Rejs Bałtyk – Sprawozdanie!

Komentarze

Transkrypt

Rejs Bałtyk – Sprawozdanie!
Rejs Bałtyk / Morze Północne 2015
Podczas tygodniowego rejsu wypływając z niemieckiej mariny Heiligenhafen - Grossenbrode
na Morzu Bałtyckim planowaliśmy opłynąć Półwysep Jutlandzki, dotrzeć do Den Helder w Holandii i
wrócić kanałem Kilońskim. Wyprawa Bavarią 51 Cruiser przyniosła całej załodze wiele wrażeń, choć
nie do końca spełniły się nasze zamierzenia. Uczestnikami rejsu byli: kapitan - Karol Owczarek, I
oficer –Maksymilian Owczarek, II oficer - Paweł Owczarek, III oficer – Piotr Owczarek oraz załoganci –
Jan Wilk, Bożena Owczarek, Jakub Owczarek, Cezary Mazurowski i Weronika Mazurowska. Jacht ten
jest duży i wygodny. Pod pokładem znajduje się 5 kabin, 3 łazienki, mesa z aneksem kuchennym i
miejscem nawigatora. Bavaria ma 15.5 m. długości, kadłub łodzi jest szeroki na 4.49 m, a wielkość
żagli to 130 m2.
Naszą przygodę zaczęliśmy 30 maja 2015r. Z Polski wyruszyliśmy wcześnie rano. W godzinach
popołudniowych dotarliśmy do mariny. Pogoda nam sprzyjała, wiał umiarkowany wiatr i było
słonecznie. Wyczarterowany jacht , został zaprowiantowany, a kapitan wyznaczył nam wachty i
uroczyście zawiesiliśmy polską flagę pod sailingiem. Wypłynęliśmy już po 18:00 i od razu postawiliśmy
foka. Wszyscy byliśmy zadowoleni, płynęliśmy wiatrem 6 °B. Nocna wachta mogła podziwiać piękny
zachód słońca, a rano widzieliśmy malownicze klify wysepek. Wiał wschodni wiatr. Dość późno
przybyliśmy do pierwszego portu w Fredensborgu w Danii. Choć było po 20:00 to na niebie wciąż
świeciło słońce. Zwiedziliśmy miasto i niesamowity pałac królewski – letnią rezydencje rodziny
królewskiej Helsingor ze słynnym w całej Europie, wpisanym na listę UNESCO zamkiem Kronborg,
gdzie William Szekspir umieścił akcję jednego z najsłynniejszych dramatów „Hamlet”. Z portu można
było dostrzec Szwecję. Trzeciego dnia wypłynęliśmy wcześnie rano. Było coraz zimniej, a wiatr wiał
coraz mocniej, może nie było dla nas łaskawe. Mimo dużych fal udało nam się ugotować obiad.
Czasem dochodziło do 8°B. Zanosiło się na burzę, dlatego kapitan zdecydował, by zacumować na noc
w porcie Østerby na najbardziej oddalonej na północ, największej położonej w cieśninie Kattegat
wyspie Danii - Læsø . Wyspa ta znajduje się prawie dokładnie pomiędzy portami Frederikshavn i
Göteborg. Od razu po dopłynięciu wszyscy byliśmy pewni, że to dobra decyzja - zaczęło lać, a wiatr
wciąż się wzmagał. Następnego dnia deszcz nieco osłabł, choć na morzu szalała burza. Wybraliśmy się
na wycieczkę, aby zwiedzić jak się później okazało tę niesamowitą wysepkę. Wszystko odwiedziliśmy
w przeciągu dosłownie paru godzin miejskim busikiem. Transport, który jest zapewniony dla
wszystkich turystów całkowicie bezpłatnie. Na wyspie wszystko jest zadbane, ładne choć malutkie
domki z czerwonej cegły, wielokwiatowe ogródki, wąskie piaszczyste plaże, niektóre porośnięte
częściowo roślinnością. Zobaczyliśmy również przystań rybacką i próbowaliśmy lokalnych specjałów.
Architektura była godna uwagi - duże wrażenie zrobiły domy z dachami z wodorostów. W końcu
morze trochę ucichło i podjęto decyzję o przepłynięciu do drugiego portu, by nazajutrz łatwiej było
nam powrócić do potu macierzystego – to już 4 dzień na morzu, czas na powrót. Drugi port Vestero
Havn znajdował się po stronie Danii. Na miejsce przybyliśmy po 22:00. Rano okazało się, że nie
możemy wypłynąć – panował sztorm. Nawet w porcie powstawały fale. Wiatr wiał nieubłagalnie.
