6. ROK KOTA ISSN 1732 - 0941

Komentarze

Transkrypt

6. ROK KOTA ISSN 1732 - 0941
CENTRAL EUROPEAN PRESS CORPORATION OF REGIOPOLIS
ŒRODKOWO – EUROPEJSKA KORPORACJA PRASOWA REGIOPOLIS
www.RegioPolis.net
e-mail: [email protected]
Niektórym trudno rozstaæ siê z przesz³oœci¹. Jak nie wspó³czesna kawaleria, poruszaj¹ca siê
œrodkiem dwupasmowej ulicy Œwidnika, to zaduma nad rol¹ PKWN w polskiej rzeczywistoœci.
W dodatku zaduma nad grabiami czy ³opat¹ - testament przodowników pracy... Fot.: Lele
ISSN 1732 - 0941
6. ROK
KOTA
Nr 11 (95) 29.XI.2x1000+7
©
COPY LEFT
2
MYŒLI KARASIA, CZYLI KARAŒ MYŒLI
WIEJSKA Z KLAS¥ (niekiedy z czterema)
Na staroϾ
Znalaz³em Ÿród³o rozkoszy
W gronie piwoszy
Wojski i desu
Uwielbia³ Wojski
Ich zapach swojski
Epitafium sknery
Zabra³ ze sob¹ cia³o i koœci
Jak równie¿ oszczêdnoœci
XXX
W ka¿dych warunkach najwiêcej mandatów
P³ac¹ chadzaj¹cy w³asnymi drogami
Andrzej Lepper
Przysz³oœæ jego marna:
Zacz¹³ od I skoñczy
Na wysypywaniu ziarna
Podobno
Janek Rokita
Straci³ formê
Przez Platformê
MARIAN KARAŒ
Dziœ Micha³ jako ilustrator fraszek i aforyzmów Mariana Karasia...
MICHA£ GRACZYK
31
30
ludzi, którzy tutaj zginêli. Jest oderwan¹ histori¹, bo na przyk³ad napis: Murmañsk nie ma niczego wspólnego
z tym miejscem. Jestem za tym, ¿eby przywróciæ tu pomnik, upamiêtniaj¹cych naszych ¿o³nierzy i to, co siê sta³o
1 wrzeœnia 1939 roku. Wed³ug mnie rewitalizacja Westerplatte powinna doprowadziæ do tego, ¿eby mo¿na je
porównaæ do Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa odnalaz³a bowiem sposób na historyczne
upamiêtnienie swych wydarzeñ i tak samo powinno staæ siê z Westerplatczykami. Wspó³autorem obecnego
oblicza Westerplatte i pomnika, jest prof. Franciszek Duszenko, artysta rzeŸbiarz. Tworzy³ on to miejsce wspólnie
z nie¿yj¹cym ju¿, profesorem Adamem Hauptem, architektem. Duszenko jest zaskoczony i przybity:
- Nikt mnie do tej pory nie pyta³ o zdanie w sprawie rewitalizacji Westerplatte - mówi profesor. - To dziwne.
Potem wynikaj¹ z takich sytuacji dziwne nieporozumienia i k³opoty. Uwa¿am. ¿e absolutnie nie nale¿y usuwaæ
pomnika z Westerplatte. By³oby to zniszczenie. Taki jest, jaki jest.
(...) - Od pocz¹tku by³em przeciwny temu monumentowi - mówi prof. Andrzej Januszajtis znawca historii
Gdañska. - Prawdziwym upamiêtnieniem Westerplatczyków jest bowiem Wartownia nr 1. Czy dzisiaj ten
pomnik na kopcu zmieniaæ - zastanawia siê Januszajtis? Przynam, ¿e nie wiem. Nale¿y jednak usun¹æ b³êdne
napisy, np.: Poczta Gdañska. Zamiast tego powinno byæ: Poczta Polska w Gdañsku. Zgadza siê z nim prof. Jerzy
Samp. - Niektóre detale musz¹ byæ zmienione: Poczta gdañska by³a przecie¿ niemieck¹. Ale co do rozbiórki nie
mogê teraz jednoznacznie siê wypowiedzieæ. Ten pomnik sta³ siê ju¿ symbolem Gdañska.
W publikacjach mo¿na znaleŸæ te¿ dwie jego nazwy: Obroñców Wybrze¿a lub Bohaterów Westerplatte.
Póki co na Weterplatte przewidziana jest likwidacja niektórych obiektów, m.in. betonowych budowli powsta³ych
po II wojnie œwiatowej. - Pomys³ demonta¿u pomnika to na razie prywatna inicjatywa - mówi Marcin Tymiñski
rzecznik konserwatora zabytków. Gdyby taki pomys³ zosta³ zg³oszony, potrzebna by³aby szersza dyskusja na ten
temat.
OszczêdŸmy ten monument
Pomnik na Westerplatte ma swoje liczne usterki ale nie mo¿na nie zauwa¿yæ, ¿e sta³ siê jednym z symboli
2 ¿e wcale nie upamiêtnia tego co naprawdê siê wydarzy³o w pierwszych
3
miasta. To rzeczywiœcie zaskakuj¹ce,
dniach wrzeœnia, oddaje natomiast ho³d „poczcie gdañskiej” - zamiast Poczcie Polskiej w Gdañsku. Razi kilka
innych napisów, razi pepesza, której w tym miejscu nigdy nie u¿ywano… Dla wiêkszoœci jednak ten pomnik po
prostu przypomina niemieck¹ agresjê na Polskê w 1939 roku - niezale¿nie od tego co chcia³y przez niego
1
powiedzieæ komunistyczne w³adze. Ciê¿ko by³oby teraz wyt³umaczyæ œwiatu, co takiego siê sta³o, ¿e chcemy go
zast¹piæ punktem widokowym. (...)
Kazimierz Netka
Wirtualna Polska
4
5
Sobota, 29. wrzeœnia 2007
Wa³brzych: zawali³a siê dwupiêtrowa kamienica
PAP/IAR - dodane 1 godzinê i 37 minut temu (aktualizowane 40 minut temu)
Zawali³a siê dwupiêtrowa kamienica w Wa³brzychu. Z budynku osunê³a siê frontowa czêœæ od parteru po dach.
Na razie nie ma informacji o ofiarach, najprawdopodobniej nikt nie ucierpia³. Trwa jednak przeszukiwanie
gruzowiska. Do katastrofy dosz³o w sobotni poranek, ok. godziny 9.00. Jak poinformowa³ oficer dy¿urny
Pañstwowej Stra¿y Po¿arnej we Wroc³awiu, najprawdopodobniej wszyscy mieszkañcy kamienicy zdo³ali siê
bezpiecznie ewakuowaæ.
6 Na miejscu pracuje jednak pies tropi¹cy, który przeszuka dok³adnie
7
gruz - doda³. Przyczyny katastrofy
budowlanej ustali specjalna komisja - tak¿e ona zdecyduje, czy kamienicê trzeba bêdzie rozebraæ.
Ewakuowani mieszkañcy przebywaj¹ w podstawionym pod ich dom autobusie miejskim. (bart)
P.S. : Jak d³ugo prezydent Kruczkowski „zbawia³” mieszkañców kamienicy autobusem – nie wiemy. 50 lat
temu pewnie za³adowa³by ich do cygañskiego wozu i kaza³ ruszaæ w œwiat. Im mniej ludzi mieszka w gin¹cym
Wa³brzychu, tym dla w³adzy samorz¹dowej – lepiej. Zza biurek œwiat jest przyjazny...
OBIECANE – DOTRZYMANE
We wstêpniaku ( „Ju¿ æwiartka...”) do numeru 12 (84) „Ulicy...” z grudnia 2006, obieca³em roczne moratorium wobec rz¹dów nowego prezydenta Lublina, prof. Adama Wasilewskiego. Czas mija. Tym bardziej, i¿
nagromadzi³o siê wystarczaj¹co du¿o spraw, sprawek i spraweniek, nad którymi nikt w Kozim Grodzie nie
panuje.
Pamiêtam bannery PO (podobnie jak w ostatnich wyborach parlamentarnych politycy Platzformy
„zapomnieli” ich podpisaæ), które wielce pomog³y prof. Wasilewskiemu. „Nad zalewem straszy” - g³osi³ jeden.
„Lublin jest brudny” – obwieszcza³ kolejny. Oba mówi³y prawdê. Tylko – min¹³ rok, a Lublin jest (o ile to
w ogóle mo¿liwe) jeszcze bardziej zaniedbany, a wspomniany Zalew Zemborzycki poch³on¹³ tylko kolejne
miejskie z³otówki, by cuchn¹æ tego lata na tyle silnie, i¿ niewielu chêtnych do odpoczynku decydowa³o siê na
przebywanie nad jego brzegami.
Od wiosny obiektem ciekawoœci lublinian by³y znów losy MPK. Lubelski dodatek bezp³atny do „GW” z 28.
czerwca: „Straty miejskiego przewoŸnika za 2006 rok i czêœæ 2005 roku siêgnê³y niebotycznej sumy 26 mln z³.
Wed³ug prognoz na ten rok MPK straci kolejne 22 miliony. Krzysztof ¯uk, zastêpca prezydenta Lublina
odpowiedzialny za dzia³anie spó³ek komunalnych, potwierdza: - Takie straty zagra¿aj¹ p³ynnoœci finansowej
spó³ki. (...)
Gdy w 2004 roku Jasiñski zast¹pi³ Mi³osza, wydawa³o siê, ¿e teraz mo¿e byæ tylko lepiej. - Bêdziemy
s³u¿yli mieszkañcom - zapowiada³ nowy prezes. Po trzech latach rz¹dów Jasiñskiego pasa¿erowie t³uk¹ siê
przestarza³ymi autobusami, a firma stoi na skraju za³amania finansowego”.
Z pocz¹tkiem lipca prezesa Jasiñskiego zast¹pi³ Krzysztof Miku³a. „- Tu musi dzia³aæ biznes - twierdzi
nowy prezes MPK. Dodaje, ¿e bez renegocjacji umowy poprawa finansów spó³ki bêdzie prawie nierealna. (...)
Drugim najwa¿niejszym celem Miku³y jest radykalne odnowienie zdezelowanego taboru MPK. - Wed³ug
opinii wiceprezesa Jasiñskiego po najbli¿szej zimie nasi kierowcy nie bêd¹ ju¿ mieli czym woziæ pasa¿erów - nie
kryje Miku³a. Nie chce jednak ratowaæ sytuacji tak jak dotychczasowy prezes - kupuj¹c u¿ywane autobusy”.
(„GWL”, 3. lipca 2007).
„Lubelskie MPK mo¿e z miejsca przyj¹æ 30 kierowców. W autobusach od miesiêcy wisz¹ og³oszenia ofert
pracy dla kierowców, takie same widniej¹ na stronie internetowej przewoŸnika. Ale chêtnych do pracy za 6 z³
brutto za godzinê nie ma.
Brakuje chêtnych do wo¿enia lublinian. Kierowcy MPK masowo uciekaj¹ do pracy za granicê, wiêc miejski
przewoŸnik upatruje szansy na wyjœcie z kryzysu w kierowcach z Ukrainy”. („GWL” z 25. lipca 2006).
Istniej¹ce (i pono £AGODNE) przepisy pozwalaj¹ cudzoziemcom raptem na 3-miesiêczny okres zatrudnienia
raz na pó³ roku. Kto o zdrowych zmys³ach przyjedzie tu zza Buga na kwarta³? W dodatku na Ukrainie p³aci siê
ju¿ coraz wiêksze pieni¹dze; poza przemytem innego typu zarobkowanie w Polsce naszym wschodnim s¹siadom
przesta³o siê op³acaæ. (Podobnie z Chiñczykami, którzy rzekomo maj¹ budowaæ drogi i stadiony na potrzeby
pi³karskich mistrzostw).
Polscy pracodawcy (w wiêkszoœci deklaruj¹cy swój katolicyzm), natchnieni widaæ przez J. Mordasewicza
z Konfederacji „Lewiatan”, nadal widaæ uwa¿aj¹, i¿ g³odowe stawki to i tak raj dla pracowników. Pracobiorcy s¹
jednak innego zdania – wol¹ wyjechaæ, choæby do Czech, gdzie i traktuje siê ich jak ludzi (a kraj pono ateuszy,
nie Samarytan) - i wynagradza ca³kiem przyzwoicie.
Przy Me³giewskiej nadal tabor MPK przerabiany jest na ¿yletki, a 3 mercedesy, ledwie 2-drzwiowe, w sam
raz na potrzeby miasteczka powiatowego, którym staje siê Lublin – nie czyni¹ wiosny. Raczej zimê, jaka dobije
kolejne autobusy i trolejbusy, bo te przecie¿ nie mog¹ kursowaæ wiecznie.
3
4
O czêstotliwoœæ kursowania (zw³aszcza wieczorem, w soboty i niedziele) taboru MPK lepiej nie pytaæ.
Skoro strajkuj¹cy kolejarze paryskiego metra jeŸdzili niedawno - ku zgrozie pasa¿erów JEDYNIE co 15 minut
– to tylko sobie ¿yczyæ takiego strajku w Lublinie. Gdyby nie przewoŸnicy prywatni (których tabor z roku na
rok siê unowoczeœnia), przez 5 dni w tygodniu nie mia³by kto woziæ mieszkañców pó³milionowej aglomeracji.
Zw³aszcza studentów i uczniów, bo osób pracuj¹cych nad Bystrzyc¹ raczej nie przybywa.
Przynajmniej legalnie, bo pracy „na czarno” nikt tu wci¹¿ na serio nie przeciwdzia³a. Prof. Wasilewski
tak¿e.
Jak skoñczy siê afera z odwo³anym przetargiem na nowe trolejbusy – nikt nie wie. Po³o¿ono kilometry
nowej sieci, ustawiono s³upy trakcyjne... Zbyt jawny i oczywisty by³ jednak sygna³ z Ratusza, i¿ mimo
testowania pojazdów kilku firm, szanse w przetargu maj¹ jedynie trolejbusy marki solaris. Nim przetarg siê
odbêdzie, minie czas na z³o¿enie aplikacji do UE, która mia³a pokryæ koszta „ekologizowania” lubelskiej
komunikacji miejskiej.
I jeszcze jeden banner, który prof. Wasilewskiemu zjedna³ sympatiê wielu mieszkañców Koziego Grodu.
Obecny prezydent popiera³ tam lokalizacjê lotniska pasa¿erskiego w Œwidniku. Sus³om z lotniska fabrycznego
tymczasowo dano spokój. Pas startowy ma byæ wybudowany nieco dalej. Tyle, ¿e „przy okazji” wytnie siê
niema³y area³ dorodnego lasu. Bagatela, tylko 150 hektarów. Mo¿e 200... Ale przecie¿ nie wiêcej!
Czy ktokolwiek z chwilowych w³adz regionu zastanowi³ siê wczeœniej nad sensem budowy lotniska dla
Lublina? Kto nañ przyleci i po co, skoro rodzimy przemys³ ju¿ nie istnieje a kontakty ze Wschodem przej¹³
Rzeszów? Uczniowie z podlubelskich wiosek? Robotnicy pó³-legalnych budów?
Jedynym, acz dawno zarzuconym, sensownym rozwi¹zaniem by³o przejêcie jednego z wojskowych lotnisk
Dêblina. Terminal s³u¿y³by i Warszawie i Lublinowi. Komuœ siê jednak tak prosty pomys³ nie podoba³.
Wymyœlano: Karczmiska, NiedŸwiada, wreszcie Œwidnik. Wszystkie te lokalizacje pozwalaj¹ na nie podzielenie
siê unijnymi dotacjami z woj. mazowieckim, podobnie jak wystêpowanie w roli kandydata do stania siê Stolic¹
Europejskiej Kultury w roku 2016. Szanse ¿adne, z samych tylko miast polskich w szranki staj¹ wszak £ódŸ
i Wroc³aw. Ale jakieœ dotacje unijne na „promocjê” miasta i regionu na pewno dop³yn¹. Na co i kto je
przeznaczy? A, to ju¿ ca³kiem inna bajka. ¯adna wró¿ka nie ma tylu pomys³ów, co polscy samorz¹dowcy.
Niekiedy chcia³oby siê przywo³aæ has³o towarzysza Lenina: „Lepiej mniej, ale lepiej”.
