Rymantas Černiauskas ZWARIOWANI NAUCZYCIELE DYREKTOR

Komentarze

Transkrypt

Rymantas Černiauskas ZWARIOWANI NAUCZYCIELE DYREKTOR
Rymantas Černiauskas
ZWARIOWANI NAUCZYCIELE
DYREKTOR
Pewnego razu dzieci były grzeczne i posłuszne, a nauczyciele leniwi i krnąbrni. Kiedy
dzieci i dżdżownice spieszyły na lekcje aby nauczyć się czytać, pisać i liczyć na
drewnianych patyczkach, nauczyciele chowali się w gabinecie dyrektora, bo nie
chciało się im ich uczyć.
-Znudziło mi się, -skarżyła się Kobra, tak dzieci i dżdżownice nazywały nauczycielkę
matematyki, która od liczenia stała się zła, zasuszona i sycząca, -sto lat wbijam im do
głowy to samo, dzieci wyrastają, idą do rządu i nie umieją dodawać, tylko odejmować.
-I nie trzeba, -powiedział dyrektor, -dodawania możesz nie uczyć.
-A pisania? - wtrąciła się Przydawka, tak dzieci i dżdżownice nazywały nauczycielkę
języka litewskiego. –Uczysz tych brzdąców ortografii, a one wyrastają, wychodzą na
panów, a wtedy wszystko robią wynajęci ludzie. Komu to potrzebne?
-Niepotrzebne, -zgodził się dyrektor, -ortografii możesz nie uczyć.
-Myślę, że dzieci w ogóle nie warto uczyć, -powiedział nagle Profesor. Tak dzieci i
dżdżownice nazywały nauczyciela wychowania fizycznego, który zazwyczaj tylko
siadywał na obrotowym krzesełku, obserwował bawiących się uczniów i coś zapisywał w swoim czarnym notesie.
-Jak to? -zdziwił się dyrektor.
-Bez dzieci w szkole jest spokojniej i ciszej, nikt nie biega, nie wzbija kurzu i nie potrzeba wietrzyć klas.
-Święta prawda, -zgodził się dyrektor, -szkoła jest najlepsza gdy nie ma dzieci.
-To co robimy? –spytała Boża Krówka. Tak dzieci i dżdżownice nazywały katechetkę.
–Uczniowie i tak przyjdą do szkoły.
-Nie pozwolimy im, -obruszył się Profesor, popatrzył na zachmurzone twarze nauczycieli i coś podkreślił w swoim notesie.
-Jak?! –zapytali wszyscy razem.
-Na to jest wiele sposobów, ale nie musimy stosować wszystkich od razu.
-Co masz na myśli? –zapytał dyrektor.
-Można dzieci pogubić w lesie, zastawić na nie sidła, poszczuć psami, wyłapać na
pętlę, zarazić grypą albo ogłosić naszą szkołę strefą zagrożenia.
-Nieźle, -zgodził się dyrektor, -rozumujesz lepiej niż Kobra.
-Jak wspaniale! –zaklaskała w ręce Boża Krówka. –W szkole będzie cicho, dzieci nie
będą biegać po korytarzach i nie trzeba będzie wietrzyć klas.
-Zobaczymy, -zasyczała Kobra, lecz nikt jej już nie słuchał. Ustawiwszy się w kółku
nauczyciele tańczyli już taniec radości dookoła Dyrektora Szkoły, którego dzieci,
dżdżownice i nawet nauczyciele nie śmieli nazywać inaczej. A on był Cwany, znał sto
języków, umiał dodawać, odejmować i nawet napisał podręcznik do arytmetyki z którego dżdżownica Zygmuś nauczył się tabliczki mnożenia przez jeden.
LEŚNA SZKOŁA
Był piękny dzień. Słonko świeciło, w powietrzu fruwały pajęczyny, niebo pełne było
białych obłoczków, które przepychały się, bawiły i skakały po niebie jak zające po żółtej od podbiałów łące.
Ale dzieciom nie w głowie były zabawy. Szły sobie grupką do Starej Szkoły.
Chłopcy maszerowali w pięknie wyprasowanych spodniach, dziewczynki z kokardami
