Pokaż treść! - Cyfrowa Ziemia Sieradzka

Komentarze

Transkrypt

Pokaż treść! - Cyfrowa Ziemia Sieradzka
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 1
W NUMERZE
Ludzie Kultury • Sylwetki • Wywiady
Francjo, ojczyzno moja - z Romanem Goreckim potomkiem Adama Mickiewicza
rozmawia Jerzy Jankowski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .2
Wiersze moja miłość - z Wojciechem Siemionem, aktorem Teatru Stara Prochownia
rozmawia Andrzej Czarnecki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .3
Kultura • Animacja i Edukacja • Wydarzenia • Fakty • Relacje • Opinie
Marek Jędras
Maksymiliana Fajansa portret Mickiewicza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .4
Zbigniew Gralewski
„Łowiczanin“. Epizod z dziejów prasy łowickiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .7
Marcin Gąsior
O broni i sztandarach w zamkowej zbrojowni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .10
Hanna Kuberska - Skrzydło
„Blichowiacy“ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .13
Andrzej Kobalczyk
Bractwo wiosła . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .15
Jerzy Jankowski
Biesiada Mickiewiczowska w Radziejowicach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .18
Roman Tomaszewski
„Ballady i romanse“. Warsztaty Wokalne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .20
Violetta Gołygowska
Geniusz owładnięty lękiem i niepokojem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .21
Karolina Kucharczyk
Na urodziny wieszcza Adama . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .22
Maria Herman
Obchody Roku Mickiewiczowskiego w WBP w Sieradzu . . . . . . . . . . . . . . . . . . .23
Ewelina Broś
Wieszczu nasz pisany, wieszczu drukowany . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .25
Marek Jędras
Stanisława Szukalskiego projekt pomnika Adama Mickiewicza w Wilnie . . . . . . . . .27
Ewelina Broś
Drama z Mickiewiczem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .30
Kalendarium życia i twórczości Adama Mickiewicza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .32
Literatura • Sztuka
Ziemowit Skibiński
Wzlot ku księdze świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .34
Ziemowit Skibiński
O Maryli i Adamie raz jeszcze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .37
Sonety Adama Mickiewicza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .39
Agata Ignaczak
„...Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych...“ V Ogólnopolskie Biennale
Sztuki Nieprofesjonalnej im. J. Chełmońskiego „Pejzaż Ojczysty“ . . . . . . . . . . . . .41
Józef Adam Kosiński
„Pan Tadeusz“ wierszem streszczony . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .42
Bożydar Poddębski
Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .44
Bożena Dawidowicz
„Pani Twardowska“ w „Kałamarzu“ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .46
Anita Juryńska
„... Jego szlachetnej duszy...“ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .47
Katarzyna Stefańczyk
„Skarb Babci“ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .49
Jan Krzysztof Szczęsny
Malowali Mickiewicza
W Sieradzu podsumowano konkurs na ilustrację „Pana Tadeusza“ . . . . . . . . . . . .51
Ziemowit Skibiński
Mickiewicz i wojewodzianka sieradzka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .54
Źródła ilustracji zamieszczonych w numerze: Adam Mickiewicz, Album, oprac. Stanisław Makowski, Zbigniew
Suchodolski, pod red. Zdzisława Libery, Warszawa 1963.
Życzenia radosnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia
oraz pomyślnego 1999 roku składa swoim czytelnikom
i współwydawcom
Redakcja
ISSN
0867-4469
NUMER
4/33/98
HTTP://WWW.7TH-PROVINCE.ORG.PL/
Czasopismo sponsorowane przez
Ministerstwo Kultury i Sztuki
© COPYRIGHT BY SEVENTH PROVINCE
Czasopismo zrzeszone
w Polskim Stowarzyszeniu
Prasy Lokalnej w kraju
i za granicą
Redaktor naczelny: Marek Jędras (Sieradz)
Z-ca red. nacz.: Jan Krzysztof Szczęsny
(Sieradz)
Sekretarze:
Bożena Dawidowicz (Piotrków Tryb.),
Andrzej Smyczek (Skierniewice),
Jan Pietrzak (Sieradz),
Członkowie:
Zygmunt Stępień (Piotrków Tryb.),
Danuta Szustakowska (Skierniewice),
Andrzej Tomaszewicz (Sieradz)
Wydawcy i adresy redakcji:
Wojewódzki Dom Kultury
w Piotrkowie Trybunalskim
97-300 Piotrków Trybunalski
ul. 3 Maja 12, tel. 647-71-94, 649-53-54
Regionalny Ośrodek Kultury
w Sieradzu
98-200 Sieradz
ul. POW 19, tel. 822-45-21, 822-57-12
Wojewódzki Dom Kultury
w Skierniewicach
96-100 Skierniewice
ul. Reymonta 33, tel. 33-33-36, 33-24-12
Skład i łamanie: MakoLab, Łódź
Projekt graficzny: Zbigniew Zieliński
Druk: Bagraf, Łódź
Redakcja zastrzega sobie prawo
do skracania przyjętych tekstów
oraz do zmiany ich tytułów.
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
1
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 2
Francjo,
ojczyzno moja ...
Z Romanem Goreckim, potomkiem Adama Mickiewicza
rozmawia JERZY JANKOWSKI Żyrardów
- Jakie to uczucie być potomkiem
Adama Mickiewicza?
- O, to bardzo dobre pytanie. Jesteśmy rodziną francuską, związaną z tym krajem
od XIX wieku.
Mam tę świadomość, że moim przodkiem
był Mickiewicz, ale sądzę, że trochę inaczej odczuwa się to pokrewieństwo zamieszkując w Polsce, a inaczej żyjąc we
Francji.
Dla mnie Mickiewicz jest przede wszystkim wielkim artystą, podróżnikiem /emigrantem/ i człowiekiem.
- Na ile Adam Mickiewicz jest postacią znaną we Francji?
- Jest słabo znany. Ma swój pomnik w Paryżu, ale przeciętny Francuz nie zna raczej
Mickiewicza.
- A czy Pan osobiście jako potomek
poety czuje jakąś potrzebę popularyzacji jego osoby we Francji?
- Popularność Mickiewicza trochę wzrośnie w związku z obchodami dwusetnej
rocznicy urodzin.
Żył on jednak dawno temu i z pewnością
nigdy nie będzie dla Francuzów tak ważne
jak dla Polaków.
- Na ile zna Pan twórczość przodka?
- Muszę się przyznać, że słabo. To co mnie
interesuje to jego życie, gdzie bywał, kogo znał i jak toczyły się jego losy...
- ...czyli jest dla Pana postacią historyczną?
- Tak, traktuję go jak postać historyczną.
Miał zalety, ale przecież i wady, robił wiele rzeczy, miał bujne życie osobiste. Sam
pobyt we Francji był przecież bardzo
barwny.
- Był postacią eklektyczną, czyli
zróżnicowaną?
- Tak, taki właśnie był.
- Czy osobiście uprawia Pan jakiś rodzaj sztuki? Może Pan pisze?
- Nie zdecydowanie nie. Nie mam takich
skłonności.
- Nie, czy raczej jeszcze nie?
- Myślę, że zdecydowanie nie będę się
tym zajmował.
- No, cóż, pozwólmy czytelnikom
jednak zachować odrobinę nadziei.
Ale pomimo to często Pan chyba jeździ na spotkania takie jak to w Radziejowicach?
- Tak, spotykam się z ludźmi. Jesteśmy, ja
i moja rodzina, związani z Muzeum Literatury w Warszawie i kontakty jakieś są.
Można nawet powiedzieć, że są dosyć
długie i ścisłe.
- Od kiedy Pan mieszka w Polsce?
- Od trzech lat. Prowadzę tutaj biznes. Nie
wiem jak długo to może potrwać, ale teraz mieszkam właśnie tutaj.
Autor artykułu w towarzystwie Romana Goreckiego - fot. archiwum
- Ma Pan swoją firmę?
- Jestem przedstawicielem firmy francuskiej, która prowadzi w Polsce interesy.
- Czy zamierza Pan w życiu trochę
bardziej zainteresować się Mickiewiczem i jego twórczością, czy poprzestanie Pan na traktowaniu go wyłącznie jako postaci historycznej?
- Myślę, że wraz z czasem może się to pojawić. Wszystko dzieje się krok po kroku
i ulega zmianie.
Nie wykluczam tego.
- Wspominał Pan o korzeniach litewskich rodziny, o polskich wiemy,
a żyje Pan głównie we Francji, chociaż akurat teraz mieszka pod Warszawą. Czy może Pan powiedzieć
kim Pan się czuje?
- Francuzem, oczywiście Francuzem.
- Dziękuję za rozmowę.
Od redakcji:
Roman Gorecki urodził się w 1968 roku.
Jest on w prostej linii pra pra prawnukiem
Adama Mickiewicza, a praprawnukiem
najstarszej z dzieci Mickiewicza córki Marii
/1835-1922/ , która wyszła za mąż za Tadeusza Goreckiego /1824-1922- malarz/,
syna Antoniego Goreckiego, żołnierza napoleońskiego, poety, bajkopisarza.
Małżeństwo to miało syna Ludwika
/1863-1935/ - doktora wszech nauk lekarskich Uniwersytetu Jagiellońskiego, który
ożenił się z Kazimierą Pelliccioni /18821950/.
Synem ich zaś był Georges d`Avronsart
/1904-1983/ - kawaler Legii Honorowej,
dziennikarz, sprawozdawca procesu norymberskiego.
Ożenił się on z Nelle Sellier, z którego to
związku przyszło na świat dwóch synów:
Gilles /1934/ i Joel /1936/. Gilles ożenił się
z Christine Bernard, z którego to związku
narodził się syn Roman /1968/ - bohater
naszego wywiadu.
7
2
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 3
Wiersze moja miłość
z Wojciechem Siemionem aktorem Teatru Stara Prochownia rozmawia ANDRZEJ CZARNECKI
- Przyjechał Pan do Wojewódzkiego
Domu Kultury z wykładem na temat
sposobu mówienia wierszy A. Mickiewicza, skąd taki temat?
- Obecny rok jest Rokiem Mickiewiczowskim, stąd zrodził się pomysł przybliżenia
postaci wybitnego polskiego poety i jego
twórczości.
- Czy Polacy umieją czytać Mickiewicza?
- Wierzę, że jest wiele osób doskonale znających język, czasy w których żył, twórczość poety, a nade wszystko poprawnie
go czytających.
Z mojego doświadczenia wynika, że pracy
w kierunku przybliżenia tego wszystkiego
nigdy dosyć, dlatego podjąłem cykl wykładów o twórczości poety.
Często biorę udział w różnych konkursach
recytatorskich.
Najchętniej zmieniłbym sens strofy wiersza Wł. Broniewskiego cyt.: „Wiem, że
czasami ludzie słuchają wiersze i płaczą".
Po konkursach sam mam ochotę zapłakać, bo bardzo nieliczne osoby biorące
w nich udział dobrze mówią wiersze.
- Czy taka nauka poezji poety odnosi jakiś skutek?
- Celem moich spotkań z młodzieżą jest
odkrycie piękna i kunsztu pisarskiego wielkiego poety romantyzmu, analiza języka
w jakim pisał Mickiewicz ma uplastycznić
i uczynić zrozumiałym jego poezję.
Staram się więc bronić jego poezji przed
tymi, którzy źle go interpretują.
Ważnym czynnikiem w prawidłowym zrozumieniu „ducha poezji" jakiegoś autora
jest pamiętanie, że poeta pisze swoim historycznym językiem. Wiedza o tym pozwala nie tylko poprawnie czytać jego
utwory, czyni je również bardziej zrozumiałymi dla słuchacza.
O roli języka w interpretacji poezji napisałem kilka artykułów, zostały one opublikowane w czasopiśmie wydawanym przez filię Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku.
- Skierniewicka młodzież obejrzała
spektakl teatralny pt.: „Mały musi-
cal z duchami Pana Adama". Skąd
pomysł na przedstawienie?
- Powstał on jako forma uczczenia pamięci poety w Roku Mickiewiczowskim. Spektakl cieszy się małym zainteresowaniem.
Nie ukrywam, że w obecnym czasie liczba
przedstawień i zaistnienie ich na rynku teatralnym uzależnione jest w dużej mierze
od sponsorów.
Zabieganie o nich jest uciążliwe i trudno
je pogodzić z pracą aktorską.
- Czy przygotowanie scenariusza zajmuje dużo czasu?
- Około trzech lat. Pisząc scenariusz do
„Małego musicalu" przeczytałem piętnaście tomów pism Adama Mickiewicza.
Wybranie fragmentów, które mnie interesowały, spotkania z kompozytorem, próby
sceniczne i wreszcie prezentacja - to wszystko zajmuje czas.
Spektakl „Mały musical z duchami pana
Adama" zainspirowała Małgorzata Duda,
która powiedziała kiedyś, że zawsze marzyła o zaśpiewaniu Wielkiej Improwizacji
z III części Dziadów A. Mickiewicza. Istotą
improwizacji jest miłość do ojczyzny i pycha bohatera utworu, z pychy korzysta
„zły duch".
Żeby potwierdzić jego istnienie odwołałem się w scenariuszu do fragmentów innych utworów poety. Bohater zostaje
opanowany przez złego. Trzeba rozwiązać
problem, jak można wygonić z człowieka
„złego"?
Udaje się, stąd wielkie upokorzenie złego
ducha wobec postaci, która tego dokonała.
słuchamy przez sługę bożego, tak słów
wielkich poetów musimy słuchać przez
sługę poetów.
Można by postawić pytanie: Czy aktorstwo jest tylko profesją, umiejętnością oddziaływania? Nie! Bo aktor nie jest sługą
każdego, ale jedynie wielkiego pisarza,
poety.
- Gdzie wystąpią Państwo z przedstawieniem w najbliższym czasie?
- Wszystko zależy od pieniędzy.Przyjaciele
teatru Stara Prochownia nie zapominają
o teatrze i wspierają jego działalność finansowo.
W najbliższym czasie chcemy pokazać
spektakl w Brzegu, Leżajsku i Rzeszowie,
co ciekawe w Warszawie nie występujemy
z braku pieniędzy.
- Który z poetów jest Pana ulubionym twórcą?
- Tadeusz Konwicki napisał o Panu,
że jest Pan aktorem całą dobę, czy
to prawda?
Konwicki zapomniał napisać, że również
sypiam. Lubię recytować, wtedy znalazłem wdzięcznych słuchaczy to i do nich
gadałem.
Aktorstwo należy do zawodów, które się
wykonuje nie dla pieniędzy, ale z zamiłowania.
Trzeba być aktorem, trudno jest się nim
stać. Istotę tego zawodu najlepiej oddać
przez porównanie. Tak jak słów Ewangelii
Wojciech Siemion - fot. archiwum
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
3
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 4
- Ulubionym jest zawsze ten, nad którym
aktualnie pracuję.
Obecnie jest nim Puszkin, jestem w trakcie
przygotowania spektaklu teatralnego
w oparciu o jego pisarstwo.Bardzo lubię
recytować wiersze Puszkina, co prawda
nie robię tego w każdej chwili, złośliwi
twierdzą, że „mam na każdy temat poemat".
Często mówię wiersze dla rodziny, przyjaciół. Premierę przedstawienia planuję na
maj przyszłego roku.
7
Maksymiliana Fajansa
portret Mickiewicza
MAREK JĘDRAS Sieradz
Tradycja zamieszczania wizerunku pisarza
przed tekstem jego dzieła sięga starożytności, kiedy to na początku dzieła umieszczano, wykonany przez miniaturzystów
stereotyp ikonograficzny autora.
Był nim z reguły - ewangelista, ojciec kościoła, teolog, uczony - ukazany przy pracy: piszący pod dyktando muzy-inspiratorki, anioła; przemawiający czy składający dzieło w ofierze swojemu mecenasowi.
Były to zazwyczaj obrazy lub sceny alegoryczne, które z czasem przekształciły się
w zwyczajne portrety autora ujęte
w owalną ramkę i zaopatrzone lub nie
w podpis /autograf/.
Z punktu widzenia popularności danego
autora był to zabieg niezwykle przydatny.
W przypadku Adama Mickiewicza możemy mówić o jego uprzywilejowaniu
w tym zakresie.
Nie tylko, że publikowano w dużych ilościach jego portrety - podobizny pochodzące z różnych okresów życia wieszcza,
Adam Mickiewicz
Medalion D. d’Angersa
4
kompozycje alegoryczne, sceny rodzajowe, fotografie maski pośmiertnej, fotografie pomników, ale też dodatkowo opatrywano je specjalnym komentarzem, wyjaśniającym zaproponowane ujęcie, pozę
czy uczesanie itp.
Było to zgodne z wciąż wzrastającym zapotrzebowaniem rynku, a to z kolei implikowało ogromne współzawodnictwo
wśród artystów, którzy tworzyli coraz to
nowe wersje portretów, upowszechnianych przez uczynnych wydawców i litografów.
Nie zapominano przy tym o odpowiedniej
reklamie - o przykładowo takiej treści:
„Portret Mickiewicza ze słynnej ryciny Tepy,
uznanej powszechnie za bardzo wierną w fotografiach różnej wielkości i formatu,
w ramkach /.../ sprzedaje skład papieru Rudolf Herlink w Krakowie".
Powszechny był także zwyczaj rozdawania
wizerunku wieszcza przy różnych okazjach.
Nie zapominano oczywiście o młodzieży
szkolnej - np. w latach 1890 - 1898 obdarowano sporą liczbę uczącej się młodzieży
wizerunkiem Mickiewicza wraz z tanimi
wydaniami jego dzieł.
Jest coś jeszcze bardzo szczególnego, co
sprawia, że każdy kolejny wizerunek jest
inny i różni się od poprzedniego. To coś,
to subiektywny stosunek artysty do bohatera.
Tak właśnie było w przypadku ikonografii
Mickiewicza. Jego portrety podlegały
swoistej ewolucji, gdzie w kolejnych wersjach elementami dominującymi były: kanon rysów, ubioru, atrybutów, gestów itp.
Dając w efekcie stereotyp: poety romantycznego, poety-tułacza, pielgrzyma czy
wieszcza.
Edycje mickiewiczowskie w rzeczy samej
zawierają pokaźną kolekcję portretów wykonaną przez wielu uznanych artystów.
I tak między innymi portret Wieszcza
uwiecznił w rysunku, znakomity uczony historyk i bibliograf - Joachim Lelewel.
Z kolei jego rysunek stał się dość popularny na tyle, iż przetwarzany był przez wielu artystów, wśród których byli: Bernard
Romain Julien czy Brand.
Największą ilość portretów Mickiewicza
wykonał Walenty Wańkowicz, a po nim
Józef Oleszkiewicz, Henryk Rodakowski
czy Franciszek Tepa.
Obok rysunku Wańkowicza dużą popularnością cieszyła się płaskorzeźba Mickiewicza - znana jako medalion Davida d` Angersa.
Dzisiaj jeszcze uważa się, że jest ona jednym z najbardziej udanych wizerunków
Mickiewicza.
Równie popularna była także podobizna
poety pochodząca z 1843 roku, wykonana przez Michała Szweycera w technice
dagerotypii, na bazie której dla potrzeb
wydawniczych wykonano cały szereg
obrazów, rysunków, rycin i rzeźb (w edycjach książkowych dość często, miast reprodukcji któregoś z istniejących dagerotypów, wykonywano ich transpozycje).
Na jej podstawie powstał portret, wykorzystywany w wielu późniejszych edycjach, którego autorem był Franciszek Tepa.
W 1853 r. Michał Szweycer po raz drugi
uwiecznił wieszcza wykonując tym razem
fotografię, znaną z wielu edycji przedstawiającą Adama Mickiewicza z laską przelgrzyma.
Obie prace Szweycera stanowiły wzór ikonograficzny dla późniejszych portretów,
powstałych już po śmierci Mickiewicza,
a przedstawiających mistrza u schyłku życia.
Na temat mickiewiczowskiej ikonografii
można by jeszcze długo mówić przytaczając bogatą dokumentację, która jak wiemy
jest wyjątkowo zasobna i niezwykle cenna.
A rola, jaką odegrała w procesie poznawania narodowego poety i jego twórczości
jest nie do przecenienia.
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 5
Okazuje się, że wśród całej ikonografii dotyczącej Adama Mickiewicza jest też mały
epizod związany z Sieradzem.
Jego bohaterem jest Maksymilian Fajans autor portretu poety. Informację na ten
właśnie temat odnajdujemy w książce
Małgorzaty Komzy pt. Mickiewicz ilustrowany (1987), gdzie na str. 187 figuruje
ilustracja przedstawiająca portret A. Mickiewicza z następującym podpisem: „reprodukcja litograficzna portretu Mickiewicza wykonana przez M. Fajansa", zaś na
str.192 tejże książki czytamy następujący
tekst: „Jak pisała w 1858 r. w numerze 37
„Gazeta Warszawska", fotografie Szweycera posłużyły jako wzór dla prawie wszystkich portretów, które powstawały po śmierci
poety. Upłynęły od niej co prawda tylko trzy
lata, ale ale rzeczywiście edycja Pism
(1858) Merzbacha zawiera litografię Fajansa, wzorowaną na fragmencie podobizny
paryskiej z 1853 r. Wzbogaconą o faksymile podpisu Mickiewicza. Wydanie to jest
przykładem znaczenia jakie przywiązywano
do portretu poety w książce. Ilustrację bowiem włączono tylko do droższej wersji edycji, natomiast portret zamieszczony po życiorysie, a przed właściwą kartą tytułową
zawierały wszystkie egzemplarze..."
Wreszcie też w spisie ilustracji wspomnianej książki pod nr 81 (s.265) figuruje opis
następujący: „ Maksymilian Fajans: Portret
Mickiewicza [A. Mickiewicz: Pisma T.1 Warszawa S.M.Merzbach 1858] Litografia M.
Fajansa."
To wystarczający powód, by przedstawić
naszego bohatera.
Maksymilian Fajans urodził się w Sieradzu
5 V 1827 r. w rodzinie kupca żydowskiego
Hermana i Leontyny Kon.
Rodzina Fajansów zamieszkiwała w Sieradzu od przełomu XVIII i XIX w. I należała
do najzamożniejszych w mieście.
Brak jest przekazów odnoszących się do
dzieciństwa i okresu przebywania Fajansa
w Sieradzu.
Pierwsze przekazy odnoszą się do jego pobytu w Warszawie.
Od 1844 r. podjął kształcenie w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie,
jednakże dyplomu ukończenia nie otrzymał.
W trakcie nauki zwrócił na siebie uwagę
dwóch znanych warszawskich bibliofilów
i wydawców: Aleksandra Przezdzieckiego
i Edwarda Rastawieckiego wykonanymi
przez siebie portretami wybitnych osobistości warszawskich.
Uznając naszego sieradzanina za zdolnego i godnego zaufania postanowili wysłać
go do Paryża na dalszą naukę, przy okazji
powierzając mu nadzór techniczny i wydawniczy nad wydawnictwem „Wzory
sztuki średniowiecznej w dawnej Polsce".
W drodze do Paryża (1849) Fajans zatrzymał się w Krakowie i potem w Poznaniu
by kontynuować rozpoczętą jeszcze
w okresie nauki w Szkole Sztuk Pięknych
kolekcję rysowanych przez siebie portretów znanych Polaków.
W Paryżu uczył się malarstwa u Ary Scheffera i litografii w atelier Emila Lassalle`a.
W trakcie tej nauki wykonał wzorowane
kopie litograficzne z dzieł swoich mistrzów oraz z obrazów szkoły francuskiej.
Odbył też praktykę w najsłynniejszym
wówczas zakładzie chromolitograficznym
R.J.Remerciera. Tutaj właśnie rozpoczął
wydawać ( 1851 ) swoje „Wizerunki polskie" oraz odbijać w chromolitografii tablice barwne do dzieła „Wzory sztuki średniowiecznej" (wykorzystując projekty -rysunki:
B. Podczaszyńskiego, L. Łepkowskiego, J.
Drawaczyńskiego, L. Dembowskiego
a także własne).
Po powrocie do kraju (1853) osiadł
w Warszawie, gdzie otworzył (przy finansowej pomocy L. Kronenberga) własny zakład artystyczno-litograficzny przy ul. Długiej 550.
Kontynuował rozpoczęte w Paryżu wydawnictwa.
Do 1863 roku z jego pras zeszło 46 „Wizerunków polskich" w 14 zeszytach. Dzisiaj
oryginały portretów wykonane ołówkiem
i kredką znajdują się w Gabinecie Rycin
Muzeum Narodowego w Warszawie.
Zakład swój Maksymilian Fajans rozwijał
z rozmachem. Pierwszy w Warszawie
odbijał litografie barwne.
Wyjeżdżał też (1853) do Wilna i Petersburga celem portretowania zamieszkałych
tam wybitnych Polaków z przeznaczeniem swoich rysunków do wydawnictwa
„Wizerunki polskie".
W 1868 r. przeniósł dobrze prosperujący
zakład litograficzny do swojego mieszkania przy Krakowskim Przedmieściu 52
i połączył go z zakładem fotograficznym.
Rozpoczął wydawać kalendarze ścienne
chromolitograficzne, które drukował począwszy od 1855 r., z przerwami do
1875 r.
Drukował też inne wydawnicze drobiazgi,
jak: kalendarzyki kieszonkowe, książki do
nabożeństwa, obrazy i obrazki święte
(m.in. Matkę Boską Częstochowską
w chromolitografii), a także arkusze z wizerunkami królów polskich ( wg projektu
T. Maleszewskiego), wzory kaligraficzne,
patenty , dyplomy, reklamy, sceny okolicznościowe, okładki wydawnictw nutowych
i inne.
Wiele albumów i książek wydawanych
w tym czasie zawiera litografie wykonane
u Fajansa według jego własnych rysunków, ale też i innych artystów.
Wymieńmy więc tutaj kilka wydawnictw,
które wzbogaciła ręka naszego sieradzanina: E. Tyszkiewicz, Karola Gustawa trofea...
(1856 - 4 chromolitografie), M. Karasowski, Rys historyczny opery polskiej (1859),
O. Flatt, Brzegi Wisły od Warszawy do Ciechocinka (1854), Kwiaty i poezje (1858
i 1883). W. Syrokomla, Wycieczki po Litwie
(1857 - litografie wg. W. Gersona), L. Siemieński, Wieczory w Ojcowie (1858 - litografie wg. J. Polkowskiego), E. Stawecki,
Album kaliskie (1858 - litografie wg. S.
Barcikowskiego), J. Ch. Pasek, Reszty ręko-
Maksymilian Fajans: Portret
Mickiewicza. Litografia M. Fajansa
pisma ... spisane i wyd. Przez S.A.Lachowicza (1854 - litografie wg. J. Lewickiego),
K.W. Wójcicki, Cmentarz Powązkowski
(1855 - 1858 - litografie wg. A. Matuszkiewicza).
Ostatnią, największą pozycją zrealizowaną
przez Fajansa przed śmiercią było wykonanie 260 litografii do Albumu widoków N.
Ordy (ser. I - VIII, 1875-1883).
Fajans wykonał także liczne reprodukcje
z popularnych obrazów, a wśród nich: J.
Simmlera, Królowa Jadwiga (1868), A. Lessera, Wanda (1869) oraz chromolitografie: J. Maszyńskiego, W roku 1812 (1878),
H. Siemiradzkiego, Elegia (1879), L. Loeffeta, Po napadzie Tatarów (1887).
Najwyższy poziom artystyczny prezentują
litografie wizerunków portretowych dostojników kościelnych: Ludwika Łętowskiego i Antoniego Fijałkowskiego - arcybiskupa warszawskiego.
Maksymilian Fajans - fot. archiwum
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
5
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 6
Wreszcie wykonał także litografie portretów: Aleksandra II, księcia Golicyna oraz
wielu przedstawicieli generalicji i urzędników rosyjskich.
Spod jego pras wyszły także litografie
prac: J. Suchodolskiego, J. Kossaka, R. Hadziewicza, F. Kostrzewskiego, C. Dylczyńskiego, K. Rusieckiego, A. Matuszkiewicza.
Sztukę litograficzną stale udoskonalał,
czemu służył też jego powtórny wyjazd
do Paryża (ok. 1860) i Londynu (1862).
Jego twórczość znalazła uznanie w Europie, czego dowodzą otrzymane wyróżnienia: na międzynarodowej wystawie
w Londynie (1862) za przedstawione tam
litografie i chromolitografie otrzymał list
pochwalny, w Petersburgu (1862) złoty
medal, na powszechnej wystawie paryskiej (1867) medal brązowy, w Petersburgu (1870) medal srebrny, w Wiedniu
(1873) dyplom uznania oraz medal złoty
od austriackiego cesarza.
Swoje prace wystawiał także w kraju, m.
in. w krakowskim TPSP (1855 i 1857),
warszawski TZSP (1880 - gdzie zaprezentował m.in. swój oleodruk obrazu Siemiradzkiego, Elegia).
Zmarł 26 lipca 1890 roku i pochowany
został na praskim cmentarzu żydowskim.
Jako rysownik celował w portrecie, osiągając wysoki poziom w oddawaniu charakterystyki twarzy.
W życiu artystycznym Warszawy,
w którym brał aktywny udział odegrał
znaczącą rolę jako litograf.
Archiwum prac Maksymiliana Fajansa
znajduje się w Muzeum Narodowym
w Warszawie.
Wiadomo ponadto, iż sporą część spuścizny Fajansa posiadał w swoich zbiorach
J.I.Kraszewski, z którym nasz sieradzanin
korespondował - część tej korespondencji
(11 listów) znajduje się dziś w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej.
Po raz pierwszy sieradzanie mieli możność
zapoznać się z osobą Fajansa i jego twór-
czością w 1962 roku, dzięki zorganizowanej przez Zofię Neymanową wystawie
w sieradzkim muzeum.
rzeniu ikonografii mickiewiczowskiej wydaje się być bezsporny.
Dobrym zwyczajem, przyjętym przez autorów wszelkich informacji biograficznych
jest odwołanie się do źródła najważniejszego, jakim jest Bibliografia polska Karola Estreichera. Oto co znajdujemy w niej
( Bibliografia polska cz.1 t.1 stulecie XIX s.
483):
Świadczy o tym przedstawiona tutaj jego
działalność jako litografa, jak też wykonane i zrealizowane przez niego wydawnictwo „Wizerunki polskie", gdzie wśród innych portretów znajduje się portret Adama Mickiewicza. Fakt wykonania przez Fajansa litografii portretu Adama Mickiewicza potwierdza jeszcze jedno opracowanie. Jest nim „Katalog portretów osobistości
polskich i obcych w Polsce działających" (t.
3:L-O Warszawa 1992 s.177, poz.3423),
gdzie natrafiamy na interesujący nas opis:
„Popiersie 3/4 l. U dołu: Adam Mickiewicz
oraz faksymile autografu. Sygn: M[aksymilian] Fajans, oraz Lit[ografował] z Fotografii M[aksymilian] Fajans, Odbito
w Lit[ografii] M[aksymiliana ] Fajansa
w Warszawie Uli[ca] Długa 550, lit. 2-B,
1857, 219x181(260x190)".
„Fajans Maksymilian (wydawca, ur. 1827)
Album zawierające widoki bregów Wisły.
Serya I dedykowany JW Andrzejowi hr Zamojskiemu, Warszawa, w litogr. M. Fajansa (1854), fol.
- kalendarz ścienny chromolitografowany
(Fajansa), 60 kop.
- Kwiaty i poezye. Warszawa, własnym nakładem, 1858 w 8ce wielkiej, kart 19,
w ozdobnej oprawie (Tekst litografowany
złotem) 7 rub. 50 kop.
- Wizerunki polskie, rysowane z natury.
Zeszyt I - VI, 15 kart tekstu bez ozn. Str.,
ryc. 7 alleg. I 21 wizer. Litogr. Warszawa,
nakł. Autora, 1851, w 4ce. 7 rub.
- Toż. Zeszyt VIII - XI, 185 r.
- Toż, rysował z natury i litografował ...
Warszawa, nakł. Wydawcy, druk Komissyi
rząd. Sprawiedliwości, 1861, fol. Zeszyt
XII i XIII (Mickiewicz, Łuszczewska, Odyniec, Ap. Kątski, Komorowski, Al. Groza)“.
Pod hasłem Mickiewicz Adam, w tymże
samym źródle (Bibliografia polska cz.1, t.3
stulecie XIX s.114) znajdujemy opis następujący: „Mickiewicz Adam :Pisma, wydanie nowe znacznie powiększone, z portretem autora i ośmiu rycinami na stali z dodaniem wspomnienia o życiu autora,
przez Wł. Wójcickiego. Tomów VIII Warszawa S.H. Merzbach, drukiem J. Jaworskiego, 1858-1859.“
Brak więc informacji o autorze portretu.
Nie oznacza to oczywiście, że Fajans takiej
litografii nie wykonał. Jego udział w two-
Ruiny zamku w Nowogródku. Litografia M. Fajansa wg. rysunku N. Ordy
6
W ten oto sposób Maksymilian Fajans znalazł się wśród zacnego grona artystów,
tworzących dla przyszłych pokoleń Polaków jedną z największych i najwartościowszych ikonografii - ikonografię wieszcza narodu polskiego - Adama Mickiewicza.
7
Bibliografia
1. Małgorzata Komza, Mickiewicz ilustrowany, Wrocław 1987
2. Zofia Neymanowa, Maksymilian Fajans,
litograf warszawski, w 135 rocznicę urodzin artysty sieradzanina / Składanka - Katalog wystawy/ Muzeum Okręgowe
w Sieradzu 1962
3. Jan Pietrzak, Zapomniany artysta litograf i rysownik - Maksymilian Fajans z Sieradza, Tygodnik „Echo" 1998 nr 15 s.7
4. Polski Słownik Biograficzny, t.6 Kraków,
1948 s.344-345
5. Słownik Artystów Polskich, t.2 Wrocław,
1975 s.185-187
6. Słownik pracowników książki polskiej
Warszawa-Łódź 1972 s.212
7. Andrzej Tomaszewicz: Maksymilian Fajans artysta litograf urodzony w Sieradzu,
„ Na Sieradzkich Szlakach", 1993 nr 3/31/
s. 23
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 7
„Łowiczanin“
Epizod z dziejów prasy łowickiej.
ZBIGNIEW GRALEWSKI Skierniewice
,Można przyjąć, że dzień 2 czerwca 1911
roku jest datą, kiedy ukazał się pierwszy
numer „Łowiczanina".
Ta data stanowi także początek dziejów
prasy łowickiej.
„Łowiczanin" zaliczał się do grupy tygodników regionalnych. W podtytule czytamy: „tygodnik społeczno-ekonomiczny
i polityczny, poświęcony sprawom Łowicza i okolic. Wychodzi w każdy piątek".
Stałymi rubrykami „Łowiczanina" były m.
in.: „Kalendarz", „Wiadomości kościelne",
„Przegląd tygodniowy".
Okazale prezentował się dział reklam
i ogłoszeń. W numerze zamieszczano też
materiały literackie: opowiadania, wiersze,
powieści odcinkowe.
Drukowano też materiały historyczne.
Ambicją redaktora naczelnego i wydawcy
pisma, Karola Rybackiego, było zamieszczanie na pierwszej stronie gazety artykułu wstępnego. „Łowiczanin" obejmował
swym zasięgiem kilka sąsiednich powiatów.
Nakład pisma zmieniał się bezustannie,
ale wahał się w granicach 2 - 3 tys. egzemplarzy.
W dwudziestoletnich dziejach gazety
można wyróżnić 2 zasadnicze okresy:
pierwszy - od 2 czerwca 1911 roku, a więc
od daty ukazania się pierwszego numeru,
do końca 1914 roku. Wtedy to wydawanie gazety zostało zawieszone. Przyczyną
było opublikowanie artykułu Karola Rybackiego pt. „Z dymem pożarów". Artykuł
miał wyraźnie wydźwięk antyniemiecki,
a Karol Rybacki został aresztowany i wyrokiem niemieckiego sądu polowego został
skazany na karę śmierci. Wyrok jednak
uchylono, a autor artykułu został internowany w zamku Celle-Schloss. Zacytujmy
więc wymieniony artykuł:
„Łowicz przeżywa ciężkie chwile. Dokoła
jak okiem sięgnąć dymią zgliszcza i świecą
łuny na niebie, a tu na ziemi brat godzi
w brata. Zarówno w niemieckim wojsku
co chwilę słyszeć się daje polską mowę, to
czysta - z poznańskiego, to już nieco zmieniona od Katowic i Mysłowic, lub tylko
słabe jej odbłyski przebijają od jezior mazurskich i Gdańska. W pułkach austriackich - zwłaszcza w kawalerii wielu jest Polaków. Konsystujący obecnie w Łowiczu
ułani i dragoni krakowscy, składają się
przeważnie z Polaków. I wchodzi taki żołnierz pod strzechę ze słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", a w moment potem musi godzić w pierś brata,
który mu dał schronienie. Jak szatański był
pomysł rozćwiartowania żywego organizmu polskiego i przez całe stulecia baczył,
by nie mógł się złączyć.
Lecz Nemezys dziejowa czuwa. Cóż wy
powiecie na to, sławni dyplomaci, oprawcy naszego narodu, wy Metternichy, Kaunitze i Stackelberhi?
Ziarno przez was posiane dojrzało i już
obfite daje żniwo. Już nie setki tysięcy,
a miliony wdów i sierot przeklinają was.
Popioły wasze ziemia wyrzuci ze swego
łona, by były świadkami czynów waszych.
