NR 457-458 PAčDZIERNIK LISTOPAD 2009 POLSKA MISJA

Komentarze

Transkrypt

NR 457-458 PAčDZIERNIK LISTOPAD 2009 POLSKA MISJA
457
10/6/09
8:03 PM
Page 1
POLSKA MISJA KATOLICKA w SZWAJCARII
NR 457-458
PAèDZIERNIK
LISTOPAD 2009
457
10/6/09
8:03 PM
Page 2
FESTIVAL CHOPIN
CONSERVATOIRE DE MUSIQUE DE GENEVE
GENEVE 15 – 22 NOVEMBRE 2009
Dimanche 15 novembre ∫ 19h
CHOPIN
KRZYSZTOF JABLONSKI pianiste
Mardi 17 novembre ∫ 20h
CHOPIN – SCHUMANN – LISZT
EUGEN INDJIC pianiste
MAIRIE DE COLLONGE – BELLERIVE
Jeudi 19 novembre ∫ 20h
SCHUBERT – CHOPIN – GARCIA LORCA
MAGDALENA LLAMAS mezzo-soprano
FAUSTO DI CESARE piano
Samedi 21 novembre ∫ 20h
MENDELSSOHN – CHOPIN – SCHUMANN
ENSEMBLE „CANTABILE”
ERIC ARTZ piano OLIVIA JACOBSON violon
RACHEL KISACANIN violon DELPHINE MIESCH alto
FABIEN GENTHIALON violoncelle
Dimanche 22 novembre ∫ 19h
CHOPIN – LISZT – ALKAN
ALBERTO NOSÈ pianiste
PRIX DES PLACES Fr. 45.- 35.- 20.LOCATION: Service culturel Migros Gen¯ve, rue du Prince 7 RESERVATION: www.societe-chopin.ch
ORGANISATION: Société Frédéric Chopin Gen¯ve 022 772 02 50
457
10/6/09
8:03 PM
Page 3
Drodzy Czytelnicy!
Na poczàtku wrzeÊnia w Zurychu i w Marly mieliÊmy
mo˝liwoÊç uczestniczenia w wyjàtkowych uroczystoÊciach. Dzieƒ wdzi´cznoÊci wobec tych Szwajcarów, którzy
mieli odwag´ nieÊç pomoc polskim internowanym w czasie II wojny Êwiatowej, zgromadzi∏ znakomitych goÊci – Polaków i Szwajcarów. Materia∏ z tych obchodów jest bardzo
obszerny, dlatego postanowiliÊmy wydaç podwójny numer
„WiadomoÊci”. Nikomu chyba nie trzeba t∏umaczyç, jak
wa˝ne i cenne sà Êwiadectwa ˝yjàcych Êwiadków. Dlatego
sk∏adam serdeczne podzi´kowanie panu dr. Janowi Konopce za przeprowadzenie wywiadów z by∏ymi internowanymi.
Warto zaznaczyç, ˝e nasza Misja wraz ze Stowarzyszeniem
Polskich Kombatantów w Szwajcarii jako jedyne na ziemi
helweckiej organizowa∏y uroczystoÊci zwiàzane z 70. rocznicà wybuchu II wojny Êwiatowej. Wielkie s∏owa uznania
i podzi´kowania nale˝à si´ nowej Radzie Duszpasterskiej
w Zurychu za organizacj´ obchodów w dniu 5 wrzeÊnia
w Zurychu. Znakomity koncert w wykonaniu pana Micha∏a
Karola Szymanowskiego stanowi∏ preludium do g∏ównych
obchodów, które mia∏y miejsce w historycznej siedzibie
Polskiej Misji Katolickiej w Marly. UroczystoÊç rozpocz´∏a
si´ Mszà Êwi´tà z udzia∏em by∏ych internowanych i ich rodzin. Rang´ uroczystoÊci nada∏a tak˝e obecnoÊç panów
ambasadorów: Jaros∏awa Starzyka z Berna i Zdzis∏awa Rapackiego wraz z ma∏˝onkà z Genewy, przedstawicieli miejscowych w∏adz kantonalnych, jak i koÊcielnych. Spotkanie
z by∏ymi internowanymi po Mszy Êwi´tej w ogrodzie by∏o
wspania∏à lekcjà historii dla naszej m∏odzie˝y. Nie do przecenienia by∏y Êwiadectwa pani Anny Szatkowskiej RossetBougnon i Bronis∏awa Erlicha. Obojgu uda∏o si´ bowiem
ujÊç z ˝yciem przed niszczycielskà plagà hitlerowców. Jak˝e budujàce by∏o ich Êwiadectwo o dobrych ludziach, których wówczas spotkali! Przy okazji tej uroczystoÊci odby∏o
si´ wiele spotkaƒ ze Szwajcarami. To bardzo wa˝ne dla
przysz∏oÊci naszej Misji; chodzi o to, aby Szwajcarzy mogli
nas bli˝ej poznaç. Z przykroÊcià musz´ stwierdziç, ˝e Polska Misja Katolicka nie ma ani jednego swojego przedstawiciela w jakichkolwiek gremiach KoÊcio∏a szwajcarskiego,
a wiadomo – nieobecni nie majà racji. Wszyscy uczestnicy
podkreÊlali wspania∏e przyj´cie i niezwyk∏à goÊcinnoÊç
miejscowej Rady Duszpasterskiej. Nie zabrak∏o zachwytów
nad poziomem artystycznym Olivii i Aldony Jacobson, Nahuma Erlicha i Micha∏a Karola Szymanowskiego. Wszyscy,
którzy osobiÊcie zaanga˝owali si´ w organizacj´ tych uroczystoÊci, niech wiedzà, ˝e jest to ich sukces, a jednoczeÊnie niech to b´dzie zach´tà do podejmowania inicjatyw
w innych oÊrodkach duszpasterskich PMK.
Innym bardzo wa˝nym wydarzeniem dla naszej wspólnoty by∏y obchody zwiàzane z 10-leciem Polskiej Szko∏y
przy PMK w Lozannie. I chocia˝ w tym dniu zabrak∏o przedstawicieli naszej Ambasady z Berna (bo wiadomo, losy Êwiata zale˝a∏y od aresztowanego obywatela Francji z polskim
paszportem Romana Polaƒskiego), to ca∏a uroczystoÊç mi-
mo wszystko przebieg∏a w bardzo sympatycznej i podnios∏ej
atmosferze. Program artystyczny w wykonaniu uczniów naszej szko∏y spotka∏ si´ z du˝ym uznaniem. Sprawy zwiàzane z edukacjà w Êrodowiskach emigracyjnych powinny byç
stawiane na naczelnym miejscu, bo „takie b´dà Rzeczypospolite, jakie ich m∏odzie˝y chowanie”. Cieszymy si´, ˝e
w tym numerze „WiadomoÊci” znalaz∏ si´ wywiad z panià
Ma∏gorzatà Milczuk, naszà katechetkà z Zurychu. Warto
wiedzieç, ˝e pani Ma∏gorzata nie tylko znakomicie prowadzi
katechez´, ale jest tak˝e wspó∏autorkà podr´czników do nauki religii. Jak˝e cenne by∏oby mieç osoby z takim przygotowaniem równie˝ w innych naszych oÊrodkach duszpasterskich. A mo˝e sà, ale si´ nie ujawniajà?
W paêdzierniku przypada dzieƒ Êwi´tego ¸ukasza, patrona lekarzy. Jestem bardzo wdzi´czny panu doktorowi
Marcinowi Sumile za tekst „Wyleczyç, pomóc, pocieszyç”
oraz panu profesorowi Wojciechowi Konstantemu Podleskiemu za uwra˝liwienie nas na zagadnienia, które nie sà
zbyt ch´tnie poruszane.
24 paêdziernika to uroczystoÊç odpustowa w Marly, którà poprowadzi monsignor Luis Capilla odpowiedzialny
za tzw. Misje obcoj´zyczne mniejsze, do których – niestety
– nale˝y tak˝e nasza Misja. Z drugiej jednak strony trzeba si´
cieszyç, ˝e w osobie ks. Luisa mamy bardzo ˝yczliwego
cz∏owieka, który na miar´ swoich mo˝liwoÊci stara si´ pomagaç PMK. Bardzo wa˝ne b´dzie spotkanie przedstawicieli rad naszych oÊrodków duszpasterskich z msgr. Capillà.
Zbli˝a si´ te˝ uroczystoÊç Wszystkich Âwi´tych, wi´c
zach´cam do przyjrzenia si´, w jakim stanie znajdujà si´
polskie groby. Warto, aby list´ naszych bliskich zmar∏ych
na tradycyjne wypominki doroÊli przygotowywali razem
z dzieçmi. Piel´gnowanie pami´ci jest zarazem naszym
obowiàzkiem, jak i przywilejem. Nie zapominajmy te˝ o zaanga˝owaniu w obchody Dnia Niepodleg∏oÊci. Nie wszystkie pokolenia Polaków mog∏y si´ cieszyç z daru wolnej Ojczyzny. Tylu naszych Rodaków zap∏aci∏o wielkà cen´, abyÊmy nie musieli wo∏aç: „Ojczyzn´ wolnà racz nam wróciç,
Panie”.
Dzi´kujàc za wszelkà ˝yczliwoÊç dla naszej Misji jednoczeÊnie ˝ycz´, aby g∏´bokie prze˝ywanie tych uroczystoÊci
nape∏nia∏o nas radoÊcià, dumà i nowym entuzjazmem.
Szcz´Êç Bo˝e!
ks. dr S∏awomir Kawecki
Rektor Polskiej Misji Katolickiej w Szwajcarii
Zdj´cie na ok∏adce: Dokument uznajàcy Niepodleg∏oÊç Paƒstwa Polskiego przez Szwajcari´
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
3
457
10/6/09
8:03 PM
Page 4
„Jan Pawe∏ II
Papie˝ WolnoÊci”
Dzieƒ Papieski 2009
Jan Pawe∏ II
pilnowa∏,
by solidarnoÊç
sta∏a si´ bezkrwawym
sposobem zdobywania
wolnoÊci, czyli troski
o cz∏owieka i jego
prawa – czytamy
w liÊcie pasterskim
Episkopatu z okazji
przypadajàcego
11 paêdziernika
Dnia Papieskiego.
Fot. OÊrodek Dokumentacji i Studium Pontyfikatu
Jana Paw∏a II w Rzymie
Biskupi zach´cajà, by rozwa˝ajàc tegoroczne has∏o „Jan Pawe∏ II – Papie˝ WolnoÊci”, dzi´kowaç za Polaków, „którzy niezale˝nie
od sytuacji i czasów uznali wolnoÊç za szczególnà wartoÊç, bez której
naród normalnie ˝yç nie mo˝e”.
Biskupi apelujà, by prze˝yç Dzieƒ Papieski w duchu solidarnoÊci.
W tym dniu b´dà zbierane ofiary na stypendia dla m∏odzie˝y z ubogich
terenów Polski. „Fundacja Dzie∏o Nowego Tysiàclecia podj´∏a opiek´
nad przesz∏o dwoma tysiàcami (2150) m∏odych, zdolnych Polaków,
dêwigajàcych razem ze swoimi rodzicami k∏opoty materialne, b´dàce
w zdecydowanej wi´kszoÊci konsekwencjà minionego okresu paƒstwa
totalitarnego” – przypominajà biskupi.
11 paêdziernika to jednoczeÊnie dzieƒ kanonizacji abp. Zygmunta
Szcz´snego Feliƒskiego, metropolity warszawskiego. Tak˝e t´ postaç
przywo∏ujà w liÊcie pasterskim biskupi, podkreÊlajàc, ˝e nale˝a∏ on
do najwybitniejszych Polaków XIX wieku i „pozosta∏ symbolem walki
o wolnoÊç, zawsze jako Pasterz”.
„Jak ró˝ny by∏ czas, gdy troszczy∏ si´ o wolnoÊç dla w∏asnego narodu Jan Pawe∏ II – Papie˝ WolnoÊci od tego, w którym ˝y∏ Arcybiskup
Feliƒski i jak ró˝ny jest nasz czas. Zawsze jednak tak samo rozumiemy
wolnoÊç w oparciu o nauczanie Jezusa Chrystusa” – piszà biskupi.
Dzieƒ Papieski to czas modlitwy o rych∏e wyniesienie na o∏tarze
S∏ugi Bo˝ego Jana Paw∏a II i wydarzeƒ kulturalnych w ca∏ej Polsce. 10
paêdziernika na Uniwersytecie Warszawskim tradycyjnie ju˝ odb´dzie
si´ mi´dzynarodowe sympozjum na temat wolnoÊci w nauczaniu Jana Paw∏a II, a na Zamku Królewskim w Warszawie zostanà wr´czone
nagrody „Totus”. Z okazji 10. edycji nagrody specjalnà statuetk´ otrzyma kompozytor Wojciech Kilar. O godz. 20.00 TVP1 wyemituje or´dzie
Prymasa Polski kard. Józefa Glempa na Dzieƒ Papieski 2009.
W niedziel´ 11 paêdziernika w koÊciele akademickim Êw. Anny
w Warszawie zostanie odprawiona o godz. 18.00 Msza Êw. inaugurujàca rok akademicki. Na placu przed koÊcio∏em odb´dzie si´ te˝ „Apel
z Ojcem Âwi´tym”, a o godz. 20.00 rozpocznie si´ koncert „Papie˝ poeta – Na spotkanie wolnoÊci”.
Kalendarium wydarzeƒ Dnia Papieskiego w ca∏ym kraju b´dzie
mo˝na Êledziç na stronie www.papiezwolnosci.pl/.
Biuro prasowe KEP
Kanonizacja Arcybiskupa Zygmunta Szcz´snego Feliƒskiego
„Polakiem jestem, Polakiem umrzeç pragn´, bo tego chce boskie i ludzkie prawo,
uwa˝am nasz j´zyk, naszà histori´, nasze obyczaje narodowe za drogocennà spuÊcizn´
po przodkach, którà nast´pcom naszym Êwi´cie przekazaç powinniÊmy, wzbogaciwszy
skarbnic´ narodowà w∏asnà pracà”.
Abp Zygmunt Szcz´sny Feliƒski
11 paêdziernika br. Papiez Benedykt XVI dokona w Rzymie kanonizacji b∏ogos∏awionego
Zygmunta Szcz´snego Feliƒskiego.
Zygmunt Szcz´sny urodzi∏ si´ w 1822 r. w Wojutynie na Wo∏yniu. Studia ukoƒczy∏ w Moskwie i Pary˝u.
Âwi´cenia kap∏aƒskie w 1855 r. otrzyma∏ w Petersburgu. By∏ za∏o˝ycielem Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, opiekujàcemu si´ dzieçmi oraz chorymi. W 1862 r. zosta∏ mianowany przez papie˝a Piusa XII arcybiskupem metropolità warszawskim.
Zygmunt Szcz´sny Feliƒski przyczyni∏ si´ do wyraênego odrodzenia duchowego dawnej stolicy Polski.
Zreformowa∏ seminarium i Akademi´ Duchownà w Warszawie, za∏o˝y∏ schronisko dla biednych dzieci
i upowszechni∏ nabo˝eƒstwo majowe ku czci NajÊwi´tszej Maryi Panny. W 1864 r., po niespe∏na pó∏torarocznej pos∏udze arcybiskupiej, zosta∏ przez w∏adze carskie skazany na wygnanie w g∏àb Rosji za to, ˝e w marcu 1863 r. napisa∏ list do cara Aleksandra II w obronie KoÊcio∏a i narodu. Równie˝ na wygnaniu, w Jaros∏awiu nad Wo∏gà, dawa∏ przyk∏ad g∏´bokiej wiary. Po 20 latach
zwolniono go, jednak˝e otrzyma∏ zakaz powrotu na teren swojej archidiecezji. Zamieszka∏ w Dêwiniaczce, gdzie mimo podesz∏ego wieku i wyczerpania wygnaniem podjà∏ prac´ wÊród ludzi. Za∏o˝onemu przez siebie Zgromadzeniu powierzy∏ m.in. zadanie organizowania szkó∏ dla wiejskich dzieci.
Zmar∏ w pa∏acu arcybiskupim w Krakowie 17 wrzeÊnia 1895 r. Jego pogrzeb na Wawelu sta∏ si´ okazjà do manifestacji patriotycznych.
Arcybiskup Zygmunt Szcz´sny Feliƒski zosta∏ beatyfikowany 18 sierpnia 2002 r. przez Jana Paw∏a II podczas odprawianej przez niego Mszy
Êwi´tej na krakowskich B∏oniach.
4
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 5
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Nigdy wi´cej WOJNY
przy wsparciu Narodowego Centrum Kultury
Nigdy wi´cej wojny! –
Po Mszy Êwi´tej przy
pod takim has∏em 5 i 6
tradycyjnym, prawdziwie
wrzeÊnia 2009 roku odby∏y
polskim pocz´stunku, przysi´ w Zurychu i w siedzibie
gotowanym przez Rad´
Polskiej Misji Katolickiej
Duszpasterskà naszej Misji
w Marly spotkania upami´tw Marly, uczestnicy spotkaniajàce 70. rocznic´ wybunia ws∏uchiwali si´ w indychu II wojny Êwiatowej. Pawidualne
wspomnienia
tronat nad wydarzeniem,
Êwiadków tragicznych woktórego wspó∏organizatorajennych wydarzeƒ. By∏a to
mi byli Stowarzyszenie Polrównie˝ znakomita okazja
skich Kombatantów w
dla rodaków, licznie przybySzwajcarii i Polska Misja
∏ych na uroczystoÊç z ró˝Katolicka, objà∏ Ambasador
nych regionów Szwajcarii,
RP w Bernie J. E. pan Jarodo zawarcia znajomoÊci
s∏aw Starzyk.
i rozmów towarzyskich.
Na uroczystoÊç do Marly
G∏´boko wzruszajàcym
przyby∏ takze Sta∏y Przedstapunktem spotkania by∏o
wiciel RP przy Biurze ONZ
Êwiadectwo pani Anny
w Genewie J. E. pan ambasaSzatkowskiej Rosset-Budor Zdzis∏aw Rapacki wraz
gnon, która przytaczajàc
z ma∏˝onkà. Honorowymi gokilka fragmentów swojej
Êçmi byli polscy kombatanci
ksià˝ki pt. „By∏ dom...”,
zamieszkali obecnie w Szwajopowiedzia∏a o tym, jak
carii: panowie Kazimierz Janwa˝ne w czasie wojennej
kowski, Pan Zygmunt Stanokupacji by∏y gesty wzakiewicz, pan Antoni Ciemniajemnej ludzkiej solidarnokowski i pani Charlotte de HaÊci, gesty bezinteresownej,
Relacje z przebiegu uroczystych obchodów
bicht, uczestnicy tragicznych
cz´sto anonimowej pomowydarzeƒ 1939 roku. Celem
cy. Pani Bugnon jako
spotkania by∏o mi´dzy innydziecko otrzyma∏a takà pomi wyra˝enie wdzi´cznoÊci
moc od obcych, przypadkoSzwajcarom, którzy w tamwo spotkanych osób, które
tych trudnych wojennych
otworzy∏y przed nià i jej
czasach otworzyli przed polmatkà swój dom i otoczy∏y
zorganizowanych przez
skimi ˝o∏nierzami drzwi
je opiekà... To krótkie wyPolskà Misj´ Katolickà
swych domów, udzielili im
stàpienie by∏o wyrazem
i Stowarzyszenie Polskich Kombatantów
pomocy i schronienia.
wdzi´cznoÊci i podziwu
w Szwajcarii
Spotkanie rozpocz´∏o si´
wobec postaw tych wspaMszà Êwi´tà. W uroczystej
nia∏ych ludzi.
Zurych – Marly, 5-6 wrzeÊnia 2009 r.
homilii ksiàdz rektor S∏awoUroczyste
spotkanie
mir Kawecki podkreÊli∏ bohaw Marly uÊwietni∏ koncert
terskie postawy osób, które wobec wojennej tragedii nie zawa- w wykonaniu znakomitej polskiej pianistki pani Aldony Budreha∏y si´ udzieliç pomocy potrzebujàcym, cz´sto nara˝ajàc w∏a- wicz-Jacobson oraz m∏odej, utalentowanej skrzypaczki pani
sne zdrowie i ˝ycie. Stàd i dla nas, ludzi XXI wieku p∏ynie na- Oliwii Jacobson. Dêwi´ki utworów Chopina i Wieniawskiego
uka i apel: otwórzmy nasze serca, nie bójmy si´ pomagaç in- podkreÊli∏y atmosfer´ donios∏oÊci wspominanych wydarzeƒ
nym, nie bójmy si´ podaç d∏oni potrzebujàcym! Poka˝my, ˝e oraz pozwoli∏y na chwile osobistej refleksji nad wojennà rzestaç nas na cz∏owieczeƒstwo i bohaterskie postawy. Bierzmy czywistoÊcià. Postawy osób, które nara˝ajàc w∏asne ˝ycie, deprzyk∏ad z odwa˝nych ludzi tamtych czasów. Zadanie mamy cydowa∏y si´ na bezinteresownà pomoc bliênim, nios∏y pozyu∏atwione, bowiem pomagajàc dziÊ, w czasie pokoju, nie nara- tywne przes∏anie o naturze cz∏owieka zdolnego do poÊwi´ceƒ
˝amy si´ przecie˝ na ˝adne niebezpieczeƒstwo. Nie bàdêmy i wyrzeczeƒ w imi´ dobra.
oboj´tni wobec potrzebujàcych!
Beata Jastrz´bska
70. rocznicy wybuchu
II wojny Êwiatowej
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
5
457
10/6/09
8:03 PM
Page 6
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Teksty wystàpieƒ na uroczystoÊci zorganizowanej dnia 6 wrzeÊnia 2009 roku
w siedzibie Polskiej Misji Katolickiej w Marly z okazji 70 rocznicy II wojny Êwiatowej
Przemówienie Jego Ekscelencji Pana Jaros∏awa Starzyka,
Ambasadora RP w Bernie
Szanowni Paƒstwo!
U
roczystoÊci, w których mamy przyjemnoÊç uczestniczyç, doskonale wpisujà si´ w donios∏y charakter obchodów 70-tej rocznicy wybuchu II wojny Êwiatowej w Polsce. Pozwol´ sobie przypomnieç, ˝e na zaproszenie Pana Premiera Donalda Tuska, na uroczystoÊci na Westerplatte 1 wrzeÊnia br., pozytywnie zareagowa∏o oko∏o 20 szefów paƒstw i rzàdów, w tym Premier W. Putin i Kanclerz A.
Merkel. Âwiadczy to o ich szacunku wobec tragicznych losów milionów ludzi sprzed 70 lat. Naszym obowiàzkiem jest przypominanie faktów i dbanie o prawd´ historycznà, stanowiàcych przestrog´, szczególnie dla m∏odych pokoleƒ. Dwudniowe uroczystoÊci w Zurychu i Marly sà tego najlepszym przyk∏adem, za co jeszcze raz dzi´kuj´.
Szanowni Paƒstwo,
P
Szanowni Paƒstwo,
P
rzede wszystkim chcia∏bym bardzo podzi´kowaç za zaproszenie
mnie do obj´cia honorowego patronatu nad uroczystymi obchodami 70-tej rocznicy wybuchu II wojny Êwiatowej w Konfederacji Szwajcarskiej pod has∏em „Nigdy wi´cej wojny”, organizowanymi
przez Polskà Misj´ Katolickà i Stowarzyszenie Polskich Kombatantów
w Szwajcarii. Nale˝y podkreÊliç, ˝e obchody te to cykl spotkaƒ i koncertów organizowanych zarówno w Zurychu wczoraj, jak i w historycznej siedzibie Polskiej Misji Katolickiej w Marly przez ca∏y dzisiejszy
dzieƒ. Stàd ju˝ na wst´pie pozwol´ sobie z∏o˝yç podzi´kowanie Ksi´dzu Rektorowi S∏awomirowi Kaweckiemu oraz Panu dr Jerzemu Miodoƒskiemu za inicjatyw´ i wysi∏ek zwiàzany z organizacjà omawianych
dwudniowych uroczystoÊci. Chcia∏bym równie˝ wyraziç podzi´kowanie
za obecnoÊç i pomoc w przygotowaniu dzisiejszych uroczystoÊci Panu
Ambasadorowi Zdzis∏awowi Rapackiemu, Sta∏emu Przedstawicielowi
RP przy ONZ w Genewie oraz jego Ma∏˝once. ObecnoÊç obu oficjalnych przedstawicieli polskiego paƒstwa, funkcjonujàcych na terenie
Konfederacji Szwajcarskiej, tu dzisiaj w Marly, jest dowodem wagi jakà przywiàzujemy do dzisiejszych uroczystoÊci.
W mojej ocenie uroczyste obchody 70-tej rocznicy wybuchu II wojny Êwiatowej nie by∏yby tak pe∏ne i emocjonalne, gdyby zabrak∏o
wÊród nas kombatantów i osób zas∏u˝onych. Dlatego w imieniu nas
wszystkich chcia∏bym wyraziç wdzi´cznoÊç za przybycie Panu Kazimierzowi Jankowskiemu, Panu Zygmuntowi Stankiewiczowi, Panu Antoniemu Ciemniakowskiemu i Pani Charlotte de Habicht.
6
olscy ˝o∏nierze przybyli do Szwajcarii po ci´˝kich walkach
na froncie francuskim w czerwcu 1940 roku. Wraz z armià francuskà, zmuszeni przyt∏aczajàcà przewagà niemieckà, przeszli
w szyku bojowym przez granic´ francusko-szwajcarskà na linii rzeki
Doubs. By∏a to II Dywizja Strzelców Pieszych dowodzona przez gen.
Ketlinga. Musieli z∏o˝yç broƒ. Internowano ich i zostali skoszarowani
w obozach, ale wszelkie dzia∏ania szwajcarskie trzyma∏y si´ ÊciÊle litery prawa mi´dzynarodowego. Obowiàzywa∏ regulamin, który wyznacza∏ sposoby kontaktów Polaków z ludnoÊcià szwajcarskà. Podczas lat
wojny do Szwajcarii przedzierali si´ jeszcze liczni Polacy z obozów jenieckich w Niemczech. W sumie internowano oko∏o 15 000 polskich
˝o∏nierzy. Ze wspomnieƒ i dokumentów wynika, ˝e najwi´kszy k∏opot
mieli Szwajcarzy z dezercjà Polaków. Tyle, ˝e tym razem dezercja oznacza∏a ucieczk´ z obozu za granic´ i przedostawanie si´ do polskich oddzia∏ów walczàcych z wrogiem lub do rodzin we Francji. Trzeba przyznaç, ˝e wprawdzie schwytani dezerterzy byli surowo karani przez sàdy, jednak sami s´dziowie cz´sto dodawali im otuchy solidaryzujàc si´
z ich postawà. W dezercji pomaga∏a Polakom ludnoÊç cywilna, która
nara˝ajàc si´ tak˝e na surowe kary przeprowadza∏a Polaków przez granic´, zaopatrywa∏a w ubrania i pieniàdze.
