Document 81852

Komentarze

Transkrypt

Document 81852
Wyjazd do Argentyny – moc atrakcji i niezapomnianych wrażeń
Dzień później odbędzie się turniej Trzech Drużyn rocznika ’95: KS Olivia, Club Utuzaungo i
Polonia FC - kolejne nie niezapomniane przeżycie dla zawodników, z pewnością
wszystkich trzech drużyn. Zaledwie parę godzin później zostanie rozegrany pokazowy
mecz reprezentacji Polonia FC, a jedyną przerwę między tymi atrakcjami będzie obiad z
tradycyjnym argentyńskim asado.
W niedzielę zaraz po krótkim treningu odbędzie się msza w języku polskim w Polskim
Ośrodku Młodzieżowym, a godzinę później wyjazd na stadion River Plate na mecz
pierwszej ligi River - Club Atletico Tucuman. Jednak to nie koniec wrażeń przewidzianych
na ten dzień, zaraz po meczu KSO wyruszy z wizytą do ośrodka sportowego Parque Norte.
W poniedziałek 23 odbędzie się wyjazd do miasta Tigre oraz wycieczka po delcie rzeki
Tigre, jej rozlewisko jest ogromne i tworzy wielotysięczno hektarowy labirynt rzek, rzeczek,
kanałów i wysepek - rzadkie widowisko.
Argentyna, inaczej zwana Krajem Srebra, ze stolicą w Buenos Aires, jednym z
największych miast świata, często nazywanej Paryżem Ameryki Południowej. Dzięki
uprzejmości polonii argentyńskiej, zawodnicy KS Olivia poznają kulturę tego kraju oraz
spotkają się z potomkami polskich emigrantów z XIX wieku.
Wielu z nich wyemigrowało zaraz po II wojnie światowej w związku z represjami reżimu
komunistycznego. Gościnności udzieli Polski Ośrodek Młodzieżowy w Burzaco, to właśnie
tam zakwaterowanie będzie miała cała wyprawa. Gospodarze przygotowali bogaty
program na czas pobytu w Argentynie, na nudę nie ma co liczyć.
Już drugiego dnia, zaraz po treningu zawodnicy obejrzą sanktuarium w Lujan koło Buenos
Aires. Jest ono uważane za odpowiedniki Jasnej Góry w Polsce, a Matka Boska z Lujan za
patronkę całej Argentyny. Sanktuarium jest najważniejszym miejscem pielgrzymek w całym
kraju. Kolejnym ważnym punktem w harmonogramie tego dnia jest mecz z zespołem
rocznika ‘95 River Plate. Zawodnicy KSO sprawdzą swoje możliwości i rozegrają mecz
towarzyski z argentyńskim składem w swoim roczniku - zdobywając tym samym,
doświadczenie jakim mało kto może się pochwalić. Na czwarty dzień przewidziany jest
obiad w Ambasadzie RP w Buenos Aires oraz City Tour.
15 marca 2009
Następnego dnia młodzi piłkarze z Polski wyruszą do miasta La Plata słynącego z muzeum
przyrodniczego, które oczywiście zwiedzą. Dziewiątego dnia KSO rozegra kolejny mecz
towarzyski, tym razem z rocznikiem ’95 Klubu Independiente, zwiedzi również sławny
stadion oraz muzeum klubu Boca Juniors.
W czwartek, 26 marca - do wylotu postanie jeszcze tylko jeden dzień - przewidziana jest
wycieczka do Temaiken oraz lunch w ZOO Parku Temaiken. Później pozostaje jedynie
powrót do tymczasowego domu w Argenytnie, czyli do Polskiego Ośrodka Młodzieżowego
w Burzaco, ostatnia noc na ziemi argentyńskiej i pożegnanie z gospodarzami. A potem już
tylko lotnisko, Polska i dom.
Katia
2
Wielka przygoda KS Olivia w Argentynie już rozpoczęta
Mecze z River Plate, Boca Juniors i Independiente, wizy ta na ligowym spotkaniu
River Plate, być może spotkanie z Diego Maradoną - młodzi piłkarze KS Olivia
rozpoczną dziś zgrupowanie w Buenos Aires.
selekcjonerem reprezentacji swojego kraju i na co dzień mieszka w Buenos Aires.
Tamtejszy Związek Polaków czyni starania, aby wykorzystać ten fakt i doprowadzić do
spotkania.
Zespół KS Olivia (rocznik 1995) tworzy historię, gdyż w dziejach polskiej piłki nie zdarzyło
się jeszcze, że by 14-letni (i młodsi) chłopcy przygotowywali się do sezonu w Argentynie.
Pomysł wyjazdu narodził się kilka miesięcy temu. Głównymi inicjatorami byli prezes KS
Olivia Olaf Dramowicz oraz prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska Maciej Płażyński,
który z racji pełnienia swojej funkcji jest w kontakcie ze środowiskami polonijnymi na całym
świecie. Związek Polaków w Argentynie chciał ugościć zespół z Polski, a warunek był tylko
jeden: klub musiał zebrać pieniądze na przelot do Buenos Aires i z powrotem (łącznie ok.
70 tys. zł). Sam 10-dniowy pobyt w Argentynie organizuje i opłaca tamtejsza Polonia
(miejscem zamieszkania oliwskiej ekipy będzie Polski Ośrodek Młodzieżowy w Burzaco).
Operatywność Dramowicza, pomoc sponsorów (zwłaszcza Sieci 34) i zaangażowanie
rodziców pozwoliły zebrać potrzebną sumę, dzięki czemu 14 młodych piłkarzy przeżyje
wielką przygodę.
Atrakcji w trakcie wizyty w Argentynie będzie więcej. Zawodnicy i ich opiekunowie zwiedzą
m.in. miasta: Buenos Aires i La Plata, sanktuarium wujan, odwiedzą park zoologiczny w
Temiaken, podziwiać będą deltę rzeki Tigre. - Chłopcy będą mieli okazję poznać bogatą i
wspaniałą tradycję tego kraju. Chodziło nam o to, żeby to nie był tylko i wyłącznie obóz
sportowy - podkreśla Płażyński.
W niedzielę w Katedrze Oliwskiej odbyła się msza św. w intencji udanego obozu w
Argentynie, którą koncelebrował ksiądz Zbigniew Zieliński. - Teraz jesteś my już gotowi do
wyjazdu - uśmiechał się Dramowicz. - Cieszę się, że doprowadziliśmy do szczęśliwego
finału przedsięwzięcie, które na początku wydawało się utopią.
Tomasz Osowski; "Gazeta Wyborcza"
W programie wyjazdu znalazło się wiele atrakcji - nie tylko związanych ze sportem, choć
ten będzie na pierwszym miejscu. Piłkarze Olivii będą mogli skonfrontować swoje
umiejętności z rówieśnikami najsłynniejszych klubów Buenos Aires: River Plate, Boca
Juniors czy Independiente. To legendy światowej piłki, w sumie zespoły te wywalczyły 112
różnych tytułów krajowych i międzynarodowych! Zawsze słynęły ze wspaniałej pracy z
młodzieżą, wychowały tabuny gwiazd. Pewnie wśród zawodników, z którymi przyjdzie
zmierzyć się piłkarzom z Oliwy, są następcy Messiego, Aguero czy Crespo. - Z Boca to
przegramy 0:10 - mówi pomocnik Damian Kugiel. Ale szybko dodaje: - Na pewno będziemy
z nimi walczyć z całych sił, bo wiemy, że reprezentujemy nie tylko swój klub, ale i polską
piłkę. Pod wieloma względami nie mamy szans, że by im dorównać, ale ambicją i
determinacją na pewno ich przewyższymy!
W programie wyjazdu jest też wizyta na meczu ligowym River Plate z druży ną San Martin
Tucuman, gdzie będzie można naocznie przekonać się, jak wspaniała atmosfera panuje
na meczach piłkarskich w Argentynie, a także zwiedzanie stadionu La Bombonera i
muzeum klubu Boca Juniors. Hitem może być jednak możliwość spotkania z najlepszym
piłkarzem w historii futbolu Diego Maradoną! Legendarny Argentyńczyk jest obecnie
17 marca 2009
3
KS 'Olivia' rozpoczęła przygodę w Argentynie
lotu ptaka. „Podróż była ciężka, ale wytrzymaliśmy”- mówi Arek Tryba. „Lot był męczący,
ale przynajmniej w samolocie było dobre jedzenie” - popiera kolegę Dawid Raczkowski.
W Buenos Aires, na lotnisku powitali zawodników (z kwiatami) przedstawiciele polonii:
prezes Związku Polaków w Argentynie Stanisław Łuciw, prezes Polskiego Ośrodka
Młodzieżowego Jan Michałowski, trener reprezentacji polonii Dawid Oczkowski oraz
prezes klubu FC Polonia Ryszard Konopka. W tym momencie śmiało można doliczyć
jeszcze jedną z trwającej 33 godziny podróży, zanim ekipa dotarła do właściwego celu
wyprawy tzn. Polskiego Ośrodka Młodzieżowego. Na miejscu zawodnicy oraz cała kadra
została zakwaterowana oraz ugoszczona przez państwa Jadwigę oraz Alberta Kiec. Tak
rozpoczęła się przygoda gdańszczan w Argentynie…
„Podoba nam się pogoda, jest bardzo ciepło i jest pyszne jedzenie” - mówi Jarek
Janukowicz. „Polonia Argentyńska jest bardzo w porządku, super nas przyjęła, ogólnie jest
tu świetna atmosfera” - dodaje Jasiek Kamiński.
