Kliknąć tu - Rod Tarnowskich

Komentarze

Transkrypt

Kliknąć tu - Rod Tarnowskich
LELIWICI
Biuletyn Wydawany przez
Związek Rodu Tarnowskich
#13 – Marzec, 2010
Biuletyn jest dostępny na sieci Związku
www.rodtarnowski.com
Prezes
Paweł Tarnowski
1 szy Vice Prezes
2 gi Vice Prezes
Sekretarz
Skarbnik
Aleksander Tarnowski
Komisja
Rewizyjna
Elżbieta Łastowiecka
Marta Taranczewska
Marek W. Tarnowski
Kierownik Sieci
Związku
Michał Tarnowski (Kanada)
Czlonkowie
Zarządu
Jan Spytek Tarnowski
Tomek Tarnowski
Jacek Tarnowski
Jan Artur Tarnowski
Karol Tarnowski
Maria Tarnowska
Jan M. Tarnowski
email: [email protected]
Reprezentanci lokalni
Polska:
Jan M. Tarnowski
[email protected]
Anglia:
Gabriella Bullock
mailto:[email protected]
Francja /
Szwajcarja:
Rosabelle Tarnowski
Ameryka
Paweł Tarnowski
mailto:[email protected]
[email protected]
WAŻNE OGŁOSZENIE!
Prosimy o przekazywanie informacji dotyczących Genealogji i Biuletynu
Do Pawła Tarnowskiego: [email protected]
Słowo Prezesa
Droga Rodzino,
Koniec roku 2009 i początek 2010, to czas smutny dla rodziny. Wiele bliskich i kochanych
nam osób zmarło : mój brat Marcin w Montrealu, dr Stanisław Potocki w Vannes (Francja) ,
Jaś Tyszkiewicz w Austrii, Ciocia Zosia z Tarnowskich Moss w Wielkiej Brytanii , Geneviève
Potocki w Paryżu, Jan Skarbek w Londynie, Tadeusz Stachura w Warszawie, Janina
Lichoniewicz w Tarnobrzegu. Ze szczególnym smutkiem przyjąłem wiadomość o tragicznej
śmierci Wilczka Siemieńskiego, który zginął podczas styczniowego trzęsienia ziemi na Haiti.
Módlmy się za ich dusze , aby Pan Bóg dał im wieczne odpoczywanie.
Przewiezienie prochów Śp. Marcina do Polski zaplanowaliśmy na maj br. Msza Św.
pogrzebowa zostanie odprawiona w dniu 22 maja w kościele Dominikanów w Tarnobrzegu, po
czym nastąpi złożenie prochów w krypcie rodzinnej obok naszych rodziców. Poniżej
zamieszczone zostały szczegółowe informacje dla tych wszystkich którzy chcieliby, w tym
dniu, być razem z nami.
Czas nieubłaganie płynie, a moja generacja starzejąc się, powoli lecz nieubłaganie wykrusza
się . Czas, aby w coraz większym zakresie nowa generacja podjęła odpowiedzialność za prace
Związku. Szczególną radość sprawia mi, gdy widzę nowe osoby angażujące się w jego
działalność. Jaś Tarnowski Chorzelowski jest naszym nowym Skarbnikiem. Zastąpił na tym
stanowisku Piotr Mycielskiego. Z początkiem roku 2010 Gabriella Bullock zastąpiła Monikę
Wray jako przedstawiciel Związku na Anglię, a Rosabelle Tarnowska, Zdzisia Potockiego
na Francję i Szwajcarię. Dziękuje Marcinowi Brzezińskiemu. który zgodził się przejąć
stopniowo odpowiedzialność za aktualizację genealogii Rodu Tarnowskich.
Pragnę przekazać serdeczne podziękowania tym co wszystkim którzy przyczynili do powstania
najnowszego numeru Biuletynu: Rose Marie Tarnowska Punch z Irlandii, Katharine Wray z
Londynu, Jolanda Tarnowska z Ottawy w Kanadzie, Jaś Tarnowski (Chorzelowski) z
Warszawy, Jan Spytek Tarnowski z Warszawy i Oleś Tarnowski z Sopot. Jestem przekonany,
że ich artykuły potrafią zainteresować naszych czytelników.
Przypominam - wciąż wiele osób zalega ze składką członkowską. Proszę o niezwłoczne
dokonanie należnych wpłat. Informacje na temat składek zostały zamieszczone na stronach 2 i
3 Biuletynu.
Do zobaczenia
Ściskam i serdecznie pozdrawiam
Paweł Tarnowski
1
SKŁADKI CZŁONKOWSKIE 1/01/2009 do 31/12/2011 TABLE MEMBERSHIP FEES 1/01/2009 to 31/12/2011
Please pay Membership fees covering the next 3 year period before
June 30, 2008. Payment instructions are on the next page, entitled
CONTACTS and REGISTRATION
Prosimy o zapłacenie składek członkowskich pokrywających następne
3 lata według informacii na następnej stronie pod tytułem
KONTAKTY i REJESTRACJA
Dla Członków Rzeczywistych - For Regular Members
Kraj - Country
USA
Pełna Stawka – Full Fee
$125Us
50%Zniżka - Rebate
$63 Us
POLSKA – POLAND
400 zł
200 zł
FRANCJA – FRANCE
95 Eu
48 Eu
ANGLIA – BRITAIN
85 ₤
43 ₤
KANADA – CANADA
$155 Can.
$78 Can.
Dla Członków Stowarzyszonych – For Associate Members
Kraj – Country
USA
Pełna Stawka – Full Fee
$90 Us
50% Zniżka – Rebate
$45 US
POLSKA-POLAND
280 zł
140 zł
FRANCJA- FRANCE
65 Eu
33 Eu
60 ₤
30 ₤
ANGLIA-BRITAIN
KANADA-CANADA
$125 Can.
$63Can.
Seniory (Ponad 65) I Studenci (poniżej 25) 50% Zniżka
Seniors (over 65) and Students (under 25) 50% Rebate
2
Contacts and Registration – Kontakty I Rejestracja
KONTAKT I REJESTRACJA W POLSCE
Prosimy o złożenie opłaty na konto Bankowe Związku Rodu Tarnowskich
Bank Millenium S.A., Pl. Konstytucji 6, 00-550 Warszawa
Numer Konta: PL70 1160 2202 0000 0001 3755 4662
Kontakt: Jan Tarnowski (Chorzelowski); tel: (022) 838-0753, [email protected]
________________________________________________________________________
CONTACT AND REGISTRATION IN GR. BRITAIN
Please make cheques or money orders payable to Association of the Tarnowski Family and
forward them to Gabriella Bullock
Archers Cottage - Fletching – Uckfield - East Sussex TN22 3SA
Tel: (0182) 579-0169; e-mail: [email protected]
________________________________________________________________________
CONTACT AND REGISTRATION IN COUNTRIES with EUROS
Please make cheques to Rose-Isabelle Tarnowski (known as Rosabelle Tarnowska)
and forward them to her at: 48 Rue des Martyrs, Paris 75-009, FRANCE
Tel: (014) 281-2077; e-mail: [email protected]
________________________________________________________________________
CONTACT AND REGISTRATION IN NORTH AMERICA
Please make cheques or money orders payable to P. Tarnowski & M. Siemienska (Association
of the Tarnowski Family) and forward them to Paul Tarnowki:
30 Whippoorwill Dr., Ottawa, ON., K1J 7J2, CANADA
Tel: (613) 746-1346: e-mail: [email protected]
3
RODZINNE WIADOMOŚCI - 2009 - 2010
Osiągnięcia
Paweł Tarnowski, 15 letni syn Jacka i Moniki Tarnowskich z
Sopot, ponownie figurował zeszłego lata i na początku 2010 w
wiadomościach sportowych windsurfingu. Podczas mistrzostw
Polski w 2009 odbywających się w Górkach Zachodnich, Paweł
wywalczył wicemistrzostwo Polski Juniorów w Olympijskiej klasie
RSX windsurfingu.
Ten znakomity rezultat zapewnił mu
zakwalikowanie się do polskiej kadry windsurfingu Juniorów na
sezon 2010 i dobrze rokuje na przyszłość. Reultaty to potwierdzają.
Przed oddaniem do drukowania dumny Jacek T. mnie zawiadomił że Paweł wygrał w klasie
juniorów na zawodach “Andalusian Olympic Week”, które się zakończyły 28 lutego, 2010 w
Hiszpanji.
Maja Tarnowska, 13 letnia córka Jacka i Moniki Tarnowskich z
Sopot, ku radości rodziców, powoli zaczyna naśladować starszego
brata, Pawła, w winsurfingu. Podczas sezonu 2009, na regatach o
“Trójząb Neptuna” w Górkach Zachodnich, Maja zdobyła 3 miejsce
w klasyfikacji ogólnej, a wśród dziewcząt zajeła 1 miejsce. Później w
sezonie zdobyła 1 miejsce na regatach o Puchar Dyrektora Mosir w
Gdańsku.
Paweł i Maja, cała rodzina podziwia i gratuluje wam znakomitych osiągnięć. Życzymy wam
jescze większych sukcesów w przyszłości.
Katharine Wray, córka John Wray i Moniki Markowskiej,
przejechała góry Alpy na rowerze w 9 dni (1018 km) zeszłego
lata. Dokonała tego z grupą Fireflies, którzy popierają
poszukiwania prowadzone w szpitalu Hammersmith w Anglii
przeciw horobie Leukaemia jazdą na rowerach. Podczas
przejazdu Alp, jej grupa musiała pokonać tą samą trasę co
wyścigowcy podczas ”Tour de France”. Wymagało by to
dużego wysiłku od spełnionego rowerzysty. Dla Katharine ,
która parę miesięcy wcześniej była kompletną nowicjuszką,
przejechanie Alp na rowerze było nadzwyczajnym wyczynem.
Katharine gratulujemy ci!!. Cała rodzina i twoi rodzice na czele są dumni z ciebie. Pokonałaś
twoje obawy, znalazłaś siłę i odwagę aby dokonać celu, zbierając ponad 2,400 £ (około $4,000
US) dla LEUKA.
4
Jeżeli w przyszłości zdecydujesz ponownie przejechać Alpy na rowerze z grupą Fireflies
wspierając organizację LEUKA to Związek ogłosi ewenement w Biuletynie i na sieci
Związku aby ci pomóc ze znalezieniem sponsorów.
Katharine mile zechciała podzielić się z nami swoimi przeżyciami, które przedstawiamy
czytelnikom z jej zdjęciami.
Przejazd Alp na rowerze z grupą ”Fire Flies” – Czerwiec, 2009
Zwyciężyłam!! Pokonałam 19 szczytów, wspiełam się 95,000 stóp i przejechałam 1018 km!!
Rozpoczełam training z grupą ”Fire Flies” w lutym 2009 r. na rowerze pokrytym rdzą. Było to
bezsęsowne i w marcu zakupiłam dużo lżejszy piękny rower Bianchi, co mocno mi ułatwiło
trenowanie wśród gór w okolicy Kent. W pryzgotowaniu, weekendy spędzałam na rowerze a
w dnie powszechne po pracy odbywałam training w gimnazium aby wzmocnić moją kondycję
fizyczną. Mimo to absolutnie nic mnie nie przygotowało na przejazd Alp na rowerze.
