OD REDAKCJI:

Komentarze

Transkrypt

OD REDAKCJI:
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
OD REDAKCJI:
Jest pewne powiedzenie, które dostosowane
jest do naszego życia: „Biednemu zawsze wiatr w oczy". Ale
nie tylko biednemu. Każdy człowiek doznaje w życiu chwil,
gdy ma wrażenie, że wszystkie możliwe wiatry świata sprzysięgły się przeciwko niemu. Bywają takie spiętrzenia przeciwności i nie trzeba być wcale biednym, można być nawet
prezydentem…
Naprawdę biednym jest się dopiero wtedy, gdy mając
„wiatr w oczy", nie ma się u boku Zbawiciela. Uczniowie Go
mieli. Jezus uciszył wiatr, uspokoił burzę i szczęśliwie dobili do brzegu. Jednak uczniowie mocno się dziwili i mówili między sobą: „Któż jest ten, że i wiatr, i burze są Mu
posłuszne?".
To może być i naszym doświadczeniem. Uczeni nadają huraganom różne imiona. Nieważne jest, jakie imię będzie nosił huragan, który któregoś dnia uderzy w naszą „łódź”. Może będzie miał na imię „choroba", może „zdrada", może „opuszczenie",
a może i „śmierć" — jedno imię będzie zawsze silniejsze: imię Jezus!
Jak często w dzisiejszych czasach nasze dzieci muszą się spotykać z wiatrem,
a może nawet z huraganem. Czyż ta sytuacja nie jest dla nas przerażająca? Wiadome jest,
że muszą się w pewien sposób hartować, ale czy różnego rodzaju sytuacje muszą mieć
miejsce? Jednak najważniejsze jest to, aby zawsze mogły polegać na swoich rodzicach,
którzy są dla nich wsparciem!
Nasze dzieci… te, które dopiero zaczną swoją szkolną edukację jak i te, które
będą od nowego roku szkolnego ją kontynuować, nie zawsze tak ciepło ocenią swoją
szkołę w trakcie nauki. Wspomnienia wygładzają kanty, ale uczniowska codzienność
często bywa oblewana łzami.
Dziecko powinno mieć świadomość, że rodzice są zawsze skłonni przedyskutować trudną dla niego sytuację i rozsądnie, bez specjalnego nacisku, pomóc w jej przezwyciężeniu. Dziecko powinno mieć głębokie przekonanie, że może swobodnie omówić
z rodzicami zarówno te sprawy, które je martwią, złoszczą i niepokoją, jak i te, które
cieszą i sprawiają satysfakcję.
Zarówno z prymusów, jak i ze słabych uczniów, wyrosło wielu wspaniałych
ludzi, którzy osiągnęli światową sławę. Ale wszyscy uczniowie, i lepsi, i gorsi, muszą
mieć poczucie bezpieczeństwa oraz świadomość, że cokolwiek by się działo, rodzice są
nie tylko oparciem, ale i cierpliwymi doradcami w szkolnych potyczkach. Może warto
o tym pamiętać u progu nowego roku szkolnego.
Beata Macura
„Szkoło, gdy cię wspominam, oczy mam pełne łez…
”
wrzesień 2012
1
wieœci wy¿szobramskie
Rozważanie biblijne
DOPUŚĆCIE
DZIECIOM
PRZYCHODZIĆ
DO MNIE!
Drogie dzieci, młodzieży, rodzice
i nauczyciele!
Pan Jezus nigdy nie wybuchał daremnie gniewem, bo przecież powiedział,
że każdy, kto gniewa się na brata swego,
pójdzie pod sąd (Mt 5,22). Gdy jednak
chodziło o sprawę Królestwa Bożego, wtedy nieraz zapłonął w Nim święty gniew.
Płonął w Nim święty gniew, gdy
patrzał, jak to z świątyni czyniono dom targu i jaskinię zbójców. Zapalał się świętym
gniewem gdy widział samosprawiedliwość
faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Niejednokrotnie musiał skarcić swoich uczniów,
swoich najbliższych. Bo jakże często
oni zawodzili i błędy popełniali. Nieraz
w swojej gorliwości, albo nadgorliwości,
nawet i z miłości do Jezusa Chrystusa potrafili drugim wyrządzić ból i krzywdę.
Dlatego tak ostro musiał Chrystus
Pan w dzisiejszej Ewangelii skrytykować
Swoich uczniów. Tu także chodziło o Królestwo Boże.
Dziś też wiele ludzi nie rozumie
tej sprawy, którą jest chrześcijańskie wychowanie dzieci i młodzieży. A przecież
wy, drogie dzieci i droga młodzieży, przez
Chrzest święty jesteście członkami Króle-
2
stwa Bożego.
Po co i do kogo przyszedł Jezus, tego Jego
uczniowie długo nie mogli zrozumieć.
Wielu współczesnych też ten problem rozumuje kategoriami uczniów Pańskich.
Dlaczego uczniowie gromili te matki, które przynosiły swoje dzieci do Jezusa? Zapewne chcieli Panu Jezusowi zapewnić niczym nie zmącony odpoczynek? A może,
jak to było w starożytności na porządku
dziennym, chcieli znieważyć kobiety
i dzieci?
Treścią zwiastowania Pana Jezusa na tej
ziemi od chwili, gdy wypowiedział znamienne słowa: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się
i wierzcie Ewangelii, było zawsze Królestwo Boże. Temu Królestwu poświęcił Pan
wiele podobieństw i przykładów.
Ramami tego Królestwa objął Pan nie tylko
dorosłych, uczonych, bogatych, mocnych,
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
ale przede wszystkim słabych, bezsilnych,
biednych, a w tym i małe dzieci. On nie
przyszedł bowiem tylko do dorosłych, jak
sądzili uczniowie. Dlatego na te wszystkie zakazy uczniów, Pan odpowiada: Dopuśćcie dzieciom przychodzić do Mnie
i nie zabraniajcie im, albowiem takich jest
Królestwo Boże. Zaprawdę powiadam
wam, ktokolwiek by nie przyjął Królestwa
Bożego jako dziecię, nie wejdzie do niego.
Słowa te znaczą, że nie my zasługujemy
na Królestwo Boże, nie możemy go zyskać
swoją zasługą, nie możemy go zdobyć naszymi ludzkimi wysiłkami, zabiegami, ani
nawet pobożnym życiem. Ono jest Bożym
darem, który nam Bóg za darmo ofiaruje.
My możemy jedynie to Królestwo przyjąć
albo odrzucić.
Ktokolwiek by nie przyjął Królestwa Bożego jak dziecię – powiada Pan
Jezus. Co to znaczy? Dlaczego nam, dorosłym, Pan stawia za wzór dzieci?
Bo dzieci umieją przyjmować.
One z wdzięcznością przyjmują każdy dar.
Gdy siedzą przy stole, nie pytają skąd pochodzi jedzenie, czy na nie zasłużyliśmy,
ale po prostu jedzą. Chodzi właśnie o to
przyjmowanie. Bliski Królestwa Bożego
jest ten, kto potrafi wszystko przyjąć od
Pana: dobro i zło. A to wcale nie jest takie łatwe. Tego trzeba się ciągle na nowo
uczyć.
Rozpoczynamy nowy rok szkolny 2012/2013. W nim wiele będziemy się
uczyć, przede wszystkim tego, co nam do
życia doczesnego jest potrzebne. Ale nie
zapomnijmy uczyć się tego, co nam do życia wiecznego jest potrzebne, jak przyjmować od Pana wszystkie Jego dary i jak być
bliżej Królestwa Bożego, Kościoła, społeczności wierzących. W tym pomóc nam
może Kościół, rodzice, lekcje nauczania
kościelnego, czyli tzw. „religia”. Dlatego
wrzesień 2012
nie zaniedbujmy tego wszystkiego, co nas
chce przybliżyć do Królestwa Bożego, do
którego w zaraniu życia, jako dzieci, zostaliśmy powołani.
Te słowa, które dziś czytamy były
czytane podczas naszego Chrztu świętego.
Wtedy ich nie rozumieliśmy. Dziś je dobrze rozumiemy. To co Bóg czynił podczas
Chrztu świętego, wtedy tego nie rozumieliśmy i nie widzieliśmy. Ale czy dlatego
mielibyśmy być nie ochrzczeni? Czy dlatego na wzór tych matek z Ewangelii, nie
mielibyśmy przynosić naszych dzieci i naszej młodzieży do Chrystusa? Przecież Pan
Jezus chce przyjąć każde dziecko, każdego
młodzieńca i pannę, każdego z nas: mnie i
ciebie, nas wszystkich bez wyjątku! Bo do
nas, którzyśmy zostali ochrzczeni, należy
Królestwo Boże!
Jeśli może niektórzy z was, którzy
są najmłodsi i najmniejsi, jeszcze tego nie
rozumieją, to na pewno zrozumieją później, we właściwym czasie: w domu od
rodziców, w kościele od księży i katechetów. O tym dowiemy się później, gdy sami
weźmiemy do ręki Biblię, otworzymy ją
i będziemy czytać.
Dlatego jako rodzice i nauczyciele,
dzieci i młodzież, nie zaniedbajmy w tym
nowym roku szkolnym tego wszystkiego
co może nas zbliżyć do Królestwa Bożego
i tego, co Bóg pragnie nam ofiarować!
Wszystkie dzieci, młodzież, rodziców i nauczycieli, księży i katechetów
naszej rozległej i dużej parafii w Cieszynie
serdecznie pozdrawiam i życzę błogosławionego nowego roku szkolnego! Szczęść
wam Boże! Amen.
ks. Jan Gross
3
wieœci wy¿szobramskie
NASZA DROGA WE DWOJE
Żadne małżeństwo nie powinno
twierdzić, „iż wie jak wychowywać dzieci i nie
potrzebuje instrukcji”. Lekarze chorób nerwowych, doradcy w sprawach wychowania dzieci
i wielka ilość codziennie popełnianych przez
młodocianych różnych przestępstw, stanowią
przekonywujący dowód na niesłuszność powyższego twierdzenia.
Do błędnych poglądów wielu rodziców należy również zaliczyć twierdzenie, iż
w pierwszych czterech latach życia wychowanie nie odgrywa większej roli, bo dziecko
jest jeszcze za małe, aby zrozumieć to, czego
się chce od niego. Tymczasem okazuje się, że
jest wręcz przeciwnie. Dziś wiemy już dokładnie, że właśnie pierwsze cztery lata w życiu
dziecka są decydujące dla jego psychicznego rozwoju, a popełniane w tym wieku błędy
wychowawcze u wielu dzieci nie dają się już
naprawić i mogą doprowadzić do trudności
w dalszym życiu, a przede wszystkim w pożyciu małżeńskim. Przedtem, zanim nasz rozum
zaczyna pojmować otaczający go świat i zaszeregowywać go, istnieją tylko nieświadome
wrażenia, które jednak są bardziej dogłębne
i decydujące w zachowaniu człowieka, niż
wpajane w późniejszym wieku reguły właściwego zachowania. Szczególnie ojcowie uważają, iż ich obecność przy wychowywaniu
dzieci w tym okresie jest niepożądana i ingerują najwyżej wtedy, gdy trzeba naprawić jakąś
zabawkę, lub gdy sądzą, iż należy zaznaczyć
swój autorytet poprzez wyrażone podniesionym głosem uwagi, lub nawet uderzenie dziecka. Przed takim pojęciem wychowania należy
jak najbardziej przestrzegać!
Właśnie w ostatnich latach uzyskano
jednoznaczne dowody, z których wynika, że
pierwsze cztery lata życia są tak dalece decydujące w duchowym rozwoju człowieka, że
popełniane w tym wieku ciężkie błędy wychowawcze, w późniejszych okresach życia mogą
być usunięte tylko poprzez długotrwałe leczenie psychoterapeutyczne.
Błędy takie mogą mieć wpływ na
przystosowanie człowieka do życia i na jego
małżeństwo. Oczywiście będą i tacy rodzice,
którzy mogą sądzić, iż jest to z pewnością gruba przesada.
4
Prof. Rene Spitz twierdzi, iż sposób
w jaki dziecko po raz pierwszy zostaje nakarmione, sposób w jaki ojciec i matka przewijają
je lub kąpią, odgłosy jakie słyszy i wrażenia
wzrokowe (barwy) w pierwszych tygodniach
i miesiącach życia, wywierają o wiele większy
wpływ na jego rozwój niż przypuszczamy. Rodzice powinni np. wiedzieć, że dolegliwości
trawienne w pierwszych 4 latach życia, rzadko powodowane są chorobami, lecz prawie
zawsze są następstwem jakichś „kłopotów"
dziecka. Brak stolca czy brak wydzielania moczu u małego dziecka jest prawie zawsze oznaką, iż albo z powodu lęku lub niezadowolenia,
które może mieć różne przyczyny, nie chce
„oddać" tego, co mu się należy. Brzmi to absurdalnie, ale dla dziecka wydalanie kału i moczu
jest pewnego rodzaju podarkiem dla otoczenia.
O tych i podobnych rzeczach powinniście wiedzieć, aby sobie i waszym dzieciom zaoszczędzić zmartwień i kłopotów, i nie denerwować
się.
Należy tu jeszcze w kilku zdaniach
zwrócić uwagę na okres uporu, który wyłania
się pomiędzy drugim, a czwartym rokiem, w
życiu dziecka. „Upór dziecka należy złamać"
- usłyszycie od wielu swoich znajomych. Pozwólcie sobie powiedzieć, drodzy rodzice, że
takie mniemanie jest nie tylko fałszywe, ale
wręcz niebezpieczne. Ludzie nie mają prawa
podejmowania prób łamania woli swoich bliźnich. Tylko Jeden ma prawo łamania naszej
woli, gdy uważa to za właściwe, jest nim On,
Pan życia i śmierci.
To co wyłania się w wieku uporu
waszego dziecka, jest rozwojem jego własnej,
małej osobowości.
Jeśli zamierzacie wychować człowieka zdolnego stawić czoła przeciwnościom tego
świata, wówczas musicie tak pokierować wolą
waszego małego uparciucha, aby dziecko nie
oduczyło się przedstawiania swoich uzasadnionych potrzeb, lecz aby raczej uczyło się je
przedstawiać we właściwej formie.
Nie wydaje się, aby okrucieństwem
było - w bardzo rzadkich przypadkach, ale
w stosownych okolicznościach — parę mocnych klapsów, by uświadomić dziecku, jakie
są dopuszczalne granice jego woli. Jako kie-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
rownik poradni wychowawczej wiem z praktyki, że ten środek wychowawczy, który polecam
tylko bardzo zrównoważonym i rozsądnym
rodzicom, może w rzadkich wypadkach doprowadzić do ,,zacięcia się" dziecka w uporze.
Proszę was jednak z całego serca, bezwzględnie, o nie stosowanie kar cielesnych wobec
dzieci, które nie ukończyły czterech lat.
Humor, spokojne, konsekwentne
postępowanie i ewentualnie wykluczenie
z towarzystwa rodziców i rodzeństwa poprzez
wyprowadzenie do innego pomieszczenia, są
środkami, którymi zatwardziałego uparciucha
można ujarzmić. Podejdźcie ze swoją małą
córeczką do okna i wyrzućcie symbolicznie
„upartego kozła" przez okno. Śmiejcie się wesoło i radośnie „prosto w nos" waszemu synkowi, gdy zauważycie, że „uparty osiołek" się
zbliża. Zobaczycie, jak szybko przechodzi zły
moment!
Okres uporu musi nadejść, gdyż jest
on tak samo nieodzownie potrzebny dla duchowego rozwoju dziecka, jak okres ząbkowania.
Zachowanie się dziecka w pierwszych czterech latach życia kształtuje się pod wpływem
zjawisk lub wrażeń, które nieświadomie gromadzi umysł.
Unikajcie więc stanowczo wszystkiego, co wywołuje u dziecka obawę i strach
i bądźcie nieustępliwi wobec znajomych (również wobec dziadków!), którzy radzą „wychowywać" dzieci przy pomocy opowiadania budzących strach historii o „czarnym ludzie" czy
„babie Jadze", zjadających niegrzeczne dzieci.
Przytoczę smutny fakt, który miał miejsce w
jednym z prowincjonalnych miasteczek. Otóż
matka straszyła czteroletnią córeczkę opowiadaniem bajki o „czarnym ludzie", który przychodzi po niegrzeczne dzieci i pakuje je do
worka. Pewnego dnia ktoś zadzwonił do drzwi
mieszkania. Ania pobiegła do drzwi, otworzyła je, i zobaczyła kominiarza. Będąc pewną,
że jest to właśnie ten dawno zapowiedziany
„czarny lud", krzyknęła rozdzierającym głosem
i padła martwa w ramiona matki. Doznała udaru serca.
W naszych czasach szczególnie silnie
oddziałują na wyobraźnię dziecka różne bodźce świetlne i dźwiękowe. Oczywiście dzieci
dość szybko w pewnej mierze przyzwyczajają
się do tego. Tak, jak swego czasu ludzie po-
wrzesień 2012
woli przyzwyczajali się do kolei i samochodu, tak i dzieci przyzwyczajają się do radia
i telewizji. Należy jednak przyzwyczajać je
powoli i z umiarem. Zdrowe niemowlę powinno spać, nie budząc się podczas prowadzonej
przez rodziców normalnym głosem rozmowy.
Lecz z pewnością nie może spać spokojnie,
gdy w tym samym pokoju ciągle gra radio lub
telewizor. Nie tylko wtedy, kiedy dziecko śpi,
lecz również gdy nie śpi i bawi się, nie wolno
narażać dziecka na odbieranie działania silniejszych bodźców od hałasu naszego współczesnego świata.
Należy również zdawać sobie sprawę,
że nieprzystojne gesty, wszelkie spory między
małżonkami, przede wszystkim jednak wszelkie opinie o innych ludziach głęboko poruszają
dziecko nawet wtedy, gdy nie rozumie jeszcze
sensu wypowiadanych słów. Dotyczy to również wszystkich nieświadomie zapamiętanych
wrażeń, jakie obudzone dziecko doznaje nagle
w nocy, w sypialni rodziców.
W miarę możliwości dbajcie o to, aby
małe dziecko, najpóźniej w 8 tygodni po urodzeniu - nie sypiało z wami w tym samym pokoju. Jest to również wskazane i dla nas.
Prawidłowo rozwijające się dziecko
pod względem umysłowym i duchowym wyraża zaciekawienie i pyta o nowo powstające życie, mniej więcej w czterech okresach swojego
życia. Po raz pierwszy — w wieku około 4-5
lat stawia pytanie: skąd się biorą małe dzieci?
Wystarczy to wyraźnie i jasno powiedzieć, że
małe dzieci rosną, leżąc bezpiecznie w brzuszku mamy, aż do czasu przyjścia na świat. Około
siódmego roku życia pyta: w jaki sposób malutkie dzieci wydostają się z brzuszka mamy?
Należy tu, możliwie na podstawie dobrego opisu lub na ciele dziecka, ale nie na ciele matki,
powiedzieć to, co jest konieczne. Należy przy
tym - przede wszystkim dziewczynkom - możliwie jak najmniej mówić o związanych z procesem rodzenia bólach, ponieważ łatwo w tym
momencie może się wkraść pierwsze niemiłe
uczucie i obawa przed przyszłą koniecznością
rodzenia. Około dziesiątego roku życia, dzieci
pytają konkretnie, w jaki sposób dzieci dostają się do ciała mamy. Należy tu jednoznacznie i jasno przedstawić stan rzeczy. Wszelkie
porównania i obrazki, które tylko w niejasny
sposób przedstawiają prawdziwy stan rzeczy,
5
wieœci wy¿szobramskie
są równie niebezpieczne, jak brutalne przekazywanie procesów biologicznych. Można
zatem powiedzieć następująco: Widziałeś lub
widziałaś przecież jak się sadzi drzewa. Przede
wszystkim konieczne jest umieszczenie nasiona w ziemi. Drzewko rośnie potem pod ziemią
i początkowo niczego się nie widzi. Dopiero,
gdy młoda sadzonka jest już taka duża, że
ani wiatr, ani zmienne pogody nie mogą jej
zaszkodzić, wydostaje się na powierzchnię
ziemi. U człowieka jest podobnie. Nikt i nic
nie może wyrosnąć bez zasiania. Dlatego też
nasiono mężczyzny musi być wprowadzone
do ciała kobiety. Wiesz przecież, że chłopcy
i dziewczynki inaczej są zbudowani. Bóg urządził to dlatego, aby dziecko mogło bezpiecznie
,,dojrzewać" w brzuszku mamy. Dziecko rośnie
tam przez 9 miesięcy, zanim - zupełnie tak, jak
drzewko, o którym mówiliśmy poprzednio może wyjść z brzuszka mamy na świat.
W wieku około 12 lat, dzieci nasze
przy okazji stwierdzenia u znajomych czy
krewnych, że jakaś dziewczyna ma dziecko
„bez tatusia" — mogą spotkać się z problemem
przedmałżeńskiego lub pozamałżeńskiego stosunku płciowego.
Cały proces „uświadamiania" normalnie rozwijającego się dziecka powinien
być zakończony z rozpoczęciem dwunastego
roku życia. Szczególnie wtedy potrzebna jest
rozmowa obejmująca całą tę dziedzinę, gdy
dziecko samo nie pyta. Wcześniejsze uświadomienie wydaje się wskazane z wielu ważnych
powodów. Im wcześniej zapoznamy nasze
dziecko z czynnościami jego ciała, tym mniej
poczuje się seksualnie lub erotycznie wzburzone, gdy natknie się na te sprawy. W fazie
„utajonej, skrytej seksualności", czynności jego
własnego ciała, lub czynności ciała płci odmiennej, przyjmowane są do wiadomości jak
np. objaśnienie sposobu funkcjonowania silnika elektrycznego. Obawa, że wraz ze wszystkimi tymi sprawami w dziecku coś, co powinno
możliwie długo drzemać, za wcześnie zostanie pobudzone, jest niesłuszna i zarówno dla
duchowego jak i fizycznego rozwoju dziecka
wcale nie jest niebezpieczne.
Janek musi wiedzieć, dlaczego nie
powinien nigdy uderzać Małgosi — szczególnie w brzuch — i dlaczego w pewnych dniach
miesiąca, jest ona kapryśna i „ma humory",
6
Małgosia powinna wiedzieć, co się dzieje
z Jankiem, gdy pomiędzy 12-tym i 14-tym rokiem życia staje się czupurny, głośny i uparty.
Rodzice, którzy we właściwy sposób przyswoją to dzieciom, zaoszczędzą sobie wielu przykrości.
Do każdego prawie rodzeństwa wkrada się diabełek zazdrości. Każdy nowo narodzony braciszek czy siostrzyczka, mimo okazywanej im przez starsze rodzeństwo miłości
oraz zachwytu, wyzwalają jednocześnie ukrytą
walkę o pierwszeństwo. Musimy zatem już
w czasie ciąży uświadomić naszemu starszemu
dziecku, że po przyjściu na świat oczekiwanego malca, nie zostanie niczego pozbawione,
a przeciwnie, coś zostanie mu darowane.
Dlatego też należy dziewczynkom umożliwić udział w przygotowywaniu wyprawki,
a chłopcy powinni pomagać przy wyborze lub
ustawianiu łóżeczka czy wózka, lub sami wykonać jakąś zabawkę, którą w ich przekonaniu
mała siostrzyczka lub braciszek będą się bawili. Starsze rodzeństwo musi mieć uczucie, że
bez nichi maluch właściwie nie mógłby żyć;
że rodzice potrzebują ich bardziej, niż kiedykolwiek.
Co do problemu ,,kłamstwa" u dzieci,
należy przede wszystkim zauważyć, że w żadnym przypadku wszystko to, co uważamy za
kłamstwo, z punktu widzenia dziecka wcale nie
jest świadomą nieprawdą. Do piątego roku życia w ogóle nie może być mowy o świadomym
kłamstwie. Gdy nasze dziecko w tym okresie
mówi coś niezgodnego z prawdą, dzieje się to
albo z chęci przedstawienia danego przeżycia
jako czegoś bardzo ważnego, lub też po prostu
z braku możliwości porównania z podobnymi
doświadczeniami życiowymi. Wtedy jamnik
sąsiadów, który przestraszył dziecko, urasta do
rozmiarów konia, a pani która poczęstowała
na ulicy cukierkiem, podarowała mu rzekomo
całą torebkę cukierków; pęknięcie z hukiem
opony samochodowej, (czego Piotruś dotąd
nigdy nie słyszał) staje się w jego opowiadaniu
rykiem lwa, który chciał go pożreć.
Przeprowadzona w jednym z państw
ankieta wśród 2000 dzieci wykazała, że 93%
wszystkich dzieci kłamie ze strachu. Zgodnie
z tym, nie powinniśmy na ogół karać kłamiące
dziecko, lecz usiłować zrozumieć i znaleźć powód dlaczego nasze dziecko kłamie. Powodem
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
może być to, że czuje się za mało dostrzegane
w rodzinie, albo odczuwa strach przed karą.
Powodem, dla którego dziecko mówi nieprawdę, może być i to, że chce nam sprawić
przyjemność rzekomo dokonanym dobrym
uczynkiem lub otrzymaniem dobrego stopnia
w szkole. Radosna niespodzianka sprawiona
rodzicom fałszywą wiadomością o sukcesie,
stanowi wystarczający powód do stałego wymyślania podobnych „sukcesów".
Wszelkie kłopoty, jakie sprawia nam
dziecko, nie są świadomymi złośliwościami,
nawet jeżeli pozornie tak to wygląda, lecz są
tylko odpowiedzią na nasze równie bezwiedne
i często nie chciane niewłaściwe zachowanie.
Zapytujcie zatem nie tylko siebie nawzajem
- jakie jest nasze dziecko, lecz zapytajcie się:
dlaczego nasze dziecko tak się zachowuje?
Pomimo całej miłości i stosowania
dobrych metod wychowawczych, nie da się
uniknąć trudnych okresów, które zaistnieją
pomiędzy wami i waszym dzieckiem. Wiemy
przecież, że matka musi właściwie dwa razy
w życiu podwiązywać pępowinę, która wiąże
ją ze swoim dzieckiem. Za pierwszym razem
dzieje się to krótko po urodzeniu, a za drugim
razem, duchową pępowinę (duchowy stosunek
do dziecka) musi zacząć rozwiązywać, począwszy od jego dwunastego roku życia. Nie
możemy starać się egoistycznie zachować
dziecko tylko dla siebie, bo staniemy się winni
niezaradności życiowej naszego dziecka i położymy podwaliny pod nieszczęśliwe małżeństwo, w którym dziewczyna przy każdej sposobności będzie tęskniła za domem rodziców,
a mężczyzna stale będzie porównywał żonę
z własną matką.
Mniej więcej do dziesiątego roku życia kontakt dziecka z rodzicami daje się określić słowami pewnego znanego psychologa,
jako „uznanie boskości rodziców". Lecz wraz
z obudzeniem się zdolności do wydawania
własnych sądów, takie wyobrażenie o rodzicach i pozostałym świecie dorosłych, załamuje
się. Dziecko przeżywa rzeczywistość biblijnego przedstawiania obrazu człowieka: ,,Jesteśmy wszyscy grzesznikami i brak nam chwały
Bożej".
Jednocześnie zapada się gdzieś świat
bajek. Królewna Śnieżka, wielkanocny zajączek i bocian okazują się nieprawdziwe,
wrzesień 2012
a słyszane dotąd codziennie morały w rodzaju: ,,kłamstwo ma krótkie nogi", ,,uczciwością
i pracą ludzie się bogacą", w obliczu kolegów
oszukujących w wyrafinowany sposób czy
w towarzystwie koleżanki, która już od dawna
przyzwyczaiła się kłamać — okazują się po
prostu nierealne.
