wiosenny - Zespół Szkół im. Ziemi Lubelskiej w Niemcach

Komentarze

Transkrypt

wiosenny - Zespół Szkół im. Ziemi Lubelskiej w Niemcach
KLEKS
WIOSENNY
PISMO ZESPOŁU SZKÓŁ
IM. ZIEMI LUBELSKIEJ W NIEMCACH
KWIECIEN 2009
1(38)/2009
przedstawienie zacząć czas
witajcie
zapłaciliście więc my
damy wam wszystko
czego do tej pory nie dało się kupić
ukoronujemy błazna
stańczyk będzie naszym królem
rządził a wy
pokłonieni w pas zasłuchani zapatrzeni
dobre wróżki spłoną
jak wiedźmy na stos na stos
a wy zasłuchani zapatrzeni po gałązce chrustu
dziś was na to stać
oklaski dla umierających kochanków
niech im scena lekką będzie
kurtyna zasłoniła aktorów
wychodzicie milczący niewidzący głusi
żegnajcie
ada winiarska
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
JUBILEUSZ SZKOŁY W NIEMCACH
RAZ NA 80 LAT
10 GRUDNIA 2008
Grudniowy poranek, lekki mróz, taki na życzenie, żeby nie było błota. Wszystko gotowe na uroczystość. Można
iść do kościoła.
10.00 KOŚCIÓŁ PARAFIALNY PW. ŚW. IGNACEGO LOYOLI W NIEMCACH
Zaproszeni goście, nauczyciele, przedstawiciele klas, rodzice zajmują miejsca. Za chwilę uroczysta msza św.
Z okazji jubileuszu 80–lecia szkoły w Niemcach i nadania sztandaru Zespołowi Szkół im. Ziemi Lubelskiej
odprawiona przez księdza kanonika Krzysztofa Galewskiego.
11.00 Uroczysty przemarsz do
szkoły prowadzą poczty
sztandarowe. Idą tak szybko, że
musimy wydłużyć krok. Policja
wyręcza p. przeprowadzacza i
zatrzymuje dla nas ruch;)
Poczet sztandarowy rodziców
Zespołu Szkół im. Ziemi
Lubelskiej w Niemcach:
pan Sławomir Smarż, pani Lucyna
Groszek i pani Maja Grzelak
2 1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
11.30 NOWA SALA GIMNASTYCZNA W ZESPOLE SZKÓŁ W NIEMCACH
Uczniowie, goście, nauczyciele, pracownicy szkoły zajmują miejsca na sali – udekorowanej kwiatami, mimo
zimy. P. Marzenka Włodarczyk i p. Mirek Choina rozpoczynają oficjalną część uroczystości wprowadzeniem
pocztów sztandarowych: ZS w Niemcach, ZS w Krasieninie, SP w Nasutowie i SP w Dysie.
Pani Dyrektor Małgorzata Nowak serdecznie wita przybyłych gości, wśród których są przedstawiciele władz
różnego szczebla, Kuratorium Oświaty w Lublinie, dyrektorzy zaprzyjaźnionych szkół i instytucji, sponsorzy,
emerytowani i obecni pracownicy szkoły oraz ci najważniejsi: uczniowie i ich rodzice.
Przypominamy Uchwałę Rady Gminy Niemce z dn.
28.09.2006 nadającą szkole imię Ziemi Lubelskiej.
Odczytuje ją pan Henryk Drozd, ówczesny
przewodniczący Rady Gminy.
3
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
Nadchodzi moment prezentacji sztandaru, którego dokonuje poczet sztandarowy rodziców, głównych
fundatorów.
Gwoździe w drzewiec sztandaru kolejno wbijają przedstawiciele władz, sponsorzy, osoby zasłużone dla szkoły,
przedstawiciele uczniów i pani dyrektor. Chwila ważna, bo gwoździe naprawdę trzeba wbić, w dodatku
specjalnym złotym młotkiem.
Panie Kasia Iwańczuk i Kasia Markiewicz czuwają, aby wszyscy wpisali się również do specjalnie na tę okazję
przygotowanej Księgi Pamiątkowej.
Następnie ks. kanonik K. Galewski święci sztandar i nową salę gimnastyczną.
4 1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
Jednym z najważniejszych momentów uroczystości jest odczytanie aktu ufundowania sztandaru przez
przewodniczącą Rady Rodziców p. Annę Kopaczewską i przekazanie go na ręce pani Dyrektor Małgorzaty
Nowak.
Następnie - kolejna chwila wzruszenia – i sztandar przejmuje poczet uczniów: Piotr Bielecki, Ewelina Skrobas
i Karolina Baranowska.
Po raz pierwszy uczniowie, pełni uroczystej powagi, składają na nowy sztandar przysięgę. Ślubują
przedstawiciele wszystkich klas naszej szkoły.
5
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
Z okazji urodzin (szkoły) goście przybyli z życzeniami i… prezentami. Szacowna Jubilatka otrzymała m.in.
Książki, piłki i przeogromny kosz kwiatów.
13.30 A potem były już tylko:
ZABAWA…
Parada strojów teatralnych w wykonaniu
uczniów kształcenia zintegrowanego
…czasem z liryczną nutką…
Paulina Gryta podczas interpretacji wiersza
„Miłością rządzą paradoksy” ks. Ryszarda
Winiarskiego
6 1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
TANIEC…
Dziecięcy Zespół Taneczny „Osa” oczarował tańcami:
Polonezem, Polką i Walczykiem lubelskim
ŚPIEW…
Sporej dawki egzotyki i emocji swoim wykonaniem
czeczeńskiego tańca narodowego – lezginki –
dostarczył Zespół Taneczny „Iczkeria”
Gorące rytmy cha-chy, samby, walca, jiva i tanga
zaprezentowane przez uczniów naszej szkoły porywały
na parkiet
… i…
Opracowanie:
Marta Stefaniak, Marzena Włodarczyk
Zdjęcia:
Liliana Dudzikowska, Marek Gruda,
Spotkania pokoleń
firma Foto Lider
7
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
Podziękowanie
Dyrekcja, Rada Pedagogiczna, Rada Rodziców oraz Samorząd Uczniowski Zespołu Szkół im.
Ziemi Lubelskiej w Niemcach serdecznie dziękują za udzieloną pomoc, wsparcie finansowe oraz
przekazane dary w związku z uroczystością nadania sztandaru i Jubileuszu 80-lecia szkoły.
Szczególne podziękowania kierujemy pod adresem fundatorów sztandaru Zespołu Szkół im.
Ziemi Lubelskiej.
Wszystkim Gościom dziękujemy za udział w uroczystościach, życzenia i ciepłe słowa
skierowane pod naszym adresem. Obecność Państwa uświetniła obchody jubileuszu, nadania i
poświęcenia sztandaru.
Mamy nadzieję, że zaprezentowana historia, dorobek i misja Zespołu Szkół w Niemcach była
dla wszystkich uczestników uroczystości okazją nie tylko poznania naszej placówki, ale umocniła
poczucie dumy ze wspólnej Małej Ojczyzny – Ziemi Lubelskiej.
W imieniu całej szkolnej społeczności jeszcze raz dziękujemy za wsparcie i życzliwość.
W imieniu szkolnej społeczności
Małgorzata Nowak
Dyrektor Zespołu Szkół
im. Ziemi Lubelskiej w Niemcach
Lista Głównych Sponsorów:
•
•
•
•
•
•
•
Rada Rodziców Zespołu Szkół
w Niemcach
Przedsiębiorstwa Produkcji
Materiałów Budowlanych NIEMCE S.A.
Firma “Pol-Skone” sp. z o.o. Producent
Drzwi i Okien Lublin/Niemce
Przedsiębiorstwo Chemiczne
“Stanchem” sp. j. Lublin/Niemce
Bank Spółdzielczy w Niemcach
Firma “As-Babuni” sp. z o. o. Niemce
Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa
“Samopomoc Chłopska” w Niemcach
8
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
HISTORIA PEWNEJ ZNAJOMOŚCI…
PAPUŻKI - NIEROZŁĄCZKI
Rozumiałyśmy się w pół słowa,
miałyśmy
swoje
hasła,
zwroty, zrozumiałe tylko dla
nas. Mogłyśmy się wygadać,
opowiedzieć
o
swoich
kłopotach, poukładać kłębiące
się w nas uczucia. Problemy
zwalczałyśmy
razem,
bo
Gosia to najlepsza towarzyszka rozmów, z którą
można przegadać całą noc bez zmrużenia oka,
wypłakać się, wyżalić.
Spotkałam
ją
na
rozpoczęciu roku pierwszej
klasy.
Ciemne,
długie
warkoczyki, miła, wesoła buzia.
Miała
na
imię
Małgosia.
Zwróciłam na nią uwagę, bo
była inteligentna, często na
lekcjach
odpowiadała
na
pytania nauczycielki i układała świetne zadania
tekstowe. Nie siedziałam z nią w jednej ławce,
ponieważ każda z nas miała w klasie serdeczną
koleżankę z sąsiedztwa. Z Małgosią usiadłam dopiero
w klasie czwartej i od razu okazało się, że „nadajemy
na tych samych falach”. Razem spędzałyśmy
przerwy, miałyśmy wspólne sekreciki, kochałyśmy się
w tych samych aktorach, lubiły takie same lody…
Zwierzałyśmy się sobie z największych strachów
i problemów, a wpisywały sobie w pamiętniku
„najlepsza przyjaciółka” – Gosia/Bożenka. Nie
rywalizowałyśmy ze sobą, a raczej wspierały
i wzajemnie dopingowały. Mówiono o nas „papużki
nierozłączki”. Nie wiedziałyśmy, że to będzie
przyjaźń na całe życie, chociaż miałyśmy taką
nadzieję.
Poszłyśmy jednak do innych szkół średnich, ale
nie straciłyśmy ze sobą kontaktu. Jak się okazało, że
złożyłyśmy dokumenty na ten sam kierunek studiów,
przygotowywałyśmy się razem do egzaminów
wstępnych. Wspólne studia jeszcze bardziej nas do
siebie zbliżyły. Ufałyśmy sobie nawzajem, szanowały
własne zdanie, choć rzadko bywało różne.
Przyjaźń ta trwa do dziś, ponieważ los tak chciał,
że pracujemy również razem. Czujemy się dobrze
w swoim towarzystwie, rozumiemy, wspieramy,
akceptujemy,
możemy
na
sobie polegać i szczerze sobie
życzymy.
Przetrwałyśmy
próbę czasu. I w biedzie
byłyśmy razem, i sukces
niczego między nami nie
zepsuł. Myślę, że mamy coś
wyjątkowego
–
przyjaźń.
Przeżywamy różne chwile, raz
mamy większą ochotę na
kontakt,
raz
mniejszą,
a innym razem po prostu nie
mamy czasu.
I tak żyjemy własnym
życiem, ale zawsze obok
siebie. Takie „papużki –
nierozłączki”.
Bożena Malinowska
9
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
SZKOLNA OPINIA PUBLICZNA
„NIE TEN PRZYJACIEL KTO CIĘ CHWALI,
LECZ TEN KTO CI PRAWDĘ MÓWI”
Siadłam w ławce z koleżanką, której siostra przyjaźniła się
z moją siostrą. Z racji tego wypadało mi się zapoznać
z Moniką ;] Od tamtej pory byłyśmy jak papużki nierozłączki.
Wszędzie razem. Nawet w wolne dni spotykałyśmy się, żeby
porozmawiać. Dziwne, że miałyśmy tyle tematów i nigdy ich
nie brakowało. Trwało to do 6 klasy, a w gimnazjum
zaczęłam spędzać więcej czasu z inną dziewczyną, ale to nie
wyklucza faktu, że Monika nadal zostanie moją przyjaciółką.
Może do końca życia?” (klasa IIB)
„Jak miałem 2 lata to dzieliłem się zabawkami z takim
jednym Bartkiem. Ta „przyjaźń” polegała na handlu
i wymianie.” (klasa IIB)
„Moja pierwsza przyjaźń hmmm... Miałam dwie.
Pierwsza była jak miałam roczek. Kumplowałam się, a potem
przyjaźniłam z moją sąsiadką. Latem było nawet trochę
zabawnie. Gdy chodziłam do niej, bawiłyśmy się w piasku,
a raczej w błotku... A gdy ona przychodziła do mnie,
bawiłyśmy się lalkami Barbie itp.
Moja druga przyjaźń zaczęła się w przedszkolu. Byłyśmy
jak papużki nierozłączki. Gdy jadłyśmy obiad, zawsze
próbowałyśmy usiąść obok siebie. Gdy bawiłam się
Każdy z nas na pewno zadawał sobie kiedyś takie
pytania: „Czy mam kogoś, komu mógłbym zaufać,
powierzyć swoje sekrety? Kogoś, kto przyjdzie mi
z pomocą, gdy będę w potrzebie?” Odpowiedź była pewnie
pozytywna, ale czy zawsze?
Chciałyśmy to sprawdzić i dlatego przeprowadziłyśmy
w kilku klasach naszej szkoły (tj. 5a, 5b, IIA, IIB, IIIB oraz
wśród pojedynczych osób z innych klas) ankietę dotyczącą
przyjaźni. Zadałyśmy 6 pytań mówiących o tym, czym jest
przyjaźń, co jest w niej najważniejsze i poprosiłyśmy
o opowiedzenie swoich doświadczeń. A oto wyniki naszego
sondażu. Przytoczymy też niektóre, najciekawsze naszym
zdaniem wypowiedzi. Zachowałyśmy ich oryginalną
pisownię i stylistykę, wszak często tu właśnie zawarty jest
cały uroku czucia…
Na siedemdziesiąt osiem osób ankietowanych,
siedemdziesiąt jeden (czyli 90%) potwierdziło, że ma
prawdziwego przyjaciela bądź przyjaciółkę, natomiast
siedem odpowiedziało negatywnie.
W pytaniu drugim poprosiłyśmy o podanie kilku
podstawowych cech, które powinna posiadać bratnia dusza.
Najczęściej padały cechy takie jak:
- pomocny (32 głosy),
- szczery (28),
- godny zaufania (24),
- uczciwy (17),
- miły (17),
- wyrozumiały (15),
- potrafi doradzić (11).
