Rok szkolny 2013-2014 nr 1 - Szkoła Podstawowa nr 64 im

Komentarze

Transkrypt

Rok szkolny 2013-2014 nr 1 - Szkoła Podstawowa nr 64 im
Wrzesień/Październik
CZASOPISMO DLA UCZNIÓW, RODZICÓW I NAUCZYCIELI
EKSPERCI 64
NR 1
9-10/2013
Złoty Laureat 2013
Ważne tematy:
18. MAM Forum Pismaków
 Po raz kolejny
wzięliśmy udział
w Forum Pismaków. Czytaj na
str. 12-13
 W naszej szkole
odbyły się wybory
do Samorządu
Uczniowskiego.
Kto wszedł w jego skład? Czytaj
na str. 14-15
W tym numerze:
Nasze wakacje
3
Zielona Szkoła
11
Wyprawa do ZOO
16
Muzeum Architektury
18
Muzeum Poczty
i Telekomunikacji
20
W krainie jezior
22
Politechnika - kierunek z przyszłością
25
il. M. Leśniak 6a
Srebrny Laureat—17 MAM forum Pismaków 2012
I miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Gazet Szkolnych – Forum Pismaków 2011 Tytuł Mistrza Pismaków 2011
EKSPERCI 64
Str. 2
witamy!
OD REDAKCJI
Wakacje się skończyły! Czas rozpocząć naukę!
Na szczęście szkoła to również przyjaciele,
imprezy szkolne oraz… nasza gazetka! Jak
zwykle będziemy z wami przez cały rok.
Chcielibyście napisać jakiś artykuł? Macie
jakieś uwagi? Śmiało! Czekamy na ciekawe
pomysły z interesującymi zdjęciami. Swoje
artykuły wysyłajcie pod adres:
[email protected]
foto. M. Czarniewska
Po raz kolejny nasza redakcja
odebrała nagrodę za swoje
osiągnięcia!
foto. M. Czarniewska
Podczas wakacji przeżyliśmy
mnóstwo ciekawych i zabawnych historii!
arch. prywatne
Wrzesień/Październik
Str. 3
witamy!
Nazywam się Sasza Gurański. Mam 9 lat i chodzę do 4 klasy. Interesuję się piłką nożną i dobrze w nią gram. Moim ulubionym klubem
jest FC BARCELONA, a ulubionym piłkarzem tego klubu - Neymar
da Silva. Piłkę nożną trenuję w klubie WKS Śląsk Wrocław. W 1 i 3
klasie brałem udział w serialu ,,Głęboka woda”. Wygrał on konkurs w
Wenecji na najlepszy serial familijny w Europie. Bardzo lubię lato
i zimę. Lato to ciepła pogoda i wakacje. Zima - święta, Mikołaj i prezenty. Bardzo nie lubię się uczyć, chociaż nauka nie sprawia mi trudności. Lubię też bezczynnie leżeć.
Nazywam się Agata Baczyńska. Ostatnio bardzo polubiłam malowanie. Byłam nawet na wystawie „Rodzina Brueghlów”, na której podziwiałam piękne obrazy.
Aby malować
SASZA
ładniej, zapisałam się na
zajęcia plastyczne, na których doskonalę swoją technikę. Lubię słuchać muzyki, z koleżankami dyskutujemy, jakie utwory nam przypadły do gustu. Przez pięć
lat tańczyłam disco dance, a dwa lata ćwiczyłam balet.
Lubię tańczyć, niestety z braku czasu przestałam
uczęszczać na zajęcia. Najbardziej kocham koty i gdyAGATKA
bym mogła spędzałabym z nimi każdą wolną chwilę.
Uważam, że koty to inteligentne zwierzęta, z którymi
przyjemnie spędza się czas.
ALA
Mam na imię Ala. Chodzę do 3 klasy. Mam 9 lat.
Mieszkam we Wrocławiu. Interesuję się architekturą
i tańcem. Zrobiłam dużo projektów domów. Na tańce
chodzę do MDK-u Wrocław Krzyki. Byłam na kilku
turniejach tanecznych. Raz zdobyłam 2 miejsce.
TOSIA
Mam na imię Tosia. Chodzę do 3a. Mam 9 lat. Lubię
tańczyć, rysować i projektować. Moją pasją jest projektowanie mody. Moje ulubione zwierzęta to pies
i papuga.
EKSPERCI 64
Str. 4
witamy!
ZUZIA
MARLENA
Mam na imię Marlena, chodzę do klasy
3c. Jestem nową uczennicą, wcześniej
uczyłam się w Szkole Podstawowej nr
83. Nowa szkoła bardzo mi się podoba,
lubię swoją klasę i panią Kasię. Jak mam
wolny czas, to gram na komputerze oraz
pływam. Mam młodszą siostrę Martynę,
która ma 2 latka. Lubię bawić się z siostrą. Moją ulubioną potrawą jest pizza
i spaghetti.
Nazywam się Maciek. Mam 10 lat
i chodzę do 4 klasy. Lubię grać, pisać
na komputerze i czytać książki, komiksy. Interesuję się: wynalazkami, informatyką i sportem. W wolnym czasie
lubię: grać w piłkę nożną, opiekować się
młodszym bratem i pomagać w pracach
domowych.
Mam na imię Karolina i mam 8 lat.
Bardzo lubię koty, moja ulubiona rasa
to kot syberyjski. Sama najczęściej bawię się kucykami. Chodzę także na capoeirę do szkoły, w której pracuje moja
mama. Bardzo lubię pisać i czytać.
Nazywam się Zuzia Gos. Chodzę do 3 klasy. Bardzo chciałabym
mieć szczeniaczka. Lubię się przytulać, malować i tańczyć. Bardzo
lubię koty i konie. W wolnych chwilach lubię bawić się z koleżankami.
Mam na imię Ola i chodzę
do klasy 3c. Jestem wesołą
i odważną dziewczynką.
Jak mam wolny czas, to
pływam i gram na komputerze. Od niedawna
uczęszczam na zajęcia
TWISTERA do MDK-u.
Jeżdżę również na rowerze. Mam młodsze rodzeństwo: siostrę Zosię i brata
Antka. Chętnie bawię się
z siostrą, budujemy domy
z klocków Lego, bawimy
się lalkami Monster High
oraz kucykami Filly.
OLA
Nazywam się Michał Brzeziak i chodzę do Szkoły Podstawowej 64
we Wrocławiu. Jestem uczniem klasy 4a. Interesuję się przyrodą,
informatyką i sportem. Mam 10 lat. Jak dorosnę chcę zostać parkurowcem. Parkour to sport ekstremalny, poprawia formę fizyczną. W
tym sporcie trzeba skakać na klockach umieszczonych nad ziemią i
nie wolno spaść. Oczywiście, jak się spadnie, to wpada się do wody.
Fot. do działu „Witamy!” pochodzą z archiwów prywatnych
Wrzesień/Październik
migawki z wakacji
Str. 5
WAKACYJNE WSPOMNIENIA
Ada: Podczas wakacji byłam w wielu miejscach.
Wszędzie mi się podobało, ale najciekawsze były ostatnie dwa tygodnie. Pierwsze trzy tygodnie wakacji spędziłam we Wrocławiu. Codziennie jeździłam na Partynice. Pomagałam tam i świetnie się bawiłam. Nawet
pozwolono mi opiekować się wałachem o imieniu Midas. Następnie pojechałam na obóz sportowy do Karpacza. Było świetnie. Jednego dnia jeździliśmy na saneczkach po torze o nazwie „Kolorowa”. Na obozie
było dużo wypadków, ale i tak wszyscy dobrze się bawili. Raz wybraliśmy się na dwudniową wycieczkę na
Śnieżkę. Na górze zjedliśmy pyszne naleśniki, a potem
poszliśmy do schroniska, w którym mieliśmy spać.
Podczas wchodzenia dokuczał nam straszny upał, więc
wszyscy mieli dość. Dwa razy w tygodniu pływaliśmy
w Aquaparku w hotelu Gołębiewski. Obóz wszystkim
się podobał i niektórzy zostali na kolejne turnusy. Póź-
niej byłam dwa tygodnie we Wrocławiu, a na
weekend pojechałam do Warszawy. W stolicy
zwiedziłam Centrum Kopernika i Planetarium.
Bardzo mi się tam podobało. Cały wielki budynek zapełniony był różnymi eksponatami. Były
też laboratoria chemiczne, fizyczne, robotyczne
i biologiczne, w których odbywały się zajęcia.
W chemicznym odnajdowaliśmy odciski palców, sprawdzaliśmy czy płyn jest krwią i odczytywaliśmy sekretne wiadomości za pomocą różnych płynów. W laboratorium fizycznym robiliśmy własną żarówkę. W robotycznym tworzyliśmy robota, a w biologicznym oglądaliśmy krew
pod mikroskopem. W niedzielę byłam na Służewcu oglądać wyścigi. Było świetnie, ponieważ tam
konie biegają dwa razy szybciej niż na Partynicach.
Ostatnie dwa tygodnie spędziłam w Pakówce, na obozie jeździeckim. Codziennie dosiadaliśmy konie dwa
razy. W niedzielę konie odpoczywały, więc myliśmy
sprzęt jeździecki i robiliśmy konkursy piękności. W
wolnym czasie mieliśmy różne zajęcia. Pierwsze dwa
dni chodziliśmy na podchody. Niestety, nasz kapitan
źle nas poprowadził i zgubiliśmy się. W końcu dotarliśmy do wsi o nazwie Trzebosz. Tam zapytaliśmy
o drogę i okazało się, że przeszliśmy 6 km przez las,
a do Pakówki mieliśmy jeszcze 3 km. W inne dni musieliśmy się przebierać lub robić obrazki z darów natury. W ostatnim dniu obozu nikt nie mógł się rozstać
i niektórzy przetrzymywali rodziców przez kilka godzin. Te wakacje były jednymi z najlepszych i szkoda,
że tak szybko minęły.
Sylwia: Kto powiedział, że wakacje trzeba spędzić nad morzem? Jeśli ma się dobre towarzystwo, można spędzić wakacje wszędzie i gwarantuję, że będą niezapomniane. Pierwszy tydzień wakacji spędziłam u moich
dziadków na wsi wraz z moją siostrą i kuzynem Tomkiem. Przy okazji zabrałam moją kotkę Figę. Moja babcia
ma duży dom oraz piękny ogród i świetnie się tam bawiłam. Gdy przyjechali moi rodzice, wszyscy (oprócz Figi,
która została u babci) pojechaliśmy do Zakopanego. Czekało tam na nas wiele atrakcji, byliśmy na basenie termalnym, w Jaskini Mroźnej, w Jaskini Bielańskiej w Słowacji. Codziennie chodziliśmy na wycieczki, najtrudniej wchodziło się na Morskie Oko. Później wraz z siostrą wróciłyśmy do dziadków, gdzie czekała na nas Figa,
Tomek i kuzynka Marysia. Po powrocie do domu przez tydzień chodziłam z moją koleżanką Kasią na półkolonię. Świetnie się na niej bawiłyśmy, a na koniec czekała na nas fontanna z czekoladą! Przez kolejne trzy tygodnie spotykałam się z Kasią na podwórku. To były niezapomniane wakacje!
