Baśń - prof. Dr hab. Piotr Liszka CMF

Komentarze

Transkrypt

Baśń - prof. Dr hab. Piotr Liszka CMF
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
o. prof. Dr hab. Piotr Liszka CMF
51-611 Wrocław, ul. Wieniawskiego 38
www.piotr-liszka.strefa.pl
+ Baśnie dawne znane przez autora poematu Beowulf. Chrześcijaństwo
przemieniło umysły i wyostrzyło problem walki dobra ze złem. Nie jest to już
tylko walka z nieokreślonymi mocami chaosu i ciemności, lecz walka z
konkretnym przeciwnikiem Boga. Zrozumiał to poeta wieku VIII, anonimowy
autor poematu Beowulf, opisującego wydarzenia z wieku VI. „Jakkolwiek
rzeczy się miały w czasie powstawania poematu, w Beowulfie ta przemiana
nie jest jeszcze zakończona. Uwaga autora skupiona jest na ludziach
żyjących na ziemi; przedstawia on z nowego punktu widzenia starożytny
wątek: że człowiek, każdy człowiek i wszyscy ludzie, a także wszystkie ich
dzieła, zginą. Wątek, którym nie wzgardzi żaden chrześcijanin. Gdyby jednak
czasy pogaństwa nie były tak bliskie, wątek ten nie byłby opracowany w
podobny sposób. Wciąż mamy tu cień rozpaczy, choćby tylko jako nastrój,
głębokie uczucie żalu. Ten świat boleśnie odczuwa wartość pokonanej
dzielności. Poeta, patrząc wstecz, zgłębiając dzieje dawnych królów i
wojowników, widzi, jak cała ich świetność (lub, jak byśmy dziś powiedzieli,
„kultura” czy „cywilizacja”) zapada w noc. Nie poznajemy rozwiązania tej
tragedii, gdyż nie wynika ono z tradycji. Poemat ten powstał w brzemiennym
momencie równowagi, wciąż oglądając się w mroki przeszłości; był dziełem
człowieka dobrze znającego stare opowieści i starającego się dać ogólny
wyraz im wszystkim, wspólnej im tragedii nieuniknionego upadku, a zarazem
człowieka przeżywającego je bardziej p o e t y c k o, gdyż sam nie doświadczył
już tej rozpaczy” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch.
Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays),
wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, 5-10, s. 36.
+ Baśnie głoszone zamiast ewangelii. „Paweł, apostoł Chrystusa Jezusa
według nakazu Boga naszego, Zbawiciela, i Chrystusa Jezusa, naszej nadziei
– do Tymoteusza, swego prawowitego dziecka w wierze. Łaska, miłosierdzie,
pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana! Jak prosiłem cię, byś
pozostał w Efezie, kiedy wybierałem się do Macedonii, [tak proszę teraz], abyś
nakazał niektórym zaprzestać głoszenia niewłaściwej nauki, a także
zajmowania się baśniami i genealogiami bez końca. Służą one raczej dalszym
dociekaniom niż planowi Bożemu zgodnie z wiarą. Celem zaś nakazu jest
miłość, płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej.
Zboczywszy od nich, niektórzy zwrócili się ku czczej gadaninie. Chcieli
uchodzić za uczonych w Prawie nie rozumiejąc ani tego, co mówią, ani tego,
co stanowczo twierdzą. Wiemy zaś, że Prawo jest dobre, jeśli je ktoś prawnie
stosuje, rozumiejąc, że Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone, ale
dla postępujących bezprawnie i dla niesfornych, bezbożnych i grzeszników,
dla niegodziwych i światowców, dla ojcobójców i matkobójców, dla zabójców,
dla rozpustników, dla mężczyzn współżyjących z sobą, dla handlarzy
niewolnikami, kłamców, krzywoprzysięzców i [dla popełniających] cokolwiek
innego, co jest sprzeczne ze zdrową nauką, w duchu Ewangelii chwały
błogosławionego Boga, którą mi zwierzono. Dzięki składam Temu, który mię
przyoblekł mocą, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, że uznał mnie za
godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi mnie, ongiś bluźniercę,
1
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ
działałem z nieświadomością, w niewierze. A nad miarę obfitą okazała się
łaska naszego Pana wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie.
Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus
Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem
pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus
Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego
wierzyć będą dla życia wiecznego. A Królowi wieków nieśmiertelnemu,
niewidzialnemu, Bogu samemu – cześć i chwała na wieki wieków! Amen. Ten
właśnie nakaz poruczam ci, Tymoteuszu, dziecko [moje], po myśli proroctw,
które uprzednio wskazywały na ciebie: byś wsparty nimi toczył dobrą walkę,
mając wiarę i dobre sumienie. Niektórzy odrzuciwszy je ulegli rozbiciu we
wierze; do nich należy Hymenajos i Aleksander, których przekazałem
szatanowi, ażeby się oduczyli bluźnić” (1 Tym 1, 1-20).
+ Baśnie gnostyckie zwalczane przez św. Pawła. Paweł zwalczał gnozę ciągle.
W późniejszych listach św. Pawła (Ef, Kol, l-2 Tym, Tt) wyczuwalna jest
polemika z gnozą występującą w spekulacjach żydowsko – helleńskich. W
„zwodzących baśniach” celowali zwłaszcza chrześcijanie żydujący (por. Tt l,
10; 14) (L. Stachowiak, Gnoza V, w: Encyklopedia katolicka, t. 5, Lublin
1989, s. 1209). Ks. Lech Stachowiak sądzi, że właśnie to środowisko
stosowało obiegowe pojęcia gnostyckie – „rządcy świata” (Ef 6, 12) i „władcy”
(Ef 2, 2). Bardzo dobrze znał gnostycyzm św. Jan. Chociaż nie formułuje
wprost zarzutów przeciwko gnostykom, to jednak w jakiś sposób z nimi
polemizuje. Wybrał najlepszą metodę a mianowicie możliwie najpełniejsze i
najjaśniejsze przedstawienie nauki objawionej P. Liszka, Historyczna ciągłość
pomiędzy New Age a starożytną gnozą, „Studia Paradyskie” 4 (1994) 57-87,
s. 58.
+ Baśnie hindustańskie przekazywane przez południe muzułmańskie na
chrześcijańską północ. Hiszpania islamska była miejscem mieszania się
wiary i rasy. „Mozárabes byli chrześcijanami, którzy przyjęli muzułmańską
kulturę, mudájares to Maurowie będący wasalami chrześcijan. Muladies byli
chrześcijanami, którzy przyjęli islam, a tornadizos Maurami nawróconymi na
chrześcijaństwo. I w końcu enaciados, którzy przyznawali się do obu tych
religii i byli wykorzystywani jako szpiedzy, zarówno przez muzułmanów, jak
przez chrześcijan. Ich dwujęzyczność była wysoko cenionym orężem szpiega.
Do dzisiaj jedna czwarta hiszpańskich słów jest pochodzenia arabskiego. I
nawet pozdrawiają matadora na placu walki byków używamy arabskiego
słowa. Wszak Ole! To arabskie wallah. /Hiszpania arabska/ Arabska
społeczność szybko straciła charakter niezwykle ruchliwej plemiennej policji
i Maurowie przedzierzgnęli się w ziemskich posiadaczy, osiedlając się w
Hiszpanii i tworząc cywilizację miejską” /C. Fuentes, Pogrzebane zwierciadło,
tłum. E. Klekot, Wydawnictwo Opus, Łódź 1994, s. 49/. „Pomimo
sporadycznych odstępstw, prowadzili politykę opartą na otwartości wobec
obcych i włączenia ich w obieg swej kultury, a nie wyłączenia. Kordoba
zmieniła się w trakt przekazujący kulturę islamu na północ, a także pomogła
barbarzyńskiej Europie ponownie zacieśnić więzy z utraconą przeszłością
śródziemnomorską. Z hiszpańskiego kalifatu kordobańskiego filozofia grecka
i literatura klasyczna ponownie przekroczyły Pireneje zmierzając w stronę
gockiej Europy. Antyczne teksty przetłumaczono na arabski w czasach
2
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
kalifatu bagdadzkiego, a szkoła tłumaczy w Toledo natychmiast
rozpowszechniła je po całym Zachodzie. Nauki przyrodnicze, medycyna,
astronomia, wędrowały z muzułmańskiego południa na chrześcijańską
północ wraz ze zbiorami hindustańskich baśni” /Tamże, s. 50.
+ Baśnie hindustańskie przetłumaczone na język hiszpański przez mędrców
żydowskich i arabskich na dworze Alfonsa X Kastylijskiego. Ferdynand III
odebrał Sewillę Maurom w roku 1248. Splądrował miasto, wymordował wielu
jego mieszkańców, a gdy miasto upadło, wygnał zeń sto tysięcy
muzułmanów. Na łożu śmierci przyjął komunię święta klęcząc, z powrozem u
szyi, na znak pokory wobec Boga i głębokiego przekonania o własnych
grzechach. Król ten w głębi serca chciał pojednania między religiami.
Odwoływał się do papieża w obronie hiszpańskich Żydów, chcąc uchronić ich
od upokarzającego obowiązku noszenia znaków na odzieży /C. Fuentes,
Pogrzebane zwierciadło, tłum. E. Klekot, Wydawnictwo Opus, Łódź 1994, s.
69/. „Grobowiec świętego Ferdynanda nosi napisy w czterech językach, stale
obecnych w hiszpańskiej kulturze: po łacinie, hiszpańsku, arabsku i
hebrajsku. […] Ferdynandowi podobało się, gdy nazywano go panem trzech
religii, szanującym na równi wszystkie „ludy księgi”: Testamentów, Koranu i
Talmudu. W ten sposób, jakkolwiek polityka skłaniała go do walki z
Maurami, jego duchową misją było wydobycie specyfiki sytuacji Hiszpanii,
jedynego Kraju w Europie, w którym obok siebie żyli Żydzi, chrześcijanie i
muzułmanie. Uprawiana przez hiszpańskich monarchów polityka
współistnienia kultur osiągnęła prawdziwy szczyt podczas panowania syna
świętego Ferdynanda, Alfonsa X Kastylijskiego. Król ten w roku 1254
dokonał nadania na rzecz największego hiszpańskiego uniwersytetu w
Salamance i stworzył uniwersytecką bibliotekę, przekształcając ja w
instytucję państwową z bibliotekarzem opłacanym przez władze. […] Król
Alfons sprowadził na dwór żydowskich intelektualistów, arabskich tłumaczy,
francuskich truwerów. Żydowskim i arabskim mędrcom zlecił przełożenie na
hiszpański Biblii, a także Koranu, Talmudu i baśni hindustańskich. Wraz z
myślicielami żydowskimi napisał monumentalną summę hiszpańskich
Wieków Średnich. Która zawiera kompilację prawa Las siete partidas
(”Siedem Ksiąg”). Traktat poświęcony sądownictwu El fuero real („Prawo
królewskie”), traktaty o astronomii oraz dwie wielkie historie: Hiszpanii i
świata” Tamże, s. 70.
+ Baśnie niedorzeczne zakazane kaznodziejom przez synod prowincjalny w
Gnieźnie w roku 1589. Literatura apokryficzna po Soborze Trydenckim.
„Wyraźne postanowienie soboru na temat kościelnej sztuki, zwłaszcza jej
instrumentalnej roli (Dekret uchwalony na ostatniej 25 sesji soboru, 3 i 4 XII
1563 r.), wykluczały dzieła „podejrzanej wartości”. Tridentinum, pragnąc
niewątpliwie ewokować duchową atmosferą uczonego chrześcijańskiego
średniowiecza, zwłaszcza jego spekulatywnej myśli, kierowało się jednak
„renesansowym ideałem filologicznej wierności tekstowi” i krytycyzmem
wobec nieznanych Pismu św. przekazów, bądź legendom nie dbającym o
wiarygodność. Walka z nimi rozpoczęła się też w renesansowej Polsce, a
gnieźnieński synod prowincjalny, obradujący pod przewodnictwem prymasa
S. Karnkowskiego w 1589 r., ogłosił uchwały zobowiązujące kaznodziejów do
tego, aby powstrzymywali się „w mówieniu baśni niedorzecznych” (fabulas
aniles), „legend nieudowodnionych” oraz głoszeniu „ksiąg mało znanych i
3
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
podejrzanej wartości” (Zob. K.
Mecherzyński,
Historia wymowy
kaznodziejskiej w Polsce, Kraków 1864, s. 25-26). Autorytatywną zasadę
„extra ecclesiam nulla salus”, można by też strawestować na: „extra
ecclesiam (et Sacram Scripturam) nullae fabule”. Przywilej samodzielnej
lektury Pisma św., nie mówiąc już o egzegetycznej wykładni, obwarowany
został w Kościele katolickim szczególnymi zastrzeżeniami: zwiększone,
wskutek coraz większej liczby przekładów, możliwości i pułapki czytelniczej
percepcji, hamowano różnymi, ostrymi w tonie, kaznodziejskimi
napomnieniami (Por. np. Skarga, Żywot pierwszych rodziców naszych
Adama i Ewy i historia o stworzeniu świata, w: Żywoty, t. I, s. 376)” M.
Adamczyk, Religijna proza narracyjna do końca XVI wieku, w: Proza polska w
kręgu religijnych inspiracji, red. M. Jasińska-Wojtkowska, Krzysztof Dybciak,
Lublin 1993, Towarzystwo Naukowe KUL, 7-40, s. 20.