Kogo wobec tego może jeszcze dziwić, gdy naszą młodzież, po zetknięciu się
z tylu różnego rodzaju dla niej zagmatwanymi procesami zachodzącymi w duszy i ciele,
ogarnia sceptycyzm wobec dorosłych, objawiający się krnąbrnością, nieposłuszeństwem,
zamknięciem się w sobie i w spontanicznym
działaniu? Pomocą w takich przypadkach okazuje się zawsze zdolność odczekania, cierpliwość, rozumne, dobrotliwie wypowiedziane
napomnienie, a przede wszystkim ważna dla
wszystkich rodziców przestroga: „miejcie czas
dla waszych dzieci!"
Również i w tym wieku zwracać należy szczególną uwagę na okazywanie czułości,
gdyż cichym i ukrytym pragnieniem waszych
dorastających dzieci jest, abyście im okazywali czułość. Kto tego odmawia swojemu
dziecku, nie powinien się dziwić, że tęsknota
za czułością prowadzi do wczesnych przeżyć
miłosnych lub jest w przytłumionej psychicznie formie uśmierzona drobnymi kradzieżami.
Słyszę tu wasz protest: że nie chcielibyście waszego dziecka zanadto rozpieszczać. Okazywanie miłości lub czułości, których człowiek ani
za młodu ani w starości nigdy nie doznaje za
wiele, wcale nie jest rozpieszczaniem. Dziecko jest rozpieszczone wtedy, gdy nie zostało
nauczone, że nie może otrzymać wszystkiego
czego by chciało.
Małe dziecko widzi różne przedmioty
wkoło siebie, wyciąga więc rączkę po wszystko i woła: daj, chcę mieć. Nie różni się tym
zbytnio od dorosłych, którzy widząc nowy model samochodu, nową sukienkę lub inne atrakcyjne rzeczy, dokładnie tak jak małe dziecko
chcą: „mieć, mieć" i złoszczą się, gdy nie
mogą tego osiągnąć.
Sztuka wychowywania polega nie na
tym, aby dziecko wytresować wg jakiegoś modelu, lecz na nauczeniu go rozsądnego dążenia
w życiu do tego, co jest możliwe do osiągnięcia.
Im człowiek staje się bardziej dojrzały, tym lepiej poznaje swoje możliwości i ich granice. 7
wieœci wy¿szobramskie
Dlatego też nigdy nie powinniśmy
uparcie występować przeciwko pierwszemu, świadomemu spotkaniu naszego dziecka
z partnerem płci odmiennej. Nie bez znaczenia jest to właśnie, jak spojrzymy na pierwsze
spotkanie obu płci. Nic należy brać tego ani
zbyt tragicznie, ani zbyt beztrosko. Właściwym zadaniem rodziców jest nie przeszkadzać
takiemu spotkaniu, lecz łagodzić powstającą
atmosferę pomiędzy młodymi.
Decydującą sprawą w tym wieku jest
to, czy rodzice i dzieci mają jednakowe podejście do spraw wiary. Nie możecie wymagać od
waszych dzieci, aby uczestniczyły w nabożeństwie i uczęszczały na lekcje konfirmacji, gdy
czują lub od was słyszą, że sprawy wiary są
wam obojętne lub nawet, że jesteście do nich
nastawieni negatywnie. Kto w sprawach wiary pozostawia dziecko samo sobie, zostawia
je same w obliczu jednej z najważniejszych
decyzji, które człowiek na tej ziemi może powziąć. Brzmi to niesłychanie mądrze, ale równocześnie jest ogromnie nierozsądnie ze strony
rodziców, gdy twierdzą, że nie mogą w sprawach religijnych wywierać na dziecko takiej
czy innej presji. Ich zdaniem decyzja należy tu
wyłącznie do dzieci. Rodzice, którzy tak twierdzą, powinni w konsekwentny sposób pozostawić również dzieciom decyzję co do tego, czy
mają kłamać czy mówić prawdę, czy chcą być
uczciwymi czy też nieuczciwymi ludźmi.
Wychowywać, znaczy kierować. Kierowanie dzieckiem różni się jednak od tresury
czy wodzenia na pasku, jak. dzień różni się od
nocy.
Czy dzieci należy zmuszać do chodzenia do kościoła? Namawiać do uczęszczania na nabożeństwa dla dzieci można wtedy,
gdy rodzice nie czynią tego, aby uwolnić się
od dzieci w czasie niedzielnego przedpołudnia,
lecz gdy sami regularnie chodzą do kościoła.
Kto pozwala wejść w życie swojemu dziecku bez świadomego przywiązania do
Pana Jezusa, bo uważa, iż nie powinno się zbyt
wcześnie wywierać wpływu na nie, podobny jest do człowieka, który zostawił dziecko
na brzegu ciemnego lasu i spodziewa się, że
samo znajdzie drogę przez ten las, bo nie chce
wpływać na jego decyzję, jaką obierze drogę.
Bez Jezusa Chrystusa, bez Jego słowa, bez
modlitwy i bez Jego Sakramentu, nasze życie
jest - mimo wszelkiej pozornej jasności - właśnie takim ciemnym, budzącym strach lasem.
Kto natomiast swoje dziecko wyprawia w życie ze słowem Bożym, ten może powtarzać za
psalmistą z Psalmu 23:„Choćbym nawet szedł
ciemną doliną, Zła się nie ulęknę, boś Ty ze
mną, Laska Twoja i kij Twój mnie pocieszają”.
ks. H.J. Thilo; 1986 rok.
O modlitwie
Jak długo człowiek przebywał
w raju, miał bezpośredni kontakt z Bogiem,
oglądał Stwórcę twarzą w twarz i rozmawiał
z Nim jak dziecko z ojcem. To stanowiło
o istocie raju. Przez upadek w grzech została zerwana łączność i społeczność z Bogiem.
Ale nawet po wygnaniu z raju, mógł człowiek kontaktować się z Bogiem, z tą różnicą,
że już nie mógł oglądać Jego oblicza. Ten
sposób kontaktowania się Boga z człowiekiem można by przyrównać do rozmowy
przez telefon bez drutu, bez mikrofonu i bez
słuchawek. Luter powiedział: „Są dwojakie
rozmowy - jedna, gdy rozmawiamy z Bogiem, a druga - gdy On rozmawia z nami.
Rozmawiać z Nim, znaczy modlić się, co jest
8
rzeczą nader wspaniałą, że wysoki Majestat
z nieba tak bardzo zniża się ku nam biednym
robaczkom, że nam wolno otworzyć do niego usta, a On nas chętnie słucha. Ale rzeczą
jeszcze wspanialszą i kosztowniejszą jest to,
że On rozmawia z nami, a my Go słuchamy.
Jego mówienie jest rzeczą bardziej pocieszającą, niż nasze". Innym razem powiedział
Reformator: „Rzemiosłem chrześcijanina
jest modlitwa. Istotą i naturą modlitwy jest
nic innego jak wznoszenie duszy lub serca
do Boga. Duchowa modlitwa może mieć
miejsce także w czasie pracy fizycznej".
A więc modlitwa jest rozmową
z Bogiem. Modlitwa jest nie tylko prośbą,
to byłoby jej zawężeniem. Modlić się, zna-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
czy przychodzić do Boga ze wszystkim, co
mamy na sercu, a to znajduje swój wyraz w
prośbie, wysławianiu i dziękczynieniu. Tu
chodzi nie tylko o naszą osobę, lecz także
o bliźnich i o cały nasz naród. Modląc się za
innych, stajemy się bliscy życiu modlitewnemu Pana Jezusa (Łuk. 22,31—32; 23,34).
Dlatego też modlitwy przyczynne mają
szczególną obietnicę.
Jeżeli dziecko nie rozmawia ze swoim ojcem, wtedy między nimi jest coś nie
w porządku. Jeżeli nie rozmawiamy z Bogiem, to znaczy, że nasz stosunek do Boga
uległ zakłóceniu. Modlitwa jest jakby ciepłomierzem życia człowieka wierzącego.
Forma modlitwy jest rzeczą drugorzędną. Możemy posłużyć się psalmem lub
wersetem biblijnym, możemy użyć zwrotki
pieśni kościelnej, możemy zmówić modlitwę z modlitewnika. Możemy też modlić się
własnymi słowami, jak je nam serce dyktuje.
Mamy Modlitwę Pańską, która odpowiada
wszystkim sytuacjom życiowym i zawiera
rzeczy najważniejsze, które należy omówić
z Ojcem.
Język też nie ma znaczenia, ponieważ Bóg zna wszystkie języki świata. Bóg
troszczy się o każdego małego człowieczka.
Słyszy każdą pojedynczą modlitwę, chociaż
w tej samej sekundzie przychodzą do niego
niezliczeni ludzie z różnymi sprawami. To
jest cud, którego nie możemy pojąć naszym
rozumem. Pismo św. jest pełne obietnic,
że Bóg słyszy modlitwy (Ps. 37,5; 50,15;
68,20—21), nawet wtedy, gdy są ciche, gdy
kierujemy nasze myśli ku Bogu.
Żeby uzyskać audiencję, nie musimy się przedtem meldować, ani czekać.
Bóg nie wyznaczył godzin przyjęć, możemy
przyjść do Niego o każdej porze dnia i nocy.
Nie są też wyznaczone miejsca spotkań,
z każdego miejsca możemy do Niego zawołać. Nasze myśli nie muszą być wypowiadane w pięknych, długich sformułowaniach.
Bóg wie, co mamy na myśli i wie, czego po-
wrzesień 2012
trzebujemy. Ale dlaczego nasze prośby tak
często nie są wysłuchiwane? Powody mogą
być różne, to może zależeć od Boga albo też
od nas.
Wyobraźmy sobie, że dziecko prosi
ojca o rower. Ojciec jednak wie, że synek jest
jeszcze za mały, żeby bezpiecznie poruszać
się po ulicy wśród innych pojazdów, nie zna
przepisów drogowych. Nie może spełnić tej
prośby, bo naraziłby dziecko na niebezpieczeństwo, na nieszczęśliwy wypadek. Czy to
znaczy, że ojcu brak miłości? Ależ nie! Właśnie dlatego, że kocha dziecko, nie spełnia
jego prośby. I my możemy być przekonani,
że Bóg nas kocha, mimo że pewnych próśb
nie wysłuchuje. Bóg słyszy nasze modlitwy
i decyduje, czy i jak ma wysłuchać naszych
próśb. A gdy prośba nie zostanie wysłuchana, pamiętajmy, że Bóg lepiej wie niż my,
co nam służy ku dobremu (Mat. 6,8). Może
również być i tak, że Bóg poddaje nas próbie
wytrzymałości. Co to jest za zaufanie, które
się z byle powodu chwieje? Co to za ryzyko,
gdy z góry wiadomo, że wszystko będzie dobrze? Co to za posłuszeństwo, gdy człowiek
gotów jest iść tylko taką drogą, jaką sam sobie wybierze?
Bóg chce usłyszeć nasze „a jednak",
„wszakże", „a przecież", „chociaż", jak je
znajdujemy w Psalmie 73. Mamy być przekonani, że Bóg nas kocha mimo wszystko,
że ma myśli o nas, o pokoju, a nie o niedoli (Jer. 29,11), że „współdziała ku dobremu
z tymi, którzy Boga miłują" (Rzym. 8,28).
Przekonujemy się, że Boże błogosławieństwo spoczywa i na nie spełnionych
prośbach (II Kor. 12,7-9).
Kto bez zastrzeżeń czyni wolę Boga,
jak Jego Syn, ten oddaje Mu chwałę. Jezus
obiecuje wysłuchanie naszych modlitw, jeżeli wypowiadane są w Jego Imieniu i w Jego
duchu (Jan 14,13-14; 15,7; 16,23-24). Co to
znaczy, widzimy na przykładzie modlitwy
Pańskiej. Na pierwszym miejscu są tam postawione sprawy Boże: Jego imię, Jego Kró-
9
wieœci wy¿szobramskie
lestwo, Jego wola. Potem przedstawiamy
nasze potrzeby, ale też tylko te najniezbędniejsze, jak chleb codzienny. Ważniejsze są
potrzeby duchowe: odpuszczenie grzechów,
zwycięstwo w pokuszeniach, zbawienie od
szatana. Ważne, abyśmy prosili o to nie tylko dla siebie, ale i dla innych. A rzeczą decydującą jest, abyśmy prośby wypowiadali
w przekonaniu, że Bóg ma moc nas wysłuchać oraz byśmy modląc się, szukali Jego
Królestwa i Jego chwały.
Tym, którzy się żalą, że ich modlitwy nie są wysłuchiwane, mówi apostoł:
„Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że źle
prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności" (Jak. 4,3). Są jesz-
cze dwa powody, dla których nasze modlitwy nie są wysłuchiwane: zbyt pewna siebie
postawa wobec Boga, brak wiary i wątpienie. To pierwsze cechowało faryzeusza, którego Jezus postawił w podobieństwie obok
celnika (Łuk. 18,14). O wątpiących zaś powiedziano: „Przeto niechaj nie mniema taki
człowiek, że coś od Pana otrzyma". Kto
prosi, „niech prosi z wiarą" (Jak. 1,5—7).
Komu brak wiary, ten niech woła: „Pomóż
niedowiarstwu memu!" albo: „Przydaj nam
wiary!" (Mar. 9,24; Łuk. 17,5).
Jezus Chrystus zapewnia wierzących: „Wszystko, o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie" (Mat.
21,22).
ks. dr Alfred Jagucki
Wskazania etyczne w Postylli
ks. dra Marcina Lutra
cz. 6 - Człowiek, a zwierzchność
Ks. dr M. Luter rozpatruje relacje
człowieka względem zwierzchności na
dwóch płaszczyznach: świeckiej i kościelnej. W naszych rozważaniach, z racji na
ograniczoną objętość „Wieści”, zajmiemy
się w tym numerze naszego parafialnego
miesięcznika pierwszą zależnością – dotyczącą relacji człowieka z władzą świecką.
Trzeba jednak w tym momencie zaznaczyć, że zobowiązania wobec obu rodzajów zwierzchności, jak też sprawowany
przez nie zakres władzy nie jest zdecydowanie różny. Obie bowiem sfery nawzajem się przenikają i dopełniają. Wspólnym
mianownikiem dla tak pojętej zwierzchności jest Boże ustanowienie. Mimo, iż
obie zwierzchności w swych powinnościach, czy też w obowiązkach względem
nich się przenikają, to istnieją kwestie,
w których jedna sfera nie powinna sięgać
ku atrybutom niejako zarezerwowanym
dla innej sfery. Przykładem tego może być
10
używanie władzy miecza tylko w sferze
zwierzchności świeckiej.
Patrząc na nasze współczesne realia, można odnieść wrażenie, że polityka
i politycy nie cieszą się przesadnym szacunkiem w społeczeństwie. Raczej możemy spotkać wiele kąśliwych uwag pod
adresem polityków, tym bardziej, że niejednokrotnie są przedstawiane w środkach
masowego przekazu sytuacje, w których
obnażane są niedostateczne umiejętności
czy prerogatywy moralne w sprawowanych funkcjach. Można więc pokusić się
o zdanie, że polityka jest sferą bardzo niewdzięcznej działalności, w której szybko
zapomina się o pozytywnych dokonaniach
danego człowieka, a piętnuje każdą porażkę. Do dziś dnia są ugrupowania religijne,
które starają się budować swe przekonanie
o religijnej doskonałości w oparciu o odcięcie się od świata polityki, twierdząc, że
chrześcijanin nie ma prawa brać udziału
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
w tym co jest złe. Nie dostrzegając zarazem, że tym sposobem ucieka się od wzięcia odpowiedzialności na swoje barki za
los miasta, regionu, kraju w którym się
funkcjonuje. Polityka i kryjąca się za nią
świecka zwierzchność ma do wykonania
bardzo ważne zadanie, dlatego u Wittenberskiego Reformatora nie odnajduje się
pogardy dla świata politycznej, świeckiej
zwierzchności. Nie upatruje w niej źródła
zła, ale wprost przeciwnie, wskazuje na
jej duże znaczenie i godność, jaka została udzielona w tym zakresie przez samego
Boga. Jednak w jego rozumieniu wszelka
władza, zwierzchność, ma spełniać określone funkcje. Gdy je spełnia rzetelnie, właściwie, pozostaje w Bożej służbie. Świecka zwierzchność dochodzi do głosu już
na gruncie życia rodzinnego, domowego,
w którym rodzice czy gospodarze powinni być słuchani we wszystkim, co nie jest
sprzeczne z Bożą wolą. W tym względzie,
niejako programowe słowa owego założenia, znaleźć można w następującym stwierdzeniu: „Po urzędzie kaznodziejskim postanowił też Pan ojca i matkę, gospodarzy
i gospodynie w domu i świecką zwierzchność. Ci nie są tylko sami dla siebie, ale są
na miejscu Boga. Powinieneś ich słuchać
we wszystkim, co się zewnętrznego żywota dotyczy, i we wszystkich uczynkach
i sprawach twych względem innych. Gdy
ich słuchasz, wiedz, że słuchasz Boga. Jedynie wówczas słuchać nie powinieneś,
gdyby używając źle urzędu swego, przeciwko słowu Bożemu coś kazać i rozkazywać chcieli”.
W podobny sposób Luter określa
granice posłuszeństwa względem świeckiej zwierzchności nieco wcześniej: „Któż
bowiem jest zwierzchnością? Mój panujący? Ojciec i matka moja? Toć prawda!
Ale czyż oprócz tych, innej zwierzchności
wrzesień 2012
nie masz? A za cóż masz tego, który mówi
w pierwszym przykazaniu: Jam jest Pan
Bóg twój? (…) Albowiem słowo i przykazanie Boże słusznie zawżdy pierwszeństwo mieć powinne”. Czy też kolejne określenie owej granicy posłuszeństwa: „Tak
objawia się w dzisiejszej ewangelii nam
ku przykładu, abyśmy w rzeczach Bożych
na nikogo względu nie mieli, chociażby
to był ojciec, matka, książę, albo ktokolwiek bądź. Bo tu jest inny Pan i wyższa
zwierzchność, która się zowie Bóg; tego
masz słuchać i czynić co on tobie każe,
i jemu nade wszystko masz służyć. Gdy
to posłuszeństwo jest wykonane, potem
czyń, co ci ojciec i matka, twój panujący
i zwierzchność rozkazuje; tylko, aby ci
w tem wyższym posłuszeństwie na przeszkodzie nie byli, które jakom rzekł, przed
wszystkiemi rzeczami musi być wykonane”.
Z racji ustanowienia przez Boga
świecka zwierzchność jest godna należytego szacunku. Ten wyraża się nie tylko
w posłuszeństwie, ale także w sposobie
wypowiadania się na temat władzy. Nie
należy o niej źle mówić. Natomiast jest
dopuszczona krytyka władzy, gdy ta źle
sprawuje swój urząd, swą służbę. Jako że
świecka zwierzchność jest poddana Bogu
i przez Jego Słowo określona, wszelkie
nadużycia powinny jej być śmiało i ostro
przedstawione przez kaznodziei. Chociaż
nie zawsze takie pouczenia trafiają na podatny grunt. Dlatego Luter zwraca uwagę
na to, co może być największym grzechem
w sprawowaniu świeckiej zwierzchności:
„Ciężki i wielki to grzech, kiedy świecka
zwierzchność takiego żąda dla siebie posłuszeństwa, przy którym nie można być
posłusznym Panu Bogu”.
Świecka zwierzchność działając
niejako w zastępstwie Boga, a będąca na
11
wieœci wy¿szobramskie
pewno częścią służby Bożej, zostaje wyposażona w odpowiednie narzędzia, które
mają jej dać posłuch i jak najlepsze realizowanie swych powinności. Rozpoczynając od najmniejszej społecznej struktury,
jaką jest dom, rodzina, w niej rodzicielska
zwierzchność ma do dyspozycji rózgę,
która może być synonimem władzy, kary,
ale i porządku. Owa rózga w ręku rodzica powinna być organem wykonawczym
władzy sądowniczej w tej najmniejszej
instancji. Dzieci nie mają prawa sobie nawzajem wymierzać kary. Nie mogą szukać
zadośćuczynienia swych krzywd ze strony
rodzeństwa na własną rękę. Od tego właściwym organem jest rodzic. Podobnie pan
domu rozstrzygać powinien spory pośród
swych pracowników, chociaż nie ma tu już
mowy o rózdze jako narzędziu kary.
Określając ową władzę zwierzchnią na gruncie rodziny czy domu, ważne
jest do zauważenia, iż zdaniem Reformatora, wymierzenie kary jest koniecznością
i nie może zostać zaniechane. Bowiem
ma ono wartość wychowawczą. Musi
więc być potraktowane z pełną odpowiedzialnością, ponieważ ma takie działanie,
w ostatecznym rozrachunku, posłużyć ku
dobru ukaranego.
Owa odpowiedzialność i zakres
władzy świeckiej zwierzchności w domu,
znajduje przełożenie na życie społeczne
w szerszym zakresie. Zmienia się też narzędzie, jakiego używa świecka władza.
Ono zostaje określone jako miecz, ale
w zamyśle dotyczy wszystkich instytucji
i metod prawnych, jakimi może się posłużyć władza dla zachowania porządku
publicznego. Podobnie, jak ma to miejsce
w domu, tak w państwie nikt nie powinien
sam wymierzać sprawiedliwości, dokonywać samosądu. Jeśli kogoś spotkała
krzywda, powinien zwrócić się do odpo-
12
wiednich organów państwowych, ponieważ te są ustanowione ku zapobieganiu
zgorszeniom, obronie bogobojnych oraz
ukróceniu wszelkiej samowoli.
Luter, zabraniając dokonywania
samosądów, zna jednak pojęcie obrony
koniecznej, chociaż tak jej nie nazywa.
Dozwala bowiem w następujących słowach bronić się od zagrożenia zdrowia
i życia, gdy człowiek nie ma możliwości poddać się w danym momencie pod
ochronę świeckiej władzy: „Gdyby zbójca
w lesie, albo złośnik jaki na ulicy napadł
na mnie i chciałby mi szkodę uczynić,
a nie mógłbym udać się do zwierzchności
o obronę, czy w takim przypadku mam
dać się skrzywdzić lub zabić? Odpowiadam, że nie! Bo na taki przypadek istnieje
przyzwolenie zwierzchności, aby każdy
bronił ciało i życie swe przeciwko zbrodni
i swawoli”.
Obowiązkiem każdego człowieka, który jest podległy jakiejś zwierzchności, jest stosowanie się do jej nakazów,
o ile, jak było wspomniane wcześniej, nie
kolidują one z Bożą wolą. Godność owej
władzy i jej należyte poszanowanie wyprowadzone zostaje z postawy Jezusa. Luter powiada: „Dzieciątko Jezus wszystko
w domu czyniło, co mu tylko kazano, trzaski zbierało, pokarm i napój przynosiło,
i do niczego się nie leniło. Na taki przykład powinne by dziatki pilnie uważać, iż
Pan, który wszystkich nas Bogiem jest, takowe rzeczy w dzieciństwie swojem czynił,
i nic mu przykrym nie było, co mu nakazano, choćby to były najpodlejsze, małe i nieokazałe uczynki, aby też tak czyniły i do
takiego posłuszeństwa i pokory się wprawiały. Bo takowe rzeczy Bogu się podobają, i jako czwarte przykazanie naucza, od
wszystkich dziatek tego żąda, aby rodzicom swoim posłuszni i powolnemi były”.
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Posłuszeństwo zaś okazywane
zwierzchności w późniejszych latach życia identyfikuje z Bożą służbą, tym samym
nadając temu posłuszeństwu religijny wymiar: „Również służebnik i służebnica
w domu, kiedy to czynią, co im pan
i pani każą, tedy Bogu służą; a jeżeli tylko
w Chrystusa Pana wierzą, tedy się to daleko lepiej Panu Bogu podoba, chociażby
tylko izbę umiatali, albo buty czyścili, niż
wszystkie mnichów modlitwy, posty, msze
i cokolwiek tylko, za wielką i zacną służbę Bożą sobie poczytują”. Powyższe słowa można podsumować stwierdzeniem,
że dobrze pojęte posłuszeństwo względem zwierzchności jest dla chrześcijanina wręcz obowiązkiem. Bowiem wszelką
zwierzchność ustanowił Bóg dla zachowania porządku.
Oliwia Madzia
DZIECKO
Wśród wszystkich smutków świata,
wśród wszystkich radości ziemi
jedna jest róża bez cierni,
najcudniejsza pomiędzy cudnymi...
Jeden jest uśmiech bez cienia
i jedna jest słodycz bez jadu,
jeden jest owoc radości
z ziemskiego rajskiego sadu...
Jedno jest słońce wśród mroków,
co na nas czyhają zdradziecko...
Ten uśmiech, ten cud, to słońce,
ta radość, ta słodycz - to dziecko!
Julian Ejsmond
Dzieło Zbawiciela ratuje nas od wielu negatywnych sytuacji
- od przyszłego sądu - „Tym bardziej teraz usprawiedliwieni krwią
jego będziemy przez niego zachowani od gniewu" - Rz. 5,9
- od świata - „Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za grzechy nasze, aby
nas wyzwolić z teraźniejszego wieku złego według woli Boga
Ojca naszego"- Gal.1,3.4
- z mocy szatana - „Który nas wyrwał z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego" - Koi.1,13
- z mocy grzechu - „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi
z tego ciała śmierci? Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!" - Rzym7,24.25
ud. RM
wrzesień 2012
13
wieœci wy¿szobramskie
Trochę historii
Ludzie i wydarzenia
Odcinek 174
02.09.1887: w Dolnym Żukowie urodził się ks.
Karol Teper. Był szóstym dzieckiem spośród
szesnaściorga dzieci miejscowego rolnika Andrzeja i Anny z Kubeczków. W 1908 r. znalazł
się na liście szczęśliwej jedenastki maturantów
polskiego gimnazjum w Cieszynie. Dalsza droga jako studenta teologii ewangelickiej wiodła
przez Wiedeń, Lipsk, Halle, wreszcie Wrocław.
Będąc jeszcze studentem, już w 1913 r. pomagał ks. Józefowi Mamicy w zborze błędowickim.
Końcowe egzaminy zaliczył ostatecznie w 1915r.,
w następnym został ordynowany. Przypisany już
niejako do Błędowic, został tam wikariuszem,
a po przymusowym odejściu ks. Mamicy i wyborze (28.11.1920) doczekał instalacji na proboszcza zboru w Błędowicach w dn. 4.03.1921.
W latach 1922 – 1925 przeprowadził gruntowny
remont kościoła, w 1932 r. dokonał przebudowy
wieży i sprowadził nowe spiżowe dzwony. Tuż
przed wojną (1939) zagrały w kościele nowe organy. Już w 1929 r. został wybrany konseniorem
a w 1937 r. seniorem Śląskiego Kościoła Wyznania Ewangelicko – Augsburskiego. Lata międzywojenne nie należały do łatwych, gdyż Kościół
Ewangelicki na Zaolziu musiał stoczyć trudną
batalię o zachowanie samodzielności. Była to zaledwie przygrywka do tego, co miało się stać w
latach następnych. Pozbawiony pod koniec 1940r.
urzędu, czas wojny spędził ks. Teper w pracy
na roli u swoich krewnych w Cierlicku, potem
w syndykacie węglowym w Cieszynie. Po zakończeniu II wojny światowej (1945) sytuacja
prawna Kościoła Ewangelickiego na Zaolziu na
nowo została zakwestionowana. W efekcie, po
wygaśnięciu działań wojennych, ks. Teper nie
mógł objąć swojej placówki; początkowo administrował parafią w Trzyńcu, dopiero w grudniu
1948 r. mógł wrócić do Błędowic, sprawując rów-
14
W³adys³aw Sosna
nocześnie opiekę
duszpasterską nad
filiałami w Cierlicku i w Stonawie.
