Dziennik transatlantycki (2010-10-26 – 2011-02-02)

Komentarze

Transkrypt

Dziennik transatlantycki (2010-10-26 – 2011-02-02)
DZIENNIK TRANSATLANTYCKI
Relacje Aleksandra Doby z jego rejsu kajakiem przez Atlantyk na trasie Dakar (Senegal) – Acaraú (Brazylia).
Ze strony: http://www.aleksanderdoba.pl/index.php?option= com_content&view= article&id= 103&Itemid= 98
3 lutego 2011, godz. 00:29 (SMS od Jerzego Arsoby)
Pierwsze postawienie stopy na kontynencie, suchym lądzie – godz. 14:12 (czasu polskiego).
Do portu rybackiego w Acaraú dotarł o 17:50 (czasu lokalnego).
Kajak poniżej linii wody obrośnięty kaczenicami. Dwie godziny zajął załadunek kajaka na lawetę. Pojedzie do Fortalezy.
Teraz siedzimy w restauracji Tawerna w Paulo. Pierwsze piwo od 3 miesięcy – brazylijska Bohemia. Olo
zamówił talerz owoców morza z warzywami.
Jutro badania lekarskie w Fortalezie i konferencja prasowa.
Jest OK : )
===============================
2 lutego 2011, godz. 21:50 czasu polskiego
TRANSATLANTYCKA WYPRAWA KAJAKOWA ZAKOŃCZONA SUKCESEM!
Po 98 dniach, 23 godzinach, 42 minutach i 5394 km Aleksander Doba jako pierwszy Polak i trzeci człowiek
na świecie samotnie przepłynął kajakiem Atlantyk. Dzięki wytrwałości, hartowi ducha oraz ogromnemu
doświadczeniu największa wyprawa życia Olka zakończyła się sukcesem. Dokonał tego korzystając wyłącznie z napędu wiosłowego pomimo przeszkód, które – w postaci przeciwnych prądów, silnych wiatrów
i wysokich fal – stawiała przed nim pogoda.
Wyprawa rozpoczęła się w Dakarze 26 października 2010, o godz. 13:30 GMT (15:30 CEST, polski czas
letni).
Cel osiągnięty został 2 lutego 2011, o 13:12 GMT (14:12 CET – polski czas zimowy, 10:12 BRT – czas
brazylijski), gdy Aleksander Doba dopłynął do brzegu Ameryki Południowej i postawił stopę na suchym
lądzie przy ujściu rzeki Acaraú w Brazylii,. Zajęło mu to 98 dni, 23 godziny i 42 minuty.
Walcząc z ogromnym zmęczeniem Aleksander Doba popłynął w górę rzeki, do portu Acaraú, dokąd dotarł
po blisko ośmiu godzinach, 2 lutego 2011 o 20:50 GMT (21:50 CET, 17:50 BRT). Cała wyprawa trwała
więc 99 dni, 7 godzin i 20 minut.
Na całej trasie kajakarz często napotykał niekorzystne warunki pogodowe zmuszające go do zwiększonego
wysiłku i wielokrotnego zataczania pętli. Podczas bezchmurnych dni doskwierał upał, przez co musiał wiosłować głównie nocą.
Ostatnie dni wyprawy przebiegały bez większych utrudnień. Jednakże prąd uniemożliwił wejście do Fortalezy,
stąd decyzja dopłynięcia do leżącego ok. 200 km na północny-zachód Acaraú. Tam, wśród witających, był
m.in. ambasador RP w Brazylii Jacek Junosza Kisielewski.
Aleksander Doba płynął kajakiem z włókna węglowego, zbudowanym specjalnie w tym celu w Szczecinie, w stoczni Andrzeja Armińskiego. Kajak zaprojektowany został pod kierownictwem A. Armińskiego
przez Rafała Głodka, Michała Klimka i Radosława Zygmunta. Siedmiometrową jednostkę wyposażono
w niezbędne do przeżycia urządzenia takie jak: odsalarka, baterie słoneczne, akumulator, instalacja wody
słodkiej. Bezpieczeństwo zapewniają dwie komory wypornościowe, podział na przedziały wodoszczelne
oraz pałąki zapobiegające obróceniu do góry dnem. Schronienie kajakarz znajdował w niewielkiej dziobowej kabinie zamykanej wodoszczelnym lukiem.
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
2
Łączność ze światem zapewniał telefon satelitarny oraz nadajnik satelitarny, podający aktualną pozycję.
Energii do wiosłowania dostarczały liofilizowane posiłki, zapasy słodyczy oraz łapane po drodze ryby.
Podsumowanie:
rzeczywista długość trasy:
5394 km
średnia prędkość:
2,26 km/h
średni dystans dobowy:
54 km
maksymalny dystans dobowy: 126,5 km
===============================
Informacja od Ola:
NIE MIAŁEM, NIE MAM I NIE BĘDĘ MIAŁ POCZTY GŁOSOWEJ!!!
===============================
1 lutego 2011, godz. 14:28 i 18:41 (SMS)
Jaka ciekawa, stresująca i dla mnie wyczerpująca końcówka etapu. Upał, wiosłować mogę nocami.
Pozdrawiam WSZYSTKICH śledzących moją wyprawę.
AD.
Wszelkie informacje wiatrowe zaznaczały wschodnie wiatry z wieloma odchyleniami północnymi.
Z południa nic. Od 3 godzin dobija mnie wiatr S-E o sile 2, 3, 4, 3, 2 stopni B. Odpowiednio niecenzuralne słowa proszę wstawić.