+ Baśnie Oblicze trojakie. „A jednak obie te rzeczy – mitologia i religia –
splątały się ze sobą, a może dawno temu się rozdzieliły, a teraz powoli, na
ślepo, poprzez labirynt błędów i zamieszanie zdążają do ponownego
połączenia. Nawet baśnie, jako gatunek, mają trzy oblicza: mistyczne –
zwrócone ku Nadprzyrodzonemu, magiczne – skierowane ku Naturze oraz
tzw. zwierciadło politowania – odbijające człowieka. Istotą Królestwa Czarów
jest oblicze magiczne. Pozostałe dwa ujawniają się w różnym stopniu (jeśli w
ogóle), zależnie od wyboru gawędziarza. Tego co magiczne – baśni – można
użyć jako Mirour de l’Omme [zwierciadło człowieka]; może też ono (choć z
trudnością posłużyć jako nośnik tego co mistyczne” /J. R. R. Tolkien,
Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The
Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000,
s. 164-165/. „Także i Artur, ongiś historyczna postać (lecz nie aż tak wielkiej
wagi), znalazł się w „kotle opowieści”. Tam warzył się przez długi czas wraz z
wieloma innymi dawnymi postaciami i wątkami rodem z mitologii i z baśni, a
nawet z paroma „kośćmi historii”, które się tam zaplątały (jak na przykład
walka Artura przeciw duńskim najeźdźcom), aż wreszcie wyłonił się z kotła
jako władca czarodziejskiej krainy” „Skoro już mówimy o kotle, nie wolno
nam zapominać o kucharzach. W garnku warzy się wiele rzeczy, ale
kucharze nie zanurzają swych chochli na ślepo. Ważny jest wybór. Bogowie
są w końcu bogami i nie jest bez znaczenia, co się o nich opowiada. A więc
bez wątpienia bohaterem prawdziwej lub fikcyjnej historii miłosnej będzie
książę z rodu łączącego swe tradycje raczej z Freyem Złotowłosym i z
Wanami niż z Odynem Czarownikiem, karmicielem kruków, władcą
poległych. Nic dziwnego, że angielskie słowo spell oznacza zarówno opowieść,
jak i magiczną formułę dającą władzę nad żyjącymi” /Tamże, s. 166-167.
+ Baśnie Odradzająca moc drzewa odnajdujemy w wielu baśniach […] zmarli
wcielają się w drzewa „Choć u wielu ludów określone drzewa uchodziły za
siedzibę bogów lub ulubione miejsce teofanii, to nie można mówić o
właściwym kulcie drzew. Drzewa czczono wszak nie dla nich samych, lecz z
reguły przez wzgląd na reprezentowane przez nie bóstwa” /M. Lurker,
Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski,
Kraków 1994, s. 216/. „słowiańskiego boga piorunów Perkuna czczono w
lasach dębowych, […] W Grecji pewne drzewa stały się wręcz atrybutem
określonych bóstw. […] Roślinami poświęconymi Dionizosowi były bluszcz,
winorośl i pinia […] Doktor Kościoła Ambroży dostrzegał w płodności pinii
4
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
symbol odnawiającego się wciąż życia natury, które wskazuje z kolei na życie
wieczne. […] Staroorientalne i antyczne wyobrażenia o dającej wodę życia
szyszce pinii przybrały w końcu artystyczny kształt w zachodnio- i
środkowoeuropejskich studniach” /Tamże, s. 217/. „Drzewa jawią się jako
mityczne miejsce narodzin. […] egipski Horus wyłonił się z akacji. […]
Drzewo jest symbolem materii, macierzyństwa jako źródła wszelkiego życia.
Antropogoniczny mit germański opowiada o tym, jak trzej boscy bracia Odyn,
Wili i We znaleźli na morskiej plaży dwa pnie i stworzyli z nich pierwszą parę
ludzi […] w wierzeniach Ajnów pierwszy człowiek został wyrzeźbiony z
drewna i dlatego uważany był za drzewo. […] Drzewa rodzące dzieci pojawiają
się w przekazach przede wszystkim z Holandii, Nadrenii, Szwabii oraz
Tyrolu” /Tamże, s. 219/. „Jak roślina otrzymuje życie z łona matki-ziemi, tak
również człowiek: obydwoje pochodzą z tej samej materii, z tej samej gleby.
[…] Kołyska dla nowo narodzonego dziecka, łoże dla ostatecznie zawsze
świętych zaślubin oraz trumna dla zmarłego – wszystkie trzy wykonane są z
drewna matczynego drzewa i należą do symboliki Wielkiej Macierzy”.
/Tamże, s. 220/. „Wejście do środka drzewa wydaje się warunkiem
wstępnym do ponownych narodzin z pramatki. […] Odradzająca moc drzewa
odnajdujemy w wielu baśniach […] zmarli wcielają się w drzewa” /Tamże, s.
221/. „Według wierzeń antycznych dusza człowieka pogrzebanego w ziemi
przechodzi w kwiat, krzew lub drzewo […] Dużo wcześniej, niż powstała
współczesna psychologia roślin, przypisywano drzewom posiadanie duszy.
[…] w Biblii. Sprawiedliwy jest „jak drzewo zasadzone u strumieni wód, które
wydaje owoc, kiedy jest jego czas” (Ps 1, 3)” /Tamże, s. 222/. „W Pieśni nad
Pieśniami (Pnp 2, 3) sam boski oblubieniec porównywany jest z jabłonią, w
Nowym Testamencie drzewa płodne i bezpłodne są paraboliczną aluzją do
dobrych i złych ludzi (np. Mt 3, 10)” /Tamże, s. 223/. „Drzewa mogą stać się
nośnikami nadziei. Z drzewem zawsze wiązały się wyobrażenia raju, lepszego
świata, […] przyroda jest miejscem kontaktu ze światem nadprzyrodzonym”
/Tamże, s. 224.
+ Baśnie pogańskie zastąpione Ewangelią. „Gdy znaczna ilość pisarzy
chrześcijańskich poza Rzymem głosiła, iż imperium przysłużyło się wielce
chrześcijaństwu przez stworzenie długotrwałej na początku ery pokoju, to
Leon pogląd ten odwrócił: to właśnie pokój duchowy, jako podarowało
chrześcijaństwo imperium, poszerzył duchowe władania Rzymu bez
porównania dalej niż wojny i podboje” /Cz. S. Bartnik, Fenomen Europy,
Lublin 1998, s. 50/. Sytuacja duchowa, według Leona I, była
nieporównywalnie lepsza niż za czasów Rzymu pogańskiego. „Na miejsce
różnorakich bajań Piotr przyniósł prawdziwą naukę: na miejsce kultu
demonów i czci gwiazd – kult Boga miłującego Rzymian i dającego im
duchową wolność; na miejsce chaosu praktyk pseudo-wyzwalających – jedną
czystą ofiarę najwyższego kapłana i na miejsce wszelkich ideologii – jedną,
prawdziwą naukę o zbawieniu każdego człowieka i całego świata. W
rezultacie, według ośrodka papieskiego, przeszłość i teraźniejszość Rzymu
nie oznacza tragedii ani całkowitego upadku, ale raczej jakiś tajemniczy
moment boskiej ekonomii świata. Moment ten można będzie tłumaczyć w
świetle teologii chrześcijańskiej” Tamże 51. W okresie zmierzchu cesarstwa
zachodniego większość teologów tłumaczyła ówczesną sytuację jako znak
przyszłego końca świata, który miał nadejść niebawem. „Jest jednak rzeczą
5
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
znamienna, że papieże nie tylko milczeli o końcu świata, ale wyraźnie termin
ten odsuwali w czasy odległe. Świadczy to o wielkim optymizmie i rozwadze
naukowej tego ośrodka” /Tamże, s. 52/. Leon I pisał, że życie imperium
rzymskiego nie kończy się, lecz zmienia, że Bóg zsyła jakąś tajemniczą łaskę
doświadczenia wiernych. Papież przyjął postawę wypośrodkowaną. Odrzucił
poglądy o końcu Rzymu, ale też nie był zwolennikiem „wiecznego Rzymu”.
Zwrot Urbs Aeterna został użyty po raz pierwszy przez Tibullusa,
współczesnego Wergiliuszowi, według którego to Jowisz miał przyobiecać
Rzymianom wieczne trwanie na ziemi. Również pod koniec IV w., na przekór
faktycznej sytuacji, podkreślano dewizę Invicta Roma Aeterna (Tamże, s. 54).
Tak sądziło również wielu pisarzy chrześcijańskich, tak głoszona na obydwu
dworach cesarskich. „Jednakże ośrodek papieski zajął stanowisko odrębne.
Papieże nie stosowali tej terminologii wcale” /Tamże, s. 55.
+ Baśnie romantyczne bliżej ziemi niż legendy kosmogoniczne. Tolkien
zaoferował swoim czytelnikom wyraźne poczucie tożsamości kulturowej i
etnicznej, które odpowiadało jego własnemu poczuciu tożsamości. „W 1912
roku, jako dwudziestoletni student w Exter College uniwersytetu
oksfordzkiego, Tolkien wygłosił referat w kole naukowym o Kalewali, wielkim
fińskim mitopoetycznym eposie. Epos ten, albo narodowy mit, został
zrekonstruowany na podstawie dawnych opowieści ludowych przez Eliasa
Lonnrota na początku dziewiętnastego wieku i nawet w czasie, gdy Tolkien
wygłaszał swój referat, odgrywał wielką rolę w przekształceniu Finów z
apatycznej rosyjskiej, a wcześniej szwedzkiej prowincji w przebudzony naród.
Zakończył skargą: „żałuję, że nie zostało go więcej – że nie istnieje jego
odpowiednik u Anglików”. Zrodził się z tego wielki projekt, by, jak to ujął,
„stworzyć zbiór mniej lub więcej powiązanych ze sobą legend, począwszy od
tych największych, kosmogonicznych, aż do poziomu romantycznej baśni – te
większe miały być oparte na mniejszych, pozostających w kontakcie z ziemią,
a mniejsze miały czerpać chwałę z odległego tła tamtych – które mógłbym
zadedykować po prostu: Anglii, mojemu Krajowi” /J. R. R. Tolkien, Listy,
red. Humphrey Carpenter, tłum. Agnieszka Sylwanowicz, Zysk i S-ka
Wydawnictwo, Poznań, s. 218/. Swojemu krajowi, Anglii, Tolkien
zadedykował pierwszy epicki mit opublikowany później jako Silamarillion, a
także opowieści, które się z niego poczęły – Hobbita i Władcę Pierścieni. Jak
zauważył profesor Shippey, „wielkim zamysłem czy też pragnieniem Tolkiena
był o oddanie ojczyźnie wszystkich legend, odebranych podczas Mrocznych
Wieków po podboju normandzkim”, która to utrata, jak zauważa jego biograf,
„bolała go tak bardzo, jakby miała miejsce za jego życia” (Carpenter)” /E.
Fairburn, J.R.R. Tolkien. Mitologia dla Anglii, J, w: Tolkien. Księga
pamiątkowa. Studia o spuściźnie literackiej, red. J. Parce, (Tolkien: A
celebration, HarperCollinsPublischers 1999), tłum. J. Kokot, Zysk i S-ka,
Poznań 2003, 78-88, s. 78.
+ Baśnie starożytne oddziałują na ludzi ciągle. „Przede wszystkim są one
stare, a ich dawność bywa atrakcją samą w sobie. [...] Nie sądzę, że groza w
baśniowym kontekście wyrządziła mi jakąlkolwiek krzywdę – niezależnie od
mrocznych wierzeń i praktyk, które ją poczęły. Opowieści takie mają obecnie
oddziaływanie albo mityczne, albo całościowe (nieanalizowalne), w pełni
niezależne od odkryć folklorystyki porównawczej – nie może go ona ani
zniszczyć, ani wyjaśnić. Otwierają drzwi innego czasu, a jeśli choć na chwilę
6
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
przejdziemy przez próg, staniemy poza naszym czasem, a może i poza czasem
w ogóle. Jeśli nie ograniczymy się do stwierdzenia, że w baśniach zachowały
się jakieś stare elementy, ale zastanowimy się też nad tym, dlaczego się one
zachowały, wniosek może być tylko jeden – zazwyczaj (jeśli nie zawsze) działo
się tak dzięki wartościom literackim. Niemożliwe, że dopiero myśmy je
odkryli (czy nawet, że odkryli je bracia Grimm). Baśnie to na pewno nie
kamienne złoża, z których dopiero specjalista geolog może wydobyć cenne
kopaliny. O dawnych elementach można z łatwością zapomnieć i wyrzucić je
albo zastąpić innymi – jak wynika z zestawienia dowolnej baśni z jej bliskimi
odmianami. Jeśli coś pozostało, to dlatego, że gawędziarze – świadomie czy
też instynktownie – odczuwali sens literacki tego, co zachowywali w swych
opowieściach, bądź tego, co do nich dodawali. Nawet jeśli podejrzewamy, że
jakiś zakaz z baśni wywodzi się z tabu praktykowanego w dawnych czasach,
to nie zaginął on w późniejszym rozwoju tej baśni ze względu na ogromne
mityczne znaczenie zakazu jako takiego. „Nie będziesz...” albo odejdziesz jako
nędzarz pogrążony w nieutulonym żalu” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 168-169.
