konkurs literacki - Zobacz niewidzialne

Komentarze

Transkrypt

konkurs literacki - Zobacz niewidzialne
K I E R
U N
E
K:
KONKURS LITERACKI
wwww.zobaczniewidzialne.pl
P O L
SKA
INSTYTUT SPRAW PUBLICZNYCH
Publikacja powstała w ramach projektu „Zobacz Niewidzialne. Kampania na rzecz
Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa.
ISBN: 978-83-7689-281-8
Copyright by Fundacja Instytut Spraw Publicznych 2015
Organizator kampanii Zobacz Niewidzialne:
Partner medialny kampanii
Partner strategiczny konkursu Kierunek Polska: Samsung Polska
Za treść publikacji odpowiada Instytut Spraw Publicznych, poglądy w niej wyrażone nie odzwierciedlają
oficjalnego stanowiska Unii Europejskiej
WSTĘP
P
rzyjechały do Polski z najdalszych zakątków świata. Z jedną walizką
lub z całym dobytkiem. „Na trochę”, „na zawsze”, „na jak długo się da”.
Za pracą, za szczęściem, za lepszym życiem. Bez znajomości języka
i z mglistym wyobrażeniem o Polsce. Niektóre z nich znalazły tu pracę, przyjaciół,
bezpieczny kąt i stan tymczasowości próbują zamienić na stabilną przyszłość.
Inne wciąż żyją w zawieszeniu między Polską a swoją ojczyzną.
Bez względu na to, czy spełniły się ich nadzieje związane z emigracją podjęły
decyzje, że życie ułożą sobie w Polsce. Jak im to wychodzi?
O swoich doświadczeniach, wyborach, rozczarowaniach i nadziejach
związanych z przyjazdem do Polski piszą w tomie, który oddajemy w wasze
ręce. Wszystkie zawarte w nim historie zostały przysłane na konkurs literacki
Kierunek: Polska zorganizowany przez Instytut Spraw Publicznych przy wsparciu
Samsung Polska, Instytutu Reportażu oraz wydawnictwa Dowody na Istnienie.
Konkurs był częścią kampanii społecznej, której tytuł, a zarazem hasło przewodnie „Zobacz Niewidzialne” to apel o zwrócenie uwagi na sytuację pracujących
i mieszkających w Polsce migrantek, dla wielu Polaków „niewidzialnych”, a dodatkowo o większą wrażliwość na zjawisko dyskryminacji wielokrotnej kobiet
migrantek zarówno na rynku pracy jak i w życiu społecznym, które było dotychczas nieobecne, a więc „niewidzialne” w debacie publicznej.
Mamy nadzieję, że ze skrawków tych intymnych historii, ułożył się rzeczywisty
obraz życia migrantek w naszym kraju.
Wyboru zwycięskich prac dokonało jury w składzie: pisarka Beata
Chomątowska, dziennikarze Małgorzata Borowska i Jacek Hołub, szefowa
3
Wstęp
Fundacji Nasz Wybór Myrosława Keryk oraz pochodząca z Kuby nauczycielka
języka hiszpańskiego Ana Vilma Castellanos.
W niniejszej publikacji prezentujemy także fotografie wykonane przez Bartosza
Bobkowskiego w ramach cyklu pt. „Cudzoziemki w Polsce” na którą składają się
portrety migrantek mieszkających w Polsce. Bohaterki fotografii są kobietami
w różnym wieku, różnych zawodów i o różnych doświadczeniach życiowych.
Każda z nich jest niezwykła.
Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania kampanii
społecznej!
www.zobaczniewidzialne.pl
4
Wstęp
ALENA ZERKA, BIAŁORUŚ
W CUDZYM KRAJU TYLKO WIATR CIĘ PRZYTULI
C
o mogę Państwu opowiedzieć o moim imigranckim życiu w Polsce? Jest
ono przesiąknięte bólem i smutkiem. Radością oczywiście też! Uważam
siebie za osobę szczęśliwą. Ale czy zrozumiecie, co mam na myśli? Dawniej
na Białorusi mówili: „W cudzym kraju tylko wiatr cię przytuli” (biał. У чужым краі
толькі вецер зжаліцца). Ten ostatni wyraz, „przytuli”, przetłumaczyłam niedokładnie. Tak zwykle robię, kiedy nie mogę znaleźć odpowiedniego słowa. Zastępuję
brakujące podobnym i okazuje się, że sens wyrazu się zmienia, przekręca się albo
staje się niezrozumiały. Ten schemat jest podobny do mojego życia. Z przekroczeniem granicy białorusko-polskiej moje życie się zmieniło. Przekręciło się. Stało się
niezrozumiałe dla innych.
A wszystko zaczęło się 1 lipca 2006 roku, gdy dwustu wesołych, młodych Białorusinów wyruszyło w swoją drogę życia. Pociąg Mińsk – Warszawa odjechał z toru
pierwszego, w moim przypadku na zawsze (przynajmniej tak mi się wydaje w tej
chwili). Co wtedy czułam? Byłam niezwykle radosna. Dopiero co ukończyłam 18 lat,
jechałam na studia, zaczynałam nowe życie. Samodzielne! Wreszcie! Wyobrażacie
sobie takie naiwne dziecko? Czy mogło ono wiedzieć o tym, że samej nie da się
podbić świata?
„Ale przecież otaczają mnie koledzy i koleżanki, tacy sami Białorusini jak ja!
Raźniej nam będzie razem!” – uspakajałam siebie w trudniejszych chwilach.
Ach, tak! W końcu zapuszkowaliśmy się i gotowaliśmy się w swoim własnym białoruskim sosie. Smacznie było! Ale zupełnie jak na Białorusi. Mieszkaliśmy blisko
siebie, rozmawialiśmy tylko po białorusku i rosyjsku. Wyszukiwaliśmy białoruskie
imprezy, które oczywiście były lepsze od polskich! Nawet pracowałam w białoruskiej stacji radiowej! Nie do wiary. „A jak ci się mieszka w Polsce?”, zawsze gdy
wracałam do Mińska, pytała mnie babcia. Myślałam sobie: „Hm, w sumie tak
samo jak tutaj, babciu”.
***
– A z jakiego kraju pani jest? – tak zwykle pytali mnie, kiedy dzwoniłam
w sprawie wynajmu mieszkania. Nigdy nie chciałam mieszkać w akademiku.
Chyba bałam się, że nie poradzę sobie bez moich Białorusinów.
5
Kierunek Polska. Konkurs literacki
— Jestem z Białorusi.
— Ach, tak... Cudzoziemcom dziękuję! — połączenie zakończone.
Po co pytać, z jakiego jestem kraju, jeżeli pani i tak dziękuje cudzoziemcom?
A może Szwedka albo Brytyjka byłaby mniej cudzoziemska? Nie wiem. W każdym
razie, uciekając od studenckiego środowiska, zmieniałam mieszkanie za mieszkaniem. Ursus, Żoliborz, Mokotów, Zacisze, Praga Północ, Grochów, Śródmieście.
Po co wam poradnik? Zapytajcie mnie, gdzie mieszka się najlepiej!
Wiecie, co było najgorsze? Każdy właściciel odbierał mi ciut wiary w Polaków,
generował we mnie strach przed integracją z tym społeczeństwem. Na przykład
pan Wojciech z Żoliborza zawsze nazywał mnie panią Ireną, mimo że poprawiałam
go za każdym razem: „Ja nazywam się Alena!” I z jakiegoś powodu mylił Białoruś
z Ukrainą. Tylko potem zdałam sobie sprawę, że to jest sprawa powszechna. Nawet
moja szwagierka mówi: „A no tak, Białoruś, wiem... Moja sprzątaczka opowiadała
mi właśnie, że na Ukrainie...” Już przyzwyczaiłam się do tego.
Kiedyś pan Andrzej z Ursusa, w reakcji na nieoczekiwaną dla niego decyzję o naszej przeprowadzce, zarekwirował nasze paszporty i nie chciał ich oddać, dopóki
nie zapłacimy za internet z góry do końca trwania umowy. Pewnie w tamtej chwili
poczuł się wielkim panem, który w końcu odzyskał władzę nad swoimi Kresami
Wschodnimi.
A pan Grzegorz z Pragi i państwo Mróz z Zacisza? Katastroficznie bali się
zameldować mnie czasowo. „Pani Alenko, a jak mi Pani przyjdzie i powie: Jestem
tu zameldowana i to jest moje mieszkanie! Co mamy wtedy zrobić?” A co ja miałam
im odpowiedzieć? Potrzebowałam meldunku tylko po to, by wyrobić kartę pobytu
i legalnie tu studiować. „Nie wiem, pani Alenko, boję się zaufać cudzoziemcom.”