AD.
===============================
[23 lutego 2011 - komentarz Olka do relacji z 31 stycznia 2011]
Jurek udramatyzował moją rozmowę z nim. Ja nie zamierzałem dobić do brzegu gdziekolwiek.
Planowałem płynąć do rzeki i portu Acaraú. Trudnym wejściem do ujścia rzeki, niezrozumiałym dla mnie,
to on mnie straszył (i nie tylko on), nie wyjaśniając na czym te trudności miałyby polegać.
===============================
31 stycznia 2011, godz. 22:00 (telefon do Jerzego Arsoby)
Jestem bardzo wyczerpany!
Marzę o tym, by wreszcie dobić do brzegu, gdziekolwiek to będzie.
Boję się, że południowe wiatry odepchną mnie bardziej od lądu i będę musiał jeszcze wiele dni płynąć.
Nie! Chcę jak najszybciej wylądować.
Celuję na Acaraú, choć to niewielka rybacka miejscowość i nieciekawe wybrzeże, mielizny, trudne wejście do ujścia rzeki.
Głosy z Polski namawiają mnie, abym płynął do Camocim, gdzie podobno jest wygodniej lądować, ale
nie mam siły...
===============================
30 stycznia 2011, godz. 16:34 (SMS)
Właśnie mijam Fortalezę w odległości 127 km. Przysłano mi prognozy wiatrów: E, N-E, NN-E, a nawet
wspaniały N-W. Niestety zgodny z prądem zdecydowany wiatr S-E ciągnie mnie na N-W; mimo moich
ogromnych wysiłków, by zbliżyć się do brzegu.
Otrzymałem propozycję przylotu w sobotę do Berlina. Zdecydowanie odrzuciłem, głównie ze względów
zdrowotnych. Mój okres adaptacji do warunków tropikalnych był długi, okupiony cierpieniami (wypryski
swędzące na całym ciele). Kilka razy byłem na granicy udaru cieplnego próbując wiosłować w upale.
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
3
Lecieć teraz do mroźnej Europy – NIE!
Pozdrawiam!
===============================
29 stycznia 2011, godz. 15:00 (SMS)
Przykro mi patrzeć na mapę, gdy prąd i wiatr wyciągają mnie na N-W, mój opór to jedyny efekt – płynę
na W.
Rozdzielam koniec etapu na:
1. dopłynięcie do kontynentu Ameryki Południowej jak najbliżej Fortalezy,
2. dopłynięcie do Fortalezy wzdłuż brzegu, możliwe że na holu (jestem w trakcie załatwiania).
===============================
29 stycznia 2011, godz. 11:00 (SMS)
Coraz więcej ptaków nocuje na kajaku. Dzisiejszej nocy 5. Wieczorem była między nimi walka o dobre
miejsce na rufie. Przegrany leciał wolno i usiadł na mojej ręce. Zaraz zaczął czyścić pióra. Wizyty miłe,
lecz odchody ja zmywam.
Moja toaleta jest na rufie. Trzymam się uchwytów i wypinam za burtę. Ta prywatna czynność, gdy tuż
pode mną 10 barrakud się przypatruje, to wyjątkowo stresujące. Barrakudy zmieniają się, ale ciągle są.
Dwie są już miesiąc ze mną.
===============================
28 stycznia 2011 (telefon do żony Gabi)
Czego mi tu najbardziej brakuje:
– rodziny i obecności innego człowieka,
– normalnego jedzenia, słodyczy,
– normalnego snu... w tych dniach sypiam już tylko po 2 godziny na dobę.
===============================
27 stycznia 2011, godz. 00:02 (SMS)
Minęły 3 miesiące od wypłynięcia z Dakaru. Ta wyprawa może być moją najdłuższą; może będzie na
102? : )
Moje długie morskie wyprawy wg czasu trwania:
– „Kajakiem przez Niemcy do Danii, z Polic do Polic” – 55 dni, 2714 km,
– „Kajakiem dookoła Bałtyku, z Polic do Polic” – 80 dni, 4227 km,
– „Kajakiem za Koło Podbiegunowe”
===============================
MINĄŁ TRZYNASTY TYDZIEŃ WYPRAWY
Kolejny bardzo udany tydzień. Prędkość nieco zmalała, ale za to Olek nie ma problemu z utrzymaniem
kierunku na Fortalezę. Jedynie ostatnie dwa dni pokazały niewielką odchyłkę od kursu. Jeśli tak dalej pójdzie, to za sześć dni Olek dotrze do wybrzeża.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 5.88 km/h.
W tym tygodniu przepłynięte zostało 412 km przy średniej prędkości 2,45 km/h, co w kierunku mety daje
377 km, przy prędkości 2,22 km/h i stanowi 12,09% całej trasy. Maksymalny przebieg dzienny wyniósł
76 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął 2750 km w linii prostej, co daje 88,3% całej trasy.
W trakcie całej wyprawy Olek przepłynął 4859 km, czyli 147% planowanej trasy.
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
4
25 stycznia 2011, godz. 12:30 (telefon do Jerzego Arsoby)
Ogólnie czuję się dobrze, zależnie od kierunku i siły wiatru. Kiedy wiatr jest północny i pomaga mi płynąć we właściwym kierunku – czuję się świetnie. Gdy wiatr jest południowy i cofa mnie lub kręci mną
kółka – czuję się paskudnie. Od wiatru zależy zatem moje samopoczucie.