KS 'Olivia' na legendarnym stadionie River Plate
fot. Krzysztof Wojtczyk
Temperatura ponad 30 stopni, pokonane około 12 tysięcy kilometrów, palmy i
kolibry - to codzienność Olivii w Argentynie.
Punktualnie o godzinie 7:09, 16 marca oliwianie wyruszyli pociągiem odjeżdżającym w
stronę Warszawy. Podróż Intercity przebiegła bez przeszkód i większych przygód,
najlepsze (jak wszystkim się wydawało), czyli lot samolotem, miało dopiero nastąpić.
Na Okęcie cała ekipa dotarła za pomocą busów, unikając tym samym uciążliwej jazdy
miejskim autobusem. Entuzjazm zaczął opadać wraz z upływem kolejnych minut
oczekiwania, tylko po to, by na nowo wybuchnąć w samym samolocie. Emocje związane z
lotem towarzyszyły jedynie do Londynu, 13-godzinny lot do Buenos Aires okazał się zbyt
monotonnym i nużącym. Jedynym urozmaiceniem tej wielogodzinnej podróży był
chwilowy pobyt w Brazylii (międzylądowanie) w Sau Paulo, głównie jednak podziwianym z
18 marca 2009
Drugiego dnia pobytu w Argentynie okazało się, że dotychczasowy program uległ drobnym
zmianom i zamiast przewidzianej wcześniej wycieczki do sanktuarium Lujan, Olivia
wyruszyła na mecz z River Plate. Na miejscu całą wyprawę spotkało spore zaskoczenie,
zawodnicy River Plate zdecydowanie górowali warunkami fizycznymi, technicznymi i
taktycznymi nad zawodnikami Olivii. Nie może więc dziwić, że zmęczeni wielogodzinną
podróżą oliwianie nie nawiązali wyrównanej walki z renomowanym rywalem i wysoko
przegrali. Jasnym punktem zespołu był bramkarz Krzysztof Olczak, który wielokrotnie
ratował swój zespół przed utratą kolejnych bramek. „Byliśmy zmęczeni i nie przygotowani
do meczu, ale następnym razem będzie inaczej i zagramy lepiej!”- zapewnia Przemek
Kamiński „Najbardziej nie możemy doczekać się meczu z Boca Juniors, wtedy damy z
siebie wszystko” - podsumowuje mecz z argentyńską drużyną Damian Kugiel. Chociaż
wynik nie był zadawalający, ambicja piłkarzy zasługuje na uznanie. Takie podejście do
przegranej budzi nadzieję, a z pewnością szacunek dla młodych ludzi, którzy z porażki z
argentyńskimi rówieśnikami powinni wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Katia
4
KS Olivia na ziemi argentyńskiej
Wielka przygoda młodych piłkarzy KS
Olivia rozpoczęta. Już drugiego dnia
pobytu w Buenos Aires przyszło im
zmierzyć się ze swoimi rówieśnikami ze
słynnego River Plate
Argentyna przywitała oliwską ekipę ponad
30-stopniowym upałem. Cała grupa (14
piłkarzy plus osoby towarzyszące)
zakwaterowana została w Polskim
Ośrodku Młodzieżowym w Burzaco, gdzie
wręcz rodzinną atmosferę stworzyli
mieszkający od wielu lat w Argentynie
Młodzi piłkarze Olivii przegrali 0:18 z River Plate. Z
państwo Jadwiga i Albert Kiec. Po raz
prawej Patryk Grzymała z Olivii
fot. Katarzyna Paluch
pierwszy goszczą oni grupę tak młodych
Polaków (Olivię reprezentuje zespół
rocznika 1995) i na pierwszy rzut oka widać, jak dużą sprawia im to przyjemność. - Traktuję
tych chłopców jak swoje dzieci - mówi pani Jadwiga. Pieczę nad stroną organizacyjną
całego wyjazdu sprawują prezes Związku Polaków w Argentynie Stanisław Luciw, prezes
ośrodka w Burzaco Jan Michałowski oraz Ryszard Konopka - prezes klubu piłkarskiego FC
Polonia.
- technicznym, taktycznym i fizycznym. Zamiast rozwodzić się nad przebiegiem meczu,
który zakończył się zwycięstwem River 18:0, wystarczy przytoczyć kilka liczb. Mówi
Ricardo de Angelis, koordynator grup młodzieżowych. - Przez sito selekcyjne we
wszystkich rocznikach [jest ich dziesięć - red.] przewinęło się ok. 20 tys. chłopaków z całej
Argentyny. Z tej ogromnej grupy zostało 300 najlepszych, po 30 na każdą drużynę. W
zespole, z którym grała dziś Olivia, jest aż 9 reprezentantów Argentyny w swojej kategorii
wiekowej [akurat oni w tym meczu nie zagrali - red.] - podkreśla de Angelis, który po meczu
zebrał piłkarzy… Olivii i przez kilka minut tłumaczył im, żeby nie przejmowali się wynikiem,
bo grali z jedną z najlepszych drużyn Argentyny i aby dalej pracowali z całych sił i bawili się
piłką. Nie nazwał swojej drużyny najlepszą w Argentynie, bo akurat w tym roczniku
najsilniejsze są inne zespoły z Buenos Aires: Lanus i Velez Sarsfield.
Piłkarze Olivii schodzili z boiska smutni, ale nie zrezygnowani. - Nie mieliśmy z nimi
żadnych szans, ale w następnych meczach zagramy o wiele lepiej, jestem tego pewien powiedział z przekonaniem obrońca Przemek Kamiński. A kolejni rywale to m.in. Boca
Juniors i Independiente. Jak się uczyć, to od najlepszych.
Tomasz Osowski; "Gazeta Wyborcza"
Piłkarze Olivii nie zdążyli jeszcze ochłonąć po męczącej podróży i przyzwyczaić się do
upałów panujących w Buenos Aires, a już czekało ich nie lada wyzwanie. Nie całe 24
godziny po przybyciu na miejsce, wybiegli na boisko, aby zmierzyć się ze swoimi
rówieśnika mi ze słynnego na całym świecie klubu River Plate. Pierwotnie mecz ten miał
odbyć się dzień później, ale na prośbę rywala został nieco przyspieszony. Olivia na zmianę
przystała, w końcu takiemu klubowi się nie odmawia. Jak się dowiedzieliśmy, do River
Plate dociera rocznie z całe go świata ponad 2000 próśb o rozegranie meczów
sparingowych (w różnych kategoriach wiekowych). Z oczywistych względów większość
jest odrzucana, piłkarze z OIiwy dostąpili tego zaszczytu.
I natychmiast przekonali się, jaka przepaść dzieli obecnie na poziomie szkolenia młodzieży
piłkę polską i argentyńską. Piłkarze River górowali w tym meczu pod każdym względem
18 marca 2009
5
Wycieczka do Lujan, Sanktuarium Maryjnego
z zawodników wypatrzyli nawet flagę Polski. Po krótkiej modlitwie zawodnicy przeszli do
krypty przy bazylice. Tam oliwscy piłkarze mogli podziwiać repliki postaci Matki Boskiej z
całego świata m.in. z Wenezueli, Chile, Paragwaju, Japonii oraz Polskiej Matki Boskiej
Częstochowskiej.
Wychodząc z krypty ks. Stefan opowiedział również o wypadku jaki miał miejsce w 2006
roku. Około północy z Bazyliki w Lujan, z wysokości 100 m na schody spadł n metalowy
krzyż ważący 1970 kg. Schody zostały praktycznie doszczętnie zniszczone, jednak pora w
jakiej miało miejsce zdarzenie wykluczyła ofiary. Po obejrzeniu bazyliki chłopcy wyruszyli w
stronę ciasnych, kolorowych uliczek typowych dla Ameryki Południowej.
Oliwianie w bazylice w Lujan
fot. Krzysztof Wojtczyk
Na kolejny dzień pobytu polonia Argentyńska zorganizowała KS „Olivia” wycieczkę
do Lujan, położonego 200km od Buenos Aires. Specjalnie z tej okazji przyjechał do
zawodników ks. Kazimierz Pres, by oprowadzić oraz opowiedzieć historię
argentyńskiej bazyliki.
Tam z przyjemnością zjedli lody oraz zwiedzili sklepy sportowe z koszulkami klubów
argentyńskich. Po dwugodzinnym czasie wolnym, autokar na nowo wypełnił się
zawodnikami i ruszył w drogę powrotną. Przy tej okazji warto wspomnieć o naszym
argentyńskim kierowcy, którego umiejętność prowadzenia zaimponowała wszystkim
pasażerom, a osiągane prędkości oraz lekkość manewrowania nasuwała jedną myśl:
„południowy temperament”.
Katia
Po dwugodzinnej brawurowej jeździe autokarem, oczom zawodników ukazała się
imponująca, gotycka budowla, jej ogrom potęgowało bezchmurne, błękitne niebo. Na
dziedzińcu, przed bazyliką rozstawione były kiermasze z pamiątkami religijnymi, w ilości
trudnej do przybliżenia. Zawodnicy rozpoczęli zwiedzanie Sanktuarium w Lujan, od
głównego gmachu, wypełniały go liczne ołtarze, podobizny świętych oraz wierni. Ksiądz
opowiadał m.in. o pielgrzymce papieża Jana Pawła II, która odbyła się w 1978 roku, na
placu przed bazyliką zebrało się wówczas ponad 2 miliony wiernych. Wizyta polskiego
papieża wpłynęła na historię tego kraju, dzięki tej pielgrzymce został zażegnany konflikt
zbrojny pomiędzy Argentyną, a Chile.
