Chojnicki

Komentarze

Transkrypt

Chojnicki
Chojnicki
Spis treści
Chojnickie baszty
5 Marlena Pawlak, Średniowieczne umocnienia miejskie
– baszta Więzienna
13 Irmina Łysakowska, Przeszłość odbudowana, czyli…
baszta Nowa
Kronika chojnicka
21 Alina Jaruszewska, Chojnicki Dzień Seniora
23 Anna Maria Zdrenka, Czytanie książek to ich nałóg
28 Maria Eichler, Na operetkę nie trzeba ciągnąć wołami
31 Janina Kosiedowska, Nauka języka kaszubskiego? Tak!
36 Weronika Sadowska, Narodowe czytanie Fredry
w Fosie Miejskiej
38 Aleksander Knitter, Choć mówili: niemożliwe.
„Chojniczanka” w I lidze
43 Anna Maria Zdrenka, XIX Chojnicka Noc Poetów
48 Kinga Przełożna, Bank Żywności w Chojnicach
53 Wioletta Karpiak, Biblioterapia – terapia przez
literaturę
57 Kazimierz Jaruszewski, Z Tobą odeszły anioły.
Wspomnienie o Józefie Chełmowskim (1934-2013)
60 Kronika wydarzeń lipiec-wrzesień 2013,
oprac. Anna Maria Zdrenka
Z dziejów miasta
65 Włodzimierz Jastrzębski, O drezynie, która rozpętała
II wojnę światową
68 Kazimierz Ostrowski, Chojnickie gniazdo „Sokoła”
73 Mariusz Brunka, Uzupełnienie z poprawką:
dzieje pewnego lotu
75 Tomasz Marcin Cisewski, Korzenie chojniczan:
von Grabowscy
77 Kazimierz Jaruszewski, Chojnicki pocztowiec.
Józef Mechlin (1902-1941)
Chojnice i okolice
85 Maciej Stanke, Radzim – historia zapomnianego obozu
Oficyna artystyczna
91 Jacek Studziński: Poezja uwrażliwia człowieka
Rozmawiała: Anna Maria Zdrenka
PISMO SPOŁECZNO-KULTURALNE
ADRES REDAKCJI
Miejska Biblioteka Publiczna
ul. Wysoka 3
89-600 Chojnice
www.kwartalnikchojnicki.pl
[email protected]
REDAKTOR NACZELNY
Kazimierz Jaruszewski
[email protected]
tel. 669 401 454
KOLEGIUM REDAKCYJNE
Mariusz Brunka
Tomasz Marcin Cisewski
Beata Królicka
(sekretarz redakcji)
[email protected]
tel. 693 664 071
Irmina Łysakowska
Maciej Stanke
(redaktor techniczny)
[email protected]
Anna Maria Zdrenka
RADA PROGRAMOWA
Arseniusz Finster
(przewodniczący)
Mirosław Janowski
Anna Lipińska
Jan Franciszek Zieliński
OPRACOWANIE GRAFICZNE
Maciej Stanke
WYDAWCA
Miejska Biblioteka Publiczna
ul. Wysoka 3
89-600 Chojnice
DRUK
Certus s.c.
ISSN 2299-5269
Wszystkie zamieszczone materiały są objęte prawem autorskim.
Redakcja zastrzega sobie prawo do zmiany tytułów i opracowania redakcyjnego tekstów.
Kwartalnik Chojnicki
nr 5/2013
CHOJNICKIE
baszty
PREZENTACJE
MARLENA PAWLAK
Średniowieczne umocnienia
miejskie
– baszta Więzienna
Chojnice miały wyjątkowo sprzyjające warunki ufortyfikowania, wynikające
z położenia między dwoma jeziorami, które otaczały miasto z trzech stron. Była to
osada rozwijająca się dzięki układowi dróg, gdyż tędy biegł jeden z najdłuższych szlaków handlowych środkowej Europy.
Data powstania średniowiecznych umocnień miejskich nie jest dokładnie
znana. Istnieje jednak wzmianka, która pozwala w przybliżeniu ustalić okres ich budowy na połowę XIV w. Jest nią akt zatwierdzający granice posiadłości zakonu augustianów. W akcie tym, nadanym przez wielkiego mistrza Winricha von Kniprode
w roku 1365, zezwala się na przebicie otworu w murach miejskich, dla usytuowania
nowej furty ułatwiającej zakonnikom wstęp do miasta.
Nieistniejąca już makieta przedstawiająca średniowieczne mury miejskie w Chojnicach (fot. MH-E w Chojnicach)
6
Chojnickie baszty
Źródła wykazują, że mury miejskie zwieńczone były 22 basztami oraz czterema bramami miejskimi. Bramy te to: Człuchowska (istniejąca do dziś), Młyńska,
Gdańska, zaś od strony południowej czwarta brama, która była przesmykiem w murach, zwanym bramą Klasztorną lub Wodną – niekiedy nazywano ją również Furtą Mniszą, gdyż ułatwiała zakonnikom wstęp do miasta. Dostępu do bram broniły
mosty zwodzone, a same bramy wjazdowe zamykano na noc bronami. Mosty zaś
strzeżone były od strony zewnętrznej basztami przyczółkowymi.
Na początku XV w. miasto posiadało już ukształtowane obwarowania miejskie z basztami, bramami oraz dodatkowo z siecią fos i grobli, które stworzyły ufortyfikowany zespół miejski w czasach wielkiej wojny z Zakonem.
Dokładny obraz miasta zachował się w opisie lustracyjnym z 1565 r. Dzięki tej
lustracji, która jest materiałem pozwalającym zbadać przeszłość Chojnic, dowiadujemy się o walorach obronnych miasta w połowie XVI w. Średniowieczne obwarowania
miejskie zostały wzmocnione poprzez dobudowanie tzw. szyj bramnych poprzedzonych niskimi basztami przyczółkowymi. Od strony południowej i zachodniej, tam
gdzie obwarowań miejskich nie chroniły wody jezior, mury miejskie poprzedzone zostały podwójną fosą z wysoką groblą, na której w okresie wojen szwedzkich usypano
wał ziemny, zabezpieczający mury przed ostrzałem artyleryjskim. System podwójnych
fos w zachodniej i południowej części obrzeża miasta spinał naturalny układ rozlewisk,
tworząc przemyślany zespół obronny otaczający średniowieczne miasto ze wszystkich
stron. Mury zwieńczone były blankami, a strzelnice pomiędzy bramą Młyńską (od północy w kierunku południowym w stronę baszty Wroniej) a Człuchowską miały drewniane galerie kryte daszkami. Od strony południowej między bramami Człuchowską
i Klasztorną znajdowało się pięć baszt (zachowane Szewska, Kurza Stopa i Więzienna).
Mury obronne od strony południowo-wschodniej, tj. od bramy Klasztornej do Gdańskiej, posiadały w ciągu trzy baszty – odcinek ten nie zachował się. Od bramy Gdańskiej do Młyńskiej w mury włączone było 12 baszt.
Ogółem w linii murów obronnych Chojnic, w szczytowym okresie rozwoju
fortyfikacji, znajdowały się: 22 baszty, cztery bramy, pięć niskich baszt przyczółkowych oraz pięć mostów zwodzonych.
W późniejszym okresie baszty i bramy były przeznaczane na cele mieszkalne,
więzienia, a także pełniły funkcje dzwonnicy kościoła.
Mury miejskie oraz murowana zabudowa nie uchroniły miasta przed pożarami, których przyczyną były często działania wojenne. Obwarowania były kilkakrotnie niszczone podczas oblężeń, ale w mniejszym lub większym stopniu naprawiano
je i rekonstruowano, m.in. w 1410 i 1466 r.
Wzmiankę o uszkodzeniu muru zawiera Historia miasta Chojnice autorstwa
I.G.Goedtkego, który pisze, że w roku 1657 król szwedzki Karol Gustaw wybił dziurę w murze przy bramie Młyńskiej. W XVI w. na skutek jednego z licznych pożarów
miasta częściowo zniszczeniu uległy mury, które szybko odbudowano. Natomiast
pilnej, dalszej naprawy wymagało 12 baszt. W I połowie XVII w. północno-wschodnią część murów miejskich rozebrano wraz z przylegającymi basztami, a mury
Średniowieczne umocnienia miejskie – baszta Więzienna
7
Bramy: I – Człuchowska, II – Młyńska, III – Gdańska, IV – Więzienna, V – Wodna lub Furta Mnisza;
VI – ratusz; VII – kościół pw. św. Trójcy; VIII – kościół pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela, IX – kolegium jezuickie
i kościół pw. Zwiastowania NMP; IX – koszary wojskowe (rys. Maciej Stanke)
w strefie przyziemia wykorzystano jako element nośny ścian budowanego wówczas
kolegium jezuickiego.
W trakcie wojny ze Szwedami Chojnice uległy wraz z całym systemem obronnym poważnemu zniszczeniu. W wyniku wyludnienia i działań w okresie tzw. wojny
północnej miasto nie było w stanie przeprowadzić niezbędnych prac naprawczych,
a niektóre odcinki murów wykorzystano, stawiając na nich budynki mieszkalne przy
użyciu kamienia i cegły z murów jako wtórnego materiału budowlanego.
Z połowy XVIII w. zachowały się informacje o „wybudowaniu małych domków mieszkalnych na murach”, głównie w części północnej obecnego Starego Miasta.
Na początku XIX w. miasto posiadało czytelny jeszcze układ murów z trzema
czynnymi bramami i „Furtą Mnichów”, czyli bramą Wodną. W wyniku modernizacji
8
Chojnickie baszty
i rozbudowy Chojnic w latach 30., 40. oraz ok. 1862 r. od strony wschodniej rozebrano
część murów wraz z bramą Gdańską. W późniejszych okresach baszty i bramy, zdegradowane do funkcji gospodarczych, pozbawione patyny wieków, nie mając siły oddziaływania historycznego, zostały rozebrane przez mieszkańców. Od strony północnego zachodu rozebrano bramę Młyńską z odcinkami północnymi muru miejskiego.
Materiał z rozbiórek został wykorzystany na budowę wznoszonego wówczas szpitala.
Pracom rozbiórkowym towarzyszyła niwelacja terenu: po stronie zachodniej zasypano
dwie fosy, obniżając tym samym groblę, wyburzono cztery baszty przyczółkowe przed
bramami Młyńską i Człuchowską oraz zlikwidowano istniejące tam mosty zwodzone.
Rozpoczęta już w XX w. realizacja zmierzająca do usprawnienia przebiegu
komunikacji przez miasto (budowa przelotu ul. Sukienników w celu eliminacji ruchu
przez zespół staromiejski) doprowadziła do zmian w południowym obrzeżu starego
miasta. Budowa licznych obiektów, głównie o większej kubaturze, wywołała dalsze
zniekształcenia historycznej struktury przestrzennej. Równolegle powstawała zabudowa w obrębie układu średniowiecznego, umożliwiając zachowanie i czytelność historycznego rozplanowania.
Jedną z części murów miejskich jest baszta Więzienna powstała w XIV w.
Pierwotnie miała otwarty przejazd, jednak źródła nie podają, kiedy została przekształcona w wieżę poprzez wymurowanie północnej ściany. Przypuszczalnie nastąpiło to między XVII a XVIII w. Do początku
XIX w. służyła jako ciężkie więzienie, w którym znajdowała się również katownia.
Baszta Więzienna jest w bardzo dużym
stopniu rekonstrukcją, w formach nawiązujących do średniowiecznej architektury obronnej z elementami modernistycznymi. We
wnętrzach nie stwierdzono istnienia reliktów
zabytkowych wypraw ani polichromii. Podziały wnętrza pochodzą z czasów powojennej odbudowy.
W latach 1969-1971 baszta została odnowiona i adaptowana przez Powiatowe Archiwum Państwowe i pełniła tę funkcję do 2008 r.
W chwili obecnej znajduje się w niej galeria
– muzeum chojnickiego artysty Janusza Jutrzenki-Trzebiatowskiego.
Baszta Więzienna uległa do naszych
czasów wielu przekształceniom. Z pierwotnej
gotyckiej bryły zachował się fragment o ok. 3/4
wysokości, czytelny od strony południowej.
Fragment elewacji frontowej – przenicowanie
z cegły rozbiórkowej (fot. Marlena Pawlak) Na fotografiach z początku XX w. widoczny
jest pierwotny zrąb baszty.
Średniowieczne umocnienia miejskie – baszta Więzienna
9
Dawna ul. Ramy, obecnie Sukienników, z ruinami baszty Więziennej na dawnych murach miejskich,
otaczających miasto od południa – ok. 1903 r. (fot. MH-E w Chojnicach)
Podczas rekonstrukcji z lat 70. od północy postawiono dobudówkę na planie
litery „U”. Przy rekonstrukcji muru zachowano wątek z użyciem cegły o odmiennym
kolorze. Na czterech kondygnacjach wykonano stropy żelbetonowe oraz zrekonstruowano mury górnej kondygnacji baszty.
Prace konserwatorsko-restauratorskie zostały wykonane we wnętrzu baszty
w latach 2009-2010. Przed pracami widoczne były rozległe obszary zniszczonych,
odspojonych i osypujących się tynków. Brak izolacji i działanie soli rozpuszczalnych
w wodzie spowodowały stałe zawilgocenie budynku. Wątek kamienny częściowo
odkryty w przybudówkach był zabrudzony, rozszczelniony, a miejscami pokryty
warstwą zaprawy. Ściany, pomalowane wielokrotnie farbą olejną, były zniszczone,
w wielu miejscach odspojone, złuszczające się, z rozległymi ubytkami. W narożnikach ścian występowały płytkie, ale rozległe powierzchowne pęknięcia.
Podczas prac konserwatorskich skuto tynki w całym wnętrzu, oczyszczono powierzchnie odsłoniętych murów i odsolono je metodą kompresów. Usunięto
luźne, uszkodzone spoiny i fragmenty zdezintegrowanych cegieł. Przeprowadzono
szczegółową dezynfekcję całej powierzchni murów. Wzmocniono i podklejono rozluźnione struktury cegieł. Sklamrowano drobne spękania i uzupełniono ubytki w cegle zaprawą o zbliżonych do oryginału właściwościach. Wykonano tynki mineralne
niebarwione w masie oraz nałożono powłoki malarskie. W budynku została wymieniona stolarka okienna i drzwiowa, poszycie dachowe oraz instalacje. Poddasze baszty zostało przekształcone na funkcje użytkowe.
Obecnie należy wykonać konserwację elewacji frontowej. Zasadniczym celem
powinno być zabezpieczenie osłabionej struktury cegły przed dalszymi uszkodzeniami.
10
Chojnickie baszty
Wnętrze baszty po pracach konserwatorsko-restauratorskich wykonanych w latach 2009-2010.
Mieści się w niej Galeria – Muzeum Janusza Trzebiatowskiego (fot. Marlena Pawlak)
Przykład rozwarstwienia cegieł
(fot. Marlena Pawlak)
Elewacja frontowa – zniszczenia cegły nad wejściem
(fot. Marlena Pawlak)
Średniowieczne umocnienia miejskie – baszta Więzienna
11
Od strony południowej widoczne są duże ubytki spoinowania. Wątki muru wraz
ze spoinami pokryte są czarnymi nawarstwieniami, tworzącymi szczelne skorupy.
Przy wejściach występują duże obszary całkowicie zdezintegrowanej, zwietrzałej i wypłukanej cegły. Na znacznych obszarach widoczne są wykruszenia i rozległe ubytki w murze. Zastosowanie zbyt silnych zapraw cementowych doprowadziło
do zniszczenia kamiennych fundamentów, które są miejscami odspojone i luźne.
Struktura muru jest w stosunkowo dobrym stanie, choć w wielu partiach widać mechaniczne uszkodzenia. Należy usunąć luźne, uszkodzone spoiny i fragmenty
zdezintegrowanych cegieł, a także powypełniać, podkleić odspojenia i spękania oraz
oczyścić mur.
Wszelkie zabiegi powinno się prowadzić zgodnie ze sztuką konserwatorską
przy zastosowaniu materiałów używanych w konserwacji zabytków. Prace konserwatorskie powinny być wykonywane przez dyplomowanych konserwatorów – specjalistów konserwacji rzeźby kamiennej i detalu architektonicznego oraz prowadzone
pod stałym nadzorem konserwatorskim.
Fragment cokołu – widoczne naprawy spoinowania zaprawą cementową (fot. Marlena Pawlak)
12
Chojnickie baszty
OPIS TECHNICZNY
Rzut: dawna baszta założona na planie prostokąta o dłuższej osi na linii wschód – zachód, od północy
ujęta dobudówką na planie odwróconej litery
„U”, ramiona dobudówki sięgają do 3/4 długości
ścian bocznych dolnej części baszty, od północy
dobudówka otwarta na wnętrze dolnej części
baszty.
Elewacja frontowa: murowana, na cokole z kamienia łamanego, pięcioosiowa. Osie wyznaczone
przez otwory okienne – na pierwszym piętrze
trzy otwory strzelnicze, na drugim dwa, na trzecim trzy ostrołuczne otwory okienne. Wejścia
w osiach bocznych – w cofniętych częściach elewacji, sięgających 3/4 wysokości baszty. Części
te do połowy murowane z łamanego kamienia,
powyżej wątek ceglany. Nad wejściami otwory
okienne oraz umieszczone stylizowane na neoBaszta Więzienna – przekrój
gotyckie kraty pochodzące z rekonstrukcji wy(inwentaryzacja – inż. Eugeniusz Schulz)
konanej w latach 1969-1971. Podziały poziome
wyznacza podwójny pas wysuniętych cegieł, oddzielający nadbudowaną część górną. Zwieńczenie
w postaci trójstopniowego, nietynkowanego gzymsu.
Elewacje boczne: tynkowane, ślepe.
Elewacja tylna: tynkowana, bez podziałów, zasłonięta budynkiem sąsiadującej parceli do wysokości II piętra. W górnej części, pod dachem, okno w kształcie prostokąta leżącego.
Kubatura – 1148,56 m³
Powierzchnia zabudowy – 69,33 m²
Powierzchnia użytkowa – 198,95 m²
Fundamenty: dolnej części baszty – kamienne, na zaprawie wapiennej, dobudówki – z żużlobetonowych pustaków oraz cegły pełnej, na zaprawie cementowej;
Ściany: dolnej części baszty – ceglane, na zaprawie wapiennej, dobudówka – od frontu z cegły pełnej,
ściany boczne i tylna z żużlobetonowych pustaków z przewarstwieniami z cegły pełnej, od północy, wschodu i zachodu otynkowane, na zaprawie cementowej;
Stropy: współczesne, żelbetonowe, na ostatniej kondygnacji strop belkowy, nagi;
Więźba dachowa: w dolnej części baszty stolcowa, w bocznych częściach dobudówki – stropodach;
Otwory okienne: w elewacji frontowej okna współczesne, skrzynkowe, jednoskrzydłowe, na IV kondygnacji okna zwieńczone łukiem ostrym, okna w tylnej i we wschodniej elewacji współczesne;
Drzwi zewnętrzne: współczesne, drewniane, ramowe, obite listwami, z przeszklonym, ostrołukowym
nadświetlem;
Wnętrze: pięciokondygnacyjne, przebudowane, pierwotny charakter oraz układ wnętrz zatarty przez
dostawioną od strony północnej dobudówkę otwartą na wnętrze dawnej baszty.
PREZENTACJE
IRMINA ŁYSAKOWSKA
Przeszłość odbudowana, czyli...
baszta Nowa
Podążać śladami historii, trzymając w ręku przewodnik lub mapę. Oglądać
dawne budynki będące dziś zabytkami. Zastanawiać się, skąd pochodzą nazwy ulic…
Każde miasto posiada swoją historię i dorobek, który stara się chronić. Dzisiaj
jednak wygląda to inaczej niż dawniej, ponieważ wszystkie miejscowości są „otwarte”
i można się między nimi swobodnie przemieszczać. Inaczej było np. w średniowieczu. W XIV w. miasto Chojnice otaczały wysokie mury obronne z czterema bramami
wjazdowymi oraz 22 basztami. Niestety, większość tych budowli z biegiem lat i następujących po sobie wydarzeń została zniszczona. Do dnia dzisiejszego przetrwała tylko
część murów miejskich, jedna brama i kilka baszt. Pomimo częściowych remontów
swym kształtem i wyglądem nadal przypominają te autentyczne sprzed kilku wieków.
Widok na basztę Nową od strony Fosy Miejskiej (fot. Irmina Łysakowska)
14
Chojnickie baszty
To, co się zmieniło, to funkcje, jakie
pełnią. Brama Człuchowska i baszta
Wronia należą do Muzeum Historyczno-Etnograficznego, baszta Szewska
to siedziba muzealnej biblioteki, Dom
Szewski jest magazynem muzeum,
Kurza Stopa to Galeria Współczesnej
Sztuki Polskiej, w baszcie Więziennej
mieści się Galeria – Muzeum Janusza Trzebiatowskiego, a baszta Kościelna ze względu na zły stan techniczny stoi pusta. Jest jeszcze jedna
baszta, która znajduje tuż obok wejścia na stadion miejski. Analizując
umiejscowienie zachowanych baszt
i Bramy Człuchowskiej, zauważyć
można zataczające się koło, świadczące o dawnej wielkości miasta Chojnice
i sposobie, w jaki było bronione.
