Wielka Brytania

Transkrypt

Wielka Brytania
JULIA W.
Nareszcie! Czekałam na tę chwilę 10 miesięcy. Nie wiem, czy z przyzwyczajenia, czy z radości, w
pierwszy dzień wakacji wstałam wcześnie rano. Wakacje czas zacząć!!! Przecierając oczy poszłam
do kuchni, przygotować płatki na śniadanie. Nagle na stole zauważyłam kopertę, a w niej – „Bilet
wielokrotnego użytku, bez ograniczeń, ważny 30 dni”! Wtedy przypomniałam sobie o konkursie z
angielskiego, który zakończył się niedawno. O krajach, fantastycznych miejsca, filmach. O tym, jak
bardzo, chciałam zobaczyć to, o czym czytałam. Włączyłam komputer sprawdziłam rozkład lotów.
Stwierdziłam, że lecę do Wielkiej Brytanii. Zaczęłam się pakować, wzięłam paszport, wszystkie
najpotrzebniejsze rzeczy, zamówiłam taksówkę i jechałam na lotnisko. Wsiadłam do samolotu i
start, lecę, „To był bardzo dobry pomysł”- pomyślałam. „Co teraz robić?” przeleciał mi przez głowę
już na miejscu. Zgodnie z przewodnikiem wędrowałam nad Tamizę, Most Tower Bridge, Tower of
London, potem Opactwo Westminsterskie, no i najważniejsze Pałac Buckingham, zachwycające.
Big Ben wybijał już 22.00, co dalej. Po chwili wiedziałam, stacja kolejowa King's Cross. Była to
stacja z której odjeżdżał Harry Potter do Hogwartu. Pełna strachu przeszłam przez peron o numerze
9 i ¾. Działa! Nie, nie wyszłam jednak, tam gdzie Harry, ale znalazłam się na angielskiej wsi, obok
starego, wielkiego, trochę opustoszałego domu. Hutton le Hole to typowa angielska wieś
usytuowana pośród wrzosowisk – porośnięte trawą ścieżki, mnóstwo owiec i ja. Nagle w drzwiach
zobaczyłam Łucję, Zuzannę, Piotra i Edmunda oraz profesora. Chyba nic mnie już nie zdziwi.
Spędziłam tu naprawdę piękne chwile. Razem poznawaliśmy okolice, no i dom, pokazali mi nawet
tę szafę, którą odkryła Łucja. Spojrzałam na nią i już wiedziała, że szafa czeka również na mnie.
Zwiedziliśmy Narnię, poznałam Aslana, opowieści o zamkach i dawnych historiach. Niesamowite,
ale wiedziałam, że to nie koniec mojej niezwyklej podróży. Walia, to było to, może odnajdę
„Fabrykę czekolady” z powieści Roalda Dahla? Najpierw dojechałam autostopem do Chepstow,
potem Caerphilly, kolejny przystanek to twierdza Raglan, no i Pembroke urodził się tu Henryk
Tudor, przyszły król Anglii, czyli Henryk VII. Zamki piękne, ale czekoladę znalazłam tylko w
sklepie. Jedząc kolejne „angielskie śniadanie”, czyli jajka na bekonie usłyszałam o Tenby w
Zachodniej Walii. To był kolejny punkt mojej podróży. Warto tu wpaść, to miasteczko jak z baśni,
historyczne tkalnie, liczne jaskinie i piękne, malownicze ogrody, no i widok morza. Siedząc na
plaży przypomniałam sobie o jeszcze jednym miejscu, które w tym roku znowu było szczególnie
ważne. Na szczęście mój bilet wielokrotnego użytku nadal był ważny. Najpierw prom, potem
autobus, autostop. Tak znalazłam się w Southampton. Moje nogi od razu poniosły mnie do stoczni
skąd odpływał Titanic. Gdy zobaczyłam port poleciały mi łzy, ponieważ przed oczami miałam
zdjęcia z filmu, który oglądałam z mamą. Jeśli dobrze się wsłuchać, to można usłyszeć śmiech ludzi
wchodzących na statek. Titanic zatoną w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku, podczas swojego
dziewiczego rejsu na trasie Southampton-Cherbourg-Queenstown-Nowy Jork. 100 lat po katastrofie
ludzie ciągle nurkują, aby zobaczyć Titanica, ale też zabierają jego drogocenne fragmenty. Nagle,
ktoś mnie szturchnął. Stary marynarz, zdziwiony moją obecnością. Po drodze mężczyznę
opowiedział mi o ludziach, którzy budowali Titanica. Dodał, że jednym z budowlańców statku był
jego dziadek. Po kilku chwilach zaczął nucić jakąś piosenkę. Zdziwiłam się. Później powiedział mi,
że był to ostatnia piosenka grana na statku miała tytuł „'Być bliżej Ciebie chcę” i on nuci ją dla
swojego dziadka. Zaproponował, żebym zobaczyła pamiątki jakie pozostały. Z radością pojechałam
do Lulworth Cove, gdzie mieszkała. Jakie to piękne miejsce! Chyba każdy mieszkaniec ma tu coś
wspólnego z morzem i Titaniciem. Mili, wspaniali ludzie, ale nagle zatęskniłam za domem. Rano
pożegnała się z gospodarzami, morzem i ruszyłam do Londynu. Bez namysłu, z nadzieją pobiegłam
na stację kolejowa King's Cross i peron 9 i ¾. Spojrzałam na Londyn i ……. Jestem w domu! Na
stole płatki, a w kalendarzu – pierwszy dzień wakacji?! Chyba już wiem, co będę robiła tego lata.
ANIA J.
W listopadzie ubiegłego roku wyruszyłam się na trwającą
ponad miesiąc wycieczkę. Wybrałam kraj, który bardzo mnie interesował już od jakiegoś czasu.
Tym krajem była Wielka Brytania. Dokładniej moim celem była Szkocja. Dlaczego właśnie
Szkocja? Ponieważ uwielbiam zwiedzać stare zamki, których tam nie brakuje.
Z mojego miejsca zamieszkania do Pyrzowic na lotnisko dojechałam taksówką, a później leciałam
samolotem do Londynu. Lot minął w okamgnieniu, widoki i krajobrazy przemykające w dole były
piękne. Po wyjściu z lotniska wzięłam swój bagaż i poszłam do wcześniej zarezerwowanego hotelu.
Następnego dnia zobaczyłam po raz pierwszy na własne oczy Big Bena. Nigdy wcześniej nie
widziałam czegoś podobnego, a stanie przy tak wielkiej budowli sprawiało uczucie bycia małą
mróweczką. Oglądanie zabytków Londynu zajęło mi cały dzień. Drugiego dnia pobytu w stolicy
Wielkiej Brytanii zajrzałam do Tower of London. Ciarki mnie przeszły na samą myśl o tym, jakie
okropności oglądały te stare mury. Trzeciego dnia był czas by jechać dalej. Wsiadłam do pociągu i
wyruszyłam do Liverpoolu. Po długich godzinach jazdy znalazłam się na miejscu. Byłam bardzo
wyczerpana, a zarazem szczęśliwa. Nie mogłam się doczekać odkrywania nowych etapów i
przeżywania kolejnych przygód na szlaku mojej podróży. Szybko znalazłam hotel by móc trochę
odpocząć i nabrać nowych sił na kolejne dni.