Pomimo moich wcześniejszych obaw co do miejsca lądowania, teraz mam dużą nadzieję, iż dopłynę
wg założeń, czyli do Fortalezy, maksymalnie za dwa tygodnie, ale chyba wcześniej. Ciekaw jestem, czy
ktoś mnie tam przywita?
Dużo czasu wciąż tracę na konieczność: ręczne uzdatnianie wody do picia. Staram się łapać deszczówkę,
ale nie zawsze jest to możliwe. Prosiłem już sponsora wyprawy o przysłanie mi do Fortalezy nowej odsalarki elektrycznej.
Gdy dopłynę do Fortalezy, czeka mnie trochę zajęć związanych np. z oczyszczeniem kadłuba kajaka –
przez te trzy miesiące przywarło do niego dużo muszelek i różnych morskich żyjątek. Muszę także
uzupełnić na nowo zapasy prowiantu na dalszą drogę, nowe baterie do urządzeń komunikacyjnych, nawigacyjnych i rejestrujących.
Mam bowiem zamiar odpocząć w Brazylii dwa tygodnie i ruszyć na kolejny etap mojej wyprawy –
w drogę do Waszyngtonu USA przez Antyle i Barbados. Przede mną około 6000 km dalszej samotnej
żeglugi. Odległości duże, porównywalne – nie powinienem jednak po drodze napotykać dużo przeciwnych prądów i mam nadzieję przepłynąć ten dystans szybciej, w ciągu 2-3 miesięcy.
A teraz proszę wszystkich śledzących moją wyprawę, aby mocno dmuchnęli północnym wiatrem i pomogli mi szybciej dopłynąć do Fortalezy!
===============================
25 stycznia 2011, godz. 13:32 (SMS)
Nowe ptaki (amerykańskie) potrafią zaskoczyć. Ptak podobny do rybitwy przyleciał bliziutko do kajaka,
gdy wieszałem skafander po deszczu na panelu, (...)
===============================
24 stycznia 2011, godz. 18:38 (SMS)
Mam nowego pasażera na gapę. Trzy dni temu czyszcząc ster zauważyłem podobną do pijawki rybkę
(przywra?) 60 mm długa. Próba jej usunięcia nieudana.
===============================
21 stycznia 2011, godz. 19:00 (SMS do żony Gabi)
W sobotę i niedzielę miałem potężną dawkę emocji. 5 godzin burz, fale do 7 metrów, wichry. W poniedziałek burze się uspokoiły. Wiatry korzystne. Udało mi się nadrobić trochę kilometrów
===============================
21 stycznia 2011, godz. 04:09 (SMS)
Wczoraj o 23:03 przepłynąłem na półkulę południową.
Płynąc 10 lat temu do Narwiku przepływałem przez koło podbiegunowe północne. Nie było problemu.
Na globusie i na mapach to cienka linia z przerwami, to przepłynąłem przez przerwę ; )
Równik – najdłuższy równoleżnik – to gruba linia ciągła. Księżyc w pełni lecz za chmurami. Wg GPS
równik tuż, tuż. Pokazał się księżyc i zobaczyłem coś ciemnego przede mną... Przy kursie 180 prostopadle do mojej trasy czarna smuga prześwitująca przez fale – RÓWNIK! ; ) Jak go przepłynąć? Widzę, że
fale przepływają nad nim, to ja hyc na grzbiecie fali na drugą stronę ; ) Klepnąłem wiosłem i już byłem na
południowej półkuli : ) Chrzciła mnie aleja burz przez 4 godziny wichurami i ulewami.
Tej nocy dwa ptaki płyną ze mną – na rufie.
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
5
MINĄŁ DWUNASTY TYDZIEŃ WYPRAWY
Powoli zbliżamy się do finiszu. Zarówno kierunek płynięcia jak i rozwijane prędkości są bardzo dobre.
Co prawda Olek nieco zwolnił w stosunku do zeszłego tygodnia, ale wszystko wskazuje na to, że wyprawa zakończy się w planowanych 100 dniach.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 6,21 km/h.
W tym tygodniu przepłynięte zostało 591 km przy średniej prędkości 3,52 km/h, co w kierunku mety daje
489 km, przy prędkości 2,87 km/h i stanowi 15,44% całej trasy. Maksymalny przebieg dzienny wyniósł
120 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął 2373 km w linii prostej, co daje 76,22% całej trasy.
===============================
19 stycznia 2011, godz. 15:50 (SMS)
Nastrój mój zgodny z kierunkami wiatrów: z N – dobry, z S – kiepski lub paskudny.
Rano przyleciał do mnie młody ptak otwartego oceanu, wielkości mewy, wspaniały szybownik. Lata tuż
nad falami wykorzystując energię wiatru po stronie nawietrznej. Wodował koło kajaka kilka razy robiąc
krótkie obloty.
===============================
18 STYCZNIA 2011 – O GODZ. 7:30 OLEK POKONAŁ 3/4 TRASY!
===============================
17 stycznia 2011, godz. 19:10 (telefon do małżonki Gabi Doba)
Pomyślne wiatry pozwalają mi w miarę utrzymać dobry kurs na Brazylię. Mam nadzieję, że wiatr pozwoli mi dopłynąć do Fortalezy.
Jedzenie jeszcze mam. Tracę dużo czasu na ręczne odsalania wody, a mógłbym ten czas wykorzystać na
sen lub wiosłowanie.
Zdrowotnie czuję się dobrze. Moje dolegliwości to zmiany skórne w miejscach najmniej przewiewnych
i w miejscach narażonych na ciągłe moczenie (palce u rąk).