W tym bratnim boju - każdy żołnierz padający na polu walki, krwią zapiekłymi
usty wyrzuca słowa: „Na pohybel wam
i waszym pokoleniom".
Rybackiego aresztowano w jego drukarni.
A to, co sam aresztowany pisze o sądzie
polowym, przed którym został postawiony:
„Najwyżej na krześle siedział dowódca
otoczony generałami. (...). Huk armat
zbliżał się coraz bardziej, szrapnele zaczęły padać na plac, gdzie stałem (...). Zbliżała się chwila krytyczna (...). Nadbiegły
w całym pędzie pojazd zaraportował
o zbliżaniu się Rosjan (...). Zakotłowało się
w sztabie (...). Po chwili zbliżył się adiutant z papierem jakimś w ręku i skinął na
żołnierzy, by mnie podprowadzili bliżej.
- Miałeś pan być powieszony na latarni.
Wódz życie panu daruje, lecz na przyszłość abyś pan nie śmiał obrażać narodu
niemieckiego. Jesteś pan wolny!
Później jednak Niemcy wrócili, wyrok
śmierci został uchylony, ale Karola Rybackiego internowano w zamku Celle-Schlos.
Drugi okres funkcjonowania „Łowiczanina" rozpoczyna się z dniem 10 listopada
1918 roku, kiedy to ukazał się 43 numer
gazety. K. Rybacki wraca z internowania
w Celle-Schlos.
Wespół z K. Trawińską kupuje „Gazetę Łowicką", przekształca ją w „Łowiczanina",
który pod tym tytułem ukazywał się do
1932 roku. Kolejnym tytułem wydawniczym było „Życie Łowickie".
Każdy z poszczególnych okresów działania „Łowiczanina" charakteryzował się
zgoła odmiennym obliczem ideowym. Pismo było organem prawicowego Związku
Ludowo-Narodowego, ale można powiedzieć, że w zasadzie umiano tu wyważyć
odpowiednio proporcje, a skorzystała na
tym gazeta, która zachowała charakter
umiarkowany.
Taki był charakter „Łowiczanina", przynajmniej w początkowym okresie ukazywania się gazety.
Z biegiem lat pismo przyjmowało charakter bardziej radykalny, mało tego - głosiło
hasła narodowe i antysemickie.
Zdarzało się, że gazeta „żyła" miejscowymi utarczkami partyjnymi z racji wyborów
do Rady Miejskiej, Sejmu czy Senatu. Mimo to jednak polityka nie zdominowała
treści gazety. Była ona w gruncie rzeczy
adresowana do łowickiego drobnomieszczaństwa, kupiectwa, a nawet chłopów.
„Łowiczanina" pasjonowały zarówno problemy miasta i regionu, najchętniej jednak
podejmował problematykę zajmującą
miejscową społeczność.
„Łowiczanina" interesowało to wszystko,
co interesowało również jego czytelników.
Była to gazeta stricte lokalna i miała ambicje opiniotwórcze, nierzadko sięgała do
wydarzeń i wzorców lokalnych.
Bliski jej był patriotyzm lokalny, co nie
przeszkadzało jednak redaktorom wytykać
błędy i potknięcia władz miejskich. W sumie „Łowiczanin" był rejestrem i recenzentem całego kompleksu spraw, związanych z miastem i całym regionem.
Nie był „Łowiczanin" żadną miarą tygodnikiem „zaściankowym", koncentrującym się wyłącznie na problematyce dotyczącej wyłącznie miejscowej społeczności
i tylko ją interesującą.
Wiele miejsca poświęcano tym zagadnieniom, które interesowały całą społeczność
polską.
Nieobca była też pismu tzw. wielka polityka, a więc sprawy ogólnoświatowe, które
także interesowały wielu czytelników.
Pisałem już o akcentach antysemickich,
które również miały miejsce na łamach
gazety, a były szczególnie charakterystyczne dla drugiego okresu jej istnienia.
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
7
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 8
W numerze 31 Mariusz Voltman pisze artykuł zatytułowany „Kwestia żydowska",
z którego pochodzi cytowany fragment:
„Pozbawić należy Żydów sprzedaży wszelkich trunków, bo oni rozpijają i oszukują
wieśniaków - chrześcijan, (...) pośredniczą
w każdej sprzedaży lichwą, szachrajstwem, przekupstwem, (...) stają się plagą, pijawką, (...) ani jednego Żyda nie ma
ze szpadlem w ręku, ani jeden Żyd nie
chodzi za pługiem, (...) ani jeden nie weźmie sierpa ani kosy do ręki. (...). Zmusić
do pracy użytecznej, dopiero staną się
prawdziwymi obywatelami kraju...".
Redakcja nie komentuje tego artykułu,
a po pewnym czasie publikuje artykuł,
którego autor, Jerzy Rowicz, odmiennie
ujmuje „Kwestię żydowską": Sporo jest fabryk, w których wyłącznie Żydzi pracują,
są też całe szeregi rzemieślników jako to
krawców, stolarzy, cieśli, piekarzy itd.,
którzy równie nędznie zarabiają, jak i proletariat polski. (...) Toteż przeciwny jestem
szerzeniu takiej nienawiści, propagowaniu
takiego antysemityzmu, jak wyżej wspomniany artykuł. (...). Przeciwnie, lud polski wspólnie z proletariatem żydowskim
przeciw lichocie i wyzyskowi stanąć powinien. (...) A my bierzmy się do pracy nad
asymilacją Żydów, nie wzbudzajmy w sobie niechęci i nienawiści...".
Wspomniałem również, że w gazecie pisano również o tym, co działo się w mieście
i regionie.
Nie sposób pisać o wszystkich przykładach potwierdzających tę tezę, celowe
jednak będzie opisanie batalii o ... łaźnię
miejską i przypomnienie roli, jaką tu odegrało istniejące w Łowiczu Towarzystwo
Higieniczne.
Po długich korowodach powstała realna
szansa rozbudowy łaźni istniejącej od
1902 roku.
Towarzystwo Higieniczne zabrało się do
dzieła. Walka o realizację całego przedsięwzięcia była dość długa, kiedy okazało się,
że źle oceniono koszt rozbudowy łaźni.
Początkowa kwota 2.000 rubli, po dokładnym policzeniu kosztów urosła do poważnej już sumy 10 tys. rubli.
Rozbudowie łaźni miejskiej niezmiennie
towarzyszył i patronował „Łowiczanin",
na łamach którego publikowano apele
o ofiarność i hojne „sponsorowanie" tejże
instytucji.
Nie zapomniano o informowaniu czytelników, jak postępują roboty i które osoby
spośród budowniczych szczególnie się zasłużyły.
W dniu 13 października 1912 roku łaźnia
została wyświęcona przez ks. prefekta Cichockiego i w obecności miejscowych
władz oddana do użytku.
Na łamach „Łowiczanina" chętnie publikowano korespondencje czytelników,
które zajmowały w gazecie wiele miejsca.
8
Zacytujmy więc jeden z fragmentów, pochodzący z pierwszego okresu istnienia
gazety.
Jest to anonim rzeźnika, który miał jednemu z redaktorów za złe podkreślenie konieczności weterynaryjnego badania mięsa wieprzowego: „Zacny Panie Trychnino!
Tak nawsadzałeś w swoim czasie trychnin
w świnie, żeś ludzi poodstraszał od mięsa
wieprzowego, jak od jakiej cholery. I cóż ci
przyszło z tego. Zrobiłeś sobie tym grono
nieprzyjaciół w rzeźnikach, z których ty
sobie nic nie robisz, a jednak się ich lękać
musisz. Kiepski z ciebie dziennikarz i nierozumiejący, że gdybyś nie pisał, bylibyśmy ci dali składkowego wieprza bez
trychnin, gratis. W każdym razie nie jedz
jeszcze mięsa wieprzowego, aż się trychniny w nim pozabijają, bo pocóżby ciebie
zabijać miały. Bywaj zdrów mój kochany
i nie właź rzeźnikom za skórę, ażeby tobie
jaka trychnina na nosie nie wyskoczyła".
Stałą rubrykę w gazecie stanowiły „Wiadomości rolnicze". Zamieszczano w niej
nie tylko wiadomości dot. działalności Towarzystwa Rolniczego.
Sporo miejsca poświęcano np. kółkom
rolniczym, konkursom i wystawom rolniczym, w szerokim zakresie upowszechniano też nowoczesną wiedzę rolniczą.
Udzielano też czytelnikom poradnictwa
rolniczego. Przyczyna tych faktów była
prosta: powiat łowicki był terenem na
wskroś rolniczym.
Gazetę w poważnej mierze zajmowała też
problematyka kulturalna. Trudno się temu
dziwić, ponieważ bujnie rozwijała się tu
regionalna kultura ludowa.
Publikowane w piśmie materiały były
kiepskiej wartości.
A oto fragment anonimowego wiersza
„Do młodzieży" („Łowiczanin" nr 18
z 1912 roku):
„Hej młodzieży ukochana Słońce wschodzi lepszej doli Pracujmy od życia rana Na
młodych serc naszej roli. A gdy młode lata nasze W pracy trudu przepędzimy
Wtenczas jak to polne ptaszę Pieśń tryumfu zanucimy".
Teatr, muzyka czy malarstwo - pisano
o nich również, ale były to w zasadzie recenzje z odbywających się w mieście imprez, a więc koncertów, występów teatrzyków amatorskich czy wystaw.
Do niezwykłej rzadkości należało recenzowanie książek.
Przed I wojną światową nie pisano również o sporcie.
Można bez żadnych wątpliwości stwierdzić, że podstawową zawartością „Łowiczanina była „Kronika miejscowa", stała
rubryka pisma.
Treść owej „Kroniki..." była tak zróżnicowana, że nie sposób wymienić wszystkie
tematy, zagadnienia i sprawy, które w niej
publikowano.
Dość powiedzieć, że rejestrowano tu
wszystko, co działo się w mieście i powiecie. Unikano jednak tzw. wiadomości brukowych.
Był więc „Łowiczanin" typową, jak na owe
czasy, gazetą regionalną i z całą pewnością spełniał wszystkie funkcje, przypisane
tego rodzaju pismu, a więc:
-stanowił rolę narzędzia propagandy w takich akcjach, jak wybory parlamentarne
i samorządowe, obchody świąt państwowych i różnego rodzaju ważniejszych
rocznic,
-jako organ Związku Ludowo-Narodowego popularyzował idee tej partii oraz jej
program,
-konsolidował wokół siebie miejscowe elity polityczne i twórcze,
-popierał wszelkie, godne uwagi, iinicjatywy miejscowej inteligencji,
-przyczyniał się do szerzenia oświaty i kultury w szerokim rozumieniu tych pojęć.
Należy przypomnieć, że „Łowiczanin" należał do Polskiego Związku Prasy Prowincjonalnej, który powstał w 1918 roku.
Na zakończenie, przynajmniej w dużym
skrócie należy omówić sylwetkę wielce zasłużonego dla Łowicza Karola Rybackiego,
redaktora naczelnego „Łowiczanina".
Urodził się 16 stycznia 1859 roku w Dobryszycach w pow. Noworadomsk. Pracował w redakcji warszawskich „Kłosów"
w tym samym czasie, kiedy z czasopismem współpracował Bolesław Prus.
W 1881 roku osiadł na stałe w Łowiczu.
Założył tu drukarnię, później introligatornię. W 1911 roku został wydawcą „Łowiczanina". Obok zajęć w redakcji - nie stronił także od pracy literackiej.
Powieść „Księżanka Zocha", komedia „Panienka", liczne bajki i powiastki dla dzieci,
m. in. „Orzeł", „Neruś", „Cyganie" czy
„Krasnoludki", także liczne teksty religijne
- wszystko to wytwory jego pióra.
Ważną pozycją w jego dorobku twórczym
były „Notatki jeńca z Danholmu i zamku
Celle".
Był również Karol Rybacki działaczem społecznym: działał w Resursie Rzemieślniczej, chórze „Lutnia", był prezesem Rady
Miejskiej, a w latach 1923 - 1927 jej
członkiem.
Z drukarni Rybackiego wychodziły też inne łowickie gazety: „Życie Łowickie" i „Życie Gromadzkie".Drukarnia wraz z całym
archiwum spłonęła w czasie wojny. Karol
Rybacki zmarł 11 listopada 1935 roku jako człowiek, który poniósł na rzecz miasta
nieocenione zasługi.
Opracowując niniejszy artykuł korzystałem z publikacji Zbigniewa Kostrzewy pt.
„Łowiczanin" (z dziejów prasy łowickiej).
Łowicz 1986
7
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 9
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
9
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 10
O broni i sztandarach
w zamkowej zbrojowni
MARCIN GĄSIOR, Piotrków Trybunalski
W przeddzień Narodowego Święta Niepodległości w Muzeum Piotrkowskim
otwarta została nowa wystawa zatytułowana "„Zbrojownia na Zamku", która prezentuje kolekcję broni białej i palnej gromadzoną od 1911 roku, kiedy do zbiorów
muzealnych trafiły pierwsze egzemplarze
zabytkowej broni białej i palnej. Podarowane wówczas zostały: moździeż wiwatowy, dar A. Dyamentowskiego ze Szczercowa oraz średniowieczny miecz z Wolborza, dar Dominika Dratwy z Milejowa. Tak
rozpoczęty zbiór militariów powiększany
był w miarę możliwości, ale niezbyt systematycznie, przez wszystkie lata działalności Muzeum, z wyłączeniem okresu II wojny światowej i lat bezpośrednio powojennych. Dwa okresy w dziejach Muzeum były szczególnie owocne. Pierwszy to okres
pomiędzy rokiem 1920 i 26, kiedy wśród
wielu darów trafiły do zbiorów muzealnych: mundury wojskowe z Armii Królestwa Polskiego i mundury z Legionów Polskich lat 1914 - 17, karabiny systemu Werndl i Arisaka, rapiery i lanca kawalerii pruskiej, pistolety kapiszonowe i strzelby myśliwskie, a także długi moździeż wiwatowy
i lufa armaty podobno z fortyfikacji miejskich Piotrkowa.Przed podarowaniem do
Muzeum stanowiła ochronę narożnika kamienicy na Starym Mieście przy ul. Łazien-
nej Mokrej. Wśród ofiarodawców byli zarówno mieszkańcy Piotrkowa, jak i okolicznych miejscowości. Składali w darze
pamiątki po żołnierzach-członkach rodzin:
Stronczyńscy, Niepokojczyccy, Nowierscy;
bogaty dar nie tylko militariów złożył starosta piotrkowski J. Dunikowski, a także
sam kustosz Muzeum Michał Rawita Witanowski i wiele innych osób wymienionych
w Katalogu zbiorów Towarzystwa Krajoznawczego na Zamku Królewskim w Piotrkowie Trybunalskim opublikowanym
w 1926 roku. Drugi taki okres to lata 1986
- 1998, kiedy do kolekcji militariów trafiło
poprzez dokonywane zakupy, otrzymywane dary i przekazy, kilkadziesiąt egzemplarzy broni białej i palnej, a w tym: szable
polskie i obce z XVII - XX w., karabiny i pistolety skałkowe z XVIII i pocz. XIX w.,
broń palna z okresu I i II wojny światowej,
bagnety, części umundurowania i oporządzenia. Ta ilość eksponatów pozwoliła na
zorganizowanie dwu wystaw stałych:
„Walka o Rzeczpospolitą w Piotrkowskiem
1939 - 1948), którą otwarto w listopadzie
1995 roku w Oddziale Muzeum Piotrkowskiego w Polichnie i „Zbrojownię na Zamku" otwartą 10 listipada bieżącego roku.
W „Zbrojowni", która jest pokazem posiadanych egzemplarzy broni białej i palnej
używanej w różnych okresach dziejów
Zygmunt Soszyński / w środku/ przekazuje sztandar Związku Legionów
Polskich - fot. ze zbiorów Z. Soszyńskiego
10
Wojska Polskiego, a także niektórych innych akcesoriów militarnych, prezentowanych jest około 150 eksponatów poczynając od broni średniowiecznej, do
ostatnich polskich szabel bojowych wz
1934. Wystawę wzbogacają portrety sarmackie i wojskowe oraz sztandary piotrkowskich organizacji paramilitarnych,
o których teraz słów kilka.
W latach siedemmdziesiątych podarowane zostały do zbiorów muzealnych cztery
sztandary: Związku Legionistów w Piotrkowie Trybunalskim, Koła Powiatowego
Polskiej Organizacji Wojskowej w Piotrkowie Trybunalskim, Związku Byłych Ochotników Armii Polskiej Oddziału w Piotrkowie Trybunalskim i Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" Oddziału w Piotrkowie.
Ten ostatni podarowała piotrkowskiemu
Muzeum w 1977 roku pani Zofia Lewkowiczowa z Łodzi, przechowująca go od
czasów przedwojennych. Sztandar doskonale zachowany, był już kilkakrotnie prezentowany w kraju na wystawach poświęconych dziejom Towarzystwa Gimnastycznego, jednago z najstarszych polskich stowarzyszeń powstałych pod zaborami (zał. w 1867 roku we Lwowie). „Sokół" działając nielegalnie od 1905 roku
w Królestwie Polskim, jeszcze przed wybuchem wojny stał się organizacją paramilitarną, szkolącą wojskowo młodzież
w Drużynach Polowych, które na terenie
Galicji organizował późniejszy generał WP
Józef Haller. Sztandar ufundowany
w 1921 roku ma jedną stronę białą z haftowanym napisem" TOW. GIMNASTYCZNE /SOKÓŁ/ W PIOTRKOWIE., który jest
otoczony wieńcem laurowym. Na sztandarze haftowanym w 1921 roku brak jeszcze drugiej części nazwy miasta: Trybunalski, która wtedy jeszcze się nie upowszechniła. Ponad wieńcem umieszczono
herb miasta w wersji z lat 1919 - 78,
a w dolnych rogach daty 1905 - 1921. Na
drugiej, czerwonej stronie jest haftowane
godło Towarzystwa: zrywający się do lotu
sokół z gimnastyczną sztangą w szponach
i wizerunek M.B. Częstochowskiej, a dołem napis: TWIERDZĄ NAM BĘDZIE KAŻDY PRÓG. Ten cytat z „Roty" jednoznacznie mówił o celach Towarzystwa Gimnastycznego po 1905 roku. Tuż przed otwarciem „Zbrojowni" Muzeum Piotrkowskie
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:14
Page 11
otrzymało cenny dar. Obok innych
przedmiotów, 5 znakomitych fotogramów ukazujących członków Towarzystwa
„Sokół" i jego Zarząd z 1930 roku. Ofiarodawcą tych cennych fotografii jest dawny
członek „Sokoła" pan Szczepan Szulecki
z Piotrkowa, który tak jak pani Z. Lewkowiczowa przeprowadził się do Łodzi, ale
uznał, że te piotrkowskie dokumenty powinny pozostać w naszym Muzeum.
Przed piotrkowskimi muzealnikami pozostało zadanie identyfikacji osób widocznych na zdjęciach.
Sztandary Związku Legionistów, POW
i Związku Byłych Ochotników Armii Polskiej, zostały przekazane do zbiorów muzealnych w 1970 roku. W księdze inwentarzowej zapisano wtedy, że jest to dar
Piotrkowskiego Oddziału ZBOWiD z uwagą: przechowane przez Zygmunta Soszyńskiego, zm. 1969 r.. I oto niespodzianka: po otwarciu wystawy i pokazaniu
jej fragmentów w programie Telewizji
Łódzkiej, zjawił się w Muzeum pan Zygmunt Soszyński z dokumentami przekazania sztandarów do Oddziału ZBOWiDu
w Piotrkowie, wystawionymi 21 stycznia
1970 roku. Dokładnie w tydzień po
otwarciu
Muzeum
Piotrkowskiego
w odrestaurowanym przez służby konserwatorskie Zamku. Dokument przekazania
sztandarów do ZBOWiDu kończy uwaga:
Po zebraniu materiałów historycznych
dot. wyżej wymienionych sztandarów za
zgodą ofiarodawcy zostaną przekazane
do Muzeum w Piotrkowie. Ślad materiałów historycznych w postaci albumów
z fotografiami i opisem uroczystości poświęcenia sztandaru POW w 1934 roku,
został już wcześniej znaleziony w Archiwum Państwowym w Piotrkowie podczas
prac nad przygotowaniem wystawy „Piotrków Gubernialny u progu Niepodległości". Jakie ostatecznie były dzieje przechowanych sztandarów? Przede wszystkim
okazało się, że zapis o śmierci ich ofiaro-
8 Drużyna Harcerska im. Ks. J. Poniatowskiego w Piotrkowie /1924/
- fot. ze zbiorów T. Nowakowskiego
Sztandar 8 Drużyny ZHP po konserwacji - fot. archiwum muzealne
Grupa "Sokoła" ze sztandarem na manifestacji patriotycznej - Piotrków, lata 30-te - fot. archiwum muzealne
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
11
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 12
dawcy Z. Soszyńskiego wynikał z pomyłki
powstałej w trakcie przekazywania sztandarów przez ZBOWiD. W 1969 roku zmarł
ojciec Zygmunta Jan Soszyński, który
przez wiele lat był zakrystianem w piotrkowskim kościele farnym. Urodzony w Tomaszowie Mazowieckim w 1893 r., wstąpił jako ochotnik do Wojska Polskiego 13
listopada 1918 roku i został wcielony do
oddziału wywiadowczego 21 pułku piechoty, z którym przeszedł szlak bojowy na
froncie litewsko-białoruskim. Jak wynika
z zapisów w przechowanej przez syna
Książeczce Wojskowej, 20 grudnia 1920
roku został bezterminowo urlopowany
przez 21 pp w stopniu plutonowego i powrócił do rodzinnego Tomaszowa, gdzie
zamieszkiwał z rodziną do 1935 roku.
Powodem urlopowania była ciężka rana
odniesiona w walkach na froncie.
W 1923 roku został przeniesiony do rezerwy, a 31 grudnia 1933 roku do pospolitego ruszenia z bronią.
Sztandar Związku Byłych Ochotników
Armii Polskiej przed konserwacją
- fot. archiwum muzealne
Sztandar POW po konserwacji
- fot. archiwum muzealne
12
Za wojenne zasługi był odznaczony Krzyżem Walecznych, Medalem za Wojnę
1918 - 20 i odznakami: Obrońcom Kresów Wschodnich oraz Za Front LitewskoBiałoruski.
W 1935 roku rodzina Soszyńskich zamieszkała w Piotrkowie, plutonowy rezerwy J.
Soczyński został sztandarowym Związku
Byłych Ochotników Armii Polskiej.
Kiedy wybuchła wojna, właśnie jemu
przypadł obowiązek przechowania sztandarów trzech organizacji.
Syn Zygmunt urodzony w 1924 roku
w Tomaszowie, od końca 1943 roku był
żołnierzem Armii Krajowej w oddziale Karbowiaka „Wyrwy" z 28 pp AK, który miał
być sformowany w Piotrkowskim Obwodzie AK w ramach akcji „Burza".
W marcu 1945 roku został zmobilizowany
do 8 Brygady Artylerii Ciężkiej II Armii WP
i brał udział w walkach pod Dreznem.
Będąc w jednej z miejscowości niedaleko
Piotrkowa, zobaczył na podłodze przy
drzwiach odwiedzanego domostwa dziwną tkaninę, która go zainteresowała.
Rzadko się przecież spotyka haftowane
wycieraczki.
Jako dawny harcerz zorientował się, że to
pozostałość mocno zniszczonego sztandaru, z zachowanymi wszystkimi haftami.
Zabrał tkaninę i przekazał do ówczesnej
Komendy Chorągwi ZHP w Piotrkowie,
gdzie jednak, jak stwierdził nie przejawiano specjalnego zainteresowania znaleziskiem.
Wobec tego postanowił przekazać sztandar do Piotrkowskiego Muzeum. Obecnie
po dosyć kosztownej konserwacji, sztandar VIII Rzemieślniczej Drużyny Harcerzy
im. ks. J. Poniatowskiego jest eksponowany na stałej wystawie w zamkowej zbrojowni.
Został zdemobilizowany dopiero w kwietniu 1946 roku.
Wśród posiadanych odznaczeń ma Krzyż
Armii Krajowej i medale za walki w oddziałach II AWP. Wiedział, że ojciec przechowuje sztandary, ale nie znał miejsca
ich przechowywania.
Dopiero po śmierci ojca, przy porządkowaniu jego mieszkania natrafił na schowek, w którym oprócz płócien były także
metalowe orły wieńczące drzewca.
Niestety, z niewiadomych przyczyn orły
przekazane ZBOWiDowi, nie trafiły do
zbiorów muzealnych i można je zobaczyć
tylko na pamiątkowej fotografii.
Do zbiorów muzealnych trafiły także pamiątkowe gwoździe przekazane przez
druha Stefana Szczepańczyka. Na pierwszym z nich jest data - 14.X.1945 - XXX
lecie VIII Dr. ZHP.
Z czego płynie prosty wniosek: nie podczas wojny, ale pewnie po przekształceniu
ZHP w OH (Organizacja Harcerska) i włączeniu go w struktury ZMP, co nastąpiło
w 1950 roku, sztandar został przejęty
przez nową organizację i następnie przez
kogoś potraktowany jako bezwartościowy. Mają i sztandary swoje losy.
I jeszcze o historii dwu sztandarów pokazanych w „Zbrojowni". W 1915 roku powstała z przekształconej organizacji Kilińszczaków, działającej w Piotrkowie wśród
młodzieży rzemieślniczej od 1913 roku, 4
Drużyna Harcerzy im. Józefa Piłsudskiego.
Wielu harcerzy z tej drużyny w latach
1916 - 1920 wstąpiło ochotniczo do Legionów i tworzących się oddziałów Wojska Polskiego.
W tym okresie zmieniła się numeracja drużyny z 4 na 7, a w 1921 roku ostatecznie
ustalona została nazwa 8 Rzemieślnicza
Drużyna Harcerzy im. ks. Józefa Poniatowskiego.
Dlaczego zmieniono patrona nie wiadomo.
Sztandar otrzymała drużyna w 1922 roku.
Widać go na pamiątkowej fotografii z roku 1924. W 1935 roku, kiedy przypadała
dwudziesta rocznica powstania Drużyny,
chyba ufundowany został przez piotrkowskich rzemieślników nowy sztandar bez
wizerunki patrona, albo też zmieniono
wygląd starego.
Okres wojny sztandar przetrwał w ukryciu, ale po wojnie ślad po nim zaginął
i pozostały tylko pamiątkowe gwoździe
przechowane przez jednego a druhów.
Dopiero w połowie lat osiemdziesiątych
zgłosił się do Muzeum pan Sławomir Mielczarek i opowiedział interesującą historię.
I druga, już krótka historia. Na kilku zachowanych zdjęciach z manifestacji patriotycznych, które odbywały się w Piotrkowie w latach 1915 - 1917, widoczny
jest pionowy, ukształtowany jak chorągiew kościelna, jednobarwny sztandar transparent z dużym białym orłem i trudnym do odczytania bez lupy napisem.
W grudniu 1995 roku pani Maria Karwowska z Piotrkowa przekazała do zbiorów muzealnych ciekawy eksponat z piotrkowską proweniencją.
Po obejrzeniu przez Komisję Zakupu Muzealiów okazało się, że to właśnie ten
sztandar z fotografii.
Ma nietypowy kolor: niebiesko-fioletowy.
Na jednej stronie jest wizerunek M.B. Częstochowskiej, na drugiej, tej widocznej na
fotografii napis: NIECH ŻYJE POLSKA NIEPODLEGŁA, poniżej duży wizerunek orła
polskiego w wersji jagiellońskiej ale bez
korony, a pod nim napis: NARODOWY
ZWIĄZEK ROBOTNICZY.
W tamtych latach piotrkowscy działacze
NZR aktywnie wspierali organizację Legionów Polskich i uczestniczyli we wszystkich
patriotycznych przedsięwzięciach i uroczystościach w Piotrkowie.
Dzisiaj i ten sztandar można oglądać w zamkowej „zbrojowni" piotrkowskiego Muzeum.
7
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 13
„Blichowiacy"
HANNA KUBERSKA - SKRZYDŁO Skierniewice
Wielką miłością Stanisława Wielca są nauki ścisłe i „Blichowiacy", wielką miłością
„Blichowiaków" jest pielęgnowanie tradycji ludowych Księżaków. Są o 16 lat młodsi od „Lipcoków", a o 12 lat starsi od „Głuchowiaków" i jak oni wierni kulturze pradziadów.
Przed okazałym, głównym wejściem do
Zespołu Szkół Rolniczych w Łowiczu wita
mnie Stanisław Wielec, wicedyrektor, nauczyciel matematyki, fizyki, skrzypek i od
dwudziestu lat opiekun Zespołu Folklorystycznego „Blichowiacy". W gabinecie
czeka na mnie dosłownie stos ksiąg pamiątkowych, wycinków prasowych, dyplomów i zdjęć z koncertów, konkursów,
wyjazdów, w tym ostatniego, najbardziej
przeżywanego wyjazdu za ocean do USA.
Piję gorącą, mocną kawę, podziwiam ze
wzruszeniem ostatnią zdobycz pana dyrektora, czajnik bezprzewodowy, który
przyda się młodzieży w czasie prób. Zatapiam się w niskim fotelu i zamieniam
w słuch.
Zespół powstał w 1948 roku a właściwie
w 1945 kiedy to Stanisław Cieślak, absolwent Seminarium Nauczycielskiego, nauczyciel Szkoły Rolniczej powołał do życia
szkolny świetlicowy zespół ludowy. Brakowało wtedy wszystkiego: strojów, instrumentów, muzykantów. Pomysłodawca
mógł liczyć tylko na entuzjazm swój i młodzieży spragnionej lepszego, ciekawszego
życia. Wtedy stroje pożyczało się na wsi,
od rodziny i sąsiadów. Kapelę trzeba było
kompletować z różnych muzykantów
zbieranych po okolicznych wsiach. Za odpowiednią opłatą zawsze zagrała kiedy
była potrzeba. Mimo trudności, jakie niesie za sobą każdy początek, w okresie od
1945 do 1954 roku zespół dał ponad 200
koncertów w szkole, w powiecie, województwie. Występował na imprezach
i uroczystościach centralnych organizowanych przez władze szkolne, administracyjne i partyjne. Takie były czasy i nie ma
się czego wstydzić.
Pasmo sukcesów otworzyła nagroda na
Krajowym Konkursie Zespołów Śpiewaczych i Regionalnych we Wrocławiu (maj,
1949). Potem był koncert we Frankfurcie
nad Odrą w NRD, pierwszy zagraniczny
wyjazd zespołu i udział w Dożynkach Centralnych w Krakowie (3.IX.1952 r.)
Zespół chlubi się miłą pamiątką i wyrazem
uznania dla jego pracy pozostawionym
w szkolnej kronice przez wielkie autorytety naszej kultury. Dla młodziutkiego wówczas zespołu była to rekomendacja jego
możliwości artystycznych i wielki zaszczyt.
„Kochanej Młodzieży z Technikum Rolniczego w Blichu, dziękują za piękny pokaz
klapoka i zostawiają serdeczne słowa zachęty do pracy życząc sukcesów naukowych: kierownik artystyczny zespołów
„Mazowsze" i „Warszawa" Tadeusz Sygietyński i reżyser zespołu Mira Zimińska.
Rok 1955 przyniósł zmiany w kierownictwie zespołu. Na miejsce Stanisława Cieślaka przyszedł Piotr Cecha, muzyk doskonale znający region łowicki. Poszerzyło się
grono osób pomagających zespołowi
zdobyć artystyczne szlify. Opiekunem zespołu z ramienia szkoły został Zdzisław
Ochnicki wicedyrektor, choreografię opracowywała dojeżdżająca z Łodzi Stanisława
Michałowska, a Stanisława Borkowska
przejęła opiekę etnograficzną nad strojami
ludowymi, które zespół otrzymał jako darowiznę od Ministerstwa Rolnictwa. Bogaci w 20 strojów męskich i 24 kobiece po-
jechali „Blichowiacy" do Warszawy reprezentować Polskę na Światowym Festiwalu
Młodzieży i Studentów. To był pierwszy
kontakt z „wielkim światem". Dziesiątki
zespołów z różnych kontynentów, pierwsze wspólne koncerty, pierwszy kontakt
z przedstawicielami innych kultur. To było
przeżycie nie do opisania. Rok 1955. Czas
trudny gospodarczo i politycznie, ale co
za radość i wyróżnienie dla prostych
chłopskich dzieci. Program opracowany
na Festiwal był prezentowany w miastach,
miasteczkach i wsiach województwa łódzkiego. Wszędzie przyjmowany entuzjastycznie z niemilknącymi brawami „na
stojąco". Zespół poczuł się jak gwiazda. To
samopoczucie dawało impuls do dalszego
rozwoju. W 1961 roku patronat nad zespołem objął Związek Młodzieży Wiejskiej
co wpłynęło na poprawę jego sytuacji finansowej. Renowacja strojów, zakup instrumentów czy zatrudnienie na stałe kapeli nie stanowiło już problemu. Zespół
poczuł coś w rodzaju stabilizacji co nie
znaczy, że spoczął na laurach. To był wiatr
w żagle. Pierwszy kontakt z Telewizją
Łódzką miał miejsce 10 listopada 1962 r.,
potem przyszły następne. Zespół miał lepsze i gorsze okresy ale nigdy nie zawiesił
działalności. Jego trzon stanowi młodzież
szkolna. Jedni przychodzą, inni odchodzą
"Blichowiacy" - pierwszy z lewej - Stanisław Wielec, pierwsza z prawej
- Katarzyna Polak - fot. archiwum
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
13
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 14
Daniela Nawrocka była związana z zespołem przez siedemnaście lat. Opracowała choreograficznie wiele obrzędów
ludowych. Współpracowała z Marianem
Moskwą znanym muzykiem folklorystą,
a potem z Andrzejem Matulą, który od
1982 r. pracuje w zespole jako kierownik
muzyczny.
nia artystyczne, szkolne i osobiste tworzą
historię zespołu i jego artystów. Pięćdziesiąt lat to szmat czasu. Wielu ludzi odeszło
już na zawsze, wielu jeszcze przyjdzie,
mam nadzieję, że zespół nadal będzie istniał, bo szkoda tej kultury i tej tradycji
tworzonej przez lata. Sukcesy cementują
zespół. Nie ma co ukrywać, że wszystkie
wyjazdy to poważny argument za przynależnością do zespołu. Ale przecież nie tylko to się liczy. Chociaż nie ukrywam, cieszę się, że mój zespół, bo opiekuję się nim
od 20-tu lat ma okazję pokazać się w innej
części świata.
„Blichowiacy" zwiedzili kawałek Europy,
byli: w Dreźnie, Lipsku, Kursku, w Mericourt we Francji, w Edelhof i Wiedniu,
w Bredzie w Holandii i w 1996 r. w USA
jako jedyny dotychczas zespół z regionu
łódzkiego.
Wiele wydarzeń jakie miały miejsce w zespole, jest wartych odnotowania, zdarze-
Folklor łowicki nie jest mi obcy. Jestem
stąd, z ziemi łowickiej. Urodziłem się
wraz z otrzymaniem świadectwa maturalnego ale są tacy, którzy zostają na długo,
bo nie widzą życia bez zespołu. Właśnie
w zespole poczuli swoje przeznaczenie,
odkryli, co ich naprawdę interesuje i pociąga.
Obecna choreograf zespołu Katarzyna Polak była najpierw tancerką, potem asystentką Danieli Nawrockiej, a dzisiaj sama
prowadzi zespół jako instruktor, choreograf i nauczyciel tej szkoły.
"Blichowiacy" w USA /1996/ - fot. archiwum
"Blichowianki" - fot. archiwum
w Strugienicach, w parafii Zduny. Wychowany byłem wśród tych obrzędów i zwyczajów, które w mojej wsi były czymś normalnym. Kiedy byłem dzieckiem, wieś była jeszcze rozśpiewana. Było dużo muzyki
i radości w ludziach. Chrzciny, komunie,
wesela, nawet pogrzeby były okazją do
spotkań w rodzinie i przy muzyce. Wychowany byłem w poszanowaniu rodziców,
ich woli i tego miejsca, na którym zaistniałem jako człowiek. Żyłem w dotykalnej bliskości tej kultury, która jest już tylko akcentowana przez zespoły. Wtedy nie myślałem, że uczestniczę w czymś ważnym,
byłem cząstką tego życia, które odeszło
bezpowrotnie.
Bliski był mi strój łowicki, bo go znałem.
Moja matka chodziła w wełniaku do kościoła, a „po domu" używała niezdobionego prostego wełniaka. Jeszcze jako chłopak widziałem wiejskie kobiety chodzące
w prostych kieckach z samodziału do grabienia siana, do pielenia buraków. Strój
odświętny różnił się zasadniczo od codziennego, bo i okazje były różne. Uroczysty strój, wkładany do kościoła poprzedzał swoisty rytuał. U nas w domu była
specjalna skrzynia, w której mama przechowywała swoje wełniaki. Wyjmowała je
na specjalne okazje, wielkie uroczystości
kościelne jak Boże Ciało, Boże Narodzenie
czy Wielkanoc. Wyjmowaniu stroju towarzyszył podniosły nastrój. Tylko mama
miała dostęp do tej skrzyni ze strojami.
