C1. SUMA SUMMARUM - Nowe Wydanie - 5-narodzin-i

Komentarze

Transkrypt

C1. SUMA SUMMARUM - Nowe Wydanie - 5-narodzin-i
C1. SUMA SUMMARUM - Nowe Wydanie
'Poniższy "Rozdział C1.'(odpowiednik stron 383 do 471), jest zredagowaną wersją
oryginału, przez Celestyna Bachorza. 13.02.26.
C1. SUMA SUMMARUM
1. Refleksje 2. Rodzina i Chata. 3 Upodobania, Rozrywka i Podróże
4. Pomysły , domysły i ‘widzimisie’. 5. Epilog
Więc skąd 'JA'?
1. Refleksje.
Przeglądając karty moich bytów, narzucają się refleksje, a może nawet, tak jak zalecał Platon, potrzeba
analizy, kto to 'JA'? Kim jestem i co zrobiłem? Co wyszło na dobre, co nawaliło, i dlaczego, i jak można by
osiągnąć lepsze wyniki? Jak się wykazałem... Czy zdałem egzamin w tych pięciu zadań?
Moje marzenia, nadzieje, upodobania, myśli, plany, poglądy i przesądy...
Każdy z tych 5-ciu moich Bytów był wyzwaniem. W każdym próbowałem dostosować się do wymogów
sytuacji i środowiska.
Wywodzę się ze Wsi, z korzeni małorolnych gospodarzy, skąd wyniosłem wartości i mechanizmy, które
mi dobrze służyły poprzez całe życie. Przeżyłem Wojnę i Łagry, dzięki nim. Pobyt w Anglii przygotował mnie
należycie do sztuki życia i do mojej kariery. W Kanadzie zapoczątkowałem Rodzinę i osiągałem szczyty
swoich możliwości i sukcesów w mojej karierze. Ostatnie 20 lat poświęciłem Mojej Małej Ojczyźnie, Ziemi
Wrzesińskiej. Wyniosłem stąd dużo uniesień i doświadczyłem dużo satysfakcji.
Zycie mnie pasjonowało. Pasjonuje mnie Rodzina, Chata, którą projektowałem i wciąż ustawicznie
buduję, Moja Mała Ojczyzna. Pasjonowała mnie moja kariera, moje umiłowania: muzyka, pilotaż, golf,
podróże.
Oczywiście doświadczyłem i wiele desperackich sytuacji. Wojny, Lagrów, rozwodu... Ale to daleka
przeszłość...
Dopatrując się śladów, które towarzyszyły mi poprzez wszystkie etapy mego życia, te, które wywodzą
się z wczesnych lat obcowania rodzinnego, są chyba najbardziej wyraźne. Uważam, że cechy te są nabyte,
ekogenami, a nie genetycznie...
Jako najstarszy z spośród trzech braci, przywykłem do przewodzenia, i tak to pozostało. Od matki
odziedziczyłem poczucie dyscypliny, obowiązku, odpowiedzialności. Ciekawość i wnikliwość były zaletami,
które jej również zawdzięczam. Jej wstrzęmięźliwość w trybie życia dostrzegam u siebie w wielu odcieniach.
Mógłbym chyba powiedzieć, że motto Miesa van der Roe: „Mniej jest więcej”, jest i moim mottem. Nie jestem
pewien czy jej zasada, „kochać, ale tego nie pokazywać”, była moją zaletą? Ojciec był małorolnym
gospodarzem, a więc, w moim pojęciu, przedsiębiorcą. A później sklepikarzem. Lubił niezależność i lubił się
bawić. Cechowała go odwaga i przekorność. W sumie tytoń i tortury w Gestapowskiej Cytadeli, były powodem
jego przedwczesnej śmierci. W takiej czy też innej formie widzę ojca osobliwości u siebie. W moich karierach,
C1. SUMA SUMMARUM 1
_________________________________
a później w charytatywnej działalności, ustawicznie doszukiwałem się potrzeb i miałem zdolność dostrzegania
ich, w dziedzinie społecznej tak jak i rynkowej. Próbowałem je zaspokoić i służyć, z korzyścią dla innych, dla
klienta, dla bliskich i dla siebie.
Największą moją zabawą to była moja praca. Kochałem to, co robiłem i byłem bardzo dumny z moich
osiągnięć. Lubię także rozrywkę, muzykę i sztukę, komputer, podróże, sporty i gry. Jestem wdzięczny
opatrzności, że nie stałem się ofiarą nałogów, palenia, alkoholu czy też narkotyków.
Bez wpływu mojej babci, czułbym się chyba upośledzonym, nagim, niekompletnym. Od niej wyniosłem
bogactwa duchowości. Jej prosta recepta, „Rób tak, abyś podobał się Bogu i Ludziom”, okazała się dobrą radą
dla dziecka, jak i dobrym życiowym drogowskazem. Na tych wartościach zbudowane są fundamenty naszej
cywilizacji, poszanowania dla Prawa i poszanowania dla wartości moralnych i uczuć naszych bliskich. Dar
empatii i emocjonalnej inteligencji wywodzi się chyba z tego samego źródła.
Zastanawiam się często skąd i jak powstało u mnie poczucie patriotyzmu. U moich rodziców, a nawet w
szkołach, te sentymenty były raczej niewyraźne. żyłem w kraju zaledwie siedemnaście lat, ale te uczucia
pozostały głęboko zakodowane w moim sercu. Podczas wojny byłem gotów poświęcić swoje życie „Za Waszą i
Naszą Wolność”. Po wojnie, w miarę moich możliwości, pomagałem nie tylko rodzinie, ale i innym. Później,
kiedy wracałem do kraju, to każda wizyta była dla mnie niesamowitym przeżyciem. Każdy zabytek , każdy
kościół, każdy krajobraz, góry i morze, jeziora, i rozległe polany to jakby własne, moje. Ale przede wszystkim
bliscy, Rodzina. To wszystko składało się na głębokie emocjonalne niepowtarzalne przygody.
Próbowałem w kraju zrobić coś konkretnego, zbudować coś, i to nawet przed politycznymi zmianami.
Bo braki i potrzeby, a stąd i możliwości, były duże i wyraźne. Nie wyszło tak jak się spodziewałem, ale w
konsekwencji powstała myśl Fundacji Dzieci Wrzesińskich, co było dla mnie źródłem niezwykłych
doświadczeń, dużo radości i wyjątkowej satysfakcji.
Po dzieciństwie przyszła wojna. Byłem więźniem, żołnierzem, pilotem, studentem, małżonkiem, ojcem,
inżynierem-architektem, przedsiębiorcą, fundatorem, benefaktorem. Wydarzenia, środowiska i okoliczności narzucały mi
te role. Stopniowo jednak, jak 'dojrzewałem', nauczyłem się reżyserować i budować swoje własne sceny i własne role.
Kreowałem własne środowiska i kreowałem swoje własne Ja.
Osiągałem szczyty, chociaż ich nie doceniałem, najczęściej nie byłem ich świadomy. Doznawałem też klęsk i
bólu. Jestem ich bardziej świadomy i towarzyszą mi one niemal bezustannie.
2. Rodzina, Chata i styl życia.
(Kultura Bytu, Upodobania.)
Rodzina.
Aż do małżeństwa z Patrycją,
widziałem siebie, mimo lat tułaczki, jako
część rodziny w kraju. Byłem w ciągłym
kontakcie i pomagałem im, w miarę moich
możliwości. Później miałem dwie rodziny,
polską i kanadyjską, i tak to pozostało do
dzisiaj.
2001. Rodziny z Polski i z Kanady,
razem w Chacie.
C1. SUMA SUMMARUM 2
_________________________________
Patrycja.
W 1956 roku, kiedy zawarliśmy z Patrycją nasz związek małżeński, byłem absolutnie przeświadczony,
że Patrycja była moim przeznaczeniem i to na zawsze. W następnych sześciu latach przybyło czworo dzieci, co
uzupełniło wiarę, że rodzina to święta rzecz, świat miłości, rodzinnego ciepła i szczęśliwości. Kochaliśmy się,
uwielbiałem dzieci, a one odwzajemniali się podwójnie. Były okresy, kiedy miałem obawy, że są tak
przywiązane do mnie i tak bardzo zależne ode mnie, że gdyby się coś stało, to nie dałyby sobie rady bez mnie.
Gdy były jeszcze małe, obserwując ich wczesne kroki, zapisałem, żartobliwie, co przewiduję w ich
przyszłości. Widziałem Stefana, jako Inżyniera, Marka, jako artystę, muzyka, Lyndę, jako lekarza. Nie mogłem
wyczuć niczego u Granta. A jak się myliłem...
Równolegle, jednak, i to od pierwszego dnia po powrocie z ’podróży poślubnej, zaczynałem swoją
karierę, jako niezależny przedsiębiorca, co również było moim marzeniem i przeznaczeniem. Byłem
przekonany, że oba te życiowe wyzwania były współzależne, i konieczne. Aby osiągać sukcesy w karierze
potrzebowałem natchnienia Rodziny, i aby zapewnić Rodzinie przyszłość potrzebowałem zasobów, które
udostępniała kariera.
Wkrótce potem zacząłem budować Chatę, moje rodzinne gniazdo.
Moja kariera osiągała nowe szczyty i narzucała nowe wyzwania. Rodzina dorastała. Po pierwszych
miesiącach ciąży, Pat przestała pracować, aby opiekować się dziećmi i domem. Później z początkiem lat
siedemdziesiątych, wszystkie dzieci były w szkołach. Stefan uczył się w katolickim liceum La Salle College,
Marek był w prywatnej szkole w Port Hope, Trinity College School, Lyndę dowoziłem do Branksome Hall w
Rosedale w Toronto, prywatnej szkoły dla dziewcząt, a Grant był wciąż w pobliskiej szkole podstawowej.
Patrycja w ciągu dnia zaczęła się czuć osamotnioną. Z usposobienia Pat była raczej niezależną i na pewno
marzyła o powrocie do kariery. Ja nie za bardzo to popierałem, bo ktoś musi wciąż doglądać dzieci i Chaty.
Wydawało się jednak, że robiła to starannie, chociaż bez poświęcenia, wnikliwości i bez dyscypliny. Rano
zawoziłem Lyndę do szkoły. Wchodziła głównym wejściem i po kilku minutach wychodziła tylnym i wracała
do swego konia, którego utrzymywała, niedaleko naszego domu, w pobliskiej stajni. Ani Patrycja ani ja tego nie
zauważyliśmy. Lata później, dowiedzieliśmy się, że ta okolica, to nie Grzybowo, to nie tak sielankowa wieś, jak
sobie wyobrażaliśmy. W pobliżu, w sąsiedztwie, były gniazda nierobów i „Yahoo”, ludzi bez ogłady,
wykształcenia i ambicji.
Z czasem praca w domu i opieka nad dziećmi zaczęła Pat nudzić i męczyć. Moja praca wymagała coraz
więcej czasu. Wiecej podróży. W tym czasie mieliśmy projekty na Bahamach, i często bywałem tam dwa razy
w tygodniu. Zaczynałem również London Towers, dwa wieżowce w pobliskim London. Pat, mimo, że nigdy
wyraźnie nie wypowiadała się, myślała o pracy poza domem. Nie mogłem tego zrozumieć, bo Grant dopiero
zaczął szkołę. Nie doceniłem jednak jej uporu i determinacji. W 1973 roku, pod niewielkim pretekstem,
zdecydowała się mnie opóścić. Było to dla mnie niespodziewanym i niesamowitym szokiem. Nie mogłem tego
zrozumieć. Bo przecież kochaliśmy się. Mimo perswazji i moich desperackich wysiłków postawiła na swoim.
Czy nie możnaby odczekać następne trzy lata. Dzieci byłyby już wówczas w Internatach, pod opieką
profesjonalistów? Moja desperacja była tym większa, bo zabrała ze sobą Lyndę i Granta. Został przy mnie
Marek. Stefan już wówczas rzadko bywał w domu.Po zaledwie kilku dniach dzieci wróciły. Nie na długo
jednak. Gdy wymagałem dyscypliny, odchodziły, lub groziły, że odejdą. Nauczyły się nas szantażować. Nie
mieliśmy na tyle zrozumienia, lub podłoża do ugody w interesie przyszłości naszych dzieci. Próbowałem to
naprawić. Później wysłałem, i Granta do Trinity College School w Port Hope. Stefan opuścił de La Salle po
niecałym roku. Nigdy już do szkoły nie powrócił. Lynda też nie chciała się uczyć, chociaż później, kilkanaście
lat później, pod wpływem Leny, wróciła na studia, i razem studiowali na uniwersytecie Torontańskim.
8 lat zmagań .
Zmagałem się z tą sytuacją przez następne 8 lat. Były to ciężkie lata. Doznałem kilka innych ciosów.
Opuścił mnie Harry Balodis. Straciłem mego najlepszego klienta Canadian Tire. Opuściła mnie również Lena.
Borykałem się z dwoma największymi projektami mojej kariery, London Towers i Regent Court. W tym to
C1. SUMA SUMMARUM 3
_________________________________
czasie wykonaliśmy kilkadziesiąt innych projektów i to z nową kadrą. Trudno mi zrozumieć jak temu
podołałem... Trwał ten okres osamotnienia aż do 1981 roku, kiedy, 13 grudnia, w dzień ogłoszenia stanu
wojennego w kraju, pobrałem się z Leną. Od tego czasu zaczął się nowy etap mego życia, okres nowych
wyzwań, nowych osiągnięć, nowych przygód. Nie bez bólu i nie bez klęsk, bo te zawsze towarzyszą po drodze
w życiu i w karierze. Mogłem jednak teraz liczyć na wierną pomoc Leny, która z poświęceniem pilnuje
interesów mojej kariery i interesów swojej przybranej rodziny.
Lena, mój „Soul Mate”.
Lena, to moja żona od 28-iu lat. Stała się wymarzonym życiowym partnerem, jedynym człowiekiem w
moim życiu, który robi wszystko by mnie rozumieć. Jej ciągła nieustanna gotowość do pomocy mnie,
dzieciom, wnukom zadziwia mnie i wszystkich przyjaciół. Znosi bohatersko nasze powikłane rodzinne
kompleksy, i moje osobiste niedociągnięcia, których mi nie brak. Lena rozumie, godzi i przebacza...Lena to
moja sekretarka, księgowa, administratorka od 40 lat, z małymi przerwami. To moja partnerka, kochanka,
przybrana matka moich dzieci i moich wnuków. Jednym słowem to Anioł-niewiasta.
Lena okazała się lepszą żoną, powiem, bez wątpliwości, że i lepszą matką. Troszczy się i pomaga moim
dzieciom i wnukom. Nazywają ją „Lena Mom”. W naszej wspólnej domenie połączyliśmy życie rodzinne,
nasze kariery, nasze zabawy i naszą przyszłość, naokoło naszej Chaty. Lena nadaje sens memu życiu, jest
częścią mnie. Mamy podobne zainteresowania, lubimy tych samych przyjaciół, lubimy tą samą muzykę,
gramy razem w golfa. Chociaż nie lubi przegrywać, ...tak jak i ja... Lubimy sporty, tenis, narty, spacery z
naszym Kobe... Lubimy podróżować... Chociaż urodziła się w Szwecji, w Polsce czuje się lepiej niż w swoim
rodzimym kraju.
Towarzyszyła mi przez 40 lat we wszystkich dramatach mego życia. Lena to największe
błogosławieństwo jakim obdarzyła mnie Opatrzność...· ·Kiedy zabraknie mi czasu, aby dokończyć moje
zadania, to już powierzyłem je Lenie, aby to zrobiła.Jej przekazuję te wszystkie marzenia, zadania i
przywileje, z których sam korzystałem.
Lena
C1. SUMA SUMMARUM 4
_________________________________
Dzieci - niezależni, ale...
Dzisiaj wszystkie moje dzieci, chociaż są
niezależne, żadne nie osiągnęło swego potencjału i
swoich możliwości. żadne nie wykorzystało
mnóstwo wyraźnych okazji, które udostępniły
ostatnie dekady dobrobytu.
Dlaczego?...Nie sięgali, na pewno marzyli,
ale czy to wystarczy?... Chociaż były zrywy, ale
bez konsekwencji, bez zaparcia, i bez trwałych
wyników. żadne z nich nie skończyło uniwersytetu,
najstarszy, Stefan, nawet nie próbował. A może
obserwując moje boje, doszli do wniosku, że nie
warto tych poświęceń? I rezygnowali, - zanim
zaczęli...
Od lewej: - Stefan, Marek, Lynda i Grant.
Stefan, najstarszy, przystojny mężczyzna, silnie zbudowany, silne ramiona i ręce, które powinny dać
kobiecie i rodzinie poczucie bezpieczeństwa. Niestety, po dwudziestupięciu latach małżeństwa z Debbie,
rozchodzą się.
Choć starałem się dać Stefana dzieciom to, czego on nie mógł – najlepsze prywatne szkoły, a Lena
latami pomagała łagodzić konflikty w rodzinie i w szkołach, to i nam nie udało się prawie niczego doprowadzić
do końca.
Miał zaledwie 6 lat jak zacząłem budować moją Chatę. Stefan pomagał z entuzjazmem. Skupiał naokoło
siebie kolegów z sąsiedztwa, większość starszych od niego i dowodził. Nauczył się tego, jako najstarszy w
rodzeństwie, mógł stać się sprawnym liderem. Pózniej nauczyłem go programu 'Krytycznej ścieżki'. Wciąż się
nim posługuje.. Stefan potrafi wiele rzeczy, których przeciętny smiertelnik nie umie i za to go cenię. Jest
perfekcyjnym budowniczym, hydraulikiem, elektrykiem – tak zwaną “złotą raczką”('Jack of all trades') .
Na wycieczce okrętowej. Stoją od lewej: Stefan, Debbie i Ala. Siedzą Lena, ja i Matt.
Miał 16 lat, kiedy roztaliśmy się z Patrycja. Przeżywał to boleśnie. W tym samym czasie zakochał się w
starszej od siebie Debbie, która dała mu troje dzieci, Richarda, Alicję i Matta. Niestety, po wielu latach udręki,
C1. SUMA SUMMARUM 5
_________________________________
żar w domowym ognisku zagasł. Stefan cierpiał i robił różne dziwne rzeczy, żeby sobie pomóc i wyleźć z tego
cierpienia. Pokusy życia obezwładniały go wiele razy i chyba tylko fizyczna praca, jak lekarstwo, przywracała
go do rzeczywistości.
Stefan nigdy nie przyszedł, nie usiadł ze mną do stołu i nie powiedział: „Ojcze, pomóż.” A pragnę i
próbuję pomoc, tak jak i zresztą wszystkim moim dzieciom. Ostatnia z inicjatyw, którą mu wypracowałem to
był ‘mini-golf' w London. Lubi golfa, nawet sam zbudował małe prowizoryczne pole golfowe przy swoim
domu, ale odmówił. Miał by tam zapewnioną karierę w dziedzinie, która go porywała. Nie wiem i szukam
odpowiedzi, - dlaczego?
Marzyłem żeby został inżynierem, i nie mam wątpliwości, że mógłby zostać takim, i to doskonałym.
Wybrał jednak swoją, a nie moją, drogę do szczęścia. Kocham go i marzę, że się na nowo odnajdzie.
Cud Stefana.
W czasie publikacji pierwszego wydania tych wspomnie ń, Stefanowi przydażyła się największa tragedia
jego życia. Nabawił się „świńskiej grypy”, która kolejno przerodziła się w zapalenie płuc, najpierw wirusowe a
pózniej bakteryjne. Pózniej skrzepy krwi w nogach i płucach, i ostatecznie grzybica w płucach. W wyniku
stracił przytomność i pozostał w tym stanie przez następne trzy miesiące.
Dyrektor wydzialu, dr Simone i, niezależnie, dr Warner, uznali, że nie pozostało żadnych szans, aby to
przeżył. Rodzina niesamowicie to przeżywała. Grant i Małgosia zamówili Mszę świętą w jego imieniu, w ich
kościele Corpus Christi. Podobnie zrobili to również państwo Quilty w Midland.
Wkrótce przed swiętami Bożego Narodzenia, 2009 roku, Małgosia i Grant poprosili swego proboszcza,
Monsignora Bianco, aby dał Stefanowi „ostatnie namaszczenie”. Zgromadziliśmy się, chyba 17-tu z pośród
najbliższych, włącznie ze mną i Leną, i Patrycją, jego matką, jego żoną Debbie, dziećmi i wnuczką Clairą.
Pięciu z pośród nas to katolicy a reszta to protestanci, heretycy i poganie bez wiary. Monsignor pragnął
zapoznać każdego z nas i przedstawić nam znaczenie tego tradycyjnego katolickiego obrządku. Bezpośrednio
po tym, przeszliśmy do Stefana pokoju, gdzie nieprzytomnego, podłączonego do kilku komputerów, wciąż
pilnowały bez przerwy pielęgniarki. Ksiądz zaczął modlitwy i rytuał namaszczenia, a my w objęciach i w łzach
otoczyliśmy go i Stefana. Było to niezwykłe i głębokie wydarzenie. Wszystkich wówczas, włącznie z
Monsignorem i tymi ‘poganami’ łączyła żarliwa modlitwa, apel do Boga, o ‘cud’...I tak się stało, stał się Cud!...
Stefan jakby zmartwywstał. Miesiąc pózniej wrócił do przytomności. Dzisiaj chodzi już, chociaż z pomocą
pulpitu. Modlimy się i marzymy, aby doszedł do pełnego zdrowia, i żeby na nowo się narodził...
List Jakuba 5,14-15
‘Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa
pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone’ .
Marek, może najzdolniejszy, mógł, rzeczywiście zostać dobrym artystą. Mogę nawet powiedzieć, że jest
artystą, i muzykiem. Pisał niezłą poezje, malował i rzeźbił. Mógłby zostać świetnym aktorem. Studiował na
Uniwersytetach w Toronto, Strasbourgu, we Francji i w Sudbury. Nie skończył żadnego. Ostatecznie obrał
muzykę na swoją karierę. Muzyka i sztuka najbardziej odzwierciedla wrażliwości jego duszy.
Komponował i
nagrał kilka albumów. Niestety tak jak wielu w tej dziedzinie, rokowej kultury, uległ pokusom narkomanii.
Opanował to po wielu latach, powiem nawet, że bohatersko, ale ślady i blizny pozostały.
C1. SUMA SUMMARUM 6
_________________________________
Jest sam do dziś, nigdy się nie ożenił - stroni
od odpowiedzialności - chociaż przelewa się przez
jego serce wiele uroczych dziewczyn. W trudnych
miesiącach po moim rozwodzie z Patrycją stał
lojalnie przy moim boku. Przyglądał się z bliska tej
życiowej tragedii, i może to jest powodem, że unika
stałych węzow.
Dzisiaj ma małą firmę, Rox Construction, i
montuje ozdobne elementy architektoniczne, w
marmurze lub w granicie i piaskowcu.
W Chacie można znalezć wiele śladów jego
twórczości i jego artyzmu. Dziedzince i tarasy
naokoło basenu wyłożone ozdobną cegłą, betonowe
stoły i ławki pokryte kafelkami o ciekawych
wzorach. W łazienkach ogrzewane posadzki w
marmurze i lustrzone ściany. Nowe okna jak sceny, z
drzewa, bo jest i dobrym stolarzem-artystą. Mieszka
w zaniedbałym sklepie w zubożałej polskiej
dzielnicy, blisko „polskiego Ronces”. Urządził w nim
swoje muzyczne studio i biuro dla swojej firmy. Płaci
duży czynsz.
Udostępniłem i zachęcałem go, aby zbudował
swój własny budynek na naszej posiadłości, na 185
Gerrard Street E. Wypracowałem nawet formułę,
która zapewniłaby mu, nie tylko luksusowe
mieszkanie, ale poważny kilkusettysięczny zysk. Z
niezrozumiałych względow, nie odważył się, mimo,
ze zapewniałem go, że jak zajdzie potrzeba to
pomogę.
Wciąż jednak wraca do muzyki.
Co roku, w Chacie, urządza koncerty, gdzie
ma szansę zaśpiewać, zagrać, i popisać się swoimi
utworami. Stało to się jednym z tradycyjnych
corocznych wydarzeń w naszej Chacie.
Jestem dumny z jego wszechstronnego
artyzmu, jego muzycznych utworów, rzeźb, poezji,
jak i z jego zaniedbanych talentów aktora. Jestem mu
wdzięczny, że stał przy moim boku, kiedy
potrzebowałem poparcia. Kocham go też, dlatego że
jest dumny ze swego polskiego dziedzictwa i
podkreśla to przy każdej okazji.
Popiersie Marka w brązie wykonane
przez jego szkolnego kolegę, Pat Birminghama.
C1. SUMA SUMMARUM 7
_________________________________
Marka rzeźba
Doroczny 'rock' koncert w Chacie.
Marek przy klawiaturze.
C1. SUMA SUMMARUM 8
_________________________________
Lynda, po trzech latach studiów, nie skończyła Uniwersytetu. Później wyszła za mąż i razem ze swoim mężem,
Markiem, muzykiem, prowadzili małe przedsiębiorstwo sprzedaży zabytkowych płyt i taśm. Inicjatywa upadła i
rozeszli się. Przez kilka lat pracowała, jako buchalterka, w szpitalu. A księgowość to nie medycyna.
Od roku próbuje szczęścia, jako konsultant w posiadłościach i księgowości, ale bez pasji. Działa pod
szyldem „Kawartha Services” Mieszka w pobliskim Peterborough. Ma dwie urocze córki, ktore dobrze się uczą.
Najstarsza, Rosalea zaczęła studia uniwersyteckie w Anglii, a w tym roku kontynuuje na Queen's University w
Kingston, Ontario. Młodsza, Celestine ma w planach iść śladami swojej siostry. Lynda jest bardzo dumna z
nich, ja również.
Lynda i Patrycja
Wnuczki Celest i Rosalea tańczą na scenie
Lynda, rozwiedziona i zawiedziona. Rozstała się z miłościa swojego życia – mężczyzną, którego
charakter zniszczyłby nawet najsilniejszą kobietę. Mimo niemal zbrodniczych przeszkód z jego strony i wielu
przykrości i goryczy, ocaliła swe córki. Lena i ja poświęcamy dużo czasu i pomocy finansowej, aby jej pomóc.
Liczymy na to, że blizny, które pozostały z jej nieudanego małżeństwa, zagoją się i wkrótce wróci do
normalności, i w jej oczach ujrzymy na nowo promienie nadziei i uśmiech radości na jej twarzy. Jestem dumny
i wdzięczny, i kocham ją nie tylko za to że jest moją jedyną córką, ale za to że była dobrą matką i dała mi dwie
wnuczki które osiagną, nie mam wątpliwości, wyższe wykształcenie, i odrodzą moje nadzieje o godną
przyszłość mego potomstwa
Grant, to mój najmłodszy syn, również przystojny jak jego bracia. Najlepszym atletą w naszej rodzinie.
Niepokonalny w tenisie, ping pongu, w żeglowaniu i w windsurfingu. W TCS, prywatnej szkole gdzie się uczył
przez 6 lat byl najlepszym graczem krykieta w 150 letniej historii tej szkoły. Grał tam również w hokeja i w
piłkę nożną.
Grant był małym chłopcem jak odeszła Pat. Wkrótce potem posłałem go do tej prywatnej uczelni. Tak
że nie dużo doswiadczył matczynego ciepła. Szukał za nim w jego pierwszym małżeństwie, z młodą
dziewczyną francuskiego pochodzenia, którą zapoznał na Uniwersytecie. Ale tam tego ciepła też nie zaznał.
Kiedy Grant dawał jej prezenty pod choinkę odwracała się plecami mówiąc: „To mi się nie podoba. Kup mi coś
innego”. Grant w tym związku byl przytłoczony i zniszczony.
Na jego drodze stanęła kolejna wielka miłość, zostawił, więc Lulu. Walczył przez lata o swoja córkę
Julie, sąd jednak uznał, że córką powinna opiekować się matka. Związał się ze starszą od siebie dziewczyną,
która dała mu ciepło i do dzisiaj jest jego żoną oraz matką małego Filipka, który jest czołowym uczniem i uczy
mnie gier komputerowych. Ma już dwanaście lat.
C1. SUMA SUMMARUM 9
_________________________________
Małgosia jest Polką. Grant i Małgosia przetrwali probę czasu, a po Lulu nie zostało w jego życiu wiele śladu, –
no może, oprócz spustoszenia finansowego.
Grant, Filip i Małgosia
Julia, córka Granta i Lulu
Grant, od którego najmniej się spodziewałem, okazał się najsprawniejszy. Studiował przez 3 lata na
York University w Toronto. Zdecydował się wziąć rok odpoczynku. Ostrzegałem go, że nie wróci, i tak się
stało. Piętnaście lat temu Grant kupił, od Chata Holdings (naszej rodzinnej spółki), blok z 37 mieszkaniami.
