pobierz Mój Tarot

Komentarze

Transkrypt

pobierz Mój Tarot
Mój Tarot
przewodnik po kartach
Artur Mikuła
Warszawa, 2010-2012
Mój Tarot — Artur Mikuła
Spis treści
Spis treści..................................................................................................... 2
Wstęp.......................................................................................................... 4
Tarot? To brzmi groźnie.....................................................................................5
Czy można ‚nauczyć się’ Tarota?..........................................................................8
Zakup kart.................................................................................................... 9
Metoda samokształcenia..................................................................................10
Medytacje z Tarotem......................................................................................12
Przykład metody w działaniu ............................................................................13
Wędrówkę czas zacząć....................................................................................15
Mag czy iluzjonista?........................................................................................17
Galopujące emocje........................................................................................19
Matki, żony, kochanki......................................................................................21
Macho z Florydy............................................................................................ 23
Pasterz bez owiec..........................................................................................25
Osiołkowi w żłoby dano...................................................................................27
Bomba w górę proszę Państwa...........................................................................29
Tego się ludziom nie robi.................................................................................31
Synowie Szymona.......................................................................................... 33
A jednak się kręci.......................................................................................... 35
Nec Hercules contra plures...............................................................................37
Always look on the bright side of life!..................................................................39
Danse macabre.............................................................................................41
Przez cnotę upadając......................................................................................43
Diabeł tkwi w szczegółach................................................................................45
Metropolis................................................................................................... 47
Laura i Filon................................................................................................. 49
Dokąd prowadzi królicza nora?...........................................................................51
Sol Invictus.................................................................................................. 53
Eschatologia w pigułce....................................................................................55
Axis mundi.................................................................................................. 57
Życie płynie zwyczajnie...................................................................................59
Bo w tym cały jest ambaras …...........................................................................61
Na krańcu świata...........................................................................................63
Teatime...................................................................................................... 65
Może zostać tylko jeden..................................................................................67
Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem..................................................................69
Milczenie owiec............................................................................................ 71
Z wiatrem i pod wiatr.....................................................................................73
Jak wygląda ostrokół?.....................................................................................75
Sztuka przetrwania........................................................................................77
ADHD, mania, czy dojrzewanie?.........................................................................79
Stachanowca 500% normy.................................................................................81
Żelazna dama............................................................................................... 83
Jestem mężczyzną.........................................................................................85
W oczekiwaniu na deszcz.................................................................................87
Dewaluacja.................................................................................................. 89
Pełnia szczęścia............................................................................................ 91
Piąte koło u wozu..........................................................................................93
Mój własny Matrix..........................................................................................95
Cnota egoizmu..............................................................................................97
Nibylandia................................................................................................... 99
strona 2
Mój Tarot — Artur Mikuła
Pomieszanie z poplątaniem.............................................................................101
‚Obrońca’ krzyża i innych wartości....................................................................103
Wakacje.................................................................................................... 105
Młodzi junacy.............................................................................................. 107
Sir Lancelot z Jeziora....................................................................................109
Jej czarne oczy........................................................................................... 111
Mentor...................................................................................................... 113
Koniec degrengolady.....................................................................................115
Równowaga wewnętrzna................................................................................117
Punkt widzenia............................................................................................ 119
Wyśpisz się w piachu pod kombinatem................................................................121
Tanie dranie............................................................................................... 123
Gorączka................................................................................................... 125
Juma........................................................................................................ 127
Smoki i dziewice.......................................................................................... 129
Okrucieństwo bezsenności...............................................................................131
Umarł król — niech żyje król!...........................................................................133
Małpa z brzytwą........................................................................................... 135
Fratres Militiae Templi...................................................................................137
Elizabeth................................................................................................... 139
Facet w lustrze............................................................................................ 141
Tajemniczy ogród......................................................................................... 143
Taniec pingwina na szkle................................................................................145
Praca........................................................................................................ 147
Twierdza................................................................................................... 149
Wiatr w oczy............................................................................................... 151
Gangsterzy i filantropi...................................................................................153
Siedem życzeń............................................................................................ 155
Konik polny i mrówka....................................................................................157
Harmonia................................................................................................... 159
Tam i z powrotem......................................................................................... 161
Wieczny student.......................................................................................... 163
Kroniki Riddicka........................................................................................... 165
Wiedźma................................................................................................... 167
Argonauci.................................................................................................. 169
Prawa autorskie........................................................................................... 171
strona 3
Mój Tarot — Artur Mikuła
Wstęp
Czasami zadaję sobie pytanie: Kim ty chłopie właściwie jesteś jeśli mowa o twoim światopoglądzie metafizycznym — twojej duchowości? Niby odpowiedź powinna być oczywista i prosta,
a określić się w trybie ekspresowym powinienem bez problemu. To jednak co oczywiste w
pierwszej sekundzie przestaje być tak jasne po dziesięciu minutach myślenia. Po godzinie ma
się tę nieznośną świadomość, że w prostych słowach się tego opisać nie da. I bęc. To nagle dociera. To, że jest się poganinem. Z krwi i kości. Nie jakimś tam kultystą agrarnym, przyrodniczym, astralnym a nawet, popularnym ostatnimi czasy, filozoficzno-etycznym. Jestem zwyczajnym ‚wieśniakiem’ w kwestiach ‚ważnych’ — klasycznym ‚poganinem’.
Mój świat to asfalt, kamienie, cegły, beton, stal, szkło i szybka komunikacja międzyludzka.
Jestem nastawionym na zdobywanie sprawdzalnej i odtwarzalnej wiedzy materialistą. Może w
związku z tym przestały mnie pociągać pomysły na duchowość synajskich pastuchów biegających po pustyniach; palestyńskich biedaków, rybaków i cieśli; arabskich watażków plemiennych; animistów wszelkiej maści; gości medytujących pod drzewami; oraz ich naśladowców i
kontynuatorów w historii. Niewiele mi mogą zaoferować mimo, iż korzystam ze spuścizny kulturowej, którą ukształtowali. Jeszcze mniej oferują mi w tej materii wszelkiej maści restora cjoniści czy ‚neoludki’, którzy w XIX i XX wieku zbiorowo wpadali na pomysł podróży w czasie
bez przemieszczania się w nim i kształtowali duchowość i rzeczywistość, własną, oraz obcą
wedle zasady ‚widzę misia’.
W takim świecie żyjąc stykam się nieustannie z symbolami. Otaczają mnie tak jak kiedyś innych spośród powyżej wymienionych. Poczynając od znaków drogowych, przez zdjęcia w gazetach i filmy, na obrazach kończąc. Żyję nimi, z nimi, wewnątrz nich i pośród, poddany ich
wpływowi. Część z nich odczytuję w sposób świadomy, części nie. Gdy je dostrzegam (bez
względu na stopień świadomości) odczytuję z nich informacje; tez zaś przekładają się wprost
na moje zachowania, emocje, uczucia, gesty. Na to kim jestem i co sobą reprezentuję. W
pewnym momencie życia Tarot stał się dla mnie takim właśnie skondensowanym zbiorem symboli uniwersalnych; narzędziem, które zacząłem wykorzystywać do rozwoju własnej duchowości, traktując ten termin w kategoriach egzystencjalnych (wpływ nadmiaru lektury dzieł P.Tillicha), co oznacza, że zazwyczaj mówiąc o wykorzystaniu kart odwołuję się do terminów takich jak — samorealizacja, świadomy rozwój, autokreacja czy transgresja.
I tak, będąc w pełni uduchowionym, stuprocentowym racjonalistą, poruszam się po świecie
kart Tarota, i innych jego użytkowników, co prowadzi w konsekwencji, i czasami, do sytuacji
pełnych komizmu. Nieporozumienia wynikają z tego, że jako poganin korzystam swobodnie ze
wszystkich osiągnięć cywilizacji, nie krępując się szczególnie przesądami odnośnie wyboru, i
posiadania, jednej tylko ścieżki życia, ani nie krygując się na przedstawiciela jedynej (bo mo jej) prawdy — funkcjonalnej, naukowej czy religijnej.
•••
Niniejsza opracowanie jest, moim zdaniem, dobitnym tego przykładem. Jest przewodnikiem,
zapisem pracy własnej, noszącym silne piętno indywidualne, którego celem jest ukazanie talii
Tarota wpisanej w moje codzienne doświadczenia na przestrzeni szeregu miesięcy. Jest to
także jedyny cel, który sobie postawiłem, zatem nie znajdziecie w tym opracowaniu zbyt wielu faktów z zakresu karcianych teorii, dogmatów, historii kart, jak też wiedzy o charakterze
encyklopedycznym.
strona 4
Mój Tarot — Artur Mikuła
Tarot? To brzmi groźnie
Na pudełku z kartami Tarota, na każdy z nich, powinno znaleźć się ostrzeżenie dla potencjalnych użytkowników. Treść owego winien moim zdaniem opracować ktoś, kto rozumie, kto czuje potencjalne zagrożenia wynikające z jego użytkowania. I nie chodzi mi tutaj o urojenia fa nów rozmaitych systemów religijnych, dla których wszystko co nie jest ‚ich ścieżką’ musi fi nalnie okazać się ‚zwiedzeniem’, ‚szeptem diabła’, czy tylko ‚grzechem’.
W chrześcijaństwie, które stanowi przewodni nurt duchowości w naszym kraju, Tarot jest
Tabu. Złamanie go, lub choćby naruszenie, skutkować będzie określonymi konsekwencjami natury osobistej, z którymi niektórzy sobie nie poradzą, w żadnej formie.
Długo szukałem stosownych słów, którymi chciałem opisać to zjawisko. Ostatecznie zdecydowałem się na sięgnięcie po cytat z bloga Szuflada Nocnego Grajka, którego autorowi chciałbym w tym miejscu podziękować za uważność:
Często w mediach katolickich spotykamy świadectwa ludzi, którzy odeszli od Kościoła, by
kontakt z transcendencją utrzymywać za pomocą niechrześcijańskich metod: wróżbiarstwo, magię lub praktyki związane z religiami Wschodu. Ludzie ci przeżywają psychiczne
katusze, wewnętrzny chaos i kompletne rozbicie, by później wrócić na łono Kościoła i dopiero wtedy zaznać spokoju. Ostrzegają oni innych przed pułapką, jaka kryje się na innych
duchowych obszarach niż te zajęte przez chrześcijaństwo.
Stosunek do takich świadectw bywa zazwyczaj dwojaki: jedni mówią, że są one wyssane z
palca lub nawet spreparowane przez niedobrą katolicką mafię w celach propagandowoindoktrynersko-konkwistadorskich, inni zaś powielają je i propagują, by pokazać jak bezpieczna i dobra jest droga Kościoła, a jak zwodnicze i zgubne są drogi inne.
I tu Was zaskoczę: mimo tego, że nie jestem katolikiem, natomiast buddyzm, zen i psychologia alternatywna są mi bardzo bliskie, przychylam się bardziej do zwolenników
prawdziwości omawianych świadectw. Nie mam powodu, by wątpić w ich szczerość. A to,
że są one publikowane w mediach katolickich, a nie np. we „Wróżce” czy na Buddyzm.pl,
jest zupełnie zrozumiałe. Jakby nie było, świadectwa te są prokatolickie. Choć moim zdaniem nie powinny być one publikowane nigdzie. Szkalują one niesłusznie wiele wspaniałych tradycji duchowych, a i chrześcijaństwu – jako narzędzie misjonarskie – nie przynoszą
zaszczytu.
Bo czy naprawdę jednak wynika z nich to, że inne metody, praktyki, doktryny, religie stanowią pułapkę? Pułapkę dla ludzi głęboko wierzących (w rozumieniu chrześcijańskim) na
pewno. Ale nie polega owa pułapka na tym, że oto Szatan mieszka we wszystkim, co nie
zostało pokropione wodą święconą, lecz na głębokim dysonansie poznawczym i na prostym
prawie, mówiącym, że kto nieuważnie stąpa, łatwo się przewróci.
[...]
Schemat świadectw zawsze jest taki sam: chrześcijaństwo – fascynacja „innym” – bardzo
głębokie wejście w „inne” – załamanie i upadek – powrót do chrześcijaństwa. Brak jakichkolwiek świadectw ludzi, którzy „innym” zajmowali się od początku – wyrosłych w buddyjskich, jogicznych lub po prostu ateistycznych rodzinach.
Świadectwa takie publikowane są wyłącznie w źródłach związanych z konkretną droga duchową (u nas jest to głównie chrześcijaństwo). Próżno ich szukać w mediach neutralnych,
nawet tych życzliwie nastawionych do katolicyzmu.
Gdy zauważyć te cztery fakty, okazuje się, że świadectwa wcale nie pokazują tego, że
niechrześcijańskie praktyki są same w sobie niebezpieczne, nawet jeśli autor sam tak
twierdzi. Niebezpieczne jest zajmowanie się nimi przez chrześcijan. Myślę, że pułapki,
przed którymi ostrzegają autorzy świadectw są rzeczywiste wyłącznie dla osób, które głęboko wierzą w osobowego Boga, takiego, jakim przedstawia go chrześcijaństwo. Czasem
tacy ludzie buntują się przeciw swojej religii, a w innych tradycjach nadal szukają włastrona 5
Mój Tarot — Artur Mikuła
śnie tego Boga, wiarę w istnienie którego wyssały z mlekiem matki. I nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że choć obrały inną drogę, spodziewają się w niej tego samego. Czasem
ich poszukiwania wydają się być dla nich zupełnie niezależne od chrześcijaństwa: ulegają
fascynacji i idą beztrosko w kierunku nowego, nie licząc się z konsekwencjami porzucenia
dotychczasowych dogmatów, a nawet nie zdając sobie sprawy ze sprzeczności pomiędzy
nowym, a starym.
[...]
Samo chrześcijaństwo ostrzega, nie da się służyć jednocześnie dwóm panom. Tymczasem
ani zen, ani buddyzm, ani zapewne Tarot nie prowadzi do chrześcijańskiego Boga. Autorzy
świadectw, którzy głęboko w sobie mają w takiego Boga wiarę, wstępując na inną ścieżkę
idą wprost i nieuchronnie ku głębokiemu dysonansowi poznawczemu, który bardzo łatwo
może się źle skończyć dla psychiki. Chrześcijaństwo z innymi tradycjami może się spotykać tam, gdzie znika religia, a zaczyna się Duch – tam, gdzie dostęp mają najbardziej
urzeczywistnieni. Lecz doktryna Boga Ojca i Trójcy Św. jest NIE DO POGODZENIA z doktryną pustki czy wiarą w panujące nad życiem ludzkim demony i anioły. (więcej o buddyzmie
i koncepcji Boga pisałem tutaj).
Człowiek sam jest odpowiedzialny za swoje życie i działania. I mówi o tym każda z wiel kich religii. Zrzucanie winy za swoje nieprzemyślane kroki na Buddę, Krisznę, czy nawet
sąsiada, małżonka, rodziców jest ucieczką od tej odpowiedzialności i przykrym jest, że
opisy doświadczeń ludzi ocalonych przed popełnionymi przez siebie błędami są w tak
opaczny sposób interpretowane i wykorzystywane do propagowania chrześcijaństwa, zupełnie jakby nie było ono warte uwagi ze względów znacznie szlachetniejszych.
Nie umiem dopatrzeć się w nauce Buddy niczego demonicznego, szkodliwego czy niebezpiecznego, chociaż sama duchowość w ogóle jest ryzykowna i niebezpieczna – wymaga od ważnych decyzji i zaufania. Natomiast wejście wyznawcy jakiejś religii w praktyki ducho we pochodzące skądinąd bez upewnienia się czy nie są one z jego religią sprzeczne rzeczywiście mogą skończyć się opisywanymi w świadectwach nieszczęściami i obłędem.
Dlatego drodzy chrześcijanie: jeżeli nie chcecie wyrzec się Boga, Chrystusa i Ducha Św.,
zostańcie przy tym, co oferuje Wam Wasza religia, a oferuje ona naprawdę dużo. Wystarczy poszukać. Badanie obcych ścieżek duchowych wymaga buddyjskiej wręcz uważności, i
to na każdym kroku :)
Tarot nie jest narzędziem chrześcijańskiej duchowości. Nie jest także narzędziem buntu wobec niej. Jeśli bytem, systemem, odrębnym. Niezależnym, uczącym samodzielności, wymagającym.
•••
Zwróćcie jednak swoją uwagę na to, że przeciętny człowiek, który nabędzie talię kart Tarota i
najczęściej przypadkowy podręcznik (w sumie dowolny, bo większość z wydanych i dostępnych
na rynku odróżnia jedynie okładka i nazwisko autora), z wypiekami na twarzy tasuje karty,
miesza, rozkłada, i stara się coś z tego co widzi zrozumieć oraz przełożyć na życie własne
oraz bliźnich samego siebie mając za co najmniej ‚tarocistę’. Skutek jest taki, jakiego można
oczekiwać w takich okolicznościach — może nie zawsze od razu tragiczny, ale stwarzający
pewne, i w mojej subiektywnej ocenie poważne, zagrożenia.
strona 6
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Beztroska. Zerowe przygotowanie i takież doświadczenie. Poczucie misji dziejowej i inne zapędy z bezkresów megalomanii. Do tego nieograniczone pokłady entuzjazmu ... a potem czytamy świadectwa osób, których życie legło w w gruzach ‚przez karty’. I nie ma znaczenia
fakt, że sami sobie uczynili krzywdę, na własne życzenie, że u jej podstaw legła zwyczajna
głupota, bo inaczej, z pełnym szacunkiem dla przyczyny ich problemu, nie da się tego nazwać.
Chodzi mi po głowie taki oto kawałek Trylogii Husyckiej Andrzeja Sapkowskiego (tom III):
– Trzy palce złamane – odrzekła zimno Rixa. – Drobiazg. Do wesela się zagoi.
– Do jakiego wesela? A kto by cię zechciał? Stara, pyskata, usposobienie gwałtowne, gotować te nie umiesz, założę się o co chcesz, choćby o własny tałes. Ty daj rękę, sziksa. Jehe
sz’meh raba mewarach l’alam ul’almej almajja!
Na oczach zdumionego Reynevana palce Rixy wyprostowały się, momentalnie zniknęła z
nich opuchlizna, rozpłynęły się w nicość krwiaki. Dziewczyna westchnęła, poruszywszy
dłonią. Reynevan pokręcił głową.
– No, no – powiedział wolno. – Jestem medykiem, rabbi Maizl, nieobce są mi te artes magicae. Ale żeby tak gładko wyleczyć wyłamane stawy... Pełen jestem podziwu.
Ciekawym, gdzie mo na się tego nauczyć?
– U mnie – odrzekł sucho rabbi. – Będziesz miał wolne siedem lat, wpadnij. Nie zapomniawszy wpierw się obrzezać.
Chciałbym czasami powiedzieć komuś kto mając lat ‚naście’ (i nie chodzi mi tutaj o wiek fi zyczny) sięga po karty, to samo co rzeczony rabbi — jeśli będziesz miał parę lat wolnego możesz przewrócić stronę i czytać dalej, zobaczymy czego można Cię nauczyć.
strona 7
Mój Tarot — Artur Mikuła
Czy można ‚nauczyć się’ Tarota?
Jak to właściwie jest?
Praktycznie każdy może sięgnąć po karty Tarota. Każdy może zapamiętać znaczenia owych
kart pojedynczo i w rozkładzie. Każdy może nauczyć się kilku rozkładów kart, na różne oko liczności i potrzeby, oraz stosować je na użytek własny, rodziny, przyjaciół i obcych. Dosłow nie każdy1.
Nie wszyscy jednak posługują się kartami z taką samą łatwością. Jak w każdej dziedzinie, tak
i tutaj, predyspozycje osobowe, w pierwszym rzędzie, decydują o umiejętnościach (w kolejnych zaś wiedza i doświadczenie — to takie oczywiste). Dlatego też spotkać można tarocistów,
którzy okażą się pełnymi finezji i pasji ekspertami, ale można także trafić na ‚dyplomowanych’ specjalistów o subtelności lecącej cegły. Wpływu na to nie mamy żadnego, a intuicja
nie zawsze działa tak jak byśmy tego od niej oczekiwali.
No dobrze, to czy mogę zacząć naukę Tarota?
Możesz. Oczywiście. Metod na jego poznanie jest bardzo dużo, różnorodnych. Cieszy Cię przebywanie w grupie? Znajdź sobie jakiś kurs w okolicy. Wolisz uczyć się korespondencyjnie? Nie
ma problemu ESKK prowadzi stosowną ścieżkę szkoleniową. Wolisz zajęcia indywidualne? Zapisz się na spotkania u najbardziej znanego specjalisty zagadnienia Jana Witolda Suligi (nawet
nie kosztują tak drogo). Wolisz uczyć się samodzielnie? Biblioteki stoją otworem dla każdego
chętnego. Księgarnie sprzedają książki. Wystarczy odrobina samozaparcia. Jeśli zaś jesteś fanem szkolnictwa klasycznego i chcesz chodzić do szkoły z workiem na kapcie i plecakiem zajrzyj do Instytutu Psychologii Stosowanej na zajęcia z psychotroniki. W tym ostatnim możesz
także uzyskać dyplom z wiedzy o Tarocie i to niezależnie od wybranej metody nauki.
Sam widzisz, że to tylko kwestia miejsca, sposobu i ceny. Oczywiście to także kwestia wyboru, determinacji, czasu, który zechcesz poświęcić.
Propozycja
Jako, że niniejsze opracowanie ma charakter przewodnika, chciałbym zaproponować Ci metodę nauki kart, którą określam mianem ‚nauki przez zrozumienie’. Metodę tę oparłem w całości na technice medytacji kart, będącej rozwinięciem prac, które prowadziłem z gronem przyjaciół w latach 2000-2001 w ramach internetowej grupy dyskusyjnej Lotos.
1
Jakkolwiek karty te są przeznaczone dla ludzi dojrzałych (emocjonalnie i psychicznie).
strona 8
Mój Tarot — Artur Mikuła
Zakup kart
Jaką talię nabyć?
Przy wyborze jaki oferują nam obecnie sklepy jesteśmy jak ten osiołek co to ‚dano mu w żło by’, z tym, że on miał do wyboru tylko dwie potrawy, my zaś mamy do wyboru jedną spośród
kilkudziesięciu dostępnych typów talii.
Najpierw dobrze jest sobie karty obejrzeć. Różne talie. Można za pomocą internetu. Można
osobiście w sklepie. Dobrze jest przy tym zabrać ze sobą kogoś kto nam pomoże. Jeśli takiej
osoby nie znacie powinniście wziąć pod uwagę następujące kwestie:
•
•
•
każda karta w talii powinna zawierać prezentację graficzną możliwych znaczeń — weź
pod uwagę, że zaczynasz swoją przygodę z Tarotem i nauka z kartami o niejasnym,
nieintuicyjnym przekazie mogą Ci tę naukę utrudniać,
karty powinny posiadać format stosowny do warunków nauki, którymi dysponujesz —
możesz kupić karty zbyt duże, wymiarowo, aby ze spokojem rozłożyć je na biurku,
albo zbyt małe i męczące wzrok, oraz ‚uciekające’ Ci z rąk,
karty powinny być dobrze wykonane — ostatnimi czasy słabej jakości wydawnictwa są
wypierane z rynku, ale wszystko może się zdarzyć; karty to Twoje docelowe narzędzie
pracy więc należy przed zakupem poprosić o prezentację wykonania — zbyt cienkie,
zbyt śliskie, źle wykonane — zrezygnuj z zakupu talii, na którą padł wybór.
Nie kupuj talii szczególnie ‚udziwnionych’ lub radykalnie ‚uproszczonych’ (poznasz je bez trudu, gdy tylko zobaczysz). Po co mają zbierać kurz na półce? Jeśli o mnie idzie uważam, że dobrze jest zakupić jedną z dwóch talii stworzonych do samodzielnej nauki — talię Rider-Waite'a
lub Thotha. Ta ostatnia oprócz symboliki posiada jeszcze opis karty (jednowyrazowy) przy kartach Małych Arkanów. Bywa to bardzo pomocne w okresie nauki.
Gdzie można kupić talię?
Metody są dwie. Można osobiście udać się do sklepu. Hipermarkety raczej odpadają. Podobnie
urzędy pocztowe i niektóre księgarnie (ale zajrzeć można, albowiem różne cuda się zdarzają).
EMPIK powinien pomóc, ale tam często trafić można na talię zdekompletowaną za sprawą ‚fanów’. Najlepiej jest odwiedzić tzw. sklep ezoteryczny. Gdzie go znaleźć? Uruchom wyszukiwarkę Google i wpisz hasło „sklep ezoteryczny” oraz dodaj do tego nazwę miasta, w którym
chcesz owego zakupu dokonać. Powinno pomóc. A jako, że dotarliśmy do internetu wymieniamy szybko drugą metodą zakupu, czyli sklep internetowy. Spośród moich ulubionych wymienię:
•
•
•
osiem.com.pl
czarymary.pl
fraida.pl
strona 9
Mój Tarot — Artur Mikuła
Metoda samokształcenia
Teraz, gdy posiadasz już swoją talię Tarota, docieramy do właściwego momentu opracowania,
do prezentacji metody pracy, która zapewni nam zajęcie na najbliższe miesiące.
Technika samokształcenia w szczegółach
•
•
•
•
•
•
•
Znajdujemy wolną chwilę w ciągu dnia — to nie jest trudne — 30 minut można wygospodarować wieczorem przed snem, rano przed wyjściem do pracy, w czasie przerwy
śniadaniowej;
Sięgamy po karty zaczynając od karty Głupca — kartę kładziemy w miejscu, w którym
będzie rzucała się nam w oczy, przy komputerze, na biurku, na regale z pamiątkami,
wkładamy w antyramę i wieszamy na ścianie; technik jest wiele warunek jeden — po winniśmy móc szybko uzyskać z nią kontakt wzrokowy;
Pierwszego dnia patrzymy na kartę — obserwujemy, przyglądamy się, uczymy się tego
co przedstawia; zapamiętujemy kolory, układ postaci; nie robimy notatek;
Drugiego dnia opisujemy kartę — opisujemy to co zapamiętaliśmy dnia pierwszego i
nowe doświadczenia z dnia bieżącego; zapisujemy uczucia oraz wrażenia jakie na nas
wywarła a także skojarzenia, które wzbudziła;
Trzeciego dnia czytamy i uzupełniamy notatki — dopiero teraz możecie poszukać w
sieci, lub w książkach, opisu karty autorstwa innych ludzi; w razie potrzeby uzupełniacie swoje notatki wyraźnie zaznaczając, iż zapisane informacje nie są waszymi
własnymi doświadczeniami z kartą; jeśli w czasie spędzonym nad opracowaniem danej
karty doświadczysz jakiegoś ciekawego zdarzenia w życiu opisz je także;
Czwartego dnia sięgamy po kolejną kartę — oczywiście procesy opisane mogą trwać
dłużej; czasami zabraknie nam 10 minut w ciągu dnia, będziemy zmęczeni, czy zajęci
życiem, ale to nie jest reżim i jeden czy dwa dni przerwy w niczym nam nie przeszkodzą;
Proces powtarzamy 78 razy — czyli osobno dla każdej karty z talii
Ile czasu zajmie mi nauka Tarota tą metodą?
Nauka kart, ich znaczeń, przesłania różni się znacząco od nauki tabliczki mnożenia. Owszem
możecie podejść do zagadnienia w ten właśnie sposób. Wydrukować sobie krótki opis kart na
karteczce i wbić go w głowę ‚na pamięć’. Potem niczym Neo w Matrixie stwierdzicie ‚umiem
Tarota’ i problemy zaczną się dokładnie wtedy, gdy ktoś rzuci wam hasłem ‚pokaż’. Przygotowana przeze mnie metoda nauki wymaga poświęcenia jej czasu. Średnio licząc potrzebujecie
roku (plus minus kilku miesięcy) przy założeniu prac rozłożonych na maksymalnie trzy godziny
pracy w tygodniu.
Potrzebuję roku?
Tak. Potrzebujesz roku (plus/minus kilka miesięcy) aby zrozumieć karty.
Zrozumieć? Przecież miałem się ich nauczyć?
Dokładnie. Jeśli chcesz czerpać przyjemność z przebywania z kartami, z pracy z nimi, musisz
strona 10
Mój Tarot — Artur Mikuła
je zrozumieć. Na tym polega ‚uczenie się Tarota’. Jedna z moich koleżanek mawiała:
Nie jest według mnie dobrze zaczynać naukę tarota od obkuwania znaczeń wróżebnych
poszczególnych kart z książki. Daj sobie czas na swobodne obejrzenie wszystkich kart, zastanowienie nad nimi bez sugerowania się opisami, zapisz w dzienniku własne odczucia i
przemyślenia dotyczące każdej z nich. Takie swobodne zapoznawanie się z talią może się
rozciągnąć na miesiące. Nie zaczynaj od wróżenia sobie według układów opisanych w
książkach i odczytywania znaczenia wróżby poprzez kartkowanie opisów znaczeń. Jeśli już
cię kusi do wróżenia, zaczynaj od losowania jednej lub trzech kart i próby odczytania ich
przesłania według intuicyjnych odczuć, przed odwołaniem się do wiedzy encyklopedycznej.2
2
Za nieistniejącym już serwisem acheront.net.
strona 11
Mój Tarot — Artur Mikuła
Medytacje z Tarotem
Obserwując ludzi zajmujących się kartami Tarota w naszym kraju doszedłem do wniosku, iż
pojęcie ‚medytować z tarotem’ ma dla znacznej części tej grupy ludzi znaczenie co najmniej
pejoratywne.
W środowisku istnieje wiele nieporozumień dotyczących terminu ‚medytacja’ (w kontekście
kart), związanych z faktem funkcjonowania mnogości szkół i technik, niewiedzą, ostracyzmem społecznym i lękiem (przyczyniają się do tego organizacje przeciwdziałające psychomanipulacji oraz kultom destrukcyjnym), czy też za sprawą prozaicznej różnicy kulturowej jako,
że zazwyczaj ‚sprzedaje się’ ten termin w powiązaniu z obcą nam duchowością (tzw. wschodnią lub stylizowaną).
Osobiście zakładam, że medytacja z kartami to proces, w którym obrawszy pojedynczą kartę,
czy też układ kart, osoba medytująca wycisza się i koncentruje na obrazie, rozważa go, w
skupieniu analizuje, dzięki czemu uzyskuje możliwość lepszego zrozumienia znaczenia karty,
lub rozkładu. Pisząc o lepszym zrozumieniu mam na myśli swoistą głębię znaczeniową, wycho dząca poza wiedzę nabytą poprzez studiowanie literatury tematu czy też pochodzącą z kursów.
Z uwagi na ulotność myśli i wrażeń stoję na stanowisku, iż dobrze jest utrwalać je prowadząc
notatki na bieżąco (w miarę możliwości). Dobrze sprawdza się w tym przypadku np. blog.
Dzięki publikowaniu informacji uzyskujemy dwie rzeczy:
•
•
werbalizujemy myśli dla innych co sprzyja ich precyzowaniu,
zyskujemy grupę osób, które w razie potrzeby skorygują lub rozwiną nasze pomysły.
Ps. Czasami używam także terminu ‚kontemplacja’ jako równoważnika terminu ‚medytacja’.
strona 12
Mój Tarot — Artur Mikuła
Przykład metody w działaniu
W trakcie pracy z kartami, która zaowocowała udostępnieniem tej publikacji stanąłem przed
szeregiem wyborów, które musiałem podjąć.
Wybór talii
Zdecydowałem się na to, iż talią przewodnią mojej pracy będzie talia Hello Kitty (autorstwa
Joe Rosales), bazującą na talii Rider-Waite. O moim wyborze zdecydowały kolejno klarowność
i spójność talii; jej zdecydowanie popkulturowy charakter (odwołanie do kultowej kreskówki);
odcięcie się od stereotypu ‚głębokiej a mrocznej ezoteryki’; fakt, iż jest to jedyna ze znanych
mi, objęta zakazem publikacji (w tym sensie ‚zakazana’), talia kart (o co zadbali, wyrokiem
sądu, autorzy postaci kreskówki).
Zastosowanie techniki samokształcenia
W czasach rozlicznych kursów, dyplomów, szkoleń zbiorowych, praca własna, wymagająca wyłącznie samodyscypliny rozłożonej w czasie, wydała mi się najlepszą z metod. Przy okazji
uznałem, że docelowo dobrze jest także zaprezentować jak może wyglądać efekt jej użycia
w praktyce. Starałem się przy tym, w trakcie pracy nie robić zbytnich wyjątków, od przyjętej
metody pracy, niemniej należy powiedzieć jasno, że:
•
•
•
w trakcie pracy nad poszczególnymi kartami sięgałem po różne talie kart, porównywałem je,
w międzyczasie doszedłem do wniosku, iż włączę do tego cyklu samokształcenia także
elementy o podłożu stricto biblijnym; stąd też, przy każdej karcie znajdziecie cytaty
z Biblii w wydaniu Warszawsko-Praskim, które w szczególny sposób synchronizowały w
moim odczuciu treść poszczególnych kart z obrazowymi sytuacjami z Pisma Świętego,
cykl medytacji, spisywania tekstów, pracy z kartami, wydłużył się do około dwóch lat,
niemniej wynikało to wyłącznie z faktu zmiany w pewnym momencie nośnika zapisu
(rozpoczynałem spisywanie wniosków w systemie blogowym by ostatecznie przenieść
się na system typu WIKI), oraz odkrywania dodatkowych potrzeb własnych rodzących
się w tym okresie, a będących wynikiem prowadzonej pracy.
Publikacja właściwa
Skłamię, jeśli napiszę, że nie planowałem opublikowania wyników mojej pracy gdy zaczynałem ten cykl samokształcenia. Przygotowywałem się do niego. Tworzyłem rozliczne prace
wstępne. Kilka takich prób znalazło swoje odbicie w sieci, gdzie prawdopodobnie możecie
znaleźć moje pierwsze próby podzielenia się wynikami cząstkowymi prowadzonej pracy.
•••
Ostateczną wersję niniejszym publikuję. Mam nadzieję, że lektura, którą Wam udostępniam
przyczyni się do pogłębienia Waszej wiedzy na temat możliwych sposobów wykorzystania kart
Tarota z większym dla siebie pożytkiem; wprowadzi nową jakość do pracy z nimi; zachęci Was
do dzielenia się wynikami Waszej pracy z innymi ludźmi, którzy podzielają naszą wspólną pasję — Tarota.
strona 13
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ocenę końcową, co do wartości tej pracy, pozostawiam Wam, drodzy czytelnicy, niemniej
niech będzie mi wolno wyrazić nadzieję, iż pomoże Wam ona poszerzyć nieco horyzonty w zakresie możliwych zastosowań kart Tarota.
Umysł głupka sprowadza filozofię do szaleństwa,
Naukę do zabobonu,
a sztukę do pedanterii.
Stąd uniwersyteckie wykształcenie.
strona 14
Mój Tarot — Artur Mikuła
Głupiec
Wędrówkę czas zacząć
Początki zawsze bywały podobne. Któregoś dnia myśli płynęły spokojnie i w ukierunkowany sposób każda kończyła
przy słowie: Tarot. Następnego dnia patrzyłem w niebo a
księżyc dopowiadał: Czas się nim zająć. Po kilku dniach w
nocy lampy uliczne nie pozwalały zasnąć a w tyłek gryzło
coś zjadliwie, szepcząc: No zabierzesz się w końcu do roboty leniwcu jeden ty? No dobrze już dobrze. Zabieram się.
Z medytacjami z tarotem jest tak, że nigdy nie wiadomo
było dokąd mnie zaprowadzą tym razem. Owszem plan wędrówki jest gotowy, plecak spakowany, droga słoneczna,
prognozy doskonałe, ale trzeba być cholernym głupcem
(ups! przecież nim jestem), lub człowiekiem pokroju Dyzia
marzyciela, aby wierzyć, że tym razem wycieczka odbywać
się będzie bez niespodzianek. Bo przecież patrz. Gdzie
‚mrok’? Gdzie ‚ezoteryczna głębia’? Gdzie się podziały ‚tradycje magiczne’, ‚szkoły tarota’, ‚uświęcona przez zakony
wiedza dywinacyjna’? Przecież twoja karta to kpina. Jakiś
cholerny Prosiaczek, jak ta Pyza na polskich dróżkach. I ma
jedno uszko ‚bardziej’.
A właśnie o to chodzi. O Pyzę i Prosiaczka. O to wędrowanie, którego żaden rozsądny człowiek
nie zaczyna od lektury banalnego przewodnika. Bo widzisz, na tej drodze chodzi się bez prze wodnika, gwarancji wsparcia i świadomości istnienia GOPR’u. Bez mądrych książek z działu
ezoteryki; bez porad wróżki Balbiny, czerwonych świec, krwawych ofiar. Tego wędrowania nie
można zakuć a potem zdać. Nie istnieje potrzeba oprawiania go w obrzędowość, zadymiania
kadzidłem, kropienia woskiem i mieszania z jelitami kurcząt. Wiesz o co chodzi? Nie wiesz.
Przykro mi. Źle trafiłeś :)
Tutaj należy pomyśleć. Zechcieć otworzyć się na obraz. Obejrzeć treści w nim zawarte bez
względu na to jaką formę przybierze tym razem stary, dobrze znany symbol. W końcu zaś należy pozwolić symbolowi by stał się Twoim przewodnikiem na nadchodzące minuty, godziny,
dni a może nawet miesiące. W sumie nigdy tego nie wiesz gdy zaczynasz. Może okazywać się
w tym czasie, że i słowa są zbyteczne, bo nie wszystko daje się opisać.
Zatem ‚hyc’. Jestem na drodze i jest mi wesoło. Będę pisał.
•••
Kiedy myślę o karcie Głupca zawsze towarzyszy jej myśl o BHP. Przeciętny fan nadprzyrodzonych doświadczeń widząc przepaść na początku drogi pomyśli sobie coś w stylu ‚duchy, ciała
astralne, myślokształty, bogowie, cały ten kipiący życiem wszechświat stawił się aby mnie
wesprzeć w drodze; stawił się by podziwiać początek mojej drogi, mój wspaniały start; zaś ta
przepaść jest ułudą pięciu zmysłów; pułapką na wędrowca, ale nie dam się zwieść’. Chwilę
potem zrobi krok do dziury i … skończy swoją przygodę z kartami. Często swoją przygodę ze
wszystkim. Bo widzisz — głupiec to nie idiota, który wskakuje bezmyślnie do każdej napotkanej dziury. Pakuje się w kabałę dla zasady. Wsadza palce w maszynkę do mielenia mięsa. Jest
ciekawy świata, ale nie jest bezmyślny. Zachował rozsądek przynależny ludziom prostych i
chociaż głęboko wierzy w możliwość lotów na miotle, to na wszelki wypadek zakłada spado chron zanim na miotłę wsiądzie. BHP. Dlatego też nie mam zamiaru wkraczać w przepaść instrona 15
Mój Tarot — Artur Mikuła
wokując. Zamierzam ją pokonać. Zwyczajne zejść po ścianie. I tutaj kończę. Dzisiaj pobędę
jeszcze chwilę Głupcem. Nacieszę się wolnością. Przyrodą. Światem dookoła. I dopiero jutro
stanę się zadufanym w sobie dupkiem — (arcy) magiem we własnej osobie.
•••
Utworem przewodnim karty był utwór „The Fool on the Hill” grupy The Beatles.
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 19:
(16) A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i powiedział: Nauczycielu, co dobrego powinienem uczynić, żeby osiągnąć życie wieczne? (17) Jezus odpowiedział: Czemu Mnie pytasz o to, co dobre? Jest tylko jeden Dobry. A jeśli chcesz wejść w posiadanie życia, zacho wuj przykazania. (18) A on zapytał: Które? Jezus zaś odpowiedział: Te oto: Nie zabijaj, nie
cudzołóż, nie kradnij, nie dawaj fałszywego świadectwa. (19) Czcij ojca twego i matkę
twoją, a bliźniego twego kochaj jak siebie samego. (20) A młodzieniec ów powiedział:
Wszystko to czyniłem. Czegóż mi jeszcze brak? (21) Jeśli chcesz być doskonałym — powiedział Jezus — idź, sprzedaj, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. A
potem przyjdź i pójdź za Mną. (22) Usłyszawszy te słowa, młodzieniec odszedł zasmucony,
jako że posiadał wielkie dobra. (23) Wtedy Jezus powiedział do swych uczniów: Zaprawdę
mówię wam, że człowiekowi bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego.
strona 16
Mój Tarot — Artur Mikuła
Mag
Mag czy iluzjonista?
Ledwo zszedłem z góry i już mi się w głowie poprzewracało. Mam fikuśne nakrycie głowy, frak, kociołek, sztylet, złotego denara (z pentagramem!) a nawet różdżkę. No tylko
jeszcze śnieżna sowa Hedwiga (SRSLY?) i istny ze mnie Harry Potter — będę czarował was i dzieci wasze. Dobrze.
Oszukiwałem. Jestem tutaj po to by czynić swą wolę całym
prawem (najlepiej waszym). Pewnie zastanawiacie się w
jakim celu stoję przed wami w szlafroku w kaczorki i z
czarną świecą? Sam nie wiem, ale podobno lepiej to wygląda niż stać w samych gaciach. I tak ‚dookoła Macieju’. Jesteś poważny, traktujesz świat poważnie, takoż ludzi —
uważają Cię za czarusia iluzjonistę. Zachowujesz się jak
czaruś iluzjonista? Niechybnie uznają, że jesteś wielkim,
mrocznym wcieleniem kogoś bardzo potężnego.
Bywają takie chwile, w których nie mam ani potrzeby ani
chęci porównywania się z innymi ludźmi. Nie mam nawet
potrzeby dostrzegania ich wokół siebie. Świat skurczył się
do moich rozmiarów. Mam świadomość własnych możliwości
i umiejętności. Jestem archetypem karty ‚Mag’. Czasem w
takich okolicznościach przyrody pogardzam innymi ludźmi. Mniej świadomymi. Mniej pewnymi
własnej wartości. Czasami daję im to odczuć. Oni reagują. Spirala się rozkręca. Nie będę jed nak zbyt głęboko wchodził w świat dygresji. Sprawa dotyczy mnie.
Bywają chwile, gdy odczuwam głęboką potrzebę porównywania się z … nie nie z ludźmi, ale z
samym sobą z wyżej opisanych okresów życia. I gdy nie znajduję siebie takim jakim bywałem
mam skłonność do teatralizacji. Odgrywam więc sam przed sobą scenkę rodzajową pt. ‚Je stem zajebiaszczy’. Po jednodniowym teatrzyku okazuje się, że jestem doprawdy taki jak napisałem (zwłaszcza gdy teatr jednego aktora jest równolegle teatrem jednego widza) i nabieram nagle chęci do wystawienia kolejnych 500 spektakli, albowiem łatwiej jest grać niż żyć. I
nadal jestem archetypem karty. Karty ‚Iluzjonista’.
Dobrze się domyślasz, to ten sam obraz. Różnica leży we mnie. Widzę w danej chwili dokładnie to kim jestem — aktorem czy człowiekiem, którego gra. W obu przypadkach jestem per fekcyjny. Nieziemski. Nieludzki. Nieskończenie doskonały. Wszystkomający. Samowystarczalny.
•••
Jeśli zastanawiasz się nad kartą mówiącą o kwintesencji samczości, co przekłada się na kom pleks postaw poczynając od szturmu Moskwy na zabawie kolejką elektryczną kończąc, dość
ciekawie możesz zareagować na zdarzenie, w którym, ktoś stara się wyrządzić Ci krzywdę.
Specyfika reakcji polega na tym, że przyjmujesz ze spokojem starania wrogiej osoby patrząc
na nią wzrokiem kogoś, kto odwiedza ZOO i w terrarium dostrzegł egzotyczne stworzenie. Gdy
planujesz rewanż wiesz, że dysponujesz stosowną siłą pozwalającą Ci zniszczyć życie jednost ce, ale zastanawiasz się czy warto. Ostatecznie zamiast podciągać artylerię robisz natarczywemu stworzeniu delikatny żart a ono nawet nie zdaje sobie sprawy z faktu, iż właśnie otarło
się o Armagedon ;) Ciekawe — prawda?
strona 17
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Urokliwie zastanawiam się nad tym czy killer to jednak killer czy tylko popierdółka :)
•••
Księga Wyjścia, rozdział 7:
(8) Jahwe powiedział do Mojżesza i Aarona: (9) Jeśli faraon zażąda od was, dla potwierdzenia waszego posłannictwa, jakiegoś znaku, to ty powiesz do Aarona, żeby wziął swoją
laskę i rzucił ją na ziemię przed faraonem. Laska zamieni się w węża. (10) Kiedy Mojżesz i
Aaron przyszli do faraona, uczynili wszystko tak, jak im polecił Jahwe: Aaron rzucił swoją
laskę pod nogi faraona i jego służących, a laska przemieniła się w węża. (11) Wtedy faraon kazał przywołać mędrców, zaklinaczy i jasnowidzów egipskich i ci, za pomocą swoich
sztuczek, uczynili to samo: (12) każdy z nich rzucił na ziemię laskę i wszystkie laski prze mieniły się w węże. Ale laska Aarona pochłonęła wszystkie laski wróżbitów.
strona 18
Mój Tarot — Artur Mikuła
Najwyższa kapłanka (arcykapłanka)
Galopujące emocje
Kochamy przeczucia, palpitacje, emocje. Ten uwznioślony
uczuciami stan pobudzenia. ‚Czuję, że jeśli nie napiszę kolejnego wpisu na blogu, to wszystkie wielkie czakramy
padną i tak będą leżały jak padły’. No w każdym razie
emocje rzecz święta i mieć je należy bezwzględnie. I niech
kicają jak króliczki. I niech się mnożą i niech nam wszystkim będzie dobrze. Bo przecież każdy je odczuwa i dzięki
temu, w towarzystwie nikt nie czuje się wyobcowany.
No właśnie. Tyle, że Najwyższa Kapłanka nie jest Jolą Rutowicz. Emocjonalne zagrania, efekciarskie sztuczki i inne
‚pokazówki’ nie mają na nią żadnego wpływu. Kreatywne
działanie umysłu na zaawansowanym poziomie abstrakcji
już tak. I to jest to co należy o niej wiedzieć. Polega na intuicji twórczej, odkrywczej i wartościującej. Planuje i
przewiduje łącząc wszystkie świadome i podświadome działania własnej jaźni. Wydaje się przez to raczej zimną suką
niż gorącą kotką. Cholera … przez całe życie nie spotkałem
takiej kobiety3. Znajdowałem natomiast nieustannie jej
przeciwieństwa. Przeintelektualizowane. Tworzące wrażenie niedostępności. Obojętne. Bezmyślne. Podczas gdy Ona jest tak nieobojętna jak i zmyślna.
Patrząc na jej obraz i rozważając jego znaczenia przypominam sobie podstawy prowadzenia
‚Dziennika intuicji’. Współczesnego odpowiednika grymuarów, o którym wiedzę przejęli, lecz
stosują w sposób ograniczony, specjaliści z branży motywacyjnej i goście od programowania
neurolingwistycznego. Dochodzę do wniosku, że czas najwyższy wykonać i spisywać tę księgę
na własne potrzeby. Przedmiot magiczny metodą jego użycia.
•••
Spotkanie z Najwyższą ustawia wewnętrzny świat na głowie jednocześnie porządkując go.
Wprowadza w życie dualizm form, poglądów, postaw i równolegle usuwa go. Łącząc przeciwności uwypukla różnice ucząc je koegzystencji. Spotkanie takie zawsze uważać będę za atrakcyjne.
•••
Księga Przysłów, rozdział 8:
(12) Ja, mądrość, bliska jestem roztropności, ja odkrywam poznanie i udzielam rad dobrych. (13) Bojaźń Boża żąda, by zła nienawidzić. Nie znoszę więc pychy i wszelkiej wyniosłości, złego postępowania i obłudnej mowy. (14) Ja służę radą i pomocą, u mnie jest
rozwaga i siła. (15) Dzięki mnie rządzą królowie, a władzę mający czynią to, co słuszne.
(16) Dzięki mnie sprawują władzę przywódcy, wszyscy przełożeni i prawa stróże. (17) Kocham wszystkich, którzy mnie kochają, i pozwalam się znaleźć tym, co mnie szukają. (18)
U mnie bogactwo i sława, dobra rozległe i szczęście. (19) Owoce, które ja wydaję, cenniejsze są od najszczerszego złota, a korzyści ze mnie — droższe niż srebro. (20) Drogami
3
Z jednym wyjątkiem; ta, którą spotkałem jest obecnie moją żoną.
strona 19
Mój Tarot — Artur Mikuła
sprawiedliwości chodzę, samym środkiem prawości wiodą moje ścieżki, (21) a wszystko po
to, by miłującym mnie dóbr przysporzyć i napełnić po brzegi ich skarbce. (22) Pan mnie
stworzył na początku dróg swoich, przed wiekami, nim jeszcze cokolwiek uczynił. (23) Na
samym początku zostałam stworzona, na początku, zanim ziemia powstała. (24) Jeszcze
nie było oceanów, kiedy się rodziłam, ani źródeł bogatych w wodę (25) Nim wyłoniły się
szczyty górskie i nim wzgórza powstały — już byłam.
strona 20
Mój Tarot — Artur Mikuła
Cesarzowa
Matki, żony, kochanki
O tym kim mężczyzna staje się w życiu decydują: jego matka, żony i kochanki. Mistrzynie wywierania wpływu świadome swojej przewagi nad samcem. Przewagi wynikającej z
faktu relacji krwi, przyrzeczenia, tajemnicy. “Jeden znak,
a już nie wiecie sami; Co i jak, wzdychacie godzinami: Ech!
Uch! Och! Ach! Słychać wciąż po całych dniach”.
Jestem typem, który lubi wywierać wpływy. Sprawować
władzę. Jest też tak, że chętnie przekazuję obowiązek decydowania innym gdy tylko mam możliwość zachowania pozorów tyranii. Niedostrzegalnej tyranii. Najlepiej spełniam
się w roli szarej eminencji.
Pozory. Mam pełną kontrolę nad własnym życiem. Nie ulegam wpływom, szantażowi, manipulacji. Jestem oazą roztropności i samodzielnej niezależności. Nie ulegam fascynacjom. Żądzy. Nie poddaję się dyskretnemu wpływowi osób
bez względu na poziom pokrewieństwa ciała czy duszy, oraz
rzeczy bez względy na to jak dalece użyteczne czy eleganckie wydają się być. To wszystko brzmi tak doskonale,
iż można odnieść wrażenie, że jest równie piękne co sztuczne. Pomyślmy: Ile osób wiedząc, iż
poddam się wpływom, o ile zachowam pozory, podejmie się próby wywarcia na mnie wpływu
w imię partykularnych interesów?
Ten medal ma także drugą stronę. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, abym to ja był mat ką, żoną i kochanką :) Abym to ja wywierał wpływy mając świadomość tego, że ludzie chętnie
mi ulegną jeśli zachowają przeświadczenie o tym, że kontrolują sami własne życie; że są sa modzielni. Wystarczy znaleźć sposób i dopasować go do osoby. Pochlebstwem, prezentem,
obietnicą przyjemności przejąć inicjatywę. Uzależnić. Związać. Czerpać korzyści w czasie nie
objętym granicami. Wszystko w zamian za stosownie przyjazną wizję rzeczywistości. Taką,
którą tylko ja potrafię zapewnić.
•••
W przypadku Cesarzowej nie można pominąć jednego elementu, który na tym wyobrażeniu
karty pozostaje w pełni ukryty. Mam na myśli drugorzędowe i trzeciorzędowe cechy płciowe.
Dochodzimy tym samym do pewnego rozdźwięku pomiędzy tą a kartą poprzednio rozważaną.
Arcykapłanka jest atrakcyjna pięknym wnętrzem. Cesarzowa wyglądem zewnętrznym i dojrzałością. To za nią wędrują oczy. To ona patrzy na nas z rozkładówek Playboya. To o niej śnimy
na jawie. To w jej towarzystwie chcemy się pokazywać. To z nią chcemy uprawiać seks. To
ona rodzi nasze dzieci. To ostatnie jest dość istotne. Wzorem mormońskiej żony pozostaje
istotą wiecznie ciężarną.
Ps. Lub tylko zapładnia nasze męskie umysły taką właśnie myślą …
•••
Nieustająco kojarzyła mi się Adele, w utworze Rolling in The Deep z Cesarzową.
strona 21
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Sędziów, rozdział 16:
(15) Powiedziała znów do niego: Jak ty możesz mówić, że mnie kochasz, skoro twoje serce
jest tak daleko ode mnie? Oto już trzy razy zakpiłeś sobie ze mnie i nie powiedziałeś mi,
w czym tkwi twoja niezwykła siła. (16) I tak nękała go każdego dnia i natarczywie niepo koiła. W końcu obrzydło mu już życie. (17) Otworzył przed nią swoje serce i powiedział
jej: Nigdy dotychczas brzytwa nie dotknęła mojej głowy, bo jestem nazirejczykiem Boga
od łona mojej matki. Gdybym się pewnego dnia ogolił, opadłbym natychmiast z sił i stał bym się jak każdy inny człowiek. (18) Dalila uznała, iż tym razem rzeczywiście otworzył
jej swoje serce. Wezwała więc do siebie przywódców filistyńskich i powiedziała im:
Chodźcie teraz! Tym razem już rzeczywiście otworzył mi swoje serce. Przyszli tedy przywódcy filistyńscy, przynosząc ze sobą w rękach obiecaną zapłatę. (19) Ona zaś uśpiła Samsona na własnych kolanach, po czym wezwała człowieka i poleciła mu wystrzyc w siedmiu
miejscach włosy na głowie Samsona. Potem poczęła go poruszać i [stwierdziła, że] uszła z
niego siła. (20a) Wtedy zawołała: Samsonie, nad tobą Filistyni!
strona 22
Mój Tarot — Artur Mikuła
Cesarz
Macho z Florydy
Pamiętasz na pewno taki monolog Ala Pacino z filmu ‚Adwokat diabła’ — Nie zadzieraj nosa. Nieważne, jak dobry jesteś. Nie ściągaj na siebie uwagi. Tu tkwi tajemnica, przyjacielu. Musisz być skromny. Nieszkodliwy. Niezauważalny.