Aby wykorzystać obszar doBaszta Nowa podczas budowy (fot. Marian Nowak) brze zachowanych murów miejskich,
władze Chojnic postanowiły odbudować jedną z nieistniejących już baszt między
basztą Wronią a Bramą Człuchowską. Odbudowa baszty miała jednak zupełnie inny
cel niż tylko wizualny powrót do przeszłości. Nowa baszta powstała jako część projektu „Zintegrowany System Informacji Turystycznej – Bramy Kaszubskiego Pierścienia wraz z kampanią promocyjną”. Kaszubski Pierścień to program operacyjny
opracowany na przełomie roku 2003/2004 przez pięć powiatów: chojnicki, bytowski,
kartuski, kościerski i lęborski na rzecz tworzenia i realizacji wspólnej oraz jednolitej
informacji turystycznej, a także promocji subregionu. Budowa nowej baszty realizowana była w ramach działania 6.2. Promocja i informacja turystyczna Regionalnego
Programu Operacyjnego dla Województwa Pomorskiego na lata 2007-2013.
Projekt, którego liderem był powiat kartuski, składał się z części inwestycyjnej
obejmującej powstanie 11 centrów (w tym w Chojnicach) oraz kampanii promocyjnej. Głównym celem budowy baszty, jak i całej sieci centrów informacji turystycznej,
była poprawa efektywności funkcjonowania sfery usług publicznych decydujących
w dużej mierze o poziomie jakości życia oraz zdolności regionu do przyciągania zewnętrznych czynników rozwoju, m.in. inwestorów, turystów i instytucji otoczenia
gospodarczego, czyli – ogólnie rzecz ujmując – poprawa dostępności i atrakcyjności
turystycznej nie tylko Chojnic, ale i całych Kaszub.
Pomysł na powstanie Centrum Informacji Turystycznej w budynku baszty
wziął się stąd, iż nie chciano w tym celu budować kolejnego kiosku czy wykorzystać jakiegoś już istniejącego budynku, tylko utworzyć ciekawszą formę, nawiązującą
Przeszłość odbudowana, czyli... baszta Nowa
15
Parter stanowiący Centrum Informacji Turystycznej (fot. Irmina Łysakowska)
do historii miasta. Dodatkowo Fosa Miejska, gdzie znajduje się baszta, to miejsce
chętnie odwiedzane przez turystów, w którym odbywa się wiele imprez miejskich.
Prace projektowe na podstawie koncepcji architekta miejskiego Andrzeja Ciemińskiego wykonało Przedsiębiorstwo Budowlano-Projektowe RAS z Zielonej Góry.
Budowę baszty rozpoczęto 1 kwietnia 2010 r., a zakończono rok później – 30 kwietnia 2011 r. Wykonawcą robót budowlanych zostało konsorcjum firm: Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo-Usługowe „Kaparis” z Chojnic oraz Dompol sp. z o.o.
z Torunia. Koszt całkowity projektu wyniósł 1,1 mln zł, z czego 64% stanowiło dofinansowanie z Unii Europejskiej.
Nowo wybudowana baszta kształtem i wyglądem przypomina pozostałe, powstałe kilka wieków temu, lecz ma zupełnie inne zastosowanie. Posiada cztery kondygnacje o powierzchni użytkowej wynoszącej 126,7 m2:
• przyziemie – dostępne jest od strony Fosy Miejskiej i stanowi zaplecze sceniczne, służy także jako garderoba dla artystów występujących na scenie. Oprócz
tego znajdują się tam toalety i urządzenia socjalne;
• parter – dostępny jest od strony ul. Podmurnej. Stanowi Centrum Informacji
Turystycznej oraz centrum obsługi ruchu turystycznego;
• I piętro – to miejsce ekspozycyjne stanowiące galerię kultury i sztuki ludowej Kaszub;
• II piętro – to miejsce ekspozycyjne o charakterze historyczno-naukowym Kaszub.
16
Chojnickie baszty
I piętro baszty Nowej z wiklinowymi meblami (fot. Irmina Łysakowska)
Przeszłość odbudowana, czyli... baszta Nowa
17
Henryk Lewandowski, autor nazwy baszty, podczas przecinania wstęgi (fot. Marian Nowak)
Konstrukcja baszty opiera się na trójwarstwowym murze z cegły pełnej klinkierowej „gotyckiej”, natomiast dach pokryty jest dachówką typu mnich-mniszka.
Centrum Informacji Turystycznej wyposażone zostało w wiklinowe meble, co stanowi nawiązanie do plecionkarstwa uprawianego od dawna na Kaszubach, a także
w nowoczesny sprzęt komputerowy i multimedialny. Dzięki temu łączy w sobie przeszłość z teraźniejszością.
W dniu 30 czerwca 2011 r. odbyło się uroczyste otwarcie baszty, której nadano nazwę „Nowa”. Nazwa ta jest wynikiem konkursu, którego pomysłodawcą był
reporter portalu Chojnice24.pl. Autor zwycięskiej nazwy, Henryk Lewandowski
z Chojnic, wspólnie z burmistrzem Arseniuszem Finsterem przeciął wstęgę na znak
jej uroczystego otwarcia.
Od dnia otwarcia baszty odgrywa ona ważną rolę nie tylko w życiu turystów,
ale i mieszkańców. Zarządzana przez Referat Kultury, Sportu, Rekreacji i Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi Urzędu Miejskiego w Chojnicach, a obsługiwana przez Promocję Regionu Chojnickiego, służy codziennie jako punkt informacji
turystycznej, gdzie można uzyskać kompleksową wiedzę dotyczącą m.in. szlaków turystycznych, zabytków kultury i sztuki oraz walorów przyrodniczych gminy, jak i innych obszarów Kaszubskiego Pierścienia. Natomiast podczas imprez organizowanych
w Fosie Miejskiej wykorzystywana jest jako garderoba. Baszta Nowa to również idealne
miejsce wystawiennicze. Swą powierzchnią posłużyła już wystawie patriotycznej z okazji 92. rocznicy przyłączenia Chojnic do Polski, przygotowanej przez Stowarzyszenie
na Rzecz Lokalnej Przedsiębiorczości oraz wystawie „Portret magiczny Janusza Trzebiatowskiego” Ryszarda Karczmarskiego, mistrza fotografii otworkowej
18
Chojnickie baszty
Galeria dotycząca Kaszub znajdująca się na II piętrze (fot. Irmina Łysakowska)
Baszta Nowa to także miejsce, w którym rodzą się nowe zainteresowania,
pasje, ale i pomysły na spędzenie wspólnego czasu z najbliższymi czy też poznanie
nowych miejsc. Warto pamiętać, że przeznaczona jest nie tylko dla turystów, ale też
wszystkich mieszkańców ziemi chojnickiej, którzy chcą zgłębiać swoją wiedzę na temat regionu i całych Kaszub.
Kwartalnik Chojnicki
nr 5/2013
KRONIKA
chojnicka
SENIORZY
ALINA JARUSZEWSKA
Chojnicki
Dzień Seniora
21 września w Chojnicach z inicjatywy Stowarzyszenia „Sabat Szefowych” obchodzony był Dzień Seniora. Patronat honorowy nad tym wydarzeniem sprawował
Burmistrz Chojnic. Dzięki zaangażowaniu ludzi dobrej woli w przeddzień astronomicznej jesieni udało się pokazać, że jesień życia może być piękna, radosna i kolorowa.
Ideą tego dnia było połączenie sił wszystkich pokoleń chojniczan, aby seniorzy mogli odkryć na nowo swoje pasje i swoje miasto. Dlatego 21 września w pięknie
zrewitalizowanym parku Tysiąclecia dzieci, rodzice i dziadkowie mieli okazję wziąć
udział w warsztatach, pokazach, turniejach i koncertach. Obchody Dnia Seniora
otworzył burmistrz Chojnic Arseniusz Finster. Wręczył również nagrody dzieciom
i młodzieży biorącym udział w konkursie plastycznym „Weź Babcię i Dziadka za rękę”.
Koordynatorka Dnia Seniora w Chojnicach Ludomiła Paczkowska, podkreślając potrzebę dialogu pokoleń, zaprosiła do udziału w licznych atrakcjach adresowanych i do
Burmistrz Arseniusz Finster wręcza nagrody w konkursie plastycznym
22
Kronika chojnicka
najmłodszych (barwne stoisko przygotowały
przedstawicielki powiatowego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Chojnicach),
i do starszych chojniczan. Atrakcje dla ducha zapewnili artyści z Chojnickiego Domu
Kultury i z Domu Kultury w Rytlu. W audytorium wystąpił Chór Seniora „Astry” pod
kierunkiem Marka Kiziuka, zaś na pomoście
szantowym repertuarem porwał publiczność zespół „Ciągle na fali”. Swój monodram
„Uśmiech Dostojewskiego” wystawił – jak
zawsze w rewelacyjnej formie – Grzegorz
Seniorzy mogli zmierzyć się
Szlanga, a młode aktorki Teatru Niepokornew nietypowej partii szachów
go zaprezentowały etiudy artystyczne.
Zwieńczeniem pełnego atrakcji dnia był znakomity recital Sylwii Mazur, Kamili Zabrockiej i Martyny Licy. Propagowaniem aktywności fizycznej wśród seniorów zajęli się nauczyciele i uczniowie Wojewódzkiego Zespołu Szkół Policealnych
w Chojnicach. Chętni mogli uczestniczyć w pokazie ćwiczeń rekreacyjno-sportowych dla seniora poprowadzonym przez Marka Lemańczyka oraz w pokazie treningu dla seniora na siłowni na świeżym powietrzu przygotowanym przez Marka
Lemańczyka i Wojciecha Przytarskiego. Słoneczna aura sprzyjała spacerom, dlatego
powodzeniem cieszył się nordic walking malowniczymi alejkami parku. Uczniowie
Wojewódzkiego Zespołu Szkół Policealnych w Chojnicach i gracze boule z Chojnickiego Towarzystwa Polsko-Francuskiego zaprosili na turniej boule, a swoich sił
można było także spróbować, grając w szachy i tenisa stołowego. Swoją ofertę adresowaną do seniorów prezentowało Centrum Medyczne „Gemini” w Chojnicach
na stoiskach „Wyspa prozdrowotna” i „Kącik zdrowia kobiety” oraz Stowarzyszenie
„Szukam Drogi” i Dom Dziennego Pobytu, promujące program „Aktywna Jesień”.
Nauczyciele i uczniowie WZSP w Chojnicach poprowadzili warsztaty technik ręcznych stosowanych w pracy z osobami starszymi, zaś Justyna Laska-Pietrzyńska zdradzała tajniki malarstwa i rysunku.
Ludzie „trzeciego wieku” potrafią jak nikt inny wzmacniać więzi między pokoleniami, łączyć w imię wspólnego celu. Dzień Seniora w parku Tysiąclecia pokazał,
że bez względu na wiek możemy wciąż uczyć się od siebie i nawzajem odkrywać
swoje talenty i pasje.
Fot. Kazimierz Jaruszewski
BIBLIOTEKA
ANNA MARIA ZDRENKA
Czytanie książek
to ich nałóg
Od wielu lat przychodzą do Wypożyczalni Literatury Pięknej i Popularnej dla
Dorosłych Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach. Chodzili do biblioteki, gdy
mieściła się ona w ratuszu, a następnie przy ul. Grunwaldzkiej i przychodzą obecnie do jej siedziby we Wszechnicy Chojnickiej. Systematycznie, często raz, dwa razy
w miesiącu. Dobrze znają rozmieszczenie księgozbioru w dziale i wiedzą, gdzie szukać interesujących ich pozycji. Wypożyczają w miesiącu po siedem, osiem książek
i przez lata przeczytali ich tysiące. Niektóre tylko raz, inne po kilka, kilkanaście razy.
Czytanie to ich wielka pasja. Jakie znaczenie książka ma w ich życiu? Po jakie książki
sięgają i jakie polecają innym? O tym, a także o przewadze książki drukowanej nad
audiobookami i e-bookami rozmawiam z długoletnimi czytelnikami chojnickiej biblioteki: Ireną Bruską, Mirosławem Paluszkiewiczem i Elżbietą Szczesiak.
Lubię zapach książki i szelest kartek
Rozmowa z Ireną Bruską
Od kiedy wypożycza Pani książki w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chojnicach?
Od 40 lat. Tyle lat, ile mieszkam w Chojnicach. Jak się tu przeprowadziłam, od razu
zapisałam się do biblioteki. Czytam od dzieciństwa. Moi rodzice uwielbiali czytać. Kiedy obchodziliśmy urodziny czy jakieś święto, to jednym z prezentów była zawsze książka. Cała
moja rodzina czyta książki i potem się nimi wymienia. Wszyscy je kupujemy, a ja jeszcze
chodzę do wypożyczalni. Mam dwie córki, które podobnie jak ja wyniosły z domu nawyk
czytania. Męża poznałam dzięki książkom. Poznaliśmy się na kursie brydżowym, ale pierwsza
nasza rozmowa była właśnie o książkach. Potem wymienialiśmy się nimi. Były pretekstem,
żeby się spotkać i tematem do rozmowy.
24
Kronika chojnicka
Biblioteka jest miejscem, do którego Pani często przychodzi…
Zawsze regularnie wypożyczałam. Jak pracowałam w Mostostalu, zachęcałam
znajomych do czytania, że nie muszą kupować książek, mogą wypożyczać w bibliotece.
Systematycznie przychodziłam i wypożyczałam średnio po sześć książek. Teraz, na emeryturze, mam więcej czasu na czytanie, ale jak pracowałam, to też nie było dnia, żebym
przynajmniej jednej strony nie przeczytała, chociaż przed snem musiałam poczytać. Teraz raz
w miesiącu przychodzę i nadal biorę po sześć książek. Mam skoroszyt, w którym zapisuję
tytuły, żeby potem móc sprawdzić, czy daną książkę już czytałam. Kiedyś sprawdziłam, że
przez rok przeczytałam ich 80. Zawsze mam książkę przy sobie, kiedy idę do lekarza, kiedy
wiem, że będę czekać. Bardzo często w pogodne dni czytam, siedząc na ławce wśród zieleni. Dla mnie książka jest prawdziwym przyjacielem, który mnie nigdy nie zdradzi. W moim
środowisku dużo osób spędza wiele czasu przed telewizorem, komputerem, ja wolę czytać.
Jakie książki Pani najbardziej lubi?
Przede wszystkim od najmłodszych lat interesuję się biografiami i autobiografiami, historiami opartymi na faktach. Często też sięgam po reportaże. Denerwują mnie natomiast wymyślone bajki, harlequiny. Bardzo mnie interesowały religie wschodnie, muzułmanizm. Czytałam dużo
o sytuacji kobiet w islamie. W latach 90. zaczęłam czytać o wydarzeniach za naszą wschodnią
granicą. Wcześniej znałam dużo książek o II wojnie światowej i już czułam przesyt tą tematyką,
więc kiedy pokazały się tytuły o wydarzeniach na Wschodzie, o ludziach zesłanych na Syberię,
sięgnęłam po nie. Czytałam wspomnienia Żydów, dotyczące okupacji i stosunku Polaków do nich
oraz o dziejach carów w Rosji. Takie tematy mnie najbardziej interesują, ale czytam też literaturę
piękną, jeśli jest dobrze napisana. Bardzo lubię autorów z poczuciem humoru, zdarzyło mi się
śmiać o pierwszej w nocy. Był czas, że czytałam Kraszewskiego, Sienkiewicza, ale jak wróciłam
do nich po latach, to już mi nie odpowiadali. Myślę, że z czytaniem jest podobnie jak ze smakiem,
zmienia się upodobanie do książek, z wiekiem inne książki się czyta, inaczej się je odbiera.
Jakie książki i jakich autorów poleciłaby Pani innym do przeczytania?
Reportażystów: Ryszarda Kapuścińskiego, Wojciecha Jagielskiego, Jacka Pałkiewicza,
Jacka Hugo-Badera, Krystynę Kurczab-Redlich, Mariusza Szczygła. Wszystkie powieści Isaaca Bashevisa Singera, Irvinga Stone’a, Irwina Shawa, ponadto Kena Folletta, Erica Emanuela Schmitta,
Hansa Falladę, Corinne Hofmann. Z autorów polskich: Waldemara Łysiaka, Agatę Tuszyńską, Manuelę Gretkowską, Andrzeja Stasiuka, Olgę Tokarczuk, Jerzego Pilcha, Pawła Huelle, Stefana Chwina.
Za piękny język i styl cenię Eustachego Rylskiego. Z literatury faktu polecam m.in.: tytuły Sławomira
Rawicza i Joanny Olczak-Ronikier. Książki, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, to m.in. Skafander i motyl, Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!, Motyl i wiele, wiele innych. Doprawdy miejsca by
zabrakło, gdybym chciała podzielić się moimi wrażeniami, tytułami czy pisarzami, których cenię,
którzy zapadli w mojej pamięci na zawsze i których mogłabym czytać bez końca.
Czy Pani zdaniem audiobooki i e-booki są konkurencję dla książki papierowej?
W mojej rodzinie bardzo popularne są audiobooki i e-booki, bo można ich dużo
wziąć na wakacje czy do samochodu, a książek aż tyle się nie zabierze. Ale ja wolę tradycyjną
Czytanie książek to ich nałóg
25
książkę – jej zapach, otwieranie stron, szelest kartek. Zawsze, wybierając książkę w wypożyczalni, oglądam obwolutę. Czasami zrażam się do utworu, jeśli jest kiczowato wydany. Nieraz pani Kasia [bibliotekarka w wypożyczalni dla dorosłych – przyp. red.] mnie przekonuje,
że pomimo takiej obwoluty książka ma dobrą treść. Uważam, że książki przetrwają, tyle że
będzie ich mniej na rynku i będą sprzedawane książki wartościowe. Ale biblioteki powinny
mieć książki wszelkiego rodzaju, do wypożyczenia dla każdego i żeby nie musiał płacić za to.
Dziękuję za rozmowę.
Zawsze czytałem książki
Rozmowa z Mirosławem Paluszkiewiczem
Od kiedy jest Pan czytelnikiem MBP i czy systematycznie wypożycza Pan książki?
Do miejskiej biblioteki przychodzę od 1968 r., kiedy przeprowadziłem się do Chojnic.
Byłem też od tego czasu czytelnikiem biblioteki pedagogicznej. Zawsze regularnie pojawiałem
się. Teraz, odkąd jestem na emeryturze, więcej wypożyczam książek. Zawsze czytałem i nadal
dużo czytam. W miesiącu wypożyczam z 10 książek, a czasami nawet więcej.
Po jakie książki sięga Pan najczęściej i jakie poleciłby Pan innym?
Po beletrystykę, książki historyczne, socjologiczne, psychologiczne, pedagogiczne, z kryminologii. Interesują mnie ciekawostki z techniki. Niektórych autorów nie znoszę, np. Jamesa
Joyce’a, Marcela Prousta. Prousta trzy razy czytałem i mi się nie podobał. Nie lubię literatury
współczesnej. Bardzo mnie zachwyca Balzac. Początkowo nie mogłem się do niego przekonać,
ale zacząłem od Straconych złudzeń i od tego czasu przeczytałem wszystkie jego powieści. Kraszewskiego czytam, chociaż niektórzy go nie lubią. Niektóre jego książki są rozwlekle napisane,
ale niektóre są bardzo dobre. Lubię i cenię sobie Roberta Ludluma i Ericha von Dänikena. Czytałem książki z kryminalistyki Brunona Hołysta. Ciekawa jest książka z kryminologii mojego byłego
wykładowcy Zbigniewa Bożyczki Przestępstwa i życie, w której udowadnia on, że… kobiety są
przyczyną przestępstw. Polecam Dana Browna Anioły i demony oraz Kod Leonarda da Vinci. Tym,
którzy interesują się historią i II wojną światową, polecam książki Bogusława Wołoszańskiego
z serii „Sensacje XX wieku”, a także „Encyklopedię II wojny światowej”.
Czym jest dla Pana książka?
Książka jest sposobem na zagospodarowanie czasu wolnego, ale nie tylko. Pozwala
rozwijać swoje zainteresowania, ugruntować i usystematyzować wiedzę. Nawyk czytania wynosi się z domu i ze szkoły. Tymczasem obecnie ludzie zamiast z książek dużo korzystają ze środków masowego przekazu. Już nie wspomnę o komputerze, który jest złodziejem czasu i mówi
się o uzależnieniu od komputera. Dzieci zbyt dużo czasu spędzają przy grach komputerowych
i już tylko one je interesują. Moim zdaniem szkoła straciła swoją funkcję wychowawczą i skupia
się wyłącznie na realizowaniu programu kształcenia, a takie przekazywanie wiedzy w pigułce
Kronika chojnicka
26
nie zachęca do sięgania po książkę. Oglądałem ostatnio teleturniej „Jeden z dziesięciu” i startujący w nim nie znał bohaterów Potopu! Podobnie jest ze znajomością historii, okazuje się, że
politycy nie znają historii…
Co sądzi Pan o audiobookach i e-bookach? Czy są one konkurencją dla tradycyjnej książki?
