Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II

Komentarze

Transkrypt

Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
nr 2-2014
1-2014
Módlcie się
i kształtujcie poprzez modlitwę
swoje życie.
fot: AFP/East News
Kochani Czytelnicy!
2
5
13
17
22
25
29
31
34
36
37
39
42
45
46
50
52
Zwycięzca śmierci, piekła i szatana
Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
Byłam wiedźmą
Mała Arabka – bł. Maria
od Jezusa Ukrzyżowanego
Przekraczanie siebie w cierpieniu
św. Jana Pawła II
Chcę odnaleźć Jezusa
Czy cierpienie ma sens?
Antykatolicka propaganda (cz. 8)
Im bardziej zaufasz, tym więcej otrzymasz
Dla Boga nie ma nic niemożliwego
Świadectwo uzdrowienia
Po katolicku wychować potomstwo
Zaufać Bogu
Wzięliśmy ślub w maju
Rzucić narkotyki? To jest możliwe!
Dlaczego warto wstąpić do RCS
Błogosławieni czystego serca
„Miłujcie się!” – Katolicki Dwumiesięcznik Ewangelizacyjny
Imprimatur: Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego
ks. Ryszard Głowacki TChr, 20.03.2014
Redakcja: Sebastian Bednarowicz, Robert Bil, Magdalena Broniszewska,
Marie Cofta, Lilla Danilecka, Agata Dąbek, Małgorzata Fajfer,
Tadeusz Figiel, Bartłomiej Grysa, Paweł Fiszer (opracowanie graficzne),
Piotr Gandecki, Dariusz Janów, ks. Edward Janikowski TChr,
Aleksandra Jędrzejczak,Tomasz Kaźmierczak, Grzegorz Krawiec,
s. Maria Kwiek USJK, Grzegorz Kucharczyk, Tomasz Liszkowski,
o. Wojciech Mainka OFM, Jarosław Matecki, Anita Mazurek,
Małgorzata Nawrocka, Katarzyna i Robert Pilarscy,
ks. Mieczysław Piotrowski TChr (redaktor naczelny), Jacek Pulikowski,
Małgorzata Radomska, Mirosław Rucki (z-ca redaktora naczelnego),
Mariusz Sonnak , ks. Andrzej Trojanowski TChr, Cornelia i Tomasz Tuchowscy,
Teresa Tyszkiewicz, Eugenia i Julian Umławscy
Adres redakcji: Czasopismo „Miłujcie się!”, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań,
tel./fax 61 852 32 82, tel. 61 647 26 86, 61 647 21 00
www.milujciesie.org.pl, e-mail: [email protected]
Wydawca: Wydawnictwo Agape sp. z o.o., 60-962 Poznań, ul. Panny Marii 4,
tel./fax 61 852 32 82, tel. 61 647 26 86
Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i zmian
w nadesłanych tekstach. Zdjęcia osób zamieszczone w sąsiedztwie
świadectw i artykułów są całkowicie przypadkowe.
Kiedy po swoim zmartwychwstaniu Pan Jezus po raz pierwszy ukazał się apostołom, powiedział do nich: „Weźmijcie Ducha Świętego!
Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (por. J 20,19-23).
W ten sposób zmartwychwstały Pan ustanowił sakrament pokuty,
aby wszyscy ludzie mogli mieć pełny dostęp do Jego nieskończonego miłosierdzia, które gładzi wszystkie grzechy. Pan Jezus mówi:
„im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia mojego,
a namawiaj wszystkie dusze do ufności w niepojętą przepaść miłosierdzia mojego, bo pragnę je wszystkie zbawić. Zdrój miłosierdzia
mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich
dusz – nikogo nie wyłączyłem” (Dz. 1190).
Źródłem największych nieszczęść i ludzkich tragedii życiowych
jest trwanie w stanie grzechu śmiertelnego, a przecież wystarczy tylko
pójść do spowiedzi, wyznać Jezusowi wszystkie grzechy i postanowić
poprawę. Wtedy cud Bożego miłosierdzia dokona się w całej pełni,
otrzymamy przebaczenie wszystkich grzechów i udział w radości
zmartwychwstania. Natomiast lekceważenie, a w końcu odrzucenie
Bożego miłosierdzia, może ostatecznie doprowadzić do największego nieszczęścia, do zatracenia w piekle (por. Mt 10,28). Pan Jezus
mówi: „Dusze giną mimo Mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę
ratunku, to jest święto Miłosierdzia Mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia Mojego, zginą na wieki. Sekretarko Mojego miłosierdzia,
pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu Moim, bo blisko
jest dzień straszliwy, dzień Mojej sprawiedliwości” (Dz. 965). Ojciec
Święty Jan Paweł II zmarł w wigilię święta Bożego Miłosierdzia,
a jego kanonizacja odbędzie się właśnie w to święto – 27 kwietnia
2014 r. Dzisiaj z większą jeszcze mocą apeluje do każdego z nas,
abyśmy nie bali się całym swoim sercem przyjąć Chrystusa i daru Jego
nieskończonego miłosierdzia. Kanonizacja Jana Pawła II uświadamia
nam, że Jezus powołuje do świętości również Ciebie i mnie, powołuje każdego – bez wyjątku – grzesznika i daje wszystko, co jest nam
potrzebne, abyśmy stawali się świętymi, czyli w pełni szczęśliwymi.
Oczekuje od nas tylko zgody i współpracy w wytrwałej modlitwie
oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii. Dlatego, wpatrując się
w przykład św. Jana Pawła II, nie bójmy się iść drogą świętości, drogą
przykazań i Ewangelii. Nie bójmy się całkowicie zaufać Chrystusowi,
który do końca nas umiłował, biorąc na siebie nasze grzechy, aby je
zgładzić w swojej śmierci i zmartwychwstaniu. Nie bójmy się wyznawać Chrystusowi swoich grzechów w sakramencie pokuty i zawsze
ufajmy w Jego nieskończone miłosierdzie.
Kochani Czytelnicy! Z radością informujemy Was, że wydaliśmy pierwszy numer naszego pisma w języku francuskim, którego
odbiorcami są głównie kraje afrykańskie. Jesteśmy także w trakcie
przygotowywania „Miłujcie się!” w języku arabskim.
Niech Wszechmogący Bóg wynagrodzi Wam wielką ofiarność
i wsparcie dzieła ewangelizacji, które dokonuje się w całym świecie
poprzez „Miłujcie się!”.
Każdego dnia modlimy się na różańcu i odmawiamy Koronkę
do miłosierdzia Bożego za wszystkich naszych Dobrodziejów i Czytelników. Raz w tygodniu odprawiam również Mszę św. w Waszych
intencjach.
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy Wam, aby wiara w zmartwychwstanie Chrystusa i w Jego nieskończone miłosierdzie była dla
Was źródłem niezniszczalnej radości i optymizmu.
Z kapłańskim błogosławieństwem,
ks. M. Piotrowski TChr z zespołem redakcyjnym
www.milujciesie.org.pl / aktualności / archiwum / sklep / prenumerata on-line / www.milujciesie.org.pl / aktualności
Zmartwychwstanie Chrystusa
Zwycięzca
Fot. Archiwum Ms!
śmierci, piekła i szatana
Męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa to najważniejsze
wydarzenia w dziejach całej ludzkości. To właśnie wtedy Jezus
Chrystus dokonał ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią, grzechem
i szatanem. Uczynił to dla nas i dla naszego zbawienia.
„Nie bądź niedowiarkiem, lecz
wierzącym” (J 20,27)
Kiedy po swoim zmartwychwstaniu Pan
Jezus ostatni raz objawił się apostołom,
polecił im, aby wszystkim ludziom głosili Ewangelię, i dodał: „Kto uwierzy
i przyjmie chrzest, będzie zbawiony;
a kto nie uwierzy, będzie potępiony”
(Mk 16,16). Największą tragedią w życiu
człowieka jest świadome i dobrowolne
odrzucenie prawdy o zmartwychwstaniu
Chrystusa oraz życie takie, jakby Bóg nie
istniał. Pan Jezus ostrzega: „kto nie uwierzy, będzie potępiony”.
W każdym pokoleniu są ludzie, którzy wątpią, nie dowierzają i tak jak
Tomasz Apostoł stawiają warunki: „Jeżeli
na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ
i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego,
nie uwierzę” (J 20,25). Zmartwychwstały
Pan ukazał się wątpiącemu Tomaszowi
i powiedział: „Podnieś tutaj swój palec
i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż
w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz
wierzącym” (J 20,27).
Dzisiejszym niedowiarkom, poszukującym, wątpiącym i niewierzącym zmartwychwstały Chrystus także daje czytelne
znaki wzywające do nawrócenia. Są nimi
między innymi dwa rzeczowe dowody
zmartwychwstania: Całun Turyński –
płótno grobowe Jezusa z odbiciem Jego
martwego ciała oraz Chusta z Manoppello z wizerunkiem twarzy zmartwychwstałego Chrystusa. Na Całunie
Turyńskim widnieje wstrząsający wizerunek przodu i tyłu martwego ciała Jezusa.
Został on odbity na lnianym płótnie grobowym, w które było zawinięte ciało,
po zdjęciu z krzyża, i złożone do grobu.
Obraz na Całunie jest fotograficznym
negatywem, odbiciem trójwymiarowym,
tylko ślady krwi są w pozytywie.
Całun Turyński i Chusta
z Manoppello są
czytelnymi znakami
wzywającymi do
nawrócenia
nr 2-2014 •
3
Zmartwychwstanie Chrystusa
Współczesna nauka nie jest w stanie ani wyjaśnić, ani odtworzyć
powstania takiego wizerunku.
Jest on perfekcyjny w najdrobniejszych szczegółach anatomicznych oraz w stu procentach
zgodny z ewangelicznymi opisami
męki i śmierci Jezusa. Dokonał
się na skutek tajemniczego błysku
energii od wewnątrz, który spowodował utrwalenie obrazu w fotograficznym negatywie. W grudniu
2011 roku naukowcy włoscy
z Ośrodka Badań Jądrowych we
Frascati pod Rzymem wydali
oświadczenie, w którym stwierdzają, że po pięciu latach intensywnych badań i prób odtworzenia
wizerunku, który widnieje na Całunie Turyńskim, współczesna nauka
nie jest w stanie dokonać takiego
odbicia. Naukowcy obliczyli,
że tajemniczy błysk energii, który
doprowadził do powstania obrazu
na Całunie, musiałby mieć moc
34 bilionów watów promieniowania ultrafioletowego próżniowego.
Obecnie na świecie nie istnieje
urządzenie, które mogłoby wygenerować promieniowanie o takiej
mocy. Dostępne aparaty mogą
wytworzyć promieniowanie o sile
tylko kilku miliardów watów UV
próżniowego.
Co było przyczyną tego potężnego błysku energii, która spowodowała „przypalenie” powierzchni
włókien w przezroczystożół- Odbicie ciała Jezusa na Całunie Turyńskim
tym kolorze? Odbicie na Całunie
jest niezmywalne, nie można go niczym „Święty Całun to
wywabić. Eksperci medycyny sądo- szczególny świadek
wej, opierając się na znajomości procesu
krzepnięcia krwi, twierdzą, że ciało Jezusa Paschy: Męki, Śmierci
zostało zawinięte w Całun po dwóch i pół i Zmartwychwstania”
godzinie od śmierci, pozostało w nim (św. Jan Paweł II)
nie dłużej niż 36 godzin i nie zostawiło
żadnych śladów pośmiertnego rozkładu.
Dzisiaj już mamy naukową pewność,
Co więcej, na Całunie widać nienaru- że badania węglem C14 w 1988 roku
szone skrzepy krwi i nie ma tam śladów odbyły się na próbce z Całunu, w któodrywania płótna od ciała, a więc z całą rej było tylko 40 % oryginalnej staropewnością nikt ciała z Całunu nie wyj- żytnej lnianej tkaniny, a pozostałe 60 %
mował. W jaki więc sposób przeniknęło materiału stanowiły bawełniane nici
ono przez lnianą tkaninę, nie naruszając ze średniowiecza. To było karygodne
jej struktury? Skąd pochodziło promie- zaniedbanie specjalistów od datowania
niowanie, które spowodowało utrwalenie węglem C14, gdyż nie skonsultowali się
na płótnie tego niesamowitego, trójwy- oni z naukowcami, ekspertami w dziemiarowego obrazu? Jedyną rozsądną dzinie chemii i starożytnych materiałów.
odpowiedź może dać tylko wiara: doko- Pobrali do badań próbkę z takiego miejsca
nało się to wszystko w momencie zmar- na Całunie, które było naprawiane w śretwychwstania Jezusa.
dniowieczu. To było główną przyczyną
4
• nr 2-2014
uzyskania błędnego wyniku datowania (1260‑1390 r.).
Wszechstronne badania naukowe
dowodzą także, że obraz Boskiego
Oblicza z Manoppello na pewno nie
jest dziełem człowieka. Naukowcy
dokonali zaskakującego odkrycia:
otóż Twarz z Całunu Turyńskiego
oraz Oblicze z Manoppello idealnie się pokrywają. Wyjątkowa,
100-procentowa zgodność w strukturze i wymiarach świadczy o matematycznym dowodzie, że mamy
do czynienia z tą samą Osobą.
Dając nam odbicie swojego umęczonego Ciała oraz odbicie swojej
Twarzy w momencie zmartwychwstania na chuście z Manoppello,
Jezus mówi do współczesnych „niewiernych Tomaszów”: „dotknij się
moich ran, zobacz moje Oblicze
»i nie bądź niedowiarkiem, lecz
wierzącym«” (J 20,27).
Ojciec Święty Jan Paweł II,
przyjmując argumenty wielu uczonych, stwierdził, że „Święty Całun
to szczególny świadek Paschy:
Męki, Śmierci i Zmartwychwstania. (...) Całun to zwierciadło Ewangelii, (...) pozwala nam
odkryć tajemnicę cierpienia uświęconego przez ofiarę Chrystusa,
które stało się źródłem zbawienia
dla całej ludzkości. (...) Całun jest
także obrazem miłości Boga, a zarazem grzechu człowieka. Wzywa
do odkrycia najgłębszej przyczyny odkupieńczej śmierci Jezusa.
To świadectwo niezmierzonego cierpienia sprawia, że miłość Tego, który »tak
umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał« (J 3,16), staje się namacalna
i ujawnia swoje zdumiewające wymiary.
W obliczu takiego cierpienia człowiek
wierzący musi zawołać z głębokim przekonaniem: »Panie, nie mogłeś umiłować
mnie bardziej!«, a zarazem uświadomić
sobie, że przyczyną tego cierpienia jest
grzech: grzech każdego człowieka. Całun
Chrystusa wzywa nas wszystkich, byśmy
wyryli w naszych sercach wizerunek Bożej
miłości i usunęli z nich straszliwą rzeczywistość grzechu. (...) W cichym przesłaniu Całunu człowiek słyszy echo Bożych
słów i wielowiekowego doświadczenia chrześcijańskiego: uwierz w miłość
Boga, największy skarb ofiarowany
ludzkości, i broń się przed grzechem,
największym nieszczęściem ludzkich
dziejów” (24.05.1998 r.).
Zmartwychwstanie Chrystusa
Zmartwychwstanie
Chrystusa jest
ostatecznym
potwierdzeniem
prawdy, że jako
prawdziwy człowiek jest
On prawdziwym Bogiem
Zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem
historycznym, który dokonał się w konkretnym miejscu i czasie, potwierdzonym przez licznych świadków, ale który
całkowicie przekracza historyczne uwarunkowania. Pierwsi głosiciele Ewangelii
przekazywali jako pierwszą i najważniejszą prawdę, że Chrystus został ukrzyżowany, że umarł, a Jego ciało zostało
złożone w grobie, lecz trzeciego dnia zmartwychwstał, i dodawali: „a my jesteśmy
tego świadkami”. Od samego początku
wiara w zmartwychwstanie opierała się
na świadectwie konkretnych ludzi, którzy
uwierzyli w zmartwychwstanie Jezusa
po tym, gdy Go osobiście spotkali.
W najstarszym napisanym świadectwie
o zmartwychwstaniu (50 r. po Chr.) czytamy, że zmartwychwstały Jezus najpierw
„ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu,
później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie” (1 Kor 15,5-6).
Apostołowie i uczniowie byli tak
wstrząśnięci śmiercią Jezusa, że początkowo
nie
wierzyli
informacjom,
że On zmartwychwstał: „słowa te wydały
się im czczą gadaniną i nie dali im
wiary” (Łk 24,11). Kiedy jednak zmartwychwstały Pan „sam stanął pośród nich
i powiedział: »Pokój wam!«”, wtedy apostołom wydawało się, „że widzą ducha”.
Aby usunąć ich lęk i przekonać, że Jego
ciało jest tym samym, które zostało poddane torturom biczowania, cierniem
koronowania, niesienia krzyża i męki
krzyżowej, Jezus mówi: „Dotknijcie
Mnie i przekonajcie się: duch nie ma
ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam.
Przy tych słowach pokazał im swoje
ręce i nogi” (Łk 24,39). Mogli więc swoimi zmysłami przekonać się, że Jezus rzeczywiście zmartwychwstał w swoim ciele,
które umarło i zostało złożone do grobu.
Z tej głębokiej wiary w zmartwychwstanie Jezusa wynikała niesamowita odwaga
uczniów i apostołów do głoszenia
Pielgrzymi przy Kamieniu Namaszczenia w bazylice Grobu Pańskiego (Jerozolima, Izrael)
Wiara w zmartwychwstanie
nr 2-2014 •
5
Zmartwychwstanie Chrystusa
Fot. Archiwum Ms!
Krzyż Chrystusa „mówi
o tym, jak wielką
wartość ma w oczach
Bożych człowiek – każdy
człowiek!”
(św. Jan Paweł II)
Oblicze Jezusa na Chuście z Manoppello
Ewangelii, za co prawie wszyscy z nich
ponieśli śmierć męczeńską.
Ostateczne potwierdzenie,
że Jezus jest Bogiem
Zmartwychwstanie Chrystusa jest ostatecznym potwierdzeniem prawdy, że jako
prawdziwy człowiek jest On prawdziwym Bogiem. W czasie ziemskiego
życia Pan Jezus wielokrotnie mówił,
że jest Bogiem: „Zaprawdę, zaprawdę
powiadam wam: Zanim Abraham stał
się, JA JESTEM” (J 8,58). Określenie
„JA JESTEM” było dla Żydów odpowiednikiem imienia JAHWE, którego
nie wolno było wypowiadać z szacunku
dla Boga. Trzeba pamiętać, że głównym powodem wydania wyroku śmierci
na Jezusa było oskarżenie Go o bluźnierstwo, że będąc człowiekiem, uważał
siebie za Boga (por. J 10,33). Sanhedryn skazał Go na śmierć krzyżową jako
bluźniercę, za to, że „sam siebie uczynił
Synem Bożym” (J 8,28). Nazwać siebie
Synem Bożym, Mesjaszem-Panem, zapowiedzianym w psalmie 110 oraz w wizji
proroka Daniela (7,13-14), było dla Izraelitów największym bluźnierstwem, za
które groziła kara śmierci. Zmartwychwstanie potwierdziło, że Jezus rzeczywiście jest prawdziwym Bogiem, JA
JESTEM, który stał się prawdziwym
człowiekiem, aby nas zbawić.
6
• nr 2-2014
Poprzez swoje zmartwychwstanie
Jezus Chrystus w pełni objawił, że jest
Bogiem, i dokonał raz na zawsze ostatecznego zwycięstwa nad grzechem, szatanem
i śmiercią. Objawił swoje nieskończone
miłosierdzie, które gładzi wszystkie grzechy, oraz stał się źródłem życia wiecznego
dla wszystkich ludzi. „Bóg, będąc bogaty
w miłosierdzie, (...) nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia” (Ef 2,4-5).
Do końca nas umiłował
Jeżeli uwierzymy w zmartwychwstanie Jezusa i oddamy Mu siebie na Jego
wyłączną własność, to wtedy śmierć,
grzech i szatan nie mają nad nami już
żadnej władzy. Niesamowite jest to,
do jakiego stopnia Pan Bóg nas ukochał! Nie mógł nas bardziej umiłować.
Krzyż Chrystusa „przypomina nam cenę
naszego zbawienia. Mówi o tym, jak
wielką wartość ma w oczach Bożych
człowiek – każdy człowiek! – skoro
Bóg umiłował go aż po krzyż: »Umiłowawszy swoich na świecie, do końca
ich umiłował« (J 13,1). Jak wiele mówi
nam to »do końca«! Tak miłuje Bóg –
On miłuje człowieka »do końca«, czego
dowodem jest właśnie Chrystusowy
krzyż. Czy można pozostać obojętnym
wobec takiego dowodu miłości?” – pytał
św. Jan Paweł II (22.05.1995 r.).
Prawdziwy Bóg (w Boskiej Osobie
Syna) stał się prawdziwym, śmiertelnym
człowiekiem, aby nas uchronić od ostatecznego cierpienia, jakim jest wieczne
potępienie. Jezus Chrystus, jako prawdziwy Bóg (i równocześnie prawdziwy
człowiek), dla którego nie ma przeszłości i przyszłości, lecz jest ciągłe „teraz”,
wziął na siebie z dziejów każdego człowieka wszystkie cierpienia i grzechy
oraz prawdziwą ludzką śmierć. Czytamy
w Piśmie św., że „On się obarczył naszym
cierpieniem, On dźwigał nasze boleści.
(…) On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy” (Iz 53,4-5).
Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek, pozostając sam bez grzechu, zjednoczył się z każdym człowiekiem pogrążonym w niewoli
grzechów i doświadczył wszystkich ich
konsekwencji. Cierpienie Chrystusa osiągnęło swój punkt kulminacyjny w czasie męki i śmierci na krzyżu. Wtedy
Bóg-Człowiek dotarł ze swoją miłością
wszędzie tam, gdzie jest obecna niszcząca
moc grzechu. Nie ma więc w życiu człowieka sytuacji bez wyjścia, zawsze jest
z nami obecny Chrystus, który czeka,
abyśmy Mu pozwolili podnosić nas z największych grzechów i leczyć najboleśniejsze rany. Święty Jan Paweł II pisze:
„W Jego cierpieniu grzechy zostają zgładzone właśnie dlatego, że On jeden, jako
Jednorodzony Syn, mógł je podjąć, wziąć
na siebie, z tą miłością ku Ojcu, która
przewyższa zło wszelkiego grzechu, unicestwia niejako to zło w duchowej przestrzeni stosunków pomiędzy Bogiem
a ludzkością i wypełnia tę przestrzeń
dobrem” (Salvifici doloris, 17).
Każdy grzesznik, gdy uwierzy w Chrystusa i nawiąże z Nim osobisty kontakt, gdy w sakramencie pokuty wyzna
Mu wszystkie swoje grzechy i przyjmie dar Jego nieskończonego miłosierdzia, otrzyma przebaczenie wszystkich
grzechów i przejdzie ze śmierci do życia
w radości zmartwychwstania. Święty Jan
Paweł II podkreślał, że dobrze odbyta spowiedź jest źródłem największej radości.
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
Duchowe dziedzictwo
św. Jana Pawła II
Kanonizacja Jana Pawła II
na nowo uświadamia bogactwo
duchowego dziedzictwa,
które nam zostawił: przykład
świętego życia oraz skarb
papieskiego nauczania,
zapisany na 85 tysiącach stron.
Ojciec Święty Jan Paweł II w sposób nieustraszony głosił Prawdę Objawioną, nie
schlebiał słuchaczom i nie szukał poklasku. Z wielką odwagą i miłością przekazywał najbardziej lekceważone i wzgardzone
w dzisiejszym świecie prawdy wiary.
Szedł pod prąd, nie godząc się na żadne
kompromisy w sprawach wiary i moralności. Przypomnijmy niektóre z tych Bożych
prawd, których nauczał św. Jan Paweł II.
Najważniejsze wezwanie i orędzie
święty Jan Paweł II skierował do nas
zaraz na początku swojego pontyfikatu:
„Trzeba się zawsze modlić, a nigdy nie
ustawać (por. Łk 18,1), powiedział Pan
Jezus. Módlcie się i kształtujcie poprzez
modlitwę swoje życie. Nie samym chlebem żyje człowiek (Mt 4,4) i nie samą
doczesnością, i nie tylko poprzez zaspokajanie doczesnych – materialnych
potrzeb, ambicji, pożądań, człowiek jest
człowiekiem... Nie samym chlebem żyje
człowiek, ale wszelkim słowem, które
pochodzi z ust Bożych. Jeśli mamy żyć
tym słowem, słowem Bożym, trzeba »nie
ustawać w modlitwie!«. Może to być
nawet modlitwa bez słów. Niech z tego
miejsca do wszystkich, którzy mnie słuchają tutaj albo gdziekolwiek, przemówi
Fot. Arturo Mari
Najistotniejsze orędzie
proste i zasadnicze papieskie wezwanie do modlitwy. A jest to wezwanie najważniejsze. Najistotniejsze orędzie!”
(7 czerwca 1979 r.).
Nie mogą się wymówić
od winy
Święty Jan Paweł II podkreśla fakt, że teksty Pisma św. wyraźnie mówią o tym,
że „człowiek zdolny jest do poznania
Boga samym rozumem: zdolny jest
do pewnej »wiedzy« o Bogu, chociaż nie jest to wiedza bezpośrednia.
A zatem obok »wierzę« znajduje się
jakieś »wiem«. To »wiem« dotyczy istnienia Boga, a także do pewnego stopnia
Jego istoty” (20 marca 1985 r.). Święty
Jan Paweł II wskazuje na teksty Pisma
św., które mówią, jakie są główne powody
ateizmu. W Księdze Mądrości czytamy,
że „Głupi [już] z natury są wszyscy
nr 2-2014 •
7
Fot. Archiwum Ms!
Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
Święty Jan Paweł II podczas poświęcenia bazyliki Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach w 2002 r.
ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr
widzialnych nie zdołali poznać Tego,
który jest, patrząc na dzieła, nie poznali
Twórcy. (…) Bo z wielkości i piękna
stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (13,1.5). Święty Paweł
stwierdza: „To bowiem, co o Bogu można
poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg
im to ujawnił. Albowiem od stworzenia
świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się
widzialne dla umysłu przez Jego dzieła,
tak że nie mogą się wymówić od winy”
(Rz 1,19-20). Kto? Ci, „którzy przez
nieprawość nakładają prawdzie pęta”
(Rz 1,18). Grzechy tak potrafią zniewolić umysł i serce człowieka, że odrzuca
on prawdę o istnieniu Boga. Święty Paweł
pisze, że przez swoje grzechy „znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało
bezrozumne ich serce. Podając się za
mądrych, stali się głupimi” (Rz 1,21-22).
Święty Jan Paweł II wyjaśnia,
że „według Biblii tego rodzaju głupota
niesie z sobą zagrożenie dla życia. Głupiec bowiem łudzi się, że posiada rozległą
wiedzę, ale w rzeczywistości nie potrafi
skupić uwagi na sprawach istotnych. Nie
pozwala mu to zaprowadzić ładu we własnym umyśle (por. Prz 1,7) ani przyjąć
właściwej postawy wobec samego siebie
i najbliższego otoczenia. Gdy wreszcie
posuwa się do stwierdzenia, że »Boga
nie ma« (por. Ps 14[13],1), ujawnia
z całkowitą jasnością, jak znikoma
jest jego wiedza i jak daleko mu jeszcze do pełnej prawdy o rzeczach, o ich
8
• nr 2-2014
„Módlcie się
i kształtujcie poprzez
modlitwę swoje życie”
(św. Jan Paweł II)
pochodzeniu i przeznaczeniu” (Fides et
ratio, 18); „Jeżeli człowiek mimo swej
inteligencji nie potrafi rozpoznać Boga
jako Stwórcę wszystkiego, to przyczyną
jest nie tyle brak właściwych środków, ile
raczej przeszkody wzniesione przez jego
wolną wolę i grzech” – wyjaśnia św. Jan
Paweł II (Fides et ratio, 19).
W katechezie wygłoszonej 17 lipca
1985 roku św. Jan Paweł II stwierdza,
iż „wielu uczonych, zarówno obecnie, jak
i w przeszłości, uważa, że rygory poszukiwań naukowych oraz szczere i radosne
uznanie istnienia Boga nie tylko mogą
iść w parze, ale także tworzyć doskonałą całość”. Papież przypomniał o sondażu, który objął 398 najwybitniejszych
uczonych w świecie. Po zbadaniu jego
wyników okazało się, „że tylko 16 spośród nich uważa się za niewierzących,
15 za agnostyków i 367 za wierzących”
(por. A. Eymieu, La part des croyants
dans les progrés de la science, s. 274).
Ogromną większość najwybitniejszych naukowców stanowią zatem ludzie
głęboko wierzący.
U ludzi prawych, którzy szczerze
dążą do poznania prawdy, rozum i wiara
wzajemnie się uzupełniają i tworzą harmonijną jedność. Święty Jan Paweł II
nauczał, że poznanie Boga, który objawia
całą prawdę o sobie, dokonuje się tylko
na płaszczyźnie wiary – poprzez nawiązanie z Nim osobistej relacji miłości. To sam
Bóg objawił nam, że jest jeden w trzech
Osobach, że „przez Chrystusa, Słowo
Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca
w Duchu Świętym i stają się uczestnikami Boskiej natury” (Dei verbum, 2),
że zaprasza nas do zjednoczenia się z Nim
w miłości. Te i inne prawdy, które objawił
nam Bóg, poznaje się tylko na płaszczyźnie wiary wspomaganej rozumem, „wiary,
która działa przez miłość” (Ga 5,6).
Święty Jan Paweł II podkreśla,
że „to właśnie wiara pozwala każdemu
jak najlepiej wyrazić swoją wolność.
Innymi słowy, wolność nie wyraża się
w dokonywaniu wyborów przeciw Bogu.
Czyż można bowiem uznać, że autentycznym przejawem wolności jest odmowa
przyjęcia tego, co pozwala na realizację
samego siebie? Akt wiary jest najdonioślejszym wyborem w życiu człowieka;
to w nim bowiem wolność dochodzi
do pewności prawdy i postanawia w niej
żyć” (Fides et ratio, 13).
Żyć wiarą w Boga to codziennie całkowicie zawierzać Mu siebie, to bezgranicznie Mu ufać oraz pełnić Jego
wolę, wyrażoną w przykazaniach, prawie moralnym, w nauczaniu Kościoła,
w tekstach Pisma św., w głosie prawego
sumienia. Człowiek wierzący modli się
codziennie, unika wszystkiego, co ma
choćby pozór zła (por. 1 Tes 5,22), a kiedy
upadnie w grzechu, to natychmiast przystępuje do sakramentu pokuty, aby
doświadczyć cudu Bożego miłosierdzia:
przebaczenia wszystkich grzechów.
Być człowiekiem sumienia
Ojciec Święty Jan Paweł II pytał nas
o stan naszych sumień. Przypomniał,
że „Sobór Watykański II nazywa sumienie »najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka« i wyjaśnia: »W głębi
sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny i którego
głos wzywający go zawsze tam, gdzie
potrzeba, do miłowania i czynienia dobra,
a unikania zła, rozbrzmiewa w sercu
nakazem: czyń to, a tamtego unikaj«”
(Gaudium et spes, 16). Sumienie jest dla
każdego człowieka sprawą o zasadniczym
znaczeniu. Jest naszym wewnętrznym
przewodnikiem i sędzią naszych czynów.
Jakże ważne jest więc, aby nasze sumienia były prawe, aby ich osądy były
Fot. Archiwum Ms!
Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
Światowe Dni Młodzieży, Kolonia, 2005 r.
oparte na prawdzie, aby dobro nazywały dobrem, a zło – złem. Aby umiały
»rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest
dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe« (Rz 12,2). (…) Być człowiekiem
sumienia – mówił Jan Paweł II – to znaczy przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego
głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest
on nieraz trudny i wymagający; to znaczy angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie
godzić się nigdy na zło, w myśl słów św.
Pawła: »Nie daj się zwyciężyć złu, ale
zło dobrem zwyciężaj!« (Rz 12,21). Być
człowiekiem sumienia to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych
upadków, ciągle na nowo się nawracać. Być człowiekiem sumienia to znaczy
angażować się w budowanie królestwa
Bożego: królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w naszych
rodzinach, w społecznościach, w których
żyjemy, i w całej Ojczyźnie; to znaczy
także podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne; troszczyć
się o dobro wspólne, nie zamykać oczu
Kościół jest święty,
bo Jego głową jest
Chrystus, ale składa się
z grzeszników
na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu
ewangelicznej solidarności: »Jeden drugiego brzemiona noście« (Ga 6,2)”.