Rozumiesz: głupek, prostaczek, naiwniaczek. Spójrz na
mnie. Niedoceniany od samego początku. Nigdy byś nie powiedział, że jestem panem wszechświata — prawda? To jedyna słabość, jaką do tej pory u ciebie zauważyłem. — Keanu Reeves zapytał — Co takiego? — i usłyszał w odpowiedzi
— Twój wygląd. Macho z Florydy.
Przez całe dorosłe życie uczyłem się jak pozostawać w cieniu zdarzeń i ludzi. Na uboczu, skromnie, nieszkodliwie.
Niemniej bycie panem i władcą kusi. Kusi świadomość wiedzy. Kusi chęć potwierdzania jej przydatności. Kusi konfrontacja. Zazwyczaj wygląda to tak, że na horyzoncie zdarzeń pojawia się osoba silnie akcentująca swoją obecność
— rozpoczyna serial w odcinkach pt. ‚Lans bez granic’ — a
ja miast wyrozumiałości wykazuję się jedynie irytacją, a
poirytowanym będąc testuję granice cudzego lansu. W jakiś
czas potem automatycznie włączają się fanfary i tylko po głowie telepie się świadomość tego,
że zwycięstwo z niegodnym konfrontacji, gdyż od początku słabszym, przeciwnikiem to w
istocie spektakularna klapa. Ale co tam. Za Keanu powtarzam ‚Ja nie przegrywam!’ (od siebie
dodaję: nigdy) i w odpowiedzi słyszę, że zafascynowanie samym sobą to najsilniej działający
naturalny narkotyk :)
W trakcie trwania tej wędrówki chcę zmienić nastawienie. Mam zamiar pozostać ‚panem
świata’ lecz rozstać się z pozą ‚hegemona’. Odpowiedzialnie i z szacunkiem, lecz jednak bawić się władzą, rzeczywistością, życiem, żywiołami, wiedzą. Przekonać się i doświadczyć jak
to jest gdy podchodzi się do rzeczy poważnych z przymrużonym okiem, z uśmiechem na twarzy, a mimo to bez nonszalancji (tak typowej dla ‚rozrywkowych’ ludzi).
Czas rozstać się z postawą ‚macho z Florydy’ nie stając się przy tym metroseksualnym, bez
wyrazu, padalcem. Rzekłem!
•••
W Cesarzu zawsze cenię jego samczość i jej atrybuty — siłę, zdecydowanie, wolę i ojcostwo,
które nieodwołalnie i w każdych okolicznościach z niego się wyłaniają. Historyczna rola tego
ostatniego, razem ze słowami ‚Pan Ojciec’, zaciera się mocno w obecnych realiach.
•••
Utworem przewodnim karty był utwór „Ballada o cysorzu” Tadeusza Chyły.
strona 23
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Pierwsza Księga Samuela, rozdział 16:
(1) Powiedział Jahwe do Samuela: Jak długo jeszcze będziesz rozpaczał z tego powodu, że
pozbawiłem Saula władzy królewskiej nad Izraelem? Napełnij twój róg oliwą i ruszaj w
drogę. Pójdziesz do Betlejemity Jessego, bo pośród jego synów upatrzyłem sobie króla.
(2) Rzekł na to Samuel: Jakże ja mam tam pójść? Przecież zaraz dowie się o tym Saul i
mnie zabije. Odpowiedział mu Jahwe: Weźmiesz ze sobą jedną jałowicę i będziesz mówił:
Przychodzę, żeby złożyć ofiarę na cześć Jahwe. (3) Zaprosisz też na uroczystość składania
ofiary Jessego, a Ja powiem ci wtedy, co masz czynić dalej. I namaścisz Mi na króla tego,
którego ci wskażę. (4) Uczynił Samuel wszystko tak, jak mu nakazał Jahwe, i udał się do
Betlejem. Zaniepokojeni tym starsi miasta wyszli mu naprzeciw i powiedzieli: Czy twoje
przybycie przynosi nam pokój? (5) A on odpowiedział: Przynoszę wam pokój. Przychodzę,
żeby złożyć ofiarę na cześć Jahwe. Oczyśćcie się i pójdźcie ze mną złożyć ofiarę. Sam dokonał oczyszczenia Jessego oraz jego synów i zaprosił ich do udziału w składaniu ofiary.
(6) Kiedy przybyli na miejsce, zobaczył [Samuel] Eliaba. I powiedział sobie zaraz: To z
pewnością ten stoi przed Jahwe jako Jego pomazaniec. (7) Lecz Jahwe rzekł do Samuela:
Nie bierz pod uwagę ani jego wyglądu, ani wysokiego wzrostu. Ja też nie jego wybrałem.
Nie jest ważne to, co widzi człowiek. Człowiek patrzy na wygląd, Jahwe czyta w sercu. (8)
Następnie zawołał Jesse Abinadaba i pokazał go Samuelowi, ale Samuel powiedział: Nie
tego wybrał sobie Jahwe. (9) Potem wezwał Szammę, lecz Samuel znów oświadczył: To
jeszcze nie ten, którego wybrał sobie Jahwe. (10) I tak Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel powiedział: Żadnego z tych nie wybrał Jahwe. (11) Następnie zapytał Samuel: Czy byli tu już wszyscy twoi młodzieńcy? A on odpowiedział: Jest jeszcze najmłodszy, który pilnuje teraz stada owiec. Powiedział Samuel do Jessego: Poślij po
niego. Nie zasiądziemy do stołu, dopóki on tu nie przyjdzie. (12) Posłał tedy Jesse kogoś
po niego, żeby go poszukano. Był on rudy i miał piękne oczy i pociągający wygląd. Wtedy
powiedział Jahwe: Wstań i namaść tego. To on. (13) Wziął więc Samuel róg napełniony oli wą i namaścił owego młodzieńca pośród jego braci.
strona 24
Mój Tarot — Artur Mikuła
Arcykapłan (papież)
Pasterz bez owiec
Czasami można odnieść wrażenie, że w naszej czasoprzestrzeni obraz kapłana uległ barbaryzacji. Patrzysz i widzisz
kapłanów na stanowiskach aktywistów politycznych czy biznesowych. Kapłanów hołdujących światopoglądowej ‚cepelii’, ludycznym rozrywkom oraz ludowej teologii. Kapłanów
wchodzących w rolę ‚bogów na ziemi’, pakujących się ‚z
butami’ w życie współwyznawców. Kapłanów, którzy własnym przykładem nie inspirują, nie pociągają do niczego.
Którzy w większości przypadków budzą wyłącznie Twoje
obrzydzenie.
Jakiś czas temu cytowałem Tomasza Piątka, i dzisiaj znowu
powtórzę za nim: “… pogańska pseudo-laicyzacja oznacza
odejście od bardziej tradycyjnych form życia i pójście za
konsumpcją, za blichtrem, blaskiem i błyskiem, za ostrymi
przyprawami i różowymi majteczkami. Czci się przedmioty, a jeszcze bardziej obrazy, telewizyjne, błyszczące,
wdzierające się do mózgu i nie pozwalające na refleksję.
Człowiek w takim stanie ducha nie zwróci się wprost do
Boga, ani też się od Boga nie odwróci. Nie jest zdolny do
tak poważnych wyborów. Raczej spróbuje rozwiązać ten problem w sposób dziecinny. Spróbuje zepchnąć całą sprawę na „starszych i mądrzejszych”. Niech ktoś inny zajmuje się Bogiem i
załatwia to za mnie, żebym ja mógł się spokojnie bawić.” Niemniej dodam od siebie, że w
medytacji karta kapłana jest tą kartą, która mówi mi: nie musisz niczego delegować, spychać
na starszych i mądrzejszych. To Ty jesteś starszym i mądrzejszym.
Cóż więc pozostało. Pobawiłem się cesarzem będąc i szybko zostałem skorygowany. W świecie
medytacji nad tarotem tak właśnie się zdarza, że gdy już podejmiesz decyzję, wydawać by
się mogło, że z konsekwencjami na wieki, okazuje się ona czymś niezwykle eterycznym, ulotnym, tymczasowym. Karty bowiem nie determinują życia, nie wpływają na nie w żaden inny
sposób niż pobudzając do refleksji i działania. Stanowią pomoc wizualną, której celem jest
zachęcić mnie do rozważań nad własną naturą. Wzbudzić chęć poszukiwania mądrości, głębi
w sobie. Nie ograniczają mnie jednak tylko do rozważań. Jeśli za owymi nie staną konkretne
zachowania, postawy, wybory życiowe rozważania tracą rację bytu. Wiedza staje się sztuką
dla sztuki. Zaczyna budzić wyłącznie obrzydzenie brakiem przełożenia na codzienność.
W ten sposób nie będąc dłużej kapłanem z wyboru ludzi pozostaję nim z racji tego, co tworzę
łącząc refleksję z praktyką w tradycyjnych sferach, formach życia.
Ps. Dodam — wiki się do nich nie zalicza :)
•••
Wolność i nieustanna podległość. Wolność i nie kończące się posłuszeństwo. Wolność i trwałe
wyrzeczenie się. Ciemna esencja życia duchownego. Zagęszczają ją wydatnie brak prywatno ści, nieustanna gotowość do pracy, zwyczajna niechęć i zazdrość otoczenia ‚bo przecież duchownemu wszystko przychodzi tak łatwo’.
To wszystko czego nie widać a jest.
strona 25
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Rodzaju, rozdział 14:
(17) Kiedy Abram wracał po zwycięstwie nad Kedorlaomerem i sprzymierzonymi z nim królami, wyszedł mu na spotkanie aż ku dolinie Szawe, czyli Królewskiej, król Sodomy. (18)
Melchizedek zaś, król Szalem, wyszedł mu naprzeciw, niosąc ze sobą chleb i wino. Będąc
kapłanem Boga Najwyższego, (19) błogosławił on Abramowi i mówił: Niech spłynie na
Abrama błogosławieństwo od Boga Najwyższego, Stwórcy nieba i ziemi. (20) Niech będzie
uwielbiony Bóg Najwyższy za to, że wydał w twoje ręce wszystkich wrogów twoich. Wtedy
Abram złożył w ofierze dziesiątą część wszystkiego, co posiadał.
strona 26
Mój Tarot — Artur Mikuła
Kochankowie
Osiołkowi w żłoby dano
W jeden owies, w drugi siano.
Uchem strzyże, głową kręci
I to pachnie, i to nęci.
Od którego teraz zacznie,
Aby sobie podjeść smacznie?
Trudny wybór, trudna zgoda
Chwyci siano, owsa szkoda,
Chwyci owies, żal mu siana.
I tak stoi aż do rana,
A od rana do wieczora;
Aż nareszcie przyszła pora,
Że oślina pośród jadła
Z głodu padła.
Tak swego czasu Aleksander hrabia Fredro opisał był rozterki posiadania, męczarnie wyboru. Dlaczego o nich wspominam?
Gdy zaczynałem medytacje z tarotem spodziewałem się
tego, iż w pewnym momencie pisania spadnie mi na głowę
nadmiar. Znajomych. Zaproszeń do projektów. Propozycji
wyjazdów. Planów. Wszystkiego. Dużo i naraz. Jak wiadrem woda w lany poniedziałek. I każdy
oczekuje. I kusi. I nęci. Tylko rzuć w cholerę to pisanie o tarocie bo się marnujesz. Z nami
osiągniesz wyżyny, kupią Cię przedsiębiorstwa rozrywkowe. Wypłyniesz w prasie ogólnopolskiej. Będziesz sławny. Pożądany. Tylko się zdecyduj. I nie zawiodłem się. Falanga atakuje z
uporem godnym lepszej sprawy już któryś dzień z rzędu. Aż mi się nie chce skrzynki pocztowej otwierać.
Rzecz w tym moje drogie dzieci, że ja już nie jestem osłem z wierszyka. Po kilku latach mil czenia stałem się zgoła odmiennym gatunkiem tego długouchego czworonoga. Tym upartym,
irytującym konsekwencją, mającym plan i wolę realizowania projektów pojedynczo. Zatem
pozostało mi jeszcze 78 minus 7 wpisów w tym blogu (wartość minimalną policzcie sami dodając jakiś niewielki margines jeśli pojawi się jakaś myśl uboczna warta publikacji).
I tak oto dokonałem wyboru. Własnej ciężkiej ale pewnej pracy nad współpracę wynikającą z
przypomnienia się światu. I wpisałem się (nie) przypadkowo w treść ukochanej karty.
•••
Dotarły do mnie głosy o tym, iż to takie nieosobiste i nie związane z drugim człowiekiem, gdy
pisze się o własnych wyborach pomiędzy ‚rzeczami’. Wszystkim negującym moje podejście
zaręczam, iż oburzenie wywołane odmową wzięcia udziału w jakimś projekcie budzi emocje o
charakterze nieomal wyłącznie osobistym ;) Nie wierzycie? Powiedzcie ‚nie’ komuś kto oczekuje, iż odpowiecie mu ‚tak’ na pytanie :)
•••
Księga Liczb, rozdział 22:
(21) Wstał tedy wczesnym rankiem Baalam i osiodławszy swoją oślicę, ruszył w drogę razem z przywódcami moabickimi. (22) Lecz to, że ruszył w drogę, rozgniewało Jahwe. Anioł
strona 27
Mój Tarot — Artur Mikuła
Jahwe wyszedł tedy naprzeciw, żeby zagrodzić im drogę. Baalam jechał na oślicy, towarzyszyli mu dwaj słudzy. (23) I oto oślica zobaczyła anioła Jahwe stojącego na drodze z
mieczem w ręku. Kiedy zboczyła z drogi i skręciła na pole, Baalam biciem chciał ją zmusić
do powrotu na drogę. (24) Wtedy anioł Jahwe stanął na wąskiej dróżce wiodącej między
dwiema winnicami ogrodzonymi murem. (25) Zobaczywszy anioła Jahwe, oślica skręciła i
zbliżyła się tak bardzo do muru, że Baalam ocierał sobie o mur nogę. Znów więc zaczął ją
bić. (26) Tymczasem anioł Jahwe odszedł jeszcze dalej i zatrzymał się w miejscu tak zwężonym, że nie było gdzie ustąpić mu z drogi, ani z lewej, ani z prawej strony. (27) Oślica,
widząc anioła Jahwe, padła pod siedzącym na niej Baalamem. Rozgniewał się więc Baalam
i znów zaczął ją bić kijem. (28) Ale Jahwe sprawił, że oślica tak przemówiła do Balaama:
Cóż ci zrobiłam, że bijesz mnie już po raz trzeci? (29) Balaam odpowiedział oślicy: To dlatego, że kpisz sobie ze mnie. Gdybym miał pod ręką miecz, zabiłbym cię natychmiast. (30)
Rzekła tedy oślica do Balaama: Czyż nie jestem tą twoją oślicą, której dosiadasz ciągle aż
dotąd? Czy kiedykolwiek tak się zachowywałam wobec ciebie? A on odpowiedział: Rzeczywiście, nie! (31) I otworzył Jahwe oczy Baalama, i zobaczył Baalam anioła Jahwe stojącego na drodze z wyciągniętym mieczem. Skłonił się, a potem upadł na twarz.
strona 28
Mój Tarot — Artur Mikuła
Rydwan
Bomba w górę proszę Państwa
Ostatnio spędzam czas produkując się na różnych forach
dyskusyjnych. W tematyce ‚duchowego rozwoju’ ma się rozumieć (znajomy zwrócił mi uwagę, że termin ezoteryka
jest ostatnio źle widziany). Wspominam o tym by zwrócić
uwagę na ‚kanon’ czy też ‚dogmat’ owego rozwoju, który
wyraża się w takim oto dialogu:
P: Dlaczego wiedza i rozwój duchowy nie mogą iść w
parze?
O: Mogą i zwykle idą. Przychodzi jednak moment, w
którym wiedza przestaje mieć już znaczenie. Takie są
prawa duchowego rozwoju.
Popatrz na kartę obok. Widzisz to? Łódź płynie portem. Ciągną ją symetrycznie dwie rybcie. Poddane kontroli. Tresurze. Szkoleniu. Posłuszne komuś. Odpowiada za to ten gość
z kijem. I, jak sądzę, właśnie taki gość z kijem przydałby
się większości współczesnych ezoteryków. Rzecz w tym, że
oni nie poddają się kontroli (nawet własnego umysłu, o rozsądku nie wspomnę), nie potrafią wykazać się żadnym posłuszeństwem, nie posiadają autorytetów zewnętrznych,
determinacja i reżim systematycznej pracy są im obce. Liczy się jedno — aby słowa były ide alnie śliskie i okrągłe — jak kulki analne w wazelinie — przyjemne i o oczywistym zastosowa niu.
Wracam do własnego życia. Kiedyś, dawno temu na fali fascynacji Ασκητική, zachwycały mnie
słowa:
Nie jestem dobry, nie jestem prawy, nie jestem łagodny. Moje szczęście, moje nieszczęścia trudne są do zniesienia. Pełno we mnie bełkotliwych dźwięków i ciemności, pławię się
w łzach i krwi w ciepłym korycie ciała. Boje się mówić. Ustrojony w sztuczne pióra wołam,
śpiewam, płaczę, by zagłuszyć niemiłosierny krzyk serca. Nie jestem światłem. Jestem
nocą, lecz jakiś płomień przenika me wnętrze i je trawi. Jestem nocą trawiona światłem.
Zagrożony, niecierpliwiąc się, zataczając w ciemności, usiłuję otrząsnąć się ze snu i stojąc
przetrwać parę – tyle, ile wytrzymam – chwil. Male, nieokiełznane tchnienie beznadziejnie walczy we mnie, by zwyciężyć szczęście, zmęczenie, śmierć. Ćwiczę ciało jak bojowego konia. Dbam by zawsze było silne, skromne, gotowe. Hartuje je i mu współczuję. Innego konia nie mam. Dbam, by mój umysł był zawsze czujny, bystry, bezlitosny. Daje mu
swobodę, niech zmaga się nieustannie, niech on – światło – pozera mrok mego ciała. Innego narzędzia, by uczynić światło z ciemności nie posiadam. Zachowuje serce płomienne,
odważne, niespokojne. Czuje w nim wszystkie burze, sprzeczności, radości i smutki życia.
Staram się jednak uczynić je uległym porządkowi doskonalszemu niż mój umysł i twardszemu niż ono samo – porządkowi Wszechświata, który nieustannie podąża w górę.
Do dzisiaj zaszły w tym wyznaniu pewne zmiany. Nie potrzebuję już tak wzniosłych słów do
wyrażania prostych prawd. Nie oddzielam już tak ostro, zdecydowanie i wyraźnie ciała od
umysłu. Jestem tym, który je koordynuje w swoim człowieczeństwie. Zarządza nimi i cieszy
się z efektów ich harmonijnej współpracy — niekoniecznie na drogach duchowego rozwoju —
choć także :)
strona 29
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Niektórzy ludzie z mojego otoczenia mają dziwne tendencje — zapominają mianowicie, że
serce i rozum nie muszą toczyć ze sobą ciągłej wojny, że to różne odsłony ich samych.
•••
Druga Księga Królewska, rozdział 2:
(5) Synowie proroków przebywających w Jerychu przyszli do Elizeusza i powiedzieli mu:
Czy ty wiesz, że Jahwe uniesie dziś twego pana w górę, ponad twoją głową? A on odpowiedział: Tak, ja również to wiem, ale zachowajcie spokój! (6) Potem Eliasz powiedział: Zostań tutaj, proszę cię, gdyż Jahwe wysyła mnie nad Jordan. Odpowiedział Elizeusz: Na ży cie Jahwe i na twoje życie, nie opuszczę cię nigdy! I poszli obaj razem. (7) Pięćdziesięciu
spośród synów prorockich szło za nimi. Zatrzymali się w pewnej odległości naprzeciwko
ich, a oni stanęli nad brzegiem Jordanu. (8) Wtedy Eliasz wziął swój płaszcz, zwinął go i
uderzył nim o wodę, tak że wody się rozdzieliły, a oni obaj przeszli suchą nogą na drugą
stronę. (9) Kiedy już przeszli na drugą stronę, Eliasz powiedział: Powiedz, co chcesz, żebym ci uczynił, zanim zostanę zabrany od ciebie. Elizeusz odpowiedział: Niech twój duch
zstąpi na mnie w podwójnej mierze! (10) Eliasz powiedział: Żądasz ode mnie rzeczy bardzo trudnej. Ale stanie ci się to, jeśli będziesz mnie widział w chwili, gdy będę się z tobą
rozstawał; natomiast nie spełni się twoje życzenie, jeśli nie będziesz mnie wtedy widział.
(11) Kiedy ruszyli w dalszą drogę, rozmawiając ze sobą, nagle rydwan ognisty, zaprzężony
w dwa ogniste rumaki, rozdzielił ich i Eliasz, spowity trąbą powietrza, został zabrany do
nieba.
strona 30
Mój Tarot — Artur Mikuła
Sprawiedliwość
Tego się ludziom nie robi
W dniu dzisiejszym łamiemy przepis na talię. Łamiemy,
przywracając Sprawiedliwości należne jej, z zasady, miejsce. W końcu taka już jej rola. ‚Sprawiedliwie’ nie zawsze
oznacza ‚zgodnie z naszym poczuciem sprawiedliwości’ —
lub poprawniej — nieomal nigdy tego nie oznacza. Nie chcę
jednak odpływać w dygresje, do czego miewam skłonność,
ale o tym sza! ;)
Jestem surowym sędzią. Czasami bardzo surowym, ale nigdy sadystycznym. Zdecydowanie oceniam świat, tak ludzi
jak i zdarzeń, z którym się stykam. Stanowcze wydaję wyroki nigdy nie mając względu na osobę. Z przyjemnością
ustalam, planuję i realizuję swoje zadania. Korekcja poglądów i zajmowanego stanowiska nigdy nie zajmuje mi czasu.
Widząc błąd w zachowaniu, w podejściu, reguluję go niechybnie, a jeśli sytuacja tego wymaga, przyznaję się do
owego błędu. Bez zwlekania i przeciągania w czasie. Kieruję się przy tym tak rozsądkiem jak i emocjami. Umysłem i
sercem (wybaczcie mi ten naiwny slogan, ale nie mogłem
mu się oprzeć) pospołu w równych proporcjach. Poruszając
się po drodze środka ale nie czyniąc ustępstw rozsądku oraz umysłu na rzecz emocji i serca (w
odwróconej kolejności także). W równowadze. Wbrew opiniom innych nie zamykam oczu.
Czyniąc siebie samego miarą, nie czynię siebie kanonem bezwzględnym każdego człowieka.
Nie porównując się z innymi ludźmi wiem, że jestem tylko małym kaczorkiem, który bez
względu na to jak dalece na drodze własnego rozwoju się znajdzie cały czas będzie widział
horyzont, do którego warto podążać. Do którego warto zmierzać. Taki jestem. Taka jest moja
sprawiedliwa ocena. Taki mój osąd i zdanie.
Czytając to co piszę musisz pamiętać, że silne poglądy, czy zdecydowane opinie są w modzie.
Zawsze i bez wyjątku pozostają atrakcyjne. Zwłaszcza w rzeczywistości świata bez autorytetów. Nie daj się zatem skusić korzyściom. Pozostań pośrodku kręgu. Ze swoim sądem. Z wyrokiem. I z wykonaniem go.
•••
Kolejna z cyklu zapomnianych definicji. Zapomnianych i zdewaluowanych. Czasami aż do
przesady.
•••
Ewangelia Łukasza, rozdział 6:
(31b) […] postępujcie z ludźmi tak, jak chcielibyście, żeby ludzie postępowali z wami.
(32) Jeśli bowiem kochacie jedynie tych, którzy was miłują, jakież w tym z waszej strony
dobrodziejstwo? Czyż i grzesznicy nie okazują miłości tym, którzy ich kochają? (33) A jeżeli dobrze czynicie tylko tym, którzy i wam dobrze czynią, to cóż to za dobrodziejstwo z
waszej strony? Przecież grzesznicy tak samo postępują. (34) Lub jeżeli pożyczacie tylko
tym, o których wiecie, że wam dług oddadzą, to cóż za dobrodziejstwo z waszej strony?
Przecież grzesznicy także pożyczają grzesznikom, żeby tyle samo otrzymać. (35) Raczej
strona 31
Mój Tarot — Artur Mikuła
miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego w zamian nie spo dziewając się, a wtedy wielka będzie wasza zapłata i będziecie synami Najwyższego, bo
On również okazuje swoją łaskawość niewdzięcznikom i złym. (36) Bądźcie tedy miłosierni, bo i Ojciec wasz jest miłosierny. (37) I nie sądźcie też innych, to i sami nie będziecie
sądzeni; nie potępiajcie, to i wy nie będziecie potępieni. Przebaczajcie innym, to i wam
będzie przebaczone. (38) Dawajcie innym, to i wam będzie dane: dadzą wam w zanadrza
wasze miarę sprawiedliwą, ubitą, potrzęsioną [i pełną] po same brzegi. Bo jaką miarą wy
mierzycie, taką i wam odmierzą.
strona 32
Mój Tarot — Artur Mikuła
Eremita (pustelnik)
Synowie Szymona
My, synowie i córki Szymona Eremity, zwanego dalej Słupnikiem, wiedziemy życie pełne wyrzeczeń. A to poszukiwanie
oświecenie wygoni nas na 40 dni na pustynię. A to wdrapujemy się wzorem taty na jakiś słup. A to siedzimy pod drzewem i doznajemy oświecenia. I tak całe życie upływa nam
na praktykowaniu ascezy, oraz odkrywaniu duchowych głębi. Kultywujemy zdrowy brud upokarzając ciało. Przed
deszczem i słońcem chroni nas kaptur. Żywimy się tym co
nam dostarczą ludzie. Ze słupa głosimy kazania i przyjmujemy pielgrzymów.
A teraz dosyć smutku moi drodzy czas na zabawę. Gdy pielgrzymi nas wkurzą możemy ich obrzucić kałem. Możemy?
Możemy. Więc rzucamy. Jeśli mamy dobry dzień tylko plujemy im na głowy. Przychodzą do nas po porady? Przychodzą. Udzielamy więc im porad abstrakcyjnych i durnych.
Wypełniają je co do joty (już słyszę ten chichot) i przychodzą po więcej. I tak oto my, rozmawiający z wróbelkami i
zapładniający bałwanki, zaczynamy decydować się o losie
innych. Nie tylko o sprawach trzeciorzędnych i duchowych.
Zaczynamy decydować o wszystkim.
Pokazałem pełen obraz? Bynajmniej. Pominąłem sporo i uczciwie to przyznaję. Skrajne postawy w życiu eremity czynią z niego idealnego świętego i takiegoż samego szubrawca. Wzór do
naśladowania jak i straszaka na niegrzeczne dzieci. W czym więc leży sedno wywodu? W tym,
że spotykając takiego gościa nie wiesz z kim się zetknąłeś. Nie wiesz czy to kolejny Francesco
Forgione czy może następny Ryszard Matuszewski. Idealnie bury kubrak, postawa życiowa,
mądry wyraz twarzy, deklaracja o poszukiwaniu mądrości i głębi na ustach. I właśnie dałeś się
wystrychnąć na dudka.
Wniosek z tego jeden. Eremita, nie eremita, należy uważać na ludzi, którzy pretendują do
miana świętości. Kart to także dotyczy. Pustelnik nie zawsze wydobywa ze swej torby dobre
rzeczy a jego pojawienie się nie zawsze zwiastuje możliwość pogłębionego rozwoju duchowego.
•••
Pustelnik jest osobą aktywną. Pełną pasji, zapału, ideałów. Gotową do działania i podejmującą je. Zwracam na to szczególną uwagę gdyż nader często mówiąc o nim ulegam stereotypowi
leniwego mnicha ;)
strona 33
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 11:
(16) Do czegóż mam przyrównać to pokolenie? Jest ono podobne do dzieci, które znalazłszy się na placu, czynią innym wymówki: (17) Graliśmy wam na flecie, a wyście nie tańczyli; śpiewaliśmy pieśni smutne, a wy nie uderzaliście się w piersi! (18) Kiedy bowiem
przyszedł Jan, nie jadł i nie pił — to powiedziano: Opętany. (19a) A kiedy przyszedł Syn
Człowieczy, kiedy jadł i pił, to powiedziano: Oto obżartuch i pijak, przyjaciel celników i
grzeszników!
strona 34
Mój Tarot — Artur Mikuła
Koło fortuny
A jednak się kręci
Koło fortuny kołem się toczy. I fakt ten jest wybitnie nie na
miejscu w naszym statycznym świecie. Jest herezją obrzydliwą przeciwko ładowi i umowom społecznym. I należy mu
przeciwdziałać. Najlepiej zamykając usta poruszającym temat.
W Twoim życiu wszystko się zmienia. Tempo jest błyskawiczne. Od radości do smutku. Od euforii do depresji. Mam
dla Ciebie dobrą wiadomość. To nie wpływ Koła fortuny. To
zwyczajna do granic, popularna ostatnio, choroba afektywna dwubiegunowa. Odpowiednia dawka litu i odzyskasz
równowagę.
W Twoim życiu nic się nie zmienia. Ciągle musisz zmagać
się z przeciwnościami losu. Żadnej odmiany. Żadnej różnorodności. Przeciwieństwo. Opór. Przeszkoda. Dół. Dla Ciebie mam złą wiadomość. To nie wpływ Koła fortuny. Jesteś
fatalistą. Wyznajesz determinizm więc to co Cię spotyka to
jedynie spełnienie Twoich oczekiwań. Wizyta w sklepie sieci be-Smart lub skakanie nago przez ognisko przy pełni
księżyca przywróci Ci radość życia.
Twoje życie to pasmo sukcesów. Poświęciłeś się rozwojowi duchowemu a rozwój duchowy odwdzięczył Ci się najpiękniejszą żoną we wiosce, rezydencją z basenem, ‚helikoptrem’, limuzyną i masą wielbicieli. Jesteś na szczycie, ale to także nie jest wpływ Koła fortuny. I wiesz.
Mam dla Ciebie aż dwie dobre wiadomości. Masz kolosalny kredyt do spłacenia i nie zalegasz z
bieżącymi ratami ;)
Czy już rozumiesz czym nie jest Koło fortuny? A czy domyślasz się czym może być?
Ps. Nie będę trzymał Cię w niepewności. A wyznając zasadę, że obraz przemawia lepiej niż
słowo podrzucę Ci podpowiedź:
- co do której żywię przeświadczenie, iż zrozumiesz ją bez nadmiaru słów, dzięki czemu nie
będę musiał narażać się na ostracyzm, zamykanie siłą ust, areszt domowy i inne temu podobne (nie)przyjemności.
strona 35
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Nieustanne, oczywiste koleje losu. Krąg zmian. Dziejące się przy zgodzie uczestniczących w
nich równie sprawnie jak przy ich sprzeciwie.
Ich, zdarzeń życia, atrakcyjność chwilami blaknie, chwilami rozpala się. Bezwzględnie. Konse kwentnie. W sposób nieunikniony. Nie można na chwilę ‚stanąć obok nich’. Zawsze jest się w
środku.
•••
Księga Ezechiela, rozdział 1:
(4) I oto widziałem, jak wicher gwałtowny nadchodził od północy. Niósł ze sobą wielki
ognisty obłok, rozświetlający wszystko dokoła. W samym środku ognia błyszczało coś jak
najszlachetniejsze złoto. (5) Wśród płomieni ognistych widać było jakby cztery istoty
żywe, podobne z wyglądu do ludzi. (6) Każda z tych istot miała cztery twarze i cztery
skrzydła. (7) Nogi miały wyprostowane, zaś ich stopy przypominały stopy ogromnego cielca, a lśniły tak jak brąz starannie wygładzony. (8) Spod skrzydeł, ze wszystkich czterech
stron, wystawały ludzkie ręce. [Miały oblicze i skrzydła owe cztery istoty]. (9) Ich skrzydła
dotykały siebie nawzajem. Kiedy się poruszały te istoty, nie odwracały się w żadną stronę:
każda zmierzała w tym kierunku, jaki jej wyznaczało własne oblicze. (10) Oblicza te zaś
wyglądały tak: z przodu każda z czterech istot miała twarz ludzką, z prawej strony u każdej z nich był widoczny lew, po lewej stronie każdej z czterech istot wystawał łeb wołu, a
z tyłu każdej z nich widać było głowę orła. (11) Skrzydła ich były uniesione ku górze w ten
sposób, że dwa stykały się ze sobą, a dwa okrywały całe ciało. (12) Każda z tych istot po suwała się w kierunku wskazanym przez jej oblicze. Szły zaś tam, dokąd je duch prowadził, nie zbaczały nigdzie ze swej drogi. (13) W samym środku, między tymi istotami widać było jakby rozżarzone węgle albo pochodnie, które się poruszały na wszystkie strony.
Ogień rozświetlał wszystko dokoła, z ognia też wychodziły błyskawice. (14) Owe żywe istoty biegały tam i z powrotem jakby błyskawice. (15) Przypatrzyłem się dokładnie owym
istotom żywym i zobaczyłem, że obok każdej z nich znajdowało się na ziemi jedno koło.
(16) Koła wyglądały tak, jakby były zrobione z chryzolitu. Wszystkie cztery były dokładnie
do siebie podobne, a były tak zrobione, jakby jedno obracało się wewnątrz drugiego. (17)
Mogły się one poruszać we wszystkie cztery strony, nie zbaczając przy tym nigdzie z obranej drogi. (18) Rozmiary tych kół były tak ogromne, że aż mnie przerażały. Wszystkie cztery koła na swych obręczach miały pełno oczu. (19) Gdy istoty żywe zaczynały się poruszać,
wówczas posuwały się do przodu także i koła. (20) Posuwały się zaś tam, dokąd istoty były
prowadzone przez ducha. Koła podnosiły się z miejsca razem [z owymi istotami], bo duch
tych istot był również w kołach. (21) Gdy istoty żywe posuwały się do przodu, szły z nimi
także koła, kiedy zaś się zatrzymywały, koła również stawały. Gdy któraś z istot podnosiła
się z ziemi, podnosiły się także koła, bo duch istot żywych był również w kołach. (22) Ponad głowami wszystkich istot żywych znajdowało się coś na kształt sklepienia, strasznego
z wyglądu, jakby jeden ogromny kryształ unoszący się w górze nad ich głowami. (23) Pod
sklepieniem były rozpostarte ich skrzydła tak, że jedno dotykało drugiego. Dwa skrzydła
zaś okrywały ciała każdej z żywych istot. (24) Słyszałem także szum ich skrzydeł. Był to
jakby szum wód potężnych albo jak głos Wszechmocnego. Kiedy ruszały z miejsca, słychać
było odgłosy pochodzące z jakiegoś wojskowego obozu. Kiedy zaś przystawały, skrzydła ich
opadały ku ziemi. (25) Szum dochodził także sponad sklepienia znajdującego się nad ich
głowami. Kiedy przystawały, skrzydła ich opadały ku ziemi. (26) Ponad sklepieniem, nad
ich głowami, znajdowało się coś na kształt szafirowego tronu. Na owym wzniesieniu podobnym do tronu zasiadała postać, przypominająca wyglądem postać ludzką. (27) Wokół
jakby bioder zobaczyłem jasność z samego środka błyszczącego złota, niczym wieńca z płomieni. Spod tego zaś, co kształtem przypomina biodra, wydostawał się ogień, rzucający
swój blask dokoła.
strona 36
Mój Tarot — Artur Mikuła
Siła (moc)
Nec Hercules contra plures
Myślisz sobie, czytając tytuł wpisu, mizernie się zapowiada
ciąg dalszy. Bo przecież już wiesz, że przeciwności losu nie
chodzą parami ale poruszają się w dobrze zorganizowanych
stadach. I jeszcze ten Herkules. Po jakimś czasie strach
sparaliżuje każdą próbę działania, każdą chęć podjęcia trudu pracy. Zanim do tego dojdzie dobrze jest przypomnieć
sobie starą, często powtarzaną przez rozmaite tradycje,
zasadę, którą naszej kulturze przypomniał Anthony de Mello:
To ty dajesz moc demonom, które zwalczasz.
A jeśli już do tego dojdzie, że zapomnę? Cóż. Właśnie Ci
przypomniałem. Zawsze znajdziesz kogoś kto Ci o tym przypomni. A jeśli będzie to tylko karta medytacyjna to czy
uczyni Ci to jakąś różnicę? To bez znaczenia. Już wiesz.
Zazwyczaj nie cytuję Biblii. Cenię jednakże niektóre księgi
(głównie te z grupy tzw. mądrościowych), szanuję mądrość
ich autorów. Pozwól zatem, iżbym fragmentem jednej z
nich streścił dzisiejszy wywód:
Wszystko ma swój czas. Dla wszystkiego, co dzieje się pod słońcem, jest czas wyznaczony.
Jest czas przychodzenia na świat i czas umierania, czas sadzenia i czas zbierania zasadzonych roślin. Jest czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania. Jest czas
płaczu i czas śmiechu, czas żałoby i czas radosnego tańca. Jest czas rzucania kamieni i
czas ich zbierania, czas pocałunków i czas powstrzymywania się od nich. Jest czas szukania i czas gubienia, czas przygarniania i czas odrzucania. Jest czas rozdzierania i czas
zszywania, czas milczenia i czas mówienia. Jest czas miłowania i czas nienawidzenia, czas
wojny i czas pokoju. […] Każdy czyn ma swój czas wyznaczony. A o wszystkich ludziach po myślałem sobie, że Bóg pozwala im tak postępować, żeby zobaczyli sami, jakimi są, i żeby
się przekonali, że nie różnią się od zwierząt. Taki sam bowiem jest los człowieka, jak i
zwierzęcia: podlegają tym samym prawom. Schodzą z tego świata tak jedni, jak drudzy.
Oddychają tym samym powietrzem. W niczym tu człowiek nie przewyższa zwierzęcia. I
człowiek, i zwierzę — to marność. I człowieka, i zwierzę czeka ten sam koniec: z prochu
powstali i w proch się obrócą. Bo któż wie, czy to prawda, że życie z człowieka ulatuje ku
górze, podczas gdy ze zwierzęcia zstępuje do otchłani ziemi? Tak więc powiedziałem sobie
w końcu: Nie ma innego szczęścia, jak tylko to, które człowiek może sobie sam stworzyć
własnymi rękami. Taki jest los człowieka.
Dzisiaj stworzyłem z mocą własny los. Zbudowałem go własnymi rękami. W stosownym czasie.
Teraz spoczywa na moich kolanach i śpi. A ja idę się puszyć, w końcu udało mi się osiągnąć
rzecz niemożliwą — stare przysłowie straciło swoje złowieszcze znaczenie :)
•••
Czuję Moc — nic więcej — dawno temu nakleiłem taką naklejkę na swojej Biblii — zapewniała
mi poczucie nieposkromionej siły, z którą, jak wierzyłem natenczas, obcowałem a mnie samego stawiała w roli swoistego ‚tresera’. Dzisiaj także czuję moc tyle, że nauczyłem się odczuwać także coś więcej niż ją samą, a mianowicie różne jej aspekty.
strona 37
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Post factum okazuje się, że nie cytując Biblii dość często do niej wracam.
•••
Księga Objawienia, rozdział 18:
(4b) Ludu mój, opuść tę [Nierządnicę], byś nie miał udziału w jej grzechach i nie musiał
być dotknięty żadną z tych plag, które ją czekają. (5) Jej grzechy narosły bowiem aż do
nieba i nie zapomniał Bóg o jej występkach. (6) Odpłaćcie jej tak, jak ona kiedyś płaciła.
Za każdy swój czyn niech otrzyma podwójną zapłatę. Kielich, z którego was poiła, napeł niajcie teraz w dwójnasób. (7) Na ile kiedyś pławiła się w przepychu i zbytkach, na tyle
niech teraz będą obliczone jej uciski i cierpienia. Mówiła sobie kiedyś: Zasiadam na tronie
jak królowa, nie jestem wdową i nigdy nie zaznam żałoby. (8) Otóż teraz w ciągu jednego
dnia spadną na nią rozliczne plagi: śmierć, żałoba i głód. I będzie ogniem spalona, bo
mocny jest Pan Bóg, który wydał na nią wyrok potępienia. (9) A kiedy zobaczą dymy jej
pożaru, płakać będą i biadać królowie ziemscy, którzy uprawiali z nią nierząd i żyli w
przepychu. (10) I stojąc daleko z bojaźni przed jej katuszami, będą mówić: Biada, biada,
wielka stolico, Babilonie, stolico potężna! Oto w jednej godzinie sąd spadł na ciebie.
strona 38
Mój Tarot — Artur Mikuła
Wisielec
Always look on the bright side of life!
Ostatnio wspominałem w gronie znajomych zjawisko niezwykłe, za które uznaję Kursy Alfa. Niezwykłe, albowiem
doprowadziło do swoistej rewolucji w kościołach strefy anglosaskiej. Czym się do tego przyczyniło? Podejściem. Zacznijmy od nazwy. W języku polskim kurs o nazwie Alfa
brzmi poważnie, sztywno, wręcz apokaliptycznie. Co robią
w tym czasie Anglosasi?
•
A – Anyone interested in the Christian faith — ściągają wszystkich zainteresowanych wiarą na sposób
chrześcijański,
•
L – Learning and Laughter — uczą się śmiejąc, z
żartem, z biglem, z latającym cyrkiem Monty Pythona,
•
P – Pasta, the symbol of eating together — w ramach spotkań jedzą wspólnie, wspólnie przyrządzają posiłki, o zgrozo nie brakuje przy nich piwa,
wina i innych trunków, nawet zapalić sobie można
(jeśli ktoś chce) co sprzyja zacieśnianiu relacji,
•
H – Helping one another — pomagają sobie nawzajem,
•
A – Ask anything. No question is off-limits — na spotkaniach nie istnieją tematy tabu,
chcesz rozmawiać, zapytać, poddać temat dyskusji? Nie ma sprawy.
Tam działa. Wpadnij jednak na taki kurs organizowany na terenie ograniczonym Bałtykiem,
Tatrami, Odrą i Bugiem. Martyrologiczna szopka. W punkcie pierwszym witają ciepło zainteresowanych … (np.) katolicyzmem; o śmiechu można zapomnieć albowiem wiarę się cierpi;
zjeść możesz w MacDonald’s po spotkaniu jeśli uda Ci się kogoś wyciągnąć, o piwie zapomnij;
w kwestiach pomocy króluje raczej zakamuflowane życzenie ‚żeby mu się córka z czarnym’; a
pytania są ‚animowane’, najczęściej składasz je w szkatułce przed rozpoczęciem spotkana ;)
Ten urok polskiego chrześcijańskiego stosunku do życia wiary przenika strefę medytacji z Ta rotem. Przenika świat ezoteryków. Przenika świat ludzi zajętych rozwojem duchowym. Przenika kartę wisielca. Bo jak można medytować nad taką karta w Wielki Piątek? Przecież to profanacja! Profanacja symbolu. Art. 196 KK. Krzyk, wrzask i lament. Ale tak już jest. To ta karta.
Powiesili tłustą, wesołą świnkę z aureolą zamiast semickiego herosa o nordyckich rysach. Na
domiar złego powiesili zwierzaka do góry nogami. I co myśli przeciętny tubylec? Czegóż mi te raz życzy?
Oto wznoszę swoje modły, do Boga, Marii i Syna — zniszczcie tego skurwysyna. Mojego rodaka sąsiada, tego wroga, tego gada. Żeby mu okradli garaż, żeby go zdradzała stara,
żeby mu spalili sklep, żeby dostał cegłą w łeb, żeby mu się córka z czarnym, i w ogóle
żeby miał marnie. Żeby miał AIDSa i Raka […].
Dlaczego jest w stosunku do mnie tak uprzejmy? Bo pokazałem mu, że można z radosnym dystansem zmagać się z poważnymi tematami i złamałem tabu.
strona 39
Mój Tarot — Artur Mikuła
Więc zastanówcie się co w sprawie tej karty chcecie osiągnąć moi drodzy, a ja tutaj utożsamię się z prosiaczkiem. Wystrugam sobie drugi krzyż obok i powiszę razem z nim. Tyle czasu
ile będzie trzeba bym sam nabrał dystansu do dystansem nie dysponujących, w tym i samego
siebie :)
Ps. Na zakończenie zaproponuję pomoc audiowizualną sprzyjającą tej konkretnej medytacji.
•••
Medytacja odbyła się w okresie świąt Wielkanocnych.
Ps. Nader często moje myśli zaprząta chęć, choćby przymusowego, wypoczynku. Spowolnienia, za które jestem gotowy zapłacić dowolną cenę. Choćby ‚zawieszenia za jedną nóżkę i do
góry nogami’.
•••
Pomocną w pracy była scena finałowa filmu Żywot Briana, z utworem Always look on the bright side of life!
•••
List do Hebrajczyków, rozdział 11:
(1) Wierzyć zaś — to znaczy być pewnym, że się otrzyma to, czego się oczekuje; to znaczy
być przekonanym o rzeczywistym istnieniu tego, czego się nie widzi. (2) Chlubne świadectwo takiej wiary zostawiali nasi ojcowie. (3) To właśnie na drodze wiary możemy stwierdzić, iż wszechrzeczy stworzone słowem Bożym, to wszystko, co oczyma widzimy, powstało kiedyś nie z rzeczy widzialnych. (4) Wiarą powodowany Abel złożył Bogu ofiarę cenniejszą od ofiary Kaina i uzyskał wskutek tego świadectwo męża sprawiedliwego. Świadectwo
takie wydał sam Bóg ze względu na dary [Abla]. Dlatego przez wiarę swoją przemawia
Abel nawet spoza grobu. (5) Dzięki wierze Henoch został zabrany z tego świata, by nie zaznał śmierci. Nikt go już więcej nie oglądał, ponieważ Bóg zabrał go do siebie. Już przedtem jednak — jak mówi Pismo znalazł Bóg w nim upodobanie. (6) A bez wiary nie można
podobać się Bogu. Kto bowiem pragnie dojść do Boga, musi najpierw uwierzyć, że Bóg istnieje i że nagradza tych, którzy Go szukają. (7) Noe, choć o tym otrzymał pouczenia, czego jeszcze nie można było ujrzeć oczyma, to jednak już powodowany światłem wiary i napełniony bojaźnią przystąpił do budowy arki, mając w ten sposób ocalić cały ludzki ród.
Idąc również za głosem wiary wzgardził światem i osiągnął to, że został uznany za sprawiedliwego w oczach Bożych. (8) Wiarą powodowany Abraham usłuchał wezwania Bożego i
wyruszył do ziemi, którą [według obietnicy Boga] miął wziąć jako dziedzictwo. Wyruszył w
drogę, choć nie wiedział, dokąd idzie. (9) Słuchając głosu wiary przybył do ziemi obiecanej jako cudzoziemiec i mieszkał pod namiotami, podobnie jak Izaak i Jakub, którzy
otrzymali taką samą obietnicę [od Boga]. (10) Oczekiwał bowiem na osiedlenie się w mieście o niewzruszonych fundamentach, w mieście, którego budowniczym i twórcą jest sam
Bóg. (11) Dzięki wierze również Sara mimo podeszłego wieku otrzymała moc zrodzenia potomstwa. Była bowiem przekonana, że można uwierzyć Temu, który jej dal obietnicę. (12)
I tak właśnie z jednego męża — i to już prawie obumarłego — zrodziło się potomstwo liczne jak gwiazdy na niebie, jak piasek niezliczony nad brzegiem morza.
strona 40
Mój Tarot — Artur Mikuła
Śmierć
Danse macabre
Od soboty wszyscy jesteśmy ekspertami w temacie śmierci.
Dysponujemy wiedzą równie rozległą co patetyczną. W tym
samym stopniu systematyczną co emocjonalną. Przekrojowo od agonii po zagadnienia funeralne. Dysputujący o przewagach mors repentina nad ars bene mierienti. My — sztuka w sztukę Leon zawodowiec, kanapowy, ze szklanką trunku w garści, przed monitorami naszych komputerów, telewizorami, od siedmiu i więcej boleści, gardłujący.
Ubi sunt qui ante nos fuerunt?4
Odpłynąłem w kierunkach łacińskich więc czas do kart wrócić. Mój Ghost Rider tarota jest istotą spokojną, która dobrze wczuła się w graną rolę. Przybyła, przestraszyła, przegoniła, zatrzymała, pogroziła i zastygła. Wypełniła swoją
rolę dając mi tym samym możliwość pomyślenia o konsekwencjach rzeczy nieoczekiwanych i nieodwołanych. Jasno
oddzieliła świat ‚przedtem’ od świata ‚potem’. I właśnie
tego czasami potrzebuję. Klienta z zewnątrz, który pozwoli
mi ocenić, która z rzeczy, o których sądzę iż je posiadłem,
faktycznie do mnie przynależy. Które z rzeczy, co do których byłem przekonany, iż faktycznie
do mnie przynależą, są już tylko przeszkodą w dalszej drodze. I tak, ja, człowiek zachłanny i
łasy, o duszy i naturze zbieraczej, muszę oczyścić tobołek, wytrząsnąć go i pozbyć się zbytecznego ciężaru nim ruszę w dalszą drogę. I uwierzysz mi lub nie, nie w smak mi ta rewolu cja. Więc walczę czasami o dotychczasowy stan posiadania. Przypomina to nieco grę komputerową. Zrobiłem level. Moja postać zebrała na nim jakiś stuff. Chętnie bym go sprzedał, ale
nie mam gdzie. Tymczasem zdobywam nowe dobra. Droższe, ciekawsze, o lepszych parametrach. I by je zabrać muszę oddać to o co walczyłem wcześniej. To co wcześniej zdobyłem,
niejednokrotnie z potężnym, trudem. O ile w grze komputerowej przychodzi mi to dość łatwo
to w życiu … nie jest to aż tak proste.
Gdy mija czas a ja pogodziłem się już ze stratami, okazuje się, że mimo poczucia żalu nic nie
straciłem. Zyskałem rzeczy nowe. Czy lepsze? To się dopiero okaże. Ale rokowania, jak słońce
na horyzoncie, wydają się korzystne więc tak chcę myśleć o przyszłości — optymistyczny realista ze mnie w tym korowodzie — nie sądzisz? :)
•••
Medytacja odbyła się w tydzień po wypadku samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem – a
wspomniany Danse Macabre trwa nieprzerwanie od tamtej pory. Wije się niczym hydra pomiędzy umysłami ludzkimi. Co ktoś obetnie jej jedną głowę na jej miejsce wyrasta kolejnych sie dem — równie szkaradnych co poprzednia.
•••
Pomyślałem, że warto w tym miejscu wspomnieć pewien dokument, a mianowicie opracowanie dr Jacka Kwaśniewskiego Tabu śmierci. Dlaczego powstało, dlaczego gaśnie. (format PDF,
~740kB)
4
Gdzie są ci, którzy byli przed nami?
strona 41
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Daniela, rozdział 12:
(1) Za dni owych pojawi się Michał, wielki książę, opiekun synów twojego ludu. Będzie to
czas ucisku, jakiego dotąd jeszcze nigdy nie było, odkąd istnieje ten naród. Ale synowie
narodu twego ocaleją w dniach owych: ci wszyscy, którzy są zapisani w księdze. (2) Obudzi
się wtedy wielu spośród tych, którzy spoczywają w prochu ziemi: jedni pójdą na życie
wieczne, inni zaś na pohańbienie i wieczną zagładę. (3) Wtedy mądrzy zajaśnieją jak blask
firmamentu, a ci, co wielu nauczali sprawiedliwości, już po wszystkie czasy błyszczeć
będą jak gwiazdy. (4) Lecz ty, Danielu, przestań mówić i zapieczętuj księgę aż do dni osta tecznych. Wielu odda się poszukiwaniom to tu, to tam; tymczasem niegodziwość wciąż
będzie rosła. (5) Ja, Daniel, patrząc dalej zobaczyłem dwu innych ludzi, którzy stali nad
rzeką, jeden na brzegu z tej strony, a drugi na brzegu z tamtej strony. (6) Jeden z nich
powiedział do męża odzianego w lnianą szatę, znajdującego się również nad brzegiem
rzeki: Jak długo jeszcze mamy patrzeć na te przedziwne rzeczy? (7) I usłyszałem, jak mąż
odziany w lniane szaty i stojący nad brzegiem rzeki zaczął mówić, podniósłszy przedtem
obydwie ręce, prawą i lewą, ku niebu i poprzysiągłszy w ten sposób na Odwiecznie Żyjącego: Gdy upłynie czas, czasy i pół czasu, dopełni się to wszystko, a ten, który niszczy moc
świętego ludu, zostanie zgładzony. (8) Słyszałem te słowa, ale ich nie rozumiałem. A po tem sam zapytałem: Panie mój, a jaki będzie ten koniec? (9) Wtedy on powiedział:
Odejdź, Danielu! Słowa te muszą pozostać zamknięte i zapieczętowane, dopóki nie nadejdą dni ostateczne. (10) Bardzo wielu będzie obmytych, wybielonych, oczyszczonych. A
przewrotni nadal będą czynić zło; bezbożni nie zrozumieją niczego. Zrozumieją to tylko
mądrzy. (11) Od czasu zniesienia ofiary wiecznotrwałej i ustawienia posągu ohydy wiejącej pustką upłynie tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni. (12) Błogosławiony ten, kto się
ostoi i wytrwa aż do dnia tysiąc trzysta trzydziestego piątego. (13) A ty idź i odpocznij
trochę, i nic nie mów, dopóki nie nadejdą dni ostateczne.
strona 42
Mój Tarot — Artur Mikuła
Umiarkowanie
Przez cnotę upadając
Angielski poeta napisał Jedni przez grzech się wznoszą,
inni przez cnotę upadają. A po takim dictum mi się tutaj
umiarkowanie na głowę zwaliło z całym dorobkiem inwentarza.
W podróży tak już bywa, że gdy przezwycięży się wszelkie
trudności faktyczne, urojone, obiektywne, dowolne; to dokładnie od tej chwili można kontrolować wszystko. Z doskonałą precyzją wykonywać obowiązki i z wielką przyjemnością oddawać się rozrywce. Wznieść się na wyżyny, na
szczyty, własnej podzielności. Tam siedząc oddzielać rzeczy
nadzwyczajne od przeciętnych. Pożyteczne długoterminowo od przyjemnych doraźnie. A przy tym cieszyć się zwyczajnością i codziennością. Obejmować wzrokiem zarówno
perspektywę dotychczasowych osiągnięć jak i planowanych
dróg. Innymi słowy dostrzec jakie ‚grzechy’ wniosły mnie
do tego miejsca pełnego cnoty kardynalnej — wstrzemięźliwości i umiaru.