Budynek ten, mimo, że od tego czasu, podwoił swoją wartość, jest w kłopotach finansowych, bo zadłużył go do
maksimum. Więc pytam się ich, co zrobili z milionem dolarów? Bo na tyle się zadłużyli. Nie wiedzą, uważają,
że to nieprzyzwoite pytanie, i że to nie mój 'biznes'. Małgosia administratorką posiadłości, a Grant prawie
skończył 'biznes' na Yorku, i nie wiedzą, co się stało? Bo nie z Grzybowa!
Nie łatwo jest zrobić milion,
ale łatwiej, bardzo łatwo, jest go roztwonić!... - nawet trudno to zauważyć. Koniuktura się poprawia tak, że
mam nadzieję, że nie stracą tego budynku, tym bardziej, że Grant tam się urodził, a ja go zbudowałem
Grant jest wspaniałym ojcem, i wspaniałym synem. Opiekuje się mną bezinteresownie, zarządza El
Pueblo i moimi komputerami. Jak nas zabraknie, mnie i Leny, to mam zamiar powierzyć losy naszej rodziny
właśnie jemu. Jestem mu za to wdzięczny i kocham go tak jak wszystkie moje dzieci.
Zdrowie.
Chcę żyć... Życie mnie bawi. Dbam o zdrowie, czuję się dobrze. Nie spodziewałem się tak długo żyć.
'W zdrowym ciele, zdrowy duch'...
Dbam o zdrowie, fizyczne, umysłowe i duchowe. To są trzy podstawowe filary, na których można
budować ciekawe i urocze życie. Trzeba o nie troskliwie dbać.
Gdy byłem dzieckiem ustawicznie chorowałem, miałem częste bóle głowy, zębów, żołądka... W szóstej
klasie szkoły podstawowej, we Wrzesińskiej 'Jedynce' straciłem 80 dni zajęć. Wymiotowałem, słabłem,
nauczyciele zwalniali mnie z zajęć... Później malaria, raki, dyfteria, zapalenia płuc, wyrostek robaczkowy,
operacje...
A teraz sercowe kłopoty, no i wiek...
C1. SUMA SUMMARUM 10
_________________________________
Ale żyję, bo chcę żyć!... Dbam o siebie... Ćwiczę ciało, umysł i duszę - na codzień... Utrzymuję i
pobudzam zainteresowania, umiłowania w sporcie, w komputerze i w muzyce.
Pomaga Lena, oboje lubimy nasz styl życia. Lubimy naszych przyjaciół., nasze podróże, golfa i
przechadzki z naszym przyjacielem Kobe.
Dobra dieta jest lekarstwem.
Lena dba o dietę. Unikamy smalcu, masła, wędlin, i innych zwierzęcych tłuszczów, cukru i soli. Nie
palimy i unikamy alkoholu w nadmiarze. Lubimy owoce, jarzyny, orzechy, grzyby i ryby. Lubię także pączki,
ale Lena zabrania.
Zła dieta jest trucizną, a dobra lekarstwem...
Uważam, że jesteśmy sami autorami naszego zdrowia, i sami za nie odpowiedzialni. Lekarze leczą, a nie
zapobiegają chorobom, a powinni..
C1. SUMA SUMMARUM 11
_________________________________
Chata.
Chata to moja
świątynia... Jest świątynią
moich marzeń, źródłem moich
inspiracji. Chata jest symbolem
mojej duszy...
Wciąż się odradza, wciąż
ją odkrywam, wciąż ją buduję, nie mam zamiaru nigdy jej
skończyć...
Jest dziełem w 'toku'...
W niej budowałem siebie i tu
budowałem swoją rodzinę...
Tu rodziły się, w
bezsennych nocach, moje
marzenia...
Tu głęboko zakorzeniły
się moje Ekogeny...
Chata, to więcej niż
dom... to rodzime gniazdo, to
forteca dla ducha, to kotwica...
To więcej niż budynek, to przestrzen, poza murami, - jej
integralnę częścią... to drzewa i
kwitnące krzewy, pachnące
wonią zioła i chwasty,
smakowite dzikie maliny,
jabłonie, borówki, agrest... sarny,
wiewiórki, czasem wilk,
zabłąkany dziki indyk, lub lis i
królik. Kolorowe ptaki,
dzięcioły, żarzące kolorem
kardynały i biało niebieskie
'blue jays',
...Nawet, gdy żmija, to
też w kolorach...
‘Ołtarzyk' w Chacie.
C1. SUMA SUMMARUM 12
_________________________________
‘Dżungla’ jesienią w dolinie poniżej
Klon kanadyjski zimą, w kryształach z lodu
Dbam o przyrodę, każde drzewo to ikona, a mam ich tu chyba tysiące... Przestrzenie wokół domu
planuje jakby to były pokoje, pokoje ze ścianami z rodzimych klonów, lip i tuji i morw, a ponad podniebne
białe cumulusy i błękitne przestworza.
Chata jest również i domem. Wątpię czy Corbusier odważyłby się nazwać ją 'maszyną do życia'? Nie
jest domem 'eleganckim', a raczej spartańskim, chociaż nie odpowiada przymiotnikom. Dla mnie jest ona
doświadczeniem, codzienną przygodą...
Starzeje się, tak jak ja, ma błędy tak jak ja. Dach przecieka od czasu do czasu. Pocieszam się bo
podobnie było u Corbusiego i Frank Lloyd Wrighta.
Są błędy, bo budowali go Emigranci, tacy jak ja, Włosi i Rosjanie i polscy mecenasi, którzy udawali
stolarzy... Ale w sumie, błędy czy nie, Chata rosła jakby 'naturalny twór’, jak to określił znajomy sąsiad
psycholog...
Wyrosła, wyrzeźbiona i wyryta z podziemia, i w symbozie z otoczeniem, z naturą, ekologią...
C1. SUMA SUMMARUM 13
_________________________________
Zbudowana jest na skarpie, z widokiem na obszerną przyległą 'dżunglę', dolinę rzeki Rouge. Niedaleko,
również przylega do tej doliny ogród zoologiczny. Kiedyś uciekł z niego tygrys. Trwało trzy dni zanim go
znaleźli. Może ukrywał się niedaleko Chaty. Nie wiem, rzadko tam chodzę.
Mimo, że teren, który należy do Chaty to ponad 2.5 hektara, to i tak było za ciasno aby znaleźć miejsce
na budowę. Wszędzie dominowały potężne świerki, kanadyjskie klony i rodzime tuje. W rezultacie znalazłem
gniazdo dla Chaty, chociaż ciasne. Jest pokrzywiona, bo tuli w swoich objęciach odwieczne tuje. Dlatego
trudno znaleźć główne wejście, bo w drodze drzewa. Tym bardziej, że jest dziewięć zewnętrznych drzwi, a
dzwonki rzadko działają. Tak, że gość, aby dać znać o sobie, musi gwizdać, krzyczeć lub kopać w drzwi.
Chata jest jednak obszernym gniazdem. Wnętrze dominuje drewno. Na parterze sufit z drzewa a podłoga
z cegły, a więc lepsza niż w Łuszczanowie, gdzie się urodziłem, bo tam były podłogi z twardej gliny.
Większość umeblowania sam projektowałem i budowałem je sam, z resztek po budowie, z pomocą Patrycji i
dzieci, chociaż najmłodszy był jeszcze w pieluchach.
Wewnątrz, dużo i różnych przestrzeni. Nie wiem dokładnie ile, bo często niewyraźne, a czasem to tylko
wnęka, lub oszklony wylot z panoramą na 'dżunglę'. Największa przestrzeń, to połączone trzy pokoje. Salon,
'Sun Room' i pokój rozrywkowy z bilardem 'cum ping-pong’i 'upokorzonym' telewizorem z magnetowidem, w
kącie. W sumie 20 metrów długości.
Najmniejszy i najbardziej chyba popularny, szczególnie dla dzieci, to wnęka, 'Saloon'.
Mierzy zaledwie półtora metra na dwa metry długości. Dzieci, i Lena, lubią się tam tulić...
Trzy sypialnie dla dzieci mają wmurowane spartańskie prycze i stoły, zbudowane z 8 cm belek. Bo
młodzież i dzieci to rewolucjoniści, lubią burzyć. Prycze mają szuflady z materacami dla ich gości, a stoły,
również z podobnych belek, służyły dla ich zajęć domowych.
Lenie zbudowałem kuchnię ze sceną na dziedziniec z kwiatami, aby uczcić jej kulinarne natchnienia.
Studwudziestoletnie dźwiczki dla szafek, pochodzą z stupięćdziesięcioletniego domu z 592 Woodbine,
pierwszego mego własnego domu, (to tam urodził się Grant i gdzie później zbudowałem blok z mieszkaniami.
Grant jest dzisiaj jego właścicielem).
Jadalnia jest w stylu 'średniowiecza', jak zauważył dziesięcioletni Trystan, wnuk Jima MacKenzie,
których gościliśmy tu w ostatnim weekendzie. Tak, atmosfera i meble, raczej zakonne, klasztorne. Krzesła
niewygodne, trzeba siedzieć prosto, ...tak jak mnie nauczyli cywilizowani Anglicy... A może w zakątkach mojej
podświadomości pokutuje duch ascety?...
'Bazylika'.
Chata ma również swoją 'Bazylikę'...
Mama była tylko raz w Kanadzie. W czasie jej pobytu przyglądała się z podziwem jak się rodziła Chata.
Pracowaliśmy wówczas nad ostanią częścią budowli, sześciokątnej obszernej komnaty z połamaną kopułą, ze
świetlikiem w środku dachu. Przypominało jej to chyba wnętrze kaplicy, i nazwała to dowcipnie 'Bazyliką' i
tak to pozostało...
Do ‘Bazyliki’ wchodzi się przez żelazną bramę. Znalazłem ją, zaniedbaną w błocie, na złomowisku. Za
bramą przechodzi się przez ‘Galerię’ z panoramą na tylny dziedziniec, tarasy, drzewa i wodę, rożen z
kominkiem i na dżunglę. Kilka stopni niżej, - 'Bazylika', sześciościenną przestrzeń. Podłoga i ściany z cegły,
kopuła z sześciu trójkątnych płyt z drzewa, podpartymi sześcioma potężnymi belkami, które zwężają się ku
C1. SUMA SUMMARUM 14
_________________________________
górze, a u szczytu, łamią się, i jakby ręce w modlitwie, ...sięgają do nieba... Kończą się jakby odcięte ramiona,
bo inaczej to chyba bluźnierstwo...
'Bazylika' przed świętami.
W czasie budowy 'Bazyliki’ kupiłem kościelne organy. - Zabytkowe, miały ponad sto lat. Kościół chciał
ich się pozbyć, bo elektroniczne niby 'lepsze'. Kościelne organy wspaniale pasowałyby do Bazyliki. Zabrakło
jednak miejsca na 360 piszczałek, więc pogłębiłem piwnicę, aby je pomieścić, a ich głos dochodziłby wówczas
jak z podziemia. Mógłby być ciekawy efekt.
Nigdy jednak do tego nie doszło, bo Alek Baran, organista, syn mego pracownika, nie mógł znaleźć
sposobu, aby je odbudować i zremontować za mniej, niż 25 tysięcy dolarów. Tak, że piszczałki teraz
spoczywają w piwnicy, a klawiatura i pedały zdobią Bazylikę.
Marek, mój syn, obiecuje, że nagra dźwięk tych piszczałek 'cyfrowo' i odtworzy go na swoim
syntezatorze... Czekam...
W 1984, 'Bazylika’ rzeczywiście służyła, jako kaplica do ślubu Stefana i Debbie. Szkoda, że bez
organów. Przyjęcie było na przyległym tarasie kilka stopni poniżej, przy Bazylice pod wielkim namiotem.
Bawił nas zespół rockowy Marka....
C1. SUMA SUMMARUM 15
_________________________________
Chata. Galeria
Lena w kwiatach przy ‘Bazylice’
M
Mamy tu wiewiórki, Leny wiewiórki:
srebrne, czarne, rude... a tu ‘chip-munk’
Szkarłatny kardynał
C1. SUMA SUMMARUM 16
_________________________________
Bazylika od Basenu
C1. SUMA SUMMARUM 17
_________________________________
Pokój rekreacyjny. Bilard ‘cum’ ping pong.
Kuchenna scena Leny
C1. SUMA SUMMARUM 18
_________________________________
Krzesło w jadalni.
.
„Zakonne” meble w jadalni
C1. SUMA SUMMARUM 19
_________________________________
‘Sun-Room’. ‘Pokój Słońca’ Najpopularniejszy pokój w Chacie, szczególnie zimą.
Na łyżwach na basenie
C1. SUMA SUMMARUM 20
_________________________________
Sarna na dziedzińcu
Kolorowa żmija na tarasie
na tarasie
Przyjaciel Kobe
Podarek od przyjaciela Rosa
C1. SUMA SUMMARUM 21
_________________________________
Basen z barem i kominkiem
Chata światynią.
Cztery lata temu, kiedy Jola, córka mego bratanka Leszka i Hani, jej wspaniałej mamy, zaczynała studia
architektoniczne, na Politechnice w Poznaniu, przysłała mi komputerowy szkic domu mieszkalnego.
Jestem 'fanem' Nowej Technologii, ale projektowanie domu 'CAD'em, programem komputerowym, wydaje mi
się nienaturalnym, sztucznym, nieomal bluźnierczym...
Więc tak jej odpisałem, po angielsku, bo uczyła się również angielskiego, i mnie też łatwiej po
angielsku. Więc przetłumaczę:’Po dekadach projektowania i budowy setek różnego rodzaju budynków, doszedłem do wniosku, że
projektowanie i budowa Domu jest największym i najbardziej satysfaksunującym wyzwaniem. Bo dom to więcej
niż budynek. To jest kogoś Dom. 'Moja Chata'. 'Mój Rodzimy Dom', miejsce (kogoś)moich najcenniejszych i
intymnych marzeń, i często najbardziej inspirujących.
Miejsce, gdzie jestem w symbiozie ze sobą i z bliskimi... Mój Dom, jest 'Moją świątynią'! Nie potrzebuje
być dużym, nie musi być luksusowym, lub kosztownym, - ale musi być osobistym (własnym), on musi być 'Moim'.
Dla Witolda Rybczyńskiego, profesora architektury na McGill University w Montrealu,
‘Najpiękniejszym domem na świecie’( 'The Most Beautiful House in the World'-napisał książkę pod tym
tytułem), jest jego 4-ro pokojowy Dom przy Wodzie. On go wymarzył, on go projektował i on go zbudował, i
mieszka w nim ze swoją żoną.
Oczywiście Dom jest również i budynkiem, miejscem posiłków, odpoczynku i gdzie śpisz, i coraz
częściej, miejscem pracy. Jest to schron, miejsce użytku, 'maszyna dla życia; ( 'a machine for living'), jak
powiedział Corbusier. Musi mieć dach nad głową i ściany. Musi mieć światło i ciepło, i być wygodnym, i mieć
wewnętrzne i zewnętrzne przestrzenie, pokoje. Powinien udostępnić widok i zapewnić prywatność...
Musi uwzględnić tryb życia jego domownika(mieszkańca), i jego kulturalne preferencje, jak i wymogi sąsiada i
C1. SUMA SUMMARUM 22
_________________________________
środowiska...
Dla szanującego się Architekta, projektowanie Domu dla kogoś innego, powinno zawsze być
wyzwaniem i nowym doświadczeniem. Frank Lloyd Wright mieszkał przez sześć miesięcy ze swoim klientem,
zanim uznał, że jest gotów zaprojektować jego 'Home' ('rodzinny dom').
Niestety nie wielu z nas posiada środki, aby móc zbudować, lub być właścicielem własnego domu. I
rzeczywiście jest to wielka szkoda.
Egipski Architekt Nathan Fathy, zalecał myśl prostego domu dla ludzi biednych krajów, który mogłyby
być zbudowany przez nich samych. Co za wspaniały pomysł! To zmieniło by byt milionów, z desperacji na
nadzieję, i stać się generatorem dobrobytu dla ich ojczyzn.
Co się stało z tą szlachetną myślą?
Pod pewnym względem, dla Architekta, projektowanie mieszkań dla komercjonalnego klienta jest
zupełnie innym zadaniem. Projektujesz dla klienta, który nie będzie w nim mieszkał i którego podstawowym
motywem będzie zysk. Te mieszkania będą domami dla anonimowych, dla wspólnego mianownika. Niemniej
jednak, dla Architekta z wyrozumieniem i z wyobraźnią, i przedsiębiorczego developera, to jest duże pole do
popisu. Rynek w postępowych krajach potwierdza to. To jest inna koncepcja Domu, gdzie 'swój' i 'mój' staje się
kompromisem dla komunalnego trybu życia, dla mieszkańców ze specyfistycznymi wymogami,
zainteresowaniami.. Twoja, Yolu, koncepcja 'bliźniaków' może być dobrym przykładem obu idei, w wypadku,
kiedy budowniczy chce mieszkać w jednym bliźniaku i wynająć drugi, aby pomagał mu w spłacaniu hipoteki...
Jak wiesz 'Chata’, (mój rodzimy dom('Home'), jest daleka od doskonałości, nie jest elegancką, i nie jest
nawet wygodną. Jest celowo spartańską, niemal ascetyczną, ma dach, który przecieka, ściany budowane przez
polskich stolarzy, więc nigdy proste, ma za dużo wejść i bez dzwonków. I jest zawsze niewykończona... To jest
'Myśl', która nigdy nie dojrzewa, to jest proces, żyjący proces, nurt ... ustawiczne wyzwanie... ale nigdy nie
marzeniem post-modernisty...
Tu jednak wychowały się moje dzieci, tu jest Lena, tutaj ja słucham Albinoniego, Haendla lub
Góreckiego, marzę, ubolewam nad swoimi klęskami, aspiruję za nowymi wyzwaniami, przyglądam się moim
wnukom fikającym w basenie, chodzę na spacery z Kobe... ...I najważniejsze, zbudowałem Ją sam.. i wciąż Ją
buduję...
'Chata' jest 'Moją Świątynią'...'
3. Upodobania. Rozrywka. Podróże.
Muzyka jest moim umiłowaniem...
www.youtube.com/watch?v=9Ud5wjHeyW8
To poezja bez słów... - język mojej duszy... Towarzyszy mi ustawicznie, na co dzień...
Gdybym miał wybór zawodu w następnej reinkarnacji, to wybrałbym chyba zawód kompozytora...
Lubię muzykę klasyczną, renesansu i baroku. Lubię Chopina i Beethovena, ale i Monteverdi, Vivaldi, Haendla,
Albinoniego i Symfonię Pieśni żałosnych Góreckiego. Lubię dobry Jazz, nawet i dobry Rock, i muzykę
ludową, polską, grecką, rosyjską i meksykańską...
C1. SUMA SUMMARUM 23
_________________________________
Żałuję, że nigdy nie nauczyłem się grać na żadnym instrumencie. Organy byłyby moją preferencją. Ale
muzycznie mówiąc jestem 'głuchym'. Odkrył to już dawno Szumiński, mój nauczyciel w Grzybowie. Na
lekcjach śpiewu, wypychał mnie do tyłu klasy, abym nie przeszkadzał...
Sporty zaspakajają moje fizyczne potrzeby...
Od kilkudziesięciu lat moim, i Leny, ulubionym sportem jest golf. Traktuję to, jako siedmiokilometrowy
spacer w 'raju'. Lasy, jeziorka, murawy i wiewiórki i ptaki...
Lubię też tenis i ping pong... Zbudowałem kort tenisowy i basen przy Chacie. Kiedyś lubiłem żaglówki i
pływać w basenie. Żaglówkę oddałem Grantowi, a on ją zaniedbał, a basen, dzisiaj, to zabawa dla wnuków i
dzieci, a dla mnie udręka ...
Gram nieźle w ping pong, na równi z moimi potomkami, z wyjątkiem chyba Granta i wnuka Matta.
Zimą, Lena i ja, lubimy narty, biegowe i zjazdowe. Biegowe w dolinie rzeki Rouge, poniżej Chaty.
Corocznie urządzamy rodziną tygodniową
imprezę narciarską w pobliskim
Collingwood.
Każdego roku próbujemy wycieczki na
'poważne' narty. Naszym ulubionym
terenem jest Whistler i Blackcomb w
Kolumbii Brytyjskiej. Są to tereny następnej
zimowej Olimpiady, w 2010 roku. Są tam
wspaniałe zjazdy i wspaniałe panoramy i
blisko Vancouveru, gdzie mieszkają, mama
i siostra Leny, Krysia. Byłem także na
nartach, z Leną, na Mt. Tremblant i Eastern
Townships, w Quebeku, w Colorado i
Lake Placid, w USA, i w Zell am Zse, w
Austrii. A poprzednio z dziećmi w
Zakopanem, w Zermat w Szwajcarii i Banff
w Albercie.
Tenis z Matt, moim wnukiem. Chata 2007
Chata. Stół bilardowy służy również jako Stół
Pingpongowy. Na zdjęciu Matt z kolegami
C1. SUMA SUMMARUM 24
_________________________________
Winchester Golf Club, moje ulubione pole golfowe.
Z góry, za ukrytym jeziorkiem, polana i kolory, i cel(‘Green’) na odległej murawie
Golf z Leną w Puerto Vallarta, Meksyk
C1. SUMA SUMMARUM 25
_________________________________
2007, - jeszcze w niezłej formie...
1971. Hokej przy Chacie.
1971. Hokej przy Chacie.
C1. SUMA SUMMARUM 26
_________________________________
Komputer.
Spędzam codziennie dużo czasu przy komputerze. Komputer jest moim warsztatem pracy. Jest on też
i moją rozrywką. W tej chwili, kiedy mozolę się nad tym Biogramem, to równocześnie, na tle, uspokaja mnie
Monteverdi.
Pracuje na dwóch ekranach, jeden przeznaczony na pracę, a drugi na materiały pomocnicze i źródła. A
w przerwach mojej pracy pokazuje się, automatycznie, galeria moich zdjęć, a mam ich tysiące załadowanych
na tym komputerze.
Dzięki Internetowi, mam na bieżąco dostęp do poczty elektronicznej, do bibliotek i encyklopedii, do
newsów, do forum ‘Wiadomości Wrzesińskich’, do ‘Przeglądu Powiatowego’, do ‘YouTube’, ‘FaceBook’ i do
ponad tysiąca kanałów telewizyjnych, z całego świata, w tym i polskich. Często, posługując się darmowym
programem 'Skype', rozmawiam z Piotrem Orwatem, we Wrześni, członkiem Zarządu Fundacji, lub z jego
ojcem. Podobnie z moimi bliskimi, po drugiej stronie Atlantyku. Z kilkoma, co mają podłączone kamery,
możemy się nawzajem widzieć, jeśli tego zechcemy.
Komputer to cud, który stworzyły i budowały, poprzez ostatniego półwieku, setki tysięcy naukowców i
amatorów ( 'geek'ów'). Intryguje, fascynuje i przeraża mnie to, tak jak i innych. Nie ma człowieka na świecie,
nawet Bill Gates, czy Steve Wozniak, aby móc pojąć to wszystko, co zawiera ta mała skrzynka...
Dla mnie to nadzwyczajne narzędzie, chociaż korzystam z niego zaledwie z mniej niż z
jednomilionowej części jego możliwości, jego potencjału...
Brydż, Szachy.
Lubię grać w brydża, lub w szachy. Mogę to robić na komputerze z wirtualnymi partnerami, lub z nieznanymi
rozsianymi po świecie, przez Internet. Nie zastępuje to jednak towarzyskiej grze w gronie przyjaciół, lub znajomych.
Nauczyłem się grać brydża na Isle de France, w drodze z Suezu do Durbanu. Później 'dokształcałem się' w Anglii, w
przerwach 'pilotowania' i podczas lat studenckich.
Nie zabardzo orientuję się w 'konwencjach', ale nieźle rozgrywam. Przy każdej wizycie do Ottawy, gram tam u
przyjaciół Hani i Andrzeja Sozańskich i Jacka i Marysi Fudakowskich. Lubię z nimi grać, mimo że grają o klasę ponad
moje możliwości.
Nigdy nie mogę sobie wybaczyć, jak dwa lata temu, wylicytowałem z Jackiem pięć trefli. A z moich
kart i z licytacji wynikało, mimo że bez punktów, że możnaby pójść na szlemika. Zrobiłem szlema... Zabraklo
wyobrazni, lub logiki. A to jak klęska, bo takie okazje zdarzają się tylko raz w życiu.
W tym komputerze, na którym pracuję, mam załadowanych kilka, innych gier, między innymi szachy i
pasjans. Unikam pasjansa, bo to 'atawistyczna' gra i łatwo wpaść w nałóg. Gdy zmęczony, dla odprężenia,
poddaje się jednak pokusie i gram jedną lub dwie rundki.
Nauczyłem się grać w szachy w pociągu w drodze z Otocznej do Wrześni. Tym samym pociągiem
dojeżdżali moi gimnazjalni koledzy ze Strzałkowa, Zimniewicz i Pawłowski. Pawłowski miał zawsze przy
sobie miniaturową szachownicę. Przypatrywałem się temu jak grali w pociągu i bardzo szybko opanowałem tą
pasjonującą grę..
W więzieniu w Kijowie, przez kilka miesięcy, w naszej celi, 'gościliśmy' mistrza szachów Andreyewskyego.
Grały przeciwko niemu całe zespoły, ale on zawsze wygrywał. Przyglądałem się jego grze z podziwem i dużo się od
niego nauczyłem. Dzisiaj gram coraz częściej, chociaż najczęściej na komputerze, bo trudno o partnerów, a młodzi wolą
gry elektroniczne.
C1. SUMA SUMMARUM 27
_________________________________
Filipek i Matt szachują w Bazylice ...
Podróże.
Podróże stanowiły i wciąż są nieodzowną częścią mego życia. Podróżowałem, jako harcerz, więzień,
żołnierz, pilot, pacjent, w służbowych celach, i jako turysta.
Podróżowałem często, w 1991 roku byłem w Polsce 11 razy. Podróżowałem na rowerze, pieszo, autem, na
ciężarówce, w bydlęcych wagonach i w pierwszej klasie za czasów komunistycznych w Polsce i koleją
magnetyczną z Madrytu do Sewilli na światową wystawę. Oboje. Lena i ja, lubimy podróże.
Pierwszą moją podróżą była wycieczka na obóz harcerski w Horodyszczach na Polesiu, w 1938 roku.
Po drodze zatrzymaliśmy się, na dwa dni, aby zwiedzić Warszawę. Noclegowaliśmy w wagonach. Podróż
koleją i pobyt w obozie harcerskim, była pierwszą niezapomnianą przygodą mojego życia.
C1. SUMA SUMMARUM 28
_________________________________
Rano, po noclegu, na dworcu kolejowym w Warszawie.
Stoi od lewej Marian Adamczak, mój gimnazjalny koleżka i ojciec dr Adamczak, która w 1999 roku uratowała moje życie.
A ja w oknie wagonu, po lewej. Obok mnie, Pawłowski, mój 'szachowy partner' ze Strzałkowa
Największą jednak epopeją mego życia, to 3 letnia wojenna odyseja, którą zapoczątkowałem zimą
1940 roku w Goniczkach. W sumie składała się ona z kilku podróży. Po 12 dniach podróży, na rowerze, pieszo,
w śniegu, poprzez pola, zasieki , i granice, zostałem aresztowany w Rawie Ruskiej. Stamtąd po tygodniach w
bydlęcych wagonach, i po kilku miesięcznych postojach w sowieckich więzieniach we Lwowie, w Kijowie i
w Starobielsku, spędziłem ponad rok w Lagrach Uchty. Pod koniec 1941 go roku, uwolniony, wstąpiłem do
Armii Andersa.
Z Buzułuku, poprzez Uzbekistan, i statkiem, który dla nas był zwiastunem wolności, a dla wielu stał się
grobowcem, poprzez Morze Kaspijskie, dotarłem do Persji, a później, ciężarówkami, przez Teheran, do
Khanakinu w Iraku. Stamtąd przez Palestynę do Egiptu. Po drodze, jak nadarzyła się okazja, zwiedzałem.
Bagdad, Palestynę i piramidy w Kairze, budowałem i pobudzałem moje zainteresowania w zabytkach i
architekturze.
Z Egiptu, po pięciotygodniowym rejsie na oceanicznym statku, Ile de France, męczony malarią, z Port
Said, po przez Aden, Durban, Rio de Janeiro, Freeport w Sierra Leone, wróciłem do Europy. Zakończyłem
wędrówkę poprzez 4 kontynenty, w Greennock w Szkocji, w maju 1943 roku.
