita, k. 451-452.
UPOSAŻENIE DUCHOWIEŃSTWA PARAFII SOKOŁOWSKIEJ W XIX I XX WIEKU
183
Według wyżej cytowanego dokumentu erekcji proboszcz pobierał dziesięcinę snopową
z następujących wsi:
1. Z Wsi Szlacheckiej Wojewódki górne żyta kop 10, owsa kop 10,
2. Z Wsi Szlacheckiej Wojewódki dolne żyta kop 10, owsa kop 10,
3. Z Wsi Szlacheckiej Krasnodęby Sypytki żyta kop 10, owsa kop 10,
4. Z Wsi Szlacheckiej Krasnodęby Kasmy żyta kop 5, owsa kop 5,
5. Z Wsi Szlacheckiej Remiszew Wielki żyta kop 3, owsa kop 3,
6. Z Wsi Szlacheckiej Krasnodęby Rafały bierze się jednego roku żyta kop 5, a drugiego
owsa kop 5, trzeciego zaś nic, gdyż ta wieś należy do Parafii Kożuchowskiey, do której
dają drugą połowę, gdyż dwa pola należą są w Kożuchowskiej Parafii, a jedno tylko
w Parafii Sokołowskiej. A zatem dzieląc te 5 kop na trzy lata, wypada jeden rok żyta kopa
1 i snopów 40. Co w ogóle wynosi wszystkiej dziesięciny w snopie żyta kop 39 i snopów
40 i owsa kop 39 i snopów 40. Z których z kop żyta 39 i snopów 40 wymłacając na ziarno więcej nie może być jak z kopy 1 po garncy 16. Gdyż dają z stodół, a więcej jeszcze
w czasie żniwa odbierają snopki najpodlejsze i oddzielają one na dziesięcinę składają,
a zatem wypada w ogóle żyta korcy 20, podług ceny targów powiatowych, licząc 1 korzec po zł 6 wynosi razem 120 zł.
Owsa z kopy 1 po korcu i garcy 8, licząc 1 korzec po zł 3 wynosi razem 48 zł, a zatem
podliczając sumę dziesięciny płacono 145 Złp 22 gr. Całkowita suma dziesięciny wynosiła
558 Złp 22 gr.”43
Parafia św. Michała Archanioła w Sokołowie Podlaskim była beneficjentem kilku pól
poza miastem oprócz Dziegietni, posiadała też kilkanaście legatów pieniężnych, z których
najpoważniejszy był zapis 5000 zł ulokowany na kahale sokołowskim44. Większość z nich
została podniesiona na początku XIX w. i wpłacona do kasy miejscowego cyrkułu austriackiego, który płacił wówczas roczne odsetki. Wraz z ucieczką Austriaków w 1809 r. kwoty te
uległy zatraceniu. Parafii przynosiły dochody także dziesięciny pobierane w formie pieniężnej i snopowej z każdej wsi. Dziesięciny pieniężne płacili mieszczanie (100 zł rocznie) oraz
dwory od swoich włościan (z Przeździatki – 15 zł, Ząbkowa – 28 zł, Nowej Wsi, Kupientyna – 36 zł, Bachorzy i Bałk).
Wsie szlacheckie należące do sokołowskiej parafii uiszczały dziesięciny w naturze, tzn.
snopowe. I tak z Wojewódek Górnych i Wojewódek Dolnych, Krasnodęb Kasm i Sypytek
oraz Remiszewa, Krasnodęb Rafałów (szlachcice płacili dziesięcinę na przemian: raz do
parafii w Sokołowie, innym razem do parafii w Kożuchówku).
1.3. Zapisy funduszowe
Powszechnym i ważnych sposobem uposażenia parafii było lokowanie określonych sum
pieniężnych na wyznaczonych ziemiach. Przynosiły one stały dochód w postaci wypłacanych
odsetek od lokowanej sumy. Proboszcz lub altarzysta był z tego tytułu zobowiązany do odprawiania określonej liczby Mszy świętych w intencjach wyznaczonych przez fundatorów.
ADS, D 146 IV, Visitatio generalis ecclesiae parochialis sokołoviensis die 11 aprilis 1836 anno expedita, k. 444-454.
Na przełomie XVIII i XIX daty tych legatów i osoby samych fundatorów nie były już znane przez proboszczów
sokołowskiej parafii. Można przypuszczać, że jest to efekt spalania się dokumentów w częstych pożarach. Było to
kłopotliwe, gdy przyszło proboszczowi odebrać pieniądze zastawione w kahale.
43
44
PAWEŁ GRZESZEK
184
Sumy kapitałowe sokołowskiej parafii zostały umieszczone w zapisie protokołu powizytacyjnego w 1836 r.45:
1. Suma 1000 Złp. przez sławnego Tomasza Żukowskiego, obywatela miasta Sokołowa
przed aktami ziemskimi liwskimi Fra 5ta pt. Diem Sanctissima Trinitatis w r. 1760 Kościołowi Sokołowskiego jest zapisana i na Dobrach W. Cypriana Cieszkowskiego lokowana, którego zapisu do Akt Ziemskich Drohickich w Sokołowie d. 31 sierpnia 1801 r.
nastąpiło wniesienie. Później zaś ta Suma z Dóbr W. Cieszkowskiego przez W. Jana Jasińskiego podniesiona i na dobrach swoich dziedzicznych Zelkow w Ziemi Liwskiej położonych i przed Aktami Ziemskimi Liwskimi dnia 10 lipca 1797 r. zabezpieczona, a do
Akt Sokołowskich jak wyżej wniesienie tego Aktu nastąpiło, od której Sumy Kościół
pobierał procentu po 5/100 teraz zaś, gdy weszła do Banku Królestwa Polskiego pobiera
tylko procentu po 4/100, czyli 40 zł.
2. Suma 1000 Złp. nie wiadomo przez kogo jest zapisana Kościołowi Sokołowskiemu, ulokowana zaś jest na Dobrach Wsi Podnieśniu dziedzicznych Urodz. Józefa i Stanisława
Bielińskich i przed Aktami Grodzkiemi Drohickimi Fra 6ta pt. Diem Misericordiae 1759
roku zabezpieczona, a do Akt Ziemskich Drohickich w Sokołowie dnia 17 lipca 1802 r.
nastąpiło wniesienie, a od której sumy pobiera Kościół procentu po 5/100, czyli 50 zł.
3. Suma 200 Złp. Tę sumę sławetny Krzysztof Raszka przed Aktami Ziemskiemi Sokołowskiemi dnia 14 kwietnia 1690 roku Altarii Świętych Aniołów Stróżów w Kościele Sokołowskim zapisał i na gruntach sławetnych Franciszka Pazykowskiego, Ignacego Słowarki, Jana Pawłowskiego i Pawła Raczki, obywateli Sokołowskich ulokował, z obowiązkiem,
aby altarzysta co miesiąc Msze Świętą jedną czytaną odprawiał.
4. Suma 500 Złp. przez W. Karola Kobylińskiego Dziedzica Sokołowskiego z przyległościami jest za Gródź, która była przez ks. Stanisława prawem zastawnym do zwrotu nabyta, jest Kościołowi zwrócona, a Gródź i powyższe Grunta, na których powyższe
200 Złp. ulokowane były, przez tegoż są odebrane, a sumy obydwie razem złączone, są
do Banku Królestwa Polskiego wniesione, od których Kościół teraz pobiera procentu po
4/100, co wynosi 28 Złp.
1.4. Sumy „deperditae”
Z opisu sum utraconych wynika, że ówczesny kościół parafialny, materialnie oparty na
dziesięcinach, własnej ziemi i darowiznach, posiadał trudności w utrzymaniu.
1. 356 Złp. Ta suma przez sławetnego Stefana Saboe, Obywatela Miasta Sokołowa, Kościołowi Sokołowskiemu ustąpiona i assygnowana i w Skarbie Publicznym Religijnym Austryackim złożona, na którą sumę z Gubernium Wiedeńskiego w dniu 13 listopada roku
1798 asekuracyja wydana została, od której sumy Kościół pobierał procent po 5/100
z Kasy Cyrkularnej Siedleckiej aż do roku 1808. Teraz zaś za Rządu Polskiego nic nie
pobiera.
2. Suma 5000 Złp. nie wiadomo przez kogo była Kościołowi Sokołowskiemu zapisana.
Lecz przez dekret likwidacyjny między Kahałem Żydowskim Sokołowskim i Węgrowskim z jednej strony, a Kredytorami masy J.W. Ogińskiego Dziedzica Dóbr Sokołowa
z przyległościami z drugiej strony, za likwidacyjną uznana Który dekret w Aktach Ziemi
45
ADS, D 146 IV, Visitatio generalis ecclesiae parochialis sokołoviensis die 11 aprilis 1836 anno expedita,
k. 444-454.
UPOSAŻENIE DUCHOWIEŃSTWA PARAFII SOKOŁOWSKIEJ W XIX I XX WIEKU
185
Drohickiej w Sokołowie pod rokiem 1792 znajduję się. I ta suma później weszła do Kasy
Głównej Religijnej w Wiedniu, i pobierał Kościół procentu po 5/100 z Kasy Cyrkularnej
Siedleckiej aż do roku 1808. Teraz zaś nie pobiera.
3. Sumę 200 Złp. ks. Wojciech Smuniewski Kościołowi Sokołowskiemu przed Aktami Miejskimi Sokołowskiemi dnia 20 stycznia 1690 r. zapisał i na Kahale Sokołowskim ulokował.
4. 1000 Tynfów, czyli Złp. 1250. Ta suma przez sławnego Antoniego Prussa i Mariannę
żonę jego, obywateli Miasta Sokołowa, przed Aktami Miejskimi Sokołowskiemi dnia
21 marca 1708 r. Kościołowi Sokołowskiemu zapisana i na Kahale Sokołowskim lokowana.
5. 1000 Tynfów, czyli Złp. 1250. Ta suma przez sławnego Antoniego Prussa i Mariannę żonę
jego, obywateli Miasta Sokołowa, przed temiż Aktami Miejskimi Sokołowskiemi jak powyżej Kościołowi Sokołowskiemu zapisana i na tymże Kahale Sokołowskim ulokowana została.
6. Suma 200 Złp. ks. Andrzej Zawadzki przed Aktami Miejskimi Sokołowskiemi dnia 20 stycznia 1690 r. Kościołowi Sokołowskiemu zapisał i na Kahale Sokołowskim ulokował.
7. Suma 1000 Złp. przez ks. Wojciecha i Urodz. Jakuba Brata rodzonego Rucińskich, ręcznym skryptem dnia 24 lutego 1698 roku w Sokołowie danym, a do Akt Ziemskich Drohickich w Sokołowie w dniu 7 sierpnia 1802 r. wniesionym Kościołowi Sokołowskiemu
zapisana i na Kahale Sokołowskim ubezpieczona.
8. Suma 127 Złp. ks. Ludwik Obrąpalski przez Aktami Miejskimi Sokołowskiemi dnia
12 kwietnia 1756 r. Kościołowi Sokołowskiemu zapisał i na Kahale Sokołowskim ulokował.
Wszystkie fundusze od nr 1 zacząwszy aż do nr 8 łącznie poprzez dekret likwidacyjny
między kahałem sokołowskim, węgrowskim i kredytorami masy J.W. Ogińskiego dziedzica
dóbr Sokołowa z przyległościami w 1792 r. zostały uznane za likwidacyjne i podniesione je
do 4800 Złp. z procentem. Umieszczone zostały razem w kasie głównej. Do 1808 r. proboszcz parafii sokołowskiej pobierał z Kasy Cyrkularnej Siedleckiej procent po 5/100.
Wszystkie te sumy funduszowe zostały bezpowrotnie utracone przez parafię sokołowską.
1. „Suma1000 Złp. J.W. Kasper Suwczyński na Suwczynie pod Aktami Ziemskimi Liwskimi Fra 2-da pt. Fm. Sanctorum Trium Regum 1739 anno Kościołowi Sokołowskiemu
zapisał na Dobrach swoich Zaliwie dziedziczny, zabezpieczył. Później zaś ta suma z Dóbr
Zaliwia podniesiona i na Dobrach Zuckow teraz dziedziczne W. Feliksa Markowskiego
przeniesiona i przed Aktami Łukowskimi Fra 3-ta pt. Fm. Nativitatis Na. V. Maria 1748
zabezpieczona, od której to sumy nie wiadomo czyli Kościół pobierał procent lub nie,
i teraz nie pobiera.
2. Suma 240 Złp. Urodz. Jaruzalski ręcznym skryptem dnia 25 czerwca 1785 r. w Bielanach
Jarosławach datowanym, a do Akt Ziemskich Drohickich w Sokołowie dnia 7 września
1801 r. wniesionym zapisał Kościołowi Sokołowskiemu, lecz ubikcyj tej sumy nie przeznaczył. Te zaś Dobra Bielany Jarosławy są dziedziczne sukcesorów po J.W. Andrzeju
Górskim Sędzim Sądu Pokoju Powiatu Węgrowskiego. Lecz i od tej sumy nijako wiadomo czy kiedy był procent pobierany lub nie, a teraz także nie pobiera się.
3. Suma 8000 Złp. przez J.W. Paule de Szembeki Ogińską mocą komplanacji 31 grudnia 1791
roku Altarii Świętych Aniołów Stróżów Kościoła Sokołowskiego jest zapisana, z obowiązkiem aby co tydzień dwie Mszy Świętych czytanych odprawiane były. Której Komplanacji
do Akt Ziemski Drohickich w Sokołowie dnia 13 […] 1795 r. nastąpiło wniesienie tychże
PAWEŁ GRZESZEK
186
[14]
przy zapisie tej sumy nie jest wyrażona publikacya i z jakowego funduszu pochodząca,
przeto od samego zapisu Kościół procentu nie pobierał i do dziś dnia nie pobiera.
4. Suma 320 Złp. J.W. Jan Krasnodębski przed Aktami Grodzkimi Drohickimi Fra 2-da pt.
Diem Sexagesima 1734 anno Altarii Świętych Aniołów Stróżów Kościoła Sokołowskiego zapisał, i na Dobrach swoich dziedzicznych Wolka Patrykozka, a teraz J.W. Teodora
Hrabi Szydłowskiego zabezpieczył. Od której sumy Kościół procentu nie pobierał i do
dziś dnia nie pobiera. Z przyczyny, że przez komplanację uczynioną między J.W Aleksandrem Kurowickim i J.W. Józefem Krasnodębskim, której wniesienie do Akt Grodzkich Drohickich Fra 2-da pt. Sanctissima Trinitatis 1750 anno, nastąpiło. Mocą której
wszystkie długi tak Duchowne jako Cywilne z Dóbr Patrykoz na Dobra Kurowice przeniesione zostały. Lecz w tej komplanacji o tej sumie Kościoła Sokołowskiego, żadnej
wzmianki nie uczyniono. A zatem zdaje się, że na tejże Wólce Patrykozkiej pozostało”46.
Inne źródło utrzymania parafii sokołowskiej podawał inwentarz fundi instructi w 1921 r.
Stwierdzał, że były też zgromadzone sumy funduszowe: „Na potrzeby kościoła Sokołowskiego w Banku Państwa były następujące sumy:
1. Na książce Nr 64641 w rencie państwowej rb. 300.
2. Na książce Nr 2967 w rencie państwowej rb. 100.
3. Na książce Nr 2968 w rencie państwowej rb. 800.
4. Na książce Nr 132902 w rencie państwowej rb. 118 kop. 69.
Z tych sum w roku 1907 podjęto na restaurację kościoła św. Rocha rb. 641, 72 kopiejek47.
Zmarła 6 kwietnia 1912 r. Julia z Telakowskich Zatkalik zapisała na budowę lub rozszerzenie kościoła w Sokołowie rubli sześćset, która to suma była złożona w kasie pożyczkowo-oszczędnościowej w Sokołowie, lecz rząd polecił takową przesłać do banku Państwa,
a Książki dowodowej ani żadnego dokumentu nie nadesłał.
Paulina Agnieszka Skibniewska v. Sawicka zmarła 9 listopada 1905 r. w Wojewódkach Górnych, zapisała na potrzeby kościoła lub pobudowania nowego tysiąc rubli i 400 rubli na nabożeństwa żałobne za jej duszę, mające być odprawiane corocznie z procentu od powyższej sumy.
Ministerstwo spraw wewnętrznych pod dn. 9 września 1914 r. za nr 7729 zezwoliło na przyjęcie
tego zapisu z przekazaniem tych funduszy do specjalnych funduszów tegoż Ministerstwa, jak
o tym powiadomiono Administratora Diecezji Lubelskiej papierem z dn. 7 listopada 1914 r. za nr
2500. Sumy te jednak dotychczas nie zostały przez spadkobierców przekazane.
Z ofiary Jadwigi Zambrzyckiej z Kupientyna pięć tysięcy rubli danych w 1907 r. oraz
innych drobnych ofiar na budowę nowego lub rozszerzenie obecnego kościoła, złożonych
w Banku Handlowym w Warszawie na imię: Władysława Sobańskiego, Bolesława Grazdowskiego i ks. Stanisława Retke na rachunku przekazowym nr 1259 w dniu 10 czerwca
1915 r. było sześć tysięcy osiemdziesiąt rubli 36 kopiejek, co obecnie z procentami winno
wynosić około ośmiu tysięcy pięciuset rubli”48.
46
ADS, D 146 IV, Visitatio generalis ecclesiae parochialis sokołoviensis die 11 aprilis 1836 anno expedita,
k. 444-454.
47
Kopiejka – rosyjska moneta zdawkowa, równa jednej setnej rubla.
48
ADD, ZAPS, Inwentarz fundi instructi z 1921 r, k. 1-10.
UPOSAŻENIE DUCHOWIEŃSTWA PARAFII SOKOŁOWSKIEJ W XIX I XX WIEKU
187
[15]
1.5. Zakończenie i wnioski
W zaprezentowanym artykule omówione zostało uposażenie duchowieństwa parafii sokołowskiej na przestrzeni XIX i XX wieku. Zwrócono w nim głównie uwagę na źródła dochodu i ich wysokość oraz zasady eksploatacji majątku, tj. ziemi uprawnej. W skład uposażenia wchodziły dochody z opłat iura stolae, stypendiów mszalnych, pensji państwowych,
opłat kancelaryjnych, kolędy, wypominków oraz dywidend czerpanych z gruntów ornych,
pastwisk, łąk i lasów49. W 1816 r. ofiary z iura stolae wynosiły łącznie około 39 zł, co stanowiło 15% całego dochodu beneficjum parafii. W związku z zaistniałą sytuacją w całym
Królestwie Polskim w 1865 r. władze zaborcze wprowadziły, tzw. Taksę opłat za spełnianie
obrzędów religijnych i spisywanie aktów stanu cywilnego. Stosownie do niej parafia św.
Michała Archanioła w Sokołowie Podlaskim znalazła się w parafii II klasy.
Dzisiaj w wielu krajach stosunki społeczne tak się poukładały, że dobra majątkowe zniknęły lub straciły na znaczeniu, a tylko dobra wola parafian zabezpiecza utrzymanie kapłanów
z ofiarowanych im funduszów, stypendiów mszalnych. Wierni, korzystając z posług sakramentalnych, składali ofiary na tzw. iura stolae. Na początku funkcjonowania parafii ofiary te
nie miały dużego znaczenia w utrzymaniu duchownych, jednak od połowy XIX w. ich wartość
znacznie wzrosła. Środki finansowe uzyskiwane przez duchownych w znacznej mierze przeznaczano na cele kościelne i społeczne. Proboszcz czerpał pewne dochody z ofiar składanych
w czasie Mszy św. oraz z kwest składanych w czasie różnych świąt. Na wysokość uposażenia
wpływ miały także różnego rodzaju obciążenia, jakie duchowni składali w okresie XIX i XX
stulecia, zarówno na potrzeby Kościoła, jak i państwa. Były to głównie koszty związane z budową i utrzymaniem nieruchomości, świadczenia na rzecz ogólnopolskich jednostek organizacyjnych, ubezpieczenia osobowe i rzeczowe, świadczenia dla Watykanu, koszty wykonywania
urzędów duszpasterskich oraz podatek beneficjalny i dochodowy.
Clergy remuneration of Sokolow parish in the 19th and 20th centuries
Summary
This article describes the clergy remuneration of Sokolow parish throughout the 19th and
20 centuries. Special attention is paid here to the source of income and its amount as well as
the rules of using property, in the main farmland. Clergy remuneration included, among others,
the income from fee iura stolae, mass grants, state salaries, office fees, priest’s visits, prayers
for the dead, and dividends collected for farmland, grazing land, meadows and forests.
Parishes or other church institutions are founded in order to deepen spiritual lives of believers, however, its efficient functioning requires financial resources. Getting resources to maintain them requires taking some legal steps which later secure their functioning. Foundations
started by people or groups of people, after being approved by diocesan authorities, are called
beneficiaries. Catholic donors of a church or parish benefice, so called collators and their legal
purchasers, as a result of inheritance, were granted the privilege of patronage which means
presenting candidates to this benefice. Local parish had good remuneration because on the
basis of old privileges, it possessed its own part of land within the town Sokolow.
th
49
E. Wiśniowski, Rozwój organizacji parafialnej w Polsce do czasów reformacji, w: Kościół w Polsce, red.
J. Kłoczowski, t. 1, Lublin 1968, s. 300.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Monika Ciosek
WNHiS UKSW, Warszawa
Katolicyzm, nacjonalizm i polityka. Problem
integralności
kresów południowo-wschodnich
Rzeczpospolitej w publicystyce
politycznej, społecznej i religijnej
katolickiego miesięcznika „Przegląd
Powszechny” w latach 1918-1939
1.Działalność Towarzystwa Jezusowego na terenach etnicznie mieszanych
(polsko-ukraińskich) w latach 1918-1939.
Stworzenie obrządku bizantyjsko-słowiańskiego, tak zwana neounia, było ostatnim wielkim zadaniem realizowanym przez Towarzystwo Jezusowe na wschodnich i południowo-wschodnich kresach II Rzeczpospolitej. Od momentu swojego pojawienia się na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej w XVI wieku aż do końca lat 30-tych wieku XX losy
Rusinów-Ukraińców i zakonu jezuitów przeplatały się. Elity ruskie i ukraińskie (tu przede
wszystkim duchowieństwo wykształcone przez jezuitów w okresie reformy zakonu bazylianów w XIX wieku) zawdzięczały swoje wykształcenie właśnie Towarzystwu Jezusowemu.
Nowego obrządku nie popierały jednak ani władze świeckie ani hierarchia duchowna
II Rzeczpospolitej. Nie mogli poprzeć go grekokatolicy, z metropolitą Szeptyckim na czele,
gdyż był on w ich opinii skierowany właściwie przeciwko temu obrządkowi, jako alternatywa dla zukrainizowanego grekokatolicyzmu. Rusyfikacja liturgii stała w sprzeczności z poczuciem kulturowej odrębności grekokatolików (ludność rosyjskojęzyczna stanowiła w II RP
jedynie 0,4%), kolejne rządy obawiały zaś się potencjalnej ukrainizacji neounii i tym bardziej nie popierały propagowania jej przez duchownych grekokatolickich. Wsparcie udzielone przez Stolicę Apostolską, która widziała w neounii przede wszystkim szansę na pozyskanie w przyszłości dla katolicyzmu Rosji, okazało się niewystarczające wobec oporu
państwa i większości hierarchii obu głównych obrządków1. Do roku 1937 utworzono 47 parafii i wykształcono 70 kapłanów2. Wierni w najlepszym okresie rozwoju neounii, w drugiej
połowie lat trzydziestych stanowili 0,08%3. Potrzeba było zatem wciąż nowych działań integrujących obywateli II RP reprezentujących różne etnosy i różne wyznania.
H. Dylągowa, Dzieje unii brzeskiej (1596 – 1918), Warszawa-Olsztyn 1996, s. 202.
B. Kumor, Historia Kościoła, t.8, Lublin 2004, s. 419.
3
H. Dylągowa, Dzieje unii brzeskiej, s. 203. Kwestia ta przestała mieć znaczenie w obliczu II wojny światowej.
1
2
MONIKA CIOSEK
190
Analiza zawartości numerów jezuickiego miesięcznika „Przegląd Powszechny” ma na celu
ukazanie, jak historyczne relacje (przede wszystkim religijne) zakonu z ludnością ruską/ukraińską wpłynęły na ocenę przez zakon wydarzeń związanych z rozbudzaniem się ukraińskiego
życia narodowego po obu stronach granicy z ZSRR i jak sprawy narodowościowe przedstawiali jezuici swoim czytelnikom w latach 1921-1939, gdy zdawano już sobie sprawę z dezintegracyjnych działań rozmaitych grup na kresach południowo-wschodnich. W miesięczniku
zajmowano się żywo zarówno kwestią grekokatolicyzmu jak i współpracy rządu polskiego
z prawosławiem (szczególnie w okresie pełnienia funkcji dyrektora Departamentu Wyznań
w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego przez Franciszka Potockiego
w latach 1928-1938). Polityka rządu polskiego w tym okresie była zmienna i niejednorodna,
każde z trzech ministerstw odpowiedzialnych za sprawy wyznaniowo-narodowościowe
(oprócz Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego także Ministerstwo
Spraw Wewnętrznych i Ministerstwo Spraw Wojskowych) wprowadzało własne rozwiązania4.
Problem, kto na kresach wschodnich stwarza prawdziwe zagrożenie dla jedności państwa, kto
stanowi swoistą „piątą kolumnę”, kto wspiera nacjonalistów ukraińskich lub bolszewików,
stanowił treść artykułów „Przeglądu Powszechnego” przede wszystkim w latach trzydziestych5.
1.2. „Przegląd Powszechny” i jego rola w debacie publicznej w międzywojniu
„Przegląd Powszechny” powstał jako pismo społeczno-kulturalne z inicjatywy zakonu
jezuitów w roku 1884. Realizację zamierzenia powierzono o. Marianowi Morawskiemu.
Doskonale rozumiał on potrzebę stworzenia pisma skierowanego do inteligencji katolickiej
i to pisma o charakterze ponadregionalnym, co antycypowało niejako jego późniejsze istnienie w niepodległym państwie polskim6. W Galicji nie było dotąd periodyku o takim profilu,
W 1946 roku, gdy Galicja wschodnia (bez Ziemi Sanockiej i Przemyskiej) znalazła się w ZSRR, zwołano synod
Kościoła grekokatolickiego i zerwano unię brzeską włączając unitów na tych ziemiach do Cerkwi prawosławnej.
Synod ten był nieważny z punktu widzenia prawa kanonicznego, nie zwołał go bowiem metropolita Slipyj, którego
aresztowano, jego postanowienia wcielono jednak w życie skutecznie. H. Dylągowa, Dzieje unii brzeskiej, s. 204-205.
4
Dobrze problematykę tej zmienności pokazują dzieje „eksperymentu wołyńskiego” przeprowadzanego przez
wojewodę wołyńskiego Henryka Józefskiego i analiza materiałów źródłowych przeprowadzona przez Timothy
Snydera, por. T. Snyder, Tajna wojna. Henryk Józefski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, Kraków 2008.
Początkowo (1928) uzyskiwał on od rządu wsparcie dla swojej koncepcji wspierania tożsamości ukraińskiej na
Wołyniu w celu uniemożliwienia infiltracji tych ziem przez bolszewików (T. Snyder, Tajna wojna, s. 201-204).
Następnie rząd, szczególnie zaś wojsko postanowiło zająć się polonizacją Ukraińców aby zapobiec rozwojowi
Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów na tych ziemiach. Początkowe starania Józefskiego o autokefalię prawosłąwia na Wołyniu zakończone sukcesem starano się przekuć na polonizację prawosławia na Wołyniu a w końcowej fazie rząd i wywiad wojskowy rozpoczęły akcję nawracania na katolicyzm (nie była to inicjatywa Kościoła katolickiego), por. T. Snyder, Tajna wojna, s. 207-213 i 215-222. Podstawowe prace opisujące politykę
rządów polskich w tym okresie to m. in. A. Chojnowskiego, Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich
w latach 1921--1939, Wrocław 1979, M. Papierzyńskiej-Turek, Sprawa ukraińśka w II Rzeczpospolitej 1922-1926, Kraków 1979.
5
Artykuł powstał na podstawie pracy magisterskiej Ukraina i Ukraińcy w „Przeglądzie Powszechnym 1914-1939 pisanej pod kierunkiem dr hab. Andrzeja Żbikowskiego, obronionej w 2010 roku w Studium Europy
Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. W cytatach z miesięcznika zachowano pisownię oryginalną a pełną
jego nazwę zastąpiono skrótem PP.
6
Szerzej o Marianie Morawskim i początkach „Przeglądu Powszechnego”: J. Tuszowski, O. Marian Morawski
(1845-1901), Kraków 1932, J. Gaul, Galicja, Kraków i rok 1884, [w:] „Przegląd Powszechny” 12/2004, M. Jagiełło, Trwałość i zmiana. Szkice o „Przeglądzie Powszechnym” 1884-1918, Warszawa 1993, M. Morawski, Cel
i zadanie Przeglądu Powszechnego, PP 1/1884, t.1.
KATOLICYZM, NACJONALIZM I POLITYKA...
191
nie było tam również pisma katolickiego, którego redakcja miałaby ambicję pisania o wszelkich tematach z życia społecznego i kulturalnego, nie zajmując się jedynie kwestiami religijnymi (choć starając się umieszczać wszelkie kwestie na tle katolickiego światopoglądu).
Periodyzację rozwoju pisma można wyznaczyć dwojako. Pierwszym czynnikiem jest
okres sprawowania funkcji redaktora naczelnego. To redaktor naczelny, szczególnie w sprawach społeczno-religijnych kształtował dobór tematów w miesięczniku. W pierwszym okresie 1884-1901 redakcję sprawował o. Marian Morawski. Następnie do roku 1918 redaktorem był o. Jan Pawelski. W roku 1919 redakcję objął o. Jan Urban, który ze wszystkich
redaktorów pisma był najbardziej zainteresowany tematyką ukraińską, grekokatolicką
i unijną. Funkcję redaktora naczelnego sprawował do 1933 roku7. Między rokiem 1933
a 1939 pismo miało jeszcze dwóch redaktorów naczelnych, Jana Rostworowskiego (1933-1936) i Edwarda Kosibowicza (1936-1939)8.
Zmiany tematyczne, szczególnie w dziedzinach społecznych i politycznych będą zauważalne jednak w ramach innego podziału czasu. Będzie on wyznaczony zmianami sytuacji politycznej. Pierwszym ważnym i długim okresem będą zatem lata 1884-1914 (a nawet 1918),
drugim lata 1918-1933 (do okresu kryzysu gospodarczego i wystąpień Hitlera, co wpłynęło na
kwestie podejmowane przez miesięcznik) oraz trzecim lata 1933-1939. Dla tematyki ukraińskiej periodyzację warto byłoby wyznaczyć uwzględniając cezurę roku 19219.
Czasopisma społeczno-kulturalne, z jakimi, poza prasą katolicką, można porównywać
„Przegląd Powszechny” nie miały w odrodzonej Polsce wielkiego udziału w rynku prasowym. Nigdy nie przekraczały 5% ogółu wydawanej prasy. Najpoczytniejszym tego typu
pismem były „Wiadomości Literackie” Grydzewskiego. Ich maksymalny nakład wynosił
14 000 egzemplarzy. „Przegląd Powszechny” był, do czasu przekształcenia w miesięcznik
„Tęczy”, jedynym miesięcznikiem katolickim skierowanym do inteligencji. Głównym sposobem dystrybucji czasopisma była prenumerata. Wzrost nakładu (z 1000-1400 w latach
1901-1918 do maksymalnego poziomu z 1925 roku – 2600 egzemplarzy) i objętości uzyskano dzięki staraniom Jana Urbana, w 1922 roku wynosił on 1800 egzemplarzy, w 1923 już
240010. W okresie 1933-1939 nakład nie przekroczył 1500 egzemplarzy11. Zbyt niska – jak
na potencjał – popularność miesięcznika wynikać mogła z różnych czynników: złego doboru współpracowników świeckich, nie dość dobrej rubryki kulturalno-literackiej, pewnej niechęci do jezuitów, która trwała w społeczeństwie. Być może wpływ na to miał również ostry
zakaz poruszania tematów politycznych, co w II Rzeczpospolitej musiało być niezwykle
trudne i owocować mniejszą aktualnością poruszanych tematów12. Tematyki politycznej
nie dało się jednak unikać zupełnie, okres redakcji Jana Urbana nadał pismu rys nieco bardziej polemiczny. Działalność Jana Urbana była ukierunkowana zdecydowanie na sprawy
unii kościelnej, zabiegał on bardzo o rozwój neounii na Podlasiu, polemizował z rozwiąza7
Z. Jakubowski, Przegląd Powszechny 1884-1985, Warszawa 1987, s. 82. Jan Urban został nastąpenie redaktorem rocznika „Oriens” (1933-1939) ukierunkowanego wyłącznie na sprawy chrześcijaństwa wschodniego oraz
możliwej unii kościołów wschodnich z Rzymem.
8
Ibidem, s. 82.
9
Dla tematyki ukraińskiej, która będzie przedmiotem badań w tej pracy periodyzacje należy wyznaczyć inaczej:
pierwszy okres to 1884-1914, drugi 1914-1921 oraz trzeci 1921-1939.
10
Z. Jakubowski, op. cit., s. 81-83.
11
Loc. cit.
12
A. Paczkowski, Prasa polska 1918-1939, Warszaw 1980, s. 258
MONIKA CIOSEK
192
niami rządowymi dowartościowującymi – nadmiernie jego zdaniem – prawosławie, ze
szkodą dla grekokatolicyzmu. Z tych pozycji bronił również praw religijnych Ukraińców.
Był autorem większości artykułów, które będą przedmiotem analizy w tym szkicu.
2.„Piąte Kolumny” na Kresach
Lektura „Przeglądu Powszechnego” z lat dwudziestych i trzydziestych ujawnia wśród
rozmaitych tematów społeczenych narastający konflikt polsko-ukraiński. W sferze wyznaniowej – a ten właśnie aspekt konfliktu najbardziej interesował redakcję pisma – ujawnia się
to w kilku dłuższych polemikach oraz komentarzach do artykułów pojawiających się zarówno w prasie polskiej jak i ukraińskiej, dotyczących stosunku państwa do grekokatolicyzmu.
Jest to właściwie znany od samego początku dziejów unii kościelnej wątek poczucia nierównouprawnienia tego katolickiego wszakże obrządku w katolickim kraju. Wyznawcy, w przeważającej części ukraińscy, odczuwali trudności jako ukierunkowane nie tyle antyobrządkowo, co antynarodowo. Bardzo łatwo było włączyć krytykę tego stanu w głosy piewców
odwiecznej martyrologii ukraińskiej na ziemiach polskich. Redakcja katolickiego pisma
postanowiła nie pozostawić tego wątku bez komentarza.
Tematyka jedności wyznaniowej i równouprawnienia wiernych różnych obrządków
wbrew obawom związanym z obserwowanym wówczas przenikaniem się wyznań i tendencji nacjonalistycznych, zdominowała artykuły poświęcone sprawom kresowym. Głównym,
nieomal jedynym publicystą specjalizującym się w tej tematyce był już wówczas Jan Urban,
redaktor pisma od 1919 roku. Dzięki jego polemikom, czynionym nieco wbrew pierwotnym
założeniom pisma, które zasadniczo miało od nich stronić, poznajemy ówczesny stosunek
prasy polskiej, szczególnie prasy konserwatywnej do problemu unii na wschodnich kresach
Rzeczpospolitej. Zarysowuje się w niej wizja unitów, a szczególnie powstającego wówczas
obrządku neounickiego (bizantyjsko-słowiańskiego) jako ukraińskiej (względnie białoruskiej na Podlasiu) „piątej kolumny” na wschodzie kraju – podlegającej wpływom nacjonalistów. Zarówno wierni, jak i hierarchowie z metropolitą Szeptyckim na czele traktowani są
jako otwarci bądź potencjalni sprzymierzeńcy ruchu nacjonalistycznego Ukraińców, z zasady wrogo nastawieni do Polski i Polaków. Jan Urban wielokrotnie będzie walczył w swoich
tekstach z tą wizją, choć nie tylko on. W tę obronę Ukrainy i Rusinów jako „elementów”
polskości wpisują się nawet artykuły poświęcone literaturze, konkretnie zaś cykl Ukraina
w poezji Słowackiego Adriana Czermińskiego (PP, t. 183-184, 185). Wobec niekonsekwentnej polityki kolejnych rządów w stosunku do mniejszości ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej pismo będzie w tym okresie w opozycji do rządu, redakcja uważała bowiem, że ta
niejasność i niestałość wzmaga konflikty (choć unikać będzie jednoznacznej i bezpośredniej
krytyki rządu, częściej krytykować będzie konkretne wystąpienia posłów, bądź daną partię).
Wskazana zostanie w miesięczniku również inna „piąta kolumna” na ziemiach wschodnich. Będą nią wyznawcy prawosławia, wzięci zresztą przez rząd pod opiekę, która obejmowała nie tylko starania o autokefalię, ale również stworzenie wydziału teologii prawosławnej przy Uniwersytecie Warszawskim w 1925 roku oraz ogólnie dobre stosunki z polską
hierarchią prawosławną (stosunki z hierarchią grekokatolicką były zaś obdarzone dużym
stopnień nieufności i wymuszonej lojalności)13. Jezuiccy autorzy, a szczególnie Jan Urban,
13
B. Kumor, Historia Kościoła t. 8, Lublin 2004, s. 418, 423.
KATOLICYZM, NACJONALIZM I POLITYKA...
193
nie mogli zostać obojętni wobec tego zachowania władz oraz wobec samego prawosławia,
które starało się pozyskiwać nowych wiernych w granicach Rzeczypospolitej. Była to oczywiście ludność z terenów wschodnich (oraz z Zakarpacia), która ze względów historycznych
łatwo podlegać mogła zmianom wyznania, jej przyjmowanie prawosławia było równie
uprawnione historycznie i logicznie jak przyjmowanie unii. Tereny Polesia, Podlasia, Wołyń
oraz Zakarpacie (w większości wówczas czechosłowackie) stały się wówczas terenem misyjnym zarówno dla Cerkwi prawosławnej jak i grekokatolickiej. Jan Urban starał się pokazać, że prawosławie nie jest „naszym”, polskim wyznaniem i wspieranie go (żeby wyeliminować wpływy rosyjskie, które zresztą w trzydziestych latach skończyły się ze względu na
sytuację Cerkwi w ZSRR) jest oczywistością ze względów politycznych, ale w ogólnym
rozrachunku pozostaje jedynie „mniejszym złem”. Przy rozpatrywaniu artykułów poświęconych tej tematyce nie sposób pominąć również kwestii politycznych, które są ich tłem.
Tendencja do postrzegania Cerkwi prawosławnej jako „piątej kolumny” na kresach
wschodnich ujawnia się już przed 1921 rokiem. Rzeczywisty konflikt między dwoma wyznaniami na kresach ujawnił się na łamach jezuickiego miesięcznika w 1916 roku. Opisano
z oburzeniem, jak w momencie wywiezienia ks. metropolity Szeptyckiego biskup prawosławny Eulogiusz natychmiast celebrował we Lwowie nabożeństwo w cerkwi unickiej (choć
mógł w świątyni prawosławnej) uroczystą liturgię. Kapłanów grekokatolickich, którzy nie
zdecydowali się na porzucenie kościoła katolickiego wywożono (zwłaszcza antyrosyjskich
Ukraińców)14. O Cerkwi prawosławnej jako instytucji wrogiej unii, wrogiej w stosunku do
Polaków na kresach, ale również w stosunku do Ukraińców i Białorusinów pisze Jan Urban
otwarcie w artykule Kościół a cerkiew na naszych wschodnich rubieżach (PP 1919):
Nie tylko dzięki szczepowej odrębności od Polaków, ale i dzięki temu właśnie odrębnemu
obrządkowi ludność ruska (małoruska i białoruska) stanowi element łatwiej poddający się
politycznymi obyczajowym wpływom schizmatyckiej i odwiecznie wrogiej nam Moskwy15.
Powoli przestawano postrzegać jako największy problem kwestię polskości wyznawców
katolicyzmu na Chełmszczyźnie, czy Podlasiu, Jan Urban podkreślał zresztą, że brak jedności obrządkowej może zniwelować konflikty narodowościowe a uświadomnić jedność wyznaniową. Akcentował wyraźnie konieczność (polityczną) stworzenia polskiej organizacji
cerkiewnej (prawosławnej). To w tym okresie znajduje swój wyraz jego teza o możliwej
nielojalności prawosławnych, w przeciwieństwie do zakładanej lojalności ukraińskich unitów (lojalności łączonej przede wszystkim z lojalnością wobec Kościoła powszechnego,
nawet nie w stosunku do państwa a w stosunku do polskich współwyznawców). Po 1921
problem ten możemy na łamach pisma obserwować z dwu stron: pierwsza to polemiki i inne
wypowiedzi w obronie obrządku wschodniego (podyktowane niechęcią reszty prasy do grekokatolicyzmu), druga to zwracanie uwagi rządzących na zbyt pochopne – zdaniem redakcji
„Przeglądu” – wspieranie prawosławia w Polsce.
2.1. Polityka narodowościowa państwa a misja Kościoła na Kresach
Opozycja redakcji wobec postępowania władz II RP ujawniła się po raz pierwszy przy
referowaniu kwestii powrotu do Lwowa metropolity Szeptyckiego w 1923 roku, po jego
E. Matzel, Sprawozdanie z ruchu religijnego, naukowego i społecznego: Kościół unicki, PP 1916, t. 129, s. 288-290, cytat s. 288. W tym i kolejnych przypisach zastosowano numerację tomów (nie zaś numerów) ze względu na
ciągłą numerację stron zastosowaną w dostępnych wydaniach archiwalnych.
15
J. Urban, Sprawozdanie...: Kościół a cerkiew na naszych wschodnich rubieżach, PP 1919, t. 143-144, s. 430.
14
MONIKA CIOSEK
194
wyjeździe w 1921 (zabiegał w Europie o uznanie suwerenności Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej na terytorium Galicji Wschodniej, był również w Rosji, sprawdzając możliwości zjednoczenia Cerkwi prawosławnej z grekokatolicką). Władze polskie skierowały
wagon, w którym jechał z zamiarem dotarcia do Lwowa, do Poznania . Przetrzymywano go
tam 24 godziny, następnie po rozmowie z prezydentem Wojciechowskim pozwolono mu na
powrót do Lwowa (złożył deklarację lojalności wobec państwa polskiego). Jan Urban nie
opowiada się bezpośrednio ani po stronie rządu, ani po stronie zwolenników metropolity,
podkreśla jednak, że rząd poddał w wątpliwość swoją umowę ze Stolicą Apostolską (rząd
starał się o to, by Watykan odwołał metropolitę, a ten zaś o powrót do Małopolski). Autor
artykułu czyni aluzje, że tego typu postępowanie przypomina rządy zaborców i poleca, jak
najszybsze załagodzenie tej przykrej sprawy „ku możliwie największemu zadowoleniu całej
ludności Małopolski”16.
W kolejnym numerze miesięcznika, przy okazji rozważań o trzechsetnej rocznicy śmierci
niezwykle istotnego dla sprawy unijnej patrona – św. Jozafata Kuncewicza, Jan Urban bardzo
jasno definiuje swoje stanowisko wobec prawosławia oraz polityki rządu wobec tego wyznania:
Jesteśmy tego przekonania, że nie zwiąże się ani z Polską, ani z kulturą zachodnią tej
części kresowej ludności, która się karmi dotąd strawą duchowną, daną jej przez odszczepieńcze Bizancjum i odśrodkowemu ciążeniu tej ludności nie zaradzi ani intensywne polonizowanie kraju, ani też czuła opieka, jaką rządy polskie usiłują okazywać prawosławiu, gdy
zajmują się urządzaniem prawosławnych diecezyj, konsystorzy, otwieraniem fakultetów teologicznych w Warszawie. Nie uciekając się do żadnych przymusowych nawracań według
tradycyj carskich, należy prawosławie zostawić samemu sobie bez szczególnej rządowej
opieki, oprócz tej, jaka się należy wyznawcom jego w charakterze zwykłych obywateli [...]
A już nadewszystko nie wolno urzędowej Polsce utrudniać w jakikolwiek sposób Kościołowi
katolickiemu spełnienia jego misji na kresach17.
W innym artykule, dotyczącym między innymi kwestii uniwersytetu ukraińskiego i ustaw
językowych dla mniejszości Jan Urban podkreśla, że karygodne jest stałe zaniedbywanie na
kresach Kościoła katolickiego przy stale rosnącym wsparciu dla prawosławia. Posuwa się
nawet do opinii, że zapewniając prawa mniejszościom należałoby również zapewnić je jeszcze jednej mniejszości na Kresach – czyli Polakom.
2.2. Grekokatolicyzm i neounia
Z dużym poparciem zarówno „Przeglądu Powszechnego” jak i Kościoła spotykały się
w tym okresie wszelkie wysiłki zmierzające do jedności z prawosławiem poprzez doprowadzenie do stopniowego zbliżenia, w czym pomóc miała neounia (obrządek bizantyjsko-słowiański miał mniej „zachodnich” naleciałości niż grekokatolicyzm). Wspierano powstawanie nowych zakonów unickich – jak kontemplacyjnego zgromadzenia Studytów, które
założył metropolita Szeptycki jeszcze w 1914, a które skutecznie odnowiono po wojnie
dopiero około 1924 roku18. Mimo to postulowano również konieczność wsparcia Rosji w obliczu głodu, a przede wszystkim wspierania prześladowanego kleru prawosławnego. „Anty-
J. Urban, Sprawozdanie...: Sprawa powrotu metropolity Szeptyckiego, PP 1923, t. 159, s.273.
J. Urban, Św. Jozafat Kuncewicz a chwila obecna, PP 1923, t. 160, s. 103.
18
J. Urban, Sprawozdanie... Wznowienie starego monachizmu w Cerkwi ruskiej, PP 1924, t. 162, s. 278-280.
16
17
KATOLICYZM, NACJONALIZM I POLITYKA...
195
prawosławność” czy nawet antyrosyjskość jezuickiego pisma nie wydaje się wobec tego ani
jednoznaczna, ani fundamentalistyczna.
W artykule z 1928 roku Postępy unji na Kresach wschodnich Jan Urban opisywał sytuację katolików obrządku wschodniego jako poprawiającą się, ale niedoskonałą. Jako pozytywne wymienił zwiększanie się liczby parafii, unormowanie sytuacji Kościoła grekokatolickiego w prawie kościoła powszechnego (pełnomocnictwa dla biskupów grekokatolickich)
oraz w prawie państwowym (konkordat zawarty przez Rzeczpospolitą w 1925 roku). Jako
stała krytyka powraca jednak w tekście kwestia braku poparcia dla akcji unijnej w kołach
rządowych – autor posuwa się tu nawet do zarzutu, że dla kół rządowych bardziej pożądany
jest swoisty bizantynizm, który sprawia, że prawosławie szybciej ulega wpływom władzy
świeckiej niż Kościół katolicki obrządku wschodniego. Ta podatność na wpływ miałaby
według Jana Urbana sprawiać, że łatwiej będzie wykorzystywać w rozgrywkach politycznych cerkiew prawosławną niż grekokatolicką19.
Dzięki polemikom Jana Urban z ówczesną prasą i popularnymi opiniami zyskujemy obraz stosunku niektórych środowisk do kwestii zarówno nowej unii kościelnej, jak i do problemu ukraińskiego. W artykule O misję religijną na Kresach Wschodnich (PP 1929 t. 184)
Jan Urban tak ocenił stosunek większości Polaków do unii na kresach (także do wskrzeszania unii):
Jeżeli wtedy (przed 1923 rokiem – M. C.) myślano u nas cokolwiek o prawosławiu, to
myśl ta przybierała przedewszystkiem ten wyraz: „tylko nie taka unja, jak w Galicji!20.
Obawa przed separatyzmem ukraińskim płynącym z umacniania się obrządku wschodniego i jego roli w ideologii narodowej była zatem zbyt duża, żeby dostrzec korzyści w wymiarze ogólnoludzkim, czy chrześcijańskim.