EKSPERCI 64
Str. 6
migawki z wakacji
Sasza: Wakacje spędziłem w wielu miejscach. Najpierw pojechałem na kolonię, do Jantaru nad Bałtykiem, z kilkoma klasami z mojej szkoły. Było tam
bardzo fajnie. Ośrodek, w którym mieszkaliśmy, miał
basen, boisko do koszykówki i dwa boiska do piłki
nożnej. Po powrocie do Wrocławia pojechałem z rodzicami do Grecji, na wyspy Egejskie. W podróż wyruszyliśmy autem, a na wyspy dopłynęliśmy promem.
W Grecji robiliśmy z rodzicami przeróżne rzeczy,
chodziliśmy po górach, pływaliśmy w morzu i zwiedzaliśmy zabytki. Ostatni miesiąc wakacji spędziłem
także nad morzem, nad Morzem Bałtyckim w Dźwirzynie, koło Kołobrzegu. Pierwszy tydzień spędziłem z rodzicami, a kolejne dwa tygodnie z babcią. Miasto Dźwirzyno jest bardzo ładne. Z rodzicami głównie łowiłem
ryby, a z babcią chodziłem do kina, zwiedzałem Kołobrzeg i grałem w różne gry. Moje wakacje były bardzo
udane.
Oliwia: Pierwszy miesiąc wakacji spędziłam razem z dziadkami i ich znajomymi w Chorwacji. Pojechałam na
camping „Solaris”. Kiedy razem jedliśmy kolację, postanowiliśmy, że pojedziemy do Baśki. Baśka jest małą,
piękną wioską. Razem z dziadkami chodziliśmy na pizzę do restauracji nad brzegiem morza, a ze znajomymi
moich dziadków chodziliśmy do sklepów ze słodyczami. Któregoś wieczora poszliśmy na spacer. Na środku
morza widać było latarnię, która świeciła żółtym światłem. Na camping wróciliśmy o 22:00. Bez kąpieli poszliśmy spać. Następnego dnia mieli przyjechać moi rodzice. Od rana razem z moją młodszą siostrą, Nadią, byłyśmy strasznie podekscytowane. Oczywiście, nie przeszkodziło nam to w porannej kłótni! Po wielu wysiłkach
jakie babcia i dziadek włożyli w uspokojenie nas, poszliśmy na basen. Kiedy dotarliśmy na basen i rozłożyliśmy
się, pierwsze co zrobiłam, to uszczypnęłam moją siostrę i uciekłam, ale na mojej drodze stanął basen z zimną
wodą. Nie zdążyłam wyhamować i... PLUSK! Woda poleciała na Nadię, która zaczęła piszczeć. Wieczorem
przy ognisku czekaliśmy na naszych rodziców. Nadia co sekundę mówiła, że jej zimno. Babcia, kiedy tylko słyszała klakson biegła do bramy, mówiąc: „Może to oni? To na pewno oni!”. Biegała tak przez pół godziny, po
czym zmęczona usiadła, a dziadek słysząc kolejny klakson powiedział, żeby nie wstawała. Był jednak w błędzie.
Tym razem byli to moi rodzice. Wszyscy poderwali się z krzeseł, aby się przywitać. Resztę wakacji w Chorwacji
spędziłam z rodzicami i z Nadią, z którą non stop się kłóciłam.
Hania Budka: W tym roku na wakacjach byłam
w wielu miejscach: Grecji, Borach Tucholskich, Jantarze, Kostrzynie. Najpierw pojechałam z koleżankami
do Jantaru na dwutygodniową kolonię. Mieszkałam
w ośrodku „Wiking”. Potem pojechałam do Kostrzyna,
do mojej dalekiej kuzynki. Pogoda nie dopisywała, ale
i tak świetnie bawiłyśmy się. Byłam w Kostrzynie
2 dni, spałam w małym 2-piętrowym domku. Kilka dni
później poleciałam samolotem do Grecji. Mieszkałam
w apartamencie, przez okno widziałam basen dla dzieci
ze ślizgawkami. Baseny były super i było ich aż 4. Koło basenów było wielkie morze - ciepłe i czyste. Jedzenie było bardzo dobre. Prawie codziennie chodziłam do
Kids Klubu. Kids Klub to takie miejsce, w którym są
animatorki z różnych krajów np. z Polski czy Anglii.
W Grecji byłam 1 tydzień, było super! Następnie siedziałam tydzień w domu, ale potem pojechałam do Borów Tucholskich, gdzie spędziłam tydzień czasu. Jeżdżę tam już od 8 lat. Mieszkam w domku z różnymi
znajomymi moich rodziców. Mamy tam wiele atrakcji
np. jeździmy do Czerska i chodzimy po sklepach, oglądamy cisy. Potem pojechałam do mojej babci, spędziłam u niej 2 tygodnie, ale chodziłam też do mojej drugiej babci, gdzie w tym czasie była moja kuzynka. Moje dwie babcie mieszkają w jednej wsi, Podlesie. Moje
całe wakacje były świetne!
Wrzesień/Październik
migawki z wakacji
Str. 7
Ala: Na początku wakacji byłam u babci. Mam tam trampolinę, na której skakałam prawie przez cały czas. Jeździłam do cioci, która mieszka bardzo blisko babci. Bawiłam
się z jej psem Dżimim i kotem Liptonem. Chodziłam do
mojej koleżanki Kasi i Natalki. Po dwóch tygodniach
u babci pojechałam do Włoch. Byłam w Toskanii, zwiedziłam miasteczka takie jak: Voltera, Piza. Potem pojechałam do babci z siostrą i jej koleżanką. Po dwóch tygodniach spędzonych u babci, pojechałam na obóz taneczny
do Lądka Zdroju. Byliśmy w Kopalni Złota na Złotym
Stoku i Muzeum Minerałów. Byliśmy na basenie. W czasie obozu były urodziny mojej koleżanki. Mieliśmy dziennie sześć godzin tańca. Przedostatni dzień obozu był miły, bo mieliśmy pożegnalnego grilla. Na pożegnanie był
występ dla rodziców. Najbardziej podobał mi się taniec współczesny z panią Moniką Jakubowską-Foster. Potem
wróciłam do domu. Bardzo mi się podobało na wakacjach.
Zosia: Moje wakacje były pełne wrażeń i niespodzianek. Nie do końca były zaplanowane. Miałam zostać
trzy tygodnie w domu, ale plany zmieniły się o 180
stopni. Na początku pojechałam na dwa tygodnie na
obóz windsurfingowy do Dziwnówka. Podszkoliłam
tam pływanie na desce oraz jazdę na rowerze w trudnych warunkach. Po trzech wycieczkach rowerowych
byłam kompletnie wykończona, ale na szczęście pogoda się poprawiła i wychodziliśmy co drugi dzień na
plażę. Na tym obozie zawarłam dużo nowych znajomości. Było bardzo dużo sympatycznych kolegów i koleżanek. Czas na obozie minął bardzo szybko i żałowałam, że muszę już wracać do Wrocławia.
łam dużo wspaniałych ludzi. Do mojej klasy chodziła
Hiszpanka - Soraj, z którą się bardzo zaprzyjaźniłam.
W pierwszym tygodniu spędzałam czas tylko z Polakami i osobami z klasy, natomiast w drugim utrzymywałam również kontakt z grupą młodzieży z Belgii i Hiszpanii. W Oxfordzie zwiedziłam college, gdzie realizowali Harryego Pottera i liczne muzea. Codziennie chodziłam na lekcje języka angielskiego, które trwały cztery godziny. Często brałam udział w różnych projektach
i zorganizowanych popołudniach (koszykówka, filmy,
siatkówka oraz wieczorne dyskoteki). Z tego wyjazdu
zostało mi dużo ciekawych wspomnień.
Następne dwa tygodnie spędziłam z siostrą w Anglii. Okazało się, że zupełnie przypadkowo razem
z nami na ten sam obóz jechał Kacper, z którym byłyśmy już w tamtym roku w Ramsgate. Tym razem leciałyśmy do Oxfordu. To miasto tętni życiem, ma dużo
zabytków i wiele ciekawych atrakcji. W college pozna-
Podczas tych wakacji bardzo odpoczęłam. Szkoda,
że się już skończyły. Z nowo poznanymi kolegami
i koleżankami utrzymuję kontakt e-mailowy i na
„fejsie”. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się z nimi
spotkam.
Po powrocie z Anglii, bezpośrednio z warszawskiePotem na tydzień pojechałam razem z Anią, babcią go lotniska, pojechałyśmy ze starszą siostrą na Hel, na
i mamą nad morze, na Kaszuby. Mieszkałyśmy w pięk- windsurfing. Pogoda była świetna, same wietrzne dni,
nej, uroczej i malowniczej miejscowości letniskowejdlatego na desce ślizgałyśmy się rano i po południu. Na
Ostrowo. Świetnie tam odpoczęłam. Oprócz plażowa- koniec wakacji rodzice przygotowali dla nas kolejną
nia pozwiedzałyśmy miasta w okolicach Władysławo- niespodziankę. Zaplanowali dla nas wyjazd do Chorwa - Karwię, Krokowa, a w niej pałac, Wejherowo.
wacji, do Pakostane. Na obozie w Chorwacji zwiedziGorąco polecam to letnisko, zwłaszcza domowe obiady łam dużo miast, zobaczyłam przepiękne wodospady
w Kaszubskich checzach.
KRK, wyspy Kornaty – wrażenia niesamowite.
EKSPERCI 64
Str. 8
migawki z wakacji
Julia: Tegoroczne wakacje spędziłam na Węgrzech,
nad Balatonem. Wieczorem, w dniu naszego przyjazdu,
poszliśmy nad jezioro. Chcieliśmy zobaczyć, czy Balaton rzeczywiście jest turkusowy, tak jak o nim mówią.
Zamiast zachwytu ogarnęło nas przerażenie. Przy brzegu płynął wąż z myszą w paszczy. Tego dnia nie wolno
mi było zbliżać się do Balatonu. Następnego dnia poszliśmy na plażę. Dowiedzieliśmy się, że węże w tym
jeziorze to normalne. Na stacji kolejki, jeżdżącej tuż za
naszym campingiem, była tablica, na której pokazane
były zwierzęta występujące w Gyenesdias (tak się nazywała nasza miejscowość). Na tej tablicy był wąż zbożowy, który wyglądał tak samo, jak wąż, którego widzieliśmy poprzedniego dnia. Dalej nasze wakacje toczyły się normalnie, aż do czasu, kiedy znalazłam
w bucie małą żabę, a w wodzie widać było kolejne.
Oprócz tego byliśmy w miejscowości Heviz i kąpaliśmy się tam w jeziorze termalnym.
