Nr 195 - Śląski Klub Fantastyki

Komentarze

Transkrypt

Nr 195 - Śląski Klub Fantastyki
MiesiÊcznik
Biuletyn Informacyjny ŒKF
Listopad
2011
Nr
195
Dla gości XXX-lecia ŚKF tańczył klubowy zespół
tańców dawnych Lorien (fot. PWC).
Galeria
XXX lat
Œl¹skiego Klubu Fantastyki
XXX-lecie naszego klubu obchodziliśmy 1 i 2 października. Gościny
udzielił nam Dom Kultury Koszutka
oraz zawsze nam przyjazny hotel
"Skaut". Chętni mogli się wybrać
do siedziby klubu, żeby obejrzeć
remont w toku.
Na imprezie zjawili się nasi przyjaciele z całej Polski i nie tylko, dawni
i nowi. Były torty i toasty, były wspomnienia i spotkania starych i młodych.
Wszystkim, którzy nas odwiedzili, dziękujemy.
PWC
Z nożem Asia Petruczenko - autorka tortów.
Obok siedzi Robert Pilch. (fot. PWC).
Tortów pilnowała groźna (jak zawsze) ekipa
Legionu 501 – Polish Garrison (fot. PWC).
Tak wyglądały torty, które zjedliśmy na bankiecie.
(fot. Szymon Sokół).
Wstêpniak
Uroczyste obchody trzydziestolecia istnienia Śląskiego Klubu Fantastyki już za nami. Dziękuję
bardzo wszystkim, którzy spędzili te dwa dni z nami. Miłym gościom, wspaniałym współorganizatorom, wszystkim klubowiczom – to dzięki Wam impreza była tak udana i radosna. Mam
nadzieję, że spotkamy się na kolejnym jubileuszu.
Zakończyliśmy także pierwsze Katowickie Targi Książki, których byliśmy dumnym
partnerem. Jako partner i współorganizator części targów poświęconej fantastyce mogliśmy zaprosić miłośników fantastyki do Spodka na spotkania autorskie, prelekcje oraz panele poświęcone literaturze fantastycznej. Fantastycznymi gośćmi targów byli między innymi: Ewa Białołęcka, Anna Brzezińska, Anna Kańtoch, Jakub Ćwiek, Rafał Kosik, Łukasz
Orbitowski, Romuald Pawlak i Andrzej Ziemiański oraz tłumacz Piotr W. Cholewa.
Już teraz zapraszamy na Katowickie Targi Książki 2012.
Remont klubu nie poszedł tak sprawnie, jak się spodziewaliśmy. Z przyczyn obiektywnych
mamy spore opóźnienie, jednak wreszcie i tę sprawę zamykamy. Wszystkim, którzy włączyli się
w prace remontowe, składam serdecznie podziękowania w imieniu całego zarządu i pozostałych
klubowiczów.
Niestety, w związku z remontem przesunięciu uległy terminy zaplanowanych na pierwszą
połowę października imprez klubowych: Otwartych Warsztatów Larpowych i Otwartego Dnia
Mangowego. Dzień Mangowy odbędzie się 19 listopada. W ramach szczególnego bonusu dla
klubowiczów wyczekujących kolejnego spotkania z mangą i anime, zorganizowaliśmy drugą już
Noc Filmową z Anime, na którą zapraszamy wieczorem, tuż po Dniu Otwartym.
Kolejny weekend należy do larpowców: piąte już Otwarte Warsztaty Larpowe odbędą się
w nocy z 26 na 27 listopada.
Zgodnie z zapowiedzią natomiast odbył się jesienny Zjazd Członków Korespondentów.
Spotkaliśmy się 12 listopada w siedzibie klubu. Niestety, w czasie zjazdu nieczynna była klubowa biblioteka: przewożenie i inwentaryzowania zbiorów wymaga od nas jeszcze kilkunastu dni
pracy. Za niedogodności przepraszam serdecznie.
Wszelkie szczegóły dotyczące spotkań i imprze klubowych znajdziecie na stronie klubowej,
do odwiedzania której serdecznie zapraszam. Przy okazji przypominam, że można na niej znaleźć także elektroniczne wersje Miesięcznika.
Serdecznie wszystkich zapraszam.
Klaudia Heintze
Rys. Małgorzata Pudlik
3
Wieœci
11 września zmarł
Andy Whitfield, znany
z roli Spartakusa w serialu
Spartakus; Krew i piach, po
osiemnastu miesiącach od
wykrycia u niego chłoniaka.
Miał zaledwie 39 lat.
Pochodził z Australii i nie był
szerzej znany, kiedy otrzymał
rolę najsłynniejszego gladiatora. Kiedy po zakończeniu pierwszego sezonu zdiagnozowano jego chorobę, studio zdecydowało się
nakręcić miniserial Spartakus: Bogowie areny.
Postępy choroby sprawiły, że w drugim sezonie zastąpił go inny Australijczyk, Liam McIntyre.
Fani Gerarda Butlera
jako króla Leonidasa
ze Sparty mają szansę zobaczyć go znowu. Co prawda
zginął w pod Termopilami
w finale filmu 300, ale powstaje prequel – 300: Battle
of Artemisia. Producent,
Bernie Goldman (ten sam,
co 300) twierdzi, że wystąpią
w nim zarówno Gerard Butler, jak i Lena Headey
(królowa Gorgo). W nowym filmie poznamy drogę
do władzy Kserksesa, króla Persów. Poznamy także
greckiego stratega Temistoklesa, który odegrał kluczową rolę w tytułowej bitwie. Film o bohaterskich
Spartanach zarobił na świecie ponad 450 milionów
dolarów – zatem powrót do tematu nie stanowi zbyt
wielkiego ryzyka.
Po ogromnym zamieszaniu i fali krytyki dla George’a Lucasa,
który nie potrafi zrezygnować z ciągłym poprawek,
zmian i uzupełnień
Gwiezdnych Wojen (przy
każdym kolejnym wydaniu, ostatnio na BluRayu),
Steven Spielberg podchodzi do sprawy o wiele delikatniej. Jak stwierdził w wywiadzie, raz postanowił
przerobić E.T. – w szczególności zmieniając pistolety agentów na krótkofalówki. Stwierdził, że czuł się
4
potem, jakby okradł widzów ze wspomnień o filmie.
Dlatego – po zasięgnięciu opinii fanów – postanowił,
że na BluRayu E.T. ukaże się w wersji oryginalnej,
tej z 1982 r. Brawo.
Ukończone zostały
zdjęcia do filmu
Prometheus, podejmującego sagę Obcych.
Reżyserem jest Ridley
Scott (reżyser pierwszego
filmu, Obcy, ósmy pasażer „Nostromo” z 1979).
Prometheus opowiada wprawdzie o czymś innym,
ale reżyser twierdzi, że fani łatwo rozpoznają związki z tamtym kultowym dziełem. Opinię tę potwierdziła Sigourney Weaver – niezapomniana Ellen Ripley
z sagi Obcych. Nie występuje w nowym filmie, ale
– jak twierdzi – Prometheus zajmuje się Space
Jockeyem, obcą istotą, której szkielet odkrywa załoga Nostromo na niezwykłym rozbitym statku
(a oprócz szkieletu także jaja obcych). Teraz nastąpi
etap postprodukcji, montaż, efety itd. Czekamy –
premierę filmu zapowiedziano na połowę przyszłego
roku.
Resident Evil, który w 2002 powstał
na podstawie gry komputerowej i przedstawia
walkę bohaterki Alice
(Mila Jovovich) ze zła
korporacją Umbrella –
i zombie, oczywiście,
które w kolejnych trzech
filmach powoli opanowują świat. Twórca cyklu, Paul W.S. Anderson, który w tej chwili pracuje nad piątym filmem (Resident
Evil: Retribution) wprowadza na plan wielu dawnych
bohaterów. Przede wszystkim, po apelach fanów,
pojawi się Jill Valentine (w jej roli Sienna Guillory),
ale też osoby, które zginęły – naprawdę, to znaczy
nie stały się zombie. Wśród nich także Michelle
Rodriguez jako Rain Ocampo, członkini oddziału
wchodzącego do kompleksu badawczego Umbrella
Corporation. Rain Ocampo ginie na końcu pierwszego filmu, więc zapewne w piątym wystąpi w retrospekcjach. Ciekawe, czy jej obecność będzie ­ważna
dla fabuły, czy ma tylko zachęcić fanów do kupienia
biletu? Przekonamy się 14 września przyszłego roku.
Już w sierpniu było wiadomo, że Ridley Scott wyreżyseruje kolejny film ze świata, jaki stworzył w swoim arcydziele Blade Runner. Niedawno
w wywiadzie potwierdził ten
fakt i zasugerował, że prawdopodobnie będzie to sequel. Scott
nie znalazł jeszcze odpowiedniego scenarzysty (choć bliski
jest zakończenia poszukiwań). Uprzedził też, że nie
tylko nie wystąpi nikt z oryginalnej obsady (co zrozumiałe, minęło prawie 30 lat), ale nawet postać Ricka
Deckarda (wtedy: Harrison Ford), blade runnera,
który ścigał replikanta Rutgera Hauera, nie pojawi
się w nowym filmie. Scott przyznał, że widzowie
uważają Blade Runnera za czarny kryminał
z Deckardem zamiast Philipa Marlowe, jednak w rzeczywistości opowiada on o człowieczeństwie. To
znaczy prawdopodobnie nie dowiemy się już, czy
Deckard był replikantem, czy człowiekiem – ten spór
nie znajdzie rozwiązania.
Książkowy pierwowzór (Czy androidy śnią o elek­
trycznych owcach? Dicka) był kontynuowany – trzy
kolejne powieści napisał K. W. Jeter.
Klasyczny Star Trek często poruszał tematy
„alternatywnej Ziemi” – planeta, w której nie
upadło rzymskie imperium (Bread and Circuses) czy
obca kultura wzorowana na gangsterach (A Piece of
the Action) i tak dalej. Był też odcinek, w którym pojawiają się obcy naziści (Patterns of Force) – i tego
odcinka do niedawna nie pokazywała publiczna niemiecka telewizja. W USA pojawił się w 1968, 23 lata
po wojnie, jednak Niemcy wciąż byli wyczuleni
w kwestii swojej niechlubnej przeszłości. W latach
’90 Patterns of Force pojawił się w płatnej telewizji
kablowej, ale dopiero ostatnio pokazała go publicz-
na telewizja niemiecka, w dobrym czasie (o 22.00),
z ostrzeżeniem, że może nie być odpowiedni dla
młodych widzów.
Neuromancer – powieść
Wiliama Gibsona z 1984,
sztandarowy utwór nurtu cyberpunk i książka, która wprowadziła do języka cyberprzestrzeń,
od lat budziła zainteresowanie
filmowców. Bez efektów. Być może pomocy udzieli – jak już przy
tylu okazjach – Bruce Willis.
Producent Peter Hoffman, który
szuka finansowania dla ekranizacji powieści, twierdzi, że udało mu się zwerbować do projektu właśnie
Bruce’a Willisa oraz producenta Transformers,
Lorenzo di Bonaventurę. Jednak agent Willisa potwierdza (podobno) tyle, że aktor czyta scenariusz.
Tak że na razie obracamy się w świecie pogłosek
i plotek. Zobaczymy.