Jednocześnie, kiedy chodzi o neounię na Podlasiu i Wołyniu, zarysowuje się ciekawy spór
między prasą polską a ukraińską. W tej ostatniej krytykowano Polaków (katolików obrządku
rzymskiego), którzy próbując tworzyć na Wołyniu i Podlasiu obrządek katolicko-słowiański
zabrali się do „nie swojej roboty” i mają marne efekty21. Również głosy z prasy polskiej przeniknęły do wspomnianego artykułu Jana Urbana. Dowiadujemy się, że prasa lewicowa odnosiła się do zabiegów unijnych obojętnie bądź niechętnie, prasa prawicowa pisała rzadko i powierzchownie, a zdarzało się, że określano neounię jako „niebezpieczną robotę”. Najwięcej
poświęcono temu tematowi uwagi w prasie wileńskiej (choć biskupi wileńscy J. Matulewicz
i R. Jałbrzykowski wspierali działalność zjednoczeniową). W jednym z dzienników (autor nie
podał w którym, określił go natomiast: „hołdujący ideologii nacjonalistycznej”) pisano, że
wskrzeszanie unii jest wręcz szkodliwe dla narodu polskiego. Rolą narodu jest bowiem niesienie na wschód cywilizacji zachodniej (poprzez polskość) a unia nie zbliża do polskości a jedynie utrwala podziały. Unię oceniono jako błąd przeszłości, którego w żadnym razie nie należy
powtarzać. Jan Urban pisze zaś w odpowiedzi, że „w szczególności misyj katolickich nie
wolno pojmować jako funkcji żadnego narodowego imperializmu.” Misjonarz powinien zatem głosić nie w języku, który chce zaszczepić na danym terenie, ale jego obowiązkiem jest
głoszenie w takim języku, w którym ludzie mówią i chcą słuchać. Wypływa stąd, że „[...]
pojmowanie naszego katolickiego powołania na wschodzie, jako szerzenia polskości jest nie
J. Urban, Postępy unji na Kresach wschodnich, PP 1928, t.178, s.108-112.
J. Urban, O misję religijną na Kresach Wschodnich, PP 1929, t. 184, s. 131 .
21
Ibidem, s. 137.
19
20
MONIKA CIOSEK
196
do przyjęcia”. Kościół nie jest powołany do bronienia jakiegokolwiek języka wbrew ludności,
nie jest też powołany do obrony żadnej narodowości „wbrew tendencjom nurtującym w niej
samej”22. Była to wyraźna aluzja do faktu polonizowania się Białorusinów i części Ukraińców
pod wpływem języka polskiego stosowanego w kościele, czy edukacji religijnej. Język polski
często sami grekokatolicy uważali za pożądany i potrzebny, traktując go jak język sacrum.
Cytowany przez J. Urbana dziennik to prawdopodobnie „Słowo Wileńskie”, które w kolejnych
numerach pozwoliło sobie nawet na określenie, że wysyłanie na kresy misjonarzy unii to zdrada stanu i wypraszało ich „za bolszewicką granicę”23.
W innym artykule ujawnił się stosunek do nowej unii prorządowej „Gazety Polskiej”,
która wobec postulatów rozszerzania katolickiego obrządku wschodniego miała
napisać o „nieprzebierającej w środkach propagandzie obrządku wschodniego Kościoła katolickiego” działającej na szkodę Cerkwi prawosławnej24. Popieranie prawosławia traktowano już wtedy (rok 1930) w kategoriach oczywistej racji stanu, w przeciwieństwie do unii,
o której sądzono, że wzmaga nacjonalizm ukraiński. Dla prasy świeckiej to właśnie misjonarze neounii byli na Kresach „piątą kolumną”.
Różnice zdań na temat akcji unijnej między niektórymi nurtami politycznymi a Kościołem katolickim były rzeczywiście duże. O ile Jan Urban w swoich polemikach przede
wszystkim starał się bronić akcji unijnej jako słusznej i zgodnej z racją stanu, o tyle jego
oponenci posuwali się argumentów takich jak zarzucanie Kościołowi niedotrzymywania
konkordatu (w którym nie jest wymieniony żaden „czwarty” obrządek – jak określano neounię)25. W 1932 roku w jednym z przemówień minister Jędrzejewicz uznał akcję unijną już
nie tylko za sprawę wewnętrzna Kościoła katolickiego, ale – ze względu na terytorium,
które miała objąć – również sprawę rządu. Uznano ją już oficjalnie za niezgodną z konkordatem i podkreślono, że „czwarty” obrządek (a zatem neounia) sprzeciwia się interesom
państwa. Komentarz Jana Urbana można za uznać za typowy zarówno dla jego stylu jak i dla
właściwej jezuitom dyplomacji w stosunkach z władzami:
[...] mamy zbyt wielkie zaufanie do rozsądku przedstawicieli naszej władzy państwowej,
byśmy mogli przypuścić, że zechcą oni dopuszczać się takiego anachronizmu, by mieli naśladować Józefa II w roli legislatora liturgicznego i w jego zakrystjańskich funkcjach26.
Problem stosunku do prawosławia powracać będzie na łamach miesięcznika tym częściej,
im jaskrawsze będzie wspieranie go przez rząd. Temat ten zostanie podjęty w odniesieniu do
powstania autokefalicznej cerkwi ukraińskiej, przy kwestii odrębności łemkowszczyzny
i orientacji „staroruskiej” wśród Łemków27 oraz wzajemnych (prawosławno-katolickich)
oskarżeń o prozelityzm na kresach, czy w sprawie rewindykacji prawosławnego majątku cerkiewnego (świątyń przed likwidacją unii w latach 1864-1875 należących do Kościoła katolickiego). Oddanie majątku przejętego na rzecz Cerkwi miało być według Jana Urbana sprawdzianem lojalności prawosławia wobec państwa polskiego28.
24
25
26
27
28
22
23
J. Urban, O misję religijną..., s. 144-145.
J. Urban, Sprawozdanie....: Polemika o akcję unijną na kresach, PP 1930, t. 187, s. 322.
J. Urban, Nasz stosunek do prawosławia w Polsce, PP 1930, t. 185, s. 370.
J. Urban, Sprawozdanie...: Rozwój akcji unijnej na Kresach Wschodnich, PP 1931, t. 192, s. 253.
J. Urban, Sprawozdanie...: O akcję misyjną w obrządku wschodnim, PP 1932, t. 193, s. 264.
Catholicus (Adorjan Divéky), Propaganda schizmy na Rusi Zakarpackiej, PP 1925, t. 166, s. 30-31.
J. Urban, Sprawozdanie...: Sprawa rewindykacji kościołów na Kresach, PP 1930, t. 185, s. 114.
KATOLICYZM, NACJONALIZM I POLITYKA...
197
Spory między opcją łemkowską-ukraińską a łemkowską-prawosławną (ogólnie: nie-ukraińską, skłaniającą się częściowo ku prorosyjskości) i „staroruską” (katolicką) przywoływano „Przeglądzie Powszechnym” trzykrotnie. Jan Urban zauważył, że zarówno rusyfikacja jak i ukrainizacja uczyniły wśród Łemków postępy oraz, że w tej sytuacji „nie jest rzeczą
Kościoła forsować tę ukrainizację, ale czy można żądać od niego walki z nią?”29. W kolejnym artykule ten sam autor podkreślił, że na terenie Łemkowszczyzny krzyżują się rozmaite
koncepcje i wpływy polityczne, silne są opcja proukraińska i prorosyjska (ks. Jaworski,
który uznawał przynależność Łemków do narodu rosyjskiego), występuje też opcja łemkowska. Co ciekawe w 1935 roku Jan Urban wszystkie trzy uważał za utworzone sztucznie,
szczególnie zaś orientację łemkowską. Przywoływał również orędzie administratora apostolskiego Łemkowszczyzny, ks. Maściucha, który wzywał Łemków do jedności obywatelskiej z RP oraz do dobrych stosunków z Polakami.
Dzięki artykułom Jana Urbana możemy prześledzić ukraińską recepcję tego orędzia.
Była zasadniczo nieprzychylna lub negatywna: „Batkiwszczyna” określiła to jako „klin wbity w narodowość ukraińską”30. Nie może to dziwić, pokazuje jednak dobrze, że publicyści
„Przeglądu Powszechnego” byli w swoich poglądach osamotnieni.
Przy dokładnej lekturze możemy również zauważyć ewolucję poglądów Jana Urbana.
W 1939 roku recenzując książki A. Bartoszczuka Łemkowe zapomniani Polacy oraz Krystyny Pieradzkiej Na szlakach Łemkowszczyzny Jan Urban bardzo negatywnie ocenił starania
pierwszego autora o udowodnienie na podstawie brzmienia nazwisk polskiego pochodzenia
Łemków, pozytywnie oceniając pracę Pieradzkiej, która – jak stwierdza – mimo iż pisała
z pobudek patriotycznych zasadniczo stwierdzała, ze „Łemkowie są Łemkami”31. Jezuicki
autor był wówczas skłonny przychylić się raczej do opcji łemkowskiej, z wykluczeniem
ukraińskiej, co pokazuje również, że sam daleki był od łatwego oddawania ukraińskiej inteligencji pola w przypadku ludności przynależącej do obrządku wschodniego.
Nie tylko prawosławie przedstawiane było jako możliwie niezgodne z racją stanu, ale
również nacjonalistyczne (ukraińskie) tendencje wśród grekokatolików. Stąd bardzo negatywna, motywowana zarówno politycznie jak i religijnie, ocena starań o stworzenie prawosławnej autokefalicznej cerkwi ukraińskiej W październiku 1921 odbył się w Kijowie pierwszy sobór Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej. Relacjonując zaistniałą
sytuację (a jest to jeden z niewielu artykułów poświęconych w miesięczniku sprawom na
Ukrainie sowieckiej), Jan Urban pisze, że przede wszystkim ukraińską prawosławną inteligencją kierowała zrozumiała chęć wyrwania się spod wpływu patriarchatu moskiewskiego,
narzuconego po 1687 roku (przedtem oficjalne zwierzchnictwo sprawował patriarcha Konstantynopola). Gdyby zwołany w tym celu wszechukraiński synod ograniczył się jedynie do
tego aspektu, byłoby to słuszne. Jan Urban krytykuje jednak posunięcia niezgodne z prawem
kanonicznym (wyświęcenie bez udziału biskupa nowego metropolity – Wasyla Łypkiwśkiego i nowych biskupów), wprowadzanie zmian w prawie cerkiewnym. Kluczowe dla prześledzenia kwestii relacji polsko-ukraińskich jest zaś zdanie, w którym publicysta „Przeglądu”
zwraca uwagę na zagrożenie „zarażenia wywrotowemi tendencjami” Cerkwi grekokatolickiej, szczególnie unitów „radykalnych”. Określa tak nacjonalistów ukraińskich wyznania
J. Urban, Sprawozdanie...Trudności z Łemkowszczyzną, PP 1934, t. 202, s.346-349, cytat s. 349.
J. Urban, Nowy Administrator Apostolski Łemkowszczyzny, PP 1935, t. 206, s. 142-146.
31
J. Urban, Przegląd Piśmiennictwa, PP 1939, t. 223 s. 159.
29
30
MONIKA CIOSEK
198
grekokatolickiego próbujących zawłaszczyć Cerkiew i wykorzystać ją w planach politycznych32. Wszelki nacjonalizm w Cerkwi grekokatolickiej Jan Urban oceniał jako szkodliwy
dla państwa – źródeł ich upatrywał zaś bądź w „ukrainizmie”, bądź „moskalofilii”33. Stosunek zatem do łączenia w jakikolwiek sposób sprawy ukraińskiej z religią w latach dwudziestych był negatywny – zarówno kiedy czyniła to z pobudek antyukraińskich prasa polska,
jak i wtedy kiedy próbowali to robić sami Ukraińcy (niezależnie od wyznania i rzeczywistych intencji) 34.
Wobec tych wypadków żywa pozostawała kwestia umacniania unii wśród ludności ukraińskiej i obrony neounii na Podlasiu zarówno wobec samych Ukraińców jak i wobec Polaków. W kolejnych latach przyszło konserwatywnemu „Przeglądowi Powszechnemu” bronić
akcji unijnej nowymi argumentami. Przede wszystkim wobec „psychozy” w stosunku do
akcji unijnej (tak określił to Jan Urban w artykule Jeszcze o obrządku bizantyńskim, PP
1932, t. 194), doszukiwania się antypolskich intryg (niemieckiej i czeskiej) redakcja jezuickiego miesięcznika oraz przedstawiciele Kościoła zdecydowali się na przypomnienie katolikom właściwej postawy wobec sprawy narodowej. Po ogłoszeniu w „Gazecie Warszawskiej” 1 lutego 1932 memoriału Towarzystwa Opieki nad Kresami, złożonego episkopatowi
Polski Jan Urban napisał:
Memorjał ten, natchniony ideologią nacjonalistyczną, traktuje Kresy jako objekt polonizacji,
i akcje unijną zwalcza przedewszytskiem dlatego, że w niej upatruje przeszkodę do swego celu.
Powstał ów memorjał pod widocznym wpływem artykułów p. Jeśmana, drukowanych już wcześniej w dziennikach Stronnictwa Narodowego. Szczegółowe rozpatrywanie tego dokumentu pomijamy wobec tego, że punkt wyjścia jego jest nie do przyjęcia w Kościele katolickim35.
W podobnym duchu wypowiedział się w liście pasterskim skierowanym do duchowieństwa diecezji siedleckiej. Stwierdził, że źródłem ataków na akcję neounijną jest „polityka
niezdrowego nacjonalizmu” skierowana przeciw Kościołowi »bo on nas zdradza, nie chce
razem z nami innym narodom wydzierać ich języka macierzystego, gwałcić ich zwyczaje,
tradycje, przywiązania«”36.
„Przegląd Powszechny” przywoływał jednak nie tylko głosy prounijne. W jednym z artykułów cytowany jest Henryk Łubieński, który krytykuje akcję unijną. Choć jasno odcinał się
32
J. Urban, Anarchia cerkwi na Ukrainie i niebezpieczeństwo przeszczepienia jej wśród Unitów, PP 1923,
t. 159, s. 85-94.
33
Por.: „Cerkiew ruską toczy rak nacjonalizmu […] a właściwie naraz dwóch nacjonalizmów […]. Jeden z nacjonalizmów, konserwatywniejszy, ogląda się dziś na metropolię warszawską, jako na oporę prawosławia i rosyjskości
w Polsce; drugi swem lewem okiem zezuje aż stronę Kijowa, gdzie powstała nowa, pozbawiona prawdziwych
biskupów, ale zukrainizowana i krańcowo zeświedczona i zdemokratyzowana cerkiew Łypkowskiego” J. Urban,
Szkodliwe nurty w diecezji ruskiej przemyskiej PP 1927, t. 175, s. 198.
34
Jan Urban powtórzy to jeszcze w 1925 roku: „Niebezpieczeństwo dla wiary katolickiej unickiego ludu występuje obecnie w innej, trzeba powiedzieć – groźniejszej od dawnego niebezpieczeństwa schizmy , postaci. Po drugiej
stronie kordonu granicznego, za Zbruczem, istnieje sowiecka Ukraina, w której dawne carskie prawosławie uległo
głębokiemu przeobrażeniu. Od patrjarchatu moskiewskiego oderwała się tak zwana autokefalna cerkiew ukraińska,
która sama sobie nadała hierarchję nieważną, bo samozwańczą, ale wprowadziła też do liturgji, na miejsce języka
cerkiewnego język ludowy i zdemokratyzowała się w swym ustroju i metodach aż do zatracenia najważniejszych
prawd chrześcijaństwa. Czy w czasach rozbudzonego nacjonalizmu, jakiemi są nasze, nie stanowi to pokusy wielkiej dla agitatorów ukrainizmu, by przeszczepiać ten ruch i do Galicji?J. Urban, Sprawozdanie... Z cerkwi unickiej
w Małopolsce, PP 1925, t. 168, s. 363-364.
35
J. Urban, Sprawozdanie...: Jeszcze o obrządku bizantyńskim, PP 1933, t. 194 s. 122.
36
J. Urban, Około akcji unijnej na kresach wschodnich, PP 1932, t. 194, s.389.
KATOLICYZM, NACJONALIZM I POLITYKA...
199
od obozu nacjonalistycznego i postulował liczenie się z potrzebami językowymi wiernych
nawet w obrządku łacińskim, jako główny kontrargument podaje niepotrzebne drażnienie
prawosławnych i wystawianie na próbę ich lojalności obywatelskiej.
2.3. Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny w publicystyce „Przeglądu Powszechnego”
Problem prawosławia znajdzie się na łamach jezuickiego miesięcznika jeszcze raz, w 1939
roku, inspirowany dekretem prezydenta z 18 listopada 1938 „O stosunku Państwa Polskiego
do Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego”. Dekret komentowany był w ówczesnej
prasie jako chwalebny powrót do polityki Jagiellonów wobec Cerkwi prawosławnej (legalizacja hierarchii prawosławnej przez Władysława IV, umowa hadziacka) i modelu dawnej
świetności Rzeczpospolitej. Według publicysty „Czasu”, przywołującego dekret i odległe
tło historyczne, zaprzepaszczeniem tego wszystkiego miała być unia. Jan Urban ( już jako
redaktor „Oriensu” a nie „Przeglądu”) jeszcze raz zabiera głos w tej sprawie. Artykuł Jagiellonowie wobec prawosławia i unii jest obszernym omówieniem argumentów z „Czasu”
wraz z podaniem kontrargumentów. Główną tezą artykułu jest próba pokazania po raz kolejny, że to nie unia była szkodliwa dla polskiej racji stanu i że konsekwentne jej wprowadzenie
dałoby więcej pożytku niż próby oddzielania prawosławia od Moskwy.
Warto podkreślić, że stosunek do prawosławnych i prawosławia, mimo zmieniających się
warunków nadal nie był jednak wyłącznie negatywny. W drugim artykule będącym uzupełnieniem tej polemiki (Unia brzeska a polska racja stanu, PP 1939, t. 221) Jan Urban precyzuje raz jeszcze swoje stanowisko wobec prawosławia – należy podtrzymywać prestiż Cerkwi wobec jej własnych wiernych (wbrew sekciarstwu i bezbożnictwu) oraz wspierać
cerkiew materialnie. Jednocześnie państwo nie ma obowiązku „sztucznego podtrzymywania
jedności wbrew pewnym emancypacyjnym ruchom narodowym”.
O rozwoju prawosławia (m. in. związku z powstaniem wydziału teologii prawosławnej
na Uniwersytecie Warszawskim) tak pisał Jan Urban:
Żeby nikt nie posądził nas, że my się tem martwimy dodaję, że nawet ze stanowiska katolickiego wolimy mieć do czynienia z prawosławiem silniejszem, lepiej zorganizowanem, z klerem
bardziej wykształconym i moralniejszym, niż z mnóstwem sekt, ciemnotą i chaosem [...] należy
nawet w obcem wyznaniu cenić więcej ład i porządek, które są pierwiastkami dodatnimi i katolickiemi i inowiercom, pozostającym w swem wyznaniu w dobrej wierze, dają więcej środków
do utrzymania się na pewnym poziomie życia religijnego i moralnego, niż cerkiew znajdująca
się w upadku, rozbiciu, toczona przez sekciarstwo albo niemoralność swych ministrów37.
W końcu lat dwudziestych i w latach trzydziestych wyraźnie widziano w „Przeglądzie
Powszechnym” jeszcze jedną „piątą kolumnę” na kresach wschodnich. Była nią partia komunistyczna, agitująca zarówno młodzież ukraińską jak i białoruską. Wojciech Wasiutyński
zauważył tę tendencję na marginesie rozważań o szkolnictwie wyznaniowym. Problemem,
który widział był brak autorytetu Cerkwi prawosławnej na kresach – co prowadzić miałoby
młodzież w stronę komunizmu38.
J. Urban, O misję religijną na Kresach Wschodnich, PP 1929, t. 184, s. 132.
W. Wasiutyński, Szkoła wyznaniowa a jednolitość państwa, PP 1937, t. 215, s. 202.
37
38
MONIKA CIOSEK
200
3. Zakończenie
Polemika wokół tego, które wyznanie jest tak naprawdę „piątą kolumną” na Kresach i jakie środki podejmowane wobec Ukraińców/Rusinów (a także Białorusinów, Łemków czy
ludności niepolskiej, nieokreślonej narodowo – „Tutejszych”) są zgodne z racją stanu, było
jednym z najważniejszych wątków w szeroko podejmowanej tematyce kresowej w jezuickim miesięczniku. Linia „Przeglądu” była dość jasna – unia jest dobra dla Polski, bo jest
włączaniem w obszar oddziaływania katolicyzmu, a katolicyzm jest nieodłącznym elementem polskiej racji stanu. Ostatnie stwierdzenie jest jedynym, które łączyło głównego publicystę „Przeglądu Powszechnego” zajmującego się tą tematyką – Jana Urbana z publicystami
konserwatywnymi. Jan Urban propagował w swoich artykułach tezę, która zasadniczo była
nie do przyjęcia dla ówcześnie rządzących, czy też ubiegających się o to ugrupowań. Według Jana Urbana podstawą polityki wobec ludności niepolskiej miał być katolicyzm – rozumiany przede wszystkim jako wychodzenie naprzeciw potrzebom duchowym ludności,
nie zaś jako element polskiej tradycji czy tradycji konserwatywnej. Katolicyzm był rozumiany jako powszechna droga do pokoju i jako taki był polską racją stanu. Kościół według
tej koncepcji nie miał prawa być narzędziem polonizacji – przeciwnie miał umożliwić ludności wychowanie religijne i kult w takim języku, który był jej najbliższy. Nie było to równoznaczne z wprowadzaniem wszędzie języka miejscowego, o czym dobrze wiedział Jan
Urban. Ludność niepolska, szczególnie białoruska wielokrotnie wolała język polski w liturgii, traktując go jako element sacrum.
Szerzenie grekokatolicyzmu wśród ludności ukraińskiej bądź o niesprecyzowanym poczuciu narodowym również nie musiałoby oznaczać ukrainizacji gdyby cerkiew grekokatolicka
nie została w latach trzydziestych uwikłana w ideologię nacjonalistyczną (choć wydaje się, że
było to wówczas nie do uniknięcia). Wykorzystywanie Cerkwi do szerzenia „ukrainizmu”
było podstawowym zarzutem wobec Ukraińców, zarówno związanych z Cerkwią jak i do
ukraińskich polityków. Mimo to Jan Urban prawie do końca bronił Cerkwi unickiej oraz postępowania metropolity Szeptyckiego, które ponoć wprawiało w konsternację nawet brata metropolity Stanisława. Konsekwentnie jednak bronił przed ukrainizacją białoruskie Podlasie,
forsując tezę, że obrządek bizantyńsko-słowiański powinni wprowadzać na tych terenach misjonarze specjalnie do tego przygotowani, nie zaś unici z Galicji. Uzasadniał to specyfiką obrządku (większa bliskość z prawosławiem niż z galicyjskim grekokatolicyzmem), różnicą językową i kulturową. Nie wynikało to, jak się wydaje, z rozczarowania jezuickiego autora unią
i grekokatolicyzmem w wydaniu ukraińskim, a jedynie z głębokiego przekonania, że więcej
pożytku dla samej akcji unijnej przyniesie wykształcenie nowych, nie spaczonych ideą ukraińską misjonarzy, odpowiadających na potrzeby miejscowej ludności.
Koncepcje Jana Urbana i dyskurs proponowany przez pismo były oparte na doświadczeniu misyjnym i znajomości stosunków narodowościowych i wyznaniowych na kresach
Rzeczpospolitej, nie zaś na przeważających w publicystyce każdych czasów, stereotypach.
Być może były to koncepcje politycznie zbyt idealistyczne, jednak bezwzględnie publicyści
„Przeglądu Powszechnego” w swoich propozycjach starali się konsekwentnie bronić zarówno katolicyzmu jak i wolności mniejszości narodowych zamieszkujących II Rzeczpospolitą.
Nieoczywiste i niecodzienne wówczas było także głębokie zrozumienie przez środowisko
„Przeglądu” potrzeby różnorodności obrządkowej w łonie katolicyzmu oraz obrona tej koncepcji mimo narastających konfliktów i nieufności. Ich poszukiwanie czynnika dezintegru-
KATOLICYZM, NACJONALIZM I POLITYKA...
201
jącego Kresy wykraczało poza ówczesne analizy prasowe a dalekowzroczność i koherentność wizji była, jak się wydaje, większa również niż niespójna i zmienna polityka organów
rządowych na kresach południowo-wschodnich.
Catholicism, nationalism and politics. Problem of intergity of south-eastern
borderlands of the Polish Republic in political, social and religious articles
published in catholic monthly “Przegląd Powszechny” 1918-1939.
Summary
“Przegląd Powszechy” was a catholic monthly founded and edited by the Jesuits since
1884, addressed above all to the intelligentsia. Its scope was initially limited to Galicia, after
1918 it became an all-Polish magazine. Due to the long-term presence of the Order of Jesuits
on the Polish lands, including the south-eastern borderlands of the Polish Republic, as well
as the works on promoting unity between the Catholic and the Orthodox Churches, the
members of the Order were able to engage with the issues of the Ukrainians (mainly the
Greek-Catholics). The following generations of Jesuits took advantage of this knowledge in
order to evangelize people. After 1918, it was the publicists from the “Przegląd Powszechny”
was one of the best informed about ethnic and religious issues in the multi-ethnical lands,
which in the end (after 1921) formed part of the Second Polish Republic. The present article
is about the way in which the Catholic intelligentsia in 1918- 1939 used to perceive ethnic
issues, based on the attitude of publicists from the monthly towards the Ukrainian issue. The
quotations from the articles published in the monthly show above all that the need of
development of the Ukrainians as a separate nation was seen and accepted, although only to
some extent, without being a separate state. The greatest value was attributed to the
reinforcement of the spiritual development of the nation, within the framework of the Greek
Catholic Church, which meant strong support for the development of this rite and, generally,
to all forms of unity of the Eastern Church and Rome.
However, even before 1918 the need for Polish-Ukrainian reconciliation was already seen,
e.g. in 1914 the Ukrainian and Polish intellectuals were polled on questions concerning the
Ukrainian issue. The need of equal rights and care of the state towards all citizens was
underlined in particular towards the Ukrainian people. It was believed that the guarantee of
peace in the state was above all possible by guaranteeing the development of Eastern Catholic
Rites, which were not supported by the government at that time, and by stopping the
politicisation of the Greek Catholicism as well as the Ukrainian issue in general (the formation
of an independent Ukrainian statehood was perceived as a threat for peace and facilitation for
the Bolshevik activity). A detailed analysis of the articles devoted to the Ukrainian issues and
the analysis of the polemics with the conservative press, the Ukrainian press and the government
side, quoted in the monthly, point to the contemporary differentiation of views as far as the
Ukrainian matter was concerned. What is worth noticing, is the knowledge about the Ukrainians
and non-standard solutions to the aggravating nationality conflicts proposed by the Jesuit
redactors of the monthly, which went far beyond the average journalism of that time.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Jacek Soprych
WNHiS UKSW, Warszawa
Diecezja Tarnowska i jej struktura
organizacyjna w 1933 roku,
czyli w chwili objęcia rządów
biskupa Franciszka Lisowskiego
Biskup Franciszek Lisowski1 obejmując katedrę tarnowską podjął się dzieła kontynuowania już 150-letniej, bogatej historii tej diecezji. Jej początki związane są z osobą austriackiego cesarza Józefa II, który stosując praktykę faktów dokonanych, postawił Warszawę, Kraków i Rzym właśnie w takiej sytuacji, kiedy dekretem z dnia 20 września 1783 roku na
ziemiach Galicji utworzył diecezję tarnowską. Kanoniczna erekcja diecezji dokonana została 13 marca 1786 roku bullą papieża Piusa VI In suprema beati Petri cathedra2. Biskup F.
Lisowski zasiadł na katedrze jako dziesiąty Pasterz Kościoła tarnowskiego3. Przejął diecezję
po ponad trzydziestoletnich rządach biskupa Leona Wałęgi, któremu przyszło reorganizować Kościół lokalny. Zastał znacznie rozbudowaną sieć parafialną: erygowanych zostało
przez bpa Wałęgę ponad sześćdziesiąt parafii, utworzono kilka nowych dekanatów, wybudowano prawie dziewięćdziesiąt kościołów. Tak powiększona sieć placówek duszpasterskich
wymagała zwiększonej liczby obsługującego ją duchowieństwa. W tym celu biskup Wałęga
założył Małe Seminarium i otoczył szczególną troską Wyższe Seminarium Duchowne, co
już za jego życia przyniosło widoczne rezultaty w postaci znacznie zwiększonej liczby duchowieństwa diecezjalnego4. Biskup Lisowski obejmując diecezję miał ponad pięciuset ka1
Bp Franciszek Lisowski (ur. 1 X 1876, zm. 3 VI 1939) – Pochodził z Cieszanowa. Studia teologiczne rozpoczął
we Lwowie. Kontynuował je na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, gdzie 19 VIII 1900 r. otrzymał święcenia
kapłańskie. 15 V 1902 r. uzyskał doktorat teologii i filozofii. Po powrocie do kraju był wikariuszem i katechetą.
W latach 1912-1933 związany był z Uniwersytetem Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie był wykładowcą a następnie dziekanem Wydziału Teologicznego. W tychże latach związany był z lwowskim seminarium, gdzie pełnił
funkcje prefekta, wicerektora a następnie rektora. Od 1916 r. był już profesorem zwyczajnym. Pius XI mianował
go biskupem tytularnym Mariammae i pomocniczym lwowskim. Abp B. Twardowski konsekrował go 7 X 1928 r.
w katedrze lwowskiej. 27 I 1933 r. papież mianował go biskupem tarnowskim. 25 V 1933 r. odbył się ingres do tarnowskiej katedry. Por. A. Nowak, Słownik Biograficzny Kapłanów Diecezji Tarnowskiej 1786-1985, t. 1, s. 36-39;
Bp Franciszek Lisowski (nekrolog), „Currenda”, 8/1939, s. 112-119; B. Kumor, Lisowski Franciszek (1876-1939),
w: PSB, t. 17, s. 472-473.
2
B. Kumor, Diecezja tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji 1786-1985, Kraków 1985, s. 472.
3
Nie licząc pierwszego biskupa nominata Jana Duwala, który nie zdążył objąć katedry, biskupami tarnowskimi
byli: 1. Florian Amand Janowek Janowski (1786-1801), 2. Grzegorz Ziegler (1822-1827), 3. Ferdynand hr. Chotek
(1830-1831), 4. Franciszek Pistek (1831-1835), 5. Franciszek Abgaro Zachariasiewicz (1835-1840), 6. Józef Wojtarowicz (1840-1850), 7. Józef Alojzy Baron Pukalski (1851-1885), 8. Ignacy Łoboz (1886-1900), 9. Leon Wałęga
(1901-1933).
4
S. Budzik, Działalność duszpasterska biskupa Leona Wałęgi (1901-1933), mps, Lublin 1977, s. 136-144; 202.
JACEK SOPRYCH
204
płanów5 i milion wiernych świeckich. Papież Pius XI w bulli wystosowanej do Kapituły
Kościoła katedralnego, Duchowieństwa i Ludu miasta i Diecezji Tarnowskiej z okazji jego
nominacji na Biskupa Tarnowskiego napisał: polecamy wam w Panu, abyście Tegoż Franciszka, wybranego na Waszego Biskupa, jako Ojca i Pasterza dusz waszych pobożnie przyjęli i należną czcią otoczyli, zbawiennym jego upomnieniom i rozkazom byli posłuszni i uszanowanie mu okazywali, aby on znalazł w was pobożnych synów a wy w nim mieli życzliwego
ojca ku wzajemnej radości6.
1.Podział administracyjny i wierni
Polska międzywojenna leżąca w centrum Europy, na pograniczu dwóch odmiennych systemów ustrojowo-politycznych, była zarazem sąsiadem dwóch największych potęg ówczesnej Europy i kilku mniejszych państw, z którymi stosunki układały się nie zawsze w sposób
zadowalający. Wpisany w obwód 5534 km granic, obszar Polski międzywojennej wynosił
388,6 tys. km2. Były to terytoria o powierzchni 260 tys. km2, niegdyś wchodzące w skład
imperium carskiego; 80 tys. km2 należało w latach zaborów do Austro-Węgier, zaś 48,6 tys.
km2 – do byłego zaboru pruskiego7. Społeczeństwo Polski międzywojennej należało do
większych społeczeństw ówczesnej Europy. W ciągu dwudziestolecia 1918-1939 wzrosło
ono z około 26 mln do ponad 35 mln osób8.
W administracji kościelnej potrzebna była reorganizacja, zwłaszcza, gdy upadła polityczna granica zaborcza austriacko-rosyjska na Wiśle. Po zmianach granic z 1880 i 1886 roku
niektóre odcinki pozostawiały nadal wiele do życzenia. Na pograniczu południowo-wschodnim diecezja przemyska wciskała się pod sam Tarnów, podczas gdy parafie południowo-wschodnie były zbyt oddalone od jej stolicy. Również ziemie północno-wschodnie diecezji
w rejonie Kolbuszowej i Baranowa Sandomierskiego potrzebowały ponownego rozpatrzenia
– ciążyły bowiem geograficznie i historycznie ku Sandomierzowi9.
Ważne ustalenia dla tej sprawy reorganizacyjnej Kościoła polskiego w formującym się
Państwie Polskim podjęła sesja episkopatu Polski, odbyta pod przewodnictwem prymasa
kardynała Edmunda Dalbora w Gnieźnie w dniach 26-30 sierpnia 1919 roku. Zlecono wówczas przygotowanie ogólnopolskiego projektu reorganizacji Kościoła w Polsce. Sprawą tą
zajął się biskup podlaski Henryk Przeździecki, który konsultował te kwestie z wszystkimi
ordynariuszami. Tylko dwóch biskupów postulowało o zmiany, m.in. biskup tarnowski Leon
Wałęga. Bolesław Kumor cytuje przesłaną odpowiedź biskupa Wałęgi, który stwierdził, iż
diecezja tarnowska co do liczby ludności i obszaru jest normalną i nie potrzebuje podziału.
Stolica diecezji leży mniej więcej w centrum diecezji, więc wszelka zmiana byłaby nieko-
504 diecezjalnych i 52 zakonnych; Por. Schematismus Dioecesis Tarnoviensis 1933, s. 138, 141.
Archiwum Diecezji Tarnowskiej, Odpis bulli papieża Piusa XI z dnia 20 IV 1933 r. do Kapituły, Duchowieństwa
i Ludu Diecezji Tarnowskiej informujący o mianowaniu F. Lisowskiego Biskupem Tarnowskim, w: Akta personalne
biskupa F. Lisowskiego.
7
J. Osica, Walka o granice II Rzeczypospolitej, w: Z dziejów Drugiej Rzeczypospolitej, red. A. Garlicki, Warszawa 1986, s. 71.
8
J. Żarnowski, Społeczeństwo i kultura II Rzeczypospolitej, w: Z dziejów Drugiej Rzeczypospolitej, red. A. Garlicki, Warszawa 1986, s. 290.
9
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 154.
5
6
DIECEZJA TARNOWSKA I JEJ STRUKTURA ORGANIZACYJNA W 1933 ROKU...
205
rzystną. Co więcej niektóre parafie z diecezji przemyskiej, bez porównania bliższe Tarnowa
niż Przemyśla, mogłyby być do diecezji tarnowskiej przydzielone10.
Ważnym głosem w tej sprawie były też ustalenia konferencji biskupów metropolii lwowskiej zebranej w Przemyślu 26 lutego 1924 roku11, które stały się podstawą dyskusji na plenarnej sesji episkopatu Polski, zebranego w Częstochowie w dniach 2-3 lipca 1924 roku.
Ustalone tam projekty weszły do Propositum delimitationis z 16 sierpnia 1925 roku, a następnie do papieskiej bulli Vixdum Poloniae unitas z 28 października 1925 roku12.
Papież Pius XI na mocy bulli zreorganizował ustrój metropolitalny w Państwie Polskim.
Do istniejących metropolii w Gnieźnie (utworzonej w 1000 r.), we Lwowie (utworzonej w 1375 r.)
i w Warszawie (utworzonej w 1818 r.) dołożył dwie: w Krakowie i Wilnie. Została podtrzymana unia aeque principaliter Gniezna i Poznania, którą zawiązano w 1821 roku. Wszystkim
pięciu metropoliom zostały wyznaczone nowe granice. Zgodnie z życzeniem episkopatu, metropolie miały przyczyniać się do integracji państwa i narodu. Pierwsza prowincja kościelna
Gniezno-Poznań objęła swymi granicami dwie archidiecezje (gnieźnieńską i poznańską) i dwie
diecezje (chełmską i włocławską). Największa terytorialnie i ludnościowo metropolia warszawska posiadała archidiecezję warszawską i pięć diecezji (łódzką, sandomierską, lubelską,
siedlecką i płocką). Nowo utworzona metropolia wileńska otrzymała archidiecezję wileńską
oraz dwie diecezje (łomżyńską i pińską). Staropolska metropolia lwowska łączyła w swych
granicach diecezję łucką na Wołyniu z zaboru rosyjskiego, archidiecezję lwowską i diecezję
przemyską z zaboru austriackiego. Nowoutworzona metropolia krakowska łączyła trzy zabory: austriacki z diecezjami krakowską i tarnowską, rosyjski z diecezjami kielecką i częstochowską oraz pruski z diecezją katowicką13. Bulla ta wydzieliła z diecezji tarnowskiej 6 parafii z dekanatu tymbarskiego na korzyść diecezji krakowskiej i jedną parafię z dekanatu
wielopolskiego na rzecz diecezji przemyskiej, a otrzymała łącznie 31 parafii z ponad 90 tys.
wiernych. Zmiany te wprowadził w życie nuncjusz apostolski w Polsce arcybiskup Wawrzyniec Lauri dekretem Quum novam z dnia 11 listopada 1925 roku14.
Biskup Franciszek Lisowski, obejmując diecezję tarnowską, zastał 28 dekanatów, 268 parafii i ośrodków filialnych na powierzchni ok. 9 tys. km2. Tworzyły ją 44 miasta i 1308 wsi.
Położona była na terenie ówczesnego województwa krakowskiego z kilkoma parafiami leżącymi na terenie województwa lwowskiego: Cmolasem, Kolbuszową, Ostrowami Tuszowskimi, Trzęsówką, Niwiskiem, Kupnem i Baranowem. Diecezję zamieszkiwało 936 tys. katolików obrządku łacińskiego, 42 tys. obrządku greckiego, 83 tys. Żydów i ok. 3 tys. ateistów15.
Ibidem, s. 155.
Postanowiono powiększyć diecezję tarnowską o 27 parafii z diecezji przemyskiej o łącznej liczbie 75000 wiernych i 42 kapłanów, ale wyraźnie zaznaczono, że Biecz, o który toczyła się walka i Binarowa powinny zostać przy
Przemyślu.
12
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 158.
13
B. Kumor, Historia kościoła VIII. Czasy współczesne 1914-1922, Lublin 2004, s. 392-393.
14
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 158-159.
15
Schematismus Dioecesis Tarnoviensis 1933, s. 138; 141.
10
11
JACEK SOPRYCH
206
Tab. 1. Liczba katolików w diecezji tarnowskiej według poszczególnych dekanatów na początku i na
końcu rządów bpa F. Lisowskiego.
Lp.
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
24.
25.
26.
27.
28.
1933
Dekanat
baranowski
biecki
bobowski
bocheński
brzeski
czchowski
dąbrowski
dębicki
gorlicki
grybowski
kolbuszowski
limanowski
lipnicki
łącki
mielecki
nowosądecki
pilzneński
radłowski
radomyski
ropczycki
starosądecki
tarnowski
miejski
tarnowski
zamiejski
tuchowski
tymbarski
uścieński
wielopolski
wojnicki
RAZEM
Liczba w roku:
1939
parafii
katolików
niekatolików
parafii
katolików
niekatolików
8
12
9
10
9
13
14
7
10
11
8
11
11
12
9
12
9
9
8
7
11
28808
33850
24541
38369
29059
31280
55931
29537
42487
35710
32842
36894
34628
39003
41403
72528
33904
30925
25328
23072
46737
1791
1247
1227
3436
2321
1146
4298
3363
3287
1303
1940
1680
1525
1276
5368
14725
1258
1324
2053
1333
4382
8
12
10
10
10
13
17
7
10
11
8
11
12
14
9
14
9
10
9
7
12
30144
35837
26150
39226
30947
33418
59259
34780
44167
30389
33219
38596
36862
44787
43548
77477
33944
31775
26112
25486
51074
1456
1099
1218
3385
2206
1075
4647
3534
3366
3226
1975
1551
1401
1585
4608
14820
1012
946
1714
2309
4838
3
38481
22045
4
47334
19901
12
39152
174
12
38219
206
10
10
7
7
9
268
37470
22316
22216
26414
24939
977966
1771
473
442
926
348
86445
11
10
7
7
9
283
40322
23777
24238
27076
26328
1034491
1778
408
391
911
408
85974
Źródło: Schematismus Dioecesis Tarnoviensis 1933; Rocznik Diecezji Tarnowskiej 1939.
Warto tu wspomnieć, że za rządów biskupa Lisowskiego miały miejsce dwie drobne
zmiany administracyjne. Pierwsza – na mocy dekretu Kongregacji Konsystorialnej Fideles
pagorum z dnia 28 listopada 1936 roku, dwie wioski Ispina i Krzykówka zostały wyłączone
z diecezji krakowskiej i przyłączone do parafii Grobla w diecezji tarnowskiej. Wykonawcą
dekretu nuncjatura uczyniła Biskupa Tarnowskiego, który w piśmie z dnia 2 lutego 1937
roku, przesłanym na ręce proboszcza parafii Grobla ks. Józefa Bukowca, zarządził: że
DIECEZJA TARNOWSKA I JEJ STRUKTURA ORGANIZACYJNA W 1933 ROKU...
207
wszystkich mieszkańców wsi Ispiny i Krzykówki, przynależących do kościoła w Zabierzowie, przyłączył z dniem 2 lutego na stałe do kościoła parafialnego w Grobli. Druga – na
skutek zmian granicznych w Państwie Polskim, nuncjusz Filippo Cortesi dekretem z dnia
23 grudnia 1938 roku zlecił Biskupowi Tarnowskiemu jurysdykcję nad parafią Leśnica
z diecezji spiskiej, przyłączoną częściowo w roku 193816.
2.Kapituła katedralna
Kapituła kanoników, katedralna lub kolegiacka, jest kolegium kapłanów, którego zadaniem jest sprawowanie bardziej uroczystych czynności liturgicznych w kościele katedralnym lub kolegiackim. Kapituła katedralna wypełnia ponadto zadania zlecone jej przez
prawo lub przez biskupa diecezjalnego17 – taką definicję daje nam obowiązujący od 1983
roku Kodeks Prawa Kanonicznego.
Początki tej instytucji przypadają na wiek XI i XII, kiedy to podjęto próbę przywrócenia
życia wspólnotowego prezbiterów. W tym okresie kapituła katedralna, dzięki dokonanej reformie prezbiteriów biskupich, stała się ciałem doradczym, współpracującym z biskupem w zarządzie diecezją. W wyniku tej reformy, dokonanej na synodzie rzymskim przez papieża Mikołaja II w 1059 roku, kapituły otrzymały osobowość prawną, a niedługo potem przyznano
kapitułom prawo wyboru biskupa, co potwierdził Sobór Laterański II w 1139 roku18.
Ważnego usystematyzowania zadań i roli kapituł dokonał Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917
roku, promulgowany przez papieża Benedykta XV. Kapituła miała udział w rządzeniu diecezją, stanowiła senat i radę biskupa. Biskup w określonych przypadkach miał obowiązek zasięgać ich rady, np. przy powoływaniu nowych parafii, ustanawianiu i usuwaniu egzaminatorów
i proboszczów konsultorów czy zmiany w beneficjach. W wypadku śmierci biskupa diecezjalnego kapituła wybierała wikariusza kapitulnego, który był rządcą diecezji aż do czasu wyznaczenia nowego biskupa przez Stolicę Apostolską. Jej zadaniem była także troska o uroczysty
kult liturgiczny w kościele katedralnym19. Charakter kapituł katedralnych istotnie się zmienił
z chwilą powołania rad kapłańskich, które przejęły od nich miano senatu biskupiego. Ostatecznej reformy kapituł dokonał nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku.
Dzieje tarnowskiej kapituły rozpoczęły się 17 kwietnia 1400 roku, kiedy to biskup krakowski Piotr Wysz podniósł kościół parafialny Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Tarnowie do godności kolegiaty i erygował przy niej kapitułę kolegiacką. Kapituła ta przetrwała do czasu utworzenia diecezji tarnowskiej i podniesiona została do rangi kapituły
katedralnej. Z chwilą zniesienia diecezji tarnowskiej, po śmierci bpa Floriana Amanda Janowskiego w 1801 roku, papież Pius VII przeniósł kapitułę do Kielc, gdzie erygowano diecezję kielecką, a jej pierwszym biskupem został ks. Wojciech de Boża Wola Górski, dotychczasowy prepozyt tarnowskiej kapituły. Tenże papież bullą Studium paterni affectus 20
września 1821 roku erygował diecezję tyniecką wraz z kapitułą, którą w roku 1826 przeniesiono do Tarnowa. Kapituła liczyła trzech kanoników prałatów i czterech kanoników gre B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 159-161.
KPK z 1983 r., kan. 503.
18
J. Borucki, Kapituła katedralna i rada kapłańska – stary i nowy senat biskupa diecezjalnego. Podstawy historyczno-prawne, w: „Studia Włocławskie”, 9/2006, s. 245.
19
Por. KPK z 1917 r., kan. 391-422.
16
17
JACEK SOPRYCH
208
mialnych20. Zgodnie z przepisami prawa kościelnego każda kapituła musiała mieć swoje
statuty zatwierdzone przez biskupa. Tak było też z kapitułą tarnowską.
W dwudziestoleciu międzywojennym nowa rzeczywistość odrodzonego Państwa Polskiego, nowy wówczas Kodeks Prawa Kanonicznego, który wszedł w życie w 1918 roku
oraz konkordat polski z 1925 roku domagały się nowej redakcji statutów. Zostały one zatwierdzone w 1931 roku przez bpa Wałęgę i w nieco zmienionej redakcji w 1936 roku przez
bpa Lisowskiego. Warto tu wspomnieć, że od 1936 roku prepozytami tarnowskiej kapituły
byli wybierani biskupi pomocniczy21.
Biskup Franciszek Lisowski, obejmując diecezję, w pierwszym liście skierowanym do
duchowieństwa swej diecezji, zwrócił się też do kapituły, uznając ją za swe ciało doradcze:
Przewielebnej Kapitule, Dostojnemu memu Senatowi, wyrażam podziękę gorącą za serdeczne powitanie mnie zaraz po nominacji i proszę bardzo o pomoc w mych rządach diecezji22.
W 1933 roku skład tarnowskiej kapituły katedralnej przedstawiał się następująco: prałatury:
prepozyt ks. Józef Bąba (od 19 III 1916 r. do 10 VI 1936 r.), dziekan ks. Franciszek Walczyński (od 1922 r. do 12 VII 1937 r.), scholastyk ks. Władysław Mysor (od 1922 r. do
16 I 1943 r.); kanonie: ks. Kasper Mazur (od 11 VII 1916 r. do 5 VII 1936 r.) i bł. ks. Roman
Sitko (od 20 VIII 1922 r. do 17 X 1942 r.) 23.
Tab. 2. Skład personalny kapituły katedralnej w Tarnowie w latach 1933-1939.
Stanowisko w kapitule
Lp.
Imię i nazwisko
Kanonik
gremialny
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
ks. Józef Bąba
ks. Franciszek Walczyński
ks. Kasper Mazur
ks. Władysław Mysor
ks. Stanisław Bulanda
ks. Józef Lubelski
ks. Roman Sitko
bp Edward Komar
ks. Jan Bochenek
ks. Julian Piskorz
1887-1936
1896-1937
1916-1936
1917-1943
1922-1949
1922-1943
1922-1942
1936-1943
1936-1976
1937-1954
Scholastyk
Dziekan
Prepozyt
1916-1936
1916-1922
1922-1937
1922-1943
1946-1948
1938-1943
1936-1943
1944-1976
1944-1954
Źródło: SDT 1933-1939; por. A. Nowak, SBKDT 1786-1985, t. 1, Tarnów 1999, s. 75-76.
Statut Kapituły Katedralnej w Tarnowie zatwierdzony przez bpa Wiktora Skworca dnia 22 XII 2001 r., „Currenda” 4/2001, s. 534.
21
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 397; 399.
22
List pasterski bpa Franciszka Lisowskiego z dnia 3 V 1933 r. do duchowieństwa swej diecezji z okazji ingresu
do katedry tarnowskiej, „Currenda”, 6/1933, s. 55.
23
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 406-460.
20
DIECEZJA TARNOWSKA I JEJ STRUKTURA ORGANIZACYJNA W 1933 ROKU...