Ojciec Święty apelował, aby nasze
sumienia „nie ulegały demoralizacji,
aby nie poddawały się prądom moralnego permisywizmu, aby umiały odkryć
wyzwalający charakter wskazań Ewangelii i Bożych przykazań, aby umiały
wybierać, pamiętając o Chrystusowej przestrodze: »Cóż bowiem za korzyść stanowi
dla człowieka zyskać świat cały, a swoją
duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek
w zamian za swoją duszę?« (Mk 8,36-37)”
(Skoczów, 22 maja 1995 r.).
Największy skarb
2 czerwca 1979 roku Ojciec Święty
Jan Paweł II przypomniał nam, że największym skarbem naszego narodu
i ludzkości jest Kościół katolicki, który
daje nam „Chrystusa – to znaczy klucz
do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek.
Człowieka bowiem nie można do końca
zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może sam siebie do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć
ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa
godność, ani jakie jest jego powołanie
i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego
wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa…
I dlatego Chrystusa nie można wyłączać
z dziejów człowieka w jakimkolwiek
miejscu na ziemi”.
Ojciec Święty mówił, że to wszystko,
co w naszej narodowej tradycji i kulturze jest najlepsze i najcenniejsze,
zakorzenione jest w Chrystusie. „Ten
stary dąb tak urósł, a wiatr go żaden nie
obalił, bo korzeń jego jest Chrystus”
(ks. Piotr Skarga).
Z okazji kanonizacji Jana Pawła II
trzeba postawić sobie pytanie: jaki jest
mój stosunek do Chrystusa i Kościoła?
Wiemy z objawienia, że Bóg, stając się w Chrystusie prawdziwym
nr 2-2014 •
9
człowiekiem, w swoim ziemskim życiu,
śmierci i zmartwychwstaniu definitywnie pokonał wszelki grzech i śmierć, jednocząc grzesznych ludzi ze sobą, czyli
tworząc wspólnotę Kościoła. Kościół jest
wspólnotą szczególnego rodzaju. Pismo
św. określa ją jako Mistyczne Ciało Chrystusa: „Czyż nie wiecie, że ciała wasze
są członkami Chrystusa?” (1 Kor 6,15).
„Jak bowiem w jednym ciele mamy wiele
członków, a nie wszystkie członki spełniają
tę samą czynność – podobnie wszyscy
razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem
dla siebie członkami” (Rz 12,4-5).
Tak więc to sam Chrystus „jest
Głową Ciała – Kościoła” (Kol 1,18).
Natomiast my, grzeszni ludzie, jesteśmy
członkami Jego Mistycznego Ciała (por.
1 Kor 12,27). Kościół katolicki to zmartwychwstały Chrystus i my, wszyscy
biedni grzesznicy, którzy potrzebujemy
Jego miłosierdzia.
Zmartwychwstały Chrystus powołuje do wspólnoty ze sobą, we wspólnocie
Kościoła, grzeszników potrzebujących
zbawienia (por. Mt 9,13). Tak więc Kościół
jest święty, bo Jego głową jest Chrystus,
ale składa się z grzeszników, których
Zbawiciel wyzwala z niewoli grzechów
i czyni świętymi. Chrystus zawsze kocha
grzesznika, ale nienawidzi grzechu, dlatego że sprowadza on na człowieka największe nieszczęście.
Jest niemożliwe osiągnięcie pełni
człowieczeństwa i pełni szczęścia bez
zjednoczenia z Chrystusem, a to dokonuje się tylko w Jego Mistycznym Ciele,
którym jest Kościół. Tylko we wspólnocie
Kościoła możemy doświadczyć wszechmocnej miłości Chrystusa w sakramentach pokuty i Eucharystii, tylko tam
w pełni możemy się spotkać z Jego żywą
Osobą. Kto odrzuca Kościół, odrzuca
Chrystusa; kto nienawidzi Kościoła,
nienawidzi Chrystusa, który kocha i pragnie zbawić wszystkich. Kościół Chrystusowy jest największym skarbem dla
każdego człowieka i całej ludzkości.
Historia poszczególnych pokoleń
ludzi Kościoła jest historią dramatycznego zmagania się dobra ze złem, historią
nawróceń, męczeństwa za wiarę, heroicznej wiary i świętości, ale także historią
ludzkich słabości, upadków i grzechów.
Trzeba pamiętać, że ci wszyscy, którzy przez grzech zdradzają Chrystusa,
stają się martwymi członkami Kościoła.
Judaszowe zdrady w różnoraki sposób
powtarzają się w każdym pokoleniu, ale
10
• nr 2-2014
Fot. Archiwum Ms!
Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
„Być człowiekiem
sumienia to znaczy
wymagać od siebie,
podnosić się z własnych
upadków, ciągle
na nowo się nawracać”
(św. Jan Paweł II)
Chrystus w swoim Mistycznym Ciele
nieustannie prowadzi nas drogą zbawienia, wierny swej obietnicy: „oto Ja jestem
z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20). „Ty jesteś
Piotr (czyli skała), i na tej Skale zbuduję
Kościół mój, a bramy piekielne go nie
przemogą” (Mt 16,18).
Żadnego grzechu nie można bagatelizować, ponieważ jest on największym
złem dla człowieka i największym wrogiem Kościoła. Jednak należy pamiętać,
że Chrystus założył Kościół i jest w Nim
stale obecny, aby przezwyciężać wszelki
grzech. Dlatego taka krytyka grzeszników w Kościele, która prowadzi do potępienia, pogardy i odrzucenia samego
„Być człowiekiem
sumienia to znaczy
w każdej sytuacji
swojego sumienia
słuchać i jego głosu
w sobie nie zagłuszać”
(św. Jan Paweł II)
Kościoła, jest bez wątpienia dziełem szatana. Bo czyż można odrzucić Chrystusa
i Jego Mistyczne Ciało, czyli Kościół, dlatego, że Judasz zdradził?
Ojciec Święty Jan Paweł II pytał nas
10 czerwca 1979 roku w Krakowie: „Czy
można odrzucić Chrystusa i wszystko
to, co On wniósł w dzieje człowieka?
Oczywiście, że można. Człowiek jest
wolny. Człowiek może powiedzieć
Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć
Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego – wolno?
Jaki argument rozumu, jaką wartość woli
i serca można przedłożyć sobie samemu
i bliźnim, i Rodakom, i Narodowi, ażeby
odrzucić, ażeby powiedzieć – nie – temu,
czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?
Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło”.
Kościół jest największym skarbem ludzkości i naszego Narodu, bo jest
Mistycznym Ciałem Chrystusa, którego
głową jest sam Zbawiciel, a my, wszyscy grzesznicy, jesteśmy Jego członkami. Tylko w tej wspólnocie uobecnia
się nasze zbawienie, przebaczenie wszystkich grzechów, ostateczne zwycięstwo
miłości Chrystusa nad szatanem, grzechem i śmiercią. Kościół jest więc naszą
wspólnotą, do której należymy – Ciałem, którego mamy być żywymi członkami. Odrzucenie i nienawiść do Kościoła
jest zawsze znakiem głębokiej duchowej patologii i zniewolenia przez siły zła.
Normalny człowiek nigdy nie odnosi się
„z nienawiścią do własnego ciała, lecz
każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus
– Kościół, bo jesteśmy członkami Jego
Ciała” (Ef 5,29).
Grzechy wołające
o pomstę do nieba
Święty Jan Paweł II uświadamia nam,
że „stoimy wobec nadludzkiego, dramatycznego zmagania między złem i dobrem,
między śmiercią i życiem, między »kulturą
śmierci« i »kulturą życia«” (EV 28).
1. Aborcja
Święty Jan Paweł II z mocą głosił objawioną przez Boga prawdę o świętości
ludzkiego życia, które „należy wyłącznie
do Boga: kto podnosi rękę na życie człowieka, podnosi niejako rękę na samego
Boga” (EV 9). Podkreślał, że życie każdego człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia. Jest to fakt naukowy,
Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
niezależny od wierzeń religijnych i ideologii. Kto ten fakt odrzuca, ma zdeprawowane sumienie, które przestało odróżniać
dobro od zła. Niestety, „znaczna część
dzisiejszego społeczeństwa – stwierdza
Jan Paweł II – składa się z ludzi, »którzy przez nieprawość nakładają prawdzie
pęta« (Rz 1,18): odwracając się od Boga
i mniemając, że mogą zbudować ziemską
społeczność bez Niego, »znikczemnieli
w swoich myślach«, tak że »zaćmione
zostało bezrozumne ich serce« (Rz 1,21);
»podając się za mądrych, stali się głupimi« (Rz 1,22) (…). Jeżeli sumienie,
które jest okiem dającym światło duszy
(por. Mt 6,22-23), nazywa »zło dobrem,
a dobro złem« (por. Iz 5,20), znaczy to,
że weszło już na drogę niebezpiecznej
degeneracji i całkowitej ślepoty moralnej” (EV 24).
Święty Jan Paweł II nazwał przerywanie ciąży odrażającą zbrodnią (EV 58)
i ogłosił: „Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego
Następcom, w komunii z biskupami
Kościoła katolickiego, potwierdzam,
że bezpośrednie i umyślne zabójstwo
niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze
aktem głęboko niemoralnym” (EV 57),
(…) a „przerwanie ciąży jest – niezależnie od tego, w jaki sposób zostaje dokonane – świadomym i bezpośrednim
zabójstwem istoty ludzkiej w początkowym stadium jej życia, obejmującym
okres między poczęciem a narodzeniem. (…) Tym, kto zostaje zabity, jest
istota ludzka u progu życia, a więc istota
najbardziej niewinna, jaką w ogóle można
sobie wyobrazić: nie sposób uznać jej za
napastnika, a tym bardziej za napastnika
niesprawiedliwego!” (EV 58).
Święty Jan Paweł II wskazuje na fakt,
„że w pierwszych wiekach zabójstwo zaliczano do grupy trzech największych grzechów – wraz z apostazją i cudzołóstwem
– i że skruszony zabójca musiał odbyć
wyjątkowo długą i uciążliwą pokutę
publiczną, zanim udzielono mu przebaczenia i ponownie przyjęto do wspólnoty
kościelnej” (EV 54). „Nie powinno to dziwić, ponieważ zabójstwo ludzkiej istoty,
która jest obrazem Bożym, stanowi
grzech szczególnie ciężki. Tylko Bóg jest
Panem życia!” (EV 55).
Fot. Arturo Mari
„Kto podnosi rękę
na życie człowieka,
podnosi niejako rękę
na samego Boga” (EV 9)
2. Zabijanie poczętych dzieci
podczas stosowania metody
in vitro i w eksperymentach
medycznych
Święty Jan Paweł II nauczał, że różne techniki sztucznej reprodukcji, w tym metoda
in vitro, są nie do przyjęcia z moralnego
punktu widzenia, ponieważ następuje
tu oddzielenie prokreacji „od prawdziwie
ludzkiego kontekstu aktu małżeńskiego,
a ponadto (…) wytwarza się większą
liczbę embrionów, niż to jest konieczne
dla przeniesienia któregoś z nich do łona
matki, a następnie te tak zwane embriony
nadliczbowe są zabijane lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które
mają rzekomo służyć postępowi nauki
i medycyny, a w rzeczywistości redukują
życie ludzkie jedynie do roli »materiału
biologicznego«, którym można swobodnie dysponować” (EV 14).
Ojciec Święty zdecydowanie potępił i nazwał „przestępstwem przeciw godności istot ludzkich” wszelkie
wykorzystywanie embrionów i płodów
ludzkich do eksperymentów medycznych, „jako źródła organów albo tkanek do przeszczepów”, ponieważ „mają
prawo do takiego samego szacunku jak
dziecko już narodzone i jak każdy człowiek (…); zabójstwo niewinnych istot
ludzkich, nawet gdy przynosi korzyść
innym, jest aktem absolutnie niedopuszczalnym” (EV 63).
3. Eutanazja
Ojciec Święty podkreślał, że eutanazja jest jednym „z najbardziej niepokojących objawów »kultury śmierci«,
szerzącej się zwłaszcza w społeczeństwach dobrobytu, charakteryzujących
się mentalnością nastawioną na wydajność, według której obecność coraz liczniejszych ludzi starych i niesprawnych
wydaje się zbyt kosztowna i uciążliwa”
(EV 64). Mocą Chrystusowej władzy
udzielonej Piotrowi i jego następcom Jan
Paweł II ogłosił, że „eutanazja jest
nr 2-2014 •
11
Fot. Archiwum Ms!
Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II
Pogrzeb św. Jana Pawła II w 2005 r.
Eutanazja jest
poważnym
naruszeniem Prawa
Bożego jako moralnie
niedopuszczalne
dobrowolne zabójstwo
osoby ludzkiej
poważnym naruszeniem Prawa Bożego
jako moralnie niedopuszczalne dobrowolne zabójstwo osoby ludzkiej. (…)
Praktyka eutanazji zawiera – zależnie
od okoliczności – zło cechujące samobójstwo lub zabójstwo” (EV 65).
„Szczytem zaś samowoli i niesprawiedliwości jest sytuacja, w której niektórzy
– na przykład lekarze lub prawodawcy –
roszczą sobie władzę decydowania o tym,
kto ma żyć, a kto powinien umrzeć. Pojawia się tu znów pokusa z Edenu: stać się
jak Bóg, »poznając dobro i zło« (por.
Rdz 3,5)” (EV 66). „Nic i nikt nie może
dać prawa do zabicia niewinnej istoty
ludzkiej, czy to jest embrion, czy płód,
dziecko czy dorosły, człowiek stary,
nieuleczalnie chory czy umierający.
Ponadto nikt nie może się domagać, aby
popełniono ten akt zabójstwa wobec niego
samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody.
12
• nr 2-2014
Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać” (EV 57).
„Przerywanie ciąży i eutanazja
są zatem zbrodniami, których żadna
ludzka ustawa nie może uznać za
dopuszczalne. Ustawy, które to czynią,
nie tylko nie są w żaden sposób wiążące dla sumienia, ale stawiają wręcz
człowieka wobec poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się
im poprzez sprzeciw sumienia. (...)
Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo
dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu
opinii publicznej przychylnej takiemu
prawu, ani też okazywać mu poparcia
w głosowaniu” (EV 73).
Każdy, kto w jakikolwiek sposób
przyczynia się do zabójstwa poczętych dzieci, czy to przez aborcję, czy
przez metodę in vitro, podlega karze
ekskomuniki. „Ekskomunika – pisze
Jan Paweł II – obejmuje wszystkich, którzy dopuszczają się tego przestępstwa,
wiedząc, jaką jest obłożone karą, a więc
także tych współsprawców, bez których
udziału to przestępstwo nie zostałoby
popełnione. Za pomocą takiej surowej kary Kościół wskazuje na to przestępstwo jako na jedno z najcięższych
i najbardziej niebezpiecznych, zachęcając sprawcę do gorliwego poszukiwania
drogi nawrócenia. W Kościele bowiem
kara ekskomuniki wymierzana jest
po to, aby w pełni uświadomić winnemu
powagę popełnionego grzechu, a z kolei
by doprowadzić go do koniecznego
nawrócenia i pokuty” (EV 62).
Opracował
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Polecamy najnowszą książkę
Wydawnictwa Agape
przedstawiającą duchowy skarb,
który zostawił nam w dziedzictwie
św. Jan Paweł II.
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Duchowe dziedzictwo
św. Jana Pawła II
Książka do nabycia w naszej księgarni:
sklep.milujciesie.org.pl
tel. (+48) 61 852 32 80.
Duchowe zagrożenia
Byłam
wiedźmą
Patrzyłem w oczy tej pięknej
dziewczyny i nie mogłem
uwierzyć, że jeszcze parę
lat temu była ona wiedźmą,
rzucającą skuteczne klątwy,
w wyniku których ktoś mógł
zachorować lub złamać nogę.
Nie mam telewizora i nie oglądam seriali,
dlatego nazwisko znanej aktorki Patrycji Hurlak nic mi nie mówiło. Dreszcze
jednak przebiegły mi po plecach, kiedy
pomyślałem, jak wielu widzów popularnych w Polsce seriali Blondynka lub Klan
nie zdawało sobie sprawy z tego, że gra
w nich prawdziwa wiedźma.
Od dziecka Patrycja miała przekonanie,
że jest z rodu czarownic. Działy się w jej
życiu dziwne rzeczy, do których była tak
przyzwyczajona, że dopiero po jakimś
czasie, kiedy zauważyła, że nie wszyscy tak mają, zrozumiała, iż ma nadprzyrodzone zdolności. Dzisiaj Patrycja wie,
że to był rodzaj dręczenia demonicznego,
ale w dzieciństwie odbierała to jako coś
naturalnego. Przykładowo, kiedy miała
niecałe sześć lat, jej łóżeczko stało w odległości ok. 30 centymetrów od łóżka rodziców – ale w nocy ona nie mogła nawet
wyciągnąć ręki w ich stronę, bo „coś”
chwytało ją za rękę. Tych dziwnych zjawisk było mnóstwo; towarzyszyły im
zawsze lęki i obawy, ale narastało również poczucie nieprzeciętnej władzy nad
otaczającym światem.
Fot. Emil Wittstock
Dzieciństwo
Patrycja Hurlak
Paradoksalnie, we wczesnym dzieciństwie Patrycja miała bardzo głębokie
poczucie sacrum. Mimo że jej rodzice nie
byli praktykującymi katolikami, chętnie
uczęszczała na lekcje religii, które odbywały się wtedy w salkach przy kościele.
Przychodziła zazwyczaj wcześniej i przesiadywała w kościele, ciesząc się obecnością Jezusa. Radykalna zmiana nastąpiła
krótko po Pierwszej Komunii, kiedy
Zły duch ma
sprawdzoną strategię:
zastrasza i wzbudza
niepokój, po czym
podsuwa magiczny
środek dający chwilową
ulgę, a następnie coraz
bardziej zniewala
nr 2-2014 •
13
Duchowe zagrożenia
dziewczynka sięgnęła po amulety. Pismo
św. ostrzega: „Jeśli trwamy w cierpliwości, wespół z Nim też królować
będziemy. Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje,
bo nie może się zaprzeć siebie samego”
(2 Tm 2,12-13). Jednak małe dziecko nie
wiedziało, że zamyka Jezusowi drogę
do swojego serca i otwiera się na najgorsze osobowe zło. Nie znalazł się przy
Patrycji nikt, kto mógłby ją ostrzec...
Zły duch ma sprawdzoną strategię:
zastrasza i wzbudza niepokój, po czym
podsuwa magiczny środek dający chwilową ulgę, a następnie coraz bardziej zniewala. Dokładnie to miało miejsce w życiu
małej Patrycji. Do jej rąk trafiło czasopismo proponujące amulety – niby zabawa,
niewinna wycinanka, ale przez tę zabawę
małe serduszko poszło za zwodniczym
duchem kłamstwa. Amulety i czary
wciągały, Patrycja zaczęła korespondować z wróżką i po pewnym czasie otrzymała książkę z zaklęciami i klątwami.
Rodzice nie widzieli w tym nic złego
aż do czasu, kiedy psychiczne możliwości dziewczynki zostały przekroczone.
Z przerażeniem opowiedziała ona mamie
o amuletach oraz o tym, że w domu zaczynają się ruszać ściany i robią się miękkie
jak z waty. Mama zareagowała w sposób zdecydowany: wyrzuciła wszystkie amulety i nakazała zerwać kontakty
z wróżkami. Przez pół roku był względny
spokój. Niestety, amulety nie były problemem same w sobie – one były tylko jednym z wielu elementów, jakimi demon
usidlał Patrycję. Zabrakło przede wszystkim modlitwy, a w dodatku dziewczynka
kontynuowała czytanie horoskopów,
wchodząc coraz głębiej w świat zjawisk
nadprzyrodzonych. Patrycja przyznaje,
że horoskopy nie zawsze się sprawdzały,
zwłaszcza że często są one pisane przez
ludzi nie związanych z magią lub astrologią, ale samo ich czytanie otwiera człowieka na działanie złego ducha. Wtedy
nie przychodziło jej to do głowy i znowu
nie znalazła nikogo, kto ostrzegłby ją
przed niebezpieczeństwem. Nikt nie
zwrócił jej uwagi na przykazanie Boże:
„Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa.
Nie będziecie uprawiać czarów” (Kpł
19,26). Stopniowo Patrycja zaczęła wróżyć z kart i nawet tworzyć magiczne
przedmioty, które odpowiadały na jej
pytania, a ponieważ odpowiedzi pokrywały się z rzeczywistością, stwarzały
poczucie władzy nad światem.
14
• nr 2-2014
Rodzice nie widzieli
nic złego w amuletach
aż do czasu, kiedy
dziewczynka
z przerażeniem
opowiedziała mamie
o tym, że w domu
zaczynają się ruszać
ściany i robią się
miękkie jak z waty
Perfidne kłamstwo
Wtedy Patrycja nie wiedziała jeszcze,
że diabeł nie zna przyszłości. Przyszłość
zna tylko Bóg, diabeł zaś używa wszelkich inteligentnych zwodniczych sztuczek, psychoanalizy i swojej władzy nad
otwartymi na niego ludźmi, by stworzyć iluzję wiedzy o przyszłości. Niektórzy ludzie świadomie sięgają po wróżby,
nawet niekiedy wiedząc, że pochodzą
one od diabła, tak bardzo pragną poznać
przyszłość. Niestety, diabeł nie może im
w niczym pomóc, może jedynie ich zwodzić, oszukiwać i stwarzać pozory.
W ten właśnie sposób Patrycja dała
się oszukać. Szatan dawał jej poczucie
wyjątkowości, wyższości i władzy – czyli
wszystko, czego pragnie dziewczynka,
której koleżanka (jak się wydaje, ładniejsza od niej) zakochała się w tym samym co
ona chłopaku. W swojej książce Nawrócona wiedźma (Siedlce 2013, s. 60) Patrycja przyznaje: „Szczególnie wciągające
było dla mnie patrzenie na efekty moich
czarów. Wydawało mi się, że mogę kreować rzeczywistość i nie ma dla mnie nic
niemożliwego. Takie poczucie wielkości
uskrzydla. Dlatego brnęłam coraz dalej,
doskonaląc swoje zaklęcia i wróżby, i nie
miałam zielonego pojęcia, że robię źle”.
Ale, niestety, za wszystko trzeba
zapłacić. Diabeł upominał się o swoje,
a problemy nawarstwiały się. Pozornie
wszystko układało się pięknie i szczęśliwie: Patrycja ukończyła kilka szkół,
zagrała w kilku popularnych serialach,
wyreżyserowała własny film, miała pieniądze, znajomości z ludźmi sztuki, kultury i biznesu, związki z atrakcyjnymi
mężczyznami. A jednak nie było ani
poczucia spełnienia, ani radości, tylko
straszna ciemność w sercu, pustka i głębokie, bolesne rany zadane przez grzechy ciężkie. Najgorsze było jednak to,
że Patrycja nie potrafiła zauważyć tego,
że właśnie grzech jest źródłem jej problemów – diabeł skutecznie zamykał
jej oczy na Prawdę. Do takiego stopnia,
że kiedy zapragnęła pewnego razu pójść
do kościoła, nie mogła znaleźć drzwi wejściowych. Obeszła budynek kilka razy
i wszędzie widziała tylko głuchy mur.
Do dziś Patrycja uśmiecha się w duchu,
kiedy przechodzi lub przejeżdża obok
tego kościoła i widzi ogromne, szeroko
otwarte drzwi...
Ale wtedy nie było jej do śmiechu. Dręczyły ją niewyobrażalne koszmary i lęki. Nie mogła spokojnie zasnąć;
musiała zostawiać zapalone światło. Cały
czas wypełniały ją: lęk, złość, smutek
itp. Kiedy szła do mieszkania po długich
wąskich schodach, zawsze atakował ją
jakiś wielki ptak, a raczej człowiek-ptak.
Demony nachodziły ją we śnie i na jawie;
czasami Patrycja czuła na kończynach
czyjeś ręce, które ją łapały, a ona nie
mogła się obronić. Te przeżycia są trudne
do opisania i za nic w świecie Patrycja nie
chciałaby znowu tego doświadczyć. Ale
wtedy nikt nie powiedział jej, że to odejście od Boga i zaangażowanie w magię
jest przyczyną tego wszystkiego.
Ułuda władzy
Od pewnego człowieka Patrycja otrzymała książkę z zaklęciami, które naprawdę
działały. Początkowo dziewczyna też
nie do końca wierzyła, że to ma moc,
ale ta książka zawsze spadała z półki,
kiedy coś się działo i otwierała się akurat
na takim zaklęciu, które mogłoby się przydać. Demon miał pełny dostęp do Patrycji
i mógł robić, co chce – zapewne również
prowokując te sytuacje, w których sięgała ona po zaklęcia. Pomimo że Patrycja
wyrzucała tę książkę wielokrotnie, ona
w niewytłumaczalny sposób pojawiała się
znowu w domu. Przygoda z książką skończyła się dopiero wtedy, gdy została ona
podarta strona po stronie na kawałki...
Czasami
młodzież
podchodzi
do Patrycji, mówiąc: „To takie fajne, też
chcielibyśmy poczarować!”. Niestety,
to wcale nie jest fajne! Demon domaga się
zapłaty i czyni to w makabryczny sposób.
Uwolnienie spod jego wpływu jest długie i bolesne. Jedyna osoba, której cele się
realizuje w wyniku czarów, to zły duch!
On nam nigdy nie da tego, czego w rzeczywistości chcemy. Zamiast tego czarownik
jest oszukiwany i usidlany. Poszukując
wyzwolenia, Patrycja zwróciła się nawet
Duchowe zagrożenia
Diabeł nie zna
przyszłości – może
jedynie zwodzić,
oszukiwać i stwarzać
pozory
do pewnego księdza, który, niestety, nie
miał pełnego rozeznania i zamiast skierować ją do egzorcysty lub przynajmniej
zalecić zerwanie z praktykami demonicznymi, dał jej pewne sakramentalia, które
miały ją chronić i zalecił w trudnych
chwilach wołać do Jezusa.
Jednak Bóg dał Patrycji szansę powrotu,
stawiając na jej drodze kolejnego księdza,
który zapytał ją o sakramenty i zaproponował spowiedź. Po latach omijania konfesjonału szerokim łukiem dziewczyna
przystąpiła do sakramentu pojednania.
Efektem spowiedzi było to, że kiedy
Patrycja wróciła do domu, w którym
mieszkała z mężczyzną zdradzającym
z nią swoją żonę i poczuła, że coś jest
nie tak, jak powinno. Podjęła natychmiast decyzję o zerwaniu tego związku
i wyprowadziła się.
Niestety, Patrycji nie udało się przełamać niechęci i agresji wobec Kościoła
i ludzi wierzących, którą przez wiele lat
pielęgnował w niej szatan. Nie dbała
o stałe życie sakramentalne, dlatego, choć
ataki demoniczne osłabły, to jednak zły
duch – mocno zakotwiczony w jej sercu
– kontynuował swoje działania. Objawiało
się to tym, że kiedy z powodu jakiejś uroczystości zdarzało się, że była w kościele,
zaczynała głośno szydzić ze wszystkiego,
stawała się agresywna, okazywała irytację
i znudzenie, a nawet opowiadała sprośne
żarty. Nie czuła się z tym dobrze, dlatego
sięgnęła po modlitwę, którą była Koronka
do miłosierdzia Bożego.
Korzystając z jej braku rozeznania, szatan jeszcze raz spróbował ją całkowicie zniewolić, aranżując rozmowę
telefoniczną z pseudoegzorcystą, który
powiedział jej, że w poprzednim wcieleniu zginęła w powstaniu warszawskim,
mając 12 lat. Zły duch wykorzystał emocjonalny związek Patrycji z Warszawą
i jej historią, szczególnie z powstaniem
warszawskim, by przekonać ją do fałszywej filozofii New Age, propagującej kłamstwo o reinkarnacji. Patrycja nie
wiedziała wtedy, że w Kościele katolickim egzorcystą może być tylko kapłan
Fot. Emil Wittstock
Walka duchowa
Patrycja Hurlak
Dotarło do mnie, że
przez moje grzechy
raniłam Jezusa, a On,
zamiast mnie ukarać,
cierpliwie na mnie czekał
i to mianowany przez swojego biskupa,
i że świeccy „egzorcyści” to zazwyczaj
radiesteci, bioenergoterapeuci lub spirytyści, którym się wydaje, że mają moc
nad złymi duchami. Ten człowiek próbował ją zmanipulować, by przejąć kontrolę nad nią i wyłudzić pieniądze. Zalecał
wystrzegać się księży i straszył, że jeśli
ktoś oprócz niego będzie się nad Patrycją
modlił, to taka modlitwa ją zabije.
Powrót do Ojca
Jakiś czas po tym Patrycja była w Krakowie i o godzinie 15:00 weszła z przyjacielem do kościoła Mariackiego, by pomodlić
się Koronką do miłosierdzia Bożego. „Gdy
usiadłam z Marcinem w ławce – wspomina – jakaś niewidzialna siła popychała
mnie w stronę konfesjonału. Czułam,
jakby ktoś wołał mnie po imieniu: »Patrycja, chodź!« Powiedziałam sobie: »nie,
nie wiem, jak mam to zrobić« i siedziałam dalej. Po chwili poczułam, jakby ktoś
ciągnął mnie za kurtkę w okolicy karku
i powtarzał: »no chodź!«. Ten wewnętrzny
głos był tak intensywny, że mimo obaw
i lęków podeszłam do konfesjonału
i wyznałam siedzącemu tam kapłanowi:
»Nie wiem, po co tu przyszłam«. »Ale
ja wiem«, usłyszałam w odpowiedzi, ku
mojemu wielkiemu zdziwieniu. Po raz
pierwszy poczułam się kochana za darmo.
Dotarło do mnie, że przez moje grzechy
raniłam Jezusa, a On, zamiast mnie ukarać, cierpliwie na mnie czekał” (Nawrócona wiedźma, s. 82).
To był prawdziwy przełom w życiu
młodej czarownicy, zniewolonej przez
szatana. Patrycja doświadczyła tak
nr 2-2014 •
15
Duchowe zagrożenia
wielkiej miłości i tak pełnego pokoju,
jakiego nigdy wcześniej w życiu nie
doznała. Poczuła się oszukiwana przez
diabła, który napełniał jej życie lękiem
i smutkiem, stwarzając wrażenie, że nic
innego nie istnieje. Czekała ją jeszcze
długa i trudna droga przez egzorcyzmy
i modlitwy o uwolnienie, ale wiedziała,
że nie ma odwrotu. Ta drobna, delikatna,
młoda kobieta tak bardzo nie chciała
ponownie dopuścić do swojego życia
złego ducha, że od tamtego czasu nieprzerwanie trwa w stanie łaski uświęcającej – tylko raz zdarzyło jej się utracić
ten stan. Prosiła też o modlitwę siostry
bernardynki z Wielunia, które otaczają ją
codziennie tarczą modlitewną. W takiej
walce szatan nie ma żadnych szans.
Patrycja zostawiła wszystko i całym
sercem oddała się służeniu Jezusowi.
Zaufała Mu jak małe dziecko, które wie,
że kochający Tatuś zapewni mu wszystko,
co jest najlepsze. Wielu z nas nie ma
w sobie takiej ufności; przyzwyczailiśmy się wierzyć tylko w to, co widzimy
i czego możemy dotknąć, i wydaje nam
się, że musimy sami o wszystko zadbać.
Tymczasem jesteśmy niemowlakami,
nie dostrzegamy wielu rzeczy, na wiele
innych nie mamy wpływu, a dobry Bóg
troszczy się o nas, dając nam wszystko,
czego potrzebujemy. Patrycja często spotyka się z młodzieżą, by świadczyć o nieskończonej miłości i miłosierdziu Boga.
Zachęca każdego, by koniecznie dzielić
się skarbem wiary i z miłością napominać grzeszników. Jej droga do Chrystusa
była długa i bolesna między innymi dlatego, że nikt nie powiedział jej wprost:
„Patrycjo, źle postępujesz! Popełniasz
grzech, blokując dostęp Boga do swojego życia”. Nikt nie zaproponował jej
trwania w łasce uświęcającej i korzystania z sakramentów. Dopiero, gdy wydarzyła się w jej życiu tragedia, zwróciła się
do Boga – ale gdyby życzliwi wierzący
ludzie wcześniej pomogli jej zrozumieć,
jak bardzo grzeszy, uprawiając czary,
wielu złych rzeczy udałoby się uniknąć.