Rabindranath Tagore oddał ten stan ducha i ciała słowami
wiersza, którego tytułu nie pamiętam, lecz jedynie, a i to dość mgliści treść, więc wybaczcie
mi jeśli cytuję ją niezbyt dokładnie lecz mniemam, że oddam przesłanie:
Nie ma nadziei nie ma trwogi w Tobie,
Słowo nie doleci, ni szept ni krzyk
Jest tylko własnych Twych skrzydeł dwoje
I niebios bezdroże
To jest właśnie to. Ten stan. Wzniesiony upadkiem spoglądam na świat z wysokości korony zie mi i zastanawiam się gdzie się podziewają upadli cnotliwi. Jak sądzisz? Dokąd się udali?
Ps. Odwiedzimy ich niebawem :)
•••
Praktykuję umiarkowany optymizm, odpoczynek, obżarstwo, opilstwo. Gdzie się nie spojrzę
wszędzie widzę umiarkowanie. W poglądach, w słowach, we wszystkim co robię i kim jestem.
Pół kilo, a niech … stać mnie cały na kilogram (a choćby i na dwanaście) — radykalizmu mi
trzeba!
•••
Dzięki koledze el colgado z forum http://imladis.p2a.pl dotarłem do cytowanego wiersza w
wersji anglojęzycznej:
Though the evening comes with slow steps and has signalled for all songs to cease;
Though your companions have gone to their rest and you are tired;
Though fear broods in the dark and the face of the sky is veiled;
Yet, bird, O my bird, listen to me, do not close your wings.
That is not the gloom of the leaves of the forest, that is the sea swelling like a dark black
snake.
strona 43
Mój Tarot — Artur Mikuła
That is not the dance of the flowering jasmine, that is flashing foam.
Ah, where is the sunny green shore, where is your nest?
Bird, O my bird, listen to me, do not close your wings.
The lone night lies along your path, the dawn sleeps behind the shadowy hills.
The stars hold their breath counting the hours, the feeble moon swims the deep night.
Bird, O my bird, listen to me, do not close your wings.
There is no hope, no fear for you.
There is no word, no whisper, no cry.
There is no home, no bed for rest.
There is only your own pair of wings and the pathless sky.
Bird, O my bird, listen to me, do not close your wings.
Wiersz pochodzi ze zbioru “Ogrodnik”.
•••
List do Rzymian, rozdział 14:
(13) przestańmy przeto osądzać jedni drugich. Postanówcie sobie raczej nie czynić niczego
takiego, co by braciom waszym dawało sposobność do upadku lub zgorszenia. (14) Jestem
najzupełniej przekonany, z racji mojego zjednoczenia z Panem Jezusem, że nie istnieje
nic, co byłoby nieczyste samo w sobie. Rzecz staje się nieczysta tylko dla tego, kto ją za
taką uważa. (15) Jeżeli twoją postawą wobec pokarmów, które spożywasz, sprawiasz
przykrość twemu bratu, to nie postępujesz zgodnie z miłością. Nie możesz przez to, co
jesz, ściągać zagłady na tego, za którego umarł Chrystus. (16) Niech więc to, co jest dla
was dobrem, nie będzie powodem do bluźnierstwa. (17) Królestwo Boże — to nie sprawa
jedzenia i picia; jego istota — to sprawiedliwość, pokój i radość, którą daje Duch Święty.
(18) Kto w ten sposób służy Chrystusowi, ten jest miły Bogu, a u ludzi cieszy się uzna niem. (19) Zabiegajmy tedy o to, co pożyteczne dla zachowania pokoju i co przyczynia się
do wzajemnego zbudowania [w wierze]. (20) Twoją postawą wobec pokarmów nie możesz
niszczyć [zbawczego] dzieła Bożego. To prawda, że można jeść wszystko, ale nie jest do brze, jeśli przez to, że ja jem wszystko, brat mój dopuszcza się grzechu. (21) Dobrze jest
nie jeść mięsa i nie pić wina, i odmówić sobie w ogóle tego wszystkiego, co mogłoby stać
się przyczyną upadku lub zgorszenia dla bliźniego. (22) Twoje własne przekonanie w tej
sprawie zachowaj dla siebie samego [do obrachunków] przed Bogiem. Szczęśliwy człowiek,
któremu nic nie wyrzuca sumienie, gdy bada siebie samego [w tym względzie]. (23) Natomiast na potępienie u Boga zasługuje ten, kto mając wątpliwości co do niektórych pokarmów, decyduje się jednak na ich spożywanie. Nie postępuje zgodnie z wiarą, a każdy
czyn, który nie pochodzi z wiary, jest grzechem.
strona 44
Mój Tarot — Artur Mikuła
Diabeł
Diabeł tkwi w szczegółach
Przestaliście we mnie wierzyć, oczywiście, wiem o tym.
Wiem o tym, a rzecz mi jest obojętna. Wierzycie we
mnie czy nie wierzycie, to nie moja sprawa, to wasza
sprawa i tylko wasza. Rozumiecie, panowie? Jest mi to
obojętne bezgranicznie, najzupełniej, albo, jeśli zaciekawi czasem, to tak tylko, jak umysł badacza bywa pociągnięty przez jakieś curiosa przyrody. Umysł, powiadam, bo we wszystkim, co czynię, we wszystkim, czego
doświadczam, rzecz jest bez znaczenia, bez najmniejszego znaczenia. Nie drażni to mojej próżności, że odmawiacie mi istnienia, albowiem nie ma we mnie próżności, nie chcę przecie wydać się wam lepszym, niż jestem, ani nawet takim jakim jestem, bo chcę być czym
jestem i więcej nic. Wasza niewiara nie narusza żadnego z moich pragnień, bo wszystkie moje pragnienia są
spełnione. Nie zależy mi na tym, by moje istnienie było
uznane, zależy mi na tym, by dzieło niszczenia nie osłabło. Wiara albo niewiara w mój byt nie wpływa na rozmiar mojej surowej pracy.
Cytat wyszedł mi dość długi. Nigdy bowiem nie mogłem oderwać się od stenogramu z metafizycznej konferencji prasowej Demona w Warszawie dnia 20 grudnia 1963, autorstwa Leszka
Kołakowskiego. Światy chtoniczne, religijne, filozoficzne. A wszystko po to by opisać mnie.
Człowieka renesansu. Zaczynasz się zastanawiać? Tak. Jestem idealnym diabłem. Doskonale
upadłym bytem. I nie musisz we mnie wierzyć. Wystarcza mi, iż wiem, że jestem kompetentnym pracownikiem otchłani, i lubię właśnie tak o sobie, z pełną świadomością megalomanii,
myśleć.
Moje wady? Kontrolować wszystko. Wszystkich, w tym samego siebie. Każdy aspekt życia. Każdą myśl, każdy gest, każdy uśmiech i łzę uronioną. I zasnuć to wszystko zasłoną milczenia.
Niedopowiedzenia. Pojawiać się niepostrzeżenie i znikać nim minie pierwsze wrażenie. Bez
wiary. Bez nadziei. Bez wyrzutów sumienia. Ludzie przychodzą, ludzie odchodzą. Starannie
przebrani, niektórzy nanizani na nitkę, inni nabici na szpilki. W kolekcji szklanych pudełek.
Wartościowe zabawki. Potraktowane utylitarnie. Bez konsekwencji. Czy to w istocie wady?
Czy tylko kolejny stopień duchowego rozwoju? ;)
Diabeł tradycyjnie, i na ludową nutę, tkwi w szczegółach. “Tam dopiero w pełni objawia się
[…], gdzie niszczenie nie ma poza sobą innego celu, okrucieństwo dla okrucieństwa się speł nia, upokorzenie dla upokorzenia, śmierć dla śmierci, cierpienie bez celu – albo gdzie cel
jest tylko wtórnie przybraną maską racjonalizującą głód niszczycielski. Tam dopiero, choćby
w nieznacznej porażce bytu, objawia się wam lodowata przemoc, której nie potraficie do niczego sprowadzić, niczym wytłumaczyć, niczym usprawiedliwić. Ona jest, bo jest, bo jest
rzeczą jak rzecz. To wam dostrzec najtrudniej. Wszelkiemu złu, które ma racje, możecie
jego racje odbierać, możecie świat inaczej urządzać. Ale zła, które samo dla siebie jest racją
jako zło właśnie – tego zła nie potraficie pozbawić żywotności. Daremnie je sprowadzać do
przejawu tej lub owej siły, która „sama w sobie” miałaby być nieszkodliwa czy dobra, czy ku
dobru dająca się pokierować, czy też byłaby zwichnięciem przypadkowym, odchyleniem,
aberracją, monstrualnością — niekorzystnym przejawem racjonalnego urządzenia w niewłaściwych warunkach działającego.”
strona 45
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Próżność to mój ulubiony grzech. Ten cytat chodzi mi ostatnio po głowie. Nieustająco obija
się od czaszki. Z drugiej strony zastanawiam się nad brakiem decyzyjności, nad niezaradnością, nad oczekiwaniem (i pragnieniem) aby ktoś, ktoś inny, nie ja, wziął w karby moje życie.
•••
Księga Hioba, rozdział 1:
(6) Lecz oto pewnego razu zdarzyło się, że gdy przyszli, aby stanąć przed Panem, synowie
Boga, pojawił się także wśród nich szatan. (7) I zapytał Pan szatana: Skąd przychodzisz? A
szatan odpowiedział Panu: Przemierzyłem całą ziemię wzdłuż i wszerz. (8) Powiedział
tedy Pan do szatana: Czy zwróciłeś uwagę na sługę mojego, Hioba? Drugiego takiego nie
ma nigdzie na ziemi. Jest to mąż niezwykle szlachetny i sprawiedliwy, żyje bogobojnie,
unikając wszelkiego zła. (9) Szatan zaś odpowiedział Panu mówiąc: A czy to tak bez powodu żyje Hiob bojaźnią Bożą? (10) Czyż nie dlatego jest taki, że otaczasz opieką cały jego
dom i wszystko, co posiada? To Ty błogosławieństwem darzysz wszystkie dzieła rąk jego i
sprawiasz, że jego posiadłości rozciągają się na cały kraj. (11) Ale spróbuj tylko podnieść
Twoją rękę na niego, spróbuj dotknąć tego, co posiada, a zapewne będzie Ci w oczy złorzeczył. (12) Powiedział tedy Pan do szatana: Dobrze! Daję ci władzę nad całą jego majętnością. Tylko jego samego nie wolno ci dotknąć! Wtedy odszedł szatan sprzed oblicza
Pana.
strona 46
Mój Tarot — Artur Mikuła
Wieża
Metropolis
Der Mittler zwischen Hand und Hirn sei das Herz5
Wszędzie z wyjątkiem wieży pomieszania i zamętu. Tutaj
drogi Rąk i Rozumu rozchodzą się ostatecznie. Tutaj traci
się Serce. To idealny koniec. Doskonały upadek. Perfekcyjny napis “The End” na horyzoncie zdarzeń, poza którym nie
ma nic więcej.
I to jest właściwy problem. Jak pisać o pustce? Jak pisać o
upadku? Jak pisać o tym na co nie ma się żadnego wpływu?
Jak odnosić się do systemu, który nie daje możliwości interakcji? Przy którym pozostają wyłącznie pytania, przy którym pozostaje wyłącznie niemoc i bezsilność? No jak?
Medytacja z tą kartą to jedno z najtrudniejszych doświadczeń na drodze z tarotem. Przynajmniej dla mnie. Przyjemność z niej płynącą porównuję je do zabiegu operacyjnego;
do informacji o nieuleczalnej chorobie własnej lub członka
rodziny; do zaproszenia na pogrzeb. Jest zwyczajnym obowiązkiem. Punktem kontrolnym na drodze. Nie jest jednak
formalnością.
Czesław Miłosz zapytał: Co jest samym sednem w doświadczeniach dwudziestego wieku?; i
odpowiedział sam sobie: Niewątpliwie bezsilność jednostki. Wszystko naokoło dzieje się, roz wija się, zmierza ku, przebiega, a wpływ na to poszczególnego człowieka jest prawie żaden.
Z tą właśnie lekcją jest mi się pogodzić najtrudniej. Jeszcze chwilę temu decydowałem o
świecie i własnym losie. Ja sam. Teraz pozbawiono mnie prawa głosu. Mogę wyłącznie oczekiwać. Decyzję w mojej sprawie podejmie ślepy los. Poddanie się takim kolejom rzeczy nie leży
w mojej naturze a mimo to wszystko co mogę zrobić to czekać. Więc czekam.
•••
Pamiętam fragment z filmu ‚Grek Zorba’. Ten w którym Zorba mówi, że to co się właśnie stało
to był taki piękny upadek. Jednocześnie dostrzegam wiele podobieństw sceny z tego filmu z
własnym życiem. Gdy coś się albo już zawaliło, albo właśnie wali, tak łatwo jest upaść pod
ciężarem, dać się przygnieść, albo usiąść z boku i płakać. Trudniej, realnie, jest tańczyć, pić
wino i podziwiać piękno upadku :)
•••
Tu zaszła zmiana. Spadanie stało się sztuką.
•••
Księga Rodzaju, rozdział 11:
(1) Ludzie zamieszkujący całą ziemię mieli [początkowo] jeden tylko język i posługiwali
się tymi samymi słowami. (2) Wyruszywszy ze wschodu, dotarli do rozległej równiny w
krainie zwanej Szinear i tam się osiedlili. (3) I tak zaczęli mówić między sobą: Chodźmy,
5
Pomiędzy rękoma i rozumem pośredniczy serce.
strona 47
Mój Tarot — Artur Mikuła
narobimy cegieł z gliny i wypalimy je w ogniu. Cegły miały im służyć za materiał budowlany, a smoła za zaprawę wiążącą kamienie. (4) Potem powiedzieli: Chodźmy, zbudujemy
sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał samego nieba. W ten sposób staniemy się sławni, a imię nasze nigdy nie zaginie na całej ziemi. (5) Lecz oto Bóg zstąpił na
ziemię, żeby zobaczyć miasto i wieżę, budowane przez ludzi. (6) I powiedział: Wszyscy ci
stanowią jeden lud i posługują się wspólnym językiem. I to jest główny powód ich wspólnego działania. Na przyszłość przeto wszystko, co tylko zamierzą, wyda się im możliwe.
(7) Chodźmy i pomieszajmy ich język tak, aby jeden nie rozumiał już mowy drugiego. (8) I
rozproszył ich Bóg po całej ziemi, i zaprzestali budowy swego miasta.
strona 48
Mój Tarot — Artur Mikuła
Gwiazda
Laura i Filon
Kilka, trudnych (medytacyjnie) przygód za mną. I znowu z
deszczu pod rynnę wpadam. Z deszczu niemocy w czasie
przeszłym pod rynnę sielankowych widoczków na czas teraźniejszy i przyszły.
I już widzę te wszystkie pola zbożem malowane, strumienie
i rzeczki mazowieckie, wierzby płaczące, stadniny koni,
krowy, świnie, gęsi, koguty o poranku … cały ten rozrywkowy staff wsi spokojnej i wesołej oglądanej oczami strasznego mieszczanina.
Pławiąc się w optymizmie nie myślę o niczym więcej. Rozważam najwyżej możliwość medytacji przeniesionej na
łono natury. Aura wydaje się odpowiednia. Warunki ogólne
sprzyjają. Planujmy zatem. Nie istnieją dla nas, w tym momencie, żadne przeszkody. Więc … śpiewajmy razem z mistrzem gatunku Franciszkiem Karpińskim:
Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły,
I coś tam klaszcze za borem.
Pewnie mnie czeka mój Filon miły,
Pod umówionem jaworem.
Nie będę sobie warkocz trefiła,
Tylko włos zwiążę splątany;
Bo bym się bardziej jeszcze spóźniła,
A mój tam tęskni kochany.
Wezmę z koszykiem maliny moje,
I tę plecionkę różowę:
Maliny będziem jedli oboje;
Wieniec mu włożę na głowę.
Prowadź mię teraz, miłości śmiała!
Gdybyś mi skrzydła przypięła!
Żebym najprędzej bór przeleciała,
Potem Filona ścisnęła!
Wiosna, optymizm, frywolność, przyjemność, spokój ducha. To właśnie my na drodze — tu i
teraz.
Ps. To gdzie podziała się ta stodoła z sianem? Coś mi podpowiada, że … :)
•••
Szalenie lubię erotyczny wydźwięk tej karty. Starannie zamiatany pod dywan.
•••
Księga Rodzaju, rozdział 16:
(4) Zbliżył się Abram do Hagar i ta stała się brzemienna. Kiedy Hagar spostrzegła, że jest
brzemienna, przestała okazywać należny szacunek swojej pani. (5) Wtedy Saraj powiedziała do Abrama: To twoja wina, że doznaję takiej krzywdy. Sama dałam ci moją własna
strona 49
Mój Tarot — Artur Mikuła
niewolnicę. Tymczasem ona, skoro tylko spostrzegła, że jest brzemienna, zaczęła mnie
lekceważyć. Niech więc sam Jahwe rozsądzi teraz naszą sprawę. (6) Na to rzekł Abram:
Oto masz, bierz sobie swoją niewolnicę. Niech pozostanie w twoich rękach. Rób sobie z
nią, co chcesz. Od tego czasu Saraj zaczęła traktować Hagar tak surowo, że ta od niej
uciekła. (7) I oto anioł Jahwe spotkał Hagar na pustyni, koło pewnego źródła, przy drodze
wiodącej do Szur. (8) I zapytał ją: Hagar, niewolnico Saraj, skąd przychodzisz i dokąd
idziesz? A ona odpowiedziała: Uciekłam od mojej pani, Saraj. (9) Wtedy powiedział do niej
anioł Jahwe: Wracaj do swojej pani i staraj się być jej posłuszna we wszystkim! (10) Po nadto anioł Jahwe dodał: Twoi potomkowie będą tak liczni, że nikt nie zdoła ich porachować. (11) I wreszcie powiedział anioł Jahwe: Jesteś brzemienna i porodzisz syna, któremu
nadasz imię Izmael, to znaczy: Jahwe słyszy — bo wysłuchał cię Jahwe, gdy byłaś w ucisku.
(12) Będzie [twój syn] niczym dziko żyjące zwierzę. Będzie walczył z wszystkimi, a wszyscy z nim; i wszystkim jego braciom obrzydnie jego oblicze. (13) Wtedy [Hagar] tak ode zwała się do Jahwe: Bóg [jest] wszystkowidzący, to znaczy: Bóg, który wejrzał we mnie.
Po czym dodała: Czyż nie patrzyłam tu na Tego, który wejrzał na mnie? (14) Dlatego źró dło, przy którym znajdowała się Hagar, nazwano Studnią Lachaj-Roj [Studnia Boga Żywego, który wejrzał na mnie]. Studnia ta znajduje się między Kadesz i Bered.
strona 50
Mój Tarot — Artur Mikuła
Księżyc
Dokąd prowadzi królicza nora?
Dzisiaj nie będę produkował wpisu. Zamiast tego podrzucę
kawałek tekstu autorstwa Andrzeja Sapkowskiego:
Alicja Liddell powiodła po nas zainteresowanym spojrzeniem swych ciemnych oczu, jak gdyby oczekiwała, że
faktycznie w coś się zamienimy. – Na czym to ja stanęłam? — zastanowiła się, nie doczekawszy żadnej metamorfozy. — Aha, już wiem. Na ciasteczkach. Tych, które
miały napis: “Zjedz mnie”, ślicznie ułożony z czerwonych porzeczek na żółtym kremie. Ach, jakże smaczne
były te ciasteczka! Naprawdę czarowny miały smak! I
były czarodziejskie, w samej rzeczy. Gdy zjadłam kawałek, zaczęłam rosnąć. Przeraziłam się, sami
rozumiecie… I prędko ugryzłam drugie ciasteczko, równie smaczne, jak to pierwsze. Wtedy zaczęłam maleć.
Takie to były czary, ha! Mogłam raz być duża, a raz
mała. Mogłam się kurczyć, mogłam się rozciągać. Jak
chciałam. Rozumiecie? – Rozumiemy — rzekł Kapelusznik
i zatarł dłonie. — No, Archie, twoja kolej. Słuchamy. –
Sprawa jest jasna — oświadczył dumnie Marcowy Zając.
— Majaczenie ma podtekst erotyczny. Zjadanie ciasteczek to wyraz typowo dziecięcych fascynacji oralnych, mających podłoże w drzemiącym jeszcze seksualizmie. Lizać i ciamkać,
nie myśląc, to typowe zachowanie pubertalne, chociaż, przyznać trzeba, znam takich,
którzy z tego nie wyrośli do późnej starości. Co do spowodowanego jakoby zjedzeniem
ciasteczka kurczenia się i rozciągania, to nie będę chyba zbyt odkrywczy, gdy przypomnę
mit o Prokruście i Prokrustowym łożu. Chodzi o podświadome pragnienie dopasowania się,
wzięcia udziału w misterium wtajemniczenia i wkroczenia do świata dorosłych. Ma to
również podłoże seksualne. Dziewczynka pragnie… – Na tym więc polega wasza zabawa —
stwierdziłem, nie zapytałem. — Na psychoanalizie mającej dociec, jakim cudem ona się tu
znalazła. Szkopuł wszakże w tym, że u ciebie, Archie, wszystko ma podłoże seksualne. To
zresztą typowe dla zająców, królików, łasic, nutrii i innych gryzoni, którym tylko jedno w
głowie. Powtarzam jednak moje pytanie: co w tym jest zabawnego? – Jak w każdej zaba wie — powiedział Kapelusznik — zabawne jest zabicie nudy. – A fakt, że kogoś to nie bawi,
bynajmniej nie dowodzi, że ten ktoś jest wyższą istotą — warknął Archie. — Nie uśmiechaj
się, Chester, nikomu tu nie zaimponujesz twoim uśmiechem. Kiedy wreszcie zrozumiesz,
że choćbyś nie wiem jak się wymądrzał, nikt z tu obecnych nie obdarzy cię boską czcią?
Nie jesteśmy w Bubastis, ale w Krainie… – Krainie Czarów? — wtrąciła Alicja, wodząc po
nas spojrzeniem. – Dziwów — poprawił Kapelusznik. — Kraina Czarów to Faërie. To jest
Wonderland. Kraina Dziwów.
Tekstem zauroczony powtórzę, iż karta ta odsłania istny Wonderland. Krainę urojeń i dziwów.
By w niej przetrwać jeden dzień trzeba mieć coś więcej niż farta. O szczegółach dowiecie się
sięgając po opowiadanie ‚Złote popołudnie’.
•••
Świat terapii. Oddziałów otwartych centrów psychoterapeutycznych i zamkniętych w szpitalach neuropsychiatrycznych. Na własne życzenie? Niestety tak. Jako wynik, konsekwentny i
nieuchronny ucieczki przed samym sobą. Podatne na kojące działanie ‚księżycówki’. Potem
strona 51
Mój Tarot — Artur Mikuła
życie na pograniczu świadomości. Niekiedy poza nią. Rozciągnięte w czasie. Trwające tygodniami. Miesiącami. Życie, o którym zaciera się pamięć. Na wiecznym podtrzymywaniu.
•••
Utworem przewodnim karty był utwór „White Rabbit” grupy Jefferson Airplane.
•••
Księga Jeremiasza, rozdział 50:
(31) Wychodzę ci, zuchwalcze, naprzeciw — wyrocznia Pana i Boga Zastępów — bo dzień
twój już wreszcie nadszedł, nadszedł czas twojej kary. (32) I oto potyka się zuchwalec, i
pada, i nikt nie próbuje go podnieść. Pod każde ich miasto podłożę ogień, co strawi
wszystko dokoła. (33) Pan Zastępów tak mówi: ucisk synowie Izraela cierpią razem z
wszystkimi synami Judy. Trzymają ich ci, co w niewolę ich wzięli, nikt ich nie puszcza na
wolność. (34) Lecz pełen mocy jest ich Wybawiciel, na imię, Mu: Pan Zastępów w swe ręce
silnie chwyci waszą sprawę, by całej ziemi zapewnić pokój, a mieszkańców Babilonu napełnić trwogą. (35) Miecz nad Chaldejczykami zawisł — wyrocznia Pana — i nad Babilonu
mieszkańcami wszystkimi, nad książętami i mędrcami jego. (36) Miecz nad wróżbitami, by
wróżyć zaczęli, miecz nad wojownikami, by uciekali w popłochu. (37) Miecz nad jego końmi i nad rydwanami, i nad znajdującą się w nim mieszaniną narodów, która zniewieścieje!
Miecz nad skarbami, które będą złupione. (38) Miecz nad wodami, które wyschną zupełnie. Bo jest to ziemia pełna figur bożków, pyszniąca się ciągle brzydotami swymi. (39) Psy
zdziczałe i hieny błąkać się tam będą, zagnieżdżą się tam także strusie. Nikt już tam nie
zamieszka, na wieki będzie tam pustkowie. (40) Jak zniszczył Bóg kiedyś Sodomę i Gomorę, i miasta sąsiednie — Pan mówi — tak sprawi On, że tam już nikt nie będzie mieszkał i
żaden człowiek żył już tam nie będzie.
strona 52
Mój Tarot — Artur Mikuła
Słońce
Sol Invictus
Medytacja słońca jako esencji życia ma tak długą tradycję,
iż nie sposób nie odwołać się do niej w tym miejscu.
Ukazujesz się piękny na wschodnim widnokręgu niebios,
żyjący, któryś jest początkiem życia. Kiedy wschodzisz
na widnokręgu wschodnim, urodą swoją napełniasz
świat cały. Tyś jest piękny, i wielki, i lśniący, wznosisz
się ponad całym światem, a promienie twoje obejmują
wszystkie krainy, wszystko coś stworzył. Tyś jest słonce,
ty sięgasz aż po krańce świata i wiążesz je dla syna
swego umiłowanego, i choć jesteś daleko, promienie
twoje sięgają ziemi. Kiedy zstępujesz ma widnokrąg zachodni, ziemia pogrążą się w ciemności, jakby umarła.
Ludzie śpią w domu z nakrytymi głowami i nikt nikogo
nie widzi. Gdyby nawet skradziono im wszystko spod
głowy, też by się nie spostrzegli. Lew wychodzi ze swojej kryjówki, gady kąsają. Ziemia milczy, bo ten, który
ją stworzył, spoczywa w widnokręgu swoim. Tyś wzeszedł na widnokręgu, jaśniejesz słońcem dnia, przepędzasz ciemności, rozdajesz swoje promienie. Oba kraje
radują się, ludzie wstają, kiedy ich przebudził, myją się i ubierają, i wzniesionymi ramio nami chwałę oddają twojemu ukazaniu się. Bydło zadowolone jest z trawy, drzewa i zioła
zielenią się, ptaki wylatują ze swych gniazd i skrzydłami oddają chwałę duchowi twojemu. Zwierzyna skacze, a wszystko, co lata i fruwa, odżywa, kiedyś ty wzeszedł. Statki
przepływają to w jedną, to w drugą stronę i każda droga otwarta, kiedyś ty się pojawił.
Ryby z rzeki wyskakują przed twoim obliczem. Twoje promienie przenikają nawet morską
toń. Ty, który powołujesz do życia syna w łonie matki i uspokajasz go, aby nie płakał, tyś
mu piastunką w żywocie, ty, który dajesz powietrze, by ożywić wszelkie stworzenia. A
kiedy wyjdzie z żywota na świat w dniu swoich narodzin, otwierasz mu usta i dajesz
wszystko, co trzeba. Pisklę w jajku piszczy w skorupce, ty bowiem dajesz mu powietrze w
jej wnętrzu, aby żyć mogło. Ty mu dajesz siłę, by przebiło ją i wydostało się z jajka, i po suwa się na nóżkach, gdy się już zeń wydobyło. Świat stworzyłeś według serca swego, ty
jedyny, wraz z ludźmi, bydłem i wszelką zwierzyną, wszystkim, co jest na ziemi, co stąpa
nogami, co fruwa i lata na skrzydłach. Tyś stworzył niebiosa dalekie, abyś wschodził na
nich, abyś widział wszystko, co stworzyłeś. Tyś jest jeden jedyny, lecz wschodzisz w wielu
postaciach jako Aton żywy, objawiony i lśniący, daleki, a przecież bliski. W tobie jednym
jest milion postaci…6
Tak opisał je jeden z pierwszych monoteistycznych systemów w historii myśli i doświadczenia
religijnego. Podobnie na użytek własny i ja dzisiaj opisuję tak samo słońce. Przedstawiam je
jako Źródło. Porządek naszego świata, jego początek i przyczynę. Jego światło rozjaśnia
ścieżki mojej podróży.
6
Tekst Hymnu do Atona w tłumaczeniu Tadeusza Andrzejewskiego.
strona 53
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
I jeszcze drobna uwaga ‚z życia’, będąca wynikiem rozmowy ze znacznie starszym kolegą, z
obcego kontynentu:Słońce przynosi nie tylko życie, słońce przynosi także śmierć, ale skąd wy,
europejczycy, mielibyście o tym wiedzieć?
•••
Psalm 104:
(1b) Jak wielki jesteś, Panie mój i Boże, jesteś przyodziany w wielkość i potęgę. (2) Światłem jesteś okryty jak płaszczem, niebo całe rozpostarłeś jak namiot. (3) Wzniosłeś swój
dom nad wodami, Twoim rydwanem są obłoki, a poruszasz się na skrzydłach wichru silne go. (4) Wiatry uczyniłeś swymi posłańcami, służą ci również ogniste płomienie. (5) Położyłeś ziemie na jej fundamentach, po wszystkie wieki nie zachwieje się nigdy. (6) Jak szatą
okryły ją wody potopu, wody znalazły się aż na samych górach. (7) Lecz ustąpiły gdy im
zagroziłeś, pierzchły wszystkie na głos Twoich grzmotów. (8) Podniosły się góry i spadły w
doliny na miejsca, które im wyznaczyłeś. (9) Wodom też wytyczyłeś granice, których nie
przekroczą, aby ponownie zalać całą ziemię. (10) Źródłom kazałeś wytrysnąć w dolinach,
by popłynęły pomiędzy górami (11) i służyły za napój wszystkim polnym zwierzętom; dzikie osły również tam gaszą pragnienie. (12) Nad ich brzegami gnieździ się niebieskie ptac two, którego śpiew dobywa się spośród gałęzi. (13) Górom zsyłasz z Twoich komnat wodę,
ziemia zaś syci się tym, co spada z obłoków. (14) Ty sprawiasz, że trawa rośnie dla bydła,
a dla ludzi — rośliny przez nich zasadzone. I tak ziemia dostarcza człowiekowi chleba (15)
i wina, co cieszy jego serce. On sobie twarz rozjaśnia oliwą, a chlebem umacnia swoje
ludzkie serce. (16) A drzewa Pana piją wodę do syta, zwłaszcza cedry Libanu, zasadzone
przez Niego. (17) Na nich ptaki swe gniazda budują, a na cyprysach siadają bociany. (18)
Do kozic należą wysokie góry, borsuki wśród skał znajdują schronienie. (19) I księżyc stworzyłeś, aby czas odmierzał, i słońce, co zna godzinę swojego zachodu. (20) Ty zsyłasz ciemności, które nocą się stają, i wtedy ruszają na łowy zwierzęta leśne. (21) Lwy młode rycząc łupu szukają, od Boga pożywienia żądają. (22) A kiedy słońce zaświeci, wracają na
swoje ukryte leże. (23) Wtedy człowiek wychodzi do codziennej pracy, by trudzić się aż do
wieczora. (24) O Panie, jak rozliczne są Twoje dzieła, z jakąż mądrością uczyniłeś wszystko, wypełniając ziemię stworzeniami Twymi. (25) Tu oto jest morze, wielkie i rozległe, w
nim niezliczone istoty żywe, i małe, i duże. (26) Po morzu pływają okręty i Lewiatan tam
żyje przez Ciebie stworzony, aby w morzu igrał. (27) Wszystko to czeka na Ciebie, by dostać pokarm we właściwym czasie. (28) Gdy dajesz im jeść, wszyscy biorą, gdy dłoń swą
otwierasz, pod dostatkiem mają wszystkiego. (29) Gdy skrywasz swe oblicze, ogarnia ich
niepokój, gdy oddech im odbierasz, marnieją i stają się prochem ziemi. (30) Gdy ducha
swojego wysyłasz, stwarzasz ich na nowo, odnawiasz tym samym oblicze całej ziemi. (31)
Niechaj na wieki trwa wielkość Pana i niech radują Pana zawsze jego dzieła. (32) Drży zie mia, gdy na nią spogląda, płoną góry, gdy ich dotknie.
strona 54
Mój Tarot — Artur Mikuła
Sąd (ostateczny)
Eschatologia w pigułce
Nastał w końcu moment dość przyjemny w wędrówce. Przebudzenie ze słowami w tle:
Piekło jest na ziemi, jest w każdym człowieku i każdy z nas
może stanąć przed jakimś wewnętrznym sądem ostatecznym. I zmartwychwstać z niego innym, nowym człowiekiem.
Więc się przebudzam. Rodzę na nowo. Nowym człowiekiem. Nowym stworzeniem.
Cholera … jakoś nadal tego nie czuję. Patrząc w lustro widzę te same zmęczone oczy; tą samą zarośniętą twarz. Za
oknem szaro. Deszczowo. Istny Ragnarök i Götterdammerung. Koniec świata a nie początek życia. Zwłaszcza nowego — ekstraordynaryjnego. Miało być pięknie a tutaj nas
agent ewidentnie oszukał sprzedając najniższej jakości
‚last minute’ w restauracji na końcu świata. Nastrój skoczył
mi tak radykalnie, że każdemu aniołkowi z trąbką o poranku miałbym zamiar przypomnieć skąd wziął się zwyczaj zamieszczania aniołka na czubku świątecznego drzewka.
Rzeczy ostatecznie nie mogą być piękne i miłe. O co to to nie. Miłe bywają wyłącznie w teolo gii i innych utopijnych systemach. Więc mówisz ‚odeszli do Pana’ zamiast ‚szlag ich w końcu
trafił’, i tylko westchnięcie — ‚nareszcie’ — na końcu zdania, podpowiada właściwy stosunek.
Po ostatnich słowach wstałem od komputera i poszedłem pod prysznic. Rzeczywistość mi ciążyła. Ogoliłem się. Ubrałem do wyjścia. Założyłem mundurową kurtkę. Czapkę. I wyszedłem …
pod ciężkie krople wiosennego deszczu. Idąc ulicą pośród burzy miałem wrażenie jakbym wę drował przed wiekami, z moim plemieniem, płaską, porośniętą trawą, równiną. Gdy wchodziłem do bramy kamienicy za plecami miałem piękną tęczę na tle czarnych chmur zza których
nieśmiało przebijało wiosenne słońce. Usiadłem z powrotem do kart.
Armagedon prywatny. Własny koniec świata. Wewnętrzne piekło. Sąd. Zmartwychwstanie i
nowe życie. Mimo pozytywnych rezultatów doświadczenie przygnębiające w trakcie trwania.
Tak nieznośnie niezrozumiałe. Jak drzazga. Jak otarta pięta. Jak burza, po której wschodzi
słońce. Być może złamię zasadę dotyczącą łączenia ze sobą obcych tradycji, ale … w sumie po
śmierci, zmartwychwstałemu, niech wolno mi będzie ten jeden jedyny raz zaintonować:
strona 55
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Na tamtym świecie będzie lepiej — to zdanie powtarzają ludzie, których ten świat ignoruje,
dyskryminuje, odsuwa. Faktycznie i w sferze urojeń. Tutaj nie spotyka ich już nic co mogłoby
im sprawić radość, poruszyć emocje, duszę, inspirować rozum. Czekają. Powiada się czasami,
że ‚wszyscy chcą do raju tylko nikt nie chce umierać’ — jest w tym dużo racji.
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 25:
(31) Kiedy Syn Człowieczy przyjdzie w chwale w otoczeniu wszystkich aniołów swoich, za siądzie na tronie chwały (32) i wszystkie narody zgromadzą się przed Nim. A On oddzieli
jednych ludzi od drugich, tak jak pasterz zwykł oddzielać owce od kozłów. (33) I zbierze
owce po prawej stronie, a kozły po lewej. (34) A potem powie Król do tych, co są po prawej stronie: Przyjdźcie, błogosławieni Ojca mego, weźcie w posiadanie królestwo, które
dla was było przygotowane od początku świata. (35) Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem obcy, a przyjęliście Mnie. (36) Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a nawiedziliście Mnie; byłem więźniem, a przyszliście do
Mnie. (37) Wtedy odpowiedzą Mu sprawiedliwi: Panie, kiedyż to widzieliśmy Cię głodnym i
nakarmiliśmy Cię, spragnionym i daliśmy Ci pić? (38) Kiedyż widzieliśmy Cię obcym i przyjęliśmy Cię, nagim i przyodzialiśmy Cię, (39) albo chorym i w więzieniu i poszliśmy Cię
odwiedzić? (40) A Król odpowie im tak: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście
jednemu spośród najmniejszych braci moich, uczyniliście Mnie samemu. (41) A potem powie do tych z lewej strony: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygoto wany diabłu i aniołom jego. (42) Byłem bowiem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić. (43) Byłem bez domu, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a
nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i uwięziony, a nie przyszliście do Mnie. (44) A wtedy
ci znów zapytają Go: Panie, kiedyż widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, bezdomnym albo nagim, chorym lub uwięzionym, a nie przyszliśmy Ci z pomocą? (45) A On im od powie: Zaprawdę mówię wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu spośród najmniejszych, nie uczyniliście tego i Mnie. (46) I pójdą stamtąd: ci na wieczne potępienie, a sprawiedliwi do życia wiecznego.
strona 56
Mój Tarot — Artur Mikuła
Świat
Axis mundi
Dotarłem w końcu do stref poza czasem. Do miejsca spotkania przeszłości i przyszłości. Epicentrum wszechświata,
jego środka, osi. Do jego miejsca świętego opiewanego w
starożytnych legendach. I co z tego, że znamy prawie wyłącznie te ezodendrologiczne? Z aniołami, wężami (czasem
nawet pierzastymi i w locie), przykazaniami, owocami na
drzewach i bogami wychylającymi głowy zza byle pagórka,
czy krzewu płonącego, miotających przykazaniami na prawo i lewo? Mi to bynajmniej nie przeszkadza. Mi tutaj jest
dobrze. Ja tutaj właśnie wędrowałem. Bo to była moja droga do przejścia i moja nagroda (jakże ja kocham dwuznaczności) na jej końcu wydaje się być w pełni zasłużoną.
Ale co Ty tutaj robisz? Gapisz się? Spało się na filmie ‚Zgromadzenie’, i się nie wie jaka ‚nagroda’ czeka na bezmyślnych podglądaczy, co? :) Przykro mi to mówić w tym momencie, ale podle wkręciłem Cię w śledzenie tej podróży
za jeden uśmiech.
Możesz podglądać mnie w drodze. Możesz obejrzeć poza
moją jeszcze tysiąc podobnych wędrówek. Możesz przeczytać dwa tysiące książek tematycznych i poświęcić lata na przyswojenie zawartej w nich wiedzy. Możesz nabyć pięć tysięcy różnych talii tarota i wytapetować nimi swój dom. Możesz zdobyć i powiesić na ścianie swojego
gabinetu świadectwa ukończenia tarotowych kursów wszystkich stopni zaawansowania jakie
tylko zdołasz wymyślić. Możesz zrobić to wszystko. I nie uczynisz przy tym ani jednego kroku
do poznania kart, do poznania się z kartami. Do odkrycia stojącej za nimi rzeczywistości. Mo żesz. Tak długo jak długo nie udasz się w podróż, którą ja właśnie odbyłem. Samodzielnie. Z
własnymi przygodami po drodze. Z tobołkiem własnych doświadczeń. Jeśli się na nią zdecydujesz spotkamy się w tym miejscu. Bo ja zamierzam zostać w nim przez jakiś czas.
A kiedy piszę, że wrobiłem Cię podle mam na myśli to tylko … nie nie napiszę Ci tego by pobu dzić Twój apetyt do wędrówki. Czekam w ogrodzie. Nadal będę pisał (listy) — au revoir!
•••
Ostatnio regularnie wpadam na drzewa. Życia. Poznania dobra i zła. Osi świata. Oraz zwyczajne — zielone. Istna zmora. Kuszą mnie. Przyzywają. Na szczęście nie próbują przejmować
władzy nad światem jak w opowiadaniach o Jakubie Wędrowyczu. Po prostu są. I na nie wpa dam. Lub one na mnie ;)
•••
Księga Objawienia, rozdział 12:
(1) A potem ukazał się na niebie znak wielki: Niewiasta obleczona w słońce. Miała pod stopami księżyc, a na głowie koronę z dwunastu gwiazd. (2) Była brzemienna i jęczała w mękach i bólach rodzenia. (3) Ukazał się również inny znak na niebie: Smok wielki barwy
ognistej. Miał siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach — siedem diademów. (4) Ogonem zmiótł trzecią część gwiazd niebieskich i strącił je na ziemię. I stanął Smok przed
Niewiastą, która miała rodzić, żeby, gdy porodzi, pożreć jej dziecię. (5) I porodziła Syna,
strona 57
Mój Tarot — Artur Mikuła
który miał panować żelaznym sceptrem nad wszystkimi narodami. Zostało też jej dziecię
uniesione do Boga, przed Jego tron. (6) Niewiasta zaś zbiegła na pustynię, gdzie sam Bóg
przygotował jej miejsce. Tam miała być żywiona przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni.
(7) I doszło do walki na niebie. Michał i jego aniołowie rozpoczęli zmaganie ze Smokiem.
Wystąpił do walki także Smok i jego aniołowie, (8) lecz nie zdołał się obronić i od tego
czasu nie było już dla nich miejsca w niebie. (9) Został więc strącony wielki Smok, ów wąż
dawny, zwany diabłem i szatanem. Został strącony na ziemię ten, który zwodził całą ludzkość, on sam, a z nim wszyscy jego aniołowie. (10) Wówczas dał się słyszeć w niebie głos
donośny, który wołał: Oto teraz nastąpiło zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego.
Posiadł władzę Jego Pomazaniec, bo został strącony oskarżyciel braci naszych, ten, który
występował przeciwko nim wobec Boga we dnie i w nocy. (11) Oni zaś odnieśli zwycięstwo
dzięki krwi Baranka oraz dzięki słowu swojego świadczenia. Nie trzymali się uporczywie
swojego życia, lecz [dobrowolnie] poszli na śmierć. (12) Dlatego radujcie się, niebiosa i
wszyscy ich mieszkańcy, a ziemi i morzu biada, bo zstąpił na was diabeł, pałający wielkim
gniewem; wie bowiem, że niewiele zostało mu czasu. (13) A kiedy Smok spostrzegł, że został strącony na ziemię, począł nękać Niewiastę, która porodziła Syna. (14) Wówczas dano
Niewieście dwa skrzydła orła wielkiego, by mogła polecieć do swego miejsca na pustynię,
gdzie też jest żywiona przez czas i czasy, i połowę czasu z dala od węża. (15) Wtedy wąż
wypuścił ze swego pyska strumień wody jak rzekę, żeby woda pochłonęła Niewiastę. (16)
Ale Niewieście przyszła z pomocą ziemia: otworzyła swe czeluści i pochłonęła rzekę, która
wypływała z gardzieli Smoka.
strona 58
Mój Tarot — Artur Mikuła
As buław
Życie płynie zwyczajnie
Śpiewał całkiem niedawno Grzegorz Turnau o wschodzie, że
życie tam płynie zwyczajnie, nawet jeśli trudno to wschodnie życie czasem wytrzymać. A mi przyszło dzisiaj wędrować na wschód po moim ogrodzie marzeń. Ku wiośnie. Ku
nowemu, rodzącemu się życiu. Ku kolebce cywilizacji. Ku
krzewom płonącym żywym ogniem. Więc wędruję i zmierzam gdzie mi pora.
Przyznam, że to dość niezwykłe dla mnie doświadczenie.
Wędrować po tym ogrodzie. Podglądać go i pisać o tym. Podobnie jak wielu innych przede mną zwykłem raczej doświadczać, przeżywać i koncentrować się na życiu wewnątrz siebie. Tymczasem mój przyrodni, a może tylko nabyty, introwertyzm przekształca się powoli w ekstrawertyzm, więc i pracować mi przyjdzie nieco ciężej nad pozostaniem w sferze równowagi. Z jednej strony aktywnemu,
rozgorączkowanemu umysłowi trudno jest pozostać w niej
na stałe. Z drugiej, rozpoczętego raz procesu zmian nie powinno się zatrzymywać, przerywać działania, nawet jeśli
należy go kontrolować. Stabilność życiowa, także emocjonalna, nęci i kusi bardziej niż niezwykłość otaczających wydarzeń i ludzi. Dążąc do niej, w
procesie przemian, wytyczam granicę wschodnią mojego centrum wszechświata na straży jej
stawiając ogień. Niech strawi to, co spłonąć powinno.
Czy mi się tylko wydaje czy też faktycznie słyszę we własnym głosie tony podniosłe i mistycz ne? Chyba mi się nie wydaje. Patrząc na to z drugiej strony pytam sam siebie: Co złego jest w
podniosłym mistycyzmie, poza oczywistą chęcią wyeliminowania z niego wszystkich elementów radosnych? I odpowiadam: Nic. Zachowując świadomość działania praw przyczyny rodzącej skutek dam sobie radę także z odrobiną wzniosłości :)
•••
Samoświadomość siebie w działaniu. Teoretycznie wszyscy wiedzą wszystko w tym temacie.
Czasami udają, że wiedzą. Niekiedy wydaje im się, że wiedzą.
Brutalność metod. Czysta konfrontacja. Dominacja. Narzucenie woli. W świecie pełnych miłości altruistów magia staje się szaleństwem.
•••
Księga Izajasza, rozdział 11:
(1) Wyrośnie różdżka ze szczepu Jessego, wydadzą odrośl jego korzenie. (2) To na nim
spocznie duch Pana, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa duch wiedzy i bojaźni
Pańskiej. [I upodoba sobie w bojaźni Bożej]. (3) Nie będzie sądził według pozorów, nie będzie wyrokował według zasłyszanych wieści, (4) lecz o sprawiedliwość pełną zatroszczy się
dla biednych, na rzecz potrzebujących zawyrokuje słusznie. Jego słowo jest rózgą gwałtownika karcącą, zaś tchnienie Jego warga niegodziwca zabija. (5) Sprawiedliwość jest Mu
pasem u bioder, a wierność — przewiązaniem łona. (6) Wtedy wilk będzie przebywał ra zem z barankiem, pantera położy się obok koźlęcia, wół i młody lew paść się będą razem a
strona 59
Mój Tarot — Artur Mikuła
pilnować ich będzie całkiem młode chłopię. (7) Krowa zaprzyjaźni się z niedźwiedziem,
ich małe będą leżeć razem. Lew będzie jadł słomę jak bawół, (8) niemowlę będzie się zabawiać przy samej jamie kobry, a dzieci wkładać będą ręce do gniazd ze żmijami. (9) Nikt
już nie będzie czynił zła ani działał podstępnie na całej mej górze świętej, bo kraj jest napełniony mądrością Pana, tak jak morze jest napełnione wodą. (10) W dniu owym korzeń
Jessego ukaże się jako znak dla narodów Będą o niego wypytywać narody a jego mieszkanie będzie pełne chwały.
strona 60
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dwójka buław
Bo w tym cały jest ambaras …
To jest tak. Zawsze. Dzwoni telefon. Głos przyjaciela po
drugiej stronie i pytanie ‚co dzisiaj robisz o 20:00’ i odpowiedź, jedna z wielu, prawdziwa ‚pracuję’.
Czas na odpoczynek z przyjaciółmi i znajomymi jest tym
czego mi nie zbywa. Odczuwam w tym zakresie deficyt i
niedosyt. W dniu wczorajszym doświadczyłem tego w sposób szczególny, na firmowej imprezie integracyjnej. Dlaczego? Otóż abym mógł się na nią udać musiałem uzyskać
polecenie służbowe opuszczenia miejsca pracy przed czasem. Dlaczego tak oficjalnie? Otóż jestem porządnym do
granic komunistą, takim, który w firmie jest pół godziny
przed czasem i nie wlicza procesu parzenia kawy do dniówki.
Ogólnie poważnie traktuję obowiązki. Poza tym chyba jestem pracoholikiem. Z wyboru. Z przymusu. Jakkolwiek.
Jestem. Czasu wolnego wystarcza mi na sen, rozmowy z
żoną, odrobinę, izolowanej, zamkniętej, częstokroć czterema ścianami mieszkania, rozrywki.
Dostrzegasz jakieś podobieństwa? Jeśli tak to witaj w moim świecie! Ale skoro je dostrzegasz,
to wiesz już także, że to kwestia wyborów. Moich wyborów. Mojego, jasnego, przejrzystego
stwierdzenia ‚tego właśnie sobie życzę’. Więc w gruncie rzeczy nawet narzekać nie powinienem i tego nie robię. Stawiam jednakże przed sobą określony cel. Współpracę z innymi,
współpracę z Tobą, dla naszego wspólnego dobra, nie tylko zawodową, ale głównie rozrywkową, rekreacyjną. Mając nadzieję na realizację maksymy ”… żeby dwoje chciało na raz”.
•••
Uświadomiłem sobie, iż istnieje pewien zasadniczy problem w tym ‚dwoje naraz’: korporacyjne wyścigi szczurów albo już zamordowały w nas, albo właśnie mordują, chęć współpracy z
innymi dla dobra stada. A co jeśli będę z kimś współpracował a potem on zagra nie fair, i po zbawi mnie należnych mi profitów? A co jeśli okaże się w tej współpracy jednostką wartościowszą niż ja? A co jeśli mu kazali współpracować ze mną dla swoich korzyści?
Pytania rodzą pytania; kolejne pytania rodzą podejrzliwość; podejrzliwość rodzi niechęć; a
brak chęci prowadzi do marazmu.
I to także jest coś z czym trzeba sobie umieć poradzić.
•••
Psalm 110
Powiedział Pan do mojego Pana: Usiądź po mojej prawej stronie, a ja Twoich wrogów po łożę jako podnóżek dla stóp Twoich. (2) Niech Bóg uniesie z Syjonu berło swojej mocy, (i
niech powie): Władzę masz pośród Twych wrogów! (3) Twoje jest panowanie za dni mocy
Twojej, gdy przyodziejesz się w święte, kosztowne szaty Twoje. Zrodziłem Cię przed najwcześniejszą jutrzenką, (na świat cię wydałem) jako pierwszą rosę. (4) Pan złożył przysię-
strona 61
Mój Tarot — Artur Mikuła
gę i nie cofnie jej nigdy, że jesteś Kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka. (5) Pan stoi
po Twojej prawicy, unicestwia królów w dzień swojego gniewu. (6) Będzie sądził narody,
wzniesie trupów stosy, roztrzaska im głowy po całej ziemi. (7) Napije się ze strumienia po
drodze i dlatego na nowo podniesie głowę.
strona 62
Mój Tarot — Artur Mikuła
Trójka buław
Na krańcu świata
Jak szybko przeszedłem od obaw do współpracy. Z innymi.
Pro publico bono. Siedząc na brzegu, dobrze się bawiąc lub
tylko odpoczywając, patrzę na stawik i myślę o byciu ‚Panem i władcą na krańcu świata’.
Planuję swoją przyszłość. Z jednej strony uczę się żyć z kalendarzem, z komórką synchronizującą listę zadań z komputerem. Ustaliwszy warunki godziwej egzystencji ‚tu i teraz’ nie osiadam na laurach. Szukam. Stagnacja jest tym,
czego nie mogę znieść, czego znosić nie chcę. Stanowi zagrożenie dla przyszłości. Wzbudzam zatem w sobie pragnienie dążenia. Wszak nie o to chodzi by złowić króliczka ale
by gonić go — prawda? Z drugiej istnieją takie obszary życia, w których celowo i świadomie rezygnuję z tego co
wielkie, wzniosłe, godne uwagi. Zadowala mnie prostota,
małość, naturalizm, ubóstwo czy wręcz prymitywizm, a ja
sam krążę po własnym życiu i jego okolicach niczym Nikofor po Krynicy. Stefan Kisielewski napisał kiedyś takie słowa:
Czasem drogą do wielkości bywa przestawanie na małym, czasem dążenie do osiągnięcia
wielkiego. O wymiarach człowieka decyduje nie wybór drogi, lecz konsekwencja i dosko nałość w posuwaniu się po niej. Czai się tu niebezpieczeństwo relatywizmu moralnego,
toteż do dziś nie wiemy na pewno, czy Napoleon był wielkim człowiekiem, czy wielkim
zbrodniarzem. Nie jest zresztą wykluczone, że i jednym i drugim — przypuszczenie niepokojące, choć mieści się ono bez reszty w koncepcji dualizmu moralnego i wszechobecnego
skażenia natury ludzkiej.
Konsekwencja i doskonałość w gonieniu króliczka? Tak. Jak najbardziej. Po kraniec wszechświata, i o jeden krok dalej (parafrazując Jerzego Owsiaka).
•••
Oceniam rzeczywistość. Obserwuję ją. Reaguję na zdarzenia. Biorę w nich udział. Takim wy daje mi się życie, jawi się jako akt zaangażowany. Uporządkowywanie go jest wtórnym do ilości zdarzeń, pojedynczych, ‚małych’, aktów życia. Nie staję już obok wydarzeń tak jak miało
to miejsce kiedyś. Poznałem nowe słowo, pochodną obserwacji,zaangażowanie.
Tzw. karta przejścia.
•••
Księga Wyjścia, rozdział 32:
(15) A Mojżesz zstąpił z góry, trzymając w rękach dwie Tablice Świadectwa, zapisane w
dwóch kolumnach i po obydwu stronach. (16) Całe tablice były dziełem Boga, pismo wyryte na tablicach też było pismem Boga. (17) Tymczasem Jozue, usłyszawszy krzyki wznoszone przez lud, powiedział do Mojżesza: Z obozu dochodzą okrzyki wojenne. (18) A Mojżesz
odrzekł: Nie jest to ani okrzyk zwycięstwa, ani głos rozpaczy po klęsce. Słyszę głosy ludz kiego śpiewu. (19) Kiedy zaś zbliżył się do obozowiska, zobaczył cielca i ludzi tańczących.