Dla przypomnienia: powieść mówi o hakerze w futurystycznej Japonii, który dostaje bardzo trudne
zlecenie, które tylko on może wykonać. Co prawda
Willis wydaje się za stary do roli głównego bohatera, Case’a – mógłby raczej zagrać Armitage’a, przedstawiciela zleceniodawcy.
Długo zapowiadana
i wielokrotnie odkładana ekranizacja Gry Endera
Orsona Scotta Carda wreszcie
zaczyna docierać do mety.
Poznaliśmy niedawni przyszłego Endera – podobno będzie to 14 -let ni Asa
Butterfield. Wygląda na to, że
Card przegrał jednak swoją
walkę o to, by Ender był (jak w książce) dzieckiem,
nie nastolatkiem. Cóż, wytwórnie filmowe mają swoje argumenty.
Kim jest Asa Butterfield, któremu zaproponowano rolę Endera? To brytyjski aktor, który zdążył już
wystąpić w trudnym filmie Chłopiec w pasiastej piża­
mie czy przeznaczonym dla młodych widzów Niania
i wielkie bum. Zagrał Mordreda w telewizyjnym serialu Przygody Merlina. W listopadzie na ekrany w USA
wchodzi film Hugo, gdzie Asa Butterfield gra tytułową rolę (o chłopcu, mieszkającym w murach stacji kolejowej) – w Polsce trafi do kin 3 lutego 2012).
Przekonamy się, jak sobie poradzi.
Sieciowa księgarnia Barnes & Noble wycofała
ze sprzedaży fizyczne egzemplarze stu tytułów
wydawnictwa DC Comics, kiedy wydawca ustalił,
5
że ich cyfrowe wersje będą dostępne tylko
w Amazonie, w związku z promocją tabletu Kindle
Fire. B&N uznał, że nie będą promować komiksów,
jeśli nie mogą zaoferować nabywcom ich wersji elektronicznych. Rzecznik DC Comics stwierdził, że
wydawca jest rozczarowany postawą księgarni.
Jednak za przykładem B&N idą też inni.
PETA – organizacja chroniąca zwierzęta, przy
swych szlachetnych
celach, czasami podejmuje działania,
które można określić
jako... dziwaczne.
Ostatnio PETA wystąpiła z głośną krytyką gry wideo, ponieważ jej bohater nosi pikselizowane futro. Chodzi o Super Mario Land 3D, w której
powraca słynny hydraulik. Jednym z obiektów, które znajduje, jest „Tanooki Tail Power Suit”, co według
PETA, uczy grających, że można nosić futro, zwłaszcza futro prawdziwych tanuki (to zwierzę z rodziny
psów). Działacze twierdzą, że rzeczywiste tanuki są
okrutnie mordowane dla swych futer.
PETA stworzyła nawet własną flashową gierkę, by
mocniej zaakcentować swój przekaz (z tej gierki pochodzi zamieszczony obrazek).
W listopadzie dobiegła końca misja marsjańska. A dokładniej: eksperyment Europejskiej
Agencji Kosmicznej ESA,
która postanowiła sprawdzić, czy ludzie są w stanie
wytrzymać długotrwałe
zamknięcie w ciasnej przestrzeni (i nie pozabijać się
nawzajem). W tym celu sześciu mężczyzn (trzech
Rosjan, Chińczyk, Francuz i Włoch) dało się zamknąć
na półtora roku (dokładnie – 520 dni, czyli tyle, ile
wg naukowców trzeba na lot na Marsa i z powrotem)
w kapsule wielkości autobusu. Mogli jeść tylko żywność z puszek, brać prysznic raz w tygodniu, a wiadomości od przyjaciół dostawali z opóźnieniem, zależnym od tego, jak daleko od Ziemi powinna się
znajdować kapsuła.
Eksperyment była udany, załoga przetrwała tę symulowaną podróż. Bywało raz lepiej, raz gorzej, ale
zasadniczo wszystko poszło dobrze.
Krytycy twierdzą, że symulacja nie była pełna –
uczestnicy wiedzieli, że naprawdę są na Ziemi, a fi-
6
zyczne warunki życia także były normalne (prawdziwy lot prawdopodobnie będzie się odbywał w nieważkości). Ale pierwszy krok został wykonany.
Charles Babbage był
legendarnym konstruktorem mechanicznych komputerów i kalkulatorów, często przywoływanych w steampunkowych powieściach (najbardziej znana jest chyba
Maszyna różnicowa Gib­so­
na i Sterlinga). Babbage nie
ukończył nigdy swojego koronnego dzieła, maszyny
analitycznej, która mogłaby być pierwszym na świecie programowalnym komputerem. Zaprojektował
ją w 1837.
Programista i entuzjasta John Graham-Cunning
kilka lat temu podjął akcję zbierania funduszy na budowę tej maszyny. Wspólnie z londyńskim Muzeum
Nauki i jego kuratorem Doronem Swade (który
w 1991 zbudował maszynę różnicową Babbage’a,
a w 2000 jego drukarkę), postanowili zdigitalizować notatki Babbage’a i udostępnić je publicznie.
Dzięki temu badacze będą mogli analizować szkice
Babbage’a i wywnioskować, jaki był jego „prawdziwy” projekt. Następnie należy stworzyć komputerowy model maszyny analitycznej, a jeśli on będzie
działał (i jeśli wystarczy pieniędzy), pozostaje już
tylko budowa urządzenia.
Maszyna analityczna wykorzystywała dziurkowane karty, miała napęd parowy, a język programowania stworzyła Ada Lovelace (z domu Byron).
21 lipca zakończył swoją ostatnią misję prom Atlantis
– była to również ostatnia misja promu kosmicznego. Chwilowo
jedyny kontakt z Mię­
dzy ­n arodową Stacją
Kos­miczną zapewniają
rosyjskie Sojuzy. Ame­
rykanie zamierzają powrócić w kosmos w 2014 –
wtedy wystartuje do próbnego lotu nowy statek
Orion.
Wystartuje, korzystając z rakiety nośnej Delta IV,
tradycyjnie wykorzystywanej dla wystrzeliwania
satelitów. Wykona dwa okrążenia Ziemi o orbitach
o wysokim apogeum – wyżej niż jakikolwiek statek
NASA od zakończenia programu Apollo – a potem
spadnie do Pacyfiku. Jeśli wszystko dobrze pójdzie,
w ciągu dziesięciu-dwudziestu lat Oriony powinny
dostarczyć ludzi do pasa asteroid, a potem na Marsa.
Gwiazda Śmierci stała
się niemal ikoną
Imperium w świecie Gwiez­
d­nych Wojen. Chociaż fani
często się zastanawiali, czemu po stracie pierwszej,
Palpatine postanowił zbudować drugą (skoro pierwszą zniszczył początkujący
pilot, który zamknął oczy
i liczył, że się uda). Wreszcie wypowiedzieli się specjaliści – i stwierdzili, że była to wielka pomyłka.
W artykule z magazynu Defense AT&L (wydawanym
przez Pentagon), podpułkownik Dan Ward z USAF
twierdzi, że Gwiazdy Śmierci są niepraktyczne, drogie i skomplikowane, wymagają patologicznego przywództwa, no i wybuchają. Dodatkowo, nie da się ich
zbudować tylu, żeby rzeczywiście wpłynęło to na
przebieg gwiezdnych wojen. Wg Warda, jedyna realistyczna scena w całej podwójnej trylogii to ta,
w której Darth Vader się skarży na opóźnienia przy
budowie drugiej Gwiazdy. Nawet George Lucas, przy
całej swej bujnej wyobraźni, nie potrafił założyć, że
projekt Gwiazdy Śmierci będzie realizowany zgodnie z planem.
Ward uważa, że Imperium powinno zainwestować pieniądze w rozwój droidów – gdyż to one najbardziej wpływają na losy świata.
Je d nos t k i b ojowe
w Gwiezdnych Wojnach
mają swój nieodparty urok, nic
więc dziwnego, że powstawały
liczne ich modele, komercyjne
i nie, wykonane z najrozmaitszych materiałów. W tym modele z klocków LEGO. Jednak
czegoś takiego jeszcze nie było:
entuzjasta LEGO, niejaki
Iomedes (tak podpisuje się w sieci) stworzył absolutne cudo, model gwiezdnego niszczyciela klasy
Venator, używając do tego 43.280 klocków LEGO,
jego dzieło waży prawie 90kg i ma niemal 2,5m długości. Jest luźno oparty na podobnym modelu, stworzonym przez Erika Varszegi (LEGO Master Builder),
jednak Varszegi używał śrub i kleju, by całość się nie
rozpadła, podczas gdy Iomedes korzystał jedynie
z „czystego” LEGO. Pracował sam, bez pomocy, od
20 kwietnia do 17 sierpnia tego roku (minus trzy tygodnie wakacji). Teraz należy tylko dodać działające działa jonowe i silniki – i Iomedes może rządzić
Galaktyką.
Niektórzy nie korzystają z klocków, ale budują z papieru. Taras Lesko
zbudował z tego materiału
potężnego i bardzo przekonującego robota bojowego.
To znany z mangi RX-178
Gundam i miał być demonstracją umiejętności autora
(skuteczną). Lesko użył 720
arkuszy papieru, choć zostały pocięte, złożone i wygięte w 1250 części. Twórca nie zdradza, ile czasu
zajęła mu praca. Robot ma ponad 2m wysokości,
waży niecałe 5kg, a papierowa konstrukcja podtrzymywana jest przez prosty, 12-częściowy szkielet.
Kilka lat temu Lesko zbudował mniejszą, 120cm
wersję robota, teraz postanowił spróbować czegoś
większego. Czekamy zatem na bojowego robota
w skali 1:1.
We wrześniu świat fizyków obiegła szokująca
wiadomość, że naukowcy z Gran Sasso
Laboratory (leży 120km od Rzymu) zbadali prędkość wiązki neutrino i odkryli, że poruszają się szybciej niż światło. Wiązka była wysłana z CERN (na
granicy francusko–szwajcarskiej), a detektory w Gran
Sasso, oddalone o 732km, wykryły je o 60 nanosekund za wcześnie. Eksperyment powtórzono kilkanaście tysięcy razy, z identycznymi wynikami. Czyżby
miało to obalić teorię względności? Ostatnio kolejne
zespoły testowały wszystko – i nadal okazuje się, że
wiązka neutrino o wysokiej energii jest trochę za
szybka jak na obowiązujące teorie fizyczne.
Niewykluczone, że błąd tkwi w metodzie lub w sprzęcie.
Z drugiej strony, gdyby neutrino rzeczywiście
były szybsze, powinniśmy to wykryć już wcześniej.
Obserwacje gwiazdy supernovej z 1987 stwierdziły,
że neutrino i światło poruszają się tak samo szybko. Ponadto działają GPS, co dowodzi, że przynajmniej w niektórych fragmentach teoria względności jest poprawna.
Niewątpliwie czekają nas kolejne eksperymenty –
i być może przewrót w fizyce, choć w tej kwestii należy zachować wielką ostrożność.
PWC
7
Nagrody
27 sierpnia w Poznaniu wręczono nagrody im. Janusza A.
