Studia Gdańskie Tom XXVII

Komentarze

Transkrypt

Studia Gdańskie Tom XXVII
STUDIA GDAŃSKIE
TOM DWUDZIESTY SIÓDMY
STUDIA GEDANENSIA
ISSN 0137–4341
GEDANI OLIVAE 2010
GDAŃSKIE SEMINARIUM DUCHOWNE
STUDIA GDAŃSKIE
TOM XXVII
GDAŃSK OLIWA 2010
Komitet Redakcyjny
ks. Janusz Balicki (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie),
ks. Maciej Bała (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie),
ks. Wojciech Bęben (Uniwersytet Gdański), ks. Jacek Bramorski (Akademia Muzyczna
w Gdańsku), ks. Wojciech Cichosz (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu), ks. Andrzej
Dańczak (Gdańskie Seminarium Duchowne), ks. Józef Niewiadomski
(Uniwersytet Franciszka Leopolda w Innsbrucku), ks. Jan Perszon (Uniwersytet Mikołaja
Kopernika w Toruniu), ks. Grzegorz Szamocki (Uniwersytet Gdański)
Zespół redakcyjny
Redaktor naczelny: ks. Adam Romejko
Zastępca redaktora: ks. Jacek Meller
Sekretarz: ks. Maciej Kwiecień
Redaktor Tomu XXVII: ks. Adam Romejko
Korekta: Alina Popławska
Czasopismo recenzowane
Recenzenci: członkowie Komitetu Redakcyjnego
Recenzenci tomu
ks. dr hab. Jacek Bramorski
ks. dr hab. Jan Perszon
Na okładce: fragment ryciny Antoniego Möllera, pt. Widok Gdańska
z Biskupiej Górki (1592/1593), ze zbiorów Biblioteki Gdańskiej PAN
Adres redakcji
ul. Bpa E. Nowickiego 3
80‒330 Gdańsk‑Oliwa
tel.: (0‒58) 552‒26‒64
fax: (0‒58) 552‒42‒68
e‑mail: [email protected]
www.studiagdanskie.diecezja.gda.pl
© Gdańskie Seminarium Duchowne
Skład i projekt okładki: Kamil Smoliński
Druk i oprawa
Wydawnictwo „Bernardinum“ Sp. z o.o.
83‒130 Pelplin, ul. Bpa Dominika 11
Tel. (058) 536 17 57, fax (058) 526 17 26
e‑mail: [email protected]
Wydawca
Gdańskie Seminarium Duchowne
Kuria Metropolitalna Gdańska
Spis treści
Od Redakcji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9
Editorial . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11
Artykuły
Ks. Dariusz Dziadosz
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b‑25) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15
Ks. Krzysztof Smykowski
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 47
Ks. Aleksander Gendera
Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63
Ks. Piotr Artur Sokołowski
Nieprecyzyjne koncepcje misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn
współczesnego kryzysu misji na podstawie wybranych dokumentów pastoralnych . . . . . . 75
Ks. Jacek Bramorski
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasza z Akwinu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz‑Pluto
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111
Piotr Stefaniak
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV‑XVI w. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131
Ks. Wojciech Zawadzki
Kapłani diecezjalni Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla w latach 1525‒1945 . . . . . . . . 153
Ks. Stanisław Dziekoński
Ksiądz profesor Władysław Kubik – dydaktyk w służbie katechezy . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165
Adam Drozdek
Feofan Prokopovich: from theology to politics . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 179
Wojciech Stankiewicz
Kwestie aborcji i eutanazji w kontekście prawa do życia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 203
Ks. Wiesław Kraiński
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej wraz
z innymi tytułami nieważności małżeństwa w obrębie zgody małżeńskiej
w wyrokach Roty Rzymskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 223
6
Spis treści
Marek Orski
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 245
Marek Rewizorski
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 265
Ks. Dominik Kubicki
Prognozowany kryzys społeczno‑ekologiczny XXI w. jako konsekwencja
procesów globalizacyjnych końca XX w.? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 285
Andrzej Chodubski
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 305
Ks. Waldemar Wesoły
Dlaczego Kościół broni własności prywatnej? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 323
Mirosław Michalik
Wartościowanie i semantyka prawdy w homiliach Jana Pawła II . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 345
Recenzje i omówienia
Ks. Tomasz Białobrzeski (rec.)
Diego Zalbidea, El control de las enajenaciones de bienes eclesiásticos. El patrimonio
estable, Ediciones Universidad de Navarra (EUNSA), Pamplona 2008, ss. 318 . . . . . . . . . 365
Ks. Wojciech Cichosz (rec.)
Ks. Alfred Franciszek Cybula, Ksiądz w Belwederze. Okruchy wspomnień
ks. kapelana Prezydenta, t. 2, 1992, Drukarnia Loretańska w Warszawie,
Gdańsk Oliwa 2010, ss. 336 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 371
Ks. Wojciech Cichosz (rec.)
William P. Young, Chata, Nowa Proza, Warszawa 2009, ss. 282 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 379
Maciej Manikowski (rec.)
Ks. Bogdan Ferdek, Duch Boży nad wodami Renu. Refleksje nad ścieżkami
nadreńskiej pneumatologii, Papieski Wydział Teologiczny, Wrocław 2010, ss. 284 . . . . . . 385
Ks. Adam Romejko (rec.)
For René Girard. Essays in Friendship and in Truth, red. Sandor Goodhart,
Jørgen Jørgensen, Tom Ryba, James G. Williams, Michigan State
University Press, East Lansing 2009, ss. 289 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 389
Ks. Adam Romejko (rec.)
Ks. Wojciech Cichosz, Pedagogia wiary we współczesnej szkole katolickiej,
Wydawnictwo TYPO 2, Warszawa 2010, ss. 567 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 395
Ks. Krzysztof Smykowski (rec.)
Duch Święty w naszej codzienności, red. K. Guzowski, G. Barth, Wydawnictwo
Archidiecezji Lubelskiej Gaudium, Lublin 2010, ss. 383 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 401
Spis treści
7
Wojciech Stankiewicz (rec.)
Karolina Kosińska, Zbrodnia ludobójstwa w prawie międzynarodowym,
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2008, ss. 154 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 405
Wojciech Stankiewicz (rec.)
Wschód w globalnej i regionalnej polityce międzynarodowej, red. Adam R. Bartnicki,
Elżbieta Kużelewska, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2009, ss. 260 . . . . . . . . . . . 413
Sławomir Zatwardnicki (rec.)
Reinhard Marx, Kapitał. Mowa w obronie człowieka, Homo Dei, Kraków 2009, ss. 306 . . . . . 419
Ks. Wiesław Wójcik
Wszystko dla Boga i Polonii. Specyfika Towarzystwa Chrystusowego
– przygotowanie do duszpasterstwa polonijnego i zadania Instytutu
Duszpasterstwa Emigracyjnego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 429
Ks. Adam Romejko
Sprawozdanie z Międzynarodowej Konferencji Polonijnej „Duszpasterstwo
migrantów – duszpasterstwem rodzin”, Poznań, 12 października 2010 r. . . . . . . . . . . . . . . 437
Contents . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 443
Noty o Autorach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 446
studia gdańskie
t om xxvii
Od Redakcji
W Polsce na temat Kościoła katolickiego dyskutuje się wiele i chętnie. Odnosi
się to do różnych kręgów społecznych. Mankamentem prowadzonej dyskusji
jest brak osadzenia jej w realiach a bazowanie na tym, co zmyślone i, w więk‑
szości wypadków, nieżyczliwe. Z tego powodu jako godne pochwały jawią
się inicjatywy prezentacji faktycznego stanu Kościoła katolickiego w Polsce.
Do nich należy m.in. Kościół w Polsce. Raport. Został on opracowany i wydany
przez redakcję dziennika „Rzeczpospolita” we współpracy z Katolicką Agencją
Informacyjną. W raporcie obok różnych wiadomości nt. Kościoła, w tym sta‑
tystycznych, zamieszczono wypowiedzi znanych osobistości.
W rubryce Kościół, o jakim marzę s. Barbara Chyrowicz, profesor etyki
na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, stwierdziła: „Marzy mi się Kościół,
który się nie boi (…) kontestatorów i buntowników, bo oni często z mozołem
szukają prawdy, a kto nie jest przeciwko nam, jest z nami. To Kościół otwarty
na dialog…”
To marzenie, które od wieków jest rzeczywistością obecną w Kościele. Od za‑
rania dziejów Kościół stanowi materialną i duchową przestrzeń naznaczo‑
ną ciągłym poszukiwaniem prawdy. Jest miejscem, w którym wypowiadane
są różne opinie, w tym krytyczne wobec niego. Tych ostatnich Kościół się nie
boi, gdyż one są wpisane niejako w jego naturę. Wynika to z tego, że Ecclesia
semper reformanda est (Kościół zawsze się reformuje).
Kościół realizuje swą misję na trzech paralelnych względem siebie płasz‑
czyznach – to miejsce oddawania czci Panu, to stosowanie przykazania mi‑
łości bliźniego w życiu codziennym i wreszcie to zdobywanie wiedzy, w tym
poprzez debatę natury intelektualnej. Zewnętrznym wyrazem tej trójpłaszczy‑
znowości są takie budynki jak świątynia, szpital i szkoła.
W tę kościelną tradycję dobrze wpisują się „Studia Gdańskie” – naukowy
półrocznik Gdańskiego Seminarium Duchownego. Studia od dłuższego już
czasu stanowią miejsce intelektualnego spotkania środowisk naukowych, nie
tylko kościelnych, lecz także i świeckich. Oferują one wspólne poszukiwanie
prawdy, szczególnie zaś w jej wymiarze wertykalnym, w odniesieniu człowieka
do Boga, oraz horyzontalnym, w relacji do bliźnich.
W niniejszym tomie zawarto 19 artykułów autorów reprezentujących po‑
morskie środowisko naukowe, w tym Akademię Muzyczną w Gdańsku, Gdań‑
skie Seminarium Duchowne i Uniwersytet Gdański, a także ośrodki w takich
10
Od redakcji
miastach jak Elbląg, Koszalin, Kraków, Lublin, Olsztyn, Pieniężno, Poznań, Rze‑
szów, Toruń, Warszawa, Wrocław, a także Pittsburgh w Pensylwanii w USA.
Wiele osób wyraża życzliwość w stosunku do Redakcji „Studiów Gdań‑
skich” oraz publikujących w nim autorów. Wśród nich na szczególną uwagę
zasługuje ks. abp Sławoj Leszek Głódź, dzięki którego mecenatowi możliwe
jest wydawanie „Studiów Gdańskich”.
Mamy nadzieję, że niniejszy, już 27, tom „Studiów Gdańskich” zostanie
życzliwie przyjęty przez Czytelników.
ks. Adam Romejko
studia gdańskie
t om xxvii
Editorial
The catholic Church in Poland is being discussed willingly and a lot. It refers
to various social circles. The shortcoming of the carried discussion is its lack of
situating in realities but basing it on what is made up, and in many cases, un‑
friendly. That is why, the initiatives of presenting the actual state of the catholic
Church in Poland appear to be worthy of praise. The Church in Poland. Report.
belongs here among others. It was compiled and published by the editorial
staff of the daily „Rzeczpospolita” („The Republic”) in co‑operation with the
Catholic Information Agency (KAI). Opinions of famous personalities along‑
side various news concerning the Church including statistics, were placed in
the report.
In the column The Church I dream about S. Barbara Chyrowicz, the profes‑
sor of ethics at the Catholic University of Lublin, stated: „I dream about the
Church, which is not afraid of (…) contestants and mutineers, as they often
look for the truth arduously, and who is not against us is with us. This is the
Church open to dialogue…”
This dream has been the reality present in the Church for years. Since the
dawn of time the Church has exemplified the material and spiritual space
marked with constant looking for the truth. It is the place, in which different
opinions are expressed, among others the critical ones against it. The Church
is not afraid of the latter ones, as they are somehow written in its nature. It is
the result of the fact, that Ecclesia semper reformanda est (The Church always
reforms).
The Church carries out its mission on three planes parallel in relation –
the place to worship God, to apply the commandment to love one another in
every day life and finally to acquire knowledge, also by debate of intellectual
nature. The external expression of that three‑plane are such buildings as the
temple, hospital and school.
„Studia Gdańskie” („The Studies of Gdańsk”) write themselves well in this
church tradition – the scientific half‑yearly of the Gdańsk Seminary. For a long
time Studies have been the place of intellectual meeting of scientific communi‑
ties, not only the church ones but also the secular ones. They offer common
looking for the truth, particularly in its vertical dimension, in relation of hu‑
man to God and in horizontal in relation with fellow men.
The present volume includes 19 articles representing the Pomeranian sci‑
entific community, among others the Musical Academy in Gdańsk, the Gdańsk
12
Editorial
Seminary and the University of Gdańsk and also the centres in such towns as
Elbląg, Koszalin, Kraków, Lublin, Olsztyn, Pieniężno, Poznań, Rzeszów, Toruń,
Warszawa, Wrocław but also Pittsburgh in Pennsylvania, USA.
Many people express good will towards the Editorial Staff of „Studia
Gdańskie” („The Gdańsk Studies”) and the authors publishing in them. The
archbishop Sławoj Leszek Głódź deserves particular attention among them,
thanks to whose patronage the publishing of „Studia Gdańskie” („The Gdańsk
Studies”) is possible.
We hope, that the present, already 27th volume of „Studia Gdańskie” („The
Gdańsk Studies”) will be kindly received by the readers.
Translated by Beata Kamieńska
Fr Adam Romejko
A rtyku ły
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Dariusz Dziadosz
Wydział Teologiczny
Katolicki Uniwersyt Lubelski Jana Pawła II
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden
(Rdz 2,4b‑25)
Streszczenie: W relacji Rdz 3,1‒24, która jest tak właściwie pierwszą historią
opowiedzianą przez autora biblijnego, hebrajska szkoła narracji osiąga nie‑
zwykle wysoki pułap tak pod względem formalnym, wystarczy tu wziąć pod
uwagę niezwykle dopracowaną strukturę opowiadania, jego głęboki symbolizm
przekazu oraz zakotwiczenie w świecie religii i kultury starożytnego Bliskiego
Wschodu, jak też pod względem merytorycznym. Tekst relacjonujący upadek
pierwszych ludzi i złamanie przymierza z Bogiem w Edenie charakteryzuje się
wielką głębią teologiczną i filozoficzną, z jaką jahwista podejmuje najważniej‑
sze problemy egzystencjalne związane z naturą i statusem człowieka: to znaczy
jego wielkość i powołanie, bezpośredni związek z Bogiem, ale także doniosłe
wyzwanie darowanej mu przez Stwórcę wolności, której niestety nie potrafił od‑
powiednio wykorzystać.
Słowa kluczowe: Eden, grzech, jahwista, pokusa, Rdz 3,1‒24, upadek i wy‑
pędzenie z raju.
Już na samym początku trzeba zaznaczyć, iż najważniejsze rysy teologii jahwi‑
stycznej wizji początków świata i ludzi (2,4b‑3,24), które tak bardzo odróżniają
ten tekst od analogicznych tradycji bliskowschodnich i pozostałych przekazów
biblijnych poświęconych tematyce stworzenia, a zarazem stanowią podwaliny
starotestamentowej koncepcji początków istnienia oraz grzechu, a także całej
biblijnej antropologii, są w dużej mierze uwarunkowane wyjątkową szatą lite‑
racką i procesem redakcji tego przekazu. Szukając zatem fundamentu tej spe‑
cyficznej teologii jahwistycznego opisu stworzenia, należy, po pierwsze, wziąć
pod uwagę nadzwyczajny literacki i kulturowy kontekst, w którym ta tradycja
powstała i była przez wieki przekazywana, a po drugie, ciągle pamiętać o wy‑
jątkowej koncepcji Boga utrwalonej w tym passusie.
Koncepcja Boga jahwisty wyraźnie różni się od idei Boga obecnej w licz‑
nych mitach i kosmogoniach mezopotamskich, egipskich i kananejskich. Na‑
jistotniejszą cechą biblijnego tekstu jest mocno zaznaczony monoteizm, który
stoi w widocznej opozycji do politeizmu starożytnych tradycji pogańskich,
które stworzenie świata i ludzkości wiążą z inicjatywą wielu bogów. Zasadni‑
czo inny od bliskowschodnich wzorców jest też sam obraz biblijnego Stwórcy
świata i człowieka. Bo choć jahwista na wzór swej epoki w określeniu Boga nie
Ks. Dariusz Dziadosz
16
stroni do antropomorfizmów1, które raczej znikają z późniejszej teologii
biblijnej, to jednak jego Bóg Jahwe diametralnie różni się od przedsta‑
wicieli licznego panteonu bóstw Egiptu, Mezopotamii czy Kanaanu, któ‑
re w dziele stworzenia kosmosu i człowieka nie wykazują ani absolutnej
władzy nad siłami natury i powołanymi przez siebie do istnienia istotami
żywymi, ani też nie stwarzają na zasadzie zaplanowanego i harmonijnego
działania sprawczego, lecz raczej przypadkowych i epizodycznych inter‑
wencji, które nierzadko są konsekwencją ich wzajemnych walk, ostrych
rywalizacji, podstępnych intryg, czy też egoistycznych i doraźnych celów
i motywacji. W przeciwieństwie do tego politeistycznego obrazu, w Rdz
2,4b‑3,24 Bóg jest prezentowany jako jedyny Pan nieba i ziemi (2,4b),
od którego pochodzi i zależy wszelkie życie na ziemi (2,5‒14.18‒19), który
nie tylko stworzył pierwszych ludzi (2,7), ale też potrafi zagwarantować im
wspaniałe warunki bytowania i ustrzec ich od grożącego zła i niebezpie‑
czeństw (2,8.15‒17.18‒23; 3,8.21). Ponadto, Bóg jahwisty to wszechmocny
władca kosmosu, który rozciąga swą jurysdykcję nad wszystkim, co żyje,
to sprawiedliwy sędzia, który bezkompromisowo i autorytatywnie strzeże
ustanowionej przez siebie harmonii we wszechświecie i, co godne uwagi,
potrafi przywołać do porządku tych wszystkich, którzy postanowią naru‑
szyć lub zakwestionować ugruntowane przez Niego prawo. Bóg jahwisty
to także potężny i troskliwy wybawca i miłośnik życia, który przywraca
ład w zniszczonym przez zło i grzech świecie oraz nieustannie dba o pokój
i szczęście stworzonych przez siebie ludzi, nie bacząc na ich nieposłuszeń‑
stwo i niewdzięczność (3,9‒19).
Ponadto obraz Boga Stwórcy spotykany w tekście jahwistycznym jest
wyjątkowy w kontekście innych tradycji biblijnych o stworzeniu i różni się
od nich w kilku zasadniczych aspektach literackich i teologicznych. Poniżej
będziemy mogli dokładnie popatrzeć na te różnice, konfrontując je przede
wszystkim z treścią kapłańskiej pieśni o stworzeniu (1,1‒2,4a). I tak, w prze‑
kazie jahwisty Stwórca nie jest już określany hebrajskim pojęciem ´élöhîm
„Bóg” (1,1.2.3 etc.), lecz posiada własne i właściwe tylko sobie imię: yhwh
(´ädönäy) ´élöhîm „Jahwe (Pan) Bóg”2. Boże imię Jahwe jest charakterystyczne
Jahwistyczna relacja ukazuje Boga jako tego, który stwarza człowieka, czyniąc go z gliny
i prochu ziemi jak garncarz (2,7); który sadzi ogród dla Adama (2,8); który lepi z gliny wszel‑
kiego rodzaju istoty żywe i przyprowadza je do mężczyzny z niepewnością i ciekawością, jak
ten je przyjmie i nazwie (2,19); który usypia Adama i jak chirurg wyjmuje z jego boku żebro,
aby uczynić z niego niewiastę (2,21‒22); który, jak człowiek, przechadza się po rajskim ogro‑
dzie i z troską szuka pierwszych ludzi (3,8); który prowadzi rozmowy z ludźmi (3,9‒13.16‒19),
przedstawicielem świata zwierząt – wężem (3,14‒15) oraz swym dworem niebieskim (3,22);
i który, w końcu, strzeże swych najskrytszych tajemnic i bogactw, stawiając obok nich swą
przyboczną straż na wypadek, gdyby ktoś niepowołany bezprawnie zechciał wejść w ich po‑
siadanie (3,24).
2
Ten wyjątkowy tytuł Boga, yhwh ´élöhîm, który, poza Rdz 2‒3 (20 razy), występuje tylko
jeden raz w Pięcioksięgu (Wj 9,30) i 15 razy w innych częściach Biblii (m.in. w 2 Sm 7,35; Ps 72,18;
1
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
17
dla wszystkich jahwistycznych tradycji Pięcioksięgu, a stoi za nim pewien
ściśle określony wizerunek Boga, który jest Panem i Zbawcą Izraela zarówno
na etapie jego patriarchalnej prehistorii, jak też w długiej epoce tworzenia się
jego politycznych, kulturowych i religijnych struktur, której początek wyzna‑
cza zbawcza misja Mojżesza (Wj‑Pwt). Bóg Jahwe to Bóg wszechmocny, ale
jednocześnie Bóg bliski każdemu człowiekowi i wybranemu przez siebie lu‑
dowi Izraela. Jahwe jest Bogiem wiernej troski, obietnic i zbawienia, i zawsze
ingeruje w życie swych wybranych, ilekroć znajdą się oni w jakimkolwiek
zagrożeniu. Jahwe, to także Bóg przymierza, który zawiera ze swymi wy‑
brańcami umowę opartą o wzajemne zobowiązania i przywileje wynikające
z obopólnej miłości, wdzięczności, szacunku i posłuszeństwa. W pewnym
sensie pierwotnym tego rodzaju przymierzem jest właśnie więź, jaką Jahwe
zawarł z pierwszym człowiekiem – Adamem, dając mu życie i umieszczając
go w ogrodzie Eden na ściśle ustalonych zasadach. W świetle tej teologicznej
koncepcji Boga popatrzmy teraz na treść jahwistycznej relacji o stworzeniu
(2,4b‑25), której najgłębszą istotą jest nauka o genezie życia na ziemi, o po‑
czątkach pierwszych ludzi, a także o ich pierwotnym szczęściu.
84,12), zasługuje na baczną uwagę z tego względu, iż rzuca wiele światła zarówno na specyficzną
teologię jahwistycznej relacji, jak też na proces jej redakcyjnego powstania. Wszystkie inne teksty
księgi Rodzaju i Pięcioksięgu używają albo jednego albo drugiego określenia Boga, ale nigdy
nie łączą ich razem tak, jak to czyni jahwista w Rdz 2‒3. W tej kwestii pozostaje jeszcze inny
problem do wyjaśnienia. Otóż jeden z fragmentów jahwistycznej relacji, to znaczy dialog węża
z Ewą (3,1‒5), nagle przestaje nazywać Boga imieniem yhwh ´élöhîm „Jahwe Bóg”, a stosuje
tylko termin ´élöhîm „Bóg”. Niektórzy egzegeci tłumaczą to zjawisko złożonością źródeł w tej
części biblijnej relacji, wiążąc imię własne Boga – „Jahwe” z tradycją jahwistyczną, zaś określenie
„Bóg” z tradycją kapłańską lub elohistyczną. Jednakże szczegółowa analiza terminologii i idei
teologicznych obecnych w Rdz 2‒3 wskazuje na to, iż jeśli nawet aktualny kształt tych rozdziałów
połączył pierwotnie niezależne źródła, to w wyniku ich późniejszej redakcji dokonanej w obrę‑
bie środowiska jahwistycznego zatraciły one swą oryginalną odrębność i dziś stanowią spójną
kompozycję literacką, która harmonijnie prezentuje jedną wspólną linię teologiczną. A zatem
hipoteza wielu źródeł nie jest w stanie satysfakcjonująco wyjaśnić ani zjawiska wyjątkowego
nazywania Boga imieniem yhwh ´élöhîm w Rdz 2‒3 na tle pozostałych tradycji Pięcioksięgu,
ani też niezrozumiałej zmienności tegoż imienia w obrębie relacji uznawanej przez wszystkich
jako jahwistycznej (por. imię ´élöhîm w 3,1‒5 oraz yhwh ´élöhîm w 2,4b‑25 i 3,6‒24). W oparciu
o analizę teologiczną treści 20 zawołań yhwh ´élöhîm w Rdz 2‒3 oraz 16 innych występujących
w pozostałych księgach Biblii hebrajskiej, można powiedzieć, iż jahwistyczny redaktor stworzył
to wyjątkowe imię w sposób świadomy, by zrealizować własne założenia teologiczne. W tradycji
o stworzeniu świata i człowieka postanowił ukazać, że ten sam Bóg Jahwe stoi za powołanym
do istnienia światem i ludźmi, będąc ich jedynym Panem i Władcą (´élöhîm), i ten sam Bóg Jah‑
we jest Partnerem przymierza z Izraelem oraz jego Zbawcą. Z uwagi na tę wyjątkową teologiczną
głębię zawartą w podwójnym imieniu Boga całego wszechświata i Boga Izraela yhwh ´élöhîm,
jahwistyczny autor 2,4b‑3,24 postanowił nie używać go jedynie w pełnym fałszu i zakłamania
dialogu węża i niewiasty (3,1‒5). W tym jedynym fragmencie narracji Bóg jest bowiem pre‑
zentowany przez kusiciela i zwiedzioną Ewę w sposób nieprawdziwy, to znaczy przez pryzmat
krzywego zwierciadła pokusy, pychy i nieposłuszeństwa, jako Ten, który jedynie zewnętrznie
deklaruje swą miłość i troskę, zaś w rzeczywistości z zazdrością i egoizmem strzeże swych przy‑
wilejów i pozycji jedynego władcy świata.
Ks. Dariusz Dziadosz
18
1. Jahwistyczna idea stworzenia świata i człowieka (2,4b‑7)
Już pierwsze słowa jahwisty o początkach świata i człowieka wskazują na te‑
ologiczną odrębność tej tradycji w stosunku do kapłańskiej pieśni 1,1‒2,4a,
podejmującej ten sam temat stworzenia. Tekst Rdz 2,4a‑25 jest prostym opo‑
wiadaniem, którego autor na pierwszy rzut oka nie dbał zbytnio ani o uporząd‑
kowaną i harmonijną strukturę, ani też o odpowiedni dobór terminologii w pro‑
cesie kreowania swego orędzia teologicznego. W tej dziedzinie kapłański twórca
pieśni o stworzeniu 1,1‒2,4a jawi się na tle jahwisty jako literacki i teologiczny
„pedant”, dla którego każde słowo ma ściśle określony sens, zajmuje precyzyj‑
ne miejsce oraz odgrywa niezastąpioną rolę w strukturalnej całości kompozycji.
Kapłański autor poświęca wiele uwagi narodzinom kosmosu, ukazując przy tym
drobiazgowo, jak Bóg w oparciu o swą niepojętą wszechmoc i z niczym niepo‑
równywalną mądrość stwarza kolejne jego elementy, podporządkuje je i układa
w jedną doskonałą i harmonijną całość, i w ten sposób wyprowadza wszech‑
świat z chaotycznego niebytu. Natomiast jahwista ten niezwykle długi i złożo‑
ny etap Bożego stwarzania streszcza zaledwie w kilku słowach, i tak po prostu,
lakonicznie informuje lektora, iż ziemia i niebo są dziełem Boga Jahwe (2,4b).
Dla jahwisty początki wszechświata i ludzi oraz Boża aktywność stwórcza miały
o wiele prostszą formę. Wszystko rozpoczęło się nie od mającego głęboko filo‑
zoficzny i teologiczny wymiar pierwotnego chaosu, który w tradycji kapłańskiej
Bóg sukcesywnie podporządkowywał sobie i przekształcał w realnie istniejącą
i harmonijną rzeczywistość, lecz od wyschłej i pozbawionej wszelkiego istnienia
pustyni, która nie tętniła życiem tylko dlatego, iż Bóg nie zsyłał na nią deszczu
i brakowało człowieka, aby troszczył się o jej nawodnienie i uprawę (2,5‒6).
Ponadto, w przeciwieństwie do kapłańskiej wizji w 1,1‒2,4a, wszechświat dla
jahwisty jest nieporównywalnie mniejszy i nie obejmuje bezkresnego kosmosu
z jego wielkimi i tak odległymi ciałami niebieskimi, czy niezmierzonym ocea‑
nem i powierzchnią suchą (1,2‒18), lecz sprowadza się do środowiska najbliż‑
szego człowiekowi. Nie chodzi tu nawet o całą powierzchnię ziemi, lecz o bardzo
lokalnie pojęte terytorium, w którym przyszło żyć pierwszym ludziom, a więc
o otoczony pustynią niezwykle urodzajny ogród, który z każdej strony odgro‑
dzony był od niej życiodajną rzeką i wypełniony wszelkiego rodzaju roślinnoś‑
cią i zwierzętami. Ponadto punkt widzenia jahwisty w rekonstrukcji początków
wszechświata jest daleko bardziej antropocentryczny, aniżeli teologiczna kon‑
cepcja kapłana w 1,1‒2,4a. Dla tego ostatniego ludzie, choć rozumiani jako naj‑
doskonalsze Boże dzieło i ukoronowanie Jego aktywności stwórczej, byli tylko
jedną z wielu cząstek kosmosu, dlatego też poświęca im stosunkowo niewiele
miejsca, natomiast dla jahwisty człowiek i jego relacje do Boga oraz otaczające‑
go go środowiska od początku do końca są w centrum uwagi i stanowią główny
punkt odniesienia w relacjonowaniu zdarzeń3.
3
C. Westermann, Genesis 1‒11, Neukirchen 1974, s. 30.
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
19
Kapłańska teologiczna wizja stworzenia świata prowadzi do uznania
prawdy, iż cały kosmos, czyli „niebo i ziemia”, wraz ze wszystkimi jego
mieszkańcami, a zatem z przyrodą nieożywioną, ożywioną i z ludźmi, po‑
chodzi od Boga i jest jednym doskonałym i pełnym harmonii dziełem, które
Stwórca poddał władzy człowieka. Natomiast głównym celem relacji jahwi‑
stycznej jest ukazanie w formie jednej spójnej pod względem literackim
i teologicznym nauki genezy dwu radykalnie odmiennych aspektów natury
ludzkiej. Stąd też jahwista z jednej strony prezentuje człowieka jako dosko‑
nałe i umiłowane przez Jahwe stworzenie, zaś z drugiej jako kogoś, kto wy‑
stąpił przeciwko swemu Panu i Stwórcy i przez swe grzeszne nieposłuszeń‑
stwo utracił swą pierwotną harmonię z Bogiem i światem, a przez to stał się
istotą ograniczoną, śmiertelną, słabą i kruchą. Tekst 2,4b‑3,24 pokazuje więc
jednocześnie teologiczną rekonstrukcję początków życia na ziemi oraz przy‑
czyny aktualnej dramatycznej ludzkiej egzystencji, która nieustannie prze‑
biega i realizuje się pomiędzy dwoma ekstremami: życiem a śmiercią, szczęś‑
ciem a cierpieniem, pokojem ducha a lękiem i trwogą. Ten wciąż trwający
egzystencjalny dramat człowieka jest spowodowany grzechem i nieposłu‑
szeństwem względem Boga4. Oto prosty teologiczny klucz do zrozumienia
jahwistycznej opowieści. Jej autor wcale nie pragnie zaprezentować dokład‑
nej rekonstrukcji wydarzeń, które towarzyszyły powołaniu do istnienia całe‑
go świata i pierwszych ludzi, czy też okoliczności, w jakich ci ostatni zostali
pozbawieni uprzywilejowanego miejsca w Bożym ogrodzie. Jest to niemoż‑
liwe choćby z uwagi na brak naocznych świadków tamtych zdarzeń. Jahwista
usiłuje natomiast pouczyć o tym, jakie jest pochodzenie ludzi, jaki jest ich
status i godność, a także, dlaczego muszą się tak trudzić, cierpieć, lękać się,
a przede wszystkim, dlaczego muszą umierać. Dlatego w interpretacji każ‑
dego fragmentu tego stosunkowo długiego przekazu należy ciągle pamiętać
o jego całościowej strukturze teologicznej, którą tworzą dwie równorzędne
linie tematyczne. Pierwszą z nich jest motyw stworzenia, który obejmuje
świat, mężczyznę, rajski ogród, istoty żywe, a w końcu kobietę, i kończy się
ustanowieniem instytucji małżeństwa jako symbolu harmonii i doskonałego
przymierza Boga z ludźmi i ludzi między sobą (2,4b‑24). Ta harmonijna nar‑
racja historii stworzenia świata i ludzi nagle, choć bez żadnego widocznego
śladu redakcyjnej ingerencji (por. 2,24 i 3,1), przeradza się w pełną teolo‑
gicznej symboliki rekonstrukcję epizodu, w którym kolejno uczestniczyli:
wąż, Ewa, Adam i Bóg Jahwe, a który zaowocował wypędzeniem ludzi z raju.
Ta druga odsłona jahwistycznej relacji jest ściśle powiązana z pierwszą i jest
jej literackim, tematycznym5 oraz teologicznym dopełnieniem.
4
E. Van Wolde, Facing the Earth. Primaeval History in a New Perspective, w: The World of
Genesis. Persons, Places, Perspectives, red. P. Davies, D. Clines, Sheffield 1998, s. 28‒37.
5
Wystarczy wspomnieć tu choćby o wątku drzewa poznania dobra i zła, który po raz pierw‑
szy pojawia się w 2,9, po raz drugi w 2,17 i jest kontynuowany w Rdz 3, oraz o motywie Bożego
nakazu zabraniającego Adamowi spożywania owoców z tego drzewa (2,16‒17; por. 3,1‒6.11‒12).
Ks. Dariusz Dziadosz
20
Po tym ogólnym wprowadzeniu w teologiczny klimat 2,4b‑3,24, czas zatrzymać
się na najważniejszych szczegółach tego passusu. Jego pierwszy werset (2,4b) od‑
grywa rolę tytułu i wprowadzenia do całej kompozycji (2,5‒4,26), a w dzisiejszej
wersji księgi, dzięki kapłańskiemu redaktorowi, stanowi również wyraźną klamrę
(inkluzję) z Rdz 1,1, wiążąc te dwie biblijne relacje o stworzeniu w jedną literacką
i tematyczną całość6. W ten sposób biblijny redaktor pragnie zakomunikować,
iż dwie tradycje poświęcone tej samej kwestii nie są dla siebie wzajemnie wyklu‑
czającą się alternatywą, lecz przemyślanym i świadomym dopełnieniem. Kapłań‑
ska pieśń o stworzeniu rysuje przed lektorem księgi obraz powołania do istnie‑
nia całego kosmosu i jego mieszkańców, zaś jahwista skupia się na pochodzeniu
pierwszych ludzi, pragnąc teologicznie zobrazować i uzasadnić zarówno ich
pierwotny status dostatku i szczęścia, jak i przyczyny ich późniejszej sytuacji
życiowej, która odpowiada już rzeczywistej pozycji człowieka w świecie, a więc
przepełnionej niedolą, trudem i cierpieniem.
Sam wstęp relacji jahwisty, w sposób typowy dla starożytnych kosmogo‑
nii i eposów, najpierw obszernie opisuje stan życia na ziemi przed stworze‑
niem ludzi, aby odpowiednio wprowadzić stwórczą aktywność Boga, a tak‑
że wyraźnie zaprezentować motyw, dla którego Jahwe powołał do istnienia
mężczyznę. Głównym bowiem zadaniem pierwszego człowieka będzie tro‑
ska o to, aby sucha powierzchnia ziemi stała się urodzajnym środowiskiem
życia7. Dokładny opis ziemi w 2,5‒6 pełni w tej tradycji tę samą rolę, jaką
odgrywa prezentacja chaosu w kapłańskiej pieśni o stworzeniu (1,2). W ko‑
lejnych wierszach stanie się ona przedmiotem stwórczej aktywności Jahwe.
Bo to właśnie Bóg, czyniąc z prochu ziemi pierwszego człowieka (2,7), sadząc
urodzajny ogród na wschodzie (2,8), czy też zsyłając deszcz na ziemię, o czym
tekst biblijny wspomina pośrednio w 2,5b, sprawił, że pustynia przerodziła
Wielu egzegetów wskazuje na wyraźne ślady redakcyjnej pracy kapłańskiego lub postka‑
płańskiego edytora Pięcioksięgu pozostawione w 2,4. Druga część tego wiersza jest prawdopo‑
dobnie znacznie starsza od pierwszej i wchodzi w skład pierwotnej wersji jahwistycznej relacji
o stworzeniu. Dowodem tego jest choćby niecodzienne brzmienie formuły ´erec wüšämäyim
„ziemia i niebo”, która w Biblii określa zwykle cały świat, a w relacjach o stworzeniu cały kos‑
mos powołany przez Boga do istnienia. Formuła ta ma w tradycjach biblijnych zazwyczaj od‑
wrotne brzmienie haššämayim wühä´ärec „niebo i ziemia” i w takiej właśnie formie spotykamy
ją w pierwszej części omawianego wersetu (2,4a). A zatem pierwszą część 2,4 należy przypisać
redaktorowi, który postanowił połączyć biblijne tradycje o stworzeniu w jedną całość i w tym
celu skonstruował specjalny literacki łącznik zbudowany w oparciu o symetryczną strukturę
chiastyczną (por. ściśle określone miejsce słowa kluczy tego wiersza: niebo‑ziemia‑stworzył
w2,4a oraz: uczynił‑ziemia‑niebo w 2,4b).
7
Wskazuje na to koniec wersu 2,5 oraz początek wiersza 2,6, w którym jahwista mówi
co prawda o pewnym źródle (potoku) wody lub pary (mgły) wydobywającym się spod ziemi
(hebr. ´ëd), ale jednocześnie daje do zrozumienia, iż było ono zbyt słabe i bezużyteczne z uwagi
na brak człowieka. Kwestia bezpośredniej zależności wegetacji od dostatku wody i pracy melio‑
racyjnej ludzi była czymś oczywistym dla starożytnej Mezopotamii czy Egiptu, w których dosta‑
tek był ściśle związany z regularnym wylewem rzek. V. Hamilton, The Book of Genesis. Chapters
1‒17, Grand Rapids 1990, s. 154‒155.
6
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
21
się w urodzajny ogród8. Antropocentryzm i ścisła relacja człowieka z ziemią,
o których mowa w 2,5‒6, są w tym miejscu narracji jedynie zapowiedzią tego,
co z wielką siłą zostaje zakomunikowane w najważniejszym passusie tej części
relacji, to znaczy w opisie stworzenia mężczyzny (2,7). Mamy tu do czynienia
z piękną teologiczną etiologią określającą pochodzenie i status natury ludzkiej,
która zakorzeniona jest głęboko we wspólnych dla wielu ówczesnych kultur
wierzeniach i tradycjach. Wspólnym elementem tych cywilizacji w tym wzglę‑
dzie była ścisła więź człowieka z ziemią, którą w tekście hebrajskim widać
aż nadto wyraźnie w bliskim etymologicznym9 związku terminów: ´ádämâ
„ziemia” i ´ädäm „człowiek”, „Adam”10, oraz w koncepcji Stwórcy – garncarza,
który kształtuje człowieka z prochu ziemi. Imiesłowowa forma czasownika
yäcar „lepić, formować, kształtować” w języku hebrajskim wskazuje na oso‑
bę garncarza, który kształtuje różnego rodzaju naczynia, pracując na kole
garncarskim. W przypadku wiersza 2,7 tego rodzaju interpretacja tekstu jest
dozwolona, choć należy zaznaczyć pewną teologiczną precyzację, jaką czyni
jahwista w lekturze tego starożytnego symbolu. Po pierwsze, tworzywem, z ja‑
kiego Jahwe czyni człowieka w 2,7 nie jest zwyczajny dla garncarza surowiec,
czyli glina, lecz `äpär min‑hä´ádämâ „proch z ziemi”11. Ten szczegół sugeruje,
iż autor biblijny położył w tym wierszu znacznie większy nacisk na materiał,
z jakiego został uczyniony człowiek, co w duchu lektury teologicznej wska‑
zywałoby na kruchość jego natury i wyraźnie zapowiadałoby skutki grzechu
pierwszych ludzi już na tym etapie narracji (por. 3,19), aniżeli na zaczerp‑
niętą ze starożytnych kosmogonii samą czynność „garncarskiego” formowa‑
nia. Ponadto w oparciu o inne miejsca biblijne, w których pojawia się pojęcie
yäcar, należy sądzić, iż rzeczywistość wyrażona tym terminem w odniesieniu
Motyw nieurodzajnej i pustynnej ziemi oraz prochu ziemi, z którego został wzięty pierwszy
człowiek – Adam (2,5.7), powraca znów w finałowej części tradycji, w której Bóg mówi o konse‑
kwencjach, jakie dotkną mężczyznę z powodu jego grzechu (3,17‒19). Te dwa obrazy nie tylko
stanowią swoiste ramy dla jahwistycznej relacji, ale też dobitnie prezentują daleko idące skutki
ludzkiego nieposłuszeństwa.
9
Z podobnym zjawiskiem dwu terminów wywodzących się od tego samego hebrajskiego
rdzenia (tzw. paronomazja), które odgrywają znaczącą rolę w całej narracji, spotykamy się rów‑
nież w 2,23. Mówiąc o stworzeniu kobiety, jahwista za pomocą dwu bardzo podobnie brzmiących
pojęć (hebr. ´îš „mężczyzna” i ´iššâ „kobieta”) kreuje piękną etiologię wskazującą na tę samą na‑
turę i godność mężczyzny i kobiety.
10
Bliska relacja człowieka i ziemi, która była czymś oczywistym dla starożytnych cywilizacji,
zostaje ukazana przez autora biblijnego na trzech płaszczyznach: człowiek zostaje uczyniony
przez Jahwe z prochu ziemi (2,7), jego głównym zadaniem jest uprawa roli i troska o urodzajność
ziemi (2,5b.15; 3,19), po swej śmierci człowiek, wraca do ziemi i staje się na powrót jej integralną
częścią tak, jak to było przed jego stworzeniem (3,19).
11
Należy pamiętać, iż literacki temat Boga formującego człowieka z gliny na wzór garncarza
lepiącego naczynie jest dość powszechnie stosowanym motywem zarówno w tradycjach biblij‑
nych (Hi 10,9; Ps 90,3; 104,29; Iz 29,16; Jer 18,2‒6), jak i w starożytnych tekstach pozabiblijnych
(np. Gilgamesz (1,34) relacjonuje stworzenie Enkidu przez boga Aruru właśnie z gliny; w po‑
dobny sposób stwarza ludzi egipskie bóstwo Khnum).
8
22
Ks. Dariusz Dziadosz
do Boga nie ogranicza się jedynie do mozolnej i wręcz mechanicznej czynno‑
ści kształtowania tych samych lub bardzo podobnych do siebie przedmiotów,
tak jak to się dzieje w przypadku pracy na kole garncarskim (por. Iz 44,9‒10),
lecz ma w sobie coś z kunsztownego artyzmu i niepowtarzalności i jest owo‑
cem dokładnie przemyślanej, doskonałej i subtelnej idei. W tym właśnie sen‑
sie biblijni autorzy używają tego terminu w odniesieniu do Bożej aktywności
stwórczej. Stąd Bóg w analogiczny sposób kreuje zwierzęta (Rdz 2,19), Lewia‑
tana i morskie potwory (Ps 104,26), ale też suchy ląd ziemi (Ps 95,5) i niedo‑
stępne góry (Am 4,13), czy rzeczywistości niematerialne, jak np. bieg historii
(Iz 22,11; Jer 33,2). W analogiczny sposób rzecz się ma w odniesieniu do ludzi.
Bóg w przemyślany i pełen finezji sposób kształtuje zarówno ich ciało, formu‑
jąc je z prochu ziemi w przypadku Adama (Rdz 2,7) a we wnętrzu łona mat‑
ki w przypadku każdego innego człowieka (Iz 44,2.24), jak też jego charakter
i osobowość (Iz 43,21; 44,21).
O wyjątkowej teologicznej głębi biblijnego obrazu stworzenia Adama, któ‑
ra wyraźnie odróżnia ten tekst od wszystkich innych pokrewnych mu tema‑
tycznie kosmogonii i mitów Mezopotamii i Egiptu, decyduje pozostała część
wiersza 2,7. Według jahwisty człowiek to nie tylko materialne ciało, doskonale
ukształtowane przez Boga z prochu ziemi, ale coś znacznie więcej12. Ludzkie
ciało jest przepięknym, a jednocześnie bardzo kruchym naczyniem, w które
Bóg tchnął osobiście nišmat Hayyîm „pierwiastek życia”13. Czegoś podobnego
Bóg nie czyni wobec żadnego innego stworzenia, choć, podobnie jak Adama,
formuje je jak garncarz (2,19), zaś człowiek nadaje im wszystkim to samo imię:
nepeš Hayyâ „istota żywa”, jakie sam otrzymał w chwili stworzenia (2,7). Fakt
ten komunikuje niezmiernie ważne i daleko idące konsekwencje teologiczne.
Sprawia bowiem, iż człowiek jest wyjątkowym dziełem Boga, że zawsze pozo‑
stanie Mu najbliższy, i że będzie dzierżył władzę nad wszystkimi pozostałymi
istotami stworzonymi przez Boga.
12
Starożytne cywilizacje Mezopotamii i Egiptu również wierzyły w to, że człowiek prócz ma‑
terialnego ciała posiada w sobie pierwiastek duchowy, który jest darem bogów. Egipcjanie i Aka‑
dyjczycy byli przekonani, że ludzie, jak bogowie, posiadają duszę, zaś eposy Gilgamesz, Atrahasis
czy Enuma Elish wiązały wyjątkowość natury ludzkiej z faktem, iż człowiek został stworzony
z mulistej gliny i krwi bogów (A 1,208‒250). F. Maass, ´ädäm, w: Theological Dictionary of the
Old Testament, red. G. Botterweck, H. Ringgren, Grand Rapids 1990, t. 1, s. 75‒87.
13
Najbliższą biblijną analogią, która wyraża charakter Bożej czynności przekazania Adamowi
tchnienia życia, jest scena z wizji proroka Ezechiela w 37,9, w której użyty jest ten sam hebrajski
czasownik näPaH „tchnąć, dmuchać, powiać”. Z rozkazu Jahwe prorok ma wzywać Bożego Ducha
i swymi ustami tchnąć życie w martwe ludzkie ciała, które nieco wcześniej Bóg zrekonstruował
z wyschniętych kości i odział skórą i ciałem. Wyrażenie nišmat Hayyîm, które w Biblii ma bar‑
dzo bogate znaczenie i określa: „pierwiastek życia”, „powiew wiatru”, „tchnienie ducha”, „ludzki
oddech”, czy też „człowieczego ducha”, jest terminem paralelnym, ale nie tożsamym z hebrajskim
rûªH „duch, wiatr, powiew”. Wyrażona tym terminem zdolność oddychania jest najczęstszym
w Biblii i w źródłach pozabiblijnych wskaźnikiem obecności lub nieobecności pierwiastka życia
w człowieku. W. Wifall, The Breath of His Nostrils: Gen 2,7b, „Catholic Biblical Quarterly” 1974,
nr 34, s. 237‒240.
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
23
2. Przymierze między Bogiem a Adamem
w ogrodzie Eden (2,8‒17)
Chociaż hebrajskie pojęcie bürît „przymierze” jest nieobecne w jahwistycznej
relacji, to jednak charakter zawartych w niej treści mocno wskazuje na tę teolo‑
giczną ideę. W 2,4b‑3,24 można znaleźć kilka istotnych elementów, które w in‑
nych tradycjach biblijnych, a także w wielu pozabiblijnych tekstach orientalnych
określają warunki relacji między suwerenem a wasalem. W tym konkretnym
przypadku chodzi oczywiście o relację pomiędzy Stwórcą a Adamem. Pisząc
o wzajemnych stosunkach między Bogiem a ludźmi, jahwista dokładnie rela‑
cjonuje zarówno dobrodziejstwa, jakie Jahwe wyświadcza mieszkańcom Edenu,
jak też głośno wspomina o obowiązku wierności i o posłuszeństwie wobec Boga,
do którego zostają wezwani Adam i Ewa. Można więc rzec, że opowiadanie
o pierwszej parze ludzi koncentruje się wokół idei przymierza opartego z jednej
strony na bezgranicznej dobroci Stwórcy objawionej w stosunku do człowieka,
a z drugiej, na Jego konkretnych wymaganiach postawionych mężczyźnie i ko‑
biecie. Tę zasadniczą koncepcję teologiczną uzupełnia idea wyjątkowego miej‑
sca, w którym pierwsi ludzie przebywali w początkowym okresie swej prehisto‑
rii. I właśnie od tego wątku należy rozpocząć interpretację jahwistycznej tradycji.
Hebrajska nazwa zasadzonego przez Boga ogrodu `ëden „Eden” już sama
w sobie jest najlepszą ilustracją nieogarnionej życzliwości i troski, jaką Jahwe
otoczył pierwszego człowieka – Adama. Egzegeci różnie tłumaczą źródłosłów
tego terminu. Jedni wyprowadzają go z akkadyjskiego edenu i sumeryjskiego
edin, oznaczających „równinę, step” i rozumieją Eden jako „ogród na stepie”,
czyli „oazę”14. Inni sądzą, że pochodzenie słowa Eden należy wiązać z językiem
ugaryckim i tłumaczyć jako „teren obfitujący w wodę”15. Jednak najbardziej
prawdopodobnym wydaje się upatrywanie nazwy Eden w hebrajskim pojęciu
o identycznym brzmieniu oznaczającym: „przyjemność”, „rozkosz”, „delicję”,
„ozdobę” (2 Sm 1,24; Jer 51,34; Ps 36,9)16. We wszystkich miejscach w Biblii
Eden oznacza niezwykle bogaty i urodzajny teren obfitujący w źródła wody
i roślinność (Iz 51,3; Ez 31,9.16.18; 36,35), który jest zestawiany na zasadzie
kontrastu z pustynią Wschodu. Nie inaczej jest też w Rdz 2,4b‑3,24. Jahwi‑
sta, opisując bardzo obszernie i dokładnie wygląd ogrodu zasadzonego przez
Boga na Wschodzie17, pragnie podkreślić, iż Jahwe przygotował dla człowieka
14
G. Wenham, Genesis, 1‒15, Waco 1987, s. 61; H. Bietenhard, Paradiso, w: Dizionario dei
concetti biblici del Nuovo Testamento, red. L. Coenen, Bologna 1991, s. 1155‒1156.
15
U. Cassuto, A Commentary on the Book of Genesis 1‒11, Jerusalem 1964, s. 107.
16
F. Scerbo, Dizionario ebraico e caldaico del Vecchio Testamento, Firenze 1912, s. 247; P. Rey‑
mond, Dizionario di ebraico e aramaico biblici, Roma 1995, s. 302; A. Millard, The Etymology of
Eden, „Vetus Testamentum” 1984, nr 34, s. 103‒106. W ten sposób rozumiał też tę nazwę grecki
tłumacz LXX, oddając ją greckim pojęciem para,deison oznaczającym „raj”.
17
Idea „wschodu” będącego symbolem wschodzącego słońca (światła) jest w starożytnych
tradycjach orientalnych i biblijnych znakiem Bożej teofanii i Bożej obecności (Is 2,2‒4; Ps 36,10).
24
Ks. Dariusz Dziadosz
miejsce wyjątkowe, obfitujące we wszelkie dobro i dające pełnię szczęścia. Aby
wyrazić bogactwo tego miejsca, biblijny autor kładzie nacisk na dwie rzeczywi‑
stości, które na Bliskim Wschodzie mają wartość najcenniejszą: obfitość wody
czyniącą ten teren bardzo urodzajnym i związane z nią bogactwo roślinności18,
a szczególnie wielość drzew rodzących owoce przyjemne dla oka i charaktery‑
zujące się znakomitym smakiem (2,9a).
Spośród drzew ogrodu już na samym początku narrator wyróżnia dwa,
które w dalszej części narracji odegrają rolę kluczową: `ëc haHayyîm „drzewo
życia” i `ëc haDDa`at †ôb wärä` „drzewo poznania dobra i zła” (2,9b). Pierwszą
rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę jeszcze zanim przystąpi się do identy‑
fikacji tych dwu niezwykłych roślin w Edenie, jest ich nieoczekiwanie zmie‑
niająca się lokalizacja w obrębie narracji. Otóż według wersetu 2,9, na szcze‑
gólną uwagę zasługuje drzewo życia, gdyż tylko ono znajduje się w środku
ogrodu. O położeniu drzewa poznania dobra i zła ten wiersz nie mówi nic
konkretnego. Wszystko zmienia się nieco dalej, gdyż na podstawie wiersza
3,3 można mniemać, że w centrum ogrodu znajduje się nie drzewo życia,
lecz drzewo poznania dobra i zła. Wielu uczonych jest zdania, że ta rozbież‑
ność jest owocem redakcyjnej złożoności jahwistycznej relacji, która w swym
pierwotnym kształcie19 mówiła tylko o jednym drzewie, a było nim drzewo
życia. Prawdopodobnie motyw drzewa poznania dobra i zła został doda‑
ny dopiero na późniejszym etapie redakcji opowiadania, kiedy środowisko
jahwistyczne postanowiło rozszerzyć biblijną prehistorię ludzkości o motyw
grzechu pierwszych rodziców.
Najtrudniejszą jednak rzeczą do wyjaśnienia jest precyzyjny sens ukryty
za symbolami drzewa życia i drzewa poznania dobra i zła. Obydwa drzewa
posiadają w narracji znaczenie symboliczne, które choć zakorzenione w sta‑
rożytnej orientalnej mitologii, w Biblii otrzymało zupełnie nowe i bardzo
wyraźne zabarwienie teologiczne. Jeśli chodzi o to pierwsze, to kwestia usta‑
lenia jego symboliki jest nieco łatwiejsza. Należy pamiętać, iż każde drzewo
w pewnym sensie było i jest uważane na Bliskim Wschodzie za symbol życia
i jako takie jest ukazywane w eposach20 wywodzących się z tego terenu oraz
E. Haag, Der Mensch am Anfang. Die alttestamentliche Paradiesvorstellung nach Gen 2‒3, Trier
1970, s. 26‒27.
18
Kolejnym synonimem nadzwyczajnego bogactwa Edenu jest obecność w nim złota i szla‑
chetnych kamieni, które w całej starożytności były uosobieniem splendoru i luksusu, a które wią‑
zano z tajemniczymi krainami opasanymi zwykle rzekami zapewniającymi dobrobyt i urodzaj
(2,11b‑12). Jednym słowem, jahwista pragnie zakomunikować lektorowi, że w ogrodzie Eden nie
brakowało żadnego typu bogactwa.
19
Według niektórych egzegetów, chodziłoby tu o antyczne opowiadanie o rajskim ogrodzie,
które w następstwie stało się podstawą dla redakcyjnej aktywności jahwisty. G. Wenham, dz.
cyt., s. 62.
20
I tak np. główny bohater Gilgamesza na swej drodze znajduje roślinę, która swymi owo‑
cami jest w stanie zapewnić długie życie, a nawet przywrócić młodość ludziom znajdującym się
już w podeszłym wieku (G 11,268‒289).
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
25
w wielu tekstach biblijnych (Wj 25,31‒35; Kpł 24,1‒9; Ps 1,3; Prz 3,18; 13,12;
Jer 17,8; Ez 47,12; Ap 2,7; 22,1‒2). Jahwista w opisie rajskiego ogrodu w Rdz 2‒3 roz‑
wija właśnie ten motyw, m.in. przez to, że podkreśla wielość znajdujących się
tam drzew (2,8‒9). Jednak na tym nie poprzestaje. Jednemu z nich przypisuje
szczególną i tajemniczą moc, podkreślając jego wyjątkowość przez umiesz‑
czenie go w centrum ogrodu (2,9a) oraz wyraźne stwierdzenie w 3,22, iż jego
owoce mogą zapewnić ludziom życie wieczne, czyli nieśmiertelność. W ten
sposób pośrednio podkreśla pierwszy i fundamentalny dar, jaki człowiek
otrzymał od swego Stwórcy, to jest życie. Ten właśnie dar jest rozumiany jako
istota i nieodzowny element egzystencji pierwszych ludzi w Edenie, choć w sa‑
mej relacji jest on okryty nimbem tajemnicy i symbolu. Na podstawie treści
2,16 i 3,22 można wnioskować, iż pierwsi rodzice mogli spożywać z drzewa
życia nieprzerwanie aż do chwili, w której sięgnęli po owoce z drugiego drze‑
wa w środku ogrodu (3,6)21. Dopiero wtedy Jahwe zabronił im korzystania
z owoców drzewa życia, wypędzając ich z ogrodu (3,22). Interpretując te fakty
w duchu jahwistycznej teologii, należałoby sądzić, że skoro pierwsi ludzie mie‑
li prawo do spożywania z drzewa życia i korzystania z pełni egzystencji, którą
gwarantowały jego owoce, to z pewnością czynili to wielokrotnie.
Znacznie bardziej skomplikowana jest sprawa wyjaśnienia symboliki
drzewa poznania dobra i zła. Drzewo to nie występuje bowiem w żadnym
ze znanych źródeł pozabiblijnych22, a w samej w Biblii spotykamy je tylko raz
w analizowanej przez nas tradycji. Kluczem do zrozumienia jego tajemniczego
sensu jest więc analiza miejsca i roli, jaką odgrywa w narracji. Jahwista od‑
wołuje się do niego aż cztery razy w różnych częściach swej opowieści. Po raz
pierwszy, jakby na marginesie23, czyni to we wstępnej części narracji poświę‑
conej opisowi ogrodu Eden (2,9). Drugi raz, tym razem już bardziej obszernie,
motyw drzewa poznania dobra i zła pojawia się w nakazie, jaki Jahwe posta‑
wił Adamowi w chwili, w której umieścił go w ogrodzie (2,17). Po raz trzeci
drzewo to pojawia się podczas dialogu Ewy z wężem (3,3‒5), a rezultatem tej
konwersacji było spożycie przez niewiastę i jej męża jego owoców (3,6). Ostat‑
ni raz drzewo poznania dobra i zła powraca w finałowej scenie opowiadania,
w której Jahwe konstatuje fakt, iż pierwsi ludzie po swym nieposłusznym czy‑
nie znają już dobro i zło w takim stopniu jak Bóg (3,22).
Niektórzy egzegeci są zdania, iż Adam i Ewa ani razu nie skosztowali owoców z drzewa
życia i że wystarczyło sięgnąć tylko raz po te owoce, aby cieszyć się darem nieśmiertelności.
H. Blocher, La creazione. L’inizio della Genesi, Lausanne 1979, s. 156‒160. Tego rodzaju wniosków
raczej nie potwierdza dokładna analiza treści całej jahwistycznej relacji. Biblijny autor zdaje się
sugerować, iż Adam i Ewa aż do chwili swego upadku korzystali z daru pełni życia, którą sym‑
bolizowały owoce z drzewa w środku ogrodu.
22
Starożytne mity mówią często o tajemniczych drzewach mądrości czy wiedzy, które jedno‑
cześnie są też uważane za drzewa dające życie, ale nigdy o drzewie poznania dobra i zła, którego
owoce są zakazane dla ludzi a zarezerwowane tylko bogom.
23
Niektórzy egzegeci są zdania, że wzmianka o drzewie poznania dobra i zła w 2,9 jest póź‑
niejszą glosą redakcyjną. G. Wenham, dz. cyt., s. 62.
21
26
Ks. Dariusz Dziadosz
Na podstawie zestawienia tekstów, w których pojawiają się tajemnicze drze‑
wa, można dojść do następujących wniosków. Po pierwsze, jahwista zdaje się
wskazywać, iż spożycie owoców z drzewa życia mogło prowadzić pierwszych
ludzi do nieśmiertelności, zaś owoce z drugiego drzewa24 w środku ogrodu
dawały im możliwość rzeczywistego poznania dobra i zła (3,22). Kluczowym
problemem w dokładnym poznaniu roli tego drugiego jest zrozumienie enig‑
matycznej treści wyrażenia „poznać dobro i zło”25. Na podstawie analizy teo‑
logicznej innych biblijnych passusów zawierających występujące w tym wy‑
rażeniu słowa (Pwt 1,39; 2 Sm 14,17; 19,35; 1 Krl 3,9; Iz 7,15‒16) oraz analizy
teologicznego i kulturowego kontekstu jahwistycznej relacji o rajskim ogro‑
dzie, można zasugerować następujące rozwiązania:
1) Poznanie dobra i zła jest niczym innym jak tylko obrazową ilustracją możliwości
osobistego doświadczenia konsekwencji, jakie niesie ze sobą posłuszeństwo lub nie‑
posłuszeństwo względem Boga i Jego nakazów. Człowiek, pozostając posłusznym
Bożym poleceniom, doświadcza dobra, które z tego faktu wypływa, natomiast
kiedy lekceważy wolę Boga, poznaje zło jako smutne następstwo swego czynu.
Owoce biblijnego drzewa poznania dobra i zła dawałyby pierwszym ludziom
w raju możliwość bezpośredniego doświadczenia tego typu doznań. Nie chodzi‑
łoby więc o jakąś konkretną jakość czy właściwość, którą same w sobie posia‑
dały26, lecz o sprowokowanie okazji, by ludzie w raju poznali nieznaną im dotąd
rzeczywistość. Ta hipoteza z wielu względów jest mało przekonująca. Po pierw‑
sze, jest zbyt filozoficzna, co sprzeciwia się duchowi symbolu i teologii obecnemu
w narracji. Po drugie, jahwista wyraźnie podkreśla, że zarówno owoce z drzewa
życia, jak i z drzewa poznania dobra i zła posiadają i oferują bardzo konkretną
właściwość (moc), która przynależy przede wszystkim Bogu (3,5.22).
2) Poznanie dobra i zła oznacza zdolność człowieka do rozumnego myślenia27,
bądź też do trafnego rozeznania pomiędzy dobrem a złem moralnym28.
24
Warto na moment zatrzymać się nad ikonograficzną reprezentacją tych owoców, które czę‑
sto przybierają postać jabłek. Taka interpretacja wzięła się z przekładu łacińskiego Biblii, w któ‑
rym pojęcia malus „jabłoń, jabłko” i malum „zło” są prawie jednobrzmiącymi homonimami.
25
Już sam hebrajski czasownik yäda` jest terminem o niezwykle bogatym znaczeniu: „wie‑
dzieć”, „doświadczyć”, „mieć umiejętność właściwego rozróżniania i decyzji”, „wybierać”, „sta‑
nowić o czymś”, a pojęcia: †ôb „dobro” i rä` „zło” wskazują na zupełnie przeciwstawne sobie rze‑
czywistości: coś pożytecznego i dającego trwałe szczęście oraz coś szkodliwego, bezużytecznego
i powodującego niedolę i cierpienie. W kontekście jahwistycznej relacji najodpowiedniejszym
sensem tych dwu ostatnich pojęć jest jednak „dobro” i „zło”. Treść wyrażenia „dobro i zło” eg‑
zegeci rozumieją w sensie łącznym, wskazując na ideę uniwersalizmu i pełni wiedzy („wiedzieć
wszystko”, „znać się na wszystkim”), bądź też w sensie rozłącznym. W tym drugim przypadku
mielibyśmy do czynienia z koncepcją zdolności do rozróżniania, motywem wyboru między
dwiema możliwościami albo też ideą wzajemnej przeciwstawności (Pwt 30,15; Am 5,14).
26
D. Kinder, Genesis. An Introduction and Commentary, London 1967, s. 63.
27
P. Humbert, Études sur le récit du Paradis et de la Chute dans la Genèse, Neuchâtel 1940, s. 82‒116;
J. Coppens, La nudité des protoplastes, „Ephemerides Theologiae Lovanniensis” 1970, nr 46, s. 380‒383.
28
C. Keil, F. Delitzsch, Commentary to the Old Testament. Pentateuch, Grand Rapids
1973, t. 1, s. 86.
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
27
I ta interpretacja jest trudna do zaakceptowania. Idąc jej tropem należa‑
łoby rozumieć, iż przed złamaniem Bożego nakazu Adam i Ewa nie byli
zdolni do świadomego myślenia i nie rozróżniali moralnego dobra i zła.
Trudno jest zakładać, iż Jahwe zabronił Adamowi rozumnego rozeznawa‑
nia, które samo w sobie jest dla człowieka nie tylko czymś dobrym, ale też
nieodzownym. Ponadto, trudno jest sobie wyobrazić, że był czas w historii
ludzkości, w którym Bóg nie wymagał od ludzi wyboru pomiędzy dobrem
a złem, albo też przypuszczać, iż Adam i Ewa nabyli taką zdolność dopie‑
ro w chwili przekroczenia nakazu Bożego. Ponadto tej interpretacji prze‑
czy treść jahwistycznej relacji, która od samego początku uważa Adama
za w pełni ukształtowaną istotę, zdolną do pełnego postrzegania rzeczy‑
wistości i wypełniania powierzonych mu zadań (2,7.15.20‒24). Podobnego
zdania są i inne teksty biblijne podejmujące tę kwestię (Syr 17,7).
3) Poznanie dobra i zła oznacza wiedzę i osobiste doświadczenie w dziedzinie
pożycia seksualnego29. I ta hipoteza jest nieprzekonująca, bowiem wskaza‑
ny przez nią aspekt ludzkiej egzystencji w żadnym razie nie pasuje do te‑
ologicznego kontekstu tradycji jahwisty. Tekst 2,4b‑3,24 w najmniejszym
stopniu nie sugeruje, że wiedza związana z seksualnością człowieka czy
praktyczne doznania w tej dziedzinie są tematem tabu, są zarezerwowane
tylko Bogu lub są czymś złym i niepożądanym dla Adama. Wręcz przeciw‑
nie, zarówno pierwszy, jak i drugi biblijny opis stworzenia ludzi podkreśla
odmienność obojga płci, ich wzajemną równość i powołanie do nawiązy‑
wania ścisłych relacji osobowych, których najpełniejszą formą jest mał‑
żeństwo oraz możność przekazywania życia poprzez pożycie seksualne
(1,27‒28; 2,21‒25; 3,16)30. Tej hipotezy nie można pogodzić z literackim
kontekstem jahwistycznej tradycji, a szczególnie z Bożym nakazem z 2,17,
który nie ma formy tymczasowego polecenia, ale raczej status uniwersalnej
i obowiązującej na zawsze zasady. Nadto, z logicznego punktu widzenia, Bóg
nie mógł zakazać wiedzy i doświadczeń seksualnych mężczyźnie jeszcze
przed stworzeniem niewiasty, czy też grozić śmiercią za coś, co trwale wpi‑
suje się w status natury ludzkiej opartej o płciowość i wzajemne relacje ukie‑
runkowane na prokreację (2,23‒24). I w końcu, choć hebrajski termin yäda`
jest stosowany w Biblii na określenie pożycia seksualnego, to jednak w tym
kontekście nigdy nie występuje w powiązaniu z pojęciami „dobro” i „zło”.
4) Poznanie dobra i zła oznacza możność posiadania uniwersalnej i pełnej wie‑
dzy (wszechwiedzy)31, która jest właściwa tylko Bogu. Tego rodzaju lektu‑
ra symboliki drzewa poznania dobra i zła, choć na pierwszy rzut oka dość
29
P. Mayrhofer, Der Fall der Menschen, Berlin 1936, s. 133‒162; H. Blocher, dz. cyt., s. 164;
E. van Wolde, Words Become Worlds. Semantic Studies of Genesis 1‒11, Leiden 1995, s. 32‒47.
30
C. Westermann, dz. cyt., s. 243.
31
H. Wallace, The Eden Narrative, Atlanta 1985, s. 128; C. Resplandis, Le fruit défendu de
Genèse 2‒3, Paris 1977, s. 22‒24; G. von Rad, Das erste Buch Mose, Göttingen 1967, s. 71‒72;
J. Synowiec, Na początku, Warszawa 1987, s. 160.
Ks. Dariusz Dziadosz
28
interesująca, stoi jednak w niezgodzie z treścią narracji. Należy sądzić,
że pierwsi rodzice po spożyciu owoców wcale nie weszli w posiadanie wie‑
dzy podobnej do tej, którą posiadał Bóg32. Co więcej, choć owoce z drzewa
wydawały się omamionej pokusą węża Ewie właściwym środkiem do zdo‑
bycia wiedzy (3,6), to jednak przyniosły jej samej i jej mężowi coś zupełnie
przeciwnego: poczucie wstydu, uczucie lęku i trwogi oraz odkrycie własnej
ograniczoności i nagości (3,7‒8).
Pokrewną do tej hipotezą jest przekonanie, iż owoce z drzewa poznania
dobra i zła są symbolem mądrości, roztropności i zrozumienia (por. hebr.
SäKal w 3,6). Trudno jednak sobie wyobrazić, iż Jahwe broniłby pierwszym
ludziom dostępu do mądrości, skoro jej szukanie należy do najważniej‑
szych obowiązków i celów życia ludzkiego według klasycznej literatury mą‑
drościowej Izraela, a tymi wątkami jest przesiąknięta tradycja jahwistyczna.
Można byłoby co prawda cytować te passusy ksiąg dydaktycznych, które
podkreślają, iż prawdziwą i pełną mądrość posiada tylko sam Bóg, nato‑
miast człowiek może jedynie jej poszukiwać i do niej wytrwale dążyć, choć
nigdy w kompletny sposób jej nie osiągnie (Hi 15,7‒9; Prz 1,7; 30,1‒4), ale
z pewnością nie takie jest przesłanie tradycji jahwistycznej33.
5) Poznanie dobra i zła oznacza Bożą autonomię w wyłącznym prawie do sta‑
nowienia o tym, co jest moralnie właściwe, a co takie nie jest. A zatem owo‑
ce z drzewa poznania dobra i zła symbolizowałyby zarezerwowaną tylko
Bogu władzę, by autorytarnie decydować o moralnym i ontologicznym
fundamencie całego kosmosu i zasadach wzajemnego pożycia wszyst‑
kich jego stworzeń, łącznie z ludźmi. Tego rodzaju władza jest na pewno
wpisana w biblijną ideę Bożej wszechmocy i wszechwiedzy. Według Bi‑
blii tylko Bóg jest na tyle mądry i potężny, by ustanawiać reguły istnienia
i funkcjonowania wszystkiego i dbać o to, aby te normy były skrupulat‑
nie zachowywane, tak by stworzony przez Niego wszechświat i wszystkie
powołane do istnienia stworzenia mogły odpowiednio żyć i rozwijać się.
W tym kontekście żaden człowiek ani żadne inne stworzenie nie mają ty‑
tułu do tego, aby na równi z Bogiem rościć sobie prawo do decydowania
o tym, co jest dobre, a co jest złe. Taką władzę i prawo posiada tylko Pan
i Stwórca wszystkiego – Jahwe.
6) Poznanie dobra i zła oznacza po prostu doświadczenie każdego aspektu
ludzkiego życia, zarówno w jego pozytywnym, jak i negatywnym wymiarze.
Interpretacja ta bazuje na tym, iż idea poznania w kulturze i mentalności
Takiego wniosku nie neguje nawet treść wyroczni Jahwe w 3,22, która mówi, że człowiek
stał się taki jak Bóg poprzez to, że poznał dobro i zło. Jej właściwy sens teologiczny przedstawimy
poniżej.
33
Niektórzy egzegeci przywołują tu tekst proroka Ezechiela (28,6.9.11‒19), który w surowej
krytyce króla Tyru najprawdopodobniej odwołuje się do starożytnej asyryjskiej pieśni o pier‑
wotnym człowieku. Człowiek ten został wydalony z ogrodu rajskiego za to, że zapragnął zdobyć
wiedzę właściwą tylko Bogu i stanąć z Nim na równi.
32
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
29
hebrajskiej była rozumiana w bardzo ścisłej łączności z rzeczywistym do‑
świadczeniem praktycznym. W tym sensie „poznać dobro i zło” oznacza‑
łoby osobiście, konkretnie i bezpośrednio doświadczyć tych dwu przeciw‑
nych sobie rzeczywistości, natomiast nakaz Jahwe z 2,16‒17 należałoby
interpretować jako wyraz Jego troski o to, by Adam w rajskim ogrodzie nie
doznał zła, tak jak doznawał dobra. Swoim więc poleceniem Bóg zabro‑
nił Adamowi doświadczać zła, tak jak doświadczał dobra, by w ten sposób
zachować go od wszelkiego rodzaju cierpienia i upadku, a skoncentrować
jego uwagę wyłącznie na dobru, pokoju i szczęściu. Innymi słowy, Jahwe
poprzez wyrocznię 2,16‒17 pragnie przestrzec Adama przed wejściem
w kontakt z rzeczywistością, której dotąd nie poznał i która jak dotąd nie
zaistniała w pełnym harmonii i doskonałości świecie stworzonym przez
Niego. To rozwiązanie ma wiele zalet. Po pierwsze, jest przejrzyste i pro‑
ste. Po drugie, jest dość mocno osadzone w treści i w teologii jahwistycznej
relacji. W dalszej bowiem części opowiadania autor szczegółowo i z dużą
dozą ironii (3,7) opisuje bolesne i rozległe skutki nieposłuszeństwa Adama
i Ewy, podkreślając dosadnie najpierw ich negatywne odczucia i doświad‑
czenia (por. ten sam czasownik yäda` „poznać”) wstydu, lęku i trwogi, któ‑
re pojawiły się natychmiast po przekroczeniu nakazu Bożego (3,8), a na‑
stępnie dotkliwe i długofalowe konsekwencje ich grzechu, które zostaną im
oznajmione w czasie spotkania ze Stwórcą (3,9‒24). Tego rodzaju interpre‑
tacja doskonale wpisuje się także w najbliższy teologiczny kontekst narracji,
który podkreśla Bożą mądrość i przychylność w stosunku do pierwszego
człowieka. Niestety i ta hipoteza kreuje jedną teologiczną wątpliwość. Jest
nią treść Bożej wyroczni w 3,22, w której Jahwe konstatuje fakt, iż człowiek
stał się taki jak Bóg przez to, że poznał dobro i zło34. Jeśli treść tego wyraże‑
nia zaaplikujemy w tym samym sensie do Jahwe, to mogłoby to doprowa‑
dzić do wniosku, iż Bóg także doświadczył i poznał zło w sposób podobny
do tego, w jaki uczynili to Adam i Ewa (por. Jk 1,13). Tego typu trudności
znikają, gdy „poznanie dobra i zła” będziemy rozumieć w sensie pragnienia
nieskrępowanego i suwerennego wyboru w kwestii dobra i zła moralnego.
Człowiek decydując się na zupełną autonomię w swych decyzjach i wy‑
borach ma przez moment uczucie pełnej niezależności od Boga, a nawet
świadomość bycia Jemu równym. Postępując wbrew Bogu i ustanowione‑
mu przez Niego porządkowi i prawu, człowiek sam popada w paradoks
życia w grzechu. Jest to więc rodzaj moralnej autonomii, w której ludzie
usiłują dorównać Bogu w Jego niezależności i wszechmocy. Jednakże jest
to niezależność złudna, gdyż prędzej czy później doprowadza do bliskiej
konfrontacji ze smutnymi i destrukcyjnymi konsekwencjami pogwałcenia
Bożych zasad, co zawsze kończy się bardzo boleśnie i źle dla człowieka.
Niektórzy egzegeci rozwiązują tę wątpliwość sugerując, iż wyrocznia Jahwe w 3,22 ma cha‑
rakter ironiczny, a nie jest konstatacją rzeczywistej równości człowieka z Bogiem. H. Blocher,
dz. cyt., s. 167.
34
Ks. Dariusz Dziadosz
30
Podsumowując wszystkie te propozycje należy stwierdzić, że interpretacja
znaczenia drzewa poznania dobra i zła w relacji jahwisty w dalszym ciągu na‑
stręcza wiele trudności. Z pewnością ma ono wymiar symbolu i wpisuje się
w teologię całej relacji, a więc zarówno tej części, która jest poświęcona stwo‑
rzeniu Adama, jak i tej, w której mówi się o upadku pierwszej pary ludzi. Wy‑
daje się, iż najbardziej przekonującym rozwiązaniem tej kwestii jest wypad‑
kowa trzech prezentowanych wyżej sugestii. A zatem zakazany przez Jahwe
owoc z drzewa poznania dobra i zła symbolizuje z pewnością wszechwiedzę
Jahwe, która zakłada wszechmoc i mądrość właściwą tylko Stwórcy i zare‑
zerwowaną tylko Bogu, po którą nie może sięgnąć i której nie może zdobyć
żaden człowiek, nawet choćby bardzo tego pragnął i próbował to uczynić.
Zakaz Boży w 2,17 przypomina Adamowi, że nie jest i nigdy nie będzie Bo‑
giem, lecz jedynie Jego wyjątkowym stworzeniem, które dzięki Bożej miłości
i łasce jest z Nim związane przymierzem. Na mocy tego przymierza człowiek
nabył godność najbliższego Jahwe stworzenia, lecz winien pamiętać, iż tylko
posłuszeństwo Bożej woli będzie oznaczać dla niego niezagrożone niczym ży‑
cie oraz przyszłość pełną pokoju i dostatku35. Symbolikę zakazanego owocu
należy uzupełnić o ideę wyłącznej Bożej autonomii w dziedzinie stanowienia
prawa i moralności, to znaczy rozumieć w tym sensie, iż tylko Jahwe, któ‑
ry jako jedyny ma pełną znajomość dobra i zła i absolutną władzę nad tymi
rzeczywistościami, może ustanawiać obowiązujący w świecie ład i porządek,
i decydować o tym, co jest ontologicznie i moralnie dobre, a co jest złe. Ta‑
kiego prawa, mimo swej niekwestionowanej wielkości, nie posiada człowiek,
a każda ludzka próba, aby zmienić ten stan rzeczy zaowocuje poważnymi
konsekwencjami w wielu dziedzinach człowieczego życia, a nadto negatyw‑
nie wpłynie na porządek i harmonię we wszechświecie. Człowiek, aby znaleźć
trwałe szczęście i pokój, musi zaakceptować swe poddanie Stwórcy, cieszyć
się statusem uprzywilejowanego Bożego stworzenia, odpowiadać pozytywnie
na Jego wolę, a przede wszystkim odrzucać wszelkie pokusy autonomii, któ‑
ra w każdym przypadku okazuje się jedynie złudnym i bolesnym w skutkach
mirażem. Dzieje się tak dlatego, iż ludzie nie są tak potężni, samowystarczal‑
ni, wszechmocni i autonomiczni jak Bóg, a więc jakikolwiek sprzeciw wobec
Niego przyniesie im w rezultacie jedynie bolesne rozczarowanie, smutek, lęk,
cierpienie i śmierć.
W końcu, lekturę symbolu owoców z drzewa poznania dobra i zła należy
poszerzyć o ideę Bożej troski o człowieka, która wypływa z całej jahwistycz‑
nej relacji, zarówno w części poświęconej pobytowi Adama w Edenie (2,8‒25),
jak i w tej partii tekstu, w której mówi się o wysiłkach Boga zmierzających
do tego, by poprawić los ludzi po ich upadku (3,14‒15.21‒24). Ta troska w Bo‑
żym nakazie 2,16‒17 widoczna jest w tym, iż Jahwe postanowił przestrzec
Adama przed jakąkolwiek próbą zmiany ustanowionego przez siebie porządku
35
Wokół tego właśnie aspektu koncentruje się dialog węża z niewiastą w 3,1‒5.
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
31
i harmonii w świecie. Wszelkie tego rodzaju próby będą iluzoryczne i z góry
skazane na niepowodzenie, gdyż człowiek nigdy nie będzie mógł zająć miejsca
Boga, a nieposłuszeństwo względem Stwórcy sprawi, iż Adam i Ewa urucho‑
mią nieobecną jeszcze w świecie rzeczywistość zła i dysharmonii, i najpierw
sami osobiście poznają jej destrukcyjne działanie, a potem sprowadzą na swo‑
je potomstwo i cały wszechświat nieład, trud, śmierć, cierpienie i zniszczenie.
Od tego wszystkiego Stwórca chciał uchronić pierwszych ludzi, dając wyraźnie
do zrozumienia Adamowi w 2,16‒17 prawdę, iż nie jest on Bogiem, i że musi
zaaprobować swą zależność od Jahwe i być Mu posłusznym, jeśli chce zacho‑
wać swe uprzywilejowane miejsce w świecie.
Nadzwyczajną urodzajność ogrodu, który Jahwe sadzi dla pierwszego czło‑
wieka na wschodzie, jahwista podkreśla nie tylko poprzez motyw tajemni‑
czych drzew, ale także przez wątek wielkiej obfitości wody. Tej kwestii autor
dedykuje nawet specjalny passus (2,10‒14)36. Urodzajność Edenu zapewniała
rzeka37, która wypływała w ogrodzie a następnie rozdzielała się, dając począ‑
tek czterem innym rzekom nawadniającym cały obszar raju. Nazwy tych rzek,
pomimo wielu propozycji egzegetów, owiane są nadal wielką tajemnicą. Jak
dotąd udało się zidentyfikować jedynie dwie spośród nich: Eufrat i Tygrys,
które w starożytności uważane były za dwa największe źródła wody na Bli‑
skim Wschodzie. Wydaje się jednak, że jahwiście, bardziej niż na identyfikacji
wielkich rzek Mezopotamii, zależało na podkreśleniu obfitości wody w Ede‑
nie. Stąd też symboliczna liczba cztery, która zarówno w Biblii, jak i w kulturze
Z literackiego punktu widzenia wiersze 2,10‒14 opisujące wygląd i nazwy rzek Edenu
dość znacznie różnią się od reszty narracji, co przywodzi myśl, iż są materiałem wywodzącym
się z innego źródła i pierwotnie nie były częścią jahwistycznej relacji. Z tego względu niektó‑
rzy egzegeci są zdania, iż mamy tu do czynienia z glosą, którą wprowadził jeden z późniejszych
redaktorów tego tekstu, aby podkreślić bogactwo i wyjątkowość rajskiego ogrodu. Jednak bar‑
dziej przekonującą jest hipoteza sugerująca obecność w tym miejscu antycznego źródła, które
jahwista po prostu wkomponował w swoje opowiadanie. Jeśli przyjęlibyśmy słuszność tej hi‑
potezy, to mielibyśmy tutaj do czynienia z jednym z najstarszych zachowanych w Biblii źródeł
o charakterze geograficznym, które w 2,14 opisuje tereny Mezopotamii, to znaczy rzekę HiDDeqel
Tygrys (por. Ti,grij w LXX) płynącą na wschód od Aszur, czyli stolicy Asyrii, oraz rzekę pürät,
czyli Eufrat (por. Euvfra,thj w LXX). Kwestia bliższej identyfikacji dwu pozostałych rzek: Pîšôn
„Piszon” i GîHôn „Gichon” oraz występujących w 2,11‒13 krain: Háwîlâ „Hawila” i Kûš „Kusz”
pozostaje w dalszym ciągu problematyczna. Istnieje w tym względzie wiele sugestii. Najbardziej
prawdopodobną jest ta, która postuluje, iż również w tym przypadku chodzi o rzeki i tereny
starożytnej Mezopotamii. Za antycznością passusu 2,10‒14 przemawia jego symbolika, charak‑
terystyczna również dla pozostałych części tradycji jahwistycznej, jak też doskonała łączność
i jedność literacka oraz logiczna pomiędzy wierszami 2,9b i 2,10.
37
Wszystko wskazuje na to, że rzeka (hebr. nähär) w wierszu 2,10 jest zupełnie innym źród‑
łem wody, aniżeli to, o którym wspomina jahwista w 2,6 (hebr. ´ëd „para wodna”, „mgła”, „desz‑
czowa chmura”, „potok”, „źródło wody”). To ostatnie źródło nie było bowiem w stanie nawodnić
suchej powierzchni ziemi przed stworzeniem człowieka (2,5‒6). M. Dahood, Eblaite i‑du and
Hebrew ’ed Raincloud, „Catholic Biblical Quarterly” 1981, nr 43, s. 534‒538; W. Albright, The
Predeuteronomic Primeval History (JE) in Gen 1‒11, „Journal for the Biblical Literature” 1939,
nr 58, s. 91‒103; U. Cassuto, From Adam to Noah. Genesis 1,1‒6,8, Jerusalem 1961, s. 104.
36
Ks. Dariusz Dziadosz
32
pozabiblijnej wyrażała ideę bogactwa, dostatku, wielości i uniwersalizmu38. Tego
rodzaju opis ma bardzo precyzyjny cel. Lektor tradycji ma dojść do wniosku,
że Eden był miejscem, w którym niczego nie brakowało. Synonimem jego do‑
statku była obfitość wody i roślinności, tajemnicze drzewa oferujące nadzwy‑
czajne a nawet ponadnaturalne możliwości, a także złoto, szlachetne kamienie
i minerały, które w starożytności były uosobieniem bogactwa. Jednym słowem,
ogród, który Jahwe przygotował dla człowieka, był rzeczywiście rajem na ziemi.
Do ustalenia pozostaje jeszcze tylko problem biblijnej lokalizacji Edenu.
Wskazówki geograficzne podane przez jahwistę w 2,10‒14 zwykle interpretuje
się dwojako: dosłownie lub symbolicznie39. Analizując liczne propozycje roz‑
wiązań w tym względzie, można dojść do wniosku, iż większość uczonych jest
zdania, że w Rdz 2,4b‑3,24 mamy do czynienia z literackim i czysto figuratyw‑
nym językiem paraboli, który nie mówi o realnej rzeczywistości historycznej
czy konkretnym miejscu na ziemi, lecz o kosmogonicznej, duchowej albo też
teologicznej idei obrazującej pełne harmonii życie pierwszych ludzi i ich bliską
relację ze światem ponadnaturalnym (z Bogiem). Nie brakuje jednak i takich,
którzy wersetom 2,10‒14 przypisują realną wiarygodność, sądząc, iż biblijny
Eden, rozumiany jako rajski ogród stworzony przez Boga dla pierwszych ludzi,
istniał naprawdę, a nawet próbują w oparciu o informacje jahwisty dokładnie
wskazać jego domniemaną lokalizację geograficzną. Ci, którzy preferują do‑
słowną lekturę tekstu, widzą w obrazie naszkicowanym w 2,10‒14 ślady jed‑
nego z najstarszych dokumentów geograficznych tego regionu Mezopotamii,
który istotnie jest zamknięty pomiędzy dwiema największymi rzekami tego
obszaru: Eufratem i Tygrysem, a ogród Eden umieszczają u źródeł lub ujścia
tych rzek. Ci zaś, którzy wątpią w geograficzną wiarygodność jahwisty, widzą
w 2,10‒14 jedynie tak charakterystyczną dla wielu antycznych kultur i cywili‑
zacji literacką wizję pierwotnej ziemi, która opływała we wszelkie dobro i była
uprzywilejowanym i ulubionym miejscem pobytu bogów i ludzi.
Trudno jest z całkowitą pewnością przesądzić, kto ma rację. Bo choć opis
z 2,10‒14 tchnie symboliką typową dla mitów i eposów tamtej epoki, to jed‑
nak niektóre informacje w nim zawarte (por. 2,14) odwołują się do rzeczywi‑
stego ukształtowania Mezopotamii i być może są częścią konkretnego źródła,
które za kolebkę cywilizacji uważało obszar pomiędzy Eufratem a Tygrysem.
W oczekiwaniu na nowe odkrycia archeologiczne, które pozwolą zidentyfiko‑
wać owiane mgłą tajemnicy nazwy dwu pozostałych rzek: Piszonu i Gichonu
oraz przyległych im krain Chawila i Kusz (2,11‒13), potrzeba skoncentro‑
wać się na teologicznym znaczeniu ogrodu Eden, tak dokładnie opisywanego
przez jahwistę. Jego najważniejsze przesłanie zawarte w 2,10‒14 komunikuje,
iż Jahwe od początku okazywał człowiekowi swą nieskończoną dobroć i tro‑
skę, dodając do daru życia to wszystko, co było potrzebne, aby ten osiągnął
A. Schüle, Der Prolog der hebräischen Bibel. Der literar‑ und theologiegeschichtliche Diskurs
der Urgeschichte (Genesis 1‒11), Zürich 2006, s. 144‒145.
39
Szeroką panoramę poglądów na ten temat prezentuje H. Blocher, dz. cyt., s. 145‒153.
38
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
33
trwałe i pełne szczęście. Ogród Eden można więc nazwać symbolem i ilustra‑
cją pierwszego w historii ludzkości przymierza, które Jahwe zawarł z Ada‑
mem. W analogiczny sposób, wiele wieków później, Bóg powtórzył ten sam
gest, powierzając Izraelitom ziemię Kanaan na znak zawartego z nimi wiecz‑
nie trwałego przymierza. W obu przypadkach, jak to skrupulatnie podkreśla‑
ją wskazane tradycje biblijne, dar ziemi ma charakter warunkowy i wiąże się
z konkretnymi zobowiązaniami ze strony obdarowanego. Adam otrzymuje
od Boga ogród Eden po to, by stał się on dla niego miejscem pracy40 i przed‑
miotem jego ustawicznej troski (2,15). Ponadto Adam słyszy, jakie warunki
musi spełnić, aby się w nim na trwałe zatrzymać (2,16‒17). Eden, według
jahwisty, nie był własnością człowieka, gdyż nie on, ale Bóg Jahwe go zasa‑
dził. Człowiek w ogrodzie rajskim był tylko administratorem z mandatu Boga.
Jako Jego reprezentant miał rozwijać dzieło zapoczątkowane przez Stwórcę,
ale też otrzymał od Jahwe zadanie dozorowania i doglądania ogrodu. Wpraw‑
dzie hebrajski termin šämar „strzec, doglądać” nie postuluje w tym kontek‑
ście realnej obecności jakiegoś niebezpieczeństwa czy nieprzyjaciela, przed
którym mężczyzna miałby strzec powierzonego sobie ogrodu41, jednakże już
w następnych wersach narracji takie niebezpieczeństwo pojawi się w postaci
węża (3,1‒5) i rzeczywiście stanie się na tyle poważne, iż ludzie nie zdołają
ustrzec darowanego im Edenu i będą musieli go na zawsze opuścić (3,23‒24).
Na tym etapie narracji nic jednak nie wskazuje na dramatyczne i dość szyb‑
kie zakończenie pobytu ludzi w tym wyjątkowym miejscu. Mężczyzna z woli
Jahwe ma być wiernym stróżem i pracowitym robotnikiem ogrodu a zarazem
jego zarządcą, który w imieniu Boga sprawuje nad wszystkim pieczę42. Bardzo
40
Niektórzy egzegeci w nakazie Jahwe, by mężczyzna uprawiał i doglądał ogrodu, widzą
tę samą ideę, którą autor kapłańskiej pieśni o stworzeniu wyraził w Bożym nakazie, aby czło‑
wiek panował nad ziemią i wszystkim stworzeniem (1,28). Hebrajski czasownik `äbad jest w Rdz
1‒11 bardzo często używany w znaczeniu „uprawiania ziemi” (2,5; 3,23; 4,2.12 etc.), ale autorzy
biblijni nadają mu także głęboką wymowę religijną w sensie „służenia Bogu”, czyli wypełniania
Jego woli (Pwt 4,19). Źródło kapłańskie tym samym czasownikiem określa służbę lewitów przy
arce przymierza (Lb 3,7‒8; 4,23‒24.26). Rzeczą godną uwagi jest koncepcja pracy w ogrodzie
Eden. Jahwista, podobnie zresztą jak autorzy mezopotamskich eposów (Enuma elisz 6,33‒36;
Atrahasis 1,190‒197), ukazuje pierwotne życie ludzi na ziemi nie jako beztroską sielankę, lecz
jako czas konstruktywnej pracy. Pomimo pewnej treściowej zbieżności, różnica między biblijną
a pozabiblijną koncepcją pracy jest jednak zasadnicza. W eposach mezopotamskich ludzie zo‑
stali stworzeni, by pracowali dla bogów, zaś w tradycjach biblijnych praca jest głęboko wpisana
w samą egzystencję człowieka i ma być okazją do jego wieloaspektowego rozwoju oraz szansą
na upodobnienie się do Stwórcy.
41
Podobnie jak czasownik `äbad, także termin šämar posiada zarówno sens świecki, który
wyraża ideę dozorowania, strzeżenia i obrony (Rdz 4,9; 30,31), jak i ukryty sens religijny spotyka‑
ny szczególnie w biblijnych tekstach prawnych. W tym kontekście termin ten wyraża teologiczną
koncepcję zachowywania religijnych przykazań i tradycji (Rdz 17,9; Kpł 18,5) lub też roztoczenie
odpowiedniej ochrony nad przedmiotami kultu (Lb 1,53; 3,7‒8).
42
Egzegeci często przypominają, iż jedną z podstawowych idei teologicznych jahwistycz‑
nej relacji jest podkreślenie bliskiego związku człowieka z ziemią. J. Walsh, Genesis 2,4b‑3,24.
A Synchronic Approach, „Journal Biblical Literature” 1977, nr 96, s. 161‒177; B. Naidoff, A Man
34
Ks. Dariusz Dziadosz
podobną ideę teologiczną komunikuje pierwszy opis stworzenia, kiedy mówi
o władzy ludzi nad światem, którą dzierżą z mandatu Bożego (1,26‒31).
Jak podkreśliliśmy wyżej, władza mężczyzny nad Edenem w tradycji jahwi‑
stycznej ma charakter umowy, której zasadą jest jasno sprecyzowane przez
Jahwe polecenie, by nie sięgać po owoce z drzewa znajdującego się w centrum
ogrodu. Umowa ta jest obwarowana wyraźnie określoną sankcją za jej złama‑
nie, a jest nią pewna śmierć (2,16‒17). W ten sposób pobyt mężczyzny w Ede‑
nie i jego relacja z Jahwe zyskują charakter jurydyczny i przyjmują formę przy‑
mierza. Treść nakazu Jahwe stawia w opozycji do siebie dwie rzeczywistości.
Z jednej strony bezkresną dobroć i hojność Boga, który oddaje do dyspozycji
człowieka każde dobro rajskiego ogrodu, czego symbolem są owoce ze wszyst‑
kich drzew Edenu (2,16), z drugiej zaś, wymagającą sprawiedliwość Jahwe, ty‑
pową dla Pana i Władcy, który jasno i wyraźnie komunikuje swą wolę i doma‑
ga się całkowitego posłuszeństwa. Bo choć Bóg formułuje tylko jeden nakaz
odnoszący się wyłącznie do jednego drzewa, a więc wymaga niewspółmier‑
nie małej rzeczy w stosunku do ofiarowanych Adamowi wolności i korzyści,
to jednak prezentuje swą wolę w formie kategorycznego polecenia obwarowa‑
nego precyzyjnie określonymi konsekwencjami prawnymi. Najistotniejszym
komunikatem 2,16‒17 jest więc wielki kontrast pomiędzy wielką łaskawością
Boga dającą trwałe szczęście i pełną wolność Adamowi w raju, a jednym je‑
dynym zakazem, który, jak się okaże w dalszej części narracji, wcale nie jest
ograniczeniem jego możliwości i wolności, lecz źródłem i solidnym gwaran‑
tem darowanego mu szczęścia.
Trzeba też mocno podkreślić, że Boży nakaz sformułowany w 2,16‒17 nie
ma w sobie nic z pokusy czy świadomie zamierzonej weryfikacji posłuszeń‑
stwa człowieka ze strony Jahwe. Pokusa bowiem, aby mogła zaistnieć, musi
trafić w ludzkim ciele lub umyśle na pożądliwość albo też inne nieuporządko‑
wane pragnienia czy dążenia, które rozbudzone przez nią owocują grzechem.
Adam w Edenie był zupełnie czysty, nie miał żadnego motywu, by sprzeciwiać
się Jahwe, który darzył go tak wielką miłością. Tak samo Bóg, nie miał potrzeby
poddawać swego najdoskonalszego i najbardziej uprzywilejowanego stworze‑
nia jakiejś ściśle określonej próbie wierności, aby w przypadku pozytywnego
rezultatu tej próby, przenieść go np. do stanu życia jeszcze bardziej doskona‑
łego43. Nakaz postawiony Adamowi miał mu pokazać granice jego możliwości
i uświadomić miejsce, jakie zajmuje w świecie stworzonym przez Boga, oraz
określić zasady jego relacji z Jahwe, które będą się opierać na wdzięczności
i bliskości, ale też na posłuszeństwie i szacunku względem Jego woli. Ponadto
to Work the Soil. A New Interpretation of Genesis 2‒3, „Journal for the Study of the Old Testat‑
ment” 1978, nr 5, s. 2‒14; E. van Wolde, A Semiotic Analysis of Genesis 2‒3. A Semiotic Theory
and Method of Analysis Applied to the Story of the Garden of Eden, Aasen 1989.
43
Dlatego też Adam, a potem także jego małżonka Ewa, przed pojawieniem się pokusy węża,
mogli bez cienia lęku, pożądliwości czy innego negatywnego odczucia stawać wobec dwu tajem‑
niczych drzew ogrodu.
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
35
Boży nakaz w 2,16‒17 komunikuje głęboką treść teologiczną i określa antro‑
pologię jahwisty. W jego rozumieniu człowiek, chcąc osiągnąć pełną realizację
swego powołania i możliwości, musi wejść na drogę, którą w swej mądrości,
wszechmocy i miłości wyznaczył mu Jahwe. Tylko wypełnienie Bożego zamy‑
słu daje ludziom pewność, że ich życie będzie szczęśliwe i trwałe. Każdy czyn
wbrew woli Boga jest bowiem oznaką odrzucenia i lekceważenia mocy, miłości
i mądrości Stwórcy, a także drogą prowadzącą do autodestrukcji człowieka. Po‑
przez słowa Jahwe w 2,16‒17 Adam, jako jedyne ze stworzeń, zostaje zaproszony
do tego, by przez wolne czyny i wybory okazywać świadomą odpowiedzialność
za samego siebie i powierzony mu świat, by zaaprobować Boży plan miłości
względem siebie i innych stworzeń oraz, by ten plan zrealizować. Taka postawa
wymaga jednak podporządkowania się Stwórcy i posłusznej uległości Jego woli.
A zatem Bóg w nakazie zabraniającym spożywania owoców z drzewa po‑
znania dobra i zła tylko pozornie ogranicza wolność i perspektywy rozwoju
człowieka. W rzeczywistości daje Adamowi kolejny przywilej, którym jest
możność świadomej zgody na realizację wspaniałego Bożego planu miło‑
ści względem stworzonego przez Niego świata. Boże słowa w 2,16‒17, które,
mimo swej kategorycznej formy, pozostawiają Adamowi możliwość przyjęcia
lub odrzucenia woli Stwórcy, podkreślają niczym nie skrępowaną wolność wy‑
boru i wielką godność człowieka oraz zaproponowaną mu misję, aby wspólnie
z Bogiem kształtował świat. Ten werset komunikuje zarazem treść pierwszego
w historii warunkowego przymierza Boga z człowiekiem. Jeśli Adam zaakcep‑
tuje zamierzenia Boże względem siebie, to osiągnie pełnię rozwoju i szczęścia,
które Jahwe przewidział dla niego i sukcesywnie postanowił realizować, czego
wyraźnym dowodem są kolejne dzieła stwórcze opisane w 2,18‒25. Jeśli zaś
je odrzuci, to radykalnie zmodyfikuje Boży plan stwórczy wobec siebie, swego
potomstwa i całego stworzonego świata, przez co sprowadzi na wszystkich zło,
śmierć i nieszczęście, co niestety staje się faktem w dalszej części jahwistycznej
relacji (3,1‒24). Należy jeszcze raz podkreślić, że wola Jahwe w 2,16‒17 nie jest
rodzajem pokusy wymierzonej w Adama, gdyż jahwista na tym etapie narracji
podkreśla wyraźnie pełną harmonię pomiędzy Stwórcą a stworzeniem. Bóg
darzy Adama pełnym zaufaniem, a ten ostatni nie ma żadnego powodu, aby
wątpić w szczerość intencji Stwórcy, a w konsekwencji podważać ustanowiony
przez Niego porządek. Nakaz Jahwe jest natomiast wyraźną normą i funda‑
mentem Bożej harmonii w świecie, która definiuje status i pozycję człowieka,
a także gwarantuje ład w całym kosmosie. Jest on jednocześnie sankcją dla
ewentualnego nieposłuszeństwa człowieka oraz przestrogą przed pochopnym
pogwałceniem ładu ustanowionego przez Boga. Treść i forma Bożej wyrocz‑
ni w 2,16‒17 podkreśla zarówno odpowiedzialność człowieka za powierzone
mu dobra, jak i prawny charakter jego przymierza z Bogiem. Zabraniając Ada‑
mowi spożywać owoców z drzewa poznania dobra i zła, Bóg daje mu poznać
główną zasadę ustanowionego ładu w świecie, to znaczy wskazuje na siebie
jako jedynego i wszechmocnego Pana i Władcę wszystkiego, ale też pragnie
Ks. Dariusz Dziadosz
36
ochronić człowieka od grożącego mu niebezpieczeństwa44, które na trwałe
mogłoby pozbawić go życia, szczęścia i pozostałych przywilejów, jakimi z woli
Jahwe mógł raczyć się w rajskim ogrodzie45. Bo choć Adam w Edenie cieszy
się trwałym i pełnym szczęściem, to ma ono charakter warunkowy. Aby go nie
utracić, pierwszy człowiek musi zaakceptować swój status stworzenia, a więc
przede wszystkim to, że nie jest, jak Bóg, panem i władcą stworzonego świata,
lecz tylko jego zarządcą i administratorem, który we wszystkim podporządko‑
wany jest Jahwe.
3. Stworzenie kobiety dopełnieniem stwórczego
dzieła Jahwe (2,18‒25)
Ostatnia i najważniejsza część jahwistycznej wizji stworzenia (2,18‒25), po‑
dobnie jak w tekście kapłańskim (1,24‒35.26‒31), poświęcona jest powołaniu
do istnienia wszelakiego rodzaju istot żywych oraz człowieka. Bo choć w tych
wersach nacisk położony jest przede wszystkim na okoliczności stworzenia
kobiety, to jednak jahwista ukazuje je w szerokim kontekście teologicznym
dominacji rodzaju ludzkiego nad resztą stworzeń, której to kwestii na począt‑
ku swego dzieła poświęcił bardzo niewiele miejsca (2,7). A zatem z literackie‑
go i teologicznego punktu widzenia powołanie do życia kobiety, ukazanie jej
godności i ścisłego związku z mężczyzną (2,21‒24), pełni w tekście jahwisty
bardzo istotną rolę, gdyż nie tylko podkreśla wyjątkowość i złożoność natury
kobiecej, a także jej kompatybilność i równość z naturą mężczyzny, ale też zde‑
cydowaną wyższość ludzi nad pozostałymi istotami żywymi. Ponadto wiersze
te akcentują doskonałość i harmonię stwórczego dzieła Boga, które w chwili
stworzenia pełnej natury ludzkiej, a zatem mężczyzny i kobiety, osiąga swe
apogeum i doskonałe dopełnienie. Jak cała reszta jahwistycznej relacji, rów‑
nież i te wiersze utrzymane są w tonie nieskazitelnej literacko narracji, o któ‑
rej doskonałości decyduje zauważalny gołym okiem dynamizm i obrazowość
przekazu, głęboka symbolika oraz typowa dla starożytnych tekstów tajemni‑
czość, barwność środków wyrazu i narracyjna dramaturgia.
Tę część relacji jahwista rozpoczyna od wymownej wyroczni Jahwe: „nie jest
dobrze, by mężczyzna był sam” (2,18)46, która nie deprecjonuje doskonałości
D. J. Clines, Themes in Genesis 1‒11, „Catholic Biblical Quarterly” 1976, nr 38, s. 490.
Zarówno treść wiersza 2,17, jak i hebrajska składnia wyrażenia môt Tämût „niechybnie
(z pewnością) umrzesz” (qal infinitive absolute + qal imperfect), wskazują na radykalność i nie‑
odwołalność sentencji Jahwe. W identyczny sposób autorzy biblijni wyrażają też inne wyroki
Boże, które Jahwe feruje wobec nieposłusznych i niewiernych ludzi (Rdz 20,7; Jer 26,8). Forma
i sens tej wyroczni stanie się treścią dialogu węża z Ewą w 3,1‒5.
46
Wers ten jest pierwszym w tekście jahwisty, w którym autor wspomina o słowach i zamia‑
rach Boga. Podobnie jednak jak w dziele kapłańskim, wyrocznia Jahwe ma podkreślić wyjąt‑
kowość chwili, w której Bóg decyduje o stworzeniu najbardziej doskonałych ze stworzeń, czyli
44
45
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
37
dotychczasowej akcji stwórczej47, lecz ma na celu nasilenie dramaturgii narra‑
cji i podkreślenie wyjątkowej wagi tego, co za chwilę ma się zdarzyć. Ten cel
jahwista realizuje poprzez wymowne zatrzymanie akcji opowiadania48 i pod‑
kreślenie braku odpowiedniego dopełnienia dla ludzkiej natury mężczyzny.
Podobnie jak w kapłańskiej pieśni 1,1‒2,4a, stworzenie człowieka u jahwisty
odbywa się na dwu wzajemnie dopełniających się płaszczyznach, które wy‑
znaczają męska i kobieca płeć. Bożej inicjatywie stworzenia ludzkości, tak
uroczyście wyrażonej w 1,26, w tradycji jahwistycznej odpowiada wiersz 2,18,
w którym Bóg formułuje najpierw własną ocenę sytuacji pierwszego człowie‑
ka, następnie zauważa jej niedoskonałość, a w konsekwencji deklaruje zamiar
jej radykalnej zmiany poprzez powołanie do istnienia właściwej dla mężczy‑
zny pomocy49 i towarzystwa. W tradycjach biblijnych „pomoc” `ëzer oznacza
zwykle Bożą interwencję zbawczą względem człowieka i Izraela (Wj 18,4; Pwt
33,7.26.29; Ps 33,20; 115,9‒11; etc.), udzielaną najczęściej w kontekście walki
zbrojnej lub innej poważnej potrzeby (Iz 30,5; Ez 12,14; Oz 13,9), ale w tradycji
jahwistycznej nie o taką pomoc chodzi. Biorąc pod uwagę najbliższy teolo‑
giczny kontekst 2,18, należy sądzić, iż Bóg nie szuka dla mężczyzny konkret‑
nej i użytecznej pomocy w jego codziennych zajęciach i pracy, czy też pomocy
w prokreacji, choć ten aspekt jest z pewnością częścią stwórczych planów Jah‑
we, lecz poszukuje wyjątkowo bliskiej i stałej obecności, która nadawałaby ży‑
ciu mężczyzny odpowiednią głębię, radość, pokój i wsparcie (por. Koh 4,9‒10;
Prz 31,10‒31).
Poimimo iż Bóg wyraża zrozumienie dla potrzeb mężczyzny i podejmuje
odpowiednie decyzje w tym względzie, to jednak nie realizuje ich natychmiast,
tak jak to jest w tradycji kapłańskiej, w której po słowie Bożym od razu nastę‑
puje jego niezwłoczne i bardzo dokładne urzeczywistnienie. W wersji jahwisty
realizacja Bożej obietnicy jest odłożona, ale ta zwłoka ma dość wyraźny cel
ludzi. Bo choć mężczyzna jest bohaterem relacji od samego jej początku (2,4b‑7), to jednak do‑
piero z chwilą stworzenia kobiety (2,21‒25) powstaje rodzaj ludzki, który może wziąć w posia‑
danie stworzony przez Jahwe świat i zapewnić sobie zdolność prokreacji.
47
Boża ocena w 2,18 sugerująca, iż Jego dzieło nie jest jeszcze w pełni doskonałe, jest pierw‑
szym tego typu stwierdzeniem w biblijnej tradycji i pozostaje w wyraźnej opozycji do teolo‑
gicznej wizji pieśni kapłańskiej (1,1‒2,4a), w której, jak refren, aż siedmiokrotnie podkreśla się
idealną doskonałość stwórczej aktywności Boga (1,4.10.12.18.21.25.31). U. Cassuto, dz. cyt.,
s. 126‒127; H. Blocher, dz. cyt., s. 118‒119.
48
Tę samą funkcję odgrywa specyficzny dialog Boga z samym sobą przed stworzeniem ludzi w 1,26.
49
W sensie biblijnym pomocnik nie zawsze musi oznaczać kogoś silniejszego od tego, komu
udziela pomocy. Niekiedy chodzi tylko o skuteczne wsparcie w wypełnieniu zadania, któremu
ten, komu przychodzi się z pomocą, nie sprostałby o własnych siłach (Joz 1,14; 10,4.6; 1 Krn
12,17‒22). Jahwista w 2,18 ma na myśli „pomoc” idealnie pasującą do mężczyzny, odpowiadającą
jego statusowi i powołaniu, i we wszystkim jemu równą, gdyż termin KünegDô dosłownie ozna‑
cza kogoś (coś), kto znajduje się naprzeciw porównywanej z nim osoby (rzeczywistości) i do‑
kładnie jej odpowiada, ale nie na zasadzie identyczności, lecz dopełnienia i komplementarności.
J. Ska, Je vais lui faire un allié qui soit son homologue (Gen 2,18). A propos du terme ezer – aide,
„Biblica” 1984, nr 65, s. 233‒238.
Ks. Dariusz Dziadosz
38
narracyjny, gdyż z jednej strony pozwala wprowadzić temat stworzenia wsze‑
lakiego rodzaju istot żywych i określenia ich stosunku do człowieka, a z dru‑
giej, jeszcze mocniej podkreśla dramaturgię i wagę opisu stworzenia kobiety.
Napięcie narracyjne rośnie w miarę stwarzania przez Jahwe kolejnych istot
żywych, które nie spełniają ani oczekiwań Boga wyrażonych w 2,18, ani też
oczekiwań mężczyzny. W ten sposób powołanie do istnienia niewiasty nabiera
coraz większego znaczenia, gdyż wraz z kolejnymi wersami lektor mocniej za‑
czyna podzielać samotność mężczyzny i doceniać wartość kobiety, która osta‑
tecznie okazuje się jedynym stworzeniem w pełni satysfakcjonującym Stwór‑
cę i obdarowanego nią Adama. Żadna bowiem z istot żywych, które Jahwe
przyprowadza mężczyźnie nie jest dla niego odpowiednim towarzyszem
i pomocą50. Choć wszystkie, podobnie jak mężczyzna (2,7), zostały uczynio‑
ne przez Jahwe z tego samego materiału, czyli z ziemi min‑hä´ádämâ, i były
istotami żywymi (2,19), to jednak tylko po części odpowiadały Bożym za‑
miarom z 2,18 i wychodziły naprzeciw zapotrzebowaniom mężczyzny51.
Te pełne religijnego folkloru wiersze mają też ściśle określony cel narracyj‑
ny. Wprowadzony w tym miejscu relacji widoczny dla lektora impas nar‑
racyjny, który polega na zatrzymaniu na moment doskonałej i harmonij‑
nej jak dotąd stwórczej aktywności Boga, służy podwyższeniu dramaturgii
opowiadania, aby odpowiednio wprowadzić w kolejne dzieło Stwórcy. Pas‑
sus ten jest w całości zorientowany na opisane w następstwie stworzenie
Ewy – pierwszej niewiasty.
Nie ulega żadnej wątpliwości, iż kobieta jest według tekstu jahwisty tym
stworzeniem, którego w ogrodzie Eden brakowało do pełni szczęścia pierwsze‑
mu mężczyźnie52. Najpierw w kilku krótkich frazach (2,21‒22) narrator opisuje
Jahwista wyraźnie mówi o wyższości Adama nad wszystkimi stworzonymi przez Boga isto‑
tami żywymi, podkreślając, iż tylko on otrzymał od Jahwe oddech życia (2,7), a ponadto prawo
nadawania imion pozostałym stworzeniom. Ten ostatni przywilej jest w Biblii często symbolem
rzeczywistej władzy i przewagi (por. Rdz 17,5‒6; 32,28‒29; Mt 16,17‒19). Analogiczną prawdę
kapłański autor ukazał w 1,26.28. V. Hamilton, dz. cyt., s. 177.
51
Porównując treść wierszy 2,19 i 2,20, można sądzić, iż wyrażenie „bydło” Bühëmâ jest póź‑
niejszym dodatkiem redaktora, który do pierwotnej listy gatunków zwierząt stworzonych przez
Jahwe dodał także zwierzęta domowe, które najbardziej ze wszystkich istot żywych są pomocne
człowiekowi i spełniają warunki określone przez Boga w 2,18.
52
W tym miejscu wyraźnie widać antropologię jahwisty i jego bardzo dojrzałą koncepcję
człowieka jako istoty społecznej, która nie jest skoncentrowana tylko na samej sobie i swej
wyjątkowości w świecie, lecz jest zorientowana w swej najgłębszej naturze na nawiązywanie
wielopłaszczyznowych relacji wzajemnych z Bogiem, światem, a przede wszystkim z innymi
podobnymi sobie istotami. Dzięki tym relacjom ludzie osiągają całkowitą i pełną realizację czło‑
wieczeństwa oraz odkrywają najgłębszy sens swego powołania otrzymanego od Boga. Jako wzor‑
cowy i najdoskonalszy model wzajemnych relacji międzyludzkich jahwista prezentuje związek
mężczyzny i kobiety. Relacja ta w żaden sposób nie neguje i nie ogranicza niepowtarzalności i in‑
dywidualizmu natury mężczyzny i kobiety, a wręcz przeciwnie, daje obydwojgu nieograniczone
wprost możliwości, aby wykorzystali bogactwo swych natur i nadali własnemu człowieczeństwu
jeszcze większą wartość i jeszcze doskonalszy poziom rozwoju.
50
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
39
jej powołanie do istnienia53, prezentując stwórcze działanie Jahwe w sposób pe‑
łen tajemniczej i wymownej symboliki. Następnie, w formie zwięzłej a jedno‑
cześnie misternie skonstruowanej poezji włożonej w usta mężczyzny (2,23),
opiewa niezrównaną wartość kobiety. Zresztą nie tylko wiersz 2,23, ale cała
ta część relacji jest utrzymana w tonie poetyckim przepojonym wątkami mą‑
drościowymi i w całości poświęcona jest genezie i specyfice wzajemnych re‑
lacji między mężczyzną a kobietą. A zatem byłoby nieporozumieniem szukać
w tym tekście np. historycznych świadectw nt. początków istnienia ludzkości
czy też śladów ówczesnej wiedzy o anatomii człowieka. Scenę ukształtowania
kobiety z ciała pogrążonego w głębokim śnie mężczyzny należy rozpatrywać
przede wszystkim w kontekście teologii i religijnego symbolu, gdyż to, co ude‑
rza najbardziej w jahwistycznej relacji, to zauważalna gołym okiem wyważo‑
na i dojrzała teologia oraz antropologia w kwestii genezy ludzkiej płciowości.
W tekście biblijnym nie ma nic z kultu seksualności i prostytucji, który był
dość charakterystyczny dla antycznych cywilizacji i kultur Asyrii, Babilonii
czy krajów kananejskich, ale też nie ma w nim nieuzasadnionego lęku i uciecz‑
ki od tematu ludzkiej płciowości. Co więcej, jahwista podejmuje te problemy
z należną uwagą, nadaje im odpowiednio pogłębiony sens teologiczny i wyra‑
ża w pięknej i bogatej szacie literackiej.
Relacjonując fakt stworzenia kobiety, biblijny autor mówi, iż Jahwe najpierw
pogrążył Adama w głębokim śnie TarDëmâ 54, a potem z jego ciała (żebra)55
53
Trzeba pamiętać, że żadna ze starożytnych kultur bliskowschodnich sąsiadujących z Izrae‑
lem nie zawiera autonomicznej tradycji relacjonującej stworzenia kobiety. Biblia posiada aż dwa
dopełniające się teksty na ten temat. Tradycja kapłańska ogranicza się w tym względzie jedynie
do zakomunikowania faktu stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety (1,27), koncentrując
się raczej na relacji pierwszych ludzi do Boga i świata. Stąd też w 1,1‒2,4a nie mówi się gdzie,
kiedy i jak Bóg ukształtował mężczyznę i niewiastę. Natomiast jahwista bardzo dokładnie opisuje
okoliczności, czas i sposób stworzenia mężczyzny (2,7) i kobiety (2,21‒25).
54
Wyrażony tym terminem głęboki sen, bądź letarg jest w Biblii często konsekwencją Bo‑
żego działania (1 Sm 26,12; Iz 29,10) oraz kontekstem Jego objawienia (Rdz 15,12; Hi 4,13; por.
Mt 9,32). W tekście jahwisty sen Adama i jego nieobecność podczas stwarzania niewiasty jest
typowym elementem starożytnych narracji i ma podkreślić tajemniczy charakter Bożego działa‑
nia, którego nikt z ludzi nie może być świadkiem. Ponadto sen ten, jako pewien rodzaj śmierci,
podczas którego Bóg pozbawił Adama fragmentu jego ciała, jest symbolem zupełnej i radykal‑
nej zmiany w jego dotychczasowym życiu. Po obudzeniu się, Adam widzi obok siebie nie tylko
istotę niezależną od niego a jednocześnie wyjątkowo mu bliską, gdyż utworzoną z jego kości
i ciała, ale też w sobie samym odkrywa kogoś zupełnie innego. Odtąd na życie będzie patrzył nie
przez pryzmat samego siebie, lecz w perspektywie darowanej mu przez Jahwe kobiety, dzięki niej
odkryje pełniejszą formę swej egzystencji i człowieczeństwa, dzięki niej nie będzie już cierpiał
samotności, a doświadczy wielkiej radości, pomocy i pokoju.
55
Przekłady biblijne oddają zwykle hebr. pojęcie cëlä` jako „żebro”, jednakże bardziej odpo‑
wiednim byłoby w tym miejscu słowo „bok”. Tym samym terminem określa się bowiem w Biblii
boczną część arki (Wj 25,12.14; 37,3.5) czy też ścianę i bok budynku (Wj 26,20; 36,25). W zasa‑
dzie Rdz 2,21 jest jedynym miejscem, w którym cëlä` jest przetłumaczone jako „żebro”. V. Ha‑
milton, dz. cyt., s. 178. Niektórzy egzegeci uważają, że idea stworzenia kobiety z żebra mężczyzny
została zapożyczona z kultury sumeryjskiej opartej na bardzo podobnym brzmieniu terminów:
40
Ks. Dariusz Dziadosz
ukształtował56 stosowną dla niego pomoc, która odtąd będzie jego stałą i nie‑
odłączną towarzyszką życiową i okaże się doskonałym remedium na jego
samotność. I te wersy są utrzymane w klimacie tajemniczości i podniosłego
nastroju i prócz wyraźnych znamion legendarności, typowych dla antycznych
pozabiblijnych i biblijnych relacji nt. genezy świata i ludzkości, posiadają
znaczną wagę teologiczną, gdyż podkreślają zarówno doskonałość stwórczego
dzieła Jahwe, jak i pierwotną harmonię w relacjach między mężczyzną i kobie‑
tą, prezentując idealny obraz instytucji małżeństwa i jego Boże pochodzenie.
Niezrównaną doskonałość i piękno stworzonej przez Jahwe kobiety jahwista
obrazuje bardzo specyficzną oceną, którą wkłada w usta mężczyzny (2,23).
O wadze i znaczeniu tej oceny decyduje m.in. fakt, iż są to pierwsze słowa
człowieka, jakie zostały utrwalone na kartach Biblii. Adam wyraża swe zado‑
wolenie na widok kobiety głośnym nieskrywanym zachwytem, który został
skomponowany według standardów archaicznej hebrajskiej poezji. Wiersz
2,23 składa się bowiem z pięciu krótkich fraz57 usystematyzowanych w dwa
bloki strukturalne: trzyelementowy tricolon i dwuelementowy bicolon, które
są ściśle związane ze sobą poprzez: paralelizm (linie 2 i 3 oraz 4 i 5), pojęcia
wzajemnie sobie odpowiadające pod względem brzmienia (np. mężczyzna ´îš
i kobieta ´iššâ ), strukturę chiastyczną (linie 4 i 5), powtórzenia tych samych
pojęć (linie 2 i 3; 1, 4 i 5), oraz otwarcie (linie 1 i 4) i zamknięcie (linia 5) utworu
tym samym terminem zö´t „ta”.
Pierwsze trzy linie (tricolon) są typową dla biblijnych tradycji formułą pod‑
kreślającą wspólne pokrewieństwo i pochodzenie, czy też zbieżność interesów,
„żebro” ti oraz „życie” til. J. Gray, Legacy of Canaan, Leiden 1957, s. 58‒59. Bardzo ciekawą w tym
względzie jest rabinacka interpretacja tego passusu w Berešit abba (18,2), która wkłada w usta
Jahwe następujące słowa: „Z czego ją [kobietę] uczynię? Nie stworzę jej z głowy mężczyzny, aby
nie stała się pyszna i zarozumiała. Nie uczynię jej z oka, by nie pragnęła jedynie patrzeć; nie z ucha, aby
nie była zbyt ciekawa słuchać; i nie z ust, by nie była nazbyt gadatliwa…”. W dalszej części rabinacka
etiologia wkłada w usta Boga serię innych możliwości. W końcu tak konkluduje: Jahwe wybrał żebro
Adama jako budulec dla ciała kobiety, aby była istotą pełną skromności. Mimo iż tak się stało, wszyst‑
kie wady kobiece, których Bóg obawiał się przy stwarzaniu pierwszej niewiasty, pozostały. Znacznie
więcej delikatności znajdujemy w interpretacji Rdz 2,21 u św. Tomasza z Akwinu, który nadto dosko‑
nale oddaje ducha relacji jahwistycznej: „Bóg nie uczynił kobiety z głowy mężczyzny, aby nad nim nie
dominowała, nie stworzył jej z jego stóp, aby mąż jej nie poniżał i nie deptał, ale uczynił ją z jego boku,
by była mu równą, stworzył ją z tej części ciała mężczyzny, która jest pod ramieniem, aby ją ochraniał,
i z tej części, która znajduje się blisko jego serca, aby ją czule kochał”.
56
Tylko w tym miejscu oraz w tekście Am 9,6 Boża aktywność stwórcza jest wyrażona hebr.
terminem bänâ „budować”. Warto natomiast pamiętać, że w literaturze akadyjskiej i ugaryckiej
jest to najczęściej używany czasownik w relacjach o stworzeniu.
57
Pierwsze trzy frazy tworzą dwutaktowy tricolon:
„Ta, w końcu,
(4 sylaby)
[jest] kością z moich kości
(6 sylab)
I ciałem z mego ciała.
(7 sylab),
zaś ostatnie dwie zostały ujęte w formie trzytaktowego bicolonu:
Ta będzie nazywana kobietą,
(7 sylab)
gdyż z mężczyzny została wzięta” (2,23)
(7 sylab).
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
41
wyrażaną najczęściej w postaci słów: „jesteś moją kością i ciałem” (por. Rdz
29,14; Sdz 9,2; 2 Sm 5,1; 19,13‒14)58, którą współcześnie rozumiemy jako ideę
„wspólnoty krwi”. Ta część poetyckiej wypowiedzi Adama podkreśla niezmier‑
nie ważną prawdę o tej samej godności i statusie mężczyzny i kobiety, które
w tradycjach biblijnych o stworzeniu zasadniczo różnią się od statusu i pozycji
zajmowanej przez pozostałe stworzenia (2,19‒20; por. 1,26‒28). Pozostałe dwie
linie (bicolon) są natomiast typową biblijną etiologią podającą genezę czyjegoś
imienia, którą bardzo często spotykamy w relacjach o narodzinach bohaterów
(Rdz 4,1.25; 17,17.19; 29,32‒30,24; 1 Sm 1‒3). Etiologia ta wskazuje na bezpo‑
średnie pochodzenie kobiety od mężczyzny, a fakt ten widać wyraźnie także
na płaszczyźnie etymologicznej obydwu hebrajskich pojęć. Jahwista, mówiąc
o mężczyźnie i kobiecie, nie użył w tym miejscu odpowiednio słów: zäkär
i nüqëbâ , które w Biblii stosuje się najczęściej, by wyrazić męską i żeńską płeć
ludzką, lecz posłużył się terminami: ´îš i ´iššâ , które znacznie mocniej pod‑
kreślają wspólne pochodzenie59, ten sam status, godność i naturę, a także nie‑
zwykle bliską relację oraz wzajemną lojalność i zależność obydwojga60. Jedyną
różnicą, jaką można zauważyć między obydwiema płciami na podstawie lektu‑
ry scen stworzenia mężczyzny i kobiety jest to, że w przeciwieństwie do Ada‑
ma i pozostałych stworzeń, Ewa została utworzona przez Jahwe nie z prochu
ziemi, lecz z ciała mężczyzny. Fakt ten z jednej strony stanowi o jej równości
i tożsamości z mężem, ale w kontekście całej jahwistycznej relacji zapowiada
podporządkowanie Adamowi, o którym w następnym rozdziale bezpośred‑
nio wspomina tak wyrok Jahwe (3,16b), jak też zamykająca scenę upadku
pierwszych rodziców informacja o nadaniu kobiecie imienia przez mężczyznę
(3,20). Ten ostatni motyw w teologii jahwistycznej oznacza rzeczywistą władzę
nad kimś lub nad czymś (por. 2,19).
Kolejny wiersz biblijnej relacji o stworzeniu kobiety (2,24) nie jest już
wypowiedzią Adama, lecz raczej komentarzem redaktora tej tradycji61 i stano‑
wi teologiczne uzasadnienie instytucji małżeństwa. Jahwista, bądź późniejszy
W. Brueggemann, Of the same flesh and bone (Gn 2,23a), „Catholic Biblical Quarterly”
1970, nr 32, s. 532‒542. Inni egzegeci są zdania, iż „ciało” jest tu symbolem delikatności i słabości
kobiecej, natomiast „kości” oznaczają siłę i odwagę mężczyzny. W ten sposób „ciało” i „kości”
określają całą rzeczywistość natury ludzkiej zawartą tak w mężczyźnie, jak i kobiecie. H. Wolff,
Anthropology of the Old Testament, Philadelphia 1974, s. 26.
59
M. Filipiak, Biblia o człowieku. Zarys antropologii biblijnej Starego Testamentu, Lublin 1979,
s. 56‒57; E. van Wolde, dz. cyt., s. 34.
60
Mimo bardzo podobnego brzmienia pojęć ´îš i ´iššâ , nie wszyscy potwierdzają ich ety‑
mologiczną zależność. Źródłosłów terminu ´îš jest wciąż niepewny. Zwykle wyprowadza się go
od ´ûš „być mocnym” lub ´äwaš „iść naprzód”. Podobnie jest w przypadku terminu ´iššâ , który
łączy się z ´änaš „być słabym, chorym” albo też ´änäš „być delikatnym, miękkim”. N. Bratsiotis,
´îš, w: Theological Dictionary of the Old Testament, red. G. Botterweck, H. Ringren, Grand Rapids
1990, t. 1, s. 222‒235.
61
Egzegeci różnie oceniają pochodzenie wiersza 2,24. Jedni są zdania, iż należy do oryginal‑
nej tradycji jahwistycznej, inni sądzą, iż jest on raczej śladem późniejszej teologicznej elaboracji
pierwotnego źródła i należy traktować go jako redakcyjną glosę.
58
Ks. Dariusz Dziadosz
42
edytor tego tekstu, opierając się na bardzo mocno podkreślanej we wcześniej‑
szych wierszach równości mężczyzny i kobiety, ich wspólnym pochodzeniu
od Boga, doskonałej i wielopłaszczyznowej komplementarności ich ludzkiej
natury oraz powołaniu do wspólnego życia, w bardzo wymowny sposób pre‑
zentuje genezę instytucji małżeństwa i formułuje jego głęboką istotę w for‑
mie uniwersalnego prawa odnoszącego się tak do związku Adama i Ewy, jak
i do wszystkich późniejszych małżeństw. Kluczem do zrozumienia orędzia
tego teologicznego komentarza są dwa hebrajskie pojęcia obrazujące zupełną
nowość sytuacji, w jakiej znalazł się pierwszy mężczyzna62 w związku ze stwo‑
rzeniem kobiety: `äzab „porzucić”, „pozostawić”, „opuścić”63 oraz däbaq „złą‑
czyć się ściśle”, „zjednoczyć się”, „trzymać się kogoś (czegoś) kurczowo”, „nie
wypuszczać z rąk”64. Wyjątkowość i doskonałość kobiety radykalnie odmieniła
dotychczasowe życie mężczyzny, odkrywając przed nim zarówno nieznane mu
dotąd perspektywy i pokłady jego własnej osobowości, jak też nieograniczo‑
ne wręcz możliwości rozwoju. Ta zmiana jest na tyle istotna i nieodwracalna,
Orędzie zawarte w tej teologicznej etiologii instytucji małżeństwa ma charakter wyraźnie
uniwersalny i ponadczasowy, a zatem jest zaprezentowane jako prawo i zasada obowiązująca nie
tylko Adama – protoplastę rodzaju ludzkiego, lecz także wszystkich jego męskich potomków,
którzy w przyszłości będą trwale łączyć się z kobietami i dzielić z nimi swe życie.
63
Większość z nowożytnych przekładów biblijnych oddaje treść hebrajskiego czasownika
`äzab za pomocą idei „opuszczenia”, proponując następujący kierunek interpretacji tego tekstu:
mężczyzna łącząc się z kobietą opuszcza dom swych rodziców i zakłada rodzinę w innym miej‑
scu. Tego rodzaju wizja nie do końca zgadza się jednak z praktyką codziennego życia Izraelitów
i patriarchalną strukturą ich społeczności. Według tego modelu to mężczyzna w chwili zaślu‑
bin pozostawał we własnym domu rodzinnym, a kobieta opuszczała dom ojca i przeprowadzała
się do domostwa męża. Stąd też pewnie lepszym przekładem byłoby zastosowanie czasownika
„porzucić”, który w sensie negatywnym wyraża w Biblii nakaz zabraniający porzucania bied‑
nych, lewitów i przymierza z Bogiem (Pwt 12,19; 14,27; 29,24; Jer 1,16; 2,13; 5,7), zaś w sensie
pozytywnym określa zwykle wierność Boga, który nigdy nie porzuca Izraela (Pwt 31,8; Joz 1,5).
W tym teologicznym kontekście aktu „porzucenia” rodziców przez mężczyznę nie należy rozu‑
mieć w sensie absolutnym (por. Łk 16,26), lecz jego treść pojmować w duchu języka biblijnego:
do chwili zaślubin mężczyzna jest związany przede wszystkim z rodzicami: im jest winien miłość,
szacunek, posłuszeństwo oraz utrzymanie. W momencie wejścia w relację małżeńską z kobietą,
obiektem tych wszystkich powinności w sposób naturalny i prawny staje się jego żona. C. Gor‑
don, Erēbu Marriage, w: Studies on the Civilization and Culture of Nuzu and the Hurrians. In
Honor of E. Lachemann, red. M. Morrison, D. Owens, Winona Lake 1981, s. 155‒161.
64
Tym pojęciem tradycje biblijne określają zarówno silną miłość (Rdz 34,3; 1 Krl 11,2) i nie‑
złomną wierność (Rt 1,14; 2 Sm 20,2) w stosunkach międzyludzkich, jak i obowiązek ścisłej
wierności Izraela względem Boga i Jego przymierza (Pwt 4,4; 10,20; 11,22; 13,5; 30,20). Według
tej interpretacji małżonek winien tak blisko i wiernie trwać przy boku swej małżonki, jak wzo‑
rowy Izraelita jest wierny i trwa blisko Boga i Jego prawa. Porzucenie ojca i matki i przylgnięcie
do swej żony oznacza jakościową zmianę jednej lojalności i powinności na inną, i w obydwu
przypadkach utrzymane jest w kontekście przymierza. „Przylgnięcie” do małżonki zwraca uwagę
na element uczuciowy i emocjonalny tej ścisłej więzi (Rdz 34,3) oraz podkreśla jej trwały i niero‑
zerwalny charakter. W tym samym sensie Biblia definiuje obowiązek wiernego i nierozerwalnego
strzeżenia własności ziemskiej w Izraelu oraz stosunek do przymierza z Bogiem (Lb 36,7.9; Pwt
10,20; 11,22; 13,5).