Poprowadzeni dalej, w głąb kościoła, na tylnim ołtarzu, ci bardziej spostrzegawczy
19 marca 2009
6
Czwarty dzień pobytu w Argentynie
Zawodnicy podsumowali swoją wizytę, zaskakując panią konsul jak i pozostałych
pracowników ambasady, tradycyjnym okrzykiem oliwskim („Mistrzowie wszystkich miast,
Olivia Gdańsk”), który rozniósł się echem po całym gmachu. Po opuszczeniu ambasady
cała wyprawa przesiadła się do autokaru by odbyć wycieczkę po Buenos Aires, mieście
piłki nożnej oraz tanga.
Z pewnością trudno jest zwiedzić całą stolicę w trzy godziny, ale oliwskiej ekipie udało się
obejrzeć przynajmniej najważniejsze punkty w Buenos, m.in. pomnik upamiętniający
argentyńską bohaterkę Evitę, w pobliżu którego znajdował się również pomnik Jana Pawła
II. „Na pewno zapamiętam pomnik Jana Pawła II, fajnie, że w Argentynie można zobaczyć
pomnik polskiego papieża, to miło, że nawet na drugim końcu świata budzi on taki
szacunek”- stwierdza Kuba Zawadzki.
KSO minęła również słynny obelisk czczący niepodległość Argentyny przy ulicy 9 Julio,
niestety nie udało się obejrzeć go z bliska ponieważ był on umieszczony na rondzie.
Kolejne zabytki wymagały już postoju. Zawodnicy obejrzeli Pałac Różowy, w którym
urzędują władze Argentyny, mały obelisk Plaza de Lusyo, Ministerstwo Finansów, ratusz
Cabilado oraz imponujący budynek Bank Nacion.
Podczas wizyty w dzielnicy La Boca piłkarze Olivii spotkali Diego Maradonę.
fot. Krzysztof Wojtczyk
Kolejny dzień pobytu w Argentynie, równoznaczny jest z kolejnymi atrakcjami.
Zawodnicy KS „Olivia” starali się poznać Buenos Aires, raczej bez powodzenia,
gdyż stolica Argentyny wymaga tygodni by móc powiedzieć, że zwiedziło się
Buenos Aires.
Czwarty dzień pobytu KS „Olivia” rozpoczęła od odwiedzenia Ambasady RP w Buenos
Aires. Na miejscu zawodników przywitała konsul Monika Konieczna i zaprosiła ich na
poczęstunek. Na stole zagościły tradycyjne argentyńskie przekąski tj. empanada, asado,
tortilla, puchero oraz locro. „Bardzo podobała mi się ambasada i pani konsul, zostaliśmy
bardzo mile przyjęci, panował tam luksus, przystawki były pyszne i rewelacyjny ogródek” –
mówi Krzysztof Olczak, bramkarz Olivii. Jeszcze tylko chwila odpoczynku w ogrodzie
ambasady oraz krótkie pożegnanie, w trakcie którego na ręce pani konsul został złożony
pamiątkowy upominek w podziękowaniu za gościnę.
20 marca 2009
Późniejszy etap podróży, przerósł oczekiwania oliwskich piłkarzy... Dzielnica Boca,
słynąca z legendarnego stadionu Boca Juniors La Bombonera. Chociaż sam obiekt
chłopcy oglądali jedynie z okien autokaru, dzielnicę Boca zwiedzali już namacalnie. Liczne
sklepy z pamiątkami piłkarskimi pochłonęły sportowców bez reszty. Kolorowe ulice,
wypełnione tzw. domami z puszek z pewnością można przypisać właśnie tej części
głównego argentyńskiego miasta. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, ostatnie
chwile na ulicach Boca uatrakcyjniło niespodziewane spotkanie z Diego Maradoną… Czy
to był naprawdę on – wciąż trwają dyskusje, jednak biorąc pod uwagę fakt, że spór nie jest
zbyt zacięty lepiej pozostawić go bez rozstrzygnięcia.
Kolejny raz musimy podziękować naszym argentyńskim gospodarzom. Prezes Związku
Polaków, Stanisław Łuciw był naszym tłumaczem, przewodnikiem oraz kompanem
całodziennej eskapady, za co całe KS „Olivia” jeszcze raz bardzo dziękuje!!!
Katia
7
KS 'Olivia' vs. Ituzaingo i asado
prawej nogi, co okazało się dopiero następnego dnia. Jednak nawet ten przykry fakt nie
przeszkodził w dobrej grze oliwskich piłkarzy. Na pochwały zasłużyli przede wszystkim
Przemek Kamiński, Damian Belecki, Damian Kugiel oraz Jarek Janukowicz, zdobywcy
zwycięskiej bramki w ostatniej minucie meczu. Wcześniej pierwszego historycznego gola
na ziemi argentyńskiej zdobył z rzutu karnego Przemek Kaminski. Końcowy wynik 2:1 dla
gdańskiego klubu, można uznać za rekompensatę za poprzednie wysokie porażki.
Ostatecznie Olivia zajęła w turnieju drugie miejsce, najlepszy był zespół FC Polonia.
Po takim wysiłku chłopcy zdecydowanie zasłużyli na nagrodę. Od rana ośrodek wypełniał
się ludźmi, a praca wrzała, i to nie tylko ze względu na turniej. Trwały bowiem
przygotowania do tradycyjnej uczty argentyńskiej - asado.
Integracja polsko-argentyńska
fot. Katarzyna Paluch
KS “Olivia” rozegrała kolejne mecze na ziemi argentyńskiej. Potem w rytmie tanga
odbyło się tradycyjne w asado, czyli Argentyna jak się patrzy.
Piąty dzień KS „Olivia” spędziła tym razem nie opuszczając terenu Polskiego Ośrodka
Młodzieżowego, co wcale nie oznaczało nudy. Najpierw rozegrany został turniej towarzyski
z udziałem trzech drużyn: Olivii, FC Polonia oraz Ituzaingo. W pierwszym meczu piłkarze z
Oliwy zmierzyli się z FC Polonia, czyli zespołem złożonym w dużej części z potomków
polskich emigrantów. W składzie tego zespołu pojawiło się wielu zawodników starszych od
piłkarzy Olivii co za tym idzie mieli oni przewagę warunków fizycznych nad bialo-czarnymi.
Nie może wiec dziwić, ze mecz zakończył się wysokim zwycięstwem Polonii 6:0. W
kolejnym spotkaniu Olivia zmierzyła się z Ituzaingo. Chłopcy grali nieustępliwie i ambitnie,
niestety nie obeszło się bez kontuzji. Na uznanie zasługuje szczególnie postawa Kamila
Brdękiewicza, który zaciekle walczył pomimo kontuzji złamania jednej z kości śródstopia
21 marca 2009
Na wielkim kamiennym grillu przygotowywano 60kg mięsa, do którego serwowane były
przystawki w postaci sałatek i pieczywa. Było również argentyńskie wino, to jednak już dla
starszej części ekipy. Przy stołach wystawionych na dziedzińcu ośrodka zasiadło
kilkadziesiąt osób, obok oliwskiej wyprawy argentyńska polonia, ale również rodowici
Argentyńczycy. W trakcie biesiady zostały rozdane puchary za udział w turnieju, potem
nastąpiły podziękowania oraz gratulacje ze strony argentyńskiej polonii, którym przewodził
prezes POM-u, Jan Michałowski. Ze strony polskiej podziękowania za gościnę złożył
prezes KS „Olivia”, Olaf Dramowicz.
Po części oficjalnej, uczestnicy asado mogli delektować się dźwiękami tanga przy muzyce
orkiestry, a nawet podziwiać profesjonalnych tancerzy. Po występie zawodowców swoimi
umiejętnościami tanecznymi wykazał się prezes Dramowicz, którego do tanga porwała
tancerka.
Później nastąpił moment, który śmiało można nazwać kulminacyjnym w integracji polskoargentyńskiej . Oliwscy piłkarze bez większych problemów porozumiewali się z swoim
rówieśnikami, przeszkodą nie okazała się nawet bariera językowa. Rozmowom i
wspólnym zdjęciom nie było końca, ale czas mijał nieubłaganie. I wkrótce trzeba było się
pożegnać. Po dniu tak pełnym wrażeń chłopcy zasnęli momentalnie. Możliwe, ze śnił im się
przewidziany na następny dzień mecz River Plate...
Katia
8
Pierwsze argentyńskie zwycięstwo Olivii
Przebywający na zgrupowaniu w
Argentynie młodzi piłkarze KS Olivia
wygrali swój pierwszy mecz. Podczas
turnieju towarzyskiego w Polskim
Ośrodku Młodzieżowym Burzaco,
podopieczni Jacka Zygało pokonali CA
Ituzaingo 2:1.
O pierwszym spotkaniu na ziemi
argentyńskiej, z River Plate, zawodnicy z
Oliwy chcieliby jak najszybciej zapomnieć.
Wysoka przegrana z bardzo mocnym
rywalem nie załamała ich jednak i już kilka
dni później odnieśli historyczne
zwycięstwo. Najpierw jednak przeżyć
musieli gorycz kolejnej porażki. Ich
pierwszym rywalem był miejscowy zespół
FC Polonia, w którym grają m.in.
potomkowie polskich emigrantów.