Albo pani Irena z Grochowa. Wynajmowałam od niej mieszkanie jej córki. „Pani
Alenko, ja panią doskonale rozumiem! Przecież moja córka też podróżuje! Już
trzeci rok. Teraz mieszka w Azji. Fajnie, że pani tu zamieszka. To tak, jakby mój córuś
wrócił...” I tak się rozmarzyła, że pewnego dnia o 8 rano niespodziewanie otworzyła
drzwi swoimi kluczami i weszła z całym taborem mężczyzn. „Pora wstawać! — usłyszałam stanowczy głos pani Ireny. – Przyprowadziłam ekipę budowlaną. Zaczynamy
remont w naszym mieszkaniu!” Córka była przeszczęśliwa, tylko o mnie zapomnieli.
Czy tak jak ja zrozumiałaby słowa Milana Kundery, który w Nieznośnej lekkości
bytu pisał: „Kto jest za granicą, porusza się wysoko nad ziemią w pustej przestrzeni
i nie ma pod sobą siatki asekuracyjnej, którą daje człowiekowi jego własny kraj,
6
Kierunek Polska. Konkurs literacki
gdzie ma rodzinę, kolegów, przyjaciół i gdzie bez trudu porozumie się w języku
znanym z dzieciństwa”?
A wiecie, co było najzabawniejsze? Koniec końców, każdy z właścicieli mieszkań
stał się moim nauczycielem. Przeszłam surową lekcję cierpliwości, wyrozumiałości,
odpowiedzialności, dystansu. To wszystko przydało mi się później, kiedy już zaczęłam mieszkać w Polsce naprawdę.
Zdarzyło się to rok temu, gdy wzięłam ślub z Polakiem. W dziesiątą rocznicę
przebywania na terytorium Rzeczypospolitej po raz pierwszy odkryłam dla siebie
ten kraj z jego unikalnymi tradycjami. Czy wy wiecie, jaki on piękny?! Moja bożonarodzeniowa pustka nagle się wypełniła. W końcu zrozumiałam, gdzie w święta
podziewają się wszyscy mieszkańcy miasta i czemu wszystko jest wówczas
zamknięte. Dopiero w tym roku po raz pierwszy przeżyłam święto Bożego Ciała.
Jadąc opłotkami przez środkową Polskę, obserwowałam, jak w różnych miastach
i miasteczkach ludzie szykują się do uroczystych procesji, czyszczą ulice, ustawiają
ołtarze. W tym roku święciłam też koszyczek na Wielkanoc. Zapoznałam się z sąsiadami. Niezwykłe przeżycia, uwierzcie mi! W końcu usłyszałam Polskę i zobaczyłam ją.
„Ale jak to? — cały czas dziwi się moja teściowa. — Mieszkając w Polsce tyle lat tego
nie widziałaś?” Co mam odpowiedzieć mamie? Polska może być niewidzialna z tak
bliskiej perspektywy. Ale tego nie da się po prostu wytłumaczyć. To trzeba przeżyć
i poczuć na własnej skórze.
7
Kierunek Polska. Konkurs literacki
ALENA ZERKA, BIAŁORUŚ
8
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
CLAUDIA CIOBANU, RUMUNIA
K
iedy trzy lata temu przeniosłam się do Polski, znowu stałam się dzieckiem.
Miałam 29 lat i byłam już dobrze zadomowiona w dorosłości, ale przerzucona do nowego kraju powróciłam do tych pierwszych lat pełnych prymitywności i zależności od innych. Powrót do dzieciństwa nie miał niestety nic wspólnego
z radością i beztroską.
„P., czy mógłbyś umówić mnie do lekarza?”, „Wytłumacz mi, proszę, jak dotrzeć
pod ten adres”, „Czy możesz mi powiedzieć, co znaczy to pismo z urzędu?”… Dziesiątki małych próśb do mojego polskiego partnera. Codziennie. Mimo że odpowiadał cierpliwie, oznaczały jedno – zależność. To trudnie do zniesienia – szczególnie
dla kogoś tak dumnego jak ja.
No i sytuacje towarzyskie. Wyjścia na piwo, imprezę. Ze względu na mnie
wszyscy mówią po angielsku. Aż do tego momentu w nocy, kiedy przestają to
robić. Wtedy siedzę cicho, grzecznie się uśmiecham, z niecierpliwością przebieram
nogami, próbuję wyczytać coś z ich mimiki i gestów. W głowie tworzę historie
o otaczających mnie ludziach. Odliczam minuty do wyjścia. Patrzę na P. z pytaniem
zadawanym przez dzieci w trakcie podróży samochodem: „Jak długo jeszcze?”.
Prędzej czy później przychodzi z odsieczą. Relacjonuje tę część rozmowy, którą
przegapiłam. Tłumaczy żarty. Objaśnia odniesienia do polskiej kultury. Sugeruje,
by wrócić do rozmowy po angielsku. To pomaga, choć, szczerze mówiąc, wolałabym
bawić się z dziećmi w swoim wieku.
Wraz z nauką polskiego powoli dorastam. Pojawiają się małe sukcesy i towarzyszące im gratulacje od P. i znajomych. „Po raz pierwszy rozmawiałam ze staruszką
w autobusie!”, „Sama poszłam do lekarza!”, „Przeczytałam pierwszy artykuł z polskiej gazety!”. „Dobra robota, Claudia. Świetnie!”. Tak, świetnie, ale przecież na te
wszystkie „pierwsze razy” tracę cenny czas. W ciągu godziny powinnam czytać
dziesięć artykułów, a nie jeden. Zostaję w tyle.
Po jakichś dwóch latach mogę już prowadzić rozmowę po polsku. Ludzie nie muszą przechodzić na angielski. Jednak, kiedy otwieram usta, formułując wypowiedź
– ze wszystkimi nieuniknionymi gramatycznymi błędami i przekręconymi słowami
– twarze moich rozmówców zmieniają się nie do poznania: oczy zwężają się
w szparki, czoła marszczą w skupieniu. Jakby całe ciało zbierało siły, by zrozumieć
10
Kierunek Polska. Konkurs literacki
to, co zaraz zostanie powiedziane. Do tego dochodzą nieodzownie litość
i współczucie. Dziecinna i milutka. Czuję, że taką mnie widzą, kiedy próbuję mówić
po polsku. Przez chwilę nawet lubię, jak tak na mnie patrzą. Ale tylko przez chwilę.
Do momentu, kiedy to wszystko, co chcę powiedzieć, zatrzymuje się i uwiera
w gardle, a ja zaczynam się krztusić.
Od kiedy przyjechałam do Polski, byłam rozdarta między wymuszonym
powrotem do dzieciństwa i próbami kontynuowania dorosłego życia. Dopiero
prawdziwe dziecko pomogło mi wyrosnąć z mojej wyobrażonej dziecięcości.
Kiedy dwa miesiące temu urodziłam S., mocniej niż kiedykolwiek poczułam, że
Polska stała się moim miejscem. Warszawa jest na chwilę obecną domem mojej
córki i domem jej ojca, więc także i moim.
Ciąża i urodzenie córki oznaczały, że musiałam odłożyć moje słabości na bok.
Aby być dla niej dobrą matką, powinnam mniej myśleć o tym, czego mi w Polsce
brakuje, a lepiej wykorzystać to, co tu mam. Rozciągnąć do granic możliwości mój
zasób słownictwa, by zrozumieć zalecenia lekarzy. Poznać lepiej miasto, by znaleźć
miejsca, które są dla niej najlepsze. Pogłębić moje relacje z przyjaciółmi, by cieszyła
się ich uwagą i miłością.
Teraz dużo bardziej niż przedtem zależy mi na tym, by być w tym miejscu całą
sobą. Być tu szczęśliwą. Razem z nią.
C
11
Kierunek Polska. Konkurs literacki
KYOKO ARAHATA, JAPONIA
12
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
DARYNA POPIL, UKRAINA
O
d dzieciństwa uczono mnie być prawdziwą patriotką, kochać ojczysty
język i kulturę. Do dziś znam na pamięć wiersze Szewczenki, modlitwy
i ludowe piosenki, których uczyła mnie moja babcia. Zawsze myślałam,
że nigdy nie wyjadę na długo z Ukrainy, że tylko w swoim kraju będę szczęśliwa…
Przypominam sobie, jak w 2006 roku po raz pierwszy przyjechałam do Polski
na letnią szkołę języka polskiego do Cieszyna. Mieliśmy wspaniały, nasycony zajęciami program, dobre warunki pobytu, dużo wycieczek i imprez… Przywołuję
z pamięci moment powrotu z kolejnego fajnego wyjazdu do Cieszyna, gdy patrzyłam przez okno w autobusie na zachodzące słońce. Czułam wówczas zadowolenie
ze wszystkiego, co mnie otaczało. Byłam szczęśliwa, aż tu nagle uświadomiłam
sobie, że to słońce świeci mi jakoś inaczej, że to niby jakieś obce słońce – ładne, ale
nie moje. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że jakby mi nie było dobrze gdzieś
za granicą, zawsze będę myśleć o tym, że chciałabym w tym momencie czuć się
tak samo fajnie, tylko że w swoim kraju.