C1. SUMA SUMMARUM 29
_________________________________
W Wielkiej Brytanii, wykorzystywałem każdy dzień urlopu na podróże i zwiedzanie. Koleje dla tych w
mundurach, były darmowe, tak, że podróżowałem często tylko, aby podróżować. Przez Anglię, Szkocję i Walię. Bawiłem
nawet przez kilka dni w Dublinie. Odkrywałem i wyżywałem się w darach nowo odkrytej wolności. Podziwiałem
panoramy i bogate pejzaże tego uroczego kraju. Gdziekolwiek zatrzymałem się, zwiedzałem zabytkowe katedry,
zamki, muzea i historyczne miejsca...
London Tower Bridge
Najbardziej jednak ulubionymi moimi 'wycieczkami', już jako pilota, były
moje przygody w Cumulusach.
W pierwszym roku po zakończeniu wojny
wybraliśmy się, z moim kolegą-pilotem
Kaczmarkiem, na wycieczkę do Francji i do Włoch.
W Paryżu obok Mony Lisy w Luwrze, odkryliśmy
FoliesBergere.
C1. SUMA SUMMARUM 30
_________________________________
Zakochałem się w Wenecji.Zdjęcie powyżej z tarasu, na piętrze, Bazyliki św. Marka.
Podziwiając Michała ArchaniołaPietę, w Bazylice św. Piotra, trudno oprzeć się wrażeniu, że w łonie tej skały nie cierpi dusza Matki w bezradnym
bólu... To jest testament geniusza...
W Rzymie nie wystarczyłby rok, aby wszystko zwiedzić...
Są różnego rodzaju podróże. Jedne z nich zmieniają nasze życie tworząc nowe byty. Każda z nich budzi
w nas refleksje, pobudza wyobraźnię , wzbogaca nas. 1952 roku. Podróż z Anglii do Kanady zakończyła jeden
‘Byt’ i była początkiem nowego. Było to smutne wydarzenie. Żegnałem się z krajem, który po dziewięciu
C1. SUMA SUMMARUM 31
_________________________________
latach pobytu polubiłem. W styczniu tego roku opuściłem Londyn na małym statku 'RMS Scythia' i dwa
tygodnie później wylądowałem w Halifaksie.
Równie doniosłymi były następne trzy wydarzenia. Podróż poślubna z Patrycją w 1956 na Bermudy i
pierwsze dwie powrotne wizyty do kraju, w 1962 i w 1971, po 22 latach rozłąki z rodziną.
1971 Patrycja i ja, z dziećmi na Okęciu w Warszawie.
W 1960-tych dzieci dorastały, więc próbowałem odkryć dla nich nowe horyzonty i równocześnie urozmaicić
życie Patrycji jak i moje. W 1964 roku wynająłem dwa prywatne przedziały w pociągu na wycieczkę do
Nowego Jorku na światową wystawę(‘New York World Fair’). Była to niesamowita przygoda dla dzieci.
W początkach 60-tych byliśmy z Patrycją w Meksyku, w stolicy, w Acapulco i w Taxco, gdzie zrodził
się pomysł El Pueblo.
Niezapomnianą była również podróż, z dziećmi, do Florydy, autem. Po drodze odkrywaliśmy wiele
historycznych miejsc, włącznie z Waszyngtonem i Cape Carnavel.
W latach 60-tych, także, zaczęliśmy wycieczki na narty, Mont-St-Anne w Quebek, Laurentides, na
północ od Ottawy, w Vermont w USA, i coroczne, do pobliskiego Collingwood, Moonstone, lub Snow Valley.
W 1967 roku, w 100tą rocznicę narodzin Kanady, byliśmy kilka razy na historycznym Expo w
Montrealu. Było one uznane, jako największa i najbardziej udana światowa wystawa. Wrażenia i przygody
trudne do opisania.
C1. SUMA SUMMARUM 32
_________________________________
Biosfera. Expo. Montreal
W tej też dekadzie miałem również chyba ponad setkę podróży służbowych, większość samolotami.
Projektowaliśmy i budowaliśmy wówczas w różnych częściach Kanady, w USA i na Bahamach.
Rok po wizycie do Polski, zimą w 1972 roku, wybraliśmy się z całą rodziną, na 10 dniową wycieczkę na
narty w Banff w Albercie. Zatrzymaliśmy się w znanym i zabytkowym hotelu, 'Banff Springs'. Znany jest on
również ze słynnego 'spa', zdrojowiska. W pobliżu są tam 3 duże ośrodki narciarskie, Sunshine Village, Lake
Louise i Norquay. Na zmiany zjeżdżaliśmy na wszystkich.
W 1974 poleciałem z dziećmi na cały miesiąc do Wielkiej Brytanii. Bez Patrycji, bo rozstaliśmy się
rok wcześniej. Najmłodsi Lynda i Grant, po raz pierwszy spotkali tam swego drugiego dziadka Bernarda Dale,
który mieszkał w Londynie.
Olimpiada w Montrealu była dużym wydarzeniem. Byłem na niej kilka razy. Polska zdobyła tam
siedem złotych medali, co jest chyba rekordem.
Stadion Olimpijski. Montreal. Kosztowna
zabawka architekta, ale symbol...
C1. SUMA SUMMARUM 33
_________________________________
W tym samym roku, a więc 1976, wybraliśmy się z moimi szkockimi przyjaciółmi, Jean i Jim
MacKenzie, na golfa do Portugalii. Jim wreszcie przekonał mnie, że golf to sport nie tylko dla starców,
podarował mi swoje antyczne kije golfowe i tak zaczęła się moja życiowa przygoda z Golfem.
Wiosną 1978 roku doszło do sukcesu w kwestii wywłaszczenia mojej parceli przez miasto. Oddałem tą
sprawę do Trybunału, którego decyzja okazała się korzystna dla mnie ponad wszelkie oczekiwania. W uznaniu
pracy moich doradców, zaproponowałem im wycieczkę gdziekolwiek na tym kontynencie. Był w tej grupie mój
prawnik Harold Elliott, jego pomocnik John Richardson i konsultant-rzeczoznawca Kellough. Wybrali New
Orleans, stolicę jazzu.
I tam właśnie zapoznałem się i polubiłem jazz.
16 października 1978 roku, był pierwszym dniem 27-miu lat pontyfikatu Jana Pawła II. Była to jedna z
najświetniejszych stron naszej historii, a może nawet najwznioślejsza. Okres ten niepomiernie wzbogacił życia
milionów rodaków rozsianych po całym świecie, tak jak i moje. W tym to dniu byłem świadkiem tych
uroczystości. Byłem jednym z pielgrzymów wycieczki zorganizowanej przez Kongres Polsko Kanadyjski, pod
przewodnictwem pani Kremblewskiej i mego kolegi Jana Kaszuby.
Po powrocie, pokazywałem, na zebraniu, taśmy wideo z tych obchodów, chociaż jeszcze
niezredagowanych - wielu widzów płakało ze wzruszenia... To były chwile niezwykłych uniesień w naszych
środowiskach.
Kilka wydarzeń w latach 80-tych, dramatycznie urozmaiciło moje życie. Latem w 1980tym,
zdecydowaliśmy z Leną spotkać się w Vancouver, gdzie pracowała, a stamtąd polecieć na tydzień, na Hawaje.
Był to jakby 'miesiąc miodowy', chociaż na odwrót. Zabrało Lenie jeszcze ponad rok zanim zdecydowała się
powrócić do Toronto. Pobraliśmy się w grudniu tego to roku.
W lipcu 1981 roku, zmarła moja matka. Byłem we Wrześni, na jej pogrzebie. Dla rodziny i dla mnie,
był to okres smutku i żałoby. Był to także okres niepewności w kraju, pierwsze kroki Solidarności, co w
konsekwencji, doprowadziło, tego samego roku, do ogłoszenia 'Stanu Wojennego'.
Ostatecznie, w 1989 roku, doszło do ugody 'Okrągłego Stołu', zwycięstwa rozsądku nad emocjami i
poświęceniami krwi i oręża. Byliśmy w sierpniu tego roku, z Leną, w kraju, aby uczestniczyć w tych
historycznych wydarzeniach. Były to dni celebracji i nadziei. Przed końcem roku byłem w Polsce jeszcze dwa
razy. Podczas ostatniego pobytu otworzyłem biuro w Warszawie.
W ciągu lat osiemdziesiątych, po powrocie Leny,
podróże się pomnożyły. W towarzystwie
MacKenzie byliśmy na dwóch bardzo udanych
wycieczek golfowych. Jedna w Las Hadas w
Meksyku a druga na Bermudach.
Z Leną i przyjaciółmi MacKenzie w Las Hadas, Meksyk. 1987 .
C1. SUMA SUMMARUM 34
_________________________________
Niezależnie, byliśmy na Bahamach i w Puerto Vallarta, gdzie odwiedziliśmy naszą znajomą, Maureen
Moore.
Nie zaniedbałem nart. W 1980tym byłem z Markiem, Grantem i ich kolegą, Malcolm, synem
MacKenzie, w Zermatt w Szwajcarii. Później z Leną byliśmy na Lake Placid w USA, a w 1989 roku w
Whistler w Kolumbi Brytyjskiej.
W połowie lat 80-tych piętrzyły się trudności podczas budowy Frontenac Village w Kingston , miastu
położonemu 200km na wschód od Toronto, - od Chaty. Aby dopilnować, przez kilka miesięcy dojeżdżałem
tam, codziennie, pociągiem. Wstawałem o 5tej rano, wyjeżdżałem o 6tej, tak, że o 8.30 byłem już na
posterunku. Wracałem po pracy, o 9 wieczorem. Dwie godziny podróży można było wykorzystać na pracę
lub drzemkę.Później przeprowadziliśmy się nawet na cały rok do Kingston.
W tym tez czasie odkryliśmy również urok wycieczek na statkach. King i Eileen Enright zaprosili nas
na trzy-dniowy rejs po rzece św. Wawrzyńca, na małym ciekawym statku, który należał do braci Bennett,
którzy byli również naszymi klientami. Dostaliśmy małą, ale pięknie umeblowaną kabinę. Było nas zaledwie
od 30 do 40tu pasażerów. Na drugim pokładzie była jadalnia i obszerny salon, który wieczorem służył
zabawom tanecznym.
Rzeka św. Wawrzyńca zaczyna się u wylotu jeziora Ontario, blisko Kingston, i z miejsca przeobrażała
się w krainę czarów, obszar '1000 Wysp'(w rzeczywistości jest ich 1800). Na przełomie XIX wieku magnaci z
Nowego Jorku pobudowali na tych wyspach wspaniałe
zamki i ośrodki letniskowe.
Rzeka św. Wawrzyńca.
Widok z lotu ptaka na
Boldt Castle i niektóre z
Tysiąca Wysp
Największy i najsłynniejszy z tych zamków, należał do multimilionera pruskiego pochodzenie, George Boldt.
Znany, jako Boldt Castle, nigdy nie został wykończony. Budowa została przerwana w 1904 roku, w dniu śmierci jego
żony. Dzisiaj, jako ośrodek turystyczny, po 17 milionach dolarów restauracji, wciąż jest niewykończony. Zwiedziliśmy
ten i kilka innych.
Jeden dzień poświęciliśmy na golfa po amerykańskiej stronie rzeki.
Pierwszą jednak wycieczką okrętową z prawdziwego wydarzenia, to podróż z Leną, do kolebki naszej
cywilizacji. do Grecji, w 1988 roku. Zaczęliśmy zwiedzaniem Aten, Saloniki i półwyspu Peloponezji. Później, jakby
'procesją', dotarliśmy do szczytu Akropolu, do Partenonu. Było to jakby religijne, niezapomniane, wydarzenie.
W drugiej fazie tej wycieczki przeprowadziliśmy się na 'Stella Solaris', statku-hotelu. Ten pływający hotel
towarzyszył nam do końca naszych wakacji. Zwiedziliśmy wyspy Kretę, Rodes, Mykonos, Delos i Santorini. A w
zachodniej Anatolii, starożytne greckie miejsca Pergamon i Efez. Pod koniec naszej pielgrzymki popłynęliśmy również
C1. SUMA SUMMARUM 35
_________________________________
do Istambułu, dawnego Konstantynopolu, stolicy Bizancjum. Byłem uniesiony architekturą Hagia Sofia. Świątynia ta
została zbudowana w 5-ciu latach, między 532 i 537 rokiem .
Wątpię czy dzisiaj można by temu dorównać...
Hagia Sofia. Zbudowana w 5-ciu latach, między 532 do 537 roku. Najpierw
Kościół, później Meczet, a dzisiaj Muzeum .
Od tego czasu mieliśmy ponad tuzin wycieczek morskich. Stały się one naszym ulubionym sposobem
podróżowania. W naszym ostatnim rejsie morskim, w 2008-ym, po Dalekim Wschodzie 'mieszkaliśmy' na
statku, Diamond Princess, który był sześć razy większy od Stella Solaris. To jest już małe pływające miasto,
na którym normalnie 'zamieszkuje' ponad 4 tysięcy ludzi. Jest na nim 19 pokładów( 'pięter'), 4 poniżej poziomu
wody i 15 powyżej. Jest tam Teatr, który mieści ponad tysiąc widzów, z spektaklami na miarę Hollywoodu,
5 basenów, Casino, centrum handlowe naokoło 4 piętrowego Atrium, galerie sztuki, własny szpital, ponad 10
restauracji, Disco-Club na najwyższym poziomie, kort tenisowy i nawet mini-golf. Większość kabin, tak jak i
nasza, miały pełną łazienkę z wanną, mały salonik z telewizorem, przy połączoną sypialnią, i prywatny
wygodny taras.
Przeważnie, statek płynie nocami tak, że dni są przeznaczone na zwiedzanie.
DiamondPrincess. Pływające miasto
C1. SUMA SUMMARUM 36
_________________________________
O podróży do Chin mówiliśmy już od kilku lat. W planach mieliśmy polecieć tam na Olimpiadę.
Dowiedzieliśmy się jednak, że bilety dla obcokrajowców mają być w granicach 2 do 5 tyś. dolarów, za jeden
dzień. To mnie szybko przekonało, że zasadniczo chodziło nam więcej o zwiedzanie, architekturę, zabytki, ich
historię i kulturę, niż igrzyska. Tak, że poszerzyliśmy nasze plany i to z mniejszymi kosztami.
Zamiast wyłącznie do Chin, podróż składała się z trzech wycieczek, i to po różnych krajach Dalekiego
Wschodu. W Chinach podróżowaliśmy samolotami i autobusami po lądzie, a na rzece Jangcy, czekał na nas
czterodniowy rejs, a w trzecim etapie 10-cio dniowa morska podróż na 'Diamiond Princess'.
Zaczęliśmy podróż 27 września, i wróciliśmy dokładnie miesiąc później. Po 15-to godzinnym locie, nad
Jukon, Alaską i Kamczatką, dotarliśmy tego samego dnia, do Pekinu. Goniło za nami słońce.
Muszę tu podkreślić, że plany podróży są skrupulatnie przygotowane, co do godziny, przez firmy, które
organizują te wycieczki i przez agentów podróży, włącznie z przelotami, wizami, połączeniami, hotelami i
posiłkami.
Zawsze zatrzymywaliśmy sie w luksusowych hotelach, które dorównywały najlepszym na zachodzie.
Jedliśmy w najlepszych restauracjach, często połączonych z imponującymi folklorystycznymi spektaklami.
W Pekinie zatrzymaliśmy się tylko na dwa dni aby zwiedzić Wielki Mur i Pałac Letni .
Następnie samolotem przelecieliśmy do Xi'an, gdzie 'spotkaliśmy' Terakotową Armię, tysiące 'glinianych'
żołnierzy i setki koni, bardzo realistycznie wykonanych. W Chongqing, zanim załadowaliśmy się na statek
rzeczny, Victoria Rose, poszliśmy do miejscowego Zoo, aby zobaczyć urocze niedźwiadki Panda.
Jangcy jest najdłuższą rzeką Chin. W jej dorzeczu żyje ponad 400 milionów ludzi. Na niej kursują
tysiące statków, setki oceanicznych, 24 godziny dziennie. Zaczęliśmy czterodniową podróż, na Jangcy, na
statku Victoria Rose, od Chongqing. Nigdy nie słyszałem o tym mieście, a ma ono 32 miliony mieszkańców. Po
drodze zwiedziliśmy historyczne miasta Fengdu zwane miastem duchów. W Wushan przesiedliśmy się na
prom, aby na rzece Daning podziwiać spektakularne wąwozy i szczyty gór, których wysokość często przekracza
3 tyś metrów. Po przekroczeniu Zapory Trzech Przełomów, zakończyliśmy rejs w Yichang .
Flota rzeczna na Yangtze.
C1. SUMA SUMMARUM 37
_________________________________
Największą atrakcją to była jednak gigantyczna
Zapora Trzech Przełomów. Jest to najdroższy projekt na
świecie i jest już największą hydroelektrownią na świecie.
Zaoszczędzi ona 31 milionów ton węgla rocznie.
Przepływając przez nią byliśmy świadkami końcowych
robót. Przed tamą widzieliśmy ludzi, którzy rozbierali
swoje domy, cegła po cegle, aby je odbudować kilka
metrów wyżej. A poziom wody w zalewie rósł na naszych
oczach.
Zapora Trzech Przełomów w czasie budowy.
Po tej wycieczce, dojechaliśmy autobusem do Wuhan, gdzie się przenocowaliśmy. Następnego dnia wróciliśmy
do tego samego hotelu w Pekinie. W następnych dwóch dniach zwiedziliśmy Zakazane Miasto i Plac
Tiananmen.6-go października pożegnaliśmy Pekin.
Chiny były dla nas rewelacją. Zwiedzaliśmy i podróżowaliśmy dużo, ale to tylko ułamek tego
olbrzymiego kraju, miliarda i trzystu milionów ludzi. To, co widzieliśmy to kraj kapitalistyczny. Niby ustrój
komunistyczny, ale nie spotkało nas nic podobnego, co doświadczyłem w Polsce przed 1989 rokiem. Miasta
takie jak Pekin, Szanghaj, Chongqing, Hongkong to nowoczesne miasta europejskie. Gdziekolwiek spojrzeliśmy
to jeden duży obóz budowy. Drapacze chmur, autostrady, tamy,metra. Budują dużo, sprawnie i troszczą się o
architekturę i środowisko.
Dumni są ze swojej kultury, ich cywilizacja jest starsza od naszej, i pod wieloma względami nawet
przewyższa naszą. Ludzie pracowici, sumienni i cierpliwi. Spotkaliśmy Chińczyka, w podeszłym wieku, który
pracował nad małą statuetką wymiarów kciuka. Zapoczątkował to dzieło, kilkadziesiąt lat temu, jego ojciec. Co
mnie jednak przeraża, to nie komunizm, ale sygnały rodzącego się nacjonalizmu.
C1. SUMA SUMMARUM 38
_________________________________
Pekin. Tiananmen Skwer. Na horyzoncie zanika portret Mao Tse-tung.
Z Pekinu, po 2 godzinach dotarliśmy do portu Xingang, gdzie na nas czekał Oceaniczny Okręt,
luksusowy pływający hotel, Diamond Princess.
Tego samego wieczoru zaczęliśmy trzecią część naszej wycieczki. Odwiedziliśmy Szanghaj, Okinawę,
Tajwan, Hong Kong, Wietnam, Singapur i Bangkok.
Dla wielu jednak, sam statek jest celem wycieczki. Jest tam na nim tyle ponęt i ciekawostek, że nie
wystarczy tydzień, aby to wszystko doświadczyć i zwiedzić.
Więcej, bo całe to 'państewko' pędzi z szybkością 21 mil morskich na godzinę. Dla wielu nieważne,
dokąd...
Do innych równie ciekawych morskich przygód zaliczamy podróże po zachodnim Morzu
Śródziemnym. W 1995 roku, nasi przyjaciele Martin i Helen O'Connell, zaprosili nas, aby im towarzyszyć w
wycieczce po Morzu Śródziemnym, z okazji 50-ej rocznicy ich małżeńskiego pożycia. Po drodze zwiedzaliśmy
Rzym, Neapol, Maltę, Korsykę, Barcelonę, Monte Carlo i Florencję.
W 2004 roku pływaliśmy po Bałtyku. Zaczęliśmy wprawdzie od Anglii, od Dover. Ale z stamtąd do
Oslo, Kopenhagi, Sztokholmu, Helsinek, Petersburga i Tallinna. Petersburg bezwzględnie był szczytem
przygód podczas tej wycieczki. Smutne, ale, mimo że po drodze, nie zatrzymaliśmy się w Gdańsku. Wróciliśmy
do Anglii. a stamtąd do Toronto.
Mieliśmy przynajmniej pół tuzina rejsów po wyspach Karaibskich i środkowej Ameryce. Bahamy,
Barbados, Trinidad, Jamajka, Martinique, Aruba, Antigua, Puerto Rico, kanał Panamski, Costa Rica, i Cancun
w Meksyku. Podobnie zapowiada się następna, po Karibijach, pod koniec listopada, z całą rodziną.
Dzisiaj taniej można wycieczkować na statkach, niż podróżować po lądzie.
W międzyczasie mieliśmy również kilka ciekawych wycieczek lotniczych i po lądzie. W 2004 roku
C1. SUMA SUMMARUM 39
_________________________________
byliśmy na ślubie Kingi, córki Elżbiety i Piotra Michno na Kubie. Bardzo ciekawe i egzotyczne wydarzenie.
W następnym roku uczestniczyliśmy również w uroczystościach ślubnych Tomka Freymana, syna
naszych przyjaciół, w Devonshire, w Anglii. Tomek zapoznał swoją żonę, Alice Babington-Hill. kilka lat
przedtem, jak pracowali w Moskwie.
Wracając, chociaż nie było to po drodze, zatrzymaliśmy się w Paryżu, a później w Marbelli, w
Hiszpanii, gdzie zaprosili nas do swego imponującego Pied-a-Terre, państwo Marian i Ula Rzeźnik z Wrześni.
Podczas tego pobytu poświęciliśmy jeden dzień na wycieczkę do Gibraltaru i do Maroka.
Maroko. Od lewej, Ula właściciel bazaru, Marian, Lena i ja
C1. SUMA SUMMARUM 40
_________________________________
, w Gibraltar. Przy pomniku Gen. Wł. Sikorskiego
Galeria zdjęć z podróży…
2003.Kanał Panamy.
Lena i ja z Kapitanem. 2003
C1. SUMA SUMMARUM 41
_________________________________
4 piętrowe Atrium. Oszklona winda po lewej.2001.
Kabina z łazienką, tarasem, TV, mini-bar i biurkiem
Stefan przy Basenie na 10 pokladzie
Matt, mój wnuk, wygrał pięć medali wping pongu
Przystanek w Jamajce, ze Stefanem i jego rodziną
C1. SUMA SUMMARUM 42
_________________________________
Na tratwie, na rzece Daning. Chiny. 2008
2004. Na Bałtyku. Przy naszym stole wszyscy
Amerykanie(z Kalifornii i z Nowego Jorku).Trzech
prawników, dwie lesbijki(też ‘prawniczki’), wszyscy
przyjaciele Busha, - a my nie...
2004. U Oleńki i Jana Faryaszewskich w Paryżu, z
Joanną Freyman.
C1. SUMA SUMMARUM 43
_________________________________
2004 ponownie w Rosji, chociaż nie łagiernik, ale turysta....
Przed Bazyliką w Petersburgu.
C1. SUMA SUMMARUM 44
_________________________________
2004. Lena w Sztokholmie. Urodziła się niedaleko stąd.
2004. A ja pod wieżą Eiffel
...a przedtem w Helsinkach.
C1. SUMA SUMMARUM 45
_________________________________
Marzymy o następnych podróżach. We wrześniu, mam nadzieje, odwiedzimy Wrześnię, Toruń i stolicę, i
mam nadzieję Wilno. A później jak już wspominałem rodzinna wycieczka statkiem po Karibijach. A w lutym
planujemy narty na Olimpiadzie w Whistler. I przejazd nową kolejką liniową ze szczytu Whistler na drugi
szczyt Blackcomb.
Gondola 'Peak 2 Peak' (ze szczytu na szczyt)ma największą rozpiętość między słupami(3,024m), i jest
najwyżej ponad rzeką (436m), kursująca na świecie.
Peak 2 Peak Gondola. Whistler, Brytyjska Kolumbia, Kanada.
C1. SUMA SUMMARUM 46
_________________________________
2011. ‘Oasis on the Seas’.
Mozolę się nad tymi Pamiętnikami blisko 10 lat, a świat nie czeka.
W tym to czasie, w ostatnich 10-ciu latach, w małej Finlandii, zbudowano kilkanaście największych okrętów w
historii. Największy i najbardziej rewolucyjny, szczyt ludzkiej wyobraźni i twórczości, ‘Oasis on the Seas’, ma 226 000
ton, 16 pokładów nad wodą i 4 poniżej(w sumie sto akrów). Moloch, - pływające miasto... Mieszka w nim ponad 8
tysięcy ludzi. Jest na nim, teatr na 3000 ludzi, lodowisko na 1200 i teatr wodny na 1600. Casino, ponad 20 restauracji,
baseny, promenady, centra handlowe, parki(Cental Park ma ponad 12 000 drzew i egzotycznych krzewow) i korty
tenisowe.
W blokach hotelowych jest ponad 2700 kabin z pełnymi łazienkami, większość z dużymi tarasami.
Finnowie, mały naród, ale z dużą odwagą i polotem, zbudowali ten olbrzym w dwóch latach!
W marcu tego roku, bawiliśmy na tym statku 10 dni, niemal z całą naszą kanadyjską rodziną. W sumie 19-tu z
nas, włącznie z moją prawnuczką Clairą. Jesteśmy wciąż pod wrażeniem…
.
Brakuje na tym zdjęciu, Lyndy mojej córki(była wówczas na zabiegu w okrętowym szpitalu), i Czesi i Krysi, mamy i siostry Leny,
które mieszkają w dalekim Vancouver, nad Pacyfikiem(a my na Atlantyku).
C1. SUMA SUMMARUM 47
_________________________________
.Oasis on the Seas’. Promenada z widokiem na Teatr Wodny. Po obu stronach wieżowce hotelowe. Na horyzoncie Atlantyk.
Central Park. Tysiące egzotycznych drzew, krzewów i łany kwiatów. Ciekawe kawiarenki i ‘boutiqui’.
Następną morską wycieczkę planujemy na Adriatyku, dla naszych rodzin, - polskich i kanadyjskich.
C1. SUMA SUMMARUM 48
_________________________________
4.Pomysły, domysły i ‘widzimisie’.
Pomysły i Okazje, które wykorzystałem.
Zycie ta jakby kalejdoskop, ustawicznych okazji i pomysłów, do wyboru i do wykorzystania, jak i
również wydarzeń i wypadków które powinniśmy unikać. Kłopot w tym jak je rozpoznać, wykorzystać, lub
ominąć?
Decyzja ucieczki, w marcu 1940r, z pod niemieckiej okupacji, okazała się w wyniku szczęśliwą decyzją.
Przeżyłem, osiągnąłem moje marzenia, jako pilot i jako inżynier-architekt, i zawiązałem swoją rodzinę.
Wielu dopatrywałoby się w tym przeznaczenia i szczęścia, bo po drodze, mimo tylu ryzyk, zagrożeń i niezwykłych
sytuacji, przeżyłem.
A może odgrywała tu rolę intuicja, i siły duchowości i modlitwy?
Podobnie, interwencja u Generała Okulickiego, była kluczem do późniejszych moich losów. Dostałem się do
lotnictwa i dostałem się do Anglii, i stąd na studia.
Gdybym pozostał w Armii Andersa, nie wiem czy bym przeżył. Kompania, w której bym pozostał, miała
największe straty pod Monte Casino.
W 1956 założyłem rodzinę i zapoczątkowałem moją karierę niezależnego
konsultanta. Tu już można zauważyć wyraźniej wyniki własnej wyobraźni, przedsiębiorczości, emocjonalnej inteligencji i
konsekwentnego wysiłku i pracy. Osiągam...
Z klęski, w 1952, wyniosłem dobrą naukę, i do ponowienia próby, przygotowałem się konsekwentnie i należycie.
Kariera. –Multiwymiarowa.
W karierze ustawicznie szukałem nowych horyzontów, i sięgałem ponad przeciętność. Szukałem nowych
wyzwań, lub uproszczeń istniejących.
Kreślarstwo, Inżynieria, Architektura, Budowa, Zarządzanie firmami i posiadłościami. Praca charytatywna.
U szczytu swojej kariery, osiągnąłem poziom energii, napięcia i sprawności, i pędu ,dzięki, którym działałem jakby na
kilku równoległych poziomach.. Jako konsultant, (Koncepcje i Projekty), jako budowniczy(Budowa), i jako Inwestor(w
posiadłościach i na giełdach), i jako benefaktor (darczyńca w pracy charytatywnej).