Niebawem w latach 1949 – 1950
wymienione filiały, a także Sucha
usamodzielniły
się, przez co liczebność
zboru
błędowickiego zmniejszyła się o blisko połowę,
do 3500 dusz. Był to już czas bezpardonowej
walki władz komunistycznych z Kościołem, ingerencji w jego sprawy wewnętrzne. Zbór został
pozbawiony budynku szkolnego i przedszkola.
Wszelka działalność w Społeczności Chrześcijańskiej, Związku Polskiej Młodzieży Ewangelickiej, Kole Pań, chóru, nauka religii i godziny
biblijne, a także wykłady o życiu i działalności
kościołów, a po części także działalność publicystyczna, do których ks. Teper przywiązywał jeszcze przed wojną wielką wagę, teraz musiały być
zaniechane. Ponadto, nie tylko na skutek zmian
ustrojowych, ale także społecznych, zbór musiał
uwzględnić zaspokojenie potrzeb duchowych
czeskich osadników i tych wszystkich, którym
bliżej było do narodowości czeskiej. W listopadzie 1955 r. przeszedł w stan spoczynku. Ostatnie niespełna 10 lat spędził w swoim rodzinnym
domu w Żukowie Dolnym. Zmarł 24.02.1965 r.
i tam został pochowany.
**********
15.09.1862: w Wilnie zmarł Władysław Syrokomla poeta, „lirnik wioskowy”, tłumacz
dzieł literatury polsko – łacińskiej, autor zbiorów
„Gawęd i rymów ulotnych” (6 tomów, wydanych
w latach 1853 – 1861), dramatów historycznych
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
(„Obrona Olsztyna”), 6 tomów „Przekładów poetów polsko - łacińskich epoki zygmuntowskiej”
(1851 – 1851), również dzieła Marcina Kromera
„Polska, czyli o położeniu, obyczajach, urzędach
Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego ksiąg
dwoje”, studiów „Wędrówki po moich niegdyś
okolicach”, a także dwutomowe „Dzieje literatury polskiej od pierwiastkowych do naszych czasów” (1851 – 1852).
Pochodził z rodziny drobnoszlacheckiej
Aleksandra Kajetana Kondratowicza herbu Syrokomla i Wiktorii ze Złotowskich. Ludwik Władysław Franciszek urodził się w folwarku Smolgów
29.09.1823 r. Już na terenie folwarku Jaśkiewicze a potem Kudzinowicze, dzięki guwernerom
bardzo wcześnie nabył umiejętność czytania,
zapoznawał się z historią, uczył się łaciny. W
latach 1831 – 1837 korzystał z nauki szkolnej
w Nieświeżu, a następnie w Nowogródku. Potem
pomagał rodzicom w kolejnym folwarku na Margaszczewczyźnie, nie ustawał w samokształceniu
i zapoznawaniu się z najnowszymi dziełami m. in.
Adama Mickiewicza. One to i „Prawidła wymowy
i poezji” Euzebiusza Słowackiego dały asumpt
do pierwszych prób poetyckich. Po krótkim
epizodzie w Załuczu w 1842 r. został kancelistą
w biurze zarządu dóbr Radziwiłłów w Nieświeżu.
Mimo sporych obowiązków i częstych wyjazdów m.in. do Wilna, znajdywał czas na pisanie
okolicznościowych panegiryków. 28.04.1844 r.
ożenił się z Pauliną Mitraszewską i przejął od
rodziców dzierżawę majątku w Załuczu, co nie
przeszkodziło mu ani w pracy literackiej, ani studiach dzieł ówczesnych polskich myślicieli Karola Libelta czy Bronisława Trentowskiego. Wówczas to jego debiut poetycki „Pocztylion” znalazł
się na łamach wileńskiego „Athenaeum”, redagowanym przez Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Publikował także swoje utwory w „Tygodniku
Petersburskim” i innych pismach. Zapoznanie się
ze Stanisławem Moniuszką zaowocowało napisaniem muzyki do jego wierszy i umieszczeniem
ich w „Śpiewnikach domowych”. Z wielu gawęd,
tytuł najpopularniejszej z nich – „Lirnik wioskowy” przeniósł się na miano jego twórcy. Także
napisana gawęda „Dęborog” – apoteoza życia
dworskiego spotkała się z uznaniem. Po utracie
kolejnych sześcioro dzieci, Kondratowiczowie
wrzesień 2012
przenieśli się na krótko do Wilna (1852), rok
później osiedli na folwarku w Borejkowszczyźnie pod Wilnem. Skandal towarzyski z powodu
romansu z aktorką Heleną Kirkorową spowodował utratę zaufania u wielu przyjaciół, m.in.
u Moniuszki i Kraszewskiego. Nadal jednak wiele pisał, dedykując swoje utwory różnym osobom,
tłumaczył polskich autorów piszących po łacinie
a także utwory J.W. Goethego, H.C. Andersena,
P,. Corneille’a i in. W 1856 nawiązał współpracę z lwowskim „Dziennikiem Literackim”, ale
odmówił literackiego kierownictwa warszawskiej „Gazety Codziennej”. Odbył też kilka
podróży „po Litwie w promieniach Wilna”, do
Warszawy i Częstochowy, gdzie odwiedzał starych i nowych znajomych; w Kownie pożegnał
Kirkorową wyjeżdżającą do Krakowa, co spowodowało popadnięcie w głęboką depresję (1857).
W Poznaniu cieszył się sukcesem wystawienia
sztuki „Chatka w lesie”, ale płomienne przemówienie patriotyczne na uroczystym obiedzie
na jego cześć zakończyło się zainteresowaniem
jego osobą przez pruską policję. Na wycieczce
po Wielkopolsce zwiedził wiele co ważniejszych
miejscowości, jak Gniezno, Strzelno, Kruszwicę.
Przez Wrocław udał się do Krakowa. Wiadomość
o chorobie ojca przyśpieszyła powrót na Litwę.
Na pogrzeb już nie zdążył, natomiast oczekiwany był przez rosyjskiego gubernatora pragnącego
poznać szczegóły jego poznańskich wystąpień
publicznych. Swoje wrażenia z podróży do Wielkopolski zawarł w wierszowanych „Wrażeniach
pielgrzyma po swojej ziemi” i pisanych prozą
„Podróż swojaka po swojszczyźnie”. Ostatecznie
romans z Kirkorową z jej inicjatywy zakończył
się, a sam pisarz wylądował na leczeniu gruźlicy w Druskiennikach, po czym wrócił do Wilna i Borejkowszczyzny. Pojednał się wówczas
z byłym mężem Heleny - Adamem Honorym Kirkorem, przyjmując współpracę z jego „Kurierem
Wileńskim”. W tym też czasie dokończył monografię „Niemen od źródeł do ujścia” (1861). Po
kolejnej kuracji w Birsztanach, krótko zatrzymał
się w Warszawie; w czasie podróży uczestniczył w różnych zgromadzeniach patriotycznych.
W drodze powrotnej został aresztowany w Suwałkach, do Wilna wrócił pod strażą. Po zwolnieniu
z cytadeli, pozwolono mu wrócić na Borejkowsz-
15
wieœci wy¿szobramskie
czyznę, ale bez prawa pobytu w Wilnie. Powstały
wówczas m.in. „Melodie z domu obłąkanych”,
biogram zmarłego Ignacego Chodźki. Mimo, iż
Kirkor wystarał się ze względu na stan zdrowia
o pozwolenie na pobyt pisarza w Wilnie, niedługo potem zmarł „grając – do końca swoich dni
– na lirze”. Spoczął na Rossie.
Ten najwybitniejszy poeta okresu międzypowstaniowego doczekał wielu tłumaczeń na
litewski, białoruski, rosyjski a także czeski; do
wielu jego wierszy oprócz Stanisława Moniuszki
dopisali muzykę m.in. Joachim Gliński, Wiktor
Każyński, Władysław Żeleński i Piotr Czajkowski.
**********
19.09.1862: w Kaliszu urodził się ks. dr Juliusz Bursche, syn – wówczas wikariusza a późniejszego superintendenta generalnego diecezji
płockiej - ks. Ernesta Wilhelma i Matyldy Müller. Niebawem ojciec zyskał stanowisko administratora a wkrótce proboszcza parafii w Zgierzu
i tam młody Juliusz dorastał i stawiał pierwsze
kroki szkolne. Ukończywszy szkołę elementarną,
młody Juliusz udał się do Warszawy, gdzie kontynuował naukę w rządowym gimnazjum (1872 –
1880), a następnie wyjechał do Dorpatu na studia
teologii ewangelickiej (1880 – 1884). Już tam należał do konwentu Polonia, był członkiem Koła
Polskich Teologów mimo, iż uczelnia wówczas
była niemiecka. Z dyplomem kandydata teologii wrócił do Warszawy i tu 30.11.1884 został
ordynowany przez superintendenta generalnego
ks. Woldemara v. Everta i wyznaczony do służby
w zborze warszawskim jako wikariusz. Nie upłynął rok, gdy 6.09. 1885 r. został powołany na
stanowisko pierwszego w jej dziejach proboszcza parafii w Wiskitkach koło Żyrardowa. Dwa
miesiące później poślubił w łódzkim kościele
św. Jana córkę pabianickiego fabrykanta Amalię
Helenę Krusche. Dwaj proboszczowie z trudem
wypełniali w rozwijającym się zborze warszawskim swoje obowiązki, toteż kolegium kościelne
wystąpiło z wnioskiem o ustanowienie trzeciego
pastora jako diakona, któremu powierzony byłby nadzór zwłaszcza nad szkołami parafialnymi
i nad diakonatem. W tym czasie ks. Juliusz Bursche cieszył się już opinią znakomitego kaznodziei,
a przede wszystkim wiernego, pełnego energii sługi Kościoła. Jego „dobroć i uprzejmość,
16
pogoda ducha i spokój, dostojność i prostota”
(A. Wantuła) zjednywała mu powszechne uznanie
i szacunek. Toteż nie dziwne, że zdystansował
9 kandydatów, zyskując największą ilość głosów
i już 3.12.1888 r. został instalowany na stanowisko III pastora warszawskiego. W miarę wykruszania się przełożonych, awansował stopniowo
na II (1895), wreszcie I pastora zboru warszawskiego (1898). W tymże roku po dwóch latach
starań wznowił wydawanie „Zwiastuna Ewangelicznego”, który przestał wychodzić po śmierci
jego inicjatora i redaktora ks. dr. Leopolda Marcina Otto w 1882 r. Doprowadził też w 1900 r. do
wydania śpiewnika warszawskiego, używanego
jeszcze po II wojnie światowej. Z jego inicjatywy
Maria Teresa Bernatowicz Geysztowt, od 1905r.
mieszkanka Cieszyna, dokonała tłumaczenia
„Zarysu dziejów powstania i upadku reformacji
w Polsce” pióra Waleriana Krasińskiego, wydanego w trzech woluminach w Warszawie w latach
1903 – 1905, jak dotąd, jedynego takiego opracowania. Zachęcany przez Bogumiła Hoffa do odwiedzenia Wisły, trafił tu w 1902 r., 8 lat po jego
śmierci, goszczony przez syna Bogdana Hoffa.
Jak po latach zapisał ks. bp. Andrzej Wantuła
„Wisła uśmiechnęła się do śp. Biskupa wszystkimi urokami swej krasy i wstępnym bojem zdobyła jego serce”. Przyczynił się do tego nie tylko
krajobraz pierwotnej Wisły, ale także, gdy „widział na około siebie rdzennie polski ewangelicki
lud, który na zawsze wziął w niewolę jego serce.
Lud ten miał za sobą cztery wieki bogatych dziejów, przeszedł przez piekło prześladowań religijnych XVII i XVIII wieku i zachował w czystości
wiarę i mowę ojców”. Decyzja była jednoznaczna: już w 1903 r. ukończono willę, zbudowaną
w stylu „zakopianskim”. Nazwał ją „Zacisze”. Tu
miał przyjeżdżać na prawie wszystkie wakacje
i wolne chwile, odpocząć, nabrać sił, spotkać się
z ludźmi. Wówczas też zadzierzgnęły się przyjaźnie z polskim duchowieństwem i działaczami
narodowymi na Śląsku Cieszyńskim. Znajdujemy go również w szeregu współzałożycieli Towarzystwa Miłośników Wisły (1905), wspierającego założenie koła Macierzy Szkolnej (1909) ,
a także w składzie pierwszego zarządu Polskiego Towarzystwa Turystycznego „Beskid Śląski”
w Cieszynie (1910).
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Pod koniec 1904 r. uzyskał, na mocy
dekretu carskiego, nominację na superintendenta
generalnego Królestwa Polskiego (w granicach
zaboru rosyjskiego), 22.01 1905 r. został wprowadzony w urząd. W tymże roku car wydał kolejny ukaz łagodzący położenie ewangelików,
zezwalając m.in. na zakładanie nowych parafii
i budowę nowych kościołów, także na naukę
religii w języku narodowym. Na tej podstawie
możliwym stało się uruchomienie gimnazjum parafialnego im. M. Reja, a wybrana komisja synodalna przystąpiła do opracowania nowej ustawy
kościelnej.
Dzień 18.09.1910 okazał się dla biskupa tragicznym: w trakcie wsiadania do tramwaju
upadł, lewa noga znalazła się pod kołami. Zmiażdżona stopa musiała być amputowana. Proteza
wprawdzie umożliwiła chodzenie, ale w znacznym stopniu ograniczyła swobodę poruszania.
Tymczasem sytuacja polityczna w Europie wyraźnie się psuła. Przebywając na wakacjach w Wiśle, mimo wszystko zaskoczył go
wybuch I wojny światowej. Jako poddany rosyjski czym prędzej musiał z Wisły wyjechać, ale
do Warszawy dotarł dopiero po 10 dniach okrężną drogą przez Wiedeń, Budapeszt, Bukareszt
i Odessę. Tu jednak zaczęły się dziać napawające
przerażeniem rzeczy: wszyscy ewangelicy bez
względu na poczucie narodowe zostali potraktowani jako Niemcy, a więc potencjalni wrogowie
cara i podlegali bezwzględnej deportacji w głąb
Rosji. Jeszcze nie zastygł inkaust na memoriale
protestującym przeciw identyfikowaniu wszystkich ewangelików jako Niemców, 15.04.1915 r.
przymus opuszczenia Warszawy dotknął samego
superintendenta. Wywieziony do Moskwy, na
ile potrafił, starał się o złagodzenie urągających
warunków życia deportowanych m.in. przez
ściąganie duchownych do większych skupisk
zesłańców. Zwolniony w końcu w lipcu 1917 r.
wyjechał do Szwecji. Jakiś czas trwało, zanim
uzyskał zezwolenie na powrót do Warszawy,
w tym czasie zajętej przez Prusaków, którym zależało na jego maksymalnym opóźnieniu. Na odbywającym się w połowie października Synodzie
Krajowym w Łodzi, przedstawiciele Kościoła
Unijnego z Wielkopolski pragnęli bowiem ponad
obowiązującą ustawą kościelną narzucić swoją
wrzesień 2012
dominację i wprowadzić swoje prawo i ustrój
wewnętrzny. Jak się miało później okazać, była
to zapowiedź tarć i nieporozumień pomiędzy Kościołami Protestanckimi w odradzającym się Państwie Polskim. Ks. sup. Bursche wrócił do Warszawy dopiero 17.02.1918 r. Jego pragnieniem
było utworzyć w odrodzonej Polsce silny Kościół
Ewangelicki, wyżej bowiem stawiał zdobycze
Reformacji nad separatyzmy narodowe, domagał
się lojalności i uznania zwierzchności Kościoła
powołanej zgodnie z obowiązującym prawem
kościelnym w Państwie Polskim. Ta droga niestety okazała się drogą cierniową, prowadzącą
do katastrofy życiowej rodziny superintendenta, stanowi tragiczną kartę w dziejach Kościoła
Ewangelickiego w Polsce. Jedynym radosnym
momentem na tej drodze było bezprecedensowe wydarzenie w Cieszynie. Oto bowiem Rada
Narodowa Księstwa Cieszyńskiego, na wniosek
duchowieństwa ewangelickiego, wystąpiła do
władz polskich z wnioskiem o włączenie parafii
śląsko-cieszyńskich do Kościoła Ewangelicko
– Augsburskiego w Polsce. W odpowiedzi, superintendent uzyskał stosowne pełnomocnictwa
Rządu i niebawem stawił się w Cieszynie. Po
uroczystym nabożeństwie w dniu 20.12.1918 r.
zebrani przedstawiciele zborów wraz z duchownymi potwierdzili swoją wolę podporządkowania się Konsystorzowi w Warszawie, utworzona
została nowa diecezja śląsko-cieszyńska, a na jej
czele stanął ks. Franciszek Michejda. Niestety
późniejsze wypadki polityczne i ustanowienie
granicy państwowej pomiędzy Czechosłowacją
a Polską na Olzie i paśmie Czantorii w 1920 r.
przekreśliła doniosłość tego aktu determinacji
polskich ewangelików Ziemi Cieszyńskiej. Na
nic zdało się osobiste zaangażowanie superintendenta, kiedy jako delegat Rządu Polskiego na obradach komisji traktatowej w Paryżu bronił przynależności Śląska i Mazur do Polski, wspierany
wystąpieniami innych przedstawicieli kościoła
i Ziemi Cieszyńskiej (ks. Karol Kulisz, ks. Józef
Mamica). Rozpętana przez koła niemieckie nagonka przesądziła także o wyniku plebiscytu na
Mazurach. Tylko Działdowszczyzna znalazła się
w granicach Polski. Tę, a zwłaszcza tamtejszych
ewangelików, starał się superintendent otoczyć
opieką i wesprzeć zaangażowaniem do pracy Po-
17
wieœci wy¿szobramskie
laków ewangelików z innych regionów, zwłaszcza z Ziemi Cieszyńskiej.
Narastające obowiązki, już jako superintendenta generalnego Kościoła Ewangelicko
– Augsburskiego w Rzeczypospolitej wymusiły
rezygnację ze stanowiska pierwszego proboszcza
parafii warszawskiej (7.03.1920). Rozwiązania
domagało się wiele istotnych kwestii prawnych
Kościoła. Otwartą była sprawa nowej ustawy
kościelnej zwłaszcza, że Rząd Polski uznał za
wygasłą organizacyjną podległość Kościołów
Unijnych państwu niemieckiemu (15.07.1920).
Wywołało to burzę w Kościołach Unijnych. Przewodniczący Wyższej Rady Kościelnej w Berlinie
superintendent Dibelius wbrew rzeczywistym intencjom sup. Burschego zarzucił mu kolaborację
z katolickim Rządem Polskim w unicestwianiu
Kościoła Ewangelickiego i zażądał bezwzględnego podporządkowania kościołów unijnych na
terenie Polski od władz kościelnych w Berlinie.
Wówczas to abp Szwecji ks. Nathan Soederblom
zwołał na konferencję zainteresowane strony do
Upsali, wśród nich sup. ks. Burschego i prezesa
Konsystorza dr. Jakuba Glassa. Udało się wyjednać kompromis: Kościoły mają zachować swoją
tradycję, muszą jednak zrezygnować z zależności
organizacyjnej spoza granic kraju, w którym działają (4 – 6.03.1921). Idąc w tym kierunku, superintendent dołożył wiele starań, aby doprowadzić
do Synodu Konstytucyjnego (20.06.1922), który
z przedłożonych dwóch projektów (niemieckiego i polskiego) uchwalił kompromisowy projekt
Ustawy Kościelnej (19.04.1923). Nie mniej ważnym osiągnięciem było uwieńczenie starań o uruchomienie Wydziału Teologii Ewangelickiej przy
Uniwersytecie Warszawskim (4.01.1921), jak
również powołanie Towarzystwa Badań Dziejów
Reformacji w Polsce i Związku Polskich Towarzystw i Zborów Ewangelickich, wreszcie stała
obecność na arenie międzynarodowej. Temu celowi służyło m.in. utworzenie oddziału Wszechświatowego Związku Krzewienia Przyjaźni między Narodami w Polsce (15.01.1923) i udział
w I Wszechświatowym Konwencie Luterańskim
w Eisenach (20 – 24.08.1923), na którym superintendent przedstawił bogatą polską tradycję
Reformacji sięgającą XVI w. i sprostował szereg
obiegowych poglądów co do Kościołów Ewan-
18
gelickich w Polsce. Kolejnym ważnym krokiem
było doprowadzenie do I Powszechnego Zjazdu
Ewangelików w Polsce w Wilnie i powołanie
Rady Kościołów Ewangelickich w Polsce (9 –
11.09 1926). Do pierwszego posiedzenia Rady
doszło wszakże dopiero z początkiem 1928 r.; jej
prezesem został wybrany ks. Bursche.
30.01.1930 r. ks. Juliusz Bursche obchodził 25-lecie sprawowania swojego urzędu
superintendenta. Wśród wielu honorów dostąpił
godności nadania tytułu doktora honoris causa
Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaną mu
gratyfikację przeznaczył całkowicie na budowę
„Księżówki” w Wiśle. Jej poświęcenie nastąpiło 15.07.1934 r. Nie ustawał w zmaganiach
z Rządem o ratyfikację ustawy kościelnej. Nowa
komisja synodalna miała ustosunkować się do
wersji państwowej z uwzględnieniem stanowiska Kościoła. W czerwcu 1934 r. projekt nowych
ustaw przedłożono ministrowi Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Tymczasem na
terenie Niemiec doszedł do władzy Hitler (1933),
zbliżał się także termin wygaśnięcia umów wynikających z Konwencji Genewskiej. Fakty te
wpłynęły na usztywnienie stanowisk Kościołów
Unijnych. Nowa konstytucja RP z 1935 r. pociągnęła za sobą uznanie pełnomocnictw Prezydenta w kwestii wydawania ustaw w formie
dekretów, w tym również ustawy kościelnej.
27.10.1936 odbyło się drugie wspólne posiedzenie komisji międzyresortowej i komisji synodalnej. Niemieccy jej członkowie opuścili obrady,
gdyż zakwestionowali odstępstwa od projektu
opracowanego przez Synod Generalny. Po ostatecznym uzgodnieniu treści ustawy już tylko
w gronie polskich duchownych (11.11.), Prezydent RP wydał stosowny dekret (25.11.), a Rada
Ministrów wprowadziła w życie Zasadnicze Prawo Wewnętrzne (27.11.1936 r.). Odpowiedzią
Kościołów Unijnych Wielkopolski i Śląska było
wystąpienie z Rady Kościołów. Z jednej strony
nareszcie po 18 latach starań sytuacja prawna
Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego w odrodzonej Rzeczypospolitej doczekała choć niepełnego, ale uregulowania, z drugiej idea utworzenia silnego Kościoła Ewangelickiego i wszelkie
próby skupienia wszystkich sześciu Kościołów
Ewangelickich pod wspólnym kierownictwem
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
na skutek nieprzejednanego stanowiska Kościołów Unijnych zostały unicestwione. Smutnym
następstwem tych wydarzeń było umocnienie
sloganu z czasów Skargi: Polak katolik, ewangelik Niemiec. W oparciu o Dekret przystąpiono
w 1937 r. do organizowania zebrań senioralnych,
wyborów członków do Synodu, zwołania samego Synodu i wyboru zwierzchnika Kościoła
z tytułem biskupa, którym został dotychczasowy
superintendent, ks. Juliusz Bursche, wreszcie
wprowadzenie w urząd nowych sześciu seniorów. Wobec nieukonstytuowania się 4 senioratów,
w marcu 1938 r. wyznaczono dla nich pełniących obowiązki seniorów duchownych polskich.
Późną jesienią, po zajęciu Zaolzia, na wniosek
Zebrania Synodalnego, do Diecezji Cieszyńskiej
ponownie włączono parafie zaolziańskie. Jeszcze 15.08.1939 r. ks. biskup wizytował parafię
w Nawsiu, oddał także hołd prochom pierwszego
polskiego seniora ks. Franciszka Michejdy. Na
skutek zaostrzającej się sytuacji na pograniczu
polsko - niemieckim musiał skrócić pobyt w Wiśle i wrócić do Warszawy.
Po wybuchu wojny, dopiero na trzecie
wezwanie władz, 6.09. ostatnim pociągiem biskup zdecydował się opuścić stolicę. W drodze
do Lublina, pociąg ewakuacyjny został zbombardowany. Biskup, nie mogąc wyskoczyć z wagonu
towarowego, pozostał w nim i szczęśliwie ocalał.
Przeżył także bombardowanie Lublina. Wobec
braku duchownych, pełnił w Lublinie obowiązki szeregowego duchownego. Krótko, bo po
3–dniowych walkach, 18.09.1939 Lublin padł.
Już 3.10. zjawiło się na plebanii gestapo. Tak
się zaczęło 500 najtragiczniejszych dni w życiu
biskupa. Dobrze zapamiętano jego czerwcową
pedantycznie zanotowaną odprawę niemieckich
teologów, domagających się udostępnienia ambony w kościele św. Trójcy hitlerowskim pastorom: „(...) dopóki ja będę stał na czele Kościoła, dopóty nie pozwolę, aby ktokolwiek, co tak
myśli jak wy, stawał na ambonie”! Nie wiedział,
że znalazł się na liście osławionej Einsatzgruppe
jako „jeden z najniebezpieczniejszych i najbezwzględniejszych niemcożerców”. Zrazu osadzony na zamku lubelskim, przewieziony został do
więzienia w Radomiu, wreszcie do centrali gestapo w Berlinie. Słowo „przesłuchania” jest tu
wrzesień 2012
śmiesznym eufemizmem. W styczniu 1940 był
już w obozie Sachsenhausen – Oranienburg w
odosobnionym bunkrze. 20.02.1942 r. zakończył
życie w szpitalu policyjnym w Berlinie. Resztka
zdziesiątkowanej rodziny otrzymała wiadomość
o jego śmierci, kuferek z osobistymi drobiazgami
i... protezą! Co się stało z prochami, wiedzą tylko
oprawcy.
**********
26.09.1937: w Krakowie zmarł Seweryn
Udziela, etnograf, założyciel i dyrektor Muzeum Etnograficznego. Pochodził ze Starego
Sącza, gdzie urodził się 24.12.1857 r. Wykształcenie zdobywał w seminariach nauczycielskich
w Nowym Sączu i w Tarnowie. Początkowo
pracował jako nauczyciel w kilku szkołach podstawowych na terenie Galicji, od 1888 r. przez
33 lata pełnił obowiązki inspektora szkolnego
w Gorlicach, Grybowie, Wieliczce i na Podgórzu.
Wiele wysiłku włożył w podniesienie oświaty
wiejskiej. Był także współzałożycielem oficyny, w której w latach 1892 – 1904 wydał kilkadziesiąt broszur, zakładał biblioteki, kolportował
książki na terenie Spisza, Orawy i Śląska. Przez
wiele lat udzielał się w Komisji Fizjograficznej
i Etnograficznej Akademii Umiejętności, będąc
w latach 1903 – 1926 jej sekretarzem, a od 1926
– 1937 jej wiceprzewodniczącym. Prowadził też
w tym czasie szerokie terenowe badania etnograficzne, był pionierem w dziedzinie znajomości
sztuki ludowej. Zebrany materiał posłużył do
opracowania obszernej monografii „Lud polski
w powiecie ropczyckim w Galicji” (1892). W następnych latach wydał „Opowiadania ludowe ze
Starego Sącza”, „Bajki i opowiadania ludu krakowskiego”, „O strojach, budowlach, sprzętach
i naczyniach w Sądecczyźnie”, studium „Wisła
w folklorze”, monografię „Krakowiacy”, „Ludowe stroje krakowskie i ich krój”, „Rośliny
w wierzeniach ludu krakowskiego” i wiele innych. Jego staraniem pokazały się także pozostawione w rękopisach prace Oskara Kolberga
„Śląsk Górny” i „Tarnów – Rzeszów”. Współpracował z pismami „Orli lot” i „Ziemia”. Artykuły
krajoznawcze tam pomieszczone wzbogacał rozmaitościami folklorystycznymi. W latach 1904
– 1905 był współredaktorem pisma „Lud”, a do
1919r. redaktorem wydawnictwa „Materiały An-
19
wieœci wy¿szobramskie
tropologiczno – Archeologiczne i Etnograficzne”.