Prawdopodobnie po letniej szkole zaczął się mój długi romans z Polską, który
przez kilka lat trwał jednak na odległość, jedynie z krótkimi przyjazdami na polskie
stypendialne staże. Przez jakiś czas przyjeżdżałam tu na krótko i wracałam do
Lwowa. Na początku po prostu mi się podobało, że w Polsce, w przeciwieństwie
do Ukrainy, regularnie jeżdżą autobusy, ulice są szerokie i czyste, a ludzie, kiedy
przypadkiem cię zaczepią, mówią: „Przepraszam”. Tak było na początku… Wtedy
traktowałam te wyjazdy jak wakacje. Ale życie ma specyficzne poczucie humoru
– podczas kolejnego naukowego przyjazdu spotkała mnie w Polsce miłość życia.
Co ciekawe, ukraińska miłość, ale ta miłość już bardzo długo mieszkała w Polsce
i nie miała zamiaru wracać, jak ja, do Ojczyzny. Mój romans na odległość trwał
przez długi rok, teraz już nie tylko z Polską, a też z Warszawą i konkretną osobą.
A potem nastał czas decyzji – czy zostawić Polskę, Warszawę, jego tylko we
wspomnieniach i żyć dalej pod swoim słońcem, czy przeprowadzić się do innej
rzeczywistości i zaczynać traktować ją nie jak wakacje, a jak realne życie…
Podjęłam decyzję, by uświadomić sobie, że wyjeżdżam do innego kraju nie
tylko z miłości, i złożyłam dokumenty na program stypendialny. Przyjęli mnie,
już wtedy wiedziałam, że po roku wspaniałych studiów zostanę w Polsce na
zawsze, stając się migrantką i cudzoziemką, że zaczną się codzienne problemy,
14
Kierunek Polska. Konkurs literacki
kłopoty i miałam jedynie nadzieję, że to słońce nad moją głową z każdym dniem
będzie dla mnie trochę łagodniejsze i milsze.
Czy było mi ciężko zaczynać życie w innym kraju mając 27 lat? Czy jest ciężko
teraz? Oczywiście, że jest, bo jestem inna, już do końca życia w pierwszej kolejności będę interesująca dla Polaków nie jako Daryna Popil – dziennikarka, poetka
czy badaczka, a jako Daryna Popil – migrantka, osoba z innego kraju, z innym
doświadczeniem. Czy to źle? Nie, to jest naturalne i oczywiste. Znam dobrze
język polski, uwielbiam polską kulturę, muzykę, ale nie stanę się nagle pewnego
dnia Polką.. i to też jest normalne.
Nikt nie zostawia swego ojczystego kraju bez ważnego powodu, wszyscy przyjechaliśmy tu, aby przerwać, zmienić czy zacząć od nowa swoją życiową historię.
Moja historia – to historia miłości w trójkącie, bo Polska podarowała mi spotkanie z moim ukochanym, nauczyła mnie kochać jeszcze bardziej swoją ojczyznę
i też powoli otwiera swoje serce dla mnie, jak i ja dla niej. Tę historię – dwóch żyć,
które już do końca swych dni będą kursować, niby statki, pomiędzy Ukrainą
i Polską, będę opowiadać kiedyś swoim dzieciom, które urodzą się już w Polsce
i stworzą całkiem inną, nową bajkę…
15
Kierunek Polska. Konkurs literacki
LUBNA AL-HAMDANI, IRAK
16
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
NADIA SAFONOWA, UKRAINA
18
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
IRYNA KOVALCHUK, UKRAINA
CAŁY CZAS PROSTO
Tak było
P
rzyjechałam do Polski po studiach prawie cztery lata temu – miałam
stypendium i chęć zakończenia trybu „związek na odległość” z Polakiem,
którego poznałam w Kijowie. Wcześniej uczestniczyłam w polsko-ukraińskich programach studenckich. Języka uczyłam się w szkołach letnich i na kursach
językowych, od znajomych, z filmów, książek, rozmów na ulicy. Pierwsza książka
– językowo nie za trudna i nie za łatwa – Harry Potter część II.
Kiedy zaczynałam czytać fragmenty mamie, dziwiła się, że z tych dziwnych
połączeń dźwięków wyłapuję sens. „Na pewno w rodzinie trzeba szukać polskich
korzeni” – twierdziła. Ze strony taty. Babcia mówiła, że chodziło się do cioci przez
granicę i mówiło się „dzeń dobry”. Ale poszukiwanie krewnych w Polsce o nazwisku
tak powszechnym na Ukrainie jest zadaniem, którego nikt z rodziny się nie podjął.
Pierwsze próby mówienia po polsku były kiepskie, a nawet niebezpieczne. Na
dworcu autobusowym w Katowicach kupiłam bilet do Szczecina, chcąc dojechać
do Cieszyna. Moja wymowa wtedy nie była doskonała. Bilet udało się zwrócić.
Tak jest
Często słyszę od znajomych, że dobrze mówię po polsku: „Zapominam, że nie
jesteś Polką!”. Wtedy zaczynam się bardziej pilnować i robić dużo błędów. Kłopoty
pozostają, gdy jestem np. u lekarza, wtedy wolę mieć „swojego człowieka” ze sobą,
lub nagle zapominam jakiegoś słowa bardzo pospolitego, wtedy pokazuję na migi,
np. w informacji dużego centrum handlowego zapomniałam słowa „nożyczki”, choć
przedtem mówiłam poprawnie po polsku. Co najmniej idiotycznie to wygląda.
W takich sytuacjach wolę mieć ciężki akcent.
Już się przyzwyczaiłam do tego, że moje imię i nazwisko jest tak bliskie i tak
dalekie. Nauczyłam się odpowiadać na pretensje dotyczące jego pisowni, kiedy
podaję przez telefon imię i nazwisko z instrukcją zapisu w angielskiej transliteracji,
bawi mnie chwilowa cisza w słuchawce – Kovalchuk – nie Kowalczyk, a Iryna
20
Kierunek Polska. Konkurs literacki
– nie Irina, Irena lub Irmina. Teraz mam kartę pobytu i mniej już widzę zdziwienia
w oczach urzędników, kiedy proszą mnie o dokument tożsamości – wcześniej
paszport robił swoje.
Jak będzie?
„Cały czas prosto”. Uwielbiam to sformułowanie. Po ukraińsku „prosto” oznacza – po prostu „łatwo”. Była to jedna z pierwszych odpowiedzi, którą usłyszałam
w Polsce, kiedy pytałam o drogę. Pomyślałam, że to dobry znak i że moja droga
w Polsce będzie łatwa. Nie zawsze tak było, ale wyszło na dobre. Oczywiście, można znaleźć sporo rzeczy do narzekania (Polacy są w tym świetni!), ale tym razem
chciałabym powiedzieć, co dobrego mnie spotkało.
Spotkałam świetnych ludzi z różnych środowisk, krajów, o różnych zainteresowaniach i w różnym wieku. Do 2014 roku miałam dosyć mało znajomych rodaków w Warszawie. Sytuacja w moim kraju się zmieniła i się zmienia cały czas. Po
wiecach, marszach, wspólnych akcjach mam sporo znajomych z Ukrainy, z różnych
środowisk, regionów, o różnych zainteresowaniach i w różnym wieku.
Cieszę się, że udało mi się otrzymać prawo jazdy, być na studiach podyplomowych, pracować w państwowej instytucji kultury, rozwijać swoje pasje (m.in.
ceramikę). Cieszę się, że trudności, które spotkały mnie, gdy szukałam pierwszej
pracy w Polsce (głównie niechęć pracodawców do zajmowania się dodatkowymi
dokumentami dla cudzoziemców), wyszły na dobre: zostałam wolontariuszką
w kilku organizacjach, trafiłam na ogłoszenie świetnego pracodawcy. Doceniam,
że większość Polaków z mojego środowiska wspiera mnie (choć zdarzało mi się
oczywiście również słuchać opowieści koleżanek z Ukrainy, którym Polki, u których
pracują, przekazywały życzenia w stylu „Niech tam wszystkich zabiją!” w trakcie
Majdanu, a mi kiedyś bezpodstawnie zarzucono kradzież i ozdobiono to słowami
„To u was może tak robią”). Nie cieszyłam się, kiedy Ukraińcy i Ukrainki walczyli na
Majdanie o wartości europejskie, cierpieli i ginęli, a w Warszawie toczyło się zwykłe życie, normalne, w którym te wartości są już niezauważalne. Na Boże Narodzenie polskie stoły się uginały, a z Donbasu dochodziły wiadomości, że ludzie giną
z głodu. Ten dysonans ciężko było pogodzić. W Kijowie też toczyło się najzwyklejsze życie dalej od Majdanu...