Twórcy pomys³u, by Lublin stara³ siê
o przyznanie miana Europejskiej Stolicy
Kultury - najprawdopodobniej ca³kiem
przypadkiem - stali siê niedawno szefami
wydzia³ów w Urzêdzie Miejskim... Fot.: Lele
Ratusz mami rokiem 2016. A tyle
oferuje w roku 2007... Fot.: Lele
z gliny, w któr¹ rabin Loew tchn¹³ ¿ycie, podsunê³a mi legenda opowiadana w praskim getcie i w³aœnie ten film
pozwoli³ mi wejœæ tak g³êboko w dziedzinê czystego kina. Wszystko zale¿y tu od obrazu, a raczej od sfery
<nieostroœci>, w której fantastyczna przesz³oœæ styka siê z teraŸniejszoœci¹. Zda³em sobie sprawê z tego, ¿e
technika fotografowania przes¹dza o powo³aniu kina. Œwiat³o i ciemnoœæ graj¹ w kinie tê sam¹ rolê, co rytm
i kadencja w muzyce”.10 (cdn.)
A. M. WASIECZKO
Netówka – Ubu Król wci¹¿ poœród nas
Wirtualna Polska
Sobota, 4 sierpnia 2007
Spór o Westerplatte: czy monument zostanie usuniêty?
(...)
Na Westerplatte trwaj¹ przygotowania do rewitalizacji dawnego pola bitwy, a w ich tle widaæ ju¿ zarzewie
nowej batalii. Jej inicjatorem jest Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Sk³adnicy Tranzytowej
od lat walcz¹ce o odk³amanie historii tego miejsca. Zapaleñcy, a jednoczeœnie skrupulatni badacze historii tropi¹
b³êdy zawodowych historyków. Wyszukuj¹ i znajduj¹ bez trudu nieœcis³oœci i ra¿¹ce przek³amania. Kilka lat temu
wywo³ali prawdziw¹ burzê gdy ujawnili, ¿e osob¹ której Westerplatte zawdziêcza swoj¹ obronê nie by³ wcale jego
dowódca - mjr Henryk Sucharski, lecz jego zastêpca, zapomniany kpt.Franciszek D¹browski. Ostatnio cz³onkowie
stowarzyszenia wyst¹pili z projektem usuniêcia z Westerplatte radzieckiego czo³gu, który ma tyle wspólnego
z prawd¹ historyczn¹ o tym miejscu co serial „Czterej pancerni i pies”. Stowarzyszenie coraz bardziej przejmuje
inicjatywê, a jego prezes jest Mariusz Wójtowicz-Podhorski, od pewnego czasu tak¿e pe³nomocnik wojewody
pomorskiego ds. Westerplatte, wystêpuje z coraz bardziej œmia³ymi projektami. Podczas niedawnej wizyty na
Westerplatte wicewojewody Aleksandry Jankowskiej ujawni³, ¿e jego zdaniem pomnik na Westerplatte bêdzie
musia³ zostaæ rozebrany. Pretekstem maj¹ byæ wzglêdy techniczne.
- Kopiec, na którym stoi pomnik, zacz¹³ osiadaæ i siê przechyla. - mówi prezes Podhorski. Ten stan siê mo¿e
pogarszaæ. Kilkutonowe bloki nie s¹ zespolone, lecz u³o¿one na o³owianych p³ytach. W miarê up³ywu lat to mo¿e
zagra¿aæturystom. Czy nie warto w takim razie przeprowadziæ remontu? Wed³ug Podhorskiego nie, bo pomnik
nie jest szczególn¹ pami¹tk¹. (...) Postawienie pomnika narzucono odgórnie, st¹d na nim dwóch ¿o³nierzy
z pepesz¹ u góry, st¹d napis: 30. marzec 1945 rok, a nie ma 1. wrzeœnia 1939. S¹ te¿ Lenino, Studzianki,
Murmañsk. Je¿eli chodzi o postawienie nowego pomnika, to Podhorski mówi, ¿e „nie wybiega³by tak daleko
w przysz³oœæ”. Jego zdaniem istniej¹ lepsze formy upamiêtniania tego typu wydarzeñ na œwiecie. W Anglii stawia
siê np. pomniki wiernie przedstawiaj¹ce ¿o³nierzy w akcji. W Polsce te¿ s¹ takie przyk³ady. - Ten pomnik na
Westerplatte jest w zasadzie punktem widokowym. Zast¹pienie go czymœ efektowniejszym i zarazem
skromniejszym jest warte rozwa¿enia - mówi Podhorski.
Co na to wicewojewoda Jankowska?
- Moja opinia odnoœnie zmiany pomnika na Westerplatte jest zbie¿na z tym, co mówi pan Mariusz WójtowiczPodhorski - stwierdza. - Postanowieñ w tej sprawie jeszcze nie ma, ale niew¹tpliwie: ten pomnik nie upamiêtnia
29
28
Pod wzglêdem wizualnym zarówno filmy skandynawskie, jak i niemieckie wiêcej zawdziêczaj¹ Casparowi
Davidowi Friedrichowi i Gustavowi Dore, ni¿ Noldemu i Kokoschce. Œlady tych poszukiwañ odnajdziemy te¿
w interesuj¹cym mnie filmie „Golem - wie er in die Welt kam” („Golem - w jaki sposób przyszed³ na œwiat”), do
którego dekoracje zaprojektowa³ Hans Poelzig. Jego premiera odby³a siê 29.X.1920 roku w kinie ZOO w UFAPalast w Berlinie. Paul Wegener (1874-1949), który odcisn¹³ niebagatelny wp³yw na warstwie wizualnej
„Golema”, zacz¹³ od gry w teatrze. Obok Alexandra Moissi, Alberta Bassermana, Wernera Kraussa i Schildkranta
przez dziesiêæ lat by³ jednym z g³ównych aktorów zespo³u Deutsches Theater w Berlinie kierowanego przez
Maxa Reinhardta. W 1913 roku debiutuje w filmie. Jako re¿yser, aktor oraz krytyk i teoretyk wyznaczy³ on nowy
etap w rozwoju kina niemieckiego. Czerpi¹c z doœwiadczeñ kina duñskiego, by³ jednym z wybitnych prekursorów
ekspresjonizmu dalekiego od kaligaryzmu. Po swym debiucie w filmie „Der Verführte” (re¿. Max Obel), zagra³
w „Studencie z Pragi” („Der Student von Prag”, 1913) w re¿yserii Stellana Rye, który odtworzy³ pe³n¹ niepokoju
atmosferê niemieckich, romantycznych opowieœci fantastycznych. Duñski re¿yser zmierzy³ siê w nim z niezwykle
popularnym w ówczesnej literaturze i teatrze w¹tkiem sobowtóra i rozdwojonej osobowoœci. Scenariusz napisany
przez Hansa Ewersa wyraŸnie zainspirowa³y opowieœæ „Noc sylwestrowa” E. T. A. Hoffmanna, a tak¿e noweli
„Peter Schlemilh” Chamiso. Jej bohater podró¿uje wespó³ z Erasmusem Spikherem – „cz³owiekiem, który
utraci³ swe odbicie w lustrze”. Stellan Rye krêci³ „Studenta z Pragi” w w¹skich, praskich uliczkach i na starym
mieœcie, z którego widaæ naje¿d¿on¹ sterczynami wie¿ê katedry. Operator Guido Seeber sfilmowa³ autentyczne
wnêtrza pa³acu Lobkowitzów. Odtworzone potem w atelier dekoratora Kurta Richtera zdominowa³ przyt³aczaj¹cy
nastrój: „Pusty pokój biednego studenta Scapinellego przeistoczonego w bogacza, to gabinet pracy wype³niony
niepokoj¹cym klimatem nostalgii. Projekt scenograficzny przewidywa³ u¿ycie œwiate³. Wszêdzie tutaj snuj¹ siê
cienie, a po zmierzchu pe³zaj¹ p³omyki œwiec.”7 Wegener przypomni sobie je, gdy bêdzie realizowaæ, tym razem
ju¿ w studio, drug¹ wersjê „Golema”. Zafascynowany nieograniczonymi mo¿liwoœciami kina, zawsze poszukiwa³
niesamowitoœci. Nastrój mistycznej fantastyki odtworzy³ w filmach „Golem” (wersja z 1914 i 1920 roku), „Der
Rattenfanger von Hameln” („Szczuro³ap z Hameln”, 1916) oraz „Der Verlorene Schatten” („Cz³owiek, który
sprzeda³ swój cieñ”, 1920) zrealizowanym na podstawie „Przedziwnej historii Schlemihla”. By³ w nich zarówno
re¿yserem, jak i aktorem. Po obejrzeniu „Studenta z Pragi” Wegener zrozumia³, ¿e „kino mo¿e staæ siê doskona³ym
medium w obrazowaniu drêcz¹cych niepokojów”. Mo¿e znakomicie oddaæ klimat nierzeczywistych wizji,
bêd¹cych mieszanin¹ realizmu i fantastyki. W swych filmach postanowi³ wykorzystaæ kanoniczne œrodki
wczesnych thrillerów niemieckich. Graj¹c od wielu lat w zespole Maxa Reinhardta, ca³kowicie pozna³ d¹¿enia
nowoczesnego teatru. Wiedzia³ te¿, i¿ w ³atwiejszym zmienianiu punktów widzenia, dzieleniu ekranu i nak³adaniu
obrazów jeden na drugi mo¿liwoœci kina i kamery s¹ daleko szersze. „<Student z Pragi>, w którym dochodzi do
osobliwego pomieszania naturalnoœci ze sztucznoœci¹, rzeczywistoœci z dekoracjami - zainteresowa³ mnie
ogromnie. Obrazy przeniesione na ekran bêd¹cy nierealn¹ i nieskoñczon¹ g³êbi¹, wymykaj¹ siê dzia³aniu czasu,
który jest najwa¿niejszym wymiarem sceny teatralnej” – powiedzia³ Wegener. 8 Kiedy w 1913 roku zobaczy³
komiczne zdjêcia, ukazuj¹ce osobnika, który gra w karty sam ze sob¹, zrozumia³, ¿e film lepiej ni¿ inne sztuki
mo¿e oddaæ œwiat fantastyki E. T. A. Hoffmanna i temat owego s³ynnego „sobowtóra”. Jego zdaniem tajemnicze
wizje, które zdominowa³y fantastyczne opowieœci i romanse niemieckie z pierwszej dekady XX wieku odda
znacznie skuteczniej obraz uchwycony przez oko kamery, ni¿ stosowana w teatrze narracja literacka. „Nale¿y
wyzwoliæ siê z zale¿noœci od teatru lub powieœci i tworzyæ wy³¹cznie œrodkami dostêpnymi wy³¹cznie kinu, za
pomoc¹ samego obrazu – powiedzia³ Wegener w swym odczycie <Artystyczne mo¿liwoœci kina> wyg³oszonym
24 kwietnia 1916 roku. To w³aœnie kamera powinna staæ siê prawdziwym poet¹. Widz mo¿e w kinie nieustannie
zmieniaæ punkt widzenia. Niezliczone chwyty techniczne, zastêpuj¹ce aktora na ekranie podzielonym na dwie
czêœci, nak³adaj¹ce siê na siebie obrazy - jednym s³owem technika i forma nadaj¹ treœci jej w³aœciwy sens”. 9
W swych filmach historiê Golema Paul Wegener podejmowa³ trzykrotnie. Ta legenda o potê¿nym cz³owieku
obdarzonym niszczycielsk¹ si³¹ fascynowa³a go jeszcze w dzieciñstwie. „Pomys³ Golema, tej tajemniczej figury
Albo te¿ zacytowaæ szczeciñskiego myœliciela, prof. Jerzego Kochana: „Prawdziwy libera³ to ideowiec,
czêsto bezinteresowny, otwarty poznawczo, otwarty na wspó³pracê, skory do dyskusji i nawet zmiany pogl¹du.
Nie róbmy g³upstw i nie nobilitujmy z³odziei, nazywaj¹c ich libera³ami”.1
LECH L. PRZYCHODZKI
1
W uœcisku z w³asnym trupem, z prof. Jerzym Kochanem rozmawia Przemys³aw Wielgosz, (w:) Kochan J.,
¯ycie codzienne w matriksie. Filozofia spo³eczna w ponowoczesnoœci, Wyd. Naukowe SCHOLAR, Warszawa
2007, wyd. I, s. 170.
W swoim texcie (http://www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=8809),
publikowanym na stronie Magazynu „Obywatel”, red. Okraska stawia tezê, i¿ biedniejszych populistów
Andrzeja Leppera zast¹pili bogatsi – Donalda Tuska. Wygrali nie wyborcy, a œrodki masowego przekazu. PSL
np. wykupi³ czas antenowy w niedocenianej zwykle telewizji kablowej wielu miast. I – trafi³ w dziesi¹tkê.
Niekiedy kandydaci miewali ca³kiem przysz³oœciowe pomys³y, jak ten z powy¿szej ulotki...
5
6
W¥TPLIWOŒCI BISKUPA WILLIAMSONA
Biskup Richard Williamson z Bractwa œw. Piusa X podczas spotkania z wiernymi stwierdzi³, ¿e wydarzenia
11. wrzeœnia 2001 roku by³y wykreowane celem „zmuszenia Amerykanów do zaakceptowania inwazji na Afganistan
i Irak” - informuje Jack Kenny na najnowszym wydaniu tygodnika „The Wanderer”. Biskup Williamson mia³
powiedzieæ podczas spotkania w dniu 4. listopada br. w miejscowoœci Bedford w stanie Massachusetts, ¿e: „Bez
9/11 nie by³oby mo¿liwe zaatakowanie Afganistanu czy Iraku. Wewnêtrzne si³y w rz¹dzie Stanów Zjednoczonych
i te, które steruj¹ rz¹dem USA, bezwzglêdnie chcia³y zaatakowaæ i zniszczyæ Irak. Destrukcja, któr¹ zadano
Irakowi jest nie do wyobra¿enia. A teraz, te same si³y chc¹ zrobiæ to samo z Iranem. (...) Byæ mo¿e opracowuj¹
kolejny 9/11 („They may well be plotting another 9/11”)”.Sceptycznie odnosz¹c siê do przyczyn zawalenia siê
budynków WTC, biskup Williamson mówi: „¯ar z p³on¹cego paliwa samolotów, które wbi³y siê w wie¿e World
Trade Center nie by³ w stanie stopiæ 47 stalowych kolumn [podpieraj¹cych] ka¿d¹ z tych wie¿ i spowodowaæ
zawalenie siê tych wie¿owców”.
Oceniaj¹c wartoœæ oficjalnej wersji wydarzeñ 9/11, szczególnie w aspekcie uderzenia tzw. samolotu
w Pentagon, biskup Williamson mówi, ¿e: „[Zwyk³y] samolot pasa¿erski nie móg³ przebiæ siê przez szeœæ
z dziesiêciu œcian, które zosta³y naruszone przez [to coœ, co] „cokolwiek uderzy³o w Pentagon”.” Tym „czymœ”
wed³ug biskupa Williamson by³ pocisk: „W Pentagon uderzy³ pocisk (missile). Tego rodzaju pocisk móg³ byæ
wystrzelony tylko przez amerykañskie si³y militarne”.
Pismo „The Wanderer”, Ÿród³o tych informacji, jest jednym z najwiêkszych tygodników katolickich
wydawanych w Stanach Zjednoczonych, którego pozycjê mo¿na okreœliæ jako „pro-watykañsk¹ i antytradycjonalistyczn¹”. „The Wanderer” wyró¿nia siê dobr¹ publicystyk¹, w której jednak naczeln¹ cech¹ jest brak
jakiejkolwiek krytyki biurokracji watykañskiej, a z drugiej strony otwartoœæ w atakowaniu liberalnych biskupów
amerykañskich. Pismo stoi te¿ w wyraŸnej opozycji do ruchu tradycjonalistycznego, szczególnie nieobiektywnie
przedstawiaj¹c pos³ugê Bractwa œw. Piusa X. W zwi¹zku z powy¿szym nale¿y poczekaæ na potwierdzenie tych
sk¹din¹d niezwykle celnych uwag bp. Williamsona, dotycz¹cych przyczyn, przebiegu i skutków wydarzeñ
11. wrzeœnia.