209
Z nominacji bpa Lisowskiego prepozytem kapituły został bp Edward Komar (od 10 VI
1936 r. do 29 IX 1943 r.), a dziekanem ks. Józef Lubelski (od 1938 r. do 1 I 1943 r.)24. Uroczystej instalacji ks. infułata Lubelskiego dokonał ks. bp Franciszek Lisowski w katedrze
dnia 27 listopada 1937 roku, a niecały miesiąc później, 20 grudnia 1937 roku, odbyła się
instalacja kanonika ks. dra Juliana Piskorza25.
Na terenie diecezji tarnowskiej, oprócz kapituły katedralnej istniejącej od 1400 roku,
istniały kapituły kolegiackie: przy parafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu (1448-1791), św.
Wawrzyńca w Wojniczu (1465-1786) oraz Wszystkich Świętych w Bobowej (1529-1791).
Należy zaznaczyć, że w 1933 roku te kapituły kolegiackie nie funkcjonowały. Z chwilą
utworzenia diecezji tarnowskiej zostały zniesione przez rządy józefińskie, a ich uposażenie
przejęte zostało przez Fundusz Religijny26. Z tych trzech, 8 grudnia 1996 roku, reerygowano
kapitułę nowosądecką27. Powołana została jeszcze nowa kapituła kolegiacka w Bochni. Biskup Tarnowski Wiktor Skworc na 750-lecie powstania parafii św. Mikołaja w Bochni –
6 grudnia 2003 roku, podniósł kościół do godności kolegiaty i erygował przy nim kapitułę28.
3.Opactwa i klasztory, zgromadzenia zakonne
Po odzyskaniu niepodległości życie zakonne otrzymało pełną akceptację i poparcie. Wiemy, że położenie Kościoła za Józefa II było gorsze niż w protestanckich Prusach. Odcięto
biskupów i zakony od kontaktu z Rzymem, poddano kontroli pisma papieskie, sądownictwo
w sprawach małżeńskich przeniesiono na sądy świeckie. Wprowadzono regulację parafii,
ograniczono liczbę świąt, zakazywano kapliczek przy drogach, zmieniano porządek pogrzebów i nabożeństw, zmieniano brzmienie składu apostolskiego. Proboszczowie musieli z ambon obwieszczać rozporządzenia rządowe. A przede wszystkim zniesiono 74 klasztory,
głównie kontemplacyjne, zabierając ich majątki29. Zdawano sobie sprawę z wielkich zasług
zakonów w zakresie przetrwania, zachowania i rozwoju wielu wartości narodowych w okresie niewoli. Tam gdzie kasowano polskie klasztory, znikały równocześnie prężne ośrodki
polskiej kultury narodowej. Ważnym dokumentem, który uchylił antyzakonne prawodawstwo państw zaborczych, był konkordat z 1925 roku. Zezwalał on na bezpośrednią i pełną
komunikację między zakonami w Polsce a ich przełożonymi w Rzymie lub poza granicami
kraju, zwalniał nowicjuszy i kleryków z odbywania służby wojskowej. Zakony otrzymały
osobowość prawną i mogły nabywać majątki, co pozwoliło też na rozwój placówek. Zakony
ślubujące ubóstwo zostały zwolnione z płacenia podatku za domy mieszkalne30.
Biskup Franciszek Lisowski, przychodząc do diecezji tarnowskiej, zastał rozwinięte życie zakonne. Ta diecezja znacznie różniła się pod tym względem od innych diecezji Rzeczypospolitej, gdzie wiele klasztorów, zwłaszcza w XIX wieku zostało zlikwidowanych. Na
Ibidem, s. 306, 422; por. A. Nowak, SBKDT 1786-1985, t. 1, Tarnów 1999, s. 34.
Por. Nasza Spawa, 49/1937, s. 690; 52/1937, s. 735.
26
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 381.
27
Dekret bpa Józefa Życińskiego z dnia 8 XII 1996 r. erygujący Kapitułę Kolegiacką przy Bazylice św. Małgorzaty
Dziewicy i Męczennicy w Nowym Sączu, „Currenda”, 1/1997, s. 20.
28
Dekret bpa Wiktora Skworca z dnia 6 XII 2003 r. nadający Bazylice św. Mikołaja w Bochni tytuł kolegiaty i erygujący przy niej Kapitułę Kolegiacką pw. Matki Bożej Różańcowej, „Currenda”, 4/2003, s. 520.
29
M. Kukiel, Dzieje Polski porozbiorowe (1795-1921), Londyn 1993, s. 51.
30
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 625.
24
25
JACEK SOPRYCH
210
terenie diecezji tarnowskiej prowadziły swoje klasztory następujące zakony męskie: bernardyni, cystersi, jezuici, kapucyni, karmelici, reformaci, filipini, misjonarze, redemptoryści
i saletyni oraz żeńskie: bernardynki, klaryski, urszulanki, albertynki, dominikanki, felicjanki, franciszkanki, józefitki, niepokalanki, sercanki, Sacré Coeur, służebniczki dębickie i starowiejskie oraz siostry miłosierdzia31. Warto wspomnieć, że wspomnianym klasztorom podlegały placówki duszpastersko-wychowawcze. Najwięcej, bo ponad trzydzieści prowadziły
służebniczki dębickie i starowiejskie32. Wspomnianym klasztorom podlegały placówki
duszpastersko-wychowawcze. Ilustruje to niżej dołączona tabela.
Tab. 3. Liczba placówek zakonów i zgromadzeń zakonnych na terenie diecezji tarnowskiej w okresie
rządów bpa F. Lisowskiego.
Zakony i zgromadzenia zakonne w diecezji tarnowskiej
Lp.
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
Lp.
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
31
32
Męskie
Liczba placówek w roku:
1933
1
1
2
1
1
2
1
2
1
1
Bernardyni
Cystersi
Jezuici
Kapucyni
Karmelici
Reformaci
Filipini
Misjonarze
Redemptoryści
Saletyni
Żeńskie
Bernardynki
Klaryski
Urszulanki
Albertynki
Dominikanki
Felicjanki
Franciszkanki Rodziny Maryi
Józefitki
Niepokalanki
Sercanki
Sacré Coeur
Ibidem, s. 625-629.
Por. SDT 1933, s. 123-136; RDT 1939, s. 293-312.
1939
1
1
2
1
1
2
1
2
1
1
Liczba placówek w roku:
1933
1
1
2
2
5
6
7
3
1
2
1
1939
1
1
2
4
6
6
7
6
1
2
1
DIECEZJA TARNOWSKA I JEJ STRUKTURA ORGANIZACYJNA W 1933 ROKU...
211
12.
13.
14.
Siostry Miłosierdzia
Służebniczki Dębickie
Służebniczki Starowiejskie
2
34
41
2
46
44
Źródło: SDT 1933, s. 123-136; RDT 1939, s. 293-312.
Biskup Lisowski cieszył się z obecności duchowieństwa zakonnego na terenie diecezji,
którą obejmował. Wyraził tę radość już w liście do duchowieństwa, skierowanym na początku swego pontyfikatu, równocześnie stawiając im konkretne zadania, prosząc przede wszystkim o wsparcie modlitewne: Cieszę się bardzo, że w mojej diecezji mam liczny poczet dusz
zakonnych. Całym sercem witam was i pozdrawiam, Drodzy Ojcowie, Bracia i Siostry. O pomoc dla Kapłanów bardzo Was proszę, Czcigodni Ojcowie, i ufam, że ochotnie i ofiarnie
udzielicie pomocy zawsze, kiedykolwiek jej będzie potrzeba, bo przecież i Wam zbawienie
dusz tej diecezji bardzo leży na sercu […]. I Was, proszę, Drogie Siostry […] wspierajcie nas
w pracy nad duszami swą pomocą i modlitwą33.
4.Seminarium duchowne
Tarnowskie Seminarium Duchowne było przez biskupa Lisowskiego otaczane wielką
troską. Kleryków traktował jako „najmłodszych swych synów”, „beniaminków swoich”. Tę
miłość biskup przelał z lwowskiego seminarium, w którym przez lata był wychowawcą
i rektorem. W miejsce ich dał mi Bóg Was, ukochani moi, Was wybrana i doborowa latorośli
w Winnicy Chrystusowej34 – pisał w liście inaugurującym jego posługę w Tarnowie.
Historia początków tarnowskiego seminarium wiąże się z początkami diecezji, a szczególnie z osobą bpa Floriana Amanda Janowskiego, który czynił starania u władz austriackich o otwarcie seminarium na terenie diecezji. Do tej pory, z nakazu władz cesarskich,
wszyscy klerycy studiowali w seminarium generalnym dla całej Galicji we Lwowie. Niestety plany bpa Janowskiego nie zrealizowały się. Przez kolejne lata tarnowscy klerycy, których liczba była bardzo mała, studiowali w różnych miastach. Filozofię zgłębiali najczęściej
w kolegium jezuickim w Tarnopolu, we Lwowie, w Podolińcu, w Koszycach na Słowacji
i w Nitrze, a teologię głównie we Lwowie, w Wiedniu, Przemyślu, Ołomuńcu, Pradze Czeskiej35. Sytuacja zmieniła się dopiero w roku 1838, gdy w Tarnowie bp Zachariasiewicz
otworzył studium filozoficzne, w nowopowstającym gmachu seminarium. Dekretem
z 6 czerwca 1838 roku Gubernium lwowskie zezwoliło na otwarcie w pełni zorganizowanego Seminarium Duchownego wraz z diecezjalnym Naukowym Instytutem Teologicznym.
Od 1 września tegoż roku rozpoczęli więc naukę alumni tarnowscy studiujący do tej pory we
Lwowie oraz nowi kandydaci z terenu całej diecezji. W uroczystościach otwarcia wzięli
udział bp Franciszek Zachariasiewicz, nowy rektor ks. Michał Król, kapituła tarnowska,
przełożeni i profesorowie oraz 103 alumnów36. Przez kolejne dziesięciolecia toczyły się
spory o użytkowanie tego budynku. W 1855 roku magistrat tarnowski urządził w nim szpital, rok później oddano na użytek kościelny, ale w części urządzono gimnazjum i urząd po
35
36
33
34
List pasterski bpa Franciszka Lisowskiego z dnia 3 V 1933 r. do duchowieństwa, s. 57-58.
Ibidem, s. 58.
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 485-486.
R. Banach, Powstanie i organizacja Seminarium Duchownego w Tarnowie, „Rocznik Tarnowski” 1990, s. 30.
JACEK SOPRYCH
212
datkowy. Dopiero na początku XX wieku, po gruntownej renowacji i unowocześnieniu,
budynek został przekazany w całości dla seminarzystów. W czasie I wojny światowej – w latach 1914-1919 gmach seminaryjny został zajęty na szpital, ale ówczesny rektor, ks. Dutkiewicz, nie dopuścił do przerwania studium. Ogromną zasługę w rozwoju seminarium miał bp
Leon Wałęga. Kładł on ogromny nacisk na akcję powołaniową, która przyniosła dobre owoce. Za jego rządów w diecezji liczba alumnów wzrosła prawie trzykrotnie37.
Dla nowego ordynariusza, bp F. Lisowskiego, sprawa seminarium była równie ważna.
Miał on w tym względzie ogromne doświadczenie, sam przez 20 lat był związany z seminarium lwowskim, gdzie był prefektem, wicerektorem i rektorem. Gdy obejmował diecezję
tarnowską, rektorem był bp sufragan Edward Komar, a w seminarium było 131 kleryków38.
Tab. 4. Licba kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie w latach 1933-1939.
Lp.
Rok
formacyjny
Liczba kleryków, którzy rozpoczęli
I rok studiów
Liczba
wszystkich kleryków
1.
2.
3.
4.
5.
6.
1933/1934
1934/1935
1935/1936
1936/1937
1937/1938
1938/1939
41
33
39
41
46
31
131
135
138
141
144
148
Źródło: Archiwum WSD w Tarnowie, Matricula Studiosorum s. Theologiae in Instituto Dioecesano Tarnoviensis ab a. 1893/4, rkps;
Matricula ks. Rektora R. Sitki 1822-1939, rkps; Kronika Seminarium Duchownego, t. I (1936-1938), rkps, s. 8, 97, 173.
W 1936 roku w seminarium odbyła się wizytacja apostolska, którą przeprowadził karmelita o. Anzelm Gondek. Wizytator postulował pewne zmiany w programie nauczania, w składzie personalnym, a przede wszystkim w wydłużeniu toku nauki do sześciu lat39.
Nowym rektorem biskup F. Lisowski mianował ks. Romana Sitkę. Była to wybitna postać.
Ks. Sitko przez 14 lat pełnił funkcję kanclerza Kurii Diecezjalnej w Tarnowie, był cenionym
współpracownikiem biskupa. Stawiał alumnom wysokie wymagania, ale daleki był od rygoryzmu. Najmocniej wychowywał swoją postawą, głęboką pobożnością i kulturą osobistą.
Zachęcał alumnów do prowadzenia życia modlitwy i umiłowania Eucharystii. Ukoronowaniem jego posługi była śmierć w obozie oświęcimskim za kleryków i profesorów. Beatyfikowany został w gronie 108 męczenników czasu II wojny światowej przez papieża Jana Pawła
II w Warszawie 13 czerwca 1999 roku40.
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 489-490.
AWSDT, Matricula ks. Rektora R. Sitki 1822-1939, rkps.
39
A. Nowak, Wspomnijcie na minione dni. Z dziejów Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, Tarnów
2013, s. 44.
40
Por. S. Sojka, Błogosławiony Ksiądz Roman Sitko. Męczennicy 1939-1945, Włocławek 2001, s. 14-15, 25-42.
37
38
DIECEZJA TARNOWSKA I JEJ STRUKTURA ORGANIZACYJNA W 1933 ROKU...
213
Tab. 5. Przełożeni Seminarium Duchownego w Tarnowie w latach 1933-1939.
Lp.
Imię i nazwisko
Funkcja
Lata urzędowania
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
Bp Edward Komar
Ks. Roman Sitko
Ks. Franciszek Goc
Ks. Władysław Węgiel
Ks. Władysław Węgiel
Ks. Stanisław Indyk
Ks. Jan Caliński
Ks. Józef Brudz
Ks. Stanisław Łach
Ks. Wawrzyniec Gnutek
Ks. Stanisław Indyk
Ks. Józef Brudz
rektor
rektor
wicerektor
wicerektor
prefekt
prefekt
prefekt
prefekt
prefekt
ojciec duchowny
ojciec duchowny
ojciec duchowny
1921-1936
1936-1941
1929-1936
1936-1942
1930-1936
1933-1934
1934-1938
1938
1938-1945
1932-1934
1934-1938
1938-1941
Źródło: AWSDT; SDT 1992. Część historyczna, s. 53-92.
Bp F. Lisowski przez cały okres swoich rządów w diecezji dbał z ogromną pieczołowitością o serce diecezji, jak określane jest seminarium. Często przychodził na spotkania z klerykami, uświetniał swoją obecnością uroczystości seminaryjne, przewodniczył nabożeństwom, udzielał święceń oraz głosił kazania i przemowy, zachęcając przy tym alumnów do
gorliwego studium teologii, pielęgnowania cnót i modlitwy, „podkreślając dobitnie, że każdego kapłana winna cechować świętość życia oraz głęboka nauka”41.
Wizyty Ordynariusza były także często niezapowiedziane. Przychodził np. na kolację i rekreację. J. Ekscelencja obchodząc zamieniał ze wszystkimi parę słów, grał w szachy i domino. Swoboda i zadowolenie malowały się na twarzach alumnów42.
Z inspiracji bpa Lisowskiego, który sam był profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Jana
Kazimierza we Lwowie, rozpoczął się w diecezji ruch habilitacyjny tarnowskich profesorów. Ruch ten zmierzał ku temu, by w Instytucie Teologicznym w Tarnowie docenci i doktorzy habilitowani zajęli katedry naukowe43. Należy tu wymienić trzech kapłanów. Byli to:
ks. Jan Bochenek z teologii dogmatycznej w 1937 roku na Uniwersytecie Warszawskim, na
podstawie rozprawy Stanisława Hozjusza nauka o Eucharystii44; ks. Julian Piskorz z teologii
pastoralnej w 1939 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim, na podstawie rozprawy Wiara
parafian. Studium duszpasterskie45 oraz ks. Stanisław Adamczyk z filozofii w 1939 roku na
Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, na podstawie rozprawy Różnica między istotą
a istnieniem stworzeń według nauki św. Tomasza z Akwinu46.
43
44
45
46
41
42
Por. Nasza Sprawa, 12/1937, s. 164; 41/1937, s. 575.
AWSDT, Kronika Seminarium Duchownego, t. 1(1936-1938), rkps, s. 22.
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 505-506.
Ibidem, s. 423.
Ibidem, s. 432.
Adamczyk Stanisław [dostęp 2 XII 2012]. Dostępny: http://ptta.pl/pef/haslaen/a/adamczyk.pdf.
JACEK SOPRYCH
214
Wielu kapłanów na życzenie biskupa podjęło studia doktorskie, m.in. na Uniwersytecie
Jana Kazimierza we Lwowie i Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie47. Doktoraty we
Lwowie ukończyli wówczas: ks. Stanisław Łach w 1936 roku z teologii na podstawie rozprawy Udział ubogich w dobrach kościelnych, ks. Stanisław Sroka w 1937 roku z teologii na
podstawie rozprawy Nauka św. Cypriana o miłosierdziu chrześcijańskim i ks. Karol Pękala
w 1939 roku z teologii na podstawie pracy Caritas we współczesnej pracy duszpasterskiej48.
Poza granicami Polski egzamin doktorski z teologii złożył m.in. na Uniwersytecie w Insbrucku w 1935 roku ks. Józef Młodochowski49.
W diecezji tarnowskiej istniało również Małe Seminarium – takie zalecał zakładać papież
Pius IX, by dawać średnie wykształcenie aspirantom do stanu kapłańskiego i odpowiednie
wychowanie ascetyczne. Bp J. A. Pukalski, widząc braki kapłanów w diecezji, podjął myśl,
by takie utworzyć w Tarnowie. Fundamenty tarnowskiemu Małemu Seminarium dała Bursa
św. Kazimierza. Biskup Ignacy Łobos polecił urządzić w niej kaplicę i nadał religijny profil
wychowania. Ideę Małego Seminarium zrealizował dopiero bp Leon Wałęga, który w 1901
roku otworzył je w swojej rezydencji biskupiej przy rynku. Po kilku latach, ze względu na
dużą liczbę chętnych, wykupił i przebudował na ten cel nowy obiekt, w którym w 1912 roku
było 26, a już 1934 roku – 49 studentów50. Zarządem w tym seminarium zajmował się bezpośrednio biskup L. Wałęga, mając do pomocy jednego prefekta w osobie ks. Romana Sitki.
Po przejęciu opieki nad Małym Seminarium przez bpa F. Lisowskiego prefektem został ks.
Stanisław Łach. W 1935 roku mianowano drugiego prefekta w osobie ks. Stanisława Sroki.
Od roku 1938/1939 prefektami byli ks. Stanisław Sroka i ks. Wojciech Madej.
Bp Franciszek Lisowski żywo interesował się Małym Seminarium. Spotykał się zarówno
z jego wychowawcami jak i z wychowankami. Wychowankowie urządzali różne spotkania, na
które zapraszali też Pasterza Diecezji. Jednym z takich spotkań był „Wieczorek Francuski”
z recytacją i przedstawieniem w języku francuskim. Biskup zaszczycił ich swoją obecnością,
a w przerwie podejmował u siebie kolacją uczestników z grona profesorów i duchownych51.
Klerycy redemptoryści zapisali w swej kronice, że bp F. Lisowski to człowiek bardzo
uczony a przy tem nadzwyczaj serdeczny, wskutek czego przepada za nim tak młodzież duchowna jak i świecka (akademicka)52.
5.Pierwsze akcje duszpasterskie
Jednym z pierwszych kroków biskupa było poświęcenie diecezji Najświętszemu Sercu
Pana Jezusa. Pragnieniem moim najgorętszym jest, ­– pisał biskup w pierwszym liście pasterskim do diecezjan z okazji swego ingresu – by cała Diecezja, każda parafia i każdy dom był
poświęcony Najśw. Sercu Jezusowemu. Od tego aktu zaczynam rządy w mej diecezji i polecam,
aby tam, gdzie dotąd nie odbyła się intronizacja obrazu Serca Jezusowego, by jej dokonano
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 515.
J. Białobok, Biskup Karol Pękala – Apostoł Miłosierdzia Chrześcijańskiego (1929-1968), w: Misericors. 75 lat
działalności Caritas Diecezji Tarnowskiej, red. P. Grzanka, Tarnów 2012, s. 303.
49
Nasza Sprawa, 28/1935, s. 388.
50
B. Kumor, Diecezja Tarnowska. Dzieje ustroju i organizacji, s. 516-521.
51
Por. Nasza Sprawa, 22/1937, s. 312.
52
Archiwum Warszawskiej Prowincji Redemptorystów w Tuchowie, Kronika Studentatu, t. 6 (1930-1936), rkps,
s. 150a.
47
48
DIECEZJA TARNOWSKA I JEJ STRUKTURA ORGANIZACYJNA W 1933 ROKU...
215
uroczyście tego roku 25 czerwca, w niedzielę wśród Oktawy uroczystości Najśw. Serca Jezusa.
[…] Będę spokojny o moją Owczarnię, gdy w każdej rodzinie królować będzie Serce Boże53.
Rok 1933 był ważny dla diecezji tarnowskiej z punktu widzenia rozwoju duchowego, jaki
zapoczątkowany został przez Akcję Katolicką. 17 września 1933 roku bp Franciszek Lisowski erygował Diecezjalny Instytut Akcji Katolickiej w Tarnowie54. Ogromny entuzjazm dla
nowej idei w Kościele i zapał starał się biskup przelać na diecezjan. Wydał specjalny apel do
duchowieństwa i diecezjan nawołujący do uczestnictwa w tym dziele. Wypowiedzi i poczynania ordynariusza sprzyjały rozwojowi Akcji Katolickiej, ale decydującą rolę odegrały bez
wątpienia bliskie i serdeczne stosunki osobiste ordynariusza tak z diecezją jak i z duchowieństwem. Bezpośredniość postępowania i łatwość nawiązywania kontaktów z diecezją
przez ordynariusza – powszechnie ujmowały. Toteż jego wezwania przyjmowano wprost entuzjastycznie i polecenia jego skwapliwie wypełniano55.
Bp F. Lisowski miał świadomość ogromnej roli, jaką spełniała Akcja Katolicka w jego
diecezji. Tak pisał w liście pasterskim: Światła i cienie w mojej owczarni: A.K. budzi katolików z uśpienia, nie tylko uświęca jednostki, ale i zbiorowość ludzką, łagodzi tarcia społeczne, podnosi życie ekonomiczne, opierając je na sprawiedliwości i miłości, wprowadza wszędzie Chrystusa, aby wszędzie żył i królował Chrystus Pan56. Często też przy różnych okazjach
zachęcał swoich diecezjan, by wstępowali w szeregi A. K. Zachęty te pięknie wybrzmiały
w odezwie skierowanej do młodych: Młodzieży moja serdeczna! Gdzie masz się nauczyć
cenić życie, skarb wiary, pracować, modlić się, żyć „bosko i szlachetnie”? W jakiej szkole?
Wiesz gdzie? W K.(atolickim) S.(towarzyszeniu) M.(łodzieży). Do tej uczelni spiesz się i każdą wolną chwilkę tam spędzaj. Spiesz i sam i innych tam zaprowadź57.
Tak więc w roku 1933 biskup Franciszek Lisowski odziedziczył po arcybiskupie Leonie
Wałędze trudne zadanie kontynuowania wielkiego dzieła rozwoju prężnej diecezji. Biskup
bardzo aktywnie zaczął działać w myśl słów które sobie powtarzał, iż lepiej krótko płonąć,
niż długo kopcić.
Diocese of Tarnow and its organisational structure in 1933,
at the time of entry for the rule of Bishop Franciszek Lisowski
Summary
Bishop Franciszek Lisowski (1876-1939), on coming to the Tarnow, found a diocese well
developed in terms of the organization and the pastoral care. This was thanks to his
predecessor, Archbishop Leon Wałęga (1859-1933), who resided over it for more than thirty
years. In 1933 there were 28 deaneries with 268 parishes and nearly one million Catholics in
the Tarnowska diocese. It had more than 500 priests. The Bishop also found a well developed
monastic life. A number of male and female monasteries stand out in this diocese, among
them the Rzeczpospolita, where many of the monasteries, especially in the 19th century, had
List pasterski bpa Franciszka Lisowskiego z dnia 3 V 1933 r. do wiernych z okazji ingresu do katedry tarnowskiej, „Currenda”, 6/1933, s. 64-65.
54
ADT, Dekret erekcyjny Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej w Tarnowie z dnia 17 IX 1933 r., w: Akta
personalne biskupa F. Lisowskiego.
55
M. Pobóg-Dmochowska, Karol Pękala – Biskup. Życie i dzieło. Kraków 1993, s. 58.
56
F. Lisowski, Światła i cienie w mojej owczarni, Tarnów 1937, s. 7.
57
Orędzie bpa Franciszka Lisowskiego z dnia 1 XI 1934 r. do młodzieży, Nasza Sprawa, 46/1934, s. 2-3.
53
JACEK SOPRYCH
216
been liquidated. The new seminary was an important issue for the new Bishop. He had vast
experience in this respect, because he was associated for 20 years with the Lviv Seminary,
where he was a supervisor. When he assumed the Tarnowska diocese, the Rector of Seminary
was an auxiliary Bishop, Edward Komar. In the seminary there were 131 seminarians.
Bishop Lisowski entrusted the entire Tarnowska diocese to the Sacred Heart of Jesus at
the beginning of his rule. This was an evidence of his deep faith that every day he shared
with the faithful.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Wiesław Jan WYSOCKI
WNHiS UKSW, Warszawa
Duszpasterstwo wojskowe
w Armii Polskiej w ZSSR
i w I Armii Wojska Polskiego
1.Duszpasterstwo Armii Polskiej w ZSSR
Po rozpadzie antypolskiej koalicji i przyłączeniu się Związku Sowieckiego do państw
atlantyckich oraz w następstwie podpisania umowy z 30 lipca 1941 r., zwanej od jej sygnatariuszy – umową Sikorski – Majski, rozpoczęły się rozmowy o warunkach tworzenia armii
polskiej na ziemi sowieckiej. Jednym z dyskutowanych problemów organizacyjnych była
kwestia kapelanów wojskowych. Rosjanie zobowiązali się nie stwarzać przeszkód1. Nieomal zaraz od tworzenia zrębów armii gen. Władysława Andersa zaczęło się formowanie
struktur duszpasterstwa polowego.
Biskup polowy, ks. gen. Józef Gawlina, zamierzał mianować na funkcję szefa duszpasterstwa, czyli dziekana armii w Rosji, ks. prałata płk Czesława Wojtyniaka, przedwojennego
wikariusza generalnego i kanclerza Kurii Biskupa Polowego, o którym wiedział, iż znalazł
się w ręku sowieckim. Jednakże nie wiedział, iż NKWD zabrało księdza Wojtyniaka w wigilię Bożego Narodzenia 1939 r. z obozu jenieckiego wraz z innymi kapelanami (wyjątkiem
był trzymany w karcerze za odprawianie mszy ks. mjr Ziółkowski, którego ciało znaleziono
w dołach śmierci w Katyniu) i przewieziono na Łubiankę, gdzie 35 kapelanów2 umieszczono w dwóch celach. Tam poddano ich kilkumiesięcznemu śledztwu, następnie izolowano
każdego i... zlikwidowano. Z tej grupy duchownych uratowali się jedynie ks. Emil Kantak
i ks. Franciszek Tyczkowski3.
1
Protokół nr 1 z dnia 16 VIII 1941 r. z pierwszego posiedzenia komisji polsko-sowieckiej, IPMS, A.VII.1.29.
Rozmowy toczyły się między gen. Władysławem Andersem a gen. Panfiłowem. O tej sprawie pisze tez w liście
gen. Sikorski do premiera Wielkiej Brytanii W. Churchilla z Teheranu 17 XII 1941 r. przedstawiając wyniki swojej
podróży do ZSSR; Sikorski przywołuje swoją konferencję z Andriejem Wyszyńskim i za dobrą monetę bierze
jego zapewnienia, iż art. 123 konstytucji sowieckiej „gwarantujący” swobodę religii obywatelom ZSSR będzie
w całości stosowany do obywateli polskich. [w] Sprawa polska, dok. 23, s. 256. Por. też: J. Odziemkowski, Służba
duszpasterska Wojska Polskiego 1914-1945, Warszawa 1998, s. 166; Z. Waszkiewicz, Duszpasterstwo w siłach
zbrojnych II Rzeczypospolitej, Toruń 2000, s. 286.
2
M.in.: ks. mjr Franciszek Tyczkowski, ks. płk Czesław Wojtyniak, ks. mjr Antoni Aleksandrowicz, pastor mjr
Jan Potocki, superintendent Kościoła ewangelickiego, pastor płk Ryszard Paszko, pop mjr Romanienko, naczelny
rabin WP mjr Baruch Steiberg.
3
Ks. Tyczkowski w końcu czerwca 1940 r. trafił z Łubianki do drugiego wiezienia moskiewskiego, Butyrek,
skąd wywieziono go w sierpniu 1940 r. do obozu w Griazowcu, gdzie spotkał ks. Kantaka, który przeszedł podobną
drogę, wcześniej był w obozie kozielskim i w więzieniach moskiewskich. Możliwe, iż ze względu na urodzenie
w USA, znajomość języków nie został zlikwidowany ze względu na dalsze śledztwo dotyczące m.in. szpiegostwa.
WIESŁAW JAN WYSOCKI
218
Jako drugiego kandydata na szefa duszpasterstwa PSZ w ZSSR – gdyby ks. płk Wojtyniak nie odnalazł się – Biskup Polowy wskazał ks. Józefa Panasia, b. Dziekana WP, ale i on
nie żył4. Takie dwa dekrety nominacyjne – dla księży Wojtyniaka i Panasia – wysłał bp
Gawlina z Londynu gen. Andersowi przez gen. Bohusza-Szyszko. W osobistym liście do
Andersa Biskup Polowy wyraził zgodę, o ile nie byłoby obu księży, by generał rekomendował na szefa duszpasterstwa najstarszego rangą kapelana wojskowego, albo też innego księdza wedle swego uznania, do zatwierdzenia przez bp. Gawlinę i otrzymania od niego uprawnień jurysdykcyjnych5.
Niemało księży6 znalazło się wśród aresztowanych, przebywających w śledztwie lub
w lagrach przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej, np. ks. Kazimierz Kucharski, jezuita wileński, czy ks. Włodzimierz Cieński ze Lwowa. Obaj należeli do konspiracji (ZWZ)
i ta aktywność była powodem ich uwięzienia.
Gen. Anders wyznaczył właśnie ks. Włodzimierza Cienskiego7, który wcześniej nie należał wprawdzie do korpusu kapelanów WP, ale 2 września 1941 r. został zwolniony z Łubianki, podobnie jak Anders, który też rozmawiał z nim dwa dni później i przekazał jemu zadanie organizowania duszpasterstwa wojskowego8.
Pisał o ks. Cieńskim w swoim memoriale ks. Emil Kantak:
X C.[ieński] jako proboszcz we Lwowie należał do zaufanego Koła księży najbliższych
Arcybiskupa Twardowskiego. Aresztowany latem r. 40go, indagowany, dręczony i na śmierć
skazany w Moskwie. Po amnestii objął kierownictwo duszpasterstwa w wojsku i ludności
cywilnej. Gotów jest każdej chwili oddać swoje stanowisko x Wojtyniakawi lub innemu księdzu, gdyby Ekscelencja tak zarządził.
Jest to prawdziwie mąż Boży. Pełen gorliwości, mimo czynności administracyjnych słucha
spowiedzi, chrzci, opatruje chorych, grzebie. Co niedzielę miewa sumę z kazaniem. Z Jangi-Julu, w początku lutego, wyruszył na jaki tydzień o 700 km. do Kaganu, Buchary i Samarkandy, aby się przekonać naocznie o stanie i potrzebach ludności, i na miejscu pomimo tyfusu
pastoryzował obchodząc po kilkadziesiąt km. pieszo. Każdego przyjmuje, o każdego się stara,
każdemu pomaga dobrym słowem, poparciem, pieniędzmi, rozdając własne pobory. Nie posiada zapewne tego doświadczenia wojskowego jak np. x Wojtyniak, ale wynagradza to serdecznym zainteresowaniem. Drzwi Szefostwa Duszpasterstwa nie zamykają się, przewijają się codziennie dziesiątki interesantów w najrozmaitszych sprawach, z pełnym zaufaniem
Z. S. Siemaszko, W sowieckim osaczeniu 1939-1943, Londyn 1991, s. 279.
Tamże, s. 279; Z. Waszkiewicz, Duszpasterstwo..., s. 285.
6
Z. S. Siemaszko, W sowieckim osaczeniu..., s. 276 - pisze, iż mogło być ich kilkuset. Por.: T. Madała, Polscy
księża katoliccy w więzieniach i łagrach sowieckich od 1918 r. Materiały do słownika biograficznego, Lublin 1993.
7
Ks. Włodzimierz Cieński (6 IV 1897, Lwów – 20 I 1983, opactwo koło m. Brucquebec we Francji), studiował we Fryburgu w Szwajcarii, kapłan archidiecezji lwowskiej od 1924 r., duszpasterz w Zółkwi, w Zimnej Wodzie, proboszcz par. św. Marii Magdaleny we Lwowie, w okresie kampanii polskiej 1939 r. organizował pomoc
dla uchodźców, podczas okupacji sowieckiej w strukturach duszpasterskich konspiracji lwowskiej, aresztowany
w kwietniu 1940 r. (NKWD oferowało mu wolność i biskupstwo lwowskie za cenę współpracy, ale ofertę odrzucił),
po tzw. amnestii w Armii Polskiej w ZSRS, pełnił obowiązki dziekana armijnego. 16 października 1941 r. rozkazem
wewnętrznym nr 1 (tajny) gen. Andersa zatwierdzony na stanowisku szefa służby duszpasterstwa katolickiego.
Później dziekan w 2. Korpusie, po zakończeniu działań wojennych w PKPiR (duszpasterz w obozach Cambrige,
Manchester i Maesworth), wstąpił do zakonu trapistów we Francji, gdzie zmarł.
8
Z. S. Siemaszko, W sowieckim osaczeniu..., s. 279. Por.: J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 166
– twierdzi (inni zresztą też), iż nominację na stanowisko szefa duszpasterstwa (dziekana) ks. Cieński otrzymał
3 września 1941 r.
4
5
DUSZPASTERSTWO WOJSKOWE W ARMII POLSKIEJ W ZSRR...
219
przychodzących., wychodzących przynajmniej pocieszeni. Nie szuka żadnych korzyści ani wygody dla siebie, przeciwnie bierze co cięższe prace na siebie i siły swoje zużywa w służbie Boga
i bliźniego. Cieszy się wielkimi i wraz wzrastającym uznaniem i powagą. Proboszcz prawosławny9 i rabin10 zwracają się do niego o radę i pomoc. Bogu dziękować można, że mąż tego
rodzaju objął zrządzeniem Opatrzności kierownictwo duszpasterstwa wojskowego. Niech mi
będzie wolno wyrazić zdanie, że byłoby pożądane gdyby Ekscelencja przeprowadził jego
awans w wojsku przynajmniej na podpułkownika, a w Rzymie wyjednał mu prałaturę.
We wrześniu 1941 r. bp Gawlina przez ks. J. Króla przesłał ks. Cieńskiemu obowiązujący
w wojsku rozkaz (z 20 marca 1940 r.), dotyczący organizacji i jurysdykcji duchowieństwa wojskowego. W październiku zaś dotarł do ks. Cieńskiego dekret dotyczący rekrutacji i nominacji
kapelanów. W osobnej depeszy z 8 stycznia 1942 r., adresowanej do ambasadora Kota, Gawlina
wyjaśniał kwestie jurysdykcyjne kapelanów w specyficznych warunkach sowieckich11.
Na podstawie powyższych poleceń i instrukcji ks. Cieński ogłosił „Rozkaz Wewnętrzny
nr 1”, w którym wymienił zakres władzy biskupa polowego i kapelanów, drogę służbową,
określał formy praktyk religijnych i troski o żołnierzy (m.in. zobowiązywał kapelanów do
kontaktu z żołnierzami poza oficjalną służbą, interesowania się ich problemami i potrzebami, udzielania im pomocy). Wobec wielkiej liczby wynędzniałej i schorowanej ludności
cywilnej, żyjącej przy wojsku, ks. Cieński domagał się od duszpasterzy wojskowych również opieki charytatywnej nad nią. Zobowiązał kapelanów do nadsyłania okresowych raportów i sprawozdań z pracy duszpasterskiej. Kapelani w samodzielnych jednostkach oraz w samodzielnych centrach szkoleniowych, obozach, stacjach, szkołach, szpitalach itp.
kontaktować się mieli bezpośrednio z ks. Cieńskim, inni w poszczególnych formacjach dywizyjnych poprzez swoich szefów duszpasterstw12.
Ze względu na niewielkie lub żadne doświadczenie duszpasterzy wojskowych ks. Cieński
podczas konferencji kapelanów w 7 DP w Kermine 21 maja 1942 r. zachęcał: Trzeba nam zatem brać udział we wszystkich dokształcających kursach oficerskich, interesować się literaturą
wojskową, obowiązkowo wreszcie uczestniczyć we wszystkich alarmach i ćwiczeniach polowych oddziałów. Zdobędziemy w ten sposób zaprawę żołnierską, konieczną w czasie działań13.
Każda dywizja miała przewidzianych 7 etatów kapelańskich oraz 10 pomocniczych dla
służby kościelnej. Dodatkowo utworzono etaty kapelanów w szpitalach, w Ośrodku Organizacyjnym i w Centrum Rezerw. W dywizjach i zakładach armii gen. Andersa w listopadzie
1941 r. funkcjonowało 28 kapelanów, w tym 4 kapelanów uzawodowionych (służby stałej)14
i 11 kapelanów rezerwy. Pozostali nie mieli do czynienia ze służbą wojskowa i musieli do St. kpl. pop Grzegorz Kuryłas, przed wojna dziekan prawosławnego Okręgu Korpusu nr VI –Lwów.
Kolejno funkcję naczelnego rabina w armii w Rosji pełnili: Leon Szczekacz, dr Joachim Hirsberg (za oszustwo
zwolniony z funkcji 20 II 1942 r.), Natan Rubner (zawodowy rabin WP, rabin Okręgu Korpusu nr III – Grodno).
11
Wszyscy księża mają jurysdykcję do spowiedzi wszystkich. Aż do czasu definitywnego załatwienia, na podstawie kanonu 1098 Nr 1 i 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, wszyscy kapłani ważnie i legalnie błogosławią związki
małżeńskie, ze względu na wyjątkowe warunki. O udzieleniu ślubu należy sporządzić akt. Por.: S. Kot, Listy z Rosji
do generała Sikorskiego, Londyn 1956, s. 256-257; J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 168. Por. też:
Z. Waszkiewicz, Duszpasterstwo..., s. 285.
12
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 167.
13
Cyt. za: jw., s. 170.
14
Byli to: ks. mjr Franciszek Tyczkowski, szef duszpasterstwa 6 DP w Tocku; ks. mjr Teofil Wdzięczny, proboszcz
5 DP w Tatiszczewie; ks. mjr Stefan Zajkowski, proboszcz 10 DP; ks. kpt rez. Wiktor Judycki, kapelan 8 DP
w Czerpaku) – Z. Waszkiewicz, Duszpasterstwo..., s. 286.
9
10
WIESŁAW JAN WYSOCKI
220
piero się wdrażać do nowych zadań duszpasterstwa wojskowego. Większość księży zatem
nie miała doświadczenia i przygotowania do służby duszpasterskiej w wojsku oraz nie zawsze potrafiła radzić sobie w niezwykle trudnych warunkach i okolicznościach pracy. Dziewiętnastu posługiwało rodzinom wojskowym, dwóch opiekowało się ludnością cywilną,
jeden pracował w opiece społecznej, jeden pełnił obowiązki kapelana w ambasadzie RP
w Kujbyszewie, dwóch – pozostawało w dyspozycji ks. Cienskiego. Obsada personalna
Dowództwa PSZ w ZSSR zawiera imienny wykaz 72 kapelanów etatowych, wciągniętych
na ewidencję od 3 września 1941 r. do 27 marca 1942 r. Z tego grona zmarło 5 kapelanów15,
2 został aresztowanych przez Sowietów16. W marcu 1942 r. w oddziałach liniowych było
42 kapelanów (39 księży obrządku rzymskokatolickich, 2 obrządku greckokatolickiego17
i jeden obrządku bizantyńskiego18), choć przewidywano stan etatowy na 60 kapelanów.
W jednostkach służyło, w stopniach szeregowych, ośmiu zakonników19 i 20 kleryków20.
W depeszy amb. Kota z 3 czerwca 1942 r. do władz RP w Londynie podana jest informacja, iż w ZSSR znajduje się 54 księży obywateli polskich; 39 kapelanowało w wojsku, 15 zajmowało się duszpasterstwem wśród ludności cywilnej21. Mogło to wskazywać na wyczerpywanie się możliwości rekrutacyjnych kapelanów, co było wynikiem eksterminacyjnej
polityki sowieckiej wobec m.in. duchowieństwa oraz powstrzymania przez władze sowieckie
realizacji „amnestii” dla obywateli polskich. Z tych powodów ks. Cieński miał wątpliwości,
czy uda się uzupełnić braki wśród kapelanów nawet po wejściu jednostek polskich do walki22.
Na przełomie 1941/42 r. na etatach kapelańskich miało być około 200 duchownych,
w tym ponad 50 kapelanów wojskowych i około 150 księży diecezjalnych i zakonnych23,
choć wszystko wskazuje na zbytnie zawyżenie danych w tym zakresie.
Doceniając znaczenie pracy kapelanów płk Leon Koc 27 kwietnia 1942 r. zwrócił się do
ks. Cieńskiego o pilny przydział dalszych księży do wojska i do opieki nad ludnością cywilną. Następne trzy miesiące pozwoliły powiększyć korpus kapelański tylko o 5 kapelanów,
2 zaś zmarło i jeden został uwięziony przez władze sowieckie24.
Ostatecznie określono potrzeby organizowanego wojska na 60 etatów kapelańskich, przy
czym na kapelanów – jak przewidywał statut duszpasterstwa – spadał obowiązek otaczania
opieką duszpasterską nie tylko żołnierzy, ale i rodziny wojskowe.
Zaraz po powołaniu Armii Polskiej w ZSSR Biskup Polowy gotów był udać się do Rosji25.
Prezydent Raczkiewicz i gen. Sikorski również wiele sobie obiecywali po pobycie tam bp.
M. in. ks. Jan Chrabąszcz (+ 26 II 1942) z 6 DP, ks. Bronisław Paradowski SJ (+ 1942 – na tyfus).
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 168.
17
Ks. Piotr Sywak w Dżyzaku, szef duszpasterstwa obrządku greckokatolickiego, i ks. dr Antoni Szyszko.
18
Ks. Ignacy Wysoczański.
19
6 franciszkanów, marianin i salezjanin.
20
Wg. Janusza Odziemkowskiego (Służba duszpasterska..., s. 168-9) można ustalić dane personalne 41 kapelanów sprawujących posługę duszpasterską w armii gen. Andersa (z lat 1942-1943), którzy z nią wyszli na Środkowy
Wschód.
21
Por.: S. Kot, Listy z Rosji..., s. 329.
22
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 169.
23
Por.: S. Podlewski, Wierni Bogu i Ojczyżnie, Warszawa 1982, s. 245; J. Odziemkowski, Służba duszpasterska...,
s. 168.
24
Za: J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 169.
25
Bp Gawlina miał z jednej strony dość atmosfery „polskiego Londynu”, z drugiej uważał, iż w ZSSR jest naj15
16
DUSZPASTERSTWO WOJSKOWE W ARMII POLSKIEJ W ZSRR...
221
Gawliny, jednak ambasador RP w ZSSR prof. Stanisław Kot uznał przyjazd biskupa za przedwczesny, podobnie jak gen. Anders, który sugerował wizytę po przeniesieniu się podległych mu
jednostek i instytucji do nowych regionów zakwaterowania i ukończeniu organizacji wojska.
Władze sowieckie ostatecznie wyraziły zgodę na wizytę Biskupa Polowego pod warunkiem, że będzie miała charakter czysto wojskowy, co nakazywało się domyślać, iż Gawlina
nie będzie kontaktował się z ludnością cywilną. Wiosną 1942 r. biskup polowy J. Gawlina26
wraz z kapelanem i sekretarzem, ks. Marcinem Chrostowskim (o. Bronisławem, dominikaninem) przybyli z Teheranu przez Baku do Moskwy (wyjechali z Londynu 27 stycznia
1942 r., po trzymiesięcznej podróży przez Gibraltar, Afrykę zachodnią, Egipt, Palestynę,
Iran – 19/28 kwietnia dotarli do Moskwy), następnie do Kujbyszewa (7 maja), gdzie mieściła się polska ambasada. W czerwcu i lipcu biskup wizytował inne miejscowości z naszymi
placówkami wojskowymi. Jak pisze ks. Emil Kantak: wszędzie towarzyszyli mu sowieci, pod
pozorem honorowej eskorty, uprawiający szpiegostwo. Jedynie do szpitali epidemicznych
bali się wchodzić. Biskup Gawlina nie opuścił żadnego szpitala, przystawał przy łóżkach,
siadał, rozmawiał z każdym chorym. Ponosił trud niezwykły. Zdarzało się, ze przy 70 stopniach ciepła, pod słońcem, także raz wypadło mu przerwać ceremonię, aby chwilę wypocząć. (...) Wynagrodziło go entuzjastyczne przyjęcie wojska i ludności. Żołnierze składali
drobne upominki własnej roboty, jakże wzruszające. Wizyta rozpalała ducha religijnego
i patriotycznego, dodawała otuchy i męstwa, nadziei, że mimo wszystko Bóg doprowadzi nas
do wyzwolonej Ojczyzny. Postawa wojska i ludności cywilnej okazała się tak doskonała, że
Biskup wraz życzeniami imieninowymi mógł napisać do gen. Sikorskiego w dniu 27 czerwca: »W Wojsku panuje głęboki duch religijny, wzorowa karność i wspaniały patriotyzm.
Rozmawiałem prawie z każdym żołnierzem. Wszyscy pragną broni i rozpoczęcia marszu
bojowego ku Polsce. Wszędzie widywałem się z ludnością cywilną, głównie wspomaganą
przez wojsko. Łącznicy ambasady prosili mnie o wpłynięcie na dalsze wydawanie racji wojskowych, bez których nie sposób utrzymywać ochronki, szpitaliki i sierocińce. Sytuacja wojska i ludności cywilnej, mimo najwyższego idealizmu, niewymownie ciężka i dopiero autopsja mnie o tym przekonała. Brak żywności i lekarstw. Wszystkich podtrzymuje nadzieja
rychłej ewakuacji i wszyscy wierzą, że niespożyta energia Pana Generała tego dokona.«
tworzenie armii polskiej w Rosji, zorganizowana w niej służba Boża, często nabożeństwa
publiczne, gorliwość księży, pobożność oficerów i żołnierzy, tak samo całej ludności polskiej, wywołały wstrząs religijny wśród prawosławnej ludności rosyjskiej, na południu muzułmańskiej. Mówili: »Ot, ci Polacy, wywiezieni, zagnani do ciężkich robót, nie przestali się
modlić do Boga, a Bóg ich wysłuchał i oswobodził.« Żarliwie spoglądali na nasze ceremonie
religijne. Przy mszach polowych, poza wojskiem, poza cywilnymi Polakami, skupiali się
prawosławni czy muzułmanie. Ciekawość łączyła się z nabożeństwem. Rosjanki przynosiły
dzieci do chrztu, rozchwytywały krzyżyki, obrazki, medaliki, zawiązywały na szyje różańce.
Nie przeszkadzała odmienność religii. »My i wy czcimy Boga« mówili muzułmanie. Do kawiększe skupisko ludności polskiej wymagającej opieki i zamierzał nawet przenieść się tam, póki będzie stacjonowało na rosyjskiej ziemi nasze wojsko.
26
Do pobytu w ZSSR bp. Gawliny przywiązywał duże nadzieje papież Pius XII, licząc – jak pisał ambasador
polski przy Watykanie, Kazimierz Papee – że jego działalność sięgnie poza wojsko nieformalnie i stanie się początkiem hierarchii u Rosjan. Dlatego też Ojciec Święty udzielił bp. Gawlinie najszerszych uprawnień kanonicznych.
Por.: Z. S. Siemaszko, Sprawy religijne Polaków w Sowietach 1939-1942, „Duszpasterz Polski za Granicą” nr 1
z 1988 r., s. 108.