W okresie wojny internowani Polacy pracowali w Szwajcarii otrzymujàc skromne wynagrodzenie. Pracowali g∏ównie przy budowie dróg,
tuneli, mostów, pracach melioracyjnych, w rolnictwie, leÊnictwie, czy
górnictwie. Ogó∏em zbudowali 277 km dróg, 63 mosty, dokonali melioracji ponad 1000 ha ziemi. W∏adze kantonalne umo˝liwi∏y im te˝ nauk´
w szko∏ach Êrednich, technicznych i na wy˝szych uczelniach. 455 ˝o∏nierzy otrzyma∏o dyplomy ukoƒczenia studiów.
Spo∏eczeƒstwo szwajcarskie by∏o przychylne Polakom, odnoszono
si´ do nich z serdecznoÊcià, budzili szacunek pracowitoÊcià, moralnoÊcià i rycerskoÊcià.
Pomimo ograniczeƒ kontaktów z ludnoÊcià miejscowà nawiàzywa∏y si´ przyjaênie. Wiele kobiet szwajcarskich decydowa∏o si´ na ma∏˝eƒstwa z internowanymi, chocia˝ – wed∏ug obowiàzujàcego wówczas prawa – traci∏y one obywatelstwo szwajcarskie.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 7
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Okres pobytu Polaków na ziemi Helwetów pozosta∏ ˝ywy we
wspomnieniach starszego pokolenia. T´ ciekawà histori´ naszych narodów dokumentuje i wcià˝ wzbogaca nowymi materia∏ami, wspomnieniami i zdj´ciami Fundacja Archiwum Helveto – Polonicum majàca siedzib´ we Fryburgu.
Chcia∏bym w 70. rocznic´ wybuchu II wojny Êwiatowej z∏o˝yç ho∏d
rodakom z II Dywizji za ich walk´ na froncie i godnà postaw´ w okresie internowania. Naszym szwajcarskim gospodarzom natomiast dzi´kuj´, ˝e w okresie nie∏atwym, kiedy Szwajcarii w ka˝dej chwili grozi∏
najazd niemieckich wojsk, zachowali si´ suwerennie i godnie, stojàc
na stra˝y prawa mi´dzynarodowego, które wsz´dzie wokó∏ by∏o wówczas w Europie ∏amane. Szwajcaria, w Europie ogarni´tej nazizmem
i stalinizmem, przechowa∏a podstawowe wartoÊci, które leg∏y u podstaw stworzenia cywilizacji europejskiej, przede wszystkim poszanowania prawa oraz respektowania praw spo∏ecznych i jednostki. Polacy
to pami´tajà. Dlatego dzi´kujemy w∏adzom kantonalnym, federalnym
i ludnoÊci szwajcarskiej za okazane polskim ˝o∏nierzom serce, serdecznoÊç i szanse na rozwój zawodowy, co pozwoli∏o im przetrwaç trudne
lata oddalenia od rodziny i ojczyzny.
Szanowni Paƒstwo,
W
imieniu Pana Ambasadora Rapackiego i jego Ma∏˝onki,
w imieniu naszych wspó∏pracowników w obu placówkach
dyplomatycznych Rzeczypospolitej Polskiej na terenie Konfederacji Szwajcarskiej oraz w imieniu mojej ˝ony i w∏asnym, chcia∏bym
wszystkim Paƒstwu podzi´kowaç za przybycie, a Polskiej Misji Katolickiej i Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów – za zorganizowanie obchodów.
JednoczeÊnie ˝ycz´ Paƒstwu ciekawych spotkaƒ i rozmów z naszymi zas∏u˝onymi goÊçmi oraz mi∏ych prze˝yç artystycznych podczas
zaplanowanych koncertów. Dzi´kuj´ za uwag´.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
7
457
10/6/09
8:03 PM
Page 8
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Wystàpienie dr. Jana A. Konopki z Genewy, historyka,
cz∏onka Towarzystwa im. Ignacego Jana Paderewskiego
Szanowni Paƒstwo,
Oto wybrany wyjàtek owych wspomnieƒ
w pewnym skrócie:
O
statnio mia∏em przyjemnoÊç spotkaç si´ z p. Józefem Rozmuskim, jednym z by∏ych polskich ˝o∏nierzy Drugiej Dywizji Strzelców Pieszych internowanych w Szwajcarii w latach II. wojny
Êwiatowej. Niestety, z uwagi na z∏y stan zdrowia rozmówca mój nie
móg∏ dziÊ przybyç. Tak˝e i jego ma∏˝onka, pani Klotylda, nie mog∏a byç
z nami; poprosi∏a mnie jedynie, abym odczyta∏ Paƒstwu wyjàtek z tekstu opowiadania swego m´˝a, gdzie mówi on o swych prze˝yciach z lat
internowania w Szwajcarii. Wype∏niam zatem jej proÊb´, czyniàc tym
równie˝ zadoÊç ˝yczeniu Ksi´dza Rektora dr S∏awomira Kaweckiego.
Z kolegami ze studiów. Winterthur 1942
(pierwszy z prawej J. Rozmuski)
Praca w czasie wakacji. Grison 1941
(z prawej J. Rozmuski)
8
D
nia 20 czerwca (1940 r.) o 6-tej z rana przechodzimy w szyku
bojowym pasmo Jury w punkcie granicznym w Epiquerez. Nasze walki we Francji nale˝à do przesz∏oÊci. Wychodzimy z lasu
na rozleg∏à ∏àk´ i tu stajemy w szeregach przed sztabem generalnym
naszej Dywizji i 45 Korpusu armii francuskiej, którego jednà z formacji
by∏a nasza 2-ga Dywizja. Jest równie˝ obecnych wielu szwajcarskich
oficerów. Stoimy w paradnym szyku i prezentujemy broƒ. Rozlega si´
hymn narodowy „Jeszcze Polska nie zgin´∏a”. Wielu z nas zalewa si´
∏zami. Nast´puje z∏o˝enie przez nas broni. Tak zaczà∏ si´ okres naszego
internowania w Szwajcarii. Najpierw schodzimy pieszo do wsi Soubay,
gdzie sp´dzamy naszà pierwszà noc w Szwajcarii. Po krótkich pobytach w ró˝nych ma∏ych miejscowoÊciach, przyje˝d˝amy pociàgiem
do Sumiswaldu w kantonie Bern. Tu zostajemy zakwaterowani. Zgrupowani w wielu kompaniach, stale pozostajemy pod dowództwem naszych oficerów, zachowujàc w∏asnà organizacj´ wojskowà. Spoglàdam woko∏o na krajobraz i przechodzàcych ludzi. Wszystko tchnie spokojem, ciszà i dobrobytem, z dala od zgie∏ku bitw. Ludzie na nas patrzà
z widocznà sympatià. Niekiedy przechodzàce kobiety darzà nas swym
uÊmiechem. Ale nurtujà nas nieustannie niepokojàce pytania: Na jak
d∏ugo tu jesteÊmy? Co nas czeka dalej? Czy Szwajcaria b´dzie w stanie si´ obroniç w razie agresji niemieckiej? Po trzech miesiàcach sp´dzonych bezczynnie, pojawia si´ pewien b∏ysk nadziei. Dowiadujemy
si´, ˝e w∏adze szwajcarskie umo˝liwiajà dost´p na wy˝sze uczelnie
tym z poÊród nas, którzy mieli rozpocz´te studia w kraju, lub posiadajà Êwiadectwa maturalne. I tak, 30 paêdziernika przybywam do obozu
internowanych w Winterthurze w kantonie Zurychu, przeznaczonego
dla przysz∏ych studentów zuryskiej Politechniki i Uniwersytetu. Rozpoczà∏ si´ nowy etap w moim ˝yciu.
Jest nas ok. 300. Mieszkamy pojedynczo lub we dwóch u prywatnych osób. Posi∏ki bierzemy obowiàzkowo wspólnie, w suterenach Centrum protestanckiego. Przed ka˝dym posi∏kiem ustawiamy si´ w szeregach przed budynkiem. Nast´puje apel, sprawdzanie obecnoÊci, og∏aszanie rozkazów, itd. Obowiàzuje nas cisza nocna od godz. 21.00, co
sprawdza wyrywkowo szwajcarska policja wojskowa. Ju˝ 31 paêdziernika rozpocz´∏y si´ pierwsze wyk∏ady dawane w ró˝nych pomieszczeniach
na miejscu po polsku, po niemiecku lub po francusku, odpowiednio przez
wyk∏adowców polskich, rekrutowanych z poÊród elity uniwersyteckiej
oficerów internowanych oraz szwajcarskich profesorów z uczelni zuryskiej. W miar´ post´pów i wedle uzyskiwanych wyników z egzaminów
byliÊmy dopuszczani, w drodze selekcji indywidualnej, do podejmowania
i kontynuowania studiów na wy˝szych uczelniach, w trybie normalnym,
na równi ze studentami szwajcarskimi. Obok tego by∏em zobowiàzany
wobec naszej organizacji wojskowej, ucz´szczaç na tajne, dwuletnie
kursy „podchorà˝ówki”. MieliÊmy tygodniowo kilkugodzinne kursy z teorii, a w czasie wakacji studenckich – po ukoƒczeniu dnia pracy przy budowie dróg w kantonie Grison, a cz´sto te˝ i nocà – uprawialiÊmy
w ukrytych miejscach „çwiczenia bitewne”. By∏o nas pi´çdziesi´ciu
na tym kursie; ja ukoƒczy∏em go na drugim miejscu. Brak wystarczajàcej
znajomoÊci niemieckiego na poczàtku, a zw∏aszcza moje zaanga˝owanie
uczuciowe, nie pozwoli∏y mi na zbyt szybkie ukoƒczenie nauki. Tak, ˝e
dyplom ukoƒczenia wy˝szych studiów politechnicznych z tytu∏em in˝yniera-mechanika uzyska∏em dopiero 2 lipca 1946 roku”.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 9
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Tak zacz´∏o si´ dla in˝. Rozmuskiego „˝ycie w cywilu”. Na zakoƒczenie pragn´ jeszcze od siebie dorzuciç, ˝e Paƒstwo Rozmuscy ˝yjà
w zwiàzku ma∏˝eƒskim ju˝ od 62 lat; pobrali si´ w 1947 r. ˚yjà w Lonay, w kantonie Vaud, darzeni uczuciami swych trojga dzieci i siedmiorga wnuków. ˚egnajàc mnie, pan Rozmuski zwierzy∏ mi si´, mówiàc:
„najpi´kniejszà chwilà w moim ˝yciu pozostanie zawsze wspomnienie
dnia naszego Êlubu, zaÊ pani Rozmuska dorzuci∏a: „pi´kne wiod´ ˝ycie
z moim ukochanym Józkiem”.
Ksiàdz Rektor PMK bardzo dzi´kuje Panu Józefowi Rozmuskiemu, by∏emu polskiemu ˝o∏nierzowi internowanemu
w Szwajcarii w latach Drugiej Wojny Âwiatowej za przekazanie do Archiwum Polskiej Misji Katolickiej w Marly historycznych zdj´ç i spisanych wspomnieƒ.
Wystàpienie pani Anny Szatkowskiej-Rosset Bougnon, pisarki
K
siàdz Rektor prosi∏ mnie o par´ s∏ów komentarza do mojej ksià˝ki „By∏ dom” z punktu widzenia „gestów cz∏owieczeƒstwa”, czyli wzajemnej pomocy.
MyÊl´, ˝e jest to szeroki temat obejmujàcy zarówno ratowanie
czyjegoÊ ˝ycia, jak po prostu u∏atwienie komuÊ poruszania si´ po nieznanym mu terenie, udzielenie informacji czy pomoc przy wsiadaniu
do tramwaju itd. W okolicznoÊciach wojennych nawet jeden szybki,
stosowny gest mo˝e mieç zasadnicze znaczenie; mo˝na wtedy uratowaç siebie samego i towarzyszy. Przyk∏adem ratowania cz∏owieka, nara˝ajàc siebie i swoich bliskich na pewnà Êmierç, by∏o ratowanie ˚ydów, o czym Paƒstwo dobrze wiedzà. Ci, którzy prze˝yli, prawie wszyscy zawdzi´czajà to ludziom dobrej woli, którzy odwa˝yli si´ ryzykowaç
w∏asne bezpieczeƒstwo. W wojennych i powojennych sytuacjach by∏o
wiele okazji bycia po prostu cz∏owiekiem wra˝liwym na potrzeby innych, najcz´Êciej nieznajomych osób. DoÊwiadczy∏am tego osobiÊcie
i wielokrotnie. Przytocz´ tylko okolicznoÊci codziennego ˝ycia, dost´pne dla ka˝dego z nas, a niosàce nie tylko konkretne znaczenie, lecz b´dàce Êwiadectwem wielkiej wagi na otoczenie oraz poczucia odpowiedzialnoÊci i czysto ludzkiego obowiàzku. Dla ilustracji przypomn´ trzy
konkretne fakty, choç mog∏abym ich wspomnieç o wiele, wiele wi´cej.
1. Koniec paêdziernika 1944, pogoda wczeÊnie zimowa. JesteÊmy
w Cz´stochowie, gdzie przygarn´li nas ca∏kiem nieznajomi nam ludzie,
dzielàc z nami oraz z innymi warszawskimi „rozbitkami” powierzchni´
swego mieszkania, skromne i chude zapasy ˝ywnoÊci, swoje serce
i uÊmiech, a tak˝e sta∏à gotowoÊç pomocy w przeró˝nej formie (lekarz,
apteka, zakupy itd.) Przyznaj´, ˝e po latach, ju˝ jako zam´˝na i dzieciata, mieszkajàc z m´˝em w ∏adnym, starannie utrzymanym mieszkaniu,
zapytywa∏am samà siebie, czy by∏abym gotowa przyjàç takich niespodziewanych „rozbitków” potrzebujàcych wszystkiego, wszystkiego,
z miejscem na pod∏odze w∏àcznie. Stwierdzi∏am ze wstydem, ˝e by∏oby mi trudno si´ z tym pogodziç…
Par´ tygodni póêniej, pewnego ranka prószy∏ pierwszy Ênieg.
Po Mszy Êwi´tej na Jasnej Górze, dwie panie zatrzymujà nas i mówià
mi: „Jest za zimno, ˝ebyÊ chodzi∏a z go∏ymi nogami, a w dodatku kulejesz.” Nast´pnie krótka rozmowa; us∏ysza∏y, ˝e mieszkamy niedaleko,
˝e skr´ci∏am kostk´, itd.
Po po∏udniu ktoÊ stuka do drzwi. Otwieram – m∏odsza pani spotkana rano po mszy wr´cza mi paczk´ dla Mamy i znika nie podajàc nawet swego nazwiska ani adresu. W paczce – cuda: dwie pary we∏nianych poƒczoch i ciep∏a bielizna. Nie spotka∏yÊmy wi´cej obu paƒ, by im
nale˝ycie podzi´kowaç.
2. Pó∏ roku póêniej, làdujemy w Sztokholmie, bez baga˝u, bez ˝adnej informacji, bez pieni´dzy, za wyjàtkiem kilku dolarów. Autobus z lotniska wysadza nas w centrum. Jest póêne letnie popo∏udnie, rozglàdamy si´ za jakimÊ skromnym hotelikiem. Nasz wyglàd zwraca uwag´
przechodniów. Podchodzi elegancki starszy pan i mówi do nas coÊ
po szwedzku, potem w innym j´zyku, wreszcie ∏amanà francuszczyznà
pyta, czego szukamy i czy mo˝e pomóc. S∏yszàc, o co nam chodzi, t∏umaczy drog´ do ulicy z hotelami, rysuje plan na karteczce, wskazuje
odpowiedni autobus, ˝yczy nam powodzenia i odchodzi. „Akurat – mówimy sobie z Mamà – i tak nie mamy koron szwedzkich, wi´c pójdziemy na piechot´, jak zwykle”. Wtem ktoÊ wo∏a: „Madame, madame!”.
Stajemy i oto ten sam starszy pan dogania nas: „Wy pewnie nie macie koron na autobus” – i wyjmuje z kieszeni 30 koron, wciska nam
do r´ki mimo Mamy protestów i znika w t∏umie przechodniów. Dla
mnie ten starszy pan i obie panie z Jasnej Góry pozostali symbolem takiej pomocy, jakà powinniÊmy wszyscy umieç stosowaç, gdy potrzeba.
Pomoc spontanicznà, doraênà, z konkretnym wynikiem. I mieç oczy
otwarte na otoczenie i na jego potrzeby w danej chwili.
Jak to wyglàda dziÊ, w warunkach szwajcarskiego stylu i dobrobytu? Mam na to przyk∏ady osobiste, spowodowane moim wiekiem
i trudnoÊcià chodzenia w nierównym terenie. A ˝e podró˝uj´ blisko
i daleko, jestem czasem zale˝na od innych. Niektórzy – chwa∏a im!
– spontanicznie proponujà pomoc z baga˝em, ze schodami, itd. „Ja
pani pomog´. – Czy mog´ Pani pomóc?” Cz´sto sà to m∏odzi ludzie
– ch∏opcy i dziewczyny. Jak potrzeba prawie zawsze ktoÊ ust´puje
miejsca w zat∏oczonym autobusie lub pociàgu. Na dworcu zdarza si´,
˝e ktoÊ spontanicznie wnosi mojà walizk´ do wagonu i pomaga mi
wejÊç. OczywiÊcie, da∏abym sobie rad´ sama, ale przyjmuj´ te drobne,
spontaniczne us∏ugi jako dar i jako objaw takiego w∏aÊnie poczucia
wspólnoty ludzkiej i cz∏owieczeƒstwa, które zawsze b´dzie wa˝ne,
i zawsze b´dzie miarà wartoÊci danej epoki. I zawsze b´dzie jednym
z zasadniczych elementów wychowania m∏odych pokoleƒ.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
9
457
10/6/09
8:03 PM
Page 10
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Siostra
Marie-André Rial
Po wystàpieniu Pani Anny Rosset Szatkowskiej swoje Êwiadectwo zaprezentowa∏a Siostra Marie-André Rial
(Soeur de la Charité), która jako doÊwiadczony pedagog
cz´sto spieszy∏a z pomocà uczàc naszych ksi´˝y studentów j´zyka francuskiego. Wspominajàc tamte czasy
mówi∏a o relacjach miejscowej ludnoÊci z polskimi internowanymi. W kantonie Fryburg, gdzie mieszka∏a jej
bardzo liczna rodzina, chocia˝ sami niewiele posiadali
to zawsze spieszyli z pomocà. ˚o∏nierze starali si´ odwdzi´czyç. W Enge polscy internowani odnowili kaplic´, a jeden z fresków zosta∏ namalowany przez Micha∏a
Kali. Szwajcarzy pami´tajà, ˝e fresk ten zosta∏ ukoƒczony 11 listopada 1943 rok w 25 rocznic´ odzyskania
przez Polsk´ niepodleg∏oÊci. O tym jak bardzo polscy internowani przyk∏adali wag´ do dat niech Êwiadczy fakt,
˝e inauguracja odnowionej kaplicy mia∏a miejsce 15
sierpnia 1943 roku.
10
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 11
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Wystàpienie pana Bronis∏awa Erlicha
Wielce szanowny Ksi´˝e Rektorze!
S
erdecznie dzi´kuj´ Ksi´dzu Rektorowi dr Kaweckiemu za zaproszenie na dzisiejsze znakomite spotkanie dla uczczenia ludzi i organizacji paƒstwowych niosàcych pomoc uchodêcom, którzy
z powodu wojen i przeÊladowaƒ szukali schronienia w Szwajcarii.
W tym zakresie w∏aÊnie Szwajcaria ma chlubnà tradycj´. Wszyscy
wiemy, ˝e wielki patriota i ˝o∏nierz, Tadeusz KoÊciuszko po bohaterskiej
walce z przewa˝ajàcymi si∏ami carskich zaborców, uzyska∏ bezpieczne
schronienie w Szwajcarii.
Pozwólcie Paƒstwo, ˝e zarecytuj´ wierszyk, którego si´ uczy∏em
w drugiej klasie szko∏y powszechnej w Warszawie:
„Tam w Szwajcarii wolnej ziemi, ˝y∏ KoÊciuszko d∏ugie lata,
I obraca∏ t´skne oczy, gdzie rodzinna jego chata.
A˝ gdy poczu∏, ˝e Êmierç blisko,
Ujà∏ w r´k´ miecz swój dumny:
„Walczy∏ ze mnà dlugie lata.
W∏ó˝cie ze mnà go do trumny”.”
wiesi∏a mi na szyi sznureczek z medalikiem Matki Boskiej ze s∏owami:
„Pan tak Êwietnie mówi po polsku, niech Pan si´ ratuje.”
Nie zawsze „dobry wyglàd i nienaganny j´zyk polski” ratowa∏y ˚ydów w biedzie. Niestety, bardzo wielu ˚ydów nie mówi∏o po polsku
bezb∏´dnie i ich szanse na ukrycie si´ by∏y znikome. Drugim przypadkiem, gdy spotka∏em si´ ze szlachetnym cz∏owiekiem: adwokat, szwagier mojego szefa – wieÊniaka, przerobi∏ mi b´dàcà w posiadaniu adwokata metryk´ urodzenia i wyposa˝y∏ mnie w tak zwane „aryjskie papiery”, dzi´ki którym prze˝y∏em okupacj´ niemieckà „na powierzchni”.
B´dàc póêniej na robotach przymusowych w Niemczech ˝y∏em
w Êrodowisku polskich robotników i wieÊniaków. Aczkolwiek tu i ówdzie wy∏ania∏y si´ pewne podejrzenia, nikt mnie nie wyda∏.
Mówi si´: „ludzie sà ró˝ni”. Ale na szcz´Êcie jest sporo ludzi szlachetnych, którzy kompensujà post´pki ludzi nieuczciwych. Cz∏owiek
z natury rzeczy jest dobry, uczynny, ˝yczliwy.
Te cechy winny byç piel´gnowane.
Chcia∏oby si´ przytoczyç s∏owa wielkiego papie˝a Jana Paw∏a II:
„˚ydzi sà starszymi braçmi chrzeÊcijan. Antysemityzm jest sprzeczny
z zasadami chrzeÊcijaƒstwa.”
Szanowni Paƒstwo!
Wielce Szanowni Paƒstwo!
70
lat temu na ziemiach polskich toczy∏a si´ krwawa wojna. 6
wrzeÊnia, w dzieƒ jak dziÊ, nad naszymi g∏owami pali∏y si´
i wali∏y si´ domy. Armia Polska w pojedynk´ walczy∏a przeciw Niemcom op´tanym przez Hitlera. Po kapitulacji Warszawy cz´Êç
Armii Polskiej przedosta∏a si´ do Francji, aby u boku armii francuskiej
walczyç przeciw wspólnemu wrogowi.
Po kl´sce francuskiej armii, polskie oddzia∏y, chcàc uniknàç niemieckiej niewoli, przekroczy∏y granic´ szwajcarskà i zgodnie z konwencjà mi´dzynarodowà zosta∏y tutaj internowane. Jak wiadomo w∏adze
i ludnoÊç szwajcarska przyj´∏y ˝o∏nierzy polskich przyjaênie. Polacy pracowali tutaj, z czasem integrowali si´, niektórzy studiowali, pozak∏adali nawet rodziny. Potomkowie by∏ych internowanych ˝o∏nierzy znaleêli
nawet miejsce w nauce, przemyÊle i polityce kraju, który ich przyjà∏.
OsobiÊcie nie nale˝´ do generacji internowanych, ale przyby∏em w roku 1961 wraz z rodzinà na zaproszenie firmy berneƒskiej, która zaproponowa∏a mi posad´ w moim zawodzie drukarskim.
Po latach nadano mi wraz z rodzinà obywatelstwo szwajcarskie.
Jako „obcokrajowiec bez papierów” przyjà∏em obywatelstwo szwajcarskie jako zaszczyt i szczyc´ si´ tym.
I w ostatnich latach przybywali do Szwajcarii Polacy, którzy znajdowali zaj´cie w swoich zawodach i tutaj si´ urzàdzali. Ale mówiàc o stosunkach mi´dzyludzkich, o gotowoÊci do pomocy ludziom w biedzie,
musz´ cofnàç si´ do tragicznych dni wrzeÊniowych roku 1939.
W obawie przed represjami jako ˚yd opuÊci∏em Warszaw´ udajàc
si´ w jedyny wówczas mo˝liwy kierunek, na tereny Polski wschodniej
zaj´tej przez Zwiàzek Radziecki. Osiedli∏em si´ w Wo∏kowysku,
po wzgl´dnym spokoju, w czerwcu 1941 roku Niemcy trafili do Wo∏kowyska. Ja znalaz∏em zatrudnienie u polskiego rolnika, gdzie przebywa∏em do listopada 1942 roku.
Po zap´dzeniu ca∏ej ludnoÊci ˝ydowskiej do przejÊciowego
(przed wywózkà do Treblinki) obozu, wychodzàc z kolumnà roboczà
na miasto, spotka∏em si´ z prawdziwym wspó∏czuciem i ch´cià pomocy ze strony ludnoÊci polskiej.
Zapuka∏em do chaty proszàc o kawa∏ek chleba. Starsza pani zaprosi∏a mnie do Êrodka, dosta∏em kawa∏ chleba i s∏owa otuchy, aby ratowaç si´ ucieczkà i nie poddawaç si´ barbarzyƒcom. Na po˝egnanie po-
O
grom cierpieƒ i ofiar jakie ponieÊli Polacy i polscy ˚ydzi nie da
si´ opisaç w kilku s∏owach. Na ten temat wydrukowano wiele
ksià˝ek i wcià˝ ukazujà si´ nowe publikacje prze˝yç naocznych
Êwiadków tej niebywa∏ej w historii ludzkoÊci sadystycznej orgii mordu,
szczególnie na ˚ydach.
Przed trzema laty wydana zosta∏a w Warszawie moja ksià˝ka pod tytu∏em „Bronis∏aw Erlich – ˝ydowskie dziecko Warszawy”. Ksià˝ka moja
rozesz∏a si´ po Polsce i równie˝ w Êrodowisku Polonii szwajcarskiej.
Chcia∏bym równie˝ przy tej sposobnoÊci serdecznie podzi´kowaç
naczelnemu redaktorowi „WiadomoÊci”, Ksi´dzu Rektorowi Kaweckiemu za podj´tà w∏asnà inicjatyw´ zamieszczenia w czasopiÊmie „WiadomoÊci” ilustracji ok∏adki mojej ksià˝ki pod sympatycznym tytu∏em
„Ksià˝ka, którà warto przeczytaç”. Ilustracja ukaza∏a si´ w numerze
paêdziernikowym 2007 roku.
Dla niemieckoj´zycznych czytelników, ksià˝ka moja wydana jest
równie˝ w j´zyku niemieckim, nak∏adem wydawnictwa Hartung – Gore w Konstancji.
Wielce Szanowni Paƒstwo,
R
ocznic´ wybuchu II wojny Êwiatowej obchodzimy pod has∏em
„Nigdy wi´cej wojny”. Daj Bo˝e aby to pokojowe westchnienie
sta∏o si´ rzeczywistoÊcià. Nie zapominajmy jednak˝e starego
polskiego przys∏owia, które mówi. „Strze˝onego Pan Bóg strze˝e”.
W tym duchu rzàdy paƒstw demokratycznych winny stale czuwaç
i skrz´tnie obserwowaç rozwój wypadków, szczególnie w zapalnych
rejonach Êwiata.