Krytycy oficjalnej wersji wydarzeñ 9/11 twierdz¹, i¿ w Pentagon uderzy³ zdalnie sterowany pocisk,
najprawdopodobniej typu BGM-109 Tomahawk. O braku dobrej woli w³adz w rzetelnym wyjaœnieniu przebiegu
wydarzeñ œwiadczy choæby fakt, i¿ do tej pory nie ujawniono taœm filmowych z nagraniami nadlatuj¹cego nad
Pentagon „samolotu”, a ju¿ w kilka minut po wydarzeniach agenci FBI skonfiskowali wszystkie taœmy z kamer
pobliskich stacji benzynowych. Opinii publicznej pokazuje siê kilkanaœcie klatek filmu ma³ej rozdzielczoœci, na
których nie widaæ nic poza b³yskiem eksplozji.
Podobnie w przypadku zawalenia siê wie¿owców World Trade Center: komisja Kongresu nie tylko nie zajê³a
siê niewyjaœnionym i ewidentnie wyburzonym przez kontrolowan¹ eksplozjê budynkiem numer 7, ale w swoim
„wnikliwym i rzetelnym raporcie” nie zauwa¿y³a, ¿e budynek ten run¹³! Analizy komputerowe instytucji (jak np.
NIST) maj¹cych „w sposób niezale¿ny” zbadaæ proces zawalenia siê wie¿, zosta³y w powa¿nym stopniu
dopasowane do z góry za³o¿onego wyniku (manipulacja parametrami). Ponadto, wszystkie analizy koñcz¹ siê w
momencie rozpoczêcia siê zawalania wie¿ numer 1 i 2, zupe³nie nie zajmuj¹c siê procesem fizykochemicznym
samego przebiegu zawalenia. Ludziom serwuje siê jednak propagandowe, paranaukowe wersje wydarzeñ, np.
poprzez popularn¹ seriê NOVA, gdzie wybrani i skompromitowani „profesjonaliœci” dowolnie ¿ongluj¹ faktami,
przyozdabiaj¹c je kuriozalnymi interpretacjami. Natychmiast po wydarzeniach przyst¹piono nie tyle do
zabezpieczania miejsca zbrodni - tak jak wymaga tego zwyk³a procedura kryminalistyczna - lecz niezw³ocznie
KABA£A, MIT STWORZENIA A SCENOGRAFIA
W FILMIE „GOLEM” PPAULA
AULA WEGENERA
„Rabbi Berachia rzek³: Kiedy Bóg chcia³ stworzyæ œwiat,
rozpocz¹³ swe dzie³o w³aœnie od cz³owieka
i uczyni³ z niego golema. Gdy przyst¹pi³ potem
do wrzucenia w niego duszy, powiedzia³:
Jeœli postawiê go teraz, bêd¹ mówiæ,
¿e towarzyszy³ mi w dziele stworzenia
wiêc pozostawiê go jako golema,
dopóki wszystkiego nie stworzê.
Kiedy ju¿ stworzy³ wszystko, anio³owie rzekli do niego:
Czy¿ nie uczynisz cz³owieka, o którym mówi³eœ?
Odpowiedzia³: Dawno go zrobi³em,
brakuje tylko wrzucenia w niego duszy.
I wtedy wrzuci³ w niego duszê i postawi³ go,
i skupi³ w nim ca³y œwiat.”
(midrasz „Jalkut Szin’oni” do ksiêgi Rdz.,34; ze zbioru midraszy „Abkir”) 1
„To film pe³en si³y, byæ mo¿e mój najlepszy” – tak w wywiadzie z 1920 roku udzielonym berliñskiej gazecie
„Film-Kurier” powiedzia³ o „Golemie” niemiecki re¿yser, scenarzysta i aktor Paul Wegener.2 Wyj¹tkowoœæ
tego dzie³a zarówno w kontekœcie historii filmu niemego, jak i architektury europejskiej dostrzegli ju¿
wspó³czeœni mu krytycy.
Wegener szybko zrozumia³, i¿ pierwsza forma w¹sko pojêtego ekspresjonizmu w kinie niemieckim, przejêta
bezpoœrednio z teatru i malarstwa i nazwana „kaligaryzmem” - od tytu³u filmu „Gabinet Doktora Caligari” okaza³a siê bez przysz³oœci. Daleko posuniêta deformacja scenerii „usprawiedliwiaj¹ca” powielane tematy
zaburzeñ umys³owych w wiêkszoœci filmów przynios³a jedynie efekt niezamierzonej groteskowoœci.”3 „Gabinet
Doktora Caligari” - dzie³o o wyj¹tkowej estetyce, nie reprezentuje bynajmniej ekspresjonizmu filmowego, lecz
przeniesiony na ekran ekspresjonizm malarski. Jak s³usznie zauwa¿y³ francuski krytyk Jean Mitry, przypomina
on wiêzienie. Uniemo¿liwia bowiem „uchwycenie istoty rzeczy”, gdy¿ „film jest sztuk¹ konkretu mocno
osadzon¹ w zale¿noœciach czasowo-przestrzennych, zatem powrót do struktur plastycznych i architektonicznych
okaza³ siê zabiegiem niezbêdnym, aby film by³ filmem, a nie jedn¹ z form malarstwa”.4
W tym samym czasie powstawa³y filmy, które wywar³y ogromny wp³yw na kinematografiê niemieck¹.
Inspiracji dostarczy³o przede wszystkim kino szwedzkie. Za zapowiedŸ niemieckiego ekspresjonizmu mo¿na
uznaæ „Skarb pana Arne” Mauritza Stillera i „Kto os¹dza?” Victora Sjostroma. Jak zauwa¿y³ Mitry „Poszukuj¹c
w przyrodzie znaków symbolicznej ekspresji i czyni¹c krajobraz g³ównym bohaterem dramatu, Stiller i Sjostrom
tworzyli obrazy bardziej ekspresyjne, ni¿ ekspresjonistyczne”. 5 Niemieccy filmowcy znaleŸli inspiracjê
w romantyzmie filmowym, niekiedy transponuj¹c tematy ekspresjonizmu literackiego i malarskiego. Wzoruj¹c
siê na skandynawskiej szkole filmowej „stworzyli œwiat wyimaginowany, odnajduj¹c tu ekspresjê bardziej
dostosowan¹ do warunków przestrzennych filmu. (...) Tworzenie fantastycznych, z pozoru realnych obrazów
umo¿liwi³o równie¿ nadawanie po¿¹danych znaczeñ i stylizacjê bez siêgania po deformacjê. Przede wszystkim
pozwoli³o jednak na wydobycie przestrzennej gry bry³, a nie jak dot¹d wy³¹cznie p³aszczyzn i linii w dekoracji
namalowanej na p³ótnie.” 6
27
26
Dwa drobne przyk³ady. Powie ktoœ (poniek¹d s³usznie), ¿e czepiam siê drobiazgów. Tak, ale pocz¹tek jest
zawsze ma³y, a droga od rzemyczka do koniczka bardzo krótka. I szybko wyrastaj¹ nam medialni idioci
jêzykowi, gêsto zasiedlaj¹cy ró¿ne redakcje. Nale¿¹ do nich nie tylko redaktorzy, dziennikarze i sprawozdawcy
sportowi, nie tylko t³umacze tekstów do filmów i bezkrytycznie czytaj¹cy to lektorzy, czy ¿a³oœni twórcy
reklam. Czêsto s¹ wœród nich politycy, a nawet ludzie kultury. A naród coraz rzadziej uczy siê z podrêczników.
Raczej od nich, od tych wszystkich „gadaj¹cych g³ów” oraz z reklam i z Internetu.
A ja nigdy nie zaakceptujê u¿ywanych ju¿ zwrotów w rodzaju: „spotkania siê razem”, „cofania do ty³u”, ani
te¿ neologizmów typu „wyspokoiæ” sytuacjê, mieszania czasów, trybów, rodzajów, deklinacji i tysi¹ca innych
przejawów ignorowania, lekcewa¿enia czy wrêcz schamienia jêzyka. Oczywiœcie pewne zwroty, wyra¿enia, b¹dŸ
okreœlenia przejd¹ w uzus jêzykowy. Nie s¹ to niestety zmiany, zmierzaj¹ce w stronê piêkna naszego jêzyka, lecz
raczej w kierunku kretyñskich uproszczeñ. Do szewskiej pasji doprowadza mnie na przyk³ad coraz
powszechniejsze mówienie „mi” tam, gdzie mówi siê „mnie” – i to niekoniecznie dlatego, ¿e kojarzy siê
z zupe³nie innym jêzykiem (nie jestem antysemit¹! – spytajcie pani Ewy, któr¹ serdecznie pozdrawiam).
Najlepsze zaœ widowisko sportowe potrafi mi zepsuæ sprawozdawca relacjonuj¹cy podawanie pi³ki „do boku”.
Czy¿ on nie wie, ¿e do boku mo¿na przytroczyæ szablê, a pi³kê tylko kopn¹æ lub skierowaæ w bok?
W tym ba³aganie jêzykowym ludzie „pracuj¹cy w s³owie” i robi¹cy z jêzykiem co im siê ¿ywnie podoba,
nawo³uj¹ jednoczeœnie do naprawy Rzeczypospolitej (w kwestiach jêzykowych oczywiœcie). Mo¿e faktycznie
lepiej, aby zajêli siê jednak aferami willowymi (czytaj handlem nieruchomoœciami) lub czymœ równie
po¿ytecznym?
Mam na myœli g³ównie polityków. Oto kilka wysoko postawionych cytatów: „Nasza polityka zagraniczna
jest bardzo dobra od czasu odzyskania niepodleg³oœci tj. od roku 1989, 90, czy 91 – zale¿nie od kiedy kto sobie
liczy...” Jednym s³owem Armia Czerwona by³a, jest i budiet. Witkacy doda³by jeszcze zapewne...” „A kto nie
wierzy, tego w mordê!”. „Trzeba zmieniæ ustawê w kierunku jej zaostrzenia” – takim prawniczym ¿argonem racz¹
nas politycy. Zamiast mówiæ po ludzku przemawiaj¹ do chiñskiego ludu przez zamkniêty lufcik. I to od czasu
uzyskania niepodleg³oœci, czyli od kiedy tam kto sobie liczy. Wobec tego muszê zmieniæ swój o³ówek
w kierunku jego... No na pewno nie w kierunku jego liberalizacji.
Oj, nie jest ³atwo ¿yæ w kraju nad Wis³¹. Mo¿e lepiej by siê wcale nie rodziæ, chocia¿ „¿ycie cz³owieka
nienarodzonego w ustêpie pierwszym” (jak duka³ jakiœ pose³ z trybuny) te¿ do przyjemnych nie nale¿y.
Kasa, moda, bycie na œwieczniku zdominowa³y dziœ wszystko. Nawet tak wa¿ny wyznacznik to¿samoœci
narodowej - jak jêzyk. No có¿ - jaka to¿samoœæ, takie jej wyznaczniki. I odwrotnie.
STANIS£AW GASZYÑSKI
... a chiñski lud zza lufcika pali
choæby takie papierosy. To oczywiœcie - w ramach walki
redakcji z na³ogiem...
podjêto akcjê usuwania œladów, wysy³aj¹c corpus delicti statkami do hut chiñskich i hinduskich, z pominiêciem
hut amerykañskich. Do inspekcji nie dopuszczono nawet profesjonalistów ze œrodowiska badaj¹cego przyczyny
i przebieg po¿arów wie¿owców, chc¹cych wyjaœniæ jak mog³o dojœæ do - jedynego w historii - zawalenia siê
w wyniku po¿aru budynków o stalowej konstrukcji.
http://www.bibula.com/new/display.php?textid=01406
MILIARDOWE ZYSKI NA AKCIE TERRORU
Cztery miliardy zysku na akcie terroru 9/11 zarobi³ Larry Silverstein - na inwestycji 124 milionów dolarów
w przeci¹gu szeœciu miesiêcy w 2001 roku, dziêki zakupowi World Trade Center (WTC), która to nieruchomoœæ
by³a w rêkach New York Port Authority, pierwszego w³aœciciela (przez 33 lata). Zaraz po zakupie Silverstein
zmieni³ firmê ochraoniarsk¹ na Securacom (Stratasec), w której brat prezydenta Busha, Marvin Bush byt jednym
z dyrektorów, a jego kuzyn Wirt Walker III, by³ menad¿erem (CEO).
By³y premier Izraela, Benjamin Natanyahu, prawie codziennie jest w kontakcie telefonicznym
z L Silversteinem. Wed³ug rejestru publicznego widaæ, ¿e ta sama firma chroni³a nie tylko WTC, ale równie¿
Dulles International Airport w Waszyngtonie oraz United Airlines - obydwie instytucje zwi¹zane blisko
z atakami 9/11.
Firma ochroniarska by³a finansowana przez Kuwait-American Corp. (Kuw Am) - firmê zwi¹zan¹ z rodzin¹
Bushów od czasu pierwszego najazdu USA na Irak. Jednym z w³aœcicieli KuwAm, by³ cz³onek rodziny królewskiej
Kuwejtu, Mishal Yousef Saud al Sabah, który równie¿ by³ jednym z dyrektorów firmy Stratasec.
Ruch „9/11 inside job” podaje do wiadomoœci: „Cz³onkowie ma³ej kaba³y (tajnej grupy) weszli w posiadanie kompleksu WTC, w którym kontrolowali elektroniczne urz¹dzenia ochronne, jak te¿ takie same urz¹dzenia
jedynej linii lotniczej, której samoloty by³y porwane w dniu 9/11, jaki same urz¹dzenia lotniska, z którego te
samoloty startowa³y.
Ciekawym zbiegiem okolicznoœci jest fakt, ¿e Silverstein po wp³acie 124 milionów dolarów a konto zakupu
WTC wartoœci 3.2 miliarda dolarów, natychmiast ubezpieczy³ WTC na siedem miliardów dolarów. W dodatku
w³¹czy³ do ubezpieczenia pokrycie za szkody na wypadek „ataku terrorystycznego’’.
Po zawaleniu WTC, Silverstein wniós³ ¿¹danie wyp³aty siedmiu miliardów dolarów na pokrycie oddzielne
ka¿dego z dwu wie¿owców. Kompania asekuracyjna Swiss Re zgodzi³a siê zap³aciæ Silversteinowi 4,6 miliarda
dolarów na pokrycie jego strat z inwestycji 124 milionów dolarów. Kompleks budynków WTC by³ subsydiowany
przez NY Port Authority od pocz¹tku swego istnienia jako obiekt specjalny, a nie handlowy. Wie¿owce wymaga³y
gruntownych napraw i wymiany materia³ów budowlanych z powodów zdrowot nych. By³y one nazywane
„truj¹c¹ bomb¹ azbestow¹”. Z tego powodu Port Authority mia³o trudnoœci z uzyskaniem pozwolenia na
zburznie wie¿owców WTC, których koszt rozbiórki piêtro po piêtrze by³ bardzo wysoki (15 miliardów plus 2,4
miliardy dolarów za somo rusztowanie!). Burzenie za jednym zamachem by³o zabronine przez magistrat miasta
ze wzglêdu na truj¹ce pyry, które póŸniej faktycznie zatru³y powa¿nie tysi¹ce ludzi, po zawaleniu siê tych
budynków.
Budynek obok wie¿owców, WTC7 mia³ 47 piêter i mia³ szkielet stalowy. By³ on w³¹czony w kontrakt
ubezpieczeniowy, jako czêœæ kompleksu WTC. Budynek ten by³ nie tkniêty samolotami, ale zawali³ siê osiem
7
8
godzin po ataku 9/11 na swoje fundamenty z szybkoœci¹ przedmiotów spadaj¹cych, w ten nam sposób, jak
zawali³y siê dwa g³ówne wie¿owce WTC. ( http://wtc7..net ; http://911review.com)
Rok póŸniej, 9/11/2002, przed kamerami telewizyjnymi PBS L. Silverstein powiedzia³, ¿e na pytanie szefa
stra¿aków da³ odpowiedŸ: „Byæ mo¿e najlepiej by³oby zburzyæ. Wtedy stra¿acy zdecydowali siê zburzyæ
i patrzyli jak budynek 7 wali³ siê”. Na okreœlenie burzenia kontrolowanego u¿ywali oni terminu „puli”, co znaczy
„uruchomiæ kontrolowane burzenie”. Oznacza³o to te¿ zniszczenie zawartych w tym budynku kompromituj¹cych
archiwów firm Enron i WorldCom. Lokatorami budynku WTC7 byli:
a. US Secret Service (najwiêkszy oddzia³ w USA - 200 urzêdników);
b. NSA;
c. CIA;
d. IRS;
e.BATF;
f. SEC;
g. NAIC Securities;
h. Salomon Smith Barney;
i. American Express Bank International;
j. Standard Chartered Bank;
k. Provident Financial Management;
I. ITT Hartford Insurance Group;
m. Federal Home Loan Bank.