62
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
43
iż w decydujący sposób wpływa na dalsze losy Adama i życie każdego z jego
męskich potomków. To dlatego jahwista w 2,24 w formie powszechnie obo‑
wiązującej normy definiuje zupełnie nową jakość w życiu mężczyzny i pod‑
kreśla jego ścisły związek z kobietą, która staje się dla niego najważniejszym
i najodpowiedniejszym towarzyszem życia i zdecydowanie przekracza w tym
względzie każdą z poprzednio stworzonych przez Jahwe istot (2,19‒20). Zwią‑
zek mężczyzny i kobiety jest tak ścisły, iż stają się jednym ciałem. Sformuło‑
wanie to nie czyni bezpośredniej aluzji do seksualnego aspektu relacji męż‑
czyzny i kobiety czy też do kwestii prokreacji65, lecz raczej zwraca uwagę
na ich bardzo ścisłą więź emocjonalną i duchową, wspólne pochodzenie,
wzajemną lojalność, bliskość i solidarność. Tak jak więzy krwi (ciało i ko‑
ści, pokrewieństwo) łączą ściśle ze sobą ludzi i zobowiązują ich do ściśle
określonych powinności i zachowań względem siebie, tak identycznie sil‑
ną i trwałą66 relację tworzy związek małżeński mężczyzny i kobiety. Idąc
za myślą jahwisty, należy sądzić, iż mężczyzna sam w sobie nie jest ani jed‑
nym pełnym ciałem, ani pełnym człowiekiem. Także i kobieta sama w so‑
bie takiej jedności i pełności nie stanowi. Biorąc pod uwagę użytą w tek‑
ście terminologię, należy sądzić, iż autor pojmował instytucję małżeństwa
w kategorii ścisłego przymierza mężczyzny i kobiety na wzór relacji, jaka
łączyła Jahwe ze swoim ludem Izraelem.
Pierwsza odsłona jahwistycznej relacji, czyli opis stworzenia świata i ludzi,
kończy się krótką notą o braku poczucia wzajemnego wstydu u pierwszych
rodziców mimo ich cielesnej nagości67. Ta informacja jest z jednej strony kul‑
minacyjnym punktem sceny stworzenia istot żywych i kobiety (2,18‒25) i całej
jahwistycznej relacji o stworzeniu (2,4b‑25)68, a z drugiej, literackim pomo‑
stem, który wprowadza lektora w drugą część tej tradycji, opowiadającej już
o upadku pierwszych ludzi69. Trzeba pamiętać, że hebrajski termin Böš „od‑
czuwać wstyd” w tekstach biblijnych nie zawsze zawiera motyw moralnej winy
65
D. Burns, Dream Form in Genesis 2,4b‑3,24. Asleep in the Garden, „Journal for the Study
of the Old Testament” 1987, nr 37, s. 3‒14.
66
Należy sądzić, że jahwista pojmował małżeństwo jako monogamiczne i nierozerwalne.
Także w myśl prawa (Kpł 18; 20; Pwt 24,1‒4) więź małżeńska jest tak mocna i trwała, iż nie jest
jej w stanie zniszczyć nawet śmierć i rozwód. G. Wenham, The Book of Leviticus, Grand Rapids
1979, s. 253‒261. W tym sensie instytucję małżeństwa interpretował także Jezus (Mt 19,4‒6;
Mk 10,6‒9). J. Rosłon, „Dlatego opuści mężczyzna ojca i matkę i złączy się z żoną (Gn 2,23‒24)”,
„Ruch Biblijny i Liturgiczny” 1955, nr 8, s. 107‒115.
67
J. Sasson, wülö´ yitBöšäšû (Gen 2,25) and Its Implications, „Biblica” 1985, nr 66, s. 418‒421.
68
Analizując funkcję wiersza 2,25, podkreślającego doskonałą harmonię między mężczy‑
zną i kobietą, w kontekście kapłańskiej pieśni o stworzeniu, można powiedzieć, że odgrywa on
podobną rolę, jak Boża ocena dzieła stworzenia w 1,31. Po lekturze tego wiersza dochodzi się
do wniosku, że wszystko, co uczynił Jahwe we wszechświecie jest idealne, logiczne i w pełni har‑
monijne.
69
Motyw nagości i wstydu pierwszych rodziców nie tylko wielokrotnie przewija się w dalszej
części narracji (2,25; 3,7‒11.21), ale też stanowi jeden z fundamentów, na którym jahwista buduje
własną teologię grzechu, pokusy oraz Bożego przebaczenia i sprawiedliwości.
44
Ks. Dariusz Dziadosz
czy grzeszności70. Tak jest w przypadku wiersza 2,25. W pierwszym względzie
termin ten odnosi się tutaj do porządku w sferze ludzkiej seksualności, ale
też wskazuje na pierwotną harmonię we wszystkich innych aspektach relacji
międzyludzkich, w których w chwili stworzenia nie było żadnych trudności,
barier czy uprzedzeń71. Odniesienie do sfery cielesności i płciowości pierwszej
pary ludzi jest w tym miejscu ukazane za pomocą stosunku, jaki do własnej
lub czyjeś nagości posiadają nieświadome w tej kwestii małe dzieci. Przez
tego typu obraz jahwista w ostatnim akcie pierwszej odsłony prezentowanej
przez siebie narracji (2,4b‑25) postanowił odzwierciedlić oryginalną niewin‑
ność i wielkość Adama i Ewy, a zarazem doskonałość Bożego stworzenia. Obie
te kwestie zostaną poddane jednak radykalnej weryfikacji w drugiej części
jego relacji poświęconej okolicznościom, w jakich pierwsi ludzie złamali przy‑
mierze ze Stwórcą i utracili darowane sobie przywileje (3,1‒24).
Literatura
Albright W., The Predeuteronomic Primeval History (JE) in Gen 1‒11, „Journal for the
Biblical Literature” 1939, nr 58, s. 91‒103.
Bietenhard H., Paradiso, w: Dizionario dei concetti biblici del Nuovo Testamento, red.
L. Coenen, Bologna 1991, s. 1155‒1156.
Blocher H., La creazione. L’inizio della Genesi, Lausanne 1979.
Cassuto U., From Adam to Noah. Genesis 1,1‒6,8, Jerusalem 1961.
Coppens J., La nudité des protoplastes, „Ephemerides Theologiae Lovanniensis” 1970,
nr 46, s. 380‒383.
Dahood M., Eblaite i‑du and Hebrew ’ed Raincloud, „Catholic Biblical Quarterly” 1981,
nr 43, s. 534‒538.
Gray J., Legacy of Canaan, Leiden 1957.
Haag E., Der Mensch am Anfang. Die alttestamentliche Paradiesvorstellung nach Gen
2‒3, Trier 1970.
Hamilton V., The Book of Genesis. Chapters 1‒17, Grand Rapids 1990.
Humbert, P., Études sur le récit du Paradis et de la Chute dans la Genèse, Neuchâtel 1940.
70
Niektórzy egzegeci są nawet zdania, iż nagość w tym wierszu nie jest związana ani z poczu‑
ciem winy, ani też z naturalnym wstydem wynikającym z ludzkiej płciowości, lecz symbolizuje
różnego rodzaju ludzkie potrzeby, braki i niedole. Jahwista, podkreślając brak uczucia wstydu
u pierwszych rodziców przed ich grzechem, daje do zrozumienia, że w ogrodzie Eden byli oni
pozbawieni wszelkich trosk. E. Haag, dz. cyt., s. 50; B. Wambacq, Or tous deux étaient nus… (Gen 2,25),
w: Mélanges B. Rigaux, red. A. Descamps, Gembloux 1970, s. 547‒556.
71
Ludzki wstyd w odniesieniu do sfery cielesnej jest ukazany w perspektywie i kategorii winy
dopiero w drugiej części tradycji jahwistycznej, w kontekście opowiadania o grzechu Adama
i Ewy (3,1‒24). Ciekawe jest to, iż wers 2,25 jest jedynym w Biblii, w którym ludzkiej nagości nie
wiąże się z upokorzeniem, grzechem czy poczuciem winy. Zasadniczo Biblia używa idei nagości
na trzech płaszczyznach znaczeniowych: kiedy określa ludzką biedę i niedostatek (Hi 24,7.10;
31,19), gdy szuka symbolu hańby, zła i grzechu (Rdz 3,7.10.11; Ez 16,22.37.39; Oz 2,5.12; Am
2,16), oraz gdy opisuje poród (Hi 1,21; Syr 5,14).
Teologiczna struktura relacji o ogrodzie Eden (Rdz 2,4b–25)
45
Kinder D., Genesis. An Introduction and Commentary, London 1967.
Maass F., ´ädäm, w: Theological Dictionary of the Old Testament, red. G. Botterweck,
H. Ringgren, Grand Rapids 1990, t. 1, s. 75‒87.
Millard A., The Etymology of Eden, „Vetus Testamentum” 1984, nr 34, s. 103‒106.
Naidoff B., A Man to Work the Soil. A New Interpretation of Genesis 2‒3, „Journal for
the Study of the Old Testatment” 1978, nr 5, s. 2‒14.
Resplandis C., Le fruit défendu de Genèse 2‒3, Paris 1977.
Reymond P., Dizionario di ebraico e aramaico biblici, Roma 1995.
Scerbo F., Dizionario ebraico e caldaico del Vecchio Testamento, Firenze 1912.
Schüle A., Der Prolog der hebräischen Bibel. Der literar‑ und theologiegeschichtliche Di‑
skurs der Urgeschichte (Genesis 1‒11), Zürich 2006.
Synowiec J., Na początku, Warszawa 1987.
Wallace H., The Eden Narrative, Atlanta 1985, G. von Rad, Das erste Buch Mose, Göt‑
tingen 1967.
Walsh J., Genesis 2,4b‑3,24. A Synchronic Approach, „Journal Biblical Literature” 1977,
nr 96, s. 161‒177.
Wenham G., Genesis, 1‒15, Waco 1987.
Westermann C., Genesis 1‒11, Neukirchen 1974.
Wifall W., The Breath of His Nostrils: Gen 2,7b, „Catholic Biblical Quarterly” 1974,
nr 34, s. 237‒240.
van Wolde E., Facing the Earth. Primaeval History in a New Perspective, w: The World
of Genesis. Persons, Places, Perspectives, red. P. Davies, D. Clines, Sheffield 1998,
s. 28‒37.
van Wolde E., A Semiotic Analysis of Genesis 2‒3. A Semiotic Theory and Method of Analysis
Applied to the Story of the Garden of Eden, Aasen 1989.
Theological Structure of the Eden Narrative (Gen 2,4b‑25)
Summary
In Gen 3,1‒24, the first story in the Bible, Hebrew narrative art is seen at its high‑
est. The charm with which the tale unfolds serves only to deepen the tragedy that is
related, while the apparent naïveté of the style disguises the richness of theological
reflection that theologians have not exhausted. And this is the greatest tribute that
can be paid to the writer. He describes God’s relations with men not in abstract theo‑
logical jargon that needs special linguistic aptitudes and a long training to acquire,
but in a simple vocabulary drawn from peasant life. Yet the ideas he puts so clearly in
story form have theological ramifications that have stretched the minds of the greatest
thinkers down the ages.
Keywords: Eden, Genesis 3,1‒24, jahwist, sin, temptation and expel from the
garden.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Krzysztof Smykowski
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
Hansa Ursa von Balthasara
filozoficzna natura prawdy
Streszczenie: Hans Urs von Balthasar, znany szerszemu gronu czytelników prze‑
de wszystkim jako teolog, w swoich rozważaniach zajmował się także kwestiami
filozoficznymi. Do najważniejszych z nich należy zagadnienie prawdy i jej filozo‑
ficzna natura, określana przez autora jako prawda świata. Korzystając z bogatego
dorobku poprzedników dokonuje jej charakterystyki odwołując się do klasycz‑
nych pojęć: natury, wolności, tajemnicy i uczestnictwa, niekiedy nadając im nową
interpretację. Tworzy w ten sposób niezwykle spójny system będący podstawą dla
podjęcia rozważań o prawdzie, dobru i pięknie z perspektywy Objawienia Bożego.
Słowa kluczowe: Balthasar, filozofia, natura, prawda, tajemnica, uczestnictwo,
wolność.
Wprowadzenie
Hans Urs von Balthasar jest postacią budzącą duże zainteresowanie wśród
polskich teologów w ostatnim czasie. Począwszy od lat dziewięćdziesiątych
ubiegłego wieku ukazało się wiele tłumaczeń jego dzieł teologicznych, dzięki
którym jest najbardziej znany. Dokonuje w nich analizy teologicznej prawdy,
dobra i piękna, natury Kościoła oraz powszechnej nadziei zbawienia. W tym
temacie powstało także wiele opracowań monograficznych.
Zapomina się jednak bardzo często, że Balthasar nigdy nie uzyskał tytułu
doktora teologii. Z wykształcenia był bowiem germanistą i uzyskał przysłu‑
gujący wówczas absolwentom tego kierunku studiów tytuł doktora filozofii,
który jednak w pełni odzwierciedlał zainteresowania i kompetencje szwajcar‑
skiego myśliciela1. Opublikował szereg artykułów z zakresu filozofii chrześ‑
cijańskiej oraz związków filozofii ze Starym i Nowym Testamentem, a także
teksty nt. tez innych filozofów wywodzących się przede wszystkim z kręgu
myśli niemieckiej.
Hans Urs von Balthasar swoje rozważania nt. prawdy dzieli na dwie czę‑
ści. Pierwsza z nich obecna w pierwszym tomie Teologiki zajmuje się prawdą,
jaką spotyka się w świecie, czyli prawdą rzeczy i człowieka, o czym traktuje
1
Por. P. Henrici, O filozofii Hansa Ursa von Balthasara, w: H. U. von Balthasar, Pisma wybrane. t. 1,
Pisma filozoficzne, Kraków 2006, s. 153.
Ks. Krzysztof Smykowski
48
niniejszy artykuł. Przedmiotem drugiej jest prawda, którą Bóg poprzez Obja‑
wienie oznajmił o sobie samym i która staje się normą wszelkiej prawdy świata.
Przedstawiona w niniejszym opracowaniu Balthasariańska koncepcja praw‑
dy filozoficznej – czy też, jak wolał mówić sam autor – prawdy świata nie jest
refleksją epistemologiczną. Nie będzie zatem podjęta próba zakwalifikowania
tej teorii do jednej z wielu definicji prawdy obecnych na gruncie teoriopoznaw‑
czym. Odniesienie jednak do tej dziedziny filozofii wydaje się nieuniknione, bo‑
wiem nie można inaczej opisać prawdy jak tylko właściwości poznania.
Hans Urs von Balthasar proponuje swoim czytelnikom analizę filozoficznej
natury prawdy poprzez odwołanie się do czterech pojęć obecnych w filozofii już
od czasów starożytnych. Są nimi: natura, wolność, tajemnica i uczestnictwo.
Zastosowanie tych kryteriów do opisu prawdy nie jest pomysłem Balthasara,
bowiem już Martin Heidegger stosował kategorie wolności i odsłonięcia, twier‑
dząc, że „prawda w najbardziej pierwotnym sensie jest otwartością jestestwa,
którą charakteryzuje odkrytość bytu wewnątrzświatowego”2. Nie ulega jednak
wątpliwości, że cała spójna wizja prawdy jest dziełem szwajcarskiego myśliciela.
W żadnym miejscu koncepcji Balthasara nie znajdziemy definicji prawdy,
która wpisywałaby się w znane każdemu filozofowi koncepcje. Prawda jako
transcendentalna cecha bytu, podobnie jak sam byt, nie może zostać wyczer‑
pująco zdefiniowana. Definicja jest określeniem pojęcia rodzajowego za po‑
mocą różnicy gatunkowej. Byt natomiast i jego cechy transcendentalne nie
mogą zostać uznane za pojęcia rodzajowe.
1. Prawda jako natura
Pierwszym z określeń, do których odwołuje się szwajcarski myśliciel w swoim
opisie prawdy jest natura. Pojęcie to jest znane filozofii od niepamiętnych cza‑
sów. Posługiwali się nim już jońscy filozofowie przyrody. Prawie każdy z nich
napisał dzieło O naturze. Pojęcie to z czasem zmieniało swoje znaczenie, stając
się jednym z najważniejszych zagadnień filozoficznych i teologicznych.
Opis prawdy jako natury Balthasar rozpoczyna od przytoczenia dwóch sta‑
rożytnych słów będących określeniami prawdy. Zaczerpnięte są one z kultury
greckiej i judeochrześcijańskiej – dwóch źródeł współczesnej cywilizacji euro‑
pejskiej. Pojęciami tymi są greckie aletheia oraz hebrajskie emeth.
Pierwsze z nich aletheia oznacza odsłonięcie, odkrycie bytu, które ukazuje
się temu, kto jest w stanie je pojąć3. Owo odsłonięcie, czy jak mówi Balthasar
„nieukrytość”, może być rozważane w dwóch aspektach, które są jednak niero‑
zerwalne. Po pierwsze to byt się jawi, a z drugiej strony to byt się jawi. Nie jest
to bynajmniej żadna słowna gra czy zabawa językiem tak charakterystyczna
dla niektórych nurtów współczesnej filozofii. Stwierdzenie to zawiera w sobie
2
3
M. Heidegger, Bycie i czas, Warszawa 2004, s. 283.
Por. E. Guerriero, Hans Urs von Balthasar. Monografia, Kraków 2004, s. 341.
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy
49
głęboką myśl: „Byt nie jest w sobie samym ukryty, jako nieznana rzecz sama
w sobie, która zupełnie nie daje siebie poznać i o której nie mówi nic zjawisko,
ani też, z drugiej strony zjawisko nie jest zawieszoną w sobie fatamorganą, mi‑
rażem nicości lub nieodgadnionej otchłani”. Odsłonięcie jest więc cechą abso‑
lutną, właściwą bytowi jako takiemu.
Taka koncepcja pokrywa się ze znaczeniem, jakie ma greckie słowo einai,
które zawiera w sobie dwie główne funkcje: egzystencjalną i afirmatywną zwaną
też prawdziwościową4.
Określenie prawdy nie wyczerpuje się jednak w słowie aletheia. Jego kon‑
cepcję dopełnia hebrajskie słowo emeth występujące 56 razy na kartach Stare‑
go Testamentu5. Przez tłumacza Biblii Tysiąclecia zostało ono przełożone jako
prawda, a niekiedy w znaczeniu przymiotnikowym jako pewny i właściwy.
Słowo to występuje także w znaczeniu „być mocnym”, „pewnym”, „godnym
zaufania”. Prawda jako emeth jest więc właściwością czegoś, co jest trwałe, wy‑
próbowane, na czym można się oprzeć6.
W przytoczonym wyżej znaczeniu słowo emeth występuje także w Teolo‑
gice. Dzięki takiemu, dwuaspektowemu ujęciu rzeczywistości prawdy spełnia
ona dwojaką funkcję. Po pierwsze, stawia kres niepewności i nieskończoności
poszukiwań człowieka, aby miejsce chwiejnych sądów mogła zająć ukształto‑
wana i umocniona w sobie oczywistość. Po drugie, następuje otwarcie „praw‑
dziwej nieskończoności płodnych szans i sytuacji: z uobecnionej prawdy
wyrasta jak z zalążka tysiąc wniosków, tysiąc nowych poznań; wiarygodność
uzyskanej oczywistości zawiera w sobie bezpośrednio obietnicę poznania dal‑
szej prawdy, jest jakby bramą wejściową”.
Oba znamiona prawdy: nieukrytość i wiarygodność są otwarciem sięgają‑
cym poza siebie. To, co istnieje, otwiera się, by ofiarować siebie poznaniu. Byt
umożliwia poznanie siebie nie tylko jako jednostkowego elementu, lecz także
jako bytu w ogóle. Wiarygodność zaprasza natomiast poznającego, aby zaufał
obietnicy wyjawienia się i przyjął pewność, jaką daje prawda.
Takie ujęcie prawdy we współczesnej filozofii jest stosunkowo rzadkie. Wy‑
raźnie sprzeciwia się ono postmodernistycznym teoriom zaprzeczającym ist‑
nieniu prawdy bądź możliwości jej poznania. Choć Balthasar nigdy nie starał
się atakować czy oskarżać współczesnej myśli, to jednak wyczuwalna jest tutaj
wyraźnie polemika z takimi poglądami.
Aby opis prawdy był pewny, należy jeszcze scharakteryzować zgodnie z za‑
łożeniami klasycznej filozofii podmiot i przedmiot poznania oraz relacje po‑
między nimi.
4
Por. J. Gajda, Przedplatońskie pojęcie prawdy. Ontologiczny i aksjologiczny aspekt kategorii
`αλήθεια w filozofii przedplatońskiej, w: Hymny orfickie. Prawda. Prehistoria pojęcia, red. J. Gajda,
J. Dziubiński, A. Orzechowski, Wrocław 1993, s. 33.
5
Por. np. Rdz 24,48; Wj 18,21; Pwt 13,15, itp.
6
Por. I. de la Potterie, Prawda w: Słownik teologii biblijnej, red. X. Léon‑Dufour, Poznań
1994, s. 763.
Ks. Krzysztof Smykowski
50
Podmiot zostaje przez Balthasara zdefiniowany jako: „jednostkowy byt,
który może zmierzyć sam siebie, ponieważ jest dla samego siebie odsłonię‑
ty”. Możliwości podmiotu poznającego nie kończą się jednak na samoświado‑
mości, lecz sięgają znacznie głębiej. Dzięki poznaniu samego siebie pojmuje
się zarazem, czym w ogóle i w całości jest byt. Może więc dlatego dokony‑
wać refleksji nad wszystkimi bytami istniejącymi w otaczającym go świecie.
Poznaniu zostaje zatem udostępniona zarówno przestrzeń własnego „ja” jak
i cała zewnętrzna przestrzeń bytu. Teolog z Bazylei wyraźnie zaznacza, że oba
te procesy są „równoczesne i całkowicie tożsame”. Gdyby tak nie było, groziłby
poznaniu subiektywizm, którego omawiany autor był wielkim przeciwnikiem.
Na kanwie tych rozważań wielokrotnie zarzucano Balthasarowi idealizm,
według którego obraz świata jest kształtowany przez aktywność ludzkiego
umysłu, a nie przez realną rzeczywistość. Mielibyśmy wtedy do czynienia
z wyobrażeniem o osobie czy rzeczy, a nie z samą osobą i rzeczą. Autor jednak
wielokrotnie musiał odpierać tego rodzaju zarzuty7.
Podmiot, gdy w polu jego poznania pojawi się przedmiot, staje się recep‑
tywny, czyli jego samoświadomość zostaje uzupełniona, prowadząc go do peł‑
ni bytu. Staje się wtedy otwarty na coś innego niż tylko własną przestrzeń we‑
wnętrzną. O podjęciu recepcji przedmiotu decyduje podmiot, o ile stwierdzi,
że ten go bezpośrednio interesuje albo pobudza do poznania.
Receptywność oznacza jednak także zdolność do tego, by podmiot pozwo‑
lił się obdarować prawdą innego bytu. Owa zdolność, zdaniem szwajcarskiego
myśliciela, należy do najwyższych wartości ludzkiej egzystencji. Nie ma bo‑
wiem większej radości od tej, jaką daje wzajemna wymiana i obdarowywanie
się. Balthasar tym samym odrzuca teorię posiadania wrodzonej prawdy i zbli‑
ża się w pewnych momentach do założeń filozofii dialogu, która podkreśla
znaczenie drugiego człowieka w życiu i działalności osoby ludzkiej.
Rozważania Balthasara nt. przedmiotu poznania nie są obszerne. Myśliciel
zauważa, że nie każdy przedmiot jest podmiotem, ponieważ jest oświetlony
dla innych, a nie dla siebie samego. To stwierdzenie jest oczywiste i zgodne
z założeniami klasycznej myśli, według której podmiotem poznania mogą być
jedynie byty obdarzone rozumem.
Warunkiem poznania przedmiotu czy też, jak często obrazowo mówi Baltha‑
sar, zmierzenia przez podmiot, jest uprzednie zdjęcie miary. W przypadku gdy
przedmiot może być jednocześnie podmiotem, sytuacja wydaje się nie nastrę‑
czać trudności. Gdy jednak przedmiot nie mierzy się sam, pozostaje odwołanie
do podmiotu nieskończonego – Boga. Po osobnym rozpatrzeniu dwóch biegu‑
nów poznania, jakimi są podmiot i przedmiot, przychodzi kolej na omówienie
łączących je relacji. Ich przedstawienie zostanie dokonane w kilku aspektach.
Stosunek podmiotu do przedmiotu może być dwojaki. Pierwszą posta‑
wą jest oglądanie i stwierdzanie. Taką relację określić można za starożytną
7
Por. E. Piotrowski, Hans Urs von Balthasar, Kraków 2005, s. 79‒80.
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy
51
filozofią grecką jako theoria. Drugim sposobem jest stosunek spontanicznie
twórczy, czyli postawa podmiotu przykładająca swoją miarę wobec przedmio‑
tu, od wieków określana jako poiesis. Jest ona charakterystyczna dla ludzi ob‑
darzonych wyobraźnią, twórców kultury i sztuki.
Balthasar jest przeciwnikiem skrajnego realizmu, który zakłada, że świat
przedmiotów jest zamkniętym kosmosem, który potrzebuje podmiotów co naj‑
wyżej akcydentalnie. Według takiego ujęcia świat podmiotów byłby przestrzenią
podlegającą ruchowi i odczuwającą potrzeby, natomiast świat przedmiotów po‑
siadałby w swej nieporuszoności i braku potrzeb niejako rysy boskie.
Pomiędzy oboma biegunami poznania zachodzi też odwrotna relacja. Pod‑
miot potrzebuje przedmiotu do właściwego funkcjonowania i rozwoju. Takie
stanowisko na ogół nie bywa kwestionowane z uwagi na osiągnięcia współczes‑
nej nauki, a szczególnie psychologii. Bez pojawiającego się w przestrzeni recep‑
cji przedmiotu podmiot nie może zamienić swoich możliwości poznawczych
w rzeczywiste poznanie. Balthasar w charakterystyczny dla siebie sposób, po‑
przez odwołanie się do dziedziny sztuki, obrazuje to następującym przykładem:
„Scena z podniesioną kurtyną pozostaje pusta; nie rozgrywa się na niej dramat
poznania. Dopiero kiedy w przestrzeń podmiotu wejdzie coś obcego, budzi się
on ze snu śpiącej królewny – jednocześnie do świata i do samego siebie”.
2. Prawda jako wolność
Poznanie jest aktem duchowym właściwym człowiekowi8. Duch zaś jest wolny,
ponieważ jest „byciem dla siebie”. Z tego właśnie powodu należy się zatrzymać
nad zagadnieniem prawdy jako wolności. W tym miejscu teoria Balthasara
koresponduje z myślą Martina Heideggera. Niemiecki egzystencjalista idzie
jednak w innym kierunku, akcentując łączność pomiędzy ludzkim poznaniem
i sposobem, w jaki człowiek siebie rozumie i w jaki jest sobą9.
Prawda jako wolność jest kontynuacją i dopełnieniem zagadnień rozwa‑
żanych w poprzednim paragrafie. Zostanie ona przedstawiona jako wolność
podmiotu i przedmiotu.
Gdy zostaje poruszona kwestia wolności przedmiotu, należy zauważyć,
że dla konkretnej istoty nie jest sprawą bez znaczenia, czy jest ona przedmio‑
tem cudzego poznania. Zauważył to np. Jean Paul Sartre, stwierdzając, że „pie‑
kło to inni” właśnie w kontekście poznania10. Francuski egzystencjalista uwa‑
żał bowiem, że poznając drugiego człowieka ogranicza się jego wolność.
Balthasar reprezentuje jednak inną koncepcję, nie widząc w byciu pozna‑
wanym uszczuplenia praw podmiotu. Wręcz przeciwnie, twierdzi, że „ukryta
Por. S. Kowalczyk, Teoria poznania, Sandomierz 1999, s. 34.
Por. M. Heidegger, O istocie prawdy, „Aletheia” 1990, nr 1, s. 19; J. Kożuchowski, Josefa
Piepera interpretacja wizji prawdy u Martina Heideggera, „Studia Elbląskie” 2007, nr 8, s. 267.
10
Por. C. Valverde, Antropologia filozoficzna, Poznań 1998, s. 86.
8
9
Ks. Krzysztof Smykowski
52
egzystencja w obcych duchach może być czymś, co jest dla niego obojętne lub
nawet pożądane”. Niekiedy jednak mogą istnieć pewne poważne powody, dla
których jest usprawiedliwiona niechęć przedmiotu do bycia poznanym przez
jakikolwiek podmiot.
Każdy przedmiot jest wartością jedyną w swoim rodzaju, ponieważ posiada
własną tożsamość. Gdyby tak nie było, poznający podmiot uchwyciłby od razu
istotę rodzaju czy gatunku, do którego należą, a w ten sposób poznałby każdy
pojedynczy byt należący do określonej grupy. Nie mogłoby być wtedy mowy
o jakiejkolwiek wolności przedmiotu. Poznanie cech gatunkowych i rodzajo‑
wych zgodnie z klasyczną metafizyką jest możliwe na drodze abstrakcji pole‑
gającej na selektywnym ujmowaniu istotnych cech poznawanej rzeczy, a po‑
mijaniu drugorzędnych11.
Każdy byt będący otwarty na poznanie, jest wezwany, aby tę swoją predys‑
pozycję przyjąć do wiadomości, a swoją wolność objąć w posiadanie. Obda‑
rzony samoświadomością byt może decydować, czy chce się komunikować.
W tym wypadku staje się przedmiotem poznania, który oferuje się podmio‑
towi. Wolnemu aktowi oddania się ze strony przedmiotu odpowiada wolne
przyjęcie ze strony podmiotu, który się otwiera i ze swej strony staje się wol‑
nym przedmiotem poznania dla przemienionego teraz w podmiot partnera12.
Hans Urs von Balthasar na kanwie wyżej przedstawionych rozważań for‑
mułuje także teorię stopni intymności. Każdy byt stworzony, także ten nie‑
ożywiony, posiada pewną, choć niekiedy niewyraźną sferę wewnętrzną, dzięki
której nie staje się biernym łupem poznania. Człowiek za pomocą swojego ro‑
zumu, który jest idealnym narzędziem do poznania tego typu rzeczywistości,
analizuje zjawiska. Dzięki nim istota bytu ukazuje siebie i nie uchyla się całko‑
wicie przed poznaniem.
Kolejnym etapem rozwoju ewolucyjnego jest życie wegetatywne, które
tworzy się tam, gdzie sfera wewnętrzna bytu zagęszcza się. Sama istota życia
pozostaje przed człowiekiem zakryta. Chociaż może on analizować zjawiska
i prawa rządzące jego przekazywaniem. Te, często uznawane za pospolite, zja‑
wiska są zdaniem autora trylogii prawdziwymi cudami. Żadna nauka nigdy
nie będzie w stanie odsłonić tajemnic żywej materii, choć coraz dokładniej
umie rejestrować jej wielorakie przejawy.
Następną fazą rozwoju, która przynosi też nowy etap intymności bytu,
jest pojawienie się świata animalnego. To właśnie tutaj dokonuje się jakościo‑
wy skok tak istotny dla epistemologii. Możemy powiedzieć, że w zwierzęciu
po raz pierwszy przedmiot poznania staje się jego podmiotem. Podobnie jed‑
nak jak w przedstawionych wyżej rozważaniach nie można całkowicie wnik‑
nąć w ich istotę. Współczesne nauki szczegółowe wprawdzie coraz dokładniej
analizują narządy zmysłowe zwierząt, formułując wnioski odnośnie do spo‑
sobów ich funkcjonowania. Nie mogą jednak odpowiedzieć na pytania, „jak
11
12
Por. S. Kowalczyk, Metafizyka ogólna, Lublin 1998, s. 41.
Por. E. Guerriero, Hans Urs von Balthasar, s. 338‒339.
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy
53
one rzeczywiście widzą, co naprawdę czują, kiedy przejawiają ból czy radość.
Tego razem z nimi nigdy nie doświadczymy”. Wraz z analizą kolejnych stopni
życia ich badacz doświadcza pewnego paradoksu, gdyż z jednej strony zwie‑
rzę w swojej prawdzie jest bardziej tajemnicze niż roślina. Umyka bowiem mu
to wszystko, co jest uświadomione jedynie samej istocie żywej. Z drugiej zaś
strony jest ona bardziej dostępna niż roślina, gdyż o wewnętrznym jej życiu
nie można powiedzieć nic.
Nowe rozumienie prawdy pojawia się w wyższej formie życia, jaką jest czło‑
wiek. Jego konstytutywnymi cechami zgodnie z klasyczną antropologią jest
zwierzęcość i rozumność13. Jest on pierwszą istotą, która sama siebie posiada
i dzięki temu jest wolna. W dużym stopniu sama decyduje, czy i jak chce siebie
wyrażać. Swoją osobą tak dysponuje, że z każdej informacji czyni wolny dar.
Zauważyć tutaj można wpływy personalizmu. Nauka Balthasara jest w wielu
punktach zbieżna z poglądami Karola Wojtyły nt. osoby ludzkiej.
Kolejnym stopniem w rozwoju są istoty czysto duchowe. Nie będzie jednak
o nich mowy w tym artykule, gdyż ich poznanie opiera się wyłącznie na da‑
nych Objawienia.
W powyższych stwierdzeniach widać zbieżność z poglądami chrześcijań‑
skich ewolucjonistów, których najwybitniejszym przedstawicielem jest Pierre
Teilhard de Chardin. Zauważyć można wspólne poglądy nt. ewolucji poprzez
zagęszczanie oraz odpowiadające stopniom intymności etapy ewolucji: bioge‑
nezę, antropogenezę i noogenezę14.
Dla pełnego ukazania znaczenia wolności dla prawdy i poznania należy
przyjrzeć się jeszcze podmiotowi. Z dotychczasowych rozważań mogłoby wy‑
nikać, że podmiot z receptywnością jako swoim istotnym znamieniem zostaje
zepchnięty do roli czegoś biernego.
Wolność podmiotu, zdaniem Hansa Ursa von Balthasara należy rozumieć
w znaczeniu względnym, nie naruszającym w niczym jego receptywności. Pod‑
miot nigdy nie będzie obdarowany taką wolnością jak przedmiot, który może
siebie „wyjawić lub osłonić się milczeniem”. Musi on bowiem w swoim poznaniu
kierować się podstawowymi zasadami, a najważniejszym darem jaki otrzymuje
jest możliwość przyjmowania „w siebie rzeczy takimi, jakimi są”. Choć Balthasar
stanowczo odżegnuje się od uprawiania teorii poznania, to z powyższego stwier‑
dzenia można pośrednio wywnioskować, że jest zwolennikiem klasycznej defi‑
nicji prawdy, uznającej ją za zgodność intelektu z rzeczą15.
Podmiot dysponuje jednak w pewnym stopniu intymnością. W przeciw‑
nym wypadku poznanie jako czynność duchowa nie byłoby możliwe, ponie‑
waż brakowałoby mu wolności. W tym wypadku polega ona na możliwości
zwrócenia się w swojej intencji poznawczej ku rzeczom, które chce w sobie
Por. C. Valverde, Antropologia filozoficzna, s. 58.
Por. T. Płużański, Pierre Teilhard de Chardin – chrześcijański ewolucjonista, w: Filozofia
XX wieku, red. Z. Kuderowicz, Warszawa 2002, t. 1, s. 282.
15
Por. A. B. Stępień, Wstęp do filozofii, Lublin 1989, s. 126.
13
14
Ks. Krzysztof Smykowski
54
przyjąć. Z nieskończonego zakresu tego, co jest poznawalne, może wybrać
sobie tę część, która jest dla niego odpowiednia i potrzebna do prawidłowego
funkcjonowania. W ten sposób tworzy swój obraz świata. Znamieniem praw‑
dziwego podmiotu poznającego jest decyzja postanawiająca, że o pewnej licz‑
bie rzeczy nie chce wiedzieć i nie podejmuje prób ich poznania.
Ukazane w niniejszym paragrafie relacje panujące między podmiotem
a przedmiotem są niejako przywróceniem w nowy sposób stosunków, które
panowały między nimi w myśli klasycznej, gdzie „filozofia, a więc cogito (my‑
ślę) czy raczej cognosco (poznaję), była przyporządkowana do esse (być), które
było czymś pierwotnym”16. Stanowią próbę przezwyciężenia jednego z najbar‑
dziej dramatycznych i nieodpowiedzialnych epizodów europejskiej historii,
jakim jest odwrót od prawdy17.
Prawda posiadana jest przez przedmiot i podmiot nie tylko jako elementy
ich natury, lecz także w ramach ich wolności. Posiadając zatem wolność oba
bieguny poznania mogą współdecydować o dokonywaniu ruchów samoudo‑
stępniania i dostępności dla rzeczy. W ten sposób współdziałają w tworzeniu
prawdy, stając się jej współzarządcami.
Taka jednak godność dana człowiekowi wiąże się z odpowiedzialnością
na nim ciążącą. Jest on bowiem powołany do dawania świadectwa prawdzie.
Fakt ten nie wynika jedynie z racji religijnych18. Nie może dysponować prawdą
dowolnie, ponieważ jest predysponowany do możliwości samoudostępnienia
i dostępności dla innych. Udostępniając „siebie w prawdzie i udostępniony
w prawdzie dla innych, nie spełnia on jakiegoś cudzego rozkazu, lecz jest po‑
słuszny prawu swego własnego bytu”. Zauważyć w tym miejscu można po raz
kolejny niezwykłą znajomość i wierność myśli klasycznej, poprzez nadanie
nowego wymiaru klasycznej zasadzie metafizycznej agere sequitur esse.
3. Prawda jako tajemnica
W poprzednich paragrafach zostało stwierdzone, że całkowite poznanie bytu
nie jest nigdy możliwe. Nie wynika to jednakże tylko z tego, że coraz wyższe
stopnie bytowania nie poddają się biernie ingerencji poznania, aby „w coraz
większej mierze pozostawać do dyspozycji wolnego wyjaśnienia”. Braku moż‑
liwości tego poznania nie można także tłumaczyć niedostateczną zdolnością
percepcji.
Wspomniana przestrzeń tajemnicy nie może być zatem uznana za coś
transcendentnego, zewnętrznego względem bytu. Byłaby ona bowiem czymś
tymczasowym dającym się stopniowo usuwać w wyniku postępu badań i roz‑
woju nauki. Takie podejście rokowałoby nadzieję, że pewnego dnia wszystkie
Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci, Kraków 2005, s. 16.
Por. F. Fernández‑Armesto, Historia prawdy, Poznań 1999, s. 182.
18
Por. J 18,37.
16
17
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy
55
tajemnice można by było przemienić w pozbawione znamienia tajemniczości
wyjaśnione fakty.
Tajemniczość należy zatem uznać za immanentny element każdego bytu.
Poznanie prawdy nie usuwa zatem go, lecz wydobywa na jaw. Zasłonięcie jest
zatem nieodłączną cechą samego odsłonięcia. Wraz ze wzrastającą komuni‑
kacją wzrasta także zasłona19. Twierdzenia Balthasara są w tym momencie
zbieżne z poglądami współczesnej filozofii nauki, której przedstawicielem jest
Michał Heller. Posługuje się on obrazem okręgu jako zbioru pytań człowieka,
podczas gdy pole koła jest jego zasobem wiedzy. Wraz ze wzrostem pola koła
rośnie także długość okręgu, czyli uświadomiona niewiedza osoby20.
Aby ukazać w pełni prawdę jako tajemnicę Balthasar podobnie jak w przy‑
padku wolności i stopni intymności posługuje się linią rozwoju, opisując
w tym przypadku ewolucje od obrazu do wyrazu i sensu, a następnie do du‑
chowego słowa i dialogu.
Obrazy przedstawiają się poznającemu podmiotowi same, nie są przez ni‑
kogo wzywane. Są one czymś absolutnie oczywistym, ich istnienia nie neguje
żaden system filozoficzny. Uznaje jest zarówno realizm, jak i idealizm. Obraz
jest każdemu podmiotowi dostępny. Z powodu tej jawności jednak Balthasar
podejrzewa, że kryje się w nim jakaś tajemnica.
Obraz dla szwajcarskiego myśliciela jest swego rodzaju udawaniem pewne‑
go świata. Nasuwają one myśl o pewnym bycie, ale nim nie są. W tym twier‑
dzeniu można zauważyć podobieństwo do myśli platońskiej, według której
obrazy są początkiem poznania i zawierają pewne treści stanowiące o idei21.
Przywołują one myśl o istocie i istnieniu, ale nie są ani jednym ani drugim.
Podmiot poznający napotyka na trudność w opisaniu realności obrazów.
Z jednej bowiem strony nie są niczym, z drugiej zaś nie mogą zostać określone
jako byt czy istnienie.
Bezistotowość nie jest jednak jedyną cechą obrazów. Prawda bowiem nie
kryje się tylko w rzeczy, lecz także w jej obrazie. Jest on powierzchnią, może
dawać pewne pojęcie o głębi czy też ją wyjawiać. Nigdy jednak nie może głę‑
bią się stać. Balthasar jako ilustrację tego twierdzenia w charakterystyczny dla
siebie sposób odwołuje się do płaszczyzny sztuki i posługuje się przykładem
obrazu. Jest on sam pozbawiony trzeciego wymiaru, jednak dzięki właściwe‑
mu użyciu perspektywy przez artystę, może go ukazać.
Obraz otrzymuje swoją najwyższą formę w słowie. Nierealność obrazu po‑
przez wyrażanie swojej bezistotowości i przemijalności zachęca podmiot po‑
znający do wniknięcia w istotę bytu. Czyni on to przez abstrakcję i utworzenie
pojęcia, które wyraża się za pomocą słów.
Prawda, która owiana jest tajemnicą, nie sprzeciwia się przedstawionej
w pierwszym paragrafie prawdzie jako aletheia, czyli nieukrytości bytu. Swego
Por. E. Guerriero, Hans Urs von Balthasar, s. 339.
Por. M. Heller, Rozmowa na koniec wieku, „Tygodnik Powszechny” 2008, nr 11, s. 4.
21
Por. W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, Warszawa 2003, s. 87.
19
20
Ks. Krzysztof Smykowski
56
rodzaju spowiedź rzeczy, które wyznają swoją prawdę nie jest czymś niedys‑
kretnym i nieograniczonym. Balthasar taki stan rzeczy nazywa „odsłoniętym
zasłonięciem”. Zasłonięcie to nie jest jakąś zewnętrzną barierą, lecz z natury
przynależy do bytu będąc jego „formą lub cechą”.
Rozważając znaczenie tajemnicy w poznaniu prawdy, należy opisać także
jej związek z miłością. Zdaniem szwajcarskiego myśliciela, tylko to, co jest
obdarzone tajemnicą, zasługuje trwale na miłość. Prawdziwa bowiem miłość
domaga się nie tylko posiadania i odsłonięcia, lecz w tej samej mierze czci,
którą rodzi zasłonięcie. Poznanie pełne byłoby końcem miłości. Sprowadzało‑
by bowiem poznawany byt jedynie do rangi rzeczy, którą można dysponować.
Miłość jest zatem według szwajcarskiego myśliciela zależna od tajemnicy. Za‑
wiera w sobie jej wolę, która „w razie potrzeby tam, gdzie nie ma już tajemnicy
wynajdywać jakąś nową tylko po to, by móc nią nadal żywić i rozbudzać miłość”.
Podobnie jak zasłonięcie czy tajemnica są związane z miłością, taki zwią‑
zek istnieje między miłością a odsłonięciem. W prawdziwej miłości poznający
podmiot nie dąży jednak do zdarcia z przedmiotu zakrywających go zasłon,
co jak zauważono już wcześniej byłoby rzeczowym traktowaniem. Dążenie
to ma na celu odsłonięcie przed nim samym jego własnej istoty. Dzięki takie‑
mu podejściu, którego wyznacznikiem jest miłość, osoba kochająca pragnie
być dla osoby kochanej przejrzysta, „widziana przez nią w całej swojej praw‑
dzie i nieprawdzie”. Pragnie ona być przejrzysta nie dla samej siebie, bo takie
poznanie jawiłoby się jedynie jako strata czasu. Chce być prawdziwa dla dru‑
giego, a dla siebie samej tylko o tyle, o ile wymaga tego prawda przeznaczona
dla kogoś innego.
Pewne granice temu odsłonięciu, które dokonuje się w miłości, może po‑
stawić jedynie osoba kochana, która ostatecznie określa, co chce wiedzieć,
a czego nie. Zbytnie odsłonięcie, które byłoby wbrew woli drugiego, godziłoby
w miłość i stałoby się „pewnego rodzaju ekshibicjonizmem, niestosownym,
a nawet przykrym narzucaniem się”.
Odsłonięcie dokonywane w miłości może być też ograniczone przez sa‑
mego odsłaniającego się. Ma to miejsce w dwóch przypadkach. Są nimi wstyd
oraz twórcze zapomnienie.
Na podstawie powyższych rozważań można stwierdzić, iż u początku po‑
znawczych doświadczeń staje miłość i że w ten sposób ludzki duch dochodzi
do świadomości siebie poprzez stopniowe odkrywanie różnic pomiędzy „ja”
i „ty”. Właśnie dzięki odsłonięciu, które dokonuje się z miłością, byt nie traci
nic ze swej siły i mocy. Wręcz przeciwnie, w swojej niepojętości czyni siebie
bardziej zrozumiałym.
Poznanie w ujęciu Balthasara możemy rozumieć jako odpowiedź na skiero‑
waną ku podmiotowi miłość. Obiektywność poznania jest gwarantowana przez
akt bezinteresownego zainteresowania się prawdą drugiego22. Nie gwarantuje
22
Por. E. Piotrowski, Hans Urs von Balthasar, s. 81.
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy
57
jej chłodny dystans wobec poznawanego przedmiotu, który jest proponowany
przez różnorakie współczesne kierunki wywodzące się ze skrajnego empiry‑
zmu i scjentyzmu.
Wprowadzenie wątku miłości do problematyki poznania zbliża Balthasara
do filozofów dialogu. Człowiek jest postawiony w relacji do drugiej osoby, która
to relacja w znacznej mierze kształtuje jego bytowanie.
4. Prawda jako uczestnictwo
Hans Urs von Balthasar swoje rozważania nt. prawdy z filozoficznego punktu
widzenia zamyka poruszeniem zagadnienia uczestnictwa. W obrębie tych po‑
glądów dość często pojawia się Bóg, któremu można przypisać cechy chrześci‑
jańskiego Stwórcy. Nadal pozostaje jednak w dziedzinie filozofii, ponieważ nie
odwołuje się do danych Objawienia. Nastąpi to dopiero później, w kolejnych
tomach Teologiki.
Balthasar widzi byt i w kontekście większej całości i ujmuje go jako element
całego otaczającego świata. Jego prawda jest zawsze komunikowana jako jed‑
noczesne otwarcie na horyzont bytu w ogóle.
Poznawanie prawdy poszczególnych bytów wskazuje na prawdę absolutną.
Jak już to zostało zauważone przy opisie prawdy jako natury, byt oczekujący
na poznanie, który dotąd nie jest jeszcze odsłonięty, nie może być ukryty w sa‑
mym sobie i przez nikogo w sensie poznawczym niezmierzony. W łańcuchu po‑
znających przedmiotów nie można jednak iść w nieskończoność. Należy założyć
„w sposób konieczny pewną sferę prawdy absolutnej, w której odwieczne istnie‑
nie i odwieczna samoświadomość od zawsze pokrywają się i z której perspekty‑
wy wszystkie skończone przedmioty są już zmierzone i tym samym uczynione
poznawalnymi dla podmiotów skończonych”. Teolog z Bazylei odwołuje się tym
samym do założeń metafizyki klasycznej, której egzemplifikacją są quinque viae
św. Tomasza z Akwinu. Hipoteza nieskończonego ciągu samych bytów skoń‑
czonych jest niezgodna z faktami, a nawet wewnętrznie sprzeczna23. Takie do‑
wodzenie przeprowadzone na łamach Prawdy świata doprowadza do wniosku,
że istnieje „nieskończona świadomość, stanowiąca warunek istnienia podmio‑
tów skończonych”. Hans Urs von Balthasar tego ciągu myślowego nie traktuje
jednak jako dowodu na istnienie Boga wzorem dróg Akwinaty.
Przyjmując taki sposób myślenia, należy uznać całkowitą różność pod‑
miotów stworzonych i podmiotu niestworzonego. Wszelkie stawianie znaku
równości jest niedopuszczalne. Tym samym uznanie tych poglądów staje się
sposobem obrony przed panteizmem, zarówno emanacyjnym przyjmują‑
cym, że widzialny świat jest emanatem natury nieskończonej, w wyniku cze‑
go otrzymał częściową i okresową autonomię, jak i immanentnym głoszącym
23
Por. S. Kowalczyk, Filozofia Boga, Lublin 2001, s. 95.
58
Ks. Krzysztof Smykowski
absolutną i trwałą tożsamość Boga i świata. Na gruncie filozoficznym zo‑
staje zatem uznana transcendencja Absolutu, która sprzeciwia się wszel‑
kim próbom tłumaczenia świata w sposób panteistyczno‑idealistyczny lub
dynamiczno‑stopniowy.
Relacja pomiędzy prawdą skończoną i nieskończoną widziana z perspekty‑
wy stworzenia jawi się jako relacja głębokiego i z natury koniecznego uczest‑
nictwa. Gdyby ów związek został zerwany, prawda ziemska by się rozpadła
i przestała być prawdą.
Skończoności prawdy ziemskiej nie można jednakże rozumieć jako gra‑
nicy ilościowej, lecz jako przenikającą cały byt i jego prawdę cechę jakościo‑
wą. Wyraża się ona w tym, że forma ludzkiej wiedzy opiera się na definiowa‑
niu i rozgraniczaniu, czyli ograniczaniu przestrzeni tego, co ma być poznane
względem innej wyłączonej prawdy.
Z tego uczestnictwa prawdy ziemskiej w odwiecznej, nieskończonej praw‑
dzie wynika szereg konsekwencji. Najważniejszą z nich jest swego rodzaju
tajemniczość opisana w poprzednim paragrafie. Prawda boska jako „prawda
absolutnej intymności, w każdym wyjawieniu pozostaje z natury rzeczy tajem‑
nicą”, dlatego każda prawda ziemska ma w sobie również pewne elementy tej
tajemniczości, co wynika z klasycznej koncepcji analogii bytowej.
Gdy natomiast analizuje się tę relację z perspektywy Absolutu, jawi się ona
jako relacja wolnego i przez nikogo nie wymaganego objawienia. Jest ona jedy‑
na w swoim rodzaju i z żadną inną nieporównywalna, ponieważ wszelkie we‑
wnątrzziemskie związki prawdy są rozpięte pomiędzy stworzonymi biegunami.
Boskie poznanie przenika wszystkie byty stworzone i ich prawdę. Nie jest
jednak to zakwestionowaniem tego, co do istoty prawdy przynależy, a więc
wolności, intymności i tajemnicy. Stworzenie nie jest w obliczu Bożym wyzby‑
te swych osobowych przywilejów i nie staje się czymś w rodzaju rzeczy pozba‑
wionej wszystkich swych praw. Nie jest tak, dlatego że prawda absolutna nie
jest częścią prawdy ogólnej, lecz sferą absolutnej wolności Boga, a tym samym
zostaje włączona do tego, co absolutnie tajemnicze. Jest okryta „zasłoną Bożej
tajemnicy”. Relacja Bóg – człowiek jest bardzo intymna i prowadzi do wzajem‑
nego odsłonięcia się obu biegunów. Poprzez otwarcie się na Boga stworzenie
uzyskuje możliwość uczestnictwa w tajemniczej rzeczywistości Boga i w ten
sposób staje się zdolne do posiadania w sobie tajemnicy.
Odsłonięcie stworzenia przed Bogiem, które jest wpisane w jego naturę,
stanowi gwarancję tego, że prawda świata jest w ogóle prawdziwa. Ponieważ
do istoty prawdy należy jej odsłonięcie, co wyraża grecki termin aletheia, wy‑
maga ona istnienia jakiegoś bytu, przed którym byłaby ona nieukryta. Może
być nim jedynie Bóg, gdyż żaden przygodny podmiot nie jest w stanie ogar‑
nąć całości ziemskiego bytu. Dzięki odsłonięciu przed Bogiem może być on
poznany przez inne podmioty. Balthasar stosuje tu kategorię możności dla
podkreślenia przygodności ziemskich bytów, które nie mogą wszelkich swych
poznawczych możliwości zamienić w akt.
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy
59
Stworzenie uświadamia sobie fakt, że przed Bogiem nie stoi samo, wie bo‑
wiem, że jego współstworzenie, którego tajemnica jest zasłonięta, stoi przez
Bogiem jako nieukryte i odsłonięte. Jedynym więc miejscem, w którym na‑
leży szukać prawdy o drugim stworzeniu jest Bóg. Aby poznać drugiego
w prawdzie, trzeba spojrzeć na niego oczyma Boga przepełnionymi miłością
i sprawiedliwością.
Zakończenie
Z przedstawionych w niniejszym artykule rozważań wynika, że wewnętrzna
pełnia prawdy filozoficznej, pozbawiona nawet ubogacenia przez perspekty‑
wę teologiczną, jest sama w sobie o wiele bogatsza niż pozwalają to przypusz‑
czać liczne jej prezentacje stworzone przez ponad dwadzieścia pięć wieków
refleksji filozoficznej24. Balthasar podjął próbę dokonania rzeczy, która uda‑
ła się niewielu myślicielom. Określił prawdę jako proste rozłożenie pozornie
wykluczających się systemów filozoficznych, czyli empiryzmu i racjonalizmu,
idealizmu i realizmu, obiektywizmu i egzystencjalizmu. Takie dzieło zostaje
porównane do dokonań Akwinaty, który pokonał pozorną sprzeczność plato‑
nizmu i arystotelizmu.
Balthasar w ciągu swojego długiego życia stworzył całościowy system po‑
szukujący odpowiedzi na większość pytań, jakie stawia sobie teologia i filozo‑
fia. Całokształt jego myśli przedstawiony przede wszystkim w trylogii, a uzu‑
pełniony w innych dziełach budzi podziw wielu znawców historii filozofii
i teologii.
Stworzenie wspomnianego systemu było przeciwstawieniem się zakorze‑
nionej w wielu kręgach intelektualnych tendencji, utrzymującej, że czas wiel‑
kich systemów już się skończył. Myśliciel chciał zachęcić innych, aby nie lękali
się uwierzyć w możliwości wspaniałego narzędzia, jakim jest umysł ludzki.
Synteza filozofii i teologii dokonana przez Balthasara jest imponująca.
Mimo iż stawiane są jemu liczne zastrzeżenia w dziedzinie metodologii, po‑
wodujące niekiedy niejasność w toku rozumowania, to jednak jego system jest
spójny i tworzy logiczną całość.
Współczesny myśliciel może się od Balthasara nauczyć bardzo wiele: sza‑
cunku dla myśli tradycyjnej, umiejętnego łączenia tradycji z nowoczesnością,
ogromnej erudycji oraz niezłomnego szukania odpowiedzi na problemy nur‑
tujące człowieka żyjącego w XXI w.
Elio Guerriero, znawca myśli Hansa Ursa von Balthasara, stawia tezę,
że celem szwajcarskiego myśliciela nie było dążenie, by pozyskać liczne gro‑
no uczniów czy zwolenników, którzy rozwijaliby system oraz propagowali
go w ośrodkach naukowych. Szwajcarski myśliciel chciał zachęcić teologów
24
Na temat różnych koncepcji prawdy zob. L. Wciórka, Teoria poznania, Poznań 1996,
s. 13‒14.
Ks. Krzysztof Smykowski
60
i filozofów, a może także przedstawicieli innych dziedzin wiedzy, by nie okopy‑
wali się w mocnej i bezpiecznej twierdzy, bronić zaciekle raz wyuczonych po‑
glądów. Taka twierdza bowiem staje się samotnym i bezowocnym miejscem25.
Życzeniem Balthasara było niewątpliwie, aby myśl ludzka rozwijała się oraz
geniusz rozumu ludzkiego nie poprzestawał na opanowaniu tego, co już zosta‑
ło powiedziane, lecz by poprzez analizę dorobku poprzednich pokoleń dawał
odpowiedź na dnia nowe pytania. Formą takiej zachęty jest choćby Prawda
świata uznającą ogromną rolę i potencjał intelektualnych zdolności człowieka.
Koncepcja prawdy, którą sformułował Hans Urs von Balthasar, może stać się
propozycją i punktem wyjścia dla rozważań filozofów i teologów oraz przed‑
stawicieli innych nauk humanistycznych podejmujących tematy interesujące
współczesnego człowieka i dających odpowiedź na jego podstawowe pytania.
Literatura
Balthasar H. U. von, O moim dziele, Kraków 2004.
Balthasar H. U. von, Prawda jest symfoniczna, Poznań 1998.
Balthasar H. U. von, Teologika, t. 1, Prawda świata, Kraków 2004.
Balthasar H. U. von, Teologika, t. 2, Prawda Boga, Kraków 2004.
Balthasar H. U. von, Teologika, t. 3, Duch prawdy, Kraków 2005.
Balthasar H. U. von, Wiarygodna jest tylko miłość, Kraków 1998.
Bokwa I., Metoda teologii Hansa Ursa von Balthasara, „Studia Theologica Varsaviensia”
1996, nr 2, s. 51‒74.
Chaim J., Prawda jest symfoniczna. Aspekty chrześcijańskiego pluralizmu, „Homo Dei”
1998, nr 4, s. 147‒148.
Domagalski K., Hans Urs von Balthasar – teolog esteta, „Communio” 1993, nr 6,
s. 104‒123.
Dróżdż A., Hans Urs von Balthasar. Myśliciel na drodze szukających drogi, „W drodze”
1991, nr 7‒8, s. 186‒190.
Fernández‑Armesto F., Historia prawdy, Poznań 1999.
Gajda J., Przedplatońskie pojęcie prawdy. Ontologiczny i aksjologiczny aspekt kategorii
`αλήθεια w filozofii przedplatońskiej, w: Hymny orfickie. Prawda. Prehistoria poję‑
cia, red. J. Gajda, J. Dziubiński, A. Orzechowski, Wrocław 1993, s. 31‒42.
Guerriero E., Hans Urs von Balthasar. Monografia, Kraków 2004.
Heidegger M., Bycie i czas, Warszawa 2004.
Heidegger M., O istocie prawdy, „Aletheia” 1990, nr 1, s. 10‒31.
Heller M., Rozmowa na koniec wieku, „Tygodnik Powszechny” 2008, nr 11, s. 4‒6.
Henrici P., O filozofii Hansa Ursa von Balthasara, w: H. U. von Balthasar, Pisma wybrane, t. 1,
Pisma filozoficzne, Kraków 2006, s. 153‒175.
Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci, Kraków 2005.
Kijas Z., Powołanie teologa według Hansa Ursa von Balthasara, „Colloquia Theologica
Adalbertina” 2000, nr 1, s. 65‒81.
Kowalczyk S., Filozofia Boga, Lublin 2001.
25
Por. E. Guerriero, Hans Urs von Balthasar, s. 354.
Hansa Ursa von Balthasara filozoficzna natura prawdy
61
Kowalczyk S., Metafizyka ogólna, Lublin 1998.
Kowalczyk S., Teoria poznania, Sandomierz 1999.
Kożuchowski J., Josefa Piepera interpretacja wizji prawdy u Martina Heideggera, „Studia
Elbląskie” 2007, nr 8, s. 253‒268.
Królikowski J., Poszukiwania teologiczne naszego wieku. Hans Urs von Balthasar,
„W drodze” 1992, nr 2, s. 93‒98.
O’Donnell J., Klucz do teologii Hansa Ursa von Balthasara, Kraków 2005.
Piotrowski E., Hans Urs von Balthasar – Szkic biograficzny, „Colloquia Theologica
Adalbertina” 2000, nr 1, s. 7‒33.
Piotrowski E., Hans Urs von Balthasar, Kraków 2005.
Płużański T., Pierre Teilhard de Chardin – chrześcijański ewolucjonista, w: Filozofia
XX wieku, red. Z. Kuderowicz, Warszawa 2002, t. 1, s. 280‒288.
Poniży B., Droga do życia. (Księga Mądrości), w: Wprowadzenie w myśl i wezwanie ksiąg
biblijnych. Mądrość starotestamentowego Izraela, red. J. Frankowski, Warszawa
1999, s. 205‒222.
Popławski S. O naprawie filozofii katolickiej „Znak” 2005, nr 2, s. 137‒140.
Potterie I. de la, Prawda, w: Słownik teologii biblijnej, red. X. Léon‑Dufour, Poznań
1994, s. 763‒768.
Pyc M., Chrystus Piękno – Dobro – Prawda. Studium chrystologii Hansa Ursa von Bal‑
thasara w jej trylogicznym układzie, Poznań 2002.
Skowronek A. J., Teolog uniwersalnej nadziei. Hans Urs von Balthasar – w stulecie urodzin,
„Przegląd Powszechny” 2005, nr 12, s. 56‒70.
Steck Ch. W., Symfonia miłości, „Przegląd Powszechny” 2005, nr 12, s. 51‒55.
Stępień A. B., Wstęp do filozofii, Lublin 1989.
Tatarkiewicz W., Historia filozofii, t. 1, Warszawa 2003.
Valverde C., Antropologia filozoficzna, Poznań 1998.
Wciórka L., Teoria poznania, Poznań 1996
Wencel K., Erich Przywara, w: Słownik wielkich teologów XX/XXI wieku, red. J. Majewski,
J. Makowski, Warszawa 2003, s. 260‒269.
Wencel K., Źródła inspiracji teologii Hansa Ursa von Balthasara, „Theologica Thoruniensia”
2002, nr 3, s. 115‒135.
Hans Urs von Balthasar’s philosophical nature of the truth
Summary
Hans Urs von Balthasar was one of the most famous theologians in the twentieth cen‑
tury. Moreover, he was interested in philosophy and obtained the degree of doctor of
philosophy. He formulated philosophical account of the truth, which was named the
truth of the world. He used classical terms: nature, freedom, mystery and participa‑
tion, but his interpretation is very original. Everything that exists, exists in its own in‑
tegrity, but that existence is one of openness to the Other and existence for the Other.
62
Ks. Krzysztof Smykowski
The existence of things for themselves is only in relation to their openness to others, in
particular, their openness to be known by, to appear to the Other. Thus the truth is ob‑
jective insofar as it is the loving surrender of being to be known. Nevertheless, there is
an important subjective element to knowledge and thus to the truth. The truth is only
possible when the human subject is himself open to the appearance of being. There
must be a surrender to the world in order to be known. And so the truth involves the
mutual loving surrender of subject and object. This model of truth and knowledge is
to be contrasted with the Cartestian one which presupposes a distance and rupture
between subject and object that simultaneously reduces the world to a set of externally
related, atomistic, and mechanized objects and theorizes our knowledge of those pri‑
marily in terms of control. Balthasar’s system is a good basis for theological reflection.
Keywords: Balthasar, freedom, mystery, nature, participation, philosophy, truth.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Aleksander Gendera
Wydział Teologiczny
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań
Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim
Streszczenie: W prezentowanym artykule postawiono pytanie: jakie znaczenie
ma przykład i obecność św. Józefa w formacji i życiu kapłańskim? W wypo‑
wiedziach ostatnich papieży św. Józef jest przedstawiany jako patron kapłanów
i przykład kapłańskiego życia. Szczególnie akcentuje się zakorzenienie św. Józe‑
fa w życiu wewnętrznym. Jego obecność ma znaczenie w formacji seminaryj‑
nej. Należy podkreślić konieczność refleksji teologicznej na jego temat. Wzrasta
bowiem teologiczna świadomość, że chrystologia domaga się nie tylko mario‑
logii, lecz także józefologii. Przykład św. Józefa pomaga kształtować ojcowską
postawę kapłana‑mężczyzny ucząc właściwego odniesienia do Chrystusa oraz
do Maryi, a co za tym idzie, do kobiety.
Słowa kluczowe: Eucharystia, formacja, msza św., kapłan, kapłaństwo, ofiara,
ojciec, seminarium, św. Józef, życie wewnętrzne.
Wstęp
Proponowany temat Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim jest próbą po‑
dzielenia się refleksją opartą o doświadczenie ciągłego odkrywania ojcowskiej
opieki św. Józefa w seminarium duchownym i życiu kapłańskim, także za sprawą
bliskości jego sanktuarium w Kaliszu. Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji
Kaliskiej obrało za patrona św. Józefa, Opiekuna Kościoła. Klerycy uczestniczą
w życiu sanktuarium. Każdorazowo na rozpoczęcie pierwszego roku zawierza‑
ją przed cudownym obrazem św. Józefa czas formacji do kapłaństwa. W innej
już formie, akt zawierzenia ponawiany dzień po święceniach kapłańskich, kiedy
to biskup diecezjalny poleca neoprezbiterów ojcowskiej opiece św. Józefa. Trud‑
no pominąć oddziaływanie tej postaci na kolejne roczniki święconych kapłanów.
Nasze dociekania nie chcą zamykać się jedynie wokół przykładu partyku‑
larnego oddziaływania św. Józefa, obierają bowiem kurs uniwersalny, dotyczą
w ogóle powołania kapłańskiego. Stawiamy zatem wyjściowe pytanie: jakie
znaczenie ma przykład i obecność św. Józefa w formacji i życiu kapłańskim?
O Józefie niewiele mówią Ewangeliści. Jeżeli zajrzymy do Słownika‑kon‑
kordancji osób Nowego Testamentu, dowiadujemy się, że jego imię to skrót
Ks. Aleksander Gendera
64
od Joseph‑el, co znaczy niech przymnoży Bóg lub Bóg przymnoży, w domyśle
chodzi o potomstwo. Pochodził on z królewskiego rodu Dawida. W Ewangeliach
napotykamy na różne imiona ojca Józefa. Mateusz podaje, że był synem Jakuba
(Mt 1,16), Łukasz natomiast Helego (Łk 3,23). Zgodnie stwierdzają jednak, że po‑
chodził z królewskiego rodu Dawida (Mt 1,1.17.20; Łk 1, 26‒27; 2,4; 3,23.31). Za‑
mieszkiwał w Nazarecie (Mt 2,23; Łk 2,4; 2,39; 2,51; J 1,45). Był człowiekiem spra‑
wiedliwym (Mt 1,19), oblubieńcem Maryi, Matki Jezusa (Mt 1,16; 1, 18‒24; Łk 1,
26‒27; 2, 4‒5), ojcem – opiekunem Jezusa (Łk 3,23; 4,22; J 1,45; 6, 42)1.
Nie chcemy rozważać postaci św. Józefa pod kątem czysto biblijnym, czy
hagiograficznym, ale w teologicznym odniesieniu do chrystusowego kapłań‑
stwa. Kwestię relacji zachodzących pomiędzy św. Józefem a kapłanem pod‑
jął wybitny józefolog – Tarcisio Stramare2. My zamierzamy jednak wydobyć
z tych relacji aplikacje odnoszące się do formacji, zarówno przygotowującej
do kapłaństwa, jak również już kapłańskiej.
1. Przykład i patron kapłanów
Rozważając przykład św. Józefa dla kapłańskiej formacji, naszą uwagę skupia‑
my na zespoleniu jego życia z tajemnicą Wcielenia Syna Bożego, która jest fun‑
damentem zbawienia3. Jan Paweł II w adhortacji Redemptoris custos wskazuje,
że ze względu na organiczną i nierozerwalną jedność pomiędzy Wcieleniem
i Odkupieniem, papież Jan XXIII polecił w rzymskim kanonie mszy św. – wiecz‑
nej pamiątki Odkupienia – wymieniać imię Józefa obok Maryi przed Aposto‑
łami4. Udział Maryi w misterium Wcielenia nie podlega dyskusji. Analogicz‑
nie, właściwe sobie uczestnictwo ma w nim również św. Józef, który wypełnił
swoją misję zarówno wobec Maryi, jak i Jezusa. Idąc dalej za adhortacją, należy
podkreślić służbę Józefa wobec tajemnicy zbawienia (już sam tytuł adhortacji
na to wskazuje, jako jego powołanie)5. Służebna funkcja wobec tajemnicy zba‑
wienia staje się szczególnym przykładem i wskazaniem dla formacji kapłańskiej.
Przykład św. Józefa pokazuje również, co oznacza służebny charakter ducho‑
wego ojcostwa. Jan Paweł II ukazuje ojcostwo Józefa, jako służbę, której Jezus
potrzebował, zwłaszcza w okresie życia ukrytego. „Bóg wybrał św. Józefa, aby
służył bezpośrednio osobie i misji Jezusa przez sprawowanie swego ojcostwa”6.
W Ewangelii Łukaszowej czytamy: „Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi
według prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go
Słownik‑konkordancja osób Nowego Testamentu, opr. P. C. Bosak, Poznań 1991, s. 235‒238.
Zob. T. Stramare, Święty Józef a kapłan, „Kaliskie Studia Teologiczne” 2003, s. 39‒41.
3
Por. tenże, Tajemnica życia ukrytego w centrum Redemptoris custos, „Kaliskie Studia Teo‑
logiczne”, 2005, s. 42.
4
Jan Paweł II, Redemptoris Custos, nr 6.
5
Por. T. Stramare, Tajemnica życia…, s. 42.
6
Jan Paweł II, Redemptoris Custos, nr 8.
1
2
Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim
65
przedstawić Panu” (Łk 2,22). Obrzęd ofiarowania dziecięcia w świątyni jerozo‑
limskiej wynikał z nakazu Prawa Mojżeszowego, według którego pierworodne
dziecko należało tylko do Boga. Dlatego rodzice pierworodnego dziecka mu‑
sieli udać się z nim do świątyni, aby wypełnić obrzęd „ofiarowania”7.
W zasadzie najważniejszymi elementami tego obrzędu było złożenie przez
ojca mającej zastępczy charakter ofiary. oraz udzielenie dziecku przez kapła‑
na błogosławieństwa (wypowiadanego wraz z gestem położenia ręki na jego
głowie)8. Zauważmy, że Ewangelista Łukasz swoją narrację o ofiarowaniu Je‑
zusa w świątyni (por, Łk 2, 22‒38) rozwija wokół spotkania ze starcem Symeo‑
nem oraz prorokinią Anną. Protagonistami są jednak Maryja i Józef. To oni
przynoszą Jezusa do świątyni (Łk 2,22), aby Go przedstawić (w. 23) i złożyć
ofiarę (w. 24). Gdy rodzice wnosili dziecię do świątyni następuje niespodzie‑
wana interwencja: starzec Symeon bierze dziecię na ręce i wypowiada mod‑
litwę uwielbienia Boga. Następnie wypowiada błogosławieństwo, ale czyni
to nad Maryją i Józefem9. Mając na uwadze wypowiedziane przez Symeona
proroctwo (Łk 2,33‒35), możemy założyć, że postępuje on również pod na‑
tchnieniem Ducha Św., ponieważ na Dziecięciu, które wziął w objęcia, spoczę‑
ło Boże błogosławieństwo, a precyzując, Ono było źródłem wszelkiego błogo‑
sławieństwa. Symeon, a także prorokini Anna (Łk 2,36‒38), swoimi słowami
ukazują spełnienie obietnicy zbawienia. Zauważmy, iż Łukasz zespala Józefa
z Maryją, zarówno w obrzędzie ofiarowania, jak również poprzez błogosła‑
wieństwo Symeona (por. Łk 2, 34)10.
Maryja i Józef wprowadzają swojego Syna – kapłana nowego przymierza –
do świątyni. Dzięki temu Pan Jezus zostaje rozpoznany i uznany, jako „światło
na oświecenie pogan”, jako Mesjasz nie tylko dla Izraela, ale dla całego świata
(por. Łk 2, 25‒32).
Jan Paweł II w adhortacji Redemtoris custos wskazuje na narracyjną jedność
pomiędzy przedstawieniem Jezusa w świątyni i późniejszym epizodem zagu‑
bienia dwunastoletniego Jezusa podczas drogi (pozostania w świątyni, por. Łk,
41‒52)11. Jezus w świątyni oznajmia otwarcie swoją całkowitą przynależność
do Ojca: „Czy nie wiedzieliście, że powinien być w tym, co należy do mego Ojca?”
(Łk 2, 49). Z egzegetycznego punktu widzenia takie zestawienie nabiera zna‑
czenia symbolicznego, swego rodzaju „przypowieści w działaniu”12. R. Lauren‑
tin interpretuje obydwie sceny, jako związanie Jezusa ze świątynią jerozolimską,
7
Por. C. Hauret, Pierwociny, w: Słownik teologii biblijnej, red. X. Leon‑Dufour, Poznań –
Warszawa 1985, s. 664.
8
Por. E. Kitov, The Jewish Home. A Guide to Jewish Family Life, Jerusalem – New York 2008,
s. 411‒412.
9
Por. T. Stramare, Ewangelia tajemnic ukrytego życia Jezusa (Mateusz i Łukasz 1‒2), Kalisz
2007, s. 245.
10
Por. tamże.
11
Por. Jan Paweł II, Redemptoris Custos, nr 13.
12
Por. tamże.
66
Ks. Aleksander Gendera
przy czym „ofiarowanie” ukazuje relację Mesjasza z ludem (Symeon, Anna),
a „znalezienie” relację Jezusa z Bogiem, Jego Ojcem13.
Wprowadzenie Jezusa (kapłana nowego przymierza) do świątyni, przez
Maryję i Józefa, jest historycznym wydarzeniem, jednocześnie jest jednak mo‑
delem ukazującym nam, jak Chrystus spełnia swoje dzieło zbawienia. Dlatego
też może być punktem odniesienia i zapowiedzią wprowadzenia każdego ka‑
płana w posługiwanie Kościoła. Nasza uwaga koncentruje się na postaci i roli
św. Józefa w owym „wprowadzeniu” i „prowadzeniu”, czyli formacji do kapłań‑
stwa i w życiu kapłana. Tu właśnie dochodzimy do rzeczywistości kapłaństwa
i odkrywamy coś ważnego w realizacji powołania kapłańskiego w Kościele.
Papież Jan XXIII w dn. 13 listopada 1962 r. zadecydował, co już wyżej
było wspomniane, aby wpisać imię św. Józefa do kanonu mszy św. Decyzja
ta była oczekiwaną odpowiedzią na kolejne petycje, z których pierwsza po‑
jawiła się już w 1815 r. Jedną z takich petycji uzasadniał o. Francesco M. Ci‑
rino, kanonik regularny i konsultant ówczesnej Świętej Kongregacji Rytów.
W uzasadnieniu o. Cirino odwołuje się właśnie do obrzędu ofiarowania Je‑
zusa w świątyni. Po ukazaniu, że tekst ewangeliczny nie wprowadza żadnej
różnicy pomiędzy Maryją a Józefem („tulerunt…; cum inducerent paren‑
etes eius…; benedixit eis Simeon”), F. Cirino wykazuje, że ważniejsza rola
przypadła Józefowi, jako ojcu: „przedstawił dziecię Jezus, prawdziwą ofiarę
całopalną, zbawczą ofiarę Judy i Jerozolimy, która musiała zostać skonsumo‑
wana na ołtarzu krzyża, właśnie Józef ofiarował ją i konsekrował Bogu Ojcu
na ołtarzu świątyni”14.
Także Jan XXIII, odwołując się do tajemnicy ofiarowania Jezusa w świąty‑
ni, ukazuje św. Józefa, jako obecnego i przedstawiającego (Józef jest presente
oraz presentatore)15. Papież dodaje, że uważna i pogłębiona egzegeza tego frag‑
mentu Ewangelii Łukasza pozwala zrozumieć rolę św. Józefa16.
Omawiane zagadnienie pozwala nam, już na tym etapie, sformułować po‑
trzebę obecności Józefa w wymiarze intelektualnej formacji do kapłaństwa.
Formacja intelektualna, uwzględniając misję św. Józefa, staje się ważną pomo‑
cą w zgłębieniu prawd chrystologicznych, a także mariologicznych.
Kolejnym wskazaniem jest czerpanie z przykładu samego Józefa w osobo‑
wej relacji kapłana do Jezusa. Uzasadniając stałe wymienianie imienia Józefa
w kanonie mszy św., o. Francesco Cirino stwierdza, iż nie tylko jest pobożnym,
sprawiedliwym i zgodnym ze świętymi czynnościami, że w ich trakcie będzie
wspomniany św. Józef, ale ważne jest także to, aby św. Józef był przedstawiany
jako „…przykład i szczególny patron kapłanów”. Jak św. Józef „…zasłużył, żeby
13
Por. R. Laurentin, I Vangeli dell’infanzia di Cristo. La verità del Natale al di là dei miti.
Esegesi e semiotica, storicità e teologia, Torino 1986, s. 285.
14
F. M. Cirino, Amplificationis cultus Sancti Josephi B. Mariae Virginis Sposi Votum, „Re‑
gnum Dei” 1954, nr 10, s. 75‒76.
15
Jan XXIII, Recita del S. Rosario, w: Jan XXIII, Encichliche e discorsi, Roma 1963, t. 4, s. 44.
16
Por. tamże.
Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim
67
z całkowitym respektem trzymać w swoich rękach dziecię Jezus i Je nosić”17,
tak kapłani muszą „…służyć świętym ołtarzom z czystością serca i niewinnoś‑
cią postępowania, i godnie ofiarowywać i przyjmować sakrament Ciała i Krwi
Chrystusa naszego Pana”18.
Trudno nie dostrzec, jak logicznym jest stwierdzenie, że uczucia św. Józefa
w relacji do Jezusa są właśnie tymi, które winny cechować kapłana w sprawo‑
waniu świętych tajemnic. Kard. Eugène Tisserant, przemawiając w dn. 17 mar‑
ca 1963 r. z okazji imienin Jana XXIII, przybliżył postawę św. Józefa odnosząc
ją do czynności kapłańskiej: „Skoro bierze, pełen respektu i uczucia, święte
Dziecię w swoje ręce energicznego pracownika, zachęca nas święty Józef, aby
gorąco pragnąć takich samych uczuć w momencie wznoszenia nad ołtarz na‑
szymi rękoma ciała Jezusa sakramentalnego”19.
Taka bliskość pomiędzy św. Józefem a kapłanem była proponowana wielu
generacjom kapłanów w modlitwie, którą wiązano m.in. z odpustami, odma‑
wianej przed ostatnią reformą liturgiczną, jako przygotowanie się do sprawo‑
wania mszy św. W pierwszej części tej modlitwy przede wszystkim potwierdzo‑
na jest uprzywilejowana pozycja św. Józefa w relacji do Jezusa: „O szczęśliwy
mężu, święty Józefie, tobie dane było Boga – którego wielu królów chciało zo‑
baczyć, a nie ujrzeli, usłyszeć, a nie słyszeli – nie tylko widzieć i słyszeć, ale
nosić, całować, odziewać i strzec”. W drugiej części zawarta jest prośba o po‑
moc w uobecnianiu postawy św. Józefa w kapłańskich czynnościach: „Boże,
który obdarzyłeś nas królewskim kapłaństwem, spraw, prosimy, aby święty
Józef, który zasłużył na to, by dotykać i nosić z szacunkiem w swoich rękach
jednorodzonego Syna Twojego, tak i my byśmy mieli łaskę służyć przy Twoich
ołtarzach w czystości serca i niewinności postępowania, abyśmy dzisiaj godnie
przyjęli przenajświętsze Ciało i Krew Twojego Syna i zasłużyli na wieczną na‑
grodę w przyszłym świecie”20.
W formie osobistego świadectwa słowa tej modlitwy przywołał papież
Jan Paweł II, podczas homilii wygłoszonej 4 czerwca 1997 r. w Kaliszu. „Pięk‑
na to modlitwa! – mówił Papież – Odmawiam ją codziennie przed Mszą św.,
i na pewno czyni to wielu kapłanów na świecie”. Jan Paweł II wypowiedział na‑
stępnie ważne wyjaśnienie, że Józef nie był kapłanem, jednak miał udział w ka‑
płaństwie powszechnym wiernych21. Stanowi on jednak przykład dla kapłanów,
F. M. Cirino, Amplificationis…, s. 75.
Tamże, s. 76; por. Z. Zimowski, Święty Józef i duchowość kapłańska, „Kaliskie Studia Teo‑
logiczne” 2006, s. 60.
19
E. Tisserant, Gli auguri al S. Padre, „L’Osservatore Romano”, z dn. 18‒19 marca 1963 r., s. 3.
20
Modlitwa cytowana przez Jana Pawła II podczas homilii wygłoszonej w Kaliszu w dn.
4 czerwca 1997 r.; zob. Jan Paweł II, Prawo do życia nie jest tylko kwestią światopoglądu. Homilia
wygłoszona w Kaliszu, 4 czerwca 1997 r., „Kaliskie Studia Teologiczne” 2002, s. 9‒10.
21
Por. Jan Paweł II, Prawo do życia…, s. 9; Kwestię udziału Józefa w Chrystusowym ka‑
płaństwie podejmuje H. Wejman w artykule Józef z Nazaretu wzorem proegzystencji kapłańskiej.
Autor wskazuje na kapłańską godność św. Józefa, w rozumieniu powszechnego kapłaństwa
wiernych. Uzasadnieniem jest odwołanie się do kapłańskiej godności Maryi. Józef, jak stwierdza
17
18
68
Ks. Aleksander Gendera
ponieważ mógł trzymać i nosić Jezusa na swoich rękach. Papież konkluduje: „Bar‑
dzo wymowne są te słowa (modlitwy). Te ręce, które dotykają Ciała eucharystycz‑
nego Chrystusa, pragną wyjednać u św. Józefa łaskę takiej czystości i takiej czci,
jaką ten święty cieśla z Nazaretu okazywał swojemu przybranemu Synowi”22.
Aktualnie liturgia streszcza omawiany związek pomiędzy życiem kapłań‑
skim a św. Józefem w modlitwie nad darami w mszy św. z dn. 19 marca: „Pa‑
nie, nasz Boże, święty Józef wiernie służył Twojemu Synowi narodzonemu
z Maryi Dziewicy, spraw, abyśmy za jego przykładem z czystym sercem pełnili
służbę przy Twoim ołtarzu”23.
Wskazanie na Józefa jako wzoru dla kapłanów, pomimo iż nie był ka‑
płanem w znaczeniu ministerialnym, dotyczy sposobu bycia kapłańskiego24.
W tym właśnie zakresie stanowi on ważny przykład i wskazanie dla formacji
kapłańskiej.
2. Wiara warunkiem wzrostu
W adhortacji apostolskiej Jana Pawła II, O świętym Józefie i jego posłannictwie
w życiu Kościoła, Redemptoris custos, odkrywamy w czym powinien przeja‑
wiać się udział św. Józefa w formacji i życiu kapłańskim.
Najpierw podkreślić należy wiarę św. Józefa. To wiara decydowała o szcze‑
gólnej jego więzi z Jezusem. Św. Józef staje się powiernikiem tajemnicy
„od wieków ukrytej w Bogu” (por. Ef 3,9). „Niezależnie od zmieniających się
sytuacji jego życia, było to pielgrzymowaniem w wierze”25. Ta wierność Boże‑
mu wezwaniu, porównana w adhortacji do wierności Maryi, była podstawo‑
wym wyposażeniem św. Józefa, które pozwoliło mu wypełnić jego tak wyjąt‑
kowe powołanie.
Obecnie w kontekście formacji kandydatów do kapłaństwa wiele uwagi
poświęca się dojrzałości ludzkiej. Należy podkreślić iż ważna jest tu doj‑
rzałość, którą można określić mianem dojrzałości eklezjalnej. Jej podstawą
jest dojrzała wiara26. Termin użyty przez ewangelistę na określenie postawy
Wejman, uczestniczy w nim poprzez związanie węzłem małżeńskim z Maryją. Z kolei Maryja
„otrzymuje godność kapłańską” w momencie jej Niepokalanego Poczęcia. Por. H. Wejman, Józef
z Nazaretu wzorem proegzystencji kapłańskiej, w: Duchowość św. Józefa, red. M. Chmielewski,
Lublin 2003, s. 86‒87.
22
Jan Paweł II, Prawo do życia…, s. 9; por. L. Balter, Problem udziału św. Józefa w kapłańskiej
godności Chrystusa, „Ateneum Kapłańskie” 1981, nr 96, s. 280‒290.
23
Mszał rzymski dla diecezji polskich, Poznań 1986, s. 33’. Dla potwierdzenia warto przyto‑
czyć typiczny tekst łaciński: „Quaesumus, Domine, ut, sicut beatus Joseph Unigenito tuo, nato
de Maria Virgine, pia devotione deserviit, ita et nos Mundo Conde tuis altaribus mereamur
ministarre”; zob. Missale Romanum, Typis Vaticanis, 2002, s 734.
24
Por. H. Wejman, Józef z Nazaretu…, s. 90.
25
Jan Paweł II, Redemptoris Custos, nr 17.
26
Por. J. Bagrowicz, Święty Józef patron kapłańskiej formacji, s. 8. (mps).
Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim
69
Józefa – „…był człowiekiem sprawiedliwym, możemy odnieść do dojrzałości
ludzkiej, to dlatego nie chciał narazić Jej (Maryi) na zniesławienie, zamierzał
oddalić Ją potajemnie” (Mt 1,19). Drugie rozumienie dojrzałości (eklezjal‑
nej) wyrażałyby słowa: „Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął
swoją małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, które‑
mu nadał imię Jezus” (Mt 1,24n).
Zastanówmy się najpierw czy jest uzasadnione, aby „sprawiedliwość’ św.
Józefa widzieć na płaszczyźnie czysto ludzkiej. W ostatnich księgach Starego
Testamentu do pojęcia sprawiedliwości, jako wierności prawu oraz pewnej
formy zapłaty należności, dochodzi nowy aspekt – pewne rozszerzenie spra‑
wiedliwości na mądrość i dobroć27. Sprawiedliwość (w Mdr 1,1.15) to mą‑
drość wprowadzona w konkretną życiową sytuację. Wpływ myśli greckiej,
do sprawiedliwości w sensie ścisłym, dołączył mądrość, która to uczy człowie‑
ka umiaru, roztropności, sprawiedliwości i mocy, czyli klasycznych cnót ludz‑
kich. W myśl tego poszerzenia człowiek sprawiedliwy to ten, który jest dobry
w kategorii moralnej (por. Tob 7,6; 9,6; 14,9); „sprawiedliwy powinien być
dobry dla ludzi” (Mdr 12,19)28. Mając na uwadze właśnie takie pojmowanie
sprawiedliwości, wydaje się być uzasadnionym odniesienie postawy św. Józefa
(„…nie chciał narazić Jej na zniesławienie…”) do dojrzałości ludzkiej.
Dlaczego w zmianie powyższego postanowienia możemy dostrzec dojrza‑
łość eklezjalną? Tutaj istotne staje się odczytanie życia w świetle Bożego powo‑
łania. Aby całkowicie zaufać Bogu, wypełnić Jego wolę i pójść drogą powołania
(rezygnując z własnych planów na życie) potrzeba fundamentu wiary. Posta‑
wa św. Józefa wobec Maryi („…wziął swoją małżonkę do siebie…”) odnosi nas
do Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa. Wyjaśniają to słowa Soboru Waty‑
kańskiego II: „Maryja doznaje czci jako najznakomitszy i całkiem szczególny
członek Kościoła oraz jego typiczne wyobrażenie…”29. Analogicznie, przyjęcie
powołania kapłańskiego i jego realizacja dokonuje się w Kościele i faktycznie
ożywia sakramentalną obecność („narodzenie”) Jezusa.
3. Zakorzenienie w życiu wewnętrznym
W kontekście postawy wiary Benedykt XVI, podczas spotkania z członkami
Międzynarodowej Komisji Teologicznej w dn. 1 grudnia 2009 r., zwrócił uwagę
na ważną kwestię. Wyjaśnił, że Magowie ze Wschodu pytali osoby kompeten‑
tne, pytali uczonych, egzegetów o miejsce narodzenia Zbawiciela, Króla Izra‑
ela. Uczeni to wiedzą, ponieważ są wielkimi specjalistami, mogą powiedzieć
27
A. Des, Sprawiedliwość, w: Słownik teologii biblijnej, red. X. Léon‑Dufour, Poznań – War‑
szawa 1985, s. 900; por. K. Romaniuk, Józef, mąż sprawiedliwy… (Mt 1,19), „Collectanea Theo‑
logica” 1980, z. 3, s. 25‒34.
28
Por. tamże.
29
Por. Sobór Watykański II, Lumen gentium, nr 53.
Ks. Aleksander Gendera
70
od razu gdzie narodzi się Mesjasz – w Betlejem. Ale nie czują, że są zaproszeni,
aby tam pójść. Dla nich pozostaje wiedza akademicka, która nie dotyka ich
życia, pozostają „na zewnątrz”. Mogą dać informacje, ale informacja nie staje
się formacją własnego życia30.
W życiu Józefa to wszystko, co było przejawem jego działalności zewnętrz‑
nej, służby Słowu, miało swoje zakorzenienie w życiu wewnętrznym i z niego
wypływało. Milczenie towarzyszy temu wszystkiemu, co jest związane z po‑
stacią Józefa. „Milczenie to w sposób szczególny odsłania wewnętrzny profil
tej postaci”31. W uczynkach Józefa okrytych milczeniem odkrywamy klimat
głębokiej kontemplacji.
Jan Paweł II w adhortacji Redemptoris custos ukazuje wzór św. Józefa
w przyjęciu powołania, podkreślając również znaczenie życia wewnętrznego.
Św. Józef czerpał rozwagę i siłę, jak naucza papież, z niezgłębionego życia we‑
wnętrznego. To dlatego bez wahania mógł podporządkować swoją wolność
Bożym zamysłom. Godzi się przyjąć wyznaczone sobie miejsce i odpowie‑
dzialność, rezygnując mocą dziewiczej miłości z naturalnej miłości małżeń‑
skiej, która jako właściwa małżeństwu podtrzymuje życie w rodzinie32.
W dokumencie podjęto kwestię zewnętrznego działania (aktywizmu),
również o znaczeniu apostolskim, wynikającego ze spłycenia życia modlitwy.
Zewnętrzny aktywizm, pozbawiony życia wewnętrznego, rodzi się zazwyczaj
z potrzeby usprawiedliwienia własnej „pustyni duchowej”. Jest to „pokusa” na‑
szych czasów, której także ulegają ci, którzy są powołani do szczególnych za‑
dań w Kościele. Adhortacja wskazuje na św. Józefa, w którym urzeczywistnia
się w idealny sposób przezwyciężenie braku właściwej równowagi pomiędzy
życiem czynnym i kontemplacyjnym. Stało się to możliwe dzięki doskonałej
miłości. „Idąc za znanym rozróżnieniem między miłością prawdy (caritas
veritatis) a koniecznością miłości (necessitas caritatis), możemy powiedzieć,
że Józef przeżył zarówno miłość prawdy, czyli czystą, kontemplacyjną miłość
Boskiej Prawdy, która promieniowała z człowieczeństwa Chrystusa, jak i ko‑
nieczność miłości, czyli równie czystą miłość służby”33.
Adhortacja podkreśla, że napięcie pomiędzy działaniem a modlitwą (ży‑
ciem wewnętrznym) jest pozorne. Jeżeli „przegrywa” modlitwa, to jest to prze‑
jawem słabego zakorzenienia w Bogu. Józef patrzył, doświadczał w Chrystusie
Bożej tajemnicy i ją rozważał, a to było źródłem jego postępowania.
W domniemanym milczeniu, św. Józef jest nieustannym wołaniem o modli‑
twę i kontemplację w kapłańskim życiu, aby nie pozostać na etapie znajomości,
Benedykt XVI, Santa messa con i membri della Commissione Teologica Internazionale,
http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/homilies/2009/documents/hf_ben‑xvi_
hom_20091201_cti_it.html (odczyt z dn. 20 sierpnia 2010 r.).
31
Jan Paweł II, Redemptoris custos, nr 25.
32
Por. tamże, nr 26; por. Paweł VI, Przemówienie (19 marca 1969 r.), w: Paweł VI, Insegna‑
menti, Città del Vaticano 1969, t. 7, s. 1267.
33
Jan Paweł II, Redemptoris custos, nr 27.
30
Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim
71
specjalizacji, przepowiadania, duszpasterskiego wskazywania drogi, czyli
przekazywania informacji, ale poddać się formacji, w pełnym tego słowa zna‑
czeniu. Kapłan w pierwszej kolejności zaproszony jest do pójścia drogą powo‑
łania, wyznaczoną przez Jezusa („Żyj tym, czego będziesz nauczał”34).
4. Zakorzenienie w Eucharystii
W formacji kapłańskiej centralne miejsce zajmuje Eucharystia, z którą kapłań‑
stwo jest nierozerwalnie związane. Można zadać teologiczne pytanie czy istnieje
związek św. Józefa z samą Eucharystią? Nie jest to zagadnienie nowe w teologii
józefowej. Odpowiedzi na tak postawione pytanie poszukiwano w analogicz‑
nych funkcjach karmienia ludzkości, które miały miejsce w historii zbawienia,
zarówno w przypadku „starego” Józefa (egipskiego) jak i Józefa opiekuna Je‑
zusa. „Tamten zachował ziarna pszenicy nie dla siebie, ale dla całego ludu; ten
otrzymał z Nieba chleb żywy, aby zachować go zarówno dla siebie jak i dla
całego świata”35. Analogię dwóch Józefów podjął św. Bernardyn ze Sieny, po‑
twierdzając wyższość ojca Jezusa, „…ponieważ ten zatroszczył się nie tylko dla
Egipcjan o chleb życia cielesnego, ale z dużą przenikliwością dla wszystkich
wybranych o chleb z nieba, który podtrzymuje życie niebiańskie”36. Pius IX au‑
torytatywnie przyjął takie biblijne przystosowanie w dekrecie Quemadmodum
Deus (8 grudnia 1870 r.), nauczając, że św. Józef z zatroskaniem karmił Tego,
którego wierzący winni spożywać jako Chleb życia wiecznego („…nec non
solertissime enutrivit quem populus fidelis uti panem de caelo descensum su‑
merat ad vitam aetenam consequendam”37).
O. Francesco M. Cirino wskazuje na misję, którą pełnił św. Józef wobec
Jezusa. Odnosi się zwłaszcza do obrzezania i ofiarowania Jezusa w świątyni.
Były to ryty, w których św. Józef chociaż nie był kapłanem, sprawował w jakiś
sposób powinności wobec najświętszego ciała dziecięcia Jezus. Już w rycie ob‑
rzezania, rzeczywiście Jezus daje temu światu pierwociny swojej świętej krwi,
którą musiał przelać na odpuszczenie grzechów i pobożnie ofiarował ją Bogu
Ojcu. Znajdujemy tu pewne odniesienie do przelanej Krwi Chrystusa na krzy‑
żu oraz uobecniania Jej w ofierze eucharystycznej38.
Powróćmy do decyzji Jana XXIII (podjętej 13 listopada 1962 r.), aby wpro‑
wadzić imię św. Józefa do kanonu mszy św. Pośród argumentów, które zostały
przedłożone przy okazji wcześniejszych postulatów w tej sprawie, jest rów‑
nież wskazanie na udział św. Józefa w życiu Jezusa Chrystusa – Najwyższego
Por. Obrzęd udzielania święceń.
Św. Bernard, Hom. Super Missus est 2,16: PL 183,70.
36
Św. Bernardyn ze Sieny, Sermo de S. Joseph Sponso B. M. Virginis, art. 2.
37
Pius IX, Quemadmodum Deus, w: Acta Pii IX P.M., Roma 1873, t. 5, s. 282.
38
Por. F. M. Cirino, Amplificationis cultus Sancti Josephi…, s. 75‒76; por. T. Stramare, Ewan‑
gelia tajemnic…, s. 206‒211.
34
35
Ks. Aleksander Gendera
72
Kapłana i Żertwy ofiarnej. Można wywnioskować z tego, że jest absolutnie
godnym, aby podczas sprawowania Eucharystii, imię Józef było wymieniane,
ponieważ on trudził się „w uprawie pszenicznego ziarna”, które staje się chle‑
bem eucharystycznym. Uprawa pszenicznego ziarna jest obrazem, odnoszą‑
cym się do opieki i wychowywania Jezusa przez św. Józefa39.
Dla zobrazowania kapłańskiej łączności ze św. Józefem, w odniesieniu do Eu‑
charystii, warto przywołać przykład św. Józefa Marii Escrivy, który wypowiadał
i urzeczywistniał słowa „Ite ad Ioseph” (Rdz 41,55). Pamiętamy, że tymi słowa‑
mi faraon skierował głodnych, proszących o pokarm synów Jakuba, do Józefa
egipskiego. Słowa te stanowiły w życiu Escrivy ramy modlitwy dedykowanej św.
Józefowi, zwłaszcza w potrzebach związanych z kultem Eucharystii. Znamien‑
ne jest, że polecił, jako wyraz wdzięczności za skuteczne wstawiennictwo, aby
we wszystkich kaplicach Opus Dei kluczyk do drzwi tabernakulum miał przy‑
czepiony łańcuszek z medalikiem św. Józefa, z napisem: „Ite ad Ioseph”40.
Św. Józef stanowi przykład pokornego przyjęcia tajemnicy przychodzą‑
cego Chrystusa oraz ufnej troski o Niego. Podobnie winien kapłan z pokorą
sprawować eucharystię i rozdzielać Chleb Pański. Tylko ten, kto jak św. Józef
potrafi z pokorą realizować swoje powołanie, odkryje wielkość życia codzien‑
nego i zrozumie, że Chrystus przychodzi codziennie po cichu, ukryty w Sa‑
kramencie, jako pokarm na życie wieczne41.
Zakończenie
Ukazywanie św. Józefa jako wzoru i pomocy w formacji i życiu kapłańskim
jest w pełni uzasadnione, przy czym należy zauważyć, że nie chodzi wyłącznie
o jego obecność duchową. W kleryckiej formacji należy dostrzec na pierw‑
szym miejscu konieczność obecności św. Józefa w wymiarze intelektualnym
w ramach refleksji teologicznej. Wzrasta bowiem świadomość, że chrystolo‑
gia w swojej pełni domaga się nie tylko mariologii, ale konsekwentnie także
józefologii.
Od strony praktycznej natomiast, przykład i figura ojca, który swoje życie
(powołanie) całkowicie podporządkowuje misji Zbawiciela, pomaga kształto‑
wać ojcowską postawę kapłana – mężczyzny. Św. Józef uczy także kapłanów
właściwego odniesienia, pełnego miłości i czci do samego Chrystusa. Stanowi
przykład odniesienia do Maryi, a przez Maryję w ogóle do kobiety42. Św. Jó‑
zef staje się patronem i opiekunem życia kapłana. Chrystus zechciał być ze św.
Por. T. Stramare, Święty Józef…, s. 39.
Por. I. Soler, Nabożeństwo do św. Józefa w życiu i w nauczaniu św. Józefmarii Escrivy, „Ka‑
liskie Studia Teologiczne” 2004, s. 36‒37.
41
Tamże, s. 37‒38.
42
Por. M. Drzewiecki, Święty Józef – psychospołeczny portret dojrzałego mężczyzny, „Kaliskie
Studia Teologiczne” 2006, s. 75‒76.
39
40
Święty Józef w formacji i życiu kapłańskim
73
Józefem w relacji synowskiej. Rozpatrując znaczenie opieki św. Józefa wobec
kapłanów, nie sposób pominąć upodobnienia kapłana do samego Chrystu‑
sa, a nawet Jego uobecnienia w osobie kapłana podczas celebracji euchary‑
stycznej43. W wymiarze formacji duchowej, obecność Józefa wraz z Maryją
stanowi właściwy fundament dla budowania postawy (zgodności myśli, słów,
uczuć) samego Jezusa. Św. Józef staje się w ten sposób opiekunem, a nawet
w pewnym sensie ojcem kapłańskiej tożsamości.
Literatura
Balter L., Problem udziału św. Józefa w kapłańskiej godności Chrystusa, „Ateneum Ka‑
płańskie” 1981, nr 96, s. 280‒290.
Cirino F. M., Amplificationis cultus Sancti Josephi B. Mariae Virginis Sposi Votum, „Re‑
gnum Dei” 1954, nr 10, s. 75‒76.
Drzewiecki M., Święty Józef – psychospołeczny portret dojrzałego mężczyzny, „Kaliskie
Studia Teologiczne” 2006, s. 73‒82.
Filas F. L., Święty Józef, człowiek Jezusowi najbliższy, Kraków 1981.
Jan XXIII, Recita del s. Rosario, w: Jan XXIII, Encichliche e discorsi, Roma 1963, t. 4, s. 44.
Jan Paweł II, Prawo do życia nie jest tylko kwestią światopoglądu. Homilia wygłoszona
w Kaliszu, 4 czerwca 1997 r., „Kaliskie Studia Teologiczne” 2002, s. 9‒20.
Jan Paweł II, Redemptoris custos. Adhortacja Apostolska o świętym Józefie i jego posłan‑
nictwie w życiu Chrystusa i Kościoła, w: Adhortacje Apostolskie Ojca Świętego Jana
Pawła II, Kraków 1996, s. 481‒514.
Kapusta T. S., Święty Józef mistrzem naszej modlitwy, Kraków 1986.
Kitov E., The Jewish Home. A Guide to Jewish Family Life, Jerusalem – New York 2008.
Laurentin R., I Vangeli dell’infanzia di Cristo. La verità del Natale al di là dei miti. Ese‑
gesi e semiotica, storicità e teologia, Torino 1986.
Paweł VI, Przemówienie (19 marca 1969 r.), w: Paweł VI, Insegnamenti, Città del Vati‑
cano 1969, t. 7, s. 1267‒1269.
Pius IX, Quemadmodum Deus, w: Acta Pii IX P.M., Roma 1873, t. 5, s. 282‒283.
Romaniuk K., Józef, mąż sprawiedliwy… (Mt 1,19), „Collectanea Theologica” 1980,
z. 3, s. 25‒34.
Soler I., Nabożeństwo do św. Józefa w życiu i w nauczaniu św. Józefamarii Escrivy, „Ka‑
liskie Studia Teologiczne” 2004, s. 25‒47.
Stramare T., Ewangelia tajemnic ukrytego życia Jezusa (Mateusz i Łukasz 1‒2), Kalisz 2007.
Stramare T., Święty Józef a kapłan, „Kaliskie Studia Teologiczne” 2003, s. 39‒41.
Stramare T., Tajemnica życia ukrytego w centrum Redemptoris custos, „Kaliskie Studia
Teologiczne” 2005, s. 35‒47.
Wejman H., Józef z Nazaretu wzorem proegzystencji kapłańskiej, w: Duchowość św. Józefa,
red. M. Chmielewski, Lublin 2003, s. 81‒97.
Tisserant E., Gli auguri al S. Padre, „L’Osservatore Romano”, z dn. 18‒19 marca 1963 r., s. 3.
Zimowski Z., Święty Józef i duchowość kapłańska, „Kaliskie Studia Teologiczne” 2006,
s. 53‒71.
43
Por. Sobór Watykański II, Lumen gentium, nr 10 i 28; Presbiterorum ordinis, nr 2 i 13.
Ks. Aleksander Gendera
74
Saint Joseph in Priestly Formation and in the Life of Priests
Summary
This reflection on the theme of Saint Joseph in Priestly Formation and in the Life of
Priests is the result of the author’s experience of constantly discovering the influence
of St. Joseph on the seminary and on priestly life. The Major Seminary of the Diocese
of Kalisz has chosen Saint Joseph, guardian of the Universal Church, as its patron.
Seminarians take part in the activities at the Shrine of St. Joseph. At the beginning of
the formational year they make an act of entrustment which is repeated after ordina‑
tion to the priesthood. The article intends to answer the following question: What is
the meaning of Saint Joseph’s example and presence for priestly life and formation? On
the basis of events presented in the Bible and the pronouncements of recent Popes, St.
Joseph is presented as a patron and an example of priestly life. His role in one’s inner
life is particularly emphasized. The presence of St. Joseph has a unique meaning for
both the formation of those preparing for the priesthood and the life of those who
are already priests. His example helps forming the priest’s fatherly attitude, as that of
a man. St. Joseph teaches priests how to relate properly to Christ. He is an example of
how to relate to Mary and, through Mary, to women in general.
Keywords: Eucharist, father, formation, Holy Mass, priest, priesthood, sacrifice,
seminary, spiritual life, St. Joseph.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Piotr Artur Sokołowski SVD
Misyjne Seminarium Duchowne Księży Werbistów
Pieniężno
Nieprecyzyjne koncepcje misjologiczne jako jedna
z możliwych przyczyn współczesnego kryzysu misji
na podstawie wybranych dokumentów pastoralnych
Streszczenie: W artykule zaprezentowano negatywny wpływ niektórych koncepcji
misjologicznych na kryzys misji na przykładzie wybranych dokumentów z Ame‑
ryki Łacińskiej. Pierwsze niebezpieczeństwo związane jest z manipulacją samym
pojęciem misja oraz używaniem niesprecyzowanych, obciążonych ideologicznie,
pojęć pluri‑ i multikulturowość. Kolejnym niebezpieczeństwem jest autonomiza‑
cja dialogu i pluralizmu religijnego, co wiąże się z przewartościowaniem biblijne‑
go pojęcia Królestwa Bożego. Ostatnie niebezpieczeństwo wynika z nadreprezen‑
tacji takich terminów, jak ubodzy, peryferia i ekologia. Na zakończenie ukazuje
się wagę dialogu wewnątrzkościelnego i stosowania norm inkulturacji.
Słowa kluczowe: ekologia, inkulturacja, Królestwo, misje bez Boga, misjologia,
ubodzy, wartości Królestwa.
Wstęp
Ostatnie lata zaowocowały przemianami w misjologii, która stała się nauką
pretendującą do bycia wiodącą i ponadkonfesyjną dziedziną teologii. Jed‑
nym z efektów tych przemian jest tworzenie nowych koncepcji misji, których
podstawowym założeniem jest subtelna negacja zasad teologicznych wypra‑
cowanych na Soborze Watykańskim II, a zawartych w dekrecie misyjnym Ad
gentes divinitus. Często koncepcje te są usprawiedliwiane i legitymizowane
następująco:
• dekret misyjny nie jest dokumentem doktrynalnym, obowiązującym
wszystkich, ale jest ukazaniem pewnego historycznego konsensusu, który
podlega prawom przemian historycznych;
• definicja misji wypracowana przez dekret1 również nie jest obowiązującą
dla katolickiej refleksji teologicznej, a ma jedynie charakter historyczny;
Zob. Ad gentes divinitus, nr 6: „…misjami nazywamy specjalne przedsięwzięcia Kościoła,
które dokonują wysłani przez tenże Kościół misjonarze mając za cel głoszenie Ewangelii i zakła‑
danie Kościoła wśród ludów i grup społecznych, które jeszcze nie znają Chrystusa”.
1
76
Ks. Piotr Artur Sokołowski
• skoro ani dekret, ani tym bardziej wypracowana w jego ramach definicja
misji nie obowiązują, misjologowie mają prawo szukać lepszych i bardziej
przystających do dzisiejszych wyzwań definicji misji i na nich budować
swe koncepcje.
Uzasadnienie dla ww. podejścia szukano w sposób nieuzasadniony w ad‑
hortacji apostolskiej Pawła VI Evangelii nuntiandii, w której w rzeczywistości
nie podejmuje się tematu misji, lecz katechezy. Jednocześnie krytycznie oce‑
niano encyklikę Jana Pawła II Redemptoris Missio (1990), w której potwierdzo‑
no naukę soborową, oraz deklaracja Kongregacji Nauki Wiary Dominus Iesus
(2000), w której odrzucono wiele „nowoczesnych” teorii misjologicznych.
Celem lepszego poznania teorii misjologicznych, które w świetle nauki
Kościoła wyrażonej w oficjalnych dokumentach można uznać za nieprecy‑
zyjne, niebezpieczne, a nawet błędne, przeanalizowane zostaną dwa opraco‑
wania, które często są obecne w dyskusji misjologów katolickich: Conferencia
Episcopal Paraguaya – Coordinación Nacional de la Pastoral Indigena, Plan de
la Pastoral Misionero‑Indigena. Ad experimentum, Asunción 20062 oraz Ro‑
berto Tomichá, Duchowość misyjna a dialog między kulturami (Referat na Mię‑
dzynarodowy Kongres Misyjny Franciszkanów Konwentualnych, Kerala, Indie,
12‒22 stycznia 2006), b.m.w. 2006 (mps)3.
1. Kościół jako misja a problem celu działalności misyjnej
W opracowaniu Plan de la Pastoral Misionero‑Indigena (Misyjnym planie dusz‑
pasterstwa Indian) użyto określenia Kościół sam jest misją4. Nieprecyzyjność
tego sformułowania powoduje, że można rozumieć je wielorako. Skoro Kościół
sam jest misją, można zrozumieć to, że Kościół jest (jakimś) zadaniem. Pomimo
że brzmi to atrakcyjnie, ujawnia się tu pewna niekonsekwencja. Skoro można
powiedzieć, że Kościół jest misją, to cokolwiek robię jest misyjne i wcale nie
muszę się przejmować jeszcze niewierzącymi, którzy żyją poza granicami mo‑
jej parafii, mojej diecezji, czy mojego kraju.
Kolejną trudnością związaną ze sformułowaniem Kościół jest misją, jest brak
sprecyzowania tego, co miałoby być celem tejże misji, oraz jaka jest jej relacja
do plantatio ecclesiae (zakładania Kościoła), które jest – zgodnie z tym, co zawiera
2
Ze względu na długą tradycję duszpasterstwa Indian sięgającą czasu redukcji jezuickich
paragwajskie Duszpasterstwo Indian jest uważane za wzorcowe dla wielu diecezji w Ameryce
Łacińskiej
3
Dr Roberto Tomichá OFM Conv. jest dyrektorem Instytutu Misjologii na Katolickim Uni‑
wersytecie w Cochabambie w Boliwii.
4
Conferencia Episcopal Paraguaya – Coordinación Nacional de la Pastoral Indigena, Plan de
la Pastoral Misionero‑Indigena. Ad experimentum, Asunción 2006, s. 14: „La Iglesia no vive para
si misma, sino ella misma es misión”. Jest to tłumaczenie na hiszpański angielskiego stwierdzenia:
„The Church’s selfunderstanding has moved from ‘the Church has a mission’ to ‘the Church is
mission’”; por. Mission and Evangelization, red. M. A. Hayes, London 2004, s. XIV.
Nieprecyzyne koncepce misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn…
77
definicja soborowa w nr. 6 dekretu misyjnego – jednym z celów działalności mi‑
syjnej. W idei plantatio ecclesiae zawarte jest przesłanie, że to nie Kościół jest na‑
rzędziem misji, ale że misja jest narzędziem Kościoła, który, ze względu na zba‑
wienie człowieka, chce być obecny w każdym zakątku ziemskiego globu.
2. W objęciach wielo‑ i międzykulturowości
W kontekście misjologicznym problematyczna jest koncepcja wielokulturo‑
wości rozumianej jako multikulturowość, czy też interkulturowość. Multikul‑
turowość jest pojęciem chętnie używanym w lewicowej retoryce, korespon‑
dującej z prawami człowieka oraz ideologią political correctness. Ponieważ
multikulkturowość prowadzi do relatywizmu, potrzebne jest spoiwo, czy
wspólna podstawa, która byłaby powszechnie akceptowana. Chodzi tu o świe‑
cką religio civica, w której rolę najwyższych kapłanów obejmują tzw. autorytety
moralne, czyli strażnicy tolerancji5. Idea multikulturowości wpływa również
na misjologię, w tym na redefinicję ważnych dla niej pojęć, np. inkulturacji.
Podobne wątpliwości, związane z dwuznacznością terminologiczną, ujaw‑
niają się przy pojęciu interkulturowość (międzykulturowość). Określenie
to kojarzy się z reguły z ideą common values. O ile celem multikulturalizmu
jest stworzenie „wielobarwnej symfonii kultur”, o tyle interkulturalizm przeja‑
wia tendencję do stworzenia silnego państwa, opartego o religio civica – posza‑
nowanie indywidualizmu i wartości demokratycznych a przeciwstawienie się
tendencjom teokratycznym czy totalitarnym. W ramach interkulturalizmu za‑
pewnia się różnym grupom etnicznym i religijnym wolność ekspresji w prze‑
strzeni publicznej, odrzucając jednocześnie próby wprowadzania jakichkol‑
wiek ograniczeń6.
Interkulturowość wiązana jest zwykle z nastawieniem na interakcje kul‑
turowe w pluralistycznym środowisku, a co za tym idzie z pojęciem dialo‑
gu. W takim znaczeniu, zdaniem Roberto Tomichá, termin ten używany jest
w lingwistyce, pedagogice, antropologii kulturowej, socjologii i filozofii7.
5
Por. H. Borkowski, Etyka uniwersalna jako pogłębiony i poszerzony dekalog trzeciego tysiąc‑
lecia, w: Filozofia wobec XXI wieku, s. 169‒174.; H. Rarot, Dlaczego powinniśmy być tolerancyjni?
Tolerancja w świetle współczesnej filozofii politycznej, w: tamże, s. 180‒187; F. van der Berg, How
to Get Rid of Religion and Why. An Inconvinient Liberal Paradox, Leuven 2008, s. 7‒9 (mps); taże,
Moreel Esperanto by Paul Cliteur, http://media.leidenuniv.nl/legacy/Moreel%20Esperanto%20
in%20Philosophy%20now.pdf (odczyt z dn. 3 czerwca 2009 r.).
6
Por. http://www.accommodements.qc.ca/communiques/2008‒05‒22a‑en.html (odczyt z dn.
19 marca. 2010 r.). W ww. notatce prasowej zaprezentowano 310 stronicowy raport quebeckiej
Commission de consultation sur les pratiques d’accommodement reliées aux différences cultu‑
relles: G. Bouchard, C. Taylor, Building the Future. A Time for Reconciliation. Report (Quebec 2008).
7
R. Tomichá, Duchowość misyjna a dialog między kulturami (Referat na Międzynarodowy
Kongres Misyjny Franciszkanów Konwentualnych, Kerala, Indie, 12‒22 stycznia 2006), b.m.w.
2006, s. 3 (mps).
Ks. Piotr Artur Sokołowski
78
Tomichá prezentuje ideę międzykulturowości w ramach czterech etapów.
Na pierwszym miejscu stwierdza, iż w odniesieniu do pojęcia misji między‑
kulturowość zakłada relację wymiany między stronami, którą zwykle określa
się mianem dialogu. Międzykulturowość jest sposobem przezwyciężenia na‑
pięcia będącego we współczesnym świecie skutkiem globalizacji i wielokul‑
turowości. Międzykulturowość zakłada funkcjonowanie kultur, wchodzących
w interakcję, która skutkuje ubogaceniem a jednocześnie zapobiega podziało‑
wi na kultury lepsze i gorsze, bardziej i mniej rozwinięte itp8.
Drugim etapem prezentacji międzykulturowości jest dialog realizowany
na poziomie mikrointerkulturowości, czyli dialog poszczególnych jednostek,
oraz makrointerkulturowość, dialog instytucji, społeczności i państw. Tego typu
dialog powinien charakteryzować się otwartym słuchaniem i poszukiwaniem
prawdy, wzajemnym zaufaniem i akceptacją drugiego. Warunkiem do jego
zaistnienia jest dialog wewnątrzkulturowy, który Tomichá określa mianem
wewnątrzkulturowości 9.
Dalej Tomichá zwraca uwagę, że międzykulturowości nie należy traktować
jako rzeczywistości teoretycznej, lecz jako tę, którą przeżywa się realnie. Z tego
powodu dialog międzykulturowy powinien być prowadzony z zachowaniem
specyficznego zaangażowania etycznego.
Na czwartym etapie Tomichá odnosi się do celu dialogu międzykulturowe‑
go, który jego zdaniem polega na przezwyciężeniu racjonalnego paradygmatu
jednej kultury skoncentrowanej na rozumie (zachodniego) na rzecz racjonal‑
nego paradygmatu międzykulturowego zdolnego do zharmonizowania logosu
z mitem (łączącego zachodni styl myślenia z myśleniem charakterystycznym
dla kultur indiańskich, azjatyckich i afrykańskich). Efektem finalnym tego
procesu powinno być powstanie racjonalności międzykulturowej, bardziej ar‑
tystycznej, symbolicznej i narracyjnej 10.
Oceniając idee Roberto Tomichá, należy zwrócić uwagę na słabe ich umo‑
cowanie w teologii oraz brak odniesień do dokumentów kościelnych. Skut‑
kiem tego jest polityczna (a nie teologiczna) koncepcja interkulturalizmu, jako
przeciwieństwa multikulturalizmu, która nie jest czymś obojętnym z punktu
widzenia chrześcijaństwa. Pomimo że głoszona w jej ramach idea pozytywnej
laickości jest przez Kościół akceptowana – przypomniał o tym papież Bene‑
dykt XVI w przemówieniu do korpusu dyplomatycznego z 11 stycznia 2010 r.11
Tamże.
Por. tamże.
10
Por. tamże.
11
Por. Benedykt XVI, Przemówienie do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Sto‑
licy Apostolskiej, http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/speeches/2010/january/docu‑
ments/hf_ben‑xvi_spe_20100111_diplomatic‑corps_pl.html (odczyt z dn. 11 lutego 2010 r.). Pa‑
pież stwierdził m.in.: „Pilnie potrzebne jest zatem zdefiniowanie laickości pozytywnej, otwartej,
takiej, która bazując na słusznej autonomii porządku doczesnego i porządku duchowego, sprzyja
zdrowej współpracy i w duchu wspólnej odpowiedzialności”; zob. tamże.
8
9
Nieprecyzyne koncepce misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn…
79
– istnieje obawa złamania zasady autonomiczności Kościoła i innych związ‑
ków wyznaniowych12.
Godnym pochwały jest to, że Tomichá precyzuje, w jakim duchu należy
rozumieć dialog i jakich płaszczyzn powinien on dotyczyć. Dialog między
kulturami uważa, za wskazaniami Jana Pawła II, za drogę ku cywilizacji mi‑
łości i pokoju. Jako taki stanowi on fundament pokojowej koegzystencji, spo‑
sobność do wzajemnego poznania i ubogacania się. Tak pojęty dialog nie stoi
w opozycji do misji ad gentes, lecz jest jednym z jej wyrazów13.
3. Pluralizm religijny i dialog jako autonomiczne wartości
W świecie współczesnym zagadnieniem, obok którego Kościół nie może
przejść obojętnie, jest pluralizm. Chodzi tu o pytanie, czy jest on z punktu wi‑
dzenia działalności misyjnej Kościoła czymś pozytywnym, czy też nie? Czy
chrześcijanin jest zobowiązany do aktywnego wspierania pluralizmu religijne‑
go, czy jedynie do biernej tolerancji?
Konsekwencją pozytywnej odpowiedzi na pierwsze pytanie będzie dąże‑
nie do zachowania status quo połączona z negatywną oceną idei nawracania
na własną religię. W tej sytuacji negatywnie będzie się oceniać misję ad gentes,
a będzie się podkreślać potrzebę promowania szeroko rozumianego dobra14.
Jeśli odpowiemy twierdząco na drugie pytanie, to unikniemy popadnięcia
w fanatyzm, wyrażający się w stosowaniu przymusu w działalności misyjnej.
Poszanowanie drugiego człowieka, wraz z jego poglądami, będzie połączone
z chęcią podzielania się tym, co najcenniejsze – wiarą w Chrystusa.
Zastanawiając się nad usytuowaniem Plan de Pastoral…, gdy mowa w nim
o misji wychodzącej z pluralizmu religijnego (misión desde un pluralismo re‑
ligioso) w stosunku do ww. pytań, należy podkreślić, że dokument nie został
w zadowalający sposób osadzony w nauce biblijnej, pismach Ojców Koś‑
cioła oraz dokumentach Magisterium, lecz w przeważającej mierze bazuje
Na takie niebezpieczeństwo zwracał uwagę w swoim felietonie bp José Ignacio Munilla
z Palencji w Hiszpanii: „Qué cabe pensar del hecho de que quienes acusan a la Iglesia de in‑
miscuirse en el orden temporal, violen luego sin escrúpulos todo principio de separación de
poderes, politicen los órganos judiciales, controlen los consejos de entidades financieras, pro‑
mocionen a funcionarios y militares según afinidades políticas, intervengan políticamente en
las mismas universidades y hasta en las instituciones deportivas…? No cabe duda de que un
elemento para juzgar la rectitud de intención en la reivindicación de la laicidad por parte de los
estados, será el respeto a la separación de poderes, así como el reconocimiento del principio de
subsidiariedad, renunciando a la tentación de politizar toda iniciativa social”. Cyt. za J. I. Munilla,
Laicidad positiva y… ¡coherente!, http://www.periodismocatolico.com/ content/view/632/38/
(odczyt z dn. 24 marca 2010 r.).
13
R. Tomichá, dz. cyt., s. 8.
14
Więcej nt. idei missio inter gentes zob.: J. Yun‑Ka Than, Missio inter gentes. W kierunku
nowego paradygmatu w teologii misji Federacji Konferencji Episkopatów Azji, „NURT SVD” 2004,
nr 3, s. 185‒211.
12
Ks. Piotr Artur Sokołowski
80
na koncepcjach wypracowanych przez dominikanina Claude’a Geffré, które
przez wielu teologów postrzegane są jako kontrowersyjne. Geffré podkreśla,
że nowa teologia misji musi przezwyciężać wąski eklezjocentryzm, skupiają‑
cy się na powiększeniu liczby wyznawców. Jego zdaniem zbawienie nie zależy
od zmiany religii a faktycznym celem misji Kościoła jest manifestacja Bożej
miłości w świecie. Jako ilustrację dla głoszonych poglądów o. Geffré przywo‑
łuje liczne strumienie, które wyobrażają poszczególne religie, szukające drogi
do zjednoczenia się w nieprzebranym oceanie, którym jest Bóg15.
Na uwagę zasługują słowa Claude’a Geffré, w których stwierdził, że Kościół
widzialny nie ma monopolu na znaki Królestwa, z czego wynika, że dialog nie
stanowi rzeczywistości uprzedzającej misję, lecz – jako zbawczy dialog – jej
wewnętrzny wymiar16. Z jednej strony ww. opinię o. Geffré należy ocenić po‑
zytywnie, gdyż odwołuje się on do dobrze ugruntowanej doktryny o ziarnach
Słowa (łac. semina verbi, gr. λόγοι σπερματικοί). Podkreśla także umiejscowie‑
nie działalności misyjnej w kontekście zbawczego dialogu Boga z człowiekiem
oraz przypomina, że to Bóg ma monopol na dobro, a nie człowiek, czy Kościół
jako instytucja rozpatrywana w wymiarze socjologicznym, a nie teologicz‑
nym. Z drugiej strony należy wskazać na dwa elementy poglądów o. Geffré,
które wymagają krytycznego spojrzenia.
Pierwszą kwestią jest pozycja stron dialogu, tzn. czy strony dialogu są rów‑
ne wyłącznie na płaszczyźnie ludzkiej (równa godność każdego człowieka,
jako dziecka Bożego, niezależna rasy i pochodzenia), czy też są równe także
na płaszczyźnie teologicznej, jako uczestnicy właściwej drogi zbawienia (oby‑
dwaj idą drogą łaski). W dokumencie o duszpasterstwie Indian przyjmuje się
jako obowiązującą tę drugą perspektywę. Jej ukoronowaniem ma być stwier‑
dzenie przypisywane Raimonowi Panikkarowi, że misjonarz chrześcijański
musi wyzbyć się podwójnego etnocentryzmu, tj. kulturowego i religijnego,
na wzór Jezusa, który ogołocił się ze swego bóstwa, aby stać się człowiekiem.
Misjonarz jest również tym, który otrzymuje, a nie tylko tym, który daje. Spot‑
kanie z innym powoduje u misjonarza pogłębienie własnej tożsamości, gdyż
dialog międzyreligijny prowadzi do dialogu wewnątrzreligijnego17.
W dokumencie stwierdzono ponadto, że dialog ma zbawcze znaczenie dla każ‑
dej ze stron, ponieważ w jego trakcie – zgodnie ze słowami Claude’a Geffré – każdy
z uczestników jest prowadzony w kierunku celebrowania prawdy, która przekra‑
cza cząstkowy punkt widzenia. Stąd efektem dialogu jest wzajemne nawrócenie18.
W zaproponowanym rozumowaniu ujawniają się dwa błędy. Pierwszy
z nich polega na nieuzasadnionym stawianiu na równej płaszczyźnie teolo‑
gicznej obu uczestników zbawczego dialogu. Drugim błędem jest nadużycie
analogii kenozy Syna Bożego w odniesieniu do powinności misjonarza.
Plan de la Pastoral…, s. 17.
Tamże, s. 18.
17
Tamże, s. 18‒19.
18
Tamże, s. 18.
15
16
Nieprecyzyne koncepce misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn…
81
Skoro dialog zbawczy ma dwie strony i są nimi: 1) Bóg, który ogłasza
(przepowiadanie) i uobecnia (sakramenty i znaki łaski) swoje zbawcze
orędzie przy pomocy wysłannika, którym jest Kościół, jako mistyczne
Ciało Chrystusa, a w konsekwencji też i misjonarz, jako wysłannik Kościoła
oraz 2) człowiek niewierzący w Chrystusa, którego Bóg przygotował łaską
Ducha Św., i do którego się zwraca ze swoim orędziem; to misjonarz nie jest
partnerem w tym dialogu, lecz pośrednikiem będącym w specyficznej relacji
ze stronami.
Misjonarz prowadzi z Bogiem inny dialog, niż ten, który prowadzi nie‑
chrześcijanin, a którego celem jest bycie transparentnym i wiernym świad‑
kiem Bożej prawdy i miłości. Dialog ten ma dla niechrześcijanina charakter
instrumentalny. Im lepiej misjonarz dialoguje z Bogiem w swojej własnej rela‑
cji, tym lepiej niechrześcijanin doświadcza Boga. Im bardziej misjonarz trzy‑
ma się ludzkich ideologii i tradycji, tym gorszym jest pośrednikiem Tradycji
Bożej. Im bardziej misjonarz będzie liczył na „własny spryt”, tym mniej kom‑
petentnie ukaże mądrość Bożą.
Teologiczny dialog Boga z człowiekiem dokonuje się w teandrycznej formie
dialogu misjonarza z niechrześcijaninem. Jego ludzka strona musi kierować
się zasadą równości w godności, a co za tym idzie powinna charakteryzować
się pokorą uznawania drugiego za stojącego wyżej ode mnie (por. Flp 2,3). Ke‑
noza misjonarza odwzorowuje kenozę Chrystusa w odniesieniu do ogołocenia
się z kultury, nawet w zakresie pewnych form religijności19. Nie może jednak
obejmować ogołocenia się z religii, gdyż byłoby to zdradą Chrystusa i w prak‑
tyce prowadziło do ślepego zaułka.
Poza pozycją stron dialogu niepokój może budzić sam sposób używania
wyrażenia Królestwo, gdyż – wbrew odruchowi jaki mają polscy tłumacze, któ‑
rzy z reguły dodają przymiotnik Boże – nie zawsze skłania ono do stricte teo‑
logicznych refleksji. Może się okazać, że głoszone będzie Królestwo oderwane
od eschatologicznego wymiaru Kościoła.
4. Królestwo i jego wartości
Refleksja dotycząca relacji Kościoła i Królestwa zaprezentowana została w de‑
klaracji Dominus Iesus, w której nawiązywano do koncepcji zawartych w Re‑
demptoris Missio. Stanowi ona reakcję na negowanie łączności pomiędzy
Królestwem Bożym, Królestwem Chrystusowym i Kościołem. To negatywne
podejście jest skutkiem przekonania o niewyrażalności Boskiej prawdy, na‑
wet przez chrześcijańskie objawienie, a także subiektywizmu i relatywizmuW
ramach doktryny o Królestwie zawartej w encyklice Redemptoris missio
wskazano, iż Królestwo i Kościół są odrębne, gdyż Królestwo rozciąga się poza
19
Por. P. A. Sokołowski, Powrót misjonarza jako problem misjologiczny, „NURT SVD” 2006,
nr 1, s. 55.
Ks. Piotr Artur Sokołowski
82
widzialne granice Kościoła, obejmując również wyznawców innych tradycji
religijnych20. Zwrócono jednocześnie uwagę, że nie chodzi tu radykalny roz‑
dział, gdyż Królestwo jest tożsame z osobą Jezusa Chrystusa, a co za tym idzie
jest związane z Kościołem. Kościół odróżniając się od Chrystusa oraz Króle‑
stwa jest jednocześnie z nimi nierozerwalnie złączony21.
John Fuellenbach, odnosząc się do relacji Kościół – Królestwo – świat,
zwraca uwagę na trzy ujawniające się zagrożenia. Pierwszym jest takie
utożsamienie Królestwa i Kościoła, którego skutkiem będzie wyideali‑
zowany i abstrakcyjny obraz Kościoła. Drugie niebezpieczeństwo polega
na pokusie sekularystycznej, czyli utożsamieniu Kościoła ze światem w taki
sposób, że Królestwo Boże będzie identyfikowane z określonymi celami
politycznymi, których realizacja będzie zadaniem Kościoła. Trzecie nie‑
bezpieczeństwo związane jest ze specyficznie pojętym eklezjocentryzmem,
w ramach którego odrzuca się relację do Królestwa i do świata, czyniąc
z Kościoła doskonałą i samowystarczalną społeczność nieuznającą autono‑
mii tego, co świeckie22.
W encyklice i deklaracji zwraca się uwagę na niebezpieczeństwo, które
dotyczy relacji Kościoła, świata i Królestwa. Jest nim pokusa upolitycznienia
Królestwa połączona z zamknięciem się na transcendencję. Tego typu kon‑
cepcje w encyklice określa się antropocentrycznymi. Upolityczniona koncepcja
Królestwa skupia się na ziemskich potrzebach człowieka oraz walce o ich reali‑
zację, którą realizuje się na płaszczyźnie społeczno‑ekonomicznej, politycznej
i kulturowej23.
Innym problemem są koncepcje regnocentryczne, w ramach których po‑
stuluje się przezwyciężenie eklezjocentryczności. Kościół według nich po‑
winien zajmować się przede wszystkim promowaniem wartości Królestwa
takich, jak pokój, sprawiedliwość, wolność, braterstwo, oraz popieraniem
dialogu między narodami, kulturami i religiami. Choć są to cenne wartości,
to jednak koncentrowanie się na nich połączone jest z nieuwzględnianiem
objawionego wymiaru chrześcijaństwa, które postrzega się jako jedną z reli‑
gii ludzkości. Efektem jest zanegowanie praw Kościoła do bycia spadkobier‑
cą misji Chrystusowej24.
Por. J. Fuellenbach, The Kingdom of God. The Message of Jesus Today, Maryknoll – New
York 1995, s. 264; J. Fuellenbach, J. Dupuis, Evangelization and the Kingdom Values. The Church
and the „Others”, „Indian Missiological Review” 1992, nr 2, s. 8. Jest to prawdopodobnie aluzja
do słów z Redemptoris missio, nr 18 o tym, że szczególna i jedyna relacja Chrystusa i Kościoła
„…nie wyklucza wprawdzie działania Chrystusa i Ducha poza widzialnymi granicami Kościoła”;
bądź do słów z nr. 15: „Królestwo dotyczy wszystkich: ludzi, społeczeństwa, całego świata. Pra‑
cować dla Królestwa znaczy uznawać i popierać Boży dynamizm, który jest obecny w ludzkiej
historii i ją przekształca”.
21
Redemptoris missio, nr 18.
22
J. Fuellenbach, dz. cyt., s. 266‒267.
23
Redemptoris missio, nr 17.
24
Por. Redmtoris missio, nr 17 i Dominus Iesus, nr 19.
20
Nieprecyzyne koncepce misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn…
83
5. Kwestia ubogich, peryferii i ekologii
Tematami, o których współcześnie się chętnie dyskutuje są ubodzy, peryferia
oraz ekologia. Pomimo że zagadnienia te nie są obce chrześcijaństwu25, są one
nieco marginalizowane. Wynika to z faktu „eksploatowania” innych kwestii,
w tym aborcji i eutanazji26.