Tworzyłem jakby swoje 'alter-ego', prawne 'osobowości', firmy ze specyfistycznymi zadaniami. Tak, że 'L C
Bachorz Associates' była odpowiedzialna za projekty i rysunki, 'Total Engineering' za budowę, 'Rhydwen Apts Ltd' to
spółka z Mieńkowskim, która wybudowała blok mieszkań dla ubogich i zarządzała tym przedsięwzięciem, ‘Frontenac
Village' w Kingston to firma, która zbudowała 88 luksusowych mieszkań dla bogatszych klientów. Podobnie , ‘Laurentian
Village' w Sudbury, i kilkanaście innych.
Pieczęcie wielu moich firm(moich alter-ego)
C1. SUMA SUMMARUM 49
_________________________________
Tworzyłem także swoich własnych klientów. Organizowałem grupy ludzi, które potrzebowały mieszkań
dla swoich rodzin. Znalazłem i załatwiałem dla nich kupno posiadłości, środki finansowe i prawne. Moja firma
korzystała, bo projektowaliśmy i budowaliśmy dla nich.. A oni stawali się niezależnymi właścicielami tych
obiektów. Więc dużo satysfakcji dla wszystkich. W rezultacie wszyscy wygrani.
Podobnie z wynalazkami. Nie ubiegałem się szczególnie o to, aby moje pomysły były patentowane.
przydarzyły
się
wypadki,
kiedy
wypracowywałem
patenty
'na
zamówienie'.
W pierwszym, dwoje młodych ludzi, Bill Gardiner i John Fleming zgłosili się do mnie, aby
zaprojektować im produkt, który powinien być ekskluzywny dla ich komercyjnych potrzeb, a więc
opatentowany i aby oni mieli wyłączność w jego sprzedaż. Chodziło tu o produkt w dziedzinie budowlanej,
drewnianych wiązań na dachy. Sam pomysł nie wymagał dużo wyobraźni. Oprócz opatentowania, wymagał
jednak również i zatwierdzenie przez władze federalne, które wymagały, aby ten system był dokładnie
sprawdzony. Wypracowałem prosty sposób testowania, na który władze, nie tylko się zgodziły, ale nawet
pozwoliły nam używać ich laboratorium na te cele. Sprzyjało to moim klientom, bo mieli ograniczenia
finansowe.
Po kilku miesiącach produkt ten został zatwierdzony i opatentowany. Nazwali ten system Trussco i założyli
firmę pod tą nazwą. Rozbudowali ją, tak, że po kilku latach mieli ponad sto dwadzieścia placówek rozsianych
od oceanu do oceanu, które sprzedawały ten system. A moja firma miała kilkanaście lat zamówień, aby ich
obsługiwać. Dało to stałą pracą na te lata dla jednego inżyniera i jednego kreślarza.
Ale
W początkach 60-tych zbudowałem bardzo prosty system słonecznego ogrzewania basenu w Laurentian
Village w Sudbury. Powtórzyłem to w basenie przy Chacie. Wciąż funkcjonuje i zaoszczędza mi kilkaset
dolarów rocznie
Rzetelność na sprzedaż.
Cenię swoją niezależność i nie umiem dzielić się autorytetem. Wielu klientów szukało we mnie
partnera. Wydaje mi się, że nie jestem dobrym materiałem na partnera. Mimo to miałem ich kilku, i
zastanawiam się, dlaczego wszystkie z tych partnerstw wyszły niezwykle pomyślnie, bez nieporozumień.
Rzetelność i wiarogodność stały się moim firmowym symbolem. Mógłbym nawet powiedzieć, że
rzetelność była moim podstawowym 'produktem'. Klienci powierzali mi swoje zadania i marzenia, bo mi ufali.
Próbowałem również, tak jak nakazała babcia, abym był lubiany. Ludzie wierzyli mi i mnie lubili. Praca w
otoczeniu ludzi, których się lubi i do których ma się dużo poważania i zaufania, jest przyjemnością i owocuje w
lepsze wyniki.
W doborze moich współpracowników, tak jak i doborze moich partnerów, a nawet i klientów, ich
uczciwość rzetelność była podstawową cechą, których sie u nich doszukiwałem. Często zabrało mi miesiące,
aby wypełnić braki w moim zespole. Szukałem u nich tych samych cech, co ceniłem u siebie. Rzetelność, praca,
a później talent i doświadczenie.
Gdy miałem za dużo zamówień, to raczej niż powiększać swoją ekipę, wolałem oddawać pracę innym
firmom, nawet konkurentom, niż tworzyć zamieszanie w podstawowym zespole...
Jestem szczególnie dumny z tego, że udało mi się osiągnąć tyle, uczciwie, rzetelnie, bez łapówek.
Często wymagało to odwagi i poświęceń. Jednak udało mi się bez przekupstwa. Nigdy, również, nie
dopuściłem abym sam, lub też żaden z moich współpracowników, uległ pokusom i zachętom od dostawców i
kontraktorów... Nienawidzę korupcji, łapówek, układów i szantaży.
C1. SUMA SUMMARUM 50
_________________________________
Kultura korupcji sięga daleko do historii. Michał Anioł zdecydował się przyjąć odpowiedzialność nad
budową Bazyliki św. Piotra, za jednego lira rocznie, pod warunkiem, że inni uchronią go od natręctwa
lichwiarzy.
Nie podejrzewałem, że w krajach cywilizowanych takich jak Anglia czy Niemcy, było miejsce na
łapówki. Jednak, mój ojciec zawdzięczał swoje życie temu, że jego kuzynka, Driemel, przekupiła Gestapo.
Ojciec Patrycji, mojej pierwszej żony, był masonem. Wypowiadał się poufnie jak, dzięki swoim wpływom i
układom, mogli się dzielić 'łupami'.
W Polsce musiałem zlikwidować swoje biuro, bo bez łapówek, czy też podejrzliwych układów, nie
można było nic zbudować. A potrzeby były bardzo wyraźne, i z
korzyścią dla kraju i moich klientów. Kanada również nie jest
wyjątkiem. Spostrzegłem to wcześnie w mojej karierze. Byłem tym
zaskoczony i zacząłem kampanię, aby to zwalczać. Nie upłynęło dużo
czasu, kiedy mój klient Chris Stavro, ostrzegł mnie: 'Les, albo chcesz
mieć głowę na karku, albo zostaniesz bez głowy'. Wygodniej
oczywiście z głową, więc zaprzestałem...
Lata później przyglądałem się losom naszych rodaków w
USA, Marcie Stewart i Denisowi Kozłowskiemu. Oboje dorobili się
setek milionów dolarów, ale oboje znaleźli się w więzieniach, w
konsekwencji swojej 'nierzetelności'...
L. Dennis Kozłowski urodził się, tak jak i Martha Stewart, w New Jersey, w USA.
Pochodzi z zubożałej rodziny średniej klasy. Skończył studia w mało znanym
katolickim Uniwersytecie. Ma 56 lat.
Moc Jednego. 1=2+
W naszym biurze, 'Studio', próbowałem stworzyć atmosferę wyzwania, twórczości. Każdy w swojej
dziedzinie był niezależnym i odpowiedzialnym za swoją pracę. Unikałem 'nad-talentów' i 'tłumu'. Każdy z
współpracowników rościł sobie prawo do 'własności' do 'swego' projektu. Projektant widział ten budynek, jako
jego własny. I tak i kreślarz i ten, co nadzorował budowę. Tak jak i ja.
Nasz system oparty na małym zespole ekspertów okazał się niezwykle sprawnym. Jednego roku w połowie
siedemdziesiątych, miałem sposobność porównać nasze wyniki z firmą budowlaną, która w tym to roku
wybudowała, normalnym tradycyjnym systemem, taka sama ilość projektów, jak myśmy wybudowali naszym
systemem. Różnica w tym, że u nich pracowało 52 pracowników, a u nas 9-ciu. Więcej, bo my projektowaliśmy
wszystkie nasze projekty, gdy u nich projekty były wykonywane przez niezależne firmy architektoniczne.
Koszty budowy w naszym systemie były również dramatycznie niższe. W kilku wypadkach ponad 40%
oszczędności.
Często, w umowach dodałem klauzulę, aby 20% lub 30% tych oszczędności, klient przeznaczył na
charytatywne cele, mego wyboru. Rzadko do tego dochodziło. Klient uznawał, że to jego pieniądze i
przeznaczał je, jak uznał za stosowne, albo, może, wcale. Bolało nas to, bo pracowaliśmy z poświęceniem,
aby to osiągać.
Jak wspomniałem już poprzednio, nasz system miał jednak ograniczenia. W naszym małym zespole
osiągnęliśmy maksimum sprawności. Powiększenie zespołu okazało si ę kontr produkcyjne. Pod koniec lat
60tych próbowałem, z pomocą zawodowych zarządców(MBA), pomnożyć ten podstawowy system, - nie
C1. SUMA SUMMARUM 51
_________________________________
wyszło. Ostatecznie pomnażałem firmy, moje ‘alter-ego’, i powierzałem im specyficzne zadania. Wiele
zdezaktualizowało się i poszły na ‘wieczny odpoczynek’. Dwie lub trzy przekazuj ę moim potomkom
Po co pośrednik?
Pracując u Anglin Norcross, spostrzegłem, że to firma pośredników, maklerów, a nie firma budowlana,
przynajmniej w tym sensie, jak ja sobie to wyobrażałem. Nie budowali, ale organizowali i pośredniczyli. A
Architekt, czy też Inżynier, który projektował te budynki, powierzał budowę, w imieniu właściciela, swego
klienta, pośrednikowi, który z kolei przekazuje to zadanie tym, którzy w końcu budowali. Stąd było wiele
miejsca do nieporozumień i nadużyć.
Mienkowski nie potrzebował budowniczego, sam budował. Sprawdziłem, co może zbudować, przygotowałem
plany i dostałem pozwolenie budowy i pomagałem mu w budowie. Nie widzieliśmy potrzeby firmy budowlanej,
pośrednika. W Rhydwen, w 60-ciu mieszkaniowym bloku, gdzie byliśmy wspólnikami, znalazłem działkę na budowę,
przygotowałem plany, załatwiłem finansowanie, nadzorowałem nad budową, a później zarządzałem tym projektem
poprzez 40 lat. Chociaż tu miałem już własne biuro i pomoc współpracowników. Cieszyłem się całkowitym zaufaniem
Mienkowskiego, mego wspólnika.
Project Management. Zarządzanie Zadaniami.
Pod koniec 50-ch i w początku 60-ch, zacząłem posługiwać się metodami zarządzania budowy, które później
nazwałem 'Project Management'.
Ten system budowy nie sprzyjał firmom budowniczym(‘General Contractors’) i widocznie skarżyli się
Stowarzyszeniu Inżynierów(APEO), że pracuję komercyjnie, jako budowniczy, a nie, jako zawodowy Inżynier, a stąd
naruszam prawo(Engineering Act).
Dostałem od APEO list, który groził konsekwencjami utraty licencji, jeśli tego nie zaprzestanę.
W odpowiedzi podkreślałem, że nie pracuję, jako wykonawca, ale jako Inżynier-Konsultant, za honorarium ustalone w
przepisach Stowarzyszenia. że moim obowiązkiem, jako projektanta, jest nadzorowanie pracy firmy budowlanej. W
moim systemie robię to skuteczniej, bo mam bezpośredni dostęp do wykonawców, a nie do pośrednika. Również, moim
obowiązkiem w stosunku do klienta jest, aby wykonać to najbardziej ekonomicznie. A mój system miał w tym względzie
dramatyczne wyniki. Zaoszczędzaliśmy klientowi ponad 20% kosztów, a w kilku wypadkach nawet ponad 40%. Podobne
oszczędności były w czasie budowy.
Protesty nie tylko ucichły, ale ciekawiej, bo kilka lat później Stowarzyszenie stworzyło nowy rodzaj dyscypliny
uprawniającej do członkowstwa - 'Project Managers', (Zarządców Projektów). Nie podziękowali mi za to...
W 1969 w USA powstał 'Project Management Insitute'.
Żałuję, że w naszym Stowarzyszeniu zabrakło pułkownika Medland, bo mógłbym spodziewać się od niego uznania za
mój wkład w tym tak ważnym sektorze gospodarki.
Dzisiaj, sprytnie, uzurpowali sobie ten system firmy budowlane. 'Pośrednicy' angażują Inżynierów i Architektów i
nazywają siebie 'Menadżerami Projektów'(' Project Managers').
1989 rok. Biuro w Warszawie.
W sierpniu 1989 roku, za radą, mego przyjaciela, Andrzeja Freymana, polecieliśmy z Leną do Polski.
Pełen entuzjazmu, oczekiwań i energii, otworzyłem biuro w centrum Warszawy jeszcze przed końcem tego
roku. Nająłem Architekta, Inżyniera i Konserwatora zabytków. Nazbierałem ponad siedemdziesiąt
potencjalnych projektów. Zdecydowana większość stanowiły zapuszczone pałace, klasztory lub inne
historyczne obiekty. W planach miałem odrestaurowanie ich, lub dobudowanie nowych elementów i
przystosowanie ich na współczesne potrzeby, większość, na rezydencje dla emerytów. Zapotrzebowanie było
nadzwyczajne, bo wielu z zagranicy pragnęło wracać do kraju, lub kupować ich dla swoich rodzin w kraju. A
ceny wówczas były bardzo przystępne. Pomysł nie wypalił z przyczyn, o których pisałem już w poprzednim
C1. SUMA SUMMARUM 52
_________________________________
rozdziale. Nie żałuję jednak tego. Poznałem dużo ciekawych i szlachetnych ludzi, i odkryłem kraj.
W następnym roku wybór mego bratanka Celestyna na Burmistrza, skierował moją uwagę w strony
rodzinne, do Wrześni. I tu zaczął się następny mój Byt, następne moje Narodziny. Chyba najwznioślejszy z
wszystkich...
Fundacja Dzieci Wrzesińskich.
Pomysł Fundacji porwał mnie. Myśl ta zrodziła się podczas pobytu Celestyna, mego bratanka w
Kanadzie. Chociaż zapoznałem się z tym tematem jak pracowaliśmy z Henrykiem Gawrońskim w inicjatywie
obiektu sportowego na Powiślu, który miał być realizowany z dzielnica Żoliborz.
Celestyn został wybrany na Burmistrza Wrześni zaledwie miesiąc przed przyjazdem do Kanady.
Przyleciał, aby poznać, jak funkcjonuje Demokracja i Wolny Rynek, i jak administrować w nowo stworzonym
systemie samorządności.
Jego pobyt w Toronto wzbudził dużo zainteresowania. Miejscowi Polacy i Kanadyjczycy zgłaszali się,
aby pomóc. Byliśmy zaskoczeni. Elżbieta Wolska umówiła nas z dwoma burmistrzami pobliskich
miejscowości , którzy byli polskiego pochodzenia. Ewa Skórczyńska pisała o Wrześni w miejscowej prasie, a
później nawet w Wiadomościach Wrzesińskich.
Mr John Heleniak był wójtem ‘Oxford
County’. Jego ojciec walczył pod Monte Casino. Na
spotkanie z nim dołączyła się do nas Elżbieta
Wolska. Pomógł nam zawiązać partnerskie węzły
między Wrześnią a miastem Woodstock, gdzie
burmistrzem był Ernie Herdeman. Dzisiaj Ernie jest
Ministrem od spraw samorządowych.
Wątpię czy we Wrześni ktokolwiek o tym
pamięta?
W malowniczym miasteczku,
Niagara on the Lake, burmistrzem był 'Lord
Mayor' Yastrzemski. Umówiliśmy się na
spotkanie. Poprosiliśmy Ewę, aby się do nas
dołączyła. Burmistrz mówił słabo po polsku, ale
poświęcił nam dużo czasu. Kilka miesięcy
przedtem skończył budowę oczyszczalni ścieków.
Zainteresowało to Celestyna i notował skrupulatnie
detale na ten temat. Kilka lat później, z inicjatywy
naszej Fundacji, i oczywiście dzięki determinacji
Celestyna, Piotra Stankowskiego i Krystyny
Pośledniej, została zbudowana podobna
oczyszczalnia we Wrześni... Dostaliśmy za to
wyróżnienie i pomoc finansową, z najstarszej
organizacji kobiet w USA.
Ewa Wójcik, nee Skórczyńska
Dr Iwona Bogorya z Kongresu Polonii w Toronto (pochodzi z Porajów i ma w swoim herbie różę
podobną do wrzesińskiej) szukała dla nas za pomocą i za woluntariuszami. Pierwsi, państwo Quilty, oboje
nauczyciele, w 1991 roku, uczyli angielskiego w naszym Studiu we Wrześni przez pięć miesięcy. Później, ich
C1. SUMA SUMMARUM 53
_________________________________
syn Michael na tej samej zasadzie uczył obsługi komputerów. Państwo Quilty i Michael, tak jak i wielu innych
kanadyjskich woluntariuszy, pokrywali całkowicie koszta podróży związane z tymi programami.
Później pojawiły się inne inicjatywy, konkursy piosenki religijnej emitowane na krajowej telewizji,
konkursy języków, konkursy upiększania Wrześni, programy dla niepełnosprawnych, Mojej Małej Ojczyzny,
Komputera i Internetu, Matko Buduj, Akademii Internetu, Eko Wrześnica, doroczne wyróżnienie 'Człowieka
Roku', itp.
Tyle energii, tyle entuzjazmu i tyle osiągnięć... Często zastanawiam się, pracując w swoim zawodzie,
jako Inżynier-Architekt, miałem nie tylko dużo satysfakcji i uznania, ale klienci za to mi płacili, a dlaczego
praca i poświęcenia w pracy charytatywnej dają mi więcej uciechy i zadowolenia? Mimo że to jest połączone z
poważnymi kosztami...
W mojej pracy dla Fundacji, dla MMO, chodziło mi przede wszystkim o przekazywaniu pomysłów i
mechanizmów, z którymi zapoznałem się na Zachodzie. Niemniej jednak, utrzymanie Studia, komputerów, i
kosztów pomocy konkursów, były połączone z poważnymi wydatkami. .
Pomysły i Okazje, których nie wykorzystałem.
Są marzenia, są pomysły i są okazje.
Okazji dopatrywałem się na każdym kroku. Pomysły rodziły się, na co dzień.
Z biegiem czasu wypracowałem sobie prostą formułę jak je oceniać? Którym warto się przyjrzeć, a które wyrzucić do
kosza? 100:10:1. Przyjrzeć się stu, wypracować dziesięć, aby móc osiągnąć, lub zbudować jeden!
Zawsze, marzyłem (w czasie bezsennych nocy), szukałem i dopatrywałem się pomysłów, inicjatyw, okazji.
Ubolewam jednak, że nie doceniłem najważniejszych. Tym bardziej, że ich obraz był nawet dość wyraźny. Trudno mi
nawet pojąć konsekwencje tego ze nie zdołałem doprowadzić ich do realizacji.
Kilka powoduje wyrzuty sumienia. Ubolewam nad tym nieomal każdego dnia.
Jedna dotyczy mojej rodziny, druga mojej kariery, a trzecia historii Mojej Małej Ojczyzny, Wrześni.
Sąsiad Prymasa.
W początkach 60-ych zacząłem szukać za małą farmą, blisko Toronto. Chciałem, aby moje dzieci wychowały się
na świeżym powietrzu, w naturalnym środowisku, na wsi, tak jak ja... Ale mój znajomy, klient, który zajmował się
pośrednictwem sprzedaży nieruchomości, Joe Skapura, namówił mnie abym kupił 2.5 hektarową działkę, 30 km od
centrum Toronto. W 1962 roku kupiłem tą działkę. Farmy już wówczas były za drogie, bo Toronto rozwijało się
dynamicznie i coraz bliżej. Były na tej parceli setki, tysiące tui i cedr, czarujący las, jakby katedralnych wieży. Uwiodło
mnie to i kupiłem, bardzo tanio(za 9, 500 dolarów) i zacząłem marzyć o moim domu, mojej 'świątyni', dla mojej żony
Patrycji, dla moich Dzieci, dla siebie...
Miałem już wstępne szkice, kiedy, wkrótce potem, pojawiła się w moim biurze pośredniczka z propozycją kupna
domu, również na 2.5 hektarowej działce, ale w samym centrum miasta, w najbardziej prestiżowej dzielnicy, Rosedale, na
Beaumont Road, po przeciwnej stronie doliny od mego studia. -15 minut spacerem do mojej pracy. Cena była przystępna,
i dogodne warunki, - 183 000 dolarów kanadyjskich. Właściciel, Walter Gordon, sprzedawał tą rezydencje, bo został
mianowany ministrem finansów w gabinecie Lester Pearson i zdecydował przeprowadzić się do Ottawy.
Podałem ofertę kupna, ale uwarunkowaną, że będę mógł podzielić tą parcelę na kilka działek. Oferta nie została
przyjęta. Pośredniczka nie dała mi szans na to, aby negocjować, dogadać się z właścicielem, chociaż byłem gotów
zapłacić pełną cenę, bez warunków, bo cena była bardzo przystępna. Moimi sąsiadami byłby Prymas Kanady, kardynał
Carter i popularna w Kanadzie gwiazda popularnej muzyki Gordon Lightfoot. Później dowiedziałem się, że pośredniczka
sama kupiła tą posiadłość, wbrew etycznym a może nawet prawnym przepisom. Po kilku latach sprzedała tą posiadłość za
11 milionów dolarów...
Żal mi tu, nie tyle tych milionów, ile tego, że środowisko, gdzie tu przez ostatnie 40 lat buduję swoją 'Świątynię',
okazało się, jak się dowiedzieliśmy lata później( za późno), nie było sielankową wsią, ale podmiejskim gniazdem
nierobów i dilerów narkotykami. Zabrało nam lata zanim się zorientowaliśmy. Nie byliśmy na tyle czuli, aby to spostrzec.
Środowisko to pozostawiło wyraźne ślady u naszych dzieci aż do dzisiaj. Nie pomogły lata prywatnych szkół i setki
tysięcy dolarów, aby to naprawić...
C1. SUMA SUMMARUM 54
_________________________________
Strumień pomysłów i okazji.
W latach sześćdziesiątych, moja kariera osiągała nowe horyzonty. Miałem w biurze coraz więcej zamówień.
Projektowaliśmy i budowaliśmy. Nabrałem nowej energii i dynamiki. Osiąganie stało się moim 'modus operandi'.
Pomysły i inicjatywy zradzały się, na co dzień. Byłem w stanie ustawicznego naprężenia i gotowości na nowe inicjatywy i
nowe 'przygody'.
W następnych kilku fragmentach pragnę przedstawić, jak z jednej zabawnej 'mrzonki', powstał cały
łańcuch innych. Bez oszałamiających wyników, ale przykładów, pomysłów, okazji i prób ich zrealizowania.
Kapitan Nemo.
Pod koniec lat sześćdziesiątych, zakotwiczył w porcie Toronto, dwumasztowy szkuner, 'Captain
Knickle'. Był zbudowany w stoczni w Lunenburgu, w Nowej Szkocji, w 1926 roku. Łódź ta była bliźniacza z
'Bluenose', słynnym kanadyjskim żaglowcem, który zwyciężył wiele rejsów z Amerykańskimi szkunerami.
'CaptainKnickle', tak jak i zresztą, Bluenose, byli statkami towarowy dla przewożenia drewna. Teraz nie było
na to potrzeb. Bluenose stał
się narodowym zabytkiem i
pływającym muzeum.
A właściciele Captain
Knickle zdecydowali się jego
pozbyć. Przypłynął ten szkuner
tu do Toronto, z Quebeku,
gdzie był wyposażony w nowe
żagle. Miał ponad 35 metrów
długości i blisko10metrów
szerokości. Nie wiedziałem o
tych detalach aż przypadkowo
ujrzałem go przy molo w
porcie.
Od razu, jak na niego
spojrzałem, przyszedł mi na
myśl, Nautilus i Kapitan
Nemo. Miałem już zabytkowe
organy, brakowało mi
'Nautilusa'.
'Bluenose', słynny Kanadyjski szkuner, bliźniaczy statek 'CaptainKnickle'
Organy kupiłem kilka lat wcześniej, aby wmontować je do swojej 'bazyliki'. Polubiłem muzykę organową chyba
od momentu 'Ave Maria' w Farze, 30 lat temu. Nie nauczyłem się jednak grać, ale to później. - Wyobrażałem sobie siebie
przy tych organach, i - Toccatę Bacha..
Wizerunek Kapitana Nemo, przy organach, wciąż pozostał w zakamarkach moich marzeń... Chociaż
bardziej porywała mnie myśl pracy w tej to atmosferze. Co za wspaniałe środowisko dla naszego zespołu, dla
naszej pracy. Nowe spojrzenie na nasze kariery. Nadałoby to naszym zadaniom wymiar twórczej, raczej niż
zawodowej pracy, nowe źródła wyobraźni i polotu...Dwa lub trzy razy do roku wypływalibyśmy, pod pełnymi
żaglami, z naszymi rodzinami i naszymi patronami, przez zatokę na szerokie wody jeziora Ontario. Co za
wspaniała promocja dla nas , no i dla Toronto. Bo nam jako profesjalistom, przepisy nie pozwalały się
reklamować.
C1. SUMA SUMMARUM 55
_________________________________
Statek ten był na sprzedaż, za 35000 Dolarów. Pomysł, koncepcja, mnie uwiodła. Miałem do dyspozycji
prawie osiemset metrów! Na nasze Studio wystarczyłoby około 100 metrów, na 'kapitańską' kabinę, moje 'Pieda-Terre',(a może poprawniej, 'Pied-a- Mer') 60m, a reszta na salę i, - organy. Ta sala nadawałaby się na małe
ekspozycje, koncerty kameralne, oczywiście z organami, przyjęcia i podobne spetakle.
Dochody ze sprzedaży biurowego budynku, wystarczyłoby, aby wyposażyć ten statek na te cele. A
może nawet pozostałoby kilkadziesiąt tysięcy na inne ewentualności. Czynsz za molo byłby mniejszy niż
podatki własnościowe na Bloor str. Nie byłoby kłopotów z podłączeniem wody, kanalizacji i elektryczności i
telefonów.
Złożyłem ofertę na 29 tysięcy. Miałem wiele szans i dużo czasu, aby podnieść ta ofertę. Nie zrobiłem
tego. Poznańska sknera. Ponownie nawaliłem, nie wykorzystałem tak wyraźnej okazji. Zawiodłem swoje
marzenia i samego siebie..
Znalazł się inny zapłacił pełną cenę.
A moje 368 organowych piszczałek, wciąż spoczywa w piwnicy, już teraz ponad czterdzieści lat i
czeka na następną okazję...
Szkunerowi, Captain Knickle, też się nie powiodło. Rok później rozbił się na rafach Bahamów, i
zatonął....
Zawiedziony, na pocieszenie, sprawiłem sobie 7.5 metrową żaglówkę, i nazwałem ją 'Fala'. Niestety za
mała na organy.
Ale myśl Nautilusa, mnie nie opuszczała. Szukałem go po Nowej Szkocji , Vancouverze, Florydzie i
Nowej Anglii. I w Bostonie, gdzie spotkałem Dawida Perott.
SS 'Cluade Debussy'.
Dawid ze swoim ojcem prowadzili biuro projektowania luksusowych jachtów. Pośredniczyli również w
sprzedaży nie tylko jachtów, ale rozmaitych rodzaj statków, począwszy od łodzi ratunkowych do statków
oceanicznych. Dawid nie znalazł dla mnie Nautilusa, ale pewnego dnia prosił abym przyleciał do Bostonu, bo
ma ciekawą propozycję. Przyleciałem bezzwłocznie. Zawiózł mnie do portu i pokazał mi statek oceaniczny
'Claude Debussy'. Nie zrozumiałem, o co mu chodzi. To przecież nie Nautilus... Przywiózł mnie do biura i
zapoznał mnie ze swoim ojcem. Mają ciekawą propozycję i chcą abym się do tego dołączył, jako partner. Nie
wiem skąd u nich to przekonanie, że mam aż takie środki, aby przymierzać się do takich multi milionowych
propozycji? Nie odmówiłem od razu, bo już wówczas miałem przeświadczenie, że jak pomysł dobry i projekt
dobrze opracowany i przygotowany, pieniądze zawsze się znajdą. Wielu klientów często się dopytywało czy
mam coś dla nich. Mój menadżer banku podobnie, często powtarzał, kiedy może mi 'dać' 'money'(pieniądze)?
Używałem najlepszych firm prawników i księgowych. Oni również reprezentowali 'duże pieniądze' starych
kanadyjskich rodów.