Komisja „The Securities and Exchange” nie ustali³a, ile dokumentów zwi¹zanych z bie¿¹cymi dochodzeniami uleg³o zniszczeniu w bydynku WTC7. Agencja Reuters News Service i „Los Angeles Times” oceniaj¹
starty dotycz¹ce 3000 do 4000 dochodzeñ.
IWO CYPRIAN POGONOWSKI
takich relacji, jak o pobytach w szpitalach, wymagaj¹cych wydatków kuracjach ciê¿ko chorych, „niezdatnych do
pracy”, osób, o gabinetach dentystycznych, przedszkolach, koncertach, imprezach sportowych (Brzezinka mia³a
w³asne boisko do pi³ki no¿nej), zezwolenia pójœcia do miasta itd. Te opisy naturalnie nie dominuj¹. O nich siê
wspomina na marginesie utrwalania trwogi i zgrozy. Dopiero, gdy cz³owiek owych rzeczy œwiadomie szuka, gdy
zbierze je i wynotuje, mo¿na sobie uœwiadomiæ, jak paradoksalny obraz przedstawiaj¹ ci œwiadkowie z Oœwiêcimia
– bynajmniej nie tylko z Oœwiêcimia.
To powinno ka¿demu z nas daæ naprawdê do myœlenia. Konsekwentna analiza owych (w miêdzyczasie
rozprzestrzeniaj¹cych siê w nieskoñczonoœæ) opisów œwiadków – pod tym akurat k¹tem widzenia – jest dopiero
do przeprowadzenia. Kto odwa¿y siê podj¹æ tego niewdziêcznego zadania?”
RUDOLF GERMAR
Z j. niemieckiego t³umaczy³ HENRYK SPOROÑ
Od t³um.: Ksi¹¿kê Germara Rudolfa „Das Rudolf Gutachten – über die <Gaskammern von Auschwitz>”
mo¿na w cenie 20 Euro nabyæ pod adresem: Castle Hill Publishers, P.O. Box 118, Hastings TN34, 3ZQ,
England. Liczy ona 240 stron, czêœciowo kolorowych. Nr zamówienia:43.
Do chiñskiego ludu przez zamkniêty lufcik
JAKI JÊZYK T
AKA T
O¯SAMOŒÆ
TAKA
TO¯SAMOŒÆ
„Tylko Polska”, nr 30 (311), X. 2006, s. 15
Kontakt z redakcj¹:
red. nacz.: Lech „Lele” Przychodzki, z-ca red. nacz.: Vanda Zakrzewska,
2F Fenghua Mingdu, no. 169 Mayuan Lu, 315010 Ningbo, China
Stale pisuj¹ i t³umacz¹: Agnieszka Brytan, Krzysztof Drabik, Dominik Fija³kowski, Micha³
Graczyk, Stanis³aw Jan, Wojciech Kajtoch, Marian Karaœ, Remigiusz Kasprzycki, Krzysztof
Lewandowski, Edward „Lu” Soroka, Katarzyna Piotrowska, Henryk Sporoñ, Oskar
Szwabowski, Bart³omiej „Bart” Œwiderek, Ryszard Tomczyk, Agnieszka M. Wasieczko,
Bogdan „Anastazy” Wiœniewski, Krzysztof Wojciechowski
oraz przyjaciele z Bia³orusi, Litwy, Rosji i Ukrainy
Graficy: Jerzy Jakubów, Andrzej Kot, Kateøina Mojsejová
Opieka nad sprzêtem technicznym: Krzysztof (ADAM) Szmydt, Jacek J. Wa³dowski
Uwaga: texty e-mailowe – jako dokument – maj¹ formê orygina³ów;
PDF-y „Ulicy…” na stronie: http://innyswiat.most.org.pl/ulica/ (Admin: Arkadiusz Jeleñ)
Swego czasu peerelowska propaganda komunistyczna pisa³a o Stanis³awie Barañczaku jako o cz³owieku
„znanym z afer willowych”. Tymczasem oœwieconym dysydentom Barañczak znany by³ raczej jako znakomity
poeta, jeden z twórców tzw. „Nowej Fali” w poezji polskiej. „Aferzysta” ów wyjecha³ potem do USA i – ju¿
w randze profesora – prowadzi³ wyk³ady z literatury polskiej na jednym z amerykañskich uniwersytetów.
Wœród „nowofalowych” twórców obok Barañczaka pojawia siê zwykle nazwisko Zagajewskiego. Adam
Zagajewski wyda³ m.in. ksi¹¿kê proz¹ „Cienka linia”. I faktycznie rysuje cienk¹ lini¹, bo b³¹d jest ju¿
w pierwszym zdaniu: „Nazywam siê Henryk Oset” – mówi bohater Zagajewskiego. Tymczasem w jêzyku
polskim nikt nie nazywa siê Henryk Oset, Adam Zagajewski, Jan Kowalski, ani nawet Ilona Felicjañska – jak
krzyczano kiedyœ w telewizyjnej (zazwyczaj g³oœnej i niegramotnej) reklamie. Nazywaj¹ siê Oset, Zagajewski,
Kowalski, a nawet Felicjañska. I tyle! Na imiona zaœ maj¹ odpowiednio: Henryk, Adam, Jan oraz Ilona. Mo¿na
tu podejrzewaæ tendencjê do upraszczania regu³ (choæ prêdzej ich nieznajomoœæ). Tylko po co? Po to, by ³atwiej
by³o przedstawiaæ siê domokr¹¿com?
W pierwszym akapicie wspomnianej ksi¹¿ki pojawia siê te¿ „maska mê¿czyzny (...), który rozmawia sam
„Z SOB¥”. Zapewne owo „z sob¹” dopuszczaj¹ s³owniki, ale nie doœæ, ¿e tak¹ zbitkê g³osek trudno wypowiedzieæ
to jeszcze brzmi idiotycznie. Czemu z kolei przypisaæ ten trend? Mo¿e ktoœ – artyku³uj¹c „z sob¹” – chce siê
wydaæ bardziej elokwentnym na p³aszczyŸnie koherencji, a przy okazji oszczêdziæ literê „e” i utrudniæ ¿ycie
cudzoziemcom ucz¹cym siê polskiego?
25
24
administracyjne i uzasadniony zysk do ceny po¿yczek udzielanych w celu finansowania handlu, zakupu
nieruchomoœci i startu nowych przedsiêbiorstw, gwarancje rz¹dowe i dotacje powinny zapewniæ oprocentowanie
netto po¿yczek na poziomie nie wy¿szym, ni¿ jeden procent.
6. Handel miêdzynarodowy by³by regulowany za poœrednictwem systemu kursów walut opartego na
rzeczywistej sile nabywczej konkretnych walut narodowych. (cdn.)
RICHARD C. COOK
T³um. z j. ang. KRZYSZTOF LEWANDOWSKI
OŒWIÊCIM
OCZYMA NIETYPOWYCH ŒWIADKÓW (2)
Po co pielêgniarki, lekarze a nawet szpital dla ludzi, którzy tam przecie¿ byli pos³ani, by ich zamordowaæ?
Dlaczego ten ch³opak przez dwa do trzech lat by³ ¿ywiony, ubierany i ogólnie – utrzymywany? Daniel K.
kontynuuje:
<Jeden z przewodników m³odzie¿owych naszej grupy (...) poprosi³, aby mu pozwolono zorganizowaæ
(einrichten) centrum wychowawcze dla dzieci. Pozwolono mu i wkrótce owo centrum wychowawcze
(Erziehungszentrum) sta³o siê duchowym i socjalnym zwornikiem obozu rodzinnego (Ein Familienlager!).
By³o ono dusz¹ obozu. Prezentowano tam musicale (Musicals) i przedstawienia teatralne, w³¹cznie z dzieciêc¹
oper¹. Prowadzono te¿ dyskusje na temat ró¿nych ideologii – syjonizmu, socjalizmu, czeskiego nacjonalizmu
(...). By³ tam te¿ dyrygent o imieniu Imre (...), który utworzy³ chór ch³opiêcy. Próby przeprowadzano w du¿ej
pralni (Waschhalle), gdzie by³a dobra akustyka (...). Jesieni¹ 1944 r. wielu wiêŸniów (Häftlinge) zdolnych do
pracy wys³ano do Niemiec”. Koniec cytatów z tekstu prof. K.
Acha, <wielu> (große Massen) zdolnych do pracy – utrzymano! <Opuœci³em tu specjalnie (mówi Dan
Mc Sweeney, autor artyku³u w australijskiej gazecie „Killoy Sentinel” – uwaga t³umacza) te zwyczajowe
wzmianki o zag³adzie, gazowych piecach itd., tych mo¿na znaleŸæ wiele, a¿ do zagazowywania w³¹cznie.
Moim celem jest doprowadzenie do powstania œwiadomoœci istnienia tych obiektów kulturalnorozrywkowych. Ich egzystencja nie mo¿e ju¿ byæ poddana w w¹tpliwoœæ. Rzuca to nowe, pobudzaj¹ce umys³,
œwiat³o na te zwyk³e opowieœci, które wszyscy ju¿ znamy. Czy¿by Oœwiêcim nie by³ dok³adnie tym miejscem,
jako które go dot¹d opisywano?>.
Powy¿szy artyku³ Dana Mc Sweeney’a opublikowano w australijskiej gazecie „Killoy Sentinel” (Nowa
Po³udniowa Walia). Opisane w nim, otwieraj¹ce oczy video Davida Cole, mo¿na jeszcze dzisiaj nabyæ. Odnoœnik
69 podaje, gdzie: „David Cole Intervievs Dr. Franciszek Piper, Director Auschwitz State Museum”, VHS Video,
rozprowadzane przez CODOH, P.O. Box 439016, San Diego, CA 92143, USA (online: codoh.com/cole.ra
[Tonmitschnitt = wspó³dŸwiêk]); skrócony tekst: JHR 13 (2) (1993), S. 11-13 (online: codoh.com/gegv/
gegvcole.html [wyci¹g]).
Opisane w powy¿szym artykule udogodnienia rozrywkowo-wypoczynkowe nie s¹ w normalnej literaturze
obozowej a¿ tak nieznane, jak to siê zazwyczaj przedstawia. W literaturze wspomnieniowej raczej roi siê od
Kampania przeciwko
11. Kongresowi Policji Europejskiej
W dniach 29.-30. stycznia 2008 r. w Berlinie odbêdzie siê 11. Kongres Policji
Europejskiej (11-th European Police Congress). „Przeciwko <Architekturze Globalnego
Bezpieczeñstwa>” - oto has³o antysystemowych ruchów spo³ecznych, które na wtorek,
29. stycznia, zapowiedzia³y swój protest. Na luty 2008 r. zaplanowa³y one w Berlinie
kampaniê przeciwko 11. Kongresowi Policji Europejskiej, podczas której chc¹ zwróciæ
uwagê na kwestie szeroko pojmowanego bezpieczeñstwa publicznego oraz kontroli
spo³ecznej. Poni¿szy tekst nawi¹zuje do materia³ów, publikowanych w numerze 9 (93)
„Ulicy...”.
Jak mo¿na przeczytaæ w oœwiadczeniu prasowym wydanym przez organizatorów mobilizacji przeciwko
berliñskiemu kongresowi policji, w ostatnich miesi¹cach zosta³o ujawnionych wiele informacji na temat metod
œledczych s³u¿b bezpieczeñstwa, tj.: gromadzenie danych, przeszukania „online” w sieci, tzw. „tekstowe analizy
broszur politycznych” (wykorzystane w œledztwach z tytu³u naruszenia paragrafu 129a przeciwko aktywistom
z ruchów „anti-G8” w Niemczech) itd. Policja oraz s³u¿by informacyjne chc¹ uzyskaæ nieograniczony dostêp do
danych osobowych oraz profilów u¿ytkowników Internetu. Jego dostarczyciele s¹ obecnie zmuszani do
d³ugoterminowego gromadzenia swych danych handlowych w celu odci¹¿enia policyjnych baz danych.
Debata wokó³ wprowadzenia paszportów biometrycznych podda³a pod uwagê fakt, i¿ przemys³ wprowadzi³
ju¿ kompleksowe systemy inwigilacyjne: skanowanie têczówki, chipy RFID (np. dla supermarketów lub na
dowodach osobistych) lub automatyczne rozpoznanie twarzy. W kontekœcie kontroli granicznej „uprzywilejowani
podró¿ni” przypuszczalnie mog¹ j¹ przekroczyæ „automatycznie”. Nowa Europejska Agencja Zarz¹dzania
Wspó³prac¹ Operacyjn¹ na Zewnêtrznych Granicach Pañstw Cz³onkowskich Unii Europejskiej (FRONTEX)
zosta³a obarczona sta³ym szacowaniem ryzyka i zagro¿eñ na granicach Unii Europejskiej, jak równie¿
wzmocnieniem dalszej ich koordynacji i kontroli. Uzbrojenie technologiczne znalaz³o siê w centrum polityki
agencji.
Oczywiœcie, kontrola, normalizacja oraz inwigilacja nie s¹ fenomenem nowym. Ograniczenie bezpieczeñstwa
spo³ecznego w globalnym kapitalizmie pod¹¿a w parze ze zubo¿eniem i wyludnieniem siê centrów miast,
zamkniêtymi osiedlami, pe³nymi kamer i ogrodzeñ, a tak¿e nadzorem bezpieczeñstwa i wideo w miejscach pracy.
Wraz z wolnoœci¹ poruszania siê nagle zosta³o ograniczone swobodne u¿ycie Internetu. Wprowadzono nowe,
represyjne œrodki, wymierzone przeciwko niepo¿¹danym ruchom spo³ecznym.
Dziêki wzmocnieniu jednostek policji, œledczej policji kryminalnej oraz uzbrojenia policyjnego, politycy
zajmuj¹cy siê sprawami wewnêtrznymi chc¹ tworzyæ polityczne i spo³eczne warunki dla wprowadzenia nowych
technologii bezpieczeñstwa. Te reformy s¹ przypuszczalnie wk³adem w tworzenie „architektury globalnego
bezpieczeñstwa” (global security architecture), opartej na osi¹gniêciach Wydzia³u Bezpieczeñstwa Narodowego
Stanów Zjednoczonych (US Department of Homeland Security), którego misj¹ jest przewidywanie
niebezpieczeñstw, zajmowanie siê nimi oraz zapobieganie im.
„Bezpieczeñstwo” sta³o siê zawziêcie podbijanym rynkiem z dziedziny technologii informacyjnych (IT).
Dziesi¹tki dostawców walczy o nowe rozwi¹zania, niezbêdne do dostarczania informacji szybko udostêpnianych
uwik³anym w to w³adzom, s³u¿¹cych do porozumiewania siê przez radio cyfrowe lub wynalezienia
oprogramowania koniecznego do zharmonizowania ró¿nych baz danych. Ten sam rodzaj oprogramowania, który
jest sprzedawany na rynku, dostarczany na uniwersytety, dla w³adz administracyjnych lub prywatnych
9
10
u¿ytkowników, jest te¿ przystosowywany do operacji policji i s³u¿b informacyjnych. Tym samym techniczne
zró¿nicowanie standardów ró¿nych krajów stawia problem wspó³pracy pomiêdzy ich policj¹. Na nastêpnej
konferencji jednostki policji niemieckiej zechc¹ przedstawiæ wezwanie do wprowadzenia ujednoliconego
oprogramowania.
Kongres Policji Europejskiej to forum, na którym politycy, w³adze policji, s³u¿b informacyjnych, wojskowe
oraz przemys³u bezpieczeñstwa spotkaj¹ siê po to, aby przedyskutowaæ wprowadzenie nowych metod restrykcji.