Dziękuję za prognozę pogody.
Pozdrawiam wszystkich śledzących moją wyprawę!
===============================
MINĄŁ JEDENASTY TYDZIEŃ WYPRAWY
Początek tygodnia to dalsza walka z warunkami panującymi na oceanie. Po dwóch dniach Olek zwyciężył
i to w wyjątkowym stylu bijąc niemal wszystkie swoje dotychczasowe wyniki.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 6,43 km/h.
W tym tygodniu przepłynięte zostało 637 km przy średniej prędkości 3,79 km/h, co w kierunku mety daje
393 km, przy prędkości 2,35 km/h i stanowi 12,7% całej trasy.
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 127 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął 1892 km w linii prostej, co daje 61,0% całej trasy.
===============================
12 stycznia 2011, godz. 16:28 (SMS)
Przepłynąłem 30 południk niesiony prądem na zachód, lecz spychany na północ przez niesprzyjające
wiatry z południa. Bez szybkiej dostawy silnych południowych wiatrów nie mam szansy dopłynąć do
Fortalezy! Minę ją w odległości kilkuset kilometrów. Czy zdążę wylądować w Brazylii przed klęską
głodu?
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
6
10 stycznia 2011, godz. 19:40 (telefon)
W dniu 30 grudnia stało się coś, czego się najbardziej obawiałem przed wyruszeniem na ocean – popsuła
się odsalarka. Próbuję ją codziennie uruchamiać, ale niestety nie udaje się... tym samym tracę każdego
dnia ok. 4 godzin na pracę z odsalarką ręczną, by uzyskać niezbędne mi dziennie ok. 6 litrów wody pitnej.
Po przygodach z prądami udało się obrać właściwy kierunek południowy, być może nie uda się trafić do
Fortalezy i zmienię port, ale bardzo będę się starał ; )
Od 3 dni panuje kompletne zachmurzenie, zupełnie nie widać słońca, oczywiście burze i upał nadal mi
towarzyszą.
Spotkałem statek „Dalia” – zobaczyli mnie i celowo zmienili kurs, by do mnie podpłynąć na 200 metrów,
bardzo zainteresowani moją jednostką ; ) machali i robili zdjęcia.
Mój inwentarz towarzyszący: ptaszek po reanimacji – odfrunął, inny nie miał tyle szczęścia i zginął –
został pochowany po marynarsku. Nocą nieustannie stado ok. 20 barrakud, za dnia ok. 10 sztuk, wciąż
uparcie zaczepiają ; ). Przeleciało stado małych ptaszków, a nawet piękne dwa motyle! – jak one tak daleko dotarły na tych delikatnych skrzydełkach!? Latające ryby, często wpadające do kajaka, okazały się
bardzo smaczne i na surowo, i jako zupa rybna; zatem jedzenia powinno wystarczyć : )
Na dniach powinienem mijać bezludne Wyspy Św. Piotra i Pawła, są bardzo skaliste i będę musiał być
czujny, by nie trafić na nie nocą.
Gorące pozdrowienia – dla wszystkich czytających i trzymających kciuki – z oceanicznego półmetka! : )
===============================
9 stycznia 2011, godz. 21:44 (SMS)
Dotychczas usilnie starałem się płynąć na S, lecz prąd i wiatry spychały mnie na N. Teraz płynę w części
Równikowego Prądu Wstecznego płynącego na W.
===============================
9 stycznia 2011, godz. 13:27 (SMS)
Dlaczego moja trasa względem dna (mapy) była taka pokręcona? Po trzech tygodniach od wypłynięcia
z Dakaru do teraz i jeszcze długo płynę w obszarze zachodnim (-W; północ-N, wschód-E, południe-S).
Od 30go stopnia W skręca na N-W. Od Ghany północne części tego Prądu skręcają na N-W, potem na N.
===============================
8 stycznia 2011, godz. 21:41 (SMS)
Zwierzenia frustrata (byłego?). Jak czuł się Syzyf wtaczając długo i mozolnie głaz pod górę, gdy on szybko staczał się? Takie były moje odczucia w zmaganiach z Prądem. W nocy, w 73-ciej dobie wyprawy,
przepłynąłem linię połowy wyprawy; mam bliżej do Fortalezy niż do Dakaru. Wspiera mnie teraz
wiatr N-E.
===============================
5 stycznia 2011, godz. 08:30 (telefon do małżonki Gabi Doba)
Co kilka dni mijają mnie statki. Wczoraj widziałem duży tankowiec. Znowu prąd równikowy wsteczny
trzyma mnie. Wiosłuję intensywnie, lecz niestety nie mogę się wyrwać z siły prądu. Potrzebuję korzystnego wiatru. Miałem kilka dni korzystny wiatr i płynąłem na zachód. Pojawił się niekorzystny wiatr, burze, prąd przeciwny powrócił. Gdy deszcz jest słabszy zbieram słodką wodę na płachtę. Nie mogę tego
robić, gdy jest silny wiatr, bo może mi przewrócić kajak. Stado barakud towarzyszy mi ciągle. Są to piękne ryby ale i przerażające.
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
7
30 grudnia 2010, godz. 11:49 (SMS)
Wczoraj w alei burz wyrwałem się prądowi. W nocy dwie latające rybki rozbiły się o kajak. Rano
w kokpicie znalazłem ptaka wielkości szpaka; wysuszyłem, ogrzałem lecz nie chciał odlecieć. Wskoczył
do kabiny i leży w kącie. Do eskorty barakud i małych ryb dołączył 0,5-metrowy żółw.