Zuzia: Podczas tych wakacji byłam na półkoloniach z angielskiego,
na koniach i na basenie. Następnie pojechałam na wakacje nad Morze
Bałtyckie, tam zbierałam muszelki, kąpałam się w wodzie. Poznałam
nowe koleżanki: Lucynę, Agnieszkę i Zuzię. Spędziłam z nimi miło
czas. Chodziłam również nad jezioro, gdzie fotografowałam swoim
aparatem małe kaczuszki, karmiłam łabędzie i mewy. Jeździłam na
gokartach. Bardzo mi się podobało nad morzem.
Ola: W tym roku pojechałam nad morze Bałtyckie do
miejscowości Pobierowo. Mieszkałam w pensjonacie
„Kamea”, z którego było bardzo blisko nad morze.
Często spędzałam czas na plaży, pływałam i opalałam
się. Ponieważ nasza plaża była bardzo kamienista, rodzice postanowili, że pojedziemy na plażę do Dziwnowa i to był dobry pomysł, ponieważ tam plaża była
o wiele lepsza. Byłam też w kinie 8D, na filmie
„Nawiedzona kopalnia” z niesamowitymi efektami.
Razem z siostrą szalałam w parku linowym. Kiedy
spojrzałam w dół, to przeraziłam się, że jest tak wysoko, ale dałam radę. Moja siostra w ogóle się nie bała,
więc przeszła o wiele szybciej niż ja. Po dwóch tygodniach niestety musiałam wracać do domu. Kolejna
wprawa czekała nas w góry, do hotelu z własnym aqua
parkiem.
Zaraz po
przyjeździe
poszłam
z siostrą na
basen. Tam
bawiłyśmy
się na zjeżdżalniach. W środę pojechaliśmy do Czech, skąd udaliśmy się metrem do Pragi. Bardzo mi się spodobała jazda metrem. W Pradze widziałam człowieka, który wyglądał jakby lewitował, ale tata mi wytłumaczył jak to
zrobił (nie powiem, to tajemnica). Zwiedziłam Katedrę,
jadłam kilka nowych potraw. W końcu nadszedł czas
powrotu do domu.
Hania Bieńko: Wakacje spędziłam bardzo ciekawie. Na początku byłam na kolonii z moimi koleżankami w Jantarze, w ośrodku wypoczynkowym „Wiking”. Codziennie chodziliśmy na plażę. W przedostatni dzień kolonii
był chrzest. Musiałam go przejść i było to ciekawe doświadczenie. Najpierw przechodziliśmy pod kocem
i chłopcy walili w nas kijami. Kolejną przeszkodą do pokonania był tor z szyszkami, lanie wodą, sypanie piaskiem, malowanie twarzy oraz picie tajemniczej mikstury. Po tych wszystkich atrakcjach otrzymaliśmy dyplom.
Po kolonii pojechałam z mamą i bratem w Bieszczady. Spędziłam tam bardzo ciekawie czas. Codziennie zwiedzaliśmy coś innego. Byliśmy na górze mała Rawka, na starym cmentarzu ukraińskim. Codziennie spotykały nas
różne dziwne przygody. Raz zamiast pojechać do naszego domku, pojechaliśmy niechcący na Ukrainę, bo nie
wiedzieliśmy, gdzie jest granica i straż graniczna nas złapała. Kiedy wróciliśmy z Bieszczad, pojechałam z tatą
i bratem nad morze do Niechorza. Było tam bardzo fajnie! Ale niestety była brzydka pogoda. Na koniec wakacji
przyszła do mnie moja koleżanka Hania na nocowanie, a potem ja do niej. Moje wakacje były super!
Wrzesień/Październik
migawki z wakacji
Str. 9
Patrycja: Po rozdaniu świadectw od razu zaczęły się moje wymarzone wakacje. Zaczęłam je od wyjazdu na
obóz taneczny w Dusznikach Zdroju. W Dusznikach świetnie się bawiłam z przyjaciółmi ze szkoły, a także ze
znajomymi z innych szkół. Mój pierwszy spędzony dzień na kolonii był świetny, poznałam wiele nowych osób
i spotkałam starych znajomych, także zaprzyjaźniłam się z kolegami z obozu piłkarskiego z Bolkowa. Ośrodek
nazywał się „GREEN REST” i znajdował się w centrum Dusznik. Na obozie zwiedzałam nie tylko Duszniki,
zwiedzałam także Pragę i wiele miast Polski. Brałam udział w zajęciach tanecznych, plastycznych i muzycznych, koncercie tanecznym, który zaplanowała moja nauczycielka. Publiczności bardzo się podobało, opis naszego występu został umieszczony w gazecie. Po udanym obozie w Dusznikach pojechałam do Chorwacji,
gdzie było równie dobrze i zabawnie. W Chorwacji nawiązałam kontakt z grupą starszaków, dobrze się z nimi
dogadywałam i świetnie bawiłam, mieliśmy dużo wspólnych cech i zainteresowań. Regularnie chodziłam na
plażę, a po plaży na miasto, gdzie kupowałam pamiątki dla całej rodziny. Czas w Chorwacji szybko zleciał, tak
jak i całe wakacje, które utkwiły mi na długo w pamięci.
Lidka: Moje wakacje bardzo mi się podobały. Po
dwóch tygodniach spędzonych na wsi u dziadków, pojechałam z rodzicami i siostrą do Czech. Tam cały
dzień mieliśmy atrakcje. Najpierw pojechaliśmy do
Zoo. Zoo, jak Zoo, nic ciekawego, tylko zwierzęta.
Najbardziej podobał mi się paw, który bardzo głośno
piszczał. Po kilku godzinach zwiedzania poszliśmy do
Dino Parku, gdzie zobaczyliśmy ryczące i ruszające się
dinozaury. Później zmęczeni zaczęliśmy szukać hotelu.
Długo szukaliśmy i w końcu udało nam się znaleźć
hotel MAX. Następnego dnia pojechaliśmy na Węgry,
tam rozbiliśmy namioty. Codziennie chodziliśmy na
baseny: normalne i termalne. Byliśmy tam tydzień,
który spędziliśmy w większości w wodzie. Następnie
pojechaliśmy na zamek, który nazywaliśmy zamkiem
Roszpunki, ponieważ moja siostra uwielbia Roszpunkę. Ostatni dzień na Węgrzech spędziliśmy w basenach
jaskini. Było świetnie. Ponadto byliśmy w prawdziwej
jaskini, gdzie było bardzo zimno, jechaliśmy kolejką
wąskotorową, a także pływaliśmy łódką. Po przyjeździe do Wrocławia od razu położyliśmy się spać.
W mieście zostaliśmy dwa dni. Potem pojechałyśmy
do dziadków, gdzie znowu się nudziłyśmy. Babcia
i dziadek zaprowadzili nas na Dni Ceramiki i tam zostaliśmy glinoludami. Wystąpiliśmy na paradzie glinoludów. W sobotę, wraz z moją siostrą, obchodziłyśmy
urodziny i takim akcentem skończyła się wakacyjna
przygoda.
foto.: gravitat-OFF (CC BY-SA 2.0)
EKSPERCI 64
Str. 10
migawki z wakacji
Ala: Moje wakacje zaczęły się wyjazdem na obóz Aikido. Był to obóz tygodniowy. Ten czas spędziłam w Bornem Sulinowie. Codziennie uprawialiśmy sport i mieliśmy wiele atrakcji typu park linowy. Miło spędziłam ten
tydzień. Najbardziej podobało mi się to, że było dużo sportu i ruchu. Dzień po powrocie z obozu pojechałam
z rodzicami do Chorwacji na wyspę Hvar. Byliśmy tam 15 dni. Codziennie chodziliśmy nad morze i czasami na
basen. Wieczorami chodziliśmy na długie spacery. Wróciliśmy do Wrocławia 21 lipca. Po powrocie spędziłam
trochę czasu w domu, a następnie pojechałam z moją koleżanką i jej mamą nad polskie morze. Byłam tam 18
dni. Przeżyłyśmy wiele przygód. Jedna taka przygoda przytrafiła się w lesie, kiedy pojechałyśmy w trójkę na
wycieczkę rowerową. Jechałyśmy z Międzyzdrojów do Wisełki, około 10 km. W Wisełce zjadłyśmy obiad i pojechałyśmy dalej. Po drodze zwiedzałyśmy wiele miejsc np. rezerwat żubrów, latarnię morską lub Turkusowe
Jeziorko. W czasie jazdy wysiadły w moim rowerze wszystkie hamulce, więc zostawiłyśmy rowery w restauracji i około 15 km szłyśmy plażą. Gdy doszłyśmy do hotelu, byłyśmy bardzo zmęczone. 18 sierpnia
wróciłyśmy do Wrocławia i 21 sierpnia pojechałam z tatą do Lubiatowa
koło Drezdenka. Chodziliśmy często nad jeziora i dużo spacerowaliśmy. Spędziliśmy tam sześć dni, a po powrocie, w ostatnim tygodniu
sierpnia, chodziłam na próby do spektaklu na rozpoczęcie roku szkolnego. Tak minęły mi całe wakacje.
Max: Moje wakacje zaczęły się od wyjazdu na
obóz w Rangsdorfie, na którym niezbyt mi się
podobało, bo miałem więcej pracy umysłowej niż
odpoczynku. Mimo to zwiedziłem dużo ciekawych miejsc, jak np. Filmpark i pałac w Poczdamie oraz senat w Berlinie. Następnie poleciałem
do Sopotu z dziadkami. Razem spędziliśmy niezapomniane chwile, zwiedzaliśmy miasto i molo,
które jest największe w całej Europie. Następnie
poleciałem na Korfu w Grecji. Zobaczyłem całą
wyspę oraz jej
stolicę. Ostatnie dwa tygodnie spędziłem z tatą w Chorwacji. Mieszkałem w miasteczku o nazwie Brela. Zwiedziłem także Dubrownik, a w nim Stare Miasto. Trochę się zawiodłem, bo było
tam więcej restauracji niż budynków. Jednak Chorwacja bardzo mi się podobała. W Grecji najmilej wspominam fantastyczną zabawę na basenie. To
były jedne z moich ulubionych wakacji.
Marlena: Na początku wakacji przeprowadziłam się ze starego osiedla do
nowego. Podczas przeprowadzki pojechałam do babci na 2 tygodnie. Chodziłam z mamą na basen i na spacery. Potem wróciłam do nowego mieszkania.
Resztę wakacji spędziłam w domu i na basenach oraz w Zoo.
Fot. do wspomnień wakacyjnych pochodzą z archiwów prywatnych
Wrzesień/Październik
przed wakacjami...
Str. 11
ZIELONA SZKOŁA W GÓRACH
Agnieszka Pieczonka
W dniach 3-7 czerwca 2013 roku klasy ze
Szkoły Podstawowej nr 64 we Wrocławiu pojechały na Zieloną Szkołę do Przesieki.
Miejscowość ta położona jest wysoko na zalesionych terenach. Widoki tamtejsze są rozległe
i niezwykle piękne, a powietrze czyste i zdrowe.