Przeżyłam bardzo trudne momenty i stale byłam najwolniejsza w naszej grupie. Jazda na
rowerze mi nie przychodziła łatwo. Mimo że jestem uparta i konkurencyjna, jeżeli mnie ktoś
prowokuje, jednak nie było to wystarczające aby mnie przepchnąć przez Alpy.
Jak dojechałam 1go czerwca 2009 do Evian, punkt rozpoczęcia naszej wyprawy, bardzo byłam
przerażona i nie mogłam zasnąć tej nocy. Bałam się że mój training był nie dostateczny, oraz
nagle zrealizowałam jaką nowicjuszką jestem w tym sporcie i że może tym razem
przedsięwziołam coś co nie potrafię dokonać. Przez całą podróż, musiałam pedałować do
jedenastu godzin dziennie. Miałam siniaki i rany na całym ciele, doznałam kompletnego
wyczerpania i dużej obawy. Ale ta podróż była nadzwyczajnym doświadczeniem w moim
życiu i zaraz po powrocie do domu ponownie zapisałam się na przyszły rok
Podczas podróży przeszedłam przez całą gamę emocji: często płakałam z bulu, radości czy też
z rozpaczy a czasami z tych wszystkich powodów na raz. Gdy wydawało mi się że już nie
mogę, to ktoś z naszej grupy, czy też z ekipy wspierającej, zachęcał mnie aby dalej popychać
pedały i wspinać się coraz wyżej.
Pozwólcie że wam przedstawię co odczułam w pierwszy dzień, gdy po pokryciu mniej niż
połowę drogi do szczytu Joux Plane (dystans 11.6 km, inklinacja 8.5%, wysokość 1691 m);
wszystko mnie zaczeło boleć. Było mi gorąco i za każdym zakrętem droga się wspinała bez
końca, a szczytu nie moglam się dopatrzyć wśród drzew. Co najgorsze byłam sama!
Stawałam co chwila aby sprawdzić rower bo odczuwałam więcej opuru w pedałach (później
zrealizowałam że to uczucie jest normalne bo im stromsza góra tym większy opór w pedałach).
Wehikuł wspierający minoł mnie. Chciałam koniecznie ich zawiadomić że już nie mogę dalej!
Co sto metrów przystawałam i musiałam wypoczywać. Zaczełam panikować i miałam wizję
powrotu do domu bo zawiodłam w pierwszym dniu. Wyobrażałam sobie być zmuszona
zwrócić wpłacone dary i starałam się wymyślić wytłumaczenie.
Minełam jeszcze jeden zakręt i serce mi zabiło gdy w dali rozpoznałam dwie czerwone
koszulki grupy Fire Flies. Nagle pedały zrobiły się łżejsze i mogłam przyśpieszyć rytm
5
pedałowania. Były to Claire i Mareka, od tego momentu,
nazwałam je mojemi aniołami stróżami.
One
zdecydowały że powinny na mnie zaczekać i razem ze
mną pokonać pierwszy szczyt. Gdy dotarłam do nich,
wybuchnełam płaczem że już nie mogę kontynuować i że
zawiodłam przy pierwszej przeszkodzie.
Objeły i
zapewniły mnie że nie zawiodłam i że
potrafię przejechać Alpy, ale to będzie łatwiej razem z
Claire, Katharine & Mareka
niemi. Wsiedliśmy na rowery i pozostały one ze mną aż
do samego szczytu, zachęcając mnie cały czas
Pokonałam pierwszą górę bo one uwierzyły we mnie.
Gdy przestaje człowiek wierzyć w siebie, wtedy ciało przestaje funkcjonować. Szybko zdałam
sobie sprawę ile wysiłku mentalnego potrzebuje żeby przejechać Alpy na rowerze. Od tego
momentu wiedziałam że potrafię wspiąć się pod każdą górę i dzięki poparciu Claire i Mareka
na samym początku potrafiłam pokonać nasępnych 18 szczytów.
Dlaczego dokonałam tą podróż? Przejechałam Alpy nie tylko dla siebie, ale ważniejsze, dla
innych co cierpią. Mój kuzyn, Andrew Carroll, już tego dokonał parę razy z tą grupą i stał się
moją inspiracją. Chciał żebym przeżyła te nadzwyczajne doświadczenia które on doznał.
Zawsze mu bendę wdzięczna że najpierw mnie przekonał, poczem mnie popierał podczas całej
podróży.
Podróż z grupą Fire Flies podniosła moje zaufanie w siebie i przekonała mnie że mogę
dokonać każdego celu jeżeli zrobię dostateczny wysiłek
Pozwoliła mi również poznać
nadzwyczajną grupę ludzi, którzy w krótkim czasie stali się dla mnie drugą rodziną. Ich
poparcie i przyjaźń nie skończyły się po przejeździe Alp, ale trwaję ciągle.
Podczas tej wyprawy, na początku mówiłam do siebie ”bież każdy dzień po kolei” później
zmieniło się to na “bież każdą górę po kolei”. Wreszcie wspinając się pod “Mont Ventoux”,
jedna z najwyższych gór w tej okolicy, z wiatrami co mogą rowerzystę zepchnąć z drogi, to już
mówiłam do siebie ”popychaj pedal za pedałem”. Mimo trudności, potrafiłam utrzymać moje
myśli pozytywne, wierząc że mam dużo szczęścia mogąc dokonać tą podróż.
Panaromy były wspaniałe i to też mi pomagało. Gdy wspinałam się pod górę przez szereg
godzin, było to ogromnie zadawalającym uczuciem spojrzyć na świat i ujrzyć szczyty pokryte
śniegiem, lodowce, głębokie zielone doliny, szybko płynące strumienie, zaciekawione
świstaki, oraz jodłami i lawendą pachnące lasy. Wtedy
żeczywiście odczuwałam jakie ogromne szczęście mam
odbywając tą wyprawę z grupą Fire Flies.
Wszyscy w grupie popieramy tą samą instytucję Leuka.
Ta organizacja zbiera fundusze na poszukiwanie
środków przeciw Leukemię.
Ich cel jest prosty.
Stworzyć lepszą przyszłość dla pacientów dotchniętych
tą chorobą w Anglji i za granicą. ”Jedziemy dla tych co
cierpią” jest moto Fire Flies. Jeden z rowerzystów
Dumna matka wita córkę
6
należący do naszej grupy doskonale określił nasz wysiłek podczas podróży ”35 walecznych
rowerzystów przez 9 dni płakali, pocili się i krwawili dla Leuka”.
Nie mogę dostatecznie podziękować tym wszystkim co pomagali, popierali i sponsorowali
mnie, co piekli dla mnie naleśniki, co słuchali moich lamentów przez telefon. Bez was
wszystkich nie dobiłabym do celu. Wielkie dzięki!!!!!
Paweł Popiel otrzymuje od Prezydenta
Kanadyjskiego Stowarzyszenia Konnej
Jazdy nagrodę Osiągnięcia Życiowego.
Odbyło się to w Montrealu 6 lutego
2010.
Ta nagroda wyrużnia się z innemi przez to że nie jest
wręczana co roku., ale jedynie gdy mianowany kandydat
jest wybitną osobą, która znacznie przyczyniła się do
rozwoju sportu konnej jazdy.
Rodzina Popielów wyemigrowała do Kanady w 1949 roku i osiedliła sie w Dunham, małe
miasteczko położone na wschód od Montrealu w prowincji Quebec. Tutaj Paweł pokochał ten
sport, któremu poświęcił ponad 50 lat swego życia. W 1965 rozpoczoł brać udział w zawodach
hypicznych i w krótkim czasie kompetycjonował na najwyższym poziomie tego sportu na
koniach które sam trenował. W latach 70 i 80 zdobył wiele nagród, nawet powtórnie został
wybrany do ekipy narodowej Kanadyjskiej w 1976 i 1984. Później Paweł założył szkołę
konnej jazdy i poświęcił się uczeniu i trenowaniu jeźdzców, od rozpoczynających do
zawodników na najwyższym poziomie miedzynarodowym. Wiedząc jak ważny jest koń dla
jeźdzca, Paweł również zdecydował wychowywać konie wieszchowe. Miał on duży sukces w
obu dziedzinach, trzykrotnie otrzymując nagrodę “Entraineur par Excellence” od
Stowarzyszenia” Federation Equestre du Quebec”oraz doznając wiele razy uznanie
zawodników, zdobywujących nagrody na koniach trenowanych przez niego. Paweł nie tylko
jest wysoko kwalikfikowanym instruktorem w tym sporcie ale ma również kompetencje i dużo
doświadczenia przy planowaniu i budowaniu trasy na zawody międzynarodowe. Jest bardzo
ceniony w tym sporcie i często wzywany jako doradca na zawodach międzynarodowych.
Co wyrużnia Pawła jest fakt że chodzi na protezach, kompletnie straciwszy na skutek raka
użytek lewej nogi a zatrzymując tylko częściowo możliwość władania prawą nogą. Dzięki
nadzwyczajnej determinacji nie poddał się i dalej jest kompletnie zaangażowany w sporcie
konnej jazdy, który kocha. Pod koniec lat 90 przeniusł się z rodziną, żoną Maureen i dziecmi,
córką Hilary i synem Michałem, do Carleton Place pod Ottawą, gdzie dalej uczy i trenuje
jeźdzców i wychowuje konie. Jest to piękny przykład pokonania nieszczęścia w życiu. Co
najwięcej podziwiam u Pawła i co go wyrużnia od innych to jest jego pogodne i pozytywne
podejście do życia nawet w trudnych momentach.
Paweł gratulujemy ci i cieszymy się z tego nadzwyczajnego wyrużnienia.
7
ŚLUBY
Angelika Tarnowska, córka Adama Tarnowskiego (Sucha), wyszła za
Mąż za Alexander Fraser, syn św. pamięci Sir John Fraser i św. pamięci
Anne Grant. Ślub odbył się 5 września 2009 r. w kościele św. Marii z
Spilicy, na wyspie Lopud, koło miasta Dubrovnik. Angelika i Alexander
osiedlili się w Londynie.
Lara Deacon, córka Ruli Leńskiej i Brian Deacon, wyszła za mąż za
James Parker, syn John i Anita Parker. Ślub odbył się 5 września,
2010 r w kościele św Mathias w Richmond, Anglia. Lara i James
osiedlili się w Londynie.
Krzysztof (Smyk) Siemieński, syn Wilka Jr. (Wilczka) i Maki
Cieleckiej, ożenił się z Magdą z Siemieńskich, córką Piotra i Śp.
Barbary Śiemieńskich. Ślub odbył się w kościele Kamedułów w
Warszawie 5 września 2010 r.
IN MEMORIAM
Dr. Stanisław Potocki, syn Śp. Andrzeja i Marie Antoinette z Durye Martin, mąż dr. Josiane
Brousse, zmarł nagle 7 września 2009 r w Vannes, Francji, gdzie został pochowany.
Jan Jerzy Hubert Tyszkiewicz, syn Śp. Władysława i Róży z Tarnowskich z Dzikowa, mąż
Marii Buxhoeveden, zmarł 7 listopada 2009 r. w Austrii. Jego prochy rodzina przewiozła do
Anglii i pochowała obok matki i siostry Bisi na cmentarzu Brompton w Londynie.