+ Baśnie stosują język poiesis. Teologia żywa musi być poezją, przynajmniej
w niewielkim, mistycznym wymiarze. „W wielu prastarych religiach teologia
utożsamiała się z poezją; oczywiście, nie w sensie fikcji religijnej, lecz w
sensie niewypowiedzialnego piękna (kaloniczności) rzeczywistości religijnej,
jej misteryjności i w sensie metody. Grecy rozumieli poezję jako najwyższą
wartość, twórczość (poiesis) duchową, intelektualną, logosową, językową,
artystyczną. W poznaniu naukowym wielką rolę odgrywała metafora. Dopiero
zwolennicy myśli zawężonej, redukcyjnej i czysto racjonalistycznej (jak
Arystoteles) odrzucili jakąkolwiek wartość historii, metafory i poezji. Ale to
był błąd. Pojęcia i kategorie empiryczno-logiczne, słuszne skądinąd,
obejmują niewielki zakres rzeczywistości religijnej i języka religijnego. Cały
„nadprzyrodzony”, zbawczy obszar tej rzeczywistości lepiej jest ujmowany
przez poiesis, niż przez język nauk szczegółowych, a nawet filozofii w
empirycznym znaczeniu. Uważam, że większość Biblii została napisana w
języku „poietycznym”. Jest to język, który nie rozbija tajemnicy, nie niweczy
ponadmaterialnej relacji między Bogiem a osobą ludzką, nie reizuje
religijności, a także wspiera wolność człowieka, pozwala mu się w pełni
wyrazić i odnaleźć w Pięknie. [...] poiesis nie oznacza bełkotu, zbioru
nonsensów, sekularyzmu ani „szumu” semantycznego, jak to dzisiaj często
bywa. Razem z poiesis musi współistnieć język ścisły, racjonalny,
uszczegółowiony, niejako materialny” Cz. S. Bartnik, Gromy mówiące.
Kazania, przemówienia, publicystyka społeczno-polityczna, Dzieła Zebrane T.
V. Lublin 1999, s. 227-228. Przykłady: saga z wieku VIII Beowulf, powieści
Tolkiena, wszelkie baśnie w ścisłym, literackim sensie.
+ Baśnie światowe odrzucone przez Pawła. „Duch zaś otwarcie mówi, że w
czasach ostatnich niektórzy odpadną od wiary, skłaniając się ku duchom
zwodniczym i ku naukom demonów. [Stanie się to] przez takich, którzy
obłudnie kłamią, mają własne sumienie napiętnowane. Zabraniają oni
wchodzić w związki małżeńskie, [nakazują] powstrzymywać się od pokarmów,
które Bóg stworzył, aby je przyjmowali z dziękczynieniem wierzący i ci, którzy
poznali prawdę. Ponieważ wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre, i niczego, co
7
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
jest spożywane z dziękczynieniem, nie należy odrzucać. Staje się bowiem
poświęcone przez słowo Boże i przez modlitwę. Przedkładając to braciom,
będziesz dobrym sługą Chrystusa Jezusa, karmionym słowami wiary i dobrej
nauki, za którą poszedłeś. Odrzucaj natomiast światowe i babskie baśnie!
Sam zaś ćwicz się w pobożności! Bo ćwiczenie cielesne nie na wiele się
przyda; pobożność zaś przydatna jest do wszystkiego, mając zapewnienie
życia obecnego i tego, które ma nadejść. Nauka to zasługująca na wiarę i
godna całkowitego uznania. Właśnie o to trudzimy się i walczymy, ponieważ
złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawcą wszystkich ludzi,
zwłaszcza wierzących. To nakazuj i tego nauczaj! Niechaj nikt nie lekceważy
twego młodego wieku, lecz wzorem bądź dla wiernych w mowie, w obejściu, w
miłości, w wierze, w czystości! Do czasu, aż przyjdę, przykładaj się do
czytania, zachęcania, nauki. Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został
ci dany za sprawą proroctwa i przez nałożenie rąk kolegium prezbiterów. W
tych rzeczach się ćwicz, cały im się oddaj, aby twój postęp widoczny był dla
wszystkich. Uważaj na siebie i na naukę, trwaj w nich! To bowiem czyniąc i
siebie samego zbawisz, i tych, którzy cię słuchają” (1 Tym 4, 1-16).
+ Baśnie Świeca symbolizuje światło życia. Myśl ludzka przenika materię
dochodząc do niewidzialnego ducha. „Coś staje się widzialne dopiero wtedy,
gdy wychodzi na jaw; nie bez głębszego sensu mówi się o nowo narodzonym
dziecku, iż ujrzało „światło dzienne”. / Życie połączone jest ze światłem.
Światło symbolizuje życie. „W wierzeniach ludowych i baśniach świeca może
sugerować światło życia” /M. Lurker, Przesłanie symboli w mitach, kulturach
i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s. 120/. „Antynomia
światła i ciemności wyznacza dualistyczny obraz świata w religii
staroirańskiej. Przeciwnikiem dobrego boga Ahura Mazdy (Ormuzda) jest
ucieleśnienie zasady zła Angra Mainju, „zły duch”. Po jasnej stronie stoją
prawo, prawda i porządek, które można oddać za pomocą trudno
przetłumaczalnego perskiego słowa asza; po ciemnej stronie znajduje się
drug, „kłamstwo”, spokrewnione etymologicznie z niemieckim Trug. Religia
manichejska naucza, że od samego początku istnieją dwie zdecydowanie
sobie przeciwstawne zasady bytu, określane jako bóg i materia (hyle), które
manifestują się w sferach światła i ciemności. Wszystko, co ziemskie, a tym
samym również człowiek, składa się z mieszaniny tych dwóch zasad.
Wszystko zaś zaczęło się od tego, że „władca ciemności” wdarł się do
królestwa „władcy świetlnych rajów” i ukradł niezliczone mnóstwo cząstek
światła. Człowiek potrafi jednak przeniknąć swoim rozumem ów zagmatwany
splot i poprzez moralne czyny uwolnić posiadane cząstki światła z brudzącej
materii; słońce i księżyc oddają wznoszące się z powrotem w górę cząstki
światła świetlnemu rajowi. Celem religii manichejskiej – wyrażając się
całkiem prosto – jest wyzwolenie jednostki z ciemności ku światłu. Idee
manichejskie odżyły w poglądach bogomiłów na Bałkanach oraz katarów z
XII-XIII wieku w północnych Włoszech i południowej Francji. Według ich
wierzeń istnieją dwie przeciwstawne odwieczne istoty: dobry bóg światła jako
sprawca rzeczy niewidzialnych oraz bóg ciemności jako sprawca widzialnego
świata” Tamże, s. 121.
+ Baśnie świeckie materiałem dla literatury Mitologia należy do sztuk, a
sztuki nie są postępowe „Sto lat temu wielu uczonych, częściowo pod
wpływem naiwnego utożsamiania ewolucji z postępem, zakładało, że
8
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
myślenie mityczne było wczesną formą myślenia konceptualnego. […] Był to
niewątpliwie
element
ideologii
opracowanej
dla
zracjonalizowania
postępowania
Europejczyków
wobec
„tubylców”
na
ciemniejszych
kontynentach i im mniej uwagi poświęca się temu obecnie, tym lepiej.
Tymczasem jest prawdopodobne, że mitologia, ze względu na swą naturę
sakralną, trwa w społeczeństwie na sposób nieorganiczny i dlatego w
rezultacie wysuwa stwierdzenia i tezy dotyczące porządku przyrody
niezgodne z tym, co pokazują faktyczne prawdziwe obserwacje tego
porządku. Kiedy tak się dzieje, konieczne jest zastąpienie wyjaśnień
mitologicznych przez naukowe. […] Ale wypadki tradycji mitologicznej nie są
prawdziwą mitologią, której główna linia jest od-twarzana przez poetów w
każdej epoce”. Punkt wyjścia literatury to świeckość lub sakralność. „W
trakcie rozwoju literatury częścią jej materiału staje się „Profanum”, czyli
świeckie baśnie ludowe i legendy. W literaturze zachodniej Dante i Milton
szukali swych wielkich tematów w obszarze mitycznym, Chaucer i Szekspir z
kolei pozostawali przy baśni i legendzie. Ten proces jest możliwy ze względu
na podobieństwo, a nawet tożsamość strukturalną opowieści świętych i
świeckich. Skoro poważna i zaangażowana natura mitu jest powszechnie
akceptowana, to fakt ten zapewnia poecie swobodę w jej traktowaniu. [...]
mogłyby istnieć szczególne cechy kultury, jak w przypadku Grecji,
pozwalające poecie komicznemu traktować temat mityczny w ujęciu
farsowym, oczywiście do pewnego stopnia. Autorytet tradycyjnego mitu jest
tu po części niezależny od poety. Jeśli poeta ma do czynienia ze „świeckim”
mitem klasycznym w okresie chrześcijańskim, ma teoretyczne prawo uczynić
z nim, co zechce. Dlatego tym bardziej interesujący jest fakt, że w praktyce
poeci wydają się okazywać wielki szacunek dla niepodzielności mitów,
którymi się zajmują. […] Właśnie ze względu na to odnosimy silne wrażenie,
że mit jest czymś oddzielnym od swoich słownych wcieleń, mimo że taka
dwudzielność nie może naprawdę zaistnieć” W047 68.
+ Baśnie teologiczne sensacyjne trzeba odrzucić. „hermeneutyka uogólniona
jest nie tylko teorią czy dyscypliną, lecz także tajemniczym ontologicznym
procesem „rozjaśniania się” rzeczywistości. Mamy zatem hermeneutykę w
sensie przedmiotowym – jako proces ontologiczny i hermeneutykę w sensie
podmiotowym – jako proces poznawczy, jako teorię czy rodzaj nauki
humanistycznej, filozoficznej lub teologicznej. Chciałem postawić tezę, że oba
te procesy hermeneutyczne wystąpiły w bycie i osobie Jezusa Chrystusa i
taka chrystologia hermeneutyczna może być ważnym dopełnieniem
chrystologii uprawianej przez teologię klasyczną. Trzeba powiedzieć, że
katolicka klasyczna teologia systemowa nie ma do dziś większego
zrozumienia dla hermeneutyki teologicznej” /Cz. S. Bartnik, Jezus Chrystus
jako hermeneuta rzeczywistości, „Roczniki Teologiczne”, 2 (2008) 7-12, s. 7/.
„Jest tylko szeroko uprawiana hermeneutyka biblijna w wymiarze
podmiotowym jako sztuka interpretowania Pisma Świętego. Hermeneutyka
jako nauka bywa pojmowana, zwłaszcza przez uczonych katolickich w
ostatnich czasach, właściwie w jakiejś opozycji do Chrystusa, a także zbyt
wąsko i jednostronnie: jako szczątkowa filozofia, jako minimalistyczna
teologia, jako semiologia subiektywna, jako anonimowy (bezosobowy) język,
czy jako wykładnia rozumności, logiki i metod na sposób mimo wszystko
irracjonalny. Świadczy to o wielkim kryzysie teologii, a w niej chrystologii,
9
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
który jednak nie dotarł do głębi katolickiego Kościoła Chrystusowego,
odznaczającego się żywą wiarą, realizmem chrześcijańskim i unikaniem
pogoni za teologicznymi baśniami sensacyjnymi. Ów redukcjonizm
hermeneutyczny jest całkowicie błędny. Trzeba powrócić raczej do ujęć
Georga Friedricha Meiera (zm. 1777) oraz w innym nieco aspekcie do
współczesnego Luigiego Pereysona (Włosi odznaczają się podobnym
realizmem chrześcijańskim i teologicznym, jak Polacy) i rozwijać
hermeneutykę
maksymalistyczną,
uniwersalna,
intelektualna,
obiektywistyczna i o charakterze personalistycznym, który wprowadza
Rzeczywistość chrześcijańską do świata osoby ludzkiej, gdzie następuje
transendująca synteza między światem subiektywnym a obiektywnym. I oto
Jezus Chrystus – w swojej Osobie oraz jako wyzwanie hermeneutyczne – nie
jest li tylko znikomym akcydensem rzeczywistości, ani czysto fabularną i
subiektywistyczną kategorią życzeniowa i emocjonalną, lecz stanowi
podstawowe principium hermeneuticum – omnis entis. On to stanowi,
konstytuuje, wyjaśnia, tłumaczy i interpretuje byt w ogóle (człowieka, świat,
dzieje) w aspekcie ontycznym (synchronicznym, strukturalnym) oraz
dziejowym (diachronicznym, dynamicznym), a wreszcie sensorodnym (w
aspekcie relacji rzeczywistości do osoby ludzkiej)” /Tamże, s. 8.
+ Baśnie Tolkiena przypominają nam o tym, że relacje o Stworzeniu i
Odkupieniu, pojawiające się w naszej tradycji, niosą zaskakującą prawdę.