Lubię być dobrze zorientowaną cudzoziemką.
Lubię być pomiędzy? Dystans zwiększa perspektywę. Nie wiem, czy zostanę w Polsce.
Lubię ten kraj (tutaj przede wszystkim panują rządy prawa, szanuje się człowieka
i ja wiem, na co idą podatki: jak byłam w szpitalu, nie za łapówki mnie leczyli), lubię
21
Kierunek Polska. Konkurs literacki
Warszawę (jej rozmiar dla mnie jest w sam raz, miejsca dla odpoczynku, bogate
życie kulturalne, świetna komunikacja miejska i budżet obywatelski). Od pierwszych przyjazdów poczułam się tutaj jak w domu. Im więcej znajomych i przyjaciół
mam, im więcej się dowiaduję (w tym i – o dziwo! – o kulturze mojego narodu,
np. o tym, jak piękny jest wielogłos, który zaczęłam doceniać dopiero w Polsce)
i łączę się z tym miastem, im więcej snów mam po polsku, tym mocniej jestem
związana z Polską i z Polakiem, którego poznałam w Kijowie. Ciężko mi, że w tak
ważnym momencie dla mojego kraju jestem za granicą, ale działam m.in. na rzecz
współpracy polsko-ukraińskiej i mam nadzieję, że to ma sens. Tęsknię za rodziną,
przyjaciółmi. Szkoda, że do siostry na kawę w sobotę rano nie można wpaść, jest
800 km dalej. Tak blisko, i tak daleko. W Polsce często tak się czuję.
22
Kierunek Polska. Konkurs literacki
JACQUELINE ASSOUNGAT DANGANA, KAMERUN
M
oi drodzy!
Pragnę wam opowiedzieć o moim życiu emigrantki w Polsce. Mogę
tylko powiedzieć, że w tym kraju, znalazłam się przypadkowo, ponieważ patrząc na moje życie, nawet we śnie nie było takiej możliwości, by marzyć
o wyjeździe do Polski pewnego dnia. Pochodzę z biednej rodziny, gdzie nie miałam
w ogóle szans na takie życie, które dzisiaj mam. Mam 3 braci, 6 sióstr, mama nie
żyje, tata bezrobotny i nawet nie mamy domu rodzinnego. Pewnego dnia spotkałam na swojej drodze polskiego misjonarza, ojca D. Godawę, który mi pomógł
i przez którego jestem dziś w Polsce.
Przyjechałam do Polski sześć lat temu, by podjąć naukę, bez znajomości języka,
nie wiedząc w ogóle dokąd lecę, po prostu się spakowałam i wyjechałam. Dopiero na miejscu uświadomiłam sobie, co na mnie czeka i ile mam z siebie dać, by
sobie poradzić w tym nowym miejscu. Mówię tylko po francusku, a tu rzadko kto
posługuje się tym językiem. Komunikowałam się wyłącznie uśmiechem. Na zakupy
chodziłam do sklepów, gdzie nie trzeba było prosić o coś, bo nie wiedziałam jak,
a przy kasie dawałam zawsze więcej pieniędzy. Oczywiście lepiej jest dostać resztę.
Ciągle chodziłam pieszo, bo nie wiedziałam, jak kupić bilet na transport miejski.
Pewnego dnia, próbując jechać do centrum miasta Poznania, szczególnie na Stary
Rynek, nie wiedziałam gdzie wysiądź, i wróciłam z powrotem do punktu wyjściowego. Dopiero wtedy poszłam do kierowcy powiedzieć, że chciałam się dostać
na Stary Rynek, prosił, żebym usiadła przy nim i pokazywał mi, gdzie wysiądź.
Oprócz języka, najlepsza była pogoda. W maju, kiedy każdy się cieszy, że pogoda
jest coraz lepsza, to ja płakałam z powodu zimna. Spędzałam czas, przeważnie
leżąc pod kilkoma kołderkami, a kiedy trzeba było wyjść, to się ubierałam na cebulę, choć ludzie chodzili lekko ubrani. Moja pierwsza zima była tragiczna. Pewnego
dnia, kiedy jechałam ze znajomymi z Łodzi, gdzie się uczyłam polskiego, do Poznania, zepsuł się samochód w drodze i musieliśmy wracać do Łodzi. Noc, śnieg prawie
do kolan, nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie jesteśmy i jak się dostać z powrotem
do Łodzi… Możecie sobie wyobrazić, co wtedy przeżyłam. Nie miałam siły płakać,
pomyślałam sobie: „takie rzeczy tylko w telewizji widziałam”. Ani razu nie przyszło
mi do głowy, że to przeżyję.
23
Kierunek Polska. Konkurs literacki
Jeśli chodzi o polską kuchnię, to nie było problemu z adaptacją. Jedyny problem to
ten, że jem bardzo ostro, ale skoro miałam swoje ostre przyprawy z Kamerunu,
to nie było po co się martwić.
Przyjechałam studiować, więc zaczęłam studia. Zastanawiałam się: „Jak to będzie?” lub „Czy dam radę?”. Pierwszy rok okazał się trudny. Ledwo co rozumiałam,
o co chodziło. Dużo się uczyłam, niestety, nie byłam w stanie zapamiętać całej
treści materiału, a jeszcze gorzej było mówić własnymi słowami. Zapamiętałam
pewne słowa kluczowe i na zaliczeniu, kiedy się pojawiły w jakimś zdaniu, zaznaczyłam po prostu tę odpowiedź. W ten sposób zaliczyłam pierwszy rok studiów.
Starałam się, i od drugiego roku było coraz lepiej. Po mału udało mi się skończyć
studia licencjackie. „Życie nie jest różowe”, jak się mówi, wystarczy wiedzieć, co
chcemy osiągnąć, mieć jakiś cel w życiu, potrafić marzyć. Dlatego starannie pracowałam, pomimo wszystkich napotkanych trudności, by realizować moje marzenie,
którym zawsze była praca w służbie zdrowia i pomoc innym.
Oczywiście, życie składa się z ciężkich i dobrych dni, chwil płaczu i śmiechu, załamania i zadowolenia. Więc podkreślam, że nie miałam samych przykrych sytuacji.
Najfajniejsze jest to, że spotkałam tu super fajnych ludzi i od mojego przyjazdu,
pomimo że tęskniłam za rodziną (jak straciłam siostrę pół roku po moim wyjeździe
do Polski, chciałam tylko wracać do siebie i być z rodziną ) i za wszystkimi, których
zostawiłam w Kamerunie, ani razu nie czułam się sama przez te sześć lat życia
w Polsce i zawsze miałam wsparcie we wszystkich formach. To bardzo mi pomogło
wytrzymać. Za każdym razem, gdy chciałam się poddać, wystarczyło wiedzieć, że
są ludzie, którzy na mnie liczą, że jestem nadzieją całej rodziny, by dalej walczyć.
Przecież trzeba było realizować swoje marzenia.
Dzisiaj mogę z pewnością powiedzieć, że jestem na dobrej drodze do realizacji
moich życiowych marzeń. Jak powiedziałam wyżej, skończyłam studia licencjackie
z położnictwa – bardzo lubię dzieci, dlatego wybrałam ten kierunek i bardzo się
cieszę za każdym razem, gdy biorę udział w przyjęciu tego nowego życia. To coś
pięknego! Od trzech miesięcy pracuję w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu
Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, niestety – na oddziale operacyjnym jako instrumentariuszka. Ale od czegoś trzeba zacząć i jestem z tego
zadowolona. Poznałam również fajnego chłopaka, z którym chciałabym spędzić
resztę życia. Dzisiaj, chcę tylko powiedzieć jedną rzecz:
Dziękuję wam wszystkim, którzy w jakiś sposób, z bliska czy z daleka mi pomagaliście i wzięliście udział w całej mojej walce życiowej. Bez was byłabym nikim.