Wymieniano także:
- troskliwy (7),
- wierny (7),
- dobry (6),
- uprzejmy (4)
- tolerancyjny (3)
- wrażliwy (2)
Następne pytanie, jakie zadałyśmy,
brzmiało: „Jak wyglądała Twoja pierwsza
przyjaźń?” Okazało się, że większość
przyjaźni naszych ankietowanych, zaczęła się
już w zerówce bądź w 1 klasie szkoły
podstawowej. Niewiele osób odpowiedziało, że ich przyjaźń
miała początek dopiero w gimnazjum.
Oto kilka wybranych wypowiedzi.
„Moja pierwsza przyjaźń? To chyba było w przedszkolu.
Zawsze byłam chłopczycą, a najbardziej w młodszych latach.
Przyjaźniłam się wtedy z rówieśnikami z ulicy, oczywiście
z chłopcami. Wieczorami grywałam z nimi w piłkę,
w przedszkolu bawiłam samochodami, zawsze traktowałam
ich jak braci. Wiem, że jednak prawdziwa przyjaźń spotkała
mnie dopiero w pierwszej klasie gimnazjum. Wtedy okazało
się, że mamy wiele wspólnego z koleżanką z wcześniejszych
klas. Chyba to ona była moją pierwszą przyjaciółką.”
(Katarzyna Kosowska kl. IIIB)
„Moja pierwsza przyjaźń zaczęła się od pierwszej klasy
podstawówki, a właściwie w pierwszy dzień jej nauki.
traktorkiem, Magda zawsze mnie pchała, a następnie – ja ją.
Kiedy bawiłyśmy się w domek, to ja byłam dzidziusiem, który
pomagał mamie. Było bardzo fajnie.” (Paula Kotyra, kl. 5a)
„Moja pierwsza przyjaźń zaczęła się w pierwszej klasie
podstawówki. Każdy był nieśmiały, szukał dla siebie bratniej
duszy, żeby siedzieć z kimś w ławce. My z Anią od razu się
„wyhaczyłyśmy”. Ją zainspirował mój warkocz, a mnie jej
dołeczki, kiedy się uśmiechała. Nie pamiętam już, jak to
dokładnie się stało, ale już w pierwszym tygodniu szkoły się
„pokochałyśmy” i wszędzie chodziłyśmy razem. Pani ciągle
nas pouczała, że to nie jest czas na rozmowy i wzajemne
zaplatanie sobie warkoczyków. Spotkałyśmy się przypadkiem
poza szkołą w sklepie i okazało się, że mieszkamy całkiem
blisko siebie. Odwiedzałyśmy się często. Pomyśleć, że zaczęło
się od warkoczyków, dziecięcych zabaw lalkami itp. ”
10
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
Koleżanka z kl. IIB stwierdziła: „Moim zdaniem, jak
najbardziej istnieje. Chociaż zależy to też od poszczególnych
osób. Jeśli o mnie chodzi, to bardziej zależy od zaufania niż
od płci. Uważam, że sama posiadam takiego „kolegę”, bo za
mało się znamy, żeby powiedzieć przyjaciela.”
Podobne zdanie mają też chłopcy np. „Moim zdaniem,
istnieje przyjaźń damsko-męska. Gdy np. dwie osoby
o przeciwnej płci się bardzo lubią, to nie znaczy czują do
siebie coś więcej.” (Michał Hunek kl. IIB)
Reasumując, można dojść do wniosku, że większość
naszej szkolnej młodzieży doświadczyła przynajmniej raz
prawdziwej przyjaźni i jest ona bardzo ważną częścią ich
życia.
Kolejne z zadanych pytań brzmiało: „Jak sądzisz, czy
pierwsza przyjaźń, np. z przedszkola, może przetrwać?”
Sześćdziesiąt pięć osób ankietowanych odpowiedziało, że
może się to zdarzyć, zaś zaledwie trzynaście osób uważa
inaczej. Uczennica klasy piątej napisała „Ja ogólnie jestem
w takiej sytuacji i uważam, że ta przyjaźń może przetrwać.
Wciąż jesteśmy przyjaciółkami chociaż znamy się od bardzo
dawna.” Inna dodała: „Według mnie, każda przyjaźń może
przetrwać. Chociaż są konflikty, można się pogodzić.
Niektóre przyjaźnie trwają do końca życia.”
W przedostatnim pytaniu zapytałyśmy, na czym polega
przyjaźń. Wg naszych respondentów, przyjaźń jest przede
wszystkim oparta na zaufaniu, szczerości, wzajemnej
pomocy w trudnych chwilach, spędzaniu ze sobą wolnego
czasu, rozwijaniu swoich zainteresowań, wspólnych
rozmowach.
Koleżanka z IIA napisała tak o swojej przyjaźni: „Moja
przyjaźń na dzień dzisiejszy jak dla mnie jest wspinała ;)
Polega głównie na rozmowach i wsparciu. Taki wiek –
błahostki wydają się całym światem i każdy problem warty
jest dłuższego przedyskutowania ;) Osoby trzecie twierdzą,
że nie powinnyśmy się razem spotykać ;) Uwielbiam swoją
przyjaźń. To, że wiem, że mam bliskich, którzy mnie nie
zostawią, którzy patrzą na świat inaczej niż ja i potrafią
ściągnąć mnie na ziemię, pokazać inne, lepsze wyjście
z sytuacji. Z którymi mogę zaśmiewać się do łez. To
wspaniałe mieć kogoś, do kogo możesz zwrócić się, gdy masz
jakiś problem.”
„Moja przyjaźń polega na zaufaniu. Ja mogę ufać tej
osobie i ona mi. Zawsze mogę się jej zwierzyć, poradzić.
Nigdy się ode mnie nie odwróciła. Ja też zawsze pomagam
jej, bardzo lubię z nią rozmawiać. Chociaż na co dzień jest
„inna”, głęboko w sercu ta osoba jest najlepszą jaką
znam.”(klasa IIB)
„Moja przyjaźń polega na tym, że pomagamy sobie. Gdy
mój kolega z klasy podstawił mi nogę, przyszła i pomogła mi.
Wytłumaczyła zadania. W każdą sobotę przychodzimy do
siebie bawić się. Mamy nawet swój ulubiony film. Często
razem chodzimy do kina. Bardzo się lubimy, lecz mam
przeczucie, że ktoś chce zniszczyć naszą przyjaźń.”
(Weronika Małek, kl. 5b)
„Moja przyjaciółka i ja przyjaźnimy się już dobre 6 lat.
Mimo wielu nieporozumień zawsze umiemy się pogodzić.
Właśnie na tym polega przyjaźń – na zrozumieniu
i wybaczaniu.” (uczennica gimnazjum)
Ostatnie pytanie, jakie postawiłyśmy, dotyczyło
przyjaźni damsko-męskiej. Ku naszemu zaskoczeniu, wasze
opinie były podzielone. 42 osoby uważały, że taka przyjaźń
może istnieć, zaś 36, że jest niemożliwa.
Bardzo spodobała nam się wypowiedź Katarzyny
Kosowskiej, która brzmi: „Przyjaźń damsko – męska? Cóż.
Ja uważam, że istnieje, lecz jest zupełnie inna niż przyjaźń
z osobą tej samej płci. Osobiście mam w tych sprawach
pewne doświadczenie, tzn. w przyjaźni damsko - męskiej
tkwię teraz. Jest to dość zwariowane, ale miłe. Chłopak
zupełnie inaczej rozumie dziewczynę, dzięki czemu mogę
mieć różne strony pewnych wydarzeń i różne rozwiązania
problemów, o których ani ja, ani moja najlepsza
przyjaciółka nawet by nie wiedziała. Taka przyjaźń pozwala
na spojrzenie na świat inna perspektywą, lecz trzeba
uważać, bo bardzo szybko owa przyjaźń może zamienić się
w zauroczenie i cos więcej.”
Refleksjami na temat własnych przyjaźni podzielili się
z nami również niektórzy państwo nauczyciele, tj.
P. Małgorzata Nowak, P. Marta Stefaniak i P. Mirosław
Choina. Jednogłośnie stwierdzili, że przyjaźni doświadczyli.
A oto fragment wypowiedzi Pana Choiny: „Uważam, że
człowiek, który twierdzi, iż nie ma przyjaciół, jest bardzo
biedny, bo albo nigdy tak naprawdę nikomu nie chciał (nie
potrafił) zaufać, albo nie zasłużył na prawdziwą przyjaźń.
Jedno i drugie jest bardzo smutne i godne współczucia.
Mam kilku przyjaciół jeszcze ze szkolnych lat, kilku ze
studiów, moim wielkim przyjacielem/przyjaciółką jest moja
żona, ale ostatnio doszedłem do wniosku, że największymi
i najwierniejszymi przyjaciółmi byli zawsze moi rodzice,
a szczególnie moja mama, której mogłem powiedzieć
dosłownie wszystko i nigdy nie zostałem zignorowany, czy
wyśmiany. Niestety, mama już nie żyje, a mnie bardzo brak
jej obecności i głupio mi, że dopiero po jej odejściu
zauważyłem, jak bardzo była dla mnie ważna. Ale podobno
tak to już jest…”
Zaś Pani Dyrektor stwierdziła: „Przyjaciółka/przyjaciel
od serca? Czyli bliski, serdeczny? Nie – nie mam
przyjaciółki/przyjaciela od serca. Słowo przyjaciel –
w liczbie pojedynczej ma wymiar wyjątkowy, idealny,
ponadczasowy. Mam wielu przyjaciół, wielu bliskich mi
ludzi, znam wiele osób, na które mogę liczyć. Jestem
indywidualistą, trochę samotnikiem. Może dlatego trudno mi
otworzyć się przed kimś do końca, całkowicie, bez obaw?
Chociaż… niech pomyślę… Przyjaciółka od serca? Czasem
patrzy na mnie z lustra…”
Na koniec Pani Marta Stefaniak: „Dziś mam kilku
sprawdzonych przyjaciół. Nie ze wszystkimi mogę się często
widywać, ale na wszystkich zawsze mogę liczyć. Ufam im,
a oni mogą ufać mnie. Czasem wzajemne krytyczne
spojrzenie na problemy pomaga spojrzeć z dystansu na
siebie. Nie zawsze możemy sobie pomóc, ale jesteśmy przy
sobie, wspieramy się. Tak samo w chwilach trudnych, jak
i radosnych.
Czasem się spieramy, ale szanujemy swoje zdanie,
niczego sobie nie narzucamy.
„Przyjaciel, to prezent, jaki robimy sami sobie” – nie
pamiętam, czyje to słowa, ale zgadzam się z nimi.”
Dziękujemy wszystkim, którzy podzielili się z nami
swoją przyjaźnią. Czytelnikom Kleksa życzymy, aby w ich
życiu nigdy nie zabrakło tego uczucia. Wszak „Patrzeć
należy sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”
Aleksandra Czyżyk, Patrycja Borzęcka, kl. IIB
Współpraca: Monika Boguta
11
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
SYLWETKI
CAŁKIEM NOWE ŻYCIE
HISTORIA NASTOLETNICH UCHODŹCÓW Z CZECZENII
Aleksandra Piekarczyk, Julita Siejko, kl. IIB
przeszkodami w nawiązaniu dobrego kontaktu? I wiele
więcej dręczących myśli, które przychodzą nam do
głowy, ale nie mamy jeszcze śmiałości o to zapytać.
Jednak oni swoim zachowaniem szybko odpowiedzieli
na nasze pytania…
Odsłona druga: Wojna
Eset i Kazbek to rodzeństwo. Starszy brat Szamil
z zawodu jest kierowcą i wraz z żoną również
przyjechał do Polski. Mama Fatima, jak każda dobra
gospodyni, już sprawdziła naszą polską kuchnię i mówi
o niej tak: „Podoba mi się ta polska kuchnia”. Tata
Uvays w Czeczenii miał stałą pracę jako murarz.
Jednak tutaj do tej pory nie może znaleźć dla siebie
stałego zajęcia. Rodzina Achmetchanovów znalazła się
w Polsce z powodu niezbyt sprzyjających okoliczności:
„Główną przyczyną naszego przybycia do Polski była
ucieczka od wojny, trwającej już któryś rok”. Mimo to
są zadowoleni z pobytu w naszej małej miejscowości –
Niemce.
Odsłona trzecia: Dom
Polska jest krajem otwartym na innych, na
różnorodność kultur i poglądów. Nie tylko rodzina
Achmetchanovów przybyła do naszego kraju. Wraz
z nimi Ośrodek dla Uchodźców w Leonowie
zamieszkują inni emigranci z Czeczenii. Tu jest ich
kilkuset, a w całej Polsce są ich tysiące.
Jednak to miejsce nie okazało się być odpowiednim dla
rodziny Eset i Kazbeka. Wyprowadzili się oni do
mieszkania wynajętego niedaleko ośrodka w hotelu
robotniczym. Jest ono niewielkie – jeden pokój na
4 osoby, zaś kuchnia i łazienka wspólna z innymi
lokatorami – ale samodzielne. Jak twierdzi pani
Achmetchanova: „Przyczyną, dla której zmieniliśmy
miejsce zamieszkania był straszny hałas w ośrodku,
którego nie mogliśmy już więcej znosić, tym bardziej, iż
mąż ma chore serce, więc wszystko to miało negatywny
wpływ na jego zdrowie.” Po rozmowie z rodzeństwem
doszłyśmy do wniosku, że odizolowanie się od innych
(czasem nawet wulgarnych i nadużywających alkoholu)
Czeczeńców wyszło im na dobre. Stali się oni
spokojniejsi, mają lepsze warunki do nauki, co
zaowocowało lepszymi ocenami i większym
zaangażowaniem w życie klasy i szkoły.
Odsłona czwarta: Szkoła
Gdy zapytałyśmy ich o to, co robią po szkole, padły
dwie różne odpowiedzi. Kazbek, jak to chłopak –
interesuje się piłką nożną, dlatego większość czasu
spędza z kolegami na boisku. Wolne chwile zajmuje
mu również komputer – gra, rozmawia przez GG,
szuka wiadomości o Polsce, uczy się naszego języka,
„Do tej ojczyzny, w której jest wojna,
ale i gdzie czeka rodzina?