Ani moje siostry, ani ja nie sprzeciwialiśmy
się temu postanowieniu choć paliła nas
ciekawość, żeby zajrzeć do środka. Kiedy
mama zakładała wełniak obserwowaliśmy
ją w skupieniu. Bo i było na co patrzeć.
Bielonka, kiecka, kaftanik, jedwabnica na
głowę albo fartuch na odziew. Lubiliśmy
patrzeć jak z kiecek wyciąga kołki ze słomy, które służyły nadaniu kształtu kiecce
dętej.
Pamiętając, czym dla łowiczanki był wełniak próbuję młodych uczyć noszenia tego stroju i szacunku dla niego, bo był on
efektem wielomiesięcznej ciężkiej pracy fizycznej i twórczej. Mam nadzieję, że rozumieją czym był ten strój dla Księżaka
i Księżacki.
Niedługo odejdę na emeryturę. Co będzie
dalej nie wiem, mam nadzieję, że zespół
doczeka następnych jubileuszy. Kultura ludowa to nasz wielki atut, pora byśmy to
wreszcie zrozumieli.
7
14
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 15
Bractwo wiosła
ANDRZEJ KOBALCZYK Piotrków Trybunalski
Do wioseł! Do steru! Policzyć się wraz!
/Nie zabraknie nikogo z załogi wśród
nas!/ Miarowo, stopniowo ramiona pręż
w ruch,/ a mięśniom i dłoniom da siłę swą
duch! Pieśń do tych słów (autorstwa Antoniego Bogusławskiego), będącą swoistym
hymnem prężnie rozwijającego się w Polsce po I wojnie światowej ruchu wioślarskiego, śpiewano także na wodach Pilicy.
Stała się ona zawołaniem także dla tomaszowskiego bractwa spod znaku wiosła.
Powróćmy do tych, dziś już zapomnianych czasów, kiedy po Pilicy śmigały wiosłowe łodzie sportowe, a wioślarskie przystanie tętniły bujnym życiem klubowym
i towarzyskim.
Chociaż pierwsze towarzystwa wioślarskie
na ziemiach polskich powstały w końcu
XIX wieku, to jednak ich najbujniejszy rozkwit nastąpił po 1918 roku. Na fali niepodległościowej tworzono takie towarzystwa i kluby w wielu miastach, położonych nad większymi rzekami.Miały one
służyć nie tylko wyrabianiu u młodzieży
tężyzny fizycznej poprzez uprawianie wioślarstwa regatowego, ale także poznawaniu własnego kraju dzięki turystyce wioślarskiej.
„Polsce potrzeba ludzi zaradnych, mocnych. Fale Wisły, świst wichru i potoki
dżdżu ich wychowają (...). Plonem jest
sprawność fizyczna i idący z nią w parze
hart ducha, zdobyte przez zbliżenie się do
przyrody, przez ruchliwość ciała i przez
długie przebywanie na wodzie, w promieniach życiodajnego słońca (...).Dla wędrówek wioślarskich stoi otworem cała
ziemia polska, strojna w liczne rzeki, jeziora i piękne krajobrazy. Nieznana wstęga
rzeczna pociąga wioślarza - turystę, jak
olśniewająca nowość (...) któż, jak nie
wioślarze, winien znać najlepiej wody
swojej ziemi? Któż, jak nie on, winien wiedzieć, czem słyną, jak płyną, gdzie giną?"
Takie idee przyświecały utworzonemu
w 1925 roku w Warszawie Klubowi Wioślarskiemu „Wisła". Gorącym pragnieniem
jego członków stało się przemierzenie na
łodziach wiosłowych wszystkich rzek polskich, a wśród nich także i Pilicy. Ten
ostatni zamiar urzeczywistnili oni w 1926
roku, pokonując na wiosłowej czwórce ze
sternikiem piliczny szlak od Sulejowa do
Mniszewa. Dystans, liczący prawie 170
km, warszawscy wioślarze: Wacław Zajączkowski, Władysław Grzelak, Tadeusz
Guzowski, Wacław Samol i Wincenty Szafrański przepłynęli w niespełna trzy dni.
Efektem tej pionierskiej, obfitującej
w przygody, wyprawy była wydana
w dwa lata później książka pt. „Na wodach Narwi i Pilicy. Wędrówki wioślarskie"
pióra W. Grzelaka.
Na jej kartach znalazły się także interesujące informacje o narodzinach wioślarskiego bractwa w Tomaszowie Mazowieckim.
„Sport wioślarski, tak bujnie krzewiący się
w czterech towarzystwach nad Narwią,
nie ma jakoś szczęścia nad Pilicą ... Podczas naszej wędrówki, ani jedna przystań
klubowa nie zdobiła tej pięknej rzeki. Dopiero w rok później ruchliwy Tomaszów
stworzył pierwszą placówkę wioślarską" zanotowano w tej relacji.
Istotnie, tomaszowscy miłośnicy wioślarstwa zorganizowali się w 1927 roku. Potwierdzeniem tego jest następująca notatka, zamieszczona w jednej z ówczesnych
gazet tomaszowskich: Dnia 6 maja 1927
roku z inicjatywy Miejskiego Komitetu
W.F. i P.W., na zebraniu w sali banku Spółdzielczego, zawiązało się Tomaszowskie
Towarzystwo Wioślarskie. Zebranie prowadził dr Stanisław Narewski.
Najpierw odczytano statut, po czym obecni opowiedzieli się za utworzeniem Towarzystwa. Na statucie Tomaszowskiego
Towarzystwa Wioślarskiego, jego członkowie-założyciele, złożyli swe podpisy:
ksiądz kanonik Szymański, hr Ostrowski,
dr Narewski, dyr. Antoniewicz, dyr. Kiernożycki, dyr. Czałbowski, A. Müller, J. Borowicz, F. Kansy i J. Nowierski. Towarzystwo otrzymało od hr Ostrowskiego tytułem dzierżawy 200 mkw. lasu nad Pilicą.
W dniu 17 maja 1927 roku wybrano Komitet Organizacyjny - jego przewodniczącym został dyr. Czałbowski, długoletni
członek Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego.
Bliżej o okolicznościach narodzin TTW informowała łódzka „Ilustrowana Republika" w obszernej notatce z 26 czerwca
1929 roku: Inicjatywie i zabiegom prof. Jana Nowierskiego, kierownika ćwiczeń cielesnych w szkołach średnich w Tomaszowie, zawdzięczać należy powstanie T-wa
Wioślarskiego (...) skupił on koło siebie
grono młodzieży i w lipcu 1927 roku puścił się w łodzi samoczwart Pilicą i Wisłą
z Tomaszowa do Warszawy. Ten pierwszy
wyczyn sportowy, jakby propagandowy,
dał silniejszy impuls i grono ludzi, skupiwszy się wokół prof. Nowierskiego, zaczęło
poważnie myśleć o realizacji tych zamierzeń. Właściciel dóbr tomaszowskich, J. hr
Ostrowski, ofiarowuje towarzystwu teren
nad Pilicą, gdzie ma być założona przystań. Subsydia m. Tomaszowa, TFSJ i inne
pozwalają na kupno 5 łodzi i wzniesienie
na ogrodzonym terenie przystani, domku
mieszkalnego dla dozorcy i obszernego,
krytego tarasu. Sprężysty Zarząd w osobach p. J. Amroziewicz, wiceprezesa p. F.
Pruskiego i członków Zarządu: pp. L. Fabrycego, L. Indulskiego, St. Janickiego, K.
Kaweckiego, J. Nowierskiego, Z. Pahowskiej i W. Stefankiewicza w d. 16 czerwca
r.b. dokonywa aktu uroczystego otwarcia
przystani i chrztu 5 łodzi....
Cennym źródłem informacji o zadaniach
i formach działalności TTW jest jego zachowany, autentyczny statut. Statut poprzedzono informacją o zatwierdzeniu go
w dniu 19 września 1927 roku i wciągnięciu Tomaszowskiego Towarzystwa Wioślarskiego do Rejestru Stowarzyszeń
i Związków pod nr 1629 przez Urząd Wojewódzki w Łodzi. Na wstępie statut stanowi: „Towarzystwo Wioślarskie ma na
celu uprawianie i krzewienie sportu wioślarskiego, żeglarskiego i pływackiego,
organizowanie życia towarzyskiego
i współudział w życiu społecznym
w związku z dążeniami sportowemi". Temu celowi miało służyć utrzymywanie
przez TTW przystani i „taboru łodzi" nad
Pilicą, urządzanie dla członków towarzystwa systematycznych kursów nauki pływnia, wiosłowania i żeglowania, a także
organizowanie zawodów wioślarskich
i pływackich. Statut mówi również o urządzaniu przez TTW wycieczek, zabaw
i „gier towarzyskich".
Osobny punkt statutu dotyczył „utrzymywania stałego lokalu zimowego i bufetu
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
15
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 16
napoi alkoholowych, na które winno (tj.
TTW - dop. A.K.) brać z Urzędu Akcyz
i Monopolów każdorazowe pozwolenie".
TTW miało nawiązywać kontakty
z podobnymi towarzystwami i klubami
w Polsce i za granicą celem śledzenia sportu wioślarskiego i uczestniczenia w powszechnych konkursach i turniejach, urządzać odczyty i wykłady, wydawać publikacje poświęcone wioślarstwu oraz utrzymywać własną bibliotekę i czytelnię czasopism. Ponadto w statucie zapisano zadanie prowadzenia warsztatu budowy łodzi..
Tomaszowskiemu Towarzystwu Wioślarskiemu przysługiwało prawo używania
własnej bandery. Była to flaga w kolorze
czerwonym z poprzecznym białym krzyżem oraz inicjałami „T.T.W." i kotwicą.
Symbole te umieszczono również na pieczęci towarzystwa. Członkowie TTW mieli
przywilej noszenia munduru klubowego.
Wiele miejsca w statucie poświęcono zasadom przyjmowania członków w poczet
TTW. Było to bowiem dosyć elitarne i jednolite pod względem narodowościowym
grono, do którego nie każdy mógł się dostać. Przyjęcie do TTW było poprzedzone
dość długą procedurą. Natomiast powodem skreślenia z listy członków mogło być
m. in. ... ciężkie przewinienie lub przekroczenie statutu, regulaminu lub spełnienie
czynu, niezgodnego z zasadami honoru
i przyzwoitości. Osobom karanym oraz
pozbawionym „honoru i przyzwoitości"
wstęp do lokalu TTW był zabroniony.
Swoją drogą szkoda, że takich zasad nie
stosuje się we współczesnych stowarzyszeniach i klubach. Z pewnością, w wielu
by się to przydało...
Wybierany na trzy lata Zarząd TTW składał
się z 9 członków, a wśród nich: prezesa,
dwóch wiceprezesów (do spraw sporto-
Przed budynkiem klubowym TTW / ok. 1930 r./ - fot. ze zbiorów Skansenu
Rzeki Pilicy
wych i gospodarczych), naczelnika przystani i jej gospodarza oraz starszego sternika. Fundusze Towarzystwa gromadzono
m. in. z tzw. wpisowego i składek członkowskich (w wysokości 24 zł rocznie, płatnych co kwartał), a także z kar, opłat za
wejście do lokalu i na przystań, dochodów
z zabaw i gier oraz z darowizn i zapisów.
Wśród nielicznych, niestety, pamiątek po
Tomaszowskim Towarzystwie Wioślarskim
zachowało się sześć oryginalnych zdjęć,
wykonanych nad Pilicą. Są one dzisiaj
ważnym źródłem informacji zarówno
o przystani klubowej, jak i o członkach
TTW. Jedno ze zdjęć przedstawia wiosłową łódź - czwórkę ze sternikiem na tle nowo zbudowanej przystani TTW. Widać jeszcze nie urządzone nabrzeże i prowizoryczny pomost. Przystań ciasno okala niski las sosnowy (jego pozostałości są tu do
dzisiaj). Na odwrocie fotografii umieszczono odręczną adnotację: „Wyjazd na
wycieczką do Sulejowa (r. 1929). Sternik:
J. Nowierski. Wioślarze Sekcji Szkolnej
TTW: T. Duchowski, K. Ambroziewicz, J.
Stefankiewicz, T. Kupczyński".
Z pożółkłych, przedwojennych gazet
można się dowiedzieć, że TTW nie ograniczało się do samego wioślarstwa. Tak np.
w dniu 5 marca 1928 r. staraniem Towarzystwa w sali tomaszowskiego kina „Odeon" urządzono koncert skrzypaczki Haliny
Balińskiej i tenora Opery Warszawskiej Wiktora Bregy. Inna wzmianka prasowa
mówi, iż 3 czerwca 1929 roku na przystani TTW odbyło się uroczyste „puszczanie
wianków". Z kolei w dniu 5 lipca 1931 roku w lokalu własnym TTW przy ul. Mościckiego 6 urządziło ono zabawę taneczną,
zaś w dniu 31 grudnia tegoż roku i w tym
samym lokalu - zabawę sylwestrową.
Jak wspominają najstarsi mieszkańcy Tomaszowa i pobliskiej Brzustówki, na przystani TTW przed wojną było zawsze rojno
Widok przystani TTW w 1929 r. - fot. ze zbiorów Skansenu Rzeki Pilicy
16
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 17
i gwarno. Była to, zresztą, jedna z bardziej
eleganckich i zadbanych placówek w tym
mieście. Z czasem na przystani wioślarskiej obok budynku klubowego i hangaru
dla łodzi zbudowano stylowe, drewniane
altanki i takąż samą przebieralnię. Podziwiali te obiekty od strony rzeki Anna i Tadeusz Kowalewscy, tak je opisując w swoim reportażu ze spływu kajakowego („Nasza eskapada po Pilicy". Warszawa 1937):
Mijamy (...) przystań Tomaszowskiego Towarzystwa Wioślarskiego, zbudowaną
prawdziwie po europejsku. O tej porze cisza na Pilicy. Ruch prawdopodobnie zacznie się dopiero po południu. Na razie
tylko bandery na masztach trzepoczą zachęcając do uprawiania wodnego sportu.
Na przystani TTW odbywały się przed
wojną częste zawody i „rewie" wodniackie
z towarzyszeniem stosownego ceremoniału wioślarskiego. Szczególnie uroczystą
oprawę miało tutaj coroczne otwarcie se-
zonu wioślarskiego oraz puszczanie wianków. Zawodnicy TTW niejednokrotnie
zwyciężali w regatach z udziałem innych
towarzystw i klubów wodniackich. Zarówno przystań, jak i samo TTW funkcjonowały dzięki hojności licznych sponsorów.
W tym towarzystwie wypadało bywać...
Kres temu rozdziałowi położył wybuch II
wojny światowej. Przystań TTW zajęli
Niemcy. Korzystali z niej m. in. członkowie
Hitlerjugend. W latach okupacji Polakom
nie wolno było pływać po Pilicy nawet kajakiem. Przygotowując się do obrony
przed radziecką ofensywą Niemcy wybudowali jesienią 1944 roku na byłej przystani TTW, żelbetowy bunkier (istniejący do
dzisiaj). Po przybyciu do Tomaszowa
w grudniu 44 roku dowódca 9 armii niemieckiej - gen. Smillo von Lütwitz objął
początkowo na kwaterę przystanie wioślarskie nad Pilicą. I chociaż znalazły się
one w styczniu 45 roku na pierwszej linii
walk o Tomaszów, to jednak wyszły z nich
bez szwanku.
Tym bardziej można żałować, że dzisiaj
w tym miejscu są już tak nieliczne ślady
z lat świetności TTW. Pozostał z niej tylko
mocno przebudowany budynek klubowy,
jedno wiosło od „czwórki ze sternikiem"
i kilka pożółkłych fotografii...
7
Otwarcie przystani TTW w dniu 16 czerwca 1929 r. - fot. ze zbiorów Skansenu Rzeki Pilicy
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 18
Biesiada Mickiewiczowska
w Radziejowicach
JERZY JANKOWSKI Żyrardów
Województwo skierniewickie mocno zaakcentowało rocznicę urodzin Adama Mickiewicza. W ramach „Roku Mickiewiczowskiego" zorganizowano w przepięknych
wnętrzach zespołu pałacowo - parkowego
w Radziejowicach. Biesiadę Mickiewiczowską. Kilkudziesięciu twórców, krytyków i literaturoznawców przez dwa dni
oddawało się swojej pasji. Gościem honorowym był potomek, w szóstym pokoleniu, Adama Mickiewicza, Roman Gorecki.
Biesiada została pomyślana jako spotkanie
ludzi piszących i zawodowo zajmujących
się literaturą. Przybyli członkowie Klubu
Literatów ze Skierniewic, Żyrardowkich
Warsztatów Literackich, studenci polonistyki i poeci związani ze szkołami i uczelniami województwa. Byli także znani krytycy literatury i przedstawiciele placówek
kulturalnych np. Muzeum Literatury
w Warszawie. Już sam skład zaproszonych
gości zapowiadał ciekawe wydarzenia. Tak
też i było.
Nowe oblicze Adama Mickiewicza czyli
- ostatni zajazd w Skierniewickiem ...
Kontrowersyjny wykład
Dwieście lat minęło od czasu narodzin
jednego z największych polskich poetów.
Można go lubić, szanować trzeba jednak
na pewno. 13 i 14 listopada były dniami,
w których ludzie pióra z województwa
skierniewickiego spotkali się na biesiadzie
literackiej. Dyrektor WDK w Skierniewicach Bożena Witkowska zorganizowała to
spotkanie w jednym z najciekawszych
miejsc zachodniego Mazowsza. Zespół
pałacowy w Radziejowicach składa się
z samego pałacu i połączonego z nim neogotyckiego zameczku. Dom Pracy Twórczej Ministerstwa Kultury i Sztuki był godnym miejscem do uczczenia 200-lecia
urodzin wieszcza Adama.
wygłosił na samym początku Biesiady dr
Kazimierz Świegocki. Sam tytuł „Poezja
dwuskrzydlata - od pychy do pokory" dawał wiele do myślenia. Prelegent zaprezentował tezę, iż Mickiewicz był pełnym
pychy zwolennikiem trendów antykatolickich, a może nawet i pogańskich. Mierzył
się z Bogiem i „wyznawał" wolność. Wszystko to było na granicy herezji, a w wielu
momentach poza tą granicą. Dr Świegocki oparł swoje twierdzenia o dogłębną
analizę „Wielkiej Improwizacji". Trzeba
przyznać, że był przekonujący w swoich
dywagacjach. Jak się okazuje stereotypy
opisujące Adama Mickiewicza jedynie
w kategoriach patriotyczno - niepodległo-
ściowych wymagają prawdopodobnie
pewnej rewizji. Świegocki udowodnił, że
na wieszcza trzeba patrzeć wielopłaszczyznowo. Gdy przypomnimy sobie wszystkie historie związane z pierwszą połową
XIX wieku: filomatów, filaretów. Towiańskiego, idee romantyczne, rozwój masonerii i gnozy to być może i Mickiewicz objawi nam się z nieco innym obliczem. Wykład dr Świegockiego był mocnym początkiem radziejowskiego biesiadowania.
Tego samego wieczoru uroczyście otwarto wystawę - „Pan Tadeusz - obrazy",
która prezentowała ilustracje do słynnych
dwunastu ksiąg. Krótką charakterystykę
przedstawiła dr Elżbieta Banko - Sitek - wicedyrektor Muzeum Literatury w Warszawie. Autorami obrazów są tak znani malarze jak Józef Rapacki, Zygmunt Ajdukiewicz czy Michał Andriolli. Po obejrzeniu
nowej wystawy wszyscy udali się na niezwykle interesujący wykład poświęcony
„nowościom" pióra Mickiewicza. Jak się
bowiem okazuje, półtora wieku po śmierci wieszcz nadal pisze. No może nieco
przesadziłem, ale faktem jest, iż ciągle
znajdowane są na aukcjach, u kolekcjonerów albo w bibliotekach nieznane dotąd
teksty poety. Profesor Janusz Odrowąż Pieniążek - dyr. Muzeum Literatury w stolicy - jest tropicielem tych białych kruków.
Zamek i pałac w Radziejowicach - miejsce "Biesiady Mickiewiczowskiej" - fot. archiwum
18
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 19
Co jakiś czas udaje się je znaleźć. Żeby nie
być gołosłownym, profesor przywiózł do
Radziejowic aż 5 takich nowych unikatów.
Listy, dedykacje czy zapiski Mickiewicza
wolno, ale sukcesywnie wypełniają poszczególne fragmenty biografii. W Radziejowicach mogliśmy zobaczyć np. listy pisane do malarza Teofila Kwiatkowskiego
i księcia Piotra Wiaziemskiego. Był też list
pisany do ... hydraulika z prośbą o naprawę rur. Samo życie.
Wieczór i spory kawał nocy przeznaczono na warsztaty literackie i Nocny
Turniej Jednego Wiersza.
W Turnieju wzięło udział ok. 25 poetów.
Każdy przedstawił jeden wiersz, a szacowne jury oceniło je. Tworzyli je: dr Ziemowit Skibiński, dr Kazimierz Świegocki i dr
Jacek Brzozowski. Któż może lepiej ocenić
wiersze niż poeci, krytycy i znawcy literatury? Werdykt zapadł po długich obradach. W kategorii poezji lirycznej zwyciężył Jerzy Jankowski, natomiast w poezji satyrycznej wygrał Jerzy Paruszewski. Na
warsztatach omawiano poszczególne
utwory i dyskutowano o kondycji współczesnej poezji.
Drugi dzień Biesiady tworzyły głównie
dwa wykłady i dalszy ciąg warsztatów. Jako pierwszy rano zabrał głos dr Jacek Brzozowski, który zajął się specyfiką liryki Mickiewicza na różnych przykładach, głównie
jednak na przykładzie „Pana Tadeusza". To
niesamowite ile można wyczytać pomiędzy wierszami i w nich samych, jeżeli ma
się dużą wiedzę historyczną i literacką. Dla
wielu „Pan Tadeusz" jest prostą, aczkolwiek długą rymowanką pisaną trzynastozgłoskowcem. Gdy wnikniemy jednak
w dzieło, okazuje się, że tam wszystko ma
swoje znaczenie i często drugie dno. Przy
słuchaniu wykładu miałem skojarzenia
z kabalistycznym czytaniem biblii.
my. Wart Pac pałaca. Może przed kobietami? no, to już jest jakiś pomysł. Tyle, że
banalny. Może w takim razie Adam Mickiewicz uciekał przed samym Bogiem. To
ma ręce i nogi, tyle, że Adam Mickiewicz
traktuje Boga jak partnera. A przecież
przed partnerem się nie ucieka, z partnerem się dyskutuje.
Przed kim w takim razie uciekał Mickiewicz?
Uciekał przed samym sobą!
Smutna to prawda. Wiadomo przecież, że
przed sobą uciec się nie da. Skoro jednak
tak było, to może to świadczyć, że Adam
Mickiewicz był człowiekiem zagubionym,
pełnym kompleksów, a być może i nieco
szalonym. Tylko czy wielka sztuka bez szaleństwa jest w ogóle możliwa?
I na koniec, czyli na deser, Roman Gorecki - potomek w szóstym pokoleniu wieszcza Adama. Pojawił się w Radziejowicach wieczorem pierwszego dnia. Chętnie
rozmawiał i udzielał informacji. Nie jest
człowiekiem uprawiającym sztukę, ale
chętnie przyznaje się do wielkiego przodka. Jest nawet pewne podobieństwo pomiędzy obydwoma panami.
Biesiada Mickiewiczowska w Radziejowicach zakończyła się wieczorem w sobotę,
14 listopada. Organizatorzy mogą mieć
śmiało przeświadczenie, że zrobili coś, co
miało wielki sens i dziesiątki osób będą
wspominały to przez lata. Bez Adama
Mickiewicza byłoby to niemożliwe. Następna taka rocznica dopiero za sto lat.
7
Dyr. Bożena Witkowska dziękuje v-ce Dyr. Muzeum Literatury - Elżbiecie
Banko-Sitek za zorganizowanie wystawy - fot. archiwum
Mickiewicz jako gnostyk (?)
Cóż trzeba być konsekwentnym. Skoro
wcześniej przekonano nas do gnostycznych interpretacji Wielkiej Improwizacji,
to i teraz wiele staje się jasne. Być może
jest w tym nieco przesady, ale jako uczestnik Biesiady i amator poezji roszczę sobie niniejszym prawo do licencji na termin: „Adam Mickiewicz - kabalistyczny
patriotyzm gnostyka". Nieco wydumane,
ale wychodzi na to, że być może bliskie
prawdy.
Jury konkursu Jednego Wiersza - siedzą od lewej: dr Kazimierz Świegocki,
dr Ziemowit Skibiński i dr Jacek Brzozowski - fot. archiwum
Jedno jest zupełnie pewne. Każdy powinien jeszcze raz przeczytać „Pana Tadeusza".
Drugi wykład wygłosił dr Ziemowit Skibiński. Tytuł wykładu „Przed kim uciekał Mickiewicz" intrygował wszystkich. Przed kim
miałby uciekać nasz wieszcz? Przed carem? Banalne, przecież wtedy wszyscy tak
robili. Przed Słowackim? Nie przesadzaj-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
19
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 20
„Ballady i romanse“
Warsztaty Wokalne
ROMAN TOMASZEWSKI Zduńska Wola
Regionalny Ośrodek Kultury w Sieradzu zorganizował w Małym Cichym - pięknej górskiej miejscowości na nowosądecczyźnie
w dn.18 -29 lipca warsztaty wokalne. Tegoroczny letni wyjazd łączył wypoczynek
wśród Tatrzańskich szczytów z podnoszeniem kunsztu wokalnego, czyli jednym sło-
wem przyjemne z pożytecznym. W związku
z trwającym rokiem mickiewiczowskim tematem warsztatów były „Ballady i romanse
Adama Mickiewicza w opracowaniu muzycznym". Zajęcia prowadzono w zakresie:
wyboru utworów Mickiewicza do ilustracji
muzycznej, emisji głosu, ćwiczeń na posze-
Próbom wokalnym przysłuchiwało się wiele entuzjastów piosenki
- fot. R. Tomaszewski
Podczas ćwiczeń dykcyjnych Fot. R. Tomaszewski
20
rzenie skali głosu, intonacji, realizacji akompaniamentu do wybranych utworów, posługiwania się mikrofonem, obycia scenicznego, walki z tremą. Trzynaście wokalistek
z przyszłego powiatu zduńskowolskiego,
pod wprawnym okiem, a może przede
wszystkim uchem doświadczonych instruktorów muzycznych: Wojciecha Dybka i Andrzeja Woźniaka szlifowało swoje umiejętności wokalne przed następnymi miejmy
nadzieję, że równie jak dotąd udanymi występami scenicznymi na festiwalowych scenach kraju. Roman Tomaszewski i Zbigniew
Godlewski poprowadzili z młodzieżą zajęcia
dykcyjne i melorecytacyjne, jako przygotowanie do parateatralnego występu budowanego na kanwie utworów A. Mickiewicza. Najciekawszym efektem warsztatowym
było przetransponowanie tekstu „Świtezianki" na melodię „Ej szalała, szalała" zespołu „Krywań". W warsztatach wzięły
udział oprócz zduńskowolanki Małgosi Rychlewskiej, Magda i Dominika Ziembińskie
i Marta Lewandowska, Ewelina Jóźwiak, Katarzyna Wujek, Małgosia Zalewska z Sieradza, Ilona Jewczak i Anna Pawlak z Poddębic, Anna Dawidziak ze Złoczewa, Małgorzata Domagalska, Magdalena Domagalska, Justyna Mielczarek z Szadku. Za sprawą
tych wokalistek w wieku 12 -21 lat Małe Ciche przez kilka godzin dziennie rozbrzmiewało śpiewem, zjednując sobie mieszkańców i uczestników pobliskich kolonii, dając
jednocześnie chwilowe zapomnienie od
trosk przesympatycznym, otwartym i tolerancyjnym gazdom, u których mieszkali państwu Stasiowi i Eli Pawlikowskim (ich rodzicom w dniu przyjazdu warsztatowiczów
spłonęło gazdostwo - dom rodzinny pani
Eli). Gospodarze gościli warsztatowiczów
jak mogli najlepiej, a wspaniałego kunsztu
kulinarnego pani Eli, oraz obfitości codziennych posiłków długo jeszcz nikt z nich nie
zapomni.
Andrzej Woźniak, oprócz umiejętności
w dziedzinie muzyki i prowadzenia zespołów wokalnych i wokalistów, okazał się również wytrawnym przewodnikiem górskim.
Wraz z niezastąpioną Małgorzatą Stefańską
instruktorką Działu Animacji Kultury ROK
(która przez cały czas dbała o to, by nikomu na niczym nie zbywało i, aby być wszędzie gdzie w okolicy najurokliwiej) poprowadzili wspaniałe wycieczki do pobliskiego
Murzasichla, i dalsze - do Doliny Pięciu Sta-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 21
wów, Doliny Kościeliskiej, Doliny Chochołowskiej, Wąwozu Kraków ze Smoczą Jamą,
Jaskini Mroźnej, Zakopanego.
Wrażeń było co niemiara, tym bardziej, że
niektórzy, pierwszy raz wspięli się na wysokość 1670 m.npm., tak bowiem wysoko
położonych jest pięć niepospolicie malowniczych stawów oraz wodospad Wielka Siklawa.
Na zakończenie warsztatów, adeptki wokalistyki pod gwieździstym tatrzańskim niebem dały koncert dla mieszkańców wioski.
Jedenaście pełnych pogody i niezapomnianych wrażeń dni upłynęło bardzo szybko
i trzeba było wracać do domów.
Z wielką zazdrością wszyscy spoglądali na,
jak go nazywano „wicegazdę"- Mariana
Szturmę z żoną Alą (szefową zduńskowolskiego teatrzyku „Bez Nazwy"), którzy mieli
tam jeszcze pozostać.
Na szczęście życzliwi gazdowie zapowiedzieli, że gdy tylko ktokolwiek z warsztatowiczów zapragnie, ich gazdostwo stoi dla
nich zawsze otwarte. Mamy nadzieję,że
przyszłoroczne warsztaty w tym cichym
i urokliwym zakątku Tatr będą równie udane, rozszerzone mają być
o plener malarski i warsztaty poetyckie dla
członków Klubu Pracy Twórczej przy ROK.
Pod Wielką Siklawą
- fot. R. Tomaszewski
Odpoczynek przy Pięciu Stawach
- fot. R. Tomaszewski
Geniusz owładnięty lękiem
i niepokojem
VIOLETTA GOŁYGOWSKA Piotrków Trybunalski
Rok 1998 w związku z 200 - rocznicą urodzin Adama Mickiewicza obfitował
w spektakle i wystawy poświęcone osobie
poety. W prasie z tygodnia na tydzień
przybywało artykułów przypominających
sylwetkę pisarza. Różni ludzie udawali się
w sentymentalną podróż po życiu i twórczości Mickiewicza. Genialnego twórcy
i oddanego ojczyźnie Polaka, dla którego
„kraj lat dziecinnych na zawsze pozostał
święty i czysty, jak pierwsze kochanie". Poeta nie potrafił oderwać pamięci i wyobraźni od kraju lat młodzieńczych, stąd niemal przepoił karty swych dzieł tęsknotą
i miłością do Polski.
Wystarczy sięgnąć po ballady, sonety, powieści poetyckie... Zadziwiające, że pomimo upływu lat fascynują i wzruszają także
współczesnego odbiorcę. Choć wydawałoby się, że poruszane w nich problemy
mogą być niezrozumiałe. A jednak legenda Mickiewicza nie gaśnie. Spuścizna po-
ety pozwala czytelnikowi XX wieku na nowe interpretacje i analizy.
Od 16 lutego do 30 maja w czytelni WBP
w Piotrkowie Trybunalskim czynna była
wystawa przygotowana na obchody roku
mickiewiczowskiego pt. Adam Mickiewicz
- życie i twórczość. Autorką scenariusza
i organizatorką wystawy była Pani Joanna
Bąkowska - kierownik działu informacyjno-bibliograficznego.
Na ekspozycję umieszczoną w gablotach
składały się książki o życiu pisarza, niektóre z dzieł oraz albumy i plakaty. Największe zainteresowanie wzbudzały wydania poematu „Pan Tadeusz", zaprezentowano wszystkie znajdujące się w zbiorach biblioteki. Najstarsze pochodziło
z 1834 roku i zostało wydane w Paryżu.
Kolejne równie cenne z 1920 roku. Ten
piękny, barwny poemat opowiadający
„historię ostatniego zajazdu szlachty“ na
Litwie doczekał się w tym roku ekranizacji.
Jedną ze scen widowiska wyreżyserowanego przez mistrza Andrzeja Wajdę nakręcono w Piotrkowie. Podczas oglądania
wystawy nie brak było słów dumy ... Już
niedługo wszyscy będziemy mogli podziwiać Krzysztofa Kolbergera ucharakteryzowanego na Adama Mickiewicza, gdy
siedzi na naszym miejscowym bruku i czyta dzieło swej pracy.
Całość wystawy rozpościerała migawki
z życia poety. Oczyma wyobraźni przenosiła nas do XIX wieku, czasów klęski
i chwały. Godzin, co już były. Stary zegar
odmierzył je tak dawno ...
Adam Mickiewicz przyszedł na świat, kiedy pachniało choinką i grzybami, w wigilię Bożego Narodzenia 1798 roku. Prawdopodobnie urodził się w Zaosiu lub
w Nowogródku. Do dziś spór o miejsce
urodzin poety trwa. Dzieciństwo spędzał
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
21
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 22
na słuchaniu bajek i zabawach w ogrodzie
pod czujną opieką matki Barbary.
Od 1807 do 1815 uczęszczał do miejscowej szkoły powiatowej, gdzie uczył się
różnie, raz lepiej, raz gorzej. Dalszą edukację kontynuował na studiach w Wilnie. Pobyt w tym prężnym ośrodku kulturalnym
dał Mickiewiczowi solidne przygotowanie
humanistyczne. Duże piętno na twórczości przyszłego pisarza wywarł też okres samokształcenia w gronie przyjaciół: J. Czeczota i T. Zana.
Momentem szczególnie ciężkich przeżyć
były dla Mickiewicza lata 1820 - 1821,
kiedy stracił dwie najukochańsze kobiety:
matkę oraz Marylę Wereszczakównę wielką miłość poety, źródło weny twórczej.
Odeszła od poety poślubiając innego.
Zrozpaczony pisał: „... Nie masz, nie masz
Maryli! Komuż ja się powierzę? Ach, gdyby z tobą kochanie. Smutku i szczęścia nie
dzielę..."
Ogromne znaczenie w życiu Mickiewicza
miały podróże, wszak to z wędrówek po
odległych krajach przywoził poeta tak cudowne wiersze jak Ajudah, Bakczysaraj...
„Wpłynąłem na suchego przestwór ocea-
nu, śród fal łąk szumiących, śród kwiatów
powodzi, Omijam koralowe ostrowy burzanu ..." z entuzjazmem i pasją, zachwycony cudami natury pisał w utworze „Stepy akermańskie".
Na szlaku miejsc, w których był leżą: Neapol, Sycylia, Genewa, Szwajcaria, Włochy
... Jednak najwięcej czasu spędził w Paryżu, mieście, w którym planował spędzić
resztę życia. Chociaż nigdy nie zżył się
z tamtejszym środowiskiem intelektualnym. Tęsknił za krajem. Pobyt na emigracji przytłaczał Mickiewicza.
Przygnębiony w lipcu 1841 roku, jako
profesor katedry literatury słowiańskiej
College de France poznaje wizjonera Andrzeja Tociańskiego. Świadomy swej beznadziejnej sytuacji, bez szansy na powrót
do kraju uwierzył w mesjanistyczne posłannictwo Tociańskiego.
śmierci poety Zygmunt Krasiński napisał:
„Największy wieszcz nie tylko narodu, ale
wszystkich plemion słowiańskich już nie
zyje".
Odszedł największy z największych romantyk naznaczony czarem epoki. Ten dla
którego „była tylko jedna droga, w sercu
szukać natchnienia i dążyć do Boga".
Na opuszczających wystawę ze zdjęć patrzyła twarz człowieka o głębokim spojrzeniu, tak jakby wejrzał do najciemniejszych zakątków własnego jesestwa.
Owładniętego lękiem i niepokojem.
Twarz poety opanowanego przez potrzebę tworzenia, który odchodzi
mówiąc: „Dobranoc! Niech snu anioł
modrymi skrzydły otoczy ...".
7
Jesienią 1855 roku Adam Mickiewicz udał
się w ostatnią podróż swego życia. Pojechał do egzotycznego Stambułu, aby
wesprzeć swoim autorytetem akcję formowania się legionów polskich do walki
z Rosją. W tych burzliwych okolicznościach 26 listopada 1955 roku zmarł. Po
Na urodziny
wieszcza Adama
KAROLINA KUCHARCZYK Piotrków Trybunalski
Z okazji 200-setnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza, zespół teatralny „Zielony" wraz z instruktorką Elżbietą Łągwą Szelągowską zainicjował cykl „Wieczorów
Mickiewiczowskich pod wspólnym hasłem - MOJA IMPROWIZACJA". Na małej
scenie WDK prezentowali się wykonawcy
w wieku od 15 do 23 lat, wyłonieni w drodze eliminacji.
Zainspirowani „Wielką Improwizacją"
stworzyli własne - małe improwizacje na
kształt swoich czasów i potrzeb. Młodzi
ludzie próbowali załatwiać ze sobą pewne
sprawy, sprawdzać wartości, weryfikować
zastaną rzeczywistość.