Claude Debussy był statkiem typu 'Ro-Ro'. Na swoim pokładzie mógł pomieścić 54 naczepy Tirów, bez
ciągników. Bardzo dużo towarów z Europy z przeznaczeniem na północno-wschodnie Stany, przechodziło
przez Halifax. Porty w Bostonie i Nowym Yorku miały wysokie opłaty portowe i były opanowane przez
skorumpowane związki zawodowe. Z Halifaxu były one rozwożone pociągami towarowymi lub Tirami. Było to
jednak wciąż połączone z dużym kosztami. Kilkadziesiąt mil na północ od Bostonu, Perottowie znaleźli mały
port w Portland. Miał molo z bocznicą kolejową, która idealnie nadawała się na 'Debussy'go'. - I bez związków
zawodowych,i ....bez mafii. Brakowało nam jednak dwóch podstawowych rzeczy: 'lokatorów', to znaczy firm
transportowych, które zgodziłyby się, aby korzystać z naszych usług, no i pieniędzy. Zabrałem notatki i
wróciłem do Toronto.
William Horsey.
Zgłosiłem się do Charlie Leonarda, menadżer mego banku. Mówi, że tego rodzaje projekty są poza jego
kompetencją, ale umówi mi spotkanie z kimś w centrali. Byłem zaskoczony, bo przyjął mnie zarządzający wice prezes
banku, William Horsey. Jego rodzina była właścicielem firmy Salada Foods i innych, chyba największych producentom
produktów żywnościowych w Kanadzie. I tak się złożyło, że była ona również naszym klientem. On o mnie nie słyszał,
C1. SUMA SUMMARUM 56
_________________________________
bo tą firmą zarządzał jego syn Grant. Słyszał jednak o naszej pracy, a szczególnie o jednym bardzo prostym ale bardzo
skutecznym rozwiązaniu problemu który im dokuczał przez lata. Jedna z ich wytwórni w Alliston niedaleko Toronto,
produkowała frytki, a łupiny z tych ziemniaków wywozili na pola blisko tego miasteczka. Kiedy te łupiny zaczęły
fermentować to powstał fetor ciągnący się kilometrami Gmina i mieszkańcy domagali się rozwiązania tej kłopotliwej
sytuacji.Zaproponowałem zbudowanie sieci galwanizowanych rur z otworami na powietrze, 30 cm poniżej powierzchni
tego gnoju(błota) i ustawicznie pompować przez nie sprężone powietrze. I to grało. William Horsey o tym on wiedział i
pogratulował mi za to rozwiązanie.
Po tym się trochę rozgadał. Dowiedziałem się, że mimo swojego stanowiska, nie miał wyższego
wykształcenia. Dzisiaj to byłoby niemożliwe, mówi. Również, bardzo delikatnie, zwrócił mi uwagę, że
zaledwie kilka lat temu nie wyobrażał sobie, aby ktoś pracujący zawodowo odważyłby się ubrać w tak jasny
garnitur jak ja. Niekrytycznie, ale... Wszyscy w podobnych instytucjach, bankierzy, prawnicy, księgowi, wyżsi
urzędnicy, wszyscy pracowali w ciemno-niebieskich lub ciemnych garniturach, jakby w 'mundurach'. Bo to
nibysymbol dyscypliny i obowiązkowości. Ja ubierałem się starannie, ale jako inżynier-architekt zawsze z
akcentem. Chciałem widocznie podkreślić, że mam trochę inne spojrzenie. A poza tymto przecież lato, tak że
jaśniejsze, - chyba logiczne.
Brygadier Matthews.
'Mr' Horsey żałuje, ale nie będzie mógł pomóc, bo bank nie jest upoważniony finansować tego rodzaju
działalności. Polecił mnie jednak swojemu znajomemu Brygadierowi Matthews. Brygadier był prezesem
Canada Permanent Trust, dość znanego funduszu powierniczego. Czułem się zaszczycony. Zameldowałem się
niezwłocznie, w jego wytwornym gabinecie, tym razem już w 'mundurze'. Był to bardzo przyjemny starszy
dżentelmen, tak jak wówczas przystało. na 'brygadiera', z angielskimi manierami i akcentem , chociaż z
walijskim nazwiskiem. Zaproponował rytualną 'cup of tea'(filiżankę herbaty). A to sygnał, że ‘awansowałem’ w
jego oczach. Zaczęliśmy 'gwarzyć'. Intrygowało mnie, że on jak i 'Mr' Horsey to przecież ludzie
'establishmentu’, dlaczego więc marnują tyle czasu na błahe pomysły i na mnie. Może na tyle bogaci, że nie
potrzebują pracować? Podczas tej pogawędki dowiedziałem się, że jest sąsiadem Horsey'a. Mieszkają w
dzielnicy milionerów, Bayview Av i Post Road. Mieszkał tam również, chociaż, później mój dawny
pracodawca a później klient, Frank Lennox (alias Franek Ziębowicz, kuzyn ks. Jankowskiego). Bo i on dorobił
się dużych milionów.
Dom Brygadiera stał na blisko trzyhektarowej działce z kilkuset metrowym frontem na Bayview. Sama
działka była warta o wiele razy więcej niż jego dom. Mieszka na tej dużej posiadłości ze swoją żoną i myśli o
emeryturze. Pyta, co ja o tym myślę? Czułem się zaskoczony i uprzywilejowany, że mnie się radzi.
Odpowiedziałem, ze jeśli pozwoli, to ja sprawdzę rynek i przepisy budowlane i skontaktuję się za kilka dni. Ze
swojej strony mówi, że żałuje jednak i przeprasza, ale nie będzie mógł mi pomóc z Debussy. Polecił mi jednak
abym spotkał się z Andy Sarlos z Trade Trust.
Andy Sarlos.
Andy, Węgier z pochodzenia, był aresztowany w Budapeszcie podczas rozruchów w 1956 roku. Udało
mu się uciec i znalazł się w Kanadzie. Kiedy go spotkałem to już miał odpowiedzialne stanowisko w tej firmie.
Później stał się znany na światowych giełdach, jako 'Bay Street Budda'. Największą giełdę w Kanadzie
popularnie nazywano 'Bay Street', podobnie jak 'Wall Street' w Nowym Yorku. Zainteresowała go nasza
inicjatywa, ale musimy znaleźć użytkowników. David Perrot nawiązał już kontakty z trzema firmami
transportowymi, dwie z nich kanadyjskie a jedna amerykańska. Więc chodziło tu, aby sformalizować te układy.
Portland, Main. USA.
Poprosiłem mego prawnika Clay Hudson abyśmy polecieli do Bostonu i przypatrzyli się temu
C1. SUMA SUMMARUM 57
_________________________________
projektowi z bliska i powiązali te luźne pętle. Zapytał czy może do nas przyłączyć się John Thompson, jego
znajomy, który jest również zainteresowany finansowaniem tego przedsięwzięcia.
W Bostonie spotkaliśmy się z Perrot, ojcem i synem, którzy zapoznali nas o poczynionych postępach.
Po obiedzie David zawiózł nas do Portland. W Portland, Burmistrz z innymi prominentami, przyjęli nas
niezwykle uroczyście. Brakowało tylko flag i orkiestry. Byliśmy zaskoczeni. Upewniliśmy się o detalach, z
którymi zapoznał nas poprzednio David.
Wizyta to stuprocentowym sukcesem. Możemy liczyć na
współpracę i pomoc lokalnej administracji.
Halifax. Kanada.
Jeszcze tego samego dnia wylecieliśmy do Halifax, na wschodnim wybrzeżu Kanady. Następnego dnia
spotkaliśmy się z władzami portu. Bez niespodzianek, wszystko do uzgodnienia. W budynkach portowych miał
swoje biuro jeden z właścicieli kanadyjskiej firmy transportowej. Dawid zawiązał z nim już wcześniej kontakty
telefoniczne. Spotkaliśmy go tam przed obiadem. Tak, jest zainteresowany, ale nie gotowy do żadnych
formalnych układów. Dopytywał się o detale, ale nie dostaliśmy od niego nawet listu intencyjnego. A to dla
Sarlosa było minimum, i to przynajmniej od dwóch z tych trzech firm. Dawid był gotów złożyć ofertę kupna na
ten statek, nawet bez formalnych zobowiązań od tych firm. Wątpię jednak, czy jego ojciec by go w tym poparł.
Również w tych dniach skrystalizowałem swoją pozycję w tej grze. Zrozumiałem, że to jest wciąż nowe
terytorium dla mnie, za ryzykowne, wymaga głębokich kieszeni, a ja ich nie mam - i ja to 'Poznaniok'..
Wyczułem, że John Thompson to raczej pośrednik, a nie pryncypał. Podobnie Dawid, bez ojca. A Clay
Hudson, mimo, że to mój przedstawiciel, agent, za co mu płacę, ale raczej reprezentuje interesy swego kolegi.
Niemniej jednak zaproponowałem złożyć warunkową ofertę kupna tego statku. Zrobiliśmy to w imieniu firmy,
która miała powstać w przyszłości. David, John i ja podpisaliśmy intencyjną umowę, a Clay ma to
sformalizować. Po obiedzie spotkaliśmy się z prezydentem miasta. Przyjął nas z szacunkiem, ale nie tak
uroczyście jak w Portland. Ze statkiem będzie bez kłopotów. Bardziej interesował go projekt odbudowy
'downtown' Halifaksu, zapuszczonej dzielnicy w śródmieściu, i namawiał nas abyśmy się tym zainteresowali.
Widocznie zrobiliśmy na nim dobre wrażenie.
Właściciele ‘Debussy’ nie zaakceptowali naszej oferty. Ostatecznie kupiły ten statek te trzy firmy
transportowe, które namawialiśmy, aby stały się naszymi klientami. Finansowała to przedsięwzięcie firma
Sarlosa . Projekt ten okazał się wyjątkowym sukcesem. Właściciele spłacili 'Debussy'go' w jednym roku. Oto
przykład mniej atrakcyjnego oblicza 'Wolnego Rynku'.
Mimo sukcesu tego przedsięwzięcia, nie żałuję jednak, że nie skorzystałem z tej okazji.
'Centrum' Ottawa.
W drodze powrotnej z Halifaksu do Toronto powróciliśmy do tematu, który chciał nam narzucić
prezydent Halifaksu, - odbudowy zapuszczonego śródmieścia tego miasta. Doszliśmy do przekonania, że nie
tylko Halifax ale wszystkie duże miasta Kanady, tak jak i w USA, mają podobne potrzeby, włącznie ze stolicą,
Ottawą. Sam wyobrażałem sobie coś w formie Centrum w Warszawie, setki sklepów pod jednym dachem z
kilkadziesiąt piętrowymi biurowcami na każdym końcu. Nazwałem tę ideę 'Centrum', tak jak w Warszawie.
Porwała ich ta nazwa. Okazało się nawet, że Federalny Rząd ostatnio przeznaczył na te cele poważne fundusze.
John Thompson znał osobiście prezydenta stolicy Ottawy. Zainteresował się tym tematem klient Clay'a, Brad
Chapman, który z kolei znał właściciela dużej posiadłości na głównej ulicy Ottawy, Bank Street, niedaleko od
Parlamentu. Po kilku dniach Brad zawiózł nas swoim samolotem do Ottawy. Spotkaliśmy się z burmistrzem i z
C1. SUMA SUMMARUM 58
_________________________________
właścicielem tej dużej parceli. Na tej parceli stał duży supermarket z obszernym parkingiem. Okazała się ona
kluczem tego pomysłu. Imponowała im ta inicjatywa i spostrzegli, że wiarogodna. Widocznie znowuż
zrobiliśmy dobre wrażenie. Nazbierałem dużo planów i detali z Ratusza i tego samego dnia, chociaż po zmroku,
wróciliśmy do Toronto .
W drodze powrotnej Brad zaproponował, abym przejął pilotaż samolotu. Był to dwusilnikowy Beechcraft.
Mimo, że było w nim dwa razy tyle instrumentów, co w Harvardzie, to szybko rozpoznałem te zasadnicze. Z
wyjątkiem startu i lądowania, kierowanie samolotem jest łatwiejsze niż autem. Nie ma tam ani skrzyżowań,
świateł lub korków. Tak że, po prostej, bez przeszkód, celowałem do Toronto. Kłopot jednak w tym, że po
półtorej godzinie lotu, zamiast nad lotniskiem w Toronto, znaleźliśmy się nad dużym jeziorem, przypuszczalnie
nad jeziorem Ontario.
Sytuację skomplikował dalej fakt że oprócz pilotażu, nawaliło i radio. Brad nie zdradzał paniki i po
kilku domysłach i próbach znalazł lotnisko i sam wylądował bezpiecznie w Toronto.
Wkrótce po tym sprzedał ten Beechcraft i kupił nowy, bezpieczniejszy i większy samolot, wciąż jednak
dwusilnikowy.
‘Centrum Ottawa’ zapowiadało się obiecująco. Właściciel tej kluczowej parceli zdołał przekonać sąsiadów, aby
się dołączyli. Przygotowaliśmy koncepcyjne plany i sprawdziliśmy z miejskimi urbanistami żeby nie zbłądzić
Wydawało się, że byliśmy na dobrej drodze.
Niestety jednak projekt ten skończył się niespodziewanie i tragicznie. W kilka miesięcy później, właściciel tej
kluczowej posiadłości, jadąc na lotnisko swoim nowym Caddillac'iem, zjechał z jezdni, uderzył w drzewo i
zabił się na miejscu.
Pieds-a-Terre.
Nie zaniedbałem Brygadiera Matthewsa. Przygotowałem interesującą propozycję Brygadierowi, która mogłaby
służyć, jako prototyp serii nowych form rezydencyjnych własności. Składała się ona z dwóch elementów. Był to czas,
kiedy już miałem wypracowaną koncepcję 'El Pueblo', wioski w śródmieściu oraz w tym to czasie dojrzewała również i
idea 'kondominium', formy spółdzielni mieszkaniowej. W wyniku tego powstać miała 'condo-wioska' na jego hektarach.
Zbudowalibyśmy tam 'wioskę' z 82 raczej luksusowymi rezydencjami, naokoło 3 lub 4 dziedzińców, z podziemnym
parkingiem. Każda z nich miałaby kilka sypialni, salon, jadalnie i kuchnię, minimum 3 łazienki, z małą biblioteczką i
pokojem dla przyjęć iz przyległym małym ogródkiem, tarasem. Poza tym do wspólnego użytku byłby tam basen, pokoje
do gier, bilard, mieszkania dla gości, większa sala dla przyjęć lub konferencji biznesowych. A więc mieszkania dla
zamożnych takich jak on.Ci zamożni mieli zwyczaj wyjeżdżać na zimowe wakacje najczęściej na Florydę, do Mexico,
lub do Europy..
Tak się ciekawie złożyło, że i my, Patrycja i ja, byliśmy krótko przedtem, w Mexico, jak i w Hiszpanii. W
Meksyku zatrzymaliśmy się w uroczym Taxco. Tam zrodziła się myśl El Pueblo. A kiedy zwiedzaliśmy Costa del Sol w
Hiszpanii, jak juz wspomniałem poprzednio, powstała druga część tej formuły. Obie razem zrodziły Komunalne 'Pied a
Terre' dla właścicieli 'condo-wioski'... Byłyby one budowane w Mexico, na Florydzie lub w Europie w podobnej formie
'condo-wiosek', co w Toronto, chociaż o skromniejszych wymiarach.
Brygadier, a przede wszystkim jego żona, byli zachwyceni tym projektem. Zaledwie po kilku dniach zainteresował tą ideą
ponad dwudziestu potencjalnych klientów, z pośród swoich sąsiadów i znajomych. W Meksyku proponowaliśmy
zbudować to osiedle w małym miasteczku Asizi, nad jeziorem Chapala, niedaleko Guadalajara. W tych terenach osiedliło
się ponad 50 tysięcy Amerykanów i Kanadyjczyków. Tak, że wybór tej lokacji wydawał nam się idealnym. Mój prawnik,
Harold Elliot, zamiast wakacje na Florydzie, poleciał do Hiszpanii, aby upewnić się że nie będzie żadnych niespodzianek.
Sam był tak zachwycony tym programem, że zrobił to dla mnie, bezinteresownie.
C1. SUMA SUMMARUM 59
_________________________________
Był jednak problem. Brygadier i ja byliśmy tego świadomi. Przepisy budowlane nie uznawały tego
rodzaju osiedli, 'condo-wiosek'. Wydawało mi się jednak, że Brygadier i jego wpływowi sąsiedzi mogą to
zmienić. Niestety tak się nie stało.
Później miałem podobne kłopoty z El Pueblo, ale znalazłem na to odpowiedź. Ale było to później.
Kilkanaście lat później powstał tam, na posiadłości Brygadiera, kilkupiętrowy blok - kondominium, - blok, ale
nie 'condo-wioska'. Każde z mieszkań sprzedawane były tam za ponad milion dolarów. Jest to kolejny
dowód, że na sukces składa się dobra lokacja i odpowiedni czas. Mieliśmy idealną lokację, i wspaniały pomysł,
ale przedwczesny. A na Costa
del Sol budują, dzisiaj setki
podobnych 'condo-wiosek’.
W jednej z nich, w Marbella,
gościli nas państwo Marian i
Ula Rzeźnikowie, nasi bliscy
znajomi z Wrześni. Marian
jest członkiem Rady naszej
Fundacji.
Condo-Wioska.Marbella. Costa del Sol,.Hiszpania
W tym wypadku, jednak, przedwczesny pomysł niezupełnie został zmarnowany. Projektowałem i
budowałem, później, kilka podobnych wiosek, chociaż bez 'Pied-a-Terre'... El Pueblo był pierwszym...
„Generał Patton”
Pozwolę sobie dodać jeszcze jedną ciekawostkę z tej kategorii okazji. Clay Hudson był młodym prawnikiem i
imponowały mu moje powiązania z takimi ludźmi, jak brygadier i Horsey, chyba, dlatego, że były tam duże
pieniądze. Pewnego dnia zaprosił mnie do swojego biura z nową inicjatywą– wprost z Hollywood. Miał klienta,
który chciał sprzedać prawa do filmu o generale Pattonie, z gotowym scenariuszem i z kontraktem na główną
rolę, George’a C. Scotta. Myślał, że ja mógłbym stworzyć konsorcjum finansowe i wykupić tę licencję. Bawiła
mnie ta myśl, ale trudno było mi jednak wyobrazić siebie, jako producenta filmowego w Hollywood. A gdybym
odważył się wspomnieć o tym brygadierowi, straciłbym chyba całą swoją wiarogodność a może nawet i
swojego cennego klienta. Więc odmówiłem.
Sam film jednak okazał się niesamowitym sukcesem i zdobył siedem ‘Oscarów’, włącznie z nagrodą za
najlepszy film w 1970 roku.
C1. SUMA SUMMARUM 60
_________________________________
'Wiadomości Wrzesińskie
Marshall McLuhan, kanadyjski uczony, znany jest ze stwierdzenia, że "medium jest przekazem, tj. środki
komunikacji mają większy wpływ na ludzi niż sama przekazywana wiadomość. Ja bym nawet powiedział
dobitniej: medium jest 'nakazem'. W lutym 1990 roku mój bratanek Celestyn, zapoczątkował Wiadomości
Wrzesińskie. Kilka miesięcy później został wybrany burmistrzem. Pod koniec tego roku, on lub pani Maria
Buta, której Celek przekazał odpowiedzialność za tą publikację, proponowali mi, aby Fundacja Dzieci
Wrzesińskich przejęła ten tygodnik. Za symboliczna złotówkę. Odmówiłem, bo uważałem, że wyłącznym
zadaniem fundacji jest działalność charytatywna. Nie wiedziałem wówczas, że ustawa pozwala fundacjom na
działalność komercyjną, z tym, że zyski stąd realizowane powinny być przeznaczone na cele charytatywne.
Miałem nawet trochę doświadczenia w tej dziedzinie, gdy w początkach osiemdziesiątych, jako prezes
Stowarzyszenia Polskich Inżynierów w Toronto, byłem odpowiedzialny za publikowanie i redakcję
kilkustronicowego miesięcznika. Często też publikowałem promocyjne biuletyny i broszury informując
klientów i pracowników o statusie i postępach w planowaniu i budowie naszych projektów. Odmówiłem, i to
był mój kardynalny błąd, jedna z znaczących okazji, którą nie rozpoznałem i nie wykorzystałem.
Przejął to pismo Waldemar Śliwczyński. Wkrótce dołączył się do niego jego 'koleżka' Maciej Mikołajczyk.
Mikołajczyk pisał pod pseudonimem Matte Satanescu i tak siebie widział, jakby 'szatana’. Stali się
nieodzownymi kumplami. Spotykali się regularnie w miejscowym 'browarku' skąd nabierali natchnienia na
snucie swoich złośliwych baśni...
Zabrało zaledwie kilka miesięcy, gdy 'Wiadomości ' stały się brukowcem...Satanescu obelżywie i
obrzydliwie zaczął atakować kościół, później władze, naszą Fundację i jej woluntariuszy, i mnie osobiście.
A pan Waldek, początkujący przedsiębiorca, dał się łatwo uwieść. Bardzo mu to odpowiadało, bo to
sprzedawało gazetę i nagle odkrytą obietnicę niespodziewanych milionów manny. A oto chyba przede
wszystkim chodziło. Abonentów rzeczywiście było coraz więcej. Dwa pokolenia 'homo sovieticus' delektowały
sie atakami na kościół, a reszcie imponowała nowo odkryta wolność i 'anarchia' słowa, źle zrozumiana wolność
prasy, przez redakcję i przez stada bezmyślnych czytelników...Matte, wychowanek seminarium, i Waldek, 'niby
Solidarnościowiec', powtarzali to, co robił Urban za dawnych czasów, chociaż skuteczniej, bo grunt bardziej
podatny.
Byłem bardzo świadomy tego i przerażało mnie to. Na jednym z zebrań Zarządu Fundacji w Ratuszu, z
Burmistrzem i ks. kanonikiem Głowem, przestrzegałem, że Wiadomości będą miały większy wpływ na życie
moralne, społeczne i kulturalne Wrześni, niż sam Kościół.
C1. SUMA SUMMARUM 61
_________________________________
Waldek Śliwczyński.' Autorski Portret'. Populista, ‘Naczelny’ Wiadomości Wrzesińskich .
W miarę mych możliwości, próbowałem temu zapobiec i przekonać Śliwczynskiego, aby zaprzestał
szkodzić. Apelowałem nawet do jego ojca. Nie wiem wiele to pomogło.
Pan Waldek nie odkrył misji, którą mu udostępniła historyczna okazja. I tak zboczył przeznaczenie
Wrześni..
Kilka lat temu pan Władek próbował, chociaż nie za bardzo wyraźnie, wyspowiadać się ze swoich grzechów.
Dzisiaj jest milionerem-populistą i de-facto włodarzem swojego królestwa. A Matte też awansował, i to
podwójnie. Zamiast wrzesińskiego browarku, teraz inspiracje czerpie w warszawskiej 'Wyborowej', i służy w
roli 'Stańczyka' przy tronie Urbana.
Mówiłem, powyżej że popełniłem kardynalny błąd. Dzisiaj z perspektywy czasu, widzę i nie mam
wątpliwości, że Wiadomości Wrzesińskie w rękach Fundacji, a może nawet pod przewodnictwem
Śliwczyńskiego, zapewniłyby rolę i przeznaczenie naszej Małej Ojczyzny, jako Europejskiej Krzemowej
Doliny. Powstałaby Akademia Internetu, nabrałyby dynamiki Małe Ojczyzny Ziemi Wrzesińskiej. PolOrbis
stałby się globalną Polonijną siłą.
Akademia Internetu.
Nie wykorzystałem tego chyba najlepszego z moich pomysłów. Wypłakałem i wypokutowałem się już
chyba należycie z mojej klęski w poprzednim rozdziale. W czasie przygotowywania tego rozdziału zauważyłem
jednak, że temat Akademii Internetu jest dzisiaj bardziej popularny niż kiedykolwiek. Zdecydowałem, więc
podjąć kroki, aby odnowić tą inicjatywę, chociaż w innej formie i na pewno z mniejszymi wynikami niż było to
możliwe 13 lat temu. Więcej na ten temat poniżej, w podrozdziale 'Rezurekcja Akademii Internetu'.
Inne.
W 1989 dla przybyszy z Zachodu potrzeby i braki w kraju były bardzo łatwospostrzegane, a stąd, jeśli
ktoś miał handlowe aspiracje, mógł je wykorzystać z pożytkiem dla siebie i konsumenta. Pierwszym takim
brakiem, który zauważyłem to książka telefoniczna (białe i żółte strony), i to jeszcze przed zmianami. Aby
dostać numer telefoniczny znajomego lub krewnego, wymagało niemal konspiracyjnej operacji. Proponowałem
C1. SUMA SUMMARUM 62
_________________________________
druk takiej książki mojemu bratankowi Henrykowi i jego szwagrowi Andrzejowi Burzyńskiemu, ale reagowali
bez przekonania.
Wyczułem także, że są również duże potrzeby na codzienne produkty dla domu i dla auta.
Przypatrywaliśmy się Polmozbytowi. Henryk Gawroński zapoznał mnie z prezesem ogólnopolskiego
automobilklubu. Mieli oni ponad1300 placówek rozsianych po całym kraju. Proponowałem gablotkę w każdej z
tych placówek z prostymi produktami dla auta i dla domu, takimi jak akumulator i elektryczny czajnik i
podobne. Produkty byłyby dostarczane na zamówienie. Podrzuciłem tą propozycję moim bratankom Leszkowi i
Henrykowi, bo oboje prowadzili małe warsztaty w branży samochodowej. Nawet znalazłem nazwę tej firmy,
która miała powstać w tym celu, 'Dom-Mot'.
Henryk w swoim warsztacie nietylko naprawiał, ale i kupował uszkodzone auta, odbudowywał je i
sprzedawał. Przyszła mi na myśl agencja sprzedaży jednej z zachodnich firm. Zadzwoniłem do Forda.
Skierowali mnie do samego dyrektora przedstawicielstwa na Europę, pana Eatona. Bawił wówczas w
Szwajcarii. Mówi, że jest gotów przylecieć do Polski, - jutro! Zaskoczyła nas ta gotowość, ale to Amerykanin,
- jak jest okazja to nie zwlekać. Poprosiłem żeby dał nam trochę czasu byśmy mogli przygotować kilka
lokalizacji do wyboru. Mieli zająć się tym zadaniem, Henryk i jego ojciec, mój brat Stefan. Przyleciałem
miesiąc później, nic nie znaleźli. Wątpię czy nawet szukali…
Po zmianach zaczęły odwiedzać Polskę fale turystów, a z tym i fale miejscowych złodziei i
przestępców, szczególnie w Warszawie. Mojej znajomej pani Ani Taylor na głównym dworcu w Warszawie,
dwoje eleganckich młodzieńców ofiarowało pomoc przeniesienia walizek do taksówki. Ani zaimponowała ta
grzeczność tych młodzieńców. Niestety to był ostatni raz, kiedy widziała swoje walizki i tych eleganckich
młodzieńców. Doświadczenie Ani nie było odosobnione.
Narzuciło mi to nowy pomysł. Wynajmowanie wozów w Warszawie było 3 razy droższe niż w Toronto. Można
wówczas łatwo dostać przedstawicielstwo General Motors, lub innych, i kupować ich auta po cenach
hurtowych i eksportować je do Warszawy. W Warszawie proponowałem założyć agencję dla ich wynajmu.
Każdy kierowca byłby nie tylko umundurowanym kierowcą, ale i przewodnikiem i ochraniaczem. Po 6
miesiącach można by te wozy sprzedawać za podwójną cenę, mimo, że byłyby używane. Niestety, między
moimi bliskimi we Wrześni nie znalazłem chętnych, aby zdecydowali się na przeprowadzkę do stolicy.
Wkrótce rynek ten opanowali obcy.
W początkach 1990-tych zapoznałem George'a Bonar'a, Kanadyjczyka, który wywodził się z Łodzi.
Wspaniale się prezentował. Mówił poprawnym i bogatym angielskim, bez akcentu. George wykupił małą firmę
na giełdzie w Vancouver, zmienił jej nazwę na International UNP, i przeniósł ją na Giełdę w Toronto. Było to
już samo w sobie duże osiągnięcie. Obrał sobie za zadanie wykupywać ostatnio sprywatyzowane polskie spółki.
Znalazł finansowe poparcie z kilku źródeł w Kanadzie i w Wielkiej Brytanii. Wykupił ich aż dziewięć, między
nimi Fadę, Polbitę, Biawar, Unipak w Gnieźnie, Ibis w Bydgoszczy i Hutę Szkła w Antoninku. Z Andrzejem
Freymanem kupiliśmy po kilka udziałów, chyba z ciekawości, aby mu się przyglądać. Skoro sam zbudował tą
spółkę to wydawało mu się, podobnie jak u Denis'a Kozlowskiego, że należą mu się specjalne przywileje.
Udziałowcy i Rada Nadzorcza się z tym nie zgadzała i usunęli go z tego stanowiska. Wartość firmy na Giełdzie
spadła do pięciu milionów dolarów.
W czasie jednej z wizyt do Polski spotkałem się z panem Nowakowskim prezesem Antoninka. Doszedłem do
przekonania, że sam Antoninek jest wart, może dwa razy tyle, co cała wartość International UNP na Giełdzie.