Trasy turystyczne są i łatwe, i trudne, ale ich
przejście daje dużo radości.
Moja klasa III c została zakwaterowana na
pierwszym piętrze dużego i wygodnego pensjonatu. Bardzo dobrze się stało, że nasza pani Beata
pozwoliła nam wybrać, z kim chcemy być w pokojach. Dzięki temu zamieszkałam razem z ulubionymi koleżankami. Było wesoło, a byłoby
jeszcze wspanialej, gdyby nie to, że większą
część czasu spędzaliśmy pod dachem - ze względu na złą pogodę. Mimo to codziennie chodziliśmy na spacery. Najdłuższa wycieczka odbyła się
trzeciego dnia pobytu w górach. Dzieci poszły
wtedy na zamek Chojnik. Droga była długa, ale
się opłaciło. Na zamku usłyszeliśmy legendę
o księżniczce Kunegundzie i weszliśmy na wieżę.
W zamku mogliśmy również kupić pamiątki. Najwięcej kupowania było ostatniego dnia Zielonej
Szkoły.
Nasz pan przewodnik nazywał się Henio, był
bardzo wesoły i co ranek grał na gitarze, żeby nas
zbudzić. Również nauczył nas wielu fajnych piosenek, jak np. Sokoły, Na stole szklanka, Gdybym
miał gitarę czy Za górami, za lasami. A pewnego
dnia zorganizował nam występy artystyczne,
w których dzieci prezentowały swoje ulubione
piosenki.
W trakcie powrotu do Wrocławia zatrzymaliśmy się w Cieplicach – i tu dopiero zrobiło się
ciepło. Kupiliśmy jeszcze trochę pamiątek i zadowoleni wróciliśmy do domu.
Zielona Szkoła w Przesiece była, moim zdaniem, udanym wyjazdem.
foto.: P. Jahr (CC BY-SA 3.0)
Górska Kaplica we wsi Przesieka
foto.: Jojo (CC BY-SA 3.0)
Zamek Chojnik
EKSPERCI 64
Str. 12
forum pismaków
WARSZTATY DZIENNIKARSKIE
Tekst i foto.: Martyna Leśniak, i Otwartych Implementacji” poprowadzonych przez Bartosza EwerZofia Resler 6A
towskiego (FWiOO), uczyłyśmy się
budować grę oraz poznawaliśmy
wolne oprogramowania. Kolejnym
punktem programu była wideokonPo raz kolejny redaktorzy naszej
ferencja z Dariuszem Rosiakiem,
szkolnej gazetki mogli wziąć
który opowiadał jak pisać reportaż.
udział w warsztatach dziennikarWiemy od niego, że musimy spisyskich. Oto kilka cennych infor- wać wszystkie swoje spostrzeżenia
macji dla tych, którzy zastana- i pisać codziennie, aby ćwiczyć nawiają się nad pracą dziennikarza sze przelewanie wiedzy na papier.
szkolnego.
Następnie zostaliśmy zaproszeni na
Nasza gazetka od wielu lat star- warsztaty integracyjne „Media X.O
tuje w różnych konkursach dla ga- – od pomysłu do przyszłości”, które
przeprowadził Michał Horbulewicz
zetek szkolnych, jednak dla nas
z Fundacji Nowe Media. Podczas
zdecydowanie najważniejszym
z nich jest MAM Forum Pismaków. zajęć zostaliśmy podzieleni na grupy, a każda z nich miała za zadanie
Jest to najstarszy konkurs gazetek
szkolnych w Polsce. Udało nam się przedstawić przyszłość mediów za
zdobyć w nim wiele nagród i sporo 25, 50, 100 i 150 lat. Okazało się to
bardzo zabawnym zadaniem, ponienauczyć o tworzeniu „Ekspertów
64”. W kwietniu po raz kolejny zo- waż każdy inaczej interpretował
przyszłość radia, prasy i telewizji.
staliśmy zaproszeni na warsztaty
dziennikarskie i uroczystą galę roz- Na koniec dnia wzięłyśmy udział
w projekcji filmu „Projekt Nim”
dania nagród 18 edycji tego konopowiadającego o szympansie, któkursu.
rego próbowano nauczyć języka
WARSZTATY
migowego i normalnego życia człowieka. Był to bardzo wzruszający
Finał tegorocznej edycji odbył się
materiał, z którego można było się
w Pomorskim Parku Naukowowiele nauczyć. Wszystkim polecaTechnologicznym w Gdyni
my ten film i przypominamy, że
w dniach 11-12.04.2013. Miałyśmy
został on nakręcony w oparciu na
okazję wziąć udział w warsztatach
faktach.
zorganizowanych przez Stowarzyszenie Młodych Dziennikarzy Polis,
VIDEOKONFERENCJA
Fundację Nowe Media oraz FundaW czwartek uczestniczyłyśmy
cję Wolnego i Otwartego Oprograw wideokonferencji z Ewą Drzymowania. Podczas pierwszych
zgą, dziennikarką, która prowadzi
warsztatów „Strategia Wolnych
„Rozmowy w toku”. Poznaliśmy
sekrety jej pracy oraz tego programu. Zdradziła nam tajniki przeprowadzania wywiadów. Kolejne zajęcia dotyczyły organizacji zespołu
redakcyjnego i artykułów zamieszczanych w gazetce. Następnie wysłuchałyśmy wykładu o otwartości
w edukacji, na którym uzyskałyśmy
wiele ważnych informacji dotyczących praw autorskich.
CZAS NA FINAŁ
Nareszcie nadszedł czas na uroczystą galę finałową, na którą
z wielką niecierpliwością czekałyśmy. Uroczystość poprowadził Michał Horbulewicz, a kwartet smyczkowy MaDame swoją muzyką umilił oczekiwanie na laury. Byłyśmy
bardzo zdenerwowane, bo za chwilę miało się okazać, czy uda nam
się stanąć na podium wyżej niż
w ubiegłym roku. Tak wiele pracy
włożyłyśmy w naszą gazetkę! Czy
nasz trud zostanie nagrodzony?
I oto nadszedł czas na nagrody dla
najlepszych redakcji szkół podstawowych. Nasz zespół otrzymał tytuł Złotego Laureata! Znów jesteśmy najlepsi! Do Wrocławia wróciłyśmy z pucharem i satysfakcją
z osiągnięcia, które wynagrodziło
nam czas spędzany na pisaniu artykułów i reportaży do naszego szkolnego czasopisma. Nie zamierzamy
spocząć na laurach, każda nagroda
daje nam motywację do dalszej pracy. Teraz przed kolejne wyzwanie:
Platynowy Laureat.
Wrzesień/Październik
forum pismaków
Str. 13
EKSPERCI 64
Str. 14
szkolny flesz
WYBORY DO SAMORZĄDU UCZNIOWSKIEGO
Martyna Leśniak 6a
Więcej władzy dla uczniów! Szkoła bez mundurków! Lepsze obiady! – takie postulaty padały
w trakcie kampanii wyborczej do Samorządu
Uczniowskiego. Czy możliwe do spełnienia?
To się okaże, jednak na pewno pisane wielkimi literami na plakatach przyciągały uwagę. W takim razie,
jaki jest przepis na wygraną? Myślę, że jest ich wiele.
Dużo małych ulotek, ogromny plakat, balony, czy po
prostu podchodzenie do uczniów z prośbą o oddanie
głosu na wybranego kandydata. Bardzo ważne jest
również to, co obiecujemy, trzeba uważać by ogłaszać
nierealnych postulatów. Jak rozróżnić ciekawe pomysły od „kiełbasy wyborczej”? Zastanowić się, a najlepiej zapytać kandydata, jak chce tego dokonać. Na
ulotkach widniało naprawdę dużo obietnic, a część
z nich to ciekawe pomysły. Pamiętajmy, że to właśnie
od naszego głosu może zależeć kto wygra, więc naszą
Adriana Dolińska 5a
decyzję trzeba dobrze przemyśleć. Kandydaci bardzo
starali zdobyć przychylność wyborców, a na plakatach
pojawiały się hasła typu „Uczeń jest najważniejszy”
czy „Władza dla uczniów”. Chyba każdy lubi słyszeć,
że to on jest najważniejszy, jednak trzeba pamiętać,
aby kierować się przy oddaniu głosu tylko postulatami, które mogą coś nowego i ciekawego wprowadzić
do szkoły. Wybory wyłoniły taki oto skład Samorządu
Uczniowskiego.
Przewodnicząca: Kamila Kobojczyk 6b
Zastępca: Maksymilian Zielonka 6b
II zastępca: Zofia Resler 6a
Skarbnik: Weronika Chwałek 5b
Opiekun SU: Pani Agnieszka Walczak
Rzecznik Praw Ucznia: Pani Agnieszka Bagińska
Problem stanowi
także dobór filW naszej szkole po raz kolejny odbyło się głosowamu, tak aby
nie na przewodniczącego szkoły wśród klas 4-6.
wszystkim się
Kampania wyborcza trwała od 11 do 18 września.
podobał. Ktoś
We wrześniu wszyscy głosowali na swoich fawo- obiecuje większy
nakład gazetki
rytów. Już na samym początku kandydaci rozwiesili
szkolnej. Zastaplakaty w holu głównym oraz w szatni i rozpoczęli
rozdawanie ulotek. Wszędzie było kolorowo i głośno. nawia mnie, jak
Mieliśmy 9 kandydatów i dużo obietnic wyborczych. to zrobić, bo
w domu po wyWarto im się przyjrzeć i temu, czy mogą one zostać
drukowaniu
zrealizowane. Jeden z kandydatów obiecuje, że nie
foto. A. Dolińska
dwóch egzemplabędzie zadawania na weekend, a przecież w naszej
szkole jest to już od dawna przestrzegane. Inny kandy- rzy tusze są do
dat obiecuje dobre obiady. Jednak każdy z nas ma inny połowy zużyte, a na drukowanie wielu egzemplarzy w
drukarniach nie ma pieniędzy.
gust i jeden uwielbia kotlety, a drugi ich nie cierpi,
i nigdy wszystkim się nie dogodzi. Następna obietnica
19 września wszyscy głosowali na swoich kandydato noc filmowa. Czy jednak to wyjdzie? Trzeba znatów. Każdy dostał kartę, na której trzeba było zaznaleźć nauczyciela, który zostanie w szkole i będzie
czyć swojego kandydata do SU oraz Rzecznika Praw
puszczał filmy, a przecież każdy nauczyciel ma własną
Dziecka.
rodzinę i nie może przesiadywać całą noc w szkole.
Wrzesień/Październik
szkolny flesz
Str. 15
PLAKATY WYBORCZE KANDYTATÓW
foto. A. Dolińska
foto. A. Dolińska
EKSPERCI 64
Str. 16
poza szkołą
WYPRAWA DO ZOO
Sasza Gurański 4A
Wrocławskie ZOO to niezwykłe
miejsce i obowiązkowy punkt programu zwiedzania naszego miasta.
Lubią je wszyscy, dzieci i dorośli,
a każda wizyta przynosi kolejne
niespodzianki.