Zajdla. Otrzymali je
w kategorii powieści
Jacek Dukaj
za Król Bólu i pasikonik
(Wyd. Literackie)
w kategorii opowiadania
Anna Kańtoch
za Duchy w maszynach
(z tomu Jeszcze nie zginęła, Fabryka Słów)
Gratulujemy.
Laureatów nagrody Hugo – jednej z dwóch najważniejszych w światowej fantastyce – poznaliśmy 20 sierpnia podczas Renovation, 69. Worldconu odbywającego się w Reno (Nevada,
USA). Oto wyróżnione utwory:
powieść: Blackout/All Clear, Connie Willis;
mikropowieść: The Lifecycle of Software Objects, Ted Chiang;
nowela: The Emperor of Mars, Allen M. Steele;
opowiadanie: For Want of a Nail, Mary Robinette Kowal;
książka niebeletrystyczna: Chicks Dig Time Lords: A Ce­
lebration of Doctor Who by the Women Who Love It,
red. Lynne M. Thomas i Tara O’Shea;
powieść graficzna: Girl Genius, Volume 10: Agatha Heterodyne
and the Guardian Muse, Phil i Kaja Foglio; grafika
Phil Foglio;
film długi: Incepcja;
film krótki: The Pandorica Opens/The Big Bang (odc. serialu Doctor Who);
redaktor, formy długie: Lou Anders;
redaktor, formy krótkie: Sheila Williams;
grafik profesjonalny: Shaun Tan;
magazyn: Clarkesworld;
fanzin: The Drink Tank;
autor-fan: Claire Brialey;
grafik-fan: Brad W. Foster;
nagroda Johna W. Campbella dla nowego autora: Lev Grossman.
W Hugo raczej nie było niespodzianek. Connie Willis, Ted Chiang, nawet Allen Steele to nie
są nowe nazwiska, może nawet faworyci. Nową postacią jest laureatka Hugo za opowiadanie.
Komiks Girl Genius nie pierwszy raz zostaje nagrodzony, podobnie jak Shaun Tan jako grafik
– zresztą dostał Hugo również w zeszłym roku. Po raz kolejny fani wyróżnili odcinek serialu
8
Doctor Who. Co do literatury, zapewne będziemy mogli wkrótce przeczytać te teksty po polsku.
Organizatorzy Worldconu poinformowali, że w tym roku padła rekordowa liczba głosów na
Hugo – 2100, a głosujący pochodzili z 33 krajów (przy Hugo głosowanie jest imienne i kończy
się przed zakończeniem konwentu, uprawnieni do głosu są jego uczestnicy). Było to ponad 40%
uprawnionych.
Podczas British Fantasy Convention – FantasyConu 2011, który odbył się na przełomie
września i października w Royal Albion Hotel w Brighton, wręczono
British Fantasy Awards. W poszczególnych kategoriach zwyciężyli:
powieść (Nagroda Augusta Derletha): Demon Dance, Sam Stone;
nowela: Humpty’s Bones, Simon Clark;
opowiadanie: Fool’s Gold, Sam Stone;
zbiór opowiadań: Full Dark, No Stars, Stephen King;
antologia: B
ack From the Dead: The Legacy of the Pan Book of Horror Stories,
red. Johnny Mains;
książka niebeletrystyczna: A
ltered Visions: The Art of Vincent Chong, Vincent
Chong;
grafik: Vincent Chong;
niezależne wydawnictwo: Telos Publishing; David J. Howe & Stephen James
Walker;
magazyn: Black Static;
powieść graficzna: At the Mountains of Madness, I.N.J. Culbard;
nagroda specjalna Karla Edwarda Wagnera: Terry Pratchett;
nagroda Sydneya J. Boundsa dla nowego twórcy: Robert Jackson Bennett, za
powieść Mr Shivers;
film kinowy: Incepcja;
film telewizyjny: Sherlock (serial).
Laureatów World Fantasy Award poznaliśmy podczas tegorocznego World Fantasy Convention,
która odbyła się w dniach 27–30 października w San
Diego (USA). Oto oni:
powieść: Who Fears Death, Nnedi Okorafor;
nowela: The Maiden Flight of McCauley’s Bellerophon, Elizabeth
Hand;
opowiadanie: Fossil-Figures, Joyce Carol Oates;
antologia: M
y Mother She Killed Me, My Father He Ate Me,
red. Kate Bernheimer;
zbiór opowiadań: What I Didn’t See and Other Stories, Karen
Joy Fowler;
grafik: Kinuko Y. Craft.
Nagrody za osiągnięcia życia w roku 2011 trafiły do Petera S. Beagle’a i do Angéliki Gorodischer.
PWC
9
Zapiski zgryŸliwego tetryka
Za­po­w iedź let­nich wa­kacji dla re­dak­cji Mie­sięcz­nika o­zna­czała, iż ko­lej­ne za­pi­ski ukażą się
w o­koli­c y 30. rocz­ni­c y po­wsta­nia Klubu. Trzy­dzie­ści lat to szmat czasu. Ów­cze­śni dwu­dzie­sto­
lat­kowie o­sią­ga­ją Abra­hama (tak Raku, tak), a Ci bar­dziej do­świad­cze­ni się­ga­ją już wieku e­mery­
tal­nego. Nie­w iele zo­sta­ło w ŚKF z tego „pierw­szego” za­cią­g u. Piotr OŻW jest od­da­ny bran­ż y
an­t y­k warycz­nej, fan­tasty­k i już nie czyta, jest da ­le­ko od fan­do­mu. Jurek Fe­ren­co­w icz, Ry­siek
Borys, Mał­go­sia Fe­ren­co­w icz po­ja­w iają się o­ka­zjonal­nie, mój kon­takt jest bar­dziej pi­sem­ny niż
o­sobi­sty. Bli­żej klubu jest Piotr Raku Rak, a cał­k iem bli­sko PWC i o­czy­w i­ście Elż­bie­ta. Dziel­nie
dzia­ła war­szaw­ska od­noga tol­k ie­nistów – Ta­de­usz A. Ol­szań­ski, Agniesz­ka Syl­wa­no­w icz, Marek
Gum­kow­ski. Przez te 30 lat wszyst­ko się zmie­niło. To, co było tre­ścią na­szej dzia­łalności w la­tach
o­siem­dziesią­t ych – zdo­by­wa­nie ksią­żek o­fi­cjal­nych jak i sa­miz­datów, po­ka­zy fil­mów prze­my­co­
nych z za­cho­du na wi­de­ota­śmach – dziś już nie ist­nie­je. Ksią­żek jest pod do­stat­k iem, a nawet
wię­cej, filmy jak i gry są po­wszech­nie do­stęp­ne. Dzia­łal­ność fan­do­mu sku­pia się ge­neral­nie na
dwóch ga­łę­ziach:
– współ­uczest­nic­t wo w róż­ne­go ro­dza­ju im­pre­zach, w szcze­gól­no­ści grach i za­bawach fan­
tastycz­nych,
– dys­ku­sjach o dzi­siej­szej i przy­szłej fan­tasty­ce li­te­rac­k iej, fil­mo­wej…
Z jed­nej stro­ny to bar­dzo wspa­niałe zja­w i­sko, ale z dru­giej kie­dyś bez fan­domu było się bez
ksią­żek i szans na o­bej­rzenie filmu. Dziś można po­zna­wać i sma­ko­wać fan­tasty­kę w sa­mot­no­ści.
Do tego sieć u­moż­li­w ia kon­tak­t y bez spo­t kań o­sobi­stych. Dla­te­go też wy­da­je mi się, że fan­dom,
a więc i ŚKF jest w fazie trwa­nia. A co bę­dzie dalej, to tylko Wy mło­dzi, zde­c y­du­jecie.
A wra­cając do na­szych księ­gar­ni –
czer­w iec przy­niósł wysyp se­qu­eli, kon­t y­
nu­acji i nie za­wsze u­da­nych cią­gów dal­
szych. Uka­zała się druga część Na­miest­
nicz­ki Sz­kol­ni ­kowej, drugi tom Wil­czej
Try­lo­gii Swan­na oraz se­qu­el Alison Go­
od­ma ­n – po po­w ie­ści Eon po­ja­w i­ła się
po­w ieść Eona.
Co do innych no­wo­ści z rynku kra­jo­
we­go, po­le­cam u­ro­k li­wą książ­kę An­drew Ni­col­la Dobry czło­wiek. Dzie­je się w mi­t ycz­nym mia­
stecz­ku Krop­ka, gdzieś na pół­no­c y Bał­t y­ku (obok są Myśl­nik i Uko­śnik). Opo­w ieść o mi­ło­ści
fan­tastycz­nej jest ma­gicz­na. Wy­daw­ca przy­rów­nu­je ją do Ma­
rqu­eza i filmu Ame­lia, a ja do o­powie­ści na­sze­go wy­bit­ne­go
dra­matur­ga Je­rzego Sza­niaw­skie­go Łga­rze pod Złotą Ko­twi­
cą, a także nie­któ­r ych o­powia­dań Pro­fe­sora Tutki. Ta sama
magia, ten sam kli­mat, to samo pięk­ne słowo. Teraz na półce
czeka na mnie, obok wielu in­nych, po­w ieść wy­bit­ne­go twór­
cy nor­we­skiego Tar­je­i Ve­sa­as’a Dom w ciem­no­ści. Ve­sa­as był
moim u­lubio­nym pi­sa­rzem lat sześć­dziesią­t ych – Pałac lo­dowy
i Ptaki (na pod­sta­w ie tej po­w ie­ści na­k rę­co­ny był wy­bit­ny pol­
10
ski film Żywot Ma­te­usza) czy­ta­łem wiele razy. Teraz, po 66 la­tach od u­ka­zania
się w Oslo i po 41 latach od śmier­ci pi­sa­rza, u­ka­zuje się naj­w y­bit­niej­sza z jego
po­w ie­ści, Dom w ciem­no­ści. An­t y­uto­pij­na o­po­w ieść o domu–kraju–świe­cie
u­ka­zała się tuż po od­z y­ska­niu przez Nor­we­gię wol­no­ści w 1945 roku. I do
dziś fa­scy­nu­je głę­bo­ko­ścią a­nali­zy zła i spo­sobów walki z nim. A do­dat­kowo
warto za­uważyć, że oby­dwie książ­k i u­ka­zały się w „sta­r ych wy­daw­nic­t wach”
– w Na­szej Księ­gar­ni i PIW.
Fan­tasty­kę za­czę­ło wy­da­wać rów­nież wy­daw­nic­t wo ZNAK – u­ka­zała się
po­w ieść Woj­cie­cha Zem­ba­tego Ko­niec Pie­śni – re­k la­mo­wana jako naj­lep­sza
po­w ieść fan­tasy 2011 roku. Zo­ba­czy­my w grud­niu – po­w ieść cel­t yc­kowspół­cze­sna jest nie­zła,
ale żeby naj­lep­sza…
Miłej lektury.
Wasz
Andrzej Bilbo Kowalski
Rys. Basia Świerczyńska.
11
Ksi¹¿ki
Spojrzenie trójstronne
Kamienną Ćmę oceniać można na trzy sposoby: jako eksperyment
literacki, przypowieść filozoficzną czy też „po prostu fajną historię”.