Fantazja odkrywa głębię duszy ludzkiej. Towarzystwa poświęcone studiom
nad Tolkienem: Mythopoeic Socjety, Elvish Linguistic Fellowship i American
Tolkien Society. „W przesłaniu Gandalfa chodzi o to, że jesteśmy częścią
wyższego porządku, opatrzności. Fakt, że uwikłaliśmy się w przygodę i w
ucieczkę, nie oznacza, ze jesteśmy jedynymi aktorami naszego życia. Świat
jest szeroki i to, co jest korzystne dla nas, przynosi pożytek nie tylko nam,
podobnie jak to, co nas boli, boli nie tylko nas. […] nie cały ciężar świata
spoczywa na nas, nawet jeżeli sami uczestniczymy w cierpieniach i
dramatach świata, gdzie dobro zmaga się ze złem” /J. V. Schall TJ, O
realności fantazji, w: Tolkien. Księga pamiątkowa. Studia o spuściźnie
literackiej, red. J. Parce, (Tolkien: A celebration, HarperCollinsPublischers
1999), tłum. J. Kokot, Zysk i S-ka, Poznań 2003, 72-77, s. 74/. „W świecie
kreacji Tolkienowskich pojawiają się jakieś opowieści i historie, ale podobne
opowieści i historie obecne są i w naszej rzeczywistości. Tolkien „stwarza”
wtórny świat, przypominając nam o tym, że relacje o Stworzeniu i
Odkupieniu, pojawiające się w naszej tradycji, niosą zaskakującą prawdę.
„Ewangelia to przecież baśń albo raczej wzniosła opowieść, która jest samą
istotą baśni” /J. R. R. Tolkien, O baśniach, tłum. Joanna Kokot, w: J. R. R.
Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Christopher Tolkien, Zysk i S-ka
Wydawnictwo, Poznań 2000, s. 198/. Co więcej, jest to opowieść, która
„wtargnęła w historię”. Problem z opowieścią, którą znajdujemy w Piśmie
Świętym – kiedy rozpatrujemy jej prawdopodobieństwo jako fantazji – polega
na tym, że jest ona zbyt prawdziwa, zbyt podobna do tego, czego byśmy
pragnęli. „Nigdy nie pojawiła się żadna opowieść, którą człowieka tak bardzo
chciałby widzieć jako prawdziwą, i żadna, której prawdziwość uznałoby wielu
sceptyków. Jej artyzm nosi najbardziej przekonujące piętno pierwotnej sztuki
– aktu Stworzenia. Odrzucenie jej prowadzi albo do smutku, albo do gniewu”
/J. V. Schall TJ, O realności…, s. 75.
10
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
+ Baśnie usunięte z hagiografii kontrreformacyjnej; pozwoliło to na tryumf
poetyki exemplum. Exemplum formą literacką wieku XVI. „Poetyka exemplum
święcić będzie wreszcie triumfy w kontrreformacyjnej hagiografii oczyszczonej
z kłamliwych, szkodliwych – jak mawiano, baśni (fabulas) apokryficznych i
legendowych. […] przekłady starotestamentalnych ksiąg, traktowane jako
osobne historie narracyjne, „podpowiadały” inną jeszcze możliwość:
tworzenie swoistych „montaży” fabularnych, kojarzących przekazy biblijne i
pozakanoniczne w taki sposób, że amplifikacja apokryficzna wrastała niejako
organicznie w opowieść Pisma św., tworząc pozory tożsamości z nim.
Efektem tej celowej symulacji były te biblijno-apokryficzne narracje (Istoryja
o św. Józefie, Historyja barzo cudna Pussmana), których spójność fabularna
powstawała w rezultacie niszczenia sygnałów delimitacyjnych, tj.
likwidowania znaków umożliwiających widome rozdzielenie granic między
źródłowym przekazem biblijnym a domysłem apokryficznym, mającym
„uzupełniać” motywy pominięte w Piśmie św. Na przeciwnym biegunie
takiego typu narracji sytuowały się te, które właśnie ujawniały fakt
wykorzystywania i przekazywania materii niekanonicznej obok kanonicznej,
wskazywały źródła pozabiblijnych informacji wprowadzanych w obręb dzieła,
oceniały owe informacje z punktu widzenia ich różnie pojmowanej
przydatności i wiarygodności. Ów – prowadzony „na oczach” odbiorcy proces
kwalifikacyjny, decydujący o akcie włączenia, dodania na prawach
fakultatywnych bądź pominięcia w narracji jakiegoś pozakanonicznego
motywu, powodował rozluźnienie spójności fabularnej przekazu, odsłaniał
konstrukcyjną pracę twórcy i jej uwarunkowania” M. Adamczyk, Religijna
proza narracyjna do końca XVI wieku, w: Proza polska w kręgu religijnych
inspiracji, red. M. Jasińska-Wojtkowska, Krzysztof Dybciak, Lublin 1993,
Towarzystwo Naukowe KUL, 7-40, s. 27.
+ Baśnie wyrażają mentalność gnostycką Centrum dzieł Tolkiena stanowi
walka o myślenie realistyczne i otwarte. „Ci, którzy podpisują się, nawet
bezwiednie, pod odwieczną filozofią przyjętą przez Kościół, znajdą
uspokojenie w epickich opowieściach Tolkiena o odwiecznej naturze zmagań
dobra ze złem, o imperatywach moralnych, a także o wyborach, jakie
zmagania te za sobą pociągają. Wyznawcom filozofii sceptycyzmu, którzy
niczego nie są pewni, Tolkienowskie pewniki wydają się zwykłym absurdem.
Jego głębiny zdają się płyciznami, prawdy – fałszem, mity – kłamstwami.
Parafrazując pamiętny aforyzm Inklinga – może się wydawać, ze światło to
światło, a mrok to mrok i nigdy się nie spotkają” J. Pearce, Tolkien i
katolickie odrodzenie w literaturze, w: Tolkien. Księga pamiątkowa. Studia o
spuściźnie
literackiej,
red.
J.
Pearce,
/Tolkien:
A
celebration,
HarperCollinsPublishers 1999/, tłum. J. Kokot, Zysk i S-ka, Poznań 2003,
102-118, s. 107. „Praktyczne implikacje filozoficznego podejścia Tolkiena są
najlepiej widoczne w tym, jak wysoko pisarz cenił obiektywność prawdy. Jego
„fantastyczny” świat bynajmniej nie był ucieczką od rzeczywistości – był, w
metafizycznym sensie, ucieczką do rzeczywistości. Wydarzenia w Śródziemiu
nie są po prostu realne, są hiperrealne, zbyt realne, by dawać poczucie
bezpieczeństwa, tak więc czytelnik głęboko angażuje się w losy bohaterów, w
przebieg wydarzeń, w groźbę dyskatastrophe i radość eukatastrophe. […]
Pierścień to nie fantazja, wytwór umysłu, pożądanie, pragnienie czy pogląd,
który można zmienić – to fakt, któremu trzeba stawić czoło, znieść, a w
11
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
końcu pokonać. Jest to prawdziwy realizm, wzniesiony na solidnej opoce
obiektywizmu. Niewiele ma wspólnego z fałszywym realizmem sceptyków,
którzy opierają swoje pojmowanie rzeczywistości na niepewnych piaskach
subiektywizmu, gdzie nic nie jest dobre, złe czy prawdziwe samo w sobie”
Tamże, s. 108.
+ Baśnie zamiast prawdy Opinia publiczna Francji wieku XVIII zerwała z
katolicyzmem i przeniosła się do krainy idealnej, do świata baśni (od prawdy
się odwrócą i ku baśniom się zwrócą). „monarchia nieustannie stwarza
równość i nierówność […] naprowadziła umysły na ideę naturalnej równości.
Zawłaszczając funkcje administracyjne, monarchia wyzuła Francuzów, a
zwłaszcza członków klas wyższych, ze wszelkiego doświadczenia
praktycznego i stworzyła – na skalę narodową – przestrzeń zarówno dla
autorów jak i dla publiczności, dla abstrakcyjnych teorii z zakresu filozofii
politycznej. I w tej właśnie wolnej przestrzeni […] hommes de lettres utworzyli
zastępcze królestwo czystych idei” /F. Furet, Wstęp, tłum. M. Król, w: A.
Tocqueville de, Dawny ustrój i rewolucja, przeł. H. Szumańska-Grossowa,
Znak, Kraków 1994, 5-20, s. 14/. „Na podobnej zasadzie doszło do tego, że
opinia publiczna zerwała z katolicyzmem. […] Tocqueville widzi w nim
niebezpieczeństwo dla przyszłości. W jego przekonaniu, idea demokratyczna
narodziła się z chrześcijaństwa, a doświadczenie amerykańskie dowodzi, że
demokracja i chrześcijaństwo mogą żyć w harmonii. We Francji natomiast
rewolucja polityczna zmierzała do wykorzenienia nie tylko społeczeństwa
arystokratycznego, ale także podstawy wiary religijnej i stąd – jej wyjątkowy
charakter, jej mania przelicytowywania wszystkiego, gwałtowność i trwałość
pobudzonych przez nią namiętności. Tocqueville nie uważa, że za ten
szczególny, antyreligijny charakter demokracji francuskiej odpowiedzialny
lub choćby współodpowiedzialny był Kościół katolicki z czasów dawnego
ustroju. […] Tocqueville oskarża państwo monarchiczne o to, że doprowadziło
klasy wyższe do braku odpowiedzialności intelektualnej i społecznej, a opinię
publiczną do filozoficznych abstrakcji. […] Rewolucja chciała zastąpić religię,
a na skutek tego oderwała umysły od wszelkich korzeni i otworzyła drogę do
rewolucyjnego zboczenia. [….] w innych okolicznościach mogła mieć inny
przebieg […] Rzeczy jednak szybko potoczyły się w złą stronę, a spowodowała
to ogólna postawa Francuzów” /Tamże, s. 15/. „Dwuznaczny charakter
wydarzeń rewolucyjnych można już dostrzec – zdaniem Tocqueville’a – we
francuskiej filozofii oświeceniowej, w której często silniejsza jest idea
powszechnej zmiany dokonywanej w imię administracyjnej racjonalności, od
idei wolności politycznej, i dla której fizjokraci są bardziej typowi niż
Monteskiusz. Owa idea oświeceniowa może równie dobrze doprowadzić do
despotyzmu jednostki jak do władzy ludu, skoro władza ludu polega jedynie
na zastąpieniu króla narodem, bez dokonywania jakichkolwiek zmian w
administracyjnym zniewoleniu obywatela” /Tamże, s. 16.
+ Baśnie zebrane przez Langa A. podobne stoiskom na wyprzedaży. Wiara
literacka dotyczy nie tylko treści, ale ma na celu przede wszystkim
ukształtowanie człowieka w jego sferze percepcji i tworzenia piękna. „Księgi
baśni Andrew Langa to na pewno nie rupieciarnie – podobne są raczej
stoiskom na wyprzedaży. [...] Zbiory Langa są głównie produktem ubocznym
jego „dorosłych” studiów nad folklorem i mitologią – część jego odkryć została
przeznaczona na użytek dzieci. [...] Wstęp do pierwszego tomu mówi o
12
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
dzieciach, „dla których opowieści te są przeznaczone”. Przedstawiają one –
pisze Lang – człowieka z zarania historii, wiernego swym pierwszym
miłościom, i mają jego nie stępioną wiarę w cudowności i świeży na nie
apetyt [...]. Przypuszczam, że Lang utożsamia ową „wiarę w cudowności” z
„apetytem na nie” albo przynajmniej uważa je za ściśle ze sobą związane.
Tymczasem są to dwie zupełnie różne sprawy, apetyt na cudowności zaś nie
jest ani pierwszym, ani najważniejszym spośród aspektów ogólnego apetytu
wyodrębnianych przez dojrzewający umysł. Lang używa słowa „wiara” w jego
potocznym znaczeniu, a więc jako przekonanie o istnieniu lub wydarzeniu się
czegoś w rzeczywistym (pierwotnym) świecie. Skoro tak, to obawiam się, że
słowa Langa – odarte z sentymentalizmu – mogą sugerować tylko jedno: oto
nadawca baśniowej opowieści, świadomie lub nie, żeruje na łatwowierności
swych dziecięcych odbiorców, na ich braku doświadczenia utrudniającym im
odróżnienie faktu od fikcji, choć samo to rozróżnienie jest podstawą tak
zdrowego ludzkiego umysłu, jak i baśni” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 172.
+ Baśnie źródłem kronik bizantyjskich. „Literatura bizantyjska jest
bezpośrednią spadkobierczynią i kontynuatorką greckiej literatury z jej
okresu hellenistyczno-rzymskiego, a pośrednią – literatury z okresu
helleńskiego, a nawet archaicznego. Przejęła z związku z tym gatunki
literackie wcześniej uprawiane. Część z nich zdecydowanie odrzuciła, inne
kontynuowała, tworząc przy tym nowe ich postacie, jak na przykład
spokrewniony z historiografią gatunek kronikarstwa. […] Nawiązując do
literatury pogańskiej, tworzyła nowy ideologicznie typ piśmiennictwa, którego
głównym celem miała być służba chrześcijaństwu. Miała zresztą w tym
względzie do dyspozycji wielkie bogactwo literatury patrystycznej, pisanej
przez wschodnich Ojców Kościoła, takich zwłaszcza jak Bazyli Wielki,
Grzegorz z Nyssy, Grzegorz z Nazjanzu, Orygenes, Tertulian”. Literatura
bizantyjska, jak całą kultura bizantyjska, charakteryzowała się tym, że
trzymała się ustalonych z góry schematów. „Widać to bardzo wyraźnie w
malarstwie, gdzie obowiązywały precyzyjne kanony kompozycyjne, ale także
w literaturze. Tu również obowiązywała reguła naśladownictwa co do formy
wzorców starogreckich, z tym że treść czerpano przede wszystkim ze źródeł
chrześcijańskich, a zwłaszcza z Biblii. […] charakterystyczny dla literatury
bizantyjskiej był rodzaj piśmiennictwa historycznego w postaci kronikarstwa,
pisanego często dla szerokich warstw społecznych, a w związku z tym
odpowiednio obrazowego, z powoływaniem się przede wszystkim na Biblię, na
różne tematy historyczne, ale także na przebogatą mitologię i baśnie. Treści
biblijne stanowiły w kronikach bizantyjskich ich część zasadniczą. Z Biblii
również, według swojego mniemania, przejęli autorzy bizantyjscy chronologię
dziejów świata, którego stworzenie miało przypadać na 5509 r. przed
Chrystusem” /S. Wielgus, Badania nad Biblią w starożytności i w
średniowieczu, TNKUL, Lublin 1990, s. 168.