Od stycznia 2007 dyrektorem
jest Radosław Ratajszczak, który
wciąż modernizuje Ogród Zoologiczny. Kolekcja zwierząt liczy aż
4.700 osobników, reprezentujących
ok. 800 gatunków! Uff… jest co
oglądać! Nie sposób wymienić
choćby połowy z nich. Pośród żyraf,
słoni, zebr i żubrów, można spotkać
lwa oraz przyjazne hipcie. Wśród
tych mniejszych zwierzątek, są jaszczurki, liczne barwne ptaki i węże.
ponieważ wtedy większość żywych
istot się mutuje. Jako przykład pokazała nam na zdjęciach zmutowaną
żabę z siedmioma kończynami.
Przewodniczka ostrzegła nas, żebyśmy nie brali jadowitych żab do rąk.
Można wziąć je tylko wtedy, gdy
nie mamy żadnej rany, ani skaleczenia na dłoniach. Gdy pani skończyła
18 października byłem z moją
klasą na wycieczce w ZOO. W ZOO opowiadać, oglądaliśmy płazy
w terrariach. W ZOO dowiedziałem
mieliśmy lekcję na temat płazów.
się, że płazy to nie tylko żaby, ropuO płazach opowiadała nam pani
chy, traszki i salamandry, ale jeszprzewodniczka. Najpierw mówiła
o tym, co to są płazy i czym różnią cze płazy beznogie, podobne do
dżdżownicy. Wyjście do ZOO barsię od gadów. Na tablicach, które
stały za panią, były obrazki i krótkie dzo mi się spodobało.
informacje na
temat tego, co
pani opowiadała.
Pani zachęcała
nas, żebyśmy brali udział w akcji
przenoszenia żab
przez ulicę. Prosiła nas również,
abyśmy nie wyrzucali chemikafoto.: Mfield (CC BY-SA 3.0)
liów do wody,
foto.: Julo (CC BY-SA 3.0)
Wrzesień/Październik
Str. 17
dbamy o przyrodę
TYDZIEŃ Z EKOLOGIĄ
Martyna Leśniak, Zofia Resler 6a
Czy w naszej szkole są sami geniusze przyrody? No, może nie do końca, ale trzeba przyznać, że z Ligą Przyrodniczą poradziliśmy
sobie całkiem nieźle.
Co prawda, konkurencje nie wyróżniały się
jakąś szczególną trudnością, jednak trzeba było
podczas nich chwilę pogłówkować. Na pewno
do łatwych nie należały zadania na czas, które wykonywaliśmy na dużej sali gimnastycznej, a mieliśmy od
1 do 3 minut. Bardzo ważne w tych zadaniach było to,
aby klasa potrafiła dobrze wspólnie pracować. Była to
pierwsza Liga Klas, w której brały udział nowe klasy
czwarte i niestety, nie wychodziła im praca grupowa
bez kłótni i krzyków. Pani Bernadeta Kwaśniewska,
prowadząca Ligę, wykazała dużą cierpliwość, jednak
w którymś momencie i jej wyrozumiałość się skończyła. Dlatego na następnej lekcji w Lidze brało już udział
pięć osób z każdej klasy. Jednak na krótkich zadaniach
się nie skończyło, cały tydzień był typowo przyrodniczy, ponieważ codziennie były organizowane akcje,
zadania i konkursy w ramach Ligi Klas. Uczniowie
przygotowywali biżuterię z darów lasu, pisali poradniki
dobrego przyrodnika oraz robili bukiety z kolorowych
liści. Wszystko to oceniało jury składające się z pań:
Beaty Szymczak, Heleny Burskiej i Agnieszki Nowak.
Oprócz tych zadań, każda klasa miała przygotować
swoją jesienną gazetkę oraz kącik przyrodniczy. Zadanie to sprawdzali wyznaczeni do tego uczniowie, którzy grupami wchodzili do poszczególnych klas. W ramach Ligi odbyła się jeszcze zbiórka makulatury i zakrętek. Była ona bardzo ważna, ponieważ można było
uzyskać sporą liczbę punktów. Wszyscy poważnie ją
potraktowali i szkole udało się zebrać naprawdę dużo
surowców wtórnych.
il. Z. Resler
il. Z. Resler
EKSPERCI 64
Str. 18
poza szkołą
LEKCJA W MUZEUM ARCHITEKTURY
Karolina Trylnik 3c
Martyna Leśniak, Zofia Resler 6a
Dnia 19 września 2013 r. klasa 3c była w Muzeum
Architektury. Pani, która pracuje w muzeum, opowiedziała nam o różnych ogrodach klasztornych,
ziołach i o starych zwyczajach sadzenia roślin.
We Wrocławiu na ul. Bernardyńskiej stoi malowniczy budynek pokryty bluszczem, jest to Muzeum
Architektury. Co kryje to tajemnicze i historyczne
miejsce? To właśnie zamierzali odkryć pewni młodzi śmiałkowie. A kto dokładnie?
Kiedyś w ogrodach sadzono rośliny w inny sposób
niż teraz, na przykład sadzono rośliny tylko w doniczkach, w poszczególnych częściach ogrodu znajdowały
się oddzielnie warzywa, owoce i rośliny ozdobne.
W ogrodach klasztornych przebywali najczęściej zakonnicy. To było ich miejsce do odpoczynku, zwykle
odpoczywali leżąc na trawie lub spacerując. Pani pokazywała nam też różne suszone zioła, które mogliśmy
powąchać. Najbardziej podobał mi się zapach rumianku pospolitego. Pod koniec wycieczki graliśmy w grę
planszową. Gra polegała na tym, że rzucało się kostką,
jeżeli stanęło się na polu z napisaną nazwą zioła, trzeba było w zestawie kart odnaleźć kartę z rysunkiem
przedstawiającym to zioło. Jeżeli wybrało się odpowiednią kartę, można było przeczytać ciekawostkę
o tej roślinie, która znajdowała się na tyle karty. Jeśli
się pomyliło, trzeba było się cofnąć na planszy. Wycieczka bardzo mi się podobała.
To uczniowie klas 6, którzy w ramach
międzyszkolnego programu „Szkoła w mieście” dnia
24 września udali się na zgłębianie historii budynków
Wrocławia. Kiedy dotarliśmy na miejsce, pani przewodnik zaprosiła nas do dużej sali, w której przedstawiano nam prezentację multimedialną. Wiadomości
dotyczyły epok: gotyku, renesansu, baroku, klasycyzmu oraz secesji. W każdym dziale były zawarte ważne informacje dotyczące konfekcji właścicieli domów,
mebli znajdujących się w budynkach. Przedstawiono
nam również charakterystykę tych pięciu epok. Pani
prosiła nas, abyśmy wszystko dokładnie zapamiętali,
ponieważ pod koniec dostaniemy zadanie, z którym
nawet dorośli miewają problemy. Musieliśmy dopasować ubiór właścicieli oraz wystrój wnętrz do odpowiedniej kamienicy. Jednak okazało się, że wykonanie
tego zadana nie sprawiło nam większych trudności.
Niektórym grupom udało
się to zrobić nawet przed
czasem, bez żadnych błędów. Może dzieci mają
lepszą pamięć
i pochłaniają szybciej
i więcej informacji?
foto. K. Szymańska
Żegnając się z nami,
pani pochwaliła nas przed
wychowawczynią, która
była z nas bardzo dumna.
Wychodząc, czuliśmy
lekki niedosyt, ponieważ
spodziewaliśmy się, że
więcej zwiedzimy i poznamy nowe informacje.
Wrzesień/Październik
poza szkołą
Str. 19
LEKCJE POZA SZKOŁĄ
Julia Tyburczy 5a
Hanna Budka 4b
Skończyły się wakacje, zaczęła się jesień. Pewnego
W klasie 3 zwiedziliśmy Humanitarium. Co
dnia byliśmy na wycieczce w Ogrodzie Botanicz- tam można zobaczyć?
nym i w Muzeum Przyrodniczym.
Humanitarium to takie jakby muzeum, w którym
Nasze pierwsze zadanie polegało na znalezieniu
można dotykać eksponatów, a nawet używać. Najw ogrodzie roślin o najdziwniejszych nazwach. Odkry- pierw pani zaprowadziła nas do laboratorium, gdzie
liśmy rośliny o takich nazwach jak: starzec popielny, robiliśmy perfumy. Udało nam się wykonać perfumy
trzmielina japońska, turzyca cienista, różanecznik,
o zapachu pomarańczy. Perfumy robi się z olejków
opuncja wielociernista, mikołajka, cymbalaria bluszeterycznych, które są w skórce pomarańczy i w skórczykowata, miłorząb dwuklapowy, funkia, złocień,
kach niektórych owoców. Jak skończyliśmy robić perliliowiec ogrodowy (kalina), bluszcz pospolity (szara fumy, bawiliśmy się na sali, w której można sprawstopka), głodek wełnistoowockowy, pięciornik krwisty dzać swój słuch, równowagę i różne inne rzeczy. Było
oraz wiele, wiele innych.
też studio, w którym można nagrać bajkę i widać ją na
górze w sali dla chorych (ale tylko udawali, że są choPóźniej była przerwa na jedzenie, a po niej poszlirzy). Polecam iść tam z rodzicami, co tydzień w labośmy do Muzeum Przyrodniczego. Widzieliśmy tam
ratorium robią coś innego. Przy wejściu jest kawiarenskamieniałe muszle różnych stworzeń, w tym trylobika, w której można coś zjeść, jak jest się tam bardzo
tów, ogromny obraz na którym pokazane były przedługo.
miany Ziemi, duże
akwaria z rybami, kieł
mamuta, czaszki zwierząt oraz różne rośliny.
Gdy mieliśmy
wracać, wszyscy posmutnieli. Bardzo podobała mi się wycieczka i chciałabym jeszcze wrócić w to miejsce.
foto. CC-O
Sasza Gurański 4a
We wrześniu wszystkie klasy wszystkie czwarte wyszły na wycieczkę do Rynku.
Jechaliśmy tam tramwajem. Rynek widziałem bardzo wiele razy, ale jest on taki ładny, że chętnie zwiedzam
go przy każdej okazji. Na Rynku podzieliliśmy się na grupy. Byłem w grupie z moimi kolegami: Maćkiem, Kubą i Marcinem. Zostałem liderem mojej grupy. Każda grupa dostała karty pracy na temat Wrocławia z matematyki, przyrody i języka polskiego. Mieliśmy godzinę na zrobienie tych kart pracy. Zadania były dość łatwe, ale
jedno było bardzo nietypowe, trzeba było pójść do kwiaciarni i zapytać się o cenę podanych na kartce kwiatów.
Następnie spacerowaliśmy po Rynku już klasami, a nie grupami. Wyjście na Rynek mi się spodobało.