Po czterech dniach tam spędzonych, wyruszyłam w dalszą podróż. Autobusem dojechałam do
Leeds by zwiedzić i zobaczyć ratusz i katedrę. Zostałam tam dwa dni, czwartego dnia pojechałam
dalej, do miasta York, spędziłam tam trzy dni. Pierwszego dnia zwiedzałam Miasto Wikingów
piechotą. Tamtejsza katedra należy do największych średniowiecznych katedr w Europie.
Zachwyciły mnie stare uliczki i domy, wspaniale było przenieść się choć na chwilę w czasy
średniowiecza. Drugiego dnia spakowałam plecak i wypożyczyłam rower, by móc podziwiać uroki
Yorku na rowerze. Wjechałam do lasu i powoli jeżdżąc oglądałam piękno przyrody. Nagle ni stąd
ni zowąd pojawiła się starsza pani, która poprosiła mnie o pomoc w odnalezieniu domu, ponieważ
się zgubiła. Powiedziała mi, na jakiej ulicy mieszka i jaki ma numer domu. Zaprowadziłam ją pod
wskazany adres, a ona w ramach podziękowań zaprosiła mnie do domu na herbatę. Zgodziłam się.
Porozmawiałyśmy ze sobą, opowiedziała mi o wspaniałej angielskiej herbacie, a ja opowiedziałam
jej o miejscu i kraju, w którym mieszkam. Podziękowałam jej za zaproszenie i bardzo miłą
rozmowę, obiecałam jej że jeśli będziemy miały okazję się jeszcze spotkać to chętnie spędzę z nią
czas.
Wróciłam do hotelu w, którym mieszkałam spakowałam się i udałam się na dworzec kolejowy, by
móc wreszcie dojechać do celu mojej podróży - Szkocji. Podróż z Yorku do Edynburgu była bardzo
długa. Następnego dnia zwiedziłam stary zamek w Edynburgu i wspięłam się na Arthur’s Seat, by
stamtąd podziwiać panoramę stolicy Szkocji. W ciągu kilku następnych dni zajrzałam jeszcze do
kilku zamków w innych miastach. Na mojej drodze znalazł się zamek Blair, zamek Mey, zamek
Achnacarry i zamek Hermitage. Nadszedł później czas, by wracać do domu. Spakowałam swoje
walizki i autobusem dojechałam na lotnisko. Podróż samolotem była znacznie szybsza i
wygodniejsza. Z Edynburga doleciałam do Londynu, następnie do Pyrzowic, gdzie czekała już na
mnie moja mama.
Ta podróż wiele mnie nauczyła, między innymi odpowiedzialności i podejmowania przemyślanych
decyzji . Wiem też, że nauka języka obcego jest konieczna, by podróżować po świecie. Były to dla
mnie bardzo piękne i niezapomniane dni.
PIOTREK K.
Pewnego letniego poranka wybrałem się w podróż moich marzeń. W związku z tym, że
uwielbiam rycerstwo, jestem fanem starych zamków, budowli, ogrodów i wszelakiej historii, to
mogłem udać się tylko w jedno miejsce na świecie do najstarszego miasta w Europie – Londynu w
Wielkiej Brytanii.
Rano w sobotę o godzinie 7 30 wsiadłem do samolotu i za niecałe dwie godziny byłem już w
Londynie, gdzie na lotnisku oczekiwał mnie mój angielski kolega Mark. Mark gościł mnie u siebie
w domu przez cały mój pobyt w Anglii, oraz był moim przewodnikiem po zabytkach. Zwiedziłem
wiele interesujących starych obiektów historycznych. Postaram się kilka z nich opisać w paru
słowach. Zwiedziłem Big Ben – ważący 14 ton dzwon umieszczony na szczycie 106 metrowej
wieży. Tower Bridge – Most nad Tamizą zbudowany z dwóch wież i dwóch przęseł, każde przęsło
waży 1100 ton i podnosi się do góry w ciągu 1 minuty i 30 sekund. The Palace of Westminster –
siedzibę parlamentu. Westminster Abbey – Opactwo Westminsterskie, czyli świątynię gdzie
odbywają się koronacje królów Anglii. Buckingam Palace – oficjalną królewską rezydencję od
1837 roku, obecnie zamieszkuje tam królowa Elżbieta II. Katedrę św. Pawła, która ma około 220
metrów długości i 110 metrów szerokości, a co ciekawe Msze odbywają się tam tylko w niedziele i
Boże Narodzenie, a za uczestnictwo w takiej liturgii pobierana jest opłata. Tower of London –
twierdzę położoną na północnym brzegu Tamizy tuż przy Tower Bridge, otoczoną kilkoma rzędami
murów i dawnym korytem fosy. Centralna część warowni to White Tower, gdzie mieści się
imponująca kolekcja zbroi i innych militariów. London Eye – największe na świecie koło
widokowe, swoją konstrukcją przypomina koło rowerowe, 200 razy większe od zwykłego koła.
Umożliwia podziwianie panoramy Londynu w promieniu 48 kilometrów. Trafalgar Square –
przepiękny plac w sercu Londynu z piękną kolumną Nelsona, fontanną oraz pomnikami Jakuba II i
Jerzego IV. National Gallery – Galerię Narodową z najcenniejszymi w kraju kolekcjami malarstwa
niemal wszystkich epok. Madam Tussauds – muzeum figur woskowych. Tussauds London
Planetarium – kopalnia wiedzy na temat astronomii. Wembley – drugi co do wielkości stadion w
Europie (zaraz po hiszpańskim Camp Nou), na trybunach może zasiąść 90 000 widzów. Zwiedziłem
również Muzea: Sciene Museum, British Museum, Natural History Museum, War Museum, London
Dungeon, Victoria and Albert Museum, Tate Modern i tutaj jest jeszcze jedna ciekawa sprawa wstęp
do wszystkich muzeów jest darmowy. Mogłem na własne oczy zobaczyć Królową Angielską
przejeżdżająca w swojej pięknej karocy ulicami Londynu. Było to piękne przeżycie, cofnąłem się w
czasie.
MAŁGOSIA W.
Zawsze chciałam pojechać do Szkocji. To kraj wprost idealny dla mnie. Uwielbiam tamtą kuchnię,
a klimat mi bardzo odpowiada. Dlatego więc moją miesięczną podróż zaplanowałam po Wielkiej
Brytanii zaczynając 1 lipca.
Pierwszym przystankiem było miasto Dover w Anglii, do którego przyjechałam pociągiem. Tak,
pojechałam tunelem pod wodą! Resztę dnia zajęło mi znalezienie mojego hotelu, a potem wspaniała
kolacja. Zwiedzanie Anglii rozpoczęłam od centrum miasta Dover. Później zobaczyłam kredowe
klify i ogród Św. Jakuba. Ostatniego dnia pobytu w Anglii postanowiłam się wybrać na zakupy do
Londynu. W jednym sklepie poznałam Riley Grey, która była w moim wieku i razem z nią
zwiedziłam chyba każdy zakątek tego miasta.