+ Baśnie żydowskie odwracają się od prawdy. „Paweł, sługa Boga i apostoł
Jezusa Chrystusa, [posłany do szerzenia] wśród wybranych Bożych wiary i
poznania prawdy wiodącej do życia w pobożności, w nadziei życia wiecznego,
jakie przyobiecał przed wiekami prawdomówny Bóg, a we właściwym czasie
objawił swe słowo przez nauczanie powierzone mi z rozkazu Boga, Zbawiciela
13
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
naszego – do Tytusa, dziecka mego prawdziwego we wspólnej nam wierze.
Łaska i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Zbawiciela naszego! W tym
celu zostawiłem cię na Krecie, byś zaległe sprawy należycie załatwił i
ustanowił w każdym mieście prezbiterów. Jak ci zarządziłem, [może nim
zostać], jeśli ktoś jest nienaganny, mąż jednej żony, mający dzieci wierzące,
nie obwiniane o rozpustę lub niekarność. Biskup bowiem winien być, jako
włodarz Boży, człowiekiem nienagannym, niezarozumiałym, nieskłonnym do
gniewu, nieskorym do pijaństwa i awantur, nie chciwym brudnego zysku,
lecz gościnnym, miłującym dobro, rozsądnym, sprawiedliwym, pobożnym,
powściągliwym, przestrzegającym niezawodnej wykładni nauki, aby
przekazując zdrową naukę, mógł udzielać upomnień i przekonywać
opornych. Jest bowiem wielu krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli,
zwłaszcza wśród obrzezanych: trzeba im zamknąć usta, gdyż całe domy
skłócają, nauczając, czego nie należy, dla nędznego zysku. Powiedział jeden z
nich, ich własny wieszcz: Kreteńczycy zawsze kłamcy, złe bestie, brzuchy
leniwe. Świadectwo to jest zgodne z prawdą. Dlatego też karać ich surowo,
aby wytrwali w zdrowej wierze, nie zważając na żydowskie baśnie czy nakazy
ludzi odwracających się od prawdy. Dla czystych wszystko jest czyste, dla
skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są
zbrukane. Twierdzą, że znają Boga, uczynkami zaś temu przeczą, będąc
ludźmi obrzydliwymi, zbuntowanymi i niezdolnymi do żadnego dobrego
czynu” (Tt 1, 1-16).
+ Baśniowość alegoryzmu powszechnego, halucynacyjne podejście do świata.
„Biblijny alegoryzm in factis – nie wolno zapominać, że lektura Biblii
komplikuje się, jeśli zwrócimy uwagę na to, jak wiele zawiera ona alegoryzmu
in verbis - przyczynił się do tego, że cała tradycja patrystyczna i
scholastyczna opowiedziała się za nieskończonym badaniem Świętej Księgi
jakby była ona lasem pisma (latissima scripturae silva, Orygenes, In Ezech.
4), oceanem czy pełnym boskich tajemnic labiryntem (oceanum et
mysteriosum dei, ut sic loquatur, labirynthum, Hieronim, In Ezech. 14).
Przykładem tego hermeneutycznego nienasycenia jest następujący fragment:
[…] „Pismo Święte na podobieństwo rwącej rzeki napełnia głębiny umysłów
ludzkich tak, że zawsze wylewa się poza ich brzegi; poi spragnionych, a
pozostaje niewyczerpane. Wypływają z niego ogromne wiry znaczeń
duchowych i jak rozpływają się jedne, powstają inne – lub też raczej nie
rozpływają się, ponieważ mądrość jest nieśmiertelna” /U. Eco, Sztuka i
piękno w Średniowieczu, przeł. M. Olszewski, M. Zabłocka, (Arte e bellezza
nell’ estetica medievale), Milano 1987, Znak, Kraków 1997, s. 97/. „Lecz po
tym, jak jedne wyłonią się i ukażą swoje piękno, inne nie przychodzą na
miejsce poprzednich, lecz im towarzyszą, by każdy zgodnie ze swoimi
zdolnościami odkrył je, nasycił się nimi i pozwolił innym kształcić się,
czerpiąc z nich śmiało”. (Gilbert ze Stanfordu, In Cant. Prol.) (J. Leclerq, Le
commentaire de Gilbert de Stanford sur le Cantique des Cantiques, w:
„Analecta Monastiea”, la serie, Citta del Yaticano 1948). Równie
niewyczerpywalna będzie interpretacja labiryntu świata, […]./
Dla
alegoryzmu poetyckiego właściwe jest dekodowanie retoryczne. Jego
wariantem może być także alegoryzm liturgiczny lub ogólnie każda
wypowiedź posługująca się obrazowym lub werbalnym symbolizowaniem
będącym dziełem ludzkim. Jasne jest, że z tego punktu widzenia wypowiedzi
14
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
dotyczące Boga i przyrody podążać będą dwiema rozbieżnymi drogami. W
pansemiozie
metafizycznej
dominowała
tendencja
wykluczająca
przedstawienia symboliczne. Pansemioza metafizyczna staje się teologiczna
lub filozoficzna, zarówno wtedy, gdy wspiera się na neoplatońskiej metafizyce
światła, jak i na hylemorfizmie tomistycznym. Alegoryzm powszechny,
przeciwnie, zbliża się do baśniowego i halucynacyjnego podejścia do świata.
Nieważne jest, jak on się nam jawi, ale co może sugerować. Świat badającego
rozumu przeciwstawia się fabularyzującej wyobraźni. Między nimi znajdują
się dobrze określone we własnych granicach: alegoryczna lektura Biblii i
świadome tworzenie poetyckiego i ziemskiego alegoryzmu (np. w Roman de la
Rose)” /Tamże, s. 98.
+ Baśń angielska wieku XIV Arcydzieło sztuki czternastowiecznej Anglii Pan
Gawain i Zielony Rycerz nie opowiada o danych sprawach, ale czerpie z nich
część swej żywości, jaskrawości, napięcia. „Podobnie ma się rzecz z
największymi baśniami – a nasz poemat jest jedną z nich. Zaprawdę – nie ma
lepszego środka nauczania moralnego niż dobra baśń: opowieść prawdziwa,
mająca głębokie korzenie, opowiadana jako baśń, nie zaś słabo zawoalowana
alegoria moralna. Wydaje się, że autor Pana Gawaina wiedział to lub
odczuwał – instynktownie raczej niż świadomie – żył bowiem w wieku
czternastym: poważnym, dydaktycznym, encyklopedycznym, by nie
powiedzieć – pedantycznym. Raczej więc przejął on baśń wraz z
dziedzictwem, niż świadomie po nią sięgnął. Ze wszystkich tematów [...] albo
innych, jak irlandzkie wpływy na Brytanię, a obu – na Francję, oraz zwrotne
wpływy francuskie, lub – przechodząc do czasów naszego autora –
„odrodzenie aliteracyjne” i ówczesna debata o stosowaniu aliteracji w narracji
poetyckiej, dziś prawie nieznana, z wyjątkiem krótkich ech w Panu Gawainie
oraz u Chaucera (który, jak sądzę, znał ten poemat, a zapewne i jego autora)
– zatem ze wszystkich tematów, które podsuwa Pan Gawain i Zielony Rycerz,
chciałbym zająć się tylko jednym, najbardziej zaniedbanym, a jak sądzę, o
największym podstawowym znaczeniu: rdzeniem, rzeczywistą istotą poematu
w jego ostatecznej postaci, jego wspaniałej części trzeciej, a zwłaszcza
scenami kuszenia i spowiedzi Sir Gawaina” J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the
Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 105.
+ Baśń Cel określony jasno. „Najważniejsze dla baśni – w odróżnieniu od
użycia tej formy dla bardziej przyziemnych celów – jest, aby przedstawić ją
jako „prawdziwą”. [...] Ponieważ esencją baśni są cuda, nie toleruje ona
żadnej ramy ani technicznych wybiegów sugerujących, że cała historia, w
której te cuda się pojawiają, jest wymysłem lub złudzeniem. Sama opowieść
może być oczywiście tak dobra, że pozwoli nam zignorować ramę. Może też
być udana i zabawna jak wizja senna. Takie właśnie są obie książeczki
Lewisa Carolla o Alicji ze swą ramą snu i zmianami w śnionym świecie. Z
tego powodu (a także wielu innych) nie są one baśniami. Istnieje jeszcze inny
rodzaj cudownych opowieści, który wyłączyłbym spośród baśni [...]: chodzi
mi o bajkę zwierzęcą w jej czystej odmianie. [...] Można naturalnie dopatrzyć
się związków między bajką zwierzęca a baśnią. Tak jak w prawdziwych
baśniach zwierzęta i inne stworzenia mówią tu ludzkim głosem. Niekiedy
(raczej rzadko) cud ten można interpretować jako spełnienie jednego z
„pierwotnych” pragnień leżących u podstaw Królestwa Czarów: ludzkiego
15
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
pragnienia wspólnoty z innymi żyjącymi istotami. Mowa zwierząt w bajce
rozwinęła się wszakże w odrębną gałąź i niewiele ma wspólnego z tym
pragnieniem – najczęściej o nim nie pamięta. Wówczas gdy ludzie cudownym
sposobem rozumieją mowę ptaków, zwierząt i drzew, nie jesteśmy zbyt
daleko od Czarodziejskiej Krainy i jej oddziaływania. W historiach, które nie
dotyczą ludzi, albo w takich, gdzie bohaterami są zwierzęta, a człowiek jest
tylko dodatkiem, a nade wszystko w takich, gdzie zwierzęce kształty to tylko
zabieg satyryka-kaznodziei – maska nałożona na ludzką twarz – mamy do
czynienia ze zwykłą bajką zwierzęcą, a nie z baśnią” J. R. R. Tolkien, Potwory
i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and
the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 155.
+ Baśń Dobrą Nowiną. Sprzężenie dzieła literackiego Tolkiena pt. Władca
Pierścieni z najważniejszą teorią literacką Tolkiena – sztuki jako „wtórnego
stwarzania”, którą opisał w swoim eseju O baśniach. „Według Tolkiena,
Człowiek wprawdzie popadł w niełaskę przez Upadek i na długi czas został
odłączony od Boga, ale nie utracił do końca ani nie zmienił swojej pierwotnej
natury. Wciąż zachował podobieństwo do swego Stwórcy. Człowiek ujawnia,
że został stworzony na obraz i podobieństwo Stwórcy, gdy, działając „na
pochodną modłę”, pisze historie odzwierciedlające wieczne Piękno i Mądrość.
Wyobraźnia to „umiejętność wyrażenia, które […] nadaje temu, co
wyobrażone »spójność cechującą rzeczywistość«. Gdy człowiek pobiera rzeczy
z pierwotnego świata i tworzy wtórny świat, działa jako „wtórny stwórca”.
Jego twórczość może oddziaływać na rozmaite sposoby. Człowiek potrzebuje
uwolnić się od monotonii, banalności, trywialności i zachłanności, które
nadwątlają jego wzrok, a opowieści takie pomagają mu odzyskać „jasne
widzenie” świata. Innym rodzajem oddziaływania jest „pociecha szczęśliwego
zakończenia”, czyli eukatastrophe. Dzieła wtórnych stwórców nie przeczą
istnieniu smutku czy klęski, ale są także „nagłym przebłyskiem ukrytej
prawdy w świecie”. W końcu Dobra Nowina, czyli Ewangelie zawierają
„wzniosłą opowieść, która jest samą istotą baśni”. W Bożym Królestwie
obecność wielkich nie pomniejsza maluczkich, tak więc Evangelium nie
zniszczyło opowieści, ale je uświęciło, szczególnie te ze szczęśliwym
zakończeniem” /W. Hooper, Inny Ruch Oksfordzki: Tolkien i Inklingowie, red.
J. Pearce, (Tolkien: A celebration, HarperCollinsPublishers 1999), tłum. J.
Kokot, Zysk i S-ka, Poznań 2003, 171-176, s. 175.
+ Baśń Ewangelia realizuje wszystkie istotne elementy baśni; nie tylko w
sensie literackim, ale również w sferze faktów. „Nietrudno wyobrazić sobie
owo niezwykłe podniecenie i radość, jakie stałoby się naszym udziałem,
gdyby jakaś szczególnie piękna baśń okazała się prawdziwa w „pierwotnym”
sensie tego słowa, gdyby jej fabuła objawiła się jako zdarzenie historyczne,
nie tracąc przy tym owego mitycznego i alegorycznego znaczenia, które miała
jako baśń. Nietrudno, gdyż nie byłoby to doświadczenie o zupełnie nowej, nie
znanej nam jakości. Byłaby to ta sama radość (choć na pewno bardziej
intensywna), którą wywołuje szczęśliwy „zwrot” baśniowej akcji: ma ona
posmak pierwotnej prawdy (w przeciwnym razie nie nazywałaby się
radością). Wybiega naprzód (albo wstecz – kierunek nie jest tu ważny) ku
wielkiej Eukatastrophe. Taka jest też i gloria – radość chrześcijanina – choć o
wiele bardziej (nieskończenie bardziej, gdyby nie nasze ograniczenie
możliwości) wzniosła i promienna. Bo też i sama opowieść jest bardziej
16
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
wzniosła – jest prawdziwa. Sztuce nadano wymiar prawdy. Bóg jest Panem
aniołów i ludzi, i elfów. Legenda i historia spotkały się i zlały w jedno” J. R.