Zacznijmy może od eksperymentu – otóż powieść Matuszka
to jedna z nielicznych na naszym rynku tzw. książek konceptualnych, czyli takich, gdzie nośnikiem treści jest nie tylko fabuła,
lecz także wszelkiego rodzaju „dodatki”: okładka, ilustracje, czasem nawet krój lub kolor czcionki albo przeróżne gadżety (płyty, filmiki). Kamienna Ćma jest więc wydana bardzo starannie,
w twardej oprawie i z ilustracjami, na które warto zwrócić uwagę,
nie służą bowiem wyłącznie do ozdoby, w środku książki znajduje
się natomiast... inna książka, czytana przez bohatera tej pierwszej,
i mająca znaczenie dla zrozumienia odautorskiego przekazu. W
dodatku całość została pomyślana tak, by na pierwszy rzut oka
sprawiać wrażenie książki dla dzieci: duży druk, obrazki z charakterystycznymi, kanciastymi i uproszczonymi postaciami bohaterów, wreszcie sam styl, w którym
dominują krótkie, nieskomplikowane zdania. Kamienna Ćma przypomina więc nieco Wrońca
Jacka Dukaja, jednak w mojej opinii powieść Matuszka wypada lepiej, autor ten ma bowiem do
opowiedzenia ciekawszą historię i celuje w bardziej konkretny target. Wroniec był przeznaczony
ni to dla odbiorców młodszych, ni dla starszych, Kamienna Ćma natomiast, mimo dziecięcego
wyglądu, jest jednak książką dla dorosłych.
Jako literacki eksperyment dzieło Matuszka wypada więc interesująco. Inna rzecz, że książki
konceptualne wydają się przeznaczone dla specyficznego rodzaju czytelnika, takiego, który od
powieści oczekuje nie tyle „wciągnięcia” się w akcję czy kibicowania przygodom bohaterów, co
pewnego rodzaju intelektualnej gry, zabawy w łączenie treści z elementami formy.
Jako przypowieść filozoficzna Kamienna Ćma jest natomiast historią z ducha buddyjską, opowiadającą o odnajdywaniu wewnętrznej mocy i drodze do oświecenia, która prowadzi poprzez
zdzieranie kolejnych warstw kłamstw, jakimi – za naszą zgodą – karmi nas nasz umysł. Drogę tę
przebywa człowiek imieniem Beddeos. Poznajemy go, gdy mieszka w wieży na granicy cesarstwa,
za jedynego towarzysza mając robota Tyfona. Beddeos nie pamięta, skąd się tam wziął, ma jedynie
niejasne wrażenie, że mogła to być forma kary. Jego życie biegnie spokojnym rytmem i dopiero
przybycie nietypowych podróżnych oraz pojawienie się w wieży pewnego dziwnego przedmiotu
skłonią mężczyznę do tego, by baczniej przyjrzał się samemu sobie oraz światu, który go otacza.
Rozpatrywana na takim poziomie, Kamienna Ćma nie jest może zanadto oryginalna, przynosi jednak satysfakcję. Tu każdy, pozornie nieważny element okazuje się mieć znaczenie, każda
postać i każdy dialog do czegoś służą. I nic nie jest takie, jak się zdaje na początku, bo autor lubi
i umie czytelnika zaskakiwać. Warto też wspomnieć o świecie, w którym rozgrywa się opowieść.
Jest on, co prawda, pretekstowy, funkcjonuje bowiem przede wszystkim jako tło dla wewnętrznej
12
przemiany bohatera, jednak w tej pretekstowości zarazem niezwykle barwny i zbudowany z rozmachem, pełen dziwacznych ras oraz niezwykłych pomysłów.
Najsłabiej natomiast wypada Kamienna Ćma jako „po prostu fajna historia”. Opowieść, owszem, potrafi wciągnąć, a czytelnik z zainteresowaniem śledzi losy Beddeosa, jest to jednak ciekawość przede wszystkim intelektualna. Brakuje tu trochę emocji, takiego prostego „lubienia”
kogoś czy denerwowania się w dramatycznych scenach. Nawet głównego bohatera trudno darzyć
jakąś szczególną sympatią, skoro Beddeos jest raczej nośnikiem pewnych treści niż żywą osobą. To
samo można powiedzieć o innych postaciach, które, mocno uproszczone, pełnią rolę albo Pomocy,
jaką bohater spotyka na swej drodze, albo Przeszkody. Czy to jednak wada? Szczerze mówiąc, nie
jestem pewna, być może, gdyby autor położył większy nacisk na tę pierwszą, najprostszą warstwę
historii, zagubiłoby się pośród barwnych przygód przesłanie. Możliwe, że książka nie może być
jednocześnie filozoficzną przypowieścią i wciągającym czytadłem, może czasem trzeba z czegoś
zrezygnować. Matuszek zrezygnował z tego drugiego – i czemu nie, ostatecznie, „po prostu fajnych
historii” mamy w księgarniach sporo, a podanej w ciekawej formie filozofii zdecydowanie mniej.
Anna Kańtoch
Paweł Matuszek: Kamienna Ćma. MAG, Warszawa 2011.
Przebudzenie bazyliszka
W połowie sierpnia 1944 r. w wyniku niemieckiego ostrzału artyleryjskiego na Starówce otwiera się zasypana w XVI w. kawerna, w której trwał w letargu warszawski bazyliszek. Bestia budzi się i zaczyna grasować w kanałach, atakując tak powstańców, jak i Niemców.
Jedni i drudzy usiłują wyeliminować potwora, przy czym Niemcom
(specjalnej ekipie z Ahnenerbe, komórce SS do spraw, jak byśmy dziś
powiedzieli, paranaukowych) zależy na dostaniu go żywcem. Rzeź
jest straszliwa, a bestia okazuje się niezniszczalna.
Tak można streścić książkę Tomasza Bukowskiego Obiekt R/
W0036 (o poincie za chwilę). Pomysł, owszem, niezgorszy, choć raczej na opowiadanie, niż powieść. Styl – „jak cię mogę”, bez fajerwerków, ale i rażących baboli (oprócz użycia określeń „terror” i „horror”
w znaczeniu „potwór”). I można by to było przełknąć, a nawet polecić mniej wymagającemu czytelnikowi, gdyby nie jedno – stosunek
autora dla historii.
Akcja rozgrywa się podczas Powstania Warszawskiego, wymieniane są autentyczne wydarzenia, autentyczne osoby. Ale obok tego czytamy o powstańcach „uzbrojonych w karabiny, pistolety,
siekiery, kije i jedną szablę kawaleryjską”, a nieco wcześniej, że oddział, jednolicie umundurowany
w poniemieckie sorty... nie jest w całości uzbrojony (udział w walce uzbrojonych tylko w pistolety i granaty – ale, na Boga, nie w kije! – zdarzał się, owszem, w pierwszych dniach Powstania;
w połowie sierpnia nieuzbrojonych trzymano na tyłach). Dalej czytamy, że oficer-cichociemny
paraduje po Warszawie... w angielskim mundurze polowym, a idąca kanałami łączniczka ma
przy sobie... torebkę. Każdemu trafionemu w głowę ta „eksploduje” (autor nie widział Szeregowca
Ryana?!). Pociski artyleryjskie są wypełnione prochem. I tak dalej, i temu podobnie. Mógłbym
tak przez kilka stron.
Najgorsze jest to, że po warszawskich kanałach pęta się każdy: przypadkowe łączniczki, patrole powstańcze i niemieckie; dochodzi do starć, jest to normalny teatr działań wojennych. Co
13
jest całkowitym zmyśleniem. Niemcy nie wchodzili do kanałów w ogóle, bali się ich i brzydzili,
a nadto – nie widzieli z tego żadnej korzyści wojskowej. Ale powstańcy też ich nie patrolowali,
nie chodziły tam zwykłe łączniczki. Koncepcja łączności kanałami była opracowana na długo
przed Powstaniem, realizowali ją wyłącznie zawczasu przeszkoleni żołnierze (głównie kobiety),
znające sieć kanałów i wiedzące, jak i gdzie iść. Wszyscy inni byli w nich skazani i bez bazyliszka.
Inni żołnierze oraz cywile znaleźli się w kanałach dopiero podczas wielkich akcji ewakuacyjnych
(o pierwszej z nich jest mowa w książce).
Czytając Obiekt miałem wrażenie, że autor inspirował się nie Powstaniem czy jakąkolwiek
rzeczywistą wojną, ale komputerową strzelanką „o wojnie”. Strzelanką źle zrobioną, lubującą się
w makabrze, bryzgach krwi na monitorze etc. A także filmami o Godzillach etc., w których te –
było nie było – zwierzęta są odporne nie tylko na ogień broni strzeleckiej, ale i artylerii.
Żeby dodać swej opowieści fantastyczności, autor „ozdobił” ją potężną,
krasową pieczarą tuż poniżej poziomu warszawskich kanałów, w której przed
wiekami Sarmaci (ci starożytni) składali ofiary z ludzi smokowi, nazwanemu
później Wawelskim. Smokowi, którego potomkiem jest bazyliszek... Dlaczego
oba stworzenia traktowały dziewice w szczegółowo i mocno nie-smakowicie
opisany sposób, autor nie raczył nam wyjaśnić.
Nie zalecam nikomu lektury, więc z czystym sumieniem mogę zdradzić, że
bazyliszek zostaje ponownie zasypany, jednak wiadomość o jego istnieniu dociera do NKWD, a Sowieci zamierzają go wydobyć (jak rozumiem, nie budząc
z ponownego letargu) i wywieźć do Kazachstanu. Ma być sequel? Nie dopuść
tego, święty Bazyliszku...
Tadeusz A. Olszański
PS. Aha, żeby nie było, że robię sobie żarty. Święty Bazyliszek (Wasiliskos) to jeden z męczenników greckich z IV wieku, czczony wraz ze świętymi Kleonikiem i Eutropiszem. Cała trójka na
załączonej ikonie.
Tomasz Bukowski: Obiekt R/W0036, Wydawnictwo SOL, Grójec-Warszawa 2009 (seria WarBook).
Rys. Małgorzata Pudlik
14
Imprezy
Jak na Pyrkonie, tylko lepiej
Pierwszym wrażeniem po wejściu na teren Międzynarodowych Targów
Poznańskich był ogrom holu między budynkami, gdzie pod szklanym
dachem rosną drzewa i wiszą wycięte z zielonego papieru formy w kształcie ni to liści, ni to jaj Obcego. W przeszklonych budkach pośrodku była
akredytacja, z czytelnie wypisanymi kartkami, które okienka są dla
uczestników, które dla gości itp. Mimo tych informacji niemal wszyscy
ustawiali się w dłuższej kolejce, a nie w krótszej. Budynków było więcej niż na Pyrkonie, a więc i sale bardziej przestronne, co się chwali.
Organizatorzy wyciągnęli też wnioski ze skarg uczestników Pyrkonu
i otworzyli dodatkową klatkę schodową w budynku 14A, dzięki czemu
uniknięto korków.
Pierwszym punktem programu – oprócz oficjalnego otwarcia – była prelekcja o dziwnych zwierzętach.