Próbowałem zorganizować konsorcjum z pośród moich polskich klientów w Toronto, włącznie z moim
znajomym, prezesem PKO, Januszem, Szatobą, aby wykupić połowę tych udziałów i obrać kontrolę na tą
spółką. Nie znalazłem zainteresowania. Później UNP sprzedało Hutę w Antoninku amerykańskiej firmie
Owens-Illinois za 12 milionów dolarów!...
C1. SUMA SUMMARUM 63
_________________________________
Pomysły w trakcie...
(i do wykorzystania)
Ciepło z 'Auta do Domu'.
Wydajność energetyczna silnika samochodowego to zaledwie niecałe 25%. Reszta energii cieplnej
marnuje się przez rurę wydechową i układ chłodzący silnik. Po półgodzinnej jeździe samochodem traci się
więcej cieplnej energii, niż potrzebne dla ogrzewanie 50-cio metrowego mieszkania na całą dobę. Więc proste
zadanie do wykorzystania. Do chłodnicy w aucie dołączyć zbiornik, baniak, najwygodniej w bagażniku,
wypełnionym płynem niezamarzającym. Po przyjeździe do domu, przełączyć ten baniak, wypełniony gorącą
cieczą, do podobnego kaloryfera (włącznie z wiatrakiem i pompką), w mieszkaniu i zamiast chłodzić silnik, w
tym wypadku, na odwrót, ogrzewać mieszkanie. Pozostawiam detale estetyki i inżynierii, pomysłowcom,
patentatom i przyszłym przemysłowcom-milionerom...Zastrzegam, 1%, to znaczy 10 tysięcy złotych, dla
Fundacji Dzieci Wrzesińskich z każdego miliona obrotów...
El Pueblo, 'Condo'w Poznaniu.
Ten pomysł opisałem w poprzednim rozdziale. Załączam natomiast wstępny szkic tego osiedla.
..
Schemat- przekrój. El Pueblo.
Karta Zadań.
Każde zadanie, począwszy od zadania szkolnego, do zadania tak ważnego, jakim jest samo życie,
wymaga planowania... Pomocnym, może nawet nieodzownym w tym jest harmonogram. Załączam jego kopię
w niniejszej książce (w rozdziale czwartym). Używałem ten, jako skomputeryzowanego Harmonogramu w
projektowaniu i budowie budowli. Wymaga przetłumaczenia. Łatwo może być skomputeryzowany.
'Urban Dreams'.
Lubię marzyć. Na dużą skalę... Urbanistycznie. Szanse na to, aby te marzenia się spełniły, są żadne, lub
znikome. Ale w tym dużo uciechy.
'Celestyn Promenade’.
Moje biuro było blisko skrzyżowania najważniejszych dwóch ulic Toronto, Bloor i Yonge. Jest to również węzeł
dwóch linii Metro. Mimo, że Kanada jest drugim największym krajem świata, to główne ulice dużych miast są wąskie i
w dobie obiadowej tak ciasno na chodnikach, że trudno przejść nie narażając się na potrącenie przez samochody.
Dlaczego więc nie piętrowa ulica? To radykalny pomysł, ale wypracowałem sposób finansowania. Drugim atutem, który
C1. SUMA SUMMARUM 64
_________________________________
sprzyjał temu projektowi to fakt, że brakowało parku w tej dzielnicy, a piętro miało być przeznaczone wyłącznie dla
pieszych. Przygotowałem trzy krótkie strony 'Studium wykonalności (Feasibility Study'), a Piotr Michno przygotował
rysunki koncepcyjne i nazwał to 'Celestyn Promenade'.
Uzbrojony w te materiały, aby wypróbować czy ta myśl ma ręce i nogi, najpierw umówiłem się na spotkanie z
największym magazynem towarowym, Hudson Bay. Przyjął mnie sam prezes tej prestiżowej spółki, Pan Kosich. Z
miejsca go to porwało. Dokładnie z tych powodów, na które liczyłem. Nie przerażało go to, że przez kilka lat musiałby
płacić wyższe podatki. Piętro stałoby się drugą ulicą, podwójnym frontem, dla jego pięcio piętrowego budynku. Polecił
abym spotkał się z prezesem lokalnego Stowarzyszenia Kupców, panem Creed, właścicielem prestiżowego sklepu
najwytworniejszych futer. Odłożyłem to spotkanie z dwóch względów. Najpierw chciałem sprawdzić tą inicjatywę z
władzami. Drugi powód to taki, że jego sklep był (mieścił się ) na parterze, tak że niewiele by skorzystał, i podejrzewałem
że nie będzie chciał poprzeć tej inicjatywy.
Radny Grys był polskiego pochodzenia, więc zacząłem od
niego. Później spotkałem czworo innych, a w końcu
samego prezydenta Toronto John Sewell. Najbardziej
intrygował ten pomysł Prezydenta. Dopytywał o detale i
sugerował zmiany, ale ostatecznie nie odważył się
przyznać, że poprze mój pomysł. Podobnie jak i Radni.
Przed spotkaniem z p Creed rozmawiałem z kilkoma
innymi właścicielami. Wszyscy popierali ten projekt. Tak,
się obawiałem, pan Creed uważał, że jego biznes na tym
ucierpi, bo piesi zamiast na chodnikach przy sklepie,
spacerować będą na piętrze. Nie pomogła zachęta, że
zbudujemy ruchome schody przed jego sklepem. Nie
pomogło mu to, że nasz projekt nie doszedł do skutku, bo
przestały być modne i firma później zbankrutowała. Żałuję,
nie nagłośniłem tej myśli w mediach. Przynajmniej
miałbym z tego trochę reklamy. Tym bardziej, że tak jak i
lekarzom, prawnikom i innym 'profesjonalistom' nie wolno
się nam wówczas reklamować.
jak
futra
że
było
Projekt piętrowej ulicy. Bloor i Yonge, Toronto.
'Błonia' w Ottawie.
Ottawa, stolica Kanady, jest bez serca. Jest jedną chyba z najbrzydszych stolic świata. Urbaniści od
czasu do czasu próbują to naprawić, ale nie za bardzo im to wychodzi. Brak talentu lub pieniędzy. Kilka lat
temu urbaniści zdecydowali, aby tak przebudować Bank Street(ulica, na której planowaliśmy kilka lat
przedtem 'Centrum'), aby stała się bramą do Wzgórza Parlamentu, podobnie jak Pola Elizejskie w Paryżu,
chociaż oczywiście nie na taką skalę. Politycy podziwiali tą wizję i kolorowe obrazki tej propozycji, ale
szybko zapomnieli o tym jak dowiedzieli się, że to ma kosztować ponad 4 miliardy dolarów! Miasto ma ponad
milion mieszkańców. Parlament, serce stolicy, jest zbudowany na skarpie ponad rzeką o tej samej nazwie.
Odgradza go od miasta i od innych placówek kulturalnych, miejskich i turystycznych, ruchliwa ulica
Wellington.
C1. SUMA SUMMARUM 65
_________________________________
Plan, który mam zamiar przedstawić, z chwilą, kiedy znajdę trochę wolnego czasu, kosztował będzie
zaledwie jedną piątą. Uważam, że mógłby być bardziej pożyteczny i mógłby nadać stolicy bardziej typowo
kanadyjski charakter. Większość największych atrakcji Ottawy zbudowana jest na skrzyżowaniu osi
historycznej ulicy Wellington i historycznego kanału Rideau. Parlament, Najwyższy Sąd, Pomnik Nieznanego
Żołnierza, Hala Konfederacji przy Wellington, i Ratusz, Centrum Kultury, Chateau Laurier Hotel,
Amerykańska Ambasada i Galeria Sztuk Pięknych przy kanale Rideau
Ulica Wellington odgradza jednak centrum miasta od Wzgórza Parlamentu...
Podstawą mej propozycji jest 'pogrzebać' Wellington, w tunelu od Bank Street do wylotu przed wschodnią
stroną Kanału. Skrzyżowanie Wellington i Elgin street zastąpiłbym podziemnym rondem wokół Placu
Nieznanego Żołnierza. W rezultacie wszystkie z tych turystycznych atrakcji byłyby dostępne dla pieszych, a
zimą nawet, dla narciarzy. Tak, że obok Festiwali Łyżwiarzy na Kanale Rideau, narciarze mogliby dojeżdżać na
nartach od Wzgórza Parlamentu do Galerii Sztuk Pięknych i do ‘Stołecznego Ośrodka Kultury’...
Przestrzenna Galeria. Rynek w Toronto,
Dwa lata temu zakończył się międzynarodowy konkurs na przebudowę rynku przy Torontońskim
Ratuszu. Do finału weszły cztery firmy architektów. Międzynarodowa Jury uznała projekt konsorcjum
kanadyjsko-amerkańskiego zespołu projektantów, z firmą Plant Architects, Inc. na czele, za najlepszy. Nie
natchnęło jednak to ojców miasta na tyle, aby przeznaczyć 40 milionów dolarów na wykonanie tego projektu. Więc odłożyli. Obserwowałem ten proces i byłem zawiedziony nietylko tym, ale każdym z tych czterech
finalistów. Nie biorę udziału w konkursach, bo nie czuję się na siłach, aby dorównać przodującym. Poza tym
nie umiem rysować i zawsze brak mi czasu. Ale lubię marzyć, w nocach, na skalę urbanistyczną, jako prelekcję
do snu.
Rynek ten z nowym Ratuszem, został zbudowany w późnych latach 50-ych, w wyniku międzynarodowego
konkursu, który wygrał ViljoRevell, fiński architekt. Jego wizja zapoczątkowała erę Toronta, jako
nowoczesnej, multikulturowej metropolii. Plac ten, otoczony po północnej stronie przez Ratusz Revell'a, po
wschodniej przez Stary Ratusz , po zachodniej przez zabytkowy Osgoode Hall, a po południowej, po
przeciwnej stronie Queen Street, przez Sheraton Hotel i kilka wysokich biurowców, stał się centrum miejskich
wydarzeń. –Latem są tu wiece, koncerty, wystawy, uroczystości, a zimą popularne dla dzieci lodowisko.
Naokoło, na obwodzie, Revell wybudował, wzniesiony na słupach deptak. Niestety rzadko używany, bo ma
niewygodne wejście.
C1. SUMA SUMMARUM 66
_________________________________
Toronto. Rynek z Ratuszem..
W moim rozwiązaniu wzmocniłbym, poszerzył i ożywił te istniejące tematy i funkcje, aby stworzyć
atmosferę ustawicznego Festiwalu, Galerii, dużej sceny Teatru.
Więc jak to sobie wyobrażam? Z deptaka stworzyłbym oszkloną Promenadę, Arkadię indywidualnych,
ale oddzielnych dyskretnych butików, kiosków, galerii i kawiarenek, w kontrolowanych odstępach. Każdy z
tych elementów, byłby w formie 'kryształu' Libeskinda, a la Ontario Muzeum. Oczywiście w umiarkowanych
wymiarach. W rezultacie: - Promenada byłaby jakby pierścieniem z kryształami, tworząc obramowanie tego
placu...
Kryształ Libeskind'a
C1. SUMA SUMMARUM 67
_________________________________
Drugi element, jaki mam w myśli, to jakby niewidzialny dach, 15 do 20 metrów ponad placem.Siatka lin
z nierdzewnej stali, podobnych do tych na wiszących mostach, lub w górskich kolejkach liniowych liny te
byłyby prawie nie dostrzegalne. Siatka ta służyłaby jako platforma do ‘Przestrzennej Galerii Sztuki’. Szklane
piramidy na wzórPei'a w Luwrze, globus Buckminster-Fuller, jak w Montrealu, lub brezentowe abstrakcyjne
żagle, lub namioty Otto Frei, zawieszone 'babilońskie' kwietniki, oczywiście wszystko w odpowiedniej skali i
równowadze. Mogłyby one służyć praktycznym celom. Tak, że z dachu istniejącego budynku, który mieści
kawiarnie i inne funkcje, można by stworzyć obszerny taras i połączyć go do promenady, a nad nim zawiesić tą
piramidę ze szkła, jakby baldachim, i z ozdobnym oświetleniem. Podobnie, podczas przerwy obiadowej ,
ponad sceną koncertową można by zawiesić namiot, aby chronić przed deszczem lub upałem. Większość tych
elementów byłaby wymienna i łatwa do dostosowania, zależnie od potrzeb. Ostatecznie, co równie istotne,
połączyłbym tą Promenadę z 'PATH', - podziemnym, największym w świecie podziemnym kompleksem
handlowym w Toronto. PATH to 27 kilometrów połączonych podziemnych arkadii, uliczek i skwerów, z ponad
tysiącem sklepów, galerii, centrów handlowych, hali wystawowych, z klimatyzacją i z bezpośrednim dostępem
do Metra, dworca kolejowego i atubosowego, do setek wieżowców, biurowców i mieszkań, hoteli, do
stadionów, i teatrów.
Ratusz ma obecnie dostęp do PATH, ale przez ciemny miejski podziemny garaż. Istniejącą klatkę schodową na
północnej stronie Queen Street, która służy jako wejście do PATH , oszklił bym i połączył do tej promenady. W
innej wersji można by ten projekt przekazać ‘deweloperowi’ na 50 lub 40-to letnia dzierżawę. W wyniku
mogłoby to okazać się ekonomiczną inwestycją dla miasta, a w rezultacie: -pulsujący, zintegrowany, multi
kolorowy i multi wymiarowy miejski krajobraz . Wydaje mi się, że to wszystko można by wykończyć ze
środków budżetu miasta, a dochód z tych komercyjnych ośrodków i ze źródeł turystycznych pokryłby koszty tej
inwestycji.
Sejm, Warszawa.
Sala Obrad Sejmu została zaprojektowana przez Kazimierza Skórewicza. Po raz pierwszy Sejm RP
obradował w niej 27 marca 1928. Jest jedną z najładniejszych sal Parlamentarnych, z wyjątkiem podium.
Wygląda ono niewykończone, surowe, puste, o biurokratycznych odcieniach.
Sugerowałem zmiany pani minister Łybackiej, posłowi Dankowskiemu i wice-marszałkowi Janowi Królowi,
którego miałem zaszczyt poznać w 1990 r. Żaden z nich nie zdradzał żadnego zainteresowania.
C1. SUMA SUMMARUM 68
_________________________________
Majestat, ale bez duszy..Sala Posiedzeń Sejmu.
Nagie, surowe Podium.
Sejm w wersji Piotra Michno.
Propozycja, którą mam na myśli, polega na wyłożeniu wszystkich ścian i pochyłego stropu tego podium,
kasetonami z tego samego dębowego drewna, z którego są zbudowane meble sali. Wszystkie kasetony byłyby
wypełnione godłami polskich rejonów i miast, 'Naszych Małych Ojczyzn' . Największy skrzyniec, o
wyraźniejszym obramowaniu, o wymiarach około 3x8m, zawierałby polską flagę, poziomo, pięć do 6-iu m
powyżej poziomu podium. Przy ścianie stały by stoiska na sztandary wszystkich województw. Najniższy
metrowy pas ścian z obramowaniem, także z drewna, służyłby, jako baza pod kasetonami. Całość tego
amfiteatru obramowany byłby dwu metrową zaokrągloną ramą, także z drewna. Na nowego Orła ogłosiłbym
konkurs. Orzeł powinien być trzy wymiarowy z na pół przezroczystego materiału, lub uformowany z siatki, o
srebrno - złotych odcieniach, podobnie jak w Reichstagu, w Berlinie. Zawieszony na tej samej wysokości, co
obecny, ale około 5-iu metrów do przodu. Aby z przestworzy pobudzał natchnienia naszym wybrańcom.
Żałuję, ale nigdy nie nauczyłem się dobrze rysować. Więc powierzyłem, aby nakreślił tą koncepcję
Piotr Michno. On widzi to trochę inaczej, chociaż oboje uznaliśmy, że trzeba zmienić. Przyznam, że wersja
Piotra, architektonicznie jest lepsza. Doskonale symbolizuje majestat tej instytucji. Wydaje mi się jednak, że
brak tam 'ciepła' drewna i tematu 'Moich Małych Ojczyzn'. Dwa elementy, które, na co dzień, przypominały
by naszym skłóconym wybrańcom, kogo i co reprezentują.
Pomysły 'ściętej głowy'.
Marzyłem od dzieciństwa. Marzenie było zawsze moim ulubionym zajęciem. Nawet, gdy jako
siedmioletni, doglądałem bydła, i budowałem szałas z torfu i z trzciny, moją pierwszą świątynię, to też
marzyłem.
W tym to czasie odkryłem magię magnesu. Wymyśliłem sanki, w których, myślałem, że jak wmontuję
magnes z przodu sanek, a z tyłu drugi o przeciwnym biegunie, to będę mógł ślizgać się za darmo. Zabrało mi
kilka lat zanim odkryłem, że to absurdalny pomysł.
C1. SUMA SUMMARUM 69
_________________________________
Chociaż okazało się jednak, ze nie zupełnie tak absurdalny, bo dzisiaj przecież najszybsze pociągi
magnetyczne, pędzą z niewiarogodną szybkością, posługując się właśnie podobną technologią.
W 1989 roku wybraliśmy się z Leną na pierwszą wycieczkę okrętową:- Grecja, wyspy, Anatolia i Istambuł.
Niesamowita przygoda. Statek, 'Stella Solaris' był nieduży, ale wygodny, w kabinie mieliśmy niezależną łazienkę. Na
lądzie odkrywaliśmy kolebkę naszej cywilizacji. Byliśmy pod wrażeniem..
Pobudzało to moje zmysły i moją wyobraźnię. Zacząłem marzyć o budowie super-okrętu. Miałby tysiąc kabin,
każda nie tylko z własną łazienką, ale i z obszernym balkonem, oraz przestrzenne miejsca na restauracje, sklepy, teatr i
rekreacja, baseny itd. Miałem na myśli katamaran, aby zapewnić każdej kabinie balkon. Miałem również na myśli
kondominium, a więc kabiny sprzedawałyby się podobnie jak mieszkania. Marzenia, oczywiście skończyły się na
marzeniach i kilku szkicach. Chociaż znowu, 15 lat później, mamy dzisiaj katamarany, jako statki wycieczkowe('cruiseships') i statki z kabinami do wykupienia na własność ('condo-ships').
Brazylia proponuje, na 2016 Olimpiadę, 8500 kabin na sześciu statkach ('condo-cruise-ships')...
Głupstwa, których uniknąłem.
Jednym z projektów, do których się poważnie przymierzałem, był kompleks na rogu Placu Trzech
Krzyży, między Alejami Ujazdowskimi a ulicą Mokotowską w Warszawie. Był to zabytkowy teren i było tam
kilku właścicieli, chociaż było trudno ustalić, kto jest prawowitym, a kto nie. Skończyłem na wstępnych
szkicach i wycofałem się.
Później zainteresował się tym ktoś inny. Zabrało im to wiele lat udręki, z kosztami które kilkakrotnie
przewyższyły ich oczekiwania. Jestem przekonany, że spotkały i by mnie podobne doświadczenia, co w skutku
mogłoby zapobiec memu powrotowi do Mojej Małej Ojczyzny , co z kolei pozbawiłoby mnie wielu uroczych
lat w gronie moich bliskich.
Hrabia Mycielski wycofał się z prawnej umowy sprzedaży swojej posiadłości. Ubolewałem na tym, bo
ten obiekt, mimo, że zaniedbany, wyśmienicie nadawał się na koncepcję Akademii Internetu. Mogłoby to
zmienić przeznaczenie Wrześni. Była to jednak niesamowita rudera. Aby to odrestaurować, mogłyby spotkać
mnie te same przygody, co spotkały deweloperów na Placu Trzech Krzyży. Nie wiem czy bym temu podołał?
Obecny właściciel pałacu, świadomie unika pracy nad tym obiektem. Przebudowuje poboczne magazyny na
restauracje i sale przyjęć, ale boi się dotknąć tej rudery.
Głupstwa, które popełniłem. (Sprzedaż 575 Bloor).
Popełniłem w życiu dużo głupstw. Większość bez dużych konsekwencji, chociaż zawsze się tym
przejmowałem. Jednym z największych, i to z konsekwencjami, to sprzedaż 575 Bloor Street, mojego Studia.
Wydawało mi się, że po 50 – ciu latach kariery, że nadszedł czas na zmiany, więc sprzedałem.
Propozycja Granta(wypracował to programem CAD):- Odnowić budynek i zmienić adres z 575 na 555 BloorStr E
C1. SUMA SUMMARUM 70
_________________________________
Był to jednak błąd. To miejsce pracy stało sie kuźnią i warsztatem moich marzeń, mojej twórczości,
inspiracji, moich osiągnięć i moich sukcesów, chociaż nie bez bólów, ale o nich juz zapomniałem. Tam
zbudowałem mechanizm i rytm, który, na co dzień inspirował i ułatwiał moje życiowe zadania...Od tego też
czasu, oddalam sie również od mojej bliskiej Fundacji Dzieci Wrzesińskich, i Mojej Małej Ojczyzny.
W tej decyzji był jeszcze inny błąd. Powinienem to biuro pozostawić moim dzieciom, chociaż poza Grantem,
żadnego to nie interesowało. Z czasem, można by jednak to zmienić. Decyzja bez wyobraźni. Nawet sposób
tej sprzedaży był oparty na złej ocenie. Zła decyzja, nieodwracalna... - niestety.
Mam wciąż wyrzuty sumienia...
Nowe Wyzwania
Mój Testament.(sam jego wykonawcą).
Od samego początku mojej kariery próbowałem korzystać z rad najlepszych doradców. W sprawach
prawno-podatkowych, wypracowaliśmy system i zasady, które zapewniały mi giętkość i ochronę przed
zagrożeniami ryzyka, na kilku płaszczyznach mojej kariery.
Firmy LC Bachorz AssociatesLtd, która reprezentowała moją pracę jako Inżyniera-Architekta, a Total
Engineering Ltd jako Zarządcy Projektami, były moją własnością. Mimo że firmy te ograniczały do pewnego
stopnia moja odpowiedzialność, nie chroniły mnie osobiście od odpowiedzialności za moje, moich
pracowników i konsultantów błędy, niedbałość, lub braki kompetencji.
Osobiście, jako inżynier, jestem za to odpowiedzialny do końca mego życia. Polisy ubezpieczeniowe też nie
obejmowały wszystkich ewentualności. Na szczęście w mojej karierze nie zdarzyło nic takiego, co
wymagałoby odwołania się do tych zabezpieczeń.
Trudno było to jednak przewidzieć w początkach mojej kariery. Tak, że stworzyliśmy wówczas firmę
Chata Holdings Ltd, której właścicielami zostali ówcześni i przyszłe moje dzieci i wnuki. Ja, Patrycja i mój
prawnik O'Brien, zostaliśmy powiernikami, z tym, że ja stałem się zarządcą tej firmy. Skupiałem tam dochody,
inwestycje z posiadłości, i z giełdy, i z innych spółek. Struktura ta miała również poważne uboczne zalety,
podatkowe i spadkowe. Na działalność charytatywną w kraju, a przede wszystkim na Fundację Dzieci
Wrzesińskich,
we
Wrześni,
przeznaczyłem
fundusze
z
moich
osobistych
zasobów.
Struktura ta podlegała dorywczym aktualizacjom, a równolegle z nimi odzwierciedlały zmiany w moim
testamencie. Chociaż można powiedzieć, że system ten był i jest jakby procesem wykonywania mego
Testamentu, mojej życiowej misji. Stałem się jakby wykonawcą swego własnego Testamentu..
Stało to się o wiele bardziej wyraźne w ostatnich dwóch latach.
CanRod Inc.
Począwszy od 1989 roku, poświęciłem dla swojej pierwszej ojczyzny, nieproporcjonalnie dużo czasu i
zasobów na pracę charytatywną. Działalność ta mnie tak porwała i uwiodła, że przeoczyłem i zaniedbałem
wiele moich obowiązków w stosunku do mojej najbliższej rodziny.
Brakuje słów, aby wyrazić jak bardzo byłem zawiedziony, że moje dzieci, mimo moich wysiłków, nie
pokończyli studiów. Stefan nawet nie próbował. Byli jednak już dorośli i zaczynali swoje kariery. Nie zabardzo
im to wychodziło. Czuję się winien, bo wydaje mi się, że jakbym dopilnował, to mógłbym im pomóc.
Niezależnie, był to okres rozkwitu gospodarczego, jakiego nie pamiętam od czasu mego pobytu w Kanadzie.
Ulice Toronto były pokryte złotem, wystarczyło tylko się 'schylić' jak mawiał ,mój żydowski klient. Wątpię czy
moi to zauważyli, mimo że często im o tym mówiłem.
C1. SUMA SUMMARUM 71
_________________________________
Może za późno, ale dwa lata temu zdecydowałem poświęcić cały mój wysiłek w tym celu. Zależało mi, aby oni
byli częścią tego procesu, aby nauczyli się i stali się sprawnymi przedsiębiorcami. Z pomocą mego prawnika,
Martina O'Brien i buchaltera Davida Colodny, wspólnie z Leną, wypracowaliśmy formułę, która mogłyby być
wspaniałą bazą, aby osiągnąć ten cel stosunkowo nie wielkim wysiłkiem.
Na czym polegała ta formuła?
W ustrojach państw wolnego rynku, takich jak Kanada, ustawodawstwo popiera i zachęca do
przedsiębiorczości. Chata Holdings, od kilkudziesięciu lat, jest właścicielem kilku posiadłości, które nie
przynoszą zysku i są obciążeniem w jej budżecie. Można je sprzedać, nawet z dużym zyskiem, szczególnie jak
koniunktura sprzyja, tak jak to było w ostatnich kilkunastu latach. Ale w konsekwencji trzeba by zapłacić duże
podatki dochodowe, Można ich uniknąć, lub odłożyć je na długie lata, gdy się tą posiadłość ulepszy, lub
zbuduje się na niej jakiś budynek, jakieś przedsięwzięcie. Niezależnie prawa podatkowe udostępniają poważne
ulgi dla przedsięwzięć rodzinnych. Tak, że na przykład można przekazać majątek z Chata Holdings do spółki,
której właścicielami byliby moje dzieci, wspólnie lub indywidualnie, bez opłat podatkowych.
‘Urodziny’ Leny, 1984.· Od lewej: Stefan, Marek, Grant,
Debby, Les, Lynda i Lena(siedzi)
Założyliśmy nową spółkę, pod nazwą
CanRod, Inc, której udziałowcami są wyłącznie moje
dzieci - cała czwórka. Przeznaczyłem cztery
posiadłości Chata Holdings, w ustalonej kolejności,
począwszy od najłatwiejszej, każda o różnej
charakterystyce...
Ustaliliśmy, że sprzedaż, bez ulepszenia, lub
jakiejkolwiek formy powiększenia wartości tych
obiektów, nie wchodzi w grę. Wyraźnie to
podkreślałem, bo sam nie wierzę w 'uszczęśliwianie
dzieci słodyczami, a dorosłych gotówką. Pieniądz jest
wspaniałym narzędziem. Nie wolno go marnotrawić.
Zaczęliśmy od farmy. Około 40-tu lat temu kupiłem
około 60 hektarową farmę na wyspie Amherst Island
na jeziorze Ontario , 200 km na wschód od Toronto.
Myślałem wówczas o drugiej karierze, po
emeryturze, jako rolnik. Emeryturę jednak zastąpiły wyzwania Fundacji Dzieci Wrzesińskiej. Tak, że nadarzyła
się teraz okazja dla moich, aby coś wymyślili, na tej farmie. Wykombinowali niezły plan. Farma ma kilka set
metrów dostępu do jeziora, które można podzielić na działki i sprzedać, a resztę zatrzymać, jako grunt dla
uprawy. Zainteresowana dzierżawą tych terenów jest również spółka, która buduje Turbiny Wiatrowe. Na
nieszczęście mieszkańcy tej wyspy oponują przeciw tego rodzaju planom, ale ta możliwość jeszcze istnieje.
C1. SUMA SUMMARUM 72
_________________________________
Niestety po dwóch latach dyskusji i dociekań nic się nie dzieje. Jak mawiają Kanadyjczycy: Za dużo wodzów,
a za mało Indian...
Druga propozycja odnosi się do działki budowlanej w centrum Toronto. Kupiłem tą posiadłość również
w latach 60-tych. Dzisiaj jej wartość pomnożyła się chyba o 40 razy. Później przygotowałem tam plany na
budowę dwóch domów z podwójnymi mieszkaniami. Odłożyłem tą propozycję na później. Moje priorytety
wówczas były bliżej Mojej Małej Ojczyzny...
Opiekował się tą działką Marek i namawiałem go, aby on wykorzystał i zbudował tam ten budynek, i
mógłby to zrobić. Zapewniałem, że jak zajdzie potrzeba to mu pomogę. Była to dla niego idealną okazją.