Jestem zwolennikiem drukowanej książki. Audiobooki nie są złe, można posłuchać książki,
ale ja wolę sam ją czytać. Jestem wzrokowcem. E-booki są coraz bardziej popularne, ludzie ciągną
do nowości. One też w jakiś sposób propagują czytelnictwo. Są wygodne, np. w środkach lokomocji, ale wydaje mi się, że nie są zagrożeniem dla tradycyjnej książki. Ja wolę sięgać po papierową
książkę, to pewnie już taki nawyk. Jest grupa ludzi, którzy czytają i będą zawsze czytać. I to nie tylko
starsi, sądzę, że także młodsi. Zainteresowanie książką wynosi się z domu. Jeżeli rodzice czytają, to
także dzieci czytają, a jeżeli w domu nie ma wzoru czytania, to dzieci nie sięgają po książki.
Czym się Pan kieruje, wybierając tytuły do czytania?
Niektórych autorów znam i czytam ich książki albo wracam do już przeczytanych. Wybierając nieznanych mi autorów, patrzę na streszczenia na okładkach. Oglądam też programy
telewizyjne, w których polecane są książki, czasami w prasie znajduję informacje o nowościach,
które warto przeczytać. Mam szeroką skalę zainteresowań, więc zawsze udaje mi się znaleźć
coś ciekawego do przeczytania.
Dziękuję za rozmowę.
Książka to takie zaczarowane miejsce
Rozmowa z Elżbietą Szczesiak
Od kiedy wypożycza Pani książki w MBP?
Wydaje mi się, że od zawsze. Chyba od 40 lat. Zaczynałam od biblioteki dziecięcej,
później korzystałam z czytelni, bo nie było kiedyś „cioci Wikipedii” i „wujka Google’a”. My szukaliśmy wszystkiego w książkach. Staram się regularnie, co miesiąc, wypożyczać książki. Biorę
wtedy na zapas cztery, sześć, a nieraz nawet siedem.
Czym jest dla Pani czytanie książek?
Tak jak musimy jeść chleb, tak ja muszę czytać. Książka to dla mnie drugi świat, który
mogę sobie wyobrazić. Adaptacja filmowa to spojrzenie reżysera na literaturę, a książka jest
moim spojrzeniem i moim wyobrażeniem. Kiedy na przykład czytam Poczwarkę Doroty Terakowskiej, a dodam, że uwielbiam tę książkę, to właśnie ja w osobie głównej bohaterki jestem
na strychu i rozmawiam z Bogiem, przeżywam te wydarzenia – razem z nią śmieję się i razem
płaczę. Książka jest dla mnie oderwaniem od rzeczywistości i mimo że jestem osobą myślącą
realnie i nie chodzę z głową w chmurach, to gdy czytam, zawsze jestem w zaczarowanym
miejscu. Czytam thrillery psychologiczne, sensacje, thrillery medyczne, bardzo lubię książki
Czytanie książek to ich nałóg
27
psychologiczne. Nauczyłam się od córki czytać po kaszubsku. Zaczęłam nawet czytać Żëcë
i przigódë Rëmusa, lecz przyznaję się do porażki, nie dałam rady i sięgnęłam po audiobooka.
Wspomniała Pani o audiobooku, co Pani myśli o takich książkach?
Tradycyjną książkę cenię sobie najbardziej, lecz przyznam, że słucham też audiobooków. Wydaje mi się, że zawsze mam zbyt mało czasu, więc staram się łączyć swoje inne
pasje, na przykład haftowanie, ze słuchaniem nagranych książek. Czytam także książki na komputerze, jeśli nie zostały jeszcze wydane albo są trudne do zdobycia, lecz to już nie to samo.
Może się to komuś wydawać śmieszne, ale książka jest dla mnie wartością nadrzędną. Nie
wyrzucam chleba i nigdy nie wyrzucam książek. Chociaż już niektórych nie czytam, to chowam
je w kartony albo czasami przynoszę do biblioteki, aby ktoś inny mógł z nich skorzystać.
Czy Pani zdaniem w przyszłości tradycyjna książka przegra z audiobookiem i książką
elektroniczną?
Jeśli ktoś naprawdę lubi czytać, to zawsze sięgnie po książkę, a jeżeli nie, to sięgnie
po streszczenie, jak to zwłaszcza młodzież robi, bo to łatwiejsze. Ci, którzy nie czytają książek,
nie wiedzą, co tracą. Audiobooki są wygodne, na przykład w podróży. Ja z nich też korzystam, ale mi nie zastąpią książki.
Pani ulubieni autorzy? Kogo poleciłaby Pani innym?
Uwielbiam Eugeniusza Pauksztę i Dorotę Terakowską. Inni autorzy to: Robin Cook,
Mary Higgins, Diana Palmer, Stephen Clarke, Jonathan Kellerman, Phillip Margolin, Steve
Martin, Harlan Coben, Dean Koontz, Alex Kava. Sięgam też po literaturę kaszubskich autorów, takich jak poeci Ida Czaja, Tomasz Fopke.
Wśród Pani zainteresowań, na którym miejscu znajduje się książka?
Nie pracuję zawodowo, ale czasu nie mam za dużo i nigdy się nie nudzę. Śpiewam w chórze,
haftuję, należę do Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Spośród wszystkich zainteresowań jednak
to książka jest na pierwszym miejscu. Zawsze lubiłam czytać, tę pasję wyniosłam z domu rodzinnego. Uważam, że jeśli ktoś lubi czytać, to zawsze znajdzie trochę czasu na sięgnięcie po książkę.
Dziękuję za rozmowę.
Do Wypożyczalni Literatury Pięknej i Popularnej dla Dorosłych MBP codziennie przychodzi średnio ok. 100 osób. W 2012 r. dział ten miał zarejestrowanych 3130 czytelników aktywnie wypożyczających książki. Dziennie wypożyczali oni średnio ok. 230 woluminów, zarówno literatury
pięknej, jak i niebeletrystycznej. Sporą grupę czytelników wypożyczalni stanowią osoby w wieku
od 45 do 65 lat – ponad 650 osób oraz powyżej 65 lat – ponad 390 osób. Są wśród nich właśnie
długoletni czytelnicy, systematycznie przychodzący do biblioteki i wypożyczający książki.
Fot. Anna Maria Zdrenka
OPERETKA
MARIA EICHLER
Na operetkę
nie trzeba ciągnąć wołami
Już po raz trzeci w Fosie Miejskiej chojniczanie mogli się bawić na Nocach
Operetkowych. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie mają ich dosyć. Tezy, że chojniczanie kochają operetkę, nie trzeba udowadniać za pomocą karkołomnych argumentów. Wiedzą o tym dobrze w Chojnickim Domu Kultury, bo za każdym razem
notują tam dobrą frekwencję na wieczorach operetkowych. Nawet jeśli solistów jest
tylko dwóch albo dwoje, a akompaniament marny… Tak więc pomysł dyrygenta
Marka Czekały, szefa Orkiestry im. Johanna Straussa w Bydgoszczy, by operetkę dać
ludziom w plenerze, za darmo i w dobrej wersji wykonawczej, musiał być trafiony
w dziesiątkę. Podchwycił go kierownik referatu kultury w Urzędzie Miejskim Zbigniew Buława i tak to się zaczęło.
Od razu okazało się, że propozycja chwyciła. Chojniczanie tłumnie przyszli
do fosy i przez dwa wieczory raczyli się ariami operetkowymi i musicalowymi przebojami. Na inaugurację otrzymali fragmenty „Carmen”, a kolejny wieczór upłynął
im z lżejszym repertuarem i z komediowymi sztuczkami. W ubiegłym roku gwiazdą
Nocy był m.in. tenor Krystian Krzeszowiak, który już wcześniej gościł w Chojnicach
i stał się ulubieńcem widowni.
A w tym roku na Noce Operetkowe, które odbyły się 10 i 11 sierpnia, przygotowano najpierw spektakl muzyczny pt. „Nie kochać w taką noc to grzech” w reżyserii Zbigniewa Kulwickiego, z oprawą muzyczną Orkiestry im. Johanna Straussa pod
dyrekcją Marka Czekały i z udziałem roztańczonego chóru „Alla camera” pod dyrekcją Anny Janosz-Olszowy. Soliści: Agnieszka Olszewska, Dariusz Pietrzykowski, Beniamin Koralewski, Zbigniew Kulwicki i Adrian Wiśniewski udowodnili, że potrafią
nie tylko śpiewać, ale także sprostać wymogom sceny. Pomogła im w tym zabawna
akcja koncentrującą się wokół fortelu trzech dżentelmenów, którzy zakładają się o to,
kto z nich zdobędzie serce pięknej pieśniarki Ninon. A po drodze słuchacze mogli się
delektować nie tylko zabawnymi perypetiami, ale też najpiękniejszymi ariami i pio-
Na operetkę nie trzeba ciągnąć wołami
29
Akcja spektaklu „Nie kochać w taką noc to grzech” toczy się w kawiarnianym wnętrzu,
gdzie goście bawią się i tańczą, słuchając piosenek pięknej Ninon
senkami, które stały się szlagierami. Publiczność śpiewała je wraz z artystami, atmosfera była gorąca, a na pożegnanie reżyser nie omieszkał podziękować za tak ciepłe
przyjęcie w Chojnicach. Wieczór drugi upłynął z regularną operetką, nieco okrojoną
rzecz jasna, a była to „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa. Zagrała Orkiestra im.
Johanna Straussa, ale pod dyrekcją Jacka Rogali, wystąpił Bydgoski Chór Festiwalowy, a solistami byli: Marzanna Rudnicka, Agnieszka Kurowska, Zdzisław Kordyjalik,
Witold Żołądkiewicz, Jacek Woleński. Było bardziej statycznie niż w czasie pierwszego wieczoru, ale publiczności i tak się podobało! Fosa była wypełniona po brzegi.
Wszystko wskazuje na to, że Noce Operetkowe będą stałą pozycją w sierpniowym kalendarzu, o ile oczywiście budżet miasta udźwignie ciężar tej imprezy… Bo
namawiać do udziału w niej nie trzeba. Zastanawiając się nad fenomenem popularności operetki w Chojnicach, zwłaszcza zaś Operetkowych Nocy, można przyjąć, że
w równym stopniu decyduje o niej fakt nieograniczonej niemal dostępności, jak i to,
że jest to impreza plenerowa. Nie ma biletów, więc przyjść może każdy, nawet przypadkiem – po prostu zareagować na dźwięki muzyki i zostać w fosie. Plener to swoboda, czyli nie trzeba wbijać się w garnitur, zakładać szpilek, iść do fryzjera itp., itd.
Można zarzucić kurtkę, wziąć kocyk i przycupnąć na ławeczce. Ale najważniejsze jest
to, że słuchacze obcują z muzyką na żywo, że gra prawdziwa orkiestra, śpiewają artyści, którzy brylują na profesjonalnej scenie. No i aspekt ostatni – przy ciągłym pędzie
za nowością operetka to coś, co trąci myszką, co jest być może démodé, ale przecież
30
Kronika chojnicka
Scena z operetki „Zemsta nietoperza”
ma niesamowity walor – pokazuje, że kochamy to, co dobrze znamy, co gdzieś tam
dawno temu wpadło nam w ucho i jest wiecznie żywe. Przecież w Nowy Rok też musimy posłuchać koncertu z Wiednia z nieśmiertelnymi przebojami Straussów. A znamy to na pamięć… I jakoś się nam nie nudzi.
Można by jeszcze zapytać, czy to propozycja tylko dla tych, którzy są co najmniej w wieku 50+, ale odpowiedź wcale nie jest oczywista. Na widowni można było
zobaczyć przedstawicieli różnych pokoleń, ba, całe rodziny. A dzieciaczki ochrona
musiała przeganiać spod sceny, bo robiły tam sobie alternatywne taneczne show!
Skoro jednak u Owsiaka na Woodstocku młodzi gniewni potrafią się dobrze bawić
także przy występie renomowanego zespołu folklorystycznego, to o czym tu mówić!
Kultura może funkcjonować na wielu poziomach i łączyć ludzi. I nawet jeśli jest to
naskórkowe, to warto fundować sobie taki eksperyment. Wyjdzie to nam na zdrowie
(świeże powietrze), nauczy (każdy wieczór ma walor edukacyjny) i rozbawi, a także
wzruszy. Więc nie ma się co wstydzić, że kochamy operetkę!
Fot. Maria Eichler
REGIONALIZM
JANINA KOSIEDOWSKA
Nauka języka kaszubskiego?
Tak!
Od ponad 55 lat środowisko skupione wokół Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w swojej społecznej pracy kładzie duży nacisk na działania zmierzające nie
tylko ku zachowaniu, ale również ku rozwojowi tożsamości, kultury, historii, języka
Kaszubów. W Chojnicach ślady takiego działania nietrudno dostrzec: tablice i nazwy
ulic upamiętniające ludzi i zdarzenia wpisane w dzieje ziemi kaszubsko-pomorskiej,
liczne publikacje. Trzem chojnickim szkołom podstawowym patronują postaci na
trwałe zapisane w dziejach Pomorza i Kaszub oraz naszego miasta: SP nr 1 – Julian
Rydzkowski, SP nr 5 – Hieronim Derdowski, SP nr 7 – Jan Karnowski. Dla patronów
Szkoła Podstawowa nr 7 – warsztaty kaszubskie (18-19 VI 2013 r.)
32
Kronika chojnicka
tych szkół istotą działania była troska o historię i kulturę regionu, których nierozłącznym atrybutem jest mowa kaszubska. Społeczność tych placówek w różny sposób,
mniej lub bardziej intensywnie, kroczy ich śladami, poznając swoją małą ojczyznę.
Również w pozostałych szkołach, także przedszkolach, regionalizm jest obecny, a dla
istniejących w Chojnicach zespołów folklorystycznych („Kaszuby”, „Kaszëbë”, „Bławatki”) kultywowanie kultury i mowy kaszubskiej jest kwintesencją działania.
Po wielu latach prac legislacyjnych Sejm RP 6 stycznia 2005 r. uchwalił (Dz.U.
z dnia 31 I 2005 r., z późn. zm.) Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz
języku regionalnym, która „reguluje sprawy związane z zachowaniem i rozwojem tożsamości kulturowej mniejszości narodowych i etnicznych oraz zachowaniem i rozwojem języka regionalnego, a także sposób realizacji zasady równego traktowania
osób bez względu na pochodzenie etniczne oraz określa zadania i kompetencje organów administracji rządowej i jednostek samorządu terytorialnego w zakresie tych
spraw”. W rozumieniu tej ustawy, zgodnie z Europejską Kartą Języków Regionalnych
lub Mniejszościowych (którą Polska ratyfikowała 28 XI 2009 r.), językiem regionalnym w Polsce jest język kaszubski (rozdz. 4, art. 19), społeczność kaszubska zyskała
prawo do nauki języka swoich ojców oraz nauki własnej historii i kultury.
Naukę języka kaszubskiego organizuje dyrektor przedszkola, szkoły na pisemny
wniosek rodziców (prawnych opiekunów dziecka) lub samego ucznia, który skończył
16 lat, składany na zasadzie dobrowolności. Wnioski składa się dyrektorowi w okresie
przygotowania organizacji roku szkolnego (do 30 kwietnia) albo przy zgłoszeniu ucznia
do szkoły, a są one ważne do czasu ukończenia szkoły. Złożenie wniosku jest równoznaczne z zaliczeniem nauki języka kaszubskiego do obowiązkowych zajęć edukacyjnych
ucznia, a ocena z tego przedmiotu liczona do średniej. Na zorganizowanie klasy/oddziału w szkole podstawowej i gimnazjum konieczne jest zgłoszenie co najmniej 7 uczniów,
w szkole ponadgimnazjalnej – 14. W przypadku gdy liczba zgłoszonych uczniów jest
mniejsza lub brak nauczyciela, przepisy umożliwiają organizowanie międzyklasowych
lub międzyszkolnych zespołów nauczania. Tygodniowy wymiar zajęć w szkole podstawowej i gimnazjum wynosi 3 godziny, w ponadgimnazjalnej wymiar godzin jest zróżnicowany w zależności od typu szkoły (2-3 godz.); od roku szkolnego 2013/2014 w klasie V
szkoły podstawowej oraz w klasie II gimnazjum i liceum wprowadzono dodatkową
godzinę nauki własnej historii i kultury. Zajęcia, w oparciu o programy dopuszczone
do użytku przez dyrektora szkoły i podręczniki zatwierdzone przez ministra właściwego
do spraw oświaty i wychowania, musi prowadzić nauczyciel z odpowiednimi kwalifikacjami pedagogicznymi i językowymi. W pierwszych latach nauczania języka kaszubskiego programy i podręczniki były przekazywane do szkół nieodpłatnie za pośrednictwem
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, obecnie koszty zakupu książek powinny być pokrywane z subwencji – uczeń nadal otrzymuje je bezpłatnie. Nauka języka regionalnego nie
uszczupla ogólnej subwencji oświatowej: na naukę języka kaszubskiego w określonym
przepisami wymiarze godzin państwo przekazuje jednostkom samorządu terytorialnego
dodatkową subwencję, uwzględniającą tzw. wagi, a jej wysokość zależy od kilku czynników, m.in. liczby uczniów korzystających z zajęć, czy szkoła jest wiejska, czy miejska.
Nauka języka kaszubskiego? Tak!
33
W Chojnicach „dojrzewanie” do gotowości organizowania nauki języka kaszubskiego trwało (?) dość długo. Przyczyny są różne i można je znaleźć w wielu
miejscach. (Sądzę, że nadszedł moment, by poddać je analizie i podjąć decyzje korzystne dla całego chojnickiego środowiska.) W roku szkolnym 2009/2010 w zespole
międzyszkolnym zorganizowanym w SP nr 1 naukę języka kaszubskiego rozpoczęło
18 dzieci w wieku 5-13 lat, w większości członkowie zespołu „Bławatki”, uczniowie
SP nr 1, SP nr 3, SP nr 5, SP nr 7. Dzieci nie tylko poznawały język, brały też udział
w konkursach („Czëtanié Remùsa”, „Rodnô Mòwa”, „Kaszëbsczi EKO-ART”), grały
w kaszubskim teatrze. Jednak w czwartym roku nauki grupa stopniała do 10 osób
– liczne obowiązki uczniów chodzących do różnych szkół oraz czas zajęć w tych
szkołach nie sprzyjają nauce języka w zespole międzyszkolnym. W bieżącym roku
(2013/2014), w „1” naukę języka kaszubskiego rozpoczyna jedna z klas pierwszych,
dodajmy – cała klasa. Od czterech lat język i kulturę kaszubską poznają uczniowie
Wspólnoty Szkół Katolickich w Chojnicach, w obecnym roku szkolnym na zajęcia
pod kierunkiem dwojga nauczycieli uczęszcza ok. 70 dzieci z klas I-III podstawówki
i II klasy gimnazjum. Natomiast w SP nr 7 nauka języka kaszubskiego organizowana jest od września 2012 r. W bieżącym roku szkolnym (2013/2014), pod opieką
dwóch nauczycielek, naukę w trzech grupach rozpoczęło ponad 50 dzieci z klas I-III.
Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 7 w kaszubskiej szkole we Wdzydzach Kiszewskich (8 VI 2013 r.)
34
Kronika chojnicka
Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 7 z wizytą u artysty Józefa Chełmowskiego (24 X 2012 r.)
Dodać należy, że w ramach poznawania języka regionalnego, kultury i historii Kaszub uczniowie korzystają z bezpłatnych podręczników, wyjeżdżają na wycieczki,
uczestniczą w warsztatach, spotkaniach, konkursach.
Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym nie
przewiduje środków na nauczanie języka i kultury kaszubskiej w przedszkolach. Nie
od dziś wiadomo, że dziecko w wieku przedszkolnym charakteryzuje wzmożona aktywność poznawcza, dlatego dobrze jest umożliwić mu poznanie małej ojczyzny
i uczyć je rodzinnej mowy i świadomości przynależności do społeczności kaszubskiej.
Biorąc te argumenty pod uwagę, Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie opracowało projekt pt. „Kaszubskie przedszkole”. W roku szkolnym 2010/2011 dzięki dofinansowaniu
Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich w trzech przedszkolach
na terenie Kaszub, w tym chojnickim „Wesołe Przedszkolaki”, realizowano pilotażowy
program nauczania najmłodszych dzieci języka i kultury kaszubskiej. Podsumowującym akcentem była konferencja i publikacja Kaszëbsczi cëdowny swiat. W „Wesołych
Przedszkolach” nauka języka i kultury kaszubskiej jest kontynuowana.
Paragraf 10 Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z 14 listopada 2007 r.
(ze zm. z 2010 i 2012 r.) mówi, iż w zakresie nauki języka regionalnego i nauki własnej historii i kultury „organy prowadzące oraz dyrektorzy przedszkoli, szkół oraz
placówek publicznych współdziałają z organizacjami mniejszości narodowych i et-
Nauka języka kaszubskiego? Tak!
35
nicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym”. Pozwolę sobie
nieskromnie w tym miejscu wyrazić przekonanie, że intensyfikacja współdziałania
na linii samorząd – szkoła – Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, otwartość w tych
kontaktach, pozwoliłyby lepiej wykorzystać możliwości, jakie daje Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym. Bo w Chojnicach dzieci
chcą się uczyć kaszubskiego.
Fot. Archiwum ZK-P
LEKTURA
WERONIKA SADOWSKA
Narodowe czytanie Fredry
w Fosie Miejskiej
„Narodowe Czytanie” to ogólnopolska akcja, która w tym roku odbyła się
7 września. Poświęcona była dziełom Aleksandra Fredry. Przedsięwzięcie to zapoczątkowane zostało rok temu przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.