Zofia z Tarnowskich Moss, córka Śp. Hieronima i Wandy z Zamoyskich z Rudnika, zmarła
w Wielkiej Brytanii, 22 listopada 2009 r. Pochowana została na cmentarzu w Grayswood w
hrabstwie Surrey (Anglia) Zgodnie z życzeniem spoczęła w trumnie sprowadzonej z jej
rodzinnego Rudnika.
Geneviève Plat Potocki, żona Zdzisława Potockiego, córka Gabriel i Solange Le-Bail, po
trzynastoletniej walce z rakiem, zmarła w Paryżu 23 listopada 2010 r. Pochowana została w
Montrésor, Francja.
8
Wilek Jr. (Wilczek) Siemieński, mąż Maki z Cieleckich, syn Wilka Sr. i Róży z Platerów z
Rawdon, zginął 12 stycznia 2010 r. podczas tragicznego trzęsienia ziemi na Haiti. Jak tylko to
bedzie możliwe, Maka planuje przewieść prochy Wilczka do Polski i pochować w rodzinnym
grobowcu .
Jan Skarbek, mąż Maryś z Tyszkiewiczów, syn Śp. Stanisława i Zofii z Czecz de Lindewald,
zmarł otoczony rodziną 28 stycznia 2010 r. Został pochowany w grobowcu rodzinnym w
Horlez, Anglii.
Tadeusz Stachura, mąż Jadwigi z Mycielskich, ojciec Zofii Wojtkowskiej i Katarzyny
Bessière i syn św. pamięci Zofji Sztuka i Józefa Stachury, zmarł w Warszawie 9 lutego, 2010
roku. Został pochowany 13 lutego w Wiśniowej.
Janina Lichoniewicz, matka Marychny Tarnowskiej, zmarła 16 lutego, 2010 i została
pochowana w grobowcu rodzinnym w Tarnobrzegu.
ZAWIADOMIENIE
Msza pogrzebowa za Marcina Tarnowskiego odbendzie się w
kościele Ojców Dominikanów w Tarnobrzegu o godzinie 13:00, 22
maja 2010; poczem prochy jego zostaną złożone w krypcie
rodzinnej pod kościołem. Po Mszy Świętej, Synowie Marcina
serdecznie zapraszają rodzinę i przyjaciół na obiad do restauracji
BROWAR, położonej blisko kościła.
Na wieczór przed pogrzebem, 21 maja 2010, planujemy kolację
rodzinną w Zespole Hotelarskim Baronów Sandomierski o
godzinie 19:30. Z tego powodu szereg pokoi jest zamuwjonych w
hotelu na ten wieczór. Koszt za nocleg włącznie z śniadaniem i
kolacją wyniesie 200 zł. od osoby. Osoby zainteresowane są
proszone o zawiadomienie przed końcem kwietnia, 2010, Pawła
Tarnowskiego
int:
[email protected]
lub
Jasia
Tarnowskiego (Głowę) telefonem: (022) 754-4500.
9
Rodzinne Biuletyny Świąteczne – Boże Narodzenie 2009
Rodzinne Biuletyny stają się coraz popularniejszą metodą na przekazywanie wiadomości oraz
życzeń na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Zamieszczam te same dwa które były w Angielskiej
wersji biuletynu. Pozwólcie że wpierw przedstawie wam ich autorów:
Jolanta Lucciola Tarnowska jest żoną Pawła Tarnowskiego z Dzikowa. Ich dane są
następujące: 30 Whippoorwill Drive, Ottawa, Ontario K1J 7J2. Kanada tel: (613)746-1346;
adres internetowy: [email protected]
Jan M. Tarnowski (Chorzelowski) jest synem Karola Tarnowskiego (Bratka) oraz mężem
Anny Bzowskiej. Jest on Skarbnikiem Związku Rodu Tarnowskich. Ich adres: ul. Jelenia 11,
Podkowa Leśna 05-807, tel (022)838-0753, adres Internetowy: [email protected]
Biuletyn Świąteczny Pawła i Jolanty Tarnowskich
Mamy nadzieje że nasze wiadomości was zastaną w dobrym zdrowiu i prosperujących mimo
recesji na świecie. Wydaje się nam że ten rok przeleciał szybciej niż poprzednie lata. Czy też
żeczywiście tak było, czy to moja imaginacja? 2009 i początek 2010 przyniósł nam dużo
smutku ale też radości. Ważne jest że utrzymaliśmy stały
kontakt z rodziną i przyjaciółmi uczęszczając na przyjęcia i
spotkania towarzyskie oraz odwiedzając krewnych podczas
podróży po świecie.
W styczniu zaszokowała nas śmierć Marcina. Podczas szeregu
lat menczyła go choroba płuc aż wreszcie go pokonała. Paweł
był bardzo bliski z nim i jego strata pozostawiła ogromną
pustkę, którą trudno bendzie nam zstąpić. Z początkiem roku
2010 zawieziemy jego prochy do Polski i pochowamy obok
rodziców.
Na przerwę zimową w lutym uciekliśmy na dwa tygodnie do
słonecznego Meksyku.
Bendąc troskliwemi dziadkami,
pozostaliśmy dodatkowy tydzień aby się zająć wnukami i
pozwolić Janowi i Judy odsapnąć.
Podczas pełnienia
dziadkowych obowiązków pilnowania cztero letniej Ashley,
Paweł poślizgnoł się na kamiennych schodach przy basenie i
złamał dwa żebra. Bardzo to było bolesne, ale Ashley miała
dużo radości wożenia go wszędzie na wózku. Ta nieszczęsna
przygoda
ma
pozytywne
zakończenie,
mianowicie
skorzystamy z darmowego tygonia na przyszły rok, bo hotel poczół się częściowo winny.
10
Tego latta spędziliśm
my dużo czasu z rodzinąą. Na począttku lipca Jann odwiedził nas w Ottaw
wie z
Judy i dziećmi.
d
Podczas jegoo pobytu zapprosiliśmy jego starychh przyjaciół z rodzinam
mi na
piknik wokoło
w
baseenu. Mieliśmy 11 dziecci w wieku od 2 do 122 lat. Młodzzież miała dużo
d
przyjem
mności i partty było barddzo udane. Ashley, naasza cztero letnia wnucczka jest barrdzo
zdolnym
m i aktywny
ym dzieckieem, któremuu wszystko łatwo przyychodzi, rów
wnie w szkkole,
czytaniee i pisanie, jaak i w sportach, narty, pływanie,
p
piłłka nożna, gimnastyka..
g
. Andrew John,
nasz wnnuk, który w marcu skończy
s
dw
wa lat, doproowadza matkę do rozppaczy bo włazi
w
wszendzzie, gdzie nie
n powinienn, maszyna do mycia naczyń,
n
lodóówka, szuflaady z garnkkami
nażędziaa ojca, elek
ktroniczny ekkwipunek.....etc Nasze wnuki
w
są baardzo aktyw
wne i potrzebują
dużo zaj
ajęcia i ruchu
u, co jest meenczące dla dziadków gdy
g opiekujeemy się wnuukami. Ashlley i
Andrew
w bardzo są przyjazni
p
i lubią
l
zabaw
wy z innemi dziecmi. Podczas
P
ich pobytu u naas, z
dużą przzyjemnościąą obserwowaaliśmy ich raadość życia.
Parę dnni po wyjeźd
dzie Jana z rodziną,
r
ogrromnie uciesszyliśmy sięę na niespoddziewaną wiizytę
Adzia i Marity Tarrnowskich z Paryża razeem z jego siostrą
s
Rose Marie Tarnnowska Puncch z
Irlandji. Zatrzymalii się na jedeen dzień w Ottawie
O
w ciąągu wizyty prowincji
p
Ontario i Queebec.
Rose Marie
M
bardzo mile przygootowała relaccję z ich poddróży do Kaanady, która figuruje dalej w
biuletyniie.
W Kanaadzie, obchóód Halloweeen pod konieec październnika jest barrdzo
ważne dlla dzieci. Niestety
N
tegoo roku Ashleey i Andrew
w John nie mogli
m
zbierać smakołyków
s
w odwiedzająąc sąsiadów bo
b byli zazięębieni. Mim
mo to
przebralii się w kosttiumy i przyyjmowali dzzieci, które odwiedzałyy ich
dom, z przyjemności
p
ią rozdając im
i smakołykki i przy okaazji częstującc się
samemu..
Na począątku listopadda , wybraliśmy się pocciągiem z Otttawy do Jassper,
miasteczzko na graniicy Alberty i British Coolumbia. Prrzejechaliśm
my w
trzy dni ponad 3,00
00 km. Po raaz pierwszy oglądaliśmyy z bliska piiękne krajobbrazy zachoddniej
Kanady, szczególnie gdy pociąąg dotarł do gór Rockiess. Nasza cóórka,
Julia naas pozbierałła w Jasperr. Z tamtąąd, po zwieedzeniu piękknej
okolicy Jasper, pojjechaliśmy drogą zwanną “Aleja Lodowców”,
L
po
drodze objeżdżając siedem loddowców. W tej okolicyy Rockies, zima
z
już się rozpoczeła
r
na
n całe i wsszędzie droggi są pokrytee śniegiem. Na
całe szcczęście Juliaa posiada weechikuł co ciągnie
c
na czztery koła i bez
trudnoścci po siedmiio godzinnejj podróży doojechaliśmy do jej dom
mu w
miasteczzku Fernie w British Columbia. Dłuugą podróż nam
n uprzyjem
mnił
przystannek w Radiu
um gdzie skoorzystaliśmyy z odprężająącej kompieli w John O’ i Julia w górach Rockiess
ciepłychh strumieniacch
Andrew John i Ashley na Halloween
Bardzo jeesteśmy wdzzięczni Julji i jej mężowi, John O. zaa ich
serdecznąą gościnnośćć. Doceniam
my również że zaprosiłaa do
siebie poodczas naszeego pobytu Marynę,
M
siosstrę Pawła. Mile
M
nam byłoo razem wspominać z niąą nasze młodde lata spędzzone
w Montrrealu niedłuugo po przyj
yjeździe do Kanady. Nasz
N
pobyt u nich
n niestetyy przeleciał za
z szybko.
Paweł I Jolanta koło Jasper
11
Jesteśmy szczęśliwi i dumni z rozwoju karier syna i córki. Jan jest kierownikiem wydziału
odpowiedzialnego za rozwój i implementacje w Kanadzie bankowości przez internet w Banku
Toronto Dominion. Julia pracuje na własną renkę z dużym sukcesem jako Inżynier Konsultent
Ekologiczny.
Mile są widziani goście u nas i jest dużo miejsca, więc serdecznie zapraszamy.
Kończąc, życzymy rodzinie wszelkich pomyślności na rok 2010, ściskamy i serdecznie
pozdrawiamy wszystkich,
Jolanta i Paweł Tarnowscy
Wiadomości i życzenia Swiąteczne Jana i Ani Tarnowskich-Chorzelowskich
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Za nimi przyjdzie
nowy AD 2010 – z nowymi wyzwaniami, planami i
wydarzeniami. Przygotowując się do tych dni, spoglądamy
wstecz na odchodzący 2009 r.