Z może zostać tutaj…
Jest nam tak dobrze,
tylko tak bardzo tęsknimy…”
Emigranci z Czeczenii pojawili się niespodziewanie
dla niemal wszystkich w naszej miejscowości
i w naszej szkole w 2006 roku. Budzili zdziwienie,
zainteresowanie, strach… Nikt nie wiedział, czego się
spodziewać.
Odsłona pierwsza: Spotkanie
Eset, Kazbek i Dżayran dołączyli do naszej klasy –
I gimnazjum – dopiero w lutym 2008 roku. I w końcu
mamy okazję lepiej poznać tych, o których tak dużo się
mówi… Wraz z rodzicami wchodzą do naszej klasy.
Na ich twarzach maluje się przestrach, niepokój, lęk…
Chyba nie tylko oni czują się nieswojo. Każdy zadaje
sobie wiele pytań: Jak to będzie? Czy coś się zmieni
w naszej klasie? Jak „nowi” sobie dadzą radę
z językiem? Jak się odnajdą w nowym otoczeniu wśród
Polaków? Czy się dogadamy? Czy różnice naszych
kultur i naszego wychowania nie będą zbyt dużymi
12
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
Ale Eset i Kazbek marzą też o czymś zupełnie innym:
o założeniu normalnej rodziny w Polsce, choć nie
z katolikami, bo na to nie pozwala ich religia, o dużym
i przede wszystkim własnym domu oraz super aucie
z szyberdachem. Kiedy opowiadali nam o tym, oczy
mieli zupełnie inne niż w momencie wypowiadania się
na temat dramatycznej sytuacji w ich kraju.
*******
poznaje świat komputerów, gdyż jego pasje wiążą się
z informatyką – marzy, aby zostać programistą. Eset
natomiast najbardziej lubi biologię i w przyszłości
chciałaby być lekarzem. Ich ambicje są na wysokim
poziomie i może dlatego tak bardzo starają się być jak
najlepsi. Niekiedy nawet jesteśmy świadkami sytuacji,
w których rodzeństwo zgłasza się i jest aktywne na
lekcjach takich jak biologia czy chemia, co dla wielu
polskich uczniów jest niewyobrażalnie trudne. Jednak
sami przyznają, że gdyby nie nauczyciele, którzy
pracują z nimi poza lekcjami, i pani Natalia –
opiekunka obcokrajowców uczęszczających do naszej
szkoły – ich umiejętności nie pogłębiały się w tak
szybkim tempie i nasz artykuł po prostu by nie powstał
☺
Jedną z największych różnic między naszymi krajami
są kary stosowane w czeczeńskiej szkole dla
niegrzecznych uczniów. Oprócz uwag i złych stopni
nauczyciele potrafią również uderzyć książką w głowę
i przy tym porządnie nakrzyczeć. Widocznie w tamtym
kraju nie ma tak ograniczonych praw co do kar
cielesnych wobec uczniów jak u nas. Kazbek przyznał,
że raz zdarzyło mu się dostać, ale ten jeden raz
wystarczył, aby nauczył się pokory.
Odsłona piąta: Rówieśnicy
Eset i Kazbek są naprawdę dobrymi i kulturalnymi
ludźmi - tak postrzegają ich nie tylko Polacy, ale
również rówieśnicy z czeczeńskiej szkoły. Kazbek
zawsze pamięta, że dziewczyny trzeba przepuścić
w drzwiach i z klasy zawsze wychodzi ostatni…
Codziennie w szkole, kiedy tylko nas zobaczy,
pierwszy krzyczy „Cześć” i zaczyna rozmowę. Teraz,
po prawie rocznym pobycie w Polsce, bardzo dobrze
radzą sobie z językiem i z każdym dniem jest coraz
lepiej. Niedługo nie będziemy widzieć różnicy w ich
pochodzeniu, tym bardziej, że urodę mają bardziej
europejską niż kaukazką.
Odsłona szósta: Marzenia
Jak sami przyznają, bardzo podoba im się Polska
i stosunek Polaków do nich, lecz jeśli nie byłoby wojny
w ich kraju, chętnie by wrócili tam, skąd pochodzą.
Szczerze mówiąc nie dziwimy się temu, bo pewnie
gdybyśmy były na ich miejscu, myślałybyśmy tak
samo. Choć mogą rozwijać się i kształcić w polskich
uczelniach, mają pewne obawy co do przyjęcia ich do
szkół. Boją się, że narodowość zaważy na ich losie
i wykształceniu w dalszych latach życia. Nikt nie wie
przecież, kiedy wojna się skończy i czy normalnie będą
mogli wrócić do swoich rodzin, które nie zdecydowały
się emigrować do Polski. Tęsknota i ból za bliskimi są
ogromne i nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić.
Z jednej strony tutaj im niczego nie brakuje, nie muszą
obawiać się o własne życie, jednak … Ich największym
marzeniem jest powrót do ojczyzny, koniec nieustannej
walki o wolność, chęć zobaczenia się z bliskimi… Na
razie to niewykonalne.
Zrobiło nam się bardzo miło, kiedy słuchałyśmy
o planach związanych z Polską, pochwał i podziwu dla
otwartości
wszystkich
obywateli.
Szczerze
powiedziawszy, kiedy w szkole poszła wieść
o przyjeździe „Czeczenów”, nie widać było entuzjazmu
na twarzach polskich uczniów. Większość na początku
nie odróżniła Rosjan od Czeczeńców, a to okazało się
być największą obrazą dla naszych nowych kolegów.
Dopiero później zostaliśmy uświadomieni, iż to właśnie
Rosjanie chcą odebrać Czeczenom prawo do własnego
państwa, chcą zabrać im to, co mają „swojego”.
Musieliby wyrzec się własnego języka, obyczajów, po
prostu mieliby się stać zupełnie innymi ludźmi.
A przecież Polacy w swojej historii też tego
doświadczyli.
Najwyraźniej Eset i Kazbek zdają sobie z tego sprawę
i próbują odwdzięczyć się za wysiłek i całą pomoc
włożoną w to, aby emigranci mieli szansę na dalsze
życie bez codziennego zmagania się z przeciwnościami
losu, jakie mogłyby spotkać ich w Czeczenii, gdyby
zdecydowali się zostać i uczestniczyć w wojnie…
Trzeba również pochwalić rodzeństwo czeczeńskie za
to, że choć wyznają inną religię, to chcą poznawać
życie papieża Polaka i sięgać do historii Polski.
Życie naszych czeczeńskich przyjaciół było niegdyś
pełne trudów, niepokojów związanych z wojną w ich
ojczyźnie. Mamy nadzieję, że mimo tęsknoty za
bliskimi, jest im w Niemcach dobrze, że czują się
bezpieczni i lubiani. Oby jak najdłużej pozostali
z nami, bo dzięki Nim wiele się nauczyliśmy i nadal
chcemy poznawać ich kulturę, religię i obyczaje.
13
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
XVII PRZEGLĄD TEATRALNY
NIEMCE 2009
30.03.2009r.
Nazwa zespołu
klasa
Tytuł
Autor scenariusza
Reżyseria
Ufoludki z klasą -5a
„Przygoda z kluczem”
Izabella Gawarecka Adamczyk
Barbara Józefacka
Świetlica dla uczniów
z Czeczenii
„O Chumidzie i jego pięknej
żonie Ajszat”
Natalia Winiarska
Natalia Winiarska
4c
„Królewna Śnieżka”
nieznany
Małgorzata Kot
Włóczykije -4a
„Podróż po Europie”
Justyna Kuzioła
Justyna Kuzioła
Parodia – 5b
„Niezwykła rozprawa”
K. Grygiel, J. Kasperek,
M. Bijak, W. Małek
Karolina Grygiel i spółka
Świetlica
„Jesień w sadzie”
M. Hulisz, A. Kowalska,
B. Świerska
D. Porzak, K. Markiewicz,
J. Bogusz
Hardcore -IIA
„Bajka o dziewczynce…”
Władysław Sikora
Małgorzata Pydyś
31.03.2009r.
Nazwa zespołu
klasa
Tytuł
Autor scenariusza
Reżyseria
Wesołe dzieciaki – 1a
„Przygoda zajączka”
Małgorzata Piekarczyk
Małgorzata Piekarczyk
Trzpioty -3a
„Trzy pióra”
Izabela Degórska
Iwona Choina
Wesoła gromadka -1b
„Baśniowy pociąg”
wg bajki M. Danowskiej
Małgorzata Dynerowicz
2a
„Calineczka”
Zofia Wójcik
Elżbieta Bartosik
Śnieżynki – 3b
„Bajeczka o małpce”
Zofia Wójcik
Emilia Białek
Malinki – 1c
„Grzyby”
Bożena Malinowska
Bożena Malinowska
Smyk -3c
„Znalazłem kwiaty,
znajdzie się królewna”
Irena Hlubek
Barbara Roziewicz
Jury XVII Przeglądu Teatralnego Niemce 2009 w składzie:
1. Ewa Korzeniowska
2. Anna Wójcik
3. Renata Staszek
po obejrzeniu 14 przedstawień w wykonaniu13 grup teatralnych ze szkoły
podstawowej i 1 z gimnazjum postanowiło przyznać następujące nagrody:
Złote Maski:
•
„Przygoda zajączka” – Wesołe Dzieciaki, kl. 1a (zdjęcie obok)
•
„Grzyby”- Malinki, kl. 1c
Srebra Maska:
•
„Trzy pióra”- Trzpioty, kl. 3a
14
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
Brązowe Maski:
•
„ O Chumidzie i jego pięknej żonie Ajszat”- uczniowie z Czeczenii
•
„Podróż po Europie”- Włóczykije, kl. 4a
Wyróżnienia:
•
„Baśniowy pociąg”- Wesoła Gromadka, kl. 1b
•
„Calineczka”- kl. 2a
•
„Bajeczka o małpce”- Śnieżynki, kl. 3b
•
„Znalazłem kwiaty - znajdzie się królewna”- Smyk, kl. 3c
Wszystkie wymienione wyżej grupy wzięły udziału w Koncercie Laureatów w dniu 18 kwietnia 2009r.
Refleksje jury po XVII Przeglądzie Teatralnym Niemce 2009:
• doceniamy olbrzymi wysiłek wszystkich osób zaangażowanych w przygotowanie poszczególnych spektakli;
• mamy świadomość, że zabawa w teatr z młodszymi dziećmi stwarza więcej możliwości, daje też więcej
satysfakcji, co przekłada się na wyniki konkursu. Jednocześnie wiemy, że nauczyciele nauczania
zintegrowanego są bardziej predysponowani do działań teatralnych, ze względu na ich przygotowanie
muzyczne i plastyczne. Widać tu również większe zaangażowanie rodziców;
• zachęcamy wszystkich nauczycieli - przyszłych reżyserów - do wzajemnego wspierania się i oglądania
spektakli jeszcze na etapie prób i przygotowań. Miałoby to służyć wymianie myśli i doświadczeń,
podpowiadaniu rozwiązań scenicznych;
• mamy nadzieję, że sugestie i uwagi przekazane podczas spotkania z reżyserami przyczynią się do
konstruktywnych zmian;
• uważamy, że całemu zespołowi pedagogicznemu szkoły powinno zależeć na kontynuacji przeglądu
teatralnego. Naszym obowiązkiem jest dbałość o jakość i właściwy poziom prezentowanych przedstawień.
Wszak siedemnaście lat istnienia ruchu teatralnego w naszej szkole to wizytówka placówki i promocja
szkoły.
15
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
DLA CHCĄCEGO NIC TRUDNEGO
czyli o tym, jak w łatwy i przyjemny sposób zrozumieć matematykę
od ich predyspozycji do powyższego przedmiotu. I z tym
z pewnością się zgadzam, ale czy nawet przy wystarczającej
ilości czasu istnieją sposoby, aby wszyscy zrozumieli bez
większych trudności to, na czym opiera się matematyka? Na
to pytanie zaskakująco szybko dostaliśmy odpowiedź. Pan
Krzysztof podsumował tok myślenia wielkich naukowców
jako ,,ludzkie lenistwo”. Swój sposób chciał wyjaśnić nam
na najprostszym przykładzie – jak łatwo zapamiętać, że
w zapisie: "3x" między "trójką" a "x" jest mnożenie!
Uświadomił nam, że ze wspomnianego wcześniej ludzkiego
lenistwa wynika to, iż wolimy zapisać zamiast "3 * x" po
prostu "3x", czyli bez zbędnego znaku pomiędzy nimi, aby
nie tracić czasu. A o tym właśnie znaku uczniowie często
zapominają. W tak można by pomyśleć oczywisty sposób,
wyjaśniono nam reguły matematyki.
Monika Styczniewska, kl. IIB
„(...) dla humanistów, dyslektyków i... innych
przypadków beznadziejnych” O czym może być mowa
w książce o takim tytule? Oczywiście o matematyce, czyli
o szkolnym przedmiocie sprawiającym uczniom zazwyczaj
spore problemy i wydającym się im nie do pokonania.
Jednak na spotkaniu organizowanym przez naszą
szkołę w dniu 26 lutego 2009 roku o godzinie 15.00
mogliśmy się przekonać, że można stworzyć książkę do
matematyki, którą polubią i zrozumieją wszyscy.
A właściwie, prawie wszyscy. Autorem powyższej
publikacji, z którym mieliśmy przyjemność spotkać się
i zaobserwować „doświadczenie” przeprowadzane na
uczniach nie zawsze radzących sobie z tym przedmiotem,
był pan Krzysztof Cywiński. Chcąc przybliżyć nam tok
nauczania, jaki proponuje pan Cywiński, poproszono
4 uczniów z naszej szkoły, aby wzięli udział w skróconej
lekcji poprowadzonej przez samego autora książki. Warto tu
podkreślić, że do udziału w eksperymencie na ochotnika
zgłosiła się również pani wicedyrektor Marta Stefaniak.
W dalszej części spotkania przeprowadzone były
również zajęcia z tego, jak przekształcać wzory oraz jak
rozwiązywać równania. Nasi uczniowie oraz pani Marta
nabierali na naszych oczach coraz więcej pewności
i trafności w rozwiązywaniu poleceń. Jednak czy sposób
pana Krzysztofa Cywińskiego spodobał się wszystkim?
O wypowiedź na temat spotkania i niecodziennej lekcji
poprosiliśmy obecne na spotkaniu uczennice.