Organizacja mi´dzynarodowa, a szczególnie ONZ winny energicznie, zdecydowanie wyst´powaç w obronie sprawiedliwoÊci i godnoÊci
osobistej ka˝dego cz∏owieka.
Nie wolno dopuÊciç, aby jakiÊ nowy zwyrodnialec maÊci Adolfa Hitlera wtràci∏ Êwiat w III wojn´ Êwiatowà. Zachowanie pokoju ma obecnie zakres globalny.
Nigdy wi´cej wojny.
Dzi´kuj´ za uwag´ i ˝ycz´ Paƒstwu przyjemnego wieczoru.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
11
457
10/6/09
8:03 PM
Page 12
REFLEKSJE
„M∏odoÊci, ty nad poziomy wylatuj...”
Adam Mickiewicz, Oda do m∏odoÊci
Wzlot
nad poziomy
Jakby przepojony duchem wezwania mickiewiczowskiej Ody
gra∏ 6 wrzeÊnia w Marly m∏ody, niespe∏na 20-letni pianista z Bydgoszczy, Micha∏ Karol Szymanowski. W wype∏nionej po brzegi kaplicy Polskiej Misji Katolickiej pod palcami wirtuoza o˝y∏ blisko wiekowy
„Blüthner”, fortepian, który pochodzi ze spuÊcizny po polskim muzykologu z Fryburga, Ludwiku Bronarskim (by∏ on wspó∏redaktorem – wraz
z I. J. Paderewskim i J. Turczyƒskim – wydania „Dzie∏ wszystkich” wydanych w Polsce po 1949 r.)
Rok bie˝àcy upami´tnia 160-tà rocznic´ Êmierci Chopina, tote˝
Chopin królowa∏ w programie tego recitalu (ponadto pianista zagra∏
Wariacje b-moll Szymanowskiego).
Us∏yszeliÊmy grane kolejno: Nokturn (Des-dur), Ballade (F-dur),
Etiud´ i Poloneza (fis-moll), a na bis Mazurka (**). I to by∏ Chopin m∏odzieƒczy i m´ski zarazem: pogrà˝ony w smutku marzeƒ niespe∏nionych
i pe∏en wiary w niepo˝ytà moc swego natchnienia. By∏ to Chopin ujmujàcego liryzmu i Êpiewanej kantyleny, nabrzmia∏ej uczuciem t´sknoty
i niepewnoÊci, wzburzonego dynamizmu harmonii akordów, wyra˝ajàcych wznios∏e uczucia wiary i nadziei. By∏ to Chopin o polskim obliczu
serca i ducha.
Gra Micha∏a Szymanowskiego wywo∏a∏a ogólny zachwyt u s∏uchaczy. Burza oklasków, domagano si´ bisów, tak ˝e pianista „u kresów si∏” zamknà∏ w koƒcu wieko fortepianu i si´ wymknà∏. Gra Szymanowskiego fascynuje i to nie bez racji. Jest w niej g∏´bia uczuç wyra˝onych z umiarem: dynamika dêwi´ków ogl´dnie „wywa˝ona”, subtelnoÊç modulacji, w∏aÊciwe ewolucyjno-narracyjne prowadzenie linii
melodycznych (nokturn, ballada, mazurek), efektywnie dêwi´kowo
„atakowane” akordy (polonez), a przy tym niezwykle wyrazista i doskona∏a w brzmieniu technika pianistyczna (etiuda).
Nad wyraz wysoki poziom wykonania szed∏ w parze z du˝à skromnoÊcià tego m∏odego wychowanka bydgoskiej Akademii Muzycznej,
z klasy prof. Ireny Popowej. Jest on ju˝ laureatem kilku konkursów
ogólnopolskich dla m∏odych pianistów.
Jakich szczytów dosi´gnie ten wielce utalentowany artysta?
Na pewno przez dalszà wytrwa∏à prac´ „wzleci nad poziomy” i b´dzie
chlubà polskiej pianistyki na szerokim Êwiecie.
Jan A. Konopka
Recital Micha∏a Karola Szymanowskiego
12
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 13
REFLEKSJE
70-ta rocznica naszego ho∏du
wobec przyjaznym nam Szwajcarom,
czyli impresje spoza pi´ciolinii...
Prosz´ Paƒstwa,
W
dzi´cznoÊç to s∏owo i uczucie, które szybko si´ w naszym
ludzkim gatunku starzeje.
Zakopiaƒska legenda przytacza postaç góralki pracujàcej na polanie skraju lasu, do której podszed∏ tatrzaƒski niedêwiedê z zakrwawionà r´kà. Przestraszona kobieta natychmiast zdj´∏a z g∏owy bia∏à chust´ i owin´∏a nià skaleczonà r´k´ swego goÊcia. Po kilku dniach góralka
wróci∏a do swoich prac polnych. I znowu z lasu wychodzi ten sam
niedêwiedê z naturalnym plastrem miodu z gniazda pszczó∏ leÊnych,
który sk∏ada u stóp zapracowanej kobiety z wielkà wdzi´cznoÊcià.
Sà ró˝ne wymiary oraz uosobienia wdzi´cznoÊci, ale znowu tym
razem Jego Magnificencja niezwykle przejrzyÊcie oraz elegancko pokaza∏ nam jak nale˝y dzi´kowaç z g∏´bi serca oraz duszy oddanym nam
Szwajcarom. Wszystko mia∏o swój poczàtek w pierwszych miesiàcach
po wybuchu II wojny Êwiatowej, kiedy 2. Dywizja Strzelców Pieszych
pod rozkazami genera∏a Bronis∏awa Prugara – Ketlinga znalaz∏a si´
w osaczeniu na francuskiej ziemi. I w∏aÊnie wtedy, zamiast zguby
w nazistowskich krematoriach, ˝yczliwi Szwajcarzy otworzyli nam
swojà granic´: 4 000 polskich ˝o∏nierzy mog∏o si´ schroniç w Konfederacji Szwajcarskiej ostrym marszem wyjÊcia z okupowanej przez Hitlera Francji. Jako autentyczny wtedy internowany poinformowa∏ o tym
wybitny znawca tej epoki pan dr Jan Konopka.
Nasi ch∏opcy natychmiast zabrali si´ do wszelkich dost´pnych prac
rekompensujàcych ich ocalenie ˝ycia. Pracowali wytrwale przy budowach dróg, mi´dzy innymi wpisujàc si´ na sta∏e swoim bezkompromisowym zaanga˝owaniem do najlepszych ambasadorów Polski.
Powróçmy jednak do pami´tnej niedzieli 6 wrzeÊnia bie˝àcego roku, kiedy to w historycznej siedzibie PMK w Marly, pod dostojnym patronatem Ambasadora RP w Szwajcarii, Jego Ekscelencji Pana Jaros∏a-
wa Starzyka mia∏ miejsce ciàg fascynujàcych wydarzeƒ dzi´kczynnych.
Ze wzgl´dów totalnego parali˝u komunikacyjnego na trasie Lozanna – Berno otwarcie uroczystej ceremonii nieco si´ przed∏u˝y∏o, ale
wszyscy zaproszeni goÊcie si´ stawili. Do tej pory nie wiemy, jak nasz
Ambasador przy Narodach Zjednoczonych w Genewie, Jego Ekscelencja Zdzis∏aw Rapacki wraz ma∏˝onkà dotarli do nas tylko z minimalnym
opóênieniem. Wariant „lotu na s∏awetnych polskich skrzyd∏ach” nie jest
do wykluczenia.
W tym Narodowym Dniu Ho∏du i Zaszczytu w barwach Rzeczypospolitej z Or∏em Bia∏ym w Koronie na list´ zaproszonych goÊci z∏o˝y∏y
si´ postacie weteranów, najwy˝szej naszej Elity Dyplomatycznej
w Konfederacji Szwajcarskiej oraz przeogromnoÊç filantropów naszego
polonijnego gremium zawsze wspomagajàcym PMK w Marly.
Wreszcie wspania∏y poczàtek: Msza Âwi´ta w wydaniu polsko
– francuskim w celebrze Jego Magnificencji Ks. Rektora dr. S∏awomira Kaweckiego. W homilii us∏yszeliÊmy o heroicznym profilu naszych
˝o∏nierzy, ich walki, zmagaƒ i adaptacji na goÊcinnej szwajcarskiej ziemi. Ich wszelkie zaanga˝owania w pracach rekompensujàcych ten˝e
gest ˝yczliwoÊci odbywa∏ si´ w idealnej harmonii, braku jakichkolwiek
zak∏óceƒ socjalnych, Êrodowiskowych, o czym starsze pokolenie
Szwajcarów opowiada do dzisiaj. Zaszczyt to dla nas niezwyk∏y, zwa˝ywszy obecne czasy, kiedy ka˝dy z nas jest potencjalnym terrorystà,
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
13
457
10/6/09
8:03 PM
Page 14
REFLEKSJE
dopóki nie udowodni sam, ˝e tak nie jest. Ta solidarna kultura polskich
˝o∏nierzy pozostanie na wieki w archiwach Helwetów.
W dalszej cz´Êci wst´pnej g∏os zabra∏ Honorowy Patron tej niezwyk∏ej uroczystoÊci Jego Ekscelencja Pan Jaros∏aw Starzyk, Ambasador RP w Bernie. Jego znakomite przemówienie spotka∏o si´ z burzà
oklasków.
Na s∏owa wielkiego uznania bez wàtpienia zas∏u˝y∏a nasza pani
Konsul Jolanta Chojecka. To ona wobec naszych, nieco podesz∏ych
wiekiem weteranów, okaza∏a si´ wyÊmienità i nie do zastàpienia „baby-sitter”. Ot, tak wprost „z marszu i od serca…”, czego dzisiaj si´ nie
spotyka w wielkim Êwiecie dyplomatycznym naszych czasów.
W pierwszej przerwie kulinarnej zadominowa∏ polski ˝urek oraz go∏àbki. Wtedy wszyscy przy biesiadnym stole, wymienialiÊmy kole˝eƒskie uÊciski d∏oni. Sam pan doktor Stanis∏aw Zawodnik dostàpi∏ zaszczytu trawienia pokarmów w asyÊcie Jego Ekscelencji Ambasadora
RP Jaros∏awa Starzyka.
Moje skromne towarzyskie wysi∏ki zosta∏y wreszcie ukoronowane
doniesieniem ostatniego ciep∏ego go∏àbka do ràk pani Konsul Jolanty
Chojeckiej.
Czu∏e, wyÊmienicie gospodarskie oko Jego Magnificencji, wg polskiej zasady „Paƒskie oko konia tuczy…”, dba∏o o ka˝dy najdrobniejszy
szczegó∏, aby czasami goÊciom naszego polskiego domu w Marly w∏os
z g∏owy nie spad∏. Pytam si´ tylko, skàd ta t´ga teologicznie g∏owa Jego Magnificencji posiada swój kunszt i praktyk´, najwy˝szej klasy obs∏ugi menad˝erskiej, amerykaƒskiej linii hotelu Hilton, powiedzmy?
Cieszymy si´ w tym miejscu z tak ekskluzywnego ojcowskiego patronatu i dzi´kujemy Jego Magnificencji za tak dalece okazanà nam
˝yczliwoÊç, wpisujàc na sta∏e w naszych sercach te wszelkie gesty
nies∏ychanej chrzeÊcijaƒskiej grzecznoÊciowej pos∏ugi.
Kiedy dope∏niliÊmy granic´ pojemnoÊci swoich ˝o∏àdków, wtedy
nastàpi∏ dzwonek na powrót do kaplicy. Zatem nieco przejedzeni ruszyliÊmy nieco opieszale z watykaƒskich ogródków w Marly do wys∏uchania nast´pnych dwóch Êwiadectw.
Pierwsza mówi∏a pani Anna Szatkowska Rosset-Bugnon, autorka
ksià˝ki pt. „By∏ dom”. W pi´knych s∏owach streÊci∏a nam swoje tragiczne lata wojenne w Szwecji, mi´dzy innymi.
Nast´pnie w j´zyku Moliera
g∏os zabra∏a siostra z okolic Neuchatel, opowiadajàc nam jak to
internowani polscy ˝o∏nierze odbudowali spalonà w drobny py∏
kaplic´ naszych siostrzyczek.
Do dzisiaj tam˝e Êwiadectwem
tego jest ufundowana przez siostry tablica pamiàtkowa wspominajàca ten charytatywny gest
naszych ˝o∏nierzy.
Nagle Jego Magnificencja
zarzàdza krótkà przerw´ na kaw´
z wypiekami. Najwi´kszym powodzeniem cieszy∏a si´ „Bosciola” (niektórzy mówili „Boska Jola”) w naturalnej formie owoców
leÊnych. Kiedy rozkoszowaliÊmy
si´ tymi delicjami, nagle Jego
Magnificencja donoÊnie zaprasza
na koncert … mówiàc na ucho:
„Pani Konsul daje przyk∏ad,
uprzejmie prosz´...”
Zatem ciàg dalszy naszej imprezy… tym razem pod Muzà…
14
Fortepian: Pani Aldona Budrewicz Jacobson i Jej latoroÊl Olivia Jacobson. Us∏yszeliÊmy niezwykle wspania∏e interpretacje Chopina oraz
Wieniawskiego. Nasze Panie doprowadzi∏y nas do pogranicza wszelkich doskona∏oÊci realnych wraz z abstrakcjà wyobraêni myÊli i uczuç
muzycznie wolnych. Ta sama w sobie ca∏oÊç z∏o˝y∏a si´ na absolutne
wyciszenie, spokój cia∏a i duszy. I takim akordem zakoƒczy∏a si´ cz´Êç
tej UroczystoÊci.
Popo∏udniowà cz´Êç drugà rozpocz´∏o przemówienie pani Konsul
Jolanty Chojeckiej, która szczególnie podzi´kowa∏a W∏adzom Konfederacji Szwajcarskiej za pami´ç o naszych internowanych ˝o∏nierzach
w Szwajcarii. Pani Konsul zakoƒczy∏a aklamacjà „NIGDY WI¢CEJ WOJNY NA NASZEJ PLANECIE”.
Po czym nast´pne Êwiadectwo/retrospektywa bliskiego nam pana
Bronis∏awa Erlicha z Belp. Ten niesamowicie genialny erudyta przybli˝y∏ nam historycznie iÊcie humanistyczne prawid∏a otwarcia si´ Szwajcarów na serca Polaków. Zaczà∏ od Tadeusza KoÊciuszki. Zwierzajàc
si´, ˝e jako Hebrajczyk, nie ze swojej winy musia∏ opuÊciç Warszaw´
w 1939 roku i wylàdowa∏ u niemieckiego rolnika. W tym˝e to okresie
˝yczliwy mu adwokat zaofiarowa∏ mu pakiet papierów aryjskich…
na zasadzie „Strze˝onego Pan Bóg strze˝e”. Jego niezwykle humanitarna wypowiedê zakoƒczy∏a si´ apelem do Narodów Zjednoczonych
o wolnoÊç, godnoÊç cz∏owieka, globalne zachowanie pokoju i nigdy
wi´cej ˝adnych hitlerowskich maÊci. Te s∏owa upi´kszy∏y nam Êwiat,
czuliÊmy si´ w Marly jak u siebie w polskim domu.
Wreszcie niezas∏u˝ony fina∏ dzisiejszej UroczystoÊci. Jego Magnificencja usatysfakcjonowa∏ nas wspania∏ym programem dwóch piekielnie zdolnych talentów: fortepian – pan Micha∏ Karol Szymanowski,
jeszcze niedosz∏y w dyplomie „ukoƒczenia Konserwatorium” w Bydgoszczy, a ju˝ startujàcy w listopadzie 2009 do pianistycznego Konkursu w Japonii, skrzypce – pan Nahum Erlich, rodem z Jerozolimy, kuzyn
Bronis∏awa, który przyby∏ specjalnie uÊwietniç t´ uroczystoÊç.
Te dwie niezwyk∏e postacie sztuki muzycznej zaofiarowa∏y nam
na wst´p ekumeniczne wariacje mi´dzy innymi kompozycjà Ernesta
Bloch, spe∏nienia na fortepian oraz skrzypce.
Po czym ostatnie wyprowadzenie na prostà w wykonaniu naszego
genialnego kryszta∏u m∏odej Polski, pana Micha∏a Karola Szymanowskiego, który podzieli∏ si´ z nami Chopinowskim Êwiatem, niezwyk∏à interpretacjà nokturnu, ballady, etiudy, poloneza i na bis mazurka.
Najbardziej jednak zas∏u˝y∏ na BRAVISSIMO, przy wykonaniu wariacji, swego imiennika przypadkowego, nie z rodziny, o tym samym nazwisku, Karola Szymanowskiego – wariacje w b-mollu. To by∏o ju˝ ukoronowaniem szczytu szczytów, czego w Marly jeszcze nie s∏yszano.
Drodzy Paƒstwo, koƒczàc garÊç mych wra˝eƒ spisanych na goràco,
niech mi wolno b´dzie podzi´kowaç w pi´knym uk∏onie wszelkich s∏owiaƒskich wyrazów wdzi´cznoÊci, które sk∏adam na r´ce Jego Magnificencji za zaszczyt niczym nie zas∏u˝ony bycia na liÊcie zaproszonych.
Przepraszam je˝eli KogoÊ niechcàcy pominà∏em…Mea culpa...
Prof. Dr med. Wojciech Konstanty Podleski
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 15
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Wspomnienia
Kazimierza Jankowskiego i Antoniego Ciemniakowskiego,
by∏ych ˝o∏nierzy internowanych w Szwajcarii w latach II wojny Êwiatowej,
honorowych goÊci uroczystoÊci 6 wrzeÊnia br. w Marly.
Wspomnieƒ wys∏ucha∏ i spisa∏ Jan A. Konopka
Kazimierz Jankowski
J
ednym z niewielu jeszcze dziÊ ˝yjàcych by∏ych polskich ˝o∏nierzy internowanych w Szwajcarii w latach II wojny Êwiatowej – jest pan Kazimierz Jankowski, mieszkajàcy na sta∏e
od przesz∏o 60 lat w Wangen an der Aare (kanton Bern). Rodem
z ¸odzi, przyszed∏ na Êwiat dwa lata przed wybuchem I wojny
Êwiatowej. Dzieciƒstwo sp´dzi∏ w zawierusze wojennej: w g∏odzie
i niedostatku.
Zachowa∏ w pami´ci dzieƒ odrodzenia wolnej Ojczyzny, którà zna∏ jedynie z opowiadaƒ swego ojca, mistrza stolarskiego.
Zwiastowa∏ mu owà pami´tnà chwil´ 11 listopada 1918 roku,
stojàcy na warcie pod oknami domu m´˝czyzna w cywilu z karabinem w r´ku i bia∏o – czerwonà opaskà na ramieniu. „To nasz
Antoni Ciemniakowski
M
o˝na powiedzieç, ˝e prze˝yciami swymi pan Antoni
Ciemniakowski wyró˝nia si´ w pewnym sensie spoÊród innych ˝yjàcych w Szwajcarii by∏ych polskich ˝o∏nierzy, internowanych tu w latach ostatniej wojny. Ten nadzwyczaj skromny intelektualista, urodzony w Polsce, sp´dzi∏ swe
dzieciƒstwo i m∏odoÊç we Francji. By∏ synem polskich emigrantów osiad∏ych w tym kraju. Idàc za przyk∏adem swych rodziców,
pozosta∏ wierny Ojczyênie. Tote˝ gdy wybuch∏a wojna, 19-letni
Antoni postanowi∏ wstàpiç na ochotnika do formujàcych si´
wówczas we Francji oddzia∏ów polskiego wojska. Zg∏osi∏ si´ jako polski obywatel do Ambasady RP w Pary˝u i w nast´pstwie
dalszych kroków przydzielony zosta∏ – ale nie jak wi´kszoÊç jego
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
15
457
10/6/09
8:03 PM
Page 16
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Kazimierz Jankowski
Antoni Ciemniakowski
polski policjant” – powiedzia∏ patrzàcemu przez okno ma∏emu
Kaziowi jego ojciec. W rok póêniej rodzice wraz z trojgiem dzieci
przenoszà si´ do Warszawy (na Prag´). Tu kolejno: szko∏a podstawowa, wyszkolenie zawodowe w dziedzinie mechaniki precyzyjnej, wreszcie kilkuletnia praca w tym zawodzie. W wieku 21
lat jako operator radiowo-telegraficzny jest w szeregach Wojska
Polskiego. Wkrótce pos∏ano go do szko∏y podoficerskiej na 7
miesi´cy. Koƒczy jà z najlepszym wynikiem, wi´c skierowany
jest na wy˝szy kurs szkolenia wojskowego. Zwraca na siebie
uwag´. Zostaje instruktorem. Opuszcza jednak wojsko i dalej dokszta∏ca si´ na kursach w technikum wieczorowym. Nadchodzi
wrzesieƒ 1939. Jest znów powo∏any do wojska. Otrzymuje stanowisko kierownicze w ogólnej sekcji komunikacji radiotelegraficznej w warszawskim Instytucie Wojskowym. Nast´pnie
spieszna ewakuacja na wschód: BrzeÊç Litewski, Lwów, Ko∏omyja. Tu og∏oszona jest demobilizacja ca∏ej jednostki bojowej.
Zosta∏y dla nas trzy mo˝liwoÊci, – opowiada p. Jankowski
w swoich „Wspomnieniach z lat 1919-1946” (napisanych
po niemiecku w 1986 r.) – a to: albo byç zabranym do niewoli rosyjskiej, albo powróciç do okupowanej przez Niemców Warszawy, albo te˝ opuÊciç Kraj i udaç si´ na Zachód. ZdecydowaliÊmy
si´ na to trzecie wyjÊcie. Wspólnym wówczas celem wszystkich
polskich ˝o∏nierzy, którzy opuszczali kraj po kl´sce wrzeÊniowej
by∏o dotrzeç do Francji, gdzie mia∏a powstaç nowa armia polska.
Tak wi´c przez Rumuni´ (gdzie byli przejÊciowo internowani), Jugos∏awi´, Grecj´, statkiem przez Morze Âródziemne, dotar∏ mój rozmówca do Francji. Dnia trzeciego stycznia 1940 r.
ca∏a jednostka przybywa do Marsylii, gdzie wita ich w porcie
oficer sztabowy tworzàcej si´ armii polskiej. Nast´puje przejazd
do Pary˝a poprzez zbombardowane miasta. Tu przypomina mój
rozmówca, ˝e by∏y wówczas we Francji tworzone dwie polskie
dywizje i jedna brygada, a to: II Dywizja Strzelców Pieszych
(do której go przydzielono), I Dywizja Grenadierów, oraz – gotowa do boju – Brygada Podhalaƒska. Nosi∏em ponownie mundur
brygadiera s∏u˝by radiotelegraficznej – ciàgnie dalej swojà opowieÊç p. Jankowski. – Nasza Dywizja by∏a formacjà 45. Korpusu armii francuskiej. Zaj´liÊmy stanowiska mi´dzy Nancy i Strasburgiem. Od strony pó∏nocnej, k. Metzu usytuowa∏a si´ I Dywizja Grenadierów. Naszym wspólnym zadaniem by∏a obrona linii
Maginota. Szybko si´ to zakoƒczy∏o, bo niemieckie si∏y zbrojne
wtargn´∏y do Francji przez Belgi´ i Holandi´, obchodzàc nasze
pozycje. Nastàpi∏o bitewne starcie w∏aÊciwie bez jakiejkolwiek
linii frontu. Gwa∏towne ataki niemieckich jednostek zmotoryzowanych, czo∏gów i samolotów uniemo˝liwi∏y jej utworzenie. Nie
dysponujàc Êrodkami obrony przeciwlotniczej, w chwilach nalotów chroniliÊmy si´ w przydro˝nych rowach. Zgodnie z rozkazem, nasza kompania wycofywa∏a si´ na po∏udnie. Maszerujàc
lub jadàc w samochodach znaleêliÊmy si´ pod Belfortem. Od samego poczàtku obs∏ugiwalem nieprzerwanie wespó∏ z dwoma
m∏odymi podoficerami naszà stacj´ radiowo- nadawczà przy dowództwie pu∏ku artylerii. W dniu 19 czerwca obj´liÊmy stanowisko na wzgórzu pasma jurajskiego Clos nad rzekà Doubs. Wystawieni tu byliÊmy na artyleryjskie pociski i kule z broni automatycznej. Trwa∏o to ca∏ymi godzinami. Nazajutrz, po sp´dzeniu
ostatniej nocy na terytorium francuskim, podà˝yliÊmy za wycofujàcymi si´ w szyku oddzia∏ami piechoty zdà˝ajàcej ku granicy
szwajcarskiej. Za kierownicà naszego Peugeota przejecha∏em
wàski most na rzece Doubs. Kampania we Francji by∏a dla nas
rówieÊników do kilkutysi´cznej znanej szeroko II Dywizji Strzelców Pieszych – lecz do o wiele mniej liczebnie i mniej „s∏ynnej” I Dywizji Grenadierów, przeznaczonej do zbrojnych akcji odporno-zaczepnych. Odtàd i w ciàgu dalszych 30 lat los go rzuca
mi´dzy Francjà, Szwajcarià i Polskà, nim w koƒcu osiàdzie
w Szwajcarii.
Syn górnika i nauczycielki polonistki urodzi∏ si´ w 1920 roku
w Czeladzi na polskim Górnym Âlàsku (woj. katowickie). Rodzice
wyemigrowali „za chlebem” do Francji, gdy AntoÊ by∏ jeszcze
ma∏ym dzieckiem. Rodzina osiad∏a wówczas w górniczym regionie cz´Êci pó∏nocnej Francji (Pas – du – Calais). W Lille ukoƒczy∏
Antoine liceum. Wkrótce potem nastàpi∏ tragiczny dla Polski
wrzesieƒ 1939 niosàcy ogólnà rozpacz i zniszczenie. Oto dalsza
historia jego ˝ycia, którà mi opowiedzia∏ przyjmujàc mnie u siebie w Villars-sur-Glâne pod Fryburgiem.
W Dywizji Grenadierów, która stacjonowa∏a w Normandii,
by∏em przydzielony jako t∏umacz do s∏u˝by przy Sztabie Generalnym, z uwagi na mojà znajomoÊç obydwu j´zyków: francuskiego
i polskiego. W tym charakterze uczestniczy∏em osobiÊcie we
wszystkich pertraktacjach Dowództwa naszej Dywizji z francuskimi w∏adzami. Po krótkim okresie przeszkolenia wojskowego
wyruszyliÊmy w maju na front ku linii Maginota, a nast´pnie wycofywaliÊmy si´ za rozkazem w kierunku po∏udniowym ku granicy szwajcarskiej. StawialiÊmy w dzieƒ zbrojny opór atakujàcym
nas zmotoryzowanym oddzia∏om armii niemieckiej, nocami zaÊ
wykonywaliÊmy manewry odwrotowe. Niedaleko granicy Dywizja nasza zosta∏a rozwiàzana. GdzieÊ z poczàtkiem lipca przekroczyliÊmy 17-osobowà grupà granic´ francusko-szwajcarskà. MaszerowaliÊmy w szyku z bronià w r´ku tak jak przysta∏o na ˝o∏nierzy. PrzekroczyliÊmy granic´ nieopodal ma∏ej miejscowoÊci podjurajskiej i stan´liÊmy na terytorium szwajcarskim. Po przepisowym z∏o˝eniu broni przewieziono nas pociàgiem do Porrentruy.