===============================
MINĄŁ DZIEWIĄTY TYDZIEŃ WYPRAWY
Początek tygodnia okazał się rewelacyjny. Pierwsze cztery dni Olek płynął prosto do Fortalezy z przebiegami dziennymi rzędu 70 km. Pozwoliło to odrobić praktycznie cały dystans w kierunku zachodnim stracony
w ciągu ostatniego miesiąca. Niestety końcówka była mniej pomyślna. Prąd znów zniósł go znacznie na
północ.
Na początku tygodnia wiał wiatr o sile 3°B z korzystnego kierunku NE. Wysokość znacząca fal mieściła się
w przedziale 2,1-2,7 m, 26 grudnia osiągając rekordową wysokość 3,6 m. Temperatura powietrza pozostawała bez zmian.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 4,38 km/h.
W tym tygodniu przepłynięte zostało 434 km przy średniej prędkości 2,58 km/h, co w kierunku mety daje
137 km przy prędkości 0,82 km/h i stanowi 4,3% całej trasy. Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 85 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął 1389 km w linii prostej, co daje 43,7% całej trasy.
===============================
26 grudnia 2010, godz. 20:00 (SMS)
Equatorial Counter Current = Równikowy Prąd Wsteczny, z którym zmagam się od miesiąca, wynosi
mnie znowu na północ! Wiatry południowe też na północ.
Święta burzliwe.
===============================
24 grudnia 2010, godz. 14:00 (telefon)
Wszystkim, którzy interesują się wyprawą, Olek przekazał najpiękniejsze życzenia, jednocześnie dziękując za ładowanie energii!
Obiecuje, że po Świętach będzie płynął lepiej ;) góry dały popalić i wpływały na niekorzystny nastrój,
jednakże Olo ma nadzieję, że wypływa na ostatnią prostą do Brazylii : )
===============================
22 grudnia 2010, godz. 06:54 (SMS)
Wczoraj dwie burze, każda 2 h z przerwą 15 minut, pognały mnie na południe. Fale do 8 metrów. Na
początku drugiej – trąba powietrzna od chmury do wody, 30 metrów ode mnie.
===============================
MINĄŁ ÓSMY TYDZIEŃ WYPRAWY
Kolejny tydzień przyniósł zmianę kierunku płynięcia na południowo-wschodni. Główną przeszkodą
okazuje się silny zmienny prąd, który uniemożliwia skuteczne poruszanie się w kierunku Fortalezy. Olkowi udało się wypracować dystans ponad 100 km w założonym kierunku południowym.
Na początku tygodnia wiał wiatr o sile 3°B z kierunku SE, pod koniec skręcił na NE. Wysokość znacząca
fal mieściła się w przedziale 2,1-2,7 m, a temperatura powietrza pozostawała na poziomie 25-30°C.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 4,26 km/h.
W tym tygodniu przepłynięte zostało 293 km przy średniej prędkości 1,74 km/h, co w kierunku mety daje
14 km, przy prędkości 0,08 km/h i stanowi 0,43% całej trasy.
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
8
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 56 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął 1252 km w linii prostej, co daje 37,7% całej trasy.
===============================
19 grudnia 2010, godz. 13:02 (SMS)
Godzinę przed świtem, podczas wiosłowania – uderzenie w ster. Rekin, 3 m, witał się. Przepływał kilka
razy pod kajakiem. Dwa razy walnąłem go wiosłem w łeb, odpłynął.
===============================
MINĄŁ SIÓDMY TYDZIEŃ WYPRAWY
Niestety, niekorzystne warunki atmosferyczne powróciły. Z początkiem tygodnia Olek zaczął znów płynąć w kierunku północnym. W tym tygodniu zniosło go 71 km na północny wschód. Sytuacja nie jest
tragiczna: jak widać z wcześniejszego przebiegu trasy ten dystans może nadrobić nawet w ciągu jednego
dnia – niestety konieczna do tego jest dobra pogoda.
Pod koniec tygodnia kurs zmienił się na wschodni. W tym tygodniu przeważały wiatry niekorzystne
z kierunków SE i E o sile 2-3°B oraz burze.
Wysokość znacząca fal mieściła się w przedziale 2,1-2,7 m, a temperatura powietrza pozostawała na
poziomie 25-30°C.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 3,97 km/h. W tym przepłynięte zostały 224 km przy
średniej prędkości 1,33 km/h, co w linii prostej daje 41 km w kierunku przeciwnym do celu, przy prędkości 0,24 km/h i stanowi 1,27% całej trasy.
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 48 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął 1237 km w linii prostej co daje 38,6% całej trasy.
===============================
23 grudnia 2010, godz. 19:23 (telefon do małżonki Gabi Doba)
Ostatnie dwa dni były najcięższe, jakie mnie spotkały do tej pory w trakcie wyprawy. Po kilku dniach
lepszych, znowu niesprzyjające warunki pogodowe. Było już trudno, ale wczoraj po południu zaczęło się
pogarszać. Ogromne, czarne chmury ciężkie od deszczu wisiały nade mną, padał silny deszcz. Warunki
się szybko pogarszały, przyszedł sztorm i bardzo gwałtowna burza z silnym wiatrem i wysokimi falami,
zalewającymi kajak. Burza, która była najgorsza z dotychczasowych, trwała całą noc.