Prowadząca pokazywała slajdy i trochę mówiła, ale niewiele. Najpierw o niezwykłych gatunkach, jak blowfish,
żaba włochata czy mysz jerboa (zbieżność nazwy z gerbilem nieprzypadkowa), następnie o hybrydach międzygatunkowych, a na końcu o wynikach eksperymentów naukowych, typu fosforyzujące małpki czy mysz z ludzkim
uchem na grzbiecie. Niestety, materiał do przedstawienia Od prawej: Klaudia Heintze, Piotr W. Cholewa i Piotr
Raku Rak mówią o 30 latach historii ŚKF (fot. B. Kobic).
skończył się prowadzącej po 35 minutach...
Ktoś_1: Koń rasy shire czołowo zatrzymuje samochód.
Ktoś_2: W tym świetle szarża kawalerii na czołgi nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Następnie poszłam na prelekcję o logice biegającej nago po łące, czyli o pewnych fanfikach.
Była prawie taka sama, jak na Pyrkonie, z tym, że ilustrowana zabawnymi obrazkami. Twórczość
okołozmierzchową prelegentki określiły jako „wampiścierwa”, a całość zilustrowały malowniczymi przykładami ałtoreczkowej głupoty, na przykład Harrym, który ma 80% krwi jednorożca.
Tajemnicą autorki jest, w jaki sposób można mieć 80% krwi kogokolwiek oraz jak przodkowie
Pottera krzyżowali się z koniowatymi.
15
Prelegentka: Zastanawiałyśmy się, co właściwie Harry’emu
daje te 80% krwi jednorożca.
Głos z sali: Wykrywanie dziewic!
Cytaty z ałtoreczek:
Nie wiem, jakiego zapachu był czas, gdy mijałam się z nim
na zakrętach losu.
Okrągłej komnacie brakowało jednej ze ścian.
Była sama w nicości, którą wypełniała pustka.
Wtem wszystkie twarze centaurów spoczęły na nas.
Prelegentka: Omawiane teksty nie są naszą własnością intelektualną...
Ja: Użycie słowa „intelektualna” jest w tym kontekście nadużyciem.
Potem poszłam na prelekcję Kuby Ćwieka o obrażaniu uczuć
religijnych. Zgodnie ze swoim zwyczajem prowadzenia prelekcji,
Kuba zaczął od prośby o zdefiniowanie pojęcia. Powiedziałam,
że uczucia religijne istnieją tylko wtedy, kiedy są obrażane – podobnie jak wiatr, który jest tylko wtedy, kiedy wieje.
Kuba powiedział, że w Polsce największe oburzenie i groźby
sądowe spowodowało wcale nie Ostatnie kuszenie Chrystusa czy
Dogma, ale film Ksiądz, co jest w naszym kraju bardzo typowe:
kapłan jako obiekt kultu. Wspomniał też o słynnym komiksie
Krzysztof Wolan zaprasza
do antykwariatu ŚKF (fot. B. Kobic).
Battle Pope, w którym papież staje się mocarnym superbohaterem, a Jezus – jego pomocnikiem.
Wieczorem zajrzałam do sali multimedialnej, gdzie była prelekcja o hentai, połączona z pokazem filmu, więc pooglądałam sobie erotyczne przygody ucznia wysłanego na wymianę do żeńskiej szkoły, w której istnieje erotyczny klub z elementami sado-maso, a wszystkie nauczycielki
i uczennice mają piersi wielkości głowy i spódniczki odsłaniające majtki.
*
Następnego dnia po przyjściu na konwent pogawędziłam z Elą, Szamanem, Justynką i innymi znajomymi przy urnie zajdlowej oraz porobiłam zdjęcia ślicznych małych elfeczek, czyli
córek Fruniów. Potem poszłam na prelekcję Quo vadis, fanDomine?, która prowadził jakiś mało
doświadczony konwentowicz, więc słuchacze – z Szamanem na czele – szybko przejęli stery dyskusji. Zaczęliśmy od zdefiniowania pojęcia fantastyki, fana i konwentu, potem rozmawialiśmy
o wadach dawania zniżkowych wejściówek za prowadzenie prelekcji, bo to obniża ich poziom.
Prelekcja Ewy „Srebrnej” Marczyńskiej o pisaniu fanfików byłaby fajniejsza, gdyby prowadząca dobierała jakieś mniej hermetyczne przykłady niż Duma i uprzedzenie (tak, tak, istnieją
fanfiki do tego!) oraz Doctor Who. Było wyjaśnienie różnych pojęć fanfikowych, tak jak Mary
Sue, PWP, kanon, slash, pairing, crossover. Podobno jest crossover Biblii z tetrisem (nie pytajcie...)
oraz Lovecrafta z musicalem pod tytułem Shoggoth on the Roof. Srebrna rzucała w tłum czekoladki, nagradzając słuchaczy za przykłady najdziwniejszych crossoverów (ja podałam bohaterów
Nowej nadziei przeniesionych w akcję Mrocznego widma – tytuł jest I’m Your WHAT???). Istnieją
też crossovery polegające na tym, że spotykają się postaci z różnych filmów granych przez tego
samego aktora, np. Johnny’ego Deppa. Albo postać spotyka realnego aktora...
16
Ktoś: Synowie Sherlocka Holmesa i doktora
Watsona spotykają...
Srebrna: Fuj. Cudowne dziecko dwóch pedałów.
Michał Lisiecki miał świetną prelekcję o efektach specjalnych, na której już byłam ze dwa razy,
ale dopiero teraz dali mu aż trzy godziny, dzięki czemu zmieścił się z całym materiałem. Przyszłam
na ostatnią godzinę, czyli efekty naszych czasów: przenikający przez kraty robot w Terminatorze,
twarz z wody (Otchłań), Jar Jar Binks i wodospady w stolicy Naboo zrobione z soli.
Następnie udałam się w inny fragment holu na warsztaty z sunandy – tańca łączącego elementy tańca brzucha, flamenco i tańców murzyńskich. Pięknie ubrane dziewczęta uczyły nas
kręcić biodrami („ruch nogi jak rozgniatanie peta na asfalcie”), falować ramionami i nie wiem
co jeszcze, bo wymiękłam fizycznie i zlana potem poszłam sobie. A w tle na ławce siedział żołnierz z karabinem, w masce z filmu V jak Vendetta. Zachodzące słońce wyzłacało hol, po którym rzucając długie cienie przechodzili elfi łucznicy, szturmowcy Imperium i niezwykle pięknie
przebrana blond Na’vi.
Staszek Mąderek miał spotkanie o swoim filmie Szczeppan
Kleszcz: kleszcz z miejskiego parku staje się humanoidem z amnezją. Polegało to na filmowaniu faceta, który ma na głowie kask
motocyklowy oklejony plastikiem w kształt żuwaczek, a na plecach dętkę od traktora w szmacianym pokrowcu. Facet chodził
po centrach różnych polskich miast i zagadywał ludzi, a co jakiś
czas wgapiał się w Pałac Kultury albo w jakąś wieżę kościelną –
że niby wieża to jedyne wspomnienie, jaki mu zostało, i on jej
teraz szuka. Jednak słuchanie o filmie, który ma poziom niesławnej Krypty Exara Kuna znudziło mnie tak, że znowu poszłam do ogródka piwnego i ugrzęzłam w nim tak skutecznie,
Tak wygląda Szczeppan Kleszcz,
że zapomniałam o prelekcji o gwiazdozbiorach, czego żałuję. promujący kulturalne zachowanie w lesie
(i szczepienia
przeciw kleszczom).
Siedziałam z Jolą, Szymonem, Jackiem Białołęckim i Michałem
Jakuszewskim, wysoko nad nami było widać odbicia stolików i parasoli (tak, parasoli, chociaż
to pod dachem) w przeszklonym dachu pod mrocznym
już niebem.
Wieczorem odbyła się prelekcja Foki o kadzidłach,
która o mało nie została odwołana, bo w sali były czujniki
dymu, na dworze wściekły wiatr i dopiero po licznych
przenosinach wylądowaliśmy w tym miejscu holu, gdzie
były warsztaty taneczne, na rozścielonej na posadzce
wielkiej macie. Foka prezentowała nam różne rodzaje
kadzideł i olejków zapachowych, informując, skąd pochodzą i jak się je wytwarza. Miała też esencję kawową
Pachnąca prelekcja – Klaudia Heintze i Natalia Młynarz
(zapach, że mniam!), którą wącha się, żeby „zresetować”
(fot. B. Kobic).
sobie odczuwanie zapachów.
Z ciekawostek: cynober jest tak toksyczny, że być może przyczynił się do powstania mitu
o koszulce Dejaniry, a jednym z najdroższych zapachów jest aoud – olejek 10 razy droższy od
złota. Pochodzi z drewna drzewa agarowego, zaatakowanego przez specjalny grzyb przed 100,
a nawet 500 laty.
17
Ja: To pachnie jak rozgniecione sosnowe igły, ale bardziej rozgniecione niż sosnowe.
Foka ( pokazuje perfumy Demeter Fragrance Library o nazwie Holy
Smoke): Jeżeli nawet ten zapach pachnie kadzielnicą, to taką,
która została spalona z całym kościołem i najbliższą okolicą.
Foka: Zapach meczetu jest tak genialnie skonstruowany, że po godzinie na mojej skórze zaczyna pachnieć spoconym Arabem.
*
W sobotę rezygnując z Freak show Ewy Białołęckiej poszłam
na prelekcję Konrada Walewskiego Jak czytać fantastykę. W informatorze było napisane, że jako baza do dyskusji „posłuży opowiadanie Johna M. Harrisona”. Konrad wyraził wielkie zdumienie,
że przeczytała je tylko jedna osoba (nie, tytuł NIE był nigdzie
podany). Dziwnym zbiegiem okoliczności było to opowiadanie
przez niego tłumaczone i z jego czasopisma... To już nie mógł
go dać do informatora, na miejsce (niezłego zresztą) tekstu Pat
Cadigan? Było o denotacjach i konotacjach, semantyce i semiotyce oraz różnicy między mentalnym słownikiem i mentalną
encyklopedią (tekst powinniśmy interpretować encyklopedią,
Autorka relacji na zaimprowizowanej
widowni „pachnącej prelekcji”
bo poza definicją słowa zawiera nasze doświadczenie, kontekst
(fot. K. Wolan).
kulturowy i skojarzenia).
Następnie opowiadanie zostało odczytane na głos. Była to okropnie nudna historia związku dwóch facetów z jedną kobietą, pełna nudnych dialogów w stylu Mody na sukces – jedynym
elementem fantastycznym było wbijanie sobie siekiery w twarz przez kolejne osoby, ale chodziło
tylko o przenośnię, że przeżywają załamanie psychiczne i chcą to zademonstrować na zewnątrz.
Po zamienieniu siekiery na np. wbicie wielkiej punkowskiej agrafki w ucho tekst mógłby spokojnie się ukazać np. w Wysokich Obcasach. Nic, tylko się pociąć brzytwą Ockhama.
Z prelekcji Średniowiecze dla początkujących:
Wnuku (o jednym z cesarzy rzymskich): Rządził cztery lata, w tym
czasie zdążył być cztery razy żonaty, raz zamężny, na
igrzyskach rzucał w widownię jadowitymi wężami – ale
bez zębów jadowych – i jeździł na rydwanie zaprzężonym
w nagie kobiety. Uznano, że był niepoczytalny.
Szymon: Ale to częste w przypadku cesarzy rzymskich.
