„SZYC”, czyli jak nie szyć sztuki grubymi nićmi

Komentarze

Transkrypt

„SZYC”, czyli jak nie szyć sztuki grubymi nićmi
„SZYC”, czyli jak nie szyć sztuki grubymi nićmi
Teatr Barakah gości na swej scenie wielu aktorów. Jednak nie ze względu na nazwiska
przychodzi się obejrzeć sztukę. Przyciąga do teatru coś innego. No właśnie – co? Co zrobić,
żeby zawładnąć widownią? Co zrobić, żeby emocje, które płyną ze sceny, wsiąkały w
odbiorców i odbijały się na ich twarzach mocno, intensywnie? Otóż wystarczy sztukę dobrze
wyreżyserować i równie dobrze ją zagrać.
Powyższe – jakże ogólne i banalne wręcz stwierdzenie – jak często trudne jest do
zrealizowania. W prostocie tkwi siła, jednak nie każdy realizator sztuki scenicznej tę prostotę
wysławia. Nieszczęśliwie wielu doszukuje się w niej banału. Można to przyrównać do nauki
aktorstwa. Początkujący w tej materii zanadto wyciągają emocje, zanadto napinają struny, by
(zanadto) grać. Dopiero lata nauki sprawiają, że rzeczy mówione brzmią po prostu naturalnie.
Ana Nowicka wprowadziła naturalność na scenę Teatru Barakah w 2010 roku. To właśnie w
Krakowie sztuka „Szyc” Hanocha Levina miała prapremierę – polską. Tym samym od lat
prawie trzech zainteresowani mogą być odbiorcami spektaklu ważnego i w dużej mierze
muzycznego. Sztuka grana w podziemiach restauracji, w surowym wnętrzu, z ascetyczną
wręcz ilością rekwizytów, ze skromie odzianymi aktorami i bez efektów świetlnych, które
niestety widz w polskich teatrach ma okazję obserwować, wciąga. Okazuje się, że aby
pokazać coś naprawdę dobrego, nie trzeba zachwycać m.in. dekoracją, czy dużą sceną. To gra
aktorska jest ważna. Tekst jest ważny. Jeśli gra oddaje i/lub uzupełnia tekst – sztuka chwyci
za serce.
Aktorzy w „Szycu” mają ogromną rolę do spełnienia – im się nie może na scenie podwinąć
noga, załamać głos, spojrzenie nie może uciec w bok. Dlatego, że grają tuż obok ludzi, grają z
nimi. Każdy grymas na twarzy jest zauważalny, każde mrugnięcie powiek, ruch dłonią i nogą
– każdy gest ma znaczenie i jest natychmiast interpretowany. Dlatego nie dziwi, że rolę ojca
rodziny – Pephesa Szyca, gra Kajetan Wolniewicz. Potęga tego człowieka wypływa zarówno
z postawy, jak z głosu. Demoniczne spojrzenie dodaje charakteru postaci. Aktor rozumie to
wszystko dogłębnie. Dlatego rola jest tak prawdziwa, tak dobra.
Zachwyca również Lidia Bogaczówna z wdziękiem grająca żonę Szyca – Cesię i matkę, która
mentalnie musi zmierzyć się z rodziną. Zachwycający jest Karol Śmiałek, grający… śmiałego
właśnie, przy tym cynicznego mężczyznę. Grę aktorów podkreśla ruch (gesty, które oddają
charakter postaci) i muzyka skomponowana przez Renatę Przemyk. Piosenki w ich
wykonaniu są głosem postaci z wnętrza – czasem wzruszającym, czasem zabawnym, choć za
każdym razem pretekstem do śmiechu są tematy poważne i smutne, o których trzeba
opowiedzieć, by emocje rozładować.
Rozładowane na scenie emocje spinają aktorzy zręcznie. Nie pozwalają jednak zapomnieć o
tym, co przez półtorej godziny się działo. Dlatego oklaski, choć długie i głośne, wybijane są z
powagą na twarzy. Ludzie dziękują, bo wiedzą, że na scenie było prawdziwie.
http://kulturawkrakowie.pl/2013/03/szyc-czyli-jak-nie-szyc-sztuki-grubymi-nicmi/