Dlatego nie bójmy się głosić Chrystusa każdemu, a zwłaszcza tym, którzy
trwają w grzechach ciężkich. Nie bójmy
się wyśmiania lub odrzucenia – jeśli
napominamy po przyjacielsku, z miłością, nie wyrządzamy nikomu krzywdy.
Prorok Ezechiel otrzymał od Boga jasne
polecenie, które obowiązuje nas wszystkich: „Jeśli do występnego powiem:
Występny musi umrzeć – a ty nic nie
mówisz, by występnego sprowadzić
16
• nr 2-2014
Mała Arabka
Demon domaga się
zapłaty i czyni to
w makabryczny sposób.
Uwolnienie spod jego
wpływu jest długie
i bolesne
z jego drogi – to on umrze z powodu
swej przewiny, ale odpowiedzialnością
za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił
od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie
odstępuje od swojej drogi, to on umrze
z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją
duszę. (...) Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny
zawrócił ze swej drogi i żył” (Ez 33,8-11).
Ponosimy odpowiedzialność za każdego
grzesznika, którego z lenistwa, wygody
lub ze strachu nie napomnieliśmy, któremu nie pokazaliśmy drogi do zbawienia i którego nie zaprowadziliśmy
do Jezusa Chrystusa, kochającego nas
jak nikt inny.
Na podstawie rozmowy z Patrycją
Hurlak opracował Mirosław Rucki
Na spotkanie z Patrycją Hurlak
zapraszają siostry urszulanki
w ramach Urszulańskich Dni
Młodych, które odbędą się
w dniach 23-23 maja 2014 r.
w Poznaniu. Więcej informacji
na stronie: www.udm.osu.pl
Więcej szczegółów dotyczących
nawrócenia młodej wiedźmy można
przeczytać w książce Nawrócona
wiedźma Wydawnictwa Unitas.
Polecamy również książkę Wydawnictwa
Agape o zagrożeniach duchowych
pt. Magia – cała prawda.
Książki do nabycia w naszej księgarni:
sklep.milujciesie.org.pl
tel. (+48) 61 852 32 80.
Błogosławiona Maria Baouardy
od Jezusa Ukrzyżowanego
(Mała Arabka) miała doznania
mistyczne i nosiła na ciele
stygmaty – takie same rany,
jakie zadano Chrystusowi.
W cudowny sposób przeżyła
męczeństwo za wiarę. Jako
młoda dziewczyna złożyła
ślub czystości i w wieku 21 lat
wstąpiła do karmelu w Pau.
Całe jej życie było pełne
niesamowitych Bożych darów,
ale fundamentem jej świętości
była pokora.
W sierpniu 1870 roku siostra Maria
od Jezusa Ukrzyżowanego razem z pięcioma siostrami wyjechała na placówkę
misyjną do Mangalore, w Indiach. Podczas podróży statkiem trzy siostry zmarły.
W Mangalore
Po przyjeździe do klasztoru w Indiach
siostra Maria przeżyła okres intensywnych pokus. Szatan pokazywał się jej pod
postacią różnych świętych i nakłaniał ją,
aby opuściła klasztor i wyszła za mąż.
Siostra Maria za każdym razem demaskowała jego obecność i przepędzała
znakiem krzyża. Mówiła siostrom: „Pan
Bóg dopuszcza pokusę tylko po to, abyśmy mogli wzrastać. Nie zniechęcajcie
się nigdy, przecież nie jesteście aniołami.
Nic nie mogę sama z siebie, nic prócz
grzechu, ale Bóg może we mnie uczynić
wielkie rzeczy”. Zniechęconych zachęcała do ufności w nieskończone Boże
miłosierdzie: „Ludziom o sercu skruszonym, uniżonym i prawym Pan Bóg
zawsze przebacza wszystkie grzechy”.
Pierwszą profesję zakonną siostra
Maria złożyła 21 listopada 1871 roku
w kaplicy klasztoru w Mangalore. Po złożeniu ślubów zakonnych, będąc w ekstazie, wskazała na Najświętszy Sakrament
i z zachwytem zawołała: „Oto Miłość!”.
Mała Arabka
Mała Arabka –
Kiedy zapytano ją potem, co trzeba zrobić, by tak jak ona móc kochać Jezusa,
pochyliła się, podniosła z ziemi drobinkę
prochu i powiedziała: „Trzeba się stać tak
małym, jak ten proch”.
Następnego dnia siostra przełożona
poprosiła siostrę Marię, aby wyjawiła
przed nią całe swoje życie wewnętrzne.
Siostra Maria odpowiedziała, że jest
to tajemnica zarezerwowana dla spowiednika. Przeorysza uznała, że odmowa
wskazuje na działanie złego ducha.
Na dodatek poparł ją miejscowy biskup
Efrem. Zaczęło się więc przekonywanie siostry Marii, że trwa w iluzji, a jej
ekstazy i stygmaty są dziełem szatana.
W lutym 1872 roku biskup Efrem poinformował siostry w karmelu, że stygmaty
i ekstazy siostry Marii należy traktować jako dzieło demona lub jej chorej
wyobraźni. Naciskano na nią, by wyrzekła się wszystkich dotychczasowych
mistycznych doświadczeń. Próbowano ją
do tego nakłonić, zakazując jej wchodzenia do chóru na wspólną modlitwę sióstr
oraz zmniejszając jej porcje pożywienia. Siostra Maria przyjmowała z pokorą
wszystkie decyzje przełożonych, również
tę, że musi być poddana egzorcyzmom.
Ponieważ egzorcyzm nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, przeorysza nadal
nalegała na siostrę Marię, aby zeszła
ze złej drogi. Był to dla niej okres szczególnie dotkliwego cierpienia.
Podczas jednego z objawień Pan Jezus
wyjaśnił jej sens tego cierpienia: „Moja
córko, jesteś podobna do krzewu winnego. Popatrz, jak pracuje właściciel winnicy, jak opiekuje się krzewem winnym:
spulchnia ziemię wokół niego. Ziemia
oznacza twoje ciało: ja oporządzam krzew
winny przez cierpienie. Aby krzew winny
mógł przynieść dużo owoców, właściciel
winnicy obcina złe gałązki i oczyszcza
dobre. Ja również posługuję się pokusami,
upokorzeniami, pogardą, by oczyścić
swój krzew winny, i odcinam złe i niepotrzebne gałązki: pychę i naturę, która
musi obumrzeć. Właściciel winnicy nie
Fot. Wydawnictwo Karmelitów Bosych
bł. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego
Błogosławiona Maria Baouardy, „Mała Arabka”
pracuje na próżno, on z nadzieją oczekuje
na owoce. (…) Uważajcie, trzeba rodzić
owoc. Pan wycina drzewa, które go nie
przynoszą, wrzuca do ognia złe drzewa
i zasadza inne. Znoś próbę, pokusę, cierpienie, znoje, odrazę, osamotnienie.
To wszystko oczyszcza złą ziemię i przygotowuje ją na przyjęcie mojej łaski”.
Innym razem Pan Jezus powiedział: „Czy
sądzisz, że tylko ty cierpisz? Ja cierpię
bardziej niż ty, dźwigam ciężar wszystkich waszych grzechów”. Pewnego dnia
podczas modlitwy siostra Maria usłyszała
głos: „Bóg jest ukryty w sercu człowieka
jak nasionko w owocu, jak pięć nasionek
w jabłku. Jest tam ukryty z tajemnicami
Męki, które symbolizuje te pięć nasionek.
Pan Bóg dopuszcza
pokusę tylko po to,
abyśmy mogli wzrastać.
Nie zniechęcajcie się
nigdy
Bóg cierpiał i trzeba, by człowiek cierpiał,
czy tego chce, czy nie chce. Jeśli cierpi
z miłości w zjednoczeniu z Bogiem,
będzie mniej cierpiał i otrzyma zasługi.
W głębi jego serca jest owe pięć nasionek, które zakiełkują i przyniosą obfity
owoc, ale jeśli człowiek się zbuntuje,
będzie cierpiał więcej, nie zyskując żadnej zasługi”. Siostra Maria zrozumiała,
że to, co jest najpiękniejsze w życiu
nr 2-2014 •
17
Fot. Archiwum Ms!
Mała Arabka
Współczesny widok na Bonifacio
na ziemi, to przyjmowanie każdego cierpienia i ofiarowywanie go Jezusowi.
Siostra Maria nazywała posłuszeństwo
Bogu skrzydłami duszy zakonnej. Wyjaśniała siostrom, że „posłuszeństwo jest
dla dusz tym, czym są skrzydła dla ptaka.
Biada człowiekowi, który nie poświęca
wszystkiego posłuszeństwu: swego pragnienia, woli, tego wszystkiego, co mu
się podoba. Jeśli nie uczyni tej ofiary,
nigdy nie ujrzy Boga. Dusza, która jest
posłuszna Bogu, jest posłuszna przełożonemu – taka dusza jest królową pokoju
i radości. A dusza, która nie jest posłuszna
Bogu, nie jest posłuszna przełożonemu
i jest królową zamętu i niepokoju”.
Decyzją wyższych przełożonych siostra Maria opuściła Mangalore 23 września 1872 roku i wróciła do macierzystego
klasztoru w Pau we Francji.
Ponownie w Pau
Po przyjeździe do karmelu w Pau siostra Maria prosiła, aby mogła być siostrą
konwerską, przeznaczoną do najniższych
prac. W tej wspólnocie sióstr była traktowana normalnie. Przełożone nie były
uprzedzone do jej mistycznych darów.
Pewnego dnia podczas modlitwy siostra Maria usłyszała głos, który wychodził ze wspaniałego światła: „Jeśli chcesz
Mnie szukać i pójść za Mną, wzywaj
światło, to znaczy Ducha Świętego, który
oświecił moich uczniów i który oświeca
wszystkie ludy, które Go wzywają. Ktokolwiek będzie wzywał Ducha Świętego,
18
• nr 2-2014
znajdzie Mnie. Jego sumienie będzie
delikatne jak kwiat polny. Jeśli będzie
to ojciec lub matka, w jego rodzinie zapanuje pokój. Kapłani, którzy odprawią raz
w miesiącu Mszę św. o Duchu Świętym,
uczczą Mnie. A każdy, kto będzie w niej
uczestniczył, otrzyma dary Ducha Świętego, otrzyma światło i pokój. On uleczy
chorych, obudzi tych, którzy śpią”.
Siostra Maria tak kochała Jezusa,
że gdy ktoś w jej obecności wypowiedział Jego imię, wpadała w zachwyt i ekstazę. 22 czerwca 1873 roku siostry były
świadkami niesamowitego zjawiska lewitacji. Przeorysza z mistrzynią zauważyły,
że siostra Maria jest nieobecna na kolacji. Wyszły do ogrodu i zobaczyły, jak
siostra Maria unosi się nad potężnymi
lipami i w zachwycie woła: „o Miłości!”.
Lewitacja – doświadczenie unoszenia się
ciała w powietrzu, wbrew prawu grawitacji – było udziałem wielu świętych. Jest
to namacalny przejaw zbliżenia się człowieka do Boga. Wystraszona przeorysza
poleciła siostrze Marii, aby natychmiast
zeszła na ziemię. Kiedy zakonnica opadała, jeden z jej sandałów zaczepił się
i zawisł na najwyższej gałęzi lipy. Będąc
w ekstazie, siostra Maria nie zdawała
sobie sprawy, że jej ciało lewituje. Gdy
wróciła do normalności, ze zdumieniem
zauważyła, że jej sandał wisi na czubku
lipy i spytała, jak to się mogło stać.
Siostra Maria podczas niektórych ekstaz przepięknym śpiewem wychwalała
niewypowiedzianą dobroć, miłość i miłosierdzie Boga. W czasie innej mówiła:
„Wszyscy śpią! A o Bogu tak dobrym, tak
wielkim, tak godnym uwielbienia zapominają. Nikt o Nim nie myśli! Wysławia go przyroda, niebo, gwiazdy, drzewa,
rośliny, wszystko Go wysławia. Człowiek
także powinien Go wysławiać, znając
Jego dobrodziejstwa, a on śpi! Szybko,
szybko, obudźmy wszechświat! Chodźmy
sławić Boga, śpiewać Mu dziękczynienie! Świat śpi, chodźmy go obudzić!”.
Innym razem ze łzami mówiła: „Jezus nie
jest znany. Jezus nie jest miłowany. On,
tak pełen dobroci i łagodności. On, który
wszystko uczynił dla człowieka”.
Fundamentem
świętości
siostry
Marii była jednak pokora, a nie nadzwyczajne mistyczne dary. Tak o niej
mówiła: „Świętość to nie modlitwa ani
widzenia, ani objawienia, ani umiejętność dobrego wysławiania się, ani włosiennice, ani pokuty, lecz pokora i surowa
reguła. Pokora to pokój! Dusza pokorna
jest zawsze szczęśliwa. Serce pokorne
jest naczyniem, kielichem, które zawiera
Boga! Jeśli dusze, które ćwiczą się
w wielu cnotach, nie dołożą starań, by
osiągnąć pokorę, nigdy nie będą miłe
Jezusowi. Natomiast te, które będą ćwiczyć się w pokorze, to chociażby grzeszyły o wiele więcej, znajdą łaskę u Boga.
Pan mówi: »Dusza prawdziwie pokorna
uczyni więcej cudów niż dawni prorocy«”.
W świetle miłości Jezusa siostra Maria
mogła zobaczyć całą swoją nicość, dlatego były jej obojętne wszelkie pochwały,
krytyki i oszczerstwa. Mówiła: „Jestem
tym, czym jestem przed Bogiem. Jestem
samym grzechem, nędzą, niewdzięcznością. Mój Boże, okaż mi swoją litość!”.
Tylko człowiek pokorny ma czyste
serce, całe oddane Bogu, wtedy uczestniczy w niezniszczalnej radości zmartwychwstania. Siostra Maria pragnęła,
aby wszyscy byli tego świadomi, dlatego przekonywała: „Człowieku, ciesz
się i raduj, ponieważ twoim skarbem
jest Najwyższy! Bądź dumny, że masz
tak wielkiego Boga! Jeżeli będziesz bardziej kochał to, co zostało stworzone,
niż Boga, który to stworzył, wówczas
twoja miłość zamieni się w ciemność.
Miłuj całym sercem Boga, który stworzył
wszystkie rzeczy, a twoja miłość zamieni
się w światło!”.
Siostra Maria radziła: „Jeżeli czynicie coś dla Jezusa, czyńcie to całkowicie.
On nie lubi działania połowicznego. Dusza,
która nie daje Mu wszystkiego, jest jak letnia woda, którą Jezus wyrzuca ze swych
ust. (…) Ten, który nie ofiarował Jezusowi
swojej woli, niczego nie uczynił”.
Po powrocie z Indii do Pau siostra
Maria powiedziała matce przełożonej,
że Jezus wzywa ją do Betlejem, gdyż
pragnie, aby powstało tam zgromadzenie karmelitańskie. Twierdziła, że przed
upływem trzech lat razem z innymi siostrami wyjedzie do Betlejem, aby założyć
nową fundację karmelitańską. Przełożeni
początkowo nie przywiązywali większej
wagi do jej proroctwa, ale siostra Maria
nalegała, przypominając, że jest to prośba
i polecenie Jezusa.
Widząc sceptycyzm przełożonych,
siostra Maria powiedziała Panu Jezusowi: „Na dowód, że to jest Twoja wola,
aby powstał karmel w Betlejem, spraw,
aby ten uschnięty listek geranium wypuścił korzeń”. W krótkim czasie wszystkie
siostry mogły zobaczyć, jak z uschniętego listka wyrosło wspaniałe geranium.
Założenie nowego zakonu karmelitańskiego w Betlejem wydawało się jednak marzeniem nie do zrealizowania.
Nie było funduszy, nie było działki pod
budowę, a przede wszystkim nie było
zgody Stolicy Apostolskiej.
Dla Boga nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Podczas adoracji Pana Jezusa
w Najświętszym Sakramencie pani Dartigaux z Pau otrzymała wewnętrzne
natchnienie, że powinna sfinansować fundację nowego karmelu w Betlejem. Udała
się więc do przełożonej oraz siostry Marii
i powiedziała im o wszystkim. Siostry
przedstawiły problem biskupowi Lacroix,
który po długim wahaniu wysłał prośbę
Fot. Wydawnictwo Karmelitów Bosych
Mała Arabka
Błogosławiona Maria Baouardy z Bertą Dartigaux w karmelu w Pau
Dusza pokorna jest
zawsze szczęśliwa.
Serce pokorne jest
naczyniem, kielichem,
które zawiera Boga!
do Watykanu o pozwolenie na założenie nowej fundacji karmelitańskiej. Ku
zaskoczeniu wszystkich bł. Pius IX bardzo
szybko przysłał dekret ustanawiający karmel w Betlejem. W maju 1875 roku wszystkie formalne sprawy były już pozałatwiane.
Fakt ten utwierdził biskupa Lacroix
w przekonaniu, że siostra Maria, która
nazywała siebie „małym nic”, została
obdarowana nadzwyczajnymi mistycznymi darami i charyzmatami. Biskup
powiedział o tym podczas spotkania
z księżmi ze swojej diecezji, którzy z kolei
przekazali jego opinię wiernym w swoich
parafiach. Ludzie zaczęli tłumnie przybywać do karmelu w Pau, aby spotkać się
z pokorną zakonnicą. Posłuszna poleceniu
przełożonej, siostra Maria przyjmowała
w zakonnej rozmównicy ludzi potrzebujących duchowego wsparcia. Dokonywały
się tam wtedy liczne cudowne nawrócenia.
W drodze do Betlejem
Nadszedł czas wyjazdu do Betlejem. Siostra Maria wraz z dziewięcioma siostrami
i fundatorką panią Dartigaux opuściły Pau
20 sierpnia 1875 roku, zatrzymując się
po drodze w Lourdes.
Płynąc przez cieśninę Bonifacio, siostra Maria zachwycona jej pięknem
mówiła: „Jakie to piękne, ale jak nieskończenie piękniejszy musi być Bóg, który
to wszystko uczynił! Panie, Boże zastępów, jaki jesteś wielki!”.
Cała załoga statku cieszyła się z obecności siostry Marii, małej, skromnej zakonnicy, która dostrzegała każdego i każdemu
miała do powiedzenia pokrzepiające
słowo. Mówiła marynarzom o konieczności modlitwy i przemijalności ziemskiego
życia. Słuchali jej z wielkim szacunkiem.
Gdy mówiła o Bogu, jej słowa były przepełnione żarem miłości i głęboko zapadały
w ludzkie dusze. Pocieszała w zmartwieniach, przygnębionym przywracała radość
życia, wątpiącym ufną wiarę i nadzieję.
Po spotkaniu z nią każdy czuł się mocniejszy i lepszy. Miała odwagę mówić prawdę,
ponieważ: „Pan Jezus nie chce, by prawiono komplementy”. Jej rozmówcy tylko
dlatego przyjmowali od siostry Marii
nieraz bardzo bolesną dla nich prawdę,
ponieważ widzieli, że kieruje się bezinteresowną miłością.
3 września 1875 roku statek zacumował na trzy dni w Aleksandrii. Właśnie w tym mieście siostra Maria 13 lat
wcześniej przeżyła męczeństwo za wiarę.
Zabójca poderżnął jej gardło, ponieważ
kategorycznie odmówiła wyparcia się
wiary w Jezusa i przejścia na islam, a Bóg
w cudowny sposób przywrócił ją do życia.
6 września statek przypłynął do Jaffy.
Pod wieczór tego samego dnia siostry
pojechały do Ramallah, a następnego dnia
do Jerozolimy. Przez trzy dni pielgrzymowały po najważniejszych sanktuariach
tego świętego miasta.
Kiedy 24 września 1875 roku dotarły
do Betlejem, najpierw udały się na modlitwę do groty Narodzenia Pana Jezusa.
Zostały tam uroczyście wprowadzone
i przywitane przez patriarchę Jerozolimy,
przedstawicieli rządu francuskiego i prawie wszystkich mieszkańców. Potem
w procesji odprowadzono je do prowizorycznego klasztoru, w którym miały
mieszkać przez rok. Siostry chciały jak
najszybciej kupić odpowiedni teren, aby
budować klasztor. Kilka lat wcześniej,
podczas swego objawienia, Pan Jezus
pokazał siostrze Marii działkę pod przyszły klasztor w Betlejem i powiedział,
że było to miejsce ostatniego odpoczynku
Maryi w drodze do miejsca Jego narodzenia. To wzgórze jest także nazywane
Wzgórzem Dawidowym, ponieważ tutaj
znajduje się grota, w której Dawid był
nr 2-2014 •
19
Mała Arabka
namaszczony na króla. Teren ten był własnością kilku muzułmanów i chrześcijan
niekatolików. Piętrzyły się więc trudności związane z jego zakupem. Według
zapowiedzi Pana Jezusa, udzielonej siostrze Marii, sami właściciele tego terenu
mieli zwrócić się do sióstr z prośbą o jego
kupno. I tak się po kilku dniach stało.
Bez problemu dokonano transakcji. Siostry stały się właścicielkami dużej działki.
Pan Jezus pokazał także siostrze Marii
architektoniczny projekt całego klasztoru,
według którego został on zbudowany.
Klasztor w Betlejem
Ponieważ siostra Maria mówiła po arabsku, przełożona zleciła jej, aby troszczyła
się o pracowników i nadzorowała budowę
klasztoru. Jednym z pracowników był
młody człowiek, który porzucił chrześcijaństwo i przeszedł na islam. Siostra Maria
widziała jego złowrogie i nieufne spojrzenia. Zaczęła mu opowiadać o miłości
do Jezusa. Tak go ujęła swoją postawą, że
ów młodzieniec otworzył przed nią swoje
serce i wyznał zbrodnię, którą popełnił.
Poszedł do spowiedzi, uroczyście odwołał
swój akt apostazji i przyjął Komunię św.
Wszyscy byli świadkami cudownej przemiany, której Pan Jezus w nim dokonał.
Siostra Maria mówiła swym siostrom,
że „Pan Jezus nie znosi dwulicowości, ale
miłuje prawe serce. Człowieka prawego
miłuje Bóg i nawet gdyby uczynił wiele
grzechów, Pan Bóg da mu światło, by się
nawrócił; ale na człowieka obłudnego
Bóg nie może patrzeć i nawet gdyby miał
wszelkie pozory świętości, nie będzie
miły Bogu, tak jak człowiek prawy, mimo
wszystkich swoich niedoskonałości”.
Siostra Maria najbardziej bała się grzechu, odczuwała do niego odrazę. Całym
swoim sercem pragnęła, aby wszyscy
ludzie kochali Boga. Chciała ludzkie
serca zapalać miłością do Jezusa, a miłość
ta była nierozerwalnie związana z umiłowaniem krzyża, który jest znakiem miłości
„aż do końca”. Pragnęła na miłość Jezusa
odpowiedzieć miłością, przyjmując na siebie cierpienie krzyża. Została powołana
do szczególnego uczestniczenia w Jego
cierpieniu za zbawienie grzeszników.
W Betlejem jej współcierpienie z Chrystusem osiągnęło swój punkt kulminacyjny.
Najbardziej cierpiała, gdy, dzięki łasce
bilokacji, była świadkiem prześladowań
i zbrodni dokonywanych na chrześcijanach
w różnych zakątkach świata. Pan Bóg dał
siostrze Marii możliwość uczestniczenia
20
• nr 2-2014
Codzienna modlitwa
bł. siostry Marii
(Małej Arabki):
„Duchu Święty, natchnij mnie.
Miłości Boża, pochłoń mnie.
Po prawdziwej drodze prowadź
mnie. Maryjo, Matko moja,
spojrzyj na mnie.
Z Jezusem błogosław mnie.
Od wszelkiego zła, od wszelkiego
złudzenia i niebezpieczeństwa
zachowaj mnie!”.
w tych tragicznych wydarzeniach w miejscach oddalonych o setki czy tysiące
kilometrów. Zachowało się wiele notatek na ten temat. Zacytujmy jedną z nich,
z 28 stycznia 1877 roku: „Wczoraj wieczorem zobaczyłam, że daleko stąd przygotowywano się do masakry chrześcijan.
Byłam przerażona. Chrześcijanie zostali
uprzedzeni, ale nie zdołali uciec. Zobaczyłam masakrę. Rozdzierające krzyki,
wołano o pomoc, ale nikt im nie mógł jej
udzielić. To było straszne”.
Siostra Maria relacjonowała szczegółowo męczeństwo niektórych misjonarzy w Chinach i innych krajach
misyjnych. Na przykład zaraz po męczeństwie ks. Baptifaulta w Yunnanie w Chinach 14 września 1874 roku, siostra Maria
zrelacjonowała to wydarzenie księdzu
biskupowi Lacroix. Kiedy kilka miesięcy
później biskup czytał w czasopiśmie „Univers” oficjalną relację z tego męczeństwa,
przekonał się, że opis ten był w najdrobniejszych szczegółach zgodny z relacją
siostry Marii. Wszystkie upokorzenia,
oszczerstwa i kłamstwa, które ludzie złej
woli wymierzali przeciwko Kościołowi,
zadawały ogromne cierpienie siostrze
Bóg cierpiał i trzeba,
by człowiek cierpiał, czy
tego chce, czy nie chce.
Jeśli cierpi z miłości
w zjednoczeniu
z Bogiem, będzie mniej
cierpiał i otrzyma
zasługi
Marii, która czuła się żywym członkiem
Kościoła. A wiemy, że Kościół to Chrystus i my wszyscy, biedni grzesznicy, którzy potrzebujemy Jego miłosierdzia.
W Wielkim Poście 1876 roku siostrze
Marii na nowo otworzyły się stygmaty
na sercu, głowie, nogach i rękach. Były
to krwawiące rany, znaki szczególnego
współcierpienia z Jezusem za zbawienie
grzeszników. Właśnie wtedy dokonały się
jej mistyczne zaślubiny z Jezusem. Siostra
Maria tłumaczyła: „Powołując nas do istnienia, Pan Bóg obdarował nas wolną
wolą. Ten, kto ofiaruje swoją wolę Bogu
Stwórcy, otrzyma pierścień, jako znak
zaślubin z Bogiem. To jest szczyt wszystkiego, co można osiągnąć tu na ziemi. Jest
to pierścień ślubny!”.
Siostra Maria była przekonana o swojej wielkiej grzeszności. Była pokorna,
bo żyła w prawdzie. Mówiła: „Mój Boże,
jesteśmy czymś tak niewielkim! Jak człowiek może sobie przypisywać dobro?
Pomimo wszystkich moich niewierności,
Bóg mnie kocha i wybawi mnie wyłącznie przez swoje miłosierdzie”.
Budowa nowego klasztoru postępowała
bardzo szybko. Już 21 listopada 1876 roku
siostry karmelitanki zamieszkały w nowej
siedzibie na Wzgórzu Dawidowym. Patriarcha odprawił tam pierwszą Mszę św. Siostra Maria widziała, jak podczas niej wiele
dusz przeszło z czyśćca do nieba.
Ostatni etap
Siostra Maria tęskniła za niebem. Oczekiwała śmierci jako godziny swojego
wyzwolenia. Modliła się: „Przyspiesz,
Panie, chwilę mojego odejścia. Tęsknię za
Tobą! Jestem jak dziecko, które utraciło
ojca i biegnie na jego poszukiwanie. Jestem
jak ptaszek uwięziony w klatce. Otwórz mi
drzwi, żebym uleciała do Ciebie!”.
Radziła siostrom: „W drodze, po której idziemy, czuwajmy, aby nieprzyjaciel nas nie oszukał. Czyńmy często znak
krzyża. Mówię wam to, o czym poucza
mnie Pan. Kiedy jesteście kuszone, gdziekolwiek byście były, uklęknijcie przed
Panem. Powiedzcie: »Panie, wyrzekam
się szatana, jego dzieł, chcę tylko Twojego
Ducha«. Gdy nie wiecie, co jest dobre,
a co jest złe, powiedzcie w głębi serca,
klękając: »Panie, wyrzekam się szatana,
jego dzieł, jego uczuć, chcę tylko Ciebie
i Twojego Ducha«. Zobaczycie, że zawsze
będziecie zwyciężać, jeśli dochowacie
wierności tym słowom, bo często będą
wam zadawane ciosy i rany”.
Fot. Archiwum Ms!
Panorama Betlejem
Wiosną 1878 roku matka przełożona
w towarzystwie siostry Marii i innej siostry udała się do Nazaretu, aby kupić
teren pod nowy karmel. Gdy zakonnice
były w drodze, Pan Jezus pokazał siostrze
Marii miejsce, w którym dwóch Jego
uczniów spotkało Go po zmartwychwstaniu i rozpoznało po łamaniu chleba (por.
Łk 24,29-32). Późniejsze wykopaliska
archeologiczne potwierdziły, że rzeczywiście jest to Emaus, o którym czytamy
w Ewangelii.
Po powrocie do Betlejem siostra Maria
podjęła swoje obowiązki nadzorowania
robót budowlanych. 22 sierpnia 1878 roku,
gdy szła po schodach i niosła dla pracowników napój, potknęła się i upadła, łamiąc
lewe ramię. Bardzo szybko rozwinęła się
gangrena. Była świadoma tego, że wkrótce
umrze. Powiedziała siostrom: „Jestem
w drodze do nieba, pragnienie całego
mojego życia wkrótce się wypełni. Pójdę
do Jezusa”. 26 sierpnia 1878 roku wypełniło się największe pragnienie jej życia.
Siostra Maria odeszła do Pana. Miała
33 lata. Przed śmiercią wyspowiadała się,
przyjęła sakrament chorych i Komunię św.
Ofiarowała swoje cierpienia za Kościół, za
Francję i za karmel. Podczas agonii zawołała: „Jak łania pragnie wody ze strumieni,
tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!”
(Ps 42,2). W momencie śmierci jej twarz
zastygła w wyrazie zachwytu i radości
ze spotkania z Chrystusem. Na jej ciele były
Prawdziwa mądrość
i rozumność zakładają
postawę „prostaczka”,
rozumianą jako uległość
Duchowi Świętemu
widoczne rany stygmatów, a w ich miejscu
ciało było przezroczyste.
Pogrzeb siostry Marii odbył się
27 sierpnia. Uczestniczyła w nim wielka
rzesza ludzi. W tym dniu widoczna była
nad karmelem tęcza z zieloną koroną
w środku, a w karmelitańskich klasztorach
w Betlejem i w Pau rozchodził się ten sam
niesamowity zapach, który w pewnych
dniach towarzyszył siostrze Marii, gdy tam
przebywała.
Siostra Maria Baouardy od Jezusa
Ukrzyżowanego (Mała Arabka) została
beatyfikowana 13 listopada 1983 roku.
Święty Jan Paweł II podczas homilii mówił: „Prawdziwa mądrość i rozumność zakładają postawę »prostaczka«,
rozumianą jako uległość Duchowi Świętemu. Tylko ona umożliwia poznanie,
w Synu, przez Syna i z Synem, tajemnic
Ojca, które pozostają zakryte przed mędrcami i rozumnymi tego świata, zaślepionymi głupotą i pychą (por. 1 Kor 1,18-21).
(…) Całe życie tej młodej Arabki, pełne
niezwykłych darów mistycznych, było –
w świetle Ducha Świętego – świadomą
i nieodwołalną odpowiedzią na powołanie
do świętości, czyli odpowiedzią na ów
odwieczny plan zbawienia (…), który
został ustanowiony dla każdego z nas przez
miłosierdzie Boga”. Dzięki jej wstawiennictwu u Boga nieustannie dokonują się
liczne cudowne uzdrowienia i nawrócenia.
Błogosławiona Mario od Jezusa
Ukrzyżowanego, wypraszaj nam dar czystego i pokornego serca. Ucz nas przyjmować każde cierpienie i ofiarowywać je
oraz naszą wolę Jezusowi.
ks. M. Piotrowski TChr
o. Pierre Estrate
Mariam, święta
Palestynka
ks. M. Piotrowski TChr
Jeżeli znaków i cudów
nie zobaczycie, nie
uwierzycie (J 4,48)
Książki do nabycia w naszej księgarni:
sklep.milujciesie.org.pl
tel. (+48) 61 852 32 80.
nr 2-2014 •
21
Sens cierpienia
Przekraczanie siebie
Święty Jan Paweł II, Wielki Piątek, 2005 r.
w cierpieniu
Fot. Arturo Mari
św. Jana Pawła II
„Cierpienie zdaje się przynależeć do transcendencji człowieka:
jest jednym z punktów, w których człowiek zostaje niejako
»skazany na to«, ażeby przerastał samego siebie – i zostaje
do tego w tajemniczy sposób wezwany” – pisze Jan Paweł II
w liście apostolskim o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia
Salvifici doloris w 1984 roku.