Prelekcja o tłumaczeniu Harry’ego Pottera na różne języki, ze szczególnym uwzględnieniem
czeskiego, okazała się ciekawa, choć prowadząca ją Anna Gołębiowska mówiła zbyt krótkimi zdaniami, robiąc między nimi pauzy. Dowiedzieliśmy się, że wszyscy tłumacze nagminnie
zmieniają imiona – jedyne, które w każdej wersji się ostały, to Harry, Ron, Hermiona, Norbert
i Hedwiga. Jęcząca Marta jest Ufukaną Urszulą albo Hulkenda Hildą, a Syriusz to po japońsku
Siriushu Burakku.
Są też inne zmiany niż imiona, np. w wersji czeskiej Dudley na urodziny je pieczoną kiełbasę
zamiast ciastek.
18
Wchodzą dalsze grupki ludzi i siadają na podłodze pod katedrą.
Anna: Zapraszam! Nie potrzebuję powietrza.
Anna: Jęcząca Marta ma w oryginale przydomek na tę samą literę, co imię, co
jak widać Polkowski oddał znakomicie.
Anna: Jak wam się nudzi, to wyciągnę czeskie tłumaczenie i poczytam na glos.
Anna (wręcza dziewczynie z widowni egzemplarz angielski, każąc czytać wy­
powiedź Hagrida): Ten zakreślony fragment, jak sala zacznie ziewać, to
przerwij.
Kuba Ćwiek na spotkaniu autorskim opowiadał o swoich planach literackich – w tym celu narysował na tablicy oś czasową, żeby wyraźniej było widać, którą książkę na kiedy planuje. Następnie
odbyło się komisyjne ważenie Kuby, który założył się z fandomem, że jeżeli nie schudnie do 75
kg, to napisze romans paranormalny. Kuba schudł tylko do 87 kg i pokazał nam filmowy zwiastun tej książki, która ma się nazywać Wendy. Nie wiem, czy będzie tak krwawa jak film, który
przedstawiał dziewczynę popełniającą samobójstwo przez powieszenie wśród zmasakrowanych
trupów, czemu z cienia przygląda się młodzieniec o niezwykłych oczach.
Ktoś: Jaką dietę stosowałeś?
Kuba: Wyszedłem z domu... nie kupiłem baterii do iPada...
w MacDonaldzie przestali mnie rozpoznawać...
Kuba (opowiada, jak ubiegałby się o dofinansowanie
w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej): To będzie lektura szkolna... ale w szkole dla tancerek go-go.
Kolejnym punktem programu było Star Wars TV Bartosza Burzyńskiego, gdzie dowiedzieliśmy się o telewizyjnych produkcjach pod znakiem naszej ulubionej sagi, których – o dziwo –
było całkiem sporo. Nie tylko słynne Star Wars Holiday Special, którego Lucas tak się wstydzi,
że zabronił rozpowszechniać, ale i kilka animowanych filmów z Ewokami, w tym 35-odcinkowy
serial. Jest też serial Droids, w którym po raz pierwszy pojawiają się wyścigi Boonta. Obecnie
wszyscy czekają na serial aktorski – jest gotowy scenariusz na 50 odcinków (pisany, jak powiedział Bartosz, „przez najlepszych scenarzystów z całego świata... czyli z Wielkiej Brytanii, Stanów
i Australii”), ale okazał się zbyt drogi jak na telewizyjną produkcję.
Bartosz: To jest szkic złej rasy Duloków, która miała zamieszkiwać Endor.
Są tacy, którzy chcieliby, żeby Duloki pojawiły się w Powrocie
Jedi po stronie Imperium, co znacząco wzbogaciłoby scenę bitwy na Endorze.
Sławek: Rzeczywiście – więcej płaczu.
Na zakończenie obejrzeliśmy cudny komputerowo animowany film w estetyce klocków Lego,
opowiadający o tym, jak C3PO przymusowo zostaje pilotem wycieczki małoletnich padawanów
po siedzibie Senatu Galaktycznego, w którym tymczasem Asajj Ventress ma podłożyć bombę,
co prowadzi do masy różnych komplikacji.
19
Tłumnie uczęszczona prelekcja Agnieszki „Ignite” Hałas o trucicielach byłaby ciekawsza,
gdyby zawierała więcej ciekawostek i faktów o trucicielach, a mniej naukowych informacji w rodzaju „alkaloidów tropanowych sympatomimetycznych” czy nawet „muskaryny jako parasympatykomimetyku”. Z ciekawostek: zatrucia arsenem były dużym problemem w XIX wieku, bo był
powszechnie stosowany w zielonym barwniku – jest podejrzenie, że Napoleon zatruł się od tapet.
W Bangladeszu arszenik jest w wodzie i ludności zaleca się jedzenie czosnku jako antidotum.
Kolejną godzinę spędziłam w dużej mierze przy stoliku autografowym, gdzie pełniła obowiązki
Magda Kozak, tym razem bez uzbrojonej po zęby obstawy. Dyskusję jednak zdominowała Ewa
Białołęcka, czytająca ze swojego kapowniczka frazy w rodzaju „chomik-terrorysta z policzkami
wypchanymi dynamitem”. Zamierza je wykorzystać w następnych książkach. Była też mowa
o pracy redaktora i tłumacza.
Delilah [tłumaczka]: Czytelniczki miały pretensję, dlaczego to
nie jest tłumaczone jako „wróżka”. Tak – dwumetrowa
wróżka zabijająca samym swoim seksualnym urokiem.
Achika: Duża wróża.
Ewa: Wrócha.
Achika(zapisuje i się waha): „Ż” powinno się wymieniać na „h”,
ale przez „ch” jakoś ładniej wygląda.
Madzik: I tak bardziej à propos.
Achika: Wróżka-jebuszka!
Prelekcja Arka Grzeszczaka o łukach była bardzo ciekawa, prowadzący mówił żywo i wyraźnie.
Dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek: archeolodzy
poznają szkielety łuczników po krzywym kręgosłupie,
chłop angielski w niedzielę po mszy musiał obowiązkowo
trenować strzelanie do celu, w bitwie nie chodziło o to,
żeby jedną strzałą zabić przeciwnika, tylko go unieszkodliwić, a reszty dokonywała konnica lub piechota.
Dobrym hełmem dla łuczników jest tzw. łebka angielska, a kapalin nie, bo krawędź przeszkadza w naciąganiu
cięciwy do ucha.
Arka przymierza ze statuetkami Nagrody im.
J.A. Zajdla, wniesiona do sali przez silną (i mieszaną)
grupę ochrony (fot. S. Sokół).
Arek: Pod Crécy Francja straciła 1500 rycerzy,
a pozostałych strat się nie podaje.
Ja: Dorota, czemu nie zrobisz prelekcji na jakimś konwencie? Tyle wiesz!
Dorota: T
ylko kto zechce słuchać o świnkach morskich?
Ja: Daj tytuł Przerażające świnki zagłady, a potem powiesz, że w druku
był błąd i że chodziło o zagładę przerażonych świnek.
Rozdanie Zajdli zostało uświetnione wniesieniem Arki Przymierza, w której spoczywały statuetki (potem wielu fanów komentowało, że podczas otwierania powinniśmy zamknąć oczy!). Śląski
Klub Fantastyki z okazji 30-lecia otrzymał laurkę wykonaną przez najmłodszych konwentowiczów.
20
*
Niedzielę rozpoczęłam prelekcją Michała i Pewuca o bitwie pod Verdun. Nie żeby był to dla
mnie jakiś fascynujący temat, ale lubię ich prelekcje, bo są pełne humoru. No i można się czegoś
dowiedzieć, na przykład tego, że granat zaczepny musi mieć taki zasięg wybuchu, żeby rzucający
go żołnierz nie zdążył przy atakowaniu dobiec do strefy rażenia odłamkami.
Misiek: Wyjątkowe łamagi w rzucaniu granatów były eliminowane przez dobór naturalny.
W 1915 r. Francja wprowadziła stroje maskujące na miejsce tradycyjnych czerwonych spodni,
które uważano za podstawową rzecz w utrzymywaniu morale. Komentarz Miśka: Morale się
trzymało, Francuzi upadali.
Na wojnie ważne jest zaopatrzenie w prowiant i amunicję. Verdun to tak naprawdę była bitwa
między niemieckimi pociągami a francuskimi ciężarówkami, które po raz pierwszy na masową
skalę zastosowano do wożenia amunicji.
Misiek (pokazuje slajd): To jest nieuzbrojona ciężarówka. To znaczy,
jest w tej chwili uzbrojona w dzielnych francuskich żołnierzy.
Misiek: Po niemiecku każde słowo brzmi jak rozkaz rozstrzelania.
Obejrzeliśmy krótki film z błyskawicznego budowania linii kolejowej po stronie niemieckiej.
Wybudowali kilka miasteczek zapleczowych, na co Francuzi nie reagowali, bo planowali uderzenie pod Sommą i nie sądzili, żeby wywiad niemiecki o tym nie wiedział.
Misiek pokazuje zdjęcie niemieckiego następcy tronu wizytujące­
go front.
Ktoś: Już mieli skórzane płaszcze!
Misiek: Ale tylko następcy tronu. Później to poszło w plebs.
Porównywanie wyglądu głównodowodzących po obu stronach.
Misiek: Jak widzimy na tym zdjęciu, generał francuski ma inny
model wąsa. Wygląda jak Święty Mikołaj posyłający elfy
na śmierć.
Bardzo ciekawy był kurtuazyjny list żony oficera niemieckiego do żony zabitego oficera francuskiego, informujący o honorowym pogrzebie i oznakowaniu grobu, aby po wojnie żona mogła
tam pojechać. Atak na wzgórze 304 (jeden z punktów strategicznych) trwał półtora miesiąca. Na
skutek ostrzału artyleryjskiego wzgórze straciło 7 metrów wysokości. Szacuje się, że 70% francuskiej armii było w pewnym momencie pod Verdun – na skutek wymiany żołnierzy.
Mimo ciekawych informacji i zabawnych komentarzy nie wytrzymałam drugiej godziny
prelekcji, bo jednak dużo tam było pokazywania na mapach i takich tam strategicznych rzeczy,
i przeniosłam się na spotkanie autorskie z Anią Brzezińską. Od razu pożałowałam, że nie wcześniej, bo mowa była o okładkach na jej książkach, a więc temacie, który mnie z natury interesuje.
Ania narzekała, że cycata piękność na okładce wznowienia Wilżyńskiej doliny wywołała komentarze, że nareszcie dobra okładka. Stwierdziła też, że fantastyka jest literaturą konserwatywną,
a rynek książki w Polsce się załamał.
21
Ania: Jak miałam 17 lat i człowiek brał jakąś książkę akademicką i znalazł w niej błąd, to sens istnienia objawiał się w jednej minucie.
Potem była prelekcja Iwony Michałowskiej-Gabrych
o książkach dla dzieci i ich tłumaczeniu, częściowo polegająca na wspomnieniach autorki żywo podchwytywanych przez publiczność. Na koniec Iwona rozdała dwie
swoje książki: jedno tłumaczenie jakiejś młodzieżówki
i jedną własną.
Ostatnim punktem programu była prelekcja Ani
Brzezińskiej o recenzjach, która miała trwać godzinę,
a trwała ponad dwie, bo wszyscy się znakomicie bawili. Ania przeczytała kilka recenzji, prosząc obecnych
o wyłapanie błędów, przy czym nie chodziło bynajmniej
o błędy językowe (choć w niektórych i takie były, np.