I zapłonął Mojżesz gniewem. Wypuścił z rąk tablice, które się rozbiły u stóp góry. (20) Postrona 63
Mój Tarot — Artur Mikuła
tem kazał zabrać cielca, którego sobie uczynili, i rzucić go do ognia. A gdy spłonął cały i
rozsypał się w pył, rozrzucił ten pył na wodę i kazał ją pić synom Izraela.
strona 64
Mój Tarot — Artur Mikuła
Czwórka buław
Teatime
Stereotyp angielskiego stylu życia, który niezależnie od
okoliczności ma swój, uświęcony tradycją, czas na herbatkę bez względu na okoliczności, ma się dobrze. Nad podziw
dobrze.
Jako Polak nie potrafię odpoczywać. Chlanie do oporu
wódy, wina, piwska. Żarcie ‚do urzygu’. 72 godziny przed
ekranem (mniejsza o to czy telewizyjnym czy komputerowym). Zasypianie nad ranem. Wałkowanie materaca do
17:00. Długie ‚polaków rozmowy’. Bycie ekspertem w każdej sprawie. I znowu to samo. Na okrągło. Każdy weekend.
Wolne popołudnie. Urlop. Jako Polak nie potrafię się bawić.
Umiem uprawiać polactwo. I uprawiam.
Kolejny stereotyp. Prawdziwy jak wszystkie tak długo jak
długo za taki go uznaję. Dlaczego więc się nimi zajmuję?
Ponieważ ludzi nie interesują fakty, czyste suche fakty. Ludzie fascynują się wyobrażeniami, przypuszczeniami, domysłami a stereotyp jako taki doskonale wpisuje się w tę
konwencję. Więc trafimy na sytuację, w której nie znajdziemy wspólnego mianownika dla pewnych, wydawać by się mogło, że oczywistych, tematów.
Wspólna herbatka na plaży jest jednym z nich. Jest, albowiem każde z nas inaczej zwykło celebrować ważne dla siebie dni (o różnicach kalendarzy nie wspomnę). Albowiem każde z nas
inaczej postrzega wypoczynek. Odmienne odnosi się do idei świętowania. A świat, zwłaszcza
współczesny, nie lubi odmienności. Kocha konformistów. Koncepcja, iż — „Zawsze może istnieć kilka różnych a słusznych poglądów na jedną i tę samą sprawę. Poglądy te nie muszą z
sobą walczyć, bo leżąc na różnych płaszczyznach nie przecinają się: są to linie wichrowate.”
— nie znajdzie więc w nim zrozumienia. Cóż. Podejdę do tego z dystansem jaki daje mi niekończący się horyzont morza oglądany spod baldachimu na plaży, i nawet jeśli ja jestem Tom
a ty jesteś Jerry, to teraz znikają uprzedzenia i pojawiają się czas oraz miejsce na relaks. I
nic więcej nam nie trzeba w budowaniu relacji na płaszczyznach wichrowatych ;)
•••
Odpoczynek. Sztuka odnajdywania się w czasie bez obowiązków. Błogostan, przechodzący
chwilami w lenistwo. Dystans. W pogoni za szczęściem (rozumianym dowolnie) czas niedziałania, który odpowiednio rozsądnie spożytkowany, przynosi wyłącznie korzyści. Uczę się nieustannie odnajdywać go i rozpoznawać. Bo sztuką jest rozsądne obchodzenie się z nim i w
czasie nabywa się tej umiejętności.
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 25:
(1) Wówczas z królestwem niebieskim będzie tak, jak z dziesięcioma pannami, które
wziąwszy swe lampy wyszły na spotkanie oblubieńca. (2) Pięć z nich było mądrych, a pięć
głupich. (3) Otóż owe głupie, wziąwszy ze sobą lampy, nie zabrały oleju; (4) mądre zaś,
biorąc lampy, zabrały również i olej w naczyniach. (5) A gdy oblubieniec się opóźniał,
strona 65
Mój Tarot — Artur Mikuła
wszystkie ogarnęło znużenie i posnęły. (6) Lecz o północy dał się słyszeć krzyk: Oto oblubieniec! Wychodźcie naprzeciw. (7) Obudziły się tedy wszystkie panny i poczęły opatrywać
swoje lampy. (8) I powiedziały panny głupie do mądrych: Dajcie nam oleju, bo gasną nam
lampy. (9) Ale te odpowiedziały: Nie, bo może nie starczyć ani dla nas, ani dla was. Idźcie
raczej do sprzedających i kupcie sobie. (10) A gdy one odeszły, nadszedł oblubieniec.
Wówczas te, które były gotowe, weszły z nim do sali biesiadnej i zamknięto drzwi.
strona 66
Mój Tarot — Artur Mikuła
Piątka buław
Może zostać tylko jeden
Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale, ruszyła – maszyna – po szynach – ospale, szarpnęła wagony i ciągnie z
mozołem, i kręci się, kręci się koło za kołem, i biegu
przyspiesza, i gna coraz prędzej, i dudni, i stuka, łomoce i pędzi …
Dość bajek. Pamiętasz film Showgirls? Czego nie robi się dla
spektaklu? Dla sukcesu? Dla kasy? Czy w ogóle czegoś się
nie robi? Gdy maszyna już ruszy co zostało? Godność? Moralność? Miłość? Równość? Nie. Tych rzeczy już nie ma. Liczy się tylko i wyłącznie sukces. Więc nie mam wyboru.
Wygrywam lub ustępuję miejsca innym. Bardziej zdeterminowanym. Mającym większe parcie. Chyba, że to ja okażę
się tym być tym najważniejszym, najzręczniejszym, najwspanialszym. Godnym podziwu i zazdrości. Tym, który został na placu boju i krzyknął ‚może być tylko jeden’. Tym,
który zebrał laury, odbywa tryumf. Tym do którego należą
Twoje dobra ruchome, nieruchome, trzoda, sakwy, majątek
i, rzecz jasna, kobiety. Ja wygrałem! Mi się należy! Jest
moje!
Czy konkurując z innymi tracisz czasami dystans do prowadzonego współzawodnictwa? Do
swoich partnerów w grze, rozrywce? Czy w ogóle pamiętasz, że to tylko zabawa? Że świat się
na niej ani nie zaczyna ani nie kończy? Ja czasami zapominam (nawet jeśli lepiej brzmiałoby:
zapominałem). Mając, jak by się mogło wydawać, świetne rozeznanie w istocie sprawy daję
się mimo wszystko porwać emocjom i … zabijam zamiast się bawić. Jak dziecko. Bez cienia
dystansu. Bez chwili refleksji. Bo tak! Gdy w końcu ochłonę i liczę ofiary okazuje się, że jed nak nie było warto albowiem bilans strat wyższym jest niż bilans zysków. W ferworze walki
nie byłem jednak w stanie tego faktu dostrzec. Post factum to może zaboleć.
Z drugiej strony. Czy wiesz jakie korzyści przynosi rozsądna zabawa? Zdrowa konkurencja? Kiedyś odpowiedziałem sam sobie na to pytanie słowami:
Takie, których w idy marcowe nie przerwie mi gwałtownie Brutus z kolegami.
•••
Przemoc, agresja, siła. To czasami jedyne rozwiązanie, jedyne wyjście (skuteczne) z sytuacji.
Ugładzeni ludzie uważają jednakowoż, że wszelkie działania zdecydowane i stanowcze świadczyć muszą o słabości, niedojrzałości, braku umiejętności dyplomatycznych i innych. Czasami
tak właśnie jest, ale nie jest to zasada programowa. W niektórych przypadkach trzeba być
zdecydowanym, stanowczym i walczyć, stosować przemoc, narzucać przekonania, forsować
rozwiązania.
•••
Księga Wyjścia, rozdział 17:
(8) A kiedy do Refidim przybyli Amalekici, żeby zaatakować Izraelitów, (9) powiedział
Mojżesz do Jozuego: Wybierz sobie [odpowiednich] ludzi i stań do walki z Amalekitami. Ja
sam pokażę się jutro na szczycie wzgórza, mając ze sobą laskę Bożą. (10) I uczynił Jozue
strona 67
Mój Tarot — Artur Mikuła
tak, jak mu rozkazał Mojżesz: przystąpił do walki z Amalekitami, natomiast Mojżesz,
Aaron i Chur weszli na szczyt góry. (11) Jak długo Mojżesz miał wzniesione ręce, przewaga
była po stronie Izraela, a gdy tylko ręce opuszczał, górę brali Amalekici. (12) Gdy Mojże szowi zdrętwiały ręce, przyniesiono głaz i posadzono na nim Mojżesza. Jego ręce podtrzymywali Aaron i Chur, jeden z prawej, drugi z lewej strony, tak że aż do zachodu słońca
miał wzniesione ręce. (13) W ten sposób pokonał Jozue swoim ostrym mieczem samego
Amaleka i jego wojsko.
strona 68
Mój Tarot — Artur Mikuła
Szóstka buław
Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem
Respiciens post te, hominem memento te; cave, ne cadas7
Gdy wódz świętował triumf obowiązkiem niewolnika było
trzymając laur nad jego głową powtarzać mu te właśnie
słowa. Wieszcze, przypominające triumfującemu, iż fortuna kołem się toczy, że dzisiaj z tarczą a jutro na tarczy
może zostać przywrócony swojemu światu.
Z perspektywy patrząc to pożyteczna maksyma i dobre
ostrzeżenie. Dobry los. Łut szczęścia. Owszem. Wszystko
może mi się udać. Do wszystkiego mogę dojść ciężką i systematyczną pracą. Gdy osiągam cel, gdy realizuję marzenia, gdy wieńczę dzieło — w każdej z tych sytuacji oczekiwanie pochwały jest dla mnie stanem naturalnym, przyrodzonym. Wielkim zawodem jest jej, pochwały, brak. Uświadomienie sobie, że nikt nie docenił mojego poświęcenia,
mojej tytanicznej pracy, wszystko to sprawia, iż odczuwam
wręcz fizyczny ból. To naturalne. Z drugiej strony patrząc,
nadmiar pochwał i nagród, przyzwyczajenie się do nich,
sprawia, że moje oczekiwania rosną. Osiągają gargantuiczne, absurdalne i niczym nieuzasadnione, rozmiary. Niezależnie od tego co zrobię, jak do tego dojdę, oczekuję, że spotka mnie,
nie ‚jakaś tam’ nagroda, ale najwyższe zaszczyty. Te nie przychodzą. Staję się rozgoryczony.
Kapryśny. Zbuntowany. Obrażam się na świat. Burczę na ludzi, który ‚powinni’. Nonsensownie.
Głupio. Dziecinnie. Kocham skrajności.
I tak, aby nie paść ich ofiarą oglądam się za siebie w chwilach przyjemnych. Staram się nie
stracić z oczu tej prawdy, iż jestem tylko człowiekiem. Pilnuję, strzegę, bacznie przyglądam
się własnym krokom — by nie upaść u szczytu właściwej sławy, by nie stać się ofiarą ego pośród chwały urojonej.
•••
Żyję na pograniczu dwóch światów. W pierwszym sukces został całkowicie zdominowany przez
skromność i pokorę w stopniu, w którym mówienie o własnych osiągnięciach jest wręcz uważane za faux pas. W drugim sukces został zdewaluowany podniesieniem do rangi osiągnięć
czynności codziennych, wynikających z powinności, obowiązku czy zwyczajnie życia. Pierwszy
zaludniają głównie ludzie świata ezoteryki, drugi biznesu.
7
Oglądając się za siebie, pomnij, iżeś człowiekiem. Strzeż się, iżbyś nie upadł.
strona 69
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ewangelia Jana, rozdział 12:
(12) Dnia następnego zaś ludzie, którzy wielkim tłumem przybyli na święto, usłyszawszy,
że Jezus zbliża się do Jerozolimy, (13) pobrali gałązki palmowe i wybiegli Mu naprzeciw
wołając: Hosanna, błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie, oraz: Oto Król izraelski! (14) A kiedy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, zgodnie z tym, co napisane: (15) Nie bój
się, Córo Syjonu! Oto zbliża sig ku tobie twój Król, siedząc na oślęciu. (16) Z początku
uczniowie Jego nie rozumieli tego wołania, lecz kiedy już Jezus został uwielbiony, wtedy
przypominali sobie, że to do Niego odnosiły się te słowa i to, co Mu uczyniono. (17) Tak
więc dawała świadectwo ta rzesza, która była z Nim wtedy, kiedy wywołał z grobu i zmartwychwskrzeszał Łazarza. (18) Ludzie właśnie dlatego wyszli Mu na spotkanie, że dowiedzieli się o cudzie, który uczynił. (19) A faryzeusze mówili jeden do drugiego: Patrzcie,
niepotrzebnie się trudzicie! Cały świat idzie za Nim.
strona 70
Mój Tarot — Artur Mikuła
Siódemka buław
Milczenie owiec
Ponadprzeciętna inteligencja (także emocjonalna). Rozwinięta osobowość. Poczucie estetyki na poziomie niedostępnym przeciętnemu człowiekowi. Szlacheckie pochodzenie. Nienaganne maniery. Świetne wykształcenie.
Zawód z grupy zawodów społecznego zaufania. Imponujący dorobek życia.
Clarice, jak widzisz samokontrola przynosi korzyści każdemu, kto nie życzy sobie mierzyć się z bogiem psychoterapii
— własnym dzieciństwem. Posiadając wiedzę o tym, co nie
zaskakuje, ludzie nie są w stanie zrozumieć moich upodobań. Nie są w stanie przewidywać moich pragnień i reakcji.
Nie są gotowi by spotkać się ze mną w miejscu, w którym
wychodzę im na spotkanie. Statystyczny członek tłumu odczuwa przede mną respekt. Nie ma innego wyjścia. Uwarunkowano go tak, by znał swoje miejsce w społeczeństwie
a to oznacza traktowanie ze stosowną atencją jednostek
takich jak ja. Odmiennych. Ten przymusowy szacunek biernych i miernych budzi we mnie najgłębsze obrzydzenie. W
nich samych zaś rodzi sprzeciw. Sprzeciw nieodmiennie
prowadzi do zachowań nieobliczalnych. Gdy więc odwiedzasz mnie i widzisz, że mój apartament liczy sobie zaledwie siedem metrów kwadratowych powierzchni i mieści się w piwnicy,
wszystkie sprzęty są przyśrubowane do podłogi, zamiast ściany frontowej mam kuloodporną
szybę, a wjazdu do mojej rezydencji pilnują kamerdynerzy z bronią, nie okazuj zaskoczenia.
Przyjmij za pewnik, iż ktoś nie zrozumiał moich upodobań kulinarnych i uznał, że, mimo
wzmiankowanej atencji, lepiej będzie mnie odseparować od społeczeństwa. Jako zaprzeczenie popkultury mógłbym stanowić dla niego zagrożenie, a każdy zdrowy gatunek unika, albo,
jeśli uniknąć nie jest w stanie, eliminuje zagrożenia. Ja także wpisuję się w ten schemat z
tym wyjątkiem, iż rozpoznaję potencjalne źródła problemów zanim jeszcze awansują do tej
rangi. I miłosiernie je usuwam. Na tajemnych szlakach Dobra i Zła działanie to nosi jednakowoż znamiona skończoności i jest krótkotrwałe a na błogosławiony spokój trzeba zapracować.
A potem jeszcze raz i jeszcze, i tak bez końca. Nie zamierzam jednak składać Ci wizyty, uznając świat z Tobą za bardziej interesujący niż bez Ciebie. Pewien jestem, że wyświadczysz mi
tę samą grzeczność.
Śpij głęboko i słodko, spowita w milczenie owiec.
Hannibal Lecter
•••
Walczę. Walczę o różne wartości ze świata materii i metafizyki. Dla dobra własnego i innych.
Dla niektórych waleczność jest cnotą kardynalną, dla innych grzechem ciężkim. Dla mnie zaś
powinnością, codziennością, ekwiwalentem terminu ‚życie’.
strona 71
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Pierwsza Księga Samuela, rozdział 17:
(33) Rzekł więc Saul do Dawida: Nie możesz stanąć do walki z tym Filistynem, bo przecież
ty jesteś jeszcze dzieckiem, on natomiast jest wojownikiem od najwcześniejszej młodości. (34) Powiedział na to Dawid: Kiedy sługa twój pilnował owiec swojego ojca i zdarzało
się, że przychodził lew albo niedźwiedź i porywał jakąś owcę ze stada, (35) to ruszałem w
pościg [za dziką bestią], atakowałem ją i wydzierałem owcę z jej pyska. Jeżeli dzikie
zwierzę broniło się, chwytałem je za gardło, zadawałem cios i zabijałem je. (36) Sługa
twój zabijał już i lwy, i niedźwiedzie. To samo uczyni z tym filistyńskim nieobrzezańcem
za to, że ośmielił się urągać zastępom Boga żywego. (37) Na koniec Dawid dodał: Jahwe,
który wyrwał mnie z paszczy lwa i niedźwiedzia, wyzwoli mnie również z rąk tego Filistyna. Rzekł tedy Saul do Dawida: Idź, niech cię prowadzi Jahwe! (38) Saul przyodział Dawida
w swoje własne szaty, założył mu na głowę hełm z brązu, a ciało jego okrył zbroją. (39)
Potem przypasał Dawid, już na szaty, miecz i spróbował, czy będzie mógł się poruszać, bo
brak mu było wprawy. I zrzuciwszy z siebie zbroję, (40) wziął w rękę swój kij, wybrał ze
strumienia pięć gładkich kamyków, włożył je do pasterskiej torby, która służyła mu za kieszeń. Potem w drugą rękę wziął procę i ruszył w stronę Filistyna.
strona 72
Mój Tarot — Artur Mikuła
Ósemka buław
Z wiatrem i pod wiatr
Bywają takie momenty, w których moje życie tym różni się
od filmu akcji, że fabuła filmu jest przewidywalna i rozwija
się powoli, zwroty akcji poprzedza stosownie natężona muzyka a bohaterowie nigdy nie odnoszą ran. Akceptuję taki,
zmienny, stan rzeczy uważając go za naturalny, a chwilami
wręcz za pożądany, przeciwdziałający stagnacji. Gdy patrzę jednak na własny entuzjazm i oczekiwania, gdy konfrontuję własną postawę z postawą innych mam pewność,
że istnieją ludzie, którym nie jest dane oczekiwać zmian.
Dla których każda zmiana równoznaczna jest z Armageddonem. Którzy kulą się w sobie, maleją, na sam dźwięk tego
słowa. Tacy, którzy starają się wytrwać na wietrze, któremu ja dawno już dałem się porwać.
Poniżej pewnego poziomu życia wytwarza się w człowieku coś w rodzaju fatalistycznego przywiązania do
swojej doli, coś w rodzaju gorzkiego doświadczenia, że
każda zmiana może być tylko zmianą na gorsze.
Spróbuj kiedyś rzucić w powietrze, na wiatr, garść zapałek.
Rozsypią się. Część z nich spadnie zupełnie blisko, część
zaś tak daleko, iż uznasz ten fakt za nieprawdopodobny. Wszystkie leżeć będą w nieładzie.
Kiedy kierunek zmian jest nieprzewidywalny. Gdy nie poddaje się sterowaniu. Gdy nie można
nad nim zapanować, niemożność ta, owa niemożliwość przewidzenia skutków, prowadzić
może do lęku. Brak możliwości wpływania na rozwój akcji sprawia, że i ja postrzegam ją czasem jak zagrożenie. Bo zapałki zawsze lecą z wiatrem, nigdy pod wiatr. I to wiatr zmienia kierunek lotu, nie zapałki. A ja nie przepadam za zdaniem się na to co przynoszą mi kaprysy losu.
Gdy tracę możliwość kontroli. Nie zawsze a jedynie poniżej pewnego poziomu życia. Powyżej tego progu to jak wieje wiatr i dokąd mnie to zaniesie nie ma już takiego znaczenia. Liczy
się sam fakt bycia w centrum toczącej się akcji.
•••
Nie czekać. Podjąć decyzję. Konsekwentnie i szybko działać. Wykonać założony plan i iść dalej.
Ludzie nie potrafią tak działać. Nie w grupie. 1000 dni na omówienie kwestii ‚czy warto’. Potem wybranie ‚rady’ (kolejny 1000 dni). Powołanie urzędu ‚sprawdzającego postępy’ (j.w.). W
międzyczasie stawienie czoła opozycji (przez cały czas). Zazwyczaj wewnętrznej.
NIE
Działam sam. Nie uzależniam własnego działania od innych. Biorę na siebie całą odpowiedzialność za podjęte decyzje i będące ich konsekwencją czynności. Nie tłumaczę się z nich.
strona 73
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Pierwsza Księga Królewska, rozdział 18:
(1) Po dłuższym czasie, w trzecim roku [suszy] Jahwe tak powiedział do Eliasza: Idź, pokaż
się Achabowi, gdyż postanowiłem zesłać deszcz na ziemię. […] (21) I podszedł do całego
ludu Eliasz, i powiedział: Jak długo jeszcze będziecie się tak słaniać na dwie strony? Jeżeli
Bogiem jest Jahwe, to idźcie w końcu za Nim, a jeżeli Baal — to jego się trzymajcie. Cały
lud nic na to nie odpowiedział. (22) Rzekł wtedy Eliasz do całego ludu: Ocalałem tu jako
jedyny spośród proroków Jahwe, mam zaś przed sobą czterystu pięćdziesięciu proroków
Baala. […] (37) Wysłuchaj mnie, o Jahwe, wysłuchaj mnie! Niech lud ten uzna, że Ty, Jah we, jesteś Bogiem i że to Ty właśnie sprawiasz, że nawracają się ludzkie serca. (38) I wtedy ogień Jahwe zstąpił [z góry] i strawił ofiarę, drwa, kamienie i ziemię, a nadto wchłonął
jakby w siebie wodę, która wypełniała rów. (39) Kiedy ludzie to zobaczyli, upadli na twarz
i wołali: Jahwe jest Bogiem! Jahwe jest Bogiem! (40) Wtedy powiedział im Eliasz: Pochwyćcie proroków Baala, niech żadnemu z nich nie uda się umknąć. Kiedy wszyscy zostali
ujęci, kazał ich Eliasz sprowadzić nad potok Kiszon, gdzie wszystkich zabito. (41) Eliasz
powiedział do Achaba: Idź już, jedz i pij, bo słyszę szum padającego deszczu. (42) Poszedł
tedy Achab, żeby jeść i pić. Eliasz zaś wszedł na sam szczyt góry Karmel, pochylił się ku
ziemi i wtulił twarz pomiędzy kolana. (43) Potem powiedział do swego sługi: Podejdź no
tu i popatrz w stronę morza. Podszedł sługa, ale po chwili wpatrywania się w niebo nad
morzem powiedział: Nie ma tam nic. Na to Eliasz rzekł: Zrób to samo siedem razy. (44) Za
siódmym razem sługa wróciwszy powiedział: Zobaczyłem obłoczek, nie większy niż dłoń
ludzka, unoszący się ponad morzem. Tedy rzekł mu Eliasz: Idź i powiedz Achabowi: Zaprzęgaj [osła] i odjeżdżaj czym prędzej, żeby cię deszcz nie zaskoczył. (45) W krótkim
czasie niebo pociemniało od chmur, bo zerwał się wiatr i zaczął padać ulewny deszcz.
Achab wsiadł na swój wóz i udał do Jizreel. (46) Eliasza zaś wspierała ręka Jahwe: Przepasawszy sobie biodra, biegł przed Achabem aż do bram Jizreel.
strona 74
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziewiątka buław
Jak wygląda ostrokół?
Kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć jak wygląda
ostrokół!
Pamiętasz te słowa poirytowanego osła? Ja pamiętam, albowiem dostałem w życiu po głowie nieskończoną ilość
razy; wiem, że po głowie dostać można nader łatwo i od
byle kogo; więc aby zapewnić sobie spokój ‚od ludzi’, od
czasu do czasu uciekam gdzieś ‚na bok’ (co czasami oznacza miejsce, a czasami stan), i tam, na owym boku, klepię
sobie z desek niedostępną twierdzę. Mój ‚tajemniczy
ogród’; mój ‚Malbork’. Że klepię owo schronienie byle
czym, i z byle czego, bo deski przecież, także impregnowane ogniotrwało, szczególnie trwałe z zasady nie są, więc
wznoszę je niczym swoiste zamek na piasku. Wystarcza
deszcz, wystarcza wiatr, burza, jeden barbarzyńca (bo
przecież nie hordy) — zamek był — zamku nie ma. Ot co!
I właśnie wtedy, po malowniczym upadku (z komentarzem
Zorby o upadkach pięknych), zadaję sobie pytanie: W jakim
celu chłopie poniosłeś ten cały wydatek energetyczny, intelektualny, i wzniosłeś to ‚coś’? Z powodu jednego guza? Z powodu plastra? Ze strachu? Braku
zaufania? Po co?
Gdy tylko zadam sobie to pytanie już wiem, że to była praca, z szerszej perspektywy, pozbawiona sensu. Działanie dla samego działania. Tymczasowe. W odruchu obronnym. Takie … śli macze. Bo przecież jeszcze nie raz ktoś nabije mi w życiu guza. Nie raz nastąpi na palec. To
pewne. Pewnym też wydaje mi się i to, że zatęsknię za moją, na boku, pustelnią. Nieuniknione wydają się kolejne próby ukrycia się w przyszłości. Jak zatem pogodzić świadomość naiw ności z pragnieniem podporządkowania się jej?
Perspektywą. Spojrzeniem z zewnątrz. Szerokim horyzontem. Jak stwierdził pewien rumuński
autor „Każde nieszczęście, widziane z zewnątrz, wydaje się znikome bądź niezrozumiałe. Tę
właśnie perspektywę trzeba przyjąć, jeśli chce się znieść życie”. Gdy więc pytam sam siebie
‚Jak wygląda ostrokół?’ wiem, że zamiast przymierzać się do budowania go winienem szybko
wdrapać się na jakąś sosnę, by stamtąd spojrzeć z dystansem na otaczającą mnie rzeczywistość.
•••
Stawiając sobie różnorodne cele, realizując je, łatwo jest o ‚wypadki’. Czasami o ich zaistnieniu decyduje splot okoliczności, na który nie mamy wpływu. Czasami zaś są one wyłącznie wynikiem naszej beztroski i brawury. Opowiedziałem niedawno koledze historię, którą on podsumował słowami:
Hihi. Kolega właśnie przyniósł relację godną notki Gospodarza: otóż przed chwilą przechodził obok pana, który rozbierał niewielki murek, kryty od góry jakąś dachówką. Zabrał się
do tego metalowym młotkiem. Puk raz — ręka mu odskoczyła, jakby dachówka była z
gumy. Młotek świsnął mu tuż obok głowy (kask? jaki kask!). No to więc puk numer dwa, z
większym wektorem — ręka odskoczyła bardziej, na dachówce nie zrobiło to większego
wrażenia. Pan zastanowił się solidnie i wziął w obie łapki kryty gumą młot nieco większestrona 75
Mój Tarot — Artur Mikuła
go kalibru, taki do wyrównywania kostki brukowej, po czym… tak, dobrze zgadujecie —
przyłożył oburącz, z całej siły, w oporną dachówkę. Młot odskoczył z odpowiednio większą,
niż w poprzednich przypadkach siłą, trafiając pana centralnie w środek czoła. Osobnik
padł na wznak po czym zerwał się na równe nogi, wyraźnie nie orientując się — co się sta ło i dlaczego mu tak w uszach szumi…
•••
Pierwszy List do Koryntian, rozdział 9:
(1) Czyż nie jestem wolny? Czyż nie jestem apostołem? Czyż nie widziałem Jezusa, Pana
mojego? Czyż nie jesteście moim dziełem w Panu? (2) Jeżeli nawet nie jestem apostołem
dla innych, dla was na pewno nim jestem. Albowiem wy jesteście pieczęcią mego apostołowania w Panu. (3) Oto moja obrona wobec tych, którzy mnie potępiają. (4) Czyż nie
mamy prawa skorzystać z jedzenia i picia? (5) Czyż nie wolno nam brać ze sobą niewiastysiostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas? (6) Czy
tylko mnie samemu i Barnabie nie wolno nie zarobkować? (7) Czy ktoś pełni kiedykolwiek
służbę żołnierską pozostając na własnym żołdzie? Albo czy ktoś uprawia winnicę i nie spożywa z jej owoców? Lub czy pasie ktoś trzodę, a nie posila się jej mlekiem? (8) Czyż mó wię to tylko na zwykły ludzki sposób? Czy nie wspomina o tym także Prawo? (9) Napisane
jest właśnie w Prawie Mojżesza: Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu. Czyż o woły
troszczy się Bóg, (10) czy też powiedział to przede wszystkim ze względu na nas? Bo prze cież ze względu na nas zostało napisane, iż oracz ma orać w nadziei, a młocarz — [młócić]
ufając, że będzie miał coś z tego. (11) Jeżeli więc my zasialiśmy wam dobra duchowe, to
cóż wielkiego, że uczestniczymy w żniwie waszych dóbr doczesnych? (12) Jeżeli inni mają
udział w waszej majętności, to czemuż raczej nie my? Nie korzystaliśmy jednak z tej możności, lecz znosimy wszystko, byle nie stwarzać żadnych przeszkód Ewangelii Chrystusowej. (13) Czyż nie wiecie, że ci, którzy trudzą się około ofiar, żywią się ze świątyni, a ci,
którzy posługują przy ołtarzu, mają udział w [ofiarach] ołtarza? (14) Tak też i Pan posta nowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię. (15) Lecz ja z żadnego z tych
praw nie skorzystałem. Piszę zaś to, nie żeby coś osiągnąć w ten sposób. Wolałbym raczej
umrzeć, niż… Nikt mnie nie pozbawi mojej chluby.
strona 76
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziesiątka buław
Sztuka przetrwania
Rozebrałem ostrokół, dzieło rąk moich. Kije zawsze do czegoś się przydadzą. A to do zabawy, a to do pracy … pracoholizm wyłazi ze mnie ostatnio tak, że czuję się jak dziurawy kubek. Robić — bije serce; robić — woła umysł; robić —
krzyczą zmysły; robić — odpowiada ciało pomimo zmęczenia; robić — w pracy, na wakacjach, na spacerze w parku;
robić — bez względu na koszta; robić cały czas — cokolwiek, coś; robić — z uśmiechem na ustach i pieśnią.
Czym jest życie? Jest czymś znacznie więcej niż oddechem w nozdrzach, krwią tętniącą w żyłach, reakcją na
fizyczne bodźce. Owszem, wszystko to są rzeczy istotne
dla ludzkiego życia, lecz same z siebie nie konstytuują
tego życia w całej jego pełni. Człowiek może posiadać
to wszystko, a wciąż być idiotą. Ktoś, kto tylko oddycha, je, śpi i pracuje bez świadomości, bez celu i bez
własnych poglądów nie jest prawdziwym człowiekiem.
Życie, tylko w tym czysto fizycznym sensie, jest tylko
nieobecnością śmierci. Tacy ludzie nie żyją, lecz wegetują.
I tylko pytanie, po słowach Tomasza Mertona, kołacze się w głowie: Czy pracoholizm, świadomy, z celem, poglądami to już życie czy tylko aktywna wegetacja? Retoryczne pytanie bo odpowiedź jest oczywista. Przynajmniej dla pracoholika aktywność zawodowa jest kwintesencja
życia, a każda inna odpowiedź jawi się jako zasługująca na potępienie herezja. Naręcz niesio nych resztek ostrokołu przyda się do rozpalenia ogniska pod takim, który sugeruje, że praca
zabawną nie jest.
Coś bym zrobił, aby to zmienić. Odczynić urok. I mimo, iż powtarzam za Leszkiem Kołakow skim, że:
Odczynianie uroku przez stukanie w drzewo nieheblowane jest przesądem niewinnym. Jeśli wierzymy, że możemy tymi dziwnymi siłami czasem kierować, to, czy nasze zabiegi są
złe albo dobre, zależy od ich celu; nawet gdy są nieskuteczne, są złe, jeśli mają zło czynić
innym ludziom. Wiara zaś, że są moce nadprzyrodzone sprzyjające nam i naszym godziwym zamiarom jest pewnie pożyteczna, bo wzmacnia naszą gotowość, by te zamiary przyrodzonymi siłami spełniać.
Nadal zastanawiam się ile pracy trzeba włożyć w to aby przestać być pracoholikiem? Dlaczego
trzeba ‚robić’ aby przestać?
•••
Rewolucja! Panom stosy i cepy; panom, ich sługom i księdzom.
Z rewolucji pozostała muzyka. Trochę bałaganu w książkach od historii. Trupy ofiar rewolucji,
i rewolucjonistów, upchnięte po dołach. Co pozostaje po rewolucji? Chaos, zmiana władz.
Ucisk ostatecznie pozostaje. Jak dowodził George Orwell w Folwarku zwierzęcym, niektóre
jego formy akceptujemy wierząc, że będą służyły dobru wspólnemu, oraz, że mają charakter
przejściowy. ‚Dobro wspólne’ zawsze okazuje się w konsekwencji synekurą jednostki. ‚Przej ściowość’ zawsze ma charakter stały. Do kolejnej rewolucji.
strona 77
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
R.U.T.A. — Batracka Dola — warto posłuchać gdy ktoś nas zmusza do pracy ;)
•••
Księga Objawienia, rozdział 2:
(9) Znam twoje udręki i ubóstwo — wiedz jednak, że jesteś bogaty. Wiem też, jakimi obelgami obrzucają cię ci, którzy uważają się za Żydów, ale w rzeczywistości nie są Żydami,
lecz społecznością szatańską. (10) Nie poddawaj się przerażeniu, gdy pomyślisz o tym, co
będziesz musiał wycierpieć. [Bądź przygotowany na to, że] diabeł wtrąci niektórych spośród was do więzienia, by poddać was szczególnej próbie. Ucisk będzie trwał dziesięć dni.
Jeśli wytrwasz w wierności aż do śmierci, dam ci w nagrodę wieniec życia. (11) Kto ma
uszy do słuchania, niech słucha, co mówi Duch do Kościołów: Zwycięzcy owa druga śmierć
na pewno nie wyrządzi już żadnej szkody.
strona 78
Mój Tarot — Artur Mikuła
Paź buław
ADHD, mania, czy dojrzewanie?
Na pierwszej z szalek wagi kładę Wikipedię, i jej wstępną a
skróconą definicję ‚Zespołu nadpobudliwości psychoruchowej’ czyli ‚grupę zaburzeń charakteryzujących się wczesnym początkiem (zazwyczaj w pierwszych pięciu latach
życia), brakiem wytrwałości w realizacji zadań wymagających zaangażowania poznawczego, tendencją do przechodzenia od jednej aktywności do drugiej bez ukończenia
żadnej z nich oraz zdezorganizowaną, słabo kontrolowaną
nadmierną aktywnością’. Na drugiej szalce wagi stawiam
manię. I znowu podpierając się encyklopedycznymi danymi
wymieniam ciągiem: brak wglądu w chorobę, gonitwę myśli, odhamowanie seksualne, podniecenie psychoruchowe,
przymus mówienia i pisania, trudności w koncentracji, zawyżoną samoocenę, zmniejszenie krytycyzmu (podejmowanie lekkomyślnych działań), zmniejszoną potrzebę snu (lub
kilkudniowy całkowity brak potrzeby snu), zwiększenie
energii. Całość oddaję w ręce młodzieńcze. Z uwzględnieniem jej żywotności, ruchliwości i ciekawości; jej pasji odkrywania; pełnego zaufania do świata i stanu posiadania
wzniosłych ideałów (włącznie z oburzeniem).
Obraz namalowany. Różnymi barwami. Czy stykając się z kimś takim jestem bezpieczny? Czy
mam gwarancję czegokolwiek? A gdy sam staję się częścią obrazu? Co daję innym? Jaką przyszłość? A z drugiej strony kim bym się stał, gdzie bym dzisiaj był, gdybym nie miał ideałów, nie
ufał światu i nie ‚parzył’ sobie przy tym rąk? Gdzie bym się znalazł bez pasji, żywotnej ruchli wości i ciekawości świata?
Znalezienie drogi środka nie jest łatwą sztuką, gdy znajduję w sobie tak wiele cech dziecka.
Mistrza sił połączonych konformizmu i egoizmu. Skorego do dyrygowania wszystkimi. W działaniu poznającego skutki własnej aktywności. Wodzireja waletów podświadomie niechętnego
dojrzewaniu.
•••
Położyłem na szali Wikipedię i blog zamienił się w Wiki. Zacny pomysł pomimo trudności towarzyszących wykonaniu.
Czasami dobrze jest działać a potem określać przyczyny działania i precyzować ‚co zawiniło’
gdy wszystko co należało zrobić jest już zrobione.
•••
Księga Wyjścia, rozdział 2:
(11) Lata płynęły i Mojżesz stał się z czasem dojrzałym mężczyzną. Pewnego dnia przy szedł do swoich braci i zastał ich przy bardzo ciężkiej pracy. Zobaczył też, jak pewien
Egipcjanin znęcał się nad jednym Hebrajczykiem, jego współziomkiem. (12) Mojżesz rozejrzał się na wszystkie strony, a kiedy się przekonał, że nie ma tam nikogo więcej, zabił
Egipcjanina i zagrzebał jego ciało w piasku. (13) Kiedy następnego dnia znów przyszedł do
swoich, zobaczył, jak dwaj Hebrajczycy kłócili się ze sobą. I rzekł do tego, który wydawał
strona 79
Mój Tarot — Artur Mikuła
mu się winnym: Dlaczego znęcasz się nad swoim bratem? (14) A on odpowiedział: A któż to
ustanowił cię naszym nadzorcą i sędzią? Czy myślisz, że uda ci się zgładzić i mnie, tak jak
zgładziłeś owego Egipcjanina? Przeraził się Mojżesz i pomyślał: A więc wszystko się wyda ło! (15) Faraon dowiedział się o wszystkim i polecił zabić Mojżesza, ale ten uciekł. Moj żesz postanowił osiąść w Madianie i zatrzymał się tam przy pewnej studni. (16) A miejscowy kapłan madianicki miał siedem córek. Przyszły one pewnego dnia [do tej studni], aby
napełnić naczynia na wodę i napoić trzody swego ojca. (17) Lecz oto nadeszli pasterze i
chcieli je stamtąd odpędzić. Powstał tedy Mojżesz, przyszedł im z pomocą i napoił ich
trzody. (18) A kiedy wróciły do swego ojca Reuela, on zapytał je: Dlaczego to tak szybko
wróciłyście dzisiaj? (19) A one opowiedziały, jak to pewien Egipcjanin wziął je w obronę
przed pasterzami i jak następnie sam zaczerpnął wody i napoił ich trzody.
strona 80
Mój Tarot — Artur Mikuła
Rycerz buław
Stachanowca 500% normy
Za sprawą ‚dni ostatnich’ stałem się przodownikiem pracy.
Człowiekiem z żelaza i marmuru. Po zamknięciu bloga poświęconego tarotowi odkrywałem każdego dnia, iż nie chcę
porzucać samego tarota. Nie chcę porzucać kart, chcę
ukończyć raz rozpoczęte dzieło, dokończyć przerwany proces medytacji oraz utrwalić skutki. Bierność i bezwolność
wobec wydarzeń wydały mi się zachowaniem zupełnie nie
na miejscu. Usiadłem więc i porzuciwszy dzieło małe zacząłem ‚strugać’ znacznie większe.
Chwilowo przygotowuję w ukryciu to co dotychczas robiłem
jawnie. Dlaczego? Pokonała mnie święta trójca nadmiernego entuzjazmu, pychy i niedomówień. Pozostał jednak etos
stachanowca. Wyśmiany etos idealisty, który mając plan i
pracę do wykonania podnosi się z upadku (nawet jeśli sam
go sobie zgotował), gotowy pracować ponad siły, przy
sprzeciwie otoczenia. Mój własny, współczesny, rycerski
etos, etos ‚zakutego łba’. Albert Einstein napisał kiedyś:
Każdy z nas zawdzięcza pożywienie i dach nad głowa wysiłkowi innych członków społeczeństwa, musimy zatem uczciwie spłacić ten dług, wykonując nie tylko taką pracę, która nam samym daje satysfakcje, ale
i taką, którą według powszechnego przekonania służy innym. W przeciwnym wypadku stajemy się pasożytami, niezależnie od tego, jak skromne są nasze potrzeby.
To stąd, przede wszystkim, wypływa moja potrzeba pracy z kartami. Z zaufania, które pokładali we mnie przez lata inni ludzie. Z własnej niechęci do zawiedzenia tego zaufania (dziwnie
silnie odczuwam ostatnio potrzebę wyjaśnienia powodów i motywów pracy z kartami). Z po trzeby zaspokojenia własnych potrzeb z silnym akcentem służby innym. Całość wstrząśnięta,
niezmieszana.
Cytowany już Einstein napisał także: Za młodu, wszystko, czego chciałem i oczekiwałem od
życia, to siedzieć sobie cicho w jakimś kąciku, zajmować się swoją pracą i nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Obecnie, za sprawą przyjętej metodologii pracy, ja także siedzę w kącie.
Zwróciłem już jednak na tym co robię uwagę przynajmniej kilku osób. Albert, który dokonał
tej sztuki w stopniu znacznie większym niż mi się to udało, dokończył swoją myśl stwierdzeniem: I popatrzcie tylko, co się ze mną stało.
Ja, wyłącznie okopując grządki, we własnym ogródku, zostałem przodownikiem pracy. Wyko nuję 500% normy, a i to tylko dlatego, że nie chciało mi się od początku pracować jak należy.
Teraz już to wiem i nadal zwiedzam dzikie wschodnie krainy poznając innych dzielnych i pracowitych ludzi.
•••
W duecie koń i jeździec, który jest ważniejszy? Koń? Jeździec? A może duet, harmonia tych
obu?
Post factum dochodzę do wniosku, że istotny jest ‚powalający efekt’, a co się na niego złożyło jest dla mnie sprawą wtórną :)
strona 81
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Wyjścia, rozdział 18:
(13) Następnego dnia zasiadł Mojżesz, aby sądzić lud. I stała wielka rzesza przed Mojżeszem od rana aż do wieczora. (14) Gdy teść Mojżesza zobaczył, jak Mojżesz poświęca się
dla ludu, powiedział: Co ma znaczyć to wszystko, co czynisz dla tego ludu? Czemu siedzisz
tu sam jeden, a takie rzesze muszą wyczekiwać od rana do wieczora? (15) A Mojżesz odpowiedział swojemu teściowi: Ludzie przychodzą do mnie, aby znaleźć wolę Bożą. (16) Gdy
zdarza się wśród nich jakiś spór, przychodzą do mnie. Ja rozsądzam ich spory i przekazuję
im prawa i pouczenia Boże. (17) A teść Mojżesza na to: Źle postępujesz! (18) Zamęczasz i
siebie samego, i cały lud, który wokół ciebie stoi. To zbyt uciążliwe dla ciebie. Sam jeden
nie możesz temu podołać. (19) Posłuchaj! Chcę ci dać pewną radę, a Bóg też będzie z
tobą. Ty sam przedstawiaj Bogu sprawy całego ludu (20) i przekazuj ludziom prawa i pouczenia Boże. Mów im, jak mają żyć i co robić. (21) Ale wyszukaj sobie wśród ludu mężów
rozumnych, bogobojnych, a nie przekupnych, gardzących nieuczciwym zyskiem, i postaw
ich na czele grup złożonych z tysiąca, stu, pięćdziesięciu czy dziesięciu ludzi! (22) Oni to
właśnie powinni być sędziami ludu na każde zawołanie. Tylko ze sprawami bardzo ważnymi powinni przychodzić do ciebie, wszystkie zaś błahsze niech rozsądzają sami. Zdejmij z
siebie jakąś odpowiedzialność! (23) Jeśli tak postąpisz, jeśli uznasz, że taka jest wola
Boża, to i obowiązkom twoim podołasz, i wszyscy ludzie będą wracać do siebie zadowoleni.
strona 82
Mój Tarot — Artur Mikuła
Królowa buław
Żelazna dama
Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała,
jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie,
że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się
chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce,
to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i
cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się
kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to
jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna.
Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie
upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na
seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też
jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie
chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy
też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje. W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów
do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.
Tyle każda kobieta wie o sobie samej co napisze o niej mężczyzna. Psychoterapeucie zaś musi
wierzyć, albowiem ten Ci jest synem najwyższego, który przekazuje jej wiedzę. Chwilami
można wręcz powiedzieć, że gynefobia mężczyzn przypomina arachnofobię kobiet, z tym, że
tam gdzie one krzycząc uciekają, on otwiera usta i zaczyna mówić. I mówi. I usta mu się nie
zamykają. I tak cały czas. Zmęczył mnie ten niekończący się monolog mężczyzn. Ten, nigdy
nie gasnący chór głosów. Postanowiłem więc posłuchać kobiety. Konkretnie Jolanty Borowiec,
szefowej Polsat Cafe, która tak oto zaadresowała program prowadzonej stacji:
… Liczyłam, że będzie to kobieta przede wszystkim ŚWIADOMA! Świadoma własnej wartości, opartej o rzeczywiste walory charakteru, a więc kobieta idąca przez życie z podniesioną głową. Świadoma swoich pasji i realizowanych na co dzień zainteresowań – a zatem
kobieta nowoczesna, choć niekoniecznie „przebojowa” za każdą cenę. Kobieta świadomie
poszukująca, otwarta na nowe idee i wyzwania – a przez to, paradoksalnie pewna siebie –
choć niekoniecznie w feministycznym znaczeniu tych przymiotów. Kobieta świadoma tego,
że jest właśnie kobietą – i potrafiąca atrybuty swojej kobiecości właściwie eksponować w
życiu rodzinnym czy zawodowym. Można zapytać: czy nie za wiele tych wymagań od jednej „ziemskiej istoty” – nazwanej również „puchem marnym”? Nie! – bo tylko świadoma
kobieta ma rzeczywiste szanse na szczęście i samorealizację we współczesnym świecie
opartym o „męski punkt widzenia”.
Kobieta świadoma. Przyczyna męskich fobii, lęków, nerwic, alkoholizmu i innych uzależnień.
Zła kobieta świadoma jest jednocześnie przedmiotem marzeń większości z nas — w tym
moim. I wyzwań, z których głównym wydaje się być próba złamania jej charakteru, tak jakby
oddanie w związku było równoznaczne z niewolniczym poniżeniem. Zamykam więc oczy …
dzisiaj chcę być podobny do mojej żony, chcę być nią. Chcę czuć świat jej sercem. Patrzeć na
niego jej oczyma. Odbierać jej zmysłami. I cieszyć się nim.
strona 83
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Poszukiwanie kobiety świadomej mężczyzna uznaje za akt równie doniosły w życiu co dążenie
do doskonałości. Coś do czego się dąży zazwyczaj bowiem pozostaje w sferze nieosiągalnej.
Tym sposobem typowy samiec mija codziennie tabuny świadomych niewiast i nawet tego nie
zauważa, a gdy już zauważy dochodzi do wniosku, że ‚łyżka nie istnieje’ ;)
•••
Księga Wyjścia, rozdział 2:
(1) Pewien mąż z pokolenia Lewiego wziął sobie za żonę niewiastę z tego samego pokolenia. (2) Stała się ona brzemienna i urodziła mu syna. Zobaczywszy, że było to bardzo piękne dziecko, ukrywała je przez trzy miesiące. (3) Kiedy już nie mogła go dłużej ukrywać,
wzięła kosz upleciony z łodyg papirusów, pokryła go żywicą i smołą, włożyła weń dziecko i
umieściła w zaroślach na brzegu Nilu. (4) Jego siostra stała w pobliżu i obserwowała, co
się będzie działo. (5) W pewnej chwili przyszła, aby się wykąpać w Nilu, córka faraona.
Jej służące przechadzały się tymczasem wzdłuż Nilu. Nagle córka faraona zobaczyła pośród sitowia kosz. Kazała tedy służącej przynieść kosz, (6) a gdy go odkryła, ujrzała płaczące w nim dziecko. Wzruszyła się szczerze i powiedziała: To dziecko hebrajskie. (7)
Wtedy siostra tego niemowlęcia powiedziała do córki faraona: Jeśli chcesz, to pójdę do
kobiet hebrajskich i sprowadzę jedną z nich, żeby nakarmiła dziecko. (8) Córka faraona
odrzekła: Dobrze, idź! Poszła tedy dziewczyna i sprowadziła matkę niemowlęcia. (9) A
córka faraona powiedziała do niej: Weź to dziecko i karm je własną piersią. Ja ci to wyna grodzę. Wzięła więc kobieta dziecko i karmiła je. (10) Gdy chłopiec już nieco podrósł, oddała go z powrotem córce faraona. A ta przyjęła go jak własnego syna, nadała mu imię
‚Mojżesz’, bo jak powiedziała: Wydobyłam go z wody.
strona 84
Mój Tarot — Artur Mikuła
Król buław
Jestem mężczyzną
Nie jestem lwem kanapowym. Spartakusem fotela na biegunach. Tanim draniem. Nie miewam wyrzutów sumienia z
tego powodu, iż nie hołubię żeńskiej strony mojej natury,
ani wewnętrznego dziecka. Jestem mężczyzną. Silnym,
dojrzałym, stanowczym, a przy tym troskliwym, czułym,
opiekuńczym i romantycznym. Tak, mam warstwy.
Hołdując wielu instynktom przez lata ignorowałem ten
fakt. Dojrzałość i świadomość własnej roli zdobywałem z
wiekiem. Uczyłem się ich, także, a może przede wszystkim, na błędach. Zmagałem się z własnymi słabościami.
Identyfikowałem je. Ulegałem im. Upadałem pod ich ciężarem. Podnosiłem się z upadku. Chodziłem po granicach
wtedy, gdy inni spędzali swój czas pośrodku świata. Zdobywałem wiedzę. Pomnażałem doświadczenia. Stałem się tym
kim jestem.
Czy żałuję? Nie. Nie żałuję niczego. Ani młodzieńczej brawury i głupoty. Ani buntu trzydziestolatka. Z podniesionym
czołem wyglądam przyszłości. Tego czego mnie nauczy.
Tego co przyniesie i doda do mnie.
Jedno wiem na pewno. Nie jestem mężczyzną przez porównanie — z innym mężczyzną, z ko bietą. Jedyną miarą mnie jestem ja sam. Nie opisują mnie aforyzmy. Przemilczają mnie media. Nie gram w filmach. Patrząc prosto w oczy świata stałem się kimś więcej niż filozofem
badającym jego głębię; kimś więcej niż atletą czy aktorem zabiegającym o poklask — stałem
się świadomym swojej wartości człowiekiem. Samcem człowieka. Mężczyzną.
•••
Analiza porównawcza wydaje się typowym wręcz zajęciem przeciętnego człowieka. Porównujemy więc wszystko co da się porównać wprost, a także to, czego żadną miarą porównać się
nie da. Potem analizujemy. Następnie dochodzimy do zaskakujących wniosków. Aby je potwierdzić znowu porównujemy. Tym razem rzeczy nieporównywalne. I budujemy teorie opierając je na koszmarnym zlepku logiki i ‚praktycznych’ doświadczeń. Zupełnie nie wiem w jakim celu. Słyszałem, że to modne zajęcie. Może dlatego?
•••
Księga Powtórzonego Prawa, rozdział 34:
(1) Ruszył zatem Mojżesz z równiny Moabu i udał się na górę Nebo. Wszedł na szczyt Pisga,
położony na wprost Jerycha. Jahwe pokazał mu wtedy rozległą krainę: cały Gilead aż po
Dan, (2) ziemię Neftalego, kraj Efraima i Manassesa, całą krainę Judy aż po Morze Zachodnie, (3) Negeb, okolice położone wzdłuż Jordanu, dolinę Jerycha, czyli Miasta Palm,
aż do Soaru. (4) I powiedział Jahwe do niego: Oto tam znajduje się ziemia, którą poprzysiągłem Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi tymi słowami: Dam ją waszemu potomstwu. Będziesz ją już widział własnymi oczami, ale nie wejdziesz do niej. (5) Sługa Jahwe, Moj żesz, zmarł tam, w krainie moabickiej, według postanowienia Jahwe. (6) Pochowano go w
dolinie, w kraju moabickim, naprzeciw Bet-Peor. [Lecz] nikt nie wie [dokładnie] aż po
strona 85
Mój Tarot — Artur Mikuła
dzień dzisiejszy, gdzie znajduje się jego grób. (7) Umierając, miał Mojżesz sto dwadzieścia lat, ale wzrok jego nie był jeszcze przyćmiony i wcale nie opuściły go siły. […] (10) Nie
było już potem nigdy w Izraelu proroka tak wielkiego jak Mojżesz, zarówno dlatego, że
Jahwe patrzył na niego twarzą w twarz, jak i dlatego, (11) że Bóg dokonał przez niego
wielu znaków i cudów, posyłając go do ziemi egipskiej, aby pokonał faraona, wszystkich
jego poddanych i cały jego kraj. (12) Jego też obdarzył potężną prawicą i sprawił, że dokonał Mojżesz tylu rzeczy, tak ogromnych i strasznych, na oczach całego Izraela.
strona 86
Mój Tarot — Artur Mikuła
As kielichów
W oczekiwaniu na deszcz
Zakończywszy wycieczkę po wschodnich rubieżach ogrodu
wybrałem się na zwiedzanie jego południowej ćwiartki. Ku
bramie kielichów. Ku słońcu w zenicie, południowym rytmom, gorącym temperamentom, pięknym kobietom i takim
samym mężczyznom, czerwonemu winu i flamenco. Prostym przyjemnościom życia. Podstawowym emocjom. Światu, który zazwyczaj maskuje się w natłoku przyziemnej codzienności.
Odkrywanie karty rozpocząłem od nadmiaru słońca w zenicie. To przyjemne, ciepłe i wyczekiwane miesiącami, zjawisko ciepłego lata okazało się w tym roku zjawiskiem ‚na
wyrost’ oczekiwań i moich fizycznych możliwości. 33 stopnie Celsjusza w pomieszczeniu mieszkalnym, ze spadkiem
do 29 stopni w godzinach nocnych. To wystarczyło aby nasyciwszy się nadmiarem zmienić obiekt westchnień. Oczekiwać na deszcz, który pojawił się, z niewielkim opóźnieniem, łagodząc udrękę.