Ulokowano nas w zamku. Stàd, po siedmiu dniach pojechaliÊmy
do Mörswill w kantonie Bern. Tu mieszkaliÊmy o wiele skromniej:
w barakach. Po dwóch miesiàcach pobytu zosta∏em internowany w Granges w kantonie Fryburga. W roku akademickim 1940/1941 uczestniczy∏em w seminarium przygotowujàcym
do podj´cia wy˝szych studiów z filozofii, organizowanym
w Opactwie w Hautrive przez Centrum Uniwersyteckie dla studentów internowanych w Szwajcarii. Przeszed∏szy pomyÊlnie ten
wst´pny etap selekcji, studiowa∏em w latach 1942- 1945 jako
˝o∏nierz internowany najpierw teologi´ na kursach uniwersytetu
obozowego, a nast´pnie pedagogik´ na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu we Fryburgu. UczyliÊmy si´, zdawaliÊmy egzaminy, a w czasie wakacji akademickich pracowaliÊmy przy budowie dróg w Grisons. Wolny czas od zaj´ç studenckich sp´dza∏em na czytaniu ksià˝ek. Poza tym by∏em aktywnym cz∏onkiem
chóru wojskowego prowadzonego przez Zygmunta Estreichera.
Wspominam mi∏e wspólne wieczory towarzysko-muzyczne organizowane z okazji ró˝nych Êwiàt jak wigilia, Nowy Rok, 3 maja. CzuliÊmy si´ lubiani i otoczeni opiekà. Wspomn´ tu, ˝e ka˝dy
z nas mia∏ swojà „chrzestnà matk´ na czas wojny” (marraine de
guerre). Od naszych „mam” dostawaliÊmy paczki ze smako∏ykami, papierosami, ciep∏à bieliznà, itp. By∏y to osoby niezwykle
uczynne i sympatyczne.
W paêdzierniku 1945 roku zostaliÊmy zdemobilizowani
na mocy decyzji Dowództwa Armii Francuskiej, której jednostkà
by∏a nasza Dywizja. Utraciwszy status internowanego w Szwaj-
16
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 17
NIGDY WI¢CEJ WOJNY – RELACJE Z UROCZYSTOÂCI 5-6 WRZEÂNIA 2009
Kazimierz Jankowski
Antoni Ciemniakowski
zakoƒczona. ZnaleêliÊmy si´ w szwajcarskiej miejscowoÊci Goumois. By∏o to 20 czerwca 1940 r. dok∏adnie o godz. 11 – tej.
PrzejechaliÊmy ko∏o stojàcej grupy ˝o∏nierzy szwajcarskich.
Po kilku kilometrach dalszej jazdy oczekiwa∏ nas oddzia∏ wojskowy. Tu z∏o˝yliÊmy broƒ. Burza i deszcz towarzyszy∏y nam a˝
do Saignelčgier. Po drodze byliÊmy niezwykle serdecznie pozdrawiani przez miejscowà ludnoÊç. W wi´kszych miejscowoÊciach
jak Tramelan, Tavannes, Sonceboz, doroÊli i m∏odzie˝ szkolna
stali na chodnikach i machali nam przyjaênie r´kami wo∏ajàc „Vive la Pologne!” (Niech ˝yje Polska!) Rzucano nam papierosy, cygara, paczki tytoniu, czekolad´ i ró˝ne s∏odycze. Pierwszà naszà
noc na ziemi helweckiej sp´dziliÊmy w Bazylei w budynku arsena∏u. Tutaj, po apelu na rozleg∏ej ∏àce, rozstaç si´ musieliÊmy ze
swoimi samochodami i wszelkim urzàdzeniem radiotelegraficznym. Z tornistrami na plecach podà˝yliÊmy do Herzogenbuchsee
w kantonie Bern.
Tak zaczà∏ si´ nowy etap mojego ˝ycia. ZostaliÊmy internowani w kilku wioskach po∏o˝onych ko∏o Wangen an der Aare
w kantonie Bern, przede wszystkim w Graben, Berken, Röthenbach. Zakwaterowano nas u prywatnych osób w pomieszczeniach szkolnych, w gospodach. Jesienià niektórzy z nas otrzymali Order Walecznych oraz awans. Mnie z tej okazji awansowano
z brygadiera na sier˝anta.
W Wangen pracowa∏ p. Jankowski w warsztacie samochodowym. Pozna∏ tam swà przysz∏à ma∏˝onk´, pann´ Veren´, córk´ w∏aÊciciela tego˝ warsztatu. Ale po pewnym czasie przeniesiono wszystkich miejscowo internowanych do obozu w Russikon (kanton Zurych). Jednak na usilne proÊby swych by∏ych pracodawców uzyskali oni zezwolenie na powrót do Wangen. Po zakoƒczeniu wojny, celem wype∏nienia formalnoÊci zwiàzanych
z demobilizacjà. W Lyon, a nast´pnie w Pary˝u otrzymuje on odnoÊne dokumenty osobiste i wyp∏at´ zaleg∏ego ˝o∏du za okres
wojny (internowanych traktowano jako jeƒców wojennych). Niezw∏ocznie sk∏ada podanie w Konsulacie szwajcarskim w Pary˝u,
aby uzyskaç od w∏adz federalnych zgod´ na powrót do Szwajcarii, a mianowicie do „najmilszego mu w ˝yciu Wangen an der
Aare”. Dzi´ki poparciu ze strony przyjaznych mu tam osób, uzyska∏ w maju 1946 r., d∏ugo oczekiwane zezwolenie na powrót.
Po uzyskaniu obywatelstwa szwajcarskiego w 1952 r. odby∏
przepisowà s∏u˝b´ w wojsku szwajcarskim, jako operator w oddziale radiotelegraficznym. Po powrocie „do cywila” kontynuowa∏ prac´ w warsztacie samochodowym w Wangen. Z czasem
zostaje w∏aÊcicielem tego warsztatu.
DziÊ pomimo swego podesz∏ego ju˝ wieku (97 lat), p. Jankowski jest jeszcze pe∏en werwy wprost „m∏odzieƒczej”; kieruje
w∏asnym samochodem i biega „na lewo i prawo”. Jest aktywny
w miejscowym chórze m´skim, którego by∏ przewodniczàcym
(obecnie przewodniczàcym honorowym). Utrzymuje te˝ kontakt
z Polskà Misjà Katolickà w Marly, zach´cony jeszcze swego czasu przez ówczesnego jej rektora ksi´dza Frani´.
Paƒstwo Jankowscy zwiàzani sà w´z∏em ma∏˝eƒskim od 62
lat (pobrali si´ w 1947 r.). Majà dwoje dzieci (syna i córk´) i doczekali si´ dwojga wnuków i czworga prawnuków. Wiodà spokojne ˝ycie we w∏asnej willi nad brzegiem Aary, skàd roztacza si´
pi´kny widok na pasmo gór Jury. Oto losy polskiego emigranta,
który po wieloletnich trudach i tu∏aczkach wojennych znalaz∏ swà
przystaƒ ˝yciowà w wymarzonym przez siebie „cichym miasteczku nad Aarà”.
carii i nie znajdujàc mo˝liwoÊci pozostania w tym kraju, powróci∏em do Francji. W latach 1945 – 1949 by∏em tam zatrudniony
jako obywatel polski przez Ambasad´ RP w Pary˝u w polskim
szkolnictwie na stanowisku nauczyciela j´zyków (polski-francuski) i inspektora szko∏y w Lille i Tuluzie. Wykonywa∏em te˝ pewne funkcje powierzane mi przez Delegatur´ Polskiego i Czerwonego Krzy˝a w Pary˝u, a mianowicie w 1949 roku zajmowa∏em
si´ z ramienia PCK organizowaniem i kierownictwem kolonii wakacyjnych dla polskich dzieci. W 1946 r. o˝eni∏em si´ we Francji
z m∏odà Szwajcarkà z Fryburga, pannà Agatà, którà pozna∏em
jeszcze w czasie mojego internowania. By∏em nadal polskim
obywatelem, a moja ˝ona, na skutek ma∏˝eƒstwa z cudzoziemcem, utraci∏a obywatelstwo szwajcarskie zgodnie z obowiàzujàcymi wówczas przepisami prawa. Po pi´cioletnim pobycie zmuszony by∏em opuÊciç wraz z ma∏˝onkà Francj´, a nie mogàc powróciç wtedy do Szwajcarii zamieszkaliÊmy wraz z trojgiem naszych dzieci w Polsce. PrzebywaliÊmy tam od 1950 do 1965 r.
Mia∏em jakiÊ czas zaj´cie w Warszawie w PAP w sekcji francuskoj´zycznej. Z kolei w Bartoszycach w województwie olsztyƒskim by∏em ponadto wicedyrektorem tego liceum. W mi´dzyczasie, po zmianie ustawy szwajcarskiej, ˝ona moja odzyska∏a
swoje rodzinne obywatelstwo, co u∏atwi∏o nam powrót
do Szwajcarii w 1965 r. ZamieszkaliÊmy w Marly w kantonie Fryburga, gdzie pracowa∏em a˝ do przejÊcia na emerytur´ na stanowisku nauczyciela j´zyka francuskiego w tamtejszej szkole podstawowej. Naturalizowa∏em si´ tu w 1973 roku, stajàc si´ tym
samym obywatelem szwajcarskim „pochodzenia z gminy Marly”. Utrzymujemy doÊç ˝ywe kontakty ze Êrodowiskiem polonijnym, a mianowicie z Polskà Misjà Katolickà w Marly. ZnaliÊmy
zresztà osobiÊcie ju˝ pierwszych jej rektorów: o. Bocheƒskiego
i jego nast´pc´ o. Frani´. W Szwajcarii jestem od przesz∏o 50 lat,
liczàc równie˝ okres mojego tu internowania. W zwiàzku ma∏˝eƒskim z Agatkà ˝yj´ od 62 lat. Obok naszej „trójki” doczekaliÊmy si´ czterech wnuków i trzech prawnuków. Po 25 latach niepewnoÊci i w´drówek w poszukiwaniu kraju sta∏ego miejsca zamieszkania musz´ powiedzieç, ˝e znalaz∏em w mojej nowej Ojczyênie spokojne, bezpieczne i ciche miejsce do ˝ycia w gronie
mojej ukochanej rodziny. S∏owem, jesteÊmy szcz´Êliwi móc
mieszkaç u siebie w Villars-sur-Glâne.
A pani Agata dorzuci∏a ze swej strony, ˝e zawsze mile wspomina swój pobyt w Polsce, gdzie – jak zaznaczy∏a – „ludzie otaczali nas wielkà ˝yczliwoÊcià”.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
17
457
10/6/09
8:03 PM
Page 18
POLSCY ˚O¸NIERZE W OBERAARGAU
Polscy ˝o∏nierze – znów w Oberaargau:
Freilichtspiele Rütscheln 2009
Polenliebchen
– Summer 1942
jak i o losach polskich ˝o∏nierzy
internowanych w czasie II wojny Êwiatowej. Jej akcja rozgrywa si´ latem 1942 roku
w szwajcarskiej wiosce, zamieszka∏ej g∏ównie przez kobiety próbujàce udêwignàç ci´˝ar skutków trwajàcego konfliktu. Lotem b∏yskawicy roznosi si´ pewnego dnia wieÊç, ˝e
do opuszczonej przez m´˝czyzn okolicy przybyli polscy
˝o∏nierze. Pomimo wyraênego
zakazu w∏adz paƒstwowych nie
udaje si´ zapobiec prywatnym
kontaktom z Polakami.
W dniach od 16 lipca do 15
sierpnia 2009 roku na Rütschelen Flüehli w regionie Oberaargau, w samym centrum dawnego obszaru internowania,
znów pojawili si´ polscy ˝o∏nierze. Sta∏o si´ to za sprawà teatru letniego, który wystawi∏
spektakl pt. „Polenliebchen
– Summer 1942” w re˝yserii
Madlen Mathys. Urodzony
w 1956 roku w Villmergen autor sztuki Paul Steinmann jest
z wykszta∏cenia teologiem, pracujàcym jednak obecnie g∏ówT∏o historyczne
nie jako scenarzysta i re˝yser
teatralny. Na swoim koncie ma
Z powodu wyczerpania si´
liczne przedstawienia napisane
wi´kszoÊci amunicji, w nocy
dla teatrów amatorskich i dziez 19 na 20 czerwca 1940 roku
ci´cych, cieszàce si´ du˝ym pook. 30.000 ˝o∏nierzy francuwodzeniem zarówno w Szwajskich 45 Korpusu Armijnego
carii, jak i w Austrii czy Niem- Orze∏ek 2 Dywizji Strzelców Pieszych (2 DSP) Polskich Si∏ Zbrojnych na Zachodzie gen. Daillé, wraz z rozproszoczech. Dwóm jego dzie∏om:
nymi oddzia∏ami wojsk belgij„Ohne Schuch” i „Tortuga” przyznano nagrod´ mediów skich i angielskich oraz grupà ponad 12.000 ˝o∏nierzy polm∏odzie˝owych. Steinmann wspó∏pracuje te˝ z radiem skich, wycofujàc si´ przed natarciem batalionów piechoty
DRS 1 („Zum neuen Tag” i „Zweierleier”) oraz ze szwajcar- niemieckiej, otrzyma∏o rozkaz przekroczenia granicy
skà telewizjà („Punkt CH”).
Szwajcarii. Zgodnie z postanowieniami 5. Konwencji HaPe∏na humoru i nostalgii sztuka „Polenliebchen – Sum- skiej z 1907 roku dotyczàcej prawa humanitarnego,
mer 1942” traktuje zarówno o ˝yciu szwajcarskiej ludnoÊci, a w szczególnoÊci sposobu zachowania si´ mocarstw neutralnych podczas konfliktu
zbrojnego, obce wojska
mia∏y zostaç poddane „neutralizacji” poprzez ich
umieszczenie w obozach
internowania. Wi´kszoÊç,
bo ok. 10.000 ˝o∏nierzy polskich, g∏ównie z 2 Dywizji
Strzelców Pieszych (2
DSP), trafi∏a ju˝ w pierwszych dwóch tygodniach
internowania w okolice góry Napf, do miejscowoÊci
rejonów Emmental, Oberaargau i Trachselwald.
W ciàgu pierwszych 18
miesi´cy 1.769 Polakom
uda∏o si´ zbiec z obozów internowania i przedrzeç
z powrotem do Francji. PoZainteresowanie miejscowej ludnoÊci przybyciem internowanych Polaków.
Zdj´cie: Walter Bernhardt, Huttwil.
zostali, do koƒca trwa-
18
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 19
POLSCY ˚O¸NIERZE W OBERAARGAU
nia II wojny Êwiatowej zatrudnieni byli przez miejscowe
w∏adze przy pracach rolnych, stawianiu umocnieƒ polowych dla armii szwajcarskiej oraz budowie dróg o znaczeniu
wojskowym. W sumie, w latach 1940-1945, za przyczynà
polskich ˝o∏nierzy powsta∏o 227 km nowych dróg i naprawionych zosta∏o 186 km starych szlaków komunikacyjnych
(m. in. droga przez po∏o˝onà na wysokoÊci 2250 m n. p. m.
prze∏´cz Susten). Ponadto zbudowano 63 mosty, wykopano 10 km kana∏ów melioracyjnych, wykarczowano 1353 ha
lasów, zagospodarowano 1000 ha od∏ogów oraz wydobyto 70.000 ton rudy ˝elaza, 7.000 ton w´gla kamiennego
i 10.000 ton torfu.
Spotkanie genera∏ów w Huttwil
Na mocy ustaleƒ (wielokrotnie póêniej uaktualnianych) podj´tych w trakcie
spotkania w dniu 22 kwietnia 1941 roku w sztabie polskiej Dywizji w Huttwil
g∏ównodowodzàcego armii
szwajcarskiej gen. Guisana
z dowódcà 2 DSP gen. Prugarem-Ketlingiem, ˝o∏nierze otrzymali mo˝liwoÊç
studiowania na uniwersytecie i na politechnice w Zurychu, na Uniwersytecie Fryburskim i w Wy˝szej Szkole
Genera∏ Bronis∏aw Prugar-Ketling.
Handlowej w St. Gallen.
Zdj´cie: Walter Bernhardt, Huttwil.
W Wetzikon powsta∏o nadto
specjalne polskie gimnazjum. Zaowocowa∏o to prezentacjà
do koƒca wojny 91 doktoratów i 445 prac licencjackich,
obronà 185 matur, 203 egzaminów oficerskich, 836 egzaminów zawodowych i 195 czeladniczych oraz zdobyciem
ok. 1000 Êwiadectw ukoƒczenia szko∏y podstawowej (êród∏o:
Muzeum Polskie w Rapperswilu). W obozach uniwersyteckich uruchomiono ponadto, w ramach nieoficjalnych szkó∏
podchorà˝ych, tajny proces szkolenia wojskowego polegajàcy g∏ównie na zaj´ciach praktycznych w terenie.
Kopie tego rozkazu rozwieszane by∏y do koƒca wojny w ca∏ej Szwajcarii.
èród∏o: Bundes-archiv Bern
Pomaraƒczowy rozkaz
Entuzjastyczne powitanie gen. Henri Guisan'a 22 kwietnia 1941 roku w Huttwil.
Zdj´cie: Walter Hermann.
˚o∏nierze przebywajàcy w obozach dla internowanych
pilnowani byli przez stra˝ników, co znacznie ogranicza∏o
im swobod´ poruszania si´. W celu uregulowania kontaktów z ludnoÊcià cywilnà wydany zosta∏ 1 listopada 1941 roku specjalny rozkaz (tzw. „Orange Befehl” – od koloru papieru, na którym go drukowano) zabraniajàcy udzielania
internowanym jakiejkolwiek pomocy, a zw∏aszcza wsparcia
w ewentualnej ucieczce. Na mocy tego samego rozkazu nie
wolno te˝ by∏o zawieraç z internowanymi ma∏˝eƒstw, ani
utrzymywaç „jakichkolwiek ku temu prowadzàcych kontaktów”. „Pomaraƒczowy rozkaz” okaza∏ si´ jednak ma∏o
skuteczny: mimo wyraênego zakazu, do paêdziernika 1945
roku zawiàza∏o si´ 316 ma∏˝eƒstw Szwajcarek z polskimi
˝o∏nierzami (ze zwiàzków z Polakami pocz´∏o si´ te˝
do maja 1946 roku 369 nieÊlubnych dzieci).
Po kapitulacji III Rzeszy 8 maja 1945 roku, w∏adze
szwajcarskie, zgodnie z prawem mi´dzynarodowym, przekaza∏y ˝o∏nierzy polskich ich dowódcom. Mo˝liwy sta∏ si´
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
19
457
10/6/09
8:03 PM
Page 20
POLSCY ˚O¸NIERZE W OBERAARGAU
niezw∏oczny transport wi´kszoÊci wojska kolejà do Francji,
gdzie w Grenoble nastàpi∏a ostateczna demobilizacja oddzia∏ów. Formalnie internowanie ˝o∏nierzy 2 Dywizji
Strzelców Pieszych zakoƒczy∏o sie wyjazdem 15 grudnia 1945 roku gen. Prugara-Ketlinga i cz´Êci jego sztabu ze
Szwajcarii do Polski. Na w∏asne ˝yczenie pozosta∏o na miejscu ok. 1.300 studentów i internowanych, którzy zrezygnowali z powrotu zarówno do Francji, jak i do Ojczyzny.
Internowani polscy ˝o∏nierze na dworcu kolejowym w Huttwil.
Zdj´cie: Walter Bernhardt, Huttwil.
Teatr na najwy˝szym poziomie
Na scenie teatru letniego w Rütschelen pojawi∏o si´ 64
lata póêniej w sumie 70 aktorów, aktorek i statystów. Niekiedy w wielkich scenach zbiorowych mo˝na by∏o zobaczyç
wszystkich na raz. Dodatkowych 100 osób zaanga˝owanych by∏o przy realizacji zaplecza tego wyjàtkowego przedsi´wzi´cia. Ju˝ na kilka tygodni przed premierà rozprowadzono komplet 5500 (wcale nie tanich) biletów na 15
przedstawieƒ (po 370 miejsc na ka˝de). Romantycznà sceneri´ zapewni∏a sztuce naturalna panorama ∏aƒcucha Gór
Jurajskich – tych samych, przez które z Francji dostali si´
tutaj polscy ˝o∏nierze. Na scenie stan´∏y trzy budynki, wyrós∏ ogród, nie zabrak∏o nawet prawdziwej hodowli królików. Rekwizytor zadba∏ o najmniejsze szczegó∏y: oryginalne polskie mundury i buty oficerskie (wypo˝yczone cz´Êciowo z Muzeum w Rapperswilu), berety z orze∏kami
w koronie, prawdziwe konie, samochód i motocykl z epoki,
nawet o wiÊniówk´, którà raczy∏a przy szczególnych okazjach miejscowa, emerytowana nauczycielka – Fräulein
Gertrud Portmann (Elisabeth Kurth). „Na zdrowie!” – mawia∏a, gdy˝ ˝ycie to coÊ wi´cej, ni˝ tylko „Chüngu mischte
und Härdopfü schinte”.
J´zyk sztuki jest rzeczywiÊcie interesujàcy: oprócz
szwajcarskiego dialektu, s∏ychaç w niej polski (o nienagannà wymow´ chocia˝by „Kocham Ci´” zadba∏a mieszkajàca
w Herzogenbuchsee Renata Malina) i francuski. G∏ówny
bohater, m∏ody ˝o∏nierz Marek PrzyboÊ (w tej roli Sven
Bösiger z Untersteckholz), przedstawia si´ dopiero co poznanej wiejskiej dziewczynie Emilie (Natalie Bähler
z Utzenstorf) jako „Polonais”, po jakimÊ czasie znajomoÊci
zapewnia jà jednak: „Ich lerne schweizerlich Deutsch”. Niestety, historia mi∏osna tych dwojga koƒczy si´ tragicznie.
Historyczne kulisy sztuki przybli˝a∏a wystawa zdj´ç
i przedmiotów zwiàzanych z internowanymi ˝o∏nierzami,
otwarta dla zwiedzajàcych 2 godziny przed ka˝dym przedstawieniem. Niektórzy zwiedzajàcy g∏oÊno dzielili si´ w∏asnymi wspomnieniami: los internowanych do dzisiaj wydaje si´ byç cz´Êcià ich w∏asnej biografii. GoÊciem przedstawienia w dniu 12 sierpnia br. – na specjalne zaproszenie organizatorów – by∏ przedstawiciel Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Bernie, attaché ds. kultury p. Jaros∏aw Bajaczyk, który po spektaklu rozmawia∏ z re˝yserkà, szefem Komitetu Organizacyjnego oraz aktorami, gratulujàc ambitnego przedsi´wzi´cia oraz zach´cajàc do odwiedzenia
wspó∏czesnej Polski. Odtwórcy g∏ównych ról otrzymajà
z Ambasady RP w Bernie upominki (albumy o Polsce i p∏yty z muzyka polskà).
Ostatnia zwrotka piosenki „Lied vom Bachtel”, w: «Rohrbacher Illustrierten» Jahrgang 1, Nr. 7, September 1941. Zdj´cie: Max Bühler.
20
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 21
POLSCY ˚O¸NIERZE W OBERAARGAU
Msza Êw. dla internowanych przy o∏tarzu polowym w Ursenbach.
Przed sztukà, w prowizorycznej polowej restauracji „Jurablick”, mo˝na by∏o skosztowaç przysmaków polskiej
kuchni, m. in. Marek's Stroganov, Risotto Agnieszka czy
Madleen's Pierogi. Z kolei po wyst´pie istnia∏a mo˝liwoÊç
wymiany wra˝eƒ artystycznych w specjalnie otwartym „Polenbar”. Oryginalne zdj´cia z „Polenliebchen – Summer 1942” mo˝na obejrzeç na stronie internetowej:
www.freilichtspiele2009.ch.
Zwieƒczenie podró˝y wielkanocnych
OsobiÊcie najbardziej urzek∏a mnie atmosfera ca∏ego
wieczoru: polska flaga powiewajàca na maszcie obok szwajcarskiej, mnóstwo zwyczajnych ludzi z okolicy, widok polskich mundurów z czasów wojny... Wybra∏em si´ na to
przedstawienie w kilkunastoosobowej grupie znajomych.
By∏o to niewàtpliwie wspania∏e uwieƒczenie naszych
dwóch wyjazdów parafialnych do Polski, jakie mia∏y miejsce w 2008 i 2009 roku. Temat tysi´cy polskich ˝o∏nierzy
internowanych w czasie II wojny Êwiatowej w regionie Huttwil jest w tutejszym spo∏eczeƒstwie ciàgle ˝ywy i wdzi´czny. Udowodni∏o to ponownie owo przedstawienie. Równie˝
wspó∏czesnych Szwajcarów zachwyci∏a szlachetnoÊç, romantyzm i d˝entelmeƒskie podejÊcie do kobiet (ówczesnych?) Polaków. Gdy polski major Tadeusz Filipowicz (Beda Affolter) poca∏owa∏ po raz pierwszy jednà z kobiet, ˝on´
handlarza rowerami (Anna Schenk) w d∏oƒ -widownia zareagowa∏a zgodnym westchnieniem podziwu. Ten sam major, po udanej ucieczce do Francji, odes∏a∏ pocztà (ku zdumieniu w∏aÊciciela) u˝yczone mu d´tk´ i opon´ do roweru.
W przerwie przedstawienia podszed∏em do kilku „polskich” ˝o∏nierzy i pogratulowa∏em im Êwietnej wymowy.
Powiedzia∏em te˝, ˝e sà nawet... podobni do Polaków, co
wywo∏a∏o u nich salw´ Êmiechu. Ca∏oÊci szczególnej atmosfery dope∏ni∏a odÊpiewana na koniec, po polsku, przez
wszystkich aktorów pieʃ „Bia∏y krzy˝” (s∏owa Janusza
Kondratowicza):
„Gdy zap∏onà∏ nagle Êwiat,
Bezdro˝ami szli
Przez Êpiàcy las.
Równym rytmem m∏odych serc
Niespokojne dni
Odmierza∏ czas.
GdzieÊ pozosta∏ ognisk dym,
Dróg przebytych kurz,
Cieƒ siwej mg∏y...
Tylko w polu bia∏y krzy˝
Nie pami´ta ju˝,
Kto pod nim Êpi...
Jak myÊl sprzed lat,
Jak wspomnieƒ Êlad
Wraca dziÊ
Pami´ç o tych, których nie ma...”
Ks. Wies∏aw Regliƒski
P. Wies∏aw Regliƒski (1967)
jest doktorem
obojga praw i teologii,
proboszczem w Huttwil
i administratorem
parafialnym w Langenthal,
dowódcà w Care Team
Kanton Bern, pilotem.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
21
457
10/6/09
8:03 PM
Page 22
SZKO¸A
Pos∏uga katechety wÊród Polonii
Rozmowa z panià Ma∏gorzatà Milczuk,
nauczycielkà i katechetkà w OÊrodku Polskiej Misji Katolickiej w Zurychu
I Kim jest katecheta?