Nie do końca szczelnie zamknąłem luk mojego schronienia, woda z fal zalewających mnie całą noc, wlała
się do środka, co – zmęczony – zlekceważyłem. Rano okazało się, że woda zalała część baterii. Na szczęście nie trzymałem wszystkich w jednym miejscu, toteż pozostałe przetrwały i zostały mi jeszcze sprawne.
Mam cały czas przeciwny wiatr, z południa, co jest bardzo męczące. Gdy wiatr chwilami słabnie, staram
się przebijać pod fale, na południe z lekkim odbiciem na zachód. GPS pokazuje mi, jak bardzo kręcę się
w kółko.To już trzecia pułapka na mojej trasie! Nie wiem, kiedy uda mi się z tego wydostać, mam nadzieję, że pogoda się poprawi.
===============================
8 grudnia 2010, godz. 19:50 (SMS)
Chmury. To fascynujące obserwować rozwój chmur od ich powstawania (in status nascendi) w środku
nocy tworzą się małe kłębuszki chmur kłębiastych (Cu). Szybownik.
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
9
MINĄŁ SZÓSTY TYDZIEŃ WYPRAWY
W tym tygodniu zdecydowana poprawa sytuacji. Została podjęta decyzja o zmianie kursu na południe
w celu ominięcia strefy burz. Również warunki pogodowe uległy niewielkiej korzystnej zmianie, głównie
poprzez zmniejszenie siły wiatru z przeciwnego kierunku. Udało się pokonać znaczną odległość
w kierunku południowym.
Przeważał wiatr o sile 2-3°B z kierunku SE i E, przy wysokości znaczącej fal 2,1 m.
Temperatura powietrza bez zmian.
Maksymalna prędkość, jaką udao się osiągnąć, to 4,56 km/h.
W tym tygodniu przepłynięte zostało 300 km przy średniej prędkości 1,78 km/h, co w linii prostej daje
194 km, przy średniej prędkości 1,14 km/h. Stanowi to 6,05% całej trasy.
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 62 km.
Od początku wyprawy Olek pokonał 1267 km w linii prostej, co daje 39,6% całej trasy.
Do końca wyprawy pozostało 1903 km w linii prostej.
Podsumowując, ten tydzień przyniósł znaczną poprawę zarówno z punktu widzenia kursu jak i pokonywanych dystansów.
===============================
7 grudnia 2010, godz. 13:02 (SMS)
Płachtę deszczową wykorzystałem jako dawcę cienia. Wczoraj nałapałem 1 litr wody spod wielkiej nienarowistej chmury. Upał.
===============================
6 grudnia 2010, godz. 11:20 (SMS)
Dzisiaj o świcie kilkanaście delfinów kwadrans pływało koło mnie. Eskorta barrakud ciągle blisko, jak
hieny.
===============================
2 grudnia 2010, godz. 17:25 (SMS)
Prawo Bernoulliego o przepływie płynów w zwężeniach działa nawet na Oceanie! Z okazji dobrej
diagnozy otworzyłem słoik konfitur żoninych ze śliwek. Nocą dwa statki.
===============================
1 grudnia 2010, godz. 19:00 (SMS)
EUREKA! Sięgnąłem w GŁĄB ATLANTYKU i odkryłem GÓRY SIERRA LEONE! Nad szczytami silne prądy, a ja tam długo byłem nad szczytami. Próbuję opłynąć góry od zachodu.
===============================
MINĄŁ PIĄTY TYDZIEŃ WYPRAWY
Ubiegły tydzień okazał się niezbyt owocny. Bardzo duża ilość burz i przeciwne prądy spowodowały, że
Olek zataczał pętle i posuwał się większość czasu w kierunku przeciwnym do celu. Na szczęście znaczne
zapasy prowiantu pozwalają na przeczekanie niekorzystnych warunków atmosferycznych.
Przeważał wiatr o sile 2-3°B, z kierunku SE i E, przy wysokości znaczącej fal 2,1-2,7 m.
Temperatura powietrza bez zmian.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 2,78 km/h. W tym przepłynięte zostało 195 km przy
średniej prędkości 1,17 km/h, co w linii prostej daje 72 km w kierunku przeciwnym do celu, osiągając
średnią prędkość 0,43 km/h. Stanowi to 2,28% całej trasy.
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 41 km.
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
10
Od początku wyprawy Olek pokonał 1120 km w linii prostej, co daje 35,3% całej trasy.
Jak widać, tydzień został niestety zakończony stratą dystansu.
===============================
INFORMACJA
Co jakiś czas otrzymujemy sygnał OK, który Olek wysyła osobiście z nadajnika satelitarnego.
Według prognozy, w ciągu najbliższych trzech dni pogoda powinna zmienić się na barziej korzystną.
===============================
20 listopada 2010, (telefon do syna Cześka)
Silne prądy znoszą mnie na północ. Wyrzuciłem dryfkotwę, by mnie mniej znosiło. Gdy ją potem wciągnąłem okazało się, że zaplątały cztery małe rybki. Ugotowałem, zjadłem. Zjadliwe były i nietrujące ; )
===============================
24 listopada 2010, godz. 19:00 (telefon)
Nieustanne burze – za dnia i nocami są tak bardzo uciążliwe, że powodują cofanie się... Niestety, mimo
zapału do zmierzania się z naturą, Olek nie jest w stanie wiosłować i negocjować z aurą jednocześnie ;)
Ok. 13:00, podczas przygotowań do obiadowania, Olo usłyszał potężny grzmot i miał dosłownie sekundy,
by się schronić. Chciał nakręcić dla nas filmik z popisów błyskawic i grzmotów, ale skończyła się karta
w kamerze, a zbyt bujało żółtkiem, by mógł ją zmienić – więc nie tym razem, ale uda się ;)
Burze są tak gwałtowne, a opady tak intensywne, że nawet nie udaje się nabrać deszczówki.