EKSPERCI 64
Str. 20
poza szkołą
JAK LUDZIE KIEDYŚ PISALI LISTY
np.: skrzynka lotnicza była niebieska, a miejska - zielona. Później widzieliśmy maszynę do produkowania znaczków i pierwszy motor pocztowy. Na koniec zagraliśmy w grę planszową
z wiedzy o poczcie. Pierwsze miejsce miała drużyna czerwona, drugie zielona, w której byłam ja, trzecie - żółta i czwarte niebieska. Podsumowując: w Muzeum Poczty było bardzo
przyjemnie. Najbardziej podobały mi się znaczki pocztowe.
Być może kiedyś zostanę filatelistką.
foto. K. Szymańska
Kalina Białek 4C
Karolina Trylnik 3c
Dnia 7 października 2013 r. nasza klasa - 3c – wybrała się
na wycieczkę do Muzeum Poczty i Telekomunikacji.
Jedną z ważniejszych wycieczek, jaką odbyPani, która pracuje w muzeum, opowiedziała nam o różłam w ramach programu Szkoła w Mieście nych znaczkach pocztowych, starych strojach listonoszy
w klasie 3 była wycieczka do Muzeum Pocz- i skrzynkach pocztowych oraz o dawnych sposobach komunity i Telekomunikacji we Wrocławiu.
kowania się ludzi między sobą na odległość. Na dawnych
skrzynkach pocztowych była napisana godzina odbioru listów.
Kiedy weszliśmy i rozebraliśmy się, przewodniczka przywitała nas, a następnie zaczęła Listonosze najpierw nosili zwykłe, szmaciane szaty, potem
oprowadzać. Na początek zapoznała nas z hi- mundury, takie jak nosił szambelan. Dowiedziałam się, że kiestorią znaczków pocztowych. Dowiedzieliśmy dyś nie istniały znaczki pocztowe, wrzucano list do skrzynki
się, że każdy z nich ma obrazek, cenę oraz datę i, niestety, za list musiał zapłacić ten, do kogo list adresowano.
wyprodukowania, a filatelista to człowiek zbie- W Muzeum Poczty i Telekomunikacji pisaliśmy także kartki.
Widzieliśmy też starą książkę w gablocie, nie mogliśmy jej
rający znaczki. Ten mały obrazek służy do
przeczytać, ponieważ stare pismo polskie było bardzo ozdobuiszczenia opłaty za usługę. Potem opowiedziała nam o pracy i wyglądzie dawnych listo- ne.
noszy. Ubrani byli podobnie jak żołnierze
w mundury i czapki. Mieli ze sobą strzelbę,
aby bronić się przed zbójcami i dzikimi zwierzętami. Nosili krokomierz, który służył do
mierzenia kroków przebytych przez listonosza
oraz trąbkę do porozumiewania się między
sobą w nagłym wypadku. Dawniej do napisania listu potrzebny był kałamarz z atramentem,
gęsie pióro i kartka. Listy przewożono dyliżansami ciągniętymi przez konie. Tymi pojazdami
można było także podróżować z miasta do
miasta. Pasażerowie podczas drogi nudzili się,
dlatego konduktor grał na trąbce różne, ładne
melodie. Listy wrzucano do skrzynek pocztowych. Różniły się one kolorem i wyglądem,
foto. K. Szymańska
Wrzesień/Październik
poza szkołą
Str. 21
PIERWSZE TELEFONY
Julia Tyburczy, Dominika Pawela 5b
Muzeum Poczty i Telekomunikacji
we Wrocławiu – jedyna tego typu
placówka w Polsce, mieści się się w
budynku dawnego Urzędu Czeków
Pocztowych przy ul. Krasińskiego 1.
Muzeum powstało w 1956 i jest kontynuacją istniejącego w latach 19211951 Muzeum Poczty i Telekomunikacji w Warszawie.
W piątek 11 października 2013
roku nasza klasa wybrała się do Muzeum Poczty i Telekomunikacji we
Wrocławiu. Pani pracująca w tym muzeum, opowiedziała nam o różnych
urządzeniach, których używali nasi
przodkowie, na przykład o pierwszych
foto. K. Szymańska
telefonach. Stare telefony trzeba było łączyć kablami ze specjalnym
urządzeniem. Pani, która w tamtych czasach je obsługiwała, przełączała kabelki do odpowiednich numerów, aby dało się zadzwonić.
Gdy np. numer 80 chciał połączyć się z numerem 15, wkładała dwie
wtyczki do dziurek, jedną po prawej, a drugą po lewej - w ten sposób
ludzie rozmawiali przez telefon. Kobieta, która obsługiwała tzw. bazę
telefoniczną, słyszała wszystkie rozmowy, a gdy w słuchawce zapadła
cisza, wtedy rozłączała kable. Pracownica muzeum pokazywała nam
zabytkowe telefony, pierwszy w Polsce telewizor, starożytny wóz,
model wieży do wysyłania sygnałów z wiadomościami, urządzenia do
pisania alfabetem Morsa i stare drukarki.
foto.: Michał460 (CC BY-SA 3.0)
EKSPERCI 64
Str. 22
w krainie jezior
MIEJSCE JEZIOR I CZYSTEGO POWIETRZA
Tekst i foto.: Agata Baczyńska 5a
Pojezierze Drawskie jest fantastyczne! Chciałabym polecić
to miejsce każdemu. Jak sama nazwa wskazuje, znajduje się
tam wiele jezior, w których można się kąpać. Są też tam zabytki - miałam okazję zobaczyć dwa średniowieczne zamki,
małą wioskę oraz muzeum PGR-u.
Najbardziej podobało mi się w muzeum PGR-u, w którym
zobaczyłam jak wyglądały kartki, np na mięso. Ujrzałam też
ciągniki, stare pralki i ubrania. Bardzo spodobały mi się cudowne serwetki z napisem „SMACZNEGO”. Moi rodzice często
opowiadali mi o tamtych czasach, przedmiotach codziennego
użytku. Dopiero, gdy ujrzałam na własne oczy, przekonałam
się, jak wyglądała kiedyś ich codzienność. Mama i tato poczuli
się jak w domu!
Na Pojezierzu są campingi, na których trzeba mieć namiot.
Są również domki letniskowe z łazienką, kuchnią, dwoma pokojami i balkonem. Takim ośrodkiem jest „Nad Srebrnym” znajduje się tam: bilard, kręgielnia, stół do ping
ponga, piłkarzyki, rowery wodne, kajaki, łódki.
Te atrakcje sprawiają, że nie można się nudzić.
Czaplinek bardzo dba o to, aby były trasy dla
rowerów i na rynku stoi ogromny rower ozdobiony kwiatami. Dla fanów ryb też jest atrakcja.
Jest tam restauracja, w której można zjeść świeżą
rybkę. Jeżeli ktoś nie przepada za rybą, może
sobie wybrać coś innego. Menu jest bardzo
smaczne.
Serdecznie zapraszam wszystkich w to
wspaniałe miejsce!
Wrzesień/Październik
w krainie jezior
Str. 23
EKSPERCI 64
Str. 24
w wolnym czasie
„POLONEZA CZAS ZACZĄĆ”
Agnieszka Pieczonka
Jeszcze przed wakacjami, w kwietniu, klasa III c wybrała się do
Filharmonii Wrocławskiej na koncert pt. Poloneza czas zacząć.
Zostały tam zaprezentowane najważniejsze polskie tańce, takie
jak oberek, mazurek, kujawiak, krakowiak i polonez. Pani prowadząca koncert najpierw zapowiadała taniec i opowiadała o tym,
skąd się wywodzi, a potem orkiestra grała, a tancerze wykonywali
go. Artyści ubrani byli w stroje ludowe i szlacheckie.
Dowiedzieliśmy się, że polonez jest tańcem bardziej chodzonym, niż tańczonym, mazur, krakowiak i oberek – bardziej skocznym, a kujawiak łączy w sobie cechy jedne i drugie: łagodny chód
i energiczne obroty z przytupywaniem. Prowadząca zwróciła nam
też uwagę, że w czasie niewoli, pod zaborem rosyjskim wykonywanie tych pięknych polskich tańców było karane.
Wszystkim podobały się bardzo kolorowe stroje tancerzy i ich
talent taneczny. Mnie najbardziej spodobało się wykonanie krakowiaka: był skoczny i wesoły, a kolorowe stroje mieniły się różnymi
il. A. Pieczonka
barwami.
Po koncercie nasza wychowawczyni, pani Beata pozwoliła dzieciom pobawić się w parku. Ten wyjazd
poza szkołę był naprawdę udany!
NIE MA JAK DOBRA KSIĄŻKA!
Agnieszka Pieczonka
Książka może być źródłem informacji lub rozrywki. A może być i jednym, i drugim.
Przykładem takiej bogatej historii jest Plastusiowy
pamiętnik Marii Kownackiej. Opowiada on o małym
ludziku z plasteliny, który mieszka w piórniku Tosi –
dziewczynki z pierwszej klasy.
Plastuś wspomina swoje przygody, a jego barwne
historie mówią nam o tym, jak wyglądała dawna szkoła, jakie dzieci nosiły piórniki, jak ostrzyły ołówki, że
pisały piórem maczanym w atramencie z kałamarza
i miały podobne problemy do naszych. Przygody Plastusia uczą porządku i zachowania wśród koleżanek
i kolegów.
Przygody Plastusia są też bardzo wesołe. Zabawne
są przypadki, z powodu których ludzikowi rozpłaszcza
się nos albo ludzik gdzieś się zawierusza – na szczę-
ście Tosia zawsze go
ratuje. Wesołe są zabawy z pannami
z włóczki, które za wiele nie myślą.
Współmieszkańcy
piórnika, tacy jak zapasowe stalówki, ołówek
czy gumka również mają swoje cechy charakteru i nawet własne zdanie
na niektóre tematy.
Tytuły rozdziałów są rymowane i wprowadzają
w historię, o której opowiada dany rozdział. Zdarzenia
toczą się szybko i nie ma w nich nużących opisów.
Polecam Wam, Drodzy Czytelnicy, Plastusiowy
pamiętnik - przeczytajcie, a nie będziecie żałować!
Wrzesień/Październik
nasza rozmowa
Str. 25
POLITECHNIKA - KIERUNEK Z PRZYSZŁOŚCIĄ
Moja kuzynka studiuje na Politechnice Wrocławskiej. Specjalnie
dla was zgodziła się odpowiedzieć
na kilka pytań i opowiedzieć jak
wygląda życie studenta.
● Rozmowę z Moniką Głuszczak,
studentką Politechniki, przeprowadziła Hanna Budka z 4b
Redakcja: Od ilu lat studiujesz na
Politechnice?
Monika Głuszczak: Naukę na Politechnice Wrocławskiej rozpoczęłam
w październiku 2012 roku. Studiuję
od roku.
Red.: Jaki kierunek wybrałaś?
M.G.: Decyzja była trudna. Ostateczny wybór padł na Inżynierię
biomedyczną.
Red.: Dlaczego akurat ten? Co mogłabyś o nim powiedzieć ciekawego?
M.G.: Mówiąc najprościej i chyba
najbardziej zrozumiale, inżynieria
biomedyczna to techniczna strona
medycyny. Czyli: aparatura medyczna, specjalistyczne sprzęty,
protezy, wymieniać można sporo.