Wówczas w wielu miejscowościach całej Polski czytano Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. W 2013 r. uczestnicy mogli wybrać dowolny utwór z ogromnego dorobku romantycznego komediopisarza i poety. Celem wspólnego czytania jest przede
wszystkim popularyzacja czytelnictwa, a także zachęcenie wszystkich do sięgania po
dzieła polskich wybitnych autorów, których przesłanie do dzisiaj jest aktualne.
Uczestnicy „Narodowego Czytania” w jednej ze scen „Zemsty” Aleksandra Fredry:
(od lewej) Bogdan Kuffel, Anna Lipińska, Mariusz Brunka, Jan Zieliński, Kazimierz Jaruszewski,
Maciej Stanke, Weronika Sadowska i Anna Studzińska
Narodowe czytanie Fredry w Fosie Miejskiej
37
Część widowni z chęcią włączyła się do udziału w konkursach
przygotowanych przez Annę Studzińską (z lewej)
W tym roku również Chojnice pojawiły się na mapie uczestników akcji „Narodowe Czytanie”. Zorganizowały ją Miejska Biblioteka Publiczna oraz Stowarzyszenie LekTURa. Jej głównym punktem było przeczytanie w Fosie Miejskiej fragmentów
Zemsty z podziałem na role. Do przedsięwzięcia przyłączyli się znani chojniczanie –
reprezentanci samorządu, instytucji i stowarzyszeń, którzy w doskonały sposób wcielili się w kreacje poszczególnych bohaterów. Byli to: wiceburmistrz Jan Zieliński jako
Cześnik Raptusiewicz, kanclerz PWSH „Pomerania” Mariusz Brunka, odczytujący rolę
Rejenta Milczka, historyk Bogdan Kuffel – Dyndalski, dyrektor MBP Anna Lipińska
– Podstolina, redaktor techniczny „Pomeranii” i „Kwartalnika Chojnickiego” Maciej
Stanke – Papkin, prezes Stowarzyszenia LekTURa, bibliotekarka Weronika Sadowska
– Klara, regionalista Kazimierz Jaruszewski – narrator i postacie epizodyczne.
Zamysłem „Narodowego Czytania” była także popularyzacja dzieł Aleksandra
Fredry. W związku z tym organizatorzy, chcąc włączyć do akcji zgromadzoną publiczność, postanowili przygotować dla zebranych dwa konkursy, przeprowadzone przez
bibliotekarkę MBP Annę Studzińską. Jeden z nich dotyczył odgadnięcia tytułu utworu
Fredry po przeczytaniu charakterystycznego fragmentu. Warto zaznaczyć, że wszyscy
uczestnicy poradzili sobie znakomicie z tym zadaniem, co świadczy, że utwory pisarza
są dobrze znane mieszkańcom Chojnic. Kolejnym wyzwaniem było czytanie fraszek
i epigramatów pisarza. Każdy, kto wziął udział w zabawie, otrzymał nagrodę – książkę
z utworami Fredry. Na sam koniec wszyscy zebrani wspólnie przeczytali jedną z bajek
pisarza pt. Paweł i Gaweł.
Autorka jest bibliotekarzem w Czytelni MBP w Chojnicach
i prezesem Stowarzyszenia LekTURa działającego przy bibliotece
Fot. Anna Maria Zdrenka
SPORT
ALEKSANDER KNITTER
Choć mówili: niemożliwe
„Chojniczanka” w I lidze
Kadra pierwszoligowej „Chojniczanki” na sezon 2013/2014
Jeszcze nigdy w ponad 80-letniej historii klubu „Chojniczanka” nie grała
na tak wysokim szczeblu rozgrywek piłkarskich. Występy na zapleczu Ekstraklasy to
wielki sukces działaczy klubu oraz splendor dla miasta. To także wielka satysfakcja
dla kibiców z całego regionu.
Klub oficjalnie istnieje od marca 1930 r., kiedy to za sprawą kilku pasjonatów
futbolu i w wyniku połączenia z niemieckim Towarzystwem Gimnastycznym „Gryf ”
powstała „Chojniczanka” Chojnice. Pierwszym jego prezesem został Jan Schreiber.
Po dwóch latach od powstania zespół piłkarski zadomowił się na dobre przy
ul. Mickiewicza, gdzie swoje mecze rozgrywa do dziś. Po powstaniu „Chojniczanka”
przechodziła różne zmiany – głównie organizacyjne, trafiała pod skrzydła innych
klubów, zmieniała się też jej nazwa i prezesi. Jednak po 1957 r. sytuacja się unormowała. W latach 70. był to jeszcze klub międzyzakładowy, w którym dzięki pomocy
kilku firm działało parę dyscyplin. W latach 90. „Chojniczanka” przeszła pod skrzy-
Choć mówili: niemożliwe. „Chojniczanka” w I lidze
39
Kibice są „dwunastym” zawodnikiem „Chojniczanki”. W Chojnicach jest jedna z wyższych frekwencji.
Mecze w II lidze i w I lidze często oglądał komplet widzów
dła miasta Chojnice, przyjmując nazwę: Miejski Klub Sportowy „Chojniczanka”. Dziś
w „Chojniczance” istnieją dwie sekcje – piłki nożnej i lekkiej atletyki.
Do tej pory w wielu wydawnictwach czy encyklopediach pod hasłem: największe sukcesy „Chojniczanki” zawsze widniały pucharowe potyczki z lat 70. i 80.,
o których mówiła wówczas cała piłkarska Polska. Wtedy to mały klub z Chojnic grający w niskiej klasie rozgrywkowej toczył zacięte boje, często zwycięskie, z wielkimi
potęgami polskiej piłki – głównie ze Śląska, ale także m.in. z naszpikowanym reprezentantami Polski „Widzewem” Łódź. Były to wielkie, historyczne, ale jednak „tylko” pojedyncze sukcesy w rozgrywkach Pucharu Polski, niepoparte grą na wysokich
szczeblach rozgrywek ligowych.
W ostatnich kilkunastu latach w klubie raz bywało lepiej, raz gorzej, ale kulminacją wszystkich niepowodzeń i najgorszego okresu w najnowszej historii był sezon 2004/2005, kiedy to „Chojniczanka” spadła z hukiem do ligi okręgowej.
I dopiero wtedy nowy rozdział w historii klubu zaczęli pisać nowi prezesi
i nowy zarząd z Maciejem Polasikiem, Jarosławem Klauzo i Tadeuszem Stenclem
na czele. To dzięki nim klub powoli zaczął stawać z powrotem na nogi i powoli piąć
się w górę po piłkarskiej drabince. Drużynę z okręgówki wyprowadził wtedy trener
Leszek Szank (do dziś pracuje z drużyną seniorów jako drugi trener).
Od sezonu 2007/2008 można śmiało rzec, że trwa najlepszy okres w historii
klubu. Z roku na rok drużyna zdobywała kolejne szczyty i przekraczała kolejne, wydawałoby się, niemożliwe granice.
„Chojniczanka” jest w ostatnich latach chyba jedyną drużyną w Polsce, która
zanotowała trzy awanse z rzędu, kończąc aż na centralnej II lidze (trenerami byli
Leszek Szank i Sławomir Suchomski). I wtedy wszyscy marzyli o tym, by drużyna
na dłużej zadomowiła się w II lidze i szybko z niej nie spadła.
Po blisko dwóch sezonach pracy w II lidze, które były sinusoidą wzlotów
(dobre rundy jesienne) i upadków (słabe rundy wiosenne), z drużyną pożegnali się
40
Kronika chojnicka
Po raz pierwszy w barwach „Chojniczanki” gra Japończyk. To Kosuke Ikegami,
którym zainteresowały się już inne czołowe zespoły z I ligi oraz Ekstraklasy
trener Grzegorz Kapica (rundę dokończył trener Mirosław Hajdo) i dyrektor Dawid
Frąckowiak. W trzecim sezonie „Chojniczanki” w II lidze zastąpili ich młody trener
na dorobku Mariusz Pawlak, dla którego „Chojniczanka” była dopiero drugim klubem w trenerskim CV w drugim sezonie pracy na ławce trenerskiej, oraz dyrektor
sportowy Maciej Chrzanowski, który wcześniej był głównie menadżerem piłkarskim.
Okazało się jednak, że ten duet szybko znalazł wspólny język. Działacze dali im zielone światło, a oni – niezrażeni pierwszymi ligowymi niepowodzeniami – konsekwentnie robili swoje. Im bliżej było końca sezonu, tym trudniej było uwierzyć, że
„Chojniczanka” pożegna się z II ligą. Jednak nie kosztem spadku, a historycznego
awansu do I ligi, która jest już zapleczem Ekstraklasy.
Po historycznym awansie do I ligi, który wywalczony został po meczu w Jarocinie z „Jarotą”, piłkarze, działacze oraz wielu kibiców i mieszkańców Chojnic spontanicznie spotkało się na Starym Rynku, gdzie przez wiele godzin wspólnie bawili
się i radowali z sukcesu. Była nie tylko zabawa i śpiew, ale też… kąpiel w miejskiej
fontannie. Zresztą z tego „występu” działacze i piłkarze musieli się później tłumaczyć
policji. Na szczęście skończyło się na upomnieniach.
Historyczny mecz w I lidze odbył się 27 lipca. Przeciwnikiem „Chojniczanki” był „Kolejarz” Stróże. Po golach Błażeja Radlera, Macieja Ropiejki i Marcina Orłowskiego „Chojniczanka” wygrała 3:1. Później zespół prowadzony przez Mariusza
Pawlaka wygrał jeszcze z „Puszczą” Niepołomice 2:1, zremisował z „Olimpią” Grudziądz, „Termalicą” Nieciecza i GKS Tychy oraz przegrał minimalnie z GKS Bełchatów i „Stomilem” Olsztyn po 0:1.
Choć mówili: niemożliwe. „Chojniczanka” w I lidze
41
Po siedmiu kolejkach w I lidze „Chojniczanka” spisuje się więc bardzo dobrze,
choć brakuje jej szczęścia i płaci jako beniaminek tzw. frycowe. Miejsce w środku
tabeli jest jednak powodem do zadowolenia.
Miasto Chojnice, które jest głównym sponsorem klubu, również czerpie dzięki sukcesowi „Chojniczanki” zyski „wizerunkowe”. Po raz pierwszy bowiem w historii mecze z Chojnic transmitowane są na żywo w ogólnopolskiej stacji telewizyjnej
Orange Sport – do tej pory pokazywane były ze stadionu przy ul. Mickiewicza mecze
z GKS Bełchatów i „Wisłą” Płock.
Warto też odnotować, że we wrześniu działacze „Chojniczanki” oraz burmistrz Chojnic podpisali umowę z firmą LOTOS oraz gdańską „Lechią” o współpracy w szkoleniu najmłodszych piłkarzy. Na mocy tej umowy w Chojnicach powstał
siódmy zamiejscowy ośrodek Akademii Piłkarskiej „Lechii” Gdańsk w ramach projektu „Biało-zielona przyszłość z LOTOSEM”. Chojnice dołączyły.
I nie można w tym miejscu zapomnieć o jeszcze dwóch ważnych aspektach,
bez których nie byłoby I ligi w Chojnicach. Pierwszy to pomoc burmistrza Arseniusza Finstera i chojnickich radnych, dzięki którym najpierw parę lat temu za kilka
milionów złotych wybudowany został nowy stadion i nadal jest on modernizowany,
spełniając kolejne wymogi stawiane przez Polski Związek Piłki Nożnej, jak np. zadaszenie części trybun czy montaż systemu identyfikacji kibiców. Z biegiem czasu
można jednak zastanawiać się nad tym, czy lokalizacja stadionu w centrum miasta
nie hamuje rozwoju infrastrukturalnego klubu? Miasto – co istotne – cały czas wspiera „Chojniczankę” finansowo, np. poprzez sportowe stypendia.
Gdyby nie remont stadionu wykonany przez miasto Chojnice kilka lat temu,
„Chojniczanka” nie grałaby na tym poziomie
42
Kronika chojnicka
Przed pierwszym meczem w I lidze działacze i piłkarze „Chojniczanki” otrzymali okazałe puchary
za awans. Na zdjęciu prezes „Chojniczanki” Maciej Polasik (z lewej) i Paweł Iwanicki,
który pełnił w pierwszym meczu z „Kolejarzem” Stróże funkcję kapitana
Drugi ważny aspekt to polityka działaczy klubu, którzy wydają na „Chojniczankę” tylko tyle, ile uda im się pozyskać od sponsorów. Dzięki temu klubowa kasa
na koniec roku czy też po sezonie co prawda świeci pustkami, ale klub nie ma też
żadnych zadłużeń w setkach czy milionach złotych, które prędzej czy później zniszczyłyby cały wcześniejszy dorobek. Działacze wydają więc tyle, ile mają, czyli w porównaniu z najbogatszymi klubami niewiele, ale jednocześnie efektywnie. I za to
przed nimi czapki z głów.
Fot. Aleksander Knitter
WYDARZENIE
ANNA MARIA ZDRENKA
XIX
Chojnicka Noc Poetów
Pierwsza sobota sierpnia tradycyjnie przyciągnęła do Fosy Miejskiej w Chojnicach tych, którzy lubią słuchać poezji recytowanej przez poetów i znanych aktorów
oraz posłuchać poezji śpiewanej. W tym roku była to już
XIX Chojnicka Noc Poetów. Odbyła się 3 sierpnia 2013 r.
i trwała prawie siedem godzin, przy licznej publiczności.
Dopisała także pogoda. Noc prowadziła długoletnia konferansjerka tej imprezy Magdalena Kosobucka.
Gwiazdą, która rozpoczęła spotkanie z poezją,
była Agata Rymarowicz. Kolejnymi byli: aktorzy Katarzyna Żak, Andrzej Mastalerz oraz Cezary Morawski. Swoje
wiersze czytali w fosie poeci Artur Nowaczewski i Marek
Kazimierz Siwiec. Na Noc Poetów z powodów zdrowotnych nie dotarł poeta i powieściopisarz Marcin Świetlicki, jednak kilka jego wierszy przeczytał na gorąco Cezary Morawski. Muzyczne części
Nocy to także występ pianistki i wokalistki Magdaleny Zuk oraz koncert Stanisława Soyki
z zespołem Soyka Kwintet Plus.
Chojnicka Noc Poetów to również rozstrzygnięcie Ogólnopolskiego Konkursu
Poetyckiego Jednego Wiersza, ogłoszonego przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Protokół
jury odczytał przewodniczący Dariusz Tomasz Lebioda. Na konkurs napłynęło 170 wierszy
z całej Polski, a także z Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Nagrody wręczali przedstawiciele
organizatorów Nocy Poetów: burmistrz Chojnic Arseniusz Finster, wiceburmistrz Edward
Pietrzyk, dyrektor Chojnickiego Domu Kultury Radosław Krajewicz, Małgorzata Skwarek
z ChDK i dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej Anna Lipińska. Podczas uroczystości laureaci odczytali nagrodzone utwory. Rozdawany był także tomik poetycki Odblaski Nocy,
wydany przez MBP, prezentujący nagrodzone i wyróżnione utwory.
Organizatorami Chojnickiej Nocy Poetów są: Urząd Miejski w Chojnicach, Chojnicki Dom Kultury i Miejska Biblioteka Publiczna w Chojnicach.
Fot. Anna Maria Zdrenka
44
Kronika chojnicka
Nastrojowy koncert Agaty Rymarowicz zainaugurował Chojnicką Noc Poetów. Artystka wraz z zespołem
zaprezentowała m.in. własne utwory zainspirowane urokiem Bieszczad, melodię bałkańską
i utwory czeskiego barda Jaromira Nohavicy
Czesław Markiewicz z Zielonej Góry zdobył I nagrodę w XIX Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim Jednego
Wiersza za wiersz pt. „Hotel Lambert”. Na zdjęciu także Anna Piliszewska z Wieliczki, laureatka II miejsca
(z prawej) i Agnieszka Moroz z Gorzowa Wielkopolskiego, która zajęła III miejsce
XIX Chojnicka Noc Poetów
45
Andrzej Mastalerz, aktor teatralny i filmowy, czytał trudną prozę Thomasa Bernharda
Artur Nowaczewski, poeta i krytyk literacki z Gdyni, przeczytał chojnickiej publiczności swoje wiersze
Kronika chojnicka
46
Magdalena Zuk – pianistka, wokalistka i kompozytorka wykonała własne kompozycje oparte na muzyce
Chopina i piosenkę francuską. Na zdjęciu z autorem teksów piosenek Wojciechem Popkiewiczem
Swoją twórczość prezentował także Marek
Kazimierz Siwiec, poeta i filozof z Bydgoszczy,
który gościł na jednej z pierwszych Nocy Poetów
Aktorka Katarzyna Żak w recitalu, na który
złożyły się piosenki Agnieszki Osieckiej
i Wojciecha Młynarskiego
XIX Chojnicka Noc Poetów
47
Cezary Morawski przeczytał kilka wierszy Marcina
Świetlickiego, który nie dotarł na Noc Poetów.
Rekwizytem był papieros, z którym poeta zawsze
recytuje wiersze. Później aktor prezentował
poezję Gałczyńskiego
Stanisław Soyka wraz z zespołem Soyka Kwintet
Plus przypomniał własne piosenki, utwory Czesława
Niemena z płyty „Stanisław Soyka w hołdzie
Mistrzowi” oraz piosenki do wierszy
Agnieszki Osieckiej i Wisławy Szymborskiej
Publiczność dopisała do samego końca XIX Chojnickiej Nocy Poetów
STOWARZYSZENIA
KINGA PRZEŁOŻNA
Bank Żywności
w Chojnicach
Stowarzyszenie Bank Żywności w Chojnicach jest organizacją pozarządową
działającą w tzw. III sektorze, powołaną do życia pod koniec 2000 r. Komitet założycielski naszej organizacji stanowili: Arseniusz Finster, Zbigniew Szczepański, Leopold
Szreder i Kazimierz Fijałkowski. Od roku 2004 jesteśmy organizacją pożytku publicznego (KRS 0000061910), a od czerwca 2006 r. członkiem Federacji Polskich Banków
Żywności.
Jedna z nagrodzonych prac w konkursie plastycznym
Bank Żywności w Chojnicach
49
Strajk Żywności
Naszą misją jest zapobieganie marnowaniu żywności, zmniejszanie obszarów
niedożywienia, łagodzenie skutków ubóstwa. Misję tę realizujemy m.in. poprzez pozyskiwanie żywności od producentów i nieodpłatne przekazywanie jej organizacjom
zajmującym się pomocą osobom najuboższym. Żywność, którą w ten sposób pozyskujemy, jest żywnością pełnowartościową (dbamy o jej prawidłowy transport i przechowywanie), najczęściej z krótkim terminem przydatności (zapobiegamy utylizacji
żywności, wspierając jednocześnie osoby, które oczekują pomocy).
Misję naszą, w zależności od rodzaju działań, realizujemy na terenie 8-10 powiatów m.in. poprzez organizację zbiórek żywności (Wielkanocna, Podziel się Posiłkiem i Świąteczna Zbiórka Żywności), podczas których zbieramy, wspierani przez
rzesze wolontariuszy, żywność dla osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej.
Dary zebrane podczas zbiórek trafiają m.in. do domów dziecka, szkół, ośrodków profilaktyki rodzinnej, jadłodajni oraz innych instytucji wspierających osoby najbardziej
potrzebujące.
Realizujemy Program Pead – program pomocy najuboższej ludności Unii
Europejskiej (trwający od 2004 r.), za pośrednictwem którego do osób najuboższych
trafiają regularnie takie artykuły, jak: mleko, masło, ser, olej, makaron, ryż, płatki kukurydziane, dżem itd. Organizujemy również pomoc żywnościową podczas sytuacji
kryzysowych (klęsk żywiołowych) – dotyczy to zarówno naszego regionu, jak i całego
kraju. Będąc w sieci banków żywności, mamy stały kontakt z pozostałymi bankami
działającymi na terenie całej Polski, w ten sposób włączamy się w pomoc np. ofiarom
powodzi, trąb powietrznych itp.
50
Kronika chojnicka
Konkurs kulinarny
Nie wspieramy bezpośrednio osób zagrożonych wykluczeniem społecznym,
będących w trudnej sytuacji bytowej, robimy to za pośrednictwem organizacji, które
z nami współpracują – organizacji pozarządowych, samorządowych, jednostek budżetowych itd. Podpisujemy z nimi stosowne umowy o współpracy, które m.in. określają zapotrzebowanie i rodzaj pomocy (w tym liczbę osób w trudnej sytuacji życiowej
na danym terenie).
W 2010 r. podjęliśmy pierwsze próby rozszerzenia zakresu naszej działalności
o realizację zadań, które również wynikają z naszego statutu. Zrealizowaliśmy projekt
edukacyjny dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, przybliżając im zagadnienia: ubóstwa, wykluczenia społecznego, możliwości ograniczania ww. zjawisk oraz bardzo nurtującego nas problemu związanego z marnowaniem żywności. W kolejnych latach kontynuowaliśmy nasze działania edukacyjne na większym obszarze, dla szerszego grona
osób. Prowadziliśmy konkursy kulinarne, rysunkowe, spotykaliśmy się z producentami
żywności i odbiorcami naszej pomocy podczas dożynek. Głośno było o nas podczas
Strajków Żywności, akcji zainicjowanej przez Federację Polskich Banków Żywności,
organizowanej na znak protestu przeciwko marnowaniu żywności. Nasze działania
edukacyjne skupiają się wokół pokazywania sprzeczności: z jednej strony ogromnej
skali ubóstwa i ludzi potrzebujących pomocy, z drugiej – ton żywności marnowanej,
wyrzucanej i niezagospodarowanej.