„Według mnie zajęcia prowadzone przez pana
Cywińskiego były niezbyt interesujące. Skupił się on na
tłumaczeniu przekształcania wzorów, w dodatku prostych.
Zajęło mu to ok. 2 godzin, gdzie w klasie po wytłumaczeniu
pani nauczycielki, większość osób pojmuje to w 5 min. Kiedy
jednak doszło do liczenia, autor podręcznika „Matematyka
dla humanistów, dyslektyków i innych przypadków
beznadziejnych” skupił się na dokładnym przeanalizowaniu
czytania poszczególnych wzorów. Sposób, jaki prezentował,
był dość szczegółowy i skomplikowany. Jak dla mnie trochę
trudniejszy niż ten, którego się uczyłam rok temu. Oprócz
tego pan prowadzący wychodził z założenia, że jeśli bardzo
dobrze opanujemy nazewnictwo symboli matematycznych,
lepiej będzie nam się zabrać za rozwiązywanie równań, a na
ćwiczenie tego przeznaczyłby ok. 7 lekcji. W takim tempie
nie zdążylibyśmy z zaplanowanym programem nauczania
przez jeden rok. Jak dla mnie takie lekcje byłyby nudne,
„klepać” w kółko to samo przez całe 7h lekcyjnych po 45
min. Ale może dlatego, że tego, co zaprezentował pan
Cywiński, uczyłam się już wcześniej i to rozumiałam. Może
dla osób, które dopiero będą zaczynać te tematy, będzie to
dobry wstęp do opanowania metody przekształcania wzorów
matematycznych…” Julita Siejko, kl. IIB
Na początku spotkania p. Dyrektor Małgorzata Nowak
powitała wszystkich obecnych (m.in. nauczycieli różnych
przedmiotów, zwłaszcza matematyki z naszej szkoły
i gminy
oraz
przedstawicieli
gazet
lokalnych
i ogólnopolskich, np. Gazety Wyborczej), po czym oddała
głos panu Krzysztofowi. Ja i jak sądzę spora część obecnych
osób, była bardzo ciekawa przebiegu zdarzeń. Spotkanie
rozpoczęło się. Pan Krzysztof dla zmniejszenia stresu
przywitał się osobiście z uczniami (Donatą, Olą, Pawłem
i Adrianem) oraz panią Martą. Opowiedział przez krótką
chwilę, na czym polega jego sposób pracy, tok nauczania,
a w tym czasie wszyscy obecni otrzymali książkę o której
mowa. Niestety, tylko na czas spotkania.
,,Spotkanie z panem Krzysztofem Cywińskim wzbudziło
we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony podobała mi się
forma prowadzenia 'zajęć', ale z drugiej oczekiwałam chyba
czegoś innego. Z opowiadań wydawało mi się, że
p. Cywiński przedstawi jakąś przełomową i niezwykle
skuteczną metodę. Muszę przyznać, że trochę rozczarowało
mnie to spotkanie, co nie wyklucza jednak, że jestem pełna
podziwu dla p. Krzysztofa. Człowiek ten ma niezwykłą
cierpliwość do uczniów. Wszystko potrafi kilka razy
wytłumaczyć i przećwiczyć. Mimo, iż miałam nieco inny
Podczas jego wypowiedzi można było zauważyć, że
autorowi zależy na tym, aby przede wszystkim dać szansę
zrozumienia matematyki wszystkim uczniom, niezależnie
16
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
Tak brzmi odpowiedź pani Marty, jednak na spotkaniu
ważnymi gośćmi byli również nauczyciele matematyki.
W końcu oni też zadają sobie pytanie, jak wytłumaczyć
uczniom większość obowiązującego materiału. Nie
wszystkie metody są skuteczne, nie każdy sposób nauczania
trafi do każdego ucznia. Czy mimo to, dzięki spotkaniu
z panem Krzysztofem, nauczyciele również dowiedzieli się
tego, jak uczyć innych? I czy metody autora książki
przypadły im do gustu? Na te i inne pytania odpowiedzi
udzieliła p. Elżbieta Kotelba, nauczycielka matematyki
w naszym gimnazjum.
obraz spotkania z panem Krzysztofem Cywińskim, było ono
dla mnie interesujące.” Monika Boguta, kl. IIB
Jak podkreśliłam na początku, w "eksperymencie"
skierowanym do uczniów, wzięła też udział pani
wicedyrektor naszej szkoły Marta Stefaniak. Strach,
ciekawość,
brak
wiary
w
swoje
umiejętności
matematyczne? Co skłoniło panią Martę do tego kroku i co
wyniosła z zajęć? Dowiedzmy się…
,,Zaczęło się od artykułu w Polityce, o autorze
podręcznika do matematyki: …”dla dyslektyków,
humanistów i innych przypadków beznadziejnych”. Dla
mnie – pomyślałam od razu. Wkrótce okazało się, że autor
przyjedzie na spotkanie do naszej szkoły. Mało tego, może
pokazać, na czym polega metoda, która pozwala pokonać
lęk przed matematyką.
,,Spotkanie z panem Cywińskim było dla mnie
ciekawym doświadczeniem. Jego książka i opisana w niej
metoda rozwiązywania równań stała się pretekstem do
przemyśleń i dyskusji na temat nauczania matematyki
w naszym kraju. Poglądy naszego gościa są w wielu
aspektach zbieżne z moimi odczuciami. Pan Krzysztof
słusznie zauważa, że na lekcji wychowania fizycznego nie
każe się robić salta komuś, kto nie jest do tego
przygotowany, podczas gdy na matematyce ktoś, kto nie
opanował jeszcze podstawowych umiejętności staje przed
koniecznością rozwiązywania skomplikowanych zadań
o wysokim poziomie abstrakcji, ot takich matematycznych
akrobacji. Najbardziej uwidacznia się to w gimnazjum, gdzie
kończą się rachunki, a zaczyna ,,matematyka". Być może
dlatego co roku tak wiele jest ocen niedostatecznych
i poprawek z tego przedmiotu. Często rodzice lub sami
uczniowie postrzegają egzamin poprawkowy jako porażkę.
Ja widzę w tym szansę, czasem ostatnią, na wyrównanie
braków. W liceum jest na to o wiele za późno, zwłaszcza
w obliczu obowiązkowej matury z matematyki. Uczenie się
tego przedmiotu ma wiele wspólnego z opanowaniem języka
obcego. Dlatego ważna jest systematyczna praca, ciągłość
umiejętności i wiedzy, stałe ćwiczenia i rozumienie
przyswojonych treści. W związku z tym nie pojmuję,
dlaczego możliwe jest nauczanie j. angielskiego z podziałem
na grupy, a matematyki juz nie?”
Kiedy p. Dyrektor mówiła o propozycji przetestowania
na tych… zdolnych inaczej, stwierdziłam, że nadaję się jako
„przypadek beznadziejny”. Nie bardzo zdawałam sobie
sprawę, na co się deklaruję. Wcale nie tak łatwo usiąść
znów w ławce i zgodzić się na lekcję, która zawsze była
trudna. Tym bardziej, że za plecami siedziało dość liczne
grono nauczycieli, przede wszystkim matematyki, uczniowie,
a do tego jeszcze dziennikarze. Ładnie, pomyślałam, zrobię
z siebie idiotkę. Ale z drugiej strony mam świadomość, że
matematyka to moja „pięta achillesowa”, przed którą nie da
się uciec. I wiem, co mówię, nawet wybór studiów, a potem
pracy nie uchronił mnie przed matematyką, a dzisiaj…
Ciągle muszę coś liczyć.
Pan miał zamiar w ciągu godziny pokazać, że MOŻNA
nauczyć się matematyki. Hmmm. Zadania, które dla
większości były pewnie banalne, zmuszały mnie do
intensywnego myślenia. Wcale nie tak łatwo było mi
zrozumieć, dlaczego mam drobiazgowo analizować
i nazywać kolejne czynności. Myślałam, jaki karabin, czy
przeczytam równanie: 2 razy 3 do kwadratu plus 5, czy:
suma iloczynu liczby 2 przez kwadrat liczby 3. Jakoś
przecież poradziłam sobie w szkole, wzory, definicje,
pamiętam do dziś. Właśnie, jakoś! Pamiętam, jak wyuczony
na pamięć wiersz. To trochę tak, jakbym dostała młotek, ale
nie miała pojęcia, co z nim zrobić. Starałam się i…
zazdrościłam uczniom, dla nich okazało się to wszystko
łatwiejsze. Wreszcie i do mnie dotarło, po co takie
powtarzanie „7 razy”, w końcu to samo robię na historii,
jeśli chcę, żeby uczniowie zrozumieli.
Jak widać opinie były różne. Jednak, aby obiektywnie
ocenić wartość książki, trzeba sięgnąć po nią samemu.
Wtedy będziemy mieli pewność.
Szybko minął czas zajęć i ich koniec powitałam z ulgą
i… lekkim rozczarowaniem. Wcale nie nauczyłam się „raz
na zawsze i wszystkiego”. Ale, że uparty ze mnie człowiek
i lubię wiedzieć, zabrałam się w domu do lektury
„cudownego
podręcznika”.
Pierwsze
trzy
lekcje
„przerobiłam” szybko i już bez problemów. Zrozumiałam,
że to, czego próbowano nas nauczyć, to takie matematyczne
abecadło. Jak się nauczę literek, to nauczę się czytać
i matematyki też!
A potem przeczytałam uwagę po 3. lekcji: jeśli nie
wyćwiczysz wszystkich czynności, działań przynajmniej kilka
razy, próżny trud, niczego się nie nauczysz. Jednym słowem:
bez pracy niczego nie osiągniesz! Nie ma cudownego środka
na nauczenie czegokolwiek, nie da się „włożyć łopatą do
głowy”.
17
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
RECENZJA
ZACHWYT NAD WOLNOŚCIĄ
Katarzyna Gromek, kl. IA
"Popiełuszko. Wolność jest w nas" to film
biograficzny oraz społeczno-obyczajowy. Opowiada
o życiu i działalności ks. Jerzego na tle ważnych
wydarzeń, mających miejsce w Polsce w latach 80. XX
wieku. Oglądałam go w kinie Cinema City 16 marca 2009
roku, natomiast jego premiera odbyła się 27 lutego.
Film pokazuje zwykłego człowieka, takiego jak my,
który upomniał się o wolność swojego narodu. Widzimy
obraz komunistycznej Polski – krajem rządzi kłamstwo,
panuje kryzys gospodarczy, na ulicach oraz w fabrykach
wybuchają strajki i demonstracje, wszechobecne jest
szpiegostwo, nie wiadomo, komu ufać. Jedna osoba brnęła
dzielnie przez spiralę zła i nienawiści, ciągnąc za sobą
tłum ludzi, aby odzyskać upragnioną wolność – skromny
człowiek, który powtarzał, aby „zło dobrem zwyciężać”.
Tym człowiekiem był ks. Jerzy Popiełuszko –
w filmie Adam Woronowicz. Według mnie, artysta
świetnie wczuł się w rolę, ponieważ chwilami
zapominałam, że jest to aktor, a nie prawdziwy ks. Jerzy.
Grał
niezwykle
naturalnie,
sugestywnie i przekonująco. Należy
też wspomnieć o innych postaciach,
takich jak: ks. Bogucki – Marek
Frąckowiak, hutnik – Zbigniew
Zamachowski, Florian – Wojciech
Solarz, Piotr – Radosław Pazura,
a także wielu innych.
Uważam, że na pochwałę
zasługuje również reżyser, a zarazem
autor scenariusza – Rafał Wieczyński,
ponieważ widziałam sceny poważne,
przejmujące, wzruszające, ale także
pełne humoru i błyskotliwych
dialogów. Dobrą robotę wykonali
inni twórcy filmu, np. Grzegorz
Kędzierski zajmujący się zdjęciami,
Andrzej Kowalczyk odpowiedzialny za kostiumy. Na
szczególną uwagę zasługuje muzyka, której autorem był
Paweł Sydor, gdyż wspaniale zgrała się z obrazem
i emocjami oraz pobudzała wyobraźnię. Dzięki tak
dobrym twórcom wiele scen na długo zapamiętam,
szczególnie zabójstwo Grzegorza, śmierć i pogrzeb
ks. Jerzego oraz strajk w Hucie. Ogromne wrażenie
wywarła na mnie scena śmierci ks. Jerzego, kiedy zapada
przejmująca i bardzo wymowna cisza. Ważną zaletą filmu
było połączenie zdjęć filmowych z archiwalnymi, co
jeszcze lepiej ukazało mi postać głównego bohatera
i uwiarygodniło przekaz.
Myślę, że naprawdę warto obejrzeć dzieło Rafała
Wieczyńskiego,
ponieważ
to
doskonała
lekcja
patriotyzmu, zmusza on do zadania sobie różnych pytań,
można lepiej przyjrzeć się postaci ks. Jerzego.
Poleciłabym go szczególnie osobom młodym, które nie
pamiętają tych trudnych czasów, aby zrozumiały, jak
ważna jest wolność i co się z nią obecnie dzieje. Jeszcze
raz zachęcam do obejrzenia filmu. Myślę, ze każdy Polak
powinien go zobaczyć.
A oto fragmenty wypowiedzi innych uczniów, którzy
także obejrzeli ten film:
Doskonale ukazana historia Polski, świetna gra aktorów,
realizm wydarzeń oraz rewelacyjnie przedstawiona sytuacja
społeczna lat 80. XX w. to zaledwie kilka dobrych stron tej
produkcji. Rażące mogą być pojawiające się wulgaryzmy, ale
to już nie wina twórców. Taki język słyszymy na ulicy. (…)
Podsumowując, cieszę się, że powstał ten film oraz zachęcam
wszystkich do jego obejrzenia. Kasia Dziedzic IC
Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jedną spośród
wielu ważnych scen był, według mnie, chrzest Floriana
(Wojciech Smolarz) – człowieka, którego spotkanie z ks. Jerzym
bardzo odmieniło. Innym przejmującym momentem była
niesprawiedliwa śmierć Grzegorza Przemyka (Antoni
Królikowski), który zginął podobnie jak ks. Popiełuszko,
śmiertelnie pobity. Film wywarł duże wrażenie nie tylko na
mnie. Ostatnio słyszałam cytaty z filmu w czasie kazania
rekolekcyjnego. Myślę, że młodzież powinna obejrzeć to dzieło,
aby docenić czasy, w których żyje. Kamila Janicka IC
Ten film poruszył we mnie emocje
i sądzę, że obejrzenie go było dla mnie
dobra lekcją najnowszej historii Polski
oraz patriotyzmu. Cieszę się, że mogłam
poznać
postać
wielkiego
Polaka,
skromnego księdza Jerzego Popiełuszki.