W 1911 r. założył Muzeum Etnograficzne w Krakowie, będąc zarazem jego pierwszym dyrektorem.
**********
27.09.1612: w Pszczynie zmarł dziedzic dóbr
pszczyńskich Abraham Promnitz. Wiele szczegółów jego życiorysu z jego lat młodzieńczych,
łącznie z datą urodzenia, niestety nie znamy.
Był synem Karola Promnitza i Salomei v. Loeben. Według ustaleń dr. Jerzego Polaka, urodził się w Pszczynie między 1574 a 1577 r. W
1585r., po odsunięciu ojca od władzy w państwie
pszczyńskim, jego kuratorem z urzędu stał się
wuj Zygfryd Promitz, pan na Żarach, Trzebieli
i Hoyerswerde. Szczęśliwie Abraham został potraktowany jak przybrany syn, któremu opiekun
zapewnił dobre wykształcenie w szkołach protestanckich. Dodatkowo umocniły się związki
pokrewieństwa Abrahama z Zygfrydem przez
zaślubiny z jego córką Anną Marią (1591/92).
W tym też czasie zmarł ojciec Abrahama – Karol. Aczkolwiek, mimo niesprawnego wieku,
Abraham otrzymał od cesarza Rudolfa II w lenno
państwo pszczyńskie z tytułem barona, jeszcze
przez trzy lata pozostawał pod formalną opieką
Zygfryda. Ich wspólną inicjatywą było wydanie
(18.03.1592) „Porządku Pszczyńskiego”, czyli
ordynacji zborowej dla pastorów pszczyńskiego
państwa stanowego, regulującej stosunki wyznaniowe uznanej już przez Karola Reformacji.
W jednym z punktów „Porządku” był wymóg organizowania dwa razy w roku konwentu wszystkich duchownych pszczyńskich, by w czasie
dysput teologicznych poszerzali swoją wiedzę.
W dysputach tych okazało się, jakim oczytaniem
i wiedzą filozoficzną i religijną dysponuje sam
ordynat. Z równą gorliwością popierał rozwój
szkolnictwa z zapewnieniem odpowiednich środków na ich utrzymanie. Podobny, wydany w tym
samym czasie akt dotyczył utrzymania przytułku
dla chorych i opieki nad ubogimi. Wreszcie trzeci akt wydany z początkiem 1594 r. – ordynacja
ziemska - określała powinności szlachty i sołtysów. Po ustaniu kurateli Zygfryda, sprawujący
urząd starosty stryj Abrahama – Kaspar Promnitz
usiłował narzucić mu swoje rządy. Skończyło
się na dymisji starosty i wymianie całego dworu; większość stanowisk zostało obsadzonych
20
polską szlachtą, co w dużym stopniu wpłynęło
na zmianę dotychczasowego niemieckiego charakteru zamku. W dbałości o splendor zamku
i w trosce o to, aby wyjść z długów ojca, rozwijał
w swoich dobrach intensywną gospodarkę rolną.
Po wykupieniu Bijasowic (1597), uruchomił we
wsi skład soli wielickiej. Równie energicznie
rozwinął handel z Rzeczypospolitą, zwłaszcza
z żywieckimi Komorowskimi, dostarczając na
rynek m.in. drewno i ryby z licznych stawów.
Założył też kilka nowych browarów, wśród nich
w Tychach, który odtąd zaopatrywał w napoje
alkoholowe karczmy i sam zamek. Pilnował także gospodarki w folwarkach, stale je powiększał,
zakładał osady chałupnicze od nich uzależnione,
ale też zwiększał powinności pańszczyźniane.
Pożyczał także od bogatych chłopów i wolnych
sołtysów pieniądze za cenę popierania przez nich
rzemiosła i handlu, w tym również karczm, a także zwolnienia od obowiązków wobec folwarków.
W 1610 r. Abraham utworzył centralny zarząd
dóbr pod nazwą Kamery Rentowej. Widać jednak Abraham posunął się za daleko w eksploatacji chłopów, skoro w 1611 r. kroniki odnotowały
pierwszy bunt robotników folwarcznych. Blisko
współpracował Abraham z księciem cieszyńskim
Adamem Wacławem w zabezpieczeniu strategicznej Przełęczy Jabłonkowskiej przez wzmocnienie załogi Szańców Jabłonkowskich. Wobec
zaostrzających się stosunków wyznaniowych,
starosta generalny Śląska - książę Karol II oleśnicki przystąpił do związku obronnego panów
czeskich i śląskich, domagając się przestrzegania
wolności religijnych dla poddanych cesarza. Jednym z jego członków był także pszczyński ordynat. Na tym tle zaskakuje, że ultrakatolicki Rudolf II mianował w 1608 r. protestanta Abrahama
rzeczywistym tajnym radcą cesarskim, a rok
później, gdy wydał osławiony list majestatyczny,
podniósł go do godności starosty Górnego Śląska. W takich okolicznościach książę cieszyński
Adama Wacław niespodziewanie porzucił protestantyzm; wówczas wielu duchownych ewangelickich i osób świeckich szukało pomocy na
zamku pszczyńskim. Ostatnią misją Abrahama
było złożenie w 1611 r. hołdu poddańczego nowo
wybranemu cesarzowi Maciejowi we Wrocławiu.
Nadzieje na awanse miały się okazać złudne. Po
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
krótkiej chorobie Abraham Promnitz zmarł na
zamku pszczyńskim jako ostatni potomek Promnitzów lessendorfskich (lasocińskich). Ponieważ
doczekał tylko córki Salomei Elżbiety Sydonii,
która zgodnie z ordynacją nie mogła dziedziczyć
dóbr po ojcu, majątek przeszedł w ręce synów
wspomnianego Zygfryda Promnitza z linii panów
na Żarach.
**********
29.09.1837: w Krakowie urodził się Michał
Bałucki, syn krawca Józefa i Marii z domu Kochmann. Wyrastał i prawie całe życie spędził pod
Wawelem. Po ukończeniu gimnazjum św. Anny
w 1857 r. obrał studia na wydziale filozoficznym
(matematyczno – fizycznym) Uniwersytetu Jagiellońskiego, jednakże po roku przeniósł się na
wydział historyczno – literacki. Jeszcze w czasie
studiów zwiedził północne Włochy. Ukończywszy studia, spodziewał się zaczepić w gimnazjum
w charakterze zastępcy nauczyciela, przeszkodziła mu w tym jednak policja austriacka mająca zastrzeżenia do jego kontaktów z niesforną
bohemą krakowską. Pozostała więc guwernerka
i dorywcza praca w redakcjach pism „Czytelnia
dla Młodzieży”, „Niewiasta”. Tym razem jednak
wyłączyła go z działalności „choroba mózgowa”
(1862). Szczęśliwie się z niej wykaraskał, zdobył
nawet posadę nauczyciela w Częstochowie i rozpoczął pisanie pierwszej noweli „Heraklesowe
drogi”, publikowanej w „Tygodniku Ilustrowanym” (1863). Z wybuchem Powstania Styczniowego natychmiast zameldował się w Krakowie,
ale padł ofiarą denuncjacji posądzony o działalność konspiracyjną rok spędził w więzieniu.
W celi więziennej powstała pierwsza powieść
„Młodzi i starzy” oraz szkic komedii „Polowanie
na męża”. Uwolniony, kilka miesięcy zatrzymał
się w Warszawie, skąd w 1866 już na stałe wrócił
do rodzinnego Krakowa, gdzie poślubił aktorkę
Kalikstę Ćwiklińską (1876). Po jej rychłej śmierci ożenił się ponownie z Eufemią Śliwińską. Na
lata 1879 – 1884 przypada okres największych
sukcesów literackich jako autora powieści,
a zwłaszcza rozbawiających widownię komedii.
Głównym tematem jego twórczości były groteskowe obrazy galicyjskich miasteczek z całym
bagażem zachowań ich mieszkańców, pogoni za
karierą, wybujałymi ambicjami, chłopomanią
wrzesień 2012
i przewrotną emancypacją kobiet, klerykalizmem i arystokratycznymi manierami; pozytywnymi bohaterami byli natomiast ludzie prości,
pracowici i uczciwi, ale powszechnie pogardzani.
Z czasem do twórczości wkradła się karykaturalna satyra. Pisarz nie nadążał za następującymi zmianami, widzom nie wystarczało już tylko
ośmieszanie środowisk małomiasteczkowych.
Także młodopolska krytyka w coraz ostrzejszej
formie atakowała kapłana sielankowej „bałucczyzny”, która w połączeniu z kłopotami rodzinnymi i nieuleczalnymi chorobami doprowadziła
pisarza do desperackiego kroku. 17.10.1901 odebrał sobie życie strzałem w głowę. Z całej jego
twórczości najpopularniejszą pozostawał pierwotny wiersz „Dla chleba”, po napisaniu doń muzyki m. in. przez Michała Świerzyńskiego znany
jako pieśń „Góralu, czy ci nie żal”! Powieści,
a także sztuki początkowo przesiąknięte ideami
rewolucyjno – wyzwoleńczymi, po Powstaniu
Styczniowym przybierają cechy literatury pozytywizmu, wreszcie przechodzą w fazę apoteozy
spokojnego i pracowitego, choć bezmyślnego
życia ludzi prostych. Szereg powieści, jak „Przebudzeni”, „Życie wśród ruin”, „250000”, „W żydowskich rękach”, „Pamiętnik Munia”, „Pan burmistrz z Pipidowki”, „Byle wyżej”, „Siostrzenica
księdza proboszcza”, „Szwaczki”, „Błyszczące
nędze” i wiele innych są tego wyrazem. Swój
renesans przeżywają na nowo odczytane sztuki:
„Radcy pana radcy” (1871), „Grube ryby” (1881),
„Gęsi i gąski” (1882), „Dom otwarty” (1883)
i „Klub kawalerów” (1890). Kilka z nich doczekało jeszcze za życia twórcy tłumaczenia i wystawieniach na deskach teatrów czeskich, rosyjskich i austriackich.
Dość często bywał Bałucki w Zakopanem. Należał do kręgu pierwszych pisarzy, którzy do literatury polskiej wprowadzili górali podhalańskich. Tematyka tatrzańska znalazła swój
wyraz w opisach „Podróż w Tatry”, „Obrazy”
Jest pewne powiedzenie, które dostosowane
jest do naszego życia: „Biednemu zawsze wiatr
w oczy”. Ale nie tylko biednemu. Każdy człowiek doznaje w życiu chwil, gdy mu się wydaje,
że wszystkie możliwe wiatry świata sprzysięgły
się przeciwko niemu. Bywają takie spiętrzenia
przeciwności i nie trzeba być wcale biednym,
21
wieœci wy¿szobramskie
Władysława Magiera
WSPOMNIENIE
Anna Klimsza
Anna Klimsza była pierwszą siostrą przełożoną
Diakonatu Żeńskiego „Eben – Ezer” w Dzięgielowie,
obecnie jedynego ewangelickiego diakonatu w Polsce.
Dwie rzeczy można o niej na pewno powiedzieć: była
znakomitą gospodynią i troskliwą matką dla wszystkich. Swoje życie związała z Dzięgielowem i powstającym tam ewangelickim diakonatem.
Jej działalność w dzięgielowskiej placówce przypadła na bardzo trudny okres, czas
powstawania zakładów. Zwierzchnik diecezji
cieszyńskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, ks. senior Karol Kulisz, w 1920 r. wydzierżawił od Skarbu Państwa 43-hektorowy
folwark. Ziemię, „której nikt nie chciał”, bo
były to niezmeliorowane mokradła, zarośla,
pastwiska, nieużytki wraz ze zrujnowanymi
zabudowaniami byłej owczarni, stodoły, szopy
na siano i zgniłej od wilgoci chaty owczarza.
Celem było prowadzenie działalności opiekuńczej w trudnym powojennym okresie. Kryzys
gospodarczy, zubożenie społeczeństwa, ciężki los wojennych sierot, bezrobocie i inflacja
przyspieszyły decyzję.
Pierwszymi „lokatorami azylu” powstałego z części dawnej owczarni było 5. dzieci
i 3. starców. Do opieki nad wymagającymi
szczególnej pomocy i zrozumienia podopiecznymi przybyły diakonise z Ligotki Kameralnej,
które prowadziły tam, założony przez Księdza,
dom opieki „Betezda”.
Warunki życia i posługi były bardzo ciężkie. Stopniowo rekultywowano nieużytki, starano się o minimum egzystencji dla podopiecznych, szczególnie dla dzieci z powstającego
w zabudowaniach owczarni, domu dziecka.
Konieczne wydatki, w połączeniu z inflacją,
powodowały zadłużenie zakładów.
22
Mimo to, w 1922 r. rodzi się pomysł powołania samodzielnego Diakonatu i przygotowania własnych kadr diakonis. Polski Diakonat Ewangelicki „Eben-Ezer" w Dzięgielowie
został założony już w 1923 r. Nazwa wspólna
z Zakładami Opiekuńczo – Wychowawczymi
oznacza „Aż dotąd pomagał nam Pan"(1 Sam
7,12), zaś przez Założyciela interpretowana
była jako: „Bóg pomógł i jeszcze pomoże”.
W takich warunkach siostrą przełożoną
została, urodzona w 1886 r. w Średniej Suchej
na Zaolziu, Anna Klimsza z domu Krygiel.
Pochodziła z bardzo religijnej rodziny, której
przodkowie w linii męskiej, Kryglowie, byli
potomkami żołnierzy szwedzkich, którzy po
wojnie trzydziestoletniej osiedli na Śląsku
Cieszyńskim. Korzenie rodziny sięgają lat
czterdziestych XVII wieku. Młoda wdowa,
mąż, w stopniu kapitana, zginął na froncie
w czasie pierwszej wojny światowej, pomagała ponad rok w Domu Starców „Betezda”
w Ligotce Kameralnej. Ponieważ zdecydowała
się poświęcić swoje dalsze życie Bogu (dzieci
nie miała) i służyć innym, została skierowana
do Diakonatu w Bielsku. Oficjalnie przyjęto ją
do grona sióstr 1 stycznia 1917 r. i w tymże
roku otrzymała czepek, mogła już teraz nosić
„uniform”, czyli strój siostrzany. W Bielsku
zapoznała się z pracą charytatywną prowadzoną w parafii. Wkrótce podjęła pracę w Szpi-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
talu Śląskim w Cieszynie, ale już w 1920 r.
ks. K. Kulisz poprosił ją, by objęła kierownictwo nowej placówki. Prawdopodobnie
wiedział, że zna się na gospodarstwie, razem
z mężem prowadzili gospodarstwo w Końskiej.
Ponieważ początkowo nie było tam
gdzie mieszkać, pozostawała w Cieszynie
i codziennie przychodziła do Dzięgielowa, musiała zabierać ze sobą jedzenie, garnek i łyżkę.
W przyszłym gospodarstwie nie było ani jednego sprzętu gospodarstwa domowego, rolnego, zwierząt czy nasion, którymi można
byłoby obsiać grunty. Początki były bardzo,
bardzo trudne. Nazywano ją starszą siostrą
i tak zostało, mimo, że od 1931 r. nosiła oficjalnie tytuł siostry przełożonej. Była wysoka,
sprawiała wrażenie osoby energicznej, a jednocześnie bardzo skromnej, taką pamiętają ją
starsi mieszkańcy Dzięgielowa.
Trzeba było wielkiej wiary, hartu, gotowości do ofiar i samozaparcia, żeby zdecydować się na kierowanie placówką w trudnym,
początkowym okresie. U siostry Anny zadecydowała wiara i powołanie, wierzyła, że jest
w stanie pomagać i kierować podlegającymi
jej siostrami, które decydowały się na służbę
Panu Bogu i drugiemu człowiekowi, rezygnując z życia osobistego.
Ponieważ po mężu odziedziczyła spory
majątek oraz otrzymała odszkodowanie po
jego śmierci na froncie, mogła za uzyskane
ze sprzedaży pieniądze wspomóc powstający ośrodek opieki. Pieniądze przydały się na
podstawowe zakupy i rozbudowę Diakonatu.
Właściwie czas sprawowania przez nią posługi jako siostry przełożonej to okres ciągłego
rozwoju placówki. Już w latach 1924-27 przebudowano Dom Dziecka z parterowej prowizorki na budynek piętrowy i nadbudowano
o jedno piętro Dom Starców. Zanim to nastąpiło, siostry i podopieczni, przeżyli ciężką zimę
w 1923-24 r. Mieszkali w przebudowanej szopie, a siostry, których było już 6, miały na strychu komórki podobne raczej do gołębników
niż pokojów Z początkiem zimy, w czasie wichury, załamał się stary dach i do wiosny wszyscy mieszkali pod przeciekającym stropem.
wrzesień 2012
Kierowanie gospodarstwem spoczywało
całkowicie na barkach Anny. Udało jej się
wiele. Już w pierwszym roku na miejscu beznadziejnie wyglądającego podwórza, założyła
ogród warzywny. Zniwelowano tam pagórek, usunięto gnojownię, wywieziono kamienie, naprawiono płot. Warzywa przydały się
wszystkim, początkowo gospodarstwo musiało
być samowystarczalne. Problem wyżywienia
rozwiązywano przede wszystkim przez ulepszanie upraw, a na tym Anna znała się bardzo
dobrze. Lubiła pracę w polu, ale później, kiedy
przybywało obowiązków, wspierał ją, powołany specjalnie do tego, zarządca gospodarstwa.
Na początku nawet sama czasem orała wołami
i uczyła tego parobków. Rozwiązywała na bieżąco wiele problemów, wzorowo zarządzała
wszystkim. Zdobywała podziw okolicznych
mieszkańców, jako bardzo kompetentna gospodyni. Jej praca była dla wielu przykładem.
W ankiecie wpisała, że ukończyła tylko szkołę
podstawową i przeszła przeszkolenie pielęgniarskie. Z pewnością miała talent, ale przede
wszystkim umiała dostrzegać najpilniejsze potrzeby podopiecznych, a zaczynać trzeba było
od wszystkiego: to nie tylko gospodarstwo,
uciążliwości budowy i przebudowy, ale i opieka duchowa nad pensjonariuszami, kierowanie
siostrami i codzienna troska o jedzenie, ubiory
i wyposażenie. Na tym wszystkim Siostra Starsza musiała się znać.
Z jej udziałem rozbudowywano pomieszczenia gospodarcze, meliorowano grunty
i powiększano w ten sposób areał gospodarstwa, które starano się wyposażyć w maszyny
i urządzenia rolnicze. Ksiądz senior miał wiele
obowiązków, dla Diakonatu zabiegał przede
wszystkim o środki materialne i pieniądze.
Codzienna praca z personelem i podopiecznymi należała do Anny. Już w 1926 r. powstał
wielki drewniany pawilon z napisem „Chleba!
Światła! Nadziei!” Przeznaczono go na zajęcia
ruchowe dla dzieci w czasie niepogody oraz
na różne uroczystości świąteczne i okolicznościowe. Latem pawilon przeznaczany bywał na kolonie dla ubogich dzieci z Zagłębia
przemysłowego. W Zakładach Opiekuńczych
23
wieœci wy¿szobramskie
przebywało stale około 70 – 80 starców, kalek,
i chorych, oraz 100 – 120 dzieci (od niemowląt do młodzieży) i 30-50 bezrobotnych. Ich
liczba ciągle rosła, mimo, że pomoc państwa
w prowadzeniu zakładów była znikoma. Dzięki ogromnej pracy sióstr, mieszkańców wioski zatrudnionych w zakładach i udziale osób
bezrobotnych, mądremu zarządzaniu oraz wyjątkowo racjonalnym działaniom - z czasem
powstało nowoczesne, zasobne gospodarstwo
z nowymi stodołami, wozownią, stajnią, chlewnią i oborą mieszczącą około 30 sztuk bydła.
Zasług Anny, która była prawą ręką Założyciela, dla rozwoju Diakonatu nikt nie
kwestionował. Powierzchnia gruntów należąca do Zakładów w 1939 r. wynosiła 55 hektarów. W gospodarstwie pracowali, znaleźli
schronienie i pomoc, ludzie w różnym wieku
niezależnie od wyznania. Zjednoczeni głównie przez trudne koleje życia, potrafili docenić
wielki humanitaryzm i bezgraniczną dobroć
ks. Karola Kulisza i siostry Anny. Rozwijał
24
się również Diakonat, było już 30 sióstr, które
kształcono i wysyłano także na inne placówki.
Siostry diakonise pracowały m.in. w Szpitalu
Śląskim w Cieszynie, w Sanatorium w Bystrej i niektórych polskich parafiach na terenie
Górnego Śląska. Pierwsze wychowanki Anny,
wyświęcono w Dzięgielowie w 1927 r., było
wśród nich kilka z Zaolzia. Rozbudowa domu
dla dzieci trwała dwa lata, wystąpiły komplikacje, a brud i nieporządek mógł doprowadzić
do zwątpienia. Siostra Anna i to przetrzymała,
nie wątpiła nigdy, wierzyła i pracowała. Pracę stawiała na pierwszym miejscu. (...)a wiara
siostry przełożonej wytrzymała najsurowszą
próbę, jakiej poddaje Bóg naszą wiarę: próbę
miłości. Było to odludzie, wszytko trzeba było
stworzyć, wszystko czego takie osiedle zakładowe potrzebuje. Wspólny wysiłek doprowadził do wzrostu znaczenia Zakładów
Ksiądz Karol Kulisz wyjeżdżał za granicę, pozyskiwał tam fundusze na dalszy rozwój
ośrodka. Zakupiono nową posesję, „Szczukówka”, w której najpierw przebywały dzieci
chore. W sąsiedztwie, przy miejscowej szkole
powszechnej, urządzono warsztaty dla chłopców, a w baraku salę do ćwiczeń sportowych
i korty tenisowe.
Trzecim obiektem, zakupionym w 1932r.
od Skarbu Państwa, był dzięgielowski zamek. W przyszłości miało tu być centrum
ewangelickiego życia na Śląsku. Jednak każdy, najdrobniejszy nawet wydatek musiał być
przemyślany. Udało się, jeszcze przed wojną,
doprowadzić z Cieszyna prąd, wykonać wodociąg i kanalizację, a także wybrukować część
dróżek. W tym okresie przybywało również
sióstr, w 1937 r. było ich już 53. Anna może
była niekiedy surową matką przełożoną, wymagającą wysiłku, lecz zawsze matką dbałą
i na swój sposób kochającą wszystkich. Jeśli
jednak wymagała od innych, zawsze najpierw
wielkie wymagania stawiała wobec siebie.
Druga wojna przerwała działalność Zakładów, okupant rozwiązał Diakonat. Część
sióstr znalazła się w obozach koncentracyjnych, podobnie jak ks. K. Kulisz, który zginął
w Buchenwaldzie. Inne wywieziono na przy-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
musowe roboty do Niemiec, a część powróciła
do rodzin lub znalazła jakieś zajęcie. Niektóre
prowadziły działalność konspiracyjną, skierowaną przeciwko okupantowi. Siostra Anna ten
koszmarny czas przeżyła u krewnych na Zaolziu w Kojkowicach.
Po wojnie zresztą miała stałą przepustkę
do siostry Amalii Przeczek, która tam właśnie
mieszkała. Z rodziną utrzymywała bliskie kontakty, bywała na rodzinnych uroczystościach,
a do niej również przyjeżdżali krewni, zresztą
niektóre kuzynki zostały również diakonisami. Zawsze przyjmowała wszystkich serdecznie, a potem wyprawiała ich bryczką na stację
kolejową w Bażanowicach. Krewni wspominają, że jako mali chłopcy musieli się bardzo
grzecznie zachowywać, wiedzieli, że jadą do
kogoś ważnego. Później, już sami, jechali do
Dzięgielowa przedstawić Cioci swoje narzeczone. Kiedy przyszła żona pochodziła z miasta, Anna stwierdzała, że pewnie chyba nic nie
będzie umiała robić.
Annę można nazwać pierwszą diakonisą
powstającego polskiego diakonatu w Dzięgielowie. Za nią wstępowały inne kandydatki
i rozpoczynały pracę, która pokrzywdzonym
przez los, była tak potrzebna. W trudnych warunkach nie załamała się, stąpała twardo po
ziemi, wiedziała czego oczekuje od niej Bóg
i jak najlepiej może spożytkować zdolności,
jakimi ją obdarzył. Nie zachwiała się nigdy,
może w cichej modlitwie, w swoim pokoiku,
zwracała się z wątpliwościami do Pana i prosiła o radę, o wzmocnienie i pomoc. Wiedziała
bowiem, że nie wolno jej na zewnątrz okazać
słabości. Latem wstawała o czwartej rano
i jeszcze przed modlitwą i śniadaniem doglądała gospodarstwa. Wydawała dyspozycje tym,
którzy zajmowali się uprawą ziemi i oporządzali bydło oraz tym, którzy opiekowali się
mieszkańcami. Znajdowała również czas, by
odwiedzać chorych we wsi, sama jeździła
bryczką z lekarstwami i duchową pociechą.
Praca była dla niej bardzo ważna, wiele wymagała od innych, ale przede wszystkim od siebie,
była niezmordowana. O wszystkich i wszystkim pamiętała. Na nią zwracali uwagę wszyscy
wrzesień 2012
jej podopieczni i do niej przychodzili ze swoimi
problemami. Ostatnia udawała się na spoczynek. Życie wymagało wtedy wiele wyrzeczeń
i ofiar. Z wdzięcznością wspominała chwile,
gdy w ostatnim nieraz momencie spieszyli
z pomocą miejscowi gospodarze, którzy przywozili płody rolne i drzewo na opał. Zakłady
trwały, mimo ogromnej, niewyobrażalnej, otaczającej zewsząd biedy.
Bez Bożej pomocy i hartu siostry przełożonej Anny Zakłady „Eben-Ezer” nie mogłyby
istnieć. Od początku była prawą ręką ich założyciela, na jej barkach spoczywał cały ciężar
dnia codziennego. Na niej wspierała się nie nie
tylko gospodarka, ale przede wszystkim starania o siostry i o kandydatki. Podlegające jej
siostry decydowały się na służbę Panu Bogu
i drugiemu człowiekowi, rezygnując z życia
osobistego. Jej trud był przeogromny, cierpliwie, wytrwale trwała na posterunku. Była
wielka w służbie miłości i zasłużyła sobie na
głęboki szacunek. Jej ogromny wysiłek został
doceniony również przez władze i otrzymała
25
wieœci wy¿szobramskie
srebrny krzyż zasługi. Krzyż odebrała na uroczystości w cieszyńskich koszarach, gdzie była
jedyną nagrodzoną kobietą.