Te skrajnie romantyczne wizje, często
trudne,momentami bolesne, wyrastały
wprost z Mickiewicza. Kluczowe problemy nękające, czy dokuczające młodym
zostały czasem wręcz wykrzyczane na scenie. To dawało możliwość pewnego wewnętrznego oczyszczenia.
22
Wyszukana formuła i oryginalna konwencja artystyczna całego przedsięwzięcia
sprawiły, że na każdym z konkursowych
wieczorów, organizatorom udało się stworzyć naprawdę świąteczny nastrój.
Nawet nazwy nagród przybliżały, nas
młodzież do Wieszcza. Trzy główne miejsca nosiły miano Złotego, Srebrnego i Brązowego Adasia. Dowodem uznania publiczności była nagroda „Od Marylki"
Pierwszy Wieczór Mickiewiczowski odbył
się 20 lutego br. Rozpoczął się lirycznym
wprowadzeniem w epokę romantyzmu.
Sonety erotyczne Adama Mickiewicza
prezentował Bartek Gumulec z pięknymi
modelkami w stylizowanych strojach
z epoki „mickiewiczowskiej“. Następnie
Mariusz Drzewicki - pianista z Filharmonii
Łódzkiej zagrał koncert muzyki Chopina,
który wprowadził nas w podniosły nastrój
święta kulturalnego.
Ponownie 20 marca spotkaliśmy się na
drugim z zaplanowanych wieczorów poetyckich, który rozpoczął muzyką Chopina
Marek Pająk. Następnie Emilia Król i Marta Westrych zaprezentowały swoje improwizacje nagrodzone w poprzednim wieczorze.
Wszystko działo się pierwszego dnia wiosny. Stąd też oczekiwanie na „Zieloną Panią" było punktem kulminacyjnym wieczoru. Było oczywiście marcowo, jeszcze
wietrznie i chłodno, może za wcześnie na
wiosnę, jeśli już to tylko kalendarzową.
Zawitała jednak do WDK sprowokowana
słodkim trzebiotem dzieciaków z Przedszkola nr 16, które dostały od niej w nagrodę koszyk pełen cukierków.
Tym razem część konkursowa wzbudziła
liczne kontrowersje. Organizatorzy spotkali się z zarzutem jurorów, iż trzeba
zmienić formułę konkursu na Hyde-Park.
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 23
Spierano się przede wszystkim o kryteria
oceny, jakim powinny podlegać prezentacje konkursowe. Ostatecznie jury nie przyznało nagrody głównej „Złotego Adasia".
Ostatni w cyklu, trzeci „Wieczór Mickiewiczowski - MOJA IMPROWIZACJA" odbył
się 18 kwietnia.
Mickiewicz „mocny" siłą swej poezji walczył o niepodległóść ojczyzny. Zastanawiam się o co my chcieliśmy zawalczyć
pokazując swoje „małe improwizacje".
Często o samych siebie! Na pewno nie
o małe egoistyczne przyjemnostki, o możliwość tworzenia własnej osobowości.
Świetnie pokazali to: Krzysztof Płatek, Maria Kubiak, Tomasz Szczepocki, Emilia
Król, Ewa Sewerynek, Magda Kociołek ,
czy Bartek Gumulec. O prawo do własnych uczuć, marzeń i miłości ubiegali się:
Anna Sochaczewska, Anetta Zapart, Michał Kacprzyk i Magdalena Krawczyk. Po-
jawiły się też próby interpretacji własnej
twórczości literackiej w wykonaniu: Karoliny Pietras, Gabrieli Mikołajczyk, Magdaleny Mielczarek. Nie ukrywam, że także
mnie przypadł w udziale „Brązowy Adaś".
Kto był tam, ten widział , czy Piotrkowowi
potrzebne są takie wieczory kulturalne?
Jestem przekonana, że tak. A jednak nie
było tak cukierkowo; piotrkowskie media
potraktowały wieczory dość obojętnie.
Ostatecznie jednak jury uznało, że cykl
konkursów potwierdził dążność do poszukiwania wartości duchowych, własnego
wnętrza i miejsca w życiu. Udowodnił
również, że Mickiewicz, choć żyjący
w odmiennej epoce może być inspiracją
do odkrywania uniwersalnych prawd we
współczesnym świecie. Jurorzy wyrazili
uznanie dla pomysłodawców i organiozatorów I Edycji Wieczorów Mickiewiczowskich.
Inicjatorzy całego przedsięwzięcia pragnęliby zaprosić wszystkich w grudniu - tym
najbardziej mickiewiczowskim, bo urodzinowym miesiącu - na jeszcze jedno spotkanie z improwizacją, gdzie powalczą
najlepsi, wyłonieni z poprzednich wieczorów o tylko jedną nagrodę „Ku pamięci
Adama Mickiewicza".
Być może organizatorzy spróbują upiec
wieszczowi jeszcze jeden tort urodzinowy.
Poprzednie trzy, przyznam, były bardzo
smaczne. Dziękujemy!
7
Obchody Roku
Mickiewiczowskiego w WBP
w Sieradzu
Maria Herman, Sieradz
Uroczyste obchody Roku Mickiewiczowskiego w bibliotekach województwa sieradzkiego zapoczątkowano otwarciem
wystawy „W ojczyźnie serce me zostało szlakiem podróży Adama Mickiewicza",
które miało miejsce w maju, w Gminnej
Bibliotece Publicznej w Goszczanowie.
Uroczystość połączono z obchodami jubileuszu pięćdziesięciolecia placówki. Wystawa, przeznaczona do eksponowania
w bibliotekach samorządowych, przygotowana została w Wojewódzkiej Bibliotece
Publicznej.
mienne cytaty z utworów poety, mapy,
ilustracje, fotogramy.
Obejrzało ją do tej pory około tysiąca czytelników bibliotek (w tym zorganizowane
grupy młodzieży szkolnej), m. in. w Goszczanowie, Warcie, Sędziejowicach, Zadzimiu, Szadku, Wróblewie.
Kolejnym, ważnym zwłaszcza dla środowiska bibliotekarskiego momentem obchodów jubileuszowych, była czerwcowa
wycieczka szlakiem Adama Mickiewicza,
zorganizowana przez sieradzki Zarząd
Okręgu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich. Jej uczestnicy zwiedzili Wilno, obej-
Dyr. WBP - Zofia Sobczak - uroczyście otwiera finał konkursu recytatorskiego
- fot. K. Brodowska
Zawiera utwory poety i opracowania dotyczące życia i twórczości, uporządkowane chronologicznie, zgodnie z jego życiową drogą . Poczynając od publikacji dotyczących dzieciństwa, prowadzi nas szlakiem litewskim (Wilno, Kowno), rosyjskim
(Krym), przez Niemcy, Włochy i Szwajcarię do Francji (Paryż) i Turcji. Każdy etap
podróży ilustrują powstałe tam utwory
i dotyczące ich opracowania, od „Ody do
młodości" i „Dziadów" wileńsko - kowieńskich poczynając, na powstałych w Paryżu
„Księgach Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego" oraz „Panu Tadeuszu" kończąc. Wystawę, przygotowaną przez Barbarę Rosińską
i „oprawioną" plastycznie przez Tadeusza
Dudę, wzbogacają mało znane, a zna-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
23
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 24
Katarzyna Ożadowicz z Poddębic - laureatka I miejsca - fot. K. Brodowska
rzeli Starówkę, celę Konrada, Uniwersytet
Stefana Batorego, pokłonili się Matce Boskiej Ostrobramskiej. W Bieniakoniach
odwiedzili grób Maryli Wereszczakówny,
w Nowogródku - muzeum Adama Mickiewicza. Powitali lato nad Wilią i Wilejką,
spędzili Noc Świętojańską nad upamiętnioną w balladzie Świtezią.
Przywieziony z wyprawy pamiątkowy plakat zdobi dziś wystawę w czytelni WBP.
Do obchodów dwóchsetlecia włączyła się
większość bibliotek samorządowych, dwie
spośród nich, w Poddębicach i Ostrówku,
uczyniły z nich główne hasło tegorocznej
edycji Konfrontacji Kulturalnych Gmin
Województwa Sieradzkiego.
Wiesława Nowak z Komornik
gm. Mokrsko - laureatka II miejsca
- fot. K. Brodowska
W Poddębicach od kwietnia do września
realizowano projekt pod nazwą „Tajemnice Mickiewicza", którego celem było zapoznanie czytelników z mniej znanymi
faktami z życia poety i pogłębienie wiedzy
o jego twórczości. W związku z realizacją
projektu w poddębickiej bibliotece odbył
się cykl odczytów dra Ziemowita Skibińskiego (m. in. „Nowe odczytanie „Pana
Tadeusza"), wystawa „Polskie wydania
„Pana Tadeusza" oraz konkurs dla młodzieży „W Soplicowym dworze", zamykający realizację projektu.
Gminna Biblioteka Publiczna w Ostrówku
starannie przygotowała wieczornicę
„Adam i Maryla", poświęconą roli kobiet
i miłości w życiu poety.
Autorka scenariusza, Grażyna Matusiak,
oparła się głównie na korespondencji
i utworach Mickiewicza.
Wieczornicy towarzyszyła okolicznościowa wystawa a staranna scenografia i oprawa muzyczna dodały uroku wrześniowemu wieczorowi w bibliotece.
Najważniejszym punktem obchodów Roku Mickiewiczowskiego w WBP w Sieradzu był ogłoszony również we wrześniu
wojewódzki konkurs recytatorski poezji
Adama Mickiewicza, przeznaczony dla
młodzieży i dorosłych czytelników. Uroczysty koncert finałowy, z udziałem 25 recytatorów reprezentujących 15 miast
i gmin, odbył się 17 listopada.
Uczestnicy przedstawiali najczęściej znane
utwory poety: fragmenty „Pana Tadeusza"
i „Reduty Ordona", ballady: „Pani Twardowska", „Powrót taty", wiersz „Niepewność".
Obok wielu debiutantów w konkursie
wzięły udział osoby, które startowały już
w licznych konkursach recytatorskich,
stąd komisja, której przewodniczył Radosław Popłonikowski, aktor, prowadzący
zajęcia z wiersza klasycznego w PWSTiF
w Łodzi, miała przed sobą trudne zadanie.
Po naradzie postanowiono przyznać
pierwszą nagrodę Karolinie Ożadowicz
z Poddębic, za interpretację „Powrotu taty", drugą Wiesławie Nowak z Komornik
gm. Mokrsko za fragment „Pana Tadeusza" i bajkę „Przyjaciele".
Trzecią nagrodę uzyskała jedna z najmłodszych uczestniczek - Emilia Kuberska, reprezentująca bibliotekę w Mierzycach gm.
Wierzchlas i recytująca „Koncert nad koncertami" z „Pana Tadeusza".
Za ciekawą interpretację wyróżniono ponadto Małgorzatę Nowak z Sieradza, Martę Kubis z Poddębic i Ilonę Konopkę ze
Zduńskiej Woli. Upominki książkowe (tomiki „Pana Tadeusza", „Ballad i romansów"
oraz „Grażyny") a także okolicznościowe
dyplomy otrzymali wszyscy uczestnicy finału.
Koncert fletowy absolwentek sieradzkiej
Szkoły Muzycznej, Lien Dybczyńskiej
i Martyny Pieniążek, podkreślił uroczysty
nastrój imprezy.
Emilia Kuberska, gm. Wierzchlas - laureatka III miejsca - fot. K. Brodowska
24
Ważnym akcentem towarzyszącym konkursowi była wystawa poświęcona życiu
i twórczości Mickiewicza p.t. „Te księgi
proste", na której zgromadzono dzieła poety, ilustracje i opracowania naukowe.
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 25
Wystawę, autorstwa Anny Jędras i Grażyny Łaciny, opracował plastycznie Sławomir Pokornowski. Pierwsze części wystawy
to „Kraj lat dziecinnych" - książki poświęcone młodości pisarza oraz „Podróżnypielgrzym" - opracowania dotyczące pobytu na obczyźnie.
Dalej wyeksponowano liczne prace naukowe poświęcone twórczości, autorstwa
m. in. Stanisława Pigonia, Konrada Górskiego, Juliusza Kleinera, Kazimierza Wyki.
Tytuł tego działu, „Odczytywanie znaczeń", zaczerpnięto z pracy Jacka Brzozowskiego.
Umieszczony tu fragment listu Z. Krasińskiego do A. Sołtana z 1855 roku: „on był
dla ludzi mego pokolenia i miodem, i mlekiem, i żółcią , i krwią duchową, my z niego wszyscy", stanowić może motto obchodów jubileuszowych.
Największą część wystawy zajmują różne
wydania poezji Mickiewicza, w tym także
najnowsze rocznicowe wydanie „Dzieł".
Wyeksponowano tu również liczne ilustracje, głównie do „Pana Tadeusza", autorstwa Tadeusza Gronowskiego, Jana Marcina Szancera, Józefa Wilkonia, Michała Andriollego.
Wystawę, poza czytelnikami WBP, i młodzieżą szkolną obejrzeli uczestnicy V Samorządowego Forum Kultury.
7
Wieszczu nasz pisany,
wieszczu drukowany
EWELINA BROŚ Piotrków Trybunalski
Brunet o ciemnozielonych oczach, z grymasem na ustach (nie natrafiłam na żadne zdjęcie uwidaczniające Mickiewicza
uśmiechniętego), zamyślony, liberalista
i uczony. Taką fizjonomię dostrzeże postronny obserwator poety.
obok Filii nr 2 zatrzymywali się przed wystawionymi największymi dziełami, artykułami prasowymi traktującymi o płodnej
twórczości Mickiewicza (np. „Ptak małego
lotu" Heleny Zaworskiej, Sycyna, 1998, nr
85) epizodami z życia.
W moim odczuciu Adam Mickiewicz jest
przedstawicielem rewolucyjnej epoki,
twórcą kilkudziesięciu utworów z zapisanymi w nich wrażeniami, cechami, wydarzeniami.
Podobny charakter dominował w wystawach bibliotek: Bibliotece Publicznej - Filia
nr 1 oraz Filia nr 2. Zarówno pierwsza jak
i druga przypomniały najbardziej typowe
obrazki z życia tego nieprzeciętnego człowieka.
Zauważyć warto, że mimo niepozorności
wymienionych ekspozycji zorganizowano
je tak, żeby ugruntować znane już dobrze
fakty, jak i wzrokowo zakodować je w pamięci. Wiadomo bowiem, że obraz dopełnia proces przyswajania.
Adam Mühl, miłośnik nauki i cnoty, kolaborant i wodzirej manifestacyjnego mar-
szu z Rzymu do Mediolanu (którego cele
naczelne to: uwłaszczenie chłopów, równouprawnienie kobiet i Żydów), profesor
katedry literatur słowiańskich i skromny
biedny bibliotekarz; wreszcie wielki autorytet.
Wydawać by się mogło, że tyle skrajnie
różnych cech nie pomieści się w jednym
ciele, a jednak to cały Adam Mickiewicz potomek zdeklasowanego rodu szlacheckiego.
Dzięki otwartemu umysłowi, wystawianemu na coraz nowe próby, doczekaliśmy
się ciekawych lektur o niepowtarzalnym
charakterze i odkryli za ich pośrednic-
W Filii nr 1 z siedzibą na ul. Belzackiej,
w czarnej, drewnianej gablocie, za szybą
znalazły się m. in. „Bajki" z rysunkami Jana
Marcina Szancera, „Pan Tadeusz" zilustrowany przez Michała Andriollego. Na półkach leżały oprócz tego: kserokopie tytułowych kart „Pana Tadeusza" tłumaczonych na język rosyjski, chiński, francuski,
niemiecki, japoński, karta tytułowa pierwodruku tomu pierwszego „Poezji" Mickiewicza z dedykacją autora dla Kaliksta
Moroziewicza (Wilno, 1822). Ponadto
nad katalogiem alfabetycznym górował
duży, czarno-biały wizerunek popiersia jubilata, z którego spogląda człowiek w średnim wieku, z dość długimi włosami, apaszką zakrywająca szyję.
Nieco wcześniej, bowiem od czerwca do
połowy sierpnia 1998 r. przechodzący
Wystawa poświęcona A. Mickiewiczowi w Filli nr 1 Biblioteki Publicznej
w Piotrkowie Trybunalskim - fot. J. Dybkowski
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
25
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 26
domostw bohaterów „Pana Tadeusza".
Zwrócił uwagę na brak znaczącej obecności kobiet w soplicowskim dworze, na parterowe jego usytuowanie, bowiem autor
epopei ani słowem nie wspomina o wchodzeniu czy schodzeniu ze schodów wewnątrz budynku.
Prof. Bogusław Mucha dla odmiany przybliżył powiązania Mickiewicza z moskiewskim, oświeconym domem księżnej Zenaidy Wołkońskiej, pod którego wpływem
napisał „Na pokój grecki" i przetłumaczył,
z kolei prozą, na jjęzyk francuski.
Wystawa poświęcona A. Mickiewiczowi w Filli nr 1 Biblioteki Publicznej
w Piotrkowie Trybunalskim - fot. J. Dybkowski
twem znaki historii zamknięte w wyrazach.
Taką przedmiotowo-podmiotową płaszczyznę postrzegania samego poety i jego wybranych dzieł przekazali referenci
na sesji naukowej, która miała miejsce 21.
listopada w auli Filii kieleckiej WSP w Piotrkowie Trybunalskim.
Niestety adresowana była jedynie do kręgu studentów, profesorów i zaproszonych
gości, z racji typowo specjalistycznego
podejścia do tematu. Przyszli nauczyciele
powinni być wyposażeni, by niebanalnie
i w sposób interesujący przekazać
uczniom jak najwięcej istotnych wiadomości.
Zapewne i taki cel przyświecał Instytutowi
Filologii Polskiej piotrkowskiej Filii.
Słuchacze mogli przekonać się, jak szerokie możliwości odbioru twórczości Mickiewicza rysują się przed czytelnikiem.
Po powitaniu prof. Jerzego Kukulskiego
i wstępie prof. Stanisława Frycie nastąpiło
dziewięć wykładów: Mickiewicza walka
z systemem (prof. Marian Śliwiński), Krzyk
Farysa. Pomiędzy straszną a piękną naturą.
Walka o ład uniwersalny w poemacie Mickiewicza (dr Jerzy Winiarski), Dwór w Panu
Tadeuszu (dr Wojciech Piotrowski), O pokoju greckim w pałacu rosyjskiej księżnej
(prof. Bogusław Mucha), Mickiewicz czytany przez Białoszewskiego (mgr Agnieszka
Skolasińska), W kręgu ethosu rodzinnego.
Powrót taty Adama Mickiewicza (mgr Zofia
Ożóg), Śladami Mickiewicza po Litwie i Białorusi - podróże sentymentalne (dr Barbara
Łopatko-Derlicka), Bakczysaraj w nocy
w przekładach wschodniosłowiańskich
(prof. Marian Jurkowski), O słowniku języka Adama Mickiewicza słów kilka (prof. Felicja Wysocka).
Ciekawe wywody snuł dr Wojciech Piotrowski, wypowiadając się o schemacie
Pełny wspomnień z wyjazdów w miejsca
związane z życiem Mickiewicza był wykład dr Barbary Łopatko-Derlickiej. Znalazła się w nim i cela Konrada w klasztorze
bazylianów w Wilnie, i historia o pomniku
poety, który miał wykonać Henryk Kuna;
dwunastu tablicach obrazujących „Dziady" i portret Adama. W końcu dowiodła,
że kult wieszcza jest obecny także w Wilnie, na tamtych terenach.
Spotkanie trwało do godziny czternastej.
Obiektywnie rzecz ujmując wzbogaciło
warsztat przyszłych polonistów, jednak
szkoda, że rolę wiodącą pełniło tylko i wyłącznie słowo.
Nie wiadomo jeszcze czy w związku ze
zbliżającą się kolejną tego typu, ważną
uroczystością - 190. rocznica urodzin
i 150. śmierci Juliusza Słowackiego, Instytut Filologii Polskiej będzie pomysłodawcą
następnej konferencji okolicznościowej.
Jeśli tak, sugerowałabym posłużeniem się
a tergo również obrazem.
Jak widać z Mickiewiczem obcować można poprzez tekst, w nawiązaniu do życiorysu, z dopuszczeniem do głosu ówczesnej epoki.
Nie ulega tym samym wątpliwości, że da
się go czytać dziś, jutro i za pięćdziesiąt
lat, a kto wie czy w nadchodzącym 21
wieku nie nastąpi renesans, zmartwychwstania poezji Mickiewicza. Skoro w rozstrzygających dla Polski chwilach chętnie
przywoływano jego poszczególne utwory,
nikt nie wykluczy, że sytuacja taka może
restytuować.
Gdyby tak właśnie miało się stać, wybór
Mickiewicza byłby jak najbardziej uzasadniony z trzech co najmniej powodów: po
pierwsze ze względu na aktualność tematu; po wtóre niepowtarzalność i wreszcie
koleje losu mistrza pióra.
7
Sesja naukowa poświęcona A. Mickiewiczowi - Aula Filii Kieleckiej WSP
w Piotrkowie - fot. J. Dybkowski
26
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 27
Stanisława Szukalskiego
projekt pomnika
Adama Mickiewicza w Wilnie
MAREK JĘDRAS Sieradz
Wileńskie pomniki Adama Mickiewicza
- krótka historia
Jest rzeczą oczywistą, iż sprawa wzniesienia w Wilnie pomnika Mickiewicza miała
swój znany kontekst polityczny.
Mimo wielokrotnie podejmowanych starań w tej ważnej dla wilniaków sprawie,
zaborca rosyjski zdecydowanie odmawiał.
Pierwszy projekt pomnika poety naszkicował Czesław Jankowski, dziennikarz wileński w 1905 roku. Swój pomnik sytuował
on na Górze Zamkowej. Próby postawienia monumetu podjęto już w stulecie urodzin poety (1898), niestety Rosjanie pozwolili jedynie na ustawienie skromnego
pomnika w Kościele św. Jana. W tym samym czasie powstały pomniki Mickiewicza w Krakowie, Warszawie i Lwowie,
a nieco później w Poznaniu.
Nowe możliwości nastąpiły z chwilą odzyskania przez Polskę niepodległości (1918).
W 1921 roku zawiązał się społeczny komitet budowy pomnika pod przewodnictwem gen. Lucjana Żeligowskiego, lecz jego działanie nie dało oczekiwanego rezultatu.
Dopiero utworzony w 1923 roku Komitet
Wojskowy pod przewodnictwem gen. Leona Berbeckiego i płk Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza, pchnął sprawę pomnika do przodu.
W realizacji tej idei pomógł Zbigniew Pronaszko, który w tym właśnie czasie objął
Katedrę Malarstwa na Uniwersytecie im.
Stefana Batorego. Artysta znany był ze
swoich awangardowych inklinacji twórczych, ewolujących w stronę kubizmu
i krakowskiej szkoły formizmu. W dość
krótkim czasie sporządził Pronaszko swój
projekt pomnika, najpierw gipsowy,
później jego dwumetrowe rozwinięcie
i przedstawił władzom Wilna do zaakceptowania.
A efekt był w istocie zaskakujący - rzucający wyzwanie dotychczasowej banalnej
manierze pomnikowej.
Z akceptacją tego projektu było trochę
kłopotu.
Władze zwlekały z decyzją wydania zezwolenia na budowę pomnika. Widząc
wyraźny dystans władz do swojego projektu, Pronaszko postanowił sam interwe-
niować: w garnizonie wileńskim, u gen. L.
Berbeckiego i płk M. Tokarzewskiego-Karaszewicza wreszcie u samego Józefa Piłsudskiego. Interwencja pomogła na tyle,
że realizacji jego projektu podjęło się wojsko na terenie garnizonu.
W krótkim czasie stanęła na prawym brzegu Willi, mierząca 12,5 m konstrukcja
składająca się z desek i żelaznych wsporników. Ustalona już nawet data odsłonięcia
pomnika, w ostatniej chwili została przełożona na inny termin z uwagi na ogólnopolskie uroczystości pogrzebowe Henryka
Sienkiewicza.
Ostatecznie dnia 31 X 1924 roku przy huku armatnich wystrzałów odsłonięcia pomnika, a właściwie jego drewnianej makiety dokonał sam Józef Piłsudski. Opinia
publiczna przyjęła ten pomnik z dużą dezaprobatą (a i los zrządził, że drewniany
model pomnika wystawionego przez Pronaszkę zabrała w 1938 roku woda).
Werdykt społeczeństwa Wilna okazał się
nieprzychylny dla Pronaszki i spowodował
jego wyjazd z Wilna i powrót do Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jednocześnie działający równolegle z Komitetem
Wojskowym, Głowny Komitet Cywilny
rozpoczął od 1925 roku zbiórkę pieniędzy
na „prawdziwy" pomnik Mickiewicza.
W 1926 roku rozpisany został kolejny konkurs na pomnika Adama Mickiewicza. Jego zwycięzcą okazał się Stanisław Szukalski, artysta urodzony w Warcie k.Sieradza, a mieszkający na stałe w Kalifornii.
Jednak i jego projekt nie zyskał aprobaty
mieszkańców Wilna i w związku z tym faktem w 1930 roku rozpisano kolejny już
konkurs, do którego m.in. zaproszono:
Xawerego Dunikowskiego, Henryka Kunę
i Antoniego Madeyskiego. Zwyciężył projekt wykonany przez Henryka Kunę. Projekt ten przedstawiał 6-cio metrową postać poety stojącą na 11 metrowym cokole, pokrytym dwunastoma granitowymi
płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny
z „Dziadów", wzbogacone o cztery maski
- symbole Światowida. Mickiewicz - Pielgrzym trzymał w lewej ręce książkę, prawą
ręką, przysłaniając oczy.
Warto w tym miejscu przytoczyć wspomnienie prof. Stanisława Lorentza, sekretarzującemu Komisji Konkursowej, poświęcone projektowi Henryka Kuny:
„...Oryginalny był też projekt samego pomnika: Mickiewicz - Pielgrzym w luźnym
płaszczu, z prawą ręką wzniesioną nad
głową, odlany z brązu, stać miał na wysokim cokole z czerwonego granitu. Cokół
trójstopniowy. Pokrywało go dwanaście
płaskorzeźb, po cztery na każdym stopniu, ze scenami z „Dziadów“. A wieńczony był cały cokół przez cztery maski, które
symbolizowały Światowida.
Otóż jury, zebrane na początku roku
1932, wyróżniło i zaproponowało do wykonania właśnie projekt Henryka Kuny.
Skład jury był na pewno kompetentny
i odpowiedzialny: prof. Adolf Szyszko-Bohusz z Wawelu, rzeźbiarz prof. Tadeusz
Breyer z Warszawskiej Akademii Sztuk
Pięknych, prof. rzeźbiarz Jan Szczepkowski, prof. Juliusz Kłos z Uniwersytetu Stefana Batorego, prof. Marian Lalewicz z Politechniki Warszawskiej, prof. Władysław
Skoczylas, słynny grafik, oraz profesor Ludomir Śledziński /.../ Dnia 18 marca 1932
roku odbyło się walne zebranie Komitetu
w obecności wojewody Beczkowicza /.../
Jak wynikało ze sprawozdania, Komitet
posiadał 238 tysięcy złotych, a na wszystkie koszty związane z budową pomnika
trzeba było około pół miliona /.../ Z wiosną 1932 roku rozpoczął Kuna rzeźbić figurę Mickiewicza i płaskorzeźby cokołu.
W roku 1933 przystąpił do wykonania
w drewnie statui do odlewu w brązie i wykucia w granicie pierwszych płaskorzeźb.
W kwietniu 1934 roku pomnik był prawie
gotów. Artysta wykończył już posąg Mickiewicza w drzewie, sześciometrowej wysokości, to był ogromny pomnik. Ukończył sześć granitowych płaskorzeźb, a do
lata miał ukończyć sześć następnych ...".
W tym właśnie czasie rozpętała się w prasie kampania oszczerstw przeciwko artyście, któremu m.in. wypominano żydowskie pochodzenie. Między innymi „Słowo"
wileńskie na swych łamach rozpoczęło
publiczną ankietę pt. Czy cieszy się
pan(ni) z pomnika Kuny w Wilnie? Działanie to zripostował natychmiast „Cyrulik
Warszawski". Sięgnijmy raz jeszcze do
wspomnień prof. Lorentza: „ ...Ukazała się
tam wtedy karykatura i wierszyk Jerzego
Zaruby O ankiecie wileńskiego „Słowa"
w sprawie pomnika Kuny :
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
27
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 28
Zanim Kunę utracę, monarchię założę,
Ciebie godnie wystroję, „Słowo" ci założę,
Tobie to nie zaszkodzi, a dla mnie
reklama.
Tak mówił.
Wtem ozwał się głos wieszcza Adama:
„Pilnuj szewcze kopyta,
Admirale, floty,
Egzaminów, studentko,
A dziewico, cnoty,
I zapamiętaj sobie, ty z konserwy głowo,
że milszy mi płaszcz z Kuny niźli twoje
„Słowo"!"
Jaki był ciąg dalszy losów Kunowego pomnika? Tragiczny. Ów gotowy drewniany
posąg, który miał być odlany jesienią
1939 roku, spłonął w pracowni odlewniczej w Warszawie w czasie bombardowania miasta. Zachowało się tylko owych 6
płyt, odnalezionych już po wojnie na wileńskim cmentarzu ewangelickim.
Niemcy użyli ich do poszerzenia głównej
alei cmentarnej. Jednak, jak okazuje się los
wykonanych przez Henryka Kunę płyt nie
jest do końca zbadany, bowiem co jakiś
czas pojawiają się doniesienia o odnalezieniu kolejnych płyt. Aktualnie w Wilnie stoi
pomnik Adama Mickiewicza wykonany
przez Gediminasa Jakubonisa - odsłonięty
18 kwietnia 1984 roku (po cichu!).
W trakcie pracy Jakubonisa nad tym pomnikiem, tutejsza gazeta „Czerwony
Sztandar" podjęła ciekawą inicjatywę:
spróbowała dociec losów pozostałych sześciu wyrzeźbionych przez Henryka Kunę
płyt.
W odpowiedzi na apel tej gazety odezwał
się prof. Stanisław Lorentz, który potwierdził w liście do redakcji, że Muzeum Narodowe w Warszawie posiada dwie płaskorzeźby Kuny - projekt w gipsie wymiarów
90x70 cm i wg tego projektu wykonaną
płaskorzeźbę w granicie wymiarów
230x190 cm, która jest nieco uszkodzona
i znajduje się w parku w Wilanowie.
W muzealnym archiwum znajdują się także trzy klisze zdjęć kolejnych płaskorzeźb
Henryka Kuny.
Dopiero w 1996 roku, po wieloletnich
odmowach władz miasta Wilna, wkomponowano ocalałe płaskorzeźby w otoczenie
pomnika wg projektu Jakubonisa. Jak doniósł ostatnio „Przekrój", siódma płyta wykonana przez H. Kunę odnalazła się i jest
wystawiona w pałacu w Radziejowicach.
Wykonany przez Jakubonisa pomnik poety jest niepodobny do żadnego z monumentalnych, znanych w Warszawie, Kra-
kowie, Lwowie czy Paryżu. Cztery i pół
metra wysoki z szarobrązowego granitu.
Przedstawia poetę z włosami opadającymi
pod szyję, marzycielsko spoglądającego
przed siebie. Opiera się łokciami o kolumnę, ręce ma złożone jakby chciał oprzeć
na nich głowę. Jest w tej pozie coś z młodzieńczej zadumy. Z całej bryły epatuje
ciepło i spokój. Nasz poeta patrzy ze swojego miejsca (pomnik usytuowany jest na
skwerku obok kościoła Bernardynów) na
miasto swojej młodości, które przeżyło
wielkie burze, kiedy je opuszczał,
w którym uniesiony duchem zapalał serca
wołając:
„ Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
Łam czego rozum nie złamie:
Młodości! Orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię."
Udział Stanisława Szukalskiego w konkursie na pomnik Adama Mickiewicza
Jak wspominaliśmy już wcześniej wśród
nadesłanych 67 projektów na pomnik
Adama Mickiewicza w Wilnie (1926) znalazła się praca opatrzona godłem TOPÓR.
Sąd konkursowy, w skład którego weszli:
gen. L. Żeligowski, wojewoda W. Raczkiewicz prezydent Wilna W. Bańkowski, krytyk literacki K. Górski oraz profesorowie: F.
Ruszczyc, J. Remer, H. Kunzek, J. Gałęzowski, T. Obmiński, O. Sosnowski i J. Czajkowski, po wstępnej ocenie i odrzuceniu
projektów słabszych wydał ostateczny werdykt : nagrodę I ( w wysokości 10.000 zł)
większością głosów przyznano pracy opatrzonej godłem TOPÓR, nagrodę II (8.000
zł) przyznano projektowi opatrzonemu
godłem FILARETA, a nagrodę III (6.000 zł)
przyznano projektowi opatrzonemu godłem GUSTAW KONRAD. Po otwarciu kopert z godłami, okazało się, że I miejsce
przypadło Stanisławowi Szukalskiemu,
miejsce II Rafałowi Jachimowiczowi, zaś
miejsce III zajął Mieczysław Lubelski.
Do werdyktu dołączono pisemne uzasadnienie, w którym czytamy m.in: „Nr 2 godło TOPÓR - przewyższa uderzająco
wszystkie nadesłane projekty pod każdym
względem. Ujmuje najgłębiej w wysoce
artystycznym, plastycznym ujęciu z siłą
i potęgą wyrazu istotę indywidualności
i twórczości Mickiewicza, wnosi świeżość
myśli i inwencji plastycznej i uderza wybitną rytmiką oryginalnej architektury. Ponadto wyróżnia się wśród nadesłanych
projektów precyzją wykonania na wysokim poziomie kultury artystycznej, aż do
najdrobniejszych szczegółów. Pewna egzotyczność formy leżąca w intencjach artystycznych dzieła nie powinna w tym wypadku być przeszkodą w realizacji projektu wobec wymienionych niezwykłych
wartości dzieła".
Projekt pomnika Adama Mickiewicza w Wilnie /1926/ wykonany przez
Stanisława Szukalskiego Reprodukcja na podstawie: Wykaz prac Szukalskiego
i Szczepu Rogate Serce , /Warszawa/ 1936
28
Stało się jednak inaczej. Prof. Stanisław
Lorentz, bezpośredni świadek tego wydarzenia tak je wspomina: „... ta ekscen-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 29
tryczna kompozycja nie odpowiadała ani
obliczu Wilna, ani dezyderatowi wilnian,
tak że ostatecznie nie została zakwalifikowana do realizacji..."
Projekt Szukalskiego był niezwyczajny
i oryginalny, jak sam autor. Przedstawiał
on Mickiewicza nagiego, siedzącego na
wysokim cokole w kształcie piramidy
schodkowej i karmiącego orła krwią wypływającą z serca.
Ważnym elementem tego projektu była
tęcza, która przechodziła od stóp Mickiewicza pod jego lewą rękę. Biograf artysty
- Lechosław Lemański uważa, że duże nagromadzenie szczegółów zdecydowało
o tym, że bryła rzeźby uległa rozbiciu, a jej
idea była nieczytelna.
Wszystkie prace, które napłynęły na konkurs, zostały zaprezentowane na specjalnie zorganizowanej wystawie.
Odezwała się też prasa, pełna burzliwych
polemik i dyskusji. Główny ton prasowych
doniesień podważał zasadność werdyktu
Sądu Konkursowego.
Dla wielu krytyków, nie był to pomnik,
w całym tego słowa znaczeniu. Uważali
go za rodzaj rebusu, szarady, w której
trzeba tłumaczyć co znaczy nagi człowiek
i siedzący obok niego orzeł oraz dlaczego
człowiek ten karmi orła krwią wypływającą z serca.
że niebotyczną i istotnie będzie piękną
i wartościową ozdobą Wilna".
Gorącym zwolennikiem projektu Szukalskiego był także Artur Górski, który w swojej książce pt. „Glossy. O ludziach i ideałach“ we fragmencie poświęconym opisowi pomnika Mickiewicza uzasadnia, że
wykorzystanie w projekcie tęczy nie jest
żadnym dziwactwem, bo choćby w średniowieczu rzeźbiono ją po kościołach
między prezbiterium a nawą, stawiając na
niej świętych. I dalej, broniąc pomysłu
Szukalskiego, twierdzi, że pomnik ten nie
pasuje do zgiełku miejskiego i że powinien
stanąć w odosobnieniu, wśród dębów, jodeł, lip, w ciszy, w słońcu, gdzieś pod miastem w parku, na ten cel założonym. Siła
głosu opinii publicznej odsunęła realizację
projektu Szukalskiego na kilka lat.
Dopiero w 1931 r. Komitet Budowy Pomnika ostatecznie zdecydował, że nie będzie on stawiany i rozpisał nowy konkurs.
I tak oto nasz wartczanin, choć w bardzo
kontrowersyjny sposób, wpisał się na listę
osób tworzących ogromnych rozmiarów
dokumentację ikonograficzną Wieszcza.
Przy okazji, a propos Szukalskiego, przypomnieć należy, że wybuch II wojny światowej, zbombardowanie pracowni i groź-
ba bezpośredniego zagrożenia życia, powoduje, że opuszcza on Polskę i osiedla
się na stałe w w Kaliforni.
Wojna zniszczyła cały jego dorobek twórczy.
Głęboko przeżywał rozstanie z ojczyzną.
Do końca swych dni utrzymywał on kontakt z Wartą - rodzinnym swym miastem.