Małe zmiany. Zmiany ku lepszemu — to coś, czego oczekuję
od życia nieomal każdego dnia. Powtarzam to w myślach, mniej lub bardziej świadomie, codziennie, jak modlitwę lub mantrę. Bez błagalnego poniżenia zaklinam los aby był mi łaskawy.
Tak bym mógł koncentrować się nie tylko na walce o byt. Bym mógł zajmować się ukrytymi
wymiarami mojego życia. Rozwojem wewnętrznym w sferze duchowej, uczuciowej, emocjonalnej; dla siebie, oraz innych w relacjach, zwłaszcza zaś w tej, którą uważam za kluczową w
życiu, czyli dla małżeństwa. Przypomina mi to cytat z jakiegoś opowiadania SF:
„W pewnym sensie małżeństwo przypomina solidny złoty zegarek dziedziczony od pokoleń. Patrzy się na niego i się go po prostu ma, ale można mieć też zwyczajny, kupiony za
20 dolarów zegarek kwarcowy, zrobiony z gumy i plastiku, który nie wymaga ani czyszczenia, ani przechowywania w specjalny sposób, a przecież chodzi rewelacyjnie. Taką złotą
piękność trzeba codziennie nakręcać, regulować, a raz po raz zanosić do zegarmistrza,
żeby przeczyścił mechanizm… Taki piękny zegarek to oczywiście rzadkość, ale przecież gumowy i tak chodzi lepiej, nie wymagając przy tym żadnego zachodu. Kłopot z zegarkiem
‚dwudziestodolarowym’ polega na tym, że pewnego dnia po prostu przestaje działać. Można go wówczas tylko wyrzucić i kupić nowy.”8
Od kilku lat o wiele większą wartość przedstawia dla mnie ten pierwszy model. Tego drugiego
także zakosztowałem i zgodnie z opisem któregoś dnia wszystko przestało działać. Tak po prostu. Spełnione życie emocjonalne lat ostatnich okazuje codziennie swoją wartość. I wymaga
troski. Czułej pieszczoty. Prostych przyjemności życia. Podstawowych emocji. Umiejętności
ich okazywania. Umiejętnego mówienia o nich w dialogu. Tak by nadmiar nie stał się udręką,
lecz pozostał tym czym jest — pełnią, która udziela się postronnym obserwatorom. Pięknem,
które zachwyca wytrzymując próbę czasu.
8
Jonathan Carroll
strona 87
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Zimna woda, zwyczajna do granic, choćby i z kranu — w upalny dzień smakuje jak nektar i
ambrozja (wstrząśnięte, nie mieszane).
W pogoni za ‚ptasim mleczkiem’ uciekają mi czasami rzeczy proste, prozaiczne, codzienne,
zwyczajne. Dostrzegać ich wartość, dostrzegać i docenić. Lekcja prosta z definicji i tak skom plikowana w praktyce.
•••
Pasja flamenco do mnie przemawia — swoim zaangażowaniem.
•••
Psalm 116:
(7) Uspokuj się więc, moje serce, bo Pan uczynił ci tak wiele dobrego. (8) Uratował mnie
przecież przed śmiercią, łzy na mej twarzy osuszył, a nogi chronił przed upadkiem. (9)
Kroczyć więc będę moją drogą przed Panem w krainie żyjących. (10) Ufać nie przestałem,
nawet gdy mówiłem, że jestem tak bardzo przybity, (11) i gdy w mym przygnębieniu narzekałem, że wszyscy ludzie kłamią. (12) Jak zdołam odpłacić Panu za wszystko, za wszelkie dobro, które mi uczynił? (13) Podniosę kielich zbawienia i wzywać będę imienia Pańskiego. (14) A wypełnię przyrzeczenia, które Panu złożyłem, jawnie wobec ludu całego.
strona 88
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dwójka kielichów
Dewaluacja
Miłość, jako słowo, uczucie i zachowania, dewaluuje się we
współczesnym świecie. Sprowadzona została do stanu posiadania na własność drugiego człowieka. Zgodnie ze schematem na początek należy go ‚złowić’; następnie ‚wyrównać’ do obrazu ‚idealnej’ drugiej połówki; finalnie uzależnić od siebie i wystruganej wizji ‚perfekcyjnego’ związku.
Literatura, nieomal od zawsze, do tego właśnie zdawała się
sprowadzać pojęcie miłości. Rozmaici wielcy i mali opisujący relacje uczuciowe najpierw twierdzili, że:
•
•
•
Miłość niesie ze sobą wielkie szczęście, o wiele
większe od bólu, który przynosi tęsknota.9
Fala nas ciągle unosi, takie jest życie. Nie można
tego zrozumieć ani osądzić, należy się dać unosić
fali.10
Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.11
Jednocześnie, gdy relacja się spełniała np. w formie małżeństwa, nagle zmieniali zdanie:
•
•
•
Małżeństwo doprowadza do tego, że ludzie zaczynają traktować siebie nawzajem jak
przedmioty, będące ich własnością, a nie jak wolne osoby. 12
Małżeństwo — w wielu wypadkach długoletni podwójny areszt bez okresu próbnego i
odroczenia kary, zaostrzony przez post i wspólne legowisko. 13
Spośród wszystkich wymyślonych przez człowieka sposobów zadawania bólu sobie samemu najgorszym jest Miłość. Cierpimy zawsze dla kogoś, kto nas nie kocha, kto nas
porzucił, dla kogoś, kto nie chce nas opuścić. Żyjemy samotnie, jeśli nikt nas nie kocha: mając żonę lub męża, czynimy z małżeństwa niewolę. 14
Utrwaliło to dość kontrowersyjną wizję ‚związku’, ‚miłości’, ‚partnerstwa’. Dokładnie o nią
pytają się, w trakcie sesji z tarotem, rozmaici ludzie. Chcą wiedzieć czy uda im się przejąć
kogoś na własność, a następnie zdominować.
Ja także szczególnie nie odstawałem od kanonu w historii życia. Łowiłem, wyrównywałem,
uzależniałem. Idealizm zastępowałem jego przeciwieństwem. Przez lata nie miałem odwagi
powiedzieć ‚dość’, ani choćby nazwać wprost tego co robiłem. Któregoś dnia to wszystko się
skończyło. Stałem się partnerem a nie dominatem związku. Stałem się jego częścią. Poszukiwania zajęły mi jednak sporo czasu niemniej warto było zaczekać na akt tak pełny i tak wza jemny.
9
10
11
12
13
14
Albert Einstein
Jean-Paul Sartre
Paulo Coelho
Albert Einstein
Jean-Paul Sartre
Paulo Coelho
strona 89
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Dzięki komuś, za sprawą relacji z tą osobą, osiągać pełnię własnego jestestwa. Nie uzależniając przy tym własnej wartości od wartości drugiej osoby. Odczuwając realnie tę relację, jej
szczyty i niziny, głębie i mielizny, oraz wszelkie stany pośrednie.
Sztuka wymiany ‚dla dwojga’. Zarezerwowana dla takiej właśnie relacji.
•••
Pierwszy list do Koryntian, rozdział 13:
(1) Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź
brzęcząca albo cymbał brzmiący. (2) Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie
tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę i wiarę taką, iż góry bym przenosił, ale miłości bym
nie miał — byłbym niczym. (3) I choćbym rozdał na jałmużnę całą moją majętność, a ciało
wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże. (4) Miłość cierpliwa
jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; (5) nie
jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; (6) nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. (7) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. (8) Miłość nigdy nie
ustaje, mimo, że proroctwa się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie
stanie. (9) Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. (10) Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko cząstkowe. (11) Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne. (12) Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
lecz wtedy [ujrzymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję częściowo, wtedy będę poznawał
tak, jak sam zostałem poznany. (13) Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, te trzy: naj większa z nich [jednak] jest miłość.
strona 90
Mój Tarot — Artur Mikuła
Trójka kielichów
Pełnia szczęścia
Przypomniał mi się ulubiony serial żony, a od pewnego momentu wyświetlania, także mój. Grey's Anatomy — znany
lepiej w Polsce pt. Chirurdzy. Głosem lektora usłyszałem
słowa:
„Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was
do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki —
byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. Większość
ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać,
ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z
bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę
nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko
stanie się prawdą. […] Pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie
oczekujesz. To tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń
może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż, może nie być zamkiem. I nie jest
ważne „długo i szczęśliwie”, ale „szczęśliwie” teraz. Raz na jakiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach.”
Zdumiewa mnie to za każdym razem, albowiem człowiek, lub, nie daj boże, cała grupa ludzi,
zaskakuje mnie (zazwyczaj) w taki sposób, iż pogrążam się w myślach nad przyczynami powodów ludzkiej głupoty. Tymczasem obraz tej karty ukazuje ludzi w relacjach, które zapierają
dech w piersiach tym jak bardzo stały się pozytywne. Przez brak egoizmu, przez wspólnotę
dusz (niekoniecznie poglądów), poprzez przyjemność płynącą we współuczestniczeniu we
wzajemnym relacjach ku szczęściu realizującym się między nimi tutaj i teraz. Co znamienne
wesołość, do której prowadzą nie przekłada się na głupotę w postaci ‚balangi’ czy ‚waletu’.
Nie skutkuje nadużywaniem płynów, ani zawiązywaniem relacji romantycznych czy też seksualnych. W takich momentach siła wspomnianej w cytacie iskry nadziei rozpala się nawet jeśli
baśń różni się od jej wcześniejszych wyobrażeń, nawet jeśli nie ma dookoła księżniczek ‚ze’
bajki, karet z dyni, dobrej wróżki i pałacu, oraz finalnego ‚żyli długo i szczęśliwie’.
•••
Przynależność do grupy. Bycie jej integralną częścią. Czerpanie przyjemności a także korzyści
z tego właśnie faktu — ale także odpowiedzialność za innych jej członków, za ich przyjemność
i korzyść. Współodczuwanie. Współodpowiedzialność. Połączone.
•••
Dzieje Apostolskie, rozdział 10:
(1) W Cezarei żył pewien człowiek imieniem Korneliusz. Ten setnik kohorty zwanej italską
(2) był człowiekiem pobożnym i bogobojnym. Taki też był cały jego dom. Bardzo hojnie
wspomagał ubogich żydowskich i modlił się nieustannie do Boga. (3) Pewnego dnia po południu miał widzenie: Zobaczył anioła Pańskiego, który rzekł do niego: Korneliuszu! (4) A
strona 91
Mój Tarot — Artur Mikuła
on przypatrując się mu z lękiem zapytał: Co, Panie? Anioł zaś odpowiedział: Twoje modlitwy i dobre uczynki wyświadczane ubogim dotarły do Boga niczym miła Mu ofiara. (5) Poślij więc teraz do Jafy swoich ludzi, żeby tu sprowadzili niejakiego Szymona, zwanego
również Piotrem. (6) Mieszka on u pewnego garbarza Szymona, który ma swój dom nad
morzem. (7) Kiedy anioł powiedziawszy to zniknął, zawołał [Korneliusz] dwóch domowników i jednego spośród swoich podwładnych, pobożnego żołnierza. (8) Przedstawił im
wszystko i posłał ich do Jafy. (9) A nazajutrz, kiedy oni już byli w drodze i zbliżali się do
miasta, Piotr wyszedł na dach, aby się pomodlić. Było już około godziny szóstej. (10) Zaczął odczuwać głód i chciał coś zjeść. Kiedy zaś przygotowywano mu posiłek, miał widzenie: (11) Zobaczył niebo otwarte i coś na kształt wielkiego płótna czterema końcami opadającego ku ziemi. (12) Znajdowały się na nim wszelkie zwierzęta czworonożne, płazy i
ptaki. (13) Potem dał się słyszeć głos: Zabijaj to, Piotrze i jedz! (14) Lecz Piotr odpowiedział: O nie, Panie! Nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego. (15) Ale głos odezwał się
po raz wtóry: Nie uważaj za nieczyste tego, co Bóg już oczyścił. (16) To samo powtórzyło
się trzykrotnie, po czym tajemnicze płótno uniosło się ku górze i znikło. (17) Kiedy Piotr
zaczął się zastanawiać, co może oznaczać to wszystko, co widział, wysłannicy Korneliusza,
dopytawszy się o dom Szymona, stanęli przed bramą (18) i zapytali głośno: Czy jest tu
Szymon, zwany Piotrem? (19) Tymczasem Piotr ciągle jeszcze zastanawiał się nad swoim
widzeniem. I wtedy Duch rzekł do niego: Poszukują cię trzej ludzie. (20) Wyjdź do nich i
pójdź z nimi, dokąd cię poproszą, bo to Ja ich posłałem.
strona 92
Mój Tarot — Artur Mikuła
Czwórka kielichów
Piąte koło u wozu
Gdy osiągam poziom życia, w którym żywię przekonanie, iż
jestem kompletny, iż moje potrzeby duchowe, emocjonalne i materialne są zaspokojone (z pewnym domiarem); gdy
tak właśnie się dzieje próba dodania czegokolwiek do mojej pełni traci rację bytu. Staje się próbą dodania piątego
koła do wozu. Czynnością, która dowodzi, że nadmiar niczemu nie służy.
Postawy. Mające poparcie w stanie faktycznym, jak i te wyimaginowane. Te w pełni uzasadnione, jak i te, którą wyłącznie odzwierciedlają stan, jaki chciałbym osiągnąć.
Pozy. Mniej lub bardziej uzasadnione. Maski. Noszone co
dnia i odświętne. Zdejmowane w zaciszu domowym i zakładane właśnie wtedy, gdy nikt, poza mną samym, nie patrzy.
Na użytek własny. Na końcu zaś ludzie stykający się z postawami, pozami i maskami. Ludzie traktowani bez szacunku, uprzejmości, życzliwości. Niechętnie. Mogący odczytać
jak bardzo są zbyteczni w każdym nieomal geście i słowie.
Zbyteczni lub tylko, a zaledwie tolerowani. Jak komary.
Seneka Młodszy dowodził: „Jak nie ma różnicy, czy położysz chorego na drewnianym albo złotym łożu – gdziekolwiek go bowiem umieścisz, zabierze ze sobą chorobę – tak i bez znaczenia
jest to, czy chora dusza przebywa wśród bogactw czy też w ubóstwie. Choroba wszędzie się
za nią powlecze”. Miał przy tym rację. Przekonanie o własnej kompletności, własnym bogactwie, wyjątkowości czy w końcu wiedzy będzie rozwijało się w każdych okolicznościach. Najczęściej urojonych.
W tym cyklu medytacji szczególnie mocno odczuwam i doświadczam zjawiska megalomanii.
Jej przejawów w postawie własnej jak i cudzej. Zawyżona (bezzasadnie) samoocena jest tak
oczywista gdy przyglądam się jej z boku. Z dystansem. Także ta, którą sam uprawiam. Mogę
swobodnie powiedzieć, że po raz pierwszy zaczynam reagować ostrzej na przejawy owej w
moim życiu, niż miało to miejsce dotychczas, gdy zauważałam ją wyłącznie poza sobą. To
dość ciekawe i trudne. Trudne, gdyż pozwala dostrzec blizny z przeszłości i ślad ran obecnych
zadanych/zadawanych innych i sobie samemu. Ciekawe albowiem uczę się jak objąć to doświadczenie rozumem i uczuciem. Jak z nim żyć.
•••
My name is Durden, Tyler Durden. So … where is my mind? Dobrze, dosyć spikania. Idee pro dukcji mydła i totalnej destrukcji nie są mi obce.
Świat dąży do ‚samodoskonalenia’. I masturbuje się nim. Na okrągło. Mam. Jestem. Znaczę.
Dążę. Staram się. Muszę osiągać. To rodzi frustrację. Budzi gniew. Kumuluje złość. W końcu
wybucha.
Budzę się i kpię z tego. Z doskonalenia i z frustracji. Staję się cyniczny.
strona 93
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ewangelia Jana, rozdział 1:
(35) Nazajutrz Jan znów znajdował się na tym samym miejscu, a z nim dwaj jego uczniowie. (36) Gdy zobaczył przechodzącego obok Jezusa, powiedział: Oto Baranek Boży! (37) A
dwaj uczniowie, skoro tylko usłyszeli te słowa, poszli za Jezusem. (38) Jezus zaś obróciw szy się zobaczył, że idą za Nim, i powiedział do nich: Czego szukacie? Tedy oni odrzekli:
Rabbi — to znaczy: Nauczycielu — gdzie mieszkasz? (39) A Jezus odpowiedział: Chodźcie i
zobaczcie! Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka. I pozostali już tego dnia u Niego. Była
wtedy godzina może dziesiąta. (40) Jednym z dwóch, którzy usłyszawszy słowa Jana poszli
za Jezusem, był Andrzej, brat Szymona Piotra. (41) To on właśnie spotkał najpierw swego
brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza, to znaczy Chrystusa. (42) I przyprowadził go
do Jezusa. A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: Tyś jest Szymon, syn Jony, ale bę dziesz się nazywał Kefas — to znaczy Piotr. (43) Następnego dnia Jezus postanowił udać się
do Galilei. Spotkawszy Filipa, powiedział do niego: Pójdź za Mną! (44) Filip pochodził z
Betsaidy, z miasta, w którym mieszkali Andrzej i Piotr. (45) Gdy Filip spotkał Natanaela,
rzekł do niego: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał i Mojżesz w Prawie, i prorocy. Jest to Jezus, syn Józefa z Nazaretu. (46) A na to odpowiedział Natanael: Czyż może być coś dobrego z Nazaretu? I rzekł Filip: Chodź i zobacz! (47) A gdy Jezus ujrzał zbliżającego się Natanaela, powiedział: Oto prawdziwy Izraelita! Nie ma w nim żadnego podstępu. (48) Wtedy
Natanael zapytał Go: Skąd mnie znasz? A Jezus na to: Zanim zawołał cię Filip, widziałem
cię, jak siedziałeś pod drzewem figowym. (49) Odpowiedział tedy Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela! (50) A Jezus na to: Czy dlatego uwierzyłeś, że
powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz o wiele więcej niż to.
strona 94
Mój Tarot — Artur Mikuła
Piątka kielichów
Mój własny Matrix
Pozostając pod wpływem filmu „Matrix — Reaktywacja”
przypominam sobie słowa Architekta:
Jak już mówiłem, to Ona (Wyrocznia) odkryła, że 99% badanych akceptuje program póki ma wybór, choćby czuli to
na poziomie podświadomości. Ta metoda działała, ale miała skazę. Stąd powstała anomalia systemowa, mogąca zagrażać całości. Ci, którzy odrzucali program byli w mniejszości, ale niekontrolowani byli rosnącym zagrożeniem.
Mogą się one wydawać swoistym truizmem, ale od czasu do
czasu wypada wygłosić takowy by jasno zdeklarować swoją
postawę czy pogląd. Należy także przyznać, że zazwyczaj
oznacza to także wyartykułowanie tego, co stanowi kwintesencję myśli i uczuć nieujawnianych publicznie, istniejących na poziomie podświadomym. Dla mnie osobiście jest
to niezwykle istotne w doświadczaniu straty, szczególnie
zaś straty emocjonalnej, rozstania, śmierci kogoś bliskiego
— innymi słowy, tych wszystkich sytuacji i zdarzeń, na które nie mam wpływu, tych, które niezależnie od moich wyborów i decyzji wymagają dodatkowo decyzji drugiej osoby lub też wynikają ze zdarzeń loso wych.
Jako, że dość często wspominam o potrzebie czy chęci kontrolowania zdarzeń, przypomnę
jeszcze jeden, tym razem dialog, z Matrixa:
Morfeusz – Wierzysz w przeznaczenie, Neo?
Neo – Nie.
Morfeusz – Dlaczego nie?
Neo – Nie podoba mi się pomysł, że coś rządzi moim życiem.
Mi także nie podoba się idea ‚przeznaczenia’. To ja, i nikt inny, mam być kowalem swojego
losu. Mam mieć go w rękach. Mam go kontrolować, kształtować, nadawać mu kierunek. Czasami, paradoksalnie, oznacza to pogodzenie się ze skutkami tych wszystkich zdarzeń, na których
pojawienie się jednak nie miałem (bo nie mogłem) wpływu. Niezależnie od tego pozostałem
‚anomalią systemową’ odrzucającą program wymagający ode mnie godzenia się z zastaną rzeczywistością także wtedy, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, iż jednak
schylam głowę przed światem. W tym znaczeniu staję się niebezpieczny proporcjonalnie do
głębokości skłonu własnej głowy — i co gorsza — gotowy jestem krzykiem wyrażać swoje niezadowolenie.
•••
Rozczarowania są natywnym elementem życia. Przyrodzonym. Jako takie są nie do uniknięcia,
chyba, że przyjmie się cyniczną zasadę i zrobi założenie, że każdy spotkany na naszej drodze
człowiek jest idiotą, po którym nie należy spodziewać się niczego, z wyjątkiem niechęci i zło śliwości. Rzecz w tym, że w naszej naturze leży także zaufanie. I problem gotowy :)
Tzw. karta przejścia.
strona 95
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Rodzaju, rozdział 41:
(1) W dwa lata później sam faraon miał taki oto sen: Znajdował się nad brzegiem Nilu (2)
i widział, jak z rzeki wychodziło siedem pięknych, dobrze odżywionych krów, które zaczęły
paść się na przybrzeżnej trawie. (3) A po nich wyszło z Nilu siedem innych krów, ale te
wyglądały bardzo nędznie i były chude. Zatrzymały się one obok stada [krów] już pasącego
się nad brzegiem Nilu, (4) po czym te źle wyglądające krowy pożarły siedem pięknych, dobrze odżywionych. I w tym momencie przebudził się faraon. (5) Potem ponownie zasnął i
miał drugie widzenie senne. Oto zobaczył siedem pięknych, dorodnych kłosów, wyrastających z jednej łodygi. (6) Po nich zaczęło wyłaniać się siedem innych kłosów, ale te były
bez ziaren i wysuszone wschodnim wiatrem. (7) Kłosy piękne i dorodne zostały wchłonięte
przez owych siedem kłosów pozbawionych ziarna i wysuszonych. I znów przebudził się faraon. Taki był [ten drugi] sen. (8) Rano czuł się bardzo nieswojo. Polecił sprowadzić do
siebie wszystkich wróżbitów i mędrców z całego Egiptu. Gdy przybyli, opowiedział im o
swoich snach, ale nikt z obecnych tam nie mógł mu powiedzieć, co mogłyby owe sny oznaczać. (9) Wtedy to przełożony służby stołowej powiedział do faraona: Muszę dziś wyznać
moje przewinienie. (10) Kiedy faraon rozgniewał się na swoje sługi, wtrącił do lochu w
domu naczelnika straży przybocznej mnie i głównego piekarza. (11) Mieliśmy tam obaj tej
samej nocy sny, które dla każdego z nas miały inne znaczenie. (12) Był z nami w więzieniu
pewien Hebrajczyk, niewolnik naczelnika straży przybocznej. Opowiedzieliśmy mu nasze
sny, a on wyłożył nam ich znaczenie. W obydwu przypadkach jego przepowiednia się
sprawdziła. (13) Stało się wszystko tak, jak nam przepowiedział: mnie przywrócono mój
dawny urząd, tego drugiego zaś powieszono.
strona 96
Mój Tarot — Artur Mikuła
Szóstka kielichów
Cnota egoizmu
Od czasu do czasu warto powrócić do czasów młodzieńczodziecięcych i dokarmić tkwiącego w środku beztroskiego
egoistę — samego siebie. Dzieci mają tę cudowną właściwość, iż nawet nie podejmują się próby maskowania tego
stanu rzeczy. Ja sam, dojrzewając, z czasem zatracałem
egoizm. Coraz częściej i ochoczo porzucałem własny interes, własne dobre, poświęcając je w imię troski o potrzeby
i oczekiwania innych osób. Z biegiem lat coraz częściej karmiłem się poczuciem winy jeśli zdarzyło mi się stanąć po
stronie egoizmów przeciwko altruizmom.
Tak dopieszczana ‚bańka’ iluzji któregoś dnia musi pęknąć z głośnym hukiem.
Przecież nie mogę przez całe życie oszukiwać innych udając kogoś kim nie jestem, lub kierować się zasadami altruizmu odwzajemnionego. Stać mnie na to, by jasno i precyzyjnie stwierdzić — w gruncie rzeczy liczę się Ja, moje potrzeby, moje pragnienia, moje oczekiwania — i nie ma rzeczy ważniejszej niż ich zaspokojenie. I nie, nie ma tym grama egotyzmu, oportunizmu czy narcyzmu. Tak wygląda rzeczywistość. Tak wygląda życie moje
i innych (nawet jeśli solennie zaprzeczają, iżby tak właśnie być miało). Zaprzeczanie i negacja oznaczają w tym momencie wyparcie i odrzucenie części niezbywalnej, integralnej, samego siebie. Po co więc to robić? Dzieci nie przejmują się taką abstrakcją. Mimowolnie świat
musi kręcić się wokół nich. Nie istnieje w żadnym innym celu. One są najważniejsze.
W tym miejscu dobrze jest sięgnąć po jakieś opracowanie tematyczne. Osobiście polecam
książkę Ayn Rand pt. ‚Cnota egoizmu’. W wstępie książki znajdują się takie oto słowa:
W popularnym znaczeniu słowo „egoizm” jest synonimem „zła”; towarzyszy mu wyobrażenie morderczej bestii depczącej po trupach, by osiągnąć swój cel, brutala nie troszczącego sie o żadną żywą istotę i nie dążącego do niczego poza natychmiastowym zaspokaja niem wymyślnych zachcianek. A przecież dokładna i podręcznikowa definicja słowa „egoizm” brzmi: troska o własny interes. Pojęcie nie zawiera oceny moralnej, nie mówi, czy
troska o swój interes jest dobra czy zła, nie określa też, co stanowi rzeczywisty interes
człowieka. Odpowiedź na te pytania należy do etyki.
A ja dzisiaj nie zamierzam zajmować się etyką. Przywracam sobie szacunek i godność w dąże niu do własnej przyjemności.
•••
Czynienie rzeczy przyjemnymi. Dawanie przyjemności. Oferowanie jej z wykluczeniem mentalności sklepikarza (dałem tobie, teraz Ty daj mnie). Odczuwanie przyjemności z dawania
przyjemności. Dzielenie się nią. Wspólne doświadczanie, przeżywanie.
Mam dość erotyczne skojarzenia związane z przeżywaniem wspólnie orgazmu.
strona 97
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
List do Rzymian, rozdział 12:
(4) Jak na całość ludzkiego ciała składają się organa o niejednakowym przeznaczeniu, (5)
tak też i my wszyscy, choć tak liczni, jesteśmy w Chrystusie jednym organizmem, a każdy
z nas pełni funkcje oddzielnego organu. (6) Każdy też z racji udzielonej nam łaski posiada
inny dar. Ci, co cieszą się darem przekazywania innym woli Bożej, powinni zeń korzystać
zgodnie z zasadami wiary; (7) ci, którzy zostali obdarzeni darem posługiwania, niech po sługują innym, a ci, co posiadają dar nauczania, niech korzystają zeń nauczając. (8) Podobnie też niech umacnia innych ten, kto z łaski Bożej potrafi podnosić innych na duchu.
Ten, kto dzieli się z innymi tym, co posiada, niech czyni to szczerym sercem, a temu, kto
wydaje rozkazy, niech towarzyszy przy tym troska o dobro podwładnych; ten, kto okazuje
innym miłosierdzie, niech czyni to radośnie. (9) Miłość powinna być szczera. Wystrzegajcie się zła, zabiegajcie o dobro. (10) Miłujcie jedni drugich, bądźcie sobie życzliwi i jeden
przed drugim okazujcie sobie nawzajem szacunek. (11) Niech wasza gorliwość nigdy nie
słabnie, bądźcie pełni zapału ducha, poddani Panu. (12) Ożywieni radosną nadzieją, cierpliwie znoście uciski, módlcie się z wytrwałością. (13) Pomagajcie waszym braciom, gdy
znajdą się w potrzebie, bądźcie gościnni dla tych, którzy do was przyjdą. (14) Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie ich, a nie złorzeczcie im. (15) Radujcie się
z tymi, którzy się radują, płaczcie z tymi, którzy płaczą. (16) Żyjcie we wzajemnej zgodzie, nie wynoście się jedni ponad drugich, lecz bądźcie skromni. Nie uważajcie się za
zbyt mądrych. (17) Nikomu nie odpłacajcie złem za złe; przeciwnie, wszystkim ludziom
dobrze czyńcie. (18) Dokładajcie wszelkich starań, aby, o ile to od was zależy, z wszystkimi żyć w zgodzie. (19) Najmilsi, nie dopuszczajcie się żadnej zemsty; niech Bóg sam okaże
swoje zagniewanie zgodnie z tym, co napisane: Do Mnie należy dokonywanie pomsty, Ja
będę udzielal zapłaty — mówi Pan. (20) Jeżeli nieprzyjaciel twój jest głodny, daj mu jeść;
jeżeli jest spragniony, daj mu pić. Postępując w ten sposób będziesz gromadził rozżarzone
węgle [skruchy] na głowie twego nieprzyjaciela. (21) Nie daj się pokonać złu, lecz sam dobrem zwyciężaj zło.
strona 98
Mój Tarot — Artur Mikuła
Siódemka kielichów
Nibylandia
Jest taki świat, który oferuje mi wszystko:
Wszystko. Cokolwiek. Czego chcesz? Może rozkosz na początek? Nieustanną. Rozkosz na skinienie. Rozkosz pod każdą postacią. Jak pierwszorzędna kokaina. Jak nieznajoma
w sypialni. Znasz to uczucie?
Znam. Podobnie jak kraj, który oferuje mi to wszystko.
Czasami śpiewam przecież:
Są krainy cudne, gdzie wszystko można mieć
Nic tam nie jest trudne. Nie trzeba nawet chcieć
Można tam do woli bez pracy jeść i pić
Albo, jeśli wolisz, o dyrdymałach śnić
- Czemu nas tam nie ma, gdzie za darmo wszystko
dają ?
- Czemu was tam nie ma, gdzie się wszystkie sny spełniają ?
- Czemu nas tam nie ma ? Nad płynącą miodem rzeką...
- Czemu was tam nie ma ? Czy to może za daleko ?
Są krainy takie, gdzie nie pobrudzisz rąk
Świeże bułki z makiem na drzewach rosną w krąg
Z nieba wciąż spadają gołąbki wprost na stół
Dobre wróżki dbają, byś lepiej wciąż się czuł
- Czemu nas tam nie ma, gdzie za darmo wszystko dają ?
- Czemu was tam nie ma, gdzie się wszystkie sny spełniają ?
- Czemu nas tam nie ma ? Nad płynącą miodem rzeką...
- Czemu was tam nie ma ? Czy to może za daleko ?
To moja Nibylandia, z tym, że jako starszemu nieco ‚chłopcu’ tekst piosenki wydaje się nad
wyraz ubogi np. w warstwie erotycznej. Podobnie jak sama Nibylandia. Cóż to za przyjemność
być tam i nie posiąść Dzwoneczka? ‚Zgniły chłopiec’ złośliwy, inteligentny i zepsuty do szpiku
kości.
Tak właśnie wygląda mentalna projekcja mnie jako urojonego bytu. Takim bywałem także faktycznie w swojej przeszłości. Wspominam to bez wyrzutów sumienia i nostalgii. W celach kronikarskich albowiem moją przeszłość obraz tej karty oddaje perfekcyjnie.
•••
Po orgazmie rozpusta. Wszystko. Na wyciągnięcie ręki. Gotowe do użycia od już. Gotowe do
wykorzystania teraz. Jak w sennym marzeniu. Chcę, pragnę, mam. Bez oczekiwania. Bez
przebierania nogami i dreptania w miejscu z ekscytacji. Takie spełnienie sprawia, że czyny i
przedmioty tracą swój ekskluzywny charakter; że tracą charakter w ogóle. Co pozostaje?
Roszczeniowość. Przekonanie, że ‚wszystko mi się należy — bo tak’.
•••
Drugi list Piotra, rozdział 2:
(4) Bóg nie oszczędził bowiem upadłych aniołów, lecz wtrącił ich do ciemności piekielnych,
strona 99
Mój Tarot — Artur Mikuła
gdzie oczekują na sąd; (5) nie darował również dawnemu światu zsyłając na bezbożnych
groźny potop, z którego uratował jedynie Noego, głosiciela sprawiedliwości, i jego sied mioro towarzyszy. (6) Na zagładę skazał również miasta Sodomę i Gomorę zniszczywszy je
ogniem. Była to przestroga dla tych, którzy chcieliby kiedykolwiek żyć bezbożnie. (7) Oca lił tylko Lota sprawiedliwego, który znosił prawdziwe udręki wskutek rozpustnego postępowania ludzi bezbożnych. (8) Przebywając wśród nich jako sprawiedliwy z każdym dniem
odczuwał w swej duszy coraz większe udręczenie, gdy patrzył na niecne postępowanie ludzi lub gdy o nim słyszał. (9) Tak to potrafił Pan wyrwać sprawiedliwych z największych
niebezpieczeństw, a bezbożnych zatrzymać aż do dnia sądu na ukaranie. (10) Kara spotka
przede wszystkim tych, którzy ulegając nieczystym pragnieniom własnego ciała, lekceważą sobie powagę Boga. Są to zuchwalcy ośmielający się znieważać istoty niebieskie. (11)
Tymczasem nawet aniołowie, którzy przecież mogą o wiele więcej niż owi pseudonauczyciele, nie mają odwagi wydawać na nich przed Panem wyroków potępienia. (12) Ci zaś zachowują się niczym nierozumne zwierzęta, które niejako z natury swej przeznaczone są
na to, by je chwytać i zabijać. Bluźnią bowiem przeciwko temu, czego wcale nie znają.
Zginą jak owe zwierzęta, (13) a kara, którą otrzymają, będzie sprawiedliwą zapłatą za ich
niegodziwości. Znajdują przyjemność w zaspokajaniu — w biały dzień — swych cielesnych
pragnień. Przebywając zaś z wami przy wspólnym stole są dla was prawdziwym pohańbieniem, zwłaszcza gdy oddają się swym wyuzdanym rozkoszom. (14) Oczyma gonią ciągle za
rozpustnymi kobietami i nigdy nie mogą się nasycić swymi grzechami. Zwabiają ku sobie
osoby słabe, kierując się chęcią zysku. Ci prawdziwi synowie przekleństwa (15) zeszli z
drogi prawdy i błądzą po manowcach idąc za Balaamem, synem Bosora, którego ponosiła
żądza zdobywania pieniędzy przez niecne uczynki. (16) Ale, nie minął go wyrok potępienia: nierozumne zwierzę bowiem, przemówiwszy, powstrzymało proroka przed urzeczywistnieniem niemądrego zamiaru. (17) Ludzie ci są jak wyschłe źródła lub jak obłoki nie sione wichrem. Przeznaczeniem ich — mroki ciemności. (18) To, co głoszą, jest pełne wyniosłości, lecz pozbawione jakiejkolwiek treści. Swoim poddawaniem się żądzom cielesnym i wszelkim wyuzdaniem uwodzą tych, którzy dopiero co zdołali wydostać się spod
wpływów ludzi pozostających w grzechach. (19) Obiecują im wolność, podczas gdy sami są
niewolnikami zepsucia. Bo przecież człowiek jest niewolnikiem tego, czemu dobrowolnie
ulega.
strona 100
Mój Tarot — Artur Mikuła
Ósemka kielichów
Pomieszanie z poplątaniem
Czasami bywa i tak, że medytując nad określoną kartą nie
mogę w żaden sposób rozstać się z zaczerpniętymi z literatury tematu i z wypowiedzi autorytetów opisami karty. Te
zaś podpowiadają mi, iż powinienem właśnie spotkać Eremitę w Małych Arkanach, ja zaś patrzę i widzę wyłącznie
Głupca w świetle Księżyca. Klienta, który porzuca i odrzuca
świat idealnie skrojony na jego potrzeby, albowiem uroiło
się mu, iż życie chce mu oferować coś zdecydowanie ciekawszego. Lepszą pracę, lepszą żonę, lepsze dzieci, lepszy
samochód, lepszy światopogląd — wszystko lepsze. I nie ma
dla niego znaczenia, to że właśnie przekreślił swoją przeszłość i pogrzebał teraźniejszość. On ma wizję i zrealizuje
ją bez względu na konsekwencje.
Ten pęd dostrzegałem w sobie w dość szczególnych momentach życia. Pociągała mnie w przeszłości i bezkompromisowo duchowość. Uwznioślona. Elitarystyczna. Pociągały
nowe doświadczenia emocjonalne, stany zakochania, zauroczenia. Pociągały nowe idee i pomysły w sferze intelektualnej. I faktem pozostaje, że to w moim przypadku stan
naturalny, codzienny. Jedno tylko stało mi ciągle na przeszkodzie. Negacja dotychczasowych
osiągnięć. Któregoś dnia postawiłem sobie pytanie o to czy doświadczając rzeczy nowych koniecznie muszę porzucać bagaż dotychczasowych doświadczeń. W praktyce okazało się, że
można mieć lepsze, nie pozbywając się przy tym dobrego, że mogę pogodzić te dwa światy z
pożytkiem dla siebie (i innych). Zatrzymać wróbla w garści i przejąć gołębie sąsiada na dachu.
Mądrzy ludzie nazywają tę cechę umiejętnością odnalezienia złotego środka. Mądrzy i wykształceni dodają, że to najzwyklejszy w świecie arystotelizm. Jedni i drudzy wskazują na to,
iż bezrozumnie nie sposób go odnaleźć, oraz, że istnieją ścieżki, na których wskazać go nie
sposób (takie jak morderstwo, kradzież, kłamstwo czy cudzołóstwo). Odnalezienie go przekłada się na jakość życia, jakość relacji w życiu — skutkując jej wzrostem i umiejętnością docenienia tego stanu. Przynajmniej w moim przypadku tak to zadziałało.
Spoglądając na kartę z ośmioma kielichami pozostanę przy swoim zdaniu twierdząc, nawet jeśli ktoś zarzuci mi indolencję, iż nie można pomylić Eremity z Głupcem w świetle Księżyca.
•••
Gdy jedyną reakcją człowieka na spotykającą go przeciwność losu jest ucieczka, oznacza to
dla mnie, iż ma przed sobą jeszcze długą drogę do odbycia zanim przestanie uciekać.
Tzw. karta przejścia.
•••
Pierwsza księga Królewska, rozdział 3:
(5) W Gibeonie ukazał się Salomonowi nocą we śnie Jahwe. Wówczas to Bóg tak odezwał
się do Salomona: Powiedz, co chcesz, żebym ci dał. (6) A Salomon odpowiedział: Raczyłeś
okazać wielką życzliwość słudze Twojemu, ojcu mojemu, Dawidowi, za to, że był Ci wierstrona 101
Mój Tarot — Artur Mikuła
ny i sprawiedliwy w prostocie swego serca. Ponadto wyświadczyłeś mu także tę wielką łaskę, że obdarzyłeś go synem, który obecnie zasiada na jego tronie. (7) To Ty również, Jahwe, Boże mój, władzę po ojcu moim, Dawidzie, przekazałeś mnie, Twojemu słudze. A ja
jestem jeszcze całkiem młody i nie bardzo wiem, jak postępować. (8) Żyje Twój sługa
wśród ludu, w którym Ty sobie upodobałeś. Jest to naród wielki; nie sposób go ani zliczyć,
ani ocenić, tak jest wielki. (9) Zechciej tedy dać słudze Twemu serce pełne mądrości, aby
mógł rozsądzać sprawy Twojego ludu, starannie odróżniając dobro od zła. Jakże tu bowiem rozsądzać sprawy Twojego ludu tak licznego? (10) I podobało się Panu, że Salomon
właśnie o to Go prosił. (11) Powiedział mu tedy Bóg: Ponieważ taką przedstawiłeś Mi prośbę, a nie pragnąłeś ani długiego życia dla siebie, ani żadnych bogactw; nie domagałeś się
również zguby twoich nieprzyjaciół, a prosiłeś jedynie o mądrość potrzebną do sprawiedliwego rządzenia, (12) oto czynię zadość twojej prośbie: daję ci serce mądre i przenikliwe,
takie, jakiego nie miał jeszcze nikt przed tobą i nikt w przyszłości mieć nie będzie. (13)
Co więcej, dam ci także i to, o co Mnie wcale nie prosiłeś: bogactwo i sławę, tak iż wśród
obecnie sprawujących władzę nie będziesz miał sobie równego przez cały czas twojego panowania. (14) A jeśli będziesz się trzymał moich dróg, jeśli będziesz przestrzegał moich
praw i nakazów, tak jak to czynił ojciec twój, Dawid, to przedłużę również dni twojego
życia.
strona 102
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziewiątka kielichów
‚Obrońca’ krzyża i innych wartości
Jestem fanem tradycji. Czystej, odrobinę wstrząśniętej,
niemieszanej. Na imię mam Artur. Artur M. Powiało Ianem
Flemingiem? Dobrze. Tak właśnie planowałem. Książka i postać agenta 007 dobrze utrwaliły się w mojej świadomości.
Rzecz w tym, że książka jest jednak już trochę antyczna,
więc i bohater winien spędzać czasy współczesne na wyspach, z kieliszkiem czegoś zimnego w dłoniach i pod parasolem — czyli — tak jak lubię (bez względu na wiek biologiczny odpowiada mi forma) — czyli, kontynuując — winien
się ustatkować na stare lata. Odwiesić na kołku gadżety.
Medale i puchary wywiesić na ścianie. Usiąść wygodnie i
zgnuśnieć snując do samej śmierci opowieści o tym jak to
dawniej bywało. A w to, że bywało świetnie nikt nie wątpi.
Co najwyżej tłum słuchaczy rzednie, gdy opowiada się tę
samą historię doktora No po raz … któryś. Po jakimś czasie
ukrywający nam wszystko stary Niemiec sprawi, że nie będziemy na to zwracali uwagi, najmniejszej, i snuć będziemy opowieści kombatanckie bez stresu. Z uwagi na wiek
obecność przedstawicielek płci pięknej nie będzie już kwestią najwyższej wagi. Przegrają, z dobrą bambusową laską i pledem, tocząc nierówną walkę.
Ta okropna wizja wynikająca z literackiej fikcji jako jej naturalna kontynuacja ma także swój
odpowiednik w Polskiej rzeczywistości. W naszym kraju starość staje się przekleństwem. Człowiek, pozbawiony godziwej zapłaty za pracę w przeszłości, pozbawiony został w czasach
współczesnych owoców swojej pracy oddawanych dawniej ubezpieczycielowi. Zjadło je państwo. I cóż zostało staruszkowi? Różaniec, toruńska rozgłośnia i krzyż przed Pałacem Namiest nikowskim. Jedyne przedmioty i miejsca, w którym może zostać zauważony, w których może
opowiedzieć o swojej faktycznej historii. Jedyny sposób aby przypomnieć sobie o własnej
godności, powadze i ważności. Przykry sposób.
Nie wiem czy zauważasz to co ja w tej chwili. Nie umiem rozmawiać o szczęściu. Nie dostrzegam szczęścia, ani obecnego, ani przyszłego, nawet jeśli się o nie potykam. Jestem typowym
przedstawicielem gatunku dotkniętego wirusem nadwiślańskiego czarnowidztwa. Jestem ślepy
na wszystkie przejawy dobrego losu. Niedowidzę kolorów. Żyję w czarno-białym świecie. W
skali szarości. O szczęściu ośmielam się marzyć dopiero w zaciszu domowym a i to jedynie
opowiadając losy innych, książkowych bohaterów, a nie mój własny. Tak mnie wychowano, tutaj jest taka tradycja. Niemniej myślę, że czas ją zmienić. Najwyższy czas! I dostrzec to o co
codziennie się potykam. Podnieść i docenić. Naturalnym gestem.
•••
Ilu osób byśmy nie zapytali o definicję szczęścia i spełnienia każda przedstawi inną, własną,
skrojoną na miarę. Często, tak sformułowana definicja spełnia się wyłącznie za sprawą nieszczęścia innych (wprost i bez upiększania). Moje spełnienie realizowane kosztem cudzego
niespełnienia. Moja radość spełniająca się kosztem cudzej krzywdy.
Zadowolenie niezależne. Nie uwarunkowane zadowoleniem lub niezadowoleniem innych. To
cel właściwy.
strona 103
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Kaznodziei Salomona, rozdział 8:
(1) Któż więc jest jak mędrzec, kto potrafi wyjaśnić trudność? Mądrość czyni człowieka
pogodnym i sprawia, że zmienia się jego surowe oblicze. (2) A ja mówię na to: Wypełniaj
rozkazy króla ze względu na przysięgę, jaką złożyłeś Bogu. (3) Nie staraj się oddalać
sprzed jego oblicza. Nie upieraj się tak bardzo, gdy zdarzy się coś złego, bo on i tak uczyni, co zechce. (4) Do króla należy ostatnie słowo i nikt nie może mu powiedzieć: co robisz?
(5) Kto zachowuje przykazania, wolny jest od wszelkich nieszczęść. Człowiek rozumny wie
dobrze o tym, że przyjdzie czas oznaczony i sąd. (6) Bo jest przewidziany czas i godzina
osądu wszystkiego. Człowiek ryzykuje bardzo wiele. (7) Nikt przecież nie wie, co się ma
zdarzyć, a gdy już będzie miało się zdarzyć, kto zdoła to zapowiedzieć? (8) Nie ma człowieka, który miałby władzę nad wiatrem, tak żeby mógł go zatrzymać. Nikt też nie może
sobie wyznaczyć dnia swojej śmierci. W czasie wojny nie ma czasu na odpoczynek. Wy stępki nie są w stanie uratować ich sprawcy. (9) Wszystko to stwierdziłem, gdy badałem,
co się dzieje tu na ziemi, gdzie człowiek panuje nad człowiekiem na jego nieszczęście.
(10) Na domiar złego widziałem, jak po złożeniu bezbożnych do grobu, oddawano im cześć
w całym mieście bez względu na to, czego się dopuszczali. To także marność! (11) Ponieważ nie wykonano natychmiast wyroku, który go skazywał za jego złe postępowanie, ludzie stają się coraz bardziej skłonni do czynienia zła. (12) Bo w rzeczywistości bezbożnik,
który sto razy źle czynił, nadal spokojnie żyje. Ja jednak wiem, że szczęście, które spotka
bogobojnych, będzie im dane dlatego, iż boją się Boga.
strona 104
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziesiątka kielichów
Wakacje
Urlop patrzy na mnie zza kalendarza i mówi mi, że wakacje
zaczynają się już jutro. Po kilku latach doświadczeń, w
czasie których zdarzyło się nam zawrzeć ślub (po szalonych
perypetiach, dwukrotnym przekładaniu terminu, mi tydzień
po zdjęciu szwów po zabiegu operacyjnym, a mojej żonie z
kołnierzem ortopedycznym po wypadku samochodowym),
poklepać biedę (przez rok żywiąc się czym się dało i dorabiając do budżetu metodami dowolnymi, głównie dorywczymi, mając niejednokrotnie 100 zł na przeżycie
tygodnia), zastać kilka razy wyłączony prąd po powrocie z
wyjazdu (na normalne wakacje nie było nas stać, za to na
bilet do rodziny, czy przyjaciół owszem), znaleźć porządną
i stałą pracę (dzięki czemu odbiliśmy od przysłowiowego
dna), wygrać sprawę z urzędem gminy, który wymyślił sobie, że nas wyeksmituje (za ‚niezamieszkiwanie’ bo opłaty
mimo problemów wnosiliśmy na czas). Innymi słowy, po
tych latach doświadczeń wszelakich, które kosztowały nas
dużo stresu, niejednokrotnie nerwów, stanów depresyjnych, chęci rzucenia wszystkiego w cholerę, po raz pierwszy od poznania się wyjeżdżamy razem, za własne pieniądze, na trzy tygodnie w świat. Wyjeżdżamy nie martwiąc się tym co zastaniemy po powrocie, planując jedynie wypoczynek i
dobrą zabawę na wyjeździe, a martwiąc się najwyżej o to czy aura będzie nam przychylna,
oraz czy pod koniec sierpnia będą już grzyby w lesie :)
Przerwę rozważania i powrócę do nich po powrocie z wakacji po to by móc opisać jak
praktycznie realizowało się nasze wspólne szczęście.
Wstawaliśmy ok. 7. rano, potem kawa, karmienie kur, kaczek gołębi, spacer, pływanie w Świdrze, śniadanie, wędrówka po okolicy, znowu pływanie, podrzucanie smakołyków psom i kotom, dokarmianie źrebaka, obiad, sjesta, kawa, spacer, cielaki w oborze, kąpiel, golenie,
smarowanie ran, suszenie głowy, wieczorny papieros i spać przed 22. wieczorem — w międzyczasie rozmawialiśmy nieomal nieustannie — dwie gadające głowy. I tak przez piętnaście dni.
Tak wyglądało nasze ‚szczęście we dwoje’. Tak się ucieleśniło. Tym razem przybrało taką, a
nie inną, cieszącą nas, sprawiającą przyjemność, formę.
•••
W tym roku wakacji nie ma. Co prawda są i mają się świetnie, tyle, że nie mają wyjazdowego
charakteru. Spełniamy się stacjonarnie i odrobinę wirtualnie. Wirtualność polega na wspólnym
graniu w gry komputerowe (sieciowe); a wspólność oznacza nas jak i innych naszych znajomych.
Zwracam przy tym uwagę na przelotność znajomości wirtualnych. Na ich, par excellence, dosłowną ‚wirtualność’, co z jednej strony nie czyni ich w żaden sposób nieatrakcyjnymi, acz kolwiek z drugiej skraca czas ich trwania tak, że bywa niczym żywot motyla, czy tęcza na nie bie, (obiektywnie) krótki.
•••
Lista Jakuba, rozdział 4:
strona 105
Mój Tarot — Artur Mikuła
(1) A skądże biorą się wśród was wojny i kłótnie? Tylko stąd, że różne pożądliwości zmagają się nawzajem w waszych członkach. (2) Ciągle czegoś pożądacie, a nie możecie tego posiąść; posuwacie się aż do morderstw i nienawiści i też nie osiągacie celu waszych dążeń,
a wszystko dlatego, że źle się modlicie. (3) A jeśli się modlicie o coś i mimo to nie otrzymujecie, to dlatego, że się źle modlicie, myśląc ciągle o zaspokojeniu tylko własnych pra gnień. (4) Cudzołożnicy, czyż nie wiecie, że przyjaźnić się z tym światem to znaczy być w
nieprzyjaźni z Bogiem? Pamiętajcie więc: gdyby ktoś zapragnął być miłośnikiem świata,
tym samym stanie się nieprzyjacielem Boga. (5) A może powiecie, że Pismo Święte na
próżno mówi: [Bóg] zazdrośnie sam pożąda tego ducha, któremu pozwolił w was zamieszkać? (6) Otóż Bóg udziela nam jeszcze większej łaski i dlatego Pismo mówi: Bóg sprzeciwia
się pysznym, pokornym zaś okazuje swoją łaskawość. (7) Bądźcie tedy posłuszni Bogu, diabłu zaś nie poddawajcie się, wtedy sam od was odstąpi. (8) Zbliżcie się do Boga, to i On
przybliży się do was. Grzesznicy, oczyśćcie swoje ręce, małoduszni, uświęćcie wasze serca.
(9) Zechciejcie przyznać się do waszej nędzy, niech was to prawdziwie zasmuca i prowadzi
do łez. Śmiech wasz niech się zamieni w smutek, a radość w przygnębienie. (10) Uniżcie
się przed Panem, a On was wywyższy. (11) Bracia, nigdy nie mówcie źle jedni o drugich!
Kto bowiem oczernia bliźniego lub wydaje nań wyroki potępienia, ten uwłacza Prawu i
osądza samo Prawo. Lecz jeśli pozwalasz sobie na osądzanie Prawa, to przestajesz być
tym, który je wypełnia, i czynisz się jego sędzią. (12) Tymczasem jest tylko jeden Prawodawca i Sędzia i tylko On może zbawić człowieka albo go zatracić. Ty zaś [człowiecze] kim
jesteś, że odważasz się sądzić bliźniego? (13) Albo wy, którzy mówicie: Dziś lub może jutro udamy się do tego to a tego miasta, pozostaniemy tam przez rok, będziemy się zajmowali handlem i w ten sposób zbierzemy niemało pieniędzy. (14) A skądże wy wiecie, co
może was spotkać jutro? Czymże jest wasze życie? Jesteście niczym lekki podmuch wiatru,
który pojawia się i za chwilę znika. (15) Powinniście mówić raczej tak: Jeżeli Pan zechce i
pozostawi nas przy życiu, to zrobimy to i owo.
strona 106
Mój Tarot — Artur Mikuła
Paź kielichów
Młodzi junacy
Idealiści. Cudowni ludzie oderwani od świata zdarzeń codziennych. Pełni wzniosłych celów i zadań. Ze wzrokiem
mętnym, hipnotycznie wpatrzonym w złotą rybkę z baśni.
To oni. To my. To ja. Ja? Jak to?
Otóż, bywam idealistą. Wzrok mi się co prawda nieco wyostrzył, czemu zaprzeczyć nie jestem w stanie. W złote
rybki, podobnie jak w jaskiniowe trolle, przestałem wierzyć już dawno temu. Wzniosłe cele i zadania realizuję ‚na
wczoraj’. Cuda na ‚za godzinę’. I bywam oderwany od
świata zdarzeń codziennych nawet jeśli dole i niedole bytu
nie dają o sobie zapomnieć. Bywam idealistą skończonym
co sprawia, iż czasami staram się realizować zamierzenia z
gruntu nierealne. Czytasz to co piszę? Nie powinno tego tu
być, ale to czytasz. Wiesz dlaczego? Bo nikt mi nie powiedział, że ‚tego nie da się zrobić’, a ja nie wiedząc o tym
zrobiłem co należało. Zrobiłem to dla siebie, być może praca ta przypadnie do gustu kilku podobnych mi zapaleńcom i
pasjonatom. Może dlatego, iż mam takie a nie inne zamiłowania. Może dlatego, że wpadłem w szał tworzenia. Może
dlatego, że liczę na laury. Dzisiaj trudno jest mi to ocenić, ale jedno wiem na pewno — przyj mując i realizując swoje cele nie byłem i nie jestem bezkrytyczny.