WIESŁAW JAN WYSOCKI
222
tolickich księży wszyscy mieli zaufanie, bo ci nie zdradzili, jak tylu niestety popów, powołania i wiary, nie wysługiwali się bolszewikom. Mimo woli przysłużyła się tu propaganda sowiecka, przedstawiająca papieża jako najgorszego wroga komunizmu. Jego więc księża
budzili ufność. Tak Polacy ożywili na nowo wiarę, mimo terroru bezbożniczego nie wykorzenioną, lecz przytłumioną. Z nienawiścią pomieszaną z przerażeniem patrzyli na to sowieci.
Trzeba pamiętać, że komunizm to przede wszystkim ateizm.. Początkowo, kiedy wojsko polskie znajdowało się pod Uralem, zachowywali się jako tako znośnie, wzmogli tylko propagandę bezbożniczą wśród ludności. Na południu wystąpili ze skargami na propagandę religijną uprawianą jakoby przez naszą armię, zwłaszcza awanturowali się o chrzty dzieci. W tych
zarzutach nie brak było prowokacji, na czym nasze czynniki nieraz ich przyłapywały. Stopniowo jednak udaremniali kapelanom polskim opiekę nad ludnością cywilną. W istocie te
chrzty czy spowiedzi miały mniejsze znaczenie niż publicznie odprawiane nabożeństwa i zachowanie księży, wojska i ludności. Największe wrażenie wywoływała osoba biskupa, czy
w fioletowej sutannie, czy w generalskim mundurze, któremu sowiety nie mogły nie oddawać
honorów wojskowych. Zwłaszcza Uzbecy byli ciekawi tego »najwyższego mułły« polskiego.
Jakże znamienne były słowa gen. Żukowa: »Tego coście sprawili przez dwa miesiące, nie
odrobimy przez dwadzieścia lat«”27.
Efekty tej duszpasterskiej wizyty wyrażają się też w liczbach – bp Gawlina wybierzmował ok. 11 tys. żołnierzy i 1456 dzieci28.
Sowieci formalnie nie czynili trudności pracy kapelanów w wojsku, gorzej było z posługą
wśród ludności cywilnej. Obowiązki „kierownika duszpasterstwa cywilnego” powierzono
ks. Kazimierzowi Kucharskiemu. Amb. Stanisław Kot uczynił to bardzo niezręcznie i bez
pytania władz kościelnych, które mogły jedynie dać urgens w tej sprawie. Zrobił to bez
wiedzy władz sowieckich, dla których owe działanie było to organizowaniem osobnej hierarchii cywilnej. Wobec sprzeciwu NKWD duszpasterstwo cywilne nie miało szans zaistnieć jako struktura zorganizowana; ks. Kucharski podporządkował się ks. Cieńskiemu
i otrzymał wraz z innymi etat wojskowy29.
Atmosfera śledzenia i nadzoru nad każdym krokiem i czynnością kapelanów, delatorstwo, poczucie zagrożenia i niepewność rzutowały na działalność duszpasterską30. Zwłaszcza księża opiekujący się cywilami budzili podejrzliwość NKWD, iż udzielają posług religijnych także obywatelom sowieckim. Władze sowieckie nie zgadzały się na opiekę nad
ludnością cywilną, choć początkowo ją tolerowały. Nie akceptowały jednakże otaczania ja Cyt. za: ks. Kamil Kantak, Ot, ci Polacy... nie przestali się modlić. Wspomnienia z Rosji Sowieckiej, „Nasza
Służba” nr 13 z 1 VII 1993 r., s. 6. Szerzej o sprawie duszpasterstwa w armii gen. Andersa pisze ks. K. Kantak
w szczegółowym memoriale, jaki złożył był bp. Gawlinie 16 IV 1942 r. w Teheranie (memoriał w posiadaniu autora, przygotowany do druku).
28
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 180. Bp Gawlina 27 VI 1942 r. przyjął konwersję z protestantyzmu
na katolicyzm gen. Andersa.
29
Tamże, s. 168.
30
Tylko na krótko tę atmosferę rozproszyła obecność Andreja Wyszyńskiego i innych osobistości sowieckich na
Mszy św. w Święto Niepodległości 11 listopada 1941 r., co odczytywano jako przyzwolenie na duszpasterską posługę w ateistycznym państwie sowieckim. Później bardzo wiele obiecywano sobie po wizycie Naczelnego Wodza
i premiera, gen. Sikorskiego, w Rosji, który w rozmowach z „gospodarzami” poruszał sprawy religijne. Sikorski
był przekonany, że uczynił wiele w kwestii swobód religijnych dla obywateli polskich w Rosji, o czym nie omieszkał powiadomić papieża Piusa XII (list z 23 grudnia 1941 r. wysłany z Teheranu do Rzymu poprzez pośrednictwo
nuncjusza).
27
DUSZPASTERSTWO WOJSKOWE W ARMII POLSKIEJ W ZSRR...
223
kąkolwiek troską obywateli sowieckich, a za takich uważano mieszkańców kresów wschodnich Rzeczypospolitej, okupowanych przez Sowiety w latach 1939-1941. NKWD posuwało
się nierzadko nawet do prowokacji, by zastraszyć, ukarać a nawet aresztować polskich księży. A trzeba dodać, iż ludność miejscowa szybko przełamała bariery nieufności i garnęła się
na katolickie nabożeństwa i do sakramentów, poza tym sami obywatele polscy prawosławni
i mozaiści zgłaszali się, by dokonać konwersji, bowiem obawiali się, iż dotychczasowe wyznanie utrudni lub uniemożliwi im wyjazd z Rosji. Sowiecki nie uznawali bowiem niekatolików za obywateli polskich. Określając uwarunkowania konwersji w takich przypadkach,
ks. Cieński zezwalał na tego rodzaju akty religijnych wyborów31. Księża, których zadaniem
była praca wśród ludności cywilnej, zostali ostatecznie włączeni do korpusu kapelańskiego,
otrzymali mundury i pobory oficerskie (kapitana), jednakże bez prawa mianowania na stopień oficera czasu wojny32.
Kapelani wojskowi mieli znaczący udział w opiece nad polską społecznością cywilną
w Rosji. Poświadczają to ocena, jaką był przedstawił ks. Cieński podczas konferencji kapelanów w 7 DP w maju 1942 r.: Ogromny udział pracy, to praca nad ludnością cywilną. Jest
to specjalne zagadnienie. Wojsko zgodziło się, aby ks. kapelani wojskowi prowadzili pracę
nad tą ludnością cywilną, która da się podciągnąć pod pojęcie rodzin wojskowych, tzn. rodzin, które posiadają kogoś ze swoich członków w wojsku.. Ponieważ takich rodzin jest moc
– wobec tego w praktyce praca ks. kapelanów rozciąga się na prawie całą ludność cywilna
polską pozostająca w granicach ZSRR. Jest i będzie to praca bardzo ciężka, gdyż położenie
tej ludności jest po prostu tragiczne. Opieka zaś społeczna, ze względu na niedołęstwo ambasady, a jeszcze więcej z powodu złej woli sojuszników, mocno niedomaga. Na to trzeba
jakoś zaradzić. Wojsko idzie tu jak najdalej na rękę i rzeczywiście bardzo wiele pomaga.
W stosunku jednak do potrzeb pomoc ta nie wystarcza. Istnieją w tym względzie jeszcze
pewne plany odnośnie młodzieży, której choćby w Uzbekistanie mamy 40 000. Wojsko plany
te również akceptuje i obiecuje pomoc; trzeba je będzie powoli wprowadzać w życie. Tu
właśnie liczy się na pomoc księży. Tych jednak w porównaniu z zapotrzebowaniem, choćby
dla udzielania posług religijnych, jest znikoma ilość. Zaradzić temu można, częściowo chyba
tylko w ten sposób, że zredukuje się ilość kapelanów obsługujących wojsko i przeniesie się
ich do ludności cywilnej33.
Dziekan Armii Polskiej w ZSSR był przekonany do potrzeb duszpasterskich ludności
cywilnej na równi z żołnierzami i dopuszczał nawet uszczuplenie niewystarczającej kadry
kapelanów wojskowych.
31
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 176-177. Biskup Polowy 30 V 1942 r. przygotował jako wizytator apostolski „Instrukcję w sprawie duszpasterstwa nad ludnością cywilną”, przewidując ustanowienie dziekana
cywilnego zależnego od siebie (nie jako biskupa polowego, ale wizytatora apostolskiego). Rodziny wojskowe
z dziećmi do 21 roku życia byliby w jurysdykcji kapelana wojskowego, wszyscy inni – kapelana cywilnego.
Kategoryczny sprzeciw ze strony sowieckiej powołania struktury duszpasterstwa cywilnego plany bp. Gawliny
zniweczył i choć wracał do nich, stanowisko sowieckie tylko usztywniło się aż do otwartych gróźb. Zwrócił się
o zgodę na pozostawienie 50 księży dla opieki nad Polakami, którzy po wyjściu armii gen. Andersa na Środkowy
Wschód pozostali w ZSSR, a po odmowie sam postanowił (18 VIII 1942 r.) pozostać w Rosji i zwrócił się do kapelanów o osobiste ochotnicze podjęcie decyzji w tym względzie – ok. 20 gotowych było pozostać z biskupem.
Wobec groźby aresztowania i skazania bp Gawlina zrezygnował ze swego pomysłu i opuścił Rosję ostatnim
transportem ewakuacyjnym.
32
Tamże, s. 168.
33
Konferencja kapelanów 7 DP w Kermine z 21 V 1942 r. – cyt. za: J. Odziemkowski, Służba duszpasterska...,
s. 178.
WIESŁAW JAN WYSOCKI
224
Szczególną troską otaczano junaków i kobiety z oddziałów Pomocniczej Służby Kobiet34.
Kapelani w Rosji mieli warunki materialne wyjątkowo niesprzyjające; brakowało ksiąg,
szat i sprzętu liturgicznego, wina mszalnego, olejów świętych itp. Przykładowo w 6 DP kapelani dysponowali jednym kompletem szat liturgicznych i jednym kielichem mszalnym,
wyniesionym z obozu, gdzie go zrobiono35. Braki starali się wypełnić sami żołnierze, wykonując szaty i sprzęty kościelne, części potrzeb starał się zaradzić Biskup Polowy, organizując dostawy najpotrzebniejszych aparatów kościelnych i innych rzeczy – modlitewników,
literatury religijnej, dewocjonaliów - dla pracy duszpasterskiej.
Dodatkowym utrudnieniem w kierowaniu organizacją służby duszpasterskiej były wielkie
przestrzenie i duże odległości między jednostkami, a wiązało się to z brakiem środków komunikacji i łączności między nimi. W późniejszy okresie, po przerzuceniu armii gen. Andersa na południe Związku Sowieckiego, odległości między dywizjami wynosiły jednakże 1500-2000 km36.
W działalności kapelanów w wojsku pojawiły się też obszary konfliktowe. 25 stycznia 1942
r. gen. Anders podpisał rozkaz, by wszystkie publiczne pozareligijne wystąpienia kapelanów,
także kazania, odpowiadały „linii naszych przywódców”, czyli podlegały cenzurze właściwych dowódców. Było to w sprzeczności z prawem kanonicznym i ks. Cieński interweniował
u dowódcy PSZ w Rosji, który wycofał się z tej decyzji wobec duszpasterzy katolickich, utrzymując jego obowiązywalność wobec kapelanów innych wyznań niekatolickich37.
Inny konflikt wywołał lewicujący por. Strumph Wojtkiewicz, reprezentant kierownictwa
biura „Kultura” w Jangijul, który zarzucił tamtejszemu szefowi duszpasterstwa, iż kapelani
są nazbyt powściągliwi w pochwałach wobec Związku Sowieckiego i jego oczekiwanych
zasług wobec Polski. Domagał się, by ks. Cieński cenzurował kazania kapelanów. Znów
interwencja u gen. Andersa zażegnała konflikt; nastąpiły zmiany w szefostwie „Kultury”38.
Kontrowersje między ks. Cieńskim a dowódcami dywizji (gen. Borutą Spiechowiczem i gen.
Karaszewiczem-Tokarzewskim) wywołał zakres prowadzenia pracy wychowawczej przez kapelanów. Generałowie nalegali na możliwie szerokie zaangażowanie, gdy ks. Cieński chętniej widziałby ograniczoną rolę kapelanów w tym zakresie. Zobowiązał kapelanów do wygłaszania 45-minutowych pogadanek religijno-moralnych, gdy część oficerów oczekiwała bardziej tematów
światopoglądowych i politycznych. I tym razem gen. Anders stanął po stronie ks. Cieńskiego39.
Pobyt „na nieludzkiej ziemi” ocalałych zdemoralizował, a warunki, w jakich przyszło
egzystować, ową deprawację usprawiedliwiał. Tematów moralnych nie brakowało, choć –
dla nie zadrażniania stosunków z Sowietami – ks. Cieński w porozumieniu z gen. Andersem
wydał polecenie, by kapelani nie przywoływali doświadczeń doznanych w Sowietach. Nie
udało się jednakże uniknąć tematów drażliwych, choćby z racji kresów wschodnich i przekonania o ich polskim charakterze40.
W 1941 r. planowano sformowanie batalionu kobiecego o charakterze bojowym, ale ks. Cieński zaoponował
przeciwko takiej roli kobiet w wojsku. Nie walka z bronią w ręku, ale pomoc sanitarna, katechetyczna, biurowa...
winna być tylko udziałem kobiet. Do tego przekonał się gen. Anders przesadzając o „pestkach”.
35
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 171.
36
Tamże, s. 171.
37
Jw., s. 172.
38
Jw., s. 173.
39
Jw., s. 174-175.
40
Por.: Jw., s. 175.
34
DUSZPASTERSTWO WOJSKOWE W ARMII POLSKIEJ W ZSRR...
225
Do sytuacji zgoła wyjątkowych należały opisane przez J. Kasparka41, gdy kapelan lękał
się zbliżyć do chorych na tyfus i nie mógł nawiązać z nimi kontaktu; kilkunastu kapelanów
zaraziło się tyfusem, ofiarnie posługując w szpitalach42.
Większość żołnierzy i ludności cywilnej była żarliwie przywiązana do Kościoła i religii,
zaś pobyt w Rosji sprawił nowy przypływ religijnej gorliwości. By sprostać potrzebom życia sakramentalnego kapelani musieli sprawować po dwie, trzy Msze święte dziennie. Tłumne były przez cały czas wszystkie nabożeństwa i procesje, choć gorliwość religijna w miarę
upływu czasu nieco osłabła. Dodatkowym czynnikiem zachęcającym do demonstracyjnego
uzewnętrznienia praktyk religijnych był sprzeciw wobec wszystkiego, co otaczało dokoła
i miało znamię sowieckie43.
Armia Polska, która opuściła ZSSR, została połączona we wrześniu 1942 r. z jednostkami
polskimi na Bliskim Wschodzie i tworzyła Armię Polską na Wschodzie. Dekretem z 21 stycznia 1943 r. Biskup Polowy dokonał zmiany na stanowisku dotychczasowego dziekana armii;
ks. Cieńskiego zastąpił ks. Brandys, ale dotychczasowy szef duszpasterstwa został jego zastępcą i dziekanem 2. Korpusu Polskiego oraz jednostek pozadywizyjnych44.
Obok duszpasterstwa katolickiego od jesieni 1941 r. w PSZ w ZSSR funkcjonowało
duszpasterstwo wyznań niekatolickich – mozaistów i prawosławnych.
13 września 1941 r. gen. Anders funkcję naczelnego rabina powierzył Leonowi Szczekaczowi. Następnie wyznaczył dr Joachima Hirberga, fałszywie podającego się za starszego
rabina WP, co ujawnił zawodowy rabin (rabin Okręgu Korpusu nr III w Grodnie) Natan
Rubner, który przejął obowiązki naczelnego rabina. Miał do dyspozycji dwóch innych rabinów – Juliana Kesslera i Pinkusa Rosengartena, którym w każdej jednostce przydano do
pomocy kantora i dwóch ablucjonistów (do obmycia zmarłych). Wyznawcy religii mojżeszowej dysponowali sprzętem liturgicznym, Talmudem i modlitewnikami, rabini prowadzili
własne księgi stanu cywilnego i zorganizowali osobne cmentarze45.
Od 22 grudnia 1941 r. duszpasterstwo prawosławne miało swojego szefa, którym został
st. kapelan pop Grzegorz Kuryłas, zawodowy kapelan WP (dziekan prawosławnego Okręgu
Korpusu nr VI we Lwowie). Miał do dyspozycji popa Jana Sobolewskiego46.
Opracowano Instrukcję dla naczelnych kapelanów wyznań niekatolickich oraz powołano
przy Oddziale V Sztabu Dowództwa PSZ w ZSSR referat ds. wyznań niekatolickich, kierowany przez prawnika dr Błażeja Skrzyńskiego, który miał koordynować pracę kapelanów
tych wyznań47. Nie powołano natomiast duszpasterstwa protestanckiego. Także muzułmanie
polscy nie mieli swego opiekuna48.
41
J. Kasparek, Z moich wspomnień o kapelanach, mps, WPH, s. 16-21 – cyt. za: J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 176.
42
Tamże, s. 176.
43
Por.: jw., s. 175-176.
44
Z. Waszkiewicz, Duszpasterstwo..., s. 287.
45
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 203-204.
46
Tamże, s. 204.
47
Jw., s. 204-205.
48
Wynikało to tyle z niewielkiej liczby wyznawców, co z braku właściwych kapelanów.
WIESŁAW JAN WYSOCKI
226
2.Duszpasterstwo w I. Armii „ludowego” WP w ZSSR
Związek Patriotów Polskich na czele z Wandą Wasilewską 8 maja 1943 r. zaczął formować 1 Dywizję Piechoty pod komendą ppłk. Zygmunta Berlinga, który wcześniej zdezerterował z Armii Polskiej gen. Andersa49. ZPP potrzebne było zaakcentowanie polskiej odmienności tego wojska, co mogło obok innych elementów (jak rogatywki) zapewnić m.in.
duszpasterstwo wojskowe, toteż podległymi służbami NKWD szukało odpowiedniego
uwiarygodnienia i propagandowego efektu50.
Znalazło to wszystko w osobie oblata ks. Wilhelma Kubsza i to w środowisku partyzantów sowieckich51. Kubsza wezwano w sztabie partyzanckim do podania pełnych danych
personalnych a następnie pokazano informację z moskiewskiej „Prawdy” o tworzeniu się
wojska polskiego w Związku Sowieckim i wezwanie do tegoż wojska52.
Dlaczego wybór padł na ks. Kubsza?!53
W ręku NKWD, w więzieniach i łagrach, przetrzymywanych było wielu duchownych
katolickich. Wszyscy jednakże mieli doświadczenia osobiste z sowieckim państwem, a zatem odciśnięte urazy i resentymenty, i mogliby (tym bardziej, że w formie pozostającej poza
kontrolą) przenosić je na żołnierzy. Potrzebny był duchowny nie znający sowieckich realiów. Kubsz był Ślązakiem, rodzinnie powiązany z postawą antyniemiecką (powstańcy śląscy), sam przez jakiś czas przebywał w sowieckim oddziale partyzanckim i w ocenach szefów NKWD, mógł być podatny na indoktrynacyjne eksperymenty, jakie w późniejszym
okresie rozwinięto, tworząc grupę aktywistów księżowskich nazwanych z przekąsem
„księżmi-patriotami”. Był więc Kubsz złem koniecznym dla NKWD, które mogło wprawdzie liczyć na polityczną niesamodzielność kapłana, ale też obawiać się, że nie będzie nazbyt plastycznym narzędziem w ich ręku.
Na polecenie gen. Pantielejewa Ponomarienki, szefa Głównego Sztabu Partyzanckiego w Moskwie podległego NKWD, po księdza wysłano samolot. Gen. Jurij Sergiejewicz Żukow, wyekspediował Kubsza po kilkudniowym odpoczynku w Srebrnym Borze na odbywający się Zjazd
Związku Patriotów Polskich, jaki rozpoczął się akurat w Moskwie w czerwcu 1943 r. Księdza
włączono zaraz do składu poszerzonego prezydium ZPP54. Nie orientował się zapewne w zakulisowych działaniach i celach komunistów. Zgodził się nawet wystąpić przed mikrofonem radia
moskiewskiego, choć zakamuflował swoją tożsamość, używając drugiego imienia – Franciszek55.
Sąd Polowy nr 12 Armii Polskiej na Wschodzie skazał za dezercję ppłk. Berlinga na karę śmierci i degradację,
jednakże Naczelny Wódz, gen. Kazimierz Sosnkowski, nie zatwierdził wyroku z przyczyn politycznych, by nie
pogorszyć i tak złych stosunków z Moskwą.
50
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 175-176.
51
W oddziale Wasilcowa w rejonie Puzicz w lasach i błotach gorczyńskich; oddział ten został „przemianowany”
na Brygadę im. Lenina. Został przyjęty nie jako kapelan, ale technik dentystyczny, takie bowiem kwalifikacje zdobył jeszcze przed wojną.
52
D. Chodyniecki, Ksiądz pułkownik Wilhelm Franciszek Kubsz – pierwszy kapelan Ludowego Wojska Polskiego,
„Saeculum Christianum”. Pismo historyczno-społeczne, 1999, nr 2, [Warszawa 2000], k. 66 i n.
53
Szerzej o postaci i okolicznościach w jakich został kapelanem: W.F. Kubsz, Uczestniczyłem w walkach pod
Lenino, [w] Udział kapelanów wojskowych w drugiej wojnie światowej, pod red. J. Humeńskiego, Warszawa 1984,
s. 92-105; W.J. Wysocki, Ks. płk Wilhelm Franciszek Kubsz a duszpasterstwo wojskowe w okresie wojny i PRL (problem badawczy), [w] Wojskowa służba śląskich duchownych w latach 1918-1980, pod red. Z. Kapały i J. Myszora,
Katowice 1999, s. 149–160.
54
Jw. k. 71.
55
Niemcy byli zorientowani w prawdziwej tożsamości ks. Kubsza, co zresztą mogli potwierdzić żołnierze polscy,
którzy pod wpływem doświadczeń „na nieludzkiej ziemi” przeszli na stronę niemiecką. Zimą 1944 r. organ NSDAP
49
DUSZPASTERSTWO WOJSKOWE W ARMII POLSKIEJ W ZSRR...
227
Zjazd ZPP nie do końca przebiegał wedle oczekiwań Stalina i Wasilewskiej, m.in. podjął
decyzję w sprawie polskiego szkolnictwa i duszpasterstwa dla Polaków w ZSRS. W tych
sprawach wystąpienia (kilkakrotne) ks. Kubsza nie odpowiadały inicjatorce Zjazdu, Wandzie Wasilewskiej. Późniejsze zebrania ZPP również nie były wolne od kontrowersji, w których ostatecznie górę brali zdeklarowani komuniści. Tym ostatnim Kubsz był niewygodny56.
W tych różnicach i obstawaniu przez Kubsza przy religijnym modelu wychowania szkolnego doszukiwano się motywów targnięcia się na życie kapelana, co miało miejsce w późniejszym okresie w Moskwie, gdy został wepchnięty pod nadjeżdżający pociąg. Do tragedii nie
doszło i ks. Kubsz wyszedł z tego incydentu z życiem, ale z kontuzją kręgosłupa57. Domniemanie zamachu na kapelana potwierdza fakt, iż ks. Kubsza nie włączono w skład PKWN,
choć wcześniej przewidziano dlań miejsce „bez teki”58.
Podczas Zjazdu Związku Patriotów Polskich – 8 czerwca 1943 r. – spotkał Kubsz pierwszy raz Berlinga, który na powitanie awansował kapłana do stopnia majora i mianował kapelanem59. Jemu zaufał i uwierzył w misję tworzenia wojska polskiego.
Berling przyjmował kapelana jako jeszcze jedno potwierdzenie ważkiego faktora świadczącego o polskości „swojego” wojska. Podejmował go też – to trzeba przyznać – w duchu tradycji Wojska Polskiego. Zakres kapelańskich praw i obowiązków został uregulowany już wcześniej w Moskwie, przed pojawieniem się księdza Kubsza w Sielcach. Praktycznie realizacja
regulacji zależała od przedsiębiorczości i taktu kapelana, gdyż przybywał na trzyletni ugór
duchowy ludzi wierzących, ale oderwanych od żywego kontaktu z normalnym życiem religijnym, a nadto bez jakiejkolwiek bazy materialnej dla duszpasterskiej posługi. Kubsz miał do
obsłużenia 12 samodzielnych oddziałów i pododdziałów dywizyjnych oraz 8 etatowych jednostek podporządkowanych dowódcy dywizji. Była to „parafia” licząca ponad 16 500 osób60.
W Sielcach księdza zrazu otoczyła nieufność, niekiedy wręcz podejrzliwość wywołana
plotką o „nasłaniu przebranego kapelana”. Szybko, choć nie bez oporów – co zrozumiałe
zważywszy wcześniejsze doświadczenia „kościuszkowców” – przełamywał uprzedzenia
sam Kubsz61. Serdeczna więź od początku panowała między ks. Kubszem a kobiecym batalionem im. Emilii Plater62.
„Völkischer Beobachter” zamieścił w artykule „Katyń Zweiter Akt” wzmiankę o kapelanie, iż celebrował mszę św.
nad dołami śmierci polskich oficerów (uroczystość w lesie katyńskim miała miejsce 30 stycznia 1944 r.). Następstwem tej publikacji było aresztowanie przez Niemców ojca księdza i osadzenie go w więzieniu rybnickim.
56
Por.:D. Chodyniecki, Ksiądz pułkownik ..., k. 75 i 117. Trzeba wspomnieć jeszcze i o tzw. Zjeździe Żołnierzy
Słowiańszczyzny, zorganizowanym w Moskwie 23-24 lutego 1944 r. podczas którego przemawiał ks. Kubsz (obok
niego uczestniczył jeszcze inny kapelan, duchowny prawosławny, mjr Dymitr Cwiertow, Jugosłowianin). Obrady
tego Zjazdu też nie do końca spełniły oczekiwania komunistycznej centrali.
57
Następstwa tego wypadku w postaci choroby nowotworowej przyczyniły się do przedwczesnej śmierci ks. Kubsza.
58
D. Chodyniecki, Ksiądz pułkownik ..., k. 117.
59
W.F. Kubsz, Uczestniczyłem w walkach..., s. 98; L. Mazan, Uczył żyć i umierać, [w] Ze Wschodu z Kapelanem, Nadarzyn 1998, s. 137; J. Odziemkowski, Slużba duszpasterska..., s. 192; Z. Waszkiewicz, Duszpasterstwo...,
s. 295. Nominacja kapelańska była oczywistym nadużyciem prawa kanonicznego, toteż ks. Kubsz postarał się o jurysdykcję kościelna, którą otrzymał był od amerykańskiego redemptorysty o. Browna w Moskwie, który posiadał
uprawnienia delegata apostolskiego na terytorium ZSSR. Otrzymał też od niego wino mszalne, hostie i komunikanty. Sutannę uszył mu krawiec teatralny, ornat wzięto z moskiewskiego muzeum ateizmu.
60
Por.: W. Szklarski, Niezastąpiony i niezapomniany, (w) Ze Wschodu..., s. 103.
61
Wspomina o tym wielu, m. in. gen. Florian Siwicki, gen. Wacław Szklarski, Ada Żuławska, Irena Sztachelska
(dr med. i z-ca dowódcy ds. politycznych Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater), gen. Zygmunt Berling (vide: Ze
Wschodu z Kapelanem, Nadarzyn 1998, ss. 99, 103, 111-112, 132 ) oraz B. Dańko, Nie zdążyli do Andersa (berlingowcy ), Londyn 1992, s. 169 i D. Chodyniecki, Ksiądz pułkownik ..., k. 79.
62
Por.: A. Kut, Los zetknął mnie z nim wielokrotnie, (w) Ze Wschodu..., s. 97.
WIESŁAW JAN WYSOCKI
228
Był Kubsz kapelanem dobrze uformowanym do posługi wśród żołnierzy. Duszpastersko
bardzo ofiarny, zaangażowany, trafiał w psychikę żołnierską, jednocześnie dawał przykład
postawą osobistą. Antoni Kut pisze o nim dosłownie : „prosta śląska osobowość, serdeczna
i otwarta, powodowała, że wszędzie, gdzie się pojawił zdobywał niezwykłą sympatię”63.
Poza sprawami moralnymi i religijnymi musiał rozstrzygać lub rozwiewać dylematy polityczne, ideologiczne, społeczne swoich żołnierzy. Ujawniali bowiem oni przed kapelanem
swoje bolączki, rany, dramaty związane z doświadczeniami na „nieludzkiej ziemi” i drogą
do przyszłej Polski - jakiej?
Czy był faktycznie ks. Kubsz człowiekiem politycznego kompromisu, by nie rzec człowiekiem dyspozycyjnym lub wręcz kolaborującym. Wydaje się, że stwierdzenie takie byłoby dlań nazbyt krzywdzące i wymaga osobnego komentarza.
28 września 1943 r. na sugestię ZPP przygotował odezwę, którą później jako ulotki kolportowano w kraju64. Wprawdzie w owej ulotce i w późniejszych wspomnieniach pośrednio
akceptuje „przyłączenie” do ZSRS wschodnich ziem Rzeczypospolitej a Chełm Lubelski
jest dlań pierwszym miastem polskim, choć wcześniej przez pół roku wojska, którym kapelanował, znajdowały się na ziemiach Rzeczypospolitej. Mistyfikuje, że 22 lipca 1944 r.
przed kościołem w Chełmie odczytany został „po raz pierwszy” tzw. „Manifest Lipcowy”.
W zajętym Lublinie na trybunie, przed którą maszerowało wojsko, był jedynym duchownym65. W sprawach politycznych ten kompromis jest wyraźny i ma duży margines, nie ma
tego w sprawach kanonicznych. Kubsz wie, gdzie kończy się jurysdykcja kościelna, jaką był
otrzymał od ks. Browna, kapelana amerykańskiego w Moskwie. Gdy znajduje się na terenie
diecezji łuckiej zwraca się o jurysdykcję kościelną do bpa Antoniego Szelążka, ordynariusza
łuckiego. Podobnie czyni w Lublinie, gdzie w tamtejszej kurii od administratora ks. Kruszyńskiego uzyskuje dla siebie i podwładnych kapelanów jurysdykcję kościelną oraz zgodę
na rekrutację nowych kapelanów. Wcześniej już z Wołynia jako dziekan korpusu korespondował z władzami archidiecezji lwowskiej, diecezji przemyskiej i pińskiej66. Była to jedyna
możliwość kanonicznego uregulowania pracy kapelanów w wojsku „ludowym”, gdyż komunistyczni uzurpatorzy nie uznawali uprawnień biskupa polowego, gen. Józefa Gawliny.
Ks. Kubsz w Sielcach nad Oką był jedynym kapelanem. Kiedy dywizja Berlinga została
skierowana pod Lenino i on z nią poszedł do walki67, zwrócił się z prośbą o przydzielenie
innego kapelana dla tworzącej się dopiero 2 DP im. Henryka Dąbrowskiego. Żołnierze sugerowali ks. Tadeusza Fedorowicza, którego znali z Kazachstanu, gdzie wciąż przebywał.
Faktycznie tak się stało, ale dopiero po długich staraniach i przełamaniu oporów (było to już
po przyjściu innych kapelanów). 13 października 1943 r. do Sielc trafił ks. Antoni Łopaciński, wcześniej „obywatel” Komi a następnie żołnierz armii sowieckiej, ciężko ranny na fron Jw. s. 96.
D. Chodyniecki, Ksiądz pułkownik ..., k. 92.
65
D. Sidorski, Stwierdzam jego autentyczność (w) Ze Wschodu..., s. 152.
66
Nota bene decyzją Episkopatu i kard. Hlonda z 1948 r. jurysdykcja księży wojskowych wygasła z końcem wojny lub została odwołana. Każdy kapelan w okresie powojennym (do r. 1991) mógł duszpasterzować w środowisku
wojskowym jedynie na zasadzie udzielania przez ordynariusza miejsca jurysdykcji i innych władz kapłańskich Komunikat Episkopatu w sprawie duszpasterstwa wojskowego. Pismo Kurii Metropolitarnej Warszawskiej nr 1370
z 19 marca 1948 r.
67
Przed bitwa 10 i 11 października odprawiał Msze św. w pododdziałach, 12 października był na pierwszej linii
udzielając rozgrzeszenia i błogosławiąc nacierających żołnierzy.
63
64
DUSZPASTERSTWO WOJSKOWE W ARMII POLSKIEJ W ZSRR...
229
cie leningradzkim, i jemu powierzono opiekę duszpasterską nad żołnierzami 2 DP, a także
batalionu kobiecego (platerówkami), pułku zapasowego, pułku lotniczego „Warszawa”, pułku czołgów, pacjentami szpitala polowego i słuchaczami Oficerskiej Szkoły w Riazaniu.
Duszpasterstwo nad taką masą żołnierską było fikcją, ale „pełniącym obowiązki Polaków”
chodziło tylko o swoistą atrapę68.
W styczniu 1944 r. do Sielc (po przegrupowaniu 2. DP w rejon Smoleńska) przybył
ks. Alojzy Dudek, Ślązakowi wcielonemu do Wehrmachtu, któremu po zwolnieniu z niewoli powierzono obowiązki duszpasterskie w 3. DP im. Romualda Traugutta; był przez pewien
czas także jedynym kapelanem w Sielcach69.
Podczas przesuwania się linii frontu na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej, na Wołyniu i Podolu, zaczęli się zgłaszać kolejni kapelani: ks. Antoni Kij z Tarnopola (przydzielony
do 1. Brygady Artylerii Haubic), ks. Marian Mościński (3. pułk zapasowy), ks. Piotr Sąsiadek z Klewania (kapelan Centralnej Szkoły Podchorażych w Riazaniu), księża Tadeusz Fedorowicz i Saturnin Żebrowski (początkowo bez przydziału). Łącznie w szeregach I. Armii
było 8 kapelanów, ale struktury duszpasterskie nie miały formalnych podstaw prawnych ani
organizacyjnych70.
Dopiero w miarę tworzenia nowych jednostek wojskowych ks. Kubsz z kapelanowania
w 1. Dywizji71 przeszedł na funkcję dziekana I Korpusu72 a następnie – I Armii73. 21 lipca
1944 r. został podpułkownikiem.
Decyzją Krajowej Rady Narodowej z połączenia Armii w ZSSR i Armii Ludowej powstało Wojsko Polskie (ludowe) z naczelnym dowódcą Michałem Rola-Żymierskim. 9 października 1944 r. przy Naczelnym Dowództwie utworzono Główny Wydział Duszpasterstwa WP74, któremu podporządkowano wszystkie wojskowe placówki duszpasterskie. Kierowanie Wydziałem powierzono ks. Kubszowi jako Generalnemu Dziekanowi, który podlegał bezpośrednio Naczelnemu Dowódcy WP. Podległość ta wywołała personalny konflikt,
choć jego podłoże było, jak się wydaje, złożone i stosunkowo szerokie.
Zapiski Kubsza z lat wojny dotyczą przede wszystkim pracy duszpasterskiej, sprawy
budowy kaplic i ołtarza, spowiedzi, pogrzebów, etc. Nie dają właściwie żadnych przesłanek
do określenia istoty sporu między „naczelnym dowódcą” a „naczelnym kapelanem”. Działalność Roli–Żymierskiego pozostaje wciąż do udokumentowania, choć i to, co jest dziś
znane, wystarczy do czarnego wizerunku późniejszego marszałka PRL-u.
Ze wspomnień o ks. Kubszu wyłania się jego sympatia do Berlinga i Świerczewskiego.
Życzliwości tego ostatniego w latach wojennych zawdzięczał Kubsz wiele75. Wanda Wasi A. Łopaciński, Znad Oki do Berlina, [w] Udział kapelanów..., 106-107.
Z. Waszkiewicz, Duszpasterstwo..., s. 295. Dopiero po wejściu na ziemie polskie (chodzi o granice tzw. Polski
lubelskiej) ks. Łopacińskiego wspomógł drugi kapelan ks. kpt Jachymek, jezuita.
69
A. Dudek, Moje przeżycia na szlaku bojowym z Sielc do Berlina [w] Udział kapelanów..., 109. Por.: J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 194.
70
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 194.
71
Miejsce ks. Kubsza zajął ks. Jan Śpiewak, wcześniej kapelan 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.
72
Powstał 10 sierpnia 1943 r.
73
Korpus przekształcony w I. Armię 18 marca 1944 r.
74
Rozkaz Naczelnego Dowódcy WP [gen. Roli-Żymierskiego] nr 47 z 9 X 1944 r. w sprawie organizacji Głównego Wydziału Duszpasterstwa, CAW, III-522.2., k. 7.
75
Por. : A. Kut, Los zetknął ..., s. 97.
68
WIESŁAW JAN WYSOCKI
230
lewska, z którą musiał się kontaktować wielokrotnie, jest mało przezeń dostrzegana. Do
Roli–Żymierskiego kapelan odnosił się wręcz zimno i nie było to tylko poczucie krzywdy,
gdyż to dzięki niemu w 1944 r. odszedł z duszpasterstwa wojskowego. Antoni Kut przypuszcza, że chodziło o sprawy, „wobec których ks. Wilhelm nie mógł być obojętny”76. Do zawziętych antagonistów kapelana, obok Żymierskiego, zaliczano Aleksandra Zawadzkiego,
zastępcę dowódcy ds. polityczno- wychowawczych (zastąpił on na tym stanowisku Sokorskiego)77. Nie wyjaśniono też nigdy Kubszowi, dlaczego przerwano zaciąg, w który on osobiście się angażował, do 3. DP w obozach jenieckich spośród Pomorzan i Ślązaków, krajanów kapelana78.
31 stycznia 1944r. ks. ppłk. Kubsz został zwolniony z pełnienia obowiązków Generalnego Dziekana79 i w ogóle z wojska80. Jego miejsce zajął ks. Stanisław Warchałowski, zawodowy kapelan z okresu przedwojennego81.
Przyczyną zwolnienia ks. Kubsza był jego konflikt z gen. Żymierskim, związany z obroną aresztowanych żołnierzy AK, uznanych za „wrogów ludu”, a zwłaszcza protestowanie
przeciwko wyrokom sądu wojskowego skazującym na rozstrzelanie żołnierzy niesłusznie
traktowanych jako dezerterów82.
Od połowy 1944 r. stosunek komunistów do Armii Krajowej zdecydowanie się usztywnił.
W wojsku zwyciężył kapepowski nurt komunistyczny, reprezentowany m.in. przez Wasilewską. Aresztowano zresztą brata kapelana, żołnierza AK. Chciano też za wszelką cenę
ograniczyć wpływ Kubsza na żołnierzy, wprawdzie awansowano go, ale równocześnie odsuwano od wojska. Aleksander Zawadzki, zastępca ds. polityczno-wychowawczych, był
zazdrosny o miejsce, które w jego przekonaniu zajął nolens volens kapelan. Ten ostatni
głęboko przeżywał dramat lubelskiego Zamku, gdzie na miejscu niemieckiej katowni zaczęła funkcjonować katownia komunistycznego aparatu represji, oraz kontynuowanie przez
„wyzwolicieli” zbrodniczych funkcji obozu na Majdanku, gdzie „skoncentrowano” ujętych
żołnierzy AK. Kubsz miał osobiście towarzyszyć skazanym na śmierć a egzekucji było wiele83. Wiele wskazuje, iż nie chciał być tylko świadkiem zbrodni. Do tego doszło też oskarżenie o wygłoszenie podjudzającego kazania w Przemyślu oraz odrzucenie mandatu (a ściślej:
Jw., s. 97.
D. Chodyniecki, Ksiądz pułkownik ..., k. 130.
78
T. Rawski, Przywracał wiarę, (w) Ze Wschodu..., s. 53.
79
Przejął je rozkazem Michała Roli-Żymierskiego ks. ppłk Stanisław Warchałowski. Por.: D. Chodyniecki, Ksiądz
pułkownik ..., s. 122 – twierdzi, iż ks. Kubsz był nawet zagrożony postawieniem przed sądem wojennym.
80
Kubsza zwolniono z wojska, pozbawiono odznaczeń a posiadał m.in. Krzyż Walecznych (za postawę pod Lenino ), Krzyż Grunwaldzki 3 kl. (10 marca 1944 r.) oraz sowiecki Order Wojny Ojczyźnianej 2 kl. On sam ukrywał
się w oblackim klasztorze na Świętym Krzyżu pod nazwiskiem pokrywkowym Franciszek Kopiec. Przebywał tam
do 1947 r., choć władze bezpieczeństwa ponoć dobrze o tym wiedziały.
81
W.J. Wysocki, Ks. płk Wilhelm Kubsz...
82
Por.: A. Michalak, Był tolerancyjny, subtelny (w) Ze Wschodu..., s. 142.
83
Według relacji pośredniej egzekucje przebiegały na sposób „katyński”, zabijano strzałem w tył głowy. Rozstrzeliwano kobiety, także ciężarne. Kubsz interweniował u Rola-Żymierskiego w sprawie skazanej ciężarnej nauczycielki, ale był bezsilnym świadkiem brutalnej odmowy potwierdzonej kopniakiem wymierzonym skazanej kobiecie
przez generała. Wraz z gen. Berlingiem i posłem Drobnerem Kubsz skierował memoriał do Stalina w sprawie
Żymierskiego, w efekcie otrzymał nawet pismo z Kremla, skradzione później kapelanowi – Por.: D. Chodyniecki,
Kapelani Ludowego Wojska Polskiego w czasie II wojny światowej, mps [pr. dr] ATK - Warszawa 1997, s. 118-119.
76
77
DUSZPASTERSTWO WOJSKOWE W ARMII POLSKIEJ W ZSRR...
231
nominacji) do KRN84, co miało wskazywać na oportunistyczną, reakcyjną a zatem wrogą
postawę księdza. Kubsz stał się wprost niewygodny i wręcz przeszkadzający planom komunistycznym ideologów. Taki był zwyczajowy los „poputczików”.
Konflikt powstały między dowódcą a kapelanem znalazł okazję do rozwiązania po upadku Powstania Warszawskiego i ostatecznym określeniu stosunku komunistów do Polskiego
Państwa Podziemnego. Żymierski (lub inni jego rękoma) pozbył się Berlinga i ks. Kubsza.
Był to dopiero początek „nowych porządków”, gdyż fala „czystek” w wojsku nastąpiła nieco później i dotknęła też innych kapelanów85.
Dopiero 24 października 1944 r. ustalono organizacje, stopnie i etaty duszpasterstwa wojskowego86, nawiązując do tradycji Wojska Polskiego i bazująca na planach mob. z 1939 r.,
(w porównaniu do PSZ na Zachodzie „ludowe” wojsko miało nieco mniejsze etaty), ale bez
określenia statusu kapelanów wojskowych, ich uprawnień i zasad powoływania do służby.
Władze „Polski lubelskiej” nie uznawały ani zwierzchnictwa Biskupa Polowego WP, ani
żadnych jurysdykcji rządców diecezji czy Episkopatu87, co nie normowało sytuacji. Toteż od
lipca 1944 do końca tego roku do wojska zgłosiło się jedynie 31 księży, zaś od początku
stycznia do połowy sierpnia1945 r. kolejnych 16, co zaspokajało ledwie 13 % potrzeb88.
W „ludowej” armii – w omawianym tu okresie – nie było miejsca na duszpasterstwo
mozaistyczne, mahometańskie, protestanckie89 i... prawosławne.
3.Podsumowanie
Duszpasterstwo w Armii Polskiej w ZSSR i w 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki (następnie w I. Armii i później w „ludowym” WP) miało zupełnie różne kwantyfikatory.
W przeciwieństwie do sił gen. Andersa, które miały duszpasterstwo oparte na podstawach
prawnych z formalną strukturą (niewystarczającą, ale i tak liczbowo znaczącą), określonymi
kompetencjami i zakresem działania, u Berlinga duszpasterstwo nie miało podstaw prawnych i łączności z Biskupem Polowym (ks. Wilhelm Kubsz sam zadbał o formalne uzyskanie uprawnień). Obywało się bez struktur organizacyjnych (funkcjonowało tak 17 miesięcy
i dopiero w październiku 1944 r. wprowadzono formy organizacyjne). Sprowadzało się więc
do zaradności i improwizacji kapelańskiej, zaś faktycznym motywem przyzwolenia na aktywność religijną były względy propagandowe i funkcjonalna dekoracyjność.
Duszpasterstwo Armii Polskiej w Rosji było dosłownie dla wszystkich, od oficerów sztabowych najwyższych rangą (przykładem konwersja gen. Andersa) do strzelców. Wojsko
organizowane przez ZPP miało kapelańską posługę niemal wyłącznie „dla wygody” braci
żołnierskiej, zaś kadry miały zachować ideologiczną poprawność i co najwyżej być biernymi świadkami form duszpasterskiej posługi.
D. Chodyniecki, Ksiądz pułkownik ..., k. 129.
L. Mazan, Uczył żyć ..., s. 140 ; A. Topol, Uwikłany w dramat historii, (w) Ze Wschodu..., s. 47.
86
Rozkaz Naczelnego Dowódcy WP nr 70 z 24 X 1944 w sprawie organizacji duszpasterstwa, CAW, III-522.2,
k. 27-40. Por.: J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 195.
87
J. Odziemkowski, Służba duszpasterska..., s. 195.
88
Tamże, s. 196.
89
Duszpasterstwo protestanckie zostało na pewien okres wprowadzone, ale było swoistą efemerydą.
84
85
WIESŁAW JAN WYSOCKI
232
Od kapelanów armii Andersa oczekiwano włączenia się w szerszy proces oświatowy, ale
ostatecznie zaakceptowano ich obowiązki wychowawcze zawężone do wątków religijno-moralnych. W oddziałach „kościuszkowskich” kapelan był niczym „etykieta zastępcza”
i podlegał dozorowi – sformalizowanemu później organizacyjną podległością – struktur ideologicznych w wojsku (politruków).
Równolegle do duszpasterstwa wojskowego rozwijano w PSZ w ZSSR opiekę duszpasterską nad ludnością cywilną; szczupłość sił kapelańskich u „berlingowców” nie pozwalała
na jakąkolwiek inną działalność, chyba że wymagały tego względy propagandowe.
„Andersowcy” rozwijali duszpasterstwo dla różnych wyznań i jeżeli były w tym względzie ograniczenia, wynikały one z braku albo odpowiednich kandydatów na kapelanów, albo
ograniczonej liczby żołnierzy danego wyznania (tak było przykładowo z protestantami). Ci,
którzy „nie zdążyli do Andersa” mieli tylko duszpasterstwo katolickie, gdyż w głównej mierze chodziło o elementy propagandowej identyfikacji.
Przy okazji organizowania duszpasterstwa wojskowego w PSZ w Rosji nie udało się
rozszerzyć struktur kościelnych na ludność cywilną w ZSSR. Bp Gawlina bardzo tego pragnął i podjął kroki, by struktury takie powstały, ale zostały one storpedowane przez NKWD.
Z kolei ks. Kubsz nie mógł był nawet pozwolić sobie na takie marzenia.
Oba duszpasterstwa w polskich siłach zbrojnych powstałych w ZSSR w latach 1941-1942 i 1943-1944 mimo formalnych analogii w zakresie posługi kapelańskiej były bardzo
różne i mało porównywalne. Zbyt wiele było przeciwieństw i zasadniczych odrębności między obu polskimi formacjami militarnymi tworzonymi na rosyjskiej ziemi.
Military Chaplaincy in the Polish Army in the USSR and the First Polish
Army
Summary
In the Soviet Union during World War II, the Polish army was formed twice. The first
occasion occurred after the establishment of diplomatic relations between Moscow and the
Polish London (London was the constitutional headquarters of the Polish government during
wartime) in 1941 under General Anders. The second occasion occurred in 1943 after breaking the mutual relations – as the result of Soviet action (Lt. Col. Berling - the deserter from
Anders’ army promoted by Stalin to the rank of genera). In both, the role of military chaplain was formed. In Ander’s formation, chaplains were subordinated to the Polish supreme
authority – field bishop, Fr. Gen. Joseph Gawlina, who approved of the organization and
pastoral activities and even visited Anders’ army in Russia. It was different with the pastoral
care in the Berling’s army, where chaplains had to certify Polish identity in the formation
co-created by the Soviets. This essay shows the differences in the organization and pastoral
activities of the military chaplains of both formations.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Anna Kowalska
WNHiS UKSW, Warszawa
Biblioteka klasztoru
Panien Benedyktynek Łacińskich
w Krzeszowie w latach 1946-2000
Powstanie klasztoru panien benedyktynek łacińskich wiąże się z reformami, jakie objęły
Kościół Katolicki po Soborze Trydenckim1. Pod koniec XVI w. nastąpiło odrodzenie życia
wewnętrznego zakonów żeńskich w całym rzymskim chrześcijaństwie2. W atmosferze tej
odnowy w 1596 r. we Lwowie3 powstał klasztor benedyktynek łacińskich. Jego założycielką
była Katarzyna Saporowska4, córka Adama Koło-Saporowskiego5 i Elżbiety z Drohojowskich. Przez 350 lat mimo licznych wojen, pożarów i groźby kasaty6 mniszki nieprzerwanie
prowadziły monastyczne życie w ufundowanym przez Katarzynę klasztorze7. Dopiero wybuch II wojny światowej, jej przebieg i ustalenie nowego porządku politycznego w Europie
w 1945 r. zmusiło benedyktynki do opuszczenia Lwowa i macierzystego klasztoru. Na nowe
Sobór Trydencki – zwołany przez papieża Pawła III w 1545 r. obradował z dwoma przerwami do 1563 r.