Zauważalnym zjawiskiem jest instrumentalne traktowanie ww. tematów.
Tendencja ta ujawnia się także w przestrzeni kościelnej. Jako przykład moż‑
na przywołać fragment dokumentu Plan Pastoral Misionero‑Indigena…: „Ce‑
chą charakterystyczną nowoczesnego humanizmu, który z Europy najechał
wszystkie kontynenty naszej planety, jest jego antropocentryzm (Redemptoris
missio, nr 17) będący postawą jednoznacznie antyekologiczną, która doprowa‑
dziła do ekobójstwa. Ta postawa jest niezgodna z tradycją ludów indiańskich
Ameryki Łacińskiej, które przyrodę uważają za byt ożywiony, macierz i towa‑
rzyszkę człowieka. Ze względu na to, misjonarz od Indianina uczy się cenić
sobie środowisko i nabywać nową wrażliwość ekologiczną, która przybliża go
do świata Indian i zarazem ubogaca go osobiście”27.
Czymś nie do zaakceptowania jest specyficzna interpretacja encykliki Re‑
demptoris missio. Faktycznie w nr. 17 encykliki odrzucono antropocentryzm,
wskazując jednocześnie, co pod tym pojęcie jest rozumiane – zeświecczenie
oraz zamknięcie na wymiar transcendentalny z jednoczesnym koncentrowa‑
niem się na walce o wyzwolenie społeczno‑ekonomiczne, polityczne i kulturo‑
we. W kwestii ekologii Kościół należy uznać nie za jej wroga, lecz za promotora.
To w Kościele głosi się głosi potrzebę szacunku dla dzieła stworzenia, przeciw‑
stawiając się jednocześnie tendencjom do zrównywania człowieka z innymi
stworzeniami pod względem ontycznym. Dla Kościoła człowiek nie jest tylko
częścią przyrody, lecz jest przede wszystkim dzieckiem Bożym, przeznaczo‑
25
Jest wiele dokumentów Kościoła i opracowań teologicznych, które zajmują się poruszaną
tematyką, np. orędzie Jana Pawła II na XXIII Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 1990 r.) Pokój
z Bogiem Stwórcą, pokój z całym stworzeniem, w którym papież podkreśla, że troska o środowi‑
sko naturalne jest obowiązkiem moralnym człowieka i znakiem jego szacunku dla życia i Stwórcy
(por. nr 6‒7) oraz jego encyklikę Solicitudo rei socialis (1987), w której w wielu miejscach ukazuje
potrzebę przeciwstawiania się zjawisku ubóstwa i marginalizacji społecznej (por. nr 15.42.43).
Z opracowań w języku polskim można wymienić: W. Bołoz, Kościół i ekologia. W obronie czło‑
wieka i środowiska naturalnego (Kraków 2010); A. Pietrzak, Opcja na rzecz ubogich znakiem
wiarygodności Kościoła (Pieniężno 2002).
26
Por. Jan Paweł II, Centesimus annus, nr 39, gdzie papież podkreśla, iż rodzina jest podsta‑
wową komórką ekologii ludzkiej.
27
Tłumaczenie PAS. Oryginał na s. 20, pkt 1.4.7. Misión desde una sensibilidad ecológica:
„El humanismo moderno que, desde Europa invadió todos los continentes de nuestro planeta,
se caracteriza por su antropocentrismo (RM 17), una postura claramente anti‑ecológica que ha
llevado hasta el ecocidio. Esta postura es incompatible con la tradición de los pueblos indígenas
de América Latina que conciben la naturaleza como un ser vivo, matiz y compañera del hombre.
El misionero, por lo tanto, aprende del indígena a valorar el medio ambiente y adquirir una nueva
sensibilidad ecológica, que le acerca al mundo indígena y a la vez le enriquece personalmente”.
Ks. Piotr Artur Sokołowski
84
nym do życia wiecznego, który, m.in. przez mądre włodarstwo stworzeniem,
dochodzi do swojej eschatologicznej pełni.
Antropocentryzm chrześcijański nie jest antropocentryzmem bezwzględ‑
nym, egosistycznym, w ramach którego człowiekowi przypisuje się wręcz
boskie cechy i czyni jednocześnie centrum wszechświata. Antropocentryzm
chrześcijański jest antropocentryzmem względnym. Oznacza to, że człowiek
jest integralną częścią stworzenia, jak galaktyki, gwiazdy, planety, oceany
i lądy, rośliny i zwierzęta i z każdą z tych części jest związany na swój sposób.
Więcej, te części stworzenia posiadają swoją autonomię i swoją wartość same
w sobie. Niemniej jednak Bóg stworzył człowieka jako byt szczególny i uczynił
go – poprzez rozum i wolną wolę – ikoną siebie samego. Bóg zlecił człowie‑
kowi zarządzanie stworzeniem i dlatego człowieka nie można traktować jako
absolutnego pana świata stworzonego.
Bezwzględny antropocentryzm, który jest antyekologiczny i doprowadza
do ekobójstwa, jest niezgodny nie tylko z tradycją indiańską, ale sprzeciwia się
także tradycji katolickiej. Np. św. Tomasz z Akwinu wzywał, by nie prowadzić
wystawnego życia, a nadmiar pieniędzy oddawać ubogim. W Biblii znajduje‑
my pochwałę zwierząt i roślin oraz wezwanie do troski o ich dobro. Jan Paweł
II mówił o własnym celu roślin i zwierząt, niezależnym od służby człowiekowi.
Benedykt XVI zaś tłumaczy, że czynienie sobie ziemi poddanej nie oznacza jej
bezmyślnego niszczenia28.
Podkreślanie, że misjonarz musi uczyć się od Indian wrażliwości ekolo‑
gicznej, należy uznać za niezręczne. Można odnieśc wrażenie, że chrześcijań‑
stwo zostaje oskarżone o bycie religią wybrakowaną, którą należy uzupełnić
przez indiański kult natury.
W ww. poglądach odbija się echo oświeceniowego mitu o dobrym dzikusie.
Doceniając wartości kultur indiańskich, nie wolno ich idealizować. Bowiem
jest w nich też wiele niesprawiedliwości i przemocy we wzajemnych stosun‑
kach, występuje tam niewolnictwo i marginalizacja kobiety. Pewne zaś zwy‑
czaje i tradycje pozbawiają jednostkę podmiotowości i nakazują podporząd‑
kowanie się decyzji wspólnoty, nawet w sprawach bardzo osobistych. Osoby,
które nie popierają określonego przedsięwzięcia, zmusza się do partycypowa‑
nia w jego kosztach itd29.
Należy zgodzić się z twierdzeniem, że misjonarz może i powinien się uczyć
od tych, wśród których pracuje. Może zachwycać się osiągnięciami ich kul‑
tury, może odkrywać również działanie Ducha Św., który zasiewa w sercach
Por. W. Bołoz, dz. cyt., s. 7; Diez mandamientos para el medio ambiente, http://www.zenit.
org/article‑21155?l=spanish (odczyt z dn. 20 listopada 2010 r.); J. Flynn, Los mandamientos del
medio ambiente. Benedicto XVI anima a ser responsables con la creación, http://www.zenit.org/
article‑35116?l=spanish (odczyt z dn. 27 kwietnia 2010 r.).
29
Por. F. Arizmendi Esquivel, Participación en el Foro sobre “Los acuerdos de San Andrés,
Asignatura pendiente” promovido por la COCOPA, en el Senado de la República, el 21 de abril de
2010, nr 5, http://www.diocesisancristobal.com.mx/artic172df.htm (odczyt z dn. 3 maja 2010 r.).
28
Nieprecyzyne koncepce misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn…
85
ludzkich ziarna Słowa. Nie może jednak uznać, że mają jakieś inne, lepsze obja‑
wienie, niż to, które zostało dane Kościołowi w Jezusie Chrystusie. Konsekwen‑
cją byłoby postawienie pod znakiem zapytania działalności misyjnej Kościoła.
Biorąc pod uwagę powyższe rozważania nie można powiedzieć, że misjo‑
narz uczy się od Indian szanować środowisko, lecz że dzięki Indianom uczy
się po chrześcijańsku szanować środowisko. Nie jest to kwestia retorycznych
subtelności. Semina verbi zawarte w religijności indiańskiej, a objawiające się
w szacunku dla dzieła stworzenia, pobudzają chrześcijanina do zwrócenia
uwagi na ten aspekt w ramach objawienia chrześcijańskiego. Misjonarz nie
może zapomnieć, że owe semina mogą być skażone grzechem, co może owo‑
cować np. tym, że bardziej ceni się – co ma miejsce w Papui Nowej Gwinei –
prosiaka niż dziecko.
Analogiczne do niebezpieczeństwa upolitycznienia i ideologizacji prob‑
lemów ekologicznych jest niebezpieczeństwo upolitycznienia i ideologizacji
sprawy ubogich. Samo serdeczne opowiedzenie się za ubogimi, które w języku
polskim oddawane jest jako opcja na rzecz ubogich30, jest istotną cechą Chry‑
stusowego Kościoła. Na tę kwestię zwraca uwagę Andrzej Pietrzak, stwierdza‑
jąc iż cecha ta może być uznana za znak wiarygodności Kościoła przemawia‑
jącego do współczesnego człowieka31.
Kwestia ubóstwa stanowi jeden z ważnych tematów w myśli chrześcijań‑
skiej. Już w tekstach starotestamentowych zwraca się uwagę na podwójną
przyczynę zjawiska ubóstwa. Może być ono skutkiem lenistwa i innych mo‑
ralnych zaniedbań samego ubogiego a także wynikiem niesprawiedliwości
społecznej połączonej z lekceważeniem prawa Bożego32. Generalnie bogactwo
traktowano jako oznakę błogosławieństwa Bożego. Inaczej spoglądano jednak
na bogactwo, do którego człowiek doszedł w sposób nieuczciwy, szczegól‑
nie gdy dokonało się to z krzywdą dla bliźniego. Zdarzało się, że osoby, któ‑
re wybierały wierność Bożym przykazaniom, nie były w stanie wybić się pod
względem materialnym, i z tego powodu żyły w ubóstwie. Jedyne, co im pozo‑
stawało, to pokładanie ufności w Bogu. Z tego powodu chętnie utożsamiano
ubóstwo z pobożnością33.
30
Hiszpańskie opción preferencial por los pobres przetłumaczono pierwotnie na język polski
jako opcję preferencyjną na rzecz ubogich. Z biegiem lat jednak zaczęto opuszczać z pozoru re‑
dundantny wyraz preferencial, przez co uzyskaliśmy termin opcja na rzecz ubogich. A właśnie
przymiotnik preferencial wprowadza specyficzny koloryt do tego pojęcia. Bliskoznaczne czasow‑
niki optar i preferir mają bowiem nieco odmienne zabarwienie znaczeniowe. Optar, a w konse‑
kwencji opción należy pojmować jako działanie rozumu racjonalnego, preferir – preferencial na‑
leżałoby odnieść do emocji i tego co określa się jako serce. Stąd wydaje się, iż opción preferencial
por los pobres należałoby przetłumaczyć jako: świadomy wybór ubogich kierowany emocjonalną
predylekcją, albo serdeczne opowiedzenie się po stronie ubogich.
31
Por. A. Pietrzak, dz. cyt., s. 207‒208.
32
Por. S. C. Mott, Ubodzy, w: Encyklopedia biblijna, red. P. J. Achtemeier, Warszawa 1999,
s. 1300‒1301.
33
Por. F. Reinecker, G. Maier, Leksykon biblijny, Warszawa 2001, s. 824‒825.
86
Ks. Piotr Artur Sokołowski
W Nowym Testamencie ubóstwo prezentowane jest jako droga do szczęś‑
cia. Podkreśla się jego duchowy charakter. Np. w Ewangelii wg św. Mateusza
(5,3) używa się określenia ubodzy w duchu. Wyrażenie to nie oznacza człowie‑
ka upośledzonego duchowo, lecz kogoś, kto albo cierpiąc rzeczywisty niedo‑
statek dóbr, albo wewnętrznie odrywając się od przywiązania do posiadanego
majątku, liczy na pomoc Boga i od Boga spodziewa się wszelkiego dobra34.
Z podobnym spojrzeniem mamy do czynienia w Ewangelii wg św. Łukasza
(6,20). Obok aspektu fizycznego, zwraca się w niej uwagę na element duchowy,
odnoszący się do duchowej nagrody za cierpienie i ubóstwo35.
Pozytywna ocena ubóstwa ujawnia się w praktykowanym w Kościele życiu
monastycznym. Postrzegano je jako okazję do naśladowania Chrystusa, o któ‑
rym św. Paweł w napisał w Drugim Liście do Koryntian: „…będąc bogaty, dla
was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (8,9). Bezpośrednim
celem praktykującego ubóstwo nie było więc dobro bliźniego, ale osiągnię‑
cie doskonałości i głębsze zjednoczenie z Chrystusem36. Nie ma tu motywacji
związanej z filantropią, lecz osobistą pobożnością.
W tym kontekście za niefortunne należy uznać przekonanie Roberto To‑
michá, iż duchowość misyjna objawiająca się w miłości, która w pierwszym
rzędzie koncentruje się na ubogich, nie tylko nie sprzeciwia się społecznemu
wymiarowi zaangażowania chrześcijańskiego, ale oświeca tajemnicę Chrystu‑
sa, dzięki której wspólnota kościelna potwierdza swoją wierność Chrystusowi.
W swej wypowiedzi franciszkanin powołuje się na nr 29 adhortacji Ecclesia in
America (1999) i nr 49 listu apostolskiego Novo millennio ineunte (2000).
Trudno zgodzić się z argumentacją Tomichá. Czy duchowość misyjna w pierw‑
szym rzędzie powinna objawiać się miłością do ubogich, czy miłością do Chrystusa
na pierwszym miejscu, a w konsekwencji miłością do bliźniego? Przecież nr 29 Ec‑
clesia in America koncentruje się przede wszystkim na modlitwie jako podstawie
duchowości. Modlitwa indywidualna i wspólnotowa uświadamia wierzącym jakie
są ewangeliczne wymagania i jakie są jego obowiązki wobec bliźnich. To właśnie
w tym numerze podkreślana jest rola kontemplacji i całkowitego poświęcenia się
Bogu, jako drogi współpracy na rzecz dobra wspólnego wiernych. Podobnie nr 49
Novo millennio ineunte, zatytułowany Wezwanie do miłosierdzia, ukazuje zaanga‑
żowanie na rzecz drugiego jako wynik i owoc kontemplacji Chrystusa.
Analogicznie do kwestii ekologii i ubogich, prezentuje się problem margi‑
nesów i peryferiów. Zainteresowanie tymi, którzy znajdują się na marginesie
życia społecznego, stanowi część chrześcijańskiego przesłania. Sam Chrystus
głosił Ewangelię ubogim, więźniom wyzwolenie, a smutnym radość (por. Łk 4,18).
34
J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza. Wstęp – Przekład z oryginału – Komentarz,
Poznań – Warszawa 1979, s. 124‒125.
35
Por. F. Gryglewicz, Ewangelia według św. Łukasza. Wstęp – Przekład z oryginału – Komen‑
tarz, Poznań – Warszawa 1974, s. 156‒157.
36
M. D. Coogan, Ubodzy, w: Słownik wiedzy biblijnej, red. B. M. Metzger, M. D. Coogan,
Warszawa 1996, s. 784.
Nieprecyzyne koncepce misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn…
87
Do tej problematyki nawiązuje się w Plan de Pastoral… (1.4.6). Opinie tam
wyrażone znajdują się pod wpływem idei głoszonych przez Paulo Freire37, któ‑
ry o sobie mówił jako o pedagogu wyzwolenia, a którego żartobliwie określa
się dziadkiem teologii wyzwolenia. Symptomatyczne dla prowadzonego przez
Freirę dyskursu jest zachęcanie zmarginalizowanych i uciskanych do zajmowa‑
nia postawy roszczeniowej. „Uciskani” są przekonani o tym, że „uciskający”
powinni się wstydzić i na znak pokuty podejmować działania na ich rzecz38.
Idee Paulo Freiry przekładają się na postulowanie w Plan de Pastoral…
specyficznej działalności misjonarskiej, w ramach której misjonarz kontestuje
kulturę pochodzenia. Ciekawostką jest to, że autorzy planu, którzy chwalą taką
postawę misjonarza, postrzegając ją jako „wielkie świadectwo”, są jednocześ‑
nie świadomi, że ich oczekiwanie nie jest do końca uzasadnione oraz że może
prowadzić do duchowej schizofrenii w życiu misjonarza39.
Analizując postulaty zawarte w Plan de Pastoral… oraz opracowaniu Roberto
Tomichá można wyrazić obawę, że Kościół redukowany jest do bycia instytucją
o charakterze charytatywnym i jako taki nie ma prawa do stawiania wymagań.
Oczekuje się dialogu, w ramach którego Kościół będzie przyznawał rację drugiej
stronie, rezygnując z analogicznego traktowania. Ewentualna ingerencja w prze‑
strzeń religijną oraz kulturową postrzegana jest jako coś wysoce nagannego.
Wnioski końcowe
Analiza Plan de la Pastoral… oraz artykułu autorstwa Roberto Tomichá upo‑
ważniają, do wyrażenia wątpliwości dotyczących zasadności prezentowanych
tam koncepcji misjologicznych. Oceniając je należy mieć jednocześnie świado‑
mość pewnej drażliwości, z którą mamy do czynienia po stronie krytykowanej.
Z tego powodu potrzebna jest postawa taktu oraz zdrowego rozsądku. Warto
przy tej okazji przywołać zasady zaproponowane przez Jana Pawła II w encyklice
Redemptoris missio. Papież zwrócił uwagę, że właściwy proces inkulturacji powi‑
nien opierać się na (podwójnej) zasadzie 1) zgodności z Ewangelią i 2) jednoś‑
ci Kościoła powszechnego. Zapominanie o nich prowadzi do skrajnych postaw
– z jednej strony do alienacji kulturowej, z drugiej zaś do przeceniania kultur.
Proces inkulturacji nie powinien być w sztuczny sposób przyspieszany, aby nie
powodował u chrześcijan reakcji negatywnych (Redemptoris missio, nr 54).
37
Paulo Regulus Nevus Freire (1921‒1997) działacz lewicowo‑liberalny i pedagog brazylijski,
działający głównie w Recife. Opracował specyficzną metodę alfabetyzacji w ramach Movimento
de Cultura Polpular, która zakładała upolitycznienie alfabetyzowanych. Jest autorem pewnych fraz
popularnych również w teologii wyzwolenia, jak np. formação de formadores – formowanie formu‑
jących. Por. P. Rosas, Fontes do pensamento de Paulo Freire, Recife 2004, s. 10 (mps); A. J. Ferreira
Calado, Paulo Freire. Sua visao de mundo, de homem e de sociedade, Caruaru 2001, s. 9‒14.
38
Najważniejszymi dziełami Paulo Freire są: La educación como práctica de la libertad (Ma‑
drid 1989) oraz Pedagogía del oprimido (Madrid 1992).
39
Plan de Pastoral…, s. 20.
88
Ks. Piotr Artur Sokołowski
Działalność misyjna Kościoła nie może być realizowana w sposób bezkry‑
tyczny, czy też naiwny. Słuszny jest pogląd, że ci, którzy są na miejscu, mają
rozeznanie i wiedzą co robią. Nie oznacza to jednak, że są oni zwolnieni z wy‑
siłku poszukiwania prawdy zawartej w Ewangelii, co ma ich uchronić przed
„biegnięciem na próżno” (por. Gal 2,2). Niezbędnym jest zdrowo funkcjonu‑
jący mechanizm kontrolny, szczególnie sfery finansowej, która jest związana
z działalnością misyjną, dzięki któremu zapobiegnie się sponsorowaniu gło‑
szenia antychrześcijańskich, np. marksistowskich, idei.
Szukając odpowiedzi na zadane w tytule niniejszego artykułu pytanie o nie‑
precyzyjne koncepcje misjologiczne jako przyczynę współczesnego kryzysu mi‑
sji należy wskazać na trzy kwestie. Pierwszą jest problemem wykorzystywania
struktur i pieniędzy kościelnych do realizowania celów, które sprzeciwiają się
misji Kościoła. Drugą kwestią jest ujawniający się kompleks niższości teologów
z młodych Kościołów, przekładający się na dążenie do wypracowywania włas‑
nych, niezależnych od kościelnej tradycji koncepcji. Myśl Kościoła minionych
epok jawi się jako element niezrozumiały, a nawet obcy. Nie dostrzega się uni‑
wersalnego charakteru oraz aktualności idei wielkich teologów chrześcijańskich,
np. św. Augustyna, św. Anzelma, czy św. Jana Chryzostoma. Trzecim problemem
jest ujawniająca się w życiu „starych” i „nowych” Kościołów „mentalność wieży
Babel” (por. Rdz 11,1‒9), która wyraża się w przekonaniu o tym, że z zastosowa‑
niem wyłącznie ludzkich środków można na ziemi zrealizować Królestwo Boże.
Panaceum na powyższe problemy jest Nowa Pięćdziesiątnica, którą należy
rozumieć nie tyle jako wydarzenie o charakterze jednostkowym, na wzór So‑
boru Watykańskiego II, lecz jako permanentny proces obejmujący wszystkie
sfery życia człowieka w wymiarze jednostkowym i społecznym. Dzięki Du‑
chowi Św. porozumienie i zgoda pomiędzy tymi, którzy wydają się być różni
od siebie, będzie możliwe.
Literatura
Arizmendi Esquivel F., Participación en el Foro sobre “Los acuerdos de San Andrés, Asignatura
pendiente” promovido por la COCOPA, en el Senado de la República, el 21 de abril de 2010,
http://www.diocesisancristobal.com.mx/artic172df.htm (odczyt z dn. 3 maja 2010 r.).
Benedykt XVI, Przemówienie do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Sto‑
licy Apostolskiej, http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/ speeches/2010/ja‑
nuary/documents/hf_ben‑xvi_spe_20100111_diplomatic‑corps_pl.html (odczyt z dn.
11 lutego 2010 r.).
Bołoz W., Kościół i ekologia, Kraków 2010.
Borkowski H., Etyka uniwersalna jako pogłębiony i poszerzony dekalog trzeciego tysiąc‑
lecia, w: Filozofia wobec XXI wieku, red. L. Gawor, Lublin 2004, s. 169‒174.
Bouchard G., Taylor C., Building the Future. A Time for Reconciliation. Report, Quebec 2008.
Conferencia Episcopal Paraguaya – Coordinación Nacional de la Pastoral Indigena,
Plan de la Pastoral Misionero‑Indigena. Ad experimentum, Asunción 2006.
Nieprecyzyne koncepce misjologiczne jako jedna z możliwych przyczyn…
89
Coogan M. D., Ubodzy, w: Słownik wiedzy biblijnej, red. B. M. Metzger, M. D. Coogan,
Warszawa 1996, s. 783‒784.
Dupuis J., Evangelization and the Kingdom Values. The Church and the „Others”, „In‑
dian Missiological Review” 1992, nr 2, s. 4‒21.
Flynn J., Los mandamientos del medio ambiente. Benedicto XVI anima a ser respon‑
sables con la creación, http://www.zenit.org/article‑35116?l=spanish (odczyt z dn.
27 kwietnia 2010 r.).
Ferreira Calado A. J., Paulo Freire. Sua visao de mundo, de homem e de sociedade, Ca‑
ruaru 2001.
Freire P., La educación como práctica de la libertad, Madrid 1989.
Freire P., Pedagogía del oprimido, Madrid 1992.
Fuellenbach J., The Kingdom of God. The Message of Jesus Today, Maryknoll – New York 1995.
Gryglewicz F., Ewangelia według św. Łukasza. Wstęp – Przekład z oryginału – Komen‑
tarz, Poznań –Warszawa 1974.
Mission and Evangelization, red. M. A. Hayes, London 2004.
Homerski J., Ewangelia według św. Mateusza. Wstęp – Przekład z oryginału – Komen‑
tarz, Poznań – Warszawa 1979.
Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Ecclesia in America, w: Ecclesia in America. Wy‑
brane problemy Kościoła w Ameryce Południowej w świetle posynodalnej adhortacji
Jana Pawła II, red. J. Różański, Warszawa 2003, s. 243‒338.
Pawła II, Kraków 1996, t. 1, s. 319‒376.
Jan Paweł II, Encyklika Centesimus annus, w: Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II,
Kraków 1996, t. 2, s. 461‒530.
Jan Paweł II, Encyklika Redemptoris missio, w: Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II,
Kraków 1996, t. 1, s. 377‒460.
Jan Paweł II, Encyklika Solicitudo rei socialis, w: Encykliki Ojca Świętego Jana
Jan Paweł II, List apostolski Novo millennio ineunte, http://www.vatican.va/holy_fat‑
her/john_paul_ii/apost_letters/documents/hf_jp‑ii_apl_20010106_novo‑millen‑
nio‑ineunte_pl.html, (odczyt z dn. 29 listopada 2010 r.).
Jan Paweł II, Orędzie na XXIII Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 1990) Pokój z Bogiem
Stwórcą, pokój z całym stworzeniem, http://www.papiez.wiara.pl/doc/378717.Pokoj‑z‑
‑Bogiem‑Stworca‑pokoj‑z‑calym‑stworzeniem‑1990 (odczyt z dn. 12 grudnia 2006 r.).
Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja Dominus Iesus o jedyności i powszechności
zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła, http://www.vatican.va/roman_curia/congre‑
gations/cfaith/documents/rc_con_cfaith_doc_20000806_dominus‑iesus_pl.html
(odczyt z dn. 29 listopada 2010 r.).
Mott S. C., Ubodzy, w: Encyklopedia Biblijna, red. P. J. Achtemeier, Warszawa 1999,
s. 1300‒1301.
Munilla J. I., Laicidad positiva y… ¡coherente!, http://www.periodismocatolico.com/
content/view/632/38/ (odczyt z dn. 24 marca 2010 r.).
Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi, w: Misje po Soborze Watykańskim
II, red. W. Kowalak i in., Pieniężno – Płock 1981, s. 257‒291.
Pietrzak A., Opcja na rzecz ubogich znakiem wiarygodności Kościoła, Pieniężno 2002.
Rarot H., Dlaczego Powinniśmy być tolerancyjni? Tolerancja w świetle współczesnej filozo‑
fii politycznej, w: Filozofia wobec XXI wieku, red. L. Gawor, Lublin 2004, s. 180‒187.
Reinecker F., Maier G., Leksykon Biblijny, Warszawa 2001.
90
Ks. Piotr Artur Sokołowski
Rosas P., Fontes do pensamento de Paulo Freire, Recife 2004 (mps).
Sobór Watykański II. Konstytucje. Dekrety. Deklaracje. Tekst polski. Nowe tłumaczenie,
Poznań 2002.
Sokołowski P. A., Powrót misjonarza jako problem misjologiczny, „NURT SVD” 2006,
nr 1, s. 7‒66.
Tomichá R., Duchowość misyjna a dialog między kulturami (Referat na Międzynarodo‑
wy Kongres Misyjny Franciszkanów Konwentualnych, Kerala, Indie, 12‒22 stycznia
2006), b.m.w. 2006 (mps).
van der Berg F., How to Get Rid of Religion and Why. An Inconvinient Liberal Paradox,
Leuven 2008 (mps).
van der Berg F., Moreel Esperanto by Paul Cliteur, http://media.leidenuniv.nl/legacy/Mo‑
reel%20Esperanto%20in%20Philosophy%20now.pdf (odczyt z dn. 3 czerwca 2009 r.).
Yun‑Ka Than J., Missio inter gentes. W kierunku nowego paradygmatu w teologii misji
Federacji Konferencji Episkopatów Azji, „NURT SVD” 2004, nr 3, s. 185‒211.
The Inaccurately Missiological Concepts as one of the Possible
Causes of the Modern Crisis of the Missionary Activity on the
Basis of Some Pastoral Documents
Summary
The paper is a reflection over the influence of some modern missiological concepts on
the crisis of the missionary activity. The negation of the definition of the mission from the
Ad gentes, 6 and its substitution coined by different authors. These ideas are introduced
into the theological reflection usually by pastoral documents. As an example is used 2 of
them, prepared by the theologians from Latin America. The author of the paper does
not condemn them at all, but shows some dangers which can guide in opposite direction
than the indicated by the teaching of the Church. The first of those dangers is the ma‑
nipulation on the notion of the mission until the possibility to separate the mission from
God. The second danger consist in the use of the notions of pluri‑ and multiculturalism,
conditioned by some ideological concepts. Another danger is the over‑use of the notion
of the religious pluralism and the dialogue, that is strongly tied to the revaluation of the
notion of the Kingdom of God into the values of the Kingdom. This issue is bound for
the over‑representation in the reflection of the terms like: poor, periphery, and ecology,
the meaning of which, in many cases, is alien to the tradition of the Church. At the end
of his reflection the author shows the importance of the intra‑ecclesial dialogue and the
necessity of the correct application of the principles of the inculturation.
Keywords: ecology, inculturation, kingdom, missiology, mission without God,
poor, values of the Kingdom.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Jacek Bramorski
Akademia Muzyczna
Gdańsk
Muzyka w kontekście myśli teologicznej
św. Tomasza z Akwinu
Streszczenie: W szerokiej problematyce, którą podejmował w swych dziełach św.
Tomasz z Akwinu odnaleźć można także odniesienia do muzyki, chociaż zagad‑
nienie to nie zostało przez niego opracowane w sposób całościowy. Tomaszową
koncepcję muzyki należy rozpatrywać w kontekście jego myśli teologicznej i este‑
tycznej. Dlatego konieczne jest ukazanie najpierw koncepcji piękna, które Akwi‑
nata pojmuje jako drogę do spotkania z Bogiem. Na tle jego teorii estetyki, muzy‑
ka jawi się jako element cnoty religijności, który realizuje się w liturgii. Wyrazem
tego są skomponowane przez św. Tomasza hymny ku czci Najświętszego Sakra‑
mentu, które do dnia dzisiejszego obecne są w praktyce liturgicznej Kościoła.
Słowa kluczowe: estetyka, muzyka, muzyka liturgiczna, piękno, św. Tomasz
z Akwinu.
Św. Tomasz z Akwinu (ok. 1225‒1274) reprezentuje szczytowy okres „zło‑
tego wieku” teologii średniowiecznej. Dlatego, jak podkreśla Jan Paweł II,
„Kościół słusznie przedstawiał zawsze św. Tomasza jako mistrza sztuki my‑
ślenia i wzór właściwego uprawiania teologii”1. Jego myśl teologiczną cechuje
mistrzowska logika, ścisłość, a jednocześnie oryginalna integralność samego
ujęcia źródeł teologicznych, pośród których dominuje wielowiekowe dziedzi‑
ctwo refleksji Kościoła opartej na Piśmie Świętym i Tradycji z wykorzystaniem
skarbów filozofii starożytnej, zwłaszcza arystotelesowskiej2. Jak zauważa kard.
J. Ratzinger, wielkość dzieła św. Tomasza z Akwinu „polega między innymi
na tym, że odbijają się w nim wszystkie istotne nurty tradycji”3.
W tej szerokiej panoramie refleksji Akwinaty nie zabrakło także odnie‑
sień do muzyki, mimo iż zagadnienie to nie zostało przez niego opracowane
w sposób całościowy. Dla zrozumienia teologicznego kontekstu, w jakim roz‑
patruje on problematykę muzyczną, konieczne jest ukazanie najpierw Toma‑
szowej koncepcji piękna jako drogi do spotkania z Bogiem. Na tle jego teorii
Jan Paweł II, Fides et ratio, nr 43.
Por. tamże; M. Mróz, Człowiek w dynamizmie cnoty. Aktualność aretologii św. Tomasza
z Akwinu w świetle pytania o podstawy moralności chrześcijańskiej, Toruń 2001, s. 70‒71.
3
J. Ratzinger, Święto wiary. O teologii Mszy świętej, Kraków 2006, s. 98.
1
2
Ks. Jacek Bramorski
92
estetyki, muzyka jawi się jako istotny element cnoty religijności, który realizuje
się w liturgii. Należy również zwrócić uwagę na to, że św. Tomasz był nie tylko
genialnym filozofem i teologiem, ale także mistykiem i poetą. Świadectwem
tego są skomponowane przez niego hymny ku czci Najświętszego Sakramentu,
które do dnia dzisiejszego obecne są w praktyce liturgicznej Kościoła, zyskując
ich Autorowi miano „kantora Chrystusa eucharystycznego”.
1. Piękno jako droga do spotkania z Bogiem
Aby właściwie zrozumieć tok myśli Akwinaty w odniesieniu do muzyki, należy
najpierw przybliżyć najważniejsze aspekty jego teorii estetycznej. Św. Tomasz
z Akwinu rozwinął i ubogacił augustyńskie rozumienie piękna, podkreślając,
że pulchrum prowadzi do spotkania z Bogiem. Akwinata sprecyzował to w tzw.
„czwartej drodze” uzasadniania istnienia Boga. W związku z tym kard. P. Po‑
upard zauważa: „Jeśli via veritatis jest zasadniczą drogą itinerarium mentis ad
Deum, to znajduje ona w via bonitatis i via pulchritudinis dopełnienie”4. Owa
„droga piękna” (via pulchritudinis) wywodzi się z obserwacji w świecie róż‑
nych przejawów doskonałości i piękna, które prowadzą do racjonalnego przy‑
jęcia istnienia piękna samego w sobie, piękna najwyższego, będącego czymś
trwałym i niezmiennym jako Byt absolutny. Owym Bytem, który stanowi osta‑
teczną przyczynę wzorczą, sprawczą i celową piękna jest Bóg. Bez przyjęcia
realnego istnienia Boga obecność piękna w rzeczach pozostawałaby niewyjaś‑
niona. On jest bowiem Stwórcą i Źródłem wszelkiej doskonałości oraz piękna5.
Bóg jest „pierwszym pięknem”, początkiem wszelkiej harmonii i proporcji,
odnosząc każdy rodzaj stworzonego piękna do siebie. Wskazuje już na to sama
etymologia greckiego terminu „piękno”: „piękny” (gr. kalón) jest przymiotnikiem
pochodzącym od czasownika „nazywać” (gr. kaleo). Bóg objawia się zatem jako
piękno najwyższe, gdy „nazywa” wszystkie rzeczy, odnosząc je do siebie same‑
go jako jedynego źródła bytu. Tak zwany „argument kaloniczny” oparty jest za‑
tem na przekonaniu, że człowiek dostrzegając w świecie różne przejawy piękna,
odkrywa w nich ślady obecności i działania Boga, który „wpisując się” w piękno
stworzenia zostaje przez nie „objawiony”6. Oprócz niedoskonałego piękna, które
człowiek poznaje w codziennym doświadczeniu, istnieje również piękno dosko‑
nałe, które dotyczy samego Boga. Niedoskonałe piękno stanowi nie tylko odblask
piękna doskonałego, ale dzięki niemu i w nim istnieje oraz ku niemu zmierza7.
P. Poupard, Przemówienie otwierające obrady zgromadzenia plenarnego Papieskiej Rady ds.
Kultury, „Pastores” 2006, nr 3, s. 148.
5
Por. STh I, q. 2, a. 3; F. Copleston, Historia filozofii, Warszawa 2004, t. 2, s. 314‒315.
6
Por. K. Kaucha, Argument kaloniczny na wiarygodność chrześcijaństwa, „Ethos” 2006,
nr 1‒2, s. 139‒140; V. Melchiorre, Piękno, w: Encyklopedia chrześcijaństwa, red. H. Witczyk,
Kielce 2000, s. 560‒561.
7
Por. W. Tatarkiewicz, Historia estetyki, Warszawa 2009, t. 2, s. 268‒269.
4
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
93
Przez to możliwe jest przejście od piękna świata stworzonego do odkrycia piękna
i wspaniałości jego Stwórcy: „Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez
podobieństwo ich Stwórcę” (Mdr 13, 5)8.
Piękno w ujęciu św. Tomasza to jedno z „transcendentaliów”, czyli właści‑
wości zamiennych z samym bytem9. W tym kontekście wielką zasługą Akwi‑
naty jest sprecyzowanie relacji pomiędzy pięknem a dobrem. Według niego,
„chociaż piękno i dobro mają ten sam podmiot (…), to jednak różnią się
pojęciowo, ponieważ piękno tym uzupełnia dobro, że je przyporządkowuje
do władzy poznawczej”10. W związku z tym, W. Tatarkiewicz zauważa: „Pięk‑
no jest przedmiotem kontemplacji, a nie dążenia, dobro zaś jest przedmiotem
dążenia a nie kontemplacji. O dobro zabiegamy, a nie oglądamy go; piękno
jest formą, którą oglądamy, dobro zaś celem, do którego dążymy. (…) Choć
piękno i dobro są różnymi własnościami, to jednak występują łącznie: rzeczy
dobre są piękne, a piękne są dobre”11.
Akwinata zdefiniował piękno w dwojaki sposób. Pierwsze określenie pięk‑
na ma charakter obiektywny i ukazuje sam byt w relacji do poznania i aktu
miłości jako upodobania: „To, czego widok wzbudza w nas upodobanie”
(quae visa placent)12. Poznanie (visa) ma w tym ujęciu charakter intuicyjno‑
‑kontemplatywny. Byt ujrzany jest zarazem bytem akceptowanym, chcianym
i kochanym. Piękno stanowi w tym ujęciu coś, co pozwala się pokochać. Jest
ono zatem czymś więcej niż tylko syntezą prawdy i dobra ontycznego – jest
więzią całego życia osobowego z bytem. Druga Tomaszowa definicja pięk‑
na podkreśla jego aspekt subiektywny: „Pięknym jest to, co wskutek samego
poznania budzi w nas upodobanie” (cuius ipsa apprehensio placet)13. Akcent
pada tu wyraźnie na placet czyli na upodobanie będące pierwszym przeja‑
wem aktu miłości. Taki typ poznania może zostać podniesiony do bezpo‑
średniej więzi osobowej z pięknem Absolutu, w której człowiek zostaje na‑
pełniony ostatecznym, doskonałym i całkowitym szczęściem (visio beatifica
– wizja uszczęśliwiająca).
Obok analizy metafizycznej w myśli św. Tomasza odnaleźć również można
„artystyczno‑estetyczną” koncepcję piękna, która oparta jest na „trzech fila‑
rach”: integralność, pełnia (integritas), proporcja (proportio), blask (claritas).
Znamienne jest, że Akwinata rozważa piękno w kontekście teologicznym,
czyli w ramach traktatu o Trójcy Świętej, odnosząc je do Syna Bożego: „Pięk‑
no (species), czyli uroda (pulchritudo) ma podobieństwo do tego, co właściwe
8
Por. J. Bramorski, Chrześcijanin jako świadek piękna, „Ateneum Kapłańskie” 2008, nr 2,
s. 246‒248.
9
Por. U. Eco, The aesthetics of Thomas Aquinas, Cambridge 1988, s. 20‒48.
10
Św. Tomasz z Akwinu, Super librum Dionysii De divinis nominibus, 367b, cyt. za: W. Tatar‑
kiewicz, dz. cyt., t. 2, s. 281; por. W. Stróżewski, Próba systematyzacji określeń piękna występują‑
cych w tekstach św. Tomasza, „Roczniki Filozoficzne”1958, nr 1, s. 25‒30.
11
W. Tatarkiewicz, dz. cyt., t. 2, s. 271.
12
STh I, q. 5, a. 4; W. Stróżewski, dz. cyt., s. 40‒49.
13
STh I‑II, q. 27, a. 1.
Ks. Jacek Bramorski
94
Synowi”14. Kontynuując św. Tomasz stwierdza: „Piękno bowiem stanowią trzy
składniki: pierwsze, całkowitość i doskonałość rzeczy; co ułomne i ma braki
uchodzi za brzydkie; drugie, zachowanie należytej proporcji, czyli harmonijny
układ rzeczy; trzecie, bijący w oczy blask czy jasność”15.
Geniusz Akwinaty podkreśla, że piękno zależy nade wszystko od integralności
jako całkowitego spełnienia rzeczy: „Piękno to forma całości, która wyrasta z in‑
tegralności części”16. To, co jest piękne, musi być zatem całością pozbawioną ja‑
kiegokolwiek braku. Piękno jest pewną jednością w wielości. Św. Tomasz odwołał
się tutaj do dziedzictwa filozofii starożytnej, kontynuując klasyczną myśl, że dążąc
do piękna trzeba szukać całości, a nie tylko zadawalać się jego cząstką17. Ową Ca‑
łość w sensie teologicznym odnajdujemy zarówno w wymiarze trynitarnym, jak
i chrystologicznym. Najwyższym pięknem jest Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, gdyż
jest najdoskonalszą jednością w wielości18. Ta szczególna Całość obecna jest także
w jedności natury boskiej i ludzkiej w Chrystusie – Słowie Wcielonym – zespala‑
jącym w jedno to, co różne. Syn Boży objawia zatem „nowy wymiar piękna”19,
„nosząc w sobie prawdziwie i doskonale naturę Ojca”20.
Analizując cnotę umiarkowania, Akwinata zaznacza, że całość odzwier‑
ciedla doskonałość proporcji, która jest „podstawową cechą piękna”21. Ponad‑
to promieniuje ona niezwykłym światłem, które jest odblaskiem chwały same‑
go Boga. Warto zauważyć, że w tym miejscu św. Tomasz, nawiązując do myśli
św. Augustyna, tłumaczy claritas przy pomocy analogii do artyzmu samego
Boga. Ów blask bowiem to jasność Słowa (Logosu), które jest doskonałym „ar‑
cydziełem wszechmocnego Boga (ars quaedam omnipotentis Dei)”22. Światło
to nie jest tylko wrażeniem zmysłowym lecz przede wszystkim ukazaniem on‑
tologicznej tajemnicy rzeczy23. Piękno objawiające moc tego Boskiego claritas
rozprasza ciemności naszej egzystencji i prowadzi do zbawienia. W ten sposób
staje się ono jakby „oknem z widokiem na niezgłębione misterium, miejscem
przenikania do nas wieczności”24.
Piękno widzialne kieruje człowieka ku pięknu ukrytemu. Jest swoistym
wezwaniem do „otwarcia się na Tajemnicę”25, drogą do poznania i pokochania
Boga (via pulchritudinis). Dlatego bardzo wiele dzieł muzycznych powstało
w ciągu stuleci dzięki pracy twórców przenikniętych głębokim zmysłem wiary.
STh I, q. 39, a. 8.
Tamże; por. U. Eco, dz. cyt., s. 122‒124.
16
STh I, q. 73, a 1.
17
Por. F. Copleston, dz. cyt., t. 2, s. 381.
18
Por. F. Bednarski, Teologia kultury, Kraków 2000, s. 96‒97.
19
Jan Paweł II, List do artystów, nr 5.
20
STh I, q. 39, a. 8.
21
STh II‑II, q. 141, a. 2.
22
STh I, q. 39, a. 8.
23
Por. R. Kasperowicz, Od myśli antycznej do nowoczesności, „Pastores” 2006, nr 3, s. 53.
24
B. Forte, Teologia piękna a duszpasterstwo, „Pastores” 2006, nr 3, s. 15.
25
Jan Paweł II, List do artystów, nr 10.
14
15
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
95
Przykładem kompozytora, który w swej twórczości nawiązywał do myśli teo‑
logicznej św. Tomasza z Akwinu jest Olivier Messiaen (1908‒1992)26. Muzy‑
ka w swym teologicznym wymiarze przybliża nas bowiem do niewysłowionej
rzeczywistości Boga, pozwala dostrzec jej przebłysk, chociaż nie jest w stanie
w pełni jej ogarnąć. Piękno muzyki wznosi ludzkiego ducha ku doświadczeniu
nieskończoności, wzbudzając w nim tęsknotę za Bogiem27.
Muzykę, będącą przejawem piękna, św. Tomasz, wzorem myślicieli staro‑
żytnych (zwłaszcza Pitagorasa, Platona, Arystotelesa i Boecjusza), pojmował
wprawdzie jako sztukę, ale jeszcze bardziej jako naukę, podkreślając jej związek
z matematyką. Średniowieczni teoretycy muzyki za najważniejsze pojęcie mu‑
zyczne uważali proporcję. Kategoria ta nie była jednak ich zdaniem wytworem
umysłu muzyka, gdyż odczytywał on jedynie proporcje rzeczywistego świata.
Dlatego teorię muzyki uważano za dział teorii bytu, czyli ontologii. Tak szeroka
perspektywa pozwalała pojmować muzykę nie tylko jako rzeczywistość odbie‑
raną zmysłem słuchu, ale także umysłem. U podstaw średniowiecznej koncepcji
muzyki, którą reprezentował również św. Tomasz, znajdowało się przekonanie
o harmonii świata opartej na matematycznej proporcji istniejącej poza człowie‑
kiem. Muzyka w sensie ogólnym odnosiła się do wszystkiego, zarówno do Boga,
jak i do stworzeń – duchowych i cielesnych, niebiańskich i ludzkich. Obecna
ona była zatem wszędzie tam, gdzie występowała harmonia, rozumiana jako
odpowiedni stosunek liczbowy. Muzyk nie tworzył owej harmonii, ale ją pozna‑
wał i odzwierciedlał poprzez „muzykę dźwięków”, która stanowiła tylko drobną
cząstkę „muzyki świata”. Teoria muzyki w ujęciu scholastycznym pozostawała
w ścisłym związku z koncepcjami estetycznymi. Skoro bowiem piękno polega
na harmonii, która jest właściwym stosunkiem części, czyli proporcją, to można
w sensie szerokim uznać, że muzyka stanowi o pięknie wszystkiego28.
W tym kontekście bardziej zrozumiałe staje się to, że na początku Sumy
teologicznej św. Tomasz stwierdza, że muzyka oparta jest na zasadach zaczerp‑
niętych z arytmetyki (musica ex principiis per arithmeticam notis)29. Znamien‑
ne jest, że refleksja ta pojawia się w odniesieniu do pytania o to, czy teologia,
zwana przez Akwinatę „nauką świętą” (sacra doctrina), jest wiedzą. Odpowia‑
dając na nie, św. Tomasz, podkreśla, że „jak muzyka wierzy w zasady podane
jej przez arytmetyka, tak nauka święta wierzy w zasady objawione jej przez
Boga” (unde sicut musica credit principia tradita sibi ab arithmetico, ita doctrina
sacra credit principia revelata sibi a Deo)30. Takie zestawienie ukazuje szacunek,
Por. S. Bruhn, Traces of a Thomistic De musica in the compositions of Olivier Messiaen,
„Logos: A Journal of Catholic Thought nad Culture” 2008, nr 4, s. 16‒56.
27
Por. J. Bramorski, Muzyka jako „via pulchritudinis”, w: Musica sacra 4, red. J. Krassowski,
Gdańsk 2008, s. 30‒36.
28
Por. W. Tatarkiewicz, Historia estetyki, t. 2, dz. cyt., s. 140‒145; U. Eco, dz. cyt., s. 124‒125;
E. Fubini, Historia estetyki muzycznej, Kraków 1997, s. 68‒85.
29
Por. STh I, q. 1, a. 2.
30
Tamże.
26
Ks. Jacek Bramorski
96
jakim otaczana była przez św. Tomasza muzyka, skoro w sensie analogicz‑
nym została przez niego przedstawiona w powiązaniu z teologią. Z drugiej
zaś strony Doktor Anielski podkreślił różnicę zachodzącą pomiędzy wiedzą
opartą na „przyrodzonym świetle rozumu” (lumine naturali intellectus) a taką,
której zasady poznawane są „światłem nadrzędnej wiedzy” (lumine superioris
scientiae)31. Jednak, jak zauważa Benedykt XVI, „to rozróżnienie zapewnia au‑
tonomię zarówno naukom opartym na poszukiwaniach rozumu, jak i naukom
teologicznym. Nie wskazuje jednakże na niezgodności, lecz zakłada raczej
wzajemną i korzystną współpracę. Wiara bowiem chroni rozum przed utra‑
tą zaufania do własnych możliwości, pobudza go do otwierania się na coraz
szersze horyzonty, zachęca do szukania fundamentów, a kiedy rozum zgłębia
nadprzyrodzoną sferę więzi Boga i człowieka, wzbogaca jego dzieło”32.
2. Muzyka w kontekście cnoty religijności
Nadprzyrodzona więź pomiędzy Bogiem a człowiekiem znajduje swoje urze‑
czywistnienie w religijności. Charakterystyczne jest zatem, że szczegółową
analizę problematyki muzyki kościelnej Akwinata podjął w ramach swego wy‑
kładu nt. cnoty religijności (religio), rozumianej jako cały obszar kultu i czci
oddawanej Bogu. Św. Tomasz ukazał kilka etymologicznych znaczeń łaciń‑
skiego słowa religio: od relegere – ponowne odczytywanie tego, co dotyczy czci
Boga; reeligere – ponowne wybieranie Boga, gdyśmy Go utracili na skutek zanie‑
dbania; religare – ponowne wiązanie z Bogiem. Religijność oznacza zatem oso‑
bowy stosunek do Boga i złączenie się z Nim dzięki łasce uświęcającej33. Cnota
religijności jest ściśle złączona z cnotami teologalnymi, chociaż się do nich nie
zalicza, gdyż należy do cnót moralnych będących pochodnymi cnoty spra‑
wiedliwości. Teologalne cnoty wiary, nadziei i miłości kształtują i ożywiają
cnoty moralne. Miłość skłania nas do sprawiedliwego oddawania Bogu tego,
do czego jesteśmy zobowiązani jako stworzenia. Do takiej postawy uzdalnia
nas cnota religijności. Św. Tomasz stwierdził: „Religijność jest świadectwem
wiary, nadziei i miłości, które to cnoty zwracają człowieka ku Bogu”34. W in‑
nym zaś miejscu Sumy teologicznej zaznaczył: „Cnoty boskie, a mianowicie
wiara, nadzieja i miłość mają samego Boga za właściwy sobie przedmiot. Dla‑
tego cnoty te nakazują wykonanie pewnych czynności religijnych, odnoszą‑
cych się do Boga. Z tego powodu św. Augustyn powiedział, że Boga czcimy
wiarą, nadzieją i miłością”35. Religijność jest cnotą oddającą Bogu należną Mu
cześć. Bóg nie jest przedmiotem cnoty religijności, ale jej celem. Dlatego reli‑
Por. tamże.
Benedykt XVI, Św. Tomasz z Akwinu, „L’Osservatore Romano” 2010, nr 8‒9, s. 52.
33
Por. STh II‑II, q. 81, a.1.
34
STh II‑II, q. 101, a. 3.
35
STh II‑II, q. 81, a. 5.
31
32
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
97
gijność nie przynależy do cnót teologalnych, których przedmiotem jest osta‑
teczny cel, lecz stanowi cnotę moralną, odnoszącą się do środków służących
do osiągnięcia tego celu. Przewyższa jednak inne cnoty moralne, gdyż spośród
nich najbardziej zbliża człowieka do Boga36.
W tym kontekście św. Tomasz w Sumie teologicznej, poruszając w Secunda
Secundae kwestię 91 O wysławianiu Boga ustami, w pierwszym artykule po‑
stawił pytanie: „Czy należy chwalić Pana Boga ustami?” (Utrum Deus sit ore
laudandus)37. Rozważając to zagadnienie, św. Tomasz stwierdził: „Inaczej po‑
sługujemy się słowami w odniesieniu do Boga, a inaczej w stosunku do ludzi.
(…) W stosunku do Boga posługujemy się ustami nie po to, by Jemu, znaw‑
cy naszych serc, coś ujawnić, lecz w tym celu, by nas samych oraz słuchaczy
pobudzić do Jego czci. Dlatego chwalenie Go przy pomocy ust jest koniecz‑
ne nie ze względu na Boga, ale ze względu na samego człowieka wielbiącego
Boga, gdyż chwaląc Go, rozpala w sercu miłość ku Niemu. (…) W miarę zaś
jak człowiek, wielbiąc Boga wznosi się ku Niemu, równocześnie oddala się
od tego wszystkiego, co sprzeciwia się Jemu” (inquantum homo per divinam
laudem affectu ascendit in Deum, intantum per hoc retrahitur ab his, quae sunt
contra Deum)38. Nawiązując do tych słów Akwinaty, kard. J. Ratzinger zazna‑
cza: „Oddawanie chwały jest ruchem, drogą; jest czymś więcej niż rozumie‑
nie, wiedza, działanie – jest «wznoszeniem się» ku Temu, który jest otoczony
chwałą oddawaną Mu przez aniołów. Święty Tomasz wskazuje na jeszcze jeden
aspekt takiego wznoszenia się ku Bogu: oznacza on, że człowiek odrywa się
od tego, co jest Mu przeciwne. Wie o tym ten, kto doświadczył przemienia‑
jącej mocy wielkiej liturgii, wielkiej sztuki, wielkiej muzyki”39. Ponadto, jak
podkreślił św. Tomasz, „chwała wypowiedziana przy pomocy ust przyczynia
się także do zwrócenia ku Bogu serc innych ludzi” (prodest etiam laus oris ad
hoc, quod aliorum affectus provocetur in Deum)40. A zatem „rozbrzmiewająca
chwała Boga prowadzi nas i innych do oddawania Bogu czci”41.
Św. Tomasz zwieńczył swoje rozważanie nt. głośnej modlitwy słowami Psal‑
mu 34: „Chcę błogosławić Pana w każdym czasie, na ustach moich zawsze Jego
chwała. Dusza moja będzie się chlubiła w Panu, niech słyszą pokorni i niech
się weselą! Uwielbiajcie ze mną Pana, imię Jego wspólnie wywyższajmy” (Ps
34, 2‒4). Nawiązując do tego, kard. J. Ratzinger zauważa: „Radość w Panu
jawi się tu jako coś sensownego i pięknego; radowanie się wspólnym wychwa‑
laniem Boga i uświadomienie sobie tego, że jest On godzien chwały w świą‑
tecznym muzykowaniu jest oczywiste samo w sobie, niezależne od wszelkich
Por. tamże; C. J. Wichrowicz, Zarys teologii moralnej w ujęciu tomistycznym, Kraków 2002,
s. 220‒226.
37
STh II‑II, q. 91, a. 1.
38
Tamże.
39
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 112.
40
STh II‑II, q. 91, a. 1.
41
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 112.
36
Ks. Jacek Bramorski
98
teorii. Cytując te psalm, św. Tomasz afirmuje wyrażanie radości, które jako ta‑
kie jednoczy – obejmując również tych, którzy «słuchają»; jej wyrażanie jawi się
jako obecność chwały, którą jest Bóg; odpowiadając na tę chwałę, radość ta sama
w niej uczestniczy”42. Akwinata podkreślił w postawie uwielbienia Boga na‑
stawienie wewnętrzne motywowane miłością: „Chwała ustna jest bezużytecz‑
na dla chwalącego, jeśli nie wypływa z chwały serca, wielbiącego cuda Jego
i opowiadającego wielkość dzieł Jego, rozważanych z miłością. Niemniej ze‑
wnętrzna chwała ustna ma wartość, gdyż wzbudza miłość w sercu człowieka,
który tę chwałę wypowiada, innych zaś pobudza do chwalenia Boga (…). Boga
chwalimy nie dla Jego, ale dla naszego pożytku”43.
Odnosząc się do tych myśli św. Tomasza, kard. J. Ratzinger zauważa w nich
wpływ „starożytnego pojęcia absolutnej niezmienności i niewzruszoności
Boga, które od filozofii antycznej przeszło do myślenia chrześcijańskiego, stając
się przeszkodą w utworzeniu zadawalającej teorii nie tylko co do muzyki koś‑
cielnej, ale i modlitwy jako takiej”44. Pojęcie Boga jako niezmiennego Absolutu
doprowadziło w filozofii Arystotelesa do utożsamienia pobożności z troską
o „ja”, czyli o rozum45. W zabarwionej takim racjonalizmem teologii chrześci‑
jańskiej, a zwłaszcza teorii liturgii, modlitwa pojmowana byłaby jedynie jako
uaktywnienie najlepszych mocy człowieka. Jednak klasyczna teologia podkreśla,
że w Chrystusie człowiek może rozmawiać z samym Bogiem46.
3. Muzyka w perspektywie liturgii
Obecności muzyki w liturgii poświęcony jest drugi artykuł wspomnianej kwe‑
stii 91, w której Akwinata postawił pytanie: „Czy chwaląc Boga należy posługi‑
wać się śpiewami?” (Utrum in divinis laudibus sint cantus assumendi)47. Prob‑
lem ten obecny był w dysputach teologicznych, nawiązujących do poglądów
niektórych Ojców Kościoła. Chociaż spór ten był zasadniczo rozstrzygnięty,
gdyż Kościół śpiewał już od czasów apostolskich, przejmując śpiewy synago‑
galne, to jednak pojawiały się wobec tego poważne głosy sprzeciwu. Nie chcia‑
no jednak całkowicie wykluczyć śpiewu z liturgii chrześcijańskiej, ale dopusz‑
czać go do niej tylko w sposób ściśle ograniczony.
Dla zrozumienia sposobu, w jaki Akwinata pojmował muzykę kościelną ważne
jest przypomnienie metody, którą stosował w swoich dziełach (zwłaszcza w Su‑
mie teologicznej). Św. Tomasz w ocenianiu różnorodnych zjawisk prowadził
Tamże, s. 110‒111.
STh II‑II, q. 91, a. 1.
44
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 109.
45
Por. Arystoteles, Etyka nikomachejska, X, 8, 1179 a, w: Dzieła wszystkie, Warszawa
1996, t. 5, s. 295.
46
Por. J. Ratzinger, dz. cyt., s. 109.
47
STh II‑II, q. 91, a. 2.
42
43
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
99
bowiem swoisty dialog umysłowy z najwybitniejszymi myślicielami starożyt‑
ności, zarówno niechrześcijańskimi, jak i chrześcijańskimi, a także z uczonymi
współczesnymi sobie. Badał ich twierdzenia, poglądy i wątpliwości, usiłując
poznać ich przyczyny, ideologiczne źródła oraz uwarunkowania społeczno‑
‑kulturowe. Podejmując analizę określonego problemu, najpierw przedstawiał
poglądy innych myślicieli, zarówno przeciwników (praeterea), jak i zwolen‑
ników danej tezy (sed contra). Następnie prezentował własne zdanie w danej
kwestii, rozpoczynając je od zwrotu respondeo dicendum, aby na zakończenie
ustosunkować się po kolei do przytoczonych na początku wykładu zarzutów.
Nie ograniczał się jednak tylko do rozwiązania trudności, ale posługiwał się
także metodą dialektyczną w stawianiu i roztrząsaniu zagadnień. Jak zauważa
kard. J. Ratzinger, „tylko wówczas bowiem, gdy zrozumiemy powody negacji,
możemy w pełni odsłonić aspekty pozytywne”48. Dzięki tej metodzie św. To‑
masz dokonał wspaniałej i harmonijnie uporządkowanej syntezy teologicznej,
w której znalazło się również miejsce poświęcone muzyce kościelnej49.
Zgodnie z przyjętą przez siebie metodą dyskursu teologicznego Doktor
Anielski, rozpatrując kwestię znaczenia muzyki w liturgii, „stanął wobec trzech
ważnych świadków tradycji, którzy wypowiedzieli się krytycznie o muzyce
kościelnej”50. Tych trzech „świadków tradycji” to św. Paweł Apostoł, a także
jego komentator – św. Hieronim oraz papież św. Grzegorz Wielki, których
wypowiedzi zostały zebrane w Dekretach Gracjana, nabierając przez to mocy
prawnej51. W nurcie tradycji interpretacji Nowego Testamentu, do której na‑
wiązał św. Tomasz, użyte przez św. Pawła określenia „pieśni pełne ducha” czy
„śpiewając w sercach” (por. Ef 5, 19; Kol 3, 16), wyjaśniano w takim sensie,
że Boga należy bardziej wychwalać duchem niż ustami (Deus mente colitur
magis quam ore)52. Świadczy o tym także przytoczony przez Akwinatę pogląd
przeciwników obecności śpiewu w liturgii Kościoła, którzy twierdzili: „Waż‑
niejsza jest chwała, którą składa umysł niż chwała ust. Otóż ta druga prze‑
szkadza pierwszej, bo uwaga śpiewających odrywa myśl od treści tego, co się
śpiewa, gdyż jest zajęta śpiewem, a ponadto to, co się śpiewa, mniej jest zrozu‑
miałe dla innych niż to, co się odmawia bez śpiewu. A więc nie należy używać
śpiewu w wychwalaniu Boga”53.
Innym zagadnieniem poruszonym przez św. Tomasza z Akwinu jest po‑
trzeba odróżnienia liturgii chrześcijańskiej od kultu starotestamentowego.
W tym kontekście dopuszczał on do kultu Bożego śpiew, natomiast przeciw‑
ny był grze na instrumentach. Muzyka instrumentalna obecna była bowiem
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 108.
Por. Paweł VI, List z okazji 700‑lecia śmierci św. Tomasza z Akwinu, 19, w: św. Tomasz
z Akwinu, Suma teologiczna, t. 1, O Bogu, Londyn 1975, s. 39.
50
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 99.
51
Por. Decr. Gratiani, I dist. 92 c 1‒2; cyt. za: J. Ratzinger, dz. cyt., s. 99‒100.
52
Por. STh II‑II, q. 91, a. 1.
53
STh II‑II, q. 91, a. 1.
48
49
100
Ks. Jacek Bramorski
w żydowskiej świątyni, czego świadectwem jest między innymi Psalm 32:
„Sławcie Pana na cytrze, śpiewajcie Mu przy harfie o dziesięciu strunach”
(Ps 32, 2). Akwinata w zdecydowany sposób postulował wykluczenie z litur‑
gii Kościoła muzyki instrumentalnej, którą łączył ściśle z judaizmem: „Koś‑
ciół nie posługuje się instrumentami muzycznymi (…), by nie wyglądało,
że w chwaleniu Boga naśladuje obrzędy żydowskie”54. Muzyka instrumentalna
jako forma iudaizare uznana została przez św. Tomasza jedynie za pewien etap
w rozwoju duchowym człowieka, za przejaw ustępstwa wobec zatwardziałości
serca i nastawienia na wartości materialne ludu Starego Przymierza. Dlatego
uważał on, że starotestamentowe wskazania dotyczące muzyki instrumental‑
nej nie mogą być w chrześcijaństwie przyjmowane dosłownie jako bezpośred‑
nio wiążące, ale powinny być odczytywane alegorycznie i w sensie duchowym:
„W Starym Zakonie używano takich narzędzi muzycznych, gdyż lud był mniej
wrażliwy na rzeczy duchowe a bardziej na rzeczy cielesne, i dlatego muzyka,
zarówno jak obietnice ziemskie miały na celu pobudzić go bardziej do rze‑
czy duchowych. Zresztą instrumenty muzyczne były również obrazem rze‑
czy przyszłych”55. Ponadto Akwinata nawiązywał do myśli Arystotelesa, który
zgodnie z koncepcją „etosu muzycznego” twierdził, że „nie trzeba przy nauce
dopuszczać fletów, ani też żadnego innego instrumentu przeznaczonego dla
mistrza fachowego, jak kitara lub inne podobne, lecz stosować tylko takie, któ‑
re by uczniów nimi się posługujących dobrze zaprawiały czy do wykształcenia
muzycznego czy też innego”56. Warto dodać, że św. Tomasz, będąc pod wpły‑
wem autorytetu niechętnych muzyce Ojców Kościoła, nie dokonał przekładu
projektu filozofii muzyki Arystotelesa, zawartego w VIII Księdze jego Polityki,
na kategorie chrześcijańskie i że „w ten sposób Aristoteles christianus w teorii
muzyki kościelnej nadal nie istnieje”57.
Kard. J. Ratzinger, komentując naukę św. Tomasza nt. muzyki instrumen‑
talnej, zauważa: „Święty Tomasz nie mógł wiedzieć, że właśnie odrzucenie
muzyki instrumentalnej i ścisłe ograniczenie się do muzyki wokalnej było
wyrazem ciągłości z wczesnym judaizmem – wynikiem muzycznego nawią‑
zania Kościoła do synagogi i tym samym do purytanizmu faryzeuszów, którzy
zdecydowanie odrzucali muzykę instrumentalną. Dla Kościoła decyzja ta była
o tyle konsekwentna, że bezpośrednie przyłączenie się do świątyni było nie‑
możliwe i liturgia kościelna mogła być zrazu rozwijana tylko jako przedłużenie
liturgii synagogalnej, a nie jako kontynuacja kultu oddawanego w świątyni”58.
54
STh II‑II, q. 91, a. 2; por. H. J. Burbach, Studien zur Musikanschauung des Thomas von
Aquin, Regensburg 1966, s. 14.
55
STh II‑II, q. 91, a. 2.
56
Arystoteles, Polityka, VIII, 5, 1341 a, w: Dzieła wszystkie, Warszawa 2001, t. 6, s. 222; por.
STh II‑II, q. 91, a. 2; E. Fubini, dz. cyt., s. 53‒60.
57
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 108. Warto zauważyć, że autorem przypisywanego św. Tomaszowi
komentarza do VIII Księgi Polityki Arystotelesa jest Piotr z Owerni, który ograniczył się jedynie
do parafrazy tekstu Stagiryty, nie wchodząc w głębszą analizę problemu.
58
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 101‒102.
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
101
W koncepcji św. Tomasza uwarunkowanej przejętą przez niego tradycją,
muzyka kościelna zostaje połączona z problematyką relacji Prawa do Ewange‑
lii. W tym ujęciu ich przeciwstawienie stanowi teologiczny locus, w perspek‑
tywie którego analizuje on muzykę instrumentalną włączoną w ramy staro‑
testamentowego Prawa. Aby zrozumieć sposób, w jaki Akwinata podchodzi
do zagadnienia muzyki, należy sięgnąć do tradycji patrystycznej, która wy‑
warła wpływ na jego poglądy. Przyczyną nieprzychylnych, a nawet wrogich
wobec muzyki opinii niektórych Ojców Kościoła była reprezentowana przez
nich „teologia uduchowienia”, której główną ideą było ukazanie różnicy po‑
między Starym a Nowym Testamentem. Wyrazem tego jest myśl św. Augusty‑
na, dla którego uzasadnieniem obecności muzyki w liturgii jest to, że pomaga
ona naznaczonej słabością ludzkiej duszy „wznosić się do stanu pobożności”59.
Podobne stwierdzenie znaleźć można u Boecjusza60. Odnosząc się do tej tra‑
dycji, św. Tomasz z Akwinu dodaje, że muzyka kościelna istnieje po to, „aby
dusze ułomnych ludzi pobudzić do nabożeństwa”61. W takim ujęciu oceniana
jest ona praktycznie przez kryterium „użyteczności”, zyskując wartość „peda‑
gogicznej przydatności” w realizowaniu przez chrześcijanina cnoty religijno‑
ści. Muzyka ma bowiem za zadanie „pobudzenie innych do chwalenia Boga”
(ad provocandum alios ad Dei laudem)62. Odnaleźć w tym można echo staro‑
żytnej, greckiej pedagogiki, która polegała na procesie wyzwolenia, czyli pro‑
wadzenia wychowanka ku temu, co właściwe.
Kontynuując myśl św. Augustyna, Akwinata w swoich teologicznych in‑
tuicjach dotyczących muzyki, poszedł jednak znacznie dalej. Jednak na prze‑
szkodzie w konsekwentnym rozwinięciu tych intuicji stanął przejęty przez św.
Tomasza od Ojców Kościoła „schemat uduchowienia” zawarty w rozważaniu
relacji pomiędzy Starym a Nowym Testamentem, a dotyczący określenia tego,
co specyficznie chrześcijańskie63. Pomimo tych ograniczeń należy przyznać,
że św. Tomasz zachował w tym zakresie pewną niezależność wobec patry‑
stycznej idei „uduchowienia”, doceniając znaczenie muzyki w wyrażaniu przez
człowieka chwały Bożej. Charakterystyczne jest to, że Akwinata podkreślił
w tym kontekście rolę miłości jako swoistego kryterium dopuszczania śpiewu
do liturgii: „Wypowiadanie ustami chwały Bożej jest potrzebne do wzbudzenia
uczucia miłości ku Bogu. Cokolwiek więc do tego pomaga, może być użyte
na chwałę Bożą. Otóż niewątpliwie różne melodie dźwięków różnie nastrajają
duszę (…) Dlatego słusznie wprowadzono śpiew na chwałę Bożą. (…) Pieśni
duchowe to nie tylko takie, które śpiewa się w duchu, ale także takie, które
śpiewamy ustami, w miarę jak przez nie wzbudza się duchową nabożność”64.
Św. Augustyn, Wyznania, X, 33.
Por. Boecjusz, De institutione musica, Prol., PL 63, 1168.
61
STh II‑II, q. 91, a. 2.
62
STh II‑II, q. 91, a. 1.
63
Por. J. Ratzinger, dz. cyt., s. 108.
64
STh II‑II, q. 91, a. 2.
59
60
102
Ks. Jacek Bramorski
Św. Tomasz precyzuje dla muzyki kościelnej jasne kryteria. Będąc wiernym
tradycji patrystycznej, wymaga, aby muzyka kościelna miała charakter ściśle
wokalny. Zdaniem kard. J. Ratzingera, powyższe wymaganie „historycznie i rze‑
czowo opiera się na nieporozumieniu”65. Jednak stanowisko św. Tomasza i tra‑
dycji, której był on reprezentantem, wynikało z troski o to, aby „liturgia Słowa,
które stało się ciałem, była z konieczności skupiona na słowie”66. Zasadnicze dla
liturgii chrześcijańskiej jest zatem odniesienie do słowa. Odejście od ducha
w przypadku muzyki instrumentalnej wydaje się być łatwiejsze niż w przypad‑
ku muzyki wokalnej. Ton tym łatwiej oddala się od ducha lub zwraca przeciw
niemu, im bardziej oddalony jest od człowieka. W przypadku instrumentu
proces oczyszczenia muzyki i jej włączenia w sferę ducha musi być przedmio‑
tem szczególnej troski. O wolności intelektualnej św. Tomasza w odniesieniu
do poglądów tradycyjnych świadczy natomiast fakt, że wobec zarzutu, iż tekst
śpiewany jest trudniejszy do zrozumienia niż tekst czytany, odpowiedział on:
„Jeśli ktoś śpiewa dla nabożeństwa, uważniej rozważa to, co śpiewa, gdyż dłu‑
żej nad tą treścią zatrzymuje się (…). To samo stosuje się również do słuchaczy,
którzy wprawdzie niekiedy nie rozumieją tego, co się śpiewa, rozumieją jednak
po co się śpiewa, a mianowicie, na chwałę Bożą, a to wystarcza do wzbudzenia
nabożeństwa”67.
4. Św. Tomasz jako „kantor Chrystusa eucharystycznego”
Jak zauważa Benedykt XVI, przykładem owego „śpiewu dla nabożeństwa”
są przypisywane wierze i mądrości teologicznej św. Tomasza „przepiękne
hymny, które śpiewa liturgia Kościoła sławiąc tajemnicę rzeczywistej obecno‑
ści Ciała i Krwi Pańskiej w Eucharystii”68. Także Jan Paweł II, na zakończenie
encykliki Ecclesia de Eucharistia ukazał Doktora Anielskiego jako „doskonałe‑
go teologa i zarazem gorliwego kantora Chrystusa eucharystycznego”69.
Chociaż powstające w średniowieczu utwory liturgiczne rzadko były opa‑
trzone imieniem swojego twórcy, to jednak już od początku XIV w. utrzy‑
mywało się mocne przekonanie, że na prośbę papieża Urbana IV, św. Tomasz
z Akwinu napisał teksty liturgiczne na święto i na oktawę uroczystości Boże‑
go Ciała, ustanowionego w 1264 r. Teksty te stanowią wspaniałe teologiczne
i poetycko‑artystyczne świadectwo kultu eucharystycznego, który nie tylko
ożywiał wiarę Kościoła średniowiecza, ale także następnych epok.
Okoliczności powstania Officium ku czci Najświętszego Sakramentu owia‑
ne są legendą. Według niej, papież Urban IV, pragnąc wybrać najpiękniejsze
J. Ratzinger, dz. cyt., s. 116.
Tamże.
67
STh II‑II, q. 91, a. 2.
68
Benedykt XVI, dz. cyt., s. 49.
69
Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, nr 62.
65
66
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
103
hymny liturgiczne poświęcone Eucharystii, jednocześnie zlecił ich ułożenie
dominikaninowi Tomaszowi z Akwinu oraz franciszkaninowi Bonawenturze.
Gdy nadeszła chwila prezentacji przygotowanych tekstów, obaj przyszli Dok‑
torzy Kościoła stanęli wobec zebranego w Orvieto papieskiego dworu. Jako
pierwszy zaczął czytać św. Tomasz. Wówczas, słuchający go z zachwytem św.
Bonawentura, miał ukradkiem podrzeć swój pergamin na drobne kawałki.
Poproszony następnie przez papieża o zaprezentowanie swego tekstu, wska‑
zał tylko na podarte skrawki rękopisu, oświadczając z pokorą, że nie czuje się
na siłach współzawodniczyć z Tomaszem70.
Pozostawiając jednak wątki legendarne, należy powrócić do przekazów
historycznych, dotyczących powstania i autorstwa tekstów liturgii Bożego
Ciała. Wśród źródeł na szczególną uwagę zasługuje zapisane pomiędzy 1312
a 1317 r. świadectwo autorstwa Bartłomieja z Lukki (ok. 1236‒1327), biskupa
i historyka papieskiego, który w dziele zatytułowanym Historia Ecclesiastica
w sposób jednoznaczny stwierdził: „Na polecenie tego samego papieża brat
Tomasz ułożył również oficjum na Boże Ciało – było to drugie polecenie pa‑
pieskie, o którym już wyżej wspomniałem71. Oficjum to skomponował Tomasz
w całości, włącznie z czytaniami oraz wszystkimi częściami przeznaczonymi
do recytacji w ciągu dnia i w nocy. Również Mszę świętą i śpiewy na ten dzień.
Uważny czytelnik z łatwością zauważy, iż oficjum to zawiera prawie wszystkie
figury symboliczne Starego Testamentu, jasno i trafnie odniesione do sakra‑
mentu Eucharystii”72. Bardzo podobne sformułowanie zawiera relacja Wilhel‑
ma z Tocco. Jednak w sporządzonym przez Reginalda z Piperno katalogu dzieł
św. Tomasza brakuje wzmianki o tym, że Akwinata napisał teksty liturgiczne
na uroczystość Bożego Ciała. Fakt ten zasugerował badaczom spuścizny św.
Tomasza, że to nie on skomponował Officium na uroczystość Bożego Ciała,
ale przypisano mu jego autorstwo w późniejszym okresie. Innym argumentem
wysuwanym przeciwko uznaniu św. Tomasza za twórcę liturgicznych tekstów
odnoszących się do kultu eucharystycznego był długi okres zwlekania z przy‑
jęciem ich przez dominikanów. Jeśli bowiem Doktor Anielski rzeczywiście
by je napisał, to jego współbracia natychmiast wprowadziliby je do liturgii,
a nie czekali z tym aż 54 lata. Należy jednak uwzględnić historyczny kontekst
towarzyszący wspomnianym wydarzeniom. Ustanawiająca uroczystość Boże‑
go Ciała bulla Transiturus papieża Urbana IV została opublikowana 11 sierp‑
nia 1264 r. Teksty liturgiczne musiały być zatem przygotowane przed tą datą.
Pierwsze celebracje obchodzone były w Orvieto w okresie od 11 sierpnia
do 8 września. Jednak 2 października tego samego roku zmarł papież Urban IV
i w związku z tym nie zajmowano się przez pewien czas realizacją zawartych
Por. M. Renata, Liturgia a sztuka, Warszawa 2002, s. 178.
Według Bartłomieja z Lukki pierwszym dziełem napisanym przez św. Tomasza z Akwinu
na polecenie papieża Urbana IV była Catena aurea.
72
Barłomiej z Lukki, Historia Ecclesiastica, lib. 22, c. 24, col. 1154, cyt. za: J. A. Weisheipl,
Tomasz z Akwinu. Życie, myśl, dzieło, Poznań 1985, s. 229.
70
71
104
Ks. Jacek Bramorski
w jego bulli postanowień. Ponownie zainteresowano się uroczystością Bożego
Ciała na Soborze w Vienne (1311‒1312), gdy papież Klemens V przedstawił
zgromadzonym tam biskupom prawie nieznany im dokument Urbana IV. Kle‑
mens V nie zdążył poprowadzić dalej tego zamierzenia, gdyż zmarł w 1314 r.
Dopiero w 1317 r., gdy papież Jan XXII nakazał promulgować przygotowany
przez swego poprzednika zbiór prawa kościelnego (tzw. Clementines) zawiera‑
jący także bullę Transiturus, uroczystość Bożego Ciała została wprowadzona
w Kościele powszechnym. Należy także pamiętać, że był to w historii Kościoła
czas burzliwych wydarzeń związanych z okresem tzw. „niewoli awiniońskiej”73.
W tym kontekście nie dziwi fakt, że zakon dominikański formalnie przyjął ofi‑
cjum Bożego Ciała dopiero podczas kapituły generalnej w Vienne w 1322 r.,
stwierdzając: „Pragniemy obecnie, ażeby Officium Corpus Christi, które zosta‑
ło skomponowane, jak się rzekło (ut asseritur) przez czcigodnego doktora To‑
masza z Akwinu, było obchodzone w całym zakonie”74.
Pełna nazwa dzieła zawierającego opracowane przez św. Tomasza teksty
liturgii uroczystości Bożego Ciała brzmi następująco: Officium de festo Corpo‑
ris Christi ad mandatum Urbani Papae. Chociaż ustalenie jego autentyczności
przez długi czas sprawiało trudność, obecnie jednak, w świetle najnowszych
badań przeprowadzonych przez P.‑M. Gy, przypisanie go Akwinacie nie bu‑
dzi już wątpliwości75. Trzeba natomiast zaznaczyć, że „skomponowania” tych
tekstów nie należy rozumieć jako stworzenia ich zupełnie od nowa, ale raczej
na dokonaniu wyboru i zestawieniu elementów zawartych w Piśmie Świętym,
w nauce Ojców Kościoła oraz w istniejących już formularzach liturgicznych
(np. cysterskich). Jednak materiał zebrany w Officium de festo Corporis Chri‑
sti, określanego dla odróżnienia od wcześniejszych tradycji diecezjalnych czy
zakonnych mianem „liturgii rzymskiej”, posiada szczególny charakter świad‑
czący o wielkiej dojrzałości teologicznej, duchowej i literackiej jego Autora76.
W tym kontekście znamienne jest stwierdzenie wybitnego znawcy myśli
św. Tomasza, E. Gilsona, który w następujący sposób ukazał ścisłą więź po‑
między teologią a modlitwą Akwinaty: „Gdyby istotnie nauka św. Tomasz była
natchniona innym duchem niż ten, który ożywiał jego wewnętrzne życie reli‑
gijne, można by te różnice wydobyć na jaw, porównując sposób, w jaki św. To‑
masz myślał, ze sposobem, w jaki się modlił. Jeśli się jednak wczytamy w te jego
modlitwy, które się zachowały i które posiadają tak głęboką wartość religijną,
że Kościół włączył je do brewiarza, stwierdzimy od razu, że ich żarliwość nie
Por. M. D. Knowles, D. Obolensky, Historia Kościoła, Warszawa 1988, t. 2, s. 313‒318.
Acta Capitulorum Generalium Ord. Praed. (1304‒1378), w: Monumenta Ordinis Fratrum
Praedicatorum Historia, Rzym 1899, t. 4, s. 138, cyt. za: J. A. Weisheipl, dz. cyt., s. 237.
75
Por. P.‑M. Gy, L’Office du Corpus Christi, oeuvre de S. Thomas d’Aquin, w: La liturgie
dans l’histoire, red. P.‑M. Gy, Paris 1990, s. 223‒245.
76
Por. R. Wielockx, L’oratio eucaristica di S. Tommaso: testimonianza di contemplazione cris‑
tiana, w: La contemplazione cristiana: esperienza e dottrina, red. L. Touze, Città del Vaticano
2007, s. 101‒126.
73
74
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
105
ma nic wspólnego ani z uczuciową egzaltacją, ani z namiętnymi uniesieniami
ani z upodobaniem do duchowego błogostanu, cechującym pewne modlitwy.
Żarliwość św. Tomasza wyraża się cała w woli uproszenia u Boga tego, o co się
Go prosić powinno, i w taki sposób, w jaki się Go prosić powinno. Jest to żarli‑
wość prawdziwa, głęboka, wyczuwalna – mimo rygorystycznej prawidłowości
zdań – w ich rytmie, w ich współbrzmieniu. Jest to jednakże żarliwość takiego
życia wewnętrznego, któremu myśl nadała swój porządek, a nawet – narzu‑
ciła swój rytm. (…) Taka osobowość duchowa pragnie nie tyle przyjemnych
wrażeń, co światła. Rytm zdań i dźwięczność słów nie mącą ładu myśli; mimo
to jednak każdy, kto posiada choć trochę wrażliwości, wyczuje w miarowej ka‑
dencji zdań religijne wzruszenie, niemal poezję”77.
W skład Officium de festo Corporis Christi wchodzą wierszowane zgodnie
z prawami rytmiki łacińskiej teksty liturgiczne, których poetykę charakteryzuje
niezwykła siła oddziaływania. Składają się na nie zarówno teksty mszalne, jak
i należące do Officium Divinum na uroczystość Bożego Ciała i na jego oktawę.
Chociaż na przestrzeni wieków część wspomnianych tekstów poddawana była
zmianom (zwłaszcza za pontyfikatu Piusa V oraz Piusa X), to jednak formu‑
larz mszty św. (Cibavit eos) zasadniczo zachował pierwotną postać. Na szcze‑
gólną uwagę zasługuje w nim sekwencja Lauda, Sion, Salvatorem (Chwal Sy‑
jonie Zbawiciela)78, która zachwyca nie tylko poetyckim pięknem, ale także
głębią teologiczną79. W słowach tej sekwencji nie trudno zauważyć daleko
idącą zbieżność z Tomaszową nauką o Eucharystii zawartą w trzeciej części
Sumy teologicznej80. W związku z tym J. B. Szlaga zauważa: „Tradycja kościel‑
na jest słusznie przekonana o tym, że z nim (ze św. Tomaszem) należy wiązać
ów hymn, jako że widać tutaj jego teologię, obecną także w innych hymnach
eucharystycznych jego autorstwa. Św. Tomasz jest bowiem tym teologiem, któ‑
ry w Eucharystii przeżywa najgłębiej tajemnicę miłości Boga do nas, ukazaną
w Synu, i miłość Syna, który pozostał z nami w znaku chleba i wina”81.
Natomiast z Officium Divinum (Sacerdo in aeternum) pochodzą trzy wspa‑
niałe hymny eucharystyczne, które na trwałe wpisały się nie tylko w dziedzi‑
ctwo liturgiczne Kościoła łacińskiego, ale także w europejską kulturę muzyczną.
Należą do nich: Pange lingua, Sacris solemnis oraz Verbum supernum prodiens.
Hymn Pange lingua („Sławcie usta”82) pochodzi z pierwszych i drugich Nieszpo‑
rów, a jego zakończenie to Tantum ergo („Przed tak wielkim Sakramentem”83),
śpiewane podczas błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. Natomiast
77
E. Gilson, Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu, Warszawa 1960,
s. 516‒517.
78
Por. J. Siedlecki, Śpiewnik kościelny, Opole 1985, s. 122.
79
Melodię Lauda, Sion, Salvatorem wykorzystał Paul Hindemith w powstałej w 1934 r. sym‑
fonii Mathis der Maler.
80
Por. STh III, qq. 73‒83.
81
J. B. Szlaga, Lauda, Sion, Salvatorem, „Pastores” 2009, nr 2, s. 101.
82
Por. J. Siedlecki, dz. cyt., s. 142.
83
Por. tamże, s. 138‒139.
106
Ks. Jacek Bramorski
do Jutrzni przynależy hymn Sacris solemnis, który kończy się słynnym Panis
angelicus, spopularyzowanym w licznych opracowaniach muzycznych. Twórcą
najbardziej znanej aranżacji muzycznej tej przedostatniej strofy hymnu Sacris
solemnis jest César Franck, który w 1860 r. włączył Panis angelicus do swojej
Messe à trois voix op. 12 na sopran, tenor, bas, organy, harfę, wiolonczelę i kon‑
trabas, a następnie w 1872 r. opracował go jako samodzielny utwór na tenor,
organy, harfę, wiolonczelę i kontrabas84. Trzecim hymnem jest przynależący
do Laudesów Verbum supernum prodiens („Słowo najwyższe”), który także jest
uwieńczony znaną, śpiewaną podczas błogosławieństwa Najświętszym Sakra‑
mentem, pieśnią O salutaris hostia („O zbawcza hostio”85). W ten sposób frag‑
menty wspomnianych hymnów stały się samodzielnymi utworami, bez któ‑
rych trudno sobie wyobrazić wiele współczesnych obrzędów liturgicznych86.
Charakteryzując poetycką twórczość Akwinaty, E. Gilson zauważa: „Właś‑
nie dzięki rozumowi, któremu służył z tak gorącą miłością, św. Tomasz rzeczy‑
wiście stał się poetą (…). Szczególne piękno dzieł przypisywanych temu poecie
Eucharystii wynika niemal wyłącznie z nieporównanej celności i zwięzłości
wysłowienia. (…) Gdy od filozofii św. Tomasza przechodzimy do jego modli‑
twy, a od jego modlitwy – do jego poezji, nie odnosimy bynajmniej wrażenia,
żeśmy się znaleźli w obrębie innego porządku. W samej rzeczy nie wkraczamy
w inną dziedzinę. Jego filozofia jest równie bogata w piękno, jak jego poezja
– w myśl. Zarówno Suma teologiczna, jak i Pange lingua są świadectwem tego
samego geniuszu, na który składają się przede wszystkim: siła i pewność, spo‑
kój i precyzja. We wszystkim, co mówi, jest taka siła przekonania i taka potęga
słowa, że zwątpienie ustępuje z pola bez boju”87.
Innym dziełem poetycko‑muzycznym o tematyce eucharystycznej trady‑
cyjnie przypisywanym św. Tomaszowi z Akwinu jest Adoro te devote („Zbli‑
żam się w pokorze”88). Pierwszym świadectwem dotyczącym autorstwa tego
hymnu jest dopisek na marginesie rękopisu najobszerniejszej średniowiecznej
hagiografii św. Tomasza pióra jego ucznia Wilhelma z Tocco. Hymn ten miał
być modlitwą, jaką Doktor Anielski wypowiedział w godzinie śmierci, pod‑
czas otrzymywania wiatyku89. Jednak, jak zauważa R. Cantalamessa, „jest mało
prawdopodobne, aby w tego typu okolicznościach mógł on dokonać improwiza‑
cji tekstu tak doniosłego i to zarówno od strony teologicznej, jak i poetyckiej”90.
W XX w. zaczęto poddawać w wątpliwość powszechne przekonanie o tym,
84
Por. L. Stawowy, Franck, w: Encyklopedia muzyczna PWN, red. E. Dziębowska, Kraków
1987, t. 3, s. 144.
85
Por. J. Siedlecki, dz. cyt., s. 134‒135.
86
Por. J. A. Weisheipl, dz. cyt., s. 234‒235; J.‑P. Torrell, Tomasz z Akwinu – człowiek i dzieło,
Kęty – Warszawa 2008, s. 161‒162.
87
E. Gilson, dz. cyt., s. 517‒518.
88
Por. J. Siedlecki, dz. cyt., s. 150.
89
Por. G. de Tocco, Ystoria sancti Thomae de Aquino, Toronto 1996, s. 197.
90
R. Cantalemessa, To jest Ciało Moje. Eucharystia w świetle „Adoro te devote” i „Ave verum”,
Kraków 2007, s. 13‒14.
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
107
że autorem tej znanej pieśni jest Akwinata, zwracając uwagę na niedostatek
jego historycznego udokumentowania. Zwłaszcza prace A. Wilmarta zda‑
wały się przesądzać o nieautentyczności Adoro te devote91. Jednak najnowsze
badania, przeprowadzone przez J.‑P. Torrella i R. Wielockxa, dostarczyły ar‑
gumentów prze­mawiających za tym, że autorem tej modlitwy jest jednak św.
Tomasz92. Świadczy o tym między innymi fakt, że hymn Adoro te devote od‑
zwierciedla bardzo wyraźnie myśl teologiczną, a także duchowość Akwinaty.
Tekst ten pozostawał nieznany przez prawie dwa wieki, aż do chwili, gdy pa‑
pież Pius V włączył go do zreformowanego Mszału Rzymskiego opublikowane‑
go 14 lipca 1570 r., umieszczając Adoro te devote wśród modlitw odmawianych
przed i po mszy św.
Jak podkreśla R. Cantalamessa, każda zwrotka tego hymnu zawiera konkret‑
ną prawdę teologiczną dotyczącą Eucharystii, po której następuje inwokacja,
będąca modlitewną odpowiedzią człowieka na określoną tajemnicę wiary. Sło‑
wo adoro, rozpoczynające hymn, wyraża akt adoracji, który, według Akwinaty,
stanowi zasadniczy przejaw cnoty religijności: „Właściwym zadaniem religii jest
oddawanie czci Bogu. A więc uwielbienie, którym czcimy Boga, jest czynnością
religijną” (Quod religionis proprium est reverentiam Deo exhibere; unde adoratio,
qua Deus adorator, est religionis actus)93. Adoracja jest uwielbieniem, które na‑
leży się jedynie samemu Bogu, a przez to stanowi wyznanie wiary w wielkość,
majestat, piękno i dobroć Boga. Oznacza uznanie Go „za Stwórcę i Zbawicie‑
la, za Pana i Władcę wszystkiego, co istnieje, za nieskończoną i miłosierną Mi‑
łość. (…) Adoracja Jedynego Boga wyzwala człowieka z zamknięcia się w sobie,
z niewoli grzechu i od bałwochwalstwa świata”94.
Gdy stajemy wobec piękna i wzniosłości tajemnicy Boga słowa wydają się
być zbyt słabe, aby wyrazić głębię płynącego z serca uwielbienia. Wówczas
próbujemy uzewnętrznić to, co niewyrażalne poprzez muzykę i śpiew. Cha‑
rakterystyczne w tym kontekście jest ustosunkowanie się św. Tomasza do py‑
tania: czy adoracja jest czynnością cielesną? (utrum adoratio importet actum
corporalem). W odniesieniu do stwierdzenia Chrystusa, że „prawdziwi czci‑
ciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie” (J 4, 23), Akwinata za‑
uważa, że „uwielbienie cielesne również dokonuje się w duchu, w miarę jak
wypływa z wewnętrznego nabożeństwa i jemu jest podporządkowane” (ad‑
oratio corporalis in spiritu fit, inquantum ex spirituali devotione procedit, et
91
Por. A. Wilmart, La tradition littéraire et textualle de l’”Adoro Te devote“, w: Auteurs spiri‑
tuels et textes dévots du moyen âge latin, red. A. Wilmart, Paris 1932, s. 361‒414.
92
Por. J. P. Torrell, Tomasz z Akwinu, s. 163‒166; tenże, L’authenticité de l’”Adoro te devote”,
„Revue des Sciences Religieuses”1993, nr 1, s. 79‒83; R. Wielockx, Poetry and Theology in the
„Adoro te devote”: Thomas Aquinas on the Eucharist and Christ’s Uniqueness, w: Christ Among
the Medieval Dominicans: Representations of Christ in the Texts and Images of the Order of the
Preachers, red K. Emery Jr., J. Wawrykow, Notre Dame 1998, s. 157‒174; tenże, Adoro te devote.
Zur Lösung einer alten Crux, „Annales Theologici” 2007, nr 1, s. 101‒138.
93
STh II‑II, q. 84, a. 1.
94
Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2096‒2097.
108
Ks. Jacek Bramorski
ad eam ordinatur)95. Zatem muzyka kościelna jako przejaw uwielbienia Boga
łączy w sobie wewnętrzny i zewnętrzny wymiar modlącego się człowieka,
którego „natura złożona jest z dwóch pierwiastków, a mianowicie z umysło‑
wego i zmysłowego” (ex duplici natura compositi sumus; scilicet: spiritualem,
quae sensibili)96.
We współczesnym świecie cierpiącym na brak nadziei świadectwo zbaw‑
czego piękna objawianego w muzyce jest ukazaniem prawdziwego celu ludz‑
kiego życia i historii, stając się już tutaj zapowiedzią i wejściem w przedproża
wiecznej ojczyzny. Dlatego człowiek pragnie „zbliżyć się w pokorze” do ta‑
jemnicy Chrystusa, którego teraz widzi „pod zasłoną”, ale jednocześnie ufa,
że jego „pragnienie serca kiedyś spełni się” i będzie mógł wpatrywać się w Ob‑
licze Zbawiciela tam „gdzie wybranym miejsce przygotował Bóg”97. Wówczas
dostąpimy oglądania Boga „twarzą w twarz” (1Kor 13, 12), śpiewając Mu pieśń
„nowego nieba i nowej ziemi” (por. Ap 21, 1). Muzyka zabrzmi zatem ze szcze‑
gólną mocą, gdy po przejściu przez bramę śmierci zostaniemy obdarzeni no‑
wym sposobem poznania, kontemplując Piękno Najwyższe i wsłuchując się
w brzmienie harmonii wewnętrznego życia samego Boga.
Literatura
Arystoteles, Dzieła wszystkie, Warszawa 1996, t. 5.
Arystoteles, Dzieła wszystkie, Warszawa 2001, t. 6.
św. Augustyn, Wyznania, Warszawa 1987.
Bednarski F., Teologia kultury, Kraków 2000.
Benedykt XVI, Św. Tomasz z Akwinu, „L’Osservatore Romano” 2010, nr 8‒9, s. 48‒55.
Boecjusz, De institutione musica, PL 63, 1168‒1299.
Bramorski J., Chrześcijanin jako świadek piękna, „Ateneum Kapłańskie” 2008, nr 2,
s. 244‒264.
Bramorski J., Muzyka jako „via pulchritudinis”, w: Musica sacra 4, red. J. Krassowski,
Gdańsk 2008, s. 27‒44.
Bruhn S., Traces of a Thomistic De musica in the compositions of Olivier Messiaen, „Logos:
A Journal of Catholic Thought and Culture” 2008, nr 4, s. 16‒56.
Burbach H. J., Studien zur Musikanschauung des Thomas von Aquin, Regensburg 1966.
Cantalemessa R., To jest Ciało Moje. Eucharystia w świetle „Adoro te devote” i „Ave verum”,
Kraków 2007.
Copleston F., Historia filozofii, Warszawa 2004, t. 2.
Eco U., The aesthetics of Thomas Aquinas, Cambridge 1988.
Forte B., Teologia piękna a duszpasterstwo, „Pastores” 2006, nr 3, s. 7‒18.
Fubini E., Historia estetyki muzycznej, Kraków 1997.
Gilson E., Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu, Warszawa 1960.
STh II‑II, q. 84, a. 2.
Por. tamże.
97
Por. J. Siedlecki, dz. cyt., s. 150.
95
96
Muzyka w kontekście myśli teologicznej św. Tomasz z Akwinu
109
Gy P.‑M., L’Office du Corpus Christi, oeuvre de S. Thomas d’Aquin, w: La liturgie
dans l’histoire, red. P.‑M. Gy, Paris 1990, s. 223‒245.
Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, Città del Vaticano 2003.
Jan Paweł II, Fides et ratio, Città del Vaticano 1998.
Jan Paweł II, List do artystów, Città del Vaticano, 1999.
Kasperowicz R., Od myśli antycznej do nowoczesności, „Pastores” 2006, nr 3, s. 48‒55.
Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 2002.
Kaucha K., Argument kaloniczny na wiarygodność chrześcijaństwa, „Ethos” 2006,
nr 1‒2, s. 135‒147.
Knowles M. D., Obolensky D., Historia Kościoła, Warszawa 1988, t. 2.
Melchiorre V., Piękno, w: Encyklopedia chrześcijaństwa, red. H. Witczyk, Kielce 2000,
s. 560‒561.
Mróz M., Człowiek w dynamizmie cnoty. Aktualność aretologii św. Tomasza z Akwinu
w świetle pytania o podstawy moralności chrześcijańskiej, Toruń 2001.
Paweł VI, List z okazji 700‑lecia śmierci św. Tomasza z Akwinu, w: św. Tomasz z Akwinu,
Suma teologiczna, t. 1, O Bogu, Londyn 1975, s. 21‒49.
Poupard P., Przemówienie otwierające obrady zgromadzenia plenarnego Papieskiej
Rady ds. Kultury, „Pastores” 2006, nr 3, s. 148.
Ratzinger J., Święto wiary. O teologii Mszy świętej, Kraków 2006.
Renata M., Liturgia a sztuka, Warszawa 2002.
Siedlecki J., Śpiewnik kościelny, Opole 1985.
Stawowy L., Franck, w: Encyklopedia muzyczna PWN, red. E. Dziębowska, Kraków
1987, t. 3, s. 144.
Stróżewski W., Próba systematyzacji określeń piękna występujących w tekstach św. To‑
masza, „Roczniki Filozoficzne” 1958, nr 1, s. 19‒51.
Szlaga J. B., Lauda, Sion, Salvatorem, „Pastores” 2009, nr 2, s. 101‒107.
Tatarkiewicz W., Historia estetyki, Warszawa 2009, t. 2.
św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, Londyn 1963‒1998, t. 1‒35.
Torrell J.‑P., L’authenticité de l’”Adoro te devote”, „Revue des Sciences Religieuses” 1993,
nr 1, s. 79‒83.
Torrell J.‑P., Tomasz z Akwinu – człowiek i dzieło, Kęty‑Warszawa 2008.
de Tocco G., Ystoria sancti Thomae de Aquino, Toronto 1996.
Weisheipl J. A., Tomasz z Akwinu. Życie, myśl, dzieło, Poznań 1985.
Wichrowicz C. J., Zarys teologii moralnej w ujęciu tomistycznym, Kraków 2002.
Wielockx R., Poetry and Theology in the „Adoro te devote”: Thomas Aquinas on the
Eucharist and Christ’s Uniqueness, w: Christ Among the Medieval Dominicans: Rep‑
resentations of Christ in the Texts and Images of the Order of the Preachers, red.
K. Emery Jr., J. Wawrykow, Notre Dame 1998, s. 157‒174;
Wielockx R., Adoro te devote. Zur Lösung einer alten Crux, „Annales Theologici” 2007,
nr 1, s. 101‒138.
Wielockx R., L’oratio eucaristica di S. Tommaso: testimonianza di contemplazione cri‑
stiana, w: La contemplazione cristiana: esperienza e dottrina, red. L. Touze, Città
del Vaticano 2007, s. 101‒126.
Wilmart A., La tradition littéraire et textualle de l’”Adoro Te devote“, w: Auteurs spiri‑
tuels et textes dévots du moyen âge latin, red. A. Wilmart, Paris 1932, s. 361‒414.
110
Ks. Jacek Bramorski
Music in the context of theological thought
of St. Thomas Aquinas
Summary
St. Thomas Aquinas integrated into Christian thought the rigours of Aristotle’s philos‑
ophy. His aesthetics, although connected with his theology and ethics, has not always
received sufficient attention. Certain passages of his Summa Theologiae are devoted
to beauty. Aquinas defines beauty in Aristotelian terms as that which pleases solely in
the contemplation of it and recognizes three prerequisites of beauty: perfection, appro‑
priate proportion and clarity. His basic ideas, drawn from the classical world, are mod‑
ified in the light of Christian theology and developments in metaphysics and optics
during 13th century. Music is touched upon in his writings. He looks at the concrete
applications of the conception of transcendental beauty in his theory of music. Author
considers Thomas’s idea of music in the following ways: beauty as a way of meeting
God; church music as a religious virtue; liturgical music; St. Thomas as a “cantor of the
Eucharistic Christ”. Thomas considers objective value and goodness of music, address‑
ing its physical nature and metaphysical properties, such as in the hymns of the office
of Corpus Christi attributed to Thomas’s faith and theological wisdom.
Keywords: aesthetics, beauty, liturgical music, music, St. Thomas Aquinas.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Wojciech Cichosz
Wydział Teologiczny
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Toruń
Lucyna Urbanowicz‑Pluto
Gdańskie Archidiecezjalne Kolegium Teologiczne
Gdynia
Kaszubi i Królowa ich serc:
Madonna Sianowska i Swarzewska
Streszczenie: Pobożność maryjna i związany z nią kult jest jednym z głównych
nurtów, które ożywiają codzienne życie religijne i kulturę Kaszub. Matka Boża
jest Królową całego regionu i swoją opieką otacza wszystkich jego mieszkań‑
ców. Szczególnym miejscem kultu maryjnego są sanktuaria, które na Kaszubach
od lat są ostoją polskości i katolicyzmu. Obserwując życie religijne rdzennych
mieszkańców Kaszub można zauważyć, iż sanktuaria maryjne w Sianowie
i Swarzewie prezentują wszystkie cechy lokalnego dynamicznego i żywego cen‑
trum kultu Matki Bożej. Istotną rolę w oddawaniu czci Maryi odgrywają piel‑
grzymki do tych sanktuariów, a koronacje figur wpłynęły na ożywienie ruchu
pielgrzymkowego. Na uwagę zasługuje chrystocentryzm kultu maryjnego, bo‑
wiem uczestnictwo w Eucharystii to kulminacyjny moment uroczystości.
Słowa kluczowe: chrystocentryzm, Kaszubi, Kaszuby, kult Matki Bożej, piel‑
grzymki, piety Matki Bożej, sanktuaria, tradycja, wizerunki Matki Bożej.
Na tylu miejscach, w tylu krajach i w tylu językach
mówią do Matki Boskiej ludzkie usta i ludzkie serca.
Wpatrują w Maryję ludzkie oczy
w tylu natchnionych ikonach i rzeźbach
w tylu wielkich i małych sanktuariach1.
Sanktuaria maryjne na Kaszubach2, podobnie jak w innych regionach Polski,
są źródłem żywej wiary i pobożności wiernych. Ukazują, jak przez wstawien‑
nictwo Matki Bożej człowiek wierzący pogłębia więź ze swym Stwórcą, bo‑
wiem „tak jak Maryja jest pierwowzorem wiary, miłości i doskonałego zjed‑
noczenia z Chrystusem, tak też wierni idący do Jej sanktuariów zawierzają Jej
J. Więckowiak, Królowa polskiego morza, Gdynia 1992, s. 107.
Ciekawą i udaną próbę ukazania kultu Matki Bożej na Kaszubach podjęła Lucyna Urba‑
nowicz‑Pluto w pracy magisterskiej przedstawionej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Zob. L. Urbanowicz‑Pluto, Kult Matki Bożej
na Kaszubach na podstawie wybranych sanktuariów maryjnych, Warszawa 2008 (mps).
1
2
112
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
pośrednictwu i Jej obecności”3. Ośrodki kultu maryjnego w Swarzewie i Sia‑
nowie, w których króluje Matka Boża, dla ludzi zamieszkujących region Ka‑
szub są przestrzenią wiary, w której wyraża się ona w ścisłej więzi z Nią oraz Jej
Synem Chrystusem. Właśnie Maryi Kaszubi powierzają swoje sprawy, intencje
i problemy oczekując z Jej strony troski i opieki.
1. Zarys historii Kaszub
Kaszuby to region specyficzny ze względu na bogatą kulturę, obyczaje i chrześ‑
cijańskie korzenie, a jego mieszkańcy to zbiorowość, którą bez wątpienia moż‑
na nazwać grupą etniczną. Jej członkowie mają powszechne poczucie od‑
mienności od innych grup, które wyraża się przede wszystkim poprzez własną
nazwę (Kaszubi), wspólną historię i dziedzictwo kulturowe (język, system
wartości, wzory zachowań)4. Szczególny jest dorobek kaszubszczyzny. Miesz‑
kańcy tego regionu posługują się językiem polskim i kaszubskim, posiadając
przy tym bardzo bogatą literaturę piękną oraz opracowaną gramatykę, dzięki
czemu ich mowa – jako jedyna spośród polskich dialektów – otrzymała status
języka. Istnieje nawet przekład czterech Ewangelii na język kaszubski, którego
dokonał ks. prałat Franciszek Grucza. W niektórych miejscowościach odpra‑
wiane są Msze św., podczas których Słowo Boże jest głoszone w języku kaszub‑
skim. Mieszkańcy Kaszub wyróżniają się dużym przywiązaniem do Kościoła.
Na szczególne zainteresowanie zasługuje ich pobożność oraz wyjątkowa cześć
dla Matki Bożej, widoczna także w kaszubskich obrzędach i zwyczajach5.
Pierwsze wzmianki o Kaszubach pojawiają się dopiero w czasach misji
chrześcijańskiej, która dla ludów wschodu i północy była zwiastunem religii
chrześcijańskiej, a także kultury łacińskiej. Rozprzestrzenianie się chrześ‑
cijaństwa w Polsce umożliwiło przyłączenie Kaszub do polskich biskupstw.
Kołobrzeg został ustanowiony samodzielną diecezją pomorską. Pomorze Gdań‑
skie podlegało biskupowi włocławskiemu, zachodnia część Pomorza Gdańskiego
z Chojnicami i Człuchowem – do arcybiskupstwa w Gnieźnie. Terytorium Kaszub
do schyłku XV w. rozciągało się „na zachód od rzeki Gwdy i góry Chołm z głów‑
nym ośrodkiem w dorzeczu Parsęty i Drawy”6. Od XVI w. granica przebiegała
na wschód od Parsęty, z wyłączeniem terenów szczecinieckich, a w później‑
szym okresie od niewielkiej rzeki Unisety i góry Chołm7. Germanizacja Pomo‑
rza Zachodniego spowodowała, że nazwą tą zaczęto określać również tereny
J. Więckowiak, dz. cyt., s. 67.
Por. B. Synak, Kaszubska tożsamość, ciągłość i zmiana, Gdańsk 1998, s. 36.
5
Nt. problematyki historii Kaszub i początków wiary katolickiej w odniesieniu do innego
skrawka tej ziemi – Kosakowa – zob. W. Cichosz, T. Krzysztof, Kościół na ziemi kosakowskiej,
Warszawa 2009.
6
G. Labuda, O Kaszubach o ich nazwie i ziemi zamieszkania, Gdynia 1991, s. 18.
7
Por. tamże, s. 23.
3
4
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
113
położone bardziej na wschód – aż do Zatoki Gdańskiej8. Kiedy polscy książęta
i królowie utracili wpływy polityczne na Kaszubach (XII w.), do władzy doszli
rodzimi książęta z kaszubskiego rodu. Kaszuby zostały podzielone na dwie
części – gdańską i szczecińską, czyli na „Pomorze” przynależne do Gdańska,
zwane inaczej „Małym Pomorzem”, oraz Pomorze należące do Szczecina. Po‑
morscy władcy kontynuowali chrystianizację kraju oraz jego europeizację po‑
przez lokacje miast, intensyfikację rolnictwa, zakładanie klasztorów: cystersów
w Oliwie i Pelplinie, kartuzów w Kartuzach, cysterek w Żarnowcu i norberta‑
nek w Żukowie. Stały się one centrami nowej religii i europejskiej kultury9.
Pomorscy książęta wprowadzili wizerunek Gryfa do swojego herbu, który
do dzisiaj jest znakiem rozpoznawczym Kaszubów.
Pierwszym księciem kaszubskim był Subisław, założyciel klasztoru w Oli‑
wie. Jego synem i następcą był Sambor, kolejnym zaś Mestwin, zwany przez
Polaków Mściwojem. Za jego panowania mała osada rybacka Gdańsk rozwi‑
nęła się w większe osiedle. Przyczyniła się do tego także lokalizacja Gdańska
leżącego na trakcie handlowym wiodącym ze wschodu i z południa w kierun‑
ku bursztynowego wybrzeża. Świętopełk, syn Mściwoja, był w średniowieczu
największym władcą, jakiego mieli Kaszubi. Rządził on w latach 1220‒1226,
a posiadany tytuł „Książę Gdańska” zmienił na „Książę Pomorza Gdańskie‑
go”. Za jego panowania w Gdańsku wprowadzono reorganizację według nie‑
mieckiego prawa miejskiego oraz zbudowano kościoły św. Mikołaja i św. Ka‑
tarzyny. W czasach Świętopełka zapoczątkowano słynny kiermasz i odpust
świętego Dominika. Kiedy kaszubski władca zaczął obawiać się zagrożenia
ze strony Krzyżaków, doprowadził do zbrojnej koalicji z Prusami. W 1242 r.
stoczył z Zakonem zwycięską bitwę. Synowie Świętopełka po jego śmierci da‑
lej walczyli z Krzyżakami. Zabrakło im jednak talentu i energii ojca, a ponadto
byli ze sobą skłóceni z powodu walki o tron. Warcisław odziedziczył Gdańsk,
a jego brat Świecie, jednak spory rodzinne trwały nadal. Na prośbę braci roz‑
jemcą między nimi miał być, wrogo do nich usposobiony, Zakon Krzyżacki.
W 1269 r. zmarł Warcisław, a sprowadzeni przez Mściwoja Brandenburczy‑
cy, którzy mieli pomóc w walce z bratem, zagarnęli Gdańsk. Mściwój dzięki
wsparciu Wielkopolan wypędził Brandenburczyków z Gdańska i został pa‑
nem całego Pomorza Gdańskiego. Chcąc uniknąć w przyszłości zagrożenia
ze strony Krzyżaków i Brandenburczyków obrał swoim spadkobiercą Przemy‑
sła, księcia Wielkopolski i Poznania, który został ustanowiony królem Polski.
Zakon Krzyżacki i Brandenburczycy zaprotestowali przeciw tej darowiźnie,
zagrozili użyciem siły i zmusili Mściwoja do odstąpienia Zakonowi okręgu
gniewskiego z miastem Gniewem.
Po śmierci Mściwoja jego spadkobierczynią została córka polskiego króla
Przemysła II, Ryksa Elżbieta (Reiczka Przemysłówna) – żona władcy czeskiego
Por. tamże, s. 24.
Por. F. Manthey, O historii Kaszubów. Prawda i świadectwo, Gdańsk 1997, s. 40. Zob. także:
W. Cichosz, T. Krzysztof, dz. cyt., s. 23‒41.
8
9
114
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
Wacława, który ogłosił się w 1300 roku także królem Polski. W związku z tym
władał on również Kaszubami. Administrowanie tą prowincją powierzył przed‑
stawicielowi pomorskiego rodu Święców. Nieobecność króla spowodowała,
że Święcowie zdobyli na Pomorzu Gdańskim znaczną władzę i przygotowali
dla siebie samodzielne księstwo. W 1306 r. tron Polski objął Władysław Łokie‑
tek, a Wacław został zamordowany. Polityka nowego króla względem Pomorza
doprowadziła do konfliktu z rodem Święców. Walki o Pomorze zakończyły się
wypłaceniem znacznych kwot Święcom i Brandenburczykom, a władzę nad Ka‑
szubami przejęli Krzyżacy. Przejęcie Pomorza umożliwiło Zakonowi łączność
komunikacyjną pomiędzy Prusami a Rzeszą Niemiecką, natomiast Polskę po‑
zbawiło dostępu do morza. Łokietek podejmował próby odzyskania Kaszub,
jednakże mimo sukcesów militarnych w bitwie pod Płowcami w 1331 r., Krzy‑
żacy utrzymali swoją władzę na Pomorzu. Następca Łokietka, król Kazimierz
Wielki, na mocy układu kaliskiego zrezygnował z praw do Pomorza10.
Na dalsze losy Kaszub istotnie wpłynął zwrot w polityce ku wschodowi,
ku Rusi i Ukrainie, a także małżeństwo Jadwigi z Władysławem Jagiełłą. Zakon
Krzyżacki, sprawując władzę na Pomorzu, zaczął integrować ten obszar z po‑
zostałymi terenami swego państwa. Pomimo prowadzonej przez Krzyżaków
polityki, sto lat od zdobycia Gdańska do klęski pod Grunwaldem w 1410 r.,
to dla ludności Pomorza Gdańskiego wiek szczęścia i zamożności. Wojna
z Polską i powstanie pruskie przyczyniły się do zakończenia spokojnego życia
pod opieką Zakonu. Kaszuby przeszły pod koronę polską w wyniku drugiego
pokoju toruńskiego w 1466 r. Przekształcone zostały w województwo, począt‑
kowo pod zarządem wojewodów kaszubskich lub niemieckich, którzy w miarę
upływu czasu coraz częściej byli wypierani przez Polaków11. Doświadczenia
okresu polskiego spowodowały, że Kaszubi poczuli silniejszą więź z narodem
polskim. Dotyczy to szczególnie kaszubskiej szlachty, która w wojnach królów
polskich zyskała polską świadomość narodową.
W wyniku pierwszego rozbioru Polski w 1772 r. Kaszuby (bez Gdań‑
ska) zostały przyłączone do korony pruskiej. W wojnie wyzwoleńczej prze‑
ciwko Napoleonowi i wojskom Wielkiego Księstwa Warszawskiego po stronie
Prus walczyli także Kaszubi. Do 1848 r. ich świadomość narodowa pozosta‑
wała w uśpieniu. Duże znaczenie wśród Kaszubów miała działalność katoli‑
ckich duchownych, którzy wspierali ducha polskiej świadomości narodowej,
szczególnie wśród chłopów i robotników oraz wśród alumnów w Seminarium
Duchownym w Pelplinie. W 1850 r. duchowieństwo przyczyniło się do wpro‑
wadzenia do szkół na Pomorzu Gdańskim dwujęzyczności. Od tego czasu Ka‑
szubi zaczęli świadomie opowiadać się za polskim językiem i kulturą. Więk‑
szość z nich z wielkim zadowoleniem przyjęła trzynasty punkt orędzia Wilsona
głoszący, że „powinno powstać niepodległe państwo polskie, które winno obej‑
mować tereny zamieszkałe przez ludność bezspornie polską, któremu powinien
10
11
Por. tamże, s. 45‒46.
Por. tamże, s. 50.
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
115
być zapewniony wolny dostęp do morza”12. Dostęp do morza, zwany także „ko‑
rytarzem”, prowadził przez Kaszuby i obejmował tereny Kaszub. Mieszkańcy
tego regionu żywili nadzieję, że I wojna światowa (1914‒1918) przyniesie Pol‑
sce wolność i niepodległość. Dokonało się to w pierwszych tygodniach 1920 r.,
a „Kaszubi stali się pełnoprawnymi obywatelami tego państwa, choć częścią
osobliwej wspólnoty narodowej, trwając i rozwijając twórczo swoją wspólno‑
tę etniczno‑kulturową, swój język i literaturę”13. Wkrótce doświadczyli jednak
rozczarowań, ponieważ urzędnicy i żołnierze polscy występowali przeciw ka‑
szubskim obyczajom i zwyczajom religijnym. Mimo obaw przed upadkiem ro‑
dzimej kultury szybko pogodzono się ze zmianami. Mieszkańcy tego regionu
coraz częściej brali udział w akcjach protestacyjnych przeciw Niemcom oraz
w rozbijaniu zebrań partii niemieckich. Jesień 1939 r. ostatecznie ukształtowa‑
ła nastawienie Kaszubów w sprawach narodowych. Cmentarz w Piaśnicy stał
się pomnikiem – symbolem tego wszystkiego, co miało związek z Niemcami.
Dzieje tego regionu ukazują mieszkańców jako lud głęboko wierzący, posiada‑
jący własną bogatą kulturę, tradycję, język i obyczaje14. Współczesne Kaszuby,
a więc obszar, który zamieszkuje w przeważającej części ludność kaszubska,
leży na terenie województw pomorskiego i kujawsko‑pomorskiego. Centrum
Kaszub znajduje się w województwie pomorskim i obejmuje powiaty: pucki,
lęborski, wejherowski, kartuski, kościerski, chojnicki i zachodnią część gdań‑
skiego, zaś w województwie kujawsko‑pomorskim część powiatu tucholskie‑
go15. Obecnie historię tej grupy etnicznej stanowią dzieje jej języka i kultury
oraz wkład w dziedzictwo kulturowe całego kraju, a jak podkreśla syn tej zie‑
mi, historyk, mediewista Gerard Labuda: „Historia Kaszubów będzie trwała
tak długo, dopóki imię Kaszuba, ich mowa, ich obyczaj, ich kultura będą sta‑
nowiły wartość dla nich samych”16.
2. Pobożność maryjna na Kaszubach
Na terenach należących do powiatów: gdańskiego, kościerskiego, kartuskiego
i puckiego znajdują się sanktuaria maryjne, które odgrywają bardzo ważną
rolę w życiu religijnym regionu, gromadząc i jednocząc wielu pielgrzymów
z różnych stron Polski. Wyjątkowe miejsce zajmuje w nich cześć Niepokalanej
przejawiana szczególnie podczas poświęconych Jej osobie świąt. Kult Boguro‑
dzicy na Kaszubach wyraża się w działalności różnych grup i stowarzyszeń, m.
in. Żywego Różańca czy bractw szkaplerznych, a ponadto obecny jest w całej
Tamże, s. 55.
Pomorze – Mała Ojczyzna Kaszubów (Historia i współczesność), red. J. Borzyszkowski,
D. Albrecht, Gdańsk – Lubeka 2000, s. 120‒121.
14
Por. F. Manthey, dz. cyt., s. 56.
15
Por. R. Ostrowska, I. Trojanowska, Bedeker kaszubski, Gdańsk 1978, s. 130.
16
G. Labuda, dz. cyt., s. 92‒93.
12
13
116
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
kulturze ludowej w r. obrzędowym17. Na Kaszubach, podobnie jak w innych
regionach Polski, Maryję czci się szczególnie w maju (a także w październiku).
W tych miesiącach odnawia się przydrożne krzyże i kapliczki, a przy nowych
sadzi się na planie kwadratu cztery drzewa. Późnym popołudniem odbywają
się przy nich spotkania modlitewne, które prowadzi starsza kobieta lub męż‑
czyzna. Odmawiana jest wówczas cząstka różańca, litania loretańska i śpie‑
wane są pieśni maryjne. Powszechnie praktykowana jest forma nabożeństwa
majowego odprawianego w kościele18.
Bardzo ważne miejsce w pobożności kaszubskiej zajmuje modlitwa ró‑
żańcowa. Przed II wojną światową odmawiano w wielu kaszubskich ro‑
dzinach jedną część różańca przez cały październik. Wspólnej modlitwie
przewodniczył zwykle ktoś z rodziców lub dziadkowie. Uczestniczyli w niej
wszyscy członkowie rodziny obecni w domu, a jak podkreśla ks. Jan Per‑
szon, „wspólna modlitwa rodzinna przyczyniała się do duchowego zjed‑
noczenia wszystkich członków rodziny i na płaszczyźnie religijnej jedność
tę utwierdzała”19. Tradycyjna rodzina realizowała postulat „Kościoła domo‑
wego” sprawując chrześcijański kult i jednocześnie przyczyniała się do reli‑
gijnego wychowania młodego pokolenia20. Rodzinny dom poprzez naturalny
klimat religijności stawał się dla młodych ludzi specyficzną szkołą modlitwy.
W licznych domach w listopadzie odmawiano różaniec w intencji zmarłych,
a w pobożnych rodzinach odprawiano tę modlitwę przez cały rok; w wielu
– poprzedzano i kończono modlitwę różańcową wspólnym śpiewem pieś‑
ni do Matki Bożej. W miejscowościach, w których była taka możliwość,
uczestniczono w nabożeństwie odprawianym w kościele. Należy podkre‑
ślić, że zwyczaj odmawiania różańca w domu zachował się na wsi do dziś
i stanowi świadectwo „przemożnej siły tradycji, która inspiruje kolejne po‑
kolenia do zachowania duchowej kultury ojców w zmieniających się wa‑
runkach współczesnego życia”21. Na Kaszubach panuje przekonanie, że ró‑
żaniec to niezawodny środek w uproszeniu u Boga każdej łaski. Odmawia
się go w różnych intencjach, np. w czasie choroby, o zgodę w małżeństwie,
nawrócenie, podczas szczególnie gwałtownej burzy, aby Matka Boża chro‑
niła gospodarstwo od uderzenia pioruna. Różaniec wkłada się zmarłemu
do trumny, jako „bilet wstępu na tamten świat”22. Powszechnie praktykuje się
odmawianie różańca za zmarłego i gromadzenie się na tę modlitwę mieszkań‑
ców wsi w domu żałoby. Do rozwoju kultu Matki Bożej na Kaszubach przy‑
czyniają się istniejące liczne grupy Żywego Różańca, które istotnie wpływają
na kształtowanie kultury religijnej swoich członków i ich rodzin. Niegdyś
Por. J. Perszon, Króluj nama wiedno, Luzino 1993, s. 11.
Por. tamże, s. 47.
19
Tamże, s. 20.
20
Por. tenże, Na Jastra, Luzino 1992, s. 20.
21
Tamże, s. 22.
22
Tamże, s. 28.
17
18
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
117
prawie każda rodzina należała do jakiegoś religijnego stowarzyszenia lub
grupy, najczęściej do bractwa szkaplerza lub III Zakonu św. Franciszka23.
Pobożność maryjna wpisana jest także w kaszubskie obrzędy i zwyczaje.
Warto poznać przynajmniej niektóre, aby zrozumieć, jak wielką czcią miesz‑
kańcy tego regionu otaczają Matkę Bożą. Spośród nich na szczególną uwagę
zasługują obrzędy siewne. Z religijnym namaszczeniem mieszkańcy Kaszub
rozpoczynają siew zboża. Pierwszą porcję ziarna kropią wodą święconą lub, je‑
śli sieją ręcznie, dodają do siewu zioła i kwiaty poświęcone w Święto Matki Bo‑
żej Zielnej (15 sierpnia). Najlepsze dni do rozpoczęcia siewu to środa i sobo‑
ta, ponieważ są to dni poświęcone Maryi. Rolnicy wierzą, że błogosławi Ona
wówczas pola uprawne, chroni zasiewy i uprasza obfite plony. Zazwyczaj siew
rozpoczynano w święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny (8 września)24.
Pobożność maryjną odzwierciedlają także zwyczaje żniwne. Początek żniw
dla mniej zamożnych rolników przypadał na dzień 16 lipca, czyli Matki Bo‑
skiej Szkaplerznej. Rolnicy posiadający większe dochody zamawiali Mszę św.
o udane zbiory. Najczęściej żniwa rozpoczynano w soboty lub środy. Były jed‑
nak wyjątki od tej zasady. Zgodnie z przekonaniem niektórych rolników ko‑
szenie zboża należało rozpocząć w piątek, żeby nie zjadły go owady.
Szczególną rolę w rozwoju kultu maryjnego na Kaszubach odgrywają lokal‑
ne sanktuaria oraz ruchy pielgrzymkowe. I tak, na uroczystość Wniebowstą‑
pienia Pańskiego przybywają pielgrzymi na Kalwarię Wielewską i Kalwarię
Wejherowską ufundowaną przez Jakuba Wejhera, magnata i wojewodę malbor‑
skiego. Kalwaria ta odegrała znaczącą rolę w dziejach Kaszub i całego Pomorza
Gdańskiego – szczególnie w okresie rozbiorów25, a jej duchowe promieniowanie
„ukształtowało na Kaszubach typ wiernego Kościołowi katolika, który z biegiem
czasu uświadomił sobie wewnętrzny związek wyznawanej religii z polskością”26.
3. Matka Boska Sianowska
W niewielkiej miejscowości Sianowo od sześciu wieków otaczana jest kultem ła‑
skami słynąca figura Matki Boskiej Sianowskiej Królowej Kaszub. Cudowna statua,
jak głosi legenda, została znaleziona w krzaku paproci. Mieszkańcy tego regionu
od początku pojawienia się gotyckiej figury Maryi okazywali Jej wyjątkową cześć.
Każdego roku wędrują do tronu Królowej Kaszub rzesze pielgrzymów, a szczegól‑
nie narzeczeni, którym w wyjątkowy sposób patronuje Matka Boska Sianowska.
Sianowo to mała miejscowość położona nad Jeziorem Sianowskim, w pra‑
dolinie dwóch rzek: Łeby i Dębnicy. Oddalona jest 9 km na północny‑za‑
chód od stolicy Kaszub, za którą powszechnie uznawane jest miasto Kartuzy.
Por. tamże, s. 32.
Por. J. Perszon, Na imię Bosczi, Luzino 1992, s. 6‒7.
25
Por. tenże, Na Jastra, s. 53.
26
Tamże.
23
24
118
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
W centrum Sianowa znajduje się kościół. Po przeciwnej stronie sianowskie‑
go sanktuarium widoczne jest najwyższe wzniesienie w tej okolicy – Łysa Góra
(222 m n.p.m.), w odległej przeszłości ośrodek kultu pogańskiego. Sianowo
to miejscowość typowo rolnicza. Pomimo walorów krajobrazu i nieskażonej przy‑
rody nie posiada zaplecza turystycznego27. Nazwa Sianowo według jednej z teorii
jej genezy pochodzi od normańskiego imienia Sven i może wiązać się z najazdem
Duńczyków na Pomorze, a szczególnie z Królem Danii Svenem Widłobrodym.
Zgodnie z inną hipotezą nazwa Sianowo pochodzi od rodu Divan (Dziwan, Sy‑
wan, Zivan), którego przedstawiciel otrzymał w XIII w. od księcia pomorskie‑
go osadę Cieszonko, natomiast teren leżący po drugiej stronie jeziora nazwał
swoim imieniem28. Ks. prof. Stanisław Kujot prezentuje inny rodowód tej
nazwy. Uważa on, że forma Sianowo jest skróceniem nazwy Święto‑Janowo.
Mogła ona wiązać się ze znajdującą się w pobliżu Łysą Górą i istniejącym tam
kultem pogańskim obchodzonym głównie w noc świętojańską29.
Początki wsi przypadają na drugie tysiąclecie przed Chrystusem. Osada
w Sianowie istniała już około 1300 lat przed naszą erą. Prawdopodobnie przez
tę miejscowość przebiegał szlak bursztynowy, który wiódł w stronę Będargo‑
wa. W II w. po Chr. przybyli w te strony Goci, a następnie Burgundowie. W V
i VI w. pojawiły się na tych terenach plemiona słowiańskie i pomorskie. W X w.
ziemia sianowska podlegała książętom pomorskim, a następnie została przez
nich przejęta. Plac w kształcie trójkąta znajdujący się w centralnym punkcie
wsi, na którym obecnie stoi kościół, świadczy o wielowiekowej historii Siano‑
wa. Na skutek walk z plemionami polskimi o niezależność Pomorza w 1047 r.
władzę nad tym obszarem przejął Kazimierz Odnowiciel. Po śmierci Bolesława
Krzywoustego i dalszych walkach o niezależność na omawianych terenach rzą‑
dzili Książęta Pomorscy, jednak zwierzchność piastowskiego seniora nad nimi
została zerwana ostatecznie w 1227 r. Na Pomorzu władała dynastia Sobiesławi‑
ców, a po niej Gryfitów. W 1230 r. ziemię sianowską i chmielnieńską otrzymał
Racibor – młodszy brat księcia Świętopełka30. W 1295 r. Sianowo wraz z Pomo‑
rzem przez krótki czas należało do Polski. Stało się tak na mocy porozumienia
księcia pomorskiego Mestwina z Przemysławem II, księciem wielkopolskim.
W 1309 r. organizacja administracji pomorskiej zmieniła się na skutek
opanowania tych ziem przez Krzyżaków. Przez Sianowo wiódł ważny dla ów‑
czesnych władz trakt z Mirachowa do Gdańska. W XIV w. w Sianowie powsta‑
ła pierwsza świątynia pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Pan‑
ny, oficjalnie zatwierdzona jako filia parafii w Chmielnie. Od 1393 r. została
Por. J. Mamelski, Sianowo Sanktuarium Królowej Kaszub, Gdynia 2007, s. 3.
Por. tamże, s. 15.
29
Na marginesie warto zauważyć, że mamy jeszcze inne tłumaczenia etymologii Sianowa:
np. nazwa Ottenow pochodzi prawdopodobnie z czasów krzyżackich, zaś Schwanau (Łabę‑
dziowo) z okresu, kiedy ziemie te były pod panowaniem pruskim. Por. J. Belgrau, Wśród dolin
i wzgórz. Sianowo. Dzieje parafii i sanktuarium, Sianowo – Kraków 2003, s. 8.
30
Por. J. Mamelski, dz. cyt., s. 15‒17.
27
28
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
119
ustanowiona samodzielną parafią. Był to drewniany kościół niewielkich roz‑
miarów, a pierwszym duszpasterzem we wsi był ojciec Chilman, norberta‑
nin31. W XV w. z powodu zaprószenia ognia kościół spłonął. Parafia była zbyt
uboga i nie mogła samodzielnie odbudować świątyni. Z tego powodu ponow‑
nie stała się filią, tym razem parafii w Strzepczu. Krzyżackie panowanie trwało
do 1466 r., od kiedy to „losy wioski i parafii ściśle splatają się z losami Polski.
Za czasów polskich Sianowo należało do Króla”32. W 1570 r. wieś zamieszki‑
wało 15 osób. Istniał w niej folwark i szkoła parafialna, w której uczono kate‑
chizmu, czytania i pisania. Od 1664 r. liczba mieszkańców Sianowa stopniowo
wzrastała. Jednak tereny te były nawiedzane i ograbiane podczas wojen między
innymi przez Szwedów, Polaków i Rosjan, a do spadku liczby zamieszkującej
tu ludności przyczyniła się również panująca w latach 1709‒1711 dżuma33.
Początek lepszych czasów dla Sianowa to pierwszy rozbiór Polski w 1772 r.
Wieś rozwijała się pod pruskimi rządami. W 1776 r. nowe władze wprowadzi‑
ły obowiązek szkolny. Rozwijał się także kult Matki Bożej. Do tej pory istniały
dwa odpusty, ale został wprowadzony trzeci – Matki Bożej Szkaplerznej obcho‑
dzony 16 lipca. Sianowo było nadal filią parafii w Strzepczu. Jednak po upły‑
wie 300 lat ponownie przybył do wsi kapłan, który w niej zamieszkał na stałe.
W dn. 5 lipca 1811 r. sianowski kościół spłonął po raz drugi. Przyczyną poża‑
ru było uderzenie pioruna. Płomienie nie uszkodziły cudownej figury Maryi,
która na czas odbudowy świątyni została przeniesiona do parafii w Strzepczu.
Nowy kościół był konsekrowany 7 września 1816 r. i do dziś służy wiernym34.
Po powrocie Kaszub w 1920 roku w granice Polski, kult Matki Bożej sianow‑
skiej nadal się rozwijał, wzrastała liczba pielgrzymów, nawet do kilku tysięcy.
Udzielenie przez Piusa VII w 1803 roku odpustu zupełnego „wiecznymi czasy”
na dwa najważniejsze święta ku czci Maryi sprawiło, że w Sianowie zaczęto re‑
gularnie odprawiać Msze św. i nabożeństwa. W dniu 13 czerwca 1864 roku Sia‑
nowo ponownie otrzymało status samodzielnej parafii, a jej pierwszym probosz‑
czem został ks. Józef Grünholz, który w głównym ołtarzu umieścił figurę Maryi
Staniszewskiej, na miejscu Matki Bożej Sianowskiej. Wierni i Kuria Biskupia nie
pogodzili się z tą zmianą. W 1881 r. Cudowny Wizerunek Królowej Kaszub po‑
nownie znalazł się na swoim miejscu. W latach 1899‒1932, kiedy proboszczem
parafii w Sianowie był ks. Franciszek Okoniewski, wykonano szereg prac mają‑
cych na celu poprawę wizerunku kościoła oraz najbliższego otoczenia35. Wyre‑
montowano więc świątynię i ogrodzono ją ceglanym murem. Ponadto zostały
zawieszone nowe dzwony, powstała także nowa plebania.
W 1934 r. teren parafii w Sianowie zamieszkiwało 3.320 wiernych. Nastąpiły
zmiany polegające na kilkakrotnym zmniejszeniu jej obszaru, m.in. Środkowe
Por. tamże, s. 18.
Tamże, s. 19.