Idealista krytyczny względem samego siebie, względem wyznawanych wartości, względem
głoszonych poglądów? Ta mieszanka sprawia, iż zadaję sam sobie pytania o skłonności masochistyczne. Niemniej życie idealisty nie może się bez krytycyzmu obejść. Jeśli się obejdzie
zazwyczaj idealista pada ofiarą różnorodnych pasożytniczych bytów, które na gruzach jego
idei budują swoją utylitarystyczną rzeczywistość. Dlaczego na gruzach? Niszcząc idealizm ‚zachęcają’ go do wzmożonego wysiłku, czasami utwierdzając w przekonaniu o prawdziwości wyznawanych przez niego tez. Nie wierzysz? Popatrz na grupę znaną pod nazwą ‚obrońcy
krzyża’. Idealiści pozbawieni ideałów. Wykorzystywani. Przekonani o słuszności własnych racji. Bezkrytyczni. Komedia dla realisty.
Podsumuję zbór myśli maksymą:
Owo […] skomplikowane pytanie o rację bytu psychopaty, owo straszliwe i wstrząsające
pytanie, czy w pewnych warunkach historycznych i kulturowych nie jest godniej, szlachetniej i słuszniej zostać psychopatą, niż dostosować się do tych warunków za cenę poświęcenia wszystkich swoich ideałów […].
•••
Istna bajka o złotej rybce. Dajesz? Mało. Dajesz więcej? Też mało i można, oraz należy, chcieć
więcej — ale to ciągle za mało. W bajce kończy się to doświadczeniem edukacyjnym, a doma gający się więcej i więcej, zostają z tym co mieli na początku. I cierpią. Boli ich strata. Z drugiej strony podobnie zabawna historyjka o rolnikach modlących się o wodę, których wioski
zmyła fala powodzi i wychowawczym stwierdzeniu ‚dostaliście tyle, o ile prosiliście, a tak
wam nie odpowiada’.
strona 107
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Pierwsza Księga Samuela, rozdział 16:
(17) Rzekł tedy Saul do swoich sług: Dobrze, poszukajcie człowieka dobrze grającego na
harfie i sprowadźcie go tu. (18) Wówczas jeden ze sług odezwał się w te słowa: Spotkałem
kiedyś jednego z synów Jessego Betlejemity. Gra on pięknie na harfie, jest silny i bardzo
odważny w walce, a przy tym pięknie przemawia. Ma poza tym pociągający wygląd i Jah we jest z nim. (19) Wysłał zatem Saul swoich ludzi do Jessego z prośbą, żeby mu przysłał
swego syna Dawida, który pasł wtedy owce. (20) Wziął Jesse jednego osła, nieco chleba,
bukłak wina oraz jedno koźlątko i przez swego syna Dawida wszystko to posłał Saulowi.
(21) Kiedy [Dawid] przybył i stanął przed Saulem, uściskał go Saul z całą serdecznością i
uczynił swoim giermkiem. (22) Potem posłał Saul swoich ludzi z prośbą do Jessego, żeby
Dawid został u niego, gdyż bardzo mu się spodobał. (23) Kiedy duch wysłany przez Boga
zaczynał nękać Saula, wtedy Dawid brał harfę i grał na niej. Saul zazwyczaj wtedy odzyskiwał spokój, zaczynał czuć się lepiej i odstępował od niego zły duch.
strona 108
Mój Tarot — Artur Mikuła
Rycerz kielichów
Sir Lancelot z Jeziora
W legendach arturiańskich celem życia porządnego chłopa
na koniu i w zbroi jest poszukiwanie zaginionego Graala.
Cudownego przedmiotu, który zostanie w końcu w historii
utożsamiony z kielichem, z którego Chrystus pił wino w
czasie Ostatniej Wieczerzy, a różni, wielcy i mali, wywiodą
z tego faktu wniosek, iż przedmiot ten, gdyby udało się go
odnaleźć, mógłby służyć do czynienia potężnych ‚hokus pokusów’ i innych, wzniosłych, ‚czarów marów’. Niezawodnie
jednak Graal jest przedmiotem godnym pożądania i poszukiwania przez całe życie. Jako samiec typowy wspomnę takowoż walczenie z wiatrakami, oraz uwodzenie niewiast
nieprzystępnym stylem życia i posiadaniem wytrawnego
celu.
Sądzę, że zaczynasz się już domyślać, iż każdy może mieć
własnego Graala. Swój legendarny, acz wyimaginowany,
punkt przeznaczenia, cel ziemskiej wędrówki.
Mimo swoistego romantyzmu, oraz zdeklarowanego idealizmu, nigdy nie ‚dorobiłem się’ własnego Graala. Cele mi się
zmieniały. Jako dziecko chciałem dorosnąć. Jako młodzieniec stać się mężczyzną. Jako mężczyzna dojrzeć. Jako dojrzały mężczyzna stać się mężem. Jako mąż własnej żony stać się dla
niej partnerem. Jako partner … same, nudne, realne, możliwe do zrealizowania plany. Znam
jednak osobniki (obojga płci), których planowanie życia było stuprocentową utopią. Co ciekawe, a dostrzegam to dopiero z perspektywy teraźniejszości, nawet najbardziej nudne i rze czywiste plany potrafili odrzeczywistnić. Zasadniczo bolało mnie to wyłącznie wtedy, gdy
przypadkowo stałem się częścią takich planów, więc ostatecznie przestawało boleć, gdy jasno
i wyraźnie grzebałem cudze urojenia. Możesz mi uwierzyć na słowo, albo nie, ale reakcje na
zburzony świat marzeń bywają gwałtowne. By się nie stresować unikam ludzi opisanej proweniencji preferując postacie literackie np. taką:
- A Graal? — spytał wreszcie. — Co z Graalem?
- Co to jest Graal?
- Coś, czego się szuka — Galahad uniósł na poetę swoje rozmarzone oczy. — Coś, co jest
najważniejsze. Coś, bez czego życie traci sens. Coś, bez czego jest się niepełnym, niedokończonym, niedoskonałym.
Poeta wydął wargi i spojrzał na rycerza swym słynnym spojrzeniem, wzrokiem, w którym
wyniosłość mieszała się z wesołą życzliwością.
- Cały wieczór — powiedział — siedziałeś obok twego Graala, matołku.
Czyż poeta, pijak i hulajdusza, nie miał racji? ;)
strona 109
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Trafiłem rankiem na tekst (antyczny) w Magazynie Esencja poświęcony Matrixowi. Szczególnie
utkwiły mi w pamięci słowa:
Matrix ostrzega nas przed światem idei — jednocześnie zerwaniem więzi ze światem rze czy. Wydawać by się to mogło paradoksalne w odniesieniu do społeczeństw konsumpcyjnych, określanych również jako społeczeństwa rzeczy.
Adekwatnie do zapisu z medytacji tej karty. Utrata więzi świata i świata umysłu. Ciekawe.
•••
Pierwsza Księga Samuela, rozdział 23:
(9) Dawid zaś, wiedząc, że Saul knuje takie zło przeciw niemu, powiedział do kapłana
Abiatara: Przynieś mi tu efod. (10) I zaraz dodał: Jahwe, Boże Izraela! Sługa Twój się do wiedział, że Saul próbuje dotrzeć do Keili i zamierza — z mego powodu — zniszczyć całe
miasto. (11) Czy mieszkańcy Keili wydadzą mnie w jego ręce? Czy Saul rzeczywiście przyjdzie, tak jak to słyszał Twój sługa? O Jahwe, Boże Izraela, zechciej powiedzieć to Twoje mu słudze. I odpowiedział Jahwe: Tak, przyjdzie. (12) Znów tedy zapytał Dawid: A mieszkańcy Keili czy wydadzą mnie i moich ludzi w ręce Saula? Odpowiedział Jahwe: Tak, wyda dzą. (13) Wstał więc Dawid razem ze swymi ludźmi — łącznie było ich około sześciuset — i
wyszli z Keili, i chodzili tu i tam bez celu. Saul dowiedziawszy się, że Dawid uciekł z Keili,
poniechał marszu na to miasto. (14) Tymczasem Dawid pozostawał na pustyni, w miejscach niedostępnych i pośród wzniesień pustyni Zif. Szukał go Saul przez cały czas, ale Bóg
nie wydał Dawida w ręce Saula. (15) Dawid wiedział dobrze, że Saul czynił wszystko, aby
pozbawić go życia. Dlatego pozostawał na pustyni Zif, ukrywając się po lasach. (16) [Wtedy to] Jonatan, syn Saula, wstał i poszedł, żeby spotkać się w Chorsza z Dawidem. Umocnił tam w Bogu jego prawicę, mówiąc: (17) Nie lękaj się niczego, bo nie dosięgnie cię ręka
mojego ojca, Saula. Ty będziesz kiedyś królem całego Izraela, a ja będę drugim po tobie.
Mój ojciec Saul również wie o tym dobrze.
strona 110
Mój Tarot — Artur Mikuła
Królowa kielichów
Jej czarne oczy
Śnią się czarne oczy … to ten model, ta kobieta. Spojrzałeś
Meduzie, córce Forkosa, prosto w oczęta i po tobie chłopaku. Spojrzałeś i skamieniałeś a przecież to istna Matka Boska — czuła, wrażliwa, oddana, troskliwa, tolerancyjna, lojalna, zaangażowana emocjonalnie a mimo to zrównoważona, i, co najważniejsze, gotowa do związku. Tylko czy Ty
dojrzałeś do relacji z taką kobietą? Gdyż zauważ, że to nie
będzie przelotna znajomość, dwa spotkania na kawie, przypadkowy i okazjonalny seks a na końcu ‚nara’. To zjednoczenie a nie układ. Orgazm mentalny. Połączenie umysłów,
dopiero potem ciał. Więc jak? Jesteś gotowy?
Jeśli się zastanawiasz, to znaczy to tylko i wyłącznie jedno
— nie jesteś gotowy. Idź i zajmij się czymś innym. Lepieniem babek z piasku na przykład.
A jeśli jestem kobietą? Cóż. Jeśli nią jesteś, ale nie osiągnęłaś jeszcze jej poziomu rozwoju, módl się aby albo on
okazał się być jednak ‚dużym chłopcem’, albo by ona była
jego siostrą, matka lub psychoterapeutka. Jeśli to inna, zasadniczo obca, ‚baba’, on, niezależnie od poziomu rozwoju osobistego, uzna ją za kanon i zacznie inne kobiety przyrównywać. Nie chcesz wiedzieć jak to się skończy, bo to nigdy nie koń czy się dobrze, chyba, że zostaniecie przyjaciółkami. Jeśli z Twojej strony przyjaźń będzie
szczera ‚on’ nie ma u niej szans, najmniejszych, a Ty zyskałaś kogoś bliskiego na lata.
Niemniej uwaga — najlepsze na koniec — ona może równie dobrze tylko stroić się w cudze
piórka. Udawać kogoś kim nie jest. Wtedy czeka na was jedynie nutka perwersji, skrajnych
zachowań, radykalnych póz. Krótko pisząc, prawdziwy bałagan w życiu. Czyli, jak zawsze, należy uważać i rozważnie postępować aby samemu sobie na głowę nie ściągnąć problemu, któ ry początkowo uznało się za sympatyczne zauroczenie atrakcyjną osobowością. W tych ostatnich okolicznościach ‚Czarne oczy’ warte wspomnień odnajduje się wyłącznie w rosyjskiej poezji XIX wiecznej:
Niezliczone gwiazdy nocy Czemu, pani, ty masz tylko dwie?
Południowe! Czarne oczy!
To spotkanie w złe wypadło dnie.
Kto bądź spyta, gwiazdy nocy
Rajskie szczęście wróżą mu co krok.
W waszych gwiazdach, czarne oczy,
Sercu memu raj i piekła mrok.
Południowe! Czarne oczy!
W was miłości wyrok dopadł mnie.
Dnia gwiazdami — lecz i nocy
Dla mnie odtąd — wy, gwiazdeczki dwie!
strona 111
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Mimo starań medytacja była nieco bezpłciowa. Zupełnie ‚poza’ moim światem. Próba wskrzeszenia przeszłości oglądana z perspektywy dobrego, zrealizowanego, pełnego i satysfakcjonującego związku.
•••
Pierwsza Księga Królewska, rozdział 1:
(1) Król Dawid był już stary, w podeszłym wieku. Nawet gdy go okrywano, odczuwał zimno. (2) Jego słudzy mówili: Trzeba będzie poszukać dla króla jakiejś młodej dziewczyny,
niech będzie zawsze przy królu, niech dba o niego, niech w razie potrzeby śpi na jego łonie, rozgrzewając w ten sposób naszego pana i króla. (3) I szukano po całym Izraelu
dziewczyny, która byłaby dostatecznie piękna. Znaleziono w końcu pewną Szunemitkę,
imieniem Abiszag, i przyprowadzono ją do króla. (4) Dziewczyna ta była rzeczywiście bardzo piękna. Troszczyła się o wszystko dla króla i obsługiwała go. Król jednak nie zbliżał się
do niej.
strona 112
Mój Tarot — Artur Mikuła
Król kielichów
Mentor
Znasz z pewnością to zdanie:
Gdy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel
W świecie doskonałym będzie to człowiek powściągliwy,
opanowany, o twórczym podejściu do życia, posiadający
dystans do samego siebie, niejednokrotnie spore poczucie
humoru, oraz mądrość wynikającą z wiedzy i doświadczenia. Idealny mentor dla kogoś takiego jak my — gotowego
do nauki.
Na mojej drodze życia spotkałem takich ludzi. Niektórzy
okazali się dla mnie doskonałymi nauczycielami, nauczyli
mnie jak łowić ryby. Inni byli nauczycielami dobrymi, ale
mało wymagającymi, dawali mi ryby gdy ich potrzebowałem. Dla innych nie byłem wystarczająco atrakcyjnym
uczniem więc nie zapraszali mnie nawet nad rzekę. Po jakimś czasie zacząłem odkrywać, że to wokół mnie także
gromadzą się początkujący wędkarze. Tych starałem się
uczyć tego czego nauczyli mnie moi mentorzy, uczyłem ich
jak łowić ryby. Niektórzy okazali się niezdolni do przyswajania określonych technik łowienia, z tymi dzieliłem się rybami. Byli także tacy, z którymi nie
chciałem mieć nic wspólnego. Hałaśliwi, wszędobylscy, przemądrzali, niechętni by poddać się
dyscyplinie. Omijałem ich.
Odkąd pamiętam zataczałem to koło nieustająco. Uczyłem się będąc nauczycielem, mistrzem,
mentorem, guru, pastorem, księdzem itd. itp. Weryfikowałem wiedzę. Zdobywałem doświadczenie. Przekazywałem to czego się nauczyłem innym. Uznałem, że to proces nie mający końca. Pamiętam jednakże te wszystkie momenty życia, w których buntowałem się przeciwko tej
rzeczywistości. Pamiętam te wszystkie momenty, gdy okazywałem się być wrednym sukinsynem dla moich uczniów, gdy wykorzystywałem ich zaufanie do zgoła nieprzyjaznych celów.
Pamiętam wszystkie niechlubne momenty życia w tym kręgu. Pamięć tę zachowuję. Pomaga
mi zrozumieć powody własnego buntu. Pomaga nie wspinać się na piedestał. Pomaga nie sta wać w świetle reflektorów. Dzięki pamięci pozostaję w cieniu ucząc się skromności i pokory
względem samego siebie, i dopiero potem innych.
Z wiekiem coraz staranniej i wszechstronniej oceniam potencjalnych uczniów. Sam także jestem, w sposób bardziej wymagający, oceniany przez tych, których autorytet sobie cenię, na
których wiedzy i doświadczeniu się opieram.
W zakończeniu dodam: Nie każdy nauczyciel jest mentorem.
•••
Spór o nauczyciela. Spór o ucznia. Spór o pryncypia. Im dłużej mu się przyglądam, im silniej
doświadczam tym bardziej przybiera on prześmiewczą pozę stwierdzenia:
Wszyscy chcą do raju tylko nikt nie chce umierać.
strona 113
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Pierwsza Księga Królewska, rozdział 2:
(1) Przewidując, że już wkrótce umrze, Dawid wydał takie oto polecenie swojemu synowi,
Salomonowi: (2) Ja już kończę drogę [wszystkich istot ziemskich]. Bądź odważny, jak przystało na mężczyznę! (3) Pamiętaj, służ Jahwe, twojemu Bogu, chodząc Jego drogami,
przestrzegając Jego praw, przykazań i zarządzeń, poleceń, tak jak to jest napisane w prawie Mojżesza, aby ci się wiodło we wszystkim, co będziesz czynił, i dokąd tylko się udasz.
(4) W ten sposób wypełnią się na tobie słowa wypowiedziane do mnie przez Jahwe: Jeżeli
twoi synowie będą Mi wierni z całego swojego serca i z całej swojej duszy, nigdy nie zabraknie ci potomka, zasiadającego na tronie izraelskim. (5) Sam wiesz, co uczynił mi
Joab, syn Serui; co uczynił dwom dowódcom oddziałów wojskowych Izraela, Abnerowi, synowi Nera, i Amasie, synowi Jetera: jak ich pozabijał, przelewając krew w czasie pokoju,
jak gdyby to było w czasie wojny; jak splamił krwią pas, którym był przepasany, i sandały,
które miał na nogach. (6) Będziesz się kierował w działaniu własną roztropnością i nie do puścisz, żeby [nie pomszczony] dożył starości i z siwą głową odszedł w zaświaty, do ojców.
(7) Natomiast synom Barzillaja Gileadczyka okażesz wiele łaskawości i zaliczysz ich do
tych, którzy będą zasiadać z tobą do wspólnego stołu. Oni bowiem w ten właśnie sposób
też okazali mi życzliwość, gdy uciekałem przed twoim bratem Absalomem. (8) Jest tu bli sko ciebie Szimei, syn Gery, Beniaminita z Bachurim. Obrzucał on mnie ohydnymi wyzwi skami, kiedy byłem w drodze do Machanaim. Ponieważ jednak wyszedł mi potem na spo tkanie aż do Jordanu, przysiągłem mu na Jahwe, że nie zginie od miecza. (9) Ale ty nie
musisz go oszczędzać. Jesteś rozsądny i będziesz wiedział, jak należy z nim postąpić.
Niech jego bielejąca głowa zaczerwieni się krwią w dniu jego śmierci.
strona 114
Mój Tarot — Artur Mikuła
As mieczy
Koniec degrengolady
Dogoniła mnie w końcu cywilizacja świata zachodniego.
Wschód był dziki. Południe leniwe. Zachód wydaje się wymagający już na starcie. Intelektualny. Precyzyjny. Umysłowy. Asertywny. Ma wszystko to co lubię. W każdym aspekcie
to moje miejsce na ziemi. Miejsce do życia zapewniające
mi optymalne warunki rozwoju.
Przez najbliższe tygodnie będę zatem cieszył się filozofią,
prawem rzymskim, a jeśli słuchać i poważnie traktować Feliksa Konecznego, będzie ta moja radość czerpać także z
dorobku myśli chrześcijańskiej (przynajmniej w zakresie
etyki). Metodycznie będę odkrywał to czego nie wiem o sobie. Przypominał sobie to o czym zapomniałem. Powinienem także odkryć wszechobecny i legendarny zachodni dualizm oraz zmierzyć się z nim. Jeśli w jakimś aspekcie życia
nie posiadam wystarczającej samodzielności to tutaj właśnie, w ogrodzie mieczy, powinienem się jej nauczyć poprzez stałe obcowanie.
Jako, że nauka bywa eksperymentem bolesnym powinienem także doświadczyć bólu zmagania i konfliktu wewnętrznego. W relacjach zewnętrznych
… cóż, spór przenieść się powinien także na nie. Jedyną bronią, którą dysponuję w tej lekcji
będzie wewnętrzna dyscyplina (jakże przydatna w tych okolicznościach), zdolność celnego
osądu, słowa precyzyjne choć ostre, umiejętność rozstrzygania i podejmowania decyzji (czyli,
de facto, mam do dyspozycji arsenał środków zaradczych).
Cóż mogę napisać więcej niż to, że zbliżają się ciekawe czasy? Niewiele. A jako, że nadal nie
przekonałem się o tym, jakoby karty niosły w sobie przesłanie determinujące życie i jego
przypadki więc patrzę spokojnie w nadchodzącą przyszłość. Jak mawiał Stanisław Jerzy Lec
„Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do
narodzin hybrydy — precyzyjnego bełkotu”. I tym optymistycznym akcentem podsumuję swój
wywód, mowę otwierającą spotkanie ze światem zachodnim krainy Tarota. Niech wolno mi
będzie przy tym wyrazić nadzieję, iż zachowując precyzję ustrzegę się bełkotu.
•••
Fascynował mnie zawsze Mahatma Gandhi i pojęcie biernego oporu; zasada nie stosowania
przemocy. W każdym okresie historycznym, z każdego punktu widzenia, wyjątkowa. Stosowana przez Gandhiego konsekwentnie, ale i elastycznie — mądrze, rozważnie, z wyczuciem i
uwzględnieniem zmieniających się warunków. Te ostatnie są dla mnie kluczowe, albowiem
Gandhi udowodnił, iż w określonej sytuacji można i należy stawić czynny opór rzeczywistości,
o czym często zapominają ‚uduchowieni naiwni’.
•••
Wracam, do myśli o filmie Pluton i fragmentu utworu w nim wykorzystanego, z melodią marszową (z lekka). Zanurzam się przy tym w świat mieczy.
strona 115
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Rodzaju, rozdział 3:
(22) Potem powiedział Jahwe: Tak więc stał się człowiek taki jak My. Teraz już zna zło i
dobro. Niech więc przynajmniej nie wyciąga już ręki po owoc z drzewa życia łudząc się, że
gdy go spożyje, będzie żył na wieki. (23) I wydalił Jahwe człowieka z ogrodu Eden, aby odtąd uprawiał ziemię, z której został uczyniony. (24) Po usunięciu człowieka [z ogrodu] postawił Bóg przed nim cherubów z mieczami o połyskujących ostrzach, aby strzegły dostępu
do drzewa życia.
strona 116
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dwójka mieczy
Równowaga wewnętrzna
Od pewnego czasu zastanawiam się nad zafundowaniem sobie sesji w komorze deprywacyjnej. Jest to, podobno, dość
ciekawe doświadczenie, które w zależności od czasu trwania i predyspozycji psychicznych osoby poddanej deprywacji może skutkować odczuciami w skali od pełnego odprężenia, relaksacji, aż do odczuwania fizycznego bólu, czy
wręcz tortur. Do czasu podjęcia decyzji, i znalezienia stosownego ośrodka w miejscu zamieszkania, pozostaje mi
medytacja jako środek zastępczy. Mogę także do woli eksperymentować z tzw. efektem Ganzfelda.
Gdybym miał narysować obraz oddający przebieg ostatniego eksperymentu dwójka mieczy stanowiłaby kwintesencję
tej wizualizacji. Noc. Zasłonięte oczy. Skąpe światło księżyca. Jednostajny szum wody. Wiatr wiejący we włosach.
Dwa nagie miecze w ręku. Skala emocji rysujących się na
twarzy … Zauważ jak różnią się między sobą talie. Zależnie
od uzyskanego efektu twarz postaci na karcie uśmiecha się
tajemniczo do swoich wizji, lub wyraża dezaprobatę dla
nich. Czasami jednak, i najczęściej, mimika nie oddaje
żadnej emocji wewnętrznej. Przy stanie równowagi ducha, równowagi emocjonalnej, ta
ostatnia reakcja wydaje mi się najbardziej oczywista. Naturalna.
Efekt Gaznfelda może wywołać rozmaite wizje u osoby, która go wykonuje. Medytacja może
zawieść w rejony dotychczas nieznane, przez co groźne. Eksperyment w komorze deprywacyjnej przynieść może wielorakie i nieprzewidywalne skutki. Karta tarota może wskazywać na
różne zjawiska pozytywne bądź negatywne, może odwoływać się do różnych archetypów, uruchomić zmienne reakcje. Sztuką w każdej z tych dziedzin jest umiejętność znalezienie mądrego kompromisu w działaniu. Kompromisu, w którym to nie decyzja czy dylemat stanowią o
moich reakcjach. Konsensusu, w którym górę bierze nie bezkompromisowe żądanie, lecz asertywna równowaga. Momentu, w którym mogę podjąć decyzję o działaniu zebrawszy komplet
informacji o skutkach. Ani zbyt wcześnie, ani za późno. Dokładnie w czas.
Uzyskanie tej umiejętności wymaga treningu. Trening wymaga czasu. Długotrwały trening
cierpliwości. Cierpliwość wymaga treningu. Koło się zamknęło. Równowaga została zachowana.
•••
Sprawiedliwość jest ślepa, ale bać się jej należy wtedy, gdy miast wagi uzbroi się w drugi
miecz, albowiem bywa wytrawnym szermierzem.
Jeśli więc, któregoś dnia przyniesie Ci pokój na ostrzu miecza …
•••
Dwa miecze … dziwnie kojarzą mi się z helikopterem oraz sceną porannego ataku, w filmie
Czas Apokalipsy, przy dźwiękach Wagnera.
strona 117
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 10:
(24) Uczeń nie jest ponad mistrzem ani sługa nie przewyższa swego pana. (25) Wystarczy,
że uczeń będzie dorównywał swemu nauczycielowi, a sługa panu. A jeżeli Pana domu
uznali za Belzebuba, to o ileż bardziej uczynią to samo z domownikami Jego! (26) A za tem nie lękajcie się ich! Nic bowiem nie jest zakryte, co by nie miało być odsłonięte,
nic też nie pozostaje w takiej tajemnicy, by nie miało być ujawnione. (27) Co mówię
wam w ciemności, opowiadajcie w pełni dziennego światła, a co posłyszycie na ucho,
rozgłaszajcie na dachach. (28) Nie bójcie się więc tych, którzy zabijają ciało, ale duszy
zabić nie mogą! Bójcie się raczej Tego, który może wtrącić do piekła i duszę, i ciało.
(29) Czyż nie sprzedaje się dwu wróbli za jednego asa? A jednak żaden z nich nie spada
na ziemię bez woli Ojca. (30) A wy? Przecież wszystkie włosy wasze są policzone! (31)
Nie bójcie się więc: jesteście warci więcej niż mnóstwo wróbli. (32) Ktokolwiek opowie
się za Mną wobec ludzi, Ja ze swej strony opowiem się za nim przed Ojcem moim, któ ry jest w niebie. (33) Lecz kto się Mnie wyprze przed ludźmi, tego i Ja wyprę się przed
Ojcem moim, który jest w niebie. (34) Nie myślcie, że przyszedłem, by zaprowadzić
pokój na ziemi. Nieprzyszedłem, by przynieść pokój, ale — miecz. (35) Przyszedłem bowiem, aby przeciwstawić człowieka jego własnemu ojcu, córkę — jej własnej matce, a
synową — matce jej męża. (36) I tak (staną się] nieprzyjaciółmi człowieka domownicy
jego.
strona 118
Mój Tarot — Artur Mikuła
Trójka mieczy
Punkt widzenia
Nieomal każdy doświadczył w życiu jakiejś straty. Nieomal
każdy zna ból rozstania. Nieobce są nam (mi także) towarzyszące temu emocje. Emocje skrajne — afektywne dwubiegunowe — i takież zachowania. Irracjonalne niezależnie
od tego jak do nich nie podchodzić. Gdy dzisiaj patrzę na
wszystkie rozstania których doświadczyłem, na ‚złamane
serca’, stwierdzam, że zasadniczo nie spotkało mnie nic
złego. Dzięki nim określiłem jasno moje potrzeby. Nauczyłem się je artykułować i komunikować. Wiem jak rozmawiać o nich z ludźmi, także tymi najbliższymi. Jednakże
gdy zdarzenia były żywe, gdy działy się na moich oczach
nie potrafiłem zachować obecnego dystansu. Nie potrafiłem spojrzeć na nie szerzej, z innego punktu widzenia, z
perspektywy.
Cierpienie, ból, przeciwności losu, smutek, doświadczenie
straty, prześladowanie. Sumując to do wspólnego mianownika słowami ‚nic przyjemnego’ odkrywam przy okazji, iż
każde z tych doświadczeń zamyka człowieka. Zamyka na
perspektywę silnie angażując w przeżywanie emocji w danej chwili, koncentrując myśli i czyny na okolicznościach zdarzenia w czasie jego wystąpienia, zaburzając nie tylko zdrowie psychiczne ale także i fizyczne. Dopiero praktyka uczy jak
nie dać się pochłonąć własnym myślom i uczuciom. Jak zachować równowagę pomiędzy ciałem a duchem. Pomaga także pomoc zewnętrzna i stosowanie swoistego dekalogu w relacjach
pomiędzy nimi. Wygląda on tak15:
• wierzę w swoje możliwości,
• zachowuję równowagę między użytecznością a przyjemnością,
• ćwiczę sprawność komunikacji intrapersonalnej i interpersonalnej,
• uczę się otwartości i akceptacji własnego i cudzego istnienia,
• wnikliwie podejmuję decyzję i ponoszę odpowiedzialność za własne decyzje,
• nabywam umiejętności współdziałania i kooperacji,
• trenuję samokontrolę i samoocenę percepcji, myślenia, emocji i intuicji,
• koncentruję uwagę na własnej drodze do celu, a nie tylko na samym celu,
• ćwiczę dozę optymizmu w nastawieniu do życia i istnienia,
•
mam nadzieję na realizację piękna i szczęścia.
Pisząc krótko — najtrudniejszą z lekcji życia jest ta, w której należy się nauczyć spojrzenia na
siebie z różnych punktów widzenia i dostrzec pozytywne aspekty w sytuacjach, w których, na
pierwszy rzut oka, ich nie ma.
15 http://www.eid.edu.pl/archiwum/2000,98/maj,159/miedzy_sercem_a_rozumem,998.html
strona 119
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Nie rozumiem ludzi, którzy boją się smutku; bojąc unikają go; unikając popadają w depresję,
gdy ich jednak dosięga.
Wartość doświadczeń granicznych uczy spokoju, pokory, uniżenia. Smutek jest w nich jasnym
sygnałem emocji. Spełnia swoją funkcję pedagogiczną.
•••
Oczy anioła i utwór Nature Boy w wykonaniu Jona Hassella perfekcyjnie nieomal oddają kli mat tej karty.
•••
Druga Księga Samuela, rozdział 11:
(2) Pewnego wieczoru Dawid, wstawszy z łóżka i przechadzając się po tarasie królewskie go pałacu, zobaczył z góry pewną kobietę, która się kąpała. Kobieta ta była bardzo piękna. (3) Na pytanie Dawida, kim ona jest, odpowiedziano mu: To Batszeba, córka Eliama,
żona Uriasza Chetyty. (4) Dawid kazał ją sobie sprowadzić. Kiedy przybyła do niego, po szedł z nią spać. Potem obmyła się od swojej nieczystości i wróciła do własnego domu. (5)
Gdy okazało się, że jest brzemienna, powiadomiła o tym Dawida, mówiąc: Jestem brzemienna! (6) Wtedy Dawid wydał polecenie Joabowi, żeby mu przysłał Uriasza Chetytę. Posłał tedy Joab Uriasza do Dawida. […] (14) Nazajutrz rano Dawid napisał list i posłał go
przez Uriasza Joabowi. (15) Napisał w owym liście tak: Każcie Uriaszowi stanąć tam, gdzie
walka będzie najbardziej zacięta, a potem sami się cofnijcie, by on został [wprost] zaatakowany i żeby zginął. (16) Joab, który właśnie prowadził oblężenie miasta, posłał Uriasza
na odcinek, o którym wiedział, że będzie atakowany przez najgroźniejszych wojowników
[nieprzyjaciela]. (17) Mieszkańcy miasta, wydostawszy się na zewnątrz [ murów], żeby zaatakować Joaba, zabili wielu ludzi także spośród sług Dawida. Poległ również Chetyta
Uriasz. (18) Natychmiast posłał Joab gońca, żeby powiadomił Dawida o wszystkim, co się
stało podczas bitwy. (19) Ponadto goniec ów otrzymał takie polecenie: Gdy skończysz opowiadać królowi o tym, jak przebiegała walka, zobacz, jak król się zachowa: Jeśli się roz gniewa i zacznie cię pytać: (20) Dlaczego zbliżyliście się do miasta tak bardzo, że doszło
do bitwy? Nie wiedzieliście, że oblegani mogą strzelać z murów? (21) Kto zabił Abimeleka,
syna Jerubbaala? Czyż nie była to kobieta, która ugodziła go z wysokiego muru kamieniem
od żaren, tak że zginął w Tebes? Dlaczego więc podeszliście tak blisko murów? [Otóż gdyby
tak mówił], ty mu odpowiesz: Twój sługa, Uriasz Chetyta, poległ także. (22) Goniec wyruszył w drogę, a gdy przybył na miejsce, opowiedział Dawidowi wszystko, tak jak mu naka zał Joab. (23) Kończąc powiedział wysłannik Dawidowi: Ci ludzie, o wiele silniejsi od nas,
zrobili przeciwko nam wypad aż do obozowiska, ale odparliśmy ich ku bramie miasta. (24)
Wtedy ich łucznicy zaczęli strzelać z murów do twoich sług i wielu spośród sług króla pole gło. Zginął także twój sługa Uriasz Chetyta. (25) Powiedział Dawid do owego gońca: Oto,
co doniesiesz ode mnie Joabowi: Nie martw się tak bardzo tym, co się stało. Miecz ma bowiem to do siebie, że godzi raz w tego, innym razem w drugiego. Nasilcie wasze ataki na
miasto i zniszczcie je. Ty sam dodaj mu odwagi!
strona 120
Mój Tarot — Artur Mikuła
Czwórka mieczy
Wyśpisz się w piachu pod kombinatem
O tym jak ważnym dla nas jest sen, nie muszę nikogo przekonywać (tak sądzę). O tym jak bardzo wpływa on na nasze
zdrowie, nie tylko fizyczne, napisano tomy literatury, a
jako, że Repetitio est mater studiorum, więc nawet jeśli
nikogo do tych prawd przekonywać nie muszę to powtórzę
za encyklopedią16, iż niedobory odpoczynku sennego przekładają się na:
zaburzenia nastroju,
utrudnione skupienie uwagi,
spowolnienie reakcji,
długotrwała (ok. tygodnia) deprywacja (tj. pozbawienie) snu lub zaburzenia fazy REM mogą prowadzić do stanów zbliżonych do psychozy, halucynacji
(np. pacjent widzi ogień, itp.), oraz stanów paranoidalnych. Zaburzenia fazy REM występują także przy
alkoholizmie,
• upośledzenie aktywności układu immunologicznego –
zaburzenia w liczbie białych krwinek, upośledzenie
aktywności limfocytów w tym cytotoksycznych typu natural killer, które normalnie
zwalczają nieprawidłowe komórki: zarażone wirusem lub zmienione nowotworowo.
Obawiając się piętna osoby leniwej czasami lekceważę powyższą listę ostrzeżeń. Niejednokrotnie zmusza mnie do tego aktywność zawodowa, jako iż wykonuję pracę zmianową, nie jednokrotnie pełniąc tzw. telefoniczny dyżur nocny, co sprowadza się do tego, iż muszę reagować na dzwoniący telefon lub przychodzący SMS. Często bezsenność podyktowana jest koniecznością zajęcia się potomstwem (zwłaszcza w okresie niemowlęctwa, i to mnie osobiście
nie dotknęło), czy bliskimi, których dotknęła choroba. Niezależnie od wszystkiego ważną
umiejętnością, której nabyłem z czasem, okazała się umiejętność znalezienia czasu i miejsca
na wypoczynek, zwłaszcza, gdy wypadki losowe z jakichś względów mnie go pozbawiły. Jeśli
sen mimo wszystkich podejmowanych starań nie przychodzi wspomagam się nieinwazyjnie
ziołami o działaniu uspokajającym, czasami alkoholem w umiarkowanej ilości ku odprężeniu,
stosowną dietą, unikaniem sytuacji stresogennych. Jeśli mimo tych starań snu nadal mi brakuje idę do lekarza. Nowoczesne środki psychoaktywne, dobrze dobrane, wręcz czynią cuda. Decyduję się więc na nie albowiem wbrew temu co mówią słowa popularnej piosenki, oraz pragnieniu identyfikacji z legendą, najlepiej śpi mi się jednak we własnym łóżku, gdy zawijam
się w ciepły koc.
•
•
•
•
•••
Nie można walczyć cały czas. Czasami trzeba przestać dla nabrania oddechu, wyspania się,
odzyskania sił w inny sposób. Czasami trzeba zwolnić. Przyzwyczajeni do zdarzeń, do działania, do ciągłych emocji cierpią katusze w takich momentach. Boją się ich. Uważają za ‚niebezpieczne i groźne’.
16 http://pl.wikipedia.org/wiki/Sen
strona 121
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
No właśnie tak nie chcę skończyć, z drugiej strony człowiek zajmujący się tarotem przypomina inżyniera z Petrobudowy, czasami.
•••
Pierwszy List do Koryntian, rozdział 15:
(51) Oto ogłaszam wam tajemnicę: Nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni. (52) W jednym momencie, w mgnieniu oka, na dźwięk ostatniej trąby — zabrzmi
bowiem trąba umarli powstaną nienaruszeni, a my będziemy odmienieni. (53) Trzeba,
ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w to, co niezniszczalne, a to, co śmiertelne, aby
się odziało w nieśmiertelność. (54) A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się
słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. (55) Gdzież jest, o śmierci,
twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?
strona 122
Mój Tarot — Artur Mikuła
Piątka mieczy
Tanie dranie
Zrobiło się muzycznie. Kolejna karta z podkładem dźwiękowym w tle. Słowami autorstwa Jeremiego Przybory, z muzyką Jerzego Wasowskiego, w wykonaniu Wiesława Michnikowskiego i Mieczysława Czechowicza — czyli — niezapomniany utwór o tanich draniach.
Za świństewko drobne, proszę
pani, płaci pani grosze.
I za świństwo większej skali
budżet panu nie nawali.
Stosujemy zniżek system
za abonamenty świństew
- kto rąk nie chce kalać,
zań je pokala tani drań.
Ostatnimi czasy doszedłem do wniosku, że w świecie ludzi
ezoterycznych, zaangażowanych w duchowy rozwój, zaginął szereg pojęć. Nie ma w nim magii. W zamian istnieje
biała magia i czarna magia. Zniknęła z niego energia. Zastępują ją energia pozytywna i energia negatywna. Podobnie jest z emocjami. Pozostały wyłącznie dobre emocje i
złe emocje. A, że wszyscy wiemy czego wymaga stereotyp, więc mamy całkiem biały, pozytywny i dobry tłumek, który odrzuca czarność, wskazuje szkodliwość negatywów i koncentruje
się na tym co dobre. Ostatecznie przypomina to zabawę w Gwiezdne Wojny, w której nikt nie
chce zostać Mrocznym Lordem Sithów. Toteż gdy trafiasz na tę kartę w kanonicznym podręczniku Tarota dowiadujesz się, że jest ona nad wyraz mroczna i że wieści wyłącznie klęski, porażki i straty. W świecie pozbawionym kolorów nie może wieścić niczego innego. W świecie
tym bowiem nie istnieją złe charaktery, a jeśli już się pojawiają muszą pozostać jednoznaczne. Tymczasem …
Wielokrotnie byłem draniem — tanim draniem — jeśli mam być szczery. Budzącym sympatię i
to niezależnie oddokuczania radiem z góry, czy też uwiedzenia córki w poście. Tam, gdzie
inni rąk sobie nie kalali moje były uwalane po łokcie. W każdym aspekcie. Gdy patrzę na ten
złośliwie radosny język zwycięzcy zakładam, że może należeć do mnie. Gdy widzę paskudną
facjatę, z odrażającym uśmiechem nie zaprzeczam, że może to być moja rozradowana gęba.
Gdy widzę niewłaściwie odwrócony pentagram dopuszczam, że to może być logo mojej dzia łalności. Gdy widzę smutnych ludzi oddalających się w żalu nie identyfikuję się z nimi. Dobrze
się czuję obserwując Całą listę takich dań, które oferuje tani drań. Zamiast bać się, czy
drżeć przed pomyśl czy Ty także nie posiadasz pełnego zestawu cech drańskich.
•••
W pojedynkach samurajów remisy zdarzały się dość często i kończyły zgonem obydwu walczących. Ot niesprawiedliwość jawna, iż pokonany nie odchodził ze spuszczoną głową, a zwycięz ca nie miał się czym chełpić. Porażka, strata innych. Nic nie budzi w nas, zawistnikach, więk szych i radośniejszych emocji.
strona 123
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
List do Rzymian, rozdział 11:
(2) Nie odrzucił Bóg swego ludu, tego, który już przedtem poznał. Czyż nie wiecie, co
mówi Pismo o Eliaszu, o tym, jak się uskarżał przed Bogiem na Izraela? (3) Panie — mówił
pozabijali Twoich proroków, powywracali Twoje ołtarze. Tylko ja sam się uratowałem, a i
na moje życie też czyhali. (4) I cóż usłyszał w odpowiedzi? Zostawiłem sobie siedem tysięcy mężów, którzy nie ugięli swych kolan przed Baalem. (5) Tak więc i za naszych czasów
dzięki wybraniu przez łaskę reszta ocalała. (6) A jeżeli przez łaskę, to już nie wskutek
uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby łaską. (7) Cóż więc? Izrael nie osiągnął tego, czego
tak szukał. Tylko wybrani osiągnęli to, a inni zostali zaślepieni, (8) zgodnie z tym, co
mówi Pismo: Zesłał na nich Bóg ducha odrętwienia; dał im oczy po to, aby nie widzieli, a
uszy po to, aby nie słyszeli aż po dzień dzisiejszy. (9) A Dawid mówi: Niech stół ich stanie
się dla nich sidłami i pułapką, i powodem do zgorszenia i zapłatą. (10) Niech zaćmią się
ich oczy, aby nie widzieli, i niech będą zawsze zgięci we dwoje. (11) Pytam więc, czy aż
tak się potknęli, że odpadali? Ależ nie! Przeciwnie, ich upadki posłużyły za okazję do zbawienia dla pogan i w ten sposób w nich samych obudziła się [szlachetna] zazdrość. (12) A
jeśli ich upadek okazał się skarbem dla świata, ich zaś pomniejszenie — bogactwem dla
pogan, to czymże się okaże ich ubogacenie?
strona 124
Mój Tarot — Artur Mikuła
Szóstka mieczy
Gorączka
Z tytułowego filmu szczególnie mocno utkwił mi w pamięci
poniższy cytat:
Nie wolno przywiązywać się do czegoś, czego w razie
wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund.
Ile posiadam takich rzeczy? Rzeczy do których jestem przywiązany tak, iż konieczność ich porzucenia uznałbym za
niepowetowaną stratę? Ile takich osób znajduje się w moim
otoczeniu? Moja natura zbieracko-łowiecka wyklucza istnienie takich rzeczy oraz osób. Emocje nie pozwalają mi już
tak łatwo jak kiedyś rezygnować z ludzi. Przywiązanie uzależniło mnie od otoczenia. Otoczenia pełnego przydatnych
(z mojej perspektywy) sprzętów i takich samych ludzi.
Obecnie nie dziwi mnie już, wyrażony w ostatnim zdaniu,
permanentny utylitaryzm odniesiony do człowieka.
Jakkolwiek bym się zarzekał i twierdził, że opierać się chcę
o tradycję kontynentalną (to ona determinuje utylitaryzm)
tym razem muszę wpleść w rozważania wątek buddyjski:
W buddyzmie rozumie się przywiązanie jako nastawienie polegające na tym, że przeceniamy
dobre strony jakiejś osoby albo przypisujemy jej zalety, których nie ma, i wiążemy się z nią
emocjonalnie. Kiedy jesteśmy przywiązani, troszczymy się o innych, ponieważ są dla nas
mili. Dają nam prezenty, chwalą nas, pomagają i podtrzymują na duchu. Kiedy kochamy, pragniemy, aby wszystkie żywe istoty osiągnęły szczęście i jego przyczyny, ponieważ są takie
same jak my. Przez pryzmat przywiązania nie widzimy innych takimi, jacy są naprawdę, więc
obciążamy ich wieloma oczekiwaniami, myśląc że powinni być tacy, a nie inni, i robić to, a
nie tamto. A kiedy nie żyją według naszego scenariusza, czujemy się zranieni, rozczarowani i
wściekli. Kiedy kochamy innych, nie oczekujemy niczego. Akceptujemy ludzi takimi, jacy są, i
staramy się im pomagać, nie oczekując w zamian żadnych korzyści. Prawdziwa miłość nie zazdrości, nie jest zaborcza ani ograniczona do kręgu bliskich osób. Jest bezstronna i ogarnia
wszystkich.17
W buddyzmie kładzie się nacisk na: nie-przywiązanie. Nie przywiązywanie się jest ważne
szczególnie gdy umieramy. Możemy sobie pomyśleć: „Świetnie, w takim razie nie będę przy wiązany.” Jednak, pomimo naszych najlepszych intencji szybko przekonujemy się, że w rzeczy samej jesteśmy przywiązani. Jak możemy zacząć rozwijać postawę braku przywiązania
wobec uwarunkowanych zjawisk pojawiających się w naszym życiu? Możemy kontemplować
prawdę, że wszystkie zjawiska są ze swej natury iluzoryczne, są projekcjami. Oraz są nie trwałe. Gdy rozważymy te prawdy, wtedy oczywiście na poziomie rozumu jest dla nas jasne,
że nie należy się przywiązywać. Ale jak często w naszym życiu tak naprawdę przydatne okazują się dla nas filozoficzne rozważania?18
To pytanie jest pytaniem kluczowym. Można znać właściwą ścieżkę i świadomie nigdy na nią
nie wstąpić. Wtedy konieczność porzucenia dotychczasowych uwarunkowań w 30 sekund przestaje być tak oczywistą i łechcącą umysł. Akceptacja nie przychodzi już z taką łatwością. Bezstronność zanika. Z tej lekcji pozostaje wyłącznie rezygnacja. Nawet jeśli radykalna zmiana
ostatecznie wychodzi nam na dobre.
17 http://www.khandro.pl/dets/det_bud4p.html
18 http://www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=906
strona 125
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Manele na pakę, dzieciaki w pieluchy, żona w futro i ruszamy. Tam musi być jakaś cywilizacja,
a podróże kształcą, zwłaszcza te odbywane boso przez świat. O!
Tzw. karta przejścia.
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 2:
(13) Po odejściu ich anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi i powiedział mu: Wstań, weź
Dziecię i Jego matkę i uciekaj do Egiptu. Pozostaniesz tam tak długo, aż ci dam znak [powrotu]. Herod będzie bowiem szukał Dziecięcia, aby Je zabić. (14) Wstał zatem Józef,
wziął jeszcze w nocy Dziecię i Matkę Jego i udał się do Egiptu, (15) gdzie też został aż do
śmierci Heroda. W ten sposób miało się wypełnić słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego. (16) Tymczasem Herod, widząc, że został zwiedziony
przez Mędrców, popadł w straszną złość i rozkazał pozabijać w Betlejem i w okolicy
wszystkie dzieci nie mające jeszcze dwu lat, zgodnie z rachubą czasu podaną mu przez
Mędrców. (17) I tak wypełniła się przepowiednia proroka Jeremiasza, który mówił: (18)
Usłyszano w Rama krzyk, lament i płacz przejmujący. To Rachel opłakuje swoich synów i
nie chce, by ją pocieszano, bo nie ma ich już. (19) A kiedy Herod zakończył swe życie,
anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie jeszcze w Egipcie (20) i powiedział: Wstań, weź
Dziecię i matkę Jego i wróć do ziemi izraelskiej. Nie żyją już bowiem ci, którzy zagrażali
życiu Dziecięcia.
strona 126
Mój Tarot — Artur Mikuła
Siódemka mieczy
Juma
Niektórzy spośród żyjących między nami miewają osobliwy
stosunek do praw własności. Osobliwość tę charakteryzuje
najdobitniej termin ‚załatwić’. Otóż potrafią oni ‚załatwić’
wszystko. Część wszystkiego załatwiają średnio legalnie,
czasami na bakier z prawem stanowionym, naturalnym czy
‚boskim’. W naszym kręgu kulturowym bywają bohaterami
legend, że wspomnę chociażby takiego słowackiego herosa
gór, Janosika, którego zajumaliśmy dla podkreślenia etosu
prawdziwego zbója z ‚Polskich Tater’. Nic dodać, nic ująć.
Hołubimy ludzi obrotnych. Ludzi posiadających wrodzoną
smykałkę do robienia przekrętów. Podziwiamy ich. Nie jestem w tym względzie wyjątkiem. Fascynuje mnie chociażby Derren Brown — ba — wręcz jestem fanem psychologicznego iluzjonizmu, który uprawia. I wszystko jest fajnie. Do
czasu. Kres zachwytowi kładzie zawsze sytuacja, w której
sam padam łupem jakiegoś, teraz już nie bohatera lecz,
wrednego bandyty.
Każdej sprawie przyglądam się jednak z wielu stron. Nie
jest mi także obca etyka Kalego oraz jej założenie główne
czyli zdanie: ‚Kali być zwinąć z pola krowa sąsiada — bardzo wielkie dobrze’. Nie jest mi obca
także przeciwieństwo tej tezy: ‚Sąsiad zabrać krowa Kali — bardzo niedobra zbrodnia, sąsiad
zawisnąć, Kali szczęśliwy duże’. Czyli — tam gdzie jest mi to wygodne dostrzegam przekręt i
wołam o pomstę do nieba. Tam gdzie ów przekręt działa na moją korzyść jestem gotowy po godzić się z moralną niedoskonałością natury ludzkiej (swojej własnej). Tak to się kręci, a że
nikt nie wkłada pręta w mechanizmy ruchome więc kręcić się będzie po kraniec świata, i to,
nie ukrywajmy, przy moim własnym, aktywnym współudziale.
Pozostaje więc odpowiedzieć sobie samemu na pytanie zasadnicze: Dlaczego w ogóle akceptuję taki stan rzeczy?
Odpowiem filozoficznie: Albowiem jestem nieomal stuprocentowym aniołem z pełnym potencjałem, zarówno ku zwiastowaniom jak i wycinania w pień narodów.
•••
Wzbogacenie się kosztem innych uprawiane nie na drodze wymiany, ale zwykłego zawłaszczenia dóbr, idei, pomysłów. Plagiat, kradzież tożsamości. Niby oczywistym jest, że każdy ma na
swoim koncie taki epizod, ale można się wykazać wyższością i wyrazić pogardę. To wzmacnia
poczucie konformizmu. I daremno mówić, oraz pisać, że ‚to wcale nie jest tak’, skoro jest.
•••
Pierwsza Księga Samuela, rozdział 15:
(1) Powiedział Samuel do Saula: To mnie posłał Jahwe, żebym cię namaścił na króla Izra ela, Jego ludu. Posłuchaj tedy, co mówi Jahwe. (2) To mówi Jahwe Zastępów: Widziałem
wszystko, co Amalekici uczynili Izraelitom, zagradzając im drogę, gdy wychodzili z Egiptu.
(3) Idźcie teraz, zaatakujcie Amalekitów i obłóżcie klątwą całe ich mienie. Nie miejcie
nad nimi żadnej litości. Wymordujcie wszystkich mężczyzn i kobiety, młodzież i niemowlęstrona 127
Mój Tarot — Artur Mikuła
ta jeszcze przy piersi, woły i owce, wielbłądy i osły. […] (7) Tymczasem Saul poraził Amalekitów w okolicy od Chawila aż po Szur, które leży po wschodniej stronie Egiptu. (8) Żyw cem wziął do niewoli Agaga, króla Amalekitów, a na cały lud rzucił klątwę, zabijając
wszystkich ostrzem swojego miecza. (9) Saul, a z nim cały lud, ulitował się jednak nad
Agagiem, nad najlepszymi sztukami owiec, wołów, drobniejszych zwierząt, baranów i
wszystkiego, co było bardziej dorodne. Postanowili nie rzucać na to klątwy. Natomiast
wszystkie sztuki o mniejszej wartości lub całkiem bezwartościowe obłożyli klątwą. […]
(13) Kiedy Samuel już się spotkał z Saulem, Saul powiedział: Jahwe niech cię błogosławi!
Wypełniłem wszystkie słowa Jahwe. (14) A Samuel na to: Tak? A co to za beczenie owiec
dochodzi do moich uszu? A co to za woły, których porykiwanie słyszę? (15) Rzekł na to
Saul: Zwierzęta te zostały zabrane Amalekitom. Ludzie oszczędzili bowiem najlepsze
sztuki spośród owiec i wołów, aby złożyć je na ofiarę dla Jahwe, twojego Boga. Na całą
resztę rzuciliśmy klątwę.
strona 128
Mój Tarot — Artur Mikuła
Ósemka mieczy
Smoki i dziewice
Legendy i baśnie pełne są smoków i dziewic. Smoki, według
specyfikacji dietetycznej, dzielą się na:
smoki zjadające dziewice ochoczo i wbrew sprzeciwom prawych rycerzy pędzących im na ratunek,
• smoki młode, które jak twierdzą niektórzy, lubią bawić się jedzeniem,
• smoki dojrzałe, dla których dziewictwo przekąsek
jest sprawą drugorzędną,
• smoki, w menu których, dziewice nie występują (bynajmniej nie za sprawą braku tych ostatnich).
Wspominam o tym, albowiem patrząc na tę kartę mam
wrażenie, iż ktoś uznał mnie za poczwarę i wystawił przede
mną, w jego mniemaniu, wystawny, i teoretycznie pogodzony ze swoim losem, posiłek. Nic tylko wylądować i
schrupać. Rzecz w tym, że mając zgoła odmienne upodobania upodobania kulinarne, dziewicami się nie pasjonuję.
Zwierzęcy instynkt podpowiada mi, że o wiele ciekawsze
rzeczy znajdę w zamku na skale, tym, które w zamyśle autora obrazu pierwszoplanowe atrakcje mają mi przysłonić. Zniechęcić do eksploracji przez
podrzucenie stereotypowego bonusu.
