Nr 27-28 - Gmina Michałowice

Komentarze

Transkrypt

Nr 27-28 - Gmina Michałowice
EGZEMPLARZ BEZPŁATNY
ISSN 1733-5507
KWARTALNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY Nr 3–4 (27–28) 2010
• Nad Dłubnią • Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Michałowickiej
W NUMERZE:
• Jak nas widzą, tak nas piszą... i rysują – dwory w Michałowicach i Sieborowicach wśród najpiękniejszych zabytków
powiatu krakowskiego.
• „Kadrówka” 2010 – Koncert Chopinowski w 200-lecie urodzin kompozytora – Włodzimierz Wolny – uczestnik Marszu.
• Janusz Zakrzeński – Józef Piłsudski.
• Maria Majdrowicz-Zakrzeńska z sieborowickiego dworu –
talenty aktorskie w rodzinie.
• Zapiski więcławickiej Kroniki parafialnej – początki bankowości w gm. Michałowice.
• Jubileusz 100-lecia Banku w Michałowicach.
• Dzieje szkoły w Michałowicach.
• Ludwik Libura – nauczyciel w Michałowicach (1896–1903).
• Historia rozbudowy budynku Urzędu Gminy w Michałowicach.
• Michałowicki wieniec na Dożynkach w Częstochowie – 2010.
• 600-lecie Bitwy pod Grunwaldem.
www.michalowice.malopolska.pl/spzm/
1
„Nad Dłubnią” Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Michałowickiej
32-091 Michałowice, ul. Jana Pawła II 1
tel./fax 12 388 50 16
www.michalowice.malopolska.pl/spzm/
Konto: 80 8589 00060180 0010 0162 0001
Niedźwiedź
Poniżej zamieszczamy przedruk z bardzo – naszym
zdaniem – nietypowego lecz ciekawie pomyślanego
i pięknie wydanego, przewodnika po wybranych zabytkach Powiatu Krakowskiego. Jego autorami są Wojtek
Kowalczyk i Bożena Piłat, zaś wydawcą Starostwo Powiatowe w Krakowie (2010).
JAK NAS WIDZĄ
TAK NAS PISZĄ
...I RYSUJĄ...
Pieskowa Skała
Balice
Luborzyca
Świątniki Górne
Grodzisko
Z bogactwa zabytków
Powiatu Krakowskiego,
na które składają się
średniowieczne zamczyska,
drewniane kościółki,
magnackie rezydencje,
dworki szlacheckie, i wiele innych,
wybraliśmy najzupełniej subiektywnie,
te które przemówiły do nas swoją urodą,
magią miejsca, swoją malowniczością.
Duża ilość materiałów,
które zgromadziliśmy
przy przygotowywaniu
tej publikacji,
zachęca nas
do kontynuowania
w przyszłości
naszej słowno-rysunkowej
wędrówki po zabytkach
Powiatu Krakowskiego.
Autorzy – Wojtek Kowalczyk
i Bożena Piłat
Czernichów
Jerzmanowice
Wola
Radziszowska
Giebułtów
Iwanowice
Boleń
Kryspinów
Mogilany
Ojców
Krzeszowice
Wawrzeńczyce
Pokazując w „Naddłubniańskich Pejzażach” piękne rysunki, przedstawiające zabytkowe budowle z minionych wieków, które podobnie jak za dawnych lat, tak i obecnie zdobią krajobraz krakowskiej ziemi – chcielibyśmy zachęcić Państwa do odwiedzenia miejscowości, gdzie zadbano o to, by „ślady przeszłości” mogły cieszyć także w XXI w., łącząc
klamrą chwalebną przeszłość z dniem dzisiejszym.
Czynimy to z tym większą przyjemnością, że na stronach niniejszej publikacji znalazł się także dziewiętnastowieczny dwór w Michałowicach, który wraz ze średniowiecznym kościołem pw. św. Małgorzaty w Raciborowicach,
z osiemnastowiecznym drewnianym kościołem pw. św. Jakuba Apostoła Starszego w Więcławicach, z dworami w Sieborowicach i Książniczkach, ze Starą Apteką, z ruinami pałacu w Młodziejowicach, ze starymi młynami, z siedemnasto- i osiemnastowiecznymi kapliczkami oraz z obeliskiem legionowym w miejscu byłej komory celnej na granicy
między zaborami – stanowią bogactwo dziejowe naszej Michałowickiej Ziemi.
Redakcja
W 1897 roku w podkrakowskich Michałowicach ukończono budowę murowanego dworku w neogotyckim i neorenesansowym stylu. Główną jego bryłę urozmaicają dobudówki: wieża, loggia i ryzality, a czterospadowe dachy
i nieotynkowana elewacja z cegły i kamienia komponują się w o tyle niepowtarzalną co urozmaiconą całość, tak charakterystyczną dla twórcy projektu, architekta Teodora Talowskiego. Do nowej siedziby przeprowadziła się rodzina
Tadeusza i Marii Dąbrowskich, ówczesnych właścicieli majątku, przenosząc się z drewnianego dworku należącego
1
ongiś do Hugo Kołłataja. Ten stary dom rozebrano i dziś nie ma po nim śladu. Wkrótce historia włączyła dwór michałowicki w bieg ważnych dla Polski wydarzeń. 6 sierpnia 1914 roku znalazł się on na trasie przemarszu I Brygady
Kadrowej Józefa Piłsudskiego pod dowództwem por. Tadeusza Kasprzyckiego „Zbigniewa”. Stefan Pomarański,
kronikarz „kadrówki” i uczestnik marszu wspominał: „na biwak kompania zatrzymała się we dworze w Michałowicach, gdzie gościnny gospodarz przygotował nam obiad”. Dla upamiętnienia przemarszu kompanii w latach
1924–1939 organizowano Marsz Szlakiem Kadrówki. Tradycja ta odrodziła się w 1981 roku i od tej pory Marsz odbywa się co roku. W czasie I wojny światowej w budynku mieścił się lazaret. W powojennej historii dworku był też czas,
kiedy ważyły się jego dalsze losy. Znacjonalizowany, użytkowany na mieszkania socjalne, biura, sklep i magazyny,
ulegał dewastacji, którą dopełnił pożar w 1979 roku. Przez kilka następnych lat dwór pozostawał w ruinie. W 1985
roku zrujnowaną budowlę zakupili prywatni właściciele, którzy wyremontowali budynek dokładając starań, by przywrócić mu oryginalny wygląd. Malowniczości dworowi dodaje otaczający go 4 hektarowy park, w projekcie którego
uwzględniono naturalną rzeźbę terenu: skarpy, jary, tarasy. Rośnie tu jeden z najstarszych w Polsce dereni, wpisany
na listę pomników przyrody.
Kamienica z głową osła i sentencja: „Każdy jest kowalem swego losu” (w jej brzmieniu łacińskim – Faber est suae quisque fortunae), czy inna nosząca inskrypcję: „Festina Lente” i „Ars longa, Vita brevis”, to tylko niektóre z krakowskich
dzieł Teodora Talowskiego. Na elewacji dworku w Michałowicach nie znajdziemy sentencji, a jedynie datę ukończenia
budowy: 1897. Natomiast w elewacji wieży „utkwiła” kula z... czasów potopu szwedzkiego. To oczywiście tylko żart
artysty, który podobnie jak w rzeźbie grającej na gitarze żaby (na domu przy ul. Retoryka l w Krakowie), czy podobiźnie pająka (na kamienicy na rogu ul. Batorego i Karmelickiej) pokazuje, że architektura ma też swą mniej poważną, ale
tym bardziej ciekawą, a nawet tajemniczą stronę.
2
Uczestnik „Marszu Kadrówki” w 1936 r.
Harcerz. Obrońca Lwowa. Partyzant.
„Pod lilij znakiem przekuwaj spiż,
Moc ducha, cnotę i męstwo.
I z nizin szarych ulatuj wzwyż,
Jak orzeł leć po zwycięstwo.”
Ceremoniał uroczystości patriotycznych przy Pomniku Legionów Polskich
w Michałowicach dnia 6 sierpnia 2010 r. odbywał się, jak każdego roku, przy
pięknej, słonecznej pogodzie i w znakomitym nastroju. Wszystko historycznie – według ustalonego rytuału – na pamiątkę przemarszu w 1914 r. z Krakowskich Oleandrów, Pierwszej Kompanii Kadrowej, udającej się do Kielc by
walczyć o niepodległość... (...).
W końcowej fazie pięknej, tradycyjnej uroczystości, przed
pomnikiem Legionów stanęło kilku starszych panów w skupieniu i powadze. W granatowych marynarkach z licznymi odznaczeniami, w czarnych beretach z orzełkami i dystynkcjami.
Z wiązanką biało-czerwonych kwiatów czynili honorowy salut
kombatanci II wojny światowej, zawsze skromni, godnie prezentujący się i wzbudzający szacunek otoczenia.
Ze scenicznego podium
popłynęły dźwięki muzyki
Fryderyka Chopina. W roku
200-lecia urodzin kompozytora, odbył się tu bowiem
recital fortepianowy młodej,
utalentowanej pianistki –
Magdaleny Butrym, uczennicy Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II Stopnia im. Mieczysława Karłowicza w Krakowie. Na bogaty repertuar występu złożyły się preludia, walce,
polonezy, etiudy i nokturny – które po raz pierwszy zabrzmiały
w Michałowicach „na żywo”- otwierając drogę do kontynuowania w przyszłości – w pięknej parkowej scenerii – zapoczątkowanej tu właśnie tradycji plenerowych koncertów.
O nich to poeta napisał:
Niewiele w nas zostało pamięci i Boga
Honoru i Ojczyzny – tylko wiatr w sztandarach
Tylko echo się tłucze w kamiennych tablicach…*
Oficjalna część dorocznej i miłej uroczystości patriotycznej
skończyła się odśpiewaniem w takt orkiestry – „My Pierwsza
Brygada”.
Następnie – tradycyjnie już – wszyscy zaproszeni zostali (...) do
dworskiego parku krajobrazowego przy michałowickim dworze,
na staropolską gościnę, a także na występy artystyczne w sympatycznej i swojskiej atmosferze. (...)
W katedrze na Wawelu, w Krypcie Wieszczów, odsłonięto
27 lutego 2010 r. marmurowy medalion z popiersiem Fryderyka
Chopina. Spoczywają tam już: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki,
jest też ziemia z grobu Cypriana K. Norwida. Choć Krypta Wieszczów była dotychczas zarezerwowana dla wybitnych poetów,
uznano, że to najlepsze miejsce, by w 200-lecie urodzin kompozytora – „poety fortepianu” – umieścić tam kopię medalionu z jego
grobu na paryskim cmentarzu Pere-Lachaise.
Fr. Chopin
J. Słowacki
A. Mickiewicz
C. K. Norwid
W 1890 r. w Krypcie Wieszczów złożone zostały szczątki Adama
Mickiewicza. W 1927 r. po osobistych zabiegach marszałka Józefa
Piłsudskiego, spoczął w niej Juliusz Słowacki, w sarkofagu proj.
A. Szyszko-Bohusza (a także urna z ziemią z grobu jego matki – Salomei Becu). W 2001 r. odbył się na Wawelu symboliczny pochówek Cypriana K. Norwida, który zmarł w 1883 r. w Paryżu, prawie
zupełnie zapomniany – w krypcie umieszczono urnę ze zbiorowej
mogiły z cmentarza Montmorency, w której został pochowany.
PAP – Internet
Medalion Fr. Chopina
Sarkofag J. Słowackiego
Sarkofag A. Mickiewicza
Urna C. K. Norwida
* Kazimierz Józef Węgrzyn, Pacierz za Ojczyznę, (w Zbiorze Poezji Autora)
3
Po zakończeniu recitalu, miejsce na scenie zajęli goście specjalni – kwartet wprost z Downpatrick z Północnej Irlandii.
Pierwsze zaskoczenie, spowodowane pojawieniem się
tak nieoczekiwanego zespołu,
szybko zastąpione zostało kolejnym – wywołanym przez niesamowity nastrój, który ogarnął wszystkich w momencie, gdy
ze sceny popłynęła muzyka... Mandolina, dudy, skrzypce oraz
gitara – grały na przemian skoczne, tradycyjne motywy irlandzkie, przywodzące na myśl radosne potańcówki i zabawę do białego rana, to znów tęskne melodie, które po zamknięciu oczu
pozwalały poszybować wyobraźnią na rozległe i nieco mgliste
pastwiska Zielonej Wyspy.
wojskowych, partyzanckich i popularnych, wpisując się w radosny nastrój tego dnia.
Po 2–3 godzinnym postoju w Michałowicach, Kompanię
Marszową, podążającą w zwartych szykach – plutonami, szlakiem do Kielc – żegnano gromkimi oklaskami...
Wśród wiekowych drzew dworskiego parku, pamiętających
jeszcze czasy Hugo Kołłątaja – ongiś właściciela Michałowic –
czas upływał w biesiadnym nastroju.
Jarosław Sadowski
Działająca na terenie gm. Michałowice (założona w 1994 r.
przy parafii w Raciborowicach – obecnie zaś podlegająca
pod opieką Centrum Kultury
i Promocji w Michałowicach)
młodzieżowa Orkiestra Dęta
„Wieniawa” z Racibororowic, nie po raz pierwszy już w tych
okolicznościach, cieszyła uszy słuchaczy melodiami piosenek
Tutaj właśnie (...), miałem zaszczyt poznać arcyciekawą osobowość – pana Włodzimierza Wolnego,
kombatanta, krakusa od wielu pokoleń.
Urodzony 3 sierpnia 1921 r. w wielodzietnej rodzinie kolejarskiej, wśród pięciu dorodnych braci był najmłodszy. Całe rodzeństwo interesowało się działalnością Związku Harcerstwa
Polskiego oraz Związku Strzeleckiego, a później także Przysposobieniem Wojskowym. Wszystkie te organizacje mieściły
się i działały na terenie Woli Duchackiej, w owym czasie – jednej z podkrakowskich gmin. Tam też zamieszkiwała rodzina
p. Wolnych.
W czerwcu 1936 r. organizowano nabór chętnych do Marszu
Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej z krakowskich Oleandrów do Kielc, w celu upamiętnienia tego wydarzenia. Wytypowano 18 członków Związku Strzeleckiego z Woli Duchackiej,
m.in. naszego bohatera oraz dwóch jego starszych braci, czyli
rodzinną trójkę: Zygmunta, Mieczysława i Włodzimierza, który
mając zaledwie 15 lat, był wówczas najmłodszym uczestnikiem
Kompanii Marszowej. Dziś natomiast, jest jedynym żyjącym reprezentantem tego – z 1936 r. – Marszu.
Przechodząc przez Michałowice – gdzie pomnika legionowego wtedy jeszcze nie było – Komendant Kompanii pokazał
niszczejący, mały drewniany słupek mówiąc, że w tym miejscu
w 1914 r. obalono austriackie i rosyjskie słupy
zaborczych granic…
Niebawem po tym wydarzeniu, Włodzimierz zdobył kolejny stopień harcerski – „Harcerz Orli”.
Mój rozmówca wyróżnia się świetną pamięcią, świeżością umysłu, narracji oraz humorem. Często wspomina rodzinę, a głównie matkę Julię z domu
Zabłocką. Pochodziła z krakowskiej dzielnicy Zwierzyniec.
Wyraża się o niej z najwyższym szacunkiem. Ojciec – kolejarz,
konduktor pociągów dalekobieżnych – wciąż zapracowany, by
zapewnić dobrobyt rodzinie. Ciężar więc obowiązków związanych z wychowaniem dzieci, spoczywał głównie na matce, która była jednocześnie działaczką społeczną. Pełniła bowiem podwójną funkcję prezesa – w Towarzystwie Przyjaciół Związku
Strzeleckiego oraz w Komitecie Opieki nad Biedną Młodzieżą
przy Gminie w Woli Duchackiej, gdzie znajdowało się osiedle
kolejarskie, zwane „Gołaśką” (...). Wyszło z niego w świat wielu
znakomitych ludzi. Tu kształtowały się ich młode charaktery –
a na pierwszym planie było umiłowanie ojczyzny, jako patriotyczny obowiązek każdego Polaka. O takie postawy dbała tu
p. Julia, posiadająca w środowisku ogromny autorytet.
Ta pocztówka jest pamiątką przechowywaną w rodzinie p. Tomasza Kućmierza w Michałowicach
4
W 1936 i 1937 r. Włodzimierz wraz z rodziną i przyjaciółmi, brał udział w budowie kopca Marszałka J. Piłsudskiego na
wzgórzu Sowiniec w Krakowie. O tym, że na Woli Duchackiej
żywy był kult Marszałka i jego idee, świadczą stare fotografie,
przedstawiające ludzi w różnym wieku, z łopatami w rękach, na
tle budowanego kopca.
Kiedy brutalna napaść Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r.
rozpoczęła II wojnę światową, a ojczyzna została poważnie zagrożona, najstarszy z rodzeństwa, jako pilot wojskowy walczył
pod polskim niebem, później w Anglii, a następnie w II Korpusie Polskim we Włoszech.
Pozostali bracia także poszli na wojnę.
Mieczysław 18-letni wówczas harcerz, mając za sobą cykl szkoleń i ćwiczeń militarnych
w Przysposobieniu Wojskowym – żegnając
rodziców (...) zapewniał solennie, że wróci
z wojny z „wawrzynem sławy”…
Przydzielony do 20 Pułku Piechoty, został ranny w walkach
pod Lwowem. Po wkroczeniu tam Armii Czerwonej, dostał się
do niewoli niemieckiej, skąd udało mu się uciec. Z początkiem
listopada szczęśliwie powrócił do domu. Czuł się ogromnie
winny – nie obronił przecież ojczyzny. Było mu wstyd. Nosił
w sobie gorycz klęski... Niebawem wstąpił do organizującego się w Krakowie Związku Walki Zbrojnej, przekształconego
później w Armię Krajową. Jednocześnie kontynuował naukę,
kończąc w 1943 r. Liceum Elektryczne. W tym samym roku na
skutek „wsypy”, odkomenderowany został z Krakowa do oddziału partyzanckiego Armii Krajowej, działającego w trójkącie:
Myślenice – Luboń – Kamiennik.
Pod koniec 1944 r. aresztowany przez gestapo, osadzony
zostaje najpierw w kazamatach przy ul. Pomorskiej, a później
w obozie koncentracyjnym w Płaszowie.
Okres okupacji niemieckiej i walka Włodzimierza Wolnego
w oddziałach Armii Krajowej z wrogiem – to
odrębna opowieść.
W 1956 r. zostaje uwięziony i maltretowany na wiele sposobów przez tzw. władzę ludową.
Przez całe niemal życie Włodzimierz Wolny związany był z Harcerstwem. Już w marcu 1945 r. organizował na terenie Woli Duchackiej żeńskie i męskie drużyny ZHP. Można powiedzieć, że
rodzina i nurt harcerski kształtowały jego charakter. W 1945 r.
otrzymuje stopień „Harcerza Rzeczypospolitej”, a w 1958 r. – najwyższy stopień „Harcmistrza”. Rok 2006 przynosi kolejny awans
wojskowy na stopień kapitana.
Wśród wielu odznaczeń państwowych, które otrzymał ceni
sobie głównie:
• Medal Wojny Obronnej 1939 r.
• Krzyż Armii Krajowej
• Krzyż Partyzancki
• Srebrny Krzyż Zasługi dla ZHP
• Krzyż Oświęcimski
Grzegorz Gill
(Ten obszerny artykuł zamieszczono w formie nieco skróconej – przyp. red.)
Fotografie ilustrujące obchody „Kadrówki 2010” w Michałowicach wykonali:
Monika Lorenz, Krzysztof Wilk oraz CKiP w Michałowicach.
Przy obelisku legionowym w Michałowicach, w czasie tegorocznych uroczystości dotyczących kolejnej rocznicy Marszu „Kadrówki” odsłonięto tablicę pamiątkową, z zapisem
nazwisk osób od lat związanych z tą tradycją, które zginęły w katastrofie samolotu 10. kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem, w drodze na uroczystości katyńskie.
Tę smutną listę zamyka nazwisko Janusza Zakrzeńskiego – aktora.
Obiecał być tu, w Michałowicach, razem z nami – 6 sierpnia 2010 r....
Chciałoby się powiedzieć, że w tej katastrofie na
wieczną wartę odszedł ponownie Marszałek Piłsudski...
Janusz Zakrzeński w roli marszałka Józefa Piłsudskiego
O talentach aktorskich i artystycznych i o patriotyzmie w rodzinie Zakrzeńskich h. Poraj
Albina i Jan Zakrzeńscy
wokół dworu… Rodzice – Albina i Jan Zakrzeńscy h. Poraj
i szczególnie bliska więź z matką, „artystyczną duszą”, ciepłą,
dobrą osobą.
Janusz Zakrzeński, a także młodsza siostra Teresa przyszli na świat w Przededworzu koło Chmielnika, na kieleckiej
ziemi.
Dwór w Przededworzu
Zapach lip, unoszące się nad nimi mgiełką roje pszczół,
wszędzie mnóstwo rozśpiewanych ptaków – wróble, czyżyki,
słonki – uosobienie wolności i niezależności, olbrzymi ogród
5
Dziadek, Stanisław Zakrzeński sprawował wówczas funkcję
sędziego pokoju. Zajmował się też hodowlą psów – polował
z chartami, jeździł konno. Domem opiekowała się babcia –
Zofia z Gadomskich.
W pobliskim Busku mieszkali rodzice matki, Szyszko-Bohuszowie. Dziadek Wacław hodował róże, pisał wiersze, malował, a raczej kopiował obrazy (np. „Szał” Podkowińskiego),
zaś babcia Józia z domu
Jamrozówna – cudowna
kobieta o bardzo dobrym
sercu, dbała o ciepło rodzinnego ogniska. „Artystyczne
geny” Szyszko-Bohuszów,
umiłowanie sztuki, poezji
i muzyki, piękny głos, a także dobroć i miłosierdzie – to
przekaz matki dla syna.
była solistką teatrów operowych we
Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie,
wykonawczynią najpiękniejszych
i najtrudniejszych arii operowych
w czasie koncertów na całym niemal świecie. Zmarła w 1986 r., jako
jedna z najznakomitszych polskich
Krystyna Jamroz
śpiewaczek doby powojennej.
