mgr inż. Stella Suhako-Wróblewska Technikum Kolejowe Zespołu

Komentarze

Transkrypt

mgr inż. Stella Suhako-Wróblewska Technikum Kolejowe Zespołu
mgr inż. Stella Suhako-Wróblewska
Technikum Kolejowe Zespołu Szkół Kolejowych im. ks. Stanisława Stasica
1997-2002 DROGI I MOSTY KOLEJOWE (D)
WSPOMNIENIA ABSOLWENTA
Nad wyborem szkoły średniej nie zastanawiałam się długo. Już jako 15-latka wiedziałam, że chcę
zdobyć tytuł technika budownictwa, ale nie budownictwa ogólnego tylko związanego z budową dróg i
mostów. Znając swój profil zainteresowań, znalazłam Technikum Kolejowe we Wrocławiu, które było
oddalone od mojej rodzinnej miejscowości ponad sto km. Edukacja w tej szkole wiązała się z
zamieszkaniem w internacie. Byłam zafascynowana zarówno samym Wrocławiem jak i szkołą z
internatem. I tak we Wrocławiu zostałam na dwanaście lat.
Ogromną rolę w moim życiu odegrała szkoła średnia. Podczas edukacji w niej poznałam wielu
wspaniałych ludzi! Szczególnie w pamięci mam zakodowaną świetną relację z kolegami z mojej klasy, z
niektórymi do dziś utrzymuję kontakt. Bez nich i wychowawczyni nie udałoby mi się zdobyć Stypednium
Prezesa Rady Ministrów. Oni mnie wspierali i zawsze mogłam na nich liczyć. Dziękuję Wam Koledzy i
Koleżanki za kapitalne pięć lat wspólnego życia! Nie zapomniałam o Kolegach z internatu. Trudno byłoby
wymienić z imienia Was wszystkich, bo było Was wielu, a nikogo nie chciałabym pominąć a tym samym
urazić, jednak o Agacie Stefaniszyn muszę wspomnieć! Jest moją przyjaciółką po dziś dzień! To w szkole
się poznałyśmy, a w internacie razem zamieszkałyśmy. To w szkole poznałam też nauczycieli, o których
nie zapomnę! Szczególne uznanie mam dla mojej wychowawczyni Pani Elżbiety Gąsior, która zawsze
mnie wspierała i wierzyła we mnie. Pani Elżbieto dziękuję za wszystko, poprostu za wszystko, czym Pani
mnie obdarowała!!! Kolejnym wsapaniałym nauczycielem był Pan Janusz Aleksiewicz, króry był zawsze
pogodny i orędował mnie w nauce. Dzięki niemu poznałam od podstaw rysunek techniczny, a ten z kolei
jest przydatny mi po dziś dzień. Do dziś również przydatny mi jest język niemiecki, który dzięki Pani
Danucie Białek mogłam się nauczyć. Trudno w tym miejscu nie wspomnieć o Pani Zdzisławie Surdyce,
która także głąboko wryła mi się w pamięć, a która z kolei uczyła mnie historii. Nie było łatwo! To były
ciężkie miesiące intensywnej nauki historii. Przed każdą lekcją ból brzucha ze stresu, że nauczyciel znowu
udowodni mi płytkość mojej wiedzy. Teraz to tylko wspomnienia, ale te przeżycia zahartowały mnie. Nie
ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki Pani Annie Gnot poznałam też bardzo interesujący
przedmiot, jakim jest "miernictwo". Moje życie zawodowe jest ściśle związane z przedmiotami, których
miałam przyjemność się uczyć w technikum.
W szkole i internacie nie tylko się uczyliśmy :) Pani dyrektor internatu Krystyna Kaczmarek
pomimo, że utrzymywała z nami uczniami świetny kontakt i starała się nam zastąpić dom, to trzymała
wszystko w ryzach. W internacie odbywały się koncerty szkolnego zespołu rockowego, zasiadaliśmy do
wspólnego stołu w Wigilię, uczyliśmy się w bibliotece lub tzw. pokoju nauki własnej i oczywiście
organizowaliśmy co roku otrzęsiny. Na moich zostałam nazwana Smerfetką. Brałam udział w wielu
konkursach zwłaszcza plastycznych, zdobywając nagrody główne i pocieszenia. Raz wzięłam udział w
konkursie "Wiedza o życiu i twórczości Jana Sebastiana Bacha". Sama w to nie wierzyłam, ale zajęłam
pierwsze miejsce i wygrałam walkman'a! Miałam też przyjemność uczestniczyć kilka razy w wymianie
uczniów polsko - niemieckich w Dreźnie. Znajomość z niemieckimi kolegami utrzymywałam przez wiele
lat. Niezapomniane też były rajdy górskie organizowane przez szkołę. Dzięki nim mogliśmy lepiej się
poznać i zwiedzić Polskę. Ale nie tylko zwiedzałam Polskę. Byłam też w Autrii i we Włoszech! Podróże
pozostały moją pasją. W szkole działało wiele kół zainteresowań, m.in. wspinaczka ściankowa, siatkówka,
tenis stołowy, orkiestra dęta, kółko plastyczne, kółko szachowe. Ze sportem i kulturą byliśmy za pan brat.
Regularnie chodziłam do teatru, operetki i kina.
Szkoła nauczyła mnie też dyplomacji poczynając od ubioru a kończąc po podania do dyrektora o
wcześniejsze wyjście ze szkoły. Podobało mi się obowiązkowe noszenia jednakowych mundurów.
Różniły nas tylko kolory patek (nasza klasa D miała zielony) i ilość "fajek" na patce informujących do
której klasy uczęszczaliśmy. Gdy już miałam pięć "fajek" zbliżał się koniec mojej przygody z technikum i
internatem. Zbliżała się wielkimi krokami studniówka 2002! Tańczyłam w pierwszej parze z Dyrektorem.
Również zbliżała się matura, której przeogromnie się bałam, ponieważ odczuwałam deficyt zajęć z
przedmiotów maturalnych. Za to szkoła świetnie przygotowała mnie do zawodu. Czekał mnie też wybór
kierunku studiów. Na szczęście z tym nie miałam problemu, bo tu poznałam wcześniej już wspomniany
przedmiot "miernictwo" czyli "geodezja", która mnie zafascynowała i postanowiłam ją studiować. W
sumie skończyłam cztery kierunki studiów dziennych w siedem lat. Pierwszym była "geodezja i
kartografia", kolejnymi "gospodarka nieruchomościami", "gospodarka przestrzenna" i "pedagogika". W
efekcie końcowym uzyskałam zdublowany tytuł magistra inżyniera.
Obecnie pracuję w Niemczech w międzynarodowej firmie jako kierownik działu inżynieryjnego,
który zajmuje się projektowaniem zabudowy ogniotrwałej. W pracy przydatne są mi język niemiecki i
wszystkie zawodowe przedmioty budowlane, które miałam możliwość nauczyć się w technikum i na
studiach.
Prywatnie jestem mamą 6-letniego Witolda i 4-letniego Michała, a także żoną wspaniałego Jacka,
którego poznałam, gdy byłam jeszcze uczennicą Zespołu Szkół Kolejowych we Wrocławiu.
z wyrazami szacunku dla
moich rodziców i brata
dyrektorów i pedagogów szkoły
dyrektorek i opiekunów w internacie
koleżanek i kolegów ze szkoły i internatu
mojego męża
2016 rok, mgr inż. Stella Suhako-Wróblewska