24
Kierunek Polska. Konkurs literacki
25
Kierunek Polska. Konkurs literacki
JACQUELINE ASSOUNGAT DANGANA, KAMERUN
26
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
KATERYNA GRYNIUK, UKRAINA
19
.09.2013
Przed chwilą zobaczyłam listę osób przyjętych na studia doktoranckie w Polskiej Akademii Nauk. Wśród przyjętych znalazłam swoje
nazwisko. Czy to znaczy, że czekają na mnie poważne zmiany w życiu? Dlaczego
akurat teraz? Wcale nie jestem przygotowana… Zmiany przytrafiają się nam
zawsze tak niespodziewanie, często wydaje się, że w najmniej odpowiednim momencie. I dopiero później, po wielu latach, zdajemy sobie sprawę, że wszystko się
wydarzyło w najkorzystniejszym momencie, kiedy to samo przeznaczenie wskazało nam właściwą drogę.
Ale czy będzie tak zawsze? Czy mogę być pewna, że tym razem podjęłam prawidłową decyzję? Może, nie powinnam postępować tak ryzykownie – rezygnować
z wymarzonej pracy, żeby wyruszyć w nieznaną mi przyszłość. Może nie powinnam
wyjeżdzać do obcego, nieznanego mi kraju?
Chwileczkę... A może wcale nie taki obcy i nieznany?
26.03.2007 Dzisiaj otrzymałam pierwszą w swoim życiu wizę! Całe szczęście, że postanowiłam wyrobić sobie paszport zagraniczny... tak spontanicznie, można powiedzieć,
na wszelki wypadek, „dopóki miałam czas”. Nawet sobie nie wyobrażałam wtedy,
że niebawem znajdę się wśród uczestników Study Tours to Poland. Jestem cała
podekscytowana, pełna emocji. Wyruszam w kierunku Polski.
23.04.2007
Moja pierwsza zagraniczna podróż nie mogła być bardziej udana. Przepiękny
kraj, cudowni ludzie, nowi przyjaciele na pewno pozostaną ze mną do końca życia.
I oczywiście polski język. Chyba nawet nauczyłam się kilku słów.
Wielka szkoda, że już nie pamiętam których...
8.06.2011
Mój pierwszy dzień pracy w The Coca-Cola Company. Olbrzymia międzynarodowa korporacja. Nowe twarze, nowe znajomości, znalazłam się w wirze wydarzeń, nowych zadań i obowiązków.
28
Kierunek Polska. Konkurs literacki
Ale ten dzień zapamiętam na zawsze zupełnie z innego powodu. Dzisiaj mija
równo rok z momentu rozpoczęcia Euro 2012. Ciekawe, dlaczego to właśnie
Polska „podeszła” do mnie tak blisko? Co to wszystko może oznaczać?
4.10.2013
Dzisiaj jest mój ostatni dzień w The Coca-Cola Company. Przed chwilą otrzymałam nagrodę dla najlepszego pracownika miesiąca. Wszyscy proszą, żebym została,
żeby, zwróciła bilety do Warszawy.
Przepełniają mnie emocje. Kilka lat minęło jak jeden dzień. Nie zdążyłam dokończyć tak wielu spraw. I chociaż tak trudno jest mi się żegnać z przeszłością, decyzja
już zapadła.
Czas wyruszyć w drogę.
6.08.2014
Życie migrantki w Polsce wcale nie jest takie łatwe. Co prawda, szoku spowodowanego kontaktem z obcym językiem, nowym krajem, tradycjami i przepisami nie
można porównać do tych emocji, które teraz przeżywają moi rodacy w domu,
w Kijowie. Jak tylko potrafię, staram się ich wspierać i jestem niezmiernie wdzięczna tym, którzy mi w tym pomagają.
29
Kierunek Polska. Konkurs literacki
19.06.2015
Moja decyzja była warta wszystkich wyrzeczeń, odmieniła moje życie, wydoroślałam, jestem bardziej samodzielna. Po raz pierwszy w życiu zamieszkałam odzielnie od rodziców, którym jestem niezmiernie wdzięczna za okazane wsparcie w
przyjmowaniu bardzo trudnych decyzji. Pomimo że w ostatnim czasie nie widzimy
się zbyt często, to codziennie z nimi rozmawiam.
Nie wiem jak długo zostanę w Polsce, lecz swojego migranckiego doświadczenia
nigdy nie zapomnę. Jestem wdzięczna Polsce za wszystko, ten kraj wzbogacił mnie
o nowe doświadczenia.
Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, że moja przeprowadzka do Polski wcale
nie jest tak dużym zaskoczeniem. Powoli, niezauważalnie, podążałam w kierunku
Polski już od długiego czasu. Więc może to jednak przeznaczenie?!
30
Kierunek Polska. Konkurs literacki
LEYLA ELSANOVA, CZECZENIA
P
ochodzę z Czeczenii. Mieszkam w Polsce od około dziesięciu lat. Mam siedmioro dzieci, dwójkę z nich urodziłam w Polsce. Rok mieszkałam w ośrodku
dla uchodźców.
W czasie wojny w Czeczenii pracowałam z uciekinierami z Groznego w punkcie pomocowym otwartym na wsi, gdzie było spokojniej niż w mieście. Robiłam
wszystko: wypisywałam dokumenty, rozdawałam jedzenie, ubrania, środki czystości. Pamiętam, że raz rozdawaliśmy nawet pomoc, która przyjechała z Polski.
Przed wyjazdem do Polski miałam wypadek wywołany przez czołg i musiałam
spędzić miesiąc w szpitalu. Kiedy wróciłam do domu, zobaczyłam, że moje dzieci
przeżywały ogromny stres. Bały się wychodzić do szkoły, płakały. Ja też się bałam.
Dostawałam wielokrotnie wezwania do sądu, aby zeznawać w sprawie mojego
wypadku, ale bałam się, że jeśli pojadę tam, to już nie wrócę do domu. Nadal boję
się opowiadać o szczegółach tej sprawy, więc pominę je w mojej opowieści. Zdecydowałam, że musimy wyjechać.
Kiedy przyjechałam do Polski, początek był straszny. Pierwszego dnia w ośrodku
wszystkie dzieci patrzyły na mnie z pytaniem w oczach, a ja płakałam do wieczora.
Nikt z nas nic nie jadł, wszyscy po prostu zasnęliśmy po dojechaniu na miejsce.
A rano, jak miałam iść po odbiór śniadania, zauważyłam, że drzwi są otwarte,
a my wszyscy spaliśmy tak dobrze, że przez całą noc nikt nie obudził się i ich nie
zamknął do rana. I wtedy zrozumiałam, że znalazłam to, czego szukałam – spokój.
I wytłumaczyłam dzieciom: „Mamy spokój, którego nam brakowało w domu i teraz
wszyscy zaczynamy życie od nowa”.
Mieszkając w ośrodku, dzięki Polskiej Akcji Humanitarnej, skończyłam siedem kursów, w tym między innymi: komputerowy, kosmetologiczny, krawiectwa,
fryzjerstwa… Miałam dużo czasu, nie mogłam pracować i pomyślałam sobie, że
w obcym kraju, nie znając języka, powinnam skorzystać z okazji i jak najbardziej
rozszerzyć swoje kompetencje, by zwiększyć moje szanse na rynku pracy. Chodząc
na te wszystkie kursy, wiedziałam, że nauczę się polskiego szybciej i że poznam te
słowa, które będą mi potrzebne na co dzień w życiu i w pracy (przed wojną
w Groznym też byłam krawcową).
31
Kierunek Polska. Konkurs literacki
Jak to jest być cudzoziemką w Polsce (w obcym kraju)? Podam przykład.
W pierwszym miesiącu mojego pobytu tutaj moja córka spadła z łóżka i musiało
zabrać ją pogotowie. Musiałam z nią potem sama wrócić do ośrodka, który był oddalony 50 kilometrów od Warszawy. Chodziłam z dzieckiem i pytałam wszystkich
dookoła, jak mam wrócić, gdzie znajdę autobus, którędy mam iść. Nikt nie chciał mi
pomóc, mówili, że nie rozumieją rosyjskiego. Myślałam wtedy, że ludzie w Polsce
nie znają rosyjskiego. W końcu, późnym wieczorem, udało mi się dotrzeć jakimś
cudem do ośrodka na własną rękę. Po trzech-czterech miesiącach nauczyłam się
już trochę języka polskiego i kiedy starałam się mówić czy zapytać o coś po polsku,
ludzie mówili mi: „Mów spokojnie po rosyjsku! Tu prawie każdy zna ten język”.
Poczułam się bardzo urażona. Przecież jak kilka miesięcy wcześniej pytałam
po rosyjsku o drogę, to nikt nie rozumiał!