Miniony rok oceniamy przede wszytkim spoglądając na
naszą córkę Helenkę, która urodziła się zimą 2008/2009.
Przeżywaliśmy jej rozwój (to nasza pierwsza córka),
wszystkie zmiany i postępy. Pierwsze spojrzenia, uśmiechy,
samodzielne poruszanie się. Musieliśmy zmienić nasze życie. Helenka jest naszą radością –
przeglądając jej zdjęcia sprzed miesięcy widzimy jak upływał – i to jak szybko! – ten 2009 r.
W wakacje – inaczej niż zwykle – nie wypuszczaliśmy się w
zagraniczne podróże. Ania była w tym roku w Zakopanem, w
Domu pod Jedlami, należącym do rodziny matki mego Ojca,
Wandy Pawlikowskiej. Rodzina Pawlikowskich, która
odznaczyła się wybitnymi postaciami świata polskiej nauki,
kultury czy ochrony przyrody, zbudowała z końcem XIX wieku
piękny w stylu zakopiańskim, projektowany przez Stanisława
Witkiewicza – dom ten jest uważany za jeden z najpiękniejszych na polskim podhalu.
Dom jest tak swojski, tak znajomy, że Ania, chociaż jeździ
od niedawna, czuje się tam jak u siebie. Można tam
odpocząć, wypuścić się w kochane Tatry. W drugiej
połowie wakacji w Domu rozpoczął się generalny remont.
Rodzina była proszona o dozorowanie, więc Ania z
Helenką aż dwa razy odwiedzała Zakopane, a Helenka
„zaprawiała się” w pierwszych pracach inżynierskich. Jaś
wyjątkowo nie wyjeżdżał tego roku na dłużej, jednak
mieszkanie w miłej okolicy pod Warszawą, pozwala
Dziadziowie pomagają
12
odpocząć mimo braku wyjazdów. Niektórzy nazywają to „nieustające wakacje”.
Myśląc o 2009 roku, pamiętamy o tych, którzy od nas odeszli – o Wuju Marcinie Tarnowskim,
Jasiu Tyszkiewiczu i Cioci Zosi Tarnowskiej Moss. Będzie nam ich bardzo, bardzo brakować,
choć wierzymy, że kiedyś zobaczymy się znowu.
Mamy nadzieję, że kolejny rok bendzie lepszy, że pozytywny bendzie rozwój w sprawach,
które chcielibyśmy zmienić - np. zawodowych. Życzymy więc Wam, Kochana Rodzino, żeby
ten rok 2010 był dla Was pomyślny, a podczas Świąt abyście doznali szczególnych łask od
Nowonarodzonego.
Ściskamy i serdecznie pozdrawiamy wszystkich,
Jan i Ania Tarnowscy
Ciekawe Podróże przez Członków Rodziny
1. Podróż do Kanady przez Władysława (Adzia) i Maritę Tarnowskich
razem z siostrą Rose Marie Tarnowska Punch
(Tekst i zdjęcia Rose Marie Tarnowska Punch)
2. Wycieczka Olesia i Marka Tarnowskich do Alaski
(Tekst i zdjęcia Oleś Tarnowski)
3. Przez Bezkresy Historji (Sentymentalna wycieczka przez Kresy)
(Tekst i zdjęcia Jan Spytek Tarnowski)
13
W
WYCIECZK
KA DO KANADY
K
Angiielski Tekst i zdjęcia Rosse Marie Tarrnowska Punnch – Tłumaaczenie Paweeł Tarnowskki
W ostatnich latach odbyłam
o
parrę ciekawycch podróży do
d bliskich i dalekich wyybrzeży z moim
m
bratem Władysławe
W
em (Adziem)) i jego żonąą Maritą. Zeeszłego lipcaa wybraliśmyy się aby odkkryć
Kanadę,, daleki i tajeemniczy kraaj, gdzie szerreg krewnycch się osiedliiło po WW II.
I Rozciągaa się
on od Pacyfiku
P
do Atlantyku i jest za barddzo rozległyy aby go muudz zwiedzićć w okresie dwu
tygodnioowym. Zdeecydowaliśm
my więc objjechać najprrzemysłowszze i najbarddziej zaludnnione
prowinccje, mianowiicie Québec i Ontario.
Wylądowaliśmy w Toronto, stolica
s
prow
wincji Ontarrio i
najwiekksze miasto w Kanadzie. Jest ono ceentrum finęssowe
i przem
mysłowe tego
o kraju i ekkonomiści uważają
u
je jako
jedno z najbardziej dynamicznnych i progresywnych miast
m
w
u, objechaliiśmy
w Amrryce pułnoccnej. Po wylądowaniu
centrum
m miasta, położone nad jeziorem Ontario, gdzie
g
zwiedzilliśmy impo
onującą wieerzę CN, trrzeci najwyyższy
budynekk na świecie. Potem udaliśmy
u
sięę autobusem
m do
Niagaraa Falls. Wiidok tych słławnych spaadków wodnnych
jest rów
wnie piękny i potężny gdy
g patrzyliśśmy się na nie
n z
helikoptteru, czy prrzez okno panoramiczn
p
ne z restauuracj,
gdzie zjedliśmy
z
obiad,
o
czy też z bliiska na mokro
przepływ
wając pod niemi małyym statkiem
m. W droodze
powrotnnej do Torronto, zatrzyymaliśmy się
s w urocczym
miasteczzku Niagara on the Lake
L
z dom
mkami w stylu
s
Georgiaan i otoczon
nych kwiataami. Jest ono
o
położonne w
centrum
m okolicy win
w
Ontaryyjskich. Ucieszyliśmy
U
y się na przystanek
p
aby spruboować
znakom
mitych win lo
odowatych, które
k
są częssto podawanne z deserem
m. Klimat w tej okolicy oraz
rodzaj winogron na
n pułwysppie Niagaraa są szczeggólnie dosttosowane na wytwór win
c
świeciie.
lodowattych, które sąą znane na całym
Na następny dzzień udaliśm
my się do Ottawa.
O
N
Nasza
wizyyta stolicy była
b
specjallnie przyjem
mna i udanaa bo
Paw
weł i Jolantaa nas mile przyjeli u siebie w doomu
szam
mpanem, aby z szumem
m podkreślićć naszą wizzytę.
Puźnniej zabrali nas krajobrrazową droggą wzdłuż rzeki
r
Ottaawa do dobbrej restauraacji ”Nationnal Arts Ceentre
Cafeee”. Po drrodze ogląddaliśmy ważżne budynkki w
stoliicy: rezydenncje Premiera i Gubernaatora, Ambassady
Franncji, Saudi Arabskiej
A
i USA, Miniisterstwo Sppraw
Zagrranicznych (MSZ), Galerię
G
Naroodową, kattedrę
D
i na końcu historyyczny budynnek luksusow
wego hoteluu Chateau Laurie.
L
Byliiśmy
Notre Dame
Pawła i Jolanty gośććmi na znakoomitej kolaccji, poczem bardzo
b
mile spędziliśmy resztę wieczzoru
z niemi.. Niestety trrzeba nam było
b
się pożeegnać, ale zaabraliśmy z sobą wspom
mnienia Jolannty i
Pawła ciepłej i serdeecznej gościinności.
14
Na następny dzień objechaliśmy centrum Ottawy, gdzie podziwialiśmy budynki parlamentu,
zbudowane na wzór parlamentu brytyjskiego w Londynie. Poczem przejechawszy rzekę
Ottawa na stronę quebecką okolicy stolicy narodowej, zatrzymaliśmy się w muzeum
cywilizacji, gdzie z ciekawością oglądaliśmy historię indian i eskimosów oraz nadzwyczajną
kolekcję słupów totem. W drodze do Montrealu przejechaliśmy przez piękną okolicę gór
Laurentides, które są obszernym i naturalnym parkiem z licznemi jeziorami, rzekami i lasami.
Jolanta i Paweł w tej okolicy posiadają odosobniony domek, gdzie lubią przebywać w wolnych
momentach w zimie jak i w lecie.
Niestety mieliśmy tylko czas na krótką wizytę Montrealu. To miasto jest centrum języka
francuskiego na kontynencie Ameryki północnej i na drugim miejscu w Kanadzie. Podczas
naszego pobytu mieliśmy okayię skosztować specjalność okolicy “Smoked Meat” wędzone
mięso. To danie jest podawane jako szereg warstw wędzonej wołowiny pomiędzy dwoma
kromkami żytniego chleba z musztardą. Bardzo jest to smaczne ale trochę za ciężkie dla
delikatnego brzucha.
Kierując się na wschód ku miejscowości Tadoussac
przekroczyliśmy rzekę St Laurent aby zatrzymać się na
wyspie Orléans, gdzie zwiedziliśmy “une cabane à sucre”
(domek na cukier). Tam odkryliśmy jak są wyrabiane
produkty z sapy klonowej, syrop, masło i inne, co było
to nowością dla nas. Podczas obiadu posmakowaliśmy
szereg z tych znakomitych wytworów.
Podróż z
Montrealu do Tadoussac była najdłuższym etapem,
ponad 500km, podczas naszej wizyty w Kanadzie. Po
drodze przystanki w krajobrazowych miasteczkach, zamieszkałych przez różnych artystów,
pozwoliły nam wytrzymać tą długą podróż. Wreszcie dotarliśmy do miejsca gdzie rzeka
Saguenay wpada do rzeki St Laurent i gdzie wieloryby uwielbiają się spotykać. Podczas
przebycia rzeki St Laurent z Tadoussac do Matane na półwyspie Gaspezyjskim, przestraszyłam
się trochę gdy te ogromne zwierzęta ukazały się bardzo blisko naszej łodzi, ale zapewniono
mnie że nic nam nie groziło i zdołałam je
zfotografować. Ujście rzeki w tym miejscu jest tak
szerokie że wydaje się jak by się było na brzegu
oceanu. Pojechaliśmy dalej wzdłuż tego pięknego
wybrzeża, gdzie lasy i góry spotykają się z wodą
rzeki St Laurent aż do miasteczka Percé. Jest to mały
rybacki port, który otrzymał swoją nazwę od
przebitej skały, wystającej z wody naprzeciw
miasteczka.
Tego wieczoru z przyjemnością
zjedliśmy na kolację znakomicie przyprawione
“fruits de mer” włącznie z homarem.
Następnego dnia w drodze do miasta Quebec, przejechalimy spowrotem na południową stronę
rzeki St Laurent. Po drodze zwiedziliśmy Narodowy Park Miguasha, położony blisko
miasteczka Carleton nad morzem. Jest on rzeczywistym skarbem naturalnego spadku, gdzie
skamielina ryb i roślin, jest świadkiem życia na naszej planecie 378 milionów lat temu.
15
Podczas następnego przystanku w miasteczku Pointe au Père, położonego blisko Rimouski,
odwiedziliśmy kuzyna po stronie rodziny mojego męża, który szereg lat wcześniej przeniósł
się do tej okolicy z Irlandji. Co za zbieg okoliczności że w tym tak obszernym kraju jego dom
się znajdował o dwa kroki od naszego hotelu. Mimo że pogoda bardzo się popsuła i przyszły
ulewne deszcze, dzięki jego gościnności, mile spędziliśmy wieczór z jego rodziną .