Drużyna złożona z zawodników rocznika
1993, 94 i 95 (Olivia to rocznik 1995 i młodsi) wyraźnie przewyższała rywali z Polski
warunkami fizycznymi i po jednostronnym meczu wy grała 6:0.
Zresztą, jak na 14-latków zaprezentowali oni wyjątkowo bogaty repertuar gestów i
zachowań charakterystycznych dla dorosłych piłkarzy, a każda niekorzystna decyzja
sędziego wywoływała prawdziwą falę protestów.
Decydujący moment nastąpił trzy minuty przed końcem meczu. Do podania z głębi pola
niczym rakieta wystartował Jarosław Janukowicz i w sytuacji sam na sam spokojnie strzelił
obok bramkarza rywali. - Chłopcy wreszcie zagrali tak, jak potrafią, pokazali wolę walki i
wiele fajnych akcji. Okazuje się, że jeśli rywal nie przewyższa nas warunkami fizycznymi,
możemy walczyć z Argentyńczykami jak równy z równym - mówił po meczu trener Zygało.
A nagrodę za drugie miejsce piłkarze Olivii odebrali podczas tradycyjnego argentyńskiego
obiadu - asado - zorganizowanego z okazji wizyty oliwskiej ekipy. W Burzaco zebrało się
wielu Argentyńczyków polskiego pochodzenia, a stoły wręcz uginały się od specjałów
przygotowywanych na specjalnym ruszcie. Hitem była argentyńska kiełbasa chorizo i
pierogi empanadas.
Tomasz Osowski; "Gazeta Wyborcza"
W kolejnym spotkaniu FC Polonia pokonała Ituzaingo 2:0 i zapewniła sobie zwycięstwo w
turnieju. O drugim miejscu miał więc zadecydować mecz pomiędzy Olivią i Ituzaingo.
Młodzi Argentyńczycy grają na co dzień w III lidze okręgu Buenos Aires i byli pierwszym
zespołem, który nie przewyższał piłkarzy Olivii warunkami fizycznymi. I od razu okazało
się, że można na wiązać z Argentyńczykami wyrównaną walkę. W toczonym w potężnym
upale meczu (35 stopni w słońcu), to ekipa z Oliwy była lepsza i zasłużenie wygrała 2:1.
Pierwszą bramkę na argentyńskiej ziemi zdobył Przemek Kamiński, który wykorzystał rzut
karny po faulu na Damianie Kugielu. W końcówce pierwszej połowy rywale wyrównali, ale
druga część meczu należała już zdecydowanie do Olivii. Szczególnie od momentu, kiedy
czerwoną kartkę za faul bez piłki dostał jeden z zawodników Ituzaingo.
21 marca 2009
9
Vamo, vamo River Plate!!!! Vamo River Plate!!!!
odgrywał tu żadnej roli. Wraz z kibicami, trybuny zaczęły wypełniać się flagami, właściwie
parę minut już przed samym meczem trudno było wypatrzyć puste miejsca, lub przestrzeń
pozbawioną flagi czy transparentu. Tysiące osób niepostrzeżenie wypełniło stadion River
Plate. Gwar , to co się działo i całą atmosferę meczu trudno ubrać w słowa. Okrzyki
zawodu, euforyczna radość stadionu brzmiały niczym jedno ciało. Bramkarzowi Tucuman
za każdym razem wtórowały ogłuszające gwizdy, kiedy tylko przedłużał wybicie piłki przy
wznawianiu gry. W tym momencie nawet laik był w stanie pojąć, odczuć, a nawet podzielić
fanatyzm kibiców piłki nożnej ameryki południowej. Cały stadion pulsował w takt
melodyjnych pieśni zagrzewających piłkarzy do walki. W ciągu pierwszych minut padła
bramka na rzecz gości, jęk zawodu rozniósł się echem, prawdopodobnie słyszalnym w
całej Argentynie. Niepowodzenie drużyny nie osłabiło jednak skandujących kibiców, wręcz
przeciwnie, trybuny i cała ziemia zaczęły drżeć jeszcze bardziej. Kiedy wpadła pierwsza
bramka na rzecz River Plate ekstaza, euforyczna radość i emocje niemożliwe do
opanowania wydają się delikatnym i niewyrazistymi słowami by opisać to co działo się na
trybunach. Argentyńczycy krzyczeli, rzucali się sobie w objęcia, a u niektórych można było
dopatrzyć się nawet łez szczęścia. Dzikie szaleństwo trwało przez cały czas meczu.
Wydzielony sektor dla gości, którzy przybyli na mecz w ilości kilku tysięcy, pokonując przy
tym 1700km również wiernie wiwatował swojemu klubowi, jednak na tle całego stadionu
wydawali się słabym pogłosem lub ledwo słyszalnym echem.
Olivia na meczu River Plate
fot. Katarzyna Paluch
Niedzielnemu porankowi od samego rana towarzyszyły silne emocje, tego dnia
mieliśmy jechać na mecz River Plate z Tucuman, z San Martin. Odbywał się on na
stadionie mieszczącym około 60 tys. kibiców, dla osoby nie obytej z światem sportu i
kibiców takie liczby mogły zdradzać niewiele. Obserwując starszą część ekipy KS
„Olivia” łatwo było się domyślić, że ten dzień, niesie z sobą niezapomniane
wrażenia.
Przejazd ulicami Buenos Aires stopniowo zaczął przybliżać faktyczny stan rzeczy, a liczby
do tej pory nienamacalne zaczęły nabierać, coraz wyraźniejszych kształtów. Tłumy ludzi
podążały w tym samym kierunku, pobocza ulic wrzały od kibiców River Plate. Wejściu na
stadion towarzyszyła rewizja wykrywaczem metalu, kiedy zasiedliśmy już na trybunach,
stadion dopiero się zapełniał. Wśród kibiców można było zobaczyć ludzi w różnym wieku,
od całych rodzin z malutkimi dziećmi poprzez już emerytowane wielbicielki River, wiek nie
22 marca 2009
Kiedy wpadła decydująca bramka i River Plate zaczęło prowadzić, stadion pulsował
jeszcze silniej, z odległości wielu metrów można było zobaczyć masy ludzi
podskakujących niczym jedność. Nie możliwym było nie dać ponieść się emocjom, nawet
nasi zawodnicy oddali się szaleństwu, koszulki wirowały w powietrzu, niemożliwym było
znalezienie na stadionie chociaż jednej osoby w bezruchu. Ekstaza towarzysząca
wygranej River Plate pochłonęła wszystkich bez reszty. Wiwaty trwały jeszcze długo po
meczu, zanim zostali wypuszczeni kibice gości. Nas wyprowadzono specjalnym wejściem,
zapewniając tym samym zdwojone bezpieczeństwo, cała drużyna KS „Olivia” otrzymała
koszulki River Plate, oszołomieni jeszcze meczem, stanęliśmy do zdjęcia dla gazety z
Buenos Aires. Krzyki na cześć zwycięskiego River Plate towarzyszyły nam do samego
parkingu i jeszcze podczas jazdy. Dla każdego było to wydarzenie, na wspomnienie
którego długo jeszcze będzie dostawał gęsiej skórki.
Katia
10
Monumentalne przeżycie graczy Olivii
Na ten dzień cała ekipa KS Olivia czekała od początku wyjazdu do Argentyny.
Przebywający w tym kraju na zgrupowaniu młodzi piłkarze z Oliwy obejrzeli z trybun
stadionu El Monumental ligowy mecz River Plate. Nie zapomną go do końca życia.
Szczególnie tego, co wydarzyło się w doliczonym czasie gry, kiedy gospodarze zdobyli
zwycięską bramkę. Ale po kolei...
W dniu meczu podekscytowanie u wszystkich członków wyprawy do Argentyny rosło z
minuty na minutę. Ekipa z Oliwy, której przewodnikiem był Dawid Oczkowski (trener
zespołu FC Polonia), a towarzyszył jej prezes Wspólnoty Polskiej Maciej Płażyński, dotarła
pod stadion ponad półtorej godziny przed meczem. Jego okolice zalewała narastająca fala
kibiców ubranych w charakterystyczne białe koszulki z czerwonym poprzecznym pasem.
Choć rywal River Plate - San Martin Tucuman - nie był zbyt atrakcyjny, religia jest w
Argentynie religią: na mecz ukochanej drużyny trzeba przyjść bez względu na klasę
przeciwnika.