Katecheta to nauczyciel, a zarazem pos∏aniec, który lekcjà ma przekazywaç, ˝e prawdy wiary to nie zbiór nieu˝ytecznych paragrafów, ale coÊ niesamowicie istotnego, coÊ,
co pozwala nam rozumieç siebie, dokonywaç wyborów
i przede wszystkim byç Êwiadkiem Chrystusa. Znaki czasu
powinny stanowiç dla katechety istotny punkt odniesienia
dla swojej pracy. W adhortacji „Catechesi tradendae” Jan
Pawe∏ II przypomina, ˝e katecheci muszà pami´taç, i˝
uczestniczà w pos∏annictwie i misji jedynego nauczyciela
– Jezusa Chrystusa. Tak wi´c katecheta zawsze dzia∏a
w imieniu KoÊcio∏a i tak jak tego KoÊció∏ pragnie, dlatego
musi posiadaç upowa˝nienie (Missio canonica) od biskupa.
sk∏oni∏o Panià do podj´cia studiów
i poÊwi´cenia si´ pracy
I Coteologicznych
katechetycznej?
Termin „teologia” wywodzi si´ z j´zyka greckiego
i oznacza dos∏ownie „s∏owo o Bogu” lub „mówienie o Bogu” (gr. theós – Bóg, lógos – s∏owo, nauka).
Mówienie o Bogu innym jest wielkim zaszczytem dla
cz∏owieka, ale ˝eby mówiç o Bogu, trzeba Go poznaç. I tak
wi´kszoÊç studentów tej dziedziny – do których i ja si´ zalicza∏am – wybiera teologi´, aby lepiej poznaç Boga. Tam
zaczyna odkrywaç, ˝e nic nie jest pewne, ˝e nawet sam dogmat daje jedynie jakàÊ ram´, którà trzeba wype∏niç w∏asnym doÊwiadczeniem. Jest to konieczne, aby wejÊç g∏´biej.
Poza tym teologia daje dobre podstawy do nauk humanistycznych, filozofii i nauk spo∏ecznych.
W po∏owie studiów ka˝dy student musi zastanowiç si´
nad kierunkiem pracy magisterskiej. Ja wybra∏am kateche-
22
tyk´, poniewa˝ chcia∏am pracowaç z dzieçmi. Nie traktowa∏am tego jak z∏o konieczne – praca z dzieçmi daje mi du˝o
radoÊci i satysfakcji.
W tym miejscu chcia∏abym te˝ zacytowaç ulubionego
przeze mnie ksi´dza Jana Twardowskiego:
„Wreszcie na samym koƒcu
zbaw teologów,
˝eby nie pozjadali wszystkich Êwiec
i nie siedzieli po ciemku (…)
˝eby si´ nie dziwili
˝e do nieba prowadzi
bezbronny szczebiot wiary”
I Dlaczego w∏aÊnie Zurych?
Kiedy mà˝ rozpoczà∏ prac´ w Szwajcarii i ca∏à rodzinà
zdecydowaliÊmy si´ tu byç, brakowa∏o mi mojej pracy. Wtedy dosta∏am propozycj´, abym pomog∏a przy katechezie
i duszpasterstwie dzieci w Zurychu; by∏a to dla mnie du˝a
radoÊç, ale zarazem wyzwanie. Wyzwanie, bo warunki
i charakter tej pracy jest inny ni˝ w Polsce. Pewne doÊwiadczenia, które zdoby∏am w kraju, by∏y bardzo pomocne, ale
potrzeba by∏o te˝ stanàç „tu i teraz”, w konkretnej rzeczywistoÊci i realiach – i robiç to, co jest mo˝liwe.
kilka s∏ów o spostrze˝eniach
na temat katechezy dzieci na emigracji
I Prosz´
a w Polsce.
Wyjazd za granic´ otwiera na pewno wiele perspektyw,
ale emigracja niesie ze sobà równie˝ wiele zagro˝eƒ. Cz∏owiek ∏atwiej mo˝e si´ pogubiç, gdy brakuje tych, którzy podobnie myÊlà, mówià i czujà. Zw∏aszcza rodzina – musi po-
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 23
SZKO¸A
konaç wiele problemów z zorganizowaniem tak zwanej codziennoÊci. W nowej sytuacji szczególnie musi czuwaç
nad rozwojem duchowym dzieci.
KoÊció∏ na emigracji przychodzi równie˝ tu z pomocà
i otacza duchowà opiekà. W naszych misjach katolickich
organizowane sà katechezy dla dzieci. Dla dzieci, które w∏aÊnie na emigracji doÊwiadczajà wieloÊci kultur i religii.
Trzeba im pomóc, nauczyç, aby umia∏y uto˝samiaç si´
z w∏asnà religià i zasadami moralnymi, wyborami opartymi
na bazie wartoÊci chrzeÊcijaƒskich, a jednoczeÊnie nauczyç
szacunku do innych.
Katecheza na emigracji musi zatem pomagaç dzieciom
i m∏odzie˝y w budowaniu pozytywnych wi´zi z samym sobà, z drugim cz∏owiekiem i z Bogiem, bo tego typu wi´zi sà
najskuteczniejszà ochronà w obliczu zewn´trznych i wewn´trznych zagro˝eƒ.
stanowi najwi´kszy problem katechety
I Cow polonijnym
Êrodowisku Szwajcarii?
Niektórzy rodzice sà przekonani, ˝e tylko posy∏ajàc
dzieci na katechez´, spe∏niajà swój chrzeÊcijaƒski obowiàzek. Jako rodzice musimy sobie nieustannie uÊwiadamiaç,
˝e uczestniczenie dziecka w systematycznej katechezie nie
mo˝e koƒczyç si´ w sali szkolnej czy katechetycznej, ale
ma prowadziç do spotkania z Jezusem Chrystusem. Bez
doÊwiadczenia Boga we wspólnocie, a zw∏aszcza we wspólnocie eucharystycznej, katechizacja by∏aby czystà abstrakcjà. Dlatego istnieje nieustanna potrzeba, abyÊmy wszyscy
czynili wysi∏ek i umo˝liwiali udzia∏ dzieciom we Mszy Êwi´tej i korzystaniu z sakramentu pokuty oraz udzia∏ w nabo˝eƒstwach zgodnie z rokiem liturgicznym. Dzieci niejednokrotnie mobilizujà te˝ rodziców, sà ch´tne do wspó∏pracy
i to bardzo cieszy. Nie zmarnujmy ich zapa∏u. Jezus Chrystus to TEN SAM NIEZMIENNY, który w ka˝dym zakàtku
ziemi nieustannie czeka na ka˝de ludzkie serce.
I Jak si´ uk∏ada wspó∏praca z rodzicami?
„Nikt z nas nie jest samotnà wyspà” – powiedzia∏ kiedyÊ
Thomas Merton. Ka˝da dziedzina ˝ycia, w której cz∏owiek
uczestniczy i chcia∏by si´ w niej prawdziwie rozwijaç, wià˝e si´ ze wspó∏pracà. Pierwszym i najbardziej uchwytnym
czynnikiem wspó∏pracy jest wi´ê mi´dzyludzka, która zachodzi we wspólnocie ludzi skupionych wokó∏ jednego celu. W naszym przypadku tym celem jest wspólna troska
o chrzeÊcijaƒskie wychowanie dzieci.
Wspó∏praca z rodzicami mo˝e mieç charakter spontaniczny i planowany, uwa˝am, ˝e obie formy sà potrzebne.
Natomiast w indywidualnych spotkaniach kontakt osobowy jest podstawà relacji: powinien wyra˝aç si´ w ˝yczliwoÊci, otwartoÊci obu stron – ja osobiÊcie taki rodzaj kontaktu bardzo sobie ceni´.
Drugi bardzo wa˝ny rodzaj wspó∏pracy – ten planowany – uaktywnia si´ podczas przygotowywania dzieci
do I Komunii Âwi´tej. Organizowane sà wówczas comiesi´czne konferencje, podczas których rodzice przygotowujà si´ do tak wa˝nego wydarzenia w ˝yciu ich dziecka.
Cz´sto zach´camy rodziców do w∏àczenia si´ w przygotowanie Mszy Êwi´tej dla dzieci: czytanie S∏owa Bo˝ego,
modlitwy wiernych, darów o∏tarza. Wspó∏praca przybiera
o˝ywiony charakter równie˝ podczas wspólnego przygotowywania nabo˝eƒstw okresowych, na przyk∏ad adwentowych czy wielkopostnych, czy przy organizowaniu imprez
zwiàzanych z poszczególnymi okresami roku koÊcielnego
i kalendarzowego, na przyk∏ad miko∏ajki, op∏atek, jase∏ka
i inne przedsi´wzi´cia w zale˝noÊci od tradycji i mo˝liwoÊci Misji.
Wszystkie te inicjatywy wspó∏pracy i spotkaƒ z rodzicami powinny prowadziç do umi∏owania KoÊcio∏a. Konsekwencjà zaÊ przylgni´cia do niego b´dzie podejmowanie
zadaƒ i obowiàzków oraz poczucia odpowiedzialnoÊci
za KoÊció∏.
I Katecheta
– rzecznik spraw polonijnych?
W moim przekonaniu katecheta dzisiaj nie wykona dobrze swojej Misji w KoÊciele, pozostajàc na marginesie ˝ycia spo∏ecznego i kulturalnego. Swój program dzia∏ania
musi oprzeç na analizie rzeczywistoÊci, w jakiej ˝yje i dzia∏a, staraç si´ trafnie odczytywaç znaki czasu, które powinny staç si´ punktem odniesienia dla jego pracy, dzia∏ania,
misji w ró˝nych Êrodowiskach.
Byç rzecznikiem to odpowiadaç w sposób kompetentny,
jasny i g∏´boki na stawiane przez wspó∏czesnych ludzi pytania o sens, na które pe∏nà odpowiedê daje Jezus Chrystus.
Chyba ka˝dy z nas niejednokrotnie czyta∏ czy pami´ta s∏owa wypowiedziane na placu Zwyci´stwa w Warszawie przez
s∏ug´ Bo˝ego Jana Paw∏a II, ˝e „ani pojedynczego cz∏owieka, ani dziejów narodów, nie mo˝na do koƒca zrozumieç
bez Chrystusa, bo dzieje narodu sà dziejami ludzi, a dzieje
ka˝dego cz∏owieka toczà si´ w Jezusie Chrystusie”.
I Marzenia i plany…
Wspaniale by by∏o, gdybyÊmy dojrzeli do decyzji i zdobyli jeszcze troch´ si∏ i czasu, aby zaanga˝owaç si´ w dzie∏o charytatywne, dzielàc si´ z najbardziej potrzebujàcymi
na wzór pierwszych chrzeÊcijan. Bliskie mi sà s∏owa Jana Paw∏a II „a˝eby cz∏owiek stawa∏ si´ coraz bardziej
cz∏owiekiem – o to, a˝eby bardziej „by∏”, a nie tylko wi´cej „mia∏” – aby wi´c poprzez wszystko, co „ma”, co „posiada”, umia∏ bardziej „byç” nie tylko „z drugimi”, ale
tak˝e i „dla drugich”.
Wymiana doÊwiadczeƒ – poszerza horyzonty, daje inspiracje do dalszego dzia∏ania, pozwala unikaç b∏´dów.
Wspaniale by by∏o, gdyby istnia∏a mo˝liwoÊç spotkania z innymi ludêmi zaanga˝owanymi w duszpasterstwo w innych
oÊrodkach oraz innych polskich Misjach, zaÊ poznanie problematyki pastoralnej i programu pastoralnego KoÊcio∏a lokalnego da∏oby mo˝liwoÊç zorganizowania wspólnych
przedsi´wzi´ç, a jednoczeÊnie doÊwiadczenia bogactwa KoÊcio∏a powszechnego.
Koƒczàc rozmow´, pragn´ si´ podzieliç ˝yczeniami,
które otrzyma∏am na poczàtku tego roku – krótkie, ale
utkwi∏y mi w pami´ci: „Oby uda∏o si´ uczyniç du˝o dobrego”.
Pragn´ sobie i wszystkim tego ˝yczyç.
Rozmawia∏a Gra˝yna Górzna
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
23
457
10/6/09
8:03 PM
Page 24
SZKO¸A
Szko∏ Polska przy Ambasadzie w Bernie
zaprasza wszystkich Rodziców i Dzieci
na naszà nowà tsron´ internetowà, na której znajdziecie Paƒstwo
wszelkie informacje dotyczàce zapisu dziecka do szko∏y
lektur, podr´czników, etc.
Informujemy te˝, ˝e jest jeszcze mo˝liwoÊç zapisu dziecka do szko∏y na rok 2009/2010.
http://www.polska-szkola.ch
email: [email protected]
24
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:03 PM
Page 25
SZKO¸A
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
25
457
10/6/09
8:03 PM
Page 26
SZKO¸A
Jubileusz 10-lecia
Dnia 27 wrzeÊnia 2009 r.
uroczystà Mszà Êwi´tà,
celebrowanà przez ksi´dza
rektora S∏awomira Kaweckiego,
rozpocz´liÊmy obchody 10-lecia
Polskiej Szko∏y w Lozannie
przy Polskiej Misji Katolickiej
w Szwajcarii. Wspólnymi si∏ami
przygotowaliÊmy specjalny
program na ten dzieƒ.
26
SpotkaliÊmy si´ w sali parafialnej koÊcio∏a St-Etienne,
aby podzieliç si´ naszymi wspomnieniami i teraêniejszoÊcià. Dyrektor Polskiej Szko∏y ksiàdz Artur Czàstkiewicz
przywita∏ wszystkich goÊci i poprosi∏ ksi´dza rektora S∏awomira Kaweckiego o wr´czenie bràzowych medali za „uznanie zas∏ug na rzecz umacniania ÊwiadomoÊci narodowej
wÊród m∏odych Rodaków ˝yjàcych w Szwajcarii”.
Odznaczeni zostali: dyrektor szko∏y, ksiàdz Artur Czàstkiewicz oraz panie: Ewa Zajàc,
Jolanta Smogur, Monika Staszewicz, Celina Sopata i Renata Towpik-Socha.
Ksiàdz rektor wyrazi∏ wdzi´cznoÊç za zaanga˝owanie,
si∏´ i dobrà wol´ nauczycieli.
Odznaczenia przyznane przez prezesa Stowarzyszenia
Wspólnoty Polskiej w Warszawie, pana Macieja P∏a˝yƒskiego, sà podzi´kowaniem, wyró˝nieniem, ale jednoczeÊnie
zobowiàzaniem:
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 27
SZKO¸A
Polskiej Szko∏y w Lozannie
„Niech w Was Ojczyzny pami´ç nie ustaje” (Julian Ursyn Niemcewicz)
Po cz´Êci oficjalnej nastàpi∏ program s∏owno-artystyczny w wykonaniu naszych uczniów. Micha∏ i Tadeusz z∏o˝yli Êwiadectwo o szkole – pi´kny i wzruszajàcy dialog o tym,
co wydarzy∏o si´ w naszym gronie przez ostatnie dziesi´ç
lat, a spektakl pt. „LeÊna olimpiada” podbi∏ serca zaproszonych goÊci. To kolejny przyk∏ad na to, ˝e nasze dzieci chcà,
mówià po polsku, a przede wszystkim robià to wspaniale.
Tak˝e uczniowie, z pomocà nauczycieli i rodziców, zadbali
o ciekawà dekoracj´ oraz kostiumy. Ponadto w sali mo˝na
by∏o obejrzeç wyÊwietlane zdj´cia naszych pociech.
Nasza uroczystoÊç zosta∏a zakoƒczona wspólnym pocz´stunkiem.
Warto na koniec powtórzyç s∏owa przewodniczàcej Rady Rodziców: „Podzi´kowania dla Was wszystkich za pomoc
okazanà przy organizacji uroczystoÊci. Dzi´kujemy Wam
za ka˝dy najmniejszy gest i ch´ç pomocy. Dzi´kujemy
za przygotowanie sali, za przestawianie sto∏ów i krzese∏,
za dekoracje, za przywiezienie pude∏, za nauczenie si´ gotowania bigosu, za kluski i kapustki, fasolki, za ka˝de ciasto
i sa∏atk´, za Waszà prac´ w kuchni. Za filmowanie i robienie
zdj´ç. Za przedstawienie stokrotnie dzi´kujemy naszym Nauczycielkom, za naczynia od pani Gra˝yny, i za sprzàtanie.
Dzi´kujemy!”
Tak wiele wysi∏ku zosta∏o w∏o˝one, aby ta uroczystoÊç
mia∏a odpowiednià opraw´. Wa˝ne, ˝e chcemy i potrafimy
wspó∏pracowaç; cieszà nas wspólne zaj´cia i bycie w naszej
wspólnocie – i od Êwi´ta, i na co dzieƒ.
Dzi´kujemy tym, którzy stworzyli i tworzà nadal nasza
szko∏´, chlubnie przyczyniajàc si´ do utrwalania oraz
wzbogacania kultury polskiej.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
27
457
10/6/09
8:04 PM
Page 28
Z OÂRODKÓW PMK
Nowy duszpasterz w PMK
We wrzeÊniu br. do grona nowych duszpasterzy w PMK
do∏àczy∏ ks. dr Grzegorz Domaƒski, biblista z diecezji siedleckiej. Ksiàdz G. Domaƒski jest odpowiedzialny za OÊrodek Duszpasterski w Gnadenthal.
Poni˝ej prezentujemy sylwetk´ nowego duszpasterza.
Ks. dr Grzegorz Domaƒski urodzi∏ si´ 13 paêdziernika 1971 r. w Mi´dzyrzecu Podlaskim. W tym te˝ mieÊcie
ukoƒczy∏ szko∏´ podstawowà i Liceum Ogólnokszta∏càce
im. Gen. W∏adys∏awa Sikorskiego. W roku 1990 z∏o˝y∏ egzamin dojrza∏oÊci, po czym wstàpi∏ do Wy˝szego Seminarium Duchownego Diecezji Siedleckiej, rozpoczynajàc studia filozoficzne i teologiczne. W maju 1996 roku uzyska∏
tytu∏ magistra teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie na podstawie pracy pt. „Koncepcja osoby ludzkiej wed∏ug prof. Wincentego Granata”. 8 czerwca 1996 roku z ràk ks. bpa Jana Wiktora Nowaka w siedleckiej katedrze przyjà∏ Êwi´cenia kap∏aƒskie. BezpoÊrednio
po Êwi´ceniach pracowa∏ dwa miesiàce jako wikariusz w parafii pt. Trójcy PrzenajÊwi´tszej w Janowie Podlaskim. We
wrzeÊniu 1996 r. zosta∏ zwolniony z obowiàzków duszpasterskich i skierowany na studia specjalistyczne do Rzymu.
W 1997 r. rozpoczà∏ studia na Papieskim Instytucie Biblijnym (tzw. Biblicum), które uwieƒczy∏ tytu∏em licencjata
nauk biblijnych w roku 2002. W latach 2002 – 2004 mieszka∏ w podlubelskiej miejscowoÊci Kr´˝nica Jara przygotowujàc rozpraw´ doktorskà. W 2004 roku na Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim uzyska∏ stopieƒ naukowy doktora
na podstawie pracy pt. „Znaczenie wjazdu Jezusa do Jerozolimy (¸k 19, 28-44) w ¸ukaszowym uj´ciu historii zbawienia”. Od 2004 roku pe∏ni funkcj´ wyk∏adowcy w Wy˝szym Seminarium Duchownym Diecezji Siedleckiej oraz
w Instytucie Teologicznym w Siedlcach. W latach 2004
– 2009 pe∏ni∏ równie˝ pos∏ug´ duszpasterskà przy parafii
pw. Ducha Âwi´tego w Siedlcach. Jest wspó∏pracownikiem
Dzie∏a Biblijnego im. Jana Paw∏a II.
Uwaga! Gnadenthal – zmiana Mszy Êwi´tej
Od paêdziernika Msza Êwi´ta w OÊrodku Duszpasterskim
w Gnadenthal (koÊció∏ Êw. Justy w Krankenheim) b´dzie
odprawiana w ka˝dà niedziel´ o godz. 12.30.
ODPUST w MARLY
Rektor PMK serdecznie zaprasza
na uroczystość odpustową ku czci św. Jana z Kęt,
Patrona PMK w Szwajcarii
Sobota, 24 paêdziernika 2009 r.
g. 10.00 – Spotkanie przedstawicieli Rad OÊrodków Duszpasterskich PMK
g. 12.00 – Msza Âwi´ta
Uroczystà Msz´ Êwi´tà odprawi Mons. Luis Capilla, odpowiedzialny za misje obcoj´zyczne
Po mszy świętej Agapa Polonijna w Szkole Marly-Cité
Route des Ecoles 28, 1723 Marly
28
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 29
Z OÂRODKÓW PMK
„RÓ˚ANIEC”
PAèDZIERNIK 2009
DwadzieÊcia pi´ç lat temu
– w paêdzierniku 1984 r.
– polska ziemia ponownie
zosta∏a zroszona m´czeƒskà
krwià. Ofiarà bestialskiej
zbrodni, pope∏nionej z nienawiÊci do Chrystusa i KoÊcio∏a, sta∏ si´ polski kap∏an
– ks. Jerzy Popie∏uszko.
W najnowszym numerze
„Ró˝aƒca” przybli˝amy jego
charyzmatycznà postaç poprzez wspomnienia osób,
które go zna∏y i z nim pracowa∏y. Jaki by∏ naprawd´ – jako kap∏an, cz∏owiek, przyjaciel?
W tym temacie polecamy tak˝e artyku∏ Mileny Kindziuk „Kap∏an przede wszystkim”.
Paêdziernik to tak˝e miesiàc ró˝aƒcowy i dlatego w naszym piÊmie, jeszcze bardziej ni˝ zawsze, nawiàzujemy
i zach´camy do modlitwy ró˝aƒcowej.
Polecamy szczególnie:
rozmow´ z ks. Krzysztofem Czaplà SAC,
dyrektorem Sekretariatu Fatimskiego
na Krzeptówkach w Zakopanem – „O Wielkiej
Nowennie Fatimskiej”;
Êwiadectwo Krystyny Czuby o ró˝aƒcowym cudzie
w Kazachstanie z okresu II wojny Êwiatowej
– „Uratowani przez ró˝aniec”;
reporta˝ s. Wioletty Ostrowskiej CSL z Pieszej
Pielgrzymki Ró˝aƒcowej z Warszawy i P∏ocka
do sanktuarium Matki Bo˝ej Pocieszenia
w Czerwiƒsku – „W drodze z ró˝aƒcem”;
relacj´ z odpustu Matki Bo˝ej Loretaƒskiej
w Loretto.
W najnowszym numerze „Ró˝aƒca” pochylamy si´
równie˝ nad trzema wielkimi postaciami KoÊcio∏a. W rozmowie z ks. abp. Mieczys∏awem Mokrzyckim wspominamy
naszego Papie˝a-Rodaka Jana Paw∏a II, szczególnie jego zami∏owanie do ró˝aƒca. Prezentujemy tak˝e sylwetki duchowe b∏. ks. abp. Zygmunta Szcz´snego Feliƒskiego oraz b∏. o.
Damiana de Veustera, których Benedykt XVI 11 paêdziernika br. og∏osi Êwi´tymi.
Ponadto w miesi´czniku jak zwykle – konferencja formacyjna, rozwa˝anie na pierwszà sobot´ miesiàca, rozwa˝ania ró˝aƒcowe, komentarze do Ewangelii na ka˝dy dzieƒ
miesiàca.
Zach´camy do lektury pisma, a tak˝e do odwiedzenia
naszej strony internetowej: www.rozaniec.eu.
Mo˝na je nabyç w sklepach sieci EMPiK, ksi´garniach
katolickich. Prenumerat´ mo˝na zamawiaç w Wydawnictwie Sióstr Loretanek: Warszawa, ul. ˚eligowskiego 16/20;
tel. (22) 673 58 39; e-mail: [email protected];
www.loretanki.pl
Różaniec – ratunek dla świata
Serdecznie zach´camy do modlitwy ró˝aƒcowej we
wszystkich OÊrodkach Duszpasterskich PMK. Szczególnà intencjà ró˝aƒcowà w roku kap∏aƒskim niech b´dzie
modlitwa o nowe powo∏ania kap∏aƒskie ze Êrodowisk
polonijnych w Szwajcarii.
Ró˝aniec w paêdzierniku
Bazylea – przed ka˝dà Mszà Êw. 11:45-12:15
Aarau – 2. i 3. niedziela 16:45
Zuchwil – 1. niedziela po Mszy Êw. 17:45
Fot. Ró˝aniec o. J. M. Bocheƒskiego OP
Ludwik Mycielski, „Mój szary ró˝aniec”,
Wydanie drugie,
Wydawnictwo Sióstr Loretanek,
Warszawa 2006
Nosz´ w sercu nadzieje, ˝e
moje opowiadanie pomo˝e
jakoÊ tym, co skar˝à si´
na nasze ci´˝kie czasy, tym
którzy za∏amujà mo˝e r´ce:
Gorzej ju˝ byç nie mo˝e, a przecie˝ wiadomo
– b´dzie jeszcze gorzej...
A nasze dzieci? One to juz
zupe∏nie perspektywy nie
majà!
Naprawd´? Nie majà perspektyw? Dlaczego?
Niechby „Mój szary ró˝aniec” wspomóg∏ proces
kszta∏towania si´ w umys∏ach opinii bardziej realistycznych. Niechby prowadzi∏ do chrzeÊcijaƒskiego optymizmu i nadziei.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
29
457
10/6/09
8:04 PM
Page 30
Z OÂRODKÓW PMK
Niedziela, 1 listopada 2009
UROCZYSTOÂå WSZYSTKICH ÂWI¢TYCH
Bazylea
godz. 12.15 – Msza Êw. za zmar∏ych po∏àczona
z wypominkami i z koronkà do Bo˝ego Mi∏osierdzia.
Bern
godz. 15.00 – Msza Êw. w kaplicy przy Inselspital
(Universitätsspital); po mszy Êw. modlitwa
na cmentarzu przy polskich grobach.
Genewa
godz. 12.00 – Msza Êw., a po niej modlitwy
za zmar∏ych przy p∏ycie pamiàtkowej genera∏a
Józefa Hauke – Bosaka na cmentarzu w Carouge.
Gnadenthal
godz. 12.30 – Msza Êw. za zmar∏ych po∏àczona
z wypominkami
Lesin
31. X. godz. 11.00 – modlitwy za zmar∏ych
Lozanna
godz. 15.30 – modlitwy za zmar∏ych na cmentarzu w Pully;
godz. 17.00 – Msza Êw. w koÊciele Saint-Étienne.
Marly
godz. 9.30 – Msza Êw.; po mszy modlitwy
za zmar∏ych na cmentarzu w Marly i w Bourgillon.
Visp
godz. 19.30 – Msza Êw. za zmar∏ych po∏àczona
z wypominkami
Winterthur
31. X., godz. 16.00 – modlitwy za zmar∏ych na cmentarzu
Zug
godz. 9.30 – Msza Êw. za zmar∏ych po∏àczona
z wypominkami
Zuchwill
godz. 17.00 – modlitwa przy grobie T. KoÊciuszki
i przy kaplicy wybudowanej przez internowanych,
a nast´pnie Msza Êw. za zmar∏ych po∏àczona
z wypominkami.
Zurych
godz. 12.00 – Msza Êw.; po mszy Êw. modlitwy
na cmentarzu
„Ja jestem zmartwychwstanie i ˝ycie.