W sumie spędziłam tam tydzień, bo już 7 lipca wyjechałam pociągiem do Walii. Zatrzymałam się
w hotelu w mieście Cardiff. Jazda była wyczerpująca, więc następnego dnia spacerowałam po
prostu po plaży w Rhossili. Później zwiedziłam Breacon Beacons i kopalnię w Big Pit.
To był już 12 lipca, kiedy udając się w dalszą podróż, popłynęłam statkiem do Irlandii. Zaraz
następnego dnia odwiedziłam katedry anglikańską i katolicką, siedzibę Queens University, ratusz
miejski i zamek z XII wieku.
Po siedemnastu dniach od wyjazdu z Polski, wreszcie dotarłam do mojej Szkocji! Zatrzymałam
się w samym Glasgow. Podczas moje pobytu tam, zobaczyłam George Square, Katedrę Św. Mungo,
Museum of Transport i Botanic Gardens. Najbardziej podobało mi się w Glasgow School Of Art.
25 lipca przeniosłam się do hotelu w Edynburgu. Stamtąd właśnie pochodził Arthur Conan Doyle.
Udało mi się załapać na Edinburgh Art Festival. Wstąpiłam też do Edynburskiego zoo. Następnie
podziwiając Princes Street Gardens zwiedziłam centrum. Był tam piękny zamek z pałacem
Holyrood. Nie zapomniałam oczywiście odwiedzić potwora z Loch Ness. Te jezioro wyglądało
naprawdę strasznie!
Pod koniec lipca nadeszła pora na powrót do Polski. Żegnając się ze Szkocją wyleciałam
samolotem 28 dnia mojej podróży.
JAKUB P.
Postanowiłem wybrać się do Wielkiej Brytanii to kraj o bogatej historii i tradycji a ja bardzo lubię
historię. Począwszy od czasów celtyckich poprzez panowanie rzymskie, najazdy Normanów i
zwycięstwo Wilhelma Zdobywcy aż po XIX wiek i potęgę kolonialną imperium brytyjskiego
wreszcie wiek XX i bitwa o Anglię. Z tymi wszystkimi wydarzeniami łączą się ciekawe zabytki,
które warto zobaczyć. Ponieważ interesuję się także paleontologią chciałem zobaczyć w Londynie
muzeum historii naturalnej. Ciekaw jestem też jak wyglądają słynne szkockie zamki i interesujące
zwyczaje jak noszenie spódnic przez panów. Anglia to wreszcie kolebka piłki nożnej. Do Anglii
pojechałem samochodem razem ze swoimi rodzicami i siostrą. Ponieważ mamy znajomych w
Holandii tam też nocowaliśmy kilka dni i zwiedzaliśmy okolicę. Następnie promem, który wypłynął
z Hoek van Holland a płynęliśmy do Harwich. Stamtąd pojechaliśmy prosto do Londynu. Tam
zakwaterowaliśmy się w hotelu a następnie wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Najpierw
poszliśmy do ''Trafalgar square'' gdzie widzieliśmy kolumnę Nelsona. Obok ''Trafalgar square''
znajduje się ''National Gallery'' gdzie były piękne obrazy Vincenta van Gogha i Diego Velazqeza.
Potem poszliśmy do ''Execution Dock'' w którym stracono min. Williama Kidda, słynnego pirata
który był jednym z najbardziej groźnych piratów w dziejach. Około południa doszliśmy do Pałacu
Westminster przy którym oglądaliśmy zmianę warty. Niestety nie udało się nam wejść do samego
pałacu. Następnie poszliśmy oglądać budynek Izby Lordów czyli parlamentu Wielkiej Brytanii (tak
naprawdę faktyczną władzę ustawodawczą sprawuje Izba gmin). Widzieliśmy Big Ben i nawet
słyszeliśmy jak bije. A trudno było nie usłyszeć! Ok. 15.30 poszliśmy coś zjeść do West Endu. Jest
to dzielnica teatrów, kin, restauracji i wielu innych ośrodków kulturowych. Kiedy najedliśmy się
postanowiliśmy odwiedzić muzeum madame Tussaud’s. Jest to niezwykłe muzeum w którym
znajdują się tylko figury woskowe wielu sławnych ludzi takich jak Jan Paweł II, Charlie Chaplin,
Lionel Messi, David Beckham, Ghandi i wielu innych. Te figury wyglądają jak żywe więc to
bardzo ciekawe miejsce. Wróciliśmy do hotelu ok. 20 i od razu zasnęliśmy. To naprawdę męczące!
Cały następny dzień od rana poświęciliśmy na zwiedzanie muzeum historii naturalnej. To było
wspaniałe przeżycie! Są tam szkielety i rekonstrukcje wielu zwierząt jak również relikty historii
naszej planety ale też i naszej rasy. Następnego dnia pojechaliśmy do opactwa Westminster
najsłynniejszego w Anglii. Oglądaliśmy tam piękną katedrę Westminsterską. Po tym wszystkim
wymeldowaliśmy się z pokoju i pojechaliśmy prosto do Szkocji słynącej z wielu starych zamków i
legend. Nasz hotel znajdował niedaleko Loch Ness. Jest to słynne na cały świat jezioro w którym
rzekomo mieszka dinozaur który przetrwał Armagedon lub jakiś potwór nieznanego pochodzenia.
Istnieje wiele dowodów na istnienie potwora takie jak zdjęcia, filmy i relacje naocznych świadków.
Spędziliśmy nad jeziorem dwa dni podziwiając jego uroki. Pierwszego dnia kiedy szykowaliśmy się
do snu wyjrzałem przez okno i zobaczyłem przy blasku księżyca jak ciemny falisty kształt sunie
przez wodę. Wszyscy szybko poszliśmy na zewnątrz ale potwora już nie było. Następnego dnia
okazało się że kilku ludzi również widziało tego potwora. Później pojechaliśmy do Zamku w
Edynburgu który jest jedną z najpotężniejszych i najstarszych twierdz Wielkiej Brytanii. Co
ciekawe zamek ten posiada własny garnizon! Ale jest on używany głównie przy ceremoniach i
prezentacjach wojskach szkockiego. Następnie pojechaliśmy do Walii ale tam gościliśmy zaledwie
dwa dni. Obejrzeliśmy kolekcję słynnych długich łuków walijskich które były w średniowieczu
podczas wojny stuletniej postrachem ciężkozbrojnej jazdy francuskiej. Na zakończenie naszej
wycieczki pojechaliśmy do Stonehenge czyli jednemu z największych skupisk megalitów na
świecie. Pozostaje zagadką jak wzniesiono Stonehenge i do jakich celów je zbudowano. Do domu
wróciliśmy tym samym promem a następnie przejechaliśmy przez Holandię i Niemcy do Polski. Jak
to mówią „Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej”.
WIKTORIA O.