33
Por. tamże, s. 20.
34
Por. tamże, s. 21.
35
Por. tamże, s. 21‒22.
31
32
120
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
Grzybno zostało przyłączone do Kartuz. Powstały nowe parafie, do których zo‑
stały dołączone tereny należące wcześniej do parafii w Sianowie. Przed rozpo‑
częciem wojny, ówczesny proboszcz ks. Dawid Sartowski wysłał do Pelplina fi‑
gurę Matki Bożej Sianowskiej oraz wartościowe przedmioty, które zostały ukryte
w okolicach Torunia. W 1941 r., w 9 dniu nowenny odprawianej w intencji od‑
nalezienia figury Matki Bożej Sianowskiej okazało się, że skrzynia, w której znaj‑
dował się poszukiwany cenny wizerunek, była do odebrania na dworcu w Kartu‑
zach. Inne zdarzenie, które przez wiernych Sianowa zostało uznane za cudowne,
miało miejsce w 1945 r., kiedy to żołnierze radzieccy wtargnęli do piwnicy ple‑
banii, w której na czas wojny ukryto figurę. Tam zastali modlącego się wraz
z grupą wiernych ks. Jana Kisickiego. Kiedy dowódca zobaczył zawartość skrzy‑
ni zasalutował i wraz z żołnierzami opuścił piwnicę. W dn. 8 września 1945 r.
podczas odpustu wierni dziękowali Matce Bożej za zakończenie wojny36.
W trudnych dla Kościoła czasach komunistycznych biskup chełmiński Józef
Kowalski podjął starania mające na celu uzyskanie pozwolenia Ojca Świętego
Pawła VI na koronację koronami papieskimi figury Matki Bożej Sianowskiej,
które uzyskał 24 października 1965 r. Uroczysta koronacja miała miejsce w dn.
4 września 1966 r. i dokonał jej bp Józef Kowalski. Uroczystość poprzedziły
liczne przygotowania: zbudowano ołtarz polowy, przeprowadzono konserwa‑
cję figury i remont kościoła, sufit i częściowo ściany przyozdobiły piękne poli‑
chromie. W uroczystości wzięło udział 7 biskupów, 100 kapłanów i około 20 tys.
wiernych. Tak wielką rzeszę ludzi przybyłych na koronację uznano za fenomen.
Kult Matki Bożej Sianowskiej ciągle rozwija się i wzrasta. Początkowo na uro‑
czystości do Królowej Kaszub przybywali wierni z Sianowa i okolic pieszo lub
furmanką. W latach osiemdziesiątych coraz liczniej czciciele Maryi Sianow‑
skiej pielgrzymowali pieszo, nawet z odległych miejscowości, takich jak choćby
Miastka (grupa wędrująca ponad 120 km), Lęborka, Wejherowa, Sierakowic,
Wygody, Linii, Kartuz, Chmielna, Mirachowa, Przodkowa, Grzybna, Prokowa,
Miechucina, Sulęczyna, Szemudu, Pomieczyna, Leźna i Banina. Licznie przy‑
bywający do sianowskiego sanktuarium wierni nie mieścili się na przykościel‑
nym placu. W celu zapewnienia pielgrzymom lepszych warunków w bliskim
otoczeniu kościoła powstał Dom Pielgrzyma, duży plac pielgrzymkowy oraz
kaplica polowa. W dn. 23 kwietnia 2002 r. miało miejsce smutne wydarzenie,
szczególnie bolesne dla mieszkańców Sianowa. Nieznani sprawcy, późnym
wieczorem, włamali się do sianowskiego sanktuarium i ukradli korony pa‑
pieskie, wykonane ze złota berło, jabłko, gwiazdy oraz wszystkie znajdujące
się w tej świątyni wota. Po dokonaniu tego świętokradztwa przeprowadzono
szereg prac modernizacyjnych, m.in. gruntownie wyremontowano kościół,
wybudowano nową kaplicę z ołtarzem polowym, zakończono budowę stacji
drogi krzyżowej. Inicjatorem tych przedsięwzięć był biskup pelpliński Jan Ber‑
nard Szlaga, a bezpośrednim wykonawcą miejscowy ks. proboszcz Waldemar
36
Por. tamże, s. 22.
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
121
Piepiórka. Skradzionych cennych przedmiotów nie udało się odzyskać. W dn.
21 lipca 2002 r. miała miejsce rekoronacja Matki Bożej Sianowskiej37.
3.1. Sianowskie dzieła sztuki
Cudowna figura Matki Bożej Sianowskiej od wieków otaczana głęboką czcią
wiernych jest cennym zabytkiem tzw. miękkiego gotyku. Statua o wysokości
48,5 cm wykonana jest z kilku sklejonych kawałków drewna lipowego. Wize‑
runek przedstawia Maryję z Dzieciątkiem. Duża głowa Madonny i Dzieciąt‑
ka oraz wysokie czoło są charakterystyczne dla sztuki gotyckiej. Matka Boża
przedstawiona jest jako królowa siedząca na tronie w kolorze zielono‑szarym
w formie cokołu, a na jej lewym kolanie stoi Dzieciątko. Maryja ma na sobie
czerwoną suknię z geometrycznym wzorem widoczną pod złocistym płasz‑
czem w żółte gwiazdki z granatowym podbiciem. Głowę Madonny okry‑
wa welon i zdobi gotycka korona ze szlachetnymi kamieniami, zaś „uwagę
zwraca twarz Madonny lekko uśmiechnięta, ujmująca niezwykłym spokojem
i dobrocią”38. Madonna w prawej dłoni trzyma berło, a lewą obejmuje Syna.
Biodra nagiego Dzieciątka osłonięte są złoconą pieluszką, którą otrzymało
podczas renowacji w XVI w. Prawą dłonią Jezus błogosławi, w lewej trzyma
jabłko królewskie. Na głowie Dzieciątka umieszczona jest gotycka korona.
W sianowskim kościele nad wejściem do kaplicy chrzcielnej znajduje się druga
zabytkowa figura – Matki Bożej Staniszewskiej, pochodząca z kaplicy przydrożnej
ze Staniszewa. W XIX w. zajmowała przez pewien czas miejsce figury Madonny Sia‑
nowskiej w głównym ołtarzu. Choć wykonana z drewna, jej styl jest zupełnie od‑
mienny. Powstała około 1500 r. Jest to statua o wysokości 146 cm. Inny jest też układ
draperii i stylizacja proporcji w porównaniu z Cudowną Figurą. W odróżnieniu
od Matki Bożej Sianowskiej głowa Maryi jest znacznie mniejsza od tułowia. Ma‑
donna ta umieszczona jest na półksiężycu, ma na sobie bogato zdobiony płaszcz, jej
sylwetka pochylona jest na wysokości bioder, w prawej ręce trzyma koszyk, a lewą
podtrzymuje Dzieciątko odziane w srebrzystą szatę39. Figura ta również pochodzi
z Sianowa, pomimo że przez pewien czas znajdowała się na terenie Staniszewa. Opi‑
sywane wizerunki Matki Bożej są bezcenne i otaczane kultem wiernych. Jednak bar‑
dziej znana i czczona jest cudowna figura Matki Boskiej Sianowskiej.
3.2. Rozwój kultu i czci Królowej Kaszub
Miejscowość Mirachowo, oddalona o 5 km od Sianowa, z końcem XIV w. za‑
częła się szybko rozwijać, jednak parafia powstała w Sianowie, pomimo że była
Por. tamże, s. 24‒25.
Tamże.
39
Por. Tamże, s. 29.
37
38
122
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
to mniej znacząca miejscowość. Istnieje kilka legend dotyczących początków
kultu Matki Bożej w Sianowie. Jak wynika z relacji ks. Józefa Grünholza,
pierwsze objawienie Matki Bożej miało miejsce w Mirachowie. Jaśniejąca fi‑
gura Maryi przepłynęła jezioro i została znaleziona przez mieszkańców wsi.
To niezwykłe zdarzenie przyczyniło się do powstania kościoła w Mirachowie.
Kiedy fundamenty świątyni były gotowe, znaleziono cudowną figurę w Siano‑
wie, gdzie już wcześniej objawiła się w krzaku paproci. Cudowną statuę Maryi
zaniesiono do Mirachowa. Podobne zdarzenie powtórzyło się jeszcze dwa razy,
po czym pozostawiono figurę Maryi w Sianowie, w specjalnie przygotowanej
dla niej kapliczce40. Wzrastająca liczba czcicieli przyczyniła się do powstania
kościoła i parafii w tej miejscowości.
Zgodnie z wersją kaszubskiego pisarza A. Labudy, według której, gdy jesz‑
cze 500 lat temu świątynia w Sianowie nie istniała, lud gromadził się na nabo‑
żeństwach w kościele parafialnym w Mirachowie, gdzie znajdowała się także
usytuowana obok zamku krzyżackiego kaplica, a w niej piękna figura Matki
Bożej. Wybudował ją pobożny komtur krzyżacki, który dobrze traktował lud
kaszubski. Następcą jego został człowiek o zupełnie innym charakterze, który
znęcał się nad poddanymi, pomimo tego że klękał codziennie przed cudowną
figurą w kaplicy. Jak głosi legenda, Matka Boża nie mogła znieść jego obłu‑
dy i nagle zniknęła. Rozpoczęto poszukiwania i okazało się, że cudowna sta‑
tua pływa po Jeziorze Sianowskim. Na polecenie komtura została zaniesiona
do kaplicy przy zamku krzyżackim i zamknięta na kłódkę. Sytuacja taka po‑
wtórzyła się jeszcze dwukrotnie. Za drugim razem figurę Matki Bożej znale‑
ziono także na tym samym jeziorze. Po trzecim zniknięciu okazało się, że znaj‑
duje się w Sianowie w ciernistym krzaku. Tej samej nocy zmarł nagle komtur
uciskający lud41. Na miejscu, gdzie figurę znaleziono po raz trzeci powstał
nieduży drewniany kościół, w którym zamieszkuje Matka Boska Sianowska.
W 1480 r. świątynia spłonęła i wszystko co się w niej znajdowało – z wyjąt‑
kiem cudownej figury. Zdarzenie to uznano za kolejny cud. Brak kościoła spo‑
wodował, że na czas odbudowy trzykrotnie umieszczano figurę w pewnej „Bożej
Męce” (w ten sposób określano niektóre przydrożne kapliczki), jednak za każdym
razem wracała do Sianowa, w którym, jak to odczytali mieszkańcy wsi, pragnęła
pozostać. W Sianowie wybudowano nowy kościół. Pomógł w tym także biskup
włocławski Jakob, do którego wówczas należały te tereny, udzielając specjalnego
odpustu pielgrzymującym do Sianowa wiernym, jeśli odmówią kilka razy „Ojcze
nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i złożą ofiarę na odbudowę świątyni. Fakty te potwier‑
dzają wielką cześć, jaką otaczano statuę już w XV w42. Dzięki ofiarności i pracy
wiernych powstał nowy kościół. Na dni odpustowe coraz liczniej przybywali piel‑
grzymi. Cześć Matki Bożej Sianowskiej rozwijała się i wzrastała, a istniejący w tej
miejscowości ośrodek kultu maryjnego istotnie wpłynął na dalsze losy Sianowa.
Por. E. Pryczkowski, Królowa Kaszub, Sianowo – Banino 2002, s. 13‒14.
Por. tamże, s. 15.
42
Por. tamże, s. 128.
40
41
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
123
Kult Matki Bożej w tej niewielkiej miejscowości potwierdzają także akta
wizytacyjne bp. Roznażewskiego z 1583 r., który poświadcza pożar kościo‑
ła w Sianowie w 1480 r., fakt udzielenia odpustu przez bp. Jakoba w związku
z odbudową świątyni oraz istnienie tam żywej pobożności maryjnej. Wielką
cześć dla cudownej figury podkreśla także w 1701 r. wizytator biskupi oraz
proboszcz tej parafii ks. Łukasz Wodecki. O rozwoju i pogłębianiu się kultu
Matki Bożej w Sianowie świadczy również umieszczenie figury w głównym
ołtarzu kościoła, ale przede wszystkim liczny udział wiernych w odpustach
obchodzonych 8 września – Narodzenie Najświętszej Maryi Panny oraz Matki
Boskiej Szkaplerznej (6 lipca), na które bardzo licznie przybywają pielgrzymi
nawet z odległych miejscowości. W XVIII w. cudowną statuę wyjątkową czcią
otaczali ludzie młodzi wierząc, że trzykrotny udział w pielgrzymce do Siano‑
wa zapewni im szczęśliwe życie małżeńskie43. Wieść o niezliczonych łaskach
wyproszonych przed tronem Królowej Kaszub przyczyniła się do wzrastającej
sławy sianowskiego sanktuarium. Przed Jej wizerunkiem gromadzą się także
absolwenci szkół, dzieci komunijne i grupy wspólnotowe. Raz w roku odpra‑
wiane jest tutaj nabożeństwo ekspiacyjno‑błagalne.
Duże znaczenie dla rozwoju i wzrostu kultu Kaszubskiej Królowej miały uro‑
czystości koronacyjne łaskami słynącej statuy, które odbyły się w dn. 4 września
1966 r., kiedy to sianowski ośrodek kultu został wpisany (1965) przez papieża
Pawła VI do kościelnego spisu miejsc słynących z wyjątkowych łask. Wzra‑
stająca z każdym rokiem liczba wotów w opisywanym sanktuarium jest tak‑
że świadectwem żywej pobożności maryjnej. Królowa Kaszub prowadzi Lud
Boży do Swego Syna i przyczynia się do pogłębienia w nim wiary, pobożności
i świętości życia44.
4. Matka Boska Swarzewska
Miejscowość Swarzewo znana jest na Kaszubach jako siedziba Królowej Pol‑
skiego Morza. To właśnie tutaj od kilku wieków gotycka figura Matki Bożej
odbiera szczególny hołd. Jej sanktuarium usytuowane na lądzie, głęboko zwią‑
zane jest z morzem, ponieważ Swarzewska Pani mieszka wśród ludzi, których
praca łączy z morskim żywiołem. Piękna gotycka statua Maryi nieustannie
gromadzi nie tylko pielgrzymów, ale także miłośników sztuki45.
Swarzewo leży na Pojezierzu Kaszubskim, na tzw. Kępie Swarzewskiej.
Pierwszy dokument historyczny świadczący o istnieniu tej miejscowości został
wydany w 1340 r. przez Winricha von Kniprode, komtura krzyżackiego. Brak
w nim informacji dotyczącej istnienia kościoła w Swarzewie, jednak świątynia
w tej miejscowości prawdopodobnie istniała już przed 1421 r. Zapis wizytacyjny
Por. tamże, s. 129.
Por. tamże, s. 137.
45
Por. J. Więckowiak, dz. cyt., s. 7.
43
44
124
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
Albinowskiego z 1687 r. podaje, że kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi
Panny jest dziełem wotywnym żeglarzy za uratowanie życia. Poświadcza ten fakt
także „obraz‑mapa” znajdujący się w swarzewskiej świątyni. Istnieje też inny
przekaz w tradycji Swarzewa, który pozwala wysnuć wniosek, że fundatorami
pierwszego swarzewskiego kościoła byli ludzie związani pracą z morzem46.
Dokładna data powstania kościoła nie jest znana. Jak wskazują badania hi‑
storyczne prowadzone przez ks. Stanisława Kujota, pierwsza świątynia w Swa‑
rzewie została najprawdopodobniej ufundowana w II poł. XIV w. Pierwszy
kościół istniał do II poł. XIX w. i był budowlą ryglową. Nowa świątynia neogo‑
tycka pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny powstała w latach 1877‒1880.
Wybudowana jest z cegły licowej, wieża jest smukła, prezbiterium trójboczne,
mury zostały wzmocnione dwuuskokowymi przyporami. Z okazji pięćdziesię‑
ciolecia zakończenia budowy bp Konstatyn Dominik konsekrował swarzewski
kościół w dn. 14 września 1930 r47.
Statua Matki Bożej Swarzewskiej od I poł. XVIII w. do dnia dzisiejszego
znajduje się w głównym ołtarzu świątyni. W momencie pojawienia się cu‑
downej figury Maryi, jak na to wskazują legendy, w Swarzewie nie było jeszcze
kościoła. Chcąc zapewnić schronienie słynącej łaskami Madonnie mieszkańcy
wsi pobudowali dla Niej kapliczkę. Wkrótce jednak cudowna figura Matki Bo‑
żej została przeniesiona do kościoła na Helu, gdzie odprawiano już wielkie od‑
pusty ku jej czci48. Zmiany przyniosły lata reformacji. Mieszkańcy Helu szybko
wyrzekli się katolicyzmu i ze swego kościoła usunęli figurę Matki Bożej. Nie
wiadomo dokładnie, w jaki sposób rzeźba ponownie trafiła do Swarzewa. Ist‑
nieją dwie hipotezy dotyczące Jej powrotu. Według jednej z nich figura Matki
Bożej została wrzucona do morza, a dryfująca fala przywiodła ją do pierwot‑
nego miejsca kultu. Zgodnie z drugą wersją, pozostali na Helu czciciele Matki
Bożej przywieźli ją do Swarzewa. Okres potrydencki przyniósł liczne zmiany.
Zakładano nowe szkoły, głoszono kazania mające na celu usunięcie błędnych
nauk. Zadbano o edukację nie tylko dzieci ludzi zamożnych, ale także miesz‑
czan i chłopów. Duży wpływ na utrwalenie się tożsamości kaszubskiej wywar‑
ły dwa czynniki: wiara i mowa, do których przywiązanie potwierdziły badania
z zakresu etnografii tego regionu. W sytuacjach zagrożenia ze strony zaborcy
niewierność religijnym ideałom stawiana była na równi z wyrzeczeniem się
mowy kaszubskiej. Zdarzało się to niezwykle rzadko, ponieważ mogło spo‑
wodować utratę tożsamości etnicznej i narodowej. Czas potopu szwedzkie‑
go przyniósł kolejne zmiany. Kiedy mieszkańcy Swarzewa nie mogli obronić
wstępu do kościoła, ukryli figurę Matki Bożej. Istniejące legendy wskazują
na to, że statua Madonny Swarzewskiej dwukrotnie otrzymywała schronienie
poza terenem kościoła: w latach 1626 i 165749.
Por. tamże, s.12.
Por. tamże, s. 13.
48
Por. tamże, s. 29.
49
Por. tamże, s. 33‒34.
46
47
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
125
Bolesną datą w dziejach sanktuarium Królowej Polskiego Morza był
4 stycznia 1936 r. Nocą miało miejsce włamanie do kościoła i kradzież koron
Matki Bożej i Dzieciątka oraz wszystkich wotów znajdujących się w sanktu‑
arium. Po dokonaniu tak haniebnego czynu zostały podjęte przygotowania
do koronacji, na którą w dn. 28 sierpnia 1937 r. wyraził zgodę papież Pius XI.
Uroczystość ta odbyła się w dn. 8 września 1937 r. Poprzedziły ją trzydniowe
rekolekcje przeprowadzone w Swarzewie. Na trwające dwa dni uroczystości
(7 i 8 września) licznie przybyli pielgrzymi, m.in. z Gdyni, Gdańska, Wejherowa,
Pucka, a także odległych Chojnic.
W dn. 7 września 1937 r. o godz. 18.00 bp Konstantyn Dominik poprowa‑
dził uroczyste nieszpory. O godz. 19.00 przed figurą Matki Bożej Swarzewskiej
rozpoczęło się całonocne czuwanie50. Następnego dnia o godz. 9.30 został po‑
święcony dzwon koronacyjny. Bp Stanisław Wojciech Okoniewski, ordynariusz
chełmiński, odprawił uroczystą Mszę św. pontyfikalną oraz wygłosił kazanie,
w którym mówił o „nowym zbrataniu Kaszub z Polską, której lud Wybrzeża ofia‑
rowuje swoją świętość, od lat z czcią najwyższą przechowywaną i strzeżoną, cu‑
downą figurę swej Patronki od dziś Królowej Polskiego Morza”51. Bp Okoniew‑
ski w obecności bp. Konstantyna Dominika, licznie zebranych pielgrzymów
i duchowieństwa ukoronował Matkę Boską Swarzewską na Królową Polskiego
Morza. Tytuł ten zapisano na cienkim pergaminie i umieszczono w berle Ma‑
ryi. Jako pierwsze koronę otrzymało Dzieciątko Jezus, a po Nim Matka Boża.
Przy śpiewie pieśni Do twej dążym kaplicy figurę Madonny umieszczono
na ołtarzu kościoła parafialnego52. Ufundowany został, w miejsce zniszczonej
podczas kradzieży zasłony (na której przedstawiona była „Madonna van Dy‑
cka”), nowy obraz‑osłona, który ukazuje unoszącą się ukoronowaną Matkę Bożą
Swarzewską. Uroczystość, w której wzięło udział około 50 tys. wiernych odby‑
ła się na dwa lata przed wybuchem II wojny światowej53. Mając na uwadze
ochronę bezcennych zabytków przed skutkami nadchodzącej wojny, zlecono
ks. prof. M. Cichoszowi wykonanie kopii statuy. Oryginalną rzeźbę zakopano
w ziemi na terenie gospodarstwa swarzewskiego parafianina Leona Torlińskie‑
go w Wielkiej Wsi. Jesienią 1939 r. zginął proboszcz swarzewski ks. Wojciech
Pronobis. Aresztowany przez gestapo organista uczestniczący w akcji zamiany
rzeźb w charakterze obserwatora, przymuszony dotkliwymi praktykami gesta‑
powców wyjawił nazwiska osób biorących w niej udział. Wywiezionego wcześ‑
niej do Generalnej Guberni L. Torlińskiego odnalazła niemiecka policja. Po wska‑
zaniu przez niego miejsca ukrycia cennej figury i odkopaniu jej przewieziono
ją do wejherowskiej fary, w której pozostawała do 1944 r. W tym samym roku
proboszcz swarzewski ks. F. Hinc wraz z grupą parafian rozpoczął starania ma‑
jące na celu odzyskanie bezcennej statuy. W Wejherowie, po przedstawieniu
Por. tamże, s. 48.
Tamże.
52
Tamże, s. 49.
53
Por. tamże.
50
51
126
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
prośby dotyczącej powrotu Madonny do Swarzewa ks. K. Knopowi i urzędni‑
kowi do spraw religii w wejherowskim gestapo Arturowi Schönfeldowi oraz
po zapłaceniu niewielkiego okupu otrzymali na to pozwolenie. Uroczysta pro‑
cesja przywiodła figurę Królowej Polskiego Morza do Swarzewa54.
Swarzewską Madonnę artysta przedstawił w pozycji stojącej. Wysokość
rzeźby dochodzi do 66 cm. Na lewej ręce Matki siedzi nagie Dzieciątko. Maryja
podtrzymuje Jego lewą stopę. Zgodnie z kanonem sztuki gotyckiej głowa Matki
Bożej jest duża, a czoło wysokie. Twarz Maryi jest w kolorze kości słoniowej,
włosy ciemnobrązowe, oczy duże, niebieskie, w kształcie migdałów, ponad nimi
wysoko zarysowane łukowate brwi. Madonna delikatnie się uśmiecha, jej dol‑
na warga jest wydęta, szyja nieco wydłużona, a cała postać Maryi przypomina
swym kształtem literę „s”. Pod złotym płaszczem Matki Bożej udrapowanym
w nieregularne fałdy misowe widoczna jest sukienka o cynobrowej barwie.
Na ramionach i częściowo na głowie znajduje się złota chusta. Twarz Dzieciątka
jest okrągła, o miłym wyrazie. W lewej ręce Mały Jezus trzyma jabłko królew‑
skie, a prawą wznosi do błogosławieństwa. Statua Matki Boskiej Swarzewskiej
usytuowana jest na pozłacanym cylindrycznym cokole wykonanym z drewna.
Figurę otacza metalowa aureola, z której wychodzą długie, złociste promienie.
Podobnie jak w innych sanktuariach świadectwem rozwijającego się kul‑
tu maryjnego są pielgrzymki, ich ilość i liczebność, a także cuda, które miały
miejsce za przyczyną Madonny Swarzewskiej oraz ponad 200 wotów znajdują‑
cych się w sanktuarium. Za przykład cudownej działalności Matki Bożej uwa‑
żane jest m.in. uzdrowienie Franciszki Mudlaff z nieuleczalnej ślepoty oraz
innej kobiety poruszającej się przy pomocy wózka inwalidzkiego. Dla miesz‑
kańców Swarzewa cudem jest także fakt, że wieś nie zniknęła z powierzchni
ziemi na skutek intensywnych działań wojennych na pobliskim Helu w 1945 r.
Informacje dotyczące cudownych wydarzeń, których Bóg dokonał za przy‑
czyną Królowej Polskiego Morza pochodzą z kościelnych dokumentów powi‑
zytacyjnych, przekazów ustnych, „obrazu‑mapy” i tzw. „krótkiego opisania”.
Pielgrzymi udający się na uroczystości odpustowe modlitwą i śpiewem wyra‑
żają cześć i uwielbienie dla Maryi i Jej Syna Chrystusa. Nabożeństwo to bez
wątpienia ubogaca pątników i pogłębia ich więź z Bogiem. Pielgrzymi przy‑
bywają na odpust Matki Boskiej Szkaplerznej zwany małym, „rybackim”, „wę‑
gorzowym” lub „jagodowym”. Uroczystość ta gromadzi głównie okolicznych
rybaków. W pierwszą niedzielę przed lub po 8 września (Święto Narodzenia
Najświętszej Maryi Panny) obchodzony jest w Swarzewie odpust parafialny
i tytularny tutejszego kościoła, zwany także dużym, trwający cały tydzień. Bio‑
rą w nim udział wierni z sąsiadujących ze Swarzewem parafii, a także pielgrzy‑
mi z Wejherowa, Strzebielina i Gdyni55.
Inne przejawy rozwijającego się kultu maryjnego to m.in. cześć i wdzięczność,
jaką okazali Madonnie Swarzewskiej żołnierze gen. Józefa Hallera za powrót
54
55
Por. tamże, s. 37.
Por. tamże, s. 28‒29.
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
127
Prus Królewskich w granice Polski. W okresie międzywojennym znajdowały się
na statkach i okrętach wizerunki Królowej Polskiego Morza. Towarzyszyły one
także uwięzionym w obozach koncentracyjnych i jenieckich podczas II wojny
światowej. W dn. 10 lutego 1943 r. z okazji święta Marynarki Wojennej RP wy‑
emitowany został znaczek pocztowy z wyobrażeniem Królowej Polskiego Morza56.
Wielką czcią Królową Polskiego Morza otaczał Sługa Boży Jan Paweł II,
który modlił się przed cudowną figurą w dn. 11 czerwca 1987 r. w Gdyni.
Na spotkanie Papieża z ludźmi morza cudowna statua przybyła w uroczystej
procesji. Ojciec Święty zwrócił się do Maryi tymi słowami:
„O Matko Najświętsza/ Córo wody i ziemi/ Módl się za nami/ Za nas z woli
naszej/ Wiecznych tułaczy./ O Cudowna Żeglarko Swarzewska/ Módl się za tych
na morzach/ Którzy chociaż daleko/ Są blisko Ciebie./ Módl się za marynarzy/
Spalonych słońcem tropików./ Błogosław rybakom oraczom morza/ Mrożonym
lodami północy/ Oni zawsze wierni Tobie o Matko/ Amen”57.
Opisane powyżej przejawy czci Królowej Polskiego Morza, wśród których
centralne miejsce zajmuje Eucharystia, świadczą o nieustannym wzroście,
rozwoju i właściwym ukierunkowaniu kultu Madonny Swarzewskiej. Dzieje
sanktuarium Królowej Polskiego Morza wskazują na to, że Matka Chrystusa
jest dla ludności Pomorza ostoją wiary i pobożności. Dla pełności analiz warto
zauważyć, iż Maryja obecna w opisywanych sanktuariach od wieków królowała
w sercach Kaszubów. Właśnie Jej powierzali oni swoje sprawy i u Niej szukali
wsparcia w dramatycznych momentach życia.
Zakończenie
Jak wskazują liczne źródła historyczne, kult Matki Bożej w sianowskim i swa‑
rzewskim sanktuarium rozwija się od kilku wieków, a przedstawione główne
jego rysy pokazują, iż pobożność maryjna jest jednym z głównych nurtów, któ‑
re ożywiają życie codzienne i kulturę Kaszub. Matka Boża jest Królową całego
regionu. Troskliwą opieką otacza nie tylko ludzi morza, ale także małżeństwa,
rodziny i wszystkich zwracających się do Niej wiernych. Sanktuaria maryjne
na Kaszubach są więc od wielu lat ostoją polskości i katolicyzmu. Jak słusznie
zauważa ks. Jan Perszon – znawca specyfiki religijnej tego regionu – „cześć
Matki Najświętszej wyraża się w bardzo wielu formach podczas roku obrzę‑
dowego i w różnych zdarzeniach związanych z przełomowymi chwilami ludzkiej
egzystencji”58. Przywiązanie Kaszubów do Matki Zbawiciela oraz realizowanie
w codziennym życiu polecenia Chrystusa zawartego w Ewangelii św. Jana „Synu,
Por. tamże, s. 9.
Modlitwa Ojca Świętego, http://www.parafiaswarzewo.pl/readarticle.php?article_id=36
(odczyt z dn. 25 października 2010 r.).
58
S. Majkowski, Sanktuarium Maryjne Królowej Polskiego Morza w Swarzewie, Gdańsk
2003, s. 42.
56
57
Ks. Wojciech Cichosz, Lucyna Urbanowicz-Pluto
128
oto Matka twoja” (J 19, 25) jest wymownym świadectwem kaszubskiej po‑
bożności i godnym naśladowania wzorem. Obserwując życie religijne rdzen‑
nych mieszkańców Kaszub można zauważyć, iż omawiane sanktuaria maryjne
prezentują wszystkie cechy lokalnego dynamicznego i żywego centrum kultu
Matki Bożej. Istotną rolę w oddawaniu czci Maryi odgrywają organizowane
pielgrzymki z okolic tego regionu i bardziej odległych stron Polski. Ich liczeb‑
ność świadczy o rozpiętości kultu i oddziaływaniu sanktuariów na środowisko
lokalne. Do ożywienia ruchu pielgrzymkowego przyczyniły się koronacje fi‑
gur. W ten sposób położone na Kaszubach sanktuaria stały się bardziej prężne
i bliskie także sercom wiernych z innych zakątków kraju.
Na podkreślenie zasługuje chrystocentryzm kultu maryjnego w omawia‑
nych sanktuariach, szczególnie widoczny podczas pielgrzymek. Uczestnictwo
w uczcie eucharystycznej (również sakrament pokuty i pojednania!) to mo‑
ment kulminacyjny uroczystości odpustowych ukazujący kult Matki Bożej
we właściwym odniesieniu do Jedynego Pośrednika – Jezusa Chrystusa (Totus
Tuus ego sum et mea omnia Tua sunt – Cały jestem Twój i wszystko moje jest
Twoje – Cały Twój przez Niepokalaną), bowiem „przez Eucharystię sanktua‑
rium staje się Wieczernikiem ludu Bożego”59. Wierni gromadzą się przed wi‑
zerunkami Maryi w Sianowie i Swarzewie w przekonaniu, że są to szczególne
miejsca uwielbienia Chrystusa. W nabożeństwach odprawianych w sanktua‑
riach biorą udział dzieci, młodzież i dorośli. Szczególną zaś rolę pełnią matki,
które wprowadzają swoje dzieci na drogę wiodącą do Maryi i Jej Syna Jezusa
Chrystusa. Kult Matki Bożej przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Wy‑
nikiem tej tradycji jest udział wiernych w Eucharystii, uroczystościach i nabo‑
żeństwach ku czci Maryi. Fakt ten świadczy o istnieniu w diecezji pelplińskiej
i archidiecezji gdańskiej rodzin kroczących drogą wskazaną przez Boga.
Literatura
Belgrau J., Wśród dolin i wzgórz. Sianowo. Dzieje parafii i sanktuarium, Sianowo – Kra‑
ków 2003.
Cichosz W., Krzysztof T., Kościół na ziemi kosakowskiej, Warszawa 2009.
Labuda G., O Kaszubach o ich nazwie i ziemi zamieszkania, Gdynia 1991.
Majkowski S., Sanktuarium Maryjne Królowej Polskiego Morza w Swarzewie, Gdańsk
2003.
Mamelski J., Sianowo Sanktuarium Królowej Kaszub, Gdynia 2007.
Manthey F., O historii Kaszubów. Prawda i świadectwo, Gdańsk 1997.
Modlitwa Ojca Świętego, http://www.parafiaswarzewo.pl/readarticle.php?article_id=36
(odczyt z dn. 25 października 2010 r.).
Ostrowska R., Trojanowska I., Bedeker kaszubski, Gdańsk 1978.
Perszon J., Króluj nama wiedno, Luzino 1993.
59
J. Więckowiak, dz. cyt., s. 66.
Kaszubi i Królowa ich serc: Madonna Sianowska i Swarzewska
129
Perszon J., Na imię Bosczi, Luzino 1992.
Perszon J., Na Jastra, Luzino 1992.
Pomorze – Mała Ojczyzna Kaszubów (Historia i współczesność), red. J. Borzyszkowski,
D. Albrecht, Gdańsk – Lubeka 2000.
Pryczkowski E., Królowa Kaszub, Sianowo – Banino 2002.
Synak B., Kaszubska tożsamość, ciągłość i zmiana, Gdańsk 1998.
Urbanowicz‑Pluto L., Kult Matki Bożej na Kaszubach na podstawie wybranych sanktuariów
maryjnych, Warszawa 2008 (mps).
Więckowiak J., Królowa polskiego morza, Gdynia 1992.
The Madonna of Sianowo and Swarzewo
– the Queen of Kashubian Hearts
Summary
The sanctuaries of Our Lady in Kashubia, similarly to other regions of Poland, are
a source of genuine faith and piety of Catholics. They show how, through Our Lady,
people who believe in God strengthen the bond with their Maker. Just like Mary is
the precursor of faith, love and a perfect union with Christ, people who head for Her
sanctuaries entrust all their lives to Her. The sanctuaries in Swarzewo and in Sianów,
where Our Lady reigns for people of Kashubia, are a sphere of faith, where the faith
expresses itself in close bond with Her and Her Son. Our Lady provides loving care
not only for the people of the sea but also for marriages, families and all the people
who turn to Her. That is why the sanctuaries of Our Lady in Kashubia have been the
mainstay of Polish character and Catholicism. Pilgrimages to Kaszubia, organised also
in other regions of Poland, play a crucial role in the cult of Mary in this region. Their
number bears testimony to the range of this cult and its impact on the local communi‑
ties. Coronation of the figures of Mary contributed to the revival of pilgrimages. Thus
Kashubian sanctuaries are now thriving and they have become closer to the hearts of
the faithful from other regions of Poland as well.
Keywords: christocentrism of the cult of Mary, cult of Our Lady, Kashubia, Kashu‑
bia region, people of Kashubia, pieta, pietàs, pilgrimage movement, pilgrimages, rep‑
resentations of Our Lady, sanctuaries in Kashubia, tradition.
studia gdańskie
Piotr Stefaniak
t om xxvii
Instytut Misjonarzy „Nasza Przeszłość”
Kraków
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego
na Pomorzu XIV–XVI w.
Streszczenie: W okresie średniowiecza na terenie Pomorza funkcjonowały dwie
wspólnoty tercjarek dominikańskich, mianowicie w Toruniu i Gdańsku. Wpisywały
się one w nurt niewielkich miejskich wspólnot religijnych istniejących w XIV‑XVI
w: odwiedzały chorych, biednych i więźniów a na swój byt zarabiały pracą ręczną.
Ich życie religijne koncentrowało się w wyznaczonej im kaplicy w kościele domi‑
nikanów. Siostry zobowiązane były do wspólnych pacierzy i poddane były władzy
miejscowego przeora, co stanowiło o ich przynależności zakonnej. Typowe średnio‑
wieczne miejskie wspólnoty tercjarek na Pomorzu przetrwały do czasów reforma‑
cji, kiedy społeczność Torunia i Gdańska przeszła na protestantyzm.
Słowa kluczowe: Beginki, Burg, Dominikanki, Gdańsk, Klepka, Kopelcypel,
Mantelatka, Piotr Goldbach, Tercjarki, Toruń.
Wstęp
Polska historiografia jak dotąd w ogóle nie podjęła kompleksowych badań
nad fenomenem regularnego tercjarstwa żeńskiego, które od XIII w. inte‑
gralnie wpisuje się w rzeczywistość także polskich zakonów mendykanckich.
Przy okazji studiów nad franciszkanami, dominikanami i karmelitami spora‑
dycznie podejmowano problematykę tercjarską. Dlaczego tak się dzieje? Otóż
w przypadku trzeciego zakonu dominikańskiego problem tkwi w braku źró‑
deł, które albo w ogóle nie istniały, albo też szybko ulegały rozproszeniu oraz
zniszczeniu. Dysponujemy wyjątkowo nikłym materiałem badawczym1, który
jest w sposób bardzo ograniczony i enigmatycznie uzupełniony przez kilka
Przykładowo o tercjarkach poznańskich znajdujemy informacje w: Archiwum Pań‑
stwowe w Poznaniu, Akta radzieckie poznańskie, Rps., sygn., AC 1476; AC 147; o lwowskich:
S. Barącz, Rys dziejów zakonu kaznodziejskiego w Polsce, Lwów 1811, t. 1, s. 519; o legnickich:
F. W. Schirrmacher, Liegnitzer Urkundenbuch, w: Codex Diplomaticus Silesiae, Breslau 1892, t. 16,
nr 3306, s. 24; o świdnickich: H. Schubert, Bilder aus der Geschichte der Stadt Schweidnitz, Sch‑
weidnitz 1912, s. 187; o krakowskich: P. H. Pruszcz, Kleynoty stołecznego miástá Krakowa, albo
koscioły, y co w nich iest widzenia godnego y znácznego, przez Piotra Hiacyntha Prvszcza, krotko
opisane, Powtornie záś z pilnośćią przeyźrzáne, y do druku z additámentem nowych Kośćiołow y
Relikwii S. podane, z pozwoleniem Zwierzchnośći Duchowney, Kraków 1747; Kodeks Dyploma‑
tyczny Miasta Krakowa 1257‒1506, wyd. F. Piekosiński, Kraków 1879, cz. 1, s. 30; M. Nowo‑
dworski, Encyklopedya kościelna podług Teologicznej Encyklopedyi Wetzera i Weltego z licznymi
1
132
Piotr Stefaniak
spośród publikacji o dziejach dominikanów w Polsce, a także dzieła traktujące
o historii miast, w których przyszło żyć tercjarkom. Analogicznie prezentuje
się sytuacja sióstr żyjących w Gdańsku, o których wiedzę możemy czerpać
z monografii miasta. Zainteresowanie tercjarkami natrafia ponadto na wiele
trudności: otóż dawni skrybowie z uwagi na to, że niewielkie grupy tercjarek
różnej proweniencji żyły zewnętrznie omal tak samo jak beginki, częstokroć
je mylili ze sobą. Dla nich te wspólnoty były tym samym. Powód tego mnie‑
mania płynął jeszcze z tego, że często beginki z uwagi na zagrożenie swego
prawnego bytu agregowały się do któregoś z zakonów mendykanckich i sta‑
wały się wspólnotą tercjarek regularnych albo franciszkańskich, albo domini‑
kańskich. Tak miało miejsce na ziemiach polskich u dominikanów (Świdnica,
Legnica, Płock czy Wrocław), oraz u franciszkanów (Jawor, Gdańsk) albo kar‑
melitów (Gdańsk). Zatem powstaje problem – dotykający zwłaszcza Gdańska,
Świdnicy i Wrocławia – że dysponujemy źródłami lub kopiarzami, które mó‑
wią zarówno o tercjarkach, jak beginkach2, często je mieszając, a nawet zwąc
błędnie tercjarki beginkami (begudkami) dominikańskimi3. W Gdańsku ist‑
niały zarówno domy beginek (np. przy ul. Różanej), jak pokutniczek św. Marii
Magdaleny u Studni na Osieku (Reuerinnen), jak i tercjarek dominikańskich
na Kopelcyplu. Obok tego istniał jeszcze jeden problem: jak odróżnić tercjarki
dominikańskie regularne, czyli takie, które żyły w domu pod władzą przeło‑
żonej od tych, które przebywały w swych domach rodzinnych, jako tercjarki
świeckie zorganizowane we fraternie. I o ile z wieków średnich na naszych
ziemiach zachowały się szczątkowe dane o tercjarkach wspólnie żyjących,
to o tercjarkach żyjących w domach rodzinnych (żonach i matkach, ale tak‑
że i osobach samotnych) wiemy dopiero z okresu późniejszego, mianowicie
z XVII w., gdyż zachowały się niektóre archiwalia, w tym stara kronika frater‑
ni żeńskiej pozostająca w zbiorach żeńskiej fraterni trzeciego zakonu domini‑
kańskiego w Krakowie.
Niemniej jednak dokona się próby zbadania dziejów regularnych tercja‑
rek dominikańskich żyjących na naszych ziemiach. Uczyni się to wycinkowo,
ograniczając problem geograficznie do Pomorza i periodycznie do czasów re‑
formacji, bez podjęcia studiów nad zgromadzeniem sióstr św. Dominika, wy‑
rosłego z nurtu tercjarskiego, które w latach dwudziestych XX w. wkroczyło
na Pomorze oraz nad siostrami ze świeckiej fraterni dominikanów w Gdań‑
sku, która istnieje od końca lat 40. XX w. Spróbuje się oddzielić materiał ar‑
chiwalny dotyczący tercjarek od ewidentnie beginackiego i przyjmie się też
jej dopełnieniami, Warszawa – Płock, 1873, t. 4, s. 309; W. Chotkowski, Księdza Prymasa Michała
Poniatowskiego spustoszenia kościelne w Krakowie, Kraków 1918, s. 126.
2
J. Wyrozumski, Beginki i begardzi w Polsce w XIII‑XV wieku, „Kwartalnik Historyczny”
1972, nr 79, s. 521‒544.
3
J. Fankidejski, Klasztory żeńskie w diecezji chełmińskiej, Pelplin 1883; E. M. Wermter, Die
Beginen im mittelalterlichen Preussenlande, „Zeitschrift für die Geschichte und Altertumskunde
Ermlands” 1969, t. 33.
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
133
pod uwagę ten, który może pasować i do tercjarek, mając na względzie ich
wewnętrzny sposób życia znany z wydanej dla nich reguły w 1285 r. przez ge‑
nerała dominikanów, Munia z Zamory4.
Co do materiałów związanych z dominikankami‑tercjarkami w Gdańsku
i Toruniu, to dysponujemy niezwykle nikłą bazą. Na czoło wysuwa się zaginio‑
na w XIX w. Kronika OO. Dominikanów toruńskich, której fragmenty znamy
z publikacji Jerzego Fankidejskiego5. O siostrach gdańskich wiemy z zapiski
kronikarskiej dominikanina Marcina Grunewega, która została opublikowana
przez T. Hirscha, M. Töppena i S. Strehlkego w wydanym przez nich w latach
1861‒1874 w Lipsku Scriptores rerum Prussicarum. Resztę wiedzy o siostrach
Zakonu Kaznodziejskiego z terenu Pomorza czerpiemy z wydawnictw o tych
miastach, zwłaszcza zaś monografii Gdańska (Historia Gdańska, red. E. Cie‑
ślak, Gdańsk 1979). Ten dalece niewystarczający materiał został uzupełniony
na zasadzie porównawczej o informacje dotyczące tercjarek polskich z wspól‑
not średniowiecznych, o których wiadomo coś więcej. Posiłkowano się także
żywotami błogosławionych tercjarek konwentualnych z zakonu dominikań‑
skiego, którym przyszło żyć w dobie średniowiecza na terenie Włoch. Z tym
ostatnim porównaniem jednak trzeba uważać, gdyż realia włoskich miast róż‑
niły się mocno od tego, co się działo w Toruniu czy Gdańsku. Jednak nawet
to ryzykowne porównanie ma uzasadnienie, gdy się je przykroi do rzeczywi‑
stości głównych miast pomorskich.
Dokonawszy zabiegów warsztatowych, właściwych badaniom historycz‑
nym, dokonamy przedstawienia dziejów dwóch żeńskich wspólnot domi‑
nikańskich, gdańskiej i toruńskiej. Wspólnot, o których pamięć dziejowa
omal się nie dochowała. Przywołuje się je więc nie tylko po to, by przekazać
do wiadomości nikłe okruchy ich dziejów uzupełnione hipotezą, ale też prag‑
nie się dać pewien asumpt, do podjęcia szeroko zakrojonych badań nad śro‑
dowiskiem tercjarskim oraz beginackim na ziemiach polskich; i to nie tylko
w okresie średniowiecznym, czy staropolskim, ale także współczesnym, gdzie
tyle jest różnych form życia tercjarskiego związanego nie tylko z dominikana‑
mi, ale zwłaszcza franciszkanami czy karmelitami.
1. Ordo de Poenitentia Sancti Dominici
Tercjarki dominikańskie zgrupowane były w Zakonie Pokutnym św. Domini‑
ka. Dzieliły się od początku istnienia zakonu na dwie kategorie: kobiet, któ‑
re w swym rodzinnym, domowym środowisku jako żony i matki realizowały
4
S. Szabo, Status monasteriorum, congregationum, domorum quae a sororibus Ordinis nos‑
tris habentur, w: Archivum Ordinis Praedicatorum, Roma 1924, t. 32, s. 329.
5
J. Fankidejski, Diecezja Chełmińska. Zarys historyczno‑statystyczny, Pelplin 1928; tenże,
Utracone kościoły i kaplice w dzisiejszej diecezji chełmińskiej podług urzędowych akt kościelnych,
Pelplin 1880.
134
Piotr Stefaniak
ideał dominikański (przykładem jest
tu św. Zdzisława Czeska (1222‒1252),
żona rycerza Hawla z Lemberka i mat‑
ka pięciorga dzieci, świecka tercjarka
dominikańska i jedyna kanonizowana
przedstawicielka polskiej prowincji
dominikanów)6 oraz wdowy i panny,
które podjąwszy wspólne życie na spo‑
sób zakonny, gromadziły się w więk‑
szej lub mniejszej grupie (bardziej lub
mniej formalnej) w specjalnym domu
klasztornym. Ten nurt reprezentu‑
ją w Europie uznane przez Kościół
za godne ołtarzy średniowieczne sio‑
stry tercjarki dominikańskie: słynna
św. Katarzyna Sieneńska (1347‒1380),
bł. Joanna z Orvieto (zm.1306), bł.
Willana z Botti (1332‒1360), bł. Ko‑
lumba z Rieti (1467‒1501), bł. Łucja
z Narni (1476‒1544), czy bł. Stefania
Quinzani (1457‒1530)7. W Polsce
znamy trzy wybitniejsze regularne
tercjarki: bł. Konstancję Arpadówną
(1238‒1301) ze Lwowa oraz Katarzy‑
nę Melsztyńską (1408) i Beatę Tę‑
czyńską (zm. 1608) z Krakowa8.
Tercjarki dominikańskie żyjące
wspólnie posługiwały się regułą pole‑
coną im w 1285 r. przez generała za‑
konu dominikanów Munia z Zamory.
W roku następnym siostry ją zacho‑
wujące zostały uznane przez papie‑
ża Honoriusza IV i wyłączone spod
interdyktu9. Omawiana integralna
Święta Zdzisława z Lemberka (1222–1252) świe‑ gałąź Zakonu Kaznodziejskiego skła‑
cka tercjarka dominikańska z Polskiej Prowincji dała się z dziewic, wdów i pokutnic,
Dominikanów, witraż z 1932 r. z kościoła św.
co potwierdzają akta pochodzące
Cyryla i metodego w Ołomuńcu–Hejčínie przed‑
z czasów następcy św. Dominika, bł.
stawiający świętą w przedsoborowym habicie
Zgromadzenia Czeskich Sióstr Św. Dominika Jordana Saskiego, generała zakonu
Zob. M. Dolistová, Paní Zdislava z Lemberka, Praha 2008.
Zob. M. K. Kominek, Święci i błogosławieni zakonu dominikańskiego, Warszawa 2001.
8
P. Stefaniak, Dzieje mniszek dominikańskich w krajach słowiańskich, Kraków 2007, s. 71.
9
M. H. Vicaire, Dominique et ses Prêcheurs, Fribourg 1977, s. 326.
6
7
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
135
w latach 1222‒1237. Siostry odnajdujemy zwłaszcza we Włoszech (Florencja
czy Agosta, 1246), Francji i Niemczech. Na terenie Polski siostry pojawiły się
ok. 1234 r. w Krakowie10. Wszystkie wspólnoty ewoluowały w kierunku życia
zakonnego, często kończyło się to złożeniem formalnych ślubów wieczystych.
Święta Katarzyna ze Sieny. Matka duchowa mniszek i tercjarek dominikańskich,
wykonał w 1499 Cosimo Roselli
Problemem tercjarek zajmowały się generalne kapituły zakonu dominikanów
(między 1240 a 1259) oraz poszczególne kapituły prowincjalne. Wspólnoty trze‑
ciego zakonu zawsze odróżniano od mniszek i stosunek męskiej gałęzi do nich
ustalił się ostatecznie w 1243 r., gdy usankcjonowano fakt, iż tercjarki spra‑
wowały swe nabożeństwa liturgiczne w kościołach dominikanów – najczęś‑
ciej w specjalnie przystosowanej kaplicy. Dodatkowo wyznaczano im spośród
ojców dojrzałych i nielicznych spowiedników. Zakon męski jednak obawiał się
rozciągnięcia całkowitej prawnej jurysdykcji nad tercjarkami na wzór tej, którą
10
M. Nowodworski, dz. cyt., t. 4, s. 309.
136
Piotr Stefaniak
musiał objąć mniszki, aby nie obciążać się obowiązkami kolidującymi z podstawo‑
wym celem zakonu – kaznodziejstwem. Ostatecznie męskie klasztory oddawały
usługi, zwłaszcza duchowe, regularnym tercjarkom, a niejednokrotnie przeor służył
siostrom pomocą w rozwiązywaniu spraw na zewnątrz. Długo trwały różnorodne
przetasowania i przeobrażenia tercjarstwa i dopiero 26 czerwca 1405 r. papież Inno‑
centy VII aprobował jego regułę, co ostatecznie ugruntowało tę gałąź zakonu11.
Na ziemiach polskich tercjarki dominikańskie spotykamy już od lat trzy‑
dziestych XIII w. Do reformacji posiadały one swe niewielkie domy zasadni‑
czo położone w pobliżu zabudowań klasztornych dominikanów znajdujących
się w większych miastach, np. w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku,
Toruniu, Legnicy, Płocku czy we Lwowie. Zawsze były to wspólnoty miej‑
skie i odpowiadające na potrzeby miejskiego społeczeństwa. To też było de‑
terminantem ich wspólnot w wiekach średnich i to rzutowało także na wieki
późniejsze, jak choćby w przypadku potrydenckiego formowania się domini‑
kańskich wspólnot tercjarskich w takich ośrodkach miejskich jak Sochaczew,
Przemyśl, Wilno, Kamieniec Podolski czy Nowogródek12.
2. Życie regularnych tercjarek dominikańskich
Aby mówić o życiu tercjarek dominikańskich w średniowieczu, trzeba się oprzeć
na niewielkiej ilości archiwaliów oraz na życiorysach sióstr wpisanych przez Koś‑
ciół w poczet świętych. Niestety, nie ma wśród nich Polek – do XVII w. są to pra‑
wie wyłącznie Włoszki. Niestety, tylko niektóre elementy z życia wspólnot wło‑
skich mogą się stosować do polskich realiów. Sporo jest informacji o siostrach
z Niemiec. Bliskość geograficzna pozwala snuć pewne analogie z polskimi odpo‑
wiedniczkami. Istnieją wprawdzie konstytucje zakonnic, lecz znamy tylko edycję
potrydencką, która wprowadziła zasadnicze zmiany – oparcie się więc na nich
jest ryzykowne13. Trochę archiwaliów dotyczy tercjarek poznańskich, wspólnoty,
która w Polsce pozostawiła po sobie najwięcej śladów. Mowa tam, że wstępujące
wnosiły posagi, pracowały jako kucharki u duchownych, handlowały piwem czy
były posługaczkami w łaźni14. O lwowskiej tercjarce, bł. Konstancji Arpadównie,
przechowała się informacja, iż odwiedzała uwięzionych, opiekowała się biedaka‑
mi oraz ubogimi dziewczętami15.
Tamże, s. 331.
P. Stefaniak, dz. cyt., passim.
13
Archiwum Sióstr Dominikanek na Gródku w Krakowie (dalej: ADGK), Reguła s. Augusty‑
na biskupa hiponeńskiego i konstytucje abo prawa sióstr zakonnych s. Katarzyny Seneńskiej, na‑
zwanych trzeciego habitu abo stanu pokutnego s. Dominika reformowanych wedle intencjej Kościoła
Bożego i pasterzów jego, Juliusza wtórego, Piusa piątego i Grzegorza trzynastego, Kraków 1616.
14
Archiwum Państwowe w Poznaniu. Akta radzieckie poznańskie, AC 1476 k 47 r, 138; AC
147 k 109 r, 132.
15
S. Barącz, dz. cyt., t. 1, s. 519; P. Stefaniak, Árpád‑házi Boldog Konstancia OP,
(1238‒1301) magyar királylány és halicsi hercegnő, Budapest 2009, s. 22‒24.
11
12
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
137
Są dowody, iż siostry w Gdańsku
trudniły się wychowaniem i kształce‑
niem córek mieszczańskich. Gdy zaś
chodzi o ich życie modlitewne, to jest
bliżej znane dopiero w wersji potry‑
denckiej, kiedy dokonało się grun‑
towne przeobrażenie zakonu16.
O życiu polskich tercjarek do‑
minikańskich niewiele zatem moż‑
na powiedzieć. Działały wyłącznie
w środowiskach sporych miast (Kra‑
ków, Wrocław, Poznań, Lwów, Toruń,
Gdańsk i Świdnica) i rekrutowały się
z uboższej szlachty oraz mieszczan.
Niekiedy były to nawrócone grzeszni‑
ce oraz pobożnie usposobione wdowy.
W niektórych wspólnotach wprowa‑
dzono podział na siostry‑panny i sio‑
stry‑wdowy; uczyniono tak w Gdańsku.
Z całą pewnością można orzec,
Błogosławiona Konstancja Arpadówna
iż gromadziły się na modlitwy w koś‑ (1238–1301) królewna węgierska, księżna
ciele dominikanów. Akta powiada‑
halicka i po owdowieniu regularna
ją, że przybywały do świątyni przy‑
tercjarka dominikańska we Lwowie.
Staropolski obraz kultowy z klasztoru
najmniej dwukrotnie w ciągu doby:
na jutrznię i na mszę sicut moris et dominikanów we Lwowie, dziś w zbiorach
dominikanów krakowskich
beguinarum17. W kolejnych wiekach
oddawały się także bogomyślności,
pokucie i modlitwie w postaci małego oficjum o Matce Bożej18. Z czasem
modlitw, a także praktyk religijnych przybyło19.
Gdy zaś chodzi o ich apostolstwo, to zajmowały się zwłaszcza eduka‑
cją dziewcząt i opieką nad osobami z ówczesnego marginesu. Wpisywały się
w nurt życia miejskiego, dzieląc z sąsiadami jego ciężary, choćby poprzez
świadczenie obowiązkowej pomocy podczas pożaru. Siostry utrzymywały się
z własnej pracy ręcznej, ponadto udawały się po kweście na miasto – nieraz
także podróżowały po okolicy, zbierając wiktuały. Mogły to czynić, bowiem
ADGK, Reguła s. Augustyna…, passim.
Monumenta Germaniae Historica Scriptores. Richesi gesta senonensis Ecclesiae, Hannover
– Berlin 1828, wyd. G. Waltz, t. 25, s. 307‒308.
18
Conspectus historicus et statisticus Provinciae Germaniae inferioris Ord. Praed, Rottero‑
dami 1895; M. Heimbucher, Die Orden und Kongregationen der katholichen Kirche, Paderborn
1907; P. Mandonnet, Les origines de l’ordo de Poenitentia, Fribourg 1898; Virginum sacrarum
Monimenta, Tubingae 1636.
19
ADGK. Reguła…, passim.
16
17
138
Piotr Stefaniak
w przeciwieństwie do mniszek, ich klauzura ograniczała się do pomieszczeń
klasztornych, które do dekretów soboru trydenckiego (Periculoso z 1563, Circa
z 1566 i Decori z 1570 r.) mogły swobodnie opuszczać20.
Analizując akta, odnosi się wrażenie, że siostry na Pomorzu prowadziły po‑
dobny żywot, wypełniony obowiązkami, którym swoisty charakter nadawało
uczestnictwo w życiu społeczności miejskich Gdańska czy Torunia. W pejzaż
tych ośrodków wpisywały się tercjarki jako niewielkie wspólnoty półzakonne,
odpowiadające na potrzeby religijne uboższych mieszczan i pełniąc posługę
wśród upośledzonych warstw Torunia czy Gdańska. Zatem biały habit i welon
tercjarki noszącej czarne pończochy i trzewiki oraz skórzany pas, która uda‑
jąc do kościoła lub do miasta zakładała czarny płaszcz (stąd zwano je mante‑
latkami) był czytelnym znakiem dla społeczeństwa, że także Kościół lokalny,
pomorski wypracował model wsparcia materialnego dla osób potrzebujących,
oraz znalazł drogę dla duchowych aspiracji niezamożnych mieszczanek.
3. Przyczyny powstania tercjarek
dominikańskich na Pomorzu
Na opanowanym przez zakon krzyżacki Pomorzu w XIV w. prężnie rozwijały
się miasta. Szczególną rolę odgrywały Gdańsk, Elbląg, Chełmno i Toruń. Wraz
z rozwojem gospodarczym, politycznym, kulturalnym oraz religijnym zaczął
nabrzmiewać problem zaspokojenia duchowych aspiracji kobiet. Jednym
z rozwiązań były klasztory żeńskie, na Pomorzu nieliczne: cysterki w Żarnow‑
cu i Królewcu, norbertanki w Słupsku i Żukowie, benedyktynki w Toruniu
(3 klasztory) i Chełmnie, oraz brygidki w Gdańsku i Elblągu. Ilość skromna
jak na potrzeby Pomorzanek. Bogate patrycjuszki wstępowały do wspomnia‑
nych szacownych konwentów, przedstawicielki uboższych warstw zaczęły się
gromadzić w stowarzyszenia beginek, zwłaszcza w Elblągu, Toruniu i Gdań‑
sku. Z interesującego nas obszaru pochodzą stosunkowo liczne wzmianki o be‑
ginkach rozsianych po wielu miastach21. Ogólnie wiadomo, że beginaże rychło
popadły w konflikt z Urzędem Nauczycielskim Kościoła i stały się zgrupowa‑
niami heretyzującymi, podlegającymi interdyktowi. Równolegle z beginkami
funkcjonowały pokutniczki, składające się głównie z nawróconych nierządnic.
E. Janicka‑Olczakowa, Żeński ruch dominikański w Polsce w XVII‑XX wieku, w: Studia nad
historią dominikanów w Polsce, red. J. Kłoczowski, Lublin 1980, t. 1, s. 165.
21
Bliżej problematyką beginek z terenów Pomorza (Prus Królewskich i Książęcych) zajmo‑
wali się: J. Fankidejski, Klasztory…, passim; E. M. Wermter, dz. cyt., passim. Ogólnie problem
beginaży z terenów objętych wpływami niemieckimi podejmowali: J. Greven, Die Anfänge der
Beginen. Ein Beitrag zur geschichte der Volksfrömmigkeit und des Ordenswesens im Hohmitte‑
lalters, Münster i.W. 1912; J.Greving, Protokoll über die Revision der Konvente der Beginen und
Begarden zu Köln in Jahre 1452, „Annalen des hist. Vereins für den Niederhein” 1902.
20
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
139
Na ich ślad natrafiamy w Gdańsku, przy kaplicy św. Marii Magdaleny u studni
na Osieku22. Istniały też – powszechnie znane są dwa przypadki – pustelnice,
najczęściej rekluzy, które w zupełnej izolacji oddawały się w sposób mistyczny
służbie Bożej. Rekluzy te, bł. Juta z Chełmży i bł. Dorota z Mątew, wiodły swój
świątobliwy żywot w poddaniu się władzy duchownej: pierwszą opiekował się
biskup chełmiński Henryk‑Heidenryk, drugą krzyżacki kapłan Jan z Kwidzyna.
Równolegle z wymienionymi ruchami religijnymi średniowiecznych kobiet
z rejonu Prus Królewskich zaczęły się rozwijać – mniej więcej od poł. XIV w. –
regularne wspólnoty tercjarskie: franciszkańskie (w Toruniu), karmelitańskie
i dominikańskie (w Toruniu i Gdańsku)23. Tercjarki wchodziły zawsze w skład
kanonicznie erygowanego zakonu – dzielącego się na zakonników (I zakon),
mniszki (II zakon) i tercjarki (III zakon). Ludziom z zewnątrz życie tercjarek
wydawało się podobne do tego, jakie wiodły beginki. Stąd przez wieki – jak
już zasygnalizowano – ciągnie się błąd polegający na utożsamianiu beginek
z tercjarkami24. To podejście współcześnie bardzo utrudnia badania, bowiem
informacje dotyczące tercjarek i beginek często się zlewają.
W średniowieczu na terenie Prus działały liczne klasztory dominikanów
(Gdańsk, Tczew, Słupsk, Elbląg, Królewiec, Chełmno i Toruń). Zakonnicy
natychmiast po przybyciu rozpoczęli intensywną działalność kaznodziejską,
obejmującą swym zasięgiem tak patrycjat, jak i niższe warstwy społeczności
miejskiej, oraz okoliczną ludność, zwłaszcza rycerstwo. Spośród osób zwią‑
zanych przez posługę duszpasterską z zakonem dominikańskim znalazły się
dwie grupy kobiet ze środowiska gdańskiego i toruńskiego, które postanowi‑
ły wejść w ścisłe związki z kaznodziejami w ramach rodziny dominikańskiej.
Grupy powstały tam, gdzie miasta intensywnie się rozwijały, a brakowało
klasztorów żeńskich (Gdańsk) lub istniały tak nieliczne (Toruń), że nie mogły
stanowić wystarczającego rozwiązania dla realizacji rozbudzonych aspiracji
religijnych kobiet z warstw średnich. Gdańszczanki i Torunianki, młode wdo‑
wy i panny, wywodzące się ze średniozamożnych środowisk miejskich oraz
szlachty, znalazły rozwiązanie w postaci utworzenia regularnych wspólnot,
żyjących pod kuratelą dominikanów w specjalnych obiektach klasztornych,
usytuowanych obok siedziby męskiej gałęzi zakonu. Dotyczy to Gdańska i To‑
runia, głównych miast pruskich, gdzie indziej problem nie był tak nabrzmiały:
Elbląg, Chełmno, Słupsk i Królewiec posiadały konwenty żeńskie, wystarcza‑
jące na lokalne potrzeby, oraz beginaże. Tczew natomiast nie wszedł w fazę
tak bujnego rozkwitu, by sprawa religijnych potrzeb kobiet okazała się na tyle
Zob. W. M. Podlewski, Św. Brygida, królowa szwedzka i jej zakon pod regułą Zbawiciela,
Kraków 1892; S. Kamińska, Klasztory brygidek w Gdańsku, Elblągu i Lublinie. Założenie i upo‑
sażenie, Gdańsk 1970.
23
D. Lapis, B. Lapis, Beginki w Polsce w XIII‑XV wieku, „Kwartalnik Historyczny” 1972,
nr 79, s. 521‒544.
24
J. Fankidejski, Klasztory…, s. 13‒17; Historia Gdańska, red. E. Cieślak, Gdańsk 1979,
passim.
22
140
Piotr Stefaniak
naglącą, aby tworzyć klasztor. Wiadomo natomiast, że do czternastowiecz‑
nych miast pruskich dotarła kwintesencja pobożności późnego gotyku, kwitła
devotio moderna, życie religijne o silnym zabarwieniu mistycznym, powsta‑
wały bractwa; te były wyłącznie dla mężczyzn, i to z wyższych sfer kupieckich.
Czynnikiem wpływającym na tworzenie się wspólnot tercjarek była nadwyżka
liczebna kobiet w ówczesnym społeczeństwie, w którym zarazem kobieta nie‑
pozostająca pod niczyją opieką była zjawiskiem nieznanym. Tym, które nie
wyszły za mąż, społecznie uznawaną opiekę zapewnić mógł Kościół. Ponadto
wśród tercjarek znajdowały azyl kobiety naznaczone niechlubną przeszłością,
które przez pokutę dążyły do naprawy życia, przyjmując habit25.
Ważną rolę przy tworzeniu się wspólnot odegrali toruńscy i gdańscy do‑
minikanie, chociaż zakon jako całość podnosił sporo zastrzeżeń wobec grup
tercjarskich i unikał podejmowania wobec nich zobowiązań26. Nie wiemy, czy
pomorscy dominikanie podzielali te obiekcje, faktem pozostaje, że w XIV w.
pod ich jurysdykcją działały dwie prawnie uznane wspólnoty tercjarek domi‑
nikańskich, którym przeorzy męskich klasztorów gwarantowali opiekę prawną
i duchową oraz spowiedników27. Wspólnoty były średniozamożne i opierały
swój byt na jałmużnie i pracy ręcznej, zatem sprawy majątkowe sióstr nie sta‑
nowiły obciążenia dla zakonników, inaczej niż w przypadku mniszek, których
uposażone klasztory prowadzące feudalną gospodarkę czynszowo‑obszarni‑
czą wciąż wymagały opieki28.
Ponadto warto dodać, że mamy do czynienia z żywiołem czysto miejskim.
Warunki do powstania domów sióstr gwarantowało tylko miasto, i to takie,
które co najmniej wchodziło w etap intensywnego rozkwitu. Rozwinięta spo‑
łeczność miejska z liczną grupą bogatych mieszczan tworzyła środowisko,
w którym mogły zaistnieć i utrzymać się żeńskie grupy tercjarek regularnych.
Mechanizmy te, mimo modyfikacji, obowiązywały aż do końca XVIII w.,
a i dziś odgrywają pewną rolę. W praktyce dominikanów mamy do czynienia
tylko z nielicznymi wiejskimi fraterniami (np. w Gidlach koło Radomska),
wiele natomiast było ich i jest miejskich (np. w Warszawie, Krakowie, Łodzi,
Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Prudniku czy Siedlcach).
4. Tercjarki dominikańskie w Toruniu
Pierwsza wspólnota dominikanek III Zakonu na Pomorzu powstała w Toruniu.
To zgromadzenie pozostaje nadal poniekąd tajemnicze. Badający zagadnienie
musi się obracać w tym wypadku wyłącznie w kręgu poszlak historycznych,
Historia Gdańska, t. 1, Do roku 1459, passim.
J. Fankidejski, Utracone kościoły…, s. 32.
27
Tamże, s. 32; Scriptores rerum Prussicarum, Leipzig 1861‒1874, wyd. T. Hirsch, M. Töp‑
pen, S. Strehlke.
28
P. Stefaniak, dz. cyt., passim.
25
26
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
141
bowiem nie dochowały się żadne oryginalne dokumenty. Niemniej obecność
tercjarek żyjących wspólnie w Toruniu nie budzi wątpliwości. Braki średnio‑
wiecznych akt zastępują kronikarskie zapiski z XVII w., pochodzące z toruń‑
skiego konwentu dominikanów. Kronikarz przekazujący informacje o siostrach
zastrzega się, że czerpie z miejscowej tradycji: po dawniejszych poprzednikach
naszych wieść się utrzymuje…29. Ale i te późne teksty, pisane po trzystu latach,
kiedy już sióstr w Toruniu nie było, są dziś nieosiągalne i pozostaje zaufać Je‑
rzemu Fankidejskiemu, który pewnie rzetelnie zbadał dostępne sobie źródła30.
Czternastowieczny Toruń tworzyły dwa prężne ośrodki – Stare i Nowe Mia‑
sto. Pierwsze lokowane było w 1233 r., drugie w 1264 r. Na tym rozległym tere‑
nie osiedliło się kilka wspólnot zakonnych: na Starym Mieście – franciszkanie
i tercjarki franciszkańskie, na Nowym Mieście – dominikanie, tercjarki domi‑
nikańskie i benedyktynki u św. Jakuba. Ponadto u Św. Ducha nad Wisłą, przy
murze staromiejskim, osiadły benedyktynki, które też rezydowały u Św. Krzyża.
Dominikanki toruńskie swoje powstanie zawdzięczają głównie domini‑
kanom, których z Lipska sprowadził biskup chełmiński Henryk Heidenryk
w 1263 r., a uposażył Wielki Mistrz krzyżacki Arno (Hanno) von Sanger‑
hausen, powinowaty bł. Juty z Chełmży. Dominikanie szybko urośli w siłę
i przejęli większość obowiązków duszpasterskich. Nie dziwi, że w II poł.
XIV w. doszło do uformowania dominikańskiej wspólnoty żeńskiej w bogatym
Kościół św. Mikołaja i klasztor dominikanów w Toruniu widok od północnego wschodu na
rysunku J. F. Steinera. W lewej części rysunku budynek dominikanek, tzw. Brug
Kronika OO. Dominikanów toruńskich, do końca XIX w., przechowywana w Archiwum
Diecezji Chełmińskiej w Pelplinie, znana J. Fankidejskiemu, dziś zaginiona.
30
J. Fankidejski, Diecezja Chełmińska…, s. 62; tenże, Klasztory…, s. 14; tenże, Utracone…, s. 32.
29
142
Piotr Stefaniak
hanzeatyckim grodzie nad dolną Wisłą. Toruńskie dominikanki po raz pierw‑
szy wyłaniają się z mroków historii w 1381 r., kiedy przyjmują pod swój dach
rezydenta Mikołaja de Naigut z Sandomierza31. Śmiało więc można przyjąć
datę powstania zgromadzenia jako wcześniejszą co najmniej o kilka lat. Bez
wątpienia były prawnie uznane przez Kościół, czego dowodem jest wzmianka
o przejęciu przez siostry patronatu nad kościołem parafialnym w Gronowie. Re‑
gularny konwent położony był w miejscu nazwanym Brug, przy dominikańskim
kościele św. Mikołaja na Nowym Mieście w Toruniu. Jeszcze w XVII w. na owym
Brugu, po obu stronach ulicy stały małe domki zupełnie sobie podobne i jakoby
klasztorne, wszyscy mówią, że tam te panny [dominikanki] mieszkały32. Owa
ulica, to albo Zaułek Prosowy, albo Dominikańska. Nieoceniony tu Fankidejski
wspomina jeszcze – przytaczając kronikę – trochę faktów z życia codziennego
sióstr. Otóż wypróbowanym w całej Europie zwyczajem tercjarki dominikańskie
nie mając własnej świątyni odprawiały swoje pacierze zakonne i uczestniczyły
we mszy św. w kościele braci. To samo czyniły i siostry przynależące do prowin‑
cji polskiej, do reformacji zgrupowane w domach w Krakowie (dwie wspólno‑
ty), Wrocławiu, Legnicy, Toruniu, Gdańsku, Poznaniu i Świdnicy33.
O dominikankach toruńskich wiadomo, że udawały się (kilkakrotnie
w ciągu doby i gromadnie) do kościoła św. Mikołaja, gdzie miały kaplicę przy
chórze zakonnym nad krużgankami. Dostawały się tam po schodach w murze
urządzonym34. Z wyposażenia kaplicy do XVII w. dotrwał ołtarz przy ostatnim
filarze wzniesiony, przy którym kapelan czytał Mszę św. zebranym siostrom35.
Wspólnota zaliczała się do ubogich – tercjarki żyły w wielkiej biedzie:
na obiad zaledwie pół jajka każda dostawała. Możliwe, że miało to miejsce
już w XV w., kiedy krzyżacy wypędzili z miasta dominikanów (w 1430 r.), lub
wcześniej, podczas wojny z zakonem krzyżackim (1327‒1332), albo po poża‑
rze Nowego Miasta z 1424 r. Dominikanki pewnie łatały dziury w budżecie
udając się na kwestę, jednak dopiero decyzja władz, zapewne biskupa cheł‑
mińskiego, poprawiła byt wspólnoty. W XVII w. do dominikańskiej kroniki
klasztoru św. Mikołaja zeznawał proboszcz z Gronowa, ks. Ofiura, że czytał
księgi po dominikankach toruńskich, zwłaszcza ipsorum monumenta legisse,
gdzie znalazł potwierdzenie patronatu wspólnoty sióstr Zakonu Kaznodziej‑
skiego z Torunia nad kościołem parafialnym36. Ta wzmianka stanowi dowód
prawnego zatwierdzenia konwentu, w przeciwnym bowiem razie diecezja nie
umożliwiłaby czerpania dochodów z kanonicznie erygowanej parafii37.
J. Fankidejski, Klasztory…, s. 14.
Tamże.
33
P. H. Pruszcz, Kleynoty Stołecznego Miasta Krakowa…, Kraków 1650, s. 108; E. Janicka‑Olcza‑
kowa, dz. cyt., t. 1, s. 164.
34
J. Fankidejski, Utracone…, s. 32.
35
Tamże.
36
Tenże, Klasztory…, s. 14.
37
Tamże.
31
32
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
143
Tercjarki zakonu św. Dominika wraz z tercjarkami zakonu św. Franciszka
należały do najbiedniejszych wspólnot Torunia i diecezji chełmińskiej. Oczy‑
wiście ich uposażenie mocno dystansowały konwenty benedyktyńskie w Cheł‑
mnie i Toruniu, ale pamiętajmy, że to były formalne klasztory, a wspólnoty
tercjarek miały status zdecydowanie niższy. Wydaje się, iż rozwój wspólnoty
sióstr był ograniczony i konwent nigdy nie miał możliwości ewolucji w kie‑
runku mniszek drugiego zakonu.
W pierwszym dwudziestoleciu XVI w., zwłaszcza na obszarze przemoż‑
nych wpływów niemczyzny, poczęła upadać obserwa zakonna. Równo‑
cześnie na terenie Prus podatny grunt znalazła reformacja. Pierwsi piewcy
nowej konfesji dotarli do Torunia w 1523 r. Patrycjat szybko stał się lu‑
terański, także pospólstwo zmieniło wyznanie. Gdy zaś chodzi o pomor‑
skie klasztory, to stały się one widownią historii gorszących ówczesnych,
a na pewno skandalizujących. Z żeńskich konwentów celowały w eksce‑
sach cysterki żarnowieckie, benedyktynki toruńskie i brygidki gdańskie.
Nic nie wiadomo, jak się zachowały dominikanki, czy uległy naciskom lu‑
terańskiego magistratu i stały się protestantkami, co spowodowało wylud‑
nienie i upadek klasztoru, czy też pozostawszy wierne Kościołowi katoli‑
ckiemu indywidualnie udały się na tułaczkę. Zagadka pewnie już nigdy nie
będzie rozwikłana, podobnie jak wiele innych pytań i problemów związa‑
nych z blisko stupięćdziesięcioletnim funkcjonowaniem wspólnie żyjących
w Toruniu tercjarek dominikańskich. Upadek tego klasztoru był sympto‑
matyczny dla procesów przebiegających w konwentach pruskich i całym
tamtejszym społeczeństwie38.
5. Tercjarki dominikańskie w Gdańsku, czyli Conventus
Koppelcypel apud fratres praedicatores
O tej drugiej na Pomorzu wspólnocie regularnych tercjarek dominikańskich
posiadamy śladowe ilości średniowiecznych akt39 oraz kilka wzmianek w róż‑
nych opracowaniach historycznych, zwłaszcza Fankidejskiego, Simona i Cie‑
ślaka. Jednak ich autorzy niekoniecznie orientują się w tym, o jakiej wspólno‑
cie piszą, czy o tercjarkach, czy beginkach i to niezależnie, czy rzecz dotyczy
średniowiecznego skryby, czy późniejszych autorów, (np. Fankidejski czy Cie‑
ślak właśnie), którzy używają terminów beginki i tercjarki wymiennie. Ten błąd
mści się zwłaszcza przy opracowywaniu dziejów tercjarek gdańskich, bo nie
wiemy, czy właśnie chodzi o beginkę, czy dominikankę (a w mieście działały
równolegle obie formacje).
Tamże, s. 14.
Zob. Scriptores rerum Prussicarum; Monumenta Germaniae Historica Scriptores. Richesi
gesta senonensis Ecclesiae.
38
39
144
Piotr Stefaniak
Kościół św. Mikołaja i klasztor dominikanów w Gdańsku, widok od strony południowo-wschodniej, w lewej części ryciny domniemane zabudowania dominikanek, tzw. Kopelcypel
Ponadto jest możliwe, iż błąd wynika stąd, że na obszarach niemieckiej do‑
minacji całe grupy beginek, korzystając z nadarzającej się okazji przekształcały
się w klasztory mniszek lub tercjarek dominikańskich, albo też mniszek zako‑
nu św. Klary. Do dziś istnieją w Niemczech, Austrii i Szwajcarii dominikańskie
klasztory, które przekształciły się z beginaży (np. Speyer, Regensburg, Augs‑
burg, Bregenz, Lienz, Wil, Schwyz, Cazis i Weesen)40.
Podobnie jak w Toruniu, dominikanki powstały w Gdańsku pod wpływem
działających w grodzie nad Motławą od 1227 r. czarnych mnichów – jak lokal‑
nie określano dominikanów. Pierwsi zakonnicy pod wodzą św. Jacka przybyli
40
Zob. H. Wilms, Geschichte der deutschen Dominikanerinnen 1206‒1916, Dülmen 1920.
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
145
do Gdańska z klasztoru krakowskiego i objęli ofiarowany przez Świętopełka II
Gryfitę kościół św. Mikołaja.
Czternastowieczny Gdańsk, składający się z dwóch ośrodków miejskich:
Starego Miasta i Głównego Miasta (lokowanego w 1343 r.) stanowił ważny
portowy ośrodek polityczny i centrum handlowe basenu Morza Bałtyckiego.
Gród hanzeatycki wzmacniał swoje wpływy i właśnie wchodził w okres buj‑
nego rozwoju, którego apogeum przypadł na XVI w. Miasto rychło stało się
największym w Rzeczpospolitej i wytworzyła się swoista rodowa arystokracja
mieszczaństwa o kupieckim rodowodzie. Za tym rozkwitem nie nadążały in‑
stytucje kościelne. W Gdańsku bujnie się krzewiła średniowieczna religijność,
mająca duży wymiar emocjonalny. Pojawiła się też nowa forma życia ducho‑
wego, głęboki mistycyzm, którego przedstawicielką była bł. Dorota z Mątew,
córka Wilhelma Szwartze, żona płatnerza Wojciecha z ul. Długiej.
W II poł. XIV w. w Gdańsku nagląca stała się potrzeba założenia klasztoru
żeńskiego. Problem dostrzegli nawet Krzyżacy. Bogaty patrycjat wysyłał swoje
córki jako kandydatki na mniszki do klasztorów cysterek w Żarnowcu i nor‑
bertanek w Żukowie. Uboższym mieszczankom pozostawały beginki przy
ul. Kleszej (Pfaffengasse) oraz powstałe przed 1300 r. pokutniczki przy kaplicy
św. Marii Magdaleny u studni na Osieku41.
Dominikanie spośród młodych wdów, panien oraz pokutnic wywodzą‑
cych się z ich penitentek uformowali wspólnotę tercjarską, żyjącą wedle regu‑
ły Munia z Zamory i szczycącą się przywilejem Innocentego IV wyjmującym
je spod interdyktu, ciążącego na beginkach. W 1387 r. pod patronatem braci
kaznodziejów powstał zatem konwent dominikanek z fundacji Piotra Goltba‑
cha42. Siostry zebrały się razem, by dążyć do wewnętrznej doskonałości przez
praktyki ascetyczno‑pokutne i modlitwę (Officium parvum de Beata Virgine
Maria). Średniowieczny kronikarz, gdański dominikanin Marcin Gruneweg
(Wenzel) podaje, że cnota, czystość, bojaźń Boża i modlitwa stanowiły podsta‑
wę egzystencji sióstr43. Na mszę św. oraz pacierze siostry udawały się wspólnie
do kościoła św. Mikołaja, gdzie modliły się w przylegającej kaplicy, do której
prowadziło wejście z krużganków klasztoru braci. Tam się też gromadziły sie‑
dząc w stallach osobno, panny i osobno wdowy44. Na pewno siostry z klaszto‑
ru na Kopelcyplu były tercjarkami, choć z nazwy conventus można by wnio‑
skować, że mamy do czynienia z klasztorem klauzurowym, czyli mniszym.
Otóż ze sposobu ich życia, a zwłaszcza z powodu tego, że gromadnie udawały
się do kaplicy przy kościele dominikanów wynika, iż wspólnota była nieklau‑
zurowa i przynależna do nurtu tercjarskiego. Ponadto, nie ma żadnych źródeł,
że w Gdańsku funkcjonował klasztor mniszek dominikańskich, a dysponujemy
41
P. Simon, Geschichte der Stadt Danzig, Danzig 1913, t. 1, s. 90; Słownik geograficzny Kró‑
lestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, wyd. B. Chlebowski, Warszawa 1881, t. 1, s. 526.
42
P. Simon, dz. cyt., s. 91; M. Wermter., dz. cyt., s. 44; Historia Gdańska…, t. 1, s. 463.
43
Scriptores…, t. 4, s. 698.
44
J. Fankidejski, Klasztory…, s. 16.
146
Piotr Stefaniak
wystarczającą ilością akt archiwalnych, aby wymienić wszystkie domy zakon‑
ne klauzurowych mniszek polskiej prowincji Zakonu Kaznodziejskiego45.
Aby utrzymać łączność ze społeczeństwem gdańskie dominikanki zajmowa‑
ły się nauczaniem dzieci i młodzieży żeńskiej. Prowadziły szkołę typu interiores
(wewnątrz klasztoru), podzieloną na oddziały dla nowicjuszek, dziewcząt świe‑
ckich i pokutnic46. Do szkoły oddawano głównie córki zamożnych mieszczan –
zwłaszcza kupców. Akta przechowały wiadomość o jednej z uczennic, Barbarze,
która przez 10 lat u dominikanek uczyła się w księgach czytać, pisać i co jeszcze nie‑
wiasta potrzebuje. Po zakończeniu edukacji urzeczona pobożnym życiem panien
zapragnęła przywdziać habit, w czym napotkała intensywny opór rodziny, prag‑
nącej ją odzyskać47. Z innych archiwaliów wiadomo, że w szkole uczennice opano‑
wywały sztukę czytania i pisania w języku łacińskim, niemieckim i polskim oraz
wdrażały w praktycznych zajęciach kobiecych48. Prócz nauczania siostry trudniły
się pielęgnacją chorych, odwiedzaniem więźniów, a także miały służyć pomocą
przy gaszeniu pożarów, w towarzystwie łaziebników, koniuchów, służby i… panie‑
nek z ul. Zbytki i Różanej49. Możliwe, że tak jak brygidki i pokutniczki trudniły się
hafciarstwem. Aby wzmocnić swój budżet, na który składały się wpływy ze szko‑
ły i pracy ręcznej, siostry udawały się po kweście, którą przeprowadzały zarówno
w kamienicach mieszczańskich, jak i w okolicznych miejscowościach50.
Wspomniano już, że dominikanki miały klasztor z fundacji Piotra Goltba‑
cha. Wedle kroniki Marcina Grunewega (Wenzela) przedrukowanej w Scripto‑
res rerum prussicarum wiemy, że: w Gdańsku mieszkają owe panny (Nonnen) na‑
przeciwko naszego kościoła św. Mikołaja, które to miejsce zowią «Kopelcypel».
Domy ich stoją po prawej stronie naszego chóru. Osobno są panny i osobno wdowy
umieszczone51. Tenże nieoceniony dominikański historyk Gdańska dodał jeszcze
ważną wiadomość, potwierdzającą jurysdykcję i status konwentu sióstr: noszą
zwyczajny ubiór zakonny… raczej się naszego zakonu trzymają. Dowodem tego
trzymania się jest też oficjalna nazwa Conventus Koppelcypel apud fratres prae‑
dicatores52. Zatem relacje tercjarek z zakonem są oczywiste, jest także pewnym,
że posiadały prawne uznanie hierarchii kościelnej.
Zob. P. Stefaniak, Dzieje….
S. Kamińska, dz. cyt., s. 53‒54; A. Karbowiak, Szkoły diecezji chełmińskiej w wiekach śred‑
nich, Toruń 1899, s. 96. 97.
47
J. Fankidejski, Klasztory…, s. 16.
48
A. Karbowiak, dz. cyt., s. 97; W. Pniewski, Język polski w dawnych szkołach gdańskich,
Gdańsk 1938, s. 5‒8; E. Waschinski, Erziehung und Unterricht im Deutschen Ordenslande bis
1525, Danzig 1908, s. 93‒94.
49
Historia Gdańska…, t. 2, 1454‒1655, s. 461.
50
J. Fankidejski, Klasztory…, s. 16, podaje, że Wenzel wspominał o beguince gdańskiej, rodem
z Malborka, która miała zwyczaj co roku udawać się do rodziny w celu uzyskania należnej jej części
dochodu z ojcowizny i przy okazji spraszała i kupowała, co było potrzebne dla klasztoru, z wielkim
pożytkiem. Prawdopodobnie owa beguinka była dominikanką, a nie członkinią stowarzyszenia be‑
ginek z ul. Kleszej, skoro znał ją Wenzel, dominikanin przecież.
51
Scriptores…, s. 616; polska wersja tekstu: J. Fankidejski, Klasztory…, s. 16.
52
Słownik geograficzny…, s. 526.
45
46
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
147
Z racji stałej styczności z ludnością Gdańska dominikanki mogły nie tylko
uwrażliwić się na potrzeby ludzkie, ale także wzbogacać swoje życie religijne.
Są dowody, że przyjaźniły się z lokalną mistyczką, jeszcze za życia uważaną
za świętą o szczególnych charyzmatach – bł. Dorotą z Mątew. Podczas proce‑
su kanonizacyjnego Doroty prowadzonego w Kwidzynie w latach 1394‒1405,
stawiły się tam i zeznawały wraz z licznymi świadkami z Gdańska trzy siostry
nazwane w opracowaniu beginkami, choć przecież raczej były tercjarkami do‑
minikańskimi, jako że wydaje się wątpliwe, by błogosławiona przyjaźniła się
z heretyzującymi beginkami53.
Wspólnota tercjarek dominikańskich działała 138 lat, zaliczała się do licz‑
nych, i w środowisku gdańskim zwana była raz Betschwestern, to znów Kleppel‑
nonnen, albo zwyczajnie Nonnen. Zwłaszcza te dwa pierwsze określenia jasno
dają poznać, że chodzi o siostry z ubogiego klasztoru i wywodzące się raczej z ni‑
zin społecznych. Nikt by przecież mniszki kontemplacyjnej nie nazwał Klepką!54
Wiek XVI przyniósł i do Gdańska rozluźnienie życia zakonnego. W 1523 r.
zawitała reformacja, znajdując w mieście rzesze zwolenników, rekrutujących
się z wszystkich warstw społecznych. Tłum przeszedłszy na luteranizm doma‑
gał się likwidacji klasztorów. Do dziś pozostały liczne ślady w aktach świad‑
czące o częstych konfliktach z klasztorami, na które napadano i grabiono.
Najdotkliwiej gniew innowierców dotknął dominikanów, którzy żyli zabary‑
kadowani w swym klasztorze. Możliwe, że przy okazji tych zajść dostało się
sąsiadującym dominikankom, o ile te jeszcze mieszkały w konwencie. Mimo
trudnej sytuacji przy katolicyzmie wytrwały dwa zgromadzenia: brygidek
i dominikanów, jednakowoż część osób przeszła na ewangelicyzm, wcale nie
mając ochoty wyprowadzić się z klasztoru. Wspomniane konwenty okazały
się wystarczająco silne, by oprzeć się rozporządzeniu rady patrycjuszowskiej
8 stycznia 1525 r. dokonującemu kasaty gdańskich wspólnot zakonnych. Ten
dekret właśnie przyniósł zagładę dominikankom gdańskim. Nie wiemy, jak się
ich sprawy miały: ile sióstr przyjęło naukę Lutra i pod wpływem nastrojów
wśród mieszczaństwa, spośród którego się wywodziły, zrzuciło habit, a ile uda‑
ło się na tułaczkę lub zdecydowało się na powrót do rodzin. W każdym razie
reformacja na trwałe podcięła byt tej dominikańskiej wspólnoty. Tercjarki do‑
minikańskie w postaci Zgromadzenia Sióstr Dominikanek kontemplacyjno‑
‑czynnych zawitały do Gdańska dopiero po czterystu latach, gdy w 1923 r. ot‑
worzyły placówkę przy Poggenpfuhl 5, przeniesioną następnie do Gimnazjum
Polskiego, ale to już były przedstawicielki całkiem innego nurtu w zakonie św.
Dominika. Tercjarki dominikańskie natomiast pojawiły się w Gdańsku po II
wojnie światowej i powołały świecką fraternię MB Częstochowskiej, która
funkcjonuje do dziś przy męskim klasztorze św. Mikołaja.
A. Tiller, Der Kanonisationprozess Dorotheas von Montau in Marienwerder 1394‒1405
als Quelle zur altpreuschiche Kulturgeschichte und Volkskunde, „Ostdeutche Beträge aus dem
Göttinger Arbeitkreis” 1958, t. 9, s. 314 nn.
54
P. Simon, dz. cyt., t. 1, s. 90.
53
148
Piotr Stefaniak
Zakończenie
Rozważania o średniowiecznych tercjarkach dominikańskich z Torunia
i Gdańska miały na celu zebranie wszelkich dostępnych informacji o tych ubo‑
gich zgromadzeniach. Literatura przedmiotu jest skromna, w przeciwieństwie
do licznych podjętych i opublikowanych badań nad pomorskimi cysterkami,
brygidkami, a zwłaszcza benedyktynkami. Śledząc losy dominikanek odnosi
się wrażenie, że ich rozwój i upadek ściśle łączył się z ewolucją miast i społe‑
czeństw pruskich, równocześnie wpisując się w mechanizmy funkcjonowania
instytucji kościelnych północnej Polski. Warto zauważyć znamienną w tych la‑
tach separację klasztorów żeńskich, które właściwie się ze sobą nie kontakto‑
wały, choć wchodziły w skład tego samego zakonu. Nie ma śladu łączności
między dominikankami z Torunia i Gdańska, mimo iż siostry nie żyły w klau‑
zurze i często udawały się po jałmużnę nawet do odleglejszych miejscowości.
Można nawet wysnuć przypuszczenie, że zakonnice nie tylko się nie znały, ale
nawet nie słyszały o sobie nawzajem, chyba że jakiś dominikanin pochodzą‑
cy z klasztoru toruńskiego przybył do Gdańska (lub odwrotnie) i opowiedział
siostrom o drugiej wspólnocie.
Jak pruskie konwenty tercjarskie wyglądały na tle polskich placówek swoje‑
go zakonu? Do reformacji uformowały się trzy klasztory mniszek: w Poznaniu,
Wrocławiu i Raciborzu. Wszystkie te domy mimo trudności w okresie wystą‑
pień Lutra przetrwały i rozwijały się do dziewiętnastowiecznych kasat. Prócz
mniszek w interesującym nas okresie istniały wspólnoty tercjarek: w Krako‑
wie, Legnicy i Lwowie – powstałe w XIII w. Dom lwowski działał krótko, kres
jego egzystencji przyniosły zawirowania polityczno‑religijne na Rusi przed‑
kazimierzowskiej. Natomiast siostry legnickie przestały istnieć, gdy miasto
musieli opuścić dominikanie wypędzeni przez jednego z Piastów śląskich.
W XIV w. pojawiła się garść klasztorów: we Wrocławiu, Poznaniu, Świdnicy,
Toruniu, Gdańsku i Lwowie (odnowiony przez Magdalenę Ormiankę klasz‑
torek św. Dominika). Domy pomorskie i świdnicki upadły wskutek reforma‑
cji, domy poznański i wrocławski dotrwały do kasaty dokonanej przez Prusy,
a we Lwowie siostry wymarły u schyłku XVII w. W XV w. pojawił się drugi
dom w Krakowie, zlikwidowany w XVIII w.
Zatem wspólnoty z Torunia i Gdańska upadły w pierwszej na ziemiach
Polski turze sekularyzacji instytutów życia konsekrowanego. Zanim jednak się
to stało, wpisywały się w całej rozciągłości w nurt mniszej egzystencji w Pol‑
sce doby średniowiecznej i były typowymi zgromadzeniami dominikańskimi
ze wszystkimi konsekwencjami tego stanu. Ich znaczenie dla środowiska miej‑
skiego było raczej niewielkie i zupełnie marginalne w stosunku do konkurencji
dla formalnych konwentów żeńskich. Siostry w Toruniu jako średniozamożne
mieszczanki nie były w stanie stawić czoła mocno w mieście zakorzenionym
benedyktynkom, natomiast siostry gdańskie, choć zamożne i prowadzące
szkołę, nie zdobyły pozycji ugruntowanego konwentu, jak to zrobiły brygidki.
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
149
Zastanawia fakt, że obie te wspólnoty nie aspirowały do roli przekształcenia się
w klasztory klauzurowe, którym to posunięciem wpisałyby się w schemat po‑
wstawania konwentów mniszek Zakonu Kaznodziejskiego na obszarze Europy
Środkowej, zwłaszcza na obszarach niemieckiej dominacji kulturowej. Być może
spóźniony mocno mechanizm zostałby uruchomiony, gdyby reformacja nie za‑
jęła poczesnego miejsca w środowisku mieszczańskim w Gdańsku i Toruniu.
Pozostaje jeszcze sprawa dalszych studiów nad środowiskiem tercjarskim
różnych zakonów oraz wspólnotami beginek na naszych ziemiach. Zasadnym
by było, aby szły kilkoma torami: szczegółowym – w obrębie konkretnego zakonu
(w naszym przypadku dominikańskiego) i miasta, w którym żyły oraz syntetycz‑
nym – ogólnego rozpoznania, zebrania archiwaliów i innych danych związanych
ze środowiskiem tercjarskim oraz beginackim. Względem dominikanek od Po‑
kuty, to ich dzieje zgłębiali na swą miarę badacze tego formatu, co: przedwojenny
historyk, beatyfikowany w 1997 r. biskup włocławski, Antoni Nowowieyski (sio‑
stry płockie)55, historyk poznański Jacek Wiesiołowski (tercjarki poznańskie)56 czy
współczesna znakomita znawczyni dziejów zakonów, s. Małgorzata Borkowska
(metryki sióstr domów krakowskich, poznańskiego i płockiego)57.
Literatura
Archiwum Państwowe w Poznaniu: Rps., sygn., AC 1476; AC 147, Akta radzieckie
poznańskie.
Archiwum Sióstr Dominikanek na Gródku w Krakowie, Reguła s. Augustyna bisku‑
pa hiponeńskiego i konstytucje abo prawa sióstr zakonnych s. Katarzyny Seneńskiej,
nazwanych trzeciego habitu abo stanu pokutnego s. Dominika reformowanych wedle
intencjej Kościoła Bożego i pasterzów jego, Juliusza wtórego, Piusa piątego i Grzego‑
rza trzynastego, Kraków 1616.
Barącz S., Rys dziejów zakonu kaznodziejskiego w Polsce, Lwów 1811, t. 1.
Borkowska M., Leksykon zakonnic polskich epoki przedrozbiorowej, t. 2, Polska Central‑
na i Południowa, Warszawa 2005.
Chotkowski W., Księdza Prymasa Michała Poniatowskiego spustoszenia kościelne
w Krakowie, Kraków 1918.
Conspectus historicus et statisticus Provinciae Germaniae inferioris Ord. Praed, Rotte‑
rodami 1895.
Dolistová M., Paní Zdislava z Lemberka, Praha 2008.
Fankidejski J., Diecezja Chełmińska. Zarys historyczno‑statystyczny, Pelplin 1928.
Fankidejski J., Utracone kościoły i kaplice w dzisiejszej diecezji chełmińskiej podług
urzędowych akt kościelnych, Pelplin 1880.
A. Nowowieyski, Płock – monografia historyczna, Płock 1930.
J. Wiesiołowski, Dominikanie w miastach wielkopolskich. Ruch religijny kobiet, w: Studia
nad historią dominikanów w Polsce 1222‒1972, Warszawa 1975, t. 1, s. 258.
57
M. Borkowska, Leksykon zakonnic polskich epoki przedrozbiorowej, t. 2, Polska Centralna
i Południowa, Warszawa 2005.
55
56
150
Piotr Stefaniak
Fankidejski J., Klasztory żeńskie w diecezji chełmińskiej, Pelplin 1883.
Greven J., Die Anfänge der Beginen. Ein Beitrag zur geschichte der Volksfrömmigkeit und
des Ordenswesens im Hohmittelalters, Münster i.W. 1912.
Greving J., Protokoll über die Revision der Konvente der Beginen und Begarden zu Köln
in Jahre 1452, „Annalen des hist. Vereins für den Niederhein” 1902.
Historia Gdańska, red. E. Cieślaka, Gdańsk 1979.
Heimbucher M., Die Orden und Kongregationen der katholichen Kirche, Paderborn
1907.
Janicka‑Olczakowa E., Żeński ruch dominikański w Polsce w XVII‑XX wieku, w: Studia
nad historią dominikanów w Polsce, red. J. Kłoczowski, Lublin 1980, t. 1.
Kamińska S., Klasztory brygidek w Gdańsku, Elblągu i Lublinie. Założenie i uposażenie,
Gdańsk 1970.
Karbowiak A., Szkoły diecezji chełmińskiej w wiekach średnich, Toruń 1899.
Kodeks Dyplomatyczny Miasta Krakowa 1257‒1506, wyd. F. Piekosiński, Kraków 1879,
cz. 1.
Kominek M. K., Święci i błogosławieni zakonu dominikańskiego, Warszawa 2001.
Lapis D., Lapis B., Beginki w Polsce w XIII‑XV wieku, „Kwartalnik Historyczny” 1972, nr 79.
Mandonnet P., Les origines de l’ordo de Poenitentia, Fribourg 1898.
Monumenta Germaniae Historica Scriptores. Richesi gesta senonensis Ecclesiae, wyd.
G. Waltz, Hannover – Berlin 1828, t. 25.
Nowodworski M., Encyklopedya kościelna podług Teolgicznej Encyklopedyi Wetzera
i Weltego z licznymi jej dopełnieniami, Warszawa – Płock, 1873, t. 4.
Nowowieyski A., Płock – monografia historyczna, Płock 1930.
Pniewski W., Język polski w dawnych szkołach gdańskich, Gdańsk 1938.
Podlewski W. M., Św. Brygida, królowa szwedzka i jej zakon pod regułą Zbawiciela,
Kraków 1892.
Pruszcz P. H., Kleynoty stołecznego miástá Krakowa, albo koscioły, y co w nich iest wi‑
dzenia godnego y znácznego, przez Piotra Hiacyntha Prvszcza, krotko opisane, Po‑
wtornie záś z pilnośćią przeyźrzáne, y do druku z additámentem nowych Kośćiołow
y Relikwii S. podane, z pozwoleniem Zwierzchnośći Duchowney, Kraków 1747.
Schirrmacher F. W., Liegnitzer Urkundenbuch, w: Codex Diplomaticus Silesiae, Breslau,
1892, t. 16, nr 3306.
Schubert H., Bilder aus der Geschichte der Stadt Schweidnitz, Schweidnitz 1912.
Scriptores rerum Prussicarum, wyd. T. Hirsch, M. Töppen, S. Strehlke, Leipzig
1861‒1874.
Simon P., Geschichte der Stadt Danzig, Danzig 1913, t. 1.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, wyd. B. Chle‑
bowski, Warszawa 1881, t. 1.
Stefaniak P., Árpád‑házi Boldog Konstancia OP, (1238‒1301) magyar királylány és ha‑
licsi hercegnő, Budapest 2009.
Stefaniak P., Dzieje mniszek dominikańskich w krajach słowiańskich, Kraków 2007.
Szabo S., Status monasteriorum, congregationum, domorum quae a sororibus Ordinis
nostris habentur, w: Archivum Ordinis Praedicatorum, Roma 1924 t. 32.
Tiller A., Der Kanonisationprozess Dorotheas von Montau in Marienwerder 1394‒1405
als Qnelle zur altpreuschiche Kulturgeschichte und Volkskunde, „Ostdeutche Beträge
aus dem Göttinger Arbeitkreis” 1958, t. 9.
Tercjarki Zakonu Kaznodziejskiego na Pomorzu XIV–XVI w.
151
Waschinski E., Erziehung und Unterricht im Deutschen Ordenslande bis 1525, Danzig
1908.
Wermter E. M., Die Beginen im mittelalterlichen Preussenlande, „Zeitschrift für die
Geschichte und Altertumskunde Ermlands” 1969, t. 33.
Wiesiołowski J., Dominikanie w miastach wielkopolskich. Ruch religijny kobiet, w: Studia
nad historią dominikanów w Polsce 1222‒1972, Warszawa 1975, t. 1.
Wilms H., Geschichte der deutschen Dominikanerinnen 1206‒1916, Dülmen 1920.
Wyrozumski J., Beginki i begardzi w Polsce w XIII‑XV wieku, „Kwartalnik Historyczny”
1972, nr 79.
Vicaire M. H., Dominique et ses Prêcheurs, Fribourg 1977.
Virginum sacrarum Monimenta, Tubingae 1636.
Tertiary sisters of the Preachers Order in Pomerania
in 14‒16th century
Summary
The Dominican tertiaries of the Middle Ages existed in the region of Pomerania (Po‑
morze) in two communities, respectively in Toruń and Gdańsk. Both communities
belonged to a current of minor urban religious societies that existed between the 14th
and 16th century within the orbit of influence the mendicant orders exerted. Both
communities resided in the neighborhood of Dominican convents. Despite the specif‑
ics of a given location, both communities of tertiaries reflected the life and ministry
typical for Beguines (Roman Catholic lay religious communities). They visited the
sick, the poor, and the prisoners, and supported themselves through the work of their
own hands. Their prayer life was centered in the designated chapel in the Dominican
church. The sisters were mandated to pray in common. They were also subjected to the
local prior who constituted a decisive component of their religious membership. Typi‑
cal Middle Age communities of tertiaries in Pomerania survived till the time of Ref‑
ormation when the society of Toruń and Gdańsk converted to Protestantism. Hence,
after 1525 both communities ceased to exist.
Keywords: Beguines, Burg, Danzig, Dominican nuns, Dominican Order, Kopelcypel,
Mantellate, Peter Goldbach, Tertiaries, Toruń.
Translated by s. Małgorzata Lekan OP
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Wojciech Zawadzki
Archiwum Diecezji Elbląskiej
Kapłani diecezjalni Żuław Wielkich i Małych
oraz Powiśla w latach 1525‒1945
Streszczenie: W 1525 r. przestała istnieć diecezja pomezańska. Dalsze religijne dzie‑
je terenu Żuław i Powiśla związane były z diecezją chełmińską, od 1821 r. z diecezją
warmińską, a od 1925 r. także z diecezją gdańską. Artykuł prezentuje uwarunkowania
polityczne, duszpasterskie, międzywyznaniowe, obyczajowe i ekonomiczne życia kle‑
ru katolickiego na omawianym terenie od XVI w. do zakończenia II wojny światowej.
Słowa kluczowe: duchowieństwo katolickie, Powiśle, Prusy Królewskie,
Prusy Zachodnie, Żuławy Elbląskie, Żuławy Malborskie.
Jeśli na wizerunek pojedynczego człowieka i całego społeczeństwa wpływa
otoczenie i warunki w jakich przyszło im żyć, to ziemia żuławska i powiślańska
w przeszłości była pod tym względem wyjątkowa. W wymiarze politycznym
i administracyjnym od 1466 r. teren ten był w granicach Prus Królewskich
stanowiących integralną część Rzeczypospolitej, a po 1772 r. został drogą za‑
boru włączony do państwa pruskiego. W wyniku podpisania traktatu wersal‑
skiego, utworzono 15 listopada 1920 r. terytorium Wolnego Miasta Gdańska,
do którego przyłączono również teren leżący w rozwidleniu Wisły i Nogatu.
Pod względem kościelnym Powiśle oraz Żuławy Wielkie i Małe należały kolej‑
no do diecezji pomezańskiej, chełmińskiej (w ramach oficjalatu pomezańskie‑
go), warmińskiej i gdańskiej. Nie można też zapominać o wpływie krzyżackim
na polityczno‑religijne oblicze tego terenu do początku XVI w. Wyjątkowo
barwne były stosunki ludnościowe tej ziemi. Stapiały się tu przez wieki w jed‑
ną pruską nację żywioły niemiecki i polski, ale także holenderski, skandynaw‑
ski, angielski, a od XIX w. także żydowski. Taki stan kształtował z kolei oblicze
religijne tej ziemi. Dominowali wyznawcy katolicyzmu i luteranizmu, ale żyli
tu też kalwini, mennonici, żydzi, a także mniejsze grupy religijne i sekty, które
w XIX w. wyodrębniły się z protestantyzmu. Na Żuławach panował skompli‑
kowany system prawny, nie spotykany w innych częściach Rzeczypospolitej.
Obok lokalnej władzy administracyjno‑sądowniczej związanej z Malborkiem,
powstały dwie tzw. tenuty, terytorialne dzierżawy1. Absolutnie wyjątkowa była
1
Tenuty takie na Żuławach istniały w Nowym Dworze Gdańskim i Niedźwiedzicy. Trzecia
tenuta istniała w Straszewie na Powiślu.
154
Ks. Wojciech Zawadzki
lokalna władza samorządowa sprawowana przez starszych wałowych (Deich‑
grafów) i przysięgłych wałowych (Deichgeschworene) w ramach Komuny
Wielkich i Małych Żuław. Niemniej oryginalny był lokalny system sądowni‑
czy, na który składał się tzw. sąd wałowy (Dammgericht), sąd ekonomii mal‑
borskiej pod przewodnictwem wójta malborskiego, sądy sołtysów oraz instan‑
cja odwoławcza – sąd ekonomii malborskiej pod przewodnictwem ekonoma
malborskiego. Niestety, teren Wielkich i Małych Żuław oraz Powiśla wyjątko‑
wo często nawiedzały też klęski i spustoszenia, te wywołane przez człowieka
w postaci wojen (trzy wojny szwedzkie, kampania napoleońska, I i II wojna
światowa) oraz spowodowane przez naturę, głównie epidemie i częste wylewy
Wisły i Nogatu.
Ogólnie tylko zarysowane czynniki kształtowały lokalne życie, ludzkie cha‑
raktery i relacje społeczne, świadomość narodową i religijną, pobożność oraz
stosunki ekonomiczne. Genius loci kształtował także kapłanów katolickich,
którzy niegdyś żyli i pracowali na ziemi żuławskiej i powiślańskiej. Model ka‑
płana Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla zdecydowanie odbiegał od mo‑
delu księdza katolickiego na innych terenach Rzeczypospolitej, a potem Prus
i Niemiec. Ponadto model ten istotnie zmieniał się wraz z nowymi realiami
politycznymi i konfesyjnymi. Z tego powodu dzieje lokalnego duchowień‑
stwa trzeba widzieć w trzech cezurach czasowych: 1. XVI w.; 2. od XVII w.
do 1772 r.; 3. lata 1772‒1945.
Dn. 1 stycznia 1525 r. Erhard von Queiss, dwa lata wcześniej wybrany
przez kapitułę na biskupa pomezańskiego, wprowadził na terenie swojej diece‑
zji protestantyzm. Większość terytorium diecezji pomezańskiej znajdowała się
wówczas na terenie państwa krzyżackiego, które w tym samym czasie zostało
sekularyzowane i zamienione w Prusy Książęce. Władzę świecką i kościelną
sprawował tam ostatni wielki mistrz krzyżacki Albrecht, tytułowany od 1525 r.
księciem. Z dawnej diecezji pomezańskiej pięć dekanatów pozostało jednak
na terenie Prus Królewskich, związanych z Koroną i pod władzą królów pol‑
skich. Były to dekanaty: malborski, dzierzgoński, sztumski, nowostawski i żu‑
ławski. Bardzo długo zastanawiano się nad kościelną przyszłością tego terenu.
Swoje roszczenia do ziemi żuławskiej i powiślańskiej zgłaszali zarówno bisku‑
pi warmińscy, jak i chełmińscy. Zapewne krótko przed 1601 r. Stolica Apo‑
stolska dokonała ostatecznego rozstrzygnięcia i połączyła pięć wymienionych
dekanatów z diecezją chełmińską. Biskupi chełmińscy zaś dla usprawnienia
administracji kościelnej na tym terenie utworzyli oficjalat pomezański2.
Kościół katolicki na Wielkich i Małych Żuławach oraz Powiślu w XVI w.
popadł w dramatyczny kryzys. Przez dziesięciolecia nie było własnego bisku‑
pa, a kapłani diecezjalni nie wiedzieli nawet do jakiej należą diecezji. To mu‑
siało rodzić poczucie niezadowolenia, frustracji, dezorientacji i osamotnienia.
W. Zawadzki, Oficjalat pomezański w latach 1601‒1821, „Zapiski Historyczne” 2007, z. 1,
s. 23‒52; tenże, Duchowieństwo katolickie oficjalatu pomezańskiego w latach 1525‒1821, t. 1. Stu‑
dium prozopograficzne, Elbląg 2009, s. 18‒20.
2
Kapłani diecezjalni Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla…
155
Z czasem powstawało u lokalnego duchowieństwa poczucie bezkarności i sa‑
mowoli, a to prowadziło do rozwiązłości, pijaństwa i włóczęgostwa. Jakże do‑
bitnie charakteryzują pruskie duchowieństwo katolickie słowa bpa Stanisława
Hozjusza zapisane 16 marca 1570 r. w liście do Marcina Kromera: „Gdybym
wypędził wszystkich proboszczów pijaków, czyżby ostał się chociaż jeden
w diecezji?”3. Kryzys moralny kleru w tym czasie pogłębiał brak odpowied‑
niego przygotowania intelektualnego i pastoralnego oraz formacji duchowej.
Trzeba też pamiętać, że w tym samym czasie na Żuławy i Powiśle przybywali
doskonale wykształceni predykanci ewangeliccy, wielu z ukończonymi stu‑
diami uniwersyteckimi, bardzo mobilni i przeniknięci duchem apostolskim.
Większość katolickich kapłanów w konfrontacji i polemice z nimi była bez‑
bronna i wyraźnie odstawała pod względem intelektualnym i moralnym.
W XVI w. wielu księży katolickich z terenu Wielkich i Małych Żuław oraz
Powiśla przyjęło protestantyzm, niekiedy wraz z całą wspólnotą parafialną.
Liczni kapłani praktykowali wyznaniową podwójność. Chociaż nadal uzna‑
wani byli za księży katolickich i obsadzali parafie katolickie, w rzeczywistości
głosili naukę Lutra. Przy katolicyzmie pozostała zaledwie garstka kapłanów,
niekiedy wątpliwej reputacji. Biskupi często stawali przed dylematem i ko‑
niecznością wyboru: pozostawić wiernych z księdzem niemoralnym, ale kato‑
lickim, czy oddalić takiego kapłana i skazać wiernych na niechybne przejście
na protestantyzm? Musiały to być dla przełożonych kościelnych dramatyczne
wybory. Jakże wymowna jest statystyka. W XVI w. na terenie diecezji pome‑
zańskiej (nie licząc części południowo‑zachodniej i Mierzei Wiślanej) aż 165
kościołów było nieobsadzonych, a własnego kapłana miały tylko 94 świątynie.
Całkowitej likwidacji uległo przynajmniej 13 kościołów i kaplic pozostających
w rękach katolików4.
Sobór trydencki 15 lipca 1563 r. przyjął dekret Cum adolescentium aetas
wprowadzający nowe zasady kształcenia księży katolickich. Dotąd wstępne
przysposobienie do kapłaństwa prowadzili księża proboszczowie i zakony,
a dalsze przygotowanie odbywało się w środowiskach wyedukowanego du‑
chowieństwa, czyli przy kapitułach katedralnych i kolegiackich oraz dwo‑
rach biskupich. Siłą rzeczy była to edukacja i formacja zróżnicowana w cza‑
sie i na różnym poziomie. Sobór trydencki wprowadził nowe i ujednolicone
rozwiązania. Przede wszystkim nałożono na biskupów obowiązek erygowania
w diecezjach seminariów duchownych. Ustalono, że wolno przyjmować do se‑
minarium młodzieńców od 12 roku życia, posiadających odpowiednie zdol‑
ności i cechy charakteru oraz pochodzących z legalnych związków małżeń‑
skich. Określono obowiązki seminarzystów, strój, zakres nauczania i podstawy
utrzymania materialnego. Sobór nakazał otoczyć szczególną troską chłopców
z rodzin biednych.
A. Eichhorn, Der ermländische Bischof und Cardinal Stanislaus Hosius, Mainz 1854, s. 404.
J. Wiśniewski, Kościoły i kaplice na terenie byłej diecezji pomezańskiej 1243‒1821, Elbląg
1999, s. 69; W. Zawadzki, Duchowieństwo katolickie…, t. 1, s. 29.234‒235.
3
4
156
Ks. Wojciech Zawadzki
Biskup warmiński kard. Stanisław Hozjusz już w 1564 r. sprowadził na War‑
mię jezuitów z zamiarem utworzenia seminarium diecezjalnego. Dn. 21 sierp‑
nia 1565 r. erygowano w Braniewie kolegium jezuickie i seminarium duchowne,
a w 1578 r. także Alumnat Papieski, przygotowujący kapłanów do pracy misyjnej,
głównie w Skandynawii. W 1632 r. powstało drugie gimnazjum jezuickie w Resz‑
lu. Natomiast znacznie więcej problemów, głównie natury materialnej, mieli bisku‑
pi chełmińscy z powołaniem seminarium na terenie swojej diecezji. Erygowano
je dopiero 13 września 1651 r., ale z powodu inwazji szwedzkiej zostało wkrótce
zamknięte. Działalność tej placówki odtworzono w styczniu 1677 r. Olbrzymią
rolę w edukacji przyszłych kapłanów odegrała też Akademia Chełmińska, która
w XVIII w. była gimnazjum akademickim afiliowanym do Uniwersytetu Jagiel‑
lońskiego. Kształcenie kleru chełmińskiego powierzono księżom misjonarzom5.
Wymienione placówki odegrały kluczową rolę w modelowaniu przy‑
szłych pruskich kapłanów, także tych na Powiślu i ziemi żuławskiej. Chociaż
formacja i edukacja prowadzona przez jezuitów i księży misjonarzy różni‑
ły się nieco między sobą, jednak doskonale przygotowywały seminarzystów
do pracy duszpasterskiej. Już od pocz. XVII w. coraz więcej było na Żuławach
Wielkich i Małych oraz Powiślu kapłanów katolickich, którzy bardzo dobrze
sprawdzali się w intelektualnej i pastoralnej konfrontacji z innowiercami. Bez
kompleksów propagowali katolicyzm, co więcej, czując wsparcie swych bisku‑
pów i przyzwolenie królów polskich, przechodzili do wyznaniowej ofensywy,
głównie wobec protestantyzmu. Pilnowali, by na terenie podległych im parafii
nie tworzono nowych świątyń ewangelickich i mennonickich domów modli‑
twy, ograniczali oddziaływanie duszpasterskie pastorów i kaznodziejów pro‑
testanckich, egzekwowali składanie przez innowierców powinności material‑
nych na rzecz kościołów katolickich. Nie było na omawianym terenie w XVII
i XVIII w. dialogu ekumenicznego, nie było nawet bliższych relacji towarzy‑
skich między duchowieństwem katolickim i protestanckim, a jeśli sporadycz‑
nie takie się zdarzały, były tępione i karane przez biskupów chełmińskich6.
O ile w parafiach Powiśla dominowała ludność katolicka, o tyle w wielu
parafiach Żuław Wielkich i Małych przewagę stanowiła ludność wyznania
ewangelickiego. Co więcej, katolikami była tam z reguły garstka ubogich ludzi,
niewykształconych, najmujących się w charakterze wyrobników do pracy słu‑
żebnej u ewangelików. Zazwyczaj materialny trzon żuławskich wiosek stano‑
wili bogaci protestanccy chłopi (gburzy), którzy często zostawali witrykami7
A. Liedtke, Początkowe dzieje seminarium chełmińskiego, „Nasza Przeszłość” 1960, nr 11,
passim; A. Szorc, Historia Warmińskiego Seminarium Duchownego „Hosianum” 1565‒1945,
w: Wyższe Seminarium Duchowne „Hosianum”. Zarys dziejów, red. A. Szorc, A. Kopiczko, Ol‑
sztyn 1995, s. 14‒23.59‒69; W. Zawadzki, Duchowieństwo katolickie…, t. 1, s. 88‒100.
6
Tamże, s. 249; W. Zawadzki, Duchowieństwo katolickie oficjalatu pomezańskiego w latach
1525‒1821, t. 2. Słownik, Elbląg 2009, s. 114.
7
Witrycy – osoby świeckie wchodzące w skład rady parafialnej, których trosce powierzano
materialne sprawy parafii.
5
Kapłani diecezjalni Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla…
157
katolickich świątyń. Nie kwapili się jednak do troski o te kościoły, co wydaje
się z ich punktu widzenia zrozumiałe. Paradoksem niespotykanym w innych
częściach ówczesnej Rzeczyspospolitej jest fakt, że znaczna część katolickich
świątyń żuławskich utrzymywała się z materialnych dochodów składanych
przez innowierców. Egzekwowanie tych świadczeń materialnych zajmowało
księżom katolickim sporo czasu i trudu. Często stawali przed sądami różnych
instancji dochodząc praw religii katolickiej na tym terenie. Jeden z takich
księży, Stanisław Żeromski, latami procesował się nawet przed Trybunałem
Koronnym w Piotrkowie o kościół w Jasnej. Ostatecznie w 1668 r. odebrał go
na zawsze z rąk protestanckich8.
Niestety, oddając świadectwo prawdzie trzeba też zaznaczyć, że niektórzy
kapłani żuławscy i powiślańscy w XVII i XVIII w. stawali przed sądem koś‑
cielnym w charakterze oskarżonych. Najczęściej stawiano im zarzuty natu‑
ry moralnej oraz związane z awanturnictwem, pieniactwem, pomówieniami
i notorycznym zaniedbywaniem obowiązków duszpasterskich. Taki był jednak
panujący wówczas w Rzeczypospolitej sarmacki styl życia. Zły przykład szedł
począwszy od dworu królewskiego, poprzez dwory magnackie i biskupie,
aż po dworki szlachty zagrodowej. Zajazdy w stylu Jacka Soplicy miały miejsce
także na Powiślu. Właściciel Waplewa i kasztelan chełmiński w jednej osobie,
Kazimierz Zawadzki, herbu Rogala, w 1687 r. rękami swych rajtarów wyciąg‑
nął siłą z konfesjonału proboszcza w Krasnej Łące, franciszkanina o. Floriana,
wyrzucił go z kościoła, a świątynię zamknął. Bp Opaliński wysłał do Krasnej
Łąki swoje wojsko i odbił kościół. Nie czekając na rozstrzygnięcia sądowe, biskup
skierował wojsko również do Waplewa, ale Zawadzki zawczasu przygotowany nie
dał się zajechać. A potem, po licznych perypetiach, biskup i Zawadzki pojednali
się, wpadli sobie w objęcia, razem popłakali i ucztowali. Tym gorszącym scenom
przyglądała się nie tylko okoliczna ludność, ale także duchowieństwo parafialne.
Niektórzy księża naśladowali taki styl życia. Swój własny zajazd na dobra właści‑
ciela Kątek i wicewojewody malborskiego Jana Kazimierza Kalksteina zorganizo‑
wał proboszcz postoliński Sebastian Krzywiński. Poszło o ziemię, a skończyło się
tym, że ks. proboszcz ze służbą uzbrojoną w armaty i muszkiety najechał na dobra
szlacheckie. Z ust duchownego padło wiele inwektyw. W trakcie procesu sądowe‑
go wykazano, że ks. Krzywiński odmówił chorej żonie szlachcica posługi sakra‑
mentalnej i lubił wałęsać się po okolicy ze strzelbą.
Zamiłowanie do muszkietu miał też ks. Józef Osiński z Krasnej Łąki. Ten
jednak po pijanemu strzelał w plebanii. Lubił też przesiadywać z parafianami
przy trunkach w karczmie w Krasnej Łące. Przy alkoholu nie gardził towarzy‑
stwem protestantów.
8
Jeszcze w 1817 r. von Schön pisząc do ministerstwa w Berlinie skarżył się, że bogaci
ewangeliccy chłopi z terenu Żuław muszą łożyć na utrzymanie kościołów katolickich, do któ‑
rych uczęszcza garstka okolicznej biedoty. Por. Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz,
Berlin – Dahlem (dalej: GStA PK), I HA, Rep. 76 IV, Kultusministerium, Sekt. 3, Abt. VII, Nr. 6,
Bd. 1; W. Zawadzki, Duchowieństwo katolickie, t. 2, s. 289.
Ks. Wojciech Zawadzki
158
W 1640 r. podczas wizytacji kanonicznej parafii ustalono, że dwaj księża
sąsiedzi, Jakub Trzciński z Gnojewa i Jan Melchior Raba z Kończewic, wspól‑
nie popijali alkohol i oddawali się hulankom. Wizytator pochwalił ich jednak,
że nie zaniedbywali spraw duszpasterskich. Z gorszą oceną spotkało się nato‑
miast zachowanie proboszcza Boręt Andrzeja Sątopskiego, który nadużywał
alkoholu, pobił dwóch parafian, uganiał się ze strzelbą po wiosce, handlował
piwem na plebanii i awanturował się z wieśniakami.
Nie brakowało zwykłych dziwaków i ekscentryków. Pochodzący z diece‑
zji krakowskiej ks. Wojciech Bielski przechowywał w kościele tychnowskim,
po prawej stronie głównego ołtarza, beczkę z piwem. Gdy nakazano mu obciąć
długie włosy, prosił wizytatorów o zmianę decyzji tłumacząc się bólem głowy,
gdy ma krótkie włosy9.
Te i podobne ekscesy z udziałem osób duchownych z naszego terenu,
chociaż zdarzały się tu i ówdzie i zawsze budziły zgorszenie, trzeba widzieć
we właściwym kontekście i proporcjach. Z reguły siedemnasto‑ i osiemna‑
stowieczne protokoły wizytacyjne parafii Powiśla i Żuław chwalą przykładne
i godziwe życie księży katolickich. Często podkreślają ich należytą postawę
moralną, życie pobożne, troskę duszpasterską i staranie o powierzoną sobie
świątynię i dobra kościelne. Przed wiekami, podobnie jak dziś, kapłani, któ‑
rzy modlili się i gorliwie pracowali, nie budzili takiego zainteresowania, jak
księża hultaje. O tych pisano zawiadomienia, sporządzano protokoły przesłu‑
chań i ogłaszano sentencje wyroków, czyli to, co stanowi dziś bazę źródłową
dla badaczy wieków minionych. Niestety po wiekach więcej wiemy o księżach
kiepskiej reputacji niż o tych świątobliwych10.
Poważnym problemem duszpasterskim w XVII i XVIII w. w Rzeczypospo‑
litej, w tym i na omawianym terenie, było zjawisko kumulowania przez du‑
chownych beneficjów kościelnych. Wprawdzie prawo kanoniczne starało się
ograniczać tego rodzaju praktyki, ale jednocześnie Stolica Apostolska wpro‑
wadziła możliwość uzyskania papieskiej dyspensy. Korzystano z tego udogod‑
nienia bardzo często. Rekordzista z terenu oficjalatu pomezańskiego, ks. To‑
masz Prątnicki, był proboszczem jednocześnie w 6 parafiach: Lubieszewie,
Lasowicach Wielkich, Grabowie, Chełmży, Lubawie i Elblągu. Proboszczowie
w takich sytuacjach wyręczali się w pracy duszpasterskiej komendariuszami,
którym płacono uzgodnione uposażenie. Zasadnicze dochody z beneficjum
wpływały naturalnie do kasy nieobecnego proboszcza. Zdarzały się przypadki,
że niektórzy proboszczowie nigdy nawet nie odwiedzili swej parafii11.
Niemal wszystkie parafie katolickie na Żuławach i Powiślu, w odróżnieniu
od pozostałych terenów Rzeczypospolitej, były pod patronatem królewskim.
Tylko trzy parafie na tym terenie były pod patronatem prywatnym: Jasna (patro‑
nat właścicieli Bruku), Krasna Łąka (patronat właścicieli Waplewa) i Tychnowy
Tenże, Duchowieństwo katolickie…, t. 1, s. 239.
Tamże, s. 58‒59.235‒241.
11
Tamże, s. 63‒65.
9
10
Kapłani diecezjalni Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla…
159
(patronat właścicieli Białego Dworu). Patronowi przysługiwało prawo wyzna‑
czania proboszcza. Prowadziło to do wielu perturbarcji. W praktyce bowiem,
poza trzema wymienionymi parafiami, proboszczów na Żuławach i Powiślu
w XVII i XVIII w. wyznaczali nie biskupi chełmińscy, lecz królowie polscy.
Jeśli nie stwierdzono poważnych zarzutów wobec kandydata na proboszcza
wystawionego przez króla, biskup chełmiński musiał udzielić kapłanowi no‑
minacji oraz jurysdykcji. Tym sposobem funkcje kościelne na naszym tere‑
nie obejmowały bardzo często osoby miłe władcy, ale nie zawsze odpowiednie
do pełnienia funkcji duszpasterskich.
Ziemia żuławska słynie z urodzajności. Jej uprawa była niegdyś bardzo
trudna, a częste wylewy Wisły i Nogatu zapiaszczały znaczne połacie ziemi.
Mimo to na Żuławach mieszkali bardzo bogaci rolnicy, nazywani tu gbura‑
mi, z reguły wyznania ewangelickiego i mennonickiego. Niektórzy z nich
mieli nawet po kilkaset hektarów upraw. Bogato udotowane, jeszcze od cza‑
sów krzyżackich, były też parafie na tym terenie. Zdecydowana większość pa‑
rafii dysponowała 4 łanami ziemi, czyli ok. 70 ha. Ziemia ta stanowiła pod‑
stawę utrzymania ówczesnego księdza proboszcza. Przed wiekami wyraźnie
rozróżniano dochody kościoła parafialnego oraz ziemię i dochody plebana.
Ten wydawałoby się logiczny i sprawiedliwy system finansowania nie zawsze
funkcjonował poprawnie. W praktyce niektóre kościoły nie miały żadnych
dochodów, systematycznie ubożały i popadały w ruinę. Natomiast probosz‑
czowie z uwagą pilnowali ziemi plebańskiej, z reguły najbardziej urodzajnej,
ogrodzonej i systematycznie pielęgnowanej, bo była ona podstawowym źród‑
łem ich dochodów. Bywało więc na Żuławach, że przy bardzo biednych koś‑
ciołach parafialnych rezydowali bardzo zamożni duchowni. Dodatkowe ich
dochody płynęły z tytułu iura stolae, otrzymywane w monecie, oraz z dziesię‑
ciny (Dezem), kolędy (Kalende) i tzw. Witteltag, zbieranych w naturze. Nie‑
kiedy trafiały się dodatkowe dochody zapisane testamentalnie przez zamoż‑
nych ofiarodawców. Pomijając okresy klęsk żywiołowych i wojen, duchowni
katoliccy na Żuławach Wielkich i Małych oraz Powiślu nie cierpieli biedy, a ich
status materialny znacznie wykraczał ponad przeciętną. O tym, że probostwo
na Żuławach dawało niegdyś znaczne dochody świadczy fakt, że w niektórych
parafiach proboszczami zostawali chętnie biskupi. Aż 6 biskupów było pro‑
boszczami w Zwierznie, 3 w Jasnej, po 2 w Cyganku, Żuławkach i Malborku
a po 1 w Sztumie i Nowym Stawie. Biskupi wyręczali się w duszpasterstwie
komendariuszami12.
W XVII i XVIII w. wzrosła wśród kapłanów powiślańskich i żuławskich
świadomość i aktywność społeczna, charytatywna i stowarzyszeniowa. Coraz
częstsze były przypadki materialnego wspierania kształcenia zdolnej młodzie‑
ży. Księża łożyli na ten cel pieniądze za swego życia lub po śmierci, poprzez
zapisy testamentalne. Przy wielu kościołach parafialnych powstawały szpitale,
12
Tamże, s. 76‒77.187‒200.
160
Ks. Wojciech Zawadzki
nad którymi pieczę sprawowali lokalni duchowni. Nie były to placówki leczni‑
cze w naszym dzisiejszym rozumieniu, ale raczej przytułki dla starców, niedo‑
łężnych, samotnych i nędzarzy. Ustalono, że szpitale takie powstały w Nowym
Stawie, Malborku, Dzierzgoniu, Sztumie, Kalwie, Tychnowach i Postolinie.
Swój renesans przeżywały w tym czasie bractwa religijne. Kapłani przyciągali
w ten sposób do wiary ludzi o większych potrzebach duchowych, poszukiwali
nowych form kultu i rozwijali życie społeczne na terenie swej parafii. W latach
1525‒1821 na terenie oficjalatu pomezańskiego funkcjonowało przynajmniej
40 bractw, a po przyłączeniu tego terenu do diecezji warmińskiej w 1821 r. po‑
wstało kolejnych 21 bractw13.
W 1772 r. teren Wielkich i Małych Żuław oraz Powiśla został oderwany
przez państwo pruskie od Rzeczypospolitej. Historiografia niemiecka nazy‑
wała to wydarzenie „zjednoczeniem Prus”14, a polska – pierwszym rozbiorem.
Aż do 1945 r. ziemia Żuław i Powiśla pozostawała włączona najpierw do Prus,
a potem do Rzeszy Niemieckiej, stale w ramach prowincji Prusy Zachodnie.
Pruska administracja po 1772 r. energicznie przystąpiła do niszczenia i zacie‑
rania przejawów polskości. Proces ten w niektórych rejonach przebiegał jed‑
nak z oporami. Germanizowane Powiśle aż do czasów hitlerowskich zacho‑
wało swój polski charakter. Do końca XIX w. polskość pielęgnowały niektóre
parafie żuławskie. Jakże znamienna jest wzmianka w protokole wizytacyj‑
nym parafii w Kończewicach z 1881 r. informująca, że w tamtejszej świątyni
w okresie Wielkiego Postu zamiast niedzielnych popołudniowych nieszporów
śpiewane są Gorzkie Żale15.
Królowie pruscy po 1772 r. deklarowali wprawdzie neutralność religijną
i oświeceniową tolerancję, zachowywali się jednak równie nieszczerze jak ich
ideologiczni towarzysze spod sztandarów z hasłem Liberté, égalité, fraternité.
Z polskością walczyli w sposób zaplanowany i jawny. W wymiarze religijnym
zaś stwarzali pozory równego traktowania wyznania katolickiego i ewange‑
lickiego. W rzeczywistości faworyzowali Kościół protestancki, który trady‑
cyjnie wykazywał dużą uległość wobec władzy i będący istotnym środkiem
propagowania niemczyzny. Kościół katolicki natomiast ma swe odwieczne
odniesienie do Rzymu, znaczną niezależność od lokalnych struktur wła‑
dzy, a to władcom absolutystycznym zawsze było „solą w oku”. Fryderyk II
w czerwcu 1772 r. pisał: „pomiędzy moimi katolickimi i ewangelickimi pod‑
danymi nie może zachodzić najmniejsza różnica, przeciwnie, muszą być trak‑
towani w sposób bezstronny, bez względu na wyznanie”. Niedługo potem ten
sam władca przystąpił do administracyjnej rozprawy z Kościołem katolickim.
13
J. Wiśniewski, Pomezańskie bractwa religijne (do 1821 r.), Olsztyn 2007, s. 64‒68; W. Za‑
wadzki, Duchowieństwo katolickie…, t. 1, s. 166‒176.