Otrzymała również odznaczenie 58
Pułku Piechoty Wielkopolskiej Króla Bolesława Chrobrego, później przemianowanego na
4 pułk strzelców wielkopolskich, powszechnie
zwanych „czwartakami”. Nie wiemy jednak,
gdzie jej drogi skrzyżowały się z tym pułkiem
i dlaczego wyróżniono ją odznaką, którą rzadko otrzymywały osoby spoza pułku. Zawsze
służyła Bogu i Kościołowi. Jej religijność była
prostą i szczerą, oddała się bez reszty w służbę
Chrystusowi i swoją miłość do Niego wyrażała
miłością do bliźnich, do tych, których nikt nie
potrzebował i nie chciał. Wiara siostry przełożonej wytrzymywała najsurowszą próbę, jakiej
poddaje Bóg naszą wiarę: próbę miłości. Była
wierną służebnicą Pańską.
Po wojnie wróciła i zaangażowała się na
nowo w odtwarzanie gospodarstwa. Przywiozła również ze sobą pieniądze, które otrzymała
w spadku po siostrze, która nie miała dzieci.
Znów zostały tu wykorzystane. Miała do pomocy zarządcę, a nad wszystkim czuwał duszpasterz Diakonatu ksiądz Jan Fusek. Chcieli doprowadzić gospodarstwo do samowystarczalności,
sprawa wyżywienia podopiecznych w trudnych,
powojennych czasach, znowu znalazła się na
pierwszym planie. Formalnie była przełożoną
do 1946 r., kiedy powołano nowe kierownictwo
i nastąpiła reorganizacja Diakonatu. Oficjalnie
w stan spoczynku przeszła w 1951 r.
Mieszkańcy Dzięgielowa pamiętają uroczyste dożynki, organizowane przez siostry.
Do lat pięćdziesiątych, do czasu przejęcia
gospodarstwa przez Państwo, kontynuowano przedwojenną tradycję. Siostry piekły dla
uczestników chleb z własnego zboża, buchty,
kołocze i gotowały ziołowe herbaty, którymi,
po dziękczynnym nabożeństwie, częstowali
się wszyscy uczestnicy. Przed wojną gospodarze, przywozili do Diakonatu płody rolne, które pomagały podopiecznym przetrwać. Siostra
Anna czuwała nad stroną gospodarczą uroczystości. Była w tym niezastąpiona.
Starała się do końca być aktywna, m.in. po-
26
magała, wydając produkty z chłodni. Do końca
interesowały ją sprawy gospodarstwa, mieszkając w domu sióstr emerytek „Salem”, lubiła
rozmawiać o gospodarstwie z zatrudnionym w
zakładach ogrodnikiem i razem wypijali popołudniową kawę. Może była to jej jedyna słabość, a może jedyny sposób, by porozmawiać
o uprawach w ogrodzie, bo tylko ten miały
teraz siostry.
Starsza siostra bywała nazywana też gaździną, bo gospodarstwo, które w latach przedwojennych umożliwiało przetrwanie, prowadziła całe życie. W czasach strasznej biedy,
jej zdolności organizacyjne, operatywność,
absolutne oddanie sprawom gospodarstwa
i bliźnich, były bardzo potrzebne. Znalazła się
„na właściwym miejscu we właściwym czasie”.
Dobrze wykorzystała swój talent, poświęciła życie, służąc innym. Ostanie lata spędziła
w gronie sióstr – emerytek w nowo oddanym dla
nich budynku „Salem” . Była otoczona miłością,
szacunkiem i opieką. W starszym wieku miała
problemy zdrowotne, mówiono „z sercem”.
Pisząc o siostrze Annie trzeba przypomnieć, co powiedział o Niej ksiądz biskup
Andrzej Wantuła: Aż dziw ogarniał nas, którzy
z dalsza lub z bliska patrzyliśmy latami na
ten jej przeogromny trud, jak wiernie, cierpliwie, wytrwale, nieporuszenie niby dąb, trwała
na posterunku. Siostra przełożona Anna była
wielka w służbie miłości i zasłużyła sobie na
głęboki szacunek. Na początku lat pięćdziesiątych, kiedy jeszcze siostry prowadziły dom
dziecka, małe dzieci z siostrą Elżbietą przyszły
ze „Szczukówki” do Siostry Starszej i z okazji
urodzin zaśpiewały:
O żyj nam długo, żyj jak najdłużej,
A pamięć w sercach zostanie
Za pracę ciężką, trud poniesiony
Obficie zbierzesz należne plony.
Zmarła na udar mózgu 10 sierpnia 1972r.
Pogrzeb odbył się 13 sierpnia 1972 r. z kaplicy zakładowej na miejscowy cmentarz. Kazanie wygłosił ks. biskup Andrzej Wantuła,
a na cmentarzu aktualny duszpasterz Diakonatu ks. dr Alfred Jagucki. Siostry i miejscowy
chór żegnały ją śpiewem.
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Wydarzenie parafialne
Piknik parafialny
w Cieszynie
Jedną z wielu atrakcji, z których
można było skorzystać
w dzień Pamiątki Poświecenia kościoła Jezusowego, to smażenie
jajecznicy, która była
zarazem podsumowaniem niedzielnej uroczystości.
W
ogrodzie
parafialnym zebrała się
duża ilość zborowników, a co było ogromnym
zaskoczeniem,
ilość ta z minuty na
minutę zwiększała się.
Wiele osób podczas
niedzielnego spaceru
wstąpiło na Plac Kościelny, aby zobaczyć
interesujący program
lub skosztować wyśmienitej jajecznicy.
Przed uroczystościami niedzielnymi młodzież dojrzała
zajęła się przygotowaniem poczęstunku. Rąk
do pracy nie brakowało - panie zajęły się ni mogli pośpiewać regionalne pieśniczki,
„kuchnią”, a panowie grillem. Oprócz de- przy akompaniamencie gitary, na której
lektowania się smaczną jajecznicą zebra- grał ks. Sikora. Muzyka poderwała wszyst-
wrzesień 2012
27
wieœci wy¿szobramskie
kich do śpiewu i przyjemnego spędzania czasu. Dziękuję
Panu Bogu za ładną pogodę
i za wspaniale spędzony czas.
Uczestniczka
28
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
25-lecie Kościoła
w Marklowicach
Dwadzieścia pięć lat
temu, w ostatnią niedzielę
czerwca, odbyła się w Marklowicach uroczystość poświęcenia Kościoła. W tym
roku Rada Filiału postanowiła
uczcić ten jubileusz w szczególny sposób i zorganizować
z tej okazji Piknik Parafialny.
Uroczystsze nabożeństwo rozpoczęło się, tak jak
przed laty, o godzinie 10.00,
a liturgię odprawili: miejscowy proboszcz ks. Janusz Sikora oraz ks. radca Jan Gross,
który w latach 1973-1978 był
opiekunem Filiału w Marklowicach i tutaj przez 5 lat nauczał lekcji religii w miejscowym punkcie katechetycznym.
Ks. Jan Gross wygłosił też
jubileuszowe kazanie na tekst
hasła uroczystości pamiątki
ogłoszenia Konfesji Augsburskiej (25 VI 1530 r.) z Psalmu
119,46: „Przed królami mówić
będę o świadectwach Twoich
i nie będę się wstydził.”
W czasie nabożeństwa
wielokrotnie pięknie śpiewał
Chór Misyjny z Cieszyna, co
jest już dla naszych uroczystości tradycją.
Jednak przygotowania
do uroczystości i pikniku trwały już kilka dni wcześniej. Kościół i jego otoczenie zostały
posprzątane wspólnymi siłami
wrzesień 2012
29
wieœci wy¿szobramskie
parafian młodszych i starszych. Z uwagi
na południową porę, po nabożeństwie zaplanowaliśmy wiele atrakcji kulinarnych,
żeby każdy mógł znaleźć cos dla siebie –
był karczek z grilla, kiełbasa i kaszanka
z przepyszną kapustą, a na deser wspaniałe ciasta upieczone przez nasze parafianki.
Na parkingu przed kościołem zostały rozłożone dwa namioty, pod którymi znalazło
się dla wszystkich miejsce osłonięte od
słońca, które tego dnia szczególnie mocno
przypiekało. W czasie pikniku wystąpiły
dzieci ze szkółki niedzielnej, które popisały się pieśniami, których uczyły się na
szkółkach przez cały rok. Specjalnie dla
dzieci, pod wodzą dwóch klaunów, zostały
zorganizowane gry i zabawy oraz malowanie twarzy.
Jedną z najciekawszych atrak-
cji była prezentacja multimedialna historii kościoła w Marklowicach złożona
ze zdjęć udostępnionych przez parafian,
a przygotowana przez Dagmarę Borutę.
U wielu z nas zakręciła się łezka, kiedy zobaczyliśmy się na tych zdjęciach. Niektórzy nawet nie mogli się rozpoznać. Bardzo
dziękujemy Dagmarze za przygotowanie
wspaniałej pamiątki.
Chciałabym w imieniu Rady Filiału bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się i poświecili
swój czas na przygotowanie uroczystości.
A w przyszłym roku …
W przyszłym roku tradycyjnie
w ostatnią niedzielę czerwca zapraszamy
na uroczystość 26-lecia i na pyszne kołacze, które zwykle kojarzą się z pamiątką
poświęcenia kościoła w Marklowicach.
Gabriela Staszkiewicz
120-LECIE PAMIĄTKI POŚWIęCENIA
KOŚCIOŁA APOSTOŁÓW PIOTRA
I PAWŁA W ZAMARSKACH
W
słoneczny, niedzielny
poranek 24 czerwca br. o godz.
10.00
rozpoczęło się uroczyste
nabożeństwo
120-lecia Pamiątki
Poświęcenia
kościoła
Piotra
i Pawła w Zamarskach. Kwiatami
i serdecznym słowem przywitały
dzieci zaproszo-
30
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
nego z Ustronia ks. radcę Piotra Wowrego, przybyłego w asyście miejscowego
opiekuna ks. Grzegorza Brudnego. Słowo
kazalne gościnnie występującego proboszcza ustrońskiego nawiązywało do aktualnych świąt kalendarzowych - Pamiątki
Wyznania Augsburskiego oraz Dnia Apostołów Piotra i Pawła, których imię nosi
zamarski kościół. Został on poświęcony
wrzesień 2012
w roku 1892 - dopiero po 9 latach od jego
założenia w r. 1885. Bieżące nabożeństwo
prowadził ks. Grzegorz Brudny, a było
ono bogate w śpiewy. Ze swym programem wystąpił chór dziecięcy, prowadzony
przez ks. Grzegorza Brudnego, chór męski śpiewał pod kierownictwem Henryka
31
wieœci wy¿szobramskie
Kuczy, chórem mieszanym
Hażlach-Zamarski
dyrygowała Krystyna Pękała.
Swym występem znacznie
ubogacił nabożeństwo chór
z Ustronia pod dyrekcją
p. Krystyny Gibiec. W tym
wystąpieniu
usłyszeliśmy
m.in. „Pokój i radość", „Veni
Jesu", „Stój przy mnie". Po
uroczystości w salce zborowej goście zostali podjęci kawą i tradycyjnymi kołoczami,
wypieku zamarskich pań.
Rudolf Mizia
Święto w Krasnej
22 lipca filiał w Krasnej przeżywał swoje święto – 102 pamiątkę założenia i poświęcenia tamtejszej kaplicy.
Podczas nabożeństwa kazanie wygłosił
były opiekun filiału ks. Grzegorz Brudny. Upiększył je, podobnie jak w zeszłym
roku, zespół młodzieżowy Hosanna.
Pogoda dopisała, dlatego w kaplicy jak i przed nią na specjalnie przygotowanych miejscach zebrało się wielu para-
32
fian nie tylko z Krasnej.
Pamiątka założenia i poświęcenia kościoła czy kaplicy zawsze wiąże się
z odpowiednimi przygotowaniami do
święta. Parafianie zbierają się by przygotować swoją świątynię i otoczenie na tę
uroczystość. Nie inaczej było i w Krasnej.
Można nawet powiedzieć, że przygotowania do święta zakrojone były na szeroką
skalę. Kilka tygodni przed uroczystościa-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
mi pomalowano dach,
zrobiono
izolację
pionową kaplicy, i co
było najbardziej widoczne wymieniono
deptak prowadzący
do kaplicy, pokrywając go estetyczną kostką brukową.
Wymieniono także
ławki,
zasadzono
krzewy
ogrodowe.
Na wszystkich przybyłych te zmiany zrobiły wielkie wrażenie.
Oczywiście
prace te nie zrobiły się same. Do nich
swoją rękę przyłożyło wielu zborowników w Krasnej pod
przewodnictwem
pana Rudolfa Barabosza. On też użyczył
swojego sprzętu (wywrotka, koparka, itd.)
zorganizował po bardzo atrakcyjnej cenie
budulec, spędzał wiele godzin przy kaplicy,
wrzesień 2012
33
wieœci wy¿szobramskie
by wszystko na 22
lipca było gotowe.
Udało się! Efekt
pracy można było
już wtedy podziwiać. Co więcej
zapał do dalszego
odnowienia
kaplicy udzielił
się
wszystkim,
którzy wtedy pomagali. „Kto wie
- powiedział Pan
Barabosz - może
uda nam się pomalować kaplicę,
może wymienić
posadzkę, albo zainstalować ogrzewanie
kaplicy
w dalszej przyszłości”. Oby te
plany mogły się
ziścić!
ks. Grzegorz Brudny
34
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Ratujmy NASZE organy
III koncert w ramach akcji
RATUJMY ORGANY KOŚCIOŁA
JEZUSOWEGO
Trzeci koncert z cyklu „Ratujmy
Organy Kościoła Jezusowego” już dawno za nami, a mimo to ciągle jeszcze w
głowie brzmią nam dzwięki pochądzące z pięknych utworów Bacha, Haendla,
Mendelssohna czy Vivaldiego. Miło jest
zaszyć się gdzieś w kącie kościoła, zamknąć oczy i wsłuchiwać się w potężne
brzmienie naszych organów podziwiając
witruozerię zapraszanych raz w miesiącu
artystów.
Tym razem koncert odbył się
w niedzielę 15 lipca o godz.17 i skupił
sieęwokół dwóch młodych zdolnych
artystek: organistki Joanny Marciniak
i skrzypaczki Martyny Postrzednik.
Joanna Marciniak jest studentką
I roku studiów II stopnia Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu.
Uczy się w klasie organów prof. Elżbiety
Karolak (jej grę mogliśmy podziwiać w czasie koncertu inauguracyjnego w maju) oraz
as. Jarosława Tarnowskiego. Mimo młodego
wieku ma już na swoim
koncie wiele sukcesów.
wrzesień 2012
35
wieœci wy¿szobramskie
W 2004 roku otrzymała II nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie Dawnej
Polskiej Muzyki Organowej w Legnicy,
w 2007 roku I nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie dla Młodych Organistów
w Białymstoku, w 2009 roku Laur Młodego Organisty podczas konkursu organizowanego w ramach XXXII Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej
36
i Kameralnej w Giżycku, w 2010 roku wyróżnienie na II Akademickim Konkursie
Organowym „Romuald Sroczyński in memoriam” w Poznaniu, a w maju bieżącego roku wyróżnienie na I Ogólnopolskim
Konkursie Organowym w Katowicach. Od
października 2011 roku pani Joanna doskonali swój warsztat pracy w Musikhochschule Lübeck, gdzie przebywa w ramach
programu Erasmus, pobierając lekcje
u prof. Franza Danksangmüllera.
Martyna Postrzednik jest absolwentką Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnie im I.J. Paderewskiego w
Cieszynie w klasie skrzypiec prof. Hilarego Drozda. Obecnie pracuje jako
nauczyciel skrzypiec w przedszkolu
nr 40 w Krakowie. Jest też aktywnym
członkiem kapeli Zespołu Pieśni i Tańca „Słowianki” działającym przy Uniwersytecie Jagielońskim.
Program koncertu był bardzo
ciekawy i zróżnicowany pod wieloma
względami. Mogliśmy posłuchać utworów muzycznych różnych kompozytorów, przebiegając przez wiele epok
muzycznych i poznając
wiele stylów, a przy tym
podziwiać witruozerię
i wysoki poziom techniczny wykonawczyń.
Muzyka baroku obfitowała w utwory organowe, był to okres wielkiej popularności tego
instrumentu, do czego
przyczynili się działajacy w tym czasie wielcy
organiści i kompozytorzy.
Zacznijmy od
dwóch chyba największych: J.S Bacha, bez
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
którego utworów chyba nie mógły odbyć
się żadem koncert organowy, a także jego
wielkiego mistrza D. Buxtehude, od którego nieznany jeszcze światu młody Bach
czerpał natchnienie i inspiracje. W czasie
koncertu usłyszeliśmy Preludium i Fugę
Es-dur(BWV 552) z trzeciej części zbioru
zwanego Klavierübung, oraz skomponowany przez Buxstehudego chorał „Warownym grodem jest nasz Bóg” (BuxWV 184).
Rówieśnikiem Bacha, urodzonym w tym
samym 1685 roku był J.F. Haendel.Obok
znanego wszystkim „Alleluja” z oratorium
„Mesjasz”, to właśnie usłyszane „Largo”
z opery „Kserkses” kojarzone jest najczęściej z tym kompozytorem czego dowodem są liczne transkrypcje instrumentalne
tego utworu. Spośród wielu dzieł Haendla mieliśmy także okazję usłszeć Sonatę
nr 6. Listę przebojów muzyki barokowej
dopełnił jeszcze utwór Antonio Vivaldiego „Zima”cz. II Largo ze znanego dobrze
wszystkim cyklu „Cztery pory roku”.
Przyszła kolej na romantyczną
muzykę organową. Z tej epoki artystki za-
prezentowały nam trzy utwory. Pierwszy
z nich to Sonata F-moll Feliksa Mendelssohna-Bartholdiego, kolejnymi Chorał
h-moll i Panis Angelikus ( pierwotnie napisany na tenor chór i orkiestrę) oba autorstwa Cesara Francka.
Swoistą „perełką” koncertu była
piękna kompozycja, tym razem z dziedziny muzyki filmowej. Jej autor Ennio
Moriccone autor ścieżek dzwiękowych
do blisko 400 filmów uhonorowany został
w 2006 roku Oskarem za całokształt twórczości. „Obój Gabriela” z filmu „Misja”
usłyszeliśmy tym razem w transkrypcji na
skrzypce i organy.
Czas z piękną muzyką minął bardzo szybko. Prowadzący koncert ksiądz
Janusz Sikora zaprosił wszystkich na
kolejny, w którym wystąpią: organistka
z Poznania Katarzyna Brzozowska i Wyższobramski Chór Kameralny z Cieszyna
pod dyrekcją Piotra Sikory.
Wszystkich zainteresowanych akcją zapraszamy na stronę www.ratujmyorgany.pl
Grażyna Mrowiec
Parafia Ewangelicko-Augsburska w Cieszynie zaprasza na kolejny, piąty koncert z cyklu „Ratujmy organy kościoła Jezusowego”, który odbędzie się w niedzielę, 16 września 2012r.
o godz. 17:00 w kościele Jezusowym w Cieszynie.
W murach zabytkowej świątyni wystąpią tym razem
nauczyciele oraz uczniowie Państwowej Szkoły
Muzycznej I i II stopnia w Cieszynie im. Ignacego
Paderewskiego.
Po koncercie zbierane będą środki na rzecz kapitalnego remontu zabytkowych, 36-głosowych organów firmy Sauer z 1923 r.
Wspaniały instrument, którego barokowy prospekt oraz ponad 100
piszczałek zachowało się z poprzednich organów autorstwa Franza Horziczki z Frydku (1785r.), jest bardzo zniszczony m.in. przez
żerujące w nim kołatki. Więcej informacji o instrumencie oraz całej akcji na stronie www.ratujmyorgany.pl
Organizatorzy
Serdecznie zapraszamy!
wrzesień 2012
37
wieœci wy¿szobramskie
Kącik wspomnień
W bieżącym numerze dalszy ciąg wspomnień parafianki, która chce się podzielić
własnymi przeżyciami związanymi z kościołem Jezusowym - pisane gwarą.
Bronisława Uher
I Wojna światowa
Dzisio zaś bydzie ło wojnie, ale
to tej co yny stulatkowie jeszcze mogóm
pamjyntać. Już niewiela ludzi pamjynto
tóm II wojne światowóm, a co pamjyntajóm poradzóm młodym nie jedno powykłodać. Dobrze niech ludziska wiedzóm
jaki to nieszczyńści je wojna i by dziynkowali Pónbóczkowi za pokój.
Kiej żech była malućko to tesz
fórt posłóchałach jak ludzie łopowiadali
ło wojnie, tej pjyrszej. Nie myślicie se dzisio, że óna nie była straszno. Prowda, że
jeszcze nad głowami nie lotały samoloty
z bombami, ale ludzie cierpieli moc, bo
dlo nas ludzi każdo wojna to nieszczyńści.
Zaroski jak yny się zaczyno wojna, dosto-
38
wali chłopi powołani do wojska. Trzeba
było rukować do wojska austryjackigo
i iść się bić za cysorza. Naprzód brali
młodych, ale jak tych brakło, to każdego
chłopa kiery yny poradził unieść karabin,
a wojna trwała sztyry roki. Wojocy padali
i fórt wojska chybiało Austryjakóm, przeca chcieli wygrać tóm wojne.
Mojigo tate wziyni hnet już we
wrześniu narukować. W chałupie została
moja mama s mojóm siostrzyczkom, kiero miała dziepro jedyn roczek. Całe sztyry roki czakała we strachu, czy tata z tej
wojny wróci kiedy do chałupy. Wrócił, ale
całe sztyry roki wojował jako austryjacki
wojok na fróncie włoskim. Nikierzy, jak
jego brat Ludwik, wojować musieli na fróncie
ruskim i tam też zostoł.
I żodyn nie dowiedzioł
się kaj je jego grób. Wojna z Włochami toczyła
się w górach Alpach,
a właściwie to w najpiękniejszych Dolomitach. Tata zawdy łopowiadoł mi jaki to sóm
piekne góry. W t e d y
łotwiyroł jednóm szuflode w naszym kredensie,
wycióngoł stus kartek
z widokami wysokich
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
gór same skały, gołe bez lasów czyrwjyniły się pieknie we słońcu. Były tesz tam
zielóne doliny, winnice i chałupy. Miałach co łoglóndać. Ale w tej jego szufladzie chowoł se i insze pamjóntki z wojny.
W pudełku papyndeklowym łokróngłym
mioł patrony (naboje) roztomajtej wielkości, łobezdrzył i kłód pomalutku spatki
jako cosi ważnego, a mie powiadoł: każdy
śnich mioł go trefić i zabić. Wzión potym
jedyn co leżoł se w papiyrku. Tyn wyjón
mu doktor w lazarecie w Tryjestrze, kaj
jedyn roz leżoł trefiony w bok. Tak fórt
śmierć była blisko, a mój tata prawił, że
yny ło jedno fórt rzykoł i Pónbóczka pytoł,
by mu nie kozali we wojnie iść na bagnety. Nie musioł! Mioł tesz w tej szufladzie
medal strzybny za dzielność, a raczy jak
mówił, za ratowani, kiej spod obstrzału wynosił rannych, aji jakigosi łoficyra.
Leżała tam tesz okaryna: tako gliniónno
piszczołka na kierej grywajóm tamtejsi
gorole. Tata mi tesz kapke na ni zapiskoł,
ale czy umioł grać? Wojowani w takich
wysokich górach było trudne. Włosi siedzieli w okopach na jednej ścianie góry,
a naprzeciw nich na inszej Austryjocy,
a dzieliła ich ogrómno przepaść. Widzieli się dobrze i leko było ustrzelić jak się
yny kiery z okopów wychylił. Prawił tata,
że tak roz aji siedzieli dwa tydnie, bo fórt
była piekno pogoda, a w nocy miesiónczek
ich ośwjycoł i nie było jak się z tych okopów wychylić na śwjyży luft. Jedyn roz
w masywie gór Marmolata Włosi wysadzili dynamitym cały wyrszczek góry razym
z wojskym austryjackim. Ty okopy tam zostały w tych skałach i dzisio każdy może se
jich łobezdrzić, yny pjyrwej trzeba się tam
wdropać, tak jak kiesi dropali się wojocy
i mój ojciec. Ganc inaczy ło tej wojnie spóminała moja mama. Została sama z małym
dzieckym i ło wszystko musiała sama za-
wrzesień 2012
dbać. Była straszno biyda. Po dziedzinach
do wojska pozbjyrali chłopów. Kiery mioł
orać, sioć na polach? Co kaj był dobry
kóń tesz się we wojne Austryjokóm przydoł. Konfiskowali aji łobili, słóme, siano
i kaj yny co, bo im we wojne wszystko się
przydało. Musieli baji wszyscy łoddować
moźdźyrze z mosióndzu, za kiere dostowali żeleźne. Móm dóma taki żelźny na
pamióntke, mama dycki spóminała wiela
wystoła głodu. Wczas rano stowała i czakała u piekorza na chlyb na kartki, a taki
jeszcze ciepły musiała hónym zawinóć do
szatki, by się ji zaroz nie rosypoł. Dziwne
to było, był czorny, a prawili, że to z kukurzycy. Cosi musi człowiek jeść, a tu nie
było bardzo co. Nie yny ludziom ta wojna
dała się we znaki. Austryjacy pozbierali
nóm z kościoła nasze zwóny i przerobili
na armaty. Jakby jeszcze tego było mało,
to jedyn roz wkludzili się wojocy do naszego kościoła. Wojsko austryjacki zbezcześciło nóm nasz kościół. Wjeżdżali se
tam z kóniami, pełno słómy na kierej mieli
legowiska. Snoci rómbali i polili se w kościele ognisko. Dziynki Bogu nie trwało
to długo. Ludzie tak wrzeszczeli, przezywali, pisali skargi kaj yny się dało, że roz
musieli popuścić i się wyniyść z naszego
kościoła. Kiej zaś kościół został wyskludzany, oczyszczóny, a ksióndz pośwjyncił nazod nasz ołtórz, ambonę, organy, to
dziepro odbyło się nabożyństwo. Wszyscy
byli zaś w swojim kościele i mógli rzykać
i pytać Pónbóczka, by wojna się skóńczyła i by żodyn już nie ginół na wojnie,
a chłopy wrócili do dziecek i żón zdrowi
i cali. Nie wjym wiela naszych zborowników zginyło. Na cmyntarzu w Hażlachu
stoji krzyż i sóm tam nazwiska ze 20 poległych w I wojnie światowej. Szukałach
tam mojigo ujca Ludwika Krzymiynia, ale
tam sóm yny Hażlaszanie, a on mieszkoł
39
wieœci wy¿szobramskie
na Samlowcu i patrzył pod Dymbowiec. tak dłógo możymy se żyć w pokoju, że ni
Czy tam je kaj zapisany? W Cieszynie ma wojny, żeby ji jusz nigdy nie było!!!
na centralnym kierchowie je cało parcela W czasie I wojny światowej w Pawydzielóno z grobami wojoków z I wojny rafii Cieszyńskiej był ks. Jerzy Kubaczka.
światowej. Majóm tak krzyże.
Bronisława Uher
Podziynkujmy Pónbóczkowi, że
Inne wydarzenia
Z Dzięgielowa:
Miłość, która nie
Tydzień Ewangelizacyjny lipiec 2012
Dla wielu jest najważniejszą wartością w życiu, inni stawiają ją na równi
ze zdrowiem, a jeszcze inni twierdzą, że
bez niej ich życie byłoby puste i smutne.
Wspólnym mianownikiem powyższych
stwierdzeń jest miłość. To właśnie na jej
temat rozważaliśmy na 63 już Tygodniu
Ewangelizacyjnym w Dzięgielowie, pod
40
ustaje
hasłem „Tu chodzi o miłość”.