Po jakimś czasie poznałam w Polsce wielu dobrych ludzi, którzy bardzo mi pomogli. Zrozumiałam, że nie ma co się obrażać na Polaków. Bo ludzie źli, nieżyczliwi
są w każdej nacji. I wśród Polaków, i u nas też. Cały czas tłumaczę innym, że nie
ma potrzeby zwracać uwagi na takich ludzi. Więc jak to jest być cudzoziemką
w Polsce? Różnie! Zależy kiedy, kogo i gdzie spotkasz. To, jak cudzoziemiec czuje
się w obcym kraju, zależy od tego, jak zostanie przyjęty, jakie dostanie wsparcie.
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że w ośrodku mieliśmy do wyboru
tyle różnych kursów. W ogóle nie spodziewałam się, że ktoś zaoferuje nam taką
pomoc. Później, gdy poznałam więcej dobrych, otwartych ludzi, byłam zaskoczona
tym, jak bardzo chętni byli do pomocy.
Ogromnym rozczarowaniem było dla mnie to, że bardzo długo nie mogłam
pracować. Wiele miesięcy musiałam czekać na decyzję. Pewnego razu w autobusie
spotkałam człowieka, który kiedy zobaczył mnie, zaczął opowiadać kierowcy:
„Ale oni mają dobrze! Mieszkanie za darmo, jedzenie za darmo, rachunków nie płacą, dostają 700 zł miesięcznie na osobę – a to wszystko z naszych podatków! A ja
nie dość, że muszę płacić przez nich większe podatki, to jeszcze sam ciężko pracuję
od rana do wieczora, żeby zarobić 100 zł”. Nie wiedział, że rozumiałam wszystko,
co mówił. Powiedziałam mu wtedy: „Bardzo chętnie zamienię swoje życie w ośrodku za to, żeby móc pracować tak jak pan”. Po tej rozmowie już wiedziałam, że jest
wiele osób, które myślą tak jak on. Każdym następnym razem, kiedy wsiadałam
do autobusu, czułam na sobie ich wzrok.
Przyjazd do Polski oczywiście odmienił moje życie. Ale zanim tu trafiłam, nie
miałam żadnych oczekiwań. Marzyłam jedynie o spokoju. Zawsze byłam pewna
32
Kierunek Polska. Konkurs literacki
siebie, pewna, że potrafię zrobić wszystko to, co umieją inni. Nie spodziewałam się
jednak, że tylu dobrych ludzi pomoże mi i że tak łatwo przyjdzie mi zaadaptowanie
się w nowym miejscu razem z siedmiorgiem moich dzieci. Tak naprawdę, to nie
było mi łatwo, ale myślę, że dzięki ludziom, których spotkałam, było mi dużo łatwiej
niż innym. To dlatego, że znaleźli się ludzie, dzięki którym nie byłam sama.
Dziś mam mieszkanie socjalne, dzieci chodzą do szkoły. Przez rok pracowałam
w kuchni tureckiej, potem przez trzy lata w PAH jako instruktorka krawiectwa
w ośrodku dla uchodźców, rok w firmie jako krawcowa na Nowym Świecie w Warszawie, a od 2013 roku pracuję w Fundacji Ocalenie jako mentorka uchodźców.
Czasem prowadzę warsztaty o swojej kulturze, edukacji finansowej dla uchodźców.
W wolnym czasie w domu szyję i dorabiam sobie w ten sposób. W mojej pracy
w fundacji dzięki swoim lepszym i gorszym doświadczeniom pomagam innym
radzić sobie w Polsce. W ten sposób wyrażam swoją wdzięczność dla osób, które
kiedyś mi pomogły i wciąż są ze mną. Odnalazłam spokój.
33
Kierunek Polska. Konkurs literacki
OYUNGEREL TANGAD, MONGOLIA
34
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
MARIA MAIEVSKA, UKRAINA
C
zemu jesteś z Ukrainy, a mówisz po rosyjsku?
Dlaczego masz polskie nazwisko?
Powiedz coś po ukraińsku…
Naprawdę jesteś z Ukrainy? Nie wyglądasz.
Co twoi rodzice sądzą o polityce na Ukrainie?
Czemu tak dobrze mówisz po polsku?
A ty co, nie chodzisz na religię?
Przynajmniej jedno z tych pytań słyszę codziennie. Przynajmniej na jeden z tych
komentarzy codziennie życzliwie reaguję.
Ludzie przyzwyczaili się do szufladkowania i jeśli jeden z nowych elementów
nie odpowiada, to ładnie poukładany system się psuje. Niekiedy to ja zostaję tym
elementem.
Tak, od czasu do czasu czuję się obca, zwłaszcza kiedy na szkolnym korytarzu
podczas przerwy mówi się o Wigilii, nowym księdzu w kościele czy jutrzejszych
rekolekcjach. Nieraz z polskimi kolegami czuję się nieswojo.
Najbardziej mnie rozbawia, kiedy pytają, czy nasza rodzina świętuje Boże Narodzenie lub Wielkanoc...
Największym problemem wśród młodzieży (na starszych ludziach się nie znam)
jest zadawanie licznych pytań, na które nie chcą usłyczeć odpowiedzi. Otrzeźwiają
mnie te pytania. Dają do zrozumienia, że nie jestem, jednak, taka sama jak moi koledzy i koleżanki z klasy. Tak mi od czasu do czasu brak ludzi, którzy by mnie zrozumieli w języku ojczystym, wiedzieli, jak zareagować na żart. Tak mi się chce od
czasu do czasu przytulić do babci, pogłaskać kota, pogadać z przyjaciółką. Najgorsza jest świadomość tego, że między nami jest prawie tysiąc kilometrów.
Chyba już za dużo powiedziałam o smutnych rzeczach. Nieźle mi się w Polsce
żyje. Chodzę do dobrej szkoły, mam świetnych przyjaciół i ładnego psa. Mam co
jeść i w co się ubrać, jestem zdrowa. W końcu, żyję w Europie. A to, że czasami
chwyta mnie tęsknota za krajem, gdzie wyrosłam, szybko mija.
Teraz w Polsce jest mój dom, w Polsce jest moje miejsce, jednak na Ukrainie
wciąż pozostał i nigdy nie zniknie kawałek mojej duszy.
36
Kierunek Polska. Konkurs literacki
NADZIEJA NIEWDACH, BIAŁORUŚ
W
reszcie jestem w Polsce! Przekroczyliśmy przed chwilą granicę. Nie
myślałam jednak, że dostanę to stypendium, przecież są tylko dwa
miejsca dla osób z Białorusi, a jedną z nich jestem ja. Dotychczas nie
mogę w to uwierzyć. Będę miała możliwość uczęszczać na zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Byłam w Polsce już dwa razy, na letnich szkołach
językowych w Lublinie, ponieważ na Białorusi trzeci rok studiuję polonistykę
i, szczerze mówiąc, jestem jedną z najlepszych na swoim kierunku. Co prawda,
przyjeżdżałam do Polski zaledwie na trzy tygodnie. A teraz będę tutaj przez pięć
miesięcy i wreszcie zobaczę prawdziwe polskie życie. Jestem pewna, mimo że
będę musiała wrócić do domu, teraz się zaczyna moje nowe życie!
Jadę pociągiem z Warszawy do Krakowa. W mojej głowie nie ma żadnych myśli,
jestem w szoku. Nie wiem, w jaki sposób znalazłam swój pociąg, przecież na bilecie
i na dworcu nic nie było do zrozumienia! W jaki sposób zdążyłam na ten pociąg, też
nie wiem. Kupiłam bilet na trzy minuty przed odjazdem. Okazało się, że nawet nie
mam miejsca… Jest mi gorąco, bardzo gorąco… Tyle czasu jechać, stojąc, nie potrafię,
nie potrafię… Hm, przecież tu na korytarzu jest kilka siedzeń. Ale mam szczęście!
Pora obiadu. Prawie wszyscy pasażerowie wyjęli ze swoich dużych i małych,
czarnych i kolorowych torebek posiłki zawinięte w srebrzystą, szeleszczącą folię.
Wszędzie są świeże kanapki z serem i pomidorami, jabłka, banany. Mój brzuszek
mówi do mnie, że też chce jeść, ale jednak w mojej głowie „biega” i „krzyczy” wyłącznie jedna myśl: „Polacy mają kult folii?!”
Ależ przyjemnie się tu jedzie. Mam piękne widoki za oknem, a w pociągu pachnie
proszkami do prania i żelami pod prysznic.