Od szesnastu lat corocznie, w Busku-Zdroju, ma miejsce Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz
Adolf Szyszko-Bohusz (1883–1948) – jeden
z najbardziej znanych i zasłużonych architektów
okresu międzywojennego. Profesor Politechniki Lwowskiej, profesor i rektor krakowskiej
ASP, profesor Politechniki Warszawskiej, kierownik odnowienia Zamku Królewskiego na
Wawelu (1916–1939 i 1945–1946). Był odkrywcą
i rekonstruktorem rotundy św. Feliksa i Adaukta
(X/XI w.), odnowicielem większości zamkowych Adolf Szyszko-Bohusz
wnętrz, nadającym Wawelowi kształt znany nam dzisiaj, a także
autorem wielu prestiżowych realizacji architektonicznych.
Stoją: dziadek – Wacław Szyszko-Bohusz i ojciec – Jan Zakrzeński; siedzą:
babcia – Józefa z Jamrozów Szyszko-Bohuszowa, gen. Jakub Maurycy
Szyszko-Bohusz z małym Januszem
Zakrzeńskim na kolanach oraz matka – Albina z Szyszko-Bohuszów
Zakrzeńska.
Szczęśliwe dzieciństwo przerywa front. Wojna i pośpieszny
wyjazd całej rodziny nocą do Złotowa na Ziemie Odzyskane.
Gdzieś w dali pozostają dwór wśród lip i stacyjka kolejki wąskotorowej na obrzeżach Chmielnika – miejsce indywidualnej
edukacji czasu wojny…
W Złotowie, wśród wspaniałych ludzi, przybyszów z Kresów Wschodnich ze Lwowa i Wilna, kształtują się dzieciństwo
i chłopięce lata Janusza Zakrzeńskiego.
Nagłe aresztowanie ojca – Urząd Bezpieczeństwa deptał
wówczas po piętach, wyławiając wszystkich, którzy narazili
się nowemu systemowi, posiadając niewłaściwe pochodzenie
lub inne poglądy – wpłynęło na decyzję o przeniesieniu się do
Wrocławia. Tutaj, p. Albina, posiadająca piękny głos, zatrudniona zostaje w Operze Wrocławskiej, gdzie śpiewa także jej kuzynka – Krystyna Jamroz.
Baszta – zamek
w Przegorzałach
Wieczernik na Jasnej Górze
Gen. dywizji WP. Zygmunt Piotr Bohusz-Szyszko, uczestnik walk z bolszewikami i dowódca dywizji w wojnie obronnej 1939 r., bohater spod Narwiku, Monte Cassino i Bolonii, urodził się w 1893 r.
w Chełmie, w rodzinie polskiej (zm. 1982 w Londynie). Jego ojciec – (późniejszy generał brygady WP).
Jakub Szyszko – był wówczas oficerem w miejscowym garnizonie rosyjskim. Do aktu wpisu chrztu
Zygmunta dołączono dużo później (19 IX 1936 r.)
aneks następującej treści: Na podstawie tytułu wy- gen. Jakub Bohusz-Szyszko
konawczego Sądu Okręgowego w Warszawie nr. XI. 3.
537/30 prostuję nazwisko „Jakub Szyszko” na „Jakub Krzysztof BohuszSzyszko”. Bowiem, ojciec Zygmunta, służąc w armii rosyjskiej, nie
ujawnił faktu swego pochodzenia z kresowej patriotycznej rodziny Bohuszów-Szyszko herbu Odyniec oraz swego drugiego imienia, nie używanego w Rosji, zaś jesienią
1917 r., po upadku caratu, jak wielu
Polaków służących w armii rosyjskiej,
zamanifestował otwarcie swą polskość,
wstępując do Korpusu Polskiego gen. Dowbór-Muśnickiego. Z czasem – będąc już
w Wojsku Polskim – awansowany został
gen. Zygmunt Bohusz-Szyszko
do stopnia generała brygady.
Słów kilka o rodzinie...
Wacław Szyszko-Bohusz pochodził z tej z tej rodziny SzyszkoBohuszów, co znany architekt Adolf (Alfred?) i generałowie – Jakub
i Zygmunt. Służył w armii carskiej w stopniu „podpraporszczika”,
następnie zaś objął urząd oficera
Policji Państwowej w Busku-Zdroju. Był utalentowany artystycznie –
malował obrazy i zajmował się
fotografiką. Ożenił się z Józefą Jamroz, i miał z nią trzy córki, z których Kazimiera została aktorką,
zaś Albina – śpiewaczką operową, Józefa Szyszko-Bo- Wacław Szyszkoa zarazem matką Janusza Zakrzeń- husz z d. Jamroz Bohusz
skiego – aktora.
Kazimiera Szyszko-Bohusz – aktorka, przed wojną grała w Teatrze
Ziemi Pomorskiej w Toruniu (1937–
38) i Teatrze Polskim w Poznaniu
(1938–39). Po wojnie związana ze
scenami Krakowa: w latach 1945–46
i 1955–74 występowała w Teatrze
im. J. Słowackiego, w latach 1946–55
w Teatrach Dramatycznych.
Gmach PKO na Wielopolu
w Krakowie
St. Zakrzeński
Kazimiera Szyszko-Bohusz
Bratanica Józefy z Jamrozów Szyszko-Bohuszowej – Krystyna Jamroz (ur. 1923 w Busku-Zdroju) aktorka – śpiewaczka, która „miała
wielki, rzadkiej piękności sopran dramatyczny, autentyczną muzykalność, wspaniałą technikę wokalną i świetne warunki zewnętrzne”,
Leutnant Feliks
Langenfeld
6
Stanisław Zakrzeński – mieszkał w Przededworzu; przed wojną
był sędzią pokoju; polował z chartami, hodował psy, jeździł konno.
Był ojcem Jana, a zarazem dziadkiem Janusza Zakrzeńskiego.
Polowanie z chartami –
Juliusz Kossak
Siostra Stanisława – Wanda Zakrzeńska,
wyszła za mąż za komendanta (leutnanta)
uzupełnień wojskowych z Żywca (zabór austriacki) – Feliksa Langenfelda, który w wolnej Polsce dosłużył się stopnia Majora Wojska
Polskiego.
Tak więc brygadier Józef Piłsudski, jak widać, nie przestraszył się ani „podpraporszczika” ani „leutnanta” – mianował ich oficerami
Wojska Polskiego, zaufał im, a oni jego i Polski
nigdy nie zawiedli. Bo mimo 123 lat zaborów
czuli się i byli Polakami!
Tak więc – jak już wspomniano – atmosfera opery i teatru
dramatycznego stanowiła dominującą nutę lat licealnych Janusza Zakrzeńskiego.
Mimo to, po maturze rozpoczął studia medyczne – praca
w pogotowiu, wyjazdy karetką i wielkie emocje, którym towarzyszyło poczucie niezwykłej misji, wyzwalające najlepsze cechy – poświęcenie i współczucie – pozbawione jakiegokolwiek
wyrachowania...
Jednak, półtora roku później, dodatkowe egzaminy do krakowskiej Szkoły Teatralnej ukoronowane zostały przyjęciem Janusza Zakrzeńskiego w poczet studentów. Biały fartuch nie był
widocznie jego powołaniem…
W Szkole Teatralnej pojawił się kolejny dylemat: studia aktorskie czy wokalne? Równoległa nauka w obu Szkołach wydawała się nie do ogarnięcia. Ostatecznie wybór padł na Wydział
Aktorski, pozostawiając po latach żal i wątpliwość, co do jego
trafności.
Muzyka – wymagająca ogromnej pracy, dyscypliny, wytrwałości i dyspozycji głosowej oraz towarzysząca występom wokalnym wielka nie odstępująca trema, która przy mówieniu tekstu
znikała zupełnie… Wówczas decyzja wydawała się prosta lecz
czy słuszna?
Jakby na przekór owemu postanowieniu, szkolony – za namową matki – głos, podparty umiejętnością gry na fortepianie,
niejednokrotnie prezentowany był później w pracy artystycznej,
m.in. w roli Tewjego Mleczarza w „Skrzypku na dachu” czy
w śpiewogrze o Janosiku „Na szkle malowane”
Studia teatralne (1956–1960), to był czas budowania osobowości, kontakt z wieloma autorytetami: muzycznymi – profesorowie: B. Romaniszyn, J. Gaczyński, T. Serafin, B. Rutkowski,
M. Modrakowska i związane z nimi lekcje śpiewu oraz teatralnymi – E. Fulde, W. Szczuka, M. Malicka, Wł. Krzemiński,
M. Kotlarczyk, Wł. Woźnik czy H. Gallowa, ucząca dykcji, która mówiła, że aktor nie może mówić językiem ulicy. Bo nie może
mówić. Ta profesja zobowiązuje do czystości języka.
Legendarna uczelnia, mieszkanie w akademiku – dyskusje
z kolegami o sztuce, wymiana doświadczeń i opinii, dyscyplina wspólnego mieszkania – szkoła życia. Rozrywka – raczej kameralna, głębsza, o coś wzbogacająca – Piwnica pod Baranami,
Jaszczury…
To był dobry rocznik, studiowali wówczas J. Bińczycki,
M. Walczewski, A. Polony.
Niebawem przyszła pierwsza rola – Hektor w „Troilusie
i Kresydzie” W. Szekspira w Teatrze Słowackiego, tej „teatralnej świątyni”. Miała ona kapitalne znaczenie dla
dalszego rozwoju kariery aktorskiej. I choć teatr
często składał Januszowi Zakrzeńskiemu wiele
miłych i zaskakujących propozycji, które mobilizowały do twórczego myślenia i pracy nad rolą, nigdy jednak
nie zagrał wymarzonej przez siebie XIX-wiecznej roli Cyrano de
Bergerac…
Była też praca w Szkole Teatralnej w Krakowie – najpierw na
stanowisku asystenta, potem starszego asystenta, wreszcie samodzielnego wykładowcy. Posypały się propozycje filmowe –
A on... brygadier Piłsudski po
latach powiedział: Czy wiecie, co to
dla was znaczy, że możecie tak od
niechcenia powiedzieć: «w Polsce».
Nie, nie w Priwisliniu, nie w Galizien, nie w Posen, ale w Polsce.
Wszystko tutaj jest nasze, własne,
polskie. (...) Najgorsze jest to, że
między ludźmi politycznymi Polski
wytworzyła się jakaś ściana i mur
złożony z dawnych uprzedzeń i porachunków. O, Polacy są między sobą
Brygadier Piłsudski
wrogami nieubłaganymi!
Jakże inaczej było w naszej Brygadzie, w Legionach... Marzenia
o Polsce dodawały nam siły, wierzyliśmy w świat polskiej wolności. Wówczas nie myśleliśmy, że wolność może być wykorzystana dla czyjejś doktryny, prywaty czy złośliwości. Bo wolność nie
oznacza, że mnie wszystko wolno, a tobie – nic. Wolność od nakazów sumienia, od obowiązków obywatelskich wobec Państwa
musi być poskramiana.
Na podst: Wikipedia, Moje spotkania z Marszałkiem
Janusza Zakrzeńskiego oraz strony internetowej Buska-Zdroju
opracowała E. Kwaśniewska
We Wrocławiu ukończył Janusz Zakrzeński III Liceum Ogólnokształcące (1953). Po latach wspomina z uznaniem prezentowane w owym czasie w szkołach, za pośrednictwem Artos-u,
audycje literackie i śpiewacze, przygotowywane przez znakomitych artystów. Liceum było miejscem również własnych prób
scenicznych, w czasie licznych uroczystości szkolnych.
Niezapomniane, wspaniałe doznania artystyczne wiązały się
jednak przede wszystkim z wyjazdami do Krakowa, gdzie u ciotki,
Kazimiery Szyszko-Bohusz, aktorki Teatru Słowackiego, nie można
było nie „przesiąknąć” – rozwijającą potrzeby ducha – wszechobecną
aurą sztuki.
W tej rodzinnej galerii osób
związanych z jej uprawianiem,
nie sposób nie pamiętać o Marii
Majdrowicz, córce aktorskiej pary
z Krakowa (Eugeniusza Majdrowicza i Sylwestry Adlerówny),
która niedługo przed wybuchem
II wojny światowej została żoną
Władysława Zakrzeńskiego h. PoWładysław Zakrzeński z Sieborowic
raj, właściciela majątku Sieborowice, w gm. Michałowice pod Krakowem. Warto wspomnieć, że
prapradziadowie obu panów, Janusza i Władysława Zakrzeńskich, byli rodzonymi braćmi, zaś ojca Janusza – Jana, łączyła
z „sieborowickim” Władysławem (seniorem) służba wojskowa
w 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich.
Szwoleżerowie
Rokitniańscy
Jan Zakrzeński
stoi po prawej stronie
„Witkacy” – autoportret
7
Janusz Zakrzeński w roli „Witkacego” w Tumorze
Benedykt Korczyński w „Nad Niemnem”, Napoleon, Piłsudski
czy Witkacy w „Tumorze”… budowanie wyobrażenia o postaci,
ścieranie się w dyskusjach z wizją reżysera… i wreszcie sygnały od widzów z całej Polski, że zostało to zauważone. Od tych
postaci zaczęła się galeria bohaterów silnych, znaczących tzw.
„mocnych ludzi”.
„Tumor Witkacego” przyniósł najwięcej nagród, m.in. nagrodę Ministra Kultury i Sztuki I stopnia i nagrodę Prezesa Kinematografii. Jednak dla aktora, zawsze najważniejsza była ocena
osób prywatnych, nie związanych ze środowiskiem, zaś recenzentów teatralnych dzielił na tych, którzy kochając aktorów,
pisali o ich problemach życzliwie, ukierunkowując zarazem ich
działania oraz tych, którzy dla udowodnienia swej erudycji stosują zasadę „żeby komuś przyłożyć”, bo to dużo bardziej efektowne, niż o kimś dobrze napisać…
Takim najwspanialszym wyróżnieniem, największym dyplomem – jeszcze z „krakowskich czasów” – okazała się opinia
usłyszana z ust Jerzego Kreczmara, związana z pracą nad rolą
Bukarego w „Samuelu Zborowskim” J. Słowackiego: Zakrzeński
nawet najtrudniejszy tekst zagra i może powiedzieć go zrozumiale.
Niedługo potem został Janusz Zakrzeński aktorem Teatru
Polskiego w Warszawie, gdzie dyrekcję objął Jerzy Kreczmar.
Zdając się na los – prawo przeznaczenia – bardzo dużo grając
w Warszawie, Aktor podkreślał zawsze swe krakowskie korzenie.
Osiadł w stolicy – w Krakowie pozostali żona Barbara i maleńki syn Marcin… Dopiero mieszkanie „Za Żelazną Bramą”
scaliło rodzinę na warszawskim gruncie.
Będąc człowiekiem „trochę dzisiejszym”, a „trochę niedzisiejszym”, Janusz Zakrzeński nie odczuwał kompleksów z powodu swoich poglądów, nie zawsze przystających do tempa
zmian w dzisiejszej stechnokratyzowanej epoce komputerów
i telefonów komórkowych, których nie używał… Za to chętnie
nasłuchiwał dźwięku „zwykłego” telefonu, wieszczącego zazwyczaj jakąś niespodziankę. Nie zabiegał o role, nie pojawiał
się na castingach, pozostawiając rzecz całą losowi. Fascynował
go element nieprzewidywalności, wiary w szczęśliwy przypadek, który rządzi jego pracą zawodową.
Wśród wielu ról filmowych, telewizyjnych, teatralnych, radiowych, a nawet operowych, na szczególną uwagę zasługują:
rola Józefa Piłsudskiego w „Polonia Restituta” oraz w „Pasjan-
sach Pana Marszałka”, Napoleona w „Popiołach”, Komandora
w „Don Juanie”, gubernatora Franka w „Epilogu norymberskim”, Horodniczego w „Rewizorze” Gogola, Stanisława Ignacego Witkiewicza w „Tumorze Witkacego”, Benedykta Korczyńskiego w „Nad Niemnem”, Antonia w „Kupcu weneckim”
Szekspira, Bukarego w „Samuelu Zborowskim” Słowackiego
czy Janosika w śpiewogrze „Na szkle malowane” E. Brylla
i K. Gertner.
W Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie, jako profesor
nadzwyczajny – wykładał p. Janusz Zakrzeński kulturę słowa
w Zakładzie Kultury Słowa i Bycia, którego był szefem. Uważał,
że w komunikacji międzyludzkiej, żeby być słyszanym, wiarygodnym i sugestywnym, potrzeba umiejętności operowania całym instrumentem, jakim jest człowiek i jego narząd mowy. To
wyczulenie na słowo, na piękne mówienie po polsku, zaowocowało wydaniem książki o znamiennym tytule – „Gawędy o potędze słowa” – poradnik oratorski. Będąc mistrzem mowy polskiej, autor umiejętność tę opanował znakomicie. Wszak słowo
jest formą wyrażania myśli umysłu i świadomości człowieka. Słowo, to
nie komunikacja werbalna, ale również zobowiązanie prawne. Poradnik przyda się wszystkim, którzy chcą mówić po polsku pięknie
i poprawnie. W starożytności sztuki retoryki uczyli się politycy,
wodzowie i senatorowie, budując swój autorytet wśród rządzących elit. Opanowując techniki pięknej mowy, łatwiej przeciwstawić się ogólnie panującej modzie na wulgaryzmy i wszechobecny slangowy język ulicy.
Akademia Dobrego Obyczaju, która z inicjatywy Janusza Zakrzeńskiego powstała w kwietniu 2008 r. przy Narodowym Centrum Kultury w Warszawie, proponuje wszystkim – którzy chcą
dowiedzieć się czegoś więcej o dobrych manierach i obyczajach,
aby lepiej prezentować się w kontaktach międzyludzkich zawodowo i prywatnie – możliwość kształcenia umiejętności posługiwania
się słowem, któremu przywrócić należy właściwą rangę. Bowiem,
słowo i myśl, która nas łączy, potrafią nawet góry przenosić…
Wykładane są tu także: ukrywanie i okazywanie emocji, interpretacja tekstu, dyplomatyka i etykieta, emisja głosu, kultura
bycia i wizerunek osobowy… …I jeszcze słowo od internauty,
napisane po którejś z audycji telewizyjnych z udziałem aktora:
Urocze są te wywiady z Januszem Zakrzeńskim, bo On sam nosi w sobie piękną tradycję szlachetnych, dobrych, staropolskich obyczajów,
których dzisiaj tak bardzo brakuje społeczeństwu…
Janusz Zakrzeński jako Napoleon w „Popiołach” A. Wajdy Portret Napoleona Bonaparte
Janusz Zakrzeński jako Józef Piłsudski
w „Polonia Restituta”
Janusz Zakrzeński jako namiestnik Erick von
Hollstein w serialu „Czarne Chmury”
Fotografia Józefa Piłsudskiego
Film „Polonia Restituta” – mozolne, wielokrotne przeglądanie archiwalnych materiałów filmowych, studiowanie gestów
i zachowań Marszałka, rozmowy, relacje ludzi rysujących jego
postać, odwiedzanie miejsc, gdzie bywał, powolne stawanie się
Nim… w myśl dewizy „być”, a nie „grać”. I wreszcie przestroga z ust „generała sprzed wojny” – Mieczysława Boruty-Spiechowicza, udzielona Aktorowi, który urodził się rok po śmierci
Piłsudskiego: „Szanowny panie, jeśli jest szansa przypomnienia
Polakom Marszałka, niech pan gra! Tylko niech pan pamięta,
że to wielka odpowiedzialność…” Niech gadają, co chcą, niech pi-
Rola Benedykta Korczyńskiego w „Nad Niemnem”
8
Janusz Zakrzeński jako Józef Piłsudski na ulicach Warszawy
Za swoją twórczość artystyczną oraz działalność kulturalną
i patriotyczną uhonorowany został wieloma nagrodami i wyróżnieniami:
– Nagroda Festiwalu Sztuk Współczesnych we Wrocławiu (1962),
– Nagroda Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji (1985),
– Nagroda Ministra Kultury i Sztuki I stopnia (1985),
– Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (2004).
– Nagroda „Ambasador Sybiraków” za rolę w spektaklu „Bezgłośny Krzyk”(2008),
– Prezydenckie odznaczenie „za wybitne zasługi w upowszechnianiu wiedzy o najnowszej historii Polski, a w szczególności za
pielęgnowanie pamięci o Marszałku Józefie Piłsudskim (2009),
– Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski – nadany osobom
zasłużonym w kultywowaniu pamięci o Marszałku Józefie Piłsudskim (2009),
– Nagroda im. ks. prof. Janusza Pasierba – za promowanie polskiej mowy i kultury, krzewienie patriotyzmu i wartości chrześcijańskich, a także za życie bliskie Bogu i ludziom (2009).
Marszałek Józef Piłsudski na ulicach Warszawy
szą, co chcą, już jest film i co ma być, to będzie, – napisał później
Janusz Zakrzeński w swojej książce pt. „Moje spotkania z Marszałkiem” – a ja wiem, i mam czyste sumienie, wiem, że zrobiłem, co
mogłem, żeby nie zrobić mu krzywdy…
W książce M. Graff-Oszczepalińskiej pt. „Siła codzienności – wyjątkowe rozmowy na codzienne tematy”, w rozdziale dedykowanym Januszowi Zakrzeńskiemu czytamy: (…) Gdy gram
Marszałka Piłsudskiego, to ja muszę wiedzieć kim on był i co chciał
osiągnąć, co nim kierowało. Ja po prostu muszę być wtedy Piłsudskim.
Na tym polega pokora wobec mojego zawodu. Jeśli mam coś robić byle
jak, to nie powinienem tego robić wcale, przez szacunek do drugiego
człowieka. (…) Trzeba słuchać tych, którzy nas otaczają i tych, którzy
odeszli, ale zostawili nam swój wspaniały dorobek.
Prawie ćwierć wieku później, w grudniu 2005 r., w spektaklu
teatralnym pt. „Pasjanse Pana Marszałka”, Janusz Zakrzeński
znów „był” Józefem Piłsudskim… zapraszanym i celebrującym
tę Postać w czasie licznych uroczystości i rocznic związanych
z osobą Naczelnika.