Kiedy na godzinę przed spotkaniem piłkarze z Oliwy zajęli swoje miejsca na stadionie, ten
świecił pustkami. - River w tygodniu przegrał wyjazdowy mecz Copa Libertadores z
Nacional Montevideo aż 0:4. Dlatego dziś niespodziewam się tłumów, jak przyjdzie 30 tys.
kibiców, to będzie dobrze - mówił Oczkowski. Pomylił się bardzo, gdyż ostatecznie na
stadionie pojawiło się aż 50 tys. Za nim jednak fani River opanowali trybuny El
Monumental, na długo przed meczem głośniejsi byli kibice z Tucuman, których do Buenos
Aires przybyło ok. 4 tys. Liczba to ogromna, biorąc pod uwagę, że mieli oni do przebycia aż
1700 km! Podróż autokarami w jedną stronę zajęła im minimum 30 godz., mimo to przez
cały mecz głośno dopingowali swój zespół. Nagrodę za pokonanie setek kilometrów
otrzymali już w pierwszej minucie, kiedy ich zespół objął pro wadzenie. Jednak kibiców
River to nie zniechęciło, stopniowo wpadali oni w swój opętańczy rytm, pulsując coraz
mocniej wraz z kolejnymi atakami gospodarzy. Niesamowite wrażenie sprawiał
szczególnie widok trybuny za jedną z bramek, opanowanej przez kilkanaście tysięcy
najbardziej fanatycznych kibiców, tzw. barra bravas. Będący cały czas w ruchu fani
przypominali pszczoły uwijające się w ulu. Po raz pierwszy zawrzał on na początku drugiej
połowy, kiedy River zdobył wyrównującą bramkę. Od te go momentu rozśpiewał się cały
stadion, tak że piłkarze Olivii, którzy szybko podchwycili łatwo wpadające w ucho „Vamo,
Vamo Ri ver Plate” (Naprzód River Plate). A kiedy w czwartej minucie doliczonego czasu
22 marca 2009
gry sędzia meczu podyktował rzut karny dla gospodarzy, wyskoczyli do góry niczym z
katapulty razem z tysiącami kibiców River. Wówczas cały stadion przypominał już kocioł, w
którym mieszały się wszystkie żywioły. Zwycięski gol przypieczętował początek wielkiej
fiesty na El Monumental, która trwała jeszcze kilkadziesiąt minut po meczu. W Argentynie
zwyczaj jest bo wiem taki, że stadion najpierw opuszczają kibice gości, a dopiero potem
gospodarze. Dla bawiących się fanów River nie miało to większego znaczenia. Oni
świętowali zwycięstwo i awans swojej drużyny na 3. miejsce w tabeli. Radości i
podekscytowania nie kryli również piłkarze Olivii. - To najlepszy mecz, jaki widzieliśmy w
życiu - mówili niemal jednym głosem. - W Gdańsku takiej radości nie było by nawet wtedy,
gdyby Lechia zdobyła Puchar UEFA, a to przecież był tylko jeden z wielu meczów ligowych
- zauważył ze śmiechem Kamil Bartoszewicz. Tuż po meczu zostali obdarowani przez
pracownika klubu koszulkami z czerwonym poprzecznym pasem, a potem niemal zupełnie
ogołocili jeden ze sklepików z pamiątkami klubowymi. - Od dzisiaj jestem kibicem River,
chociaż wcześniej byłem za Boca Juniors [największy rywal River - red.] - dodał
najmłodszy w zespole, 11-letni Jasiu Kamiński.
Tomasz Osowski; "Gazeta Wyborcza”
11
Wygrana z "Pumas"!
Następnym punktem wycieczki był targ Mercado de Frutos z wyrobami rękodzieła
miejscowych artystów oraz niezliczonymi stoiskami z owocami ziemi i morza. Po
zrobionych zakupach oliwianie udali się w drogę na kolejny mecz towarzyski, tym razem z
drużyną...młodych rugbistów. Rugby w Argentynie to sport numer dwa. Mecze
reprezentacji zwanej popularnie „Pumas” cieszą się olbrzymią popularnością (Argentyna
zajmuje trzecie miejsce w światowym rankingu przyp.aut.). Przejeżdżając przez Buenos
Aires mija się setki boisk do rugby! Mecz odbył się na obiektach szkolnych San Isidro Club.
Porównanie z polskim odpowiednikiem mija się z celem. Cztery boiska do rugby, dwa do
piłki nożnej oraz jedno równe jak „flamandzki stół” do hokeja na trawie tworzy kompleks
obiektów przyszkolnych!
Właśnie na równiusieńkiej murawie dla laskarek oliwianie mieli przyjemność grać z Pumas.
Pomimo, że gospodarze przyzwyczajeni są do gry rękami, to byli bardzo wymagającym
piłkarskim sparingpatnerem. Biało-czarni wygrali 5:3, ale o wynik drżeli do ostatnich minut
spotkania. Bramki strzelili Damian Kugiel 3 oraz Jarek Janukowicz 2. Mecz oglądał patron
KS Olivia marszałek Maciej Płażyński z córką, który w Buenos Aires spędzał czas w
ramach obowiązków służbowych.
Malownicze Rio de la Plata
fot. Katarzyna Paluch
Po wielkich emocjach jakie towarzyszyły oliwskiej ekipie na stadionie El
Monumental, następnego dnia młodzi piłkarze pojechali rozkoszować się
krajobrazami przedmieść Buenos Aires. Tigre to ulubione miejsce wypoczynku
„portenos”, leżące nad Rio de la Plata. Rzekę o brunatnym zabarwieniu,
charakterystyczną dla regionu Ameryki Południowej oliwianie mogli podziwiać z
pokładu statku wycieczkowego.
Największą atrakcją wieczoru była jednak kąpiel w basenie. Na zaproszenie Tomasza
Swieczewskiego, opiekuna reprezentacji młodych Pumas, po meczu cała ekipa zajadała
się tradycyjnym asado oraz po upalnym dniu zażywała kąpieli w przydomowym basenie
gospodarza. Kolejny wspaniały dzień na ziemi argentyńskiej zakończył się prawie przed
północą...
Olivian
Podczas 60-minutowego rejsu prezes Stanisław Luciw przejął rolę przewodnika. Rio de La
Plata to urokliwy akwen, meandrujący do samego ujścia Parany. Na całej długości rzeki
zwraca uwagę urozmaicona linia brzegowa, zabudowana niezliczoną ilością działek
rekreacyjnych. Nie można ich porównać jednak z polskimi standardami. W Tigre można
podziwiać prawdziwe rezydencje otoczone pięknymi ogrodami. Czasami są to obrazki jak
ze świata bajek.
23 marca 2009
12
Zobaczyli dinozaury
Szkielety dinozaurów robiły niesamowite wrażenie
fot. Katarzyna Paluch
We wtorek oliwianie wybrali się do niedalekiej La Platy. To 500 tys. miasto
uniwersyteckie, słynące z potężnej, neogotyckiej katedry. Jej budowa trwała 115 lat,
a ukończono ją dopiero w 2000 roku!
Kolejnym punktem programu było Museo de la Plata w 60-hektarowym parku Pasco del
Bosgue. Zgromadzono w nim mnóstwo eksponatów, takich jak wypchane zwierzęta,
zasuszone owady, zakurzone mumie i szkielety dinozaurów.
To właśnie szkielety wielkich gadów sprzed milionów lat zrobiły na młodych piłkarzach
największe wrażenie. La Plata to miasto opanowane przez studentów, ze względu na
mieszczący się tutaj prestiżowy Uniwersytet. Na uwagę zasługują planty w parku Pasco
del Bosgue wypełnione odpoczywającymi mieszkańcami i turystami. Oliwianie dziękują
serdecznie Pani Alicji Wojno, Panu Ryszardowi Konopka oraz Panu Henrykowi
Kozłowskiemu za kolejny atrakcyjny dzień spędzony w Argentynie.
Olivian
24 marca 2009
Katedra w La Plata
fot. Andrzej Kamiński
13
Olivia z wizytą w klubie Diego Maradony
Argentinos Juniors to w Argentynie klub niemal
kultowy. To przecież w nim wychował się Diego
Maradona - bożyszcze wszystkich tamtejszych
kibiców. Dla piłkarzy Olivii mecz sparingowy z
zespołem Argentinos Juniors był więc nie lada
przeżyciem.
wychowujący znakomitych piłkarzy. Od lat zbierają dzięki
temu wspaniałe plony. Polski „system” szkolenia
produkuje głównie plewy, wśród których tylko od czasu
do czasu trafi się jakiś dorodny i zdrowy okaz.
W takiej sytuacji przegrana Olivii 0:9 (mimo wzmocnienia
trzema starszymi piłkarzami Polonia FC) nie może
dziwić. Przewaga zespołu Argentinos Juniors ani przez
moment nie podlegała dyskusji, a dla drużyny z Oliwy
sukcesem było - choć dziwnie to brzmi - że nie dopuściła
do porażki w dwucyfrowych rozmiarach.- Byli dla nas za
dobrzy, za szybcy i za silni. Poza tym dokuczał nam
straszny upał - podsumował mecz zawodnik Olivii Dawid
Raczkowski.
Pierwszy szok przeżyli oni kiedy autokar wjeżdżał na teren
ośrodka treningowego klubu. Na sześciu równiutkich,
mięciutkich i co najważniejsze naturalnych boiskach
uwijało się mrowie piłkarzy w wieku od lat 5 do 18. Jak się
później dowiedzieliśmy w Argentinos Juniors trenuje w
grupach młodzieżowych ok. 500 zawodników, to najwięcej
ze wszystkich klubów Buenos Aires. - Wciąż działa magia
Maradony - tłumaczy koordynator ds. szkolenia Carlos Klub Argentinos Juniors może się pochwalić wychowankami światowego formatu
fot. Katarzyna Paluch Jakby wrażeń z wizyty w miejscu gdzie wychował się
Balcasa. - Dzięki temu garną się do nas tysiące
Diego Maradona było mało, już po meczu nieprzyjemna
chłopaków. Z tak ogromnej rzeszy łatwiej wyłowić
przygoda spotkała jednego z członków ekipy z Oliwy. Nieopatrznie pojawił się on bowiem w
potencjalne „perełki” - podkreśla Balcasa. A tych „perełek” klub wychował całe mnóstwo.