Trzy lata wcześniej autor tego zdania
po strzale Alego Agcy sam dogłębnie
poznaje znaczenie słów: walka o życie, ból
fizyczny i duchowy, szpital. W tym najbardziej dramatycznym, po ludzku rzecz
ujmując, doświadczeniu okazuje jednak
niezwykłą wielkość ducha. Przebacza niedoszłemu zabójcy („Modlę się za brata,
który zadał mi cios, i szczerze mu przebaczam”) i przyznaje, iż jest wdzięczny Bogu
nie tylko za ocalenie życia, ale także za to,
22
• nr 2-2014
że może stać się częścią wspólnoty chorych, przebywających tak jak on w szpitalu. Przyszłość pokaże, iż ze wspólnotą
chorych będzie łączyła papieża stała więź,
gdyż ostatnie lata życia nie oszczędzą mu
ciężaru cierpienia i starości.
Wszyscy, poza najmłodszym pokoleniem, w pewien sposób byliśmy świadkami choroby i śmierci Jana Pawła II.
Widzieliśmy, jak z biegiem lat dotyka
go coraz mocniej choroba Parkinsona,
jak z coraz większym trudem trzyma
w ręku teksty przemówień, jak pod
koniec życia zmuszony jest poruszać się
na wózku inwalidzkim, jak wielką cenę
płaci za wypowiedzenie całej homilii, a przed śmiercią już nawet każdego
słowa. Wszystkie te znaki słabości jego
ciała wzbudzały w nas współczucie, ale
jednocześnie rodziły podziw. Któż z nas
nie chciałby w obliczu bólu tak mężnie, pogodnie i w duchu wiary znosić
Chorych i cierpiących
papież zapraszał
do przeżywania
cierpienia wraz
z Chrystusem
ukrzyżowanym
i zmartwychwstałym
Sens cierpienia
cierpienie? Spójrzmy zatem raz jeszcze
na czyny, ale i też na słowa Jana Pawła II,
przybliżające jego fenomen przekraczania siebie w cierpieniu.
W Wielki Piątek 2005 roku, na osiem dni
przed śmiercią Jana Pawła II, cały świat
obiegło zdjęcie, które później jego autor
– Arturo Mari – bez wahania uzna za najlepiej oddające, kim był Jan Paweł II.
Na fotografii został uwieczniony moment
objęcia krzyża przez cierpiącego papieża.
Ojciec Święty wówczas, po raz pierwszy
w czasie swojego 27-letniego pontyfikatu, nie uczestniczył fizycznie w odbywającej się w rzymskim Koloseum drodze
krzyżowej. Ze względu na stan zdrowia
pozostał w kaplicy w Pałacu Apostolskim, skąd śledził za pośrednictwem telewizji nabożeństwo prowadzone w jego
zastępstwie przez kard. C. Ruiniego.
Przy 14. stacji Ojciec Święty poprosił
swojego sekretarza ks. M. Mokrzyckiego
o krzyż. Kiedy go otrzymał, kontemplował przez moment Chrystusa na krucyfiksie, po czym przycisnął Go sobie do serca
i do twarzy. Trudno o bardziej przejrzysty
gest wyrażający bliskość ukrzyżowanego
Pana i Jego cierpiącego sługi!
Ta lekcja dana całemu światu przez
Jana Pawła II wpisana była jednak w całe
jego posługiwanie jako następcy św. Piotra. Już w pierwszej homilii inaugurującej
pontyfikat papież zachęcał do skierowania wzroku na Chrystusa w historycznych
dziś słowach: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. Szczególnie chorych i cierpiących
papież zapraszał do przeżywania cierpienia wraz z Chrystusem ukrzyżowanym
i zmartwychwstałym. Czynił tak, ponieważ był głęboko przekonany, iż tylko
na poziomie wiary można znaleźć odpowiedź na pytanie o sens cierpienia i tylko
w jedności ze Zbawicielem można owocnie przejść ów – jak się wyraził – „trudny
szlak” choroby i cierpienia. Ponadto człowiek cierpiący, który naśladuje Chrystusa w przyjęciu krzyża, swoim bólem
toruje drogę mocy dobra i służy zbawieniu innych ludzi. Pozbywa się tym samym
poczucia bezsensowności i bezużyteczności. W Salvifici doloris Ojciec Święty tłumaczył: „Chrystus bowiem na ludzkie
pytanie o sens cierpienia nie odpowiada
wprost i nie odpowiada w oderwaniu.
Człowiek słyszy Jego zbawczą odpowiedź, w miarę jak sam staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa. Odpowiedź,
Fot. Archiwum Ms!
Otwórzcie drzwi Chrystusowi!
Święty Jan Paweł II w Starym Sączu, 1999 r.
Pójście za
Chrystusem i udział
w Jego cierpieniu
znamionowało życie
Jana Pawła II
która przychodzi przez takie uczestnictwo na drodze wewnętrznego spotkania z Mistrzem, jest z kolei czymś więcej
niż tylko oderwaną odpowiedzią na pytanie o sens cierpienia. Jest to bowiem nade
wszystko wezwanie. Powołanie. Chrystus
nie wyjaśnia w oderwaniu racji cierpienia, ale przede wszystkim mówi: »Pójdź
za Mną«! Pójdź! Weź udział swoim cierpieniem w tym zbawianiu świata, które
dokonuje się przez moje cierpienie! Przez
mój Krzyż” (SD 26).
Pójście za Chrystusem i udział w Jego
cierpieniu znamionowało życie Karola
Wojtyły – Jana Pawła II. Przypomnijmy,
iż w wieku dziewięciu lat traci matkę, trzy
lata później jedynego brata (wcześniej
siostra zmarła zaraz po urodzeniu), a mając
21 lat, grzebie ojca. Potrącony przez ciężarówkę walczy z życiem. Doświadcza bestialstwa lat wojny i komunizmu.
13 maja 1981 roku staje na celowniku
Alego Agcy. Przez ponad 20 lat zmaga się
z kolejnymi obliczami choroby Parkinsona.
Przechodzi operacje: nowotworu jelit, złamanego biodra czy kilka tygodni przed
śmiercią tracheotomię. W rzymskiej Poliklinice Gemelli spędza tyle czasu, że żartobliwie nazywa ją Watykanem numer 3.
Wszystkie te fakty zdają się potwierdzać opinię kardynała Stanisława Dziwisza o tym, iż droga Ojca Świętego
była „nieprzerwanym męczeństwem”
(S. Dziwisz, Świadectwo, Warszawa
2007, s. 220). Będąc osobistym sekretarzem Jana Pawła II, świadczył on,
iż papież znosił ból z „wielką pogodą
ducha, cierpliwością i chrześcijańską
mocą, nigdy nie dając odczuć innym swoich dolegliwości” (tamże, s. 222). Co więcej, był pogodzony z ograniczeniami,
nr 2-2014 •
23
jakie wymuszały na nim choroby, a później i starość. Czyż taka postawa nie była
– powtarzanym każdego dnia na nowo
– heroicznym wręcz aktem przekraczania samego siebie? Czy samo nieobnoszenie się ze swoimi słabościami nie
było wyrazem wielkości tego człowieka?
A dodajmy jeszcze, iż raz po raz nawet
w tym kontekście dawało znać o sobie
poczucie humoru papieża. Jak wtedy,
kiedy przyznał, iż na szczęście starzeje
się od nóg, a nie od głowy. Czy też kiedy
na słowa doktora Buzzonettiego o czekającej go operacji: „Wasza Świątobliwość,
to taki prosty zabieg”, odpowiedział:
„Prosty – dla kogo?”
Ojciec Święty nie celebrował cierpienia, ale też nie ukrywał oznak swego
schorowania i zaawansowanego wieku.
W 2002 roku w czasie ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny zgromadzonej pod
„papieskim” oknem młodzieży zdradził sekret owocnego życia: „Od pierwszego spotkania tu, w tym oknie, minęło
23 lata. I mnie 23 lata przybyło! (...)
I ci, którzy wtedy, 23 lata temu, byli pod
oknem na Franciszkańskiej, mają 23 lata
więcej. (...) Jest tylko jedna rada, to jest
Pan Jezus. »Jam jest Zmartwychwstanie i życie«, to znaczy pomimo starości,
pomimo śmierci młodość w Bogu – i tego
wam wszystkim życzę. Całej młodzieży
krakowskiej, polskiej i na świecie” (Kraków, 17 sierpnia 2002 r.).
Uzdrowienie chorych
Przeżywanie cierpienia z Chrystusem jest nie tylko kluczem do zrozumienia fenomenu przekraczania siebie przez
Jana Pawła II w cierpieniu, ale też pierwszą i najgłębszą radą, jakiej Ojciec Święty
udzielał ludziom doświadczającym bólu.
Chciał pokazywać cierpiącym, iż w tym
trudnym doświadczeniu nie są pozostawieni sami sobie, bez pomocy. Tak jak
jego wspierać ich może łaska sakramentów, modlitwa czy też adoracja
Najświętszego Sakramentu. Poruszające świadectwo na ten temat papież
zostawił w encyklice Ecclesia de Eucharistia, w której pisał: „Pięknie jest zatrzymać się z Nim [Chrystusem – przyp. red.]
i jak umiłowany uczeń oprzeć głowę
na Jego piersi (por. J 13, 25), poczuć
dotknięcie nieskończoną miłością Jego
Serca. (…) Ileż razy, moi drodzy Bracia
i Siostry, przeżywałem to doświadczenie
i otrzymałem dzięki niemu siłę, pociechę
i wsparcie!” (EE 25).
24
• nr 2-2014
Fot. Archiwum Ms!
Sens cierpienia
„Cierpienie z pewnością należy do tajemnicy człowieka”
(Salvifici doloris, 31)
Ze wspólnotą chorych
łączyła papieża stała
więź, gdyż ostatnie lata
życia nie oszczędziły
mu ciężaru cierpienia
i starości
Nie bez znaczenia dla przeżywania cierpienia przez Jana Pawła II było
jego zawierzenie Matce Bożej, wyrażone w biskupim, a później papieskim
herbie „Totus tuus”. W tym kontekście
warto przypomnieć, iż Ojciec Święty,
ustanawiając Światowy Dzień Chorego, wyznaczył na dzień jego obchodów 11 lutego – rocznicę objawień
Matki Bożej w Lourdes. Do tego sanktuarium u podnóży francuskich Pirenejów, szczególnie dedykowanemu chorym,
Jan Paweł II przybył dwukrotnie: w 1983
oraz w 2004 roku. Pamiętna była zwłaszcza druga podróż apostolska 84-letniego
wówczas papieża. Podczas tej – jak się
później okazało – ostatniej pielgrzymki
zagranicznej z ust papieża padły słowa:
„Klękając tutaj przy Grocie Massabielskiej, ze wzruszeniem odczuwam,
że dotarłem do kresu mojego pielgrzymowania”. W tych dniach Ojciec Święty był
w Lourdes dla chorych i z chorymi. Tak
jak oni modlił się w sanktuarium, tak jak
oni pił wodę ze źródełka, tak jak oni zapalił świecę i tak jak oni na nocleg zatrzymał
się w domu dla chorych. „Jestem tutaj
razem z Wami, drodzy Bracia i Siostry,
jako pielgrzym do Najświętszej Dziewicy
– przyznał. – Czynię moimi Wasze modlitwy i nadzieje, dzielę z Wami ten czas
naznaczony fizycznym cierpieniem, ale
niemniej płodny w cudownym zamyśle
Boga. Z Wami modlę się za tych, którzy
powierzają się modlitwie. (...) Chciałbym
Was wszystkich objąć, jednego po drugim, w sposób serdeczny moimi ramionami i zapewnić Was, jak bardzo Wam
jestem bliski i solidarny z Wami. Czynię to w sposób duchowy, powierzając
Was macierzyńskiej miłości Matki Pana
i prosząc Ją, by wybłagała Wam błogosławieństwo i pocieszenie Jej Syna Jezusa”
(Lourdes, 14 sierpnia 2004 r.).
Wierność swemu zawierzeniu macierzyńskiemu wstawiennictwu Matki Bożej
Jan Paweł II wyraził także w dramatycznym wydarzeniu kilka miesięcy później.
24 lutego 2005 roku z powodu ostrej niewydolności oddechowej papież poddany został tracheotomii. Po zabiegu,
kiedy Ojciec Święty zorientował się,
iż nie może nic mówić, napisał na kartce:
„Co wyście mi zrobili?!”, po czym dopisał: „Ale Totus Tuus”. Wydaje się,
iż to napięcie jest właśnie takim wielkim
świadectwem człowieka, który poprzez
cierpienie przekroczył samego siebie. Ma
ono tym większe znaczenie, iż jest już
jednym z ostatnich aktów jego heroizmu.
Sześć tygodni później z oblicza papieża
znikną już wszystkie oznaki bólu i cierpienia. Dla nas pozostanie jego świętość,
wstawiennictwo w niebie, piękny wzór
do naśladowania w przeżywaniu cierpienia i nieśmiertelne słowa: „Nie lękajcie
się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”.
Maria Zboralska
Folder o sensie cierpienia zawierajacy
tekst Modlitwy ofiarowania cierpienia,
można otrzymać, kontaktując się
z redakcją.
Sens cierpienia
świadectwo
Grzech rodzi ból, chorobę,
cierpienie, śmierć. Ula umarła,
kto zawinił? Kto zgrzeszył? Ja?
Małgosia? Kto?!...
W styczniu 2013 roku moje
serce, po rozbiciu muru
odgradzającego mnie od Pana,
zapragnęło być bliżej Niego.
„Szukaj miłośc!!! Ona jest wszędzie!” (z listu Uli)
Chcę
odnaleźć Jezusa
21 stycznia w godzinach porannych odbyłem spowiedź z całego swojego życia.
W końcu poczułem się tak blisko Boga...
W modlitwie oddałem Mu całego siebie
i wszystko, czym mnie obdarzył w moim
życiu: rodzinę, bliskich, uczucia, rzeczy… Ksiądz powiedział mi wtedy,
że muszę uważać, bo szatan będzie walczył. Tego dnia wieczorem Ula miała
tak dużą gorączkę, że dostała drgawek.
Razem z żoną modliliśmy się nad nią –
gorączka ustała, ale odwieźliśmy Ulę
na pogotowie. Skierowanie, szpital, rano
diagnoza – białaczka!!!
Nie bałem się… Pani doktor, która
stwierdziła prawdopodobieństwo choroby, pokazałem krzyż i powiedziałem:
„My mamy Obrońcę, nic nas nie ruszy”.
W środku jednak kłębiły się we mnie
myśli: „Co jest? Jak to możliwe? Pewnie się pomylili ci nasi lekarze! Czekamy
na punkcję. To badanie wyjaśni sprawę.
Oddam należną chwałę Bogu i załatwione.
Ulka wróci do domu!”…
To świadectwo
to największy dar, jaki
nam Ula zostawiła: cud
zauważania miłości
Bożej we wszystkim,
co się dzieje na świecie,
w każdym dniu
Tymczasem badanie potwierdziło
wstępną diagnozę – ostra białaczka limfoblastyczna. „Co to w ogóle jest? Co ja zrobiłem? Po co oddałem Mu córkę? To ma
być cena za bliskość z Bogiem? Rozpacz… Gdzie jesteś, mój Jezu? Krzywda
mi się dzieje, ratuj mnie, ratuj moją córkę!
To po to obdarzyłeś mnie tym darem, żeby
mi go teraz zabrać? Po to dałeś mi serce
pełne miłości do moich dzieci, żebym
teraz cierpiał? Wątpił? Maryjo, Matko
moja, ratuj!” – krzyczałem.
Gorączka Uli spadła od razu, gdy
przywieźliśmy ją do szpitala. Jak zwykle
uśmiechała się do wszystkich… Modliliśmy się. Kaplica, sala, dom, różaniec
w ręku. Bóg jest! On nas nie zostawi, ale
jak Go prosić? Mateńko, Matko Boża,
Twój Syn zostawił nam Ciebie. Jak
będziemy Cię błagać o pomoc, to Ty uprosisz wszystko. Nie ma innej możliwości.
Wysłaliśmy do wszystkich znajomych
wiadomość z prośbą o modlitwę za Ulę;
oni przesyłali ją do swoich. Młodzież
gimnazjalna i licealna, oazowa – wszyscy
przekazywali wiadomość, by modlono
się za Ulę. Zaczęła się lawina modlitwy.
Nawet ludzie, którzy nigdy nie odmawiali
różańca, zaczęli go odmawiać. Ja sam nie
znałem tajemnic, różańcem modliłem się
okazjonalnie. Teraz nie musiałem mieć
książeczki ani podpowiedzi. Modliłem
się. Nigdy nie robiłem tego tak otwarcie,
ale było mi z tym dobrze. Odmawiałem różaniec ze szwagrem, z teściową,
z innymi, ale najważniejsze, że odmawiałem go z żoną i córkami – nigdy dotąd
tak się nie modliliśmy. Owszem,
nr 2-2014 •
25
świadectwo
Fot. Archiwum rodzinne
Sens cierpienia
„Najważniejsze jest to, że każdy człowiek na Twojej drodze życiowej to łaska” (z listu Uli)
chodziliśmy razem na Msze, rano wspólnie modliliśmy się przed posiłkiem (Ula
nas nauczyła), ale różaniec? W tym czasie
codziennie uczestniczyłem też we Mszy
św. W modlitwie cały czas nasłuchiwałem
Głosu, który miał mi powiedzieć: „załatwione”. Ale go nie słyszałem…
Kiedyś odwoziliśmy Ulę do szpitala po krótkiej przepustce. Odprowadziłem dziewczyny na izbę przyjęć, a sam
wróciłem do samochodu po torby. Niedziela, wokół nikogo. Wyciągam rzeczy
z bagażnika, odwracam się, a przede mną
stoi kobieta i pyta, czy może mi jakoś
pomóc. Podziękowałem jej i powiedziałem, że nie, że dam sobie radę. „Pan
kogoś tu przywiózł?” – zapytała. „Tak,
córkę… Jest chora na białaczkę”. „To ja
się za nią pomodlę. Jak ma na imię?”.
„Urszula” – mówię. „To ja się za Ulę
pomodlę” – odpowiedziała. Z wrażenia
nawet jej nie podziękowałem, a gdy podniosłem głowę, już jej po prostu nie było.
A ja dalej nasłuchuję!
Ula napisała świadectwo, którego
nie chciała mi pokazać. „Napiszę inne,
to przeczytasz. To jest pierwsze, nie za
dobre” – tłumaczyła. Ale któregoś dnia
zabierałem rzeczy ze szpitala i wpadł
mi w ręce jej notatnik, więc przeczytałem. Płakałem chyba z godzinę. Potem
zrobiłem prezentację-film i zamieściłem
26
• nr 2-2014
Nie dziękujemy za
codzienne sprawy ani
Bogu, ani ludziom, a tak
naprawdę dzięki Nim
nasze życie ma sens
go na YouTube. Nadal nasłuchiwałem…
Docierały do nas wiadomości o modlitwie
za Ulę. Modlili się księża, siostry zakonne
i osoby świeckie z całej Polski, z zagranicy, z misji. Zastanawiałem się, skąd
bierze się tyle tej modlitwy… Na ulicy
widzimy tak mało ludzi, którzy się
do nas uśmiechają, dookoła przygnębienie i marazm, zabieganie i troska o przyziemność, a tu taki odzew, tyle modlitwy
i zapewnienia o niej… Byliśmy zachwyceni. Myślałem: „Bóg jest, bo daje łaskę
modlenia się za Ulę, bo chce ją uzdrowić. No to chyba załatwione?! Teraz tylko
przetrwać chorobę, nie zniechęcać się,
ufać, wychwalać, wielbić, błogosławić”.
Nasłuchiwałem – nadal cisza…
Tymczasem przychodzi nawrót choroby. Modlimy się, szukamy dawcy. Bóg
jest – znowu odzew tylu ludzi. Potem
kolejny nawrót, lekarze odmawiają leczenia… Bóg jest – nie słyszę Go, ale jest.
Nasłuchuję w ciszy – nic… Ale On jest,
wiem to. Wracamy ze szpitala uśmiechnięci, bo nie wracamy do domu umierać.
Ula mówi do mnie, żebym się nie martwił, bo przecież Jezus jest z nami. Powiedział jej w Sokółce (gdzie w 2008 r. miał
miejsce cud eucharystyczny), że jeszcze
troszkę musi pocierpieć, ale już niedługo.
„Nie może jej zabrać, nie pozwoli jej
umrzeć, ufamy Mu. Tylu ludzi się za nią
modli… Nie zawiedzie nas, nie narazi siebie na stratę tylu wiernych, nie da satysfakcji złu, które się z nas nabija” – myślałem.
„Ula się czuje bardzo źle, jest umierająca,
na co czekasz, mój Jezu?” – pytałem…
Cisza, znów żadnej odpowiedzi.
Otwieram oczy: widzę łóżko, a przy
nim Małgosię i Madzię, które trzymają
Urszulkę za rączki. Ja nie mogę, więc
głaszczę ją po policzku i główce, łzy
zalewają mi twarz… „Nie oddam Ci jej,
chcę, by ze mną tu była, nie możesz mi jej
zabrać. Boże mój, gdzie jesteś? Przyjdź
teraz, proszę Cię, uratuj moją Ulę, ona
cierpi!” – wołałem.
W pokoju jest z nami czterech księży.
Wokół wielu ludzi, rodzina, lekarz i pielęgniarki z hospicjum – wszyscy się
modlą. I moja modlitwa: „Jeśli jesteś,
mój Boże, to przyjdź i skończ cierpienie mojej Uli, oddaję ją Tobie, bo to Ty
jesteś jej prawdziwym i jedynym Ojcem.
Ja jestem tylko Twoim cieniem i nic już
nie mogę zrobić, oprócz tego, że mogę
Ci ją oddać”. „Ula, nie bój się, moja
świadectwo
żabciu, Jezus Cię kocha, z Nim będzie
ci lepiej niż gdziekolwiek, z kimkolwiek
na świecie. Podaj Mu rękę i idź” – ostatnie słowa… „Boże, przyjdź i uwolnij ją
od tej choroby, przytul do siebie, niech
poczuje Twą ojcowską miłość”…
Ksiądz Jerzy z hospicjum odczytuje
Litanię do wszystkich świętych. Ula oddycha spokojnie, ale coraz słabiej. Na ostatnie słowa litanii przestaje oddychać,
odchodzi... Nasłuchuję w ciszy – nic, dalej
nic… Spokój, dziwny spokój. Przebiegające myśli: „Tak kocham moją córkę,
a tu… ulga? Spokój?… Może Ula zaraz
wstanie? Tak, na pewno Bóg ją wskrzesi –
stąd ten spokój”. Modlę się.
Pan daje nam wiele łask, daje nam
wszystko. Czy biorę od Niego to, co mi
daje? Wiarę? Nadzieję? Radość? Miłość?
Czy wierzę w Boga, gdy tracę córkę? Tak,
wierzę. Nie widzę Go, nie czuję fizycznie, ale wiem, że jest… Wiem, że Jezus
pokonał śmierć nie czym innym, jak tylko
miłością, że zmartwychwstał, że żyje…
Ostatnie słowa, które usłyszałem
od Uli, brzmiały: „Ja też, tatku”. Były
odpowiedzią na moje: „Kocham cię,
Uleńko, mój robaczku”. Było w nich tyle
miłości, tej samej miłości, która pokonuje wszelkie zło, która pokonuje wszelkie przeszkody, która pokonuje śmierć…
Ale… Przecież ona nie umarła!!!
Jest z Jezusem! Z moim Bogiem,
moim Panem, moim Ojcem, moim Królem, moim Zbawcą. Nie jestem wariatem, choć wielu tak myśli; wielu, którzy
nie widzą i nie słyszą; którzy nie wierzą. Moja córka żyje, jest ze mną, zawsze.
Modli się ze mną, oręduje za mną. Teraz
wszystko jest proste.
Urszula zostawiła piękne świadectwo
napisane w lutym. W tej chwili dociera
do mnie to, że całe jej życie – za które my
teraz bardzo dziękujemy Bogu – miało
sens w ofiarowanej nam przez Niego łasce
radości, miłości, bycia z nią. To świadectwo to największy dar, jaki nam Ula zostawiła: cud zauważania miłości Bożej we
wszystkim, co dzieje się na świecie, w każdym dniu, w każdym wypiciu gorzkiej czy
słodkiej herbaty, w krzyku czy w odbiorze
krzyku, czy w czymkolwiek, co się dzieje
Fot. Archiwum rodzinne
Każdy człowiek na Twojej
drodze życiowej to łaska.
Ten, który pomoże
Tobie, i ten, któremu
pomożesz Ty
Ula z siostrą
Czy dziś, wychodząc
z domu, zauważyłeś ile
darów i łask już zesłał
ci Bóg?
niekoniecznie dla nas dobrego, czasem
związanego z cierpieniem, żalem, złością
– w tym wszystkim jest miłość, wystarczy
ją dostrzec. W tym, że żona mnie czasami
denerwuje – jest miłość; że ja ją czasami
denerwuję – też jest miłość. Wiem, jak
ciężko jest mi powiedzieć do mojego taty:
„Kocham Cię”. Ula mnie tego nauczyła.
Pokazała wzór, który we wszystkim
ma działać. Masz stanąć przed Bogiem
i powiedzieć Mu, że Go kochasz i masz
już wszystko załatwione…
Kiedy dziś czytam świadectwo córki,
ten fragment, w którym Ula
porównuje ludzi do aniołów
i pisze, że one nam zazdroszczą tego, że możemy cierpieć
dla Jezusa, że możemy przyjąć
Komunię Świętą – to wszystko
mocniej do mnie dociera i tym
bardziej wierzę w to, że Pan
Bóg jest. Teraz już wiem, skąd
się we mnie bierze spokój, skąd
się bierze takie opanowanie.
Ta choroba, a szczególnie to
świadectwo otworzyły mi oczy
na to, czego wcześniej w niej
nie widziałem. A nie widziałem w Uli aż takiej wiary
w Boga, nie widziałem w niej
aż takiego obcowania z Jezusem. Odbieram to świadectwo nie tylko jako spuściznę
pozostawioną nam przez
Ulę, ale również jako formę modlitwy.
Ani przez chwilę nie chcę być sztuczny.
Po prostu żyję i modlę się do Pana, żeby
dał mi siłę i żeby On mnie prowadził.
Modlę się o siłę miłości i wiary.
K. J. – ziemski tata Urszulki
Czy widziałeś dzisiaj miłość?
– świadectwo Uli
Naprawdę można ją zauważyć! Tylko się
trzeba dokładnie przyjrzeć. Jestem chora
na białaczkę limfoblastyczną. To dopiero
początek choroby i leczenia, więc można
by pomyśleć: „Po co pisać świadectwo, skoro zaczyna się dopiero czegoś
doświadczać?”. Okazało się, że można.
Sama choroba nie daje się we znaki,
Ula z rodzicami i siostrą
nr 2-2014 •
27
świadectwo
ale konieczne leczenie tego schorzenia
jest niesamowicie uciążliwe. Niezbędna
jest chemioterapia i masa innych środków (w tabletkach i zastrzykach). Teraz
jest początek lutego, moja odporność
spadła i podlegam tak zwanej „izolatce
ochronnej”. Leżę w swojej sali sama i nie
mogę wychodzić poza jej próg. Jeśli ktoś
do mnie wchodzi, musi być po pierwsze w 100 procentach zdrowy, a po drugie być z najbliższej rodziny (mama
i tata), poza tym wstęp mają tylko lekarze i pielęgniarki. Oczywiście, wszyscy
muszą być w maskach i fartuchach. Mam
tu duże okno. Widzę przez nie teren szpitala, jego mały fragmencik. Jest tarasik,
ale teraz jest zimno i ta odporność... Więc
przez najbliższy czas siedzę w zamknięciu. To było takie wprowadzenie.
Pewnego wieczoru leżałam na łóżku
i myślałam. Patrzyłam na zdjęcie swojego psa, który czeka na mnie w domu.
Pomyślałam, jak wiele radości wnosi
w codzienność mojego życia. Pomyślałam tylko o psie, który po prostu cieszy się
na mój widok. Tylko pies… A ja zauważyłam, jak wielkie to dla mnie ma znaczenie. Wtedy pomyślałam też o innych
rzeczach, o osobach… Jeżeli dotąd nie
doceniałam zwykłego zwierzaka, to jak
wiele w życiu pominęłam? Moi rodzice…
Wracałam co dzień ze szkoły, rozmawiałam chwilę i szłam do swojego pokoju.
Wieczorem zazwyczaj siedzieliśmy przed
telewizorem. Czego brakowało? Miłości!
Powinniśmy razem usiąść, pomodlić się,
porozmawiać o sobie, wyznać to, jak siebie
nawzajem kochamy. Teraz leżę tu i oddałabym wszystko, żeby spędzić z nimi wieczór, dzień. Musimy doceniać!!!
Moja starsza siostra. Tak naprawdę
nigdy nie podziękowałam jej za to,
że śpiewa i gra ze mną, rozmawia, śmieje
się. Nie dziękujemy za codzienne sprawy,
ani Bogu, ani ludziom, a tak naprawdę
dzięki Nim nasze życie ma sens.
Przyjaciele, znajomi. Spędzasz z nimi
czas, a czy doceniasz te chwile? Czy
dziękujesz za nie Panu? To zabrzmi staroświecko i prosto: „Dopiero gdy coś tracisz, to doceniasz to”. Owszem, Twoja
babcia zapewne tak mówi, ale ja nikomu
nie życzę, by się o tym przekonał. Ja się
przekonałam, cały czas podczas tej choroby się o tym przekonuję…
Gdy pomyślę, że mogłabym teraz spacerować i dziękować Bogu za niebo, za
powietrze, którym oddycham. Teraz mogę
Mu dziękować za szpitalną duchotę, ale
i za nią dziękuję, bo to naprawdę dużo.
28
• nr 2-2014
Sens cierpienia
Zawsze uśmiechnięta Ula
Musimy szybko nauczyć
się patrzeć przed siebie
z miłością do wszystkich
i wszystkiego, czym Bóg
nas obdarza, i doceniać
każdą chwilę prowadzącą nas do zbawienia
Czy dziś, wychodząc z domu, zauważyłeś, ile darów i łask już zesłał Ci Bóg?
Założę się, że nie! Tak, zmierzam
do tego, że to drzewo, którego możesz
dotknąć w drodze do domu, szkoły czy
pracy, to niesamowity dar. To, że możesz
przełykać i jeść, to dar. Nie zawsze tak
jednak jest i kiedyś może być za późno
na to, żeby żałować, że wcześniej nie zdążyłeś się tym wszystkim nacieszyć.
Szukaj miłości!!! Ona jest wszędzie! Na 100 procent! Wystarczy, że spojrzysz w oczy własnej mamusi i tam jest
miłość! W biszkopcie babci jest miłość!
W dziadku! W psie! Zastanów się, jak
wiele musisz jeszcze docenić. Jak wiele
Bóg już Ci dał, i jak wiele ma Ci jeszcze
do ofiarowania! Ty to tylko w końcu doceń!
A najważniejsze jest to, że każdy człowiek
na Twojej drodze życiowej to łaska. Ten,
który pomoże Tobie, i ten, któremu pomożesz Ty. Ten, który się modli za Ciebie,
i ten, za którego Ty się modlisz. Szczególnie ci ludzie, którzy postępują niewłaściwie – oni Cię uświęcają. Musisz im
pomagać i musisz za nich dziękować,
bo to oni kierują Cię do świętości.
Nie napisałam świadectwa, jakiego się
można było spodziewać: o niesamowitym
cudzie uzdrowienia z białaczki. Ale
Pan uzdrowił spojrzenie mojego serca
i teraz potrafię dziękować za każdy,
najdrobniejszy szczegół mojego życia.