Wybrałam się do Wielkiej Brytanii, ponieważ panująca tam Elżbieta II niedawno obchodziła 60 lat
królowania. Poleciałam samolotem z zamierem zwiedzenia Londynu, Nottingham oraz Jeziora
Loch Ness. W Londynie widziałam Pałac Buckingham, Big Bena i okazało się, że mój zegarek jest
nastawiony o godzinę później. Dopiero potem zorientowałam się, że tu jest inna strefa czasowa.
Następnie zwiedziłam Muzeum Historii Naturalnej. Ponieważ zabrałam swój namiot spałam w
Hyde Parku. Nad ranem obudził mnie pies biegający za patykiem, który uderzył w mój namiot.
Myślałam, że to atak kosmitów, ale doszłam do wniosku, że mój sen już się skończył.
Po południu wybrałam się do najlepszej londyńskiej restauracji, skąd po chwili wyszłam do
kantoru, bo zorientowałam się, że brak mi angielskich pieniędzy. Gdy skończyłam jeść obiad,
(długo się nad nim zastanawiałam) zostaliśmy ewakuowani gdyż w kuchni wybuchł pożar.
Naszczęście okazało się, że to była tylko stara mikrofalówka. Po tej sytuacji poszłam odprężyć się
na London Eye. Zdenerwowałam się, bo około godziny stałam w kolejce. Gdy już byłam na górze,
zobaczyłam mój samolot, który leciał nad Jezioro Loch Ness. Oczywiście nie zdążyłam. Ten
samolot kursował raz dziennie i tylko w wakacje, a jutro był pierwszy września.
Po trzech dniach bezskutecznego szukania transportu postanowiłam, że pojadę autostopem.
Przez cztery godziny nikt się nie stanął, aż nagle ktoś się zatrzymał. Tą osobą okazała się starsza
pani w różowym samochodzie. Ubrana była w lateksowy strój w panterkę, a obok niej leżała mała
chihuahua ubrana w podobny strój. Myślę sobię:OMG! Nie miałam wyboru i pojechałam z tą
dziwną kobietą. Spytała się mnie, gdzie chcę jechać i wywnioskowała, że jedzie w tym samym
kierunku. Po około trzech godzinach jazdy w tępie 20km/h i godzinną przerwą na spacer z
pieskiem,skończyło się paliwo. Było już ciemno i póżno, więc babcia zasnęła. Chrapała tak głośno,
że nie usłyszałam nadjeżdżającego z przeciwka samochodu. Zobaczyłam światła, a potem
usłyszałam HUK!
Następne co zobaczyłam to kilka głów lekarzy, pochylających się nad moją nogą i mówiących po
angielsku. Spojrzałam na moją nogę i stwierdziłam, że jest cała we krwi. Jeden lekarz zauważył, że
się obudziłam i za chwilę znów zasnęłam. Obudziłam się dopiero kolejnego dnia z zabandażowaną
nogą. Różowa babcia tez tam leżała, tylko że z zabandażowana reką. Chihuahua leżała z
plasterkiem na uchu. Oczywiście plasterek i bandaż były różowe.
Po tygodniu leżenia w szpitalu przeniesiono nas do hotelu w Szkocji. I w dodatku w pobliżu
Jeziora Loch Ness. W nocy wyszłam z hotelu nad jezioro i wydało mi się, że coś płynie. Byłam
pewna, że to potwór. Bardzo się przeraziłam. Jednak okazało się, że to łódka. Na niej był młody
chłopak a w dodatku Polak. Zaprzyjaźniłam się z nim. Po kilku godzinach rozmowy dowiedziałam
się,że on też już niedługo musi wracać do domu.
Pożegnałam się ze starsza panią i jej pieskiem i pojechałam z chłopakiem. Pytał się o moją
zabandażowaną nogę. Powiedziałam mu więc, że miałam wypadek i rozciełam nogę do tego
stopnia, że musieli mi ją zszyć i założyć opatrunek. Płynęliśmy jego małą łódką do najbliższego
portu z lotniskiem. Niestety łódka się przedziurawiła i wylądowaliśmy na wyspie. Rozpalalismy
ogniska, puszczaliśmy butelki z listami i krzyczeliśmy o pomoc. Po dwóch dniach przyleciał
samolot i nas zabrał do Londynu.
Gdy dotarliśmy do Londynu odrazu poszliśmy dowiedzieć się kiedy leci samolot do Polski.
Mieliśmy szczęście, bo następny samolot leci jutro rano. Na lotnisku spotkałam starszą panią
oczywiści z jej pieskiem. Okazało się, że ona też pochodzi z Polski. Troche byłam zdziwiona i
rozkojarzona, gdyż przez cały czas męczyłam się mówiąc po angielsku, a mogłam z nią rozmawiać
po Polsku. Pzy kontroli biletów okazało się, że skradziono mi portfel !
Naszczeście nie było w nim dużo oszczędności, a wszystkie ważne dokumenty miałam w torbie.
Nareszcie weszliśmy do samolotu rzecz jasna, że musiało się coś wydarzyć. Bez tego świat by się
zawalił. Po pietnastu minutach lotu musieliśmy awaryjnie lądąwać. Naszczeście wszystko okazało
się być w porządku. Wylądowaliśmy w Warszawie. Pożegnałam się ze starszą babcią i
chłopcem. Niestety czekało mnie jeszcze siedem godzin jazdy, poniewż mieszkam w Katowicach.
Gdy już dotarłam do domu nie wychodziłam z niego przez dwa tygodnie. Mimo wszystkich
niepowodzeń byłam zadowolona z mojego wyjazdu do Wielkiej Brytani. Nawet złamana noga nie
złamała mnie. Teraz mam zamiar wybrać się do Australi.
OLA M.
Kilka dni temu wróciłam z wycieczki, podczas której miałam
okazję zwiedzić Wielką Brytanię.Poleciałam tam, ponieważ wygrałam konkurs, którego nagrody
trzeba było odebrać w Londynie. Główną nagrodą był miesięczny pobyt w tym pięknym, kraju .
Wręczenie nagród miało odbyć się w hali widowiskowej Wembley Arena. Wyjechałam z domu
01.05.2012 roku na lotnisko do Pyrzowic, gdzie miałam zamówiony lot do Londynu. Miałam
wylecieć z Katowic o godzinie 12. Kiedy czekałam na samolot głos w głośniku oznajmił, że
samolot spóźni się o godzinę, ewentualnie dwie. Czekając na samolot nie miałam co robić.
Czekałam, czekałam i coraz bardziej się niecierpliwiłam. W czasie oczekiwania na stalowego ptaka
oglądałam wszystkie sklepy znajdujące się w strefie bezcłowej... Wreszcie przyleciał oczekiwany
aeroplan ! Bardzo się bałam, ale wreszcie weszłam na pokład. Z samolotu mogłam podziwiać
piękne widoki. Podróż była bardzo udana. Najgorsze było lądowanie... Z lotniska w Londynie
(Standsted) moja walizka została przewieziona do hotelu, w którym miałam spędzić najbliższy
miesiąc. Hotel był przepiękny. Był to 4 gwiazdkowy budynek z pięknym widokiem na Londyn.