Kto we mnie wierzy,
choçby i umar∏, ˝yç b´dzie.
Ka˝dy, kto ˝yje i wierzy we mnie,
nie umrze na wieki” (J 11, 25-26).
Listopad to miesiàc szczególnej pami´ci o naszych
zmar∏ych bliskich, krewnych, przyjacio∏ach. Tradycyjnie te˝ modlimy si´
za zmar∏ych Polaków pochowanych na cmentarzach
w Szwajcarii i na wszystkich
cmentarzach Êwiata. Zach´camy wszystkich, by nie by∏
to miesiàc samej tylko zadumy nad Êmiercià i przemijaniem, ale tak˝e czas czynnej
pomocy wszystkim duszom oczekujàcym w czyÊçcu na osiàgni´cie pe∏ni radoÊci w Niebie. Najskuteczniejszà pomocà dla
naszych bliskich zmar∏ych jest modlitwa, a szczególnie msza
Êwi´ta ofiarowana w ich intencji.
W sprawach wypominek i mszy Êwi´tych za zmar∏ych
zasadniczo zg∏aszamy si´ do ksi´˝y w OÊrodkach PMK.
Ci z Paƒstwa, którzy ˝yczà sobie, aby w intencji zmar∏ych zosta∏a odprawiona msza Êwi´ta przez ksi´˝y studentów w Marly, proszeni sà o kontakt z PMK w Marly:
Mission Catholique Polonaise, 12 Chemin des Falaises,
1723 Marly/Fribourg, Suisse. E-Mail: [email protected]
30
Fot. Grób Alfonsa Bronarskiego (1891-1965) i Ludwika Bronarskiego (1890-1975)
na cmentarzu przy koÊciele Notre Dame w Bourgillon.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 31
Z OÂRODKÓW PMK
Listopad
Gra∏ nam w Polsce, co roku Listopad
Dàbrowskiego i Marsza Legjonów
Kolorowà paradà szwadronów,
Roztaƒczonym u∏aƒstwem galopad!...
Twardym chrz´stem stalowej piechoty,
Basem t∏oków w podniebnych orkiestrach,
Blaskiem oczu i d∏oni ∏omotem
Rozszala∏ych galerii i estrad!...
Gra∏ nam w Polsce, co roku, Listopad
Dàbrowskiego i Marsza Legjonów
Âpiewem turbin, kilofów i ∏opat
I – milczeniem ˝elazobetonów – – –
Bra∏ na biel choràgwianà i czerwieƒ
Corok ˝ywiej bijàce kolory:
Bia∏ych szos w∏ókna – nowych unerwieƒ Wozów z ceg∏à czerwone tabory!...
Âmielszym z roku w rok ostrzem neonów
¸achman mroku rozpruwa∏ nad nami…
Z roku na rok k∏ad∏ t´˝szy dynamit
Na dno serc, czekajàcych zap∏onu…
DziÊ – nie z∏o˝y nikt wieƒca na chwa∏´
„Nieznanemu”, w Warszawie, na p∏yt´:
Ani Rzàd… Ani Wódz i Marsza∏ek…
Ani Prezydent Rzeczpospolitej...
DziÊ – nie wstanie, wÊród braw i uk∏onów,
Dyplomacja, zdumiona, w swej lo˝y:
DziÊ nie zdziwi jej, dziÊ jej nie strwo˝y
Wizja skrzyde∏ rosnàcych i szponów…
Lecz to wiemy my – nie Europa –
˚e, pot´˝niej od armat i dzwonów,
Gra i dziÊ – czy s∏yszycie? – Listopad
Dàbrowskiego i Marsza Legjonów!...
Gra nam dziÊ, jak co roku, Listopad…
Gra, jak Polska szeroka i d∏uga,
I po Êwiecie na polskich gra tropach:
W mg∏ach angielskich… W szwajcarskich szarugach…
Gra nie Êmierç: gra zwyci´stwo!... gra ˝ycie!...
„Póki ˝ywi WY – niema∏y Jej zgonu!...
…Dàbrowskiego i Marsza Legjonów
Gra Listopad dziÊ w NAS… Czy s∏yszycie?!...
Jerzy Brzozowski
Pami´tnik Literacki. Szwajcaria, 1941.
Archiwum Polskiej Misji Katolickiej
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
31
457
10/6/09
8:04 PM
Page 32
AARAU I BASEL
Aarau
Sierpniowa „majówka” w Hunzenschwil koło Aarau – 30.08.09
„Organizowaç? nie organizowaç? czy ktoÊ przyjdzie?”
pytaliÊmy si´ siebie nawzajem w ramach powo∏anej do ˝ycia w listopadzie 2008 rady duszpasterskiej w Aarau. MyÊleliÊmy o majówce. PatrzyliÊmy na frekwencj´ niedzielnych
Mszy Êw: tendencja wzrostowa, ciàgle nowe twarze. „Ale
majówka to coÊ niemal rodzinnego, tu trzeba si´ troch´
znaç a my jesteÊmy bardzo m∏odà wspólnotà”. ZdecydowaliÊmy: „maj to wczeÊnie, spróbujemy w sierpniu”.
To by∏a dobra decyzja. Sk∏ad typowy dla Aarau: du˝o
dzieci, stanowi∏y one niemal po∏ow´ z ponad 60-ciu uczestników. Chata w lesie, ciep∏e niedzielne popo∏udnie koƒca
sierpnia, mo˝e nawet koƒca lata. O∏tarz polowy ozdobiony
nazbieranymi na ∏àce kwiatami, oÊwietlony przez przebijajàce si´ promienie s∏oƒca. My stoimy po cz´Êci w cieniu,
po cz´Êci na s∏oƒcu. Wszak „w ciemnoÊci idziemy do êród∏a Twojego ˝ycia”. Ksiàdz Grzegorz zauwa˝a: w naturze
∏atwiej wszystko rozumieç, ∏atwiej zbli˝yç si´ do Pana Boga. RzeczywiÊcie dotar∏o do nas to kazanie, nawet dzieci
– ˝ywio∏ nasz kochany – mniej przeszkadza∏y. Modlitwa
za ojczyzn´ i o pokój. Pami´taliÊmy o rocznicy wrze-
Ênia 1939, o internowanych w Szwajcarii Polakach, to oni
wybudowali w 1941 roku do dziÊ ich imieniem nazwanà
„Polenstrasse” w pobliskim Thalheim.
„P∏onie ognisko w lesie” zabrzmia∏o po Mszy Êwi´tej,
do tego piosenka patriotyczna i biesiadna: jak na leÊnà biesiad´ przysta∏o. Âpiew, rozmowy, zabawa a˝ po zmrok.
Na zakoƒczenie „Wszystkie nasze dzienne sprawy” i... zadowolenie z dobrze sp´dzonego czasu, nadzieja ˝e kiedyÊ
to powtórzymy. „Czy chcemy?” „Jasne, ale teraz nie musimy czekaç do sierpnia, zróbmy majówk´ dla odmiany...
w maju”. Wszystkim, którzy byli z nami i pomogli w przygotowaniach bardzo dzi´kujemy!
Marcin Sumi∏a (w imieniu rady duszpasterskiej w Aarau)
Basel
Poświęcenie Jasnogórskiej ikony w Bazylei
Cz´stochowska ikona NajÊwi´tszej Marii Panny jest najbardziej rozpoznawalnym wÊród wierzàcych Polaków wizerunkiem Matki Bo˝ej. W ka˝dym niemal domu, czy to
w kraju czy poza jego granicami, mo˝na znaleêç kopi´ lub
reprodukcj´ tego obrazu. Miliony ludzi, ka˝dego dnia odwiedzajà kaplic´ na Jasnej Górze, by choç przez chwil´
w Jej wzroku ujrzeç wzrok Jej syna. A ona zawsze tak samo,
ze smutnym, lecz pe∏nym troski obliczem ws∏uchuje si´
w problemy i proÊby, które za Jej poÊrednictwem zanoszà
do Boga. Zwiàzana z narodem Polskim od setek lat, sta∏a si´
milczàcym Êwiadkiem wielu ˝yciowych sukcesów i tragedii,
politycznych zawirowaƒ, bitew czy rewolucji.
Staraniami Rady OÊrodka oraz anonimowych darczyƒców, w lipcu br. zosta∏a zakupiona dla OÊrodka w Bazylei
kopia Jasnogórskiego obrazu NajÊwi´tszej Marii Panny. Ob-
raz zosta∏ poÊwi´cony przez
Ks. Grzegorza Piotrowskiego podczas Mszy Âw. w niedziel´ 16 sierpnia by od tej
pory towarzyszyç wiernym
podczas wszystkich celebracji.
Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili si´ do tego, by obraz
Czarnej Madonny móg∏
na sta∏e goÊciç w bazylejskiej wspólnocie, serdecznie dzi´kujemy.
Marcin Maj
Zaproszenie na obchody Święta Niepodległości w Bazylei
Zapraszamy serdecznie 8-go listopada do Bazylei
na Msz´ Êw. w intencji Ojczyzny. W czasie Mszy Êw. naszà
modlitw´ ubogaci Êpiew chóru, który wykona tak˝e kilka
32
pieÊni patriotycznych. Dzieci ucz´szczajàce na zaj´cia
ogniska polonijnego przy PMK w Bazylei wystàpià z okolicznoÊciowà akademià.
Duszpasterz z Radà OÊrodka
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 33
GNADENTHAL
Konkurs w Gnadenthal
„Moja rodzina”
w Gnadenthal
13 wrzeÊnia 2009 licznie zgromadzona wspólnota
gnadenthalska prze˝ywa∏a dziesiàtà – jubileuszowà pielgrzymk´ rodzin.
Pi´knà opraw´ muzycznà zapewnili paƒstwo Ewa
i Tadeusz Kad∏ubowscy: s∏owem i muzykà poprowadzili adoracj´ NajÊwi´tszego Sakramentu przygotowujàcà
wiernych do udzia∏u we Mszy Êwi´tej. Eucharystii przewodniczy∏ ksiàdz rektor S∏awomir Kawecki, który w homilii ukaza∏ wielkie zagro˝enia, z jakimi styka si´ dzisiejsza rodzina katolicka. PodkreÊli∏, ˝e ludzie m∏odzi
majà wielkie pragnienie za∏o˝enia i posiadania szcz´Êliwej rodziny. Zebrani z wielkim wzruszeniem wys∏uchali przytoczonego przez Celebransa Êwiadectwa pewnej
m∏odej osoby: choç nie mia∏a dobrego przyk∏adu i wzorca w swoim domu rodzinnym, zrobi∏a wszystko, aby ta
sytuacja nie powtórzy∏a si´ w jej rodzinie.
Po Mszy Êwi´tej wszyscy udali si´ do ogrodów, gdzie
bardzo pi´knie przygotowano pocz´stunek dla uczestników uroczystoÊci. W trakcie pikniku nastàpi∏a prezentacja prac artystycznych przygotowanych przez dzieci.
JedenaÊcioro dzieci wzi´∏o udzia∏ w konkursie plastyczno-artystycznym pod has∏em: „Moja rodzina”. Wszystkie prace by∏y pi´kne i wszystkie te˝ zosta∏y nagrodzone. W konkursie plastycznym pierwsze miejsca zaj´li:
w grupie m∏odszej – Piotr Dzianach (5 lat), w grupie
starszej – Nina WeÊniuk (8 lat).
UroczystoÊç zakoƒczy∏a si´ zawierzeniem rodzin
przed obrazem Matki Bo˝ej Gnadenthalskiej, które poprowadzi∏ ksiàdz dr Grzegorz Domaƒski, nowy duszpasterz rodzin.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
33
457
10/6/09
8:04 PM
Page 34
PIELGRZYMKA
„Otoczmy troskà ˝ycie!”
XVII Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasnà Gór´
11-12 lipca 2009 oko∏o pó∏ miliona pielgrzymów Rodziny
Radia Maryja zebra∏o si´ u stóp Matki Bo˝ej Jasnogórskiej
w Cz´stochowie. Nie mog∏o tam zabraknàç przedstawicieli
naszego ko∏a Radia Maryja z Zurychu i z Lozanny.
UroczystoÊci pielgrzymkowe rozpocz´∏a Eucharystia,
homili´ wyg∏osi∏ ks. bp Ignacy Dec, ordynariusz Êwidnicki:
mówi∏ o obronie ˝ycia od pocz´cia do naturalnej Êmierci,
które by∏o has∏em tej pielgrzymki. Biskup nawiàza∏ równie˝
do wa˝nej roli Radia Maryja, które przydaje si∏ polskiemu
KoÊcio∏owi i narodowi. O 21.00 zgromadziliÊmy si´ na Apelu Jasnogórskim.
UroczystoÊci niedzielne rozpocz´to godzinkami o Niepokalanym Pocz´ciu NajÊwi´tszej Maryi Panny. Ka˝dy pielgrzym na znak przynale˝noÊci do Rodziny Radia Maryja
otrzyma∏ moherowy berecik z napisem „Kocham Pana Boga, KoÊció∏, Polsk´ i ludzi”, wykonany przez s∏uchaczy Radia Maryja na proÊb´ o. Tadeusza Rydzyka. Kilka takich berecików zosta∏o przywiezionych do Szwajcarii.
Niedzielna Msza Êwi´ta zwieƒczy∏a uroczystoÊci pielgrzymkowe. Ks. bp Wac∏aw Depo wyg∏osi∏ homili´ i przewodniczy∏ tej mszy wraz ze wspó∏koncelebrantami, m.in.
ks. bp. Ignacym Decem, ks. bp. Edwardem Frankowskim,
ks. bp. Józefem Pazdurem, ks. bp. Stefanem Regmuntem,
ks. bp. Paw∏em Sochà oraz ks. bp. Teofilem Wilskim. W homilii ks. bp Wac∏aw Depo mówi∏ o g∏oszeniu prawdy w me-
34
diach, o ewangelizowaniu i wyznawaniu swojej wiary poprzez czyny i postaw´ – w czym pomaga nam Radio Maryja i TV Trwam.
UroczystoÊci odbywa∏y si´ przy wspania∏ej pogodzie;
wznosiliÊmy r´ce do Boga dzi´kujàc Mu za wspania∏e prze˝ycia Eucharystii i ca∏ej pielgrzymki. Pielgrzymi ponowili
akt oddania si´ Matce Bo˝ej, a wielkim prze˝yciem by∏o
b∏ogos∏awieƒstwo Krzy˝em Papieskim.
Po mszy mieliÊmy mo˝liwoÊç wys∏uchania przemówienia prezesa PIS-u Jaros∏awa Kaczyƒskiego oraz wystàpieƒ
polskich uczonych: prof. Jana Szyszko, prof. Bogus∏awa Wolniewicza, prof. Rafa∏a Brody i prof. Piotra Jaroszyƒskiego.
Na placu przed Bazylikà mo˝na by∏o otrzymaç pras´,
zasi´gnàç informacji o nowej telefonii komórkowej w Rodzinie, jak równie˝ dowiedzieç si´ o wspó∏pracy Fundacji
Lux Veritatis z Kasà Oszcz´dnoÊciowà „SKOK Stefczyka”
(ta kasa ufundowa∏a tak˝e stypendia naukowe dla uzdolnionych studentów i pracowników naukowych Wy˝szej Szko∏y Kultury Spo∏ecznej i Medialnej w Toruniu).
XVII Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasnà Gór´
zakoƒczy∏a si´ wspólnym odmówieniem koronki do Mi∏osierdzia Bo˝ego. Uczestnicy tej pielgrzymki wracali do swoich domów radoÊni, mocno uduchowieni i pokrzepieni
na duszy.
Jadwiga Wator
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 35
˚Yå WIARÑ
Ks. dr Grzegorz Domaƒski
S∏owo, które zbawia
Na przestrzeni wielu wieków Bóg objawia∏ si´ cz∏owiekowi, aby
go zbawiç, tzn. daç mu udzia∏ w swoim szcz´Êciu. Historia objawiania si´ Boga, którà nazywamy historià zbawienia, zaczyna si´ zaraz
po grzechu pierwszych ludzi, kiedy to Bóg nie zostawia cz∏owieka
samego z jego nieszcz´Êciem, ale daje mu obietnic´ zbawienia.
Aby swà obietnic´ zrealizowaç, Bóg wybiera sobie jeden naród
– naród izraelski. Przedziwna Bo˝a pedagogia b´dzie prowadzi∏a
Izraelitów przez setki lat historii a˝ do pe∏ni czasów, kiedy w∏aÊnie
w tym narodzie przyjdzie na ziemi´ obiecany Mesjasz i nastanà nowe czasy – czasy Nowego Testamentu. W Jezusie Chrystusie Bóg
zrealizuje w sposób pe∏ny i ostateczny obietnic´ zbawienia, w Nim
te˝ objawi si´ wszystkim ludziom w najpe∏niejszy sposób. T´ histori´ zbawienia autor Listu do Hebrajczyków podsumowuje nast´pujàcymi s∏owami: Wielokrotnie i na ró˝ne sposoby przemawia∏ niegdyÊ Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych
dniach przemówi∏ do nas przez Syna (Hbr 1, 1).
To przemawianie Boga, Jego S∏owo kierowane do cz∏owieka
w ró˝nych czasach i okolicznoÊciach, zosta∏o spisane na kartach Biblii. Bóg wybiera∏ sobie ludzi, aby ci ludzkim j´zykiem utrwalili Jego
or´dzie. Ludzi tych nazywamy autorami natchnionymi. Oni to
pod natchnieniem Ducha Âwi´tego w sposób nieomylny spisali Bo˝e S∏owo. W ten sposób powsta∏o Pismo Âwi´te – zbiór pism Starego i Nowego Testamentu. Dlatego za ka˝dym razem, gdy si´gamy
po Bibli´, mamy do czynienia z prawdziwym przemawianiem Boga
do cz∏owieka – z autentycznym Jego S∏owem. Trzeba przy tym pami´taç, ˝e teksty biblijne, choç powsta∏y w odleg∏ej staro˝ytnoÊci,
nigdy nie tracà swej aktualnoÊci. Musimy je tylko ciàgle na nowo
odczytywaç – w kontekÊcie zmieniajàcych si´ uwarunkowaƒ i okolicznoÊci, w kontekÊcie naszego ˝ycia. Biblia by∏a jest i pozostanie
˝ywym i skutecznym S∏owem Boga – s∏owem mi∏oÊci i zbawienia
skierowanym do ka˝dego grzesznika. Bóg w przedziwny sposób
uczyni∏ z tej ksi´gi swoje mieszkanie, do którego zaprasza wszystkich szukajàcych orientacji w ˝yciu i prawdziwego szcz´Êcia.
Lektura Pisma Âwi´tego i rozwa˝anie jego tekstów jest dla
chrzeÊcijanina niezastàpionym Êrodkiem poznawania Boga, rozwoju
wiary i drogà do Êwiadomego prze˝ywania swego chrzeÊcijaƒskiego powo∏ania. Cz´sto w naszym ˝yciu religijnym koncentrujemy si´
wy∏àcznie na osobistej modlitwie i sakramentach, pomijajàc duchowy pokarm, jakim jest lektura i rozwa˝anie tekstów biblijnych. Tymczasem ojcowie ostatniego Soboru przypominajà nam, ˝e jak Eucharystia, tak i Pismo Âwi´te stanowià podstawowy pokarm KoÊcio∏a.
Poglàd ten wyra˝a∏ ju˝ Êw. Hieronim, który twierdzi, ˝e mo˝na ˝ywiç
si´ Cia∏em Chrystusa i poiç Jego Krwià, nie tylko w tajemnicy eucharystycznej, lecz tak˝e przez czytanie Pisma Âwi´tego. Stàd
chrzeÊcijanie, którzy nie karmià si´ S∏owem Bo˝ym – nie ˝yjà! (In
Eccl. 3,12). Ten sam Êw. Hieronim zapisa∏ te˝ nast´pujàce s∏owa:
„NieznajomoÊç Pisma Âwi´tego jest nieznajomoÊcià Chrystusa”.
Warto zatem si´gnàç po ten pokarm. Czasami zdarza si´, ˝e
w naszym prze˝ywaniu wiary popadamy w rutyn´: Modlitwa staje
si´ bardziej formalnoÊcià ni˝ radosnym przebywaniem z Bogiem,
a sam Bóg zdaje si´ byç dalekim i nieobecnym. Mo˝e si´ tak dziaç
dlatego, ˝e brakuje nam nowych treÊci, nowych impulsów, które
mo˝emy znaleêç w s∏owach kierowanych do nas przez Boga. S∏owo Bo˝e, w∏aÊciwie odczytywane i przyjmowane, potrafi naÊwietliç
sens ka˝dej trudnej czy radosnej sytuacji naszego ˝ycia. Co wi´cej,
ono jest S∏owem, które zbawia, gdy˝ Bóg przemawia do cz∏owieka
tylko po to, aby ten móg∏ byç zbawiony, tzn. szcz´Êliwy. Poza tym
czytanie Biblii mo˝e byç wspania∏à przygodà intelektualnà, która
wprowadza nas w Êwiat innych kultur i sposobów myÊlenia.
Jednak˝e czytanie Pisma Âwi´tego wymaga przynajmniej podstawowego przygotowania. S∏owo Bo˝e spisane na kartach Biblii
jest jednoczeÊnie s∏owem ludzkim, tzn. ubranym w szat´ ludzkiego
j´zyka. Autorzy natchnieni kierujà swe pisma nie bezpoÊrednio
do nas, ale do ludzi swych czasów – ludzi o specyficznej mentalnoÊci i ˝yjàcych w konkretnych uwarunkowaniach kulturowych, cz´sto
dla nas obcych i niezrozumia∏ych. Fakt ten stanowi podstawowà
trudnoÊç w prawid∏owym odczytywaniu tekstów biblijnych. Za ka˝dym razem, gdy czytamy Bibli´, musimy zdawaç sobie spraw´ z tej
trudnoÊci. Wielu bowiem ludzi próbuje czytaç i interpretowaç Pismo
Âwi´te wy∏àcznie na w∏asnà r´k´, bez jakiejkolwiek fachowej pomocy, ograniczajàc si´ do odpowiedzi na pytanie: „Co Bóg chce do mnie
poprzez przeczytane s∏owa powiedzieç?” Pytanie to jest bardzo wa˝ne i potrzebne, gdy˝ w∏aÊnie w nim zawiera si´ sens czytania S∏owa
Bo˝ego. Jednak˝e nie nale˝y go stawiaç na samym poczàtku. Najpierw trzeba podjàç wysi∏ek ustalenia w∏aÊciwego sensu tekstu. Powy˝sze pytanie musi byç zatem poprzedzone innym pytaniem: „Co
autor biblijny chcia∏ rzeczywiÊcie poprzez swoje s∏owa wyraziç?”
Ka˝dy, kto nie podejmuje tego wysi∏ku, wybiera drog´ „na skróty”
i ryzykuje otrzymaniem b∏´dnej interpretacji tekstu. Bardzo jaskrawym przyk∏adem koniecznoÊci w∏aÊciwej interpretacji sà s∏owa Jezusa zapisane przez Êw. Mateusza: JeÊli wi´c prawe twoje oko jest
ci powodem do grzechu, wy∏up je i odrzuç od siebie (Mt 5, 29). Aby
w∏aÊciwie zrozumieç t´ wypowiedê Jezusa, potrzeba wziàç
pod uwag´ specyficzny gatunek literacki tekstu, który w tym przypadku okreÊlamy jako hiperbol´ (przesadni´), która w czasach Jezusa by∏a doÊç powszechnie u˝ywana. Gdy pominiemy ten fakt, s∏owa
Jezusa mogà si´ wydaç wprost nie do zaakceptowania.
Odkrywaniem sensu tekstów Pisma Âwi´tego zajmuje si´
w sposób naukowy egzegeza biblijna. Termin egzegeza pochodzi
od greckiego s∏owa exegesis, który oznacza w sensie Êcis∏ym „wyciàganie na zewnàtrz”, a w sensie przenoÊnym – wyk∏ad, interpretacj´, wyjaÊnianie. Podstawowym zadaniem egzegezy jest poszukiwanie tzw. sensu wyrazowego, tzn. sensu zamierzonego przez
autora tekstu. Dopiero na tej podstawie mo˝na próbowaç poszukiwaç sensu przenoÊnego czy duchowego i odnosiç tekst biblijny
do naszego ˝ycia.
Powstaje zatem pytanie, czy cz∏owiek bez fachowego przygotowania mo˝e czytaç i w∏aÊciwie interpretowaç teksty biblijne?
Owszem, mo˝e i powinien. W wi´kszoÊci przypadków nie jest to
trudne. Cz´sto wystarczy kilka podstawowych informacji i troch´
doÊwiadczenia. Wa˝nym jest, aby czytaç Pismo Âwi´te i znaç jego
treÊç – przede wszystkim Ewangelii.
Chcia∏bym zatem zaprosiç Drogich Czytelników do wspólnego
studiowania i rozwa˝ania Biblii. W cyklu artyku∏ów, które b´dà si´
ukazywaç przez kolejne miesiàce na ∏amach „WiadomoÊci”, postaram si´ przedstawiç najwa˝niejsze zagadnienia pomocne w rozumieniu Pisma Âwi´tego oraz analiz´ wybranych tekstów Ewangelii.
Jeszcze raz zach´cam do czytania Biblii, przede wszystkim czterech Ewangelii, które dla nas chrzeÊcijan stanowià najwa˝niejszà
cz´Êç spisanego objawienia.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
35
457
10/6/09
8:04 PM
Page 36
˚Yå WIARÑ
Wiar´ mo˝na straciç poÊrednio,
przez grzechy
Przede wszystkim trzeba wiedzieç, ˝e wiar´ mo˝na straciç poÊrednio, a mianowicie przez grzechy z innych dziedzin, zw∏aszcza
z dziedziny czystoÊci. Wprawdzie grzech taki, np. kradzie˝ albo rozpusta, z wiarà nie ma nic wspólnego. Ale niektóre z nich, jeÊli przechodzà w na∏óg, nieuchronnie prowadzà do utraty wiary. Jest coÊ
zadziwiajàcego w zbydl´ceniu, które opanowuje rozpustnika
– wszystko, co ludzkie: zdolnoÊç do prawdziwej mi∏oÊci, zdolnoÊç
do poÊwi´cenia, zrozumienie dla religii i wiara gasnà powoli jak
Êwieca bez powietrza. Po latach rozpusty nie ma ju˝ cz∏owieka: jest
ciemne, niskie, pop´dami ku chuci gnane zwierz´. WidzieliÊcie
pewnie sami takich. Pami´tajmy, ˝e tak˝e ze stanowiska wiary popadni´cie w ten na∏óg jest bardzo niebezpieczne.
Wiar´ mo˝na straciç wprost, przez czytanie
i s∏uchanie rzeczy przeciwnych wierze
o. Józef Maria Bocheƒski OP
Skarb wiary
Cnota wiary to nie tylko sam akt
jednorazowy wydarzenia, ale mocne i trwa∏e
nastawienie cz∏owieka, które sprawia,
˝e ma on sk∏onnoÊç niewzruszonà
uznawaç za prawd´ to, co Bóg objawi∏,
a KoÊció∏ do wierzenia podaje.