Przed wjazdem do miasta Quebec, zatrzymaliśmy się przy
wodospadzie Montmorency. Jest on o 30 metrów wyższy
on Niagara Falls, ale dużo węższy i nie wykazuje tak
majestycznego obrazu potęgi natury. W tym miejscu rzeka
Montmorency kończy się i wpada do rzeki St Laurent.
Bardzo mile wspominamy czas spędzony w mieście Québec,
gdzie żeczywiście doznaliśmy ducha francuskiej Kanady.
Jest to stolica prowincji tej samej nazwy i jedyne miasto z
fortyfikacjami na kontynencie Północnej Ameryki. Centrum
wygląda jak stare miasto jakiejkolwiek stolicy europejskiej, gdzie wąskie uliczki wykładane
brukiem są otoczone odrestaurowanemi budynkami z XVIII wieku. Zwiedziliżmy nawet “Les
Plaines d’Abraham” (Płaszczyznę Abrahama), gdzie Kanady przeznaczenie zostało zmienione,
poczem udaliśmy się do ”La Citadel” otoczona oryginalnemi fortyfikacjami. Zakończyliśmy
wizytę centrum w sławnym hotelu luksusowym ”Chateau Frontenac”, budowanym w XVIII
wieku przez ”Canadian Pacific Railway”. Mieliśmy czas aby doznać uroku Placu
Królewskiego i małych uliczek otaczających go, pełnych sklepików i kawiarni, gdzie mnustwo
turystów spacerowało. Popołudniu zwiedziliśmy autentyczną wieś indiańską, gdzie
wysłuchaliśmy z dużym zainteresowaniem naszego przewodnika gdy nam opowiadał o
amerindiańskich tradycjach, zwyczajach i ich historji.
Podczas naszej wizyty tego miasta jeden fakt nas zaszokował, mianowicie prezent ofiarowany
miastu Québec przez byłego Prezydenta Francji Jacques Chirac: duży biało czarny kamień,
niewiadomo co reprezentujący, umieszczony na małym placyku w starym wśródmieściu.
Mieszkańcy miasta Québec byli bardzo łaskawi że znaleźli miejsce na ten objekt.
Ostatnie dni naszego pobytu w Kanadzie spędziliśmy
w krajobrazowej okolicy Parku Lanaudière, gdzie
zwiedziliśmy hodowlę bizonów. Ciężko pracujące i
odważne małżeństwo, nie zadowolone z życia w
mieście, rozpoczeli ten projekt. Mimo poważnych
przeszkód po drodze znakomicie rozwineli to
przedsiębiorstwo. Gulasz z bizona bardzo nam
smakował ale wstrzymałam się od prubowania
kiełbasek...
16
Adzio i ja mieliśmy niesamowite przeżycie przelatując
nad parkiem Lanaudière hydroplanem.
Byliśmy
zdziwieni pięknością i rozległościę tej okolicy. Tego
dnia niebo było bez chmurki i mogliśmy obserwować
bez końca zielone lasy, czyste rzeki i jeziora. Kanada
jest rzeczywiście pięknym krajem, co posiada
nadzwyczajną ilość środków naturalnych. Nasz pobyt
w tej okolicy był uprzyjemniony przez urok i wygodę
hotelu Auberge du Lac Taureau, co nam pozwoliło
wypocząć przed długim lotem powrotnym. Byliśmy trochę zaskoczeni widokiem czarnego
niedzwiedzia podczas spaceru w pobliżu hotelu, ale był bardzo zajęty zajadaniem jagód i
wogóle nie przejmował się naszą obecnością. Nasz pobyt w tym rozkosznym miejscu
zakończył się ciekawym spotkaniem z lokalnym traperem, który opowiedział nam cały szereg
swoich przeżyć oraz nam wskazał technikę łapania dzikich zwierząt w pułabki.
Podróż do Montrealu i powrotny lot do Francji odbyły się bez wydarzeń.
Podczas naszej wizyty prowincji Ontario i Québec przejechaliśmy ponad 3800 km, ale jest to
mała część tego obszernego kraju. Dokonaliśmy tego małym dosyć nowoczesnym autobusem
który niestety miał wadliwe zawieszenie, co było bardzo nieprzyjemne jak tylko zjeżdzaliśmy
na gorsze drogi. Jedynie dziewięć osób wzieło udział w tej wycieczce, znak sytuacji
ekonomicznej na świecie. Nasi towarzysze nie napełniali nas natchnieniem bo nie byli
specjalnie interesującemi osobami. Nie miało to wpływu na sukces naszej podróży.
Dzieląc się z wami naszemi przeżyciami podczas podróży do Kanady, przyniosło mi
spowrotem całą przyjemność, uciechę i radość co doznaliśmy podczas tej wyprawy.
17
Alaska sierpień 2009 - Wycieczka Marka i
Oleśia Tarnowskich
Tekst i zdjęcia Aleksander Tarnowski (Oleś)
O wyprawie na Alaskę zdecydowały
nasze upodobania gór, rozbudzona
przez przewodnika ciekawość tego
kraju
oraz
wizja
polecenia
samolotem pod szczyt najwyższej
góry Ameryki Północnej – Mc
Kinley’a
Alaska to najwcześniej zaludniony
obszar obu Ameryk. 14 tysięcy lat
temu przez pomost lądowy z
Półwyspu Czukockiego dotarli tu
pierwsi ludzie. W 1867 r sekretarz
Stanu William Seward kupił Alaskę
od Rosji za 7,2 mln. dolarów.
Mocno krytykowany zakup nazwany
„szaleństwem” lub „lodownią”
Sewarda okazał się już w1880 r
żyłą złota. Również ryby i drewno
były poszukiwanym bogactwem tej
ziemi a w latach 70tych XX wieku
odkryto ropę naftową nad Oceanem
Atlantyckim.
Alaska – Alayeska w języku Indian Atabasków - znaczy „Wielka ziemia na zachodzie”. Jest
najdalej na północ i zachód wysuniętą częścią Stanów Zjednoczonych. Najbardziej odległe
wyspy archipelagu Aleutów leżą już na półkuli wschodniej. Alaska stanowi 15 % całej
powierzchni Stanów Zjednoczonych, jest 5 razy większa od Polski. To kraina lodowców (5 %
powierzchni), wiecznej zmarzliny (85 % powierzchni ), 13 dużych wulkanów , 1 800 wysp, 3
milionów jezior, rozległej tundry i tajgi oraz bujnych lasów, zamarzniętych zatok i fiordów.
Ten olbrzymi stan zamieszkuje tylko 700 tysięcy ludzi, a połowa z nich mieszka w Anchorage
nad Zatoką Cooka. Jedynie jedna piąta mieszkańców urodziła się na Alasce. Większość
potomków Indian i Eskimosów zasymilowała się z białymi przybyszami, nieliczni zachowują
tryb życia praprzodków. W środkowej części Alaski temperatury w zimie spadają do -50 °C, a
w lecie osiągają + 30° C. Dnie trwają ponad 20 godzin w ciągu wiosny, lata i jesieni.
Na początku sierpnia 2009, z grupą 18 osób polecieliśmy z Gdańska przez Warszawę do
Chicago. Następnego dnia, po 6 godzinach lotu wzdłuż brzegów jeziora Michigan i nad
Kanadą, dotarliśmy do Anchorage. To główny węzeł komunikacyjny stanu, a ponieważ
18
znajduje się w połowie drogi między Tokio a Nowym Yorkiem zyskało przydomek
”krzyżówki świata”.
Alaska przywitała nas deszczem, zachmurzenie
ograniczające widoczność i przelotne opady towarzyszyły
nam niestety prawie przez cały czas. Udaliśmy się na
północ. Historyczny Park Eklutna to dawna osada
indiańska. W parku znajduje się stara i nowa prawosławna
cerkiewka, doglądana przez popa, oraz cmentarz z
kolorowymi grobami w kształcie domów. To przykład
powiązania wierzeń indyjskich z prawosławnymi. Droga
biegnie pośród tajgi z prostymi smukłymi świerkami i
różowymi kwiatami – wierzbówkami przy szosie, a w
oddali zarysowują się we mgle wzgórza. Płaskowyż poprzecinany jest licznymi potokami, w
których pływa niezliczona ilość łososi – to raj dla wędkarzy, a ryby są przysmakiem kuchni
alaskańskiej.
Park Narodowy Denali (380 km na północ od Anchorage) zajmuje powierzchnię 24 tys. km².
Zwiedzanie parku odbywa się zielonymi autobusami, trwa kilka godzin, ale można też robić
piesze wycieczki. Stąd przy dobrej pogodzie widoczna jest panorama najwyższych gór
Ameryki Północnej – Alaska Range z potężnym granitowym masywem McKinley’a, zwanym
w języku Atabasków Denali czyli Wielki. Faktycznie wyrasta on na wysokości 6.194 m n.p.m.
z podstawy na poziomie 700 m i odznacza się największą
wysokością względną na świecie. Niestety nie było nam dane
podziwiać tej panoramy. Przejazd (135 km ) po
urozmaiconym terenie Parku pośród tajgi i tundry był, mimo
ograniczonej widoczności, malowniczy i bardzo ciekawy.
Udało się zobaczyć łosie, renifery- karibu, lisa, pardwy,
wiewiórki , jednego dużego niedźwiedzia i rodzinkę grizzly,
oraz owce dalla na zboczu góry, a na niebie szybujące orły.
Fairbanks (570 km na północ od Anchorage) jest drugim co do wielkości miastem Alaski (84
tys. mieszkańców). Tutaj 2 maja 1984 r papież Jan Paweł II spotkał się z Prezydentem
Ronaldem Reaganem i omawiał sprawy Polski i Solidarności. Miasto powstało w 1901 roku
dzięki przypadkowi, gdy kupiec ugrzązł na mieliźnie rzeki Chena i założył sklep. Rok później
zaczął się tutaj okres gorączki złota, a sklepikarz dorobił się fortuny. Aktualnie wzdłuż rzeki
Chena pobudowane są rezydencje z wodolotami przy brzegu, które obserwujemy z pokładu
statku.
Przy ujściu do rzeki Tanana znajduję się wioska Indian Atabasków , w której można oglądać
indiańskie domostwa z przełomu XIX i XX wieku, psy husky, wyroby indiańskiego i
eskimoskiego rzemiosła oraz poznać warunki życia nad rzeką w tamtych czasach. Po wiosce
oprowadzają dziewczyny o wyraźnych rysach eskimoskich i indiańskich.
W niedalekiej odległości od miasta znajduje się Gold Stream. Wzdłuż drogi leży porzucony
zardzewiały sprzęt służący kiedyś do wydobywania z rzeki złota i piętrzą się hałdy przesianego
19
żwiru. W miejscu gdzie Felix Pedro odkrył w 1902 roku złoto, nasze gorączkowe
przeszukiwania potoku nie dały rezultatu. W sklepie jubilerskim natomiast można było kupić
samorodek z niewielką zawartością złota za 7000 dolarów.
W okolicach Fairbanks przebiega rurociąg długości 1300 km, transportujący ropę z Zatoki
Prudhoe’na na Morzu Arktycznym do Valdez, niezamarzającego portu na południu Alaski. Z
Fairbanks do terminalu naftowego prowadzi droga długości 800 km. Następnego dnia,
wcześnie rano, Marek jako jedyny z naszej grupy, wyruszył busem tą drogą, pośród tajgi i
tundry , przekraczając wielką rzekę Yukon, na Koło Polarne odległe 310 km od Fairbanks.