Hotel nosił nazwę Ibis London Wembley. Można było z niego bardzo prostą drogą dojść na hale
widowiskową Wembley Arena i na Stadion Wembley, gdyż te obiekty znajdują się parę minut
marszem od hotelu. Kiedy weszłam do swojego pokoju zauważyłam, że na łóżku stoi nie moja
walizka. Nie wiedziałam co robić... Gala wręczenia nagród miała się odbyć za pół godziny... I co
teraz? Otworzyłam tajemniczą torbę i zobaczyłam chińskie pałeczki do jedzenia ryżu, wszystkie
książki napisane po japońsku, kimono. Cóż miałam zrobić ? Wskoczyłam w japoński strój,
zrobiłam koka, w którego wbiłam dwie drewniane pałeczki i udałam się na wręczenie nagród.
Droga była bardzo prosta i drogowskazy wskazywały mi drogę. Wszyscy ludzie patrzeli się na mnie
z zaciekawieniem. Gdy doszłam na miejsce nie mogłam uwierzyć, że znajduję się w takiej pięknej
hali jak ta. Jednak wszyscy myśleli że jestem prawdziwą Japonką ....Kłaniali się w moim kierunku .
Nie wiedziałam co robić. Nadszedł czas wręczenia nagród. Wszyscy byli zdziwieni moim strojem..
Wróciłam do hotelu. W holu oglądałam telewizję. Nagle zobaczyłam dziewczynę, która miała na
sobie moją sukienkę !!!! Podeszłam do niej i okazało się , że ja mam jej kimono. Poszłyśmy do
pokoi i zamieniłyśmy się walizkami. Ponieważ obie potrafiłyśmy mówić po angielsku, to
zaczęłyśmy się śmiać z całej tej sytuacji. Okazało się, że Honsyo jest w moim wieku i przyjechała
do Anglii, aby ją zwiedzić. Zaproponowała mi wspólne zwiedzanie Londynu. Bardzo się
ucieszyłam, że będę miała towarzystwo. Umówiłyśmy się na drugi dzień na oglądanie zabytków
miasta. Wstałyśmy wcześnie rano i poszłyśmy na śniadanie. Zaplanowałyśmy,że dzisiaj będziemy
zwiedzać Westminster- jedną z dzielnic Londynu. Na miejsce dotarłyśmy taksówką. Wysiadłyśmy
koło samego Big Bena, znajdującego się po lewej stronie Tamizy. Z przewodnika dowiedziałyśmy
się, że zegar należy do Pałacu Westminsterskiego. Był niesamowity ! Uwagę Honsyo zwróciła
wielka karuzela. Namówiła mnie na przejażdżkę. Nigdy tego nie zapomnę. Z wagonika London Eye
mogłam zobaczyć cały Londyn. Świetnie się razem bawiłyśmy. Honsyo zaproponowała, bym razem
z nią zwiedzała Wielką Brytanię. Po powrocie do hotelu zjadłyśmy lunch i ułożyłyśmy listę
najciekawszych miejsc Wielkiej Brytanii, które chciałybyśmy zwiedzić. Kolejne dni spędziłyśmy
bardzo aktywnie. Byłyśmy w pałacu figur woskowych Madame Tussands, gdzie mogłyśmy zrobić
sobie zdjęcia z naszymi idolami: Michaelem Jacksonen, Madonną i Rihanną. Zrobiłyśmy sobie
pamiątkowe zdjęcia na Tower of London i Tower Bridge.
Honsyo marzyła, aby zobaczyć
Liverpool, skąd pochodzi jej ciotka. Moim marzeniem było usłyszeć na żywo koncert w
Filharmonii Królewskiej. Udało się ! Było cudownie. Zwiedziłyśmy także Muzeum Beatlesów.
Kolejnym punktem naszej podróży był Bristol. Pierwszego dnia pobytu w tym mieście
odwiedziłyśmy interaktywne centrum nauki- Explorer-at-Bristol. Zobaczyłyśmy też wnętrze The
Phantom
of
the
Opera.
Miałyśmy pecha,
bo
wieczorny spektakl
został
odwołany.
Z Bristolu udałyśmy się autokarem do Glasgow. Zwiedziłyśmy tam katedrę i Galerię Sztuki
Nowoczesnej. Największe wrażenie zrobiła na nas latarnia morska i wieża Mackintosha, z której
rozciągają się piękne widoki na miasto. W drodze powrotnej zatrzymałyśmy się w Edynburgu .
Urzekły nas stare kamieniczki, wąskie ulice i niesamowita panorama miasta oglądana z wieży
zamku. Zwiedziłyśmy: Szkockie Muzeum Królewskie, kaplicę Św. Małgorzaty i Royal Park.
Rozglądałyśmy się na wszystkie strony, ale nigdzie nie zobaczyłyśmy prawdziwego Szkota w
kilcie. Szkoda... Wróciłyśmy do Londynu do naszego hotelu. Ostatnie trzy dni spędziłyśmy na
zakupach w londyńskich sklepach. Wydałyśmy wszystkie oszczędności . Nie wiadomo kiedy minął
miesiąc. Zbliżał się czas pożegnania. Z niechęcią myślałam o powrocie do domu. Podróże po
Wielkiej Brytanii dostarczyły mi wielu wrażeń. Jednak najcenniejszą wartością jest przyjaźń z
Honsyo. Bardzo zdziwiłam się kiedy po powrocie do domu znalazłam w skrzynce pocztowej
zaproszenie do Japonii. Na pewno skorzystam.
WOJTEK N.
Celem mojej podroży jest Londyn, gdyż jest tam Królowa i dużo drużyn piłkarskich, w tym Arsenal
London. Z mojego miejsca zamieszkania czyli Katowic wyruszę taksówką do Szczecina, tam
przesiądę się na prom, którym przypłynę do Tilbury. Na lotnisku przesiądę się do limuzyny z
szoferem i zostanę przewieziony pod stadion Wembley w Londynie, gdzie czekają na mnie piłkarze
z kolacją. Nazajutrz, po sutym śniadaniu odbył się wspaniały trening a potem pożegnalem się i z
bólem serca wyruszyłem limuzyną do uroczego miasteczka nad brzegiem Tamizy zwanego
Windsor. Znajduje sie tam zamek z siedzibą Królewskiej Rodziny i reszte dnia spędziłem z Ełżbietą
II w Legolandzie. Byłem goszczony na zamku ponad dwa tygodnie w tym czasie wspaniale sie
bawiłem i zwiedzałem z Królową Londyn. Robiliśmy nawet zakupy na Bond Street w
ekskluzywnych butikach. Przejeżdżając przez Richmond Park spotkaliśmy chyba ponad setkę
jeleni, w pewnym momencie przestałem je liczyć ponieważ straciłem rachubę. Niesamowite
wrażenie zrobił na mnie most zwodzony , pochodzący z XIX wieku, London Tower Bridge.