Ta w∏aÊnie wiara, to nastawienie jest jednym z najwi´kszych skarbów, jakie cz∏owiek posiada. Sà wprawdzie tacy, którzy mówià, ˝e si´
bez wiary obchodzà: ale pomyÊlcie tylko, jak dalece ich ˝ycie pozbawione jest sensu i jak okropnie smutne musi si´ staç z chwilà, gdy
przyjdzie nieszcz´Êcie, cierpienie, choroba, poniewierka. Nie tylko to:
tym ludziom brakuje do czynu, do ˝ycia i do poÊwi´cenia najwi´kszej
si∏y ludzkiej – wiary. Nie mamy czego im zazdroÊciç, przeciwnie, trzeba byç Êlepym, aby wiar´, którà da∏ nam Bóg, lekcewa˝yç i nie baç si´
o jej utrat´. A straciç wiar´ nie jest trudno. Znam ludzi, którzy jà mieli
i to mocnà, a wszystko posz∏o w rozsypk´. Znam jednego koleg´, który straci∏ z wiarà nadziej´ i zginà∏ niedawno samobójczà Êmiercià. Znamy te˝ wielkich uczonych, nawet ksi´˝y i biskupów, którzy tracili wiar´. W historii mówià nam o wyznawcach, którzy dla wiary potrafili wytrzymaç tortury, a potem popadli w niewiar´.
Dlatego niech nikt nie zasypia! JeÊli Twoja wiara jest ma∏a,
wzmocnij jà; jeÊli jest wielka, Bogu dzi´kuj i rób, co mo˝esz, aby jà jeszcze powi´kszyç. Chcia∏bym wam dzisiaj wy∏o˝yç, jakie sà sposoby i zasady zwi´kszania w nas wiary.
36
Nast´pnie, wiar´ mo˝na straciç wprost, przez czytanie i s∏uchanie
rzeczy przeciwnych wierze. Jak wiadomo KoÊció∏ zabroni∏ tego
pod grzechem od wieków. Przez kilka wieków wszystkie m´drki tego
Êwiata szydzi∏y z KoÊcio∏a i jego nietolerancji, a˝ fa∏szywie zrozumiana
wolnoÊç dosta∏a nauk´ od wiedzy. Wiemy dzisiaj, ˝e w duszy cz∏owieka nic nie ginie: ka˝de s∏owo, które us∏ysza∏, ka˝dy obraz, który zobaczy∏, ka˝de przeczytane zdanie, nawet jeÊli je zapomni, zapad∏o mu
w dusz´ i tam ˝yje, a kiedyÊ oddzia∏a na jego ÊwiadomoÊç i czyn. Tak
jest wsz´dzie. Nie mo˝na bezkarnie czytywaç tak zwanej pacyfistycznej literatury, bez os∏abienia m´stwa. Nie mo˝na bezkarnie s∏uchaç radia nieprzyjacielskiego, bez os∏abienia mocy ˝o∏nierskiej i mi∏oÊci ojczyzny. Nie mo˝na czytaç i s∏uchaç wywodów przeciw wierze, bez os∏abienia wiary. Dzisiaj sporo jest m´drków, którzy nie chcà tej zasady stosowaç do siebie. „To dobre – mówià – dla t∏umu, ale ja jestem cz∏owiek Êwiat∏y, ja ju˝ tyle widzia∏em i s∏ysza∏em, ˝e mi to nie zaszkodzi”.
M´drki i g∏upcy, a przy tym pysza∏ki: ka˝dy cz∏owiek jest cz∏owiekiem
i ka˝dy ma ÊwiadomoÊç, w którà zapada, cokolwiek us∏ysza∏. U ka˝dego g∏os wroga odezwie si´ w najci´˝szej chwili, by mu przeszkadzaç
w pe∏nieniu obowiàzku.
By∏em kiedyÊ przy Êmierci pewnego lekarza szwajcarskiego, który
w ˝yciu nie mówi∏ po w∏osku. W chwili konania zaczà∏ coÊ mówiç i okaza∏o si´, ˝e powtarza∏ s∏owa, które niaƒki w∏oskie mówià do dzieci. Zacz´liÊmy po jego Êmierci badaç spraw´ i stwierdziliÊmy, ze do drugiego (powtarzam: do drugiego) roku ˝ycia mia∏ niaƒk´ W∏oszk´. Nawet
te s∏owa nie sp∏yn´∏y, ale zapad∏y w dusz´ i odezwa∏y si´ u konajàcego starca. Tak samo i u nas odezwie si´ kiedyÊ ka˝da z∏a ksià˝ka, ka˝da przeciwna naszym Êwi´toÊciom rozmowa, ka˝de bluênierstwo.
Trzeba dbaç o rozwój wiary
Samo unikanie rzeczy, które os∏abiajà wiar´, nie wystarcza. Trzeba
tak˝e dbaç o jej rozwój, który jest trojaki: pod wzgl´dem mocy, zrozumienia i wp∏ywu na ˝ycie. Przede wszystkim pod wzgl´dem mocy. Tutaj mog´ daç jednà rad´ praktycznà, którà da∏ swojego czasu jeden
z najwi´kszych naszych Êwi´tych, Êw. Augustyn. Przyszed∏ do niego
m∏ody cz∏owiek pytajàc, co robiç, aby wzmocniç wiar´. Odpowiedzia∏,
˝eby post´powa∏ tak, jak gdyby mia∏ ju˝ mocnà wiar´. Jest rzeczywiÊcie tak samo, jak w ka˝dej cnocie: nie mo˝na wzmocniç jej inaczej, jak
przez odwa˝ne czyny. Podobnie z wiarà: chcemy mieç wiar´ silnà, post´pujmy tak, jak gdyby by∏a silna. Druga rada jest taka: staraç si´ wiar´ poznaç, nie ma wtedy obawy, by uczciwego cz∏owieka nie pociàgn´∏a ku sobie.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 37
˚Yå WIARÑ
Staraç si´ wiar´ poznaç jak najlepiej
To si´ ∏àczy z drugim rozwojem wiary: pod wzgl´dem treÊci. Wiar´ naszà trzeba pog∏´biaç, to jest staraç si´ jà poznaç jak najlepiej. To
jest mo˝e najs∏abszy punkt naszej polskiej religii, bo u nas prawie ka˝dy ma wiar´, lecz wcale si´ nià nie zajmuje. Tymczasem wiara ma
treÊç – dotyczy Boga i naszego ˝ycia i im lepiej t´ treÊç poznamy, tym
∏atwiej nam b´dzie wierzyç, bo tym silniej nas wiara pociàgnie. Dzisiaj
np. mnóstwo pó∏inteligentów szuka dziwów jakichÊ w religiach indyjskich i odkrywa nagle rzeczy, które my chrzeÊcijanie mamy od wieków.
Czy nie proÊciej by∏oby poznaç swojà wiar´? Jest te˝ przesàd, ˝e poznanie wiary wywo∏uje trudnoÊci. Nieprawda. Mówià niektórzy, ˝e KoÊció∏ zabrania zastanawiania si´ nad wiarà. Nieprawda. KoÊció∏ zakazuje poddawania krytyce samej wiary, bo to jest jej zaprzeczeniem, ale
zawsze zach´ca∏ nas, abyÊmy myÊleli o tym, czego nas wiara uczy. Taka na przyk∏ad rzecz, jak nasze nabo˝eƒstwo do Matki Boskiej: Kto
z nas postara∏ si´ czegoÊ o Niej, którà uwielbia, i do której si´ modli,
dowiedzieç? A wydawa∏oby si´, ˝e to takie proste!
Wiara ˝ywa, nie martwa litera
Wreszcie wzrost wiary powinien objàç coraz bardziej ˝ycie tak, aby
by∏a ona wiarà ˝ywà, a nie martwà literà. Nie chodzi tylko o to, abyÊmy
˝yli wed∏ug wiary – to jest sprawa dalsza. Chodzi przede wszystkim
o to, abyÊmy wiedzieli, co wiara nakazuje. Jest np. prawda wiary
o OpatrznoÊci Boskiej. Spotka∏em w Bajonnie w czasie ewakuacji
w nocy jednego ˝o∏nierza, który zwróci∏ mojà uwag´ swojà wiarà i ocenà spraw wedle myÊli Bo˝ej. Kiedy mówiliÊmy o kl´sce, która wydawa∏a si´ nam obu wielka i tak dalece beznadziejna, ˝e jechaliÊmy
do Anglii tylko dlatego, aby w niej zginàç jak na ˝o∏nierzy przysta∏o i nie
iÊç jak owce do niewoli, powiedzia∏ mi, ˝e sprawa mo˝e si´ przedstawiaç ca∏kiem inaczej, jeÊli na nià popatrzymy troch´ z góry. Zapyta∏em,
jak on to rozumie, a on powiedzia∏, ˝e wed∏ug widzenia Bo˝ego: ˝e
przecie˝ Pan Bóg wie, co robi, i kto wie, czy nie tak w∏aÊnie by∏o trzeba. DziÊ widz´ jasno, ˝e mia∏ racj´. Mia∏ jà, bo mia∏ wiar´ nie tylko
na niedziel´, ale tak˝e na ˝ycie.
Wiar´ Êmia∏o wyznawaç
Przy tym wszystkim jednà z najwa˝niejszych rzeczy jest Êmia∏e wyznanie wiary. Nie mamy czego si´ wstydziç, a kto si´ wiary wstydzi,
pomniejsza jà i przygotowuje upadek. Nie nale˝y si´ wstydziç znaku
Krzy˝a Âwi´tego ani przyznania si´ wobec innowierców, ˝e jesteÊmy
katolikami; nie wstydêmy si´ chodziç do KoÊcio∏a i nosiç medalik. Nie
nale˝y si´ wstydziç, ˝e wyznajemy wiar´.
Takie sà wielkie zasady rzàdzàce cnotà wiary: trzeba unikaç niektórych grzechów, zw∏aszcza rozpusty, a tak˝e czytania i s∏uchania rzeczy
przeciwnych wierze. Trzeba wiar´ rozwijaç pod wzgl´dem mocy,
pod wzgl´dem g∏´bi i pod wzgl´dem jej wp∏ywu na ˝ycie – trzeba jà
przede wszystkim mocno i Êmia∏o wyznawaç.
Kto nie chce, niech nie myÊli, ˝e b´dzie ˝y∏ bez wiary. B´dzie mo˝e bez wiary naszej w Boga, ale za to zostanà mu nawyki wzi´te z wierzeƒ dzikusów: wiara, ˝e nie trzeba zapalaç trzeciego papierosa, ˝e soli nie nale˝y podawaç, bo b´dzie nieszcz´Êcie, ˝e trzynastka jest liczbà
fatalnà i nieszcz´Êliwà. To ju˝ jest rzecz gustu.
Ale dla nas, chrzeÊcijan, nie ma wàtpliwoÊci, ˝e wiara jest wielkim
skarbem, który wypada nam zachowaç i rozwijaç z najwi´kszà na jakà
nas staç pieczo∏owitoÊcià i starannoÊcià.
(1943)
Kazania i przemówienia,
Wydawnictwo Salwator, Kraków 2000 r.
Natchniony Duchem Bożym
Takiego doznaje si´ wra˝enia czytajàc ksià˝k´ francuskiego teologa
O. Noëla Quesson'a zatytu∏owanà
(w t∏umaczeniu na polski) „S∏owo
Bo˝e na ka˝dy dzieƒ”. Z g∏´bokà
wiedzà dogmatycznà rozmyÊla
autor duchowo-etyczne znaczenie cytowanych przez siebie fragmentów Pisma Âwi´tego. Ale nade wszystko p∏ynie z jego medytacji pe∏nie natchnienia objawienie
istoty Wiary, przekazywane czytelnikowi z prawdziwym
oddaniem i mi∏oÊcià w Chrystusie. Zacytujmy tu dla przyk∏adu kilka sformu∏owaƒ wyj´tych z jego modlitewnych
rozwa˝aƒ:
Panie, pomó˝ mi, abym naprawd´ Ciebie s∏ucha∏, pomó˝ prawdziwie dzia∏aç, dostosowywaç moje czyny do tego, czego Ty ode mnie oczekujesz. Pomó˝ abyÊmy byli
zdolni Ciebie rozpoznaç. Niech Twoja r´ka b´dzie zawsze
z nami. Pomó˝ znosiç trudnoÊci i przeciwnoÊci. Pomó˝
odczytywaç je w Twoim Êwietle. ObyÊ przeniknà∏ mnie ca∏ego. Obym coraz bardziej stawa∏ si´ zwyk∏ym narz´dziem
w Twoich r´kach, przez tchnienie Twego Ducha. Daj nam
∏ask´ uczciwoÊci, prawoÊci, odwagi. Uwolnij od wszystkiego, co pozbawione jest prawdziwej wartoÊci. Nape∏nij nas,
Panie, mi∏oÊcià ku Tobie. Wybaw od wszelkiego z∏a. Pomó˝
sprostaç naszym zadaniom, zachowaç równowag´, znaleêç czas na modlitw´. Panie, daj nam wiar´. Pomnó˝ nam
wiar´. Objaw si´ nam, Panie. Pociàgnij nas za sobà w Twojà g∏´bi´, w obszar niedost´pny dla naszych ludzkich poszukiwaƒ, w tajemnic´ swojego istnienia.
LudzkoÊç jest jednym wielkim rozdartym cia∏em.
Chrystus odda∏ swoje ˝ycie, aby w nim sta∏ si´ jednym cia∏em. Nawróciç si´, zmieniç swoje ˝ycie, pokutowaç. Stanàç
po stronie Chrystusa. Wpatrywaç si´ w Jezusa. Zatopiç si´
w tym rozmyÊlaniu. Jezus czyta w sercach. ˚yç z Jezusem,
to nie zaznaç Êmierci. Byç dobrym, a˝ do g∏´bi swego jestestwa. Bóg jest mi∏oÊcià. Jezus pragnie byç kochanym.
Kochaç coraz wi´cej. Gdy si´ naprawd´ Go kocha, uwa˝a
si´ za ∏atwe te rzeczy, które bez mi∏oÊci by∏yby trudne.
Cz∏owiek wierzàcy nie ˝yje w odosobnieniu. Wiara pozwala ˝yç. Ludzie wierzàcy obdarzeni sà mi∏oÊcià Bo˝à.
Wierz´ w Ciebie, Panie, wznoszàc si´ ponad to, co racjonalne, widzialne, zrozumia∏e.
Zakoƒczmy powy˝sze uwagi twierdzeniem zawartym
w przedmowie do tej ksià˝ki. Czytamy tam te budujàce
s∏owa: A kiedy ju˝ wejdziemy g∏´biej w medytacje N. Quessona, stanie si´ rzecz nadzwyczajna: oto ka˝da myÊl Jezusa stanie si´ naszà myÊlà. Galilea to nasze województwo,
Kafarneum to nasze miasto, Golgota stanie si´ tym wzgórzem, na którym doÊwiadczamy niezrozumienia, bólu,
cierpienia… a grób w poranek wielkanocny to miejsce,
w którym rodzi si´ ochota do nowego ˝ycia.
Podà˝my wraz z autorem tà drogà natchnionà Duchem Bo˝ym.
Jan Konopka
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
37
457
10/6/09
8:04 PM
Page 38
NA DZIE¡ S¸U˚BY ZDROWIA
18 paêdziernika w KoÊciele katolickim to Êwi´to ¸ukasza Ewangelisty, patrona s∏u˝by zdrowia.
Âwi´ty ¸ukasz z zawodu by∏ lekarzem, jak o tym pisze wprost Êw. Pawe∏ Aposto∏:
„Pozdrawia was ¸ukasz, umi∏owany lekarz” (Kol 4, 14).
Nale˝a∏ do ludzi wykszta∏conych i doskonale obeznanych z ówczesnà literaturà.
Z okazji Êwi´ta patrona s∏u˝by zdrowia wszystkim jej pracownikom
sk∏adamy najlepsze ˝yczenia oraz zach´camy do lektury dwóch tekstów,
specjalnie na t´ okazj´ przygotowanych dla „WiadomoÊci”.
Wyleczyç, pomóc, pocieszyç
Refleksje lekarza z oddzia∏u onkologicznego
„Lekarz powinien czasem wyleczyç,
cz´sto pomóc i zawsze pocieszyç” – t´
sentencj´ poda∏ nam na pierwszych
zaj´ciach z medycyny wewn´trznej
nasz adiunkt, który potem uczy∏ nas
przez ca∏y rok, jak rozmawiaç z pacjentem, o co go pytaç, jak badaç i jakie dolegliwoÊci czy objawy pasujà
do typowych chorób. By∏ to wst´p
do wielkiego Êwiata medycyny klinicznej, myÊl, która pozosta∏a mi na trwa∏e w pami´ci, która pasuje do ka˝dego pacjenta i ka˝dego kierunku medycyny.
„Czasem wyleczyç” to znak skromnoÊci, echo staro˝ytnego: „Medicus curat, Deus (natura) sanat”, czyli w wolnym
przek∏adzie: „Pan Bóg (natura) uzdrawia, a lekarz tylko leczy (czy te˝ bierze honorarium)”. Sam lekarz nie daje zdrowia, pomaga znaleêç do niego drog´ przez odpowiednie
rozpoznanie, w∏aÊciwe lekarstwo czy interwencj´ leczniczà. Gdy to wszystko jest zharmonizowane, a Pan Bóg pragnie kogoÊ wyleczyç to chory przestaje byç chorym, wraca
do zdrowia. Wiele chorób ma przewlek∏y charakter, wyzdrowienie w takim znaczeniu nie jest mo˝liwe. Wtedy wysi∏ek
pacjenta i terapeuty koncentruje si´ na tym, by choroba jak
najmniej przeszkadza∏a na co dzieƒ, pozwala∏a na w miar´
normalne ˝ycie. Sukcesem jest, ˝e mo˝na „cz´sto pomóc”;
z niemo˝noÊcià wyleczenia trzeba si´, niestety, ju˝ na poczàtku pogodziç. Niektórzy lekarze majà ten los wpisany
niejako w swojà specjalizacj´, np. mo˝na wiele pomóc choremu na nieuleczalnà cukrzyc´, ale tylko tym, a nie wyleczeniem mierzy si´ sukces diabetologa.
„Zawsze pocieszyç”... Cz´sto chory jest Êwiadomy, ˝e
choroba jest nieuleczalna. Pomimo to ma nadziej´ choçby
na dobre s∏owo, chwil´ uwagi. Z tà nadziejà idzie te˝ do lekarza. Czasami poszukiwanie dobrego s∏owa nabiera form´
przekory: „To dla mnie nie ma ju˝ nadziei?”. MyÊl´, ˝e pacjent postawi∏ to pytanie, ˝ywiàc – owszem – nadziej´, ˝e
b´dzie pocieszony. Podoba∏a mi si´ wtedy odpowiedê mojego prze∏o˝onego: „To zale˝y, jaki cel sobie postawimy: wyzdrowienia raczej nie mo˝emy oczekiwaç, ale ból mo˝e zostaç z∏agodzony”.
Na takiej zasadzie w leczeniu pacjentów z chorobà nowotworowà jest wiele miejsca na popraw´, nadziej´, nawet
jeÊli nie mo˝na oczekiwaç wyleczenia. Relacja lekarz-pacjent jest z jednej strony asymetryczna: jeden jest chory
i leczony, drugi jest zdrowy. Wydawa∏oby si´: jednego trze-
38
ba pocieszyç, drugi powinien to w∏aÊnie zrobiç. W praktyce
cz´sto pacjent zaskakuje lekarza swojà dojrza∏oÊcià, pogodzeniem ze êle rokujàcym rozpoznaniem. Od tych pacjentów mo˝na si´ nierzadko uczyç optymizmu, podziwiaç ich
màdroÊç ˝yciowà. KiedyÊ by∏em przej´ty agresywnà chorobà mojego nowego pacjenta, który przyszed∏ w ca∏kiem dobrej kondycji i nie wyglàda∏ na zbytnio przygn´bionego
swoim po∏o˝eniem. Na koniec rozmowy o planowanej radioterapii nie pyta∏ zbyt wiele o dzia∏ania uboczne czy szanse wyleczenia. Prosi∏ o takie terminy naÊwietlaƒ, które nie
b´dà mu utrudnia∏y dalszej opieki nad od wielu ju˝ lat sparali˝owanà ˝onà...
Historie pacjentów to szko∏a ˝ycia, wystarczy chcieç si´
uczyç. Innego pacjenta zna∏em od lat. Raz by∏ u nas z powodu przerzutów nowotworowych w tej, raz w innej cz´Êci
cia∏a. Kiedy pojawi∏ si´ na naÊwietlanie przerzutów
do czaszki i mózgu, by∏ ju˝ bardzo naznaczony chorobà.
MyÊla∏em, ˝e to b´dzie ostatnia nasza interwencja. Pod koniec naÊwietlaƒ jego ˝ona wr´czy∏a mi wino i powiedzia∏a:
„Bo mój mà˝ chce si´ z panem po˝egnaç”. Przeszed∏ mnie
wewn´trzny dreszcz: ona nie myÊli o „zwyk∏ym” po˝egnaniu po ostatnim naÊwietlaniu! Oni oboje sà Êwiadomi, ˝e
dalszego leczenia ju˝ nie b´dzie. I robià to z takim spokojem! Z takim, jaki mogà mieç ludzie pogodzeni z wyzwaniami i ograniczonoÊcià ˝ycia, pogodzeni ze Êmiercià. Wino nazywa∏o si´ „St. Zeno”, tak jak mój pacjent Zeno, który by∏ tak bliski Êwi´tego momentu spotkania z Panem Bogiem, a wczeÊniej chcia∏ si´ po˝egnaç.
JeÊli wi´c ktoÊ mówi: „onkologia, oj to takie straszne”,
wtedy ma na pewno wiele racji. Cz´sto przera˝ajà zarówno
zaawansowanie choroby, jak i bezbronnoÊç chorego, tudzie˝ ograniczone mo˝liwoÊci niesienia pomocy. Minimum
– a to ju˝ tak wiele – to nie pozostawiç pacjenta samemu
sobie, pocieszyç choçby przez banalne (a jak wa˝ne!) zainteresowanie jego losem. Do tego nie potrzeba byç lekarzem,
to potrafi ka˝dy. Warto si´ uczyç, szukaç sposobów, by
w ten czy inny sposób pomóc, z∏agodziç objawy, przynieÊç
ulg´: to najcz´Êciej jest mo˝liwe. Wyleczenia sà coraz
cz´stsze, a z tym roÊnie dà˝enie do jak najmniej obcià˝ajàcego, wolnego od powik∏aƒ leczenia. Wszystko sprowadza
si´ do odpowiedzialnego traktowania drugiego cz∏owieka,
tego który nam ufa i ma nadziej´, od którego wiele mo˝na
si´ nauczyç.
Suhr 16.08.09
Marcin Sumi∏a, lekarz radioonkolog
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 39
NA DZIE¡ S¸U˚BY ZDROWIA
P
ozwalam sobie przedstawiç niespodziewany owoc mej
„bernardyƒskiej pielgrzymki”, w sobot´, 22 sierpnia 2009 roku. Wtedy bowiem, przed cudownym obrazem
Naszej Jasnogórskiej Królowej – ofiarowanym tam˝e w 1956
roku, przez polskiego artyst´ malarza, Kosmowskiego – wyjàtkowo b∏agalnie uprasza∏em o wszelkie ∏aski dla mego
skromnego intelektu, abym na zaproszenie z bostoƒskiego
Harvardu, wykreowa∏ prac´ fundamentalnie futurystycznà,
godnà Polaka i tej˝e presti˝owej uczelni. Niniejszy esej dedykuj´ szczególnie, z wyrazami g∏´bokiej wdzi´cznoÊci i zaszczytu, naszym czcigodnym i jak˝e wspania∏ym Duszpasterzom Polskiej Misji Katolickiej w Szwajcarii, wytrawnym
znawcom niesienia wÊród nas p∏omienia wiary, tym dzisiaj
obecnym i tym, którzy od nas odeszli.
Kiedy wartoÊci humanistyczne
i sztuka kultury medycznej
ulegajà wspó∏czesnej deformacji
Podczas egzekucji skazanego na Êmierç wi´ênia w Teksasie
zastosowano po raz pierwszy w historii Hipokratesowej medycyny do˝ylne podanie „koktajlu Êmierci”. Przy tej nowej procedurze by∏o obecnych wtedy dwóch lekarzy medycyny,
pod pretekstem sprawnej asysty merytorycznej, aby czasami
ÊmiercionoÊna kroplówka nie straci∏a swego poprawnego toru,
w korycie do˝ylnym ramienia skazanego. Kiedy wtedy ostro
zaprotestowa∏em jako cz∏onek Amerykaƒskiego Towarzystwa
Lekarskiego, na zasadzie „Primum non tacere”, czyli etyki g∏oÊnego wytykania prawdy, szybko mnie wtedy poprawiono,
abym uwa˝a∏, poniewa˝ mog´ si´ staç jednym z tych niefortunnych Êwiadków medycyny Êmierci na zasadzie losowej selekcji komputerowej.
Zatem cywilizacja Nowego Âwiata stan´∏a przed dylematem pisanym trzy razy „p”, tzn.: person (osoba ludzka), patient and problem. Intelektualna i moralna reprezentacja lekarza medycyny, niczym subtelna prowokacja, zosta∏a zdegradowana do zera i wyeliminowana sterylnie i bezkompromisowo,
bez pozwolenia udzia∏u prawnych Êrodków odwo∏awczych.
I tak zosta∏o do dzisiaj.
Wspó∏czesne deliberacje najmàdrzejszych m´drców tego Êwiata stan´∏y w obliczu przejrzystego wyjaÊnienia: co
ma stanowiç obiekt studiów etycznych i z jakich elementów poznawczych ma si´ sk∏adaç obiektywna metodologia
techniczna tych˝e studiów oczekujàcych gruntownej retrospekcji w zagro˝eniu oraz nowych obiecujàcych kierunków
perspektywicznych.
Akompaniament psychologiczny uwa˝nego obserwatora
to ryzyko, czyli istny racjonalny paradoks wspó∏czesnych tam˝e studentów fakultetu medycyny. Okazuje si´ bowiem, ˝e tylko 19% tej˝e populacji jest zainteresowanych niesieniem pomocy choremu w potrzebie. Zatem, tylko 1/5 tej przysz∏ej elity kultury medycznej uosabia si´ poprawnie ze swoim ˝yciowym powo∏aniem. A gdzie jest ca∏a reszta, czyli 4/5-te tych˝e
adeptów Eskulapa?
Celem stworzenia nowego modelu nauczania sztuki medycznej sà na gwa∏t poszukiwane wszelkie mo˝liwe interpretacje na pograniczu wartoÊci humanistycznych, komplementarnych doÊwiadczeƒ historycznych czy te˝ wszelkich symboli
nowych treÊci nauczania oraz socjalnych badaƒ naukowych,
w∏àcznie z udzia∏em wykonawczej w∏adzy rzàdowej.
I to tylko po to, abyÊmy czasami si´ nie spóênili, w odszukiwaniu w∏asnych kompetentnych rozwiàzaƒ na polu praktyki
klinicznej, medycyny dnia dzisiejszego.