Od lat działał w Radzie Programowej Związku Piłsudczyków.
Mimo to, przeciwny był hucznym obchodom Święta Niepodległości – 11 listopada, przeżywając je refleksyjnie, w zadumie…
Od roku 1998 Janusz Zakrzeński był członkiem Rady Programowej TVP, zaś rok 2009 zaowocował rozpoczęciem działalności w Komitecie Obrony Dobrego Imienia Polski i Polaków.
Janusz Zakrzeński, pochowany na warszawskich Powązkach – pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski – za wybitne zasługi w służbie Państwu
i społeczeństwu oraz Złotym Medalem „Zasłużony dla Kultury Gloria Artis”. Na cmentarzu w Chmielniku, w sąsiedztwie grobu
dziadków – Zofii i Stanisława Zakrzeńskich – odsłonięto obelisk
poświęcony pamięci Aktora.
* * *
Przygotowując niniejszy tekst (odczytany w czasie uroczystości wręczenia
Nagrody im. ks. J. Pasierba), na prośbę Pana Janusza Zakrzeńskiego i kierując
się wskazaniami przez Niego udzielonymi, korzystałam z treści oraz cytatów
zawartych w książkach Jego autorstwa – „Moje spotkania z Marszałkiem”, „Gawędy o potędze słowa”, z publikacji Marzanny Graff-Oszczepalińskiej – „Siła
codzienności” oraz z „Co mi zostało z tych lat” Lidii Stanisławskiej. Nie stroniłam także od informacji internetowych i artykułów prasowych –„Bluszcz”,
„Wydarzenia” itp.
Elżbieta Kwaśniewska
Michałowice, dn. 2 października 2009 r.
Jednak talentów aktorskich w rodzinie było więcej
Zajrzyjmy do sieborowickiego dworu, którego wyobrażenie znajdzie się wśród „Pereł Powiatu” – w wydaniu za rok 2012.
DWOREK W SIEBOROWICACH, Gmina Michałowice
Miejscowość Sieborowice – znana też jako Czuborowvicz, Czubrouitz, Szwyeborowicze, czy Swieborowicze – pojawia się w źródłach pisanych w roku 1337. Na początku należała do rodów rycerskich. Wiadomo, że w XVI wieku dzierżawcami wsi byli Więcławscy herbu Leliwa. Pod koniec tego stulecia jej właścicielem był szlachcic Jan Staszkowski, potem zaś Albert Młodziejowski. W 1633 r.
zarządzała tu Elżbieta Szembekowa. Później Sieborowice przechodziły w ręce różnych rodzin szlacheckich. Należały też w swojej
historii do Akademii Krakowskiej. Ostatnim właścicielem Sieborowic był Władysław Zakrzeński, świetny jeździec i automobilista,
bohater wojny 1939 r. To właśnie jego dziadek, Bolesław, w 1882 roku wybudował dwór, zwany też w czasach późniejszych pałacem, który dziś jest wizytówką miejscowości. W 1945 roku w wyniku nacjonalizacji majątków rodzina Zakrzeńskich była zmuszona opuścić swą siedzibę. Pozostawione w dworku i przynależnych zabudowaniach mienie zostało rozgrabione, sam zaś dworek
przekazano nowo utworzonej szkole ludowej pod patronatem Towarzystwa Uniwersytetów Ludowych. Dwa lata później, w 1947
roku wprowadził się tu przeniesiony z Krakowa Dom Dziecka, który po dziś dzień jest gospodarzem obiektu. Dwór jest dużym obiektem, częściowo dwu a częściowo
jednokondygnacyjnym. Korpus główny i skrzydło zachodnie są dwukondygnacyjne, a skrzydło wschodnie jednokondygnacyjne. Urozmaiceniem architektonicznym jest
wieloboczny ryzalit z tarasem od zachodu, zaś od południa dwór zdobi arkadowy portyk. Stiukowe fryzy i fasety, piece kaflowe i kominek stanowiły dekorację wnętrza.
Założenie ogrodu zlecono znanej krakowskiej firmie ogrodniczej „Frege”. Do ewidencji zabytków wpisano także zabudowania gospodarcze: spichlerze, dom zarządcy,
kuźnię i chlewnię. Wspomnienia Władysława Zakrzeńskiego juniora opublikowane w kwartalniku społeczno-kulturalnym nr 3–4 z 2008 roku, Naddłubniańskie Pejzaże
przybliżają losy sieborowickiego dworu w okresie II wojny światowej. Autor wymienia znane z życia politycznego osobistości, które gościły często w ich domu na zaproszenie ojca, także Władysława. Byli wśród nich: generał Stanisław Haller (1872–1940), wuj ojca, stryjeczny brat gen. Józefa Hallera, Szef Sztabu Generalnego Wojska
Polskiego, który za sprzeciwienie się zamachowi majowemu Józefa Piłsudskiego w 1926 roku został przeniesiony w stan spoczynku. Osiadł wtedy w swoim majątku
Polanka Hallera koło Skawiny. Walczył w II wojnie światowej. Uwięziony i osadzony w obozie jenieckim w Starobielsku, zginął w Katyniu. Innym gościem był major
Henryk Dobrzański „Hubal”, który w Sieborowicach poznał siostrę ojca, a swoją przyszłą żonę, Zofię. Dowódca Wydzielonego Oddziału Wojska Polskiego na Kielecczyźnie przewodził atakom na niemieckie oddziały, za co Niemcy nadali mu przydomek „Szalony Major”. Zginął pod Anielinem w 1940 roku. Podpułkownik Łukasz
Grzywacz-Świtalski („Ryszard”, „Jodła”) miał w dworku w Sieborowicach punkt kontaktowy dla gońców z różnych placówek ZWZ (później AK). Kiedy dwóch łączników wpadło w ręce Gestapo, Niemcy dowiedzieli się o roli Sieborowic. W maju 1940 roku otoczyli dwór. Nie znaleźli już w nim podpułkownika Grzywacza-Świtalskiego,
lecz aresztowali Władysława Zakrzeńskiego seniora. W dworze w Sieborowicach przez trzy tygodnie w 1943 roku ukrywał się generał Tadeusz Bór-Komorowski.
9
Maria Majdrowicz-Zakrzeńska
z sieborowickiego dworu
Klasztor na Jasnej Górze
Maria Majdrowicz
Wł. Zakrzeński
Dwór Zakrzeńskich w Sieborowicach
Herb Poraj
W Bazylice Jasnogórskiej – 19 lipca 1934 roku – przed cudownym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, Władysław
Zakrzeński h. Poraj – właściciel majątku ziemskiego Sieborowice (gm. Michałowice), poślubił znaną aktorkę warszawską – Marię Majdrowiczównę.
Maria urodziła się 13 grudnia 1900
roku w Częstochowie w artystycznej
rodzinie Majdrowiczów.
Ojciec – Eugeniusz Majdrowicz
(1856–1926) był śpiewakiem operowym, aktorem, reżyserem i dyrektorem wielu teatrów. Działał przede
wszystkim w Poznaniu w Zaborze
Pruskim, gdzie miał duże zasługi
w propagowaEugeniusz Majdrowicz
niu polskości,
co niejednokrotnie sprowadzało na
niego i jego teatr kłopoty. Ponadto
występował w Petersburgu, Wilnie,
Lwowie, Kielcach, Sosnowcu, Warszawie, Częstochowie, Krakowie
i w wielu miastach Pomorza Zachodniego. Był też twórcą działającego
od 1896 roku Teatru Objazdowego –
Eugeniusz Majdrowicz
początkowo na terenie Wielkiego w kostiumie teatralnym
Księstwa Poznańskiego i Prus Zachodnich, a później także w Królestwie Polskim.
Matka – Sylwestra z Adlerów (1863–1915), córka znanego tancerza – Ludwika, a zarazem siostra aktorki Gabrieli
oraz tancerek Ludwiki i Teodozji
Adler – była również aktorką występującą m.in. w Warszawie, Łodzi,
Sosnowcu, Częstochowie i Kielcach.
Jaka kobieta obdarzona dużą urodą
i wdziękiem grywała najczęściej role
amantek.
Także ciotki Marii ze strony ojca
były związane ze światem artystycznym. Amelia (pianistka i kompozy- Sylwestra z Adlerów Majtorka) i Maria Emilia (śpiewaczka drowiczowa
estradowa) Majdrowiczówny, przez długie lata występowały w Paryżu. W ich podmiejskiej willi, otoczonej
pięknym ogrodem, bywała bohema emigracji polskiej,
m.in. znana malarka Olga Boznańska, która na swoich
obrazach uwieczniła wiele kwiatów z ogrodu sióstr Maj-
Sylwestra Adlerówna 1901 r.
Sylwestra Adlerówna – prawdopodobnie Sylwestra z Adlerów Majdrowiczowa
z siostrą (także aktorką) lub przyjaciółką
Sylwestra z Adlerów Majdrowiczowa
10
drowicz. Bywał tam również pianista – Artur Rubinstein,
z którym Amelię przez pewien czas łączyło uczucie.
Maria Majdrowiczówna, w towarzystwie ojca Eugeniusza – często odwiedzała swoje ciotki. Podczas jednej z takich wizyt, pozowała Boznańskiej, jako modelka.
Olga Boznańska (1865–1940) – urodziła się w rodzinie obywateli miasta Krakowa. Ojciec jej – A. Nowina-Boznański
był inżynierem, zaś matka – E. Mondant,
Francuzką.
Nigdy nie studiowała na ASP – gdzie
nie przyjmowano wówczas kobiet – poOlga Boznańska – bierając lekcje malarstwa i rysunku w pryautoportret
watnych szkołach w Niemczech i Austrii,
ale także na kursach A. Baranieckiego w Krakowie. Szybko przerosła jednak swoich mistrzów, poszukując własnej
drogi w sztuce.
Po wielu sukcesach i wyróżnieniach międzynarodowych, dostrzeżono jej talent także w Polsce... Nie przyjęła
propozycji objęcia profesury na ASP w Krakowie, odrzucając później podobną ofertę z Warszawy. Od 1898 r. mieszkała i tworzyła w Paryżu, zbierając entuzjastyczne recenzje,
zyskując coraz większą sławę i popularność. Jej obrazy zakupił rząd francuski, król
Włoch, polski MSZ, a w roku 1912 otrzymała Legię
Honorową. Uhonorowano
ją także Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski. Ta
znakomita portrecistka była
prezesem
Stowarzyszenia
Artystów Polskich Sztuka.
Olga Boznańska – Kwiaty na tarasie
Samotna, niezbyt zaradna
życiowo, chętnie pomagała innym. Nie wróciła na stałe do
Polski, odmawiając jednocześnie przyjęcia obywatelstwa
francuskiego. Zmarła w Paryżu.
goda z aktorstwem rozpoczęła się od przypadku. Do teatru w Sosnowcu prowadzonego przez jej ojca, kilka lat
przed I wojną światową, zajechała na gościnne występy
znakomita artystka krakowska Władysława Ordon-Sosnowska, aby wystąpić w sztuce Gabrieli Zapolskiej „Ich
czworo”.
Władysława Ordon-Sosnowska (1879–1933) – znana
polska aktorka teatralna, żona Józefa Sosnowskiego – także
aktora, śpiewaka i reżysera, uważanego za jednego z wybitniejszych tragików swego pokolenia, w latach 1917–30 –
reżysera w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie.
W „Bolesławie Śmiałym” St. Wyspiańskiego zagrali obydwoje.
Wikipedia
Władysława Ordon-Sosnowska
Artur Rubinstein (1887–1982) –
polski pianista pochodzenia żydowskiego. W swojej ponad
80-letniej karierze występował
6000 razy. Znany jako wirtuoz, odtwórca muzyki Chopina, Brahmsa, Schuberta, Schumanna i SzyArtur Rubinstein
manowskiego. Był przyjacielem
wielu ówczesnych znakomitości, m.in. Karola Szymanowskiego, Pabla Picassa, Grzegorza Fitelberga.
Poślubił córkę polskiego dyrygenta Edwarda Młynarskiego – Anielę. W 1939 r. Rubinsteinowie opuścili Europę
i zamieszkali w Stanach Zjednoczonych, gdzie Artur koncertował m.in. na rzecz uchodźców z okupowanej Polski
i innych krajów Europy.
W 1946 r. otrzymał obywatelstwo USA. Podczas uroczystości podpisania Deklaracji Narodów Zjednoczonych, wobec braku polskiej flagi, wyraził oburzenie i ostentacyjnie
zagrał Mazurka Dąbrowskiego.
W 1960 r. był prezesem honorowym na VI Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fr. Chopina w Warszawie.
Wikipedia
Opisując życie Marii Majdrowicz-Zakrzeńskiej, nie
sposób nie dostrzec faktu, który sprawił, że ze względu
na zawód rodziców, praktycznie wychowywała się w teatrze i jak to często w życiu artystycznym bywa, jej przy-
Portret Władysławy Ordon-Sosnow- Józef Sosnowski
skiej w roli Krasawicy w dramacie
„Bolesław Śmiały”, mal. Stanisław
Wyspiański
Zdarzyło się jednak, że na uroczystą premierę przedstawienia spóźniła się młodziutka aktorka grająca córkę
głównej bohaterki. Po burzliwej naradzie, dyrektor teatru
Eugeniusz Majdrowicz podjął decyzję, aby – ograniczając do minimum partie słowne scenicznego dziecka – rolę
tę powierzyć swojej kilkuletniej córeczce Marysi, mimo
że decyzji tej sprzeciwiała się matka, która sama
będąc aktorką, aż do tej
chwili świadomie i konsekwentnie odsuwała córkę
od sceny, pragnąc dla niej
bardziej „poważnego” zawodu.
Ku zdziwieniu wszystkich, a przede wszystkim
rodziców, mała Marysia
wyuczywszy się zaledwie
w ciągu kilku godzin całej
roli, zagrała wieczorem wyśmienicie, ratując przedstawienie. Jej sceniczna mama
była tak zachwycona grą Józef, Ludwik i Marysia Majdrowiczodziewczynki, że już do koń- wie – dzieci Sylwestry i Eugeniusza
ca wystawiania sztuki, Marysia występowała u jej boku.
Wtedy to właśnie Majdrowiczówna połknęła tzw. „scenicznego bakcyla” i określiła swój aktorski los. Coraz częściej wpraszała się do niewielkich rólek, a matka widząc zamiłowanie i zdolności córki, sama zaczęła udzielać jej lekcji
recytacji. Pierwszym sukcesem na tym polu była deklamacja na koncercie występującego gościnnie w Sosnowcu
skrzypka Barcewicza. Program z tego koncertu z wydrukowanym po raz pierwszy swoim nazwiskiem zachowała
artystka aż do śmierci.
11
Stanisław Barcewicz (1858–1929) – polski skrzypek, pedagog i dyrygent – jeden
z największych polskich wirtuozów. Studia
muzyczne ukończył ze złotym medalem
w Moskwie, gdzie studiował także kompozycję u Piotra Czajkowskiego. Koncertował
w całej Europie, porównywany przez krytyków do Pabla Sarasatego. Był dyrektorem Instytutu Muzycznego w Warszawie oraz koncertmistrzem i dyrygentem
Opery Warszawskiej.
Wikipedia
W 1915 roku niespodziewanie umiera matka – czternastoletniej wówczas – aktorki, a owdowiały ojciec przenosi się z dziećmi do Krakowa,
gdzie prowadzi archiwum
i bibliotekę Teatru im. J. Słowackiego, którego dyrektorem był w owym czasie
Lucjan Rydel. To właśnie na
deskach tego teatru oficjalnie
debiutuje szesnastoletnia Majdrowiczówna, jako Wojewodzianka w „Zaczarowanym
Kole” L. Rydla. Rola ta, jakby
stworzona dla niej, z miejsca
przynosi sukces młodziutkiej
debiutantce. Następne role
u boku znakomitych aktoMaria Majdrowiczówna – 1914
rów – m.in. Stelka w „Fantazym” J. Słowackiego z Józefem Węgrzynem i Ireną Solską, Mela w „Moralności Pani Dulskiej” G. Zapolskiej
z Jerzym Leszczyńskim, Panna Agnieszka w „Złotej Czaszce” J. Słowackiego, Sonia w „Carewiczu”
G. Zapolskiej – przyniosły kolejne
sukcesy. Toteż już po dwóch laTeatr im. J. Słowackiego
tach młodą artystkę porywa Warszawa. Przez kilka lat występuje w Teatrze Polskim,
gdzie rolą Rozyny w „Cyruliku Sewilskim” G. Rossiniego, od razu podbija serca warszawskiej publiczności. Przez rok występuje w Teatrze Rozmaitości. Następnie wiąże się na wiele lat z Teatrem Narodowym.
Maria Majdrowiczówna jako Ofelia w „Hamlecie W. Szekspira, z W. Brydzińskim (Hamletem) – 1922 r.
Jako Kleopatra w „Antoniuszu i Kleopatrze” Szekspira z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim oraz dziesiątki
ról komediowych, farsowych czy charakterystycznych.
W późniejszym okresie występuje w zespole „Reduty”
Juliusza Osterwy. Do historii polskiego teatru przeszła jej
rola w „Ptaku” J. Szaniawskiego, gdzie występuje u boku
Osterwy, Frenkiela i Jaracza. Tadeusz Boy-Żeleński pisał,
że stworzona przez Marię Majdrowiczównę kreacja Burmistrzanki była „prawdziwą bajką”. Maria wystąpiła także w dwóch klasykach polskiego kina niemego – w „Orlę”
w reżyserii Wiktora Biegańskiego z 1927 roku i w „Mocnym człowieku” w reżyserii Henryka Szaro z 1929 roku.
Wspominając lata spędzone w przedwojennej Warszawie, Majdrowiczówna określiła je jako „życie usłane
Maria Majdrowiczówna w „Mocnym człowieku”
różami”. Praktycznie nie schodzi wówczas ze sceny, publiczność ją uwielbia, bywa na warszawskich przyjęciach
i balach. Urodę Marii na obrazach uwieczniają Olga Boznańska i Alfons Karpiński, a Kazimiera Dąbrowska wykonuje kilka miniatur z jej podobizną.
Irena Solska i Ludwik Solski – to znakomite aktorskie małżeństwo po wielokroć
pojawiało się na deskach Teatru im. J. Słowackiego na przestrzeni lat 1883–1944
Maria Majdrowiczówna i Józef Węgrzyn
w „Don Juanie”... w Teatrze Narodowym w Warszawie. Fot. J. Malarski
Wśród scenicznych kreacji
Majdrowiczówny z tego okresu
wymienić należy wielkie klasyczne postacie – Suez w „Don
Juanie” Moliera z J. Węgrzynem, Gina w „Dzikiej Kaczce”
H. Ibsena, Ofelia w „Hamlecie”
Szekspira z W. Brydzińskim
12
Alfons Karpiński (1875–1961) – polski artysta malarz
okresu modernizmu. Specjalizował się w malowaniu kobiet,
działał w środowisku krakowskim. Malował także martwe
natury i pejzaże
o stłumionej, pastelowej kolorystyce
i miękkim, rozproszonym
światłocieniu,
stwarzającym kameralny
nastrój. Studiował
w
krakowskiej
Szkole Sztuk Pięknych m.in.
pod kierunkiem L. Wyczółkowskiego, a także w Monachium,
w wiedeńskiej Akademii Sztuk Portret Marii Majdrowiczówny, mal. A. Karpiński
Pięknych oraz w Academie Willi
w Paryżu. Swoje obrazy wystawiał w kraju i za granicą –
m.in. w Rzymie, Wiedniu, Monachium, Nowym Jorku,
Brukseli. Był człowiekiem bardzo skromnym, nigdy nie
długo, Maria pozostała w przyjaźni z Karszo-Siedleckim,
aż do jego śmierci w Powstaniu Warszawskim.
W 1933 roku Majdrowiczówna poznaje w Warszawie
ziemianina – Władysława Zakrzeńskiego i po roku znajomości, będąc u szczytu aktorskiej kariery wychodzi za
niego za mąż na Jasnej Górze w Częstochowie. Zakrzeński wprowadza piękną żonę do swojego dworu w podkrakowskich Sieborowicach, gdzie w 1935 roku przychodzi na świat ich pierwsze dziecko – córka Ewa, a w 1939
roku syn Władysław.
zabiegał o stanowiska i związane z nimi zaszczyty. Nigdy
też nie miał stałej posady, która pozwoliłaby mu na dostatnie życie. Malował dla sztuki i malował, by żyć. Należał do
Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” i do wiedeńskiej
„Secesji”. Był wiceprezesem Towarzystwa Sztuk Pięknych.
Fragm. tekstu oraz zdjęcie Alfonsa Karpińskiego –
Stalówka. NET- Encyklopedia miasta Stalowa Wola
hp://www.stalówka.net/encyklopedia.php?dx=112
Kazimiera Dąbrowska (1890–1972) –
czołowa miniaturzystka polska pierwszej połowy XX w. Studiowała w Warszawie (1904–1905) w Żeńskiej Szkole
Artystycznej pod kierunkiem L. Łempickiej, a następnie (1907–1908) w Szkole
Malarstwa i Rysunku M. Kotarbińskiego. Kilkakrotnie prezentowała swój
dorobek w Salonie Sztuki Francuskiej
Autoportret w miniaturze
w Paryżu, otrzymując w 1929 r. wyróżnienie. W 1936 r. wyjeżdża do Rzymu, gdzie pozostaje do
końca życia – malując głównie dla Watykanu. Tam, w 1950 r.
na wystawie Cento Giorni prezentuje 100 miniatur i 75 rysunków. Ekspozycja owa stała się dla niej najważniejszym
wydarzeniem życia. W Polsce, w okresie wojny, zaginęło
ok. 400 jej prac. Obecnie miniatury K. Dąbrowskiej oglądać
można w Muzeach Watykańskich, a w Polsce możemy je
odnaleźć w MN w Warszawie i Krakowie oraz w Muzeum
Wnętrz Zabytkowych w Pszczynie.
Wikipedia
Maria Majdrowiczówna w roli Kleopatry – Maria Majdrowiczówna – miniatura K. Dąbrowminiatura K. Dąbrowskiej, 1924 r.
skiej, 1924 r.