Nasza ,,słoneczna wyspa” – jak mówią o niej w przewodnikach turystycznych, wcale taka nie była
(leży ona w „Duńskim Pasie Pustynnym”, w którym szczególnym zjawiskiem jest letnia susza,
powodująca wysychanie potoków i zbiorników wodnych- na pewno w tym roku im to nie grozi).
Drugiego dnia na lądzie zaczęliśmy grać w karty, czytaliśmy gazety i książki. Zrobiliśmy przepyszne
potrawy na grillu w porcie, były tutejsze ryby ale też nasz kurczak. Choć przy tak dużym wietrze
trudno było podziwiać widoki na plaży, to i tak niektórzy tam się wybrali, zobaczyli całkowicie
zniszczony pomost przez ten żywioł. W czwartek po 7:00 wypłynęliśmy. Wszyscy byliśmy wypoczęci i
szczęśliwi. Wiał zachodni wiatr, 6°B. Od razu postawiliśmy żagle. Łódka uginała się, aż miło.
Podziwialiśmy piękno przyrody. Niektórym udało się nawet zobaczyć morświny. Mijaliśmy mnóstwo
tankowców oraz statków wycieczkowych. Trzeba było uważać na gęsto rozłożone sieci – w tym
rejonie było ich od groma. Słońce prażyło .Był to najcieplejszy dzień z całego rejsu. Pojawił się pomysł
by powędkować, dlatego po 22:00 w duńskiej cieśninie zrzuciliśmy kotwicę. Jednak na niewiele się to
zdało – połowy były mizerne. Postanowiliśmy zostać tam na noc. Woda była tam bardzo przejrzysta
( jak na Bałtyk) . Widzieliśmy tam niesamowite zjawisko – po jednej stronie zachodziło słońce,
pozostawiając przy tym na niebie gamę barw, a po drugiej wschodził srebrno- biały księżyc
pozostawiając za sobą mrok. Kolejna noc upłynęła na burzliwych dyskusjach załogi – nie zawsze na
temat rejsu. Kotwicę podnosimy w piątek już o 4:00. Na początku wiatr był słaby, płynęliśmy na
silniku. Wybrzeże Danii przepełnione jest wiatrakami elektrycznymi . Ten niezwykły widok, stał się z
czasem denerwujący i nieprzyjemny. Wciąż tylko wiatraki i wiatraki…Na szczęście wybrzeża Polski tak
nie wyglądają. Już po 8:00 mogliśmy oglądać kształty gigantycznego mostu łączącego Danię ze
Szwecją. Jednak dopiero przed 11:00 pod nim przepłynęliśmy. Ten olbrzym robi wrażenie. Most nad
Sudem (duń. Øresundsbroen) to najdłuższy most na świecie łączący dwa państwa - Kopenhagę,
stolicę Danii z Malmö w Szwecji. Składa się z mostu o długości 7845 m, sztucznej wyspy o długości
4055 m i tunelu o długości 3510 m. Szlakiem tym przebiegają dwie dwupasmowe jezdnie i dwa tory
kolejowe. My mieliśmy okazję podziwiać go z dołu. Niesamowity jest widok ogromnego tankowca
przepływającego pod nim oraz malutkich ciężarówek nad nim. Wszyscy byliśmy zachwyceni. Dopiero
po 11:00 wiatr się wzmógł i postawiliśmy żagle. Z czasem zrobiło się całkiem ciepło. Po 20:00 na
liczniku ukazało się nam 500Mm. Już po zmierzchu o 22:45 przybyliśmy do portu macierzystego
Heiligenhafen – Grossenbrode. Nasza przygoda dobiegała końca. Wszyscy się spakowaliśmy i
przyszykowaliśmy ostatnią wspólną kolację na jachcie. W sobotę rano ostatni raz popłynęliśmy na
stację benzynową. Później wszyscy wypakowaliśmy się i kapitan zdał łódkę. Pełni wrażeń i zadowoleni
wracaliśmy z Niemczech do Polski. Już po kilkunastu kilometrach od portu dało się odczuć
diametralną zmianę pogody +30°C. Wieczorem byliśmy już w domach. Podczas tego rejsu
przepłynęliśmy 507,8 Mm, zwiedziliśmy duńskie porty, a nasze morze pokazało nam swoje chłodne
oblicze.
Tak zakończyła się nasza morska przygoda. Dla niektórych była ona pierwszą, dla innych
jedną z wielu. Na pewno przyniosła nam wszystkim wiele niezapomnianych wrażeń. Ten wspaniały
rejs zapamiętamy na długo.
Relacja : Weronika Mazurowska

Podobne dokumenty