14
E. Carstenn, Geschichte der Hansestadt Elbing, Elbing 1937, s. 416.
15
W. Zawadzki, Parafia Mątowy Wielkie w świetle XIX‑ i XX‑wiecznych protokołów wizyta‑
cyjnych, „Studia Elbląskie” 2002, s. 41‒43; tenże, Parafia Kończewice w świetle XIX‑ i XX‑wiecz‑
nych protokołów wizytacyjnych, „Studia Elbląskie” 2009, s. 72.
Kapłani diecezjalni Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla…
161
Jego następcy na pruskim tronie, w mniejszym lub większym stopniu konty‑
nuowali tę politykę16.
Po 1772 r. stopniowo zmieniał się model kapłana katolickiego pracującego
na Wielkich i Małych Żuławach oraz Powiślu. Wprawdzie do początku XX w.
w niektórych parafiach tego terenu wymagano od kapłanów jednoczesnej
znajomości języka niemieckiego i polskiego, ale wśród miejscowego ducho‑
wieństwa coraz mniej było Polaków. Po przyłączeniu w 1821 r. terenu dawne‑
go oficjalatu pomezańskiego do diecezji warmińskiej, do parafii Żuław i Po‑
wiśla przybyli księża pochodzący z niemieckich rodzin katolickich, głównie
z Warmii. Coraz częściej pojawiali się też duchowni przybyli z głębi Niemiec
i ze Śląska. Niemiecki był cały system kształcenia przyszłych duchownych, po‑
cząwszy od szkół podstawowych i gimnazjów, poprzez seminarium duchow‑
ne, aż po studia uniwersyteckie. Najnowsze badania wykazały, że na 1146
duchownych pracujących w diecezji warmińskiej, którzy w latach 1821‒1944
przyjęli święcenia kapłańskie, tylko 182 znało język polski, co stanowi ok. 16 %
ogółu. Jawne przyznawanie się do polskości nie było mile widziane ani przez
władze kościelne ani przez świeckie i mogło zahamować drogę awansu. Włą‑
czanie się zaś w działalność społeczno‑polityczną o polskim charakterze koń‑
czyło się tak, jak w przypadku bł. ks. Władysława Demskiego17.
W latach 1772‒1945 władze pruskie a potem niemieckie, prowadziły stały
polityczny i administracyjny nadzór nad duchownymi katolickimi. Również
kapłani Żuław i Powiśla zatwierdzani byli przez władze państwowe na urzę‑
dach kościelnych po wcześniejszym pozytywnym zaopiniowaniu ich lojalności
wobec państwa. Państwo zaś tych najposłuszniejszych nagradzało i nobilito‑
wało. Sporą grupę księży z naszego terenu odznaczono Orderami Orła Czer‑
wonego różnej klasy. Niektórym powierzano intratne posady i zlecano nadzór,
głównie szkolny, nad konfratrami. Mnożono zastępy inspektorów szkolnych,
począwszy od szczebla dekanalnego aż po regencje w Gdańsku i Kwidzynie.
Wielu duchownych pozostawało na państwowej posadzie i byli traktowani jak
urzędnicy państwowi. System policyjny, administracyjny, karny i finansowy,
kształtował stopniowo w całym społeczeństwie, także wśród duchownych,
osławiony pruski porządek18.
Trzeba uznać, że polityka królów pruskich wobec Kościoła katolickiego, cho‑
ciaż z gruntu wroga, miała w konsekwencji także swoje pozytywne skutki. Pań‑
stwo wymusiło uporządkowanie wielu kwestii duszpasterskich, które w czasach
M. Józefczyk, Elbląg 1772‒1850. Kościoły chrześcijańskie na przełomie dwu epok, Pelplin
2000, s. 20‒77; A. Korybut‑Woroniecki, Państwo pruskie wobec Kościoła katolickiego w latach
1837‒1842, Toruń 2006, passim.
17
W. Zawadzki, Duchowieństwo katolickie z terenu obecnej diecezji elbląskiej w latach 1821‒1945,
Olsztyn 2000, s. 101‒102; A. Kopiczko, Duchowieństwo katolickie diecezji warmińskiej w latach
1821‒1945, t. 1. Studium prozopograficzne, Olsztyn 2004, s. 221‒241.
18
GStA PK, IV HA, Rep. 180, Nr. 19925; GStA PK, Abt. 180, Nr. 13613; W. Zawadzki, Du‑
chowieństwo katolickie z terenu…, s. 30.
16
Ks. Wojciech Zawadzki
162
polskich były bolączką parafii katolickich na Żuławach Wielkich i Małych oraz
Powiślu. Przede wszystkim zlikwidowano zjawisko kumulacji beneficjów koś‑
cielnych. Odtąd ksiądz rezydując w jednej parafii stawał się jej rzeczywistym
duszpasterzem, był z miejscowymi ludźmi na co dzień, a to w konsekwencji
budowało prestiż kapłana w lokalnej społeczności i podnosiło poziom życia
duchowego wiernych. Księża mając pod opieką jeden kościół parafialny, po‑
święcali mu więcej troski. Władze odbierając Kościołowi katolickiemu liczne
majątki i źródła dochodów, w sposób niezamierzony bardzo go wzmocniły.
Odtąd kapłani licząc na utrzymanie z tytułu pracy duszpasterskiej, więcej ser‑
ca i energii poświęcali tej działalności. Władze pruskie spowodowały więc to,
czego nie mogły spowodować listy pasterskie i perswazje kolejnych biskupów.
W jakiejś mierze nadzór i rygory, także te kanoniczne, wpłynęły na pod‑
niesienie poziomu życia moralnego i karność księży. Zupełnie zlikwidowa‑
no takie zjawiska jak włóczęgostwo, pieniactwo i lokalne burdy z udziałem
duchownych. Dla niesubordynowanych kapłanów swoje podwoje otwierały
domy poprawcze (domy księży demerytów), między innymi w Stoczku War‑
mińskim. Coraz rzadziej spotykało się księży prowadzących rolniczy styl ży‑
cia. Wielu duchownych odbywało studia na poziomie uniwersyteckim. Prenu‑
merowana przez księży fachowa prasa i literatura oraz gromadzone prywatne
biblioteki świadczą o rosnącej potrzebie samokształcenia się duchownych.
Naturalnie nadal zdarzały się przypadki wykroczeń, nadużyć i zgorszeń, ale
ogólny model kapłana katolickiego pracującego w XIX i na początku XX w.
na ziemi żuławskiej i powiślańskiej jest bardzo pozytywny. Świadczy o tym
i ten fakt, że spośród duchowieństwa związanego w latach 1821‒1945 z oma‑
wianym z terenem, z kapłaństwa nie odszedł żaden ksiądz.
Warto odnotować, że księża w XIX w., jeśli pozwalała na to kondycja fi‑
zyczna i zdrowie, pozostawali w pracy duszpasterskiej do śmierci. Naturalnie
istniał w diecezji warmińskiej szpital i dom emerytów dla duchownych, ale
trafiało do nich stosunkowo niewielu księży. Parafia stała się naturalnym śro‑
dowiskiem życia kapłana, życiowej stabilizacji, uporządkowanej i logicznej co‑
dzienności. W tę logikę wpisywała się też śmierć wśród wiernych, którym się
służyło. Jakże wymowne są kapłańskie groby przy żuławskich i powiślańskich
kościołach. Trzeba w tym miejscu koniecznie wspomnieć o ks. Piotrze Bara‑
nowskim. Był to kapłan, który na omawianym terenie najdłużej pełnił urząd
proboszcza. To prawdziwy rekordzista! Proboszczem w Tychnowach był w la‑
tach 1838‒1901, a więc 63 lata. Śmiało można rzec, że większość z tych, któ‑
rych ochrzcił, odprowadził też na miejsce wiecznego spoczynku. Do dziś przy
kościele tychnowskim znajduje się jego zadbany grób19.
Hitleryzm i II wojna światowa odcisnęły się piętnem na życiu kapłanów na Żu‑
ławach i Powiślu. Niektórzy za swe przekonania i wierność Ewangelii, skazani
przez hitlerowców, odsiadywali wyroki w sztumskim więzieniu. Wielu wbrew swej
19
Tamże, s. 61.
Kapłani diecezjalni Żuław Wielkich i Małych oraz Powiśla…
163
woli musiało ubrać mundur Wehrmachtu. Nie brakowało tych, co zginęli we fron‑
towych okopach. Ks. Brunon Binnebesel został ścięty w 1944 r. w brandenbur‑
skim więzieniu. A potem sprawiedliwość kapłanom tego terenu wymierzała Ar‑
mia Czerwona. Kapłani męczennicy mówili w tym czasie nie tylko po polsku, jak
ks. Stanisław Zuske i bł. ks. Władysław Demski, ale również po niemiecku.
Nadal zapomniany pozostaje wspaniały kapłan, gorliwy duszpasterz,
męczennik, ks. Ernest Karbaum, proboszcz z Niedźwiedzicy na Żuławach.
W 1940 r. w jego parafii znaleźli się polscy robotnicy przymusowi. Chociaż
nie musiał, z trudem wystarał się u władz hitlerowskich pozwolenie na odpra‑
wienie dla nich jednej mszy św. Gestapo zakazało jednak głoszenia kazania.
Ks. Karbaum po odczytaniu Ewangelii, w kilku słowach po niemiecku zwrócił
się do Polaków. Powiedział im: „Nie bądźcie smutni, bo będzie jeszcze inaczej”.
Za te słowa, gdy skończył mszę św. został natychmiast zatrzymany przez ge‑
stapowców i odwieziony do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Tam, przy
wejściu został brutalnie pobity, a potem nago stał na 15 stopniowym mrozie
przed łaźnią. Wieczorem kapłan ten ponownie był bity i kopany w podbrzu‑
sze. Komendant obozu wyzywał go słowami „polski klecho” oraz „upiłeś się
winem i bronisz to łajno, Polaków. Opowiedz z czego spowiadali się!”. Ran‑
kiem został przydzielony do pracy w karnej kompanii. Pobity ksiądz nie mógł
już pracować i leżał przy 18 stopniowym mrozie na śniegu. Esesman stanął
na nim nogą i kijem złamał mu kręgosłup. Ks. Ernest Karbaum zmarł po kilku
godzinach w obozowym baraku20.
Wielkie i Małe Żuławy oraz Powiśle to wyjątkowo powikłany historycznie
teren. Dziś nawiązuje do tej historii erygowana w 1992 r. diecezja elbląska.
Ma ta ziemia swoich świętych i błogosławionych, ma piękne świątynie i ka‑
plice, ma swoje sanktuaria i wielowyznaniowe cmentarze. Diecezja elbląska
ma też swój religijny klimat, może trudny i nie zawsze zrozumiały dla ludzi
z zewnątrz, ale własny i niepowtarzalny. Przez wieki współtworzyli go także
duchowni tej ziemi. To dziedzictwo zostało dane, ale i zadane. Trzeba je po‑
znawać, bo „nie można kochać tego, czego się nie zna”.
Literatura
Carstenn E., Geschichte der Hansestadt Elbing, Elbing 1937.
Eichhorn A., Der ermländische Bischof und Cardinal Stanislaus Hosius, Mainz 1854.
Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz, Berlin – Dahlem, I HA, Rep. 76 IV,
Kultusministerium, Sekt. 3, Abt. VII, Nr. 6, Bd. 1.
Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz, Berlin – Dahlem, IV HA, Rep. 180,
Nr. 19925.
W. Zawadzki, Kapłani męczennicy z terenu Żuław Malborskich i Powiśla okresu II wojny
światowej, w: Patroni diecezji elbląskiej w lokalnej świadomości i tożsamości regionu, red. J. Ho‑
chleitner, A. Kilanowski, Elbląg 2006, s. 129‒139.
20
164
Ks. Wojciech Zawadzki
Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz, Berlin – Dahlem, Abt. 180, Nr. 13613.
Józefczyk M., Elbląg 1772‒1850. Kościoły chrześcijańskie na przełomie dwu epok, Pel‑
plin 2000.
Kopiczko A., Duchowieństwo katolickie diecezji warmińskiej w latach 1821‒1945, t. 1.
Studium prozopograficzne, Olsztyn 2004.
Korybut‑Woroniecki A., Państwo pruskie wobec Kościoła katolickiego w latach
1837‒1842, Toruń 2006.
Liedtke A., Początkowe dzieje seminarium chełmińskiego, „Nasza Przeszłość” 1960, nr 11.
Szorc A., Historia Warmińskiego Seminarium Duchownego „Hosianum” 1565‒1945,
w: Wyższe Seminarium Duchowne „Hosianum”. Zarys dziejów, red. A. Szorc,
A. Kopiczko, Olsztyn 1995.
Wiśniewski J., Kościoły i kaplice na terenie byłej diecezji pomezańskiej 1243‒1821, Elbląg
1999.
Wiśniewski J., Pomezańskie bractwa religijne (do 1821 r.), Olsztyn 2007.
Zawadzki W., Duchowieństwo katolickie oficjalatu pomezańskiego w latach 1525‒1821,
Elbląg 2009, t. 1‒2.
Zawadzki W., Duchowieństwo katolickie z terenu obecnej diecezji elbląskiej w latach
1821‒1945, Olsztyn 2000.
Zawadzki W., Kapłani męczennicy z terenu Żuław Malborskich i Powiśla okresu II wojny
światowej, w: Patroni diecezji elbląskiej w lokalnej świadomości i tożsamości regionu,
red. J. Hochleitner, A. Kilanowski, Elbląg 2006.
Zawadzki W., Oficjalat pomezański w latach 1601‒1821, „Zapiski Historyczne” 2007, z. 1.
Zawadzki W., Parafia Kończewice w świetle XIX‑ i XX‑wiecznych protokołów wizytacyjnych,
„Studia Elbląskie” 2009.
Zawadzki W., Parafia Mątowy Wielkie w świetle XIX‑ i XX‑wiecznych protokołów wizy‑
tacyjnych, „Studia Elbląskie” 2002.
Diocesan priests of Great and Small Lowlands
and the Powiśle area in the years 1525‒1945
Summary
In 1525 the Pomezanian diocese ceased to exist. Further religious history of the area of
the Vistula Lowlands and Powiśle was associated with the diocese of Chelmno, since
1821 the diocese of Warmia and since 1925 also with the diocese of Gdansk. The article
presents the political, pastoral, interreligious, moral and economic conditions of life
of the Catholic clergy inhabiting the region from the sixteenth century to the end of
World War II.
Keywords: Catholic clergy, Elbląg Lowlands, Malbork Lowlands, Royal Prussia,
West Prussia.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Stanisław Dziekoński
Wydział Teologiczny
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Warszawa
Ksiądz profesor Władysław Kubik
– dydaktyk w służbie katechezy
Streszczenie: Dwadzieścia lat katechezy w polskiej szkole jest znakomitą okazją
do wspomnień, analiz, podsumowań i wyciągania wniosków na przyszłość. W tej
bogatej i wielopłaszczyznowej refleksji nie można pominąć tych, którzy nakreślili
w ostatnich dziesięcioleciach kierunki rozwoju polskiej katechezy. Wśród zna‑
komitych katechetyków wyjątkowe miejsce zajmuje ks. prof. Władysław Kubik
– najwybitniejszy dydaktyk polskiej katechezy okresu powojennego, niekwestio‑
nowany autorytet w tej dziedzinie, pionier w odkrywaniu związków pomiędzy
katechetyczną posługą słowa i dydaktyką; nestor polskiej katechetyki, wybitny
specjalista w zakresie opracowania podręczników do katechezy i nauki religii.
Słowa kluczowe: dydaktyka, katecheza, metodyka, pedagogika, religia,
szkoła, wiara, Władysław Kubik, wychowanie.
Dwadzieścia lat katechezy w szkole jest znakomitą okazją do wspomnień, analiz,
podsumowań i wyciągania wniosków na przyszłość, jeśli chodzi o katechezę w Pol‑
sce. W tej bogatej i wielopłaszczyznowej refleksji nie można pominąć tych, którzy
nakreślili kierunki rozwoju polskiej katechezy w okresie powojennym, zwłaszcza
w ostatnich dziesięcioleciach. Wśród znakomitych katechetyków wyjątkowe miej‑
sce zajmuje ks. prof. Władysław Kubik, najwybitniejszy dydaktyk polskiej kateche‑
zy okresu powojennego. Czuję się wyróżniony i zaszczycony, że spośród licznego
grona katechetyków zostałem wybrany, aby zaprezentować ks. Władysława Ku‑
bika jako dydaktyka w służbie katechezy. Znając dobrze Księdza Profesora i Jego
dorobek już na samym początku zdałem sobie sprawę ze złożoności zadania. Na‑
sunęły mi się wówczas dwa pytanie: Czy jest możliwe w przeciągu krótkiego czasu
wydobyć i przybliżyć przynajmniej najważniejsze kwestie, które wiążą się z oso‑
bą i dziełem ks. Władysława Kubika – Jego służbą katechezie? Jak koncepcyjnie
ująć zadany mi temat referatu, aby nic nie umknęło z wielkości Księdza Profesora
i Jego wkładu w refleksję i praktykę katechetyczną? Te pytania najbardziej zaważy‑
ły na układzie referatu i jego treści, w której znalazły się trzy podstawowe zagad‑
nienia: nauczający wychowawca, twórczy pisarz, autor podręczników1.
Podobne elementy wyróżnił ks. Kazimierz Misiaszek. Por. tenże, Wychowywać, to otwierać
się z radością na spotkanie drugiej osoby. Księdzu Profesorowi dr. hab. Władysławowi Kubikowi SJ,
w: Dydaktyka w służbie katechezy, red. S. Dziekoński, Kraków 2002, s. 9‒11.
1
166
Ks. Stanisław Dziekoński
1. Nauczający Wychowawca
Określenie dydaktyk wskazuje na osobę, która zajmuje się celami, treścią, pro‑
cesem i metodami wszelkiego nauczania i uczenia się2. Sam proces nauczania
– uczenia się kojarzony jest ze szkołą, która – zgodnie z założeniami reformy
edukacji w Polsce – ma nie tylko nauczać, ale też wychować. Nauczanie i wy‑
chowanie określają zatem odrębne rzeczywistości, wymagają innych działań,
ale równocześnie są wobec siebie komplementarne, ściśle powiązane, muszą
występować razem, jeśli rozwój ucznia‑wychowanka ma być pełny i wszech‑
stronny. Ideał ten wyjątkowo silnie uwidacznia się w działaniu ks. Władysła‑
wa Kubika. Bardzo trafnie to ujął ks. Kazimierz Misiaszek w jednej ze swoich
wypowiedzi wyjaśniając, że ks. Władysław Kubik „postrzegany zawsze jako
prawdziwy wychowawca, serdeczny kolega, przyjaciel, ucieleśnia dla wszyst‑
kich osobę oddaną, otwartą, rozumiejącą innych, zatroskaną zawsze o to, aby
– zgodnie ze swoim katechetycznym powołaniem – nie zabrakło nigdy ser‑
decznego klimatu służącego prawdziwym codziennym spotkaniom, jak i two‑
rzeniu sytuacji sprzyjających formacji ludzkiej i chrześcijańskiej. Jakkolwiek
wychowanie jest przede wszystkim trudem i odpowiedzialnością, to w przy‑
padku Księdza Profesora należy koniecznie dodać, że jest ono także wyraźnie
manifestującą się radością ze spotkania z drugą osoba, której wychodzi na‑
przeciw i której pragnie służyć”3.
Przytoczona wyżej wypowiedź zbiera najważniejsze elementy składa‑
jące się na portret ks. Władysława Kubika jako dydaktyka‑wychowawcy.
Niewątpliwie część z nich należy postrzegać jako cechy wrodzone, wynika‑
jące z charakteru, czy talenty. Chodzi zwłaszcza o manifestującą się radość
ze spotkania z drugą osobą, czy też serdeczny klimat, emanujące ciepło. Wy‑
daje się, że właśnie te cechy decydują też, że ks. Władysław Kubik tak chętnie
używa tytułu ojciec, pragnie nim być dla wszystkich, decydując się na trud,
odpowiedzialność, ale przede wszystkim na miłość związaną z ojcostwem.
W postawie Księdza Profesora doskonale widać, że miłość stanowi podsta‑
wowe środowisko życia i rozwoju człowieka4 oraz posiada charakter łącznika
i motoru we wszelkich relacjach międzyludzkich5. Wnosi w relację wycho‑
wawca – wychowanek, delikatność i czułość i ożywia nieustanną troskliwość
wychowawcy. Wychowująca miłość domaga się równocześnie stawiania roz‑
sądnych wymagań, uczenia dyscypliny, demaskowania zagrożeń zewnętrz‑
nych i wewnętrznych, egzekwowania naturalnych konsekwencji popełnia‑
nych przez wychowanka błędów6.
Por. W. Koska, Katechetyka, Poznań 1993, s. 8.
Por. K. Misiaszek, dz. cyt., s. 9‒10.
4
Por. B. Kłys, Rodzina jako uprzywilejowane środowisko miłości, w: Wychowanie do miłości,
red. K. Majdański, Warszawa 1987, s. 62.
5
Por. J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, Lublin 1986, t. II, cz. 2, s. 6.
6
Por. M. Dziewiecki, Wychowanie w dobie ponowoczesności, Kielce 2002, s. 29‒30.
2
3
Ks. profesor Władysław Kubik– dydaktyk w służbie katechezy
167
Pedagogiczny talent najwybitniejszego dydaktyka w powojennej Polsce
został rozwinięty poprzez lata studiów pedagogicznych na Wydziale Filo‑
zoficzno‑Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w latach
1959/60‒1963/64, gdzie ks. Władysław Kubik ukończył studia magisterskie
i obronił doktorat. Już wówczas, w badaniach prowadzonych przez Niego, dało
się zauważyć łączenie problematyki wychowania z dydaktyką, o czym świadczą
wymownie praca magisterska – wieńcząca studia podstawowe z pedagogiki,
pt. Pedagogiczne znaczenie koncentracji uwagi – obrona 27 czerwca 1964 r.,
i rozprawa doktorska zatytułowana: Umiejętność koncentracji uwagi u uczniów
klas VI, VII i VIII oraz jej konsekwencje dydaktyczne – napisana pod kierun‑
kiem prof. dr. hab. Jana Konopnickiego – stopień doktora nadany uchwałą Rady
Wydziału Filozoficzno‑Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krako‑
wie dnia 26 listopada 1971 r.
Doświadczenie pedagogiczne ks. Władysław Kubik zdobywał w kontakcie
z uczniami i studentami. Począwszy od V roku studiów z pedagogiki przez
7 lat nauczał religii przy Bazylice Najświętszego Serca Jezusowego w Krako‑
wie na terenie parafii św. Mikołaja. Katechizował na wszystkich poziomach
nauczania – od przedszkola aż po młodzież maturalną. Od 1967 r. prowadził
zajęcia zlecone z zakresu pedagogiki eksperymentalnej i dydaktyki ogólnej,
a od 1971 r. rozpoczął pracę na stanowisku adiunkta w Akademii Teologii Ka‑
tolickiej (ATK) w Warszawie przekształconej w Uniwersytet Kardynała Stefa‑
na Wyszyńskiego w 1999 r., jak też w Punkcie Konsultacyjnym Studiów Za‑
ocznych Wydziału Teologicznego ATK w Katowicach.
Trzeba też wspomnieć o współpracy z Papieską Akademią Teologiczną
w Krakowie w ramach funkcjonujących tam studiów – Międzyzakonnym
Wyższym Instytucie Katechetycznym i w Instytucie Teologicznym prowadzo‑
nym przez Księży Misjonarzy. Podejmował tam wykłady z dydaktyki ogólnej
i pedagogiki. W 1989 r. z inicjatywy ks. Władysława Kubika zostało powołane
dwuletnie studium pomaturalne dla świeckich w Instytucie Kultury Religijnej,
które w 1995 r. przekształciło się w sześcioletnie zaoczne studium pedagogiki
religijnej i pedagogiki ogólnej oraz pięcioletnie Studium magisterskie pedago‑
giki religijnej w Papieskim Wydziale Filozoficznym Towarzystwa Jezusowego
w Krakowie. Dzięki ofiarnej i charyzmatycznej pracy Księdza Profesora nastą‑
pił rozwój Wyższej Szkoły Filozoficzno‑Pedagogicznej „Ignatianum” w Krako‑
wie, której był rektorem.
W ramach zajęć były prowadzone wykłady, o czym wspomniano wyżej
z wyszczególnieniem kierunku, ale też seminaria magisterskie i doktoranckie.
Pod kierunkiem ks. Władysława Kubika zostało wypromowanych setki osób.
Warto też wspomnieć, że w latach 1974‒2000 był członkiem Katechetycznej
Ekipy Europejskiej, skupiającej profesorów i wykładowców z krajów euro‑
pejskich, odpowiedzialnych za kształcenie katechetów. Brał udział w odby‑
wających się co dwa lata międzynarodowych zebraniach służących szerokiej
wymianie doświadczeń w dziedzinie kształcenia katechetów. Od 1 czerwca
168
Ks. Stanisław Dziekoński
1978 r. był honorowym członkiem Związku Katechetów Niemieckich z sie‑
dzibą w Monachium, a w latach 1976‒1982 członkiem Konsulty Sekcji Wykła‑
dowców Katechetyki i Pedagogiki w Seminariach Duchownych Diecezjalnych
i Zakonnych. Ponownie został wybrany na członka tejże Konsulty w 1991 r7.
Ks. Władysław Kubik jest więc wychowawcą wielu pokoleń osób świeckich
i duchownych. W ramach swej działalności dydaktyczno‑wychowawczej
kształtował nie tylko jednostki, ale tworzył środowiska odpowiedzialne za ka‑
techezę w Polsce i w Europie. Wpatrując się we wzór ks. Władysława Kubika
można stwierdzić, że „dydaktyk to nauczyciel, wychowawca i katecheta we‑
wnętrznie dojrzały, przewidujący, z taktem, mądrością, cierpliwością i empa‑
tią wspomagający rozwój ucznia; to ojciec wydobywający ze skarbca tradycji
i współczesności rzeczy stare i nowe, aby nie zabrakło, jakże ważnej w wycho‑
waniu kontynuacji i jedności działań”8.
2. Twórczy Pisarz
Rysem wyróżniającym ks. Władysława Kubika jest twórczość naukowa, za‑
uważalna zwłaszcza w obszarze dydaktyki katechetycznej. Dla Księdza Pro‑
fesora uprawianie dydaktyki jest życiową pasją, dzięki której wszyscy zosta‑
liśmy uwrażliwieni na znaczenie kwestii dydaktycznych w katechezie. Lepiej
rozumiemy, że dydaktyka nie jest tylko jednym z elementów dopełniających
wykład katechetyczny, ale nadaje katechezie organiczny i spójny charakter, za‑
pewnia jej systematyczność i skuteczność9.
W krótkim przedłożeniu jest rzeczą niemożliwą dokładne przedstawie‑
nie całej przebogatej i wieloaspektowej twórczości pisarskiej ks. Władysła‑
wa Kubika, dlatego też zostanie przedstawiona jedynie pewna synteza, przy
czym nie tyle porządkująca ten dorobek w ujęciu problemowym, ale pokazu‑
jąca wkład Księdza Profesora w rozwój polskiej dydaktyki. W tym względzie
na szczególne podkreślenie zasługują dwie monografie: Rozwój myśli dy‑
daktycznej w polskiej literaturze katechetycznej w latach 1895‒197010, i Zarys
dydaktyki katechetycznej11. Są to najbardziej reprezentatywne opracowania
z wykorzystaniem warsztatu naukowego, zbierające dorobek dydaktyczny
najwybitniejszych katechetyków polskich i wytyczające kierunki rozwoju
polskiej dydaktyki. Warto zwrócić uwagę na solidność tych opracowań i ich
użyteczność w praktyce katechezy, podkreślaną przez samego Autora pub‑
likacji, który słusznie zauważa, że „nie sposób dzisiaj kompetentnie ukła‑
Dane wzięte z noty biograficznej ks. prof. Władysława Kubika.
Por. K. Misiaszek, dz. cyt., s. 10.
9
Por. tamże.
10
Książka wydana w ATK w Warszawie, 1987, ss. 327.
11
Książka wydana na Wydziale Filozoficznym Towarzystwa Jezusowego w Krakowie, Kraków
1990, ss. 319.
7
8
Ks. profesor Władysław Kubik– dydaktyk w służbie katechezy
169
dać programy oraz pisać podręczniki do nauki religii, jeżeli nie przemyśli
się słusznych wartości tkwiących we współczesnych teoriach dydaktycznych.
Nie można także inicjować badań empirycznych bez skonstatowania, jakie
problemy zostały już przez pokrewne nauki zbadane, jakie wnioski wypro‑
wadzone, które mogą się stać punktem wyjścia do nowych badań, specyficz‑
nych dla dziedziny wiedzy, jaką jest katechetyka. Trudno wreszcie oczekiwać
efektów w pracy katechizacyjnej, jeżeli zabraknie katechetom wyczerpu‑
jącej informacji nt. prawidłowego przebiegu procesu nauczania – uczenia
się, jego miejsca w procesie katechizacji, związków i zależności pomiędzy
celami, treściami i samym procesem, jakie powinny dojść do głosu w pracy
katechetycznej”12.
Dotykając kwestii praktycznego zastosowania refleksji naukowej ks. Wła‑
dysława Kubika nie sposób pominąć jego opracowań zamieszczonych w pod‑
ręcznikach do nauki religii. Autor nie ograniczył się tylko do zdawkowych in‑
formacji, ale przedstawił zasadnicze kwestie związane z dydaktyką i metodyką
katechezy w obszernych elaboratach, napisanych po mistrzowsku. Wyjątkowo
ważne były te publikacje, które ukazywały się przed zmianami społeczno‑po‑
litycznymi w Polsce, kiedy refleksja nad katechezą nie była tak rozwinięta, jak
w ostatnich latach. Przypomnę tylko niektóre publikacje tamtego czasu, w klu‑
czu chronologicznym: Założenia dydaktyczne podręcznika dla III roku katechi‑
zacji, w: Bóg z nami, cz. III, Podręcznik dla katechety 13; Metodyka katechiza‑
cji, w: Bóg z nami, cz. IV, Podręcznik dla katechety 14; Propozycje dydaktyczne,
w: Podręcznik metodyczny do Katechizmu Religii Katolickiej, cz. I15; Prawidłowości
uczenia się i zasady nauczania w zastosowaniu katechetycznym, w: Podręcznik
metodyczny do Katechizmu Religii Katolickiej, cz. II 16; Zasadnicze akcenty dy‑
daktyczne, w: Podręcznik metodyczny do Katechizmu Religii Katolickiej, cz. III 17;
Proces dydaktyczny, w: Podręcznik metodyczny do Katechizmu Religii Katoli‑
ckiej, cz. IV 18; Zadania i treść religijnego wychowania małego dziecka, w: Jezus
Chrystus z nami, Podręcznik dla katechizacji dzieci najmłodszych, t. I 19; Idea
przewodnia podręcznika dla katechizacji dzieci w wieku przedszkolnym, w: Je‑
zus Chrystus z nami, t. II 20.
Odnotować też trzeba artykuły ukazujące się w podręcznikach do nauki
religii po 1990 r., czyli po powrocie katechezy w obszar szkoły. W latach 90.
ukazały się np.: Wprowadzenie w: Podręcznik metodyczny Bóg z nami, cz. I 21;
Por. W. Kubik, Rozwój myśli dydaktycznej…, s. 19.
Red. J. Charytański, Warszawa 1972, s. 20‒38.
14
Red. J. Charytański, Warszawa 1974, s. 23‒53.
15
Red. J. Charytański, W. Kubik, Warszawa 1976, s. 25‒36.
16
Red. J. Charytański, W. Kubik, Warszawa 1978, s. 14‒28.
17
Red. J. Charytański, W. Kubik, Warszawa 1980, s. 19‒33.
18
Red. J. Charytański, W. Kubik, Warszawa 1980, s. 30‒50.
19
Red. W. Kubik, Warszawa 1983, s. 8‒46.
20
Red. W. Kubik, Warszawa 1984, s. 262‒303.
21
Red. W. Kubik, Z. Marek, Kraków 1993, s. 5‒6.
12
13
170
Ks. Stanisław Dziekoński
Katecheza według założeń Podręcznika metodycznego Bóg z nami, cz. I i II,
w: Podręcznik metodyczny Bóg z nami, cz. I22.
Uwagę zwracają opracowania nie tyle skoncentrowane wokół danego
podręcznika, ale szerzej ujmujące problematykę dydaktyczną i metodyczną
w katechezie, publikowane w renomowanych czasopismach teologicznych
i katechetycznych, takich jak: „Ateneum Kapłańskie”, „Collectanea Theologi‑
ca”, „Katecheta”, „Horyzonty Wiary”. Problemy podejmowane przez ks. Wła‑
dysława Kubika nawet w latach 70. i 80. XX w. zachowują swoją aktualność,
o czym przekonujemy się zatrzymując się już na tytułach artykułów: Profil
dydaktyczny podręczników dla katechety23, Zasadnicze problemy współczesnej
dydaktyki w katechetyce24; Doświadczenie małego dziecka istotnym uwarunko‑
waniem wychowania do wiary25, Wychowanie młodzieży do twórczego działa‑
nia i zaangażowania społecznego26; Potrzeba reformy w zakresie dydaktycznym
i wychowawczym na szczeblu nauczania początkowego27; Zadania wychowaw‑
cze katechezy dla chrześcijańskiej formacji28, Wychowanie do pełnienia ról spo‑
łecznych29; Podstawowe założenia i zadania podręcznika dla katechizacji dzieci
najmłodszych30; Idea przewodnia trzyletniego cyklu katechizacji dzieci w wieku
przedszkolnym31, Metoda stopni formalnych32, Jakie problemy zajmują obecnie
dydaktyków w Polsce? oraz Nauczanie problemowe w nowym systemie naucza‑
nia33; Przedszkole pierwszym ogniwem oświaty i wychowania34, W poczuciu od‑
powiedzialności za wychowanie religijne35, Proces dydaktyczny w katechezie36,
Katecheza metodą problemową37, Znaczenie wychowania w katechezie do rozu‑
mienia symbolu38.
W proponowanych ujęciach i rozwiązaniach ks. Władysław Kubik wyka‑
zał niezwykłą umiejętność wybiegania w przyszłość, wyprzedził swoją epokę
przygotowując grunt dla przemian, jakie miały nastąpić w obszarze katechezy
po 1989 r. Należy bowiem podkreślić, że powrót katechezy w obszar szkoły
w pewnym sensie wymusił, albo też obudził większe zainteresowanie się me‑
Red. W. Kubik, Z. Marek, Kraków 1994, s. 7‒16.
W: W kierunku prawdy, red. B. Bejze, Warszawa 1976, s. 359‒377.
24
„Ateneum Kapłańskie”, 1978, t. 91, nr 70, s. 232‒251.
25
„Collectanea Theologica”, 1979, nr 49, f. 4, s. 47‒58.
26
„Collectanea Theologica”, 1980, nr 50, f. 3, s. 63‒84.
27
Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1973, nr 43, f. 3, s. 184‒190.
28
Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1980, nr 52, f. 4, s. 97‒111.
29
„Katecheta”, 1981, nr 25, s. 145‒150.200‒205.
30
„Collectanea Theologica”, 1984, nr 54, f. 3, s. 11‒27.
31
„Katecheta”, 1985, nr 29, s. 200‒211.
32
Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1972, nr 42, f. 4, 153‒157.
33
Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1973, nr 43, f. 1, s. 119‒122.128‒133.
34
Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1979, nr 49, f. 1, s. 113‒124.
35
„Horyzonty Wiary”, 1991, nr 2, z 7, s. 15‒28.
36
W: Katecheza w szkole, red. M. Majewski, Lublin 1992, s. 67‒81.
37
W: Katechizacja różnymi metodami, red. M. Majewski, Kraków 1994, s. 129‒155.
38
W: Katecheta w szkole (poradnik pedagogiczny), red. M. Śnieżyński, Kraków 1994, s. 91‒102.
22
23
Ks. profesor Władysław Kubik– dydaktyk w służbie katechezy
171
todyką i dydaktyką katechezy. Aby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć
do propozycji szkoleń, jakie przez dwadzieścia ostatnich lat były kierowane
do nauczycieli religii, czy też przejrzeć materiały katechetyczne, bądź artyku‑
ły w pismach adresowanych do nauczycieli religii i katechetów. Prekursorem
tego ożywienia jest ks. Władysław Kubik. Jego opracowania cechuje głębia,
bardzo dobry warsztat badawczy i umiejętność przejrzystego przekazu.
Powrót katechezy w obszar szkoły był dla ks. Władysława Kubika no‑
wym impulsem do twórczego zaangażowania. Trzeba wyraźnie podkreślić,
że Ksiądz Profesor był jednym z pierwszych autorów wskazujących na ko‑
nieczność formacji katechetów w nowej rzeczywistości polskiej katechezy39.
Włączył się też twórczo w refleksję nad zmianą koncepcji nauczania w polskiej
szkole40, wyprzedzając w ten sposób wydarzenia, jakie miały nastąpić kilka lat
później, związane z wprowadzeniem reformy edukacji w Polsce.
W obszarze Polski ks. Władysław Kubik stał się pionierem i wybitnym
znawcą katechezy skierowanej do dzieci. Należy podkreślić, że w jego reflek‑
sji podejmującej zagadnienia wychowania, dydaktyki i metodyki w katechezie
dzieci – nawet przedszkolnych, nie zabrakło odniesień teologicznych. Rozwią‑
zania proponowane przez Księdza Profesora rzeczywiście mają ukierunkowa‑
nie katechetyczne, uwzględniają zasadniczy cel katechezy – spotkanie katechi‑
zowanego z osobą Jezusa Chrystusa.
Obraz twórczości naukowej ks. Władysława Kubika byłby niepełny, gdyby
pominąć publikacje przenoszące doświadczenia polskie na grunt katechezy
europejskiej, zwłaszcza niemieckiej i francuskiej. W tym względzie na uwagę
zasługują zwłaszcza artykuły: Religion und christlich glauben in Polen41; Situ‑
ation und Konsequenzen für die Katechese in Europa, w: Dokumentation des
Europaischen Katechetischen Kongresses ‘9342; La catéchèseé polonaise dans le
nouveau contexte européen43. Ksiądz Profesor równocześnie zapoznawał pol‑
skiego odbiorcę – adresata z doświadczeniami katechezy prowadzonej w in‑
nych krajach, i co warto podkreślić, nie tylko pozostających w obszarze Euro‑
py Zachodniej, ale też byłego bloku komunistycznego44.
W bogatym i różnorodnym dorobku naukowym ks. Władysława Kubika
uwagę zwracają artykuły poddające analizie pod kątem zagadnień dydaktycznych
Obowiązek formacji laikatu, „Horyzonty Wiary”, 1990, nr 1, z. 1, s. 5‒18; Permanentne do‑
kształcanie katechetów, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1993, nr 3, s. 128‒130;
W sprawie przygotowania katechetów, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1993,
nr 3, s. 125‒128.
40
Nowa „Koncepcja programu kształcenia ogólnego w polskich szkołach”, Biuletyn Kateche‑
tyczny, „Collectanea Theologica”, 1993, nr 3, s. 122‒125.
41
„Religionspadagogische Beitrage”, 1991, nr 28, s. 88‒102.
42
Deutscher Katecheten – Verein E.V., München 1993, s. 59‒64.
43
Lumen Vitae. Revue internationale de catéchèse et de pastoral, „Initiations Nouvelles”, Tri‑
mestriel‑mars 1994, nr 1, s. 61‒67.
44
Odnowa katechetyczna na Węgrzech, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”,
1978, nr 48, f. 2, s. 149‒152.
39
172
Ks. Stanisław Dziekoński
dokumenty Kościoła i nauczanie papieży45. Z wielką kompetencją, z bogatym
doświadczeniem dydaktycznym i znawstwem historii i najnowszych osiągnięć
w dziedzinie dydaktyki ogólnoświatowej Ojciec Profesor poddawał analizie
i ocenie wypowiedzi najwyższych autorytetów Kościoła, zamieszczone w do‑
kumentach różnej rangi, ale bardzo istotnych dla rozstrzygnięć w katechezie.
Dzięki tym opracowaniom teoretycy i praktycy katechezy w Polsce łatwiej
mogli dostrzec, na ile Kościół otwierał się na osiągnięcia dydaktyki ogólno‑
światowej, jak też, jakie nowe kierunki rozwoju dydaktyki zostały zakreślone
w katechetycznej posłudze Słowa.
W przeglądzie piśmiennictwa ks. Władysława Kubika znajduje się również
wiele artykułów o charakterze popularno‑naukowym. W większości przypad‑
ków dotykają one szczegółowych kwestii w zakresie wychowania w wierze, re‑
alizowanego w ramach liturgii, nabożeństw, świąt i uroczystości religijnych46.
3. Autor podręczników
Trzecim obszarem zaangażowania ks. Władysława Kubika jest pisanie i re‑
dagowanie podręczników. Jako twórcy podręczników katechetycznych Ojcu
Profesorowi przysługuje miano i miejsce prekursora w dziedzinie kateche‑
zy przedszkolnej. Podręczniki dla okresu przedszkolnego zostały opraco‑
wane w sposób szeroki, jeśli uwzględni się wiek dziecka (dla dzieci trzy‑
letnich, czteroletnich, pięcioletnich i sześcioletnich) i kompetentny, przy
czym to co najbardziej wyróżnia Autora, bądź też nadaje jego dziełom rys
szczególny, to umiłowanie dziecka. Jeszcze w 2002 r. ks. Kazimierz Misia‑
szek autorytarnie wypowiedział się, że podręczniki dla okresu przedszkol‑
nego ks. Władysława Kubika są, jak dotychczas, jedynymi w Polsce. Sytua‑
cja ta w ostatnich latach ulega pewnym zmianom, ale nie ma wątpliwości,
45
Orientacja antropologiczna w katechezie w świetle encykliki „Redemptor Hominis”, „Ka‑
techeta”, 1980, nr 24, s. 49‒56.108‒115; Directorium Catechisticum Generale, cz. IV: Elementy
metodyczne; cz. VI: Działalność, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica”, 1972, nr 42,
f. 3, s. 157‒162.166‒167.169‒173.
46
Jeszcze przed 1990 r. ukazały się następujące publikacje: Wychowanie w wierze Kościo‑
ła, styczeń 1984; Na krzyżowej drodze, marzec 1984; Wszczepieni w Paschę, kwiecień 1984;
Chrzest i co dalej, maj 1984; Dar, czerwiec 1984; Wtajemniczenie w Eucharystię, lipiec 1984;
Pod Twoją obronę, sierpień‑wrzesień 1984; Uczę się ciebie, człowieku, listopad 1984; Na święto
Bożej Rodzicielki, styczeń 1985; W rocznicę poświęcenia, luty‑marzec 1985; Chrystus Zmar‑
twychwstał, kwiecień 1985; Stoję przed Tobą, lipiec 1985; Nad książką „Matka Boża w moim
życiu”, wrzesień 1985; Przykłady katechezy symbolicznej w Polsce, „Miesięcznik Katechetyczny
Kurii Metropolitalnej Białostockiej – Na Drogach Katechezy”, 1994, nr 7‒8, s. 3‒5; Na szlaku
krzyża, w: Kalendarz Serca Jezusowego 1990, red. S. Pyszka, F. Rzepka, J. Sermak, Kraków 1989,
s. 155‒168; Ku pokojowi i jedności, „Posłaniec Serca Jezusowego”, styczeń 1990, s. 2‒3; W duchu
Chrystusa, „Posłaniec Serca Jezusowego”, maj‑czerwiec 1990, s. 63; Matka, „Posłaniec Serca
Jezusowego”, grudzień 1990, s. 161; Pokuta, „Czas Krakowski”, 1990, nr 8, s. 4; Serce, „Czas
Krakowski”, 1990, nr 45, s. 4.
Ks. profesor Władysław Kubik– dydaktyk w służbie katechezy
173
że w dziedzinie podręczników dla dzieci w okresie przedszkolnym ks. Wła‑
dysław Kubik jest uznanym autorytetem, więcej – mistrzem, z którego trzeba
czerpać jak najwięcej47.
Geniusz Ojca Profesora w dziedzinie pisania podręczników jest z pewnoś‑
cią uwarunkowany wrodzonym talentem, ale też studiami specjalistycznymi
i przeogromnym doświadczeniem, zdobywanym w ramach współpracy z naj‑
większymi autorytetami katechetyki i katechezy w Polsce, jeszcze w czasach
reżimu komunistycznego. Właśnie wówczas, w I poł. lat 70., ukazała się se‑
ria Bóg z nami, której współautorem i współredaktorem, obok o. Jana Cha‑
rytańskiego, a przy kolejnych tomach także o. Bronisława Mokrzyckiego, był
ks. Władysław Kubik48. W latach 80. ukazała się seria Jezus Chrystus z nami już
pod redakcją i przy współautorstwie ks. Władysława Kubika49, przepracowana
po powrocie nauczania religii do szkoły. Na bazie tej serii – tomy I i II prze‑
znaczone dla katechety dzieci w wieku przedszkolnym, w 1992 r. ukazały się
podręczniki: Z Jezusem i w Jezusie odkrywamy Boga, Katechezy dla dzieci trzy
i czteroletnich50, Od chrztu świętego z Jezusem idziemy przez życie, Katechezy
dla dzieci pięcioletnich51, Przy stole Bożego słowa i Ciała Chrystusowego, Kate‑
chezy dla dzieci sześcioletnich52.
W 1992 r. zmianie zostały poddane podręczniki z serii Bóg z nami cz. I i II
– podręcznik dla ucznia53. W 1994 r. ukazało się nowe wydanie tych podręcz‑
ników przygotowane zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego54. W tym
samym roku Ksiądz Profesor opracował założenia i całą koncepcję, jak też zo‑
stał współautorem Podręcznika Metodycznego Bóg z nami, cz. I55.
Nie można pominąć wkładu Księdza Profesora w opracowanie podręcz‑
ników przeznaczonych do katechezy młodzieży. Pierwsze z tych opracowań
sięgają II poł. lat 70. i dotyczą słynnego do dzisiaj Katechizmu Religii Katoli‑
ckiej – podręcznika metodycznego, cz. I‑IV, gdzie ks. Władysław Kubik był
Por. K. Misiaszek, dz. cyt., s. 11.
Bóg z nami, t. 1 i 2, Podręcznik dla katechety, red. J. Charytański, Warszawa 1971. (t. 1: ss.
327, t. 2: ss. 396 – współautor); Bóg z nami, t. 3, Podręcznik dla katechety, red. J. Charytański,
współredaktorzy: W. Kubik, B. Mokrzycki, Warszawa 1972, ss. 546; Bóg z nami, t. 4, Podręcznik dla
katechety, red. J. Charytański, współredaktorzy: W. Kubik, B. Mokrzycki, Warszawa 1974, ss. 660.
49
Jezus Chrystus z nami. Podręcznik dla katechizacji dzieci najmłodszych, t. 1, red. W.. Ku‑
bik, Warszawa 1983, ss. 548; Jezus Chrystus z nami. Podręcznik dla katechizacji dzieci najmłod‑
szych, t. 2, red. W. Kubik, Warszawa 1984, ss. 579; Jezus Chrystus z nami, cz. III, Przy stole Bożego
słowa i Ciała Chrystusowego (ilustrowana książka dla dzieci), Jezus Chrystus z nami cz. III (wkład‑
ka dla rodziców), Katowice 1989, ss. 160 (współautor i redaktor).
50
Warszawa 1992, ss. 188 (współautor i redaktor).
51
Warszawa 1992, ss. 239 (współautor i redaktor).
52
Warszawa 1992, ss. 273 (współautor i redaktor).
53
Wydanie poprawione przygotowali: J. Charytański, W. Kubik, Z. Marek, Kraków 1992, cz. I,
ss. 118. Ks. Władysław Kubik był współautorem liczącej ss. 142, cz. II. Dokonał opracowania całości.
54
Kraków 1994. Cz. I liczyła ss. 100, zaś cz. II ss. 130. Ks. Władysław Kubik był współautorem.
Dokonał opracowania całości.
55
Red. W. Kubik i Z. Marek, Kraków 1994, ss. 253.
47
48
174
Ks. Stanisław Dziekoński
współredaktorem i współautorem56. Inne ukazały się już po 1990 r.: Spotkania
z Bogiem w Kościele. Podręcznik metodyczny dla katechety57, Spotkania z Bo‑
giem w Kościele. Materiały katechetyczne dla ucznia II klasy szkół ponadpodsta‑
wowych58, Spotkania z Bogiem w Prawdzie. Materiały katechetyczne dla ucznia
III klasy szkół ponadpodstawowych59.
W działaniach na rzecz tworzenia podręczników nowy etap rozpoczął się
po przyjęciu dokumentów katechetycznych Kościoła w Polsce, które z pewnością
można nazwać programowymi. W oparciu o Program nauczania religii, przyję‑
ty przez Konferencję Episkopatu Polski w 2001 r. przy konsultacji merytorycz‑
nej ks. Władysława Kubika powstały podręczniki. Pierwszy z nich, datowany
na 2002 r., przeznaczony do I klasy szkoły podstawowej, został zatytułowany Dro‑
ga do Wieczernika60. Podręcznik ten jest ciekawą propozycją. Uwagę zwraca wier‑
ność wskazaniom i wymaganiom zakreślonym w programie. Dostrzega się to nie
tylko w tytułach i kolejności bloków tematycznych, ale też w poszczególnych jed‑
nostkach lekcyjnych. W porównaniu w Programem niektóre kwestie – dotyczące
głównie wprowadzenia dziecka w ważniejsze uroczystości roku liturgicznego, zo‑
stały rozszerzone. W ten sposób został zauważony, podnoszony również współ‑
cześnie, postulat większego uwzględnienia inicjacyjnego wymiaru katechezy.
W tym samym roku został przygotowany podręcznik do religii dla klas „0”,
pt. Wędrowanie z Bogiem61. Podręcznik, poprawny pod względem treści, został
bardzo dobrze przygotowany od strony metodycznej i graficznego opracowa‑
nia. Szeroki wachlarz metod aktywizujących wręcz zachęca dziecko do samo‑
dzielnej pracy. Do podręcznika ucznia został dołączony poradnik metodyczny,
pozwalający katechecie właściwie odczytać potrzeby katechizowanego, lepiej
zrozumieć jego zainteresowania i możliwości.
W 2003 r. ukończono podręcznik dla ucznia kl. II szkoły podstawowej pod
red. ks. Władysława Kubika62. Przy krytycznej ocenie dostrzega się popraw‑
ność teologiczną, katechetyczną, pedagogiczną i metodyczną podręcznika.
Wręcz urzeka sformułowanie tematów, które nie tylko zakreślają problema‑
tykę, ale zachęcają ucznia do ich zgłębienia. Jest to więc podręcznik przyjazny
dziecku, liczący się z jego poziomem rozwoju.
W 2004 r. został poddany ocenie podręcznik ucznia i zeszyt do ćwiczeń
dla kl. III szkoły podstawowej zatytułowany Jezusowa wspólnota serc, pod red.
Podręcznik metodyczny do „Katechizmu Religii Katolickiej”, cz. I‑IV, red. J. Charytański,
W. Kubika: cz. I, Warszawa 1976, ss. 664; cz. II, Warszawa 1978, ss. 678; cz. III, Warszawa 1980,
ss. 604; cz. IV, Warszawa 1980, ss. 564.
57
Red. J. Charytański, W. Kubik, R. Murawski, A. Spławski, Warszawa 1991, ss. 444 (współ‑
autor i współredaktor).
58
Katowice 1991, ss. 300 (współredaktor).
59
Komitet redakcyjny: J. Charytański, R. Murawski, A. Spławski, współredaktorzy: W. Kubik,
K. Misiaszek, Warszawa 1992, ss. 320.
60
Kraków 2002.
61
Kraków 2002.
62
Kraków 2003.
56
Ks. profesor Władysław Kubik– dydaktyk w służbie katechezy
175
ks. Władysława Kubika63. Głównym założeniem podręcznika jest pogłębienie
rozumienia i przeżywania Eucharystii. Wokół niej skupiają się wszystkie grupy
tematyczne i jednostki katechetyczne. Warto odnotować fakt, że w podręcz‑
niku nie chodzi tylko o przekazanie wiedzy nt. Eucharystii, ale o pogłębienie
eucharystycznej inicjacji i wprowadzenie w życie wspólnoty ochrzczonych.
Na szczególne podkreślenie zasługuje zharmonizowana z treścią szata graficz‑
na, która poprzez wprowadzone ikony znacząco wpływa na atrakcyjność pod‑
ręcznika i praktyczność w posługiwaniu się nim przez ucznia.
W 2004 r. ukazał się też pakiet edukacyjny zatytułowany Cieszymy się Bo‑
giem: podręcznik i poradnik metodyczny, do których zostały dołączone opo‑
wiadania dla małych dzieci (czterolatków). Podręcznik ucznia został przygo‑
towany w formie plansz, bogato ilustrowanych, uwzględniających percepcję
dziecka czteroletniego. Materiały zostały tak przygotowane, aby uaktywnić
dziecko poprzez rysowanie, wklejanie i uzupełnianie ilustracji.
W tym samym roku ukazały się materiały dla dzieci pięcioletnich pod tytułem
Kochamy Boga64. Podobnie jak w katechezie czterolatków również tutaj zastosowa‑
no rozwiązanie pakietu edukacyjnego: podręcznik i poradnik metodyczny, do któ‑
rych zostały dołączone opowiadania dla małych dzieci. Głównym założeniem
realizowanym przy pomocy tych materiałów jest otwieranie dziecka na działanie
Boga, wprowadzenie w medytację i do nawiązania osobowego kontaktu z Bogiem.
Materiał został podzielony na cztery grupy tematyczne: Bóg mówi do nas słowami
Pisma świętego i przez Pana Jezusa; Bóg uczy nas kochać przez Pana Jezusa; Bóg
uczy nas ufać przez Jezusa Chrystusa; Bóg ratuje ludzi przez Jezusa Chrystusa.
W 2006 r. został opublikowany Podręcznik do religii dla klasy I gimnazjum,
pt. Szukam Was, stanowiący cz. I serii Odsłonić twarz Chrystusa, pod red.
ks. Władysława Kubika65. Podręcznik w swym układzie i treści charakteryzuje
się oryginalnością i jest niezwykle ciekawy. Podawane w nim treści są prze‑
znaczone do samodzielnego zdobywania wiedzy przez ucznia, który – dzięki
zastosowanym przez autorów rozwiązaniom, uczy się krytycznego myślenia
i w świetle wiary porządkuje swoje spojrzenie na świat i życie. W podręczniku
zastosowano niespotykany dotąd układ graficzny podobny do portalu interne‑
towego. W ten sposób zwrócono uwagę, że współczesny adresat żyje w społe‑
czeństwie informacyjnym, nowej cywilizacji, zdominowanej przez media elek‑
troniczne. Układ i treści podręcznika – poradnika metodycznego, doskonale
zostały zintegrowane z podręcznikiem ucznia i zeszytem ćwiczeń.
Cz. II serii Odsłonić twarz Chrystusa, pod red. ks. Władysława Kubika, została
wydana rok później i opatrzona tytułem Jestem z Wami. Podręcznik do religii dla
klasy II gimnazjum66. Zostały zastosowane podobne rozwiązania metodologiczne,
co w cz. I. 57 jednostek lekcyjnych zamieszczono w dziewięciu grupach tema‑
Kraków 2004.
Kraków 2004.
65
Kraków 2006.
66
Kraków 2007.
63
64
Ks. Stanisław Dziekoński
176
tycznych: I. Chcę być szczęśliwy; II. Szczęście na własną rękę; III. Pomocna
dłoń dla Boga; IV. Bóg stał się jednym z nas; V. Zobacz i uwierz; VI. Inaczej
niż myślisz; VII. Przez śmierć do życia; VIII. Idę razem z Wami; IX. Uświęca‑
jąca moc Boga. Już w samych tytułach dostrzega się umiejętne łączenie historii
zbawienia z egzystencją uczniów – ich historią.
Cz. III serii Odsłonić twarz Chrystusa, pod red. ks. Władysława Kubika nosi ty‑
tuł Chodźmy razem. Zastosowano podobne rozwiązanie metodologiczne co w po‑
przednich częściach. Zasadniczy korpus podręcznika tworzą gotowe scenariusze
katechez. Bardzo dobrze opracowany poradnik metodyczny zawiera zeszyt „O”,
w którym zamieszczono wprowadzenie do poradnika metodycznego, program
nauczania religii nr AZ‑3‒01 dla klasy III i plan wynikowy. Na końcu książki zo‑
stał załączony zeszyt dodatkowy zawierający materiały do kserowania. Podręcznik
w swej strukturze jest kompletny, a proponowane rozwiązania są przemyślane.
W 2008 r. ukazała się nowa wersja podręcznika i ćwiczeń do religii dla klasy
„0” Wędrowanie z Bogiem67. Kierownikiem redakcji jest ks. Władysław Kubik,
który podjął się również konsultacji merytorycznej. W porównaniu z poprzednią
wersją pojawiło się wiele ciekawych, bo aktywizujących dziecko ćwiczeń, bardzo
dobrze nawiązujących do podręcznika metodycznego. Została też zmieniona szata
graficzna. We wprowadzonych zmianach zostały uwzględnione głosy katechetów.
W 2009 r. została przedstawiona nowa wersja podręcznika do religii dla
I klasy szkoły podstawowej pt. W domu i rodzinie Jezusa68. Przy tym opraco‑
waniu ks. Władysław Kubik jest współredaktorem i współautorem. Podręcz‑
nik rzeczywiście wprowadza dzieci w świat wartości bosko‑ludzkich odwo‑
łując się do teologiczno‑antropologicznych aspektów chrztu świętego i jego
egzystencjalnego znaczenia w rozwoju religijności i wiary katechizowanych.
Znakomicie został spełniony soborowy postulat stopniowego wprowadzania
ochrzczonych w tajemnicę wiary, tak aby z każdym dniem zdobywali coraz
większą świadomość otrzymanego daru wiary (DWCH 2). Przekaz informacji
jest prosty i bezpośrednio dotyka nie tylko umysłu, ale serca dziecka. Odbiorca
katechezy w sposób ciekawy i w atmosferze wręcz rodzinnej jest wprowadzany
w żywy i bezpośredni kontakt z Bogiem, z osobą Jezusa Chrystusa, który jest
blisko, okazuje człowiekowi pomoc, bezgranicznie kocha, przebacza, jest obec‑
ny w sakramentach sprawowanych w Kościele i w drugim człowieku. Dzięki
tym treściom dziecko jest wręcz poruszane wewnętrznie, by na miłość Jezu‑
sa odpowiedzieć miłością wyrażaną w modlitwie osobistej, zaangażowaniem
w liturgię i spełnianiem dobrych uczynków wobec innych. Przekazywane tre‑
ści wiary pomagają rozwijać w dziecku wartości ogólnoludzkie, między inny‑
mi takie, jak: zaufanie, poświęcenie, szacunek do innych i siebie, uczciwość.
Najwięcej zmian uwidacznia się w obszarze metodyki. Niektóre teksty zostały
skrócone i przeredagowane, zastosowano inną większą czcionkę i powiększono
rozmiar podręcznika, tak by przekaz był bardziej przejrzysty. Zupełnej zmianie
67
68
Kraków 2008.
Kraków 2009.
Ks. profesor Władysław Kubik– dydaktyk w służbie katechezy
177
uległa szata graficzna. Teraz dominują w niej reprodukcje dzieł sztuki i artystycz‑
ne obrazy służące do przedstawienia scen biblijnych i do zilustrowania opowia‑
dań, oraz zdjęcia współczesne ukazujące sceny z życia. Warto podkreślić, że ca‑
łość podręcznika dobrze ze sobą komponuje różne jego elementy. Prezentowane
obrazy, zwłaszcza dzieła sztuki, wprowadzają też odbiorcę w świat kultury, uczą
odróżniania między pięknym a brzydotą, czyli odpowiedniego wartościowania
tworzonych dzieł sztuki. Bardzo dobrym rozwiązaniem są ikonki, wskazujące
na zadania, jakie są w danym momencie do wykonania.
W bieżącym roku ukazała się nowa wersja podręcznika dla ucznia II klasy
szkoły podstawowej pt. Bliscy Sercu Jezusa, pod red. ks. Władysława Kubika69.
Nową wartością podręcznika jest szata graficzna, w którą zostały włączone ar‑
tystyczne obrazy, reprodukcje dzieł sztuki i zdjęcia z życia codziennego i litur‑
gii dostosowane do mentalności ucznia. Ilustracje i zdjęcia pełnią nie tylko rolę
uatrakcyjnienia, ale – co bardzo istotne, realizują funkcję informacyjną. Ze wzglę‑
du na poziom rozwoju ucznia godnym wyróżnienia jest wykorzystanie rysunku
wykonanego ręcznie i rysunku dowolnego tworzonego przez dziecko. W porów‑
naniu z poprzednią wersją autorzy oddzieli od podręcznika ucznia zeszyt ćwiczeń,
jakkolwiek pomiędzy tymi dwoma opracowaniami dostrzega się spójność.
Wnioski
W polskiej katechetyce i katechezie ks. Władysław Kubik jest niewątpliwie posta‑
cią wyjątkową. Jest niekwestionowanym autorytetem, pionierem w odkrywaniu
związków pomiędzy katechetyczną posługą słowa i dydaktyką, nestorem polskiej
katechetyki, wybitnym specjalistą w zakresie opracowania podręczników do ka‑
techezy i nauki religii. Jego obecność w katechetyce i katechezie polskiej jest wy‑
jątkowo twórcza, a równocześnie pogodna, przyjacielska i skromna, mobilizująca
także do owocnej pracy. Ks. prof. Władysław Kubik w mistrzowski sposób umiał
połączyć teorię z praktyką, dlatego też w najbardziej syntetycznym opisie ukazuje
się nam nauczający Wychowawca, twórczy Pisarz i Autor podręczników.
Literatura
Dziewiecki M., Wychowanie w dobie ponowoczesności, Kielce 2002.
Kłys B., Rodzina jako uprzywilejowane środowisko miłości, w: Wychowanie do miłości,
red. K. Majdański, Warszawa 1987.
Koska W., Katechetyka, Poznań 1993.
Kubik W., Directorium Catechisticum Generale, cz. IV, Elementy metodyczne; cz. VI:
Działalność, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica” 1972, nr 42, f. 3,
s. 157‒162.166‒167.169‒173.
69
Kraków 2010.
Ks. Stanisław Dziekoński
178
Kubik W., Nowa „Koncepcja programu kształcenia ogólnego w polskich szkołach”, Biule‑
tyn Katechetyczny, „Collectanea Theologica” 1993, nr 3, s. 122‒125.
Kubik W., Obowiązek formacji laikatu, „Horyzonty Wiary” 1990, nr 1, z. 1, s. 5‒18.
Kubik W., Odnowa katechetyczna na Węgrzech, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea
Theologica” 1978, nr 48, f. 2, s. 149‒152.
Kubik W., Orientacja antropologiczna w katechezie w świetle encykliki „Redemptor Ho‑
minis”, „Katecheta” 1980, nr 24, s. 49‒56.108‒115;
Kubik W., Permanentne dokształcanie katechetów, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea
Theologica” 1993, nr 3, s. 128‒130.
Kubik W., Profil dydaktyczny podręczników dla katechety, w: W kierunku prawdy, red.
B. Bejze, Warszawa 1976, s. 359‒377.
Kubik W., Rozwój myśli dydaktycznej w polskiej literaturze katechetycznej w latach
1895‒1970, Warszawa 1987.
Kubik W., W sprawie przygotowania katechetów, Biuletyn Katechetyczny, „Collectanea
Theologica” 1993, nr 3, s. 125‒128.
Misiaszek K., Wychowywać, to otwierać się z radością na spotkanie drugiej osoby. Księ‑
dzu Profesorowi dr. hab. Władysławowi Kubikowi SJ, w: Dydaktyka w służbie kate‑
chezy, red. S. Dziekoński, Kraków 2002, s. 9‒11.
Woroniecki J., Katolicka etyka wychowawcza, Lublin 1986, t. II, cz. 2.
Father Professor Władysław Kubik – Educationalist
in the Service of Religious Education
Summary
The twentieth anniversary of reintroducing religious education to Polish schools is an ex‑
cellent opportunity to reminisce, to analyse, to re‑examine and to draw conclusions for the
future. In this rich and multifaceted reflection we cannot omit those who in the last decades
outlined the directions for the development of Polish religious education. Among many dis‑
tinguished religious instruction teachers, an important place is occupied by a Jesuit, professor
Władysław Kubik. He is the most outstanding educationalist in the field of religious educa‑
tion in the post‑war period, an unquestionable authority in this area, a pioneer in discovering
connections between religious education ministry and didactics, the doyen of Polish reli‑
gious instruction, a remarkable specialist in the field of religious instruction textbooks and
of teaching religious education. Despite the advanced age, Professor is still an active person.
This year he has published a new version of the textbook for the second grade of primary
school. What distinguishes „Close to the Heart of Jesus” is its graphic layout. The book pres‑
ents paintings, works of art and photos from everyday life and from the liturgy adjusted to the
mentality of a student. Lavish illustrations and photos not only make the book more attrac‑
tive, but they also fulfil information function. Professor’s presence in religious education in
Poland is exceptionally creative, and at the same time cheerful, friendly and modest, and it
motivates others to fruitful work. Father Professor Władysław Kubik can brilliantly combine
theory with practice and in this way point out new solutions for the future.
Keywords: didactic method, faith, methodology, pedagogy, religious instruction
and education, school, Władysław Kubik.
studia gdańskie
t om xxvii
Adam Drozdek
Department of Mathematics and Computer Science
Duquesne University
Pittsburgh, PA, USA
Feofan Prokopovich: from theology to politics
Summary: Prokopovich began his ecclesiastical career as a lecturer of the Kiev
academy where he taught many subjects and left extensive lecture published
posthumously in a multivolume Christianae orthodoxae theologiae. The paper
presents some of his views concerning the defense of the authority of the Bi‑
ble and the need for its literal interpretation; some positive characterizations of
God’s attributes; the creation and the makeup of the world; the position of man
in the universe; and the problem of eschatology. After Prokopovich was sum‑
moned by Peter I to St. Petersburg, he gradually abandoned theology and phi‑
losophy and concentrated on political issues and on justification of submitting
the church to the power of the state. This culminated in the Spiritual regulation
which spelled the end of an independent church in Russia.
Keywords: church and state relationship, Orthodox theology, Peter I,
Prokopovich.
Feofan Prokopovich was one of the most important figures in the history of
the Russian church. His name evokes two sentiments. He was well‑educated,
well‑read, a brilliant theologian and philosopher, a very effective writer and
preacher, a promoter of science and active participant in the development of
the education system in Russia. On the other hand, he was instrumental in
subjugating the church under the state’s rule as Peter I’s theological henchman,
working indefatigably to justify this subjugation, authoring many nauseatingly
servile speeches adulating every aspect of Peter I’s activity.1
Eleazar Prokopovich was born in 1681, studied in the Kiev Academy, and
continued his studies in schools in Poland and in Rome during which time,
for education’s expediency, he became a Uniate monk with the name of Eli‑
sei. After his return, in 1705, he became an Orthodox monk and took the
name of Theofan/Feofan. At that time, he became a lecturer of the Kiev acad‑
emy where he taught rhetoric, poetics, theology, philosophy, physics, and
mathematics. He left extensive lecture notes, some of which were published
only several decades after his death in a multivolume Christianae orthodox‑
ae theologiae. During his tenure in the Academy, he wrote a play, Vladimir,
1
In the tone of his speeches, however, he was not alone as testified by speeches of, for example,
Stefan Iavorskii and Gavriil Buzhinskii.
180
Adam Drozdek
to illustrate the use of Russian, rather than antique, themes in art. In 1707
he became a prefect of the Academy, the second person in the Academy after
the rector, and in 1711, he became the rector of the Academy and professor
of theology. In 1716, he was summoned by Peter I to Saint Petersburg to help
the tsar in enforcing new policies concerning the relationship between the
church and the state.
At the beginning of the 18th century, the memories of the patriarch Nikon
(1605‒1681) were fairly fresh. Nikon had made a strong‑willed attempt to ele‑
vate the status of the church during the reign of tsar Alexis (1629‒1676, he ruled
since 1645). This action would have meant reducing the position of the tsar.
However, the attempt did not fare well for the church since it led to a schism
inside the Orthodox church and, eventually, to the demise of Nikon himself.
However, the attempt was sufficiently strong to convince tsar Peter I that the
position of the church must be clearly subdued to the power of the state, i.e.,
the tsar himself. Prokopovich was instrumental in bringing about this submis‑
sion. However, he started initially as a talented scholar, erudite philosopher
and theologian devoted to teaching and writing.
1. The Biblical authority
The highest authority for Prokopovich was the Bible; only the Bible should be
the principle of theology since it is the word of God, His letter to people, as
it were.2 The Bible is the source not only of religious and theological knowl‑
edge, but also of physical knowledge. Therefore, for example, it is wrong that
some follow Aristotle in their belief of the eternity of heaven, “as if the Holy
Scripture should serve philosophy and not philosophy [should serve] the Holy
Scripture, as if the authority of Aristotle were greater than God’s”.3 However,
Biblical arguments, Prokopovich believed, should not be used indiscrimi‑
nantly. In making a philosophical argument, philosophical reasoning should
be used: “it would be improper for a philosopher to prove his argumentation
with history and the proof of the Holy Scripture”.4 Apparently, Biblical princi‑
ples can and should be used to form philosophical principles, but philosophi‑
cal argumentation should somehow be confined to philosophical ground only.
However, natural philosophy, that is, natural sciences have their place in help‑
ing man to acquire knowledge as well, and “even the most renowned pillars
T. Prokopowicz, Christianae orthodoxae theologiae, Leipzig 1782, vol. 1, p. 11, 17, 25; Ю. Ф.
Самарин, Стефан Яворский и Феофан Прокопович, in his Сочинения, Москва 1880, vol. 5, p. 72, 73.
3
Ф. Прокопович, Натурфілософія, або фізика, in his Філософські твори, Київ
1979‒1981, vol. 2, p. 339.
4
Ф. Прокопович, Рассуждение о нетлении людей святых и угодников божиих, в ки‑
евских пещерах нетленно почивающих, Москва 1786; В.М. Ничик, Феофан Прокопович,
Москва 1977, p. 35.
2
Feofan Prokopovich: from theology to politics
181
of the Church advocate study also of the physical world”.5 The investigation of
nature can and does provide knowledge of God, since “only by means of physi‑
cal observations we can know God who judges people according to their mer‑
its. God reveals them the knowledge of the world in his works and shows his
eternal power which is in his words and which creates everything”.6 “To speak
about God – is the task of theology (…) but a physicist can also say some‑
thing about God (…) but not in the sense, what attributes he has, but in the
sense that he is a prime mover, the cause of all motion which takes place in
this world of material things, [and is] so worthy of admiration”.7 Physics can
do much to know the Bible better. For example, as physics teaches, in nature,
the oak is, in a way, in an acorn, a chicken is in an egg, so it should not be ab‑
surd that Christ is in a small piece of the communion bread.8
It is one thing to treat the Bible as the highest authority, while it is another thing
to interpret its statements. This is important when the Bible is confronted with
the data provided by science, as in the case of the mobility of the earth. The Bible
speaks about an immobile earth being in the center of the universe, but this state‑
ment can be taken metaphorically9 just as the statement that God is strolling.10
Also, “the sun and the moon are called large lights, although the moon, as [the
astronomers] teach, is smaller than all planets except for Mercury (…) Therefore,
Moses spoke not according to the research of astronomers, but according to the
normal way of speaking, and the Holy Scripture makes similar errors in many
cases”.11 The reference to “errors in the Scripture” was quite precarious considering
that fact that it could have led to the stake, as it was the case with Quirinus Kuhl‑
mann.12 It is one thing to state that the Bible should be interpreted allegorically, at
least in some cases, and another thing to state that it is filled with errors.
It was obvious to Prokopovich that metaphoric interpretation should be
included when approaching the Bible. However, what should be interpreted
literally, what metaphorically? He criticized scholastic allegoric interpreta‑
tion of the Bible, this “harmful pestilence of misuse,” and recommended lit‑
eral meaning. Allegorists, in his view, “laugh at simpletons who understand all
speech the way it was written. They transform each word in any and which way
and chasing a secret meaning they pollute the obvious” meaning.13 He stressed
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, in: П. В. Верховской, Учреждение Духовной
коллегии и Духовный регламент, Ростов‑на‑Дону 1916, vol. 2, p. 1.52; F. Prokopovich, The
Spiritual Regulation of Peter the Great, Seattle 1972, p. 31.
6
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 117.
7
Ibidem, p. 270.
8
Ibidem, p. 118.
9
Ibidem, p. 368.
10
Ibidem, p. 369.
11
Ibidem, p. 305.
12
В. Г. Смирнов, Феофан Прокопович, Москва 1994, p. 44.
13
T. Prokopowicz, Christianae orthodoxae theologiae, vol. 1, 140‒141; П. Морозов, Феофан
Прокопович как писатель, Санкт‑Петербург 1880, p. 131, 108.
5
182
Adam Drozdek
the use of context for proper understanding and comparison with similar
uses. “Anyone can concoct silly allegories, even the most unbelieving street
charlatan”.14 It appears, then, that metaphoric interpretation should be tried as
the last resort, when literal meaning is impossible to maintain.
The final decision concerning the interpretation of the Bible belongs to the sev‑
en ecumenical councils which shed proper light on the Biblical statements. There‑
fore, the Bible by itself is not sufficient for an Orthodox believer, and the Protestant
sola scriptura doctrine, although sometimes endorsed by Prokopovich, is ultimate‑
ly rejected by him. He agreed with the Orthodox teaching that “the properly held
ecumenical councils are infallible and most certain principles of faith”.15
Although the Bible is the highest authority, with unbelievers in his mind,
Prokopovich tried to prove veracity of the Bible with rational means. In his
view, there are four types of proofs that can be provided: 1. the fulfillment of
Biblical prophecies, 2. the signs and miracles performed for confirmation of
teaching, 3. the powerful spreading of Christianity, and 4. the recognition of
the Bible even by enemies of its message.16
Also, the laws of logic seem to trump the Biblical statements. According
to Prokopovich, “even if God himself constructed a syllogism against some
dogma of the Gospel and showed that it is true and the most correct, I would
say that it is right that, for this reason, the Gospel itself is wrong”.17 This may be
considered a purely hypothetical, albeit, religiously, somewhat perilous state‑
ment, because, in reality, the Bible never contradicted syllogistic reasoning.
After all, the omniscient God inspired the Bible, and He would not have used
reasoning that is false.
2. God
The source of all being is God. Only God exists by necessity, so much so, that He
may not expunge His own existence: “Only God is so necessary that he does not
depend on any other cause and he cannot not exist even if he wanted to”.18 God
existed “before the existence of the world (…) as the most perfect reason”19 and
before “in time, out of nothing creation of all things was performed (…) all
T. Prokopowicz, Christianae orthodoxae theologiae, vol. 1, p. 158; П. Морозов, Феофан
Прокопович как писатель, p. 132.
15
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, Wratislaviae 1744, p. 52; T. Prokopowicz, Christianae
orthodoxae theologiae, vol. 1, 267‒269; Ю.Ф. Самарин, Стефан Яворский и Феофан Проко‑
пович, p. 86‒89.
16
T. Prokopowicz, Christianae orthodoxae theologiae, vol. 1, 27; Ю. Ф. Самарин, Стефан
Яворский и Феофан Прокопович, p. 75‒76.
17
Ф. Прокопович, Логіка, in his Філософські твори, Київ 1979‒1981, vol. 2, p. 109.
18
Ibidem, p. 90.
19
Ф. Прокопович, Рассуждение о безбожии, Москва 1774, p. 11; В. М. Ничик, Феофан
Прокопович, p. 21.
14
Feofan Prokopovich: from theology to politics
183
these things always existed in his reason, as archetypes, that is, primal images”.20
As befits God, He is eternal, infinite, omnipotent, and omniscient. However,
these attributes do not adequately reflect His being, or, rather, because of the
human limitations, we do not fully grasp the true meaning of these attributes.
More adequate knowledge is in negative terms – God is not light nor darkness,
not flesh – than when using positive terms: omnipotent, omniscient, best. Al‑
though these are truths, we do not know them as they are21 since “with human
reason we cannot comprehend the essence of eternal and uncreated nature”
of God.22 In this, Prokopovich followed the spirit of the apophatic theology of
the Orthodox faith. However, limited as the knowledge in positive terms is,
Prokopovich very frequently characterized God in these terms.
From God’s infinity and omnipotence it follows that 1. because an infinite
power corresponds to infinite effect, God can create an infinity of things; 2.
because God knows, He can create; He knows that an infinity of things are pos‑
sible, so He can create an infinity of things; 3. wherever God is, He can create
anything; since He is in infinity of places, He can create an infinity of things.23
God can endow a creation with an infinite perfection, even in the presence of
an infinity of created things. Would God be omnipotent if He could not create
an infinity of things, infinite magnitude, or infinite perfection? He can cre‑
ate an infinity of things at the same time, not necessarily one after another.24
However, according to Prokopovich, God cannot create an infinite amount of
entities, one more perfect than the next and, at the same time, make man most
perfect.25 First, Prokopovich explicitly stated that God is perfect;26 thus, the
hierarchy of perfections does allow the highest perfection, but it can be stated
that God is an uncreated perfection and others are created, and, as such, they
are lesser perfections than the perfection of God. However, even an infinity
of created perfections does not exclude the highest created perfection. This
possibility can be shown with the aid of Zeno’s bisection argument: there is
the first perfection, then a perfection greater from the previous by a half, then
a perfection greater from the previous by a half and thus greater from the first
by three fourths, the next greater from the previous by a half and thus greater
from the very first by seven eighths, the next – by fifteen sixteenths, etc., so
that the perfection which is twice as perfect as the very first would be the high‑
est although there is an infinity of lower perfections.27
Ф. Прокопович, Рассуждение о безбожии, p. 13; В. М. Ничик, Феофан Прокопович, p. 21.
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 130.
22
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, 259.
23
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 205.
24
Ibidem, p. 206.
25
Ibidem, p. 204.
26
Ibidem, p. 319.
27
Prokopovich referred to Zeno of Elea when discussing the problem of continuum, al‑
though he confused him with Zeno of Citium (Натурфілософія, p. 220). Elsewhere, he did
mention Zeno of Elea (Логіка, p. 56).
20
21
184
Adam Drozdek
Prokopovich discussed proofs for the existence of God and relied on them.
There are eight such proofs: the proof from the existence of the world; from the
existence of man; from the presence of an inborn moral law; from the voice of
conscience; from the omnipresence of the idea of God among people; from the
necessity of the first cause; from the rational organization of nature; and from the
immutability of Biblical truths and the astounding Biblical prophecies.28 Inter‑
estingly, he did not present Anselm’s ontological proof.29 It seems that he found
the cosmological proof and the proof from design most convincing. He wrote
that “the greatest and most obvious proof that the world did not arise accidental‑
ly (…) but was created by some wisest and, at the same time, the most powerful
creator, is the size of this world, its beauty, diversity, structure, different kinds of
things (…) [and] the harmony of all things”. Just as Homer’s poems did not arise
from putting together chaotically scattered letters, so the world did not arise from
a chaotic motion of atoms.30 Also, in his play Vladimir, when Vladimir asked the
philosopher how we know that an invisible God exists, the answer was that even
the Greeks knew that God exists when they considered the presence in the world
of so many things that work together harmoniously toward one goal: “the lights
have their paths, waters know their shores, the earth knows its times, fruits come
from it, each of them in right time. Seeing this, philosophers decided: ‘impos‑
sible for these things to be without a principle/beginning and necessary rule. But
someone created that, maintains, and does not allow to fall apart, and structures
with wise design: that task is fitting for God,’” one God, since the principle can
only be one, stated Prokopovich through the philosopher.31
3. The world
The world is God’s handiwork, created out of nothing32 in six days as described
in the book of Genesis, although not all details are provided there. This is where
natural sciences can help theologians, Prokopovich believed, although he also
heavily relied on philosophy. First of all, he accepted the peripatetic‑scholastic
distinction between matter and form as constitutive elements of material reality.
All bodies have a common substrate although it cannot be perceived by the sens‑
es.33 God first created matter, and its amount has not changed since then, so that
no new first matter is born nor is the existing matter destroyed; it cannot grow
28
В. Г. Смирнов, Феофан Прокопович, p. 55. “The richness of scientific material and strong
logical reasoning make this part one of the best parts in all treatises (i.e., in Christianae orthodox‑
ae theologiae),” Ф. Тихомиров, Трактаты Феофана Прокоповича о Боге едином по существу
и троичном в Лицах, Санкт‑Петербург 1884, p. 19.
29
В.М. Ничик, Феофан Прокопович, p. 24.
30
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 292.
31
Ф. Прокопович, Сочинения, p. 182.
32
Ibidem, p. 151.
33
Ibidem, p. 128.
Feofan Prokopovich: from theology to politics
185
or decrease.34 Matter is the potency and, by nature, it has to accept forms, which
are an act,35 one form in one part of matter.36 In the Cartesian spirit, he stated that
“we grasp all matter in the analysis of its essence as extension in every direction,
that is, as having breadth, length, depth, height and other figures”.37 The distinc‑
tion between matter and form is of ontological nature since, in nature, they are so
intricately connected that matter cannot exist without form, even by God’s will.38 It
is thus a self‑imposed limitation, since it is, after all, God who created nature that
way. In this design, God also follows a principle ascribed to God by Prokopovich
that “it would contradict the divine providence if some, even the smallest thing in
this world would be empty and inactive and without any application”39 – which is
an adopted Aristotelian principle that nature does nothing in vain.
God so arranged the world that when something is born, something is de‑
stroyed to provide matter for the new body; when something dies, then imme‑
diately something else emerges so that matter does not remain bare, without
a form, which would be impossible by its nature.40 This is the way things have
been since the moment of creation. Therefore, when the Bible says that, at first,
the earth was without form, that should be understood in such a way – as
Prokopovich stated after Basil – that God did create matter at the same time as
forms since before the actual creation, God thought in His spirit what to create
and thought about what the world should be and made at the same time mat‑
ter that coexists with its form.41 The argument is far from convincing, because
this does mean that matter can exist in separation from the form – in spite of
philosophical argumentation – but the discussion of the problem is dismissed
by the statement that to say otherwise is heretical.42
Where do the forms come from? This is a great mystery of nature.43 It is
clear that a new form comes not from matter but from the form of the active
cause.44 However, it is still unresolved exactly how new forms are generated.45
If we don’t know something, then we admit that we don’t know it. Better to ad‑
mit ignorance than to invent explanations. Prokopovich simply admitted his
inability to provide a satisfactory philosophical explanation of the problem of
origin of forms.46
Ibidem, p. 129.
Ibidem, p. 130.
36
Ibidem, p. 129.
37
Ф. Прокопович, Рассуждение о безбожии, p. 22; В. М. Ничик, Феофан Прокопович, p. 48.
38
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 132.
39
Ibidem, p. 132.
40
Ibidem, p. 129.
41
Ibidem, p. 133.
42
Ibidem, p. 134.
43
Ibidem, p. 135.
44
Ibidem, p. 140.
45
Ibidem, p. 141.
46
Ibidem, p. 142.
34
35
186
Adam Drozdek
There is no void in the world and thus “there cannot be any place without
a body in it”.47 On the other hand, “an angel is a spirit, he has no relation to the
material space and thus in the place in which it is, it is not alone, but along
with a corporeal entity”.48 The same stands for the soul in the human body.
However, God can cause that even two bodies can simultaneously exist in the
same place by interpenetration;49 this is exemplified by the Biblically testified
fact that Christ exited the grave without rolling the stone and that He entered
a room although the door was closed.50 Which leads us to the problem of mira‑
cles, which is connected with the problem of causality.
God is the first cause as the creator of the universe, but God should not
be understood in the deistic fashion as the creator who withdrew from His
creation after bringing the world into being. God is an immediate preserving
cause of all things; otherwise, everything would turn into nothingness.51 How‑
ever, when creating the world, God saw to it that nothing can arise without His
help, and He decided to give all things their own natural preservation power.
This power is of different strength in different things.52 As Prokopovich em‑
phasized, without God’s maintenance, the world would immediately perish;53
nothing can be born and be created without God’s help; no creation can exist
without God’s support, and no creation can do anything without God’s help.
This constant support is not only the reflection of God’s providence but also of
His omnipotence, since if “God[’s activity] did not coincide with other causes,
this would imply that he cannot obstruct them if he wanted to, unless by ap‑
plication of opposition”.54 That is, miracles are possible because God is in the
constant control of the workings of natural causes, and the application of these
causes can at any moment be suspended. This seems to contradict Prokopovi‑
ch’s statement that “God does not contradict himself and he in no way changes
his already established laws”.55 This may mean that miracles are results of rare
coincidence of a few natural laws thus resulting in a rare phenomenon. This
may also mean that God does not change a particular law, but He withdraws
His support to maintain the workings of that particular law, thereby, as it were,
annihilating it for a moment so that a miracle may be produced. This may be
the way to understand a somewhat cryptic explanation that God allows fibers
to burn since “if he did not allow it, that they are destroyed, then he himself
would violate his own law. If he actually did it, he would do it in a natural way
Ibidem, p. 256.
Ibidem, p. 239.
49
Ibidem, p. 244.
50
Ibidem, p. 245.
51
Ibidem, p. 162.
52
Ibidem, p. 165.
53
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 261.
54
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 167.
55
Ф. Прокопович, Рассуждение о нетлении…, p. 85; В. М. Ничик, Феофан Прокопович,
p. 38.
47
48
Feofan Prokopovich: from theology to politics
187
– since to do it supernaturally means entering the domain of miracles – which
is not a violation of his law, but is only its particular application”.56
Through His support of the workings of natural laws, God has an intimate
contact with the world. Nothing can truly work on its own unless supported
by God. There is, as it were, a constant influx of divine energy that keeps the
world going, and the course of the world can at any moment be changed at
God’s pleasure. God does not perform any change randomly or whimsically;
therefore, the natural laws can usually be trusted, but, by the divine will, they
can be suspended, which results in a miraculous event. Miracles thus are a re‑
ality, but they are exceptional events. Hence, “nothing can blindly be ascribed
to a supernatural act of God except for the [events] about which we are firmly
convinced that they cannot be counted as normal”.57
Natural explanation thus should be attempted first, but not always should
it be stubbornly pursued. Prokopovich discussed at length the phenomenon of
the preservation in Kievan caves of bodies of saintly personages. He concluded
that the fact that the bodies did not disintegrate was not a natural phenom‑
enon.58 What is not caused by natural causes is caused by God. Imperishability
of these bodies is not caused by good works, but by God.59 We cannot know
why God preserved these bodies but not others, since God’s thoughts are too
profound for us.60 Interestingly, the phenomenon was apparently also testi‑
fied by the preservation of bodies of those who stubbornly resisted the light of
faith. The preservation was due, according to Prokopovich, to the activity of
evil spirits, who acted according to God’s will to bind the soul of the obstinate
to show the power of the priest after whose prayer the body disintegrated and
the soul was released.61
Prokopovich used the peripatetic teaching concerning the elementary ma‑
terials from which the world is built, although some details are not altogether
clear. He stated that there are five bodily substances (material elements): heav‑
en, earth, water, fire, and air.62 These five elements were created during the first
day of creation when the phrase that “God created the heaven and the earth” is
properly interpreted. According to Prokopovich, the heaven in this phrase in‑
cludes air and heavenly fire, and the earth includes water.63 What Prokopovich
seems to have meant by heaven as an element is aether. “As required by nature
of each [element], God placed earth in the lowest place, then water which sur‑
rounded the earth, then air, and above air he placed heavenly fire”.64 Where is
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 165‒166.
Ibidem, p. 404.
58
Ibidem, p. 422; cf. С. Яворский, Камень веры, Киев 1730, p. 292.
59
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 423.
60
Ibidem, p. 424.
61
Ibidem, p. 433; T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 118‒119.
62
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 284.
63
Ibidem, p. 301.
64
Ibidem, p. 301‒302.
56
57
188
Adam Drozdek
aether? He stated that the heat of aether is of the same kind as the heat of fire,65
but, confusedly, he also seems to have identified rare air with heavenly aether.66
Moreover, he reported that some speak about aether which is in the empyrean
heaven.67 There are seven moving heavenly spheres for seven planets and the
sphere of stars is immovable. There may be an immovable empyrean – the place
for the saved souls – beyond the eighth sphere, the sphere of stars, as claimed
by the church fathers, although there is no Biblical support for it.68 Also, the New
Testament speaks about the third heaven. The first heaven may be the space up
to the sphere of the moon, the second – all the spheres, the third – the empyre‑
an.69 Unlike for Aristotle, for Prokopovich the heavenly spheres were made from
fire since he mentioned three airy spheres, out of which the highest reaches the
fiery or the first heavenly sphere.70 He insisted that matter of heaven is not dif‑
ferent from matter of the sublunary realm. Since God does things in the simplest
way, as also stated by Aristotle, why use two different types of matter for the en‑
tire universe?71 For this reason, the heavens are mutable.72 However, since heaven
is used in different senses by Prokopovich, when he meant heaven as a separate
element, he may have meant only aether which fills only the empyrean whose
existence he hesitatingly accepted. Would aether, as the material filling the dwell‑
ing place of souls, be of different nature than the four material elements? If so, it
should have a nature fitting the nature of souls; it should be some kind of spirit‑
ual material. Since souls are created beings, the spiritual dwelling place for them
could also have been created from the material suitable to the nature of souls.
4. Man
The harmony and grandeur of nature are also fully present in man, at least
in man before the fall.73 “All advantages distributed in nature only in him are
concentrated and he is another world equal to the entire nature, if not in mag‑
nitude, then in perfection”.74 Man is a corporeal and spiritual being, the being
Ibidem, p. 157.
Ibidem, p. 348.
67
Ibidem, p. 303.
68
According to Stefan Iavorskii’s lectures, the universe consisted of the earth, air, the sphere
of fire, the sphere of planets, heavenly waters, and the immobile empyrean – the place of God, И.
С. Захара, Борьба идей в философской мысли на Украине на рубеже XVII‑XVIII вв. (Стефан
Яворский), Киев 1982, p. 86.
69
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 327.
70
Ibidem, p. 384.
71
Ibidem, p. 322.
72
Ibidem, p. 323.
73
T. Prokopowicz, Christianae orthodoxae theologiae, vol. 2, p. 214; Ю. Ф. Самарин, Стефан
Яворский и Феофан Прокопович, p. 97.
74
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 260.
65
66
Feofan Prokopovich: from theology to politics
189
that possesses a soul which God endowed with freedom and reason.75 These
are the highest human faculties, since the image and likeness of God in man lie
in reason and free will.76 This freedom and rationality make man the crown of
God’s creation and thus, “those who ascribe reason to animals are themselves
deprived of it”. If animals had reason, then they would be free since these two
faculties – reason and freedom –are interconnected, but this is not the case.
Why endow with reason a being that has no free will? Animals are not free;
if they had been, they would have deserved praise for good works and they
would have been responsible for their misdeeds. The irrationality of animals
can be seen in their specialization; for example, spiders can only weave a web
and do that in only one way. Man is not so limited.77 This specialization argu‑
ment has also been used by Descartes in arguing in his Discourse on method
that animals are sentient machines.
Animals are not devoid of any mental faculties. They act because of the
built‑in instinct; however, instinct is the work of opinion or imagination de‑
signed to indicate suitability of something and to determine the desire to es‑
cape a danger. This opinion is “a kind of blind imitation of the human reason”.
Thus, when a woodpecker looks for a particular type of grass, “it is prompted
not by an image of grass that it did not see yet with any sensory organ, but
by opinion, which guides its flight”.78 It is puzzling what the mechanism of such
guidance can be. If an image is not a guide, and the opinion does not contain
any images, how can it lead a bird to a particular place where a particular ob‑
ject can be found? Apparently, the needs of animals are so specialized that
the faculty of opinion somehow encodes all of them and is able to direct an
animal to a place which fits the encoded responses to its needs. Apparently,
when a bird needs some kind of grass, an internal GPS system is automatically
activated that leads the bird to the nearest source of the grass.
The soul is the principle of life and also the principle of motion; that is, only
living beings are self‑moved,79 and a soulless body cannot move by itself. The soul
is a spiritual, nonmaterial entity, and yet an interaction of body and soul is possible
so that some thoughts in the mind result from motions of the body and some mo‑
tions of the body from thoughts.80 This is done through the animal spirits that are
emitted from the brain and used by the soul to control nerves and arteries.81
Ibidem, p. 281; Prokopowicz, Christianae orthodoxae theologiae, vol. 2, p. 188; Ю. Ф. Самарин,
Стефан Яворский и Феофан Прокопович, p. 92.
76
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 309; Ф. Прокопович, Разговор гражданина с
селянином да певцем или дячком церковным, in: П. В. Верховской, Учреждение Духовной
коллегии и Духовный регламент, vol. 2, 3.58‒59; T. Prokopowicz, Christianae orthodoxae the‑
ologiae, vol. 2, p. 196‒199; Ю. Ф. Самарин, Стефан Яворский и Феофан Прокопович, p. 94.
77
Ф. Прокопович, Натурфілософія, p. 186.
78
Ibidem, p. 187.
79
Ibidem, p. 275.
80
Ibidem, p. 117.
81
Ibidem, p. 273.
75
190
Adam Drozdek
Immateriality of the soul must be kept in mind when approaching some
philosophical problems of the mind‑body interaction. For example, if it is said
that the entire soul is in the entire body and the entire soul in all its parts, then
when raising one hand and moving down another hand, the entire soul rises
and moves down at the same time.82 However, the soul, which is the spirit de‑
void of matter, has no relation to the motion of the body and does not require
the different places for mutually opposed motions. There is no left or right in
the soul, no before or after, but something can only be close to it or distant
from it; and because “the inherent simplicity of the soul excludes such differ‑
ences regarding space, the spirit as a whole can be observed from all sides”.
Therefore, when hands are moved, “the soul does not move (…) and is not
a subject of bodily motion, and it changes place by some internal impulse that
is proper to its nature. We do not know and are unable to understand this im‑
pulse just as [we are unable to understand] most of other wonders of immate‑
rial nature (…) like, for instance, whether the entire soul is in the whole body
and, separately, in organs”.83 The mind‑body interaction obviously exists, but
the nature of this interaction is bound to remain obscure to us. This, presum‑
ably, is because having the insight into spiritual truths is impeded by the carnal
side of humans. It is worth noting that, without discussing it, Prokopovich re‑
ferred to the simplicity of the soul, which was not quite relevant in the context
of spatial localization of the soul (more relevant is the statement that the spirit
does not have magnitude the way bodies do84). However, the simplicity of the
soul was traditionally important in arguments for immortality of the soul, be‑
ginning with Plato.
God is a providential God, maintaining the existence and workings of the
mechanism of the world, which poses a problem with the existence of sin. Ac‑
cording to Prokopovich, God acts with people, but He is not responsible for
their sins. This is because “God acts through causes and not through His own
being (…) and secondary causes do only by his instruction and command
what is needed. For instance, it is said that the earthly masters act through their
subjects, which means that the primary cause is acting along with secondary
[causes]. God would act directly if he acted entirely independently like he did
when creating the world”.85 “Secondary causes act by their own power given
them by God, although this power cannot act without God’s support”.86 The
explanation seems to be made at the cost of the proximity of God to the world.
In Plato, the Demiurge submitted continuation of his creation to the gods and
then withdrew from the world. In Prokopovich, God submitted the continu‑
ation of the creation of or molding of the world to secondary causes which
Ibidem, p. 198.
Ibidem, p. 199.
84
Ibidem, p. 225.
85
Ibidem, p. 169.
86
Ibidem, p. 170.
82
83
Feofan Prokopovich: from theology to politics
191
were infused with the power of acting. Did He withdraw from the world? It
seems that Prokopovich, not to fall into deism, wanted the constant presence
of God in the world. The claim can be defended by stating that God maintains
the world not by His direct action in each event in world, but by maintaining
the workings of natural laws. How these laws are applied by rational beings
– by humans – is up to them, up to their free choice and their wisdom. God
is in direct charge of maintaining the laws but allows people to misapply and
misuse them and in that sense, He is not responsible for the sin, although there
would have been no sin if He had not kept the mechanism of the world going.
5. This world and the next
The goal of human activity is happiness.87 The good is what is suitable to some‑
one.88 “Since man consist of the soul and the body, then in order to be happy,
the state of both of them has to be good. Therefore, he has to have excellent reason,
immaculate will, and have a healthy body, under which name [– health –] should
be understood orderliness and beauty”.89 “Human happiness consists in the
perfect abundance of what is needed and pleasant for living. This includes,
in particular, comfort, beauty and pleasantness of the place [where we live],
wholesome air, healthy food, the fertility of earth, etc”.90 That is, material needs
have to be reasonably met, including living comfortably in a healthy environ‑
ment and relying on the abundance of the fruit of the earth. More importantly,
spiritual needs have to be met as well. This includes good education of all chil‑
dren. That Prokopovich treated education very seriously is testified by a school
he established and supported from his own pocket in which 160 orphans and
poor children were educated91 and by his active involvement in the develop‑
ment of the Academy of science that was established in 1724.92
Happiness is the goal of this life, but even more so, happiness is the goal of the
afterlife. In the traditional Orthodox way, Prokopovich saw two possible avenues
for the departed: eternal salvation or eternal perdition. There is no middle way,
and no purgatory.93 The prospect of either the heavenly abode or hellish destina‑
tion is real, final, and everlasting. Heaven is eternal and so is hell, notwithstand‑
Ф. Прокопович, Етика, in his Філософські твори, Київ 1979‒1981, vol. 2, p. 507, 509.
Ibidem, p. 510.
89
Ф. Прокопович, Богословское учение о состоянии неповрежденного человека или о
том, каков был Адам в раю, Москва 1785, p. 1‒2; В. М. Ничик, Феофан Прокопович, p. 138.
90
Ф. Прокопович, Богословское учение о состоянии неповрежденного человека, p. 91; В.
М. Ничик, Феофан Прокопович, p. 139; F. Prokopovich, The Russian catechism, London 1723,
p. 28. The phrase “wonderful air, healthy food, the fertility of earth” comes from a prayer said
by a diakon during church service.
91
В. М. Ничик, Феофан Прокопович, p. 115‒116.
92
Ibidem, p. 117.
93
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 66.
87
88
192
Adam Drozdek
ing Origen’s claim.94 This provides a twofold inducement for choosing salvation:
the attraction of heavenly bliss and a fear of infernal perdition.
An inducement is the goodness and, most of all, beauty which lead us to the
love of God. Faith and natural reason teach that God is infinite goodness and
ineffable beauty.95 The beauty of the world came from God, and if we admire
this earthly beauty we should realize that the beauty of the divine realm is in‑
finitely more dazzling.96 There is a measure of equality in heaven. “The eternal
life will be one and the same to all, only the glory will be different and unequal,
greater or smaller in life, that is, in the eternal kingdom, which is one”,97 “dif‑
ferent levels of glory and joy, differently measured by the virtue and works”.98 It
is unclear in what consists the different levels of glory, but the level of joy ap‑
parently will be allotted in accordance to good works.
On the other hand, we should be afraid of the possibility of not being ad‑
mitted to heaven. The saints and prophets were afraid of death; so much more
should be ordinary sinners.99 Incidentally, this fear is apparently not quite
effective since people do continue to sin. However, Chrysostom was right in
saying that although we know about punishment after death, the world is full
treachery, thievery, etc.; what would the world be without knowledge of the
punishment after death?100
The recipe for salvation is simple and yet so difficult: do not sin. It would
be easy to avoid a sin if we kept in mind that God is everywhere present and
sees everything,101 that He stands next to us and sees even the smallest things
and counts all infractions (Ps. 139.3).102 However, since we are sinful, and only
Christ’s life was without blemish, we need to have a way of expunging our
sin without procrastination. This is possible. Mistaken are Calvinist theolo‑
gians who teach that in the corrupted human nature natural drives cannot be
overcome.103 Who delays repentance until death will never do it. Conscience
can be cleansed by “the holy confession, heavy sighing, bitter tears,” that is,
by humility and contrition, whereby an entry can be obtained to the eternal
heavenly kingdom.104 We should remember that Christ – who is “true God
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 232.
Ibidem, p. 256.
96
Ibidem, p. 257.
97
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 67.
98
Ibidem, p. 73. In this, Prokopovich followed John Chrysostom who had stated that “al‑
though all the saved will be in the Heavenly Kingdom, all will not receive the same reward, and
although all sinners will be in hell, not all will endure the same punishment,” (Homily 41 on the
First letter to Corinthians).
99
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 254.
100
Ibidem, p. 268.
101
Ibidem, p. 244.
102
Ibidem, p. 246.
103
Ibidem, p. 269.
104
Ibidem, p. 256.
94
95
Feofan Prokopovich: from theology to politics
193
and one with Father and the Holy Spirit”105 – suffered and died “for us, for
our salvation, for the love of us”,106 thereby opening the door to salvation for
everyone. People are justified through Christ “before the heavenly Father, that
is, they receive forgiveness of sin and thus they will have peace with God in
their conscience through faith in Christ, the Son of God, the Savior of the
world, who is the only one who can gain for us, sinners, access to and boldness
toward God through His blood and death”.107 He is the only way and we are
saved only through Christ.108 This is all‑sufficient since salvation cannot be
earned by good works;109 good works can only earn a better reward, but not
the reward itself.110
Hell is described in almost Dantean terms by specifying different levels of
punishment depending on the seriousness of sin: “punishment of sinners ac‑
cording to the measure of their impurity is not the same, but the eternal fire
and eternal death is the same to them”;111 apparently, all sins are equally serious
in that they result in eternal punishment but not equally serious in that they
result in a gradation of punishment. There are also different types of suffering.
The first type of suffering is infernal fire112 used to torment the worst sinners,
blasphemers, sacrilegers, heretics.113 The second torment is the memory of
good times on earth114. The third torment is the fact that it goes on eternally.115
How can God, who is love, sentence anyone for punishment that never
ends, although the sinful life was of limited duration? That is what is required
by the infinite purity of God since the seriousness of sin does not depend on
its kind or magnitude, but on the kind and magnitude of the lawgiver, who is
God. Therefore, “sin is mortal and serious also in the small, it is as big as God
Himself who is harmed when a man is harmed” by someone’s sin.116 And God
can take it: He endured the sight of His Son on the cross; He will also endure the
complaints of those in hell. “He will even rejoice and mock at the perdition of the
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 47.
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 266.
107
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 32‒33; F. Prokopovich, The Russian catechism,
p. 33, 36.
108
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 49; Ф. Прокопович, Листи, in his Філо‑
софські твори, Київ 1979‒1981, vol. 3, p. 259‒263.
109
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 72, 74.
110
In Samarin’s rendition, through his deeds, man “only gives to God what is due, like a slave
to his master; besides, the deeds are always imperfect since, in this world, man cannot free him‑
self from sin,” Ю. Ф. Самарин, Стефан Яворский и Феофан Прокопович, p. 139.
111
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 66.
112
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 232.
113
Ibidem, p. 233.
114
Ibidem, p. 234.
115
Ibidem, p. 236; F. Prokopovich, The Russian catechism, p. 34, 36.
116
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 42; Prokopowicz, Christianae orthodoxae
theologiae, vol. 2, 309; Ю. Ф. Самарин, Стефан Яворский и Феофан Прокопович, p. 108.
105
106
194
Adam Drozdek
lost”.117 Also, it seems that, in Prokopovich’s grim estimation, there will be a great
deal of divine mocking since there are more lost than saved, as apparently indi‑
cated by the statement that many are called and few are chosen (Mt. 22:14).118
How many and how few? Reason teaches us that the number of the lost will be
far larger than the number of the saved.119 Consider the flood, when only eight
people were saved, and Sodom, when only three people escaped the destruc‑
tion.120 Also, from the original number of people who left Egypt, only Joshua
and Caleb reached the promised land.121 Moreover, Chrysostom assessed that
from among some 100,000 inhabitants of Antioch only 100 would be saved.122
“Only in the Orthodox church, like in a safe harbor that is secured all around,”
can people be safe from perdition, and yet, even there, since “not only deeds
without faith but also faith without deeds (…) do not help in anything,” many
fall out as heretics or as hypocrites.123 In fact, if Prokopovich’s estimation is
taken at face value, not even one percent of people would make it to heaven,
and thus the churches are filled with people who, with only rare exceptions,
are heading straight to hell. With such skewed odds, it would be interesting
to see in which group Prokopovich would count himself. Probably caught up
by the moment of preaching, he also stated that all people born in 5,000 years
since the creation of the world until the birth of Christ were sent to hell.124
On the other hand, he acknowledged that Enoch was spared that fate (seem‑
ingly because he was marked for a battle with the Antichrist125), and he would
also very likely have considered Abraham, Moses, Joseph and a few other fig‑
ures to be designated for salvation (would Moses and Elijah were let from hell
to converse with Christ as witnessed by Peter?). Those, who did not and do not
know the law of God have no excuse since the law is written on the tablets of
their hearts,126 i.e., people have conscience that in the absence of the written
law should be their guide. Ignorance is just not an excuse,127 since the law of
God is obligatory to all people, including unbelievers.128 On the other hand, as
Prokopovich agreed, Christ is an offering not only for our sins, but also for sins
Ibidem, p. 238.
Ibidem, p. 285.
119
Ibidem, p. 287.
120
Ibidem, p. 288.
121
Ibidem, p. 289.
122
Ibidem, p. 296.
123
Ibidem, p. 294. The Russian Orthodox Church is “the one and only Church in which there,
is hope of eternal salvation and outside of which no one can be saved,” Прокопович, Слова и
речи, Санкт‑Петербург 1760, vol. 3, p. 312; O.T. della Cava, Sermons of Feofan Prokopovič:
themes and style, PhD diss., New York 1972, p. 28.
124
T. Prokopowicz, Miscellanea sacra, p. 291.
125
Ibidem, p. 244.
126
Ф. Прокопович, Разговор гражданина…, p. 30.
127
Ibidem, p. 32.
128
Ibidem, p. 40.
117
118
Feofan Prokopovich: from theology to politics
195
of the entire world (1 John 2:2);129 could this offering be also claimed at least
by those who never heard the Christian message of salvation?
6. The church and the state
Relatively early Prokopovich gave more and more attention in his speeches
and writings to political matters. During Peter I’s visit in Kiev in 1706, he gave
a sermon which attracted the tsar’s attention with his nontraditional – with lit‑
tle references to the antiquity – way of extolling the office of the tsar and then
in 1709 after Peter’s victory in Poltava. He was invited by the tsar in 1711 to the
campaign against the Turks and eventually summoned to Saint Petersburg.
Soon after his arrival to Petersburg in 1717, he set about to write a relatively
slim work which became his most widely known legacy, The spiritual regula‑
tion. The Regulation, published in 1721, set out a new administrative order for
the clergy along with rules and plans for the clergy. It established the office of
the Spiritual College to oversee the spiritual matters according to the mod‑
els of the Lutheran synods of the West, “a spiritual conciliar administration”
to “govern all spiritual activities within the All‑Russian Church”.130 The highest
office of the patriarch, which has been vacant since 1700 after the death of the
patriarch Adrian, was effectively abolished (the office of the patriarch was re‑
stored briefly in 1917 and then in 1943). The name of the College was changed
after just one meeting to the Most Holy Ruling Synod, and its members, just
as all the clergy, had to take an oath of loyalty to the tsar. Prokopovich became
in 1721 a vice‑president of the Synod frequently becoming a dominant voice
in its proceedings. Prokopovich’s role in all this was to provide a theological
justification for the expansion of power of the tsar, which reduced the role of
the church to an organ of the state.
Prokopovich, an author of a textbook on rhetoric, was usually very careful in
phrasing in theological terms the claims of the tsar. The main problem was that
the church was an important institution and Orthodox faith was very important
to Russians. Although Peter I not infrequently enforced his reforms without any
regard to the popular opinion and manifested disdain to the church, Prokopo‑
vich proceeded more cunningly by trying to fit the new political order within
the traditional faith using Biblical arguments, statements made by the church
fathers, but also, in the spirit of the time, referring to the natural law.131
Ibidem, p. 45, 51.
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.6; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 3.
131
F. Prokopovich, Peter the Great: his law on the imperial succession, the official commentary:
Pravda voli monarshei, Oxford 1996 (1722), p. 135.139.163; Ф. Прокопович, Слово о власти
и чести царской, in his Сочинения, Москва 1961, p. 82; F. Prokopovich, Sermon on royal au‑
thority and honor (1718), in: Russian intellectual history: an anthology, ed. M. Raeff, New York
1966, p. 19‒20.
129
130
196
Adam Drozdek
In his Primer for youth, a widely used132 catechism for providing basic re‑
ligious education for children,133 but also for instilling the virtue of obedience
to the tsar, Prokopovich included the following statement in his explanation of
the Creed: “I believe in one, holy, conciliar and apostolic church, I place my en‑
tire trust on its head, the one Christ: I confess the church that is the community
of orthodox Christians who have dogmas and teachings as handed down to us
by apostles and as illuminated by the ecumenical councils of pastors, I confess
that there is in the holy church the spiritual leadership, the pastoral office of
bishops and presbyters, who took upon themselves the power and obligation
to bind and loose sins in the name of the Lord, to give sacraments, and to teach
people the way of salvation”.134 In this definition, only Christ is named the head
of the church, not a pope, not a patriarch, not a tsar. In the Regulation, the tsar
is called the highest judge of bishops and their guardian: “the final judge of
the Spiritual College”135 and a “guardian of the true faith and of all good order
in the Holy Church”.136 Only Christ is the tsar of the church.137 If this is not
enough, the tsar is also called a bishop.
Since “bishop,” i.e., “episcopus” means overseer or supervisor, the Chris‑
tian rulers “can call themselves not only bishops, but also bishops of bishops”
because “the ruler, the highest authority, is a perfect, ultimate, highest, truest
overseer, that is, the one having the power of ruling, of ultimate judgment,
and of punishing over all the ranks and authorities subject to him, both secu‑
lar and spiritual (…) and since his sovereign overseeing is established by God
also over the spiritual rank, thus each highest lawful ruler in the realm of his
rule is truly a bishop of bishops”.138 How seriously can this argument be taken?
Bishops and presbyters are priests;139 would thus each ruler become a priest?
Prokopovich would not go that far. He explained that the tsar is a ruler over
merchants, himself not being a merchant, so he is a ruler over bishops, not
performing the duties of a bishop.140 However, Prokopovich did not call the
tsar a merchant of merchants, so his explanation is duplicitous. He did want
to create more and more of an aura of sacredness around the tsar and had no
theological qualms in ascribing to a tsar the title of a bishop.
П. В. Верховской, Учреждение Духовной коллегии и Духовный регламент, vol. 1, p. 393.
F. Prokopovich, The Russian catechism, p. 1‒37.
134
Ibidem, p. 35; H. J. Härtel, Byzantinisches Erbe und Orthodoxie bei Feofan Prokopovič,
Würzburg 1970, p. 99.
135
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.11; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 6.
136
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.28; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 8.
137
Ф. Прокопович, Слова и речи, vol. 3, 335; H. J. Härtel, Byzantinisches Erbe…, p. 100.
138
Ф. Прокопович, Розыск исторический (1721), in: П. В. Верховской, Учреждение Ду‑
ховной коллегии и Духовный регламент, vol. 2, p. 3.13; П. Морозов, Феофан Прокопович как
писатель, p. 256; Ф. Прокопович, Слово на похвалу блаженныя и вечнодостойныя памяти
Петра Великаго, in his Сочинения, p. 138.
139
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.66; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 47.
140
Ф. Прокопович, Розыск исторический, p. 3.13‒14.
132
133
Feofan Prokopovich: from theology to politics
197
The fact that ecclesiastical reform is performed follows Biblical examples.141
Each member of the Synod should swear “to be faithful, good, and obedi‑
ent slave (раб) and subject to the natural and true Tsar and Sovereign”. “As
for whatever concerns damage, harm, or loss to His Majesty’s interests,” each
member should swear to “strive by all possible means to avert it and not to tol‑
erate it”.142 By having the collegial clerical body instead of one patriarch, a pos‑
sibility of making errors is reduced. Incidentally, when arguing why conciliar
administration is better than having a patriarch, Prokopovich mentioned the
tsar and his advisors,143 but clearly, the position of these advisors vs. the tsar
is incomparable to the positions of members of the College. The tsar remains
autocratic; there is not autocracy in the College. The president of the College
is subject to the judgment of his peers, which would not be the case when
“a single despotic pastor governs”,144 but Prokopovich did not have any con‑
cern about the possibility of the rule by a single despotic tsar.
Among the many rules for the clergy, the Regulation lists four major topics
that should be covered by preachers: repentance, regeneration of life, “respect
for the authorities, especially the supreme authority of the Tsar,” and obliga‑
tions of every class.145 Also, when some infractions of authorities are known
to preachers, they should not be mentioned in front of the congregation, and,
in fact, preachers should refrain from any open criticism of authorities.146
Preachers have to enforce obedience to the tsar through their preaching but
never openly point to his erroneous decisions or questionable actions.
Defying the Orthodox faith must not be tolerated. Schismatics can be recog‑
nized by not taking communion at least once a year.147 They should be reported
to the authorities and should not hold any spiritual or civil position, since they
could continue to perpetrate an evil of dissension to the detriment of the tsar.148
Any prospective priest has to take an oath of loyalty to the tsar, most con‑
troversially, to reveal any rebellious intentions revealed during confession.149
The requirement is hedged in the condition that such a confession was not fol‑
lowed by repentance and was made with an intent to gain the priest’s assent
to a nefarious deed.150 Prokopovich seems to have purposely confused the issue.
If some rebellious plan is revealed to a priest with no intention of repentance
and with an intention of winning the priest over to a wicked plan, this is more
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.6; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 3.
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.11; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 6.
143
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.29; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 9.
144
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.32; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 12.
145
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.63; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 43.
146
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.63; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 44.
147
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.67; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 48.
148
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.69; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 49.
149
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.84; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 59.
150
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.85‒86; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…,
p. 60.
141
142
198
Adam Drozdek
of a conversation than a confession, or rather, it is a confession in a broad
sense when one person is saying something surreptitiously to another. Proko‑
povich seems to have required here151 that a rebellious plan revealed to a priest
in any situation should be reported, even during a genuine confession. Who is
to know that a repentance is genuine, not faked for the sake of avoiding being
reported? And what would happen to a priest who would not report a rebel‑
lious plan, and the plan was carried out? Would the priest’s inaction be lightly
forgiven if he said that he thought the perpetrator’s repentance had been genu‑
ine? At best, the priest would ponder this problem in Siberia.
Why should the clergy and, in fact, anyone, be obedient to the tsar? Since this
is a Christian not merely civil, but also a religious obligation. “The basis of govern‑
ment is the law of God, (…) ecumenical councils, and civil statutes which agree
with the word of God”.152 Also, as argued in the 1718 “Sermon on power and honor
of the tsar,” the power of a ruler comes from God, and any disobedience to the
ruler is a sin against God and should be punished now and will also be punished
after death.153 There are explicit statements in the Bible that urge obedience to au‑
thority, in particular Romans 13. However, there are other passages with which an
indiscriminate obedience should be balanced. Prokopovich explained away one of
them that states that what is highly esteemed among people is an abomination in the
sight of God (Luke 16:15) by stating that it refers to pride.154
Obedience is due not only to good powers but also to the perverse and faith‑
less, in which Prokopovich referred to apostle Peter’s urging that slaves should
be obedient to good and to bad lords (1 P. 2:18).155 True, the apostle referred
to slaves only, not to citizens, but the oath of the Synod members explicitly
required them to swear allegiance as slaves. Thereby, Prokopovich gave a free
reign to the tsar who could do pretty much anything and yet citizens should
obey him for the fear of eternal punishment. Prokopovich did not quote the
apostle Peter’s statement made in front of the Sanhedrin that one should listen
to God rather than to man, any man (Acts 5:29). In Prokopovich political the‑
ology, if a ruler goes rogue, the ruler should not be blamed, but rather his sub‑
jects, since a tyranny is not merely allowed by God, but it is sent as a punish‑
ment for sins of the people.156 Therefore, they should endure such an ordeal not
only without criticism, but even “without secret grumbling, and even without
Admittedly, this was done at a specific urging of Peter I, Ф. Прокопович, Духовный
реглямент, p. 1.84 note 9; F. Prokopovich, The Spiritual Regulation…, p. 115 note 106.
152
Ф. Прокопович, Духовный реглямент, p. 1.27; F. Prokopovich, The Spiritual Regula‑
tion…, p. 7.
153
Ф. Прокопович, Слово о власти и чести царской, p. 77‒78; F. Prokopovich, Sermon on
royal authority and honor, p. 16.
154
Ф. Прокопович, Слово о власти и чести царской, p. 80‒81; F. Prokopovich, Sermon on
royal authority and honor, p. 18‒19.
155
Ф. Прокопович, Слово о власти и чести царской, p. 86; F. Prokopovich, Sermon on
royal authority and honor, p. 23.
156
Прокопович, Слова и речи, vol. 2, p. 182; H.J. Härtel, Byzantinisches Erbe…, p. 84‒85.
151
Feofan Prokopovich: from theology to politics
199
mental reservations,”157 with patience, “without complaint as a cross”.158 How‑
ever, by definition, the tsar is a true believer and true judging master, and thus
he is like a father to all, and thereby should be honored like a father, as pre‑
scribed in the decalogue159 and even a young tsar is a father to old subjects.160
No exception should be made for the clergy, since they are but another rank
in the nation, not a different government.161 The tsar is crowned by God,162 he
is responsible only before God, but not before his subjects and not to any hu‑
man jurisdiction.163 Therefore, the subjects can only beseech God to change
the ruler’s heart.164
Prokopovich was the first in Russian literature to have spoken about the
priority of secular power.165 The argument was largely theological sophistry,
but it did not matter much to the tsar, and his legal primacy over the church
became a reality. Prokopovich, in spite of opposition of his clerical peers and
even in spite of a hint of heresy, was appointed bishop of Pskov in 1718 and in
1724 archbishop of Novgorod. To the end of his life (1736), also after the death
of Peter I in 1725, Prokopovich defended his claims made in the Regulation
and stayed in spiritual power with three more tsarist sovereigns. Prokopovich
– a talented theologian and philosopher, turned into a defender of autocracy,
providing theological justification of tyranny and enslavement not only of the
church, but also of the entire nation.166
References
della Cava O. T., Sermons of Feofan Prokopovič: themes and style, PhD diss., New York:
Columbia University 1972.
Härtel H.‑J., Byzantinisches Erbe und Orthodoxie bei Feofan Prokopovič, Würzburg 1970.
157
P 197, 213; F. Prokopovich, The Russian catechism, p. 10; Ф. Прокопович, Слова и речи,
vol. 3, 152; O. T. della Cava, Sermons of Feofan Prokopovič, p. 69.
158
F. Prokopovich, Peter the Great…, p. 219.
159
Ф. Прокопович, Слово о власти и чести царской, p. 87; F. Prokopovich, Sermon on
royal authority and honor, p. 25.
160
F. Prokopovich, The Russian catechism, p. 13.
161
Ф. Прокопович, Слово о власти и чести царской, p. 88; F. Prokopovich, Sermon on
royal authority and honor, p. 25; Прокопович, Слова и речи, vol. 3, p. 151; O. T. della Cava,
Sermons of Feofan Prokopovič, p. 71.
162
Прокопович, Слова и речи, vol. 1, p. 150; vol. 2, p. 1, 48, 109; vol. 3, p. 187; H.J. Härtel,
Byzantinisches Erbe…, p. 85.
163
F. Prokopovich, Peter the Great…, p. 187‒197.
164
“The tsar is above the law. No one in the world can call him to account. His person is
inviolable and immune,” H. J. Härtel, Byzantinisches Erbe…, p. 91.
165
П. Морозов, Феофан Прокопович как писатель, p. 199.
166
“From an ideologist of Christianity using power as its instrument, Prokopovič is trans‑
formed into an ideologist of state power using Christianity as its instrument,” J. Šerech, On Teofan
Prokopovič as writer and preacher in his Kiev period, „Harvard Slavic Studies” 1954, p. 223.
200
Adam Drozdek
Яворский C., Камень веры, Киев 1730.
Морозов П., Феофан Прокопович как писатель, Санкт‑Петербург 1880.
Ничик В. М., Феофан Прокопович, Москва 1977.
Prokopowicz T., Christianae orthodoxae theologiae, Leipzig 1782.
Прокопович Ф., Богословское учение о состоянии неповрежденного человека или
о том, каков был Адам в раю, Москва 1785.
Прокопович Ф., Духовный реглямент, in: П. В. Верховской, Учреждение Духов‑
ной коллегии и Духовный регламент, Ростов‑на‑Дону 1916, vol. 2, p. 1.3‒105
and its English translation: F. Prokopovich, The Spiritual Regulation of Peter the
Great, Seattle 1972.
Прокопович Ф., Етика, in his Філософські твори, Київ 1979‒1981, vol. 2, p. 506‒515.
Прокопович Ф., Листи, in his Філософські твори, Київ 1979‒1981, vol. 3, p. 190‒309.
Прокопович Ф., Логіка, in his Філософські твори, Київ1979‒1981, vol. 2, p. 10‒112.
Prokopowicz T., Miscellanea sacra, Wratislaviae 1744.
Прокопович Ф., Натурфілософія, або фізика, in his Філософські твори, Київ
1979‒1981, vol. 2, p. 116‒502.
Prokopovich F., Peter the Great: his law on the imperial succession, the official commen‑
tary: Pravda voli monarshei, Oxford 1996 (1722).
Прокопович Ф., Рассуждение о безбожии, Москва 1774.
Прокопович Ф., Рассуждение о нетлении людей святых и угодников божиих, в
киевских пещерах нетленно почивающих, Москва 1786.
Прокопович Ф., Разговор гражданина с селянином да певцем или дячком церков‑
ным, in: П. В. Верховской, Учреждение Духовной коллегии и Духовный регла‑
мент, vol. 2, p. 3.28‒78.
Прокопович Ф., Розыск исторический (1721), in: П. В. Верховской, Учреждение
Духовной коллегии и Духовный регламент, vol. 2, p. 3.3‒20;
Prokopovich F., The Russian catechism, London 1723, a translation from German of
Erste Unterweisung der Jugend which is a translation from Russian of Prokopovich’s
Первое учение отроком, Санкт‑Петербург 1720.
Прокопович Ф., Слова и речи, Санкт‑Петербург 1760.
Прокопович Ф., Слово на похвалу блаженныя и вечнодостойныя памяти Петра
Великаго, in his Сочинения, Москва 1961, p. 129‒146.
Прокопович Ф., Слово о власти и чести царской, in his Сочинения, Москва 1961,
p. 76‒93 and its English translation: F. Prokopovich, Sermon on royal authority and
honor (1718), in: Russian intellectual history: an anthology, ed. M. Raeff, New York
1966, p. 14‒30.
Самарин Ю. Ф., Стефан Яворский и Феофан Прокопович, in his Сочинения, Москва
1880, vol. 5.
Šerech J., On Teofan Prokopovič as writer and preacher in his Kiev period, “Harvard
Slavic Studies” 1954, p. 211‒223.
Смирнов В. Г., Феофан Прокопович, Москва 1994.
Тихомиров Ф., Трактаты Феофана Прокоповича о Боге едином по существу и
троичном в Лицах, Санкт‑Петербург 1884.
Захара И. С., Борьба идей в философской мысли на Украине на рубеже XVII‑XVIII вв.
(Стефан Яворский), Киев 1982.
Feofan Prokopovich: from theology to politics
201
Feofan Prokopowicz: od teologii do polityki
Streszczenie
Prokopowicz rozpoczął swą działalność w kościele prawosławnym jako wykładowca
w Akademii Kijowskiej, gdzie wykładał na różne tematy i pozostawił sporą ilość nota‑
tek, które zostały pośmiertnie opublikowane w wielotomowej pracy Christianae ortho‑
doxae theologiae. Niniejszy artykuł prezentuje niektóre filozoficzne i teologiczne poglądy
Prokopowicza, a mianowicie: jego obronę autorytetu Biblii i konieczności jej dosłow‑
nej interpretacji, charakteryzację w pozytywnych terminach atrybutów boskich, opis
stworzenia i struktura świata, opis sytuacji człowieka w świecie oraz problem escha‑
tologii. Gdy Prokopowicz został wezwany do Petersburga przez Piotra I, stopniowo
poniechał badań teologicznych i filozoficznych koncentrując się na kwestiach poli‑
tycznych, a w szczególności na uzasadnieniu władzy carskiej i na konieczności pod‑
porządkowania kościoła władzy państwa. Owocem tego był Regulamin duchowy, który
oznaczał koniec niezależności Kościoła w Rosji.
Słowa kluczowe: Piotr I, Prokopowicz, stosunek państwa do Kościoła; teologia
prawosławna.
studia gdańskie
Wojciech Stankiewicz
t om xxvii
Wydział Humanistyczny
Uniwersytet Warmińsko‑Mazurski
Olsztyn
Kwestie aborcji i eutanazji
w kontekście prawa do życia
Streszczenie: W artykule podkreśla się, że największą wartością człowieka jest
życie, a państwo powinno stać na straży tej wartości. Przy okazji wojen i konflik‑
tów okazało się, że ten obowiązek nie jest w zadowalający sposób wypełniany.
W świecie współczesnym do większych zagrożeń ludzkiego życia należą aborcja
i eutanazja. Tematyka ta skupia osoby, które opowiadają się za dopuszczalnością
obu, jak i tych, którzy bronią życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci,
przede wszystkim zaś związanych z Kościołem katolickim. Obecnie obserwuje
się pewien paradoks – postęp nauki, w tym w medycynie, dzięki któremu ła‑
twiej ratować ludzkie życie, w wielu sytuacjach staje się okazją, aby drugiego
człowieka go pozbawić.
Słowa kluczowe: aborcja, człowiek, eutanazja, Kościół katolicki, Jan Paweł II,
prawa człowieka, prawo do życia, ruchy pro‑life, śmierć, życie.
Wstęp
Na przestrzeni lat zmieniało się podejście do praw człowieka. Zmieniał się
także system ochrony tych praw. W zależności od państwa, ustroju politycz‑
nego czy władzy, prawa różniły się od siebie i w różnym stopniu zapewniały
jednostkom ochronę. Wolność, równość wobec prawa, swoboda manife‑
stacji, prawo do zrzeszania się, udział w życiu publicznym państwa, prawo
do wolnych wyborów, stały się głównymi wyznacznikami ustroju demokra‑
tycznego. W państwach, gdzie głos społeczeństwa jest ważny, w większym
stopniu prawa i wolności człowieka są respektowane przez władzę.
Doświadczenie nabyte z poprzednich lat ujawniało, że w zakresie mię‑
dzynarodowej ochrony praw i wolności człowieka nie zawsze realne staje się
ich zabezpieczenie. Mimo wielu rezolucji, deklaracji czy konwencji łamanie
praw jest wciąż aktualne, często nawet z jeszcze większą brutalnością niż
wcześniej lub, co ważniejsze, świadomością.
Wśród praw i wolności obywatelskich zasadniczą rolę odgrywa prawo
do życia. Jest nadrzędnym prawem istoty ludzkiej, respektowanie go stano‑
wi fundament wszystkich innych praw; nabycie odbywa się po urodzeniu
i trwa dożywotnio. Bez praw człowieka oraz ich świadomości ludzie nie
204
Wojciech Stankiewicz
mogą żyć w poszanowaniu godności. Prawo do życia musi być zagwaranto‑
wane jako najistotniejsza wartość.
Tezą niniejszej pracy jest twierdzenie, że podejście do problematyki praw
człowieka na przestrzeni lat zmieniało się w zależności od sytuacji politycz‑
no‑ekonomicznej poszczególnych krajów. Problem nierespektowania praw
człowieka w szczególności przybiera na sile podczas działań zbrojnych, jed‑
nakże w życiu codziennym trwa debata nt. praw człowieka ujawniająca się
w sporach o aborcję i eutanazję. Opowiedzenie się po którejś ze stron w głów‑
nej mierze zależne jest od stosunku człowieka do wiary, czy światopoglądu.
W celu weryfikacji ww. założeń postawiono następujące pytania badawcze:
1. Jak na przestrzeni lat rozwijał się prawno‑międzynarodowy system ochro‑
ny praw człowieka?
2. Jakie są współczesne wyzwania dla prawa do życia?
3. W jakich przypadkach dopuszczalne jest legalne pozbawienie życia oraz
czy świadomie, bez konsekwencji, można tego dokonać?
4. Czy w XXI w. respektowanie prawa do życia zostało osłabione przez
aborcję i eutanazję?
1. Rozwój idei i ochrony praw człowieka
Wyrazem respektowania praw są akty prawne w postaci konstytucji, ustaw, umów
międzynarodowych i deklaracji organizacji międzynarodowych. Uznawane za war‑
tości uniwersalne i równocześnie chronione są cenne dla człowieka i ludzkości.
Nie budzi wątpliwości, że niezależnie od regulacji prawa wewnętrznego,
czy też międzynarodowego, prawo do życia jest głównym elementem posza‑
nowania przyrodzonej godności oraz wolności człowieka (decyzja Trybunału
Konstytucyjnego RP z 23 marca 1999 r.)1. Prawa człowieka rozwijały się dyna‑
micznie oraz opierały się na doświadczeniach poprzednich pokoleń2. Na czele
przestrzegania praw i wolności obywateli stoją instytucje oraz środki ochrony.
Współcześnie zagwarantowanie praw człowieka zawiera nie tylko pisane nor‑
my prawne, ale również formalne instrumenty ich zabezpieczenia.
Za sztandarowe dokumenty ochrony praw człowieka uważa się m.in. Kar‑
tę Praw (The Bill of Rights, 1689), Deklarację Praw Człowieka i Obywatela
(1789) oraz Amerykańską Deklarację Niepodległości (1776)3, której twórcą
był Thomas Jefferson. W Deklaracji uznano, że prawa naturalne są niezbywalne.
Obowiązkiem rządu jest zabezpieczenie tych praw. W Amerykańskiej Deklara‑
1
J. Oniszczuk, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w orzecznictwie Trybunału Konsty‑
tucyjnego, Kraków 2000, s. 339.
2
L. Koba, R. Zydel, Zarys historii praw człowieka, w: Prawa człowieka. Wybrane zagad‑
nienia i problemy, red. L. Koba, W. Wacławczyk, Warszawa 2009, s. 13.
3
Zob. R. Kuźniar, Prawa człowieka, prawo, instytucje, stosunki międzynarodowe, Warszawa
2000, s. 19‒33; K. Motyka, Prawa człowieka. Wprowadzenie, wybór źródeł, Lublin 1999, s. 22‒23.
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
205
cji Niepodległości zawarto także prawo do oporu, tzn. możliwość obalenia bądź
zmiany władzy naruszającej prawa człowieka. Wraz z rozwojem i ewolucjoni‑
zmem praw człowieka nastąpił progres prawno‑międzynarodowej ochrony praw
obywatela. Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela najsilniej wpłynęła na pro‑
gres w sferze praw człowieka na kontynencie europejskim. W Deklaracji po raz
pierwszy wprowadzono hasła: wolność, własności, suwerenności ludu, równość
i braterstwo, zawarto również katalog praw obywatelskich. W Deklaracji głoszono,
że państwo ma za zadanie chronić prawa jednostki. Współcześnie w wielu pań‑
stwach świata prawa, które zawarto w Deklaracji Praw Człowieka w Obywatela
stanowią odległy ideał. We Francji upłynęło wiele dziesięcioleci zanim wprowa‑
dzono w życie prawa zawarte w Deklaracji.