W Muzeum Miasta i Rzeki Warty znajduje
się stała ekspozycja poświęcona Szukalskiemu prezentująca fotokopie rysunków,
rzeźb, dokumenty, zdjęcia, wydawnictwa
oraz bogatą korespondencję prowadzoną
z organizatorką tej placówki dr Eugenią
Kaleniewicz.
Stanisław Szukalski, mimo, że tak kontrowersyjny jako twórca jest dzisiaj znany
w świecie, choć od jego śmierci upłynęło
z okładem 10 lat.
Jego twórczość promowana jest przez
małżeństwo Holendrów, którzy organizują
i wydają katalogi i albumy jego prac.
Podobnie, tutaj w kraju, promocją twórczości Szukalskiego zajmuje się jego siostrzeniec, mieszkający pod Warszawą. On
to właśnie wzbogacił zbiory Muzeum Miasta i Rzeki Warty - o zbiór zaprojektowanych przez swojego wuja medali.
Głos krytyki był srogi i nie pozostawiający
suchej nitki na Szukalskim. Zarzucano projektowi, że oglądany z daleka przybiera
kształty przywodzące na myśl coś rozczapierzonego, skłębionego i trudnego do
odczytania, że i tak już niejasną myśl przewodnią gmatwają jeszcze wszystkie niezliczone mięśnie nóg i rąk, paznokcie, żyły
na nogach, otwór pokrajanego serca, skąd
rzekomo płynie krew, dziób orła a także
porozrzucane wszędzie sterczące kawałki
jakby metalu. Prasa wileńska negatywnie
odniosła się nie tylko do projektu Szukalskiego, ale i do pozostałych, uważając ten
konkurs za jedno wielkie nieporozumienie.
I tak np. „Dziennik Wileński" donosił: „Takiej kolekcji wszelkiego szkaradziejstwa,
analfabetyzmu artystycznego i barbarzyństwa doprawdy nie spodziewaliśmy się
oglądać [...] Na ogół nadesłane modele
podzielić można na dwie grupy: część jest
całkiem szablonowa, banalna, bez krzty
talentu - druga część wykazuje silenie się
na oryginalność co w rezultacie daje rzeczy całkiem chybione, bądź dziwaczne,
bądź wprost humorystyczne".
Jednakże pośród tych bardzo krytycznych
uwag, zdarzały się też i wypowiedzi chwalące projekt Szukalskiego.
Do nich należała m.in. wypowiedź Jana
Treflera, który napisał: „... dzieło to swoim
poziomem kultury artystycznej w powiązaniu z szlachetną koncepcją literacką,
górnie a pięknie apoteozującą Wieszcza
Narodu spośród siedemdziesięciu nadesłanych projektów jest odskocznią, omal
Stanisław Szukalski Reprodukcja na podstawie:
Stanisław Szukalski - artysta niepokorny /katalog/, Warta 1988
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
29
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 30
Wszystkich zainteresowanych Stanisławem Szukalskim i jego twórczością zachęcam do odwiedzenia Muzeum Miasta
i Rzeki Warty - naprawdę warto! Odsyłam
też do stosunkowo bogatego piśmiennictwa o artyście.
7
Bibliografia:
Pomnik Adama Mickiewicza w Wilnie - projekt G. Jakubonisa.
Reprodukcja: pocztówka G. Pocius
1.Marek Barański, Mickiewicz na tęczy ...,
Gazeta Olsztyńska 1982 nr 114 s.1,6
2.Biografie sieradzkie cz.1 nr 13, Sieradz
1988
3.Robert Jarocki, Rozmowy z Lorentzem
Warszawa 1981
4. Kronika artystyczna - Wilno, „Sztuki
Piękne" l.1924-1925 s.433
5.Lechosław Lameński, Stanisław Szukalski
- życie i twórczość. Biul.Hist.Sztuki 1976 nr
4 s.308-328
6. Piotr Mysłakowski, Zanim wieszcz spłynął Wilią... Krótka historia Mickiewiczowskich pomników, Przekrój 1998 nr 39[ z 27
września] s.32-33
7. Polska Bibliografia Sztuki 1801-1944:
rzeźba, T.3. Wrocław 1986
8. Stanisław Szukalski - artysta niepokorny,
[Katalog] Wystawa, Warta 1988
9. Wykaz prac Szukalskiego i Szczepu Rogate Serce, Kraków 1936
10. Bronisław Troński, Pomnik Adama Mickiewicza w Wilnie, Kultura 1985 nr 30
s.6
Drama
z Mickiewiczem
EWELINA BROŚ Piotrków Trybunalski
„... nie znał Polski swoich lat dojrzałych,
nie pisał bezpośrednio o niej, chociaż pisał
dla niej" (Sycyna, 1998, nr 85)
Mimo iż Mickiewicz, urodzony w Zaosiu,
uważany jest przez Litwinów za swoją wyłączną własność - polski romantyzm nie
ma bardziej eksponowanego nosiciela
„uczuciowego" widzenia świata, człowieka i literatury. Czy słusznie jednak kładzie
się poecie na skroń ten, jakże zaszczytny
laur? Czy fakt, że następnym pokoleniom
przypadł bardziej do gustu, oznacza jego
rzeczywistą hegemonię nad tym, co wyszło spod pióra jego współczesnych (np.
30
Niemcewicza, Krasińskiego, Kraszewskiego, Ujejskiego, Syrokomli)?
odbiorcy poety. Sprawić, żeby stał się bardziej „dla ludzi".
Można polemizować w tym temacie, jednakże nie miejsce tutaj i czas na porównywanie. Skoncentrujmy sie na wieszczu,
a to w związku z jego okrągłą rocznicą
urodzin.
Zaeksperymentowano (z sukcesem) wyłożenie utworów Adama Mickiewicza językiem dramy, a więc ekspresji, twórczego
przeżycia, aktywizującego każdego, bez
wyjątku ucznia.
Kiedy zbliża się jakaś ważna rocznica, nauczyciele, działacze kulturalni starają się
przybliżyć osobę, miejsce bądź zdarzenie
będące w ośrodku uwagi. W tym roku,
z przyczyn czysto kształcących postanowiono wyjść naprzeciw wymaganiom
Warto w kilku zdaniach nadmienić o tym,
jakże ciekawym elemencie kształcenia.
Wiele jest rodzajów dramy, niemniej jej
cele skupiają się wokół kilku zasadniczych
punktów docelowych: analizy tekstu, inte-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 31
gracji wiedzy i współpracy w grupie, edukacji teatralnej, rozwijaniu umiejętności
w mówieniu, pisaniu i czytaniu, motywowaniu do czytania utworów literackich,
rozwijaniu osobowości.
Drama jest entuzjastycznie przyjętą przez
młodzież, nieszablonową formą prowadzenia lekcji. Rozwija, kształci, a co najważniejsze, długo zapada w pamięci. Jest
wypełnieniem luki między ogniwem przyswajania i istotnego zakodowania.
Co stanęło u podstaw zastosowania właśnie dramy? W dużej mierze chęć pomocy
uczniom we właściwym odbieraniu trudnych treści oraz przełamania niechęci; pokazania, że wystarczy chcieć. Zarówno Jolanta Puzynowska, jak Lucyna Jakubczyk,
prowadzące zajęcia, przyznały, że pomysł
namacalnego - jeśli można użyć podobnego określenia - zetknięcia się z Mickiewiczem, spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony piotrkowskich szkół.
Już od jesieni 1997 r. w Oddziale dla Dzieci WBP w Piotrkowie Trybunalskim poszczególne klasy szkół podstawowych
zbierały sie w czytelni, by kreatywnie
uczestniczyć w przyswajaniu niektórych
utworów Mickiewicza. Za pomocą dramy
nawiązywano do wartości moralnych, takich jak: przyjaźń, miłość, odpowiedzialność za dane słowo. Pod zabawową powłoką wkraczano na teren wymienionych
problemów. Dla młodzieży dobro i zło nie
są wcale jednoznaczne. Tylko od umiejętnego nakierowania zależy czy dzieci będą
właściwie postrzegać oba pojęcia.
Oto plan przykładowej lekcji według pomysłu Jolanty Puzynowskiej w oparciu
o balladę „Świtezianka". Drama literacka
adresowana do klasy szóstej.
Przebieg zajęć:
1 etap - przygotowanie (podzielenie zebranych na grupy i przydzielenie zadań).
Pierwsza grupa ma za zadanie przeprowadzenie wywiadu z Adamem Mickiewiczem, goszczącym w naszym mieście. Następuje wybranie kilku dziennikarzy,
którzy posługując się książkami i pozostałymi materiałami pozyskanymi od nauczyciela, współpracują z sobą.
· Szczególną uwagę należy zwrócić na poprawność formułowanych przez uczniów
zapytań.
Druga grupa otrzymuje skrócony i podzielony na role tekst. Najpierw następuje czytanie, potem próba z wykorzystaniem dostępnych rekwizytów.
· Uczniowie rozwijają wyobraźnię znajdując dookoła siebie rekwizyty.
Trzecia grupa wyszukuje notek dotyczących epoki, gatunku, odpowiedzi na pytanie: Dlaczego przedstawiciele romantyzmu szczególnie upodobali sobie balladę?
Czwarta grupa zbiera argumenty do rozprawy „Sąd nad bohaterem" (najczęściej
czarnym charakterem). Trudność osadza
się na rozstrzygnięciu czy Strzelec jest wi-
nien zarzucanego mu czynu, czyli niewierności, jak i umiejętnego wyartykułowania
swoich racji w przystający do sytuacji sposób.
Na miejscu dostępny jest księgozbiór
i źródła. W razie niejasności uczniowie
mogą po nie sięgnąć. Oswajają się z tematem, aby wyrobić sobie indywidualny pogląd.
2 etap - koordynacja prowadzącego (naprowadzanie, pomoc, sugestie, propozycje);
3 etap - zaprezentowanie ogółowi wyników dotychczasowej pracy; począwszy od
wywiadu, skończywszy na sądzie.
Czas trwania: 90 minut
Jolanta Puzynowska: „Są nauczyciele,
którzy traktują te lekcje jako wprowadzenie, zachęcenie. Wtedy przypominamy
sobie życiorys Mickiewicza, epokę, tło,
troszkę omawiamy interesujący nas gatunek.
Zupełnie inaczej wygląda praca, kiedy
młodzież już zapoznała się z tematyką
utworu. Wtedy organizuję ciekawy konkurs, zajęcia przebiegają bardziej nietypowo".
W nieco odmiennym kierunki biegną kursy dramy organizowane pod okiem Lucyny Jakubczyk z WDK w Piotrkowie Trybunalskim, noszące tytuł „Obrzęd Dziadów,
czyli scenariusz zaduszkowy", skierowane
do uczniów szkół średnich i studentów
pierwszego roku filologii polskiej.
Pierwsze zajęcia Lucyna Jakubczyk przeprowadziła w Zespole Szkół Ponadpodstawowych przy „Piomie" 24. września.
„W mojej dramie realizuję językiem wykładowym to, co ważne (dotykam ram epoki, życiorysu poety, drugiej części „Dziadów"), a jednocześnie wspólnie opracowujemy z grupą scenariusz utworu, tak
zwany „zaduszkowy".
-Jakie zagadnienia porusza się w ramach
tematu?
-Omawiamy scenariusz, pracę reżysera,
opracowujemy scenografię, postaci, rekwizyty, światło, ścieżkę dźwiękową. No
i oczywiście wszystko to jest realizowane
formą ćwiczeń, na bieżąco. Zajęcia kończą się pokazem tego przedsięwzięcia,
które zrealizowaliśmy.
-W jaki sposób realizowana jest ścieżka
dźwiękowa. Czy nie jest to po prostu włączenie magnetofonu?
-Nie, pomocą służą nam drzwi, a raczej
ich skrzypienie, skrobanie w ławkę, głosy
chłopców i dziewcząt, naśladujących na
przykład głos ptaków, odgłosy nocy, szum
drzew, deszcz. Wszystko zależy od wyobraźni.
-Jak to możliwe, że dzieje się aż tyle w tak
krótkim czasie?
-Pracujemy w kilku zespołach. Każdy ma
do wykonania swoje zadanie, które zsumowane, są elementem całości. Działanie
grupowe mobilizuje każdego członka, po-
za tym ma w sobie coś z konkurencji; służy do rozwoju ambicji.
-Wiele informacji wydobywam poprzez
metodę dramy, która nazywa się arkusz
papieru. Polega na rozłożeniu papieru,
wpisaniu hasła, np. czas i miejsce akcji.
Każdy podchodzi i wpisuje, co nasuwa mu
się w powiązaniu z utworem i tymi dwoma wyznacznikami. Następnie omawiamy
i wykreślamy z arkusza niepotrzebne określenia. Często na arkuszu z napisem romantyzm pojawia się hasło Adam Mickiewicz, „Dziady", „Pan Tadeusz", sonet...
Odwoływanie się do intuicji jest doskonałą metodą i co najważniejsze, przynosi
efekty.
Wspomniałyśmy wcześniej o powoływaniu kilkuosobowych drużyn; na czym polega ich zadanie?
-Są to grupy ekspertów: architektów mających naszkicować projekt kościółka, historyków opowiadających o ówczesnych
stosunkach społecznych, podstawowej
dokumentacji, scenografów osób, np. Guślarza, etnografów, którzy mówią o istocie
obrzędu, archeologów informujących
o narzędziach, literaturoznawców, którzy
muszą określić jakiego rodzaju jest omawiany obrzęd (charakter operowy, odwołuje się do antyku, bo mamy chór). Jest
wreszcie grupa artystów plastyków. Oni
w oparciu o informacje pozyskane od poprzedników przedstawiają swoją wizję posługując się ławkami, papierem.
-Na czym polega rola nauczycieli?
-Nauczyciele wcielają się w rolę dziennikarzy; opowiadaja o Litwie, czy obrzęd przetrwał, czy jest obchodzony. W trakcie
czterech godzin pracy powstaje także
rzeźba wybranego bohatera z drugiej części „Dziadów"; przy czym materiałem
rzeźbiarskim jest żywa osoba; krytycy
sztuki wyszukują w tekście ogólne wyznaczniki elementów wyglądu postaci.
Rzeźby są ustawiane i następuje zgadywanie.
Z początkiem października w piotrkowskim WDK zainaugurowało swoją działalność studio teatralne „Proagon". Ono
również nie pominęło tak znaczącej rocznicy. Już na pierwszym spotkaniu wykładowca PWSTFiTV w Łodzi, Paweł Siedlik
zaproponował, żeby poszczególne grupy
istniejące na naszym terenie zajęły się inscenizacją jakiegoś utworu Adama Mickiewicza, bądź jego fragmentu po to, żeby
po pewnym czasie skonfrontować wyniki.
7
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
31
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 32
Kalendarium życia i twórczości
Adama Mickiewicza
chała i Józefa Wereszczaków i tutaj poznaje ich siostrę Marylę.
1798 (24 XII)
w Zaosiu koło Nowogródka (lub w samym Nowogródku) przyszedł na świat
Adam Bernard Mickiewicz, syn Mikołaja
i Barbary z Majewskich.
1807-1815
okres nauki w szkole powiatowej w Nowogródku prowadzonej przez oo. Dominikanów.
1919 (IX)
Mickiewicz podejmuje pracę nauczyciela
w szkole powiatowej w Kownie.
Uczy najstarsze klasy historii, literatury
i prawa.
1820 (21 X)
umiera matka poety - Barbara z Majewskich.
1812 (28 V)
umiera ojciec Mickiewicza Mikołaj.
1815 (29 IX)
Mickiewicz zostaje immatrykulowany na
studenta Wydziału Fizyko-Matematycznego Uniwersytetu Wileńskiego.Otrzymuje
też stypendium (150 rubli rocznie), które
zobowiązuje go po ukończeniu studiów
do pracy na posadzie nauczyciela w podległej uczelni szkole powiatowej.
1816 (9 VII)
Mickiewicz uzyskuje stopień kandydata filozofii.
1817 (13 X)
współtworzy wraz z Tomaszem Zanem,
Józefem Jeżewskim, Franciszkiem Malewskim, Onufrym Pietraszkiewiczem i Janem
Czeczotem Towarzystwo Filomatów.
Z końcem roku Mickiewicz ukończył II
część Dziadów. Była to pierwsza krótsza
redakcja, którą przedłożył do oceny swojemu profesorowi z okresu studiów Leonowi Borowskiemu.
1919 (VI)
Mickiewicz zdaje egzamin magisterski
i otrzymuje temat dysertacji.
1919 (VII-VIII)
W czasie wakacyjnej włóczęgi po Nowogrodczyźnie Mickiewicz odwiedza majątek Tuhanowicze należący do braci Mi-
32
Ukazał się drugi tom Poezji zawierający
„Grażynę" (utwór powstał w Szczorsach lipiec i sierpień 1822, gdzie poeta często
wyjeżdżał do tutejszej biblioteki Chreptowiczów) oraz II i IV część Dziadów.
1823 (4 XI)
Mickiewicz wraz z założycielami Towarzystwa Filomatów zostaje aresztowany i osadzony w przerobionym na więzienie klasztorze Bazylianów.
1824 (3 V)
za poręczeniem Joachima Lelewela wychodzi z więzienia.
1824 (26 VIII)
W tym też czasie powstał utwór „Oda do
młodości"
1822 (VI)
W Wilnie ukazał się drukiem pierwszy tom
Poezji.
Datę wydania historycy literatury przyjęli
jako początek epoki romantyzmu w Polsce.
W przedmowie do tomu Poezji Adam Mickiewicz przedstawił nowy program literacki.
Na tom ten złożyły się utwory:
- „Romantyczność" (utwór powstał w Kownie
w
styczniu
1821r.),
1818 (VII)
Debiut Mickiewicza. W Wilnie na łamach
„Tygodnika Wileńskiego" ukazuje się
pierwszy jego wiersz pt. Zima miejska
1823
- „Świteź“ i „Rybka" (przypuszcza się, iż
utwory te - ballady powstały w 1820 lub
1821 r.)
Car Rosji zatwierdza wyrok na filomatów
i filaretów. Mickiewicz wraz z innymi zostaje skazany na opuszczenie ziem dawnej
Polski i - do odwołania - na pracę w oddalonych rosyjskich guberniach.
1824 (6 XI)
Mickiewicz wyjeżdża z Wilna, a w kilka dni
później opuszcza Litwę, udaje się przez
Rygę do Petersburga.
1825 (1 III)
poeta przybywa do Odessy, skąd m.in.
w towarzystwie Karoliny Sobańskiej i gen.
Jana Witta wyprawia się między 29 sierpnia a 27 października na wycieczkę na
Krym.
1826 (XII)
W Moskwie wychodzi drukiem tom Sonetów, zawierający tzw. Sonety odeskie
i krymskie.
- „Świtezianka" (utwór powstał w Płużynach nad Świtezią w sierpniu 1821 r.,
utwór był drukowany wcześniej na łamach „Dziennika Wileńskiego" - 1822 t.1
s.348),
1828 (21II)
- „Pani Twardowska" (utwór powstał
w Kownie w I poł. 1822 r.),
W Petersburgu ukazuje się drukiem Konrad Wallenrod
- „Lilie" (utwór powstał w Kownie - maj
1820r.),
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 33
1829 (II)
W Petersburgu ukazuje się nowa rozszerzona edycja Poezji zawierająca prócz
przedruków większości wcześniej publikowanych utworów, także nowe, m.in.: Czaty, Trzech Budrysów, Farys poprzedzona
przedmową Mickiewicza pt. Do Czytelnika. O krytykach i recenzentach warszawskich.
ceniem tej książki na rynek francuski, czekając aż pojawi się w Polsce).
1832 (4XI)
Ukazuje się 1 numer „Pielgrzyma Polskiego" wydanego przez Eustachego Januszkiewicza a inspirowanego przez Adama
Mickiewicza.
1839 (12 XI)
Adam Mickiewicz ma swój inaugurujący
wykład w Katedrze Literatury Łacińskiej
Akademii Lozańskiej.
1839-1840
Adam Mickiewicz pisze Liryki Lozańskie.
1832 (XII)
1840 (24 V)
Nakładem Adama Mickiewicza, wydane
anonimowo ukazują się Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego.
W Lozannie przychodzi na świat trzecie
dziecko Mickiewiczów, córka Helena.
1829 (26 V)
Mickiewicz wyjeżdża z Petersburga,
a w dniu następnym wypływa z Kronsztadu do Lubeki na pokładzie „Jerzego IV".
1840 ( 5 X)
1833 (1 IV)
1829 (VIII)
w drugiej połowie sierpnia w towarzystwie Antoniego Edwarda Odyńca odwiedza Weimar, gdzie kilkakrotnie spotyka się
z W. Goethem.
Adama Mickiewicz obejmuje redakcję
„Pielgrzyma Polskiego", którą w początkach lipca przejmuje od niego na ostatnie
sześć miesięcy istnienia pisma - Bogdan
Jański.
1829 (18 XI)
1832 (12 X)
w towarzystwie wspomnianego, przyjaciela i poety Antoniego Edwarda Odyńca
dociera do Rzymu.
W Paryżu ukazuje się drugie wydanie
Dziadów cz.III, zawierające również autorski pierwodruk wiersza Do Matki Polki.
1830 (1 VII)
1834 (20 VI)
przebywa w Szwajcarii oraz na wycieczce
w Alpy, w której m.in. towarzyszy mu
Zygmunt Krasiński.
W Rzymie w drugiej połowie grudnia dowiaduje się o wybuchu powstania w Warszawie.
W drukarni A. Pinarda zostaje ukończony
druk pierwszego wydania Pana Tadeusza.
Mickiewiczowie wraz z dziećmi opuszczają Lozannę i wyjeżdżają do Paryża.
1840 (9 XI)
Rada Oświecenia Publicznego Kantonu
Vand przesyła Mickiewiczowi do Paryża
akt nominacji na profesora honorowego
Akademii w Lozannie.
1840 (15 XI)
Adam Mickiewicz otrzymuje nominację
na profesora tymczasowego w Katedrze
Języka i Literatury Słowiańskiej w College
de France.
1840 (22 XII)
1834 (28 VI)
Celina Szymanowska przyjeżdża do Paryża.
Pierwszy wykład poety w College de France.
1840 (25 XII)
1831
1834 (22 VII)
Około 19 kwietnia opuszcza Rzym i wyjeżdża do Paryża, po drodze zatrzymuje się
m.in. we Florencji i Genewie.
W paryskim kościele Saint Louis d`Antin
Adam Mickiewicz żeni się z Celiną Szymanowską.
W dniu tym ma miejsce uroczysta kolacja
u Eustachego Januszkiewicza, podczas
której dochodzi do pojednania poetów
Mickiewicza i Słowackiego.
1835 (7 IX)
1842 (3 V)
Na świat przychodzi pierwsze dziecko
Mickiewiczów, córka Maria Helena Julia.
Na świat przychodzi czwarte dziecko Mickiewiczów, syn Aleksander.
1836 (20 X)
1844 (II)
W Paryżu zostaje ukończony druk ósmego
tomu Poezji Adama Mickiewicza, zawierający m.in. Zdania i uwagi.
W lutym w Paryżu ukazują się czterotomowe Pisma Mickiewicza stanowiące najpełniejszą za życia edycję jego dzieł.
1838 (27 VI)
1844 (7 IV)
Na świat przychodzi drugie dziecko Mickiewiczów, pierworodny syn Władysław.
Na świat przychodzi piąte dziecko Mickiewiczów, syn Jan Gabriel Donat.
1839 (11 VI)
1844 (28 V)
Mickiewiczowie wraz z dwójką dzieci wyjeżdżają do Lozanny w związku z otrzymaniem przez poetę pracy na tamtejszym
uniwersytecie.
Mickiewicz wygłasza swój ostatni wykład
w College de France; na życzenie ministra
oświecenia prosi o urlop, na którym formalnie będzie pozostawał (otrzymując
połowę pensji) do kwietnia 1852.
1831 (VII-VIII)
przez Lipsk i Drezno przedostaje się z Paryża do Wielkopolski - gości w majątku
Kopaszewo pod Kościanem, a także
w Śmielowie, skąd podejmuje nieudaną
próbę przedostania się do Królestwa.
1831 (23 XII)
W Łukowie Adam Mickiewicz spotyka się
z bratem Franciszkiem.
1832 (III)
Mickiewicz opuszcza Wielkopolskę i jedzie
do Drezna gdzie rozpoczyna pracę nad III
częścią Dziadów.
1832 (XI)
W pierwszych dniach listopada w Paryżu
drukarnię opuszcza czwarty tom Poezji
Adama Mickiewicza zawierający III część
Dziadów (wydawca zwleka jakiś czas z rzu-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
33
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 34
1848 (5 III)
1850 (20 XII)
1855 (22 IX)
Pierwsza audiencja u papieża Piusa IX.
Na świat przychodzi ostatnie dziecko Mickiewiczów, syn Józef Teofil Rafał.
Mickiewicz w towarzystwie Henryka Służalskiego oraz Władysława Zamoyskiego
przybywa do Konstantynopola.
1848 (25 III)
1852 (12 IV)
1855 ( 6 - 17 X)
Druga audiencja u papieża.
1848 (29 III)
Formuje się Zastęp Polski z Adamem Mickiewiczem na czele.
Dekretem prezydenta Ludwika Napoleona
Adam Mickiewicz, Jules Michelet Edgar
Quinet zostają pozbawieni katedr w College de France.
Mickiewicz przebywa w Burgas u Sadyka
Paszy.
1855 (26 XI)
1852 (30 X)
1848 (10 IV)
Zastęp złożony z 11 legionistów pod przewodnictwem Mickiewicza wymaszerowuje z Rzymu do Mediolanu. Tutaj Mickiewicz zostawia swój oddział i wraca do Paryża.
Mickiewicz otrzymuje akt nominacji na bibliotekarza w Bibliotece Arsenału.
1855 (5 III)
Po nagłym ataku choroby (cholera) Mickiewicz umiera w Konstantynopolu.
7
Umiera Celina Mickiewiczowa.
1849 (15 III)
1855 (VI)
Wychodzi pierwszy numer „Trybuny Ludów".
Mickiewicz zgłasza gotowość wyjazdu do
Turcji celem poparcia polityki księcia Adama Czartoryskiego na Wschodzie.
1849 (16 X)
Mickiewicz wraz z innymi Polakami opuszcza redakcję „Trybuny Ludów".
Kalendarium opracowano na podstawie:
1. Adam Mickiewicz, Album, oprac. Stanisław Makowski, Zbigniew Sudolski, pod
red. Zdzisława Libery, Warszawa 1963
2. Gumowski Marek, Życie i twórczość
Adama Mickiewicza W: Łubieński Tomasz,
M jak Mickiewicz, Warszawa 1998 s. 300306
Wzlot ku
księdze świata
ZIEMOWIT SKIBIŃSKI Nowe Zduny k. Łowicza
Na okres rzymski przypada przełom religijny w twórczości Mickiewicza. Oczywiście jałowym wysiłkiem byłoby wskazywać
dokładną datę duchowej przemiany poety, był to bowiem proces ewolucyjny, korzeniami tkwiący jeszcze w okresie rosyjskim.
Znajomość z Józefem Oleszkiewiczem i zapoznanie się poprzez niego z pismami Saint-Martina zadecydowała o tym, że przyszłe utwory Mickiewicza wiele zyskały na
głębi.
One są też widomymi słupami milowymi
na tej drodze, której kierunek wytyczyły
predyspozycje psychiczne i artystyczne jeszcze w czasach poetyckiej młodości.
Arcy-Mistrz należy do owych kamieni wyznaczających ów szlak, a przy tym jest to
wiersz, który winien uświetniać każdą antologię światowej liryki.
34
Tematyka Arcy-Mistrza oscyluje wokół problemu samotności twórcy, występującego
tu pod trzema postaciami: Stwórcy Chrystusa - poety. Świat jest księgą Boga,
której nie potrafią czytać ani rozumieć jedyni jej potencjalni czytelnicy - ludzie.
Przypomina się tu zdanie Maurycego
Mochnackiego: „Natura jest otwartą księgą, mającą za naszych czasów więcej miłośników niż czytelników".
To charakterystyczna postawa dla romantycznej Naturphilosophie, ale Mickiewicz
wykracza poza jej obręb i idzie głębiej.
Zastanawia się, co wynika z owego tekstowego widzenia świata, gdyż Bóg
przemawia do ludzi wieloma językami,
przemawia całym stworzeniem, a człowiek w swym uporze, w braku otwartości jakby odwracał się od dzieła Stwórcy;
ten tedy boleje i cierpi. Kosmiczny ból
samotności określa sytuację egzystencjalną Boga Ojca.
Ale też
Jest mistrz wymowy, co bożą potęgę
W niewielu słowach objawił przed ludem,
I całą swoich myśli i dzieł księgę
Sam wytłumaczył głosem, czynem, cudem;
Ów „mistrz wymowy" jest ziemskim odpowiednikiem Arcy-Mistrza, umie czytać
Jego dzieło i przenosić je na karty swojej
księgi.
Mickiewicz używa słowa „księga", „książka" w tym kontekście zabrzmiałaby niepoważnie. „Mistrz wymowy" to Chrystus, tę
pewność uzyskujemy dzięki następnej
strofie:
Sztukmistrzu ziemski! Czym są twe
obrazy,
Czym są twe rzeżby i twoje wyrazy?
A ty się skarżysz, że ktoś w braci tłumie
Twych myśli i mów i dzieł nie rozumie?
Spojrzyj na mistrza, i cierp boży synu
Nieznany albo wzgardzony od gminu.
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 35
W Arcy-Mistrzu spotykają się trzy samotności, których egzystencja w istocie ujawnia esencję świata.
Samotny jest Stwórca, samotny Chrystus
i samotny poeta, ich dzieła nie znajdują
zrozumienia.
Wiersz ten powstał na zasadzie „sobie ku
pocieszeniu", bowiem jeśli Bóg, Istota doskonała czuje się osamotniony w dziele
tworzenia, to cóż ma narzekać na niezrozumienie „ziemski sztukmistrz"?
Twórczemu nastawieniu i w ogóle twórczej postawie towarzyszy samotność, innego rozwiązania nie ma, bo to mieści się
w takim a nie innym - podkreślmy dobitnie - boskim urządzeniu i sam Bóg zgotował sobie taki los.
Chrystus swoją księgę „sam wytłumaczył
głosem, czynem, cudem".
O jaką księgę chodzi, skoro żadnego pisanego dzieła nie pozostawił po sobie?
Metafizyczną, nie istniejącą w postaci materialnej, księgę „swoich myśli i dzieł",
swoich czyli Boga, a taka właśnie jest księga Najwyższego.
Mowa o niej jest w pierwszej zwrotce:
Jedną pieśń śpiewa i gra od początku:
A świat dotychczas nie pojął jej wątku.
Słowa te zadziwiająco antycypują - na co
bodaj nikt z badaczy nie zwrócił uwagi pierwszy wiersz Zdań i uwag:
Rzecz zaniedbana
Jedna jest rzecz na świecie godna ludzkiej
pieczy;
Ludzie o wszystkim myślą, prócz tej
jednej rzeczy.
Dzieło Boga zasadza się na jedności
w wielości i wielości w jedności, jest wielką, niezmierzoną biblioteką i zarazem jedną księgą.
Chrystus tę księgę objaśnił „głosem, czynem, cudem". Liczy się tu kolejność słów.
Przecież wkrótce po napisaniu Arcy-Mistrza Mickiewicz będzie sam starał się
przejąć misję Chrystusową, czego pierwszym symptomem będą Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego.
Liryki Arcy-Mistrz, Rozmowa wieczorna, Rozum i wiara oraz Mędrcy są świadectwem
głębokiej przemiany duchowej, przede
wszystkim zaś rozrostu samoświadomości
i jednocześnie rozdwojenia; z jednej strony skłonność do pychy, z drugiej pragnienie pokory.
A w Arcy-Mistrzu wzywa poetę do cierpliwego trudu bez oglądania się na opinię
publiczną, do poddania się tragicznemu
w istocie boskiemu zrządzeniu.
Po raz pierwszy ujawnia się w jego twórczości dystans wobec profesji poety; dotychczas traktował ją jako integralną część
własnej osobowości.
Ulubione pojęcie niemieckich romantyków Selbstbewusstsein /samoświadomość/ znajduje ucieleśnienie na tym etapie twórczości. Wiersz ów dowodzi, iż rola poety, ewokatora obrazów, kreatora
odrębnej rzeczywiśtości estetycznej, Mickiewiczowi już nie wystarcza. Odrzuca też
postawę tych, którzy „na swych księgach
ostrzyli rozumy /Zimne i twarde, jak miecze
ze stali". /Mędrcy/
Godzi się w tym miejscu nadmienić, iż na
okres rzymski i drezdeńsko-paryski przypadają istotne rozstrzygnięcia w sferze
epistomologii poetyckiej, wszakże w Wielkiej Improwizacji obok problemu „rządu
dusz", teodycei wiodącym wątkiem jest
wydarcie tajemnicy Bogu, uznanie granic,
a właściwie niezgoda na ich istnienie, poznanie istoty życia, a do tego uniwersalistycznego aspektu dotychczas nie przywiązywano dostatecznej wagi.
Wiemy, że Mickiewicz dużo czytał i w wielu językach, że eliminował z pamięci zbyteczne wiadomości; można rzec, iż stosował odpowiednią higienę lekturową.
W czasie dżdżystych jesienno-zimowych
miesięcy rzymskich poczytywał Liwiusza,
sięgał przeto do źródel.
Zresztą przy przygotowywaniu prelekcji
lozańskich i paryskich stosował podobną
metodę. To była ogólna tendencja, znamienna dla postawy romantycznej - powrót do źródeł.
Stąd książka jako taka nie mogła cieszyć
się specjalnym nabożeństwem.
Poznanie przyrody, a właściwie jej ducha,
również inklinacje historiozoficzne, namysł nad sensem dziejów, zbadanie ducha czasu, tudzież zwrot ku tradycji ustnej, której nosicielem był lud, marzenie,
w tym także senne, pragnienie transcendencji - wszystko to wypędzało romantyków z „pracowni rozumu", której ściany
wyłożone były książkami.
Sonetu, którego pierwszą stronę cytujemy, Mickiewicz nie dokończył; druga
zwrotka wprowadza nowy wątek myślowy
przesłaniający pierwszy przez co w tercynach poeta nie mógł rozwikłać obydwu.
Poezja - sądząc na podstawie cytowanej
strofy - jest dla Mickiewicza stanem ducha
wymykającym się wszelkiemu zwerbalizowaniu.
Poezja nie spoczywa w książce, ona jest
obrazem widzianym „oczyma duszy",
obrazem o szczególnym nasyceniu wizyjno-znaczeniowym.
Własną jej projekcję wkłada Mickiewicz
w usta Konrada w pierwszych wersach
Wielkiej Improwizacji:
Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi.
Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie;
Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach
złamie,
A słowa myśl pochłoną i tak drżą nad
myślą,
Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną
rzeką.
Z drżenia ziemi czyż ludzie głąb nurtów
docieką,
Gdzie pędzi, czy się domyślą? ...
Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata!
Wniosek stąd, iż słowo pisane może zawierać jedynie cząstkę pełni duchowej
twórcy, istnieje bowiem wielki rozziew
między zamysłem a jego spełnieniem. Poezja ma zatem charakter transcendentny,
jej moc poznawcza sięga poza „granicę
Dziadów cz.III Konrad w celi.
Insc. A. Bardiniego Warszawa 1955
Z kolei wzrost zainteresowań naukami tajemnymi, w czym walny udział miał rozwój ruchów wolnomularskich prowadził
do poszukiwań tekstu uniwersalnego,
w którym zakodowana byłaby wiedza,
nade wszystko zaś mądrość świata.
Stąd też poezję traktowali romantycy jako
pewien rodzaj wiedzy tajemnej, zanim
C.G. Jung sformułował tezę o nieświadomości zbiorowej i funkcjonowaniu archetypów, oni już to wcielali w swoje wiersze.
I z wiarą w siłę przemieniającą poezji oraz
jej moc poznawczą wkraczał w szranki literackie Mickiewicz.
W miarę zgłębiania tajników warsztatu artystycznego nasuwały się wątpliwości co
do możliwości pełnego wyrażenia wszystkich treści refleksyjno-uczuciowych:
Poezyjo! Gdzie cudny pędzel twojej ręki?
Gdy chcę malować, za cóż myśli i
natchnienia
Wyglądają z wyrazów, jak zza krat
więzienia
Kryjących i szpecących tak ubogie wdzięki?
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
35
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 36
świata" empirycznego, poza „tu i teraz",
przeto winna wybiegać w przyszłość.
Do odczytania przyszłych losów człowieka, narodu, świata sposobi się Konrad
w tzw. Małej Improwizacji:
Wznoszę się! Lecę! Tam na szczyt opoki Już nad plemieniem człowieczem,
Między proroki.
Stąd ja przyszłości brudne obłoki
Rozcinam moją źrenicą jak mieczem;
Rękami jak wichrami mgły jej rozdzieram Już widno - jasno - z góry na ludy spozieram
Tam księga sybillińska przyszłych losów
świata Tam na dole!
Sytuacja paradoksalna, Konrad wzlatuje
nad ziemię „między proroki", by stamtąd
dojrzeć księgę sybillińską. Paradoksalność
tę pogłębia zderzenie dwu tradycji: judejskiej i pogańskiej /rzymskiej/.