Dlaczego akurat ten? Kierunek jest
przyszłościowy, na rynku pracy
wzrasta zapotrzebowanie na inżynierów biomedycznych. Fajna jest
świadomość tego, że będziemy pracować, by pomagać ludziom. Lekarze dzięki nam, inżynierom biomedycznym, będą mogli używać nowych, udoskonalonych technik,
technologii, zarówno przy diagnostyce, jak i już samym leczeniu pacjentów.
Red.: Czy na studiach jest dużo
nauki? Więcej niż w szkole? Czym
różni się system nauki na studiach
od tego w szkole? Czy studia na
Politechnice są trudne?
M. G.: Z edukacją tak już bywa, że
im wyżej, tym trudniej, tym więcej
nowych wiadomości do przyswojenia. Każdy ma momenty zachwiania. Materiału jest dużo, często bardzo trudnego, więc dopadają myśli,
czy dokonało się dobrego wyboru.
Jednak jak już się zrozumie to, co
wydawało się nie do przeskoczenia,
czuje się ogromną radość i zadowolenia z siebie. Warto się uczyć!
Organizacja nauki na studiach jest
zupełnie inna niż w szkole. Dla
przykładu: matematyka. Wy przychodzicie na zajęcia, nauczyciel
omawia temat i przystępujecie do
obliczania zadań. U nas to dwa różne kursy. Jeden to wykład, gdzie
przekazują nam samą teorię, drugi ćwiczenia rachunkowe, gdzie tylko
liczymy, wykorzystujemy wiedzę
zdobytą na wykładzie. Ogromną
różnicą jest też ocenianie. U was –
cały semestr piszecie kartkówki,
sprawdziany, nauczyciel odpytuje
przy tablicy. U nas – jeden olbrzymi
sprawdzian pod koniec semestru.
Albo się zaliczy w pierwszym terminie, albo dostaje możliwość poprawy w drugim. Każdy ma dwie
szanse. Ewentualne kartkówki i odpytki zdarzają się jedynie na ćwiczeniach. Jednak nawet nie zaliczając ich, a tym samym kursu
(ćwiczeń), jest możliwość zaliczenia go, zaliczając egzamin, czyli ten
olbrzymi sprawdzian, o którym mówiłam wcześniej. Czas egzaminów
to tzw. SESJA – ciężki okres dla
studentów. Duże sprawdziany, które
pisze się przed sesją nazywane są
kolokwiami. Lekcje w szkole trwają
po 45 minut, te na uczelniach wyższych 2x45 minut, czyli 1,5h. Laboratoria, czyli zajęcia praktyczne nawet po 2 – 3 godziny.
Red.: Jak uczniowie, którzy chcieliby studiować na Politechnice, mogą
się przygotować do tych studiów?
M.G.: Przygotowanie… Przede
wszystkim trzeba lubić przedmioty
ścisłe, bo Politechnika, to tylko takie. Co więcej? Chęć do pracy, systematycznej pracy. I to dotyczy waszej nauki już teraz. Całe życie trzeba się uczyć. To, co przyswajacie
teraz, na pewno przyda wam się
w późniejszych etapach kształcenia.
Red.: Czy na Politechnice przeważają studenci czy studentki? Są tam
ciekawe kierunki dla kobiet?
M.G.: Od zawsze postrzegało się
Politechnikę, jako uczelnię dla mężczyzn. Na całe szczęście z roku na
rok to się zmienia. W chwili obecnej uczelnia kształci bardzo dużo
studentek. Coraz więcej kobiet decyduje się rozpocząć studia ścisłe,
co jest bardzo dobrym wyborem.
Wydaje mi się, że jeśli ktoś choć
w małym stopniu czuje się ścisłowcem, nie powinien się długo zastanawiać nad wyborem. Obecnie Politechnika oferuje tak wiele różnych
kierunków, że każdy sympatyk matematyki, fizyki, czy chemii, znajdzie coś dla siebie.
cd. na str. 26
EKSPERCI 64
Str. 26
D
nasza
rozmowa
Red.: Jak wygląda twój dzień jako
studentki? Dużo masz zajęć?
M.G.: Ilość zajęć jest umiarkowana.
Mniej więcej tak, jakby siedzieć
w szkole od 8 do 15 każdego dnia,
czyli ok.7 lekcji, waszych lekcji.
Z tym, że zajęcia na Politechnice są
rozłożone w czasie przez cały dzień.
Pierwsze zaczynają się o 7:30,
ostatnie kończą o 20:30. W jakich
godzinach i jakie ma się zajęcia zależy od każdego studenta indywidualnie, bowiem plan układamy sobie
sami. Mamy kilka grup tego samego
kursu i to student decyduje, do ja-
kiej grupy się zapisze. Dla przykładu jeden z moich dni: pierwsze zajęcia na 9:15, trwają 1,5h, następnie
wykład, kolejne 1,5h. Później 2h
przerwy, kolejny wykład 1,5h, znów
przerwa i na 19 ostatnie zajęcia,
które kończą się o 20:30. Nie
wszystkie dni są takie rozbite, ale
takie też się zdarzają.
Red.: Ile jeszcze lat będziesz studiować?
M.G.: Żeby uzyskać tytuł inżyniera
trzeba zaliczyć 7 semestrów, co daje
3,5 roku. Jestem na semestrze 3,
więc biorąc pod uwagę to, że dopiero się zaczął, przede mną jeszcze
2,5 roku edukacji. Kolejnym etapem
są studia magisterskie, trwające 1,5
roku. Sumując - czeka mnie 4 lata
ciężkiej pracy.
Red.: Dziękujemy za ciekawą rozmowę i życzymy sukcesów w nauce.
M.G.: Ja także dziękuję. Życzę
Wam powodzenia w szkole i dobrych wyborów dalszych dróg
kształcenia. Pamiętajcie – Politechnika czeka! ;)
SZKOLNA DYSKOTEKA
Julia Tyburczy 5b
Uczniowie SP 64 lubią się bawić. Z niecierpliwością czekają, aż łącznicy ogłoszą, że
niedługo będzie jakaś dyskoteka.
3 października odbyła się dyskoteka dla
klas 4, 5 i 6. Aby wejść za darmo na zabawę,
trzeba było się wykazać inicjatywą - namalować lub przykleić wąsy. Jeżeli ktoś tego nie
zrobił, musiał zapłacić złotówkę. Podczas
dyskoteki wszyscy chętnie tańczyli, bawili się
balonami, a chłopcy z klas szóstych wygłupiali się na krzesłach. Odbyły się różne konkursy, np. konkurencja jedzenia jabłek ze
sznurków (polegało to na tym, że podczas
wybranej piosenki trzeba było zjeść jak najwięcej jabłka bez używania rąk), przebijanie
balonów (należało jak najszybciej przebić
balon i wykonać zadanie napisane na karteczce, która była w środku), konkurs na królową
i króla balu oraz konkurs na najfajniejszy
wąs. Niestety, mi i mojej koleżance spadło
jabłko i nie mogłam dokończyć konkurencji,
za to za wąsy dostałam dyplom za trzecie
miejsce. Myślę, że nikomu się nie nudziło.
foto. J. Tyburczy
Wrzesień/Październik
sztuka
Str. 27
NIEZWYKŁE MALARSTWO
Zofia Resler 6a
Pod koniec września, razem z całą rodziną, poszłam
na wystawę malarstwa dynastii Brueghlów, zorganizowaną w Pałacu Królewskim we Wrocławiu.
Była to jedyna okazja podziwiania tak wielu dzieł
tej słynnej, malarskiej rodziny. Na wystawie pokazano
84 obrazy i 16 rysunków z prywatnych kolekcji. Wystawa gościła tylko w trzech miastach. Na początku
odwiedziła Rzym, następnie przyjechała do nas, a następnie można ją było oglądać w Paryżu. Francja, to
niestety ostatni kraj, w którym pokazano te dzieła.
Obrazy były przepiękne. Najbardziej podobał mi
się obraz - dzieło, który namalował Pieter Brueghel
Młodszy - „Pochlebcy”. Na ramie obrazu widnieje napis w języku niderlandzkim „Ponieważ dużo pieniędzy
przechodzi przez mą sakiewkę, zawsze otaczają mnie
pochlebcy 1592.” Uznawany jest za jedną z najwcześniejszych jego prac, nawiązuje do flamandzkich przysłów. Drugą, według mnie, najlepszą pracą jest obraz –
„Siedem grzechów głównych”, namalowany przez Hieronima Boscha, malarza niderlandzkiego. Na jego mafoto. CC-O
larstwie wzorowała się rodzina Brueghlów. Namalował
przedstawiające siedem grzechów głównych: pychę,
ziemską kulę, a w jej wnętrzu rozgrywają się sceny
chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, lenistwo oraz
nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Ludzi, czyniących zło na ziemi, obserwuje, patrzący na nich
z góry, Bóg, pod postacią ukrzyżowanego Chrystusa. Natomiast pod kulą ziemską zostało zilustrowane życie człowieka, który nie opamiętał się
w porę, i do śmierci grzeszył. Hieronim Bosch nie
pozostawia wątpliwości, że na każdego grzesznika
czeka piekło, z całym jego okrucieństwem.
Siedem grzechów głównych
Wystawa wzbudziła we mnie zachwyt. Malarstwo rodziny Brueghlów jest bardzo specyficzne
i może dlatego mnie tak zaciekawiły ich dzieła,
ponieważ do tej pory nie interesowałam się malarstwem. Skorzystajcie z tej wyjątkowej szansy
foto. CC-O
i odwiedźcie wystawę, bo taka okazja już się nie
powtórzy.
EKSPERCI 64
Str. 28
sportowe emocje
SPORT DLA NIEPEŁNOSPRAWNYCH
● Wywiad z trenerem piłki siatkowej na siedząco, panem Bożydarem Abadżijew, przeprowadziła Daria
Abadżijewa z 4A
Redakcja: Dlaczego został Pan trenerem tej dyscypliny sportu?
Bożydar Abadżijew: Swoją przygodę z „siatkówką”
zacząłem w czwartej klasie szkoły podstawowej. Moi
kolejni trenerzy zarazili mnie tą dyscypliną sportu i tak
już zostało do dziś. Podczas studiów na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu dowiedziałem się
o istnieniu piłki siatkowej rozgrywanej na siedząco.
Postanowiłem bliżej poznać tą grę i zacząłem uczęszczać na specjalizację trenerską z piłki siatkowej osób
niepełnosprawnych. Bardzo szybko zorientowałem się,
iż nie jest to tylko gra dla osób niepełnosprawnych.
Red.: Od jak dawna jest Pan trenerem tej dyscypliny
sportu?
B.A.: Od razu po uzyskaniu uprawnień trenera piłki
siatkowej i ukończeniu studiów dostałem propozycję
stworzenia sekcji piłki siatkowej na siedząco przy
STARCIE Wrocław - jednym z najbardziej zasłużonych klubów dla polskiego sportu paraolimpijskiego.