Każdy uczestnik mógł znaleźć coś
dla siebie w ciągu tego niezwykłego Tygodnia, ponieważ program był dość rozbudowany i interesujący. Dla amatorów muzyki
poranne, popołudniowe śpiewy i wieczorne koncerty z przesłaniem, coś dla duszy
czyli seminaria, wykłady, spotkania ewangelizacyjne, ale też
i dla ciała: śniadania,
obiady, kolacje, ciasta etc.. Najważniejsze jednak jest to, że
każdy uczestnik mógł
usystematyzować, ale
przede wszystkim pogłębić, swoją wiedzę
na tematy duchowe.
Była mowa o przebaczeniu, tolerancji, ale
również wiele można
było się dowiedzieć
o
zaangażowaniu
w Bożą misję – o tym
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
jak i do czego Bóg człowieka powołuje oraz
uczestniczyć w cyklu
pięciodniowego seminarium pt, „Pięć historii
o ludziach”, w którym
to Aleksander Macha
przybliżał nam opowieści o ludziach ze Starego
Testamentu. Znalazły się
też seminaria mówiące o życiu codziennym
z Bogiem i relacjach w
rodzinie, np. „W hipermarkecie życia, czyli
chrześcijanie na zakupach”, „Jak oni słuchają”. Pewne jest, że każdy mógł znaleźć coś dla
siebie.
Najważniejszym punktem programu były spotkania
ewangelizacyjne, które
w tym roku poprowadziła Doris Schulte, kanadyjska wykładowczyni
i ewangelistka, mieszkająca w Niemczech.
W swych wystąpieniach dotykała różnych tematów, m.in. co zrobić, gdy straciło się niemal wszystko,
jak możemy dokonywać wielkich rzeczy oraz w czym
tkwi istota rodziny i jak się ona przejawia. Mimo że jednoznacznie nie we wszystkich tytułach tematów padło
słowo miłość, to większość wniosków z wykładów do
niej się sprowadzała. Miłość, która stanowi istotę naszego człowieczeństwa, dzięki niej rozwijamy nasze pasje
– np. rysujemy, bo to kochamy, lubimy, absorbuje to naszą uwagę. Gdy przeżywamy kryzys, zawsze możemy
zwrócić się do Boga, który nas przecież kocha, który to
ze swojej miłości daje nam te rzeczy, i wreszcie, który
ze swojej wielkiej miłości do człowieka zmarł za jego
grzechy.
wrzesień 2012
41
wieœci wy¿szobramskie
Czy dzisiaj zdajemy sobie z tego go, nie byłoby nas. To Bóg jest tą miłością,
jeszcze sprawę? Albo jak często dociera to pierwotną, niezmienną, nieustającą.
do nas?
„Miłość nigdy nie ustaje” 1 Kor 13,8a
Jak często dociera do nas to, że
miłość jest wartością pierwotną samą w sobie? Bez niej dzisiaj by nie było niczeTekst i foto: Marcela Piekar
Z cierlicka:
80 lat od tragedii lotniczej na Kościelisku Cierlicko Dolne
Od lewej: inżynier pilot Stanisław Wigura i kapitan pilot
Franciszek Żwirko
Zbliża się dzień 11 września 2012r.,
80 lat od tragedii lotniczej w roku 1932,
w której zginęli zasłużeni lotnicy - kpt.
Franciszek Żwirko i inż. Stanisław Wigura,
zwycięzcy międzynarodowych zawodów
lotniczych na samolotach sportowych - III
Challenge w Berlinie.
Autor wspomnienia, od wielu lat
42
związany jest z lotnictwem, czuje się
zobowiązany do przypomnienia Czytelnikom Wieści Wyższobramskich w kilku
punktach historię zwycięstw oraz ostatnią lotniczą drogę obu pilotów.
Rajd dookoła Europy - w ramach
Challenge 1932.
Wyścig dookoła Europy, na trasie o długości ok.7500 km, przebiegał
przez następujące miasta: Berlin (lotnisko Staaken), Warszawa – Praga, Wiedeń
– Rzym, Torino – Lyon, Stuttgart, Paryż,
Rotterdam, Hamburg, Göteborg, Kopenhaga, Hamburg, Berlin. Cały wyścig
trwał ok. jednego tygodnia. Z obliczeń
komisji technicznej wynikało, że polska
załoga uzyskała w tym rajdzie pierwsze
miejsce. Drugie i trzecie miejsce uzyskały załogi niemieckie.
Wyścig przy minimalnej prędkości lotu został również wygrany przez
polską załogę na RWD-6. Samolot uzyskał minimalną prędkość na wyznaczonej trasie równą: 57 km/godz.
Wyścig przy maksymalnej prędkości lotu przebiegał na trasie: Berlin,
Frankfurt/Odrą, Berlin. Komisja wyścigu ogłasza ponownie zwycięstwo polskiej załogi. Drugie i trzecie miejsce
uzyskują załogi niemieckie.
Gwoli ścisłości historycznej podam do-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Samolot sportowy RWD-6 Challenge 1932
Katastrofa lotnicza
15 kwietnia 1933 roku ukazał się specjalny znaczek pocztowy poświęcony pamięci
zwyciężców Challengeu 1932 rok
wrzesień 2012
kładne daty III Challage:
12.
sierpnia
1932 - początek zawodów
międzynarodowych, Berlin Staaken,
28.
sierpnia
1932 - zakończenie zawodów.
Tragiczny dzień: niedziela, 11 września
1932 roku, Cierlicko
Dolne
Dokładnie
dwa tygodnie po zawodach w Berlinie
dochodzi do tragedii
w Cierlicku.
11. września
1932 r. czeskie lotnictwo organizowało w
Pradze Święto Lotnictwa, na które zaprosiło
obu zwycięzców z Berlina wraz z osobami towarzyszącymi. Mieli
polecieć w sobotę, 10
września, z Warszawy
przez Kraków, Brno
do Pragi. Żwirko, zmęczony po berlińskich
zawodach,
zdecydował nagle: „Lecę jutro,
w niedzielę, oczywiście z Wigurą, bezpośrednio z Krakowa do
Pragi; zdążymy jeszcze na popołudniowe
uroczystości!"
Polecieli więc we dwóch,
w niedzielę wczesnym
rankiem, w kierunku
na zachód, w głąb Bra-
43
wieœci wy¿szobramskie
my Morawskiej, do Pragi. Inni lotnicy polecieli już w sobotę, jak wcześniej uzgodniono.
Urywki z artykułów w powojennej prasie zaolziańskiej, gdzie podano
szczegóły całego dramatu:
„…Była godzina 8.30, w kościółku na Kościelcu odprawiano właśnie
nabożeństwo. Już wcześnie rano stacja
meteorologiczna informowała, że od zachodu zbliża się huragan… Spadł deszcz,
uderzyła gwałtowna wichura, lekki samolot podrzucany wiatrem szukał miejsca
do lądowania… Lotnicy zawracają, nie
znajdują żadnego lądowiska, bo kraj gęsto
zaludniony, pełno zabudowań, dróg i prze-
Z iranu:
wodów wysokiego napięcia…
Pod naporem wichury odpada
nagle lewe skrzydło RWD-6, milknie silnik, sypią się drzazgi... maszyna koziołkując pikuje ostro w dół, ścina dwa wysokie
świerki i uderza w ziemię na skraju lasu…”
Obaj piloci giną na miejscu. Wigura został
wyrzucony z kabiny, Żwirko został odnaleziony oparty o drzewo, w pokrwawionej
bluzie lotnika. Wczesnym dopołudniem
tragiczna wiadomość dotarła do Warszawy
i Pragi.
Polska ekipa, na znak żałoby, wycofała się z udziału w popołudniowych
uroczystościach.
Tadeusz Sikora
Be omide didar
Koniec
ramadanu
w państwach islamskich kończy się zwykle szumnie obchodzonymi uroczystościami religijnymi i państwowymi. Są dni
wolne od pracy i wszyscy po
wielu dniach postu i wyrzeczeń
siadają do biesiad i rodzinnych
spotkań. Tłumnie wyjeżdżają
w góry , czy nad Morze Kaspijskie, bliziuto położone od
Teheranu. Kogo stać finansowo,
jedzie do Dubaju lub odwiedza
krewnych zamieszkałych w Europie, Stanach Zjednoczonych
czy Kanadzie, którzy wyemigrowali po 1979 roku. Liczne
rodziny z tych państw przyjeżdżają wtedy również do Iranu.
Niestraszna jest im zagmatwana sytuacja polityczna
i strach przed konfliktem wojennym. Coraz bardziej ostre wystąpienia władz Iranu przeciw-
Radość z wakacji nad Morzem Kaspijskim
44
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
ko kategorycznym i dotkliwym sankcjom
państw zachodnich, domagającym się
zaprzestania programu nuklearnego, przy
zapowiedziach Irańczyków, że absolutnie
się nie ugną groźbom i sankcjom, zdają się
prowadzić do nieuniknionego konfliktu
zbrojnego.
Izraelczycy policzyli już dni trwania
ewentualnej wojny, koszt tych działań,
a nawet przewidzieli wielkość ofiar, które
niewątpliwie będą efektem tych działań.
Nas napawa zgrozą ton tych wystapień,
kalkulacji i prawie niezauważalny brak liczenia się z przeciętnymi ludźmi, czy to
w wymiarze państwowym ze swoimi obywatelami.
Historia Izraela i Iranu /Persji/, ich
wielowiekowe trwanie, przywiązanie do
tradycji , idei wolności, honoru i poczucia godności, powinny obronić się przed
zakusami i dążeniami wąskiej grupy nadmiernie i niezasadnie ambitnych, a może
nawet nierozważnych ludzi, pchających
swe narody i świat do konfrontacji w imię
domniemanego zagrożenia państwowości
i tożsamości religijnej, jakby mimochodem zapominając o podłożu ekonomicznym, mocarstwowości i tzw. strefie wpływów.
Odwieczna prawda, wynikająca z maksymy, iż historia jest nauczycielką życia,
powinna w końcu zatriumfować w umysłach decydentów i przywódców. Przecież
w dalszym ciągu w jednym narodzie żywa
jest pamięć o unicestwionych milionach
istnień ludzkich, rodzicach, braciach, siostrach, krewnych i znajomych, którzy
stali się ofiarami nieludzkiej ideologii
i bezwzględnych jej realizatorów. Dlatego
tak dobrze rozumieją następcy, poprzez
pamięć Holocaustu, jakie zagrożenia niosą obłędne ideologie i ambicje polityków,
i wojskowych.
Tak samo Irańczycy dobrze pamiętają konsekwencje swojej wojny z Irakiem
/1980 -1988/. Zmagania wojenne pochłonęły milion ofiar i przyniosły, do dzisiaj
leczących się w domach opieki i sanatoriach ,prawie 100 tysięcy pacjentów. Rozmawiałem z weteranami wojennymi, którzy obecnie mają 42-45 lat, a na wojnę szli
jako kilkunastoletni chłopcy. (Wspomniałem o nich opisując cmentarze Teheranu).
Wiara każdego człowieka zawsze immanentnie jest związana z nadzieją. Dlatego patrzmy ufnie na rozwój sytuacji na
Bliskim Wschodzie, licząc jednak na rozsądek możnych tego świata, bo przecież
zdajemy sobie sprawę, iż w ich dłoniach,
a przede wszystkim Boga, splatają się nasze losy.
Janek Schylla
ŚWIĘTO ŻNIW
Błogosławiło niebo ziemi,
Sercem Ci zatem dziękujemy,
zwieźliśmy z pola kłosy zbóż,
Ochraniasz, żywisz, strzeżesz nas;
więc Panu chwały pieśń nucimy,
corocznie z łaski Twej żyjemy,
że zsyłał słońce strzegł od burz.
czy szczęście lśni, czy grozy czas.
Opustoszałe leży pole,
Przyjmij więc Panie, dziękczynienie,
po pracy spocznie nasza dłoń;
i nadal zsyłaj chleb i krzyż,
w ołtarzu wiszą kłosów zwoje,
zaświeci słońce, przyjdą cienie,
swą twarz, o Panie, ku nam skłoń. Ty wiedź nas naprzód, podnoś wzwyż.
wrzesień 2012
45
wieœci wy¿szobramskie
Z Jawornika:
Rekolekcje Jawornickie
W dniach 20-25 sierpnia 2012r.
w ewangelickim ośrodku w Wiśle-Jaworniku odbyło się Ekumeniczne Spotkanie
Wspólnot Diakonackich i Zakonnych
Christophorus. 35 osób z Niemiec, Anglii,
Austrii, Szwajcarii, Litwy i Polski – przyjechało na zaproszenie Diakonatu „Eben-Ezer” z Dzięgielowa. Pod hasłem nadziei
w wielorakich odsłonach konferencja miała charakter rekolekcyjny; prócz pracy
z Biblią, codziennych nabożeństw z Komunią Świętą, wykłady wygłosili: ks.prof.
Marek Jerzy Uglorz – na temat: Wezwanie Chrystusa jako źródła naszej nadziei;
o. Andrzej Konopka, dominikanin – Nadzieja zagrożona i umacnianie nadziei;
o. Albert Groiss OSB z Austrii – Nasze
świadectwo nadziei w świecie. Multimedialną prezentację historii „Eben-Ezer”
i jego współczesne działania i perspektywy przedstawił ks. Emil Gajdacz, wieloletni duszpasterz Diakonatu i dyrektor
Ewangelickiego Domu Opieki „Emaus”.
Uczestnicy spotkania w jednym, wolnym
od zajęć dniu, mieli sposobność zwiedzenia w Cieszynie
kościoła Jezusowego i Rotundy
– kaplicy św. Mikołaja; cieszyli
się
wspólnotą
z
diakonisami
w Domu Sióstr
„Eben-Ezer”
w
Dzięgielowie, zapoznali
się z funkcjonowaniem tamtejszych
domów
opieki;
podziwiali z okien au-
46
tobusu urodę Beskidu Śląskiego (z dłuższą
chwilą przerwy na spotkanie z folklorem
Istebnej i Koniakowa). Ekumeniczną
wspólnotę swą obecnością zaszczycili biskupi obu wyznań Diecezji Cieszyńskiej
i Bielsko-Żywieckiej: ks.bp. Paweł Anweiler i ks.bp. Tadeusz Rakoczy.
W Jawornickim spotkaniu Kościół
Ewangelicki reprezentowali: s. Ewa Cieślar, Przełożona Diakonatu „Eben-Ezer”,
jego duszpasterz i proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsbuskiej w Dzięgielowie,
ks. Marek Londzin oraz diakon Aleksandra
Błahut-Kowalczyk, która została zaproszona do pracy w ścisłym komitecie organizacyjnym Christophorus przygotowującym kolejne spotkania. Ideą przewodnią
działającej od 1975r. sieci ekumenicznej
jest budowanie mostów we wspólnotach
konsekrowanych na płaszczyznach wyznaniowej i narodowej. Następne spotkanie jest planowane na 2015 rok w Huysburgu w Niemczech.
Odwiedź naszą stronę:
Aleksandra Błahut-Kowalczyk
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Zza granicy
Śladami Parafii „potolerancyjnych na Morawach i w Czechach
Jan Kliber
Szanowni Czytelnicy!
Przed wakacjami został obiecany
przez autora nowy cykl, autor zbyt dobrze
szanuje Czytelników Wieści, by nie puszczać słów na wiatr! Z tego też powodu
w czasie wakacji zostało opracowanych
kilka odcinków (pozostałe w planach). Autor pragnie kontynuować temat rozpoczęty
w 2008 roku, kiedy w Informatorze Parafialnym 4,5,6/2008 było zaprezentowanych
6 parafii na Morawskim Wałasku: Vsetin, Jasenná, Ratiboř, Hoštálkova, Pržno
i Hodslavice, Suchdol n. Odrą (Morawy
Płn.) i Holczowice (Śl. Opawski) – pochodzących z czasów po Patencie Tolerancyjnym w 1781 r., które pierwotnie były luterańskie, graniczących niemal ze Śląskiem
Cieszyńskim. W tym miejscu chciałbym
sprostować pewne zdanie, które padło w 4
nr/2008 str. 40: otóż zostało napisane, że
na Wałasku powstało 12 wielkich zborów,
z tego 2 w miastach, we Vsetińe i Vizovicach. Otóż jeżeli chodzi o to drugie miasto, zostałem wprowadzony w błąd, o czym
dowiedziałem się po czasie, Vizovicach
nie powstał po Patencie zbór, ale w niedalekich Zadveřicach, które są wsią, bliską
Vizovicom. O tym zborze będzie w naszym
cyklu. Autor pragnie zaprezentować pozostałe augsburskie zbory potolerancyjne
na Morawach i w Czechach, których nie
jest zbyt wiele. Jedne źródła podają, że
wrzesień 2012
było 19 zborów
augsburskich,
a 54 helweckich,
nas interesują te
pierwsze. Wg innych źródeł – augsburskich
zborów (łącznie z Zaolziem i Opawskiem),
było ok. 26, jeszcze inne podają liczbę 27
oraz jeszcze gdzie indziej można doliczyć
się także 38 zborów. 12 z nich zostało zaprezentowanych, w tym 4 (Zaolzie) także
na łamach Gazety Ewangelickiej. Różne
liczby wynikają z tego, że różnie pojmowane jest przypisywanie poszczególnych
zborów tolerancyjnych do jednej czy drugiej konfesji. Dla jednych liczy się stan
co najmniej z XIX wieku i zapominają
o początkach zborów – zakłamując niejako historię – stąd liczba 19, dla innych
liczy się pierwotny stan zboru – stąd liczba
38, a i ta nie jest ostateczną. Swą podróż
rozpoczniemy na Morawach, na Wałasku
– stamtąd przemieszczać się będziemy na
południowe Morawy, z Moraw trafimy
na Vysočine graniczącą z południowymi Morawami, potem Wschodnich Czech,
a stamtąd do Środkowych Czech. Taki jest
plan. Zainteresowanie tymi zborami jest
naturalne, skoro zostały opracowane krótkie notki parafii na Słowacji w większości
47
wieœci wy¿szobramskie
potolerancyjnych, wcześniej parafii Diecezji Cieszyńskiej i wszystkich parafii na
Zaolziu oraz Śląsku Opawskim, kolej przyszła na Morawy i Czechy. Coraz więcej
wyjeżdżamy lub przejeżdżamy przez Morawy i Czechy, ale nie zawsze mamy świado-
mość i wiedzę, że mijany kościół jest lub
był ewangelicki, o czym nie informują nas
przewodnicy, lansując namiętnie kościoły
katolickie i miejsca pielgrzymkowe. Życzę
zatem miłych wrażeń w tej wspólnej podróży.
Autor
Wstęp
Dzieje prezentowanych zborów
układały się różnie, większość zborów na
Morawach po kilku latach istnienia porzuciła wyznanie augsburskie, przechodząc
na helweckie, pozostały jednak domy modlitwy, potem kościoły. Stało się tak dlatego, ponieważ ludność Czech i Moraw była
bardziej przywiązana do tradycji husyckiej, a potem do Jednoty Braterskiej. Patent Tolerancyjny umożliwiał
legalizację tylko dwu konfesji: augsburskiej i helweckiej. Pierwotnie łatwiej było
sprowadzić duchownego ze Słowacji, a ci
byli luteranami, dlatego zbory początkowo prowadzone były w duchu luterskim,
do czasu kiedy dowiedziano się o możliwości przejścia na wyznanie helweckie.
Wówczas sprowadzano duchownego, zazwyczaj Węgra. Tak było przeważnie na
Morawach. Tam gdzie wyznanie luterańskie zbór pielęgnował do zakończenia I,
a nawet II wojny – gdzie niegdzie pozostało oryginalne wyposażenie kościoła tj. ołtarze. Niestety w latach 60-tych nastąpiła
tendencja likwidacji tradycyjnych ołtarzy
i zastępowania ich prostymi stołami. Dlatego wnętrza kościołów straciły na swej
oryginalności i stylu. Ale i tak warto je
zwiedzić, czy przynajmniej o nich usłyszeć.
Parafia w Velke (Hrube) Lhote
Velka (Hruba)
Lhota należała do Państwa Międzyrzeckiego.
W czasach husyckich
jego właścicielem był
zwolennik Husa – Lacek z Kravař, w 1548
roku Państwo Międzyrzeckie stało się majątkiem Rodu Żerotinów
pod których wpływem
– ewangelicyzm przyjęła większość ludności,
tak iż na przełomie XVI
i XVII w. tutejsi mieszkańcy byli luteranami. 48
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
W tym czasie w sąsiednich
miejscowościach:
Krasno n. Bečvą i Rożnov
istniały zbory braterskie,
a w dalszych miejscowościach - Zašova, Střitež,
Veseli żyli także członkowie tejże Jednoty.
Początkiem
XVIII wieku nasiliła się
„akcja misyjna”, kiedy to
zmalała ilość ewangelików, a powiększała się
liczba
„nawróconych”,
ale i tak w dolinie Bećvy
żyło 500 niekatolików. W
1777 roku na morawskim
Wałasku z inspiracji jezuitów ogłoszono „fałszywy” Patent Tolerancyjny,
po ogłoszeniu którego
ujawniło się wiele tajnych
ewangelików
różnych
konfesji, przeciwko którym rozpoczęto represje.
W konsekwencji czego
po ogłoszeniu Patentu
Tolerancyjnego cesarza
Józefa II – 13 X 1781 r.
zgłaszało się z opieszałością mniej ewangelików
niż poprzednio, w obawie czy to nie
kolejny fortel jezuitów!
Po wydaniu Patentu Tolerancyjnego, na zamku w Krasńe (dziś
część Wałaskiego Międzyrzecza) zasiadała komisja w dniach 4-16 maja
1782 r., przed którą z rejonu przyszłego zboru w Velke Lhote zgłosiło się
770 ewangelików: Z Malé Bystřice
- 269, ze Stříteže - 168, z Hrubé Lhoty - 127, z Valašské Bystřice - 48, z
Křivého - 34, z Oznice - 33, z Dolní
wrzesień 2012
49
wieœci wy¿szobramskie
Bečvy - 25, z Tylovic - 22, z Hážovic – 12,
z Vidče - 10, ze Zašové - 7, z Jarcové - 6,
z Malé Lhoty - 5, a z Brňova i Solánce – 2.
Pierwszym pastorem zboru został Ferdynand Szeleczény – wysłany na Wałasko
ze Słowacji; nie tak jak inni luterańscy
księża - przez Superintendenta z Modrej,
a przez Superintendenta z Banskiej Štavnicy Jana Čerňanskiego. Stało się tak za sprawą 2 wysłanników do Banskiej Štavnicy –
Jana Stodůlky ze Stříteže i Pavla Šrámka
z Malé Bystřice. Swoją służbę rozpoczął
w sierpniu 1782 roku, mieszkał wpierw
w prywatnej chałupie u Jiřího Fabiána pod
nr. 29, a potem 40, później pastor zamieszkał w wynajętym mieszkaniu w Střitežu.
W gospodarstwie tego rolnika w Velke
Lhote, w stodole odprawiano pierwotnie nabożeństwa do czasu wybudowania
drewnianego domu modlitwy. O miejsce
wybudowania domu modlitwy toczył się
spór pomiędzy Střítežem a Malou Bystřicí,
w końcu spór rozsądziły urzędy i wyznaczyły miejsce pod budowę w Velke Lhote.
Pierwotnie w Velke Lhote miał powstać
50
kościół murowany (pozostały plany w archiwum), lecz ze względu na wielkie koszty musiano zadowolić się drewnianym domem modlitwy, kamień węgielny pod dom
modlitwy położono 29 czerwca 1782 roku,
a poświęcenie odbyło się 29 czerwca 1783
roku. Budowa pochłonęła wszystkie dostępne środki. Plebania drewniana została
zbudowana w 1786 roku.
W jakiej tradycji wcześniej żyli
mieszkańcy tych miejscowości – świadczą konflikty z ich pierwszym pastorem
na tle pojmowania zakresu kompetencji
duchownego w zborze: Pastor Szeleczény
przyniósł z sobą specyficzne – iście górno-węgierskie instytucjonalne pojmowanie „Urzędu” pastorskiego: zastrzegał
sobie prawo decydowania o wszystkim
oraz o wykorzystaniu swego wolnego
czasu, prowadził (jak na tamte warunki) dość „luksusowy” tryb życia. Mając
świadomość tradycji braterskiej w zborze
– próbował wpłynąć na zmianę orientacji
teologicznej zborowników. W Kościołach wywodzących się z czeskiej reformacji, zbory o tradycji braterskiej w tym i
zbór w Velke Lhote do niedawna działały
w „podziemiu” organizując się „oddolnie”,
teraz chciały zachować możliwość współdecydowania o zasadniczych sprawach
wewnętrznego i zewnętrznego życia zborowego. Zbór wymagał pełnej dyspozycyjności od pastora. Jako cenne dziedzictwo z czasów przedtolerancyjnych zbór
zachował osobliwe przejawy pobożności
takie jak: zgromadzenia w domu modlitwy
(poza ramami nabożeństw odprawianych
przez pastora) ze śpiewem z kancjonału
braterskiego, czytanie z Postylli Kapitona
(„bohoutki”). Luterański pastor jednak nie
akceptował starej literatury braterskiej ani
przejawów pobożności i życia zborowego.
W podobnych sytuacjach były 4 możliwo-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
ści: a) przyjęcie wyznania luterańskiego
przez zbór, b) przyjęcie wyznania helweckiego przez duchownego luterańskiego,
c) przejście do innego zboru, d) powrót
na rodzinną Słowację (Górne Węgry),
wszystkie te możliwości miały zastosowanie w różnych zborach (o których będzie
w następnych odcinkach). 4 marca 1784
roku zbór zmienił wyznanie na helweckie,
a jego duszpasterz wybrał możliwość „c”
i w sierpniu tego roku odszedł do augsburskiego zboru w Błędowicach Dolnych na
Śląsku Cieszyńskim. Do czasu przybycia
reformowanego pastora nabożeństwa odprawiał nauczyciel Jan Obernauer. W 1785
roku pastorem reformowanym w Velke
Lhote zostaje Štĕpán Csétsi Nagy, aby
zdyscyplinować zborowników wydawał
nieraz kuriozalne zarządzenia np. „Tego
którego kościelny dostrzeże drzemać
w świętym zborze, winien go za rękę przyprowadzić i postawić przed kazalnicę”.
W 1786 roku zbudowano drewnianą plebanię, a dom modlitwy w latach 1786-88
uzyskał swój obecny wygląd. Trzecim
pastorem został również pochodzący
z Węgier Michael Vámossy. Pierwszym kaznodzieją wywodzącym się z kręgów czeskiej reformacji był szósty z kolei pastor
Josef Geržu w 1820 roku. W czasie jego
działalności nie omijały ewangelików represje: w 1826 roku urządzono rewizje u 3
co znamienitych zborowników i zarekwirowano im modlitewniki i inne książki religijne, sam pastor w grudniu 1837 roku był
aresztowany i zakuty do kajdan i w dyby,
za to że pozwolił na cmentarzu na śpiew na
pogrzebie. W 1848 roku zbudowano murowaną plebanię, przy wydatnej pomocy Funduszu Gustawa Adolfa. Do zboru w Velke
Lhote należała Mała Bystřice i Střitež, gdzie
od lat 60-tych XIX w. - do dziś przechowywane są wszystkie dokumenty archiwal-
wrzesień 2012
ne zboru ligockiego od jego powstania w
1782 r. Od swego początku siedzibą zboru
była Velka Lhota, aż w roku 1866, kiedy
to uchwalono budowę kościoła i plebanii
w Střitežu, a z chwilą ich wybudowania
(kam. węg. 29.06.1868, pośw. 29.06.1876)
przeniesiono siedzibę tamże. Stan taki nie
odpowiadał jednak ligocanom i wkrótce
potem utworzyli ponownie zbór własny –
reerygowany 18 listopada 1872 roku.