ośrodku Argentinos Juniors w koszulce River Plate - klubu traktowanego tu jako jeden z
Obok wspomnianego Maradony byli to m.in. Juan Roman Riquelme, Esteban Cambiasso,
największych wrogów. Początkowo nieprzyjazne gesty wykonywane w jego stronę nie
Fernando Redondo, Juan Pablo Sorin czy Diego Placente. Wszyscy oni, jak i wielu innych,
wywoływały zaniepokojenia w oliwskiej ekipie. Jednak kiedy jeden z trenerów Argentinos
sławę i wielkie pieniądze zdobywali w innych klubach, ale piłkarsko wychowali się na
Juniors zaczął dość głośno zwracać mu uwagę na niestosowność ubioru, a za chwilę
terenie ośrodka, na którym zawodnikom Olivii przyszło zmierzyć się ze swoimi
chwycił za telefon i wzburzonym głosem zaczął opowiadać o całej sytuacji swojemu
rówieśnikami z Argentinos Juniors.
rozmówcy, zrobiło się niebezpiecznie. Kto wie co mogłoby się wydarzyć gdyby wizytę w
ośrodku złożyli kibice Argentinos Juniors. Ich raczej nie interesowałoby, że koszulkę River
Członkowie ekipy z Oliwy szybko uświadomili sobie, że na niewielkim terenie, należącym
nosi nie do końca zorientowanych w tutejszych realiach Polak. To byłby ich wróg. Na
do małego i biednego jak na warunki argentyńskie klubu, jest znacznie więcej porządnych,
wszelki wypadek delikwent zdjął więc koszulkę i aby nie prowokować gospodarzy aż do
pełnowymiarowych boisk niż w całym Gdańsku!!! W naszym mieście można je policzyć na
wyjazdu z ośrodka trzymał ją w ręku. Na całe szczęście nie miał na sobie koszulki
palcach jednej ręki (niekoniecznie używając wszystkich), na dodatek żadne z nich nawet w
znienawidzonego klubu Lanus. Wtedy sytuacja mogłaby przybrać bardzo niekorzystny
przybliżeniu nie dorównuje jakością „dywanom” Argentinos Juniors. Jak w takim razie
obrót. W Argentynie z kibicami nie ma żartów.
myśleć w Gdańsku (Polsce) o szkoleniu piłkarskiej młodzieży, skoro nie ma ona gdzie
trenować? Co ciekawe największe stadiony w Buenos Aires (El Monumental - River Plate,
Serdeczne podziękowania za zorganizowanie meczu z Argentinos przekazujemy
La Bombonera - Boca Juniors, El Cylindro - Racing) są bardzo zaniedbane i widać, że od
prezesowi FC Polonia Ryszardowi Konopka oraz trenerowi Dawidowi Oczkowskiemu.
wielu lat nie były remontowane, ani modernizowane. W Argentynie wolą po prostu
zainwestować w szkolenie młodzieży, w „małą” infrastrukturę, w rozbudowany system
Balkan
25 marca 2009
14
Piłkarze Olivii z wizytą w klubie Diego Maradony
Na koniec zgrupowania w Argentynie młodzi
piłkarze KS Olivia rozegrali sparing z Argentinos
Juniors - klubem, który wychował m.in. Diego
Maradonę.
Juan Roman Riquelme, Fernando Redondo, Esteban
Cambiasso czy perła w koronie - Maradona. To tylko
kilka nazwisk, które wyszły ze szkółki Argentinos
Juniors. Słynna kuźnia talentów wciąż uchodzi za
najlepszą w Argentynie i niemal taśmowo dostarcza
zawodników do wielkich klubów Buenos Aires.
Kiedy ekipa z Oliwy wjeżdżała do ośrodka treningowego
Argentinos Juniors, przeżyła szok. Setki dzieci i
młodzieży w wieku od 5 do 18 lat uwijały się na sześciu
wspaniale przygotowanych, równiutkich murawach.
Robiło to niesamowite wrażenie. Na niewielkim terenie
należącym do niewielkiego klubu znajduje się więcej
porządnych boisk niż w całym Gdańsku! To najlepiej
świadczy o różnicy, jaka dzieli piłkę argentyńską od
polskiej.
klubie trenuje ok. 500 zawodników - podkreśla Balcasa.
Ci najlepsi odejdą do innych, mocniejszych finansowo
zespołów argentyńskich lub do Europy. A seniorska
drużyna, jak to zwykle bywa w ostatnich latach, przędzie
cienko - aktualnie zajmuje ostatnie miejsce w tabeli
argentyńskiej ekstraklasy.
- Taki już nasz los. Jesteśmy biednym klubem, który
utrzymuje się ze sprzedaży najlepszych za wodników podkreśla Balcasa.
Jednym z głównych mecenasów klubu jest Maradona,
który pomaga w utrzymaniu ośrodka treningowego
Argentinos Juniors.
Ápropos Maradony, wszystkie media argentyńskie żyją
obecnie pierwszym w roli selekcjonera reprezentacji
Jak się uczyć, to od najlepszych. KS Olivia przegrała w Argentynie m.in. z River
meczem „boskiego Diego” o punkty eliminacji
Plate (na zdjęciu) i Argentinos Juniors
fot. Katarzyna Paluch mistrzostw świata. W sobotę Argentyna podejmie
Wenezuelę, a jeden z argentyńskich kanałów
sportowych przez 24 godziny na dobę zajmuje się tylko tym tematem! Setki analiz,
dyskusji, wywiadów, wspomnień itp. Jeszcze raz można się przekonać, że w Argentynie
Mecz Olivii z Argentinos Juniors miał jednostronny przebieg i zakończył się wygraną
piłka nożna to coś więcej niż sport.
gospodarzy 9:0. Z powodu kłopotów kadrowych zespół z Gdańska wzmocniło trzech
zawodników FC Polonia, ale to i tak nie wiele pomogło.
Dla piłkarzy Olivii przygoda życia zbliża się do końca. W ostatnich dniach podziwiali oni
- Przeciwnik był poza naszym zasięgiem. Zresztą wystarczy spojrzeć na obiekty
treningowe Argentinos Juniors i porównać to z naszą bazą przy ul. Kościerskiej, żeby zdać
sobie sprawę z ogromnej przepaści, jaka dzieli oba zespoły - podsumował spotkanie trener
Olivii Jacek Zygało.
piękną deltę rzeki Tigre, zwiedzali La Platę, a na deser odwiedzą muzeum i stadion Boca
Juniors - słynną La Bombonerę. A już w weekend upalną Argentynę zamienią na zimne
ulice Gdańska. Ale tego, co przeżyli, nie zapomną nigdy.
Tomasz Osowski; "Gazeta Wyborcza”
Tajemnicę sukcesów swojego klubu wyjawia koordynator grup młodzieżowych Carlos
Balcasa: - Od kiedy nasz klub „wyprodukował” Maradonę, wszyscy kojarzą nazwę
Argentinos Juniors. Dzięki temu wciąż garną się do nas tysiące chłopaków. Nasz system
szkolenia nie różni się specjalnie od tego stosowanego w River Plate czy Boca Juniors. Po
prostu z tej ogromnej rzeszy łatwiej wyłowić nam potencjalne talenty. W tej chwili w naszym
25 marca 2009
15
Zachwycająca "La Bombonera”
Obecnie stadion La Bombonera może pomieścić ok. 57
tys. ludzi (na każdym meczu Boca jest komplet), ale klub
chce go rozbudować. Nie jest to łatwe, gdyż mieszczący
się w malowniczej dzielnicy La Boca obiekt otoczony jest
z wszystkich stron innymi budynkami, a władze miasta
nie za bardzo chcą zgodzić się na ich wyburzenie.
Dlatego planowana na czerwiec tego roku modernizacja
zwiększy objętość trybun zaledwie o 7 tys.
W przedostatnim dniu pobytu w Argentynie na
piłkarzy Olivii czekała wielka gratka. Wizyta na
stadionie Boca Juniors oraz w muzeum tego klubu
pozostawiła niezapomniane wrażenia. - Ach, być tu
na meczu, to dopiero musi być przeżycie...
wzdychali uczestnicy wyprawy.
La Bombonera to jeden z najbardziej niezwykłych
stadionów na świecie. Swoją oryginalną nazwę
Ciekawostką jest, że na stadionie znajduje się jedyna na
zawdzięcza nietypowemu kształtowi, dzięki czemu
świecie reklama Coca-Coli w żółto-niebieskich barwach.
wygląda jak pudełko czekoladek. Boisko na stadionie ma
Oryginalne - biało-czerwone - byłyby nie do przejęcia. To
najmniejsze możliwe rozmiary (105 m x 68 m), a
w końcu kolory największego wroga i rywala Boca,
ponieważ niemal pionowe trybuny usytuowane są tuż
innego słynnego klubu z Buenos Aires - River Plate. Po
przy nim, piłkarze w czasie meczu wręcz czują na sobie Dzielnica "La Boca" jak żywo przypomina włoską Genue
fot. Katarzyna Paluch zwiedzeniu stadionu ekipa z Oliwy udała się do muzeum
oddechy kibiców. Jeśli dodamy, że fani Boca Juniors
Boca Juniors. Tam podziwiać mogła trofea wywalczone
słyną z niepowtarzalnego, niezwykle żywiołowego
przez klub, zdjęcia wszystkich (!) piłkarzy, którzy zakładali żółto niebieskie koszulki,
dopingu, można sobie wyobrazić jak czują się przyjezdne zespoły podczas meczów na La
multimedialne prezentacje oraz wiele najróżniejszych eksponatów z pomnikiem Diego
Bombonera.