Prorocy oczywiście zaliczają się do tej
pierwszej; pisali swoje dzieła pod wpływem Ducha Bożego bądź otrzymywali od
Pana zwoje ksiąg, aby je spożyć /Ez.,J/, co
miało oznaczać, iż udzielona im została
Mądrość Boża i tym samym nadprzyrodzona tajemnica. Natomiast księgi sybillińskie od czasów Tarkwiniusza Pysznego
złożone były w świątyni Jowisza Kapitolińskiego; w okresie republiki rzymskiej uzyskały wielkie znaczenie, zawierały pisma
prorocze różnorodnej proweniencji i wywierały potężny wpływ na religię rzymską.
W czasach wojen, wielkich przesileń politycznych odwoływano się do nich, szukając w nich rady podobnie jak starożytni
Grecy w świątyni Apollona w Delfach. Kim
była Sybilla, pisze o tym Wergiliusz:
A pobożny
Eneasz pragnie znaleźć jak najrychlej
Wzgórze, gdzie wzniośle króluje Apollo,
Jak też pobliską pieczarę rozległą,
Gdzie w mroku kryje się straszna Sybilla,
Którą delijski wróżbita napełnia
Tchnieniem olbrzymiej myśli, odsłaniając
Przyszłość.
Widać wyraźnie, że w Małej Improwizacji
Mickiewicz nawiązuje do Nazona.
Konrad pragnie wzbić się „między proroki", do wybranych jedynego Boga, by odczytać pogańskie teksty.
I sam Konrad - jak wykazał precyzyjnie Z.
Kępiński - jest fałszywym prorokiem
w Wielkiej Improwizacji.
w liturgii katolickiej symbolizuje niebo.
Mądrość / czytaj: księga/ znajduje się na
wysokościach, nie w dole. Jeśli ów„mąż
jest namiestnikiem na ziemskim padole, to
znaczy, że Mesjaszem".
Wcześniej ks. Piotr mówi:
Po pierwsze, żaden prorok nie walczył
z Bogiem o „rząd dusz", po drugie, Konrad stworzył iście lucyferyczny model kosmosu: „nie dostrzegając istoty swego
błędu i zachowując wciąż w oczach wizję
Boga - władcy absolutnego, podstawia
tylko odwrotną treść, odwrotne intencje
sugeruje rzekomemu władcy: nie solidarność z ludzkim instynktem wolności, lecz
najdzikszą wrogość wobec wolności".
Ku niebu, on ku niebu, ku niebu ulata.
W Wielkiej Improwizacji giną księgi sybillińskie z pola widzenia improwizatora, pojawiają się natomiast inne:
Ludzie myślą, nie sercem, Twych dróg się
dowiedzą;
Myślą, nie sercem, składy broni Twej
wyśledzą Ten tylko, kto się wrył w księgi,
w metal, w liczbę, w trupie ciało,
Temu się tylko udało
Przywłaszczyć część Twej potęgi.
Czyżby rehabilitacja słowa drukowanego,
wiedzy książkowej? Dziwny to zaiste Bóg,
którego księgi czytelne są dla człowieka,
przecież - jak mówi św. Paweł - „Mądrość
bowiem tego świata jest głupstwem u Boga" / 1 Kor 3,19/. Heidegger uważał, iż to
zdanie Apostoła winno zmienić orientację,
o ile nie sam przedmiot teologii, bowiem
„boskość Boga" / termin Mistrza Eckarta/
pozostaje poza ludzkim językiem i rozumowaniem.
Konrad właściwie nie uznaje boskości Boga, on Go antropomorfizuje. Wypowiada
więc walkę fałszywemu Bogu. Przyszłość
przeto nie może należeć do Konrada, bo
sam nie jest nosicielem miłości, w imię
wolności gotów jest zaprowadzić tyranię.
„Księgi" użyte tu są w znaczeniu książek
ludzkiego autorstwa poprzez które można
poznać „część" Boga, część Jego potęgi.
Ale czy Bóg może być podzielny? Pozostaje więc poza poznaniem.
Gwoli ścisłości podajmy, iż rodowód Sybilli z Cumae wywodzi się z Erytrej, a dalej być może - z Babilonii, której Sybillę Pauzaniasz nazywa Sabbe, mającą z kolei hebrajskie pochodzenie.
Konrad chce sięgnąć po księgi sybillińskie,
spoczywające „na dole" czyli na ziemi, pośród ludzi.
Nie Konradowi jest dane odczytać księgę
tajemnic nadprzyrodzonych, ponaddziejowych, a „namiestnikowi na ziemskim
padole" z Widzenia ks. Piotra. Kim on jest,
znamy na ten temat obszerną literaturę,
imię „czterdzieści cztery" intrygowało
wielu badaczy. Najsensowniejszą, moim
zdaniem, daje ostatnio odpowiedź Z. Kępiński. Nas może zainteresować ten oto
fragment:
Tam tkwi utajona mądrość, ale żeby ją
odczytać, trzeba posiadać moc proroczą. Wyczuwamy po ujawnieniu powyższych sprzeczności pewną fałszywość sytuacji, którą w pełni ujawnia Wielka Improwizacja.
Mąż Straszny - ma trzy oblicza,
On ma trzy czoła.
Jak baldakim rozpięta księga tajemnicza
Nad jego głową, osłania lice.
Porównanie księgi z baldachimem naprowadza na trop nieba-księgi. Baldachim
36
Ulata ku niebu po mądrość zawartą w jednej księdze; Adam Kadmon może być odczytany jako prefiguracja Chrystusa, jako
Człowiek-Bóg, nowa ludzkość, człowiek
przyszłości. Stanowi jedność z kosmosem,
który wzajem przenikają pierwiastek boski
z ludzkim. Człowiek zostaje ubóstwiony,
Bóg uczłowieczony. Jeden jest byt i jedna
księga, która zwieńcza, koronuje kondycję
człowieczą nacechowaną transcendencją,
wychyloną ku wartościom wyższym. Jeśli
ks. Piotr księgę nazywa „tajemniczą", to
znaczy, że może być ona jedynie dla wybranych. Sugerować to mogą następujące
słowa:
I od stóp jego wionęła
Biała jak śnieg szata Spadła, - szeroko - cały świat się w nią obwinął. Wizja ta przywodzi na myśl opis
Przemienienia Pańskiego: „ Gdy się modlił? /Chrystus - Z.S./, wygląd Jego twarzy
się odmienił, a Jego odzienie stało się
lśniąco białe" /ŁK 9,29/.
Chrystus zabrał ze sobą na górę Tabor tylko trzech apostołów, Piotra, Jakuba i Jana,
aby przekonać ich co do swojej boskości.
Poszli z Mistrzem wybrani spośród wybranych.
Wybrany „mąż" o imieniu „czterdzieści
i cztery" ma przynieść przebóstwienie
ludzkości, o czym mówi wizja świata owiniętego w białą szatę.
Czym więc w końcu jest ta tajemnicza
księga? To księga nad księgami, zawierająca esencję wiedzy, wiedzę boską, bo jest
ona niebem.
Synonimizuje tu cel marzeń i dążeń człowieka i narodów. Wertując tysiące książek
łudzimy się, że znajdziemy wreszcie pośród nich tę jedną, która da nam odpowiedź na wszystkie nasze udręki, cierpienia, wątpliwości i nadzieje, która w końcu
nasyci głód poznania.
Ten motyw poszukiwania uniwersalnej
księgi, podobnie jak ongiś kamienia filozoficznego, obecny był w myśli europejskiej
od dawna, w stuleciu bieżącym wielokroć
podejmował w swoich esejach Jorge Luis
Borges.
/Tłum. cytowanych tekstów Zygmunt Kubiak/
7
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 37
O Maryli i Adamie
raz jeszcze
Ziemowit Skibiński, Nowe Zduny k/Łowicza
Literatura o Mickiewiczu stanowi dziś zasobną bibliotekę, lecz - o paradoksie - wiele istotnych epizodów biograficznych pozostaje osnutych tajemnicą i wątpić należy, czy uda się nam kiedykolwiek zapełnić
logicznym wyjaśnieniem Mickiewiczowskie białe plamy. Toczy się spory na temat
pochodzenia matki poety, nie wiemy czy
urodził się w Zaosiu, czy w Nowogródku,
niemal nagła śmierć wieszcza również dopomina się o wyjaśnienie.
Zdumiewa wejście nauczyciela powiatowej szkoły kowieńskiej na najlepsze salony
Rosji. Zadajemy sobie pytanie, dlaczego
nie spieszył się do Królestwa w 1831r.,
dlaczego tak nieoczekiwanie ożenił się
z Celiną Szymanowską.
Niedocieczone pozostają powikłania polityczne Koła Sprawy Bożej. Również pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi, gdy
chodzi o stosunek Mickiewicza do kobiet,
spośród których Maryla /właściwie Marianna/ Puttkamerowa zajmuje pierwsze
miejsce w jego biografii uczuciowej, mimo, iż z żoną przeżył wspólnie dwadzieścia lat i spłodził sześcioro dzieci, a z dziedziczką na Bolciennikach łączył go związek emocjonalny przez kilkadziesiąt miesięcy, związek może nie tyle głęboki, dojrzały, co gwałtowny, a cielesny - w moim
przekonaniu - należy postawić pod dużym
znakiem zapytania. Adamowi i Maryli poświęcono w ostatnich latach trzy książki:
Jarosława Marka Rymkiewicza Żmut
/1987/, Marty Zielińskiej, Opowieść o Gustawie i Maryli /1989/ i Dionizji Wawrzykowskiej -Wierciochowej, Adam i Maryla
/1990/. Najbardziej bulwersującą hipotezę o nieślubnym dziecku dwojga kochanków wysunął Rymkiewicz w książce skadinąd świetnie napisanej, hipotezę, która
nie jest do utrzymania, co rzeczowo udowodniła autorka Adama i Maryli, a także
piszący te słowa w artykule MickiewiczRymkiewicz a sprawa podwiązek.
zowania, odcieleśniania postaci, w drugiej
zaś sprowadzania osoby nieprzeciętnej do
poziomu pospolitości i tym samym schlebiania świństewkom gawiedzi na zasadzie
: jeśli Mickiewicz był taki , to czemu i nie
ja ? ! Konsekwencje tej skłonności są bardzo poważne i o wiele bardziej szkodliwe
aniżeli pierwszej. Niewybrednych czytelników, a tych jest znacznie więcej, bardziej interesuje osoba niż dzieło, jeśli więc
poznają ciemne strony twórcy, to potem
łacno przenoszą na dzieło. Tak oto następuje trywializacja wszelkich wyższych wartości.
Jeszcze jedną odnotujmy uwagę tyczącą
się biografistyki, której udziela się przemożnie duch czasu. O ile w czasach sentymentalizmu i romantyzmu dominowała
skłonność do idealizowania przeszłości
i jej ludzi, o tyle w wieku dwudziestym,
zwłaszcza w latach po drugiej wojnie
światowej, panuje wyraźna inklinacja
sprowadzania człowieka wyłącznie do poziomu biologii. Wystarczająco długo żyję,
aby zauważyć przemiany w sferze erotyki,
jak swoboda seksualna poczyniła postępy,
że najpierw coitus, a potem ewentualnie
gra wstępna .Ten duch czasu udzielił się
też mickiewiczologii. Dla mnie przede
wszystkim twórczość poety pozostaje
głównym kluczem do poznania osobowości twórcy. Mickiewiczowi nie można zarzucić, że kłamał, że był nieszczery,
w przeciwnym razie pozostałby poetą
martwym. Swoje ''ja'' dyskretnie zakamuflował w Panu Tadeuszu, bo tego wymagała konwencja epicka utworu, w lirykach
zaś mówił tak szczerze i celnie o swoich
przeżyciach, że jego prawda wewnętrzna
stała się naszą prawdą. Szczerość ta nie
ma nic wspólnego z ekshibicjonizmem,
epatowaniem nagością duszy, to jest nie
obnażanie, tylko sięganie do głębi.
Dlatego najwiarygodniejszym źródłem
wiedzy o Mickiewiczu jest sam Mickiewicz, Jego dzieło. W jednym z sonetów
odesskich Mickiewicz wyznał: „Lubię rozkosz, lecz zwodzić nadto jestem dumny".Zwięźle wyraził się o swojej postawie
erotycznej, dalekiej od bawidamka, salonowego lwa. Żadna ze współczesnych
o nim relacji pamiętnikarskich nie przedstawia poety w roli zalotnika wdzięczącego się do dam, mimo to, a może dzięki temu cieszył się powodzeniem u kobiet.
Magnesem przyciagającym doń płeć piękną była sława i osobowość poety , w młodości zaś jeszcze uroda. Mimo, iż przedwcześnie zaczął się starzeć, a jesli chodzi
o higienę osobistą i ubiór był abnegatem,
Tuhanowicze. Akwarela W. Dmochowskiego
Domniemania Rymkiewicza podnosi co
rusz prasa bulwarowa i wszystko wskazuje, iż nieprędko pójdą w zapomnienie. Nie
chodzi mi tu o ponowne ubrązowianie
osoby Mickiewicza, widzę bowiem poważne niebezpieczeństwa zarówno w metodzie odbrązowiania, jak i jej przeciwnej.
W ostatniej kryje się tendencja do ideali-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
37
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 38
to w dalszym ciagu cieszył się względami
płci przeciwnej. Nie znajdziemy w jego
dorobku wierszy, ktorymi chciałby pozyskać serce i nie tylko serce kobiety. Pióro
wieszcza nie stroniło od dam, pisał o swoich przeżyciach,wątpliwościach /słynna
Niepewność/, o bólu, bez spoufalania ,
z godnością , niekiedy zaś z odcieniem
frywolności. Pisał o nich, do nich, lecz nie
dla nich. Maryla - jako się rzekło - zajmowała w tej galerii dam miejsce szczególne.
Syn poety,Władysław, ogromnie ciekaw,
jak prezentuje się wielka miłość ojca, udał
się w 1861 r. na Litwę i spotkanie z panią
Puttkamerową skwitował jednym zdaniem:" Nie musiała być nigdy piękna..."
Pokrywa się jego osąd z tymi, którzy pamiętali Marylę młodą. Miała za to wiele
innych walorów.
Nie była piękna, co nie znaczy, że nieurodziwa. Urok jej osoby zawęźlał się w niebanalnej osobowości, w gestach, w ruchach, mimice, zgrabnej sylwetce, we
wdzięku /nie egzaltowanej pensjonarki !/.
Jak na owe czasy należała do kobiet nieźle
wykształconych. Pobierała lekcje francuskiego, śpiewu,gry na skrzypcach i fortepianie u Francuzów i Włochów. Cierpienia
młodego Wertera poznała jeszcze przed
Mickiewiczem.
Zauroczenie drugą osobą ma charakter irracjonalny i nie sposób tu tłumaczyć Mickiewicza z uczuć. Jednego możemy być
pewni, iż owo narastające zafascynowanie
osobą Maryli miało charakter ponadzmysłowy,czyli, że zmysłowy plus coś więcej.
W prawdziwej miłości odnajdujemy swoją
tożsamosć,bo patrzymy na siebie oczami
drugiej osoby, która afirmuje w nas najlepszą cząstkę osobowości. Maryla szybko
zorientowała się, iż ma do czynienia
z wielką osobowością poetycką, mimo, iż
Adam był wówczas autorem kilku publikowanych wierszy . Ona też była pierwszą
kobietą, która afirmowała Adama nie jako
mężczyznę, a osobę, a brak tej afirmacji
odczuwał od dzieciństwa, o czym
nadmienił w jednym z późnych wierszy.
Ona też pomogła narodzić się mu jako
poecie, była akuszerką przy porodzie romantyzmu polskiego. Żadna z dotychczas, tzn. do 1820 roku, poznanych kobiet nie dorastała do roli wybranki poety.
To nad Świtezią w pobliżu majętności Wereszczaków narodził się polski romantyzm.
Atmosfera tuhanowickiego dworu,oczytani bracia Wereszczakowie ,zwłaszcza Michał- adresat ballady Świteź, tamtejsza biblioteka i wspaniała okoliczna przyroda,
życzliwość gospodarzy i miłość do „panienki ze dworu" wywarły silne piętno na
Balladach i romansach.
Odważam się atoli twierdzić, iż związek
Adama i Maryli nie znalazł spełnienia fizycznego. Czym to tłumaczę ? Wiele racji
za tym przemawia.
Zwróćmy uwagę, iż miłość poety do Puttkamerowej nie doczekała się potępienia ze
strony przyjaciół - filomatów, stawiających
sobie cel doskonalenia moralnego. Przyjaciele tylko współczuli Adamowi i ubolewali, że nie znajdują sposobu na wyciągnięcie go z tej biedy. Natomiast gdy chodzi
o związek z Karoliną Kowalską, Adam spotkał się z dezaprobatą wileńskich kolegów,
bo kochał się „nieestetycznie", co w ich języku oznaczało miłość fizyczną. "Wenera
kowieńska"- zdaje się- nie miała zbyt mocnych hamulców w użyczaniu wdzięków.
Była kobietą starszą o cztery lata od poety, w pełnym rozkwicie kobiecości.
Ona też prawdopodobnie inicjatywę przejęła w swoje ręce, bo po prostu nudziła się
w małym miasteczku ,kiedy mąż lekarz
jeździł do pacjentów.
O żadnym głębszym związku uczuciowym
nie można tu mówić, przynajmniej gdy
chodzi o Mickiewicza.
Najpełniejszy wyraz artystyczny miłość
Adama i Maryli znalazła w IV części Dzia-
Tuhanowicze. Murowanka, w której mieszkał Mickiewicz. Drzeworyt K. Rocha
38
dów. Zbyt szczupłe tu miejsce, by przytaczać odpowiednie cytaty zaręczające
o wymiarze idealnym, a nie cielesnym tego związku, który zdał się ograniczać do
pocałunków i nieśmiałych pieszczot. Wiemy, że sonet Widzenie się w gaju odnosi się
do realiów bolcienickich, następny zaś
w cyklu rozpoczyna się słowami:
Potępi nas świętoszek, rozpustnik wyśmieje,
Że chociaż samotnymi otoczeni ściany,
Chociaż ona tak młoda, ja tak zakochany,
Przecież ja oczy spuszczam, a ona łzy leje.
Ja bronię się ponętom, ona i nadzieje
Chce odstraszyć, co chwila brząkając
w kajdany,
Którymi ręce związał nas los opłakany.
Nie wiemy sami co się w sercach naszych
dzieje.
Sonet ten kontynuuje wątek poprzedniego, mówi o skazaniu się na miłość bez
przyszłości.
Poeta zdawał sobie doskonale sprawę, że
miłość fizyczna w tym przypadku mogłaby mieć tragiczne konsekwencje. Poza
tym pamiętajmy, iż Adam w obcowaniu
z kobietami był wówczas bardzo nieśmiały, na co miało wpływ ciągłe od dzieciństwa przebywanie w męskim środowisku /
wychowany wśród samych braci, później
krąg filomacki, uniwersytet, szkoła kowieńska/.
Przypuszczam, iż zapędy cielesne wieszcza hamowane były szacunkiem dla Maryli, jej związku małżeńskiego, wreszcie
dla samego Puttkamera, człowieka niezwykłej kultury, taktu i charakteru. Warto
i to mieć na względzie, że powab erotyczny Maryli nie należał do tych, co dech
w męskiej piersi zapiera. Maryla, również
młoda /równy rok młodsza od Adama/,
nie śmiała przejmować inicjatywy. To
sprawa wychowania wyniesionego z domu; ślubowanie małżeńskie miało też
swoje znaczenie dla młodziutkiej kobiety.
Kwestią otwartą pozostaje sprawa zerwania romansu, bo naturalne, spowodowane upływem czasu wystygnięcie uczuć należy wykluczyć. Faktem bezspornym pozostaje próba samobójstwa poprzez zażycie laudanum przez Marylę, którą z wielkim wysiłkiem lekarza odratowano.
Rzekomo snuła plany wspólnej ucieczki do
Drezna, a poeta skrewił. Chwała Bogu, bo
dzięki temu tchórzostwu mamy późniejsze arcydzieła, które - należy wątpić - powstawałyby w nielegalnym stadle małżeńskim.
Te ucieczki Mickiewicza przed zbyt natarczywymi kobietami powtarzały się
w późniejszych latach. Dziwić jedynie może zachowanie Wawrzyńca Puttkamera,
tolerującego z niezrozumiałym spokojem
miłosne uniesienia małżonki. Odyniec
i Chodźko rozpowszechniali po dworach
litewskich wieść o jakoby nieskonsumowanym małżeństwie Puttkamerów, dając
tym samym furtkę wyjścia dla zakocha-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 39
nych i ewentualnego kościelnego unieważnienia małżeństwa. Pan Lorens / tak
o małżonku wyrażała się do osób trzecich
Maryla/ podreperował nadwątlone finanse rodzinne 40 000 złp wniesionymi w posagu przez żonę.
Nie jest to oczywiście reguła, ale nasycenie pierwiastkiem idealistycznym bierze
się częstokroć z niedosytu cielesnego,
zmysłowego.
A nikt chyba nie śmie twierdzić, iż dosyt
jest twórczy.
Mógł, a może nawet musiał cicho siedzieć
i rozkoszować się poezją Adama, w tym IV
częścią Dziadów, na których egzemplarzu
poeta wpisał wierszowaną dedykację dla
Maryli, kończącą się słowami: I pamiątki
kochanka przyjmij z ręki brata ...
I jeszcze jedno.
Dramat miłosny Adama i Maryli rozgrywał
się według romantycznej konwencji.
U Maryli, obczytanej w literaturze, zacierała się granica między sztuką a życiem.
Nie możemy powiedzieć na ile literatura
kształtowała jej postawę i zachowanie,
wiemy natomiast o jej udziale w literaturze. Szczęśliwa była w tym, że nieszczęśliwa w miłości /wiele kobiet posiada te masochistyczne skłonności/ i dlatego doskonale się czuła - nie zdając sobie z tego
w pełni sprawy - w roli romantycznej heroini. Ukochany poszedł najpierw za bazyliańskie kratki, a potem w siną dal, ona zaś
długo jeszcze rozpamiętywała swoje nieszczęście, rodząc dzieci Wawrzyńcowi, nie
kochając jednak męża i - co gorsze wspólnego potomstwa.
Dzisiaj słowo „kochanek" ma jednoznaczne konotacje. W czasach romantyzmu,
w tym i w Balladach i romansach, oznaczało przede wszystkim osobę kochaną bądź
ukochaną. Współżycie cielesne nie było jedynym i wyłącznym prawem do tego miana.
W dobie powszechnej degradacji wzniosłości, w dobie skarlenia duchowego ideał
sprowadza się alkowianych zabaw, od
których nie stronił Mickiewicz.
Rozkosze i zmagania cielesne znalazły wyraz w innych wierszach, nie tyczących się
Maryli, a pełne militarnej metaforyki. To
były dla poety gry wojenne.
Odróżniał jednak grę, zaloty, kokieterię od
uczuć, które dlań stanowiły świętość. Arcydzieła literatury miłosnej jak pieśni minne singerów, trubadurów, jak Życie nowe
Dantego, Sonety do Laury Petrarki, jak
wreszcie IV część Dziadów zrodziły się
z miłości niespełnionej.
Pielęgnowała „suchy gaik" w Bolcienikach, miejsce spotkań z kowieńskim nauczycielem, jeździła na swojej Hurysie po
okolicznych polach w białej sukni z przypiętą czarną wstążką, znakiem żałoby po
umarłej miłości. Już za młodu weszła do literatury, za życia przeżyła samą siebie.
No cóż, ideał wymaga ofiar, ale i pojęcie
ofiary wypada ze współczesnego słownika, dlatego tak trudno wielu badaczom
i dziennikarzom zrozumieć idealny wymiar miłości romantycznych kochanków.
7
Przypomnienie
Sonet
Do M * * *
Wiersz napisany w roku 1823
Precz z moich oczu!... posłucham od razu,
Precz z mego serca!... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci! ... nie ... tego
rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.
Maryla z Wereszczaków
Puttkamerowa. Miniatura z XIX w.
Czy to na balu w chwili odpoczynku
Siędziesz, nim muzyk tańce zapowiedział,
Obaczysz próżne miejsce przy kominku,
Pomyślisz sobie: on tam ze mną siedział.
Jak cień tym dłuższy, gdy padnie z daleka,
Tym szerzej koło żałobne roztoczy...
Tak moja postać, im dalej ucieka,
Tym grubszym kirem twą pamięć
pomroczy.
Czy książkę weźmiesz, gdzie smutnym
wyrokiem
Stargane ujrzysz kochanków nadzieje,
Złożywszy książkę z westchnieniem
głębokiem
Pomyślisz sobie: ach! To nasze dzieje ...
Na każdym miejscu i w każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą
bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.
A jeśli autor po zawiłej probie
Parę miłośną na ostatek złączył,
Zagasisz świecę i pomyślisz sobie:
Czemu nasz romans tak się nie zakończył?
...
Czy zadumana w samotnej komorze
Do arfy zbliżysz nieumyślną rękę,
Przypomnisz sobie: właśnie o tej porze
Śpiewałam jemu tę samę piosenkę.
Wtem błyskawica nocna zamigoce:
Sucha w ogrodzie zaszeleszczy grusza
I puszczyk z jękiem w okno zatrzepioce ...
Pomyślisz sobie, że to moja dusza.
Czy grając w szachy, gdy pierwszymi
ściegi
Śmiertelna złowi króla twego matnia,
Pomyślisz sobie: tak stały szeregi,
Gdy się skończyła nasza gra ostatnia.
Tak w każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą
bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.
Lauro! Czyliż te piękne wieków naszych
lata
Jeszcze się kiedy twojej malują pamięci?
Kiedyśmy sami tylko i sobą zajęci,
Dbać nie chcieli o resztę obcego nam
świata.
Chłodnik, co się zielonym jaźminem
wyplata,
Strumień, co z miłym szmerem po łące się
kręci;
Tam nas często, wzajemne tłumaczących
chęci,
Późnej nocy miłośna osłoniła szata.
A księżyc, spod bladego wyjrzawszy
obłoku,
Śnieżne piersi i złote rozświecał
pierścienie,
Boskiego wdziękom twoim przydając
uroku.
Wtenczas serca porywa słodkie
zachwycenie,
Usta się spotykają, oko ginie w oku,
Łza ze łzą, i z westchnieniem miesza się
westchnienie!
[1818]
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
39
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 40
Niepewność
Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie
płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czekoś mi braknie, kogoś widzieć żądam
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?
Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu;
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest
kochanie?
Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,
Abym przed tobą szedł wylewać żale;
Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
I wchodząc sobie zadaję pytanie:
Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;
Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu
mojem,
Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?
Kiedy położysz rękę na me dłonie,
Luba mię jakaś spokojność owionie,
Maryla Wereszczakówna.
Staloryt A. Wegera
Zda się, że lekkim snem zakończę życie;
Lecz mnie pobudza żywsze serca bicie,
Które mi głośno zadaje pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?
Bernard Julien wg. Rysunku Joachima
Lelewela: Portret Mickiewicza.
Staloryt L. Croutelle`a
Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,
Wieszczy duch mymi ustami nie władał;
Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,
Skąd wziąłem myśli, jak na rymy
wbiegłem;
I zapisałem na końcu pytanie:
Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?
/Sonety Erotyczne/
V
Potępi nas świętoszek, rozpustnik
wyśmieje,
Że chociaż samotnymi otoczeni ściany,
Chociaż ona taka młoda, ja tak zakochany,
Przecież ja oczy spuszczam, a ona łzy leje.
Ja bronię się ponętom, ona i nadzieje
Chce odstraszyć, co chwila brząkając
kajdany,
Którymi ręce związał nam los opłakany.
Nie wiemy sami, co się w sercach naszych
dzieje.
Jestże to ból? Lub rozkosz? Gdy czuję
ściśnienia
Twych dłoni, kiedy z ustek zachwycę
płomienia,
Luba! czyż mogę temu dać imię
cierpienia?
Ale kiedy się łzami nasze lica zroszą,
Gdy się ostatki życia w westchnieniach
unoszą,
Luba! Czyliż to mogę nazywać rozkoszą?
Do Laury
Ledwiem ciebie zobaczył, jużem się
zapłonił,
W nieznanym oku dawnej znajomości
pytał;
I z twych jagód wzajemny rumieniec
wykwitał
Jak z róży, której piersi zaranek odsłonił.
Ledwieś piosnkę zaczęła, jużem łzy uronił,
Twój głos wnikał do serca i za duszę
chwytał;
Zdało się, że ją anioł po imieniu witał
I w zegar niebios chwilę zbawienia
zadzwonił.
Nie dbam, że los i ludzie przeciwko nam
stoją,
Że uciekać i kochać bez nadziei muszę.
Niech ślub ziemski innego darzy ręką
twoją,
Tylko wyznaj, że Bóg mi poślubił twą
duszę.
„Sonety erotyczne" wydane zostały razem
z tzw. „Sonetami krymskim" pod
wspólnym tytułem „Sonety".
Inspiracją dla ich napisania były uczucia
jakie żywił Mickiewicz do Marii
Wereszczakowej-Puttkamerowej, ukrytej
pod petrarkowskim imieniem Laura a
także inne znajomości poety, jak choćby
romas z Karoliną Sobańską - bywalczynią
towarzyskich salonów wspólpracującą z
carskimi służbami.
Propozycja nasza zawiera niektóre z tego
cyklu utwory.
/ przedruk sonetów oraz komentarz za:
Adam Mickiewicz, Sonety erotyczne i inne
wiersze miłosne // Agencja Wydawnicza
PEON V Łódź 1991/
7
O Luba! Niech twe oczy przyznać się nie
boją,
Jeśli cię mym spojrzeniem, jeśli głosem
wzruszę;
40
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 41
„...Do tych pagórków leśnych,
do tych łąk zielonych...“
Krystyna Kocay - „Przedwiośnie
w moim mieście“ - pastel
- fot. archiwum
V Ogólnopolskie Biennale Sztuki Nieprofesjonalnej
im. J. Chełmońskiego „Pejzaż Ojczysty"
AGATA IGNACZAK Skierniewice
„Malarstwo amatorskie nie jest już synonimem nieudolnego lub naiwnego malarstwa,
pozbawionego śladów jakiejkolwiek kultury
malarskiej. Przeciwnie, kultury malarskiej
jest w tych pracach coraz więcej".
Grzegorz Dziamski
Już po raz piąty Wojewódzki Dom Kultury
w Skierniewicach zorganizował Ogólnopolskie Biennale Sztuki Nieprofesjonalnej
im. Józefa Chełmońskiego „Pejzaż Ojczysty". Dla uczczenia Roku Mickiewiczowskiego tegoroczna edycja nosiła podtytuł
„... Do tych pagórków lesnych, do tych
łąk zielonych..."
Na Biennale wpłynęło trzysta osiemdziesiąt prac, stu trzydziestu jeden autorów
z całego kraju. Prace oceniła komisja
w składzie: prof. Aleksander Jackowski Instytut Sztuki
Nieprofesjonalnej PAN
w Warszawie, dr hab. Grzegorz Dziamski teoretyk i krytyk sztuki, pracownik naukowy Instytutu Kulturoznawstwa UAM w Po-
znaniu oraz mgr Zofia Bisiak - Centrum
Animacji Kultury w Warszawie. Jury, kierując się kryterium walorów artystycznych
prezentowanych prac oraz nietypowym
spojrzeniem na tematykę konkursu, postanowiło przyznać następujące nagrody:
I nagrodę otrzymała Magdalena Mazurkiewicz ze Skierniewic, II nagrodę Krystyna Kocay z Łodzi, III nagrodę Marian Dudek z Rrzędkowa Starego. Fundatorem
trzech pierwszych nagród było Ministerstwo Kultury i Sztuki.
Ze względu na różnorodność propozycji
twórczych i wysoki poziom nadesłanych
prac, Jury konkursu postanowiło wyróżnić
następujące osoby: Pawła Bielawskiego
z Częstochowy, Katarzynę Tempczyk
z Warszawy, Elżbietę Lausz-Krajewską
z Warszawy, Zofię Marię Dembińską z Białegostoku, Małgorzatę Domańską z Częstochowy, Jana Piątkowskiego z Łodzi, Jana Janasza ze Skierniewic, Krystynę Niebudek z Rzeszowa, Piotra Kota z Końskich
Magdalena Mazurkiewicz "Niezwykłe spotkanie z białym krukiem" - tempera fot. archiwum
i Kazimierza Adamca z Łodzi. Wystawę
pokonkursową można było oglądać w Galerii WDK w Skierniewicach od 12 września do 17 października br. Organizatorzy
Biennale, aby skłonić publiczność zwiedzającą wystawę do uważnego obejrzenia
prezentowanych na niej prac, przeprowadzili plebiscyt na Nagrodę Publiczności.
Plebiscyt odbył się w dniach 12 - 13. 09.
98 roku w czasie obchodów Skierniewickiego Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw.
Po podliczeniu zebranych 3898 ważnych
głosów, nagrodę publiczności otrzymał Jerzy Bozik zdobywając 738 głosów.
Podobnie jak w latach ubiegłych, tegoroczne Biennale cieszyło się dużym zainteresowaniem wśród miłośników sztuki nieprofesjonalnej, wystawę zwiedziło około
8.000 osób.
7
Marian Dudek - „Przy pracy“ - olej
- fot. archiwum
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
41
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 42
„Pan Tadeusz“
wierszem streszczony
JÓZEF ADAM KOSIŃSKI Wrocław
Informację zawartą w tytule odrazu należy
uzupełnić: nie cały „Pan Tadeusz", lecz jedynie pięć pierwszych ksiąg, autorem zaś
rymowanego streszczenia jest Leszek Serafinowicz, uczeń IV klasy Gimnazjum Konopczyńskiego, w następnej klasie debiutujący, pod pseudonimem Jana Lechonia,
poetyckim tomikiem „Na złotym polu" 1
Z domu rodziców Lechonia w Warszawie
ocalało z pożogi wojennej zaledwie kilka
drobiazgów: Złoty Wawrzyn Akademii Literatury przyznany Lechoniowi w 1935 r.
2, album z fotografiami rodzinnymi oraz
zeszyt szkolny przyszłego poety. To wszy-
stko ocalił od spopielenia starszy brat Lechonia, Zygmunt, bliski współpracownik
Matki Elżbiety Czackiej i ks. Władysława
Korniłowicza, twórców Zakładu dla Ociemniałych w Laskach pod Warszawą.
Zeszyt o wymiarach 166x207 mm ma
ciemnozieloną okładkę z cienkiego matowego kartonu i składa sie z 19 kartek. Na
okładce wyraźnym, wyrobionym już pismem tytuł zeszytu: Kajet do wypracowań //polskich // Leszka Serafinowicza //
ucznia IV klasy. Na karcie tytułowej zeszytu tym samym duktem pisma, ale ołówkiem, a nie atramentem: Kajet do // wy-
pracowań domowych. W dolnym lewym skrót podpisu: Lseraf. Ani karty, ani stronnice zeszytu nie są liczbowane.
Kartkę /1/ i awers k. /2/ zajmuje „Wypracowanie Wieczór przy kominie W. Pola".
Czerwonym atramentem. ręką nauczyciela zakwestionowano tu parę błędów ortograficznych oraz dwa zbędne przecinki.
Wpisana przez nauczyciela ocena wypracowania wynosi: 5-.
Na kartach /2v -11r/ znajduje się streszczenie wierszem pierwszych pięciu ksiąg
„Pana Tadeusza". Na następnych kartach
/11v - 16v/ streszczone są prozą pozostałe księgi, a następnie na k. 17 przedstawiona charakterystyka ks. Robaka, niecałą
zaś k. /18r/ zajmuje osoba Zosi - jedynej jak stwierdza autor - postaci nie posiadającej żadnych wad, w przeciwieństwie do
licznych bohaterów poematu.
Był rok szkolny 1911/1912. Autor tych
wypracowań i streszczeń miał wówczas
lat 13. Przeszedł był właśnie z całkowicie
nieodpowiedniej dla jego zainteresowań
i zamiłowań Szkoły Realnej im. Staszica
do Gimnazjum Konopczyńskiego o profilu humanistycznym 3. W pięć lat później,
w 1916 r. zdał w tym gimnazjum maturę. Przejście do innej szkoły nie obyło się
bez pewnych perturbacji. Wskutek złego
stanu zdrowia - być może nawrotu neurastenii, na którą po raz pierwszy zachorował mając lat 10 4 - do Gimnazjum Konopczyńskiego przyszedł Leszek dopiero
w kilka tygodni po rozpoczęciu roku
szkolnego. Wywołało to oczywiście konieczność uzupełniania materiału z różnych przedmiotów już w IV klasie przerobionych.
Z piątki z minusem za pierwsze domowe
wypracowanie w nowej szkole można
wnioskować, że przynajmniej z językiem
polskim nie miał Leszek Serafinowicz kłopotu.
Ze wspomnień Zygmunta wiadomo, że
gdy Leszek odchodził z gimnazjum im.
Staszica, tamtejszy polonista - a był nim
Stanisław Szober, znany językoznawca,
późniejszy członek PAU - dał mu na pamiątkę książkę Mariana Kukiela „Powsta-
42
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 43
nie Kościuszkowskie" z następującym uzasadnieniem: „To za to, że się dobrze uczyłeś mojej gramatyki" 5. Zapewne z równą
pilnością przykładał się Leszek do prozodii
- jak nazywano wówczas naukę o wierszu
- na podstawie ogromnie swego czasu popularnego podręcznika Henryka Gallego
„Stylistyka i teoria literatury", który tylko
w latach 1903 - 1912 miał cztery wydania
lub innego jego podręcznika „Krótka stylistyka wraz z teorią wierszowania" (1904
i 1908).