Z zamierzchłych czasów przetrwały jeszcze do niedawna nast. obyczaje:
a) Pogrzebowy – Porządek pogrzebu przewiduje funkcję śpiewaka, a trumna nie była
wnoszona do kościoła, gdzie odprawiane
jest nabożeństwo, a pozostawała w krużganku b) Modlitwa - Do roku 1934 zbór
klęczał w czasie modlitwy. c) Wieczerza
Pańska – Zgłoszenia do WP w formie zapisu po nabożeństwie, przez 3 kolejne niedziele przed planowanym przystąpieniem
do Wieczerzy Pańskiej.
Drewniany dom modlitwy w Velke Lhote pozostał do dziś, takim jakim
go zbudowano w 1786 roku. Nie posiada dzwonnicy, jego okna są umieszczone wysoko, z dwu stron obiegają go na
zewnątrz ganki. Podobny wygląd miały
inne drewniane domy modlitwy o których
będzie mowa. Wnętrze obiegają dookoła
jednopiętrowe empory, wejście było od
cmentarza, dziś główne wejście jest od
drogi na dłuższej ścianie, naprzeciw wejścia umieszczona centralnie jest kazalnica,
a na środku okrągły stół z biblią. Pobielone ściany z niebieskawo-szarymi ławkami
i sączącym się światłem przez malutkie
okna, sprawiają że panuje tutaj doskonała
harmonia światła i kolorów, sentencje biblijne na ścianach i suficie, zapach starego drewna i niesamowity spokój sprawiają, że można łatwo przenieść się myślami
w czasie o przeszło 200 lat.
51
wieœci wy¿szobramskie
Z Dzięgielowa
English Bible Camp
Leży w samym środku USA.
Jego symbolem jest kwiat słonecznika.
Słynie z rolnictwa. Jeśli pamiętacie historię Dorotki Gale, która dotarła do krainy
Oz – to właśnie tam mieszkała na farmie
z wujkiem i ciocią. O czym mowa? O stanie Kansas. Stamtąd (dokładnie z Kansas City) przyjechali do nas w tym roku
wolontariusze prowadzący English Bible
Camp. A konkretnie w Dzięgielowie byli
z nami:
Pastor Mark – (nie mylić z naszym pastorem) , Mourice, Jennifer i Cori,
to z nimi spędziliśmy intensywny tydzień,
poznając język angielski oraz prawdy biblijne. Dzień zaczynaliśmy wspólnym
spotkaniem o 9:30 – był to czas na wspólny śpiew i wspólną podróż. Tak! Właśnie
podróż, ponieważ tematem przewodnim
52
było hasło „Amazing Desert Journey” –
nasze życie przyrównane zostało do podróży, podczas której czekają nas wyzwania, trudy, pokusy, ale też nadzieja i radość
z tego, że nie jesteśmy w tej drodze sami.
Towarzyszy nam wspaniały przewodnik,
którym jest Bóg! To On daje nam nadzieję, zaspokaja nasze potrzeby, daje siłę, aby
przezwyciężać pokusy, mamy też radość
z tego, że miejscem, gdzie kończy się ta
podróż, jest Niebo! Specjalnym bonusem
porannych spotkań była nauka Modlitwy
Pańskiej po angielsku – to z niej zaczerpnięte były prawdy przewodnie na każdy
dzień.
Jak zawsze podczas obozów, jakoś
tak samoistnie towarzyszy nam „muzyczny hit” – w tym roku to z pewnością piosenka I am C-H-R-I-S-T-I-A-N. Tak tak,
tu chodzi o spelling
– z początku było
z tym trochę kłopotu
ale pod koniec każdy
uczestnik spelował
na szóstkę!
Następnie
w grupach wiekowych kontynuowaliśmy przygodę z angielskim. Trochę na
poważnie i trochę na
wesoło.
Po dobrym
obiadku nie zabrakło
zabaw na świeżym
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
powietrzu. Dzięki temu, że pogoda nam
sprzyjała, odbywały się nasze ulubione
water games! Dla tych którzy cenią sobie
prace plastyczne, szczególnym momentem dnia były –crafts (po naszemu krafty)
każdego dnia nowe pomysły na coś ładnego np: zaplatany kubeczek po jogurcie, kolorowy motyl z filtra do kawy itd…Tymi
pomysłami dzieliła się z nami ciocia Jennifer.
Dzień kończyliśmy o godzinie
LOTE
& GTE
16:00. Wtedy to nasze plakietki z imionami lądowały na stoliku, ażeby następnego
dnia z rana powrócić na szyję obozowicza
lub obozowiczki. I tak jak to zwykle bywa
w lecie, w szczególności zaś w wakacje –
czas płynął tak szybko, że ani się obejrzeliśmy, a to już ostatni dzień ! W sobotę rano
przyszedł czas zakończyć nasze wspólne
podróżowanie. Kto wie? Może jeszcze się
kiedyś spotkamy?
Dagmara Mielke
SPTE
Liceum Ogólnokszta³c¹ce i Gimnazjum TE
Miły czas wakacji już się kończy,
więc pora poinformować Czytelników
o przygotowaniach do roku szkolnego
2012/2013! Nim jednak powiemy o bliskiej przyszłości, kilka słów o wynikach
egzaminów maturalnych w części pisemnej, które nasi absolwenci otrzymali 29
czerwca.
Wszyscy zdali, a z wyników możemy być zadowoleni. W części pisemnej
średnie wyniki w przeważającej liczbie
przedmiotów były wyższe od średniej
krajowej, np. z informatyki na poziomie
rozszerzonym o 34%, z biologii na poziomie rozszerzonym o 24,8% wyższe, na
poziomie podstawowym z matematyki
o 28,9%, j.angielskiego o 26,2% wyższe.
Najwięcej 100% wyników, czyli maksymalną liczbę punktów, zdający osiągnęli
z j.angielskiego na poziomie podstawo-
wrzesień 2012
wym – 9 osób. Poza tym maksymalną liczbę punktów otrzymała 1 osoba z matematyki na poziomie podstawowym i 1 osoba
z j.polskiego na poziomie rozszerzonym.
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Jaworznie na swojej stronie internetowej
umieściła średnie wyniki z obowiązkowych przedmiotów maturalnych na poziomie podstawowym wszystkich szkół
województwa śląskiego, czyli ponad 800
szkół średnich. Możemy być dumni z naszych uczniów. Wyniki LOTE z języka
polskiego plasują nas na 4 miejscu (25
w 2011r.) w województwie, a gdyby odrzucić wyniki dwóch szkół dla dorosłych,
gdzie zdawała tylko jedna osoba, to byłoby
to 2 miejsce! Wyniki z języka angielskiego
na poziomie podstawowym plasują nas na
7 miejscu (4 w 2011 r.), ale znowu, gdyby
odjąć jedną szkołę dwujęzyczną oraz dwie
53
wieœci wy¿szobramskie
dla dorosłych, gdzie też zdawała tylko
jedna osoba, to możemy przyjąć, że uzyskaliśmy 4 pozycję w województwie. Matematyka – uzyskaliśmy tutaj 15 pozycję
(16 w 2011r.) w województwie, a wyprzedziły nas szkoły głównie ukierunkowane
na przedmioty ścisłe. Maturzystom i nauczycielom przygotowującym ich możemy raz jeszcze pogratulować.
A przed nami nowy rok szkolny
2012/2013. W wyniku naboru do Gimnazjum Towarzystwa Ewangelickiego
przyjęto 42 osoby, z czego 27 przeszło ze
Szkoły Podstawowej Towarzystwa Ewangelickiego (64%). Wychowawczyniami
pierwszoklasistów będą: mgr Dorota Kisiała, mgr Izabela Kubicius.
Zainteresowanie do klas pierwszych LOTE było tak duże, że podjęliśmy decyzję o utworzeniu aż trzech klas
pierwszych (drugi raz w niemal 20-let-
niej historii szkoły). Łącznie w 3 klasach
pierwszych uczyć się będzie 62 uczniów
z czego 47 to absolwenci z GTE (75%).
Wychowawcy to: mgr Beata Bobola, mgr
Katarzyna Słupczyńska, mgr Grzegorz
Przybyła.
W LOTE i GTE łącznie będzie się
uczyć 267 uczniów. Dzięki dobremu naborowi w naszych szkołach liczba godzin
lekcyjnych nie zmieniła się w stosunku do
ubiegłego roku, i tym samym nie trzeba
było podejmować decyzji o zwolnieniu
nauczycieli. Taka konieczność wystąpiła
w wielu szkołach w kraju, a także w naszym powiecie.
Uczniom i nauczycielom życzę
powodzenia w nowym roku szkolnym.
Niech Pan błogosławi wszystkie nasze
działania i niech się darzy.
Lidia Pałac
Pomyślne żniwa
Bez łaski Panie, Twej nie wyda plonu niwa;
Twym także darem jest, gdy są pomyślne żniwa.
Bo chociaż rolnik wciąż nie szczędzi swoich sił,
Plon wtenczas tylko ma, gdyś mu pomocą był.
Tyś zsyłać raczył nam deszcz na uprawne pola,
Ożywcze światło zaś i ciepło miała rola,
Bujnegoś zboża strzegł od gradu i od szkód.
Ach, hojnieś przez to Twój obdarzył wierny lud.
Niech pomni każdy z nas, że litość Twa bez miary
Biednego także chce zasilać swymi dary.
Niech każdy dzieli się z ubogim chlebem swym
i z nim raduje się błogosławieństwem Twym.
54
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Chóry, muzyka ...
Chór Misyjny w Ustroniu - Dobce
Niedzielę 8 lipca Chór Misyjny
przeznaczył na wycieczkę do Ustronia-Dobki połączoną z usługą w kaplicy,
z okazji 2 rocznicy powstania filiału kościoła w Ustroniu. Trzy lata temu budynek
szkoły podstawowej w Dobce przeszedł
na własność parafii. Utworzono dom mo-
wrzesień 2012
dlitwy – kaplicę, z nabożeństwem w każdą
niedzielę. Nabożeństwo rocznicowe, przy
sprzyjającej pogodzie, odbyło się na placu, przed budynkiem. O godz 9.30 rozpoczął się poranek pieśni i muzyki religijnej.
Wystąpił Chór Misyjny z Cieszyna, Chór
Mieszany z Ustronia-Polany i Orkiestra
Diecezji Cieszyńskiej. Wykonawców powitał opiekun filiału ks. Michał Matuszek, wikariusz z Ustronia-Polany. Nasz
chór zaśpiewał dwie pieśni:
„Na skale Kościół stoi” i „Ach
ześlij Panie przebudzenie”.
Nabożeństwo rozpoczęło się o godz. 10.00 występem miejscowego chóru i powitaniem zaproszonego gościa
ks. Wojciecha Froehlicha, który
przyjechał aż ze Słupska (należącego do Diecezji
P o m o r s k o - Wi e l kopolskiej)
z żoną (dobczanką)
i dzieckiem. Liturgię
prowadziło trzech księży:
ks. Piotr Wowry z
Ustronia, ks. Michał Matuszek i ks.
Wojciech
Froehlich, który wygłosił
kazanie na podstawie tekstu z I księgi Mojż. 12, 1-4a. 55
wieœci wy¿szobramskie
Po kazaniu nasz chór zaśpiewał dwie pieśni: „Boże Ojcze”, „Słowem Swym”, a
orkiestra uświetniła uroczystość. Parafianie licznie uczcili rocznicę, co nas szczególnie ujęło. Po nabożeństwie zostaliśmy
zaproszeni na kawę i ciasto. Pospacerowaliśmy też sobie po uroczej „Dolinie Ciszy”
w Dobce, a obiad zjedliśmy w Ustroniu-Jaszowcu w „Karczmie Jaszowianka”.
Następnie wyjechaliśmy autokarem na Równicę, na której zagospodarowanie szczytu zmieniło się ogromnie. To
już nie jest cicha polana z małym schro-
niskiem, wspomnienie naszej młodości…!
Warto to zobaczyć! Nie udało nam się jednak skorzystać z otwartej niedawno Pijalni
Wód, wróciliśmy więc do domu. Była to
miła, krótka i pożyteczna wycieczka, którą bardzo miło wspominamy i dziękujemy
Panu Bogu, że szczęśliwie wróciliśmy do
swoich domów.
P.S. Dla zboru w Słupsku przekazaliśmy 20
płyt z nagraniem pieśni naszego Chóru –
„Chwalcie, chwalcie”.
E. Cz., Z. W.
Tym razem Tarnowskie Góry
Jak co roku mali chórzyści z „Hosanny” mają okazję pojechać na wycieczkę,
będącą nagrodą za całoroczną pracę. Tym
razem punktem docelowym były Tarnowskie Góry. W niedzielę 10 czerwca o godz.
8.00 wszyscy zebrali się na Placu Kościelnym w Cieszynie, gdzie po sprawdzeniu
listy obecności i modlitwie ks. T. Chudeckiego wyruszyliśmy w drogę. Po dwóch
godzinach jazdy dotarliśmy do celu. Pierwszy punkt wycieczki to usłużenie śpiewem
w trakcie nabożeństwa w zabytkowym kościele
Zbawiciela.
W tym
miejscu
warto
wspomnieć, że
Parafia luterańska
w Tarnowskich
Górach
sięga
swymi korzeniami czasów Reformacji. Stanowi
ona pozostałość
po wielokulturowej przeszłości
56
miasta. Obecnie funkcjonująca parafia
w tym mieście jest najstarszą na Górnym
Śląsku, gdyż powstała jako pierwsza
z górnośląskich parafii luterańskich po
roku 1742, gdy pruskim zarządzeniem
królewskim zezwolono na ponowne zakładanie kościołów ewangelickich. Kościół Zbawiciela wybudowano w 1780
roku. Po II wojnie światowej przy parafii pozostał tylko kościół i budynek przy
ul. Stalmacha, oraz działka na nowy cmen-
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
tarz. Pozostały majątek,
w tym plebania znajdująca się przy rynku,
zdewastowana i rozebrana w 1974 r., nigdy
nie została zwrócona.
Dzisiejsza społeczność
ewangelicka w Tarnowskich Górach jest
niewielka.
W
kościele
przywitał nas proboszcz
administrator Parafii ks. Sebastian Mendrok .
W trakcie nabożeństwa
z akompaniamentem
instrumentów chórzyści odśpiewali cztery
pieśni.
Wprawdzie
ilość uczestników nabożeństwa była niewielka, ale mimo tego
usłyszeliśmy
wiele
ciepłych słów podziękowania. Po nabożeństwie ks. Mendrok
zaprosił nas do Salki
Parafialnej na poczęstunek. Tam też
usłyszeliśmy krótką historię kościoła i tarnogórskich podziemi.
Po części „roboczej” nadszedł czas na przyjemności. Pojechaliśmy do zabytkowej Kopalni
Srebra. Do dnia dzisiejszego po
dawnym górnictwie tarnogórskim
pozostał ogromny podziemny labirynt w postaci wyrobisk, korytarzy, komór i chodników o łącznej
długości około 150 km. Dla turystów udostępniono ok. 2 km chodników. Zwiedzanie rozpoczęliśmy
od zapoznania się z historią kopalni
wrzesień 2012
57
wieœci wy¿szobramskie
w jej naziemnej części w multimedialnym muzeum. Pan
przewodnik
cierpliwie odpowiadał
na nasze pytania. I
wreszcie
najbardziej
oczekiwana
chwila – zjazd 40m
pod
powierzchnię
ziemi. Z podszybia
szybu „Anioł” można wejść w labirynt
chodników.
Zwiedzaliśmy
kolejno
Komorę
Srebrną
i Komorę Zawałową,
Wchodząc w chodnik wysoki transportowy minęliśmy
Źródełko z cudownie
krystaliczną wodą,
a dalej była komora
„Niska” największa
w tym rejonie o powierzchni 2000 metrów kwadratowych,
ale też zarazem jest
najniższa, gdyż sięga
jednego metra wysokości. Stąd już tylko
był krok do zasypanego szybu „Szczęść
Boże”, z zawieszonym kubłem wyciągowym. W rejonie podszybia krzyżują się
na różnych poziomach wyrobiska chodnikowe zachowane w stanie pierwotnym.
Schodząc poniżej doszliśmy do przystani
chodnika wodnego, który przepłynęliśmy łodziami do trzeciego szybu zwanego „Żmiją”. Długość trasy wodnej to 270
m, a głębokość koryta chodnika wodnego
około 80 cm. Następnie jeszcze przeszliśmy kilkoma chodnikami i pod wrażeniem
58
ciężkiej pracy tarnogórskich gwarków
wyjechaliśmy na powierzchnię. Dla ciekawskich pozostał jeszcze do zwiedzania
Skansen Maszyn Parowych. Dzień dobiegał końca i pozostał nam już tylko powrót
do domu.
Z tego miejsca chcielibyśmy serdecznie podziękować naszej pani dyrygent,
która kolejny raz przygotowała ciekawą
wycieczkę.
Odwiedź naszą stronę:
Uczestnicy
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Młodzież, dzieci
Śladami zabytków Cieszyna
W dniu
24 czerwca br.
odbyła się wycieczka dzieci ze
szkółki niedzielnej z Cieszyna.
W tym roku celem
naszej wędrówki
był Cieszyn. Nasze zwiedzanie
rozpoczęliśmy
pieśnią „Mój Pan
drogę zna” i modlitwą.
Aby wiedzieć, dokąd się
udamy musieliśmy
rozwiązać
rebus. Zatem naszym pierwszym
celem była Studnia Trzech Braci.
Tam
otrzymaliśmy krzyżówkę,
która składała się
z różnych rzeczy związanymi
z historiami biblijnymi lub życiem chrześcijanina.
Jak wynikało z hasła,
kolejnym celem
było
muzeum
wrzesień 2012
59
wieœci wy¿szobramskie
Drukarstwa.
Po obejrzeniu wystawy każdy mógł na pamiątkę
„wydrukować” swój rysunek.
Potem otrzymaliśmy
ostatnią wskazówkę. Po ułożeniem puzzli uzyskaliśmy
obraz Wieży Piastowskiej,
gdzie się wszyscy udaliśmy.
Wspinaczka na szczyt była
trudna, ale widok całego Cieszyna z góry był tego warty.
Na zakończenie udaliśmy się
do cukierni „Bajka”, gdzie
każdy otrzymał słodką nagrodę w postaci lodów.
Myślę, że wszystkim wycieczka się podobała. Już się cieszę na kolejną
w przyszłym roku.
Maria Chudecka
60
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Tydzień Dobrej Nowiny
w Parafii Cieszyńskiej:
... w Cieszynie
Pierwszego
dnia podzieliliśmy się
na grupy. Każda miała
mieć swoją nazwę, flagę i okrzyk. Codziennie
dzieci mogły wykazać
się swoimi umiejętnościami sportowymi i plastycznymi.
Wspólnie
nauczyliśmy się hymnu, który towarzyszył
nam przez całe pięć dni
i motywował każdego
do pracy. Wielką radość
sprawiała nauka wersetów biblijnych o zawodach (1Kor. 9,24-25).
Ostatniego dnia graliśmy
w podchody. Przy każdym stanowisku należało odpowiedzieć na
pytanie dotyczące historii Eliasza oraz wykonać, np. rzuty karne czy
skakanie na skakance.
Myślę, że ten tydzień
W związku z tym, iż w tym roku odbywało się
Euro 2012, Olimpiada, tegorocznym tematem Tygodnia Dobrej Nowiny były Igrzyska Olimpijskie. Dzieci
spotykały się w pierwszym tygodniu wakacji od 2 do 6
lipca br. Codziennie o godz. 9.00 przychodziły do salki
szkółkowej, aby tam mile spedzić dzień...
wrzesień 2012
61
wieœci wy¿szobramskie
dał wszystkim wiele radości
i satysfakcji.
Klaudia Białończyk
62
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
... w Bażanowicach
W dniach od
6 do 10 sierpnia w Bażanowicach odbywał
się Tydzień Dobrej
Nowiny. Każdego dnia
o godzinie 9:00 grupa
dzieci w wieku od 5
do 12 lat spotykała się
w Kościele Św. Trójcy. Ponieważ w tych
dniach odbywały się
igrzyska olimpijskie
w Londynie, tematem
tegorocznych spotkań
również były Igrzyska Boże Igrzyska. W tych
Igrzyskach naprzeciw
siebie stanęły drużyny
Eliasza i króla Achaba. W ciągu tych dni
dzieci poznały historię
życia Bożego proroka
Eliasza.
Ponadto każdy dzień rozpoczynał się od zapalania
olimpijskiego znicza.
Dzieci mogły też słuchać wywiadów prze-
wrzesień 2012
63
wieœci wy¿szobramskie
prowadzanych ze sportowcami. Oprócz
tego było dużo śpiewu oraz nauka wersetu
przewodniego.
Codziennie na dzieci czekały
przygotowywane na miejscu posiłki. Były
kanapki, grzane kiełbaski i pyszne ciasta
upieczone przez mamy.
Nie zabrakło gier i zabaw na
świeżym powietrzu. Były też zajęcia plastyczne, na których dzieci, między innymi, wykonały makiety wioski olimpijskiej,
z plasteliny ulepiono maskotki olimpijskie,
a na zakończenie każdy przygotował dla
siebie medal.
W ostatnim
dniu zorganizowana
została wycieczka.
W tym roku dzieci
wraz z opiekunami
pojechały do parku westernowego
w Żorach. Tam,
wśród
licznych
atrakcji, dzieci mogły
poszukiwać
złota, zdobyć ściankę wspinaczkową,
wydoić krowę, po-
64
strzelać z łuku itp. Jednak największą atrakcją był family coaster. Można też
było podziwiać niebo w specjalnej kuli parowej. Ci bardziej odważni wybrali się do
kina 5D i 6D.
Na łamach Wieści Wyższobramskich pragnę serdecznie, jeszcze raz, podziękować za pomoc w organizacji tegorocznego Tygodnia Dobrej Nowiny.
Odwiedź naszą stronę:
Janina Szalbot
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
... w Puńcowie
W dniach od 07 do
10.08 br. w naszym puńcowskim filiale odbywały
się DNI DOBREJ NOWINY dla dzieci. W tym roku
temat przewodni spotkań
brzmiał ,,STWORZENI BY
WIELBIĆ”. Dzieci poznawały ciekawe historie biblijne,
z których to dowiadywały się
w jaki sposób części naszego
ciała; ręce, nogi, usta, oczy
mogą wielbić i chwalić Pana
Boga. Piosenka, która im
towarzyszyła każdego dnia
i chętnie była śpiewana nosiła
tytuł „Bądź uważny...” Słowa
w niej zawarte mówią o tym,
że musimy być czujni na to
co mówią nasze usta, na co
patrzą nasze oczy, co robią
nasze ręce i dokąd idą nogi,
ponieważ Pan Bóg z nieba
spogląda jak nasza wiara wygląda. Uczestnicy tygodnia
mieli także możliwość posłuchania opowieści misyjnej
w której to poznali losy pisarki Fanny Crosby. Fanny,
wrzesień 2012
65
wieœci wy¿szobramskie
pomimo tego, że była osobą niewidomą, napisała kilkadziesiąt pięknych pieśni
dzięki którym wielu ludzi
poznało Pana Boga. Niektóre z nich znajdują się
w naszym śpiewniku kościelnym np. „Ujmij mą
dłoń” i „Nie omijaj mnie
o Zbawco”. Oprócz modlitwy, śpiewu, historii biblijnych, dzieci uczyły się
na pamięć wersetów oraz
wykonywały różne prace
plastyczne, które związane były z tematem danego
dnia. Nie obyło się również
bez konkursów. Pogoda
w tym tygodniu dopisywała, więc dzieci miały też
okazję pobyć na świeżym
powietrzu, pograć w różne
gry,zagrać w piłkę na boisku oraz pomalować kredą.
Dla naszych milusińskich
przygotowany był nie tylko
pokarm dla duszy ale także
dla ciała. Dzieci delektowały się różnymi smakołykami, kanapkami, deserami
i domowym ciastem.
Dziękujemy Bogu za błogosławieństwo, jakim nas obdarzał podczas całego tygodnia, pani
Ewie, Karinie i Natalii za poświęcony czas i za jego zorganizowanie
,dzięki czemu dzieci mogły zbliżyć
się do Pana Boga i lepiej Go poznać, zaś mamom dziękujemy za
pyszne ciasta. Już dzisiaj zapraszamy wszystkie dzieci na szkółki
niedzielne, zaczynamy już od września. Do zobaczenia!
66
Grażyna Smoter
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
KĄCIK
dla DZIECI
Bożena Harwot-Podżorska
Drogie Dzieci
Właśnie nadszedł czas, by powiedzieć słowa: „WITAJ SZKOŁO”. Po wielu
wakacyjnych przygodach wracamy do szkoły, by spotkać się z koleżankami i kolegami,
by uczyć się i poznawać. Równocześnie z zajęciami w szkole rozpoczną się lekcje religii,
podczas których będziemy poznawać losy bohaterów biblijnych i mówić o tym, jak wspaniały jest nasz Bóg. Pamiętajmy też, że w niedzielne
poranki czeka na nas szkółka niedzielna. Wszystkie
dzieci są też zaproszone na
próby chórków dziecięcych.
Serdecznie was zapraszamy! Życzę wam, aby
ten rok szkolny obfitował
w Boże Błogosławieństwo.
Niech Pan Bóg was wspiera
i prowadzi!
Myśl także o innych
Pewien lekarz, misjonarz, operował niewidomego Murzyna. Operacja
oczu udała się. Co to była za radość dla
pacjenta. Szczęśliwy wrócił do swej rodzinnej wioski.
Minęło kilka tygodni. Pewnego
ranka misjonarz ujrzał ze zdziwieniem
niezwykły pochód, kierujący się do szpitala misyjnego. Czterdziestu ośmiu nie-
wrzesień 2012
widomych podążało długim szeregiem,
jeden za drugim, trzymając się grubego
sznura, którym kierował idący na przedzie
ów człowiek uleczony niegdyś przez misjonarza.
Okazało się, że zaraz po wyleczeniu człowiek ten udał się na wędrówkę po
całej okolicy i zebrał po wioskach i osadach wszystkich niewidomych. Sam do-
67
wieœci wy¿szobramskie
znał wielkiego szczęścia i chciał to szczęście dać także innym.
Drogie dzieci, weźcie sobie z niego przykład! Niech każde dziecko, które
poznało Pana Jezusa i może się cieszyć
z tego, że o Nim słyszy na lekcjach na-
uczania kościelnego czy na nabożeństwach dla dzieci, przyprowadzi do Pana
Jezusa te dzieci, które jeszcze o Nim nic
nie wiedzą. Opowiedzcie im o lekcjach
i nabożeństwach dla dzieci. Zabierzcie je
z sobą!
Ostatni raz
Historia, którą przeczytacie, nie
jest wymyślona. Wydarzyła się ona naprawdę. Właściwie nie ma w niej nic szczególnego — są to sprawy, które przeżywacie w
szkole czy w domu ze swoimi koleżankami.
A więc słuchajcie.
Trrrrrr — zadzwonił szkolny dzwonek.
Trzydzieści dziewczynek z ulgą zamknęło
książki. Lekcja historii była bardzo interesująca, lecz na dworze tak cudnie świeciło
słońce, a przez otwarte okno dolatywały
wesołe głosy. Piękna pogoda nęciła.
— A więc powtórzycie na jutro ostatnie
tematy. Będziemy pisać klasówkę. Głos
nauczycielki był chłodny i ostry. Potem
z lekkim skinieniem głowy i jak zawsze
poważnym wyrazem twarzy opuściła
klasę.
— Nie życzy nam chwili wolnego czasu
— powiedziała niezadowolona Ina. — Nie
ma dla nas najmniejszego zrozumienia.
Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko
nauczyć się na pamięć tych ostatnich tematów. Inaczej przy jej wymaganiach będzie kiepsko.