Maradony na czele. Właśnie Boca Juniors była ostatnim przystankiem „boskiego” Diego
Ekipa z Oliwy podziwiała słynny stadion kiedy stał on kompletnie pusty, ale i tak wywarł na
przed wyjazdem do Europy. Mimo, że spędził on w tym klubie tylko dwa sezony, do dziś
wszystkich ogromne wrażenie. A szczególnie niespotykana na żadnym innym obiekcie na
pozostaje największą legendą klubu. I to pomimo, że akurat w trakcie argentyńskiej wizyty
świecie pionowa trybuna. Siedząc na niej jest się dosłownie kilka metrów od murawy,
Olivii bardzo podpadł kibicom Boca. Powód? Pełniący obecnie funkcję selekcjonera
wydaje się, że kiedy zawodnicy walczą o piłkę przy linii bocznej można ich dotknąć.
reprezentacji Argentyny Maradona, nie powołał do kadry na mecze eliminacji MŚ 2010 z
Wycieczka miała również możliwość wejścia na stojącą trybunę, z której mecze obserwują
Wenezuelą i Boliwią, ulubieńca La 12 Juana Romana Riquelme. Na ligowym meczu z Tigre
najbardziej zagorzali kibice żółto-niebieskich (takie są barwy klubu), tzw. barra bravas.
wywiesili oni nawet transparent z napisem: „Maradona - matka nie zostawia swoich dzieci”.
Sami nazywają się La 12, czyli dwunasty zawodnik. Niektórzy członkowie wyprawy poczuli
Jednak jak to zwykle w takich przypadkach bywa, czas z pewnością zagoi rany. Po dniu
się w tym momencie jak prawdziwi fani Boca i po krótkim biegu w dół trybun (zwyczaj
pełnym wrażeń piłkarze Olivii i ich opiekunowie udali się jeszcze na ostatnie argentyńskie
argentyńskich kibiców po strzeleniu gola przez ich zespół) wskoczyli na płot odgradzający
zakupy - mniej udane w centrum handlowym Avellaneda (ach, te ceny!) i o wiele bardziej
trybuny od boiska.
owocne w mieście Lomas. Na jednej z tamtejszych ulic handlowych kupić można było
dosłownie wszystko, a uczestnicy wyjazdu skwapliwie z tego skorzystali. Największym
To dla przyjezdnych z Polski jedyna taka okazja, powtórzenie tego w czasie meczu jest
wzięciem
cieszyły się koszulki piłkarskie i inny sprzęt sportowy.
niemożliwe. Barra bravas zwyczajnie nie wpuszczają na swoją trybunę obcych. Tu mogą
przebywać tylko ludzie oddani swojemu klubowi 24 godziny na dobę, będący i dopingujący
swój zespół na wszystkich meczach. Dla przypadkowych kibiców nie ma miejsca.
26 marca 2009
Balkan
16
Emocjonalne pożegnanie z Polonią...
wzruszenia, uściski i szczere rozmowy, przeciągnięte do samego rana. Symboliczne
upominki wręczyły obydwie strony. Przemówienia i podziękowania prowadzone były
drżącym głosem, uzupełniane oklaskami i śmiechem wszystkich zebranych, począwszy
od Polonii, zawodników KS Olivia, a skończywszy na dziennikarzach trójmiejskiej prasy I
telewizji.
Jest parę osób, które na zawsze zagościły już w naszej pamięci. Jak powiedział Tomasz
Osowski z Gazety Wyborczej: „Słowa dziękuję nie da się nadużyć” i kierując się tą myślą,
pragniemy jeszcze raz podziękować wszystkim osobom, które sprawiły nam tyle radości
oraz niezapomnianych przeżyć…
Oliwianie spędzili w Buenos Aires niezapomniane chwile. Od lewej: trener FC Polonia Dawid Oczkowski,
zawodnik KS Olivia Przemek Kamiński, prezes KS Olivia Olaf Dramowicz, prezes Polonii Stanislaw Luciw,
zawodnik KS Olivia Jan Kamiński, opiekun grupy Andrzej Kamiński.
fot. Krzysztof Wojtczyk
Przyszedł dzień, którego nadejścia wszyscy się obawiali. Wszystko wydawało się
takie jak zawsze, takie jak przez ostatnie dziesięć dni, tylko my byliśmy jacyś inni.
Tym razem nie ważne było, czy gdzieś pojedziemy, co nowego zobaczymy, tak czy
inaczej wiedzieliśmy, że to ostatnie godziny w Argentynie.
Doświadczyliśmy czegoś, co wcześniej wydawało się niemożliwym. W ciągu dziesięciu dni
poznaliśmy ludzi, którzy przez tak krótki czas zdobyli nasze serca. Zobaczyliśmy świat
zupełnie inny, piękny choć nie zawsze idealny, on zawładnął nami, a nasze poczucie
patriotyzmu lekko odsunął w cień. Dlaczego? Może przez uśmiechy ludzi towarzyszących
nam każdego dnia, może dlatego, że chociaż byliśmy wiele kilometrów od domu czuliśmy
się tak jak byśmy go wcale nie opuścili. Na chwilę, na krótkie dziesięć dni staliśmy się
rodziną, jakkolwiek naiwnie i banalnie to brzmi - tak właśnie było.
Wieczorem, 27 marca w Polskim Ośrodku Młodzieżowym zaplanowane były oficjalne
podziękowania. Nie udało się utrzymać wstępnie planowanej powagi, jej miejsce zajęły łzy
Jadwidze Kiec, naszej gospodyni i zastępczej mamie, za przepyszne jedzenie, codzienny
uśmiech, szczerość i wsparcie wychowawcze w momentach kiedy młodzi piłkarze stracili
kontrolę nad sobą. „Wasza wizyta przypomniała mi moje młode lata, kiedy mieszkałam
jeszcze w Polsce. Tu jest zupełnie inna kultura i wychowanie. Chłopcy przypomnieli mi jak
wspaniała jest polska młodzież. Sama mam trójkę dzieci, staram się wychowywać je po
polsku, jednak jest to trudne, szczególnie, kiedy nie mają kontaktu z ojczyzną. Mam
nadzieję, że kiedyś odwiedzą Polskę i będą mogły lepiej ją poznać niż tylko z moich
opowieści” - mówi Jagoda. Nie można również zapomnieć o Albercie, mężu Jadwigi. Ten
postawny mężczyzna dbał o odpowiedni stan murawy na stadionie FC Polonia,
przypominał nam stare dobre, polskie kino, każdego wieczoru towarzyszył oliwskiej ekipie i
wprowadzał w tajniki codziennego życia Argentyńczyków. No i dzieci państwa Kiec.
Sandrze, najstarszej córce dziękujemy za przemiłą obsługę podczas asado, Pawłowi za
wsparcie na meczu z Argentinos Juniors, a 11-letniej Mikaeli za prywatne lekcje języka
hiszpańskiego.
Janowi Michałowskiemu - prezesowi POM-u, dziękujemy za ugoszczenie nas, otoczenie
rodzinną opieką i szczery smutek kiedy się żegnaliśmy - właśnie to spojrzenie wzruszyło
nas i przekonało ostatecznie, że ktoś tu czasami nas ciepło będzie wspominał. Dziękujemy
również, za otwartość, wyrozumiałość i niekwestionowane poczucie humoru oraz za
słowa, które często uświadamiały nam czym jest prawdziwa polskość. „Historia, którą
nauczyli nas nasi dziadkowie i rodzice daje nam siły, aby być Polakami, nawet tu w
Argentynie, tyle kilometrów od Polski. Ja czuje się w połowie Polakiem, w połowie
[ciąg dalszy na następnej stronie]
27 marca 2009
17
Emocjonalne pożegnanie z Polonią... [cd.]
Argentyńczykiem, ale dopiero z upływem lat poczułem dumę z tego powodu, kiedy byłem
dzieckiem było mi dużo trudniej. Ośrodek w Burzaco został stworzony z myślą i troską o
przetrwanie korzeni polskich, będziemy się starać żeby nasi chłopcy mogli pojechać do
ojczyzny swoich dziadków. To przekazywanie polskości nie jest łatwe, jednak jeśli udawało
się to przez ostatnie 200 lat, myślę że damy radę na kolejne 200” - jak zawsze
humorystycznym akcentem kończy prezes POM-u.
Stanislawowi Luciwowi - prezesowi Polonii, chcemy podziękować za codzienne
towarzystwo, cierpliwość oraz pokazanie nam Argentyny i przybliżenie jej historii (chyba
nikt nie zrobił by tego lepiej). „Argentyna nie jest zbyt częstym celem podróży dla Polaków.
To sentymentalne spotkanie pozostanie na długo w mojej pamięci. Młodzi piłkarze przez 10
dni przypominali Polonii skąd pochodzimy i jak blisko, a jednak daleko jest nasza ojczyzna.
Mam nadzieję, że się znowu spotkamy. Gratuluję, a jednocześnie dziękuję, że udało się
Wam zorganizować tak wspaniały wyjazd! Mam nadzieję, że chociaż w jakiejś części
spełniliśmy Wasze marzenia…”- podsumowuje nasz pobyt w Argentynie prezes Polonii. A
co do marzeń… chyba nikt nie śmiał marzyć o tym, co działo się przez te dziesięć dni!