Doroczny kongres ma charakter „targów handlowych bezpieczeñstwa”. Podczas pierwszych lat technologiczne
innowacje zajmowa³y na porz¹dku dziennym poczesne miejsce. Jednak¿e dla w³adz œledczych pojawi³a siê
kwestia, w jak sposób dziêki skutecznemu procesowi mog¹ one zbieraæ ogromn¹ iloœæ danych. Jedn¹ z odpowiedzi
jest tzw. data mining - proces, w którym teksty, nagrane rozmowy lub materia³ wideo s¹ przeszukiwane pod k¹tem
kluczowych s³ów i wyra¿eñ, a potem przypisywanie ich pewnym osobom. Kilku dostawców stale udoskonala
oprogramowanie, które prawdopodobnie umo¿liwia matematyczn¹ kalkulacjê prawdopodobieñstwa przysz³ych,
nielegalnych dzia³añ. Firma SPSS opisa³a tê procedurê podczas prezentacji na Kongresie Policji Europejskiej
jako „ewolucjê w walce przeciwko zbrodni” „od reakcji – do w³asnej inicjatywy oraz – przepowiedzenia”. W ten
sposób, pierwszy krok ideologii „Narodowego Bezpieczeñstwa” zosta³ podjêty: to „przepowiadanie gróŸb”.
Kongres Policji Europejskiej spe³nia równie¿ swoj¹ funkcjê, jeœli chodzi o „zapobieganie zagro¿eniom”:
tworzy on sieæ wydzia³ów policji miêdzynarodowej, która wykracza poza istniej¹ce ju¿ struktury (wydzia³
policji europejskiej EUROPOL, System Informacji Schengen SIS). W reorganizacjê policji bezpieczeñstwa
zaanga¿owana jest armia. Si³y zbrojne stacjonuj¹ce w kraju oraz za granic¹ przypuszczalnie podejmuj¹ wyzwania
dot. bezpieczeñstwa („wspó³praca cywilno – wojskowa”). Do „walki z miêdzynarodowym terroryzmem”, do
„kontroli granicznej” lub „zabezpieczania imprez masowych”, jak: miêdzynarodowe szczyty, czy zawody sportowe,
zosta³y powo³ane nowe agencje, instytuty, grupy robocze oraz programy badawcze. Centralnymi ich tematami s¹:
dyskretne gromadzenie informacji oraz interwencja. Wi¹¿¹ siê z nimi: jednostki do zadañ specjalnych i kontroli
systemów, dostêp do informacji z baz danych, sposoby postêpowania ze skar¿¹cymi siê na policjê, infrastruktura
IT, ogrodzenia, „zarz¹dzanie t³umem”, jak równie¿ media i strategie PR.
Charakterystyczne dla tych nowych sieci policyjnych jest to, ¿e dzia³aj¹ one tajnie. Narodowe i ponadnarodowe
wydzia³y policji deleguj¹ swych funkcjonariuszy zw. liaison officers, którzy na spotkaniach za zamkniêtymi
drzwiami negocjuj¹ kluczowe sprawy dotycz¹ce bezpieczeñstwa. Podczas regularnych konferencji, warsztatów
lub seminariów akademii policyjnych jest wymieniana nabyta wiedza, w jaki sposób kontrolowaæ „zachowania
zagra¿aj¹ce bezpieczeñstwu”. Miêdzynarodowe sieci agencji bezpieczeñstwa przekraczaj¹ restrykcyjne umowy
polityczne i maj¹ miejsce bez jakiejkolwiek, demokratycznej kontroli.
„Globalna architektura bezpieczeñstwa” zyska³a now¹ jakoœæ. Skupienie siê na „przewidywanym ryzyku”
wystawia ka¿dego obywatela na ogólne podejrzenie. To stawia wielkie wyzwanie przed ruchami spo³ecznymi.
Dlatego w lutym 2008 r. zaproponowa³y one w Berlinie kampaniê przeciwko 11. Kongresowi Policji Europejskiej.
Kampania ta ma na celu nastêpuj¹ce, raczej ogólne cele:
* protest przeciwko architektom „globalnej architektury bezpieczeñstwa” neoliberalizmu;
* interwencja do dyskursu groŸnych scenariuszy, które s¹ wymyœlane w celu legitymizacji nowych œrodków
bezpieczeñstwa;
* ukazanie nieformalnych struktur wspó³pracy europejskiej;
* budowanie œwiadomoœci co do nowych metod inwigilacji w sektorze IT;
* oœmieszenie wp³ywu sektora prywatnego na „architekturê globalnego bezpieczeñstwa”;
* umo¿liwienie bardziej krytycznego podejœcia do kwestii bezpieczeñstwa.
Oto zasady - funkcjonuj¹ca gospodarka, która ³¹czy odpowiedzialne, wolne przedsiêbiorstwo z pañstwowymi
regulacjami prawnymi i infrastruktur¹; demokratyczna dystrybucja Narodowej Dywidendy, która uzupe³nia
przychody z pracy; miêdzynarodowy system relacji gospodarczych, skupiaj¹cy niepodleg³e kraje dzia³aj¹ce
jako równe podmioty. ¯adna z tych zasad nie jest dzisiaj spe³niona i ¿aden wiod¹cy kraj nie planuje ich
wdro¿enia, zarówno teraz, jak i w sytuacji kryzysu.
Podstawowym œrodkiem, który nale¿y przedsiêwzi¹æ, aby zapocz¹tkowaæ zmiany, bior¹c za przyk³ad Stany
Zjednoczone, powinno byæ utworzenie Rady Nadzoru Monetarnego w formie prawnej zaproponowanej przez
Amerykañski Instytut Monetarny. Organ ten móg³by przeanalizowaæ ca³y proces powoduj¹cy, ¿e poda¿ pieni¹dza
jest niewystarczaj¹ca dla zaspokojenia popytu na kredyt ze strony narodu p³ac¹cego za swój PKB. Nastêpnie
nale¿y podj¹æ nastêpuj¹ce kroki:
1. Powinniœmy wprowadziæ do obiegu kredyt w iloœci wystarczaj¹cej dla pokrycia podstawowych wydatków
rz¹du na wszystkich poziomach, bez odwo³ywania siê zarówno do podatków, jak i po¿yczek.
W przesz³oœci obowi¹zki te by³y wykonywane przez amerykañskie legislatury kolonialne, przez Kongres
Kontynentalny w czasie wojny niepodleg³oœciowej i przez rz¹d federalny w okresie wojny domowej.
Prawdopodobnie dwie trzecie obecnych wydatków rz¹du federalnego mo¿na by wyeliminowaæ, gdy¿ du¿a ich
czêœæ s³u¿y kompensowaniu wadliwego systemu monetarnego, w³¹czaj¹c w to du¿¹ czêœæ machiny militarnej.
Realizuj¹c powy¿szy program mo¿na by tak¿e wyeliminowaæ co najmniej dziewiêædziesi¹t procent wszystkich
podatków. Jedyne podatki, jakie mog³yby zostaæ zachowane, to te s³u¿¹ce obs³udze i utrzymaniu infrastruktury
i te, które stanowi¹ narzêdzia kontrolowania i zapobiegania inflacji. Wydatki kapita³owe zwi¹zane z now¹
infrastruktur¹ - federaln¹, stanow¹ czy lokaln¹ - mog³yby byæ finansowane poprzez samofinansuj¹cy siê bank
infrastruktury narodowej. Mo¿na by kontynuowaæ zasadê wymagalnoœci aprobaty wydatków rz¹dowych przez
organ prawny reprezentuj¹cy republikañsk¹ formê rz¹du, który w wyniku przeprowadzenia reformy monetarnej
uleg³by wzmocnieniu, a nie os³abieniu.
2. Pozosta³a czêœæ ogólnej spo³ecznej luki pomiêdzy produkcj¹ i si³¹ nabywcz¹ mog³aby byæ zape³niona
nieopodatkowan¹ Narodow¹ Dywidend¹ w dwóch postaciach. Jedn¹ stanowi³oby stypendium pieniê¿ne
wyp³acane wszystkim obywatelom, które s³u¿y³oby tak¿e wyeliminowaniu biedy poprzez zapewnienie ka¿demu
gwarancji podstawowego przychodu. Pozosta³a czêœæ Narodowej Dywidendy by³aby przeznaczana na ogóln¹
dotacjê cenow¹, gdzie okreœlona czêœæ wszystkich wydatków konsumenckich, w³¹czaj¹c w to wydatki przeznaczane
na budowê mieszkañ, by³aby dotowana. Ca³kowita Narodowa Dywidenda, przypadaj¹ca na statystyczn¹ osobê,
z pewnoœci¹ przekroczy³aby w obecnych warunkach gospodarczych kwotê 12 000 dolarów rocznie. Wartoœæ ta
powinna byæ obliczona i ksiêgowana w wydatkach rz¹dowych, lecz powinna pozostawaæ pozycj¹ pozabud¿etow¹,
aby nie by³o potrzeby jej finansowania podatkami czy po¿yczkami.
3. Czêœæ Dywidendy Narodowej mog³aby byæ dostêpna wszystkim obywatelom, którzy osi¹gnêli
pe³noletnioœæ i którzy otrzymywaliby nieopodatkowan¹ kwotê 60 000 dolarów na wy¿sze studia, naukê zawodu
czy inwestycjê w przedsiêbiorstwo.
4. Finansowanie kredytu przez banki by³oby ob³o¿one du¿o wiêkszymi restrykcjami, ni¿ obecnie. Prywatny
sektor inwestycji korporacyjnych móg³by byæ finansowany wy³¹cznie z nagromadzonych zysków oraz z rynku
kapita³owego, bez potrzeby uruchamiania kredytów bankowych. Po¿yczki bankowe dla celów spekulacji
gie³dowej by³yby zakazane, podobnie jak lewarowane wykupy.
5. Kredyty bankowe by³yby udzielane bez stosowania zasady czêœciowej rezerwy, z niskooprocentowanych
po¿yczek banku, uzupe³niaj¹cych kapita³ w³asny oraz depozyty. Po¿yczki by³yby zaci¹gane przez banki od rz¹du
federalnego na bardzo niski procent, z kredytu tworzonego publicznie. O ile banki mog³yby dodawaæ koszty
23
22
Jest istotne, aby zrozumieæ, ¿e rz¹d centralny niepodleg³ego pañstwa ma prawo i zdolnoœæ wprowadzania do
obiegu CA£EGO nowego kredytu , ponosz¹c za to odpowiedzialnoœæ. Jest to czymœ ca³kowicie ró¿nym od
powierzenia bankowi centralnemu zadania „drukowania pieniêdzy” w oparciu o ³agodn¹ politykê kredytow¹,
prowadz¹c¹ do udzielania tanich po¿yczek, które jednak wci¹¿ musz¹ byæ sp³acane.
Niepodleg³a kreacja kredytu nie opiera siê na d³ugu. Jest i powinna bazowaæ na bezpoœrednim wprowadzaniu
przez rz¹d pieni¹dza do cyrkulacji. Oczywiœcie, rz¹d powinien to czyniæ w taki sposób, aby najlepiej dbaæ
o interesy cz³onków spo³ecznoœci, przy poszanowaniu zró¿nicowanych wk³adów wnoszonych przez osoby
o ró¿nym poziomie umiejêtnoœci i osi¹gniêæ. To ca³kiem realne, aby wprowadziæ taki program z w³aœciwym
poszanowaniem istniej¹cych konwencji dotycz¹cych prywatnej w³asnoœci i prywatnej kontroli istniej¹cego
bogactwa.
Dla tych, którzy uwa¿aj¹, ¿e idea publicznie kontrolowanego kredytu postuluje mo¿liwoœæ zakrêcania
i odkrêcania kurka wpuszczanych na rynek pieniêdzy, tezy te musz¹ siê wydawaæ nieporozumieniem. Obfitoœæ
dostaw jest jednak faktem, co nie dotyczy pieniêdzy. Jest ona tym, co istoty ludzkie nauczy³y siê produkowaæ
dziêki sprawnoœci r¹k i g³ów, dziêki wiedzy, nauce i technologii.
Pieni¹dze s¹ tylko biletami umo¿liwiaj¹cymi dystrybucjê tej obfitoœci od producentów do konsumentów,
lecz najpierw musi byæ wystarczaj¹cy nadmiar produkcji, aby umo¿liwiæ dystrybucjê wszystkiego, co jest
potrzebne, w sposób racjonalnie uzasadniony. Pieni¹dz nie powinien byæ kojarzony z finansow¹ spekulacj¹
i zadaniem rz¹du jest dostarczanie pieniêdzy do miejsc aktywnoœci gospodarczej, gdzie s¹ niezbêdne.
Nale¿y to przeprowadziæ wed³ug nastêpuj¹cych zasad:
1. Decyzje, jakie towary i us³ugi maj¹ byæ produkowane, powinny wynikaæ z racjonalnie wywa¿onego
stosunku tego, co niezbêdne i po¿¹dane przez konsumentów, do tego, co konieczne dla dobra publicznego
w obszarze infrastruktury i regulacji prawnych. Decyzje powinny byæ podejmowane w wyniku wypadkowej si³
rynkowych i interesów przedsiêbiorstw, oraz nadzorowane przez reprezentatywny rz¹d. Innymi s³owy, produkcja
powinna byæ prowadzona tak, jak wyobra¿amy j¹ sobie dzisiaj, choæ tak naprawdê ani rynek, ani przedsiêbiorcy
czy przedstawiciele rz¹du, nie mog¹ dziœ w³aœciwie i odpowiedzialnie funkcjonowaæ, gdy¿ znajduj¹ siê pod
wielk¹ presj¹ ze strony szkodliwie dysfunkcjonalnego systemu monetarnego.
2. Si³a nabywcza powinna byæ dostarczana do wszystkich osób, niezale¿nie od tego, czy pracuj¹, czy nie.
Staje siê to coraz bardziej znacz¹ce, gdy¿ w zwi¹zku z postêpuj¹c¹ automatyzacj¹ produkcji, coraz mniej
pracowników jest niezbêdnych, aby wytwarzaæ rosn¹c¹ liczbê towarów Nie ma sposobu, aby unikn¹æ zjawiska
dyslokacji pracowników, zwi¹zanej ze zmianami w nowoczesnej gospodarce, wiêc istotne jest, aby ludzie byli
zabezpieczeni na wypadek takich sytuacji, mog¹c optowaæ za ca³kowit¹ rezygnacj¹ z pracy zarobkowej. Jest wiele
zajêæ produkcyjnych, które ludzie mog¹ wykonywaæ bez koniecznoœci posiadania p³atnego etatu. Pieni¹dze
dostarczane ludziom niezale¿nie od tego, czy pracuj¹, powinny tworzyæ Narodow¹ Dywidendê przewidzian¹
przez system Kredytu Spo³ecznego. Jednym ze œrodków zarz¹dzania takim systemem mog³aby byæ powinnoœæ
œwiadczenia przez ka¿dego pracy do czterdziestego roku ¿ycia, kiedy to mo¿liwe by by³o przejœcie na dobrowoln¹
emeryturê.
3. Idea jednego kraju bêd¹cego ¿andarmem œwiata, posiadaj¹cym bazy militarne w ka¿dym zak¹tku oraz
prawo do podbijania innych krajów i zagarniania ich surowców, musi byæ porzucona raz na zawsze. System,
w którym narody œwiata by³yby finansowo niezale¿ne i samorz¹dne w sposób opisany w tym raporcie,
doprowadzi³by do mo¿liwoœci ustabilizowania miêdzynarodowej sytuacji i handlu miêdzy ró¿nymi krajami
i regionami œwiata traktowanymi jako równi partnerzy. Historia ostatniego wieku dowodzi, ¿e parcie do wojny
jest wywo³ywane g³ównie przez potrzebê uzyskania finansowej dominacji, stanowi¹cej rekompensatê dla
zmniejszania siê wewnêtrznej si³y nabywczej w wyniku demokratycznego zarz¹dzania kredytem. Syndrom ten
móg³by byæ wyeliminowany przez opisan¹ tu reformê monetarn¹.
Motto Kongresu Policji 2008 bêdzie brzmieæ: „Information technology - investigation – operation”, czyli:
„Technologia informacyjna – œledztwo – operacja”. We wtorek, 29. stycznia, na Forum Europejskich Ministrów
Spraw Wewnêtrznych (Forum of European Ministers of Internal Affairs) przemówi niemiecki Minister Spraw
Wewnêtrznych Schäuble. Dlatego tego dnia, wraz z innymi grupami organizatorzy kampanii przeciwko kongresowi
policji zamierzaj¹ zorganizowaæ swój zlot, a byæ mo¿e - demonstracjê.