Od zarania ludzkoÊci wiadomo, ˝e duch nauk medycznych
jest chwiejny,. Zagadnienie to jest strasznie zawik∏ane i plàcze
si´ we w∏asnych sid∏ach ró˝norodnoÊci wizji terapeutycznych
we wspó∏czesnym Êwiecie, bez skrupu∏ów zdominowanym
przez intratne koncerny farmaceutyczne. W obliczu ich hegemonii, w których wszelkie zastosowania konkurencyjne – zast´pcze oraz efektywne, jak np. akupunktura, nabierajà wyrazów i barw poprawnych szcz´Êliwie uzdrowieƒ. Wyznawcy dogmatów naukowych sensu stricte stajà przed wyborem swoich
wàtpliwych hipotez czy te˝ teorii, a to komplementarna terapia jest szansà uzdrowienia chorego, kiedy chemia Êrodków
farmaceutycznych staje si´ niepoprawnà legendà medycyny.
Konstrukcja komplementarnych terapii kompensacyjnych jako klinicznych instrumentów odpowiedzi terapeutycznych
doprowadza do nowych rozwiàzaƒ, niewymiernie skutecznych, dla uleczenia lub kontroli post´pujàcej choroby pacjenta, co jest dzisiaj teoretycznie nie do wyjaÊnienia.
W dzisiejszych czasach, kiedy zasobny bud˝et rzàdzi
wszelkimi zmianami trendów kultury medycznej, okazuje
si´, ˝e wspó∏czesne tanie i efektywne, bez objawów ubocznych, rozwiàzania poszukiwawcze naturalnych Êrodków
z zakresu immunobioterapeutyków, sà nie do podwa˝enia
w ich skutecznoÊci.
I w tym miejscu, nasze zdolnoÊci percepcji obiektywnie
– poznawczych, si´ nieub∏aganie koƒczà. Bo tak naprawd´,
nasz gatunek homo sapiens, chocia˝ ujarzmi∏ moce natury
naszej planety, to sam nad sobà, kontroli w∏asnych mechanizmów patofizjologicznych, jeszcze nie osiàgnà∏.
Wreszcie powoli dochodzi si´ do delikatnych êróde∏ duchowych religii, które od ewolucyjnego poczàtku nas samych s∏u˝à wiernie wszelkim rozwiàzaniom konfliktowym, choç sà nie
do przewidzenia w autentycznych sytuacjach klinicznych. Jest
to prawdziwy styl ˝ycia terapeutycznego, w ramach norm normalnoÊci, woli wyboru nieograniczonego Absolutu Najwy˝sze-
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
39
457
10/6/09
8:04 PM
Page 40
NA DZIE¡ S¸U˚BY ZDROWIA
go. Te wartoÊci humanistyczne majestatu wiary wspomagajà
niewymierniedzisiejszà, zazdrosnà o swe zasoby, medycyn´
oraz jej ucieleÊnienia Êwiadków w bia∏ych fartuchach zawodowych, a przede wszystkim sà nieodzowne dla ka˝dego cierpiàcego pacjenta. Cz´sto obecne na tej planecie istoty, nie umiejà
si´ do daru wiary przyznaç, bo albo nikt ich tego nie nauczy∏,
albo ateistyczna etnicznoÊç jest codziennoÊcià nihilizmu, braku wiedzy, jak mo˝e byç inaczej. A przecie˝ to dar wiary ubogaca g∏´boko i nieodwracalnie oraz jest najbardziej istotnym instrumentem skutecznoÊci terapeutycznej jako podstawowego
procesu wszelkich intencji ratowania ˝ycia chorego.
Tu ju˝ nie chodzi o ponadnaturalne cudowne uzdrowienia,
ale o ca∏okszta∏t stylu humanistycznego, dzisiejszej kultury
medycznej w potrzebie uzdrawiania. Mo˝emy w tej chwili zastosowaç wol´ wolnoÊci wyobraêni oraz intuicji na zasadzie
relacji lekarz – pacjent. Te niepisane prze˝yte doÊwiadczenia sà
znane tylko tym, którzy jarzma nieludzkiej medycyny doznali
na w∏asnej skórze.
Niestety, sà dzisiaj nawet pewne Êrodowiska najbogatszych
paƒstw Êwiata, w których na ten delikatny temat nie wolno mówiç. Stanowi to pe∏en wyraz sprzeciwu wobec niezale˝nej myÊli
integracji medycznych. Takie indywidualnoÊci sà tam˝e wnikliwie t´pione, za wszelkà cen´, jako materia∏ niebezpieczny
w swojej niezale˝nej oryginalnoÊci. Te fundamentalne postacie
moralnoÊci etyki chrzeÊcijaƒskiej sà zwiàzane mi´dzy innymi
z weryfikacjà wszelkich celowych defraudacji, niekontrolowanej
panoramy klinicznej, zwiàzanej na przyk∏ad z celowym finanso-
Post scriptum
Dziel´ si´ z Paƒstwem tylko wàtkami myÊli zebranych
wst´pnie, na zaproszenie Uniwersytetu w Harvardzie, Boston, Stany Zjednoczone Ameryki Pó∏nocnej. Pozostaje tam
bowiem wiele rzeczy do ambitnych uporzàdkowaƒ, wiele
twórczych inicjatyw, w palàcej potrzebie wykszta∏cenia
przysz∏ego w∏aÊciwego modelu lekarza medycyny. W naszych czasach kontrowersyjnych zmagaƒ oczekujemy z nadziejà zawsze pozytywnych rozwiàzaƒ w ich ostatecznym
wdro˝eniu.
waniem gloryfikacji aktywnej czy te˝ pasywnej eutanazji. Niestety, tym tytanom humanizmu aplikowanego na o∏tarzu medycyny ofiaruje si´ tylko jedno nieodwracalne wyjÊcie, w kana∏
zupe∏nej ciszy.
Tymczasem, coraz bardziej skutecznie zaczyna dominowaç kultura narracji, opowiadaƒ rodzinnych, niepisanych
przekazaƒ z pokolenia na pokolenie, co si´ ujawnia intymnie
w granicach sztuki medycznej, bowiem tylko wtedy sam chory staje w centrum uwagi. Takie skuteczne rozwiàzania majà
swoje tradycyjne profile etniczne, czy te˝ pe∏ne wra˝eƒ optymistycznych doÊwiadczenia natury religijnej danego Êrodowiska. Niestety, takie uj´cia sà nie do zaakceptowania przez ˝adne nauki socjalne, wspó∏czesnych badaƒ klinicznych. Opieramy si´ wtedy na memoria collectiva, czyli pami´ci kolektywnej
danego Êrodowiska, bez zapisów pisemnych. Tutaj ju˝ nie ma
˝adnego ryzyka we wprost magicznej, ale nie szarlataƒskiej,
pot´dze wyzwoleƒ determinacji zbawczo-uzdrawiajàcych.
Kanoniczne skutki metod Sokratesa, wysi∏ków etyczno-psychologicznych, przestajà byç wiarygodne, jako logika albo
raczej brak logiki, cierpiàcej na wiele niedoskona∏oÊci nauk
teorii ˝ycia oraz Êmierci. Wszelakie êród∏a ekspertów doktrynalnych danych wspomaganych historycznie w omawianym
temacie, czyli dziedzinie raczej mglistej, straci∏ doszcz´tnie
swojà osobliwà noÊnoÊç reputacji, po prostu nie sprawdzajàcych si´ rozwiàzaƒ przy ∏ó˝ku chorego.
Co nam zatem pozostaje? Morze pracy...
W perspektywie jest sztuka dostosowania si´ uczciwie intelektualnie do autentycznych wartoÊci fenomenu ˝ycia cz∏owieka. Chodzi tutaj przede wszystkim o wszelkie asymilacje
odkrywcze, zdolnoÊci poznawczych wartoÊci humanitarnych,
kiedy cz∏owiek potrzebuje cz∏owieka. MàdroÊç dzielenia si´
z cierpiàcym i najs∏abszym, charakterem i temperamentem
wartoÊci niewymiernie uczciwych w oparciu o w∏asne prze˝yte doÊwiadczenia daru wiary i prawdomównoÊci bezkompromisowej. OczywiÊcie do tego wszystkiego dochodzi fundament niezwyk∏ej odwagi, ale stawka jest bardzo wysoka... ratunek przed ewolucyjnà dynamikà patologii Êmierci fizycznej,
kiedy tak powoli stajemy si´ niczym.
Wojciech Konstanty Podleski, M.D., Ph.D.
Prof. of Immunology, State University
of New York, Prof. of Medicine,
Denver Medical School,
University of Colorado. U.S.A.
Zebranie Polskiej Rady Duszpasterstwa Europy Zachodniej
W dniach 16-18 paêdziernika 2009 roku w OÊrodku Edukacyjno-Charytatywnym „Emaus” w Turnie odb´dzie si´ zebranie Polskiej
Rady Duszpasterstwa Europy Zachodniej. Obradom b´dzie przewodniczyç ks. abp Zygmunt Zimowski – delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji. Spotkanie pod has∏em: „Znaki czasu i wyzwania dla duszpasterstwa emigracyjnego” zosta∏o przygotowane w lutym bie˝àcego roku podczas posiedzenia Prezydium PRDEZ. Obrady paêdziernikowe b´dà przebiega∏y w dwóch blokach tematycznych:
Zagro˝enia dla ˝ycia osoby ludzkiej, rodziny i wychowania
w wartoÊciach chrzeÊcijaƒskich. (ks. abp Józef ˚yciƒski)
Jak obudziç aktywnoÊç Êwieckich i znaleêç nowych liderów
we wspólnotach emigracyjnych? (S∏awomir Adamiec)
40
W zwiàzku z zakoƒczeniem kadencji w Polskiej Radzie Duszpasterstwa
Europy Zachodniej zosta∏o zg∏oszonych przez oÊrodki duszpasterskie
PMK w Szwajcarii dwanaÊcie osób. Z tej grupy zosta∏o nominowanych
pi´ç osób: Ivo Gatlik, Tomasz Lenart, Hubert Niewiadomski, Joanna
Meyer oraz W∏adys∏aw Barczyk. SpoÊród nich Ivo Gatlik z Bazylei oraz
Tomasz Lenart z Zurychu zostali wybrani na najbli˝szà kadencj´. Zastàpià oni Dionizego Simsona oraz Andrzeja Pazer´, natomiast Zenona
Bossi pozostaje do koƒca kadencji Rady, gdy˝ zmiana spowodowa∏aby
utrat´ przez Szwajcari´ reprezentanta w Prezydium Rady.
Nowym reprezentantom ˝yczymy wielu ∏ask Bo˝ych do jak najlepszego reprezentowania Polskiej Misji w Szwajcarii na forum Rady,
natomiast Dionizemu Simsonowi oraz Andrzejowi Pazerze dzi´kujemy za trudy i zaanga˝owanie w posiedzeniach Rady.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 41
OG¸OSZENIA
Wizyta ambasadorów
w Muzeum Polskim w Rapperswil
W dniu 18 wrzeÊnia br. Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Bernie zorganizowa∏a wyjazd studyjny do Rapperswilu ambasadorów
akredytowanych w Bernie oraz przedstawicieli szwajcarskiej administracji federalnej. W projekcie wzi´∏o udzia∏ 30 osób, w tym ambasadorowie nast´pujàcych krajów: Niemcy, Szwecja, W∏ochy,
Portugalia, Holandia, Rumunia, S∏owenia, S∏owacja, Norwegia,
Ukraina, Bia∏oruÊ, Chorwacja, USA, Korea Po∏udniowa, Japonia,
Macedonia, Indie, Luksemburg, a tak˝e ma∏˝onka ambasadora UE
w Bernie, b. ambasador Szwajcarii w Warszawie André von Graffenried oraz urz´dnicy MSZ, SECO i DEZA.
Program 8-godzinnej wizyty objà∏ spacer po starówce Rapperswilu,
zwiedzanie Muzeum Polskiego, wernisa˝ wystawy ze zbiorów Muzeum Polskiego w Rapperswilu „Es begann in Gdaƒsk. SolidarnoÊç:
die kollektive Furchtlosigkeit”. Wprowadzenie do wystawy wyg∏osi∏ Marco Schmid, b. korespondent Neue Zürcher Zeitung w Polsce.
Na zakoƒczenie w Sali Rycerskiej goÊcie wys∏uchali recitalu fortepianowego w wykonaniu Marcina Grochowiny.
Celem projektu by∏o z jednej strony uczczenie 20. rocznicy pierwszych demokratycznych wyborów w Polsce, z drugiej promocja
i umocnienie pozycji Muzeum Polskiego w Rapperswilu. Projekt
stanowi∏ równie˝ cz´Êç obchodów 90. rocznicy nawiàzania polsko-szwajcarskich stosunków dyplomatycznych.
Wszyscy uczestnicy wyjazdu otrzymali pamiàtkowe albumy „Polen 1939-1989-2009. Wo es begann”, a tak˝e nowe, dwuj´zyczne
przewodniki oraz filmy DVD o Muzeum Polskim.
Ambasada RP w Bernie dzi´kuj´ za wspó∏prac´ przy realizacji wizyty
studyjnej Muzeum Polskiemu w Rapperswilu, jak równie˝ w∏adzom
miasta i gminy grodzkiej Rapperswil-Jona, które ufundowa∏y recepcj´ powitalnà i po˝egnalnà.
Jaros∏aw Bajaczyk
Og∏oszenie
Walne Zebranie Wyborcze Stowarzyszenia
„Przyjació∏ PMK w Marly”
b´dzie mia∏o miejsce 28 listopada 2009 r. o godz. 14.00
w historycznej siedzibie PMK w Marly.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
41
457
10/6/09
8:04 PM
Page 42
OG¸OSZENIA
OÊwiadczenie
Zwiàzku Organizacji Polskich w Szwajcarii
Na obchodzonà w Gdaƒsku 70-tà rocznic´ wybuchu II Wojny Âwiatowej zaproszono równie˝
i przedstawicieli agresorów. Tak si´ jednak z∏o˝y∏o,
˝e i kanclerz Merkel i Premier Putin byli po komunistycznych szko∏ach historii i trudno by∏o u nich
dostrzec jakàÊ wol´ douczenia si´. Kanclerz Merkel
przyzna∏a wprawdzie win´ Niemców i za pope∏nione zbrodnie przeprosi∏a, ale nie omieszka∏a porównaç milionów cywilnych ofiar, wyp´dzonych przez
Niemców na tamten Êwiat, z cierpieniami niemieckich kolonistów i okupantów, rodzaju rodziny
Eriki Steinbach, którzy musieli z okupowanych terenów uciekaç. Ostatnio s∏ychaç nawet, ˝e te cierpienia niemieckie mno˝à si´ i nasilajà, bo ci
skrzywdzeni Niemcy majà coraz wi´cej potomnych, a ci przez Niemców pomordowani krzywdy
ju˝ przecie˝ nie majà, bo nikt po nich nie pozosta∏.
Jeszcze bardziej bezwstydnie lawirowa∏ Premier
Putin, który sowiecki napad na Polsk´, aneksj´ po∏owy jej terytorium, mordowanie elit i masowe wywózki na Sybir próbowa∏ porównywaç z przy∏àczeniem do Polski zamieszka∏ego przez Polaków Zaolzia, które nastàpi∏o przecie˝ w obliczu zagro˝enia
Czechos∏owacji po Uk∏adzie Monachijskim
i po skierowanym 22 wrzeÊnia 1938 r. do Prezydenta Ignacego MoÊcickiego liÊcie Prezydenta
Edwarda Benesza, który wola∏ ju˝, ˝eby ten teren
przej´li Polacy, ni˝ ˝eby zaj´li go Niemcy. Szczytem postbolszewickiego zaÊlepienia by∏o porównanie przez Premiera Putina stalinowskiej decyzji
o zamordowaniu 30 tysi´cy wzi´tych przez agresora do niewoli polskich oficerów oraz zmobilizowanych wybitnych naukowców, prawników, lekarzy
i innych przedstawicieli elit polskich z … epidemià
tyfusu, która po kl´sce agresji bolszewickiej
w 1920 r. dotkn´∏a równie˝ i jeƒców sowieckich.
O niemal 50-ciu latach sowieckiej w∏adzy i sowieckich wojsk, o dalszym mordowaniu, wi´zieniu
i wywózkach o dalszym mordowaniu, wi´zieniu
i wywózkach polskich elit po wojnie, o zmarnowanym ˝yciu kilku polskich pokoleƒ Premier Putin
ju˝ nawet nie wspomnia∏.
Za ludobójstwo, za pope∏nione zbrodnie nie winimy ca∏ych narodów, ani tym bardziej ich potomnych, ale obroƒcy zbrodniarzy stajà si´ za zagro˝enie powtórzenia tych zbrodni odpowiedzialni. Niebezpieczeƒstwo jest tym wi´ksze, ˝e obroƒcami
zbrodni stali si´ przywódcy ca∏ych narodów, starajàcy si´ win´ za ich pope∏nienie przenieÊç z agresora na ofiary i wychowujàce w tym k∏amstwie ca∏e
spo∏eczeƒstwa. Oni ju˝ si´ nie zmienià i niebezpieczeƒstwo b´dzie narastaç. Dlatego apelujemy, aby
w Muzeum II wojny Êwiatowej wydzielony zosta∏
dzia∏ ludobójstwa. B´dzie tam wówczas miejsce
na Palmiry i Katyƒ, na Auschwitz, KZ Warschau
i gu∏agi, na wysiedlonych i rozstrzelanych gdynian,
˝eby Erice Steinbach zwolniç mieszkanie, i na ludobójcze wywózki na Sybir. Ka˝dy akredytowany
dyplomata czy dziennikarz i ka˝da zagraniczna delegacja powinni to miejsce odwiedziç i opuÊciç z albumem dokumentów w r´ku. Mo˝e w ten sposób
niebezpieczeƒstwo kolejnych agresji i kolejnego ludobójstwa chocia˝ w czasie odsuniemy.
Prezydium
Organizacji Polskich w Szwajcarii
dr Jan Pyszko, Prezes
dr Jerzy Miodoƒski, V- ce Prezes
Stanis∏aw Komorski, Sekretarz
Cz∏onkowie
Violetta Ma∏ecka
Andrzej Kolatorski
T¸UMACZENIA
J´zyki:
niemiecki, francuski, polski, ukraiƒski, rosyjski
Dr. Phil. Marija Büchi-Glaeser
42
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
Solistrasse 9
CH-8180 Bulach
Natel 076 380 68 54
Tel. 044 860 17 88
Fax. 044 860 17 89
E-mail: [email protected]
www.eet.ch
457
10/6/09
8:04 PM
Page 43
OG¸OSZENIA
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
43
457
10/6/09
8:04 PM
Page 44
OG¸OSZENIA
„Lasowiacy” majà ju˝ pi´ç lat!
Polonijny Zespó∏ Taƒca „LASOWIACY” zosta∏
za∏o˝ony i jest prowadzony od pi´ciu lat
przez dypl. choreografa taƒców polskich
– Ew´ Skoczylas. Oprócz taƒców polskich,
dzieci uczà si´ równie˝ pieÊni i kol´d polskich.
Na prze∏omie roku 2008/2009 „Lasowiacy”
wyst´powali z programem kol´d polskich
w Winterthurze, Zurychu i Baden.
Wi´cej informacji o zespole mo˝na znaleêç
na stronie internetowej www.lasowiacy.ch
W sierpniu 2009 Polonijny Zespó∏ Taƒca „Lasowiacy” rozpoczà∏ ju˝
szósty rok pracy. Po wakacjach letnich znów spotkaliÊmy si´ na sali, aby taƒczyç, Êpiewaç i poznawaç pi´kne polskie tradycje. Jak
zwykle mamy wiele planów i propozycji na wspólne sp´dzanie czasu.
Ju˝ za kilka tygodni rozpoczynamy obóz szkoleniowy, podczas którego b´dziemy uczyç si´ nowych taƒców, gry na nietypowych instrumentach oraz poznawaç tajniki przygotowywania bibu∏kowych
kwiatów. Na ten zorganizowany podczas ferii jesiennych obóz Lasowiacy zaprosili Dzieci´cy Zespó∏ Regionalny „Hajduki” ze Âwinnej
ko∏o ˚ywca. Zaj´cia dla dzieci z obu zespo∏ów prowadziç b´dà instruktorzy z Polski. Nauk´ gry na instrumentach ludowych takich jak
multanki, okaryna, tràbita i tajniki gry na liÊciach poprowadzi znany
muzyk góralski pan Jacenty Ignatowicz. Kwiaty i palmy wielkanocne z bibu∏ki powstanà pod okiem artystki ludowej pani Barbary Klinas, a taƒców i piosenek „od ˚ywca” nauczaç b´dzie choreograf pani Halina Wre˝el. Za noclegi, wy˝ywienie, zwiedzanie Szwajcarii
i przyjemnoÊci w czasie czasu wolnego odpowiedzialne b´dà panie:
Sylwia Janiak, El˝bieta Pitsis i Ewa Skoczylas.
Obóz szkoleniowy w Szwajcarii to pierwszy z punktów naszego bogatego planu rocznego.
Kolejne spotkania to oczywiÊcie andrzejki, czyli pe∏na tajemnic noc,
44
w czasie której palimy ognie Êw. Andrzeja i wró˝ymy sobie przysz∏oÊç z tajemniczych i geometrcznie skomplikowanych figur woskowych. W grudniu na pewno znajdziemy czas dla Êw. Miko∏aja,
a przed Âwi´tami Bo˝ego Narodzenia b´dziemy Êpiewaç polskie
kol´dy, zaÊ w styczniu odb´dzie si´ ju˝ drugi karnawa∏owy bal kostiumowy. W marcu kolorowa Marzanna pop∏ynie do morza,
a dziewcz´ta b´dà wita∏y wiosn´ pi´knie przystrojonym gaikiem.
OczywiÊcie, nie zapomnimy o Dniu Dziecka, bo to przecie˝ nasze
Êwi´to. Na Êw. Jana, w ciep∏à noc czerwcowà, zrobimy wianki,
które o zmroku pop∏ynà po rzece.
W tradycji ka˝dego narodu obrz´dy zwiàzane z porami roku by∏y
okazjà do spotkaƒ, wspólnego biesiadowania i zabawy przy muzyce i Êpiewie. Wspólne spotkania przybli˝ajà nam polskie tradycje
i obrz´dy, o których zapracowani doroÊli cz´sto zapominajà.
Nasze piàtkowe spotkania to g∏ównie taniec i gimnastyka. Zanim
powstanie uk∏ad taƒca, który mo˝emy pokazaç publicznoÊci, trzeba
wielu godzin çwiczeƒ. A kiedy ju˝ mo˝na zataƒczyç na scenie, to
wszyscy czujemy, ˝e warto by∏o wylaç troch´ potu.
Du˝a grupa tancerek i tancerzy çwiczy w naszym zespole ju˝ od pi´ciu lat, niektórzy do∏àczyli do grupy póêniej.
Zapraszamy do nas wszystkich, którzy majà ochot´ na wspólnà zabaw´ i taniec.
Chcàc przedstawiç Paƒstwu nasz zespó∏, zaplanowaliÊmy na zakoƒczenie tegorocznego obozu Koncert Jubileuszowy, który odb´dzie si´ 10 paêdziernika 2009 roku o godzinie 18.00 w Gemeinschaftzentrum Affoltern, Bodenacker 25, 8046 Zürich
W programie oprócz zespo∏u „Lasowiacy” wystàpi goÊcinnie nasz
goÊç z Polski – Dzieci´cy Zespó∏ Regionalny „Hajduki” z widowiskiem muzyczno-tanecznym „Na jesieni”. Ciekawostkà b´dzie wyst´p Jacentego Ignatowicza – uczestnika programu telewizyjnego
„Mam talent”, cz∏owieka grajàcego na 18 instrumentach muzycznych, ale równie˝ na wszystkim „co mu w r´k´ wpadnie”.
B´dzie równie˝ bufet pe∏en smacznych niespodzianek i okazja
do rozmów w gronie znajomych. Serdecznie zapraszamy!
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
10/6/09
8:04 PM
Page 45
OG¸OSZENIA
Zaproszenie
Polska Misja Katolicka w Szwajcari
zaprasza m∏odzie˝ ze Êrodowisk polonijnych
na Europejskie Spotkanie M∏odych do Poznania.
Majàc w pami´ci wspania∏e prze˝ycia z Genewy w 2007 roku,
chcemy wspólnie z Wami wziàç udzia∏ w modlitewnym czuwaniu
przygotowanym przez ekumenicznà Wspólnot´ z Taizé w naszej Ojczyênie.
Wyjazd planujemy 28 grudnia 2009, powrót 3 stycznia 2010.
Zapisy trwajà do 31 paêdziernika 2009
na adres: [email protected]
Odpowiedzialni za wyjazd sà ks. ¸ukasz Babiarz i ks. Pawe∏ Mielnik
Plan i pozosta∏e informacje mo˝na znaleêç na stronie www.taize.fr.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
Taizé w Genewie 2007/8 Autor: Wies∏awa Klemens
457
45
457
10/6/09
8:04 PM
Page 46
reklama
Firma METALLBUD
dzia∏a w Polsce
od 2004 roku
T¸UMACZENIA
i zaprasza wszystkich zainteresowanych do wspó∏pracy.
oferuje
– Realizujemy zamówienia ze Szwajcarii, Niemiec i Francji
– Koordynacja i realizacja inwestycji z udzia∏em firm
zagranicznych w Polsce
(w projektach 5-200 milionów euro)
na j´zyk niemiecki
t∏umacz przysi´g∏y
mgr Roman Ming
Mamy do zaoferowania:
– Bardzo dobrà znajomoÊç rynku polskiego
– S∏u˝ymy doÊwiadczeniem w zak∏adaniu firmy w Polsce
– JesteÊmy otwarci na ka˝dà form´ wspó∏pracy
Holbeinstrasse 77 a * 4051 Basel
Tel. 0048693613188 i tel. 0041797071804 wieczorem
Tel. 061/281 50 61 * Fax 061/281 50 62
www.metallbud.eu
E-Mail: [email protected]
Biuro Reklamy
„WiadomoÊci PMK”
Grupa PK Sp. z o.o.
ul. Filomatów 43
04-116 Warszawa
tel. 22 810-21-99, 610-71-90
fax 22 810-21-98
Osoba kontaktowa:
Marek Betliƒski
Tel. 0-608 58 11 77
[email protected]
WIADOMOÂCI
Miesi´cznik Polskiej Misji Katolickiej w Szwajcarii
Adres redakcji: 12 Chemin des Falaises,
1723 Marly/Fribourg, Suisse.
Tel.: 026/436.44.59.
Fax: 026/436.44.72.
Konto poczt.: 17-976-7
e-mail: [email protected]
Abonament: dobrowolna ofiara
46
Redaktor naczelny: ks. dr S∏awomir Kawecki
Zespó∏ redakcyjny: Beata Daniluk (korekta), Gra˝yna Górzna,
Teresa Osmecka, Katarzyna Zi´ba,
ks. Artur Czàstkiewicz, ks. Grzegorz Piotrowski
Sk∏ad komputerowy: Kryspin Waliszewski
Impression: Mission Catholique Polonaise 1723 Marly
Redakcja nie zwraca materia∏ów nie zamówionych
Za treÊç og∏oszeƒ odpowiada og∏aszajàcy.
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
457
10/6/09
8:04 PM
Page 47
reklama
WIADOMOÂCI – NR 457-458 (PAèDZIERNIK–LISTOPAD 2009)
47
457
10/6/09
8:04 PM
Page 48

Podobne dokumenty