Genia także spakowała książki i zamyślona, wymachując teczką, opuściła szkołę.
Dopiero od kilku tygodni była uczennicą
szkoły średniej. Wszystko było tutaj dla
niej nowe. Jej dawne koleżanki poszły
swoimi drogami, nie spotykała się już z
nimi. W szkole podstawowej stosunki między nauczycielem i uczniami były miłe,
a nawet serdeczne. Naukę uważała tam Ge-
68
nia za radość, a nie za przymus. Tutaj było
inaczej. Genia musiała się uczyć o wiele
więcej aniżeli poprzednio. Stawiano tu już
wyższe wymagania. To, że Genia mogła
dalej się uczyć, było wielką ofiarą ze strony matki dziewczynki. I Genia chciała wynikami na tę ofiarę zasłużyć. Obiecała to
matce, która sama pracowała na utrzymanie swej córki. Ojciec zmarł, kiedy Genia
była jeszcze małą dziewczynką.
Geni było ciężko w tym nowym otoczeniu. Nie potrafiła przełamać tej sztywnej
atmosfery. Czy miała się o to modlić?
Modlić? Tak, to było coś nowego w jej życiu. Jak to się stało?
Genia nie przeżywała nic szczególnego.
To wszystko było proste i zwyczajne.
Po konfirmacji dziewczynka chodziła czasem do kościoła. Niedawno na zebraniu
młodzieżowym poznała grupkę dziewcząt,
które jak Zacheusz przyjęły Pana Jezusa
i opowiadały o tym innym. Gdybym mogła być taka radosna, jak one — pomyślała
Genia.
Później po rozmowie z księdzem i niejednej modlitwie i Genia poszła tą drogą,
i stała się dzieckiem Bożym.
Z takimi myślami przyszła Genia do domu.
Spieszyła się, idąc po schodach na trzecie
piętro. Chciała odgrzać obiad, nim wróci
matka.
Ale co to?... Drzwi nie były zamknięte.
Z mieszkania dochodziły głosy. To przecież był...
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
— Janek... Jasiu... ty jesteś! — zawołała
dziewczynka z radością i rzuciła się bratu
na szyję. Janek, brat Geni, odbywał służbę
wojskową. Niespodziewanie przyjechał na
urlop. To była radość. Matka również była
już w domu. Janek wstąpił do biura i razem wrócili, robiąc po drodze zakupy. Kochana mama zdążyła już zrobić uroczysty
obiad. Teraz siedzieli we troje koło stołu
i rozpoczęło się opowiadanie. Wszystkie
troski szkolne poszły w zapomnienie. Potem Genia posadziła brata w fotelu, matka
ułożyła się na kanapce, a sama sprzątnęła
kuchnię i przygotowała kawę. A wreszcie
zaczęli grać i śpiewać. Janek miał piękny głos i kiedy on śpiewał, każda pieśń
brzmiała pięknie. Janek grał przy tym na
skrzypcach, a Genia na pianinie.
W takiej milej atmosferze popołudnie prędko minęło. I przy całej tej radości Genia
zupełnie zapomniała o klasówce z historii.
Dopiero rano, następnego dnia, kiedy pakowała książki, przypomniała sobie słowa
nauczycielki. Przeraziła się. Co teraz?
Przed dziewczynkami stała chłodna i nieprzystępna profesorka. Tak się przynajmniej wydawało Geni.
— A więc jesteście wszystkie przygotowane do klasówki, tak? Zamykamy książki.
Wierzę w honor klasy, nie będzie żadnego
odpisywania.
Czy Genia miała coś powiedzieć o odwiedzinach brata i o tym, że nie była przygotowana. Nie odważyła się. Niech ta przykra
sprawa idzie swoim torem — pomyślała.
Nauczycielka dyktowała pytania. Genia
od razu się zorientowała, że sytuacja jest
beznadziejna. Na pewno nie napisze dobrego wypracowania.
W klasie panowała cisza. Wszyscy pilnie
pisali. I Gienia udawała, że pracuje. Jednak jej myśli szukały wyjścia z tej sytuacji.
,,Wierzę w honor klasy" — powiedziała
wrzesień 2012
nauczycielka. Dorotka, siedząca obok niej
pilnie pisała. Czy powinna spróbować odpisać?...
Ale co powiedziałby na to Pan Jezus? —
słyszała cichy głos w swym sercu. Zarumieniła się.
E, co tam, dawniej też odpisywałaś i wyszłaś na tym dobrze — słyszała inny głos.
Pomyśl, jaką ofiarę przynosi mama, nie
możesz jej zasmucić złą oceną. To zadecydowało.
Genia ostrożnie zerkała na pracę sąsiadki.
Nie mogła odczytać wszystkiego, ale kilka
zdań przeczytała. Dziewczynka popatrzyła na nauczycielkę. Patrzyła przez okno.
Zaufała przecież klasie. Jeszcze chwila
wahania u Geni... potem zaczęła pisać!
Lekcja się skończyła, zeszyty zostały oddane. Dziewczynki z ulgą i zadowolone
Opuściły klasę. Wszystkie z ulgą?...
Nie, Genia nie czuła odprężenia, przeciwnie, zdawało się jej, że ten piękny, słoneczny dzień przyćmiony jest gęstą mgłą.
Następne dni były dla Geni, mimo obecności brata, prawdziwą udręką. Sumienie
nie dawało jej spokoju. Ona chciała się
nazywać dzieckiem Bożym, chciała dla
Jezusa świadczyć, a odpisywała? Przecież
to odpisywanie nie było niczym inym, jak
zwykłym oszukiwaniem. Radość i pokój
zniknęły z serca. Genia nie mogła nawet
czytać swojej Biblii, nie mogła się cieszyć
obecnością brata. Czy ma o tym porozmawiać z księdzem? Co mu ma powiedzieć,
ona, która chciała naśladować Jezusa,
a w szkole odpisywała?
I nagle... Genia wiedziała, co uczynić: —
Idź do nauczycielki i powiedz, co zrobiłaś.
Tak, tak na pewno powiedziałby ksiądz.
Lecz czy to było możliwe? Czy nauczycielka ją zrozumie, czy ją zechce zrozumieć. Geni wydało się, że słyszy słowa
Iny: — Możesz długo na to czekać... A jed-
69
wieœci wy¿szobramskie
nak — Genia przypomniała sobie słowa —
nie chodzi o to, żeby nas ludzie zrozumieli,
lecz Jezus.
W sercu dziewczynki rozpoczęła się zacięta walka. Potem Genia wiedziała już, co
ma uczynić.
Następnego dnia na pierwszej
lekcji była matematyka, na drugiej historia. Przez całą godzinę miała Genia przed
sobą nauczycielkę i daremnie szukała na
jej twarzy łagodności. Wreszcie dzwonek
oznajmił przerwę. Genia zdecydowanym
krokiem podeszła do stołu. Serce biło jej
gwałtownie.
— Chciałabym pani coś powiedzieć —
odezwała się cicho.
Nauczycielka popatrzyła na nią poważnie.
— Chodź ze mną do sali konferencyjnej —
powiedziała. A potem stało się coś dziwnego. Nagle oczy pani nie były już zimne
i surowe. Z zainteresowaniem słuchała
słów dziewczynki.
— Pani nam zaufała, a ja
odpisywałam...
Potem usłyszała spokojne pytanie:
— Dlaczego się nie przygotowałaś? Teraz mogła Genia opowiedzieć
o przyjeździe brata
i pod koniec cicho dodała o tym, jak bardzo
się bała swej profesorki.
I nie do wiary, oczy pani
patrzyły na nią ciepło
i serdecznie. Zdumiona
Gienia usłyszała; — Zauważyłam, że ostatnio
coś przeżywałaś. Pracę
oddam ci nie sprawdzoną. Cieszę się, że mi
o tym wszystkim powiedziałaś. Genia wyszła z sali konferencyjnej z wielką radością w
sercu.
To serdeczne zrozumienie pani było dla niej
wielkim podarunkiem.
Genia wiedziała, że
wtedy ostatni raz odpisywała.
A oto mała powtórka
z lekcji religii
70
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
wrzesień 2012
71
wieœci wy¿szobramskie
Ile zwierząt potrafisz odnaleźć?
Pokoloruj obrazek
72
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Zapisane w księgach parafialnych
Chrzty:
2012-06-03
2012-06-03
2012-06-03
2012-06-03
2012-06-17
2012-06-17
2012-06-17
Śluby:
2012-06-02
2012-06-16
2012-06-16
2012-06-23
2012-06-23
2012-06-30
2012-06-30
Pogrzeby:
2012-06-06
2012-06-13
2012-06-20
2012-06-20
2012-06-23
2012-06-27
2012-06-28
wrzesień 2012
„Odpowiedział Jezus: Zaprawdę,
zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie
narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść
do Królestwa Bożego.”
Jan 3,5
Mia Zofia Górniak
Leon Ksawery Górniak
Laura Małgorzata Lankocz
Julia Agnieszka Cohla
Weronika Zuzanna Palowska
Oliver Pelar
Sandra Oliwia Pinkas
Cieszyn
Cieszyn
Puńców
Cieszyn
Cieszyn
Cieszyn
Hażlach
Potem rzekł Pan Bóg: „Niedobrze jest
człowiekowi, gdy jest sam. Uczynię mu pomoc
odpowiednią dla niego”.
1 Mojż. 2,18
Kamil Jakub Staniszewski
Cieszyn
Agata Barbara Górka
Jacek Zdrojewski
Cieszyn
Agnieszka Honorata Rudkowska
Marcin Dziadek
Cieszyn
Aleksandra Zuzanna Matuszka
Michał Maciej Księżak
Cieszyn
Sylwia Sabina Sęk
Paweł Jacek Rzechonek
Cieszyn
Dorota Maria Bohucka
Grzegorz Jan Sroka
Cieszyn
Joanna Agata Dębinny
Łukasz Robert Jeleń
Cieszyn
Magdalena Jolanta Rucka
„Wiem, że Pan ujmie się za biednym,
a ubogim wymierzy sprawiedliwość”
Ps 140,13
śp. Józef Łysoń
śp. Jan Wałaski
śp. Helena Turoń zd. Kubala
śp. Adolf Rucki
śp. Karol Ciosk
śp. Tadeusz Władysław Glajcar
śp. Wiesława Ewa Żarecka
lat 72
lat 78
lat 82
lat 80
lat 85
lat 79
lat 60
Cieszyn
Marklowice
Bażanowice
Cieszyn
Cieszyn
Cieszyn
Cieszyn
73
wieœci wy¿szobramskie
Informacje, ogłoszenia
Polskie Towarzystwo Ewangelickie
06.09.: godz. 15.00: Klub PTEw
Prelekcja: Ks. Karol Teper (125 – lecie urodzin)
13.09.: godz. 15.30 Klub PTEw.
Prelekcja: Ks. bp Juliusz Bursche (150 – lecie urodzin)
20.09.: Wycieczka szlakiem jurajskim (Bobolice)
27.09.: godz. 15.00: Klub PTEw
n
pla ień
z
s
es
:
Na Wrz
ok
a
r
n
12
20
Prelekcja: Michał Bałucki (175 – lecie urodzin)
Zastrzegamy możliwość zmian w programie.
Szczegóły o naszych imprezach podajemy w osobnych ogłoszeniach.
Bliższe informacje pod nr tel. 338 52 37 55
Spotkania Klubu PTEw. odbywają się
w sali Macierzy Ziemi Cieszyńskiej przy ul. Stalmacha 14
Biblijne spotkania dla kobiet:
- W Zamarskach - drugi poniedzia³ek miesi¹ca, godz.16.00
- W Gumnach - ostatni poniedzia³ek miesi¹ca, godz.17.00.
W Zamarskach i Gumnach spotkania prowadzi
diakon Anna Kajzar
- W Cieszynie - w drugi czwartek miesi¹ca, godz. 17.00,
spotkanie prowadzi diakon Aleksandra B³ahut-Kowalczyk
- W Marklowicach - pierwszy pi¹tek miesi¹ca, godz. 16.00,
spotkanie prowadzi diakon Joanna Sikora
- W Ogrodzonej - w drugi wtorek miesi¹ca, o godz. 17.00
spotkanie prowadzi teolog Janina Boruta
- Ko³o Odwiedzinowe w Cieszynie - pierwszy poniedzia³ek miesi¹ca,
o godz. 16.00
- W Ba¿anowicach- co 2 tygodnie o godz. 16.00 spotkanie prowadzi
teolog Romana Szmidt-Król
74
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Próby chórów w parafii cieszyńskiej
Cieszyn
Cieszyn
Cieszyn
Cieszyn
Cieszyn
Bażanowice
Bażanowice
Hażlach
Hażlach
Puńców
Zamarski
Zamarski
Chór Misyjny
Chór Kościelny
Chór męski
Chór Hosanna
Chór Hosanna
Chór mieszany
Chór dziecięcy
Chór mieszany
E.G. „Gloria”
Chór mieszany
Chór męski
Chór dzięcy
* (M) - młodzież;
wtorek
środa
środa
sobota
sobota
czwartek
czwartek
piątek
sobota
poniedziałek
poniedziałek
piątek
(D) -
godz. 15.30
godz. 18.00
godz. 17.00
godz. 9.00 (M)*
godz. 10.00 (D)*
godz. 18.00
godz. 16.00
godz. 19.00
godz. 10.00
godz. 18.00
godz. 19.30
godz. 16.00
Spotkania młodzieży na terenie parafii:
Cieszyn
Bażanowice
Gumna
Hażlach
Marklowice
Puńców
Zamarski
Ogrodzona
piątek
niedziela
piątek
sobota
piątek
piątek
piątek
sobota
godz. 17.00
godz. 17.00
godz. 19.00
godz.
17.00
godz. 18.00
godz. 18.00
godz. 17.00
godz. 18.00
Godziny Biblijne w parafii:
Cieszyn
Cieszyn
ostatnia niedziela m-ca
każda środa
godz. 17.00
godz. 17.00
M£ODZIE¯ STUDIUJ¥C¥ I PRACUJ¥C¥
SERDECZNIE ZAPRASZA
NA SPOTKANIA, KTÓRE ODBYWAJ¥ SIÊ W KA¯DY
WTOREK O GODZ. 18:30, W BUDYNKU PARAFIALNYM
PRZY PLACU KOŒCIELNYM 6, W SALI NA II PIÊTRZE
wrzesień 2012
75
wieœci wy¿szobramskie
Biblioteka i Archiwum
im. B.R. Tschammera
czytelnia czynna w poniedzia³ki i œrody
w godz. 15:30 - 19:00
Zapraszamy do s³uchania programu „Po prostu”
codziennie od 21.00 do 21.30
w Radiu CCM:
Cieszyn 90,5 FM Ustroñ 107,1 FM
www.radio.ccm.pl
Audycje dla dzieci, młodzieży, ludzi starszych, całych rodzin.
Powieści w odcinkach, rozważanie biblijne,
wywiady, reportaże.
Muzeum Protestantyzmu
czynne w pi¹tki o godz. 14:30 Informacje w kancelarii parafialnej
lub w innym dogodnym terminie po uprzednimjego uzgodnieniu tel.: 502495835, e-mail: [email protected],
www.biblioteka.cieszyn.orgpl, lub za poœrednictwem
Parafia Ewangelicko-Augsburska
w Cieszynie, filiał w Hażlachu
serdecznie zaprasza na pamiątkę
140-lecia założenia i budowy
kościoła w Hażlachu oraz
80-lecie poświęcenia nowego cmentarza
Uroczyste nabożeństwo poprzedzone porankiem pieśni religijnej
odbędzie się 16 września br. o godz. 9:00
Słowem Bożym służyć będzie
Biskup Kościoła ks. Jerzy Samiec
76
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Ogólnopolski Zjazd
Młodzieży Ewangelickiej
Węgrów 28-30 września
Jak co roku od kilkunastu już lat młodzież z całej Polski planuje
spotkać się, aby wspólnie dać świadectwo swojej wiary i obecności w codziennym życiu Kościoła Luterańskiego w naszym kraju.
Tym razem na miejsce zjazdu został wybrany Węgrów. To miejscowość
położona na granicy Podlasia i Mazowsza, nazywana miastem „wielu kultur i wyznań”
Rok 2012 upływa pod hasłem: „Rok Nowych Wyznań”. Dlatego
w czasie seminariów młodzież będzie zachęcana do tego, aby na nowo
przyjrzeć się ważnym zagadnieniom, które warto jeszcze raz albo po raz
pierwszy przedyskutować.
Współczesny świat konfrontuje nas z co rusz innymi wyzwaniami.
Również w Kościele stoimy jako młodzi ludzie przed problemami, którym
musimy stawić czoła.
- OZME może być dobrą okazją do tego, aby tematy, które będą dyskutowane później przenieść na spotkania do naszej parafii. Będąc na zjeździe
wypowiedzieć swoje zdanie możemy sprawić, że nie pozostanie w ukryciu... Być może zainspirujemy kogoś innego do zajęcia się naszym pomysłem...
- OZME to także ciekawe warsztaty. Tym razem mają zachęcić do spojrzenia na świat, w którym żyjemy w nieco inny sposób.
Nie zabraknie także czasu na zadumę w miejscu śmierci Janusza Korczaka
i na cmentarzu żydowskim.
- OZME to także okazja do wspólnej zabawy i rozmów ze znajomymi
z całek Polski.
Wszystkie szczegóły zjazdu dostępne są w Kancelarii Parafialnej
oraz na stronie Internetowej naszej parafii (wkrótce będą:) zob. też http://
www.mlodziluteranie.pl/
Zgłoszenia proszę przekazywać do kancelarii parafialnej
lub bezpośrednio do ks. Łukasza Gasia. Tel. 608 299 833
(Na zjazd będziemy chcieli pojechać wspólnie autobusem,
dlatego proszę o jak najszybszą informację, kto jedzie...)
Zgłoszenia do 17 września, są promowane tańszym kosztem 75 zł (po 85 zł)
wrzesień 2012
77
wieœci wy¿szobramskie
Alina Kisiała
43-400 Cieszyn
ul. Kościuszki 42
www.alistra.pl; e-mail: [email protected]
tel. 502 034 240
BRATYSŁAWA
Termin: 29 września 2012 r.
W programie:
- najciekawsze zabytki stolicy Słowacji – Katedra św. Marcina, Stare Miasto, Plac
i Pałac Prymasowski, Brama św. Michała, Niebieski Kościółek
- przejażdżka Bratysławskim Tramwajem z komentarzem przewodnika miejskiego,
krótki postój na Bratysławskim Zamku
- rejs statkiem po Dunaju do ruin średniowiecznego zamku Devin, degustacja słowackich win
Koszt: 130 zł/ os. + 20 euro/ os.
Cena zawiera: przejazd autokarem wraz z opłatami drogowymi i parkingowymi, opiekę pilota, ubezpieczenie, przejazd Bratysławskim Tramwajem, usługę
przewodnika miejskiego, rejs statkiem
Dodatkowo płatne: bilety wstępu – ok. 5 euro/ os.
Przewidywany powrót ok. 23:00
Jeszcze są miejsca i zapraszamy do zapisu.
Pozostała kwota płatna do 20 września 2012 r.
Wdowa 59 lat, 170 wzrostu, wykształcenie średnie,
pracująca, dzieci mają już swoje rodziny, niezależna, lubi
prace na działce, pozna współwyznawcę do lat 65, wysokiego, bez nałogów i zobowiązań. Tel. 693 019 006
Sprzedam działkę budowlaną o powierzchni 31 arów, położoną
w Pogwizdowie (wszystkie media).
Jstnieje możliwość podziału działki na dwie mniejsze.
Tel. 508 326 233
78
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
UBEZPIECZENIA
WARTA, HDI, INTERRISK, COMPENSA, UNIQA, LINK4,
PTU,
GENERALI, MTU, LIBERTY DIRECT, AVIVA- DIRECT, PROAMA !
Ubezpieczamy: samochody, domy, firmy, koszty leczenia za granicą!
Bardzo niskie stawki ubezpieczeń na życie – np. pod kredyt!
MOJE RACHUNKI – zapłacisz za prąd, gaz, telefon, itp.
PROMOCJA!!! - od 15.09. do 30.11.2012r.
WSZYSTKIE PŁATNOŚCI ZA O ZŁ !!!
Cieszyn; Plac Wolności 3/6
Goleszów; ul. 1 Maja 4
(były budynek policji)
poniedziałek 10 – 16
wtorek 9 – 15
wtorek 16.30 - 18.30
środa - nieczynne
środa 9 - 11
czwartek 9 – 15
piątek 10 - 16
Kontakt tel: 33 85 23 481, 667 996 783
MIAŁEŚ KOLIZJĘ, WYPADEK, POTRZEBUJESZ SAMOCHÓD
NA CZAS NAPRAWY – ZADZWOŃ! – DOSTANIESZ OD NAS BEZGOTÓWKOWO AUTO ZASTĘPCZE !
POMOŻEMY RÓWNIEŻ ZGŁOSIĆ SZKODĘ I ODZYSKAĆ ODSZKODOWANIE NA OSOBIE, POJEŹDZIE, MAJĄTKU Z WSZELKICH WYPADKÓW!
TEL: 604 126 486
Mieszkanie do wynajęcia w Siemianowicach Śląskich,
3-pokojowe, umeblowane, nowoczesne, dostępny Internet, TV
kablowa. 9 piętro w bloku. Bardzo dobre połączenie komunikacyjne z Katowicami! Tel. 504 868 497
Przyjmę używaną odzież i buty w dobrym stanie
tel. 513 654 662 lub 33 479 63 66
wrzesień 2012
79
wieœci wy¿szobramskie
80
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
FIRMA ŚWIETLIKI
Usługi porządkowe dla firm i domu
Oferujemy: Sprzątanie biur i mieszkań, mycie okien
Pranie dywanów, wykładzin, tapicerki meblowej i samochodowej
Sprawujemy opiekę nad grobami
Więcej szczegółów na: www.firmaswietliki.pl
Kontakt: Bogumiła i Leszek Sztefka
Dzięgielów ,Cieszyńska 29
Tel: 512 635 135 ; 505 146 799
Email: [email protected]
wrzesień 2012
81
wieœci wy¿szobramskie
HUMOR... Babcia wypełnia papierki w Urzędzie Skarbowym.
Wypełnia, wypełnia...
Wreszcie wypełniła i oddaje urzędnikowi, a urzędnik:
- Ale jeszcze musi się pani podpisać.
- A jak się mam podpisać?
- No, normalnie. Tak, jak się pani podpisuje w liście.
Wiec babcia napisała:
"Całuję Was mocno! Babcia Alina"
Kancelaria Parafialna w Cieszynie czynna jest:
- poniedzia³ek, œroda, pi¹tek - 8.00 do 15.00
- wtorek, czwartek - 10.00 do 17.00
Numer telefonu oraz faxu: 33-857
96 69
Nr konta bankowego: 78 8113 0007 2001 0074 4353 0001
Bank Spółdzielczy o/Cieszyn
[email protected]
[email protected]
Informator Parafialny Parafii
Ewangelicko - Augsburskiej w Cieszynie
Redaktor naczelna: Beata Macura
Kontakt:
Tel: 33 857-98-32;
Projekt okładki:
Korekta:
e-mail: [email protected]
A. Macura
ks. Jan Sztwiertnia
dr Jan Schylla
Urszula Szmidt
Druk: Ośrodek Wydawniczy „Augustana” Sp. z o.o
pl. ks. M. Lutra, Bielsko Biała
Redakcja nie ponosi odpowiedzialnoœci za treœæ og³oszeñ.
Nie zwracamy nie zamówionych materia³ów. Zastrzegamy sobie prawo
opracowywania i skracania tekstów. Wszystkie materiay prosimy przesy³aæ
do 17 dnia ka¿dego miesi¹ca. Artyku³y przes³ane po terminie nie uka¿¹ siê
w Wieœciach.
Osoby zainteresowane Informatorem Parafialnym, które z ró¿nych
powodów nie potrafi¹ odebraæ go osobiœcie, proszone s¹ o zg³oszenie tego
faktu do Kancelarii Parafialnej. Informator zostanie dostarczony pod wskazany
adres.
82
Odwiedź naszą stronę:
http://www.cieszyn.org.pl
Informator Parafialny nr 9/2012 (108)
Spis treści:
Od Redakcji ....................................................................................................... 1
Rozwa¿anie: Dopuście dzieciom przychodzić do mnie .................................................... 2
Nasza droga we dwoje ....................................................................................................... 4
O modlitwie ..........................................................................................................................8
Wskazania etyczne w postyllo ks. dr. Marcina Lutra ...................................................... 10
Trochę historii ................................................................................................................. 14
Wspomnienie: Anna Klimsza ........................................................................................... 24
WYDARZENIA PARAFIALNE
Piknik parafialny w Cieszynie ............................................................................................. 27
25-lecie Kościoła w Marklowicach ...................................................................................... 29
120-lecie Pamiątki Poświęcenia Kościoła w Zamarskach ........................................... 30
Święto w Krasnej .................................................................................................. 32
Ratujmy Nasze organy
III Koncert w ramach akcji - Ratujmy Organy Kościoła Jezusowego .................................... 35
Kącik wspomnień - I Wojna światowa ..................................................................... 38
Inne Wydarzenia
Z Dzięgielowa: Miłość, która nie ustaje ................................................................................. 40
Z Cierlicka: 80 lat od tragedii lotniczej na Kościelicku-Cierlicko Dolne ........................... 42
Z Iranu: Be omide didar ........................................................................................ 44
Zza Granicy Śladami Parafii „potolerancyjnych na Morawach i w Czechach” ................. 46
Z Dzięgielowa English Bible Camp ............................................................................ 51
LOTE, GTE ...................................................................................................................... 52
Chóry, muzyka...
Chór Misyjny w Ustroniu-Dobce .................................................................................. 55
Tym razem Tarnowskie Góry .......................................................................................... 56
M£ODZIE¯ I DZIECI
Śladami zabytków Cieszyna ............................................................................................. 58
Tydzień Dobrej nowiny w parafii cieszyńskiej
...w Cieszynie ..................................................................................................................... 61
...w Bażanowicach ............................................................................................................ 63
...w Puńcowie ................................................................................................................... 65
K¥CIK DLA DZIECI: Bożena Harwot-Podżorska ....................................................... 67
Zapisane w księgach parafialnych ..........................................................................73
Informacje i ogłoszenia ..........................................................................................74
wrzesień 2012
83
wieœci wy¿szobramskie
Cieszyn
Bażanowice
Gumna
Hażlach
02.09
09.09
Niedziela
800
900
1000
830
Nabożeństwo
Rodzinne
Niedziela
Pamiątka
Założenia
Nab. Żn.
Nab. Żn.
1000
830
800
1000
Wrzesieñ 2012 r.
16.09
23.09
Niedziela
800
Pamiątka
Założenia
1000
30.09
Niedziela
900
800
07.10
- SpowiedŸ i Komunia Œwiêta
Niedziela
900
Nabożeństwo
Żniwowe
1000
830
1000
Nab. Żn.
830
800
1000
Nab. Żn.
900
1000
1000
Nab. Żn.
Pamiątka
Założenia
900
1000
900
1000 900
800
1000
1000
900
1000
830
1000 1000 900
900
Nab. Żn.
1000
1000
830
Nab. Żn.
Nab. Żn.
Marklowice
830
1030
830
1000
1000
1000
1030
1200
Skoczów
Ogrodzona
1000
1000
1030
1200
830
Puńców
1000
1030
1200
Krasna
Pamiątka
Założenia
Zamarski
1030
1200
1000
Szpital Śląski
1200
830
Dom Sp. St.
http://www.cieszyn.org.pl
Odwiedź naszą stronę:
84