Projekt znaczków pocztowych wykonanych przez K. Dąbrowską dla Poczty
Watykańskiej
W wolnych chwilach Majdrowiczówna oddaje się
jeździe konnej na nadwiślańskich bulwarach, od czasu do czasu odwiedza też swoje ciotki we Francji.
W Warszawie poznaje swojego pierwszego męża, przedsiębiorcę Tadeusza Karszo-Siedleckiego. Ich ślub, z uwagi na wyznanie pana młodego, odbywa się w obrządku
ewangelickim. Choć małżeństwo to nie przetrwało zbyt
W Sieborowicach Maria mieszka do 1945 roku, poświęcając się roli matki i żony. Tu spędza też ciężki czas II wojny światowej i hitlerowskiej okupacji, dzielnie wspierając
zaangażowanego w działalność AK męża.
Po opuszczeniu ukochanego domu Zakrzeńscy przenoszą się do Krakowa, gdzie Maria po 12 latach przerwy
powraca do aktorstwa. Występuje w Teatrze im. J. Słowackiego, w nowohuckim Nurcie i Teatrze Powszechnym
oraz w Tarnowskim
Teatrze im. L. Solskiego, gdzie w 1969
roku uroczyście obchodzi 40-lecie pracy
artystycznej,
grając
główną rolę w „Panu
Jowialskim” h. Aleksandra Fredry.
Po przejściu na
emeryturę,
Maria
Majdrowicz-Zakrzeńska mieszka z rodziną
w Krakowie, w ostatnich latach życia pracując charytatywnie
jako Opiekun SpoMaria Majdrowiczówna na krakowskich
łeczny. Umiera 4 października 1984 roku, o cztery lata przeżywając swojego
męża – Władysława Zakrzeńskiego. Oboje pochowani
zostali na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
13
Recenzje prasowe...
(...) Nie należy zapominać o tym, że
„Ptak” (Szaniawskiego) w chwili swych narodzin miał najwspanialszą, jaką sobie można wystawić obsadę: grany w „Reducie”
w reżyserii Juliusza Osterwy, który sam
grał Studenta, mógł się poszczycić Jaraczem
w roli Sekretarza, Mieczysławem Frenklem – Burmistrzem, nie mówiąc już o królewskiej urodzie Majdrowiczówny, grającej
Burmistrzankę.
(...) interesuje mnie rzeźba, malarstwo i muzyka. Gram zresztą
sama (...). Nęciłaby mnie nauka
śpiewu, ale tu brak czasu stoi na
przeszkodzie. (...) pociąga mnie
konna jazda, toteż oddaję się jej
z upodobaniem. Ciągnie mnie
automobilizm, ale niestety prowadzić maszyny dotąd nie umiem. (...) doprawdy, tak trudno
mówić o sobie ... tak nie lubię wywiadów, tak ich unikam – tłumaczy się z rozbrajającym uśmiechem. (...)
ŚWIAT KOBIECY Nr 22
Wśród gwiazd Warszawy – Wywiad z p. Marią Majdrowicz
Ir. K.
Expres Wieczorny: „Z teatru” – Karolina Beylin
(...) Przez długi czas role męskie interesowały mnie bardziej.
Potem jednak zacząłem się kochać. Pierwszą moją miłością, na
scenie była Maria Majdrowiczówna, niezapomniana Inez z „Don Juana”. Po kilka razy chodziłem na sztuki, jeśli tylko ona w nich grała.
Jeszcze przed rokiem popędziłem do teatru w Zakopanem na sztukę Musseta, wystawianą przez
jakiś teatr prowincjonalny, gdyż odnalazłem na
afiszu, wśród nieznanych mi nazwisk, nazwisko Marii Majdrowicz. Ona czy nie ona? Nie omyliłem się: to był ten sam
uśmiech i to samo stulenie dużych czarnych oczu. (...)
ŻYCIE WARSZAWY 6–7 VII 1969
Jan Dobraczyński – „Teatr czasów mojej młodości”
Teatr Narodowy. Godzina 12 w południe. Generalna próba
starodawnej komedii „Damy i husary” dobiega końca i za kilka
dni inauguracja sezonu. Na schodach i korytarzach ruch i gwar...
jak to zwykle w teatrze (...). Pani Majdrowiczówna prosi mnie
do poczekalni. Gra w tej sztuce, jest szalenie zajęta. (...) nawet
na tle tej szarej, beznadziejnie pustej i banalnej poczekalni teatralnej, królewska uroda gwiazdy stołecznych teatrów jaśnieje
w całej pełni. Jest śliczna, jak zawsze, nawet śliczniejsza niż
przy świetle rampy – bo prawdziwa i tak bajecznie niesztuczna.
Młodziutka jej twarzyczka tchnie zdrowiem i świeżością, ani
śladu szminki lub pudru. Oczy patrzą jasno, prosto. Ani cienia pozy. (...) Ubrana jak zawsze prześlicznie i gustownie: granatowa wełniana spódniczka, – takaż ciemna, pod szyją, crepe
de chine’owa bluzeczka, na wierzch płaszczyk jasny sukienny,
bogato przybrany amerykańskiemi oposami, malutki szafirowy kapelusik z aksamitu, jedynie ozdobną szpilką przybrany,
głęboko nasunięty, cieliste
pantofle i takież pończoszki... Włosów nie widać, bo
p. Majdrowiczówna, czesze
się zawsze szalenie gładko,
spinając bogate swe włosy
w węzeł nad karkiem. Spod
kapelusza natomiast migocą
się prześlicznie długie, subtelnej roboty staroświeckie
kolczyki z granatów. Całość
jest śliczna.
– Jestem już osiem lat na
scenie – oświadcza p. Majdrowiczówna. (...) od dziecka marzyłam o scenie.
Niewiele zapewne osób pamięta, jak wyglądała między rokiem
1924 a 1944. Zmieniła się niewiele. Przede wszystkim nie stosowała się do mody, nigdy nie obcięła długich, kruczoczarnych
włosów, zawsze czesała się gładziutko, z przedziałkiem pośrodku, podobnie jak czesały się George Sand i królowa Wiktoria.
Spotkałem ją zaraz po przyjeździe do Krakowa po powstaniu
(warszawskim), jadaliśmy wtedy obiady w foyer Teatru Starego
na placu Jagiellońskim. Była to przystań starych aktorów. (...)
Zgromadzili się koło mnie, licząc, że zorganizuję jakąś pracę.
(...) Miałem taki zespół, że mogłem wystawić znakomitą sztukę. (...) Wtedy właśnie zjawiła się Marysia Majdrowicz, taka
sama, jak pamiętałem, kiedy ją poznałem w 1924 roku, kiedy
byłem aktorem Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Warszawie. Przyszła na obiad w kożuchu i krakowskiej chustce na
głowie (...), była wtedy bardzo szczupła i wyglądała ogromnie
młodo. Powiedziała, że jej mężem jest bodaj ziemianin, pan Zakrzeński, że powodzi się jej, jak na te czasy dobrze i zaoferowała
nam mieszkanie, jeśli ktoś go nie ma, ale koledzy zadomowili się
w gmachu YMCA. Słowem podziękowaliśmy pięknie, tak samo
jak za wyrażoną chęć pomocy w postaci ubrania czy żywności,
z resztą „mój zespół” zarabiał już na skromne obiady (...) i byliśmy cholernie ambitni, nie pozwoliliśmy sobie na to, aby robiono
z nas żebraków. Bardzo to jednak ładnie świadczyło o koleżance, że chciała nam pomóc. (...) Wreszcie przyszedł moment premiery sztuki Jerzego Szaniawskiego w Teatrze Starym, grano
„Adwokata i róże”, Marysia grała żonę, wyglądała prześlicznie,
radość nas wszystkich była nieopisana, bo wobec straszliwych
strat i ubytków w substancji teatralnej każdy z nas się liczył.
(...) Wyglądała młodo i była jak zawsze znakomitą aktorką.
Juliusz Osterwa często wspominał swoją świetną partnerkę, była przecież aktorką Teatru Polskiego i Teatru Narodowego. Kiedy wszystkie panie
upodabniały się do chłopczycy,
kiedy strzygły włosy, epilowały brewki i malowały sobie
krwawo usteczka w serduszko,
Marysia była zupełnie inna,
niepowtarzalna i miała idealne
warunki na romantyczne bohaterki, repertuar, który uwielbiał
Osterwa. Dla nas wtedy była
niekończącą się kopalnią wiedzy
o kolegach, grała prawie z każdym z wielkich, znała ich, lubiła, wspominała z zachwytem
14
tamte czasy. Umiłowanie zawodu, poświęcanie życia prywatnego dla teatru, uczenie się ról na zapas... To właśnie utkwiło
mi w pamięci (...). Potem pamiętam jeszcze koleżankę w Teatrze
Słowackiego i w Teatrze Powszechnym im. Stanisławy Wysockiej w Krakowie, grała już role inne niż romantyczne bohaterki
w czasach młodości, była zawsze szczupła, skromnie uczesana,
nie ubierała się modnie, raczej tak jakoś po bronowicku, zresztą
wiele krakowianek nosiło kożuchy i kolorowe chustki. (...) To
bardzo dużo mieć własny styl, to bardzo dużo nie naśladować
mody paryskiej czy włoskiej. (...) Wspominając Marię Majdrowicz chciałbym utrwalić atmosferę tamtych dni, kiedy po
zniszczeniu Warszawy Juliusz Osterwa marzył o reinkarnacji Reduty, (...) Jerzy Zawieyski pisał jedną sztukę po drugiej
(...), Kruczkowski wystawił po raz pierwszy „Niemców” (...),
T. i St. Dygat wystawili w Teatrze im. J. Słowackiego sztukę
o okupacji „Zamach”, (...) wznowiono „Skiz” Zapolskiej z Mieczysławą Ćwiklińską i „Fantazego” J. Słowackiego z ostatnią
rolą J. Osterwy i debiutującą Aleksandrą Śląską, słowem cały
Kraków to była właśnie jedna Reduta, polskie sztuki, stosunek
do aktora czuły.(...) Prawie wszyscy mieszkali po garderobach,
po strychach, Iwo Gall, J. Bujański i Kotlarczyk zakładali studia, szkoły dramatyczne. A jacy uczniowie z nich wychodzili:
dyr. Kowalczyk, aktor B. Pawlik, papież Karol Wojtyła...
Nie możemy narzekać na tamte czasy, nie odgruzowaliśmy
Warszawy, ale budowaliśmy od podstaw wielki, wspaniały teatr.
STOLICA – „O Marii Majdrowiczównie” – Juliusz Lubicz-Lisowski
TARNOWSKIE ŚWIĘTO PANI JOWIALSKIEJ –
(...) spektakl „Pana Jowialskiego” przygotowany z myślą o Jubilatce. (...) W przedstawieniu Państwowego Teatru Ziemi Krakowskiej im. J. Solskiego w Tarnowie – jubileusz... Bo oto aktorka,
której ongiś partnerował obecny patron sceny tarnowskiej –
Maria Majdrowicz-Zakrzeńska, obchodzi 40-lecie pracy scenicznej. A tu zaraz paradoks: przed 45 laty młoda – ale przecież
nie debiutująca wtedy Majdrowiczówna, grała w „Panu Jowialskim” – Helenę, Wnuczkę Pani Jowialskiej. W otoczeniu takich
nazwisk, jak: Zelwerowicz (Szambelan), Samborski (Janusz),
S. Stanisławski (Pan Jowialski) Jerzy Leszczyński (Ludmir)...
Był rok 1923, a działo się to scenie Teatru Polskiego w Warszawie. Dodajmy jeszcze, że siedem lat wcześniej nadzwyczaj piękna i młodziutka dziewczyna wystąpiła w teatrze po raz pierwszy, jako Wojewodzianka z „Zaczarowanego koła” L. Rydla.
Miejscem debiutu była zasłużona placówka im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, a dyrektorem – który wprowadzał debiutantkę na deski sceniczne – sam autor sztuki, Lucjan Rydel.
TEATR – Jerzy Bober
Jubileusz 40-lecia pracy scenicznej Marii Majdrowicz-Zakrzeńskiej w Państwowym Teatrze Ziemi Krakowskiej w Tarnowie
Państwu Justynie i Władysławowi Zakrzeńskim dziękuję serdecznie za udzielenie informacji do niniejszego
artykułu oraz za użyczenie fotografii rodzinnych.
Elżbieta Kwaśniewska
O rodzinie Zakrzeńskich z Sieborowic więcej przeczytać można w „Naddłubniańskich Pejzażach” – Nr 2–3 (19–20) 2008 oraz Nr 1 (21) 2009.
15
Z KRONIKI WIĘCŁAWICKIEJ PARAFII
zapiski ks. Michała Wrońskiego
Rok 1924 dn. 8. IX.
(...) Pięć lat po zgonie śp. Księdza Piotra Gosławskiego zaczynam pisać coś dalej na kształt kroniki parafijalnej.
(...) Siedzę tu już w tych Więcławicach 25 lat przeszło,
bo rocznicę 25-o letnią obchodziłem w cichości ducha dnia
12 Kwietnia roku bieżącego 1924. Dziś mamy już dzień 27 października.
(...) Wspomniałem na wstępie, że w tym roku minęło 25 lat
mojego tu pobytu i pasterzowania w tej parafii. W r. 1899 jedynastego Kwietnia zaraz po Niedzieli przewodniej przyszły po
mnie furmanki z parafii Więcławskiej i z Sobkowa przybyłem tu
dnia 12 Kw.(ietnia) po południu podziwiając potężne błoto od
Michałowic do samego Kościoła.
Karol Maksymilian Knaus (1846–1904) – architekt, budowniczy i artysta przełomu XIX i XX w. kojarzony głównie z krakowskim Kazimierzem, wybudował tam wiele
kamienic, kierował pracami konserwatorskimi kazimierskich zabytków. Był samoukiem obdarzonym wielką intuicją i talentem. Pozostawił po sobie wiele dzieł w Krakowie i w innych miastach zachodniej Galicji. Projektował,
kierował budowami, zajmował się restauracją obiektów zabytkowych, był autorem wielu pomników. Osiągnął wiele
więcej, niż niejeden dyplomowany architekt.
Według oficjalnej wersji – syn Marii Schone i Karola
Knausa, według rodzinnych przekazów – naturalny syn
Szymona Bendy, najstarszego przyrodniego brata Heleny
Modrzejewskiej.
Sobków – wieś w woj. świętokrzyskim, w pow. jędrzejowskim;
parafia pw. św. Stanisława; kościół
wzniesiony w poł. XVI w. jako zbór
kalwiński, przekazany ok. 1570 r.
przez Stanisława Sobka – syna fundatora – Kościołowi Katolickiemu.
Kościół św. Stanisława
Na podst. Biblioteka Genealogii Polskiej – Forum
oraz – Krakowski-Kazimierz.pl
Wikipedia
Fot. Jakub Hałun – Wikimedia Commons
Na Zerwanej powitała nas banderja Krakusów, niestety parady tej nie umiałem wówczas zupełnie docenić, gdyż się na tym
nie znałem.
Zostałem na miejsce Księdza Wincentego Piętkiewicza, jako
Wikarego nadzwyczajnego przy parafii.
(...) W drugim roku mego pobytu zaczęliśmy myśleć o nowej
plebanji. Stara plebanja drzewiana z podmurówką ceglaną była
już bardzo spróchniała – podłogi zajęte grzybem drzewnym –
co chwila trzeba było coś restaurować, więc parafija zdecydowała się wybudować nową
plebaniję murowaną. Ponieważ
co do sposobu zbierania składek
na plebanję – nie mogły się doJerzy Potrzebowski – Banderia kragadać
Dwory z Małorolnymi,
kusów
więc uchwalono składkę dobrowolną z morgi i sołtysi zbierali pewnemi ratami, aż się bez mała
wszystko zebrało, co było potrzeba.
Plebaniję zaczęliśmy stawiać.
Prezesem Dozoru kośc. był naówczas pan Cezary Jaczewski
właściciel dworu w Więcławicach – dosyć pilnie zajmował się
przeprowadzeniem uchwały parafijalnej i agitacją między dworami na rzecz nowej plebanji. Ostatecznie całą budowę i zbieranie składek powierzono mnie jako proboszczowi, do pomocy zaś
wybrano pana T(adeusza) Dąbrowskiego, starszego z Michałowic. Dom plebański w przeciągu 2 lat nie całych wykończono
według planu przygodnego p. Knausa, gdyż urzędowy plan był
zupełnie nieodpowiedni.
Plebanję nową przyjąłem na mieszkanie w Sierpniu 1903-go
roku. (...)
Plebania w Więcławicach – pocz. XX w.
(...) Założyliśmy tu w parii z śp.
Bol(esławem) Zakrzeńskim Kółko
rolnicze, Kasę współdzielczą i kilka
Kółek młodzieży – wszystkie te jednak instytucje prawie upadły z powodu zaciekłości partyi „Wyzwolenia”,
która tu w naszej pari niestety bardzo wielu członków jeszcze dotąd posiada. Ludzie tutejsi jużby się prawdopodobnie uspokoili, lecz agitatorzy
przewrotni czuwaBolesław Zakrzeński
ją – co jakiś czas
zjawiają się jak płanetniki i na wsiach
znów szkodliwego fermentu narobią.
Wspominając o Kasie współdzielczej trzeba zaznaczyć, że ta instytucja
prowadzi się w parafii tu na plebanji
blizko 15 lat czasu z różnem powodzeniem. Dla wielu ludzi stała się ona nieks. Michał Wroński
16
raz bardzo pożyteczną, lecz dla lokujących w niej swoje
oszczędności, była ostatecznie przyczyną (...) poważnych
trudności.
Rozumie się, zrobiła to dewaluacja marki polskiej,
czyli horrendalny spadek czasowej waluty polskiej. Najwięcej może straciłem ja na tej dewaluacji, ponieważ
największy wkład miałem w tej kasie (około 12 tysięcy
rubli rosyjskich przedwojennych). Były także i wkłady
oszczędności ze składek kościelnych i z brackich (koło
3 tysiące rubli). Dziś trudno przewidzieć, czy będzie nam
wszystkim w jakikolwiek sposób strata nasza wynadgrodzona.
Na domiar złego jeszcze w roku 1918 okradziono
w Kościele naszym skrzynię bracką z pieniędzy, gdzie
były również czasowo zachowane i moje oszczędności
w ilości koło 300 rubli w monetach złotych i srebrnych
rosyjskich – stała się ta kradzież w niewiadomym czasie, gdyż złodziej przymknął napowrót oberwane wieko
skrzynki, jak gdyby nie ruszane i ztąd trudno było sprawdzić, kiedy pieniądze ukradziono. Pomimo różnych podejrzeń policja prawdziwego złodzieja nie wykryła.
borowice i Pielgrzymowice – Bolesław Zakrzeński herbu
Poraj wraz z ówczesnym proboszczem parafii Więcławice
ks. Radcą Michałem Wrońskim założyli Kasę – według
kroniki parafialnej zwanej Spółdzielczą.
Działalność Kasy była oparta na zasadach kas Raiffeisena, czyli ograniczała się do małego terenu działania, jeden udział zapewniał jeden głos, dywidendę przeznaczano na fundusz zasobowy, który pozostawał niepodzielny,
a spółdzielcy pełnili swe obowiązki bezpłatnie.
Misją Kasy było krzewienie ducha oszczędności, udzielanie „zdrowego” czyli produkcyjnego, a nie konsumpcyjnego kredytu, wspieranie innych spółdzielni rolniczych,
krzewienie cnót społecznych i dobrych obyczajów.
Założyciele Kasy w ślad za Franciszkiem Stefczykiem –
polskim twórcą kas spółdzielczych – wierzyli, że „kredyt
jest taką samą siłą i potęgą jak ogień. Staje się siłą twórczą,
jak ogień wydaje ciepło, ruch i życie pracy ludzkiej, pod
warunkiem, że dostaje się w dobre ręce, jest użyty na dobry cel, jest tani i dogodny.” Prawda ta nie straciła nic ze
swej aktualności.
Franciszek Stefczyk (1861–1924) – jako
nauczyciel (historyk) w szkole rolniczej
w Czernichowie koło Krakowa, założył w 1889 r. pierwszą na ziemiach polskich wiejską spółdzielnię oszczędnościowo – pożyczkową wg wzoru Raiffeisena.
W latach 1899–1918 był kierownikiem
Biura Patronatu dla Spółek Oszczędności
i Pożyczek przy Wydziale Krajowym we Lwowie. Przyczynił się do upowszechnienia wiejskich kas spółdzielczych i osłabienia
lichwy na wsi.
W 1907 r. był organizatorem
i pierwszym dyrektorem Krajowej
Centralnej Kasy dla Spółek Rolniczych we Lwowie oraz posłem do
Sejmu Krajowego we Lwowie z ramienia Stronnictwa Ludowego, którego był członkiem. W czasie obrony
Lwowa w 1918 r. był jednym z przywódców polskiego Komitetu bezpieczeństwa i ochrony dobra publicznego odpowiedzialnym za
resort skarbu. Od 1919 r. kierował w Warszawie Centralną
Kasą Spółek Rolniczych, a w 1924 r. zainicjował powołanie
Zjednoczenia Związków Spółdzielni Rolniczych i został
jego prezesem.
JUBILEUSZ STULECIA BANKU
W MICHAŁOWICACH
Plebania więcławicka obecnie
Spotkanie, które odbyło się 18 września b.r. w więcławickich „ogrodach plebańskich”, przypomniało niezwykły jubileusz, właśnie przypadający. Bowiem równo
100 lat temu – jak wyczytano z Kroniki tutejszej parafii – w roku 1910, właściciel majątków ziemskich Sie-
Wikipedia
Friedrich
Wilhelm
Raiffeisen
(1818–1888) – niemiecki reformator
społeczny, jeden z założycieli pierwszej spółdzielni pożyczek bankowych.
Podczas głodowej zimy 1846/47 stworzył „Związek dla chleba”, co zapoczątkowało jego działalność spółdzielczą.
Będąc burmistrzem w Flammersfeld założył stowarzyszenie wspierające rolników, a jako burmistrz w Heddersdorf,
stworzył stowarzyszenie dobroczynne.