•
Dziewice, według smoczego rozeznania, podzielić można na archetypy archetypy:
pogodzona z losem i gotowa do konsumpcji (będzie cierpieć ‚za miliony’ czy ‚ku chwale’ czegoś nieistotnego),
• powierzchownie pogodzona z losem, gotowa w dowolnym momencie okazać się nader
waleczną osóbką (w końcu dookoła tyle broni, którą można rozpłatać bestię),
• powierzchownie pogodzona z losem, oczekująca iż za chwilę pojawi się cny rycerz i
uwolni ją z łap gada,
• niepogodzona z losem.
W gruncie rzeczy, z mojego punktu widzenia, tylko ta ostatnia jest w jakiś sposób atrakcyjna.
Rzecz w tym, że tutaj jej nie ma, zwłaszcza, że i ja na dziewicę nie wyglądam.
•
Stereotypy. Wszędzie ich pełno. Zewsząd wystawia głowy hydra oczekiwań przeświadczona o
tym, iż zagram przypisaną mi rolę bezrefleksyjnie, że scalę ze stereotypem. Rzecz w tym, iż
jestem niechętny takiemu przyjmowaniu mojej roli w świecie. Jako smok nie jadam dziewic.
Gdy już zidentyfikuję się z dziewicą nie godzę się z przeznaczeniem jaki mi los i ludzie gotują.
•••
‚Pomożecie Towarzysze?’ pytał Edward Gierek? Po chwili konsternacji Towarzysze odpowiedzieli ‚pomożemy’. Zaangażowanie w życie nie własne? No w sumie … ale nie oczekujcie ode
mnie zbyt wiele. Ja tutaj sobie postoję i tak będę ‚wspierał’.
Tzw. karta przejścia.
strona 129
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Dziwnie brzmią mi w uszach słowa: Aforyzmem może się najeść tylko nasycony wiedzą.
•••
Księga Rodzaju, rozdział 32:
(25) Potem Jakub został sam. I ktoś zaczął się z nim zmagać aż do wschodu słońca. (26)
Ów ktoś, nie mogąc pokonać Jakuba, w pewnym momencie ugodził go w staw biodrowy. I
wyskoczyła Jakubowi kość ze stawu podczas dalszej walki. (27) W końcu ów ktoś zawołał:
Puść mnie, bo już świta! A Jakub na to: Nie puszczę cię, dopóki mnie nie pobłogosławisz.
(28) Wtedy tamten zapytał: Jak się nazywasz? A on odpowiedział: Jakub. (29) Tamten zaś
rzekł: Od tej pory już nie będziesz się nazywał Jakub, tylko Izrael, bo walczyłeś z Bogiem
i z ludźmi i odniosłeś zwycięstwo. (30) Wtedy rzekł Jakub: Powiedz mi teraz, jak ty się
nazywasz? Ale [nieznajomy] odrzekł: Dlaczego mnie pytasz, jak się nazywam? [Potem nic
nie mówiąc] pobłogosławił go na tym samym miejscu.
strona 130
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziewiątka mieczy
Okrucieństwo bezsenności
Bezsenność wpisana jest w wykonywany przeze mnie zawód. Pośrednio. Bardziej chodzi bowiem o stałą gotowość
świadczenia usług w tych dniach, w których pełnię dyżury
całodobowe. Co to oznacza w praktyce? To mianowicie, iż
niezależnie od pory dnia i nocy, jeśli otrzymam powiadomienie za pośrednictwem poczty elektronicznej (dzień),
telefonu lub SMS'a (noc), muszę, niezależnie od nastroju,
chęci, stanu ducha itd. itp., przystąpić do pracy. Gotowość
do pracy utrzymuję średnio przez pięć dni w miesiącu. Interesujące, z dzisiejszej perspektywy, jest też i to, że
praktycznie przez całe moje dorosłe życie, w każdym wykonywanym zawodzie, występował ten właśnie wymóg, co
może oznaczać, że preferuję taki styl funkcjonowania —
nocny. Dodam także do zestawu informacji i tę, że mój ‚rekord bezsenności’ to 54 godziny ciągłego funkcjonowania
wliczając w to przelot przez pół Europy.
Wszystkie te doświadczenia składają się na fakt nabycia
przeze mnie pewnej odporności na deprywację senną oraz
jej skutki. Mimo to, nawet ona nie jest w stanie uchronić
mnie przed konsekwencjami długotrwałej bezsenności będącej np. skutkiem doświadczeń
emocjonalnych, traumatycznych doświadczeń i przeżyć. Następstwem zawsze jest znaczący
spadek wydajności umysłowej i fizycznej. Stany zaniżonej odporności psychicznej i fizycznej
wiodą zaś, nieodmiennie, do jednostek chorobowych — od przeziębień poczynając na głębokiej depresji kończąc.
W takim świetle bezsenność jawi się jako forma wyrafinowanego okrucieństwa natury wobec
jednostki, i zupełnie inaczej postrzega się jej wykorzystywanie jako narzędzia tortur.
Bezsenność nadal jednak będzie wpisana w wykonywany przeze mnie zawód. Mój szacunek do
niej nadal utrzymywać się będzie na wysokim poziomie. Nadal będę stosował środki zapobie gawcze aby nie ulegać jej w okresach niewynikających z racji pełnionej profesji. Nie zamierzam także ustanawiać nowego rekordu aktywności ciągłej. Myślę, że wielkimi krokami zbliża
się pora, w której będę musiał przemyśleć kwestię uregulowania pór aktywności i ograniczenia jej w godzinach nocnych. Możliwość zamiany sowy w skowronka pozytywnie mnie dziś na straja.
•••
Ktoś nie śpi by mógł spać ktoś. Ktoś pracuje by nie pracować mógł ktoś. Zawsze ktoś robi coś,
doświadcza czegoś, aby inni nie musieli. Guzik. Jak w powiedzonku babci, tak długo jak długo
się nie oparzysz nie wiesz co to ogień i nie wiesz czego unikać.
•••
Zapoznałem się właśnie z pojęciem ‚kołysanki prenatalnej’. Podobno dobrze nastraja, uspokajając, nienarodzonych.
strona 131
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Ezechiela, rozdział 11:
(5) Potem zawładnął mną Duch Pański i powiedział do mnie: Powiedz im, że tak oto mówi
Pan: Tak oświadczyliście wy, synowie Domu Izraela, a ja wiem dobrze, co kryje się w waszych sercach. (6) Wymordowaliście wielu ludzi w tym mieście, jego ulice zasialiście trupami. (7) Dlatego tak oto mówi Pan Bóg: Mięsem są ciała poległych, których wymordowali ście w samym mieście, a całe miasto jest jednym kotłem. Was zaś Ja sam z tego miasta
wypędzę. (8) Miecz was przeraża i dlatego właśnie miecz na was sprowadzę. Tak mówi Pan
Bóg. (9) Usunę was z tego miasta, wydam was w ręce obcych, i przeprowadzę nad wami
sąd. (10) I tak poginiecie od miecza, a sądził was będę na granicy Izraela. I wtedy przekonacie się, że Ja jestem Panem.
strona 132
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziesiątka mieczy
Umarł król — niech żyje król!
Przychodzą takie momenty w życiu, gdy coś, zazwyczaj w
dramatycznych i gwałtownych okolicznościach, kończy się.
Mawiam wtedy ‚cóż — wypadki chodzą po ludziach’ i przechodzę nad tym do porządku dziennego. Czasami powtarzam za opowiadaniem ”[…] i było coś, co było bezgłośnym
krzykiem, i świat przestał istnieć, coś się skończyło i coś się
zaczęło, i coś trwało, i była cisza, cisza i spokój. I zachwycenie.”, a kiedy indziej po prostu wołam „umarł król —
niech żyje król”. Po prostu. Czasami niezależnie od faktu,
iż dotknęło to mnie. Niezależnie od kosztów, bilansu strat,
konsekwencji. Niezależnie od tego odczuwam pewną trudność w pisaniu o zakończeniach, w których nie widać happy
end'u, a jedyny optymizm sytuacyjny to ten, który w takich
okolicznościach, zdołam z siebie wykrzesać.
Problemem doświadczeń granicznych w kulturze współczesnej wydaje się być to, że pełniące funkcję przygotowawczą praktyki społeczne (rytuały, obrzędy i inicjacje) zostały
zaniechane, lub nadmiernie uproszczone, albo też skomercjalizowane (upopkulturowione). Czasami jest też tak, że
wydają się nam one przestarzałe, nie przystające do warunków współczesnych. Dlatego dość
często, miast odwołać się do dobrych wzorców przeszłości w tym zakresie i posługiwać się gotowymi narzędziami, eksperymentujemy z nowymi formami inicjacji mającymi nas na owe doświadczenia przygotować. Stawiamy się tym samym w pozycji zwierzęcia doświadczalnego i
żywimy optymistycznie nadzieję, że dany środek, mimo braku wiedzy na temat długofalowych
skutków jego działania, mimo wszystko nam nie zaszkodzi. Ponadto mocno podkreślany we
wszelkich nurtach duchowego rozwoju indywidualizm oddzielił doświadczenia graniczne od
transkulturowych przez co zatraciły one swoje znaczenie w kontekście szerszym niż tylko indywidualny. Mówiąc wprost — na własne życzenie odrzuciliśmy możliwość przechodzenia przez
doświadczenia graniczne w towarzystwie innych ludzi i zostaliśmy z nimi w relacji ‚sam na
sam’, źle znosząc tę sytuację. Nasza transformacja w takich okolicznościach jest tak utrudniona jak i niebezpieczna, nie mamy bowiem na czym wesprzeć się w konfrontacji z rzeczywi stością. Kryzys duchowy i kryzys tożsamości w takich warunkach staje się wyzwaniem często
przekraczającym nasze możliwości. Zmiana świadomości i rozwój osobisty oraz społeczny wydaje się być, w konsekwencji, misją, nieomal, samobójczą.
Zamiast okrzyku ‚umarł król — niech żyje król’ wołamy więc zazwyczaj ‚umarł król — to trage dia, co my teraz zrobimy’. A możemy zrobić tylko jedno — opanować emocje związane z dramatem sytuacji, zaakceptować gwałtowność zdarzeń i przemian, oraz krzyczeć — ‚niech żyje
król’ — wiedząc, że zmiana ta wyjść nam może tylko na dobre, o ile zachodzące w nas dzięki
temu zdarzeniu procesy przejdziemy w pełni świadomie.
•••
Niektóre rzeczy pozostają niezmienne i nieodwracalne. Doświadczam tego na pogrzebach i po
nich, gdy uświadamiam sobie, że ktoś był i nie ma go już. A jeśli jest to można z nim, najwy żej w myślach, porozmawiać. Zaakceptowałem to.
strona 133
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Chyba powiedziałem sam sobie kazanie. Niemniej dość ważne. Zdałem sobie bowiem sprawę z
rozdarcia, odcięcia od korzeni, w jakim postawiły mnie moje własne wybory i eksperymenty z
przeszłości.
•••
Księga Powtórzonego Prawa, rozdział 32:
(8) Gdy Najwyższy wyznaczał narodom ich dziedzictwo i oddzielał synów ludzkich [jednych
od drugich], wtedy też wytyczył granice między ludami według liczby synów Izraela. (9)
Bo cząstką Jahwe jest Jego lud, a Jakub — Jego szczególnym dziedzictwem. (10) Odnalazł
go bowiem na ziemi bezludnej, na pustkowiu wśród wycia dzikich zwierząt; otoczył go
opieką, zatroszczył się o niego i pilnował go jak źrenicy własnego oka. (11) Podobny do
orła, co gniazda pilnuje, krążąc nad pisklętami, rozpostarł Jahwe swoje skrzydła, uchwycił
Izraela i niósł go pod swymi piórami. (12) Jahwe sam go przeprowadził, nie było z nim
boga obcego. (13) Wprowadził go na wyżyny tego kraju i żywił Izraela owocami pola. Spra wił też, że miód ssali ze skały i dobywali oliwę z najtwardszych kamieni. (14) Śmietanę
mieli od krów, mleko od owiec. Łój z baranów baszańskich i z kozłów jedli z najlepszą
pszenicą. Pili krew winnych jagód — wyborne wino. (15) Utył Jeszurun i zaczął wierzgać —
tłusty się stałeś, gruby i otyły — oddalił się od Boga, który go uczynił, i wzgardził Skałą
swego ocalenia. (16) Zazdrość w Nim wzbudzili o bogów cudzych, ich obrzydliwości gniew
w Nim roznieciły. (17) Składali ofiary demonom, nie Bogu, bożkom, których wcale nie zna li; bożkom nowym, świeżo powstałym, takim, przed którymi nie drżeli ich ojcowie. (18)
Odeszliście od Skały, która was zrodziła, zapomnieliście o Bogu, co was na świat wydał.
(19) I zobaczył to Jahwe, i poczuł się wzgardzony przez własnych synów i córki. (20) I powiedział: Ukryję przed nimi me oblicze i zobaczę, jaki będzie ich koniec, bo jest to pokolenie przewrotne, synowie, w których nie masz dobrej wiary. (21) Pobudzili Mnie do za zdrości przez tego, który nie jest bogiem, do gniewu Mnie przywiedli swymi czczymi boż kami. Otóż Ja teraz pobudzę ich do zazdrości przez tego, który nie jest ludem, do gniewu
ich przywiodę przez naród nierozumny. (22) Bo gniew mój wybuchł już wielkim płomieniem i trawi wszystko aż do dna szeolu, niszczy ziemię i wszystkie jej plony, kruszy nawet
gór podwaliny. (23) I zgromadzę nad nimi różne nieszczęścia, wypuszczę w ich stronę moje
strzały, (24) będą ginąć z głodu, od gorączki i śmiertelnej zarazy. Poślę przeciwko nim be stie mocno uzębione oraz gady jadowite, co pełzają po ziemi. (25) Na zewnątrz będą ginęły ich dzieci od miecza, wewnątrz wszystkich napełni przerażenie: zarówno młodego mężczyznę, jak młodą kobietę, dziecko przy piersi i starców. (26) I powiedziałbym im, że wytracę ich jednym moim tchnieniem i sprawię, iż zaginie o nich wszelka pamięć wśród ludzi. (27) Ale mam wzgląd na zarozumiałość ich wrogów i nie chcę, żeby ich przeciwnicy
uniesieni pychą mówili: To nasza prawica była tak potężna, nie Jahwe uczynił to wszystko.
(28) Gdyż jest to naród niemądry, wszyscy są pozbawieni rozwagi. (29) Gdyby byli mą drzejsi, zrozumieliby, jaki czeka ich koniec.
strona 134
Mój Tarot — Artur Mikuła
Paź mieczy
Małpa z brzytwą
Czy poznaliście kiedyś człowieka młodego, zafrapowanego
światem, gotowym odkrywać go, podbijać, zdobywać? Czy
zetknęliście się kiedyś ze skutkami jego żarliwej prawości i
idealizmu? Ja owszem. We własnym życiu. Z sobą w rolach
głównych. Dwadzieścia lat temu. Efekciarski. Krótkofalowy.
Nastawiony na wywołanie wrażenia, zazwyczaj dobrego
pierwszego wrażenia. Jeśli coś mi nie pasowało krótkie —
ciach! — kończyło sprawę. Nie przejmować się — to zaleta i
cecha młodości. Mówienie sobie ‚zawsze będziesz miał na
to czas’, lub ‚zdążysz do tego wrócić, a nawet jeśli nie nie
ma czym się martwić’. Po latach okazało się, że życie to
nie salamandra, oraz, że rzeczy i sprawy raz odcięte, nie
tylko nie odrastają, ale i przyszyć się ich nie da. Rzeczy i
sprawy po latach nie stanowią problemu. Takowym są ludzie. Utraceni ‚w międzyczasie’. Takowymi są emocje, a
także świadomość możliwości zagubionych. Po latach
wszystko wydaje się odmienne. Wtedy jednak niezdecydowane zdecydowanie było naturalne, oczywiste i, ponad
wszelką wątpliwość, przyjemne.
Wspomnienia wywołują nostalgię. Nostalgia przynosi pokusę, by wrócić do dawnych schematów działania. Z wielką przyjemnością przeniósłbym przeszłość w ‚tu i teraz’. Korci mnie czasami bardziej niż bardzo ta chęć ponowienia dawnych eksperymentów. Przecież teraz, po latach, z bagażem doświadczeń, na pewno nie powtórzyłbym starych błędów. Czy na pewno?
Tego ostatniego nie jestem pewien. Teoretyzować o sobie w przeszłości, przy obecnej wiedzy,
można do woli. Bez problemu i z dużą swobodą można rozważać warianty różnych zachowań i
sytuacji, oraz analizując skutki decydować o tym co można było zrobić lepiej, czy tylko ina czej. W mojej ocenie analiza taka jest niezbędna. Zbędnym natomiast wydaje się być pragnienie powrotu. Użyję mocniejszego słowa — to podejście infantylne. Ale rozejrzyj się dookoła. Ile osób przez lata popełnia te same błędy? Ile osób nigdy nie zastanawia się nad skut kami swoich zachowań mając za nic siwe włosy na własnej głowie? Ile osób niczego życie nie
nauczyło?
Definicja ‚małpa z brzytwą’ to obrazowy opis sytuacji, w której istota nieodpowiedzialna posiada niebezpieczny przedmiot i pewnym jest, iż się nim posłuży. Praktycznie ani ona sama,
ani nikt w jej otoczeniu nie może poczuć się bezpiecznie. Stąd gdy widzę ‚młodego’ człowieka
z mieczem, gotowego podbić świat, żarliwego (także intelektualnie) i prawego, omijam go
szerokim łukiem. Czasami tylko z daleka krzyknę mu ‚gościu — stanowisz zagrożenie dla mnie’
— a w myślach dodaję ‚i dla siebie, ale jeszcze nie masz o tym pojęcia’. Wiem, że jeśli się nie
nadzieje parę razy na ostry przedmiot niczego się nie nauczy i powiększy szeregi orszaku Pana
z Manczy. Więc daję mu szansę, ale skutki wolę obserwować z dystansu.
•••
Na jakże ja kocham młodych gniewnych, pewnych siebie, wiedzy i umiejętności. Wszystko widzieli, wszystkiego doświadczyli, wszystko wiedzą (oczywiście lepiej). Wejdź takiemu w drogę
a zabije Cię bez litości. W imię postępu, prawdy, wiedzy, prawości. W imię zasad skurwysynu
(usłyszysz przed zejściem).
strona 135
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Pierwsza Księga Królewska, rozdział 3:
(16) Pewnego dnia przyszły do króla dwie nierządnice, stanęły przed nim (17) i jedna z
nich powiedziała: Litości, panie mój! Ta oto kobieta i ja mieszkamy pod jednym dachem.
Ja, przebywając w pobliżu niej, urodziłam dziecko. (18) W trzy dni po urodzeniu dziecka
przeze mnie ta kobieta również wydała na świat dziecko. Byłyśmy razem tylko we dwie,
nikogo oprócz nas nie było w domu. W całym domu byłyśmy tylko my dwie. (19) Otóż w
nocy zmarło dziecko tej kobiety, ponieważ przygniotła je we śnie. (20) Wtedy wstała w
środku nocy, wzięła moje dziecko ode mnie, gdy służebnica twoja spała, i położyła je na
własnym łonie, natomiast swoje nieżywe dziecko położyła przy mnie. (21) Kiedy wstałam
rano i chciałam nakarmić moje dziecko, zobaczyłam, że było martwe. Ale potem, przyglądając mu się dokładniej, spostrzegłam, że to nie było dziecko, które ja urodziłam. (22)
Wtedy druga kobieta zawołała: Nie, to moje dziecko żyje, a nieżywe jest twoje. Lecz
pierwsza na to: Ależ nigdy, to twoje nie żyje, moje zaś żyje. I tak spierały się w obecności
króla. (23) Powiedział tedy król: Jedna z was twierdzi: Dziecko, które żyje jest moje, natomiast to, które nie żyje, jest twoje. Druga zaś mówi: Żadną miarą! To, które nie żyje,
jest twoje; moje dziecko jest to, które żyje. (24) Zarządził więc król: Przynieście mi tu
miecz. Kiedy przyniesiono królowi miecz, powiedział: (25) Przetnijcie mieczem to żywe
dziecko na połowy i dajcie jedną połowę jednej kobiecie, a drugą — drugiej. (26) Wtedy
jednak kobieta, której dziecko żyło, wzruszyła się do głębi nad własnym dzieckiem i powiedziała do króla: Ach, panie mój! Niech już ona weźmie to żywe dziecko, byleby go nie
zabijano. Tymczasem ta druga się na to nie zgadzała, tylko mówiła: Niech nie mam ani ja,
ani ona! Przecinajcie je! (27) Rozkazał tedy król: Żyjące dziecko oddajcie tej pierwszej
kobiecie. Nie zabijajcie dziecka! Ona jest jego matką. (28) Gdy dowiedziano się w Izraelu
o wyroku wydanym przez króla, zaczęto się go bać, bo wiedziano, że rozstrzyga sprawy
według mądrości Bożej.
strona 136
Mój Tarot — Artur Mikuła
Rycerz mieczy
Fratres Militiae Templi
Gdy myślę o rycerzach miecza nieomal natychmiast przychodzą mi się na myśl Templariusze.
Szaleńca rozpoznaje się natychmiast. To głupiec, który
nie ma pojęcia o sztuczkach. Głupiec próbuje dowieść
swojej tezy, ma logikę wykoślawioną, ale ma. Natomiast szaleniec nie ma żadnej logiki, zdąża od jednego
krótkiego spięcia do drugiego. Dla szaleńca wszystko
stanowi dowód wszystkiego. Szaleniec ma idee fixe i
cokolwiek wpadnie mu w ręce, służy potwierdzeniu tej
idei. Szaleńca rozpoznaje się po swobodnym podejściu
do sprawy dowodu, po gotowości do szukania objawień.
I wyda się to panu zapewne dziwne, ale szaleniec prędzej czy później zawsze wyciąga z rękawa templariuszy.19
Zakony. Różokrzyże. Tradycje mniej lub bardziej mętne.
Ezoteryczne. Wzniosłe. Nawołujące.
Czy widzieliście kiedy pluton rekrutów po odbyciu marszu? Opowiedziałem to wszystko, żebyście zrozumieli,
jakie sprzeczności tkwiły w templariuszu. Miał być mistyczny, ascetyczny, nie jeść, nie pić,
nie pieprzyć, ale kroczyć przez pustynię, ucinać głowy nieprzyjaciołom Chrystusa, a im
więcej ich zetnie, tym więcej będzie miał kuponów do raju; śmierdzi, jest na co dzień kudłaty, a poza tym Bernard żąda, żeby po zdobyciu miasta nie rzucał się na dziewczynki czy
staruszki i żeby w bezksiężycowe noce, kiedy, jak wiadomo, samum wieje przez pustynię,
nie korzystał z drobnej przysługi ze strony swego ulubionego komiltona. Jak być mnichem
i zabijaką, rozpruwać brzuchy i recytować Ave Maria; nie masz prawa spojrzeć na oblicze
swojej kuzyneczki, a potem, po wielu dniach oblężenia, wkraczasz do miasta, wspaniałe
Sulamitki odsłaniają piersi i mówią weź mnie, weź, ale zachowaj przy życiu… Nic z tego,
templariusz musi pozostać twardy, śmierdzący, rozkudłany, jak chciał tego święty Bernard, i odmawiać kompletę…20
Czyżbym musiał dobitniej nakreślić ramy tak skonstruowanego świata?
Wyobraźcie sobie tylko tego rodzaju facetów, […] w dniu kiedy królewski bajliw aresztuje
ich i pokazuje im rozpalone żelaza? Gadaj, nicponiu, wyznaj, że wtykacie go sobie w zadek! My? Nie rozśmieszaj mnie swoimi cęgami, nie wiesz, do czego jest zdolny templariusz, mogę go wetknąć w zadek tobie, papieżowi, a nawet królowi Filipowi, jeśli nawinie
mi się pod rękę!21
Odczuwasz już ciążący nad Tobą nimb rycerstwa? Jego kult, historię, kodeksy? Obdarty ze złudzeń świat baśni? Doskonale. Co wybierasz dla siebie z tego świata? Legendę czy prozę? Ideał
czy bruk kodeksów honorowych? Który z modeli rycerstwa?
19 Wahadło Foucaulta, Umberto Eco
20 tamże
21 tamże
strona 137
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Nic nie utrzymuje ludzkiej wyobraźni w takim rozkwicie jak mit, spisek, tajne bractwa i prze jęcie władzy nad światem. To do nas zwyczajnie przemawia. Istnienie innych, złych, podstępnych, przebiegłych — jakże ono cudownie grzeje głupotę i naiwność; jak dziarsko się trzyma.
•••
W tym świecie żyję i ja i możesz polegać na mnie jak na Zawiszy moja Dulcyneo. A że jakiś
wiatrak zdemoluję? Cóż. Pośród wiatraków także spotkać można istne potwory.
•••
Pierwsza Księga Królewska, rozdział 7:
(1) Swój własny pałac budował Salomon — licząc wszystkie roboty wykończeniowe — trzy naście lat. […] (13) Po jakimś czasie polecił Salomon sprowadzić do siebie Hirama z Tyru.
(14) [Hiram] był synem pewnej wdowy z pokolenia Neftalego. Jego ojciec pochodził z Tyru
i był z zawodu brązownikiem. Był to człowiek mądry, bystry i umiejący robić najrozmaitsze przedmioty z brązu. Przybył on do Salomona i wykonał wszystkie zlecone mu prace.
[…] (40) Hiram sporządził ponadto zbiorniki, łopatki i kropielnice. W ten sposób doprowadził do końca wszystkie roboty, które Salomon zlecił mu w świątyni Jahwe. (41) Wykonał
więc dwie kolumny, dwie owalne głowice, znajdujące się na szczytach tych kolumn, i dwa
jakby z siatki pokrycia dwóch owalnych głowic na szczytach kolumn; (42) czterysta owoców granatu do obydwu pokryć, po dwa rzędy owoców granatu na każde pokrycie owalnych głowic, znajdujących się na szczytach kolumn; (43) dziesięć naczyń [poruszających
się na kółkach] i dziesięć zbiorników umieszczonych na tych naczyniach; (44) morze, posą gi dziesięciu wołów podtrzymujących morze; (45) poza tym zbiorniki, łopatki i kropielnice. Wszystkie te przedmioty, które Hiram wykonał na polecenie Salomona dla świątyni
Jahwe, były z polerowanego brązu. […] (51) Takie to prace wykonał król Salomon w świą tyni Jahwe. Ponadto kazał Salomon dostarczyć to wszystko, co ofiarował na świątynię jego
ojciec […].
strona 138
Mój Tarot — Artur Mikuła
Królowa mieczy
Elizabeth
Gdybym chciał wprowadzić Cię w klimat tego obrazu musielibyśmy poświęcić kilka godzin na obejrzenie dwóch filmów:
• Elizabeth
• Elizabeth: Złoty wiek
Dzięki nim poznalibyśmy charakter postaci, jej oczekiwania
i pragnienia (także niespełnione), lęki i radości. Zabrakłoby
nam tylko okresu końcowego życia, a więc tego, którego
jeszcze nie nakręcono, a który poznać można w trakcie medytacji nad tą kartą. Przemierzylibyśmy jednak razem z nią
drogę od dzieciństwa do kobiecości. Towarzyszylibyśmy jej
w zmianie kobiety w królową, oraz przeistoczeniu się monarchy w symbol. Cała ta droga dostarczyłaby nam wiedzy
o tym jak wiele masek może przybrać osoba doświadczona
przez życie. Jakim dystansem może się wykazać. Poznalibyśmy także wiedzę, którą byłaby gotowa nam przekazać, o
ile byłaby gotowa i chętna by się nią z nami podzielić.
Dlaczego może nie być, zapytasz? Myślę, że bywają takie
chwile w jej życiu, kiedy nie ma już ani potrzeby, ani ochoty, aby udzielać komuś nowemu
lekcji. Lekcji, którą powtarzała wielokrotnie. Jest zmęczona, a to sprawia, że wygląda na niechętną światu. Wyniosłą i niedostępną. Wysoką i daleką. Przyzwyczaiła się już do tej roli.
Czy możesz ją sobie zjednać? Możesz. Jeśli szczerze okażesz jej szacunek, a okazując go wykażesz się dojrzałością. Gdy traktować ją będziesz jak partnera z odpowiednio wyższym statusem jej niechęć stopniowo będzie ustępować zdystansowanej życzliwości. Gdyby jednak oka zało się, że Twój szacunek był nieszczery, dojrzałość nieprawdziwa, a partnerstwo miało na
celu uzyskanie przez Ciebie korzyści (jej kosztem)… cóż. Współczesna Elżbieta nie wyśle Cię
do Tower, a Twoja głowa nabita na włócznię nie przyozdobi wjazdu do miasta, ale Twoje życie
zamieniać się będzie powoli w przedsionek piekła. Powoli, albowiem w jej świecie rewanż
jest tym, co smakuje się w należytych warunkach. Czym sycić się należy na spokojnie i z wyrachowaniem. Na trzeźwo.
•••
Wielu ludzi odczuwa naturalny respekt przed majestatem wynikającym z roli pełnionej przez
innego człowieka w społeczeństwie. Serce drży im na widok policjanta, polityka, duchownego, celebryty. I niczym za czasów Piotra Wielkiego większość ludzi ‚wstyda się majestatu’
przybierając wygląd ‚lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć’, najczęściej urojonego, obiektu kultu.
•••
XIII Stoleti z utworem Elizabeth. W tym miejscu? Czemu by nie :)
•••
Druga Księga Kronik, rozdział 9:
strona 139
Mój Tarot — Artur Mikuła
(1) Królowa Saby dowiedziawszy się o sławie, jaka otaczała Salomona, przybyła do niego
do Jerozolimy, pragnąc za pomocą różnych zagadek przekonać się o jego mądrości. Towarzyszył jej wspaniały orszak, a liczne wielbłądy dźwigały ogromne ilości wonności, złota i
drogich kamieni. Stanęła przed Salomonem i zaczęła z nim rozmawiać o wszystkim, co leżało jej na sercu. (2) Salomon odpowiadał wyczerpująco na wszystkie jej pytania i nie
było sprawy, której nie potrafiłby jej wyjaśnić. (3) Kiedy królowa Saby przekonała się już
sama, że Salomon jest rzeczywiście bardzo mądry; kiedy obejrzała zbudowany przez niego
pałac; (4) kiedy zobaczyła, co jada i jak mieszkają jego urzędnicy; jakie mają pomieszczenia i szaty jego słudzy; kiedy przyjrzała się ofiarom, jakie składano w świątyni Jahwe,
wprost nie posiadała się ze zdumienia. (5) Wreszcie powiedziała do króla: Tak więc prawdą jest to wszystko, co słyszałam w swoim kraju o twoich dziełach i o twojej mądrości! (6)
Nie wierzyłam w to, co mówiono, dopóki nie przyszłam tu i nie zobaczyłam wszystkiego na
własne oczy. Otóż widzę teraz, że nawet połowy nie opowiedziano mi o twojej mądrości.
Przewyższasz po wielekroć to wszystko, co o tobie się opowiada. (7) Szczęśliwe twoje
żony, szczęśliwi twoi słudzy, którym dane jest być zawsze przy tobie i podziwiać twoją
mądrość! (8) Niech będzie błogosławiony Jahwe, twój Bóg, za to, że znalazł upodobanie w
tobie i posadził cię na tronie jako króla (służącego) Jahwe, twojemu Bogu. Twój Bóg ustanowił cię królem nad całym Izraelem, abyś przestrzegał prawa i sprawiedliwości, dlatego
że miłuje On ten naród i pragnie, żeby trwał na wieki.
strona 140
Mój Tarot — Artur Mikuła
Król mieczy
Facet w lustrze
Część interpretatorów sugeruje powiązania tej karty z kartami Cesarza i Sprawiedliwości w Wielkich Arkanach.
Patrząc w lustro chciałbym powiedzieć sobie „jestem dojrzały, od dzisiaj nie muszę już nic w tym kierunku robić”.
Tymczasem dojrzałość to proces. Seria zdarzeń uwzględniająca ‚tu i teraz’. Świadomość, że jeszcze zostało mi coś do
zrobienia, do poprawienia w sobie. Proces przynoszący spokój wewnętrzny, opanowanie, dystans i umiar. Pozwalający
zrozumieć siebie, przeżywane emocje, odczucia i myśli.
Dający świadomość możliwości ale także wad i ułomności.
Proces na życie — nie zaś jednorazowo osiągany, na wieki
wieków, stan.
I niby wszystko jest jasne. Wszyscy wszystko rozumieją, potakują głowami i … gdy tylko nikt nie patrzy hyc na tron
(fotel, kanapę, krzesło) zestaw podręczny ‚przedmiotów
władzy’ (w moim przypadku to kawa i klawiatura, ale słyszałem także o wariancie z piwem, oraz ‚że kto ma pilota
ten ma władzę’) w łapę i ‚rządzimy’. Poprawiamy świat.
Ferujemy wyroki podrzucając w przestrzeń trafne podsumowania sytuacji. Jak mawiał pewien
wieczny dyrektor: Ja mogę przemawiać, owszem, ogólnie, ja mogę naświetlić sytuację międzynarodową, ale w tych szczegółach Marysia to wszystko musi wyjaśnić.22 Razem z nim liczę
na pomoc swojej Marysi. W tych szczegółach mniej ogólnych i w tych sytuacjach niekoniecznie międzynarodowych. Poza tym jestem ekspertem, ‚dyrektorem z zawodu’ i upodobania.
Czasami łaskawie podzielę się samozadowoleniem z przedstawicielem innej kanapowej loży
czy koterii. Znasz to prawda?
Skoro znasz wiesz, przed czym się chronić. Wiesz czego unikać i nad czym rozważać. Ja także
już wiem, że patrząc w lustro o poranku widzę faceta, który nie pójdzie na emeryturę, nie
spocznie na laurach, nie zadowoli się zasiadaniem na tronie, nawet jeśli owo zasiadanie w ja kimiś momencie słusznie mu się będzie należało. Oglądam twarz dojrzałego człowieka. Patrzę
mu uważnie w oczy i widzę czekający go proces zmian. Znam jego wartość, wiem jakie ma
możliwości. Wiem, że podoła temu co ma zrobić i osiągnąć. Pozwolę mu zatem działać. Pozwolę mu na popełnianie błędów i świętowanie sukcesów. Pozwolę mu być człowiekiem spełnionym. Władcą w podróży.
•••
Dzierżę władzę. Jakikolwiek byłby mój los. Dzierżę ją i nie dzielę się nią tak długo, jak długo
nie uznam godności innego człowieka, jak długo, za godnego współwładzy, go nie uznam. I
wbrew obiegowym opiniom jestem cholernie wymagający. Od innych oczekuję tego czego wymagam od siebie.
22 Poszukiwany, poszukiwana – polska komedia z 1972 roku w reżyserii Stanisława Barei
strona 141
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Bardzo sympatyczna karta. Nad wyraz przyjemnie odbyłem z nią podróż w głąb siebie i na ze wnątrz. Popatrzyłem na siebie w kontekście. Poczułem się jak pączek w maśle i zrobiłem so bie dobrze. Odsłoniłem także to, co stwarza problemy. Rozebrałem to na czynniki pierwsze.
Zrozumiałem. Mam nowe cele nad którymi warto pracować :)
•••
Druga Księga Kronik, rozdział 9:
(22) Bogactwami i mądrością przewyższał król Salomon wszystkich władców ziemi. (23)
Wszyscy królowie ziemi odwiedzali Salomona, aby móc podziwiać mądrość, którą Bóg włożył w jego serce. (24) Każdy przekazywał mu wtedy podarki ze srebra i złota, cenne szaty,
broń, wonności, konie i muły. I tak bywało każdego roku. (25) Miał Salomon stajnie na
cztery tysiące koni, przeznaczonych do ciągnienia rydwanów, dwanaście tysięcy jeźdźców,
którzy byli rozmieszczeni zarówno po miastach, gdzie znajdowały się rydwany, jak i w pobliżu króla, w Jerozolimie. (26) Podlegali mu wszyscy ówcześni władcy, od Rzeki aż po
krainę Filistynów i po granice z Egiptem. (27) Doprowadził król do tego, że w Jerozolimie
złota było tyle co zwykłych kamieni, a cedrów tyle co sykomor rosnących na Szefeli. (28)
Konie dla Salomona sprowadzano z Egiptu i ze wszystkich innych krajów. (29) Pozostałe
dzieje Salomona, zarówno te wcześniejsze, jak i późniejsze, są opisane w Kronikach proroka Natana, w Proroctwie Achiasza z Szilo oraz w Widzeniach ‚widzącego’ Jeddo w spra wie Jeroboama, syna Nebata. (30) Salomon sprawował w Jerozolimie władzę nad całym
izraelem przez lat czterdzieści.
strona 142
Mój Tarot — Artur Mikuła
As denarów
Tajemniczy ogród
Jest takie miejsce na ziemi. Ci, którzy je odkryli pozostają
pod jego niezatartym urokiem. Gdy spotykają na swojej
drodze ludzi otwartych na nowe doświadczenia dzielą się z
nimi tym odkryciem. Jednych wpuszczają z korzyścią dla
ogrodu. Innych przymuszają do odwiedzin. Dobrze czytasz
— siłą lub manipulacją zmuszają ich do poznania tego miejsca. Są też tacy ludzie, którzy świadomie o nim zapomnieli.
Zamknęli go przed światem, i wyrzucili klucz.
Ogród to najbezpieczniejsze miejsce […]. Przestrzeń w
umyśle, choć zarazem między wymiarami. Trudno mi to
dobrze wytłumaczyć. Kiedy nauczysz się otwierać
ogród, zrozumiesz sama. Najważniejsze, że musisz
umieć tam wejść w każdej chwili. Bez zastanowienia,
natychmiast. Uciekając przed niebezpieczeństwem, w
momencie zagrożenia, kiedy czujesz się słaba lub zostaniesz ranna. W ogrodzie nic ci nie grozi, jeśli nie pozostajesz tam zbyt długo. Na razie musisz nauczyć się widzieć swój ogród tak realnie jak pokój, w którym
mieszkasz. Musisz go lubić, stworzyć według własnych
reguł, wyposażyć we wszystko, co kojarzy ci się z radością, spokojem i bezpieczeństwem.
To twoje wymarzone miejsce, Miriam. Dom. Niemalże raj. […] ogród powstaje spontanicznie. Nie możesz go wymyślić. Pozwól mu zaistnieć. Odpręż się, […] myśl o czymś przyjemnym, wtedy pozwoli ci się odkrywać. Nie siłuj się z tym. Stracisz tylko czas. Dowiesz się,
co stoi w kącie pokoju i leży w szufladach biurka, jeśli stworzysz szansę, żeby tam cokolwiek powstało, rozumiesz?23
I tak wylądowałem na miejscu startu. Przed wejściem do ogrodu. Zaskoczony w trakcie zwie dzania. Brama w ogrodzie do ogrodu. Brama tam, gdzie spodziewałem się pozostać zwyczajnym turystą. Wiodąca do czegoś ukrytego pośrodku. Budząca zmysł odkrywcy lub grabieżcy. Ty
być może właśnie zastanawiasz się nad tym, dlaczego fantastyka nagle rozgościła się w tym
miejscu. Odpowiedzią jest plac zabaw przed wejściem. Znaki i cuda na ziemi i niebie, które
tam kuszą. Gdy przejdziesz przez ten miraż złudzeń, gdy nauczysz się ignorować igrzyska,
znajdujesz Wejście, Bramę, Siebie, Raj. Ja stoję przed nią w tej chwili i się waham. Powta rzam sobie ‚ja już tam kiedyś byłem’, i pytam ‚dlaczego wtedy wyrzuciłem klucz’?
Tym razem wejdę do środka. Stworzę szansę. Pozwolę zaistnieć. Odkryję. Dowiem się. Tym
razem będę odkrywcą. Czasy konkwisty już minęły.
•••
Załączyły mi się motywy szamańskie. Archaiczne. Axis mundi po raz kolejny.
Tzw. karta przejścia.
23 Zakon Krańca Świata, tom 1, powieść (Fabryka Słów, lipiec 2005); Maja Lidia Kossakowska
strona 143
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 7:
(14) Lecz brama, przez którą wchodzi się do życia, jest ciasna, a droga, która tam wie dzie, jest wąska. I tak niewielu ją znajduje ! (15) Strzeżcie się fałszywych proroków, tych,
co to przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są to wilki drapieżne. (16) Po ich
owocach rozpoznacie ich. Bo czyż zbiera się winogrona z cierni albo figi z ostu? (17) Tak
więc każde drzewo dobre — rodzi owoce dobre, a drzewo złe — złe owoce rodzi. (18) Do bre drzewo nie może nawet rodzić złych owoców, a złe drzewo nie może rodzić owoców
dobrych. (19) Wszelkie drzewo, które nie rodzi dobrego owocu, zostanie wycięte i wrzucone do ognia. (20) Po ich owocach poznacie ich. (21) Do królestwa niebieskiego wejdzie nie
ten, kto mówi: Panie, Panie, lecz ten, kto czyni wolę Ojca Niebieskiego. (22) Wielu będzie
mówić dnia owego: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imię Twoje? Czyż nie w imię
Twoje wyrzucaliśmy czarty? Czyż nie dokonaliśmy w imię Twoje wielu cudów? (23) A wtedy
powiem im otwarcie: Nigdy was nie znałem; odejdźcie ode Mnie, wy, którzy się dopuszczacie nieprawości.
strona 144
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dwójka denarów
Taniec pingwina na szkle
Życie na boki mnie kiwa. I byle dalej, i byle więcej, byle
jakoś ułożyć wszystko co powinno zostać ułożone. Bez
chwili wytchnienia. Kusym truchcikiem załatwiam sto
spraw. I jeszcze jedna, i jeszcze, balansując pomiędzy nimi
staram się zaspokoić bieżące potrzeby. Ważąc sprawy, ich
jakość, ważność, porządkuję, zmieniając nieustannie hierarchię widzę jak rośnie mi, od trosk, łysina. Zakładam kapelusz i udaję, że nie było problemu. Rozliczne koleje losu,
rozliczne zdarzenia, okoliczności, wpływy, relacje, stosunki. Bez względu na to czy o tylko burza w brodziku czy też
oceaniczne tornado. To cały mój sen na peronie pod wiatr.
Moja własna magia równowagi.
W świecie, w którym żyję, nie istnieją sprawy nieważne.
Nie istnieją wybory proste. Nie istnieją alternatywy oczywiste. Nie istnieje białe i czarne. Wszystko znajduje się w
ciągłym ruchu. Stan trwały, constans, wydaje się baśnią o
kwiecie paproci. I to nie dotyczy bynajmniej tylko spraw
ważkich, bo tych nie dotyczy on zazwyczaj wcale, więc nie
zadaje sobie pytań abstrakcyjnych o to jak mieć ciastko i
zjeść ciastko. Dotyczy rzeczy i kwestii codziennych, przyziemnych z definicji ale nie trywialnych. Bez tego całego zabiegania, zapewniania warunków bytowych. Bez tego instynktu przetrwania, nie obywa się nic w moim świecie.
Dobrze jest jednak czasami zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na skutki. Obejrzeć je. Za chwycić się nimi. Wyrazić ten zachwyt. Nabrać pewności, że taniec pingwina na szkle ma sens
wbrew bezsensowi. Wbrew szarości kamienic. Wbrew twarzom bez wyrazu mijanym na mieście. Wbrew nijakiemu, bezimiennemu nic.
Otaczają mnie bezimienne pingwiny. Zabiegane, rozkrzyczane, zajęte sobą, swoim życiem,
swoim kiwaniem na bogi. Każdy posiada inną magię równowagi. W niej to miejsce, w którym
odpoczywa. Odnajduje się. Trwa. Jest. Tańczy swój szalony taniec. Dzisiaj jednak obchodzi
mnie wyłącznie moje własne terytorium. I tylko nim będę się zajmował.
•••
Będąc wężem zjeść swój własny ogon. Będąc psem gonić z nim. Zamknąć świat wokół jednej,
prostej, czynności, wartości, idei. Zamknąć się w niej i zostać. Niezmiennie.
•••
Księga Hioba, rozdział 14:
(1) Z niewiasty urodzony człowiek krótko i niespokojnie żyje. (2) Jak kwiat wyrasta i
więdnie zaraz, znika jak cień, który trwa przez chwilę. (3) A jednak nie spuszczasz go z
oczu, i każesz mu stanąć przed sądem. (4) Czy może nieczysty zrodzić czystego? O, zapewne nigdy! (5) A kiedy wyznaczysz kres dni jego, kiedy określisz liczbę jego miesięcy, gdy
życiu jego wytyczysz granice, których nie wolno mu będzie przekroczyć, (6) to zostaw go
już w spokoju, niech choć jak robotnik najemny cieszy się swoim życiem. (7) Nawet drzewo ma jeszcze nadzieję, bo ścięte znów wypuszcza pędy i jego młoda odrośl już nie ob strona 145
Mój Tarot — Artur Mikuła
umiera. (8) Korzenie w ziemi mogą się zestarzeć, w piasku nawet pień jego zacznie obumierać, (9) lecz gdy je woda ożywi, znów rośnie, i pędy wypuszcza jak młoda sadzonka.
(10) A gdy człowiek umiera, nic zeń nie zostaje. Bo gdzie się znajduje, gdy zejdzie z tego
świata? (11) Wody w morzu zabraknie, rzeki wyschną i znikną, (12) a nie powstanie czło wiek z miejsca swego spocznienia, Niebiosa przeminą, a on się nie zbudzi i już ze snu swe go nie powstanie. (13) Gdybyś tak ukrył mnie w zaświatach i zachował przed Twoim gniewem; gdybyś mi trochę czasu zostawił i dopiero potem wrócił do mnie! (14) Lecz czy ożyje
ten, kto umarł? Czekałbym przez wszystkie dni mego bojowania na tę chwilę, kiedy powstanę.
strona 146
Mój Tarot — Artur Mikuła
Trójka denarów
Praca
Lew Tołstoj napisał, że ”pożyteczna praca jest zawsze cicha i niezauważalna”. Zapominam o tym zapatrzony w
schematy. Wyrażam podziw dla wielkich ludzi. Tytanów
pracy. Artystów fachu. Podziwiam ich. W tym podziwie łatwo jest mi zachwycić się artyzmem jakiegoś dzieła i zapomnieć o tym, iż na sukces autora pracowała rzesza anonimowych robotników wykwalifikowanych. Architekt stworzył
plany, malarz namalował obraz, inżynier zaprojektował superkomputer, rakietę kosmiczną … ale to nie architekt zbudował konstrukcję, nie malarz utkał płótno, nie inżynier
zbudował cud techniki. Największy wkład w ich stworzenie
mieli anonimowi, cisi i niezauważalni ludzie.
Być może nie posiadają oni wizji obejmującej wszelkie
aspekty tworzonego dzieła i koncentrują się na osiągnięciu
perfekcji w realizowaniu zadań cząstkowych i mocno specjalizowanych. Nie tylko koncentrują się. Poświęcają czas i
siły w osiągnięciu mistrzostwa świata (i okolic) w rzeczy
małej. Celowo, świadomie, żmudnie, często bez perspektywy bycia nie tylko docenionym, ale w ogóle dostrzeżonym.
W upływem lat zauważam, że właśnie takich ludzi cenię bardziej niż wybitnych ekspertów ‚od
wszystkiego’. Po prostu cenię rzemieślników, dla których liczy się ich praca, pasja i kunszt, a
nie uznanie ze strony innych ludzi.
Myślę, że podobnie do mnie zauważasz, że obecnych czasach człowiek zajmujący się tarotem
otrzymuje solidną dawkę wiedzy nadmiarowej. Sięgasz po dowolną książkę, słuchasz wykładu,
i dowiadujesz się, że tarot to nie tylko karty, ale że to „karty+” astrologia, numerologia lub
gematria, nauka o żywiołach, magia, thelema, kabała, objawienia, aniołowie, czakry, energie
itd. itp. lista jest długa. Tak długa jak lista archetypów, które można odnaleźć w kartach. W
pewnym momencie gdy starasz się zrozumieć dowolny ich aspekt autorytety nieomal natychmiast zmuszają Cię do używania narzędzi dodatkowych. Abym nie okazał się człowiekiem gołosłownym opiszę to zjawisko na podstawie technik określania czasu w kartomancji. Nie spotkałem się dotychczas w publikacjach z jasnym stwierdzeniem, iż czas w kartach jest sumą
dwóch składników — pytania zadanego kartom i rozkładu, który sugeruje kolejność zdarzeń w
odpowiedzi. Spotkałem się natomiast z sugestiami odwołania się do astrologii i przypisania
znaków zodiaku do kart, z ich wartością numeryczną lub literową (kabała), odwołaniem do żywiołów, czy kolorystyki. Innymi słowy spotkałem się z wiedzą nadmiarową, z mojego punktu
widzenia zbyteczną, i to niezależnie od jej walorów ‚artystycznych’. Nie tylko spotkałem się.
Sam jej uległem i sporo czasu zajęło mi (i nadal zajmuje) stopniowe odchodzenie od tej nad miarowości. Odchodzenie, w którym koncentruję się na kartach a nie na wiedzy dodatkowej
podsuwanej przez rozmaite źródła. Na tym polega ostatnio moja praca, do tego sprowadza się
‚niekanoniczność’ prowadzonej medytacji.
•••
Klimaty zawodowe mocno dają mi się we znaki. Spieszę się by domknąć rozpoczęte kiedyś
projekty. Jeden po drugim. By domknąwszy je zwieńczyć w jakiś sposób rozpoczęte kiedyś
dzieło. Choćby cząstkowo.
strona 147
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Wyjścia, rozdział 26:
(1) Zrobisz także przybytek, używając do tego dziesięciu rodzajów tkanin: przede wszyst kim użyjesz bisioru kręconego, purpury fioletowej, purpury czerwonej oraz karmazynu, z
podobiznami cherubów, wykonanymi przez najlepszego tkacza. (2) Tkaniny powinny mieć
dwadzieścia osiem łokci długości i cztery łokcie szerokości. Każda tkanina powinna mieć
takie same wymiary. (3) Pięć spośród tych tkanin należy połączyć w jedną całość, pięć w
drugą. (4) Do brzegów tkaniny tworzącej pierwszą całość przyszyjesz wstążki z purpury
fioletowej, to samo uczynisz z tkaniną tworzącą drugą całość. (5) Ponadto przyszyjesz
pięćdziesiąt wstążek do pierwszej tkaniny [z pierwszej całości] oraz pięćdziesiąt wstążek
do tkaniny ostatniej [z drugiej całości], tak żeby sobie nawzajem odpowiadały. […] (30)
Cały przybytek wykonasz dokładnie według wzoru, który został ci pokazany na górze.
strona 148
Mój Tarot — Artur Mikuła
Czwórka denarów
Twierdza
Pamiętam dwa filmy, których tytuł przetłumaczono polskim
terminem ‚twierdza’. Pierwszy, lepiej znany, The Rock
(1996), opowiada historię, która koncentruje się na problemach w dostaniu się do więzienia Alcatraz w nader szczytnym celu ochrony ludzi przed szaleńcem. Drugi, starszy i
mniej znany, The Keep (1983), opowiada historię rumuńskiej twierdzy, w której murach uwięzione zostało zło.
Wspominam o nich w tym miejscu, albowiem istnieją dwa
sposoby odizolowania się od świata. Pierwszy zakłada świadomą i samodzielną decyzję. Mam wybór odnośnie tego
czym chcę się zająć, tym na czym chcę się skoncentrować,
tym do co chcę osiągnąć. I znam drogę; wiedzie ona przez
pustelnię, choćby w czterech ścianach własnego domu.
Mogę bronić tego wyboru wszelkimi sposobami, które
znam, które są mi dostępne. Drugi nigdy nie jest decyzją
podjętą samodzielnie. Jest wynikiem działania czynników
zewnętrznych. Decyzja o odosobnieniu nie należy do mnie.
Nie mam na nią żadnego wpływu. Jestem zamknięty, odizolowany, a jedyne co mi pozostaje do dyspozycji to właśnie
ten wewnętrzny świat. Z jednej strony to jedyna sfera mojej wolności i niezależności, z drugiej zaś więzienie. W teorii brzmi to na tyle dobrze, że nie odczuwam żadnego dyskomfortu.
Jestem w stanie zracjonalizować obie sytuacje, wskazać je we własnym życiu. Ocenić, choćby
w przybliżeniu, korzyści i straty, które mi przynoszą.
Na filmie i w teorii zawsze widać wyraźną granicę. W życiu, pomiędzy przyjemnością a przymusem, granice te nie są już tak chirurgicznie precyzyjne. Wybór i brak wyboru mieszają się
ze sobą w rozmaitych, nierzadko wybuchowych, proporcjach. Oddzielenie ich często graniczy
z cudem. Pozostaje skutek — izolacja, odosobnienie, oddzielenie od innych. Z trzeciej strony
istnieje taki świat, który wydaje się kwintesencją opisanych skutków. Świat, o którym napisa no:
Nic tutaj nie rozprasza. Ani zapach, ani wygląd, ani to, że piersi są zbyt małe. W Sieci
obraz siebie kreuje się słowami. Własnymi słowami. Nigdy się nie wie, jak długo
wtyczka będzie w gniazdku, więc nie traci się czasu i od razu przechodzi do rzeczy, i
zadaje naprawdę istotne pytania. Zadając je, tak do końca chyba nie oczekuje się zu pełnej szczerości.24
• W sieci można udawać wszystko, z wyjątkiem tego, co się naprawdę liczy. Nie możesz
udawać inteligencji, poczucia humoru ani błyskotliwości… złośliwości, przewrotności,
ani całej reszty twojej paskudnej, fascynującej osobowości. 25
To świat, w którym opisuję moje doświadczenia z kartami — internet.
•
24 Janusz Leon Wiśniewski, [email protected]ść w Sieci
25 Antonina Liedtke
strona 149
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ta karta wydaje mi się dobrym odzwierciedleniem idei internetu, traktowanego jako zjawisko
społeczne. Miejsca, w którym pośród milionów użytkowników człowiek finalnie skazany jest
na oddzielenie i samotną podróż przez życie.