Wieczorem, jak z bajki wyglada Siedziba Parlamentu Click Tower and Palace of Westminster. W
Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds przywitałem się z Tomem Cruise i Beyonce,
spotkalem tam nawet Papieża Jana Pawła II. Po kilku tygodniach wspanialej zabawy dotarłem
helikopterem Królowej do Irlandii, gdzie spotkałem się z wrestlerem Scheamusem który akurat
ćwiczył. W jego rezydencji zjedliśmy obiad, a potem nauczył mnie paru chwytów. Wieczorem
szofer odwiózł mnie na lotnisko, skąd prywatny samolot ElżbietyII odleciał ze mną na pokładzie
prosto do Pyrzowic. Tam czekała na mnie rodzina. W nocy wróciliśmy do domu, a moim
opowieściom nie było końca.
MARCEL H.
Dzisiaj opowiem Wam o mojej niesamowitej podróży po Wielkiej Brytanii, którą odbyłem podzczas
pierwszego miesiąca wakacji. Wybrałem właśnie ten kraj, ponieważ tam na codzień mieszka i
pracuje mój tata. Postanowiłem także poszerzyć swoje umiejętności we władaniu językiem
angielskim, dlatego zapisał mnie on do szkoły językowej. Na początku było trudno, ale szybko
odnalazłem się wśród angielskiej (i nie tylko!) młodzieży. Poza tym chciałem też poznać bliżej ten
naród, zobaczyć ich codzienne życie. Do UK dostałem się samolotem. Jestem jeszcze trochę za
mały na samodzielne latanie, dlatego w podróży towarzyszył mi tata. Przy okazji dodam, że do
Anglii poleciały z nami również moja siostra i kuzynka. One także uczęszczały do szkoły
językowej. W planach miałem zwiedzenie najciekawszych miejsc w Londynie i najpiękniejszych
miast angielskich. Miejsce zamieszkania miałem stałe, czyli w domu mojego taty. Nie musiałem sie
zatrzymywać w żadnych hotelach ani motelach oraz nie zmianiałem miejsca noclegu. Podróż
zacząłem od zwiedzania Londynu. Najpierw pojechaliśmy do Madame Tissauds, czyli muzeum
figur woskowych. Z wieloma figurami zrobiłem sobie zdjęcia. Najbardziej podobała mi się
fotografia z Napoleonem Bonaparte. Niedaleko było Tower of London, więc postanowiliśmy się
tam wybrać. W przeszłości było to miejsce, gdzie niegdyś ścinano i torturowano najróżniejsze
osoby, nisko jak i wysoko postawione. W wieży było pełno rzeczy, które miały za zadanie nas
przestraszyć. Kilka naprawdę napędziło mi stracha! Istnieje też legenda o tym miejscu. A głosi ona,
że na wieży straszą duchy. Jednym z nich jest Anna Boleyn, druga żona Henryka VIII. Jej ducha
widziano przechadzającego się po Tower Green oraz po kaplicy Św. Jana. Niekiedy z własną głową
pod pachą! Drugim duchem grasującym po wieży jest biała dama. Turyści często czują zapach jej
perfum, gdy zjawa snuje się po kaplicy Św. Jana. Były tam także cenne zbroje, broń oraz insygnia
koronacyjne. Znajduje się tam też pierwszy i drugi co do wielkości brylant na świecie: Cullinam I i
Cullinam II. Następnym punktem zwiedzania było London Eye. Kolejki do przejażdżki w kapsule
były ogromne, ale warto było! Wrażenia niesamowite! Gdy byłem na samym szczycie, 25 piętrowe
budynki były małe! Kolejnego dnia poszliśmy zwiedzić Big Bena. Okazało się, że jego budowa w
środku jest bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać! Pozniej zwiedziliśmy Muzeum
Techniki i Nauki. Chociaż bardziej interesuję się historią niż nauką, to wiele rzeczy niezwykle mnie
zaciekawiło. Do tego wstęp jest darmowy, więc czemu nie mieliśmy skorzystać! Pod koniec dnia
udaliśmy się do Muzeum Historii Naturalnej. Było wielkie jak... No w każdym razie wielkie. Było
tam mnóóóóóóóstwo eksponatów, więc było na co popatrzeć. Wstęp do muzeum także był
darmowy, jednakże za wejście do niektórych sal trzeba było płacić. Na przykład sala arktyczna.
Temperatury spadały tam do rzeczywistych warunków panujących na Antarktydzie. Był nawet lód i
śnieg oraz sztuczne figury zwierząt. Bardzo podobało mi się sztuczne trzęsienie ziemii.Następnego
dnia wracając ze sklepu, zobaczyłem na ścianie jakiegoś dużego budynku, że 16.07. w Londynie
zagra mój ulubiony zespół, w dodatku pochodzący z Anglii : Iron Maiden! Pędem pobiegłem do
domu, aby powiedzieć to mojej siostrze, która także jest fanką tego zespołu. Jestem jeszcze trochę
za mały, aby chodzić sam na koncerty, ale siostra, która jest ode mnie starsza, zgodziła się mnie
zabrać ze sobą. Do moich urodzin jeszcze trochę brakowało (28.07.) ale powiedziała, że kupi mi
bilet z tej właśnie okazji. O koncercie nie będę się rozpisywał. Powiem tylko tyle: FEAR OF THE
DARK! Wrażenia niezapomniane. Po tygodniu odpoczynku ruszyliśmy dalej w trasę. Ponieważ
bardzo interesuję się lotnictwem i Bitwą o Anglię, a także sam chcę być kiedyś pilotem,
pojechaliśmy poza Londyn, do Muzeum RAF-u w Cosford. Chyba właśnie tam najbardziej mi się
podobało. Były tam repliki samolotów, stroje pilotów, można było również obejrzeć samoloty od
środka a także różne inne cuda (według mnie, najbardziej udany samolot z tamtego okresu to
Supermarine Spitfire). Miejscem, w którym przepełniła mnie duma z tego, że jestem Polakiem była
sala pamięci Dywizjonu 303. Najskuteczniejszy dywizjon w Bitwie o Anglię i całej wojnie. 126
potwierdzonych zestrzeleń maszyn Luftwaffe. To byli właśnie Polacy! Asy na uchodźctwie! Nie
tylko ja się nimi pasjonuję. Szwedzki zespół Sabaton napisał piosenkę ,,Aces in Exile'' o
Dywizjonie 303. Wcześniej wspominałem, że chcę być pilotem. Jeśli mi się to uda, to chcę być jak
Witold Urbanowicz, lider, a zarazem najlepszy pilot dywizjonu. Niestety, nie zdąrzyliśmy dojechać
przed nocą do następnego punktu zwiedzania UK, Liverpoolu, ale po drodze znależliśmy jakiś
parking. Zatrzymaliśmy się tam i przespaliśmy noc w aucie. Nazajutrz dojechaliśmy do miasta
Żółtej Łodzi Podwodnej i Beatlesów. Zwiedzanie nie zajęło nam dużo czasu, ponieważ tak
naprawdę to chciałem zobaczyć tylko Żółtą Łódz. Ale i ona nie okazała się znów tak piękna jak
sobie wyobrażałem. Do domu wróciliśmy jeszcze tego samego dnia. Do Stonehenge było
niedaleko, więc właśnie tam się udaliśmy. Miejsce to było spowite mgłą tajemnicy. Wokół tych
kamieni krąży wiele legend, w które ja i tak nie wierzę :). Znów zrobiliśmy sobie przerwę, tym
razem na dłuższy czas. Później pojechaliśmy do Nothingham, miasta znanego z legendy o Robin
Hoodzie. Najbardziej podobał mi się zabytkowy kościół. Był bardzo duży. A no tak, wspomniałem,
że chodziłem do szkoły językowej. Poszło świetnie! Nie miałem problemów z dogadaniem się z
Anglikami, chociaż chodziłem do niej nieregularnie z powodu wyjazdów, ale końcowy efekt był
niesamowity, naprawdę podciągnąłem się z angielskiego. Niestety nic nie trwa wiecznie. Na
początku sierpnia musieliśmy wracać do Polski, ale i tak to były moje najlepsze wakacje w życiu.