Tam na czerwonym dywanie został uhonorowany odpowiednim pamiątkowym dyplomem.
Nasz program w ten dzień obejmował zwiedzanie ciekawego skansenu z budynkami z czasów
gorączki złota, misyjnej kapliczki Indian Atabaska z kolorowymi witrażami oraz rezydencji
Św. Mikołaja w North Pole. Tutaj święta trwają cały rok. W uzdrowisku Chena Hot Springs
zażywamy kąpieli w basenach z gorącymi źródłami. W drodze powrotnej do Fairbanks (100
km) wśród leśnych uroczysk i jezior oglądamy łosie i bobry.
Kierując się na południowy wschód doliną roztopową rzeki
Tanany dojeżdżamy do Delta Junction. Tutaj kończy się
legendarna „AlCan” – Alaska Highway długości 2300 km
budowana w 1942 r, w czasie II Wojny Światowej. Dalej
poruszamy się na południe przez pasmo gór Alaska Range z
widokami na olbrzymi lodowiec Izabeli, zatrzymując się przy
tarlisku łososi i malowniczym jeziorze Paxson. Okazuje się,
że to na Alasce łososie pokonują na tarliska najdłuższą drogę
na świecie – 3200 km w górę rzeki Yukon, ale jakim cudem tutaj trafiają ? Wzdłuż drogi tajga
rozpościera się do podnóża gór. Najbardziej zlodowaconą część Alaski, niewidoczne z racji
pogody góry Wrangla, pozostawiamy za sobą skręcając w Glennallen na zachód. Wjeżdżamy
w góry Chugach do doliny Matanuska. Ciężkie ołowiane chmury otaczają skaliste grzbiety gór.
Pogoda szybko się zmienia i to na lepsze. Długi dzień umożliwia wyruszenie o godzinie 20.30
na spacer po lodowcu Matanuska.
Okazuje się, że lodowiec jest własnością prywatną. Po opłaceniu biletów wstępu, wytyczoną
ścieżką, jakby żwirową, pod którą zalega kilkadziesiąt metrów lodu dochodzimy do biało –
niebieskiego czoła lodowca. W głębi lodowcowej doliny widoczne są oświetlone zachodzącym
słońcem skaliste granie.
Rano, wreszcie przy słonecznej pogodzie i niebieskim
niebie, podziwiamy góry Chugach i kierujemy się jak
najszybciej do Talkeetna (160 km na północ od Anchorage).
To ładne, małe miasteczko, w którym spotykają się alpiniści
planujący atak na McKinley’a. W południe dwoma
awionetkami lecimy nad lodowcem Ruth i Great Gorge.
Mamy szczęście podziwiać i fotografować Denali.
Należymy do ¼ turystów zwiedzających Alaskę, którym
jest to dane.
W ciągu kilkunastu minut chmury otuliły szczyt. Lot nad skalistymi graniami poprzecinanymi
spływającymi lodowcami dostarcza niezapomnianych przeżyć. Lądowanie na lodowcu i
20
wspólna fotografia. Pilot okazał się dobrym fotografem, ale
również z szybkim refleksem, by wskoczyć do
niespodziewanie zsuwającego się źle zakotwiczonego
samolotu. W drodze powrotnej w ciągu kilku minut widok się
zmienia. Podziwiamy pośród tajgi błękitne jeziora oraz
meandrujące strumienie i rzekę Sustina. Półtora godzinny,
pełen wrażeń lot dobiega końca.
Droga do Seward na półwyspie Kenai prowadzi wzdłuż 45 km odnogi Zatoki Cooka –
Turnagain Arm. W 1778 r Kapitan James Cook poszukiwał tędy przejścia wolnego od lodu z
Pacyfiku na Atlantyk. Obok drogi biegnie linia kolejowa zbudowana na początku XX w.
Mijamy najniżej położoną na świecie stację narciarską – 80 m n p m - do listopada bez śniegu,
piękny lodowiec i jezioro Portage.
Ostatni dzień na Alasce dostarczył nowych, wspaniałych wrażeń. Sześciogodzinny rejs
statkiem wzdłuż skalistego wybrzeża Zatoki Alaska, pośród wysp i wysepek do fiordu Holgate
zamkniętego lodowcami nurkującymi w wodach fiordu. Lodowce te spływają z wielkiego pola
lodowego Harding rozciągającego się na powierzchni 775 km². Ponad 30 cofających się
lodowców wyrzeźbiło właśnie takie głębokie fiordy. Na półkach skalnych widzimy kolonie
lwów morskich, kormoranów i innego ptactwa. W wodach zatoki wdzięczące się wydry
morskie, kolorowe maskonury, wynurzające się wieloryby humbaki, pływające wzdłuż burty
statku wieloryby dalla, a na niebie szybujące orły bieliki. To co zobaczyliśmy jest fragmentem
olbrzymiego Parku Narodowego Fiordów Kenai – pustkowia o powierzchni 2300 km².
Na zakończenie przygody z Alaską oglądamy film o zorzy polarnej. Najlepsze do obserwacji
tego zjawiska są okolice Fairbanks. Najpiękniej wygląda gdy noce są najdłuższe. Zorza
najczęściej przyjmuje kolor zielony, ale również różne odcienie czerwieni i błękitu. Film jest
piękny, ale może warto wrócić na Alaskę w zimie, by zobaczyć to zjawisko w naturze.
21
Przez Bezkresy Historii
Tekst i zdjęcia poza temi z Czarnogrodu przez Jana Spytka Tarnowskiego
Kresy – Wołyń, Podole i dalej za Zbrucz etc, etc, etc – miniony blask naszej potęgi i chwały,
ale - i wstyd przyznać - pychy, głupoty czy sobiepaństwa.
Kresy, tylko ten, który tam żył, bądź raz w życiu nogę postawił, może docenić ich
niepowtarzalny urok, niewyobrażalne piękno bezkresu przyrody i wielkiej architektury. Jak
głęboko tkwią w naszych sercach, a jak uboga nasza dusza po ich stracie, zdajemy sobie
sprawę, kiedy je na nowo odkrywamy, gdy poznajemy: Lwów, Krzemieniec, Poczajów,
Podhorce, warowny Kamieniec Podolski, Jazłowiec, Brzeżany i dalej, a dalej na wschód.
Nazwy, na dźwięk których wyobraźnia rozkwita pełnią kolorów wiosny i dojrzałego lata.
Niewyobrażalne, emocjonalne piękno, nierzadko już dziś spowite ruiną budowli i łzami ofiar
jej dawnych mieszkańców. Ziemia, gdzie wraz z jej pięknem odkrywamy nieświadomie,
niespodziewanie, co krok, masowe bezimienne mogiły ludzi pomordowanych tylko dlatego, że
tę ziemie umiłowali, że tej ziemi opuścić nie chcieli ?!
Panie, Boże Wszechmogący! wybacz tym wszystkim, którzy tu żyli, którzy w tej ziemi
spoczęli na wieki. Pobłogosław tej ziemi, jej mieszkańcom, tym dawnym, dziś rozsianym po
świecie i tym, którzy Tu i Teraz żyją, pracują, kochają się i umierają.
Pierwszy raz wybrałem się za Bug jesienią 2008 roku, z Iną, jej bratem Wieśkiem i jego żoną
Beatą, moim bratem Markiem i grupą nieznanych mi wcześniej osób. Połączyła nas wielka
odkrywcza przygoda. Nieodłącznie towarzyszył nam śpiew, rozmowy i posiedzenia nie raz
niemalże do świtu. Cztery wspaniałe dni, które sprowokowały do następnej wspólnej wyprawy
- w sierpniu tego roku. Tym razem na dłużej. Przez dziewięć niepowtarzalnych dni
przejechaliśmy ponad 2 tysiące kilometrów – Ze Lwowa do Lwowa przez Podole i Pokucie.
Teraz już wiem, że nie była to nasza ostatnia wyprawa.
Lwów, miasto pełne uroku, przesiąknięte kulturą narodów żyjących tu w symbiozie przez
wieki. Miasto trzech katedr – Łacińskiej, Unickiej, Ormiańskiej i miasto Żydów. Miasto
Świętego Jana z Dukli, Wysokiego Zamku, Stryjskiego Parku (gdzie gruszki na wierzbie
rosną), Cmentarza Łyczakowskiego i obrońców Lwowa. Miasto, arystokracji, nauki, pisarzy,
poetów, malarzy. Miasto ludu, wesołe, hultajskie, pełne batiarów. Tak to było!, …, a dzisiaj?
Da Bóg, że Lwów, choć już inny, to po latach sowieckiej niewoli, powoli powróci do dawnej
świetności.
Lwów - zaczynając od początku, ale i od końca - 30 sierpnia w Katedrze Łacińskiej Msza
Święta w intencji 70 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Katedra pełna wiernych.
Z wysp brytyjskich przyjechała liczna grupa harcerzy polskich. O ironio! harcerzy polskich,
nie z Warszawy, nie z Krakowa czy z Gdańska, ale z Londynu. Wartę w nawie głównej przed
prezbiterium trzymało sześciu „żołnierzy” w polskich wrześniowych mundurach. Wprawdzie
byli to tylko przebierańcy z grupy rekonstrukcyjnej z Przemyśla, ale jednak serce mocniej
zabiło, gdy ludzie zaczęli ustępować miejsca, a w katedrze pojawili się idący marszowym
równym krokiem „żołnierze” w polskich mundurach, w polskich hełmach i z karabinami na
ramieniu. Widok we Lwowie, w Katedrze Łacińskiej munduru polskiego?! – zapewne po raz
22
pierwszy od 1939 roku. Po Mszy Św. złożono kwiaty pod pomnikiem Mickiewicza na
pobliskim Placu Mariackim (dziś Adama Mickiewicza).
We wnętrzu katedry znajduje się klasycystyczne epitafium fundowane przez Urszulę z
Ustrzyckich Tarnowską dla jej rodziców. Należała Ona do najbardziej wykształconych Pań
polskiego Oświecenia. Była żoną Rafała Amora Tarnowskiego z Wróblewic. To do nich
należał pałac w Warszawie przy Krakowskim Przedmieściu, na którego miejscu dzisiaj stoi
Hotel Bristol.
Lwów - Plac Mariacki - z figurą Matki Boskiej i pomnikiem Adama Mickiewicza dłuta Antoniego Popiela oraz z prawej - w
głębi, słynny Hotel George’a , w którym zatrzymaliśmy się w ubiegłym roku. Hotel George’a, legenda dawnego Lwowa dzisiaj pozostały już tam tylko nędzne ślady jego dawnej sławy.
Opuszczamy Lwów. Postój w Zadworzu oddalonym o 33 kilometry – tu 17 Sierpnia 1920
roku, 300 Polskich Spartan ginąc, zatrzymało nacierającą na Lwów, na Europę, bolszewicką
Konarmię Siemiona Budionnego.