•••
Ewangelia Mateusza, rozdział 4:
(1) Duch zaprowadził kiedyś Jezusa na pustynię, aby był poddany kuszeniu przez szatana.
(2) Poszcząc tam przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy, począł Jezus odczuwać głód.
(3) Zbliżył się wtedy do Niego kusiciel i powiedział Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rozkaż
tym kamieniom, żeby się zamieniły w chleby. (4) Lecz On mu odpowiedział: Napisane jest:
Człowiek żyje nie samym chlebem, lecz wszelkim słowem, które pochodzi z ust Boga. (5)
Wtedy zaprowadził Go diabeł do Miasta Świętego, umieścił Go na szczycie świątyni (6) i
powiedział Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się na dół; napisane jest przecież: Dla Cie bie wyda On rozkaz swoim aniołom i będą Cię nosili na rękach, abyś nie zranił swej stopy
o jakiś kamień. (7) A Jezus odpowiedział: Jest także napisane: Nie będziesz kusił Pana,
Boga twego. (8) Jeszcze raz przystąpił do Niego diabeł i zaprowadził Go na bardzo wysoką
górę; pokazał Mu wszystkie królestwa tego świata z całym ich blaskiem (9) i powiedział
Mu: Dam Ci to wszystko, jeśli tylko upadłszy złożysz mi hołd. (10) Wtedy Jezus odpowiedział: Odejdź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Ty będziesz składał hołdy Panu, Bogu
twemu, i tylko Jemu będziesz cześć oddawał (11) Wówczas dopiero diabeł Go opuścił, a
zbliżyli się aniołowie i służyli Mu.
strona 150
Mój Tarot — Artur Mikuła
Piątka denarów
Wiatr w oczy
Fragment wywiadu Doroty Wodeckiej z Andrzejem
Stasiukiem dobrze oddaje to o czym w tej chwili myślę, to
co w tej chwili czuję:
Długie lata żyliśmy z Moniką w dość malowniczej nędzy.
Przez całe miesiące nie oglądaliśmy gotówki. We
wszystkich okolicznych sklepach mieliśmy pozaciągane
długi na jedzenie. Raz na miesiąc listonosz przynosił
przekaz z „Tygodnika Powszechnego” albo z „Gazety
Wyborczej” i wtedy się je spłacało. To była jednak malownicza nędza, którą romantycznie można wspominać.
Nie miała wiele wspólnego z dotkliwością prawdziwej.
Może czasami tylko, jak musieliśmy dzieci do szkoły wyprawić albo kiedy nie było na buty, a trzeba było jechać
do większego miasta. Bo do Gorlic to się w gumofilcach
jechało. Byliśmy młodzi, mieliśmy mnóstwo zajęć, pisaliśmy książki, i ta nędza była niewygodą, ale też smakiem życia. Nigdy nie przyszedł Monice do głowy pomysł, że mam pójść do pracy i zarabiać pieniądze. Masz
pisać — powtarzała. Nasza nędza była ceną wolności.
Nie byliśmy w nią uwikłani, osadzeni, bez wyjścia. Nie wstawaliśmy, myśląc, że jesteśmy
nędzarzami, i nie kładliśmy się spać z taką myślą. Ta bieda nie była też tak dotkliwa, bo
świat nie atakował nas bogactwem i pokusą materialną.
Teraz ta dotkliwość jest większa?
- Tak, bo teraz część nie ma tej kasy, a kiedyś wszyscy nie mieli. Ale dziś w jej braku najbardziej boli, że nie można mieć tego całego gówna, którego ludzie tak naprawdę nie potrzebują. Że nie mogą mieć tej przysłowiowej plazmy. 26
Początki mojego małżeństwa opisuje doskonale termin ‚bieda’. Budżet, w którym 100 złotych
starczało na tydzień życia. Każda możliwość zarobku łapana była bez chwili zastanowienia. I
czas. Wspólnie spędzany, aktywny, bezcenny. Czas, który związał nas na życie. „Bieda jest
lepszym spoiwem niż szczęście” pisał Remargue. Wtedy protestowałbym. Dzisiaj doceniam te
słowa, i tylko mimochodem narzekam czasami na wspomniany przez Stasiuka ‚brak plazmy’.
•••
Lęk przed biedą dotyka nas szczególnie mocno w okresie przemian, kryzysów, wojen, upadku
biur podróży, parabanków itd. itp. Ostatnio poświęciłem chwilę czasu książce Naomi Klein
‚Doktryna szoku’. Zastanowiło mnie to jak wiele rzeczy można zrobić z człowiekiem, który
czegoś się lęka. Na jak wiele zgadza się on aby zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa.
26 Idę, będąc nieco gruby, 2009-09-11
strona 151
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Ewangelia Łukasza, rozdział 16:
(19) Był kiedyś pewien bogaty człowiek. Ubierał się w purpurę i bisior i ucztował hucznie
każdego dnia. (20) A przed bramą jego [domu] leżał biedak, imieniem Łazarz, cały pokryty
wrzodami. (21) Jakże chętnie posiliłby się on choćby okruchami ze stołu bogacza! Lecz tylko psy przychodziły i lizały jego rany. (22) I oto umarł żebrak. Wtedy pojawili się anioło wie i zanieśli go na łono Abrahama. Potem umarł także bogacz i został pochowany. (23) A
znajdując się w Otchłani i cierpiąc bardzo, podniósł oczy, zobaczył w oddali Abrahama i
Łazarza na jego łonie. (24) I zawołał: Ojcze Abrahamie, zlituj się nade mną i przyślij Łazarza, żeby choć umoczył koniec swojego palca w wodzie i zwilżył mi język, bo strasznie
cierpię w tym ogniu. (25) Abraham zaś powiedział: Synu, przypomnij sobie, jakie to wielkie dobra otrzymałeś za życia swego, podczas gdy Łazarz doznawał równie wielkiej nędzy.
Teraz jest na odwrót: on doznaje pociechy, a ty cierpisz męki. (26) Istnieje przy tym
ogromna przepaść między nami i wami, tak że ci, którzy chcieliby stąd przejść do was —
nie mogą, ani stamtąd nikt nie może tu przybyć.
strona 152
Mój Tarot — Artur Mikuła
Szóstka denarów
Gangsterzy i filantropi
Nie wszyscy potrafią dzielić się z innymi tym co posiadają.
Dobrami materialnymi, uwagą, czasem, czy wiedzą i doświadczeniem. Niektórzy wprost nie zauważają potrzeb innych. Nie mają instynktu ani odruchu pochylenia się nad losem drugiego człowieka, choćby nawet im bliskiego. Nie
wszyscy także potrafią przyjąć dar od obcej im osoby, a co
dziwne także, a może przede wszystkim, od osoby bliskiej.
Niektórzy wprost myślą przy tym, i zachowują się tak, jak
‚bohaterka’ poniższego dowcipu:
Pewien bogobojny Żyd, żyjący z rodziną w skrajnej biedzie, napisał list do Pana Boga, przedstawiając mu cały
ogrom swej nędzy. Kopertę zaadresował: „Do Pana
Boga” i wyrzucił ją przez okno. Traf chciał, że w owej
chwili przechodził ulicą sekretarz bankiera Kona. Sekretarz zaniósł kopertę swemu pryncypałowi. Ten, wzruszony treścią listu, daje sekretarzowi 100 zł, każe zanieść biednym ludziom i powiedzieć, że on, Kon, jest z
Bogiem w stałym kontakcie i że to właśnie Bóg przekazał wiadomość o ich losie. Sekretarz wypełnił skrupulatnie polecenie szefa. — Masz pojęcie — mówi żona biednego Żyda — jeżeli Kon dał nam z
polecenia Pana Boga 100 zł, to ile musiał zatrzymać dla siebie za pośrednictwo!
Spotkałem się także z jeszcze jedną ‚klasą’, dla odmiany, filantropów — ludźmi kalkulującymi
korzyści mogące wyniknąć z ich ‚altruistycznych’ gestów i zachowań. Na tym zakończę klasyfikację. Wiem, że pominąłem w niej szereg zachowań pośrednich. Nie chcę się w tej chwili na
nich skupiać, lecz jedynie zasygnalizować różnorodność motywów kierujących ‚dawcami’ i
‚biorcami’.
W moim osobistym podejściu do świata miarą sukcesu, który chciałbym osiągnąć, jest nie stanie się famem. Co to jest fam zapytasz? Już wyjaśniam:
Famom zdarzają się nader wspaniałomyślne gesty, na przykład: gdy fama spotyka biedną
upadłą nadzieję u stóp palmy kokosowej, zabiera ją do automobilu, wiezie do siebie, forsownie ją odżywia i dostarcza rozrywek tak długo, aż nadzieja nabierze sił i odważy się po
raz drugi wdrapać na palmę kokosową. To wykonawszy fama czuje się bardzo szlachetny i
w rzeczywiści jest szlachetny, tyle że nie przychodzi mu do głowy, że za parę dni nadzieja
znów będzie leżała u stóp palmy. Podczas gdy nadzieja znów leży u stóp palmy, fama w
swoim klubie czuje się bardzo szlachetny wspominając, jak to pomógł upadłej nadziei. 27
•••
Sukces nie boli. Nigdy. Jakkolwiek fałszywa skromność każe go czasami umniejszyć. Podobno
tak jest lepiej. Podobno tak podany bywa łatwiejszy do zaakceptowania przez obserwatorów
zewnętrznych. Podobno gdy się z nim nie obnosimy eliminujemy tym samym zawiść.
Podobno…
Tzw. karta przejścia.
27 Julio Cortázar — Opowieści o kronopiach i famach
strona 153
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Psalm 122:
(1) […] Szczęśliwy człowiek, który się lęka i czci Pana, i cieszy się przykazaniami Jego. (2)
Jego potomstwo będzie potężne na ziemi, błogosławione będzie pokolenie prawych. (3)
Dobrobyt i bogactwo wypełnią domy jego, a sprawiedliwość jego nigdy nie przeminie. (4)
Prawym rozbłyśnie jak światłość w ciemnościach człowiek dobry, miłosierny i prawy. (5)
Błogosławiony mąż dobry i skory do wspomagania innych, […] i układający wszystko wedle
sprawiedliwości. (6) Taki nie zachwieje się nigdy, a pamięć o nim przetrwa na wieki. (7)
Nie przerazi go nigdy zła nowina, mocne jest jego serce, bo zaufało Panu. (8) Niezachwiane jest jego serce, nie boi się niczego, a na swoich ciemięzców zawsze patrzy z góry. (9)
Hojnie obdarza ubogich, w swej sprawiedliwości będzie trwał na wieki, możny jest szanowany przez wszystkich.
strona 154
Mój Tarot — Artur Mikuła
Siódemka denarów
Siedem życzeń
Planuję życie. Nauczyłem się tego w czasie. Planuję aby
nie zaskakiwały mnie skutki podejmowanych działań, tak
sukcesy będące ich wynikiem jak i niepowodzenia. Jestem
realistą, który stara się mieć wszystko pod kontrolą, co nie
zawsze wychodzi mi ‚na dobre’. Dlaczego? Plany, nawet
najlepsze, oczekiwania, także realne, praca włożona w jakiś projekt, konkretna, poświęcenie, zaangażowanie, czas
— wszystko to może zostać przekreślone jedną nieprzemyślaną, podjętą na szybko, niezbędną, decyzją. Jak w wierszu wieszcza Adama:
Już był w ogródku, już witał się z gąską;
Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,
Gdzie wodę zbierano;
Ani pomyślić o wyskoczeniu. […]
Inny zwierz pewno załamałby łapy
I bił się w chrapy,
Wołając gromu, ażeby go dobił:
Nasz lis takich głupstw nie robił;
Wie, że rozpaczać jest to zło przydawać do zła.
Trzeba więc znowu zakasać rękawy. Ponownie planować. Przeliczać siły na możliwości i odwrotnie. Wykonywać swoją pracę i wypatrywać, czy przyniesie w końcu jakieś wymierne korzyści. Oczekiwać spełnienia marzeń. Wypowiadać i realizować życzenia tak długo, aż się
spełnią.
W tym procesie kształtowania otaczającego nas świata jest coś z mitologicznego obrazu toczącego kamień pod górę Syzyfa — wiecznego optymisty, zaradnego i sprytnego, a jednak marzyciela — który swoje niepowodzenia potrafi przekształcić, i sprzedać innym jako elegancko
opakowany towar luksusowy zwany ‚doświadczeniem życiowym’. Ta właśnie umiejętność,
moim zdaniem, odróżnia niepowodzenie od porażki, i jakkolwiek karkołomnym pomysłem
może Ci się to wydać … ten mechanizm działa bardzo skutecznie gdy wszystkie inne drogi
osiągnięcia sukcesu zawiodą.
•••
Świat życzeń, zwłaszcza tych określanych mianem życzeń pobożnych, jest nad wyraz pociągający. Najzabawniej jest wtedy gdy dając się omamić celowi owych, jednocześnie działam na
szkodę samego siebie każdym czynem, gestem, słowem, oddalając się od ich spełnienia. Odrzucenie aktu woli i zdanie się na mrzonkę. Idealna metoda minięcia się z celem. Na własne
życzenie :)
•••
Księga Powtórzonego Prawa, rozdział 28:
(16) Będziesz przeklęty w swoim domostwie, przeklęty będziesz także na swoich polach.
(17) Przeklęty będzie twój kosz i twoja dzieża. (18) Przeklęty będzie owoc twojego łona,
owoce twojej ziemi oraz przychówek twoich dużych i małych zwierząt. (19) Będziesz przeklęty wchodząc do twego domu, będziesz przeklęty z niego wychodząc. (20) Jahwe ześle
strona 155
Mój Tarot — Artur Mikuła
na ciebie przekleństwo; będziesz żył w zamęcie i niepokoju o wszystko, co poczniesz, tak
że będziesz marniał coraz bardziej wkrótce ulegniesz całkowitej zagładzie z powodu swojego przewrotnego postępowania, które cię oddaliło ode mnie. (21) Jahwe ześle na ciebie
zarazę, a ona zetrze cię z powierzchni ziemi, do której masz wejść, żeby wziąć ją w po siadanie. (22) Doświadczy cię Jahwe ogólnym osłabieniem, gorączką, różnymi zapaleniami, odparzelinami, suszą, a twoje zboże zwiędnie od nadmiaru słońca i zniszczy je śnieć:
wszystkie te plagi będą cię nękać aż do ostatecznej zagłady. (23) Niebo nad twoją głową
będzie jakby z brązu, a ziemia pod twoimi stopami jakby z żelaza. (24) Zamiast deszczu
Jahwe będzie zsyłał na twoją krainę pył ziemi i [lotny] piasek w takiej ilości i tak długo,
aż całkowicie wyginiecie. (25) Jahwe również sprawi, że będziesz ulegał wszystkim twoim
wrogom. Będziesz im wychodził jedną drogą, ale uchodzić będziesz przed nimi siedmioma
drogami. Będą cię wspominać z odrazą wszyscy władcy na ziemi. (26) Trupy wasze staną
się pastwą ptactwa powietrznego i dzikich bestii i nic nie zdoła ich od was odstraszyć.
(27) Jahwe porazi was plagą wrzodów egipskich, hemoroidów, świerzbem i grzybicami,
których nie będziecie mogli uleczyć. (28) Dotknie was Jahwe także obłędem, ślepotą i niepokojem serca. (29) W biały dzień będziecie chodzić po omacku jak ślepi w gęstych ciemnościach, nie mogąc odnaleźć zgubionej drogi; będziecie nękani i obdzierani ze wszystkiego każdego dnia i nikt nie przyjdzie wam z pomocą. (30) Zaręczysz się z jakąś kobietą, a
oto ktoś inny weźmie ją za żonę. Zbudujesz sobie dom, ale nie będziesz mógł w nim zamieszkać. Będziesz uprawiał winnicę, ale nawet nie zakosztujesz z niej owoców.
strona 156
Mój Tarot — Artur Mikuła
Ósemka denarów
Konik polny i mrówka
Niepomny jutra, płochy i swawolny,
Przez całe lato śpiewał konik polny.
Lecz przyszła zima, śniego, zawieruchy —
Gorzko zapłakał biedaczek.
„Gdybyż choć jaki robaczek.
Gdyby choć skrzydełko muchy
Wpadło mi w łapki… miałbym bal nie lada!”
To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki,
Idzie do mrówki sąsiadki
I tak powiada:
„Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;
Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,
Oddam z procentem — słowo honoru!”
Lecz mrówka skąpa i nieużyta
(Jest to najmniejsza jej wada)
Pyta sąsiada:
„Cóżeś porabiał przez lato,
Gdy żebrzesz w zimowej porze?”
„Śpiewałem sobie.” — „Więc za to
Tańcujże teraz, nieboże!”28
Świat koników polnych. Niekończąca się impreza. Dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem
dni w tygodniu, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Przez cały ten czas być w centrum zainteresowania — rzucać się w oczy i w uszy. Jednocześnie typowa odpowiedź ‚konika’ na dowolne, zadane mu pytanie? ‚Nie wiem’, ‚nie umiem’, ‚pierwsze słyszę’, ‚nie zajmuję się tym’,
‚nie leży to w gestii moich zainteresowań’. Świat mrówek po drugiej stronie. Nie widać ich i
nie słychać. Nie rzucają się w oczy a jednak na wszystkim się znają, a jeśli się nie znają uczą
się. ‚Mrówki’ wszystko potrafią, a jeśli nie potrafią, wiedzą jak się tego nauczyć. ‚Mrówki’
zajmują się wszystkim i wszystko leży w gestii ich zainteresowań. Myślą o przyszłości. Zabezpieczają ją jak potrafią. Pracują ciężko, wytrwale, solidnie. Co jakiś czas pojawia się na ich
drodze kolejny ‚konik’. Roszczeniowy, leniwy, konsumpcyjny. Z zerowym szacunkiem dla ich
pracy i osiągnięć. ‚Daj’, ‚pomóż’, ‚zrób to za mnie’. Bezrefleksyjne, bezczelne domaganie
się. Dziwne, że większość ludzi tego nie zauważa, twierdząc przy tym, z pełnym przekonaniem, że to właśnie ‚mrówka’ jest istotą bezduszną i ma wiele wad. Dlaczego? Jedną z naszych cech narodowych jest pragnienie równości specyficznie dość pojmowanej — najlepiej
aby wszyscy mieli równo — najlepiej nic. Ktoś, kto własną, ciężką pracą osiągnął sukces staje
się ‚wrogiem publicznym nr 1’, obiektem zawiści i niechęci. Mimo to warto być ‚mrówką’ i
pracować roztropnie na swoją przyszłość nie rzucając się przy tym w oczy.
•••
Pomagam od pewnego czasu komuś, kto zwyczajnie mnie wykorzystuje i nadużywa mojej dobrej woli. Czy gdy powiem mu ‚nie’ nagle nabierze pewności siebie? Czy nauczy się myśleć?
Czy zacznie działać na własną korzyść? Czy może znajdzie sobie kogoś innego na moje miejsce, na kim zacznie ‚żerować’? Nie wiem. Ale nie odczuwam, też potrzeby opiekowania się
potencjalnymi ofiarami jego działania.
28 Konik polny i mrówka, Jean de La Fontaine, Przekład: Władysław Noskowski.
strona 157
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Przypowieści, rozdział 8:
(1) Czyż mądrość nie woła głośno, czy nie podnosi głosu roztropność? (2) Na umocnieniach
miast i na ulicach, na skrzyżowaniach dróg stoi; (3) obok bram, u wejścia do miasta, przy
progach domów woła głośno: (4) Was, ludzi, wszystkich zapraszam, mój głos kieruję do
każdego człowieka! (5) Wy, niedoświadczeni, bądźcie rozsądni, a, wy, niemądrzy, zdobądźcie się na rozwagę! (6) Posłuchajcie! Będę wam mówiła o sprawach ważnych, słuszne jest
to wszystko, co wyjdzie z ust moich. (7) Mój język mówi tylko prawdę, odrazą dla ust moich jest wszelkie fałszerstwo. (8) Samą prawdą są wszystkie moje słowa, w żadnym z nich
nie ma zakłamania ani fałszu. (9) Dla rozsądnych — wszystkie są jasne i słuszne dla tych,
co posiedli mądrość. (10) Niech te pouczenia będą ci drogie jak srebro, a dar rozumienia
cenniejszy niż najczystsze złoto!
strona 158
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziewiątka denarów
Harmonia
Harmonia w codziennym życiu to marzenie większości ludzi, w tym moje. Dążę do niej. Poszukuję proporcji między
elementami życia. Dążę do decydowania o jego kształcie.
Staram się zachować równowagę pomiędzy życiem osobistym, rozwojem w owym życiu, a kształtowaniem harmonijnych relacji z innymi. Buduję i rozwijam ścieżki kariery
zawodowej. Zachowuję właściwe relacje, proporcje, pomiędzy sukcesem i potrzebą jego osiągnięcia, a troską o
związki międzyludzkie. Seneka Młodszy określił to słowami:
Cała harmonia tego świata składa się z elementów sprzecznych. Jego słowa przypominają mi czytaną kilka lat temu
książkę i jedno ze stwierdzeń w niej zawartych — Czy
wiesz co to jest szczęście? Szczęście to zgodność z samym
sobą, to harmonia wewnętrznych demonów.29
Harmonia wewnętrznych demonów, istot budzących lęk,
niechęć i obrzydzenie, wewnętrznych sprzeczności. Czy w
ogóle jest możliwa? Kilkanaście lat temu zapisałem w notatniku:
W moim ciele mężczyzna i kobieta obejmują się, kochają i nienawidzą, walczą. Mężczyzna
woła wiedziony popędem: muszę wydostać się ponad konieczność, prawo, zniszczyć ciało,
zwyciężyć śmierć. Jestem nasieniem. Inny, głęboki, wabiący głos kobiecy odpowiada mu
łagodnie i pewnie: siedzę ze skrzyżowanymi nogami na ziemi. Zapuszczam korzenie głęboko w groby, nieruchomo przyjmuje nasienie i karmie je, pełna mleka, zawsze potrzebna.
Wstrzymuje, zniewalam oddech, nie pozwalam mu ulecieć. Nienawidzę płomienia, który
się wznosi. Jestem łonem. Nasłuchuję obu głosów. Oba są moje. Obydwoma się cieszę i
żadnemu nie zaprzeczam. Mowie sobie – jeśli jesteś kobietą – kochaj! Z całą bezwzględnością wybierz spośród wszystkich mężczyzn ojca swoich dzieci. Wypełnij obowiązek pełen
goryczy, miłości, odwagi. Oddaj swoje ciało pełne krwi. Wołam – ten, którego trzymam
przy piersi, którego karmię, zbawi Boga. Twoja krew i Twój ród nie robią na mnie wraże nia. Gorący, kochany, znajomy, pachnący jak moje ciało jest Wszechświat. Miłość i wojna
zarazem, niepokój i upór, i niepewność. Niepewność i strach. W chwili gwałtownej jak
błyskawica uświadomisz sobie: na najwyższym szczycie sił obejmują się Strach i Cisza –
najmniej oczekiwana, najbardziej przerażająca para. Pomiędzy nimi stoję Ja wyprostowany – na wysokości nie ma granic.
Po latach stwierdzam, że nic się w tej materii nie zmieniło, na wysokości nie ma granic.
•••
W mitologii greckiej występują dwie boginie miłości — Afrodyta i Harmonia. Pierwsza jest niczym kurtyzana, oddana wszystkim, druga patronuje miłości realizowanej w małżeństwie (co
ciekawe zwanej przez greków miłością prawdziwą), i jest personifikacją porządku, zgody,
ładu i łagodności w relacjach. Dopiero obie w pełni zaspokajają potrzeby człowieka w zakresie zjawiska jakim jest miłość w relacjach.
Tzw. karta przejścia.
29 Tomasz Tryzna, Panna Nikt
strona 159
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Psalm 131:
(1) […] O Panie, moje serce wcale się nie wynosi, nie patrzę z góry na innych. Nie gonię za
posiadaniem rzeczy, które są dla mnie zbyt niezwykłe i wielkie. (2) Pozwalam mojej duszy
trwać w spokoju i ciszy. Jak małe dziecko u stóp matki, tak we mnie przebywa ma dusza.
strona 160
Mój Tarot — Artur Mikuła
Dziesiątka denarów
Tam i z powrotem
Istnieje pewna opowieść, rzekłbym ludowa, i stosunkowo
dobrze znana fanom Nachmana z Bracławia, Martina Bubera, jak ich kopisty i popularyzatora historii — Paulo Coelho.
Opowieść ta wygląda tak oto:
Po latach ubóstwa, które to nigdy nie zachwiały jego
wiarą w Boga, przyśnił mu się ktoś, kto podpowiedział
mu, aby udał się do Pragi i szukał skarbu pod mostem
królewskim. Kiedy sen powtórzył się po raz trzeci, rabin
Izaak, syn Jekla, przygotował się do podróży i przybył
do Pragi. Ale most był strzeżony dzień i noc i nie zdołał
rozpocząć kopania. Niemniej przychodził tu każdego
ranka i spacerował do wieczora, wyczekując okazji.
Wreszcie kapitan straży, który go zauważył, zapytał
grzecznie, czy szuka tutaj czegoś, czy może czeka na
kogoś. Rabin Izaak opowiedział mu o tym, co mu się
przyśniło i przywiodło z daleka. Kapitan roześmiał się:
„I to z powodu snu, biedaku, zdarłeś buty, aby przybyć
tutaj! Gdybym i ja uwierzył w to, co mi się przyśniło,
wyruszyłbym się w poszukiwaniu skarbu do Krakowa i
kopałbym pod piecem w pokoju jakiegoś Żyda — Izaaka, syna Jekla, tak się nazywa! Izaak,
syn Jekla! Mogę sobie tylko wyobrazić, jak wędruję od domu do domu i poszukuję kogoś,
kto w połowie nazywa się Izaak, a w drugiej połowie Jekl”. I zaśmiał się po raz drugi. Rabin Izaak skłonił się, wrócił do domu i wykopał skarb spod swojego pieca…
Decydując się na podróż w nieznane z kartami wyznaczyłem na początku drogi, podświadomie, cel podróży. Byłem przekonany, że gdy dotrę do jej końca, gdy osiągnę to co zamierzyłem zdobędę dokładnie to czego poszukiwałem — odpowiedzi. Tymczasem przy końcu drogi
okazuje się, że chodziło o sam fakt odbycia podróży. Dzięki niej poznałem siebie, swoje umiejętności, zdolności, możliwości. Nauczyłem się jak żyć z kartami. Jak stawiać czoła trudnościom i jak cieszyć się z sukcesów. Jak zapobiegać problemom, i jak postępować, gdy mimo
wszystko się pojawią. Dzięki samodzielnej pracy przez ostatni rok osiągnąłem to, czego nie
byłbym w stanie zdobyć gdybym się jej nie podjął i nie sprawdził praktycznie posiadanej wiedzy. To trochę jak z podróżą wspomnianego rabina do Pragi. Współcześnie można odbyć ją z
dobrym przewodnikiem turystycznym w ręku, czy z kursorem na ekranie w Google Maps i Street View. Jednak taka ‚podróż’ daje tylko fragmentaryczną wiedzę — pomnaża teorię.
Wrócę teraz do punktu wyjścia. Wewnętrznie zintegrowany, lepiej rozumiejący mechanizmy
zachodzące we mnie, oraz te dotyczące relacji z innymi. Zakochany w żonie, oddany przyja ciołom, przyjaźniejszy znajomym i nieznajomym. Droga ‚z powrotem’ jest równie fascynująca
co droga wiodąca ‚tam’.
•••
Jest to ostatnia z tzw. karta przejścia Małych Arkanów; zazwyczaj wyobraża kabalistyczne
Drzewo Życia i utożsamiana jest z kartą Świat z Wielkich Arkanach.
Podoba mi się ta idea, idea drzewa życia, jakkolwiek płasko bywa przestawiana w kabalistyce
okultystycznej. Poświęcam jej mimo to swój czas, aczkolwiek sięgam do korzeni. Ostatnio pogrążając się w lekturze ‚Księgi stworzenia’.
strona 161
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Objawienia, rozdział 22:
(2) W środku ulicy Miasta, w środku rzeki, po obu jej brzegach rosło drzewo życia. Wydaje
ono owoce dwanaście razy: każdy miesiąc przynosi swoje owoce. Liście tego drzewa służą
do leczenia narodów. (3) Nie będzie już odtąd nic przeklętego. Tron Boga i Baranka pozo staną w nim, a słudzy Jego będą Mu oddawali cześć. (4) Będą patrzeć na jego oblicze, a
Jego imię będzie widniało na ich czołach. (5) Nie będzie już odtąd nocy, nie będzie potrzebne ani światło lampy, ani jasność słońca, gdyż Pan Bóg będzie ich światłością, a oni
będą panować na wieki wieków. (6) I powiedział do mnie: Są to słowa wiarygodne i prawdziwe. Pan, który jest Bogiem duchów proroków, posłał swojego anioła, aby doniósł Jego
sługom, co miało stać się niebawem. (7) Już wkrótce przyjdę! Błogosławiony, kto przestrzega słów proroctwa tej księgi. (8) Ja, Jan, słyszałem to wszystko i widziałem. A kiedy
przestałem już słuchać i patrzeć, upadłem do stóp aniołowi, który mi to wszystko ukazał,
aby się mu pokłonić. (9) Lecz on powiedział do mnie: Nie czyń tego, bo ja również jestem
sługą, podobnie jak ty, twoi bracia, prorocy i wszyscy, którzy przestrzegają słów tej księgi. Bogu samemu oddaj cześć! (10) A potem dodał: Nie kładź już pieczęci na słowach proroctwa tej księgi! Czas jest bowiem bliski. […] (18) Oznajmiam każdemu, kto słucha słów
proroctwa tej księgi: gdyby ktoś dorzucił do nich coś od siebie, dorzuci mu Bóg do plag,
które są opisane w tej księdze. (19) A jeśliby ktoś pominął coś ze słów tej księgi proroc twa, pozbawi go Bóg opisanego w tej księdze dostępu do drzewa życia i cząstki w Mieście
Świętym.
strona 162
Mój Tarot — Artur Mikuła
Paź denarów
Wieczny student
[…] przyczyna studiowania przez wiele lat, może mieć
aspekt psychologiczny. Studencki świat bowiem może
pod wieloma względami stanowić swoistą oazę spokoju
i radości, dzięki której świat zewnętrzny pod wieloma
względami brutalny, staje się żakom odległy. Wraz z
ukończeniem studiów niemal natychmiastowo jesteśmy
zobowiązani do szukania pracy, mieszkania. Co za tym
idzie, dla wielu osób wraz z nowym dorosłym etapem
życia, kończy się materialne wsparcie ze strony rodziców. Dodatkowo, praca nie pozostawia wyboru iść czy
nie iść, jak to bywa ze studenckimi wykładami. Ciężko
obarczać uczelnię o spóźnienia czy nieprzygotowanie do
pracy, gdy się nie studiuje. Czas na zabawę zostaje stanowczo ograniczony z przyczyn finansowych jak i z nadmiaru dodatkowych obowiązków. Świat po studiach
bywa pociągający, ale też odpychający. Chociaż można
powiedzieć, że ryzyko podjęcia dorosłego życia jest konieczne, to wieczni studenci podświadomie zdają się
walczyć z tą koleją rzeczy.30
Odkryłem tę granicę zbliżając się do końca cyklu medytacji. W głowie zabrzmiało pytanie ‚co
dalej’ i chwilowy brak odpowiedzi spowodował, że wstrzymałem swoje działania. Podświadomość sugerowała, że zakończenie cyklu oznacza konieczność podjęcia decyzji i kroków zaplanowanych wstępnie; czyli tych wszystkich działań, których chwilowo podejmować nie mam
zamiaru. Mechanizm zadziałał bezbłędnie. Udając, że nie ma problemu zacząłem odkładać
kwestię dodania kolejnego opisu.
Uczenie się nie jest czymś złym lub niewłaściwym. Okres pomnażania wiedzy nie jest ani błę dem ani stratą czasu. Zajęcie się sobą, w ciszy i skupieniu, przynieść mi może wyłącznie ko rzyści. Istnieje jednak punkt zwrotny — moment zakończenia danego etapu życia. Gdy ten
czas nastaje należy umieć go rozpoznać i wykonać kolejny krok po to iść dalej. Wieczny student nigdy tego nie zrobi. W zamian będzie się koncentrowała na przedłużeniu czasu nauki,
zastanawiał nad unikaniem przejścia w dorosłość. Będzie znajdował dobre wymówki, a najlepszą z nich zawsze będzie ta, która sugerować będzie, że w gruncie rzeczy on chce jedynie po głębić lub ugruntować wiedzę. Przecież z tendencją taką nie można walczyć. Nie można mieć
do kogoś pretensji o to, że dba o swoje dobro i dobro tych, którym jego wiedza ma służyć. To
tak szlachetna motywacja, iż nie sposób z nią dyskutować. A jednak przychodzi taki moment,
w którym należy powiedzieć ‚dość’ i popchnąć człowieka ‚w dorosłość’. Najtrudniej jednak
jest zrobić to z samym sobą.
•••
Popularne poradniki wypowiadają się o tej karcie nad wyraz pozytywnie. W moim przekonaniu
bezpodstawnie, gdyż jej atrybutami zdają się być niechęć i pogarda wobec innych występują ce pod auspicjami bezpodstawnego poczucia wyższości.
30 Wieczny Student — Anatomia zjawiska
strona 163
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Rodzaju, rozdział 37:
(2) […] Józef jeszcze jako siedemnastoletni chłopiec, wraz ze swymi braćmi, synami żon
jego ojca, Bilhy i Zilpy, pasł trzody i donosił też ojcu o złym postępowaniu swoich braci.
(3) Izrael kochał Józefa najbardziej ze wszystkich swoich synów, może dlatego, że urodził
się on, gdy Jakub był już w podeszłym wieku. Sprawił mu też piękną szatę z długimi ręka wami. (4) I wtedy to bracia Józefa, widząc, że ojciec kocha go bardziej niż ich wszystkich,
tak go znienawidzili, że nie mogli z nim już zamienić żadnego życzliwego słowa. (5) Pewnego dnia miał Józef sen. Gdy opowiedział o tym śnie swoim braciom, ci znienawidzili go
jeszcze bardziej. (6) Tak bowiem mówił do nich: Posłuchajcie, co mi się śniło. (7) Wiązali śmy razem snopy na polu. W pewnej chwili mój snop się podniósł i pozostał tak, w pozycji
stojącej. Tymczasem wasze snopy otoczyły mój snop i zaczęły się nisko przed nim kłaniać.
(8) Powiedzieli na to jego bracia: Czy ma to oznaczać, że chcesz być naszym królem albo
rządzić nami niczym jakiś władca? I nienawidzili go coraz bardziej z powodu jego snów i
tego, co im powiedział. (9) Miał też jeszcze inny sen. Opowiedział o nim również swoim
braciom. Mówił tak: Śniło mi się ponadto, że słońce, księżyc i jedenaście gwiazd składały
przede mną głęboki ukłon. (10) Gdy opowiedział o tym swojemu ojcu i swoim braciom, ojciec skarcił go tymi słowami: Cóż to ma oznaczać ten sen? Czy mamy wszyscy, to znaczy
ja, twoja matka i twoi bracia, przychodzić i kłaniać ci się aż do ziemi?
strona 164
Mój Tarot — Artur Mikuła
Rycerz denarów
Kroniki Riddicka
Silni ludzie. Ludzie walczący o swój byt i byt bliskich. Zaprawieni w tej walce. Doświadczeni. Pewni swoich umiejętności i świadomi tego, iż „prawdziwa siła człowieka tkwi
nie w uniesieniach, lecz w niewzruszonym spokoju”. Znasz
takich ludzi? Stykasz się z nimi poza salą filmową, lub ekranem telewizora?
Jestem jednym z nich, tych, którzy zawsze wracają ‚z tarczą’. Z tych, którzy nie zakładają porażki. Tych, którzy muszą wygrać, po prostu są na to skazani. Tak wygląda moja
twarda rzeczywistość — zawsze staję do walki, zawsze wychodzę naprzeciw wyzwaniom losu przekonany, że każdemu
dam radę sprostać. Niemniej mój wewnętrzny wojownik,
odziany w stal i ambitny heroizm, wskazuje mi czasami
inne, alternatywne, zgoła niewzniosłe rozwiązania. Wskazuje miejsca bezpiecznego schronienia przed wrogami.
Uświadamia, że istnieją sytuacje, w których walka nie ma
sensu, lub tylko te, w których skala i intensywność zdarzeń
mnie przerastają. Ostatecznie zaś takie, w których trzeba
wykazać się siłą tylko po to, by zobaczyć, i uznać, swoją
własną słabość.
Pierwszym trudnym odkryciem, jakiego dokonałem w życiu było przyznanie się wobec samego
siebie, że „nie mam obowiązku by zawsze zwyciężać, by zawsze stawać na wysokości
zadania”. Kolejne, brzmiało jak zarzut „ja także mam prawo wrócić ‚na tarczy’”. I następne,
prawie dręczące, „mam prawo do okazywania własnych uczuć bez obawy o to, że ktoś wykorzysta moje ‚uniesienia’ by podstępnie mnie zranić”. Doznawszy tego nauczyłem się, że bez
względu na konieczność mam prawo do słabości, bezradności, odczuwania cierpienia, okazy wania uczuć, i tego, co wydawało mi się najtrudniejsze, proszenia o pomoc innych. W procesie oswajania się z tą świadomością przestałem być herosem a stałem się człowiekiem. W końcu, i tylko (lub: aż), człowiekiem. Kimś, kto uznał własne słabości. Uznał, zrozumiał i nie uległ
rozpaczy.
Kultura narzuciła mi wzorce postępowania. Popkultura dostarczała kanonów możliwych reakcji. Religijnie ukształtowane sumienie skrępowało wolę. Życie służyło za poligon. Któregoś
dnia porzuciłem wzorce, odszedłem od kanonów, zadałem pytanie po co dźwigam ten wór kamieniu i opuściłem pole ćwiczeń. Ustąpiłem miejsca innym. Przegrałem? Wręcz przeciwnie.
Dojrzałem do tego, by przestać się ‚spinać’, by przestać galopować na ‚złamanie karku’, by
spokojnie przystanąć i niezależnie od zamieszania przyjrzeć się temu, co dla mnie najdroższe,
własnemu życiu.
•••
Siła wojownika tkwi w jego umyśle — brzmiałby cytat z jakiegoś filmu karate klasy B, lub dal szej.
Powtarzany w nieskończoność fakt staje się z biegiem czasu frazesem. Przestaje pełnić swoją
rolę. Dewaluuje się.
strona 165
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Rodzaju, rozdział 41:
(29) Nadejdzie najpierw siedem lat wielkiego dobrobytu w całym Egipcie. (30) Potem na stanie siedem lat dotkliwego głodu, tak że w całym Egipcie zupełnie zapomni się o owym
dobrobycie, a głód będzie wyniszczał kraj do ostatnich granic. (31) Z powodu długotrwałego głodu zniknie wszelki ślad po dawnym dobrobycie. Głód bardzo da się ludziom we znaki. (32) A to, że faraon miał aż dwa podobne sny, oznacza, iż postanowienie Boże jest nie wzruszone i już niebawem zacznie się urzeczywistniać. (33) Niech więc teraz faraon upatrzy sobie jakiegoś mądrego i przezornego męża i ustanowi go rządcą nad całym Egiptem.
(34) Powinien też faraon ustanowić specjalnych pełnomocników i rozesłać ich po całym
kraju, żeby jedną piątą corocznych zbiorów z całego kraju przez siedem lat urodzaju gromadzili na zapas. (35) Pełnomocnicy owi winni bardzo starannie gromadzić podczas siedmiu lat urodzajnych wszelkie zboże przeznaczone na chleb; niech nim rozporządzają tylko
według poleceń faraona, zabezpieczając utrzymanie dla miast i strzegąc w nich jego zapasów. (36) Nagromadzone tak zapasy zboża będą stanowić zabezpieczenie na siedem lat
klęski głodowej, która nawiedzi Egipt. W ten sposób może uda się uratować kraj przed
głodową zagładą. (37) Wszystko to, co powiedział Józef, podobało się zarówno faraonowi,
jak i jego dworzanom. (38) Zapytał więc faraon: Czy znajdziemy kogoś, kto mógłby mu do równać? Kogoś takiego, w kim mieszkałby duch Boży? (39) A potem rzekł do Józefa: Ponie waż Bóg obdarzył cię taką mądrością, nie znajdujemy nikogo, kto byłby równie jak ty mą dry i przezorny. (40) Ciebie więc ustanawiam zarządcą całego mojego domu i twojemu słowu będzie posłuszny cały naród. I tylko ja, jako że zasiadam na tronie, będę przewyższał
ciebie.
strona 166
Mój Tarot — Artur Mikuła
Królowa denarów
Wiedźma
Nie mieszka pośród lasu, w chacie na kurzej łapce czy domku z piernika. Krzywy nos, kudłaty pieprzyk, i dziwny ubiór
nie stanowią jej atrybutów. Nie porywa dzieci. Nie zadaje
lubczyku, ani nie przyprawia ligaturą o zanik członka męskiego. Nie lata na miotle na Łysą, czy inną, górę. Zwyczajną, a jednak odmienną, spotkać ją możesz dosłownie wszędzie. Rozmaici autorzy mówiąc o niej zastanawiają się kim,
lub czym, właściwie jest. Niektórzy wprost stwierdzają:
Postać czarownicy uosabia rodzaj powszechnego mitu,
tłumaczącego wiele psychicznych doświadczeń, które od
wieków musiały ludzi zadziwiać i niepokoić. Czarownica
jest mitycznym uosobieniem zarówno męskiego lęku
przed kobietą, jak i kobiecej niewiary w samą siebie.
Reprezentuje kobiecą wolność, kobiecą moc, kobiecą
seksualność, ale tortury i płonący stos obrazują również
konsekwencje wykorzystania przez kobiety swej wolności, mocy i seksualności. Czarownica uosabia męskie
fantazje o nieokiełzanej kobiecej seksualności, ale równocześnie jest symbolem natychmiastowej i okrutnej
kary, jaką kobiety muszą zwykle za tę seksualność ponosić. Jest potężnym archetypem,
gdyż w jednej postaci mieści tyle wyobrażeń. W świecie, gdzie obie płci uczone są, by bać
się kobiecej niezależności i odmawiać należnych kobietom praw, czarownica staje się idealnym symbolem kobiecej zbrodni i kary — symbolem, który przemawia równie silnie do
kobiet, jak i do mężczyzn.31
Także w tym opisie widać owo historyczne przeakcentowanie, które z ‚mądrej baby’, wiedźmy, uczyniło, obcującą z ciemnymi siłami, czarownicę. Gdzieś na pograniczu folkloru pojawia
się czasami jako ‚dobra’ czarownica, i jako taka występuje zasadniczo a wyłącznie w literaturze dla dzieci ku podkreśleniu, iż w przewadze są jednak te ‚złe’.
Wiele mądrych i trudnych słów, mniej lub bardziej trafnych określeń, historycznych aluzji —
wszystko to po to by powiedzieć ‚kobieta’ i zachwycić się nią. Wszystko po to by ją zrozumieć
i odkryć to czym różni się od mężczyzny. Odebrać te, z mojej, samczej perspektywy, ulotne i
niezrozumiałe sygnały, które wysyła i przełożyć je na jakiś znany mi język. Ostatecznie, by
zrozumiawszy ją stać się dla niej równorzędnym partnerem w świecie, w którym „ma miliony
naturalnych wrogów: wszystkich głupich mężczyzn”.32
•••
Jak chcą rozliczni komentatorzy — Mag Małych Arkanów — a dla mnie zwyczajna wiedźma. I
jakkolwiek kocham wiedźmy muszę powiedzieć wprost — czasami trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć wiedźmie ‚nie’. Tak, aby to zrozumiała i zaakceptowała.
31 Erica Jong, Czarownice, Wyd.: Zysk i S-ka, Poznań 2003
32 za: Marie von Ebner-Eschenbach
strona 167
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
W drodze do domu przemyślałem kwestię relacji milionów głupich mężczyzn do jednej głupiej
kobiety. Doszedłem do wniosku, że bywają sytuacje, w których wspomniane miliony owej jednej ‚do pięt’ nie dorastają.
•••
Księga Rodzaju, rozdział 39:
(6) Potifar pozostawił w rękach Józefa całą swoją majętność i dopóki Józef tam był, troszczył się tylko o to, aby się [jak najlepiej] najeść. A Józef był mężczyzną bardzo pięknym.
(7) Po pewnym czasie zwróciła na Józefa uwagę żona Potifara i zaczęła go namawiać, aby
poszedł z nią do sypialni. (8) Lecz on nie zgodził się, mówiąc do żony swego pana: Wiesz
dobrze, że pan mój, odkąd przebywam w jego domu, jest o wszystko spokojny, bo całą
swoją majętność powierzył mojej pieczy. (9) On sam nie czuje się w tym domu większy
ode mnie i niczego nie zatrzymuje tylko dla siebie, prócz ciebie jednej, gdyż ty jesteś
jego żoną. Jakżeż więc mógłbym dopuścić się tak wielkiej niesprawiedliwości [względem
niego] i grzechu wobec Boga? (10) I chociaż nakłaniała go dzień po dniu, aby zechciał pójść
z nią do sypialni i zrobić, co ona zechce, on jej nie ulegał. (11) Aż oto pewnego dnia, gdy
wszedł Józef do domu i zamierzał rozpocząć swoją zwykłą pracę, a w domu nie było niko go, dopadła go, (12) chwyciła za szaty i zawołała: Chodź ze mną do sypialni. Ale on wyrwał się i uciekł, zostawiając w jej rękach swoje odzienie. (13) Gdy zobaczyła, że pozosta wił w jej rękach część ubrania i uciekł, (14) zwołała domowników, krzycząc: Popatrzcie,
sprowadzono do naszego domu tego Hebrajczyka, a on pozwala sobie na takie zuchwal stwo! Przyszedł do mnie i chciał mnie zgwałcić, ale ja głośno zaczęłam wzywać pomocy.
(15) Kiedy usłyszał, że zaczęłam krzyczeć i wzywać pomocy, zostawił w moich rękach część
swojego ubrania i uciekł z domu. (16) Zatrzymała ową część ubrania u siebie aż do powro tu jego pana, (17) któremu też opowiedziała całą tę historię — jak to sługa, Hebrajczyk,
którego sprowadzono do ich domu, przyszedł do niej z zuchwałą propozycją, (18) ale gdy
ona zaczęła głośno wołać o pomoc, pozostawił w jej rękach część swojego ubrania i uciekł
z domu. (19) Kiedy pan Józefa usłyszał opowieść żony o tym, czego rzekomo dopuścił się
ów sługa, zapłonął gniewem, (20) po czym kazał pochwycić Józefa i wtrącić do więzienia,
w którym przebywali już inni więźniowie królewscy. I tak oto znalazł się Józef w więzie niu.
strona 168
Mój Tarot — Artur Mikuła
Król denarów
Argonauci
Wyruszyliśmy po ‚złote runo’. Dokonaliśmy bohaterskich
czynów — pokonaliśmy własne słabości, walczyliśmy z ziejącymi ogniem bykami, podstępem zwyciężaliśmy armie,
usypaliśmy smoki. W drodze powrotnej mieliśmy trochę
problemów za sprawą pewnej czarownicy, ale ogólnie poszło dobrze. Pozostały nam kombatanckie wspomnienia,
szybka, wojskowa, emerytura i dużo czasu na opowiadanie,
chętnym do słuchania, o własnych przygodach. Od czasu do
czasu siadamy też za stołem i rozmawiamy o innych ‚młodych gniewnych’. Śmiejąc się z ich radosnych pomysłów na
życie śmiejemy się z siebie. Z naszej hucznej młodości. Z
tych wszystkich świec, ofiar, przepowiedni i zbytecznej
brawury. Bo przecież było ‚fajnie’. Wszechświat należał do
nas, a nasze losy zajmowały tak ludzi jak bogów.
Gdy zaczynałem podróż z kartami przez talię spodziewałem
się wszystkiego i zakładałem jedno — to miała być całkowicie moja własna podróż. Wyłącznie własne doświadczenia i
spostrzeżenia zapisane w dzienniku podróży. Dzisiaj, z
dumą stwierdzam, że udało mi się to osiągnąć. Powoli i systematycznie, czasami z przyjemnością a kiedy indziej z nieukrywanym mozołem, podróżowa łem od karty do karty; od historii do historii; od jednego doświadczenia do drugiego. Moim
najważniejszym przyjacielem w podróży był zdrowy rozsądek. Okazał się pomocny. Rozmaite
‚mroki’, ‚ezoteryczne głębie’, ‚tradycje magiczne’, ‚szkoły tarota’, ‚właściwe talie’ oraz
‚uświęcona przez okultystyczne zakony wiedza dywinacyjna’ nieustannie, mniej lub bardziej
świadomie, starały się wejść mi na głowę pojedynczo lub w różnych konfiguracjach; zawłaszczyć doświadczenia, lub tylko skierować je w innym, niż założony, kierunku. W gruncie rzeczy
walczyłem także cały czas o specyficzną nieporadność języka i takie opowiedzenie medytacyjnych przygód, które, przy minimalnej dozie wiedzy i wyobraźni, mógłby zrozumieć każdy. Sta rałem się pokazać, że można inaczej, nieomal przyziemnie, pracować z kartami. Umieścić je
w codzienności, znajdując dla nich miejsce pomiędzy pracą, rozrywką i obowiązkiem. I zno wu, z mojej perspektywy, udało mi się ten cel osiągnąć. Kończąc podróż nie zamierzam jednakże spocząć na laurach. Owszem ‚puszę się’ z dumy oglądając finał podróży. Siedząc na tronie własnego ego rozpieram się na nim wygodnie zadowolony z siebie. Mam ku temu pełne
prawo.
Niemniej, także w tej chwili, wewnętrzny Prosiaczek i ‚Pyza na polskich dróżkach’, podpowiadają mi, że chcą więcej; że podróż się jeszcze nie skończyła. To prawda. Zostało mi do przepracowania jeszcze kilka rzeczy związanych z kartami, ale dzisiaj chcę już tylko być emerytowanym kombatantem szczęśliwym z dokonanego dzieła. Świadomym takiego połączenia brawury, głupoty, rutyny i frajdy, które skutkuje szczęśliwym ukończeniem dzieła.
•••
Ostatni gasi światło. Ostatni wielki. Ten, który wytrwał i osiągnął zamierzony cel. Ja sam? Tak.
Utożsamienie osiągnęło już stosowny poziom.
strona 169
Mój Tarot — Artur Mikuła
•••
Księga Rodzaju, rozdział 45:
(3) W końcu powiedział Józef do swoich braci: Ja jestem Józef. Czy żyje jeszcze mój oj ciec? Ale jego bracia nie byli w stanie wypowiedzieć nawet jednego słowa, tak bardzo się
przerazili. (4) Rzekł tedy Józef do swoich braci: Podejdźcie wreszcie bliżej. Kiedy się zbliżyli, powiedział: Ja jestem Józef, wasz brat, którego sprzedaliście do Egiptu. (5) Ale nie
martwcie się już więcej i nie trapcie się tym, żeście mnie sprzedali. Bóg mnie tu przysłał
przed wami, żeby wam uratować życie. (6) Już dwa lata klęska głodu nęka cały kraj. Upły nie jeszcze pięć lat, zanim można będzie zacząć orać i zbierać plony. (7) Bóg posłał mnie
przed wami, aby przynajmniej część spośród was uratować w waszym kraju i pomóc wam
doczekać powszechnego ocalenia. (8) Tak więc nie wyście mnie tu wysłali, ale Bóg. On to
uczynił mnie jakby ojcem samego faraona, zarządcą jego domu, a nawet władcą całego
Egiptu. (9) Wracajcie szybko do mojego ojca i powiedzcie mu tak: Twój syn Józef to ci ma
do przekazania: Bóg uczynił mnie władcą całego Egiptu. Przybywaj co rychlej do mnie, nie
zatrzymując się nigdzie! (10) Będziesz mógł osiąść w ziemi Goszen, blisko mnie. Możesz ze
sobą zabrać swoich synów razem z ich dziećmi, stadami owiec, kozłów i bydła oraz cały
dobytek, który do ciebie należy. (11) Tam [w ziemi Goszen] będę miał pieczę nad tobą;
klęska głodu będzie bowiem trwała jeszcze pięć lat. W ten sposób ani ty z całą rodziną,
ani cały twój dobytek nie poniesiecie żadnej szkody. (12) Tak więc wy sami, a także mój
brat Beniamin, widzicie teraz na własne oczy, że ja z wami rozmawiam. (13) Opowiedzcie
mojemu ojcu o wysokim urzędzie, jaki piastuję w Egipcie, i o wszystkim, coście tu widzie li. Pośpieszcie się też, żeby co prędzej sprowadzić tu mojego ojca.
strona 170
Mój Tarot — Artur Mikuła
Prawa autorskie
Udostępnienie i licencja
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa -- Użycie
niekomercyjne -- Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Oznacza to, że wolno:
1. Kopiować i rozpowszechniać zawarte tutaj teksty,
2. Tworzyć na ich podstawie utwory zależne,
3. Na następujących warunkach:
Uznanie autorstwa — w przypadku wykorzystania zawartych tutaj tekstów, w miejscu
ich wykorzystania należy wyraźnie podać imię i nazwisko autora,
Użycie niekomercyjne — nie wolno używać tekstów tutaj zawartych w celach komercyjnych,
Na tych samych warunkach — jeśli zmieniacie lub przekształcacie teksty tutaj zawarte, lub tworzycie własne na ich podstawie, możecie rozpowszechniać powstały w
ten sposób materiał tylko na podstawie takiej samej licencji.
Licencja ta obejmuje wyłącznie teksty mojego autorstwa i w żadnym przypadku nie odnosi
się do użytych, i jasno oznaczonych, materiałów innych licencjodawców.
Kontakt z autorem
Jeśli ktoś z odwiedzających chciałby wykorzystać materiały zawarte w tym opracowaniu
w celach komercyjnych proszony jest o kontakt z autorem w celu ustalenia warunków ich
użycia. Preferowana forma kontaktu za pośrednictwem poczty elektronicznej pod adresem: [email protected]
strona 171

Podobne dokumenty