„Chcemy skupiæ jak najliczniejsze grupy spo³eczne” - napisali oni w swym o komunikacie prasowym. –
„Myœlimy, ¿e 11. Kongres Policji Europejskiej potencjalnie przyczyni siê do rozszerzenia ju¿ istniej¹cych
kampanii: przeciwko gromadzeniu danych, przeciw paragrafom 129a, b, c, agencji Frontex, Oury Jalloh,
antymilitarystycznej, itd.”
* Dalsze informacje o „Kongresie Policji Europejskiej”: http://gipfelsoli.org/Home/4223.html
* Oficjalny program:
https://gipfelsoli.org/static/Media/Repression/euro-police-program-2008.pdf
T³umaczenie: ACK-Warszawa
Ocaliæ mediolañskie graffiti pamiêci Carla Giulianiego!
W Mediolanie pojawi³o siê gigantyczne graffiti „No Justice, No Peace”, dedykowane
pamiêci Carlo Giulianiego, zabitego 21. lipca 2001 roku podczas protestów przeciwko
szczytowi G8 w Genui. Tymczasem malowid³o to nie spodoba³o siê wice-burmistrzowi
Mediolanu, Riccardo De Corato, który 29. wrzeœnia 2007 r. za¿¹da³ jego usuniêcia. Na
stronie internetowej „Global Project” mo¿na odnaleŸæ gotow¹ do podpisania petycjê –
protest przeciwko niszczeniu œladów pamiêci zbiorowej w majestacie mediolañskich
w³adz miejskich. Oto jej treœæ:
Pilna petycja w sprawie ocalenia graffiti, poœwiêconego
Carlo Giulianiemu w Mediolanie
W Mediolanie zrealizowano graffiti „No Justice, No Peace” - pamiêci Carlo Giulianiego, zabitego 21. lipca
2001 roku podczas represji wobec protestów przeciwko szczytowi G8 w Genui. 29. wrzeœnia 2007 r. Riccardo
De Corato, wice-burmistrz Mediolanu, oznajmi³, ¿e wkrótce musi ono byæ ono zeskrobane. W ostatnich dniach
w³adze miejskie zmaza³y wiele innych graffiti, w tym dwa historyczne, poœwiêcone Cesare Dax-Davidowi oraz
Mumii Abu Jamalowi. Uwa¿amy, ¿e jest to nie do przyjêcia, i¿ ktoœ tak po prostu decyduje o eliminacji
11
12
fragmentów pamiêci historycznej. Wstydem napawa równie¿ to, ¿e w³adze miejskie Mediolanu poprzez sw¹
kampaniê antygrafficiarsk¹ próbuj¹ atakowaæ oraz usun¹æ to, co by³o i bêdzie nadal cennym, artystycznym
i historycznym dziedzictwem dla ca³ego miasta i wielu osób z ca³ego œwiata. Zapraszamy zatem wszystkich do
podpisania tej petycji oraz jak najszerszego jej rozes³ania. Zapraszamy równie¿ do podpisania tej petycji
ka¿dego, kto s¹dzi, ¿e sztuka jest woln¹, niezatart¹ form¹ ekspresji i ¿ycia, a tak¿e tych, którzy uwa¿aj¹, i¿ wojna
przeciwko graffiti oraz m³odym pisarzom jest nieakceptowanym wyrazem nietolerancji tak w Mediolanie, jak
i w Nowym Jorku, tak we wszystkich wielkich metropoliach, jak i w ma³ych miastach. Zapraszamy do dzia³ania,
a wszystkich ludzi z ca³ego œwiata, którzy nie chc¹, aby pamiêæ po Carlo Giulianim zosta³a zatarta - do wyra¿enia
stanowiska wobec temu planowemu jej wykreœlaniu.
tylko nastrojów) przy niezniszczalnoœci wci¹¿ od¿ywaj¹cych struktur systemowych nauczy³y ludzi m¹droœci, ¿e
z ocen¹ zjawisk œpieszyæ siê nie nale¿y. Metoda represjonowania nieostro¿nych i wychylaj¹cych siê zrobi³a
swoje.
Sfeminizowana kadra nauczycielska, przyuczona do pokory, sk³onna by³a czekaæ na ³askê odnowy, p³yn¹c¹
z góry. Doœwiadczenie i ostro¿noœæ zaleca³y trzymaæ siê na poboczu tego traktu, którym z dudnieniem kroczy³a
id¹ca przez kraj ODNOWA.
Ale powœci¹gliwoœæ w³adz oœwiatowych, zdaj¹cych siê zupe³nie nie dostrzegaæ zmian, nabiera³a rysów
coraz bardziej karykaturalnych. Z wolna poczê³a siê wyczerpywaæ cierpliwoœæ nauczycieli daremnie oczekuj¹cych
jakiegoœ znacz¹cego gestu od urzêdu. Tymczasem kuratorium, jakby nic siê nie sta³o, przyst¹pi³o do organizowania dorocznych obchodów Dnia Nauczyciela i rozdzia³u rytualnych nagród oraz realizacji imprezy koronnej,
czyli przedstawionego wy¿ej Sejmiku. (cdn.)
RYSZARD TOMCZYK
PETYCJA W WERSJI ORYGINALNEJ:
Urgent petition in order to save graffiti dedicated to Carlo Giuliani,
located in Milan, Italy
In memory of Carlo Giuliani, murdered on July, 21th of 2001 during the repression of the protests against
the G8 summit in Genova, has been realized in Milan a „No Justice, No Peace” graffiti. On September, 29th of
2007 the deputy mayor of Milan, Riccardo De Corato, has declared that this graffiti must be soon erased. In the
last days the municipality already erased numerous others graffiti, also two historical graffiti dedicates to DaxDavide Cesare and Mumia Abu Jamal. We think it is unacceptable that someone can simply decide to eliminate
this piece of historical memory. It is also shameful that the municipality of Milan thru its antigraffiti campaign
try to attack and delete what it has been and ever will be a precious artistic and historical patrimony for the entire
city and for so many persons all over the world. We invite all to sign this petition and to spread it. We also invite
to sign this petition to everyone think that art is a free and unerasable form of expression and life and to
everybody also think that the war against graffiti and the young writers is an unacceptable expression of
intolerance in Milan as in New York, in every large metropolis as in every small cities. We invite to act and to
make a stand against this scheduled cancellation to all the people all over the world who do not want Carlo
Giuliani’s memory to be obliterated.
Linki:
Strona internetowa: http://www.globalproject.info/art-13391.html
Petycja on-line: www.petitiononline.com/urbanvis/petition.html
Zdjêcie graffiti: http://www.globalproject.info/IMG/jpg/pano.jpg
T³umaczenie i komentarz: ACK-Warszawa
Reforma monetarna,
czyli jak powinien dzia³aæ
narodowy system pieniê¿ny (3)
RECEPTA
Poniewa¿ wszyscy stoimy w obliczu bankructwa, nadesz³a pora, aby osoby pragn¹ce zrozumieæ obecny
kryzys gospodarczy wziê³y g³êboki oddech, uspokoi³y siê i zebra³y w sobie, aby w³aœciwie oceniæ sytuacjê.
Naturalnie, rozwi¹zanie nie polega na podejmowaniu ryzyka podpalania œwiata poprzez kontynuowanie
radzenia sobie z naszymi wewnêtrznymi problemami na drodze zagranicznych podbojów. Jest to rozwi¹zanie,
którego kraje Zachodu próbowa³y przez setki lat i wydaje siê, ¿e reszta œwiata ma ju¿ tego ca³kowicie dosyæ.
Dotyczy to zw³aszcza sytuacji obecnej, gdzie g³ównym czynnikiem napêdzaj¹cym amerykañsk¹ gospodarkê jest
olbrzymia nierównowaga bilansu handlowego. Obce kraje musz¹ u¿ywaæ dolarów, które honoruj¹, mimo ¿e
ostatecznie jest to dla nich niekorzystne, gdy¿ finansuj¹ w ten sposób federalny deficyt bud¿etowy USA,
mierzony w dolarach, których wartoœæ spada.
Rozwi¹zanie nie le¿y tak¿e po stronie produkcyjnej równania. Gospodarki Stanów Zjednoczonych i innych
krajów rozwiniêtych s¹ zdolne wyprodukowaæ wszystko, czego potrzebuj¹ obywatele tych krajów, a tak¿e
nadwy¿ki na potrzeby racjonalnej wymiany handlowej z zagranic¹, zw³aszcza jeœli przywrócimy naszemu
przemys³owi poziom produktywnoœci, jaki osi¹gn¹³, zanim nast¹pi³a recesja lat 1979-83, wywo³ana przez
Rezerwê Federaln¹, która przestawi³a nas na obecn¹, anemiczn¹ „gospodarkê us³ugow¹”.
Rozwi¹zania nale¿y raczej szukaæ w rz¹dzie federalnym, który przej¹³by od finansistów konstytucyjnie mu
nale¿n¹ kontrolê nad kredytem narodowym i zarz¹dza³ nim - jak mówiliœmy wczeœniej - jako us³ug¹ publiczn¹.
Nie ma potrzeby eliminowania kapitalizmu, zmiany podstawy prawa w³asnoœci, obalania korporacji itp., gdy¿
organizacja produkcji i administrowanie ni¹ maj¹ niewielki zwi¹zek z ca³¹ spraw¹.
Warto powtórzyæ, ¿e sektor produkcyjny gospodarki nie jest problemem. Jest on niezwykle efektywny
w tworzeniu dóbr oraz us³ug, których ludzie pragn¹ i potrzebuj¹. Mo¿e on byæ podstaw¹ prawdziwej demokracji
gospodarczej, o ile jego efektywnoœæ by³aby wykorzystana i dystrybuowana zgodnie z zasadami demokracji.
21
Kwestia macedoñska rozpala umys³y i serca
zainteresowanych ni¹ od mniej wiêcej stulecia. Gdyby przyj¹æ,
¿e pocz¹tki macedoñskiego ruchu narodowego wi¹¿¹ siê
z powo³aniem Wewnêtrznej Rewolucyjnej Organizacji
Macedoñskiej (WMRO) oraz dzia³alnoœci¹ spo³eczn¹ Krste
Misirkova nale¿a³o by uznaæ, ¿e ca³e zamieszanie wokó³
etnicznego charakteru mieszkañców tej czêœci Europy jest
zjawiskiem stosunkowo œwie¿ym i zapewne dlatego budz¹cym
tak wiele kontrowersji.
20
kwalifikowania „mistrzów”. W tym wzglêdzie, o czym œwiadczy praktyka elbl¹skiego kuratorium - nie zadano
sobie zbyt wiele trudu. Nasamprzód uznano, ¿e tytu³ „mistrza” osi¹ga siê w pracy dydaktyczno-opiekuñczej
nad uczniami nieprzeciêtnymi, wybitnie uzdolnionymi i w ogóle wyselekcjonowanymi - stanowi¹cymi zatem
doœæ skromny odsetek m³odzie¿y. Dlaczego odmówiono mo¿liwoœci uzyskania tego tytularnego wyró¿nienia
nauczycielom wrêcz heroicznie zmagaj¹cym siê z przeciêtniakami i podnosz¹cym „dwójarzy” do poziomu
dostatecznego? Czy¿ nie jest trudniej otworzyæ ku œwiat³u niezdolnych czy s³abo uzdolnionych, ni¿ nie
przeszkodziæ rozwojowi genialnych nastolatków? - oto pytania, które hucz¹ ju¿ na wstêpie. I zestawiono te¿ ¿e powrócê do przerwanego w¹tku - kryteria umo¿liwiaj¹ce rozpoznawanie tzw. nauczycieli mistrzów. Oto
one: 1) uzyskanie przez podopiecznych zwyciêskiej lokaty w olimpiadzie przedmiotowej na szczeblu
wojewódzkim; 2) zdobycie przez podopiecznych punktowanego miejsca w organizowanych przez czynniki
oœwiatowe lub wspó³pracuj¹ce z oœwiat¹ konkursach, turniejach lub zawodach; 3) osobista inicjatywa
w organizowaniu tego rodzaju konkursów, zawodów etc; 4) efektowne (nie myliæ z „efektywne”) dzia³ania
lekcyjne lub pozalekcyjne z fajerwerkami, zwracaj¹cymi powszechn¹ uwagê. Ekspozycji nauczycieli spe³niaj¹cych
te kryteria s³u¿¹ organizowane od 1976 r. Sejmiki Mistrzów, zaœ zachêcie do inicjatyw w wymienionych tu
zakresach dzia³alnoœci - nagrody, dyplomy, pochwa³y, odznaczenia itp.
(...) w miarê powtarzania imprezy (...) i usztywniania siê kryteriów zupe³nie wyeliminowano z uczestnictwa
w Sejmikach pedagogów, nie legitymuj¹cych siê mierzalnymi osi¹gniêciami i b³yskotliwymi inicjatywami, choæ
równie twórczych i naprawdê wartoœciowych. Zesztywnia³ ceremonia³ sejmikowych spotkañ. Z przesadn¹
trosk¹ o konstruktywnoœæ obrad i z równie przesadnym kultem raz wprowadzonej konwencji pozbawiono
uczestników prawa swobodnej wypowiedzi wobec zgromadzenia. Zreszt¹ trudno by³o liczyæ na œmielsze
i œwie¿y powiew przynosz¹ce wypowiedzi uczestników, zwa¿ywszy, i¿ imprezy odbywa³y siê zawsze (tak jest
i tym razem) w klimacie absolutnie nie sprzyjaj¹cym dyskusjom, w bezpoœrednim s¹siedztwie Dnia Nauczyciela,
w upajaj¹co kadzidlanym dymie gratulacji, pochwal i samo-pochwal- o czym œwiadczy (co ju¿ doda³em poza
tekstem czytanym) - chocia¿by has³o widniej¹ce dziœ nad prezydium: „DUMNI Z DOKONAÑ - ŒWIADOMI
ZADAÑ” w podnieceniu, towarzysz¹cym rozdzia³owi dorocznych nagród, przy akompaniamencie orderów
dzwoni¹cych na piersiach.
Najtrudniej jednak pogodziæ siê z zasad¹, która tkwi u Ÿróde³ owych kryteriów. Z przeœwiadczeniem, i¿
trud pedagogiczny jest wymierny i ¿e mo¿na go mierzyæ wyliczaln¹ w cyfrach iloœci¹ podopiecznych, zyskuj¹cych
premiowane miejsca w konkursach. Ze trud ten mo¿na mierzyæ w podobny sposób, jak mierzy siê urobek dzienny
górnika czy robotnika pegeeru. Z pedagogów, którym zawdziêczam najwiêcej, najwy¿ej stawiam polonistê,
prawdziwego mistrza w swoim zawodzie. By³ nim profesor Micha³ Urbanek z Liceum Ogólnokszta³c¹cego im.
B. Chrobrego w Sopocie. Myœlê, ¿e ów prawdziwy przyjaciel m³odzie¿y, cz³owiek niepokorny i wychowawca
pokoleñ nie móg³by znaleŸæ siê w gronie mistrzów przy kryteriach, wedle których kreuje siê nauczycieli na
mistrzów w tutejszym œrodowisku.