W 1866 ukazało się jego dzieło pt. Związki kas pożyczkowych, jako środek zaradczy przeciwko biedzie ludności wiejskiej,
a także miejskich rzemieślników i robotników.
Friedrich Wilhelm Raiffeisen zapoczątkował ideę banków spółdzielczych jako antidotum na niechęć banków
mieszczańskich do finansowania rolnictwa i rolników.
Wikipedia
Wróćmy do naszej Kasy. Zapisy kroniki parafialnej
z 1924 roku mówią, że „Kasa prowadzi się od 15 lat
z różnem powodzeniem. Dla wielu ludzi stała się pożyteczną”.
W okresie międzywojennym działalność Kas Spółdzielczych, Kółek Rolniczych czy młodzieżowych była
bardzo utrudniona. Wpływała na to zarówno atmosfera
17
polityczna jak i kryzys gospodarczy, który targał losami
świata. Na przekór przeciwnościom Kasa w Więcławicach trwała. Annały parafialne wspominają, że w 1937 r.
ks. Andrzej Bayer zasilił kasę, a w 1942 roku ks. Michał
Wroński.
W 1961 roku (15 VI 1961 r.) dzięki staraniom Stanisława Sieńko – ówczesnego przewodniczącego Gromadzkiej
Rady Narodowej – zwołano zgromadzenie założycielskie
Kasy Spółdzielczej, a działające na ościennych terenach
kasy mogły zjednoczyć swoje siły. Konstytuująca się Kasa
Spółdzielcza objęła tereny: Więcławic, Michałowic, Naramy, Kozierowa i Woli Więcławskiej. Wybrano pierwszą
Radę Nadzorczą.
Nowa Kasa przejęła udziały z Kas Spółdzielczych
w Słomnikach i Krakowie. Podstawowym celem działania tej spółdzielni było podnoszenie dobrobytu członków, prowadzenie wspólnego
przedsiębiorstwa
bankowego, ułatwiającego
oszczędzanie, obrót bezgotówkowy i udzielanie
pożyczek,
dostępnego
i przyjaznego dla wszystkich zainteresowanych gospodarzy. Pierwszą siedzibą Kasy stał się dwór Dąbrowskich w Michałowicach.
16 VI 1972 roku Kasa przekształciła się w Bank Spółdzielczy. Centralą finansową dla Banku był BGŻ. Było to
trudne i niewolne od problemów 40-lecie. W 1979 roku
spłonął budynek, w którym mieściła się siedziba Banku.
Tylko dzięki ofiarności pracowników uratowano mienie
instytucji. Bank kontynuował prace w lokalu wynajętym
od pana Mariana Dyląga w Michałowicach.
Ostatnie 30-lecie było najbardziej znaczącym okresem
w rozwoju naszej placówki. Do lamusa odchodziły liczydła Abak, maszyny księgujące Mesco i Ascota skutecznie
wypierane przez komputery, skanery i kopiarki.
Dzięki profesjonalnemu zarządzaniu placówka z sukcesem przetrwała okres transformacji rynkowej z początku lat ’90. W tym czasie zmieniał się również kształt całej polskiej bankowości spółdzielczej. W 1997 roku nasz
Bank przystąpił do zrzeszenia Małopolskiego Banku Regionalnego, by w ramach większej struktury prowadzić
prężniejszą i bezpieczniejszą działalność.
Zmieniające się prawo nałożyło na banki spółdzielcze
konieczność posiadania odpowiedniej ilości kapitałów
własnych, by prowadzić samodzielną działalność. Ponieważ nasza placówka warunków tych nie spełniała od
1 I 1999 r. połączyła się z Bankiem Spółdzielczym Rzemiosła w Krakowie, stając się jego Oddziałem.
Koniecznością stało się również pozyskanie własnej
siedziby. Już w 1995 roku Bank zakupił od Gminy Michałowice działkę budowlaną i rozpoczął przygotowania
do budowy własnego lokalu. Ostatecznie otwarcie nowej
siedziby, w kształcie, który Państwo znacie obecnie – nastąpiło w 2001 roku.
Przygotowała Anna Dukat
Dyr. BSR w Krakowie – Oddz. w Michałowicach
Dawne siedziby
Banku: dwór
michałowicki
po pożarze,
oraz (budynek
wynajęty od
M. Dyląga).
Poniżej
zdjęcia archiwalne
kas, lata 80.
18
Budynek banku i jego wnętrze obecnie
(Kroniki parafialnej ciąg dalszy... ze str. 17)
(...) W r. 1924 dn. 15 Stycznia zmarł w Sieborowicach
śp. p. Bolesław Zakrzeński dziedzic Sieborowic i Pielgrzymowic. Dozór Kościelny zrobił kwestyję o budowę grobu murowanego na cmentarzu dla niego – skończyło się to na odstąpieniu
za sumę 1500 złotych
2 morgów ziemi na
cmentarz przez spadkobierców nieboszczyka Dziedzica Sieborowic. Włączono do pola
plebańskiego, a za nie z plebańskiego kawałka
gruntu dotychczasowego odmierzono dwie
morgi z północnej strony i zachodniej tej od
cmentarza i od pola Michała Podsiadło i przekazano je na powiększenie cmentarza.
Te dwie morgi cmentarz wydzierżawiłem
na swoją potrzebę za 4 metry żyta na rzecz
kościoła miejscowego.
probostwo do Więcławic w 1899 r., jako kapłan z szesnastoletnim stażem, zaś w 1944 r. przypadł jubileusz 45-lecia pracy w Więcławicach oraz kres jego życia. – przyp. red.)
1943 – 25 V
(...) od rodziny życzenia jubileuszowe.
(Wzmianka ta dotyczy jubileuszu 50-lecia kapłaństwa, który pamiętają niektórzy
mieszkańcy tych okolic. Oznaczałoby to, że
ks. Michał Wroński przybył z Sobkowa na
W tekście zachowano oryginalną pisownię i składnię.
Opracowała: Elżbieta Kwaśniewska
Jubilat – ks. Michał Wroński siedzi w środku, w tle budynek plebanii
19
Wieś Michałowice w Gub. Kieleckiej, powiecie Miechowskim położona przy szosie Krakowsko-Warszawskiej –
w pasie granicznym – oddalona ośm kilometrów od Krakowa, liczy 1359 mieszkańców.
Przepływa przez nią rzeka Dłubnia, która wpada do Wisły niedaleko Mogiły, leżącej pod Krakowem. Położenie wsi
jest pagórkowate i lesiste; wprawdzie w ostatnich latach dosyć lasów wycięto.
Wieś duża – za czasów rosyjskich istniały tu „komora
celna, posterunek służby pogranicznej, poczta, telegraf,
jakoteż i szkoła”.
Odkąd istnieje szkoła w Michałowicach, nie wiadomo,
gdyż wszystkie papiery gminne i akta szkolne, wojska
zniszczyły. Wprawdzie w roku 1830, rząd rosyjski założył
wiele szkół w Królestwie Polskim, ale nie wiadomo, czy
i Michałowska do nich należy.
O ile mogłam zebrać wiadomości, to szkoła ta istniała
już od roku 1870 – budynek tenże zajmują obecnie gmina
i żandarmerja (prawdopodobnie chodzi o „żandarmerię
gminną”, i tzw. potocznie „Kozę”, gdzie więziono potencjalnych zatrzymanych – przyp. red.).
W roku 1907 zaczęto budować nową szkołę, a w 1908 r.
nastąpiło jej otwarcie; nowa szkoła postawiona z cegły,
obejmuje jedną salę szkolną, trzy pokoje dla nauczyciela,
korytarze i kuchnię. Obok jest i ogródek. Dawniej należały do szkoły trzy morgi pola, – z biegiem czasu gmina
odebrała 1 i ½ morgi. – Została zatem przy szkole zaledwie połowa dawnej posiadłości. Do szkoły Michałowskiej należy dotąd sześć wsi sąsiednich:
Młodziejowice, Masłomiąca, Zerwana, Wilczkowice,
Kozierów i Wola.
Nauczycielami byli p. p. Krzyżanowski, Żurowski, Kozłowski, Wieczorek, Nakielski, (Ludwik) Libura (1886–
1903), Sobolewski, Zawadzki, Zakrzewski, panna (Wanda) Asendi.
Szkoła była mieszana – rosyjska, podzielona na
4 oddziały, dzieci uczęszczało 60–80, lekcje trwały 6 godzin.
Tyle o szkole Michałowskiej z (...) lat okupacji rosyjskiej.
(W tekście zachowano oryginalną pisownię i składnię)
Budynek szkoły z lat 1807–1880, rys. Barbara Nowak
Trzech – spośród wymienionych przez Helenę Zdanowską, „dawnych” nauczycieli michałowickiej szkoły, znajdujemy w „Pamiatnoj kniżkie kieleckoj gubern za rok 1910” – z wykazem nauczycieli szkół podstawowych w powiatach kieleckim, miechowskim. Są to: Ludwik Libura w Kalinie Małej, August Zakrzewski w Michałowicach oraz w Miłocicach Piotr Nakielski.
Wyszukał: I. Cieślik
20
LUDWIK LIBURA – NAUCZYCIEL W MICHAŁOWICACH (1886–1903)
we wspomnieniach rodzinnych
Kronika Szkoły Podstawowej (wcześniej Ludowej)
w Michałowicach zaczyna
się od roku 1917, ale wspomina się w niej także o „starej szkole”, pamiętającej rok
1870.
Michałowice – choć nigdy ich, jak do tej pory,
nie odwiedziłem, mijałem
tylko, jadąc z Krakowa
gdzieś w kieleckie strony
czy do Warszawy – budzą
we mnie uśpione już trochę
Ludwik Libura (18541936), nauczyciel wspomnienia mojej babki
w Michałowicach w latach 1886–1903. Marii z Liburów MusiałoPortret olejny namalowany w 1930 r.
wej – nauczycielki, która
przez J. Hensoldta – na życzenie
portretowanego – w zamian za anu- poszła w ślady swego ojca
lowanie zaciągniętej przez malarza Ludwika Libury, wynosząc
pożyczki
z domu wiejskiego nauczyciela w Michałowicach – bo tu się urodziła 15 sierpnia
1899 roku – zapał i misję Siłaczki.
Tu także, trzy lata później – w 1901 r. urodził się
jej brat Innocenty – harcerz i nauczyciel, doktor filozofii – w zakresie filologii polskiej – znany w Olkuszu,
szczególnie zasłużony dla Rybnika na Śląsku.
W 1903 przyszedł na świat, także w Michałowicach,
drugi brat mojej babki Marii – Walerian – w latach 1922–
1935 student, w końcu absolwent niemieckiej wówczas
Gdańskiej Politechniki, inżynier elektryk, po II wojnie
światowej kochany przez uczniów nauczyciel technicznych szkół w Trójmieście.
Trzeci brat mojej babki – Józef Libura – leśnik, oficer
rezerwy, który znalazł się na liście katyńskiej i zgładzony został w Charkowie – urodził się w 1906 już w Kalinie Małej. Bowiem zaborcze władze szkolne kilkakrotnie
przenosiły mojego pradziadka. Czy była to szykana za
patriotyczne – w duchu pozytywistycznym – działania
wiejskiego nauczyciela, trudno dociec.
Anna z Rojewskich i Feliks Liburowie – rodzice Ludwika
Ludwik Libura urodził się w 1854 r. w Łękawie opodal Kościelca (w ziemi proszowskiej). Był synem włościan: Feliksa i Anny z Rojewskich. Feliks pracował
w majątku Nagorzany u pana Cywińskiego – ponoć
Szymon Cywiński h. Pierzchała (1811–
1872) – uczestnik powstania listopadowego
1830 r., przeniósł się w 1857 r., wraz z żoną – Honoratą z Werychów-Darowskich
(1813–1862), do majątku Nagorzany, par.
Kościelec – zakupując folwark Czarnowiec,
wydzielony z dóbr Nagorzany.
W powstaniu styczniowym 1863 r. – biorą udział trzej jego
synowie – Ludomir, Mieczysław i Bronisław.
Oddział „Żuawów Śmierci” Ludomira Cywińskiego, stoi drugi z prawej
Ludomir (1839–1915) – porucznik sztabowy w wojsku Langiewicza, a potem chorąży „Żuawów Śmierci” Rochebruna,
był najbardziej znanym powstańcem w rodzinie Cywińskich.
Bronisław – służył w „Żuawach” – w kompanii brata –
w stopniu podoficera. Doskonale obeznany z fechtunkiem,
był instruktorem walki na pałasze. Odziedziczył po rodzicach folwark w Nagorzanach.
Mieczysław – także uczestnik walk powstańczych. O jego
losach brak konkretnych informacji.
Maria Liburzanka, córka Ludwika
jako roczna dziewczynka
Tekst i fotografie – hp//www.powstanie1863.muzeumhistoriikielc.pl
Opracowanie – Jerzy Kowalczyk
Józef Libura – najmłodszy syn
Ludwika, ur. w Kalinie Małej
21
jako ekonom. Chadzał od święta w krakowskiej sukmanie z czarnymi, nie czerwonymi, szamerunkami, na
znak żałoby narodowej, okazywanej przez wielu po
upadku powstania styczniowego.
Zapewne, patriotyczne oddziaływanie dworu w Nagorzanach na okolicznych włościan, może tłumaczyć ich
przychylne nastawienie do powstania, a zatem i czarne,
żałobne szamerunki na sukmanach.
Innocenty Libura w „Dziejach Rodziny Liburów
z Łękawy”, wydanych na domowy użytek, tak opisuje dzieciństwo i młodość swojego ojca – wspominając
między innymi: Ponoć dziewięcioletni w 1863 roku Ludwik – zapewne nieco wystraszony – schował się, wszak pod półkoszek, patrzał na przemarsz powstańców przez wieś, a dziwował się, że kosy mają na sztorce wbite. I widział też, jak w dworskiej kuźni przekuwano je pod okiem ojca.
Najstarszy z siedmiorga rodzeństwa, upadający na
nogę, zdawałoby się nie miał szans na zdobycie zawodu,
do pracy fizycznej nie bardzo się nadawał. „I co ty biedoku
bedziesz robił … chyba cie do szewca oddać, abo co?” – martwiła się matka. Zobaczył ojciec we dworze tablicę, jaką miały pańskie dzieci do nauki pisania i rachunków, więc zrobił podobną,
tylko mniejszą synkowi.
Chłopiec był chętny do książki i majsterkowania: kozikiem
różne kapliczki, sprzęty i zabawki wycinał. Kiedy powstańcze
ruchy ucichły a Ludwik podrastał, trzeba było pomyśleć o nauce. Dziedziczka dała elementarze i inne książki i tak się chłopak
poduczył, że pewnej jesieni, kiedy pan Cywiński wyjeżdżał do
Solca n/Wisłą w jakiejś sprawie, zabrał chłopca ze sobą, bo właśnie tam otwarli seminarium nauczycielskie. Ludwik zdał egzamin i został przyjęty. Po roku przeniósł się bliżej, do Jędrzejowa,
bo tam też powstało seminarium, po skasowaniu przez rząd carski – w odwet za powstanie – starodawnego klasztoru cystersów. W jego murach, pamiętających czasy Wincentego Kadłubka, pierwszego dziejopisa polskiego – pobierał nauki i dojrzewał
drobny i chromy chłopak spod wiejskiej strzechy, by stać się póź-
Siedzi sobie godnie Matusia między dwoma synami: młodszym Jankiem w białej
sukmanie, obszytej czarną tasiemką z pętliczkami, młodym jeszcze człowiekiem
z bujną czupryną i staropolskim wąsem – a najstarszym z pięciu synów, Ludwikiem, ubranym już „po miastowemu” w ciemny surdut, mankiety i kołnierzyk
z krawatką, długie spodnie (Janek ma buty z cholewami) na wysuniętej nieco lewej nodze: brak drugiej – zakrywa matusina kiecka w kraty i barwna zapaska.
Głowę ma Ludwik wyprostowaną i bystre spojrzenie. Siedzi między synkami Matusia z powagą i spokojem pełnym godności, mimo wieśniaczego stroju: na głowie
rodzaj czepka czy zawoju z barwnej chustki, na szyi korale z medalikiem: kaanik aksamitną wstążką obszyty... spracowane ręce złożyła na fartuchu w kwiatki.
Oczy ma chyba piwne, jak Ludwik, nos lekko wypukły, orli
niej chlubą rodziny i wyciągać z wiejskich opłotków coraz nowe
pokolenia młodzieży dla zdobywania wiedzy i nauki.
Po chlubnie ukończonym seminarium rozpoczyna w roku
1872 pracę nauczycielską od Bobina w rodzinnych stronach.
Uczy tu jednak tylko rok, a potem dłużej, bo 13 lata w starej wsi
Luborzyca, tuż przy rosyjsko-austriackiej granicy.
Tu poznaje rodzinę swej przyszłej żony Marii z Rucińskich – którzy w roku 1884 wrócili po 20-letnim zesłaniu z Syberii – i wespół z okolicznym obywatelstwem spieszy im z pomocą, ucząc między innymi podrastających synów stęsknionego
Maria Rucińska
Jeden z braci Marii
Klasztor Cystersów w Jędrzejowie
22
Julia z Wajsłowskich Rucińska
Kazimierz Ruciński
Karol Ruciński
Zesłańcy
Karol Libura (1858–1915) – brat Ludwika; zdaje się służył wojskowo,
a potem – być może za radą starszego brata – zatrudnił się w straży pogranicznej, zrazu w Luborzycy, gdzie Ludwik był nauczycielem, a później za nim przeniósł się do Michałowic, gdzie dalej pracował w komorze celnej. Nabywszy – podobnie jak brat – ziemię z parcelacji folwarku
Zachariaszowska Wola, zaczął gospodarzyć na roli. Z powodu bliskości
granicy nie mógł postawić domu na swoim polu, więc po przeniesieniu
Ludwika i on opuścił Michałowice
Urząd celny w Luborzycy
Urząd celny w Michałowicach
za krajem sybiraka, którzy w kilkanaście lat później zostaną jego
szwagrami.
Pamięta również i o własnej rodzinie, przygotowując do
gimnazjum i oddając do szkół
w Krakowie swego najmłodszego brata Mikołaja, drugiemu
zaś, Karolowi, ułatwia wstąpienie do służby granicznej
na pobliskiej komorze celnej
(w Michałowicach). Obok
pracy nauczycielskiej uprawia
z zamiłowaniem przydzielone
dla szkoły pole, ku zadziwieniu
gospodarzy miejscowych, że tak
się na tym zna.
Ks. Mikołaj Libura (1864–1932) – brat
W roku 1886 obejmuje szkołę
Ludwika. Bardzo wymowne jest jego zdjęcie z ojcem Feliksem, wykonane u Racha- w Michałowicach, również nad
lewskiego w Kielcach: Siwy kmieć w siermiędze i butach z cholewami, siedzi przy granicą austriacką przy staozdobnym stoliku, a syn w długiej do ziemi rym trakcie głównym Kraków–
sutannie i proboszczowskiej już pelerynce
Warszawa. Jest to najdłuższy
na ramionach, choć bardzo jeszcze młody,
stoi obok z szacunkiem położywszy lekko i szczytowy niejako okres jego
dłoń na sukmanie ojca
pracy nauczycielskiej.
Jeszcze w 60 lat później wspominać będą miejscowi ludzie,
jak np. Marcin Bubka i jego siostra, tego oddanego młodzieży
i całej społeczności wiejskiej nauczyciela, którą
starał się dźwignąć kulturalnie, douczając dorosłych, żeby się umieli podpisać, sadząc drzewa, udzielając rad gospodarczych, podnosząc
higienę osobistą mieszkańców, wprowadzając
do nauki szkolnej prace ręczne (chłopcy np.
Marcin Bubka
wykonywali różne pługi, brony itp. sprzęt gospodarczy); podejmował także z młodzieżą prace społecznie użyteczne, jak np. naprawa drogi obok szkoły, plantowanie terenu,
sadzenie drzew owocowych.
Niezwykle pracowity, wróg marnotrawienia czasu, pomaga znając dobrze język rosyjski w urzędzie gminnym tuż obok
szkoły położonym, udziela synom oficerów i urzędników granicznych prywatnych lekcji. Wreszcie uciuławszy trochę grosza
zakupuje do spółki z bratem Karolem kilkadziesiąt mórg ziemi
przy parcelacji folwarku Wola Zachariaszowska. Zapewniwszy
sobie podstawy materialne postanawia założyć rodzinę.
Latem 1898 r. zawiera związek małżeński z Marią Rucińską
poznaną przed kilkunastu laty w Luborzycy, a spotkaną ponownie przypadkowo w Warszawie, dokąd jeździł dla sprawienia
sobie protezy, po złamaniu i usunięciu dotkniętej niedowładem
nogi. Wesele odbyło się w Szczekocinach u rodziców panny młodej, a ślubu udzielił brat nowożeńca ks. Mikołaj.
Zachowane z tych czasów zdjęcia przedstawiają młodą
parę na tle skał w dolinie Ojcowa, który w tych latach był
modnym uzdrowiskiem.
Wyobrażam sobie, że małżeństwo moich pradziadków
było swego rodzaju mezaliansem, podobnym do tego
z „Nocy i dni”. Kiedy zobaczyłem film Antczaka, dość
wierną adaptację powieści Marii Dąbrowskiej, zakrzyknąłem z podziwem: – Przecież ta Niechcicowa to moja babunia – czyli owa Maria, urodzona w Michałowicach, córka
Ludwika Libury. Na co moja matka odpowiedziała: – Nie,
to moja babka – a zatem żona nauczyciela z Michałowic.
Piszę o tym, by uzmysłowić nastrój epoki, w której żyli
moi pradziadkowie, a tak wspaniale zapisała go w powieści Maria Dąbrowska. Urodzona na Syberii żona Ludwika
tkwiła ciągle w aurze powstania styczniowego. Na swój
sposób tęskniła za miejscem urodzenia. Złoszcząc się,
używała rosyjskich zwrotów. Spadło coś ze stołu, ktoś
chciał umknąć niepostrzeżenie: – Kuda, Iwan Duraczok! –
krzyczała. Nuciła też: „Może w moim pokoleniu znajdzie
się zabójca cara...” – z najszczerszą intencją przekazywaną w rodzinie od zawsze w jej pamięci.