Dostaliśmy się tam tak samo jak do Anglii, czyli samolotem. Dziękuję wam rodzice, za tak
wspaniałe wakacje.
MIŁOSZ P.
Celem podróży moich marzeń była Wielka Brytania.
Chciałem odwiedzić ten kraj z dwóch powodów:
bogactwa i różnorodności kulturowej oraz sławnych
drużyn piłkarskich. Moją podróż rozpocząłem 4 lipca
samochodem do Pyrzowic, a następnie samolotem do
Londynu. Podniebna podróż trwała niespełna dwie
godziny. W stolicy wielkiej Brytanii zatrzymałem się
w Hotelu Wembley. To zaciszny hotel o urzekającym wystroju wnętrz, który znajduje się niespełna
1,6 km od słynnego stadionu Wembley i hali Wembley Arena. Przed wejściem na ten angielski
stadion narodowy znajduje się pomnik Bobby Moore’a, jednego z najsłynniejszych angielskich
piłkarzy ( kapitana mistrzów świata z 1966r.). Przez następne dni zwiedzałem najciekawsze miejsca
w Londynie. Widziałem Opactwo Westminsterskie – kompleks budowli położony nad Tamizą.
Znajdują się tu m.in. pałac Westminsterski- siedziba Parlamentu, średniowieczny kościół Św.
Małgorzaty, słynne opactwo Westminster oraz wieża ze słynnym zegarem Big Ben. Zegar ten jest
największym zegarem w Wielkiej Brytanii. Przez kolejne dni odwiedziłem jedno z
najpopularniejszych miejsc w Londynie – Tower Bridge
( most zwodzony). Prawdziwą
przyjemność sprawiło mi zwiedzanie londyńskich muzeów i galerii. Co mnie mile zaskoczyło, do
większości z nich wstęp był bezpłatny. Największe z muzeów to British Museum – skarbiec
zbiorów archeologicznych i etnograficznych z całego świata. Przechowywane są tu m.in. fragmenty
Ateńskiego Partenonu. Odwiedziłem też znaną galerię National Galery, gdzie mogłem zobaczyć
słynne „Słoneczniki” Vincenta van Gogha. Miałem także okazję zobaczyć wiele znanych osób w
muzeum figur woskowych Madame Tussand. Kolejnym miejscem, które znalazło się na trasie mojej
podróży była Walia. Dotarłem tam autobusem 15 lipca. Tym razem zatrzymałem się u moich
znajomych w Rhayader. Walia jest pełna uroczych, zielonych zakątków, gdzie mogłem podziwiać
cuda natury i odprężyć się. Jednym z takich miejsc, które zobaczyłem był rezerwat przyrody
Gilfach, który znajduje się w dolinie Marteg, w Górach Kambryjskich w środkowej Walii. Mogłem
tu podziwiać różnorodność krajobrazową, począwszy od wrzosowisk i łąk, do lasów i kamienistych
rzek. Oprócz tego poznałem różne rodzaje ptaków, zwierząt i roślin. 19 lipca szczęśliwie dotarłem
samochodem (moich znajomych) do Liverpoolu. Zatrzymałem się tam w Beech Mount Hotel. Z
wielką przyjemnością zwiedziłem stadion Anfield. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu na stadionie
tym nie spotkałem ani Stevena Gerarda, ani Luisa Suaresa, tylko mojego ulubieńca Leo Messiego!
To było fantastyczne spotkanie, które mogłem uwieńczyć autografem mojego piłkarskiego idola. W
Chavase Parku zobaczyłem „przycumowaną” słynną Żółtą Łódź grupy The Beatles. Do The Lake
District, krainy jezior i niewysokich gór w hrabstwie Cumbria dojechałem 21 lipca. Przez cztery
kolejne dni mieszkałem w The Castle Green Hotel In Kendal. Mogłem zachwycać się tu jedną z
najpiękniejszych części kraju, z największym jeziorem w Anglii, Windermere , które ma 17 km
długości. Znajduje się tu też 15 innych jezior oraz Góry Kambryjskie i najwyższy szczyt w Anglii
Scafell Pike ( 978 m wysokości). 28 lipca rozpocząłem już ostatni etap mojej wspaniałej podróży.
Do Szkocji autokarem dotarłem już późnym popołudniem i odpoczywałem w Edynburghu, w
pięknym hotelu -Albany Ballantrae Hotel. W Szkocji podziwiałem Zamek Edynburski, Pałac
Holyrood.. W tym niezwykłym miejscu, gdzie panowie noszą spódnice w kratę i grają na kobzach
mogłem upajać się pięknem krajobrazu wzgórz i wrzosowisk otoczonych przez Morze Północne i
Ocean Atlantycki. Do Polski- Krakowa dotarłem samolotem 3 sierpnia. Stąd zabrali mnie rodzice
pociągiem do mojego rodzinnego miasta, czyli Katowic. To była wspaniała podróż, która ziściła
moje marzenia.
KRZYSZTOF Ł.
02.03.2011r. A jednak cuda się zdarzają!!! Mój tata wygrał 30 tys. złotych i chce zafundować mi
wakacyjny wyjazd. Mam tylko wybrać cel podróży. A nad tym nie muszę się długo zastanawiać - od
dzieciństwa interesowałem się rycerzami, a szczególnie fascynowały mnie wszelkie historie
związane z legendą o królu Arturze.
03.07.2011r. Wreszcie wakacje! Jutro wylatuję do Wielkiej Brytanii. Przez kilka miesięcy
przygotowywałem się do tej wyprawy. Przejrzałem wiele książek i stron internetowych w
poszukiwaniu śladów legendy na Wyspach. Powoli w głowie układała mi się trasa, którą będę
przemierzał. Przygotowałem sobie też mapkę.