Bez chwili zawahania podjąłem to wyzwanie i już 15
lat siatkówka rozgrywana na siedząco jest częścią mojego życia.
Red.: Co odróżnia tą dyscyplinę sportu od innych?
B.A.: „Siatkówka” na siedząco jest to zespołowa gra
sportowa oparta na przepisach gry w piłkę siatkową
zmodyfikowanych w taki sposób, aby umożliwić grę
zarówno osobom niepełnosprawnym, jak i pełnosprawnym na jednym boisku, dając im równe szanse na wygraną. I właśnie ten integracyjny charakter tej gry, dodany do wszystkich innych walorów tradycyjnej siatkówki, stanowi o wyjątkowości tej dyscypliny sportu.
Red.: Jakie zasady odróżniają siatkówkę siedzącą od
tradycyjnej?
B.A.: Główną różnicę oddaje już sama nazwa dyscypliny - piłka siatkowa na siedząco. Zgodnie z przepisami
gry w momencie odbicia piłki zawodnik musi siedzieć
i jego pośladki muszą się stykać z boiskiem. Pozostałe
różnice to:
foto. arch. domowe
- niższa siatka, której wysokość dla kobiet to 105 cm,
zaś dla mężczyzn 115,
- mniejsze wymiary boiska, którego szerokość to 6 m,
zaś długość 10 m.
Poza tym w piłce siatkowej na siedząco można blokować zagrywkę przeciwnika. Pozostałe przepisy są dokładnie takie same, jak w tradycyjnej siatkówce.
Red.: Jakie są największe osiągnięcia prowadzonych
przez Pana drużyn?
B.A.: Z drużyną Start Wrocław zdobyłem już dziesięć
medali Mistrzostw Polski oraz kilkakrotnie stawaliśmy
na podium w turniejach zagranicznych. Jako trener męskiej Reprezentacji Polski w 2011 roku w Roterdamie
(Holandia) prowadzona przeze mnie drużyna zajęła
bardzo wysokie szóste miejsce. Jednak za największy
sukces w mojej pracy uważam aktywizację wielu osób
niepełnosprawnych oraz codzienne działania na rzecz
integracji.
Dziękujemy za rozmowę i życzymy
sportowych sukcesów!
SIATKÓWKA NA SIEDZĄCO
Siatkówka na siedząco (ang. sitting-voleyball) –
sportowa gra zespołowa, będąca odmianą tradycyjnej piłki siatkowej. Gra została wymyślona
jako sport dla osób niepełnosprawnych. Obecnie uprawiają ją również pełnosprawni siatkarze. Powstała z połączenia dwóch gier: niemieckiego sitzballu oraz siatkówki.
Wrzesień/Październik
sportowe emocje
Str. 29
PASJA: PIŁKA NOŻNA
Nasi koledzy posiadają
różne zainteresowania.
Niektórzy z nich
poświęcają swojej pasji
wiele czasu, aby ją
rozwijać. Tak jak Michał
Góral, który w piłce
nożnej osiąga duże
sukcesy.
● Rozmowę z Michałem
Góralem, piłkarzem,
przeprowadziły Hanna
Bieńko i Hanna Budka z 4a
foto. arch. domowe
Redakcja: Dlaczego
zainteresowałeś się piłką nożną?
Michał Góral: Bardzo podoba mi się ta dyscyplina
sportu i to, co można robić z piłką. Lubię strzelać
bramki i dlatego najczęściej gram w ataku, czasem
trener przesuwa mnie do pomocy.
M.G.: Bardzo lubię grać z kolegami z klasy, lubię
także z drużyną klubową. Ja po prostu uwielbiam grać
w piłkę.
Red.: Czy grając ze swoją drużyną odniosłeś sukcesy?
M.G.: Grając w Śląsku Wrocław kilkakrotnie byłem
królem strzelców na różnych turniejach, także na
Red.: W jakim klubie grasz obecnie i czy grałeś
międzynarodowych (grałem turniej w Czechach).
w jakimś innym?
Zajęliśmy II miejsce na Wrocławskiej Olimpiadzie
M.G.: Obecnie gram w GKS Kobierzyce w drużynie
Młodzieży w 2012 r. Grając w GKS Kobierzyce byłem
z chłopakami o 2 lata starszymi, wcześniej grałem
wybrany najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem
w Akademii Śląska Wrocław. Klub wymagał, abym od turnieju, a także królem strzelców. Strzeliłem wtedy
4 klasy chodził do szkoły o profilu piłkarskim na
9 bramek. W czerwcu wygraliśmy Kobierzycką Ligę
Sępolnie, a ja nie chciałem zmieniać takiej fajnej klasy Mistrzów. Obecnie zdecydowanie prowadzimy
i szkoły.
w Dolnośląskiej Lidze Młodzików.
Red.: Często masz terningi?
Red.: Czy interesujesz się jeszcze czymś poza piłką?
M.G.: Trenuję 3 razy w tygodniu po 1,5 godziny,
w każdy weekend gram mecze w lidze lub
w turniejach, czasami mecze są także we wtorki.
M.G.: Bardzo lubię grać w badmintona, uwielbiam gry
na PS3, szczególnie FIFA 14. Lubię grać w szachy,
nawet grałem w kilku turniejach szachowych, ale
najbardziej lubię piłkę. Ostatnio tata zabrał mnie na
mecz FC Barcelony na Camp Nou. Oglądałem jak gra
najlepsza drużyna świata - chciałbym kiedyś zagrać
w Barcelonie.
Red.: Od kiedy grasz w piłkę ?
M.G.: W piłkę gram od 3 lat, wcześniej trenowałem
karate kyokushinkai.
Red.: Bardziej lubisz mecze ze swoją drużyną czy
z kolegami z klasy?
EKSPERCI 64
Str. 30
czas na małe co nieco
CIASTO BROWNIE
Dziś pomogę Wam upiec przepyszne ciasto czekoladowe. Aby
je upiec, potrzebujesz:
250 g gorzkiej czekolady
3 jajka
75 g mąki
250 g drobnego cukru
280 g masła
pół szklanki wody
75 g orzechów włoskich
Sposób przygotowania:
Czekoladę połam na małe kawałki, masło pokrój w kostkę. Wodę zagotuj w małym rondelku z cukrem, dodaj czekoladę, potem masło, następnie ściągnij garnek z ognia. W misce wymieszaj mąkę i jaja. Pomału dodawaj syrop czekoladowy.
Wsyp orzechy, wymieszaj. Przełóż do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz 20 minut w temperaturze 180 stopni.
Kącik przygotował Max Wolny 5a
Zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego autora
Wrzesień/Październik
w wolnych chwilach
Str. 31
GÓRSKIE WSPINACZKI
Sasza Gurański 4a
nu, oprócz
strumyku,
W tym roku pojechałem na wakacje do Grecji,
była jeszcze
gdzie zwiedzałem różne zabytki i chodziłem po gómała, pusta
rach, min. w Zagori.
kapliczka.
W tych górach jest jeden z najgłębszych kanionów Gdy skońw Europie. Po Zagori chodziłem pierwszy raz w życiu. czyliśmy
Są tam bardzo wąskie szlaki. W Zagori, z góry na dół, podróż, zjedliśmy w
idzie się około dwóch godzin. Gdy zacząłem chodzić
po górach było rano, a gdy skończyłem było już popo- mieście
łudnie. Jak z rodzicami spacerowałem po górach, było obiad i pojenam bardzo wesoło, robiliśmy sobie tam zdjęcia, opo- chaliśmy do
wiadaliśmy żarty i rozmawialiśmy o widzianym przez innego miasta. Po gónas widoku. Widoki z góry i spod góry były bardzo
rach
ładne. Na samym dole kanionu płynął duży strumyk
foto.: Erik1980 (CC BY-SA 3.0)
z lodowatą wodą. Kiedy wszedłem do tego strumyku, w Zagori
stałem w nim przez kilka sekund, a potem od razu mu- naprawdę warto pochodzić, ponieważ jest tam bardzo
siałem wyjść, ponieważ było tak zimno. Na dole kanio- ciekawie.
URODZINY NA STADIONIE!
Dominika Pawela 5b
bez użycia rąk. Kto pokazał dobrze, ten dostawał cukierek. Wszyscy dali mi wspaniałe prezenty. Tort był
12 października odbyły się moje urodziny na stadiopyszny, moja babcia i dziadek zrobili chipsy jabłkowe
nie w loży dla VIP-ów.
i ciasteczka.
Wszyscy podjaNa tych urodzinach bydali czekoladowe
ło 12 osób: ja, moi dziadkokuleczki i chipsy
wie, kuzynka, 4 koleżanki,
paprykowe. Bylimoi rodzice oraz siostra.
śmy tam
Podczas uroczystości wesood 16.00. Impreło bawiliśmy się, było wiele
zę skończyliśmy
zabaw, np. rozplątywanie
o 18.30. Potem
sznurków bez użycia rąk,
pojechaliśmy do
kalambury i wyścigi. Zabamojego domu,
wa ze sznurkami wyglądała
tak: siedem osób miało
foto.: Ł. Czyżykowski (CC BY-SA 3.0) gdzie kontynuowaliśmy zabaprzywiązany sznurek do
wę. Niektórzy poszli po dwudziestej, a innych odwieźręki, który był poplątany z innymi sznurkami. Trzeba
liśmy do domów po dwudziestej pierwszej. Wszyscy
było przechodzić nad, i pod nimi, żeby je rozplątać.
świetnie się bawili. To były naprawdę udane urodziny.
A kalambury polegały na tym, żeby pokazać zdanie
kończymy
WROCŁAW WCZORAJ I DZIŚ
Czasopismo dla uczniów,
nauczycieli i rodziców
9-10/2013
Red. naczelna:
Martyna Leśniak
Zofia Resler
Zespół redakcyjny:
Daria Abadżijewa, Agata Baczyńska, Agata Baczyńska, Kalina BiaPlac Solny, pierzeje zachodnia i południowa. 2012
łek, Hanna Bieńko, Hanna Budka, Aleksandra Długosz, Adriana
Dolińska, Lidia Gardyńska, Zuzanna Gos, Marlena Grabowiecka, Sasza Gurański, Ala Lorek,
Antonina Leśniak, Martyna Leśniak, Dominika Pawela,
Agnieszka Pieczonka, Zofia Resler, Karolina Trylnik, Julia Tyburczy, Maximilian Wolny
Zespół redakcyjny:
Nasz adres:
Plac Solny, fragment pierzei zachodniej, po lewej gmach Starej Giełdy w
pierzei południowej. 1945 r.
Szkoła Podstawowa nr 64
im. Władysława Broniewskiego
ul. Wojszycka 1
53-006 Wrocław
Piszcie do nas:
[email protected]
Opiekun:
Monika Czarniewska
Północno-zachodni narożnik Placu Solnego z pomnikiem Gebharda Leberechta von Blüchera, odsłoniętym w
na podst. „Wrocław trzy rozdziały”

Podobne dokumenty