To, że mogę usiąść, mogę wstać i iść,
bo to też często się teraz nie zdarza. Wierzę w to, że Bóg może mnie z tej choroby
uzdrowić, szybciej niż przewidywane
leczenie, ale jeżeli On zechce, to leczenie
będzie przebiegało powoli albo wyzdrowienie nie nastąpi. Nie jest to choroba
nieuleczalna, ale wiem, że cokolwiek Pan
zrobi z moim życiem, będzie ono świadectwem wiary i miłości. Jestem przekonana, że czy wyzdrowieję, czy umrę, moje
życie będzie dowodem na to, że musimy
szybko nauczyć się patrzeć przed siebie
z miłością do wszystkich i wszystkiego,
czym Bóg nas obdarza, i doceniać każdą
chwilę prowadzącą nas do zbawienia.
Zrozumieć cierpienie
Czasem się zastanawiamy się, dlaczego mamy cierpieć. Bo przecież Jezus
już wycierpiał za nasze grzechy, On oddał
za to życie, więc powinniśmy mieć spokój. Otóż nie.
Cierpienie
uszlachetnia.
Bardzo
piękne słowa. Niestety, nie są prawdziwe,
jeżeli nie odda się swoich cierpień Jezusowi. Sam ból nie może powodować
dobra. Kto to w ogóle wymyślił? Ból
pochodzi od szatana, więc nie może sprawiać niczego dobrego. Tylko Bóg chce
cały czas naszego dobra i dlatego wziął
na siebie wszystkie nasze cierpienia.
On cierpiał, umarł za nas i zmartwychwstał. Sprawił, że cierpienie razem z Nim
uszlachetnia, prowadzi do zwycięstwa, do nieba. Gdy to sobie uświadomimy, to możemy być dumni
z tego, że możemy dla Jezusa pocierpieć. Tylko Bóg jeden zna odpowiedzi na wszystkie pytania. My
jednak możemy być z siebie dumni,
że możemy się przyłączyć w cierpieniu do Pana. Więc nie narzekajmy, gdy coś nas boli. Powierzmy
to Bogu, a On nas wyzwoli w idealnym momencie. I nigdy nie myślmy,
że gdy przyjdzie ból, a ja się pomodlę, to ból zaraz minie i koniec. Czasem wystarczy jedna modlitwa,
czasem trzeba ich znacznie więcej,
a czasem nasze modlitwy nie zadziałają tak, jak oczekiwaliśmy. Lecz jeśli
będziemy prosić Pana, żeby ten ból
od nas przyjął, to On z tego cierpienia
wyciągnie dużo dobra.
Teraz, gdy jestem chora na białaczkę, modlę się i proszę Boga o cud
uzdrowienia, ale jednocześnie jestem
otwarta na wypełnienie się woli Pana
Boga, jeśli okaże się inna, niż pragnę.
Zastanawiam się, jaka tym razem jest
wola Boża… Wiem, że nie jestem
w stanie tego zrozumieć, bo jestem
tylko człowiekiem, ale wiem też,
że Bóg jest mądry i zrozumie moje
myśli, nawet gdy ja sama ich nie
pojmuję. Mamy się modlić o to,
by być gotowym na przyjęcie woli
Bożej. Na modlitwie powinniśmy
wyrażać swoje pragnienia i plany,
ale z gotowością przyjęcia, że Pan
Bóg ma już dla nas inny, lepszy plan.
Nawet Jezus w Ogrójcu powiedział
Bogu Ojcu, czego by chciał, a jednocześnie, że i tak zrobi to, co Ojciec dla
Niego zaplanował.
Cierpienia nie zrozumiemy, ale
kiedyś usłyszałam, że aniołowie
zazdroszczą nam jednego: tego właśnie, że możemy cierpieć w imię
Chrystusa. Od tej pory, gdy cierpię,
przypominam sobie o tym. Jest mi
wtedy znacznie lżej i jestem z tego
dumna, bo to oznacza, że nie ulegam
szatanowi.
Jeśli cierpisz, to musisz sobie
przypomnieć, że kochasz Boga,
bo On pierwszy Cię tak ukochał, że cierpiał i umarł za Ciebie. Jeśli kochasz
Boga, to życie ma sens i wszystko ma
sens, nawet cierpienie.
Urszula Jeromin, lat 16
Sens cierpienia
Kamień Namaszczenia, na którym spoczęło umęczone ciało Chrystusa (bazylika Grobu Pańskiego w Jerozolimie)
Fot. Archiwum rodzinne
świadectwo
Czy cierpienie
Fot. Archiwum Ms!
ma sens?
„W cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka
wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska”
(św. Jan Paweł II, Salvifici doloris, 26).
Odpowiedź na pytanie o sens cierpienia
daje nam sam Pan Bóg. Przede wszystkim mówi nam, że cierpienie i śmierć
są konsekwencją grzechu pierworodnego (Rdz 3,1-19). Pierwsi ludzie przestali wierzyć, że Pan Bóg naprawdę ich
kocha i że tylko On jest im potrzebny
do szczęścia. Uwierzyli kłamstwu szatana, że odrzucenie Bożych przykazań da im pełną wolność i szczęście.
Przez odrzucenie Boga ludzkość znalazła się zatem w tragicznej sytuacji cierpienia i śmierci oraz zniewolenia przez
siły zła. W tej sytuacji Pan Bóg nie zostawia ludzi samych. Wchodzi w ludzką rzeczywistość śmierci i grzechu, stając się
prawdziwym człowiekiem. Aby wyrwać
ludzkość z niewoli szatana, grzechu
i śmierci, Jezus Chrystus bierze na siebie, z historii życia każdego człowieka,
wszystkie jego grzechy i cierpienia.
„On się obarczył naszym cierpieniem.
On dźwigał nasze boleści. (…) On był
przebity za nasze grzechy, zdruzgotany
za nasze winy” (Iz 53,4-5). Mógł tak
uczynić dlatego, że jako prawdziwy człowiek był prawdziwym Bogiem, a w Bogu
jest ciągłe „teraz”, nie ma dla Boga
przeszłości ani przyszłości. Jezus
„Innej drogi nie ma
do nieba prócz drogi
krzyżowej. Ja sam
przeszedłem ją pierwszy”
(Dz. 1487)
nr 2-2014 •
29
Sens cierpienia
„Skoro wspólnie z Nim
cierpimy, to po to, by
też wspólnie z Nim mieć
udział w chwale”
(Rz 8,17)
Chrystus doświadczył konsekwencji
grzechów wszystkich ludzi w straszliwej
męce i śmierci na krzyżu. W swoim zmartwychwstaniu wyrwał ludzkość z niewoli
szatana, zgładził wszystkie grzechy, zwyciężył śmierć i sprawił, że każde ludzkie
cierpienie w zjednoczeniu z Jego cierpieniem na krzyżu staje się drogą zbawienia, źródłem niesamowitych łask,
uczestniczeniem w Jego cierpieniu za
zbawienie świata. Cierpienie ma sens
tylko w zjednoczeniu z Chrystusem.
Pamiętaj, że Syn Boży, stając się prawdziwym człowiekiem, zjednoczył się z każdym z nas. Nie zapominaj, że to sam
Bóg cierpi w każdym chorym i cierpiącym człowieku, w każdym z milionów istnień ludzkich żyjących w nędzy
i poniżeniu, brutalnie wyzyskiwanych,
umierających z głodu, w ofiarach tortur i terroryzmu. Tę wstrząsającą rzeczywistość miłości Boga, który współcierpi
z człowiekiem, odkrywamy tylko na drodze wiary. Kiedy człowiek patrzy z wiarą
na krzyż Chrystusa i jednoczy swoje cierpienie z Jego cierpieniem za zbawienie świata, odkrywa radosną prawdę,
że cierpienie, którego doświadcza, staje
się łaską, wielkim błogosławieństwem,
drogą dojrzewania do ostatecznego spotkania z Bogiem. „Skoro wspólnie z Nim
cierpimy, to po to, by też wspólnie z Nim
mieć udział w chwale” (Rz 8,17); „Cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście
się cieszyli i radowali przy objawieniu
się Jego chwały” (1 P 4,13). Jednocząc
się z cierpiącym Chrystusem, oddając Mu
Siostry
swoje cierpienie, odkrywamy, że to, które
nas dotyka, jest wielkim darem i łaską,
uczestniczeniem w cierpieniu Chrystusa
za zbawienie świata. Jeżeli się zbuntujesz
i nie oddasz swego cierpienia Jezusowi,
to stanie się ono siłą niszczącą całe Twoje
życie. Pamiętaj, że kiedy cierpisz, to Pan
Bóg jest pierwszym, który niesie ciężar Twojego cierpienia, a jest ono tylko
małą cząstką Jego cierpienia za zbawienie świata. Nie buntuj się, lecz podziękuj
Panu Bogu za to trudne doświadczenie.
Oddaj swoje cierpienie Jezusowi.
Pozwól Jezusowi, aby mógł
Cię uzdrowić
Aby Jezus miał dostęp do Twojego serca,
mógł je leczyć i uzdrawiać, musisz spełnić następujące warunki:
1. Zerwij definitywnie z wszelkimi grzechami, bo one są źródłem wszystkich
Twoich nieszczęść.
2. Zaufaj Bogu i uwierz w Jego nieskończone miłosierdzie. Pan Jezus mówi: „Im
większa nędza, tym większe ma prawo
do mojego miłosierdzia”. Wyznaj wszystkie swoje grzechy Jezusowi w sakramencie pokuty i przyjmij Go w Eucharystii
i w sakramencie namaszczenia chorych.
3. Przebacz wszystko wszystkim, do nikogo
nie chowaj urazy.
4. Jeżeli praktykowałeś(-aś) jakieś formy
okultyzmu, korzystałeś(-aś) z usług bioenergoterapeutów, to konieczne jest
zerwanie wszelkich więzów z siłami zła,
które przez te praktyki działają.
5. Módl się codziennie na różańcu, Koronką
do miłosierdzia Bożego, czytaj Pismo św.,
jak najczęściej przyjmuj Jezusa w Komunii św. i adoruj Go obecnego w Najświętszym Sakramencie.
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Misjonarki Chrystusa Króla
dla Polonii Zagranicznej
Przez miłość, modlitwę i służbę naśladujemy Chrystusa królującego z tronu
krzyża. Naszą misją jest uwielbienie Boga w braciach i siostrach emigrantach.
Jeśli mieszkasz za granicą, jeśli żyją tam Twoi bliscy – to właśnie dla Was jesteśmy!
Bóg potrzebuje Twojego TAK!
Dołącz do nas i zostań misjonarką. Referat powołań:
ul. Sióstr Misjonarek 10, 61-680 Poznań, tel. 721 763 140;
[email protected], www.misjonarkidlapolonii.pl; www.mchr.pl
30
• nr 2-2014
Modlitwa ofiarowania
cierpienia:
Panie Jezu, dziękuję Ci, że wziąłeś na siebie wszystkie moje
cierpienia, że na krzyżu zostałeś przebity za moje grzechy,
zdruzgotany za moje winy,
że w swojej męce, śmierci
i zmartwychwstaniu przebaczyłeś mi wszystkie grzechy,
otworzyłeś mi drogę do nieba
i sprawiłeś, że każde ludzkie cierpienie stało się drogą
zbawienia. Ofiarowuję Ci swoje
cierpienie i łączę się z Twoim
cierpieniem za zbawienie
wszystkich grzeszników. Wyrzekam się wszystkiego, co prowadzi do zła, oraz wszelkiego
grzechu, aby żyć w wolności
dziecka Bożego. Wyrzekam się
szatana, który jest głównym
sprawcą grzechu. Panie Jezu,
proszę Cię o łaskę bezwarunkowego przebaczenia tym wszystkim, którzy mnie skrzywdzili
i zadali mi cierpienie. Cały swój
ból fizyczny i udrękę duchową
składam w Twoich ranach.
Dziękuję Ci za to doświadczenie.
Proszę, uwolnij mnie od wszelkiego lęku, buntu i zniechęcenia. Jednoczę się z Twoją męką
i wszystkie swoje cierpienia ofiarowuję Ojcu Niebieskiemu za
nawrócenie pogan, ateistów, za
papieża, biskupów i kapłanów
oraz w intencji nowych powołań
kapłańskich i zakonnych (można
wymienić inne intencje). Poprzez
Niepokalane Serce Maryi cały
jestem Twój. Amen.
Historia Kościoła
Antykatolicka
propaganda cz. 8
„Rozdział Kościoła
od państwa” – w praktyce
Komsomolcy i „pionierzy” byli głównymi
aktorami organizowanych pod patronatem Związku Wojujących Bezbożników
„karnawałów antyreligijnych” lub „procesów” wytaczanych Bogu, podczas których dzieci zachęcano do głosowania za
karą śmierci dla Stwórcy.
Tego typu imprezy inscenizowano
zwyczajowo w okresie najważniejszych
świąt chrześcijańskich. Stałym elementem owych „karnawałów” było na przykład zbiorowe plucie na krzyż oraz palenie
chrześcijańskich symboli religijnych (niszczono zresztą również symbole religijne
należące do innych wyznań). Na przykład podczas moskiewskiego „karnawału
antyreligijnego” (24 grudnia 1929 roku)
palono symbole różnych religii.
W sowieckich szkołach organizowano kółka Wojujących Bezbożników,
a w maju 1930 roku obradował nawet
ogólnosowiecki kongres Bezbożnych
Dzieci. Dzieci wysyłano pod cerkwie, by
notowały nazwiska osób uczęszczających
na nabożeństwa. Na porządku dziennym
było zobowiązywanie dzieci w szkołach
do składania ateistycznych przyrzeczeń
(była to nieodłączna część przyjmowania
do wspomnianych – obligatoryjnych dla
wszystkich – komunistycznych organizacji młodzieżowych).
W 1923 roku zainscenizowano proces wytoczony Bogu – dzieci szkolne głosowały za skazaniem Boga na śmierć.
W szkołach organizowano konkursy
na najbardziej wyszukane bluźnierstwa.
Na początku lat 30. zaczęto popularyzować wśród młodzieży pozdrowienia
„Boga niet” (Boga nie ma) i odpowiedzi: „I nie nada” (I nie trzeba) lub „I nie
budiet” (I nie będzie). Nie chodziło tutaj
tylko o „postępowe” pozdrowienia.
To był swego rodzaju rytuał przejścia,
transgresji, od której nie ma już powrotu
do dawnych „zabobonów”.
Na przełomie lat 20. i 30. Związek
Wojujących Bezbożników organizował
również „antyreligijne uniwersytety”, czyli
prelekcje propagujące ateizm w zakładach
pracy w mieście i w kołchozach na wsi.
Istniały również radiowe odpowiedniki
tych „uniwersytetów” (według danych
podawanych przez Związek – należy więc
podchodzić do nich z dużą ostrożnością –
w latach 1931-1932 słuchaczami „antyreligijnych uniwersytetów” było ponad
1 200 000 sowieckich obywateli).
Narzędziem służącym do rozpowszechniania agresywnej kampanii ateistycznej były w Związku Sowieckim
również teatry. Na przykład od 1928 roku
w Leningradzie działał teatr „Ateist”.
Pierwsza sztuka, nieprzypadkowo wystawiona w Wielki Piątek, naigrywała się
z Chrystusa. W latach 1929-1931 podobnych spektakli było ponad 300.
Zakazać Bożego Narodzenia!
Wojujący bezbożnicy – wzorem swoich
poprzedników z czasów rewolucji francuskiej – usiłowali również zdechrystianizować czas. W 1929 roku na łamach
„Bezbożnika” stwierdzano: „Odziedziczyliśmy dawny kalendarz, który nie odpowiada
w żaden sposób wymaganiom naszej epoki.
foto: Internet 2x
Pod egidą bolszewickiego Związku Wojujących Bezbożników
organizowano w całym Związku Sowieckim ateistyczne kampanie,
które miały na celu wyrugowanie przede wszystkim z umysłów
najmłodszych pokoleń myśli o Bogu. Chrześcijańską wiarę w Rosji
pod rządami bolszewików nie tylko wypierano, ale także ją
ośmieszano, nie cofając się przed jawnymi bluźnierstwami.
Okładka 19. numeru gazety „Bezbożnik” (1929 r.)
W maju 1930
roku obradował
ogólnosowiecki kongres
Bezbożnych Dzieci
Liczenie lat od narodzenia Chrystusa jest
dla nas rzeczą nie do przyjęcia. Taki kalendarz jedynie umacnia przesądy religijne
i każe wierzyć, że Jezus rzeczywiście istniał (…). Kalendarz ten nie odpowiada
nam i dlatego, że zawiera zbyt dużo świąt
religijnych. Nazwy dni tygodnia (niedziela
i sobota) też nam nie odpowiadają”.
Od lat 20. na porządku dziennym
były organizowane przez aktyw wojujących bezbożników tzw. kampanie antyświąteczne. Jak pisano pod koniec lat 20.
w polskojęzycznej prasie komunistycznej drukowanej w Związku Sowieckim:
„Do tak zwanego »bożego narodzenia« pozostaje niespełna miesiąc czasu.
Kler szykuje się, organiści przygotowują
opłatki i już zawczasu obliczają, ile mogą
zarobić na tym interesie (…). Kampanię należy poprowadzić nie tylko pod
nr 2-2014 •
31
Historia Kościoła
Gazeta „Bezbożnik”
Z niedzielą walczono
więc na wszelkie
możliwe sposoby.
Na przykład poprzez
wprowadzenie pod
koniec lat 20. tzw.
nieprierywki – ciągłej
pracy w kołchozach,
fabrykach i urzędach
kątem obalania wszelkich bzdur religijnych, jak »niepokalane poczęcie«, »narodziny Chrystusa« itd., ale właśnie pod
znakiem wyjaśnienia szkodliwej, kontrrewolucyjnej istoty religii i działalności
duchowieństwa, pod hasłem powiązania
walki z religią z urzeczywistnieniem pięciolatki, uprzemysłowienia kraju, socjalistyczną przebudową gospodarki rolnej”.
W związku z tym proponowano gotowe
„hasła antyświąteczne”, w rodzaju:
„Wytężoną pracą antyreligijną oczyścimy drogę do kolektywizacji”, „Precz
z »bożym narodzeniem«; niech żyje
ciągły tydzień roboczy” czy „Zamiast
»bożego narodzenia« – dzień industrializacji i kolektywizacji”.
W latach 20. Związek Wojujących
Bezbożników co chwilę zgłaszał postulat
całkowitej „reformy” kalendarza (znowu
wzór rewolucji francuskiej). Na przykład
w marcu 1929 roku na łamach „Bezbożnika” zgłoszono projekt zaprowadzenia
w Związku Sowieckim pięciodniowego
dnia pracy, a każdy dzień miał być
nazwany na nowo. Tydzień miał zaczynać
się od „Profdnia”, czyli „Dnia Profesjonalisty”, dalej miał następować „Dzień Partii”, „Dzień Sowietów”, „Dzień Kultury”,
a na końcu „Dzień Odpoczynku”.
Podobnie jak w czasie rewolucji
32
• nr 2-2014
francuskiej obiektem szczególnie gwałtownego ataku była niedziela (tym bardziej, że nazwa
tego dnia w języku rosyjskim
– „woskriesienje”/zmartwychwstanie – sama w sobie była
„politycznie
niewłaściwa”).
Z niedzielą walczono więc
na wszelkie możliwe sposoby.
Na przykład poprzez wprowadzenie pod koniec lat 20.
tzw. nieprierywki – ciągłej
pracy w kołchozach, fabrykach i urzędach. Zabroniono
używać nazwy niedziela (woskriesienje)
i sobota (subbota). Dzień wolny miał się
odtąd nazywać „wychadnoj”. W 1930
roku dzień 25 grudnia ogłos zono „Dniem
Industrializacji”. Bolszewicki „Dzień
Energetyki” nieprzypadkowo przypadał
na bardzo ważne dla prawosławia wspomnienie św. Eliasza (Ilii), z kolei bolszewickie Święto Lasu obchodzono w tym
samym dniu, w którym przypadało prawosławne święto Trójcy Przenajświętszej. W 1931 roku oficjalnie zakazano
w Związku Sowieckim obchodzenia
Wielkanocy.
Nowa świecka tradycja:
zamiast chrztu –
„październikowanie”
Wspólnym elementem działań rewolucjonistów francuskich z XVIII wieku
i bolszewików było to, że zwalczaniu
chrześcijańskiej obyczajowości w obu
przypadkach towarzyszyło naśladownictwo, a właściwie przedrzeźnianie obrzędowości związanej z religią chrześcijańską.
Na przykład w latach 20. w bolszewickiej Rosji wprowadzono ceremonię „październikowania” dzieci. Ta nowa świecka
tradycja, nazwą nawiązująca do bolszewickiego przewrotu w październiku 1917
roku, miała zastąpić obrzęd chrztu świętego – de facto zakazanego. Na sowiecki
obrzęd „październikowania” składało się
uroczyste przyrzeczenie rodziców, że będą
wychowywać dziecko w duchu komunizmu (małpowanie chrzcielnego zobowiązania rodziców do wychowania dziecka
w wierze Kościoła). „Październikowane”
dziecko otrzymywało portret „dzieciątka
Lenin” (zamiast białej szaty), na koniec
zaś śpiewano Międzynarodówkę.
Dorosłym osobom w czasie „październikowania” zmieniano dotychczasowe „wsteczne” imiona, a małym
dzieciom nadawano nowe, „postępowe”
imiona. Na przykład dla chłopców (mężczyzn) Marks, a dla dziewczynek (kobiet)
– Engelina lub Róża (na cześć Róży Luksemburg). Stosowano również bardziej
wyszukane kombinacje. Niejeden chłopiec otrzymał więc imię Władlen (pierwsze litery imienia i nazwiska „wodza
rewolucji”), Melor (Marks, Engels, Lenin
i „oktiabrskaja riewoliucja”) lub Marlen (Marks i Lenin). Byli i tacy, których
obdarzono imieniem Dazmir (akronim
od hasła w języku rosyjskim „Niech żyje
ogólnoświatowa rewolucja”). Dziewczynki zaś „uszczęśliwiano” imionami
typu Ninel (nazwisko Lenina czytane
wspak), Barykada, Oktiabrina (od rosyjskiej nazwy października), Pariżkommuna (od Komuny Paryskiej), Sierpina
(od sierpa) lub wprost Rewolucja, Dyktatura lub Terrora.
Wśród komsomolców popularne były
tzw. czerwone wesela, zwykle odbywające
się w fabryce lub lokalnej siedzibie Komsomołu. Nowożeńcy stawali przed obrazem
Lenina (zamiast przed ołtarzem) i ślubowali wierność – sobie, a przede wszystkim
zasadom komunizmu. Aż do końca istnienia Związku Sowieckiego do „dobrego
obyczaju” należało, by po zawarciu cywilnego kontraktu młoda para złożyła kwiaty
przed lokalnym pomnikiem Lenina, tych
zaś w Rosji nie brakowało.
Prowadzona przez bolszewików
akcja dechrystianizacyjna dotyczyła również ostatniej drogi człowieka na ziemi.
Od lat 20. dopuszczalne były w Związku
Sowieckim tylko pogrzeby świeckie.
W 1927 roku wydano zakaz stawiania
krzyży na cmentarzach. Rok wcześniej
Związek Wojujących Bezbożników zainicjował na łamach swoich periodyków
kampanię promującą kremację zamiast
tradycyjnego pogrzebu ciała w trumnie.
Wskazywano nawet, że dobrym miejscem
na utworzenie krematorium w Moskwie
byłyby budynki zamkniętego przez bolszewików monastyru Dońskiego, jednego
z największych klasztorów prawosławnych w rosyjskiej stolicy.
Stary chwyt: nauka = ateizm,
religia = zabobon
Stałym motywem stosowanym przez
ateistyczną
propagandę
wojujących
bezbożników było odwoływanie się
do „naukowości” w celu wyrobienia
u odbiorcy kliszy: ateizm to „nauka”;
religia to „przesąd i zabobon”. Stary
chwyt, znany co najmniej od czasów
antykatolickiej propagandy oświeceniowców (ateizm = „filozofia”). W latach
20. na łamach „Bezbożnika” pisano:
„Religia jest niczym, złudzeniem. (…)
Chcesz zniszczyć religię, mówimy: zgłębiaj naukę. Nauka zamiast religii. Musisz
wiedzieć, jak funkcjonuje natura i społeczeństwo. Tylko w ten sposób nadasz znaczenie swojej egzystencji”.
Odwołując się do „naukowych ustaleń”, bolszewicka propaganda przekonywała więc, że największe święta
chrześcijańskie (Wielkanoc i Boże Narodzenie) mają „pogańskie korzenie”
i są „pozostałościami dawnych, pogańskich kultów wegetatywnych”. Pod koniec
lat 20., kiedy walka z chrześcijaństwem
była coraz wyraźniej traktowana jako element politycznej rozprawy z „wrogiem
klasowym”, doszedł nowy argument:
przestrzeganie chrześcijańskich świąt stanowi bezpośrednie polityczne zagrożenie
dla „trwałości ustroju socjalistycznego”.
W grudniu 1927 roku „Bezbożnik” w artykule pod znamiennym tytułem Boże Narodzenie a obrona Związku Sowieckiego
przekonywał nawet swoich czytelników,
że świętowanie Narodzin Zbawiciela
w Betlejem stanowi… „zagrożenie dla
sowieckiej obronności”.
W Związku Sowieckim nawet
czołgi są ateistyczne
Propagandę ateistyczną łączono również
z realizowanym przez Stalina w latach
30. programem intensywnych zbrojeń
(temu tak naprawdę służyła industrializacja). W 1928 roku „Bezbożnik” donosił,
że cerkiew pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego w Kostromie została
zamieniona na „muzeum obronności”,
a na jej szczycie zamiast zwalonego
krzyża umieszczono „nową trójcę”: statuetki przedstawiające bombowiec, zwieńczony po bokach dwoma czołgami.
Na początku lat 30. Związek Wojujących Bezbożników zainicjował wśród
swoich członków kampanię wspierania programu zbrojeń poprzez zbieranie
składek na nowy sprzęt dla Armii Czerwonej. Zakupiony dzięki nim czołg miał
nazywać się „Bezbożnik”, a sfinansowana
z tak pozyskanych środków łódź podwodna miała nazywać się „Wojująca Bezbożniczka”. Symptomatyczne, że nawet
wśród samych wojujących bezbożników apele te nie spotkały się z dostatecznym odzewem i pieniędzy na „bezbożne”
uzbrojenie nie udało się zebrać.
RIA Novosti archive
Historia Kościoła
Delegaci Pierwszego Kongresu Komsomołu
W grudniu 1927 roku
„Bezbożnik” w artykule
pod znamiennym
tytułem „Boże
Narodzenie a obrona
Związku Sowieckiego”
przekonywał nawet
swoich czytelników,
że świętowanie
Narodzin Zbawiciela
w Betlejem stanowi…
„zagrożenie dla
sowieckiej obronności”
Obok kultu sowieckich przywódców
(Lenina i Stalina) nową religią „sowieckiego człowieka” miała być właśnie industrializacja. W 1929 roku J. Jarosławski,
przywódca Związku Wojujących Bezbożników, wytyczał szlak kolejnej kampanii Związku, która powinna pozostawać
w ścisłym związku z „pięcioletnim planem budownictwa socjalistycznego, (…)
zwłaszcza w odniesieniu do konkretnych,
bieżących spraw związanych z przebudową przemysłu i rolnictwa”.
W 1932 roku – na wzór pierwszego
stalinowskiego planu pięcioletniego
„rozwoju gospodarczego” (okupionego
milionami istnień ludzkich z „rozkułaczonych” wsi, których mieszkańcy ginęli
w sowieckich obozach koncentracyjnych
lub na bezsensownych, morderczych
„wielkich budowach socjalizmu”) została
ogłoszona „pięciolatka antyreligijna”,
która w swoich deklaracjach zapowiadała,
że „do dnia 1 maja 1937 roku na całym
terytorium ZSRR nie powinno pozostać
ani jednego domu modlitwy i samo pojęcie boga winno zostać przekreślone jako
przeżytek średniowiecza, jako instrument
ucisku mas robotniczych”.
Grzegorz Kucharczyk
Polecamy kolejną część książki
prof. Grzegorza Kucharczyka
pt.: Mity i fakty.
Zeszyty historii Kościoła.
Autor przedstawia w nim historię tzw.
„wojen o kulturę”, których celem było
wyrugowanie Kościoła katolickiego
z przestrzeni publicznej.
Oba tomy do nabycia w naszej księgarni:
sklep.milujciesie.org.pl
tel. (+48) 61 852 32 80.
nr 2-2014 •
33
Miłosierdzie Boże
Im bardziej zaufasz,
tym więcej otrzymasz
Całkowita i bezgraniczna ufność jest najprostszym i najskuteczniejszym
sposobem doświadczania miłosiernej miłości Jezusa Chrystusa,
który w męce, śmierci i zmartwychwstaniu przebaczył nam wszystkie
grzechy. Jeżeli będę trzymał Jezusa na dystans, to nic się w moim życiu
nie zmieni. Jezus nie będzie mi mógł pomóc bez zgody z mojej strony.
Dlatego cierpliwie oczekuje, abym całkowicie mu zaufał i uczynił
Go jedynym Panem swojego życia.
Pan Jezus pragnie nam pomóc w zawierzeniu i całkowitym oddaniu Mu siebie.
W tym celu poprzez św. Faustynę przekazał nam orędzie i obraz swojego miłosierdzia. Jest to powszechnie znany i czczony
w świecie obraz zmartwychwstałego Chrystusa. Został on namalowany z polecenia
przekazanego s. Faustynie przez samego
Jezusa podczas objawienia w 1931 roku.
Pan Jezus skierował do niej wtedy następujące słowa: „Wymaluj obraz według
rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu
ufam Tobie. Obiecuję, że dusza, która
czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także już tutaj na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie
w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę
jako swej chwały” (Dz. 47-48).
Poprzez św. Faustynę zmartwychwstały Pan przypomina nam, że jest „miłością i miłosierdziem samym” (Dz. 1024).
Pan Jezus mówi: „Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby
grzechy jej były jak szkarłat” (Dz. 699);
„Większe jest miłosierdzie moje aniżeli
nędze twoje i świata całego… Dla ciebie pozwoliłem otworzyć włócznią Najświętsze Serce Swoje i otworzyłem ci
źródło miłosierdzia; przyjdź i czerp
łaski z tego źródła naczyniem ufności.
Uniżonego serca nigdy nie odrzucę”
(Dz. 1485); „Otworzyłem Swe Serce
jako żywe źródło miłosierdzia, niech
z niego czerpią wszystkie dusze życie,
niech się zbliżą do tego morza miłosierdzia z wielką ufnością” (Dz. 1520);
34
• nr 2-2014
„Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się
jednym naczyniem, a nim jest ufność.
Im dusza więcej zaufa, tym więcej
otrzyma” (Dz. 1578).
„Uwierzyć w Syna ukrzyżowanego
– pisał św. Jan Paweł II – to znaczy
»zobaczyć Ojca« (por. J 14,9), to znaczy uwierzyć, że w świecie jest obecna
miłość i że ta miłość jest potężniejsza
od zła jakiegokolwiek, w które uwikłany
jest człowiek, ludzkość, świat. Uwierzyć
zaś w taką miłość, to znaczy uwierzyć
w miłosierdzie. Miłosierdzie jest bowiem
nieodzownym wymiarem miłości, jest
jakby drugim jej imieniem, a zarazem właściwym sposobem jej objawiania i realizacji wobec rzeczywistości zła,
które jest w świecie, które dotyka i osacza człowieka, które wdziera się również
„Wiedz o tym (…), kiedy
przychodzę w Komunii
świętej do serca ludzkiego,
mam ręce pełne łask
wszelkich i pragnę je
oddać duszy, ale dusze
nawet nie zwracają uwagi
na Mnie, pozostawiają Mnie samego, a zajmują się czymś innym. O, jak
Mi smutno, że dusze nie
poznały Miłości”
(Dz. 1385)
do jego serca i może go »zatracić w piekle« (Mt 10,28) (Dives in misericordia)”.
Miłość, objawiona w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, wyraża się
w nieskończonym miłosierdziu wobec
każdego człowieka uwikłanego w wielorakie zło. Wyzwolenie ze strasznej niewoli
grzechów i osiągnięcie pełni szczęścia jest
możliwe tylko poprzez oddanie się Jezusowi z całkowitą, dziecięcą ufnością. Taka
jest istota Orędzia Miłosierdzia Bożego.