A. Chruszczewski, Zakony w XVII–XVIII w., „Znak” 1965, nr 137–138, s. 1605.
3
Do odbudowy organizacyjnej benedyktynek na ziemiach polskich szczególnie przyczyniła się Magdalena Mortęska. W 1578 roku wstąpiła ona do opustoszałego klasztoru w Chełmie i zreformowała go w duchu idei Soboru
Trydenckiego, interpretując na nowo regułę św. Benedykta. Klasztory, które przyjęły reformę matki Mortęskiej
nazwano kongregacją chełmińską. Nie posiadały one wspólnej, scentralizowanej władzy, a jedynie zastosowały
ustawy chełmińskie. Zob. K. Górski, Mortęska Magdalena (1554–1631), w: Polski Słownik Biograficzny [dalej
PSB], red. E. Rostworowski, Wrocław – Warszawa – Kraków 1977, t. 22, s. 6–7; Idem, Matka Mortęska, Kraków
1971; Idem, M. Mortęska i jej rola w reformie trydenckiej w Polsce, „Nasza Przeszłość” 1971, nr 34, s. 131–176;
Pamiątka 300-lecia rocznicy założenia klasztoru panien benedyktynek łacińskich we Lwowie przy kościele Wszystkich Świętych obchodzonej w roku 1895, Lwów 1898, Archiwum Benedyktynek w Krzeszowie [dalej ABK], sygn.
B6, s. 4–22 [rkps dalej jako Pamiątka]; M. Borkowska, Słownik polskich ksień benedyktyńskich, Niepokalanów
1996, 104–105. W interpretacji reguły pomagali Magdalenie Mortęskiej jezuici, którzy w tym okresie służyli benedyktynkom zarówno swoją duchową mądrością, jak i biegłą znajomością prawa kościelnego. Zreformowane
dzieło matki Mortęskiej ukazało się drukiem w Krakowie w 1606 r. pod tytułem Reguła św. oyca Benedicta. Zob.
Encyklopedia wiedzy o Jezuitach na ziemiach Polski i Litwy 1564–1995, opr. L. Grzebień, Kraków 1996, s. 87–88,
378–382. M. Borkowska, Zakony żeńskie w Polsce w epoce nowożytnej, Lublin 2010, s. 140, J. Gwioździk, Biblioteka panien benedyktynek łacińskich we Lwowie (XVI–XVII wiek), Katowice 2001, s. 15.
4
M. Borkowska, Saporowska Katarzyna (1549?-1608), w: PSB, red. H. Markiewicz, Warszawa – Kraków 1994
t. 35, s. 176–177; Eadem, Słownik polskich ksień benedyktyńskich, Niepokalanów 1996, s. 142–143.
5
Koło-Saporowscy herbu Junosza – rodzina wywodząca się z Mazowsza, skąd w XV w. przeniosła się na Ruś.
Kołowie posiadali wsie na Pokuciu m.in. Chlebiczyn nieopodal Kołomyi, Piotrów, Siekierczyn, Kuczów Wieki
i Mały, Michałków, Perłowce, Niemczyn i Saporowice. Od tej ostatniej ojciec Katarzyny przyjął drugi człon nazwiska Saporowski. Zob. K. Nieciecki, Herbarz polski, Warszawa 1841, t. 8, s. 277.
6
Po 1772 roku klasztor znalazł się w zaborze austriackim.
7
Katarzyna miała dwie siostry Annę i Krystynę, które również zostały benedyktynkami.
1
2
ANNA KOWALSKA
234
miejsce pobytu wyznaczono im Krzeszów8 położony na terenie Dolnego Śląska, do którego
benedyktynki przybyły 31 maja 1946 r. Wyjeżdżając z Lwowa, zakonnice zabrały ze sobą
wszystko, co było dla nich najcenniejsze, przede wszystkim gromadzony starannie przez
ponad trzy wieki księgozbiór. W kronice klasztornej odnotowano: Zaczynamy pakować
przede wszystkim książki, które potrzebują pak mocnych i solidnych9.
1.Fragmenty księgozbioru lwowskiego przywiezione
do Krzeszowa
Panny benedyktynki posiadały we Lwowie dwa zasadnicze księgozbiory: właściwy
(przeznaczony dla mniszek) oraz szkolny. W kronice z 1946 r. panna Ildefonsa Pilawska –
kronikarka szczegółowo opisała, jak przebiegało przygotowanie do wyjazdu z Lwowa. Do
ilu skrzyń zapakowano księgozbiór tego kronika nie podaje10. Nie prowadzono żadnego
spisu pakowanych rzeczy, dlatego nie jest możliwe do ustalenia, ile pak z książkami zabrano. Wiadomo natomiast, że nie zabrano wszystkich ksiąg, część prawdopodobnie zostawiono, o czym świadczy zapis w kronice: wzięłyśmy też figurę Chrystusa króla, i kilka innych
cenniejszych, obrazy, krzyże, przybory, i okazy gabinetu szkolnego, duża paka książek […].
Część starych książek jednak, archiwum szkolne, i część archiwum klasztornego zamurowałyśmy, bo nie miałyśmy już więcej pak i tak było ich paręset. Sił też nam zabrakło, bo we dnie
i w nocy pracowałyśmy wszystkie11. Pozostawienie części książek podyktowane było być
może nadzieją, że los Polski nie został jeszcze całkowicie przesądzony i mniszki zdołają
8
Krzeszów – wieś na Dolnym Śląsku w powiecie kamiennogórskim. W XIII wieku żona Henryk Pobożnego
księżna Anna darowała benedyktynom z czeskich Opatowic posiadłość leśną Cressebor. W 1254 r. wybudowano
i poświęcono tam klasztor św. Wawrzyńca. Mnisi opuścili Krzeszów w 1289 r.. Włości krzeszowskie wykupił wówczas książę świdnicko-jaworski Bolko I, który ufundował w nich konwent dla cystersów z Henrykowa. W 1292 r.
do Krzeszowa przybyli pierwsi cystersi, którzy założyli klasztor pod wezwaniem Panny Marii Łaskawej. Opactwo przechodziło zmienne koleje losu. W XV w. w czasie wojen husyckich spalono kościół i prawdopodobnie
zamordowano 70 mnichów. W XVI w. konwent przeżywał kryzys powołań spowodowany reformacją. Podczas
wojny trzydziestoletniej został obrabowany i spalony przez Szwedów. Zniszczona została biblioteka z cennymi
rękopisami. Władze pruskie 23 XI 1810 przeprowadziły kasatę klasztoru, a likwidacja biblioteki i archiwum trwała
do 1814 r.. Większość dzieł została wywieziona do Wrocławia, część przekazano do Legnicy, a część bibliotece
ewangelickiej w Kamiennej. Po kasacie cenne zabytki niszczały do 1919 r., kiedy do Krzeszowa przyjechali benedyktyni z Emaus pod Pragą. Zakonnicy mieszkali w Krzeszowie do początku 1940 r., kiedy hitlerowcy odebrali im
klasztor, w którym utworzono obóz dla przesiedleńców. W 1941 r. przetrzymywano w nim Żydów przewożonych do
obozów koncentracyjnych. Pod koniec wojny mnisi wrócili do Krzeszowa, ale już w 1946 r. musieli go na zawsze
opuścić. Po nich klasztor przejęły benedyktynki lwowskie. Zob. H. Dziurla, Krzeszów, Wrocław 1974, s. 7–15. Na
temat dziejów opactwa krzeszowskiego i jego architektury powstało wiele opracowań: Krzeszów uświęcony łaską,
red. H. Dziurla, K. Bobowski, Wrocław 1997; Krzeszów europejska perła baroku, red. A. Jaroszewicz, Legnica
2000; D. Kundera, Krzeszów, Piechowice 1995; K. Mazurski, Krzeszów, Warszawa 1989; B. Ziętara, Krzeszów:
opactwo Cystersów, Krzeszów 1986; N. Lutterotti, Abtei Grüssau: ein Führer, Breslau 1941; A. Baumert, Das
alte Kloster Grüssau, Breslau 1877; D. Kudera, Kloster: Grüssau, Dülmen 1995; A. Rose, Kloster Grüssau: OSB
1242–1289, S ORD CIST 1292–1810, OSB seit 1919, Stuttgart 1974; N. Luterotti, Vom unbekannten Grüssau:
Altgrüssauer Klostergeschichten, Wolfenbüttel 1962.
9
Kronika Benedyktynek Lwowskich [dalej KBL] 1940 - 1947, ABK sygn. B 15, s. 272.
10
Należy zaznaczyć, że proces rozproszenia księgozbioru zaczął się już w czasie II wojny światowej. We wspomnieniach zakonnic zachowały się wzmianki o tym jak uchodźcy, którzy przebywali w klasztorze benedyktynek
z braku środków do życia: wynosili z klasztoru na sprzedaż co się dało: klamki, klucze, cenne książki, które pochowałyśmy w schowku. Ile w taki sposób książek przepadło bezpowrotnie nie wiadomo.
11
KBL 1940 - 1947, ABK sygn. B 15, s. 376.
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
235
wrócić do Lwowa12. W drodze do nowego miejsca zamieszkania benedyktynki straciły część
księgozbioru. W liście panny Ildefonsy do Krystyny Muszyńskiej, współautorki książki
Zbiory rękopisów w bibliotekach i muzeach w Polsce mniszka informowała: Były też antyfonarze o wiele skromniejsze, cieńsze, ale w raz z częścią książek zginęły w drodze: po prostu
dwóm naszym siostrom, które skierowane ze Lwowa (w roku 1946) przez Rawę Ruską13, nie
pozwolono tych pak przewieźć. Później gdy byłyśmy już w Krzeszowie kilka miesięcy, doniesiono nam, że na jakiejś stacji (może we Wrocławiu) znajdują się paki oznaczone O.S.B. ale
były to czasy bardzo trudne, gdy Wrocław był w ruinach, komunikacja ogromnie utrudniona,
sił nam zabrakło, by jechać po książki, kiedy trzeba było urządzać życie od zera14.
Do Krzeszowa mniszkom udało się przywieść 586 starych druków i 22 tomy rękopisów.
Podzielono je na czternaście działów:
A – Rozmyślania rekolekcyjne
B – Rozmyślania
C – Ascetyczne
D – Męka Pańska
F – Żywot Pana Jezusa
G – Liturgia
H –Najświętszy Sakrament
J – O najświętszym Sercu Pana Jezusa
K – Najświętsza Panna Maria
L – Żywoty świętych
M – Obrazy i miejsca pielgrzymowania
N – Pismo Święte
O – Kroniki, Roczniki
P – Kazania
Niektóre stare druki występują w kilku egzemplarzach, np. Krótkie zebranie życia zakonnego – dwa egzemplarze, a nawet kilkunastu jak choćby Nauki życia księdza Marcina Ługowskiego z 1742 roku – zachowało się ich w zbiorze czternaście woluminów15. Z cennych
dzieł udało się zakonnicom przywieść do Krzeszowa:
12
W kronice klasztornej wielokrotnie pojawiają się stwierdzenia, że być może mniszki wrócą jeszcze do Lwowa.
Jaki los spotkał pozostawione w klasztorze książki nie wiadomo, w relacjach kronikarskich z późniejszych lat
nie ma wzmianki o tym jakoby mniszki miały wrócić po ukryte książki (było to zresztą niemożliwe zważywszy
na sytuację polityczną). Przez szereg lat w budynku po klasztorze benedyktynek mieściła się szkoła muzyczna,
później mieszkania. W czasach komunistycznych budynek był przebudowywany i być może wtedy natrafiono na
książki. Obecnie klasztor jest w posiadaniu sióstr Studytek. Por. J. Gwioździk, Stare druki proweniencji lwowskich
benedyktynek w zbiorach Biblioteki Naukowej Ukraińskiej Akademii Nauk im. W. Stefanyka we Lwowie, w: Kraków
– Lwów. Książki, czasopisma, biblioteki XIX i XX wieku, red. J. Jarowiecki, Kraków 2001, t. 5, s. 73–88.
13
Rawa Ruska – obecnie miasto na Ukrainie, 70 km na północny wschód od Lwowa. Zob. więcej G. Rąkowski,
Ziemia Lwowska. Przewodnik po Ukrainie Zachodniej, Pruszków 2007, cz. 3, s.139–144. Zaginięcie ksiąg wydaje
się potwierdzać kronika benedyktynek z 1946 roku: Matka nasza Ksieni wysłała s. Agnieszkę i s. Elżbietę wyjechały
6 IV. Ich podróż była nie pomyślna, bo transport skierowano przez Rawę Ruską, a nie na Przemyśl. W Rawie Ruskiej
był parodniowy postój, rewizja pak, w skutek czego część pak przepadła. KBL 1940 - 1947, ABK sygn. B15, s. 274.
14
List panny Ildefonsy Pilawskiej do Krystyny Muszyńskiej z dnia 26 V 1981 – list bez sygn. w zbiorach Biblioteki Narodowej. Zob. D. Kamolowa, K. Muszyńska, Zbiory rękopisów w bibliotekach i muzeach w Polsce, Warszawa
1988.
15
A. Faber-Chojnacka, Dzieje szkoły i biblioteki Panien Benedyktynek Lwowskich na podstawie kronik klasztornych, w: Lwów: miasto, społeczeństwo, kultura, Kraków 1995, s. 41.
ANNA KOWALSKA
236
– Regułę błogosławionego y Bogu upodobanego Oyca Benedicta S. na Polski język pilnie
przełożona przez Sebastiana Ascernusa… w Krakowie w drukarni Andrzeja Piotrkowczyka 1597,
– Porządek Nowicyatu z Reguły s. Oyca Naszego Benedykta zebrany y sporządzony….
Roku Pańskiego 1605,
– Pakostka Wojciech (Półgęsowic, Mesochenius): Medycyna Duchowa dla Chorych y bliskich śmierci… przez ks. Wojciecha Pakoska… zebrana Roku 1617. W Poznaniu w Drukarno Iana Wolraba.
– Grymosz Marcin Bogumił jezuita: Wesołe Dobrey smierci czekanie. Abo Melodya Duchowa…/ przez W.X. Marcina Grymosza… sposobiona…. W Krakowie w Drukarni Franciszka Cezarego
– Św. Teresa z Avili: Zamek wewnętrzny. Abo Gmachy Dusze Ludzkiey. Swiętej Teresy od
Pana Jezusa Fundatorki Karmelitow Karmelitanek Bosych. W Krakowie, w Drukarni
Franciszka Cezarego
– Tomasz a Kepmis, O naśladowaniu Chrystusa Pana Ksiąg czworo, przez wielebnego Tomasha z Kempie napisana. W Krakowie w Drukarni Andrzeja Piotrkowczyka 1623.
– Złotharz Dawidow przez Mistrza Walentego Wróbla na rzecz polską złożony. W Krakowie
w drukarni Mikołaja Scharffenbegera 1567,
– Piotr Skarga: Żywoty Świętych Starego y Nowego Zakonu, na każdy dzień przez cały rok
Wybrane. Przez X. Piotra Skargę w ięzyk polski przełożone, y po Osmy raz do druku
przeyrzane y rocznemi dziećmi Kościelnymi Kardynała Baroniusza porównane, z przydatkiem niektórych żywotów na końcu. Z dozwoleniem Starszych. Cum gratia et priuilegio S.R.M. w Krakowie w Drunarniey Andrzeja Piotrkowczyka 1644.
– Zabawy duchowe Pannom Zakonu S. Benedicta, Za wolą y rozkazem Księcia J. M. Jerzego kardynała Radziwiłła wydane. Teraz zaś staraniem I.M. Panny Doroty Kąckiey znowu
przedrukowane. W Krakowie u Macieja Andrzeiowczyka.
Z dawnej biblioteki szkolnej przywieziono głównie fragmenty księgozbioru nauczycielskiego. Książki znajdowały się w pakach z napisem biblioteka szkolna. Zachowany księgozbiór liczy 2228 woluminów. Nadano mu nowe sygnatury, są to sygnatury ciągłe. Stworzono katalog rzeczowy, w którym wyszczególniono następujące działy:
1. Literatura piękna
2. Wychowanie, pedagogika, psychologia
3. Higiena, zdrowotność
4. Rolnictwo, leśnictwo, sadownictwo
5. Przemysł rzemiosło, demografia
6. Ekonomia
7. Astronomia
8. Geologia
9. Fizyka, chemia
10. Prawo
11. Rozprawy historyczno-krytycznoliterackie
12. Geografia
13. Filozofia, Historia sztuki
14. Publicystyka społeczna
15. Biologia
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
237
16. Dydaktyka programy
17. Podręczniki do języka francuskiego, niemieckiego, łacińskiego, greki, rosyjskiego, angielskiego
18. Historia – podręczniki
19. Geografia – podręczniki
20. Chemia, Biologia, Fizyka – podręczniki
21. Algebra – podręczniki
22. Przyroda – podręczniki
23. Prace ręczne. Wiadomości o Polsce. Stenografia
24. Scenografia
25. Religia – podręczniki
26. Wychowanie muzyczne, śpiew
Z księgozbioru szkolnego zachowały się nieliczne czasopisma: Mały Świadek z 1913 i 1927
r., Kronika rodzinna z 1897 r., Promyk 1904 r., Dzwonek 1931 r., Szkoła i wiedza 1926, 1927,
1928 r., Wychowanie przedszkolne 1931, 1936 r., Dziś i jutro 1926, 1934, 1936 r.
Ponadto z Lwowa przywieziono część książek z lat 1800-1945, które włączono do współczesnego księgozbioru. Z ciekawszych pozycji przywieziono: Awancin M. X Rok Chrystusowy czyli rozmyślania na każdy dzień roku o życiu i nauce Pana naszego Jezusa Chrystusa
wydana w Berlinie w 1883 r., Reguła św. Benedykta wydana w języku polskim, niemiecki,
francuskim, angielskim, włoskim i łacińskim np. Regula Sancti Patris Benedicti, abbas et
monachorum Patriarchae cum constitutinibus Congregationis Beuronensis. Sede approbatis
jussu Rev. Domini D. Mauri Wolter Abbatis, Brunae 1884. Z kazań i homilii na uwagę zasługują Gullois Ambroży: Katecheta na kazalnicy, układ kazań, konferencji i nauki głównych
przedmiotach wiary chrześcijańskiej z 1860 roku czy znanego kaznodziei ks. Adama Krechowickego Nauki niedzielne i Skład Apostolski według ewangelii i Ojców Kościoła z 1874
roku czy Niepokalana Bogurodzica Maryja w świetle Ewangelii i Ojców Kościoła – 1890,
A. Liugori Jak nas ukochał Jezus czyli pobożne Męki Pańskiej rozmyślanie – 1869 r., wielojęzyczne wydania Pisma Świętego np. Biblia Hebraica, Lipsiae 1898 r., zachował się także
Żywot wielebnej Anny Kossakowej Zakonu S. Benedyka Ksieni Lwowskiej. Zebrany i spisany
przez ks. Floriana Jaroszewicza, kapelana Zakonu św. Franciszka Reformatów, roku Pańskiego 1767 w Krakowie – wydane w 1884 r.
Łącznie w znajdujących się obecnie 22 działach tematycznych proweniencję lwowską ma
ponad 2,5 tys. woluminów.
2.Struktura współczesnej biblioteki klasztornej benedyktynek w Krzeszowie
Przywiezione do Krzeszowa książki stały się podstawą do stworzenia w klasztorze biblioteki. Zakonnice zmieniły jej układ strukturalny, w której możemy wyróżnić następujące zbiory:
– księgozbiór bieżący (współczesny) – obejmujący książki wydawane od XIX w. po czasy
współczesne. Jest to obecnie główna część księgozbioru, do którego włączono również
publikacje religijne z dawnej szkolnej biblioteki lwowskiej,
– księgozbiór szkolny,
– pobenedyktyński księgozbiór niemieckojęzyczny z lat 1919-1946. Jest to księgozbiór
najmniej opracowany posiada bowiem jedynie katalog alfabetyczny. Dziś jest w zasadzie
nie używany, dlatego przechowuje się go w archiwum klasztornym,
ANNA KOWALSKA
238
– stare druki16.
Dodatkowo wydzielono, po przez stworzenie osobnego katalogu rzeczowego i alfabetycznego, tzw. księgozbiór świecki, który gromadziła od 1950 r. siostra Teresa Gertruda
Woleńska. Zamiłowanie do ksiąg towarzyszyło jej przez całe życie. Studiowała polonistykę
na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Mniszka pochodziła z arystokratycznej rodziny
spod Tarnopola, bogaci przyjaciele bardzo często przysyłali jej w prezencie książki. Zgromadzone przez siebie publikacje przechowywała w swojej celi. Po jej śmierci w kwietniu
1991 r. s. Edyta Wójcik – bibliotekarka przeniosła zgromadzony przez s. Gertrudę księgozbiór do biblioteki klasztornej17. Obecnie księgozbiór świecki nie jest uzupełniany. Ponadto
mniszki posiadają w swoich celach podręczne księgozbiory, z których korzystają na co
dzień. Zwykle po ich śmierci książki podobnie jak w przypadku księgozbioru s. Gertrudy
trafiają do biblioteki głównej: Już od kilku tygodni matka ksieni [Janina Szymańska – A.K.]
kazała porządkować książki, jakie miała u siebie i wiele z nich pozanosić do biblioteki18.
Księgozbiór bieżący posiada katalog alfabetyczny i rzeczowy. Wyodrębniono w nim następujące działy:
A – Medytacje rozważania,
B – Życie monastyczne. Zakon św. Benedykta,
C – Ascetyka,
D – Męka Pańska,
E – Teologia dogmatyczna,
F – Życie Jezusa,
G – Liturgia,
H – Eucharystyka,
J – Chrystologia,
K – Mariologia,
L – Żywoty Świętych,
M– Sztuka Sakralna,
N – Literatura Religijna,
O – Pismo Święte,
P – Kazania i Homilie,
R – Kościół Rzymskokatolicki,
S – Patrologia,
T – Filozofia,
Por. A. Faber-Chojnacka, Dzieje szkoły i biblioteki Panien Benedyktynek lwowskich na podstawie kornik klasztornych, w: Lwów: Miasto, społeczeństwo, kultura, Kraków 1995, s. 43–44 oraz Z. Kotarska, Biblioteka szkolna
panien benedyktynek łacińskich we Lwowie 1918-1939, Wrocław 1999, s. 3. [mps]
17
Siostra Edyta Wójcik stworzyła dla niego katalog alfabetyczny i rzeczowy, który zawiera następujące działy:
A – biblistyka, Ä – Zagadnienia kultury, Ą – Filologia, B – patrystyka, C – liturgia, CH – Kościół – sobór – Stolica
św., CZ – Mariologia, Č – lingwistyka, Ċ – Lingwistyka języki obce, D – Kościoły – papiestwo – ekumenizm
– historia kościoła, DZ – Muzyka świecka, DŹ – Silensia, Dz – Literatura klasyczna starożytna, G – Rodzina,
H – Monarchizm, I – Dramat, Ϊ – Bajki – Baśnie – Legendy, J – poezja, K – powieści, opowiadania, L – opracowania literackie, krytyczne, Ł – Monografie , Biografie, M – Pamiętniki, Wspomnienia, N – Historia, Ń – Krzeszowiana, O – Miejscowości, Regiony, Kraje, OU – Religioznawstwo, Q – Leopoliana, P – Słowniki, Encyklopedie,
Ø – Technika, R – Muzyka Sakralna, RZ – Satyra, Parodia, S – Przyroda, ST – Listy, Sch – Humoreski, anegdoty,
Š – Archeologia, T – Różne, U – Sztuka, W – filozofia, X – Pedagogika, Y – Socjologia, V – Reportaż, Egzotyka,
Z – reportaż różny, Eseje, Ż – Aforyzmy, sentencje.
18
KBK 1973, ABK sygn. B18, s. 34.
16
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
239
U – Misje Katolickie,
W– Życie Społeczne,
X – Informatory,
Z – Katechezy.
Podział księgozbioru został dokonany na podstawie Skróconego przepisu katalogowania
alfabetycznego autorstwa Józefa Grycza i Władysławy Borkowskiej19. Księgozbiór bieżący
liczy 10 281 woluminów.
3.Gromadzenie i opracowywanie księgozbioru oraz czasopism
Przyjazd do Krzeszowa postawił klasztor benedyktynek w bardzo trudniej sytuacji materialnej. Brakowało pieniędzy na podstawowe produkty żywnościowe, odzież, leki, środki
higieniczne, a jednak podstawowym źródłem powiększania księgozbioru w omawianym
okresie był zakup. Benedyktynki nie wyznaczyły jednak osobnego funduszu na zakup książek. Najczęściej, jak wynika z relacji s. Edyty Wójcik w Księdze Kasowej, wpisywano
łączną kwotę pobieraną z kasy klasztornej i przy okazji robienia ogólnych zakupów, części
środków przeznaczano również na książki. W kronikach klasztornych odnajdujemy nieliczne wzmianki o wydanych na książki kwotach np. na mszaliki dla zakonnic w 1951 r. wydano 800 zł, psałterze w 1976 r. kosztowały 100 zł za sztukę. Zazwyczaj kupowano po jednym
egzemplarzu danego tytułu20, chyba że wśród zakonnic było zwiększone zapotrzebowanie
na daną pozycję. W kilku egzemplarzach nabywano głównie brewiarze, modlitewniki,
wznawiane przekłady Reguły św. Benedykta oraz nowe benedyktyńskie wydania Pisma
Świętego21: Z Tyńca przysłano nam kilka nowych łacińsko – polskich mszalików także już ok.
10 zakonnic ma nowe mszaliki. Opracowali je ojcowie Benedyktyni z Tyńca […] Już wszystkie nasze zakonnice mają mszaliki I i II wydanie. Mimo tego matka nasza znowu sprowadziła parę nowych22. Benedyktynki nie miały, z góry określonej polityki kupowania książek,
kierowano się przede wszystkim użytecznością danej publikacji i tym, co aktualnie było
dostępne na rynku księgarskim.
W okresie PRL-u nabywanie książek, szczególnie katolickich, było bardzo utrudnione.
Już w 1946 r. prowadzenie działalności prasowej i wydawniczej wszystkich związków wyznaniowych było uzależnione od Głównego Urzędu Kontroli Prasy. Wydawnictwa kościelne
zostały poddane kontroli prewencyjnej i mogły być wydawane tylko w określonym limicie
przydziału papieru23. W 1950 r. utworzono Urząd do Spraw Wyznań, którego zadaniem było
nadzorowanie całokształtu działalności wydawnictw katolickich24. Władze komunistyczne
nie ograniczały się jednak tylko do kontrolowania tego, co publikują wydawnictwa kościel19
Mimo, że w 1974 r. ogłoszono międzynarodowe przepisy ISBD(S) International Standard Bibliographic Description for Serials, które zaczęły obowiązywać w Polsce od 1978 r., a w 1997 r. weszła w życie polska norma
PN-N-01152-02:1997 Opis bibliograficzny. Wydawnictwa ciągłe. Siostra bibliotekarka zdecydowała, że nie będzie
unowocześniać układu strukturalnego biblioteki, gdyż służy on głównie wewnętrznym potrzebom zakonnic.
20
Np. przy okazji wyjazdów do Wrocławia, Legnicy, Krakowa, Tyńca.
21
Z książek kupowanych w kilku egzemplarzach zakonnice korzystały przeważnie w tym samym czasie
odprawiając np. liturgię godzin.
22
Kronika Benedyktynek w Krzeszowie [dalej KBK] 1948-1959, ABK sygn. B16, s. 50, 141.
23
K. Twarowski, Wydawnictwo Karmelitów Bosych w Krakowie w latach 1927–2002, Kraków 2002, s. 13.
24
Ibidem, s. 14.
ANNA KOWALSKA
240
ne i w jakim nakładzie, ale przede wszystkim masowo je zamykały. W związku z tym starano się wydawać książki najbardziej potrzebne np. podręczniki do nauki religii, dzieła dotyczące chrześcijańskiej filozofii, ascezy czy hagiografii25. Benedyktynki w miarę możliwości
i dostępności na rynku najczęściej nabywały rozmyślania i medytacje jako obowiązkową
lekturę w okresie Wielkiego Postu26. Mniszki najchętniej kupowały książki Wydawnictwa
Benedyktynów Tynieckich, które przesyłało im głównie tytuły dotyczące życia monastycznego. Preferowały też zakup książek od Wydawnictwa Apostolstwo Modlitwy Ojców Jezuitów z Krakowa27, które przesyłało im książki wedle własnego uznania28 np. modlitewniki
oraz publikacje dotyczące życia zakonnego, a także z Wydawnictwa Karmelitów Bosych
z Krakowa, które przesyłało książki głównie z dziedziny teologii życia modlitwy, formacji
zakonnej, hagiografii. Z Wydawnictwem Znak mniszki miały podpisaną umowę na przesyłanie książek z działu teologia oraz czasopisma Znak29.
W Polsce Ludowej najwięcej książek o tematyce religijnej wydawał Instytut Wydawniczy PAX, ściśle związany z reżimem komunistycznym. W kronice klasztornej nazwano go
„kreaturą państwową”. Jednocześnie w latach 1946-1990 to właśnie z tego wydawnictwa do
biblioteki wpłynęło najwięcej książek. O nabywanych z PAX-u książkach zakonnice napisały: Księża patrioci próbują pogodzić marksizm z zasadami religii katolickiej […] Włączają
się w państwowe stronnictwo PAX […] wydają mnóstwo książek, nawet dobrych katolickich,
ale to wszystko w celach propagandowych, że jest wolności druku, wolności religijna, wolność słowa […]30.
Po 1989 r. sytuacja wydawnictw katolickich uległa diametralnej zmianie. W dniu 17 maja
1989 r. sejm wydał ustawę O stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej31, która w artykule 46 i 47 regulowała sprawę wydawnictw32. Nastąpiło znacznie ożywienie katolickiej działalności wydawniczej. Benedyktynki zaczęły nabywać książki
z takich wydawnictw jak:
Oprac. Z. Wilkosz, L. Grzebień, Wydawnictwo WAM 1972-1997: Historia, bibliografia, Kraków 1997, s.18.
Należy dodać, że wydawnictwa katolickie podlegały Komisji Episkopatu Polski dla Spraw Wydawnictw Katolickich, która została powołana w 1957 roku. Komisja starała się prowadzić wspólną politykę wydawniczą promując
najbardziej potrzebną literaturę religijną. Więcej na temat ingerencji władzy w działalność wydawniczą Kościoła
Katolickiego zob. M. Pietrzak, Prawo wyznaniowe, Warszawa 1993, s. 187–188, a także J. Góral, Wydawnictwa
i prasa katolicka, w: Kościół Katolicki w Polsce 1918–1990. Rocznik statystyczny, Warszawa 1991, s. 288–303.
26
Św. Benedykty z Nursji, Reguła, Tyniec 1983, s.157.
27
Zob. Wydawnictwo Apostolstwo modlitwy, w: Encyklopedia wiedzy o jezuitach, oprac. L. Grzebień, Kraków
1996, s. 766 – 767.
28
Za pobraniem pocztowym.
29
Ponadto za stałość w zakupie książek, kilka razy do roku benedyktynki mogły sobie wybrać jako gratis dowolną
publikację z oferty wydawniczej Znaku.
30
KBK 1948-1959, ABK sygn. B16, s. 118.
31
Zob. Dziennik Ustaw, 1989, nr 29, poz. 154.
32
Art. 46.: 1. Dla zapewnienia warunków rozwoju kultury chrześcijańskiej kościelne osoby prawne mają prawo
wydawania prasy, książek i innych druków oraz zakładania i posiadania wydawnictw, katolickiej agencji informacyjnej, zakładów poligraficznych, z zachowaniem obowiązujących w tym zakresie przepisów prawa, 2. W celu
realizacji postanowień ust. 1 kościelne osoby prawne mogą otrzymywać jako darowizny z zagranicy na własne
potrzeby maszyny, urządzenia i materiały poligraficzne oraz papier. Ibidem.
Art. 47: Kościelne osoby prawne mogą organizować własny kolportaż prasy lub korzystać z pośrednictwa innej
sieci kolportażu. Ibidem.
25
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
241
Wydawnictwo „M” z Krakowa33,
Wydawnictwo „Jedność” z Kielc,
Wydawnictwo Biblos z Tarnowa,
Zespół Biblistów z Krakowa,
Wydawnictwo Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia,
Wydawnictwo Sióstr Benedyktynek od Nieustającej Adoracji z Warszawy,
Wydawnictwo Salezjańskie z Warszawy,
Wydawnictwo Księży Marianów z Warszawy,
Wydawnictwo „W drodze” polskiej prowincji Ojców Dominikanów,
Wydawnictwo Verbinum Ojców Werbistów z Warszawy,
Wydawnictwo Ojców Paulinów z Częstochowy,
Wydawnictwo Księży Palotynów z Ząbek,
Wydawnictwo Misjonarzy Klaretynów „Parabla”,
Wydawnictwo Instytutu Księży Misjonarzy w Krakowie.
Wykaz najpopularniejszych wydawnictw, których książki zapełniają półki biblioteczne
konwentu panien benedyktynek w Krzeszowie w latach 1946–2000, w uwzględnieniem
zakupów i darów.
Nazwa wydawnictwa
1946-1960
1960-1990
1990-2000
PAX
72
295
27
Pallottinum
36
235
87
Znak
1
243
174
Karmelici Bosi
9
145
141
Apostolstwo Modlitwy
15
129
154
Księgarnia św. Wojciecha
19
103
7
Benedyktyni Tynieccy
-
32
136
Wrocławska Księgarnia Archidiecezjalna
1
78
31
Akademia Teologii Katolickiej
-
72
11
Warto zauważyć, że gdy brakowało pieniędzy na zakup książek zakonnice podejmowały
trud przepisywania bądź to ręcznie bądź na maszynie, niektórych niezbędnych pozycji książkowych. W 1974 r. przysłano do klasztoru nowy rytuał polski monastyczny przetłumaczony
przez ojców tynieckich i przepisano go w kilku egzemplarzach na użytek zgromadzenia. W 1976 r.
wyszło nowe tłumaczenie Psalmów Marka Skwarnickiego (psalmy) i Ojca Placyda Galińskiego (kantyki). Zakonnice miały z nich korzystać, gdyż uznano je za lepiej nadające się do
śpiewu i wspólnej recytacji: trudno dla każdej nabyć ten Psałterz, dlatego s. Placyda przepisuje go dla wszystkich. Nie będzie to prędko, bo robota wielka, a każda chce mieć wyraźnie
by gładko móc recytować i śpiewać34. Zdarzało się, jak w przypadku wspomnianych wcześniej mszalików, że na użytek klasztorów benedyktyńskich w Polsce książki przygotowywa-
Jest to wydawnictwo świeckie powstałe w 1990 r., które wydaje książki religijne.
KBK 1976, ABK sygn. B 18, s. 88.
33
34
ANNA KOWALSKA
242
ne były przez benedyktynów tynieckich, a drukowano je za granicą m.in. w klasztorze benedyktyńskim św. Andrzeja w Meredsous w Belgii.
Oprócz książek dotyczących szeroko pojmowanego życia religijnego benedyktynki nabywały do swego księgozbioru również publikacje świeckie. Były to przede wszystkim encyklopedie, słowniki, leksykony, informatory, wydawnictwa dotyczące sztuki np. – albumy,
a także książki o tematyce turystycznej, sportowej, rolniczej, pedagogicznej, lekarskiej35.
Drugim sposobem powiększania klasztornego księgozbioru były dary. Choć po 1946 r.
życie zakonne benedyktynek toczyło się z dala od Lwowa to kontakty z osobami zaprzyjaźnionymi z konwentem pozostawały wciąż żywe. W miarę możliwości duchowni i świeccy,
a przede wszystkim byłe wychowanki mniszek odwiedzali krzeszowski klasztor. W prezencie ofiarowywali zakonnicom bądź to jakiś pojedynczy egzemplarz książki bądź zgromadzone przez siebie księgozbiory. Siostra Bronisława Ewangelista Orłowska od swej koleżanki36 szkolnej z Lwowa otrzymała początkiem lat dziewięćdziesiątych w darze niewielki,
liczący pięćdziesiąt pozycji księgozbiór.
Od 1980 r. kapelanem benedyktynek był ks. Władysław Sługocki37, który co roku każdej
mniszce z okazji imienin w prezencie ofiarowywał książkę, o czym świadczą liczne dedykacje. Z darów imieninowych ks. Sługockiego rocznie do biblioteki wpływało około trzydziestu nowy tytułów. Mniszki otrzymywały książki z okazji imienin również od benedyktynek
z innych klasztorów. W księgozbiorze krzeszowskim odnajdujemy też książki ofiarowane
konwentowi od odwiedzających go kapłanów i mnichów, z którymi benedyktynki nawiązały kontakt, będąc już na Dolnym Śląsku.
Ponadto księgozbiór wzbogacał się o książki przesyłane przez autorów danych publikacji. W kronice z 1956 r. zachowała się wzmianka o odwiedzinach w krzeszowskim klasztorze prof. Karola Górskiego, który zbierał materiały do publikacji o Matce Mortęskiej. Zakonnice udostępniły mu swoje kroniki klasztorne, ze swej strony prof. Górski obiecał, że
prześle do klasztoru gotowe opracowanie38. Zdarzało się, również że matka ksieni ofiarowywała zakonnicom jakieś książki, w 1952 r.: otrzymała każda z nas katechizm rzymski nowy,
gdyż Episkopat Polski kładzie wielki nacisk na to by zwłaszcza zakonnice dobrze zaznajomiły się z katechizmem, Pismem Świętym i Naśladowaniem Chrystusa39. Liczni pielgrzymi,
którzy odwiedzali klasztor czasami także ofiarowywali zakonnicom książki, które wzboga Benedyktynki wykazywały chęć do nauki i uzupełniania wykształcenia np. s. Laurencja i s. Bronisława,
ponieważ skończyły tylko 7 klas szkoły powszechnej prosiły matkę ksieni, o pozwolenie na kontynuację edukacji.
Uczęszczały więc do ogólnokształcącej szkoły korespondencyjnej w Wałbrzychu 2 razy w tygodniu jeździły na
wykłady, a większą część nauki odbywały w klasztorze. Siostra Teresa Gertruda Woleńska studiowała na KUL.
Zgodnie z konstytucjami Kongregacji Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny: Zajęcia umysłowe
zawsze zajmowały należyte miejsce we wspólnotach monastycznych, z których wiele było żywymi ośrodkami
wiedzy i kultury. Siostrom oddającym się studiom w celu uzyskania dyplomu czy kwalifikacji zawodowych zapewni się odpowiedni czas i środki, jakie są do tego potrzebne. Konstytucje Kongregacji Niepokalanego Poczęcia
Najświętszej Marii Panny. Mniszek Benedyktynek w Polsce, Tyniec 1994, s. 60.
Ponadto klasztor interesował się np. uroczystościami rocznicowymi związanymi z polskimi ludźmi nauki jak
choćby rocznicy uczenia pięćsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika w 1973 r.
36
Nie wiadomo jak się nazywała.
37
Ks. Władysław Sługocki – ur. w 1932 r. w Monasterzyskach w Parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w dekanacie
Buczacz w archidiecezji Lwowskiej. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1962 r. zob. więcej E. Wójcik, Moje życie
złączone z Matką najświętszą. Kapelan Sióstr Benedyktynek w Krzeszowie, „Krzeszowska Pani”,2010, nr 4, s. 15.
38
KBK 1948-1959, AKB sygn. B16, s. 121.
39
Ibidem, s. 61.
35
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
243
cały bibliotekę40. Nie prowadzono natomiast wymiany dubletów z innymi klasztorami kongregacji.
W ramach nawiązanej z francuskim klasztorem Chantelle korespondencji mniszki przesyłały benedyktynkom krzeszowskim religijne publikacje francuskojęzyczne: 1979 roku
z Chantelle przysłano nam Ordo na rok 1979 i dwie książki o Ojcu świętym Jane Pawle
I i „Regards sur la tradition monastique”41. Z opactwa św. Scholastyki Durgne we Francji
mniszki otrzymały Tout est dana l’amour per Marie Cronier Prie ton Pere dana le secret
adresowane na przeoryszę Gertrudę i pannę Ildefonsę42.
Książki, które trafiały do biblioteki były wpisywane do księgi inwentarzowej. Zazwyczaj
siostra bibliotekarka nie katalogowała pojedynczych pozycji, ale gromadziła w specjalnie od
tego wyznaczonej szafie około 20-30 nowych tytułów, po czym wpisywała je do inwentarza.
W inwentarzu podawała datę wpisu, numer inwentarzowy danej pozycji, tytuł oraz autora
i rok wydania książki. Wpisywano też dział, do którego została włączona dana pozycja. Początkowo w księgozbiorze bieżącym sygnatury zaczęto nadawać na dziewiętnastowiecznych
i w tym miejscu pokrywały się nowe ze starymi, ponieważ nie czekano, aż znajdą się brakujące numery zaczęto nadawać kolejne na nowo zgromadzonych książkach. Po wpisaniu do
księgi inwentarzowej książka otrzymywała pieczątkę z napisem: Opactwo Sióstr Benedyktynek 58 – 405 Krzeszów 28843. Wbijano ją zazwyczaj na odwrocie karty tytułowej, na stronie
33 i pod ostatnim tekstem publikacji. Na grzbiecie książki lub w górnej lewej części strony
tytułowej przyklejano nakleję z napisem działu, do którego należała dana pozycja wraz z numerem inwentarzowym. Sporządzeniem katalogów wszystkich księgozbiorów krzeszowskich zajmowały się w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Władysława Wójcik –
s. Edyta oraz dwie jej koleżanki Maria Konopka i Anna Faber – Chojnacka44.
Benedyktynki oprócz książek gromadziły również czasopisma. W 1947 r. mniszki prenumerowały Tygodnik Powszechny, Gościa Niedzielnego, Rycerza Niepokalanej. Represje,
jakie spadły na Kościół Katolicki ze strony władzy komunistycznej, doprowadziły do zamknięcia większość katolickich redakcji czasopism: Już od paru lat nie może wychodzić
żadne pismo prawdziwie katolickie: Posłaniec N. Serca P. Jezusa, Posłaniec Matki B. Sale W książce Peregrinus Cracovienis, 2/1995, Kraków 1995 znajduje się dedykacja:
Kochanej Siostrze Edycie z podziękowaniem za troskę,
życzliwość z jaką przyjmowała mnie w Krzeszowie oraz
za wszystko, czego słowami nie można wyrazić,
składa Elżbieta Bilska
Krzeszów 12. 09. 1996
adiunkt Instytutu Geografii UJ,
Umberto Eco, Imię róży, Warszawa 1991:
Siostrze Scholastyce z nadzieją, że tajemnicza opowieść jej się spodoba.
Malinka – harcerka z Wrocławia
Boże Narodzenie 1991.
41
KBK 1979, ABK sygn. B18, s. 143.
42
O przesłanie książek zakonnicom prosił tamtejszą matkę ksieni Marię Sabellinę ojciec Karol von Oost. Warto
wspomnieć, że mniszki krzeszowskie zajmowały się również tłumaczeniem dzieł z języka francuskiego na język
polski. Przetłumaczono m. in. książkę Sentier de vie Gabriela Braso opata prezesa kongregacji sublaceńskiej
zmarłego w 1978 r.
43
Autorka znalazła również pieczątkę z napisem: Opactwo P.P. Benedyktynek Krzeszów pow. Kamienna Góra
44
Panie przyjeżdżały do Krzeszowa zwykle w okresie wakacji na 10–14 dni. Inwentaryzowanie trwało dwadzieścia
lat.
40
ANNA KOWALSKA
244
tyńskiej, Rycerz Niepokalanej, Gość Niedzielny. Tygodnik Powszechny redaguje PAX45. Ta
sama organizacja państwowa zaczęła wydawać też we Wrocławiu Tygodnik Katolicki,
a w Warszawie dziennik paksowski: Słowo Powszechne. Z braku czego innego musimy, prenumerować tę gazetę by wiedzieć cokolwiek co się w świecie dzieje. Oczywiście, nie czytają
tej gazety wszystkie tylko matka ksieni i parę starszych zakonnic46.
W ramach wymiany prasy z francuskim klasztorem Chantelle mniszki otrzymywały co
kwartał pismo Evangile. Wśród gromadzonych czasopism znajdują się pisma biblistyczne,
liturgiczne, ascetyczne, misyjne, diecezjalne, maryjne, teologiczne. Do najciekawszych tytułów należą: Ruch Biblijny i Liturgiczny, Apostolstwo Chorych, Głos Papieża Jana Pawła
II47, Studia Filosophiae Christiana, Homo Dei, Światło Narodów, Biuletyn Synodu Archidiecezji Wrocławskiej, Biuletyn Ekumeniczny, Życie Duchowe, Życie konsekrowane, z zagranicznych L’osservatore Romano48.
Należy również wspomnieć, że benedyktynki krzeszowskie wydawały w latach 1946–
1950 i 1958–1971 pismo Kongregacji Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny
Łącznik. Wysyłano je do klasztorów nie tylko benedyktyńskich, które w zamian przesyłały
wydawane przez siebie gazety: Felicja Rzepecka i Ildefonsa Pilawska przepisują w 20 egzemplarzach „Łącznik” i wysyłają do klasztorów numerują stron. Do sakramentek w Siedlcach, benedyktynek misjonarek w Kwidzynie, cystersek w Złoczewie, oblatek w Zbuczenie,
Tyńca, Lubinia skąd ojciec Bednar Walczak przesyła nam redagowaną przez siebie Filadelfie, do prymas Wyszyńskiego, arcybiskupa Kominka49. Czasopisma nie zostały dotychczas
skatalogowane, podzielono je natomiast na poszczególne tytuły.
4.Miejsce przechowywania i użytkowanie księgozbioru
Cenny księgozbiór benedyktynek łacińskich przewieziony do Krzeszowa 1946 r. początkowo nie był wypakowywany. Zakonnice podczas pierwszych dwóch lat pobytu w Krzeszowe liczyły na rychły powrót do Lwowa, z tego powodu większość pak pozostawała nieotwarta. W okresie stalinowskim50 trudna sytuacja materialna klasztoru nie pozwała
poświęcać zbyt wiele czasu na zapewnienie księgozbiorowi odpowiedniego miejsca przechowywania. Po rewizji Urzędu Bezpieczeństwa w 1953 r. większość książek została wypakowana do specjalne przeznaczonego pokoju w rogu zachodniego nieukończonego skrzydła
klasztoru na pierwszym piętrze. W 1960 r. książki przeniesiono do dziesięciu szaf 51 i umieszczono w niewielkiej sali 9 x 4 m na pierwszym piętrze we wschodniej części budynku klasztornego52. Pomieszczenie to było bardziej magazynem niż czytelnią biblioteczną. Panna Il PAX wydawał Tygodnik Powszechny w latach 1953 – 1956.
KBK 1949-1959, ABK sygn. B16, s. 81–82.
47
Wydawane przez Diakonię Światło Życie w celu informowania Polaków o przemówieniach i działaniach Jana
Pawła II, które transmitowane były w Watykanie.
48
Wśród licznych tytułów odnajdujemy np. pismo księży patriotów Ksiądz Obywatel, Kuźnia Kapłańska oraz
wrocławski Tygodnik Katolicki.
49
Ibidem, s.6.
Oprócz pisania artykułów do Łącznika zakonnice pisywały również artykuły do Gościa Niedzielnego. Głównie
siostra Ildefonsa Pilawska. Za artykuł Zapowiedź mesjasza 1978 r. otrzymała wynagrodzenie w wysokości 640 zł,
a w 1985 r. za kolejny artykuł do Gościa zapłacono jej 1450 zł.
50
Szczególnie w latach 1947–1956 zob. A. Werblan, Stalinizm w Polsce, Warszawa 2009, s. 46.
51
KBK 1972, ABK sygn. B18, s. 103.
52
Obecnie w pomieszczeniu tym znajduje się suszarnia.