W XIX w. nastąpił rozkwit prawa humanitarnego. W 1863 r. utworzono
Komitet Genewski, przekształcony w późniejszym czasie w Międzynarodowy
Komitet Czerwonego Krzyża. Po zakończeniu I wojny światowej próbą zapew‑
nienia trwałego pokoju i bezpieczeństwa stała się Liga Narodów. Jednak prawa‑
mi człowieka zajmowała się ona w minimalnym stopniu4. Zawierane w latach
1919‒1920 traktaty wynikały z faktu rozpadu dawnych imperiów oraz w związ‑
ku z tym tworzeniem nowych państw. Główną przyczyną powołania mechani‑
zmów i instytucji ochrony mniejszości były zmiany terytorialne na mapie poli‑
tycznej Europy; przede wszystkim na obszarze Europy Środkowej, Wschodniej
i Południowej. Niebezpieczna stawała się sytuacja nierównego traktowania oby‑
wateli wynikającego z różnej narodowości. Rada Ligii interweniowała zawsze
wtedy, gdy docierały do niej petycje o naruszeniach praw5.
II poł. XX w. charakteryzuje triumf praw człowieka. Pierwszym zasad‑
niczym dokumentem międzynarodowego prawa praw człowieka była Po‑
wszechna Deklaracja Praw Człowieka (The Universal Declaration of Hu‑
man Rights), dokument przełomowy i wiekopomny, który stał się światową
konstytucją. Deklarację uchwalono przez Zgromadzenie Ogólne w 1948 r6.
W Deklaracji zawierającej 30 artykułów przedstawiono fundamentalną li‑
stę podstawowych praw i wolności człowieka7. Ustanawiając bazę między‑
narodowego prawa praw człowieka, stała się ona równocześnie pierwszym
fragmentem składowym Konstytucji Praw Człowieka (International Bill
of Human Rights)8. Zgromadzenie Ogólne wezwało państwa członkow‑
skie do opublikowania tekstu Deklaracji i do propagowania, aby była dostępna
i zrozumiała dla wszystkich ludzi, bez względu na status polityczny kraju lub
terytorium. Podjęto działania, aby Deklaracja była rozpowszechniana, pokazy‑
wana, czytana i objaśniana przede wszystkim w szkołach i innych instytucjach
R. Kuźniar, O prawach człowieka: idee, instytucje, praktyka, Warszawa 1992, s. 13‒28.
G. Michałowska, Prawa człowieka i ich ochrona, Warszawa 2000, s. 122‒123.
6
A. Łopatka, Międzynarodowe prawo praw człowieka: zarys, Warszawa 1998, s. 12‒14.
7
I. Szabo, Historical Foundations of Human Rights, w: The International Dimensions of
Human Rights, red. K. Vasak , P. Alston, Westport 1982, s. 23‒29.
8
A. Łopatka, dz. cyt., s. 14‒15.
4
5
Wojciech Stankiewicz
206
oświatowych. W Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa
(z 9 grudnia 1948 r.), Konwencji o uchodźcach (z 28 lipca 1951 r.), Paktach
Praw Człowieka ONZ (z 1966 r.) umocniono ochronę jednostki w prawie mię‑
dzynarodowym oraz zapobieżono nadużywania sił przez władzę9.
Od czasu uchwalenia Powszechnej Deklaracji uwidocznił się progres w mię‑
dzynarodowym uznaniu praw człowieka. Dynamicznie postępował proces in‑
ternacjonalizacji oraz instytucjonalizacji praw, odzwierciedlający się pojawie‑
niem nowych konwencji10. Do czasów II wojny światowej respektowanie praw
człowieka było wewnętrzną sprawą poszczególnych krajów. Państwo decydo‑
wało, w jaki sposób prawa będą chronione czy uznawane. W późniejszym cza‑
sie mówiono o międzynarodowych prawach człowieka. Genezy należy szukać
wraz z utworzeniem Organizacji Narodów Zjednoczonych. 26 czerwca 1945r.
w San Francisco podpisano Kartę Narodów Zjednoczonych. W zapisach za‑
wartych w Karcie głoszono zdecydowaną chęć przywrócenia wiary w prawa
człowieka. W artykule 2 wspominano o poparciu oraz proklamowaniu praw
człowieka bez względu na język, wyznanie czy rasę. Pozakonwencyjny cha‑
rakter posiadają Trybunały Haskie. Zbrodnie, jakich doświadczyło społeczeń‑
stwo w czasie wojny w Jugosławii sprawiły, że Organizacja Narodów Zjedno‑
czonych powołała dwa trybunały: Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej
Jugosławii oraz Międzynarodowy Trybunał do spraw zbrodni ludobójstwa
w Ruandzie11. W podpisanej w 1948 r. Konwencji o zapobieganiu i karaniu
wykazano, że ludobójstwo – nie tylko w czasie wojny, ale również i pokoju
w prawie międzynarodowym wypełnia znamiona zbrodni. Wydarzenia w by‑
łej Jugosławii i Ruandzie są przykładem, że sprawa ludobójstwa nie jest za‑
gadnieniem wyłącznie historycznym. Dane statystyczne ukazują, iż na terenie
Bośni i Hercegowiny podczas konfliktu zostało zamordowanych 90 tys. ludzi,
a ponad 1,2 mln opuściło swoje miejsce zamieszkania12.
2. Prawo do życia – współczesne wyzwania i zagrożenia
Najważniejszym z praw jest prawo do życia. Ludzie mają zakaz dokonania
morderstwa oraz ich obowiązkiem jest udzielenie pomocy w sytuacji zagra‑
żającej życiu. Warto wspomnieć czasy niewolnictwa, kiedy podstawowych
praw człowieka odmówiono osobom czarnoskórym. Kolejnym przykładem
nieszanowania ludzkiego życia jest polityka masowej zagłady, w czasie któ‑
rej opracowano technologię zbiorowych mordów. Holocaust w założeniach
H. P. Gasser, Międzynarodowe Prawo Humanitarne. Wprowadzenie, Warszawa 1997, s. 15.
A. Bieńczyk‑Missala, Prawa człowieka w polskiej polityce zagranicznej po 1989 roku,
Warszawa 2005, s. 18.
11
M. N. Shaw, Prawo międzynarodowe, Warszawa 2006, s. 186.
12
K. Kubiak, Wojny, konflikty zbrojne i punkty zapalne na świecie. Informator 2005, War‑
szawa 2005, s. 51.
9
10
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
207
miał doprowadzić do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, czyli fi‑
zycznej likwidacji całego narodu, co nie było literalnie wyrażonym celem wo‑
bec żadnej innej nacji. Uznano Żydów (i nie tylko) za gorsze jednostki, odma‑
wiając im podstawowych praw. Niestety, zamierzchłe czasy mają kontynuację
we współczesności. Dzień 11 września 2001 r. na zawsze pozostanie w pamię‑
ci Amerykanów. Wtedy miał miejsce zamach terrorystyczny na World Trade
Center – światowe centrum handlu i biznesu, centrum gospodarki światowej.
Akt agresji wzbudził w społeczeństwie Ameryki strach i panikę.
Prawo do życia wyraża się w kręgu szczegółowych sformułowań. Gwaran‑
tuje nienaruszalność ciała i posiadanie środków potrzebnych do zapewnienia
odpowiedniego poziomu egzystencji: żywności, odzieży, mieszkania, wypo‑
czynku, opieki zdrowotnej, zabezpieczenia społecznego w przypadku choroby,
niezdolności do pracy, starości, bezrobocia. Prawo do życia przysługuje czło‑
wiekowi od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci13. Naruszeniem tego
prawa jest nie tylko zabójstwo czy samobójstwo, ale także aborcja lub eutanazja.
Życie w społeczeństwie zobowiązuje do przestrzegania praw – zauważo‑
no jak ważna jest etyka – współczesna moralność. Staje się ona podstawą
do ustalania kodeksów prawnych, przyjęcia pewnych postaw w życiu, jest
patronką tolerancji, demokracji, humanitaryzmu i podobnych wartości.
Musi opowiedzieć się wobec zagadnień współczesnego świata i zagrożeń,
jakie ze sobą niosą dla życia ludzkiego. Lista dylematów moralnych współ‑
czesnych społeczeństw nie jest wyczerpana.
Zagrożeniem dla prawa do życia stają się coraz młodsze pokolenia, sy‑
tuacja rodzinna czy materialna skłania do podejmowania decyzji, które wy‑
wierają skutek na całe życie. W mediach oraz publikacjach donosi się nie‑
mal codziennie o morderstwach. Szokujące są wieści o brutalności z jaką
dokonywane są zbrodnie. Problemem na szeroką skalę są również matki
porzucające dzieci ( noworodki ) w śmietnikach czy na ulicach.
Z prawem do życia związane jest także prawo korzystania z wartości mo‑
ralnych i kulturalnych m.in. do należnego szacunku, posiadania dobrej opinii,
do wolności w poszukiwaniu prawdy oraz wypowiadania i rozpowszechnia‑
nia poglądów i swobodnej twórczości. Człowiek ma także prawo do korzy‑
stania z rozwoju wiedzy, otrzymania właściwego wykształcenia, postępu mo‑
ralnego i umysłowego. Z prawem związane są takie uprawnienia jak: prawo
do wolności słowa, przekonań, sumienia, wolność wychowania i nauczania.
We współczesnych czasach zauważalne jest łamanie i nieprzestrzeganie
praw człowieka w różnych regionach świata. Jako podstawowe zagrożenia
wg Andrzeja Redelbachta14 wyróżniono m.in.:
1. Zbrodnie wojenne, ludobójstwo i rasizm;
2. Doraźne egzekucje bez wyroku sądu;
G. Michałowska, dz. cyt., s. 44‒49.
A. Redelbach, Natura praw człowieka, strasburskie standardy ich ochrony, Toruń 2001,
s. 164‒165.
13
14
208
Wojciech Stankiewicz
3. Zabójstwa motywowane politycznie;
4. Zabójstwa uchodźców;
5. Terroryzm i „branie zakładników”.
Ze względu na wielorakość zagrożeń oraz różny stopień ich intensywno‑
ści oraz zakres, jakiego dotyczą, nie jest możliwe wyczerpujące przedstawienie
wszystkich z nich. Rozwój cywilizacyjny stale prowadzi do powstawania no‑
wych zagrożeń. W związku z ewolucją zauważalne jest pojawienie się zagrożeń
globalnych, które jeszcze do niedawna nie budziły obaw15.
XXI w. sprzyjał rozwojowi postępu w dziedzinie nauki i technologii, które
mimo dostarczenia społeczeństwu licznych pomocniczych technologii i infor‑
macji przyniosły również rozwój broni niekonwencjonalnej, rozpowszechnie‑
nia terroryzmu czy zabójstw. Wiadomości o łamaniu prawa do życia dociera‑
ją z każdego zakątka świata. Media, prasa codzienna informują o zbrodniach,
wypadkach, licznych atakach terrorystycznych. Działania terrorystów wy‑
mierzone w ludność cywilną przemawiają w sposób wymowny budząc strach
i obawę. Jednak oprócz szczegółowo zaplanowanych ataków pozbawienie życia
przychodzi człowiekowi z większą łatwością. Ludzie stają się wówczas ofiarami
masowych gwałtów, czystek (m.in. etnicznych) masakr, terroru. Takie sytuacje
odnotowywane są podczas wszelkiego rodzaju konfliktów zbrojnych, wojen czy
ataków agresji. Doświadczenia wcześniejszych lat ukazały niejednokrotnie jak
sponiewierane jest życie jednostki podczas konfliktów. W wielu krajach łamanie
praw człowieka odbywa się ze strony państwa. Często za pomocą liczb, statystyk
łatwiejsze stało się zaprezentowanie łamania praw człowieka. Ok. 30 tys. osób
„zaginęło” w latach 70., w czasie wojskowych rządów w Argentynie16. W 1994 r.
do 1 mln ludzi zostało ofiarami ludobójstwa wymierzonego przez rząd w Ru‑
andzie17. Wydarzenia z Darfuru, Kosowa czy Timoru Wschodniego zwiększają
liczbę zabitych m.in. przez działania rządów i władzy państwowej18.
Za istotne wyzwania dla praw człowieka uważa się aborcję i eutanazję.
Konflikty budzą odmienne argumenty i moralność w sprawie odbierania życia
nienarodzonemu dziecku oraz osobom w podeszłym wieku, w których przy‑
padku można dokonać eutanazji.
3. Aborcja a prawo do życia
Współcześnie niewiele tematów mieści się w sferze tabu. O sprawach uzna‑
wanych do niedawna za wstydliwe, wyłącznie dla dorosłych, polemizuje się
w szkole, sklepie, na ulicy czy na łamach mediów. Jednym z takich tematów
B. Banaszak i in., System ochrony Praw Człowieka, Kraków 2005, s. 20.
W. Dobrzycki, Stosunki międzynarodowe w Ameryce Łacińskiej: historia i współczesność,
Warszawa 2000, s. 302.
17
K. Kubiak, dz. cyt., s. 51.
18
M. Freeman, Prawa człowieka, Warszawa 2007, s. 7‒8.
15
16
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
209
stała się aborcja, mająca zarówno zwolenników jak i przeciwników na całym
świecie. Stosunek ogółu do zagadnienia uśmiercania płodu w łonie matki uległ
wyraźnej zmianie na przestrzeni lat.
Przerwanie ciąży, ze względu na drastyczność zabiegu, wkraczającego w na‑
turalne prawidłowości prokreacji i nasuwającego skojarzenia z problematyką
zabójstwa, budzi często sprzeciw natury etycznej19. Aborcja, jak określa ją Jan
Bartel i Anna Steczyńska, jest usunięciem płodu, dzieje się tak, gdy kobieta nie
chce lub nie może urodzić potomka. Zabieg aborcji staje się mechanizmem ko‑
rekcyjnym prokreacji20. W literaturze podkreśla się różnice między istotą żywą
a płodem, który jak twierdzą naukowcy nie jest jeszcze człowiekiem. Różnice
wynikają z ukształtowanych narządów i zmysłów. Zwolennicy aborcji argu‑
mentują stanowisko konkretnym wydzieleniem granicy, jaka istnieje między
płodem a istotą ludzką. Dokładna interpretacja pojęcia istoty ludzkiej stanowi
bazę do formułowana tezy, w świetle której płód nie jest istotą ludzką i możli‑
we jest dokonanie zabiegu aborcji.
Radykałowie chcąc zanegować ludzką tożsamość zarodka przedstawili go
w postaci główki od szpilki. Twierdzono, że nie odczuwa on żadnych emocji
czy bólu, co więcej brak kształtu i wielkości osoby dorosłej wyklucza skupisko
komórek z pojęcia istoty ludzkiej21. Carlo Casini w książce „5 dowodów na ist‑
nienie człowieka” stara się udowodnić, że połączenie komórki jajowej i plem‑
nika jest człowiekiem. Wymienia m.in. dowód biologiczny, dowód prawny,
antropologiczny oraz dowód ze świadectwa22.
W trakcie obrad Soboru Watykańskiego II uznano świadomą aborcję
za „czyn haniebny, zakażający cywilizację ludzką”23. Stanowisko Kościoła jest
klarowne, aborcja jest złem niepodlegającym dyskusji. Stanowisko Kościoła
zawarto w Katechizmie Kościoła Katolickiego mówiącego, iż „Życie ludzkie
od chwili poczęcia winno być szanowane i chronione w sposób absolutny.
Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przy‑
znane prawa osoby; wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty
do życia (…)”24.
W Kościele, nie tylko katolickim, rzesze wiernych modlą się o dar życia
i ochronę dziecka poczętego. Ingerowanie w sprawy boskie jest wbrew wie‑
rze i naukom chrześcijańskim. Kościół katolicki na czele z Ojcem Świętym,
Benedyktem XVI powtórzył niezmienne „nie” dla aborcji i eutanazji. Podczas
spotkania z pielgrzymami na modlitwie Anioł Pański Benedykt XVI niejed‑
nokrotnie podkreślał, że życia nie można odmówić nikomu, nawet najmniej‑
Por. R. E. Hall, Abortion in a changing world, New York 1970.
J. Bartel, A. Steczyńska, Dlaczego aborcja jest dopuszczalna?, Warszawa 2009, s. 11.
21
C. Casini, 5 dowodów na istnienie człowieka, Kraków 2007, s. 6.
22
Tamże, s. 13‒87.
23
J. Majka, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, w: Sobór Watykań‑
ski II: konstytucje, dekrety, deklaracje, red. J. Groblicki, E. Florkowski, Kraków 1967, s. 557‒558.
24
http://www.katechizm.opoka.org.pl/ (odczyt z dn. 23 kwietnia 2010 r.).
19
20
210
Wojciech Stankiewicz
szemu i bezbronnemu nienarodzonemu. Uświadamianie ludzi o negatyw‑
nych aspektach aborcji jest zadaniem księży, z którym przyszło się zmagać
we współczesnych czasach.
Jan Paweł II, człowiek stojący na czele Kościoła katolickiego przez wiele lat,
zdawał sobie sprawę z zagrożeń, jakie niesie współczesny świat. Dlatego nie
wahał się głośno potępiać sytuacji na świecie oraz zmian zachodzących po‑
przez rozpowszechnianie i legalizację różnych nurtów będących rzeczywistym
zagrożeniem dla życia. Papież wysunął postulat o ochronie istot nienarodzo‑
nych, jednoznaczny zakaz aborcji oraz konieczność poszanowania podstawo‑
wego prawa do życia najsłabszych jednostek w społeczeństwie.
Należy także liczyć się z konsekwencjami aborcji, takimi jak późniejsza bez‑
płodność, czy problemy psychiczne, z którymi może zetknąć się kobieta, która
zdecydowała się na tak radykalny krok. Do najczęściej wymienianych w lite‑
raturze problemów zalicza się załamanie psychiczne po zabiegu oraz trwające
wielokrotnie całe życie poczucie winy lub grzechu25. Rozmowa z prof. Janem
Hartmanem uwidacznia sytuację lekarzy, osób, które biorą na siebie odpowie‑
dzialność przeprowadzenia zabiegu. Profesor w rozmowie z osobami dokonu‑
jącymi aborcji ujawnia, że lekarze uważają przeprowadzenie aborcji za czyny
niemoralne, nienaturalne. Podkreślano, że przełamując barierę zakazu żyją
w nieustannym konflikcie wewnętrznym26.
Spór między tradycjonalistami a ludźmi popierającymi aborcję zaczyna przy‑
bierać na sile. Matki decydujące się na usunięcie płodu często są osobami młody‑
mi, które nie planowały ciąży i nie są w stanie ponieść konsekwencji wynikających
z zaistniałej sytuacji. Aborcja ujawnia egoistyczną naturę kobiet, które pragną sa‑
modzielnie decydować o swoim ciele27. Czyn dzieciobójstwa może być wynikiem
braku oparcia emocjonalnego ze strony partnera lub rodziny. Do usunięcia dzie‑
cka częściej namawiają partnerzy, którzy nie są gotowi na przyjęcie roli ojca lub
chcą uwolnić się od płacenia alimentów. Negatywna ocena otoczenia, strach przed
niespełnieniem się w roli rodzica oraz wstyd z powodu niechcianej ciąży stano‑
wią najczęstsze przyczyny podjęcia decyzji o aborcji. Jak stwierdza Nancy Michels,
większość kobiet jest niedoinformowana, a lekarze często nie udzielają dostatecz‑
nych informacji o przebiegu aborcji czy jej skutkach28.
Poczęcie dziecka jest dopełnieniem związku małżeńskiego zawartego między
kobietą a mężczyzną. W XXI w. zauważono ogromne zagrożenie dla standardo‑
wego modelu rodziny. Systematycznie z roku na rok zaobserwowano zmniejsze‑
nie się liczby urodzeń dzieci w krajach wysoko rozwiniętych. Przyczyną takie‑
go stanu rzeczy jest np. przedkładanie kariery zawodowej nad macierzyństwo,
jak również coraz większa liczba aborcji. Wg analizy badań demograficznych
25
A. Kowalska, Wybrane problemy związane z podejmowaniem życia seksualnego przez na‑
stolatki, „Lider” 1998, nr 10, s. 19‒20.
26
M. Nowicki, Prawo do eutanazji, „Newsweek” 2010, nr 7, s. 34‒36.
27
J. McMahan, The ethic of killing. Problems at the Margins of Life, Oxford 2002, s. 362.
28
N. Michels, Aborcja – przywrócić sens życiu, przekł. Maciej Wilkosz, Katowice 2005, s.14‒25.
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
211
przeprowadzonych w Polsce najczęściej aborcji dopuszczają się młode kobiety
z wykształceniem podstawowym lub zawodowym; największy wskaźnik dzie‑
ciobójstw w latach 1998‒2003 wykazano w województwie mazowieckim29.
Silniejsze stają się tendencje do osłabienia przyrodzonego prawa życia m.
in. za sprawą aborcji. Wiadomości o zalegalizowaniu prawa do usunięcia dzie‑
cka docierają ze wszystkich zakątków świata. Otwartość państw na odbieranie
życia ludzkiego zadziwia. Według szacowania Światowej Organizacji Zdrowia,
WHO (ang. World Health Organization) w 2000 r. dokonano ok. 19 mln abor‑
cji na świecie. W zabiegach przoduje Azja (ok. 10,5 mln), następnie Ameryka
Łacińska i Karaiby (3,7 mln), dalej Europa (ok. 2,2 mln)30. Kraje, chcąc być ot‑
warte i tolerancyjne, starają pokazać na arenie międzynarodowej zrozumienie
dla podejmowanych przez kobiety decyzji. W licznych debatach, blogach, forach
otwarcie uczestnicy opowiadają się „za” usuwaniem nienarodzonego dziecka.
4. Cywilnoprawna ochrona dziecka poczętego
Problematyka prawnej ochrony dziecka poczętego jest rozległa. Pojawia się nie
tylko na gruncie szeroko rozumianego prawa cywilnego, sięga bowiem i do pra‑
wa pracy, ustawodawstwa socjalnego, międzynarodowego, publicznego oraz
karnego31. Prawo dziecka obejmuje niezbywalne prawo do życia. Jest ono naj‑
cenniejsze, ponieważ żadne inne normy nie będą respektowane, jeśli odbierze
się człowiekowi ten podstawowy przywilej. Dzięki prawu każde dziecko ma za‑
gwarantowaną możliwość przyjścia na świat. Oznacza to nie tylko prawo do na‑
rodzin, ale także normę chroniącą życie człowieka na każdym etapie.
Zasady ochrony praw dziecka wynikały z norm zawartych w Powszech‑
nej Deklaracji Praw Człowieka, a także z przekonania, że dziecko ze względu
na słabość i uzależnienie od świata dorosłych powinno być specjalnie chro‑
nione. Apelowano do wszystkich rządów, instytucji, rodziców o stosowanie
się do przyjętych zasad i tworzenie ustawowych warunków umożliwiających
realizację. Konsensusem norm i zasad ochrony praw dziecka stała się Dekla‑
racja Praw Dziecka z 20 listopada 1959 r.32, w której zawarto 10 szczegółowo
sprecyzowanych zasad.
Późniejsze powtórzenie zapisu zawarto w Konwencji o Prawach Dziecka
z 1989 r33. W preambule uwzględniono, iż dziecko ze względu na niedojrza‑
P. Jaros, Prawne aspekty ochrony dziecka przed urodzeniem, w: Aborcja, przyczyny,
następstwa, terapia, red. B. Chazan, W. Simon, Wrocław 2009, s. 45‒46.
30
J. Bartel, A. Steczyńska, dz. cyt., s. 12
31
J. Mazurkiewicz, Cywilnoprawna ochrona dziecka poczętego, w: W imieniu dziecka po‑
czętego, red J. W. Gałkowski, J. Gula, Lublin 1991, s. 83.
32
P. Jaros, dz. cyt., s. 16.
33
http://www.hfhrpol.waw.pl/pliki/Konwencja_o_Prawach_Dziecka.pdf (odczyt z dn.
20 kwietnia 2010 r.).
29
212
Wojciech Stankiewicz
łość fizyczną lub umysłową wymaga specjalnej troski i ochrony nie tyl‑
ko po urodzeniu, ale także przed przyjściem na świat. Przypomniano,
że w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka Narody Zjednoczone prokla‑
mowały, że dzieci mają prawo do szczególnej troski i pomocy, wyrażając
przekonanie, że rodzina jako podstawowa komórka społeczna oraz natu‑
ralne środowisko rozwoju członków, a w szczególności dzieci, powinna być
otoczona niezbędną ochroną oraz wsparciem, aby mogła wypełnić założo‑
ne obowiązki.
Stanowisko w sprawie aborcji znalazło odzwierciedlenie w Amerykań‑
skiej Konwencji Praw Człowieka, w której przyjęto ochronę życia „w zasa‑
dzie” od chwili poczęcia. Newralgiczne miejsce zajmuje również Międzyna‑
rodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, a w szczególności artykuł
6 mówiący, że każda istota ludzka ma przyrodzone prawo do życia. Prawo
powinno być chronione przez ustawę oraz nikt nie może być samowolnie
pozbawiony życia34.
W Polsce warunki dopuszczalności aborcji określono w ustawie z dn.
7 stycznia 1993 r., O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warun‑
kach możliwości przerwania ciąży. Uznając, że życie jest fundamentalnym
dobrem człowieka, a objęte troską należy do podstawowych obowiązków
państwa, społeczeństwa i obywatela. Ustawa z 1993 r. stanowi, że każda istota
ludzka od chwili poczęcia ma przyrodzone prawo do życia, a życie i zdrowie
dziecka od chwili jego poczęcia pozostają pod ochroną prawa35. W prawie
polskim przewidziano odpowiedzialność karną za popełnienie przestęp‑
stwa związanego z aborcją. Przestępstwa znajdują się w kodeksie karnym
(kk) z 1997 r., w rozdziale XIX „Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu”36,
które ustanowione są w art. 152‒154. Artykuł 152 kk stanowi o zakazie do‑
konywania aborcji z naruszeniem przepisów ustawy z dn. 7 stycznia 1993 r.
O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności
przerywania ciąży, a także zakazie nakłaniania kobiety do aborcji z narusze‑
niem przepisów wyżej wymienionej ustawy lub udzielania pomocy do wyko‑
nania zabiegu. W artykule 153 kk ustawodawca określił przestępstwo pole‑
gające na: stosowaniu przemocy wobec kobiety ciężarnej, dokonaniu aborcji
bez jej zgody albo przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadze‑
niu ciężarnej do przerwania ciąży. W ostatnim z wyżej wymienionych arty‑
kułów kodeksu karnego (art. 154) uregulowano kwalifikowaną formę prze‑
stępstwa aborcji, gdy następstwem tego czynu jest śmierć kobiety ciężarnej.
W innych państwach sprawy związane z aborcją uregulowano w normach
prawa wewnętrznego37.
34
http://www.hfhrpol.waw.pl/pliki/Miedzynarodowy_Pakt_Praw_Obywatelskich_i_Poli‑
tycznych.pdf (odczyt z dn. 20 kwietnia 2010 r.).
35
Dz. U. z 1993 r., Nr 17, poz. 78.
36
http://lex.pl/serwis/kodeksy/akty/97.88.553.htm (odczyt z dn. 20 kwietnia 2010 r.).
37
G. Michałowska, dz. cyt., s. 44‒45.
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
213
5. Dopuszczalność łamania prawa do życia
Prawo do życia może być naruszone w wyjątkowych sytuacjach. Szczególne
przypadki przewidziano w Konwencji europejskiej, w myśl której może dojść
do pozbawienia życia w konsekwencji użycia siły: w obronie osoby przed bez‑
prawną przemocą, w konsekwencji zgodnego z prawem zatrzymania lub niedo‑
puszczenia do ucieczki osobie pozbawionej wolności zgodnie z prawem oraz gdy
występuje zgodna z prawem konieczność stłumienia zamieszek lub powstania38.
Opisane podejście winno zapewnić stabilność i autorytet państwa; nie
ograniczać działań podejmowanych przez odpowiednie organy. Brak zareago‑
wania mógłby oznaczać bezkarność przestępców. Powinno się mieć na uwa‑
dze, że jakakolwiek możliwość użycia siły powinna być wykonywana jedynie
w sytuacji bez wyjścia. Trudno jest jednak w sytuacji ataku terrorystycznego
wyobrazić sobie łagodne prowadzenie perswazji oraz jej skuteczność.
Innym przypadkiem jest opisana wcześniej aborcja. Legalna staje się w ści‑
śle określonych warunkach. Poniżej wymieniono kryteria, wg których dopusz‑
czono wykonanie zabiegu aborcji. Legalna aborcja może nastąpić przy zaist‑
nieniu jednej z określonych przesłanek:
1. „ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej (do chwili
osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem
kobiety ciężarnej); wystąpienie tej okoliczności stwierdza lekarz inny niż
przeprowadzający zabieg aborcyjny;
2. badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdo‑
podobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, albo nieule‑
czalnej chororoby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód
zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej);
wystąpienie tej okoliczności stwierdza lekarz inny niż przeprowadzający
zabieg;
3. zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabro‑
nionego (do 12 tygodni od poczęcia); wystąpienie tej okoliczności stwierdza
prokurator”39.
Wejście w życie ustawy z dn. 7 stycznia 1993 r. O planowaniu rodziny,
ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży40
ograniczyło dostęp do zabiegów przerywania ciąży. W Polsce istnieje i roz‑
wija się tzw. „podziemie aborcyjne”, tj. nielegalne przeprowadzanie zabiegów
przerywania ciąży w celu uzyskania korzyści majątkowej. Częstszym zjawi‑
skiem staje się również „turystyka aborcyjna”, czyli wyjazdy za granicę w celu
przeprowadzenia aborcji, w krajach gdzie jest dozwolona. W polskim prawie
karnym nie przewiduje się możliwości karania osób, które dokonały aborcji
na terenie państwa dopuszczającego legalność tego zabiegu.
Tamże., s. 45.
http://www.dotknij‑aborcji.yoyo.pl/prawnie.htm (odczyt z dn. 20 marca 2010 r.).
40
Dz. U. z 1993 r., nr 17, poz. 78.
38
39
214
Wojciech Stankiewicz
6. Eutanazja
Odmienny problem w kontekście praw człowieka stanowi eutanazja. Prawo
do śmierci wzbudza wiele kontrowersji, przede wszystkim na gruncie moral‑
nym. Podejście do praw człowieka oparto na prawie naturalnym, które kate‑
gorycznie odrzuca eutanazję. Jest ona szczególnie nie do pogodzenia z wiarą
i naukami kościoła chrześcijańskiego.
Pojęcie „eutanazja” etymologicznie pochodzi z języka greckiego i dosłow‑
nie tłumaczone jest jako „śmierć dobra”, „śmierć szczęśliwa”. Anonimem tego
terminu jest „dystanazja” rozumiana jako „śmierć zła”, śmierć przedwczesna
w boleściach41.
Śmierć jest naturalnym kresem życia, nie chwilą jakby się mogło wydawać,
lecz całym procesem42. Stwierdzenie śmierci (całkowitej śmierci mózgowej –
full brain death) często może okazać się nieosiągalne bądź niedopuszczalne43.
Thomas Hobbes stwierdził, iż prawo do życia obejmuje prawo do jego ochrony
w sensie naturalnej wolności, nikt nie może być zobowiązany do śmierci. Nie‑
uchronny kres życia z filozoficznego punktu widzenia niesie wielkie cierpienie,
które może być uznawane za większe zło niż śmierć44. Konflikt budzą zasady sy‑
stemu prawnego, czyli zasada ochrony życia ludzkiego oraz zasada do godności
człowieka; spełnienie jednej może wykluczać możliwość do spełnienia drugiej.
Eutanazja jest pojęciem w większości odnoszącym się do osób starszych45,
takie podejście przyjęto w kulturach europejskich, jednak termin należy rów‑
nież rozumieć szerzej – jako pozbawienie życia noworodków z deformacjami
ciała, zabijanie dzieci przed narodzeniem z racji eugenicznych, czy zabijanie
osób z poważnymi upośledzeniami, niepełnosprawnych, starców46. Eutanazję
można rozumieć w szerszym znaczeniu, jako wszystkie decyzje oraz działania,
które bez względu na motywację i sytuację prowadzą do skrócenia życia pa‑
cjenta przez opiekuna. W ujęciu węższym eutanazja jest motywowana przez
współczucie dla chorego, który chce być poddany eutanazji na własną prośbę.
Złożony jest stosunek prawa do życia wobec eutanazji biernej i czynnej. Prawo
do życia jest prawem niezbywalnym, a odebranie sobie życia nie jest zależne
od wolnego wyboru47.
W latach 70. XX w. przewodniczący Komisji Harvardzkiej przedstawił trzy
definicje śmierci. Pierwsza odnosiła się do niemożności przywrócenia natu‑
ralnego krążenia oraz oddychania, druga – śmierci mózgu, w trzeciej odno‑
41
M. Szeroczyńska, Eutanazja i wspomagane samobójstwo na świecie. Studium prawno
porównawcze, Kraków 2004, s. 36.
42
R. S. Morison, Death: process or event?, „Science”1971, nr 173, s. 694‒698.
43
M. Heidegger, Being and Time, SCM Press, London 1962, s. 13‒18.
44
P. Sieghart, The international law of Human Rights, Oxford 1983, s. 130.
45
L.W. Simmons, The Role of the Aged in Primitive Society, New York 1970, s. 25‒30.
46
Evangelium vitae, nr 15.
47
Por. K. Poklewski‑Koziełł, O eutanazji w świetle nowych koncepcji prawniczych, „Państwo
i Prawo” 1997, nr 1, s. 49.
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
215
szono się do śmierci półkul mózgowych i utraty świadomości48. W prawie
międzynarodowym oraz porównawczym pozostaje niemal powszechny zakaz
dokonywania eutanazji czynnej oraz udziału lekarzy w akcie samobójczym49.
W Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Europej‑
skiej Konwencji Praw Człowieka, stojących na straży praw człowieka wyklucza
się stosowanie eutanazji.
7. Eutanazja w ustawodawstwach Holandii oraz Polski
Spór o eutanazję toczy się w wielu krajach, zarówno Europy jak i świata. Po‑
szczególne państwa przyjęły różnorodne regulacje prawne dotyczące decyzji
związanych z końcem życia – od całkowitego zakazu eutanazji po legalizację.
Porównując różne systemy karne państw w zakresie regulacji eutanazji czyn‑
nej, napotyka się olbrzymią grupę wprowadzającą formalny zakaz tego typu
zachowań. Na przeciwnym biegunie stoją m.in. Holandia i Belgia. Eutanazja
we współczesnym świecie jest kojarzona głównie z wymienioną wcześniej Ho‑
landią, a także (chociaż w mniejszym zakresie) z Niemcami, Australią i Stanami
Zjednoczonymi.
W Holandii istnieje silny nacisk na posiadanie wolności osobistej. Ludzie
chcą nie tylko sami decydować o tym jak żyją, ale także jak, oraz kiedy umrą.
Holandia jest pierwszym europejskim krajem, który zalegalizował eutanazję,
choć jednym z nielicznych, gdzie przez wiele lat praktykowano ją bezpraw‑
nie. W 1991 r. próbując uporać się z rzeczywistą praktyką medyczną eutanazji
i samobójstwa wspomaganego holenderski rząd ustanowił komisję rządową,
na czele z prof. Janem Remmelinkiem do zbadania problemu. Komisja rzą‑
dowa zebrała dane, z których wynikało, że w 1990 r. w tym kraju przepro‑
wadzono ok. 25 tys. zabiegów eutanazji, w ok. 15 tys. wypadków została ona
wykonana bez wiedzy i zgody pacjenta50. W wyniku powyższych danych osza‑
cowano, iż co piąty zgon w Holandii jest efektem interwencji lekarza, otrzyma‑
no 4,5 tys. eutanazji aktywnych51.
W 1993 roku parlament holenderski wprowadził prawo dotyczące eutana‑
zji, nawet zdecydowanie katolicki szpital uznał eutanazję za zgodną z duchem
Ewangelii. Wg Remmelick Report przyczyną 15 % zgonów w tym kraju jest eu‑
tanazja, a większość, blisko 80% obywateli opowiada się „za” eutanazją. W Ho‑
landii 28 listopada 2000 r. poruszony został również temat eutanazji dzieci,
który mimo wielu zastrzeżeń został ostatecznie przyjęty (w przypadku nielet‑
nich poniżej 16 roku życia wymagana jest zgoda obojga rodziców). W 2003 r.
48
A. Gałęska‑Śliwa, M. Śliwa, Stan wegetatywny, eutanazja, zaniechanie uporczywej terapii,
„Państwo i Prawo” 2009, nr 11, s. 17.
49
M. Śliwka, Prawa pacjenta w prawie polskim na tle prawno porównawczym, Toruń 2008, s. 268.
50
http://bmb.oxfordjournals.org/cgi/reprint/52/2/326.pdf (odczyt z dn. 20 kwietnia 2010 r.).
51
K. Woynarowska, Recepty na zabijanie, „Niedziela”2009, nr 45, s. 12‒13.
216
Wojciech Stankiewicz
szacowało się, że 16 tys. zgonów, na 13 tys. jakie przypadają na Holandię, na‑
stępuje w wyniku eutanazji52.
Problem eutanazji w Polsce staje się aktualniejszy poprzez związek ze starze‑
jącym się społeczeństwem. Narasta bowiem konflikt na gruncie opieki nad ludź‑
mi zniedołężniałymi, kalekami i chorymi. Model rodziny wielodzietnej uległ
zmianie, dominować zaczyna model 2+1 lub 2+0. Poprzez chęć usamodzielnie‑
nia się rodziny, próby niezależnego gospodarowania i mieszkania, często brakuje
miejsca dla pozostałych członków rodziny, w większości babci i dziadka53.
W Polsce życie ludzkie chronione jest przez prawo, które wyklucza sto‑
sowanie eutanazji. W Artykule 150 kk przewidziano, iż kto zabija człowieka
na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego, podlega karze pozba‑
wienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat54.
Większość lekarzy również opowiada się przeciwko eutanazji. W sytua‑
cjach, gdzie np. paraliż nie skazuje człowieka na całkowite uzależnienie od in‑
nych. Techniczne i finansowe środki zapewniają ludziom starszym możliwość
aktywnego trybu życia, pod względem fizycznym oraz intelektualnym.
Na świecie działają liczne organizacje czy towarzystwa na rzecz zalegali‑
zowania eutanazji – m.in. w Holandii, Nowej Zelandii, Indiach, Szwajcarii,
Japonii, Kanadzie, Niemczech oraz w USA55. Zwolennicy eutanazji pojawiają
się na całym świecie, walczą o zalegalizowanie oraz cyklicznie zrzeszają coraz
więcej osób. Do najważniejszych towarzystw zaliczono Concert for Dying, li‑
czące 150 tys. członków56.
8. Ocena moralna eutanazji
W kwestii eutanazji spotkano się z dwoma sprzecznymi stanowiskami. Jedno
zakazuje eutanazji uznając zabieg za poważne wykroczenie przeciw poszano‑
waniu osoby ludzkiej. W drugim uważa się eutanazję za naturalne prawo oraz
wyraz respektowania praw człowieka. Postawa ludzi spowodowana jest róż‑
nymi poglądami oraz motywami, natury humanitarnej, filozoficznej, a także
względami utylitarnymi. Każda z tych dwóch przeciwnych racji posiada włas‑
ne słownictwo, odniesienia oraz argumenty57.
Za moralną dopuszczalnością eutanazji podaje się różne argumenty. Za‑
zwyczaj wskazywano na dobro samego pacjenta, którego eutanazja jest w sta‑
nie uwolnić do cierpienia. Sztuczne utrzymywanie przy życiu wymaga środków
finansowych na aparaturę i leki, co w połączeniu z trwającą kilka lat cho‑
N. Aumonier, B. Beignier, P. Letellier, Eutanazja, Warszawa 2003, s. 84‒85.
M. Zaus, Eutanazja jako zjawisko społeczno‑kulturowe: szkice z badań, Poznań 2004, s. 15.
54
Dz. U. 1997, nr 88, poz. 150.
55
T. Kielanowski, Rozmyślenia o przemijaniu, Warszawa 1980, s. 76.
56
M. Zaus, dz. cyt., s. 14.
57
N. Aumonier, B. Beignier, P. Letellier, dz. cyt., s. 5‒6.
52
53
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
217
robą staje się często przyczyną dla której rodziny decydują się na eutanazję58.
Z moralnego punktu dozwolenie eutanazji nie może być uzasadnione. Bez‑
sporny jest fakt, że każdy człowiek ma prawo do godnej śmierci.
Zwolennicy eutanazji uzasadniają stanowisko argumentami, iż ludzie sta‑
rzy, chorzy muszą w końcu umrzeć. Wg nich człowiek powinien sam decy‑
dować o sobie i o swoim ciele. Każdy ma prawo do wolnego wyboru, a inni
powinni uszanować ten wybór. Cierpienie często uważa się za bezsensowne.
Męka i stan w jakim znajduje się chory uwłacza godności człowieka. Znacz‑
na większość lekarzy twierdzi, że moralnym obowiązkiem bliźnich jest pomoc
choremu, poprzez skrócenie cierpień.
Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae przytacza najważniejsze argu‑
menty zwolenników eutanazji. Zaliczono do nich:
• uśmiercanie jako „upragnione wyzwolenie”, gdy życie zostaje uznane
za „bezsensowne”;
• uznanie życia za wartościowe tylko wówczas, gdy jest ono źródłem przy‑
jemności i dobrobytu;
• człowiek jest sam sobie kryterium i normą, ma prawo do autonomicznego
decydowania o własnym życiu;
• nieuleczalnie chorym, cierpiącym i umierającym, wystawionym na ciężką
próbę należy pomóc poprzez skrócenie życia, gest ten oznacza współczucie,
litość, humanizm59.
Powyższym istotnym argumentom popierającym eutanazję przeciwstawiane
są inne, niemniej jednak równie ważne argumenty przemawiające przeciw euta‑
nazji. Wśród argumentów przeciw eutanazji czołowe miejsce zajmują argumenty
z zakresu etyki ogólnej oraz zawodowej. W pierwszym przypadku opierają się one
na założeniu, że „życie ludzkie jest najwyższym dobrem, najwyższą wartością (…),
żaden człowiek nie ma prawa zabijać”60. Rozwinięcie tego twierdzenia znalezio‑
no u podstaw religii mówiących, że „życie ludzkie jest darem od Boga i tylko On
może decydować o jego wymiarze”61. W doktrynie katolickiej odrzuca się wszelkie
formy eutanazji jako sprzeczne z podstawową wartością życia ludzkiego62.
Jan Paweł II zajmuje zdecydowane stanowisko: „W rzeczywistości wszystko
co mogłoby się wydawać logiczne i humanitarne, przy głębszej analizie wydaje
się absurdalne i nieludzkie”63.
Papież Jan Paweł II uwidacznia nieznane aspekty zamachów na życie, które
potęgują się szczególnie wtedy, kiedy jest ono słabe i bezbronne. Osoby popie‑
rające eutanazję tłumaczą zajmowane stanowisko tym, że jednostka ma prawo
T. Kielanowski, dz. cyt., s. 74‒81.
Por. Jan Paweł II, Evangelium vitae, nr 64‒66.
60
M. Tarnawski, Zabójstwa uprzywilejowane w ujęciu polskiego prawa karnego, Poznań 1981, s. 206.
61
Por. np. Rdz 2,7; 4,10‒11; 9,5; Wj 20,13; Job 1,21; Mdr 15,11; G. Williams, Świętość życia
a prawo karne, Warszawa 1960, s. 301.
62
M. Tarnawski, dz. cyt., s. 207‒209.
63
Jan Paweł II, dz. cyt., nr 64.
58
59
Wojciech Stankiewicz
218
do wolności oraz decydowania o sobie. W medycynie natomiast kładzie się
nacisk na oddzielenie prawa cywilnego od prawa moralnego64.
Argumenty przeciw eutanazji z zakresu etyki zawodowej szczegółowo sfor‑
mułowano w deontologii lekarskiej. W przepisach zawarto podstawowe zasa‑
dy dla zawodu lekarskiego; głoszono, że priorytetowym celem działań leka‑
rza jest ratowanie oraz walka o życie pacjenta. Świadome i celowe zadawanie
śmierci, nawet z uzasadnionych motywów, sprzeciwia się przedstawionej zasa‑
dzie65. Wskazuje się, że stanowisko eutanazji nie jest zgodne z istotą lekarskie‑
go powołania oraz etyką zawodową.
Istotę argumentów etyczno‑moralnych oparto na akcentowaniu najwyższej
wartości, czyli życia człowieka. Podkreślono, że dopuszczenie eutanazji może
nawet podważyć założenia etyki lekarskiej66. Leczenie i zabijanie stanowią dwa
antagonistyczne działania. Obdarzenie lekarza narzędziem, jakim jest eutana‑
zja, stawia go w skrajnej sytuacji, zarówno wobec siebie, jak i opinii publicznej.
Z jednej strony prowadzi wielu lekarzy (szczególnie holenderskich) do głębo‑
kich problemów natury etycznej i psychologicznej, z drugiej osłabia zaufanie
społeczne do reprezentantów tego zawodu67.
Wśród argumentów psychologiczno‑medycznych czołowe miejsce zajmują
motywy mówiące o załamaniu psychicznym osoby cierpiącej, które jest wywo‑
łane świadomością choroby, brakiem szans na wyzdrowienie czy świadomości
nieuniknionej śmierci. Problem eutanazji pojawia się zawsze w relacji z cier‑
pieniem, które poniża, z którym człowiek nie umie sobie poradzić. W debacie
publicznej zjawisko cierpienia przedstawia się tak, aby ukazać, że życie z nim
pozbawione jest sensu. Prezentowane jest jako nieznośny ciężar, od którego
należy się uwolnić. W takim kontekście silniejsza staje się pokusa eutanazji.
Ukazano zabieg odebrania życia jako dobro społeczne, które można prosto
i szybko osiągnąć. De facto ludzie zaczynają tolerować oraz popierać ustawy
sprzeczne z godnością człowieka. Człowiek usiłuje przyznać sobie absolutne
prawo do rozporządzania życiem i śmiercią.
Wnioski
Ujęcie tematu pozwoliło przedstawić źródła ochrony praw człowieka na prze‑
strzeni wieków zakończywszy na czasach współczesnych. Prawo do życia za‑
pewnione przez liczne traktaty oraz konwencje i deklaracje zostało wystawione
T. Styczeń, Wolność i prawo – za czy przeciw życiu? Etyk wobec „nieskuteczności” prawdy,
w: Evangelium vitae – encyklika ocalenia współczesnej rodziny i świata, red. K. Majdański, War‑
szawa 1997, s. 52‒65.
65
B. Popielski, Medycyna i prawo, Warszawa 1968, s. 331.
66
W. Szkotnicki, A. Kaczor, Eutanazja – aspekty społecznoprawne, „Prokuratura i Prawo”
1997, nr 2, s. 56.
64
67
M. Szeroczyńska, dz. cyt., s. 87.
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
219
na próbę poprzez nowe wyzwania. Do najważniejszych z nich zaliczano lega‑
lizację aborcji oraz dopuszczalność zabiegów eutanazji. Analizując przyczyny
tych zjawisk oraz konfrontując poglądy zwolenników i przeciwników, umożli‑
wiło dostrzeżenie różnic w rozumieniu problemu oraz dobór argumentacji dla
poparcia prezentowanych racji.
Na podstawie analizy pracy nasuwają się następujące wnioski:
1. Największą wartością człowieka jest życie, a państwo powinno stać na stra‑
ży respektowania tej wartości. Wojny i liczne konflikty ukazały jednak zu‑
pełnie odmienną prawdę. Masowe mordy oraz pogwałcenie podstawowych
praw człowieka stały się priorytetem do sporządzania traktatów, deklaracji
oraz paktów mających zagwarantować ochronę jednostki;
2. Prawo do życia stanowi podstawę wszystkich innych praw i wartości, a nie‑
respektowanie skutkuje nieprzestrzeganiem innych. Dlatego prawo do życia
jest zagwarantowane od urodzenia do śmierci przez liczne systemy prawno‑
‑międzynarodowej ochrony praw człowieka;
3. Zarówno aborcja jak i eutanazja skupia przeciwników i zwolenników. Zdecy‑
dowanym przeciwnikiem obu tych zabiegów jest Kościół katolicki z Ojcem
Świętym na czele. Aborcja jest i pozostaje w nauczaniu Kościoła morder‑
stwem osoby bezbronnej, którego nie można niczym usprawiedliwić. Kościół
katolicki sprzeciwia się eutanazji, potępiając samobójstwo i każdą formę za‑
bicia człowieka. W Katechizmie Kościoła katolickiego mówiono, że działanie
lub zaniechanie działania, które w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwido‑
wać ból, stanowi zabójstwo sprzeczne z godnością osoby ludzkiej;
4. XX w. obfitował w nowe konflikty dotyczące problematyki prawa do życia.
Aborcja będąca niegdyś tematem tabu stała się jednym z głośniejszych wąt‑
ków w dyskusji. Opinia publiczna jest podzielona w osądzie dopuszczalności
aborcji. Zalegalizowanie aborcji prowadziło do negacji głównej zasady, uwy‑
puklającej życie ludzkie jako największą wartość chronioną za wszelką cenę;
5. Usunięcie dziecka wg wielu współczesnych kobiet jest należnym im prawem,
gdyż poczęte dziecko stanowi część ich ciała, o którym pragną samodzielnie
decydować. Zagrożeniem jest również zmieniająca się mentalność kobiet,
które rozwój kariery zawodowej przekładają często nad założenie rodziny;
6. Eutanazja jako odbieranie prawa do życia staje się zagrożeniem dla ludzi
w podeszłym wieku. Uśmiercanie, za którym kryje się litość i współczucie,
stają się popularne i rozpowszechniane. Zadaniem rodziny powinno być
zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i opieki, jednak coraz częściej właś‑
nie od rodziny zależy życie jej członków. Z licznych powodów dzieci decy‑
dują się na przeprowadzenie eutanazji na rodzicach.
7. Poprzez postęp i nowoczesne technologie życie ludzkie i prawo do niego sta‑
ją się zagrożone. Nowe urządzenia, dzięki którym możliwa jest aborcja czy
eutanazja, zwiększają łatwość przeprowadzenia zabiegów, a więc prowokują
ludzi do podejmowania decyzji, które nie są zgodne z naturą człowieka oraz
stwarzają etyczne problemy współczesności.
220
Wojciech Stankiewicz
Literatura
Aumonier N., Beignier B., Letellier P., Eutanazja, Warszawa 2003.
Banaszak B. i in., System ochrony praw człowieka, Kraków 2005.
Bartel J., Steczyńska A., Dlaczego aborcja jest dopuszczalna?, Warszawa 2009
Bieńczyk‑Missala A., Prawa człowieka w polskiej polityce zagranicznej po 1989 roku,
Warszawa 2005.
Casini C., 5 dowodów na istnienie człowieka, Kraków 2007.
Dobrzycki W., Stosunki międzynarodowe w Ameryce Łacińskiej: historia i współczes‑
ność, Warszawa 2000.
Dz. U. 1997, nr 88, poz. 150.
Dz. U. z 1993 r. Nr 17, poz. 78.
Freeman M., Prawa człowieka, Warszawa 2007.
Gałęska‑Śliwa A., Śliwa M., Stan wegetatywny, eutanazja, zaniechanie uporczywej terapii,
„Państwo i Prawo” 2009, nr 11.
Gasser H. P., Międzynarodowe Prawo Humanitarne. Wprowadzenie, Warszawa 1997.
Hall R. E., Abortion in a changing world, New York 1970
Heidegger M., Being and Time, London 1962.
http://bmb.oxfordjournals.org/cgi/reprint/52/2/326.pdf (odczyt z dn. 20 kwietnia 2010 r.).
http://lex.pl/serwis/kodeksy/akty/97.88.553.htm (odczyt z dn. 20 kwietnia 2010 r.).
http://www.dotknij‑aborcji.yoyo.pl/prawnie.htm (odczyt z dn. 23 marca 2010 r.).
http://www.hfhrpol.waw.pl/pliki/Konwencja_o_Prawach_Dziecka.pdf (odczyt z dn.
20 kwietnia 2010 r.).
http://www.hfhrpol.waw.pl/pliki/Miedzynarodowy_Pakt_Praw_Obywatelskich_i_
Politycznych.pdf (odczyt z dn. 20 kwietnia 2010 r.).
http://www.katechizm.opoka.org.pl/ (z dn. 23 kwietnia 2010 r.).
Jan Paweł II, Evangelium vitae, Poznań, 1995.
Jaros P., Prawne aspekty ochrony dziecka przed urodzeniem, w: Aborcja, przyczyny, na‑
stępstwa, terapia, red. B. Chazan, W. Simon, Wrocław 2009.
Kielanowski T., Rozmyślenia o przemijaniu, Warszawa 1980.
Koba L., Zydel R., Zarys historii praw człowieka, w: Prawa człowieka. Wybrane zagad‑
nienia i problemy, red. L. Koba, W. Wacławczyk, Warszawa 2009.
Kowalska A., Wybrane problemy związane z podejmowaniem życia seksualnego przez
nastolatki, „Lider” 1998, nr 10.
Kubiak K., Wojny, konflikty zbrojne i punkty zapalne na świecie. Informator 2005, War‑
szawa 2005.
Kuźniar R., O prawach człowieka: idee, instytucje, praktyka, Warszawa 1992.
Kuźniar R., Prawa człowieka, prawo, instytucje, stosunki międzynarodowe, Warszawa
2000.
Łopatka A., Międzynarodowe prawo praw człowieka: zarys, Warszawa 1998.
Majka J., Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, w: Sobór Waty‑
kański II: konstytucje, dekrety, deklaracje, red. J. Groblicki, E. Florkowski, Kraków
1967.
Mazurkiewicz J., Cywilnoprawna ochrona dziecka poczętego, w: W imieniu dziecka po‑
czętego, red J. W. Gałkowski, J. Gula, Lublin 1991.
McMahan J., The ethic of killing. Problems at the Margins of Life, Oxford 2002.
Kwestie abocji i eutanazji w kontekście prawa do życia
221
Michałowska G., Prawa człowieka i ich ochrona, Warszawa 2000.
Michels N., Aborcja – przywrócić sens życiu, Katowice 2005.
Morison R. S., Death: process or event?, „Science” 1971, nr 173.
Motyka K., Prawa człowieka. Wprowadzenie, wybór źródeł, Lublin 1999.
Nowicki M., Prawo do eutanazji, „Newsweek” 2010, nr 7.
Oniszczuk J., Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w orzecznictwie Trybunału Konsty‑
tucyjnego, Kraków 2000.
Poklewski‑Koziełł K., O eutanazji w świetle nowych koncepcji prawniczych, „Państwo
i Prawo” 1997, nr 1.
Popielski B., Medycyna i prawo, Warszawa 1968.
Redelbach A., Natura praw człowieka, strasburskie standardy ich ochrony, Toruń 2001.
Shaw M. N., Prawo międzynarodowe, Warszawa 2006.
Sieghart P., The international law of Human Rights, Oxford 1983.
Simmons L. W., The Role of the Aged in Primitive Society, New York 1970.
Styczeń T., Wolność i prawo – za czy przeciw życiu? Etyk wobec „nieskuteczności” praw‑
dy, w: Evangelium vitae – encyklika ocalenia współczesnej rodziny i świata, red.
K. Majdański, Warszawa 1997.
Szabo I., Historical Foundations of Human Rights, w: The International Dimensions of
Human Rights, red. K. Vasak , P. Alston, Westport, Connecticut: Greenwood Press
1982.
Szeroczyńska M., Eutanazja i wspomagane samobójstwo na świecie. Studium prawno
porównawcze, Kraków 2004.
Szkotnicki W., A. Kaczor, Eutanazja – aspekty społecznoprawne, „Prokuratura i Prawo”
1997, nr 2.
Śliwka M., Prawa pacjenta w prawie polskim na tle prawno porównawczym, Toruń 2008.
Tarnawski M., Zabójstwa uprzywilejowane w ujęciu polskiego prawa karnego, Poznań
1981.
Williams G., Świętość życia a prawo karne, Warszawa 1960.
Woynarowska K., Recepty na zabijanie, „Niedziela” 2009, nr 45.
Zaus M., Eutanazja jako zjawisko społeczno‑kulturowe: szkice z badań, Poznań 2004.
Abortion and euthanasia in the context of the right to life
Summary
It shall be stated in the article that human life is the greatest value and the state should
protect the respect for this value. The right to life is the basis of all other rights, val‑
ues and disrespect for it effects in nonobservance of the others. That is why the right
to life is guaranteed from birth to death by numerous international law systems of hu‑
man life protection. Both abortion and euthanasia gather supporters and opponents.
The Catholic Church headed by the Holy Father is a resolute opponent of both those
procedures. Public opinion is divided in judgment of acceptability of abortion. Legal‑
ization of abortion leads to negation of principal rule, emphasizing human life as the
222
Wojciech Stankiewicz
greatest value which is protected at all costs. Many contemporary women believe that
removal of the baby is the right belonging to them because a conceived child is a part
of their body and they wish to decide about it independently. Changing women men‑
tality, who often give priority to career over establishing a family, is another threat. Eu‑
thanasia as the revocation of the right to life becomes a threat for many senior people.
Putting to death because of pity and compassion becomes popular and widespread. An
assurance of sense of security and care should be the family task, however more and
more frequently life of the members depends on the family. Children decide to carry
out the euthanasia on their parents for different reasons.
Keywords: abortion, Catholic Church, death, euthanasia, human being, human
rights, John Paul II, life, pro‑life movements, right to life.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Wiesław Kraiński
Wydział Teologiczny
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Toruń
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu
symulacji całkowitej wraz z innymi tytułami
nieważności małżeństwa w obrębie zgody małżeńskiej
w wyrokach Roty Rzymskiej
Streszczenie: Trybunał Roty Rzymskiej, w publikowanych wyrokach dotyczących
symulacji całkowitej zgody małżeńskiej łączy ją w tym samym podmiocie z innymi
tytułami nieważności małzeństwa w obrębie zgody małżeńskiej. Trzeba wyraźnie
zaznaczyć, że symulacja całkowita zgody małżeńskiej pozwala się odróżnić od in‑
nych tytułów nieważności małżeństwa w obrębie zgody gdyż w symulacji kontra‑
hent wyraźnie nie chce małżeństwa. W innych zaś tytułach nieważności występuje
niezdolność bądź wada zgody małżeńskiej lub zgoda warunkowa na małżeństwo.
Zawsze jednak mamy do czynienia z wolą zawarcia małżeństwa. Takie ujęcie
na gruncie procesowym tworzy problemy w orzekaniu w tym samym podmiocie
zaskarżenia małżeństwa symulacji całkowitej z innymi tytułami nieważności.
Słowa kluczowe: jurysprudencja rotalna, symulacja całkowita, wykluczenie,
zgoda małżeńska.
Wstęp
W orzeczeniach rotalnych konfrontuje się symulację całkowitą małżeństwa
z innymi tytułami nieważności z braku lub wady zgody małżeńskiej. Nielicz‑
ne sentencje rotalne podejmują rozpoznanie spraw dotyczących nieważności
małżeństwa z samego tylko tytułu całkowitej symulacji zgody małżeńskiej.
W wielu orzeczeniach symulacja całkowita łączy się z innymi tytułami nie‑
ważności po stronie tego samego kontrahenta. Stając przed powyższym prob‑
lem warto uwzględnić jakie rozwiązania przynosi jurysprudencja rotalna.
W wyroku c. Faltin zasygnalizowano podjęty problem. Symulacja jest ak‑
tem woli i dlatego rozpatrując jej kwestię, trzeba najpierw zweryfikować czy nie
poprzedza jej defekt umysłowy lub błąd, bojaźn czy warunek. Wnikliwe postę‑
powanie pozwoli na właściwe sformułowanie przedmiotu sporu1. Symulacja
całkowita jest szczególnym tytułem nieważności małżeństwa, który pozwala się
1
Zob. Dec. c. Faltin z dn. 18 stycznia 1988 r., „Rota Romanae Decisiones“ (dalej: RR Dec.) 1988,
s. 3‒4, n. 8.
224
Ks. Wiesław Kraiński
wyraźnie wyodrębnić od innych tytułów nieważności. Powołując się na tę zasadę
dochodzi się do stwierdzenia, że w innych tytułach nieważności występuje nie‑
zdolność do wyrażenia zgody na małżeństwo lub jest obecna wola małżeństwa
z określonym zastrzeżeniem, własną koncepcją, czy ograniczeniem; natomiast
w przypadku symulacji wyklucza się samo małżeństwo. Różnica między symu‑
lacją całkowitą a innymi tytułami nieważności polega na tym, że w przypadku
symulacji całkowitej kontrahent zdecydowanie nie chce małżeństwa2.
Przy omawianiu problematyki symulacji całkowitej na tle innych tytułów
nieważności małżeństwa, konieczne jest przedstawienie ogólnej systematyki
określenia przedmiotu sporu.
Tytuły nieważności mogą być:
• kompatybilne;
• wykluczające się;
• absorbujące się.
Tytuły nieważności kompatybilne mają swoją podstawę w różnych faktach
prawnych. Sędzia orzeka nieważność ze wszystkich tytułów, z jakich ją udo‑
wodniono, a ich kolejność pozostaje bez znaczenia. Przemyślana poprawność
wskazuje, aby łączyć te tytuły nieważności spójnikiem „ i”.
Tytuły wykluczające i absorbujące się mają oparcie w tych samych faktach
prawnych. Sędzia musi rozpoznawać je w logicznej kolejności, począwszy
od najbardziej uzasadnionego. W przypadku, gdy tytuły są wykluczające się, sę‑
dzia uzasadnia, dlaczego orzeka z tego, a nie z innego tytułu, używając określe‑
nia non proponi. Tytuły wykluczające się i absorbujące są zestawiane alternatyw‑
nie – określane spójnikiem „ lub”, „albo”, subsydiarnie – subordinate, quatenus
negative. W przypadku tytułów wykluczających się lub absorbujących, gdy try‑
bunał orzeknie o nieważności małżeństwa z jednego tytułu, musi również odpo‑
wiedzieć na pozostałe tytuły nieważności. Logika wskazuje, że odpowiedź, jeśli
chodzi o pozostałe tytuły nieważności nie może być pozytywna (affirmative)3.
1. Symulacja całkowita zgody małżeńskiej a niezdolność
do zawarcia małżeństwa o naturze psychicznej
(kan. 1095, nn. 1‒3 kpk)
Opierając się na przedstawionych podstawach można dokonać analizy wyroków
rotalnych. Jurysprudencja uzasadnia, że nie mogą istnieć po stronie tego samego
2
Zob. W. Góralski Kanoniczna zgoda małżeńska, Gdańsk 1991, s. 250‒258; por. U. Navarrete, Ca‑
pita nullitatis matrimonii in Codice Iuris Canonici 1983. Gressus historicus versus perfectiorem ordinem
systematicum, w: Iustus Iudex. Festgabe für Paul Wesemann zum 75. Geburtstag von seinen Freunden
und Schülern, red. K. Lüdicke, H. Mussinghoff, H. Schwendenwein, Essen 1990, s. 271‒274.
3
Zob. R. Sobański, Orzekanie nieważności małżeństwa z dwu tytułów wadliwego konsensu,
„Jus Matrimoniale” 2000, s. 140‒145.
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
225
kontrahenta równocześnie dwa tytuły nieważności: symulacja całkowita oraz nie‑
zdolność do zawarcia małżeństwa, o której mówi kan. 1095 nr 1 i 2. Małżeństwo
w tym przypadku może być nieważne albo z tytułu wynikającego z niezdolności
o naturze psychicznej do podjęcia zgody małżeńskiej, albo z całkowitej symulacji
małżeństwa. Niektóre wyroki argumentują przedstawioną niemożność współist‑
nienia symulacji całkowitej z niezdolnością do podjęcia zgody małżeńskiej, inter‑
pretując naturę aktu ludzkiego. Zgoda jest aktem ludzkim angażującym rozum
i wolę kontrahenta. Wolny wybór woli poprzedza refleksja. W sytuacji, gdzie wy‑
stępuje ograniczenie zdolności intelektualnych wskutek zaburzeń psychicznych,
ograniczony jest wybór woli. Jeżeli nie ma zgody na małżeństwo, nie może być też
mowy o jego wykluczeniu4.W orzeczeniach, w których spotykamy się z zaskarże‑
niem ważności małżeństwa w odniesieniu do tej samej osoby o wykluczenie cał‑
kowite małżeństwa i z niezdolności do podjęcia zgody na małżeństwo, trybunał
najpierw rozpatruje, czy osoba była zdolna podjąć zgodę na małżeństwo. Następ‑
nie, gdy okazuje się, że po rozpatrzeniu norm kan. 1095 nr 1 i 2, nie można stwier‑
dzić nieważności z tego tytułu, rozpatruje się sprawę z tytułu symulacji całkowitej5.
U podstaw wnioskowania i dowodzenia, zwłaszcza gdy sprawa symulacji spotyka
się z poważnym brakiem rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obo‑
wiązków wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych, argumentacja oparta jest
na odwołaniu się do faktu, że małżeństwo stwarza zgoda woli, gdzie mężczyzna
i kobieta wzajemnie się sobie oddają i przyjmują. Wówczas gdy osoba kontrahenta
ma poważne zakłócenia w sferze psychicznej – kwalifikowaną niedojrzałość, któ‑
ra dotyka intelektu, a w konsekwencji wolności woli, nie jest w stanie obiektywnie
powziąć aktu woli w kierunku stworzenia wspólnoty małżeńskiej, która polega
na wzajemnej osobowej wymianie6.
Relacja symulacji całkowitej do tytułów nieważności, o których kan. 1095
nr 1 i nr 2, pozwala na wyprowadzenie dwóch wniosków. Pierwszy ma charak‑
ter przedmiotowy – jeśli małżeństwo nie zaistniało, to nie można go wykluczyć,
drugi podmiotowy – jeśli kontrahent nie jest w stanie powziąć zgody na małżeń‑
stwo, nie jest równocześnie w stanie jej wykluczyć; tym bardziej, że wykluczenie
zgody domaga się większej kwalifikacji, niż jej powzięcie.Ustawodawca orzeka,
że małżeństwo stwarza zgoda, która jest aktem woli. Ten sam ustawodawca do‑
maga się od wykluczającego małżeństwo pozytywnego aktu woli.
Jurysprudencja rotalna w swych orzeczeniach w połączeniu tytułów: sy‑
mulacji całkowitej i niezdolności do zawarcia małżeństwa, gdy stwierdzi nie‑
ważność z tytułów, o których mówi kan. 1095 , poświęciła w wyroku dość dużo
miejsca na argumentację, i krótko odnosi się do symulacji całkowitej, która
z natury rzeczy nie ma racji bytu. Równie dokładne uzasadnienie znajduje fakt
stwierdzenia ważności małżeństwa z tytułu przyczyn psychicznych, aby można
odnieść się do symulacji małżeństwa.
Zob. Dec. c. Faltin z dn. 18 stycznia 1988 r., RR Dec. 1988, s. 3‒4, n. 8.
Zob. Dec. c. Jarawan z dn. 10 marca 1989 r., RR Dec. 1989, s. 192‒209, n. 7‒14.
6
Zob. Dec. c. Stankiewicz z dn. 26 marca 1990 r., RR Dec. 1990, s. 234‒236, n. 20‒22.
4
5
226
Ks. Wiesław Kraiński
Charakterystyczne w części prawnej, zarówno w argumentacji symulacji
całkowitej jak i przyczyn natury psychicznej jest, że ponensi cytują kan. 1057
oraz 1055 i interpretują na ich podstawie nieważność małżeństwa w odniesie‑
niu do kan. 1101 § 2 czy 10957 . Inną argumentacją jurysprudencji rotalnej jest
porównanie dwóch tytułów nieważności w odniesieniu do istotnych obowiąz‑
ków małżeńskich, zwłaszcza w oparciu o kan. 1095. W przypadku symulacji
całkowitej symulant nie chciał świadomie żadnego małżeństwa i jego obo‑
wiązków. W przypadku zaś psychicznej niezdolności do podjęcia obowiązków
małżeńskich kontrahent pragnie podjąć owe obowiązki, lecz z przyczyn kwa‑
lifikowanych ocenionych przez biegłych nie jest w stanie ich podjąć, a tym sa‑
mym nie może stworzyć małżeństwa. W przypadku symulacji całkowitej wy‑
roki przytaczają inne fakty prawne niż w przypadku niezdolności psychicznej
do wyrażenia zgody na małżeństwo8.
Nie można pogodzić symulacji całkowitej i częściowej z brakiem dostatecz‑
nego używania rozumu oraz brakiem wystarczającego rozeznania oceniające‑
go co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich. Według przedstawione‑
go podziału, tytuły te nie mogą być traktowane w sposób podporządkowany.
Są niekompatybilne i wykluczające się, opierają się na różnych faktach i sędzia
musi je rozpatrywać według logicznej kolejności: najpierw niezdolność z kan.
1095 n. 1 i 2, a gdy ona okaże się nieistniejąca, wówczas rozpatruje się sprawę
z tytułu symulacji całkowitej i nie można w formule sporu przedstawiać ich
alternatywnie9.
Zob. Dec. c. Serrano z dn. 20 stycznia 1994 r., RR Dec. 1994, s. 43 n. 3. Ponens wyra‑
ża stanowisko ostrożne. Stając przed zaskarżeniem z dwóch tytułów nieważności stwierdza,
że w rzeczywistości niezdolność, o której mówi kan. 1095 KPK z 1983 r. i wykluczenie małżeń‑
stwa są od siebie bardzo różne. Kto nie może wyrazić woli na małżeństwo, nie może tym bardziej
jej wykluczyć. W przypadku niezdolności psychicznej i symulacji rozpoznaje dokładnie obydwa
tytuły. Do symulacji konieczny jest dostateczny efekt przymierza małżeńskiego, o którym mówi
kan. 1057 KPK z 1983 r.; Dec. c. Civili z dn. 16 grudnia 1993 r., RR Dec. 1993, s. 768, n. 12. Audy‑
tor daje wyraźne odniesienie do dwóch tytułów nieważności, oświadczając, że próba nieważności
z kan. 1095 n. 2 i z symulacji całkowitej lub częściowej w tym samym podmiocie nie może być
dokonana. Przy symulacji potrzebny jest pozytywny akt woli, który jest niemożliwy w przypadku
niezdolności do sądu dojrzałego i wolnego kontrahentów (w przypadku poważnego braku roze‑
znania oceniającego). Nie można również zestawiać tych tytułów w sposób podporządkowany.
W przypadku stwierdzenia ważności małżeństwa z tytułu 1095 n. 2 można zbadać sprawę symu‑
lacji; Dec. c. Lanversin z dn. 17 marca 1993 r., RR Dec. 85: 1993, s. 158 n.20. Ponens daje wyraźne
odniesienie do zdolności wzajemnego przekazu: „…defectus discretionis iudici, non verititur in
quemlibet defectum psychologiucum sed in gravem anomaliam psychicam qua praepediuntur
operationes criticae et reflexive atque ipsa volendi capacitas, videlicet quod iura et officia a nu‑
bentibus mutuo tradenda et acceptanda in actu eliciendi consensus”.
8
Zob. Dec. c. Serrano z dn. 20 stycznia 1994 r., RR Dec. 1994, s. 43, n. 3; Dec. c. Funghini
z dn. 24 maja 1995 r., RR Dec. 1995, s. 317‒320, n. 8‒12. Takie jest podejście audytorów do nie‑
ważności małżeństwa z tytułu, o którym kan. 1095 n. 3 KPK z 1983 r.
9
Zob. R. Sobański, dz. cyt., s.142‒145; A. Stankiewicz, De Iurisprudentia rotali circa simu‑
lationem totalem et partialem‑cc.1101§2; 824§2 CCEO, „Monitor Ecclesiasticus” 1997, nr 1‒2,
s. 232‒233; A. Stankiewicz, L’incapacità di intendere e di volere nel diritto matrimoniale canonico
7
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
227
Problematyczną jest sprawa połączenia symulacji całkowitej z nume‑
rem 3 kan. 1095 kpk – o niezdolności do zawarcia małżeństwa z przyczyn
natury psychicznej – tych, którzy nie są zdolni podjąć istotnych obowiąz‑
ków małżeńskich. Sentencje rotalne traktują te tytuły jako niewykluczające
się. W sentencji c. Jarawan rozpatrywano symulację całkowitą i niezdolność
psychiczną do podjęcia obowiązków małżeńskich w sposób podporządko‑
wany10. Pozytywną wykładnię tego problemu daje Stankiewicz, który uwa‑
ża, że niezdolność do wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich ge‑
neralnie nie znosi zdolności do podjęcia aktu ludzkiego i dlatego może być
traktowana w sposób podporządkowany z symulacją całkowitą. Audytor
powołuje się na dwie dystynkcje, mówiąc o różnicy między ius – prawem
a iuris exercitium – zdolnością wypełnienia prawa. Niezdolność do podję‑
cia istotnych obowiązków małżeńskich nie zakłóca procesu intelektualnego
i wolitywnego , lecz jest zakłóceniem natury psychoseksualnej lub osobowo‑
ści. Dlatego niezdolny do wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich
może podjąć zgodę na małżeństwo, jak i ją wykluczyć. Symulacja całkowita
może występować równocześnie z niezdolnością do wypełnienia istotnych
obowiązków małżeńskich11.
W kwestii zaburzeń psychicznych na trybunale spoczywa zadanie sformu‑
łowania sporu w sprawach połączonych z symulacją, rozwiązanie tego proble‑
mu ułatwia odniesienie się do wpływu choroby psychicznej na ważność aktu
can. 1095 nn. 1‒2, Città del Vaticano 2001, s. 283; Dec. c. Palestro z 28 czerwca 1989 r., RR Dec.
1989, s. 445‒446, n. 2. W sentencjach sformułowanie tytułów nieważności jest następujące: „ob
defectum discretionis iudicii mulieris conventae et quatenus negative ob simulationem totalem
ipsius conventae”; Dec. c. Stankiewicz z dn. 26 marca 1990 r., RR Dec. 1990, s. 224, n. 2: „…ex
capitae simulationis totalis consensus ex parte mulieris conventae… et ex capite defectus discre‑
tionis iudicii ex parte muliebri”; Dec. c. Civili z dn. 16 grudnia 1993 r., RR Dec. 1993, s. 765, n.
6: „…in casu, ex capite gravis defectus iudicii circa iura et officia matrimonii essentialia mutuo
tradenda et acceptanda mulieris ex parte, et quatenus negative: …in casu, ob totalem consensus
simulationem mulieris ex parte”.
10
Zob. Dec. c. Jarawan z dn. 10 marca 1989 r., RR Dec. 1989, s. 192, n. 6. Sformułowano
zarzut w ten sposób: „…ex capite simulationis totalis ex parte viri conventi vel subordinate ob
incapacitatem psychologicam assumnedi et adimplendi onera matrimonii essentialia ex parte
eiusdem viri conventi”.
11
Zob. A. Stankiewicz, De Iurisprudentia…, s. 233; Dec. c. Pompedda z dn. 19 października
1992 r., RR Dec. 1992, s. 494, n. 2. Mamy tu przypadek, w którym ponens rozstrzyga sprawę
wykluczenia prawa do aktów małżeńskich, i gdyby rozstrzygnięcie okazało się negatywne, to roz‑
strzygałby sprawy z niezdolności do podjęcia obowiązków małżeńskich po stronie kobiety, która
miała skłonności homoseksualne; Dec. c. Faltin z 24 maja 1991 r., RR Dec. 1991, s. 333, n. 7. Ponens
podejmuje się rozstrzygnięcia sprawy z tytułu wykluczenie dobra wierności i dobra potomstwa
po stronie mężczyzny i w podporządkowany sposób, gdyby to okazało się negatywne, niezdol‑
ności do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. Wyrok ma dwie zdecydowanie oddzielo‑
ne części zarówno w części in iure, jak i in facto: najpierw dyskurs o wykluczeniu obowiązków,
później o symulacji częściowej; W. Góralski, dz. cyt., s. 84‒86; J. Serrano Ruiz, Interpretazione
ed ambito di applicazione del can. 1095 n. 3, w: L’incapacità di assumere gli oneri essenziali del
matrimoni, Città del Vaticano 1998, s. 13‒15.
228
Ks. Wiesław Kraiński
prawnego i wyrażenia zgody na małżeństwo. W niektórych przypadkach 1095
kpk nr 1 i 2 w połączeniu z symulacją,trybunał – w trakcie procesu – zasięga
informacji biegłych, aby znaleźć podstawy dochodzenia12.
2. Symulacja całkowita zgody małżeńskiej
a błąd i podstęp (kann. 1097‒1099 kpk)
Zestawienie symulacji całkowitej z tytułami nieważności pochodzącymi z błę‑
du stwarza wiele problemów. Kan. 1097 § 1, który mówi, że błąd co do oso‑
by powoduje nieważność małżeństwa. Błąd jest nieprawdziwym sądem osoby
o rzeczywistości lub naturze rzeczy i związany jest zawsze z funkcją umysłu. Błąd
co do osoby kontrahenta dotyczy samej osoby lub cech, które tę osobę identyfi‑
kują jako określoną osobę. W odbiorze drugiego kontrahenta cechy te są toż‑
same z samą osobą. Są to jakości identyfikujące osobę od strony fizycznej.
Pierwszą różnicą, która uwidacznia się między symulacją całkowitą a błędem
dotyczącym osoby jest to, że błąd kontrahenta zakotwiczony jest w umyśle.
Strona kontraktu małżeńskiego, która przejawia nieprawdziwy pogląd doty‑
czący drugiego kontrahenta, w rzeczywistości chce małżeństwa. W przypadku
zaś symulacji całkowitej wyklucza się samo małżeństwo. Mamy różnicę, która
stoi u fundamentów obu tytułów nieważności: w błędzie co do osoby kontra‑
henta błąd znajduje się w sferze intelektu, w przypadku symulacji chodzi o po‑
zytywny akt woli. Oczywiste jest, że symulacyjny akt woli ma swoje zakotwi‑
czenie w intelekcie poprawnie funkcjonującym. Proces mentalny formujący
wolę przeciw małżeństwu nie ma nic wspólnego z błędem, gdyż determinuje
wolę w kierunku wykluczenia małżeństwa, a nie jego zawarcia13.
Kan. 1097 § 2 kpk odnosi się do błędu dotyczącego przymiotu osoby, lecz
oprócz błędnego stanu umysłu, prawodawca domaga się, aby błąd co do przy‑
miotu osoby dotyczył takiego przymiotu, który jest bezpośrednio i zasadniczo
zamierzony. Konstrukcję tego tytułu nieważności od strony negatywnej moż‑
na ująć w ten sposób, że kontrahent gdyby był świadomy, że drugi kontrahent
nie ma zamierzonej i oczekiwanej przez niego jakości, nie zawarłby z nim mał‑
żeństwa. Wyłącznie dla tego przymiotu strona kontraktu zawiera małżeństwo..
Słowa użyte w treści kan. directe oraz principaliter intendatur wskazują na wy‑
móg determinacji woli.
W przypadku błędu co do przymiotu kontrahenta, w tym samym pod‑
miocie mógłby on współistnieć z symulacją całkowitą. Kontrahent mógłby
zatem wykluczyć małżeństwo z powodu braku u drugiego kontrahenta da‑
nego przymiotu, o którego istnieniu był przekonany. Trzeba jednak zachować
Zob. Dec. c. Lopez‑Illana z dn. 12 grudnia 1994 r., RR Dec. 1994, s. 620, n. 3.
Zob. W. Góralski, dz. cyt., s. 98‒104; M. Pastuszko, Całkowita symulacja zgody małżeńskiej,
Warszawa 1982, s. 167‒172.
12
13
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
229
ostrożność, jeśli chodzi o te dwa tytuły nieważności małżeństwa. W błędzie
co do przymiotu kontrahenta, jak i w symulacji całkowitej, obecny jest pozy‑
tywny zamiar woli, który ma na celu różny przedmiot. W przypadku błędu
kontrahent błądząc, chce on zawrzeć małżeństwo dla określonego przymiotu
małżeństwa; w symulacji całkowitej, mając prawidłowy odbiór rzeczywistości
wyklucza małżeństwo14.
Turnus rotalny c. Huot rozstrzygał sprawę w której powódka zaskarżyła
małżeństwo z powodu symulacji całkowitej i błędu dotyczącego przymiotu
mężczyzny, bezpośrednio i zasadniczo zamierzonego. Formuła wskazuje na to,
że turnus podjął te dwa tytuły jako kompatybilne. Wyrok w oddzielonych
częściach rozstrzyga najpierw sprawę symulacji całkowitej w oparciu o argu‑
menty prawne i faktyczne. Stwierdzając brak wykluczenia konsensu, przecho‑
dzi do argumentacji prawnej i faktycznej, orzekając nieważność małżeństwa
z powodu wady konsensu z tytułu błędu co do przymiotu osoby bezpośrednio
i zasadniczo zamierzonego15.
Szczególnej uwagi wymaga determinacja woli, jeśli chodzi o błąd prawny
co do jedności lub nierozerwalności, albo godności sakramentalnej małżeń‑
stwa, o której mówi kan. 1099 kpk. Błąd determinujący wolę, który narusza
zgodę małżeńską i kształtuje wolę błądzącego, ma charakter motywujący. Taki
rodzaj błędu stanowiący przyczynę zawarcia umowy małżeńskiej wpływa
na proces wolitywny. Błąd determinującego wolę, to błąd charakteryzujący się
uporczywością i zakorzenieniem, występujący u osób, które są ideologicznie
i moralnie, w sposób praktyczny i życiowy przeciwne nauce Kościoła. Taki ro‑
dzaj błędu, który wpływa na sąd praktyczny i determinuje wolę kontrahenta
tak, iż ogranicza on przedmiot zgody małżeńskiej, chcąc małżeństwa roze‑
rwalnego, nie mającego przymiotu jedności, niewiążącego się z godnością sa‑
kramentalną, Błąd ten dotyka bezpośrednio zgody małżeńskiej, bo przymiot,
którego dotyczy, jest zaprzeczeniem treści tejże zgody. Narzuca się pytanie: czy
błąd determinujący wolę pozwala się sprowadzić do wykluczenia pozytyw‑
nym aktem woli małżeństwa, czy jest tytułem autonomicznym? Łatwiejsze jest
zestawienie błędu prawnego z symulacją częściową małżeństwa ze względu
na przedmiot błędu i wykluczenia częściowego determinującego wolę w kie‑
runku zastrzeżeń do nierozerwalności, jedności czy godności sakramentalnej.
Odróżnieniem zasadniczym jest fakt, że kontrahent wybiera małżeństwo wolą
zdeterminowaną przez błąd, a w symulacji całkowitej występuje wykluczenie
małżeństwa pozytywnym aktem woli. W przypadku błędu determinującego
Zob. W. Góralski, dz. cyt., s. 104‒107; M. Pastuszko, dz. cyt., s. 173‒174; P. Bianchi, L’in‑
terpretazione del can. 1098 da parte della giurisprudenza della Rota Romana, w: Errore e Dolo
nella giurisprudenza della Rota Romna, Città del Vaticano 2001, s. 109‒110; G. Erlebach, Errore
e dolo nella giurisprudenza della Rota Romana, Città del Vaticano 2001, s. 87‒90.
15
Dec. c. Huot z dn. 24 listopada 1987 r., RR Dec. 1987, s. 650‒663: „…ex capite defectus
matrimonialis consensus in viro ob exclusum matrimonium in toto et erroris mulieris actris
circa qualitatem viri conventi…”.
14
230
Ks. Wiesław Kraiński
wolę, przedmiotem są przymioty małżeństwa; w przypadku symulacji całko‑
witej przedmiotem jest małżeństwo jako takie. Symulacja jest aktem wyboru,
który może się dokonać pod wpływem błędu. W przypadku błędu nie mamy
wyboru woli, lecz umysł błądzący kieruje wolę do rzeczywistości fałszywej.
Są też teorie, które opierają się na pojęciu scholastycznym błędu, jako fałszy‑
wego sądu umysłu o nieznanej mu rzeczywistości. Na podstawie tego twier‑
dzenia sądzi się, że błąd prawny co do natury małżeństwa sprawia u osoby
błądzącej absolutną niezdolność do wykluczenia małżeństwa – w myśl zasady,
że nie można wykluczyć tego, czego się nie zna. Dopuszczalny jest błąd u kon‑
trahenta wykluczającego całkowicie małżeństwo co do nierozerwalności, jed‑
ności i godności sakramentalnej. Nie jest on jednak postacią błędu, o którym
mówi kan. 1099 kpk, gdyż wola symulującego zdeterminowana jest w kierun‑
ku wykluczenia małżeństwa, a błądzący chce małżeństwa16.
W wyroku c. Serrano rozstrzygano sprawę z tytułu całkowitej symula‑
cji i podporządkowanego wykluczenia dobra potomstwa. Ponens sugeruje,
że u osób podobnych symulantowi, to jest u libertynów, dominuje tendencja
do postrzegania małżeństwa jako wspólnoty otwartej i wolnej od obowiązków.
W przypadku takich osób może ukształtować się w umyśle błąd radykalny
co do jedności albo nierozerwalności. Błąd w przypadku symulanta dotyczył
sfery mentalnej – nie determinował woli i był adekwatną przyczyną symula‑
cji, która spowodowała nieważność małżeństwa17. Sentencja c. Colagiovanni
tłumaczy naturę błędu dotyczącego wspólnoty życia małżeńskiego w przy‑
padku symulantów będących pod wpływem idei 1968 r. Błąd tzw. socjalny
musi być w swej natury radykalny, jeśli chodzi o okoliczności sprawy. Nie jest
istotne, że dotyczy on całej wspólnoty, bo natężenie tego błędu u poszcze‑
gólnych członków grupy ideologicznej może być zróżnicowane. Istotne jest,
mówi ponens, zakażenie woli. Na podstawie takich zakodowanych idei można
wnioskować o błędzie wokół małżeństwa, jego obowiązków, przymiotów, ale
również o odrzuceniu – wykluczeniu małżeństwa, z czym mamy do czynienia
w tym orzeczeniu18.
Tytuły nieważności małżeństwa z błędu prawnego i symulacji całkowitej
w tym samym podmiocie zaskarżenia muszą być traktowane jako wyklucza‑
jące się. Trybunał orzeka nieważność albo z tytułu błędu prawnego, albo z sy‑
mulacji całkowitej małżeństwa.
Interesujące jest również poszukiwanie, jakiego dokonuje się w sentencji
c. Corso, w której turnus rotalny nie uzyskał pewności moralnej o nieważno‑
ści małżeństwa. Problem rodzi się wokół determinacji woli kobiety – symu‑
lanta o zakorzenionych ideach agnostycznych. Pytanie dotyczy tego, czy jest
16
Zob. W. Góralski, dz. cyt., s. 104‒107; M. Pastuszko, dz. cyt., s. 173‒174; R. Sobański, dz. cyt.,
s. 146; P. Majer, Błąd co do jedności lub nierozerwalności małżeństwa w: Jus Matrimoniale 2:
1997, s. 51‒57.
17
Dec. c. Serrano z dn. 2 czerwca 1989 r., RR Dec. 1989, s. 402‒403, n. 3.
18
Zob. Dec. c. Colagiovanni z dn.19 kwietnia 1988 r., RR Dec. 1988, s. 262‒263, n. 8‒11.
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
231
to symulacja całkowita, wykluczenie godności sakramentalnej, czy błąd praw‑
ny? Następnie ponens odwołuje się do elementów dowodzenia19.
Rozpoznając sprawę z symulacji całkowitej w części prawnej wyroku c.
Pompedda, gdzie symulantka ma wyraźne antykatolickie nastawienie, ponens
również odwołuje się do błędu prawnego20.
Szczególną postacią błędu jest podstęp, czyli podstępne wprowadzenie w błąd,
o którym mówi kan. 1098 kpk. Podstęp charakteryzuje się tym, że od osoby, któ‑
ra jest podmiotem nieważności małżeństwa, domaga się błędu w sferze umysłu,
a autor działania podstępnego kieruje się ku przymiotom drugiego kontrahen‑
ta, które mogą poważnie zakłócić wspólnotę życia małżeńskiego, zaś celem
działania jest uzyskanie zgody na małżeństwo. Elementy zakłócające wspól‑
notę życia małżeńskiego muszą mieć swoje obiektywne znaczenie, a sama ak‑
cja podstępna nie musi pochodzić od osoby kontrahenta – może pochodzić
od osób innych, ale musi dotyczyć przymiotów kontrahenta. W przypadku
błędu ma on charakter wewnętrzny, dotyczy osoby, która doświadcza niepraw‑
dziwego sądu. Gdy mamy do czynienia z podstępem, błędny sąd jest wywoła‑
ny zewnętrznie. Kontrahent doświadcza wywołania błędu wskutek podstępu
w sferze intelektu. Zgoda woli na małżeństwo wyrażona przez kontrahenta
wskutek podstępu jest obciążona wadą.
W sprawach o nieważność małżeństwa w tym samym podmiocie możemy
spotkać zaskarżenie z tytułu symulacji całkowitej i podstępu. Logicznie rzecz
ujmując: nie można pogodzić tych dwóch tytułów nieważności. Symulacja to‑
talna jest wykluczeniem zgody małżeńskiej, podstęp jest jego wadą. Podstęp
jest błędem intelektu wywołanym u kontrahenta, który wybiera małżeństwo.
Symulacja jest wolą przeciwną małżeństwu, gdzie intelekt w sposób niedozna‑
jący przeszkód przygotowuje wolę do wykluczenia małżeństwa. Trudne lo‑
gicznie jest zrozumienie formuły orzekającej nieważność małżeństwa, w tym
samym podmiocie, z tytułu wykluczenia samego małżeństwa i z tytułu zawar‑
cia małżeństwa pod wpływem podstępu. Należy te tytuły traktować jako wy‑
kluczające się – gdy jeden tytuł będzie negatywny, trzeba podjąć drugi.
Zaskarżenie z tytułu symulacji całkowitej i podstępnego wprowadzenia
w błąd ma miejsce w wyroku c. Lanversin. Kobieta, która miała wykluczyć
małżeństwo, miała również wprowadzić w błąd powoda w celu uzyskania zgo‑
dy na małżeństwo. Ponens dla tego tytułu nieważności nie znajduje podstaw.
Teoretycznie jednak jest możliwa taka postać. Mający zamiar dokonać fikcyj‑
nej zgody małżeńskiej, może skłonić podstępem co do swoich przymiotów,
poważnie zakłócających wspólnotę życia małżeńskiego i uzyskać zgodę woli.
Zob. Dec. c. Corso z dn. 30 maja 1990 r., RR Dec. 1990, s. 409‒412, n. 5‒8.
Zob. Dec. c. Pompedda z dn. 22 października 1996 r., RR Dec. 1996, s. 632‒633, n. 8:
„Quapropter sponsi optime valent valent simul errore detineri et iuxta eundem non contrahere,
matrimonium habere dissolubilem ad libitum contractum et insimul nuptias perpetuo duraturas
pro se optare atque velle, quin etiam providere possibilitatem solvendi vinculum et tamen semel
pro semper illud pro se velle”.
19
20
232
Ks. Wiesław Kraiński
Mogą to zrobić osoby trzecie co do przymiotów kontrahenta, on zaś może sy‑
mulować małżeństwo.
Należy zwrócić uwagę na różnicę między przedmiotem symulacji całkowi‑
tej, jakim jest samo małżeństwo a treścią przedmiotu nieważności małżeństwa
z tytułu podstępnego wprowadzenia w błąd, którym są jakości mogące poważ‑
nie zakłócić wspólnotę życia małżeńskiego. Turnusy sędziowskie rozpatrując
każdy z przedstawionych tytułów nieważności, odwołują się do kanonów dają‑
cych wykładnie dotyczącą małżeństwa – 1055 i 1057 kpk. Celem tego odwoła‑
nia jest wskazanie w przypadku symulacji całkowitej, że wspólnota została wy‑
kluczona, a w przypadku podstępu, że istnieje jej poważne zakłócenie21. Jeśli
chodzi o podstęp i symulację całkowitą, trzeba rozpatrywać te tytuły nieważ‑
ności w jednym podmiocie z zachowaniem reguł logiki i na bazie konkretnego
przypadku, aby orzeczenie nieważności małżeństwa po stronie tej samej osoby
z dwóch tytułów nie zawierało sprzeczności.
Blisko grupy tytułów nieważności małżeństwa, o których kan. 1097 kpk znaj‑
duje się ignorancja, o której mówi kan. 1096 kpk. Ten tytuł nieważności zacho‑
wuje tę samą relację wobec wykluczenia małżeństwa. Symulacja całkowita wiąże
się z pozytywnym aktem woli. Akt taki zakłada świadomość, natomiast przyczy‑
na nieważności małżeństwa z tytułu ignorancji nie jest związana z aktem woli,
lecz z trwałą kondycją umysłową kontrahenta. Kontrahent nie może wykluczyć
tego, czego nie jest w stanie poznać. Symulacja całkowita małżeństwa domaga
się znajomości przedmiotu wykluczenia. Nie spotyka się zaskarżenia w jednym
podmiocie z tytułu symulacji i ignorancji. Jedyną potwierdzającą informacją,
którą znajdujemy w sentencjach rotalnych, jest fakt podkreślania świadomości
w akcie formowania pozytywnego aktu woli wykluczającego małżeństwo22.
3. Symulacja całkowita a symulacja częściowa
zgody małżeńskiej (kan.1101 § 2 kpk)
W orzeczeniach rotalnych zaskarżanie małżeństwa z tytułu symulacji całko‑
witej i częściowej w tym samym podmiocie jest najczęściej występującym po‑
łączeniem. Orzeczenia rotalne dają wykładnię pojęciową symulacji częściowej
21
Zob. Dec. c. Lanversin z dn. 17 marca 1993 r., RR Dec. 1993, s. 151‒169, n. 6‒14 i 27‒31;
M. Bardi, Il dolo nel matrimonio canonico, Milano 1996, s. 28‒36. Autor publikacji w oparciu
o jurysprudencję porusza problem: „Il problema della qualificazione del dolo‑vizio nel suo in‑
flusso nella prestazione del consenso matrimoniale”.
22
Zob. Dec. c. Faltin z dn. 18 stycznia 1988 r., RR Dec. 1988, s. 4‒5, n. 10; Dec. c. Stankiewicz
z dn. 26 marca 1990 r., RR Dec. 1990, s. n. 4; Dec. c. Serrano z dn. 1 czerwca 1990 r., RR Dec.
1990, s. 434, n. 8; Dec. c. Palestro z dn. 27 maja 1992 r., RR Dec. 1992, s. 282‒284, n. 5; Dec. c.
Civili z dn. 16 grudnia 1993 r., RR Dec. 1993, s. 769‒770, n. 16; Dec. c. Turnaturi z dn. 1 marca
1996 r., RR Dec. 1996, s. 171, n. 11; I. Parisella, L’ignoranza in re matrimoniali, „Ephemerides
Iuris Canonici” 1987‒1988, s. 31‒32; M. Pastuszko, dz. cyt., s. 165‒167.
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
233
w stosunku do symulacji całkowitej. Wskazując na podobieństwa między
dwoma rodzajami symulacji, można powiedzieć, że w symulacji częściowej
i całkowitej obecny jest pozytywny akt woli. Zarówno symulujący całkowicie,
jak i dokonujący symulacji częściowej małżeństwa wyraża zewnętrzną zgodę
na małżeństwo. Skutek symulacji całkowitej i częściowej jest taki sam; jest nim
nieważność małżeństwa. Symulant dokonujący symulacji całkowitej małżeń‑
stwa wyklucza również z natury rzeczy wszystkie elementy i przymioty zawarte
w substancji małżeństwa. Można wskazać również różnice w obu formach. Sy‑
mulacja całkowita wyklucza małżeństwo jako takie, częściowa zaś jeden z jego
istotnych elementów lub istotnych przymiotów. W przypadku symulacji całko‑
witej istnieje przyczyna symulowania i świadomość nieważności małżeństwa.
Dokonujący symulacji częściowej chce zawarcia małżeństwa, lecz według swojej
wizji; tego nie można powiedzieć o symulującym całkowicie małżeństwo23.
Zob. B. Filipiak, Il problema della simulazione nel diritto matrimoniale canonico, “Eph‑
emerides Iuris Canonici” 1975, s. 216‒217; J. Garcìa Falide, Observationes novae circa matrimo‑
nium canonicum simulatum et coactum w: Periodica 75: 1986, s. 181‒186; M. Pastuszko, dz. cyt.,
s. 175‒176; M. Żurowski, Kanoniczne prawo małżeńskie Kościoła katolickiego Katowice 1987,
s. 253‒254; Dec. c. Lanversin z dn. 18 lutego 1984 r., RR Dec. 1984, s. 100, n. 1‒2. W wyroku
występuje połączenie symulacji całkowitej podporządkowanej wykluczeniu dobra sakramentu
i wierności; Dec. c. Parisella z dn. 24 maja 1984 r., RR Dec. 1984, s. 296, n. 2. Wyrok łączy sy‑
mulację całkowitą i podporządkowane wykluczenie dobra wierności po stronie kobiety; Dec.
c. Colagiovanni z dn. 8 lipca 1986 r., RR Dec. 1986, s. 426, n. 2. Wyrok podejmuje wykluczenie
całego małżeństwa z obu stron albo wykluczenie dobra sakramentu i wykluczenie wierności,
i potomstwa po stronie mężczyzny. Turnus rozstrzyga każde wykluczenie niezależnie; Dec. c.
Lanversin z dn. 19 listopada 1986 r., RR Dec. 1986, s. 642, n. 3. Mężczyzna zaskarżył małżeń‑
stwo z symulacji całkowitej i wykluczenia potomstwa po swojej stronie; Dec. c. Colagiovanni
z dn. 2 lutego 1988 r., RR Dec. 1988, s. 60, n. 2. Sentencja orzeka o wykluczeniu małżeństwa
lub w przypadku rozstrzygnięcia negatywnego, dobra wierności po stronie mężczyzny; Dec. c.
Jarawan z dn. 10 marca 1989 r., RR Dec. 1989, s. 192, n. 6. Wyrok orzeka z symulacji całkowitej
albo z wykluczenia dobra sakramentu; Dec. c. Palestro z dn. 28 czerwca 1989 r., RR Dec. 1989,
s. 445‒446, n. 2. W wyroku występuje połączenie symulacji całkowitej i podporządkowane wy‑
kluczenie dobra sakramentu po stronie kobiety; Dec. c. Serrano z dn. 1 czerwca 1990 r., RR Dec.
1990, s. 432, n. 1‒2. Zaskarżono ważność małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej i wykluczenia
nierozerwalności chrześcijańskiego małżeństwa; Dec. c. Lanversin z dn. 21 lutego 1990 r., RR
Dec. 1990, s. 109‒110, n. 5. Turnus rozstrzygał sprawę symulacji całkowitej podporządkowanej
wykluczeniu dobra potomstwa; Dec. c. Corso z dn. 30 maja 1990 r., RR Dec. 1990, s. 409, n.
4. Zarzut, który został sformułowany: wykluczenie godności sakramentalnej, a jeśli nie to sy‑
mulacja całkowita po stronie kobiety; Dec. c. Lanversin z dn. 31 lipca 1990 r., RR Dec. 1990,
s. 677, n. 2. Sentencja rozpatruje nieważność małżeństwa po stronie mężczyzny z tytułu symu‑
lacji całkowitej i w sposób podporządkowany z wykluczenia nierozerwalności; Dec. c. Jarawan
z dn. 16 października 1991, r. RR Dec. 1991, s. 548, n. 2. Wątpliwość w tej sentencji dotyczy
wykluczenie godności sakramentalnej, dobra sakramentu i symulacji całkowitej po stronie ko‑
biety; Dec. c. Palestro z dn. 27 maja 1992 r., RR Dec. 1992, s. 279‒282, n. 1‒4. Rozpatrywano
nieważność małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej po stronie mężczyzny albo wykluczenia
dobra potomstwa z dwóch stron, lub wykluczenia dobra wierności po stronie mężczyzny; Dec.
c. Funghini z dn. 14 października 1992 r., RR Dec. 1992, s. 449, n. 1. Turnus rozpatrywał sprawę
nieważności z tytułu symulacji całkowitej po stronie mężczyzny i podporządkowanego wyklu‑
czenia nierozerwalności po jego stronie.
23
234
Ks. Wiesław Kraiński
Fundamentalna różnica między obydwoma rodzajami wykluczenia doty‑
czy przedmiotu. W symulacji całkowitej przedmiotem jest małżeństwo, zaś
w częściowej istotny element małżeństwa: dobro małżonków, dobro potom‑
stwa, charakter sakramentalny oraz istotny przymiot: jedność i związana z nią
wierność oraz nierozerwalność24.
Wyroki rotalne, które podejmują rozstrzygnięcie spraw związanych z sy‑
mulacją całkowitą i częściową, w części in iure w sposób precyzyjny objaśniają
istniejącą tu różnicę. Wykluczający akt woli, który zależny jest od podmiotu,
kieruje się ku dwu różnym przedmiotom. Symulacja całkowita, nazywana ab‑
solutną, sprawia, że kontrahent nie chce nie tylko małżeństwa chrześcijańskie‑
go, ale jakiegokolwiek małżeństwa. W symulacji zaś częściowej – relatywnej
istnieje wola zawarcia małżeństwa, lecz odrzucająca którąś z istotnych “czę‑
ści” małżeństwa. Kontrahent pragnie swoją wolą stworzyć małżeństwo według
własnego obrazu, który nie jest zgodny z istotą małżeństwa. Kontrahent chce
zawrzeć pseudomałżeństwo. Nawet gdyby kontrahent wykluczał kilka istot‑
nych właściwości małżeństwa, to nie będziemy mieli do czynienia z symula‑
cją całkowitą. Suma wykluczeń częściowych nie sprowadza bowiem wyniku
symulacji całkowitej25. Przeciwnie, wykluczający całkowicie małżeństwo nie
chce jego żadnych przymiotów i elementów26. Rozpatrując symulację całkowi‑
tą, połączoną w tej samej osobie z symulacją częściową, zaznacza się, że może
ona być traktowana tylko w sposób podporządkowany. Nie można odrzucić
całego małżeństwa i chcieć małżeństwa pozbawionego jednej z jego istotnych
własności. Ciekawym sposobem rozróżnienia obu tytułów nieważności jest od‑
niesienie ich do wspólnoty permanentnej i wzajemnego osobowego przekazu.
Otóż w symulacji całkowitej wyklucza się całkowicie wzajemne przekazywanie
i przyjmowanie, w celu stworzenia małżeństwa, natomiast w symulacji częś‑
ciowej wyklucza się prawo do przekazania jakiegoś elementu lub przymiotu27.
Dokonując analizy sentencji, które rozstrzygają w odniesieniu do tego sa‑
mego podmiotu, nieważność małżeństwa – z tytułu symulacji całkowitej i wy‑
kluczenia częściowego można zauważyć, że obok podkreślenia zasadniczej
różnicy dotyczącej przedmiotu, zwraca się tam uwagę na działanie podmiotu,
które pozwala stwierdzić z jakim wykluczeniem ma się do czynienia. Pewnych
trudności nastręcza zwłaszcza rozstrzygnięcie, czy nastąpiło wykluczenie mał‑
żeństwa, czy jego nierozerwalności. W podmiocie przecież dokonuje się głębo‑
ki proces psychologiczny, czasami kontrahent chce małżeństwa, lecz wyklucza
Zob. W. Góralski, dz. cyt., s. 150‒197.
Zob. Dec. c. Funghini z dn. 24 maja 1995 r., RR Dec. 1995, s. 313‒314, n. 4: „…retinenda videtur
tum ad superandam aequivocationem cum iure civili tum quia distinctio determinatur ab obiecto
simulationis et intentione contrahentis tum demum quia totalis non est summa exclusionem partia‑
lium”; P. Bonnet, L’introduzione al consenso matrimoniale canonico, Milano 1985, s. 112.
26
Zob. Dec. c. Faltin z dn. 9 kwietnia 1987 r., RR Dec. 1987, s. 254‒257, n. 12‒13.
27
Zob. Dec. c. Lanversin z dn. 18 lutego 1984 r., RR Dec. 1984, s. 100‒102, n. 3‒8; por. E. Gra‑
ziani, La revisione del can. 1086 § 2 CIC, „Ephemerides Iuris Canonici” 1976, s. 166‒169; tenże,
Exclusio matrimonii substantiae, „Ephemerides Iuris Canonici” 1987, s. 82‒84.
24
25
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
235
jego cele lub przymioty. Istotne są tu wszystkie okoliczności i motywy, któ‑
rymi kieruje się kontrahent. Sędzia musi ustalić rzeczywistą wolę symulanta,
a to nastręcza wielu trudności. Wola pozostaje zawsze w dyspozycji intelektu,
on formuje wykluczenie kontraktu małżeńskiego albo w całości, albo w jego
części. W niektórych przypadkach trybunał orzeka, że skutki wykluczenia
częściowego rozciągają się na całe małżeństwo i wykluczenie częściowe jest
“wciągnięte” (absorbowane) przez wykluczenie całego małżeństwa, jako część
należąca do całości. Ponensi redagując sentencję, która łączy symulację całko‑
witą z częściową, badając wykluczający akt woli, odwołują się do okoliczności
sprawy, bo one ujawniają rzeczywistą determinację woli28.
Warto zaprezentować potwierdzające wykładnie, jakie spotykamy w nie‑
których wyrokach rotalnych. Tak np. w sprawie c. Turnaturi, który objaśniając
różnicę miedzy dwiema formami symulacji, powołuje się na audytora rotalne‑
go Pompeddę. Różnica między dwiema formami symulacji jest zawarta na ba‑
zie dwóch różnych przedmiotów i kategorii, które stoją przed aktem pozytyw‑
nym woli. W symulacji całkowitej podmiot świadomie wyklucza małżeństwo
i z zewnętrznej celebracji czyni fikcję. W symulacji częściowej natomiast pod‑
miot aktem woli wyklucza tylko pewien aspekt małżeństwa. Podmiot zmie‑
rza w kierunku małżeństwa, lecz różnego od tego, które proponuje w swoim
nauczaniu Kościół. Kontrahent tworzy małżeństwo według własnych sche‑
matów. Występuje więc niezgodność między wolą podmiotu a obiektywnym
porządkiem prawnym29.
Szczegółową interpretację problemu opartą o jurysprudencję rotalną znajdu‑
jemy w wyroku c. Funghini. Podejmując rozstrzygnięcie o ważności małżeństwa
z tytułu symulacji całkowitej i wykluczenia wierności po stronie mężczyzny, od‑
wołuje się do zasady generalnej mówiąc, że nie można deklarować w tym samym
podmiocie nieważności małżeństwa z symulacji całkowitej i częściowej. Ponens
odwołuje się do tradycji kanonicznej i jej nazewnictwa w ograniczeniu dwóch
form symulacji, wskazując na symulację częściową jako relatywną i pseudomał‑
żeństwo oraz na symulację całkowitą jako absolutną i stanowiącą wykluczenie
samego małżeństwa. Ustalenie rzeczywistego powodu nieważności małżeństwa
zależy zawsze od konkretnych okoliczności małżeństwa. W tym wyroku audy‑
tor rotalny wyraźnie odgranicza zarówno w części prawnej, jak i faktycznej, obie
formy symulacji: całkowitą i wykluczenie dobra wierności30.
Na bazie zanalizowanych orzeczeń rotalnych jest czymś oczywistym, że sy‑
mulacja całkowita i częściowa są niekompatybilne, w tej ostatniej bowiem ist‑
nieje wola zawarcia małżeństwa. Oba tytuły nieważności mogą współistnieć
28
Zob. Dec. c. Palestro z dn. 28 czerwca 1989 r., RR Dec. 81: 1989, s. 461‒462, n. 16‒17;
Dec. c. Giannecchini z dn. 10 października 1989 r., RR Dec. 81: 1989, s. 568‒570, n. 3‒6; Dec.
c. Serrano z dn. 1 czerwca 1990 r., RR Dec. 82: 1990, s. 432‒445, n. 4‒9 i 24; Dec. c. Corso z dn.
30 maja 1990 r., RR Dec. 1990, s. 411‒413, n. 8‒9.
29
Zob. Dec. c. Turnaturi z dn. 1 marca 1996 r., RR Dec. 1996, s. 171, n. 11.
30
Zob. Dec. c. Funghini z dn. 24 maja 1995 r., RR Dec. 1995, s. 313‒314, n. 2‒5.
236
Ks. Wiesław Kraiński
ze sobą jedynie w sposób podporządkowany. Audytorzy zachowują pewną
logiczność w rozpatrywaniu tych tytułów nieważności, rozpoznając ten tytuł,
który jest bardziej uzasadniony. Wiele trudności w rozstrzygnięciu sprawia za‑
skarżenie małżeństwa z symulacji całkowitej i wykluczenia nierozerwalności
małżeństwa: należy ustalić, jaka była wola symulanta. Trybunał może przyjąć
jako wątpliwość procesową oba tytuły nieważności w tym samym podmiocie:
z symulacji totalnej i częściowej, lecz orzeka nieważność małżeństwa tylko
z jednego z tych tytułów31.
4. Symulacja całkowita zgody małżeńskiej
a warunek (kan. 1102 kpk)
Omawiając problem nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej
oraz warunku, trzeba wykazać różnice i podobieństwa między tymi tytułami
nieważności. Wyrażający zgodę na małżeństwo pod warunkiem, chce rzeczy‑
wiście małżeństwa, ale uzależnia swój konsens od określonej okoliczności.
Symulujący zaś całkowicie małżeństwo wyklucza bezwarunkowo jakąkolwiek
zgodę na małżeństwo. W usystematyzowanym spojrzeniu na tytuły nieważ‑
ności małżeństwa symulacja całkowita jest wykluczeniem zgody małżeńskiej,
warunek zaś należy do wad tejże zgody. Jeśli chodzi o ujęcie przedmiotu obu
tytułów nieważności, to w przypadku symulacji totalnej jest nim samo mał‑
żeństwo, w przypadku warunku zaś – określona okoliczność. W dalszej tre‑
ści można również wskazać, że i w warunku pośrednio, i ubocznie wyklucza
się małżeństwo. Kontrahent wyklucza małżeństwo, jeśli nie ziści się spełniony
przez niego warunek, lecz jego wykluczenie nie zmierza wprost ku przedmio‑
towi, jakim jest małżeństwo. Ujmując kwestię teoretycznie należy powiedzieć,
że symulacja całkowita powoduje nieważność małżeństwa. W przypadku
natomiast warunku, nieważność zależna jest od spełnienia warunków doty‑
czących przeszłości i teraźniejszości, gdy takie są postawione. Jeśli chodzi
o świadomość, to symulujący całkowicie małżeństwo musi być świadomy do‑
konanego wykluczenia małżeństwa, a stawiający warunek musi być świadomy
poczynionego warunku. Wspólnym więc założeniem dla warunku i całkowitej
symulacji małżeństwa jest pozytywny akt woli, który jest wymagalny od kon‑
trahentów. W związku z tym fakt istnienia warunku czy symulacji całkowitej
może być ukryty i domaga się ujawnienia woli kontrahenta.
Spotykamy się również z twierdzeniami, że warunek jest łatwiejszy do udo‑
wodnienia. Twierdzenia takie oparte są na zasadzie, zgodnie z którą wa‑
runek postawiony jest zawsze w szczególnych okolicznościach i jest formą
Zob. Dec. c. Palestro z dn. 27 maja 1992 r., RR Dec. 1992, s. 305, n. 13; Dec. c. Funghini
z dn. 14 października 1992 r., RR Dec. 1992, s. 470 n. 15; A. Stankiewicz, De Iurisprudentia…,
s. 229‒230; R. Sobański, dz. cyt., s. 142.
31
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
237
zabezpieczenia się kontrahenta. Warunek jest aktem bardzo świadomym i za‑
zwyczaj kontrahent informuje przeciwną stronę o treści postawionego warun‑
ku, ale i akt woli symulacji może być równie precyzyjny. Samo dowodzenie
warunku i symulacji całkowitej jest podobne. Sędzia musi z okoliczności, oznak,
faktów odczytać, jaki akt woli został wypowiedziany: czy miał formę warunku,
czy wykluczenia małżeństwa. Zarówno małżeństwo nieważne z tytułu symulacji
całkowitej, jak i z tytułu warunku może przybrać rodzaj paktu i umowy między
kontrahentami. Problematyczna jest również kwestia aktu woli. W symulacji
całkowitej mamy zdecydowaną wolę wykluczenia małżeństwa. W przypadku
zaś warunku mamy do czynienia z „częścią składową” małżeństwa. Limit i in‑
tensywność, które stawia się woli, nie wydają się tak istotne dlatego, że kontra‑
hent w rzeczywistości chce małżeństwa, aczkolwiek warunkowego. W sferze
mentalnej kontrahent może stworzyć, na podstawie nurtujących go warunków
co do przyszłego małżeństwa fundament, który sprawi, że nie podejmie zgody
warunkowej na małżeństwo, lecz ją wykluczy całkowicie32.
W dwóch sentencjach rotalnych, w których małżeństwo zaskarżone jest
jednocześnie z tytułu symulacji całkowitej i z tytułu warunku, nie spotyka‑
my zaskarżenia z tych tytułów w jednym podmiocie. W sprawie c. Lanversin,
zarzut symulacji całkowitej postawiono pozwanej kobiecie, natomiast nie‑
ważność z tytułu warunku dotyczącego teraźniejszości dotyczyła mężczyzny.
W części in iure ponens daje wykładnię prawną oddzielnie dla obydwu tytu‑
łów nieważności, również w części in facto rozstrzygnięcie jest wyraźnie roz‑
graniczone dla obydwu tytułów nieważności. Na gruncie dowodowym podo‑
bieństwem jest odwołanie się do okoliczności faktycznych małżeństwa, w celu
udowodnienia domniemanej nieważności małżeństwa z wspomnianych tytu‑
łów nieważności33.
Drugie orzeczenie – c. Pompedda dotyczy symulacji całkowitej po stronie
kobiety pozwanej i warunku po stronie powoda. Podstawy prawne, na których
opiera się wyrok za nieważnością małżeństwa, rozpatrywane są oddzielnie, lecz
część in facto wyroku odwołuje się do faktów i okoliczności z życia małżeń‑
skiego. W wyroku tym wydaje się to spójne: kobieta wyznania protestanckiego
z awersją do instytucji Kościoła symulowała małżeństwo, mężczyzna zaś po‑
stawił warunek dotyczący chrztu i wychowania katolickiego potomstwa34.
Możemy się oprzeć na zasadzie, że w jednym podmiocie symulacja całko‑
wita małżeństwa i warunek nie mogą być traktowane kompatybilnie. Nie moż‑
na stwierdzić nieważności małżeństwa i orzec, że osoba zawarła małżeństwo
pod warunkiem i zarazem wykluczyła je całkowicie35.
32
Zob. W. Góralski, dz. cyt., s. 205‒209; M. Pastuszko, dz. cyt., s. 191‒195. M. Weber, Die Totalsi‑
mulation, St. Ottilien 1994, s. 77‒81; G. Cassandro, Il fenomeno condizionale nella recente giurispruden‑
za della Rota Romana, w: Il consenso matrimoniale condizionato, Città del Vaticano 1993, s. 159‒165.
33
Zob. Dec. c. Lanversin z dn. 17 marca 1993 r., RR Dec. 1993, s. 151‒169, n. 6‒14 i 27‒31.
34
Zob. Dec. c. Pompedda z dn. 22 października 1996 r., RR Dec. 1996, s. 630‒637.
35
Zob. R. Sobański, dz. cyt., s. 146; M. Pastuszko, dz. cyt., s. 191‒195.
238
Ks. Wiesław Kraiński
5. Symulacja całkowita zgody małżeńskiej a przymus
i bojaźń (kan. 1103 kpk)
W orzecznictwie Roty Rzymskiej niezmiennie twierdzi się, że nie można w jed‑
nym podmiocie stwierdzić nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej
i z przymusu, i bojaźni. Orzeczenia rotalne podejmują rozpatrzenie danej spra‑
wy, gdy przedmiot sporu dotyczy w tej samej osobie dwóch tytułów nieważności.
U podstaw problemu stoi wspomniana logiczność, która zalicza symulację do nie‑
obecności zgody małżeńskiej, zaś przymus i bojaźń do wad zgody małżeńskiej.
Na taką różnicę wskazuje m.in. wyrok c. Stankiewicz z 26 czerwca 1986 r., który
odwołując się do wady zgody małżeńskiej mówi, że w przypadku bojaźni mamy
wolę przeciwną małżeństwu, ale i manifestację pod przymusem konsensu, nato‑
miast w symulacji całkowitej nieobecna jest i wykluczona wola małżeństwa. Po‑
nens wskazuje jednocześnie na podobieństwo, które może istnieć między dwiema
formami nieważności: na gruncie dowodowym charakterystyczna jest zazwyczaj
awersja w stosunku do małżeństwa i brak miłości w stosunku do kontrahenta36.
W wyroku c. Faltin turnus dokonuje specyfikacji obu form nieważności
na gruncie aktu ludzkiego. Zgoda małżeńska jest aktem ludzkim. Zarówno
w przypadku małżeństwa zawartego pod przymusem, jak i w sytuacji, gdy wola
wyklucza małżeństwo, nie możemy twierdzić, że mamy do czynienia z aktem
ludzkim nieodzownym do wyrażenia zgody na małżeństwo. Ponens czyni od‑
niesienie do aktu prawnego, który aby przyniósł efekt prawny, domaga się obec‑
ności wszystkich istotnych elementów, takich jak: sfera mentalna i wola, które
są niezbędne do uznania jego ważności, inaczej konstytuuje się nieważność aktu
prawnego. W przypadku nieważności zgody małżeńskiej z tytułu symulacji cał‑
kowitej mamy do czynienia z wykluczeniem konsensu, a w przypadku bojaźni
i przymusu – z wadą tegoż konsensu37. Na tego typu różnice wskazuje również
wyrok c. Funghini: symulacja konsensu domaga się wolności woli, a w przypad‑
ku przymusu i bojaźni mamy do czynienia z wolą przymuszoną38.
Spotykamy się również z poglądami skrajnymi, w myśl których można łączyć
w tej samej osobie nieważność małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej i z tytu‑
łem vis et metus, co czyni zrównanie przymusu i bojaźni z symulacją całkowitą
małżeństwa. W tym wypadku zgoda na małżeństwo powzięta wskutek przymusu,
jest – według takiego zapatrywania symulowana i nieprawdziwa. Według stanowi‑
ska judykatury, takie połączenie jest problematyczne i trudne do zaakceptowania39.
Zob. Dec. c. Stankiewicz z dn. 26 czerwca 1986 r., RR Dec. 1986, s. 402‒407, n. 8‒18;
A. Stankiewicz, De Iurisprudentia…, s. 230‒232.
37
Zob. Dec. c. Faltin z dn. 18 stycznia 1988 r., RR Dec. 1988, s. 4‒8, n. 8‒10 i 16.
38
Zob. Dec. c. Funghini z dn. 14 października 1992 r., RR Dec. 1992, s. 462‒464, n. 2‒3.
39
Zob. R. Sobański, dz. cyt., s. 145. Autor wskazuje, że najwcześniejszym problemem doty‑
czącym niekompatybilności jest sprawa przymusu i symulacji. Zwraca również uwagę na stano‑
wisko przeciwne, które prezentuje H. Flatten; M. Pastuszko, dz. cyt., s. 184‒185. Autor szeroko
36
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
239
Istnieje pewien związek symulacji całkowitej z przymusem i bojaźnią. Mogą one,
jak wskazują wyroki rotalne, stanowić przyczynę symulacji całkowitej. Wskazany
wcześniej wyrok c. Faltin, dając podstawy prawne i analizując przyczynę symulacji
dochodzi do stwierdzenia, że bojaźń może być prawdziwą przyczyną symulacji,
a także zawarcia małżeństwa. Ponens zauważa, że w tym przypadku, gdzie mamy
wątpliwość dotyczącą bojaźni wywołanej w stosunku do mężczyzny, która to bo‑
jaźń jest przyczyną zawarcia przezeń małżeństwa, należy przypuszczać, że może
on symulować zgodę na małżeństwo. Trzeba również stwierdzić, co było bliższe
osobie: bojaźń czy symulacja małżeństwa. Sprawa jest trudna do precyzyjnego
określenia: przy symulacji całkowitej występuje pozytywny akt woli, w przypadku
zaś bojaźni – niesprawiedliwość, której doświadcza nupturient. Może istnieć nie‑
ważność z jednej strony z prawa naturalnego, z drugiej zaś – z pozytywnego. Au‑
dytor zaznacza: Ex actis emergit stricta correlatio inter simulationem et metum viro
incussu, veluti effectus causae causatae, seu uti causa contrahendi et insimul causa
simulandi. Sam wyrok w swojej końcowej konkluzji przystaje do wcześniejszej
problematyki i argumentacji affirmative, seu constare de nullitate matrimoni, ob vi‑
tium simulati consensus ex parte vir, propter vim et metum sibi incussum40. Podobne
spojrzenie spotykamy w sentencji c. Funghini, gdzie podkreśla się, że bojaźń może
być causa contrahendi, natomiast przyczyna symulowania małżeństwa jest inna,
i – logicznie rzecz ujmując – bojaźń nie jest również causa remota i proxima, może
ona wiązać się z awersją do małżeństwa. Oczywiście trzeba spojrzeć na zaplecze
psychologiczne i tam szukać istniejących przyczyn41. Niektóre sentencje w kwe‑
stii przymusu i bojaźni nie są tak oczywiste, ale zaznaczają, że przymus może być
“wzmocnieniem” dla wykluczenia małżeństwa. Turnus stara się rozgraniczyć owe
dwa tytuły nieważności42. Trafne i wyczerpujące rozwiązanie problematycznej
kwestii daje Marian Pastuszko „ (…) gdy ktoś jest przymuszony do zawarcia mał‑
żeństwa i z tej racji całkowicie symuluje, mamy do czynienia z całkowitą symula‑
cją małżeństwa, a przymus jest jedynie przyczyną tej symulacji. Gdy zaś ktoś jest
przymuszony do zawarcia małżeństwa i zawiera małżeństwo, ale go nie symuluje,
mamy do czynienia ze zgodą wymuszoną, a nie z symulacją”43.
prezentuje pogląd Flattena, wykazując jego sprzeczności, gdyż połączenie, jakie istnieje między
przymusem a symulacją częściową, chce on przełożyć na grunt przymus – symulacja całkowita
w tym samym podmiocie. Fundamentalną różnicą jest fakt, że przy symulacji częściowej i przy‑
musie kontrahent wyraża zgodę na małżeństwo. Sprawa znalazła swój finał w Trybunale Sygna‑
tury Apostolskiej, gdzie takie twierdzenia odrzucono; Dec. c. Funghini z dn. 14 października
1992 r., RR Dec. 1992, s. 462‒464, n. 2. Ponens podejmuje tutaj ten sam problem w oparciu
o twierdzenia H. Flattena (De sententia nullitatis matrimonii tum et capite metus tum et capite
simulationis ferenda.) Revue de Droit canonique 13: 1963, s. 48‒64. W orzeczeniu tym problem
ten spotkał się z korzystnym fundamentem, gdyż w jednym podmiocie mamy do czynienia z sy‑
mulacją całkowitą, częściową (wykluczenie nierozerwalności) i przymusem. Ponens potwierdza,
że wymienione tytuły nieważności powinny być traktowane w sposób podporządkowany.
40
Zob. Dec. c. Faltin z dn. 18 stycznia 1988 r., RR Dec. 1988, s. 8‒14, n.19 i 25.
41
Zob. Dec. c. Funghini z dn. 14 października 1992 r., RR Dec. 1992, s. 466‒467, n. 8‒9.
42
Zob. Dec. c. Corso z dn. 4 czerwca 1987 r., RR Dec. 1987, s. 361‒364, n. 2‒5.
43
Zob. M. Pastuszko, dz. cyt., s. 185.
240
Ks. Wiesław Kraiński
Stanowisko jurysprudencji jest jasne: w przypadku symulacji całkowi‑
tej oraz przymusu i bojaźni mamy dwie różne akcje, które nie mogą być
traktowane kompatybilnie, lecz w sposób podporządkowany. Gdy okaże
się, że nie stwierdzono nieważności małżeństwa z tytułu przymusu i bojaź‑
ni, można się pytać o wykluczenie konsensu. Orzeczenia rotalne wskazują
również na kolejność rozpatrywania tytułów nieważności. W tej kwesti brak
jest zgodności. W wyroku c. Funghini zestawia się symulację całkowitą z ty‑
tułem podporządkowanym: przymus i bojaźń. Audytor odwołuje się także
do rozstrzygnięcia c. Heard, w którym proponuje się najpierw przymus i bo‑
jaźń, a później podporządkowaną temu przymusowi i bojaźni symulację.
Można też w dochodzeniu nieważności w omawianych tytułach oprzeć się
na zasadzie nieważności z prawa natury, do której należy symulacja całkowi‑
ta małżeństwa przed przymusem, pozostającym w tej kwestii zagadnieniem
otwartym i dyskutowanym44.
Zakończenie
W sentencjach opublikowanych przez Trybunał Roty Rzymskiej, symulacja
całkowita zgody małżeńskiej jest rozpatrywana z innymi tytułami nieważności
małżeństwa w obrębie zgody małżeńskiej u tego samego kontrahenta.
Symulacja całkowita zgody małżeńskiej wyróżnia się od innych tytułów
nieważności małżeństwa. W innych tytułach nieważności występuje bądź
niezdolność do wyrażenia zgody małżeńskiej, bądź wada zgody małżeń‑
skiej, albo zgoda warunkowa na małżeństwo. W przypadku natomiast sy‑
mulacji całkowitej mamy do czynienia ze zdecydowanym brakiem zgody
na małżeństwo.
Jurysprudencja, która w tym samym podmiocie zaskarżenia rozpozna‑
wała nieważność małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej zgody małżeń‑
skiej i z innych tytułów nieważności, takich jak: niezdolność do wyraże‑
nia zgody na małżeństwo z natury psychicznej, o których kan. 1095 nn.
1 i 2 twierdzi, że kontrahent, który nie jest w stanie wyrazić zgody na mał‑
żeństwo, nie jest tym bardziej zdolny pozytywnie jej wykluczyć. W kan.
1095 n. 3 kwestia jest problematyczna. Kontrahent, który z przyczyn natu‑
ry psychicznej nie jest w stanie wypełnić obowiązków małżeńskich, może
44
Zob. Dec. c. Stankiewicz z dn. 26 czerwca 1986 r., RR Dec. 1986, s. 402 n. 8; Dec. c.
Corso z dn. 4 czerwca 1987 r., RR Dec. 1987, s. 361‒362, n. 2; Dec. c. Faltin z dn. 18 stycz‑
nia 1988 r., RR Dec. 1988, s. 3‒4, n. 8; Dec. c. Funghini z dn. 14 października 1992 r., RR
Dec. 1992, s. 462‒464, n. 3; A. Stankiewicz, De Iurisprudentia…, s. 231 i 234; R. Sobański, dz.
cyt., s. 145; M. Pastuszko, dz. cyt., s. 182‒183; U. Navarrete, Responsa Pontificiae Commissionis
Codici Juris Canonici Autenticae Interpretando, w: Periodica, 77:1988, s. 503‒504; K. Lüdicke,
Przymus i bojaźń w kan.1087 KPK z 1917 r. i w kan.1103 KPK z 1983 r. w: Jus Matrimoniale,
1: 1996, s. 36‒38; J. Garcia Falide, Simulatio totalis matrimonii canonici et metus, „Periodica”
1983, s. 401‒402.
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
241
jednak wyrazić zgodę na małżeństwo i pozytywnie ją wykluczyć. W przy‑
padkach wątpliwych można zasięgnąć opinii biegłych, czy kontrahent
niezdolny z natury psychicznej do podjęcia obowiązków małżeńskich był
zdolny wyrazić zgodę na małżeństwo. Symulacja całkowita zgody małżeń‑
skiej i tytuły nieważności, o których kan. 1095 nn.1 i 2 są traktowane jako
wykluczające się i muszą być przedstawiane w formule sporu alternatyw‑
nie, jeśli idzie o numer 3 tegoż kanonu, to może on być z symulacją trakto‑
wany w sposób podporządkowany.
Symulacja całkowita i błąd w tym samym podmiocie nieważności
małżeństwa są w orzeczeniach jurysprudencji traktowane w zależności
od rodzaju błędu. Błąd co do osoby sprawiający nieważność małżeństwa
dotyczy umysłu, symulacja całkowita domaga się pozytywnego aktu woli.
Zasadnicza różnica przejawia się w tym, że w każdej postaci błędu, nie wy‑
kluczając podstępu, kontrahent chce małżeństwa. W symulacji całkowitej
ma zdecydowaną wolę przeciwną małżeństwu. Patrząc na ogólną postać
błędu, należałoby go traktować jako autonomiczny i wykluczający tytuł
nieważności w osobie tego samego kontrahenta i nie łączyć z symulacją
całkowitą małżeństwa.
Symulacje: całkowita i częściowa mają podobny charakter. Zarówno je‑
den, jak i drugi tytuł nieważności domaga się istnienia pozytywnego aktu
woli. Różnica zasadnicza, którą podkreślają sentencje rotalne, to: wymóg
świadomości wykluczającego całkowicie małżeństwo, który nie musi istnieć
w przypadku symulacji częściowej oraz przedmiot wykluczenia, jakim jest
małżeństwo w przypadku symulacji całkowitej, a istotny element lub przy‑
miot małżeństwa w przypadku symulacji częściowej. Dokonujący wyklu‑
czenia częściowego w istocie chce małżeństwa, lecz według własnego po‑
glądu. Te tytuły nieważności w jednym podmiocie są traktowane w sposób
podporządkowany.
Warunek, który jest wadą zgody małżeńskiej, zakłada – tak jak w przypad‑
ku symulacji całkowitej – pozytywny akt woli i świadomość postawionego wa‑
runku. W jednym podmiocie nieważności małżeństwa tytuły te należy trakto‑
wać jako niekompatybilne. Zawierający małżeństwo pod warunkiem wyraża
zgodę na małżeństwo.
Nieważność małżeństwa z tytułu przymusu i bojaźni oraz symulacji cał‑
kowitej w tym samym podmiocie stwarza w wyrokach jurysprudencji wiele
problemów. Małżeństwu zawartemu pod wpływem bojaźni i przymusu to‑
warzyszy wola małżeńska, choć przymuszona, która konstytuuje wadę zgody
małżeńskiej. Symulacja całkowita zgody małżeńskiej jest zdecydowaną wolą
przeciwną małżeństwu. W niektórych orzeczeniach rotalnych spotykamy się
z figurą, w której występuje symulacja całkowita dokonana pod wpływem
bojaźni i przymusu. Logicznym rozwiązaniem wydaje się rozstrzyganie tych
dwóch tytułów nieważności małżeństwa w tym samym podmiocie zaskarżenia
w sposób podporządkowany.
242
Ks. Wiesław Kraiński
Literatura
Bardi M., Il dolo nel matrimonio canonico, Milano 1996.
Bianchi P., L’interpretazione del can. 1098 da parte della giurisprudenza della Rota
Romana, w: Errore e Dolo nella giurisprudenza della Rota Romna, Città del Vati‑
cano 2001.
Bonnet P., L’introduzione al consenso matrimoniale canonico, Milano 1985.
Cassandro G., Il fenomeno condizionale nella recente giurisprudenza della Rota Romana,
w: Il consenso matrimoniale condizionato, Città del Vaticano 1993.
Dec. c. Civili, z dn. 16 grudnia 1993 r., „Rota Romanae Decisiones“ (dalej RR Dec.) 1993.
Dec. c. Colagiovanni, z dn. 19 kwietnia 1988 r., RR Dec. 1988.
Dec. c. Corso, z dn. 30 maja 1990 r., RR Dec. 1990.
Dec. c. Faltin, z dn. 18 stycznia 1988 r., RR Dec. 1988.
Dec. c. Faltin, z dn. 24 maja 1991 r., RR Dec. 1991.
Dec. c. Funghini, z dn. 24 maja 1995 r., RR Dec. 1995.
Dec. c. Jarawan, z dn. 10 marca 1989 r., RR Dec. 1989.
Dec. c. Lanversin, z dn. 18 lutego 1984 r., RR Dec. 1984.