Może to tu w Zadworzu rozstrzygnął się los Europy? Sam Bóg to tylko wie. Paradoks –
postawiony w Polsce międzywojennej monument ku chwale oręża polskiego, symbolizujący
klęskę bolszewików, a zwieńczony krzyżem nie został, po 1939 roku zniszczony przez
Sowietów. Opuszczony, zdewastowany, ale przetrwał – a dzisiaj, zadbany jak dawniej.
Zapalamy znicze, odmawiamy modlitwę.
23
Zadworze, 24 sierpnia 2009 roku. Tu, w tym miejscu do września 1939 roku, każdy przejeżdżający pociąg oddawał syreną
salut poległym – napis na spiżowej tablicy przed 1939 głosił; "Orlętom, poległym w dniu 17 sierpnia 1920 r. w walkach o
całość ziem kresowych". Dzisiaj na kamiennej tablicy w formie dwujęzycznej po polsku i ukraińsku:
„Polskim Orlętom poległym w walce z wojskami bolszewickimi”
Jedziemy dalej. Przed nami mocno wyryte w pamięci miejsca z historii: Trembowla,
Wiśniowiec i ten sławny sienkiewiczowski Zbaraż, dziś jak głosi napis na froncie zamku –
„Chwała Ukraińskiego Kozactwa” – no cóż, każdy musi szukać swojej historii. Przyjeżdżamy
wieczorem do Tarnopola założonego w 1540 roku przez hetmana Jana Tarnowskiego. Jest 24
Sierpnia – Święto Niepodległości Ukrainy – miasto bawi się, my też ! Tarnopol dzisiaj
niemalże totalnie nowy, odbudowany po 1945 ze zniszczeń wojennych – dominuje architektura
stalinowska. Miasto malowniczo położone nad rozlewiskiem rzeki Seret. Można tu zobaczyć
pozostałości zamku hetmana Tarnowskiego, kościół Dominikanów o przypominających
pagody kopułach i to chyba wszystko z jego dawnej przeszłości.
Dalej przez Buczacz, Jazłowiec, Skałę nad Zbruczem ( dziś Skała Podolska ) – do 1939
ordynacja ustanowiona przez namiestnika Galicji, Agenora Gołuchowskiego.
Przed nami Kamieniec - serce Podola, sławny Chocim a między Zbruczem a Dniestrem
warowne Okopy Św. Trójcy. To tutaj w „Nie-boskiej Komedii” Zygmunta Krasińskiego hrabia
Henryk poległ jako ostatni sprawiedliwy, broniąc nieprzemijających wartości.
24
Skała nad Zbruczem - widok z ruin zamku na „sowiecką” stronę - to tu na rzece Zbrucz w okresie międzywojennym
przebiegała granica II Rzeczpospolitej z bolszewicką Rosją.
Czas na chwilę refleksji – niemożliwością jest, by tu i teraz w szczegółach opisać to wszystko,
co widzieliśmy, to wszystko czego doznaliśmy. Nie sposób opisać każdą miejscowość, w
której zatrzymaliśmy się, bo i pióro nie te, a i miejsca zbyt mało aby cierpliwość czytającego
na szwank wystawiać. Nie sposób jednak nie wspomnieć o Podolu, o tej części Podola, którą
król Władysław Jagiełło nadał wojewodzie krakowskiemu Spytkowi z Melsztyna,
stryjecznemu bratu naszego protoplasty Jana z Tarnowa. Nie sposób też nie wspomnieć o
Obertynie, miejscu sławnej wiktorii hetmana Tarnowskiego.
Przywilejem z dnia 13 czerwca 1395 roku król Polski nadał Spytkowi z Melsztyna zachodnie
Podole „w lenno wieczyste, ten zaś jako lennik tej ziemi zobowiązał się królom i Królestwu
Polskiemu hołdować”. Królewskim nadaniem Spytek z Melsztyna otrzymał tę część Podola w
skład którego wchodziły zamki: Kamieniec, Smotrycz, Czerwonogród, Skała nad Zbruczem i
Bakota, a zgodnie z dokumentem donacyjnym wraz „ze wszystkimi miastami, przedmieściami,
powiatami, wsiami, folwarkami, etc”. Panowanie Spytkowe na Podolu nie trwało niestety
długo. Już w sierpniu 1399 roku ginie w bitwie z Tatarami nad rzeką Worsklą, lewobrzeżnym
dopływem Dniestru. Miał wtedy dopiero dwadyieścia parę lat. Jego ciała nigdy nie
odnaleziono. W kilka lat po śmierci wciąż liczono się z tym, iż może dostał się do tatarskiej
niewoli podobnie jak jego bratanek Rafał z Tarnowa. Jeszcze w roku 1403, gdy Jagiełło
nadawał Podole swemu bratu Świdrygielle, w akcie donacyjnym dano zastrzeżenie że „rzecz
cała ulegnie zmianie, gdy Spytek powróci z niewoli tatarskiej”. Niestety, nigdy nie powrócił –
25
a szkoda, bo kto wie, jak potoczyłyby się losy Polski i historia Leliwitów z Melsztyna i
Tarnowa.
Kamieniec Podolski – widok z miasta przez Most Turecki na Stary i Nowy Zamek. Kamieniec, od XVI w zwany Antemurale
Christianorum - Przedmurzem Chrześcijaństwa, przez wieki bronił Polski i Europy przed mahometańską nawałnicą
Kamieniec Podolski, warowna twierdza i miasto otoczone malowniczym wąwozem rzeki
Smotrycz. Jego początki spowite mrokiem przeszłości, mogą sięgać, jak twierdzą niektórzy,
nawet czasów rzymskich. Zgodnie z przekazami swe ukształtowane w XIV wieku murowane
oblicze zawdzięcza książętom litewskim Koriatowiczom oraz Spytkowi z Melsztyna. Przez
wieki do jego rozbudowy przyczyniali się możni tego świata: królowie, dygnitarze świeccy i
duchowni z papieżami włącznie, traktując ją jako swoiste przedmurze Chrześcijaństwa
strzegące Polski i Europy przed tatarską i turecką nawałnicą. Do rozbudowy twierdzy
kamienieckiej przyczynili się m.in. papież Leon X oraz sławny Julius II z rodu Della Rovere.
Jak potężna była to twierdza niech świadczy zdziwienie sułtana tureckiego Osmana II, który
wyprawił się w 1621 roku pod Kamieniec. Gdy przybył a ujrzał warowne mury miasta i
twierdzy miał zapytać: ”Kto zbudował to miasto” - „Sam Allach” usłyszał w odpowiedzi. „To
niech Allach je sam zdobywa” – rzekł sułtan i dał rozkaz wojsku do odwrotu.
Sienkiewicz, jak nikt inny, głęboko utrwalił w naszej pamięci Kamieniec i jego obronę z 1672
przed armią turecką Mehmeda IV, ślubowanie Pana Wołodyjowskiego, jego śmierć i poddanie
twierdzy i miasta. Kamieniec dostał się wtedy na długie 27 lat pod panowanie tureckie.
Pamiątką tego okresu jest stojący przed Katedrą Łacińską minaret czy też mimbar (kazalnica)
w kościele Dominikanów, a dziś Paulinów.
26
Minaret przylegający do fasady katedry w Kamieńcu Podolskim. Od 1991 roku, po dziesięcioleciach prześladowania wiary za
czasów sowieckich, Katedra Łacińska znowu pełni rolę kościoła biskupa łacińskiego diecezji kamieniecko – podolskiej
Stary Zamek – patrząc z przedmieścia zwanego Karwasary na warowne baszty, od prawej widać:
Papieską (Juliusz II), Kołpak i Tęczyńską. Z lewej - drewniana dzwonnica cerkwi prawosławnej
27
Z końcem XVIII wieku w wyniku rozbiorów Polski, Kamieniec dostaje się pod panowanie
Rosji. W okresie międzywojennym nie znalazł się w granicach II Rzeczpospolitej. Dzisiaj jest
to 120-tysięczne miasto położone w centralnej części Ukrainy. Mimo upływu wieków i
tragicznych wydarzeń, sowieckich mordów, prześladowań i zsyłek wciąż mieszka tu liczna
polska mniejszość - ponad 12 tysięcy naszych rodaków. Miło widzieć, jak dzisiaj stary
Kamieniec coraz bardziej zadbany, powraca powoli do dawnej świetności. Miejsce to barwne,
malownicze nie sposób zapomnieć.
Czerwonogród widok na zamek przed 1939 rokiem. Ziemiami tymi władał niegdyś z nadania króla Władysława Jagiełły,
Spytek z Melsztyna. Do września 1939 roku własność rodziny Lubomirskich. .
Widok na ruiny zamku i kościoła w Czerwonogrodzie. Tu w nocy z 2 na 3 lutego 1945 r ukraińscy nacjonaliści zamordowali
polską ludność. Po dawnej zabudowie i mieszkańcach pozostały jedynie ruiny zamku, kościoła i ślady ich grobów.
28
Bakota - widok na Dniestr wijący się swym ogromem poprzez stepy Podola. Tu w Bakocie, przy upalnej
pogodzie, po dwugodzinnej przejażdżce statkiem urządziliśmy piknik. Oczywiście nie obyło się bez
kąpieli w wodach Dniestru.Obertyn miejscowość położona na Pokuciu między Stanisławowem a
Kołomyją. Prawdę mówiąc znaleźć pole bitwy, a dokładniej pomnik upamiętniający jej
miejsce nie było łatwo. Przecież nikt z nas nigdy wcześniej tu nie był, a miejscowi jak to
miejscowi, nie zawsze wiedzą co ciekawego u siebie mają – tak wszędzie jest. Z pewnością,
gdyby nie pewne zdarzenie z odległej historii mało kto by w ogóle o tym miejscu słyszał.
Widok na pole bitwy pod Obertynem. Być tu w tym miejscu to niby nic tylko bezkresna przestrzeń Pokucia. A jednak
świadomość miejsca robi wrażenie. A swoją drogą to ja tu po raz pierwszy w życiu jadłem surową kukurydzę ze smakiem
obgryzając zerwaną w polu kolbę.
29
Obertyn - to tu w 1531 roku hetman wielki koronny Jan Amor Tarnowski odniósł zwycięstwo,
które na zawsze zapisało się w historii polskiej wojskowości.
W dniu 22 Sierpnia na przedpolach Obertyna stoczył bitwę z przeważającymi siłami hospodara
mołdawskiego Piotra Raresza. Hetman Tarnowski dowodząc armią w liczbie 4452 jazdy (w
tym w 50 procentach Husarii), blisko 1200 piechoty, mając zaledwie 12 armat, pokonał 17tysięczną jazdę mołdawską dysponującą 50 armatami. Stając naprzeciw
trzykrotnie
liczniejszego przeciwnika potrafił wykorzystać wszelkie atuty decydujące o zwycięstwie a w
tym: wybór miejsca, czasu i taktyki. Elementy techniczne takie jak tabor (wozy) oraz artylerię
umiał połączyć z wielką ruchliwością i siłą uderzeniową jazdy oraz właściwościami ternu.
Bitwa pod Obertynem - Kronika Polska Marcina Bielskiego wydana w Krakowie w roku 1597
7 listopada 1531 roku hetman Jan Tarnowski odbył triumfalny wjazd do Krakowa.