Bank Żywności w Chojnicach
51
Jako Bank Żywności dbamy o naszych wolontariuszy, dlatego organizujemy dla
nich różnego rodzaju szkolenia. Wyposażamy ich tym samym w kompetencje przydatne im nie tylko podczas współpracy z nami (np. przy zbiórkach żywności), ale również
w ich życiu zawodowym i prywatnym. Bierzemy udział w kampaniach na rzecz wolontariatu, niemarnowania żywności oraz akcjach typu „wyklikaj żywność”, które są zgodne z naszymi celami i naszą misją. Nasi pracownicy (obecnie cztery osoby) angażują się
jako wolontariusze w akcje organizowane przez współpracujące z nami stowarzyszenia
i organizacje.
W ciągu ostatnich trzech lat wspieraliśmy, jako Bank Patron, starania na drodze
do wstąpienia do Federacji Polskich Banków Żywności Banku Żywności w Słupsku
oraz Banku Żywności w Gdańsku.
Z roku na rok realizujemy coraz więcej pomysłów, przy ogromnym udziale finansowym naszych lokalnych samorządów, jak również dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku, Wojewody Pomorskiego, FPBŻ, a także Ministerstwa Pracy
i Polityki Społecznej oraz sponsorów indywidualnych.
Pracami naszej organizacji kieruje Zarząd w składzie: Arseniusz Finster – Prezes Zarządu, Adam Marciniak – Wiceprezes Zarządu, Zofia Mueller – członek, Henryk
Kowalski – członek. Na dzień 30 września 2013 r. członkami naszej organizacji jest
18 jednostek samorządowych: Miasto Chojnice, Gmina Chojnice, Gmina Cekcyn,
Miasto i Gmina Czersk, Gmina Człuchów, Powiat Człuchów, Miasto i Gmina Debrzno,
Zbiórka żywności
52
Kronika chojnicka
Gmina Konarzyny, Gmina Lubiewo, Powiat Sępólno Krajeńskie, Powiat Tuchola, Miasto
i Gmina Tuchola, Gmina Bukowiec, Gmina Świekatowo, Gmina Lipnica, Miasto Bytów,
Gmina Koczała, Gmina Przechlewo oraz trzy organizacje pozarządowe: Towarzystwo
Przyjaciół Dzieci o/Chojnice, Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem
Umysłowym o/Chojnice, Stowarzyszenie „Kaszubska Nadzieja” z Kościerzyny.
Obecnie współpracujemy ze 120 organizacjami i instytucjami, w ciągu roku
przekazujemy pomoc do 30-40 tysięcy osób. W zeszłym roku udało nam się zakupić
nowy wózek widłowy, a w tym roku nowy samochód ciężarowy, dzięki czemu będziemy mogli ograniczyć wydatki związane z naprawą dotychczasowego sprzętu, a tym samym przeznaczyć zaoszczędzone środki np. na organizację dodatkowych transportów
żywności. Ponadto dysponujemy powierzchnią magazynową, mroźnią i chłodniami
pozwalającymi na właściwe przechowywanie pozyskanej żywności. Dysponujemy także bazą firm – producentów żywności, dystrybutorów, sieci handlowych, z którymi
regularnie kontaktujemy się celem pozyskania żywności.
Ilość żywności zebranej i przekazanej naszym organizacjom i instytucjom pomocowym w okresie od 2010 r. do września 2013 r. to: prawie 5000 ton o wartości ponad 15 mln zł. Według danych zebranych przez Federację Polskich Banków Żywności
w 2012 r. znaleźliśmy się w czołówce banków żywności z całej Polski pod względem
ilości pozyskanych darowizn.
Skala i rodzaj naszych działań zmieniają się z roku na rok. Ogromny wpływ ma
na to sytuacja gospodarcza w naszym kraju, jednakże na tle wszystkich realizowanych
zadań nie zapominamy o myśli, która przyświecała założycielom naszej organizacji,
tj. zmniejszaniu obszarów niedożywienia i przeciwdziałaniu ubóstwu poprzez ratowanie i zagospodarowanie pełnowartościowej żywności, tak by nie trafiała do kosza, ale
do osób potrzebujących.
Fot. Archiwum BŻ
ARTETERAPIA
WIOLETTA KARPIAK
Biblioterapia
– terapia przez literaturę
W Wypożyczalni i Czytelni dla Dzieci Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach prowadzone są cykliczne zajęcia biblioterapeutyczne dla zorganizowanych
grup, które wcześniej zgłosiły chęć uczestnictwa. Zazwyczaj są to przedszkolaki
w wieku od 3 do 5 lat bądź dzieci 6-letnie uczęszczające do zerówek szkolnych. Zajęcia odbywają się we wtorkowe poranki w pomieszczeniu wypożyczalni dla dzieci,
czyli jeszcze w godzinach pracy wewnętrznej bibliotekarek, w czasie zamkniętym dla
czytelników. Cykl zajęć stanowi 10 spotkań trwających godzinę zegarową.
Jedną z grup uczestniczących w zajęciach biblioterapeutycznych były Misiaki z Przedszkola Niepublicznego
„Bajka” (grudzień 2011 r.). Na zdjęciu dzieci razem z wychowawczyniami oraz prowadzącymi
zajęcia bibliotekarkami – Wiolettą Karpiak i Malwiną Miszewską
54
Kronika chojnicka
Zajęcia dla klasy 0 SP3 (październik 2012 r.). Na zdjęciu też prowadząca Wioletta Karpiak
Biblioterapia prowadzona w bibliotekach opiera się głównie na wykorzystaniu
terapeutycznych wartości literatury, dostosowaniu odpowiednich książek do wieku
i zapotrzebowania dzieci. Wyselekcjonowane pozycje mają pomagać w rozwiązywaniu przez grupę istotnych dla niej problemów. Wybrane techniki terapeutyczne mają
za zadanie wspierać rozwój, samorealizację i zdrowie psychiczne uczestnika procesu biblioterapii. Biblioterapia to terapia przez literaturę. Traktowana jest jako rodzaj
arteterapii, w której narzędziem oddziaływania jest jedna ze sztuk – literatura. Czytanie, jako jeden z podstawowych elementów procesu biblioterapeutycznego, prowadzi
do istotnych zmian w procesie wychowawczym.
W czasie zajęć wykorzystywane są książki-zabawki, zabawki edukacyjne,
gry dydaktyczne, filmy, korzysta się z różnych nagrań – muzyki relaksującej, bajek
muzycznych, piosenek dla dzieci, nagrań tekstów literackich czy terapeutycznych,
nagrań odgłosów przyrody i innych. W celu aktywizacji intelektualnej oraz pobudzania wyobraźni stosuje się różnego rodzaju formy plastyczne. Dobre efekty przynosi łączenie kilku środków lub materiałów terapeutycznych, m.in. czytania utworów z działalnością plastyczną, oglądaniem filmu lub wycieczką czy sztuką teatralną.
Wśród efektów zastosowania odpowiednio dobranej literatury można wymienić:
poznanie przemyśleń i przeżyć innych (ich uczuć, postaw), możliwość identyfikacji z bohaterem, bezpieczne przećwiczenie się w nowej roli (być kimś innym w tym
Biblioterapia – terapia przez literaturę
55
samym czasie), naukę rozwiązywania problemu, uodpornienie na trudne sytuacje,
rozwijanie sfery uczuć, uspokojenie i powrót do równowagi emocjonalnej, łączność
z innymi poprzez dzielenie się doświadczeniem, wzbogacanie zasobów pojęciowych,
stymulację wyobraźni.
Osobami prowadzącymi zajęcia biblioterapeutyczne w MBP w Chojnicach
są bibliotekarki Wioletta Karpiak oraz Malwina Miszewska. W trakcie zajęć dzieci
zapoznają się z tekstem literackim omówionym przez osobę prowadzącą spotkanie.
Na podstawie książki lub jej fragmentu prowadzone są zajęcia plastyczne, ruchowe,
krótkie scenki dramowe (w zależności od wieku grupy). Na pierwszych zajęciach
każdego cyklu dzieci zapoznają się z bibliotekarkami oraz miejscem zajęć, ustalane są zasady obowiązujące w czasie wszystkich spotkań, wyjaśniane są powtarzalne
elementy, mające usprawnić komunikację pomiędzy prowadzącymi a grupą. Do stałych elementów powtarzanych na każdych zajęciach należy np. mierzenie nastrojów
za pomocą ręcznie wykonanych maskotek przedstawiających słońce, słońce z chmurą oraz chmurę z deszczem. Odpowiednio oznaczają one dobry, średni i zły nastrój.
Dzieci mogą, ale nie muszą opowiedzieć, dlaczego wybrały miejsce przy konkretnej
maskotce. Daje to możliwość uwzględnienia nastrojów panujących w grupie w części
właściwej zajęć.
Zajęcia biblioterapeutyczne prowadzone w Wypożyczalni i Czytelni dla Dzieci cieszą się wśród grup przedszkolnych dużą popularnością. Obecnie harmonogram
Grupowe zdjęcie klasy 0 SP nr 3 w Chojnicach wykonane podczas biblioterapii (czerwiec 2013 r.)
56
Kronika chojnicka
Dzieci z grupy Pszczółki z Przedszkola Niepublicznego „Bajka”
z pracami wykonanymi podczas zajęć (luty 2012 r.)
zajęć zapełniony jest aż do 2016 r. Najważniejszą i największą nagrodą dla bibliotekarek jest zaszczepienie nawyku obcowania z książką. Wiele dzieci uczęszczających na zajęcia biblioterapeutyczne po zakończeniu cyklu prosi rodziców o zapisanie
do biblioteki i zostaje czytelnikami oddziału. Warto też podkreślić, że zajęcia biblioterapeutyczne w MBP nie skupiają się tylko na dzieciach młodszych. Kilkakrotnie
prowadzone też były tego typu spotkania cykliczne z młodzieżą. Odbywały się one
w czwartki popołudniami w czasie zamkniętym dla czytelników.
Autorka jest kierownikiem Wypożyczalni i Czytelni dla Dzieci MBP w Chojnicach.
Ukończyła studia podyplomowe Biblioterapii w Instytucie Psychologii na Uniwersytecie
Wrocławskim. Prowadziła także biblioterapię z młodzieżą niedostosowaną społecznie oraz
z osobami długotrwale bezrobotnymi w Ośrodku Profilaktyki Rodzinnej w Chojnicach
i Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Chojnicach oraz z osadzonymi
w Areszcie Śledczym w Chojnicach.
Fot. ze zbiorów MBP
POŻEGNANIE
KAZIMIERZ JARUSZEWSKI
Z Tobą odeszły anioły
Wspomnienie o Józefie Chełmowskim
(1934-2013)
Ta wiadomość rozbiegła się
lotem błyskawicy wśród uczestników
Zjazdu Kaszubów we Władysławowie:
Józef Chełmowski nie żyje!
Trudno było w to uwierzyć,
wszak pan Józef jeszcze niedawno oprowadzał po swoim królestwie pełnym
dziwów wszelakich. Malował, rzeźbił,
pisał, konstruował. Tworzył machiny
napędzane siłami natury, obrazy na
szkle i na nakręcanych rolkach, kapliczki przydrożne, rzeźby (zdumiewający
Boży Internet), ule figuralne i twarzowe,
instrumenty (brzozoliść, muzykonos czy
werbotrep). Pisał też osobliwy traktat
filozoficzny Tajemnice Świata Światów,
Fot. Kazimierz Jaruszewski
gdzie polemizował z tymi prawdami
naukowymi, które oddalają człowieka od Natury, utożsamianej przez niego z Bogiem.
I postawił przed nami to fundamentalne pytanie: Dlaczego właściwie Bogu, jako najdoskonalszej Istocie, potrzebny jest tak niedoskonały człowiek? Skala artystycznych dokonań
i pasji pana Józefa jest tak wielka, iż trzeba będzie lat, by rzetelnie opisać to, co znalazło się
w jego dorobku. Wiele rzeźb i obrazów zaopatrzonych zostało w sentencje i komentarze
artysty (w kilku językach), na co również powinni zwrócić baczną uwagę przyszli badacze i dokumentaliści jego twórczości.
Trzy rzeźby Józefa Chełmowskiego zdobiły ołtarz papieski podczas mszy świętej na sopockim hipodromie (1999 r.). Było to znaczące wyróżnienie dla kaszubskiego
twórcy. Największym, przestrzennie, jego dziełem pozostaje jednak obraz Apokalipsa,
58
Kronika chojnicka
Fot. Joanna Królicka-Nejman
wykonany na sześciu wstęgach o łącznej długości ponad 55 metrów i szerokości 80 centymetrów. Powstałe u schyłku minionego stulecia malowidło ma być, w zamyśle twórcy,
wizualną interpretacją Apokalipsy św. Jana – biblijnej księgi zapowiadającej karę Bożą
za grzechy ludzkości. J. Chełmowski mawiał filozoficznie: Kto dziś zastanawia się nad
czasem? Każdy tylko mówi – nie mam czasu. I tyle.
Wielokrotnie nagradzany artysta, m.in. srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze
– Gloria Artis” przyznanym przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego, szczególnie zafascynowany był aniołami. Nieraz opowiadał, że od czasów dzieciństwa odczuwał
obecność niewidzialnych istot. W jego tajemniczym ogrodzie, niezwykłym muzeum
na wolnym powietrzu, ale też w jego pracowni odnajdziemy niezliczone wizerunki cherubinów, serafinów, tronów. Ci, którzy go dobrze znali, wiedzą, iż z aniołami obcował
stale. Przy wejściu do jego pracowni nie można przeoczyć sporych rozmiarów figury
czteroskrzydłej anielicy odzianej w kaszubski strój. Ta postać symbolizuje więź łączącą
dwa światy od lat obecne w wyobraźni Józefa Chełmowskiego: mikrokosmos anielski
i sztukę południowych Kaszub. Warto zapoznać się również z traktatem Anioły niebios.
Po wizycie w domu – regionalnym muzeum J. Chełmowskiego nasza wiedza z zakresu
angelologii znacznie się wzbogaci.
Po śmierci pana Józefa opublikowano dziesiątki artykułów biograficznych i wspomnień. Różnie nazywano zmarłego twórcę, niekiedy bardzo patetycznie i poetycko:
Leonardo da Vinci z Brus, Kaszubski Leonardo, Osobowość renesansowa przełomu wieków, Ambasador Brus i Ziemi Zaborskiej tudzież Artysta osobny. Wcześniej określano
Z Tobą odeszły anioły...
59
go też mianem Żywego skarbu kultury kaszubskiej. Kilkakrotnie rozmawiałem, w latach
90. XX w. i później, z Józefem Chełmowskim. Postrzegałem go jako człowieka skromnego (choć jego sława rosła), przyjaznego, oczytanego, jednakże skrywającego w sobie coś
nieodgadnionego. Jakby otrzymał od Stwórcy jemu tylko znany depozyt. Już podczas pierwszego spotkania znaleźliśmy wspólny temat. Gospodarz doskonale znał dorobek literacki Goethego. Czytał w oryginale dzieła tego autora, Kanta i kilku
innych myślicieli niemieckich. Jestem zauroczony balladami romantycznymi Goethego,
dlatego dyskusja o Królu olch toczyła się wartko. A potem przyszedł czas na arcydramat.
O Fauście pan Józef mógłby opowiadać godzinami. I polemizować z moimi uwagami.
Nie wiem, jaką tajemnicę nosił ten, dla niektórych charyzmatyczny, artysta i filozof, ale
jego twórczość powinna zostać rychło poddana naukowemu oglądowi. Znając pana Józefa, wcale mu się to nie uśmiecha…
Pierwsze słowa, które przyszły mi do głowy, 6 lipca br. we Władysławowie,
po otrzymaniu informacji o zgonie twórcy, pochodziły z tekstu piosenki Eli lama sabachtani zespołu Wilki (1992 r.): Z Tobą odeszły anioły (…) I tak wszystko to, co mamy, jest
w naszych sercach.
Pamięć o tak zasłużonym człowieku dla kultury Kaszub, ale także ziemi chojnickiej, pozostanie w sercach szczególnie tych, którzy go poznali. Józef Chełmowski stał się
bowiem cząstką naszej pomorskiej tradycji. Będzie nam go brakowało… Może, jego śladem, postaramy się stworzyć swoje maszyny do łapania żywiołów?
Kronika chojnicka
60
KRONIKA WYDARZEŃ
LIPIEC
5-7
Po raz 21. odbył się Festiwal Sztuki Ulicznej „Chojnicka Fiesta”, zorganizowany przez
Chojnicki Dom Kultury. Wystąpiło 9 grup teatralnych z Polski, Czech i Ukrainy.
6
Kaszubi z Chojnic uczestniczyli w XV Zjeździe Kaszubów we Władysławowie.
W wieku 79 lat zmarł Józef Chełmowski, artysta ludowy z Brus-Jagli. Pochowany
został 9 lipca na cmentarzu parafialnym w Brusach.
10-14
Chojnickie Bractwo Rycerskie Herbu Tur oraz More maiorum – Mieszczanie grodu
Konitz uczestniczyli w Dniach Grunwaldu 2013 i Inscenizacji Bitwy pod Grunwaldem.
13
Zespół MBF działający przy parafii Matki Boskiej Fatimskiej podczas koncertu promował
swoją pierwszą płytę.
15
W czytelni MBP otwarta została wystawa „Profesor Ludwik Zabrocki – wybitny
językoznawca rodem z Czerska”.
16
Chojnickie Studio Rapsodyczne zdobyło drugą nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu
Teatrów Studenckich w Akademii Teatralnej w Warszawie, za spektakl „Dziecko dla
początkujących” w reżyserii Grzegorza Szlangi.
18
W Chojnicach gościł europoseł Jan Kozłowski, były marszałek Sejmiku Województwa
Pomorskiego.
Przedstawiciele starostwa powiatowego odebrali w MSW w Warszawie nagrodę,
50 tys. zł, za zajęcie drugiego miejsca w konkursie „Kibicuję bezpiecznie”.
19
„Władcy polscy w medalierstwie” – pod takim hasłem w muzealnej Baszcie Kurza
Stopa odbyło się spotkanie z kolekcjonerem Bogdanem Kufflem.
20-27
III Festiwal Sportu zorganizowany dla dzieci i młodzieży przez Chojnickie Stowarzyszenie
Partnerstwa Miast oraz Stowarzyszenie Biegaczy „Lauf-Gemeinschaft” z Emsdetten.
22 Zainaugurowano „Wakacyjną Szkołę Muzyczną” przygotowaną dla młodzieży przez
Fundację Rozwoju Ziemi Chojnickiej i Człuchowskiej.
24
W galerii „Okno sztuki” Chojnickiego Domu Kultury wystawione zostały dwa obrazy
autorstwa chojniczanina Romana Drozdowskiego, wykonane ze sprasowanej słomy.
26
W ramach Międzynarodowego Festiwalu Folkloru „Kaszubskie spotkania z folklorem
świata” w Chojnicach wystąpiły zespoły z Meksyku, Paragwaju, Rosji, Węgier, Serbii,
Ukrainy i Polski.
28
Podczas XXXVI Kaszubskiej Wystawy Psów Rasowych można było zobaczyć ponad
700 psów 150 ras.
Kronika wydarzeń
61
SIERPIEŃ
1
Spomlek z Radzynia Podlaskiego przejął chojnicką Okręgową Spółdzielnię Mleczarską.
3
Do późnych godzin nocnych w Fosie Miejskiej trwała XIX Chojnicka Noc Poetów.
Rozstrzygnięty został XIX Ogólnopolski Konkurs Poetycki Jednego Wiersza.
5
Polsko-holenderski wieczór z ostrym graniem w pubie Kornel – wystąpili Grown
Cold z Holandii i Tantrum z Chojnic.
6
Chojnickie produkty wystawione były na stoisku Pomorskich Smaków czynnym
podczas Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku. Ekspozycję przygotowała
Promocja Regionu Chojnickiego.
9-10
Zespoły goszczące na XVI Festiwalu Piosenki Żeglarskiej w Charzykowach
zaprezentowały się w minikoncertach także na chojnickim rynku.
10-11
III Chojnickie Noce Operetkowe odbyły się w Fosie Miejskiej. Można było obejrzeć
spektakl muzyczny „Nie kochać w taką noc to grzech” oraz operetkę „Zemsta
nietoperza”.
11
Mecz „Chojniczanki”, grającej w I lidze, po raz pierwszy transmitowany był
w ogólnopolskiej stacji telewizyjnej Orange Sport.
12
Do Chojnic przyjechał prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke.
13
Po dwutygodniowym pielgrzymowaniu pątnicy z Chojnic dotarli na Jasną Górę.
17-18
Ogólnopolskie Mistrzostwa w Układaniu Kostki Rubika w Centrum Edukacyjno-Wdrożeniowym oraz Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej.
25
Festiwal Marzeń 2013 na boisku przy Parku Wodnym. Gwiazdą wieczoru była Kate
Ryan.
28
W konkursie Modernizacja Roku 2012 park Tysiąclecia otrzymał pierwsze miejsce
w kategorii „Rewitalizacje terenów zieleni i zespołów urbanistycznych”. Zwyciężył
także w głosowaniu internetowym na najpopularniejsze modernizacje w Polsce
w kategorii „Tereny zieleni”.