Dec. c. Lanversin, z dn. 17 marca 1993 r., RR Dec. 1993.
Dec. c. Palestro, z dn. 28 czerwca 1989 r., RR Dec. 1989.
Dec. c. Pompedda, z dn. 19 października 1992 r., RR Dec. 1992.
Dec. c. Pompedda, z dn. 22 października 1996 r., RR Dec. 1996.
Dec. c. Serrano, z dn. 2 czerwca 1989 r., RR Dec. 1989.
Dec. c. Serrano, z dn. 1 czerwca 1990 r., RR Dec. 1990.
Dec. c. Serrano, z dn. 20 stycznia 1994 r., RR Dec. 1994.
Dec. c. Stankiewicz, z dn. 26 marca 1990 r., RR Dec. 1990.
Dec. c. Turnaturi, z dn. 1 marca 1996 r., RR Dec. 1996.
Erlebach G., Errore e dolo nella giurisprudenza della Rota Romana, Città del Vaticano 2001.
Filipiak B., Il problema della simulazione nel diritto matrimoniale canonico, „Ephemerides
Iuris Canonici” 1975.
Garcìa Falide J., Observationes novae circa matrimonium canonicum simulatum et
coactum, „Periodica” 1986.
Garcìa Falide J., Simulatio totalis matrimonii canonici et metus, „Periodica” 1983.
Graziani E., Exclusio matrimonii substantiae, „Ephemerides Iuris Canonici” 1987.
Graziani E., La revisione del can. 1086 § 2 CIC, „Ephemerides Iuris Canonici” 1976.
Góralski W., Kanoniczna zgoda małżeńska, Gdańsk 1991.
Lüdicke K., Przymus i bojaźń w kan.1087 KPK z 1917 r. i w kan.1103 KPK z 1983 r.,
„Jus Matrimoniale” 1996.
Majer P., Błąd co do jedności lub nierozerwalności małżeństwa, „Jus Matrimoniale” 1997.
Navarrete U., Capita nullitatis matrimonii in Codice Iuris Canonici 1983. Gressus histo‑
ricus versus perfectiorem ordinem systematicum, w: Iustus Iudex. Festgabe für Paul
Wesemann zum 75. Geburtstag von seinen Freunden und Schülern, red. K. Lüdicke,
H. Mussinghoff, H. Schwendenwein, Essen 1990.
Navarrete U., Responsa Pontificiae Commissionis Codici Juris Canonici Autenticae In‑
terpretando, „Periodica” 1988
Parisella I., L’ignoranza in re matrimoniali, „Ephemerides Iuris Canonici” 1987‒1988.
Pastuszko M., Całkowita symulacja zgody małżeńskiej, Warszawa 1982.
Orzekanie nieważności małżeństwa z tytułu symulacji całkowitej…
243
Serrano Ruiz J., Interpretazione ed ambito di applicazione del can. 1095 n. 3, w: L’incapacità
di assumere gli oneri essenziali del matrimoni, matrimoni, Città del Vaticano 1998.
Sobański R., Orzekanie nieważności małżeństwa z dwu tytułów wadliwego konsensu,
„Jus Matrimoniale” 2000.
Stankiewicz A., De Iurisprudentia rotali circa simulationem totalem et partialem‑cc.1101§2;
824§2 CCEO, „Monitor Ecclesiasticus” 1997.
Stankiewicz A., L’incapacità di intendere e di volere nel diritto matrimoniale canonico
can. 1095 nn.1‒2, Città del Vaticano 2001.
Weber M., Die Totalsimulation, St. Ottilien 1994.
Żurowski M., Kanoniczne prawo małżeńskie Kościoła katolickiego, Katowice 1987.
Judging on nullity of marriage in virtue of total simulation
together with other grounds of nullity within marital
consent in decisions of the Roman Rota
Summary
Rotal jurisprudence, trying cases in virtue of total simulation and other grounds of nullity
in the same subject such as: incapacity due to causes of psychic nature of which in can. 1095
no. 3 CIC, gives us the following solutions: who is not capable to express marital consent, the
more is not capable to exclude this consent through a positive act of will. According to can.
1095 no. 3 CIC, the matter is complicated, as the jurisprudence says. Total simulation and
other grounds of nullity of which in can. 1095 no. 1‒2 CIC, can be considered alternatively.
The way in which total simulation and error are treated depends in jurisprudence on the kind
of error. Error concerning the person is related to the mind, and total simulation is connected
with a positive act of will. Fundamental difference is that in every form of error, including
fraud, the contractor has a will to enter marriage and in total simulation his will is positively
opposing the marriage. Considering error in general, it should be treated as an autonomous
ground of nullity and should not be merged with total simulation. Total and partial simu‑
lation are similar. Both grounds demand a positive act of will. The difference, underlined
by rotal decisions, is: requirement of awareness of the party that excludes marriage totally,
which is not necessary in partial simulation. The second difference is the object of exclusion,
i.e. the marriage (in case of total simulation) and essential element or property (in case of
partial simulation). The condition assumes the existing of a positive act of will and the aware‑
ness of stipulated condition (as well as in case of total simulation). These grounds should be
treated as non‑compatible. Nullity of marriage on the ground of force or grave fear and total
simulation in the same subject is considered to be very problematic in jurisprudence. Marital
intention (although compelled) accompanies the marriage contracted due to force and grave
fear (this intention constitutes a marital consent defect). Total simulation is lack of marital
consent and intention opposing the marriage. In some rotal decisions one can come across
a total simulation that is made due to force and grave fear. It seems logical to decide on the
basis of both of these nullity titles in the same subject.
Keywords: exclusion, matrimonial consent, rotal jurisprudence, total simulation.
studia gdańskie
t om xxvii
Marek Orski
Wydział Nauk Społecznych
Uniwersytet Gdański
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
Streszczenie: Po rozpoczęciu II wojny światowej w Działdowie (niem. Sol‑
dau) urządzono obóz, w którym przetrzymywano nie tylko jeńców wojennych,
lecz także ludność cywilną, w tym Polaków i Żydów. Aresztowanych torturowa‑
no i zabijano. Od grudnia 1939 r. w obozie przetrzymywano przedstawicieli lo‑
kalnych elit, w tym działaczy politycznych, duchownych, nauczycieli i urzędni‑
ków państwowych. Szacuje się, że do kwietnia 1940 r. w obozie zabito ok. 15 tys.
osób. Pomimo że obóz funkcjonował później jako obóz pracy przymusowej
a następnie jako obóz karny, to w swoim charakterze nie odbiegał od obozów
koncentracyjnych. Z tego powodu byli więźniowie obozu w Działdowie są trak‑
towani tak samo jak więźniowie obozów koncentracyjnych.
Słowa kluczowe: Działdowo, eksterminacja, Niemcy, obóz jeniecki, obóz
pracy, obóz przejściowy, Polacy, Soldau, zbrodnie, Żydzi.
I
Na terenie obecnej gminy i miasta Działdowa można napotkać wiele upamięt‑
nień ofiar obozów w Działdowie. 9 maja 1965 r. w pobliżu wsi Komorniki,
w miejscu największych masowych egzekucji Polaków i Żydów (w tym wie‑
lu z nich dostarczonych z obozów w Działdowie), odsłonięto pomnik‑rzeźbę
upamiętniający ofiary zbrodni, którego autorem był artysta‑rzeźbiarz Ryszard
Wachowski. Szczątki zamordowanych spoczywają na miejscowym cmentarzu.
W miejscu byłych koszar 3. batalionu 32. pułku piechoty przy ul. Grun‑
waldzkiej odsłonięto pomnik dłuta tego samego artysty. W budynkach koszar
we wrześniu 1939 r. jednostka Wehrmachtu zorganizowała obóz dla polskich
jeńców wziętych do niewoli podczas obrony Modlina. Na początku grudnia
1939 r. wojsko opuściło teren koszar przekazując je organizacji samoobrony
miejscowych Volksdeutschów (Selbstschutz), a jeńców wojennych ewakuowa‑
no do innego obozu. Po likwidacji Selbstschutzu, w okresie od lutego do maja
1940 r., zorganizowano w koszarach obóz przejściowy dla Polaków wysiedlo‑
nych z dawnych powiatów ciechanowskiego i płockiego oraz z Białostocczy‑
zny (Durchgangslager). Wysiedleńców przewieziono następnie do General‑
nego Gubernatorstwa. Od maja 1940 r. obóz przekształcono w wychowawczy
obóz pracy, który podporządkowano inspektoratowi Policji Bezpieczeństwa
i Służby Bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei und Sicherheitsdienst) w Królewcu
Marek Orski
246
Tablica upamiętniająca mieszkańców
Działdowa
Działdowska Izba Pamięci
(Königsberg, obecnie Kaliningrad).
Ofiary obozu pochowano na miejsco‑
wym cmentarzu.
O miejscu kaźni w byłym budynku
Tajnej Policji Państwowej – Geheime Sta‑
atspolizei, gestapo (obecnie znajdującym
się przy ul. Władysława Jagiełły) przypo‑
mina tablica o treści: „Tu mordowano
tysiące Polaków walczących z okupan‑
tem hitlerowskim w latach 1939‒1945”.
Ciała chowano w ogrodzie w pobliżu
willi, a następnie w lesie pod Komorni‑
kami. Jeszcze inną formę upamiętnienia
stanowi tablica z 56 nazwiskami osób
z parafii działdowskiej, które poniosły
śmierć w obozie w Działdowie i innych
miejscach straceń (m.in. obozy Ora‑
nienburg, Mauthausen, Buchenwald,
Stutthof, Ravensbrück, Dachau, Katyń).
Tablica znajduje się w przedsionku koś‑
cioła pod wezwaniem św. Wojciecha
w Działdowie1. Ponadto na cmentarzu
parafialnym w Działdowie znajduje się
11 mogił zbiorowych, w których spoczy‑
wają ekshumowane szczątki ponad 15 tys.
osób zamordowanych w latach 1939‒1942,
pochodzących z różnych miejsc egzeku‑
cji z okolic Działdowa.
Rolę opiekuna miejsca pamięci
w Działdowie od wielu lat pełni Towarzy‑
stwo Opieki nad byłym Obozem Karnym
i Ośrodek Badań Historycznych, którego
prezesem jest Zygmunt Gertner2. W ak‑
cje upamiętniania i gromadzenia dowo‑
dów dokumentujących zbrodnie popełnio‑
ne przez Niemców w Działdowie włączyły
się władze miejskie, Działdowskie Centrum
Caritas im. Abp. Antoniego Juliana No‑
wowiejskiego (DCC, dyrektor ks. Zdzi‑
sław Syldatk) oraz byli więźniowie tego
„Mieszkańcy parafii działdowskiej, którzy w obronie ojczyzny i wiary zginęli z rąk hitlerowskich
najeźdźców w latach 1939‒1945”.
2
Z. Gertner, Koszmar: wspomnienia, relacje, dokumenty, Mława 2003.
1
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
247
obozu. W czerwcu 2008 r. kolejny, drugi raz, odbyła się zorganizowana przez DCC
konferencja naukowa nt. martyrologii Polaków w okresie II wojny światowej3. Jej
głównym akcentem był udział byłych więźniów oraz prezentacja ich wspomnień
z okresu uwięzienia. DCC zajmuje obecnie budynki dawnego obozu (koszary
i cele dla więźniów), przekazane mu w 2002 r., w których trwają zaawansowane
prace adaptacyjne do pełnienia przez nie funkcji hospicjum i izby pamięci.
Liczne materiały o charakterze pamiętników, wspomnień dotyczących by‑
łego obozu w Działdowie, gromadzi Ośrodek Badań Naukowych im. Wojcie‑
cha Kętrzyńskiego w Olsztynie4.
II
Po I wojnie światowej Działdowo z pobliskimi wsiami zostało bez plebiscytu
przyznane Polsce. Wcześniej miasto znajdowało się w granicach Prus Wschod‑
nich należących do Cesarstwa Niemiec. Na terenie miasta znajdowała się licz‑
na grupa narodowościowa niemiecka, która wobec braku Polaków w życiu
politycznym stworzyła jednolity front antypolski i zdecydowanie sprzeciwiała
się przyłączeniu miasta do Polski. Głównym powodem, dla którego Działdo‑
wo zostało przyznane przez aliantów Polsce, było zapewnienie połączeń War‑
szawy z Gdańskiem. Usiłowania władz wschodniopruskich przeciwdziałające
oddaniu tych terenów Polsce (wybudowanie konkurencyjnego szlaku kolejo‑
wego przez Lidzbark Welski z Gdańskiem, petycje skierowane do prezyden‑
ta F.D. Roosevelta, Kanclerza Rzeszy Niemieckiej) nie przyniosły rezultatów.
Działdowszczyzna została włączona do terytorium Polski5.
Okres międzywojenny w dziejach Działdowa zaznaczył się z jednej strony ak‑
tywną działalnością mieszkańców narodowości niemieckiej agitujących na rzecz
powrotu do Niemiec, z drugiej utrwalaniem polskiego charakteru regionu. Wg
pierwszego spisu ludności z 1920 r. ponad 64% ludności podało narodowość
polską. Pomimo tego zaznaczył się jednak wzrost ludności niemieckiej, zwłasz‑
cza w samym mieście. Do najważniejszych kwestii podejmowanych w okresie
międzywojennym przez polskie władze należały repolonizacja zgermanizowanej
części ludności mazurskiej (sprzyjało temu utworzenie Towarzystwa Przyjaciół
Mazurów), ograniczenie wpływów niemieckich, stosunki między miejscowymi
władzami polskimi i działaczami organizacji mazurskich (m.in. na tle założenia
Związku Mazurów), naprawa trudnej sytuacji gospodarczej6.
Z. Syldatk, Poszukiwani byli więźniowie obozu w Działdowie‑Soldau, „Nasz Dziennik”
2008, nr 109.
4
Materiały pamiętnikarskie w zbiorach Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego,
opr. Z. Fras, Olsztyn 1986.
5
W. Wrzesiński, Okres międzywojenny, w: Działdowo. Z dziejów miasta i powiatu, red.
W. Korycka, Olsztyn 1966, s. 173‒176.
6
Tamże, s. 190‒220.
3
Marek Orski
248
Nie najlepiej układały się w okresie międzywojennym wzajemne stosunki
pomiędzy Mazurami działdowskimi a władzami wojewódzkimi i miejscową
administracją. Wśród głównych czynników rzutujących na nieufny stosunek
do Mazurów wymienić należy na samym początku działdowski etap wojny
polsko‑bolszewickiej i opanowanie na okres kilku dni miasta przez Armię
Czerwoną, co skutkowało zaangażowaniem się niektórych Mazurów w ko‑
mitecie rewolucyjnym, a po wkroczeniu wojsk polskich ucieczkami do Prus
Wschodnich. Duży problem stanowili tzw. Mazurzy zakordonowi, którzy
optowali na rzecz Niemiec, bądź jako uchodźcy zamierzali powrócić do daw‑
nych miejsc swojego zamieszkania. Towarzyszyła temu także wzmożona agi‑
tacja niemiecka na rzecz pozyskania Mazurów dla mniejszości niemieckiej
oraz zbliżenie polsko‑niemieckie w poł. lat 30. W 1931 r. liczba Mazurów
na terenie powiatu działdowskiego wynosiła ponad 6 tys. Wobec niechętnego
stanowiska miejscowych i państwowych władz polskich do organizującego się
oddolnie Związku Mazurów w latach 1931‒1932, traktowanego jako przejaw
separatyzmu, idea ta została w tym czasie odrzucona7.
Dojście Hitlera do władzy w Niemczech wywołało także reperkusje w Dział‑
dowie. Komórka Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników
(Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, NSDAP) należała w Działdo‑
wie do najlepiej zorganizowanych w Polsce. Organizacje niemieckie, takie jak
Deutsche Vereinigung für Sejm und Senat, a zwłaszcza Deutscher Volksverband,
Junge Deutsche Partei, usiłowały przeciągnąć na swoją stronę niezdecydo‑
wanych politycznie Mazurów, głównie młodzież. To spowodowało skutecz‑
ną kontrakcję ze strony społeczeństwa polskiego. Powrócono do dawnej idei
powołania Związku Mazurów z 1931 r., do tej pory skutecznie torpedowanej
przez lokalne i centralne władze polskie. Do jego założenia 18 grudnia 1935 r.
przyczynili się Karol Małłek, Gustaw Leydling junior (prześladowany przez
władze niemieckie przeniósł się ze Szczytna do Działdowa), przywódca ber‑
lińskiego Związku Mazurów dr Kurt Obitz (przeniósł się do Polski przed prze‑
śladowaniami niemieckimi) i Jan Jagiełło‑Jaegertal. Program Związku oparto
na tradycjach Mazurskiej Partii Ludowej. Podkreślano, że konieczność podję‑
cia walki o przyspieszenie asymilacji Mazurów w społeczeństwie polskim wy‑
nika z ich tradycji narodowych, które zostały zapomniane, bądź wyparte przez
zaborców i należy w związku z tym przywrócić pamięć o tej historii8.
Powstanie i działalność Związku Mazurów, popieranego przez władze
polskie, doprowadziło do odrodzenia się folkloru mazurskiego, uświadomie‑
nia narodowego mieszkańców regionu, wykształcenia własnej inteligencji,
zwłaszcza wśród młodzieży. Od 1939 r. ten początkowo korzystny klimat dla
sprawy mazurskiej zmienił się. Nowy starosta działdowski nie sprzyjał Ma‑
zurom, tępił działalność Związku Mazurów, który uważał za duże zagroże‑
nie dla bezpieczeństwa państwa, ignorując rzeczywiste zagrożenie ze strony
7
8
Tamże, s. 204‒206.
Tamże, s. 208‒211.
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
249
niemieckiej. Polityka ta doprowadziła do wstrzymania działalności Związku
Mazurów na skutek wysiedlenia z powiatu działdowskiego wielu ich działaczy
i zaniechania przygotowań do skutecznej obrony wobec zbliżającego się ataku
ze strony Niemiec.
III
1 września 1939 r. we wczesnych godzinach porannych miasto zostało za‑
atakowane wystrzałami armatnimi 217 Dywizji Piechoty Grupy Armii „Pół‑
noc”, wspieranej 1. Flotą Powietrzną (cztery pułki w sile 1238 samolotów).
Siły obydwóch stron były nierówne. Formacje niemieckie przeważały pod
względem liczby żołnierzy (blisko 18 tys. wobec niespełna 9 tys. po stro‑
nie polskiej), uzbrojenia i środków transportowych. Na dowódcę obrony
Działdowa wyznaczono mjr. Piotra Peruckiego. Doszło do drobnych starć
oddziałów polskich i niemieckich, w wyniku których śmierć poniosła nie‑
znana liczba żołnierzy. O północy na rozkaz gen. Władysława Andersa oby‑
dwa bataliony opuściły swoje pozycje obronne przemieszczając się w rejon
koncentracji Mławy9.
W dniu 2 września 1939 r., w południe, do miasta od strony Bramy Ma‑
zurskiej wkroczyły oddziały niemieckie zajmując bez strzału pozycje na ryn‑
ku. Zostały powitane kwiatami przez niemieckich mieszkańców Działdowa,
którzy opuścili swoje kryjówki. Doszło do częściowej rekwizycji mienia Po‑
laków, zajmowano ich mieszkania, sklepy. Miasto Działdowo wraz z częścią
powiatu działdowskiego zostało włączone do rejencji olsztyńskiej (Regie‑
rungsbezirk Allenstein), pozostała część powiatu do rejencji ciechanowskiej
(Regierungsbezirk Zichenau) w Okręgu Rzeszy Prusy Wschodnie (Reichsgau
Ostpreussen), wcielonym do Rzeszy na podstawie dekretu Hitlera z 8 paź‑
dziernika 1939 r. Na skutek wydania dekretu dawny obszar Polski został ob‑
jęty planami germanizacyjnymi, a nienadającą się do zniemczenia ludność
zamierzano przesiedlić do Generalnego Gubernatorstwa. Nazwę miasta
przemianowano ponownie na Soldau.
Zanim doszło do wysiedleń polskiej ludności z Działdowa i okolic, tym‑
czasowe władze niemieckie wprowadziły obowiązkowe karty meldunkowe dla
wszystkich mieszkańców. Rejestrowano dane personalne, narodowość i język
ojczysty. W mieszkaniach zarządzono rewizje w poszukiwaniu broni, radio‑
aparatów, umundurowania wojskowego. W dniu 6 września 1939 r. oddziały
Einsatzgruppen rozpoczęły aresztowania Polaków, głównie polskiej inteligen‑
cji (nauczycieli, księży) i osób, które posiadały silne poczucie przynależności
P. Bystrzycki, Działdowski wrzesień (zarys działań militarnych 1 i 2 września na ziemi
działdowskiej, referat wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta Działdowo 23 września 2004 r.
w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, www.dzialdowo.um.gov.pl/?p=documen
t&action=save&id=572&bar_id=378 (odczyt z dn. 1 października 2008 r.).
9
250
Marek Orski
do narodu polskiego. Powodem aresztowania w tym czasie były bardzo czę‑
sto porachunki osobiste i pragnienie odwetu. Zarekwirowane lub opuszczone
przez Polaków mieszkania były zajmowane przez Niemców, w tym przez przy‑
byłych z sąsiednich powiatów. Zabezpieczono akta i dokumenty znalezione
w pomieszczeniach straży granicznej, policji państwowej, urzędu pocztowe‑
go i starostwa. Na terenie powiatu działdowskiego wprowadzono specjalne
prawo wobec polskiej ludności (konfiskaty mienia, zakaz używania języka
polskiego, utrudnianie zakupów żywności). Usuwano wszelkie ślady polskie‑
go charakteru miasta, zniszczono pomniki i tabliczki przydrożne, przewró‑
cono pomniki Władysława Jagiełły i Józefa Piłsudskiego, a synagogę zamie‑
niono na kino dla Niemców10.
W pierwszych dniach września miejscowi Niemcy zorganizowali w Dział‑
dowie oddział samoobrony miejscowych Volksdeutschów Selbstschutz,
na którego czele stanął kupiec Otto Schmaglowski, zwany „Czarnym Diabłem”.
Razem z innymi funkcjonariuszami (Paul Skuza, Fritz Płazan, Wiktor Nitsch,
Emil Stoklasa i inni) dokonywali wspólnie z grupami operacyjnymi Policji
Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa (Einsatzgruppen) aresztowań Pola‑
ków, torturowali więźniów11.
Fritz Płazan przed wojną należał do członków Związku Obrony Kresów
Zachodnich (pełnił funkcję skarbnika), co ułatwiło mu identyfikację osób
o propolskim nastawieniu. Po dwóch latach tej działalności został zamordo‑
wany przez swoich mocodawców12.
Początkowo aresztowanych Polaków doprowadzano do miejskiego więzie‑
nia, później, z powodu braku miejsca, przetrzymywano ich w siedzibie gesta‑
po, na którą zaadaptowano piętrową willę należącą do rejenta Jana Wyrwicza
przy ul. Władysława Jagiełły (dawna Dworcowa). Z powodu czarnej chorągwi,
która powiewała nad budynkiem, miejsce to znane było jako dom Pod Czar‑
ną Chorągwią. W pomieszczeniach willi aresztantów poddawano torturom
i zabijano. Średnio w areszcie przebywało 15 Polaków. Egzekucje wykonywa‑
no na miejscu, w obrębie wilii, na podwórku i w piwnicach, a także na cmen‑
tarzu żydowskim, gdzie także grzebano ciała zastrzelonych. Zwłoki innych
10
J. Gumkowski, Obóz hitlerowski w Działdowie, „Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrod‑
ni Hitlerowskich w Polsce” (dalej „BGKBZHwP”) 1958, t. 10, s. 62; H. Kowalska, Okupacja,
w: Działdowo. Z dziejów miasta i powiatu, red. W. Korycka, Olsztyn 1966, s. 221‒225; G. Mro‑
wiński, Martyrologia ludności polskiej na terenie powiatu działdowskiego w okresie okupacji hit‑
lerowskiej, referat wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta Działdowo 23 września 2004 r. w Cen‑
trum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, www.dzialdowo.um.gov.pl/?p=document&actio
n=save&id=572&bar_id=378, (odczyt z dn. 1 października 2008 r.).
11
Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskie‑
mu – Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów (dalej: BUiAD), Kolekcja „Bd”, sygn.
6186, protokół przesłuchania świadka Franciszka Śmiałka w sprawie pobicia przez członka
Selbstschutzu Hermana Skuzy w 1939 r.
12
Tamże, Ankiety Sądów Grodzkich (dalej ASG), sygn. 61, t. 1, woj. warszawskie, Działdo‑
wo, k. 33 (burmistrz P. Pszenny, 16.10.1945); H. Kowalska, dz. cyt., s. 222‒223.
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
251
pomordowanych wywożono we wczesnych godzinach rannych na wozach
do lasu w okolice wsi Komorniki, gdzie chowano je w zbiorowych mogiłach.
Aresztowania trwały do końca grudnia 1939 r. Prawdopodobnie przez areszt
Selbstschutzu przeszło ok. 1 tys. osób13.
Były budynek gestapo w Działdowie
Właściwy kompleks obozowy stanowiły zabudowania dawnych koszar
polskich III. Batalionu 32. pułku piechoty. Zajmowały one obszar ok. 8 ha,
obejmowały cztery bloki dwupiętrowe. Początkowo, od 2 września do 2 grud‑
nia 1939 r., zorganizowano w nich obóz przejściowy – Kriegsgefangenendur‑
chgangslager – dla polskich jeńców wojennych, którzy do niewoli dostali się
po kapitulacji Modlina. Obóz podlegał Niemieckiej Komendanturze Wojsko‑
wej. Jeńców trzymano na dworze, wyżywienie dostarczała ludność z Działdo‑
wa i okolicznych miejscowości. Po podpisaniu kapitulacji w ciągu kilku tygo‑
dni żołnierze i oficerowie zostali zwolnieni do domów, ale oficerowie po kilku
dniach trafili do oflagów. Z chwilą odesłania jeńców do różnych obozów
BUiAD, ASG, sygn. 61, t.1, woj. warszawskie, Działdowo, k. 33 (burmistrz P. Pszenny,
16.10.1945), k. 35; G.Mrowiński, Martyrologia ludności polskiej na terenie powiatu działdow‑
skiego w okresie okupacji hitlerowskiej, referat wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta Działdowo
23 września 2004 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, www.dzialdowo.um.gov.
pl/?p=document&action=save&id=572&bar_id=378, (odczyt z dn. 1 października 2008 r.); Na‑
sze miasto: Historia: Lata 1939‒1945, http://www.dzialdowo.pl/?misto.historia.1939_1945 (od‑
czyt z dn. 1 października 2008 r.).
13
252
Marek Orski
na terenie Niemiec koszary zostały opróżnione. Pewna grupa jeńców zmar‑
ła w obozie w następstwie trudnych warunków pobytu. Niektórych z nich
zatrudniano przy porządkowaniu i sprzątaniu miasta. Zmarłych grzebano
na cmentarzu parafialnym14.
Po zakończeniu zarządu wojskowego (25 października 1939 r.) Działdo‑
wo z okolicą weszło w skład nowej rejencji ciechanowskiej włączonej do Prus
Wschodnich. Na początku listopada, po ewakuacji wojska i jeńców, w kosza‑
rach zorganizowano areszt Selbstschutzu, który przeniesiono z siedziby ge‑
stapo. Po rozwiązaniu Selbstschutzu na przełomie listopada i grudnia 1939 r.,
jego zadania przejęło gestapo15. Więźniowie zostali przekazani do dyspozycji
urzędu Policji Bezpieczeństwa w Królewcu, któremu Działdowo podlegało te‑
renowo. Od początku listopada 1939 r. funkcję inspektora objął SS‑Brigade‑
führer dr Otto Rasch. Podlegały mu niewielkie obozy i więzienia dla Polaków,
więźniów politycznych, aresztowanych i internowanych przez grupy operacyj‑
ne Policji Bezpieczeństwa, początkowo w Hohenbruch (obecnie k. Kaliningra‑
du), a po jego przepełnieniu także w Rudau (obecnie Rudziska), Grossmichen
i Beidritten (k. Kaliningradu). Wkrótce powstały także inne miejsca interno‑
wania dla zaaresztowanych z różnych powodów Polaków.
W celu ujednolicenia struktury tych obozów i utworzenia jednej dużej
jednostki O. Rasch dokonał ich wizytacji oraz zbadał sprawy poszczególnych
więźniów. Wszystkich aresztowanych podzielił na trzy kategorie: przewidzia‑
nych do zwolnienia, osadzenia w obozach koncentracyjnych i „aktywistów
politycznych ruchu polskiego”, czyli najbardziej uświadomioną narodowo
i politycznie grupę, która stanowiła, jego zdaniem, największe zagrożenie dla
Rzeszy. Szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshaup‑
tamt, RSHA) Richard Heydrich wyraził zgodę na fizyczną likwidację tej grupy
więźniów obozu działdowskiego, „ale pod warunkiem, że likwidacja musi być
przeprowadzona w sposób dyskretny”16.
W grudniu 1939 r. areszt gestapo został przeniesiony do budynków ko‑
szarowych, co dało początek działalności tzw. obozowi przejściowemu prze‑
znaczonemu dla Polaków zatrzymanych w ramach Intelligenzaktion (Dur‑
chgangslager für polnische Zivilgefangene). Należeli do nich przedstawiciele
duchowieństwa, nauczyciele, urzędnicy, dyplomaci. W swoim sprawozdaniu
z wykonania tego zadania O. Rasch stwierdził wyraźnie, że zimą 1939/1940 r.
polecił utworzyć obóz przejściowy w Działdowie, aby w sposób dyskretny
przeprowadzić plan fizycznej likwidacji polskiej inteligencji. Jego referent oso‑
bisty i wykonawca rozkazu, SS‑Hauptsturmführer Friedrich Horst Schlegel,
14
BUiAD, ASG, sygn. 61, t. 1, woj. warszawskie, Działdowo, (burmistrz P. Pszenny,
16.10.1945), k. 33; Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939‒1945. Informator encyklope‑
dyczny, Warszawa 1979, s. 163; J. Gumkowski, dz. cyt., s. 61; H. Kowalska, dz. cyt., s. 225.
15
Selbstschutz został formalnie rozwiązany z dniem 30 listopada 1939 r. J. Skorzyński,
Selbstschutz – V kolumna, „BGKBZHwP” 1958, t. 10, s. 54‒55.
16
BUiAD, Kolekcja „Bd”, sygn. 4407, akta w sprawie Hansa Krause i Roberta Holdacka.
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
253
w zeznaniu z 3 czerwca 1943 r. przyznał z kolei, że aresztowania miały dotyczyć
głównie inteligencji polskiej, która miała zginąć w odwecie za morderstwa po‑
pełnione na Niemcach w Bydgoszczy. W celu zatajenia prawdy o przeznaczeniu
obozu, przesiedleńców informowano o ich dalszej ewakuacji, a także zmuszano
do podpisywania deklaracji, w których wyrażali zgodę na odesłanie do General‑
nego Gubernatorstwa17. Do obozu skierowano także drobne grupy Żydów, głów‑
nie z Płocka i Sierpca, których zabijano bezpośrednio po przybyciu do obozu.
W rzeczywistości obóz ten pełnił funkcje miejsca zagłady dla wszystkich
osadzonych w nim osób. Od tego czasu wszystkich aresztowanych Polaków
i pozostałe grupy kierowano nie do siedziby gestapo, a do obozu w koszarach.
Cały teren ogrodzono drutem kolczastym, w narożnikach ustawiono wieżycz‑
ki wartownicze, budynki były w nocy oświetlone silnym światłem. Do obozu,
który rozpoczął działalność w lutym 1940 r., zwożono także wysiedlonych Po‑
laków z byłych powiatów: ciechanowskiego, mławskiego, makowskiego, pło‑
ckiego, pułtuskiego i Białostocczyzny. Celem ich dalszej deportacji miało być
Generalne Gubernatorstwo18.
Ta część internowanych została zakwaterowana w osobnej części obozu.
Do przesiedlenia przewidziano ok. 70 tys. osób, co zamierzano zrealizować
w ciągu 40 dni od wydania przez Himmlera rozporządzenia z dnia 30 paź‑
dziernika 1939 r. o rozpoczęciu wysiedleń. Trudności techniczno‑transportowe
w zasadniczy sposób opóźniły przebieg całej akcji. Brak synchronizacji pomię‑
dzy opuszczeniem przez Polaków swoich siedzib a zorganizowaniem transpor‑
tu do wyznaczonych miejsc w Generalnym Gubernatorstwie spowodował
konieczność wydzielenia w obozie działdowskim sektora przeznaczonego
na czasowy obóz przesiedleńczy. Zgodnie z relacją O. Rascha dla przesiedleń‑
ców wybudowano nowe baraki, zainstalowano specjalne ustępy, teren oddzie‑
lono od pozostałej części obozu, a ponadto jego mieszkańcy mogli uzyskać
przepustkę pozwalającą na opuszczenie obozu. Otrzymywali lepsze od pozo‑
stałych wyżywienie, mogli korzystać z urządzeń wodociągowych i przebywali
w mniej zagęszczonych celach co więźniowie19.
Położenie wysiedleńców w obozie odbiegało jednak od tego idealnego
obrazu. Za wysiedleńców, przed O. Raschem, był odpowiedzialny F. Schlegel,
którego dyspozycje wykonywał mianowany na stanowisko tego i pozostałych
części obozu komendant, którym został SS‑Hauptsturmführer Hans Krause.
Poza wysokim wzrostem wyróżniał się wyjątkową brutalnością wobec więź‑
niów. W stosunku do wysiedleńców wykazywał powściągliwość, ale działając
Tamże.
G. Mrowiński, Martyrologia ludności polskiej na terenie powiatu działdowskiego we okre‑
sie okupacji hitlerowskiej, referat wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta Działdowo 23 września
2004 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, www.dzialdowo.um.gov.pl/?p=do
cument&action=save&id=572&bar_id=378, (odczyt z dn. 1 października 2008 r.); Obozy hitle‑
rowskie…, Warszawa 1979, s. 163.
19
J. Gumkowski, dz. cyt., s. 73‒74.
17
18
254
Marek Orski
zgodnie z poleceniami swoich przełożonych pozbawiał ich mienia, przedmiotów
wartościowych, codziennego użytku służących do higieny (mydło, świece) lub
niezbędnych podczas pobytu w obozowych warunkach. Przedmioty te trafiały
do członków załogi obozu, część z nich zawłaszczył także sam komendant Krause.
Niektóre wartościowe przedmioty powinny być przekazane do magazynów
centralnych SS, ale z obowiązku tego Krause nie wywiązywał się systematycz‑
nie, o czym świadczy m.in. fakt, że jeden z członków jego załogi, SS‑Unters‑
charführer Robert Holdack, odpowiadający za stan finansów, został posądzo‑
ny o przywłaszczenie mienia, co było powodem wszczęcia przeciwko niemu
śledztwa przez władze SS. Oskarżeniem objęto także komendanta Krause20.
Oblicza się, że przez obóz przeszło ok. 5 tys. przesiedleńców, w większości
Polaków, a także niewielka liczba Żydów z Białostocczyzny. Latem 1941 r.,
po rozpoczęciu wojny niemiecko‑radzieckiej i wstrzymaniu wysiedleń do Ge‑
neralnego Gubernatorstwa, obóz dla wysiedleńców został rozwiązany.
IV
Inną funkcją obozu przejściowego, w okresie od początku lutego do końca
kwietnia 1940 r., była zagłada więźniów politycznych kierowanych do Dział‑
dowa przez Policję Bezpieczeństwa z placówek w Ciechanowie i Olsztynie,
a także ze wspomnianych obozów w Rudau, Beidritten, Hohenbruch i kilku
mniejszych ośrodków internowania. Śledztwa przeciwko nim przeprowadzali
urzędnicy gestapo w poprzednim miejscu odosobnienia. Do Działdowa przyjeż‑
dżali z orzeczonymi wcześniej wyrokami śmierci. Nie byli ewidencjonowani. Ak‑
cje zagłady przeprowadzano w szybkim tempie, ponieważ obóz nie był przy‑
stosowany do dłuższego przetrzymywania więźniów i brakowało miejsca dla
kolejnych transportów, które przybywały do Działdowa.
Okres ten stanowił osobny rozdział historii obozu działdowskiego, w któ‑
rym jego głównym zadaniem była eksterminacja „wrogich elementów”. Więź‑
niowie ci zostali aresztowani jesienią 1939 r. i zimą 1940 r. Początkowo znajdo‑
wali się w dyspozycji Einsatzgruppen i Selbstschutzu. Więźniów umieszczono
w dawnych zabudowaniach koszar, z których wywożono ich na egzekucje.
Podlegali komendantowi Krausemu i personelowi nadzorczemu wywodzą‑
cemu się spośród członków policji, Schutzpolizei (działdowscy Volksdeu‑
tsche). Nie przydzielono jednak komendantowi personelu administracyjne‑
go, środków finansowych, uzasadniając to tym, że jest to obóz o charakterze
tymczasowym. Krause nosił tytuł Lagerkommandant (Schlegel), Lagerführer
(Rasch), względnie Lagerleiter (Kaltenbrunner). Wg sprawozdania szefa RSHA
E. Kaltenbrunnera, sporządzonego w lutym 1943 r. na zlecenie H. Himm‑
lera w sprawie stosunków panujących w obozie przejściowym w Działdowie
20
BUiAD, Kolekcja „Bd”, sygn. 4407, akta w sprawie Hansa Krause i Roberta Holdacka.
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
255
i zaadresowanego do naczelnego sędziego SS przy Reichsführerze SS i Szefie
Policji Niemieckiej, SS‑Obersturmführera Bendera, ani w tym czasie, ani też
później, od maja 1940 r., Krause nie otrzymywał żadnej instrukcji służbowej
lub regulaminu obozowego. Wykonywał jedynie polecenia inspektora Policji
Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa O. Rascha i jego referenta F. Schlege‑
la, co Krause potwierdził podczas dochodzenia w sprawie nadużyć popełnio‑
nych w obozie. Identyczne oświadczenie złożyli Rasch i Schlegel21.
Więźniów rozstrzeliwano indywidualnie i w zbiorowych egzekucjach w la‑
sach pod Komornikami, Białutami, Burszem, w tzw. Lasku Żwirskiego pod
Działdowem, na terenie cmentarza żydowskiego w Działdowie. Akcje te prze‑
prowadzano przy zachowaniu jak największej tajemnicy, maskowano je po‑
zorowanymi wysiedleniami. Więźniów zabijano także pojedynczo na terenie
obozu, na dziedzińcu lub w piwnicach. Z powodu fragmentarycznie zachowa‑
nej dokumentacji szacuje się, że zamordowano w tym czasie ok. 1,5 tys. osób
(wg Kaltenbrunnera 900‒1000 osób)22.
Mimowolnymi świadkami tych egzekucji była okoliczna ludność. W trakcie
dochodzenia ustalono, że egzekucji dokonywano na tzw. Górze Komornickiej
i w kotlince u podnóża góry. Więźniów dostarczano samochodami ciężarowy‑
mi krytymi brezentem. Wcześniej wykopano doły o głębokości 2 m, 8 m długie
i 6 m szerokie. Widzieli je przed egzekucjami mieszkańcy wsi, także nadjeżdżające
samochody i słyszeli strzały z broni maszynowej. W trakcie przeprowadzonego
w Działdowie w 1947 r. przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich
w Warszawie śledztwa i ekshumacji z udziałem Polskiego Czerwonego Krzyża ze‑
brano liczne relacje potwierdzające popełnienie tych zbrodni. Egzekucje wykony‑
wane były najczęściej na terenie niewielkiego lasku. Jeden ze świadków zeznał:
„Wiosną 1940 r. (daty dokładnie nie pamiętam), pracując z córkami Heleną
i Rozalią w lasku Komorniki, własności Bieleckiej, Bucholskiego i Brandtów,
widziałam w kotlince, gdzie obecnie stoją rzędem krzyże brzozowe i są wi‑
doczne ciemniejsze pasma zielonej trawy, duży dół, na oko głęboki na kilka
metrów, długi na kilkanaście metrów. Nazajutrz w tym samym miejscu wi‑
działam, że dół z obu stron jest zasypany miękką ziemią. Odkopałam dołek
w jednym miejscu i natrafiłam na sterczącą bosą stopę zwłok. Widziałam też
niedaleko od dołu ślady kół samochodu. W pobliskiej trawie walały się gilzy
nabojów karabinowych. Po kilku dniach w tym samym miejscu widziałam dół
zakopany całkowicie. Prawie każdego dnia z lasku Komorniki we wsi Komor‑
niki słychać było odgłosy strzałów. Później widziałam na terenie lasu szereg
miejsc wskazujących, iż ziemia tam była ruszona; przypuszczam, iż były to gro‑
by masowe. Rozstrzeliwanych dowoziły czarne samochody ciężarowe, stano‑
wiące własność obozu w Działdowie. Dowożonych nigdy nie widziałam…”23.
Tamże.
Obozy hitlerowskie…, s. 165; J. Gumkowski, dz. cyt., s. 68‒71.
23
Relacja świadka Klary‑Weroniki Krajewskiej ze wsi Komorniki, cyt. za: J. Gumkowski,
dz. cyt., s. 70.
21
22
256
Marek Orski
Popełnienie tych zbrodni potwierdziły dokonane ekshumacje. Sporządzo‑
no 342 protokoły ekshumacyjne. Badania przeprowadzono m.in. na terenie
Działdowa, w tzw. Lasku Żwirskiego i w lasach pod Komornikami. Na pod‑
stawie oględzin zwłok stwierdzono, że ofiary zginęły na skutek ran postrzało‑
wych z broni maszynowej. Oszacowanie pełnych strat nie było jednak możli‑
we z powodu braku jakichkolwiek danych ewidencyjnych i spalenia części ciał
przez SS. W kwietniu 1944 r. w celu zatarcia śladów zbrodni zwłoki ofiar roz‑
strzelanych k. Białut odkopano i spalono, a kilkudziesięciu więźniów, którym
polecono wykonać tę pracę, rozstrzelano. Ponadto z zeznań świadków wyni‑
ka, że Niemcy miejsca masowych grobów maskowali sadząc w tych miejscach
młode świerki, co również uniemożliwiło pełne oszacowanie ofiar24.
Nie udało się także zlokalizować wszystkich grobów ofiar, z których więk‑
szość była płci męskiej, a także ustalić, w przypadku występowania obok siebie
grobów z różnych lat, z którego okresu dany grób pochodzi25.
V
Akcja bezpośredniej zagłady została zakończona w poł. kwietnia 1940 r.
W obozie pozostała jeszcze niewielka grupa więźniów politycznych, wobec
których gestapo prowadziło śledztwo. Zanim zapadł wyrok w ich sprawie,
więźniowie ci przebywali w obozie. Niektórzy z nich zostali z niego zwolnie‑
ni, pozostali otrzymali rozkaz osadzenia w obozie koncentracyjnym, resztę
rozstrzelano na podstawie orzeczonych wyroków. W obozie przebywali także
przesiedleńcy, którzy oczekiwali na transport do Generalnego Gubernator‑
stwa. Ostatnie transporty z przesiedleńcami wyjechały z Działdowa w poł.
1940 r. Pomimo tego jeszcze do lata 1941 r. w Działdowie osadzano ludność
polską i żydowską wysiedloną z okolic Dziemian przed ich ewakuacją do Ge‑
neralnego Gubernatorstwa.
Od maja 1940 r., w związku ze spadkiem napływu do obozu więźniów po‑
litycznych i opróżnieniem wielu pomieszczeń, dotychczasowy obóz przejścio‑
wy, za zgodą RSHA, został przekształcony w tzw. obóz pracy wychowawczej
(Arbeitserziehungslager). Podlegał od tej pory bezpośrednio inspektoratowi
Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Królewcu. Do obozu kie‑
rowano osoby cywilne, które odbywały karę czasowego pozbawienia wolno‑
ści (przeważnie od trzech tygodni do trzech miesięcy) za porzucenie miejsca
pracy, odmowę jej wykonywania (polnischen Arbeitsverweigern wg określenia
Schlegela) lub nielegalne przekroczenie granicy26. Do obozu pracy kierowano
także niewielkie grupy Żydów, m.in. z terenu Białostocczyzny, reprezentują‑
cych specjalności rzemieślnicze, przydatne w obozie.
Tamże, s. 87.
Archiwum Zarządu Głównego PCK w Warszawie, sygn. 16991.
26
Obozy hitlerowskie…, s. 165.
24
25
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
257
Ta kategoria obozowa, czyli więźniów wychowawczych, została formalnie
powołana dopiero rok później i była związana z wstrzymaniem przesiedleń
do Generalnego Gubernatorstwa i włączeniem ludności polskiej do gospo‑
darki niemieckiej. Procedurę przejmowania obozu oparto na rozporządzeniu
H. Himmlera wydanym w formie okólnika z dnia 28 maja 1941 r., zawiera‑
jącym podstawowe wytyczne w zakresie administracji obozu i zatrudnienia
więźniów27. Okólnik skierowany został do wszystkich placówek policji bezpie‑
czeństwa w Rzeszy i w krajach okupowanych oraz do instytucji centralnych SS
i policji w Berlinie. Tworzenie „obozów pracy wychowawczej” odbywało się
za pośrednictwem centrali RSHA i terenowych inspektorów Policji Bezpie‑
czeństwa. Inspektorzy Policji Bezpieczeństwa mieli wyznaczyć placówkę ge‑
stapo, której miał podlegać obóz, oraz mieli załatwić wszelkie sprawy związane
z przejęciem obozu i uregulowaniem spraw administracyjno‑gospodarczych.
Obozy takie miały zostać zorganizowane w Rzeszy i krajach okupowanych
dla osób uchylających się od pracy lub wręcz oskarżonych o jej sabotowanie.
W dokumencie tym poleca się, aby osoby osadzone w aresztach policyjnych
i odmawiające pracy kierować do specjalnych obozów pracy wychowawczej
o charakterze więzień policyjnych. Stąd też obozy te często posiadały podwójne
nazewnictwo, podobnie jak w przypadku obozu Stutthof: Obóz Specjalny Stut‑
thof (Sonderlager Stutthof) i Obóz Pracy Wychowawczej28.
Obóz w Działdowie z czasem zaczął nabierać charakteru karnego, m.in.
dlatego, że trafiały do niego także osoby, które poprzednio już w nim przeby‑
wały jako więźniowie wychowawczy, a także więźniowie polityczni. Od 1942 r.
do obozu zsyłano więźniów karnych na podstawie wyroków policyjnych ge‑
stapo. Jako więźniowie karni byli osadzani w obozie praktycznie na okres
bezterminowy.
W dalszym ciągu odbywały się jednak egzekucje inteligencji polskiej, któ‑
rą dostarczano w tych transportach. Śledztwo wobec osób osadzonych w obozie
za przestępstwa polityczne przeprowadzano zazwyczaj na terenie obozu. Więź‑
niów umieszczano w tzw. areszcie śledczym, osobnych celach usytuowanych
na I piętrze w północnej części głównego bloku. Po wydaniu wyroku skazujące‑
go na karę śmierci zabijano ich jeszcze tego samego dnia. Egzekucji dokonywał
sam komendant Krause lub wyznaczony przez niego esesman, najczęściej był nim
R. Holdack. Krause zabijał swoje ofiary strzałem w potylicę w drodze do piwni‑
cy głównego bloku. Były to egzekucje wykonywane na podstawie wyroków sądu
policyjnego, bądź na rozkaz inspektora O. Rascha, chociaż, jak to wynika z do‑
kumentacji niemieckiej, Krause dokonywał też zabójstw na własną rękę29. Latem
27
Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie (dalej AMS), sygn. I‑IA‑2, korespondencja
w sprawie przekształcenia obozu Stutthof w obóz pracy wychowawczej.
28
Tamże.
29
Było to m.in. samowolne zastrzelenie w piwnicy oficera polskiego, dokonane na ustny
rozkaz O. Rascha. E. Kaltenbrunner stwierdza w sprawozdaniu, że liczba zastrzelonych więźniów
jest trudna do ustalenia nawet w przybliżeniu, ale faktem jest, że więźniowie byli rozstrzeliwani
258
Marek Orski
1941 r. zamordował osobiście ok. 20 umysłowo chorych Niemców, których
do Działdowa przysłano w celu zgładzenia. O egzekucji tej wspomina E. Kal‑
tenbrunner w swoim sprawozdaniu. Osoby te zostały przez niego zmuszone
do zejścia do piwnicy pojedynczo, a następnie w oddalonym kącie piwnicy za‑
bijał je strzałem w kark lub potylicę.
Fakt dokonywania tych zbrodni potwierdza także dokumentacja niemiecka
wytworzona w związku z nadużyciami popełnionymi w obozie w Działdowie
ze strony komendanta Krause. Są to cytowane wcześniej sprawozdanie E. Kal‑
tenbrunnera, a także protokoły zeznań wspominanych już O. Rascha i F. Schen‑
gela z czerwca 1943 r. Nawiązują one do wszczętego pod koniec 1942 r. i umo‑
rzonego dochodzenia przeciwko Krausemu i jego podwładnemu Holdackowi30.
Aresztowanemu 20 listopada 1942 r. Krausemu postawiono zarzut, że pod
jego kierownictwem w obozie przejściowym w Działdowie maltretowano
więźniów i dokonywano bezpodstawnych rozstrzeliwań, a ponadto z powodu
zaniedbań urządzeń sanitarnych doprowadził do wybuchu epidemii tyfusu
plamistego. Z kolei aresztowanemu dzień później R. Holdackowi zarzucono,
że brał udział w maltretowaniu i rozstrzeliwaniu więźniów oraz przywłaszczył
sobie dwa zegarki, koc i parę skarpetek31.
W okresie sprawowania przez Krausego władzy w obozie, zarówno
w pierwszym jak i drugim okresie (od maja 1940 r.), warunki życia nie uległy
znaczącej poprawie. Potwierdzają to świadkowie, więźniowie obozu Soldau,
a także E. Kaltenbrunner w sprawozdaniu nt. stosunków obozie w oparciu
o złożone w trakcie dochodzenia zeznania:
„Za posłanie służyła jedynie rzucona luzem słoma, którą na dzień trzeba
było zgarniać i używać do siedzenia. Zużytą słomę zmieniano tylko od czasu
do czasu. Do mycia, które odbywało się rzadko, nie było żadnego urządzenia.
Wskutek tego więźniowie byli zawszeni i tak nie do opisania brudni, że na‑
wet na wolnym powietrzu rozprzestrzeniali wstrętny smród. Takie samo było
pomieszczenie chorych więźniów oraz ich zaopatrzenie. W izbach chorych
panował smród nie do zniesienia. Jedzenie było niewystarczające. Pożywie‑
nie musieli nosić w kadziach, przy czym zmuszani byli do biegu. Na skutek
tego jedzenie częściowo wylewało się, a więźniowie otrzymywali odpowiednio
mniej pożywienia albo wcale go nie dostawali. Z powodu niedostatecznej ilo‑
ści naczyń przenoszono je z izby do izby bez uprzedniego mycia. Łyżek już nie
było. Jedzenie chłeptano wprost z naczyń”32.
Wg zeznań inspektora O. Rascha każdy więzień przy przyjmowaniu do obo‑
zu otrzymywał „w celach wychowawczych” na jego rozkaz 26 razów batem lub
nie tylko w wyniku egzekucji (czyli na podstawie wydanych wyroków), ale byli także „eigen‑
mächtig von Krause erschossen wurden”. BUiAD, Kolekcja „Bd”, sygn. 4407, akta w sprawie
Hansa Krause i Roberta Holdacka, k. 78.
30
Tamże.
31
Tamże, k. 29‒30.
32
Tamże, cyt. za: J. Gumkowski, dz. cyt., s. 83‒84.
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
259
kijem (Stockschläge). Świadkowie Jan Chałubowicz i Władysław Koprowski
w podobny sposób opisali moment przybycia do obozu pracy:
„Po przekroczeniu bramy dostałem w twarz za to, że nie zdjąłem czapki.
Była godzina 11. Całej grupie kazano stanąć na placu na baczność z twarzą
zwróconą na północ i wzrokiem utkwionym w niebo. Staliśmy tak do godziny
5 po południu. Pilnowało nas dwóch wachmanów. Gdy ktoś tylko spuścił gło‑
wę, dostawał potężnie kułakiem pod brodę”.
„Najpierw przeszliśmy przez szpaler uzbrojonych w kije gestapowców,
później przeprowadzono rewizję, nadano numer i pojedynczo wprowadzano
do pokoju, gdzie znajdowało się czterech gestapowców. Jeden siedział za biur‑
kiem z pistoletem w ręku, trzech stało w koszulach z podwiniętymi rękawami.
Dwóch trzymało bykowce, trzeci lachę trzcinową. Tak jak nam zapowiedzia‑
no, mężczyźni dostawali po 25, a kobiety po 15 «wstępnych» razów na gołe
pośladki. Musieliśmy liczyć uderzenia”33.
W późniejszym okresie zamiast bicia stosowano dwa razy w tygodniu obo‑
wiązkowe stójki w celach, a także raz w tygodniu więźniowie z obozu pracy
otrzymywali w celach chłostę po 25 batów34.
Złe warunki sanitarne w obozie (brak ustępów, pomocy lekarskiej, zmiany
bielizny, odzieży, głód, ciasnota, plaga wszy) doprowadziły do wybuchu epide‑
mii tyfusu plamistego, za której wywołanie oskarżono komendanta H. Krausego.
W swoim sprawozdaniu E. Kaltenbrunner podał, że w sierpniu 1941 r. na tyfus
zapadło 600 więźniów, którzy rzekomo zostali rozstrzelani w lasach Białuty w ra‑
mach akcji zwalczania epidemii. W rzeczywistości, na podstawie relacji świadków,
wiadomo że rozstrzelano 300 osób po przeprowadzeniu selekcji wśród więźniów,
tyle samo zmarło w następstwie choroby, co stanowiło ok. 2/3 stanu osobowego
obozu. Epidemią objęci zostali także członkowie personelu obozu. Spośród niego
40 zachorowało, a zmarło 6 (2 esesmanów i 4 policjantów z obsługi)35.
Z powodu wybuchu epidemii urząd gestapo Zichenau/ Schröttersburg (Cie‑
chanów/Płock) w piśmie skierowanym do landratów i burmistrzów wprowa‑
dził zakaz przyjmowania nowych więźniów do obozu i wydawania zwolnień
aż do odwołania. Jedynie osoby łamiące umowę o pracę miały zostać przyjęte
do obozu pracy wychowawczej. Epidemia została opanowana na początku paź‑
dziernika 1941 r. Po zakończeniu kwarantanny (17 października 1941 r.) nastąpiła
zmiana statusu dotychczasowego obozu przejściowego Durchgangslager na Ar‑
beitserziehungslager. Precyzował to rozkaz RSHA z 4 października 1941 r., który
33
Na podstawie wspomnień zebranych na apel Prezydium Powiatowej Rady Narodowej
w Działdowie w 1965 r., cyt za: H. Kowalska, dz. cyt., s. 229. Opis warunków życia w obozie
zob. też J. Gumkowski, dz. cyt., s. 81‒85; G. Mrowiński, Martyrologia ludności polskiej na terenie
powiatu działdowskiego w okresie okupacji hitlerowskiej, referat wygłoszony na XXII sesji Rady
Miasta Działdowo 23 września 2004 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie,
www.dzialdowo.um.gov.pl/?p=document&action=save&id=572&bar_id=378, (odczyt z dn.
1 października 2008 r.).
34
J. Gumkowski, dz. cyt., s. 82; Obozy hitlerowskie…, s. 165.
35
BUiAD, Kolekcja „Bd”, sygn. 4407, akta w sprawie Hansa Krause i Roberta Holdacka, k. 78.
260
Marek Orski
polecał rozwiązanie obozu przejściowego i utworzenie obozu pracy wychowaw‑
czej. Do obozu należało kierować osoby sabotujące pracę, a zwłaszcza specjalistów
spośród Arbeitsscheue takich jak ślusarze, blacharze, zduni, instalatorzy, tj. o spe‑
cjalnościach przydatnych przy instalacjach obozowych36. W wyniku postawienia
w stan oskarżenia Krausego stracił on swoje dotychczasowe stanowisko, a na jego
miejsce mianowano nieznanego z nazwiska funkcjonariusza SS.
Do obozu kierowano także osoby narodowości żydowskiej z rejonu biało‑
stockiego, Płocka i innych miejscowości, które po krótkim okresie internowania
były odsyłane do obozów koncentracyjnych i zagłady37. Część z nich została roz‑
strzelana w pobliskich lasach. W ten sposób do obozu trafiły m.in. Roza i Mira
Stok z getta białostockiego (przebywały w nim od końca 1941 r. do poł. 1943 r.),
a po ucieczce z getta pod fałszywymi dokumentami, po krótkim okresie ukry‑
wania się i pobytu w tymczasowych więzieniach, zostały przesłane latem 1943 r.
do obozu w Działdowie, w którym przebywały do wyzwolenia w styczniu 1945 r.38
Warunki w części obozu przeznaczonej dla Żydów opisała Mira Stok
(obecnie Szyper), rocznik 1940. Z okruchów jej wspomnień, jako kilkuletnie‑
go dziecka, wyłania się tragiczny obraz tej grupy:
„Nie pamiętam też w jaki sposób wylądowaliśmy w obozie koncentracyj‑
nym «Zoldo», gdzieś koło Działdowa. Pamiętam z niego tylko kilka szczegółów.
Obóz otoczony był lasem. Codziennie wszystkich więźniów dzielili na dwie
grupy. Jedna grupa wychodziła z obozu i szła w prawo, druga w lewo i wszyscy
wiedzieliśmy, że jedna grupa (nie pamiętam, czy ta skierowana w prawo czy
w lewo) idzie na śmierć i już nigdy nie wróci. Myślałam wtedy, że idą do lasu,
że skoro są bardzo zmęczeni, kładą się pod drzewami i zasypiają, aby nigdy się
nie obudzić. Po wojnie mama mówiła, ze grupy, które miały umrzeć, wywożo‑
no do pieców w Treblince… Najstraszniejsze w obozie było dla nas bieganie.
Przed każdym posiłkiem trzeba było przebiec kilka kół dookoła płotu otacza‑
jącego obóz. Ci, którzy dobiegali ostatni, nie dostawali posiłku. Bieganie było
dla nas koszmarem. Zaczynałyśmy bieg razem. Mama trzymała mnie za rękę,
a gdy nie mogłam już więcej biec, biegła sama nosząc mnie na rękach. Później,
gdy sama nie miała już siły, by mnie nieść (…), wlokła mnie za rękę po ziemi.
Często biegałyśmy za wolno, aby dostać naszą porcję chleba…39.
Łącznie od maja 1940 r. przez obóz działdowski przeszło wg różnych da‑
nych od 20 do 50 tys. osób, zginęło natomiast od co najmniej 3 (częściowe wy‑
36
Archiwum Państwowe w Warszawie, zespół gestapo Ciechanów, sygn. t.148/20.796, Run‑
derverfügungen 1941‒1944 (rozporządzenia okólne) gestapo Zichenau do landratów i burmi‑
strzów w Płocku (Schröttersburg), 27 sierpnia 1941 r., Sipo i SD Königsberg do Gestapo Zichenau,
17 października 1941 r., s. 4.
37
S. Popiołek, Działdowo – tu mordowano Płocczan, http://www.plock245.pl/fusion/readar‑
ticle.php?article_id+459 (odczyt z dn. 1 października 2008 r.).
38
AMS, Relacje i wspomnienia, wspomnienia M. Szyper, Lata wojny, b.s.; W. Monkiewicz,
Zagłada skupisk żydowskich w regionie białostockim w latach 1939, 1941‒1944, „Studia Podlaskie”
1989, t. 2., s. 336‒352.
39
AMS, Relacje i wspomnienia, wspomnienia M. Szyper, Lata wojny, b.s.
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
261
niki ekshumacji) do 20 tys40. Na początku stycznia 1945 r. obóz ewakuowano
w kierunku Ostródy. W obozie pozostawiono chorych. W miejscowości Małe
Zawady rozstrzelano grupę 120 więźniów, pozostali, liczba trudna do ustale‑
nia, doczekali wyzwolenia.
W dniu 17 stycznia 1945 r. do Działdowa wkroczyły oddziały Armii Czer‑
wonej41. Władzę w mieście objęła sowiecka komendantura wojskowa, a w by‑
łym obozie niemieckim zorganizowano tzw. Nakazowo Rozdzielczy Obóz
NKWD, w którym osadzano Polaków pod zarzutem przyjęcia III grupy Nie‑
mieckiej Listy Narodowościowej (Deutsche Volksliste) lub za przynależność
do Armii Krajowej. Obóz funkcjonował do 30 października 1945 r. Później
rolę NKWD przejął polski Urząd Bezpieczeństwa42.
Główni oprawcy więźniów nie ponieśli odpowiedzialności. Oskarżeni przez
sąd SS Krause, Holdack, Rasch zostali przez Himmlera uniewinnieni. O. Rasch
został ujęty po wojnie i miał odpowiadać przez Amerykańskim Trybunałem
Wojskowym w procesie nr 9, Sprawa Einsatzgruppen, (Sprawa Ohlendorfa i in‑
nych). Oskarżono go o dokonywanie masowych morderstw na Żydach i Cyga‑
nach oraz innej cywilnej ludności w obszarze działania Einsatzgruppe C, którą
dowodził. Jesienią 1941 r. kierował m.in. masakrą kijowskich Żydów w Babim
Jarze. Został wyłączony z procesu ze względu na stan zdrowia, zmarł w więzie‑
niu w Norymberdze 1 listopada 1948 r.43
Kary uniknęli także pozostali sprawcy tych zbrodni, m.in. szef gestapo
w Ciechanowie Hartmunt Pulmer zwolniony od odpowiedzialności z po‑
wodu złego stanu zdrowia (wyrok sądu niemieckiego w Gessen, 15 listopada
1976 r.). Poza nim także inni funkcjonariusze z regencji ciechanowskiej uniknęli
odpowiedzialności44.
Komendant Hans Krause, odsunięty od kierowania obozem w następstwie
wybuchu epidemii i wszczętego przez sąd SS śledztwa, a także wypadku sa‑
mochodowego, któremu uległ pod koniec września 1941 r., został aresztowany
20 listopada 1942 r. Wg jednego ze świadków, na przełomie 1942/1943 miał
popełnić samobójstwo, co wywołało żywe reakcje w Działdowie45.
BUiAD, ASG, sygn. 61, t. 1, woj. warszawskie, Działdowo, k. 33 (burmistrz P. Pszenny,
16.10.1945); J. Gumkowski, dz. cyt., s. 87; Obozy hitlerowskie…, s. 165; Według najnowszych da‑
nych Z. Gertnera liczby te oscylują wokół 20 i 50 tys. Zob. Z. Gertner, dz. cyt.
41
H. Kowalska, dz. cyt., s. 240.
42
Sytuację w Działdowie w 1945 r., po wkroczeniu wojsk radzieckich, przybliża referat
D. Piotrowicza, Rok 1945, wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta Działdowo 23 września 2004 r.
w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, www.dzialdowo.um.gov.pl/?p=document
&action=save&id=572&bar_id=378 (odczyt z dn. 1 października 2008 r.).
43
T. Cyprian, J. Sawicki., Nieznana Norymberga. Dwanaście procesów norymberskich, War‑
szawa 1965, s. 260; The Einsatzgruppen Case, Military Tribunal II, Case No.9, http://www.einsatz‑
gruppenarchives.com/mt/arr.html (odczyt z dn. 28 października 2010 r.).
44
S. Popiołek, Działdowo – tu mordowano Płocczan, http://www.plock245.pl/fusion/readar‑
ticle.php?article_id=459, (odczyt z dn. 1 października 2008 r.).
45
BUiAD, Kolekcja „Bd”, sygn. 4407, akta w sprawie Hansa Krause i Roberta Holdacka,
protokół przesłuchania świadka Stanisława Godlewskiego, k. 65.
40
262
Marek Orski
Ciężkie warunki życiowe i pracy w obozie działdowskim od września
1939 r. do stycznia 1945 r., a także wysoka liczba ofiar masowych egzekucji,
pozwoliły zaliczyć ten obóz do grupy czwartej obozów opracowanej przez
Urząd do Spraw Kombatantów, w których więźniów potraktowano identycz‑
nie z więźniami obozów koncentracyjnych podporządkowanymi centralnym
władzom administracyjnym SS (Amtsgruppe D, SS‑Wirtschafts‑Verwaltungs‑
hauptamt). Osoby te mają prawo do świadczeń na podstawie ustawy z dnia
24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiara‑
mi represji wojennych i okresu powojennego46.
Literatura
Bystrzycki P., Działdowski wrzesień (zarys działań militarnych 1 i 2 września na ziemi
działdowskiej, referat wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta Działdowo 23 wrześ‑
nia 2004 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, www.dzialdowo.
um.gov.pl/?p=document&action=save&id=572&bar_id=378 (odczyt z dn. 1 paź‑
dziernika 2008 r.).
Cyprian T., Sawicki J., Nieznana Norymberga. Dwanaście procesów norymberskich,
Warszawa 1965.
Gertner Z., Koszmar: wspomnienia, relacje, dokumenty, Mława 2003.
Gumkowski J., Obóz hitlerowski w Działdowie, „Biuletyn Głównej Komisji Badania
Zbrodni Hitlerowskich w Polsce” (dalej „BGKBZHwP”) 1958, t. 10. s. 57‒88.
Kowalska H., Okupacja, w: Działdowo. Z dziejów miasta i powiatu, red. W. Korycka,
Olsztyn 1966, s. 221‒240.
Materiały pamiętnikarskie w zbiorach Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kę‑
trzyńskiego, opr. Z. Fras, Olsztyn 1986.
Monkiewicz W., Zagłada skupisk żydowskich w regionie białostockim w latach 1939,
1941‒1944, „Studia Podlaskie” 1989, t. 2., s. 336‒352.
Mrowiński G., Martyrologia ludności polskiej na terenie powiatu działdowskiego
w okresie okupacji hitlerowskiej, referat wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta
Działdowo 23 września 2004 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie,
www.dzialdowo.um.gov.pl/?p=document&action=save&id=572&bar_id=378, (odczyt
z dn. 1 października 2008 r.).
Nasze miasto: Historia: Lata 1939‒1945, http://www.dzialdowo.pl/?misto.histo‑
ria.1939_1945 (odczyt z dn. 1 października 2008 r.).
Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939‒1945. Informator encyklopedyczny, War‑
szawa 1979.
Piotrowicz D., Rok 1945, referat wygłoszony na XXII sesji Rady Miasta Działdowo
23 września 2004 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Działdowie, www.dzial‑
dowo.um.gov.pl/?p=document&action=save&id=572&bar_id=378 (odczyt z dn.
1 października 2008 r.).
Wykaz jednolity obozów wraz z uzupełnieniem w trybie art. 8 ust. 12 pkt 2 ustawy z dnia
24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojen‑
nych i okresu powojennego (Dz. U. nr 17, poz. 75 z późn. zm.).
46
Obozy w Działdowie w latach II wojny światowej
263
Popiołek S., Działdowo – tu mordowano Płocczan, http://www.plock245.pl/fusion/rea‑
darticle.php?article_id+459 (odczyt z dn. 1 października 2008 r.).
Syldatk Z., Poszukiwani byli więźniowie obozu w Działdowie‑Soldau, „Nasz Dziennik”
2008, nr 109.
The Einsatzgruppen Case, Military Tribunal II, Case No. 9, http://www.einsatzgrup‑
penarchives.com/mt/arr.html (odczyt z dn. 28 października 2010 r.).
Wrzesiński W., Okres międzywojenny, w: Działdowo. Z dziejów miasta i powiatu, red.
W. Korycka, Olsztyn 1966, s. 173‒220.
Camps in Działdowo during World War II
Summary
This paper covers events connected with the occupation and creation of camps and
other sites of internment of the Polish and the Jews in Działdowo during 1939‒1945.
On the first of September 1939 the town was attacked by German soldiers who gained
control of the positions in the market square without a single gunshot. During the
war in the area of the town and in the vicinity sites for internment of POW’s were
organized, the civilian population of Polish and Jewish nationality. Arrested persons
were tortured and killed in rooms of the house. Since December 1939 the Gestapo
arrest was moved to the barracks where the activity of the transitory camp for the
Polish began. Among them were priests, teachers, clerks, diplomats. In fact, this camp
served as a place of extermination for all categories of prisoners, Polish political ac‑
tivists, displaced persons and Jews. The inhabitants of Działdowo and neighbouring
localities were unintentional witnesses of these crimes. Due to lack of documents one
can assess the number of victims at about 15 thousands victims. This action ended
in the middle of April. The camp has been transformed into the camp of educational
labour for persons refusing to work. Soon the camp changed its character as a penalty
camp. Taking into consideration life and labour difficult conditions of this camp and
high number of its victims, this camp has been treated on a par with the concentration
camps. Therefore the former prisoners of complex camp in Działdowo have received
identical benefits.
Keywords: crime, Działdowo, extermination, Germans, Jews, labour camp, Poles,
POW camp, Soldau, temporary camp.
studia gdańskie
t om xxvii
Marek Rewizorski
Instytut Polityki Społecznej i Stosunków Międzynarodowych
Politechnika Koszalińska
Główne założenia procesu globalizacji
we współczesnym świecie
Streszczenie: Na relacje zachodzące pomiędzy podstawowymi podmiotami sto‑
sunków międzynarodowych wpływa w znacznej mierze proces globalizacji, któ‑
ry w swą obecną, trzecią już, fazę rozwoju wszedł w latach 80. XX w. Najczęściej
analizuje się go od strony ekonomicznej, politycznej, społecznej i kulturowej.
Problem sprawia jednak określenie jego istoty. Dzięki wysiłkom nakierowanym
na określenie głównych założeń globalizacji wiadomo jest coraz więcej o jej funk‑
cjonowaniu. Nadal utrzymuje się niepewność co do tego, czym właściwie jest
wspominany proces. Poszukiwanie odpowiedzi utrudnia brak jednej, powszech‑
nie akceptowanej definicji globalizacji. Przyczyną tego jest ogromna złożoność
owego „super‑procesu”, który obejmuje coraz to nowe obszary życia społecznego.
Słowa kluczowe: denacjonalizacja, globalizacja, glokalizacja, gospodarka
światowa, korporacje transnarodowe, liberalizacja, współzależność.
Wprowadzenie
Do pojęć, które w ostatnich latach zrobiły największą „karierę”, należy bez
wątpienia „globalizacja”. Słowo to występuje z dużą częstotliwością nie tylko
w naukach ekonomicznych, ale również w szeroko rozumianej humanistyce.
Znaleźć je można zarówno w publikacjach politologicznych, prawniczych
i socjologicznych, jak również filozoficznych, a nawet psychologicznych.
Mimo że słowo to wymyka się bezustannie wszelkim próbom ostatecznej
charakterystyki, weszło do słownictwa publicystów i działaczy politycznych.
Niejednokrotnie jest ono również hasłem wywołującym gwałtowne reakcje
społeczne. Szerokiemu stosowaniu słowa globalizacja nie towarzyszy jednak
powszechne rozumienie jego istoty. Co więcej, można zauważyć, że nawet
w piśmiennictwie z zakresu nauk społecznych stosuje się je jako swego rodza‑
ju zaklęcie. Jest to widoczne także w tytułach wielu opracowań, które bardzo
często bez jakiejkolwiek potrzeby kończą się słowami „w dobie globalizacji”.
Taki stan rzeczy sprawia, że zasadne wydaje się „odczarowanie globalizacji”
stanowiące swoiste „odczarowanie świata”, który istnieje tu i teraz, a w którym
wszystko przebiega pod dyktando procesu, który można rozpatrywać jedynie
266
Marek Rewizorski
w kategoriach zmiany. Dzisiejszy globalny świat można przedstawić jako pę‑
dzący przepełniony pociąg zmierzający w nieznanym nikomu kierunku. Pew‑
ne jest tylko, że o ile w XIX i XX w. napędzającymi go siłami społecznymi były
kapitalizm i socjalizm, o tyle w XXI w. te nurty wytraciły swój pęd, wypaliły
się w swojej klasycznej postaci. Na początku nowego milenium zapanowała
za to moda na globalizację, moda wymuszona przez okoliczności. Zasadne
jest zatem uważniejsze spojrzenie na ów proces i próba jego racjonalizacji.
1. Podstawowe ujęcia globalizacji
Na relacje zachodzące pomiędzy podstawowymi podmiotami stosunków
międzynarodowych wpływa w znacznej mierze proces określany w literatu‑
rze jako globalizacja. Jest to fenomen przejawiający się w postaci dynamicz‑
nej, to znaczy w szeregu zmian cechujących się wielowymiarowością. Obec‑
nie wśród koncepcji mających na celu interpretację globalizacji dominują
te, wedle których stanowi ona proces centralny wobec pozostałych tendencji
w stosunkach międzynarodowych. Widać to wyraźnie w ujęciach: A. Appadu‑
rai, A. Giddensa, A. McGrewa, D. Helda, I. Wallersteina, J. Habermasa, J. Ro‑
senau, J. Urry’ego, M. Albrowa, M. Featherstone’a, R. Gilpina, R. Robertsona,
S. Lasha oraz Z.Baumana1.
J. Rosenau, R. Gilpin i D. Held zwrócili w swoich badaniach uwagę na wy‑
zwania dla państw tradycyjnie rozumianych jako filary systemu międzynaro‑
dowego ze strony podmiotów niepaństwowych. W ich ujęciu głównymi polami,
na których mogą zachodzić zmiany wywołane przez globalizację, są technologia
oraz międzynarodowe stosunki polityczno‑militarne. Wg J. Rosenau przykład
zmian technologicznych pokazuje, jak znacznie zmniejszony został dystans
nie tylko w literalnym geograficznym sensie, ale również w sensie społecz‑
nym, co stało się możliwe dzięki wprowadzeniu do masowego użytku licznych
wynalazków technicznych, jak: satelity, komputery oraz długodystansowe sa‑
moloty pasażerskie2. Uwzględnienie, głównie przez Helda i Rosenaua, takich
czynników, jak rozwój społeczeństwa informacyjnego opartego na wykorzysty‑
Por. A. Appadurai, Disjuncture and Difference in the Global Cultural Economy, w: Glob‑
al Culture: Nationalism, Globalization, and Modernity, red. M. Featherstone London 1990;
A. Giddens, Beyond Left and Right, Cambridge 1994; A. McGrew, A Global Society, w: Mo‑
dernity and its Futures, red. S. Hall, Cambridge 1992; D. Held, Democracy and the Global Or‑
der, Cambridge 1995; I. Wallerstein, The Modern World‑System III: The Second Era of Great
Expansion of the Capitalist World‑Economy, 1730‒1840, San Diego 1988; J. Habermas, Die
Postnationale Konstellation, Frankfurt a.M. 1998; J. Rosenau, Turbulence in World Politics,
Brighton 1990; J. Urry, S. Lash, The End of Organized Capitalism, Cambridge 1987; M. Albrow,
The Global Age, Cambridge 1995; R. Gilpin, The Political Economy of International Relations,
Princeton 1987; R. Robertson, Globalization: Social Theory and Global Culture, London 1992;
Z. Bauman, Globalizacja, Warszawa 2000.
2
J. Rosenau, Turbulence…, Brighton 1990, s. 17nn.
1
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
267
waniu najnowszych zdobyczy techniki oraz zmniejszanie się odległości w sen‑
sie geograficznym i społecznym, zostało uznane za wynik wielokierunkowego
oddziaływania na siebie podmiotów ponadnarodowych. Układ powstający
w wyniku tego typu oddziaływań określono jako policentryczny. Tak sfor‑
mułowanym argumentom wyrażonym przez przedstawicieli nauki anglosa‑
skiej odpowiada stanowisko wielu badaczy polskich. Zdaniem A. Zorskiej
argument o zacieraniu się dystansów gospodarczych i społecznych można
określić jako „kompresję czasu i przestrzeni”, co stanowi immanentną, pod‑
stawową cechę charakteryzującą proces globalizacji3. Z kolei na wyłonienie
się układu policentrycznego w systemie międzynarodowym zwraca uwagę
Z. Sadowski, zauważając, iż struktura, w której zmiany spowodowane przez
proces globalizacji są wyraźnie dostrzegalne, tj. współczesna gospodarka
światowa z końca ubiegłego wieku, wyraźnie różni się od tej z lat 70. XX w.
Wynika to z tego, że: 1) państwom jako pierwotnym podmiotom gospodar‑
ki światowej stawiane są nowe wymagania, co spowodowane jest postępami
globalizacji rozumianej jako proces odbywający się w układzie policentrycz‑
nym, 2) układ policentryczny zakłada istnienie wielości podmiotów współ‑
pracujących, jak i konkurujących ze sobą w zależności od indywidualnych
celów, 3) pojawia się coraz więcej ośrodków decyzyjnych, oddziałujących
na państwa narodowe4.
Inne podejście do wyjaśnienia tego, co jest „siłą napędową” globalizacji pre‑
zentuje R. Gilpin. Kładzie on nacisk nie na rozwój technologiczny oraz kształto‑
wanie się układu policentrycznego, lecz przeciwnie, uważa, iż dominuje czynnik
polityczno‑militarny. Globalizacja jest uzależniona od wyrażenia na nią zgody
nie tyle przez ponadpaństwowe podmioty działające na arenie międzynarodo‑
wej, co przez państwa, które są bardziej ze sobą powiązane niż kiedykolwiek.
Dysponują one bowiem siłą hegemoniczną (hegemonic power). Dzierżąc niepo‑
dzielnie władzę, mogą swobodnie kształtować komponenty systemu światowe‑
go, które są określane przez cechę ponadnarodowości (transnationality)5. Warto
zwrócić uwagę na zbieżność tego podejścia z jedną z podstawowych szkół my‑
ślenia o globalizacji, wśród których wyróżnia się globalistów, globalsceptyków
oraz zwolenników koncepcji globalnych transformacji6. Ujęcie R. Gilpina jest
A. Zorska, Ku globalizacji? Przemiany w korporacjach transnarodowych i gospodarce świa‑
towej, Warszawa 1998, s. 17.
4
Z. Sadowski, Rola państwa w epoce globalizacji, w: Globalizacja. Mechanizmy i wyzwania,
red. B. Liberska, Warszawa 2002, s. 309‒319.
5
Por. R. Gilpin, The Political Economy of International Relations, Princeton 1987, s. 85nn.
6
Globaliści uważają globalizację za całkowicie nowe zjawisko, choć zasadniczo różnią się
między sobą w ocenie tegoż procesu. Prezentowane są stanowiska popierające proces, które opie‑
rają się na przekonaniu o pozytywnym wpływie globalizacji na poprawę jakości życia na świe‑
cie oraz odmienne, zgodnie z którymi globalizacja implikuje podział na biednych i bogatych,
uniemożliwiając tym ostatnim przerwanie błędnego koła ubóstwa. Z kolei zwolennicy koncepcji
globalnych transformacji zajmują stanowisko pośrednie wobec nurtu globalistycznego i global‑
sceptyków. Istotę ich poglądów stanowi przekonanie o globalizacji jako najważniejszej obecnie sile
3
268
Marek Rewizorski
charakterystyczne dla drugiej ze szkół, ze względu na odrzucenie poglądu
globalistów o ograniczeniu siły państwa i jego suwerenności w wyniku po‑
wstania globalnych rynków oraz niezależnych od niego podmiotów (takich
jak np. korporacje transnarodowe – KTN‑y lub też organizacje pozarządowe
– non‑government organizations – NGO)7. Zbliżone stanowisko w przedmiocie
relacji pomiędzy globalizacją a państwem zajmuje L. Weiss. Odrzuca ona po‑
gląd o ograniczeniu roli państwa wobec globalizacji8.
W literaturze pojawiają się także ujęcia globalizacji, w których odrzuca
się najczęściej spotykane perspektywy: ekonomiczną, polityczną czy społecz‑
ną na rzecz aspektu kulturowego. Zdaniem R. Robertsona, ten ostatni nie
jest równoważny ze spopularyzowanym przez R. Ritzera i B. Barbera hasłem
mcdonaldyzacji rozumianej jako standaryzacja kultury na świecie9. Wg Ro‑
bertsona istotę globalizacji kulturowej oddaje termin glokalizacja, który po raz
pierwszy został użyty w końcu lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia
w czasopiśmie „Harvard Business Review”. Glokalizacja jest efektem globali‑
zacji wynikającym z relacji między lokalnością a globalnością, gdzie globalna
produkcja dóbr, usług, idei, wartości i informacji uwzględnia lokalne uwa‑
runkowania w stopniu umożliwiającym akceptację, przyswojenie i w końcu
uznanie za swoje wszystkich produktów finalnych trafiających do odbiorców
w społeczeństwach. Wyrazem tego były słowa wypowiedziane przez niego
na konferencji z 1997 r., odbywającej się pod hasłem: „Globalizacja i Kultura
Rdzenna”, na której Robertson określił glokalizację jako współwystępowanie
tendencji uniwersalnych i partykularnych10. Przykładem ilustrującym zjawi‑
sko glokalizacji może być sposób promocji sieci McDonald’s we Francji, po‑
legający na zastępowaniu maskotek dla dzieci symbolizujących znane postaci
wykreowane przez wytwórnię Disney’a, postaciami kojarzonymi z Francją,
takimi jak Asterix i Obelix – bohaterami wielu serii komiksów oraz filmów
rysunkowych i fabularnych.
Jak widać, trudno jest określić charakter tego, co definiuje się jako global‑
ne. Niemniej jednak wydaje się, iż jest możliwe przedstawienie podstawowych
przejawów globalizacji. Ilustruje to poniższy schemat:
kształtującej międzynarodowy porządek światowy. Jednakże odrzucają tezę o utracie znaczenia
państwa na arenie międzynarodowej. Por. B. Liberska, dz. cyt., s. 21‒25; A. Gwiazda, Kontrowersje
wokół globalizacji, „Wspólnoty Europejskie” 2006, nr 7‒8, s. 11‒18.
7
J. M. Fiszer, Globalizacja i problemy globalne – istota, przejawy oraz skutki międzynarodowe,
„Studia Polityczne” 2005, nr 17, s. 156.
8
L. Weiss, The Myth of the Powerless State, New York 1998, s. 2‒40.
9
Por. G. Ritzer, The McDonaldization of Society, Thousand Oaks 2000; B. R. Barber, Jihad
vs. McWorld, „Atlantic Monthly”, March 1992, s. 53‒65.
10
Więcej zob. R. Robertson, Comments on the „Global Triad” and „Glocalization”, referat
wygłoszony na międzynarodowym sympozjum „Globalization and Indigenous Culture”, zorga‑
nizowanym przez Kokugakuin University’s Institute for Japanese Culture and Classics w dn.
10‒12 stycznia 1996 r. Pełny zapis dostępny na stronie: http://www2.kokugakuin.ac.jp/ijcc/wp/
global/index.html (odczyt z dn. 25 października 2009 r.).
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
Ujednolicenie wzorców kulturowych
na skalę międzynarodową
(mcdonaldyzacja,
liberalizacja, westernizacja)
Intensyfikacja międzynarodowych
oddziaływań gospodarczych
(z uwzględnieniem działalności
korporacji transnarodowych)
Trzecia rewolucja
techniczna – od lat 70-tych
ubiegłego wieku
269
Globalizacja
Pojawienie się i wzrost znaczenia
układów policentrycznych
w stosunkach międzynarodowych
Problem ubóstwa na świecie
oraz konfliktów
międzykulturowych
Globalne zapotrzebowanie
na ustanowienie reguł zapewniających
przestrzeganie praw człowieka
Rysunek 1. Przejawy globalizacji we współczesnym świecie.
Źródło: opracowanie własne
Należy w tym miejscu zadać pytania: czym charakteryzuje się globaliza‑
cja, na jakie jej aspekty należy zwrócić uwagę, wreszcie w jakich wymiarach
ją rozpatrywać, a jeżeli już, to wedle jakiej cezury czasowej. Uzyskanie, choćby
częściowej odpowiedzi na te pytania zbliża do odpowiedzi na pytanie o sens,
istotę globalizacji.
2. Charakterystyka globalizacji
Etymologia tego wyrażenia sięga jeszcze XVII w. i wiąże się z wprowadzeniem
do użycia przymiotnika globalny (global). Jednakże czasownik globalizować
(z ang. to globalize) pojawił się dopiero w latach czterdziestych ubiegłego wie‑
ku wraz z terminem globalizm11. Słowo globalizacja zostało użyte w kon‑
tekście gospodarczym po raz pierwszy pod koniec lat pięćdziesiątych ubie‑
głego wieku12, natomiast pierwsza leksykalna definicja niniejszego terminu
została umieszczona w słowniku Merriam Webster’s Third New International
Dictionary z 1961 r. O ile jeszcze w latach 80. XX w. posługiwano się słowem
„globalizacja” przede wszystkim w celu opisania zmian zachodzących w go‑
spodarce światowej, o tyle w następnej dekadzie stosowano je szeroko, zwłasz‑
cza w sferze politycznej i społecznej.
11
Por. O. L. Reiser, B. Davies, Planetary Democracy: An Introduction to Scientific Humanism,
New York 1944, s. 212‒219.
12
Termin globalizacja został użyty w zdaniu: „Italy’s „globalised quota” for imports of cars
has been increased”, zaczerpniętym z czasopisma „The Economist”, z dn. 4 kwietnia 1959 r. Por.
M. Waters, Globalization, London 2001, s. 2.
Marek Rewizorski
270
Uchwycenie sensu globalizacji, jej istoty, jest niezwykle trudne ze względu
na to, iż jest to zjawisko niejednorodne. Przede wszystkim globalizację jako
proces zmian w stosunkach międzynarodowych należy odróżnić od globali‑
zmu i globalności. Globalizm jest stanem w stosunkach międzynarodowych,
natomiast globalność to cecha powiązań i interakcji w stosunkach międzyna‑
rodowych13. Globalizm to taki stan świata, w którym występuje sieć współza‑
leżności w skali międzykontynentalnej. Tworzą ją przepływy towarów, kapita‑
łu, informacji i siły roboczej.
Z kolei globalizacja w tym ujęciu stanowi miarę natężenia globalizmu.
Określa ona wzrost zagęszczenia owej sieci współzależności. Globaliza‑
cja odzwierciedla zatem współczesny stan globalizmu. Dotyczy ona takiej
transformacji organizacji przestrzennej więzów społecznych, która prowadzi
do wzrostu liczby i natężenia interakcji, przepływów oraz powiązań między
regionami i kontynentami14. Globalizacja jest zjawiskiem względnie nowym,
które przyjmuje różnorodne formy w zależności od intensywności występo‑
wania poszczególnych cech składających się na jej obraz. Dotyczy różnych sfer.
W większości przypadków wiąże się ją ze sferą ekonomiczną, ale stopniowo
od lat 90. XX w. pojawiają się jej interpretacje w sferze politycznej, kulturowej,
społecznej, a nawet militarnej. Różne znaczenia terminu globalizacja oraz jej
wieloaspektowość obrazuje poniższa tabela.
Tabela 1. Aspekty globalizacji
Termin
Znaczenie
Internacjonalizacja
W szerokim znaczeniu jest to intensyfikacja relacji pomiędzy suwe‑
rennymi państwami. W znaczeniu węższym jako internacjonalizacja
gospodarki oznacza wzrost ilości transakcji i umacniania się wzajemne‑
go uzależnienia między państwami. Jest to proces ilościowy dotyczący
wzrostu handlu zagranicznego lub przepływu kapitału (natomiast glo‑
balizacja jest procesem jakościowym).
Liberalizacja
Znoszenie restrykcji w swobodnym przemieszczaniu towarów, usług, ka‑
pitału i siły roboczej, co prowadzi do otwartej gospodarki światowej.
Uniwersalizacja
Rozprzestrzenianie się dóbr przemysłowych oraz intelektualnych, idei
i doświadczeń wśród ludzi zamieszkujących wszystkie zakątki świata.
Glokalizacja
Przystosowanie globalnych produktów i ich reklamy do wymogów (wa‑
runków) rynku lokalnego.
Westernizacja
Rozprzestrzenianie się zachodnich struktur społecznych (kapitalizm,
indywidualizm, racjonalizm) oraz kultury na skalę ogólnoświatową
kosztem lokalnych kultur.
13
E. Haliżak, Ideowe podstawy globalnego ładu liberalnego w gospodarce światowej – rola
i znaczenie Washington Consensus, w: Globalizacja a stosunki międzynarodowe, red. E. Haliżak,
R. Kuźniar, J. Symonides, Bydgoszcz – Warszawa 2004, s. 15.
14
J. Czaputowicz, Globalizacja – wpływ na państwo narodowe, „Polska w Europie” 2001,
nr 4, s. 21‒22.
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
Termin
Mcdonaldyzacja,
Amerykanizacja,
Westoksyfikacja
271
Znaczenie
Standaryzacja stylu życia i kultury na świecie wg wzorców obowiązują‑
cych w państwach zachodnich.
Homogenizacja
Upodabnianie się na całym świecie cen, produktów, płac, stóp procen‑
towych i zysku.
Deterytorializacja
“Kurczenie się świata” spowodowane szybkim obiegiem informacji oraz
znaczną mobilnością ludzi, co sprawia, że terytorium państwa i prze‑
strzeń geograficzna tracą na znaczeniu.
Źródło: opracowano na podstawie: J. A. Scholte, Globalization, Houndmills – Basingstoke –
Hampshire 2000; P. Hirst, G. Thompson, Globalization in Question: The International Economy
and the Possibilities of Governance, Cambridge 1999; J. Petras, H. Veltmeyer, Globalization Un‑
masked: Imperialism in the 21st Century, London 2001; A. Zorska, Ku globalizacji? Przemiany
w korporacjach transnarodowych i w gospodarce światowej, Warszawa 1998 r.
Obok głównych, często podkreślanych przez badaczy przejawów globali‑
zacji, takich jak: liberalizacja, internacjonalizacja i uniwersalizacja, na szcze‑
gólną uwagę zasługują tzw. „4 d’s of globalization”, do których zalicza się obok
wspomnianej wyżej deterytorializacji – delokalizację produkcji, denacjonali‑
zację produktu oraz dematerializację gospodarki światowej.
Delokalizacja, określana też jako „outsourcing”, oznacza zlecanie poza źród‑
łem, czyli poza przedsiębiorstwem macierzystym zadań o charakterze produk‑
cyjno‑usługowym15. Jest ona silnie związana z uniwersalizacją. We współczes‑
nej gospodarce światowej przedsiębiorstwa transnarodowe stają się luźnymi
strukturami, swobodnie operującymi w globalnym systemie gospodarczym
opartym w dużej mierze na idei „wolnego rynku”. Korzystając z coraz więk‑
szych możliwości funkcjonowania, działają w wielu krajach jednocześnie, cze‑
go dowodem jest ogromna liczba filii zagranicznych posiadanych na całym
świecie. Jak wskazuje K. Marzęda, zgodnie z danymi UNCTAD, w samym tyl‑
ko okresie 2002‒2003 liczba filii zagranicznych korporacji transnarodowych
wzrosła o przeszło 6%, z 870 tys. w 2002 r. do prawie 927 tys. w 2003 r16. Ak‑
tywność KTN‑ów jest bezpośrednio związana z delokalizacją produkcji, bo‑
wiem kierując się względami ekonomicznymi, przenoszą one poszczególne
struktury tam, gdzie działalność najbardziej się opłaca. Wskazują na to przy‑
kłady japońskiego koncernu samochodowego „Toyota”, który już w latach 60.
XX w. zlecał produkowanie części samochodowych fabrykom specjalizującym
się w określonym asortymencie oraz składującym te części u siebie.
W odniesieniu do kapitału, funduszy, banków zagranicznych i rajów po‑
datkowych delokalizację utożsamia się z tzw. offshoringiem, czyli z procesem
ucieczki (dosłownie odpływania w dal) kapitału produkcyjnego z krajów
wysoko rozwiniętych do krajów o niższym poziomie rozwoju. Można przy‑
jąć, że procesy te, choć przyczyniły się do wielkiej industrializacji Trzeciego
15
16
W. Wosińska, Oblicza globalizacji, Sopot 2008, s. 100.
K. Marzęda, Proces globalizacji korporacyjnej, Bydgoszcz – Warszawa – Lublin 2007, s. 169.
272
Marek Rewizorski
Świata, to jednak odsłoniły „ciemną stronę globalizacji”. Wskazują na to nie‑
które praktyki przedsiębiorstw międzynarodowych w krajach rozwijających
się, które bardziej przypominają czasy kolonialnego ucisku niż okres prawdzi‑
wej demokracji i liberalnego ładu prowadzącego do dobrostanu społeczeństw
krajów słabiej rozwiniętych. Przykładem są działania korporacji amerykań‑
skich, które wg danych agencji MacKinsey w 2008 w ramach offshoringu miały
zatrudniać ok. 2,3 mln pracowników17. Anglojęzycznym mieszkańcom Indii
oferują one pracę w tzw. call centers, płacąc ok. 1/10 wysokości wynagrodzeń
pracowników z Zachodu. W latach 90. ok. 90% amerykańskich firm świadczą‑
cych usługi telefoniczne było zlokalizowanych w Indiach. Podobne praktyki
miały miejsce w Kambodży, gdzie wykorzystywano miejscowych studentów
do digitalizacji archiwów. Obecnie zauważalna jest pewna poprawa sytuacji
pracowników z krajów rozwijających się, którym powierza się stopniowo bar‑
dziej złożone prace wymagające wiedzy i doświadczenia (np. indyjscy specja‑
liści, którzy analizują zdjęcia rentgenowskie czy wypełniają deklaracje podat‑
kowe obywateli USA). Wynika to jednak nie tyle z woli nadania globalizacji
„ludzkiego oblicza”, co raczej z chłodnej kalkulacji korporacji znajdujących się
pod obstrzałem organizacji anty‑ i alterglobalistycznych oraz braku wykwali‑
fikowanych pracowników. Delokalizacja, w dobie najcięższego od lat 30. ubie‑
głego wieku kryzysu gospodarczego, jest coraz częściej negatywnie postrzega‑
na przez społeczeństwa państw rozwiniętych. J. Thottam określa utratę pracy
przez setki tysięcy Amerykanów jako „narodowe zagrożenie”18, a W. Wosińska
powołująca się na S. Rajana zaznacza, że nawet w „żyjących” z outsourcingu
największych i najbogatszych miastach hinduskich, gdzie problemem prze‑
staje być brak dobrze płatnej pracy, pojawiają się nowe zagrożenia płynące
z przyspieszonej delokalizacji19. Przykładem jest miasto Bangalore, w którym
hinduscy informatycy, pracujący dla KTN‑ów po 14‒16 godzin na dobę, do‑
świadczają syndromu wypalenia zawodowego (burout syndrom), podobnie
jak przedstawiciele handlowi w Polsce czy maklerzy giełdowi na Wall Street.
Jak widać, globalizacja może być uznawana za najlepszą wizję dla gospodarki
światowej, tak jak demokracja jako najlepsze urządzenie ustrojowe, ale z pew‑
nością nie dla wszystkich i nie w każdych okolicznościach.
Przeniesienie produkcji za granicę prowadzi do ziszczenia się idei de‑
nacjonalizacji, znanej pod hasłem: product made somewhere, a zatem do ta‑
kiego stanu rzeczy, w którym dany produkt nie posiada jakichkolwiek zna‑
mion pozwalających na jego „narodową” identyfikację. Zamiast informacji,
iż np. proszek do prania został wyprodukowany w Polsce (made in Poland),
konsument otrzymuje informację, że produkt ten został wytworzony w bliżej
17
D. Farrell, J. Rosenfeld, US Offshoring. Rethinking the Response, McKinsey&Company
2005, s. 2, http://209.172.180.115/mgi/reports/pdfs/rethinking/US_Offshoring_Rethinking_
the_Response.pdf (odczyt z dn. 10 lipca 2010 r.).
18
J. Thottam, Is your job going abroad?, „Time” 2004, nr 9, s. 26‒30.
19
W. Wosińska, dz. cyt., s. 104‒105.
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
273
nieokreślonym miejscu w Europie (made in Europe). Na ten stan rzeczy zwra‑
ca uwagę S. O’Brien, zauważając: „naprawdę nie wiem, czy zamawiając nowy
samochód «Ford», zakupię produkt brytyjski, japoński czy europejski. W rze‑
czywistości będzie to zapewne zależało od wybranego przeze mnie modelu.
Jednakże zdaję sobie sprawę z tego, iż nie kupię produktu amerykańskiego,
mimo że sztab główny koncernu znajduje się w Detroit”20.
Denacjonalizacji towarzyszy wspomniana wyżej deterytorializacja, czyli
„kurczenie się świata” spowodowane szybkim obiegiem informacji oraz znacz‑
ną mobilnością ludzi, co sprawia, że terytorium państwa i przestrzeń geogra‑
ficzna tracą na znaczeniu. Wszystkie powyższe przejawy globalizacji powodu‑
ją, że coraz trudniej jest obywatelowi utożsamiać się z państwem, narodem,
pewną wspólnotą wyróżnioną ze względu na szczególne cechy łączące ze sobą
jej członków. Można odnieść wrażenie, że globalizacja, relatywizując porzą‑
dek świata ukształtowany w 1648 r., a usankcjonowany pokojem westfalskim,
zamienia stary fabryczny świat centrów narodowych w postmodernistyczny
nowy Rzym z niewyraźnie oznaczonymi dzielnicami, brakiem jasno określo‑
nej struktury przywódczej, brakiem jednolitych reguł postępowania, a także
nawiedzającymi owe „globalne miasto” częstymi kataklizmami w postaci cho‑
ciażby globalnych kryzysów finansowych.
Najbardziej widocznym znakiem globalnych zmian, które gwałtownie
przetaczają się obecnie przez gospodarkę światową, jest dematerializacja owej
struktury, wyrażająca się niepomiernym wzrostem znaczenia wartościowego
transakcji finansowych dokonywanych 24 godziny na dobę na światowych
rynkach, kosztem spadku znaczenia tradycyjnego handlu towarowo‑usługo‑
wego. Wraz ze wzrostem roli transakcji czysto finansowych obrót gospodar‑
czy w skali świata w coraz mniejszym stopniu polega na wymianie produktów
przemysłu czy rolnictwa, a w coraz większym na operowaniu produktami
bankowymi lub finansowymi: bonami skarbowymi, obligacjami, akcjami,
pożyczkami, odsetkami od pożyczek. Wartość dziennych obrotów na rynku
walutowym (FOREX) szacowana jest na prawie 2 biliony dolarów. Wirtualny
handel odbywa się pięć dni w tygodniu, 24 godziny na dobę21. Zwiększenie
płynności kapitału w stosunku do tradycyjnej wymiany towarowo‑usługowej
ma jednak swoją cenę wyrażającą się w zwiększeniu ryzyka powstawania tzw.
„baniek spekulacyjnych”, których pęknięcie jest równoznaczne z wybuchem
i gwałtownym rozprzestrzenianiem się kryzysów finansowych.
Wielość przejawów globalizacji we współczesnym świecie i związane
z tym kontrowersje oryginalnie oddał A. Giddens, który uznając globalizację
za wielopłaszczyznowy proces, metaforycznie nazwał go „największym ru‑
chem tektonicznym naszej ery, który wstrząsnął podstawami ogólnoświatowej
Por. S. O’Brien, Biznes wobec nowej fazy wyzwań etycznych nowej fazy gospodarki rynkowej,
w: Etyka w biznesie, red. P. M. Minus, Warszawa 1995, s. 20.
21
W. Iwaniuk, Gigantyczny zysk lub równie wielka strata, „Rzeczpospolita”, z dn. 9 lipca 2009 r.,
http://www.rp.pl/artykul/331182.html (odczyt z dn. 27 lipca 2010 r.).
20
274
Marek Rewizorski
społeczności i zmieni trajektorię jej rozwoju w przyszłości22. Na dużym pozio‑
mie ogólności globalizację definiuje się jako proces, który jest tworzony przez
zjawiska lub działania o wymiarze ogólnoświatowym23 lub też jako koncepcję
odnoszącą się zarówno do „zmniejszania się świata” (w sensie odległości), jak
i pojmowania świata jako całości, przy założeniu zwiększania się globalnych
współzależności24. Powszechnie mówi się o „globalnej konsumpcji”, „społe‑
czeństwie globalnym”, „globalnej wiosce”.
Dla większości badaczy z kręgu nauk społecznych globalizacja jest pewnym
zjawiskiem ekonomicznym zachodzącym w wymiarze ogólnoświatowym, które
niesie ze sobą skutki polityczne. Najczęściej postrzega się ją jako zjawisko obiek‑
tywne, nieuchronne i nieodwracalne. Jak zauważa brazylijski socjolog Octavio
Ianni, stanowi ona kolejny, po merkantylizmie, kolonializmie i imperializmie,
etap ekspansji kapitalizmu, a zatem określoną formę organizacji władzy i gospo‑
darki, w której USA i pozostałe najbogatsze kraje rządzą, utrzymują za pomocą
przewagi gospodarczej i technologicznej posłuch u państw niżej rozwiniętych,
takich jak Argentyna czy Polska25. Na gospodarcze aspekty globalizacji uwa‑
gę zwracają też W. H. Reinike oraz T. L. Friedman. Pierwszy odnosi ów proces
do wyłaniania się zintegrowanej gospodarki światowej, kształtowanej przez ak‑
tywność przedsiębiorstw transnarodowych i zwiększenie obrotów finansowych
w skali światowej. Autor ten, zwracając uwagę na zamienność pojęć globalizacja
i współzależność, zauważa przy tym, że mimo upływu wielu lat od sformułowa‑
nia analizowanego pojęcia, wciąż nie potrafimy go jednoznacznie zdefiniować26.
Natomiast T. L. Friedman, autor znanej książki „Lexus i drzewo oliwne” dowo‑
dzi, że w przeciwieństwie do zimnej wojny, globalizacja nie jest układem statycz‑
nym, lecz dynamicznym – procesem, którego osią jest integracja rynków, państw
i technologii, dzięki której jednostki, przedsiębiorstwa, państwa mogą docierać
do świata szerzej, szybciej, taniej i głębiej. Efektem ubocznym tych działań jest
jednakże sprzeciw tych, którzy są ograniczeni w możliwościach korzystania
z globalizacji27. W wizji Friedmana, przeciwstawione zostają dwa trendy, które
ścierają się ze sobą od początków globalizacji. Lexus – uosabia nowoczesność,
masowość i prywatyzację jako warunki zapewnienia pomyślności gospodar‑
czej. Drugi trend zobrazowany został za pomocą symboliki biblijnego drzewa
oliwnego, wskazującego na przywiązanie do korzeni, tradycji, narodowej toż‑
samości. Współistnienie i rywalizacja tychże jednocześnie występujących ten‑
dencji ma wpływ na życie jednostek, funkcjonowanie rynków i państw. Na ko‑
A. Giddens, Anthony Giddens on Globalization, „UNRISD News” 1997, nr 15, s. 5.
A. K. Sundram, J. S. Black, The International Business Environment. Text and Cases, Engle‑
wood Cliffs 1995, s. 9.
24
Por. W. Šmid, Marketing pod presją globalizacji, Warszawa 2002, s. 25.
25
Por. A. Domosławski, Świat nie na sprzedaż. Rozmowy o globalizacji i kontestacji, War‑
szawa 2002, s. 105nn.
26
W. H. Reinicke, Global Public Policy, „Foreign Affairs”, November‑December 1997, nr 77,
s. 127‒138.
27
T. L. Friedman, Lexus i drzewo oliwne. Zrozumieć globalizację, Poznań 2001, s. 27‒28.
22
23
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
275
nieczność zachowania równowagi pomiędzy tym, co globalne i tym, co lokalne,
zwraca też uwagę B. Barber. W swojej najbardziej znanej książce pod pojęciem
„dżihad” wyraża zrozumienie dla licznej grupy ludzi, którzy przeciwstawiają się
zbiorczemu określeniu „McŚwiat”, obejmującemu nową globalną gospodarkę,
zuniformizowaną, kulturę rozumianą jako westoksyfikacja (zakażenie Zacho‑
dem) oraz społeczeństwo informatyczne. Wg Barbera globalizacja jako czysty
neoliberalizm i odrzucenie demokracji, obywatelskich instytucji, kultury i toż‑
samości może doprowadzić do katastrofy, wytworzenia podziałów trudnych
do przezwyciężenia. Dlatego tak ważne jest, żeby w globalizacji, która jak twier‑
dzi Z. Bauman, następuje „sama przez się”, uwzględniać rację zarówno „Lexusa”
jak i „drzewa oliwnego”. Szukając najlepszej definicji globalizacji, trzeba zatem
zwrócić uwagę na jej wszechstronność i przeplatanie się różnych przejawów ży‑
cia, w tym szczególnie w warstwie ekonomicznej i społecznej. Można tego do‑
konać poprzez wyróżnienie głównych elementów globalizacji lub przez uznanie,
że nie istnieje „jedna” globalizacja. Możliwe jest też połączenie powyższych sta‑
nowisk, jako że jest ona zjawiskiem plastycznym.
3. Periodyzacja globalizacji
W celu zrozumienia tego, czym jest globalizacja oraz jaki wpływ wywiera
na stosunki międzynarodowe, konieczne jest udzielenie odpowiedzi na pyta‑
nia: czy globalizacja jest rzeczywiście nowym procesem jakościowym.
Odnośnie wymienionej kwestii w literaturze prezentowane są różnorodne
stanowiska. Skrajne podejście do problematyki chronologii i periodyzacji glo‑
balizacji (szczególnie w wymiarze ekonomicznym) zajmuje I. Wallerstein. Nie
uznaje on globalizacji za proces nowy, co więcej uważa określenie globalizacja
za „pojęcie wprowadzające w błąd” (z ang. misleading concept). Podkreśla rów‑
nocześnie, że nie mamy do czynienia z zupełnie nowym procesem, bowiem
trwa on już od pięciuset lat. Natomiast obecny system światowy, przez co na‑
leży rozumieć kapitalistyczną gospodarkę światową, znajduje się w okresie
przejściowym (the age of transition)28. Odmienne stanowisko zajmują zwolen‑
nicy uznania globalizacji za proces nowy, który nie zaistniał wcześniej na ska‑
lę ogólnoświatową. Zdaniem R. Keohane’a, na współczesne stosunki między‑
narodowe mają wpływ przede wszystkim dwa czynniki: „długoterminowe
tendencje w kierunku globalizacji – intensyfikacja relacji transnarodowych
i wewnątrzpaństwowych oraz bardziej bezpośrednie – skutki końca zimnej wojny
i upadku Związku Radzieckiego”29. Z kolei wg J. A. Scholte globalizacja ujmowa‑
28
I. Wallerstein, Globalization or the Age of Transition? A Long‑Term View of the Trajectory
of the World System, „International Sociology” 2000, nr 15, s. 249‒265.
29
R. O. Keohane: Hobbes’s Dilemma and Institutional Change in World Politics: Sovereignty in
International Society, w: Whose World Order? Uneven Globalization and the End of the Cold War,
red. H.‑H. Holm, G. Sorensen, Boulder 1995, s. 165‒186.
276
Marek Rewizorski
na w skali transplanetarnych i superterytorialnych powiązań społecznych jest
zjawiskiem nowym, występującym na stałe od poł. XX w30. Powyższy pogląd
jest również reprezentowany przez część środowiska naukowego opracowują‑
cego programy działania dla międzynarodowych instytucji i organizacji. Przy‑
kładem może być próba periodyzacji procesu globalizacji zawarta w definicji
Grupy Lizbońskiej, która określiła jej początki na ostatnie dwie dekady XX w31.
W literaturze prezentowane jest także stanowisko pośrednie, zgodnie z któ‑
rym globalizacja nie jest procesem wykształconym w okresie ostatnich dwu‑
dziestu lat, lecz mimo tego można ją uznać za zjawisko względnie nowe, które
pojawiło się pod koniec XIX w32. W takim ujęciu najczęściej przedstawia się
ją jako zjawisko „o charakterze falowym”. Zdaniem dużej części autorów, prze‑
łom XIX i XX w. w sferze gospodarczej charakteryzował się niespotykanym
wcześniej wzrostem swobody przepływu towarów. Dowodzi tego podwojenie
się wolumenu eksportu światowego w okresie 1870‒191433. Zwiększenie mię‑
dzynarodowej aktywności przedsiębiorstw doprowadziło do wzrostu powią‑
zań i zależności gospodarczych pomiędzy państwami. Ogół tak ujmowanych
zjawisk, występujących szczególnie wyraźnie w okresie 1870‒1914, charakte‑
ryzujących się silnymi tendencjami integracyjnymi wielu rynków i gospodarek
za pomocą przepływów kapitałowych, określa się mianem pierwszej fali globa‑
lizacji34. Za poparciem powyższej tezy świadczy argument wysuwany między
innymi przez R. Camerona, E. Hobswama oraz J. Foremana‑Pecka, zgodnie
z którym początek gospodarki światowej należy umieścić w przedziale pomię‑
dzy 1870 a 1910 r.35. Wydaje się, że okres obejmujący lata 1914‒1945 można
określić jako etap przejściowy w rozwoju globalizacji, w którym zaistniały nie‑
korzystne, powstrzymujące go tendencje. W szczególności należy tu wskazać
wystąpienie czynników politycznych, jak np. wojny światowe, a także ekono‑
micznych – powrót większości krajów w okresie międzywojennym do polityki
J. A. Scholte, Globalizacja, Sosnowiec 2006, s. 132n.
Por. Grupa Lizbońska, Granice konkurencji, Warszawa 1996, s. 7‒8.
32
Więcej w: J. Bielawski, Wpływ globalizacji na wielostronną współpracę gospodarczą, „Spra‑
wy Międzynarodowe” 2000, nr 1, s. 29‒66.
33
A. Jarczewska‑Romaniuk, Relacje polityki i ekonomii w procesie globalizacji, w: Globalizacja
a stosunki międzynarodowe, red. E. Haliżak, R. Kuźniar, J. Symonides, Bydgoszcz – Warszawa
2004, s. 34.
34
Koncepcję tę w nauce polskiej popierają m.in. A. Gwiazda, Globalizacja i regionalizacja…,
s. 31nn. oraz A. Zorska, która określa globalizację jako wyższy, bardziej zaawansowany i złożo‑
ny etap umiędzynarodowienia działalności gospodarczej” – por. Ku globalizacji…, s. 14. Z kolei
wśród przedstawicieli doktryny zachodniej ujęcie to znajduje uznanie m.in. u P. Dickena w: Glo‑
bal Shift. The Internationalization of Economic Activity, New York – London 1992.
35
Pogląd, że początek gospodarki światowej nastąpił w latach 70. XIX w. wyraził E. J. Hobs‑
bawm w: The Age of Capital 1848‒1875, London 1975, s. 48, z kolei R. Cameron w: Historia
gospodarcza świata od paleolitu do czasów najnowszych, Warszawa 1996, s. 295 oraz J. Foreman‑
‑Peck w: A History of the World Economy. International Economic Relations since 1850, London
1983, 245nn., są zdania, iż o gospodarce światowej można mówić dopiero począwszy od XX w.
(J. Foreman‑Peck proponuje datę 1910 r.).
30
31
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
277
protekcjonizmu oraz spadek tempa rozwoju gospodarczego i międzynarodo‑
wej integracji rynków, gospodarek i przedsiębiorstw w wyniku ostrych kryzy‑
sów gospodarczych. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej pojawiły się
warunki pozwalające na postępy globalizacji. W literaturze dominuje pogląd,
że w okresie 1950‒1980 nastąpiła druga fala globalizacji, już o współczesnym
charakterze. Przejawami tak rozumianej globalizacji są przyspieszone zmiany
zachodzące w wielu sferach życia, szczególnie w technice, komunikacji, trans‑
porcie, produkcji, zarządzaniu jak również na światowych rynkach finansowych
i kapitałowych. Ich przykład znajduje się poniżej w tabeli 2.
Tabela 2 Koszty rozmów telefonicznych oraz ceny komputerów w latach 1960‒2000
Rok 
1960
1970
1980
1990
2000
Koszt trzyminutowej rozmowy telefonicznej pomiędzy Nowym Jorkiem
a Londynem (w dol. USD)
60,42
41,61
6,32
4,37
0,40
Cena komputera wraz z urządzeniami
peryferyjnymi (w tys. USD)
1.869,004
199,983
27,938
7,275
1,000
Źródło: World Economic Outlook, May 1997, Table 11, updated to 2000; U.S. Commerce Depart‑
ment, Bureau of Economic Analysis.
Wyrazem postępów globalizacji w II poł. XX w. polegających na obejmo‑
waniu przez ten proces coraz większej liczby dziedzin jest termin „globaliza‑
cja gospodarki światowej”, który definiuje się zarówno jako proces, jakim jest
zwiększenie dynamiki międzynarodowych przepływów gospodarczych, jak
i jego efekt w postaci wzrostu współzależności państw i rynków36. We wspo‑
minanym wyżej okresie wpływały na nią zwłaszcza wielostronne porozumie‑
nia handlowe zawierane w ramach GATT. Rozwojowi gospodarek narodo‑
wych państw rozwiniętych towarzyszyło zjawisko konwergencji. Podczas gdy
państwa bogate wyspecjalizowały się głównie w produkcji produktów prze‑
tworzonych, w państwach rozwijających się, dysponujących mniejszą ilością
kapitału, koncentrowano się na półproduktach i surowcach, co stało się jedną
z ważniejszych przyczyn ich zacofania.
W latach 80. XX w. rozpoczęła się trzecia, trwająca obecnie faza globaliza‑
cji. Zdaniem D. M. Nutiego, wywołały ją dwa czynniki:
1. spadek kosztów transportu i komunikacji (kompresja czasu i przestrzeni);
2. zniesienie barier taryfowych i pozataryfowych w handlu międzynarodowym.
Z punktu widzenia międzynarodowych stosunków gospodarczych szcze‑
gólne znaczenie miał zwłaszcza drugi czynnik, do zaistnienia któr go przyczyni‑
ły się m.in. negocjacje w ramach GATT/WTO, utworzenie Banku Światowego
36
J. Bielawski, Wpływ globalizacji…, s. 29.
278
Marek Rewizorski
i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, internacjonalizacja rynków finanso‑
wych oraz transformacja systemowa w krajach Europy Środkowo‑Wschodniej37.
Obecny etap globalizacji charakteryzuje się w szczególności: zwiększeniem
integracji rynków finansowych, wzrostem udziału usług w handlu międzyna‑
rodowym, rozwojem handlu wewnątrzgałęziowego, ekspansją przedsiębiorstw
trans i wielonarodowych oraz istnieniem niewielkich państw, posiadających
wysoki stosunek obrotów handlu zagranicznego do PKB (Tajwan, Singapur,
Finlandia, Irlandia)38. W sferze rozwoju gospodarczego poszczególnych kra‑
jów widoczne jest zmniejszanie się przewagi w handlu zagranicznym mię‑
dzy państwami najwyżej rozwiniętymi a grupą BRIC (Brazylia, Chiny, Indie,
Rosja) i Meksykiem oraz zwiększanie rozwarstwienia pomiędzy państwa‑
mi bogatymi a najsłabiej rozwiniętymi (least developed countries‑LDC). Po‑
mimo trzykrotnego wzrostu wolumenu eksportu w światowym PKB (z 8%
do 24%) pomiędzy 1970 a 2000 r. oraz spadku liczby ludzi najbiedniejszych
(żyjących za mniej niż dolara dziennie) o 120 mln w latach 1993‒1998, wciąż
2/3 ludzi na świecie cierpi niedożywienie, a 2 mld pozostają zmarginalizowa‑
ne i w długiej perspektywie wyłączone z udziału w procesie globalizacji. Prob‑
lem asymetrii korzyści płynących z globalizacji gospodarczej wydaje się być
obecnie jednym z najważniejszych, z jakimi boryka się świat.
Globalizacja gospodarcza w obecnej postaci jest procesem jakościowym
polegającym na dążeniu do integracji działań o wymiarze ogólnoświatowym,
co prowadzi do wzrostu współzależności podmiotów gospodarki światowej
oraz wykształcenia i utrwalenia pomiędzy nimi bezpośrednich form powiązań.
Tak rozumiana globalizacja wykracza poza sferę internacjonalizacji gospodar‑
ki jako procesu ilościowego, oznaczającego rozwój stosunków międzynarodo‑
wych między względnie niezależnymi gospodarkami oraz przedsiębiorstwami
narodowymi39. Oznacza ona nową jakość w procesie internacjonalizacji wyra‑
żającą się w postrzeganiu świata jako nowego porządku (new order).
4. Istota globalizacji
Dotychczasowe rozważania pozwalają na stwierdzenie, że pojęcie globalizacji
może oznaczać wzrost różnego rodzaju powiązań między podmiotami stosun‑
ków międzynarodowych oraz wzajemne, najczęściej asymetryczne oddziały‑
wania we wszystkich sferach życia społecznego (od umiędzynarodowienia
rynków i kapitału po kulturę masową, migrację, finanse i zapewnienie pokoju
37
D. M. Nuti, Zarządzanie globalizacją niepełną, w: Globalizacja – marginalizacja – roz‑
wój, red. G. W. Kołodko, D. M. Nuti, Warszawa 2003, s. 108.
Por. Z. Maciaszek, Globalizacja – ostatnia utopia?, „Biuletyn Polish Open University” 2010, nr 5,
artykuł internetowy, http://www.wsz‑pou.edu.pl/biuletyn/?p=&strona=biul_globmac&nr=16 (od‑
czyt z dn.10 lipca 2010 r.).
39
Por. J. M. Fiszer,. Globalizacja i problemy globalne…, s. 158, B. Liberska, Globalizacja…, s.18‒19.
38
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
279
na świecie). Pojęcia tego używa się więc dla określenia zarówno procesów
i zjawisk politycznych, gospodarczych jak również społeczno‑kulturowych
oraz efektów tych procesów. Współcześnie globalizacja przejawia się w wy‑
stępowaniu wielu charakterystycznych dla tego procesu zjawisk. Ze wzglę‑
du jednak na niespotykaną dotąd złożoność analizowanego procesu trudno
przedstawić wyczerpującą ich listę. Niełatwo też wskazać katalog charaktery‑
zujących ją cech. W tabeli 3. zawarto ich przykładowe zestawienie w odniesie‑
niu do najczęściej analizowanej globalizacji gospodarczej.
Tabela 3 Cechy procesu globalizacji (w sferze gospodarczej)
Cecha
Znaczenie
Globalizacja obejmuje nie tylko zjawiska ekonomiczne, ale
także uwzględnia ich społeczne i polityczne konsekwencje.
Akcentowanie różnych aspektów, np. w sferze gospodar‑
Złożoność i wielowątkowość
czej: bezpośrednie inwestycje zagraniczne, kryzysy finan‑
sowe, transfer technologii i wiedzy.
Tendencje do globalizowania działalności w skali świato‑
Wielopoziomowość
wej na poziomie poszczególnych gałęzi, rynków oraz go‑
spodarek (najwyższy poziom – gospodarka światowa).
Kurczenie się świata dzięki postępowi w transporcie, prze‑
Kompresja czasu i przestrzeni
twarzaniu informacji i telekomunikacji.
Ścisłe łączenie funkcjonowania podmiotów gospodarki
Intensyfikacja powiązań między‑
światowej dokonywane za pomocą porozumień handlo‑
narodowych
wych, kooperacyjnych oraz inwestycyjno‑produkcyjnych.
Liberalizacja przepływu czynni‑ Znoszenie barier w przepływie towarów, usług, kapitału
ków produkcji na skalę światową i siły roboczej.
Zwiększona współzależność
Prowadzenie działalności produkcyjno‑usługowo‑han‑
między gospodarkami i przedsię‑ dlowej przez przedsiębiorstwa międzynarodowe w wielu
biorstwami
krajach.
Przyspieszenie postępu nauko‑
Wytwarzanie nowych lub unowocześnionych produktów
wego
oraz wprowadzanie coraz wydajniejszych metod produk‑
i technicznego
cji, zarządzania i organizacji.
Wzrost znaczenia korporacji
Rozszerzenie zakresu produkcji, dystrybucji i zbytu pro‑
transnarodowych (KTN)
duktów na skalę ogólnoświatową.
Ścieranie się w ramach globalizacji subprocesów i zjawisk
Dialektyczny charakter
o przeciwstawnym charakterze, np. globalizacja –fragmen‑
taryzacja.
Nierównomierne tempo rozwoju poszczególnych krajów
Asymetryczny charakter
i związany z tym nierówny podział korzyści powstałych
z udziału w gospodarce światowej.
Wielowymiarowość
Źródło: opracowanie własne.
Jak widać, w samej tylko sferze gospodarczej globalizacja jest procesem
bardzo niejednorodnym, wieloaspektowym, trudnym do scharakteryzowania.
Do tej pory nie sformułowano też jednej, powszechnie akceptowanej definicji
280
Marek Rewizorski
globalizacji. Przyczyną tego jest ogromna złożoność „superprocesu”, który
współcześnie obejmuje coraz to nowe obszary życia społecznego. Z tego wzglę‑
du wymyka się wszelkim próbom ostatecznej klasyfikacji. Niewątpliwie jednak
podstawowym wymiarem, w którym przejawia się globalizacja, jest wymiar
ekonomiczny. Próby zdefiniowania globalizacji gospodarczej podjął się laureat
Nagrody Nobla w zakresie ekonomii Joseph E. Stiglitz. Określił ją jako nowy,
zrodzony z doświadczeń ostatnich kilkudziesięciu lat proces, którego cechą
immanentną jest jego wielowymiarowość. Zdaniem Stiglitza, wymiarami
globalizacji w sferze ekonomicznej są: wiedza, handel międzynarodowy, za‑
graniczne inwestycje bezpośrednie, krótkoterminowe przepływy kapitałowe,
przepływ siły roboczej oraz liberalizacja rynków kapitałowych40. Globalizacja
w takim ujęciu, ograniczonym przede wszystkim do sfery gospodarczej, sta‑
nowi zarówno formę jak i substancję przemian zachodzących we współczesnej
gospodarce światowej. Wydaje się, iż można ją definiować jako formę umię‑
dzynarodowienia działalności gospodarczej, realizowanej na płaszczyźnie
rynków, sektorów i przedsiębiorstw41, a jednocześnie proces, w którym rynki
i produkcja w różnych krajach stają się coraz bardziej współzależne w związku
ze wzrostem wymiany towarów i usług, przepływem kapitału i technologii42.
Na globalizację jako proces wielopoziomowy i wielowymiarowy wskazuje
także ważna dla nauk politycznych definicja sformułowana przez A. McGrewa.
W jego ujęciu termin globalizacja odnosi się do wielości powiązań pomiędzy
państwami i społeczeństwami tworzącymi obecny system świata. Jest ona opi‑
sywana przez dwa wymiary: 1) zasięg (lub rozprzestrzenianie) i 2) intensyw‑
ność (lub pogłębianie). Z jednej strony omawiany proces jest tworzony przez
szereg zjawisk obejmujących większość kuli ziemskiej lub działań zachodzą‑
cych na całym świecie. Z drugiej strony globalizacja oznacza zwielokrotnie‑
nie wzajemnego oddziaływania, współdziałania oraz współzależności między
państwami i społeczeństwami stanowiącymi światową społeczność. W rezul‑
tacie następuje stopniowe rozszerzanie i pogłębianie powiązań w systemie glo‑
balnym. Jednakże następuje to nierównomiernie we wszystkich częściach kuli
ziemskiej, co powoduje bardzo zróżnicowane konsekwencje43.
Adekwatność powyższej definicji do opisu różnych aspektów globalizacji
jest wyraźnie widoczna dzięki zaakcentowaniu takich cech procesu, jak: za‑
sięg, intensywność oraz wzajemność powiązań między podmiotami. Wyróż‑
nia ją szeroki zakres znaczeniowy, co pozwala na jej zastosowanie w wielu
dziedzinach. Jak można sądzić, A. McGrew w swojej propozycji definicyjnej
J. E. Stiglitz, Globalization and growth in emerging markets, „Journal of Policy Modelling”
2004, nr 26, s. 470‒473.
41
A. Gwiazda, Globalizacja i regionalizacja gospodarki światowej, Toruń 2000, s. 12.
42
Na podstawie Annual Economic Report for 1997, „European Economy”, European Com‑
mission, Brussels 1997, nr 63; J. M. Fiszer, dz. cyt., s. 158.
43
A. McGrew, P. Lewis, Globalization and the Nation‑states, Cambridge 1992, s. 22nn.; A. Mc‑
Grew, Conceptualization Global Politics, w: Global Politics, red. A. McGrew, Cambridge 1992, s. 28.
40
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
281
kładzie nacisk na dynamikę procesu oraz wielość konstytuujących go cech.
Z tego też względu definicja ta może zostać zaakceptowana, jednakże przy za‑
łożeniu, że stanowi jedną z wielu ciekawych propozycji, których katalog jest
wciąż otwarty.
Zakończenie
Proces globalizacji jest wielowymiarowy i trudny do uchwycenia. Próby jed‑
noznacznego opisania jego istoty przypominają pragnienie uchwycenia w dło‑
ni życiodajnej wody, która wymyka się za każdym razem z najmocniejszego
nawet uścisku. Wydaje się, że globalizacja jest niekompletna i niezakończona.
Nieukończona jej postać w sferze gospodarczej wynika z braku zadowalają‑
cej liberalizacji handlu artykułami rolnymi oraz niewystarczającej regulacji
przepływu siły roboczej. Pojawiają się też liczne problemy polityczne i spo‑
łeczne, wśród których szczególne miejsce zajmuje poprawa losu ponad dwóch
miliardów ludzi żyjących w ubóstwie oraz walka z globalnym ociepleniem.
Rozwiązanie tych dwóch kwestii potwierdziłoby hipotezę o nastaniu „złote‑
go wieku” oraz o zwycięstwie globalizmu. Niestety, obecnie nie istnieje jeden
uniwersalny mechanizm, który pozwalałby na eliminację zagrożeń płynących
z globalizacji, a tym samym stabilizację systemu światowego. Roli tej nie speł‑
niły instytucje powołane na konferencjach międzynarodowych, niezależnie
od liczby zaangażowanych państw, organizacji pozarządowych, czy „zwykłych
ludzi”. To, co wiemy o wspomnianym procesie, wynika z naszego przeświad‑
czenia o współzależności, która być może jest kluczem do zrozumienia jego
istoty i na którym to przeświadczeniu budujemy następujące po sobie modele
globalnych interakcji. Jednakże nie ma zgody co do tego, jak owa współza‑
leżność ma być rozumiana, zwłaszcza że interpretacja różni się w zależności
od intencji i doświadczenia tych, którzy podejmują się analizy globalizacji.
Dla anty‑ i alterglobalistów obustronna zależność wyraża się wyznaczonym
przez linię Brandta asymetrycznym podziale świata na biednych i bogatych.
Niektórzy, jak Noam Chomsky, dowodzą, że współcześnie mamy do czynienia
z nową odsłoną kolonializmu ubranego w szaty pozornej demokracji i kapi‑
talizmu. Dla innych globalizacja to szansa na postęp, na poprawę losu miliar‑
dów, a jednocześnie proces jednokierunkowy i nieunikniony. Dla globalistów
np. globalizacja jest jazdą na rowerze bez hamulców, pędzącym z coraz więk‑
szą prędkością po biegnącej łagodnie w dół nieskończenie długiej, technolo‑
gicznej infostradzie do bliżej nieokreślonego raju. Są wreszcie i tacy, dla któ‑
rych globalizacja nie stanowi ani początku, ani też końca historii. Proces ten
oznacza względnie nowy etap w rozwoju ludzkości. Za jakiś czas zostanie on
zastąpiony innym, a jego magia ulegnie rozproszeniu, tak jak wyblakły kolo‑
ry imperializmu, socjalizmu czy fordowskiego kapitalizmu. Dla zwolenników
takiego podejścia nie istnieje jedna globalizacja, bo przecież inaczej przebiega
282
Marek Rewizorski
ona w polityce, a inaczej w gospodarce. Odmiennie postrzegają ją obywatel
i rząd, pracodawca i pracownik. Zatem przy ocenie globalizacji, jej istoty, po‑
trzebne jest podejście in medio, arystotelesowski złoty środek. Bez spojrzenia
pełnego dystansu, globalizacja na zawsze pozostanie zaklęciem, a jej istota ży‑
wiołem, który wymyka się wszelkiemu poznaniu.
Literatura
Annual Economic Report for 1997, „European Economy”, European Commission,
Brussels 1997, nr 63.
Appadurai A., Disjuncture and Difference in the Global Cultural Economy, w: Global Cul‑
ture: Nationalism, Globalization, and Modernity, red. M. Featherstone, London 1990.
Albrow M., The Global Age, Cambridge 1995.
Barber B. R., Jihad vs. McWorld, „Atlantic Monthly”, March 1992.
Bauman Z., Globalizacja, Warszawa 2000.
Bielawski J., Wpływ globalizacji na wielostronną współpracę gospodarczą, „Sprawy
Międzynarodowe” 2000, nr 1.
Cameron R., Historia gospodarcza świata od paleolitu do czasów najnowszych, Warszawa
1996.
Czaputowicz J., Globalizacja – wpływ na państwo narodowe, „Polska w Europie” 2001,
nr 4.
Dicken P., Global Shift. The Internationalization of Economic Activity, New York – London,
1992.
Domosławski A., Świat nie na sprzedaż. Rozmowy o globalizacji i kontestacji, Warszawa
2002.
D. Farrell, J. Rosenfeld, US Offshoring. Rethinking the Response, McKinsey&Company, 2005,
http://209.172.180.115/mgi/reports/pdfs/rethinking/US_Offshoring_Rethinking_the_
Response.pdf (odczyt z dn. 10 lipca 2010 r.).
Fiszer J. M., Globalizacja i problemy globalne – istota, przejawy oraz skutki międzynaro‑
dowe, „Studia Polityczne” 2005, nr 17.
Foreman‑Peck J., A History of the World Economy. International Economic Relations
since 1850, London 1983.
Friedman T. L., Lexus i drzewo oliwne. Zrozumieć globalizację, Poznań 2001.
Giddens A., Anthony Giddens on Globalization, „UNRISD News” 1997, nr 15.
Giddens A, Beyond Left and Right, Cambridge 1994.
Gilpin R., The Political Economy of International Relations, Princeton 1987.
Grupa Lizbońska, Granice konkurencji, Warszawa 1996.
Gwiazda A., Globalizacja i regionalizacja gospodarki światowej, Toruń 2000.
Gwiazda A., Kontrowersje wokół globalizacji, „Wspólnoty Europejskie” 2006, nr 7‒8.
Habermas J., Die Postnationale Konstellation, Frankfurt a.M. 1998.
Haliżak E., Ideowe podstawy globalnego ładu liberalnego w gospodarce światowej – rola
i znaczenie Washington Consensus, w: Globalizacja a stosunki międzynarodowe,
red. E. Haliżak, R. Kuźniar, J. Symonides, Bydgoszcz – Warszawa 2004.
Hirst P, Thompson G., Globalization in Question: The International Economy and the
Possibilities of Governance, Cambridge 1999.
Główne założenia procesu globalizacji we współczesnym świecie
283
Held D., Democracy and the Global Order, Cambridge 1995.
Hobswawm E. J., The Age of Capital 1848‒1875, London 1975.
Iwaniuk W., Gigantyczny zysk lub równie wielka strata, „Rzeczpospolita” z dn. 9 lipca
2009 r., http://www.rp.pl/artykul/331182.html (odczyt z dn. 27 lipca 2010 r.).
Keohane R. O., Hobbesös Dilemma and Institutional Change in: World Politics: Sover‑
eignty in International Society, w: Whose World Order? Uneven Globalization and
the End of the Cold War, red. H. H. Holm, G. Sorensen, Boulder 1995.
Maciaszek Z., Globalizacja – ostatnia utopia?, „Biuletyn Polish Open University” 2010,
nr 5, http://www.wsz‑pou.edu.pl/biuletyn/?p=&strona=biul_globmac&nr=16 (odc‑
zyt z dn.10 lipca 2010 r.).
Marzęda K., Proces globalizacji korporacyjnej, Bydgoszcz – Warszawa – Lublin 2007.