W artykule tym, wydrukowanym we dwa lub trzy tygodnie po V Sejmiku (materia³ prasowy by³ tylko
nieznacznym rozwiniêciem przygotowanego na piœmie przemówienia, które pozwoli³em sobie wyg³osiæ, ³ami¹c
(za pe³n¹ zgod¹ sali) opór prezydium Sejmiku), odnosi³em siê nie tylko do idei organizowania takich Sejmików,
ale i ostatniej, konkretnej ich edycji, realizowanej z uporem w znanej konwencji propagandy sukcesu. Toæ ju¿
i Komitet Centralny PZPR pod kierownictwem nowego sekretarza Stanis³awa Kani, licz¹c siê z zaistnia³ymi
zmianami spo³eczno-politycznymi i obecnoœci¹ NSZZ „Solidarnoœæ”, uznawa³ (przynajmniej werbalnie) potrzebê
dekompozycji struktury naszego narodowego ¿ycia we wszystkich jego dziedzinach i zg³osi³ proklamacjê
odnowy. Tymczasem w elbl¹skiej oœwiacie, nb. zarz¹dzanej przez cz³owieka z betonu, panowa³ niewzruszony
i niczym niezm¹cony spokój. Nauczyciele - oczywiœcie - dyskutowali, ale w szko³ach, które z dniem 1. wrzeœnia
przyst¹pi³y do normalnej pracy, by³o cicho. Poprzednie zrywy spo³eczne i nastêpuj¹ce po nich pacyfikacje (nie
„The Communist Party of Greece
and the Macedonian
National Problem 1918-1940”
taki tytu³ nosi niedawno wydana ksi¹¿ka mieszkaj¹cego
w Polsce Macedoñczyka - Ireneusza Adama Œlupkova. Autora
znam od lat, razem dzielimy pasjê zwi¹zan¹ z problematyk¹
mniejszoœciow¹, praw cz³owieka i jak siê okazuje równie¿ owego fascynuj¹cego skrawka Europy, jakim s¹
Ba³kany. Choæ na sta³e mieszka w Szczecinie, Œlupkov z dum¹ wywodzi swe korzenie z okolic macedoñskiego
Kosturu, czyli po grecku Kastorii, miasta le¿¹cego w Macedonii Egejskiej, dziœ w granicach Grecji. Teza mo¿e
i œmia³a, ale twierdzê, ¿e to w³aœnie powik³ane, jeœli mogê tak napisaæ, dzieje jego rodziny sk³oni³y Ireneusza do
zajêcia siê losem swych ziomków w kraju pochodzenia w³asnych dziadków. Bo paradoksalnie, kolebka
europejskiej demokracji, jest dziœ tym krajem w którym po³o¿enie spo³ecznoœci macedoñskiej wzbudza najwiêcej
zastrze¿eñ (patrz „Ulice ...” z lutego i kwietnia 2004, „Naród którego nie ma”). Problem ju¿ nie tylko
w negowaniu jej istnienia w granicach republiki, zmianie nazw miejscowoœci, nazwisk, imion czy karaniu tych,
którzy pos³uguj¹ siê jêzykiem macedoñskim. Kwestia macedoñska w greckim wydaniu ma znacznie szerszy, bo
miêdzynarodowy kontekst – wystarczy wspomnieæ choæby o skandalicznym i bezsensownym konflikcie
z s¹siedni¹ Republik¹ Macedonii o nazwê tej¿e. Losu, nazwijmy ich „pierwszymi greckimi Macedoñczykami ery
nowo¿ytnej”, dotyczy w znacznej mierze ksi¹¿ka Œlupkova.
Grecja i Macedonia
Kiedy w 1893 roku powsta³a WMRO, jej liderzy stawiali sobie za g³ówny cel ochronê interesów
macedoñskich S³owian, ich wyzwolenie narodowe oraz walkê z panowaniem osmañskim. Równolegle, do nie
w pe³ni zdefiniowanego politycznie, rozwija³ siê ruch spo³eczny, zak³adaj¹cy rozbudzenie narodowe
Macedoñczyków, czyli g³ównie chrzeœcijañskich S³owian, zamieszkuj¹cych Macedoniê. Obydwa nurty œciera³y
siê przy tym z interesami oœciennych pañstw, traktuj¹cych ten skrawek Ba³kanów jako swój obszar etniczny.
Coraz bardziej na po³udnie skierowane by³y wiêc oczy Belgradu, co niepokoi³o Bu³gariê, uznaj¹c¹ Macedoñczyków
za Bu³garów, a to z kolei nie pozwala³o zasn¹æ Grekom. Dla tych ostatnich, ogarniêtych „Wielk¹ Ide¹”, zak³adaj¹c¹
odrodzenie Wielkiej Grecji, jako kontynuatorki Bizancjum, Macedonia stanowi³a odwieczne dziedzictwo
siêgaj¹ce czasów antycznych. Kiedy w wyniku Wojen Ba³kañskich, w 1913 roku w zasadzie zakoñczy³o siê
tureckie panowanie na Ba³kanach, Serbii przypad³ obszar tzw. Macedonii Wardarskiej, Bu³garii – Piriñskiej, zaœ
13
14
Grecja objê³a w posiadanie Macedoniê Egejsk¹. Szacuje siê, ¿e w tym czasie na obszarze przyznanym Grecji
Macedoñczycy byli liczniejsi od spo³ecznoœci greckiej o oko³o 30%! Jednak ju¿ w roku 1928 proporcje okaza³y
siê byæ diametralnie ró¿ne: o ile liczba Greków zwiêkszy³a siê trzykrotnie, to Macedoñczyków uby³a prawie
po³owa! Wp³yw na taki obrót stosunków mia³a brutalna polityka hellenizacyjna, w tym wypêdzenia
Macedoñczyków, przede wszystkim do Bu³garii, oraz osiedlanie w Macedonii Egejskiej Greków z Azji Mniejszej
i Kaukazu po katastrofalnej dla Hellady wojnie z Turcj¹ Ataturka.
O czym pisze Œlupkov
Ksi¹¿ka Œlupkova, choæ dotyczy bardzo w¹skiego i specjalistycznego zagadnienia, przedstawia szerszy
kontekst opisywanego zjawiska. Autor wychodzi wiêc od pobie¿nej, ale fachowej analizy sytuacji
narodowoœciowej i politycznej, g³ównie Ba³kanów i dominuj¹cych wówczas nurtów myœli politycznej.
W przypadku interesuj¹cego nas zagadnienia, istotnym wydaje siê spojrzenie na ideologiczny mentlik wokó³
greckiej „Wielkiej Idei” (gr. Meghali Idhea), a wiêc odrodzenia Wielkiej Hellady, obejmuj¹cej swym zasiêgiem
obszary antycznego œwiata helleñskiego. Promowana g³ównie przez œrodowiska fanariotów, czyli greckiej elity
politycznej Imperium Osmañskiego, idea narodowa nie liczy³a siê nie tylko z interesami narodów oœciennych, ale
w du¿ym stopniu ignorowa³a spo³eczne realia samej Grecji. Blisko wspó³pracuj¹cy z greckim patriarchatem
fanarioci zaczêli lansowaæ zupe³nie nowy jêzyk - tzw. czyst¹ grekê (gr. katharevousa), niezrozumia³¹ praktycznie
dla wiêkszoœci Greków, pos³uguj¹cych siê jej pospolit¹ odmian¹ (gr. dhimotiki), zawieraj¹c¹ liczne zapo¿yczenia
albañskie i s³owiañskie. Zaczêto kreowaæ now¹ greckoœæ, opart¹ na specyficznej mitologii, siêgaj¹c¹ staro¿ytnoœci
i odrzucaj¹c¹ to, co do niej w jakikolwiek sposób nie przystawa³o. Poza jej nawias trafi³o wiêc wszystko
i wszyscy, którzy w jakimœ stopniu okazali siê obcy: muzu³manie co do zasady, Turcy, Albañczycy, S³owianie,
katolicy itp. Chêæ utworzenia czystej, helleñskiej Grecji przyczyni³a siê do masowych wêdrówek ludów na
Ba³kanach i ca³kowitego przemeblowania poszczególnych regionów pó³wyspu. To dlatego w znacznej mierze
zeuropeizowani Turcy i muzu³manie zostali z Grecji wysiedleni, a na ich miejsce sprowadzono nie tylko
azjatyckich Greków, ale czêsto zhellenizowanych, chrzeœcijañskich Turków. To dlatego Macedoñczycy albo
musieli uciekaæ do s¹siedniej Bu³garii, albo uznaj¹c siê za zeslawizowanych Hellenów prosiæ o przyjêcie na ³ono
narodu greckiego, aby móc pozostaæ w swych stronach ojczystych.
Dlaczego 1918 – 1940?
Rok 1918 to nie tylko zakoñczenie pierwszej wojny œwiatowej. To równie¿ pocz¹tek wielkiego niepokoju,
maj¹cego swe Ÿród³o w rewolucji bolszewickiej, której echa docieraj¹ tak¿e na Ba³kany. Wstrz¹sy, wywo³ane
przez skrajn¹ lewicê, dotykaj¹ tu przede wszystkim Bu³garii, ale partie komunistyczne wyrastaj¹ jak grzyby po
deszczu w praktycznie ka¿dym z istniej¹cych tu krajów. W przypadku Grecji sprawa jest o tyle skomplikowana,
¿e chocia¿ ruch komunistyczny uwa¿a siê za ponadnarodowy, komuniœci greccy jak i znakomita wiêkszoœæ
tutejszego spo³eczeñstwa upojona jest wizj¹ spe³nienia „Wielkiej Idei”. Poniewa¿ dogmatycy komunizmu,
z w³aœciw¹ sobie hipokryzj¹ og³aszaj¹, i¿ wyzwolenie spo³eczne musi staæ siê pochodn¹ wyzwolenia narodowego,
przed greckimi komunistami rodzi siê dylemat, jak poradziæ sobie z kwesti¹ macedoñsk¹. Jeœli bowiem wspieraæ
greck¹ myœl narodow¹, to jak zgodnie z wytycznymi Kominternu zachowaæ siê wobec ludnoœci macedoñskiej?
Œlupkov sprawnie opisuje lawirowanie greckich komunistów od idei powstania „jednej i niepodzielnej
Macedonii”, poprzez uznanie Macedoñczyków za osobny naród, po z³agodzenie retoryki i wysuniêcie hase³
„równych praw dla wszystkich mniejszoœci”. Bêd¹c czêœci¹ miêdzynarodówki komunistycznej, cz³onkowie
Naganowski, szef „Pegaza” i g³ówny organizator poprzedniego spotkania. Z miejsca (u¿ywaj¹c metafory)
„da³em po zêbach” solidarnoœciowym organizatorom tej imprezy, nb. zawinionej przez niejakiego £abêdzkiego,
za chrzeœcijañsko-katakumbowe formy skrzykiwania takich mitingów. Na spotkanie, maj¹ce wyrokowaæ
o przysz³oœci elbl¹skiej oœwiaty i kultury. Przyby³o ludzi tyle, i to nader przypadkowych, ile kot nap³aka³:
10 osób w³¹cznie z organizatorami. S³ownie - dziesiêciu. Równoczeœnie zabrzmia³ jakiœ akord w wykonaniu
faceta z NSZZ (nie zapamiêta³em godnoœci) - ¿e „my mamy si³ê, ho ho! ¿e - my potrafimy, ho ho!” z wyraŸnym
pobrzêkiwaniem dzwoneczków chiñskiej rewolucji. - Przedtem - trwa³ wywód - decydowali oni, ale teraz
decydowaæ bêdziemy my! - Coœ tam wtr¹ci³em. Na co odzew: - Kompetentnych nam tu nie trzeba, z takimi nam
nie po drodze. Teraz my wszyscy chcemy decydowaæ o kulturze. Trzeba s³uchaæ robotnika etc. etc. Powiedzia³em
o tym, co myœlê na ten temat, szczerze mówi¹c jednak pocz¹³em spuszczaæ z tonu. Zrobi³o mi siê te¿ ogromnie
przykro, ¿e ci, którym przecie¿ przyklaskujê, wychodz¹ z odzywkami tak kompromituj¹cymi, ¿e i wyraziæ tego
nie sposób.
Wracam i do starcia z kuratorem Witoldem Hrynkiewiczem - i do brzemiennego w skutki, pi¹tego ju¿ tzw.
Sejmiku Mistrzów Nauczycieli Elbl¹ga i Województwa Elbl¹skiego, imprezy od pewnego czasu bêd¹cej jego
„oczkiem w g³owie”. Powodów bezpoœrednich dostarczy³ sam „Sejmik”. W rzeczywistoœci sz³o jednak nie
tylko o tê instytucjê, wprowadzon¹ do oœwiaty tytu³em propagandowo-zastêpczym i fasadowym, skoro inaczej,
tj. W trybie racjonalnym nie znajdywano w uwarunkowaniach PRL mo¿liwoœci umotywowania nauczycieli do
roboty. Sz³o wiêc równie¿ o kryteria ocen pracy nauczycieli oraz o stosunek elbl¹skich w³adz oœwiatowych do
rozpoczynaj¹cych siê przemian politycznych w naszym kraju.
Opozycja przeciwko zarówno sformalizowaniu kryteriów oceny pracy nauczycieli, jak i przeciwko rodzajowi kryteriów, które w tym czasie obowi¹zywa³y, narasta³a w latach osiemdziesi¹tych. Równoczeœnie poczê³a
budziæ w¹tpliwoœci wprowadzona przez oœwiatow¹ biurokracjê kategoria tzw. nauczycieli mistrzów, której
promowaniu i uwiarygodnianiu mia³y s³u¿yæ odbywaj¹ce siê w Elbl¹gu od 1976 r. Sejmiki Nauczycieli
Mistrzów. Osobiœcie dost¹pi³em zaszczytu korzystania z takiego tytu³u i ³aski uczestniczenia w Sejmikach
w latach 1979 i 1980, zaœ z tego powodu nie czu³em siê nazbyt swojo, ¿e przyczyni³a siê do tego nie praca
dydaktyczna w szkole (trudna i wymagaj¹ca wiêcej ni¿ przedsiêbiorczoœci - a pies z kulaw¹ nog¹ mnie nie
wizytowa³), lecz dzia³alnoœæ pozalekcyjna, tj. prowadzenie Miêdzyszkolnego Zespo³u Humanistycznego,
a nastêpnie Studium Wiedzy o Teatrze, Filmie i TV - s³owem - fajerwerki natury organizacyjno - programowej.
Dlatego te¿ mog³em podj¹æ polemikê z wprowadzon¹ do codziennego s³ownika szko³y kategori¹ nauczyciela
mistrza, bez obawy, ¿e zostanê pos¹dzony o jak¹œ prymitywn¹ zawiœæ zawodow¹. Równoczeœnie
zakwestionowa³em sam instytucjê Sejmiku, która niezale¿nie od tego, czy by³a rezultatem dobrej, czy z³ej wiary
jej pomys³odawców, stanowi³a jak i inne poczynania w³adz fasadowy parawan niemo¿noœci i uwi¹du programowo
- organizacyjnego rozk³adaj¹cego siê systemu. W³asn¹ opiniê na ten temat wy³o¿y³em najpierw na V Sejmiku
w dniu 13. paŸdziernika 1980 r., udzielaj¹c sobie uzurpatorsko g³osu wobec ponad 200-osobowego gremium „nauczycieli-mistrzów”, póŸniej zaœ w publicystyce zamieszczonej na ³amach 44 numeru „Wiadomoœci
Elbl¹skich”. W tekœcie tym pozwoli³em sobie m.in. na nastêpuj¹c¹ argumentacjê:
Kamieniem obrazy dla nauczycieli - i s³usznie - by³o ostatnio kwalifikowanie ich pracy w ocenach
identycznych z notami, jakie wystawia siê m³odzie¿y w dziennikach lekcyjnych. ¯e ten system wartoœciowania,
wprowadzony z wol¹ zdegradowania do roli uczniaka mimo g³osów krytycznych przetrwa³ tak d³ugo, to
konsekwencja specyficznego drylu, jaki panowa³ dot¹d w systemie oœwiaty - zarówno w instytucjach
administruj¹cych, jak i w samych szko³ach. To funkcja systemu przesadnie dyrektywnego, opartego g³ównie na
poleceniach, na jednostronnym przekazywaniu woli z góry w dó³, nie inaczej. S³owem - tego zjawiska, które
by³o znamieniem ca³ego naszego ¿ycia we wszystkich jego dziedzinach (...).
Jeœli ju¿ (...) zdecydowano siê na wprowadzenie statusu mistrza nauczyciela do nazewnictwa, obs³uguj¹cego
potoczn¹ rzeczywistoœæ naszej aktualnej oœwiaty, nale¿a³o siê zatroszczyæ o staranne wywa¿enie kryteriów
19
18
Mój alians
z „Solidarnoœci¹”.
Uskrzydlenie (4)
Dnie, tygodnie i miesi¹ce jesieni 1980 r. up³ywa³y
pod znakiem zebrañ, spotkañ dyskusyjnych i przeró¿nych forów, z których niektóre sam inicjowa³em.