Ola Ręba IB
Widzowie i krytycy różnie oceniają
dzieło R. Wieczyńskiego. Jedni mówią, że
jest wspaniałe i autentyczne, a inni, że zbyt
drastyczne i nieciekawe. Moim zdaniem,
film jest bardzo dobry i polecam
obejrzenie go każdemu, kto chce zobaczyć,
czym jest patriotyzm, wierność ideałom,
godność, poświęcenie. Damian Kozieł IB
Moim zdaniem, ten film powinien
obejrzeć każdy Polak. Dla młodych ludzi jest on lekcją historii
i patriotyzmu. Dla osób starszych jest wspomnieniem dawnych
lat. Małgosia Włodarczyk IA
Film młodego reżysera R. Wieczyńskiego to doskonała
lekcja polskości oraz możliwość poznania postaci ks. Jerzego
Popiełuszki. Po jego obejrzeniu stawiamy sobie pytania: Co my
robimy dla ojczyzny? Czy patriotyzm jeszcze coś dla nas
znaczy? Jak korzystamy z tak ciężko wywalczonej wolności?
Justyna Gruda IA
Moim zdaniem, jest to bardzo poważny i wymagający
przemyśleń film. Każdy, kto jest patriotą lub interesuje się
historią Polski, powinien obejrzeć ten obraz. Maciek Górny IA
Głównym bohaterem filmu jest młody kapłan - Jerzy
Popiełuszko, pokazany jako odważny, ale skromny, serdeczny
i bezinteresowny człowiek. Pomaga on innym, wspiera
potrzebujących, uczy miłości i gardzi nienawiścią. Miewa też
chwile zwątpienia i smutku. Jest wierny Bogu i Ojczyźnie.
Kasia Malinowska IA
18
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
NA ŚWIECIE
NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! POMÓŻ!
Monika Boguta, kl. IIB
Ferie. Przypadkowo w Internecie trafiłam na link strony
fundacji UNICEF. Kliknęłam. Zaczęłam czytać o działalności
tej organizacji, akcjach, jakie przeprowadzili, o ludziach,
którym pomagają. Pomyślałam: dlaczego ja nie mogę pomóc?
To pytanie chodziło mi po głowie przez kilka dni. Jeszcze raz
odwiedziłam stronę UNICEF i przeczytałam o akcji „Na
ratunek dzieciom w Kongo”. „Tak! To jest to!” – pomyślałam.
Szybko podjęłam decyzję. Zrobimy taką akcję w naszej szkole!
Ferie się skończyły, a ja nadal myślami byłam w Kongo.
Wiedziałam, że sama nie dam rady zorganizować akcji
charytatywnej. O pomoc poprosiłam moją koleżankę z ławki,
też Monikę. Zgodziła się od razu! Chciałyśmy przeprowadzić
zbiórkę pieniędzy dla dzieci w Afryce, jednak uznałyśmy, że to
za mało. Dzieci i młodzież muszą wiedzieć, na jaki cel
przeznaczone będą pieniądze, wrzucane przez nich do puszki.
Powoli w naszych głowach snuły się plany…
Dwa dni później, z gotowym projektem zapukałyśmy do
drzwi pani Dyrektor.
Wszystko działo się bardzo szybko, obowiązków było
bardzo dużo. O pomoc w przygotowaniu całej akcji
poprosiłyśmy p. Mariolę Jabłońską, nauczycielkę wos-u
i historii w naszej szkole.
1 kwietnia! Tego właśnie dnia uczniowie z klas
nauczania zintegrowanego mieli uczestniczyć w naszych
lekcjach. I to wcale nie był prima aprilisowy żart!
Z niecierpliwością czekałyśmy na tę datę. Ciągłe
przygotowania, zmiany w scenariuszu, nowe pomysły dla
urozmaicenia tego spotkania… Ufff, pracy było baaaardzo
dużo.
2 tygodnie później…
Wtorek, 31 marca. Jutro nasze spotkanie! Stres, czy
wszystko wyjdzie, czy nic i nikt nie pokrzyżuje nam planów,
co zrobimy jeśli…, co będzie gdyby… Miliony myśli
przechodziły nam przez głowę. We wtorek wieczorem
wszystko było zapięte na „przedostatni” guzik.
Środa, 1 kwietnia. To właśnie dzisiaj powiemy młodszym
kolegom, jak żyją ich rówieśnicy w Kongo. Dzieci dowiedzą
się czegoś, o czym może nawet nie miały pojęcia. Jednak na 30
min przed rozpoczęciem pierwszej tury spotkań następuje seria
problemów technicznych. Za chwilę ma przyjść pierwsza
grupa dzieci, a my nie mamy niezbędnego rzutnika! Co robić?
Po chwilach nerwów i stresu opanowałyśmy sytuację. 25 minut
później grupa podekscytowanych dzieci wchodzi na salę
gimnastyczną. Zaczynamy! Pierwszym punktem naszego
spotkania było poinformowanie dzieci o kampanii UNICEF.
Pytałyśmy, co wiedzą o Afryce. Gdzie leży, jaka jest tam
pogoda, jak żyją jej mieszkańcy. Wszyscy bardzo chętnie brali
udział w zajęciach. Aby dzieci lepiej mogły wyobrazić sobie
życie małych Afrykańczyków, pokazane zostały dwie
prezentacje multimedialne. Następnym etapem lekcji była
19
praca w grupach, czyli „Jak ty wyobrażasz sobie Afrykę?”.
Każda grupa uczniów dostała kartki. Zadanie polegało na
namalowaniu wszystkiego, z czym kojarzy im się Afryka.
W efekcie końcowym otrzymałyśmy piękne, kolorowe
i bardzo różne rysunki. Na sam koniec spotkania dzieci
obejrzały dwa krótkie spoty, w których ich rówieśnicy,
a także ambasadorzy dobrej woli (p. Małgorzata
Foremniak i p. Artur Żmijewski) tłumaczą, dlaczego warto
wziąć udział w akcji. Następnie każdy uczeń mógł podejść
do tablicy, na której znajdował się plakat, podzielony na
dwie części. Na jednej z nich widniał napis: „Chcę
włączyć się do akcji”, a na drugiej: „Nie chcę włączyć się
do akcji”. Każdy sam decydował o tym, czy chce pomóc
dzieciom w Kongo. Uczniowie przyczepiali do tablicy
szablony dłoni wycięte z papieru. Większość z nich
chciała włączyć się do akcji, ale były też takie, które nie
wyrażały takiej chęci. Możemy uznać, że pierwsze
spotkanie zakończyło się sukcesem! Właśnie o to nam
chodziło. Podczas 45-minutowej lekcji ok. 80 dzieci
dowiedziało się, w jakich warunkach żyją Kongijczycy
i jak można im pomóc. Drugie spotkanie miało odbyć się
za dwie godziny.
Na kolejną lekcję przyszły 3 klasy. Plan był taki sam –
przekazać jak najwięcej informacji. Drugie spotkanie także
uważamy za bardzo udane.
W środę 8 kwietnia, w naszej szkole odbyła się
zbiórka pieniędzy przeznaczona na akcję fundacji
UNICEF „Na ratunek dzieciom w Kongo”. Zebrałyśmy
ponad 160 złotych. Pieniądze zostały wysłane na numer
konta fundacji.
Mimo, iż przygotowanie akcji kosztowało nas dużo
pracy, poświęcenia wolnego czasu i nie mniej nerwów,
uważam że naprawdę było warto! Świadomość, że
możemy uratować choć jedno życie, daje energię do
dalszego działania. Bo nie można być obojętnym. Trzeba
pomagać.
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________ TAJEMNICE TELEWIZJI
L Z PIRÓG
czyli co może „Paweł od cateringu”
Ok. 15 minut przed telewizyjną emisją na scenie
pojawiła się Kinga Rusin. Nie zrobiła dobrego wrażenia na
ludziach zgromadzonych w studio. Okazało się, że jest
zadufaną w sobie, nadętą gwiazdką. Była dość gburowata
i wydawała się być ze wszystkiego niezadowolona.
Dopiero, gdy zapaliło się czerwone światełko na kamerze,
na jej twarz wypływał szeroki, wystudiowany uśmiech.
Całe szczęście, że zaraz miał rozpoczynać się live. Minuty
oczekiwania „uatrakcyjniła” nam jedna z koleżanek, która
w wyniku natłoku wrażeń… omdlała. Szybka pomoc
lekarza postawiła ją na nogi. Dzięki temu wydarzeniu,
„zemdlona” koleżanka „załapała” się na miejsce siedzące
w sektorze dla VIP-ów. Z tej okazji skorzystała również
pani Agnieszka, która przecież nie mogła opuścić chorej
uczennicy i musiała siedzieć (!!!) obok niej.
Monika Boguta kl. IIB
Światła, kamery, muzyka, mikrofony, tancerze, szał
na scenie i na widowni… To wszystko działo się
19 listopada 2008r. w studiu You Can Dance – Po prostu
tańcz. Takich emocji nie pamiętają „najstarsi górale”, ale
ja postaram się je opisać czytelnikom „Kleksa”.
Najpierw podróż – okazało się, że połowa dziewczyn
(łącznie z panią Kasią I. – szałowa cekinowa bluzeczka)
spędziła czas na „Nocy wyprzedaży” w Plazie. Niektóre
makijaże były rodem z musicalu „Upiór w operze”, ale
jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Potem - studio
w Jankach pod Warszawą. Pierwsze uczucie –
rozczarowanie. Wszystko dużo mniejsze niż to, co widać
w telewizji. Scena też jakaś taka niewielka. Jednak
pierwsze, negatywne wrażenie, zrekompensował „pan
w zielonym”, który wskazał nam miejsca pod samą (!!!!)
sceną! Niestety, do nagrania pozostały jeszcze dwie
godziny… Co tu robić??? Godzinę po prostu przestaliśmy,
obserwując różne indywidua, pojawiające się w studio.
Wreszcie zaczęło się – na scenę wybiegł Micke, facet
z niezwykłym poczuciem humoru. Miał tysiąc pomysłów,
jak rozruszać publiczność. Przez godzinę udzielał nam
różnych wskazówek, dotyczących realizacji programu na
żywo z udziałem publiczności. Ćwiczył z nami różne
okrzyki i brawa, uczył, jak „spontanicznie” reagować
przed kamerami. Zorganizował też konkurs na najlepszą
tancerkę i tancerza. Kandydaci zostali wyłonieni spośród
widzów. Emocji było sporo, gdyż w zabawie wzięła udział
nasza koleżanka – Monika z IID. Każdy z uczestników
miał zatańczyć układ choreograficzny, przygotowany
przez naszego „zabawiacza” oraz własną solówkę. Dzięki
naszemu dopingowi (prym wiódł Patryk z IIC) Monika…
wygrała tę konkurencję.
Pobyt w studio był okazją do zaobserwowania kilku
ciekawych scenek rodzajowych. Pierwsza z nich dotyczyła
rozmowy telefonicznej „pani w berecie” ze swoją
koleżanką. Występują: P – pani w berecie i R – jej
telefoniczna rozmówczyni.
P: I co? Nie weszłaś?
R:………………………….
P: To co, że nie masz biletu. Wystarczy, że podasz
specjalne hasło.
R:……………………………..
P: No hasło. Podaj hasło.
R:…………………………
P: Jak to jakie? Oczywiście: LZ Piróg
Jak się okazało, magiczne hasło „pomogło”, gdyż
wkrótce do „ pani w berecie” dołączyła jej koleżanka.
Druga zabawna sytuacja dotyczyła „Ani w bluzeczce
w paski”. Tymi słowami „pan w zielonym” określił
dziewczynę, odpowiedzialną za sektor VIP-ów. To właśnie
do „Ani w bluzeczce w paski” podeszła
„ pani
natarczywa” i domagała się miejsca siedzącego na
20
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
widowni. Nie miała ani biletu, ani zaproszenia, a swoją
prośbę argumentowała tym, że to miejsce „załatwiła jej
BAAARDZO ważna osoba”. „Ania w bluzeczce w paski”
dopytywała się, co to za ważna osoba, lecz „pani
natarczywa” nie chciała zdradzić nazwiska tej osobistości.
W końcu powiedziała:
Ale to jeszcze nie koniec atrakcji. Gośćmi programu byli
m.in. Szymon Majewski oraz tancerze z poprzednich
edycji: Roofi i Marysia Foryś. Na widowni zasiadał
również Marcin Hakiel (tym razem bez Kasi Cichopek).
Po zakończeniu programu mogliśmy sobie ze
wszystkimi zrobić zdjęcia.
„No dobrze, powiem pani… - chwila ciszy dla
zbudowania napięcia. - Jednak bardzo proszę o dyskrecję.
Ta ważna osoba to… PAWEŁ OD CATERINGU.
☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺
Ta sytuacja bardzo nas rozbawiła, ponieważ
myśleliśmy, że będzie to ktoś w stylu Michała Piróga czy
Agustina Egurroli. A tu ……Paweł od cateringu.
No cóż…
Ten wieczór z pewnością na zawsze pozostanie
w naszej pamięci. Niezapomniane emocje, zdjęcia,
śmieszne sytuacje, ciekawi ludzie – tak właśnie będziemy
wspominać program You Can Dance.
Czas jednak wracać do programu. „Za 2 minuty
wchodzimy!” - usłyszeliśmy głos reżysera technicznego.
Po 2 minutach na scenie pojawili się tancerze
w „openingu” (opening to taniec otwierający program).
Wszyscy jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się
w bohaterów wieczoru, tak jakby do końca nie wierząc, że
to wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Czas mijał
bardzo szybko. Podczas przerw reklamowych robiliśmy
sobie zdjęcia z tancerzami, którzy już odpadli z programu.
Każdy z nas miał innego faworyta. Dziewczyny mdlały na
widok Gabrysia, a chłopaki z całych sił dopingowali Adę.
Jak zaczarowani przyglądaliśmy się wyczynom tancerzy.