Olowi towarzyszy kolejna grupa pięciu przystojnych ok. 1,5-metrowych ryb, najprawdopodobniej są to
drapieżne barakudy, które uderzają w kajak – oczywiście Olek chciał zrobić im zdjęcia, ale rozsądek
wziął górę ;)
Oprócz burz Olkowi towarzyszy nieprzyjemna wysypka od słońca, dodatkowo słona woda nie pomaga
w leczeniu ran, podobnie, jak w przypadku dłoni, które są już bardzo mocno przez wiosło i słoną wodę
wymęczone.
Poza tym psychicznie Olek czuje się bardzo dobrze!
Dziękuje za pozytywne myśli i prosi o więcej, bo ładują jego baterie :)))
===============================
MINĄŁ CZWARTY TYDZIEŃ WYPRAWY
Duża ilość burz z wiatrem o niekorzystnym kierunku połączona z falowaniem nadchodzącym z kierunku
przeciwnego do kursu spowodowała znaczny spadek prędkości w linii prostej.
Podejrzewamy również, że Olek walczy z przeciwnym prądem, co jest mocno wyczerpujące. Jak widać
na mapie, 21 listopada 2010 zniosło go znacznie na północ.
Zasadniczo na mapach synoptycznych wiatry były sprzyjające. Nie obejmują one jednak miejscowych
zmian kierunku i siły wiatru. W pierwszej części tygodnia odnotowaliśmy wiatr z kierunku wschodniego
o sile 3°B przechodzący w południowo-wschodni o sile 2°B pod koniec tygodnia.
Wysokość znacząca fal osiągała do 2.1 m.
Temperatura powietrza bez zmian.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć to 3.74 km/h. W tym przepłynięte zostało 268 km przy
średniej prędkości 1.59 km/h, co w linii prostej daje 215 km przy prędkości 1.28 km/h i stanowi
6.85% całej trasy.
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 60 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął już 1180 km w linii prostej, co daje 37.5% całej trasy.
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
11
23 listopada 2010, godz. 19:00 (telefon do małżonki Gabi Doba)
Codzienne serie burz i niekorzystne prądy spowalniają wyprawę... Olek spotkał statek z singapurską
banderą – pozdrowili się, statek użył syreny i każdy popłynął swoim kursem :)
===============================
22 listopada 2010, godz. 13:00 (SMS)
Noc z soboty na niedzielę w objęciach burz. Pognały mnie daleko na północ mimo mojego zdecydowanego oporu! Ostatnia noc spokojna.
===============================
20 listopada 2010 (telefon do syna Cześka)
Sprzęt sprawuje się świetnie, odsalarka działa super. Średnio sypiam 2-3 godziny dziennie, zbyt gorąco
by spać dłużej. Burze mnie znowu nawiedziły. Ryby często mi towarzyszą: takie małe, kolorowe są fajne,
ale również są większe. Płynę sobie jak gdyby nigdy nic, dno pode mną jakiś kilometr, a tu nagle jakby
ktoś młotem w dno uderzał. Takie metrowe drapieżne ryby w spód kajaka mi dziobią. Chciałem im zrobić
zdjęcie pod wodą, ale gdyby mnie w rękę ciachnęły, to by już był koniec.
Przebijam się przez przeciwne prądy. Niedługo powinienem być na sprzyjających.
===============================
MINĄŁ TRZECI TYDZIEŃ WYPRAWY
Podróż przebiega zgodnie z planem. Ponieważ Olek znajduje się już na zachód od punktu zwrotnego,
zapadła decyzja o zmianie kursu w kierunku Fortalezy. Oznacza to, że nie będzie się już kierował na
punkt zwrotny. W związku z tym wszystkie dane, które od teraz podajemy, określane są dla trasy z kursem bezpośrednio na Fortalezę.
Wiatry w tym tygodniu były zdecydowanie silniejsze. Najmocniej wiało 13 listopada ok. 5°B z podmuchami do 7°B, przeciętnie jednak z siłą 4°B z kierunku wschodniego. Wysokość znacząca fal osiągała nawet 2.7 m, a temperatura powietrza wciąż pozostawała na poziomie 25-30°C.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 4.63 km/h. W tym przepłynięte zostało 388 km przy
średniej prędkości 2.31 km/h, co w linii prostej daje 325 km przy prędkości 1.94 km/h i stanowi
10.3% całej trasy. Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 82 km.
Od początku wyprawy Olek przepłynął już 994 km w linii prostej, co daje 31.5% całej trasy. Jeśli dobrze
pójdzie, Olek zawita u wybrzeży Brazylii za 47 dni (!)
===============================
MINĄŁ DRUGI TYDZIEŃ WYPRAWY
Wyprawa nadal przebiega bez większych zakłóceń. W tym tygodniu Olek napotykał głównie wiatry
z kierunku północno-wschodniego o sile 2°B.
Wysokość znacząca fal oscylowała w przedziale 1,2-2,1 m, co nie przysparzało kłopotów.
Niestety wysokie temperatury powietrza wraz z silnym nasłonecznieniem zdecydowanie dały mu się we
znaki. Zauważalne są również pierwsze oznaki zmęczenia.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć, to 3,74 km/h.