Prawda ta powinna być w szczególny
sposób przeżywana w pierwszą niedzielę
po Wielkanocy, czyli w święto Bożego
Miłosierdzia, które ogłosił sam Pan Jezus:
„Pragnę, aby uroczyście obchodzone było
w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. (…)
Pragnę, aby święto Miłosierdzia było
ucieczką i schronieniem dla wszystkich
dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. (…) W dniu tym (…) wylewam
całe morze łask na dusze, które zbliżą się
do źródła miłosierdzia Mojego” (Dz. 699);
„Kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia
(do Komunii św., a wcześniej do spowiedzi), ten dostąpi zupełnego odpuszczenia
win i kar” (Dz. 300); „Dusze giną mimo
Mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto Miłosierdzia Mojego. Jeżeli nie uwielbią
miłosierdzia Mojego, zginą na wieki.
Sekretarko Mojego miłosierdzia, pisz,
mów duszom o tym wielkim miłosierdziu
Moim, bo blisko jest dzień straszliwy,
dzień Mojej sprawiedliwości” (Dz. 965) –
mówił Pan Jezus do św. Faustyny.
Największym skarbem, jaki możemy
na ziemi otrzymać, jest dar przebaczenia wszystkich grzechów w sakramencie
pokuty oraz przyjęcie zmartwychwstałego Chrystusa w Komunii św. Pan Jezus
bardzo cierpi z powodu braku ufności
w Jego nieskończone miłosierdzie, także
z powodu obojętności, oschłości serca,
z jaką jest przyjmowany: „Wiedz o tym
(…), kiedy przychodzę w Komunii
świętej do serca ludzkiego, mam ręce
pełne łask wszelkich i pragnę je oddać
duszy, ale dusze nawet nie zwracają
Miłosierdzie Boże
uwagi na Mnie, pozostawiają Mnie
samego, a zajmują się czymś innym.
O, jak mi smutno, że dusze nie poznały
Miłości” (Dz. 1385); „Jak Mnie to boli,
że dusze tak mało się łączą ze Mną
w Komunii św. Czekam na dusze, a one
są dla Mnie obojętne. Kocham je tak czule
i szczerze, a one Mi nie dowierzają. Chcę
je obsypać łaskami – one przyjąć ich nie
chcą. Obchodzą się ze Mną jak z czymś
martwym, a przecież mam Serce pełne
miłości i miłosierdzia. Abyś poznała
choć trochę Mój ból, wyobraź sobie najczulszą matkę, która bardzo kocha swe
dzieci, jednak te dzieci gardzą miłością
matki; rozważ jej ból, nikt jej nie pocieszy. To słaby obraz i podobieństwo mojej
Miłości” (Dz. 1447).
Pan Jezus zaprasza każdego z nas,
abyśmy – bez względu na to, jak wielkie
są nasze grzechy – z dziecięcą ufnością
zanurzyli się w oceanie Jego miłosierdzia przez szczerą spowiedź, przyjęcie Go do swojego serca w Komunii św.,
oddanie Mu swojej woli oraz rozpoczęcie
nowego życia. Trzeba radykalnie zerwać
z wszelkim grzechem, okazjami, które
do niego prowadzą, oraz ze złymi nawykami i przyzwyczajeniami. Konieczna
jest więc samodyscyplina przez takie uporządkowanie swoich codziennych zajęć,
aby na pierwszym miejscu była modlitwa,
solidna i uczciwa praca oraz odpoczynek.
Przygotujmy się do przeżycia święta
Miłosierdzia i kanonizacji Jana Pawła II
przez: 1. Codzienną, wytrwałą modlitwę
oraz Nowennę do miłosierdzia Bożego,
która rozpoczyna się w Wielki Piątek;
2. Całkowite zaufanie Jezusowi, szczery
żal za swoje grzechy, radykalne zerwanie
z wszelkim grzechem i okazją do grzechu,
spowiedź i Komunię św.; 3. Okazywanie miłosierdzia bliźnim przez modlitwę,
słowa i czyny.
Poprzez św. Faustynę Pan Jezus prosi
każdego z nas: „patrz w miłosierne serce
Moje i odbij litość jego we własnym
sercu i czynie, abyś ty, która głosisz
światu miłosierdzie Moje, sama nim
płonęła” (Dz. 1688).
ks. M. Piotrowski TChr
Fot. Archiwum Ms!
„Niech się nie lęka
zbliżyć do Mnie żadna
dusza, chociażby grzechy
jej były jak szkarłat”
(Dz. 699)
nr 2-2014 •
35
Miłosierdzie Boże
świadectwo
Dla Boga
nie ma nic
niemożliwego
Jak się modlić Koronką
do miłosierdzia Bożego?
• Ojcze nasz...
• Zdrowaś Maryjo...
• Wierzę w Boga...
Na dużych paciorkach różańca:
• Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało
i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna
Twojego, a Pana naszego, Jezusa Chrystusa –
na przebłaganie
za grzechy nasze i całego świata
Na małych paciorkach:
• Dla Jego bolesnej Męki – miej miłosierdzie
dla nas i całego świata! (10 razy)
Na zakończenie:
• Święty Boże, Święty Mocny, Święty
Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami
i nad całym światem! (3 razy)
• Jezu, ufam Tobie! (3 razy)
36
• nr 2-2014
Jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat.
W tym czasie przeszliśmy z mężem bardzo dużo badań lekarskich, które miały
na celu wykrycie problemu naszej niepłodności. Diagnozy kilku specjalistów
w tej dziedzinie były dla nas bolesnym
ciosem. Stwierdzono bowiem, że nie
możemy mieć dzieci. Jeden z profesorów w dziedzinie leczenia niepłodności
małżeńskiej wyraził opinię, że medycyna nie jest w stanie nam pomóc i tylko
Bóg może coś zmienić. Namawiano nas
na metodę sztucznego zapłodnienia in
vitro. Przez pewien czas, będąc w desperacji, rozpatrywaliśmy nawet taką
możliwość, ale zwyciężył Bóg, który
podpowiedział nam, że jest to niezgodne
z zasadami naszej wiary. Postanowiliśmy z mężem, że poddamy się zupełnie
woli Bożej. Skoro Bóg chce, byśmy nie
mieli potomstwa, niech tak będzie.
Wkrótce nadszedł kwiecień 2005
roku, kiedy umarł papież Jan Paweł II.
Bardzo mocno – tak jak wszyscy chrześcijanie – przeżyliśmy jego odejście.
Nastąpiły dni zadumy i refleksji nad
życiem doczesnym i wiecznym. Dzień
po śmierci papieża, w niedzielę, była
święto Miłosierdzia Bożego. Postanowiłam wtedy zacząć modlić się Koronką do
miłosierdzia Bożego. Każdego dnia rano,
W naszym życiu dokonał
się cud, którego medycyna
nie jest w stanie wyjaśnić!
„Techniki sztucznej
reprodukcji (...) są nie
do przyjęcia z punktu
widzenia moralnego,
ponieważ oddzielają
prokreację od prawdziwie
ludzkiego kontekstu
aktu małżeńskiego”
(Evangelium vitae, 14)
przed wyjściem do pracy, odmawiałam
tę modlitwę w intencji własnej i męża
oraz powierzałam cały nasz dzień Bogu.
I oto w naszym życiu dokonał się cud,
którego medycyna nie jest w stanie wyjaśnić! Spodziewamy się dziecka (a może
nawet dzieci, gdyż jest to dopiero czwarty
tydzień ciąży i lekarz nie mógł jeszcze
ustalić, czy jest to ciąża pojedyncza czy
mnoga)! Ufam, że Bóg będzie nade mną
czuwał i urodzę dziecko (lub dzieci),
które będzie żyło (czy też będą żyły) na
Jego chwałę.
Ogromnie dziękujemy Bogu za okazaną nam łaskę. „Dla Boga bowiem nie
ma nic niemożliwego” (Łk 1,37). Cieszymy się, że dzięki Jego miłosierdziu
po siedmiu latach małżeństwa zostaliśmy rodzicami. Najważniejsze to zawierzyć Bogu i mieć całkowitą ufność
w Jego miłosierdzie!
Agnieszka
„Pisz i mów o Moim miłosierdziu...”
(Dzienniczek, 1448)
Tymi słowami Pan Jezus apeluje także do wszystkich Czytelników,
by spisywali i przysyłali na adres redakcji podziękowania
i świadectwa doznanych łask, nawróceń i uzdrowień, które
dokonały się dzięki ufnemu powierzeniu się miłosierdziu Boga.
świadectwo
Miłosierdzie Boże
Miłosierdzie Boże
Jezusowi
Miłosiernemu
Fot. Archiwum Ms!
i Matce Bożej
Nieustającej Pomocy
dziękują:
Wota dziękczynne zostawione na placu św. Piotra, Watykan, kwiecień 2005 roku
Świadectwo
uzdrowienia
Dwa i pół roku temu, podczas badania,
pani doktor wykryła u mnie 12-centymetrowego guza, który po operacji został
zdiagnozowany jako złośliwy nowotwór
jelita grubego.
Do szpitala wzięłam ze sobą obrazek Jezusa Miłosiernego i Jana Pawła II.
Przed operacją zawierzyłam Jezusowi całe swoje życie. Powiedziałam
Mu, że bardzo pragnę żyć ze względu
na rodzinę i młodszego syna, który miał
zaledwie 15 lat, ale niech wypełni się
Jego wola. Na salę operacyjną jechałam spokojna i ufna w Boże miłosierdzie. Po operacji czułam się dobrze,
więc mogłam szybko wrócić do domu.
Następnie szczęśliwie przeszłam trudny
okres sześciu cyklów chemioterapii. Rok
po chemioterapii osłabiony organizm
nie miał jednak jeszcze dość siły, aby
przezwyciężyć zwykłą infekcję wirusową. Z tego powodu musiałam przez
dwa tygodnie leżeć w łóżku. Z każdym dniem słabły moje siły fizyczne
Z ufnością wyszeptałam:
„Panie Jezu, jesteś Panem
mojego życia, ufam Ci,
nie lękam się”
Renata – za zdrowie, rodzinę, dobrego męża i dzieci, za pomyślnie
zdaną przez syna maturę, dostanie
się przez moje dzieci na studia oraz
za wszystkie otrzymane w rodzinie
łaski; Maria z Dąbrowy – za bezmiar miłosierdzia, uzdrowienie duszy
i ciała oraz licznych dobrych ludzi,
którymi jestem otoczona; Jadwiga z Gniezna – za łaskę uzdrowienia mnie z choroby lokomocyjnej,
na którą cierpiałam kilkadziesiąt
lat; Janina z Gdańska – za łaskę
zdania przez wnuczkę egzaminów
na studiach; Maria – za wszystkie
doznane łaski oraz za wyzwolenie
syna Damiana z nałogu narkomanii; Gabriela – za ustąpienie długo utrzymujących się bólów głowy
po wstrząsie mózgu u syna Lukasa;
Halina – za opiekę nade mną i nad
moją rodziną, za uleczenie z dużej
nerwicy lękowej, za uleczenie męża
z alkoholizmu, za pomoc w różnych
trudnościach i za wielkie miłosierdzie
Boże; Elżbieta ze Starachowic – za
szczęśliwy poród i zdrowego synka
oraz za wszystkie otrzymane łaski;
Czytelniczka – za uleczenie z dolegliwości kobiecych, za uratowanie
życia mojemu siostrzeńcowi oraz za
liczne łaski dla mnie i dla całej mojej
rodziny; Małgosia z Warszawy – za
cudowne uniknięcie pożaru w moim
mieszkaniu oraz za cudowny ratunek
od śmierci mojej siostry, która miała
wypadek samochodowy; Agata – za
łaskę znalezienia pracy i za wszystkie łaski dotychczas otrzymane w
codziennym życiu; Natalia – za cudowne uzdrowienie mojego brata,
za dobrych ludzi, za wysłuchiwanie
próśb oraz za wszystkie otrzymane
łaski; Anna K. – za uwolnienie mnie
od nałogów,
Polecamy
książkę:za wielokrotne ocalenie
życia, za Radio
G.mi
Kucharczyk,
„MityMaryja,
i fakty”za Ojca
Świętego
Jana
Pawła
II, za „Miłujcie
do nabycia w naszej księgarni:
się!”
oraz
za
wszystkie
sklep.milujciesie.org.pl, pozostałe łaski i wysłuchane prośby; Maria Galitel. (+48) 61 852 32 80.
ca z Poronina – za udaną operację;
Łukasz – za całkowite darowanie
moich win, za Eucharystię i za to, że
Pan Jezus jest na pierwszym miejscu
w moim życiu; Czytelniczka – za siłę
i mądrość płynące z Waszego czasopisma oraz za wszelkie otrzymane przeze mnie łaski; Danuta – za
spokojną śmierć i przejście do Domu
Ojca mojej mamy Krystyny.
nr 2-2014 •
37
Miłosierdzie Boże
Fot. Archiwum Ms!
świadectwo
Pielgrzymi oczekujący na wejście do bazyliki św. Piotra, aby oddać hołd zmarłemu papieżowi Janowi Pawłowi II, kwiecień 2005 r.
i psychiczne. Wraz z moim ciałem chorowała dusza i serce. Czułam, jakbym miała
na sobie żelazny pancerz, który mocno
ściskał moją klatkę piersiową. Gdy było
mi już bardzo ciężko, z ufnością poprosiłam Jezusa o pomoc. Przyszła ona niemal
natychmiast. Noc przespałam spokojnie,
a rano obudziłam się wypoczęta i radosna. Przez cały dzień, leżąc w łóżku, nadrabiałam zaległości w czytaniu czasopism
katolickich, które bardzo podniosły mnie
na duchu. Z jednego pisma dowiedziałam
się o możliwości słuchania przez internet
Mszy św. w intencji uzdrowienia. Okoliczności ułożyły się tak pomyślnie, że
mogłam uczestniczyć duchowo w Eucharystii transmitowanej z Łodzi. W czasie
modlitw o uzdrowienie Jezus obdarzył
mnie wielką miłością i miłosierdziem.
Najpierw zostałam uwolniona z ucisku
w klatce piersiowej, potem odczułam
wielką ulgę i ustąpienie bólu. Następnie
Jezus uzdrowił całą moją sferę duchową,
a na koniec usłyszałam, że uzdrawia mnie
z choroby nowotworowej jelita grubego.
Po chwili zespół muzyczny zaintonował
pieśń, której słowa były tożsame z tym,
co w danej chwili odczuwało moje serce:
„Błogosławić Cię chcę, błogosławić Cię
chcę, sercem pełnym wdzięczności błogosławić Cię chcę”. Radość i wdzięczność przepełniły moje serce. Moja ufność
w miłosierdzie Boże została wystawiona
na próbę, ale nie zachwiała się nawet
wtedy, gdy po kilku dniach okazało
się, że nie zostałam jeszcze całkowicie
38
• nr 2-2014
Dziękuję Janowi Pawłowi II
za wyproszenie mi łaski
zdrowia dokładnie
w czwartą rocznicę
jego przejścia do życia
wiecznego
uzdrowiona. Znowu znalazłam się w szpitalu z powodu odwodnienia organizmu
wskutek uporczywych torsji, a także silnego bólu operowanego jelita. Leżąc
długie godziny pod kroplówką, czułam
w sercu, że Jezus czeka na oddanie Mu
całego mojego cierpienia, więc z ufnością wyszeptałam: „Panie Jezu, jesteś
Panem mojego życia, ufam Ci, nie lękam
się”. Słowa te powtarzałam jeszcze wielokrotnie, gdy bóle o różnym natężeniu
pojawiały się coraz częściej, a później
prawie codziennie. 2 kwietnia 2009 roku,
przed południem, poczułam delikatny ból,
który szybko przybierał na sile; wzmogły się torsje oraz pojawiły się dreszcze.
Była to akurat czwarta rocznica odejścia z tego świata Ojca Świętego Jana
Pawła II. Moim gorącym pragnieniem
było uczestniczenie we Mszy św. w intencji jego beatyfikacji. Wówczas przypomniałam sobie przeczytane wcześniej
świadectwo pewnej Włoszki. Opisała ona
swój sen, w którym Jan Paweł II powiedział jej, że w każdej trudnej sytuacji
może do niego dzwonić. Postanowiłam
i ja prosić o pomoc Jana Pawła II, lecz ból
u mnie nie ustąpił. Bezsilna zwróciłam
się do Ducha Świętego, aby modlił się we
mnie i za mnie. Mąż wraz z synem poszli
na Mszę św., a później, ok. godz. 21, mążpostawił w oknie zapalony znicz i udał się
do kościoła na tzw. apel z papieżem. Młodszy syn w tym czasie modlił się w Szczecinie na Jasnych Błoniach przy pomniku
papieża. W mojej intencji modliła się też
cała rodzina i znajomi. Gdy zbliżała się
godzina 21.30, zapragnęłam zmówić różaniec w intencji papieża, ofiarowując Panu
Bogu swoje cierpienia, całą swoją wolę
oraz żal, że nie zostałam uzdrowiona.
Po chwili zasnęłam. Kiedy po mniej więcej 15 minutach się obudziłam, poczułam,
że jestem zupełnie zdrowa. Nie odczuwałam żadnych dolegliwości. Od tamtego
pamiętnego dnia nadal czuję się bardzo
dobrze, a moje wyniki są dobre. Gorąco
dziękuję Jezusowi Miłosiernemu za ofiarowanie mi „drugiego życia”, za jego
nową jakość, a także za cud uzdrowienia
na duszy i ciele. Dziękuję również Janowi
Pawłowi II za wyproszenie mi łaski zdrowia dokładnie w godzinie jego przejścia
do życia wiecznego. Stałam się radosna i szczęśliwa, czuję się umiłowanym
dzieckiem Bożym, a słowa: „błogosławić
Cię chcę, sercem pełnym wdzięczności
błogosławić Cię chcę” już na stałe włączyłam do swoich codziennych modlitw.
Niech będzie uwielbiony Bóg w swoich
aniołach i w swoich świętych!
Mieczysława
Fot. Archiwum Ms!
Ruch Czystych Serc Małżeństw
Po katolicku
wychować potomstwo
Na małżonkach spoczywa
wielka odpowiedzialność za
powierzony im dar i zadanie:
będąc płodni, mają zaludniać
Ziemię (por. Rdz 1,28),
wychowując nowe pokolenie
dla Pana (por. Ef 6,4).
Święty Jan Paweł II nauczał: „Wedle
zamysłu Bożego (...) sama instytucja małżeństwa i miłość małżeńska są skierowane
ku rodzeniu i wychowaniu potomstwa,
w którym znajdują swoje uwieńczenie.
(...) Stawszy się rodzicami, małżonkowie otrzymują od Boga dar nowej odpowiedzialności. Ich miłość rodzicielska ma
się stać dla dzieci widzialnym znakiem
tej samej miłości Boga, »od której bierze nazwę wszelkie ojcostwo na niebie
i na ziemi«” (Familiaris consortio, 14).
Małżonkowie nie mogą zamykać się
na dar płodności, niszcząc ją nawet
samą postawą antykoncepcyjną, nie
mówiąc już o stosowaniu środków zapobiegających poczęciu lub – jeszcze gorzej
– wczesnoporonnych. Okazują w ten sposób czynny sprzeciw zamysłowi Bożemu
i łamią własną przysięgę małżeńską,
w której przecież deklarowali, że z miłością przyjmą potomstwo, którym Bóg
ich pragnie obdarzyć. Stosowanie natomiast środków o działaniu wczesnoporonnym (jak spirala wewnątrzmaciczna
lub pigułki hormonalne) czyni z rodziców
zabójców własnych dzieci. Tymczasem
Bóg pragnie obdarzyć nas potomstwem
i na pewno On zna nasze potrzeby oraz
możliwości, i ma na myśli nasze największe szczęście. Dzięki wiedzy o rozpoznawaniu własnej płodności małżonkowie
mogą w sposób odpowiedzialny korzystać z tego wspaniałego daru.
„Rodzina ludzka, rozdarta przez
grzech, została na nowo zjednoczona
zbawczą mocą śmierci i zmartwychwstania
Chrystusa. Małżeństwo chrześcijańskie,
uczestnicząc w zbawczych skutkach tej
tajemnicy, stanowi naturalne środowisko,
w którym dokonuje się włączenie osoby
ludzkiej do wielkiej rodziny Kościoła”
Miłość rodzicielska
ma się stać dla dzieci
widzialnym znakiem
miłości Boga
nr 2-2014 •
39
Fot. Mimagephotography/Dreamstime.com
Ruch Czystych Serc Małżeństw
– przypomina nam św. Jan Paweł II (FC
15). Oznacza to, że właśnie rodzice powinni
zadbać o prawidłowy rozwój dziecka,
przede wszystkim w wymiarze religijnym,
pomagając mu nawiązać osobistą relację
z Bogiem. Święty Jan Chryzostom ubolewał: „Ileż starania dokładają wszyscy,
aby dzieci wykształcić w sztuce, nauce
i wymowie, a nikt nie dba o wyćwiczenie
duszy! Nie przestanę was upominać (...),
abyście przede wszystkim wychowywali
dobrze dzieci”.
Jest oczywiste, że szatan, który
„od początku był zabójcą i w prawdzie
nie wytrwał”, na wszelkie sposoby będzie
usiłował odciągnąć nasze dzieci od Boga,
podsuwając im pokusy w postaci łatwo
dostępnej pornografii, alkoholu, narkotyków, a także praktyk magicznych
uderzających w pierwsze przykazanie:
horoskopów, amuletów, czarów niby dla
zabawy, a także różnych zabawek zachęcających do zła. Jak ochronić dzieci przed
tymi atakami diabła?
Miałem okazję spotkać się i porozmawiać z nawróconą wiedźmą, Patrycją
Hurlak, znaną aktorką, która od dziecka
była dręczona przez demony i doznała
40
• nr 2-2014
Bóg pragnie obdarzyć
nas potomstwem,
na pewno zna nasze
potrzeby i możliwości
oraz ma na myśli nasze
największe szczęście
wyzwolenia dopiero po nawróceniu
i egzorcyzmach. Zapytałem ją, jak troskliwy rodzic mógłby rozpoznać sytuację, w której dziecko znalazło się pod
wpływem złych duchów. Odpowiedź
była następująca: „Jestem bardzo radykalna w tej chwili. Powiem tak: jeżeli
nie będziesz się modlił z dziećmi, to nie
licz, że będą modlić się same. Jeżeli nie
będziesz czytał z nimi Pisma św., przynajmniej jednego zdania dziennie, to nie
licz, że się nie pogubią. Jeżeli próbuje się
to naprawić dopiero po zauważeniu objawów, to wtedy jest już za późno. Trzeba
stosować prewencję. Na przykład, jeśli
nie będziesz dbać o samochód, to będzie
się psuł. Oczywiście, dzieci nie można
porównywać do samochodu, ale jeśli nie
podejmie się działań prewencyjnych, bo
kiedy pojawią się już objawy, dowiemy
się o wszystkim za późno. I te działania
muszą być konsekwentne. Jeśli, przykładowo, rodzice zabronią dziecku czytania
horoskopów, a sami je czytają, to najprawdopodobniej odbije się to właśnie
na dziecku. Jest też wiele niebezpiecznych zabawek, które wprowadzają
dziecko w świat demonów; przyczyniają się do tego telewizja i czasopisma. W niektórych bajkach, nawet bardzo
znanych, są stosowane przekazy podprogowe, działające na podświadomość
dziecka, przemycające treści pornograficzne. Nie mam zamiaru demonizować
rzeczywistości, tu chodzi o wychowanie przyszłych klientów usług pornograficznych – to jest biznes. Na przykład,
jeśli gdzieś na trzynastym planie pojawia
się naga kobieta albo jakieś kopulujące
zwierzątka, to nasz umysł nawet tego nie
zarejestruje, ale obraz utkwi w podświadomości. Nie dziwcie się potem, że wasze
dzieciaki popadają w uzależnienie od pornografii. I nie chodzi mi o to, by dzieciom wszystkiego zabraniać. Chodzi o to,
że nie zaprowadzisz nikogo tam, gdzie
sam nie jesteś. Jeśli rodzice uważają,
Ruch Czystych Serc Małżeństw
że są wierzący, a nie modlą się z dziećmi,
to oznacza, że sami rodzice już się pogubili. Dziecko musi od małego znać kerygmat, czyli podstawowe prawdy naszej
wiary. Kiedy przychodzą do mnie rodzice
zaniepokojeni na przykład tym, że ich
piętnastoletnia córka wywołuje duchy,
to zadaję im od razu pytanie: czy żyjecie
w stanie łaski uświęcającej? Jeśli nasze
życie jako rodziców odbiega od życia
Ewangelią, jest ogromne prawdopodobieństwo, że nasze dzieci polegną na polu
walki duchowej”.
Kiedyś w naszym mieście na autobusach i tramwajach pojawiły się plakaty z napisem: „Czy wiesz, co teraz robi
twoje nastoletnie dziecko?”. Jest to pytanie postawione o kilkanaście lat za późno.
Powinniśmy cały czas interesować się
życiem naszych dzieci i uczestniczyć
w nim, nie narzucając im niczego na siłę.
Powinniśmy poświęcać im czas: żyć
ich problemami, zachęcać je do pogłębiania swoich zainteresowań, proponować im zawsze dobro i ostrzegać przed
złem. Nasze życie powinno być świadectwem naszej wiary, bo jeśli odbiega ono
od tego, czego uczymy dzieci, to nic z tej
naszej nauki nie wyjdzie.
Pomimo nawet największych wysiłków rodziców szatan może znaleźć czasami jakiś sposób, by dostać się do serca
naszego dziecka. To nie powinno nas dziwić, w końcu „diabeł, jak lew ryczący
krąży, szukając, kogo pożreć” (1 P 5,8).
Jeśli uczestniczymy w życiu naszych
dzieci i nie puszczamy ich samopas,
szybko możemy się zorientować, że coś
dzieje się nie tak, jak powinno. Patrycja
Hurlak zwraca również uwagę na to, że jej
rodzice nie zauważali w jej lękach i zainteresowaniach ezoterycznych niczego
złego, ponieważ sami nie byli zaangażowani w życie Kościoła. Odwrót dziecka
od sacrum jest pierwszą wskazówką,
że zły duch może mieć na nie wpływ. Jeśli
dziecko okazuje, że boi się ciemności,
może warto poświęcić pokój i dowiedzieć
się, jakie są przyczyny tych lęków. Czasami pojawiają się niezidentyfikowane
choroby wprowadzające lekarzy w zdumienie, wówczas warto pomodlić się
nad dzieckiem i zrobić rachunek sumienia – czy może przez nasz grzech szatan nie znalazł dostępu do serca naszego
dziecka. Przykładowo, niektórzy zabobonnie przywiązują czerwoną kokardkę
do wózka dziecka, otwierając w ten sposób demonowi dostęp do niego. Dbając o rodzinne życie sakramentalne
i modlitewne, rodzice tworzą skuteczną tarczę ochronną wokół dzieci.
Nie ma potrzeby we wszystkim widzieć
diabła – jak powiedziała Patrycja: „wierzący rodzic zauważy, że coś z dzieckiem
naprawdę jest nie tak”. Jej rada: od poczęcia zawierzyć dziecko Maryi.
Musimy więc sami z dziecięcą ufnością zwrócić się do Boga i trwać w stałej jedności z Nim na wspólnej rodzinnej
modlitwie, czytaniu Biblii i regularnym
uczestniczeniu w Eucharystii. Wówczas Bóg będzie mógł spełnić obietnicę:
„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie
od was” (Jk 4,7).
Mirosław Rucki
Zachęcamy do podjęcia trudu trwania
w Chrystusie i pielęgnowania wzajemnej
miłości. Czasami w naszym otoczeniu nie
ma par małżeńskich, które taki trud podejmują, dlatego zachęcamy do włączenia się
do Ruchu Czystych Serc Małżeństw. Dzięki
niemu trwamy w świadomości, że nie
jesteśmy sami na tej drodze. Aby włączyć
się do RCSM-u, wystarczy pragnienie,
aby iść przez życie z Jezusem. Pójdźcie
razem ze współmałżonkiem do spowiedzi, a po przyjęciu Komunii św. wspólnie
odmówcie Modlitwę zawierzenia:
Panie Jezu, dziękujemy Ci,
że ukochałeś nas miłością bez
granic, nie wahając się nawet
oddać życie za nas. Dziękujemy
Ci za to, że Twoja miłość chroni
nas od zła, podnosi z największych upadków i leczy najboleśniejsze rany. Dziękujemy Ci za
Twoją obecność w
sakramencie małżeństwa i za
to, że u Ciebie zawsze możemy
znaleźć lekarstwo na każde zło
i siłę do pokonywania wszelkich trudności i kryzysów.
Oddajemy Ci swoją pamięć,
rozum, wolę, dusze i ciała wraz
ze swoją płciowością. Przyrzekamy codziennie spotykać się
z Tobą na wspólnej modlitwie
i w lekturze Pisma św., w częstym przyjmowaniu Komunii św.
i adoracji Najświętszego Sakramentu. Postanawiamy regularnie
przystępować do sakramentu
pojednania, nie ulegać zniechęceniu i natychmiast podnosić się
z każdego grzechu.
Postanawiamy nie kupować, nie
czytać i nie oglądać czasopism,
programów ani filmów o treściach pornograficznych. Przyrzekamy nie używać żadnych
środków antykoncepcyjnych
i rezygnujemy z samej postawy
antykoncepcyjnej. Przyrzekamy
być zawsze gotowymi na przyjęcie każdego dziecka, które Ty,
Panie, pragniesz powołać do istnienia. Pragniemy być dla nich
dobrymi wychowawcami, aby
własną postawą i świadectwem
ukazywać im drogę do Ciebie.
Panie Jezu, ucz nas systematycznej pracy nad sobą,
umiejętności kontrolowania
naszych pobudzeń seksualnych
i emocji. Prosimy Cię o odwagę
w codziennym przeciwstawianiu
się złu, abyśmy unikali wszystkiego, co uzależnia i zniewala,
a przede wszystkim narkotyków,
alkoholu i nikotyny. Ucz nas
tak postępować, aby w naszym
życiu najważniejsza była miłość.
Maryjo, Matko nasza, prowadź
nas drogami wiary do samego
źródła miłości – do Jezusa. Za
świętym Janem Pawłem II pragniemy całkowicie zawierzyć
się Tobie: „Totus Tuus, Maryjo”!
W Twoim Niepokalanym
Sercu składamy całych siebie,
wszystko, czym jesteśmy, każdy
swój krok, każdą chwilę swojego
życia. Amen!
Poinformujcie redakcję o swoim przystąpieniu do RCSM, przysyłając nam
swój adres, daty urodzenia oraz datę
przystąpienia do RCSM. Wpiszemy Was
do Księgi czystych serc i prześlemy Wam
specjalne błogosławieństwo.
Z Chrystusowym błogosławieństwem
ks. M. Piotrowski z zespołem
redakcyjnym
nr 2-2014 •
41
świadectwo
Zaufać Bogu
Wracam do tych wydarzeń, by oddać
chwałę i dziękczynienie Bogu, który
wszystko potrafi przemienić w dobro
w życiu
tych, którzy Go miłują
(por. Rz 8,28). Kiedy mój mąż zostawił mnie dla innej kobiety, zostałam
sama z trójką dzieci. Myślałam, że moje
życie się skończyło. Wpadłam w depresję
i chciałam zniknąć z tej ziemi. Inni starali
się mnie wspierać i zachęcać do życia, ale
nie byłam w stanie nikogo słuchać. Przyjaciele, którzy widzieli moją depresję,
zaprosili mnie do charyzmatycznej grupy
Odnowy w Duchu Świętym, która modliła
się za mnie. Wkrótce znalazłam dobrą
pracę, dzięki której mogłam samodzielnie
utrzymywać i wychowywać dzieci.
Po pewnym czasie dowiedziałam się,
że moja córka spodziewa się dziecka.
A przecież miała zaledwie 16 lat! Moją
pierwszą myślą było: „aborcja!”. Jak miałam przyjąć to kolejne dziecko? Co powiedzą ludzie? Sama zaprowadziłam ją
do lekarza, by dokonać „zabiegu przerwania ciąży”. Lekarz jednak powiedział,
że dokonanie aborcji jest niebezpieczne,
gdyż ciąża jest już zaawansowana. Dał
mi posłuchać bicia serca dziecka i powiedział słowa, które usłyszałam jakby we
śnie: „Będziesz babcią!”.
Wyszłyśmy na pustą ulicę, a w moim
sercu pojawił się wielki ból: jak mogłam
być tak samolubna! W moich uszach
wciąż rozbrzmiewał dźwięk bicia serca
dzieciątka. Nie mogłam sobie wybaczyć
tego, że pragnęłam je zabić. Skontaktowałam się z księdzem, który powiedział mi: „Będziesz pierwszą osobą, która
weźmie to dzieciątko na ręce po urodzeniu i od pierwszego wejrzenia będziesz
je kochać. A córka będzie musiała przeprosić dziecko i czekać aż pewnego dnia
wróci ojciec maleństwa. Po prostu trzeba
modlić się i ufać”.