Œrodowiska nauczycielskie ku zaniepokojeniu dyrekcji
i w³adz oœwiatowych poczê³y siê rozgl¹daæ za w³asnymi,
R. Tomczyk, Pejza¿ somnabuliczny,
niezale¿nymi zwi¹zkami, zaœ struktury ZNP stanê³y na
1983, olej, 90 x 100 cm
cenzurowanym. G³osy w tym podnosz¹ce siê
w kierunku by³y - wy³¹czywszy II LO, gdzie ju¿
w po³owie miesi¹c dosz³o do proklamacji Niezale¿nego i Samorz¹dnego Zwi¹zku Nauczycielskiego
„Solidarnoœæ” (a to za spra- w¹ g³ównie Basi Jakubowskiej, Ryœka Langego i moj¹) - jednak nieœmia³e
i niezdecydowane, albowiem inicjatywê w tym zakresie parali¿owa³a uprawiana przez administracjê szkoln¹
praktyka utrudnieñ i zastraszeñ. Dotychczasowe struktury sz³y ju¿ na œmietnik. Wzrost rozluŸnienia nast¹pi³
dopiero w wyniku brzemiennego w decyzje VI Plenum KC, którego elbl¹sk¹ reperkusjê w œrodowisku
nauczycielskim stanowi³y paŸdzierników wydarzenia towarzysz¹ce tzw. Sejmikowi Nauczycieli Mistrzów
z 13. X. 1980 r. Zanim jednak do niego dosz³o, by³y i zapiski z kontaktów powszednich.
Z zapisków z 9. paŸdziernika 1980 r.: Ostatnio nas³ucha³em siê tylu postulatów „braciej upowszechniaczy
kultury, ¿e i g³owa mi spuch³a. Potê¿ne zebranisko mia³o miejsce w pi¹tek, 3. paŸdziernika., w œrodowisku
samych „upowszechniaczy kultury” w „Pegazie”. Trwa³o - bagatela - bite 8 godzin i mia³o dwie czêœci:
dyskusjê nad postulatami (mnie desygnowano z miejsca do komisji formu³uj¹cej postulaty) oraz rozmowê
z przedstawicielami w³adz. Te ostatnie reprezentowali: Szmelis, Janikowska, Bednarczuk oraz ma³o znani
faceci z MKiS. Spotkanie przynios³o mi cholernego kaca i zaprzysi¹g³em sobie nie uczestniczyæ ju¿ w tego
rodzaju igrzyskach - przynajmniej do koñca roku. ¯ywio³owoœæ, brak elementarnego przygotowania. Jedyne
co - to mo¿liwoœæ upustu nagromadzonych wielorakich animozji, urazów, ¿yczeñ, sensu zwarzone z bezsensem
i g³upoty - a jak¿e! Nie trudno by³o poj¹æ œcis³y zwi¹zek miêdzy wysokoœci¹ œredniego uposa¿enia pracowni,
kultury (tzw. „upowszechniacza”), która wynosi niewiele wiêcej nad 3 tys. z³ a poziomem oleju w jego g³owie.
Pracowni ci myœl¹ ze sprawnoœci¹ absolutnie ekwiwalentn¹ do poborów, które otrzymuj¹. Co do postulatów
mo¿liwych do zrealizowania - to przede wszystkim likwidacja Domu PrzyjaŸni Polsko-Radzieckiej, ostatnio
zawiadywanego przez... mniejsza o to, a usytuowania w tym miejscu - o horror! - jeszcze jednego miejskiego
oœrodka kultury. Ale likwidacja tego Domu PrzyjaŸni zdaje siê aktualnie ma³o mo¿liwa ze wzglêdu na czujnoœæ
agencji TASS-u, skwapliwie ³owi¹cych jakieœ akcenty antysowieckie w naszym ¿yciu publicznym. Nie brak by³o
jednak wypowiedzi wrêcz idiotycznych, ¿e np. polska kultura ostatnich czasów to kompletne dno, ¿e teatr
w Elbl¹gu jest niepotrzebny, wreszcie jakieœ biadolenia ca³ej grupy dzia³aczy ze Sztumu, ¿e ich zespó³
artystyczny od 12 lat dzia³aj¹cy ni razy nie by³ za granic¹, gdy tymczasem „Ziemia Elbl¹ska”, licz¹ca zaledwie
dwa lata, ju¿ zosta³a wys³ana do Francji. Gdzie¿ sprawiedliwoœæ? - wo³ano z pian¹ na ustach (. ..).
Ale wczoraj znów ponios³a mnie G³upota, bo nie co innego, na zebranie dotycz¹ce spraw kultury i oœwiaty
organizowane przez Niezale¿ne Samorz¹dne Zwi¹zki Zawodowe przy ul. 1. Maja. Zreszt¹ jak¿e by³o nie iœæ,
gdy wola sz³a od samej elbl¹skiej „Solidarnoœci”, a informowa³ mnie o niej nie byle kto, ale sam Wojtek
Komunistycznej Partii Grecji (KPG) musieli braæ pod uwagê nie tylko uwarunkowania wewnêtrzne, ale te¿
sytuacje w krajach oœciennych – przede wszystkim w Bu³garii i Królestwie Serbów, Chorwatów i S³oweñców
(póŸniejsza Jugos³awia). Sytuacja by³a skomplikowana przede wszystkim w pierwszym z wymienionych krajów,
gdzie po wojnach ba³kañskich tzw. prawica WMRO przesz³a na pozycje probu³garskie, ideologiê narodow¹
zostawiaj¹c niewielkiej pocz¹tkowo i zwalczanej przez aparat pañstwowy lewicy WMRO. Sympatie lewicowe
znacznej czêœci spo³ecznoœci macedoñskiej sprawi³y, ¿e greccy komuniœci chc¹c nie chc¹c, musieli wypowiedzieæ
siê w kwestii narodowej odrêbnoœci tej grupy. W ³onie partii wykszta³ci³y siê wiêc dwie frakcje, tzw. mniejszoœci
i wiêkszoœci, k³ad¹cej ró¿ny nacisk nie tylko na kwestie praw poszczególnych mniejszoœci narodowych Hellady,
ale równie¿ kwestii narodowoœciowych w innych krajach europejskich, z uwzglêdnieniem praw Grecji do
szeregu terytoriów w basenie Morza Egejskiego i Cypru. Tak wiêc po pocz¹tkowej fazie negacji istnienia narodu
macedoñskiego, KPG przyjê³a has³o „Jednej i niepodzielnej Macedonii”, aby powoli przejœæ do forsowania
koncepcji utworzenia federacji ba³kañskiej. Zbli¿enie miêdzy lewic¹ WMRO i Kominternem spowodowa³o
lansowanie przez ten drugi w pocz¹tku lat dwudziestych koncepcji „niepodleg³ej Macedonii”, co musia³o
wywo³aæ reakcjê ze strony organizacji greckiej. Œlupkov krok po kroku œledzi zmiany w oficjalnych wypowiedziach
prominentnych komunistów greckich: poparcie dla pañstwa macedoñskiego bez wyraŸnego odniesienia do
macedoñskiego narodu, póŸniejsze uznanie odrêbnego narodu macedoñskiego bez jakichkolwiek odniesieñ do
ewentualnej pañstwowoœci macedoñskiej (druga po³owa lat dwudziestych), a¿ po przyjêcie deklaracji
o równouprawnieniu wszystkich mniejszoœci narodowych, zamieszkuj¹cych terytorium Grecji. Ta ostatnia
pojawi³a siê w przededniu wybuchu drugiej wojny œwiatowej, która znacznie mia³a zmieniæ sytuacjê na Ba³kanach.
To dopiero pierwszy tom...
... trylogii, jak zaznacza autor. I bardzo dobrze, bo lektura ksi¹¿ki Œlupkova pozostawia niedosyt informacji,
przede wszystkim, dotycz¹cych sytuacji Macedoñczyków po uznaniu ich odrêbnej narodowoœci w titowskiej
Jugos³awii oraz po³o¿enia tej grupy w latach greckiej wojny domowej. To oczywiœcie nie zarzut, bo ju¿ sam tytu³
publikacji mówi wprost, jakiego zagadnienia i jakiego okresu ona dotyczy, ale s¹dzê, ¿e ka¿dy kto przeczyta
publikacjê Ireneusza, bêdzie myœla³ podobnie. A sam¹ ksi¹¿kê czyta siê przyjemnie, choæ trzeba jej poœwiêciæ
sporo uwagi, aby zrozumieæ na czym polega³y ró¿nice miêdzy frakcj¹ mniejszoœciow¹ i wiêkszoœciow¹ w ramach
KPG, o innych niuansach skomplikowanej rzeczywistoœci macedoñskiej nie wspominaj¹c. Warto równie¿
przyjrzeæ siê podejœciu miêdzynarodówki komunistycznej do problematyki praw mniejszoœci narodowych,
szczególnie z perspektywy pocz¹tku dwudziestego pierwszego stulecia, bogatszego o doœwiadczenia zbrodni
komunistycznych i unicestwiania ca³ych narodów w imiê barbarzyñskich ideologii.
Warto wiêc zapoznaæ siê z ksi¹¿k¹ Œlupkova, niejako tytu³em wstêpu do dalszej czêœci opowieœci o sprawach
macedoñskich. Pozycja ta, wydana po angielsku (polskie wydanie planowane jest na przysz³y rok), liczy sobie
(wraz za³¹cznikami) nieco ponad 140 stron. Jej przes³anie najlepiej chyba oddaj¹ ostatnie zdania, jakie zawar³
w niej autor:
„Mam nadziejê, ¿e jeœli ta ksi¹¿ka trafi do r¹k czytelnika greckiego, to nie odbierze
on jej jako skierowanej przeciwko niemu, ale jako ksi¹¿kê, która próbuje pokazaæ
problem macedoñski z innej strony ni¿ ta, która uznana jest w Grecji jako „jedyna
i prawdziwa”. Mam nadziejê, ¿e jeœli ksi¹¿ka ta trafi do r¹k czytelnika nie zwi¹zanego
z problemem macedoñskim osobiœcie, to po lekturze zrozumie, ¿e przedstawi³em jedynie
15
16
problem, który w spo³ecznoœci ludzkiej powinien byæ jak najszybciej rozwi¹zany dla
naszego wspólnego dobra, bez jakichkolwiek os¹dów natury moralnej czy prawnej”.
Ksi¹¿kê Œlupkova polecam, a czy autorowi uda³o siê osi¹gn¹æ zamierzony cel, niech oceni¹ sami czytelnicy.
BART£OMIEJ „BART” ŒWIDEREK
Wiêcej informacji, w tym kontakt z autorem:
http://www.maknews.com/html/articles/slupkov/slupkov.html
Œlupkov I. A., The Communist Party of Greece and the Macedonian National Problem 1918-1940, Szczecin
2006, ISBN: 83-912762-0-1
„D³ógi” , czyli Marek Gajda wznowi³ internetowo wydawanie swojego zine'a.
Z #5 „Hairesis” pochodzi poni¿szy text:
PILARSZCZYZNA III
(Kilka zdañ post factum)
Tegoroczna - trzecia ju¿ - edycja raciborskiej Pilarszczyzny potwierdzi³a klasê tej
imprezy, przyci¹gaj¹c rzesze anarchistów (i nie tylko) z ca³ej Polski. Zwa¿ywszy, i¿
poznañska Abramowszczyzna w tym roku nie odby³a siê wcale - tym bardziej cieszy, ¿e œlask¹ impreza siê trzyma.
W wyjaœnieniu, opublikowanym na stronie Rozbratu, poznaniacy docenili w³aœnie Pilarszczyznê, jako ciekaw¹
inicjatywê godn¹ kibicowania.
Jak zwykle tematem przewodnim okaza³ siê anarchosyndykalizm, co nie dziwi, bior¹c pod uwagê charakter
spotkania, jego patrona (Tomasza A. Pilarskiego) jak i organizatorów (Inicjatywa Pracownicza - Œl¹sk). Chocia¿
z drugiej strony wystêp sceniczny Janusza Reichela, barda pieœni ekologicznej, œwiadczy o tym, i¿ Pilarszczyzna
nie jest ograniczona jedynie do tematu walki o prawa pracownicze. Warto byæ mo¿e pójœæ w tê stronê
i rozbudowaæ profil imprezy na zielony anarchizm (ju¿ widzê te zestawienie industrialnego syndykalizmu
z naturystycznym ekologizmem...) czy alternatywn¹ pedagogikê (któr¹ zreszt¹ praktykowa³a ¿ona Pilarskiego).
Niestety, ku mojemu rozczarowaniu nie uda³o siê œci¹gn¹æ na imprezê córki patrona owego œwiêta – a mog³o by
to byæ ciekawe wydarzenie, nie tylko dla anarchistów, ale i lokalnych mediów (oraz niez³y szok dla w³adz
Raciborza, he...he...he...).
Wœród mówców tegorocznego czarno-czerwonego prazdnika wymieniæ nale¿y przede wszystkim Jarka
Urbañskiego, Rafa³a Górskiego i Micha³a Przyborowskiego. Historyczny rys anarchosyndykalizmu czy teoria
autonomii pracowniczej wraz z nakreœleniem walk pracowniczych w poznañskim „Ceglorzu” sta³y siê ciekawym
Ÿród³em informacji, polemik itp... Ca³oœæ uzupe³nia³a wystawa grafik z prasy @ lat przedwojennych.
Istna zaœ „burza” rozpêta³a siê po wyk³adzie Kuby Grzegorczyka z warszawskiej „cekli”. Owocem owej
burzy by³a nawet broszura, wydana tu¿ po Pilarszczyznie, pt „Elastyczne zatrudnienie – wyzwanie dla zwi¹zków
zawodowych i ruchów spo³ecznych”.
Nie da siê nie wspomnieæ o wydarzeniach przykrych, by nie rzec - ¿enuj¹cych. Antagonizmy w ruchu
anarchistycznym sprawi³y, i¿ imprezê odwiedzi³o o po³owê osób mniej ni¿ w latach ubieg³ych, gdy Pilarszczyzna
dopiero siê rozkrêca³a (!). Cichy „bojkot” Raciborza widoczny by³ go³ym okiem. Pytanie tylko – po co ktoœ to
zrobi³?
Druga sprawa to niezbyt kulturalne zachowanie czêœci uczestników. Tym bardziej, i¿ ta Pilarszczyzna mia³a
swój moment „piknikowy” (plenerowy wystêp Janusza) gdzie, jeœli ju¿ ktoœ musia³, móg³ skorzystaæ z okazji
i wypiæ co nie co, rozluŸniæ siê etc... (choæ jak dla mnie - wystêp Janusza nie by³ mniej wartoœciowym Ÿród³em
wiedzy ni¿ np. wyk³ad Jarka Urbañskiego). Problem pojawia siê w sytuacji, gdy garstka ma³oletnich jabolpunków upija siê po³ow¹ puszkowego piwa i zaciekle komentuje to, co przygotowuj¹ ludzie z pasj¹, oddaniem
i z wiar¹ w sens swego dzia³ania. Takie dzia³ania niszcz¹ w praktyce to, co œl¹ska IP (jak i goœcie zaproszeni)
przygotowywali od miesiêcy. Kult punkowego (?) luzactwa i gówniarskie „bo k..., co??” nie ma nic wspólnego
z idea³ami samoorganizacji i samokontroli. Powiecie, ka¿dy taki kiedyœ by³... OK, ale nie ka¿dy przychodzi³
w takim stanie na wyk³ady i rozwala³ oddolne anarchistyczne imprezy.
Wybaczcie, ¿e musia³em poruszyæ ten problem, mam nadzieje, i¿ dotrze to do osób, do których ma dojœæ...
Wspomnia³em równie¿ o wystêpie Janusza Reichela. Znam tego cz³owieka od kilku lat (korespondencyjnie,
poznaliœmy siê dopiero w Raciborzu) i muszê przyznaæ, ¿e nie czêsto widuje siê tak autentycznych artystów na
scenie. Brak jakiegokolwiek manieryzmu, szczeroœæ i oddanie idei „róbmy swoje” widaæ w ka¿dym takcie jego
utworów. Wystêp (jak wspomnia³em plenerowy, w parku przy domu kultury) wypad³ znakomicie.
Mimo wielu wpadek, trudnych do przewidzenia i przeciwdzia³ania, uwa¿am, ¿e Pilarszczyzna mieœci
siê w grupce najciekawszych inicjatyw anarchistycznych w Polsce. Potrzeba wsparcia tej
imprezy jest dla mnie oczywista. Pozostaje chyliæ czo³a przed œl¹sk¹ IP, za tak udan¹ organizacjê wydarzenia,
oraz kopn¹æ w cztery litery ma³o odpowiedzialnych „rozpierdzielaczy” ciekawych zjawisk kulturalnospo³ecznych.
===
Twórczoœæ Ivana Preisslera coraz bardziej siê Czechom podoba...
D£ÓGI
17

Podobne dokumenty