Ryszardowi Konopce - prezesowi FC Polonia pragniemy z całego serca podziękować za
dogranie naszego pobytu, to właśnie m.in. dzięki niemu nasz pobyt przebiegał bez
komplikacji, niczym w szwajcarskim zegarku. Dziękujemy także za wspaniały obiad w La
Placie i ogrom dobroci jaki otrzymaliśmy. „Patrząc na chłopców z KS Olivia mogę śmiało
stwierdzić, że są naprawdę wspaniale wychowani i bardzo grzeczni. My stworzyliśmy klub
FC Polonia właśnie z myślą o przyciągnięciu młodych, a sport jest najlepszym sposobem
ku temu. W tym roku chcemy przyjechać na igrzyska polonijne do Torunia i postaramy się
odwiedzić również Gdańsk. Chcemy również, aby wszyscy piłkarze Polonia FC przeszli
kurs języka polskiego, wtedy będzie dużo łatwiej porozumiewać się w Polsce. Bardzo się
cieszymy, że nas odwiedziliście, to bardzo dużo znaczy dla Polaków mieszkających tak
daleko od ojczyzny” - mówi Ryszard Konopka.
poszerzać swojego słownika to „problem”, mało prawdopodobne, aby kiedykolwiek go
użył. Dla Dawida Oczkowskiego nie istnieje coś takiego jak „problem”!
Andrzejowi Zapartowi - skarbnikowi Polonii chcemy podziękować za wierne
dotrzymywanie towarzystwa oraz miłe przyjęcia nas jako nowych kibiców River Plate.
Dziękujemy również za szczerość oraz mobilizację kiedy opadaliśmy z sił.
Henrykowi Kozłowskiemu dziękujemy za emanującą z niego dobroć, oddanie,
towarzystwo i pomoc w poznaniu Argentyny.
ks. Krzysztofowi Domanskiemu za odprawienie mszy św. języku polskim w Burzaco.
Po raz ostatni dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam spełnić nasze marzenia, tym
wszystkim, którzy towarzyszyli nam przez te wspaniałe dziesięć dni. Zaszczytem było dla
nas poznać ludzi o takich sercach i takiej otwartości, wzorem poznać takich Polaków! Nie
wszystko można wyrazić słowami, większość pozostanie w naszych wspomnieniach.
Teraz pozostało już tylko jedno nasze marzenie do spełnienia… do zobaczenia w
Gdańsku!!!
Katia
Dawidowi Oczkowskiemu - trenerowi FC Polonia dziękujemy za zaangażowanie oraz
usuwanie wszelkich, możliwych komplikacji jakie stawały na naszej drodze. Dziękujemy za
rozbrajający akcent i wytrwałość w komunikowaniu się w języku polskim, chociaż wiemy,
że nie zawsze było to łatwe. Jedyne słowo o jakie trener FC Polonia na pewno nie musi
27 marca 2009
18
Niespodziewane atrakcje w drodze powrotnej
potrzebna do opuszczenia Argentyny została jednak zebrana. Jeszcze jeden raz, teraz już
tylko zza bramki, spojrzeniem i pięknym gestem narodowym pożegnaliśmy szefa POM-u
Jana Michałowskiego oraz prezesa FC Polonia Ryszarda Konopkę. Każdemu z nas było
żal opuszczać Buenos, a jedyne co poprawiało humor w tym pożegnaniu, to fakt, że
jeszcze kiedyś tu wrócimy... Dwunastogodzinny przelot samolotem, przerywany drobnymi
turbulencjami i urozmaiconymi posiłkami, tym razem minął dużo szybciej. Tak zakończył
się pierwszy etap podróży.
Londyn, lotnisko Heathrow
Ostatni kurs na lotnisko w Buenos...
fot. Katarzyna Paluch
Ostatni poranek w Polskim Ośrodku Młodzieżowym w Burzaco, ostatnie śniadanie i
ostatnie pożegnanie z rodziną gospodarzy. Dziesięć wspaniałych dni na ziemi
argentyńskiej dobiegło końca.
W dniu wyjazdu oliwianom z trudem przechodziły słowa przez usta. Wszyscy zamyśleni,
wracali wspomnieniami do tego co się wydarzyło jeszcze kilka chwil wcześniej. Zawsze
wesoły autokar, teraz był pogłębiony w ciszy i nostalgii. Zaledwie kilka kwadransów jazdy z
naszym argentyńskim, brawurowym kierowcą i znowu lotnisko w Buenos Aires. Ostatnie
godziny w Ameryce Południowej dostarczyły gdańskiej ekipie kolejnych emocji.
Zamyślonych sportowców spotkała niemiła niespodzianka w drodze do odprawy
granicznej. Przed opuszczeniem Argentyny każdy turysta musi uiścić równowartość 18
amerykańskich dolarów za tzw. opłatę klimatyczną. Grupa nie poinformowana wcześniej
przez agenta organizującego przelot, została postawiona pod ścianą. Nie wszyscy
posiadali niezbędną gotówkę. Większość postarała się o wydanie ostatnich pesos dzień
wcześniej na zakupach w Lomas. Rozpoczęło się przeliczanie pieniędzy. Niektórzy byli
przestraszeni, niektórzy pełni nadziei, że jednak będzie trzeba zostać w Argentynie. Kwota
28 marca 2009
Czasu do następnego odlotu do Warszawy było niewiele. Ekipa żwawo podążała w stronę
kolejnej odprawy. Skrupulatnie przeszukani, prześwietleni i dokładnie sprawdzeni (goście
z Ameryki Południowej zawsze są w grupie najwyższego ryzyka przemytu narkotyków)
oliwianie biegiem ruszyli w kierunku miejsca odlotu. Wcześniej na pokładzie znaleźli się
trener Jacek Zygało z kontuzjowanym Kamilem Brdękiewiczem oraz dwóch dziennikarzy
TVP Gdańsk (ze względu na kontuzję zawodnika zostali oni obsłużeni bez kolejki). Reszta
ekipy po przejściu odprawy, jak najszybciej ulokowała się w podziemnym, lotniskowym
metro i przemieściła w stronę bramki prowadzącej do samolotu. Spóźnieni ok. pięciu minut,
ale szczęśliwi, że za chwilę znajdziemy w samolocie, przeżyliśmy największy szok. Otóż,
jak się okazało, brak 17 osób na pokładzie nie jest wystarczającym powodem by opóźnić
lot o 5 minut! Oliwianie zwróceni twarzami w stronę płyty lotniska, odprowadzili
zmęczonym wzrokiem odlatujący samolot z Kamilem, trenerem i dwoma dziennikarzami w
środku. Linie lotnicze BA „zafundowały” gdańszczanom kolejne 4 godziny czekania w
Londynie. Wszystkie szczegóły logistyki, dopracowane skrupulatnie przez Sylwię
Zawadzką oraz Andrzeja Kamińskiego legły w gruzach. Kolejny środek lokomocji - pociąg
InterCity z Warszawy do Gdańska nie zamierzał na nas czekać. Szybka, międzynarodowa
akcja pana Andrzeja we współpracy z panią Sylwią pozwoliła znaleźć późniejszą godzinę
odjazdu. A w Londynie nie pozostało nic innego jak zwiedzanie lotniskowych sklepów, byle
tylko zabić nudę związaną z oczekiwanie na kolejny przelot. Już bez nużącej odprawy
reszta, ekipy wsiadła do samolotu i za niespełna trzy godziny znalazła się na polskiej ziemi.
[ciąg dalszy na następnej stronie]
19
Niespodziewane atrakcje w drodze powrotnej [cd.]
Warszawa - Okęcie
Kolejna niemiła informacja. Wcześniej zarezerwowany pociąg i tak odjechał by bez
drużyny KS Olivia. Wszystko przez bagaże, które wcześniejszym lotem nie dotarły do
Polski. Ekwipunek z poprzedniego lotu przyleciał dopiero z pozostałą częścią ekipy (cztery
osoby lecące zaplanowanym lotem były nieświadome, że lecą bez swojego bagażu!). Linie
lotnicze nie postarały się ani o prawidłowy przelot pasażerów (poinformowano nas dopiero
na miejscu, że linie BA nigdy nie czekają na spóźnionych pasażerów), ani o odpowiednią
dbałość o bagaże pasażerów. Spóźniony ekwipunek, o ile w ogóle dotarł, często był
uszkodzony! Jeden z towarzyszących tournee dziennikarzy, do Gdańska wracał... bez
bagażu. Omyłkowo poleciał w nikomu nie znanym kierunku... Na szczęście dwa dni później
dotarł do adresata. Zmęczenie i oszołomienie niską temperaturą panującą w Polsce
spotęgowało minorowe nastroje piłkarzy. Ponowny zakup biletów na pociąg do Gdańska
(serdeczne podziękowania dla Krzysztofa Wojtczyka za wyłożenie pieniędzy!), szybka
zmiana obuwia (niektórzy do Warszawy dolecieli w klapkach i japonkach...) i kolejne trzy
godziny oczekiwania w dworcowym „Kebabie”. Oczekiwaniu towarzyszyło oglądanie
meczu Polska-Irlandia Płn., aczkolwiek oglądanie tego spektaklu nie należało do
przyjemności. Po pięciu godzinach podróży dotarliśmy do Gdańska-Oliwy. Tam na
każdego z osobna czekał ktoś z rodziny, znajomych.
Wymuszone uśmiechy na twarzach oliwian przed odlotem z Buenos Aires
fot. Katarzyna Paluch
Gdańsk-Oliwa
Niedziela, 29 marca, godz. ok. 1:00 - po 40 godzinach pełnych wrażeń, nareszcie koniec
podróży i przygód. Powrót do Polskiej rzeczywistości...
Katia
Smutny powrót do domu...
fot. Katarzyna Paluch
28 marca 2009
20

Podobne dokumenty