„umiejscowienie miejsca”), lecz merytoryczne. Dużym
grzechem recenzentów jest pisanie nie o książce, tylko
o własnych wobec niej oczekiwaniach, i narzekanie, że
Anna Kańtoch i Jacek Dukaj – tegoroczni laureaci
tych oczekiwań nie spełnia. Ania skomentowała: „Jeśli
Nagrody im. J.A. Zajdla, w towarzystwie Gościa
Honorowego Polconu, pani Jadwigi Zajdel
czytacie książkę, to przynajmniej załóżcie, że autor robi
(fot. K. Wolan).
pewne rzeczy celowo”. Należy w recenzji umocować
książkę w tradycji literackiej, spostrzegać z perspektywy innych książek. Na zakończenie Ania
przeczytała straszliwą recenzję Morrigan z Merlina, której autor otwarcie stwierdził, że fantasy
nie zna i nie lubi i dziwował się, że bohaterowie książki „zachowują się jak prawdziwi ludzie”.
Czytaniu recenzji towarzyszyły na zmianę wybuchy śmiechu i okrzyki rozpaczy.
Podsumowując, mogę powiedzieć, że dla mnie Polcon miał wszystkie zalety Pyrkonu i żadnych jego wad (czyli ciasnych sal i nieprzepustowych schodów). Kilka prelekcji powtarzało się,
ale dzięki temu mogłam poświęcić więcej czasu na rozmowy z ŚKF-owcami.
Agnieszka „Achika” Szady
Polcon 2011. 25–28 sierpnia 2011 r. Poznań, Centrum Konferencyjne Międzynarodowych Targów Poznańskich.
Rys. Małgorzata Pudlik
22
A tymczasem u Bachusa
Jubileuszowe, XXV Bachanalia Fantastyczne odbyły się w przestronnych i nowoczesnych wnętrzach zielonogórskiego uniwersytetu. Za
bazę noclegową służył akademiki i położony nieopodal terenu konwentu SBM. Za knajpkę konwentową a zarazem swego rodzaju „aulę”
służył klub „U Ojca”.
Program Bachanaliów wypełniały spotkania z gośćmi konwentu, interesujące prelekcje oraz konkursy. Nie zabrakło games roomu
oraz atrakcji dla miłośników mangi, larpów i rpg. W tym roku dodatkową atrakcją był udział w konwencie gościa z zagranicy – Petter
Watts, laureat nagrody Hugo z 2010 roku za opowiadanie Wyspa. W
sobotni wieczór Klaudia zaprezentowała rozszerzoną i poszerzoną
wersję pachnącego i pełnego dymu wykładu o kadzidłach. Wbrew
wcześniejszym obawom, czujniki przeciwpożarowe nie włączyły się
i pokaz odbył się bez wizyty strażaków.
W tym roku konwentowi po raz pierwszy
towarzyszył konkurs literacki na opowiadania fantastyczne „Fantazje Zielonogórskie”.
Zwycięzcą konkursu została Małgorzata
Kobylak. Antologia opowiadań, będąca plonem konkursu, będzie dostępna w naszej klubowej bibliotece.
Zamknięcie konwentu było okazją do zabawy „do rana” w konwentowym klubie. W
imieniu ŚKF, z okazji XXV Bachanalii, okolicznościową statuetkę oraz wielki karton łakoci organizatorom wręczyła Klaudia Heintze.
Gospodarze dla uczestników konwentu przygotowali suto zastawiony stół, w tym miody
Od lewej: Kazik Kielarski (poprzedni prezes), Klaudia Heitze oraz
Waldek Gruszczyński (prezes zielonogórskiego klubu) z pudłem
wszelakie. Tegoroczne Bachanalia należy uznać
łakoci i statuetką (fot. B. Kobic).
za kolejną ze wszech miar udaną imprezę i już
teraz planować kolejną wizytę w Zielonej Górze.
Bogusław Kobic
Bachanalia 2011 – Wehikuł czasu. XXV Ogólnopolski Konwent Miłośników Fantastyki. Uniwersytet Zielonogórski, Campus
A, Zielona Góra. 16–18 września 2011.
Rys. Małgorzata Pudlik
23
Wiadomoœci Bucklandu 191
Brandy Hall
Lipiec 2011 wg Rachuby Du¿ych Ludzi
Lato tego roku jest bar­d zo zmien­ne – upały i burze. Po­zwa­lało to cza­sami na dłuż­
sze chwi­le od­poczyn­k u i jedną z tych chwil wy­ko­r zysta­łem na tłu­ma­cze­nie dal­szej
czę­ści o­powie­ści o Sa­rado­k u, Me­r ia­do­k u i el­fach.
Łódka, którą pod­pły­nął Ga­ladon i Me­li­nor była mała, ale w piąt­kę udało się im
zmie­ścić. Po­pły­nę­li w ab­so­lut­nej ciszy wzdłuż ka­mien­nej ścia­ny. Wszyst­k ie próby za­py­tań ze stro­ny Sa­radoka i Me­li­san­dy Ga­ladon u­ci­szał w za­rod­k u. Wresz­
cie po ja­k iejś pół go­dzi­nie zwol­ni­li. Hob­bi­ci za­stanawiali się dla­cze­go i do­pie­ro
po chwi­li za­uważy­li, że woda mia­ro­wo u­de­rza­ją­ca o skal­ną ścia­nę, w miej­scu,
w któ­r ym sta­nę­li, była ab­so­lut­nie spo­koj­na. Sa­radok wska­zał ręką ścia­nę. Ga­
ladon ski­nął głową:
– Tu jest grota i tu zna­leź­liśmy łódź. Po­łóż­cie się pła­sko, a my was we­pcha­my,
tro­chę się zmo­czy­cie, ale innej drogi nie ma.
Hob­bi­ci po­słusz­nie się po­łoży­li, a Me­li­san­da sko­czy­ła do wody. We trój­kę bez trudu ru­szy­li łódkę i we­pchnę­li do groty, i po dłuż­szej chwi­li łódź za­szu­rała po pia­
sku. Hob­bi­ci pod­nie­śli się. Było kom­plet­nie ciem­no, ale wzrok po­woli przy­z wycza­
jał się do ciem­ności. Me­li­nor wy­do­był hubkę i krze­si­wo – po kilku pró­bach bły­
snął pło­mień. Grota nie była zbyt ob­szer­na, a więk­szość po­w ierzch­ni zaj­mo­wała
woda. Ga­ladon i Me­li­nor ba­dali każdy za­łamek skały, a Me­li­san­da skrze­sa­ła i za­
pali­ła na­stęp­ne łu­czy­wo i prze­pa­try­wała skle­pienie groty. Dym snuł się nad po­
wierzch­nią wody, co wska­z y­wało na brak wyj­ścia czy cho­ciaż­by ja­k iejś szcze­li­ny.
– I co teraz? – spy­tał szep­tem Sa­radok, ale elfy nie za­re­ago­wały. Po­sta­nowił więc
do­łą­czyć do po­szu­k i­wań, a Me­r ia­dok po­dą­ż ył za nim. A że w gro­cie było cie­pło, co
jakiś czas mo­czył ręce i nogi w wo­d zie. W pew­nej chwi­li po­czuł lekki nurt chłod­
nej wody. Po­łożył się na brze­g u i szu­kał uj­ścia wody. I rze­czy­w i­ście po chwi­li wy­
ma­cał otwór. Ge­stem przy­wo­łał Sa­radoka i za­czę­li po­sze­rzać otwór wy­dłu­bując
ka­my­k i i pia­sek. Po kil­k u­na­stu mi­nu­tach otwór był już i­de­a l­nie gład­k i. Sa­radok
za­czął wołać elfy a Me­r ia­dok wsu­nął rękę jesz­cze głę­biej i nie­chcą­cy na­ci­snął na
kra­wędź o­t woru. Prze­ciw­legła ścia­na za­czę­ła się po­woli prze­k rę­cać o­t wie­ra­jąc wej­
ście do wą­skie­go i dość ni­skie­go ko­r y­ta­rza. Ga­ladon po­k le­pał Me­r ia­doka, a Me­li­
san­da u­śmiech­nę­ła się tak pro­mien­nie, iż Me­r ia­dok za­nie­mó­w ił.
– No do­brze. – Po chwi­li za­du­my Ga­ladon wska­zał wej­ście do ko­r y­ta­rza – Ja idę
pierw­szy, a Me­li­nor za­my­ka grupę. Idzie­my!
Ko­r y­tarz wił się i w po­ziomie, i na wy­so­ko­ści – nie­któ­re skrę­t y były tak cia­sne,
iż naj­g rub­szy z nich Sa­radok z tru­dem się prze­ci­skał. Naj­waż­niej­sze jed­nak, że
przej­ście było. Z każ­dym kro­k iem po­w ie­trze było bar­d ziej rześ­k ie, aż wresz­cie po
pół­go­dzin­nym prze­ci­ska­niu się przez szcze­li­nę do­tar­li do małej sali bez wyj­ścia.
Tylko w skle­pieniu był otwór, przez który wpa­dały pro­mie­nie słoń­ca. Zbyt jed­nak
mały, aby wy­do­stać się na ze­w nątrz.
– I co teraz? – wy­szep­tał Sa­radok.
Ale Me­r ia­dok ro­ze­śmiał się:
– Je­ż eli jest wej­ście, to jest i wyj­ście. Szu­ka­my.
Co i jak zna­leź­li – w na­stęp­nym od­cin­k u.
Wasz Bilbo Brandybuck
24
Premiery paŸdziernik-listopad
Mniam! Reż. Aun Hoe Gou; głosy
w wersji polskiej: M. Gessle, P. Fron­
czew­ski. Malezja 2011. [07.10.2011]
Gdy zaprzyjaźniona z łagodnym rekinem żarłaczem sympatyczna rybka odkrywa, że kłusownicy pojmali jej niewyklutych braci i siostry, mimo grożących
jej niebezpieczeństw rusza w pogoń za
porywaczami. Nieustraszony rekin nie
może zostawić przyjaciela w potrzebie i dzięki wynalezionemu przez genialną ośmiorniczkę „rybiemu skafandrowi” wychodzi na suchy ląd. Tam odkryje, że ludzi i rekiny
faktycznie niewiele dzieli i że prawdziwym przysmakiem
morskiego drapieżnika jest... kurczak! Tak rozpoczyna się
żywiołowy wyścig z czasem i rozbrajająco śmieszny pojedynek z myśliwymi i podstępnym drobiem, którego finałem może być tylko nieziemskie starcie o wielkie żarcie!
Giganci ze stali. Reż. Shawn Levy; obs.
Hugh Jackman, Dakota Goyo. USA
2011. [14.10.2011]
Rok 2020. Charlie Kenton, kiedyś jeden z czołowych bokserów na świecie,
musiał zakończyć karierę, gdy panowanie na ringu przejęły roboty. Teraz
zajmuje się organizacją nielegalnych
walk i renowacją zawodników ze stali. Nieoczekiwanie w jego życiu pojawia się nieobecny do
tej pory 11-letni syn Max. Chłopiec namawia Charliego, by
przywrócił do formy zniszczonego robota i wystawił go do
walki o mistrzostwo.