04.07.2011r. Wylądowałem na londyńskim lotnisku Heathrow. Tym razem jednak to nie Londyn był
głównym celem mojej podróży, więc po dotarciu metrem na dworzec Paddington, wsiadłem do
pociągu do St. Ives, a stamtąd autobusem doTintagel - maleńkiej miejscowości na północnym
wybrzeżu Kornwalii uznawanej za miejsce poczęcia i narodzin króla Brytów. Na wjeździe do
miasteczka zauważyłem tablicę z napisem: "Welcome to the Land of King Arthur".
Pospacerowałem trochę po uliczkach miasteczka i zmęczony noc spędziłem w hostelu "Avalon".
05.07.2011r. Dziś zwiedziłem zamek Tintagel. Podobno tu wychowywał się młody Artur pod okiem
czarnoksiężnika
Merlina.
Później
poszedłem
do
muzeum “Arthur's
Halls”
i
tam
obejrzałem instalację świetlną poświęcona legendarnemu władcy i witraże obrazujące przygody
rycerzy Okrągłego Stołu.
07.07.2011r. Wczoraj przeszedłem się po okolicach, wzdłuż pięknego kornwalijskiego wybrzeża,
gdzie kiedyś być może jeździł konno król Artur. Dojechałem pociągiem do Glastonbury, które
według niektórych badaczy uznawane jest za legendarną wyspę Avalon, gdzie ciało Artura zawiozła
łodzią Morgana. Niektóre wersje legendy twierdzą, iż Glastonbury było miejscem, w które udał
się Lancelot po śmierci Artura, a jeszcze inne, że tu właśnie św. Józef z Arymatei ukrył świętego
Graala, kielich z ostatniej wieczerzy, którego szukali również rycerze króla Artura.
08.07.2011r. Dziś udałem się w kierunku Cadbury położonego nad rzeką Cam. Zatrzymałem się
w “The Mildmay Arms Hotel”. Stamtąd wybrałem się na spacer w kierunku zamku Cadbury. Wielu
badaczy uznaje, że to właśnie jest Camelot. Jest on przepięknie położony - otoczony jest potężnymi
skałami, gęstym i mrocznym lasem - okoliczne krajobrazy bardzo pasują do znanej legendy. Sam
zamek posiada wspaniałe fosy, wieże i interesujące komnaty.
09.07.2011r. Dziś wyruszyłem do Winchesteru, gdzie znajduje się zamek królewski, a właściwie
tylko jedno XIII-wieczne skrzydło zwane Great Hall. Wewnątrz rzekomo znajdował się Okrągły
Stół Króla Artura. Jego blat wisi na ścianie zamku. Waży 1400 kg i ma 5,5 m. średnicy. Na obrzeżu
stołu wypisane są imiona 24 rycerzy, którzy przy nim zasiadali. Przy głównym miejscu znajduje się
wizerunek samego Króla Artura.
10.07.2011r. Za radą właściciela, u którego nocowałem zrobiłem sobie 1-dniową wycieczkę do
Stonehenge, gdzie podziwiałem (z tłumem turystów) krąg z głazów z III wieku. Według legendy
krąg został odkryty w Irlandii, a następnie przeniesiony za pomocą czarów i osadzony w obecnym
miejscu przez Merlina - nauczyciela Artura.
12-23.07.2011r. W Cardiff rozpoczęła się moja podróż po Walii - krainie o bogatej i ciekawej
historii celtyckiej, słynącej nie tylko z mrocznych zamków i pięknych miast, ale także legendarnych
postaci. Niektóre legendy głoszą, że Artur nie urodził się w Tintagel, ale w Walii w Glamorgan, a
było to 7 stycznia 482 roku.
Z Cardiff pojechałem do Caerleon - kolejnego miejsca, gdzie mógł znajdować się zamek Camelot
Króla Artura. Podobno gdzieś w lasach w pobliżu Caerlon jest podziemna komnata. Śpi w niej 1000
żołnierzy Króla Artura. Czekają oni na dzień, kiedy zostaną obudzeni, aby walczyć o Walię.
Kolejnego dnia udałem się na północ od miasta Monmouth, gdzie znajduje się Grota Króla Artura.
W jaskini było bardzo wiele komnat, a jedna z nich była cała okrągła podobno to w niej stał kiedyś
okrągły stół. Nagle u wylotu groty zobaczyłem niewyraźną sylwetkę. Postać przybliżyła się do
mnie i rozpoznałem legendarnego króla Artura. Wręczył mi on miecz i wyruszyliśmy na wyprawę.
Po wielu przygodach odnaleźliśmy św. Graala. Zaczęło się wielkie świętowanie. I wtedy …
obudziłem się… Kolejnego dnia pojechałem do Parku Narodowego Snowdonia. Znajdują się tam 4
jeziora (Llyn Barfog, Llyn Dinas, Llyn Llydaw i Llyn Ogwen) związane legendą o mieczu Króla
Artura, Excaliburze, który po ostatniej bitwie i śmierci Króla został zwrócony Pani z Jeziora..
Następnie wyruszyłem na wyspę Bardsey na której pochowano Merlina. Kolejnego dnia
wyruszyłem zwiedzać ruiny Dinas Bran, gdzie podobno ukryty jest Graal.
24.07.2011r. Pożegnałem malowniczą Walię i pociągiem udałem się w kilkugodzinną podróż na
północ – do Szkocji. Późnym popołudniem zameldowałem się w “Kings Arms Hotel” w Melrose.
25.07.2011r. Wyruszyłem na znajdujące się w pobliżu Melrose piękne Wzgórza Eildon . Według
legendy pod nimi spoczywa Król Artur i jego rycerze. Obudzą się, kiedy Wielka Brytania będzie w
potrzebie.
26/27.07.2011r. Przyjechałem do Stirling, miasta w centralnej Szkocji. Zamek usytuowany na
wulkanicznej skale jest widoczny z odległości wielu mil. Nieopodal zamku znajduje się kopiec. W
trakcie badań uczeni z uniwersytetu w Glasgow odkryli okrągły obiekt, znajdujący się głęboko pod
ziemią (kolejny okrągły stół Króla Artura ?)
28/29. 07.2011r. Autobusem “National Express” dotarłem do Edynburga-
pięknej historyczej
stolicy Szkocji.
Wybrałem się na Arthur’s Seat – wzgórze, które jest wygasłym wulkanem porośniętym żółto
kwitnącymi w pobliżu Pałacu Królewskiego Hollyrood. Podobno stąd król Artur przyglądał się
bitwie z Piktami.
30.07.2011r. Mityczną wyspą wiecznej szczęśliwości, pojawiającą się w większości celtyckich
mitów oraz miejscem spoczynku legendarnego króla Artura ma być Isle of May - niepozorna i
kamienista wyspa leżąca na wodach szkockiej zatoki Firth of Forth.
Dziś
udałem się tam
stateczkiem, spędziłem uroczy ostatni dzień na Wyspach Brytyjskich… (I po raz pierwszy na
własne oczy zobaczyłem słynne maskonury (puffins).
31.07.2011r. Wszystko, co dobre szybko się kończy. Dziś dobiegła końca moja wymarzona
wyprawa śladami legendy Króla Artura. Z Edynburga samolotem wróciłem do Warszawy…

Podobne dokumenty