PS. 1. Pamiętajcie: hasło LZ Piróg – to naprawdę działa.
Może nie na wszystkich, ale na ekipę programu YCD
z pewnością tak.
PS. 2. Paweł od cateringu dużo może.
21
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
KARNAWAŁOWE SZALEŃSTWA
NIECH ŻYJE BAL
CZYLI ZABAWA
Z JOHNEM TRAVOLTĄ…
Niestety… Wszystko co dobre, kończy się za szybko.
Nasz FENOMENALNY!!!!! bal też musiał się skończyć.
Jednak łez nie było, bowiem powoli kiełkował całkiem
nowy pomysł…
Na balu była i wszystko zrelacjonowała (z własnej
nieprzymuszonej woli): Katarzyna Kosowska z klasy IIIB ☺
Jak szaleć to w karnawale. Z tego założenia wyszli
uczniowie klasy IIIB, którzy zorganizowali imprezę szkolną
o tematyce „old school” czyli lata ’60 i ’70. Z pomocą
wychowawczyni, pani Agnieszki Boguty, plany doszły do
realizacji. Oczywiście nie do „samorealizacji”, ponieważ
wszyscy musieliśmy się solidnie napracować. Zebraliśmy
30-osobową ,,brygadę” i ustaliliśmy termin balu
karnawałowego - 24 stycznia 2009.
Tego dnia ogarnęła nas istna gorączka sobotniej nocy.
Gdy tylko weszłam w progi szkoły, poczułam fantastyczną
atmosferę (a może był to zapach lakieru do włosów????).
Dziewczyny piszczały podziwiając stroje z „epoki”,
a chłopcy… Cóż… Chłopców jak na razie nie było :(
Warto dodać, że na ten wyjątkowy
wieczór sala polonistyczna przeszła
metamorfozę
–
świetlista
kula,
serpentyny, kolorowe światła itp. itd.
Zza pomarańczowej bibuły „wyglądali”
Mickiewicz i Słowacki (oczywiście
z portretów), jakby sami chcieli puścić
się w tan (z Marysią Konopnicką ☺).
Natychmiast
,,odpaliłam”
płytkę
z odpowiednią muzyką i rozpoczął się
SZAAAAAAAAAAŁ na parkiecie.
Królowały
piosenki
z
musicalu
,,Grease”. Zabawa trwała w najlepsze,
gdy do sali weszli chłopcy. I od tej
chwili było już naprawdę gorąco.
Wkrótce
do akcji wkroczyła
nieoceniona Ewelina D. Ogłosiła
konkurs na króla i królową balu. Mieli
oni być wyłonieni w drodze konkursu.
Najpierw panowie obejrzeli filmik, na
którym John Travolta wygina śmiało ciało w tańcu z filmu
,,Gorączka sobotniej nocy”. Ich zadanie było bardzo proste –
musieli tylko zatańczyć tak jak John. Zrobiło się baaardzo
tanecznie. Mogę Wam zdradzić (ponieważ byłam w jury),
iż najlepiej wypadł Krzysztof W. Chłopak był fenomenalny!
Zrobił nawet szpagat!!!! Ten numer z pewnością przejdzie
do historii naszego gimnazjum.
Następnie wybrałyśmy królową balu. Została nią Ola
Cz.! Brawa dla niej mili państwo, bowiem Ola była boska!!!
Ach te świetne ruchy rodem z lat sześćdziesiątych!!!!!!!!!!!
Gdy para królewska odeszła (w zapomnienie), nastał
czas innych zabaw. Nie wiem, czy mówią Wam coś nazwy
„Słoń” oraz „Przełażenie pod fioletową wstążeczką”, ale
musicie uwierzyć mi na słowo, że emocje były nie do
opisania.
…I MYDEŁKIEM FA
21 lutego 2009 odbyła się oczekiwana z niecierpliwością
impreza pod nazwą „Kicz Party”. Na czas trwania zabawy
pięćdziesiątka znów zmieniła się w kolorową, ozdobioną
bibułami, serpentynami, balonami dyskotekę. Wszyscy
imprezowicze wyróżniali się z tłumu „przeciętnie” ubranych
ludzi. Wyglądem przypominaliśmy bowiem choinki. To, że
żółto-fioletowe groszki nie pasują do czerwonych prążków,
nikomu nie przeszkadzało, bo to przecież „Kicz Party”,
a więc każdy strojem chciał podkreślić
swoją „kiczowatość”. Klimat dyskoteki
idealnie oddała muzyka disco-polo,
którą przygotował Krzysio Woźniak☺.
Gdy usłyszeliśmy discopolowe hity,
ogarnął nas nagły przypływ energii,
którą natychmiast wykorzystaliśmy na
parkiecie. „Jesteś szalona” i „Mydełko
Fa” – to tylko niektóre przeboje
sobotniej nocy.
Jedną z atrakcji była również
zabawa z workiem. Polegała ona na
tym, że jej uczestnicy ustawiali się
w kręgu i podczas grania muzyki,
podawali
sobie
worek,
który
wypełniony był starymi i śmiesznymi
ubraniami z szafy Jagody K.☺. Osoba,
„na którą padło”, miała za zadanie ubrać
się w jedną z tych rzeczy.
Niejednokrotnie były to ubrania tak
śmieszne i dziwaczne, że nie wiedzieliśmy, co to jest, a tym
bardziej, jak to na siebie włożyć. Po tych przebierankach
przyszła kolej na taniec z balonem. Uczestnicy dobierali się
parami, po czym przywiązywano im do stóp jeden balon.
Trudność polegała na tym, że trzeba było tańczyć tak, aby
obronić swój balon przed przebiciem go przez inne pary.
Wydaje mi się, że to, co przeżyliśmy, można śmiało
nazwać gorączką sobotniej nocy. Jedyne, do czego można
mieć zastrzeżenia, to niedobór chłopaków .
Dlatego apeluję w imieniu wszystkich dziewcząt:
NASTĘNYM RAZEM PROSIMY O PRZYBYCIE TAKŻE
CHŁOPCÓW (zwłaszcza z IIIB☺).
Paulina Gryta kl. IIIB
22
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
WYDARZENIE SPORTOWE
TEGO SIĘ NIE ZAPOMINA!
Monika Boguta, kl. IIB
Ten wyjazd zaprzątał moją uwagę już od dawna. Jak
będzie? Kogo spotkam? Jaki będzie wynik? Na mający się
odbyć 17 stycznia 2009 r. Mecz Gwiazd PlusLigi czekałam
ze wielką niecierpliwością.
W końcu nadeszła długo wyczekiwana sobota. O 10:15
stawiliśmy się na zbiórkę przed naszą szkołą. Wkrótce
ujrzeliśmy „srebrnego szerszenia” – autokar, którym często
podróżujemy. Wyruszyliśmy w drogę. Razem z nami na
mecz siatkówki jechali licealiści z Lubartowa oraz „krewni
i znajomi królika”.
Nareszcie! Warszawa, Ursynów, hala Arena… Przed
budynkiem kolorowe stragany z czapkami, szalikami,
flagami w barwach biało-czerownych. Mimo, iż mecz był
typowo towarzyski, kibice dopingowali polskim graczom.
Zanim znaleźliśmy swój sektor i miejsce, zawodnicy zdążyli
już wyjść na boisko. Z wrażenia nie rozłożyłam swojego
krzesełka i… wylądowałam na podłodze, ku uciesze widzów
siedzących za mną! Ale pozostawmy tę małą wpadkę
(upadkę) bez komentarza. Najważniejsi przecież są siatkarze!
Wlazły, Zagumny, Kadziewicz, Wika, Zatorski, Pliński,
Bartman, Wolicki. To oczywiście Polacy. Po drugiej stronie
siatki Antiga, Falasca, Hernandez, Novotny! Od tych
wszystkich nazwisk aż zakręciło mi się w głowie! Siadłam
więc na swoim miejscu i obserwowałam przebieg wydarzeń.
Jednak tego nie dało się spokojnie oglądać! Świetne,
zaskakujące akcje, zabawne sytuacje… Nigdy bym nie
pomyślała, że będę miała okazję być świadkiem tego
wszystkiego! Mecz był doskonałym widowiskiem dla
publiczności. Zawodnicy podchodzili do niego z humorem.
Żartowali, śmiali się, nie zabrakło też wielu czysto
popisowych akcji☺. Atmosfera panująca w hali była bardzo
przyjemna. Komentator stale zabawiał kibiców m.in.
„puszczając falę”. W przerwach pomiędzy setami odbyła się
licytacja koszulki m.in. Daniela Plińskiego, w której wystąpił
na olimpiadzie w Pekinie. Odbył się też konkurs dla kibiców
i konkurs „wbijania gwoździ”. W konkursie dla kibiców
udział wzięli oczywiście kibice. Przed rozpoczęciem meczu
każdy siatkarz „wyrzucił” w kierunku publiczności piłkę
z autografami wszystkich zawodników. Osoby, które takową
piłkę złapały, mogły wziąć udział w konkursie, który się
odbył podczas przerwy. Natomiast w konkursie „wbijania
gwoździ” wzięli udział siatkarze. Każdy miał zaprezentować
jak najmocniejszy i najefektowniejszy atak. Po stornie
polskiej wyróżnieni zostali Zbigniew Bartman oraz Mariusz
Wlazły.
Mecz przepełniony był niezwykle zabawnymi
sytuacjami, np. raz sędziowie nie zauważyli, że na boisku
po stronie graczy polskich jest siedmiu zawodników!
Okazało się, że za szybko na boisko wszedł Daniel Pliński.
Innym razem po autowym ataku Mariusza Wlazłego, Daniel
zabrał liniowemu chorągiewkę i sygnalizował, że piłka otarła
się o blok!
Niestety… wszystko co dobre, szybko się kończy. Mimo
naszych usilnych starań, niewielu udało się zdobyć autografy
sław. Ja „zawalczyłam” o podpis Stephana Antigi i Ishovany
Hernandeza.
W drodze powrotnej rozemocjonowani kibicie szybko
usnęli, zmęczeni zapewne natłokiem wrażeń. Pozytywnych,
oczywiście! ☺ Jedno wiem na pewno: takich rzeczy się nie
zapomina!!!
23
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
Z PRYWATNEGO DZIENNIKA PANI DYREKTOR
ŻYJĘ, ŁAPIĄC MYŚLI I CZAS
3.09.2008 Środa
Trzeci dzień szkoły. Bolą mnie nogi - efekt chodzenia na
obcasach przez 10 godzin dziennie. Ale… na wysokich
obcasach wyglądam elegancko. A pani dyrektor powinna
wyglądać elegancko :-)
Nowy rok zaczął się spokojnie. Próbę kocenia
gimnazjalistów zdusiłam w zarodku – zgłoszenie rodziców,
ostra interwencja i powinno być w porządku. Tak to działa –
nie można pozwolić na szerzenie się chamstwa, na
przekraczanie granic wyznaczonych – szkoła to poligon
doświadczalny: młodzież próbuje – jak daleko może wyjść
poza ustalone zasady, bada, czy będzie reakcja, sprawdza
konsekwencję. To tajemnica autorytetu, tajemnica na
wychowanie młodzieży, na szacunek. Bądź sobą – i szanuj
drugiego.
Najfajniejsze – wizyty pierwszoklasistów w gabinecie –
pokaz monitoringu. Pierwszaki śmiałe, wygadane. Żadnych
płaczących, stojących w kącie. Zmiana w stosunku do
dzieciaków, które zaczynały szkołę kilkanaście lat temu.
7.09.2008 Niedziela
Weekend udany bardzo, inny, wypoczęty. Piątek wieczorem
wypad do SPA w Nałęczowie ;-)
Wróciliśmy po 22.00 – masaż moich nóg zmęczonych boski.
Sobota – zakupy, kawa przy serniku, potem kompoty
z gruszek, nalewka malinowa, sprzątanie, opalanie –
godzinkę. Słońce cudne.
Niedziela – wyjazd z Januszem do Siedliszcza na dożynki.
Impreza średnia, ale wycieczka – fajna, zdjęcia nad zalewem
w Majdanie Zahorodyńskim. Wieczór relaksowy: film,
naszaklasa. Dobre dni – nie robiłam nic, co kojarzy się
ze szkołą. Mądrzeję?
8.09.2008 Poniedziałek
Pracowity i efektywny. Spotkanie z przedstawicielem PZU,
omówienie zasad współpracy, propozycje wsparcia. Potem
praca nad dokumentami – zamówienie próbnych arkuszy do
egzaminu z języka angielskiego. Odbiór robót – teren wokół
szkoły. O piętnastej udaje mi się wyjść do domu. Trochę
prasy, mała drzemka i do wieczora późnego nad planem
nadzoru. Gdyby mi się udało utrzymać taki rytm – bez
pracoholizmu, ale na bieżąco. Może się uda.
11.09.2008 Czwartek
Uchwała Rady Gminy o wyłączeniu Szkoły Podstawowej
w Rudce Kozłowieckiej z Zespołu Szkół w Niemcach.
Przyjęłam tę decyzję z radością. Będzie mi lżej.
12.09.2008 Piątek
Rada pedagogiczna. Wizyta Kamila – wstępnie obgadaliśmy
program wycieczki do Chorwacji, imprezę integracyjną
w październiku.
Prezent od dziewczyn z Brukseli – siusiający chłopczyk
i belgijskie czekoladki☺
14.09.2008 Niedziela
Poza domem w funkcji reprezentacyjnej. Uroczystość
nadania sztandaru w Szkole Podstawowej w Dysie. Masza
święta, impreza plenerowa, spotkanie w szkole. Gdyby nie
koszmarne zimno – byłoby przyjemnie. Mała szkoła,
rodzinna atmosfera.
16.09.2008 Wtorek
Zebranie w Rudce w sprawie wyłączenia szkoły filialnej.
Aktywnie walczy pani radna – po fakcie (!) o to, aby Rudki
nie wyłączać. W życiu bym nie przypuszczała, że decyzji
o odłączeniu szkoły trzeba będzie bronić przed rodzicami –
przecież
to
podniesienie
prestiżu
placówki,
usamodzielnienie, wszystkie sprawy do załatwienia na
miejscu, oddzielny dyrektor; a tu wychodzi na to, zależy na
tym wójtowi i mnie?? Powinnam się cieszyć z takiej reakcji,
bo to znaczy, że są zadowoleni z mojego dyrektorowania.