R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański
(The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań
2000, s. 201.
+ Baśń Fantazja uzdrawia ostrość spojrzenia na tę samą rzeczywistość.
„Wszelkiego rodzaju „element fantastyczny” w poezji i w prozie – nawet jeśli
jest on tylko ozdobnikiem albo zjawiskiem ubocznym – pomaga w tym
uwolnieniu. Jednak najpełniej czyni to baśń – świat zbudowany na fantazji
lub wokół niej, którego samym sercem jest fantazja właśnie. Fantazje buduje
się z elementów pierwotnego świata, ale prawdziwego rzemieślnika cechuje
miłość, wiedza i wyczucie tworzywa – kamienia, gliny czy drewna – które dać
może tylko sztuka tworzenia. [...] Baśnie opowiadają głównie albo (te lepsze)
niemal wyłącznie o sprawach podstawowych, nie tkniętych przez fantazję, ale
jej oprawa przydaje blasku tej prostocie. Bo twórca opowieści, który pozwala
sobie na „swobodę” wobec natury, może być jej miłośnikiem, ale nie
niewolnikiem. To baśnie pierwsze pozwoliły mi przeczuć moc słów i
cudowność rzeczy takich, jak kamień, drewno i żelazo, dom i ogień, chleb i
wino. [...] Choć baśnie nie są naturalnie jedynym środkiem ucieczki, należą
dziś do najbardziej oczywistych i (według niektórych) bezwstydnych rodzajów
literatury eskapistycznej [...]. Ucieczka jest jedną z głównych funkcji
pełnionych przez baśnie [...], nie podoba mi się ów ton pogardy i politowania,
jaki towarzyszy dzisiejszemu mówieniu o ucieczce: ton, do którego nie
uprawnia poza krytycznoliterackie użycie tego słowa. W świecie, który osoby
nadużywające tego pojęcia zwą prawdziwym życiem, ucieczka bywa z reguły
czynem niewątpliwie użytecznym, a niekiedy nawet heroicznym” J. R. R.
Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański
(The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań
2000, s. 190-191.
+ Baśń Forma literacka zwana mitem wymaga odpowiednio dostosowanej
metody badawczej. „Jeśli ktoś naprawdę chciałby analizować smoka z
Beowulfa, nie powinien winić go o bycie smokiem, lecz raczej o to, że nie jest
w dostatecznym stopniu smokiem, prostym, czysto bajkowym smokiem. W
poemacie jest trochę takich jaskrawych rysów [...] gdzie smok jest
prawdziwym gadem, mającym własne, zwierzęce życie i świadomość – jednak
ogólna koncepcja jest bliższa draconitas niż draco (smoczość niż smok). Smok
jest uosobieniem przewrotności, chciwości, zniszczenia (ci jest odwrotną, złą
stroną bohaterskiego życia) oraz okrucieństwa losu, nie rozróżniającego
dobra i zła (co jest złym aspektem życia w ogóle). Ale w Boewulfie jako
poemacie tak właśnie być powinno. Równowaga jest delikatna, ale
zachowana. Obfita symbolika jest blisko powierzchni, ale nie zostaje
wydobyta i przekształcona w alegorię. Mamy do czynienia z kimś bardziej
znaczącym niż standardowy bohater: oto człowiek postawiony wobec wroga
bardziej złego niż jakikolwiek ludzki nieprzyjaciel jego rodu lub królestwa, do
tego wpisany w czas, uczestniczący w bohaterskiej historii, przemierzający
znane mu kraje Północy. Natomiast [...] główną wadą Beowulfa jest to, że
jego autor, żyjący w czasach bogatych w legendy o bohaterach, posłużył się
nimi w nowy, oryginalny sposób, dając nam zamiast kolejnej legendy rzecz
podobną, lecz inną – miarę i interpretację ich wszystkich” J. R. R. Tolkien,
17
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The
Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000,
5-10, s. 29-30.
+ Baśń formą literacką poematu Beowulf. Chrześcijaństwo przemieniło
umysły i wyostrzyło problem walki dobra ze złem. Nie jest to już tylko walka
z nieokreślonymi mocami chaosu i ciemności, lecz walka z konkretnym
przeciwnikiem Boga. Zrozumiał to poeta wieku VIII, anonimowy autor
poematu Beowulf, opisującego wydarzenia z wieku VI. „Autor Beowulfa
posiadał, podobnie jak Wergiliusz, dostateczna znajomość rodzimej tradycji,
by mieć też perspektywę historyczną, a nawet antykwarską ciekawość.
Rzutował swe czasy na odległą przeszłość, gdyż ta odległa przeszłość była
szczególnie atrakcyjna poetycko. Wiedział wiele o dawnych dniach, choć jego
wiedza – jak na przykład o pogrzebie w morzu czy o stosie pogrzebowym –
była raczej bogata i poetycka niż dokładna w pojęcia współczesnej
archeologii. Jedno dostrzegał wyraźnie – były to czasy pogańskie: pogańskie,
szlachetne i pozbawione nadziei. Ale jeśli autor przemilczał elementy typowo
chrześcijańskie, to podobnie uczynił ze starymi bogami. Częściowo dlatego,
że nie istnieli oni naprawdę, że z chrześcijańskiego punktu widzenia byli
tylko ułudą lub kłamstwem fabrykowanym przez Złego, gastbona [zabójcę
dusz], do których ludzie pozbawieni nadziei zwracali się, zwłaszcza w
potrzebie. Częściowo zaś dlatego, że ich stare imiona (z pewnością wciąż
pamiętane) nadal miały moc, wiązały się nie tylko z mitologią lub
baśniowymi wątkami, które znajdujemy, powiedzmy w Gylfaginning, ale i z
czynnym pogaństwem: religią i wigweorpung [bałwochwalstwem]. Przede
wszystkim jednak dlatego, że nie były one istotne dla tematu” J. R. R.
Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański
(The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań
2000, 5-10, s. 35.
+ Baśń formą literacką zbliżoną do mitu, powiązaną z myśleniem
symbolicznym. Przy interpretacji symbolu należy się liczyć z podobnymi
trudnościami, co przy interpretacji baśni czy mitu. „Same w sobie już
ambiwalentne symbole są zmienne w swojej wartości znaczeniowej; nie wolno
ich badać osobno, lecz zawsze w kontekście. Ponieważ baśń bardzo
tolerancyjnie traktuje swój język obrazów (ptak czy koń mogą wiele znaczyć) i
kpi sobie z „wszelkich dogmatycznych bądź pedantycznych ograniczeń”, nie
należy „uważać własnych interpretacji z jedynie możliwe” (Justus Obenauer).
Absolutnie uzasadnione jest interpretowanie jednej baśni z punktu widzenia
literaturoznawstwa i etnografii, a drugiej w aspekcie psychologicznym; także
historia religii oraz socjologia zainteresowane są badaniem baśni. Oczywiście
różne punkty wyjścia dają w rezultacie różne interpretacje. Jak bardzo
poglądy badaczy mogą być rozbieżne, widać już po różnym ustosunkowaniu
się do relacji między baśnią a marzeniem sennym. Są tacy, którzy rozdzielają
je grubą kreską, według nich nie można porównywać chaotycznych obrazów
sennych z uzupełniającymi się sensownie obrazami baśni; dlatego
interpretator baśni ma inne zadanie niż interpretator snów /J. Obenauer,
Das Märchen. Dichtung und Deutung, Frankfurt a.M. 1959, s. 12, 21 i n.)”
Lurker, Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, tłum. R.
Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s. 60-61.
18
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
+ Baśń formą literacką zbliżoną do mitu. „Niemało elementów z obrazowego
języka i mądrości mitów znalazło odbicie w baśniach. Zarówno mityczne, jak
i baśniowe symbole nie zostały po prostu wzięte z natury, lecz zakorzenione
są w archetypowym świecie obrazów nieświadomości. Wilhelm Grimm pisał
w zakończeniu trzeciej księgi Kinder und Hausmärchen: „wspólne wszystkim
baśniom są pozostałości sięgające najstarszych czasów wiary, która wyraża
się w obrazowym ujęciu rzeczy nadzmysłowych. Owa materia mityczna
przypomina kawałeczki rozpryśniętego kamienia szlachetnego, które leżą
wśród trawy i kwiatów porastających ziemię i mogą być odkryte jedynie
bystrzejszym okiem”. Znaczy to, że przy powierzchownej obserwacji (lekturze)
nie dostrzeżemy nic lub dostrzeżemy niewiele z owego kamienia oraz z
głębszego sensu sięgającego dawnych czasów. Jak daleko baśnie rzeczywiście
sięgają wstecz, nie da się w większości z nich dokładnie ustalić, zwłaszcza że
w trakcie przekazywania, często ponad granicami językowymi, ulegały
rozmaitym przeobrażeniom. Przedstawienie bajki o wyścigu między zającem i
jeżem znajdujemy już na wczesnogreckich wazach. W Starym Testamencie
można wskazać występujący również u innych ludów baśniowy motyw
porzucenia dziecka (Mojżesza). W XIII wieku przed Chr. spisano w Egipcie
bajkę o dwóch braciach. Dziedzictwem z dawnych czasów mogą być w
baśniach wersy wywodzące się często z magicznych zaklęć” /M. Lurker,
Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski,
Znak, Kraków 1994, s. 59-60.
+ Baśń formą literacką zbliżoną do mitu. „Niemało elementów z obrazowego
języka i mądrości mitów znalazło odbicie w baśniach. Zarówno mityczne, jak
i baśniowe symbole nie zostały po prostu wzięte z natury, lecz zakorzenione
są w archetypowym świecie obrazów nieświadomości. Wilhelm Grimm pisał
w zakończeniu trzeciej księgi Kinder und Hausmärchen: „wspólne wszystkim
baśniom są pozostałości sięgające najstarszych czasów wiary, która wyraża
się w obrazowym ujęciu rzeczy nadzmysłowych. Owa materia mityczna
przypomina kawałeczki rozpryśniętego kamienia szlachetnego, które leżą
wśród trawy i kwiatów porastających ziemię i mogą być odkryte jedynie
bystrzejszym okiem”. Znaczy to, że przy powierzchownej obserwacji (lekturze)
nie dostrzeżemy nic lub dostrzeżemy niewiele z owego kamienia oraz z
głębszego sensu sięgającego dawnych czasów. Jak daleko baśnie rzeczywiście
sięgają wstecz, nie da się w większości z nich dokładnie ustalić, zwłaszcza że
w trakcie przekazywania, często ponad granicami językowymi, ulegały
rozmaitym przeobrażeniom. Przedstawienie bajki o wyścigu między zającem i
jeżem znajdujemy już na wczesnogreckich wazach. W Starym Testamencie
można wskazać występujący również u innych ludów baśniowy motyw
porzucenia dziecka (Mojżesza). W XIII wieku przed Chr. spisano w Egipcie
bajkę o dwóch braciach. Dziedzictwem z dawnych czasów mogą być w
baśniach wersy wywodzące się często z magicznych zaklęć” /M. Lurker,
Przesłanie symboli w mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski,
Znak, Kraków 1994, s. 59-60.
+ Baśń formą literacką zbliżoną do mitu. „Otto Huth zwraca uwagę na relację
pomiędzy baśniową treścią a gnozą mającą stanowić środek osiągnięcia
zbawienia. Należy tutaj pamiętać o właściwym bajce rysunku czarno-białym
(dobro i zło, piękno i brzydota), zgodnym z gnostycznym dualizmem; o
pytaniu o drogę, która jest wszak drogą w zaświaty – przez staw, rzekę, most
19
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
o baśniowym weselu, które zawsze przecież ma charakter świętych zaślubin
(hieros gamos). Możliwe, że niektóre motywy baśniowe sięgają kultury
megalitycznej, jak choćby szklana góra, przy czym nie chodzi to naturalnie o
szkło,
tylko
o
pierwotne
znaczenie,
związane
jeszcze
ze
średniowysokoniemieckim glanst („błyszczący, lśniący”). Góra szklana lub o
trzech szczytach to zarazem góra zmarłych i góra świata (O. Huth, Märchen
und Megalithreligion, w „Paideuma” 5/1950-1954, s. 12-22; poza tym
autorstwa O. Hutha: Das Sonnen-, Mond- und Sternenkleid, w: W. Laiblin
(wyd.). Märchenforschung…, s. 151-160). Wspinanie się na górę o trzech
szczytach (miedzianym, srebrnym i złotym) symbolizuje drogę przez sfery
nieba (Wenus, Księżyc, Słońce); droga w zaświaty może być też zaznaczona
bezpośrednio, kiedy w bajce O siedmiu krukach dziewczyna przed otwarciem
szklanej góry odwiedza słońce, księżyc i gwiazdy. Baśnie (tak samo zresztą
jak mity) wypływają z obrazowego myślenia, które odpowiada wczesnym
szczeblom rozwoju ludzkości” /M. Lurker, Przesłanie symboli w mitach,
kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s. 60.