Maria z Rucińskich Liburowa żona Ludwika oraz Ludwik Libura – zdjęcie z tych
najpiękniejszych lat jego życia przedstawia go, jako bardzo urodziwego mężczyznę, o regularnych, niemal pańskich rysach twarzy, inteligentnym i śmiałym
spojrzeniu. Z jego twarzy bije szlachetność i energia, a bujny sarmacki wąs dodaje
męskości i powagi
23
Później z nostalgią wspominała wielkomiejskie przyjemności, jak teatr, przedstawienia
cyrkowe, rewie, operetki, czy
nawet opery, spacery w Łazienkach lub Parku Saskim.
W pierwszej scenie III części „Dziadów” A. Mickiewicza – słowa te brzmią
nieco inaczej: (...) Może w moim pokoleniu
zrodzi się Palen dla cara.
Wyjaśnijmy – Piotr Piotrowicz Pahlen
(1778–1864) generał rosyjski, organizator
spisku, który w roku 1801 doprowadził do
Piotr Piotrowicz Pahlen
zamachu na cara Pawła I Romanowa. W latach 1806–1807 wyróżnił się w kampanii w Polsce. Uczestnik kampanii w 1831 r. w czasie powstania listopadowego.
Paweł I Romanow (1754–1801) prawdopodobnie był synem Katarzyny II, z jej związku z hrabią Sołtykowem. Sam
uważał się za syna króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jedną z jego pierwszych decyzji po koronacji,
było zwolnienie z twierdzy w Petersburgu gen. Tadeusza
Kościuszki, który wolność tę opłacił przysięgą wiernopoddańczą. Jednak obaj zaprzyjaźnili się ze sobą, a car zamiast
oferowanych polskiemu generałowi 1000 „dusz”, wypłacił
mu, na jego prośbę, 60 tys. rubli – ogromny majątek, dzięki któremu Kościuszko ponownie wyjechać
mógł do Ameryki.
Piotr I – nielubiany przez szlachtę i arystokrację rosyjską za próby umniejszenia ich
przywilejów, zginął – uduszony szarfą dekorującą jego mundur – protestując przeciw
wymuszanej na nim abdykacji na rzecz syna –
Aleksandra I Pawłowicza, co i tak nastąpiło
Car Paweł I Romanow
po jego śmierci.
Na podst. Wikipedia
Opowiadała dzieciom o swoim życiu tam na obczyźnie,
o swoich rodzicach. O ojcu, który padł ofiarą intrygi, choć
tylko sprzyjał powstaniu nie biorąc w nim udziału, i za to
spotkała go zsyłka. O matce – krok w krok podążającej najpierw za aresztowanym w Olkuszu, później więzionym
w warszawskiej cytadeli mężem, czekającym wywózki, by –
około Wielkanocy 1864 roku – po upokarzających staraniach o zwolnienie u samego oberpolicmajstra Trepowa –
wyjechać dobrowolnie ze współmałżonkiem, zesłanym na
kilka lat katorgi, a później osiedlenie w Tielmie. Tam, też
urodziła się Maria – przyszła żona Ludwika Libury.
Fiodor Fiodorowicz Trepow (1812–1889) –
rosyjski gen. kawalerii, oberpolicmajster
Sankt Petersburga, oberpolicmajster warszawski (1860–61), gen. – policmajster
Królestwa Polskiego (1863–66). Brał udział
w tłumieniu powstania listopadowego
i styczniowego.
Źle czuła się na wsi – w kuchni, oborze czy stajni – choć była
do krówek i świnek służąca, a Franek do koni. Z pretensjami
do szlacheckiego pochodzenia (acz zaściankowego) rodu
Rucińskich herbu Ogończyk powiadała, że
mąż – nauczyciel – zesłał ją na Sachalin,
wszak gazety warszawskie do Michałowic
czy Kaliny szły z dwutygodniowym opóźnieniem.
Syn Ludwika – Innocenty Libura, we
wspomnianych
„Dziejach Rodziny”, które
Herb Ogończyk
tu obficie cytuję, pisze dalej o Ojcu: Przeniesienie w 1903 r. – z Michałowic do Kaliny Małej – dla Ojca,
kochającego ziemię i pracę na roli, musiało być bardzo bolesne
i krzywdzące. Nie sądzę bowiem, znając jego charakter, by posiadanie gospodarstwa rolnego odbijać się mogło niekorzystnie
na jego pracy w szkole. A takie być może motywy kierowały gubernialnym inspektorem z Kielc. Może też nie podobało mu się,
że uczniowie śpiewali hymn państwowy „Boże cara chrani...” –
o zgrozo po polsku...
Z opowieści mojej babki, Marii – córki Ludwika – pamiętam, że uczył większą liczbę dzieci, niż było to uzgodnione
z władzami. Uczył niekoniecznie tego, co było dopuszczalne w zatwierdzonym programie, dlatego w sadzie okalającym szkołę często czatowały warty, by uprzedzić o niespodziewanym inspektorze czy gubernialnym aparatczyku.
Po siedmiu latach znowu (z Kaliny) przenoszą Ojca, niby
awansem, na rok do Miechowa, jeszcze rok w Słaboszowie –
ostatni 40 rok służby nauczycielskiej – i w 1912 r. przechodzi
na emeryturę.
Około 1914 r. przenosi się z rodziną do Olkusza dla
kształcenia synów. Najstarsza córka kontynuuje naukę –
Do ojczyzny przyjechała Maria, mając około 17 lat – zasmakowawszy ledwo życia w Warszawie, gdzie pracowała jako szwaczka w znanej firmie Braci Jabłkowskich.
Dom Towarowy Braci Jabłkowskich – początkowo jako mały sklepik – założony został w 1884 r. w Warszawie, a 7 listopada
1914 r. rozpoczął działalność w 6-kondygnacyjnym gmachu przy ul. Brackiej 25 –
jako największy dom handlowy w Polsce. Lata największej
świetności przeżywał w dwudziestoleciu międzywojennym;
czynny także w czasie okupacji. Firma wspierała walczących
w Powstaniu Warszawskim – zaopatrując ich w odzież, obuwie i żywność. Produkowano tu także amunicję. Budynek
szczęśliwie przetrwał bombardowanie miasta, a w 1945 r.
rozdzielano w nim towary UNRRA.
Na podst. Wikipedia
Maria Liburowa w późniejszym wieku
24
Ludwik Libura w późniejszyn wieku
najpierw prywatnie w Miechowie u pani Czaplickiej, a następnie w III –
ostatniej klasie progimnazjum Niny Rublenczan w Kielcach.
Woził ich w młodości niezmordowany Ojczulek do Pińczowa, do Kielc, wreszcie
do Miechowa i Olkusza, by ich w szkołach umieścić, dać wykształcenie i zawód.
Wojna pozbawiła Ludwika Liburę wypracowanej i uskładanej emerytury. Angażuje się w życie społeczne miasta. Dzieci za przykładem ojca
również biorą z przejęciem udział w wydarzeniach obejmujących cały kraj
ponad zaborami a mających także swe odbicie w Olkuszu.
Córka Maria przystaje do POW, na której czele w mieście stoi późniejszy
minister aprowizacji inż. Antoni Minkiewicz. To ona z Kielc przywozi ideę
skautingu. Staje na czele pierwszego plutonu skautek olkuskich. Jej braci –
jak pisze Innocenty – porywały obrazy niemal z napoleońskich czasów: przemarsze różnobarwnych wojsk, huk armat, witanie wymarzonych oddziałów wojska
polskiego, strzelców i legionistów, a potem od wiosny 1915 r. ćwiczenia i wycieczki
Dzieci Ludwika i Marii Liburów
w drużynie skautowej.
Otwarte w 1916 roku szkoły polskie: rzemieślnicza i gimnazjum, dają ojcu możność pracy i skromny zarobek, a dzieciom dostęp
do dalszej nauki. Prócz lekcji w Szkole Rzemieślniczej prowadzi księgarnię i bibliotekę Polskiej Macierzy Szkolnej, wizytując z jej
ramienia i organizując szkółki po wsiach powiatu olkuskiego.
W 1936 r., 25 sierpnia w dniu swoich imienin umiera w leśniczówce Trzcianka k/Kumiałki u swojego najmłodszego
syna Józefa, inżyniera leśnika. Po roku jego zwłoki, zgodnie z wolą zmarłego, ekshumowane są na cmentarz w KośRodzinne groby na cmentarzu w Kościelcu; po prawej – Anny i Feliksa Liburów, po lewej – Ludwika
Libury z wyrytym napisem:
LUDWIK
LIBURA
NAUCZYCIEL
I WYCHOWAWCA
KILKU POKOLEŃ
1854– 1936
DROGIEMU OJCU
DZIECI I WNUKI
cielcu. Ludwik Libura spoczywa obok swoich rodziców:
Anny z Rojewskich i Feliksa.
Opowieść rodzinna wije się, wplatając w narodowe
dzieje, a Michałowice odgrywają w niej znaczącą rolę.
W mojej pamięci urastają do wymownego symbolu na
osobisty użytek. Czy jednak można nie podzielić się
wspomnieniami? – wierzę, że znajdą cierpliwego odbiorLudwik Libura siedzi w środku, stoi – Walerian, poniżej syn Józef z żoną Julią i wnukiem Andrzejem – w Trzciance k/Kumiałki (grodnieńskie), ostatnim miejscu pobytu cę, wszak historia zaczyna się od rodzinnego domu, a nie
Liburów
od szkolnych lekcji historii. Dziś często spotykam się –
i przeżywam boleśnie – z oświadczeniem: „Mnie historia nie interesuje”. Albo jeszcze gorzej: „Mnie historia nie obchodzi”. A tu rzecz idzie nie o to, aby każdy był historykiem, lecz by miał osobiste, serdeczne podejście do przeszłości, by
tę przeszłość odczytywał, znajdował, poszukiwał jej w swoim najbliższym otoczeniu, a zatem także i w Michałowicach.
To dla współczesnych mieszkańców tej, szczególnie zapamiętanej przez potomnych Ludwika Libury, miejscowości –
wpisanej znacząco w dzieje Narodu i Państwa – przekazałem tę opowieść.
Wspominał Michał Buczak, obficie cytując przekazy rodzinne.
Kursywą wyodrębniono fragmenty, zaczerpnięte z maszynopisu Innocentego Libury: „Dzieje Rodziny Liburów z Łękawy”, które na nowo zredagowano dla
potrzeb niniejszej publikacji.
Odnotowana w „Pamiatnoj Kniżkie Kieleckoj Guberni – rok 1896” data rozpoczęcia przez Ludwika Liburę pracy w Michałowicach właśnie w owym roku, jest
sprzeczna z przekazem rodzinnym na ten temat (1886) – przyp. Red.
Na koniec kilka rodzinnych zdjęć z epoki. Tę rodzinną galerię rozpoczyna fotografia 17-letniej Marii Rucińskiej, przyszłej żony Ludwika Libury
25
W Kronice szkoły w Michałowicach czytamy dalej:
(...) Dzieci uczęszcza do szkoły 200 – wszystkie 4 oddziały mieszczą się w jednej sali szkolnej.
W zaborze rosyjskim szkoła stanowić miała główne narzędzie rusyfikacji. Już w 1864 r. – zaraz po upadku powstania
styczniowego – zadekretowano nową organizację szkolnictwa. Istniały wówczas dwa typy szkół – jednoklasowe o jednym
nauczycielu i czterech oddziałach
(wstępnym, pierwszym, drugim
i trzecim) i dwuklasówki o dwóch
nauczycielach i sześcioletnim czasie trwania nauki. Jednoklasówka
posiadała jedną izbę lekcyjną, zaś
dwuklasówka – dwie izby; jeśli były
klasy równoległe, przybywała 1 izba
i 1 nauczyciel.
W szkołach ludowych język rosyjski wprowadzono jako przedmiot dopiero w 1871 r., a jako język
wykładowy w 1885 r., czyli 14 lat
później. Dla szkół elementarnych
(początkowych) na wsi, próbowano
już wcześniej wprowadzić specjalne
podręczniki do nauki religii, rachunków oraz elementarze, w których
polskie teksty drukowano cyrylicą.
Pierwszy tego typu eksperymentalny
podręcznik języka polskiego ukazał
się w roku 1856 – był to Elementarz
dla dzieci wiejskich. Po nim pojawiły się następne. Oświata ludowa miała być skuteczniejszym sposobem wiązania mas ludowych
z państwem rosyjskim, toteż nad nauczycielstwem wiejskim roztoczono ścisły nadzór policyjny, a do seminariów nauczycielskich przyjmowano głównie synów chłopskich. Poziom kształcenia był w nich b. wąski i w zasadzie ograniczał się do materiału,
który przyszły nauczyciel miał przekazać uczniom oraz do metodyki nauczania.
Na podst. – Kalendarz Lubelski 1965
Fot. – Kultura – Cyrylicą po polsku Internet
(...) W pierwszych dniach sierpnia 1914 r. wybuchła wojna przechodziły przez kancelarię. Było to o tyle praktyczniejsze, że
europejska, naukę przerwano i nie było jej przez cały rok, gdyż dzieci frontowym wchodem dostawały się do obu klas. Brak jedw budynku szkolnym mieściły się kwatery wojsk, następnie nak było jeszcze jednej izby, w której mieściłaby się klasa V-ta.
żandarmeria gminna. Aż dopiero w październiku 1915 r. wzno- Istniał tu w Michałowicach „Dom Ludowy” i w tym to „Domu
Ludowym” (barak zabrany z Komory), (...) przez trzy miesiące
wiono lekcje pod okupacja austryacką.
Michałowice smutny przedstawiały widok – dwory sąsied- mieściła się dziatwa klasy V.
nie poniszczone – okolica porosła mogiłami – wszystko świadDo szkoły tutejszej należy 1,5 morga obszaru, na którym stoi
czyło, że i tędy przeszły okropności wojny. Znikły natomiast szkoła nowa, (mieszkalna – przyp. red.) budynek starej szkoły
nienawistne słupy graniczne – zawitał do szkoły polski język (pod strzechą – przyp. red.), stodoła z chlewami. W części tego
wykładowy.
obszaru sad ogrodzony wspólnie z sadem sekretarza gminy.
(...) 1 września 1916 r. był dniem pamiętnym dla szkoły na(...) I tak, w budynku starej szkoły mieściła się policja i zaszej, zawieszono bowiem na szkole tablicę z orłem polskim. (...) mieszkała prywatnie jedna z nauczycielek.
zaprowadzono gimnastykę skautowską, (...) powstał też kurs
(...) Otóż, po rozmaitych kłopotach i awanturach, wyforoanalfabetów – zapisało się 15 dziewczynek i 3 chłopców.
wałem nieprawnie zainstalowanych gości, uzyskując przez to
(...) 6 marca 1917 r. otwarto ochronkę, a zarazem odbyło się pomieszczenie na nowo utworzyć się mające klasy, w budynku
jej poświęcenie, którego dokonał ksiądz Wroński,
starej szkoły, budynki zaś gospodarcze na cele
proboszcz miejscowy.
swoje przeznaczając. W roku szkolnym skleciłem
(...) W 1919 r. szkoła w Michałowicach zostajedną izbę szkolną, przepierzając kuchnię poliła zmieniona na V-cio klasową – i jest w reorgacji deskami. W połowie była klasa, a w połowie
jeszcze gotowała się strawa dla policjantów. (...)
nizacji na VII. klasową.
Deski się rozeschły, porobiły się szpary, przez
Rok szkolny 1919/20 – Nowy kierownik –
które woń kapusty, grochu i rozmaitych pieczeWł. Niedojadło – zapisał w Kronice: Objąłem
ni i niepieczeni przedzierała się z kuchni do klasy
kierownictwo tut. szkoły podówczas 4-klasoi drażniła i dzieci i nauczyciela. Stuki, ryki itp.
wej (...), w warunkach nie do pozazdroszczenia.
urozmaicały naukę. (...)
Izba szkolna właściwie jedna w budynku szkolRok drugi mego kierownictwa (1920/21) roznym, drugą izbę szkolną zainstalowano w popoczął się przygotowaniem ubikacyj na pomieszkoju kierownika szkoły tak, że dziatwa szkolna
czenie 6 klas. Z mieszkania (nauczycielki, któprzechodziła (...) przez kuchnię. (...) przetransGodło Polski z lat 1916–27
portowałem tę klasę do drugiego pokoju, a dzieci
ra odeszła – przyp. red.) wyforowałem klasę
26
kompletnie. W budynku starej szkoły urządziłem 4 izby szkolne.
(...) Szkoła stała się 6- klasową.
Uczniowie starszych klas z okresu II wojny światowej
opowiadają, że budynek ten stał jeszcze w latach 1940 – 41,
a oni biegali tam, by do słów śpiewanej wspólnie piosenki
podskakiwać na ruszających się deskach podłogi, co powodowało wzbijanie się tumanów kurzu. Taka zabawa... Ktoś
inny przypomniał sobie, że uczył się czasami w drewnianym budynku pod strzechą... Niestety, innych szczegółów
dotyczących wyglądu tej najstarszej michałowickiej szkoły,
nikt dzisiaj nie pamięta... Możemy jedynie przypuszczać, że
najprawdopodobniej niewiele różniła się architektonicznie
od pierwszego budynku tutejszego urzędu gminy, który
był parterową, pobielaną, murowaną lecz krytą strzechą
chałupą z roku – zapewne – ok. 1866, kiedy to Michałowice – podobnie jak wiele innych miejscowości w tej okolicy –
uzyskały status gminy i być może wówczas postarały się
o posiadanie gminnej 2-klasowej szkoły. Prawdopodobnie
była to pierwsza tutejsza szkoła. W wielu pobliskich wsiach
istniały już wcześniej szkółki parafialne, jednakże Michałowice wówczas nie stanowiły jeszcze parafii...
O budowie (nowej) szkoły wciąż nie ma mowy.
(...) W lipcu (1924 r.) zjechała komisja dla zbadania stanu
szkoły (...) i orzeczeniem swym zamknęła szkołę. Radość nastąpiła u członków samorządu wiejskiego, niestety nie na długo.
Zebrałem zebranie włościańskie, wybrano delegatów i wyjechaliśmy do Miechowa – wystaraliśmy się o pożyczkę 900 złotych – inspektorat szkolny zmusił Samorząd Szkolny do wyremontowania szkoły. (...)
1925 r. – Jedna sala wynajęta u Dyląga Jana na lat 3. Jest to
izdebka nie mogąca pomieścić nawet 20 dzieci. Ponieważ nauka
odbywa się rano 8.00–12.20 po południu zaś od 12.45 do 5.10,
zakupiłem odpowiednią ilość lamp do klas, tak że nauka odbywa
się mniej więcej normalnie.
Z dniem 1 lutego 1925 zostałem zamianowany nauczycielem gimnazjum w Kaliszu. Odchodzę z przekonaniem, że
spełniłem swój obowiązek, tak, jak mi sumienie dyktowało i ku
ogólnemu zadowoleniu władz bezpośrednich tj. inspektoratu
szkolnego. Odchodząc – życzę szczęścia w dalszej pracy dla
dobra ojczyzny.
Podpisał – Wł. Niedojadło
(...) Na rok przyszły, tj. 1921/22 została szkoła w Masłomiący jako samoistna zniesioną i przydzieloną do szkoły w Michałowicach.
(...) Staram się obecnie o budowę nowego gmachu szkolnego
dla 7-mio kl. szkoły. (...) Nauka (w obu budynkach szkolnych)
odbywała się rano i po południu
w klasach ciemnych, zagrzybiałych – więcej nadających się na
chlewy niż jakiekolwiek pomieszczenia ludzkie.
Dążę całym wysiłkiem do budowy szkoły. W tym celu zawiązał się komitet – (...) w osobach
Bubki Wojciecha, Jaskółki Franciszka i mojej, który postarał się
o plany u architekta p. Jurkiewicza w Krakowie. Dozór szkolny
uchwalił budowę 7-kl. szkoły
w Michałowicach i budowa tej
szkoły zaczęła zataczać coraz jaśElementarz Geograficzny 1921
niejsze kontury.
Dzień 30 grudnia br. to dzień nad wyraz ważny dla tut.
szkoły. Zebranie gminne uchwaliło budowę szkoły i na ten
cel przyznało jako pierwszą ratę 30.000.000 marek. (Jednak
na skutek zakulisowych działań przeciwników budowy
szkoły, z robotą nie ruszono – przyp. red.)
Przez dach na nowej szkole od czterech lat (...) cieknie do
sieni i kuchni, a krokwie gniją. (...) Dach na starej szkole nie
naprawiony, leje się do wszystkich klas czterech. Podwójnych
okien do klas nie dano. Przedsionka do klas w starym budynku
nie dobudowano. Studni nie naprawiono. Okien nie wykitowano. Zamków nie naprawiono. Remont rozpoczęto dopiero 15/8
(o tyle, o ile) i skończono z dniem 1 września 1923 r.
Mimo uporu i przeciwieństw ze strony miejscowych czynników samorządu tak szkolnego, jak i gminnego (...) szkoła tut.
stała się (...) szkołą siedmioklasową. Dopiąłem celu. Wprawdzie budynek nie odpowiada całkowicie wymaganiom szkoły,
wprawdzie zawziętość wspomnianych jednostek nie ustaje na
krok w burzącej pracy, płyną skargi fałszywe do inspektoratu
szkolnego na mnie (...).
Rok szkolny 1925/26 – Z dniem 1. września 1925 r. objąłem kierownictwo tutejszej szkoły. Ponieważ poprzednik mój
odjechał przed tygodniem po oddaniu majątku szkolnego w ręce
głównego opiekuna szk. p. Piotra Nowaka – zatem nie miałem
możności zetknąć się bezpośrednio z byłym kierownikiem i zasięgnąć informacji niezbędnych dla kontynuowania pracy po
linji zamierzeń poprzednika.
Z poprzednich zapisków widzę – że czeka mię tutaj praca
w kierunku uświadomienia niektórych czynników społecznych
i urobienia ich przychylności dla dobra oświaty narodowej na
terenie tutejszej wsi. (...)