45
46
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
245
defonsa Pilawska pierwsza bibliotekarka benedyktynek w Krzeszowie, wydawała
zakonnicom książki, nie prowadziła rejestracji wypożyczeń, a mniszki korzystały z książek
w swoich celach, nie wypożyczano książek osobom świeckim.
W południowej części klasztoru znajdowała się jednak sala przeznaczona na bibliotekę.
Wybudowano ją w 1784 r. w klasycystyczny wystroju z elementami barokowymi53. Do
1978 r. benedyktynki przechowywały w niej paki i sprzęty przewiezione z Lwowa, biblioteka
służyła również jako suszarnia: w połowie kwietnia [1978 r. – A.K.] wysprzątałyśmy wielką
hale biblioteczną gdzie dotychczas wieszałyśmy bieliznę i gdzie mieściły się paki, sprzęty itp.
przywiezione z Lwowa, a już poniszczone i bezużyteczne. Dużo też jeszcze było tam książek
poniemieckich przeważnie już przestarzałych, zniszczonych, niepotrzebnych, które pozostawili ojcowie benedyktyni. Wszystko to się wyniosło malarze nasi z Miszkowic mogli rozpocząć
pracę przy odnawianiu tej ogromnej dwupiętrowej hali. Długo to będzie trwało, zapewne do
jesieni i koszty będą ogromne. Siostra Szafarka stara się by je pokryli Benedyktyni z Wimpfen
i innych klasztorów zagranicznych54.
Sala biblioteczna, o której mowa znajduje się na pierwszym i drugim piętrze we wschodniej części południowego skrzydła klasztoru. Remont biblioteki trwał do 1979 r.55. Końcem
1980 r. księgozbiór przeniesiono do odnowionej sali, której po części przywrócono dawny
blask: W ciągu kilku tygodni (listopad – grudzień) zostały przeniesione i uporządkowane
książki biblioteczne z dotychczas służącej na to salki do odnowionej ogromnej sali bibliotecznej z balkonem. Na dole zostały umieszczone książki treści naukowej, literatury pięknej, poezji, prozy, stare druki i książki w obcych językach: niemieckie, francuskie i inne. Na galerii
mieszczą się książki duchowe: ascetyczne, rozmyślania, Pismo Św., liturgia itp.56 Półki, które
się tu znajdowały zostały oszklone grubymi szybami, zasuwanymi. Cała sala jest na nowo
odmalowana, lakierowana na biało, krawędzie złocone, podłoga wyłożona płytą pilśniową57.
Całość przedstawia się okazale. Nowe silne lampy elektryczne oświetlają wnętrze. Ogrzewanie wprawdzie centralne, ale ciepło tam nie jest w zimie, bo okna są pojedyncze, a więc
chłodniej niż w korytarzach, gdzie okna są podwójne58.
Do biblioteki wchodzi się przez podwójne około 2,5 m drzwi, między którymi znajduje
się niewielki przedsionek. Po lewej stronie zaraz za drugimi drzwiami umieszczono niewielkie aspersorium. Nad drzwiami znajduje się siedemnastowieczny portret Angelusa Silesiusa59. Biblioteka ma wymiary 19 m x 10 m x 12 m. Przykryta jest sklepieniem kolebkowym
53
Wybudowano ją dla księgozbioru cysterskiego. Wnętrze zostało zaprojektowane prawdopodobnie przez Józefa
Antoniego Lachela, który w tym okresie pracował w klasztorze jako rzeźbiarz. Po 1810 r. biblioteka cystersów
uległa rozproszeniu. Pomieszczenie biblioteczne jednak przetrwało i w 1919 r. swoją bibliotekę urządzili w niej
benedyktyni z praskiego Emaus. Sala nie była jednak remontowana.
54
KBK 1978, ABK sygn. B18, s. 119.
55
W listopadzie i grudniu [1979 r. – A. K.] wykończono także już zupełnie wielką bibliotekę tj. oszklono wszystkie
półki grubymi i zasuwanymi szybami. W bibliotece nie wszystkie półki zostały oszklone, bo bardzo trudno dostać
szyby - a tu muszą być szyby grube taki do zasuwania. Zapewne dopiero w przyszłym roku będzie można książki
przenosić do nowej sali bibliotecznej. KBK 1979, ABK sygn. B 18 s.116.
56
Był to tylko początkowy układ rozmieszczenia księgozbioru, kiedy biblioteką zajęła się siostra Edyta Wójcik
zmieniono ułożenie książek.
57
Pod nią znajduje się pierwotna drewniana podłoga. Zakonnice nie miały wówczas środków na remont podłogi.
Nie zniszczono jej jednak, a na nią położono płyty pilśniowe w kolorze czerwieni. Obecnie mniszki planują starać
się o środki na przywrócenie podłodze pierwotnego wyglądu.
58
KBK 1980, ABK sygn. B18, s. 208.
59
Angelus Silesius – właśc. Johannes Scheffler (1624–1677) był wybitnym przedstawicielem śląskiej szkoły
ANNA KOWALSKA
246
pomalowanym na biało. Sztukaterię zdobniczą sklepienia tworzą pasy porzeczne, dwa z potrójnymi licami pośrodku i dwa pojedyncze licami na obrzeżach. W symetrii pasów umieszczono zdobienia w postaci rozet ośmiolistnych i skrętnych60. Dodatkowo by oświetlić bibliotekę zamontowano oświetlenie elektryczne. Całość wnętrza zgodnie z relacją kronikarską
została pomalowana na biało, wnętrze rozświetlają złocenia baz i kompozytowych kapiteli
12 kolumn podtrzymujących antresolę61. Na pierwszym piętrze umieszczono księgozbiór
bieżący oraz stare druki. Książki zostały ułożone pionowo w szafach przytwierdzonych na
stałe do ściany. Szafy wysokość 4,5 m i głębokość 35 cm zwierają we wnętrzu po dziesięć
półek, przymocowanych na stałe bez możliwości regulacji. Ściany konstrukcyjne pionowe
ozdobione są białymi pilastrami pięciożłobkowymi, które zaczynają się na wysokości drugiej półki. Od dołu pomalowano je na złoto. Na wysokości ósmej półki wieńczone zostały
złotymi kompozytowymi kapitelami62. Wszystkie elementy konstrukcyjne szaf zostały przytwierdzone do ściana za pomocą krytych wczepów, tak by z zewnątrz nie było widać elementów składowych. Każda szafa przyścienna zwieńczona jest owalnym barokowym kartuszem, wokół którego na złoto pomalowano ornamentykę roślinną - liście zakończoną pąkami
kwiatów. Wewnątrz kartuszy znajduje się napis zachowany jeszcze z czasów cysterskich
z hasłami tematycznymi, informującymi, jakie książki przechowywano w każdej z szaf63.
Obecnie znajdujący się we wnętrzach księgozbiór benedyktynek nie odpowiada poszczególnym nazwom tematycznym.
W szafach ściany północnej przechowywane są książki z następujących działów tematycznych: L, N, O, R, S, T, P, M, U, W, Z64. Szafy narożnikowe i wnękowe występują tylko na ścianach od strony drzwi wejściowych65. Zostały one skonstruowane tak, by dawać wrażenie kontu
obłego. Ściana wschodnia posiada dwie szafy biblioteczne z działem X. Między szafami we
wnękach znajdują się trzy pary okien66, w jednej z wnęk stoi szafa z modlitewnikami zakonnic.
Na południowej ścianie pierwszego piętra umieszczono następujące działy tematyczne:
A, B, C, E, F, G. We wnękach tej części biblioteki znajduję się pięć par okien, które głównie
rozświetlają pierwsze piętro biblioteki. We wnęce naprzeciwko drzwi wejściowych umieszczono katalog alfabetyczny i rzeczowy księgozbioru bieżącego, natomiast we wnęce południowo - wschodniej ściany południowej znajduje się niewielka szafa, w której przechowywane są pozycje wpływające do biblioteki, oczekujące na skatalogowane.
mistyki. Obraz ufundował opat cysterski Bernard Rosa w 1667 r. Benedyktynki odziedziczyły go wraz z innymi
dziełami sztuki.
60
R. Werszler, Architektura wnętrza i umeblowanie biblioteki opactwa cystersów w Krzeszowie w świetle
wydarzeń historycznych, „Legnickie Studia Teologiczno-Historyczne” 2009, nr 1, s. 242.
61
Ibidem, s. 242.
62
Ibidem, s. 242.
63
Od drzwi w lewo poziom dolny: Theologia moralis – Acta Silesia – Liturgia – Theologia pastoralis – Artes – Jus
Canonicum– Philosophia – Historia ecclesiastica – Historia Praf: & Polit – Historia Prof.:& Polit – Sscriptura –
Theologia dogmatica – Jus Canonicum – Dogmatica (Od drzwi wlewą stronę poziom górny – antresola): Ascesis
Germanica – Conciones festivales –Regularia – Catechetica – Paedagogica – Theologia polemica – Biographia –
Jus Civile– Miscellauea: – Meditationes – Authores Classici – Mariologia – Regularia –Ascesis latina.
64
Taki układ został nadany bibliotece w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.
65
Ibidem, 242.
66
Okna są współczesne.
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
247
Na ścianie zachodniej pierwszego piętra umieszczono działy: D, H, J, K. We wnęce znajduje się jedno okno, a także niewielka szafa, z dokumentacją po benedyktynach niemieckich67. Na prawo od wejścia na ścianie zachodniej znajduje się szafa wnękowa zamykana
podwójnymi ażurowymi drzwiami. Jest to jedyna szafa nie opisana kartuszem w całej bibliotece. W czasach cysterskich przechowywano tam księgi zakazane68. Obecnie benedyktynki umieściły w niej najcenniejsze stare druki przywiezione z Lwowa.
We wnętrzu sali na pierwszym piętrze znajduje się dziewiętnastowieczne biurko, przy
którym pracuje głównie siostra bibliotekarka, a także kilka foteli umożliwiających czytanie
książek na miejscu. Ze względu na to, że szafy biblioteczne są bardzo wysokie biblioteka
została wyposażona w specjalną rozkładaną drabinę, dzięki której można ściągać książki
z najwyższych półek.
Na drugie piętro biblioteki można wejść albo za pomocą wąskich, kamiennych, kręconych schodków umieszczonych na zachodniej ścianie pierwszego piętra biblioteki lub z drugiego piętra klasztoru, gdzie umieszczono jeszcze jedne podwójne drzwi wejściowe. Szerokość balkonu to 147 cm pomiędzy regałem a balustradą69. Szafy na książki zostały
wykonane w taki sam sposób jak te z pierwszego piętra, zwieńczono je także kartuszami, na
których wypisano tematykę przechowywanych w nich książek.
Na ścianie północnej umieszczono tzw. księgozbiór świecki oraz czasopisma przywiezione z Lwowa i te prenumerowane w Krzeszowie. Jedna z wnęk mieści szafę barokową pozostałość po cystersach. Szafa ta zbudowana jest z surowego drewna w bardzo minimalistycznym stylu bez żadnych zdobień. Przechowywane są w niej muzykalia z XVIII i XIX wieku.
We wnęce na ścianie zachodniej po lewej stronie w szafie wnękowej umieszczono tzw. Grissoviana głównie w języku polskimi i niemieckim. Po prawej stronie natomiast znajduje się
biurko z maszyną do pisania. W południowej i zachodniej części drugiego piętra biblioteki
ułożono fragmenty pozostałego księgozbioru szkolnego. Tak samo jak na pierwszym piętrze, na drugim na ścianie południowej znajduje się pięć okien, a na wschodniej trzy. Na
południowej ścianie umieszczono również katalog rzeczowy księgozbioru szkolnego i księgozbioru świeckiego. Dookoła biegnie balustrada w postaci przeplatanych ze sobą prostokątnych owali. Między łączeniami znajdują się girlandy kwiatowe w kolorze złotym. Biblioteka jest w zasadzie w całości drewniana.
Księgozbiór przeznaczony jest głównie do użytku wewnętrznego mniszek. Znajduje się
za klauzulą, dostęp do niego jest ograniczony. Najbardziej wykorzystywanym księgozbiorem jest oczywiście księgozbiór bieżący.
Zakonnice sięgają po książki najczęściej w okresie Wielkiego Postu zgodnie z nakazem
Reguły Świętego Benedykta: W dniach Wielkiego Postu będą czytali od rana do końca godziny trzeciej […]. W tych dniach Wielkiego Postu wszyscy otrzymują po jednej książce
z biblioteki, którą mają przeczytać za porządkiem i w całości. Książki te rozdziela się na
początku Postu70.
Ponadto benedyktynki najwięcej czytają w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia. Są to
przede wszystkim rozmyślania. Zakonnice chętnie sięgają również po nowości wydawnicze
69
70
67
68
Dokumenty te czekają na opracowanie.
Ibidem, s. 242.
Ibidem, s. 242.
Święty Benedykt z Nursji, Reguła, Tyniec 1983, s.157.
ANNA KOWALSKA
248
szczególne te ukazujące się w Tyńcu, a dotyczące życia monastycznego oraz po liczne komentarze Pisma Świętego.
W 1954 r. w Kościele Katolickim obchodzono Rok Maryjny. Zakonnice zgłębiały wspólnie książki związane z tematyką maryjną, ale indywidualnie oddawały się lekturze. Mniszki
uczciły Rok Maryjny akademią „Maryja w poezji polskiej”. Prześledzono podczas niej poezję maryjną od XIV do XX w. Recytowano Bogurodzice, czytano Wezwanie Maryi Macieja Kazimierza Sarbiewskiego, a także fragment godzinek Naród się modli witam cię panno
Wespazjana Kochowskiego, wiesz Wniebowstąpienie Szymona Zimorowica, Nigdy z królami nie będziesz w aliansach Juliusza Słowackiego, a także wiersze Krasińskiego, Mickiewicza71. Choć biblioteka jest bardzo przestrzenna, to mniszki rzadko czytają w pomieszczeniu
bibliotecznym, raczej wypożyczają książki do swoich cel72. Siostra bibliotekarka nie powadzi się rejestru wypożyczeni dla innych mniszek.
W latach dziewięćdziesiątych wzrosło zainteresowanie biblioteką benedyktynek. Liczni
badacze zgłaszali się z prośbą o możliwość zbadania jej zasobu. W końcu zakonnice zezwoliły na korzystanie z księgozbioru osobom piszącym prace naukowe, studentom, dokształcający się nauczycielom katechetom. Mniszki wypożyczają również książki osobom zaprzyjaźnionym z klasztorem, gościom a także młodzieży szkolnej, która korzysta z bogatego
zbioru literatury pięknej. We wszystkich tych przypadkach mniszka – bibliotekarka rejestruje wypożyczenia, po zwróceniu książek wykreśla się dłużnika.
W bibliotece benedyktynek odbijają się dzieje konwentu. W starych przedwojennych
książkach drzemią uśpione jeszcze wspomnienia lwowskie, nowe książki przypominają, że
w rzeczywistości krzeszowskiej benedyktynki nadal zgodnie z Regułą świętego Benedykta
nie zaniedbują lektury.
The Library of the Latin Convent of the Benedictine Sisters
a Krzeszow between 1946-2000.
Summary
The Latin Convent of the Benedictine Sisters was founded by Katarzyna Saporowska in
Lviv in 1596. For over 350 years, despite numerous wars, fires, and threats of dissolution,
the nuns have managed to continuously lead a monastic life in the monastery that Katarzyna
founded. It was only with the outbreak of World War II, its course and the establishment in
1945 of the new political order in Europe that the Benedictines were forced to leave Lviv
and their home. They were assigned a new place of residence in Krzeszow in Lower Silesia,
at which they arrived on May 31, 1946. The nuns transported part of the library accumulated
in Lviv with them to Krzeszow, which became the basis for the organization of the library in
the Krzeszow monastery. The Benedictines created a new structural system by separating the
library into the following collections:
• current books (contemporary) - containing books published since the nineteenth century
to contemporary times. It is currently the main part of the library, which also includes
religious books from the former school library in Lvov,
KBK 1948-1959, ABK sygn. B 16, s. 87.
Brakuje biurek i krzeseł, zakonnice planują wyposażyć bibliotekę w odpowiednie miejsca do czytania, jednak
wiąże się to z kosztami finansowymi, na które obecnie nie stać klasztor.
71
72
BIBLIOTEKAKLASZTORU PANIEN BENEDYKTYNEK ŁACIŃSKICH...
249
• the school library,
• Benedictine German-language books from the years 1919 -1946. It is the least developed
of the book collections and has only an alphabetical catalogue. Today it is generally not
used, hence it is stored in the archives of the monastery,
• old prints.
Also isolated, with the creation of a separate catalogue by subject and in alphabetical
order, are the so-called secular books gathered since 1950 by Sister Teresa Gertrude
Woleńska. Currently, the largest part of the library namely the current books collection
consists of 10,281 volumes. In the years 1946-2000 the library grew mainly through
purchases. In addition, the nuns received books as gifts from people friendly to the convent.
The most needed publications are hand-written manuscripts. The thematic profile of the
library is primarily literature on monastic contemplation and meditation.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Waldemar Rozynkowski
UMK, Toruń
Początki Instytutu
Miłosierdzia Bożego
w świetle pierwszego sprawozdania
funkcjonowania wspólnoty z 1949 roku
Początki Instytut Miłosierdzia Bożego (dalej: IMB) sięgają okresu II wojny światowej.
Jego dzieje nie doczekały się dotąd wyczerpującego opracowania historycznego, jednak nie
brakuje kilku intersujących prac jemu poświęconych. Trzeba tu wymienić przede wszystkim
prace ks. Michała Damazyna1. Ważne znaczenie dla popularyzowania dzieła IMB, jak i jego
współzałożycielki doc. Ludmiły Roszko miało sympozjum naukowe zorganizowane dnia
16 października 2013 r. w Toruniu: Ludmiła Roszko – wybitny geograf, współzałożycielka
Instytutu Miłosierdzia Bożego w setną rocznicę urodzin. Już na konferencję została przygotowana publikacja zbiorowa zawierająca między innymi artykuły poświęcone historii IMB
autorstwa: ks. Michała Damazyna2, Wojciecha Polaka3 oraz Waldemara Rozynkowskiego4.
Na koniec tego zwięzłego przeglądu stanu badań trzeba jeszcze wspomnieć, że interesujące
wątki o początkach Instytutu spotykamy także w pracach ks. Henryka Ciereszko, poświęconych postaci ks. Michała Sopoćki (1888-1975)5.
W niniejszym artykule chcemy się skupić na zaprezentowaniu pierwszego sprawozdania
z działalności niedawno powstałego, a właściwie tworzącego podstawowe zręby, dzieła Instytutu. Posiada on naszym zadaniem ważne, niemalże symboliczne znaczenie dla rodzącego się IMB. Jego autorką jest Ludmiła Roszko (1913-2000), geograf, pracownik naukowy
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, osoba, która od początku była związana
z dziełem Instytutu. Od jesieni 1945 r., do swojej śmierci, która miała miejsce dnia 19 grud1
M. Damazyn, Charyzmat Instytutu Miłosierdzia Bożego. Studium historyczno-teologiczne, Poznań 2011,
ss. 214; idem, Profesor Ludka. Życie i wiara, Toruń 2013, ss. 262.
2
M. Damazyn, Zarys biografii i życia duchowego Ludmuły Roszko, w: Ludmiła Roszko 1913-2000: wybitny geograf i współzałożycielka Instytutu Miłosierdzia Bożego w setną rocznicę urodzin, red. W. Polak, W. Rozynkowski,
W. Wysota, Toruń 2013, s. 93-117.
3
W. Polak, Działania Służby Bezpieczeństwa przeciwko Instytutowi Miłosierdzia Bożego w 1960 r., w: Ludmiła
Roszko 1913-2000: wybitny geograf i współzałożycielka Instytutu Miłosierdzia Bożego w setną rocznicę urodzin,
red. W. Polak, W. Rozynkowski, W. Wysota, Toruń 2013, s. 155-196.
4
W. Rozynkowski, Instytut Miłosierdzia Bożego- zarys historii, w: Ludmiła Roszko 1913-2000: wybitny geograf i współzałożycielka Instytutu Miłosierdzia Bożego w setną rocznicę urodzin, red. W. Polak, W. Rozynkowski,
W. Wysota, Toruń 2013, s. 131-153.
5
H. Ciereszko, Ksiądz Michał Sopoćko apostoł Miłosierdzia Bożego, Kraków 2004, s. 119-137, 279-288; idem,
Życie i działalność księdza Michała Sopoćki (1888-1975). Pełna biografia Apostoła Miłosierdzia Bożego, Kraków
2006, s. 340-355, 510-526.
WALDEMAR ROZYNKOWSKI
252
nia 2000 r. mieszkała w Toruniu6. Jej rola i znaczenie dla powstania IMB jest tak znacząca,
że mówi się o niej, obok bł. ks. Michała Sopoćki, jako jego współzałożycielce7.
Prezentowane źródło składa się zasadniczo z dwóch części. W pierwszej jego autorka dokonuje przywołania podstawowych faktów z genezy Instytutu, chronologicznie dotyczy to
okresu od 1942 do sierpnia 1948 r. W drugiej natomiast opisuje pierwsze miesiące funkcjonowania Instytutu, dokładnie dotyczy to okresu od połowy sierpnia 1948 r. do wiosny 1949 r.
W tej części obok przypomnienia ważnych wydarzeń mamy do czynienia także z pewną odsłoną drogi duchowej, którą przechodziła tworząca się wspólnota. Aby pełniej zrozumieć
wymowę tekstu, warto jego treść odnieść do szerszego kontekstu historii Instytutu.
Początki Instytutu sięgają II wojny światowej. Wywodzi się on ze wspólnoty dziewcząt,
członkiń Sodalicji Mariańskiej Akademiczek Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, które od 1940 r., pomimo zakazu gromadzenia się, zaczęły się spotykać w prywatnym mieszkaniu ks. Michała Sopoćki (1888-1975), dodajmy od 2008 r. błogosławionego, aby pielęgnować swoje życie wewnętrzne i rozeznawać powołanie8. Po pewnym czasie z grona tego
wyłoniła się grupa sześciu dziewcząt, które podjęły myśl ks. M. Sopoćki, aby po wojnie
powołać do istnienia nowe zgromadzenie zakonne. Trzeba nadmienić, że powstanie tej
wspólnoty rozumiano jako wypełnienie przesłania, jakie skierował Jezus do s. Faustyny
Kowalskiej. W gronie tych sześciu dziewcząt spotykamy: Jadwigę Osińską, Izabelę Naborowską, Ludmiłę Roszko, Zofię Komorowską, Jadwigę Malkiewicz oraz Adelę Alibekow9.
W rozwijającej się wspólnocie ważne wydarzenie miało miejsce 11 kwietnia 1942 r. Tego
dnia w kaplicy sióstr karmelitanek w domu zakonnym w Wilnie owych sześć dziewcząt
złożyło pierwsze prywatne śluby zakonne na ręce ks. prałata Leona Żebrowskiego. W tym
czasie ks. M. Sopoćko musiał się ukrywać przed gestapo, gdyż był poszukiwany i groziło
mu aresztowanie. Schronienie znalazł w miejscowości Czarny Bór, a dokładnie w domu
zakonnym sióstr urszulanek, gdzie pracował jako ogrodnik10. O pomoc w formacji zakonnej,
dla powstającego dzieła, poprosił ks. Sopoćko siostry z bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr
od Aniołów z domu zakonnego w Pryciunach11. Złożone śluby odnawiano w kolejnych latach. Wymowne znaczenie miały szczególnie te, które zostały złożone dnia 16 listopada
1944 r. Odbyły się one w święto Matki Bożej Miłosierdzia, ponownie w kaplicy sióstr karmelitanek, tym razem jednak w obecności ks. M. Sopoćki. Interesujące jest to, że ten właśnie moment jest utożsamiany z opisem, który dokonała kilka lat wcześniej s. Faustyna
w Dzienniczku: W pewnym dniu widziałam kapliczkę i w niej sześć sióstr, które przyjmowały
Komunię św., której udzielał nasz spowiednik, ubrany w komżę i stułę. W kaplicy tej nie było
ani ozdób, ani klęczników12.
6
Zob.: opracowanie monograficzne poświęcone L. Roszko autorstwa ks. Michała Damazyna, Profesor Ludka.
Życie i wiara, Toruń 2013, ss. 262.
7
W. Rozynkowski, op. cit., s. 149-150.
8
Archiwum Instytutu Miłosierdzia Bożego w Bydgoszczy (dalej: AIMB), Ludmiła Roszko, Historia I.M.B.,
Toruń 20 I 1990, s. 1.
9
H. Ciereszko, Ksiądz Michał Sopoćko, s. 120-124.
10
Pisał z tego miejsca listy do powstającego dzieła: Błogosławiony Michał Sopoćko, Dar Miłosierdzia. Listy
z Czarnego Boru, Częstochowa 2008, ss. 125; Błogosławiony Ksiądz Michał Sopoćko, Dziennik, oprac. H. Ciereszko, Białystok 2010, s. 175.
11
H. Ciereszko, Ksiądz Michał Sopoćko, s. 122-126.
12
Św. Siostra Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Kraków 2011, nr 613, s. 358.
POCZĄTKI INSTYTUTU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO...
253
Dojrzewającą coraz bardziej wizje życia zakonnego zmieniła sytuacja po II wojnie światowej. Ewakuacja Polaków w 1945 r. z terenów włączonych do ZSRR dotknęła zarówno
grupę sześciu dziewcząt, jak i ks. M. Sopoćkę. Jak czytamy w załączonym źródle, planowano, aby po przyjeździe do Polski miejscem wspólnego spotkania był Kraków, grupa uległa
jednak rozproszeniu i było to niemożliwe. Dwie z nich, Jadwiga Osińska i Izabela Naborowska, szukając domu na siedzibę nowego zgromadzenia – pierwotnie nazwa jego miała
brzmieć Zgromadzenie Sług Miłosierdzia Bożego – przybyły do Wrocławia. Poprosiły o pomoc administratora apostolskiego diecezji gorzowskiej ks. Edmunda Nowickiego, który oddał im dom w Myśliborzu. Zamieszkały w nim od 25 sierpnia 1947 r. Od tego roku rekolekcje dla całej grupy odbywały się właśnie w tym miejscu. Cztery osoby w tzw. „wileńskiej
szóstki” zatrzymały się w innych miejscach w Polsce, prowadząc życie w świecie. Nie zaniechały one jednak pielęgnowania podjętego dzieła, każda jednak na miarę swoich możliwości. Ludmiła Roszko znalazła się w Toruniu, gdzie podjęła pracę na tworzącym się Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Podstawowym wyzwaniem było znalezienie kapłana, który
by pomógł w tworzącym się dziele, głównie poprzez towarzyszenie na drodze wzrostu duchowego oraz rozeznawania, co czynić dalej. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że w tym kontekście ważną rolę zaczęli pełnić przede wszystkim jezuici, szczególnie z ośrodków zakonnych
w Łodzi oraz w Toruniu. Ks. M. Sopoćko przyjechał do Polski dopiero na początku sierpnia
1947 r.13
Fundamentalne znaczenie dla historii Instytutu Miłosierdzia Bożego miały wydarzenia,
które rozegrały się po rekolekcjach w Myśliborzu w połowie sierpnia 1948 r. Czytamy
o nich także w załączonym źródle. Był tam obecny ks. M. Sopoćko. I ta jego obecność wydaje się być kluczowa w tym momencie tworzonego dzieła. Pojawił się on z roboczą wersją
przygotowywanych przez siebie konstytucji. Bardzo szybko okazało się, że w rozmowach
pojawiły się dwie tendencje. Jadwiga Osińska i Izabela Naborowska dążyły do utrzymania
wizji zgromadzenia zakonnego, które naturalnie koncentrowało się na życiu wspólnotowym
w domach zakonnych. Pozostałe widziay realizację charyzmatu powstającej wspólnoty
w pracy w świecie, tworząc nie tyle tradycyjne zgromadzenie zakonne, ale nie sprecyzowane jeszcze bliżej inne dzieło. Nie obyło się bez trudnych, pełnych emocji rozmów, w których
niełatwo było dostrzec porozumienie.
Rozwiązanie pojawiło się niespodziewanie. Zofia Komorowska, jedna z uczestniczek
tego spotkania, pokazała ks. M. Sopoćce artykuł, w którym znajdowało się omówienie nowej Konstytucji apostolskiej Piusa XII Provida Mater Ecclesia. Dodajemy, że dokument ten
został wydany przez papieża 2 lutego 1947 r.14 Po uważnej lekturze jego tekstu ks. Sopoćko
stwierdził, że dokument ten wpisuje się bardzo w poszukiwania drogi dla powstającego
dzieła. Ogłoszona Konstytucja otworzyła nowe perspektywy dla instytutów świeckich
w Kościele, w tym konkretnym przypadku dawała możliwość powołania do istnienia Instytutu Miłosierdzia Bożego. Tą drogą nie chciały jednak iść J. Osińska i I. Naborowska, widzące realizację swojego powołania w zgromadzeniu zakonnym, które po pewnym czasie
Błogosławiony Ksiądz Michał Sopoćko, Dziennik, s. 121; H. Ciereszko, Życie i działalność, s. 364.
Zob.: Świeccy konsekrowani w nauczaniu Kościoła świętego. Zbiór dokumentów, zebrał i opracował
M. Chmielewski, Lublin 2011, s. 23-33.
13
14
WALDEMAR ROZYNKOWSKI
254
przyjęło nazwę: Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego15. Drogi wileńskiej szóstki rozeszły się.
Po podjęciu kluczowych decyzji członkinie początkującego Instytutu rozjechały się do
swoich miejsc zamieszkania. Zaczęły w codzienności zbierać doświadczenia powstającej
nowej rzeczywistości. L. Roszko jesienią 1948 r. przedstawiła wizję dzieła poznanemu jezuicie o. Leonowi Nowakowi (1909-1965). Od początku 1947 r. przebywał on w nowopowstałym (po II wojnie światowej) domu zakonnym w Toruniu, gdzie do 1951 r. piastował stanowisko superiora16. Jego obecność spotykamy w przywołanym źródle i widzimy wyraźnie, że
odegrał on kluczową rolę w pierwszych miesiącach istnienia Instytutu.
Przytoczone poniżej źródło informuje nas, że dnia 9 stycznia 1949 r. doszło w Toruniu do
pierwszego spotkania przedstawicielek istniejących ówcześnie trzech zespołów rodzącego
się Instytutu: z Radomia, z Łodzi oraz z Torunia. W dwóch ostatnich dominowały studentki.
W spotkaniu uczestniczył o. Leon Nowak. Jego owocem było nawiązanie bliskiej współpracy między wymienionymi ośrodkami. Poza tym zadeklarowano także bliskie relacje z powstającym zgromadzeniem zakonnym w Myśliborzu.
Z pierwszego sprawozdania dowiadujemy się, że w Toruniu tworzył się nowy, drugi już
zespół, który skupiał 7 kandydatek. Pierwszy liczył 8 osób. Zespół w Radomiu liczył w tym
momencie 3 osoby, głównie nauczycielki, natomiast zespół łódzki składał się z 8 osób, miał
to być zespół akademicki. Zespół w myśl zatwierdzonych później konstytucji jest: jednostką
konstytutywną IMB, liczącą około 8-10 członkiń w sposób ścisły złączony z Instytutem. Na
czele zespołu stoi odpowiedzialna zespołowa mianowana przez Prezeskę Instytutu za zgodą
swej Rady na okres trzech lat. (Art. 85, 86). Jak widać, na początku 1949 r., dziełem powstającego Instytutu było zainteresowanych w sumie 26 osób. Mając na uwadze czas i charakter
tworzącej się wspólnoty, obiektywnie należy stwierdzić, że była to spora liczba.
Dodajmy na koniec, że od początku tworzący się Instytut szukał, głównie za sprawą Ludmiły Roszko, poparcia i akceptacji ze strony biskupów. Pierwszym opiekunem powstającego dzieła był ordynariusz chełmiński ks. bp Kazimierz Józef Kowalski (1896-1972), który
już w 1949 r. wyraził zgodę na tworzenie Instytutu na terenie diecezji. Na oficjalny dekret
erygujący Instytut Miłosierdzia Bożego na prawie diecezjalnym trzeba było czekać do 1998
r. Dnia 4 marca tegoż roku ordynariusz toruński ks. bp Andrzej Suski wydał dekret erygujący Instytut Miłosierdzia Bożego na prawie diecezjalnym. Tego samego dnia, odrębnym dekretem, ks. Biskup zatwierdził ostateczną wersję Konstytucji Instytutu17.
Aneks źródłowy
Źródło: Archiwum Instytutu Miłosierdzia Bożego w Bydgoszczy; kopia; maszynopis sporządzony przez Ludmiłę Roszko na kartkach papierowych formatu A 4, k. 1-3
H. Ciereszko, Ksiądz Michał Sopoćko, s. 291.
W. Rozynkowski, Nowak Leon, w: Toruński Słownik Biograficzny, red. K. Mikulski, t. 1, Toruń 1998, s. 186187. W następnych latach był on: superiorem w Łodzi (1951-1959), sekretarzem prowincjała (1959-1963), rektorem kościoła w Kaliszu (1963-1965). Zmarł w Nałęczowie 28 VI 1965 r.
17
Niniejsze dokumenty zostały załączone do wydanej drukiem: Konstytucji Instytutu Miłosierdzia Bożego, Toruń
1998; S. Suwiński, Życie konsekrowane w diecezjach chełmińskiej i toruńskiej. Studium historyczno-pastoralne, w:
In fide et dilectione, red. A. Nowicki, Toruń 2006, s. 253-254; W. Rozynkowski, Instytut Miłosierdzia Bożego, s.
150-153.
15
16
POCZĄTKI INSTYTUTU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO...
255
Pierwsze sprawozdanie roczne
wraz
z krótką historią powstania Instytutu Miłosierdzia Bożego,
złożone na wiosnę 1949 r.
Kopia
Historia powstania Instytutu Miłosierdzia Bożego korzeniami sięga czasów wileńskich,
kiedy to w roku 1942, po wstępnym okresie przygotowawczym pod kierunkiem Ks. Prof. dr
Michała Sopoćki, sześć osób po raz pierwszy złożyło przyrzeczenie zachowywania rad
ewangelicznych, wiążąc się w ten sposób do wspólnej pracy na przyszłość w ramach projektowanego Zgromadzenia SS. Miłosierdzia Bożego.
Na przestrzeni tych 7 lat /1942-1949/ można wyróżnić kilka wyraźnych etapów rozwoju:
I- trzyletni okres wileński 1942-45 – okres cichej, bardzo intensywnej pracy wewnętrznej. Przy tym rok 1944-45 charakteryzował się specjalnie usilnym poszukiwaniem dróg
i form dla tworzącej się organizacji i precyzowaniem samej idei przewodniej. Poświęcono
tym tematom bardzo wiele spotkań dyskusyjnych i rozmów prywatnych. W rezultacie powstał pierwszy, tymczasowy szkic ustaw przyszłego Zgromadzenia, opracowany przez ks.
Prał. Leona Żebrowskiego.
Zaledwie ta praca została ukończona, nastąpiły bardzo bolesne przymusowe wyjazdy
naszych członkiń z Wilna. Postanowiłyśmy kierować się do jednego miasta /Krakowa/, żeby
móc dalej kontynuować myśl założenia wspólnego domu.
Z rokiem 1945 rozpoczął się więc II okres- okres rozbicia, rozproszenia, po całej Polsce.
Nasze plany spotkania się w Krakowie zostały przekreślone przez różne okoliczności zewnętrzne. Następują dwa lata bardzo ciężkie, dwa lata przetrwania /1945-1947/. W tym
czasie każda starała się pracować na swoim terenie gdzie się dało: w sodalicji, w Caritasie
itp.
W roku 1947 otwierają się możliwości urzeczywistnienia pierwotnego planu, z którym
wyjechałyśmy z Wilna- planu wspólnego domu i wspólnej pracy. Wszystko konieczne do
tego już było; a więc opieka biskupa /Administratora Apostolskiego ks. Bp. Nowickiego
w Gorzowie/ i dom /w Myśliborzu/. Dwie osoby z grupy wileńskiej już rozpoczęły tam
pracę nad dziećmi i młodzieżą. Reszta przygotowuje się do przyjazdu.
Niemalże w przeddzień zrealizowania tego zamiaru /1947/ Pan Bóg niespodziewanie
krzyżuje nasze plany i zatrzymuje na miejscu te, które już miały jechać do wspólnego domu.
W związku z koniecznością pozostania w świecie, otwierają się nam oczy na inne ujęcie
naszej pracy, nieoczekiwane, nowe – zalążek tego [2], co jest dziś, t.j. Instytutu. Nie rozumiejąc jeszcze, o co właściwie chodzi, nie przeczuwając, nie ogarniając całości, szłyśmy
krok za krokiem naprzód. W ten sposób upływa wiele miesięcy, w czasie których pozornie
nic się nie dzieje, lecz w rzeczywistości przygotowywał się w tym czasie grunt do przyjęcia
tej nowej myśli, która niedługo miała się ujawnić.
Rok 1948 jest rokiem zwrotnym, przełomowym. Z tym rokiem 15- go sierpnia rozpoczyna się III okres naszej historii- znalezienia drogi i wkroczenie na nią. Był to dzień zetknięcia
się z Konstytucją Apostolską „Provida Mater” podczas rekolekcji w Myśliborzu /Miesięcznik Kościelny Archidiecezji Poznańskiej nr 7/8, Poznań 1948/. Od pierwszej chwili była ona
dla nas olśnieniem.
WALDEMAR ROZYNKOWSKI
256
Już na parę miesięcy wcześniej dał nam Pan Bóg kierownika duchownego w osobie Ks.
Leona Nowaka, Superiora Domu Księży Jezuitów w Toruniu. O. Nowak wniósł ogromnie
dużo właśnie tych nowych myśli, które później okazały się tak zadziwiająco zgodne z Konstytucją Apostolską „Provida Mater”. Po powrocie z rekolekcji dzięki pomocy O. Nowaka
praca od razu staje na nogi, nabiera rumieńców życia i szybko się rozwija. Powstaje wówczas w Toruniu pierwszy zespół liczący 8 osób. Decydujemy się na nazwę Instytut Miłosierdzia Bożego, traktując go jako grupę świecką przyszłego Zgromadzenia SS. Miłosierdzia
Bożego. W tym czasie powstaje, zredagowany przez O. Nowaka, pierwszy szkic ustaw Instytutu, oparty już o Konstytucję Apostolską.
W listopadzie 1948, z początkiem roku akademickiego, rozpoczynamy nasze pierwsze,
regularne, tygodniowe spotkania, na których dyskutuje się ustawy i związane z nimi zagadnienia. Poza tym trzonem zebrań są konferencje religijne o. Nowaka.
W tym czasie nawiązuje się kontakt z jednostkami, interesującymi się nową formą pracy,
w Łodzi i Radomiu.
Styczeń 1949 stanowi znowu wyraźny etap.
1. – O. L. Nowak otrzymuje wówczas od swoich władz przełożonych polecenia zajęcia
się powstającymi zespołami.
2. – ustala się w ogólnych zarysach stosunek do Myśliborza. Ma nas łączyć ze Zgromadzeniem SS. Miłosierdzia Bożego tylko ideologia. Rezygnuje się ze wszelkiej zależności
organizacyjnej i administracyjnej,
3. – Dochodzi w Toruniu do spotkania /9 stycznia/ trzech ośrodków: Torunia, Łodzi i Radomia. Tę datę można uważać za datę powstania dwóch nowych zespołów zamiejscowych
i za początek wspólnej pracy. Każdy ośrodek otrzymał projekt ustaw do przedyskutowania.
Wszystkie rozjechały się z jasno określonym programem działania na swoim terenie.[3]
Tymczasem w Toruniu tworzy się nowy zespół, zespół kandydatek /7 osób/. Obydwa
zespoły toruńskie pracują pod kierownictwem Ks. L. Nowaka.
Zespół kandydatek na swoich tygodniowych spotkaniach omawia szczegółowo problemy
poruszane w „Ofensywie katolickiej” O. Plusa18.
Zespół pierwszy – od listopada do Wielkanocy miał około 23-25 zebrań, poświęconych
zagadnieniom życia wewnętrznego i dyskusji nad ustawami.
W okresie wielkiego postu O. L. Nowak zorganizował dla każdego zespołu osobno 3-dniowe rekolekcje. Na niedzielę Przewodnią przyjechały delegatki z Łodzi i Radomia, m.in. w celu
przedyskutowania naszej redakcji ustaw. Z ich sprawozdań wynika, że członkinie obu zespołów pracują bardzo intensywnie w katolickich organizacjach, jak Caritas, Sodalicja Mariańska
Akademiczek oraz na innych placówkach, w bibliotekach. Praca wewnętrzna tych zespołów
jest bardzo utrudniona z powodu braku na miejscu kierownika duchownego.
Zespół w Radomiu liczy obecnie trzy osoby. Jest to na ogół zespół nauczycielski. Zespół
łódzki – 8-mio osobowy – jest zespołem akademickim.
Wszystkie zespoły utrzymują ze sobą ścisły kontakt. Wychodzimy z założenia, że zwłaszcza na początku, w okresie tworzenia się Instytutu konieczne jest częste porozumiewanie się
i ścisła współpraca.
L.[udmiła] R.[roszko]
18
Chodzi zapewne o prace jezuity o. Raoula Plusa, Ofensywa katolicka: promieniujmy Chrystusem, Warszawa
1937, ss. 180.
POCZĄTKI INSTYTUTU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO...
257
The beginings of the Lay Institute of Divine Mercy according to its first report
on the functioning of the community from 1949
Summary
The beginings of the Lay Institute of Divine Mercy date back to the years of the Second
World War. It originated from a community of girls, members of the Sodality of Our Lady of
the Female Students of the Stefan Batory University in Vilnius, who, despite the prohibition
on gatherings, started in 1940. They held their meetings in a private apartment of Rev. Michał Sopoćko (1888-1975), an environment that facilitated hem in their efforts to tend to
their internal life and discern their vocation.
The article presents the first report on activities of the Institute. The author of this document, Ludmiła Roszko (1913-2000), a geographer and academic in the Nicolaus Copernicus
University in Toruń, contributed to the work of the Institute from its begining. Since 1945
until her death on the 19th December 2000 she lived in Toruń. Her role and importance in
the foundation of the Institute is so significant that she is considered to have been its co-founder, together with Blessed Rev. Michał Sopoćko.
The report consists of two parts. In the first, one author describes fundamental facts from
the origins of the Institute, i.e. from 1942 to August 1949. Next she provides information of
the first months of Institute’s activities from the mid-August 1948 to the spring of 1949.
Within this section, apart from reminiscences of important events, there is also a kind of
unveiling of the spiritual way which was experienced by the growing community.
S P R A W O Z D A N I A
I
K O M U N I K A T Y
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Roman Poletyło
WNHiS UKSW, Warszawa
Sprawozdanie z seminarium
Elektroniczne Zarządzanie
Dokumentacją w uczelniach wyższych,
instytucjach naukowych
i kulturalnych – teoria i praktyka,
UAM Poznań 12 listopada 2013 r.
Z inicjatywy Sekcji Archiwów Instytucji Naukowych i Kulturalnych Stowarzyszenia Archiwistów Polskich, Polskiego Towarzystwa Archiwalnego oraz gościnności Uniwersytetu
im. Adama Mickiewicza w Poznaniu odbyło się tam 12 listopada 2013 r. seminarium pt.
Elektroniczne Zarządzanie Dokumentacją w uczelniach wyższych, instytucjach naukowych
i kulturalnych – teoria i praktyka.
Otwarcie seminarium w Sali Senatu Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
w budynku Collegium Minus poświęcone zostało przypadającej na 2013 r. rocznicy 60 –
lecia istnienia Archiwum UAM. Przedstawiono historię i charakterystykę i samej Wszechnicy Poznańskiej, i związanego z nią Archiwum. Po uroczystym wystąpieniu władz uczelni,
byłych kierowników Archiwum i gratulacjach wyrażonych przez środowisko polskich archiwistów z różnych ośrodków na ręce obecnej Kierownik Archiwum Anny Domanalus przystąpiono do wygłaszania odczytów poświęconych tematowi seminarium.
Monika Marcinkowska z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach podała obecny
stan prawny i praktykę odnoszącą się do pracy dyplomowej i jej wersji: papierowej i elektronicznej. Prelegentka podała jakie normatywy prawne regulują potrzebę powstawania,
składania na uczelni i przekazywania prac dyplomowych do archiwum. Oprócz ogólnych
aktów prawnych, takich jak Ustawa o szkolnictwie wyższym, o prawie autorskim i pokrewnych, są też akty wykonawcze, takie jak przepisy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dotyczące przebiegu studiów, prac doktorskich, habilitacyjnych, profesorskich. Kwestię prac dyplomowych regulują normatywy wewnętrzne na uczelniach – akta senatu,
rektora, pisma okólne itp. Działy prawne uczelniane i państwowe wydają też różne rozporządzenia antyplagiatowe. Praca dyplomowa w dwóch wersjach, tj. papierowej i elektronicznej funkcjonuje od 2005 r. Taki jest zapis, który przewiduje ich przechowywanie przez
50 lat. O ile składanie pracy w wersji papierowej nie stwarza problemu („papier wszystko
przetrzyma”), to taki zapis dla wersji elektronicznej stanowi problem. Wersję elektroniczną
najczęściej stanowi płyta CD/DVD, która, by spełnić wymóg prawny, trafia do teczki osobowej studenta. Nikt się tą płytą nie interesuje, nie sprawdza jej zgodności z wersją papierową.
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
260
Płyty takie już po kilku latach „nie otwierają się” i stają się bezużyteczne. Brak szczegółowych wytycznych powoduje, że odpowiedzialnością za taką zgodność próbuje obciążyć się
promotorów. Praca na płycie spełnia dotąd tylko wymóg prawny a nie ma funkcji użytkowej. Problemem kolejnym, który to spowodowało, jest konieczność zabezpieczania tych
wersji przez repozytoria. Skoro mają je przechowywać przez 50 lat, jak mają postępować,
by przez cały ten okres miało to wartość użytkową? W uczelniach polskich brakuje takich
procedur dla płyt i dla repozytoriów. Jeśli chodzi o kwestię wprowadzania prac w wersji
elektronicznej do repozytoriów, to nie wiadomo, kto to ma robić. Efekt jest taki, że uczelnie
nie wiedzą jak zabezpieczać te nośniki przez 50 lat. Jeszcze gorzej jest z pracami podyplomowymi – tu jest zupełna dowolność w postępowaniu. W przypadku pracy doktorskiej nie
ma wymogu wersji elektronicznej, należy ją złożyć w 5 egzemplarzach. Niektóre uczelnie
decydują się na wersję elektroniczną. W przeciwieństwie do prac dyplomowych nie ma z nią
kłopotu jeśli chodzi o publikację i prawa autorskie, bowiem za rozpowszechnienie traktuje
się już obronę.
Rok 1999 był przełomowy dla uregulowania udostępniania prac dyplomowych: dotąd
autor musiał wyrażać zgodę na skorzystanie z jego pracy, teraz powstała możliwość pobierania zgody autora w postaci licencji na upowszechnianie. Tak więc jest problem z pracami
sprzed wejścia w życie tych przepisów – obecnie wszyscy są zgodni co do tego, że zależy to
od autora.
Konkludując autorka wspomniała o nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym, która
zakłada istnienie ogólnopolskiego systemu przechowywania prac (w ramach POL-onu). Powstają w związku z tym pytania i problemy: czy uczelnie będą miały obowiązek przechowywania prac w wersji elektronicznej, nieznane są rozwiązania w tej materii, bowiem nie ma
dyskusji władz rządowych z zarządem Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych, nie
uwzględnia się przepisów dotyczących przechowywania prac przez 50 lat.
Tak więc brak jest jasnych i właściwych procedur dla drogi jaką powinna przejść praca
dyplomowa w wersji elektronicznej od studenta do archiwum uczelnianego.
Następnie głos oddano dr. Andrzejowi Kurkiewiczowi z Departamentu Strategii Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który przedstawił wspomniany wyżej POL-on i jego
zastosowanie w uczelniach wyższych i instytucjach naukowych. POL-on (wdrażany od
dwóch lat) to zintegrowany system informacji o szkolnictwie wyższym w Polsce, którego
celem jest stworzenie globalnej bazy danych o jednostkach naukowych i nauce polskiej.
Gromadzone dzięki niemu informacje mają wspierać procesy decyzyjne Ministerstwa Nauki
i Szkolnictwa Wyższego odnośnie uczelni wyższych oraz jednostek naukowych. Jego projekt powstał w 2009 r. i jest finansowany w całości z Unii Europejskiej. MNiSW ogłosiło
Plan Rozwoju Usług informatycznych dla Nauki Szkolnictwa Wyższego na lata 2013-2020.