Rodzice boją się likwidacji, nauczyciele utraty pracy. Na
zebraniu proszę o zaufanie, w groźbę likwidacji nie wierzę.
17.09.2008 Środa 23.22
Znów tempo. Rano pisanie wniosków o nagrody, próba
pomocy czeczeńskiej matce szukającej miejsca dla syna
w szkole ponadgimnazjalnej. Zebranie w gminie:
aktualności, możliwość pozyskania środków z KO dla
uczniów. Powrót do szkoły, przekazanie zadań do zrobienia
zespołowi kierowniczemu. Od 17.00 – spotkania z
rodzicami – prezentacja z sanepidu na temat żółtaczki.
Spore zainteresowanie. Rozmowy powywiadówkowe
z nauczycielami. Do domu docieram na 20.00. Chwila
przerwy i dwie godziny nad prezentacją na spotkanie
w Wohyniu. Mylą mi się klawisze. Prezentacja prawie
gotowa.
20.09.2009 Sobota
Deszcz pada i pada, zimno na dworze. W piecu palimy od
dwóch tygodni – a przecież to jeszcze kalendarzowe lato.
Brr… Nie chce się nawet wychylić głowy na dwór. Wczoraj
w Wohyniu – prezentacja i szkolenie bardzo udane –
słuchali, skupienie, cisza.
Z pozytywów innych: kupiony sweterek – popielaty
króciutki – modny. Lubię się modnie ubierać. Od wakacji
fryzurkę mam króciuteńką, rudawą. Często słyszę, że
młodnieję. Młodziej się czuję. I fajnie☺
25.09.2008 Czwartek
Trzy dni w Warszawie na III Ogólnopolskim Kongresie
Kadry Kierowniczej Oświaty. Spotkanie z panią minister
Hall, wiceministrami: panią Szumilas, profesorem
Marciniakiem. Sporo na temat zmian w oświacie –
rozumiem, akceptuję, popieram. Jestem odpowiedzialna za
relację z Kongresu na stronę OSKKO. Wiele ciepłych słów
– od tych, którzy rozpoznali we mnie autorkę artykułów
w „Dyrektorze Szkoły”. Miłe bardzo objawy pewnej
popularności.
28.09.2008 Niedziela
Przy komputerze. Projekt planu finansowego i prezentacja
na spotkanie z Radą Rodziców. Muszę nadrobić pobyt poza
domem.
30.09.2008 Wtorek
Kolejny wrzesień przeleciał nie wiem jak, nie wiem kiedy,
przeleciał pracowicie, deszczowo, trochę smutno. Pracy
tyle. Wczoraj, dziś w szkole po 12 godzin. Spotkanie z Radą
Rodziców, dyskoteka. I projekt – szansa na pieniądze dla
szkoły. Tylko dlaczego w tym kraju wszystko na wczoraj?
Mamy dwa dni na napisanie szkolnej wersji programu. Mam
wspaniałych nauczycieli, dzisiaj gotowość współpracy
24
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
Nasz projekt „Aktywizacja JST” przeszedł. Wygraliśmy ok.
60 000.00 zł. Szkoła znów będzie żyła od rana do wieczora
i w soboty. Bo po to jest szkoła, by rozwijać, zachwycać
i bawić;-)
12.10.2008 Niedziela
Nad książką, czytałam pół dnia. Potem taka mnie
przemożna chęć naszła – grabiłam liście w pełnym słońcu –
uwielbiam to. I tak sobie myślę, że na emeryturze ☺ będę
dbała o ogród, o kwiaty, będę robiła te rzeczy, które
sprawiają przyjemność, a na które nie mam czasu.
13.10.2008. Poniedziałek
Najtrudniejszy dzień października za mną. Od rana:
ślubowanie, otrzęsiny, akademia, wręczanie nagród. Miłe:
Nagroda Wójta.
14.10.2008 Wtorek
Piękna pogoda, ciepło, słonecznie. Przed południem
porządki na działce. Kawa i ciepły placek ze śliwkami. Po
obiedzie oberwaliśmy jabłka – ponad 10 skrzynek – śliczne,
duże, aż radość…
O 16.00 spotkanie w przedszkolu. Przedstawiłam
planowane zmiany, zapytałam, kto bierze pod uwagę
możliwość wcześniejszego wysłania dziecka do szkoły.
Nikt??
Wieczorem kino: „Mamma Mia” – rewelacyjny musical,
bajeczna Grecja. Na miłość i zabawę nigdy nie jest za
późno? Potem H&M i skończyło się zgodnie
z przewidywaniami: kupiłam śliczności żakiet! Pasować mi
będzie do wielu rzeczy i jest dokładnie taki jak lubię;
sportowy i elegancki!!! Baaardzo lubię zakupy! Co to się
porobiło??
16.10.2008 Czwartek
Dostałam zaproszenie do komisji ekspertów w sprawie
nadzoru pedagogicznego – projekt realizowany przez
Ministerstwo Edukacji Narodowej. To duże wyróżnienie,
cieszę się na pracę i dyskusje w gronie mądrych osób.
Wśród zaproszonych jest też Klemens S., z którym się
znamy emailowo od kilku lat, recenzowałam jego książki,
regularnie pisujemy w „Dyrektorze Szkoły”. Cieszę się, że
go poznam w realu ☺
Ruszyły zajęcia z projektu „Aktywizacja JST”. Piłka nożna,
tenis, basen, warsztaty psychologiczne, piłka ręczna, zajęcia
plastyczne, taniec, komputery. Lubię, jak w szkole taki ruch,
wszędzie coś się dzieje, dzieci nie mają czasu na nudę.
I problemów wychowawczych mniej, i porozumienie
większe. Pomysł na szkołę: mądrzy nauczyciele i bogata
oferta zajęć ☺
17.10.2008. Piątek
Premiera „Świadectwa”. Dokument w połączeniu ze
wstawkami fabularnymi. Nie nudziłam się, ale nie ma we
mnie poruszenia.
Rozpoczęłam
internetowy
moduł
na
Studiach
Podyplomowych Liderów Oświaty.
26.10.2008 Niedziela
Trzy dni warsztatów MENu w Jachrance nad Zalewem
Zegrzyńskim. Kilkanaście osób, dyrektorzy, wizytatorzy,
niezależni edukatorzy. Elita oświatowa. Z Lubelszczyzny –
ja i dyrektorka z Nałęczowa. Praca nad wstępną wersją
rozporządzenia o nadzorze – redagowanie wymagań
stawianych szkołom, zadania dyrektora. Praca dająca
satysfakcję, praca na najwyższych obrotach, porozumienie
intelektualne. Do tego – komfort mieszkania, estetyka
jedzenia, bajeczne zestawy kolacyjno – obiadowe.
Wieczorne rozmowy.
zgłosiło dziesięć osób, może znów się uda i będzie basen,
warsztaty, języki, zajęcia plastyczne…
Tak dużo dała naszej szkole realizacja poprzednich
projektów – młodzież lubi szkołę, uczniowie odkryli inną
twarz nauczycieli, zobaczyli w nas ludzi. Spadła agresja,
dzieciaki się o wiele lepiej dogadują… Ot – pomysł na
szkołę – dać nauczycielom trochę pieniędzy, a młodzieży
zagospodarować mądrze i atrakcyjnie czas wolny.
3.10.2008 Piątek
Dwa dni ostrej pracy nad wnioskiem. Pisałam tak, że mi się
receptory przegrzewały. Za dwa tygodnie rozstrzygnięcie.
Dziś nie mogłam patrzeć na papiery. W szkole
przygotowywanie listy na nagrody. Problem: tak wielu
nauczycielom chciałabym dać, tak wielu docenić.
A możliwości więcej niż skromne. I dylemat – są tacy,
którzy powinni dostać co roku, bo co roku
ponadprzeciętność. I tacy, których muszę raz na jakiś czas
zmotywować, bo zupełnie stracą motywację. Ot, rozterki
szefa.
W południe wizyta w ośrodku dla uchodźców w Leonowie.
Od poniedziałku wszyscy uczniowie znów będą chodzić do
szkoły – prawie 50 osób. Żółtaczka opanowana? Spotkanie
z rodzicami, chciałam przedstawić zasady panujące
w szkole, sposoby komunikacji, Chciałam pokazać nasz
szacunek, nasze otwarcie. I było mi wstyd za brak kultury,
gościnności i zwykłej przyzwoitości ze strony pani
zarządzającej ośrodkiem. Zaproponowała nam spotkanie…
w stołówce bez krzesełka jednego, bez stołu. I ani powitania,
ani przedstawienia – było mi wstyd przed ludźmi, którym
zarzuca się brak kultury, brak obycia.
Miłe chwile – dziewczynki wciskające mi słodycze, chłopcy
witający się objęciem w pół – charakterystyczny gest przy
powitaniu. Pomyśleć, że trzy lata temu traktowałam uczniów
z Czeczenii jako karę i dopust Boży. A dziś cieszę się, że
przychodzą do szkoły, choć będzie więcej pracy. Ale świat
jest dla wszystkich i dla tych pozbawionych ojczyzny dzieci
– też.
5.10. 2008. Niedziela
Sobota spokojna, odpoczęta. Na obiad placki ziemniaczane,
na podwieczorek wuzetka. Popołudnie w Galerii. Zakupy:
czółenka oryginalne, kolor stalowo-szary. Nie mogłam się
zdecydować, jeszcze jedna para mi się podobała. Zmiana
podejścia: kiedyś kupiłabym bardziej praktyczne, teraz
szukam oryginalności. Jak kupiłam, to sobie uświadomiłam,
że konieczna torebka. I znalazłam – idealnie dobrany kolor,
fason. W ten sposób zaspokoiłam potrzebę kupowania, choć
przyznam, że w okresie wyprzedaży jest to o wiele
przyjemniejsze. Dzisiaj lektura nowego czasopisma dla
kobiet „Bluszcz”. Wysłałam na próbę kawałek swojego
tekstu.
8.10.2008. Środa
W co ja się ubiorę? Może: czarne czółenka sznurowane,
fioletowe rajstopy, czarna wąska spódnica, fioletowa tunika,
czarno- fioletowe korale… To mój nowy styl inny niż dwa
lata temu. I ta zmiana mi się podoba. Młodnieję mentalnie.
Jestem tego warta;-)
10.10.2008. Piątek
Dwadzieścia lat temu. Niedziela. Piękna, słoneczna, żółte
liście wirowały w słońcu. Czekałam na Mateusza, który miał
przyjść na świat. I przyszedł o 1.45. I wszystko stało się
nieważne i wszystko nabrało sensu. Dwadzieścia lat temu
zostałam matką. Dziś mój syn jest dorosłym mądrym
facetem. ☺
25
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
W Warszawie wypatrzyłam sobie wdzianko jesienne
w Zarze. Tym sposobem dowartościowana intelektualnie
i elegancka w nowej kurteczce wróciłam ☺…
3.11.2008. Poniedziałek
Powrót do domu po trzydniowym wyjeździe na Wszystkich
Świętych. Powrót do siebie, do swoich myśli, zwyczajów,
czasu. Do bycia Sobą.
5.11.2008. Środa
Drugi dzień z rzędu od rana do wieczora w szkole. Trudne:
problem z niechodzącą do szkoły uczennicą, korekta planu
finansowego. Ustalanie listy gości na uroczystości
jubileuszowe. Dużo tego. A listopad nie sprzyja pracy,
usypia, najchętniej zagrzebałabym się w łóżku, z dobrą
książką, z kawałkiem czekolady z orzechami. Ech…
marzenia.
6.11.2008. Czwartek
I znów – od 9.00 do 18.00. Sekretarka na zwolnieniu, więc
odbieranie telefonów, bieżące sprawy. Do tego hospitacja,
lekcja… Na koniec dnia: spotkanie z uczniami i rodzicami –
konieczność konfrontacji w sprawie wzajemnego obrażania
się i dokuczania. Wyjaśnienie problemu z uczniami zajęło
mi pół godziny – zrozumieli, pogodzili się. Gorzej
z mamami – czasem myślę, że najtrudniejsi w wychowaniu
są rodzice. Było mi wstyd przed dziećmi. Dorośli swoim
zachowaniem zaprzeczają słowom, głoszonym poglądom.
Zapominają, że Verba docent, exempla trahunt, czyli Słowa
uczą, przykłady pociągają.
11.11.2008 Wtorek
Święto Niepodległości kojarzy mi się: z wolnym dniem,
dniem nicniemuszę, dziś – z piękną pogodą, nudnymi
akademiami. Wczoraj popołudnie w Plazie. Kino: „33 sceny
z życia” – M. Szumowskiej. Prawdziwe do bólu,
autentyczne, trzymające za trzewia, bez patosu i ckliwości.
Przed filmem zakupy. Bardzo się zmieniłam. Lubię chodzić
po sklepach, czyli z angielskiego uprawiać shopping.
Podniecenie, kiedy zbliżam się do ulubionych marek: Wallis,
Orsay, Reserved. Dreszczyk, kiedy przymierzając, już wiesz,
że trafiłaś na to coś, co czekało na ciebie☺ Jeszcze tylko
karta, PIN i już firmowa reklamówka w twoich rękach.
Jedna, druga, trzecia… Hm… Uzależnienie?? Możliwe…
Ale jakie miłe ☺. A jak potrzebne!! Dlaczego to, w co się
ubieram, stało się ważne? Jestem osobą publiczną. Mam
świadomość, że ok. 80 % oceny człowieka bierze się
z pierwszego wrażenia. Wnętrze, inteligencja – ważne.
Ale… i faceci, i kobiety na image;-) patrzą i oceniają.
Ważne, bardzo ważne jest, co masz w głowie – ale
odpowiednio opakowana sprzedasz to za o wiele wyższą
cenę. Poza tym – po prostu lubię interesująco wyglądać.
Lubię spojrzenia aprobujące gimnazjalistek. Lubię czuć się
młodsza niż jestem. I nie chcę tego zmieniać. Lektura
wieczorna: „Diabeł ubiera się u Prady”. Uzupełnienie moich
refleksji i emocji.