Gdyby to zbudował i mieszkał tam przez przynajmniej dwa lata przepisy pozwoliłyby mu sprzedać te
nieruchomości z poważnym zyskiem bez podatków. Mógłby na tym zarobić przynajmniej pół miliona dolarów.
Zabrakło mu odwagi, lub z jakiś innych powodów, zdecydował, że nie podejmie się tego.
Niedawno mieliśmy spotkanie, sześcioro (dzieci, Lena i ja) zapadła decyzja, abym powierzył działkę
Stasiowi Russockiemu by ja sprzedał. Przekonałem ich, że nie można dalej zwlekać, bo kryminalny Bush
zawalił tak na losach ekonomii, że grozi nam, lada chwila, katastrofa na miarę Wielkiej Depresji. W USA kilka
tygodni temu zbankrutował jeden z najstarszych i największych banków. Setki tysięcy właścicieli domów jest w
obliczu stracenia swoich domów, na które pracowali przez całe swoje życie...
Kolejna propozycja to klasyczny przykład jak łatwo, przy małej dozie wyobraźni i stosunkowo małego
wysiłku, i trochę czasu, można dorobić się bogactw. W tym wypadku odnosi się to do posiadłości w London.
Jest to prosperujące miasto, z około 260 tysiącami mieszkańców, 160 km na zachód od Toronto. Od 1968 roku
Chata Holdings jest tam właścicielem prawie 5-hektarowej działki, blisko centrum tego miasta. Tylko jedna
trzecia hektara nadaje się na budowę 14 domów-bliźniaków. A reszta działki jest jakby odłogiem przy małym
jeziorku. Na tym terenie przepisy nie pozwalają na żadną budowę, bo teren ten jest zagrożony powodzią.
Prawdopodobieństwo powodzi jest jednak bardzo małe, ostatnia była tam w 1926 roku. Wymyśliłem jednak, i
przekonałem władze i Towarzystwo Ochrony środowiska i sąsiadów, że najlepszym rozwiązaniem będzie
zbudować tam małe pole golfowe, tzw. 'Pitch and Put Golf'. Skoro nie wolno było na tym terenie budować,
proponowałem zbudować siedzibę Klubu Golfowego na promie lub statku, który byłby zakotwiczony na tym
jeziorku. Właścicielem jeziora jest rząd Federalny, a ich przepisy na to pozwalały. Przygotowałem 'Studium
Wykonalności', które wykazało, że po dwóch lub trzech latach, można by przy tym zrobić karierę, która by
przynosiła roczny dochód, na czysto, ponad 200 tysięcy dolarów. Albo sprzedać z zyskiem za ponad miliona
dolarów.
Wypracowałem tą ideę mając na myśli Stefana, bo golf go porywał. Zbudował nawet sam przy swoim
domu i na sąsiadujących terenach, które należały do państwa, małe, prowizoryczne pole golfowe. Często tam
graliśmy, tym bardziej, bo za darmo. Nie miałem wątpliwości, że to go porwie. A jak się myliłem. Przestał go
porywać golf, i zaniedbał swoja karierę. Uległ pokusom i znalazł umiłowanie w alkoholu...
Nigdy, w całej mojej karierze, nie pamiętam podobnych okazji. Smutno, że zabrakło mi lat. Golf jest
również moim ulubionym sportem. A tu mógłbym marzyć, projektować, budować, i malować i rzeźbić na
czterohektarowej palecie!
- A później grać tam i podziwiać...
Dzisiaj sprzedajemy ten teren Miastu. A więc strata ponad miliona nie wykorzystanych możliwości. Ile
głodujących dzieci w Afryce można by uratować przed ich przedwczesną śmiercią?!...
Ostatnim i największym projektem to Laurentian Village w Sudbury. Sudbury jest ponad 100tysięcznym miastem odległym o ponad 400 km na północ od Toronto. Miasto to jest także niklową stolicą
świata, i chyba najlepiej prosperującym miastem Kanady. A Laurentian Village jest jedną z wielu 'wiosek',
które projektowałem i często budowałem w centrach różnych miast. W Sudbury zbudowaliśmy dwa takie
osiedla. Jedno państwowe dla ubogich, a Laurentian Village, bardziej prestiżowe, dla Chata Holdings Ltd. Jest
C1. SUMA SUMMARUM 73
_________________________________
w nim 45 dużych domów. Zarządza tym obiektem od ponad 30 lat Tony Van Loon. Zbliża się czas jego
emerytury, podobnie jak i mojej...
Tutaj formuła polegała na prostej zasadzie sprzedania tych domów ich lokatorom, lub do innym jako
inwestycje. Rynek i warunki hipotek temu sprzyjają. W wyniku, można by spodziewać się wyraźnych
dochodów z tej transakcji transakcji. Transakcja ta wymaga pozwolenia władz, zaznajomienia się z procesem
finansowania, promocji i marketingu.
Najbardziej zaangażowała się w to Lynda i przygotowuje teraz analizę wykonalności, aby ustalić
rynkową wartość tych domów. Na niedawnym zebraniu doszliśmy do konkluzji, że Bush'a kłopoty nie dadzą
nam na tyle czasu, aby tego dokonać. Tak, że i tu grozi nam ten sam los, co, powyżej, że będzie trzeba sprzedać
to, tak jak jest, za gotówkę. A więc za wiele mniej. Po dwóch latach starań i prób, prawie nic z tych planów i z
tej pracy, nie wyszło. Ostatecznie obawiam się, dojdzie do tego, przed czym się broniłem. Ze zabraknie mi
czasu i skończy się to wszystko przekazaniem pieniędzy, ułamka tego co mogło i powinno być. Tak, że moja
spuścizna zamiast wzrastać, zubożeje.
Zastanawiam się często czy to brak woli, czy genów, czy też ekogenów? żadna z moich teorii tu nie pasuje...
Smutno...
MMO. FDW. (Moja Mała Ojczyzna. Fundacja Dzieci Wrzesińskich).
Dużo tego, co osiągnąłem zawdzięczam moim korzeniom. Czuję, że muszę spłacić ten dług. Pomagałem
jednak rodzinie i bliskim, rozsianym na obszarach Ziemi Wrzesińskiej, zanim sobie to uświadomiłem.
Pomagałem od momentu, kiedy mogłem sobie na to pozwolić.
Kiedy w Warszawie przez rok, bez skutku, mozoliłem się aby przekonać swoich pracowników, że ja to nie chłop
z Kanady, który znalazł wór złota. Z czasem, dość szybko uświadomiłem sobie, że trzeba zacząć od korzeni, od Mojej
Małej Ojczyzny. Ze chodzi nie tyle o pieniądze, ale wartości i narzędzia. W Statucie Fundacji zapisałem jej misję. Z
akcentem na Młodzież. Krzewić przedsiębiorczość, uczyć Nowej Technologii, angielskiego i aktualizować Nową
Oświatę. Lata dziewięćdziesiąte to epokowe lata rewolucji. Nie brakowało energii i nie brakowało woluntariuszy.
Fundacja zdała egzamin ze swoich zadań z honorami.
Dzisiaj jest inna sytuacja i misja Fundacji się zaciera. Czekamy na nowe wyzwania...
Zależy mi jednak, aby Fundacja Dzieci Wrzesińskich przeżyła i osiągnęła ponowne szczyty
świetności...
W tym to celu, od kilku lat próbuję stworzyć we Wrześni 'Fundusz Wieczysty'. Fundusze na ten cel już
od lat zdeponowałem w Banku PeKaO we Wrześni. Niestety ani bank ani sam nie znalazłem prawnika, aby
mogli mi to sformalizować. Kuratorami tego Funduszu ma być bieżący proboszcz Fary i przedstawiciel mojej
rodziny w Polsce. Mówiłem już na ten temat z ks kanonikiem Głowem i z Hanią Bachorz i oni się na to
zgodzili. Tak że jak odejdę na wieczną emeryturę, to przyszłość tego Funduszu , a stąd Fundacji będzie
zapewniona .
Zasada działania tego Funduszu jest bardzo prosta. Kapitał tego Funduszu ma być nienaruszalny, a
tylko zyski z odsetek, dywidend i innych inwestycji będą przekazywane na cele charytatywne, a przede
wszystkim na cele Fundacji Dzieci Wrzesińskich. Na razie sam zarządzam tym Funduszem, i stąd przekazuję
pomoc dla Fundacji i na inne cele charytatywne.
Na zachodzie tego rodzaju mechanizmy są bardzo popularne. Nie wiele Uniwersytetów, lub Szpitali, by
się tu utrzymało bez pomocy Funduszów Wieczystych. Harvard, najlepszy Uniwersytet na świecie ma 200
miliardów dolarów w podobnym Funduszu. Są to darowizny z prywatnych źródeł, a przede wszystkim od
C1. SUMA SUMMARUM 74
_________________________________
swoich absolwentów.
W latach 90-tych Fundacja była jakby sumieniem Mojej Małej Ojczyzny, Wrześni. Fundacja była pełna energii i z
poparciem Kościoła i Władz działaliśmy i tworzyliśmy. Mogliśmy zrobić więcej, ale później zabrakło nam poparcia
władz i lokalnych mediów. Sam, przyznam, mimo tych szkód, mógłbym zrobić więcej... Dzisiaj marzę, co by mogła
Fundacja pozostawić po sobie,- jakieś wyraźne, konkretne ślady?
Foundation of Children of Września.
Od 1989 do 2006 roku większość mego czasu i wysiłku i poważnych zasobów, poświęciłem Fundacji
Dzieci Wrzesińskich, pracy dla sprawy Polski.
Wielu, szczególnie w polskim środowisku, posądza innych, a przede wszystkim żydów, ze dorobili się
w Kanadzie, i zamiast 'odpłacić ' Kanadzie, wywożą pieniądze do Izraelu. A właśnie i jatak robię! Chociaż nie
do Izraelu(a), ale do Wrześni... Wielu, z pośród Kanadyjczyków ma podobne zastrzeżenia i w stosunku do
mnie.
Jakie mam na to wytłumaczenie? Polska i Moja Mała Ojczyzna, wychowała mnie , stamtąd wyniosłem
wartości które później służyły innym. Byłem również przeświadczony, że Moja Ojczyzna , mimo poświęceń
swoich synów, została pokrzywdzona, i to nie tylko w ostatniej wojnie. Jej się moja pomoc należy.
Anglia mnie wykształciła, ale widzę to, jako rekompensatę za gotowość poświęcenia mego życia 'Za
Naszą i Waszą Wolność', - za ich wolność.
Kanada dostała mnie 'gotowego', jakby za 'darmo'. Koszty wczesnego wychowania i koszty wyższego
wykształcenia (inżyniera), ponieśli inni. Doznałem jednak w Kanadzie więcej dobrodziejstw i możliwości,
więcej osiągnięć niż mogłem doświadczyć w jakimkolwiek innym kraju. Wykonałem tu ponad 650 projektów.
Zdecydowana większość z nich, oczywiście, powstałaby niezależnie od mojego wkładu. Byłem autorem wielu
inicjatyw, program, 'Project Management' chyba najcenniejszy. Niemniej, chciałbym zrobić więcej. I dlatego
więc 'Foundation of Children of Września’, - ale z polskim akcentem, z wrzesińskim akcentem...
Więc co mam w planach dla 'Foundation of Children of Września? Jest wiele możliwości i mam wiele planów.
Szkoda jednak, że zabraknie mi czasu, aby je wykonać.
1. Jestem członkiem 'Toronto Board of Trade' od ponad 50-ciu lat. Byłem również współautorem PolskoKanadyjskiej Izby Handlowej. Zapoczątkowałem wówczas program, który miał zmobilizować podobne
placówki pod parasolem Board of Trade, aby promować wymiany handlowe i kulturalne między Kanadą a
poszczególnymi krajami, które te Izby reprezentowały. Inicjatywa ta została przyjęta przez Board of Trade z
entuzjazmem. Zamarło to jednak, kiedy przeniosłem swoje zainteresowania do Wrześni. To jest jedna z
inicjatyw, którą chciałbym odnowić. (Ostatnio, zostałem wyróżniony, za 50-siat lat służby, jako 'Honorowy
Członek' tej instytucji)
C1. SUMA SUMMARUM 75
_________________________________
Pierre Elliot Trudeau
2. Pokrewny z tą inicjatywą, jest program PolOrbis. Też
zasługuje na uwagę.
3. Programy, które zapoczątkowałem w ramach inicjatyw
Fundacji, we Wrześni, takich jak 'Matko Buduj Geniusza',
'Internet dla Niepełnosprawnych i Seniorów', wyłanianie
'Człowieka Roku', z pośród działaczy tutejszej Polonii, itp.
4. Kursy 'Project Management' dla członków
Stowarzyszenia Polskich Inżynierów.
5. ‘Urban Dreams’. Promowanie moich urbanistycznych
'mrzonek'. Bo, chociaż 'mrzonki’, ···ale
realistyczne.(Ottawa, Celestyn Park, Rynek w Toronto)
6. Jednym z największych ludzi, których Kanada wydała
był Pierre Elliot-Trudeau. On jest autorem nowej Kanady.
Ja wiem, co to była Kanada zanim on znalazł się na scenie.
On przekształcił Kanadę w 'Multi kulturalne
Społeczeństwo'. To on, który najwięcej przysłużył się nam,
nowo przybyłym, Polonusom i podobnym. On jest moim
bohaterem.
Kilkanaście lat temu powstała inicjatywa 'Trans Canada Trail', ścieżki od Oceanu do Oceanu, dla
pieszych, narciarzy i rowerzystów, a na niektórych odcinkach dla sań śnieżnych i innych rekreacyjnych
pojazdów. Lena i ja wykupiliśmy kilka metrów, bo na tym polega ten pomysł. Od lat sugerowałem moim
znajomym posłom polskiego pochodzenia, Haidaszowi i Jesse Flisowi, jak i Martin ·O'Connell, aby zmienić
nazwę tej ścieżki na 'Trudeau Trans-Canada-Trail'. Bez poparcia. A Haidasz był nawet mianowany przez
Trudeau, pierwszym Ministrem Multi kultury. Podobnie O'Connell był również ministrem w gabinecie
Trudeau.
Proponuję promować tą inicjatywę, mam nadzieje z poparciem Polsko Kanadyjskiego Kongresu, a może
nawet pod ich patronatem.
Rezurekcja
Akademii Internetu, MMO. PolOrbis.
Programy 'Mojej Małej Ojczyzny', 'Akademii Internetu i 'PolOrbis’, które zapoczątkowałem w
Fundacji były współzależne. Byłem przekonany, że były kluczem by zmienić przeznaczenie Wrześni. Czas
temu odpowiadał. świat, a szczególnie młodzież, porwała rewolucja Nowej Technologii, Komputer i Internet.
'Właściwa inicjatywa we właściwym czasie' – Września, niestety, nie była na to gotowa. Osobiście boli mnie to,
że nie wyszło, bo uważam się za 'Project Manager' (menedżera projektów), - co zaczynam to kończę...
Akademia Internetu byłaby wówczas jedyną i pierwszą. Dzisiaj znajdziemy w Internecie ponad milion
stron o podobnych tematach. świadczy to jednak, że temat ten jest teraz bardziej popularny niż kiedykolwiek.
Nawet mój Apel z 30 stycznia 2002 roku do obu Rad, Gminy i do Powiatu, jest jedną zdziesięciu najbardziej
popularnych stron z pośród tego miliona.
C1. SUMA SUMMARUM 76
_________________________________
A więc to skłoniło mnie i zdecydowałem ponowić tą inicjatywę, chociaż w innej formie, a może powiem
poprawniej, w pierwotnej formie. Pamiętam w 1997 roku, w liście do profesora J Fisiaka, zwracałem się
retorycznie z pytaniem, które powtórzyłem ponownie w Apelu, który w całości przytoczyłem już w poprzednim
rozdziale tej książki. ‘Szkoły zmonopolizowały oświatę. Dzisiaj musimy spojrzeć się na Oświatę inaczej,
poszerzyć jej znaczenie i upowszechnić i pomnożyć jej skuteczność, jako narzędzia na odzień, w Karierze, i w
Domu, i 'od kolebki do grobu'. I dalej, podkreślam: - ‘Akademia Internetu musi być więcej niż Uczelnią. Musi
być kuźnią Twórczości, gdzie Uczeń i Profesor, wspólnie, w gronie innych, lub indywidualnie, będą uczyli się i
budowali nowe inicjatywy, nowe spółki, nowe przedsiębiorstwa, nowe warsztaty pracy, grupy konsultingowe,
nowe laboratoria. -Nową Wiedzę, dla potrzeb swoich i dla innych, oraz jako towar na sprzedaż, na tym
gigantycznym nowym Rynku, jakim jest Internet.'
Inie tylko tworzyć, ale równie istotne, nauczyć się jak zarządzać tą Nową Wiedzę i tymi nowo stworzonymi
innowacjami.
A więc nie Uczelnia, a raczej Ośrodek Twórczości, - a dokładniej, dwa ośrodki, Ośrodek Ustawicznej
Oświaty i Ośrodek Twórczości. Więc podobnie, jak w poprzedniej wersji, ale bez wydziałów akademickich.
We Wrześni ostatnio powstały trzy wyższe uczelnie, które wypełnią te potrzeby. Widzę to, jako Instytucję
prywatną. Niestety, i żal mi, że młodzi z Grzybowa, Kołaczkowa, Nekielki, z Rataji Orzechowa, nie będą mieli
tych samych możliwości, co przewidywałem poprzednio. Może da się zainteresować Brukselę, bo te tematy po
ich linii zainteresowania. Nie liczę na miejscowych włodarzy, bo jak nie znajdą w tym miejsca do swojej
własnej nalepki, to nie pomogą.
Wątpię, czy pozostało mi jeszcze na tyle lat, aby to wypracować, ale mam na uwadze kogoś, kto jest w
stanie to osiągnąć, i nawet sprawniej. Pracuję nad nim...
Poglądy, Przesądy i Urojenia
Polacy. Kto to 'My'? Kim jesteśmy, jak siebie widzimy, jak nas inni oceniają?
Czy Polak to biały murzyn?
W moich wędrówkach po świecie często spotykałem się z negatywnymi opiniami, stereotypami innych,
o nas. Niezmiernie nad tym ubolewałem.
Niemcy wyszydzali nas za niedbałość i brak czystości. 'Polnische Wirtschaft', brak porządku,
dyscypliny, nie umiemy się rządzić.
Dla Rosjan, ‘Polaczok' to ktoś niepoważny, lubi się bawić zamiast pracować.
W Anglii wyczytałem w jednej z Encyklopedii, że Słowianie to rasa podrzędna, upośledzona.Na pewno
czytali 'Mein Kampf'.
W USA, widziano nas, jako 'białych murzynów', a 'polskie żarty'(‘Polish jokes’) stały się szczególnie
popularne wśród żydowskich komików.
Żydzi widzą nas, jako antysemitów, u których antysemityzm rodzi się w ‘mleku matki’(jak powiedział
Monachim Begin, premier Izraelu, który poprzednio, dzięki Armii Andersa, tak jak i ja, wydostał się z
sowieckich Lagrów).
C1. SUMA SUMMARUM 77
_________________________________
Lub Bohater?
Podczas ostatniej wojny naprawiali, bolesnymi kosztami, te stereotypy, bohaterowie 'Bitwy o Anglię' i
Monte Casino. Największy jednak wpływ na zmiany i na to jak nas świat spostrzega miał nasz Papież. Miliard
katolików dowiedziało się, i wkrótce cały świat, że to był Polak, pierwszy papież od czterystu lat nie włoskiego
pochodzenia. Każdego dnia przez dwadzieścia siedem lat jego pontyfikatu, świat był świadkiem tego jak ten
nasz wielki rodak zmieniał historię. Wkrótce inni zaczęli spostrzegać, że Kopernik to nie Niemiec, że Chopin to
Polak, że Marie Curie to Skłodowska, a Conrad to Korzeniowski. Staliśmy się godnymi obywatelami świata, i
znaleźliśmy się na mapach świata bez krwawych i bolesnych poświęceń.
Norman Davies napisał 'Boże Igrzysko', w 1981 roku... Chyba najlepszy podręcznik historii Polski.
Staliśmy się nagle modni...
Najbardziej znani Polacy na świecie. Większość osiągnęła szczyty poza granicami kraju
‘Inni o nas’
Mało jest zalet, których by Polacy nie mieli, i mało błędów, których udałoby im się uniknąć.
Autor: Winston Churchill
Polacy są przede wszystkim patriotami. Wiele razy dowodzili, że są gotowi umierać za ojczyznę; tylko
nieliczni są jednak gotowi dla niej pracować.
Autor: Norman Davies,
Umiemy się tylko kłócić albo kochać, ale nie umiemy się różnić pięknie i mocno.
Autor: Cyprian Kamil Norwid
Zostawcie to Polakom. Dla nich nie ma nic niemożliwego.
Autor: Napoleon Bonaparte
Jeden Polak to istny czar, dwóch Polaków – to awantura, trzech Polaków – och, to już jest Polski
problem.
Autor: François-Marie Arouet (Wolter)
C1. SUMA SUMMARUM 78
_________________________________
Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej
wojny w Europie. Polacy (…) są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z
niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyją ciągle w niesłychanie
trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany.
Autor:- Adolf Hitler
Sami o sobie.
Jan Paweł, nasz Papież kochał swój naród i kochał i całował ziemię ojczystą. Nigdy nie powiedział
złego słowa o swoich krajanach, nawet o tych, którzy go nie lubili. Przebaczał tym, którzy go krzywdzili, i
zjednywał tych, którzy się z nim różnili. Walczył nieubłagalnie o każde życie.
Inaczej było z Marszałkiem Piłsudskim. Walczył o wolność swojej ojczyzny, ale mówił o swoich rodakach jak
by ich nienawidził: - ‘ Z (...), tym narodem, który nigdy nie jest zdolny do żadnego czynu, który jest hańbą dla
Europy, i 30 milionową plamą ludzkości’,...’naród idiotów'... Nie przekonywał i nie przebaczał, ale zmuszał, i
wymagał krwi za 'swoją' rację. Podziwiamy go, jako naszego wodza. Był dyktatorem, ale czy był dobrym,
odpowiedzialnym Włodarzem?
Czy się coś zmieniło?
Papież umarł, Davies wrócił do Oksfordu. Czy dużo się zmieniło, czy to, czego nasz Papież nas uczył
pozostawiło jakieś ślady? Czy nastąpiły jakieś namacalne zmiany w naszej kulturze?
Modlimy się pod pomnikami Katynia i Auschwitz chętniej niż naśladować Papieża. Papież dał wspaniały model
wychowania, powinien być obrany na Patrona Polski.
Lubimy bohatersko umierać, ale nie umiemy zwyciężać. Na nowo się kłócimy, pogardzamy i
nienawidzimy się. Lustracja to chyba zwyrodniały objaw masowego zbiorowego masochizmu. Przecież od tego
są sądy, aby zadośćuczynić sprawiedliwości i ukarać przestępców.
Gen Jaruzelski na pewno popełnił dużo błędów, ale Stan Wojenny z 1981 roku nie był jednym z nich.
Byłem w tym to roku w kraju, na pogrzebie mojej matki we Wrześni. W Polsce panował wówczas stan anarchii,
kraj był na progu rewolucji, krwawego bratobójstwa na skalę późniejszej Jugosławii lub dzisiejszego Iraku. A
na około czekali na okazję, aby się odwdzięczyć, Czesi, Honecker i 40 dywizji Breżniewa. Dwadzieścia lat
później, zaprzeczał temu, że nie tak, pijany Jelcyn i Waldek Śliwczyński we Wrześni. Każdy broni swojej racji,
tym bardziej, gdy blisko‘browarku’. Panie Waldku proszę przyjrzeć się historycznym faktom i dokumentom,
które są powszechnie dostępne choćby w Internecie i w Wikipedii. Nie plećmy, aby się przypodobać Bush'owi.
Dokonaliśmy dziejowej rewolucji, bez rozlewu krwi, dzięki Papieżowii jego sojusznikom z ‘Solidarności’, i
dzięki generałowi Jeruzalskiemu...
Za nasze braki, winimy 120 lat zaborów, a po drugiej Wojnie, Moskwę, a ostatnio nawet Brukselę. Nie
umiemy się rządzić, więc Bruksela nam pomaga. I stąd imponujące wyniki.
Mimo tego jednak, opuszczają kraj miliony przedsiębiorczych, wykształconych Młodych Polaków.
Dlaczego? Czy to dobrze wróży?
PolOrbis.
W XIX wieku nasza diaspora, w Paryżu, Wiedniu, Londynie i Nowym Yorku wzbogaciła naszą kulturę i
doprowadziła ja do największego rozkwitu w naszej historii. Jest to tym bardziej imponujące, że tak zwana
Wielka Emigracja liczyła zaledwie kilka tysięcy.
C1. SUMA SUMMARUM 79
_________________________________
Była to historia bólu, tęsknoty i marzeń…
Dzisiaj nasza diaspora, Polonia, liczy ponad dwadzieścia milionów, rozsianych po wszystkich zakątkach
świata. Od 10 milionów w USA, do zaledwie 20-tu w Papui...
Dzisiaj nasza wykształcona młodzież, mimo poświęceń swoich ojców, (a może na odwrót, - za mało
poświęceń) gremialnie 'ucieka' ze swojej ojczyzny, nie przed zagrożeniem zaborców, ale w pogoni za
wygodami i przygodami... Ekonomiści szacują wartość wykształconej osoby na pół miliona złotych. Jeśli
przyjmiemy, że od czasów naszego 'wyzwolenia' w 1989 roku, opuściło Polskę(lub 'wyzwoliło' się) ponad 2
miliony ludzi, to w wyniku Polska poniosła straty, które wykraczają ponad naszą wyobraźnię. Ale tak zawsze
bywa w upośledzonych ekonomiach. Biedni kształcą i usprawniają młodych, którzy później ich opuszczają, aby
bogacić bogatych.
Temu nie da się zapobiec, ale, dzisiaj, można to wykorzystać na historyczną skalę. Te 'wyzwolone' 2
miliony 'zdrajców' pozostaną Polakami, przez jedno, a może nawet dwa lub trzy pokolenia. Dobrzy czy źli, ale
pozostaną związani ze swoimi bliskimi w kraju. Nowa Technologia, Internet, Komputer i 'komórkowy' będzie
ich łączył z krajem, i to na co dzień. Globalizacja usprawni i wzbogaci ich i da niezwykłe możliwości i
potencjałna rekompensatę.
Dzisiaj, musimy patrzeć się na nasz naród, jako Ojczyzna 60 milionową Polskę Cybernetyczną. Nie
'My, Wy i Oni'... Nie zdrajcy, nie obcy... Ale nasi, krajanie...
Gdziekolwiek bije Polskie serce tam nasza Ojczyzna...
Trzeba ją uzbroić w ostrze postępu XXI wieku. Dzisiaj dostęp do Internetu ma blisko 20 milionów
polskich Internautów, w kraju i zagranicą. Wykształconych i przedsiębiorczych... Niesamowity potencjał,
wymaga wizji i przewodnictwa.
Program PolOrbis, który zapoczątkowałem w 1996 roku, ma służyć, jako baza danych, środowisk,
instytucji, placówek i jednostek polskich rozsianych po całym świecie i tych w kraju. Ale przede wszystkim
może służyć, jako platforma do wymian kulturalnych, oświatowych, społecznych i gospodarczych.
‘Nasi’, czy 'Obcy'?.
Żydzi towarzyszyli nam niemal przez całą przestrzeń naszej historii, i niewątpliwie mieli duży wpływ na naszą
kulturę i na to, kim jesteśmy. Ich wkład w nasze dzieje mógłby być jeszcze większy, gdyby nie opór, jaki
wzbudzali swym działaniem, a w konsekwencji, gdybyśmy – sprecyzujmy rzecz dokładniej – im nie zabraniali.
W genealogicznej historii naszych narodowych bohaterów, takich jak Piłsudski, Wałęsa, Kaczyński,
Czartoryski, możemy doszukać się żydowskich korzeni lub pokrewieństw. Nic w tym dziwnego, jeśli
posłuchamy genealogów, którzy uznają, Że jeśli sięgniemy, zaledwie siedem generacji wstecz, to wszyscy
jesteśmy spokrewnieni.
Żydzi są dynamicznym narodem, z niezwykłą wyobraźnią, energią i wzbudzającym podziw dorobkiem w
kulturze Zachodu. Aby zachować swoja odrębność, Żydzi dobrowolnie skupiali się w swoich gminach
(sztetlach), często za murami i z własnymi władzami.