W tym tygodniu Olek pokonał 281,5 km przy średniej prędkości 1.67 km/h, co w linii prostej daje
254.8 km przy prędkości 1.52 km/h i stanowi 7.6% całej trasy.
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 48.9 km.
Podsumowując oba tygodnie od Dakaru, Olek przepłynął już 675.64 km w linii prostej, co daje 20% całej
trasy.
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
12
10 listopada 2010, godz. 15:13 (SMS)
W nocy przez dwie godziny byłem w objęciach burzy. W ciągu dnia seria silnych wschodnich wiatrów
z deszczami.
===============================
9 listopada 2010, godz. 21:35 (telefon)
Olek nadal wiosłuje tylko nocą, słońce spowodowało lekką wysypkę na ciele, troszkę męczące, ale nie na
tyle, by się poddać ;) wczoraj w nocy dogoniło go stado kilkunastu delfinów, które były na tyle głośne, że
bardzo przestraszyły Olka; oczywiście towarzyszyły mu jakiś czas, za dnia do towarzystwa dołączyło
5 kolorowych ryb, dość dużych, bo ok. 80 cm długości – zostały oczywiście obfotografowane, również
podwodne! Kamerka od Klona sprawuje się doskonale! Spoko, co jakiś czas dołącza kolejne stadko
kolorowych rybek, czasem przeleci ptak.
Generalnie: dwa tygodnie po kontakcie z moskitami (w Dakarze) brak objawów malarycznych.
===============================
UWAGA, WAŻNA WIADOMOŚĆ OD OLKA:
uprasza się o pozytywne myślenie i trzymanie kciuków za wyprawę!
Olek włącza odbiór pozytywnych przekazów, które ładują akumulatory! :)
Pozdrowienia dla wszystkich zaglądających na stronę! :)
===============================
7 listopada 2010, godz. wieczorne (telefon do żony, Gabi Doba)
Olek ma się dobrze, nadal płyną z nim towarzyskie rekiny ;) upał doskwiera na tyle, że ciężko jest
wiosłować za dnia – Olek w pełni rozumie ludzi zamieszkujących ziemie okołorównikowe i ich niechęć
do pracy za dnia ;) zatem wiosłowanie odbywa się głównie nocami, kiedy to gwiazdy stanowią doskonałą
mapę. Olek widział statek, próbował nawiązać kontakt, powiedzmy, że wzrokowy ;) jednak jednostka
oddaliła się – chyba żółty statek wygląda groźnie ;)
===============================
3 listopada 2010, godz. 20:30 (telefon)
W ciągu dnia 3-godzinna burza z obfitym deszczem, którą widać było z daleka, co pozwoliło na odpowiednie przygotowanie i zamknięcie się w kajaku. Kajak spisywał się świetnie.
Pod koniec burzy pojawił się nawet rekin w odległości ok. 20 m, jednak speszył się przy próbie sfotografowania. Wiatr wschodni spychający z trasy w kierunku zachodnim.
Upały w ciągu dnia zmuszają do wiosłowania nocami i utrudniają sen, co wywołało znaczny jego deficyt,
który trzeba będzie niedługo odrobić.
Ogólnie wszystko w porządku.
===============================
MINĄŁ PIERWSZY TYDZIEŃ WYPRAWY
Z pokładu kajaka otrzymaliśmy informację, że wyprawa przebiega bez większych zakłóceń.
Olek napotkał kilka delfinów i rekina oraz pirogi z tubylcami przepływające w niewielkiej odległości.
Warunki pogodowe były sprzyjające. Przeważające wiatry z kierunku północno-wschodniego o sile
nie przekraczającej 3°B i niewielka fala sprzyjały w osiąganiu dobrych przebiegów dobowych.
Maksymalna prędkość, jaką udało się osiągnąć to 5 km/h przez okres 2 h 40 min.
Przez te siedem dni dziesięć godzin i cztery minuty Olek pokonał 499 km przy średniej prędkości
2,8 km/h, co w linii prostej daje 429,6 km przy prędkości 2,41 km/h i stanowi 13% całej trasy.
Jeśli uda się utrzymać tempo, to do końa wyprawy pozostało około 50 dni.
Maksymalny przebieg dzienny wyniósł 87,2 km przy średniej dobowej prędkości 3,6 km/h
===============================
Aleksander Doba
Transatlantucka wyprawa kajakowa
DZIENNIK TRANSATLATYCKI
13
1 listopada 2010, godz. 21 (telefon)
Inwazja bliżej niezidentyfikowanych owadów zasiadła jednostkę. Dwa rekiny gorąco zachęcały do kąpieli, długo krążąc koło kajaka :)
Rano Olo widział ostatni statek... puste wodne przestrzenie, bardzo gorąco, słońce nadal wierny towarzysz.
===============================
29 października 2010, godz. 21:30 (telefon)
Olek powoli oddala się od brzegu.
Przez kilka godzin późną nocą krążyły koło niego łodzie, co nie wyglądało na przyjazne towarzystwo
niestety... za to przyjazne bardzo były latające ryby i słońce, które towarzyszy całymi dniami.
===============================
29 października 2010, godz. 18:53 (SMS z telefonu satelitarnego)
Pozdrawiam z Atlantyku. Dziś uruchomili mi SMS.
W Dakarze zapłaciłem 470 Euro za zwolnienie kajaka. Latające ryby. Dziś rekin.
===============================
Z wielką radością informuję, że dnia 26.10.2010 o godzinie 15:30 (czasu polskiego) rozpocząłem
swoją wyprawę Transatlantic Kayak Expedition!
===============================