Dlaczego na Białorusi ludzie nie są tacy? Teraz tu po obiedzie pachnie kwitnącą
różą, a u nas nawet bez obiadu w komunikacji miejskiej pachnie spoconymi mężczyznami i stęchłą kiełbasą…
Jestem w drodze prawie16 godzin i czuję się okropnie zmęczona. Spodziewałam
się, że miasto, do którego jadę, czeka na mnie, jednak Kraków wita mnie pochmurną pogodą. Nie wiem, gdzie mam iść, trochę się boję. Spróbuję włączyć GPS.
Działa! Idę pieszo…
37
Kierunek Polska. Konkurs literacki
Chcę do domu. Dlaczego w ogóle tu przyjechałam?! Gorycz i lęk gryzą od wewnątrz. W magazynie w akademiku nikogo nie ma, więc będę musiała spać przez
dwie noce bez pościeli. Chcę spać… Chcę do do…
Ostatni raz dawno tu pisałam… Nie mam dużo czasu wolnego, bo piszę pracę
naukową. Ale najważniejsze jest to, że czuję się znacznie lepiej. Półtorej miesiąca
temu obchodziłam swoje dwudzieste urodziny. Dzięki nowym polskim przyjaciołom wreszcie miałam niespodziankę. Moje najlepsze urodziny!
Słońce na razie nie zdążyło ukryć się za horyzontem i jego jaskrawe promienie,
pokonując tysiące kilometrów, oślepiają oczy i odbijają się złotem w płowych włosach jakiejś dziewczyny, która karmi białe łabędzie nad potężną i spokojną Wisłą.
Liliowe niebo wchłania swoją wspaniałością i niepojętością. Czuję, jak lekki wiaterek ślizga się po moich obnażonych ramionach, dotykając moje uszy. Jest ciepło
i bardzo przyjemnie. W takich chwilach zawsze dużo myślę i coś piszę…
Na pewno potrafię osiągnąć wszystko, czego będę chciała. Właśnie ten pobyt
w Polsce mi to udowodnił, ponieważ pomógł mi pokonać pewne lęki, które przez
długi czas mi przeszkadzały. Dzięki Polsce uwierzyłam w swoje siły. Dzięki dobrym
i uczynnym Polakom już po trzech miesiącach przestałam czuć się obco. Polska
stała się dla mnie domem, do którego obowiązkowo wrócę.
Czekaj na mnie, Polsko!
Twoja Nadzieja
38
Kierunek Polska. Konkurs literacki
NELIA YAKIVCHUK, UKRAINA
P
rzyjechałam do Polski prawie dwa lata temu – jedna dziewczynka z dwiema
walizkami. Słabo mówiłam po polsku, także słabo orientowałam się w przestrzeni i wszędzie czułam się obco. Przyjaciele powiedzieli mi, że po
jakimś czasie się zasymiluję, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Uwierzyłam im. Chodziłam więc w miejsca publiczne, kosztowałam tradycyjnych potraw
i próbowałam komunikować się łamaną polszczyzną w miarę możliwości, czy
raczej w razie potrzeby. Tak mijały miesiące w obcym, ale fajnym kraju. Kraju
fajnym, ale obcym. Zmieniały się poglądy, poprawiały się umiejętności językowe,
lecz adaptacja nie następowała. Nadal czułam się cudzoziemką, osobą, która ciągle się dostosowuje, mimikruje. Jak powiedziała serbska pisarka Dragica Rajcic:
„Emigracja to jak garb, do którego się przyzwyczaja”.
Ja zawsze chciałam pisać. Nie tylko w języku ukraińskim, również w polskim.
W ojczystym czuję się wolna, mogę w pełni pokazać swój potencjał, lecz w obcym
zawsze istniało coś takiego jak obawa popełnienia gwałtu na tym języku. Czasem,
gdy napiszę jakiś artykuł, sprawdzam go sto razy, żeby nie wyjść na idiotkę, która
zamiast „przyszłość” ciągle pisze „przeszłość”.
W Polsce zachwyca mnie dużo rzeczy, jak na przykład widoki nocnego, prawie bezludnego miasta czy też otwartość na ludzi. Lubię czasem w autobusie
zagadać z samotnym dziadkiem, który z chęcią opowie o swoich wnukach, pasji
ogrodnictwa i zmianach w życiu po PRL. Często spotykam się z osobami, dla których praca jest nałogiem. Chcę być wśród tego grona. Napisać książkę, otworzyć
małą przytulną kawiarenkę i wspierać młodych utalentowanych ludzi. W kraju
fajnym, ale obcym. W kraju obcym, ale fajnym.
Gdy ktoś mnie pyta, czy chciałabym zostać w Polsce na stałe, zawsze odpowiadam pozytywnie. Po dwóch latach zrozumiałam, że w cudzym państwie tak
naprawdę nie ma się czego bać. Chyba że samego siebie. Bo to właśnie ja stałam
się przeszkodą w rozwoju osobistym, czekając z założonymi rękami na cud, który
był bardzo niepunktualny. W takim razie zacznę działać sama. W kraju fajnym…
39
Kierunek Polska. Konkurs literacki
OKSANA BAGRIY, UKRAINA
40
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
13
OKSANA BAGRIY, UKRAINA
11
sierpień 2009
06:00 nad ranem. Słoneczny poranek na Starym Mieście. Fale ciepłego powietrza delikatnie dotykają moje policzki. Czuję...
Koniec roboczego dnia. Odzież, włosy, skóra wszystko przesiąkło tytoniem.
W końcu świeże powietrze. Oddycham pełną piersią. Muszę się spieszyć, za osiem
godzin znowu wracam do pracy na zmywak.
Pracuję w jednym z warszawskich pubów. Czasem szef wysyła na bar, wtedy
nalewam piwo z nalewaka. Nie mówię dobrze po polsku i mój wschodni akcent
wywołuje różne emocje. Niektórzy młodzi ludzie wykazują zainteresowanie,
próbują ze mną porozmawiać, niestety ciężko porozumieć się przy głośnej muzyce
i nieznajomości języka. Czasem przychodzą starsi faceci, zmęczeni i agresywni,
sfrustrowani. Topią swoje smutki w alkoholu, zaczepiają młode dziewczęta. Budzę
w nich ukryte lęki z czasów rządów radzieckich. Starają się mnie upokorzyć,
wydaje się im niby jestem odpowiedzialna za całą przeszłość i ich niespełnione
marzenia.
20 sierpnia 2010
Budzę się w nocy. Jestem cała przepocona, krople zimnego potu skapują mi
z czoła. Boję się…
Za dwa dni kończy się trzymiesięczna robocza wiza i muszę wracać. Nie chcę.
Wolę być tutaj traktowana jak śmieć, ale przynajmniej widzę przed sobą przyszłość. Tam nic, czarna dziura, która pochłania wszystko i wszystkich…
Od czasu do czasu mam sen: stoję na przejściu granicznym i przede mną ściana.
Ona wyrasta znienacka, w tym samym momencie, w którym podaję dokumenty do
sprawdzenia. Wielka betonowa szara ściana. Nagle nadlatują wrony i robią wielki
hałas. Ściana pada na mnie. Duszę się...
4 października 2013
Jestem studentką na studiach wyższych drugiego stopnia w Polsce. Dzięki ciężkiej pracy nad sobą, dążeniu do postawionych celów, otwartości i tolerancji wobec
innych jestem w tym miejscu o którym marzyłam przez cały czas. Jestem szczę42
Kierunek Polska. Konkurs literacki
śliwa, ale lęk wobec przyszłości pozostał. Żyję w spokoju dziesięć miesięcy w roku,
pozostałe dwa w oczekiwaniu i niepokoju: czy dostanę przedłużenie pobytu na
kolejny rok?
43
Kierunek Polska. Konkurs literacki
OTGONDŻARGAL VANCHINSUREN, MONGOLIA
44
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
Kierunek Polska. Konkurs literacki
LANA OVCHAROVA, UKRAINA
T
rudno się doliczyć, ile godzin w ciągu ostatnich dwóch lat spędziliśmy razem, ile dróg przejechaliśmy, ile zrobiliśmy przystanków. Jesteś wspólnym
mianownikiem moich żyć, których już nic innego oprócz ciebie nie wiąże.
Pamiętasz, jak trudne było nasze pierwsze spotkanie na dworcu w Kijowie, kiedy
w walizkach wiozłam nie tylko swoje rzeczy i ukraińskie słodycze, lecz również
nadzieję, że udowodnię wszystkim, że potrafię? Potrafię co? Wtedy nie zadawałam
sobie tego pytania. Czy mogę powiedzieć, że uciekałam? Jeżeli tak, to od siebie.
Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Warszawy, byłam pewna, że mój dom
jest w Kijowie, że to tylko tymczasowa zmiana lokalizacji, że tylko skończę studia,
a potem wrócę, bo miałam pewność, że mam gdzie wracać. W Kijowie czekali
na mnie rodzice, przyjaciele. Czekają i teraz, ale chyba już nauczyliśmy się żyć
oddzielnie. Wtedy byłam szczęśliwa, gdy kupowałam kolejny bilet do domu
i oczekiwałam czternastogodzinnej podróży z tobą. Teraz wyjeżdżam z Kijowa
już ze zupełnym spokojem i nie zasmuca mnie to, że spotkamy się dopiero za
kilka miesięcy.
Ale nie było tak zawsze. Pierwszy miesiąc był najcięższy. Nie znałam w Warszawie nikogo, wśród znajomych na uniwersytecie nie było osób spoza Polski,
nikogo, z kim można byłoby podzielić się przeżyciami. Nie pozwalałam sobie wtedy
na powroty do wynajmowanego mieszkania wcześniej niż o 22.00, żeby nie czuć
się samotną. Jestem wdzięczna swojemu trenerowi badmintona na uniwersytecie,
który pozwolił mi chodzić na treningi trzy razy w tygodniu. Wiesz, lubię sport za
to, że absolutnie nieważne, skąd pochodzisz i w jakim języku mówisz, czy masz
akcent, czy nie. Na boisku musisz wygrać. I tyle.
Gdy nie spędzałam wieczorów na hali sportowej, spacerowałam i chodziłam
niemal na wszystkie spotkania autorskie i inne wydarzenia kulturalne, które odbywały się w mieście.
Postanowiłam, że nigdy nie poddam się i zbuduję swoje życie od zera.
Powoli zaczęłam zauważać wyniki swojej pracy. Po roku przełamałam barierę
językową, znalazłam nowych przyjaciół. Trafiłam do pierwszej reprezentacji
46
Kierunek Polska. Konkurs literacki
uniwersytetu i wzięłam udział w Akademickich Mistrzostwach Polski z badmintona.
A kiedy otrzymałam swój pierwszy medal – po raz pierwszy się rozpłakałam.
Ta nagroda stała się symbolem tego, że potrafię. Co się zmieniło przez ostatnie
dwa lata mojego warszawskiego życia? Nauczyłam się nie uciekać od siebie i pokochałam miasto, w którym teraz jestem. Zwłaszcza przekonuję się do swojej miłości,
kiedy jadę na rowerze przez most Świętokrzyski. Czuję się spokojnie, kiedy za mną
zostaje Praga, a przed sobą widzę tylko światła Starówki. Widzisz, do szczęścia
potrzebne mi ciągłe przekraczanie – granic, rzek – i ciągle muszę być na pograniczu, mając jedno życie za sobą, a drugie – na horyzoncie, połyskujące światełkami,
ale wciąż nieosiągnięte.
Jesteś do mnie trochę podobny, też nigdy nie stoisz w miejscu i na pewno
rozumiesz, jak dobrze jest od czasu do czasu się gdzieś zatrzymać. Ale twoje
przystanki są zawsze krótkie, tak samo zresztą jak i moje. Wiem, że niedługo się
spotkamy, ponieważ nadal jestem przywiązana do twoich tras i rozkładu jazdy.
Moja podróż dopiero się zaczyna i nawet nie mogę sobie wyobrazić, kiedy nadejdzie kolejny przystanek.
47
Kierunek Polska. Konkurs literacki
SENAIT CIEPLINSKA, ERYTREA
48
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
TATIANA OSOVIK, ROSJA
50
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
TATIANA OSOVIK, ROSJA
Ż
yła sobie dziewczyna w dalekim mieście Nowosybirsk na dalekiej bezgranicznej Syberii. Żyła sobie spokojnie… dopóki nie przyjechała do Polski
– tak można by było zacząć opowieść o moich życiowych przygodach. Tej
dziewczynie nigdy nawet na chwilę nie przyszło do głowy, że zostawi swoją daleką
Syberię i zamieszka wśród Polaków, i będzie mówiła po polsku. Gdyby ktoś mi wtedy o tym powiedział, roześmiałabym się i nie uwierzyłabym. Zawsze chciałam pojechać na studia do Niemiec, ale ironia losu sprawiła, że zatrzymałam się w Polsce.
Nazywam się Tatiana. Pochodzę z Rosji, z Syberii. Mój tata ma korzenie ukraińskie, mama jest Białorusinką, ale ja jestem Rosjanką. Tak przynajmniej jest napisane
w paszporcie. Mieszkam w Polsce ponad sześciu lat, prowadzę bloga Cudzoziemka.pl,
na stronach którego dzielę się własnym doświadczeniem oraz wrażeniami o życiu
w Polsce. No i oczywiście, pracuję, biegam, prowadzę normalne życie, jak wszyscy
wokół mnie.
Jak się żyje w Polsce?
Bardzo często słyszę pytanie „Jak się tobie żyje w Polsce?”. Odpowiedź brzmi
krótko – różnie. I nic negatywnego w tym nie ma. W zasadzie nie planowałam zostać tu na stałe, myślałam, że skończę studia magisterskie, na które przyjechałam,
i wrócę do siebie. Ale zdarzyło się inaczej: znalazłam pracę, poznałam chłopaka.
I mieszkam już w Warszawie ponad sześć lat. Jest mi tu dobrze, podoba mi się.
Ale jak zawsze – są plusy i są minusy. Spotykam fajnych ludzi, są osoby, które mnie
lubią i się przyjaźnimy. Wszystko jest fajnie, ale czasami wtrąca się polityka. Na
każdej imprezie lub spotkaniu ktoś mi zadaje pytania na temat polityki i historii.
W ogóle zauważyłam, że Polacy bardzo dużo rozmawiają o historii, o przeszłości.
Rozumiem, z czego to wynika, ale zazwyczaj, kiedy spotykam jakąś osobę, to nie
zadaję od razu pytania na temat polityki w jego kraju. W Polsce jest trochę inaczej.
Oczywiście, nie mówię o wszystkich, ale ogólnie takie miałam doświadczenie.
Czasami mam niezbyt przyjemne sytuacje, ale na szczęście zdarza się to bardzo
rzadko. Zazwyczaj wszystko kończy się na pytaniu: „Czy na Syberii są niedźwiedzie?”. Odpowiadam, że tak, mam w domu chomika, kota i niedźwiedzia. Niby nie
wierzą, ale zawsze zapytają na wszelki wypadek „Naprawdę masz niedźwiedzia?!”
Taką sytuację miałam parę razy.
52
Kierunek Polska. Konkurs literacki
Jak się czuję w Polsce?
Czuję się wolna. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Może to zasługa kraju, ale również mi się wydaje, że coś podobnego czuje każdy, kto wyjeżdża do obcego kraju.
To jest szansa zacząć życie od nowa, tak jak się chce. Podoba mi się kraj, kultura
jest mi bliska, podobają mi się ludzie, mentalność… Myślę, że po prostu znalazłam
swoje miejsce. Cały czas dowiaduję się czegoś nowego o Polsce. Bardzo mi w tym
pomaga to, że mówię po polsku.
Na koniec zamieszczam swój wiersz o życiu Cudzoziemki. Miałam marzenie nauczyć się tak mówić po polsku, żeby móc napisać wiersz. I stało się. Wiem, jeszcze
daleko do doskonałości, ale od czegoś trzeba zacząć. Jak się mówiło w moim kraju:
„Nie od razu Moskwę zbudowano”.
Cudzoziemka
Lotnisko, kawa i książka.
Za oknem słońce i śnieg.
W sercu został strach może troszkę,
Ale na twarzy nadziei uśmiech.
Kilka słów w telefonie dla bliskich:
Zadzwonię, napiszę, całuję, papa.
Może chciałaś powiedzieć coś więcej,
Ale może jakoś nie wypada.
Nie wiesz, co czeka tam Ciebie:
Przystanek, miłość, sukces.
Został tylko ślad lotu w niebie
I życia wieczny proces.
Zostało kilka pałaców kultury,
Cerkiew drewniana, dom i rodzina,
Śmieszna sowiecka architektura
I może trochę poczucie winy.
Tyle lat minęło tak szybko,
Jak kilka słów i czasu pośpiech.
Znowu słońce, śnieg i walizka,
Znowu strach, nadzieja, uśmiech.
53
Kierunek Polska. Konkurs literacki
SONIA LAKEN AKOM ANZONG, KAMERUN
54
Wystawa „Cudzoziemki w Polsce”
K I E R
U N
E
K:
KONKURS LITERACKI
wwww.zobaczniewidzialne.pl
P O L
SKA

Podobne dokumenty