Kierownik Szkoły – Ignacy Wacyk
Rok szkolny 1926/27 – (...) W tym roku szkole udało się
uzyskać dwie nowe sale szkolne wynajęte pod jednym dachem –
odległe od budynku głównego ca 200 kroków. Temsamem większość dzieci będzie uczęszczała przed południem, poza dwoma
oddziałami (...) które z braku sal i odpowiedniej ilości sił nauczycielskich – będą zmuszone pobierać lekcje po południu.
(...) Zakończenie roku szk. 1926/27 odbyło się 27czerwca. (...)
była urządzona 3-dniowa wystawa prac szkolnych – zwiedzana licznie przez miejscową ludność, która nie ukrywała podziwu nad obecnym poziomem nauki w porównaniu do szkoły zaborczej. (...) Kierownik szkoły z okazji 10-lecia szkoły w Polsce
Niepodległej (...) odczytał spis abiturientów tut. szkoły sprzed
10-ciu laty, którzy mieli pierwsi szczęście po tylu latach niewoli
ukończyć szkołę polską.
Rok szkolny 1927/28 (...) Należy zanotować fakt zainstalowania stacji telefonicznej, na skutek inicjatywy kierownika
szkoły, a przy materjalnem poparciu grona naucz. Telefon
został uruchomiony jeszcze w ub. roku szk. ok. 15 kwietnia
1927 r.
W związku z akcją propagandy wychowania fizycznego i przysposobienia wojsk., została założona przy tut. szkole
strzelnica małokalibrowa 50-cio metrowa z rowem strzeleckim
i kulochwytem obok boiska szkolnego na gruncie p. Tadeusza
Dąbrowskiego (z michałowickiego dworu), który ofiarował na
ten cel część pola ornego.
(...) Dzięki ofiarności i współpracy grona nauczycielsk. oraz
kilku osób z poza grona (członków Związku Mł. Wiejskiej) –
27
szkoła po długich oczekiwaniach uzyskała wczoraj odbiorczy
aparat radiowy z głośnikiem. Nowy ten nabytek ma na celu
szerzenie oświaty pozaszkolnej wśród młodzieży i dorosłych.
W tym celu będą udzielane audycje niedzielne dla dorosłych –
zaś w środy i soboty dla dziatwy szkolnej. (...)
Rok szkolny 1928/29 – (...) W tym roku powstał 4-ro głosowy chór szkolny pod kierunkiem p. Józefa Kucharskiego, który
dzięki specjalnemu uzdolnieniu postawił ten chór na właściwym poziomie.
(...) W tym roku odbyły się wycieczki szkolne do Ojcowa
i Wieliczki (...).
pierwsze materjały, jak wapno, cegła i deski. Niestety – tempo
budowy jest dość powolne, a przyczyny tkwią głównie w braku
zasobów gotówkowych w Kasie gminnej i wynikających stale
kłótniach (...). Za cały ten rok szkolny zdołano zaledwie wyprowadzić mury fundamentowe, a zatem niema widoków, by od
przyszłego roku szkolnego dzieci znalazły pomieszczenie w nowym budynku. Budynek ten jest projektowany na 8 sal lekcyjnych (4 sale na parterze i 4 sale na piętrze) z tem, że narazie
ma wykończyć się tylko część parterową a piętro pozostanie się
do czasów lepszej konjunktury gospodarczej. W myśl dalszych
projektów – obecny budynek szkolny ma być całkiem oddany
w przyszłości na mieszkania nauczycielskie.
Rok szkolny 1932/33 – (...) Budowa szkoły posunęła się
o tyle naprzód, że wyciągnięto mury parterowe i na tem koniec!
W dalszym ciągu brak funduszów w gminie!
Wieliczka 1929
Rok szkolny 1929/30 –
(...) W danym roku szkoła
uzyskała dzięki ofiarności
dziatwy i władz gminnych
nowy nabytek jako pomoc naukową, a mianowicie lampę
projekcyjną wraz z 1000 zgórą obrazów do wyświetleń za
cenę zgórą 700 zł. (...)
Rok szkolny 1930/31 –
(...) Na terenie szkoły prowadzono: Szkolną Kasę
Oszczędności, sklepik uczniowski, harcerstwo męskie
i żeńskie oraz kursy wieczorowe dla dorosłych w miesiącach zimowych.
(...) Do najpiękniejszych uroczystości należy zaliczyć święto sportowe i święto pieśni, jakie nasza szkoła zorganizowała
w Michałowicach dla kilkunastu szkół południowej części powiatu (...). Dzięki dogodnym warunkom terenowym, dobrze
uplanowanej organizacji i znakomitym zespołom jakie dały
szkoły Michałowic, Więcławic, Słomniki i Iwanowice (...) – uroczystość ta nie miała równych sobie. Poszczególne momenty
obrazów gimnastycznych zostały sfotografowane przez samolot
Aeroklubu Krakowskiego, który przyleciał specjalnie, dokonać
zdjęć z tej uroczystości. Niezliczone tłumy publiczności przy
pięknej pogodzie wypełniły szczelnie obszerną łąkę gromadzką –
a wrażenia dnia tego pozostaną długo w pamięci miejscowego i okolicznego społeczeństwa. Rok szkolny 1931/32 – (...)
Gmina przystąpiła nareszcie do realnej pracy dokoła budowy
budynku szkolnego. Skończyły się tyloletnie narady i obrażania
się w sferze czczych projektów – a przystąpiono do dzieła realnie! Oto w dniu 18. września zjawiły się na placu budowlanym
Wycieczka do Wieliczki – 1934 r.
Rok szkolny 1933/34 – (...) Budowa szkoły posunęła się
znacznie naprzód dzięki pożyczce, jaką gmina uzyskała z Tow.
Popierania Budowy Szkół w wysokości 1000 zł. – Nareszcie
mury zostaną w ciągu lata przykryte dachem i jest nadzieja,
że w jesieni tj. we wrześniu uzyskamy przynajmniej dwie sale
lekcyjne!
Rok szkolny 1934/35 – Ten rok szkolny zamykamy pod
znakiem żałoby narodowej, którą okryła się cała Polska z powodu zgonu Pierwszego Marszałka Polski śp. Józefa Piłsudskiego.
Jeszcze nasza szkoła nie tak dawno, bo w dniu 30. marca 1935 r.
otrzymała od Pana Marszałka list z podziękowaniem za życzenia Imieninowe. A w dniu 13. maja br. wstrząśnięta tragiczną wieścią wysłała na ręce Pani Marszałkowej i Jej Córek list
kondolencyjny, włączając do codziennych modlitw przed- i polekcyjnych modlitwę za spokój
duszy śp. Marszałka.
(...) Jako historyczny fakt,
godny zanotowania należy z radością zapisać – to doprowadzenie budowy szkoły pod dach
i oddanie do użytku 2-óch sal
lekcyjnych, co nastąpiło wśród
zimy. W dniu 15. stycznia 1935
roku! Fakt ten – dziwnym zbiegiem okoliczności zbiega się z 10leciem mego kierowania szkołą
w Michałowicach. Wprawdzie
Honorowa warta przy trumnie J. Piłbrakuje jeszcze conajmniej 4-ech
sudskiego
28
Nauczyciele wraz z uczniami na tle frontowej ściany budynku szkoły w Michałowicach (ok. 1936–37 r.) – od lewej siedzą: Pocięgiel Maria, Wacyk Helena, Sosnowska
Józefa, Wacyk Ignacy – kierownik szkoły, Kucharski Józef, Sosnowski Jan. W trzecim rzędzie od dołu, po prawej stronie, w ubranku w paski – stoi wśród uczniów Lucjan
Bednarczyk – syn Andrzeja Bednarczyka, pierwszego wójta gm. Michałowice w powojennej Polsce (od r. 1945)
izb lekcyjnych, ale dalsze zabiegi gminy o uzyskanie drugiej
pożyczki w Tow. Popierania Budowy Szkół rokują nadzieję, że
wykończenie całego budynku – to kwestja najbliższych miesięcy. Z przykrością jednak trzeba stwierdzić, że (miejscowe –
przyp. red.) Koło Popierania Budowy Szkół nie rozwija się jakby należało, a hamulcem jest tutaj wysokość składki członkowskiej (4 zł. rocznie), co dla rolników przedstawia dość poważny
wydatek.
Rok szkolony 1935/36 – Nadzieje dalszego uzyskania izb lekcyjnych w nowym budynku szkolonym na ten
rok szkolny częściowo spełniły się! Uzyskaliśmy (...) dalsze 2 sale i obecnie szkoła mieści się już w 4-ech nowych
salach. Brakuje jeszcze 2-óch sal, na które – jak się okazuje
nie prędko możemy liczyć. (...)
Wskutek tego dzieci muszą jeszcze lokować się w „starej szkole”, pamiętającej czasy z roku 1860; stan higieniczny tej starej
rudery urąga najprymitywniejszym zasadom zdrowotności.
Rok szkolny 1936/37 – (...) Budowa, względnie wykończenie nowego budynku utknęło na martwym punkcie! Gmina pomimo uzyskania pożyczki w Tow. Popierania Budowy
Publ. Szkół Powszechnych nie uczyniła zgoła ani jednego kroku
w kierunku wykończenia budynku czy choćby jednej dalszej
sali. (...) Tymczasem budynek niszczeje, fundamenty są stale
zalewane przez wody burzowe, w klasie od strony północno-zachodniej rzuciła się wilgoć i pleśń, mury przepuszczają mróz do
wewnątrz, słowem budynek z takim trudem wzniesiony, z każdym rokiem chyli się ku ruinie, tracąc na swej wartości! (...)
Wewnętrzne życie szkoły natomiast, pomimo złych warunków
higienicznych płynie torem normalnym. (...)
Nauczyciele z dziećmi na tle szkoły od strony boiska. Fotografia sprzed 1949 r.
Wyraźnie widać brak rowu odwadniającego – stąd m.in. kłopoty z zagrzybieniem
budynku
29
Wycieczka do Kalwarii Zebrzydowskiej
(...) Stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że fundusze
uzyskane na wykończenie nowego budynku szkolnego zostały
przez Gminę użyte na rozszerzenie mieszkania służbowego, dla
nowego sekretarza gminy (...). Tego rodzaju fakt nie wróży naszej szkole pomyślnych warunków rozwojowych. (...)
Rok szkolny 1937/38 – (...) Z wycieczek krajoznawczych
odbyto w tym roku dwie: jedną pod przewodnictwem Ks. Prefekta Bajera Andrzeja do Kalwarii Zebrzydowskiej – drugą do
solni w Wieliczce.
Rok szkolny 1938/39 – (...) Nadmienić należy, że władze
wojskowe zarządziły w tym roku kurs obrony przeciwlotniczogazowej (Oplg.) dla nauczycielstwa z całego powiatu i każda
szkoła była obowiązana wydelegować do Miechowa na ten kurs
po dwie siły nauczycielskie. (...) Odnieśliśmy stąd dość przykre
wrażenie – że należy liczyć się poważnie z wybuchem konfliktu
zbrojnego w Europie. Oby to uczucie okazało się nieprawdziwem, gdyż Ojczyzna Nasza zaledwie zaczęła dźwigać się po
ostatniej wojnie do życia i potrzebuje jeszcze wielu, wielu lat,
by mogła stanąć twardą stopą i oprzeć się zakusom wrogów.
Rok szkolny 1939/40 – Dzień 1 września 1939 r. – to dzień
wybuchu strasznej wojny!
(...) Budynki szkolne zajęte na kwatery dla wojska, ławki
szkolne z jednej klasy idą na materiał opałowy i na żłoby dla
koni, jedna sala w starym budynku zamieniona na stajnie, to
samo dzieje się z ubikacjami w suterynach nowego budynku.
Przerwa w nauce trwa do końca października 1939 r. (...)
Nauka teraz – to właściwie namiastka dawnej szkoły – władze
szkolne zabroniły nauczania geografii i historii oraz używania
jakichkolwiek książek szkolnych. (...) W nauczaniu należy ograniczać się tylko do sztuki pisania i czytania oraz trochę rachunków. Wszelkie przejawy ducha polskiego (czucie i myślenie po
polsku) są zarządzeniem władz surowo zabronione. Dzieciom
żydowskim wstęp do szkoły zabroniony, więc niektórzy nauczyciele ryzykują na prywatne ich nauczanie. Dwa odbiorniki radiowe szkoła musiała odesłać do Miechowa. Następuje redukcja
nauczycieli.
Świeżo zakupione (w sierpniu 1939 r.) książki do biblioteki
uczniowskiej musimy ukryć poza obrębem szkoły u pewnego zaufanego gospodarza, gdyż biblioteka szkolna jest zarejestrowana
i czeka na wysyłkę – łącznie z podręcznikami szkolnymi – do
Miechowa.
Rok ten, to rok depresji duchowej i materialnej szkoły!
Systematyczne prowadzenie kroniki szkolnej w tych warunkach jest wykluczone – należy ograniczać się w czasie tej
strasznej okupacji jedynie do suchego notowania faktów, a samą
kronikę przechowywać w miejscach niedostępnych dla oka Gestapo!
Niemieckie tabory wojskowe
30
Rok szkolny 1940/41 – (...) Do szkoły przestało uczęszczać
23% uczniów, z braku obuwia, ubrania i pogarszania się stanu
materialnego rodziców. Na 45 dzieci – przypada jeden nauczyciel (przyp. red.)
Fotografia z roku 1940–41; w tle budynek szkoły, wzniesiony w latach 1931–38.
W środku od lewej – siedzi Kazimiera Nowak (obecnie Bubka). Z lewej strony
zdjęcia, widoczny fragment starej stodoły szkolnej i studni pod daszkiem
(...) Na miejsce skasowanych podręczników zostaje wprowadzony „Ster” – czasopismo gadzinowe dla dzieci od III–VII kl.
(...) Skasowano wszelkie dotychczasowe organizacje uczniowskie i komitet rodzicielski. Nauczycieli zaprzęga się do pracy w Komisjach kontyngentowych (zabieranie chłopu produktów rolnych) i używa się nas jako nagonkę propagandową na
wyjazd do Niemiec na roboty. Skutkiem tego Nauczycielstwo
staje się mimo własnej woli wrogiem w oczach społeczeństwa.
Oczywiście – dotychczas udaje się nam wykręcać od tej „pracy
ku zwycięstwu”, ale jak długo to potrwa?
Rok szkolny 1941/42 – W tym roku powstaje przy tut.
szkole, dzięki zabiegom działacza chłopskiego w powiecie
p. Gawlikowskiego – Szkoła Rolnicza dla chłopców powyżej
14-go roku życia. Chodzi tutaj o ratowanie młodzieży dorastającej przed wywożeniem do Niemiec.
(...) Wiadomo mi, że władze niemieckie (...) obiecują „nietykalność” szkołom rolniczym w celu podniesienia „kultury
rolnej” – czytaj: wydajności gleby dla celów kontyngentowych
„Dystryktów”.
(...) Wprowadzono w korespondencji służbowej jęz. niemiecki jako obowiązujący wszystkich nauczycieli. Żąda się od nauczycieli i uczniów „dowodów aryjskich” (...). Odebrano szkołom wszystkie mapy i obrazy. (...) Władze naciskają na zbieranie
żelaziwa, szmat itp. dla przemysłu wojennego.
(...) W tym roku w naszej wsi nowość: gromada organizuje
spółdzielnię pod nazwą „Zgoda”.
Jeden z naszych kolegów ryzykuje tajne nauczanie, co idzie
już od kilku miesięcy bez przeszkód.
Rok szkolny 1942/43 – (...) Łapanki na roboty do Niemiec
w tym roku odżyły ze zdwojoną siłą. Władze żądają wykazów
uczniów kl. VII, którzy (...) wchodzą w rachubę jako siła robocza
na eksport przez „Urząd Pracy”.
Częste przemarsze wojsk, zajmowanie budynku szkolnego na
kwatery dla wojska – wytwarzają taką sytuację, że nauka może
odbywać się tylko w 1 izbie na 3 zmiany, po 3 godziny dziennie.
Obniża to wielce poziom nauki (...).
(...) W tym roku obchodzimy rzadki jubileusz 60-lecia kapłaństwa tut. Księdza Kanonika Wrońskiego Michała w dniu
16. maja 1943 r.
(...) Tajne nauczanie w tym
roku rozwinęło się bardziej – już
mamy w kilku punktach komplety
składające się z dzieci godnych zaufania i żądnych dobrego kształcenia się. Obejmują one materiał
klas I–III gimnazjum oraz historię i geografię na poziomie szkoły
powszechnej.
Ks. Michał Wroński w otoczeniu
Rok szkolny 1943/44 –
miejscowej elity – jubileusz 50-lecia
Kapłaństwa
(...) Od 4 kwietnia br. na szkołę
zwaliły się takie masy wojska i taborów, że usunięto nas zupełnie z budynku szkolnego. Szkoła nasza od tej daty zostaje zamieniona na punkt przelotny dla oddziałów idących na
wschód i kwaterujących po parę tygodni każdy. Każda z tych
formacyj wojskowych dorzuca w ciągu swego pobytu po dużej cegiełce do stanu zniszczenia dobytku szkolnego. (...) Od
kwietnia do lipca spalono wszystkie ławki z 4-ech izb lekcyjnych. Następnie uległy zniszczeniu wszystkie piece, zamki i drzwi, szyby w oknach zamalowano sadzami na czarno
w związku z akcją „zaciemniania” w czasie nalotów. Nauka
odbywała się w dwóch małych izbach w Zerwanej u gospodarza Kradzienia – dzieci uczyły się co drugi dzień (7 klas przy
dwóch izbach).
Tajne nauczanie w tym roku idzie całą parą!
Rok szkolny 1944/45 – (...) 18 stycznia 1945 r. – wkroczenie zwycięskich wojsk radzieckich. (...) W szkole brak
ławek i szyb w całym budynku nie zniechęcił nauczycieli –
był bodźcem do pracy nad szybkim usuwaniem przeszkód. Dzięki ofiarnej pracy ob. Bednarczyka Andrzeja, wójta gminy w Odrodzonej Polsce Ludowej, szkoła nasza i Grono Nauczycielskie szybkimi krokami
zaczęły podnosić się do życia i pracy twórczej. (...) Rozpoczęto prawie normalną naukę z dniem 19. marca 1945 r.
Rok ten wprawdzie miał b. ciężkie warunki pracy, lecz
po tylu latach okupacji był rokiem odrodzenia polskiej
szkoły!
Rok szkolny 1945/46 – Warunki lokalowe nieco się
polepszyły, w porównaniu z rokiem ubiegłym, gdyż Gmina dostarczyła do 4-ech izb lekcyjnych 96 nowych ławek
2-osobowych. Brak jeszcze innych części umeblowania
klas (...).
Rok szkolny 1946/47 – (...) W dalszym ciągu szkoła cierpi na brak najpotrzebniejszych pomocy naukowych.
Rok szkolny 1947/48 – (...) Dokonano przeróbki dużej sali
w starym (mieszkalnym – przyp. red.) budynku szkolnym na
31
dwa mieszkania, każde po dwie izby (pokój i kuchnia), które
z dniem 1 listopada 1947 r. zostały oddane Nauczycielstwu do
użytku.
W ten sposób pod jednym dachem znalazło pomieszczenie
6 sił nauczycielskich, a dawny budynek szkolny stał się odtąd
Domem Nauczycielskim, który posiada wszelkie warunki na
rozbudowę przez podniesienie jego murów na piętro.
Pozostaje obecnie jeszcze do rozwiązania problem rozbudowania budynku szkolnego do liczby 8-miu izb lekcyjnych przez
dobudowę pietra. Niestety,
Gmina będąc obecnie zaangażowana w budowie gmachu
szkolnego w Więcławicach –
nie prędko zabierze się do tej
sprawy.
Szkoła otrzymała w tym
roku (...) kilka map do geograSzkoła w Więcławicach
fii oraz zakupiła parę obrazów
do pogadanek. (...) Chlubą naszej szkoły jest obecna biblioteka,
zaopatrzona w dość bogaty księgozbiór, przewyższający swym
dobrem stan przedwojenny.
65 lat temu... Siostra mojej babci, Ilona ze Sławińskich
Wacyk (ur. na Peczu – Węgry) i jej mąż Ignacy Wacyk
(rodem z Tarnopola), którzy prowadzili szkołę w Michałowicach pod Krakowem – za udział w uroczystościach
Trzeciego Maja w 1946 r. (dzieciom szkolnym zezwolili
na nieobecność w tym dniu w szkole – przyp. red), zostali zdegradowani i skierowani do małej szkoły w Naramie
gm. Iwanowice (zaś córka Anna podjęła pracę nauczycielki
w Damicach – przyp. red.).
Ich syn, Jerzy Wacyk – student Politechniki Krakowskiej –
także wziął udział w wydarzeniach na Rynku Głównym.
Wkrótce, za działalność w podziemnej organizacji o wymownej nazwie „Liga Walki z Bolszewizmem”, został skazany na ·śmierć przez „Krwawego Julka” – stalinowskiego
sędziego. Juliana Haraschina. Trzy miesiące siedział w celi
śmierci, ale w wyniku amnestii karę zamieniono na dożywocie. Wyszedł z więzienia w czerwcu 1956 r., a we wrześniu tegoż roku trzymał mnie do chrztu.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (Blog internetowy)
Rok szkolny 1949/50 – (...) Kierownictwo szkoły objął
Chabior Zygmunt.
(...) Odremontowano dwie sale szkolne w suterenach oraz
jedną małą salkę na gabinet fizyko-chemiczny. (...) Obsadzono
teren szkolny drzewami parkowymi. W projekcie jest powiększenie boiska szkolnego, zakup pomocy naukowych i budowa
chodników.
Rok szkolny 1950/51 – Obowiązki kierownika szkoły objął
Szymacha Stanisław.
(...) Przy szkole zorganizowano sekcję tańców rytmicznych
i ludowych, prowadzoną przez nauczycielkę z Krakowa, która
przyjeżdżała z muzyką w każdy tydzień w sobotę na ćwiczenia.
Rok szkolny 1951/52 – Wydział Oświaty zaprojektował
wykończenie budowy szkoły, to znaczy dobudowanie piętra
(w rzeczywistości powiększono budynek z 1938 r. o boczne
skrzydła – przybudówki, z każdej strony uzyskując po dwie
izby, co opisano na dalszych kartach kroniki – przyp. red.) Budowa została zaplanowana na rok 1953.