wpiętymi w warkoczyki. Nagle zobaczyli staruszka. Staruszek stał pośrodku ścieżki i
uśmiechał się chytrze.
-Dokąd idziecie dzieci? –zapytał staruszek, który nazywał się nie inaczej jak Mon
Spod Lasu.
Do szkoły, -bardzo poważnie odrzekła dziewczynka imieniem Weronika.
Tą ścieżką nie dojdziecie, - wyjaśnił staruszek. Ta ścieżka służy do gubienia w lesie
dzieci i dżdżownic.
-Dotąd zawsze dochodziliśmy, -zdziwił się chłopiec o imieniu Kazik.
-A teraz nie dojdziecie, -uśmiechał się Mon Spod Lasu –szkoły już tam nie ma.
-A gdzie jest? –przestraszyły się dzieci.
-Pokażę wam, -mrugnął do nich staruszek, po to właśnie tu stoję, żeby was zaprowadzić do szkoły.
-A jeśli szanowny pan nas pogubi? –zaniepokoił się Jurek.
-Co ty opowiadasz? –obraził się staruszek, -przeżyłem sto lat i znam wszystkie leśne
ścieżki.
-Wstydziłbyś się Jurku, ofuknęła przyjaciela Weronika, -staruszek właśnie po to tu
stoi, żeby nas zaprowadzić do szkoły.
-Święta prawda, - przytaknął staruszek, -jak dwa razy dwa jest siedem.
-Ile? –zdziwił się Jurek, ale staruszek mu nie odpowiedział. Skinął ręką i wszystkie
dzieci ruszyły za nim.
Przeszli obok Błękitnego Świerka, Grubego Dębu w którym mieszkał Uczony Puchacz, zawalonej chatki wiedźmy, wielkiego mrowiska, pnia na którym drzemała żmija, znów obok tego samego Błękitnego Świerka, Dębu Puchacza, chatki wiedźmy,
mrowiska i pnia na którym drzemała żmija.
-Zabłądziliśmy, -powiedział Jurek, -dwa razy dwa jest cztery.
-Siedem, -zmarszczył się staruszek, -w mojej szkole więcej uczą.
-W jakiej szkole? –zdziwiły się dzieci.
-W mojej leśnej szkole.
-Czyżbyś dziadku pogubił nas w lesie? –cicho spytała Weronika.
-Święta prawda, -odpowiedział Mon Spod Lasu i z zadowoleniem poskubał sobie wąsy.
-Ale dziadku, -zasmuciła się Weronika, dlaczego tak zrobiłeś?
-Sam nie wiem, -uśmiechnął się staruszek, jak tylko widzę dzieci od razu nachodzi
mnie chęć je pogubić.
-Jak nieładnie, -westchnęła smutna dziewczynka Ewunia, -myśleliśmy że jesteś naszym przyjacielem?
-Nie może być, -zamrugał staruszek, naprawdę tak myśleliście? Ale ze mnie przebrzydły, niedobry i zły dziadek, -rozpłakał się Mon Spod Lasu.
-Przestań płakać, -pogłaskała go po głowie Ewunia, - coś wymyślimy.
I dzieci zamyśliły się. Marszczyły czoła, zagryzały usta, obgryzały paznokcie, dłubały
w uszach, lecz nic mądrego nie wymyśliły.
W tym czasie nieopodal przechodził Uczony Puchacz z koszykiem pełnym brązowych dębowych żołędzi. On to wyjaśnił dzieciom, w jaki sposób wyjść z lasu.
-To bardzo proste, -wyjaśnił im Puchacz, -jak weszliście do lasu tak samo wyjdźcie,
tylko na odwrót-obok pnia ze żmiją, mrowiska, wiedźmowej chatki, mojego dębu,
Błękitnego Świerka, znów obok pnia ze żmiją, mrowiska, wiedźmowej chatki, mojego
dębu, Błękitnego Świerka, aż dojdziecie do ścieżki ze staruszkiem, Monem Spod Lasu.
Tak też dzieci zrobiły. Szły w odwrotną stronę, zawadzając o gałęzie, obijając się o
pnie drzew, aż doszły do ścieżki na której miał stać staruszek – Mon Spod Lasu.
Jednak go nie znalazły.
-Szkoda Mona, westchnęła Ewunia, -przez całe życie gubi dzieci w lesie, a zostaje
sam jak palec.
Tłumaczyła
Anna Jelenska

Podobne dokumenty