Trzej muszkieterowie. Reż. Paul W.S.
Anderson; obs. Matt­hew MacFadyen,
Logan Lerman, Ray Stevenson, Luke
Evans. Francja/Niemcy/USA/Wielka
Brytania 2011. [14.10.2011]
Trójka sławnych muszkieterów –
Atos, Portos i Aramis – zostaje odsunięta w cień za sprawą spisku tajemniczej
Milady. Trzy lata później do Paryża przyjeżdża młody chłopak o nazwisku D’Artagnan, gdzie dołącza do słynnych szermierzy. W tym samym czasie przebiegły kardynał Richelieu planuje spisek w celu zdobycia królewskiej korony. Pomaga mu w tym Milady oraz niegodziwy
Buckingham. Jedynie trzech muszkieterów, wraz z nowym
i niezwykle utalentowanym kompanem, jest w stanie zapobiec katastrofie i ocalić wiszący na włosku pokój z Anglią.
Dom snów. Reż. Jim Sheridan; obs. Daniel Craig, Naomi
Watts, Rachel Weisz; USA 2011. [21.10.2011]
Mający na koncie szereg sukcesów wydawniczych Will
Attenton wyprowadza się ze swoją rodziną z Nowego Jorku
i zamieszkuje w malowniczym domu w Nowej Anglii. Gdy
wraz z żoną Libby oraz dwiema córkami zaczyna się już przyzwyczajać do nowego lokum, dowiadują się, że zamordowano w nim poprzednią mieszkankę
oraz jej dzieci. Podejrzewany o zbrodnię
mąż i ojciec zabitych nadal żyje, a Willa
oraz zaprzyjaźnioną z ofiarami sąsiadkę
prześladuje przeczucie, że nie wszystkie
poszlaki zostały odpowiednio zbadane.
Próbując dopasować do siebie poszczególne elementy krwawej układanki, Will odkryje, że historia poprzedniego lokatora jego domu jest równie przerażająca, jak to, co może
spotkać kolejną rodzinę, która znalazła w nim schronienie...
Paranormal Activity 3. Reż. Tod Wil­
liams; obs. Katie Fea­t her­ston; USA
2011. [21.10.2011]
Kontynuacja cyklu Paranormal
Activity. Bohaterowie podejrzewają, że
ich dom nawiedził zły duch. Instalują kamery w celu wykrycia jego aktywności.
Contagion- epidemia strachu. Reż. Ste­
ven Soderbergh; obs. Matt Damon,
Jude Law, Kate Winslet; USA 2011.
[28.10.2011]
Film opowiada o śmiertelnym wirusie, przenoszonym drogą powietrzną,
który zabija zaatakowane osoby w ciągu kilku dni. Epidemia rozwija się szybko, a lekarze i naukowcy na całym świecie próbują znaleźć lekarstwo i opanować panikę, która rozprzestrzenia się
jeszcze szybciej niż sam śmiertelny wirus. Zwykli ludzie
walczą o przetrwanie w coraz bardziej podzielonym społeczeństwie.
Sanktuarium. Reż. Antoine Thomas;
obs. Sean Clement, Si­mo­netta Solder,
Jordan Hayes; Włochy, Kanda 2011.
[28.10.2011]
Po śmierci matki, Brian Karter dowiaduje się, że odziedziczył po niej ośrodek, w którym testowano nowatorskie
i mocno kontrowersyjne metody leczenia uzależnień. Wraz z przyjaciółmi Brian postanawia zwiedzić cieszący się złą sławą szpital. Poznaje w nim tajemniczego współpracownika nieboszczki i dzięki niemu odnajduje przejście do podziemi, które skrywają mrożące krew
w żyłach pamiątki po badaniach naukowców. Wkrótce Brian
przekona się, że to na nim skupi się zemsta istot, które żądają wyrównania krzywd za nieludzkie eksperymenty...
25
Przygody Tintina. Reż. Steven Spiel­
berg; głosy w wersji polskiej: Grzegorz
Drojewski, Andrzej Chudy, Grzegorz
Wons. USA 2011. [04.11.2011]
Perypetie młodego, ciekawego świata podróżnika i reportera Tintina i jego
wiernego psa Snowy’ego, którzy znajdują model statku, skrywający w sobie
wybuchową tajemnicę. Zafascynowany
starożytną zagadką Tintin próbuje znaleźć klucz do jej
rozwikłania, na jego drodze staje jednak Ivan Ivanovitch
Sakharine, diaboliczny czarny charakter.
Mali agenci. Wyścig z czasem 4D. Reż.
Robert Rodriguez; obs. Jessica Alba,
Joel McHale, Rowan Blanchard. USA
2011. [18.11.2011]
Marissa nie jest zwykłą gospodynią domową. Cierpliwa matka Cecila
i Rebeki oraz kochająca żona Wilbura
skrywa przed nimi wielką tajemnicę.
W rzeczywistości bowiem pani domu
jest agentką specjalną w stanie spoczynku. Jej poukładany
świat wywróci się do góry nogami, gdy maniakalny Time
Keeper zagrozi zniszczeniem Ziemi.
Latająca maszyna. Reż. Martin Clapp,
Geoff Lindsey; głosy w wersji pol­
skiej: Anna Dereszowska, Wojciech
Paszkowski, Jan Rotowski; Norwegia/
Indie/Polska/Wielka Bry­tania 2011.
[04.11.2011]
Fabuła filmu dzieli się na dwie części.
W części I dwójka dzieci odnajduje stary fortepian, w którym zaklęta jest dusza Chopina. Instrument zamienia się w latającą maszynę
i zabiera bohaterów w pełną przygód podróż po Europie.
W części II – londyńska bizneswoman Georgie, para jej
dzieci oraz pianista Lang Lang zostają wciągnięci do świata animowanego filmu 3D, gdzie czeka ich misja sprowadzenia latającej machiny z powrotem do Polski, do kraju
urodzenia Fryderyka Chopina.
Druga Ziemia. Reż. Mike Cahill; obs.
Brit Marling, Matthew-Lee Erlbach,
William Mapother, Robin Taylor. USA
2011. [18.11.2011]
Historia Rhody Williams – kobiety, która próbuje się pozbierać po tragedii. Pewnej nocy na niebie pojawia się
podobna do Ziemi planeta. Naukowcy
z obcego świata przekonują Rhodę, że
to jej jedyna nadzieja. Straszny wypadek niszczy jej szanse
na zostanie astrofizykiem. Jedyne co jej pozostało, to skonfrontować się z przeszłością. Kontaktuje
się z mężczyzną, którego życie zmieniła.
Immortals. Bogowie i herosi 3D. Reż.
Tarsem Singh; obs. Luke Evans,
Henry Cavill, Freida Pinto. USA 2011.
[11.11.2011]
Wiele lat po mitycznym zwycięstwie
Bogów nad Tytanami na horyzoncie pojawia się nowe zagrożenie. Żądny władzy
król Hyperion wypowiada wojnę ludzkości. Plądrując bezbronne ziemie Grecji
poszukuje legendarnego Łuku – broni o niewyobrażalnej
mocy, wykutej niegdyś w niebiosach przez Boga Wojny,
Aresa. Ten kto posiądzie broń będzie dowodził czekającymi na uwolnienie Tytanami. Jedynym, który postanawia przeciwstawić się Hyperionowi jest wybrany przez bogów Tezeusz.
Saga Zmierzch: Przed świtem. Część 1.
Reż. Bill Condon; obs. Kristen Stewart,
Robert Pattinson, Taylor Lautner. USA
2011. [18.11.2011]
Po pięknym ślubie i hucznym weselu Bella i Edward wyjeżdżają na miesiąc
miodowy do Rio de Janeiro. W tym gorącym mieście karnawału młodzi mogą
wreszcie w pełni cieszyć się sobą i oddawać namiętności. Wkrótce Bella odkrywa, że jest w ciąży. Pełne dramatyzmu narodziny dziecka rozpoczynają łańcuch nieodwracalnych zdarzeń – Edward decyduje się podarować Belli nieśmiertelność. Pojawienie się nowego członka w rodzinie budzie niepokój Volturi – przywódców świata wampirów. Czy Edwardowi uda się ocalić
to, co kocha najbardziej?
26
Artur ratuje Gwiazdkę. Reż. Barry Cook,
Sarah Smith. USA/Wielka Brytania
2011. [25.11.2011]
Święty Mikołaj w swej pracy wykorzystuje najnowocześniejsze gadżety. Tej
gwiazdki jego najmłodszy syn wykorzysta jej w niespodziewanej misji.
Zamiana ciał. Reż. David Dobkin; obs.
Ryan Reynolds, Jason Bateman, Olivia
Wilde. USA 2011. [25.11.2011]
Opowieść o dwóch mężczyznach: sumiennym mężu i statecznej głowie rodziny oraz leniwym kawalerze, który
nie przepuści żadnej seksownej lasce.
W tajemniczych okolicznościach panowie zamieniają się ciałami i mają okazję
posmakować zupełnie innego życia.
Dziękujemy serwisowi www.stopklatka.pl
za zgodę na wykorzystanie notek
o premierach filmowych.
Rys. Małgorzata Pudlik
Oprawę muzyczną (i toast) zapewnili nasi przyjaciele
z rycerskiej Chorągwi Ziemi Górnośląskiej (fot. S. Sokół).
Mirek i Grażyna Łysakowscy zapewnili nam
średniowieczny bankiet; na zdjęciu razem z synem
Bartkiem (fot. S. Sokół).
Słuchają: Mirosław Kowalski, Marzena Kłos, Lech Jęczmyk,
Arek Bińczyk (fot. S. Sokół).
Podczas bankietu Klaudia Heintze wręczyła
przyznaną w tym roku ŚLĄKFĘ Kasi i Rafałowi
Kosikom (fot. S. Sokół).
Dysktują Marek Baraniecki i Andrzej Drzewiński
(fot. S. Sokół).
Pojawiali się też goście nieludzcy, pradawni
i pluszowi (fot. S. Sokół).
Tolkienistki: Agnieszka Sylwanowicz i Ania AdamczykŚliwińska; z tyłu Krysia Chodorowska (fot. S. Sokół).
Jubileuszowa dynia – u góry
w świetle, na dole – po ciemku
i podświetlona (fot. S. Sokół).
Trzy pokolenia klubowiczów
(najmłodsze potencjalne): Maciej,
Michał i Piotr Cholewowie (fot. S. Sokół).
O fantastyce dyskutują: Tadeusz A. Olszański, Ania Kańtoch,
Michał Studniarek, Wit Szostak, Klaudia Heintze (fot. S. Sokół).
Miesiêcznik – biuletyn Śląskiego Klubu Fantastyki. Redaguje: Klaudia Heintze,
Małgorzata Pudlik, Bogusław Kobic, Arkadiusz Sroka, Piotr Raku Rak, PWC.
Adres: ul. A. Górnika 5, skr. poczt. 502, 40-956 Katowice.
Tel. (wtorek 16.00–18.00) 032 253 98 04. E-mail: [email protected]
Konto: PKO BP Nr 02 1020 2313 0000 3202 0114 6588
Biuletyn dostępny w Internecie pod adresem http://www.skf.org.pl
Wydawnictwo bezpłatne.

Podobne dokumenty