42
• nr 2-2014
Fot. Archiwum Ms!
Życie jest cudem.
Bóg nie pozwala,
by dzieci były zabijane
Modlić się i zaufać! Nagle okazało
się, że kluczem do rozwiązania moich
problemów jest modlitwa. Po czterech
miesiącach urodził się Łukasz – najpiękniejsze i najsłodsze dziecko na świecie! Przytuliłam je z wielkim przejęciem.
Byłam pierwszą osobą, która to zrobiła!
Bardzo się wzruszyłam i płakałam, ale
były to łzy radości! Teraz wiem, że życie
jest cudem, a Bóg nie pozwala, by dzieci
były zabijane.
Aż boję się pomyśleć, że mogłyśmy
to wszystko zniszczyć... Zatrudniłyśmy
nianię, aby córka mogła ukończyć szkołę.
Życie powoli wróciło do normalności.
Po pewnym czasie córka poznała chłopaka, który poważnie myślał o tym, żeby
się z nią ożenić. Bardzo bałam się o jej
przyszłość, nie chciałam znowu cierpieć.
W Wielki Piątek 2012 roku, gdy wracałam z pracy, zatrzymałam się w kościele.
Rozpoczęłam Nowennę do miłosierdzia
Bożego w intencji mojej córki, aby nie
dokonała złego wyboru. Trzy dni po rozpoczęciu nowenny zadzwonił ojciec naszego
Łukasza i wyraził pragnienie, by zobaczyć swojego syna. A przecież minęły
dwa lata od jego narodzin i w tym czasie on ani razu nas nie odwiedził i nawet
się nie odezwał! Siódmego dnia nowenny
zadzwonił do mnie mój mąż, aby powiedzieć, że wysłał 200 euro na poczet zaległych alimentów, chociaż nie mówiłam mu
nic na ten temat i nie podejmowałam działań prawnych. W tym samym dniu ojciec
Łukasza przyszedł go odwiedzić. Bardzo
się denerwowałam, że pojawił się po tak
długim czasie, ale postanowiłyśmy pozwolić mu zobaczyć dziecko. Zaczęło mocno
padać, więc zaprosiłyśmy go do domu. Nie
chciałam pytać, gdzie był przez cały czas,
ale on sam przeprosił za wszystko. Powiedział, że wystraszył się odpowiedzialności,
ale teraz prosi o rękę mojej córki. Po czterech miesiącach wzięli ślub. Jestem szczęśliwa, widząc ich miłość.
Bardzo kocham mojego wnuka.
Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Nie ma dnia, bym nie dziękowała Bogu,
który zawsze potrafi odmienić nasze życie
na lepsze. Aby iść do przodu, trzeba Mu
zaufać i wytrwale się modlić!
Maria C., 45 lat, Rumunia
Książki Wydawnictwa Agape do nabycia również w KSIĘGARNIACH PARTNERSKICH w całej Polsce.
Lista księgarń współpracujących z nami dostępna w internecie pod adresem:
www.milujciesie.org.pl/ksiegarnie-partnerskie
Michele Zanzucchi
W ramionach Boga
Nowość
Carlo i Alberto –
historia życia i przyjaźni
Ks. Mieczysław Piotrowski
Nowość
Dziedzictwo
św. Jana Pawła II
Życie Carla i Alberta – przygoda
dwóch młodych chłopców, którzy
dzięki przyjaźni o głębokich
korzeniach osiągnęli pełnię
zaplanowaną przez Boga.
Wiele razy zaczynali od nowa i wiele
razy doświadczyli odrodzenia się
nowego życia w nich i wokół nich.
Książka „Duchowe dziedzictwo
św. Jana Pawła II” przybliża nam
najważniejsze aspekty papieskiego
nauczania. Daje odpowiedź na
najtrudniejsze pytania dotyczące
naszej wiary oraz przypomina
najważniejsze wydarzenia z życia
świętego Jana Pawła II, który teraz
jest naszym orędownikiem w niebie
i promieniuje stamtąd miłością
i mądrością samego Boga.
format: B5 | 168 stron |oprawa twarda | cena: 26 zł
format: A5 | 288 stron |oprawa twarda | cena: 29 zł
Zamówienia: sklep.milujciesie.org.pl; tel.: (+48) 61 852 32 80; lub: „Miłujcie się!”, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań. Koszt przesyłki 12 zł.
„...wybierz więc
życie” (Pwt 30,19)
Książka + film DVD
Świadectwa i teksty
o obronie życia, leczeniu
syndromu postaborcyjnego,
naprotechnologii, in vitro,
z dołączonym wzruszającym
filmem „Syndrom”.
format: B5 | 400 stron | oprawa twarda | cena: 29 zł
Recepta
na życie wieczne
Teksty Cataliny Rivas, artykuły
o cudach eucharystycznych
w Sokółce, Buenos Aires,
Lanciano oraz świadectwa
o prawdziwej obecności Jezusa
w Eucharystii...
format: B5 | 272 strony | oprawa twarda | cena: 25 zł
Racjonalne
podstawy wiary
„Ze względu
na Ciebie” (Rz 8,36)
Wiele dowodów naukowych
potwierdzających prawdziwość
wiary chrześcijańskiej.
200 mln chrześcijan jest brutalnie
prześladowanych, a dalsze
350 mln doznaje dyskryminacji.
Ta książka pomaga nam
zrozumieć, dlaczego wyznawcy
Chrystusa są znienawidzeni,
a mimo to zwyciężają.
format: B5 | 200 stron | oprawa twarda | cena: 24 zł
Mark A. Gabriel
Jezus i Mahomet
Głębokie różnice i zaskakujące
podobieństwa
Były wykładowca uczelni
muzułmańskiej znanej na całym
świecie, zaprasza nas do odbycia
fascynującej podróży przez życie
Jezusa i Mahometa, analizując
ich przesłania i nauki.
format: A5 | 336 stron |oprawa twarda | cena: 29 zł
Scott Kimberly Hahn
W domu najlepiej
Dramatyczne świadectwo
nawrócenia małżeństwa
Kimberly i Scotta Hahnów.
Wychowani w tradycji
ewangelickiej zostają pociągnięci
do coraz głębszego poznawania
Boga i Jego woli. Pełnię odnajdują
w Kościele katolickim…
format: B5 | 256 stron | oprawa twarda | cena: 29 zł
Andreas Theurer
Dlaczego
powinniśmy zostać
katolikami?
Autor, ewangelicki pastor, analizuje
powody, które są przyczyną rozłamu
między wyznaniami chrześcijańskimi:
urząd papieża i jego nieomylność, kult
Maryi i świętych oraz kwestia czyśćca.
Dochodzi do zaskakujących wniosków...
format: A5 | 80 stron |oprawa miękka | cena: 19 zł
Pop-oratorium
„Miłosierdzie Boże”
Znane na całym świecie
oratorium o Bożym
miłosierdziu zespołu
Lumen już teraz dostępne
w książeczce z płytą i nutami!
ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Od niewiary
do pełni Prawdy
Historie znanych osobistości
ze środowisk ateistów,
masonów, żydów oraz
muzułmanów, którzy odkryli
pełnię Prawdy w Kościele
katolickim.
format: B5 | 248 stron | oprawa twarda | cena: 29 zł
„Kochać, cierpieć,
wynagradzać
Bł. Alexandrina da Costa
Poruszająca historia dojrzewania
w wierze, piękna czystej miłości
i radości życia
bł. Alexandriny Marii da Costy,
która przez 13 lat spożywała tylko
Eucharystię. Nie mogła jeść ani pić,
a mimo to żyła, wbrew wszelkim
naturalnym prawom biologii…
format: A5 | 192 strony | oprawa twarda | cena: 24 zł
M. Rostampour, M. Amirizadeh
Więźniowie Iranu
Więźniowie Iranu to niezwykle
poruszająca historia o działaniu
Bożej łaski, opowiedziana
przez Marię i Marcelinę – dwie
chrześcijanki osadzone w Ewin,
najgorszym teherańskim więzieniu.
format: A5 | 336 stron |oprawa twarda | cena: 29 zł
G. Górny, J. Rosikoń
Świadkowie
tajemnicy
cena: 25 zł
nr 2-2014 •
43
Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia nas na XX Targach Wydawców Katolickich w Warszawie
PRENUMERATA „MIŁUJCIE SIĘ!”
Roczniki „Miłujcie się!“
„Miłujcie się!” jest czasopismem wydawanym pięć razy w roku.
Prenumeratę dla siebie oraz prenumeratę jako prezent można rozpocząć
od dowolnego numeru, kontaktując się z redakcją:
• listownie: Redakcja „Miłujcie się!”, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań
• telefonicznie: +48 61 852 32 82; +48 61 647 26 86; +48 797 00
25 38 (Orange), lub faksem: +48 61 852 32 82
• pocztą elektroniczną: [email protected]
• poprzez formularz na naszej stronie www.milujciesie.org.pl
Wszystkie numery
„Miłujcie się!” z roku,
w twardej oprawie.
rocznik „Love One Another”
– cena: 35 zł
rocznik „Liebt einander”
– cena: 35 zł
rocznik 2009 – cena: 35 zł
rocznik 2010 – cena: 35 zł
rocznik 2011 – cena: 35 zł
rocznik 2012 – cena: 35 zł
rocznik 2013 – cena: 35 zł
E-PRENUMERATA – na stronie internetowej można zamówić również
elektroniczną wersję jednego lub pięciu kolejnych numerów w formacie PDF.
Zachęcamy również do zamawiania dostępnych wersji obcojęzycznych.
Opłata za prenumeratę jest dobrowolną ofiarą. Przesyłając nawet
najmniejszą kwotę, wspomagasz nasze działania ewangelizacyjne – druk
i wysyłkę „Miłujcie się!” do najdalszych zakątków świata.
PROMOCJA
komplet 5 roczników
2009-2013
15% taniej – tylko 148 zł
RAZEM EWANGELIZUJEMY ŚWIAT!
KONTO EURO: PL 52 1240 1750 1978 0000 1905 0388
KONTO USD: PL 39 1240 1750 1787 0000 1905 0375
SWIFT CODE: PKOPPLPW
Zamówienia: sklep.milujciesie.org.pl; tel.: (+48) 61 852 32 80; lub: „Miłujcie się!”, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań. Koszt przesyłki 12 zł.
nazwa odbiorcy
nr rachunku odbiorcy
TOWARZYSTWO CHRYSTUSOWE
26 1240 1750 1111
nazwa odbiorcy cd.
nr rachunku odbiorcy cd.
60–962 POZNA
0000 1905 0362
kwota
zleceniodawca:
Polecenie przelewu / wpłata gotówkowa
odbiorca:
Towarzystwo Chrystusowe
ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań
UL. PANNY MARII 4
nr rachunku odbiorcy
waluta
kwota
nr rachunku zleceniodawcy (przelew) / kwota słownie
(wpłata)
zleceniodawca
zleceniodawca cd.
tytu em
Ofiara na ewangelizację poprzez Miłujcie się!
tytu em cd.
Op ata
stempel
dzienny
op ata
pieczęć, data i podpis(y) zleceniodawcy
nr 5-2010 •
44
Fot. Archiwum Ms!
świadectwo
Wzięliśmy ślub w maju
Dzięki łasce Bożej
zerwaliśmy z nieczystością
w naszym małżeństwie
Wbrew
rodzinnym zabobonom postanowiliśmy wziąć ślub w najpiękniejszym
miesiącu roku, jakim jest maj – miesiącMaryjny. Od pewnego czasu należeliśmy do wspólnoty Żywego Różańca,
więc było to dla nas oczywiste. Poznaliśmy się na pieszej pielgrzymce na Jasną
Górę. Może już wtedy, za wstawiennictwem Maryi, zostaliśmy sobie przypisani.
Dzisiaj zawierzyliśmy nasze małżeństwo Jezusowi i Niepokalanej Matce.
Wierzymy, że z Bożym błogosławieństwem będzie mocne i nierozerwalne.
Wstępując do Ruchu Czystych Serc Małżeństw, wyrzekliśmy się zła, które zniszczyło niejedno małżeństwo. Kilka lat
temu w naszej rodzinie doszło do ożywienia wiary. Myślimy, że wszystko zaczęło
się od Mszy świętych z modlitwą o uzdrowienie, w których uczestniczyliśmy.
W naszym przypadku to nie było spektakularne, nagłe, ale Duch Święty czynił ewidentne cuda. Otworzyliśmy się
na Eucharystię, na sakramenty, szczególnie na sakrament pokuty. Dzięki Duchowi
Świętemu mogliśmy dostrzec nasze grzechy popełniane w małżeństwie: stosowanie antykoncepcji, oglądanie pornografii,
nieczystość, egoizm. Duch Święty zaczął
je subtelnie, ale trwale wykorzeniać. Zrozumieliśmy, że Bóg oczekuje od nas innej
postawy – posłuszeństwa Jego planom,
powrotu do czystości małżeńskiej. Dotychczas żyliśmy zaślepieni. Słuchaliśmy głosu
tego świata, „nowoczesnych” mediów
i znajomych, a nie głosu Boga. Mimo trudności i obaw związanych ze zdrowiem
i z finansami otworzyliśmy się się na przyjęcie trzeciego dziecka. Zaufaliśmy Jezusowi i prosiliśmy Go, za wstawiennictwem
Maryi, o odwagę i siły dla siebie.
Dzisiaj jesteśmy rodzicami trójki
wspaniałych dzieci. Nasze małżeństwo
jest oparte na jeszcze większej miłości
i wierze. Czujemy, że Bóg ciągle nam
błogosławi. Wspólne modlitwy: poranna
i wieczorna, Koronka do miłosierdzia
Bożego, rozważanie Pisma św. oraz niedawno rozpoczęty różaniec, uświęcają
nasze małżeństwo i całą naszą rodzinę.
Wołamy do wszystkich małżeństw,
narzeczonych, do tych, którzy odkładają
zawarcie sakramentu małżeństwa na później, a mieszkają razem: zerwijcie z nieczystością przedmałżeńską, antykoncepcją,
grzechem pornografii! Zaufajcie Jezusowi, żyjcie zgodnie z Ewangelią, dużo
się módlcie – szczególnie razem, a Wasz
dom, małżeństwo będą trwałe, bo sama
Boża łaska będzie jego fundamentem.
Małżonkowie
Wspólna modlitwa oraz
korzystanie z sakramentów
uświęcają nasze
małżeństwo
nr 2-2014 •
45
świadectwo
Rzucić narkotyki?
To jest możliwe!
Cały czas nie zdawałem
sobie sprawy z tego,
że jestem uzależniony.
Myślałem, że to po
prostu lubię
Mam na imię Kuba, pochodzę z Poznania i mam 20 lat. Narkotyki w moim życiu
pojawiły się, kiedy byłem w gimnazjum.
Chcę opowiedzieć o tym, jak ogromnym
są złem – zniewalającym i niszczącym
człowieka oraz jak łatwo można zacząć
je brać, nie zdając sobie sprawy z tego,
co tak naprawdę się robi. Na ogół zaczyna
się od trawki, a potem sięga po coraz mocniejsze i… pojawia się uzależnienie.
Po raz pierwszy zażyłem narkotyki
w trzeciej klasie gimnazjum. Tak dla
zabawy, z kolegami. To była marihuana.
Ta „zabawa” kosztowała mnie bardzo
dużo – okazała się pierwszym krokiem
w uzależnienie. W liceum zacząłem stosować dopalacze i to one zniszczyły mi
życie. W nałóg wpadłem razem z trzema
kolegami. Jeden z nich pracował, więc
mieliśmy pieniądze.
Byłem wtedy bardzo zakompleksionym chłopakiem, czułem, że czegoś mi
w życiu brakuje, a narkotyki pozwalały
mi o tym zapomnieć. Stanowiły ucieczkę
od rzeczywistości, na chwilę dawały mi
„szczęście”. Zacząłem więc coraz częściej
po nie sięgać – na początku co miesiąc,
później co dwa tygodnie. To był proces.
Uzależnienie jednak to nie tylko przyjmowanie używek, to coś o wiele więcej –
to zniewolenie na wielu płaszczyznach:
ciągłe myślenie o tej przyjemności; o tym,
co trzeba zrobić, aby zaspokoić „głód”;
wydawanie wszystkich pieniędzy na narkotyki; bezustanne szukanie nowych
źródeł gotówki. To pociąga za sobą kombinowane, nieuczciwe transakcje z różnymi
ludźmi… W takim świecie jest dużo zła.
Narkoman odczuwa ogromną samotność,
46
• nr 2-2014
nic go nie cieszy. Wydaje mu się, że cały
świat nie ma sensu, że wszystko jest szare;
łatwo wpada w depresję. Gdy ludzie promienieją dobrem, to myśli, że oni udają.
Taki świat z jednej strony go odrzuca,
ale z drugiej (szczególnie w chwilach,
gdy odzywa się sumienie) – bardzo go
on pociąga, bo pragnie szczęścia i dobra.
Nałóg tak bardzo zniewala, że narkoman stopniowo rezygnuje ze wszystkiego – traci zainteresowania, nie może
nawiązać relacji z ludźmi. Na wszystkich
patrzy przedmiotowo. Myśli tylko o tym,
jak można coś od kogoś uzyskać, zdobyć. To jest ogromny egoizm. Nie można
z tego samemu wyjść. Nawet gdyby bardzo się chciało, gdyby się chodziło na spotkania grup dla narkomanów, do różnych
wspólnot, to bez Boga nie ma szans.
W sidłach nałogu
Jestem przekonany, że moja życiowa
„równia pochyła” zaczęła się od odrzucenia Boga. W pierwszej klasie gimnazjum
chodziłem na Msze św. już z przymusu,
bo tak chcieli rodzice. Później zupełnie
się zbuntowałem, zrezygnowałem z przygotowania do bierzmowania i przestałem chodzić do kościoła. Zacząłem się
deklarować jako ateista. Nie interesowały
mnie sprawy Boże i Kościół. Właściwie
nic mnie nie interesowało. Myślałem,
że to wszystko jest „niedzisiejsze”.
Narkotyki pojawiły się w moim życiu
w liceum. Brałem ich coraz więcej i coraz
częściej. Dwukrotnie zdarzyły mi się sytuacje, kiedy przez sześć miesięcy bez przerwy ćpałem każdego dnia. Zażywałem
tak duże dawki, że mogłyby one spowodować moją śmierć w jednej chwili. Niektórzy umierali po jednorazowym zażyciu
takiej dawki. A ja, mimo że tyle razy ocierałem się o śmierć, nadal żyłem... Pan Bóg
i Matka Boża nie pozwolili, aby stało się
to, co najgorsze. Może z tego powodu,
że jestem urodzony tego samego dnia
co Matka Boża i czuję Jej opiekę nad sobą?
Kuba
Relacja, w której byliśmy,
musiała skończyć się
tak, jak kończy się każdy
związek oparty na
nieczystości. Tam, gdzie nie
będzie czystości, nie będzie
szczęścia i miłości
Takich sytuacji, kiedy Pan Bóg
dosłownie ratował mi życie, było bardzo
dużo. Pamiętam na przykład, jak pewnego
dnia podczas silnego upału zaczęło mi się
kręcić w głowie i zrobiło mi się słabo.
Zacząłem tracić przytomność na przejściu dla pieszych i upadłem na jezdnię.
Gdyby kolega mnie wtedy nie pociągnął
za koszulkę, zostałbym potrącony przez
samochód... Po moim otrzeźwieniu wróciliśmy z kolegą do domu i zażyliśmy
kolejną porcję dopalaczy. Teraz sądzę,
świadectwo
że takie złe samopoczucie, tak zwany
badtrip, to jedno z ostrzeżeń Pana Boga,
aby przestać brać narkotyki. Wtedy jednak tego nie rozumiałem, bo narkoman
nie jest w stanie tego zauważyć.
Pierwsza dłuższa abstynencja zdarzyła
mi się, kiedy zamknięto sklepy z dopalaczami. Miałem wtedy wypadek: biegłem
na klatce schodowej i uderzyłem kolanem o ścianę. Przez dwa miesiące miałem nogę w gipsie. Uznałem, że to dobry
moment, żeby skończyć z narkotykami,
ale brakowało mi siły. Kiedy się dowiedziałem, że dopalaczy już w ogóle nie
będzie, po około dwumięsiecznej przerwie wróciłem do marihuany. Była droższa i trochę trudniej dostępna.
Mimo że się nie uczyłem, udało mi się
zdać do drugiej klasy liceum. Przez cały
rok szkolny i pierwszy semestr trzeciej
klasy zażywałem marihuanę. Najdłuższa moja przerwa w braniu trwała dwa
miesiące. Cały czas nie zdawałem sobie
jednak sprawy, że jestem uzależniony.
Myślałem, że to po prostu lubię. Sam
się oszukiwałem... Dopiero teraz widzę,
co się ze mną działo. Diabeł sterował
mną jak kukiełką, robił ze mną, co chciał.
Gdzie były narkotyki, tam byłem też ja.
Egoistyczna miłość
W trzeciej klasie poznałem dziewczynę,
która bardzo zmieniła moje życie. Była to
moja pierwsza poważna znajomość. Relacja, która mnie z nią łączyła, nie była miłością, choć wtedy tak myślałem. W moim
życiu nie było Boga, więc ta dziewczyna zajęła w jakiś sposób Jego miejsce.
Uzależniłem się od niej emocjonalnie.
Od wczesnych lat miałem problemy z czystością, dlatego nasz związek był także
nieczysty, choć wtedy tego tak nie oceniałem. Tego, co robiliśmy, nie uważałem za złe. Wydawało mi się to normalne.
Sądziłem, że jeśli nie chodzę na imprezy
z chłopakami i nie wyrażam się wulgarnie
o każdej dziewczynie, to jestem inny. Tak
naprawdę nie byłem inny...
Relacja, w której byliśmy, musiała
skończyć się tak, jak kończy się każdy
związek oparty na nieczystości. Tam,
gdzie nie będzie czystości, nie będzie
Fot. Archiwum Ms!
Fot. Archiwum autora świadectwa
Nie mogłem żyć,
rozmawiać, nie mogłem się
rozluźnić, kiedy nie byłem
naćpany – do takiego stanu
się doprowadziłem
Dostałem nowe życie.
Wracają złe wspomnienia,
ale pociąg do narkomanii
został mi odebrany
w jednym momencie
i wierzę, że już nie wróci
szczęścia ani miłości. Seks przed ślubem
nie jest miłością, jest tylko zaspokajaniem
własnego egoizmu. Ma to swoje konsekwencje; nie myślę o tych w wieczności,
bo to inna sprawa, ale o tym, co już tutaj
nas dotyka. Jeżeli druga osoba jest dla nas
ważna, to należy zachowywać czystość –
jak się wejdzie w nieczystość, to bardzo
trudno się z tego wyzwolić. Zadawaliśmy
sobie nieświadomie ogromne rany. Z czasem można było wyczuć jakąś niechęć
między nami. Tak naprawdę była to bardzo egoistyczna relacja. Łatwo oszukać
siebie, twierdząc, że się kogoś kocha, gdy
w grę wchodzą silne emocje. Miłość istnieje naprawdę dopiero wtedy, gdy dobro
i szczęście drugiej osoby stawia się ponad
swoje własne. To trudne...
nr 2-2014 •
47
świadectwo
Nasz związek w końcu się rozpadł;
był to dla mnie bardzo silny cios. Zawalił mi się cały świat, jakby wypadł z niego
najważniejszy element. Potrafiłem leżeć
wtedy przez dwa tygodnie w łóżku. Dla
tej dziewczyny zdecydowałem się powtarzać klasę. Zrezygnowałem też z pracy.
Byłem w ogromnej depresji – takiego
bólu jak wtedy nigdy w życiu nie odczuwałem. Wróciłem do narkotyków. Tym
razem była to chemia organiczna.
Sięgnąłem dna
Na początku zażywałem narkotyki po to,
żeby poczuć się wolnym od tęsknoty
i kompleksów. Po pewnym czasie zażywałem je, bo już po prostu musiałem. Nadal
jednak wmawiałem sobie, że to lubię...
W końcu musiałem brać je codziennie,
cały czas zwiększając dawki. Po pewnym
czasie zwyczajnie wyrabiała się tolerancja, i to na każdy rodzaj narkotyku. Nie
trzeba od razu brać heroiny, żeby być narkomanem. To może się rozwijać powoli:
można nawet przez dwa, trzy lata lub dłużej stosować marihuanę i mieć złudzenie,
że nic złego się nie dzieje. Od razu nie
idzie się wyprzedawać sprzęty domowe,
ale narkomanem i tak się jest i prędzej czy
później wydarzy się coś złego.
U mnie było coraz gorzej. Odszedłem ze szkoły w ostatniej klasie liceum.
Coraz bardziej pogrążałem się w nałogu.
Gdy chemia przestała dawać mi satysfakcję, przerzuciłem się znowu na dopalacze.
Znalazłem się w innej, mniejszej grupie
narkomanów. Mój egoizm był coraz większy. Cały dzień spędzałem poza domem.
Narkotyki kombinowaliśmy sobie sami,
na różne – coraz gorsze – sposoby. Oszukiwałem wtedy kogo się dało i manipulowałem ludźmi. W końcu osiągnąłem dno
– sprzedałem wszystkie swoje rzeczy,
które tylko mogłem sprzedać, sprzedałem
również część rzeczy moich rodziców.
Gdy rodzice się zorientowali, zacząłem
okradać dalszą rodzinę. Stałem się tak
zdegenerowany, że nie interesowało mnie
za bardzo, co robię. Nie mogłem nad tym
zapanować. Co by było dalej? Siedziałbym już za kratkami? Na szczęście Pan
mnie uratował – chwała Mu za to!
Wtedy wydawało mi się jednak, że już
nie ma dla mnie żadnej nadziei. Przychodziłem do domu nocami, szykowałem sobie dużo jedzenia, przynosiłem je
do pokoju i zasypiałem, zanim zdążyłem
zjeść do końca. Musiał to być straszny
widok dla moich rodziców... Rano, zaraz
48
• nr 2-2014
Jeżeli jesteście uzależnieni
od narkotyków czy od
alkoholu, to naprawdę
trzeba zwrócić się o pomoc
do Boga. To nie jest tak,
że On uzdrawia tylko
nielicznych
po przebudzeniu, wyruszałem w kolejną
pogoń za narkotykami. Nie miałem już
czego sprzedać, a pomysły na kradzieże też
się kończyły. Nie wiedziałem, skąd będę
brał pieniądze na narkotyki, a wiedziałem, że muszę. Dla mnie normalne stało
się bycie naćpanym. Doprowadziłem się
do takiego stanu, że nie mogłem żyć, rozmawiać, nie mogłem się rozluźnić, kiedy
nie byłem pod wpływem narkotyków.
Siła różańca
W czasie mojego życia bardzo mocno
poraniłem moich rodziców. Teraz bardzo tego żałuję. Na szczęście oni mi
wszystko wybaczyli. Nie wiem, czy
byłoby to możliwe, gdyby nie nawrócenie mojej mamy w 2012 roku. Wcześniej
rodzice byli niewierzący, to znaczy wierzyli może w istnienie Pana Boga, ale nie
żyli po chrześcijańsku. Nie chodziliśmy
do kościoła, a w domu było wiele kłótni,
złości i rozpaczy. Rodzice, szczególnie
mama, bardzo się o mnie martwili. Wszędzie szukali wsparcia, jeździli do poradni...
Pewnego dnia mama poczuła
wewnętrzne przynaglenie, by zacząć
się modlić. To była ostatnia możliwość
ratunku. Oddała więc swoje lęki Panu
Bogu i rzeczywiście było po niej widać
zmianę. Przestała się bać, zaczęła chodzić
uśmiechnięta. Wtedy myślałem, że mama
zwariowała. Nie wiedziałem, dlaczego
tryska radością. Dla mnie to było dziwne.
Później się dowiedziałem, że ona cały czas
modliła się na różańcu. Modliła się także
cała moja rodzina. Mama wysłała też
do sióstr zakonnych prośby o modlitwę
za mnie. Moje nawrócenie zawdzięczam
więc Matce Bożej, która nas tak bardzo
kocha. Jest naszą Matką i chce nam pomagać, więc warto się Jej powierzyć. Ona ma
największą moc wstawienniczą u Pana,
bo kto odmówi swojej matce?
Moja mama nawróciła się we wrześniu,
a ja już w listopadzie byłem zdrowy. Czasem się słyszy, że ludzie modlą się latami
o nawrócenie bliskiej osoby. A ze mnie
Pan Bóg zrobił nowego człowieka w trzy
miesiące. To jest ta nieograniczona
moc Pana Boga: jeżeli jesteście uzależnieni od narkotyków czy od alkoholu,
to naprawdę trzeba zwrócić się o pomoc
do Boga. To nie jest tak, że On uzdrawia tylko nielicznych. Szatan chce, żebyśmy tak myśleli, a Pan Bóg chce uzdrowić
wszystkich. Przekonałem się, że Pan Bóg
czyni wielkie cuda, tylko potrzebna jest
wiara i ufność. Z każdego nałogu można
wyjść, ufając Bogu. Niczego więcej nie
potrzeba. Jak się Boga prosi o to, żeby
wyzwolił z nałogu, to trzeba ufać, że On
rzeczywiście to zrobi – uwierzyć w to.
W naszej walce z nałogami tylko Jego
moc się liczy, nie upadniemy, walcząc
Jego siłą. Uważam, że bez zbliżenia się
do Boga, bez Jego pomocy nie można się
wyleczyć, ale tylko „zaleczyć” i w każdej
chwili znowu upaść.
W listopadzie została odprawiona
Msza św. w intencji uwolnienia mnie
z nałogu i o moje nawrócenie. Nic o niej
nie wiedziałem, ale cztery dni później
nagle poczułem, że mi się już nie chce brać
narkotyków, że nie muszę tego robić. Przestałem to lubić. Trochę mnie jeszcze ciągnęło, ale już zdecydowanie mniej. Byłem
wyniszczony przez nałóg. Zostałem więc
miesiąc w domu i spędzałem czas przy
komputerze. Kiedy po tym czasie po raz
pierwszy wyszedłem z mieszkania, byłem
już wolnym człowiekiem. Nie narkomanem! Na początku przypisywałem zasługę
samemu sobie. Myślałem, że to ja jestem
taki mocny, że już mi się nie chce ćpać.
Po miesiącu moje myślenie zostało wyprostowane. Zrozumiałem, że jest to jedynie
zasługa Panny Maryi, której potężne wstawiennictwo zdolne było uprosić u Pana
wyzwolenie z nałogu. Naprawdę można
o Niej powiedzieć: Uzdrowienie chorych,
Ucieczka grzeszników.
Dostałem nowe życie
Trudno mi się do tego przyznać, ale wierzyłem w koniec świata, który miał nastąpić w grudniu 2012 roku i panicznie się
bałem. Teraz wiem, kto we mnie ten lęk
podsycał. Pan Bóg jednak, jeśli zechce,
może każdą okoliczność – dobrą czy złą
– wykorzystać ostatecznie dla dobra. Któregoś dnia mama pokazała mi trzecią
przepowiednię fatimską i po wysłuchaniu jej treści przestraszyłem się. Poczułem się przynaglony do tego, aby pójść
do kościoła. Nie poszedłem tam jednak
ani pierwszego, ani drugiego dnia. Przyznam, że walczyłem ze sobą. Trzeciego
świadectwo
dnia wybrałem się z rodzicami na Mszę
św. w ciągu tygodnia. Będąc w kościele,
wstydziłem się i zastanawiałem się co ja
tam właściwie robię – wszystko się we
mnie buntowało, czułem, jakby to nie
było miejsce dla mnie. Nie mogę powiedzieć, że przeżyłem podczas Mszy św.
coś cudownego, bo było to dla mnie
wtedy „suche” – po prostu tam byłem
i nic więcej. Ale przyszedłem i Panu Bogu
to wystarczyło.
Po kilku dniach, nie wiem dokładnie, w którym momencie – łaska działa
tak, że czasami nawet jej nie zauważymy
– nagle potrafiłem powiązać różne fakty:
że diabeł istnieje, że to on „siedzi” w sklepie z dopalaczami i chce mojej zguby.