Planowana jest rozbudowa OSF (Obsługa Strumieni Finansowania) i POL-onu oraz utworzenie platformy integrującej SUN (System Usługi Informacji Nauki i Szkolnictwa Wyższego). Planowane są moduły: statystyczny dla GUS-u, repozytorium prac licencjackich, magisterskich, doktorskich oraz rejestr dyplomów wydawanych przez uczelnie. W trakcie
końcowych uzgodnień są propozycje zmian w Ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym, w tym
oczekiwana przez uczelnie propozycja przejęcia przez POL-on zadania gromadzenia danych
do tej pory przekazywanych do GUS w formularzach S-10, S-11 i S-12. POL-on integruje
coraz więcej modułów, z których dane czerpią różne grupy interesariuszy (nie tylko
MNiSW). POL-on gromadzi dane od jesieni 2011 roku. Dane dostarczają uczelnie wyższe
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
261
i instytuty badawczo-naukowe. Tych danych ma być coraz więcej i będą miały one coraz
większe znaczenie przy podejmowaniu decyzji (w tym decyzji finansowych).
Celem systemu jest:
– wspomaganie podziału dotacji dla szkolnictwa wyższego i nauki oraz udostępnianie informacji o ich przyznaniu;
– wspomaganie śledzenia sposobu wydatkowania dotacji;
– wspomaganie oceny jakości kształcenia;
– wspomaganie oceny jakości badań naukowych;
– dostarczanie obiektywnych informacji o szkolnictwie wyższym dla studentów, potencjalnych studentów, pracowników nauki i przedsiębiorców;
– dostarczanie danych statystycznych o szkolnictwie wyższym do GUS.
Do systemu z uczelni są przekazywane:
– dane z rocznych sprawozdań z działalności uczelni (przekazane MNiSW do 15 X roku
następującego po roku sprawozdawczym, obsada kadrowa na prowadzonych kierunkach
studiów, dane o liczbie studentów aktywnych na dzień 30 IX, dane o absolwentach za
poprzedni rok akademicki);
– dane do Centralnego wykazu nauczycieli akademickich i pracowników naukowych (dane
przekazywane MNiSW są w terminie 7 dni od dnia zatrudnienia, zmiany lub uzyskania
informacji o zmianie danych pracownika, imię i nazwisko, numer PESEL, tytuł zawodowy, stopień naukowy lub tytuł naukowy, informacje o miejscu zatrudnienia, informacje
o zaliczeniu do minimum kadrowego);
– dane do ogólnopolskiego wykazu studentów (przekazane MNiSW w terminie do 15 XI
i do 15 III każdego roku, stan na dzień odpowiednio 30 X oraz 1 III każdego roku, imię
i nazwisko, numer PESEL, informacje o punktach ECTS, dane o kierunkach studiów, na
które student został przyjęty, informacje o rodzaju przyznanej pomocy materialnej).
A. Kurkiewicz podnosił jego wartość dla uczelni, choćby w możliwości szybszego aktualizowania danych na potrzeby statystyki (dla przykładu dotąd dane dla GUS-u szybko dezaktualizowały się). POL-on w kilku modułach już zaczął funkcjonować: gromadząc informacje o studentach system ten pozwala ich zidentyfikować, zbierając dane o stypendiach
zapobiega ich pobieraniu przez studentów z kilku źródeł. Zbiera też dane o profesorach (dla
ustalenia pierwszego miejsca pracy), badaniach naukowych. Na razie w bazie jest 105 tys.
profesorów i 1,5 miliona studentów. Pod system ten ma być też „podpięte” centralne repozytorium prac dyplomowych, którego założeniem jest gromadzenie tych prac a nie działania
atyplagiatowe (ma być poszanowanie dla autonomii prac). System będzie „zasysał” prace
z uczelni do repozytorium centralnego. Dotąd nie było obowiązku systematyzacji w uzyskiwaniu prac elektronicznych i posiadania baz repozytoryjnych. Teraz do takiego centralnego
rejestru będą miały dostęp np. firmy, które będą sprawdzały autentyczność prac poprzez
zadawanie pytań. Zadaniem tego systemu ma być bowiem walka z praktyką masowości w pracach: takich samych, dublujących się tematach. Centralne repozytorium ma usystematyzować standard, w jakim wpływają prace do centralnego systemu, ma być kompatybilne z istniejącymi (pracuje nad tym Centrum Modelowania UW). Trwają prace nad takimi
normatywami, które by pomagały uzyskiwać przez uczelnie praw do prac magisterskich,
licencjackich. Różne są bowiem zdania, przeważa przekonanie o tym, iż prawa do prac studentów należą do nich samych. Uczelnie miałyby uzyskiwać do nich prawa po uzyskaniu
zgody studenta. Wtedy bez przeszkód mogłyby one trafiać do swobodnego obrotu, w tym do
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
262
repozytorium. Uczelnie miałyby obowiązek posiadania tych praw, kierowania tych prac do
repozytorium bez pytania studenta. Decyzja o przyznaniu stopnia naukowego jest decyzją
administracyjną i wymaga potwierdzenia autentyczności. Ustawa nie narzuca tego, kto ma
sprawdzać prace na uczelni. Dotąd przenoszenie danych z GUS-u w tej materii stanowiło
problem. System POL-on miałby to usprawnić, pozwalałby zbierać tylko te dane o przebiegu studiów, które byłyby niezbędne w przydzielaniu środków finansowych stypendialnych.
Centralne repozytorium prac dyplomowych otrzymałoby roczne vacatio legis dla wprowadzania ich do systemu. W perspektywie lat 2014-2020 jest konieczność wykorzystania unijnych środków finansowych właśnie na bazy repozytoryjne.
Z punktu widzenia funkcjonowania systemu POL-on istotne by były zmiany dokonane
w Ustawie o Szkolnictwie Wyższym, które pozwoliłyby na rozszerzenie istniejącego systemu
o informacje dotyczące doktorantów i świadczeń pomocy materialnej dla doktorantów, na
rozszerzenie systemu o informacje dotyczące osób, którym nadano stopień doktora lub doktora habilitowanego oraz osób, którym nadano tytuł naukowy profesora. Do Ustawy zostanie
dołączone ogólnopolskie repozytorium prac dyplomowych. W regulacji znajdą się także propozycje prowadzące do zmniejszenia sprawozdawczości uczelni poprzez docelowe przejęcie
przez POL-on zadania gromadzenia danych zbieranych corocznie przez GUS w ramach formularzy S-10, S-11 i S-12.
Prace nad informatyzacją MNiSW mają na celu powstanie jednej wspólnej zintegrowanej
platformy na potrzeby nauki i szkolnictwa wyższego, interoperabilnej z innymi systemami
centralnymi. Użyteczność POL-onu zależy od jakości danych przekazywaych z uczelni i instytutów badawczych. W niedalekiej przyszłości planuje się raportowanie dla GUS poprzez
POL-on, stworzenie archiwum prac dyplomowych w ramach PBN (Polskiej Bibliografii
Naukowej), stworzenie rejestru dyplomów wydawanych przez uczelnie.
Po wystąpieniu A. Kurkiewicza przystąpiono do dyskusji. Pojawiły się dylematy: wiele
uczelni nie ma repozytorium – czy będzie system dla repozytorium i jak ewentualnie ma
wyglądać?; czy te bazy będą pełnotekstowe?; czy prace będą mogły być „zgrywane” z teczki?; co ze sprawdzaniem zgodności?
W odpowiedzi usłyszano o tym, iż zapis o 2009 roku jako cezury, od której prace wówczas powstałe będą musiały znaleźć się w systemie, będzie zgodny z prawem. Rządowe
Centrum Legislacyjne wycofało się z roku 2005 r., bowiem wówczas powstawało jeszcze
wiele prac na dyskietkach, których odzyskanie dziś jest często praktycznie niemożliwe. Prelegent uspokajał też wobec obaw, o zagrożenia płynące z tego dla autonomii uczelni. Uczelnie mają bowiem własne systemy ochrony antyplagiatowej, mają obowiązek weryfikacji
takich prac dla własnego dobra: utrzymania prestiżu i poziomu wobec systemu zarządzania
jakością. Tak więc taka baza wymuszałaby jedynie by uczelnie nawzajem się sprawdzały.
Wobec konieczności przechowywania takich prac na uczelni przez 50 lat, dla bazy repozytoryjnej ustali się odrębne przepisy. Pracuje nad tym głównie środowisko uczelniane z UW
– mimo braku ustawy wersja beta już jest, dopracowuje się format przepływu danych. Dostęp do prac dyplomowych w takiej bazie byłby mocno ograniczony: służyłby tylko celom
wynikającym z ustawy. Forma zapytania w takiej bazie będzie tak sformułowana, by prawa
pokrewne były nienaruszone. Baza będzie tak „zgrywać” prace, by dane nie wyciekały.
Wdrażanie tego będzie trwać trzy lata i będzie opierać się wyłącznie na polskich uczelnianych bazach repozytoryjnych. Jedynie ok. 70 polskich uczelni ma to uporządkowane
(wszystkich jest ok. 400), ale 70% uczelni wytwarza ok. 50 obron prac rocznie. Jeśli chodzi
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
263
o termin wprowadzenia danych do repozytoriów to zanosi się oczywiście na okres przejściowy, który obecnie jest negocjowany. Termin niezwłocznego przekazywania prac do repozytorium ogólnopolskiego przez uczelnie będzie rozumieć się jako przedział 14-30 dni, bez
jakiegoś szczególnego rygoru, wobec faktu obron w okresie przedwakacyjnym. Przepisy te
wejdą najprawdopodobniej od X 2014 r. lub od I 2015 r. POL-on będzie wchodzić rok. W III
lub IV 2014 r. będą odbywać się prezentacje, szkolenia odnośnie Centralnego Repozytorium
Ogólnouczelnianego. Docelowo jest zamysł by zrezygnować z obrotu papierowego, w tym
prac dyplomowych. Będzie to następować stopniowo. Dane elektroniczne, jak przyznano, są
bardziej narażone na utratę niż papier, więc tak szybko z tego, zwłaszcza na małych uczelniach, nie zrezygnuje się. Celem jest mieć dobre Centralne Repozytorium Prac Dyplomowych, równoległe do „papierowych” prac dyplomowych. Uczelnie będą w tym wspierane
– będą dla tego pozyskiwane środki z programu „Wiedza, Edukacja, Rozwój”.
Henryk Krystek i Tadeusz Grabarz z Archiwum Państwowego w Poznaniu przedstawili
Rolę Instrukcji kancelaryjnej i jednolitego rzeczowego wykazu akt w procesie wdrażania
EZD na przykładzie administracji rządowej i samorządowej. H. Krystek poddał analizie
kwestię uwierzytelniania dokumentu poprzez podpis, w tej sytuacji poprzez podpis elektroniczny. W Polsce reguluje to ustawa o podpisie elektronicznym z 18 IX 2001 r. i ustawa z 17
II 2005 r. o informatyzacji podmiotów realizujących zadania publiczne. Dokument elektroniczny to stanowiący odrębną całość znaczeniową zbiór danych uporządkowanych w określonej strukturze wewnętrznej i zapisanych na informatycznych nośnikach danych. W sprawie szczegółowego postępowania z dokumentami elektronicznymi MSWiA 30 X 2001 r.
wydało odpowiednie rozporządzenie. W omawianym systemie niczego ono właściwie nie
zmieniło, wnosi wymóg dbania o sprawy historyczne.
Następnie prelegent zdefiniował pojęcie istotne dla dokumentu elektronicznego, a mianowicie chodzi o tzw. metadane. Jest to zestaw logicznie powiązanych z dokumentem elektronicznym ustruktualizowanych informacji, opisujących ten dokument lub umożliwiających wyszukiwanie, kontrolę, zrozumienie i długotrwałe przechowywanie oraz zarządzanie nim. Wśród
dokumentów elektronicznych na uwagę zasługują dokumenty ewidencjonowane, świadczące
o wykonywaniu działalności podmiotów, o których mowa w § 1 rozporządzenia, w tym o przebiegu załatwiania i rozstrzygania spraw. Wśród dokumentów ewidencjonowanych wyróżniamy
z kolei materiały archiwalne, przechowywane wieczyście i materiały do brakowania. Dzięki
klasyfikacji i kwalifikowania takich dokumentów wg wykazu akt, stworzonego na potrzeby
EZD, łatwiejsze ma być agregowanie spraw, ma być zachowana integralność treści dokumentów, zabezpieczenie ich przed usunięciem z systemu, odpowiednie administrowanie dostępem
do informacji. Archiwum zakładowe ma stać się systemem informatycznym. Przejście na EZD
ma rozwiązać problem brakowania dokumentacji niearchiwalnej. Do takiego archiwum materiały archiwalne trafiałyby po 10 latach od ich wytworzenia a jednostką archiwalną będą tam
poszczególne sprawy uwzględnione na spisie zdawczo-odbiorczym.
T. Grabarz przedstawił system EZD od strony technicznej. Jest to system, w którym nie
ma papieru, służy elektronicznemu przetwarzaniu danych. Dokument, który będzie „wchodził” do urzędów w wersji papierowej, będzie skanowany. W punkcie kancelaryjnym urzędu
będzie tzw. skład chronologiczny. Odwzorowana elektronicznie wersja papierowa dokumentu zostanie w kancelarii. Zarejestrowany tam dokument „przejdzie” następnie do właściwej registratury do załatwienia. Prowadzący sprawę referent otrzymuje dokument do
załatwienia w wersji elektronicznej. Odpowiedź na pismo urząd przygotuje już w wersji
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
264
elektronicznej i tylko na życzenie petenta będzie go mógł wydrukować. Sam dokument będzie zachowany w systemie. Dokumenty jednej sprawy będą w nim połączone, spięte i będą
posiadać jeden znak sprawy, załączniki będą do nich podpięte. Pojawia się tu na razie nie
rozstrzygnięta kwestia papierowego składu chronologicznego – co z nim robić? Padają propozycje, by dokumenty po odwzorowaniu po prostu niszczyć. Byłoby to rozwiązanie na
pewno szokujące dla archiwistów. Czy bezpieczne jest powierzać dokumenty tylko systemowi elektronicznemu, a co będzie gdy z niego znikną?
Następne wystąpienie Małgorzaty Rychlik z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu poświęcone było Repozytorium prac naukowych UAM-u, tzw. AMUR-owi.
Repozytorium to funkcjonuje na Uczelni od 4 lat i ma służyć pracownikom naukowym i ma
upowszechniać ich dorobek naukowy, zabezpieczać go na dłużej. Prelegentka podała zasady
archiwizowania dorobku, które przyświecają obsługującym repozytorium:
– obligatoryjna – starania, by naukowcy możliwie w całości umieszczali tam cały swój
dorobek,
– fakultatywna – deponenci sami archiwizują swoje prace.
Repozytorium posiada kolekcje 15 wydziałów UAM-u, kolekcje czasopism naukowych
uczelni, kolekcje doktoratów. Jest najlepszym obecnie repozytorium w kraju.
Krzysztof Pilecki, Dyrektor Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego i Grażyna Kurzyna,
pracownik tegoż, przedstawili swoje Archiwum od strony elektronicznych baz danych, które na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat były i są tworzone na jego użytek. W 1993 r. powstał tam system informatyczny, który pozwolił na utworzenie bazy danych archiwalnych.
Informatyzacją zostały objęte teczki studentów, przewodów doktorskich, przewodów habilitacyjnych, dot. nadań profesur. Kilka lat trwało rejestrowanie fizycznych teczek archiwalnych w bazie danych, których obecnie jest ok. 230 tys. Informatyzacja wymusiła uporządkowanie procedur na uczelni: dotąd dla studentów studiów dziennych istniał album
z nadawanymi numerami indeksów (w założeniu jednostkowymi), natomiast dla innych
form studiów (niestacjonarnych, doktoranckich, podyplomowych) nie było jednolitego systemu numerowania indeksów. Przewody habilitacyjne i postępowania profesorskie jeszcze
dziś nie są rejestrowane w sposób jednolity w uczelni i nie mają nadawanych numerów –
w systemie przewidziano oddzielne numeracje w każdej kategorii. W związku z tym został
opracowany format sygnatury teczek, tak aby uniknąć powtórzeń i ułatwić wyszukiwanie.
Ustalony został sposób numerowania dopływów czyli kolejnych przekazywanych partii teczek z jednostek dydaktycznych, z podziałem na kategorie teczek. Ustalono także zakres
danych objętych elektroniczną archiwizacją. Utworzono wreszcie słowniki historyczne jednostek dydaktycznych, kierunków, specjalności, dziedzin i dyscyplin, systemów i rodzajów
studiów. Zaprojektowano także mechanizm kontroli dla uniknięcia ręcznego wprowadzenia
duplikatów osób i teczek. Teczka archiwalna ma tytuł – jest to nazwisko i imię (ostatnio
ewentualnie PESEL). Jej sygnatura, w zależności od kategorii teczki przybiera postać:
– dla studenckiej: np. WH-32 12345/S (kod symbolu jednostki, nr dopływu, nr indeksu,
/S);
– dla przewodów doktorskich: np. WH-dr 1 345/D (kod symbolu jednostki, -dr, nr dopływu, nr przewodu doktorskiego, /D);
– dla habilitacji: np. WH-hab 1 45/H (kod symbolu jednostki, -hab, nr dopływu, nr przewodu habilitacyjnego, /H);
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
265
– dla profesur: np. WH-prof.1 32/P (kod symbolu jednostki, prof, nr dopływu, nr nadania
profesury, /P).
W 2008 r. na podstawie doświadczeń pierwszego systemu informatycznego Archiwum
UW, powstał w USOS nowy moduł do obsługi Archiwum a cała baza danych została przeniesiona do bazy USOS. Obecnie moduł Archiwum obsługuje dwa zbiory danych:
– Archiwum UW obejmujący dane osób, które nie były rejestrowane w USOS (przed 2002 r.);
– Archiwum USOS dotyczący osób rejestrowanych w USOS (prace są w toku).
Moduł ten pozwala m. in. na rejestrowanie teczek archiwalnych studentów, przewodów
doktorskich, habilitacyjnych i profesur spoza USOS, na archiwizowanie programów studentów z USOS-a, archiwizowanie przewodów doktorskich w USOS, na automatyczne wydruki spisu zdawczo-odbiorczego, na wyszukiwanie i prezentację danych wg określonych kryteriów, na zamawianie teczek do wypożyczenia przez wydziały, na rejestrację wypożyczeń,
wycofań i zwrotów, na wysyłanie mailowych przypomnień o zwrot teczek.
Archiwizacji podlegają m.in. teczki studenckie studentów stacjonarnych lub niestacjonarnych 1 i 2 stopnia lub studiów jednolitych magisterskich, immatrykulowanych z numerem albumu z puli centralnej lub dawniej lokalnych. Dla studentów studiów 3 stopnia – doktoranckich nr albumu jest obecnie przydzielany z puli centralnej. Jeśli doktorant był
wcześniej studentem UW i miał numer albumu z puli centralnej to zachowuje ten numer
albumu jako doktorant. Dla słuchaczy studiów podyplomowych numer albumu jest obecnie
nadawany z odrębnej puli numerów dla studiów podyplomowych.
Każda partia teczek jednorazowo przekazywana do Archiwum UW jest opatrzona numerem dopływu i udokumentowana „spisem zdawczo-odbiorczym”. Numer dopływu jest
nadawany według wytycznych dyrektora Archiwum UW i jest to kolejny numer partii teczek w ramach jednostki archiwizującej.
Na UW obowiązuje zarządzenie Rektora o konieczności rejestrowania w USOS przewodów doktorskich i nostryfikowanych dyplomów i dotyczy wszystkich przewodów otwartych
począwszy od X 2013 r. Rejestracji w USOS podlegają:
– rozpoczęte studia doktoranckie – kończą się zaliczeniem przez studenta wszystkich etapów studiów (uzyskaniem absolutorium) lub skreśleniem z listy studentów,
– otwarte przewody doktorskie absolwentów studiów doktoranckich lub osób z zewnątrz
– kończą się nadaniem stopnia doktora lub zamknięciem przewodu doktorskiego,
– otwarte przewody nostryfikacyjne dyplomów doktorskich uzyskanych zagranicą – kończą się zaświadczeniem o nostryfikacji lub zamknięciem przewodu nostryfikacyjnego.
Teczki przewodów doktorskich, zakończonych nadaniem stopnia doktora lub zamkniętych w jednostce dydaktycznej UW, są przechowywane w registraturze jednostki. Raz na
3 lata teczki przewodów powinny być przekazane partiami do Archiwum Uniwersytetu.
Każda z nich opatrzona jest numerem dopływu i udokumentowana „spisem zdawczo-odbiorczym”. Numer dopływu jest nadawany według wytycznych dyrektora Archiwum UW
i jest to kolejny numer w ramach jednostki archiwizującej (tylko dla przewodów doktorskich).
Uniwersytecki System Obsługi Studiów w module Archiwum dla teczek studentów spoza
USOS przewidział odpowiedni formularz. W zakresie jego danych znajduje się szereg danych o osobie, o immatrykulacji. Inne formularze w module Archiwum UW to: teczki przewodu doktorskiego, habilitacyjnego i profesorskiego, zestawienie teczek z dyplomami, ar-
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
266
chiwizowanie programów osób, raport: spis zdawczo-odbiorczy, wyszukiwanie teczek wg
kryteriów, archiwum danych USOS, raport : karta danych archiwalnych, statystyki.
Jeśli chodzi o wypożyczanie i zwrot teczki to procedura wygląda następująco: pracownik
wydziału zamawia teczkę w USOS, pracownik Archiwum sprawdza w USOS listę zamówień i wyjmuje teczki z magazynu, po zawiadomieniu przez pracownika Archiwum, że
teczka jest do odbioru pracownik dziekanatu lub osoba upoważniona odbiera teczkę zostawiając wypełniony rewers (jak dotąd). Pracownik Archiwum wprowadza do USOS datę
wypożyczenia teczki i planowaną datę zwrotu, ew. uwagi. Kiedy minie planowana data
zwrotu teczki, do osoby która wypożyczyła teczkę zostanie skierowany (z USOS) mail przypominający o konieczności zwrotu. Po zwróceniu teczki do Archiwum, w USOS zostaje
wpisana faktyczna data zwrotu.
W planach dalszej informatyzacji Archiwum UW jest stworzenie modułu dla akt kadrowych.
Wszystkie te działania zmierzać mają w kierunku stworzenia pełnego systemu elektronicznej ewidencji akt osobowych, umożliwienia elektronicznego archiwizowania akt zarejestrowanych w USOS, automatycznego sporządzania spisów zdawczo-odbiorczych, zautomatyzowania systemu wypożyczeń i wycofań, ograniczenia liczby wypożyczanych teczek
przez wydziały (możliwość automatycznego drukowania zaświadczeń z USOS), wyszukiwania potrzebnych danych i sporządzania plików wyników zapytań i raportów.
Następnie głos zabrał Mariusz Czerniak z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Swoje wystąpienie poświęcił Archiwum prac dyplomowych w USOS. Okazuje się, że
w UMK w tym zakresie funkcjonuje aplikacja stowarzyszona z systemem USOS – APD
(skrót od Archiwum Prac Dyplomowych). Stanowi ona publiczny katalog tematów i streszczeń prac dyplomowych i doktorskich w uczelni wyższej. Autorzy prac mają możliwość ich
archiwizacji w wersji cyfrowej a opiekunowie i recenzenci mogą elektronicznie recenzować
i oceniać. Jest to istotne wsparcie dla dyplomowania i jednocześnie dokumentowania przebiegu egzaminu dyplomowego. Pierwsza wersja aplikacji APD powstała w 2006 r. Obecnie
w całym kraju 35 uczelni posiada USOS a 11 uczelni – APD. Funkcjonalność i atrakcyjność
tej drugiej polega na bezpośredniej łączności studenta, jego opiekuna, recenzentów z systemem dziekanatowym. Zmiany w tym systemie są dokonywane w czasie rzeczywistym, jest
to wspólna baza danych. Ma ona dwie wersje językowe; polską i angielską i zapewnioną
kontrolę dostępu do danych. Wiadomości mailowe system generuje automatycznie i rozsyła
do uczestników procesu dyplomowania. Określone informacje o pracy są publicznie dostępne w internecie po zalogowaniu się a ich sposób wyszukania i prezentacji zapewniają specjalne filtry. Podstawową funkcjonalność tego elektronicznego repozytorium prac, że nie ma
tu dowolności – tylko określone typy plików mailowych są „ładowane” przez informatyka
do systemu. Jest też zapewnione tzw. wersjonowanie prac za pomocą ich zestawów – na
bieżąco dyplomowania. System zapewnia link do pliku z pracą, pasek stanu pracy w archiwum, możliwość recenzowania on-line prac w repozytorium dzięki szablonom recenzji.
Proces archiwizacji pracy dyplomowej wygląda następująco: pracownik administracji dziekanatu inicjuje ten proces, autor po zalogowaniu się dodaje pracę, załączniki, opiekun/promotor zatwierdza dane, następnie opiekun/promotor, recenzenci dodają recenzje, elektroniczna wersja recenzji trafia do systemu dziekanatowego, następnie ostatecznie zatwierdza
się pracę, która teraz gotowa jest już do obrony. System zapewnia możliwość pobierania
dokumentów związanych z pracą.
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
267
Anna Wołek z Politechniki Wrocławskiej zaprezentowała z kolei Repozytorium Wiedzy,
które jest oparte na Open Access i ma ruszyć w PW w I 2014 r. Ma mieć tzw. drogi: złotą
drogę OA – zapewniającą publikowanie naukowcom w otwartych czasopismach (każdy
użytkownik internetu może z niego korzystać) i tzw. zieloną drogę OA – pozwalającą na
udostępnianie wyników naukowych w otwartych repozytoriach (dorobek naukowy uczelni).
Zaletą tego jest, że wyniki badań od razu są dostępne w internecie szerokim rzeszom czytelników. Geneza powstania tego związana jest z problemem podwójnego finansowania – pod
koniec XX w. użytkownicy internetu w USA jako płatnicy podatków zanegowali konieczność ponownego płacenia za wgląd w internecie do wyników badań naukowych publikowanych w czasopismach. W związku z wzrostem cen za ten dostęp nastąpił w USA kryzys
czasopiśmiennictwa. Polityka OA otwartego mandatu przyniosła rezultaty na poziomie instytucji, krajów. Wielu wydawców dalej broni się przed zapewnieniem swobodnego dostępu
użytkownikom internetu do swoich zasobów.
Paweł Gaszyński z Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawił historię repozytorium prac
dyplomowych na swojej uczelni. Początki związane z zagadnieniem gromadzenia i postępowania z wersjami elektronicznymi prac dyplomowych, powstającymi na UJ wiążą się z zarządzeniem Rektora w 2004 r. Regulacje te narzucały autorowi pracy dostarczenie na uczelnię
oprócz wersji papierowej, wersji na nośniku cyfrowym a także wypełnienie ankiety z odpowiednimi danymi na potrzeby stworzenia bazy prac dyplomowych. Dodatkowo istniała możliwość wyrażenia zgody na zamieszczenie pracy w internecie. Tak to funkcjonowało do 2011
r. , kiedy zrozumiano że rozwiązania te nie są precyzyjne. Problemem był stopień zgodności
wersji elektronicznej z papierową złożoną w sekretariacie. Nikt za weryfikację tego nie był
dotąd odpowiedzialny a próbowano to wyeliminować dla własnej wiarygodności i rzetelności
choćby poprzez obciążenie tym promotorów. Ograniczono się ostatecznie do pisemnego
oświadczenia studenta o tej zgodności. Problemem istotnym była też zawodność samych nośników, na których rejestrowano prace: płyt CD/DVD, dyskietek. Wpływ na ich użyteczność
ma zarówno czas, jak i warunki przechowywania. Sama ściągalność przez Uczelnię elektronicznych wersji prac była i jest do dziś problemem i dużym wyzwaniem.
Od 2009 do 2011 r. Archiwum rozpoczęło modernizację w celu usunięcia powyższych
niedogodności. Efektem tego było wprowadzenie zarządzeniem Rektora regulacji dla przekazywania prac w wersji elektronicznej. System USOS zaczął posiadać specjalny moduł –
Archiwum Prac Dyplomowych. Po wejściu zarządzenia w życie znikło przekazywania prac
na płytach CD/DVD, a wszedł obowiązek zamieszczania przez studentów prac do systemu
APD. Praca taka musi być w formacie PDF, w jednym pliku. System ten modyfikuje taką
pracę nadając na każdej stronie PDF-u dziesięciocyfrową losową sumę kontrolną. Po tym
dopiero tak zmodyfikowaną pracę student może wydrukować i złożyć w sekretariacie/dziekanacie. System USOS podczas przyjmowania takiej pracy na potrzeby pracownika danej
jednostki losowo wybiera dwie strony z sumami kontrolnymi do weryfikacji. Procedura taka
zapewnia całkowitą ściągalność prac, gdyż praca bez sum kontrolnych nie może być dopuszczona do obrony a także zgodność wersji papierowej z elektroniczną. Każdy student
wpisuje też do systemu wszelkie dodatkowe dane na potrzeby bazy prac i określa dostępność dla osób trzecich swojej pracy. Znaleziono też rozwiązanie, by przy problemach lokalowych Archiwum, w ramach uczelnianego archiwum funkcjonowała jedynie wersja cyfrowa pracy jako równoważna wersji papierowej. Od strony prawnej umożliwiła to UJ zgoda
wyrażona przez MNiSW. Ustawa mówi o konieczności przechowywania jednego egzempla-
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
268
rza pracy dyplomowej w teczce akt osobowych. W świetle interpretacji Ministerstwa tego
zapisu uczelnia sama może zdecydować w jakiej formie przechowuje prace. Aktualnie funkcjonuje rozwiązanie, w którym Archiwum przechowuje jedynie wersje cyfrowe prac, natomiast wersja papierowa, składana przed obroną, nie jest już przekazywana do Archiwum.
W momencie wydania dyplomu jest oddawana studentowi.
Zarządzenie Rektora z 2004 r. dotknęło też kwestii udostępniania prac magisterskich i licencjackich. W świetle wykładni prawa autorskiego dla UJ prace te mogą być udostępniane
osobom trzecim wyłącznie po uzyskaniu zgody autora. Obrony tych prac mają charakter
niejawny, nie upublicznia się ich. Do autora należy całość praw w dysponowaniu pracą.
Stosuje się tu jedynie przepisy prawa autorskiego, które mówią o możliwości takiego upublicznienia po 70 latach od śmierci autora. Tak więc Zarządzenie z 2004 r. dało niewielkie
pole manewru uczelni w tej materii. Mimo tego ¼ autorów prac, które znajdują się w Archiwum UJ wyraziło zgodę na ich upulicznienie, zwłaszcza chodzi tu o internet.
Nowe Zarządzenie Rektora z 2011 r. dało możliwość autorom prac na upublicznienie prac
w czytelni Archiwum, z wyłączeniem udostępnienia w internecie. Ta opcja poprawia znacznie statystyki w wyrażanych zgodach na upublicznianie przez autorów swoich prac. Tendencje te poprawia też oczywiście wprowadzenie APD.
Dla rozpraw doktorskich kwestie prawne w udostępnianiu nie są tak surowe, ponieważ
każda z nich przed obroną jest wystawiona do wglądu w czytelni. Poza tym obrona odbywa
się w sposób jawny. To pierwsze upublicznienie pozwala na to, by były one udostępniane
w czytelni bez ograniczeń. Autor takiej rozprawy może też wyrazić zgodę na jej dostępność
w internecie. Tutaj tendencja w udostępnianiu on-line takich prac też jest rosnąca.
Dariusz Klemantowicz z Uniwersytetu Łódzkiego przeanalizował z kolei funkcjonowanie
na jego uczelni Elektronicznego Obiegu Dokumentów. Autorami wprowadzenia tam tego systemu jest Rektor i Kanclerz. Do korespondencji między jednostkami organizacji centralnej
wykorzystuje się pocztę mailową na serwerze UŁ, gdzie wcześniej był USOS. EOD jest tam
wdrażany przez pewną firmę od 2013 r. Pan Klemantowicz poddał to dość ostrej krytyce: iż
jest to powielana sztampa z rozwiązaniami właściwie dla firm prywatnych a nie uczelni,
zwłaszcza państwowych, iż w ogóle nie liczy się przy wdrażaniu pewnych istotnych rozwiązań zdanie archiwistów. System z problemami działa od VI 2013 r.: każdy ma tu dostęp po
zalogowaniu, hasła są tam zmieniane co miesiąc. Tak naprawdę funkcjonują tam trzy systemy:
nowy (EOD), mailowy i tradycyjny z pismem (nie wprowadzanym do systemu).
Ironicznie trochę tu skonstatowano, iż obieg dokumentów w uczelni wychodzi naprzeciw
Rektorowi, bo dzięki temu poznaje jakość i wydajność swoich pracowników. Pisma przychodzą tylko w EOD, pismo zeskanowane jest od razu kierowane do załatwienia, na pisma
w wersji papierowej czeka się zazwyczaj 2-3 dni. Firma wdrażająca ten obieg nie jest w ogóle przygotowana na to, by wprowadzić tam skład chronologiczny. Nie ma tam synchronizacji z wykazem akt, który nie jest podłączony. Archiwizacja dla tej firmy jest abstrakcją – nie
przewidziała ani potrzeby archiwizacji, ani brakowania. Zalecenia Archiwum państwowego
dla UŁ mówią o tym, by wejście tego systemu poprzedziło najpierw znowelizowanie i zatwierdzenie przez AP instrukcji kancelaryjnej. Dotąd obieg dokumentów usprawnia pracę
uczelni na poziomie finansowym a więc obiegu choćby faktury.
Na koniec Kamila Latocha przedstawiła EZD z perspektywy Archiwum Uniwersytetu
Szczecińskiego. Informatyzację w zarządzaniu dokumentami wymusiła tam akcja ZUS-u –
zbieranie danych do kapitału początkowego. W 2002 r. w Uniwersytecie Szczecińskim pod-
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
269
jęto decyzję o zakupie programu do zarządzania dokumentami w Archiwum. Miało to pomóc w jak najszybszym usystematyzowaniu informacji na temat posiadanych akt
absolwentów dla powyższej akcji. Rozpoczęto porządkowanie informacji poprzez wprowadzenie niewielkiej liczby wykazów absolwentów i spisów zdawczo-odbiorczych sprzed
2001 r. do programu AZAK. Obecnie w programie są 4 spisy, w których komórką przekazującą jest archiwum zakładowe i do których dopisuje się akta przyjęte przed 2001 r. W spisie
15 są akta absolwentów z lat 1971-2001, w spisie 99 – akta byłych pracowników, w spisie
100 – akta kat. A, natomiast w spisie 101 akta kat. B. Dla akt studentów skreślonych stworzono podręczne bazy w programie Access z podziałem na kierunki, sygnując te akta tymczasowo - na wypadek, gdyby student wrócił na studia. AZAK umożliwił Archiwum stworzenie tam unikatowej elektronicznej bazy danych o absolwentach US. Zarówno wersja na
nośniku tradycyjnym i w wersji elektronicznej znajduje się jedynie w Archiwum US.
Po wyczerpaniu się możliwości AZAK-a Uczelnia korzysta od przeszło trzech lat z sieciowej wersji programu opartej na SQL (ang. Structured Query Language – strukturalny
język zapytań ). Oprócz zmiany graficznej posiada znacznie rozbudowane funkcje wyszukiwania.
Prelegentka poruszyła też kwestię systematyzacji prac dyplomowych w oparciu o posiadany program. Do 2002 r. nie były w tamtejszym archiwum przechowywane prace dyplomowe. Gromadziły je jedynie biblioteki wydziałowe i instytutowe. Rozporządzenie MEN
z 20.09.2000 r. nałożyło na archiwa wyższych uczelni obowiązek przechowywania prac
dyplomowych. Determinacja władz uczelni spowodowała, iż przez 10 lat wszystko co można było, przekazano do archiwum. Wraz z przyjmowaniem dokumentacji paralelnie wprowadzano akta studentów poszczególnych kierunków do bazy AZAK. Dziś można wyszukiwać tam prace po autorze, promotorze, po haśle i fragmencie tematu. Istnieje możliwość
drukowania wykazów prac napisanych np. na danym kierunku w danym roku, u konkretnego promotora lub recenzowane przez właściwą osobę. Do tak zaawansowanych form wyszukiwania informacji dostęp mają jedynie pracownicy archiwum. Brak jest na razie aplikacji programu na stronach archiwum. Na stronie internetowej archiwum znajduje się zakładka
z pracami dyplomowymi – są to listy z podziałem na kierunki, lata powstania, tryb studiów.
W zakładce „zasób archiwum” zamieszczono natomiast informacje na temat posiadanych
akt studenckich. Informacje o dokumentacji kat. A w niedalekiej przyszłości użytkownik
znajdzie w systemie ZoSIA, do którego archiwum zamierza przystąpić w 2014 r.
Na US obecnie istnieje program proDziekan służący elektronicznej obsłudze studentów.
Tak więc funkcjonują obok siebie dwa zbieżne w identyfikacji studentów systemy nie posiadające wzajemnej korelacji. Oba systemy powinny ze sobą współdziałać w kwestii zasysania danych przy przekazywaniu na spisach akt studenckich z dziekanatu do archiwum. Przekazywanie jednocześnie akt w formie tradycyjnej i elektronicznej pozwalałoby na
sprawdzenie poprawności wprowadzanych danych w wersji elektronicznej z tymi jakie
znajdują się w tradycyjnej teczce studenta. Po wprowadzeniu akt do bazy archiwum w programie używanym w dziekanatach pojawiałaby się sygnatura archiwalna. Byłby to dowód
na to, iż te akta są na pewno w archiwum uczelnianym a nie w składnicy akt zlokalizowanej
przy wydziale czy instytucie uczelni.
Elektroniczne zarządzanie dokumentacją dla archiwum może być korzystne o ile jego
bazy będą skorelowane w systemie z bazami pozostałych jednostek. Wymusi to na wszystkich jednostkach stosowanie zasad zawartych w przepisach kancelaryjno-archiwalanych.
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
270
Powyższe wykłady seminarium pokazały jak informatyzacja w dzisiejszym świecie wymusza zmiany, dość rewolucyjne, i w sferach dotąd nienaruszalnych. Archiwiści, dla których papier był dotąd świętością pewnie tego nie zatrzymają i będą musieli się z tym zmierzyć. Prezentowane, wprowadzane rozwiązania i innowacje informatyczne na poziomie
uczelni oczywiście ułatwią i jej pracę, i kwerendę w archiwach. Nasuwa się tylko pytanie:
czy polskie archiwa uczelniane są do tego już właściwie przygotowane merytorycznie i finansowo?
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Sebastian Warlikowski
WNHiS UKSW, Warszawa
Sprawozdanie z międzynarodowej
konferencji naukowej
„Z dziejów Europy środkowo-wschodniej”
(Warszawa UKSW 25.11.2013 r.)
Dnia 25 listopada 2013 roku w siedzibie Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie przy ul. Wóycickiego 1/3,budynku
nr 23, sali 201 odbyła się międzynarodowa konferencja „Z dziejów Europy środkowo-wschodniej”. Organizatorem był Wydział Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w osobie dr Dariusza Milewskiego, który był inicjatorem konferencji, a także czuwał nad przygotowaniem i przeprowadzeniem tego jakże ważnego wydarzenia.
Idea konferencji zrodziła się z potrzeby rozpoznania stanu badań historii stosunków gospodarczo-kulturalnych i polityczno-militarnych obszaru zajmowanego głównie przez
Rzeczpospolitą Obojga Narodów oraz jej pobliskich sąsiadów i jednoczesnej konfrontacji
tejże wiedzy z dokonaniami badaczy z omawianego regionu.
Konferencję, która odbywała się od godziny 9.45, otworzył ks. prof. Waldemar Graczyk,
dyrektor Instytut Nauk Historycznych UKSW. Powitał gości, życząc jednocześnie owocnych obrad. Spotkanie podzielone było na trzy części.
Prelegentem, który pierwszy zabrał głos była dr Judyta Iwańska z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W swym referacie zatytułowanym „Scytowie w Europie. Próba
konfrontacji literatury starożytnej ze współczesnymi badaniami na wybranych przykładach”
dr Iwańska przedstawiła obecny stan badań dotyczący koczowniczego ludu Scytów na terenie europejskim, konfrontując to z wersją utrwaloną przez starożytnych autorów.
Następnym referentem miał być PhD Candidate Eduard Baidaus z University of Alberta,
znajdującego się w Edmonton w Kanadzie. Niestety, wskutek niemożności dotarcia na miejsce, wysłał swój referat. Przygotowane w języku polskim wystąpienie „W poszukiwaniu
przeszłości: stosunki dwustronne między Polską a Mołdawią w okresie późnego średniowiecza i wczesnych czasów nowożytnych” odczytał dr Dariusz Milewski.
Po tym wystąpieniu przyszedł czas na prof. dr hab. Jana Dzięgielewskiego z Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Wystąpienie zatytułowane „Wpływ sytuacji wewnętrznej
w Rzeczypospolitej na przełomie XVI i XVII w. na układ sił w Europie Środkowej i Wschodniej” naświetliło rozwój wydarzeń w omawianym przez profesora czasie na terenie I Rzeczypospolitej oraz kwestii, jak wydarzenia te promieniowały i wywierały znaczenie na geopolitykę państw środkowo- i wschodnioeuropejskich graniczących z państwem polsko-litewskim.
Mgr Zbigniew Chmiel z Uniwersytetu Warszawskiego wygłosił referat zatytułowany
„Polityka Rzeczypospolitej wobec Mołdawii w latach 1606-1612”. Zwrócił w nim szczegól-
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
272
ną uwagę na specyfikę omawianego okresu, który pełen był zmiennych na tym odcinku
granicznym. Wystąpienie to zamykało pierwszą część dyskusji, po której nastąpiła przerwa.
Drugą część konferencji rozpoczynał swym wystąpieniem dr Valentin Constantinov. Naukowiec Academii de Ştiinţe a Moldovei, głównej instytucji naukowej znajdującej się w Kiszyniowie, w referacie „Stosunki polsko-mołdawskie za czasów hospodarstwa Stefana Tomszy II (16121615/1616)” podzielił się swoim badaniami nad okresem panowania hospodara i szczegółowymi
zawiłościami politycznymi, które towarzyszyły wydarzeniom na linii Rzeczpospolita – hospodarstwo mołdawskie w tym czasie. Referat wygłoszony był w języku polskim.
„Mają być na potym na tym państwie ludzie baczni i spokojni” – polskie oczekiwania i polityka wobec hospodarów mołdawskich w okresie pochocimskim 1621-1634 to temat referatu jaki wygłosił dr Dariusz Milewski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
W referacie przedstawione zostały plany realizacji polskiej racji stanu w Mołdawii mimo
osadzania hospodarów mołdawskich przez Turków.
Kolejną osobą, która występowała był dr Piotr Kroll. Wygłosił referat pt.: „Własne państwo
czy autonomia polityczno-stanowa? Polityka hetmanów kozackich w latach 1660-1676 i próby
ratowania niezależności kozackiej Ukrainy”.Dr Kroll przybliżył sytuację omawianego terenu
oraz trudności w rozgrywkach między zainteresowanymi tymże terenem stronami.
Mgr Katarzyna Wagner z Muzeum Historycznego m. st. Warszawy i Uniwersytetu Warszawskiego w referacie „Potop” a wielka wojna północna w Warszawie w świetle rejestrów
podatkowych – przyczynek do porównania dwóch szwedzkich okupacji ukazała ekonomiczny skutek „Potopu” i wielkiej wojny północnej dla ówczesnych mieszkańców Warszawy.
Po tym wystąpieniu nastąpiła dyskusja, po której zaplanowana była przerwa obiadowa
przed ostatnią,trzecią częścią.
Zgodnie z planem konferencji, rozpoczynać miał ją dr Oleg V. Sheremetev z Altay State
Technical University z Rosji referatem „The Lithuanian Tatars of The Imperial Guards of
Napoleon”. Niestety nie mógł przybyć, toteż tak jak w przypadku Eduarda Baidausa, referat
badacza z Rosji odczytał dr Dariusz Milewski. Warto dodać, że tekst był symultanicznie
tłumaczony z języka rosyjskiego na język polski przez odczytującego.
Prof. dr hab. Janusz Odziemkowski był ostatnim badaczem UKSW, który wygłaszał
referat na tejże konferencji. W wystąpieniu zatytułowanym „Kwestie polsko-ukraińskie
w początkach XX wieku” prof. Odziemkowski przedstawił skomplikowaną ewolucję stosunków między dwoma narodami, na którą główny wpływ miała rodząca się świadomość
ukraińskiej tożsamości.
Tematyka XX-wieczna dotyczyła także referatu, który wygłosił dr Marius Ţărîţă z Academii de Ştiinţe a Moldovei, tego samego ośrodka naukowego, co jego poprzednik, dr Constantinov. Wygłoszony w języku polskim referat „Besarabia w relacjach Konsulatu Polskiego w Kiszyniowie w okresie międzywojennym” ukazywał zainteresowanie polskiej placówki
regionem graniczącym z ZSRR w okresie międzywojnia.
Referat kończący konferencję, a więc „The place of Moldova in the Eastern Partnership
(Miejsce Mołdawii w Partnerstwie Wschodnim)” zaprezentowała w języku angielskim mgr
Natalia Reuţoi z Instutul de Stat de Relaţii Internaţionale din Moldova. Referat szczegółowo
ukazywał realizację zainaugurowanego w 2009 roku programu wschodniej polityki Unii
Europejskiej na odcinku mołdawskim.
Na zakończenie głos zabrał dr Dariusz Milewski, pomysłodawca i inicjator konferencji.
Wygłosił krótkie przemówienie podsumowujące spotkanie, jednocześnie dziękując za przybycie prelegentom i zebranym słuchaczom. Konferencja zakończyła się około godziny 17.
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Barbara Świtalska
Grzegorz Michalak
WNHiS UKSW, Warszawa
Program MOST dla doktorantów –
procedury, przebieg
i korzyści edukacyjne
Celem niniejszego artykułu będzie przedstawienie pokrótce trzech aspektów, związanych
z udziałem w programie MOST dla doktorantów. Po pierwsze opisana zostanie procedura
związana z rekrutacją, następnie zaprezentowany zostanie jej przebieg, a na koniec zostaną
wskazane korzyści edukacyjne, wynikające z partycypacji w wyżej omawianym programie.
Sprawozdanie w znacznej mierze zostało oparte nie tylko na wiadomościach zaczerpniętych
na podstawie dokumentów, lecz na doświadczeniach prelegentów, będących adeptami programu w dwóch ośrodkach akademickich w semestrze letnim 2013 roku, takich jak: Uniwersytet Jagielloński w Krakowie i Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu.
[B.Ś.] Zdecydowałam się na udział w programie MOST ze względu na potrzebę przeprowadzenia kwerendy archiwalnej i bibliotecznej w zasobach Uniwersytetu Jagiellońskiego
oraz w archiwach pozostałych instytucji, takich jak: Archiwum Narodowe w Krakowie oraz
jego oddział w Nowym Sączu. Poszukiwania te okazały się niezbędne dla mojej pracy badawczej. Kraków zawsze był i jest jednym z moich ulubionych miast. Wyróżnia się ciekawą
architekturą, historią, szczególnie widoczną, gdy przechodzi się koło Podgórza, murów Wawelu, Sukiennic, u stóp Kościoła Mariackiego i placu w jego pobliżu. Tam, oprócz turystów,
tłoczą się zawsze gołębie, które przypominają mi za każdym razem o legendzie, mówiącej
o rycerzach księcia Henryka IV Prawego (1257-1290) zaklętych właśnie w gołębie. Poza
centrum znajduje się także wiele pięknych miejsc, o których wiedzą nieliczni. Szczególne są
widoki z Kopca Kościuszki oraz Krakusa, też na Kazimierzu. Mieszkałam w krakowskim
akademiku „Nawojka”, zbudowanym w 1929 roku, który był pierwszym żeńskim akademikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nosi imię pierwszej studentki Akademii Krakowskiej
w XV wieku. Usytuowany jest w pobliżu parku Jordańskiego oraz Biblioteki Głównej UJ.