McGrew A., A Global Society, w: Modernity and its Futures, red. S. Hall, Cambridge 1992.
McGrew A., Conceptualization Global Politics, w: Global Politics, red. A. McGrew,
Cambridge 1992.
McGrew A., Lewis P., Globalization and the Nation‑states, Cambridge 1992.
Nuti D. M., Zarządzanie globalizacją niepełną, w: Globalizacja – marginalizacja – rozwój,
red. G. W. Kołodko, D. M. Nuti, Warszawa 2003.
O’Brien S., Biznes wobec nowej fazy wyzwań etycznych nowej fazy gospodarki rynkowej,
w: Etyka biznesie , red. P. M. Minus, Warszawa 1995.
Reinicke W. H. , Global Public Policy, „Foreign Affairs”, November‑December 1997, nr 77.
Reiser O. L., Davies B., Planetary Democracy: An Introduction to Scientific Humanism,
New York 1944.
Ritzer G., The McDonaldization of Society, Thousand Oaks 2000.
Robertson R., Comments on the „Global Triad” and „Glocalization”, http://www2.
kokugakuin.ac.jp/ ijcc/wp/global/index.html (odczyt z dn. 25 października 2009 r.).
Robertson R. , Globalization: Social Theory and Global Culture, London 1992.
Rosenau J., Turbulence in World Politics, Brighton 1990.
Sadowski Z., Rola państwa w epoce globalizacji, w: Globalizacja. Mechanizmy i wyzwania,
red. B. Liberska, Warszawa 2002.
Scholte J. A., Globalizacja, Sosnowiec 2006.
Šmid W., Marketing pod presją globalizacji, Warszawa 2002.
Stiglitz J. E., Globalization and growth in emerging markets, „Journal of Policy Modelling”
2004, nr 26.
Sundram A. K., Black J. S., The International Business Environment. Text and Cases,
Englewood Cliffs 1995.
Thottam J., Is your job going abroad?, „Time” 2004, nr 9.
Urry J., Lash S., The End of Organized Capitalism, Cambridge 1987.
Wallerstein I., Globalization or the Age of Transition? A Long‑Term View of the Trajec‑
tory of the World System, „International Sociology” 2000, nr 15.
Wallerstein I., The Modern World‑System III: The Second Era of Great Expansion of the
Capitalist World‑Economy, 1730‒1840, San Diego 1988.
Waters M., Globalization, London 2001.
Weiss L., The Myth of the Powerless State, New York 1998.
Wosińska W., Oblicza globalizacji, Sopot 2008.
Zorska A., Ku globalizacji? Przemiany w korporacjach transnarodowych i gospodarce
światowej, Warszawa 1998.
Marek Rewizorski
284
Main assumptions of the process of the globalization
in the contemporary world
Summary
Relations arising between main components of international relations are determined
by the process of globalization. According to a hypothesis assumed in this article its
power is channelled in various directions. At present the contemporary world has
experienced a third wave of globalization, which according to professor Nuti started
in the early 80’s of 20th century. In social sciences the analysed process is frequently
taken into consideration from economical, political, social or cultural point of view.
We know quite a lot about how the globalization works, but there remains a cloud of
uncertainty about its true nature, the essence. Searching for the solution is more diffi‑
cult, than one could presume because until now there is no consensus reached in terms
of definition of globalization. Thanks to describing its main assumptions, we know
how it works, but no one can tell what it really is. This hardship is mostly caused
by enormous complexity of analysed „super‑process”, which still occupies new fields
of the public life. There is, however, a glimmer of hope in the search for the essence of
globalization, a trace which may lead researchers into cognition. This is interdepen‑
dence of various spheres of social life.
Keywords: denationalization, globalization, glokalization, interdependence, liber‑
alization, transnational corporations, world economy.
studia gdańskie
t om xxvii
Ks. Dominik Kubicki
Wydział Historyczny
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań
Prognozowany kryzys społeczno‑ekologiczny
XXI w. jako konsekwencja procesów
globalizacyjnych końca XX w.?*
Streszczenie: Odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie udzielono w trzech eta‑
pach. W pierwszym scharakteryzowano kwestię globalizacji. W drugim zwró‑
cono uwagę na potrzebę dokonania właściwego rozróżnienia w ramach analizy
stanu ludzkich społeczności, które podlegają procesom globalizacyjnym. W ra‑
mach trzeciego etapu zarysowano możliwość przezwyciężenia bezradności
ideologicznych wizji odnoszących się do kwestii społecznych, które dotyczą
dokonujących się tzw. społeczno‑ekologicznych procesów mondializacyjnych.
Słowa kluczowe: globalizacja, ideologia globalizacyjna, integracja europej‑
ska, kryzys ekologiczno‑społeczny, kwestia procesów globalizacyjnych, lokal‑
ności kulturowo‑religijne, mondializacja, problemy społeczno‑ekonomiczne,
religiność w dobie mondializacji, Zachód europejski, Zachód zaatlantycki.
Termin „globalizacja” pojawia się dość często w politycznym dyskursie pub‑
licznym. Jest nieobcy refleksji publicystycznej1. Natomiast refleksja naukowa
dość wstrzemięźliwie zdaje się coraz częściej sięgać po perspektywę o zasię‑
gu ziemskiego globu. Jej początkowy entuzjazm, jeśli można tak określić stan
duchowy twórców: myślicieli i naukowców, czyli ludzi w służbie nauki, osób
o określonym modelu postrzegania fizycznej rzeczywistości świata i człowie‑
ka wewnątrz ludzkiej społeczności, zdaje się przygasać, a uwyraźniać wstrze‑
mięźliwość naukowego sądu, wyczekującego na zwiększenie się ilości danych
informacyjnych o badanym zjawisku. Powodem jest wieloaspektowość i wie‑
lopoziomowość procesu globalizacyjnego, jaki od lat 60.‑80. XX w. stał się
udziałem wszystkich lokalnych społeczności, czyli społeczności w różnych
* Niniejszy tekst stanowi pierwotną oraz integralną treść refleksji, która posłużyła auto‑
rowi do przygotowania wystąpienia w języku rosyjskim na 19. Międzynarodowej Konferencji
(14‒18 września 2009 r.) w Sudaku na Krymie (Ukraina) nt.: XXI wiek – globalny kryzys społecz‑
no‑ekologiczny (XXI век: глобальный социально‑экологический кризис).
1
Możliwy jest inny podział, bardziej całościowy. W dyskursie zbiorowym można by wy‑
różnić trzy pola wypowiedzi: potocznej, polityczno‑medialnej oraz badawczej (naukowej –
w uproszczeniu). Nie jest to również wyczerpująca systematyzacja.
286
Ks. Dominik Kubicki
regionach kontynentalnych terytoriów, które to złożoności globalizacji zdoła‑
ła w miarę upływu czasu wychwycić refleksja naukowa i które ona nadal wy‑
chwytuje, dostrzegając coraz wyraźniej, z jednej strony wydarzający się rozwój
i pogłębianie się samej globalizacji (w uproszczeniu) w ludzkich organizmach
społecznych i politycznych, zaś z drugiej strony zaistniałe konsekwencje jej
pierwszych etapów pojawienia się o zasięgu ziemskiego globu, które już jako
skutki globalizacyjnych konsekwencji zdają się funkcjonować w przestrze‑
ni publicznej (politycznej, instytucjonalnej, ekonomicznej, gospodarczej, fi‑
nansowej itd.) i wydają się być mylone – zwłaszcza w dyskursie politycznym
i publicystycznym – z kolejnymi etapami bądź postaciami rozwoju samej glo‑
balizacji jako procesu, który wprowadza pewną interakcję w życie wszystkich
ludzkich społeczności o zasięgu całego globu.
Konieczne wydają się zatem periodycznie pojawiające się naukowe refleksje
podejmujące tematykę zarówno samej globalizacji jako integracyjnych proce‑
sów ekonomiczno‑gospodarczych i finansowych2, jak również jej konsekwen‑
cji dla życia politycznego i społecznego, a więc kształtu życia społecznego i ży‑
cia poszczególnego członka danej społeczności lokalnej.
Jako jeszcze bardziej pożądana wydaje się czyniona refleksja ze strony tych
społeczności państwowych z różnych kontynentalnych regionów, które bezpo‑
średnio nie uczestniczyły w wykształceniu się tego procesu, a które z koniecz‑
ności i niezależnie od nich zostały objęte jego zasięgiem. Na tym tle bardzo
cenna okazuje się refleksja kształtowana na potrzeby niniejszej konferencji
i przez nią stymulowana dyskusją intelektualnych stanowisk, gdyż nie jest ona
artykułowana przez dotychczas dominujący polityczno‑publiczny oraz na‑
ukowy głos europejskiego i zaatlantyckiego Zachodu, lecz grono czyniących
naukową refleksję ze społeczności państw nie związanych bezpośrednio z wy‑
kształceniem się globalizacji w jej osadzeniu techniczno‑technologicznym,
2
Bowiem zjawisko globalizacji postrzega się i rozumie w kategoriach ściślejszej integra‑
cji państw oraz społeczności ludzkich na świecie, spowodowaną zarówno olbrzymią redukcją
kosztów transportu i telekomunikacji, jak również zniesieniem sztucznych barier w przepływie
dóbr, usług, kapitału, wiedzy i ludzi z jednego kraju do drugiego (por. J. E. Stiglitz, Globaliza‑
cja, Warszawa 2007, s. 21‒36). Nie postrzega się już zatem globalizacji jako możliwości oglądu
Ziemi w swoistym twarzą w twarz – i nie tylko w poetyckim sensie – z perspektywy orbity oko‑
łoziemskiej w przestrzeni kosmicznej, ani jedynie jako techniczno‑technologiczne możliwości
fizycznego przemieszania się w międzykontynentalnej bądź kontynentalnej przestrzeni czy ko‑
munikowania się oraz uzyskiwania informacji, dotyczących jakiegokolwiek miejsca ziemskiego
globu czy zasobu zgromadzonej wiedzy, udostępnionej w Internecie. Dodajmy nadto, w realiach
współczesności kształt przyszłości rozwoju kultury i cywilizacji stał się także przedmiotem ży‑
wej dyskusji pomiędzy publicystami a politykami i pełniącymi funkcje parlamentarno‑rządowe.
Chociaż decyzje rozstrzygające podejmować będą ci ostatni, to jednak debata w sferze publicz‑
nej w obecnych realiach epoki informacyjnej jest w stanie wykształcić w elitach parlamentarno‑
‑rządowych nastawienie odzwierciedlające wspólne oczekiwania. Należy jednocześnie pamiętać,
że aktualna dyskusja polityczna jest dominowana przez problematykę globalizacyjną, a przynaj‑
mniej globalizacyjne odniesienie jakiejkolwiek kwestii ekonomicznej, gospodarczej, finansowej,
społecznej, demograficznej, ekologicznej itd.
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
287
a więc stanowiących pewną konsekwencję jego wykształcenia się i zaistnie‑
nia. Nie ulega bowiem wątpliwości, że upadek komunizmu jako systemu
polityczno‑ekonomicznego i rozpad Związku Socjalistycznych Republik Ra‑
dzieckich wraz z równoległym uwolnieniem się spod zależności polityczno‑
‑ideologicznej państw i ludności krajów środkowej Europy3 (Polska, Czechy,
Bułgaria) miał globalistyczne przyczyny (w uproszczeniu), a przynajmniej
wynikł z ekonomicznej niewydolności komunistycznego modelu central‑
nego zarządzania strukturami państwa, które uległy radykalnemu przyspie‑
szeniu wobec tendencji mondialistycznie kształtujących się relacji pomię‑
dzy podmiotami ponadpaństwowymi w wymianie handlowej i stosunkach
ekonomiczno‑finansowych4.
Refleksja, czyniona z perspektywy lokalnych społeczności nie mających
zbyt mocnego głosu w dyskursie politycznym Zachodu, jest pożądana tak‑
że z jeszcze jednego aspektu. Otóż, zazwyczaj jakikolwiek intelektualny głos
Zachodu – zwłaszcza dominującego Zachodu amerykańskiego – nie wydaje
się zauważać niewątpliwie niezwykle ważnej sprawy, za jaki nie może nie być
rozpoznany fakt najbardziej poważnego kryzysu XX w. – upadku masowej
3
Po 1944 r. „imperium zewnętrzne” złożone z państw satelickich znacznie się różniło od im‑
perium wewnętrznego samego ZSRR. We wschodniej Europie nie doszło do faktycznej rewolucji
poza Jugosławią, która w 1948 r. opuściła radziecką strefę wpływów. Zastąpił ją zróżnicowany
proces polityczno‑ekonomicznego uzależniania, podboju i wchłaniania w organizm władzy spra‑
wowanej przez partię leninowską, realizującą misję „budowy socjalizmu” poprzez ograniczanie
rynku i własności prywatnej na rzecz instytucjonalnej dyktatury i gospodarki nakazowej. W su‑
mie Polski z lat 1944‒1989, w której nigdy nie doszło do kolektywizacji rolnictwa, nie sposób
porównać ze stalinowskim Związkiem Sowieckim epoki Chruszczowa i Breżniewa, bądź nawet
Rumunią pod rządami N. Ceauşescu – trudno zresztą kwalifikowalną do „zewnętrznego im‑
perium”. Chociaż milicja polityczna i służby bezpieczeństwa (o modelu komunistycznym) z ich
Kremlowskim centrum osadziły się we wszystkich państwach satelickich bloku komunistycznego,
a rekrutacja na jakiekolwiek funkcje społeczno‑polityczne oraz stanowiska w upaństwowionej
gospodarce dokonywała się według kryterium ideologicznej poprawności i partyjnej lojalności,
to jednak w społecznościach tychże państw brakowało miejsca na prawdziwe gułagi (zob., m.
in.: A. Applebaum, Gułag, Warszawa 2005; T. Lane, Ofiary Stalina i Hitlera, Warszawa 2007 –
wraz z bibliografią przedmiotu: tamże, s. 307‒314). Zob. także: A. Friszke, Opozycja polityczna
w PRL 1945‒1980, Londyn 1994; A. Friszke, Losy państwa i narodu 1939‒1989, Warszawa 2003;
A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939‒1989, Warszawa 1995; A. Paczkowski, 1939‒1989,
w: Polska na przestrzeni wieków, red. H. Samsonowicz i in., Warszawa 2006, s. 625‒731.
4
Rozważa się, czy komunistyczna ewolucja nie doprowadzała do swoistej pułapki bez
właściwego rozwiązania. Otóż w perspektywie przechodzenia europejskiego i zaatlantyckiego
Zachodu od epoki przemysłowej do epoki informacyjnej, opartej na nowoczesnych technolo‑
giach mikroprocesorów i miniaturyzacji urządzeń informatycznych, decydujący o losach ideo‑
logii komunistycznej z Kremlowskiego centrum mieli jedynie nierozwiązywalny dylemat dwóch
możliwości – bądź blokady wprowadzenia jakichkolwiek zmian w „życie” społeczne i codzienne
społeczności ZSRR, w tym rewolucji informatyczno‑technologicznej, co powodowałoby utratę
jakąkolwiek szansy konkurowania ze światem, bądź też dopuszczenia do przekształceń i dopro‑
wadzenie do kresu wielkoprzemysłowego proletariatu, co zaś było równoznaczne z upadkiem
komunizmu jako żywej społecznej całości (por. Kraje Europy Środkowowschodniej a globalizacja,
red. D. Dobrzański, J. Jakubowski, A. Wawrzynowicz, Poznań 2005, s. 8).
288
Ks. Dominik Kubicki
wiary religijnej wraz z jego konsekwencją: upadkiem wiary w nieśmiertelność
duszy w społecznościach europejskiego i zaatlantyckiego Zachodu5. Wydaje się,
że konieczne jest wyartykułowanie tego wymiaru, gdyż refleksja czyniona przez
intelektualistów Zachodu (w uproszczeniu) zdaje się nie wychwytywać ważno‑
ści faktu, że świeckie zamienniki religijności, czyli totalitaryzm i zachodni kon‑
sumpcjonistyczny kapitalizm, stały się zaledwie karykaturą ludzkich aspiracji
oraz ideałów, powodując z kolei wypaczanie się intelektualnych koncepcji, sta‑
nowiących przecież podstawę kształtowania dalszych etapów i przyszłości glo‑
balizacji jako procesu wymagającego twórczego udziału człowieka6.
Jest niewątpliwie zrozumiałe, że niniejsza refleksja nie rości jakiejkolwiek
pretensji do wyczerpującego potraktowania nie tylko kwestii globalizacji bądź
jakiegoś jej wątku, jak również bardziej całościowego uchwycenia globaliza‑
cyjnego zjawiska czy wszystkich poszczególnych jego zagadnień. Pragniemy
także podnieść wątpliwość – czy wystarczająco jest uzasadnione stawianie tak
szerokiego zagadnienia w postaci ograniczonej formą niniejszej refleksji? Nie‑
mniej jednak argumentem przesądzającym za wyartykułowaniem stanowiska
w postaci niniejszej refleksji w trwającej debacie na forum międzynarodowym
w kwestiach mondializacji okazała się okoliczność pozwalająca na możliwość
sformułowania intelektualnego stanowiska z perspektywy intelektualnej,
ukształtowanej w społeczności państwa postkomunistycznego, a jednocześnie
nie zdominowanego i nie dominującego w procesie globalizacyjnym, jakiemu
podlegają niemal wszystkie społeczności globalnego świata, wynikający z fak‑
tu, że zamieszkując jedną planetę stanowimy globalną wspólnotę.
Refleksję niniejszego artykułu zawarliśmy w trzech etapach. W pierwszym
podejmiemy próbę scharakteryzowania potęgującej się aktualności zagadnie‑
nia globalizacyjnego. W drugim etapie refleksji skoncentrujemy się na pod‑
niesieniu konieczności rozróżnień w analizach stanu ludzkich społeczności
5
Por. D. Kubicki, Współczesność globalizujących się ludzkich społeczności wyzwaniem dla
teologii katolickiej, a zwłaszcza teologii uprawianej w Polsce, „Roczniki teologii dogmatycznej”
2009, nr 1, s. 171‒194; tenże, Upadek masowej wiary w społecznościach Zachodu jako badawcze
wyzwanie współczesności wobec filozofii religii i socjologii religii (w druku).
6
Nie sposób nie podnieść wagi rozpoznania, że społeczności początków XXI w. – zróżnico‑
wane pod względem państwowym, kulturowo‑religijnym, ekonomicznym i cywilizacyjnym – nie
mogą zbyć milczeniem faktu, iż inspiratorami potworności hitlerowskich Niemiec i stalinow‑
skiego Związku Sowieckiego mogli być jedynie ludzie bezbożni. Tylko bowiem oni implikują
istnienie świata pozbawionego ocen moralnych – świata, w którym jedynie znaczące kryterium
stanowi możliwość zapanowania nie tylko nad ludzkimi jednostkami, ale także nad historią,
w której biegu się rozpoznają i do której sami należą oraz nad wiedzą, stanowiącą osadzenie
tejże historii. Czy nie należałoby równolegle podać podobnych prawidłowości w perspektywie
globalnej? Czy nie należałoby postrzegać w podobnym wymiarze zaniku wartości moralnych
– na skutek wyrugowania z życia społecznego wartości i odniesień religijnych – potworności
wykształconych pozaeuropejskich totalitaryzmów, których ideologie naznaczone zostały euro‑
pejską proweniencją? Zob. także: M. Malia, Judging Nazism and Communism, „National Interest”
2002, s. 63‒78; taże, Lokomotywy historii. Zwroty w dziejach i kształtowanie nowoczesnego świata,
Warszawa 2008, s. 294‒299.
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
289
na obecnym etapie procesu globalizacyjnego, a zwłaszcza zauważeniu zróżni‑
cowania etapów rozwoju historycznego ludzkich społeczności, które zostały
zastane przez globalizacyjną równoczesność, wynikłą z możliwości technicz‑
no‑technologicznych. Natomiast w etapie trzecim i końcowym podejmiemy
próbę zarysowania możliwości przezwyciężenia bezradności ideologicznych
wizji w sprawie rozwiązania kwestii społecznych w konsekwencjach społecz‑
no‑ekologicznych procesów globalizacyjnych w zróżnicowaniu kontynental‑
nych lokalności kulturowo‑religijnych.
1. Wzrastająca i potęgująca się aktualność
zagadnienia globalizacyjnego
Z dość sporym marginesem prawdopodobieństwa można przyjąć tezę, za‑
wartą w takim upowszechnionym przekonaniu, że w odniesieniu do współ‑
czesności początków XXI w. nie wydaje się jako możliwe ominięcie kwestii
globalizacji – zarówno w kontekście jakiejkolwiek kwestii dotyczącej poszcze‑
gólnego, jednostkowego człowieka, jak również każdej ludzkiej społeczności
czy ludzkości jako takiej. Jednocześnie, chociaż dość trafnie rozpoznaje się
techniczno‑technologiczne osadzenie procesów globalizacyjnych, to jednak
pod względem aksjologicznym globalizacja pozostaje nadal w stanie niejedno‑
znacznej oceny. W polityczno‑publicystycznym dyskursie publicznym zauwa‑
ża się bowiem zróżnicowany stosunek współczesności do aktualnego etapu
postępującej globalizacji. Stanowi on wachlarz poglądów – od bezkrytycznego
zapatrzenia na owe zjawisko, w tym także błędnego rozumienia jego istoty7,
do wprost panicznego lęku przed nią.
W tym względzie nie sposób nie zauważyć, że ów stosunek zdaje się być
uzależniony od stopnia rozwoju ekonomicznego i technologiczno‑techniczne‑
go danego państwa oraz stanu infrastruktury przemysłowo‑komunikacyjnej.
Jest w pewnym sensie zrozumiałe, że inne okazało się i w ogóle okazuje się
zapatrywanie na ów proces ze strony krajów rozwiniętych oraz ich polityczno‑
‑ekonomicznych elit, a inne ze strony krajów rozwijających się, bądź nawet
A więc niezrozumienia, co oczywiście powinno wywoływać zrozumiały niepokój ze strony
odpowiedzialnych elit: intelektualnych, politycznych, itd. Jednocześnie chcielibyśmy zauważyć,
że zazwyczaj posługujemy się uproszczonymi modelami, które zakładają doskonałe zrozumie‑
nie procesów wydarzającego się świata ludzkich społeczności i doskonały przepływ informacji
– od generującego je źródła informacyjnego poprzez społeczne i medialne przekazy skrótów
i uproszczeń tychże początkowych informacji aż do wysłuchującego je słuchacza, członka spo‑
łeczności globalnej. Tymczasem należałoby poczynić studia nad realiami możliwości przekazu
tak olbrzymiej ilości informacji wraz z możliwością ich medialnej kompresji, a także koniecz‑
ne analizy dotyczące poziomu możliwości intelektualnej ich recepcji ze strony poszczególnego
członka wspólnoty globalnej – przy założeniu, że wszyscy posługują się tym samym językiem
i odwołują się do takiej samej semantyki kulturowo‑religijnej.
7
290
Ks. Dominik Kubicki
wprost upośledzonych pod tym względem. Z jednej strony globalizacja jako
zjawisko jest postrzegana jako sposób na szybsze wzbogacenie się, w tym sen‑
sie, że stwarza możliwości ekspansji ekonomiczno‑gospodarczej, czyli umożli‑
wia jednym pogłębienie ich dominacji nad ekonomicznie słabszymi, zaś z dru‑
giej strony jest upatrywana jako radykalne niebezpieczeństwo zdominowania
i bycia zdominowanym.
W sumie zaistniały – i wykształcony przez następujący w postępie geome‑
trycznym rozwój techniki i technologii – globalizacyjny proces jest upatrywa‑
ny przez jego zamożnych beneficjentów jako rozwój gospodarczy o zasięgu
całego ziemskiego globu oraz otwieranie się rynków krajowych i międzynaro‑
dowych na inwestycje i handel, zaś przez miliardy jednostek ludzkich uważa‑
ny za redystrybucję globalnego bogactwa na korzyść wąskiego grona korpora‑
cyjnego i posiadaczy kapitału8. Czy zatem nie jest tak, że obecna globalizacja
przywraca w sposób nieubłagany kwestię społeczną9 (w sensie współczesnych
K. Marksa) – lecz już nie w wymiarze lokalności narodowej czy państwowej,
ale o zasięgu globalnym, dotyczącym forum międzynarodowego i dotykają‑
cym każdą lokalną społeczność? Bowiem, czyż nie można za pomocą dzie‑
więtnastowiecznej radykalnej Marksowej terminologii opisać stosunków spo‑
łecznych obecnych początków XXI w., kiedy „rezerwowa masa siły roboczej”
z ulic zachodnioeuropejskich miast przemysłowych przyjmuje postać ubogich
społeczności lokalnych z tych miejsc całego świata, dokąd przenosi się fabryki,
aby uzyskać obniżenie kosztów pracy za pomocą outsourcingu? Czy zatem zglo‑
balizowany świat ludzkich społeczności początków XXI w. nie zdaje się wcho‑
dzić w podobny cykl przemian społecznych i transformacji mentalnościowej,
jaki był udziałem robotników Europy Zachodniej XIX w., kiedy organizował
się ruch związkowy, i który został szczęśliwie pod względem społecznym sfi‑
nalizowany w określonym czasie, kiedy masowe partie robotników osiągnęły
odpowiednie wpływy, wymuszające podwyżki płac, redystrybucyjny system
8
Oczywiście, zagadnienie sprowadza się do kwestii, czy jest to jedynie kwestia zapatrywania
się na dane zjawisko, a więc zagadnienie sprowadzające się do pewnej ideologii i próby manipu‑
lacji świadomością społeczną w sferze mentalnej, czy też kwestia faktycznie występujących i po‑
głębiających się drastycznych dysproporcji pomiędzy globalnym światem ponadpaństwowych
podmiotów bogatych i krajów ubogich o niskim PKB w przeliczeniu na głowę jednego miesz‑
kańca. Możliwe jest bowiem utrzymywanie poglądu, iż należałoby kształtować rzeczywistość po‑
przez odpowiednio dostosowywane ukierunkowywanie świadomości ideologicznej. Jednak w ta‑
kim przypadku wszystko sprowadza się do ideologicznego kształtowania ludzkiej rzeczywistości
poprzez utopijne realia ekonomiczne. Innego rodzaju kwestię stanowi konieczność poczynienia
odpowiednich badań, które jednoznacznie wykazałyby zachodzące zależności ekonomiczne,
poziomu zasobności materialnej członków danej społeczności narodowej, czy państwowej itd.
9
Sprowadza się ona do znanych problemów społecznych, osadzonych na uporczywie po‑
wracającym pytaniu – jak zredukować dysproporcje między bogatymi i biednymi, czyli tym wą‑
skim kręgiem zamożnych i przepastną masą niewiele posiadających. Z kolei każda ówczesność
ukonkretnia je do aktualizujących się treści – takich, jak np.: nierówności w dostępie do służby
zdrowia, szkolnictwa czy możliwości uzyskania dobrze wynagradzanej pracy bądź w ogóle za‑
robkowania.
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
291
podatkowy i zasadnicze zmiany w politycznym układzie sił? Jednak, czy po‑
dobny cykl przemian będzie możliwy, skoro z jednej strony miałby wykraczać
poza określony krąg kulturowo‑religijny i cywilizacyjny, zaś z drugiej strony
jako bardziej złożony w różnorodności relacji przebiegałby i dokonywałby
się na wyższym poziomie uhierarchizowania instytucjonalnego, politycznego
itd.? Gdyby jednak założyć pewne podobieństwo owych cyklów – mikro‑cyklu
XIX‑wiecznej rewolucji przemysłowej i makro‑cyklu procesów globalizacyjnych
współczesności początków XXI w. – należałoby z kolei rozstrzygnąć: co miałoby
stanowić ów podmiot, domagający się w miarę sprawiedliwej redystrybucji wy‑
twarzanych dóbr i udziału w zysku? Kto w perspektywie globalnej rozpoznawalny
byłby jako właściciel zakładu przemysłowego i jako dysponujący kapitałem, a kto
jako jedynie wytwarzający dobra produkcyjne i skazany na dyktat praw ze strony
dysponującego kapitałem? Czy w roli globalistycznie aktywnych nie należałoby
postrzegać instytucjonalnie wykształcone podmioty, zobowiązane do globalnego
regulowania stosunków ekonomicznych, gospodarczych, finansowych itd., zaś
w roli globalistycznie biernych te państwa, które z racji swego wieloaspektowego
zapóźnienia i ubóstwa nie zdołały znaleźć się w kręgu wpływów, jaki jest udziałem
innych ponadnarodowych i ponadpaństwowych podmiotów?
Niewątpliwie zasadna jest kwestia, zazwyczaj pomijana w szeroko rozumia‑
nym procesie mundializacyjnym, a dotycząca możliwości wystąpienia i nasta‑
nia kryzysu społeczno‑ekologicznego, która wydaje się być łatwa do intelektu‑
alnego przewidzenia w szerszej perspektywie czasowej, gdyż jeśli zakłada się,
że wzrosną różnice w poziomie zamożności państw i kontynentalnych regio‑
nów oraz zaostrzy się swoista walka o warunki wymiany handlowej, lokaliza‑
cję miejsc pracy i kontrolę nad ograniczonymi zasobami naturalnymi, ludz‑
kie społeczności zostaną w konsekwencji raz jeszcze dotknięte nierównością,
niesprawiedliwością i wyzyskiem – tym razem w wymiarze globalnym. Czy
zatem zdołają uchronić się przed konfrontacją w jakiejś nowej postaci? Czy
na obecnym etapie kształtowanej równowagi ekonomiczno‑politycznej na po‑
ziomie globalnym nie występują już pewne symptomy zawziętego zmagania
o dominację pod postacią proponowanych zmian ekonomicznych, ekologicz‑
no‑gospodarczych i innych? Czy takim przykładem nie jest ustalanie limitów
emisji, np. tzw. gazów cieplarnianych? Dostępu do złóż energetycznych? Prze‑
biegu linii przesyłowych energii, itd.? Czy pod fasadą polityki ekologicznej
bądź innej nie skrywają się agresywne zamiary i chęć pogłębienia dominacji
ze strony jednych w stosunku do drugich?
Nie są to jedyne pytania, jakie współczesność początków XXI w. nakazuje
postawić i sformułować. Nie sposób nie wyartykułować także innych, dodat‑
kowych pytań. Czy myśl intelektualna była przygotowana na wykształcenie się
obecnej postaci procesów globalizacyjnych? Czy przewidywała taki przebieg
wydarzeń i dziejów oraz nastanie takiego układu stosunków międzynarodo‑
wych – politycznych i ekonomicznych? Czy w globalizacji ponadpaństwo‑
wej i ponadnarodowej będzie jeszcze możliwa demokracja, osadzająca się
292
Ks. Dominik Kubicki
na lokalnych wspólnotach? Czy będzie ona miała postać i będzie rozumiana
w sensie nowożytnych europejskich demokracji parlamentarnych, czy też
w sensie klasycznych greckich polis? Czy nałożony apriorycznie model funk‑
cjonowania danej społeczności i wielu we wzajemnych relacjach – wypraco‑
wany przez społeczności wiodące prym w aktualnych przemianach społeczno‑
‑politycznych i gospodarczo‑ekonomicznych – nie zdestabilizuje naturalnego
rozwoju społeczności lokalnych, które znajdują się na różnym etapie swego
rozwoju? Społeczności bowiem wzrastają i zamierają. Transformują się i ule‑
gają transformacji. Zaś globalizacja zdaje się narzucać zbyt wiele przepisów
prawnych z różnych sfer życia publicznego, gospodarczego, finansowego itd.
Czy nie ma żadnego sposobu na ich pewną unifikację, czyli na sprowadzenie
do zasadniczych reguł w dobie przechodzenia od – jak się zdaje nieosiągane‑
go – ideału państwa prawa do praktycznie wdrażanego i odwzorowywanego
państwa procedury prawnej10? Na czym miałaby polegać polityka w rozwiniętej
fazie globalizacji, a w szczególności jaką postać może przybrać polityka mię‑
dzynarodowa? Czy nie należałoby na nowo wypracować jej podstawowych za‑
sad, od strony uczestniczących w niej podmiotów? Czy nie należałoby po pro‑
stu nazwać je po imieniu, skoro nie są to już narody, które uczestniczyłyby
w międzynarodowej polityce poprzez swych władców bądź administracyjno‑
‑parlamentarnych reprezentantów, naznaczając polityczną faktyczność kształ‑
towanej sytuacji w rzeczywistości społecznej? Wreszcie, czy aktualne trudno‑
ści społeczno‑ekologiczne procesu globalizacyjnego należałoby postrzegać
w kategoriach kryzysu destrukcyjnego czy też raczej kryzysu wzrostu?
2. Konieczność rozróżnień. Zróżnicowanie etapów
rozwoju historycznego ludzkich społeczności a globalizacyjna
równoczesność możliwości techniczno‑technologicznych
Dotychczasowe liczne refleksje nt. globalizacji zdołały uchwycić wieloaspek‑
towość problematyki11. Zauważono bezprecedensową nowość cech obecnego
globalnego etapu rozwoju historycznego12. Oprócz stosunkowo jednoznacznie
Jak rozumieć istniejące tak zwane luki prawne? Czy konieczne musi być ich nieustanne
wyszukiwanie w coraz bardziej uszczegółowianych przepisach prawnych? Czy pewnego rodzaju
paradoksu nie stanowi aktualny przykład lokat jednodniowych, mających na celu uniknięcie
płacenia państwu należnego podatku?
11
Por. np.: Z. Bauman, Globalizacja – i co z tego dla ludzi wynika, Warszawa 2000; T. Buksiń‑
ski, Moderność, Poznań 2001; M. Golka, Cywilizacja. Europa. Globalizacja, Poznań 1999; G. La‑
buda, Przyszłość państw narodowych i nacjonalizmów w jednoczącej się Europie, w: Rozważania
nad teorią i historią kultury i cywilizacji, red. G. Labuda, Poznań 2008, s. 431‒465.
12
Por. T. Buksiński, Wyzwania globalizacji wobec Europy Środkowowschodniej, w: Kraje
Europy Środkowowschodniej a globalizacja, red. D. Dobrzański, J. Jakubowski, A. Wawrzyno‑
wicz, s. 33‒56.
10
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
293
uchwytnej cezury przełomu historycznego, datowanej na lata 60.‑80. XX w.,13
rozpoznaje się globalny charakter nowego stanu rzeczy14. W przeszłości cy‑
wilizacyjne przełomy dokonywały się bowiem tylko w niektórych państwach
i niektórych lokalnościach kulturowo‑religijnych. Ówczesne, osadzone na wy‑
zwalanych z uprzedniego stanu umiejętnościach techniczno‑technologicz‑
nych i w oparciu o nie, każdorazowo nowe postacie życia społecznego w tych‑
że państwach bądź tychże lokalnościach raczej powoli rozszerzały się na inne
– i to zazwyczaj poprzez sąsiedztwo terytorialne. Na ogół dawniejsze trans‑
formacje społeczne jako rezultat każdorazowego przełomu technologicznego
(w uproszczeniu) nie obejmowały w swym zasięgu całego ziemskiego globu,
lecz jedynie fizycznie dostępny świat kulturowy15, w którym dokonywała się
istotna zmiana technologiczno‑techniczna w sferze produkcji dóbr i sposobu
ich dystrybucji16. Nadto owe transformacje nie dotyczyły wszystkich dzie‑
dzin życia społecznego w lokalnościach terytorialnych, których udziałem był
ów przełom intelektualny, technologiczno‑techniczny, ekonomiczno‑gospo‑
darczy i, w konsekwencji, społeczny. Natomiast zainicjowane w końcowych
dziesięcioleciach XX w. i dojrzale wykształcone w sytuacji współczesności po‑
czątków XXI w. procesy globalizacyjne zastały w niejednolitym stanie kondycji
społeczno‑ekonomicznej oraz na niejednolitym etapie rozwoju różne wspól‑
Jednocześnie, pojawiają się pewne wątpliwości. Bowiem, czy można wyznaczać przełom
chronologiczny, dotyczący całego geograficznego ziemskiego globu, kiedy nie jest on udziałem
wszystkich społeczności, czyli kiedy niektóre z lokalnych ludzkich wspólnot nie uczestniczą w prze‑
łomowych wydarzeniach, pozostając zamknięte w swych lokalnościach. Czy nie jest to powtórze‑
niem cywilizacyjnych punktów zwrotnych, jakie dokonywały się w historycznej przeszłości, a które
także zachodziły pomimo braku uczestnictwa w nim ze strony wszystkich ówczesnych społeczno‑
ści kulturowo‑religijnych, pozostających poza jego zasięgiem oddziaływania? W sumie, w dobie
obecnej nie można również wykluczyć społeczności, które nie korzystają w sposób praktyczny
z postępu cywilizacyjnego doby komunikacji na odległość i high‑and‑micro (w uproszczeniu) tech‑
nologii. Pozostaje zatem kwestią otwartą, czy w sensie praktycznym uczestniczą one w przełomie
technologiczno‑technicznym, tak jak są w niego wpisane w sensie formalnym?
14
Dodajmy od razu, jego nowość jest uchwytna jedynie w odniesieniu do „pierwszej” globa‑
lizacji ekonomicznej z lat 90. XIX w., wyznaczającej i stanowiącej zarówno osadzenie procesu, jak
i wyzwolone jego działanie w ludzkiej rzeczywistości społecznej i ekonomiczno‑cywilizacyjnej.
Należałoby bowiem postawić kwestię – na ile autonomiczne możliwe jest postrzeganie procesów
globalizacyjnych przełomu XX i XXI w. (w uproszczeniu)? Czy pozostaje zasadne jakby podci‑
nanie korzeni obecnych procesów mondializacyjnych i postrzeganie ich niejako „pod kloszem”
i w oderwaniu od szerszego historycznego kontekstu, jaki niewątpliwie wyznacza im dziewiętna‑
stowieczna rewolucja przemysłowa, zobrazowywana i charakteryzowana przejściem z manufak‑
tury do fabryki, a także – jeśli już poczyniliśmy systematyzację owego przejścia – osadzające się
w przeszłości cywilizacyjnej przejście z wytwórstwa jednostkowego do sposobu manufakturowe‑
go? Z kolei, czy – niezależnie od kręgów cywilizacyjnych i religijno‑kulturowych – nie należałoby
postrzegać rozwoju cywilizacji w stopniach tak określonej skali przemian?
15
Czyli np. antyczne światy cywilizacji starożytnego Egiptu i Mezopotamii, świat greckiej
oikoumene, świat cywilizacji chińskiej, hellenistyczny świat Basenu Śródziemnomorskiego czy
nowożytny bądź ponowożytny świat europejskiego Zachodu.
16
Oczywiście na pewnym jej etapie. Zob. uwaga umieszczona w przypisie 6.
13
294
Ks. Dominik Kubicki
noty państwowe i narodowe w ich naturalnym zlokalizowaniu makroregionów
kontynentalnych bądź subkontynentalnych ludzkich społeczności17 – niektó‑
re na etapie premodernym, inne na wczesnomodernym (manufakturowym),
jeszcze inne na początku lub w środku etapu industrializacji18. Jest to istotnie
ważne rozpoznanie, pozwalające na uchwycenie przyczyn zachowań społecz‑
nych i postimperialnych w obecnej dobie postkomunistycznej, a jednocześnie
na etapach rozwijającego się i pogłębiającego procesu globalizacji.
Dla obecnego stanu poszczególnych społeczności lokalnych nie jest obo‑
jętne również i to, że owa transformująca działanie ludzkie globalizacyjność
Wydaje się, że kategoria zapóźnienia nie jest jednoznaczna. Oczywiście, przyjmuje się,
że jedne społeczności narodowe bądź państwowe pozostają zapóźnione w stosunku do tych, któ‑
re wyzwoliły procesy globalizacyjne w swym działaniu – wytworzonymi technologiami i techni‑
ką – i w swej interakcji pomiędzy umiejętnością technologiczno‑techniczną a zapotrzebowaniem
ze strony społeczności, osadzonym na czynniku użyteczności.
18
Niezwykle użyteczna jest analiza postkomunistycznego stanu państw Europy Środkowej
i Wschodniej, a także państw federacyjnych byłego ZSRR, zawarta w publikacji: T. Buksiński, Mię‑
dzy jednością polityczną a wielością etniczną w Europie Środkowej i Wschodniej, „Sprawy Wschodnie”
2008, nr 1‒2, s. 135‒156. W artykule, opartym na argumentacji historyczno‑porównawczej, zostały
postawione trzy ważne tezy: 1) sytuacja etniczno‑narodowa w krajach postkomunistycznych jest
zasadniczo różna od tej, która występuje w zachodniej Europie; 2) sprawiedliwość nie może być je‑
dynym kryterium normującym stosunki etniczne i narodowe – ważne okazują się także kryteria,
takie jak: pokój, bezpieczeństwo, stabilność całości, demokracja; 3) sprawiedliwość w stosunkach
etnicznych i narodowych nie redukuje się do polityki liberalnego multikulturalizmu, lecz wymaga
uwzględnienia wielu innych czynników jako komponent sprawiedliwości, np.: prawdy o krzywdach
dziejowych, uwzględnienia nieporównywalnych wartości i norm różnych wspólnot, ich subiektyw‑
nych odczuć, itd. W swej refleksji T. Buksiński podnosi konieczność zauważenia, że w przeciwień‑
stwie do państw Europy Zachodniej, które zdołały wykształcić silne i stabilne struktury państwowe
do początków XX w., wielkie i średnie wspólnoty etniczne Europy Środkowej i Wschodniej chociaż
ukształtowały w czasach nowożytnych narody państwowe i stworzyły państwa, to jednak nie zdołały
wykształcić mocnych i trwałych struktur państwowych. Wiele z nich istniało jako byty kulturowe
bez własnego państwa, lecz ze świadomością swych możliwości państwowotwórczych. W XVIII w.
zostały włączone do wielkich imperiów: ottomańskiego, rosyjskiego czy austro‑węgierskiego. Upa‑
dek ZSRR stanowił faktycznie ich trzecie narodziny, czyli trzecie z kolei rozpoczynanie kształtowania
struktur państwa. W sumie zasadnicza różnica między krajami zachodnimi a wschodnimi w Europie
polega na utożsamianiu państwa i jego władzy oraz prawa stanowionego z państwem totalitarnym.
Inna różnica dotyczy deficytu tożsamości ze względu na niewykształcenie się w odniesieniu do kra‑
jów wschodniej Europy narodów politycznych. Także niedawno uzyskana niepodległość krajów
postkomunistycznych oraz ich wrażliwość na problemy narodowe i państwowe w wyniku pamięci
o czasach totalitaryzmu stanowią kolejne istotne różnice pomiędzy krajami zachodnimi a środkowo‑
‑wschodnimi w Europie. Obok różnic w typach narodów dominujących w zachodniej i wschodniej
Europie zaznaczają się różnice o charakterze mniejszości narodowych i etnicznych. Często wspiera‑
nie mniejszości przez kraje ościenne stanowi zasadniczą przeszkodę w ułożeniu dobrych stosunków
między mniejszościami i większościami w Europie Wschodniej i Środkowej (por. tamże). Dodajmy,
publikacja ukazuje konieczność zróżnicowania refleksji – równego udziału w niej intelektualistów
z Europy Środkowej i Wschodniej w stosunku do intelektualistów z Zachodu europejskiego i zaat‑
lantyckiego, których analizy (np.: W. Kymlicka, C. Taylor) okazują się bądź zbyt ogólne w stosunku
do faktów i realiów przemian społeczno‑politycznych w Europie Środkowej i Wschodniej, bądź nie
ujmujące tychże faktów lub nie osadzone na nich.
17
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
295
środków transportu i przekazu informacji zastała poszczególne społeczności
państwowe na zróżnicowanym poziomie własności prywatnej i zamożności
materialnej – uzależnionych za każdym razem od ustroju polityczno‑ekono‑
micznego, a więc od stanu posiadania oraz stanu dystrybucji kapitału i dóbr
w społeczności. Inaczej, w dobie obecnego etapu globalizacyjnego istotna oka‑
zuje się także zróżnicowana i niejednolita dostępność do techniki i technolo‑
gii ze strony poszczególnych członków danej społeczności państwowej bądź
lokalno‑kontynentalnej (w uproszczeniu), pomimo dostępu do niej na pozio‑
mie państwa bądź instytucjonalnego organizmu takiegoż poziomu uorganizo‑
wania19. W sumie naocznie stwierdzalne uporządkowanie kwestii społecznej
w stabilnej demokracji oraz w miarę wysoki poziom zamożności poszczegól‑
nych członków danego państwa w krajach europejskiego i zaatlantyckiego
Zachodu stawia je w zdecydowanie odmiennej sytuacji wobec procesów glo‑
balizacyjnych współczesności niż te, które nie wykształciły takiej stabilności,
nie nabyły własnej zamożności oraz nie dokonały jej wewnętrznej dystrybucji
pomiędzy członkami swego państwa.
Jednocześnie należy podnieść jeszcze jedną kwestię, związaną z zamożnoś‑
cią państwa i jego potencjałem kapitałowym, najnowszych technologii, rozwi‑
niętej infrastruktury, a zwłaszcza z obszernością rynku pracy i własnym kapi‑
tałem ludzkim danego państwa, uważanego za cel marzeń ze strony członków
uboższych krajów i wspólnot państwowych, pozostających na niższym etapie
instytucjonalno‑społecznej integracji i rozwoju cywilizacyjnego (w uprosz‑
czeniu). Wydaje się zrozumiałe, że przy otwartych granicach państw pojawia
się ludzka fala emigracyjna, przepływająca z organizmów mniej stabilnych
i uboższych, a także nie zapewniających rynku pracy dla wszystkich, w stronę
tych bardziej zasobnych, zamożnych oraz przyzwalających na podjęcie pracy
i osadzenie się w strukturze społecznej20. Niewątpliwy przykład – jeszcze nie
do końca wyczerpany w analizie w kontekście aktualnej globalizacji – stanowi
przeszłość dziejowa z jej licznymi migracjami ludności.
Dodajmy od razu, również nie jest jeszcze rozstrzygnięte, jak wpły‑
nie na kształt przyszłości zarówno Unii Europejskiej, jak i poszczególnych
jej państw członkowskich – zwłaszcza tych, których dotyczy ten fakt – fala
Tutaj stosunek mierzy się poziomem i zakresem własności prywatnej, a więc stanem
dostępności dóbr. Chodzi o stan pewnej zasobności, który pozwala na możliwość poświęcenia
czasu i sił oraz uwagi wraz z posiadanymi umiejętnościami innej działalności niż zarobkowa,
czyli określonymi zainteresowaniami, działalności społecznej, publicznej, politycznej, naukowej
– nauce i jej rozwojowi.
20
Oczywiście, interesujące byłoby zbadanie i ustalenie, na ile proces powyższy miał miejsce
w przeszłości państw europejskich? Na ile kształtował proces wzrostu cywilizacyjnego (w uprosz‑
czeniu) i społecznego w europejskiej nowożytności? Czy w europejskiej przeszłości także miało
miejsce współczesne brain waste (marnowanie mózgów), jakie zdaje się być koniecznym udziałem
ze strony młodych ludzi z Europy środkowej i wschodniej w krajach Europy zachodniej, podej‑
mujących pracę w kraju „swych marzeń” bądź „ekonomicznego wyboru” zdecydowanie poniżej
swych kwalifikacji i możliwości?
19
296
Ks. Dominik Kubicki
emigracyjna (zarówno przed 2004 r. i po nim o różnym statusie migrują‑
cych) z krajów Europy Środkowej i Wschodniej – obecnie państw członkow‑
skich Unii Europejskiej o niedługim unijnym stażu i doświadczeniu wspól‑
notowej koegzystencji – do krajów Europy Zachodniej. Czy wywoła kryzys?
Jakiego rodzaju? W jakim stopniu – drenująca rynek ludzkiego kapitału w jed‑
nym państwie, a zasilająca w drugim najbardziej twórczymi, zdolnymi i ak‑
tywnymi jednostkami, nie w pełni wykorzystanymi w swych możliwościach
i kwalifikacjach profesjonalno‑intelektualnych (poza jednostkowymi bądź
nielicznymi przypadkami) – spowoduje ona powiększenie się kapitałowo‑
‑cywilizacyjnej dysproporcji pomiędzy owymi organizmami państwowymi?
Na ile utrwali występujące pomiędzy nimi różnice w rozwoju? Na ile przy‑
czyni się do pogłębienia występującego już zróżnicowania na państwa bogate
i ubogie, zasobne i pozostające w niedostatku, zmodernizowane i zacofane,
chronicznie niedoinwestowane? To są jedynie niektóre z dość licznych pytań,
na które przyjdzie jeszcze udzielać naukowej odpowiedzi.
Powracając do zasadniczego wątku rozważań, zapytajmy retorycznie: czy
jedynym ratunkiem na wzrost dysproporcji i wykształcanie się istnej przepaści
pomiędzy państwami bogatymi i biednymi, a nawet wręcz tkwiącymi w nędzy
z zadłużeniem wobec tychże bogatych21, nie jest zaistniały obecny kryzys finan‑
sowy, który ze strony bogatych państw spowodował ratowanie ich struktury fi‑
nansów poprzez olbrzymie pożyczki finansowe z rezerw MFW22 i innych źródeł
w celu stabilizacji aktualnego rocznego bilansu budżetowego23? Czy więc kolej‑
Dodajmy, zadłużenie ubogich państw postkolonialnych Afryki niejednokrotnie już sięgało
w przeszłości poziomu ich niewypłacalności, przymuszając za każdym razem tak zwaną bogatą
Północ do umorzenia długów. Jest to za każdym razem problem odpowiedzialności za kolonizację
z jej negatywnym obliczem eksploatacji ich zasobów i bogactw naturalnych. Jednak, czy kwestia
jest wystarczająco uświadomiona pośród politycznych elit państw należących do – chociażby – G8?
22
Czyli Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
23
Wiadomo bowiem, że wywołany w początkach 2008 r. w Stanach Zjednoczonych Amery‑
ki Północnej kryzys finansowy wynikł z „kreatywności operacji bankowych” (w uproszczeniu).
Chodzi zasadniczo o fakt masowego udzielania kredytów osobom prywatnym w USA prze‑
kraczających jakiekolwiek aktualne ich możliwości spłaty, zagrażający funkcjonowaniu całego
sektora finansowego o zasięgu wszystkich rynków finansowych ziemskiego globu. Powiązanie
globalne instytucji bankowo‑finansowych spowodowało globalne rozprzestrzenienie się kryzysu.
Z kolei kryzys finansowy zagrażający wzrostowi ekonomicznemu każdego z państw (zwłaszcza
wysoko rozwiniętych) i powodujący outsourcing ze strony międzynarodowych firm i koncer‑
nów, skutkujący z konieczności wzrostem bezrobocia w danym państwie (mającym także inne
konsekwencje społeczne – w uproszczeniu), wywołał ze strony aktualnych elit rządzących po‑
szczególnymi państwami pozyskiwanie środków, pompowanych z kolei do własnych instytucji
finansowych i większych koncernów, aby nie dopuścić do spowolnienia wzrostu gospodarczego
własnego państwa. Jednak owe operacje, mające na celu domknięcie budżetów i zmniejszenie
deficytu finansowego państw, spowodowały dalszy wzrost zadłużenia państwa. W sumie, czy
prognozowane zadłużenie zamożnych państw Europy Zachodniej, mające przekroczyć 100%
ich rocznego PKB w najbliższych latach, nie wpłynie destrukcyjnie na gospodarkę światową i nie
wywoła kolejnego kryzysu finansowego bądź ekonomiczno‑gospodarczego, a więc w ostateczno‑
ści kryzysu społecznego, bardziej nieprzewidywalnego w swych przyczynach i skutkach?
21
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
297
nym etapem po stabilnym państwie będzie rozwój podmiotów o zasięgu kon‑
tynentalnym bądź globalnym, które przejmą niektóre funkcje poszczególnych
państw, kiedy te ulegną finansowej zapaści? A jaka rola przypadnie ponadpań‑
stwowym podmiotom, które zdołały nagromadzić kapitał finansowy i zdają się
być niezależne od polityki wypracowywanej przez poszczególne parlamentar‑
no‑rządowe gremia polityków? Czy ich finansowa niezależność nie spowoduje
wykształcenia się ich dominacji o zasięgu globalnym nad instytucjami państw
i ich instytucjonalnych wspólnot bądź federacji, a w konsekwencji dominacji
ideologii praktykowanej przez owe gremia, złożone z publicznie nieznanych
jednostek ludzkich? Jaka różnica wykształca się pomiędzy międzynarodowymi
koncernami a innymi podmiotami, charakteryzującymi się autonomią finan‑
sową, które bez większej odpowiedzialności mogą decydować o kierunkach
i profilu rozwoju naukowych badań bądź rozprzestrzenianiu pośród ludzkich
społeczności preferowanych przez siebie ideologii – i to ideologii nieskrępo‑
wanych jakimkolwiek kryterium racjonalnym, moralnym itd.? Na ile wąska
okazuje się owa granica pomiędzy ideologią koncernów finansowych, przemy‑
słowych o zasięgu globalnym, a tymi podmiotami ponadpaństwowymi, które
określa się jako międzynarodowe organizacje terrorystyczne?
Powróćmy jeszcze do jednej kwestii. Zaznaczyliśmy, że globalizacja koń‑
ca XX w. zastała poszczególne społeczności w ich konkretnych lokalnościach
terytorialnych i przynależnościach kulturowo‑religijnych na ich zróżnico‑
wanym etapie rozwoju historycznego. Jednak, w takim postrzeganiu skrywa
się spore uproszczenie. Aby je przezwyciężyć, należałoby rozstrzygnąć przy‑
najmniej niektóre kwestie, a zwłaszcza poniższe. Chodziłoby o podobień‑
stwo transformacyjnego rozwoju, czy też nie należałoby rozpoznać i przyjąć,
że zróżnicowanie religijno‑kulturowe wyznacza odmienne cele członkom
owych społeczności i powoduje ich radykalną różnicę w stosunku do sfery in‑
strumentów techniczno‑technologicznych w ich wytworzeniu wewnątrz cywi‑
lizacji Zachodu24?
Należałoby także rozstrzygnąć, w jakim sensie globalizacja ujednolica
ów stan zróżnicowania upowszechnienia dostępu do środków techniczno‑
‑technologicznych ze strony danych społeczności lokalnych oraz umiejętności
funkcjonowania w prawidłach tzw. ekonomii i gospodarki wolnorynkowej?
Mamy na myśli społeczność Indii. W dostrzeganej perspektywie celem ludzkiego życia
jest osiągnięcie nirwany. Zatem, czy zbyt przemożny nacisk na stronę techniczno‑technologiczną
w cywilizacji Zachodu nie wypaczył w jej społecznościach postrzegania sensu ludzkiego życia?
Czy można by postrzegać osiągnięcie obecnie dominującego poziomu techniczno‑technologicz‑
nego przez cywilizację Zachodu w perspektywie zapoznania jej własnego celu religijnego, jaki
w innych kręgach kulturowo‑religijnych wykształcał i nadal wykształca odmienne ukierunkowa‑
nie własnego rozwoju i tożsamości kulturowo‑religijnej? Inaczej, czy cywilizacja europejskiego
i zaatlantyckiego Zachodu mogłaby osiągnąć taki stopień rozwoju techniczno‑technologicznego,
gdyby nie zostały w pewnej mierze zapoznane w europejskiej nowożytności cele religijne ludz‑
kiego życia – a więc tożsamość chrześcijańska i jej wartości moralne? Takie ustawienie problemu
powoduje kolejne pytanie, zwłaszcza poprawności interpretacji.
24
298
Ks. Dominik Kubicki
Czy nie jest tak, że piętnuje nim, uniemożliwiając ów naturalny rozwój? Czy
nie degeneruje zastany etap rozwoju i sprowadza wszystko do postaci pewnej
karykatury oraz, że czyni olbrzymimi różnice społeczne, polityczne i ekono‑
miczne niż gdyby one podlegały procesowi niezakłóconego z zewnątrz rozwo‑
ju danych terytorialnych społeczności lokalnych?
Powiedzmy lepiej, czy globalizacja na etapie rozprzestrzenienia się o za‑
kresie ziemskiego globu nie narzuca absolutnej dominacji tych państwowo‑
‑narodowych ośrodków społecznych, które zastała na wysokim poziomie
rozwoju technologicznego i ekonomicznego bądź zawczasu przygotowanych
na nastanie takichże przemian cywilizacyjnych oraz nieprzezwyciężalnego by‑
cia zdominowanym w odniesieniu do tych, które zastała na niepełnym bądź
nie w pełni dojrzałym etapie rozwoju? Czy nie jest symptomatyczny przykład
państw Europy środkowo‑wschodniej, jeśli chodzi o przebieg i skutki takiego
procesu? Czy spośród państw obecnej Unii Europejskiej nie wymagane były
okresy i etapy przejściowe, aby kształtowany ekonomiczno‑polityczny orga‑
nizm instytucjonalny nie był skazany na wewnętrzne dysproporcje? Czy nie
jest tak nadal, że niektóre z nich muszą bronić się przed zagrożeniem pozo‑
stania na marginesie tego organizmu i utknięcia na etapie kraju półproduktów
lub kraju „buraczanego” w stosunku do prężniej rozwiniętych pod względem
instytucjonalnym i społecznym oraz ekonomicznie i gospodarczo z dojrzale
rozwiniętą infrastrukturą i upowszechnionym dostępem do nowoczesnej tech‑
nologii i techniki poszczególnych członków danej społeczności narodowej25?
Na tle powyższego należałoby rozstrzygnąć, czy inne bądź odmienne orga‑
nizmy cywilizacyjne niż krąg cywilizacyjny Zachodu charakteryzują się podob‑
nym rozwojem instytucji państwa i podobnymi etapami jego kształtowania,
a więc przechodzeniem ze wspólnoty etnicznej i narodowej do wykształcenia
stabilnego państwa, otwartego na dalszy ponadpaństwowy instytucjonalny
rozwój? Czy też rozwój tego, co w tychże nie‑zachodnich cywilizacjach kul‑
turowo‑religijnych zostało określone i określa się jako „państwo”, przebiegał
odmiennie od kręgu cywilizacyjnego Zachodu?
Pytania te podnoszą ważność badań historycznych nad rozwojem insty‑
tucji państwa jako organizmu społecznego i ekonomiczno‑gospodarczego
w różnych kręgach kulturowych i cywilizacyjnych na potrzeby analizy globali‑
zacyjnej współczesności, aby projektować globalną przyszłość w oparciu o re‑
alistycznie uchwycone tożsamości poszczególnych kręgów cywilizacyjnych.
Czy nie okaże się to zbawienne w obliczu coraz bardziej narastających napięć
ekonomicznych i zaostrzonego zmagania bogatych państw i podmiotów po‑
nadpaństwowych o uzyskanie jak największej kontroli nad niedostatecznymi
zasobami naturalnymi, a zwłaszcza energetycznymi?
Podsumujmy. Na tym etapie niniejszej refleksji wykazaliśmy, a przynajmniej
zasygnowaliśmy, konieczność czynienia rozróżnień w uchwyceniu realnej
25
Por. Kraje Europy Środkowowschodniej a globalizacja, s. 7‒13.
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
299
tożsamości zarówno danych kręgów kulturowo‑religijnych, jak również po‑
szczególnych państw z danego kręgu cywilizacyjnego, pozostających na sobie
właściwym etapie uorganizowania, na jakim zastał je wynikły rozwojem tech‑
niczno‑technologicznym Zachodu proces globalizacyjny. Uchwycenie tychże
realnych tożsamości państw i społeczności narodowych jest konieczne dla
projektowania przyszłości politycznej i ekonomiczno‑gospodarczej w płasz‑
czyznie ziemskiego globu, pod groźbą swoistego globalnego „przemielenia”
problemów. Powyższe spowodowałoby wywołanie nieodwracalnie nieprze‑
widywalnych (negatywnych?) konsekwencji ekonomiczno‑gospodarczych,
finansowych, politycznych i innych, łącznie ze społeczno‑ekologicznymi. Jed‑
nak, czy wówczas zachodziłaby jakakolwiek możliwość porozumienia bądź
wypracowania globalnej polityki, czy też nie wzrosłoby raczej nieprzewidywal‑
ne zagrożenie, skutkujące nieuniknionym konfliktem o zasięgu globalnym?
3. Konsekwencje społeczno‑ekologiczne procesów
globalizacyjnych w kontynentalnych lokalnościach
kulturowo‑religijnych
Podnieśliśmy powyżej funkcjonującą w przestrzeni publicznej tezę o prowe‑
niencji hipotezy naukowej, że globalizacja wymaga realizowania przez lokalne
społeczności państw – państw na zróżnicowanym etapie ich uorganizowania26
– przeskoków historycznych i że, w pewnym sensie, je narzuca tak uorganizo‑
wanym społecznościom krajów. Powyższe wydaje się jednak problematyczne.
Czy zatem faktycznie zachodzi taka prawidłowość, gdyż pomimo globalizacji
nadal pozostaje wiele społeczności zamkniętych w pewnym stanie swoistego
autyzmu społeczno‑kulturowego i cywilizacyjnego?
Rozpoznanie, że mondializacja narzuca przeskoki historyczne na spo‑
łeczności, które wchodzą w jej zasięg, wydaje się więc niewątpliwym uprosz‑
czeniem i pewnym zbyt uogólnionym postrzeganiem. Gdyż pomimo globa‑
lizacji nadal pozostaje wiele społeczności zamkniętych w stanie zamknięcia
społeczno‑kulturowego. Natomiast wydaje się, że najbardziej podstawowym
problemem jest zasobność materialna. A ta jest jednak nieprzezwyciężalna –
tak ze strony poszczególnych państw, jak i poszczególnych członków danych
społeczności państwowych. Tutaj bowiem następuje wzrost dysproporcji.
Jedne kraje stają się jeszcze bogatsze, zaś inne i pozostałe pogłębiają swój
niedostatek – na co wskazaliśmy przykład aktualnego kryzysu finansowo‑
‑ekonomicznego, wynikły z nieprzewidzianych konsekwencji piramidalnie
rozbudowywanych technologicznych działań finansowych operacji ekono‑
miki bankowej (w uproszczeniu).
26
Por. T. Buksiński, Między jednością polityczną…
300
Ks. Dominik Kubicki
Wyartykułowany jako przykład obecny globalny kryzys finansowy uwy‑
raźnia wagę kondycji ekonomiczno‑gospodarczej, politycznej i społecznej po‑
szczególnych państw oraz ich społeczności wobec rozgrywających się transfor‑
macji o zasięgu globalnym. Skoro konsekwencje tegoż kryzysu obejmują kraje
rozwijające się i będące na drodze integracji europejskiej – jak to jest w od‑
niesieniu państw członkowskich Unii Europejskiej, to cóż w stosunku do tych,
które nie mają takiej dostatecznie ukształtowanej instytucjonalnej ochrony
przed trudnościami na poziomie państwa. Konsekwencjami kryzysu okazują
się: zatrzymanie rozwoju ekonomicznego, który pociąga degradację społeczną,
powstrzymanie zmian, transformacji ustrojowych, instytucjonalnych, ekono‑
micznych itd. Poszukiwanie oszczędności ze strony korporacji i ponadpań‑
stwowych gigantów ekonomicznych wywołało przenoszenie ośrodków i zakła‑
dów produkcji na obszary niskiej płacy za wykonywaną pracę – i to w różne
kręgi cywilizacyjne i kulturowo‑religijne. Czy działanie tego rodzaju outsour‑
cingów nie powoduje wykształcania się kolejnych postaci bądź etapów wyzy‑
sku biednych i ubogich przez bogatszych – państwa, korporacje czy podmioty
o zasięgu globalnym? Czy faktycznie nie powoduje negatywnych konsekwen‑
cji, utrwalenia ekonomicznego upośledzenia tychże niewykwalifikowanych
społeczności, którym oferuje się pracę w przenoszonej fabryce27?
Przejdźmy do kończących wniosków i ostatecznej konkluzji.
Nietrudno uzmysłowić sobie zburzenie systemu ekologicznego w ta‑
kim wykształceniu się uglobalizowania procesu transformacji techniczno‑
‑technologicznego oraz informacyjno‑komunikacyjnego. Wiadomo bowiem,
że osadzone na ekonomice osiąganie geometrycznego wzrostu ideologie eko‑
nomiczne korporacyjnych potęg przemysłowych bądź kapitałowych o zasię‑
gu globalnym są w stanie w imię ekonomicznego paradygmatu nieustannego
wzrostu dokonać rabunkowych wyłomów wobec ekologicznej równowagi
w stosunku do każdej postaci dóbr naturalnych. W sumie, aby jedynie utrzy‑
mać swój poziom wzrostu i zapewnić swej ekonomii utrzymanie się na przy‑
najmniej dotychczasowym poziomie ekonomicznego wzrostu i struktury fi‑
nansowej można zaryzykować bardzo prawdopodobną tezę, że pod groźbą
bankructwa własnego, które może pociągnąć w konsekwencji zapaść lub ban‑
kructw pomniejszych podmiotów gospodarczych, nie cofną się przed działa‑
niami niekorzystnymi dla środowiska społecznego i środowiska naturalnego.
I wydaje się, że właśnie stoimy przed kryzysem – kryzysem społecznym
i ekologicznym zarazem, gdyż jakiekolwiek działanie w sferze finansowej, bę‑
dące swoistą konsekwencją ekonomiki przemysłowej, dotyka za każdym ra‑
zem sfery rzeczywistości społecznej oraz jej naturalnego osadzenia, jakie sta‑
nowi natura i jej zwarty ekosystem. O ile zaś ekosystem – w paradoksalnym
przeciwieństwie do struktury społecznej ludzkich społeczności – może zostać
Nie jest to jednak faktycznie obliczone i wymiernie uchwycone. Wydaje się bowiem, że nie
da się tego uchwycić na sposób zracjonalizowany, a ewentualne przypuszczenia czy prognozy
można jedynie oprzeć na wyliczeniach i danych statystycznych.
27
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
301
nieodwracalnie zaburzony działalnością człowieka, która na chwilę obecną
już osiąga rozmiary przekraczające możliwość samokorygowania ze strony sił
natury i jej struktury ochronnej, o tyle zaburzenia struktury społecznej i tego,
co rozumiemy jako sprawiedliwość społeczna, mogą skutkować jedynie rewo‑
lucjami i przewrotami społecznymi – nawet gdyby miały pochłonąć jako ofia‑
ry zbrojnych przewrotów liczne jednostki ludzkie, bądź wywrzeć konsekwen‑
cje na jakości życia lub możliwościach egzystencji ludzkich mas, to jednak nie
są w stanie unicestwić całości pokoleń. Za każdym razem pozostanie jedynie
przesunięty na bliżej nieokreśloną przyszłość problem dysproporcji społecznych.
Tutaj dotykamy również pewnego paradoksu.
Nie minęło jeszcze ćwierćwiecze od wydarzeń społeczno‑politycznych,
które uznaje się jako cezurę ostatecznego przezwyciężenia przez kraje Europy
środkowej i wschodniej oraz ich społeczności dominacji ideologii komuni‑
stycznej i zależności od partyjno‑politycznej centrali Kremlowskiej (w uprosz‑
czeniu). Historycy nie zdołali jeszcze uchwycić wszystkich elementów tego
złożonego – wielowątkowego i wielopłaszczyznowego – procesu przeciwsta‑
wiania się komunizmowi ze strony poszczególnych krajów i ich społeczności
Europy środkowej i wschodniej. Społeczności krajów federacyjnych byłego
ZSRR nie uporały się jeszcze z konsekwencjami schyłku i rozpadu kraju.
A tymczasem idea społeczna autora Kapitału zdaje się pozostawać atrakcyjna
dla wielu intelektualistów cywilizacyjnego Zachodu, którzy po bezprecedenso‑
wej decyzji kierownictwa Związku Sowieckiego o likwidacji komunizmu podej‑
mują próby zachowania nie tyle praktycznych leninowsko‑stalinowskich recept
wdrażania idei w życie społeczne, co samej idei, dokonując intelektualne zabie‑
gi pewnego rozłączenia głównego ideologa komunizmu i autora interpretacji
ludzkich dziejów jako nieustannej walki społecznych klas od jego późniejszych
kontynuatorów i realizatorów praktycznego odwzorowania ideologii na żywym
organizmie społecznym porewolucyjnej Rosji od 1917 r. W sumie naznacza się
nieoczekiwana polaryzacja intelektualnych stanowisk wobec dziewiętnasto‑
wiecznego ideologa, autora Kapitału, którego opis stosunków ekonomicznych
XIX w. zdaje się pozostawać aktualnym w sytuacji globalizacji wzajemnych
uzależnień kapitałowych początków XXI w. Czy wywoła kolejne poszukiwa‑
nie odpowiedniejszych realizacji idei równości społecznych? A może nadszedł
czas, aby w życie społeczne wprowadzić perspektywy religijnego spełnienia się
Stworzenia w swym Stwórcy jako jedynej możliwości pozwalającej uwolnić się
spod dyktatu paradygmatu ekonomicznego wzrostu i dokonać realnego zwrotu
ku człowiekowi i jego integralnemu spełnieniu się w realności fizycznego świata?
Niewątpliwie powyższy postulat wydobycia się z zawężonego koncepcyjne‑
go myślenia europejskiego Zachodu28 (w uproszczeniu) i otwarcia się na szersze
myślowe horyzonty będzie możliwy nie tylko w przywróceniu zagubionych
Wiadomo bowiem, że koncepcja nowożytnej nauki została sprowadzona do tego, co w sensie
Arystotelesa stanowiło przyczynę sprawczą. Zostały świadomie zapoznane bądź zagubione obszary
tego, co stanowiło obszar przyczyny celowej oraz przyczyny formalnej i materialnej (w uproszczeniu).
28
302
Ks. Dominik Kubicki
obszarów racjonalności w dziejach transformacji paradygmatu inteligibilno‑
ści, ale zwłaszcza może zostać wymuszony, kiedy nastąpi poszerzenie kręgu
dyskutantów kwestii globalizacyjnej, czyli wówczas, kiedy nie będzie ona jedy‑
nie wyłącznie domeną dyskursu ideologicznego i politycznego Zachodu euro‑
pejskiego i zaatlantyckiego, a zwłaszcza wąskich jego kręgów, dysponujących
nieograniczonym kapitałem. Powyższe uzasadnia chociażby niezbędność in‑
telektualnego dialogu, podjętego w ramach niniejszej konferencji.
Zakończmy powyższą refleksję taką oto myślą – miejmy nadzieję, że tak jak
w ciągu ostatnich dwóch stuleci dokonało się w krajach zachodnich formalno‑
prawne i praktyczne upodmiotowienie obywatela, a pojęcia „demokracji” i „praw
człowieka” przestały wypełniać jedynie dyskursy filozoficzne i przeniknęły do co‑
dzienności życia, wyznaczając podstawowe kryteria społecznych odniesień, tak
podobnie wymiar religijny życia społecznego pozwoli przezwyciężyć nieusuwalną
skazę i praktyczną bezsilność ekonomicznych ideologii wobec dysproporcji boga‑
ctwa i biedy, występujących w jakiejkolwiek postaci życia społecznego.
Literatura
Applebaum A., Gułag, Warszawa 2005.
Bauman Z., Globalizacja – i co z tego dla ludzi wynika, Warszawa 2000.
Buksiński T., Moderność, Poznań 2001.
Buksiński T., Między jednością polityczną a wielością etniczną w Europie Środkowej
i Wschodniej, „Sprawy Wschodnie” 2008, nr 1‒2, s. 135‒156.
Kraje Europy Środkowowschodniej a globalizacja, red. D. Dobrzański, J. Jakubowski,
A. Wawrzynowicz, Poznań 2005.
Friszke A., Opozycja polityczna w PRL 1945‒1980, Londyn 1994.
Friszke A., Losy państwa i narodu 1939‒1989, Warszawa 2003.
Golka M., Cywilizacja. Europa. Globalizacja, Poznań 1999.
Kubicki D., Współczesność globalizujących się ludzkich społeczności wyzwaniem dla te‑
ologii katolickiej, a zwłaszcza teologii uprawianej w Polsce, „Roczniki teologii dog‑
matycznej” 2009, nr 1, s. 173‒196.
Kubicki D., Upadek masowej wiary w społecznościach Zachodu jako badawcze wyzwa‑
nie współczesności wobec filozofii religii i socjologii religii (w druku).
Labuda G., Przyszłość państw narodowych i nacjonalizmów w jednoczącej się Europie,
w: Rozważania nad teorią i historią kultury i cywilizacji, red. G. Labuda, Poznań
2008, s. 431‒465.
Lane T., Ofiary Stalina i Hitlera, Warszawa 2007.
Malia M., Judging Nasizm and Communism, „National Interest” 2002, nr 2, s. 63‒78.
Malia M., Lokomotywy historii. Zwroty w dziejach i kształtowanie nowoczesnego świata,
Warszawa 2008.
Paczkowski A., Pół wieku dziejów Polski 1939‒1989, Warszawa 1995.
Paczkowski A., 1939‒1989, w: Polska na przestrzeni wieków, red. H. Samsonowicz
i in., Warszawa 2006, s. 625‒731.
Stiglitz J. E., Globalizacja, Warszawa 2007.
Prognozowany kryzys społeczno-ekologiczny XXI w. jako…
303
The forecast socio‑ecological crisis of the 21st century
as a consequence of globalization processes at the close
of the second millennium?
Summary
In the context of the current 21st century globalization processes, the author raises the
significance of reflection articulated on the part of the post‑communist and post‑to‑
talitarian communities, the integrating European Union and its member states. This
importance stems from the necessity to consider contemporary integration processes
from all angles, and not to concentrate only on the intellectual vision of both the Euro‑
pean and American West, so apparently permeated with one‑sidedness of interpreta‑
tion. As it seems, the intellectuals of the West fail to notice the gravity of the fact that
secular equivalents of religiousness, which are totalitarianism and western consumer
capitalism, have become a mere caricature of human aspirations and ideals, thus dis‑
torting intellectual bases of consecutive stages of globalization. The reflection of the
article has been contained in three parts. In its first part the author characterises the
rising topicality of globalization. Next, he raises the necessity to differentiate between
various human communities in the analyses on the current stage of globalization proc‑
esses. Thus, he recognizes the importance to identify different stages of human com‑
munities’ historical development, which due to an enormous progress in technology
had to face the reality of globalization. Last but not least, the author attempts to outline
the possibilities to overcome ideological helplessness concerning the issue of socio‑ec‑
ological problems resulting from the globalization processes in the continental diver‑
sity of cultural religious local communities.
Keywords: America, cultural, religious, local communities, ecological‑social cri‑
sis, Europe, globalization, integration, mondialization, religiousness in the mondiali‑
zation era, socio‑economic problems.
Translated by Zofia Lebiecka
studia gdańskie
t om xxvii
Andrzej Chodubski
Wydział Nauk Społecznych
Uniwersytet Gdański
Polacy a wyzwania migracyjne
w Europie od 1989 r.
Streszczenie: Polacy licznie emigrują począwszy od XIX w. Zjawisko to wyha‑
mowało po II wojnie światowej na skutek polityki władz państwowych. Sytuacja
ta uległa zmianie w 1989 r. Zintensyfikowanie ruchów emigracyjnych nastąpiło
w 2004 r., po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Oceniając zjawiska migracyj‑
ne zwraca się uwagę na pozytywy i negatywy. Z jednej strony doświadczenie po‑
bytu na obczyźnie sprzyja „cywilizacyjnemu ubogaceniu” poprzez umocnienie
takich cech, jak przedsiębiorczość, decyzyjność, tolerancja, krytycyzm, z dru‑
giej zaś ujawniają się zjawiska negatywne, nierzadko o charakterze patologicz‑
nym. Polska jest miejscem, w którym osiedlają się przybysze z innych krajów,
przede wszystkim z byłego ZSRR oraz Dalekiego Wschodu.
Słowa kluczowe: emigracja, Europa, imigracja, małżeństwa mieszane,
migracja, Polacy, studia za granicą, Unia Europejska, 1989, 2004.
W kształtującej się rzeczywistości globalnej, a w tym w nowych wartościach
kulturowo‑cywilizacyjnych Europy, szczególną nośność teoretyczną, jak
i praktyczną mają zjawiska migracyjne ludności. Uznaje się, że ważną siłą ge‑
nerującą wartości, postawy, zachowania jest migracja1. Kształtuje ona przed‑
siębiorczość, decyzyjność, tolerancję, krytycyzm ludzi wobec otaczającej ich
rzeczywistości. Jest ona znana od zarania organizacji politycznej społeczeń‑
stwa. Jej najdawniejsze ogniwa stanowiło koczownictwo i kolonizacja. Zjawi‑
sko to w istotnej mierze dotyczy Polaków. Ujawniło się już w pierwszych dzie‑
sięcioleciach istnienia państwa. Wraz z rozwojem kulturowo‑cywilizacyjnym
państwa powiększała się jego skala; w XIX w. migracja stała się rzeczywistoś‑
cią masową. Współcześnie jest postrzegana dychotomicznie. Z jednej strony
uznaje się ją za wartość cywilizacyjną, jako urzeczywistnianie praw człowieka.
Z drugiej zaś, ujawnia się krytyczny jej ogląd. Zwracając uwagę przede wszyst‑
1
Por. A. Chodubski, Emigracja jako zjawisko cywilizacyjne. Przykład Polonii, w: Emigracje.
Europa. Polska, red. W. J. Burszta, J. Serwański, Poznań 2003, s. 55‒67; tenże, Migracje i imigranci
a współczesne przemiany europejskie, w: Integracja kulturowa imigrantów. Wyzwania i dylematy,
red. J. Balicki, Warszawa 2007, s. 103‒121; I. Grabowska‑Luzińska, M. Okólski, Emigracja ostat‑
nia?, Warszawa 2009.
306
Andrzej Chodubski
kim na aspekt psychologiczno‑społeczny zauważa się, że generuje ona wiele
zjawisk negatywnych, zwłaszcza natury patologicznej w sytuacji napotykania
barier adaptacyjnych i integracyjnych w nowych miejscach osiedlenia się.
Zmiana w położeniu migracyjnym Polaków nastąpiła po 1989 r. tj. w sy‑
tuacji, gdy przestała obowiązywać „urzędowa anatema emigracyjna”. Szacuje
się, że do 1 maja 2004 r. , tj. do włączenia Polski do struktur Unii Europejskiej,
udało się na emigrację ok. 250 tys. osób. Po tej cezurze nastąpił exodus. Szacu‑
je się, że w ciągu ostatnich 5 lat opuściło Polskę ok. 3 mln2 osób. Głównie skie‑
rowali się oni do Wielkiej Brytanii (ok. 1 mln osób), Niemiec (ok. 800 tys.),
Irlandii (ok. 350 tys.), Holandii (ok. 100 tys.), Włoch (ok. 100 tys.), Hiszpanii
(ok. 100 tys.). Duże nowe skupiska w Europie powstały we Francji, Norwegii,
Szwecji, Austrii, Belgii, Grecji, Danii. Społeczność tę stanowią przede wszystkim
ludzie młodzi – 1/3 to osoby w wieku 25‒39 lat. W sferze ich zatrudnienia ob‑
serwuje się swoiste uprofilowanie imigracyjnych potrzeb. W Wielkiej Brytanii
najwięcej osób znajduje zatrudnienie w sferze opieki nad ludźmi starszymi, ga‑
stronomii, jako kierowcy autobusów, lekarze, farmaceuci, pielęgniarki, inżynie‑
rowie i robotnicy w sferze produkcji. W Niemczech – przy pracach sezonowych
w rolnictwie, gastronomii, hotelarstwie, budownictwie, pracach remontowych,
jako mechanicy, hydraulicy, elektrycy, glazurnicy, blacharze, wykwalifikowani
robotnicy, opiekunki do dzieci. W Irlandii – w sektorze medycznym, rolnictwie,
przemyśle przetwórczym, jako architekci, informatycy. W Hiszpanii zatrudnia
się spawaczy, elektryków, hydraulików, budowlańców, lekarzy, stomatologów,
opiekunki do dzieci i osób starszych, pomoc domową, a także prawników.
Ruchy migracyjne są z jednej strony rzeczywistością promocyjną (akcep‑
towana przez podmioty międzynarodowego życia politycznego), potwierdze‑
niem przestrzegania praw człowieka, symbolem wolności; z drugiej jednak
stanem nieakceptacji ( tzn. że podmioty życia kulturowego przyjmujące imi‑
grantów nie akceptują nadmiaru „obcych”) przez szerokie kręgi społeczeństwa.
Wraz ze zjawiskami kryzysowymi w krajach Europy ujawnia się duża niechęć
do imigrantów. Polak postrzegany jest jako persona non grata; ujawniają się
z dużą siłą nastroje ksenofobiczne. W mediach Polaków nierzadko przedsta‑
wia się karykaturalnie. Np. na okładce tygodnika „The Spectator” w tle wi‑
doczny jest symbol stolicy Anglii, czyli Big Ben. Na pokładzie statku o nazwie
„Immigration” grupa karykaturalnie i stereotypowo przedstawionych ludzi
wpatruje się w krajobraz nad Tamizą. Jedna z osób z polską flagą wyrysowaną
na bluzie, druga z narzędziami przy pasku, złudnie podobna do Lecha Wałęsy:
„wąsacz z kraju nad Wisłą obejmuje słowiańską blond piękność”3.
Ogólnie jednak w warunkach tworzenia globalnej społeczności obywa‑
telskiej generowanej przez wartości postępu naukowo‑technicznego, rozwój
prawa międzynarodowego zorientowanego na poszanowanie praw człowie‑
Por. „Dziennik”, z dn. 19 kwietnia 2006 r., s. 18; „Polska. Dziennik Bałtycki”, z dn. 12 lu‑
tego 2009 r., s. 12‒13.
3
http://wiadomosci.onet.pl/1310890,2678,1,1,kioskkart.html (odczyt z dn. 31 marca 2006 r.).
2
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r.
307
ka i obywatela, nowoczesne formy edukacji zorientowane na tolerancję dla
różnorodności postaw, zachowań, aspiracji i dążeń, migracje przybierają nowe
formy, kształtuje się nowa „jakość” imigrantów. W przestrzeni europejskiej,
zwłaszcza powiązanej strukturami Unii Europejskiej, z jednej strony obserwu‑
je się dążenie do postrzegania zasady swobodnego przepływu osób (wszystkie,
bez względu na ich narodowość), co wynika z podpisanego 14 czerwca 1985 r.
układu w Schengen, poszerzanego następnie o nowe państwa, z drugiej zaś –
widoczne są wciąż pojawiające się w wielu państwach ograniczenia dotyczące
imigrantów4. Zauważa się, że imigranci są „materią dzielącą Europę”. W ostat‑
nim czasie, co roku milion nielegalnych emigrantów z różnych państw świata
kieruje się do Unii Europejskiej; przy tym, z jednej strony jest widoczna przy‑
chylność dla nich, jako że rekompensują oni w pewnym stopniu ujawniające
się załamanie przyrostu naturalnego w krajach Unii Europejskiej, a zatem bez
ich obecności nie jest możliwe utrzymanie właściwego rozwoju gospodarki,
z drugiej zaś – postrzega się ich jako zagrożenie dla tożsamości poszczegól‑
nych państw, jako źródło patologii społecznych wynikających z trudności
przystosowania do nowych miejsc osiedlania. Stają się oni przysłowiową „koś‑
cią niezgody” w sytuacji nasilającego się w wielu krajach bezrobocia, ponie‑
waż uważani są za siłę konkurencyjną na rynku pracy. Podejmują ją zwykle
na specyficznych warunkach ekonomicznych, konkurencyjnych wobec rodzi‑
mych pracowników danego kraju.
W tej sytuacji ujawnia się „strach przed obcokrajowcami”, nawet w krajach
o wysokim poziomie rozwoju gospodarczego; np. zauważa się, że w Szwajca‑
rii co piąty mieszkaniec jest cudzoziemcem. Formułuje się przy tym pytania:
„Dwóch obcojęzycznych w jednej klasie, to żaden problem. Ale jeśli jest ich
piętnastu? Cztery cudzoziemskie rodziny w jednym bloku nikomu nie prze‑
szkadzają, ale gdy jest ich dziesięć? Przy migracji liczba odgrywa decydującą
rolę”5. Wskazuje się na odrębność kulturową imigrantów, zwykle postrzega
się ich przez pryzmat rzeczywistości zmitologizowanej. Np. o imigrantach
z Kosowa i Turkach w Szwajcarii formułuje się potocznie opinie typu: „Oni
są zupełnie inni niż my. Mają bardzo duże rodziny. W jednym mieszkaniu żyje
10 osób. Tych ludzi nie widać w ciągu dnia, za to ożywiają się w nocy. Żyją jak
nietoperze, a my chcemy spokoju”6. Dlatego też państwa Unii Europejskiej
opowiadają się za wprowadzeniem wspólnej polityki imigracyjnej. W styczniu
2005 r. Komisja Europejska opublikowała, adresowaną do „25 państw” tzw.
„Zieloną Księgę”, w której zawarto propozycje dotyczące uregulowań norma‑
Por. K. Głąbicka, Migracje w Unii Europejskiej i w Polsce, w: Społeczne skutki integracji
Polski z Unią Europejską, Warszawa 1999; Procesy demograficzne w krajach Unii Europejskiej –
porównania z Polską, red. I. Sobczak, Gdańsk 2003; P. Kaczmarczyk, M. Okólski, Migracje specja‑
listów wysokiej klasy w kontekście członkostwa Polski w Unii Europejskiej, Warszawa 2005; Coraz
więcej ludzi w drodze, „Niedziela” 2010, nr 3, s. 14‒17.
5
P. Urbaniak, Strach przed obcymi, „Angora‑Peryskop”, z dn. 24 października 2004 r., s. 67.
6
Tamże.
4
308
Andrzej Chodubski
tywnych w zakresie migracji w przestrzeni europejskiej. Przy tym zauważa się,
że niektóre kraje wyraźnie „zaostrzają” politykę imigracyjną, jak np. Francja,
Wielka Brytania, Holandia, Niemcy, inne zaś ją liberalizują, jak np. Hiszpania,
Irlandia. W Polsce nie jest ona wyraźnie określona, co powoduje, że o osiedla‑
niu się imigrantów decydują różne względy, np. możliwość znalezienia zatrud‑
nienia. Liczni imigranci przebywają w Polsce nielegalnie. Szacuje się, że wśród
nich jest ok. 250 tys. Ukraińców, 150 tys. Rosjan i Białorusinów, 40 tys. Wiet‑
namczyków oraz 8 tys. Ormian7.
Posługując się oficjalnymi danymi dotyczącymi stanu imigrantów w po‑
szczególnych krajach Europy zauważa się wzrastającą ich liczbę z roku na rok.
Duże zainteresowanie osiedlaniem się imigrantów obserwuje się w Niem‑
czech; stanowią oni obecnie ok. 10% ogółu mieszkańców tego kraju, w tym
ok. 1/3 to imigranci z Turcji, a ok. 1/5 – z byłej Jugosławii. Znaczące społecz‑
ności imigracyjne tworzą też wychodźcy z Włoch, Grecji, Polski, Austrii, Hi‑
szpanii, Portugalii oraz Rosji.
Również ok. 10% ogółu ludności stanowią imigranci we Francji. Kraj ten
w recepcji światowej opinii publicznej postrzegany jest jako przychylny ob‑
cokrajowcom. W strukturze imigrantów ok. 45% to wychodźcy z Afryki, 41%
z różnych krajów Europy, 12% z Azji i 2% z Ameryki. Najliczebniejsze grupy
imigrantów pochodzą z Portugalii, Maroka, Algierii, Włoch, Hiszpanii i Tur‑
cji. Ok. 20% ludności stanowią imigranci w Wielkiej Brytanii. Największe ich
grupy pochodzą z Irlandii, z Półwyspu Indyjskiego (Hindusi, Pakistańczycy),
Amerykanie, wychodźcy z Afryki Zachodniej, głównie z Nigerii i Ghany.
Tradycja ukształtowała zmitologizowaną opinię o dużej przychylności dla
imigrantów w Holandii; w istocie do pierwszych lat XXI w. w kraju tym obo‑
wiązywało jedno z najbardziej liberalnych praw imigracyjnych w Europie.
Radykalne zmiany nastąpiły po zabójstwie w 2002 r. polityka Pima Fortuy‑
na, który opowiadał się za ograniczeniem napływu imigrantów oraz reżyse‑
ra krytycznego wobec świata islamu Teo van Gogha. Wydalono wtedy z kra‑
ju ok. 30 tys. nielegalnych imigrantów oraz ok. 20 tys. osób ubiegających się
o uzyskanie azylu; na lotniskach w Amsterdamie i Rotterdamie utworzono
centra deportacyjne. Obecnie liczba imigrantów w tym kraju zmniejszyła się
– stanowią oni ok. 6% ogółu mieszkańców. Wśród nich najliczniejsze społecz‑
ności tworzą Marokańczycy, Turcy, Niemcy oraz wychodźcy z byłej Jugosławii.
W ostatnim półwieczu pozytywna opinia jako o kraju przychylnym dla
imigrantów kształtowała się w Szwecji. Obecnie stanowią oni w tym kraju
ok. 6% ogółu mieszkańców. Kraj ujawnia zainteresowanie imigrantami przy‑
datnymi do rozwoju jego gospodarki; najliczniejsze społeczności tworzą wy‑
chodźcy z byłej Jugosławii, Norwegowie, Duńczycy, Irakijczycy i Turcy.
Migracje i społeczeństwo, red. J. E. Zamojski, Warszawa 2000, t. 5; J. Bielecki, Jak uchylić
drzwi do raju? „Rzeczpospolita”, z dn. 12 stycznia 2005 r., s. A3; K. Zuchowicz, J. Bielecki, Imi‑
granci dzielą Europę, „Rzeczpospolita”, z dn. 8 lutego 2005 r., s. A1; Migracji nie da się powstrzy‑
mać, „Polityka” 2006, nr 7, s. 26‒27.
7
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r.
309
Rozważając przyczyny migracji oraz ujawniające się prawidłowości w ru‑
chach migracyjnych zauważa się, że główną siłą sprawczą są przede wszyst‑
kim zjawiska ekonomiczne oraz towarzyszące im racjonalne kalkulacje. Zwra‑
ca się uwagę na szansę zatrudnienia w nowych krajach osiedlenia, wysokość
zarobków oraz możliwości samorealizacyjne wielu jednostek. Powszechnym
zjawiskiem w przeszłości było przemieszczanie się ludności z krajów o niskim
poziomie rozwoju gospodarczego do państw o wysokim stopniu rozwoju spo‑
łeczno‑gospodarczego. Współcześnie, wobec ujawniania się różnych barier
ograniczających migracje, pojawiają się nowe formy przemieszczania się lud‑
ności; przede wszystkim następuje koncentracja imigrantów w największych
aglomeracjach życia miejskiego poszczególnych państw, gdzie charaktery‑
styczne są znaki wielokulturowości, wieloetniczności. W ślad za tym tworzą
się etniczne enklawy8.
W przeszłości enklawy tworzyły się w następstwie wielkich exodusów, na‑
potykania trudności adaptacyjnych i integracyjnych w miejscach osiedlania
imigrantów. Obecnie uwarunkowania te stają się drugoplanowe wobec wy‑
zwań społeczno‑gospodarczych dyktowanych przez kraje przyjmujące imi‑
grantów. O tworzeniu się enklaw w istotnym stopniu decydują względy go‑
spodarcze poszczególnych państw, zakłada się też, że imigranci w enklawach
tych funkcjonować będą czasowo. Przyjmując, że imigranci będą po okre‑
ślonym czasie powracać do swych krajów pozwala się im w enklawach za‑
chowywać swą tożsamość etniczną. Enklawy pojmuje się nierzadko jako tzw.
małe ojczyzny. W rzeczywistości jednak jest to zderzenie się tradycyjnego
ładu kulturowego z wyzwaniami kształtującego się globalnego społeczeństwa
obywatelskiego. Funkcjonowanie w enklawach jest swoistym modelem życia
gettowego, wyizolowania się z rzeczywistości kulturowo‑cywilizacyjnej no‑
wych miejsc osiedlania. Pod wpływem upływającego czasu zamieszkiwania
w ładzie enklawowym następuje regres cywilizacyjny wielu imigrantów; nie
podnoszą oni poziomu życia kulturowego na miarę przemian dokonujących
się w kraju wychodźstwa i nie pokonują barier życia emigracyjnego (języko‑
wych, obyczajowych, zwyczajowych, kulturowo‑cywilizacyjnych). Jest to tzw.
strategia kapitału ekonomicznego; w rzeczywistości, tj. w praktyce społeczno‑
‑ekonomicznej oraz kulturowo‑cywilizacyjnej model ten jest niekorzystny dla
imigrantów z punktu widzenia strategii długofalowego rozwoju. W sytuacji
grup etnicznych wywodzących się z Azji i Afryki osiedlających się w krajach
Europy Zachodniej funkcjonowanie w enklawach jest często decyzją na całe
życie; inna jest w tym względzie rzeczywistość imigrantów podejmujących
decyzję o czasowym pobycie w takich enklawach. Sytuacja ta dotyczy m.
in. Polaków; tworzenie się enklaw polskich obserwuje się w ostatnim czasie
Por. M. Skoczek, Imigranci w społeczeństwach przyjmujących: izolacja i marginalizacja,
w: Imigranci i społeczeństwa przyjmujące. Migracje i Społeczeństwo, red. J. E. Zamojski, Warsza‑
wa 2000, s. 7‒13; J. Bielecki, Zielony sen polskiego imigranta, „Rzeczpospolita”, z dn. 30 grudnia
2005 r., s. A7.
8
Andrzej Chodubski
310
np. w Irlandii. Życie enklawowe powoduje, że imigranci izolują się w sensie
zarówno kulturowo‑cywilizacyjnym, jak i przestrzennym od społeczeństwa
ich przyjmującego. Powoduje to w istotnym stopniu tworząca się odrębna in‑
frastruktura społeczna, a w niej szkoły, instytucje ochrony zdrowia, miejsca
kultu religijnego (świątynie, domy modlitwy).
Izolacja w enklawach jest jednocześnie marginalizacją imigrantów w życiu
kulturowo‑cywilizacyjnym. Zjawisko to obserwuje się zwłaszcza w Wielkiej
Brytanii, Francji, Włoszech oraz Niemczech; ujawnia się ono też w krajach
o niższym poziomie rozwoju gospodarczego, np. zauważalne staje się w Pol‑
sce. W enklawach starają się zamieszkiwać imigranci zwłaszcza z krajów azja‑
tyckich oraz niektórych części byłego Związku Radzieckiego; czytelny jest
w tym względzie zwłaszcza obraz enklawowego życia Wietnamczyków9 i Or‑
mian10. Podejmują oni inicjatywę tworzenia własnych przedsiębiorstw, działa‑
ją na rzecz rozwoju tradycyjnych sfer aktywności gospodarczej, np. Ormianie
przypominają i odwołują się do dobrej tradycji handlu wschodniego. Z dru‑
giej strony, tworzący się ład enklawowy staje się też „sferą zakazaną”. Cha‑
rakterystyczna jest w enklawach rzeczywistość doraźności, a w ślad za tym
degradacja ładu materialnego i estetycznego; następuje bezwzględna eksploa‑
tacja urządzeń kultury materialnej, co wiąże się z dążeniem do gwarantowania
samowystarczalności w ramach danej grupy etnicznej. Izolacja powoduje też
ujawnianie się różnych uprzedzeń do emigrantów, a nawet rodzi postawy dys‑
kryminacji ze strony innych grup etnicznych11.
Obraz współczesnego życia migracyjnego znalazł się w polu wnikliwej
uwagi Kościoła rzymskokatolickiego. Przypomina się, że zjawisko to jest natu‑
ralnym prawem człowieka; przypomina się wezwanie Boże skierowane do Ab‑
rahama: „Wyjdź z twej ziemi rodzinnej i idź do kraju, który ci ukażę” (Rdz
12,1). Migracje zajęły ważne miejsce w nauczaniu Jana Pawła II, który wska‑
zywał m.in., że emigrant jest związany z dwoma krajami: ojczystym i osied‑
leńczym. Stąd rodzi się jego dwojaki status społeczno‑kulturowy, podwójna
odpowiedzialność społeczna i dwukulturowość. Krytycznie odnosił się do ży‑
cia w enklawach; wskazywał: „Dziś nikt nie może zamykać się we własnym gett‑
cie. Musicie służyć krajowi, w którym żyjecie, pracować dla niego, kochać go
i przyczyniać się do jego rozwoju”12. Zwracając uwagę na przemiany europejskie,
a w tym założenia Unii Europejskiej, papież podkreślał m.in. „Tworzenie Unii
Por. T. Halik, E. Nowicka, Wietnamczycy w Polsce. Integracja czy izolacja?, Warszawa 2002.
Por. A. Chodubski, Swoistość diaspory ormiańskiej, w: Diaspory. Migracje i Społeczeństwo,
red. J. E. Zamojski, Warszawa 2001, s. 61‒77.
11
Por. Z. Radłowski, J. Wojtczak, Jak narody widzą siebie nawzajem, Warszawa 1994; Narody
i stereotypy, red. T. Wallas, Kraków 1995; Kultura dominująca jako kultura obca, red. J. Mucha,
Warszawa 1999; Z. Bokszański, Tożsamości zbiorowe, Warszawa 2006.
12
Papież Jan Paweł II a emigracja i Polonia 1978‒1989, red. R. Dwonkowski, S. Kowalczyk,
E. Walewander, Lublin 1991, s. 27; A. Chodubski, O tożsamości Polaków na obczyźnie w nauczaniu
Jana Pawła II, w: Jan Paweł II. W kręgu myśli politycznej i dyplomatycznej, red. M. Wilk, Ł. Donaj,
Łódź 2009, s. 230‒243.
9
10
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r.
311
Europejskiej wymaga bowiem przede wszystkim szacunku dla każdego czło‑
wieka i dla różnych ludzkich społeczności oraz uznania ich specyfiki ducho‑
wej, kulturowej i społecznej (…) Jest nam bardzo potrzebna głęboka motywa‑
cja duchowa, aby Europa pozostała kontynentem otwartym, gościnnym oraz
by godność naszych braci nie była poniżana. Racją bytu społeczeństwa jest to,
iż pozwala ono każdemu człowiekowi prowadzić życie naprawdę ludzkie”13.
Zwracając uwagę na przyczyny nasilającej się migracji jako zjawiska glo‑
balnego zauważa się, że przede wszystkim generuje ono nierównomierność
rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego, kształtowanie się z jednej strony,
na jednym biegunie rozwoju bogactwa, wysokiej cywilizacji, a na drugim nę‑
dzy, trudności egzystencjalnych oraz zjawisk towarzyszących tym procesom,
np. (wysokiego) tempa przyrostu naturalnego, zabezpieczeń socjalnych. Ge‑
neralnie na globie ujawniają się kontrasty Północ‑Południe, peryferie – cen‑
tra, obcy –swoi, nowo wzbogaceni – nowo zubożali. Rzeczywistość ta skłania
zarówno decydentów, architektów współczesnego świata, jak i oddolnie sze‑
rokie kręgi społeczeństwa do poszukiwania dróg zrównoważonego rozwoju.
Jedną z nich są migracje ludności, przy czym zauważa się, że w rzeczywistości
kontrastów zachodzą różne zależności, m.in. w sferze pracy z jednej strony
ujawnia się podaż pracy, z drugiej siły roboczej (popyt na pracę w gospodar‑
kach zachodnich zaspokaja siła robocza imigrantów), czy też niedobory de‑
mograficzne w krajach zachodnioeuropejskich zastępują prężne w przyroście
demograficznym społeczności migracyjne z Południa.
W przestrzeni europejskiej mimo wyrażania akceptacji dla ruchów migra‑
cyjnych ujawniły się w ostatnich latach obawy kulturowe. Nieodosobnione
stały się pytania‑wątpliwości, czy napływ imigrantów nie spowoduje degrada‑
cji europejskiego ładu kulturowego, osadzonego na dziedzictwie kulturowym
sięgającym czasów starożytnych? Czy nie ujawni się na gruncie europejskim
zderzenie cywilizacyjne? Obawy te są formułowane zarówno na bazie obser‑
wacji napływu imigrantów z krajów Azji i Afryki, jak też z Europy Środkowej
i Wschodniej, z tzw. semi‑peryferiów Zachodu. Przewidywano, że po prze‑
mianach ustrojowych w Europie Środkowej i Wschodniej może przemieścić
się do krajów zachodnioeuropejskich ok. 25 mln osób, co określano nawet
mianem „potopu”14. Np. we Francji znanej z przychylności dla imigrantów
przewidziano wiele ograniczeń. Każdy imigrant musi zawrzeć tzw. kontrakt
przyjęcia i integracji (CAI), nakładający nań obowiązek nauki języka i re‑
spektowanie republikańskich zasad Francji. Od wypełnienia nakazów CAI
ma zależeć przyznanie karty pobytu na 10 lat. Jeśli władze lokalne stwier‑
dzą łamanie zasad, w szczególności w odniesieniu do kobiet, przewidzia‑
no wydalenie z kraju całej rodziny. Sprowadzanie rodziny przez imigranta
do Francji możliwe jest dopiero po półtorarocznym legalnym pobycie w tym
S. Sowiński, R. Zenderowski, Europa drogą Kościoła. Jan Paweł II o Europie i europejskości,
Wrocław – Warszawa – Kraków 2002, s. 266‒267.
14
K. Romaniszyn, Kulturowe implikacje międzynarodowych migracji, Lublin 2003, s. 33‒38.
13
312
Andrzej Chodubski
kraju oraz po wylegitymowaniu się odpowiednim statusem majątkowym
(mieszkaniem, zarobkami)15.
W obrazie współczesnych ruchów migracyjnych ujawniają się trzy cha‑
rakterystyczne przesłanki decyzyjne16. 1. Celowo‑racjonalne, tj. świadome,
skalkulowane kulturowo‑cywilizacyjnie oraz ekonomiczno‑społecznie racje
skłaniające do opuszczania danego kraju a udania się do innego; jest to zwykle
decyzja ludzi legitymujących się określonym dorobkiem życiowym, a w tym
w pracy zawodowej, zazwyczaj starannie wykształconych, przygotowanych
do życia diasporalnego. 2. Tradycyjne; są one osadzone w doświadczeniu życia
emigracyjnego członków rodziny, osób zaprzyjaźnionych, które w przeszłości
podejmowały decyzje o opuszczeniu kraju i zwykle osiągnęły w życiu diaspo‑
ralnym tzw. sukces kulturowo‑cywilizacyjny; 3. Hedonistyczne; decyzje zwy‑
kle podejmowane są na podstawie chwilowych stanów emocjonalnych, w sy‑
tuacji przypadkowych zdarzeń i okoliczności, w dużej mierze bezrefleksyjnie.
Podejmują je najczęściej ludzie młodzi, poszukujący „swojego miejsca” w ota‑
czającej ich rzeczywistości; są to też ludzie ciekawi świata, odważni w postępo‑
waniu społecznym, otwarci na podejmowanie nowych wyzwań.
Kształtująca się nowa rzeczywistość imigracyjna generuje nowe kategorie
instytucjonalne w tym zakresie. Wśród nich nową jakością stają się takie for‑
my migracyjne, jak:
1. Pobyty krótkoterminowe, które polegają na podejmowaniu pracy, głównie
fizycznej. Trwają one od tygodni do kilku miesięcy, organizowane są indy‑
widualnie oraz grupowo zarówno w kręgu rodzinnym, jak i koleżeńskim
czy też okolicznościowym.
2. Pobyty wahadłowe, polegające na krótkich pobytach handlowych w wy‑
branych krajach i miastach; organizowane są one w określonych odstępach
czasu, co wiąże się z pozyskiwaniem danych towarów handlowych i klien‑
tów na nie.
3. Pobyty tranzytowe; są one zarówno formą zorganizowaną, jak i spontanicz‑
ną przemieszczania się imigrantów. Powodowane są różnymi okolicznoś‑
ciami, zwłaszcza finansowymi (niezbędnymi do odbycia podróży); w tej
sytuacji imigranci zatrzymują się w krajach przejazdu (tranzytu) na okre‑
ślony czas, gdzie nierzadko podejmują pracę dorywczą czy też u osób im
w jakimś stopniu znanych.
4. Pobyty sieciowe i cyrkulacyjne, które organizowane są przez wyspecjali‑
zowane podmioty imigracyjne, często działające nielegalnie; polegają one
na pozyskiwaniu usług. Imigranci ci pochodzą zwykle w ostatnich latach
z przestrzeni postradzieckiej, krajów Europy Środkowej i Wschodniej
oraz Azji (a zwłaszcza z Afganistanu, Bangladeszu, Indii, Pakistanu, Sri
Lanki, Iranu). Zatrudniani są przede wszystkim w systemie sezonowym,
G. Dobiecki, Francja. Zaostrzenie przepisów. Wybieranie imigrantów, „Rzeczpospolita”,
z dn. 10 lutego 2006 r., s. A6.
16
P. Kaczmarczyk, Migracje zarobkowe Polaków w dobie przemian, Warszawa 2005, s. 66‒68.
15
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r.
313
w usługach, handlu, gastronomii. Często imigranci podejmują zatrudnie‑
nie niezgodne z podanymi kwalifikacjami i umiejętnościami; nierzadko
wysokiej klasy specjaliści (lekarze, inżynierowie, nauczyciele, artyści) pra‑
cują w podstawowej sferze usług. Nierzadko umiejętności profesjonalne
są dodatkowym ich nielegalnym zajęciem społecznym; np. lekarze pracu‑
jący w sferze handlu nielegalnie niosą posługę medyczną zgłaszającym się
do nich chorym. Organizatorzy napływu imigrantów podejmują też działa‑
nia na rzecz ich legalizacji zatrudnieniowej, m.in. starają się uzyskiwać dla
nich karty stałego pobytu, co widoczne jest w Polsce. Szacuje się, że w kra‑
jach europejskich zezwolenia takie otrzymuje ok. 75% osób ubiegających
się o legalizację stanu imigracyjnego.
5. Pobyty „przemytowe”; są to nielegalne pobyty obcokrajowców w danych
krajach. Organizowane są one przede wszystkim w sposób nielegalnie zin‑
stytucjonalizowany; organizatorzy pobierają za nie zwykle wysokie opłaty,
pobyty te z reguły łączą się też z imigracją sieciową i cyrkulacyjną. Wiąże
się to z pozyskiwaniem dokumentów identyfikacyjnych oraz podejmowa‑
niem prób legalizacji życia migracyjnego.
W ślad za pojawieniem się nowych form rozwoju migracji tworzą się też
nowe typy imigrantów. Wśród nich wyróżnia się zwykle: 1. imigrantów‑handla‑
rzy, 2. imigrantów doraźnych zajęć, 3. imigrantów tranzytowych, 4. azylantów,
5. nielegalnych imigrantów zarobkowych, 6. imigrantów „sfery patologicznej”.
Typy te generowane są na bazie sfery zatrudnienia, pozyskiwania docho‑
dów, czasu przebywania w nowych miejscach (krajach) osiedlania oraz statusu
społeczno‑politycznego.
W nowym ładzie imigracyjnym zjawiskiem charakterystycznym staje się
przewaga kobiet nad mężczyznami17. Często kobiety samodzielnie podejmują
decyzje o migracji. Problem tworzenia rodziny ulega w ich obrazie życia mar‑
ginalizacji. Kobiety jako jednostki partycypatywne podejmują decyzję o mi‑
gracji ze względów przede wszystkim ekonomicznych, cywilizacyjnych; współ‑
czesny porządek migracyjny jest bardziej korzystny dla nich niż dla mężczyzn.
Łatwiej znajdują zatrudnienie w sferze usług, m.in. w charakterze pomocy do‑
mowych, opieki medycznej, opieki wychowawczej, edukacyjnej, w sferze hote‑
lowo‑rekreacyjno‑usługowej, restauracyjnej czy też tzw. „przemyśle rozrywko‑
wym”; nierzadko też wchłania je „przemysł matrymonialny”. W wielu krajach
zachodnioeuropejskich obserwuje się zainteresowanie mężczyzn zawieraniem
małżeństw z cudzoziemkami. Tradycję w tym względzie wypracowały kraje
skandynawskie, a zwłaszcza Szwecja18; obecnie zjawisko to jest typowe m.in.
dla Holandii, Wielkiej Brytanii, Włoch. Instytucjonalnie zajmują się tym licz‑
ne biura matrymonialne. Wciąż dyskusyjna jest imigracja określana mianem
„sfery patologicznej”. Przeciwstawiają się jej różne organizacje humanitarne.
Por. T. Miłkowski, Kobiety we współczesnych migracjach, w: Migracje i społeczeństwo, red.
J. Zamojski, Warszawa 1997, t. 2, s. 225‒233.
18
Por. Polacy w Skandynawii, red. E. Olszewski, Lublin 1997.
17
314
Andrzej Chodubski
Zauważa się, że nie tylko jest ona niezgodna z tradycyjnymi wartościami ży‑
cia kulturowego, ale też jej tzw. hollywoodzkość (łatwe zdobywanie pieniądza,
błyskotliwe zdobywanie sławy, osiąganie sukcesu indywidualnego w krótkim
czasie) jest zgubna dla społeczeństwa jako całości, jako że nie uwzględnia się
rozwoju długofalowego, skutków, następstw dla świata konsumenckiego. Imi‑
gracja ta pogłębia kryzys życia rodzinnego, powoduje odchodzenie od war‑
tości dziedzictwa kulturowego, tworzy anonimowość społeczną, powoduje
zanik wartości kategorii przyzwoitości społecznej, a umacnia dehumanizację
stosunków międzyludzkich, degradację wartości kulturowo‑cywilizacyjnych19.
W ładzie współczesnej imigracji wyjątkową społeczność stanowią studen‑
ci. Na gruncie europejskim studia zagraniczne traktowane są tradycyjnie jako
wartość cywilizacyjna, jako swoista „przepustka” do rzeczywistego wyższego
wykształcenia. Studia zagraniczne dają jednostce możliwość konfrontacji, sty‑
mulują przedsiębiorczość, otwartość na świat, przyswajanie nowych wzorów,
zachowań, modeli życia kulturowego. Dużą wagę do edukacji zagranicznej
przywiązuje się też w Polsce. Nierzadko przypomina się, że tzw. luminarze
polskiej kultury zdobywali wykształcenie w różnych krajach świata, a zwłasz‑
cza w rzeczywistości zachodnioeuropejskiej20.
Państwa wysoko rozwinięte pod względem gospodarczym zachęcają do stu‑
diowania osoby z zagranicy. Z jednej strony postrzega się je jako rzeczników
swych interesów oraz jako potencjalnych młodych pracowników w swej przestrze‑
ni kulturowo‑cywilizacyjnej. W Europie zainteresowanie to jest charakterystyczne
zwłaszcza dla Szwajcarii, Austrii, Wielkiej Brytanii i Luksemburga (w ostatnim
z krajów udział studentów z zagranicy na 1 tys. studiujących przekracza 100)21.
O podejmowaniu studiów decydują w istotnym stopniu zachęty w postaci stypen‑
diów, grantów itp.; istotnym czynnikiem wspierającym mobilność jest polityka
przepływu osób oraz specjalne programy zachęcające do uczestnictwa w reali‑
zacji europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego22. Uznając, że fundamentalną
wartość w społeczeństwie globalnym stanowi wykształcenie oraz dostęp do in‑
formacji i umiejętności ich wykorzystania, młode pokolenie ujawnia zaintereso‑
wanie zdobywaniem wysokich kwalifikacji i kompetencji zawodowych; podziela
się powszechnie opinię, że nauka i technika w coraz większym stopniu wpływa
na zachowania, postawy życia codziennego, na sposób myślenia, na sferę podej‑
mowania decyzji strategicznych oraz formy działania taktycznego; wiedza i zwią‑
zana z nią informacja stają się w praktyce kulturowo‑cywilizacyjnej najdroższym
towarem i podstawowym czynnikiem rozwoju23.
Por. U. Świętochowska, Patologie cywilizacji współczesnej, Toruń 2001.
Por. A. Chodubski, Mniejszości narodowe w dziejach polskiej cywilizacji, w: Meandry cywi‑
lizacyjne, kwestie narodowościowe i polonijne, red. A. Chodubski, Toruń 1996, s. 43‒55.
21
P. Kaczmarczyk, M. Okólski, dz. cyt., s. 76‒80.
22
Por. Deklaracja Bolońska i co dalej. Zbiór komunikatów, wytycznych i sugestii, Poznań 2004.
23
Por. E. Polak, Przemiany cywilizacji współczesnej w sferze kultury materialnej, Gdańsk
1996, rozdz. V.
19
20
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r.
315
Studia zagraniczne mimo wielu pozytywnych kontekstów stanowią też,
z punktu widzenia interesów poszczególnych państw, duże ryzyko, jako
że ujawnia się problem „powrotu” absolwentów do kraju wysyłającego. Po‑
wszechnie zauważa się, że wskaźnik „powrotów” jest wyższy w przypadku
studentów z krajów wysoko rozwiniętych niż w odniesieniu do osób pocho‑
dzących z krajów o niższym poziomie rozwoju. Niekiedy powroty stają się
źródłem pomyślności kulturowo‑cywilizacyjnej, sukcesu zawodowego i oso‑
bistego, ale też są płaszczyzną rozczarowań, niespełnionych nadziei i oczeki‑
wań. Sytuacja ta jest charakterystyczna w ogóle dla imigrantów jako całości
kulturowo‑cywilizacyjnej24; liczą się tu racje kosmopolityczne, taktyczne, sen‑
tymentalne (patriotyczne, rodzinne, tożsamościowe).
Obok spraw studenckich istotną kwestią stają się migracje nauczycieli aka‑
demickich. Uznaje się, że wymiana międzynarodowa w zakresie nauki i szkol‑
nictwa wyższego jest fundamentalnym warunkiem kariery i sukcesu zawodo‑
wego. W rzeczywistości przemian europejskich istotną wagę przywiązuje się
do emigracji i imigracji kadry naukowej; zakłada się osiąganie korzyści przez
kraj przyjmujący potencjał naukowy gości oraz kraj wysyłający przez transfer
swej wiedzy i technologii25. W krajach Unii Europejskiej zakłada się koordyna‑
cję w zakresie mobilności pracowników naukowo‑badawczych oraz tworzenia
sieci w życiu naukowo‑badawczym. Zadania te powierzono m.in. programom
naukowym, jak „Science” czy „Leonardo da Vinci” i w zakresie wymiany stu‑
denckiej („Erasmus”, „Socrates II”, „Erasmus World”).
We współczesnej rzeczywistości migracyjnej nowa „jakość” ujawnia się
w tradycyjnych procesach: 1. adaptacyjnych, 2. integracyjnych, 3. asymilacyj‑
nych. Powoduje ją nowa „jakość” imigrantów, którzy w dużym stopniu zorien‑
towani są na urzeczywistnienie wartości społeczeństwa informacyjnego. Jest
to pokolenie ludzi młodych, określanych mianem „natychmiastowców”, a nie‑
kiedy „x”. Pokolenie to odchodzi od tradycyjnych wzorców życia imigracyjnego,
odsuwa się od ładu tworzonego na autorytecie instytucji, a ponad nie przedkła‑
da ideały wolności, samorządności, negocjacji. Jest to pokolenie zorientowane
na natychmiastowe zaspokajanie potrzeb konsumpcyjnych. W ogóle emigracja
jest ze swej istoty rzeczywistością konsumpcyjną i kolonizatorską. Pierwszopla‑
nową pozycję zdobywa w niej poszanowanie dla doraźności, teraźniejszości26.
Imigranci zaspokajając potrzeby konsumpcyjne, rekompensują ujawnia‑
jące się w nowej rzeczywistości egzystencjalnej niedobory życia duchowego,
Por. Migracje powrotne Polaków. Powroty sukcesu czy rozczarowania?, red. K. Iglicka, War‑
szawa 2002; Emigrować i wracać, red. L. Kolarska‑Bobińska, Warszawa 2007; A. Fandrejewska,
Rosną koszty emigracji, „Rzeczpospolita”, z dn. 15 stycznia 2009 r., s. B1.
25
Por. Mobilność pracowników naukowych w Polsce, red. M. Dąbrowa‑Szefler i in., Warszawa
1998; T. Perkowski, Brain drain czy knowledge gain, w: Emigracja – zagrożenie czy szansa, red.
M. Dietrych, Warszawa 2005, s. 29‒38.
26
Por. Migracje. Historia – Kultura. Migracje i Społeczeństwo, red. J. E. Zamojski, Warszawa
2002, s. 5‒8.
24
316
Andrzej Chodubski
sferę niedowartościowania społecznego. W tej sytuacji pojawia się przewartoś‑
ciowanie tożsamościowe; następuje odchodzenie od dziedzictwa kulturowego.
W tradycyjnym ładzie imigracyjnym procesy przystosowawcze do nowej rze‑
czywistości kulturowo‑cywilizacyjnej trwały zwykle do czwartego pokolenia;
współcześnie skracają się one do dwóch pokoleń. Wynika to z rozumienia
procesów migracyjnych, a w tym z łatwiejszego pokonywania barier osied‑
leńczych. W ważnym stopniu bariery migracyjne niwelują takie czynniki, jak
poziom wykształcenia emigrantów (w rzeczywistości wychodźczej obserwuje
się coraz wyższy poziom wykształcenia), zdobywanie zatrudnienia umożliwia‑
jącego zabezpieczenie podstawowych potrzeb egzystencjalnych oraz kompen‑
sacyjnych, otwartość na znaki postępu naukowo‑technicznego (przyswajanie
i stosowanie w praktyce życia codziennego nowoczesnych urządzeń technicz‑
nych, produktów konsumpcyjnych, znaków komunikacji społecznej itp.). Za‑
uważa się jednocześnie, że coraz szersze kręgi społeczeństw są w stanie przy‑
stosować się do tempa przemian cywilizacyjnych, a w tym znaczący jest udział
imigrantów. Społeczności te pogrążają się w sferze patologii społecznej, coraz
więcej ludzi nie mogąc dostosować się do otaczającej ich rzeczywistości pogrą‑
ża się w stanie neurozy oraz chorób cywilizacyjnych.
W procesie integracji imigrantów ujawnia się współcześnie duża zmien‑
ność postaw, wartości, aspiracji, a wraz z tym ulegają oni procesom synkre‑
tyzacji kulturowej; ujawnia się tolerancja dla różnorodności postaw, wzorów,
modeli życia kulturowego. Duży wpływ na rzeczywistość tę wywierają media,
a zwłaszcza oddziaływanie kultury obrazkowej (telewizyjnej, internetowej).
Imigranci stają się typowymi przedstawicielami globalnej społeczności oby‑
watelskiej. Fundamentalną wartością ich życia diasporalnego staje się przestrze‑
ganie praw człowieka i obywatela, tolerancja dla różnych kultur i subkultur.
W rzeczywistości tej czytelne są jednak odmienności cywilizacyjne, jawią‑
ce się w przywiązaniu do sfery zwyczajów, obyczajów kształtowanych przez
tysiąclecia i pozostające pod wpływem ładu religijnego; widoczne jest to w od‑
niesieniu do porządku islamskiego, buddyjskiego, jak też kultur Afryki, Azji
czy krajów Ameryki Południowej. Procesy unifikujące ład imigracyjny czytel‑
ne są zwłaszcza w odniesieniu do społeczności krajów europejskich, a w tym
zwłaszcza do zachodnioeuropejskich.
Wyjątkową przestrzeń kulturowo‑cywilizacyjną dla imigrantów stano‑
wi Polska27. Od początku lat dziewięćdziesiątych o status uchodźcy w Polsce
ubiega się od 600 do 1 tys. cudzoziemców. Najwięcej wśród nich notowano
przedstawicieli Armenii, Indii, Rosji, Afganistanu, Somalii, Sri Lanki, Iraku,
Algierii i Pakistanu; znaczące społeczności stanowią też przedstawiciele Ban‑
gladeszu, Gruzji, Azerbejdżanu oraz krajów byłej Jugosławii. Imigranci przy‑
bywają do Polski głównie nielegalnie, na podstawie fałszywych dokumentów,
zaproszeń oraz samowolnego przekroczenia tzw. zielonej granicy. Straż Gra‑
27
Por. A. Chodubski, Obraz imigracji w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, Imigranci i spo‑
łeczeństwa przyjmujące. Migracje i Społeczeństwo, red. J. E. Zamojski, Warszawa 2000, s. 212‒226.
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r.
317
niczna zatrzymuje podczas prób nielegalnego przekraczania granicy ok. 10 tys.
cudzoziemców rocznie. W ostatnim dziesięcioleciu najwięcej wśród nich było
Rumunów, Ormian, Ukraińców, Hindusów i Afgańczyków.
Przybywanie do Polski objaśniają względami tranzytowymi, turystyczny‑
mi oraz odwiedzinami krewnych. Podejmują pracę zawodową w sferze usług
i w handlu. Znaczący jest udział imigrantów czasowych z państw sąsiadujących
z Polską, a w tym z Litwy, Białorusi i Ukrainy. Litwini podejmują najczęściej
zatrudnienie w rolnictwie i ogrodnictwie, Białorusini – w handlu, Ukraińcy –
w budownictwie, rolnictwie oraz wytwórczości technicznej28. Wśród imigran‑
tów z byłego Związku Radzieckiego znaczący jest udział osób z wyższym wy‑
kształceniem; nierzadko podejmują oni pracę w charakterze nauczycieli języków
obcych, przedmiotów artystycznych (muzyki, tańca, malarstwa, rzeźby, gimna‑
styki artystycznej). Kobiety znajdują zatrudnienie jako pomoc domowa, a w tym
przy opiece nad dziećmi, osobami starszymi, ludźmi chorymi. Nierzadko przed‑
stawiciele narodów byłego Związku Radzieckiego znajdują zatrudnienie na wyż‑
szych uczelniach, zwłaszcza ci, którzy legitymują się stopniami naukowymi oraz
znaczącym dorobkiem naukowo‑badawczym; spotyka się ich też w służbie zdro‑
wia, zwłaszcza specjalistów wąskich działów nauk medycznych.
Szczególną kategorię imigrantów stanowią osoby podejmujące pracę w lo‑
kalach rozrywkowych, w salonach masażu erotycznego, klubach nocnych,
jako tzw. hostessy. Najczęściej są to młode osoby, do 25 roku życia.
Stosunek społeczeństwa polskiego do imigrantów jest dychotomiczny29.
Z jednej strony zauważa się do nich niechęć jako do „obcych”; postrzega się
ich jako nosicieli zjawisk patologicznych, nieposiadających stałego zatrudnie‑
nia, żebrzących, przywłaszczających nierzadko obce mienie, uczestników roz‑
bojów, pijaństwa, narkomanii itp. Z drugiej zaś strony wyraża się dla nich zro‑
zumienie, uzasadnia się ich postawy i zachowania zacofaniem cywilizacyjnym,
chęcią włączenia się w nową rzeczywistość społeczno‑polityczną i gospodar‑
czą. Przypomina się też jako swoiste usprawiedliwienie położenie Polaków
na obczyźnie i pomoc udzielaną im przez kraje i społeczeństwa przyjmujące.
Pomoc imigrantom jest zatem spłaceniem moralnego długu wobec innych na‑
rodów, zaciągniętego przez Polaków pozostających w życiu diasporalnym.
Imigranci w Polsce nie napotykają znaczących utrudnień w zatrudnieniu.
Pracodawcy zatrudniając imigrantów pozyskują zwykle tanią siłę pracowni‑
czą, nie ponoszą przy tym wielu świadczeń z tytułu uprawnień socjalno‑byto‑
wych (co wiąże się z nielegalnym ich zatrudnianiem). Imigranci są generalnie
ludźmi młodymi, od 16 do 35 roku życia. Pobyt w Polsce traktują jako tym‑
czasowy, sezonowy, handlowy, tranzytowy; zatrudniając się u pracodawców
wyrażają przekonanie, że podniosą standard życia, a także kwalifikacje za‑
wodowe. W wyobrażeniach stereotypowych Polska jawi się imigrantom jako
Por. E. Domeradzka, Polacy zatrudnieni za granicą i cudzoziemcy pracujący w Polsce, „Po‑
lityka Społeczna” 1996, nr 11‒12, s. 15‒18.
29
Por. J. Hryniewicz, Uchodźcy w Polsce. Teoria a rzeczywistość, Toruń 2005, rozdz. 6.
28
318
Andrzej Chodubski
kraj urzeczywistniający ideały wolności, równości, sprawiedliwości, tolerancji.
W konfrontacji z rzeczywistością kulturowo‑cywilizacyjną wyrażają najczęś‑
ciej jedynie zadowolenie z uzyskiwanych zarobków, zwłaszcza jeśli zajmują się
handlem; wysokie zarobki uzyskują też hostessy (dziennie powyżej 100 zło‑
tych). Najmniej zarabiają imigranci zatrudnieni w sferze rolniczej, aczkolwiek
przy tym uzyskują zwykle zakwaterowanie i wyżywienie.
Imigranci przebywający w Polsce dłużej niż 1 rok starają się zwykle opuścić
ją w jak najkrótszym czasie w celu wykonania określonych zadań i wywiezienia
zarobionych pieniędzy do swojego kraju. Imigranci z Afryki i Azji starają się
przemieszczać do krajów zachodnioeuropejskich, a w tym zwłaszcza do Nie‑
miec, Holandii, Szwecji, gdzie znajdują się większe skupiska ich rodaków.
Specyficzną kwestią w życiu imigracyjnym jest zawieranie związków mał‑
żeńskich. Nierzadko Polacy żenią się z imigrantkami, najczęściej jednak z Bia‑
łorusinkami i Ukrainkami. W związki małżeńskie wstępują też Polki z imi‑
grantami. W praktyce kulturowej związki te okazują się nietrwałe, ok. 80%
z nich rozpada się już w ciągu pierwszych lat ich trwania. Kobiety zwykle
opuszczają wtedy Polskę, a mężczyźni przemieszczają się do innych krajów,
bądź też zawierają kolejne związki małżeńskie w Polsce. Względy legalizacyjne
imigrantów powodują też, że pojawiają się tzw. białe małżeństwa. W celu uzy‑
skania możliwości osiedlania się na stałe w Polsce imigranci, zwłaszcza pocho‑
dzący z Azji, zawierają formalnie związki małżeńskie z obywatelkami, jak też
kobiety z obywatelami Polski. Nie jest to jednak zjawisko o szerokim zasięgu.
Imigranci w Polsce, zwłaszcza wywodzący się z byłego Związku Radzieckie‑
go, starają się w jak najkrótszym czasie przystosować się do lokalnych rzeczy‑
wistości kulturowych, co wyraża się w komunikacji językowej, sposobach orga‑
nizacji życia społecznego, aspiracjach zawodowych itp. Imigranci z krajów Azji
funkcjonują zwykle w enklawach, gdzie podtrzymują swą odrębność kulturową.
Charakterystycznym zjawiskiem dla społeczności imigracyjnych w Polsce
jest uczestnictwo w polskiej obrzędowości religijnej. Wyznawcy religii rzym‑
skokatolickiej czynnie uczestniczą w życiu Kościoła, co wiąże się z procesami
adaptacyjnymi i integracyjnymi; nierzadko w życiu religijnym obrządku rzym‑
skokatolickiego uczestniczą wyznawcy innych wyznań oraz bezwyznaniowcy.
Instytucjonalnie sprawami imigrantów w Polsce zajmuje się kilka podmio‑
tów życia publicznego, m.in. Biuro ds. Uchodźstwa i Migracji w Warszawie,
referaty Spraw Obywatelskich urzędów wojewódzkich, policja – zespoły ds.
cudzoziemców, Urzędy Paszportowe, Zakłady Pomocy Społecznej, Oddziały
Polskiego Czerwonego Krzyża, Caritas. Instytucje te funkcjonują w ośrod‑
kach, gdzie powstają większe skupiska imigrantów.
Polska jawi się imigrantom jako kraj o wielu istotnych barierach w pro‑
cesach adaptacyjnych i integracyjnych. Jedną z głównych jest sfera językowa.
Zauważa się, że niewielki odsetek obywateli polskich jest w stanie porozumieć
się z obcokrajowcami w językach obcych, zwłaszcza duże trudności ujawniają
się w tym względzie w urzędach i instytucjach życia publicznego. Trudności
Polacy a wyzwania migracyjne w Europie od 1989 r.
319
w komunikacji językowej powodują też, że imigranci wchodzą w kolizję z pra‑
wem. Mimo to, ze względu na zaostrzanie się przepisów azylowych w krajach
Europy Zachodniej coraz więcej imigrantów z różnych kontynentów stara się
o uzyskanie prawa pobytu w Polsce. Polska zgodnie z porozumieniami mię‑
dzynarodowymi, a w tym zwłaszcza unijnymi, stara się sprostać ujawniającym
się wyzwaniom30. W wymiarze normatywnym obowiązuje ustawa o cudzo‑
ziemcach znowelizowana 19 września 1991 r. Tworzy się ośrodki dla uchodź‑
ców i osób ubiegających się o ten status, a w nich prowadzi się naukę języka
polskiego. Osoby dorosłe w edukacji tej biorą udział na zasadzie dobrowol‑
ności, zaś dzieci nauczane są obowiązkowo w szkołach położonych w pobliżu
ośrodków. Imigrantom gwarantuje się podstawową opiekę zdrowotną.
Spośród społeczności imigracyjnych największe trudności adaptacyjne
w Polsce napotykają przedstawiciele krajów Afryki. Często przybywają oni
do Polski przypadkowo, m.in. w ramach tzw. „przemytu”. Nierzadko trafia‑
jąc do Polski nie wiedzą, gdzie przebywają, w ogóle nie posiadają informacji
o tym kraju i jego odrębności kulturowo‑cywilizacyjnej. W konfrontacji z pol‑
ską rzeczywistością zwykle starają się w jak najkrótszym czasie opuścić kraj;
nierzadko powierzają swój los migracyjny zorganizowanym gangom zajmują‑
cym się przemytem ludzi31.
Dłuższy pobyt Afrykanów w Polsce wskazuje, że dobrze adaptują i integru‑
ją się w tym kraju. Niemało z nich po poznaniu języka polskiego, a zwłaszcza
po ukończeniu polskich uczelni decyduje się na pozostanie w Polsce. Znajdują
oni zatrudnienie w instytucjach publicznych, m.in. w służbie zdrowia, szkolni‑
ctwie, kulturze, gdzie zdobywają zaufanie i szacunek lokalnych społeczności.
Współczesne ruchy migracyjne w Europie są ważną siłą przeobrażającą ład
kulturowy społeczności lokalnych. Zmieniają kulturę bytu, kulturę społeczną,
a w tym nawet obraz rodziny jako fundamentu życia społecznego. Zauważa się,
że imigranci są zwykle ludźmi ciężko pracującymi; chętnie korzystają z moż‑
liwości uzyskania dodatkowych dochodów, co odbywa się nierzadko kosztem
podstawowego prawa do odpoczynku. Imigranci pracując przede wszystkim
fizycznie zdobywają w rzeczywistości zagranicznej nowe umiejętności zawo‑
dowe, oswajają nową kulturę pracy, poznają standardy jakości pracy.
Migracje ukierunkowują w istotnej mierze obraz życia na partycypatyw‑
ność jednostki, przy czym następuje osłabienie życia rodzinnego, małżeń‑
skiego. Współczesne migracje, zwłaszcza krótkotrwałe, powodują dzielenie
życia rodzinnego na dwa światy, tj. funkcjonowanie w rzeczywistości imi‑
gracyjnej oraz nawiązywanie stosunków rodzinnych w kraju wychodźstwa.
Rozłąka rodzin powoduje nierzadko ich patologię, za którą odpowiedzialność
ponoszą najczęściej zarówno strona migracyjna, jak i pozostająca w miejscu
wychodźstwa. Migracje powodują, że w tworzących się rzeczywistościach
Por. G. Janusz, P. Bajda, Prawa mniejszości narodowych. Standardy europejskie, Warszawa 2000.
Por. Uchodźcy mówią, Podkowa Leśna 1997, s. 121; Metod