(...) Dzieci klasy siódmej brały udział w sadzeniu drzewek
przy drodze na dawnej komorze celnej.
Rok szkolny 1952/53 – (...) Funkcję p.o. tut. szkoły objął na
polecenie Wydziału Oświaty w Miechowie Zarębski Jan.
Grono Nauczycielskie pracuje zgodnie (...) jego członkowie
pomagają sobie wzajemnie w pracy dydaktyczno- wychowawczej na terenie szkoły i praca ta daje dobre wyniki.
Rok szkolny 1953/54 – (...) W roku tym na pierwszy plan
wybija się zagadnienie rozbudowy szkoły ponieważ dzieci
3-klas uczą się w (...) ciemnych izbach w suterenach, co ujemnie
odbija się na stanie zdrowotności.
Teodor Szczegielniak – grób
Aby przyspieszyć termin rozbudowy szkoły, zaplanowany
na rok 1956, kier. szkoły mobilizuje Kom. Rodz. do zbiórki pieniędzy na opłacenie dokumentacji. W zbiórce tej wyróżnił się
ob. Szczegielniak Teodor, który pożyczył 2.000 zł na wpłatę części należności za dokumentację i kilkakrotnie w tej sprawie wraz
z kier. Szkoły wyjeżdżał do Krakowa. (...)
(Ten zasłużony legionista J. Piłsudskiego, spoczywa na
michałowickim cmentarzu – przyp. Red.)
Rozbudowa szkoły zostanie o rok przyspieszona i jest nadzieja, że w bieżącym roku szkolnym przedsiębiorstwo budowlane przystąpi do prac przy rozbudowie.
Rok szkolny 1954/55 – Budowlane Przedsiębiorstwo Powiatowe w Krakowie, z końcem września 1954 r. przystąpiło do
rozbudowy szkoły. (...) Prace prowadzone są chaotycznie i bezplanowo. Na budowie są nadużycia.
(...) Wodę na budowę przywozi się z rzeki Dłubni odległej
o 1 km, co w dużym stopniu utrudnia prace i zwiększa koszt
robót. Ludność w czynie społecznym pomaga wywożąc ziemię
z wykopu, a przedsiębiorstwo wypełnia fałszywe rachunki za
usuwanie ziemi. Kierownik szkoły stale interweniuje w tych
sprawach w Dyrekcji przedsiębiorstwa. (...)
Warunki pracy w szkole stale się pogarszają, ponieważ część
stara budynku też ma być wewnątrz przebudowana i dostosowana do części nowej, a PGRN nie dysponuje pomieszczeniami,
w których dzieci mogłyby pobierać naukę.
Mimo tych trudności Grono Nauczycielskie pracuje z poświęceniem (...).
Rok szkolny 1955/56 – Warunki pracy szkoły bardzo
złe. Aby połączyć stary korytarz z korytarzami w przybudówkach, wyburzono ściany w starej części budynku.
W szkole przeciąg i zimno. Dzieci – nauczycielstwo przeziębiają się lecz naukę prowadzi się bez przerwy. Hałas i stuk
przy budowie w dużym stopniu przeszkadzają w nauce.
Mimo tych trudności (...) wyniki nauczania nie są złe i dzieci kl. VII-ej po złożeniu egzaminu zostały przyjęte do szkół
średnich.
Kierownik szkoły stara się wraz z ob. Chudobą Stanisławem
o zakup potrzebnych pomocy naukowych, które z powodu braku pomieszczenia przechowuje się w mieszkaniu. W starej części budynku przerabia się w izbach lekcyjnych – rozbudowuje się piece, przestawia drzwi, układa parkiet. Ławki szczelnie
32
zesunięto. Dzieci, chcąc się dostać na swoje miejsce w ławkach,
skaczą po nich. Kierownik budowy, nie mając potrzebnej ilości
robotników i potrzebnego materiału, nakazał odkryć dach i tym
samym spowodował że woda deszczowa zalała izby lekcyjne tak,
że wylewano ją wiadrami. Ściany w klasach zostały zawilgocone. (...) W takich warunkach pracowano za czasów rozbudowy
szkoły.
Rok szkolny 1955/56 – (...) Warunki pracy nieco się
poprawiły. Oddano w tym roku w stanie surowym 3 izby
lekcyjne, ale trzeba było wędrować z klasy do klasy, bo
przedsiębiorstwo budowlane wykonywało roboty instalacyjne elektryczne i wodno-kanalizacyjne. W okresie kładzenia
posadzki na korytarzach, dzieci i nauczyciele do (izb lekcyjnych) budynku szkolnego wchodzili przez okno po drabinie.
Roboty instalacyjne były opóźnione, ponieważ nie wykonano na czas projektu instalacji, zleconych Wojewódzkiemu
Biuru Projektów Budownictwa Wiejskiego. Instalacja elektryczna i radiofoniczna nie została sprawdzona i oddana
do użytku.
Rok szkolny 1957/58 – Szkoła korzysta z całego rozbudowanego budynku szkolnego, mającego wiele usterek.
Drzwi i okna źle osadzone, dach – dwukrotnie poprawiany przez przedsiębiorstwo – przecieka, wskutek tego cały
budynek jest stale zawilgocony, instalacja wodno-kanalizacyjna niewykończona, instalacja radiowa i elektryczna – wadliwa. W szkole brak sprzętów, tj. ławek, szaf,
stołów. (...)
Chociaż warunki higieniczno-sanitarne nie są dobre, praca
jest łatwiejsza, ponieważ po rozbudowie przybyło 4 nowe izby
lekcyjne. Jedną z nich przeznaczono na salę gimnastyczną i jedną na pracownię fizyki.
Rok szkolny 1959/60 – (...) Na zimę 1959 r. przystąpiono
do robót wodno-kanalizacyjnych i w związku z tym zdjęto
ze studni PGRN, z której korzystała szkoła i część grona.
naucz. korbowód, uniemożliwiając w ten sposób pobieranie
wody ze studni. Odtąd, tak szkoła jak i grono naucz. zmuszone są korzystać ze studni przy plebanii znacznie oddalonej od szkoły, co bardzo utrudnia utrzymanie czystości
w szkole.
W roku tym uczniowie klas VI i VII-ej naprawiali chodniki
koło budynku szkolnego, zasypywali rowy pozostawione przez
robotników pracujących przy kanalizacji i uporządkowali boisko gimnastyczne. Ogółem przepracowali 800 roboczodniówek,
pracując niejednokrotnie po zajęciach lekcyjnych.
Rok szkolny 1960/61 – Staraniem kier. szkoły naprawiono dach na budynku szkolnym, na nowo osadzono futryny
drzwi, gruntownie przerobiono wadliwie założoną instalację elektryczną i przystąpiono do malowania izb lekcyjnych.
Malowanie przeciągnęło się, ponieważ PGRN zleciła malowanie (jednemu tylko malarzowi) każdej izby lekcyjnej na
inny kolor (...). Starania kierownika o jeszcze jednego malarza pozostały bez rezultatu. Z tych powodów budynek szkoły
nie został w terminie wymalowany, ale nauka w szkole rozpoczęła się w dniu 1. września. Malowanie lamperii wykonywano po zajęciach lekcyjnych, co wcale nie przeszkadzało
w pracy dydaktyczno-wychowawczej.
I tak dalej, dalej, dalej... aż do roku 2002. Wówczas Michałowice doczekały się nowoczesnych budynków Zespołu Szkół,
które wszyscy znamy. A michałowiccy uczniowie? – oni chyba
najbardziej ze wszystkich zasłużyli sobie na możliwość kontynuowania nauki w pięknej, jasnej, ciepłej i niezagrzybionej
szkole...
W artykule niniejszym przytoczono najważniejsze fakty dotyczące procesu – jak widać niezwykle pod wieloma
względami złożonego – budowy i organizacji tutejszej
szkoły, opisane ręką kolejnych kierowników tej placówki
w najstarszej Kronice Szkoły. Najnowsza historia szkoły
wciąż dzieje się na naszych oczach i notowana jest skrzętnie w kolejnych księgach Kroniki, znajdując swe odbicie
także na szkolnej stronie internetowej.
(Zachowano oryginalną pisownię i składnię cytowanego tekstu.)
Zebrała i opracowała – Elżbieta Kwaśniewska
składając podziękowanie państwu – K. i A. Bubkom, D. Jaskółce, Zb. Sienko,
St. Kałwie, H. i Cz. Misiom, J. Sadowskiemu, P. Krawczykowie, L. Bednarczykowi, A. Bednarczykowi i in. – którzy użyczyli historycznych już fotografii, ilustrujących niniejszy tekst, próbując opisać uwiecznione na nich scenki
i przypominając nazwiska dawnych michałowiczan – członków rodzin, sąsiadów i miejscowych notabli.
Jeśli jednak ktoś spośród mieszkańców Michałowic posiada na ten temat szerszą wiedzę, niż zawarta w niniejszym artykule lub też dysponuje starymi fotografiami omawianych obiektów, proszony jest o podzielenie się tymi
informacjami z Redakcją „Naddłubniańskich Pejzaży”.
Ocalmy wspomnienia od zapomnienia!
Przyjrzyjmy się jeszcze interesującej kompilacji utworzonej ze zdjęcia lotniczego działek szkolnej i gminnej (rok
2002) oraz – z opisującego ten sam teren – fragmentu mapy scaleniowej Michałowic z lat 1935–36, a także późniejszych planów budowlanych. W identyfikacji niektórych obiektów pomogły fotografie, zachowane w prywatnych
michałowickich domach oraz okruchy pamięci najstarszych mieszkańców naszej Gminy. Mimo to, nie wszystko
udało się w pełni odtworzyć, choć mamy nadzieję, że przedstawiony tu obraz zmieniającej się z czasem rzeczywistości szkolnej i gminnej – w sferze wznoszonych tu zabudowań i towarzyszących temu procesowi problemów – nie
mija się zbytnio z prawdą – interesującą, choć pełną wyrzeczeń dla tutejszych mieszkańców.
33
1
4
2
3
3
5
6
34
Pierwsza szkoła w Michałowicach – drewniana, pod strzechą, z lat 1860–70, rys. Barbara Nowak. Obok stara szkolna stodoła. Poniżej – murowana szkoła mieszkalna z jedną izbą lekcyjną – wybudowana w latach
1907–1908, rozebrana po roku 2002 (widok od wschodu i od północy). Na dole – budynek szkoły wzniesiony w latach 1931–1938, oraz – rozbudowany o boczne skrzydła w latach 1954–1958. Obok – ukończony
w roku 2002 kompleks budynków Zespołu Szkół w Michałowicach (także na str. 33).
Na zdjęciu lotniczym wykonanym w 2002 r., obwiedziono linią wąską białą – obiekty naniesione na wykonaną w latach 1935–36, mapę scalenia Michałowic; linią wąską
czarną – zaznaczono budynki powstałe tu, bądź przebudowane po roku 1936, ale jeszcze w XX w.; czarna szeroka linia wskazuje realizacje budowlane poczynione już
w XXI w.
7
Pierwszy budynek Urzędu Gminy w Michałowicach (prawdopodobnie
z roku ok. 1866 – kiedy powstała tu gmina) – murowany, pobielany, kryty
strzechą. Rys. Barbara Nowak
* Zdjęcie wykonano w czasie II wojny światowej – nad drzwiami widnieje niemiecki napis: Gemeindeverwaltung in Michałowice – Urząd Gminy w Michałowicach.
Na schodkach stoją urzędnicy: Tadeusz Gajda – sekretarz, Władysław Białko z żoną Joanną i Jan Sienko – referent, który pełnił także obowiązki sekretarza gminnego.
Z funkcją referenta został awansowany do Urzędu w Gołczy. Mężczyzny z prawej strony nie udało się zidentyfikować.
* Na progu UG stoją: Joanna Białko – sekretarka i Tadeusz Gajda – sekretarz, poniżej Władysław Białko i (?).
* W drzwiach UG stoją: po lewej – Władysław Białko, z jego lewej strony – Jan Sienko referent, w środku z żoną pod rękę – Karol Bielecki, sekretarz UG w Michałowicach
od 1936 r. – po Józefie Knaflu. W latach 1931–32 wójtem był Tomasz Sobolewski, zaś po roku 1945 – Andrzej Bednarczyk. Niestety, w pamięci zatarły się już nazwiska
i funkcje pełnione w Urzędzie Gminy przez pozostałe przedstawione tu osoby.
* Przy biurku, wewnątrz UG siedzi Jan Sienko – referent, stoi Tadeusz Gajda – sekretarz, w tle – Joanna Białko (zapewne sekretarka).
8
8a
9
9
Budynek Urzędu Gminy w Michałowicach, wzniesiony w latach 1945 -1946, wg proj. Bartłomieja Nowaka; dalej – ten sam budynek, z piętrem dobudowanym w latach
siedemdziesiątych XX w. oraz obecny budynek Urzędu Gminy, funkcjonujący od 2010 r.
10
Ostatnie chwile „Stodółki” – dawnej stodoły wójta bądź sekretarza Gminy. W czasie II wojny światowej, wyremontowana i wzmocniona żelbetową konstrukcją przez Niemców, była przez wiele lat
budynkiem Gminnego Ośrodka Kultury
w Michałowicach. Została zburzona –
ustępując miejsca rozbudowanej w 2010 r.
nowoczesnej siedzibie Urzędu Gminy
w Michałowicach.
Jej los podzielił także dawny „kurnik”
sekretarza (widoczny w głębi) – zaadoptowany w przeszłości dla potrzeb gminnego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji.
Pełniono tu również dyżury policyjne,
nadzorowane przez posterunek ze Słomnik, a następnie z Zielonek
11
35
CZĘSTOCHOWA – DOŻYNKI 2010
Na Jasnej Górze – 5 września 2010 r.
wśród licznie zgromadzonych tutaj,
jak zawsze, grup dożynkowych, Michałowice także miały swoich przedstawicieli. Sołtys z Michałowic I –
Jadwiga Tochowicz wraz z mężem
Jerzym, zgromadzili wokół własnoręcznie wykonanego wieńca, przedstawiającego ikonę Matki Bożej Częstochowskiej w „sukience” z ziaren
zbóż – dożynkowy orszak, do którego
zaprosili kapelę krakowską z pobliskiego Maszkowa (gm. Iwanowice) –
pod batutą kontrabasisty, Zygmunta
Kucharskiego.
uroczystości dożynkowe, zaś przejeżdżający tędy prezydent B. Komorowski wraz ze świtą, pozdrowił kapelę
uśmiechem i skinieniem ręki.
Opowiedziała Jadwiga Tochowicz
Po powrocie do Michałowic, wieniec poświęcony w Częstochowie,
odprowadzony został wraz z muzyką
do kościoła parafialnego i zajął miejsce
przed ołtarzem, gdzie już wcześniej
ustawiono wieńce – z Michałowic II,
z polskim orłem w zwieńczeniu, który wyplótł pięknie i zgodnie z tradycją Stanisław Kałwa oraz drugi, w postaci kielicha ofiarnego – oryginalne
dzieło Krystyny Zielińskiej, sołtyski
Zerwanej.
Wieniec nieśli Stanisława i Zbigniew Bińczyccy z Wilczkowic oraz
(gościnnie) Jolanta i Aleksander Kmiecikowie z Zalesia, nieopodal Woli
Więcławskiej. Pięknie wypieczonym
bochnem chleba zajęli się – dzieląc się
nim ze wszystkimi chętnymi – Maria
Dyląg i Stanisław Machnik.
Kapela, prezentująca wesołe krakowskie marsze, wzbudziła uwagę
organizatorów, toteż poproszona została o przygrywanie przy głównej
bramie Jasnej Góry – na pożegnanie
gości oficjalnych, opuszczających
Fot. J. i J. Tochowiczowie
Niezwykłą metamorfozę – na przestrzeni ostatnich lat – przeszła sztuka
wykonywania tych dożynkowych
symboli... A przecież wszystko zaczęło się kiedyś od okazałego wieńca
na głowie przodownicy żniw, który
wprost z pola – po zakończeniu prac –
trafiał tradycyjnie na ścianę pańskiej
komory, by ziarna jego kłosów posłużyć mogły za pierwszą garść wiosennego zasiewu...
Dłubnia...
1.
Nasza wiekowa, stara Dłubnia
Taka wyniosła jest i dumna,
Fale swe tocząc z prawa i z lewa
– na pola nasze nie wylewa.
2.
Drzewa, po obu stronach jej brzegu,
Stoją, jak wojsko – w równym szeregu,
A ona płynie, płynie, płynie,
W michałowickiej pięknej dolinie.
36
3.
I choć to nie jest rzeka główna
– to żadna inna jej nie dorówna.
Zdobi krajobraz Małopolski
I każdej – przez którą płynie – wioski.
Teresa Bednarczyk z Sieborowic
600. rocznica bitwy pod Grunwaldem
Sześć wieków temu armia Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego zwyciężyła wojska krzyżackie.
Z perspektywy stuleci wydawać by się mogło, że bitwę grunwaldzką wygrała anonimowa masa rycerzy polskich
– było ich bowiem według różnych szacunków od 16 do 23 tysięcy. Warto jednak zaznaczyć i przypominać, że uczestnicy tego starcia, ich synowie i wnukowie, opromienieni pamięcią wielkiego zwycięstwa, uczynili z Polski mocarstwo,
które już w połowie XV wieku rozciągało swoje strefy wpływów na Czechy, Węgry i Mołdawię, a Polska weszła
wówczas do grupy państw europejskich, decydujących o najważniejszych wydarzeniach na tym kontynencie. Stało
się to także za sprawą kilkuletnich dysput dyplomatycznych Pawła Włodkowica – obrońcy interesów Polski
w sporach z Krzyżakami, przed obliczem papieża.
Obecnie urząd Rzecznika Praw Obywatelskich przyznaje nagrodę im. Pawła Włodkowica, osobom fizycznym i prawnym, występującym w obronie praw i wolności, nawet wbrew zdaniu większości.
Jan Długosz – polski dziejopis, a zarazem raciborowicki
proboszcz i budowniczy tutejszego kościoła parafialnego pw. św. Małgorzaty – tak
w swoich Kronikach opisał
końcowe chwile bitwy:
J. Długosz w swojej pracowni,
mal. J. Matejko
(...) Oddziały polskie zatem
wyzbywszy się wahania, które ich wstrzymywało, wieloma
chorągwiami rzucają się na wrogów, ustawionych w 16 chorągwiach, do których schroniła się również reszta, która pod innymi znakami poniosła klęskę, staczając z nimi śmiertelną walkę.
I chociaż wrogowie przez jakiś czas stawiali opór, w końcu jednak, otoczeni zewsząd mnóstwem wojska królewskiego, zostali
wycięci w pień i niemal wszystkie oddziały walczące w 16 chorągwiach wyginęły lub dostały się do niewoli. Po zwyciężeniu
i rozgromieniu tego zastępu wrogów, w którym – jak wiadomo –
zginęli wielki mistrz pruski Ulryk, marszałkowie, komturowie,
i wszyscy znaczniejsi rycerze i panowie z wojska pruskiego, pozostały tłum nieprzyjacielski podjął odwrót, a kiedy raz podał
tyły, zdecydowanie zaczął uciekać. Król zaś polski i jego wojska
odnieśli późne i z trudem zdobyte, ale pełne i zdecydowane zwycięstwo nad mistrzem i Zakonem Krzyżackim.
4
5
6
Na przestrzeni stuleci, artyści – używając rozmaitych
technik plastycznych – uwiecznili to historyczne wydarzenie w swoich pracach. Oto niektóre spośród owych
przedsięwzięć.
1
2
3
7
Bitwa pod Grunwaldem J. Matejki – 1. W wersji trójwymiarowej – pokaz w Muz. Narod. w Warszawie, 15 lipca 2010 r.; 2. Znaczek pocztowy 2010 r. – proj. M. Dąbrowska –
rotograwiura; 3. Znaczek pocztowy 1953 r. – proj. Cz. Słani – arcydzieło sztuki snycerskiej; 4. Banknot 50-złotowy 1957 r. – Order Krzyża Grunwaldu; 5. Metaloplastyka
w miedzi; 6. Płaskorzeźba w drewnie (10×4,5 m.) – obecnie wykonywana przez amatora J. Pelpinę; 7. „Krzyżacy” – film polski A. Forda z 1969 r.
9
8
10
11
18
12
13
14
15
19
16
17
Bitwa pod Grunwaldem – 8. J. Matejko – 1878 r.; 9. T. Popiel, Z. Rozwadowski – 1910 r.; 10. St. Wyspiański (szokująca interpretacja); 11. St. Garwatowski; 12. W. Kossak –
1931 r.; 13. E. Dwurnik – 1957 r.; 14. i 15. Przedstawienia średniowieczne; 16. Rekonstrukcja – Grunwald 2010; 17. Diorama – J. Szczypicki; 18. St. Kaczor-Batowski – 1910 r.;
19. St. Bodes – fragm. powstającej panoramy Bitwy pod Grunwaldem oraz awers i rewers medalu Mennicy Polskiej – 2010 r.
PUBLIKACJA SFINANSOWANA PRZEZ WÓJTA GMINY MICHAŁOWICE
Wydawca: STOWARZYSZENIE PRZYJACIÓŁ ZIEMI MICHAŁOWICKIEJ „NAD DŁUBNIĄ”
32-091 Michałowice, ul. Jana Pawła II 1, tel./fax 12 388 50 16, www.michalowice.malopolska.pl/spzm/
Redaktor wydania i koncepcja graficzna: Elżbieta Kwaśniewska; Kolegium Redakcyjne: Teresa Bednarczyk, Michał Buczak, Anna Dukat, Grzegorz Gill, Barbara Nowak,
Jadwiga Tochowicz, Justyna Zakrzeńska
KWARTALNIK REDAGOWANY JEST SPOŁECZNIE. Redakcja zastrzega sobie prawo skracania artykułów, korespondencji i zmiany tytułów. Tekstów nie zamówionych nie zwracamy.
Przygotowanie do druku i druk: Wydawnictwo „Czuwajmy”, 32-091 Michałowice, ul. Ks. M. Pałęgi 41, tel./fax 12 388 53 80

Podobne dokumenty