W gimnazjum Konopczyńskiego polonistą
w owym czasie był - nie tak uczony jak
Szober - ale również człowiek pióra: krytyk
literacki, publicysta, poeta - Jan Antoni Zakrzewski (1871 - 1944). Lechoń w „Dzienniku" takie pozostawił o nim wspomnienie:
„Jan Zakrzewski, wielki neurastenik-uwodziciel, z legendy jakichś nowelek kiedyś
tam pomieszczonych w „Tygodniku Ilustrowanym“, gdzie jakiś czas był sekretarzem literackim - przyp. mój), dyskretnie
szermujący zdrobnieniami imion wielkich
pisarzy, uwikłany w fascynujący nas jak zakazane owoce romans ze swoją uczennicą, panną ze wsi - znacznie młodszą 6.
Do tych Lechoniowych informacji dodać
jeszcze wypadnie, że był swego czasu pracownikiem, a później członkiem korespondentem Muzeum w Rapperswilu,
uprawiał różne gatunki publicystyki kulturalnej i krytycznej w czasopismach i gazetach warszawskich, lubelskich, wileńskim
„Kurierze Polskim" i innych, ogłosił „Ananke. Dramat liryczny" (1901), studium na
temat czasopiśmiennictwa polskiego na
emigracji (1907) oraz część pierwszą, zawierającą literaturę starożytną, „Podręcznika Literatury powszechnej" (1916). Ale
przede wszystkim był nauczycielem
w prywatnych, a po odzyskaniu niepodległości także w państwowych szkołach średnich.
Po czwarte: księgi I i V kończą się opisem analogicznego wydarzenia - pierwsza
zaśnięciem Protazego (w „Panu Tadeuszu"
jest jeszcze potem 196 wersów opisu politycznej sytuacji w Europie i na Litwie),
piąta zaśnięciem Gerwazego. Streszczenia
obu tych ksiąg kończą się tym samym wersem: „Nad domem czuwa już opieka Boża", oczywiście w tekście Mickiewicza nie
występującym.
użyte niedopowiedzenie, ucięcie toku narracji.
Zwrotka ta ma postać:
Cicho u pana. I cicho u chłopa.
Chociaż się burzy cała Europa.
Jest także jeden wers również świadomie
urwany, sześciosylabowy w ks. III; treściowo daleka reminiscencja słynnego, najkrótszego zdania w „Panu Tadeuszu": Był
sad.
Być może również swego rodzaju osobliwością - mając na uwadze wiek przyszłego Lechonia - jest na ogół gładki i potoczysty tok wiersza oraz pełne rymy, jakich
nie powstydziłby się dojrzały Lechoń. Od
pełnych rymów odstąpił Serafinowicz
czterokrotnie, zawsze w dwóch pierwszych wersach zwrotek. Zamiast pełnych
rymów dwukrotnie występują asonanse
właściwe: razy - czasy, ławy - cały 7, oraz
asonans niewłaściwy: stary - kobiety 8 oraz
daleki konsonans: do niej - skłonił 9. Czterowiersze streszczenia pisane są rymami
parzystymi z wyjątkiem trzech zwrotek
z rymami o układzie krzyżowym w księdze
I
Także w tej samej księdze przedostatnia,
czternasta zwrotka jest niepełna, posiada
tylko dwa wersy, po których cztery linijki
kropek sygnalizują, że jest to świadomie
W dworskim był ogrodzie
Ogródek Kokosznickiej, gdzie w ciężkiej
przygodzie... itd
Na 306 wersów streszczenia 11 wersów,
czyli prawie 4%, jest krótszych lub dłuższych od trzynastozgłoskowca. Są to oczywiście niedoróbki warsztatowe, nieskorygowane, gdyż autor swego tekstu po napisaniu zapewne nie czytał. Wszelkie poprawki tekstu wykonane ręką autora, a jest
ich kilkanaście, robione były w trakcie pisania, a nie po napisaniu tekstu. Wnioskować tak można z faktu, że po przekreśleniu niewłaściwego słowa lub słów, poprawniejszy tekst pisał autor dalej w tej samej linijce.
Do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia, czy
streszczenie Serafinowicza uwzględnia
***
Streszczenie pięciu pierwszych ksiąg „Pana Tadeusza" piórem Leszka Serafinowicza
posiada kilka - nazwijmy to tak - osobliwości.
Po pierwsze: streszczenie księgi I ujęte
jest nie w ciągłej, wierszowanej narracji,
lecz w czterowierszowe zwrotki numerowane na marginesie cyframi rzymskimi.
Numeracja zwrotek zachowana została
w dalszych księgach (II-V), choć zlikwidowany został odstęp między poszczególnymi czterowierszami.
Po drugie: niezależnie od ilości wierszy
w księdze, treść każdej z nich przedstawiona jest w piętnastu (ks. I,II i IV) lub
szesnastu (ks. III i V) zwrotkach.
Po trzecie: księgi II - V streszczone są
trzynastozgłoskowcem, ale ks. I wierszem
jedenastozgłoskowym.
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
43
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:15
Page 44
wszystkie wątki fabularne „Pana Tadeusza"? Zestawienie tekstu streszczenia
z dyspozycjami Mickiewicza treści pierwszych pięciu ksiąg przynosi następujące
konstatacje: w księdze I opuścił Serafinowicz wspomnienia „Ostatniego Woźnego
Trybunału", a opis sytuacji politycznej
w Europie i na Litwie zasygnalizował jedynie czterema linijkami wielokropków;
w księdze IV nie uwzględnił „za późnego
postrzeżenia omyłki", opisu „bigosu" oraz
„szczucia kota", które przerywa opowieść
o Dowejce i Domejce. Dla realiów poematu opuszczone opisy mają znaczenie, ale
na tok dziejących się akcji - z wyjątkiem
zbyt „późnego postrzeżenia omyłki" wpływu żadnego nie wywierają, zatem
ich braki w streszczeniu nie można oceniać negatywnie.
Niezwykle śmiały, wręcz karkołomny pomysł streszczenia wierszem „Pana Tadeusza" (ograniczony do pierwszych pięciu
ksiąg) nie skompromitował trzynastoletniego Leszka Serafinowicza, choć kilkakrotnie dla uzyskania rymu musiał popełnić drobne niezręczności stylistyczne.
Streszczenie nie uzyskało ani uwag, ani
oceny Jana Zakrzewskiego. Można jednak
przypuszczać, że jeśli nie piątkę z minu-
sem, jak za streszczenie gawędy Pola, to
czwórkę z plusem postawiłby na pewno.
Przypisy
1. Tomik jest postdatowany na rok 1913,
w rzeczywistości wyszedł spod pras drukarskich w grudniu roku poprzedniego.
Zob.: J. A. Kosiński, Album rodzinne Jana
Lechonia. Warszawa 1993 r. s. 257 przyp.
16
2. Złoty Wawrzyn Akademicki za wybitną
twórczość literacką został przyznany Lechoniowi na wniosek Polskiej Akademii Literatury przez ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w dn.
5.XI.1935 r. - Rocznik PAL 1933/36 rozdz.
Odznaczenia.
3. Kosiński, op cit., s. 242.
4. Jw., s. 164.
5. Z. Serafinowicz, Wspomnienie o Janie Lechoniu. - „Tygodnik Powszechny" 1957 nr
35 (450).
6. J. Lechoń, Dziennik. T. 3 Warszawa
1993 s. 167.
7. Księga I zwrotka 11 i ks. V zwr. 14.
8. Ks. I zwr. 10.
9. Ks. III zwr. 4.
Od redakcji
Prof. Józef Adam Kosiński jest sieradzaninem. Na naszych łamach opublikował
swoje wspomnienia z okresu okupacji
w Sieradzu pt. Gazetonosz czasu wojny (nr
2/94 s. 17-18), jest autorem książki o rodzinie Jana Lechonia. Album rodzinne Jana
Lechonia (1993), której tworzywem są
wspomnienia rodzinne, dokumenty rodowe, materiały ikonograficzne, ale głównie
bogata korespondencja skrzętnie gromadzona przez sieradzką rodzinę poety
(Józef Adam Kosiński jest stryjecznym siostrzeńcem poety). Recenzję tej książki
pióra dr Andrzeja Tomaszewicza zamieściliśmy w nr 2/94 s. 21 - 22. Sylwetkę profesora oraz wspomnienia z rodzinnego
domu w Sieradzu zaprezentowaliśmy w nr
1/26/97 s. 5-6, gdzie opowiadał o sobie
w rozmowie z Andrzejem Tomaszewiczem
7
Świteź tam jasne
rozprzestrzenia łona
BOŻYDAR PODDĘBSKI Zduny k. Łowicza
Świteź. Ta nazwa dla czytelników Mickiewicza ma moc magiczną, bo to romantyczna młodość i miłość poety, a Ballady
i romanse nie do pomyślenia są bez tego
jeziora. Z balladą Świteź zapoznajemy się
na ławie szkoły podstawowej, a potem
przez sentyment do lat szkolnych zachowujemy i sympatię - o ile nie coś więcej dla tego utworu. Do ballady za chwilę powrócimy, teraz przenieśmy się
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk
zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem
rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem
rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych
żytem;
Jadąc z Lidy na południe, minąwszy Niemen, za miasteczkiem Brzozówką, teren
robi się coraz bardziej falisty, miasto zaś
44
poety, Nowogródek, położenie ma wspaniałe - na wzgórzach i w wąwozach, tylko
architektura radziecka mocno go szpeci.
Za Nowogródkiem w kierunku Baranowicz droga prowadzi przez krajobraz wyżynny, ziemie żyzne, pszeniczne. Przejeżdżamy w pobliżu Cząbrowa, gdzie miał
miejsce ostatni zajazd na Litwie w 1817
roku i gdzie ekonomem w dobrach
Uzłowskich był Mateusz Majewski, dziadek po kądzieli Mickiewicza.
Raz tam przejeżdżając autokarem mignęło mi pole kwitnącej gryki. Skojarzenie
oczywiste. Za wsią Walówka rozpoczyna
się Rezerwat Świteziański o pow. 1043
ha. Gęste lasy mieszane z dominacją
świerka, ale także wiekowe dęby, najstarsze pamiętają Adama i Marylę. Jeden
z nich, na północnym brzegu, zwany dębem Mickiewicza, wiosną 1998 r. Został
trafiony przez piorun. Około 18 km od
Nowogródka w środku lasu znajduje się
parking i stamtąd mamy kilkadziesiąt
metrów do jeziora.
Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona,
W wielkiego kształcie obwodu,
Gęstą po bokach puszczą oczerniona,
A gładka jak szyba lodu.
Te słowa niemal automatycznie przywołane zostają w pamięci w momencie ujrzenia jeziora. Niebywała lekkość i prostota,
i przede wszystkim trafność opisu. Tyle
przecież jezior w życiu widziałem, ale słowa „jasne rozprzestrzenia łona" mogą odnosić się tylko do Świtezi.
Jezioro jest niewielkie, zajmuje powierzchnię 175 hektarów, ma dość regularny
kształt owalny. Okala je mroczny las,
którego można naliczyć aż 27 gatunków.
Obwód jeziora wynosi 4,5 km, można zatem je obejść, zważywszy na wykroty,
w godzinę z okładem i przy okazji zwrócić
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 45
uwagę na ciągle zmieniający się drzewostan. Nazwa jeziora, podobnie jak innych
jezior oraz naturalnych cieków wodnych,
należy do bardzo starych i prawdopodobnie wywodzi się od pnia praindoeuropejskiego „świt" - jasny, dalej litewskiego
„szwiteti" - błyszczeć.
Można sobie wyobrazić, jak pierwsi ludzie, którzy stanęli nad tą wodą pośród
ciemnych borów, doznali olśnienia jasnością, podobnie jak każdy przybysz później.
Woda tu wręcz krystalicznie czysta, miękka, piaszczyste dno. Jezioro przy brzegu
płytkie /największa głębokość akwenu 15
m/, trzeba iść kilkadziesiąt metrów, by
móc się zanurzyć.
Świteź intryguje i intrygowała nie tylko
poetów, również uczonych botaników,
geologów, glacjologów. Nie ma żadnego
odpływu ani dopływu, jak na jezioro polodowcowe to kształtu co najmniej dziwnego. Wody są ubogie w wapno i substancje mineralne i tym należy tłumaczyć
brak pospolitych roślin wodnych, który rekompensowany jest rzadkimi okazami,
których tu obecność pozostała przez naukę nie do końca wyjaśniona. I tak na przykład zagadkę dla botaników stanowi dość
obfite występowanie „carów" wedle określenia poety z ballady Świteź:
Białawym kwieciem, jak białe motylki,
Unoszą się nad topielą;
List ich zielony jak jodłowe szpilki,
Kiedy je śniegi pobielą.
Miałem raz okazję zobaczyć tę roślinę
podczas pływania łodzią po Świtezi. Dość
gęsto zarastała dno około dwustu metrów
od zachodniego brzegu, wierzchołki jej
znajdowały się kilkadziesiąt, a gdzieniegdzie kilkanaście centymetrów pod lustrem
wody; do kwitnienia pozostały jeszcze blisko dwa miesiące. Kusiło mnie, by zerwać
i zasuszyć na pamiątkę. W pamięci jednak
miałem słowa poety:
Świteż, reprodukcja - pocztówka - R. Solski
ką/ po Świtezi i mógł zobaczyć drobne listeczki, wyrastające z dna i układające się
w rozetkę. Przypominają one poniekąd
igły świerkowe / świerk w tamtych okolicach nazywany jest jodłą/.
Obecność lobelii jeziornej czy inaczej
stroiczki wodnej w Świtezi o tyle zdumiewa, że znajduje się dość daleko poza granicą jej zasięgu, najbliżej bowiem występuje na Pomorzu. Było to jedyne miejsce
jej występowania na terenie dawnego zaboru rosyjskiego. Samo pochodzenie jeziora jest również zagadkowe. Niby polodowcowe, ale w niczym ten samotny
akwen nie przypomina jezior blisko siebie
położonych, po ostatnim zlodowaceniu
sprzed 10 tysięcy lat. Najbliższe jezioro
Kołdyczewskie znajduje się w prostej linii
od Świtezi ponad 20 kilometrów. Z kolei
jakim prawem miało się zachować w tym
miejscu po lądolodzie sprzed 150 tysięcy
lat?
Dopiszmy jeszcze jedno tajemniczne zjawisko. Otóż wody Świtezi - stwierdzono
to naukowo - systematycznie przybierają,
w czasach więc Mickiewicza lustro jeziora
było niżej i jezioro zajmowało mniejszą
powierzchnię.
Zagadka następna. Jezioro można obejść
niewysokim, około półmetrowej wysokości, mocno już rozdeptanym, wąskim wałem. Trudno przystać na twierdzenie, że
mogły go utworzyć jeziorne fale. Woda tu
na ogół spokojna, dominują wiatry zachodnie, zatem winien być wał wyższy od
strony wschodniej, gdy tymczasem mniej
więcej jednakowo wysoki jest ze wszystkich stron. Przeszło sto lat temu znaleziono w nim szczątki ceramiki i łupki krzemienne, które mogą wskazywać na osadnictwo paleolityczne. Wał, jeśli był ręką
ludzką sypany, to w jakim celu? Dziś jezioro, jego pochodzenie, charakter i roślinność, frapuje uczonych, dawniej zaś oko-
Kto tylko ściągnął do głębini ramię,
Tak straszna jest kwiatów władza,
Że go natychmiast choroba wyłamie
I śmierć gwałtowna ugadza.
Siła przesądu - bądź co bądź przekazanego przez wieszcza - okazuje się silniejsza
od ciekawości i kolekcjonerskiej pasji. Jaką
roślinę miał na myśli Mickiewicz, czy była
tylko tworem jego poetyckiej fantazji.
Przyrodnicy wiedli spór od lat dwudziestych ubiegłego wieku, a rozstrzygnął go
nie botanik, a poeta i znakomity mickiewiczolog
Leonard
Podhorski-Okołów
w 1938 r., nieoceniony późniejszy autor
Realiów mickiewiczowskich. On właśnie
utożsamił car - ziele ze stroiczką wodną
/Lobelia Dortmanna L./, na co przystali
botanicy. Ziele to zawiera trujący alkaloid
- lobelinę, środek silnie działający. Przypuszczam, że Mickiewicz zauważył tę roślinę
i bardziej się nią zainteresował, a był
w porze jej kwitnienia / przełom lipca
i sierpnia/, pływając batem /łodzią rybac-
Świteż, reprodukcja - pocztówka - R. Solski
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
45
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 46
liczną ludność, która tworzyła legendy, tak
miłe dla uszu romantyków.
Przed Mickiewiczem na podania związane
ze Świtezią zwrócili uwagę jego przyjaciele - filomaci, Jan Czeczot i Tomasz Zan.
Ballada Czeczota, zbieracza folkloru białoruskiego, zachowała się tylko we fragmentach, Zanowa z kolei ustępuje pod względem artyzmu Adamowym utworom. Czy
dla Mickiewicza inspiracją stały się ballady
kolegów? Być może tak, ale z pewnością
nie były jedynym bodźcem. Podań o Świtezi mógł się nasłuchać już od wczesnego
dzieciństwa w izbie czeladnej rodzinnego
domu. Często przejeżdżał koło jeziora
w drodze do Zaosia i z powrotem, ale
„prawdziwe przeżycie" Świtezi nastąpiło
w okresie młodości podczas wakacyjnych
pobytów w niedalekich Tuhanowiczach
i bliższych Płużynach Wereszczaków. Michałowi Wereszczace, bratu Maryli, dedykował balladę Świteź napisaną w Płużynach / w folwarku tym mieszkała Franciszka Wereszczakowa, matka Maryli, Michała i Józefa/ w sierpniu 1821 roku. To
były, tzn. w tymże to roku, najpiękniejsze
wakacje w życiu poety. Przejażdżki, spacery, kąpiele w jeziorze, gościnny i światły
tuhanowicki dwór, no i gwałtowny przybór miłosnych uczuć, tak że w okresie jesiennym pan Adam popadł w ciężką melancholię.
Z jeziorem Świteź tematycznie związane
są trzy ballady Mickiewicza: Świteź , Świtezianka i Rybka. Tylko jednej, Świtezianki,
znamy dokładną datę napisania, w przy-
padku dwóch pozostałych badacze wysuwają najróżniejsze hipotezy i prawdopodobnie przyszłość nie przyniesie już definitywnych rozstrzygnięć.
Ballady te osnute są wokół problemów
zdrady, niewierności, zazdrości, tych negatywnych uczuć i zachowań, które nieobce były Adamowi i Maryli. Puttkamerowa dowiedziała się o romansie kowieńskiego nauczyciela z piękną Karoliną Kowalską. Czy jego echa nie znajdziemy
w Świteziance, gdzie rusałka czyni wyrzuty
niewierności „strzelcowi z boru"? Ale świtezianka z topieli i „dziewica" są tą samą
kobietą, zatem kobieta jest jedna, tylko
w wielu postaciach. Mężczyzna więc nie
zdradza, ale okazuje się bezsilny wobec
wielopostaciowości kobiety. Oczywiście
żartobliwa to interpretacja ballady.
Czyżby samousprawiedliwienie i jednocześnie wyraz męskiej solidarności? Ta ballada zrobiła błyskawiczną karierę, tłumaczono ją na wiele języków, przedrukowywano w wielu almanachach i periodykach.
Mnie jednak szczególnie bliska Świteź,
zwłaszcza jej pierwsze pięć strof, znakomitych, skreślonych śmiałym, pewnym
piórem, zwartych i odkrywczych w widzeniu poetyckim. Następne natomiast
zwrotki jakby pochodziły spod innego
pióra, lepszego od Zana, ale gorszego od
Mickiewicza. Być może „uwertura", która
o wiele lepsza jest od „opery", powstała
później, przed samym oddaniem Ballad
i romansów do druku, czyli późną zimą
bądź wczesną wiosną 1822 roku.
Stając nad tym jeziorem jedynej, niepowtarzalnej urody nie możemy się oprzeć
myśli, że tu narodził się polski romantyzm.
To jezioro jest wiecznie młode, jak wieczna jest młodość i miłość Mickiewicza.
Urzeczony jego jasnymi wodami, blaskiem, okolonym ciemnym borem, poniósł ze sobą zauroczenie żywiołem wody.
W kilkanaście lat później, osiągnąwszy„
wiek męski, wiek klęski" , nad brzegami
Lemanu, „nad wodą wielką i czystą" być
może przypomniał sobie jezioro młodości
„górnej i durnej". Byłem nad Świtezią siedem razy i zawsze żegnam się z nią pełen
niedosytu, z uczuciem, że coś przeoczyłem, że źle patrzyłem. Szukam w jej wodach odbicia Adama i Maryli, a może własnego?
Może szukam tej jednej, co w wielu postaciach się jawi?
Muszę tam wrócić, bo tam się zawęźla tajemnica natury, miłości, polskiego romantyzmu, bo uroda życia nierozpoznana.
Muszę wrócić.
Bez wiary tego powrotu i docieczenia życia wątku codzienność tuziemna nie miałaby sensu, choć przecież dobrze wiem, że
tam
... woda jak dawniej czysta
Stoi wielka i przejrzysta.
7
„Pani Twardowska" w „Kałamarzu"
BOŻENA DAWIDOWICZ Piotrków Trybunalski
„Do pamiętnika na pamiątkę 200-urodzin Adasia" wpisali się najmłodsi odbiorcy Jego dzieł - uczestnicy III edycji Ogólnopolskiego Dziecięcego Konkursu Literackiego o „Złoty Kałamarz" i Wojewódzkiego Konkursu Plastycznego na ilustracje do „Pani Twardowskiej" i „Bajek" Adama Mickiewicza.
Raz jeszcze mogliśmy przekonać się, że
nie ma dzieci nietwórczych. Wszystkie
obdarzone są instynktem kreacji; wrażliwością plastyczną i znacznymi umiejętnościami wyrażania ekspresji literackiej
i estetycznej. Nagrodzone w obu kon-
46
kursach prace są tego najlepszym przykładem. Tematyka wyraźnie zachęciła
dzieci i młodzież do pomysłów spontanicznych i samodzielnych.
Prace pełne są soczystości, szczególnie
te plastyczne mienią się różnymi odcieniami barw, uczuć i emocji. Świadczą
ponadto o dużej znajomości bajek i ballad Adama Mickiewicza.
Młodzi artyści nie tylko ograniczyli się
do zilustrowania wybranych utworów.
Udało im się również przekazać ich istotę, używając do tego celu m. in. ostrej
karykatury.
Z kolei prace nadesłane na „Kałamarz" są
przykładem przywiązania do stron rodzinnych, własnej tradycji i kultury. Najlepsze,
z uwagi na inwencję twórczą i znaczną
kulturę literacką, warte są opublikowania.
Między ciekawymi i nie pozbawionymi
fikcji literackiej wypowiedziami znalazły
się puste miejsca, w które doskonale
wkomponowały się nagrodzone prace
plastyczne. Dzięki temu została stworzona nowa, znacząca całość - tomik urodzinowy poświęcony autorowi „Pani Twardowskiej". Z pewnością stanie się on okazją do poruszenia wielu ważnych zarów-
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 47
no dla wyobraźni, jak i literackiego myślenia tematów.
Tajemnica dziecięcego „języka obrazów"
i literackiej wypowiedzi została, myślę,
właściwie rozszyfrowana przez jury i odLaureaci „Kałamarza"
„... Jego szlachetnej duszy..."
Anita Juryńczyk z Bełchatowa III nagroda
w kat. klas VII - VIII
Od dwóch roków brat mój pobierał nauki
w College de France, w Paryżu, ale nigdy
jeszcze nie miałam przyjemności bycia
u niego w domu. Seweryn mieszkał na
stancji u wielce poczciwej staruszki, Marii
Goreckiej. Niełatwo było odwiedzić go,
gdyż aby dostać się z Arcachon do Paryża,
trza było podróżować przez trzy dzionki.
Można było jedynie dostać się tam dyliżansem, co kosztowało niemało franków.
A, że moi rodzice dużo wydawali na studia Seweryna, nie stać ich było na częste
podróże mego brata do domu. Jednakże
Seweryn w ostatnie Święta nie mógł przyjechać, gdyż zapadł na ciężką chorobę
i dopiero co powrócił do zdrowia. Tęsknota i troska ogromna brała nas o Seweryna,
toteż dnia pewnego mateczka ma czcigodna rzekła do mnie.
- Hanuś droga, tyś najstarsza z mych dzieci. Musisz pojechać do Paryża, odwiedzić
Seweryna, gdyż strach mię bierze o niego.
Ja jechać nie mogę, dzieci pilnować muszę, ojciec pracuje. Jedź ty i zatroszcz się
o niego.
powiedznio nagrodzona przez głównego
organizatora konkursów - Wojewódzki
Dom Kultury w Piotrkowie Trybunalskim.
w WDK na cześć wieszcza „Adasia" i licznego grona naszych laureatów.
7
Przekonaliśmy się o tym 6 grudnia, podczas „gali mikołajkowej" zgotowanej
wione były zdjęcia. Pani Maria zauważyła,
że na nie spozieram.
- Podejdź tu kochanie, przedstawię ci te
obrazy. Na tym jest mój ojciec kochany Adam Mickiewicz - rzekła wskazując na
największy obraz. - Tu są jego rodzice: Mikołaj Mickiewicz i Barbara Majewska, tu
moja matka Celina Szymanowska, me rodzeństwo: Władzio, Helenka, Olek, Janek
i Józio. To moi rodzice chrzestni: Julian
Ursyn Niemcewicz i Julia Wołowska.
- Pani tata był poetą, prawda? Miałam
przyjemność czytania jego kilku dzieł. Bardzo mi przypadły do gustu. Niewiele jednak o nim wiem. Czy byłaby pani uprzej-
ma opowiedzieć coś o jej ojcu. Bardzo
proszę.
- Ależ oczywiście, kochanie. Uwielbiam
o nim opowiadać, gdyż był wspaniałym
człowiekiem i chciałabym, by pamięć
o nim nigdy nie zaginęła.
- Pani tatuś był bardzo wykształcony i niezwykle mądry.
- O tak! Był bardzo zdolny i już jako dziecko tym się odznaczał. Rodziciele, chcąc go
przeznaczyć na rozumnego, ucięli mu pępek na książce: „Sądowy proces", w skórę
czarną oprawnej.
- A skąd właściwie pochodził pani tata?
Był Francuzem.
Tak też się stało. Podróż do Paryża była
niezwykle ciekawa. Nigdy nie wyjeżdżałam z miasta na większą odległość. Minęła dość szybko i po trzech dniach byłam
już w Paryżu. Z trudem odnalazłam ulicę
i kamienicę, w której mieszkał mój brat.
Gdy już się tam dostałam, weszłam po
schodkach na ganek i zastukałam mosiężną kołatką.
Otworzyła starsza pani ubrana w długą
czarną suknię z bufiastymi rękawami. Siwe
włosy miała starannie upięte w kok.
- Słucham panienkę - rzekła starym nieco
drżącym, ale bardzo przyjaznym głosem.
- Ja jestem siostrą Seweryna.
- Och, wejdź kochanie! Rozgość się! Sewerynek właśnie drzemie, jest jeszcze bardzo słaby, potrzebuje wiele snu. Wejdź,
złotko, do salonu!
Salon był obszernym pomieszczeniem.
W rogu stało zabytkowe pianino. Z wielkich okien widać było gmach College de
France. Pani Maria usiadła na sofce. Koło
drzwi stał owalny stół z pięcioma krzesłami. Koło małej komódki stała kanapa i fotel, na który wskazała mi pani. Usiadłam
i jeszcze raz, ciekawym wzrokiem obejrzałam się po pokoju. Na ścianie wisiało
mnóstwo obrazów, na komódce rozsta-
Dominika Wyszkowska /Piotrków/ - „Pani Twardowska“ - laureatka I nagrody
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
47
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 48
- O nie! Moje dziecko, mój tatulo był Polakiem. Urodził sie w Polsce w Zaosiu koło
Nowogródka 24. XII. 1798 roku. Tam też
spędził swoje dzieciństwo. Często opowiadał nam o Polsce, gdyż ogromnie ją
ukochał zawsze pokładał wielkie nadzieje
w naszym narodzie i w biegu wypadków.
Serce jego krajało się, gdy pomyślał, że
może już nigdy nie zobaczyć swej ojczyzny. Ja też nigdy nie miałam przyjemności
bycia w rodzinnych stronach mego ojca.
Nie znałam także moich dziadków.
- A gdzie pan Adam pobierał nauki?
- Początkowo uczył się w Nowogródku.
Opowiedział mi kiedyś, jak w teatrze
szkolnym, ze względu na swoją drobną
posturę, grywał postacie kobiece - szczerze zaśmiała sie pani Marysia - Grał też tytułową rolę w świeżo napisanej przez Felińskiego „Barbarze Radziwiłłównie".
- A kiedy zaczął pisać wiersze?
- Już jako jedenastolatek - rzekła dumnie
starsza pani, zadzierając głowę wysoko do
góry.
- Nadzwyczajne!
- Ależ tak. Był zaiste niezwykle mądrym
i roztropnym dzieckiem. Pisał bajeczki
i epigramaty. Wprawdzie, jak wspominał
jego młodszy brat, Aleksander, nie wyróżniał się niczym szczególnym, ale, jestem
pewna, że mówił tak z zazdrości, bo sam
nie był zbyt mądry. Niestety, mój tatuś
powtarzał trzecią klasę. Ale oczywiście
z racji wątłego zdrowia, nie z innych przyczyn. Broń Boże! Uczniem był znakomitym - powiedziała z zapałem - Często, jak
nam opowiadał, bawił się z kolegami
w wojsko, zorganizowane w bataliony
pod patronatem wychowawców. Jego
pierwszy wiersz opowiadał o pożarze Nowogródka. Wtedy zachorował mój dziadek, Mikołaj, i - niestety - z tej choroby już
nie wstał. Śmierć ojca była dla mego taty
wielkim ciosem. Została mu teraz matka,
do której zresztą był ogromnie przywiązany. Mówił nam, że matka jego to udręczenie największe i cała osłoda, cała pociecha. Wkrótce objął obowiązki nauczyciela
w powiatowej szkole w Kownie. Och, tam
to się biedak umęczył.
Uczył dwadzieścia godzin tygodniowo,
jak donosił przyjaciołom w listach tępe
żmudzkie łby. 9 października 1820 roku
zmarła jego matka, ale przyjaciele widząc,
że miewa on depresje, nie chcieli mu nic
mówić i dowiedział się o tym dopiero na
Boże Narodzenie.
Biedaczek! O mało co nie załamał się psychicznie. Należał wtedy do jakiegoś
Związku Filomatów i Filaretów. Jego
pierwszy opublikowany w „Tygodniku Wileńskim" wiersz nosił tytuł „Zima miejska".
Julita Blady /Kleszczów/ - „Pani Twardowska“ - laureatka I nagrody
48
- Ach! Jaki wspaniały był pani ojciec!
- Ależ tak, moje dziecko.
- Czyli przez pewien czas był nauczycielem. A czy panią też kiedyś uczył?
- Oczywiście. Mnie i moje rodzeństwo także. Zawsze, co wieczór kazał Władziowi
pokazywać odrobione swoje lekcje. Uczył
go też z niezwykłą starannością łaciny.
Później nauczał mnie niemieckiego. Pewnego razu niezbyt dobrze mi szło tłumaczenie Goethego, toteż ojciec pomógł
mi, powoli, ale wcale nie zatrzymując się,
wierszem polskim tej samej miary, co
wiersz Goethego, utwór niemieckiego mistrza zaczął przekładać.
- Niemożliwe! - krzyknęłam niedowierzając.
- Możliwe, możliwe, moje dziecko. Mój
tatulek był bardzo wielkim poetą
- A jak to się stało, że znalazł się we Francji, a do Polski już więcej przyjechać nie
mógł?
- W 1823 roku w gimnazjum wileńskim,
do którego uczęszczał mój ojciec, ktoś napisał na tablicy: "Vivat Konstytucja 3 Maja,
o jakie słodkie wspomnienie dla rodaków". Inny uczeń dopisał: „Lecz nie masz,
kto by się o nią dopominał". Rozpoczęło
się śledztwo, aresztowania. Aresztowany
został wraz z przyjaciółmi także mój ojciec. Boże Narodzenie spędził w celi łącznie z kolegami bliskiemi jego szlachetnej
duszy. Śpiewali przy wtórowaniu organek
pieśń „Przybieżeli pastuszkowie". Później
ojciec został uwolniony. Wakacje spędził
w Kownie. Było to jego ostatnie lato
w Polsce, później wyjechał do Rosji. Tam
poznał matkę moją. Po napisaniu „Konrada Wallenroda", zagrożony ponownym
aresztowaniem, opuścił Rosję. Dużo
podróżował.
- A jakie piękne miasta zwiedził?
- Ooo bardzo dużo, moje dziecko: Berlin,
Drezno, Praga, Strasburg, Mediolan, Wenecja, Florencja, Rzym, Neapol, Genewa,
Paryż ...
W Paryżu zrodził się pomysł napisania największego dzieła mego ojca „Pana Tadeusza".
- Może wie pani, jak jej ojciec wpadł na tę
genialną myśl?
- Tak, opowiadał nam. Stał wtedy na moście, patrzył na Sekwanę i przypominał
mu się Niemen. Przypominał mu się kraj
lat dziecinnych, przypominały mu się obyczaje, przypominali rodacy. Stał tak długo
i myślał, aż zrodził się pomysł napisania
„Pana Tadeusza". Było to jego najulubieńsze dzieło. Nazywał je „Szlachcicem", „Tadeuszkiem", „ulubioną szlachecką powieścią". Niedługo później do Paryża przyjechała moja matka. 22 lipca 1834 roku,
w 22 urodziny matki, rodzice wzięli ślub.
7 września 1835 roku przyszłam na świat.
Papa i mama zawsze mówili do mnie
„Maryniu".
- Pani ma śliczne imię. Czyj to był pomysł,
ażeby dać tak na imię pani?
- Zapewne mojego taty. W mym domu
zawsze ojciec miał ogromny szacunek do
matki, ale trza przyznać, że nie darzyli się
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 49
ogromną, szczerą miłością. Ojciec zawsze,
przez całe życie kochał inną kobietę - Marię Wereszczakównę, po której nadał mi
imię, jak się domyślam. Oczywiście nigdy
nie wspominał Maryli, ale od jego znajomych wiem, że pałał do niej wielką, lecz
nieodwzajemnioną miłością. W młodości
spędzał wakacje w jej dworku w Tuhanowicach. Matka zaś została po śmierci swojej mamy porzucona przez narzeczonego
i dlatego ponoć przyjechała do Paryża. Ale
rodzice moi byli dobrym małżeństwem
i dobrze im było ze sobą. Ojciec starał się
jak mógł, aby zapewnić nam wszystkim
dostatnie życie i przeważnie niczego nam
nie brakowało. Wyjeżdżał do Lozanny,
gdzie wykładał na uniwersytecie, podjął
pracę w Bibliotece Arsenału. Wcześniej jeszcze wykładał w College de France - Tu
pani Marynia wyjrzała przez okno i wpatrywała się w gmach uniwersytetu, chwilę
trwało milczenie.
- Wykładał niezwykle ciekawie. Na wykładach mego ojca było zawsze pełno słuchaczy. Razu pewnego znana pisarka George Sand, jeśli mnie pamięć nie myli,
bardzo dobra przyjaciółka polskiego pianisty Chopina, spóźniwszy się na zajęcia stała przez cały czas, ażeby nie zagłuszyć
słów mego ojca odsuwaniem krzesła. Stała tak długo, już cztery razy godzinna klepsydra zdążyła się przesypać. Uczniowie
bardzo wielbili mego ojca, byli dlań dobrymi przyjaciółmi. Zawsze byłam dumna
z tego. Gdy mój papa był w Lozannie, mateczka ciężko zachorowała. Tatulo wrócił
niezwłocznie i oddał mamę do domu
zdrowia w Vanves pod Paryżem. Niestety
nie mógł wtedy opiekować się nami, toteż
powierzył małego Władzia Platerom,
a mnie państwu Faucherom. Później, gdy
matula powróciła do zdrowia, przeprowadziliśmy się do Lozanny. Mieszkaliśmy
w pięknym domu z ogrodem, w willi Beau-Sejour. Wkrótce przyszła na świat Helenka, później Olek, Jasiek i mały Zizi.
- Pani ojciec musiał być chyba szczęśliwym człowiekiem?
- O, nie kochanie. To były tylko pozory,
mój ojciec całe życie cierpiał, bo wciąż tęsknił za ojczyzną. Zewsząd, gdziekolwiek
się znalazł, pamięć jego wracała do miejsc
dzieciństwa, do Nowogródka. Powiedział
kiedyś: „Jest taki kraj, ojczyzna myśli/
I liczne mam serca mego rodzeństwa/
Piękniejszy kraj, niż ten, co w oczach stoi.
Przyznam ci się szczerze, że nie bardzo rozumiem te słowa. Ojciec mój często
mówił wyniośle i niezrozumiale dla zwykłego człowieka. Ale wiem, iż serce mu się
wyścielało jedwabiem i aksamitem, kiedy
myślał o Litwie.
- A czy pani ojciec dużo pisał?