A więc, ‘Nasi’, chociaż 'Obcy?…
Pierwszym kronikarzem państwa Polan, Mieszka I, był Żyd na usługach arabskiego kalifatu Kordoby, Ibrahim
ibn Jakub. Prawdopodobnie był handlarzem, lub dyplomatą. Polska stała się rajem dla Żydów(‘paradisus
C1. SUMA SUMMARUM 80
_________________________________
ludaeorum’), od zarania naszej historii aż do czasu rozbiorów. Szesnastowieczny rabin krakowski Mojżesz ben
Israel Isserles podkreślał, że jeśliby Bóg nie dał Żydom Polski, jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywiście
nie do zniesienia. W 1978 roku noblista, Isaac Bashevis Singer, określił Polaków, jako naród najbliższy Żydom.
Polska przed ostatnią wojną wciąż była największym skupiskiem Żydów na świecie.
Skąd napływali? Do Polski napływały(o) wiele fal uchodźców żydowskich z rożnych części
Europy, wschodniej i zachodniej. Pierwszą, a może największą falą, to był napływ Chazarów od wschodu, do
krajów wschodniej i środkowej Europy, dowodzi pisarz Artur Koestler, węgiersko-angielski Żyd. Chazarowie
nie byli rasą semicką, chociaż byli wyznawcami judaizmu. Zostali wyparci ze swego państwa pod nawałami
najazdów mongolskich. Osiedlili się oni w Polsce, tak jak i na Węgrzech, Austrii i w Niemczech, jeszcze przed
czasami Mieszka I. Koestler dowodzi, że bezwzględna większość Aszkenazyjczyków pochodzi właśnie z
Chazarów. Żydowskie ślady, w pierwszej stolicy Gniezna pochodzą przypuszczalnie z tych korzeni.
Pogromy dokonywane w czasie I Krucjaty(1098r), spowodowały następne fale uchodźców żydowskich
na ziemie polskie. Byli to już prawdziwi Żydzi, Sefardyjczycy. II-a Krucjata, w Niemczech, spowodowała kilka
brutalnych rzeźni ludności żydowskiej. I tym razem wielu Żydów uciekło do Polski.
W 1290 roku król Anglii Edward I, usunął wszystkich Żydów z Anglii (Nie wolno było Żydom powrócić do
Anglii przez następne 350 lat). Podobnie stało się we Francji w 1396 roku i w Austrii w 1421 r. W latach 13481349 do Polski przybyła trzecia fala uchodźców żydowskich z zachodniej Europy. Była to najliczniejsza fala
Żydów, jaka napłynęła w Średniowieczu do Polski. Tysiące pozbawionych swoich dotychczasowych siedzib,
znalazły wówczas schronienie w Polsce.
W owym czasie, Żydzi w większości trudnili się handlem. Sprowadzali z zagranicy tkaniny, narzędzia, broń,
biżuterię, sól oraz przyprawy korzenne. Wysyłali natomiast produkty rolne i leśne. Handlowali również
niewolnikami - jeńcami wojennymi oraz niewypłacalnymi dłużnikami. Wkrótce po tym połączyli działalność
kupiecką z organizowaniem kredytów i bankierstwem. Najwięksi żydowscy bankierzy pochodzili z Krakowa.
Pożyczali u nich polscy królowie Kazimierz Wielki (panował 1333-1370), Ludwik Węgierski (panował 13701382), Jadwiga (panowała 1384-1399), Władysław Jagiełło (panował 1386-1434). Często udzielali pożyczek
pod zastaw nieruchomości. Zapewne zdarzało się, że Żydzi stawali się właścicielami majątku dłużnika. Mogły
to być niewielkie dobra ziemskie, takie jak wsie należące do Żydów pod Wrocławiem.
Tak, że już w tych to czasach Królowie i Władcy uzależniali się od żydowskich bankierów z Krakowa. Legenda
nawet mówi, że w 1587r, podczas podwójnej elekcji Zygmunta III Wazy i Maksymiliana Habsburga, z powodu
braku porozumienia, królem na jedną noc w Lublinie został rabin Saul Wahl.
Więc jak to wytłumaczyć, że władcy i królowie uzależniali się od prześladowanych wygnańców, swoich
podwładnych? Jak zrozumieć, że ci, mimo pogromów, prześladowań, rzezi, obozów koncentracyjnych, wygnań
i holokaustu, powstają, walczą i przodują, i ‘królują’?...
Dzisiaj, Żydzi, mimo że stanowią zaledwie 0.5 % ludności świata, mają 30% nagród Nobla w matematyce i
naukach, jak i 20% z pośród najbogatszych na świecie. Dzisiaj, bez poparcia Żydowskich ‘lobby’ w USA, jest
prawie niemożliwe zostać prezydentem. Barack Obama miał więcej Żydów w swoim gabinecie niż jakikolwiek
poprzedni prezydent.
Jakimi narzędziami, środkami, i mechanizmami się oni posługują, aby osiągać te sukcesy?...Wielu myśli, że to
dzięki genom, a inni, że handlują i manipulują. Sami myślą o sobie, że są ‘narodem wybranym’...
C1. SUMA SUMMARUM 81
_________________________________
Dlaczego przodują?
Zygmunt Broniarek: ‘Przypomina mi dowcip żydowski. Pyta goj rabina: ,,Dlaczego Żydzi przodują w świecie w
różnych dziedzinach - są świetnymi lekarzami, pisarzami, matematykami, szachistami, pianistami, skrzypkami,
bankierami, specjalistami od reklamy i rozrywki itd. ?". Na to rabin: ,,Gdy u nas rodzi się dziecko, to my je
obserwujemy. Jeżeli wykazuje się zdolnościami manualnymi, to idzie na pianistę, jeżeli dużo krzyczy, to idzie do
reklamy i rozrywki, jeżeli szybko uczy się liczyć, to idzie na bankiera itd.". ,,A co robicie z dzieckiem, które nie
wykazuje żadnych takich talentów? ,Od razu je chrzcimy`...
Ja widzę to trochę inaczej. Moje życiowe losy, pod wieloma względami dorównują gehennom, które
doświadczyli Żydzi. Znam ból prześladowanego, wygnańcy, ból więźnia obozu koncentracyjnego. Znam
wyzwanie poniżanego, a stąd nauczyłem się jak marzyć, pracować i osiągać. Zaznałem urok oświaty i urok
pracy. Znam ‘moc jednego’... Modlę się tak jak oni, chociaż, podobno, ich Tora i rabin, uczą ich sukcesów w
biznesie, a u mnie katecheta wynajdywał grzechy. Posługiwałem się, tak jak oni, narzędziami i mechanizmami,
które opisałem na wstępie tej książki. Doznałem wiele sukcesów. Doznałbym ich chyba więcej, i mógłbym
pomóc innym więcej, gdybym miał za sobą poparcie i solidarność środowiska, któremu służyłem.
Tak jak ‘Loby Izraela’ w USA, i Tora u nich...
A więc nie geny, nie naród `wybrany przez Boga’, ale wybrani przez samych siebie...
Żydzi posądzają nas, że jesteśmy antysemitami. Przed i podczas ostatniej wojny były poniżające, nawet
kryminalne, wypadki antysemityzmu. Były jednak i przykłady tysięcy, którzy narażając się na kare śmierci,
bohatersko ratowały(i) Żydów.
Nie możemy tez zaprzeczyć, że i dzisiaj, w wielu polskich środowiskach
istnieje antysemityzm, co z kolei jest przyczyną antypolonizmu w środowiskach żydowskich, w Izraelu, - i w
USA.
Nasz Papież, Jan Paweł, był pierwszym papieżem w historii, który modlił się w synagodze i szukał
pojednania z judaizmem. Nasze obecne władze robią podobnie.
Ciekawa jest wypowiedźIsaaca Bashevis Singera: - `Jeśli nie byłoby antysemityzmu, to Żydzi by go
sami stworzyli`(!)…
Więcej…
Żydzi są narodem wygnańców. Poprzez wieki prześladowań i pogromów i wrogości. Przez
cierpienia, wolę, pracę i wyobraźnię, i duchowość, nie tylko przetrwali, ale dzięki tym właśnie czynnikom,
osiągnęli poziom niezwykłej sprawności, i dzięki temu, stali się narodem 'wybranym'. Wybranym przez
cierpienia, wrażliwość, wolę i poświęcenia, przez wieki tułaczek, - przez samych siebie...
Mojżesz przez 40 lat szukał i marzył o Ziemi Obiecanej. Nigdy do niej nie dotarł, umarł marząc o 'Ziemi
Obiecanej'. I tak ten biblijny nakaz powinien pozostać.
'Sięgaj gdzie wzrok nie sięga'. 'bo, po to Niebo'...
Rozumiem, bo sam tego doświadczyłem...
C1. SUMA SUMMARUM 82
_________________________________
Przyszłość.
Postęp nabrał wykładniczych wymiarów. A więc przyszłość - coraz bliżej... Jesteśmy przedmiotem
Ustawicznej Rewolucji. Nowa Technologia i Internet zmienia naszą rzeczywistość, nasze instytucje i nasz
gatunek. Jesteśmy świadkami narodzin 'Homo-Komputera'. Homo Sapiens królował przez milion lat i zdał
egzamin. XXI wiek będzie wiekiem Bioinżynierii i Nanotechnologii. Postęp nie koniecznie rozwija się po linii
prostej. Często kończy się błędnym kołem. Nieustannie wynajdujemy koło. Grecy(a dokładniej minojski szczep
na Krecie, który przybył z Egiptu), mieli wewnętrzną kanalizację trzy tysiące lat temu. A pałac w Wersalu,
zbudowany zaledwie trzysta lat temu, i który ma ponad 700 pokoi, nie miał ani jednej łazienki...
Jesteśmy również w obliczu przedwczesnej zagłady.. Bo Człowiek, aby bronić swojej zabobonnej Racji,
jest gotów rozpętać szatańskie żywioły Bomby Atomowej, co może skończyć się biblijnym Armagedonem...
Lęka mnie przyszłość i przeznaczenie w królestwie Homo-Komputera...
11 września.
Obserwuję, wnikliwie, tak jak i inni, i często trudno mi zrozumieć, co się dzieje za kulisami, za fasadą
tych dziejowych wydarzeń, co za siły, ukryte, podstępnie kierują, i decydują o naszych losach...
Klasycznym tego przykładem i pierwszym dramatycznym sygnałem XXI wieku, to atak na USA, 11go
września 2001 roku. Intrygowało mnie to wydarzenie od samego początku. Od tego czasu powstały tysiące
tomów i dokumentalnych filmów, które potwierdzają, w przybliżeniu, moje spojrzenie na tę aferę. A oto moja
reakcja i moje uwagi, o które prosił mnie redaktor Sliwczyński, w dzień po tej tragicznym wydarzeniu( 12
września 2001r).Ukazały się one w następnym wydaniu Wiadomości Wrzesińskich:ATAK na USA.
NOWY śWIAT w NOWYM MILENIUM.
Dziesięciu desperackich, anonimowych terrorystów, uzbrojonych tylko w noże, zaatakowało największe
mocarstwo świata, USA. Forteca USA, u szczytu swojej potęgi i rozkwitu, zostało sparaliżowana, fizycznie i
psychicznie, przez niewidzialnego wroga, na oczach milionów obywateli Nowej Technologii, - Telewizora i
Internetu. Obraz ten, - na żywo, - i powtarzany w nieskończoność przez nieskończoną ilość kanałów TV i
Internetu...
...świat zmienił się; - nieodwracalnie...
Apokaliptyczna tragedia o historycznych wymiarach i surrealistycznych obrazach, ponad pojęcie i
granice ludzkiej wyobraźni.
‘World Trade Centre’, Katedra globalnego Biznesu,- dwa, 110-piętrowe wieżowce, wyższe niż Wieża
Eiffel, gdzie normalnie pracowało 50 000 ludzi, zniknęły z panoramy Nowego Yorku, zburzone samolotamipociskami, i stały się w minutach grobowcem dla tysięcy niewinnych ofiar. Po 400-tu metrowych gmachach
pozostało trzy piętra gruzów... i, na pobliskich ulicach, pół metra pyłu i śmieci, pod którymi zagubiły się ludzkie
części ciał i zwłoki ofiar... Po nich przejeżdżały karetki pogotowia i służb bezpieczeństwa...
Na horyzoncie, w chmurach kurzu zaciera się sylwetka ‘Liberty Statue’...
Równocześnie kilka set kilometrów na południe inny pocisk-samolot, naładowany pasażerami trafił w
same serce największej militarnej potęgi świata, Pentagon, w Waszyngtonie. Jak dotychczas nie ugaszono
piekielnego żaru i nie zdołano ustalić ilości ofiar. Urzędnicy Pentagonu przypuszczają, że między 100 do 800.
CIA donosi, że 4-ty samolot-pocisk szukał w przestworzach prezydenckiego samolotu.
Z nieznanych powodów rozbił się na polach Pensylwanii. Prezydent Bush, może w obawie powrotu do
Waszyngtonu, zatrzymał się w fortecy NATO w Nebrasce, - zanim powrócił do ‘Białego Domu’.
Prezydent Bush zapewnia, że sprawców znajdzie i ukaże. Znaleźć ich bardzo łatwo, bo błogosławieni
C1. SUMA SUMMARUM 83
_________________________________
przez Osamę bin Ladena, spoczywają oni już w objęciach Allacha... A karani będą następne, tysiące
niewinnych, w imieniu odwetu. Bo tak nakazuje prawo błędnego koła...
(W końcowej części tych uwag, nasuwają mi się niepokojące myśli... Czy jest możliwe, że ta tragedia ma jakieś
powiązania z tym, co obserwowaliśmy ostatnio na światowym forum?! Czy to obraz konspiracji o dziejowych
wymiarach?)
‘W ostatnich kilku latach, tysiące ‘anonimowych dusz’ (zlepek luźnych grup: studentów, profesorów,
’zielonych’, przedstawicieli różnych wyznań i związków zawodowych, anarchistów, chuliganów, komunistów,
itd) od Seattle i Pragi do Okinawy i Quebeku, atakowało i utrudniało życie przywódcom najpotężniejszych
mocarstw i liderom globalnych koncernów, w imieniu ‘nowego porządku’. Następne spotkanie jest planowane
w Kanakis w niedostępnym resorcie w Górach Skalistych.
Czy przywódcy ‘starego porządku’ czują się zagrożeni, czy 'Demokracja' jest w odwrocie?
Czy Atak na USA, nie jest również atakiem na Demokrację, na Zachodnią Cywilizację? Czy Nowe
Milenium, Era nieokiełzanego postępu i chaosu, to Epoka Ustawicznej Rewolucji?
‘9/11’ Nowy Jork
C1. SUMA SUMMARUM 84
_________________________________
Spisek.
Chociaż trudno się doczytać w powyższych uwagach, które przygotowałem, na gorąco, następnego dnia
po tej tragedii, ale z miejsca można by podejrzewać w tym makabrycznym wydarzeniu elementy spisku.
Perfidnego i wyrafinowanego spisku, i to wymyślonego nie przez ludzi z jaskiń Afganistanu, ale przez
konspiracyjną koalicję sił ‘Nowego Ładu,’( a może trafniej, ‘Starego Ładu’, -‘Novus Ordo Seclorum’ - z 1774
roku), i…
Nie jestem odosobniony w tym spojrzeniu. Większość Amerykanów jest przekonanych, że wydarzenie
to było wynikiem spisku, w którym brały udział, lub byli świadomymi świadkami, albo współautorami, nawet
niektóre elementy władz Cheyne-Busha. W ciągu kolejnych kilku lat potwierdzają te teorie tysiące książek,
programów telewizyjnych, i filmów dokumentalnych. W Internecie można znaleźć ponad 40 milionów(!)
artykułów i stron na ten temat. Z tych najbardziej popularnym był film dokumentalny Michael Moore,
Fahrenheit 9/11.
Kraksa 2008. Prezydent Bush. Oligarchia Potentatów.
Kraksa 2008 jest największym kryzysem ekonomicznym od czasów Wielkiej Depresji z 1929 roku.Jest
ona spuścizną ośmiu lat kadencji Busha, wyraźnego obrazu dominacji Oligarchii potentatów…
Dwie wojny w interesach Oligarchii, Haliburton-Cheyne i Szajki militarno-przemysłowej…
2001 i 2003 obniżki podatkowe, które wzbogaciły 1% najbogatszych o blisko 2 tryliony dolarów…
Dług publiczny podczas kadencji Busha podwoił się i wzrósł o 5 trylionów dolarów… Oprocentowanie
tego długu wynosi 454 miliardów dolarów rocznie, a wkrótce się podwoi. Długu tego nie da się spłacić, a
większość tego jest w rękach Oligarchii, co im zapewni dominacje na następne kilka pokoleń, a może na
zawsze…
W wyniku, pod koniec jego kadencji, pokazały się dramatyczne konsekwencje plądrowania, nieprawości
i nieudolności tej szajki i świat stał się ofiarą największej ekonomicznej kraksy od Wielkiej Depresji lat
trzydziestych XX wieku…
USA , najpotężniejsza ekonomia świata, jest jedynym krajem z pośród rozwiniętych ekonomii, który nie
ma opieki zdrowotnej dla ponad 50 milionów swoich obywateli… Więcej, bo mimo to, koszta ich programu są
dwa razy większe na łepka, niż uniwersalnej opieki zdrowotnej w Kanadzie…
Pod pozorem walki z terroryzmem, Bush wprowadził całą serię rozporządzeń ograniczających prawa i
wolność jednostki. USA dzisiaj jest już innym państwem, - jest narodem zniewolonym. Rządzi ‘Oligarchia
Potentatów’ z pomocą skorumpowanych polityków i skorumpowanych medii… Jest powszechnie znane, że
nad każdym członkiem Kongresu i Izby Reprezentatów, pilnuje około 70-ciu lobbyistów, agentów Oligarchii
Potentatów.
Tego nie da się już zmienić.
Tak jak powiedział Bertrand Russell: - ‘Bunt plebsu, będzie nie do pomyślenia (podobnie jak powstanie owiec
przeciw tym co jedzą baraninę)...’
C1. SUMA SUMMARUM 85
_________________________________
Oligarchia Potentatów, 'Iluminaci', - czy to ci sami?
Iluminaci Bawarscy.
Zakon ‘Illuminati’ był założony przez Adama Weishaupta, pochodzącego z rodziny maranów. Urodził
się w Bawarii, później został jezuickim mnichem. Opuścił jednak Jezuitów, wstąpił do masońskiej loży i dwa
lata później, w 1776 roku, założył swój własny, tajny zakon ‘Illuminati’.
Idee Iluminatów, były oparte na założeniach i nurtach epoki oświecenia, które bardzo szybko
rozpowszechniły się w Europie. Wydarzenia takie jak Rewolucja Francuska i Rewolucja Amerykańska, a stąd
ich konstytucje, jak i również Konstytucja 3-go maja, są tego wynikami.
Formuła Iluminatów Bawarskich, tajnego zakonu wewnątrz tajnego zakonu, który zrzeszał w sobie
elitarnych ‘Super Masonów’ 33-go stopnia, bardzo porwała Amschela Rothschilda, który w tym to czasie dał
początek historycznej dynastii Rodziny Rotschildów. Amschel szybko opanował tą Lożę. W następnych 10-ciu
latach, Iluminaci zniknęli w ‘podziemiach’.
Dynastie Rothschildów.
W 2005 amerykański prestiżowy dwutygodnik Forbes, określił Mayera Amschel Rothschilda, jako ‘ojca
międzynarodowych finansów’..Forbes widocznie uważa, że jego system i formuła przetrwały do
dzisiaj…
Więc przyjrzyjmy się historii tej niezwyklej rodziny.
Niezmiernie wymowną i pouczającą jest wypowiedź jego syna, Nathana Mayera Rothschilda, głowy
angielskiej dynastii Rothschildów, który w 1820 roku, powiedział: - ‘Nie przejmuję się tym, że jakiś
pajac jest posadzony na tronie Anglii, aby królować nad Imperium, nad którym słońce nigdy nie
zachodzi. Ten, kto kontroluje dostęp do pieniędzy, kontroluje Brytyjskie Imperium, a ja kontroluje
brytyjski dostęp do pieniędzy’ ("I care not what puppet is placed upon the throne of England to rule the
Empire on which the sun never sets. The man who controls Britain's money supply controls the British
Empire, and I control the British money supply").
Równie wymowne jest, to, jak Nathan dorobił się tej potężnej fortuny? O klęsce Napoleona pod
Waterloo w 1815 roku, Nathan dowiedział się podobno o całą dobę zanim ta wiadomość dotarła do
Londynu. Nathan wykombinował plotkę, że Napoleon wygrał tą bitwę. Giełda na Londyńskiej giełdzie
spadła o 98%! Zanim prawda dotarła do Londynu, Nathan wykupił na tyle tej giełdy, że w następnych
kilku dniach, stał się nieomal wyłącznym właścicielem brytyjskiej ekonomii.
A teraz kilka słów na temat rodowodu tych wszechmocnych dynastii, bo jest ich aż pięć. Patriarchą
tych dynastii był ojciec Nathana, Mayer Amschel Rothschild. Mayer urodził się w 1743 w Frankfurcie nad
Menem, w miejscowym getto. Nabył się tajników kunsztu bankowości pracując jako czeladnik w domu
handlowo-bankowym Oppenheimerów Hamburgerze.. Dzięki swojej wiedzy i sprytowi wyrobił sobie
zaufanie tamtejszych książąt, którzy stali się jego patronami i po zajęciu ich księstwa przez wojska
napoleońskie, powierzyli mu swoje bogactwa pod jego opiekę.
Mayer miał pięciu synów (i pięć córek) . Każdemu z synów powierzył mandat, aby stworzył swoją
dynastię w jednej z pięciu stolic Europy. Najstarszy Amschel pozostał w Frankfurcie , a Nathan jak wspomniałem
powyżej, odziedziczył Londyn, Salomon Wiedeń, Kalmann Neapol, a Jakub stał się gigantem finansów w Paryżu.
C1. SUMA SUMMARUM 86
_________________________________
Przez swoje układy, wpływy i zasługi zostali wynagrodzeni przez swoich królewskich patronów,
arystokratycznymi tytułami. Cesarz Franciszek I nadal nawet całej rodzinie Rothschildów, dziedziczne tytuły
Baronów. Nathan w Anglii został mianowany Lordem, ale ciekawe, że nie przyjął tego wyróżnienia. A może
widział siebie, jak można by wywnioskować z jego powyższej wypowiedzi, za kogoś ponad tą rangę(!?)…
Rothschildowie stali się mocarstwem finansów nieporównywalnym w historii zachodniej cywilizacji.
Dominowali w 19tym i dwudziestym wieku, i, jeśli można by uwierzyć milionom podręczników, artykułów,
filmów i współczesnej wiedzy, ich namiestnicy dominują chyba i dzisiaj. Wszystkie duże wojny i historyczne
konflikty, począwszy od wojen napoleońskich, były finansowane, i to często po obu stronach, przez Dynastie
Rothschildów.
Aby zapewnić swoją dominacje, wywiad i ochronę, Rothschildowie posługiwali się siecią agentów i
kurierów, a przede wszystkim formułą Iluminatów, tajnych super-zakonów, wewnątrz tajnych organizacji, lub
lóż masońskich.
Za głównego finansjera Rewolucji Amerykańskiej jest uważany Haym Solomon, który pochodził z
Leszna. Opuścił Polskę po pierwszych rozbiorach. Przypuszczalnie stał się agentem dynastii Rothschildów. Nie
wiadomo jak skończyłaby się wojna o niepodległość Ameryki bez ich wkładu. Pomagali jednak i Brytyjczykom
w finansowaniu 30 000 niemieckich najemników z Hesji. Podobnie, w amerykańskiej Wojnie Domowej,
finansowali Północ i Południe. Finansowali nawet Watykan od roku 1823, nieomal przez cały 19ty wiek, a może
i do dzisiaj.
USA Federalny Bank jest bankiem prywatnym. Powstał w 1913 roku, i jego autorem był
Baron Alfred Rothschild, z Londynu. W 1962 Prezydent Kennedy podpisał dekret, aby ograniczyć jego monopol.
Został zamordowany zanim ta ustawa weszła w życie.
Setki
tysięcy
Internautów
uważa, że dzisiejsza ‘Oligarchia Potentatów’ to namiestnicy Iluminatów i że ‘Kraksa 2008’, nie tylko wzbogaciła
ich, i to z pomocą Baracka Obamy, o następne Trylion i 300 miliardów dolarów, ale utrwali ich dominacje na
następne pokolenia.
To jest sztuka ‘międzynarodowych i nowoczesnych finansów’, którego ojcem jest Mayer Amschel
Rothschild...
Obama.
To, że Obama wygrał wybory prezydenckie w 2008 roku to można
zaliczyć na miarę cudu… Cud ten był jednak krótkotrwałym. Obama nie
może wywiązać się z żadnych zobowiązań, które podjął w kampanii
wyborczej, a były one logiczne, realistyczne i miały poparcie społeczeństwa.
Obiecał zakończyć obie wojny i zamknąć Guantamano. Miał odwołać Busha
trylionowe ulgi podatkowe dla Oligarchów, miał udostępnić opiekę
zdrowotną dla wszystkich obywateli US, itd. Wygrał wybory, ale przegrał
wojnę z Oligarchią Potentatów, ‘Iluminatami XXI wieku’… Więcej, bo
nawet wynagrodził ich w dodatkowy jeden trylion 300 miliardów dolarów
ulg podatkowych, co z kolei zwiększy oprocentowanie tych długów o
kilkadziesiąt miliardów rocznie. Nie czeka go jednak przeznaczenie Lincolna
i Kennedy, bo ulega i robi to co nakazują.
Widzą to tak miliony internautów, i nie tylko…
C1. SUMA SUMMARUM 87
_________________________________
5. Dziękuję.
Książka ta powstała dzięki inicjatywie i osiem lat warty, dopingu, nacisku, nieomal nakazu, dr Adama
Marszałka, wydawcy. Zachęcał, dodawał otuchy i pilnował abym robił to ‘po swojemu’... Zmobilizował całą
swoją uroczą rodzinę, aby mnie motywowała i nakłaniała. A rodzina ta jest niezwykła. Doktorat jest minimum
kwalifikacji każdego członka tego wyjątkowego rodu. Nawet Zuzia, czteroletnia wnuczka, okazuje już ambicje
w tym to kierunku.
Adam powinien być mianowany Honorowym Ambasadorem Polski. Przyjmuje w swoim obszernym
grodzie, w Łysomicach, Prezydentów, Marszałków, Generałów, Profesorów, Ambasadorów z całego świata.
Oblatuje również kraje globu, aby promować nie tylko książki i autorów swego wydawnictwa, ale i krzewić
polską rację stanu.
Czuję się szczególnie zaszczycony przyjaźnią tej wyjątkowej rodziny.
Miałem i wciąż jednak mam, opór i zastrzeżenia, czy ta książka powinna być w ogóle opublikowana.
Autobiografia to jest przecież formą publicznego obnażania się, nie tylko samego siebie, ale i swoich bliskich.
Nie żałuję jednak, że przyjrzałem się tym swoim Bytom i że ostatecznie zapoznałem się z samym sobą, nawet
mógłbym powiedzieć, że odkryłem siebie... Nauczyłem się także pisać po polsku, chociaż daleko od tego abym
mógł nazwać się pisarzem, lub zadowolić redaktorów wydawnictwa. Niemniej jednak dziękuję im za wnikliwą
ocenę, a przede wszystkim redaktorowi Danielowi Kawie.
Jestem wdzięczny moim przyjaciołom, dr Konradowi Studnickiemu, dr Andrzejowi Pawłowskiemu, i Ewie
Skórczyńskiej-Wójcik, że zachęcali i pomagali mi podczas tej ośmioletniej mozolnej odysei. Argument
profesora Wincentego Kołodzieja z Krakowa, również okazał się bardzo przekonywującym, że to ‘jest moim
obowiązkiem’....
Dziękuje Tadeuszowi Biernotowi, że uszlachetnił mój atawistyczny pomysł okładki.
Dziękuję też Lenie, mojej żonie, że wyręczyła mnie od wielu obowiązków, tak, że mogłem poświęcić dużo
czasu temu tu zadaniu.
Przygotowując materiały do tego Biogramu, czerpałem z wielu źródeł. Najwięcej chyba ze stron Internetu i
encyklopedii Wikipedii. Mam nadzieję, że nie nadużyłem w tym ustalonych norm autorskich.
Następny Rozdział:C2. REQUIEM
Powróć do:-Home
Komentarze i Pytania
SKRÓT Rozdziału
TRANSLATION
C1. SUMA SUMMARUM 88
_________________________________

Podobne dokumenty

c1. suma summarum - 5-narodzin-i

c1. suma summarum - 5-narodzin-i Monsignorem i tymi ‘poganami’ łączyła żarliwa modlitwa, apel do Boga, o ‘cud’...I tak się stało, stał się Cud!... Stefan jakby zmartwywstał. Miesiąc pózniej wrócił do przytomności. Dzisiaj chodzi j...

Bardziej szczegółowo