30
Pierwsze urodziny świętowała chojnicka grupa PaT, czyli grupa teatralna utworzona
w ramach programu PaT – Profilaktyka a Ty, Profilaktyka a Teatr.
31
VII Turniej Rycerski z inscenizacją oblężenia Chojnic w 1466 r. Promowana była
książka Piotra Chlebowicza Ręczna broń palna w średniowieczu, wydana w serii
Biblioteka Filomaty. W podziemiach kościoła gimnazjalnego czynna była wystawa
fotograficzna „Turnieje Rycerskie 2007-2012”.
Kronika chojnicka
62
WRZESIEŃ
2
Miejska inauguracja roku szkolnego odbyła się w wyremontowanej SP nr 5.
7
Na „Narodowe Czytanie” dzieł Aleksandra Fredry do Fosy Miejskiej zaprosiła Miejska Biblioteka Publiczna wraz ze Stowarzyszeniem LekTURa.
8
W charytatywnym meczu piłki nożnej zmierzyli się samorządowcy, przedsiębiorcy,
księża i urzędnicy. Dochód, 3700 zł, przekazany został szkole dla dzieci niewidomych w Laskach.
10
270 uczniów obejrzało w Centrum Edukacyjno-Wdrożeniowym interaktywną
wystawę edukacyjną „Akademia Odkrywców”.
14
Delegacja Chojnic uczestniczyła w Korsuniu Szewczenkowskim w obchodach
święta tego miasta. W ich trakcie zaakcentowane zostało 25-lecie partnerstwa.
Do Bazyliki uroczyście wniesiona została kopia obrazu Matki Bożej Pocieszenia,
który w 1852 r. przeniesiony został z Chojnic do Wiela do powołanego tam Bractwa
Matki Bożej Pocieszenia.
14-15
Dni Kultury Japońskiej z okazji 20-lecia Chojnickiego Stowarzyszenia Aikido.
18
Po długiej chorobie w wieku 63 lat zmarła Zofia Mayer, założycielka Warsztatów
Terapii Zajęciowej. Pogrzeb odbył się 21 września w Silnie.
20
Ognisko Pokoleń w Liceum Ogólnokształcącym im. Filomatów Chojnickich.
Odsłonięte zostały portrety byłego nauczyciela Władysława Tatarkiewicza oraz
absolwenta szkoły, językoznawcy Ludwika Zabrockiego.
Kazimiera Szark, prezes Fundacji „Szarża pod Krojantami”, otrzymała tytuł Honorowej Obywatelki Gminy Chojnice.
20-24
Dni Sztuki w trzecią rocznicę otwarcia Galerii – Muzeum Janusza Trzebiatowskiego.
21
Obchody Dnia Seniora w parku Tysiąclecia.
26
Chojnicka Spółdzielnia Socjalna zdobyła I nagrodę w konkursie „Lodołamacze
2013” w województwie pomorskim, w kategorii zakładów pracy chronionej.
27
Otwarcie kina cyfrowego w Chojnickim Domu Kultury, umożliwiającego projekcję
filmów w systemie 3D i z nagłośnieniem Dolby Digital.
Tomasz Szwed, piosenkarz country i folk, a zarazem autor książek dla najmłodszych
spotkał się z dziećmi w miejskiej bibliotece.
27-29
Delegacja Chojnic uczestniczyła w partnerskim Emsdetten w uroczystościach
75-lecia nadania praw miejskich.
Oprac. Anna Maria Zdrenka
Kwartalnik Chojnicki
nr 5/2013
Z DZIEJÓW
miasta
WOJNA
WŁODZIMIERZ JASTRZĘBSKI
O drezynie, która rozpętała
II wojnę światową
Przez wiele lat powojennych w Polsce utrzymywano, iż strzały oddane w dniu
1 września 1939 r. o godzinie 4.45 z armat pancernika Schleswig-Holstein w kierunku polskiej bazy magazynowej na Westerplatte rozpoczęły polsko-niemieckie
działania wojenne, a tym samym przyczyniły się do wybuchu II wojny światowej.
Potem pojawiały się różne wątpliwości co do tego, bowiem okazało się, że w różnych
częściach terytorium Polski międzywojennej miały miejsce już nieco wcześniej niemieckie ataki, np. zbombardowanie położonego w powiecie sieradzkim miasteczka
Wieluń. Do incydentów takich można także zaliczyć wydarzenia, jakie rozegrały się
na stacji kolejowej w położonych tuż przy granicy polsko-niemieckiej Chojnicach,
rozpoczynającej trasę tranzytową pomiędzy rozbitymi na dwie części terenami Rzeszy Niemieckiej.
W dniu 1 września 1939 r. o godzinie 4.15 niemieccy kolejarze z położonej
po stronie niemieckiej stacji Firchau (Wierzchowo) zapowiedzieli – zgodnie z rozkładem jazdy – swoim polskim kolegom z dworca w Chojnicach odjazd pociągu
tranzytowego linii Berlin – Królewiec. Była to jednak mistyfikacja, bowiem po upływie około 15 minut, czyli o godzinie 4.30, na dworzec chojnicki wtoczył się niemiecki
pociąg pancerny, który poprzedzała opancerzona drezyna. Ta ostatnia – jak z tego
widać – jako nieprzyjacielski pojazd wojskowy wcześniej, aniżeli miało to miejsce
w Gdańsku, naruszyła drogą lądową nietykalność polskiej granicy. Podczas gdy
drezyna pojechała dalej, z zatrzymującego się pojazdu wojskowego wysypali się niemieccy żołnierze, którzy w mig opanowali stację i przylegające do niej obiekty kolejowe. Zdezorientowani kolejarze oraz obstawiający granicę żołnierze z opóźnieniem
rozpoczęli polską kontrakcję. W jej wyniku udało się zatrzymać pancerkę, a nacierających wehrmachtowców przegnać poza granicę chojnickiego dworca. Podczas gdy
niemiecka drezyna jechała po torach dalej do przodu, w Chojnicach mniej więcej
do godziny 14.00 toczyły się walki polskich obrońców z przekraczającymi pobliską
granicę regularnymi oddziałami hitlerowskiego Wehrmachtu.
66
Z dziejów miasta
O posuwającym się po torach nieprzyjacielskim pojeździe pancernym, uzbrojonym w karabin maszynowy i obsadzonym przez 4-osobową załogę polscy kolejarze
zaczęli się kolejno wzajemnie informować drogą telegraficzną. Wiadomość z dworca
w Chojnicach najpierw dotarła do strażnicy kolejowej w Krojantach, potem do jej
odpowiedniczki w Rytlu, a następnie do stacji kolejowej w tejże samej miejscowości.
Tutaj zdołano przestawić zwrotnicę, tak że drezyna wpadła na ślepy tor i wykoleiła się.
Następnie najechał na nią i kompletnie rozbił jej kadłub wiozący z Chojnic uciekinierów kolejowych pociąg ewakuacyjny. Jej załogę po krótkiej walce wzięli do niewoli
żołnierze przebywającej w Rytlu kompanii Batalionu Obrony Narodowej „Tuchola”.
Z całą pewnością wiadomo, że zlikwidowali oni na miejscu dowódcę niemieckiego
pojazdu wojskowego, a przypuszczalnie także i jego trzech współtowarzyszy. Z tej też
przyczyny po zajęciu terenu chojnickiego przez Niemców hitlerowcy w ramach odwetu rozpoczęli polowanie na rzekomych sprawców nieszczęścia ich pobratymców.
Jako pierwszy został w końcu października 1939 r. aresztowany przez hitlerowski Selbstschutz dowodzący w Rytlu plutonem BON „Tuchola” ppor. rezerwy Jan
Wojciech. Na co dzień był nauczycielem w podsępoleńskiej wsi Płocicz. Po zrzuceniu
polskiego munduru powrócił on do swej rodzinnej miejscowości. Na skutek donosu
wraz z grupą przedstawicieli polskiej inteligencji aresztowano go i następnie zamordowano na początku listopada 1939 r. w podtucholskim miejscu straceń w Rudzkim
Moście. Więcej czasu zajęło chojnickiemu gestapo ustalanie dalszych pośrednich
sprawców nieszczęścia niemieckiej załogi drezyny. W dniu 12 września 1941 r. zo-
Drezyna – szynowa wersja samochodu pancernego Sd. Kfz 231
O drezynie, która rozpętała II wojnę światową
67
stali aresztowani: Kazimierz (ojciec) i Wojciech (syn) Sanderowie z Krojant, którzy
pechowego dnia 1 września 1939 r. pełnili służbę na strażnicach kolejowych w Krojantach i Rytlu. Obu skierowano do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Drugi
z nich, Wojciech Sander, zmarł tam już w listopadzie 1941 r. Ojciec – Kazimierz,
którego Niemcy podejrzewali o to, że ze swego miejsca pracy miał rzekomo ostrzelać
niemiecką drezynę, zginął w hitlerowskim obozie w maju 1942 r. Hitlerowcy zaciekle poszukiwali także zawiadowcy stacji w Rytlu Leonarda Pokrzywińskiego. Przetrwał on jednak okupację dzięki rodzinie, przebywając przez cały czas w ukryciu.
Najpierw tajemny schowek skonstruował mu w swoim obejściu gospodarczym brat
Jan zamieszkały w Młynkach koło Rytla. Kiedy jednak gestapo zorientowało się
co do tej kryjówki, Leonard został w konspiracji przeniesiony do zagrody wuja Franciszka w oddalonej o około 10 kilometrów od Chojnic wsi Powałki. I na tym skończyła się nieprzemyślana przez hitlerowski sztab wojskowy eskapada niemieckiej
drezyny.
STOWARZYSZENIA
KAZIMIERZ OSTROWSKI
Chojnickie gniazdo
„Sokoła”
Rodowód Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” jest związany ze Lwowem, tam bowiem w 1867 r. powstało jego pierwsze gniazdo. Dopiero w latach 80. XIX w.
zostały założone kolejne koła w Galicji i Małopolsce (m.in. w Stanisławowie, Przemyślu,
Tarnowie, Krakowie), a w 1892 r. powstała jednolita organizacja pod nazwą Związek Sokolstwa Polskiego z siedzibą we Lwowie. W zaborze pruskim pierwsze gniazdo powstało
w 1884 r. w Inowrocławiu, następne w 1886 r. w Bydgoszczy i Poznaniu, wkrótce liczne
ogniwa towarzystwa zaczęły powstawać na Śląsku.
Towarzystwo „Sokół” propagowało sport, gimnastykę i zdrowy styl życia. Obok
podnoszenia sprawności fizycznej oraz tężyzny poprzez uprawianie sportów letnich i zimowych, toczyła się w gniazdach „Sokoła” praca wychowawcza, której celem było wpojenie młodzieży wartości moralnych. Idea organizacji zawierała się w klasycznej sentencji
głoszonej przez rzymskiego poetę Juvenalisa mens sana in corpore sano, czyli „w zdrowym
ciele zdrowy duch”. Wśród kultywowanych wartości na czoło wysuwało się podtrzymywanie i rozwój świadomości narodowej. Praca w tym duchu miała przygotować kadry
sprawnych i umotywowanych patriotycznie Polaków do walki o niepodległość Polski,
toteż zakres działalności obejmował także przysposobienie wojskowe, podobnie jak na
początku XX w. w innych organizacjach młodzieżowych – powstających wówczas Polskich Drużynach Strzeleckich i drużynach skautowych. W 1914 r. „Sokół” w Małopolsce
przystąpił do Legionów Polskich.
Od 1918 r. siedziba władz Związku Sokolstwa Polskiego znajdowała się w Warszawie, zaś cele pozostały niezmienne – były nimi krzewienie kultury fizycznej i sportu
oraz wychowanie patriotyczne i przysposobienie wojskowe. Po II wojnie światowej komunistyczne władze Polski Ludowej zdelegalizowały organizację. Reaktywacja nastąpiła
w 1989 r., 6 listopada tego roku „Sokół” został zarejestrowany. Obecnie zrzesza ok. 10 tys.
członków w 86 kołach.
***
Idea „Sokoła” dość wcześnie dotarła również na ziemię chojnicką. W 1904 r. powstało gniazdo w Łęgu, w 1912 r. w Czersku. W roku 1919, ostatnim roku pod rządami
pruskimi, powstały gniazda w Brusach, Czyczkowach, Chojnicach i Lubni, a już w wol-
Chojnickie gniazdo „Sokoła”
69
nej Polsce w 1923 r. w Brzeźnie Szlacheckim, w 1924 r. w Ogorzelinach, Rytlu i Konarzynach. Wraz z odzyskaniem niepodległości zaszła konieczność stworzenia nowej struktury
organizacji; w maju 1920 r. został założony II Okręg Dzielnicy Pomorskiej Towarzystwa
Gimnastycznego „Sokół”, obejmujący powiaty chojnicki, tucholski i sępoleński z siedzibą
w Tucholi. Ponieważ jednak nowe gniazda najliczniej powstawały w powiecie chojnickim,
w 1923 r. siedzibę okręgu przeniesiono do Chojnic.
W Chojnicach założycielskie zebranie „Sokoła” odbyło się 12 sierpnia 1919 r. Zwołali je ówcześni przywódcy ludności polskiej i działacze niepodległościowi, m.in. Feliks Kopicki, Aleksander Standera, Antoni Lisewski, Antoni Ulandowski.
Pierwszym prezesem został mec. Kopicki. Sylwetka tego zasłużonego działacza (1872-1949) jest znana dzięki różnym formom jego aktywności. Był Kaszubą z Połczyna k. Pucka, w gimnazjum w Wejherowie działał w kole filomackim, studia prawnicze odbył w Gryfii
(Greifswaldzie) i Berlinie. W 1902 r. osiedlił się w Chojnicach. Jako adwokat bronił Polaków
w procesach politycznych. W lipcu 1919 r. został wybrany komendantem Straży Ludowej. Założył Towarzystwo Ludowe oraz zainicjował utworzenie Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” – w obydwóch organizacjach powierzono mu funkcję prezesa. W 1921 r. wybrany został
przewodniczącym Rady Miejskiej i był nim do opuszczenia miasta w 1936 r. Przez kilkanaście
lat (do 1935 r.) pełnił funkcję prezesa Izby Adwokackiej Pomorskiej. W Chojnicach mieszkał
we własnym domu przy pl. Jagiellońskim 8 (znajduje się tam tablica pamiątkowa), w 1936 r.
przeprowadził się z rodziną do Gdyni. W listopadzie 1942 r. aresztowany przez gestapo, był
więziony w Gdańsku oraz w Stutthofie. Z powodu paraliżu nie został ewakuowany. Zwolniono go z obozu 26 lutego 1945 r. Zmarł 17 kwietnia 1949 r. w Gdyni.
Wkrótce po odzyskaniu niepodległości gniazdo chojnickie rozrosło się do 180 druhów i wykazywało się wielką żywotnością. Do grona najaktywniejszych należeli m.in. Wojciech Warsiński, Tomasz Sikora oraz urzędnik samorządowy Henryk Kaliszan, którzy zjednywali nowych członków i sympatyków. 16 czerwca 1924 r. prezesem wybrano nauczyciela
Państwowego Gimnazjum Klasycznego Mieczysława Szczepańskiego. Pod jego kierownictwem gniazdo rozwijało się bardzo pomyślnie, a organizowane imprezy i zawody sportowe
przyczyniały się do wzrostu popularności. Do najpoważniejszych imprez należały coroczne
zloty okręgowe, m.in. w Chojnicach w 1921 i 1925 r., połączone z zawodami okręgowymi.
Co roku także organizowano biegi okrężne o puchar przechodni „Dziennika Pomorskiego” (wg ówczesnej nazwy – puchar wędrowny) oraz bieg na przełaj o puchar mec. Kopickiego. W 1925 r. członkowie „Sokoła” ufundowali kamienną płytę Nieznanego Żołnierza,
która została założona na pl. Jagiellońskim. W 1927 r. został na nowo powołany oddział
żeński, którym energicznie kierowała druhna Piełowska, żona lekarza. Kolejnymi prezesami gniazda w Chojnicach byli naczelnik więzienia Stanisław Gałła oraz dyrektor Miejskiej
KKO Roman Czarnowski. Natomiast wśród działaczy II Okręgu (chojnickiego) spotykamy
M. Szczepańskiego jako prezesa, po nim zaś funkcję tę objął adwokat Hipolit Krzyżański.
Sekretarzem na szczeblu okręgu był H. Kaliszan.
Nie sposób przecenić zasługi M. Szczepańskiego nie tylko dla „Sokoła”, lecz w ogóle
dla rozwoju sportu w Chojnicach. Urodzony w 1891 r. w Dębieniu pow. Lubawa, maturę
zdał w 1913 r. w seminarium nauczycielskim w Gdańsku-Wrzeszczu. Podczas wojny jako
70
Z dziejów miasta
żołnierz został dwukrotnie ranny i zatruty gazem. Po wojnie był nauczycielem i aktywnym
działaczem oświatowym w Lubawie. Uzupełniał wykształcenie, studiując w Centralnej Wojskowej Szkole Gimnastyki i Sportów w Poznaniu. We wrześniu 1923 r. został przeniesiony
przez kuratorium na stanowisko nauczyciela w gimnazjum klasycznym w Chojnicach.
Założył silne gimnazjalne koło sportowe „Grom”, prowadził kursy szkoleniowe w zakresie wychowania fizycznego dla nauczycieli. Był stałym członkiem powiatowego komitetu
Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, członkiem Komisji Oświatowej
i Sportowej w Radzie Miejskiej. We wrześniu 1939 r. zdołał uniknąć aresztowania, wyjechał do Radomia, gdzie pracował w niemieckiej firmie budowlanej jako tłumacz. W marcu
1945 r. pieszo powrócił do Chojnic, niezwłocznie zorganizował gimnazjum i liceum oraz
gimnazjum kupieckie. Został w tym roku przeniesiony do Sopotu, gdzie był nauczycielem
LO do przejścia na emeryturę w 1958 r. Ożeniony był z Wandą Kopicką, wychowanką adwokata Feliksa Kopickiego. Ich córka Elżbieta (1925-1948) została zamęczona w więzieniu
UB w Gdyni. Zmarł w 1973 r. w Gdyni.
„Sokół” był przez cały okres międzywojenny najliczniejszą i najsilniejszą organizacją sportową w Chojnicach, umożliwił rozwijanie sportowych zainteresowań i podnoszenie
fizycznej sprawności setkom chłopców i dziewcząt. Na samym początku była to gimnastyka, choć pod tym terminem kryły się wówczas także inne dyscypliny. Wkrótce zaczęły się
tworzyć nowe sekcje. „Dziennik Chojnicki” w numerze z 10 maja 1922 r. w imieniu zarządu „Sokoła” zapraszał „lubowników, sportowców i mających chęć do gry w piłkę nożną”
do zgłaszania się w hali ćwiczeń na pl. Piastowskim (w remizie strażackiej) do nowo tworzonej sekcji piłkarskiej. Dwa lata później, 24 czerwca 1924 r., na zebraniu postanowiono
przystąpić do Okręgowego Związku Piłki Nożnej. W następnych latach partnerami drużyn
„Sokoła”, występujących w zielonych koszulkach z białymi wypustkami, były zespoły m.in.
z Bydgoszczy, Tczewa, Kościerzyny, Starogardu, ale goście z reguły zwyciężali, i to nieraz
wysoko. W latach 30. „Sokół” brał udział w rozgrywkach klasy „C”, a skład drużyny (1936 r.)
był następujący: bramkarz Majer, obrońcy Badziąg, W. Joachimczyk, pomoc Badziąg, Tkacki, Chrzan, atak Leon Kalitowski, Megger, Lubiński, Nurkowski, Szultka. Prasa ówczesna
nie miała zwyczaju podawać imion zawodników, a dziś trudno to ustalić. Dodajmy, że „Sokół” ulegał też na murawie „Chojniczance”.
Lepiej wiodło się zawodnikom „Sokoła” w lekkoatletyce. Sekcja ta istniała już
od początku lat 20., brakowało jednak wykwalifikowanych instruktorów, toteż sukcesy przyszły stopniowo dopiero po kilku latach dzięki wytrwałym treningom. W organizowanych
dorocznych zawodach okręgowych, festynach i mistrzostwach Pomorza brali często udział
sportowcy wysokiej klasy, od których młodzież chojnicka wiele się uczyła. Bezkonkurencyjni byli lekkoatleci „Sokoła” Chojnice w swoim okręgu, sięgali jednak po laury również
na zawodach wojewódzkich, o czym skwapliwie donosiły miejscowe gazety. W 1922 r. dh
Szukalski zwyciężył w Toruniu w skoku w dal i biegu na 800 m. 15 sierpnia 1933 r. „Dziennik Pomorski” informował, iż na zlocie dzielnicowym w Toruniu reprezentanci okręgu
chojnickiego zwyciężyli w biegu drużynowym, drugie miejsce zajęli w sztafecie 4 x 100 m,
trzecie miejsce w sztafecie olimpijskiej. W 1935 r. na zawodach o mistrzostwo „Sokoła”
Dzielnicy Pomorskiej w Tucholi bieg na 100 m wygrał Rusinek (11,9 sek.), na 800 m Megger,
Chojnickie gniazdo „Sokoła”
71
Drużyna piłkarska „Sokoła” (zdjęcie udostępnione przez Mirosława Andraszczyka)
skok w dal i skok o tyczce Franciszek Gierszewski, zwyciężyła również chojnicka sztafeta
4 x 100 m w składzie: Rusinek, Reszczyński, Szóstak i Uziębło („Dziennik Pomorski” z dn.