- Często zamykał się w swym gabinecie
i przez dłuższy czas z niego nie wychodził.
Pisał czasem po trzysta linijek dziennie!
- Niesamowite!
- Tak... Ale kiedy matka zaczęła chorować,
ojciec wpadł w nader smutny stan boleści
i drażliwości wewnętrznej. Ojca, któregom zostawiła ciemnym brunetem, znalazłam osiwiałego, podczas choroby naszej
matki i strasznego o nią niepokoju, we
trzy dni bujne jego włosy posrebrzyły się.
Wkrótce mateczka wyzdrowiała, a ja
w 1847 roku wyjechałam do Konstancji
Łubieńskiej do Wielkopolski, gdzie bawiłam przez cały rok.
- Mogłaby pani opowiedzieć mi coś o jej
wielbicielach?
- Och! Wielbicieli to ja miałam niemało,
ale uważam, że większość z nich była niegodna mojej uwagi. Byłam bowiem bardzo piękną panienką. Mój ojciec miał wtedy wielu przyjaciół: Cypriana Norwida,
Aleksandra Fredro, Edmonda Mainarda,
a także młodego intelektualistę, Żyda - Armanda Levy'ego, który zakochał się we
mnie. Został jednakże przeze mnie odrzucony. Lecz nie zrywał kontaktów z naszą
rodziną, towarzyszył ojcu memu, troszczył
się po śmierci mego ojca o los braci. O,
ten obraz - rzekła wskazując na obrazek
przedstawiający morze - był ulubionym
mego taty. Ojciec kochał morze, zwierzęta, ptaki, przyrodę... A to jest ostatni portret matki mej, w cztery miesiące po namalowaniu tego obrazu przez kuzynkę,
Zofię Szymanowską, zmarła na nieznaną
chorobę. Pielęgnowaliśmy ją z ojcem niezwykle starannie i dokładnie, ale nic się
nie dało już zrobić. Matka była nieuleczalnie chora. 18 lutego 1855 roku po raz
ostatni wstała z łóżka i przeszła do jadalni
na obiad. 5 marca umarła...
- Tak mi przykro - powiedziałam.
- O nie, moje dziecko drogie, nie pocieszaj
mnie, już dawno pogodziłam się ze śmier-
„Skarb babci"
czuć było miłą, pełną spokoju atmosferę
domowego ogniska.
Aż w pewnej chwili usłyszałam donośne
pukanie do drzwi. To dziadek wracał z lasu. Przyniósł choinkę na święta Bożego
Narodzenia. Okryta śniegiem była jeszcze
piękniejsza, jakby żywa.
Katarzyna Stefańczyk z Koluszek II nagroda w kat. klas VII - VIII
Był chłodny, zimowy wieczór. Za oknami
szalała burza śnieżna. Tylko niekiedy słychać było czyjeś kroki na srebrzystym śniegu. Każde podwórze pokryte było białą
warstwą puchu, a w oknach widniał blask
świec. Jakże przyjemnie było teraz siedzieć
na babcinym bujanym fotelu przy rozpalonym kominku.
Ciepło płomieni ogrzewało nogi i rzucało
na ścianę przyjazny cień. W powietrzu
Wówczas zaczęły się przygotowania do
Wigilii. Babcia piekła ciasta na świąteczny
stół, ja wybierałam ozdoby na drzewko
bożonarodzeniowe.
W jednym z pudeł pokrytych kurzem znalazłam książkę. Na skórzanej okładce widniał napis - Adam Mickiewicz „Pan Tade-
cią mej kochanej mateczki. Małego Józia
zaczęli wychowywać państwo Ffalkenhagen-Zalescy.
- A co robił wtedy pani tata?
- 13 września wyjechał wraz z przyjaciółmi
do Konstantynopola. Wtedy po raz ostatni widziałam mego ojca. Niedobrze się
stało, że tam pojechał. Zaraził się cholerą,
bardzo cierpiał. 25 listopada, jak mi opowiadali jego przyjaciele, około południa
przyszedł ostry atak, po południu zjawili
się lekarze. Choroba ta zdawała się być
cholerą najgwałtowniejszą. Tatuś nie
chciał przyjmować lekarstw, wił się z bólu
na łóżku. O dziewiątej życie dokończył
z zupełną przytomnością umysłu, ze
smutnym wejrzeniem, nic nie mówiąc.
Ksiądz w ostatnim momencie namazał go
olejem świętym - powiedziała zdławionym głosem pani Marynia i dwie wielkie
łzy spłynęły jej po policzkach.
- Powinna się pani cieszyć, że miała takiego ojca. Nie każdy ma zaszczyt urodzić się
dzieckiem tak wielkiego człowieka.
- Masz rację kochanie, rzekła starsza pani,
ocierając łzy.
- Mój papa był osobą niezwykłą, nie tylko
jako ojciec, ale jako człowiek. Można by
o mym ojcu dużo opowiadać, gdyż jego
życie było bardzo bogate i ten temat jest
niewyczerpany. Był ogromnym patriotą
i wielkim poetą. Niedawno minęła jego
setna rocznica urodzin. Ciekawe, czy kiedy minie jego dwusetna rocznica urodzin,
ktokolwiek będzie o nim pamiętał...
Naszą rozmowę przerwał Seweryn, który
właśnie wszedł do pokoju. Rzuciłam mu
się w ramiona, ale ciągle myślałam o Adamie Mickiewiczu i nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia, jakie wywarło na mnie
opowiadanie pani Maryni.
Przypisy:
Niektóre z wypowiedzi Marii Góreckiej są
autentyczne.
7
usz". Kartki tej lektury były wyblakłe, pożółkłe, a niektóre nawet spalone. Na stronach powstały zacieki. Taki wygląd świadczył o jej starości.
Przerwałam więc na jakiś czas swoje zajęcie i poprosiłam babcię o wyjaśnienie. Bardzo zaciekawiła mnie ta książka. Sądziłam,
że tak zniszczonego egzemplarza nie warto było trzymać. A jednak leżał w tym
schowku długie lata.
Moja babcia ucieszyła się na widok tego
starocia i zaczęła opowiadać mi o jego
dziejach:
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
49
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 50
„Około stupięćdziesięciu lat temu moja
babcia mieszkała we wschodniej Polsce.
Po trzecim rozbiorze ziemie te zostały
przejęte przez Rosję. Zmuszano więc Polaków do wyrzekania się swojego narodowego języka. Ale nawet surowe kary nie
stawały się przeszkodą dla nich. Walczyli
o język ojczysty.
Tworzono tajne szkoły, drukarnie, wydawano gazety, mimo iż życie było prowadzone w ciągłym strachu i obawie przed
zaborcami. Moja babcia również należała
do tajnej szkoły. Uczono tam polskiej mowy, a szczególną wagę przywiązywano do
literatury.
W 1855 roku uczniowie jednej ze szkół,
a należała do niej babcia, podjęli się wydrukowania kilkudziesięciu ksiąg „Pana
Tadeusza" z okazji setnej rocznicy śmierci
Adama Mickiewicza.
Plan powiódł się. Jednak w niedługim
czasie odkryto tę szkołę i jej wychowankowie zmuszeni byli uciekać. Wszyscy razem przemierzali lasy i miasta podczas
deszczów i burz, trzymając w ręku rzecz
dla nich najcenniejszą, cząstkę literatury
polskiej - książkę Adama Mickiewicza.
Stąd te zacieki i spalone strony.
Tuż po wojnie moja rodzina wróciła do
wyzwolonej Polski, do Koluszek. Oczywiście wraz z nią powróciło dzieło Adama
Mickiewicza. Było przechowywane na
dnie szuflady tej komody.
Babcia Kasia dbała o nie z największą troską. Czyściła je z kurzu i czytała każdego
wieczora.
Oglądała poniszczone strony, które przypominały jej przyjaciół, którzy polegli za
ojczyznę, przypominały jej dni spędzone
na tajnej nauce.
Agnieszka Witaszczyk /Wielgomłyny/ - „Przyjaciele“ - laureatka II nagrody
Dwa lata później babcia poznała dziadka
Tomka. Mimo starszego wieku pobrali się
i zamieszkali razem na przedmieściach Koluszek. Obydwoje uwielbiali czytać literaturę XVI wieku. Postanowili więc założyć
własną bibliotekę. Kupowali od pobliskich
ludzi stare książki słynnych poetów i pisarzy.
Po kilku miesiącach ich kolekcja liczyła
około siedemdziesięciu ksiąg. Niektóre
z nich wydane były nawet sto lat temu.
Ceniono sobie te zbiory i bardzo często
korzystano z dzieł znajdujących się
u dziadków Kasi i Tomka.
Rok po ślubie moich rodziców urodził się
mój brat, a później siostra i ja. Przestano
interesować się biblioteką. Zresztą nie stać
nas było na poszerzanie jej, gdyż utrzymanie trójki dzieci z jednej pensji nie było łatwe.
Wkrótce twoi pradziadkowie zmuszeni byli sprzedać książki. Została w domu tylko
jedna, najcenniejsza - „Pan Tadeusz",
która była szczególną pamiątką przebytych na wojnie dniach.
Mając dwadzieścia lat wyszłam za mąż.
Niedługo potem zmarła moja mama.
Przed śmiercią ofiarowała mi tę książkę.
Leżała w tym pudle wiele lat. Oglądałam
ją czasami i rozmyślałam o ludziach,
którzy poświęcili dla ojczyzny życie. Zastanawiałam się, dlaczego było to dla nich
takie ważne. Kiedyś opowiem ci o tym"
Na tym skończyło się opowiadanie babci.
Cieszyłam się, że mogłam poznać korzenie mojej rodziny. Powróciłam też do strojenia choinki, która odtajała już ze śniegu.
Następnego wieczora przyjechali rodzice,
by spędzić wigilijną noc w rodzinnym gronie. W domu rozniósł się zapach lasu
i świątecznych wypieków. Wszyscy byli
szczęśliwi i z niecierpliwością oczekiwali
pierwszej gwiazdy na niebie.
Wkrótce zabłysnęła gwiazdka betlejemska. Zgodnie z tradycją podzieliliśmy się
opłatkiem i złożyliśmy sobie najserdeczniejsze życzenia.
Później przystąpiliśmy do wieczerzy.
Wcześniej jednak dziadek przeczytał fragment Pisma Świętego o narodzinach Jezusa. Po kolacji usiedliśmy przy strojnym
świerku i śpiewaliśmy najpiękniejsze kolędy polskie. Wreszcie nadszedł też czas na
odpakowywanie prezentów.
Wówczas stałam się najszczęśliwszą osobą
na świecie. Otrzymałam starą, poniszczoną książkę, która była najpiękniejszym
skarbem mojej babci przez długie lata.
To były niezapomniane święta Bożego
Narodzenia, zwłaszcza dlatego, że otwierając zniszczone karty starej książki odkryłam przeszłość mojej rodziny.
7
50
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 51
Malowali Mickiewicza
W Sieradzu podsumowano konkurs na ilustrację
„Pana Tadeusza"
JAN KRZYSZTOF SZCZĘSNY Sieradz
Z okazji 200 rocznicy urodzin naszego
wieszcza narodowego Adama Mickiewicza, Regionalny Ośrodek Kultury w Sieradzu był organizatorem konkursu plastycznego pt. „Moja ilustracja Pana Tadeusza".
Współorganizatorami konkursu, który
spotkał się z miłym przyjęciem wśród mło-
dzieży szkół podstawowych i średnich naszego województwa były redakcje: „Wiadomości Dnia", kwartalnika kulturalnego
„Siódma Prowincja" i „Naszego Radia".
Na konkurs napłynęły prace wykonane
różnymi technikami przez uczniów m.in.
z Wielunia, Sieradza, Zduńskiej Woli, War-
ty oraz innych jeszcze miejscowości.
Organizatorzy z przykrością odnotowali
brak zainteresowania konkursem ze strony
uczniów Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Zduńskiej Woli.
Trzyosobowe jury w składzie: mgr Beata
Kielek - polonistka z sieradzkiego Liceum
Jarosław Gnulkowski /Wieluń/ - "Ostatnia spowiedź Jacka Soplicy" - laureat II nagrody
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
51
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 52
Ogólnokształcącego im. K. Jagiellończyka,
mgr Ewa Golińska - nauczycielka plastyki
w SP w Brzeźniu oraz piszący te słowa zapoznali się z kilkudziesięcioma pracami
nadesłanymi na konkurs.
Jury postanowiło wyodrębnić następujące
grupy wiekowe, w których przyznano nagrody.
W kategorii szkół podstawowych:
- I nagrodę w grupie klas IV - VI przyznano uczennicy klasy VI MARLENIE MICHALAK ze Szkoły Podstawowej w Warcie za
zestaw prac pt. „Telimena" i mrówki",
„Polonez" i „Zosia";
- II nagrodę otrzymała KAROLINA KAMOLA, uczennica kl.V ze Szkoły Podstawowej
nr 1 w Sieradzu, za pracę pt. „Zosia";
- dwie równorzędne III nagrody przyznano KASI DRABENT - uczennicy kl. VI ze
Szkoły Podstawowej nr 1 w Sieradzu
i MONICE BOBROWSKIEJ uczennicy klasy
IV tejże szkoły.
W grupie klas VII - VIII jury postanowiło
przyznać:
- I nagrodę ALEKSANDRZE GRABIEŃSKIEJ,
uczennicy klasy VIII ze Szkoły Podstawowej w Warcie za pracę pt. „Łowy";
- dwie równorzędne II nagrody otrzymali:
MATEUSZ MIELCZAREK, uczeń klasy VIII
ze Szkoły Podstawowej nr 12 w Zduńskiej
Woli oraz WIOLETTA SKRZYPIŃSKA,
uczennica klasy VIII ze Szkoły Podstawowej w Warcie;
- III nagrodę postanowieniem jury otrzymał JAREK NOGALA, uczeń klasy VIII ze
Szkoły Podstawowej nr 1 w Sieradzu.
W kategorii szkół średnich jury nie znalazło prac godnych I nagrody.
II nagrodę za zestaw prac przyznano JAROSŁAWOWI GNULKOWSKIEMU z Liceum Ogólnokształcącemu im. T. Kościuszki w Wieluniu. Nagrodzone prace to:
„Powitanie dwóch szlachciców", „Walka
szlachciców między sobą" i „Ostatnia spowiedź Jacka Soplicy". Ponadto jury wyróż-
niło najwyższą nagrodą - publikacją na
pierwszej stronie okładki Kwartalnika
„Siódma Prowincja" pracę KAROLINY KAMOLI ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Sieradzu. Wewnątrz numeru znajdują się pozostałe nagrodzone prace. Nagrodę w postaci radiomagnetofonu ufundowaną
przez Redakcją „Wiadomości Dnia" jury
postanowiło przyznać Szkole Podstawowej w Warcie.
Uroczyste podsumowanie konkursu, połączone z prezentacją nagrodzonych prac,
okolicznościowymi wykładami mgr Beaty
Kielek i mgr Ewy Golińskiej oraz wręczeniem nagród odbyło się w Sali Kameralnej
Regionalnego Ośrodka Kultury w Sieradzu
dnia 16 grudnia br.
7
Mateusz Mielczarek (Zduńska Wola), kl. VIIIa, II nagroda
52
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 53
Monika Bobrowska (Sieradz), kl. IVd, III nagroda
Jarek Nogala (Sieradz), kl. VIIIc, III nagroda
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
53
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 54
Mickiewicz
i wojewodzianka sieradzka
ZIEMOWIT SKIBIŃSKI Nowe Zduny k. Łowicza
O kontaktach Mickiewicza z Karoliną Teresą z Walewskich Chodkiewiczową, secundo voto Golicyną, wiemy tyle, iż spotykał
się z nią w Rzymie w 1829 i 1831 roku
i odbył w jej towarzystwie w dniach 19-24
kwietnia 1831 podróż do Florencji. Natomiast trzeba rozwiać wszelkie mniemania
co do wcześniejszej styczności poety z byłą wojewodzianką sieradzką na salonach
petersburskich w grudniu 1827 roku.
Nastała stosowna okazja, aby te nieporozumienia wyjaśnić i położyć im kres, pierwej jednak przybliżmy postać mało dziś
znanej, a w swoim czasie brylującej na
parkietach salonowych tudzież w alkowach, intrygującej swoją biografią kobiety.
Karolina Teresa Walewska urodziła się
w 1778 roku, prawdopodobnie w Tuczynie nad Horyniem, na pograniczu Wołynia
i Polesia.
Była córką Jadwigi z Turnów, stolnikówny
poznańskiej. Ojciec zaś, Michał /1735 1806/, wywodził się z sieradzkiej linii rodu
Walewskich, piastujących w przeszłości
wiele znaczących urzędów wojewódzkich.
Należał do XII pokolenia rodu zapoczątkowanego w XIV wieku od Leszka z Walewic.
Brał udział w konfederacji barskiej, usiłował zmobilizować Łęczyckie, później go
widzimy w obozie patriotów w początkowej fazie Sejmu Wielkiego, do którego posłował jako wojewoda sieradzki. Niestety
znalazł się w czołówce targowiczan, objął
nawet marszałkostwo po Szczęsnym Potockim, ale z tego obowiązku wywiązywał
się z pewnym ociąganiem. Urząd wojewody traktował raczej pod kątem własnych
interesów; widzimy go tylko dwa razy na
sejmikach, czemu nie sposób się dziwić,
skoro mieszkał w odległym o kilkaset kilometrów Tuczynie, nabytym po 1755 r. od
synów Stanisława Lubomirskiego. Wystawił tu ogromny pałac w l.1790-1798,
którego główny korpus spłonął po piećdziesięciu latach.
Michał Walewski miał opinię człowieka
rzutkiego, obrotnego, ciążyła jednak na
nim hańba Targowicy.
Synowie jego swoją postawą i zaangażowaniem patriotycznym starali się zmazać
przewinienia ojca; to, co on uzyskał od
Rosji, utracili z nawiązką.
Miał pan wojewoda i pośredni związek
z Mickiewiczem.
54
Otóż wraz ze swoim zięciem Aleksandrem
Chodkiewiczem patronował Józefowi Oleszkiewiczowi, malarzowi, mistykowi, masonowi, człowiekowi, który zdaniem mickiewiczologów wywarł na poetę większy
wpływ od Towiańskiego, a który malował
- ze skłonnością do upiększeń - portrety
Walewskich w Tuczynie.
Przez kilka lat, z trzyletnią przerwą na studia w Paryżu finansowane przez Chodkiewicza, przebywał na początku XIX wieku
w Pekałowie u Karoliny i Aleksandra.
Należy zatem przypuszczać, iż podczas
rzymskich spotkań z poetą była mieszkanka Pekałowa wspominała niejednokrotnie
„mistrza" Oleszkiewicza, osobę uwiecznioną w Dziadach, która dzięki masońskim
powiązaniom i wpływom otworzyła kowieńskiemu nauczycielowi najlepsze salony Rosji.
Karolina Walewska poślubiła ok. 1800 roku Aleksandra Chodkiewicza, chemika, literata / autora nieporadnych dramatów;
o jego Katonie w Utyce mawiano „Katon
utyka"/, kolekcjonera, uczestnika insurekcji kościuszkowskiej, późniejszego generała, członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk
w Warszawie. Kajetan Koźmian pisze
o Chodkiewiczu w Pamiętnikach: „Przywiózł /tzn. do Warszawy - Z.S./ z sobą
młodą, piękną i zalotną żonę, z którą żył
dziwaczną miłością i mniemał się być Argusem".
Przywołanie mitycznego Argusa jest aluzją
do chorobliwej wręcz zazdrości Aleksandra o żonę, a wszyscy pamiętnikarze, również pamiętnikarki, tych czasów zgodnie
podkreślają wybitną urodę Karoliny, zalotność przekraczającą statut i etos kobiety
zamężnej, muzykalność / skomponowała
muzykę do pieśni o Janie Karolu Chodkiewiczu ze Śpiewów historycznych Niemcewicza/, dowcip i zamiłowanie do balów,
wystawnych przyjęć. Nic też dziwnego, iż
wokół niej roiło się od adoratorów. U niej
szlify amorowe zdobywał Antoni Malczewski, późniejszy autor Marii. Z jej to
powodu się pojedynkował z innym kochankiem Karoliny, a za sekundanta miał
jej męża. Zaiste tylko temperamentna
i kochliwa kobieta może doprowadzić do
tak piramidalnie absurdalnych sytuacji.
Zresztą nie tylko oni odbywali praktykę
w rzemiośle Afrodyty u „warszawskiej syreny", lista alkowianych gości nie kończy
się na dwóch nazwiskach. Ale pani Karolina przebrała miarę, gdy mąż i Malczewski
bronili obleganej przez Rosjan twierdzy
Modlin. Nawiązała wówczas romans
z przystojnym kapitanem gwardii księciem Aleksandrem Siergiejewiczem Golicynem, czego skandalicznym uwieńczeniem było przyjście na świat syna Włodzimierza.
W 1814 roku nastąpił rozwód, Karolina
wyszła za Golicyna, który awansował na
pułkownika i zamieszkali w Warszawie.
Książę meloman i kompozytor, w owym
czasie zdradzał sympatie liberalno- demokratyczne, pisywał kąśliwe wiersze, co nie
mogło ujść uwagi wszechwidzącego księcia Konstantego. Podał się do dymisji, zamieszkał na krótko na wsi pod Warszawą,
po czym wyemigrował. Karolina na pewno nie była z mężem w owym czasie /lata
dwudzieste/ w Rosji, bo książę Aleksander
popadł w niełaski cesarskiego brata.
Nieporozumienia wynikają nie z relacji
źródłowych, autorami ich są uczeni komentatorzy.
Mikołaj Malinowski w liście do Lelewela
dał opis improwizacji Mickiewicza 22 grudnia 1827 roku w Petersburgu w mieszkaniu Postumiusza Prószyńskiego: „Tę improwizację zanotował Prószyński, ale hrabina Chodkiewiczowa zawiozła ze sobą
i tak niespodziewanie, że nie miano czasu
skopiować".
Stanisław Pigoń, wydawca VI tomu Dzieł
Mickiewicza / przedwojenne tzw. Wydanie Sejmowe/ to tak skomentował: „Karolina, żona Antoniego, generała, chemika,
literata, /.../; podówczas mieszkała w Petersburgu, gdzie mąż jej podejrzany o stosunki z kołami patriotycznymi w Warszawie, był czasowo, z honorami internowany".
Dwa merytoryczne błędy w krótkiej informacji - jak na znakomitego mickiewiczologa to za dużo. Oczywiście w liście mowa
jest o drugiej żonie Aleksandra / nie Antoniego!/ Franciszce Ksawerynie ze Szczeniowskich, z którą się pobrał w 1824 roku.
Była nie mniej piękna od poprzedniej żony, wojewodzianki sieradzkiej, trzydzieści
jeden lat młodszą od męża, którego darzyła wierną miłością.
Tekst tej improwizacji uchodzi za zaginiony, czego jednak nie można stwierdzić definitywnie, archiwum bowiem młynowskie
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 55
Chodkiewiczów w znacznej części ocalało
i rzecz wymaga dokładnej kwerendy.
Błędną informację Pigonia przedrukował
bezkrytycznie inny znakomity mickiewiczolog, Czesław Zgorzelski, w edycji Dzieł
wszystkich. Również nie odróżnił pań
Chodkiewiczowych Wiktor Weintraub
w książce Poeta i prorok.
Mickiewicz zetknął się - prawdopodobnie
po raz pierwszy - z Karoliną Golicyną
w rzymskim domu księżnej Zinajdy Wołkońskiej, dobrej znajomej z czasów moskiewskich.
Odyniec, nie zawsze wiarygodny w swoich relacjach, tu zdaje się dawać wiarę, bo
jaki interes miałby blagować informując
o nie zobowiązujących kontaktach poety
z księżną. W liście do Juliana Korsaka datowanym z Rzymu 23 grudnia 1829 roku /
datowanym ex post!/ pisze: „ Księżna Gagaryn, żona posła, a rodzona siostra pani
Swieczyn, o której może słyszałeś oraz
księżna Helena Golicyn liczą się też do najbliższych przyjaciół księżny
Zeneidy
i odznaczają się zarówno pobożnością, jak
i towarzyskim urokiem" Pomylił się co do
imienia, ale innej o tym samym nazwisku
poza Karoliną w tym czasie w Rzymie nie
było. W tymże samym liście, nieco wcześniej, wspomina o tym, jak Mickiewicz był
rozpieszczany prze arystokrację rosyjską
w Wiecznym Mieście i że dostał od księżnej Karoliny dwa słoiki konfitur i tyleż butelek malinowego soku „bardzo pomocnego na chrypkę" wraz z perfumowanym
bilecikiem.
A jak w owym czasie prezentowała się córka wojewody sieradzkiego? Zygmunt Krasiński w liście do ojca z 13 grudnia 1830
roku komentował tak jej wygląd: „Przykro
patrzeć na szlachetne rysy i na piękne
oczy tak poniżone, że ogień nieba zatraciły, by tylko ziemskim zarzewiem błyszczyć. /.../ Zupełnie ton miała francuskiej
elegantki już nie tego wieku, a tu już latka
sobie marszczki kupią na jej czole; znacznie schudła, zbladła, nie wiem dlaczego,
ale i przykro patrzyć na nią, i przykro jej
słuchać. Zdaje się, jak gdyby wciąż próżną
gadaniną chciała odegnać trapiące myśli
czy wyrzuty, czy nudy." To, że była gadatliwa, poświadczają inni świadkowie epoki, należy przeto przypuszczać, że Mickiewicz nie przepadał za jej towarzystwem,
mimo iż przypadło mu w udziale zrobić
w towarzystwie Golicynów kilka wypadków w okolice Rzymu.
Wiemy, że jechał z Golicynami, o czym
wspomnieliśmy na początku, w kwietniu
do Florencji. Według Sergiusza Sobolewskiego, „przyjaciela Moskala" jeszcze z pobytu w Rosji, nastąpiła wymiana zdań
między księżną a poetą na temat szans
powstania listopadowego. Ona wierzyła
w zwycięstwo Polaków, Mickiewicz zaś,
„nie tylko nie wierzył, ale na wypadek
zwycięstwa wątpił w jego trwałość i dobre
skutki". Stąd też tak się ociągał z wyjazdem do Królestwa.
Prawdopodobnie było to ostatnie spotkanie Mickiewicza z Golicyną. Nie wiemy, ja-
ką wieszcz zachował o niej opinię. Rzecz
charakterystyczna Sobolewski przemilcza
poglądy księcia Aleksandra Siergiejewicza, do którego sztambucha miał wpisać
poeta ten oto czterowiersz:
Jeżeli wolność czcić i kochać umiesz,
Rozmowie naszej niepotrzebne słowa;
Ja twe westchnienie, ty mą łzę zrozumiesz
I dłoń mi ściśniesz - oto polska mowa!
Autorstwo tego wiersza pozostaje niepewne, nie znany jest bowiem rękopis. Wiersz
trafił do druku dość okrężną drogą przekazów ustnych dopiero w latach osiemdziesiątych XIX wieku.
Najpierw za adresata uważano księcia Dymitra Władymirowicza Golicyna, moskiewskiego gubernatora wojennego, do
którego kancelarii został przydzielony
Mickiewicz. Tenże Golicyn łaskawym,
wręcz opiekuńczym okiem patrzył na polskiego poetę, co należy przypisać związkom masońskim obydwu.
Z nim też Mickiewicz odbył trzydniową
podróż z Moskwy do Petersburga, ale czy
odważyłby się na wpisanie do sztambucha
wysokiego urzędnika imperium wiersza tej
treści?
Mickiewicz w Rosji zachowywał się i postępował bardzo ostrożnie i roztropnie,
„wężową chytrością łudził despotę". Każdy w owym czasie, bez względu na tytuł
i zajmowane stanowisko, mógł się liczyć
z ewentualnością rewizji. Taki wiersz mógł
by zaszkodzić zarówno autorowi jak i adresatowi. Poza tym, mimo wspomnianych
związków wolnomularskich, czy mógł poeta ryzykować tak daleko posuniętą szczerością?
Po zasygnalizowaniu tych wątpliwości
drugą ewentualnością pozostaje książę
Aleksander Siergiejewicz, przebywający
wówczas za granicą. Ale nic z kolei nie
wiemy na temat bliższej zażyłości poety
z tym księciem, gdy tymczasem treść
wiersza przyświadcza obopólnemu zaufaniu nadawcy i adresata. Na taką śmiałość
i bezpośredniość wypowiadania myśli pozwalał sobie Mickiewicz poza granicami
Rosji.
Ostatni wydawcy pism poety skłonni są
wiązać ten wiersz z mężem Karoliny.
Utwór jest raczej autorstwa Mickiewicza,
przemawiają za tym zwięzłość, treść i charakter /wymowne przemilczenia!/ wypowiedzi, adresat pozostaje zaś niepewny.
Henryk Mościcki, autor biogramu / dość
ogólnikowego/ Karoliny Golicyny w Polskim słowniku biograficznym, podaje, iż
wówczas, tzn. w 1831 nastąpił w małżeństwie Golicynów „rozdźwięk na tle politycznym. Golicyna wierzyła w zwycięstwo
Polaków, mąż demonstrował patriotyzm
rosyjski i podobno należał wtedy do tajnej
policji rosyjskiej". Czyżby Mickiewicz nie
wiedział, komu wpisuje wiersz?
Dalsze losy wojewodzianki sieradzkiej nie
są godne pozazdroszczenia. Aleksander
Siergiejewicz przehulał majątek, porzucił
podstarzałą żonę, przyjechał do Warszawy
i oddał się w służbę Paskiewiczowi. Ożenił
się wkrótce z Eleonorą Zarzycką, został na-
czelnikiem wojennym w Lublinie, a następnie w Kaliszu, gdzie zmarł w 1858 roku. Karolina tułała się po Europie, o czym
możemy wnosić z listów Krasińskiego,
przerażonego utratą jej wdzięków.
Manifestowała swoje związki z Polakami
i z polskością i - jak to bywa często u kobiet lekkich za młodu obyczajów - na stare lata spobożniała. Zmarła w nędzy
i opuszczeniu w Petersburgu 14 lutego
1846 roku i została pochowana na cmentarzu przy Instytucie Smolnym.
Artykuł niniejszy ma charakter rekonesansu, sygnalizuje białe plamy na temat bądź
co bądź intrygujących kontaktów Mickiewicza z wojewodzianką sieradzką i jej drugim mężem. Właściwa kwerenda archiwalna może jeszcze wiele rzeczy w tej materii wyjaśnić.
7
Karolina z Walewskich
Chodkiewiczowa Przedruk na
podstawie: R. Aftanazy, Dzieje
dawnych rezydencji na kresach
Rzeczypospolitej.
T.5, Wrocław 1994 s.276
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego
55
17grudnia_n.qxd
99-03-23
16:16
Page 56
Wojewódzki Dom Kultury w Piotrkowie Trybunalskim
97-300 Piotrków Trybunalski, Al. 3 Maja 12, tel. 647-71-94, 647-04-06, tel./fax 649-53-54
Centrum Promocji i Informacji
Kulturalnej WDK:
Ośrodek Plastyki i Reklamy
Ośrodek Działalności Filmowej „Stop-klatka”
Ośrodek Działalności Środowiskowej
„Kontakt”
Ośrodek Działalności Teatralnej „Lustro”
Zespoły:
teatralne:
„Na Poddaszu” (instr. Lucyna
Jakubczyk), „Łysa Góra” (instr.
Małgorzta Kowalczyk),
taneczne:
„Fuks”, „Szarada” (instr. Diana Lisiecka), „Aerobic”(instr. Aldona Przerywacz)
muzyczne:
„Morning Edition” (opiekun Agnieszka
Majewska), „Zespół Muzyki
Dawnej”(instr. Jolanta Bobras - Pająk),
Chór seniora “Radość życia” (instr.
Tadeusz Małż), Dziecięcy zespół wokalnotaneczny „Duszki” (instr. Tadeusz Małż),
Zespół Wokalny (instr. Tadeusz Małż),
Studyjny Zespół Wokalny (instr.
Waldemar Ossowski)
Regionalny Ośrodek Kultury w Sieradzu
98-200 Sieradz, ul. POW 19, tel./fax 822-57-12, 822-45-21, 822-49-32, 22-37-71
ROK w Sieradzu jako
państwowa instytucja
o funkcjach ponadlokalnych pomaga, inspiruje,
animuje i promuje działalność społeczno-kulturalną województwa i regionu. Działalność ROK
wyznacza VII programów merytorycznych:
I. Program „Kultura a samorząd“ ROK pełni
rolę organizatora kultury w wymiarze ponadlokalnym stosując najbardziej optymalne formy realizacji: doskonalenie warsztatu, dokumentowanie
działalności kulturalnej gmin, współfinansowanie
organizowanych imprez, organizowanie kompleksowych penetracji socjologicznych środowisk,
prowadzenie banku danych informacji o kulturze.
II. Program „Krzesiwo“ ROK polega na ściśle
współpracuje z lokalnymi społeczeństwami w za-
kresie ochrony dziedzictwa kulturowego realizowanej w formie: edukacji folklorystycznej dzieci
i młodzieży, promowaniu poszczególnych regionów kulturowych Sieradzczyzny, dokumentowaniu ważnych zjawisk etnograficznych, zwyczajów
i obrzędów ludowych oraz opieki merytorycznej
nad zespolami folklorystycznymi.
III. Program „Animacja Nieprofesjonalnej
Twórczości Artystycznej“ ROK na podejmuje
stałe działania edukacyjne w sferze teatru, literatury, plastyki, muzyki i tańca dla dzieci i młodzieży, wspiera organizacyjnie i finansowo amatorski
ruch artystyczny a przede wszystkim promuje go
w skali regionu, kraju i za granicą. Służą temu:
warsztaty, przeglądy, wystawy, spotkania i wydawnictwa.
IV. Program „Promocja Regionu“ ROKpopularyzuje i promuje dorobek i osiągnięcia instytucji
Kluby i koła zainteresowań
Piotrkowski Klub Literacki
„ZAKOLE“
Klub gier fabularnych
Klub numizmatyków
Pracownia plastyczna dla dzieci
(instr. Aldona Trojanowska)
Pracownia grafiki, rysunku i
malarstwa dla młodzieży (instr.
Andrzej Białkowski)
Usługi:
ksero
graficzna reklama komputerowa:
plakaty, zaproszenia, afisze, etc.
wynajem pomieszczeń
(sala widowiskowa, klubowa)
nagłaśnianie imprez
realizacja imprez zleconych
kultury, amatorskich zespołów artystycznych oraz
twórców. Pozyskiuje niezbędne środków pozabudżetowe, zapewnia kontakty z organizacjami,
stowarzyszeniami, fundacjami krajowymi i zagranicznymi oraz współpracuje z województwami
ościennymi. Stałymi formami działań są: wydawnictwa, konfrontacje, festiwale, turnieje, przeglądy, sejmiki, wymiana zespołów artystycznych
w kraju i za granicą.
V. Program „Marketing i usługi kulturalne“
ROK świadczy usługi w zakresie: wydawnictw
(a tym akcydensów), impresariatu i usług artystycznych własnych, wideofilmowania, oprawy
plastycznej imprez, kserografii, nagłaśniania imprez oraz transportu krajowego i zagranicznego.
VI Program „TALENTY“ ROK promuje uzdolnione dzieci i młodzież, organizując warsztaty,
konsultacje i przeglądy.
VII Program „EKOMOTYWY“ ROK realizuje
edukację ekologiczną mieszkańców województwa stosując formy działalności: monitoring,
konkursy, warsztaty i szkolenia, zabawy i gry
dydaktyczne, imprezy plenerowe.
Wojewódzki Dom Kultury w Skierniewicach
96-100 Skierniewice, ul. Reymonta 33, tel. 33-36-39, 33-33-36, tel./fax 33-24-12
Kurs tańca towarzyskiego dla dzieci,
młodzieży i dorosłych; w grupach dla
początkujących i zaawansowanych
Kurs języka niemieckiego dla młodzieży i dorosłych; w grupach dla początkujących i średniozaawansowanych
Zajęcia w kołach
i klubach zainteresowań
Klub Miłośników Tańca
dla wszystkich grup wiekowych
56
Klub Fotograficzny „Foto”
dla wszystkich grup wiekowych
Klub Seniora „ARA”
Klub Literatów
Klub Francuski
Kino Studyjne „Klaps”
Klub Jazzowy „Muza”
Aerobik
Koło plastyczne dla dzieci i młodzieży
Zespoły Artystyczne
Estrada Dziecięca
„Wiercipięty”
Grupa Taneczna „4-20”
Grupa Tańca Nowoczesnego „Sen’s”
Chór dziecięcy
Zespół Dziecięcych Aktorów
Filmowych „Izyda”
Młodzieżowy Zespół Teatralny
Kapela Ludowa
Zespół Muzyczny „Lady Makbet”
Zespół Muzyczny „Epidemia”
Zespół Muzyczny „29 $ Blues”
Galeria Plastyczna
Siłownia
dla wszystkich grup wiekowych
Dyskoteka dla młodzieży
Scena Promocji
dla zespołów z terenu województwa
Scena Prezentacji profesjonalnych
i amatorskich zespołów artystycznych
Młodzieżowa Szkółka Dziennikarska
Usługi Ksero i Wideofilmowanie
Kompleksowa obsługa
szkoleń, seminariów, konferencji
Siódma Prowincja Kwartalnik Kulturalny Piotrkowskiego, Sieradzkiego, Skierniewickiego

Podobne dokumenty