W tym samym momencie odkryłem, że jest
niebo, że jest Pan Bóg i że to On mnie uratował. Ale ja Go w ogóle nie znałem. Nie
wiedziałem, kim jest Bóg. Do teraz tego
nie wiem i chyba nikt z nas na tym świecie się tego do końca nie dowie, ale wiem
jedno: że Bóg kocha każdego człowieka,
także wielkiego grzesznika. Gdy spojrzę na krzyż, to myślę, że na tym krzyżu
powinienem być ja za moje grzechy – nie
Jezus. On umarł za nasze grzechy, bo nas
kocha. Zaprowadzi nas tam, gdzie będzie
tylko dobro i pokój. Tylko musimy dać się
Mu poprowadzić.
Zdecydowałem się na spowiedź. Nie
przygotowałem się do niej dokładnie, ale
szczerze powiedziałem to, co pamiętałem,
wymieniłem najważniejsze rzeczy. Panu
Bogu to wystarczyło. To była pierwsza
szczera spowiedź w moim życiu. Po przyjęciu Komunii św. poczułem się tak, jakby
Pan Bóg w jednym momencie zdmuchnął
ze mnie cały kurz, i nagle wszystko stało się
czyste. Dostałem nową szansę. Moje sumienie stało się wrażliwe na grzech i zło. Bez
tej łaski nie mógłbym zacząć żyć inaczej.
Dostałem nowe życie. Czasami wracają złe
wspomnienia, ale pociąg do narkotyków
Kuba
Uważam, że bez zbliżenia
się do Boga, bez Jego
pomocy nie można
się wyleczyć, ale tylko
„zaleczyć”, w każdej chwili
można znowu upaść
został mi odebrany w jednym momencie
i wierzę, że już nie wróci.
Czasem warto się zastanowić, czy nie
zrzucamy odpowiedzialności za swoje
życie, złe wybory na innych, czy sami
siebie nie oszukujemy. Myślę, że najpierw
zawsze powinniśmy poszukać winy
w sobie. Musimy żyć w prawdzie. A to jest
możliwe tylko z Panem Bogiem, który jest
Prawdą. Nie trzeba się bać swoich słabości.
Pan Bóg akceptuje nas z nimi czy bez nich
– i tak samo nas kocha. Przecież chce nas
leczyć. Nie trzeba się bać, nie jesteśmy
sami ze swoimi słabościami. Jest Ktoś
silniejszy, kto chce nam pomóc. Dopiero
kiedy zaakceptujemy swoją słabość,
możemy zacząć z nią walczyć.
Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej
Nasze zgromadzenie zakonne otacza opieką duszpasterską Rodaków
mieszkających poza granicami kraju. Całą swoją duchowość oraz życie opieramy
na Chrystusie. W Eucharystii i poprzez Eucharystię jednoczymy się z Nim. Naszym
jedynym pragnieniem jest być prawdziwie żywym oraz czytelnym znakiem
obecności Chrystusa.
Jeśli Chrystus powołuje Cię do tej wspólnoty, abyś poświęcił swoje życie Bogu
jako kapłan lub brat zakonny, napisz do nas:
Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej
ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel.: 510 280 601 lub 793 601 181.
www.chrystusowcy.pl/pow, [email protected]
Fot. Archiwum autora świadectwa
Ja cały czas staram się zmieniać swoje
życie. Pan Bóg uporał się też z moim
nałogiem nikotynowym. Teraz liczą się
dla mnie wyłącznie prawdziwe wartości. Słyszałem kiedyś, że jeśli nawróci
się jeden członek rodziny, to z czasem
nawróci się cały dom. I rzeczywiście,
u nas tak się stało. Nawróciła się mama,
później w cudowny sposób ja, w końcu
w dobrą stronę idzie i tata. Trochę czasu
trwało, zanim zaakceptował to wszystko,
ale w końcu, po wielu latach, poszedł
do spowiedzi. Teraz staramy się tworzyć
wierzącą rodzinę, choć nie zawsze to nam
łatwo przychodzi. Ale Pan Bóg pomaga
i jakoś życie „się kręci”.
Odkąd zostałem dotknięty łaską,
jestem zdrowy i wierzę, że nadal będę
zdrowy. Nie mam już pokus, a jeżeli się
pojawią, to ufam, że Pan Bóg udzieli mi
swojej pomocy. Cała siła tkwi w Nim,
bo co człowiek może zrobić własnymi
siłami? Teraz moje życie idzie w dobrą
stronę. Tak myślę. Droga nie jest łatwa
i często upadam – i wiem, że będę upadać.
Wróciłem do szkoły, chcę zdać maturę
i pójść na studia. W ostatnim czasie otrzymałem kolejny wielki dar od Pana Boga.
Na letnich rekolekcjach RCS poznałem
wspaniałą, wierzącą dziewczynę. Spotkaliśmy się w wieczór, kiedy nagrywałem
to świadectwo. Wiem, że chcę iść drogą
czystej miłości. Powoli odkrywam, czym
jest prawdziwa miłość i jak bardzo ważna
w związku jest przyjaźń, bo emocje, uczucia kiedyś przemijają.
Kuba
Opracowała Aleksandra Jędrzejczak
nr 2-2014 •
49
świadectwo
Dlaczego warto
Ruch Czystych Serc
wstąpić do RCS
Mieliśmy wtedy po 17 lat. Pamiętam ten
czas przed wakacjami, piękną pogodę,
świadomość nadchodzącego wolnego
czasu i podjęcie przez nas decyzji o tym,
że chcemy żyć inaczej. łaśnie postanowiliśmy wstąpić do Ruchu Czystych Serc
(RCS). Dowiedzieliśmy się o jego istnieniu z czasopisma „Miłujcie się!”, które
prenumerowała moja mama. Czytając
świadectwa ludzi i ich zmagania o czyste serce, stwierdziliśmy, że aby móc „być
w pełni razem”, musimy również być
czyści. Co to znaczy, być w pełni razem,
mając 17 lat? Chodzi o to, żeby wykorzystać uczucie, które jest między nami,
do czynienia dobra i stawania się lepszym człowiekiem. Zaczynając chodzić
z Darkiem, jeszcze tak na to nie patrzyłam, chciałam z nim po prostu być, trzymać go za rękę i cieszyć się tym, że „mam
chłopaka”. Teraz – mając 28 lat, 4 lata
stażu małżeńskiego i malutką istotkę między nami – patrzę na ten czas całkiem inaczej. Cieszę się, że go nie zmarnowaliśmy
i chociaż popełnialiśmy błędy, to założenie przez nas rodziny jest dowodem
na to, że z Jezusem wywalczyliśmy coś
najpiękniejszego.
Wróćmy jednak do początków. Po podjęciu decyzji napisaliśmy list do redakcji z krótkim uzasadnieniem, dlaczego
chcemy wstąpić do Ruchu Czystych Serc.
Warunki, które trzeba spełnić, nie zmieniły się do dziś. Są to: szczera spowiedź,
mocne postanowienie poprawy, odmówienie Modlitwy zawierzenia (można ją znaleźć na ostatnich stronach „Miłujcie się!”)
i wysłanie do redakcji informacji o tym,
50
• nr 2-2014
Fot. Archiwum Ms!
„Zanim wyruszysz
w poszukiwanie miłości,
wejrzyj wpierw w głąb
swojego serca i sprawdź,
czy jest na tyle czyste, byś
mógł godnie ją do niego
przyjąć”
Seneka
Magda i Darek
że chcemy zostać członkami RCS-u.
Spełniliśmy wymagania, więc teraz Bóg
musi uczynić nas czystymi… takie było
wtedy nasze myślenie. Dopiero rekolekcje w Rzeszowie, spotkanie z Księdzem
Redaktorem i dr. Jackiem Pulikowskim
oraz długie, prywatne rozmowy z nimi
zweryfikowały nasze podejście do Ruchu.
Okazało się, że życie w czystości jest
pełne trudu, daje jednak satysfakcję, której nie można uzyskać, płynąc z prądem.
Jacek Pulikowski uczył nas: „trzymajcie
się daleko na przedpolu”, czyli unikajcie okazji do grzechu: nie ma wspólnego
zostawania wieczorem w pustym domu,
wypadów pod namiot, gdzie „przypadkiem” nie ma drugiego miejsca do spania
i musimy spędzić noc razem. Mówił nam,
że będą dni, kiedy każdy z nas będzie czuł,
że „dziś może być niebezpiecznie”, i najlepiej w te dni po prostu się nie spotykać.
Najważniejsze jest budowanie więzi
z Chrystusem, prawdziwie przyjacielskiej więzi, której nie można budować
na namiętnościach, zakłamaniu i egoizmie.
Dlatego walka o czystość jest taka ważna.
Codzienna modlitwa, częste przyjmowanie
Komunii św., uczestniczenie w Eucharystii
i spowiedź od razu po każdym upadku stanowią fundament, na którym powinniśmy
Codzienna modlitwa,
częste przyjmowanie
Komunii św.,
uczestniczenie
w Eucharystii i spowiedź
od razu po każdym upadku
stanowią fundament,
na którym powinniśmy
budować naszą relację
budować naszą relację. Zaproszenie Chrystusa jest gwarancją tego, że wszystko się
uda!!! Nawet jeśli nie zostaniemy złączeni
na zawsze węzłem małżeńskim, to rozstaniemy się w pokoju, nie poranieni,
lecz ze świadomością wzrastania i dobrze
wykorzystanego czasu.
Po wspomnianych rekolekcjach nasza
walka rozpoczęła się na dobre. Jak pisałam, bywało różnie, ale zawierzenie się
Chrystusowi sprawiło, że się nie poddaliśmy. Moim zdaniem najważniejsze jest to,
żeby nigdy się nie poddawać, nawet jak nie
idzie nam najlepiej, jeśli spowiadamy się
co tydzień. Trzeba uwierzyć w to, że naszą
siłą jest Chrystus i to On daje łaskę, patrząc
na naszą walkę, staranie i chęci. Sami nie
jesteśmy w stanie się zbawić!
Fot. Archiwum Ms!
świadectwo
Magda i Darek z córeczką
Dzięki uczestnictwu w rekolekcjach
RCS-u dowiedzieliśmy się o rekolekcjach
ignacjańskich i postanowiliśmy na nie
pojechać, aby pobyć sam na sam z Panem
Bogiem. To był wyjątkowy czas, zresztą
do tej pory, po 11 latach, nie wyobrażamy
sobie roku bez przeżycia tych ośmiodniowych rekolekcji. Naszym specjalnym miejscem na Ziemi jest kaplica w Domu Ojców
Jezuitów na Górce w Zakopanem, gdzie
budowaliśmy naszą przyjaźń z Jezusem,
a potem w tym właśnie miejscu Darek mi
się oświadczył. Od tego dnia, tj. 17 października 2008 roku, wszystko się zmieniło. W tej kaplicy dostaliśmy siłę, której
wcześniej nam brakowało. Dzięki temu rok
narzeczeństwa był najpiękniejszym czasem
w naszej relacji (oczywiście nie licząc lat
małżeństwa, bo tu jest jeszcze lepiej).
W dniu naszego ślubu, podczas
Komunii świętej, odczytaliśmy samodzielnie ułożoną na ten dzień modlitwę.
Oddaliśmy w niej Chrystusowi naszą
walkę, zmaganie, trud i efekt – czystość
jako prezent w tym wyjątkowym dniu,
Najważniejsze jest
budowanie więzi
z Chrystusem, prawdziwie
przyjacielskiej więzi,
której nie można budować
na namiętnościach,
zakłamaniu i egoizmie
a od Niego otrzymaliśmy siłę do dalszej
drogi: dużo piękniejszej, ale i trudniejszej
niż ta poprzednia.
Uważamy, że warto wstąpić
do Ruchu Czystych Serc,
ponieważ:
● budujecie wtedy prawdziwą, szczerą
przyjaźń z Jezusem, pokazując Mu,
że rezygnujecie z tego, na czym Wam bardzo zależy, ze względu na Niego i na to,
że wierzycie Jemu, a nie sobie;
● dziewczyno – masz gwarancję, że chłopakowi zależy na Tobie, a nie na Twoim ciele;
● chłopcze – masz nad sobą kontrolę,
nie musisz być jak pies proszący o kość,
Ty masz być silnym facetem!
● jeśli panujesz nad sobą – jesteś
panem siebie i możesz ofiarować siebie
drugiemu; jeśli nie jesteś panem siebie,
działasz egoistycznie;
● jeśli jesteście w stanie przed ślubem zrezygnować z przyjemności seksualnych, po ślubie z łatwością dochowacie
sobie wierności;
● przygotowujecie się do stosowania
naturalnych metod planowania rodziny;
● nie patrzycie na drugiego człowieka
poprzez pryzmat pożądania;
● macie więcej czasu do wykorzystania na dobre czyny (na przykład na pomoc
w domu pomocy społecznej, w grupie
wsparcia dla więźniów, pomoc w nauce
ubogim dzieciom);
● rezygnujecie z chwilowego szczęścia na rzecz większego, pełniejszego
dobra i głębokiej radości!
Magda i Darek
nr 2-2014 •
51
Fot. Archiwum Ms!
„Co stało się z przykazaniem
»Nie cudzołóż« w naszym
życiu?” – pytał się nas
św. Jan Paweł II.
„Czy małżonkom naprawdę
zależy na tym, ażeby ich
dzieci rodziły się z czystych
rodziców? Czy nosimy w sobie
poczucie, że ciało ludzkie jest
wezwane do zmartwychwstania
i że winniśmy troszczyć się
o zachowanie jego godności?
Fot. Archiwum Ms!
Ruch Czystych Serc
Błogosławieni
czystego serca
Czy potrafimy sobie uświadomić,
że ludzka płciowość jest dowodem niesłychanego wręcz zaufania, jakie Bóg okazuje człowiekowi, mężczyźnie i kobiecie,
i czy staramy się tego Bożego zaufania nie
zawieść? Czy pamiętamy o tym, że każdy
człowiek jest osobą i że nie wolno drugiego człowieka sprowadzać do roli
przedmiotu, który z pożądliwością
można oglądać lub którego się po prostu
używa?” (Łomża, 4.06.1991 r.).
Ojciec Święty Jan Paweł II w ciągu
pierwszych pięciu lat swojego pontyfikatu, podczas środowych katechez mówił
o teologii ludzkiego ciała, wyjaśniał objawioną przez Boga prawdę o znaczeniu
ludzkiej seksualności. Pan Bóg, stwarzając człowieka, wpisuje w jego serce pragnienie niezniszczalnej miłości. Tylko
taka miłość może zaspokoić nasze dążenie do szczęścia. Dlatego Pan Jezus
wzywa nas, abyśmy przyjmowali Jego
miłość i tak się wzajemnie kochali, jak
On nas kocha. W sposób szczególny ma
to się urzeczywistniać w intymnej miłości mężczyzny i kobiety, którą Chrystus
pieczętuje świętym znakiem sakramentu
52
• nr 2-2014
Tylko wtedy, gdy ze
wszystkich swoich sił
przylgniesz do Jezusa,
On będzie mógł uleczyć
twoje serce i uczynić je
czystym
małżeństwa. Pan Jezus mówi: „Co więc
Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6). Małżeństwo ważnie
zawarte jest nierozerwalne i, jako sakrament, staje się ono obrazem i ikoną Trójcy
Świętej. W Bożych planach współżycie
seksualne jest zarezerwowane tylko dla
małżonków, ma ono być dla nich uczestnictwem w życiu i miłości Trójcy Świętej. Pan Bóg pragnie, aby współżycie
seksualne wyrażało bezinteresowny dar
z całego duchowego i cielesnego bogactwa osoby – osobie współmałżonka, aby
było świętym znakiem sakramentu małżeństwa, źródłem wzajemnego uświęcenia
małżonków. Takie przeżywanie współżycia seksualnego jest możliwe tylko
w sakramentalnym związku małżeńskim,
gdy małżonkowie są w stanie łaski uświęcającej, a więc gdy mają czyste serca. Pan
Bóg uświadamia nam, że najważniejsza
jest miłość, natomiast zmysłowa przyjemność seksualna i uczucia muszą być podporządkowane prawu miłości, czyli Jego
przykazaniom. W tym kontekście widać,
że grzechy nieczyste dokonują wielkich
zniszczeń w sferze duchowej człowieka,
uśmiercają miłość, pogłębiają egoizm,
wprowadzają na drogę wiecznego potępienia. „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy,
ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani
rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący
z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy,
ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10).
Do szczególnie ciężkiej kategorii grzechów należą: zdrada małżeńska,
współżycie przedmałżeńskie, akty homoseksualne, oglądanie pornografii, seks
oralny, stosowanie antykoncepcji. Także
każde świadome i dobrowolne prowokowanie przyjemności seksualnej przez
masturbację, petting i inne tego rodzaju
działania niszczy miłość i pogłębia egoizm. Czyny te łamią Boże przykazania,
Ruch Czystych Serc
Rekolekcje Ruchu Czystych Serc, Gródek nad Dunajcem, 2013 r.
są przeciwieństwem bezinteresownego
daru z siebie, egoistycznym aktem koncentracji na sobie, który wprowadza człowieka w piekło egoizmu, uzależniając go
od doznań seksualnych i zniewalając tak,
jak narkotyki czy alkohol. Są one grzechami śmiertelnymi, bo niszczą dar
czystego serca, rujnują człowieka, wprowadzając go w stan śmierci ducha i zniewolenia przez siły zła. W swojej teologii
ciała św. Jan Paweł II budzi nas z duchowego odrętwienia. Jego nauka jest dla
wielu odkryciem prawdy, że prawdziwa
miłość i wolność nie może istnieć bez ładu
moralnego, bez czystości serca. „Cywilizacja śmierci chce zniszczyć czystość
serca” – ostrzegał Ojciec Święty Jan Paweł
II. „Jedną z metod tego działania jest
celowe podważanie wartości tej postawy
człowieka, którą określamy cnotą czystości. Jest to zjawisko szczególnie groźne,
gdy celem ataku stają się wrażliwe sumienia dzieci i młodzieży. Cywilizacja, która
w ten sposób rani lub nawet zabija prawidłową relację człowieka do człowieka,
jest cywilizacją śmierci, bo człowiek nie
może żyć bez prawdziwej miłości” (Sandomierz, 12.06.1999 r.).
Wstańcie, chodźmy!
Do tych wszystkich, którzy zniechęcają
się na drodze wiary, św. Jan Paweł II
woła: „Wstańcie, chodźmy!” i uspokaja:
„Boża miłość nie nakłada na nas ciężarów, których nie moglibyśmy unieść,
Św. Jan Paweł II
apeluje, abyśmy nie
bali się otworzyć
Chrystusowi drzwi
naszych serc
ani nie stawia nam wymagań, którym
nie moglibyśmy sprostać, jeśli wzywa,
przychodzi z konieczną pomocą”
(Wstańcie, chodźmy!, s. 163). Aby
codziennie iść drogą wiary, konieczna
jest samodyscyplina. Trzeba sobie ustalić plan dnia i z żelazną konsekwencją
go realizować. W codziennym rozkładzie
zajęć musi się znaleźć stały czas przeznaczony na modlitwę, na osobiste bycie
sam na sam z Chrystusem, czas na pracę
i służbę innym oraz na godziwy odpoczynek. We wszystkie swoje zajęcia,
prace i modlitwy należy wkładać całe
serce. Trzeba od siebie wymagać, trzeba
przezwyciężać egoizm, który objawia
się w niechęci do wysiłku, w lenistwie
i pobłażaniu sobie. W jaki sposób? Decyzją woli trzeba zmuszać się do działania,
modlitwy, pracy i innych zadań, szczególnie wtedy, gdy się najbardziej nie chce.
Jeżeli pomimo swoich słabości i upadków
człowiek będzie powstawał i szedł drogą
przykazań i Ewangelii, odczytując i pełniąc wolę Bożą, wtedy Chrystus będzie
mógł kształtować jego człowieczeństwo
i uwalniać jego serce od egoizmu.
Cała nasza duchowa siła i moc
wypływa z modlitwy. To na modlitwie
oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii pozwalamy Jezusowi, aby przemieniał nasze serca, uwalniał je od grzechów
i uzdalniał do miłości. Dlatego tak wielką
krzywdę wyrządzają sobie ludzie, kiedy
zaniedbują modlitwę, gdyż wtedy ich
życie duchowe karłowacieje i zamiera.
Stają się bezbronni wobec ataków sił zła.
Aby codziennie iść drogą wiary, trzeba
wyznaczyć sobie bardzo konkretny czas
na modlitwę: różaniec, Koronkę do miłosierdzia Bożego, medytację Pisma św.,
adorację Najświętszego Sakramentu lub
inne formy modlitwy. Nigdy nie można
zwalniać się z obowiązku modlitwy, uzasadniając to swoim złym nastrojem lub
samopoczuciem. Właśnie wtedy, kiedy
nie chce mi się modlić, powinienem
się modlić dwa razy dłużej, ofiarowując Jezusowi swoją niechęć i zły nastrój.
Niechęć do modlitwy i odkładanie jej
na później to najbardziej podstępne i niebezpieczne pokusy złego ducha. Trzeba
mieć świadomość ich istnienia i zdecydowanie je odrzucać.
Troszcząc się o życie duchowe, nie
można zaniedbywać regularnej, comiesięcznej spowiedzi. Wskazane jest znalezienie sobie stałego spowiednika. Niezwykle
ważne jest tutaj złożenie przyrzeczenia
Chrystusowi: „Panie Jezu, przyrzekam
Ci, że będę starał(a) się żyć zawsze w stanie łaski uświęcającej, a gdyby zdarzył
mi się ciężki upadek, to natychmiast
przyjdę do Ciebie, abyś mnie uwolnił
od grzechu w sakramencie pokuty”.
nr 2-2014 •
53
Ruch Czystych Serc
głęboko ujął moc i piękno tej Obecności.
Jednak nie zawsze konieczne jest fizyczne
przyjście do kaplicy, żeby duchowo wejść
w przestrzeń Najświętszego Sakramentu”
(Wstańcie, chodźmy!, s. 116).
Fot. Archiwum Ms!
Ruch Czystych Serc
Spotkanie Młodych na Polach Lednickich
Całe życie św. Jana Pawła II jest czytelnym świadectwem, że wszystko w jego
życiu zaczynało się „u stóp Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie”.
Tajemnicą Jego świętości jest właśnie
modlitwa. Codziennie przeznaczał na nią
kilka godzin. To dzięki Mszy św., modlitwie
i kontemplacji czerpał od Chrystusa miłość,
mądrość, wiedzę i siłę, bo tylko Chrystus
jest jedynym Źródłem, w którym „wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte”
(Kol 2,3). Wspominając czasy krakowskie,
Ojciec Święty pisze: „W domowej kaplicy
nie tylko się modliłem, ale także siedziałem
Cała nasza duchowa
siła i moc wypływa
z modlitwy
i pisałem. Tu napisałem moje książki,
wśród nich opracowanie »Osoba i czyn«.
Jestem przekonany, że kaplica to miejsce,
z którego pochodzi szczególne natchnienie. To ogromny przywilej móc mieszkać
i pracować w przestrzeni tej Obecności –
niczym potężny magnes. Mój serdeczny,
już nieżyjący przyjaciel André Frossard,
w książce »Bóg istnieje, spotkałem Go«
Razem ewangelizujmy świat!
Nie ma człowieka, który nie potrzebowałby nadziei, miłości
i prawdy. Dzięki Twojej pomocy możemy zanieść Jezusa i Jego
Ewangelię poprzez czasopismo „Miłujcie się!” do wielu ludzi
w Afryce, Europie Wschodniej, krajach byłego ZSRR, w Indiach,
Ameryce Południowej, a także do najbiedniejszych w naszym kraju!
Możesz pomóc im już dziś przez:
– modlitwę, ofiarowanie swego cierpienia w intencjach redakcji,
– stałą prenumeratę „Miłujcie się!”,
– „adopcję” choć jednego czytelnika z Afryki, Azji lub byłego ZSRR
(tzn. przez pokrycie za niego kosztów druku i wysyłki „Miłujcie się!”),
– informowanie swoich przyjaciół, znajomych i bliskich o czasopiśmie,
– polecanie wszystkim zainteresowanym naszego czasopisma
w innych wersjach językowych,
– materialne wsparcie naszego funduszu wydawniczego.
Ofiary można składać na następujące konto:
na rachunek złotówkowy:
26 1240 1750 1111 0000 1905 0362
Ofiarodawcy z zagranicy na rachunek euro:
PL 52 1240 1750 1978 0000 1905 0388
SWIFT CODE: PKOPPLPW
Święty Jan Paweł II apeluje do nas
wszystkich z jeszcze większą siłą, aniżeli to czynił w czasie ziemskiego życia.
Woła do nas poprzez całe swoje duchowe
dziedzictwo, które nam zostawił, abyśmy nie bali się otworzyć Chrystusowi
drzwi swoich serc, abyśmy wytrwale szli
drogą świętości, ufali w Jego nieskończone miłosierdzie i przyjmowali dar
czystego serca. „Błogosławieni czystego
serca, albowiem oni Boga oglądać będą”
(Mt 5,8) – mówi Pan Jezus. Błogosławieni, czyli szczęśliwi, są tylko ci ludzie,
którzy mają czyste serce, czyli ci, którzy
są w stanie łaski uświęcającej. Bez czystego serca nie będziemy umieli kochać
i nie osiągniemy nieba. Dlatego najważniejszym naszym zadaniem na ziemi jest
dojrzewanie do świętości, zdobywanie
daru czystego serca.
Nie ma prawdziwej miłości bez zjednoczenia z Chrystusem, bez czystego
serca, bez trwania w stanie łaski uświęcającej. Jeżeli ktoś trwa w grzechu śmiertelnym, to jest w stanie duchowej śmierci
i zniewolenia przez siły zła. Taki człowiek nie potrafi kochać, gdyż odciął się
od jedynego Źródła miłości, którym jest
Jezus, a w jego sercu dominują tylko silne
emocje i pożądliwość ciała.
Pan Jezus zaprasza Cię, abyś oddał(a) Mu swoje serce do leczenia w Jego
„klinice czystych serc”, aby mógł uczynić Twoje serce czystym, wolnym i zdolnym do miłości. Stanie się to możliwe
tylko wtedy, gdy ze wszystkich swoich
sił przylgniesz do Jezusa. Gdy będziesz
z Nim współpracował(a), pozwalał(a) Mu
podnosić Cię z każdego upadku, leczyć
wszystkie Twoje duchowe zranienia
w sakramentach pokuty i Eucharystii oraz
w wytrwałej, codziennej modlitwie.
Kto może przystąpić do Ruchu Czystych Serc? Każdy, kto pragnie ofiarować
Jezusowi swoje serce na leczenie i uczyć
się od Niego kochać czystą miłością.
Jakie są wymagania? Szczera gotowość wypełnienia wszystkich zobowiązań
zawartych w Modlitwie zawierzenia RCS,
a szczególnie zobowiązanie do codziennej modlitwy i czytania Pisma Świętego, do natychmiastowego powstawania
Ruch Czystych Serc
Ruch Czystych Serc
z każdego ciężkiego grzechu w sakramencie pojednania oraz do systematycznej
pracy nad sobą przez ułożenie i konsekwentne realizowanie takiego planu dnia,
w którym będzie stały czas przeznaczony
na modlitwę, pracę i odpoczynek.
Kiedy i jak można przystąpić
do Ruchu Czystych Serc? W każdej
chwili! Najpierw pójdź do spowiedzi św.,
a kiedy przyjmiesz Jezusa w Komunii św.,
oddaj Mu swoje serce, odmawiając następującą Modlitwę zawierzenia:
Panie Jezu, dziękuję Ci, że ukochałeś mnie miłością bez granic, która
chroni od zła, podnosi z największych upadków i leczy najboleśniejsze rany. Oddaję Ci swoją pamięć,
rozum, wolę, duszę i ciało wraz
ze swoją płciowością. Przyrzekam
nie podejmować współżycia seksualnego do czasu zawarcia sakramentu małżeństwa. Postanawiam
nie kupować, nie czytać i nie oglądać czasopism, programów ani filmów o treściach pornograficznych.
(Dziewczęta dodają: „Postanawiam
ubierać się skromnie i w żaden
sposób nie prowokować u innych
pożądliwych myśli czy pragnień”).
Przyrzekam codziennie spotykać się
z Tobą na modlitwie i w lekturze
Pisma św., w częstym przyjmowaniu
Komunii św. i w adoracji Najświętszego Sakramentu. Postanawiam
regularnie przystępować do sakramentu pojednania, nie ulegać zniechęceniu i natychmiast podnosić się
z każdego grzechu.
Panie Jezu, ucz mnie systematycznej
pracy nad sobą, a zwłaszcza umiejętności kontrolowania moich pobudzeń seksualnych i emocji. Proszę
Cię o odwagę w codziennej walce
ze złem, abym nigdy nie brał(a)
narkotyków i unikał(a) wszystkiego,
co uzależnia, a w szczególności
alkoholu i nikotyny. Ucz mnie tak
postępować, aby w moim życiu najważniejsza była miłość.
Maryjo, Matko moja, prowadź mnie
drogami wiary do samego źródła
miłości – do Jezusa. Za św. Janem
Fot. Archiwum Ms!
Pawłem II pragnę całkowicie zawierzyć się Tobie: „Totus Tuus, Maryjo”!
W Twoim Niepokalanym Sercu składam całego (całą) siebie, wszystko,
czym jestem, każdy swój krok,
każdą chwilę swojego życia. Błogosławiona Karolino, wypraszaj mi dar
czystego serca. Amen!
Prosimy, powiadom naszą redakcję
o swoim przystąpieniu do RCS, abyśmy mogli Cię wpisać do Księgi czystych
serc i przesłać Ci specjalne błogosławieństwo. Pamiętaj o codziennym odmawianiu
Modlitwy zawierzenia oraz o tym, że dwumiesięcznik „Miłujcie się!” jest pismem
formacyjnym członków RCS na całym
świecie (wydajemy je już w 20 wersjach
językowych). Dlatego wszyscy członkowie RCS są zobowiązani regularnie
czytać to czasopismo. Czujcie się współodpowiedzialni za ewangelizację swojego
środowiska, Ojczyzny i świata poprzez
„Miłujcie się!”. Matka Boża, która jest
Redaktorką Naczelną naszego pisma,
prosi Was również o pisanie i przesyłanie
do redakcji swoich świadectw. Dzielcie się
z innymi skarbem wiary oraz doświadczeniem Bożego działania w Waszym życiu.
Niech zmartwychwstały Chrystus
napełni Was miłością i pokojem.
Z kapłańskim błogosławieństwem i darem
codziennej modlitwy za każdego z Was
ks. M. Piotrowski TChr z zespołem
redakcyjnym
Serdecznie zapraszamy młodzież
na letnie rekolekcje Ruchu Czystych Serc
do Gródka nad Dunajcem w terminach:
I turnus: 31 lipca - 7 sierpnia 2014
II turnus: 7 - 14 sierpnia 2014
Szczegółowe informacje i zapisy od
kwietnia na stronie: www.rcs.org.pl
Wszystkich Czytelników, Kolporterów,
Członków RCS, RCSM, RWS
zapraszamy na
III czuwanie na Jasnej Górze
w dniu 21 czerwca 2014.
Rozpoczęcie o godz. 15.
nr 2-2014 •
55
tałeś
•przeczy eś
ył
aż
zw
•ro
l się
ód
om
p
•
iłość
o wzajemną m
ej
al
d
•podaj
1.
Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje.
Bądź wrażliwy na drugiego człowieka,
twojego brata.
2.
Myśl dobrze o wszystkich – nie myśl źle o nikim.
Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego.
3.
Mów zawsze życzliwie o drugich –
nie mów źle o bliźnich.
Napraw krzywdę wyrządzoną słowem.
Nie czyń rozdźwięku między ludźmi.
4.
Rozmawiaj z każdym językiem miłości.
Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj.
Nie rób przykrości. Nie wyciskaj łez.
Uspokajaj i okazuj dobroć.
5.
Przebaczaj wszystko – wszystkim.
Nie chowaj w sercu urazy.
Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody.
6.
Działaj zawsze na korzyść bliźniego.
Czyń dobrze każdemu, jak byś pragnął,
aby tobie czyniono.
Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien,
ale co ty jesteś winien innym.
7.
Czynnie współczuj w cierpieniu.
Chętnie spiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.
8.
Pracuj rzetelnie, bo z owoców
twej pracy korzystają inni,
jak ty korzystasz z pracy drugich.
9.
Włącz się w społeczną pomoc bliźnim.
Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego.
Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.
10.
Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.
kard. Stefan Wyszyński
ul. Panny Marii 4
PL 60-962 Poznań
e-mail: [email protected]
milujciesie.org.pl

Podobne dokumenty