7 sierpnia 1935 r.). Na koniec tego roku ogłoszono listę 10 najlepszych w poszczególnych
konkurencjach, na której nie zabrakło sportowców chojnickiego „Sokoła”: na 100 m Rusinek, 20 m, 110 m przez płotki i skok w dal Stańczak, rzut dyskiem Labenz, rzut oszczepem
Franciszek Stuwa. W 1938 r. F. Gierszewski na zawodach w Bydgoszczy zdobył krajowe
mistrzostwo Związku Sokolstwa w skoku o tyczce wynikiem 3,30 m. Dobre wyniki lekkoatletów przysparzały „Sokołowi” popularności i zachęcały młodzież do uprawiania sportu.
Miały swoich zwolenników również inne dyscypliny, lecz tworzące się sekcje
działały niesystematycznie i z przerwami. Już w 1920 r. druh Rytlewski zorganizował
„oddział rowerzystów”, który trenował w myśl wskazówek instruktora dojeżdżającego
z Torunia. Rowerzyści, zwani też „kołownikami”, nie mieli zbyt wielu okazji uczestniczyć
w wyścigach i rajdach, rekompensowali sobie to wycieczkami na Kaszuby i w Bory Tucholskie. W rozgrywkach mistrzowskich w ramach Związku Sokolstwa uczestniczyły chojnickie drużyny koszykówki i siatkówki. W latach 30. istniała sekcja bokserska, ale nie miała
większych sukcesów. Dłużej natomiast utrzymywała się sekcja hokeja na lodzie, lecz jej
działalność była zależna od zimowych warunków – treningi i mecze odbywały się na Jeziorze Zakonnym (na terenie obecnego parku Tysiąclecia), bez powodzenia próbowano zrobić lodowisko na części stadionu. Poziom drużyny był niezły, z reguły jednak przegrywała
z „Chojniczanką” i „Gromem”. Sekcja tenisa sportowego, którą prowadził entuzjasta tej dyscypliny dh Szukalski, uczestniczyła przede wszystkim w indywidualnych i drużynowych
mistrzostwach miasta, które przeważnie odbywały się w kręgielni Franciszka Węsierskiego
przy ul. Batorego. Doraźnie, głównie rekreacyjnie, zajmowali się członkowie „Sokoła” sportami wodnymi na Jeziorze Charzykowskim – pływaniem, piłką wodną, turystyką kajakową.
72
Z dziejów miasta
Sport i turystyka stanowiły główny nurt działalności sokolej organizacji. Obok gimnazjalnego „Gromu” i założonego w 1930 r. klubu „Chojniczanka”, „Sokół” zapisał piękną kartę w historii chojnickiego sportu w dwudziestoleciu międzywojennym. Porównując
ówczesne wyniki sportowe do dzisiejszych, winniśmy jednak stale mieć na uwadze, w jakich warunkach uprawiano sport amatorski przed 90 czy 80 laty – bez sal gimnastycznych,
przyzwoitego boiska piłkarskiego, na prymitywnych bieżniach i skoczniach, bez zaplecza
sanitarnego, w kupionych za własne pieniądze ubiorach i butach itd. Do czasu otwarcia stadionu miejskiego w 1932 r. mecze piłkarskie rozgrywano m.in. na polanie w lesie miejskim.
Jedyna w mieście, niewielka sala gimnastyczna obok konwiktu, należąca do męskiego gimnazjum, zupełnie nie przypominała (parametrami i standardem) współczesnych obiektów
tego typu, podobnie jak sala w remizie strażackiej na pl. Piastowskim, którą starsi mieszkańcy Chojnic jeszcze pamiętają; rozebrana została w latach 60. ub. wieku.
Drugi wartki strumień w łonie Towarzystwa wyznaczała działalność pozasportowa,
o której nie wolno zapomnieć. Było wówczas regułą, że wszelkie stowarzyszenia społeczne,
w tym i sportowe, organizowały życie kulturalne i towarzyskie swoich członków. Było ono
nieraz bardzo intensywne. Przy gnieździe „Sokoła” w Chojnicach istniała sekcja teatralna,
która przygotowywała premiery sztuk dramatycznych niemal na każdy zlot lub ważniejsze
zawody. Urządzano wieczornice artystyczne z okazji świąt narodowych, rocznic historycznych, np. 9 listopada 1935 r. przygotowano program wieczornicy kościuszkowskiej. Dużym powodzeniem cieszyła się wielokrotnie wystawiana sztuka „Łobzowianie”, nasycona
elementami folkloru krakowskiego. Wystawiano jasełka, uroczyście obchodzono święta
kościelne, organizowano spotkania gwiazdkowe, zabawy taneczne (także z występami scenicznymi), wiosną i latem urządzano majówki i pikniki. Tak prowadzona systematyczna
działalność wnosiła w życie organizacji cenne walory wychowawcze i integrowała młodzież.
Zebrania i imprezy kulturalne odbywały się w różnych lokalach, w restauracjach
przy hotelach Engla, Urbana, Kaletty i innych. Podczas zebrań, które gromadziły nierzadko
ponad stu uczestników, zawsze wygłaszano wykłady na temat idei sokolstwa oraz poszerzające wiedzę ogólną. „Gniazdo [w Chojnicach] tętni życiem świadome swych celów i zadań,
które ciążą na placówce tak daleko wysuniętej na zachód, a otoczonej i zagrożonej niemczyzną” – napisano w książce wydanej z okazji dziesięciolecia niepodległości.
Bibliografia
• „Dziennik Pomorski” (do 1922 r. – „Dziennik Chojnicki”) – 1920-1939
• Borzyszkowski J., Organizacje społeczne, ich udział w kulturze i sztuce, w: Dzieje Chojnic,
red. K. Ostrowski, Chojnice 2010, s. 508-523
• Ostrowski K., Narodziny i początki sportu w Chojnicach w dwudziestoleciu międzywojennym,
„Zeszyty Chojnickie” 1978, nr 9, s. 114-140
• Sokół na Pomorzu w dziesięciolecie niepodległości, praca zbiorowa, Grudziądz 1929
• Szews J., Kopicki Feliks, w: Słownik biograficzny Pomorza Nadwiślańskiego, t. II, Gdańsk 1994, s. 449
• Szews J., Szczepański Mieczysław, w: SBPN, Suplement II, Gdańsk 2002, s. 268.
• Wycech Cz., Powiat chojnicki, Chojnice 1936, s. 207-208
LOTNICTWO
MARIUSZ BRUNKA
Uzupełnienie z poprawką:
dzieje pewnego lotu
Gdy dzisiaj wpatrujemy się w niebo, nie robią na nas nadmiernego wrażenia
smugi świadczące o przelotach lotniczych. Samoloty przestały być atrakcją, chociaż
Chojnice są podobno położone w miejscu, nad którym odbywa się bardzo intensywny ruch powietrzny. Inaczej odbierali te sprawy niegdysiejsi chojniczanie. I tak,
Franciszek Pabich wspomina w swoim Małym leksykonie chojnickim (1986), że po
wschodniej stronie szosy kościerskiej, na terenie dzisiejszego osiedla 700-lecia, założono przed I wojną światową lotnisko (s. 49-50). Zważywszy na fakt, że pierwszy udany i bezspornie odbyty lot samolotem braci Wright miał miejsce w grudniu 1903 r.,
było to zaiste niesłychane tempo. Osiemnastowieczne balony, szybowce Ottona
Lilienthala i sterowce hrabiego Ferdynanda Zeppelina poprzedziły samolotową gorączkę początku nowego wieku, gdy maksymalna szybkość i dystans splatały się nierozerwalnie z ryzykiem pokonywania barier, zdawałoby się, nie do pokonania…
W innym miejscu leksykonu pisze Pabich pod hasłem „Letort (Letord) Leon,
lotnik francuski. W dniu 25 sierpnia 1913 r. dokonał pierwszego długodystansowego
lotu na dwupłatowcu z Paryża do Chojnic. Wylądował wówczas na dziedzińcu domu
przy ul. Dworcowej 20 (obecnie miejsce garażowania autobusów komunikacji miejskiej). Letort był wspólnikiem wytwórni samolotów w Lyonie, która nosiła nazwę
»Letord«” (s. 47). Dla uściślenia wypadałoby przy tej informacji podać, iż chodzi
o jednego z pionierów francuskiego lotnictwa Léona Letorta (1889-1913). I chociaż
bardzo szybko również pośród Polaków znaleźli się śmiałkowie przestworzy, na czele
z Michałem Scipio del Campo (1887-1984), dla Chojnic najważniejszy w tym względzie pozostanie jednak L. Letort.
Należy również podkreślić, iż ów lot nie odbywał się pomiędzy Paryżem
a Chojnicami (jak utrzymuje Pabich), które podobnie jak Berlin były tylko miejscem
postoju i uzupełnienia paliwa, ale ostatecznie jego trasę zakończono w Gdańsku. Stąd
też w literaturze francuskiej określa się go mianem lotu „Paris – Dantzig”. Niemniej,
wrażenie, jakie wywołał, było na tyle silne, iż utwaliło się w pamięci mieszkańców.
74
Z dziejów miasta
Sam Letort należał do pierwszego pokolenia lotników francuskich. Obok poległego w końcu I wojny światowej E. Gilberta, a przede wszystkim L. Blériota, który
przelatując nad kanałem La Manche – jak mawiali angielscy żurnaliści – doprowadził
do tego, że „Anglia przestała być wyspą”! Z kolei, jego długodystansowe loty, w tym
na krańce ówczesnych Niemiec, miały świadczyć nie tylko o rosnących możliwościach
samolotów, ale i zaangażowaniu Francji w powietrzny wyścig zbrojeń, co „przy okazji”
musiało bardzo odpowiadać polskim poddanym cesarza Wilhelma II, upatrującym
zawsze we Francji pożądanej sojuszniczki… Także ostatni lot („Paryż – Bordeaux
– Paryż”) zaledwie 24-letniego pilota służył podkreśleniu zaawansowania francuskiej
awiacji. Niestety, warunki atmosferyczne i kłopoty techniczne samolotu przyczyniły
się do tego, że 10 grudnia 1913 r. Léon Letort zginął w katastrofie w Barbezieux.
Wracając do kwestii niegdysiejszego lotniska w Chojnicach, należałoby
zauważyć, iż gdyby istniało ono w chwili lotu Letorta, na pewno tam skierowałby
się on w celu bezpiecznego lądowania. Tym samym za bardziej poprawne należałoby
uznać założenie, iż fakt ten skłonił dopiero ówczesne władze do podjęcia tej inwestycji, chociaż nigdy nie przybrała ona postaci na tyle zadawalającej, aby myśleć o lotnisku cywilnym w naszym mieście. Na to przyjdzie nam zatem jeszcze poczekać. Ale
pomarzyć można…
GENEALOGIA
TOMASZ MARCIN CISEWSKI
Korzenie chojniczan:
von Grabowscy
Celem artykułu jest przybliżenie historii rodziny von Grabowskich pochodzącej
z Grabowa w parafii Parchowo. Stamtąd wywodził się Józef, który założył rodzinę z Franciszką z Żuromskich z Żuromina w parafii Stężyca. Przez pierwszy okres swego małżeństwa mieszkali w rodzinnych dobrach von Grabowskich, jednakże zdecydowali przenieść
się około 1840 r. do Orlika, w rejon chojnicki. Tutaj w roku 1840 urodził się Jan, a jego
rodzicami chrzestnymi byli Walentyn von Grabowski i Antonina von Jakusz – siostra
Józefa. Był on jedynym dzieckiem urodzonym w Orliku.
Z zachowanych dokumentów katastralnych wynika, że Józef von Grabowski był
właścicielem 473,09 mórg, a więc niespełna 120 ha. Po nim właścicielem został jego syn
Jan, o czym możemy wyczytać w aktach z 10 listopada 1868 r.
Przyjrzyjmy się teraz rodzinie Jana, który ożenił się z Marianną Bruską urodzoną
w grudniu 1841 r. w Główczewicach. Była córką właściciela Antoniego Bruskiego i Rozalii
von Spott Gliszczyńskiej. Ślub odbył się 12 lipca 1864 r. w kościele parafialnym w Leśnie.
Potomstwo Jana von Grabowskiego i Marianny Bruskiej:
1. Rozalia Franciszka urodzona w maju 1865 r., rodzice chrzestni dożywotnik
Józef von Grabowski z Orlika i Rozalia Bruska z Główczewic
2. Antoni zmarł 9 lutego, pochowany 16 lutego 1867 r., przeżył 1 miesiąc i 21 dni
3. Józef Antoni urodzony 26 października, ochrzczony 28 października 1868 r.,
rodzice chrzestni Antoni Bruski i Bruska z Główczewic; Józef zmarł 22 grudnia 1884 r.
4. Jan Aleksander Kazimierz urodzony 19 marca 1870 r., ochrzczony 24 marca,
rodzice chrzestni Aleksander Bruski z Orlika i Józefina Bruska
5. Leon Dawid urodzony 30 grudnia 1871 r., ochrzczony 2 stycznia 1872 r., rodzice chrzestni Leon Bruski i Anna Bruska z Orlika
6. Weronika Ludwika urodzona 16 maja, ochrzczona 18 maja 1873 r., rodzice
chrzestni Aleksandra Bruska z Orlika i Weronika Bruska z Główczewic
7. Franciszka Zofia urodzona 16 maja, ochrzczona 23 maja 1875 r., zmarła 3 lipca
1884 r.
8. Antoni urodzony 4 stycznia, ochrzczony 7 stycznia 1877 r., ojcem chrzestnym był Antoni von Grabowski
9. Leon Józef urodzony w marcu 1878 r.
Z dziejów miasta
76
Jan Aleksander Kazimierz zawarł związek małżeński z Leokadią von Główczewską z miejscowości Płęsy 28 lutego 1905 r. w parafii wielewskiej, świadkowie to Aleksander Bruski i Bolesław Bruski. Jan von Grabowski mieszkał wówczas w miejscowości
Osowo koło Wiela. Według danych z 24 grudnia 1898 r. Jan von Grabowski junior był
właścicielem 115 ha.
Potomstwo Jana von Grabowskiego i Leokadii Główczewskiej: Paulina, Apolonia,
Jan, Antoni, Stefan ur. 9 października 1914 r. o godz. 9.00 w Czersku, którego narodziny
zgłosiła w USC Czersk Angelika Nieborowska zamieszkała w Czersku. Stefan urodził się
jako syn Leokadii von Grabowskiej z domu von Główczewskiej i robotnika Jana von Grabowskiego. Związek małżeński zawarł w Czersku z Zofią Rząską w 1946 r.
Od kilkudziesięciu lat rodzina związana jest z Chojnicami, a reprezentant tej rodziny Adam (syn Alojzego, a wnuk Stefana) von Grabowski prowadzi specjalistyczny
sklep z antenami.
Źródła:
• Archiwum Diecezjalne w Pelplinie, księgi chrztów i małżeństw parafii Parchowo;
księgi chrztów, małżeństw i zmarłych parafii Leśno; księgi małżeństw parafii Stężyca;
• Archiwum Państwowe w Bydgoszczy, Urząd Katastralny w Chojnicach
Tekst został przygotowany przez Pomorską Pracownię Genealogiczną istniejącą w ramach Fundacji
Inicjatyw Obywatelskich Marcina Fuhrmanna. Kontakt z Pracownią pod nr. tel. 508 743 653.
SYLWETKI
KAZIMIERZ JARUSZEWSKI
Chojnicki pocztowiec
Józef Mechlin (1902-1941)
Jedną z najpiękniejszych kart w ruchu patriotycznym na ziemi chojnickiej
w okresie międzywojennym zapisali członkowie Polskiego Związku Zachodniego.
Organizacja ta powstała w 1934 r. w rezultacie przekształcenia działającego od 1921 r.
Związku Obrony Kresów Zachodnich. W okręgu pomorskim do PZZ należało ponad pięć tysięcy członków, m.in. wybitny pisarz i regionalista kaszubski Aleksander
Majkowski czy związany przed wojną z Chojnicami Edward Poppek (dziennikarz
i działacz harcerski). Wśród najistotniejszych zadań tej organizacji wskazać możemy
obronę polskich praw narodowych, kształtowanie postawy patriotycznej na terenie
przygranicznym i śledzenie niemieckiego ruchu politycznego.
Podczas okresowych ćwiczeń wojskowych pocztowców, około 1937 r.
78
Z dziejów miasta
Wielu członków PZZ po aresztowaniu przez Niemców zostało zamęczonych
w obozach koncentracyjnych, więzieniach (np. berlińskim Alt-Moabit) i innych
miejscach kaźni. W gronie tych aktywnych działaczy patriotycznych był pocztowiec
Józef Mechlin, zamieszkały w Chojnicach przy ul. Świętopełka 9.
Kaszubskie korzenie
Urodził się 15 marca 1902 r. w Brusach, w kupieckiej rodzinie Jana Mechlina i Katarzyny z d. Plata. Ojciec
wywodził się z Kosobud, matka była bruszanką. Jan Mechlin zajmował się handlem artykułami spożywczymi, zaś
Katarzyna troszczyła się o dom, męża i gromadkę dzieci.
W rodzinie rozmawiano po kaszubsku i po polsku.
Józef miał czterech braci. Dwóch z nich (Włodzimierz i Stefan), wcielonych do armii pruskiej, zginęło we Francji podczas I wojny światowej. Najstarszy
z braci, Bolesław Florian, po ojcu odziedziczył zamiłowanie do handlu, był inowrocławskim przedstawicielem znanej firmy „Przemysł Tłuszczowy. Schicht-Lever
S.A.”, zmarł jednak przedwcześnie w 1936 r. Najmłodszy
z rodzeństwa, Alfons, został księdzem i odwiedzał Józefa, kiedy pełnił posługę wikariuszowską w Chojnicach (1934-1935). Właśnie z młodszym o trzy lata Alfonsem
łączyła Józefa od dzieciństwa najbliższa więź braterska. Po wojnie ks. A. Mechlin był
proboszczem w Nowym Mieście Lubawskim i bardzo zasłużył się tam dla rozwoju
życia społecznego i religijnego.
Rodzinna kamienica
Po ukończeniu szkoły powszechnej w Brusach i koniecznych szkoleń pocztowych 18-letni J. Mechlin 1 września 1920 r. podjął pierwszą pracę w Urzędzie Pocztowym w Pruszczu (powiat tucholski). W dorosłe życie wchodził już zatem w odrodzonej Rzeczypospolitej i pracował na jej zachodnich kresach. Po ośmiu latach
zatrudniony został w Chojnicach, gdzie, z krótką przerwą w 1931 r. – Urząd Pocztowy w Rytlu, pracował aż do wybuchu II wojny światowej.
Józef Mechlin ożenił się w 1926 r. z bruszanką Heleną Weyną. Małżeństwo
doczekało się sześciorga dzieci: pięciu córek (Teresa, Urszula, Irena, Felicja i Zofia)
i syna Włodzimierza. Dla swojej rodziny i z myślą o przyszłym dochodzie czynszowym chojnicki pocztowiec wybudował, przy wsparciu finansowym brata Bolesława, dom znajdujący się na rogu ulic Szóstej (przemianowanej później na Mestwina)
i Świętopełka. Ten okazały kilkukondygnacyjny gmach zachował się do dziś w dobrym stanie i mieszkają w nim córka i syn oraz dwie wnuczki J. Mechlina z rodzinami.
Chojnicki pocztowiec. Józef Mechlin (1902-1941)
79
Pamiątkowa fotografia ślubna – Brusy 27 kwietnia 1926 r.
Posterunek wywiadowczy
Działalność zawodowa J. Mechlina związana była z kolejowym obwodem
poczty w Chojnicach. Jako ekspedient przewoził przesyłki pocztowe koleją, m.in.
na trasach Berlin – Królewiec i Piła – Tczew. Nierzadko docierał do informacji zawartych w niemieckich przesyłkach i przekazywał je (wg relacji rodzinnych) placówce polskiego wywiadu w Chojnicach. Miasto to i jego okolice stanowiły ośrodek
Rodzinna kamienica w budowie, około 1932 r.
Z dziejów miasta
80
intensywnych działań polskich służb specjalnych przeciw Niemcom. Chojnicki posterunek wywiadowczy cieszył się dobrą opinią w środowisku tajnych służb, co podkreślił w swoim opracowaniu naukowym dr hab. Wojciech Skóra (Placówki wywiadu
polskiego w Chojnicach. Przyczynek do dziejów Pomorza Zachodniego i Nadwiślańskiego w dwudziestoleciu międzywojennym, Chojnice 2012).
Spotkanie świąteczne pracowników urzędu pocztowego, około 1938 r.
Józef Mechlin stoi w ostatnim rzędzie (piąty od lewej)
Swoje życie narażali inni pomorscy pocztowcy – patrioci przewożący przesyłki, m.in. Józef Rzepka – starszy ekspedient ds. tajnej korespondencji na Poczcie
Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku, rozstrzelany przez Niemców na Zaspie 5 października 1939 r.