+ Baśń gatunkiem literackim o bardzo bogatych możliwościach
artystycznych i treściowych. Interpretowanie baśni jest bardzo trudne, ale też
bardzo owocne. „Królestwo Baśni to niebezpieczna kraina. Gdzie na
nierozważnego czekają pułapki, a na zbyt śmiałych – więzienne lochy [...].
Baśniowe kraje rozciągają się wzdłuż i wszerz, w górę i w dół i pełne są
najprzeróżniejszych rzeczy i stworzeń: znajdziesz tam wszelkiego rodzaju
ptactwo i zwierzęta, niezliczone gwiazdy i bezbrzeżne oceany, czarowne
piękno i czyhającą zewsząd grozę, radości i smutki przeszywające jak ostrze
miecza. Ten, kto tam zbłądził, może chyba uznać się za szczęśliwca; ale
odmienność i bogactwo tej krainy wiążą język wędrowcowi, który chciałby o
nich opowiedzieć. A zadając zbyt wiele pytań, naraża się on na to, że
zatrzasną się przed nim drzwi królestwa, a klucze do nich zginą” J. R. R.
Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański
(The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań
2000, s. 146. “Czym jest baśń? Na próżno byłoby się tu odwoływać do
Oksfordzkiego słownika języka angielskiego. Nie zawiera on w ogóle hasła
„baśń” (fairy-story) i niezbyt jest pomocny, jeśli chodzi o same elfy (fairies). W
suplemencie do Słownika pojawia się hasło „baśń, bajka” (fairy-tale)” Tamże,
s. 147.
+ Baśń gatunkiem literackim o bardzo bogatych możliwościach
artystycznych i treściowych. Interpretowanie baśni jest bardzo trudne, ale też
bardzo owocne. Słowo „baśń, bajka” (fairy-story) pojawiło się w użyciu w
języku angielskim w roku 1750, i zostało wprowadzone do suplementu
Oksfordzkiego słownika języka angielskiego. Jego głównym znaczeniem jest:
(a) opowieść o elfach lub innych czarodziejskich istotach; a znaczenie
poboczne to: (b) zmyślona lub nieprawdopodobna historia i (c) kłamstwo,
fałsz”. Drugie i trzecie znaczenie beznadziejnie poszerzyłoby zakres moich
rozważań. Ale pierwsze znaczenie jest zbyt wąskie. Byłoby wprawdzie dość
szerokie na esej czy nawet na książkę, ale nie oddaje faktycznego użycia tego
słowa; szczególnie jeśli się przyjmuje słownikową definicję elfów (fairies):
„Nadnaturalne stworzenia miniaturowych rozmiarów, według wierzeń
ludowych obdarzone mocą czarodziejską i wywierające dobry lub zły wpływ
na ludzkie sprawy”. „Nadnaturalny” to słowo trudne, i niebezpieczne –
20
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
niezależnie od tego, czy używa się go węższym czy szerszym sensie. Ale nie
pasuje ono do elfów, chyba że przedrostek „nad” potraktujemy po prostu jako
superlatyw. Bo to człowiek jest „nadnaturalny” w stosunku do elfów (i
nierzadko jest też miniaturowych rozmiarów), one same zaś są naturalne – o
wiele bardziej naturalne niż ludzie” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne
eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and
Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 147.
+ Baśń gatunkiem literackim o bardzo bogatych możliwościach
artystycznych i treściowych. Interpretowanie baśni jest bardzo trudne, ale też
bardzo owocne. Baśnie ludowe zamieszkałe były przez olbrzymów. Nie było w
nich niewielkich rozmiarów elfów. „Nymphidia Draytona można uznać za
najgorszą z kiedykolwiek napisanych baśni (czy raczej opowieści o elfach).
Pałac Oberona ma ściany z pajęczych odnóży. [...] Byłoby lepiej, gdyby cała
ta historia uległa zapomnieniu. [...] w przeciwieństwie do Artura, Ginevry i
Lancelota – ale opowieść o dobru i złu na dworze króla Artura jest o wiele
bardziej baśniowa niż historia Oberona. Fairy, bliski odpowiednik wyrazu
„elf”, jest słowem obecnym w języku angielskim od niedawna, niemal nie
znanym przed okresem Tudorów. Warto zwrócić uwagę na jego pierwsze
użycie (jedyne sprzed roku 1450) przytoczone przez Słownik oksfordzki. Cytat
wzięty jest z Gowera i brzmi: as he were a faierie [jak gdyby był elfem]. Ale
Gower nie to powiedział – napisał: as he were of faierie [przybył z
czarodziejskiej krainy]” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red.
Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others
Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 149. Słowa te użył Edmund
Spenser w romansie The Faërie Quenne. W odróżnieniu od Słownika, który
odnosi je do ściśle zdefiniownego, wymyślonego stworka, średniowieczny
romans słowem tym chciał wyrazić właśnie nieokreśloność, sytuację
tajemniczą, niejasną, mylącą. „Cały problem z prawdziwymi mieszkańcami
Królestwa Czarów polega bowiem na tym, że nie zawsze wyglądają oni na
tych, kim naprawdę są; że często stroją się w wyniosłość i piękno, które to
my chętnie przypisujemy samym sobie. Przynajmniej część czarów, które
snują dobro i zło człowieka, to dar wyzyskiwania pragnień jego duszy i ciała”
Tamże, s. 150.
+ Baśń gatunkiem literackim o bardzo bogatych możliwościach
artystycznych i treściowych. Interpretowanie baśni jest bardzo trudne, ale też
bardzo owocne. Baśnie ludowe zamieszkałe były przez olbrzymów. Nie było w
nich niewielkich rozmiarów elfów, „baśnie bowiem – w normalnym tego słowa
użyciu – to nie po prostu historie o elfach, ale opowieści o Faërie, Królestwie
Czarów. W królestwie tym istnieją nie tylko elfy i wróżki, nie tylko
krasnoludy, czarownice, trolle, olbrzymy i smoki, ale także morza, Słońce,
Księżyc, Ziemia i wszystko, co się na niej znajduje: a więc drzewa i ptaki,
woda i kamienie, chleb i wino, i my, śmiertelnicy, jeśli nas tam zaklęto.
Historie dotyczące głównie fairies, to jest istot we współczesnej
angielszczyźnie zwanych elfami, są stosunkowo rzadkie i z reguły nie nazbyt
interesujące. Większość naprawdę dobrych baśni traktuje o przygodach ludzi
w Niebezpiecznej Krainie albo na jej mglistych obrzeżach. To całkiem
naturalne: jeśli bowiem elfy istniały naprawdę i niezależnie od naszych
opowieści, to prawdą jest także i to, że ani elfom nic do nas, ani nam do
elfów. Nasze losy się rozdzieliły, nasze ścieżki rzadko się spotykają. Nawet na
21
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
granicy Królestwa Czarów spotkać je można tylko wówczas, kiedy
przypadkiem wejdą nam w drogę” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne
eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and
Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 151.
+ Baśń gatunkiem literackim o bardzo bogatych możliwościach
artystycznych i treściowych. Interpretowanie baśni jest bardzo trudne, ale też
bardzo owocne. Baśnie ludowe zamieszkałe były przez olbrzymów. Nie było w
nich niewielkich rozmiarów elfów. „Określenie, czym jest baśń albo czym być
powinna, nie może opierać się na żadnych definicjach czy historycznych
przekazach dotyczących elfów lub innych czarodziejskich istot, ale na
naturze samej Niebezpiecznej Krainy – Królestwa czarów – wiatru, jaki tam
wieje. Nie podejmuję się tu ani zdefiniować tych ziem, ani nawet próby ich
opisania. Nie sposób bowiem pochwycić Królestwa Czarów w sieć słów; jedną
z jego właściwości jest to, że nie da się go opisać, choć na pewno można go
doświadczyć. Ma ono wiele aspektów, a ich analiza nie musi doprowadzić do
odkrycia sekretu całości. Mam wszakże nadzieję, że to, co powiem [...] rzuci
nieco światła na mą własną – jakże niedoskonałą – wizję tej krainy. [...] baśń
to opowieść, która albo w pełni wykorzystuje motyw Królestwa Czarów, albo
doń tylko nawiązuje dla dowolnych celów – satyry, przygody, moralizowania,
czy fantastyki. Można mówić o królestwie jako o Krainie Magii, ale jest to
magia szczególnego rodzaju i wyjątkowej mocy, jakże daleka od pospolitych
wysiłków pracowitego i kształconego czarownika. Istnieje jedno tylko
zastrzeżenie: jeśli w opowieści obecna jest satyra, to wolno jej wyśmiewać się
ze wszystkiego z wyjątkiem samej magii. Ją jedną trzeba traktować poważnie;
nie należy z niej kpić ani jej wyjaśniać” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 151-152.
+ Baśń gatunkiem literackim Początek gatunku literackiego zwanego baśnią
nie jest, zdaniem Tolkiena, najbardziej interesującym zagadnieniem
dotyczącym tego gatunku literackiego. Baśnie z pewnością są bardzo stare.
„Pokrewne motywy zaś spotkać można już w najwcześniejszych ich zapisach
– w istocie znaleźć je można wszędzie tam, gdzie istniał język. A więc musimy
uporać się z odmianą problemu, jako napotyka archeolog albo filologkomparatysta, a mianowicie ze sporem między zwolennikami teorii
niezależnej ewolucji (czy raczej inwencji) tego, co podobne; teorii
dziedziczenia ze wspólnego źródła; i teorii dyfuzji w rozmaitych okresach z
jednego albo kilku ośrodków. Większość sporów prowadzi do uproszczeń
(których dopuszczają się obydwie strony bądź przynajmniej jedna z nich) i
nie sądzę, aby ten spór był jakimś wyjątkiem. Dzieje baśni są najpewniej nie
mniej skomplikowane niż dzieje ludzkiej rasy i równie złożone jak historia
ludzkiego języka. Wszystkie te trzy procesy – niezależna inwencja,
dziedziczenie i dyfuzja – musiały odegrać pewną rolę w tworzeniu zawikłanej
sieci opowieści. By sieć tę rozplątać, potrzeba by mocy elfów. Najważniejsza
jest inwencja; nic więc dziwnego, że jest ona najbardziej tajemnicza. Właśnie
do inwencji twórczej muszą w końcu doprowadzić rozważania o pozostałych
procesach” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien,
tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays), wyd.
Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 159.
22
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
+ Baśń gatunkiem literackim. Badania naukowe folklorystów i antropologów
zajmują się motywami występującymi w baśni, nie pytają jednak o tym czym
ona jest i stąd nie dochodzą oni do prawdy. Porównują oni utwory literackie,
bez zwracania uwagi na ich inność gatunkową. Dopiero całość opowiadania,
z jego wieloraką strukturą i wieloma poziomami interpretacyjnymi, pozwala
dotrzeć do prawdy, która również stanowi określoną całość, a nie jakiś
wyizolowany element. „Bo przecież liczy się właśnie koloryt, atmosfera,
nieklasyfikowalne i niepowtarzalne szczegóły danej opowieści, a nade
wszystko jej ogólny sens ożywiający nierozdzielnie szkielet akcji. [...] Nie
potępiam naturalnie fascynacji zawikłaną i rozgałęzioną historią kryjącą się
pośród gałęzi Drzewa Opowieści ani też pragnienia, by rozplątać jej zawiłości.
Sam niekiedy odczuwam takie oczarowanie: jest ono nieodłącznym aspektem
dziedziny wiedzy, o której co nieco mi wiadomo, czyli studiów filologicznych
nad gmatwaniną języka. Wszakże nawet w przypadku języka o wiele
ważniejsze (i o wiele trudniejsze do pochwycenia) są jego możliwości i istota
jako żywej mowy, a nie jego dzieje. Tak też, moim zdaniem, w przypadku
baśni – ciekawsze, ale i trudniejsze są dociekania na temat tego, czym
opowieści te są obecnie dla nas i jakie kształty nadały im owe alhemiczne
procesy, którym tak długo podlegały” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 158.
+ Baśń Ilustracja niewiele wspomaga baśń. „Powszechnym zjawiskiem w
surrealizmie jest chorobliwość lub skrępowanie – rzadkość w fantazji
literackiej. Już sam umysł, który stworzył przedstawione tam kształty,
można by określić jako niezdrowy, choć nie w każdym przypadku będzie to
słuszna diagnoza. Dziwne zaburzenia umysłu są często skutkiem tworzenia
tego typu malowideł; jest to stan podobny w swej (świadomej) chorobliwości
do wrażeń doświadczanych w malignie, kiedy to umysł wykazuje
zadziwiająca łatwość i płodność w nadawaniu groteskowych lub złowrogich
kształtów wszystkim postrzeganym przezeń przedmiotom. Mówię tu
oczywiście o niezależnych formach wyrażania fantazji w „sztukach
wizualnych”, a nie o ilustracjach ani o filmie. Ilustracje, choć same w sobie
mogą być dobre, niewiele dobrego przynoszą baśniom. Podstawowa różnica
między prawdziwą literaturą a wszelką sztuką oferująca wizualne
przedstawianie świata (włączając w to dramat) polega na tym, że ta ostatnia
proponuje tylko jedną wersję wizualizacji. Literatura inaczej oddziałuje na
każdy umysł i przez to jest bardziej płodna. Jest bardziej uniwersalna, a
jednocześnie przejmująco szczegółowa” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 206.