Zgromadzone pod murami miasta tłumy mieszczan oraz duchowieństwo witało hetmański
orszak, w którym niesiono zdobyczne chorągwie, prowadzono co bardziej znamienitych
jeńców oraz to co największą budziło ciekawość - 50 zdobycznych armat. Na Wawelu
triumfatora spod Obertyna witał król Zygmunt Stary, a w katedrze królewskiej zawisły, obok
krzyżackich zdobytych pod Grunwaldem w 1410 roku , chorągwie mołdawskie w tym ta
podarowana Piotrowi Rareszowi przez sułtana tureckiego.
30
Co do dział zdobytych pod Obertynem, to pozostała legenda głosząca, że z tych 50
zdobycznych armat odlany został słynny dzwon „Zygmunta” z katedry wawelskiej. Niestety to
tylko legenda. Tak naprawdę został wykonany dziesięć lat wcześniej, a Kraków po raz
pierwszy usłyszał jego majestatyczne bicie 13 lipca 1521 roku.
Dzisiaj miejsce chwały oręża polskiego upamiętnia monument ufundowany w 1931 roku przez
społeczeństwo polskie. Na kurhanie usypanym zaraz po bitwie stanął kilkumetrowej
wysokości żelazny krzyż. Zniszczony po inwazji sowieckiej w 1939, zrekonstruowany w 2001
dzięki wysiłkowi Towarzystwa Kultury Polskiej "Pokucie" w Kołomyi, miejscowej parafii
rzymskokatolickiej przy poparciu lokalnych władz ukraińskich. Wszystkim Wielkie Dzięki.
22 Sierpnia 2001 r. w dzień 470 rocznicy bitwy dokonano poświecenia zrekonstruowanego
pomnika. Na miejscu odprawiono Msze Świętą w językach polskim i ukraińskim,
celebrowaną wspólnie przez duchowieństwo łacińskie z Kołomyi i Obertyna oraz
greckokatolickie z Obertyna i okolic z udziałem wiernych obu obrządków.
Rocznicowy krzyż na polu pod Obertynem ufundowany przez społeczeństwo polskie w 1931, a zrekonstruowany w 2001 r. Na
zrekonstruowanym krzyżu umieszczono oryginalną tablicę z napisem – „Poległym tu rycerzom polskim w czterechsetną
rocznicę zwycięstwa - Sokolstwo polskie” Tablica została uratowana i przechowana przez mieszkankę Obertyna, Natalie
Dymitrowną Tomin – Wielkie podziękowania i chwała Jej za to !.
31
Nasza podróż po ziemiach dawnej Rzeczpospolitej, bez których dzisiaj nie sposób zrozumieć
naszej historii i kultury szybko się kończy. Podróż pełna wrażeń dających niezapomniane
głębokie przeżycia i przemyślenia. Podróż, w wyniku której miejsca znane do tej pory jedynie
z opowieści bądź z książek, stają się nam bliskie, a ludzie żyjący tu niegdyś, odżywają w
naszej wyobraźni. Zaczynamy odczuwać jakby na swój mały sposób odpowiedzialność i troskę
o przyszłość tych ziem.
Zmierzch w drodze powrotnej z Pokucia do Lwowa
32
WIADOMOŚCI Z TARNOBRZEGA I OKOLICY W 2009
Remont Zamku Dzikowskiego
Paweł Tarnowski
Nowy dach na zamku
Po zakończeniu dwóch pierwszych faz
projektu
wszystkie
prace
zostały
wstrzymane
(Faza
I:
odkopanie,
powiekrzenie i remont piwnic pod
Dzikowem, włącznie z wzmocnieniem
fundamentów; Faza II: remont poddasza i
położenie nowego dachu na zamku).
Przekroczenie budgetu podczas owych faz
i upadek ekonomji na całym świecie
spowodował brak funduszy aby dalej
kontynuować remont.
Niestety przyszłość nie zapowiada się dużo lepiej. Dodatkowe fundusze na dokończenie
remontu wewnętrza i zewnętrza zamku aktualnie dostępne z Unji Europejskiej (60%
budgetowanych kosztów) Tarnobrzeg nie może otrzymać bo miasto nie zleciło swojej częsci,
to znaczy 40 % budgetowanych kosztów. Rezultat tego jest że zamek stoi zaniedbany i
otoczony płotem budowlanym.
Przed Zjazdem rodzinnym w 2008, Jaś (Głowa) oficjalnie złożył w imieniu rodziny ultimatym
administracji Tarnobrzega że remont i transformacja zamku na muzeum muszą być
zakończone przed sierpniem 2012. Rodzina nigdy nie dostała oficjalnej odpowiedzi. W lecie
2009, Jaś zwrócił się do Prezydenta Tarnobrzega podkreślając że administracja miasta nie
może się spodziewać że rodzina Tarnowskich złoży jakiekolwiek objekty z kolekcji
Dzikowskiej jeżeli następujące wymagania nie są dotrzymane:
•
•
Remont zamku wewnącz i zewnącz oraz jego transformacja na muzeum muszą być
kompletnie zakończone przed sierpniem 2012.
Miasto musi wykazać dokładny plan ufundowania operacji muzeum Dzikowskiego po
zakończeniu remontu nim się rozpoczną rozmowy o depozycie obiektów z kolekcji
Dzikowskiej.
Rodzina dalej oczekuje odpowiedzi i zaczyna wątpić że remont zamku i przygotowania jego na
muzeum zostaną zakończone na czas.
33
PWSZ Imienia Profesora Stanisława Tarnowskiego
Paweł Taranczewski
Na uroczystym otwarciu Roku Akademickiego 2009 –
2010, cztery stypendia zostały ofiarowane przez
rodzinę Tarnowskich. Trzy po 1,000 zł każdy zostały
wręczone przez dr hab Karola Tarnowskiego w imieniu
Związku. Następujące osoby otrzymały owe nagrody:
Pani Marlena Majder, kierunek Pedagogika
Pani Lidia Giza, kierunek Administracja
Pani Monika Łagowska, kierunek Socjologia
Prof Paweł i Marta Taranczewscy również
reprezentowali rodzinę na uroczystym otwarciu.
Pawel Taranczewski, Jan Spytek i Karol Tarnowscy
Dodatkowe stypendium w sumie 1,200zł ofiarowała Zofia Tarnowska Moss,. ze sprzedaży
książki wierszy wydanej przez nią w 2008 roku. Środki przeznaczone na stypendium
pochodziły ze sprzedaży tomu jej wierszy wydanych własnym nakładem w 2008 roku.
Wręczenie owej nagrody zostało poprzedzone odczytaniem wiersza z książki poezji Pani
Tarnowskiej Moss przez studenta uczelni. Poczem Jan Spytek Tarnowski, prawnuk patrona
szkoły, w imieniu Cioci Zosi, wręczył dodatkowe stypendium w sumie 1,200 zł studentowi z
najlepszemi rezultatami na drugim roku studiów. Ową nagrodę otrzymała Pani Maria
Zajadły, kierunek Pedagogika.
Bardzo było stosowne że prawnuk profesora Stanisława Tarnowskiego zakończył wręczenie
nagród krótkim przemówieniem do studentów w którym zachęcał ich do dalszych studiów.
34
Szkoła Podstawowa im. Hrabiego Stanisława Tarnowskiego
w Tarnowskiej Woli
Tekst Jan Spytek Tarnowski – Zdjęcia jego syn Marek Jan Tarnowski
Wiersze Cioci Zosi w Tarnowskiej Woli
16 kwietnia w Szkole Podstawowej im Hrabiego Stanisława Tarnowskiego w Tarnowskiej
Woli, z inicjatywy Dyrektor Szkoły Małgorzaty Kamińskiej , nauczycieli oraz rodziców
odbył sie wieczór poezji Cioci Zosi – Zofii z Tarnowskich Moss. Recytowane wiersze ,
wydane nakładem autora w Tarnobrzegu w roku 2008, napisane zostały podczas II Wojny
głównie w Kairze . Ciocia Zosia nie mogąc być osobiście na miejscu, o niezwykłej atmosferze
tegoż wieczoru przekonała się dzięki przesłanemu jej nagraniu video. Wiersze recytowali
uczniowie, nauczyciele i osoby zaprzyjaźnione ze szkołą jak burmistrz Nowej Dęby Wiesław
Ordon.
Świeżość wiosennej zieleni w ciepły kwietniowy wieczór, wieczór poezji przepełniony
sercem okazanym przez przyjaznych rodzinie Tarnowskich gospodarzy Szkoły: nauczycieli,
rodziców i uczniów. Niepowtarzalna atmosfera szacunku dla przeszłości i wdzięczność za
czas teraźniejszy .
Pani Dyrektor Kamińska przekazała dla Cioci Zosi “bukiet” olejnych kwiatów, kwiatów z
polskich łąk, namalowanych przez miejscowego artystę Grzegorza Gerbę. Obraz ten zawiozły
dla Cioci do Anglii z końcem kwietnia jej córki Izabella i Gabriella.
35
W imieniu Cioci Zosi przekazałem na rzecz Szkoły 1700zł uzyskane ze sprzedaży wierszy,
między innymi podczas Zjazdu Związku Rodu Tarnowskich w sierpniu 2008 roku.
Z Warszawy na ten niepowtarzalny wieczór przyjechali: Mama Ada Tarnowska, siostra
Sandra, brat Michał z synem Adamem, brat Marek oraz ja z dziećmi Markiem i Natalą.
Jeżeli ktoś, kiedykolwiek chciałby przekonać się co to znaczy Polska gościnność, musi
koniecznie przyjechać tu do szkoły w Tarnowskiej Woli. Tam zawsze powitają go z radością, i
szeroko otwartym sercem. Za wszystko Bóg Zapłać!.
Uczniowie i Nauczyciele z Tarnowskiej Woli zwiedzają Duklę
W dniu 17 września, 2009 roku , do Dukli zawitała z wycieczką Szkoła Podstawowa im.
Hrabiego Stanisława Tarnowskiego z Tarnowskiej Woli. Przyjechała, oczywiście Pani
Dyrektor Małgorzata Kamińska, nauczyciele i uczniowie. Przyjechali podziwiać w piękny
jesienny dzień, uroki i zabytki Dukli. Wszystkim bardzo podobał się rokokowy kościół pod
wezwaniem Św Marii Magdaleny. Razem z siostrą Izą (która akurat była w Polsce) i bratem
Michałem towarzyszyliśmy wycieczce z Tarnowskiej Woli podczas zwiedzania Dukli.
W prezencie, od nauczycieli, rodziców i uczniów otrzymaliśmy dwa kosze domowej roboty
smakołyków, w tym konfitury, soki, butelkę nalewki z aronii i wiele innych dobroci. Była to
tak miła, płynąca z głębi serca niespodzianka - wszystkim za to wielkie podziękowania.
36
Po śmierci Zofii Tarnowskiej Moss, rodzina Tarnowskich otrzymała bardzo wzruszający
i serdeczny list od pani M. Kaminskiej, dyrektor Szkoły Podstawowej im, hr. Stanisława
Tarnowskiego w Tarnowskiej Woli. Załączam kopię owego listu, pragnąc podkreślić
specjalne stosunki istniejące między rodziną Tarnowskich i szkołą, do czego Ciocia Zosia
bardzo przyczyniła się .
37

Podobne dokumenty