W obozach koncentracyjnych
Postawa narodowa J. Mechlina w przygranicznych Chojnicach zwróciła uwagę Niemców. Kiedy wybuchła wojna, udał się wraz z kilkoma innymi ekspedientami
do Brześcia n. Bugiem. Konwojowali chojnickie archiwum pocztowe. Rozłąka z rodziną bardzo mu doskwierała i postanowił wrócić do Chojnic. Prawdopodobnie nie
zdawał sobie sprawy z grożącego mu niebezpieczeństwa. Decyzja o powrocie okazała
się tragiczna w skutkach. Gestapo aresztowało go wiosną 1940 r. Został zatrzymany
w urzędzie pocztowym na chojnickim dworcu, podczas służby. Wcześniej Niemcy
dokonali rewizji w mieszkaniu pocztowca. Najpierw osadzono go w areszcie w Chojnicach, a następnie przetransportowano do więzienia w Gdańsku i obozu koncentracyjnego Stutthof. Stamtąd trafił do berlińskiego Alt-Moabit.
Chojnicki pocztowiec. Józef Mechlin (1902-1941)
81
Dokument potwierdzający pobyt w berlińskim więzieniu Alt-Moabit
Akt zgonu poświadczający śmierć Józefa Mechlina w Auschwitz
Z dziejów miasta
82
Ostatnim miejscem pobytu Józefa Mechlina
był obóz oświęcimski. W KL Auschwitz przydzielono mu numer obozowy 20 705. Zmarł 3 listopada 1941 r. (w akcie zgonu podano godzinę 11.10)
w bloku 11.
Pamiątkowa tablica
Polscy pocztowcy: naczelnicy urzędów, ekspedienci, ambulanserzy, depeszowi, doręczyciele,
pocztylioni i inni zapisali piękną kartę w historii ruchu oporu wobec niemieckiego okupanta. W wartościowej publikacji Pracownicy Poczty i Telekomunikacji w latach wojny i okupacji 1939-1945 pod
red. Władysława Madonia (Warszawa 1979) wspomniano ok. tysiąca pocztowców poległych w tym
Symboliczne miejsce pochówku
okresie. Wśród nich odnajdziemy 18 pracowników
w grobowcu rodziców i brata
dwóch urzędów chojnickich (niektórzy z nich jedBolesława na bruskim cmentarzu
nakże zmarli podczas wojny z powodu choroby, np.
pocztylion Ignacy Ostrowski, zob. „Kwartalnik Chojnicki” nr 3, s. 43). Czternastu
pocztowców zostało upamiętnionych na tablicy w gmachu Poczty Polskiej na Starym
Rynku w Chojnicach: J. Dullek, Teodor Knitter, A. Kobierowski, Józef Kościelny, Jan
Kowalski, Władysław Kręcki, Jan Kujawski, Jan Mietz, A. Nowak, Antoni Rydzkowski, Maksymilian Szopiński, Alojzy Szulc, Leon Żychski oraz Józef Mechlin.
Tablica w budynku poczty. Figuruje na niej nazwisko J. Mechlina
Ilustracje s. 77-81 ze zbiorów rodziny
Fot. s. 82 Kazimierz Jaruszewski
Kwartalnik Chojnicki
nr 5/2013
CHOJNICE
i okolice
PAMIĘĆ
MACIEJ STANKE
Radzim
– historia zapomnianego obozu
Pośród zielonych pól, nad malowniczym jeziorem skryła się mała miejscowość. Nikt do niej nie trafia przypadkowo. Nie leży na żadnej ważnej trasie. Zwykła
wioska, jakich tysiące. Skrywa ona w sobie jednak tajemnicę. Jest nią blizna, która
krwawi każdego roku o tej samej porze. Blizna, której nie da się zaleczyć. Jest jak
piętno, które nieustannie woła: PAMIĘTAJ!
Niedaleko Kamienia Krajeńskiego, w majątku Radzim, w pierwszych dniach
wojny, w myśl polecenia SS-Oberführera Fritza Hermanna, szefa zarządu cywilnego
przy IV armii niemieckiej, utworzono obóz dla internowanych. Miejsce to wybrano nieprzypadkowo. Majątek znajdował się z dala od ważnych szlaków komunikacyjnych.
W piwnicach pałacu katowano więźniów. Na wyższych kondygnacjach mieściła się komendantura obozu
(fot. Maciej Stanke)
86
Chojnice i okolice
Dowódcy Selbstschutzu Westpreussen. W pierwszym rzędzie, drugi od prawej stoi
SS-Standartenführer Heinrich Mocek – szef Selbstschutzu w Chojnicach
Położony był pomiędzy Chojnicami, Tucholą i Kamieniem Krajeńskim, a więc
na terenie dość licznie zamieszkałym przez Niemców (warto wspomnieć, że był to
obszar zaludniony wówczas przez Kosznajdrów). Przede wszystkim jednak znajdował się w samym centrum obszaru, który podlegał inspektoratowi Selbstschutzu
w Chojnicach, na którego czele stał SS-Standartenführer Heinrich Mocek. Takie centralne, a jednocześnie ustronne miejsce pozwoliło na eksterminację polskiej inteligencji z terenów położonych na południe od Chojnic.
Komendantem obozu został zagorzały antypolak Werner Sorgatz z Kamienia,
który przed wojną był aktywistą nazistowskiej Jungdeutsche Partei, zaś jego zastępcą
Richard Kemnitz z Sępólna.
W początkowych dniach istnienia obozu trafiali do niego przedstawiciele polskiej
inteligencji więzieni po 1 września w Zakładzie Biskupim św. Anny w Kamieniu Krajeńskim i więzieniach sądowych w Sępólnie i Więcborku. W pierwszej kolejności trafiły
do obozu osoby, których nazwiska znalazły się na przygotowanej jeszcze przed wojną
liście osób potencjalnie niebezpiecznych dla Rzeszy, a więc działacze niepodległościowi,
nauczyciele, urzędnicy czy duchowieństwo. Z upływem dni do Radzimia trafiali Polacy
i Żydzi z sąsiednich powiatów, tak że wkrótce ich liczba wzrosła do okoła tysiąca.
W obozie realizowane były założenia tzw. Intelligenzaktion. W jej ramach obniżano więźniom racje żywieniowe, znęcano się nad nimi, karano za najdrobniejsze
przewinienia, zmuszano do ciężkiej pracy. Przeprowadzano też przesłuchania w różnych porach dnia i nocy. Często kończyły się one śmiercią. W pamięci więźniów
pozostały zabawy urządzane przez Selbstschutz, polegające na strzelaniu na oślep do
Radzim – historia zapomnianego obozu
87
osób znajdujących się w celach, zmuszaniu do biegania bosymi stopami po rozbitym
szkle czy zabawa w tzw. „jaskółkę”, czyli strzelanie do biegnącego więźnia ubranego jedynie w cylinder i muszkę. Szczególne okrucieństwo okazywano duchownym.
Od samego początku głównym celem istnienia obozu było mordowanie więźniów. Egzekucje odbywały się zarówno w zabudowaniach pałacowych, jak i w parku. Część więźniów na egzekucje dostarczana była do Rudzkiego Mostu w okolicach
Tucholi. Egzekucje były konieczne również ze względu na ograniczone możliwości
przyjmowania nowych więźniów. W ten sposób zwalniano miejsce dla nowo przybyłych.
Więźniami byli głównie mężczyźni. Niemniej miały miejsce sytuacje, gdy
do obozu przywożono kobiety i dzieci. Jeden ze świadków wspominał o transporcie
około stu osób narodowości żydowskiej: mężczyzn, kobiet i dzieci. Wszyscy oni zostali natychmiast rozstrzelani. Takich transportów było z pewnością więcej.
Na krótko przed likwidacją obozu, na przełomie listopada i grudnia 1939 r.,
wizytował go namiestnik Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie Albert Forster.
Być może wówczas zapadła decyzja o zamknięciu obozu. Likwidacja nastąpiła w połowie grudnia 1939 r. Przebywało w nim wówczas około 600 więźniów. Część z nich
trafiła do Stutthofu. Resztę zwolniono, by po jakmiś czasie ponownie aresztować
i umieścić w obozach na terenie Pomorza.
Cmentarz upamiętniający zamordowanych w Radzimiu (fot. Maciej Stanke)
88
Chojnice i okolice
Niemcy pieczołowicie usiłowali
ukrywać ślady swoich zbrodni. Przed zakończeniem wojny przystąpili do palenia
zwłok odkopywanych wokół radzimskiego
majątku. W 1947 r. przeprowadzono ekshumację 113 ciał, złożonych w 9 mogiłach
zbiorowych. Ogólna liczba zamordowanych jest jednak o wiele większa i szacuje
się ją na około 5000 osób. Według badań
podczas istnienia obozu internowanych
w nim było około 8000 więźniów.
W 1973 r. doszło do pojmania
i stawienia przed sądem radzimskich
oprawców: Wernera Sorgatza i Richarda
Kemnitza. Zostali skazani na 33 (Sorgatz) i 42 (Kemnitz) miesiące więzienia.
Obecnie pałac w Radzimiu jest
zamknięty i grozi zawaleniem. Niestety,
nikt nie ma pomysłu na zagospodarowanie tego terenu. Po jego burzliwej historii
pozostał jedynie ślad w postaci cmentarza i pomnika ku czci ofiar. Być może
kiedyś w pałacowych pomieszczeniach
zostanie utworzone muzeum czasu, który tak bardzo zaważył na losach wielu
pokoleń mieszkańców Pomorza.
Rys. Maciej Stanke
Kwartalnik Chojnicki
nr 5/2013
OFICYNA
artystyczna
POEZJA
Jacek Studziński:
Poezja uwrażliwia człowieka
Polityka samorządowa, działalność
społeczna, poezja, ogródek, internetowy blog,
a do tego praca zawodowa i obowiązki rodzinne. Która z tych działalności pochłania
Pana najbardziej? Czy poezja wygrywa konkurencję z pozostałymi?
Zdecydowanie najwięcej czasu zabierają mi obowiązki związane z domem.
Do mnie należy dokonywanie opłat, robienie zakupów, gotowanie obiadów w ciągu
tygodnia… A babcia zawsze powtarzała: jak
umiesz coś zrobić, to dobrze, tylko tego nie
pokazuj. No i mam za swoje. Mojej rodzince przypadła do gustu moja kuchnia [śmieje
się]. Przedpołudnia spędzam przy garach.
Większość, ponieważ moja praca zawodowa
daje się z tym pogodzić. Ponadto żyję dzisiaj
może nie tyle działalnością społeczną, co
polityką, która pochłania moją energię. Niestety, wciąż naiwnie wierzę, że polityka i jej
uczestnicy mogą mieć dobrą, ludzką twarz.
Może kiedyś tak się stanie? Moja poezja póki
co na tym wszystkim cierpi. Z większych
projektów wydawniczych, w który przede
wszystkim zaangażowana była Małgorzata
Kossakowska z Nowego Sącza, to kalendarz
ścienny dużego formatu na 2009 rok pt. „Jestem przemijaniem”. W nim ciekawe zdjęcia
Małgorzaty i moje wiersze. Niewielu chojni-
Jacek Studziński ma 48 lat, pochodzi z Chojnic.
Żonaty, ojciec dwóch synów. Ukończył politologię,
pracuje w Szpitalu Specjalistycznym. Działacz kulturalny i społeczny, sympatyk Chojnickiej Grupy
Poetyckiej „Na oścież”, juror „Kwietniowych Spotkań z Poezją”. W latach 1994-2002 radny miejski.
Obecnie działa w stowarzyszeniu Projekt Chojnicka Samorządność. W latach 90. aktor Teatru Niepokornego i jeden z inicjatorów Festiwalu Teatrów
Ulicznych. Jeden z pomysłodawców rozgłośni „Radio Weekend”. Pisze wiersze i fraszki. Jego wiersze
ukazały się w tomiku poetyckim „Na rozdrożu”,
w almanachach „Polska Poetów 1993”, „Uśmiech
losu”, „Światło i słowo” oraz m.in. w katolickich
czasopismach „Pielgrzym” i „Posłaniec Ducha
Świętego”. W 2009 r. jego utwory znalazły się
w kalendarzu ściennym „Jestem przemijaniem”.
Drukował artykuły w „Gazecie Chojnickiej”. Jego
hobby to praca w ogródku i prowadzenie internetowego bloga.
92
Oficyna artystyczna
czan miało okazję go zobaczyć. Był rewelacyjny. Cały 2009 rok wisiał w redakcji „Gazety
Pomorskiej”. W tym roku jeden drobny wiersz ukazał się w „Posłańcu Ducha Świętego”.
Czym jest dla Pana poezja? Co inspiruje Pana do sięgania po pióro?
To moja przyjaciółka, mój „spowiednik”, „ręcznik” na łzy, by się wypłakać. I moja
„modlitwa”…
Wiersze z cyklu „Po drugiej stronie stołu”, które m.in. prezentowane są w tym numerze „Kwartalnika”, powstały na przełomie lat 2006-2007, kiedy, zacytuję Pana, „…życie
spłatało mi figla. Groził mi paraliż czterech kończyn. Musiałem poddać się operacji. Przyparty do muru faktu, ległem na ołtarzu przeznaczenia”.
To był trudny i zarazem piękny czas. Dla nas wszystkich. Dla mnie, mojej żony
Katarzyny i synów: Wiktora i Huberta. Przede wszystkim ja sam zdałem sobie wtedy
sprawę, jak mało mogę. Liczyłem dni, a potem godziny do zabiegu. Było mi smutno, że
mógłbym pozostawić za sobą tyle niedokończonych spraw. Dzisiaj wiem, co czują ludzie
terminalnie chorzy, czekający na przejście do innego świata. Zdałem sobie sprawę, jak
ważny jestem dla moich dzieci. Hubert miał wtedy siedem lat. Jego wychowawczyni Pani
Jolanta Kołyszko w dzień mojej operacji zapytała Huberta, co taki smutny siedzi podczas
lekcji. Odpowiedział, że modli się, bo tata ma dzisiaj operację. Operował mnie bardzo
dobry neurochirurg Pan Profesor Heliodor Kasprzak. Człowiek wyjątkowy.
We fraszkach komentuje Pan rzeczywistość społeczną. Czy bliższa jest Panu taka
krótka forma poetycka?
Fraszki łatwiej napisać. Tak mi się przynajmniej zdaje. Nie sprawia mi kłopotu
zawarcie danej sytuacji w kilku słowach rymowanego tekstu. Ta forma pozwala wykpić,
ośmieszyć, przejaskrawić czy też wyostrzyć wszystko to, co wokół się dzieje. Czy jest mi
bliższa? Raczej nie.
Ma Pan swojego poetę mistrza? Po czyje wiersze sięga Pan najczęściej?
Mój mistrz? Jest ich wielu. Roman Brandstaetter jest tym z poetów, którego wiersze uwielbiam. Kilka z nich tkwi w mojej pamięci. „Przypowieść o Ojczyźnie” to jest
majstersztyk. Cenię sobie również mniej znanych poetów: Elżbietę Nowosielską, Annę
Sołbut, Ludwika Lipnickiego i… długo by wymieniać. W mojej biblioteczce mam wiele
tomików wierszy również naszych rodzimych poetów – Łucji Gocek, Jana Sabiniarza,
Danuty Sikorskiej, Mirosława Ostrycharza i innych. Prawdziwe perełki, bo to małe nakłady, których w księgarniach nie uświadczysz.
Drukował Pan swoje utwory w almanachach, w prasie. Czy planuje Pan wydanie
własnego tomiku?
Własny już był w 1992 roku, zatytułowany „Na rozdrożu”. Nie był może wydany
w profesjonalny sposób, ale za to przyjęty przez chojniczan bardzo ciepło. Znalazły się
w nim grafiki Michała Leszczyńskiego. Promocja tomiku odbywała się w auli Szkoły Pod-
Jacek Studziński: Poezja uwrażliwia człowieka
93
stawowej nr 1 w Chojnicach. Przetrzymuję w moim archiwum nagranie z tego wydarzenia
na kasecie wideo i w formie cyfrowej. Przymierzam się też od dłuższego czasu, by wydać
kolejny zbiorek wierszy. Ale zawsze brakuje tej „kropki nad i”. Poza tym siedzi we mnie kilka
tekstów, które powinienem przelać na papier. Tylko że człowiek ciągle w drodze…
Z tego, co obserwuję, wiele osób nie lubi poezji. Czy chciałby ich Pan przekonać, że
powinni zmienić zdanie?
Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Proszę popatrzeć, ile osób przychodzi do Fosy
Miejskiej w tę jedyną w roku Chojnicką Noc Poetów. Miejsca wolnego nie znajdziesz. Ludziska siedzą z rozdziawioną gębą i słuchają. Albo… na Kwietniowe Spotkania z Poezją, ile
przychodzi ludzi? W ostatnich latach impreza odbywa się w auli Zespołu Szkół, „Klub pod
Budą” nie pomieściłby wszystkich chętnych. Młodzi sięgają po pióro i piszą, recytują, śpiewają poezję. Nie trzeba przekonywać do poezji, gdy ta warta będzie uwagi.
Jakby Pan dokończył zdanie: Poezję warto czytać, bo…
Uwrażliwia człowieka. Bez Niej życie byłoby ubogie, bezsensowne, nijakie i nudne.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Anna Maria Zdrenka
Wiersze z cyklu „Po drugiej stronie stołu”
Są to wiersze, które napisałem na przełomie lat 2006/2007, kiedy życie spłatało mi figla. Groził mi paraliż czterech
kończyn. Musiałem poddać się operacji. Przyparty do muru faktu, ległem na ołtarzu przeznaczenia. Bezbronny
jak dziecko, które w rzeczy samej nie decyduje o sobie. Zawalił się mój świat. Był strach i łzy. Przetrwała wiara
i nadzieja oraz przeświadczenie, że największym darem dla człowieka jest człowiek. Ostatnia deska ratunku, której
warto się uchwycić. Taką osobą stał się dla mnie neurochirurg Pan Profesor Heliodor Kasprzak. Człowiek cudowny.
Cykl wierszy „Po drugiej stronie stołu” dedykuję ludziom, którym powierzyłem swój los.
Pod narkozą
Podczas zabiegu
śnił mi się
piękny sen…
Maki czerwone
chabry, stokrotki
i fiołki…
Przerwał go
kobiecy głos:
– oddychać proszę
proszę oddychać!
W chorobie
I choć świat się jeszcze
nie zawalił
Przygasłem…
Nęka mnie obawa
przed tym, co jutro
być może
I to
czy mam prawo
pokładać
w Tobie nadzieję
Oficyna artystyczna
94
Przesłanie
Twój uśmiech
budzi do życia
ptaki…
Uśmiechaj się
do ludzi
Ożyje w nich
nadzieja
lepszego jutra
Osądzony
Po stokroć zabiłem Boga…
Dziś będąc skazany przez los
czy godzien jestem
prosić o łaskę
Na stole operacyjnym
Z nadzieją spoglądam
na człowieka
co ostrze bierze w dłonie
by życiu nadać sens
Z ufnością patrzę w oczy
tulącym do snu
Spraw Panie
by ich trud
a moje cierpienie
stało się modlitwą
Obudź mnie o poranku
lepszym człowiekiem
Gdyby…
Jak smutny
byłby to czas…
Gdybym stanął
przed Twoim
Obliczem
z pustymi
rękoma
Tu mój kolejny wiersz. Jakże ważny… Napisałem ten
tekst w nocy z 2 na 3 kwietnia 2005 roku. Jest to jeden
z nielicznych wierszy, którego nie poprawiałem
***
(dedykowany Janowi Pawłowi II)
Nim oczy zamknąłeś
czułem nienawiść
W godzinie śmierci Twojej
gniew
A potem obojętność
smutek
i żal
Dzisiaj zrobiło się
jakoś pusto
I jeszcze jeden tekst…
W oczekiwaniu na cud
Będąc w Jerozolimie
usiadłem przy sadzawce
o siedmiu krużgankach
zwaną Owczą
by oglądać cuda
Przybywali ze świata
udręczeni ludzie…
Po wodzie unosiły się
plastikowe łabędzie i kaczki
Cudów nie było
ani poruszenia wody…
Oni byli a w nich
Nadzieja
Jacek Studziński: Poezja uwrażliwia człowieka
95
Od kilku lat piszę rymowanki i fraszki. Kilka z nich:
Fraszka z podtekstem
Błędnej argumentacji rządzących
miał zadać cios.
Niestety byli szybsi…
zrobili po swojemu – zabrali mu głos
Sługa Boży
Ty budujesz kościół
używając cegieł
On z uczynków dobrych
postawił Katedrę
Na rządzących
Ciebie krew zalewa
a mnie trafia szlag
Bo chcą rządzić krajem
a nie wiedzą jak
Dekret
Zarządzeniem biskupa
w kopercie kolędowej
wyłącznie waluta
Poborca
Dobrodziej chodzi po kolędzie
i znowu bieda będzie
Chcesz
zostać autorem
Kwartalnika Chojnickiego?
Kwartalnik Chojnicki to pismo otwarte,
które w swym zamyśle ma być tworzone
przez chojniczan dla chojniczan.
Osoby, które chciałyby rozpocząć współpracę,
prosimy o kontakt!
Redakcja: 669 401 454, 693 664 071

Podobne dokumenty

Chojnicki oj Cho nicki jn ik

Chojnicki oj Cho nicki jn ik KOLEGIUM REDAKCYJNE Mariusz Brunka Beata Królicka

Bardziej szczegółowo