[G.M.] W moim przypadku o wyborze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zadecydowały prowadzone przez tę jednostkę specjalistyczne badania, dotyczące historii polskiego protestantyzmu, a więc dziedziny mojej dysertacji doktorskiej, która wprawdzie zamyka się w historii mieszkańców Warszawy, jednak czerpie garściami z badań nad
wzajemnymi relacjami pomiędzy wieloma grupami ludności. Studia doktoranckie na UMK
mają nieco inny profil niż na UKSW – wszystkie zajęcia dla doktorantów ukierunkowane są
na wymianę doświadczeń, głównie przy pisaniu swoich dysertacji. Dzięki temu nie tylko
pojawiają się nowe pomysły, ale także na specjalnych seminariach można zapoznać się
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
274
z opinią na temat własnych badań. Służy to większej otwartości oraz mobilizuje do efektywniejszej pracy. Po raz pierwszy zetknąłem się z tym ośrodkiem podczas XIX Ogólnopolskiego Zjazdu Historyków Studentów i Doktorantów w kwietniu 2011 roku, gdy nawiązałem
pierwsze relacje ze studentami i doktorantami tej uczelni. Toruń jest miastem bardzo przyjemnym, a życie w nim jest bardzo tanie. Na przykład koszt pokoju w akademiku wynosił
230 złotych i była to w zasadzie jedyna opłata, którą trzeba było ponieść. Z powodu małej
powierzchni miasta nie jest wymagany zakup biletów okresowych na komunikację miejską.
Mieszkałem w miasteczku akademickim mieszczącym się na Bydgoskim Przedmieściu,
czyli jednej z najładniejszych dzielnic Torunia, przepełnionej wieloma pięknymi kamienicami z przełomu XIX i XX wieku, o wyraźnie pruskim stylu. Od niezwykle klimatycznego
Starego Miasta akademik oddalony jest ok. 10 minut pieszo, a od kampusu uniwersyteckiego 10 minut komunikacją miejską. Biblioteka uniwersytecka jest niezwykle przystępna
i dysponuje bardzo bogatymi zbiorami (posiada prawo do egzemplarza obowiązkowego).
Ku mojemu zaskoczeniu znalazłem w niej wiele wartościowych pozycji, dotyczących historii Warszawy oraz bardzo dużo warszawskiej prasy z XIX i początku XX wieku. Pracę naukową ułatwiła mi również możliwość wypożyczania książek do domu.
Procedury
Od roku akademickiego 2011/2012 doktoranci mogą realizować swoje zainteresowania
naukowe także poza macierzystym uniwersytetem w Programie Mobilności MOST dla studentów i doktorantów, koordynowanym przez Uniwersytecką Komisję Akredytacyjną. Rekrutacja na program MOST odbywa się dwa razy w roku: od 15 kwietnia do 15 maja oraz od
31 października do 30 listopada. W przypadku drugiego terminu rekrutacja dotyczy jedynie
semestru letniego dla aktualnego roku studiów.
Program wymiany dla uczestników studiów doktoranckich może być realizowany poprzez uczestniczenie doktorantów w zajęciach przewidzianych w programie studiów doktoranckich, które odbywają się na wybranym przez nich uniwersytecie lub poprzez sporządzenie kwerendy bibliotecznej, archiwalnej lub pracy laboratoryjnej i innego rodzaju
współpracy naukowej. Udział uczestnika studiów doktoranckich w programie MOST jest
możliwy dopiero po ukończeniu przez niego pierwszego roku studiów.
Proces rekrutacji jest bardzo uproszczony. Doktorant powinien założyć konto w specjalnym systemie informatycznym i wskazać uczelnię docelową. Przed aplikacją koniecznie, trzeba sprawdzić iloma miejscami dysponuje dana uczelnia, zwłaszcza wybrany wydział i instytut. Możliwe, że będzie więcej chętnych niż miejsc, zatem rekrutacja będzie
bardziej wymagająca, koncentrująca się na szczegółach, jak choćby zestawienie średnich
ocen kandydatów. Na przykład na UMK Instytut Historii dysponuje dwoma miejscami dla
doktorantów, a Instytut Historii na UJ dziesięcioma. Informację o ilości miejsc sprawdzić
można w systemie. Podejmując procedury, związane z rejestracją, każdy kandydat ma
w obowiązku uzasadnić i wskazać cel, jaki zamierza zrealizować w ramach wymiany.
Ponadto należy dostarczyć uczelnianemu koordynatorowi programu MOST opinię opiekuna lub promotora, gdzie opisane zostaną osiągnięcia naukowe oraz ocena predyspozycji, co do pomyślnego ukończenia wybranego programu na uczelni przyjmującej. Należy
też złożyć podpisane porozumienie przez opiekuna lub promotora oraz kierownika studiów doktoranckich macierzystej uczelni.
SPRAWOZDANIA I KOMUNIKATY
275
Zebrane i złożone dokumenty są wprowadzane do systemu, po czym analizowane przez
uczelnię przyjmującą. Decyzja o zakwalifikowaniu na wymianę przychodzi pocztą na adres
wskazany przez doktoranta. Wówczas jego obowiązkiem jest już tylko nawiązanie kontaktu
z uczelnią przyjmującą i końcowe uzgodnienia, na przykład miejsca w akademiku. W przypadku UMK ta procedura sprowadziła się zaledwie do jednej rozmowy telefonicznej.
Przebieg
Podczas pobytu należy zrealizować program, który został ustalony pomiędzy doktorantem a uczelnią przyjmującą. Są to: uczestnictwo w wybranych zajęciach lub kwerenda archiwalna i biblioteczna. Doktorant, poprzez wydanie karty, poświadczającej o byciu pełnoprawnym studentem przyjmującej uczelni, ma zapewniony dostęp do zasobów bibliotecznych,
nie tylko instytutu, ale całego uniwersytetu. Również otrzymuje dostęp do uczelnianego
portalu USOS, gdzie ma możliwość kontrolowania i obserwowania zapisów na dane zajęcia,
wgląd w otrzymane oceny, jak i przesyłanych informacji, dotyczących ważnych wydarzeń
na uczelni oraz instytutu.
Program trwa jeden lub dwa pełne semestry. Możliwe jest uczestnictwo w nim po raz
drugi, nawet w innej jednostce naukowej. Na większości polskich uczelni, biorących udział
w tym programie, zapewnione jest miejsce w akademiku. Na koniec cyklu doktorant jest
rozliczany przez kierownika studiów przyjmującej uczelni, od którego otrzymuje zaliczenie
w postaci wpisu do indeksu. Niektóre uczelnie, jak na przykład Uniwersytet Jagielloński,
przesyłają dyplom zaświadczający o pobycie doktoranta jako uczestnika programu i będącego przez dany okres studentem właśnie ich uczelni.
Korzyści
Tego rodzaju wymiana zawsze przynosi korzyści, w zależności od tego, czego się oczekuje. Na przykład mogą to być:
– zakończona pomyślnie kwerenda w bibliotekach lub archiwach uczelni lub głównych
archiwach, znajdujących się w mieście lub miastach sąsiadujących, należących do tego
samego województwa, w którym jest uczelnia przyjmująca;
– uczestnictwo w specjalistycznych, autorskich zajęciach, które dostarczą potrzebnej
i świeżej wiedzy, niezbędnej do powstania dysertacji, będącej kolejnym, ważnym krokiem w świat nauk humanistycznych.
Niezwykle ważna jest także możliwość uzyskania doświadczenia badawczego oraz organizacyjnego. Studenci i doktoranci, którzy część studiów odbyli na innych uczelniach, na
przykład w ramach programów MOST czy Erasmus, lepiej radzą sobie w odnalezieniu się
w nowych realiach. Umiejętności te są przydatne podczas pracy zawodowej.
Oczywiście, prócz osiągnięć i doświadczeń naukowych, mogą jeszcze być nawiązane
nowe przyjaźnie, służące lepszemu zapoznaniu się z obyczajami na danej uczelni oraz w mieście. Sprzyja to nie tylko miłemu spędzeniu wolnego czasu, ale również stanowi pole do
nawiązania relacji, których owocem będą międzyuczelniane projekty badawcze, takie jak:
wspólny artykuł, konferencja bądź program grantowy.
Tym samym warto polecić wyjazd w ramach programu MOST każdej osobie, która pragnie się rozwijać i zdobywać nowe doświadczenia. Naprawdę warto!!!
R E C E N Z J E
Saeculum Christianum
t. XX (2013)
Recenzja, Frank K o l b: Ideał późnoantycznego władcy. Ideologia i autoprezentacja, Poznań 2009.
Bardzo długo epoka późnego cesarstwa rzymskiego nie wzbudzała większego zainteresowania badaczy. Widziano w niej czas upadku, dekadencji i schyłku. Dopiero w drugiej
połowie XX w. zaczęto łaskawszym okiem spoglądać na późną starożytność. Dostrzegano
w niej nie tylko rozpad cywilizacji, ale także epokę przemiany. Bardzo dobrze zmianę tego
podejścia ilustruje podstawowy podręcznik historii starożytnej The Cambridge Ancient History. W latach trzydziestych narracja w ostatnim 12 tomie tego dzieła kończyła się na panowaniu Konstantyna Wielkiego. Dalszą część rzymskiej historii opisywano w podręczniku do historii średniowiecznej. W przygotowanym w latach dziewięćdziesiątych XX w.
i w pierwszych latach XXI w. nowym wydaniu The Cambridge Ancient History dodano
dwa kolejne tomy dotyczące dziejów od rządów Konstantyna Wielkiego do 600 roku. Dziś
unika się wartościowania w opisywaniu historii, a nasz obraz późnej historii cesarstwa jest
bardziej wyważony i zniuansowany niż było to w pierwszej połowie XX wieku. Podobnie
badania nad późnoantyczną propagandą, czy autoprezentacja władców bardzo długo nie
wzbudzała zainteresowania badaczy. Jedynie osoba Konstantyna Wielkiego wywoływał
większe zainteresowanie, co było powodowane jego nawróceniem się na chrześcijaństwo1.
Dopiero w latach czterdziestych XX w. doczekaliśmy się pierwszej ważnej biografii Dioklecjana2. Od tego momentu coraz bardziej ideologia władzy późnoantycznych cesarzy,
czy sposoby jej legitymizowania przykuwają uwagę badaczy. Dziś książek i artykułów
poświęconych historii IV w., biografii ówcześnie rządzących (w tym Dioklecjana i Konstantyna Wielkiego), późnoantycznej propagandzie cesarskiej, ceremoniale i oznakach
władzy cesarskiej ukazuje się sporo. O ile bardzo długo postrzegano ideologię, czy cesarski
ceremoniał późnego antyku jako skostnienie upadającego cesarstwa, lub jako punkt wyjścia dla bizantyjskiej autoprezentacji władzy cesarskiej. Dziś ten sposób postrzegania ideologii późnoantycznej jest odrzucany. Należy ją postrzegać raczej jako ukoronowanie długiego rozwoju cesarskiej ideologii panującego. Autoprezentacja postaci cesarza był raczej
spójny niż dekadencki. Takie właśnie postrzeganie ideologii władzy w późnym antyku jest
obecne w przetłumaczonej w 2009 r. na język polski podstawowej monografii dotyczącej
późnoantycznej ideologii władzy cesarskiej, oraz sposobu jej prezentowania w literaturze,
numizmatyce czy architekturze w końcu III-IV wieku – Ideał późnoantycznego władcy.
Ideologia i autoprezentacja. Oryginalne niemieckie wydanie książki ukazało się w 2001
1
J. Burkhardt, Die Zeit Constantine des Grossen, Leipzig 1880; N. H. Baynes, Constantine the Great and
the Christian Church, London 1929; H. Grégoire, “La ‘conversion’ de Constantin.” Revue de l’Université de
Bruxelles 36 (1930-1931): 231–72; A. Piganiol, L’empereur Constantin. Paris 1932; N. H. Baynes, “Constantine” [w:] S. A. Cook et al (ed.) The Cambridge Ancient History, vol. 12, The Imperial Crisis and Recovery a.d.
193–324, Cambridge 1939, 678–699; A. Alföldi, The Conversion of Constantine and Pagan Rome, Oxford 1948;
A. H. M. Jones, Constantine and the Conversion of Europe. London 1949.
2
W. Seston, Dioclétien et la tétrarchie. i: Guerres et réformes (284–300) (BEFAR 172). Paris 1946
recenzje i omówienia
278
roku. Jej autor Frank Kolb jest profesorem na Uniwersytecie w Tübingen. Autor ten znany
z prac poświęconych Historia Augusta3, tetrarchii4, a także głośnej dyskusji nad najnowszymi wykopaliskami w Troi5. Jego praca o Dioklecjanie była ważnym głosem w dyskusji
o naturze tetrarchii. O ile część badaczy postrzegała tetrarchię jako wynik przypadku i doraźnego rozwiązywania problemów, to F. Kolb widział w niej przemyślany system stworzony przez Dioklecjana6. Koncepcja F. Kolba została poddana krytyce, wydaje się, że
w sporze I. König z F. Kolbem prawda leży pośrodku7.
Książka Ideał późnoantycznego władcy. Ideologia i autoprezentacja składa się z dwóch
mniej więcej równych części. Pierwsza z nich to syntetyczny stotrzydziesto stronicowy opis
propagandy cesarskiej pomiędzy rządami Dioklecjana, które są tradycyjną cezurą dla początku późnego cesarstwa a panowaniem synów Teodozjusza I. W pierwszym rozdziale autor omawia legitymizację władzy cesarskiej, rolę religii w niej, ideologię tetrarchii, rozwój
ceremoniału cesarskiego, sposobu przedstawiania władcy, autoprezentację, strój, insygnia
władcy, ideał w okresie tetrarchii. Następnie w drugim omawia on rewolucje jaką przyniosło
panowanie Konstantyna Wielkiego. Autor przedstawia sakralne podstawy władzy cesarskiej
zarówno rolę Apollina i Sol Invictus w pierwszych latach rządów tego cesarza jak chrześcijaństwa w późniejszych latach jego rządów, śledzi on zmiany w dziedzinie tytulatury.
F. Kolb poświęca jeden z podrozdziałów swojej pracy powstaniu Konstantynopola. Trzeci
rozdział pracy poświęcony jest rozwojowi ideałowi władzy cesarskiej po śmierci Konstantyna Wielkiego. Autor omawia problem legalności proklamacji cesarskich i postrzegania
uzurpacji, podziałowi władzy nad cesarstwem pomiędzy kilku władców (w tym próbom jej
legalizacji przez uzurpatorów), zmianom w sposobie przedstawiania imperatorów w sztuce
(ukazywano ich bez jakikolwiek cech indywidualnych, roli neoplatonizmu czy chrześcijaństwa w budowie obrazu cesarzy. Ta część pracy jest bardzo skrótowym przedstawieniem
najważniejszych elementów cesarskiej propagandy. F. Kolb w swojej pracy ukazuje jak
zmieniała się legitymizacja władzy cesarskiej i jego autoprezentacja. Widzi on w późnym
cesarstwie odpowiedź na zawirowania III wieku. Sakralizacja wizerunku cesarza miała
zmniejszyć zagrożenia płynące ze strony buntującej się armii. Dzięki na nowo zdefiniowanej legitymizacji władzy cesarskiej władza miała uodpornić się na zagrożenia płynące ze
strony uzurpatorów, którzy stali się prawdziwą plagą podczas kryzysu III wieku.
3
F. Kolb, F. Literarische Beziehungen zwischen Cassius Dio, Herodian und der Historia Augusta, Bonn, 1972;
F. Kolb, Untersuchungen zur Historia Augusta, Bonn, 1987.
4
F. Kolb, F. Diocletian und die erste Tetrarchie. Improvisation oder Experiment in der Organisation monarchischer Herrschaft?, Berlin and New York 1987; F. Kolb, ‘Zu chronologischen Problemen der ersten Tetrarchie’, Eos
76 (1988): 105–25; F. Kolb, ‘Die Datierung des ¨agyptischen Aufstands unter L. Domitius Domitianus und Aurelius
Achilleus’, Eos 76 (1988): 325–43; F. Kolb, ‘Chronologie und Ideologie der Tetrarchie’, AT 3 (1995): 21–31.
5
F. Kolb podważył wyniki spekulacji M. Korfmanna dotyczących istnienia osady u podnóży Wzgórza Hissarlik.
Gdyby Korfmann miał rację, to Troja VIIb byłaby zdecydowanie większym ośrodkiem niż do tej pory przypuszczali badacze, co rzutowałoby na jej znaczenie, co znowu mogło przekładać się na historyczność wojny trojańskiej.
Kolb udowodnił, że Korfmann wyciągnął absurdalne wnioski na podstawie prowadzonych przez siebie wykopalisk, a część Troi rozciągająca się u podnóży wzgórza Hissarlik w rzeczywistości nie istniała. Wielki ośrodek jakim
według Korfmanna była Troja VIIb okazała się mirażem.
6
I. König, “Die Berufung des Constantius Chlorus und des Galerius zu Caesarem:Gedanken zur Entstehung der
ersten Tetrarchie.” Chiron 4 (1974): 567–76; F. Kolb, F. Diocletian und die erste Tetrarchie. Improvisation oder
Experiment in der Organisation monarchischer Herrschaft?, Berlin and New York 1987.
7
W. Kuhoff, Diokletian und die Epoche der Tetrarchie. Das römische Reich zwischen Krisenbewältigung und
Neuaufbau (284-313 n. Chr.), Bern-Frankfurt am Main 2001, 107-124.
recenzje i omówienia
279
W drugiej części autor przedstawia charakterystyczne elementy propagandy cesarskiej na
podstawie konkretnych przykładów. W 27 krótkich notkach omawia on węzłowe sposoby
budowania wizerunku władcy od Dioklecjana po synów Teodozjusza I. F. Kolb swoje rozważania buduje na podstawie źródeł numizmatycznych, epigraficznych, archeologicznych
(Łuk triumfalny z Macomades Ksur el-Ahmar, Łuk Galeriusza w Tessalonikach), rzeźb
przedstawiających cesarzy (grupa tetrarchów z Bazyliki św. Marka w Wenecji, pilastry
przedstawiających tetrarchów w Gamzigradzie, głowa posągu Galeriusza z Gamzigradu,
posąg Konstantyna Wielkiego z Rzymu), źródła historiograficzne (Ammian Marcellinus),
panegiryków (Symmach). Ta część tej książki jest ciekawsza niż poprzednia. Autor omawia
poszczególne zabytki i na podstawie ich formułuje sądy dotyczące propagandy konkretnych
cesarzy. Dopełnia to obraz opisany w pierwszej części pracy. Dzięki tej jej części czytelnik
może zobaczyć na jakich podstawach oparte są tezy w syntetycznym opisie. Jedynie można
żałować, że nie omówiono więcej zabytków z III-IV wieku. To dzięki tej części książki F.
Kolba dziś nie sposób wyobrazić sobie rozważań o ideologii władzy i przedstawieniu postaci cesarza w propagandzie w późnym cesarstwie rzymskim bez odwołania się do niej.
Robert Suski
Recenzja, Urszula A u g u s t y n i a k, Historia Polski 1572-1795, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, s. 1006.
Historia Polski nowożytnej, a zwłaszcza epoka królów elekcyjnych, to okres bardzo ważny w dziejach naszego kraju. W tym czasie dopełniła się idea jagiellońska, łącząca Polskę
i Litwę w jedno państwo – po prawie dwóch wiekach mniej lub więcej ścisłego związku pod
berłem jednej dynastii, w 1569 r. Korona i Wielkie Księstwo Litewskie utworzyły Rzeczpospolitą Obojga Narodów. W tym też okresie swój klasyczny kształt przyjęły instytucje prawne Rzeczypospolitej, nadając jej charakter monarchii mieszanej. Wymarcie dynastii Jagiellońskiej i przyjęcie zasady wyboru nowych władców przez ogół szlachty, a także
doświadczenia ruchu egzekucyjnego z lat 60. XVI w. i uzyskanie przez szlachtę autonomii
sądowniczej wraz z utworzeniem Trybunałów Koronnego i Litewskiego, przesądziły o specyficznym kształcie ustrojowym państwa. Można śmiało powiedzieć, że to właśnie tradycje
Rzeczypospolitej Obojga Narodów – demokracji szlacheckiej i wielkości wieloetnicznego
państwa – w sposób zdecydowany wpłynęły na świadomość narodową późniejszych pokoleń Polaków.
Z tego też powodu okres ten jest zarazem ważny, jak i trudny do opisania. Historyk musi
bowiem zmierzyć się nie tylko z bogactwem źródeł, nieporównywalnym z okresem średniowiecza, ale też ustosunkować się do mocno zmitologizowanej wizji polsko-litewskiej – czy,
jak kto woli, polsko-litewsko-ruskiej, czy zgoła ukraińskiej – państwowości. Dość zresztą
przypomnieć zmiany w postrzeganiu tego okresu dziejów Polski, jakie występowały choćby
w minionym stuleciu. O ile II Rzeczpospolita chętnie nawiązywała do tradycji jagiellońskiej
– choć i wtedy znane spory piłsudczyków i endecji co do polskości Kresów i miejsca tam
innych narodów wskazywały na różnicę zapatrywań na przeszłość i przyszłość Polski wielu
narodów – to już marksistowska historiografia PRL jednoznacznie akcentowała i zarazem
potępiała polski ekspansjonizm gospodarczy i kulturalny na wschodzie, nie oszczędzając
recenzje i omówienia
280
również instytucji demokracji szlacheckiej. Ostatnio natomiast zwyciężają raczej koncepcje
„federacyjne”, widzące w Rzeczypospolitej Obojga Narodów wspólny dom wielu nacji,
chroniący je przed zagrożeniem moskiewskim – widoczne to jest zwłaszcza w analizowaniu
stosunków polsko-ukraińskich i kreowaniu „Rzeczypospolitej Trojga Narodów”. Polityczne
konotacje wszystkich tych ujęć historiograficznych są jak najbardziej czytelne.
Wskazane powyżej trudności sprawiły, że długo nie mieliśmy rzetelnego podręcznika, który odpowiadałby normom współczesnej metodologii badawczej, a zarazem nie podlegał wyraźnie przejściowym wpływom koniunktur politycznych. Miłośnicy i studenci historii mieli do
wyboru albo książkę J. Gierowskiego Historia Polski nowożytnej z serii krakowskiej, powstałą w okresie PRL (1978), albo odpowiednie fragmenty Historii Polski do roku 1795 Henryka
Samsonowicza, której poprawione wydanie ukazało się w 1990 r. Niestety, objętość tej książki
nie pozwoliła autorowi na pełne przedstawienie dziejów nowożytnych. Stąd dużą popularnością cieszyły się przedwojenne jeszcze Dzieje Polski nowożytnej Władysława Konopczyńskiego, wznawiane m.in. w 1986 i 1996 r. Przyznać jednak trzeba, że bazowanie w nauczaniu historii na dziele sprzed 70 lat – mimo iż aktualizowanym w zakresie bibliografii i przypisów
przez wydawców – nie świadczyło dobrze o kondycji polskiej dydaktyki uniwersyteckiej.
Szczęśliwie powstawało wiele szczegółowych monografii i syntez poszczególnych zagadnień,
jak np. sejmu polskiego, niemniej jednak dawał się odczuć brak jednego podręcznika.
Z tym większą radością przychodzi powitać najnowszą syntezę nowożytnych dziejów Polski, napisaną przez Urszulę Augustyniak: Historia Polski 1572-1795, Wydawnictwo Naukowe
PWN, Warszawa 2008. Autorka, historyk epoki nowożytnej, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i długoletni nauczyciel akademicki, była bez wątpienia dobrze przygotowana do podjęcia niełatwego zadania. Licząca ponad tysiąc stron publikacja imponuje jednak nie tylko objętością, ale przede wszystkim zawartością. Autorka podzieliła pracę na dwie zasadnicze części
– pierwszą „Państwo – społeczeństwo – kultura” i drugą „Wydarzenia polityczne”. Części te
dzielą się na rozdziały, omawiające poszczególne zagadnienia, jak obszar i ustrój państwa,
stosunki religijne i gospodarcze, podziały stanowe, życie codzienne, kulturę, naukę i sztukę,
a wreszcie wydarzenia z zakresu polityki wewnętrznej i zagranicznej państwa, zakończone
jego upadkiem w 1795 r. Autorka, dokonując takiego podziału, wychodzi naprzeciw postulatom badania procesów tzw. „długiego trwania” – co w postaci klasycznej mamy w dziełach
Fernanda Braudela – a zarazem nie traci z oka niezwykle bogatych wydarzeń politycznych,
akcentowanych jeszcze przez XIX-wieczną historiografię. Nie miejsce tu, aby omawiać treść
poszczególnych rozdziałów – trzeba by na to poświęcić kilkanaście stron, choćby dla pobieżnego przeglądu – dlatego warto przyjrzeć się dydaktycznym walorom podręcznika.
Książka jest przede wszystkim czytelna. Klarowny podziału materiału historycznego,
o którym pisałem wyżej, znakomicie ułatwia jego zrozumienie i przyswojenie. Główne zagadnienia, omawiane w tekście, zaznaczone są na marginesie, co jeszcze bardziej niż spis treści
– skądinąd bardzo rozbudowany i szczegółowy – ułatwia szybkie odnalezienie szukanej informacji. W miarę potrzeby Autorka posługuje się cytatami źródłowymi – co jest już standardem
podręcznikowym – a także stosuje aparat naukowy w postaci przypisów. Nie tylko przypomina on czytelnikowi o naukowym charakterze podręcznika, ale umożliwia skonfrontowanie
poglądów Autorki i zachęca do samodzielnych studiów. Nieocenioną pomocą są częste i dobrze przygotowane mapy, rozrzucone w tekście tam, gdzie mają wyjaśnić omawiane zagadnienia. Jest to rozwiązanie lepsze niż gromadzenie map na końcu książki, gdyż ułatwia korzystanie z nich na bieżąco, w czasie lektury. Na uwagę zasługują również tabele i wykresy,
recenzje i omówienia
281
ułatwiające zorientowanie się m.in. w zawiłościach ustrojowych i kompetencyjnych dawnej
Rzeczypospolitej. Zarówno mapy, jak i tabele mają swoje spisy na końcu książki, co umożliwia także bezpośrednie dotarcie do nich.
Z zakresu pomocy dydaktyczno-naukowych wymienić musimy również spis chronologiczny najważniejszych wydarzeń, a także bogatą bibliografię (35 stron), podzieloną według
poszczególnych rozdziałów i obejmującą również źródła. Do tego dochodzą rozbudowane
indeksy osobowy i rzeczowy.
Już na pierwszy rzut oka podręcznik przygotowany jest solidnie, a pogłębiona lektura
potwierdza to wrażenie. Autorka uniknęła wyraźnych błędów. Zdarzają się natomiast drobne
omyłki, zwłaszcza w datach. Dla ich zilustrowania posłużę się kilkoma przykładami. I tak
np. na s. 47 czytamy o pokoju toruńskim w 1454 r., podczas gdy mowa jest raczej o akcie
inkorporacji Prus do Polski, a nie o traktacie toruńskim 1466 r. Na s. 73 abdykacja Jana
Kazimierza umieszczona jest pod rokiem 1658 (zamiast 1668), a gdzie indziej jako datę
koronacji tego władcy podano 1659 r. (zamiast 1649 – s. 669). Jan Sobieski miał zdobywać
swe wykształcenie szkolne w latach 1650-1657 (faktycznie dziesięć lat wcześniej – s. 722),
a pacta conventa miał zaprzysiąc jako król 5 maja 1575 r. (s. 721). Są to ewidentne pomyłki,
popełnione raczej w trakcie edycji niż pisania pracy, bo nie sposób przypisać ich niewiedzy
Autorki. Tym bardziej, że w trakcie lektury odnajdujemy prawidłowo podane fakty i daty –
jak np. umieszczenie obrad sejmu 1717 r. w Lublinie, podczas gdy obradował on w Warszawie, a w Lublinie zebrał się sejm w 1703 r. (s. 99). Tę pomyłkę czytelnik łatwo zweryfikuje
w toku lektury, gdzie Autorka omawia oba sejmy (s. 774 i 794). Podobnie ma się rzecz z informacjami o rzekomym zagarnięciu Kurlandii przez Rosję, a Mazowsza z Warszawą przez
Prusy w II rozbiorze (s. 889), skorygowanymi kilkanaście stron dalej (s. 902). Obok tych
łatwych do wychwycenia pomyłek w datach, znajdujemy też kilka drobnych omyłek rzeczowych. Tu możemy zaliczyć nazwanie Zygmunta Rakoczego synem Jerzego II Rakoczego
(faktycznie byli braćmi – s. 667). Podobnie cesarz Karol VI nie był bratem stryjecznym
córek Józefa I, ale ich stryjem (s. 797). Król Polski August II jako elektor saski nosił imię
Fryderyka Augusta I, a nie Fryderyka III Augusta (s. 206). I wreszcie wojnę Rosji wypowiedział w 1768 r. nie sułtan turecki Abdülhamid I, ale jego poprzednik, Mustafa III (s. 856).
Podobnie książąt pruskich nie można nazwać elektorami pruskimi (s. 81). Nie można też
porównywać monarchii habsburskich z Rzecząpospolitą i mówić o centralizacji i absolutyzmie w stosunku do Cesarstwa Rzymskiego (s. 67). Procesy centralizacyjne zachodziły w czeskich i węgierskich posiadłościach Habsburgów, ale pozycja cesarza w Rzeszy sukcesywnie
słabła i nie można bynajmniej mówić, iż sprawował tam władzę absolutną.
Takich pomyłek można by wymieniać oczywiście więcej, ale nie ma to większego sensu.
Świadomość trudu, jaki należało podjąć dla przygotowania tak solidnego podręcznika, każe
nie zwracać uwagi na drobne omyłki, których nie sposób uniknąć. Ich usunięcie wymaga nie
tyle przebudowy podręcznika czy weryfikacji poglądów Autorki i dokonanych przez nią
interpretacji, ile uważnej korekty przy przygotowaniu przyszłego nowego wydania książki.
Podsumowując, można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że książka
Urszuli Augustyniak spełnia wszelkie wymogi nowoczesnego podręcznika akademickiego i może być polecona zarówno studentom, wykładowcom, jak też szerokiemu gronu
miłośników historii.
Dariusz Milewski
recenzje i omówienia
282
Recenzja, Ewa D u b a s - U r w a n o w i c z , O nowy kształt Rzeczypospolitej. Kryzys polityczny w państwie w latach 1576-1586, DiG, Warszawa 2013, ss. 2508.
W momencie kiedy do Polski na pole elekcyjne przybyli wysłannicy Stefana Batorego,
ogłosili, że prawa Rzeczypospolitej będą uszanowane i nietykalne. Elektorzy królów polskich dokonujący ich wyboru mieli świadomość: „jako trudna rzecz i święta wynaleźć pomazańca Bożego – Króla, który by był i boskiej czci stróżem i swobód państwa zachowawcą”9. Przybywający do Polski Batory zastał w niej świadomych swoich praw i obowiązków
obywateli, którzy z osobą nowego władcy wiązali nadzieje na dokończenie budowy gmachu
publicznego. Przynależność do stanu szlacheckiego traktowano z jednej strony jako wyróżnienie, z drugiej zobowiązanie do brania odpowiedzialności za losy państwa, którego ustrój
opierał się na trzech filarach: zgodzie, wolności i poszanowaniu prawa. Na nieszczęście dla
króla, jego panowanie przypadło na okres aktywności szlachty mającej świadomość potrzeby kontynuowania reform.
Dekada rządów Stefana I jeszcze do niedawna postrzegana była jedynie przez pryzmat
prowadzonych przez władcę zwycięskich wojen z Moskwą. Natomiast dokonania na polu
polityki wewnętrznej czekały przez dziesięciolecia na zbadanie źródłowe. Obecnie bardzo
wolno do ogólnego obiegu, przebijają się tezy obarczające króla i jego alter rex’a Jana Zamoyskiego poważnymi zaniedbaniami w polityce wewnętrznej państwa10.
Książka Ewy Dubas-Urwanowicz wpisuje się w tę część historiografii polskiej, która
czasy batoriańskie postrzega jako okres swoistego przełomu11. Estetycznie i solidnie wydana, prowokuje do przeczytania tytułem. Jest też nadzieja, że otworzy serię monografii i biografii, których celem będzie kontynuowanie badań nad tym brzemiennym w skutki panowaniem. Do uchwycenia pojawiających się wówczas czynników kryzysogennych niezbędne są
badania nad sejmami. Dziwi, że ani jeden sejm z tego okresu nie doczekał się opracowania.
Autorka podjęła się zadania polegającego na przedstawieniu dekady rządów Batorego,
przez pryzmat działalności czterech sił kreujących ówczesną scenę polityczną: króla, szlachtę, Jana Zamoyskiego i rodu Zborowskich. Siły te miały cel i program działania, w swoich
dążeniach do ich realizacji rozmijały się jednak zupełnie. Wobec tego Autorka stawia szereg
ważnych pytań m. in. o to czy program szlachty zmierzający do kontynuacji reform państwowych, był programem króla? Jeśli nie, to jaki Batory przyjął program działania? Jakimi
środkami próbował go osiągnąć? I w końcu, jaki był bilans jego rządów?
Przygotowując swoją monografię Autorka dokonała szerokiej kwerendy w archiwach
polskich i zagranicznych, w tym w Bibliotece Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie oraz
w wiedeńskim Haus-Hof und Staatsarchiv zbiory, którego należą do bardzo cennych dla
omawianego tematu. Autorka wykorzystała dostępne źródła drukowane, w tym diariusze
8
Niniejsza recenzja była prezentowana podczas seminarium doktorskiego prowadzonego przez prof. dr hab. Jana
Dzięgielewskiego. Wszystkim uczestnikom seminarium pragnę podziękować za cenne uwagi oraz rady.
9
S. Orzelski, Bezkrólewia ksiąg ośmioro czyli dzieje Polski od zgonu Zygmunta Augusta r. 1572 aż do roku 1576,
tłum. i oprac. E. Kuntze, Kraków 1917, s. 10.
10
J. Dzięgielewski, Sejmy elekcyjne, elektorzy, elekcje 1573-1674, Pułtusk 2003, s. 171; A. Pieńkowska, Zjazdy
i sejmy okresu bezkrólewia po śmierci Stefana Batorego, Pułtusk 2010, s. 21-28.
11
J. Ekes, Złota Demokracja, Warszawa 1987, s. 138-140; L. Kieniewicz, Senat za Stefana Batorego, Warszawa
2000, s. 67, 288-289; J. Dzięgielewski, op. cit., s. 170-174; A. Pieńkowska, op. cit., s. 8.
recenzje i omówienia
283
sejmowe, pamiętniki i korespondencję. Nie zabrakło również szesnastowiecznej historiografii, do której słusznie Autorka podeszła z rezerwą.
Książka oddana do rąk Czytelnika składa się ze wstępu, czterech rozdziałów i zakończenia. Rozdziały mają układ problemowy z wewnętrznym zachowaniem chronologii, przy
czym utrzymują pewnego rodzaju hierarchię omawianych sił. Praca jest zaopatrzona w solidny aparat naukowy, bibliografię oraz indeks osób.
Pierwszy rozdział przedstawia króla dążącego od początku panowania do stworzenia nowego modelu funkcjonowania Rzeczypospolitej. Przybliża okoliczności drugiego bezkrólewia, kładąc nacisk na przyczyny obioru siedmiogrodzkiego księcia na króla Polski, który,
jawił się polskim elektorom, jako antidotum na lęk przed wojną z Turcją. Za to dla księcia
zza Karpat osiągnięcie korony w Krakowie było utrwaleniem własnego autorytetu w tej
części Europy. Od początku panowania przedstawiano elektowi zasady funkcjonowania
państwa, w którym szlachta miała odgrywać rolę partnera równorzędnego dla pozostałych
sił politycznych, czyli króla i senatu tworząc wraz z nimi system przedstawicielski. Autorka
dowiodła, że Batory przystąpił do budowy swojego zaplecza politycznego poprzez rozdawanie wakansów ludziom nowym, wynosząc na urząd ministerialny starostę bełskiego
J. Zamoyskiego. Celowo pominął natomiast ród Zborowskich, którym zawdzięczał tron.
Autorka podkreśla, że Batory realizował plan wzmocnienia swojej władzy przy jednoczesnym dążeniu do ugruntowania własnej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej12. Stąd
jego aktywność w zakresie polityki zagranicznej oraz podejmowane próby mające na celu
doprowadzenia do zmian uprawnień instytucji przedstawicielskich, przy lekceważeniu podmiotowości politycznej szlachty. W tym celu we wszystkich legacjach z okresu panowania
Batorego uwypuklano zagrożenie zewnętrzne z pominięciem wysuwanych (od początków
rządów króla) przez szlachtę postulatów reform.
Autorka słusznie dowodzi, że monarcha usiłował skupić system decyzyjny na forum sejmu walnego, który miał realizować jedynie cele wytyczone i wygodne dla niego. Zawiedziony ich przebiegiem decydował się zwoływać sejmiki, aby te z pominięciem sejmu
uchwalały podatki na wojnę. W ten sposób monarcha naruszał istniejący system funkcjonowania parlamentu. Od początku swoich rządów władca uruchomił rzadko stosowaną wcześniej i źle widzianą przez szlachtę instytucję, jaką była konwokacja senatu. Decyzje ich
zwołania zawsze uzasadniał kryzysową sytuacją Rzeczypospolitej, jaką było zagrożenie
granic. Konwokacje te odbywały się oddzielnie dla Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego13. Słusznie Autorka stwierdza, że działania te były zaprzeczeniem myśli politycznej Zygmunta II Augusta, usiłującego zacieśniać związki pomiędzy obu członami Rzeczypospolitej.
Konsekwencją ich stało się niebezpieczne i brzemienne w skutki wzmacnianie Radziwiłłów
na Litwie14. Autorka zwraca uwagę, że król stawiał na współpracę z elitami senatorskimi.
Nie wiemy jednak czy wszyscy senatorowie popierali politykę króla? Autorka nie rozwinęła
szerzej kwestii wpływu takiego postępowania na jednolitość stanu szlacheckiego. Należy
bowiem podkreślić, że postępowanie króla i kanclerza, przełożyło się na rozbicie jedności
izby poselskiej w sejmie15. Strategia rozgrywania posłów poprzez senatorów, tylko i wyłącz
14
15
12
13
Por., I. Horn, Andrzej Batory, Warszawa 2010, s. 50.
Problem ten podniósł L. Kieniewicz.
Zwrócił na to uwagę J. Dzięgielewski.
L. Kieniewicz, op. cit., s. 7.
recenzje i omówienia
284
nie do realizacji bieżącej polityki zewnętrznej mogła w przyszłości doprowadzić do trudniejszego uzyskiwania zgody, co niosło w sobie silny czynnik kryzysogenny.
Dubas-Urwanowicz podkreśla błędy popełnione przez Batorego, który nie zważając na
interesy państwa oddał kuratelę nad chorym księciem pruskim Albrechtem Fryderykiem
Hohenzollernem elektorowi brandenburskiemu, zaprzepaścił dokonania komisji Stanisława
Karnkowskiego w sprawie Gdańska, wprowadził cenzurę, podejmował próby prowadzące
do skrócenia czasu trwania sejmu, czy w końcu podziału pospolitego ruszenia16. Zdaniem
Dubas-Urwanowicz błędna polityka króla była wynikiem braku doradcy, który uświadomiłby mu, że w Rzeczypospolitej próby marginalizowania szlachty muszą w konsekwencji doprowadzić do kryzysu wewnętrznego. Autorka uważa, że sejm 1582 r. był platformą skrystalizowania się zarzutów stawianych monarsze i senatorom przez szlachtę. Kilkukrotnie
podkreśla, że Batory nie stworzył sobie trwałego zaplecza politycznego utożsamiającego się
z jego programem w zakresie polityki wewnętrznej i zagranicznej – zaplecza, które widziałoby w realizacji planów królewskich swój interes. Ci z senatorów, którzy popierali króla,
byli związani z Zamoyskim realizującym własne ambicje. Autorka słusznie zwraca uwagę,
że okoliczności procesu Zborowskich na sejmie 1585 r. doprowadziły do podważenia osobistego autorytetu króla. Pogłębiły kryzys polityczny, dzieląc społeczeństwo. W podsumowaniu stwierdza, że oparcie się Batorego jedynie na Zamoyskim było błędem.
W rozdziale drugim Autorka po raz kolejny stwierdza, że szlachta rozpoczęła swoją współpracę z władcą w poczuciu gwarancji jej miejsca w systemie parlamentarnym. Obywatele
oczekiwali, że król będzie panował zgodnie z zaprzysiężonymi Artykułami henrykowskimi
oraz, że podejmie się wraz ze szlachtą kontynuacji reformy państwowej. Jak się okazało jednak, król zwoływał sejm jedynie po to by uzyskać podatki na wojnę. Pomimo tego szlachta,
pod wpływem sukcesów militarnych, zgadzała się na pobory, ale nie rezygnowała w przyszłości z kontynuacji reform. Wystawiana na próbę czasu cierpliwość szlachty skończyła się
wraz z legacją na sejm 1581 r., kiedy to zauważono, że działania króla i kanclerza zmierzają
w kierunku wzmocnienia władzy monarszej. Na razie jednak, według badań Autorki, widać
było jedynie rozdźwięk pomiędzy treścią legacji a postulatami zawartymi w instrukcjach.
Szkoda, że Dubas-Urwanowicz nie przywołuje postaw przyjętych przez konkretne sejmiki.
Autorka przyjęła tak ogólnikowy sposób opisu, prawdopodobnie ze względu na fakt, że odwołuje się do swoich artykułów, które wnikliwiej opisują kwestie sejmikowe.
Autorka udowadnia, że na zmianę stanowiska szlachty nie wpłynęła ani reforma sądownictwa apelacyjnego, ani dalsze sukcesy odnoszone przez Batorego w wojnie z Moskwą.
Przełomem w relacjach pomiędzy królem a szlachtą okazał się sejm 1582 r. Autorka nie
zgadza się z opinią jakoby to dopiero wówczas narodziła się opozycja. Dubas-Urwanowicz
podkreśla, że brak porozumienia na linii król-szlachta doprowadził do współdziałania tej
ostatniej z senatorami, którzy z jej programem nie mieli nic wspólnego. Powstałe gremium
głosiło takie same hasła, cele natomiast miało różne. W dalszym ciągu nie znamy z nazwiska
szlacheckich liderów, nie wiemy też, którzy z senatorów (poza wymienionym wojewodą
poznańskim Stanisławem Górką) zaczęli popierać szlachtę. W tej sytuacji wyrok wykonany
Podział pospolitego ruszenia naruszał Artykuły henrykowskie. Batory również wbrew Artykułom nie zdecydował się na powołanie senatorów rezydentów, którzy mieli tworzyć razem z nim organ wykonawczy państwa.
16
recenzje i omówienia
285
na Samuelu Zborowskim stał się prowokacją, mającą wzmocnić pozycję króla, a w konsekwencji doprowadzioł do rozłamu między monarchą a szlachtą, tracącą zaufanie do tronu17.
Autorka przedstawia burzliwe sejmiki i sejm 1585 r. Przywołuje wystąpienie chorążego
lwowskiego Jana Herburta, który dokonał krytycznej oceny króla w kontekście wypełnianianych przez niego obowiązków. Sejm 1585 r. został omówiony szerzej. Najwięcej uwagi,
co zrozumiałe, poświęcone zostało sprawie Zborowskich. Zarówno szlachta podczas sejmików, jak i część senatorów już podczas obrad sejmu zalecała królowi załagodzenie konfliktu. Prymas Karnkowski i wojewoda sandomierski Stanisław Szafraniec dostrzegali w nieprzejednanej postawie monarchy zagrożenie powagi królewskiej.
Nie do końca przekonywująco brzmi tytuł trzeciego rozdziału Jan Zamoyski – gra
o wszystko, w którym Autorka skupiła się na prezentacji głównych motywów i metod działania kanclerza. Zamoyski od początku panowania Batorego dostosował swoje własne działania do programu królewskiego, stając się jego głównym doradcą. Autorka zarzuca mu, że
nie ostrzegł Batorego przed lekceważeniem współpracy ze szlachtą. A przecież pierwszy
minister traktował ją jako środek do realizacji własnych celów, nie zaś jako partnera.
Dalej Dubas-Urwanowicz odrzuca opinię, jakoby to pod wpływem pierwszego ministra
szlachta uchwaliła dwuletni pobór na sejmie 1581 r. nie dając się też przekonać do dalszej
wojny ze wschodnim sąsiadem. Kolejny sejm pokazał, że Zamoyski ewidentnie wyhamowuje porozumienie między monarchą a szlachtą w izbie poselskiej, celowo prowokując opozycję twierdził, że wśród posłów znajdują się osoby spiskujące przeciwko królowi. Działał
także destrukcyjnie w senacie. W tym również czasie król i kanclerz intensywnie współdziałali w celu wzmocnienia pozycji Zamoyskiego poprzez fakty dokonane. Jaskrawym przykładem jest w tym przypadku wyniesienie go najpierw na kanclerza wielkiego, później dożywotniego hetmana wielkiego koronnego, w końcu małżeństwo z Gryzeldą Batorówną. Działania
te powodowały, że część elity senatorskiej przeszła do opozycji. Autorka przekonuje, że od
1583 r. Zamoyski rozpoczyna swoją działalność propagandową na rzecz utwierdzenia opinii
publicznej, że życie króla i jego jest zagrożone. Dubas-Urwanowicz potwierdza wyrażoną już
przez historiografię tezę, że po sejmie 1585 r. ustała współpraca między kanclerzem i królem18. Dalej Autorka omawia znane historiografii sposoby pozyskiwania klientów19.
W ostatnim rozdziale omówiona została działalność rodu Zborowskich podczas pierwszego bezkrólewia, następnie przygotowanie gruntu pod elekcję Batorego. Autorka zwraca
uwagę na brak jedności wśród rodu, podkreśla jednocześnie ważną rolę wojewody krakowskiego Piotra Zborowskiego. Konsekwentnie odsuwani od łask królewskich Zborowscy rozpoczęli grę polityczną prowadząc ją dwutorowo: z jednej strony walcząc w wojnach moskiewskich, z drugiej włączając się w program średnio szlacheckiego ruchu. W dalszej
części rozdziału Dubas-Urwanowicz potwierdza wcześniejsze ustalenia badaczy w kwestii
przyjętego przez Zamoyskiego stanowiska mającego na celu doprowadzenie do upadku
rodu Zborowskich20.
Po przeczytaniu lektury nasuwają się wnioski, które nie zmniejszają wartości pracy. Wydaje się, że Książka zyskałaby gdyby Autorka przyjęła układ chronologiczny, ponieważ w ta
19
20
17
18
J. Ekes, op. cit., s. 139; J. Dzięgielewski, op. cit., s. 173-174.
S. Grzybowski, Jan Zamoyski, Warszawa 1994, s. 179.
W. Tygielski, Kanclerz Jan Zamoyski – otoczenie, stronnictwo, wpływy, Warszawa 1983.
S. Grzybowski, op. cit., s. 170.
recenzje i omówienia
286
kim wydaniu odnosi się wrażenie, że składa się ona z kilku nie do końca spójnych artykułów.
Zauważalny jest też niekiedy brak konsekwencji. W jednym miejscu Autorka stwierdza,
że wszystkie wymienione siły polityczne miały cel i program, by w innym odmówić programu Zamoyskiemu. Nie do końca jest jasne stanowisko Autorki w kwestii oceny działalności
Karnkowskiego, który jawi się jako zwolennik dominującej roli senatu w funkcjonowaniu
państwa. Niekiedy zaś jako wytrawny polityk rozumiejący dążenia szlachty i stojący ponad
podziałami. Prymas widział członków wyższej izby parlamentu jako senatorów doskonałych, którzy wypełnialiby swe obowiązki dla „szczęśliwego życia obywateli i pomyślności
państwa”21. Karnkowski sam wywodził się ze średnio zamożnej szlachty, i faktycznie wspierał reformatorskie aspiracje rycerstwa. Dbał przy tym o prestiż senatu oraz majestatu królewskiego, opowiadając się za monarchią mieszaną22.
Ocena recenzowanej pracy jest pozytywna. Monografia jest istotnym wkładem w badania
nad dziejami I RP. Otwiera nowe pole do badań nad zagadnieniami wymagającymi wnikliwych kwerend, po to by postawić nowe tezy oraz potwierdzić hipotezy. Wydaje się, że
zmienią one spojrzenie na działalność nie tylko Stefana I i kanclerza Zamoyskiego, ale pozwolą uchwycić przyczyny czynników kryzysogennych, które nie pozwoliły bądź skutecznie wyhamowały działalność tej części szlachty, której zależało na udoskonalaniu funkcjonowania państwa.
Maciej Adam Pieńkowski
W. Goślicki, O senatorze doskonałym, tłum. T. Bieńkowski, oprac. M. Korolko, Kraków 2000, s. 3.
A. Sucheni-Grabowska, Prymasi w polskim życiu parlamentarnym w XVI wieku, w: Prymasi i prymasostwo
w dziejach państwa i narodu polskiego, red. W.J. Wysocki, Warszawa 2000, s. 36; D. Kuźmina, Wazowie a Kościół
w Rzeczypospolitej, Warszawa 2013, s. 97, 99.
21
22

Podobne dokumenty