Żyję – kreując swoją rzeczywistość. Piszę, łapiąc czas
i myśli. Lubię tak. ☺
12.11.2008 Środa
Działo się. Akademie niepodległościowe. Problem ze
zniszczoną kurtką – wyjaśnianie, rozmowy z uczniami,
rodzicami: trzy godziny + emocje. Zupełnie rozbieżne
reakcje – od ataku po współdziałanie. Życie. I mnóstwo
spraw niecierpiących… choć mało ważnych. Wieczorem –
Marek P. – propozycja druku pamiętnika w nowym
czasopiśmie „Sedno”. Wchodzę w to.
18.11.2008 Wtorek
Późno bardzo. Wstałam o 6.00.Wyjazd do Lublina. Od 8.00
do 14.00 szkolenie – Exel w nadzorze pedagogicznym.
Potem runda: starostwo, kuratorium – wręczanie zaproszeń
na imprezę jubileuszową szkoły. O 16.00 – KO – komisja
na dyplomowanego Krysi. Powrót przed 19.00. Teraz
paaaadam.
20.11.2008 Czwartek
Szkolenie w L. Powrót do szkoły. Świetny występ
trzecioklasistów dla rodziców – program z okazji 11
listopada. Potem nastrojowy, liryczny wieczór poetycko –
muzyczny. Kameralna impreza. Rewelacyjna młodzież.
Stachura, poezja, świece. I tego trzymać się trzeba.
21.11.2008 Piątek
Cały dzień w rozjazdach – wręczanie zaproszeń na
jubileusz: gmina, ważne instytucje, przedsiębiorstwa,
sponsorzy. Przegląd sekretariatów, gabinetów. Możliwość
porównania kultury organizacyjnej firm – wyciągam
wnioski.
22.11.2008 Sobota 23.29.
Napisałam scenariusz całej imprezy jubileuszowej –
nareszcie ją widzę. A teraz spać.
24.11.2008 Poniedziałek
W szkole od 9.00 do 20.00. Czeka mnie trudny czas:
jubileusz, wizyta pani z KO, zjazd na studiach
podyplomowych i warsztaty ekspertów w MEN. Muszę
wszystko przygotować, dopilnować, żebym mogła na 5 dni
wyjechać do stolicy.
25.11.2008 Wtorek
Nieprzespana noc. Jestem tak zmęczona, że nie mogę spać.
O drugiej w nocy – błysk pracującego na najwyższych
obrotach umysłu: widzę całe swoje przemówienie
jubileuszowe. Czasem tak mam – nocna wizja rozwiązania
problemu. Nie mogę zasnąć. Włączam lampkę, czytam
książkę. Potem próba zaśnięcia – budzę się bardziej
zmęczona niż szłam spać.
W szkole od 8.00 do 21.00. Wyjazd do Lublina: Urząd
Marszałkowski, Kuratorium, kolejni przedsiębiorcy,
sponsorzy – wręczamy zaproszenie, prosimy o wsparcie.
Powrót do szkoły. Odgrzany w mikrofalówce stołówkowy
obiad. Dyskoteka: młodzież się bawi, ja siedzę nad
papierami:
zmiany
w
arkuszu
organizacyjnym,
podziękowanie dla marszałka i kolejne pisma o sponsoring.
Widzę, że się wyrobię z robotą. Humor mi się poprawia –
paradoksalnie mija też zmęczenie.
Dostaję pozytywne wzmocnienie – zostałam wybrana do
złotej jedenastki najlepszych autorów „Dyrektora Szkoły”
w ostatnich piętnastu latach! „Ulubiona autorka” – to
określenie redaktora naczelnego, pani I. Dzierzgowskiej.
Jestem z siebie dumna☺
3.12.2008 Środa
Za mną pracowity tydzień. Najpierw 3 dni w na zjeździe
Studium Podyplomowego Liderów Oświaty. Zajęcia
w Pałacu Kultury i Nauki na 12. piętrze. Poziom dosłownie
i merytorycznie – znacznie ponad przeciętność. Wykłady:
Jacek Żakowski – publicysta „Polityki”, prof. Jan
Potworowski z Anglii – sam urok, czar i Osobowość, prof.
Blikle, prof. Janowski. Mądre, błyskotliwe, odkrywcze.
Warto. Nie muszę zdobywać kwalifikacji – mogę i chcę się
rozwijać. Lubię – słuchać, myśleć.
Wolny wieczór w Złotych Tarasach. Efekt: elegancka
sukienka, klasyczna mała czarna, koronka, szyfonowe
26
1(38)/2009 KLEKS
_____________________________________________________________________________________________________
rękawy – w sam raz na uroczystości jubileuszowe. Na
koniec dnia Wedlowska Czekoladziarnia ☺
W niedzielę zmiana hotelu: druga tura pracy nad nadzorem
w MENie. Robocza wersja rozporządzenia o nadzorze
prawie gotowa. Mam poczucie wpływania na prawo
oświatowe.
I wszystko byłoby dobrze, tylko sprawy rodzinne się
komplikują. Janusz jest w szpitalu. Źle się czuł od tygodnia.
Wczoraj – zabieg.
7.12.2008 Niedziela
Nie mam siły, ochoty i czasu pisać. Janusz wyszedł ze
szpitala w sobotę – czuje się dobrze, tylko huśtawka
nastroju. Kolejne dni nad jubileuszem – w czwartek, piątek
do dwudziestej w szkole. Próba generalna – nieźle. Jeszcze
trzy dni i będzie po…
8.12.2008 Poniedziałek 23.43.
Jubileusz – ostatnie starcie. W szkole do 19.00, potem praca
w domu przy komputerze. Zakończyłam prezentację,
ustaliłam kolejność powitania gości – procedencja nie
wszystko rozstrzyga!!! Wszystko rozpisane, przydzielone,
ale trzeba dopatrzeć, dopilnować… Dzisiaj szok – drzewce
odebrane z zakładu – gwoździe poprzybijane w zupełnie
dowolnej kolejności – myślałam, że mnie trafi – wszystko do
oderwania i przykręcanie na nowo – na szczęście się udało.
Radość, bo śliczności materiały reklamowe… Mętlik
umysłowy i zmęczenie. Spać…
9.12. 2008 Wtorek 23.28
Ostatni dzień przed… Od 6.00 rano na nogach. W biegu cały
czas. Wszystko już pozapinane, posprawdzane, poukładane.
Lista gości ustalona. Ostatnie słowo napisane. Prezentacja
przejrzana.
Krzesła
stoją
w
równych
rzędach.
Zarezerwowane. Obrusy suto zmarszczone czekają na
przykrycie paterami, salaterkami, wazami…
W kościele na rekolekcjach. Spowiedź. Wyciszenie.
Wieczorem Janusz znów pojechał do szpitala – atak bólu –
dają mu kroplówkę… Czekam. Nie mogę spać.
jubileuszy… ale czasem warto, żeby spojrzeć za siebie
i zobaczyć, jak wiele się udało w życiu. Dziękuję Kochani☺
16.12.2008 Wtorek
Nie wiem, kiedy minął tydzień. Najpierw odreagowywałam
harówkę i stres jubileuszowy. W piątek zrobiliśmy sobie
prezent: telewizor 40 cali. Janusz na zwolnieniu, nie będzie
się nudził.
Od poniedziałku – nerwówka budżetowa, wczoraj wyjazd
do Lublina, kupiłyśmy telewizor i odkurzacz do szkoły.
Dziś nad rachunkami, próby zbilansowania, z jednoczesnym
nieprzekroczeniem kont. Uff. Każdego roku ta huśtawka.
Jeszcze wieczorna lektura – domowa praca internetowa na
studiach Liderów Oświaty…
18.12.2008 Czwartek
Problem opłatka zakładowego. Opór przez hipokryzją.
Refleksja o wyższości świąt domowych nad zakładowymi.
Jutro ostatni dzień nauki… A ja w dołek wpadłam…
Paranoja… Jak nie zrobię – komuś nie pasuje, ktoś ma za
złe. Rola dyrektora… Wiem, nikt nie obiecywał, że będzie
lekko. Ale – czy zawsze muszę pod górkę? Ech…
25.12.2008 Czwartek Boże Narodzenie.
Świadomie odcięłam się od komputera. Tylko DOM
i rodzina. Retrospekcja. Szkolny opłatek mimo trudności
i oporów wyszedł całkiem sympatyczny. Trochę z przekory
może? Przyszło około dwudziestu osób. Stół nakryty –
każdy coś przyniósł. W południe delegacja mnie zaprosiła –
popłakałam się – emocje i napięcie ze mnie zeszło…
Może nie ma tego złego – wiem, że już więcej nie będę się
zajmować kwestią czy organizować. Wskażę tylko
sugerowany termin – reszta należy do tych, którzy naprawdę
chcą się spotkać, coś przygotować, pobyć razem inaczej.
Wniosek kolejny – nic na siłę, słuchaj ludzi, nie narzucaj,
ale pobudzaj inicjatywę.
Najważniejsze dziś. Powiększyła się nam rodzinka;-)) Sunia
się w nocy oszczeniła. Cud Narodzin zawsze mnie wzrusza.
Niech to dobrą wróżbą będzie.
31.12.2008 g.20.13. Sylwester
Jestem sama. Mateusz na imprezie. Janusz w szpitalu, stan
dobry. Obok mnie psy. Jestem sama w sylwestrową noc.
I wcale mi to nie przeszkadza. Nie lubię tłoku imprez
i wymuszonych spotkań. Lubię siebie i lubię swoją
samotność.
Święta… Zwyczajne – spokojne. Przyjemność oglądania
dobrych filmów. Cykl Bergmana: „Fanny i Aleksander”,
„Tam, gdzie rosną poziomki”, „Wieczór kuglarzy”,
„Persona”. Wczoraj – klasyk horroru: „Ptaki” Hichcocka.
Chyba się zdezaktualizował, w ogóle mnie nie straszył. Dziś
„Mumia”. Lubię kino. To domowe też. Lubię – dobrej
jakości, komfortowo oglądane. Więc dziś – Sylwester
filmowy☺
23.51
Niebo przecinają pióropusze fajerwerków. Za chwilę
zacznie się rok, w którym skończę 50 lat. Pół wieku, a
młodość jest we mnie – jak wczoraj. I uczucia – jak
wczoraj☺ Ale jest też pewność swojej wartości. Jeszcze
dużo przede mną.
23. 59
Czas na życzenia, kieliszek nalewki: Spełnienia marzeń,
Magosiu ☺
10.12.2008 Środa
Już po. Jestem szczęśliwa i dumna. Z dzieci, których
zdyscyplinowanie, kultura i występy budziły zachwyt gości.
Z nauczycieli, którzy – każdy na swoim miejscu, z sercem
i zaangażowaniem. Z siebie też – bo udało nam się to
wspólne święto. Ktoś powiedział: Nasza Szkoła ma Klasę.
To prawda. I dlatego jestem dumna i szczęśliwa. I prawie
minęło już zmęczenie, które spać nie pozwalało… Nie lubię
Małgorzata Nowak
27
KLEKS 1(38)/2009
_____________________________________________________________________________________________________
PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ…
FRASZKI ZE SZKOLNEJ ŁAWKI
O wagarowiczu
O uczniu
O historii leniwego ucznia
Kto drogi skraca,
ten do szkoły na kolejny rok powraca.
Łukasz
Uczniu drogi,
Twój plecak ubogi
Chodzisz do szkoły,
Gdzie są matoły.
Nic nie notują,
Tylko próżnują.
Są też prymusy,
Dostają plusy.
Choć w klasie jesteś ostatni,
Za to zawsze pierwszy w szatni.
Łukasz
Praca domowa od kolegi spisana,
klasówka razem ze ściągą pisana.
Wagary – już nie pierwszy raz,
Kolejna uwaga – może to coś da.
A potem tylko kopać doły
i żałować, że się nie korzystało ze
szkoły.
Kasia
Na nauczyciela
Kiedy nauczyciel o coś pyta,
to ja lubię szybko znikać.
Bartek
O matematyku
- Kto tak szybko zmyka?
- Kasia, bo się boi matematyka.
Małgosia
Na chemię
Na chemii dużo się uczymy,
lecz my tego nie lubimy.
Wzory, znaki, układ okresowy –
Nas od tego bolą głowy.
Lubię szkołę, chociaż czasem
działa mi na nerwy.
Wszystkie lekcje są za długie,
A zbyt krótkie przerwy.
Łukasz
Na szkołę
Iza
Na ławkę
Taki marny los mój mam,
że co lekcję nowy napis posiadam.
Agnieszka
Na bibliotekę
Biblioteka źródło wiedzy,
Wielu uczniów ją odwiedzi.
Książek jest tam cały stos,
Miło jest nam przy nich siąść.
Karolina
O nauce
Drogi kolego, ucz się systematycznie,
bo szóstki w dzienniku wyglądają
ślicznie.
Anita
Na ucznia
O nauczycielach
Ach, ci nauczyciele…
Krzyczą, lecz nauczą wiele.
Małgosia
Pytam, po co jestem w tej szkole?
By w przyszłości zostać dyrektorem.
Igor
KLEKS WIOSENNY NR 1(38)/2009
PISMO ZESPOŁU SZKÓŁ IM. ZIEMI LUBELSKIEJ W NIEMCACH
Redakcja: Monika Boguta, Julita Siejko, Monika Styczniewska,
Patrycja Borzęcka, Aleksandra Czyżyk, Aleksandra Piekarczyk, Ada Winiarska..
Opiekun: Marzena Włodarczyk
Skład komputerowy: Marzena Włodarczyk
Opracowanie graficzne: Marek Gruda
Nakład: 100 egz.
Adres redakcji: Zespół Szkół w Niemcach, ul. Szkolna 23, 21-025 Niemce
Spotkania redakcji: środa, godz. 14.15-15.00, sala 36.
O szkole
28
Od poniedziałku do piątku,
Bez żadnego wyjątku.
Gdy iść tam nie chcemy,
To kombinujemy.
Czasem ktoś choruje
Lub po prostu symuluje.
My chodzimy na wagary,
Ale dostajemy kary.
Często ktoś ucieka z lekcji,
Potem trafia do dyrekcji.
Wcale tego nie lubimy,
Lecz do szkoły chodzimy.
Justyna
O stopniach
Dobre oceny się czasem zdarzają,
lecz tylko wtedy,
gdy nauczyciele dobry humor mają,
a uczniowie do nauki się
przykładają.
Ola

Podobne dokumenty