+ Baśń kończy się szczęśliwie. „Pociecha, jaką niosą baśnie, radość ze
szczęśliwego zakończenia – które poprawniej byłoby zwać „dobrą katastrofą”,
nagłym radosnym zwrotem akcji (bo żadna baśń tak naprawdę nigdy się nie
kończy) – ta radość, którą baśń potrafi tak doskonale prowokować, nie jest
już w swej istocie „eskapizmem” ani „ucieczką”. Jest to dana nam w oprawie
baśniowego – lub innego – świata nagła i cudowna łaska, której powrotu
nigdy nie można być pewnym. Nie przeczy ona realności dyskatastrophe:
obecność smutku i upadku jest niezbędna dla radości ocalenia, przeczącego
(w obliczu tak wielu dowodów) końcowej, powszechnej klęsce. Łaska ta jest
23
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
więc swego rodzaju evangelium [dobrą nowiną], oferującą ulotny przebłysk
radości – owej radości, która czeka poza murami tego świata, równie
przeszywającej co żal. Dobrą baśń – z rodzaju tych najszlachetniejszych i
bardziej udanych – wyróżnia to, że oferuje ona swemu słuchaczowi
(nieważne, czy dorosłemu, czy dziecku) nie tylko niezwykły świat lub
fantastyczne i straszne wydarzenia, ale i nade wszystko owo zatrzymanie
oddechu, gdy nadchodzi „zwrot” akcji, owo gwałtowne bicie serca i
uniesienia, łzy niemal – przeżycie równie dojmujące co w innych rodzajach
sztuki, a przy tym o szczególnych walorach” J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the
Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 198.
+ Baśń kończy się szczęśliwie. „Pociecha, jaką niosą baśnie, radość ze
szczęśliwego zakończenia – które poprawniej byłoby zwać „dobrą katastrofą”,
nagłym radosnym zwrotem akcji (bo żadna baśń tak naprawdę nigdy się nie
kończy) – ta radość, którą baśń potrafi tak doskonale prowokować, nie jest
już w swej istocie „eskapizmem” ani „ucieczką”. Jest to dana nam w oprawie
baśniowego – lub innego – świata nagła i cudowna łaska, której powrotu
nigdy nie można być pewnym. Nie przeczy ona realności dyskatastrophe:
obecność smutku i upadku jest niezbędna dla radości ocalenia, przeczącego
(w obliczu tak wielu dowodów) końcowej, powszechnej klęsce. Łaska ta jest
więc swego rodzaju evangelium [dobrą nowiną], oferującą ulotny przebłysk
radości – owej radości, która czeka poza murami tego świata, równie
przeszywającej co żal. Dobrą baśń – z rodzaju tych najszlachetniejszych i
bardziej udanych – wyróżnia to, że oferuje ona swemu słuchaczowi
(nieważne, czy dorosłemu, czy dziecku) nie tylko niezwykły świat lub
fantastyczne i straszne wydarzenia, ale i nade wszystko owo zatrzymanie
oddechu, gdy nadchodzi „zwrot” akcji, owo gwałtowne bicie serca i
uniesienia, łzy niemal – przeżycie równie dojmujące co w innych rodzajach
sztuki, a przy tym o szczególnych walorach” J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the
Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 198.
+ Baśń ludowa opowiadana dla rozrywki albo innych mniej podstawionych
celów, natomiast mit przekazywał wiedzę istotną dla życia społeczeństwa. Mit
kojarzony jest bardziej z opowiadaniem niż z historią, w sekwencje wydarzeń
zewnętrznych wplata informację dotyczące życia wewnętrznego osób.
Niemniej znaczenie pierwotne słowa mit oznacza narrację, sekwencję
następujących po sobie słów, niezależnie od tego, czy jest w niej jakaś
„prawda”, czy też nie. Każda historia w jakiś sposób jest mitem. „W historii
słowa wydają się postępować za odpowiadającym im następstwem
uprzednich zdarzeń i do pewnego momentu rzeczywiście to czynią, ale
selekcja i układ danych włączonych do narracji słownej jest tu kwestią
podstawową, a koncepcja, wedle której kształt sekwencji pochodzi spoza
słów, jest iluzją projekcji. Biblia według Northropa Frye nie jest historią, lecz
jest opowieścią. Kultura słowna społeczeństw przeddyskursywnych składa
się w ogromnej mierze z opowieści, ale wśród tych opowieści powstaje
specjalizacja w ramach funkcji społecznej, która na pewne opowieści wpływa
w większym stopniu niż inne. Niektóre opowieści wydają się posiadać
większe znaczenie: są to opowieści przekazujące społeczeństwu wiedzę, która
jest dla niego istotna: o bogach, historii, prawach lub strukturze klasowej. Te
24
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
opowieści mogą być nazywane mitami w drugim sensie – tym, który odróżnia
je od baśni ludowych, opowiadanych dla rozrywki albo innych mniej
podstawionych celów” W047 63. W Europie Zachodniej opowieści biblijne
posiadały tego rodzaju podstawowe znaczenie mityczne, co najmniej do
osiemnastego wieku. „Mityczny” w drugim znaczeniu oznacza przeciwieństwo
tego, co „nie jest całkiem prawdziwe” i co obdarzone zostało szczególną
powagą i rangą. Święte opowieści ilustrują szczególne zaangażowanie
społeczne; opowieści świeckie są związane z zaangażowaniem społecznym
znacznie luźniej, a czasami, w każdym razie u swoich początków, wcale”
W047 64.
+ Baśń ludowa wędruje po całym świecie, wymieniając się swoimi tematami i
motywami. Mity jako mythoi, czyli opowieści. Northrop Frye dzieli na
opowieści mityczne i argumentacje. Opowieści mityczne dzieli na mity w
znaczeniu wtórnym, na baśnie, legendy itp., oraz na alegorie, mity platońskie
itp. Mity w znaczeniu wtórnym oraz baśnie czy legendy opowiadane są w
formie przypowieści, bajek itp. Argumentacje dzieli na argumenty
metonimiczne i opowieści opisowe mity w znaczeniu wtórnym, na baśnie,
legendy. Struktura mitu jest taka sama jak struktura baśni ludowej, jest po
prostu narracją. Po powstaniu języka metonimicznego posługiwano się często
opowieściami jako konkretnymi ilustracjami problemów abstrakcyjnych –
inaczej mówiąc, jako alegoriami. Jest to bliskie roli, jaka mity posiadają u
Platona. „Mity w drugim znaczeniu posiadają dwie cechy, których nie mają
baśnie ludowe – cechy wywodzące się raczej z funkcji społecznej i władzy niż
z ich struktury. Po pierwsze, wiąże je ze sobą jakiś rodzaj kanonu: mit
zajmuje swoje miejsce w mitologii, zbiorze połączonych ze sobą wzajemnie
mitów, podczas gdy baśnie ludowe są nomadyczne i wędrują po całym
świecie, wymieniając się swoimi tematami i motywami. […] Po drugie, mity
zakreślają szczególny obszar kultury ludzkiej i wyróżniają ją spośród innych”
W047 64. „Mitologia zakorzeniona w konkretnym społeczeństwie przekazuje
dziedzictwo wspólnych napomknień i doświadczenia słownego w czasie,
pomaga więc stworzyć historię kulturalną” W047 65.
+ Baśń narzędziem poznania świata przez lud. „Podmiot liryczny tej
arcypolitycznej poezji to zawsze hiperbolizowany „Włodzimierz Majakowski” –
od pierwszej, reintegrującej świat wywiedzionych z Nietzschego (Tako rzecze
Zaratustra) ludzi z jednym okiem, z jednym uchem itp., „tragedii”
Włodzimierz Majakowski, której tytuł, jak pisał Borys Pasternak, „krył w
sobie genialnie proste odkrycie, że poeta nie jest autorem, ale – przedmiotem
liryki w pierwszej osobie zwracającej się do świata. Tytuł był nie imieniem
twórcy, ale nazwiskiem treści” (B. Pasternak, Wozdusznyje puti, Moskwa
1983, s. 264). Ów człowiek (jak brzmi tytuł kolejnego poematu) to zawsze
Człowiek Kosmiczny, poćwiartowany w tetraptychu Obłok w spodniach,
zgigantyzowany i zbiorowy, nigdy „ja” indywidualne w ścisłym sensie. „Partia”
to „ręka milionopalca”, ale w tym zbiorowym ciele totalizowanego
praolbrzyma (udosłownionego w olbrzymie „Majkowskim”) mieszkać musi
duch Novalisowskiego artysty, poety-kapłana wspólnoty, jakim był przed
wiekami i jakim być powinien w przyszłości. Jako „jeden z popolo”, człowiek
doskonały w swej „przeciętności”, sam w sobie jest „małym ludem” i jak lud
właśnie swoją wiedzę o świecie, w którym nie da się rozdzielić sfer sacrum i
profanum, zawiera w wiecznie żywych, dziecinnie bezpośrednich, tworzonych
25
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
ad hoc mitach i – na przykład – ironicznych baśniach o Gęsioludzie: w tym
też sensie, bynajmniej nie w imię wygórowanego indywidualizmu, „każdy
człowiek powinien stać się artystą”. Dokonując baśniowej syntezy
przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, kreując mityczną rzeczywistość
absolutną – ani kieruje się dogmatem wiary, ani kanonem poetyckim. Życiem
swym i sztuką, nieledwie tworzącą świat w alchemii dziejów „pracowni
ludzkich wskrzeszeń”, swą tytułową u Majakowskiego „jaźnią własnej jaźni”,
czyli Novalisowską „jaźnią transcendentalną”, wyższą nad indywiduum i nad
czas materialny […], milionopalcy Artysta-Antropos należy do czasu
eschatologicznego, do „nowego żywota” w wieczności, w której czasu już nie
będzie – do czasu mitycznego, który czyni realną wszelką potencjalność,
czasu wielkości urojonych w matematycznym sensie. Z tym zaś
ponadczasowym, ale arcypolitycznym wszechświatem łączy liryczny podmiot
– jak u Novalisa – „miłość absolutna” […] [podobnie] Bliski w młodości […]
estetyce Majakowskiego, Pasternak dokonując w ostatnich latach twórczości
(1956) […] całościowych obrachunków, powracał do problematyki własnej
młodości” /A. Pomorski, Duchowy proletariusz. Przyczynek do dziejów
lamarkizmu społecznego i rosyjskiego komunizmu XIX-XX wieku (na
marginesie antyutopii Andrieja Płatonowa), Wydawnictwo Naukowe i
Literackie, Warszawa 1996, s. 133/. „nawiązanie do Schellinga: «Życie i
historia, których naturą jest stopniowe kroczenie naprzód, jest tylko
oczyszczeniem, przechodzeniem w stan absolutny. Tan zaś obecny jest tylko
w sztuce, która antycypuje wieczność, jest rajem życia i zaiste znajduje się w
centrum (F. W. J. Schelling, Filozofia sztuki, tłum. K. Krzemieniowa,
Warszawa 1983, s. 406)” /Tamże, s. 134.
+ Baśń nie osłabia oddzielenia realiów od fantazji. Człowiek pierwotny
rozróżniał wyraźnie ludzi i zwierzęta. „Fakt, że od dawna tworzono fantazje,
które łączyły ludzkie kształty z kształtami roślin lub zwierząt, albo nadawały
ludzkie zdolności zwierzętom, nie dowodzi jakiegokolwiek pomieszania pojęć.
Wręcz przeciwnie. Fantazja nie zaciera ostrych konturów rzeczywistego
świata – raczej jest od nich zależna. W naszym zachodnim, europejskim
świecie to „poczucie rozdziału” często bywa w dzisiejszych czasach osłabiane
i atakowane nie przez fantazję, ale przez teorie naukowe. A więc nie przez
opowieści o centaurach, wilkołakach albo zaklętych niedźwiedziach, ale przez
hipotezy (czy raczej arbitralne stwierdzenia) naukowców, którzy nie dość, że
sklasyfikowali człowieka jako „zwierzę” – to poprawne w końcu stwierdzenie
datuje się od starożytności – ale określili go także jako „tylko zwierzę”.
Następstwem tego jest chaos emocjonalny. Naturalna, nie do końca zepsuta
miłość człowieka do zwierząt i ludzkie pragnienie, by wejść w skórę innych
żyjących istot, zbuntowały się. Mamy więc dziś ludzi, którzy kochają
zwierzęta bardziej niż innych ludzi, którym żal owiec do tego stopnia, że
przeklinają owczarza niczym wilka, którzy opłakują zabitego konia, a
oczerniają martwego żołnierza. To dziś, a nie w czasach, gdy rodziły się
baśnie, zabrakło poczucia rozdziału” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne
eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and
Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 208-209.
+ Baśń nie powinna być ilustrowana. Uniwersalność literatury przewyższa
istotnie malarstwo, a jednocześnie pozwala na wyobrażanie sobie dowolnych
szczegółów w stopniu o wiele większym niż malarstwo: „odwołuje się do całej
26
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
klasy każdej z tych rzeczy, do idei czy pojęcia; a jednak odbiorca będzie mógł
w swej wyobraźni nadać im indywidualne kształty. Jeśli opowieść mówi o
tym, że ktoś „zjadł chleb”, to reżyser teatralny albo malarz będzie mógł
pokazać tylko ten konkretny kawałek chleba zgodnie z własnym gustem w
ogóle, a jednocześnie wyobrazi go sobie na swój niepowtarzalny sposób. Jeśli
opowieść mówi, że ktoś „wspiął się na wzgórze i ujrzał przed sobą dolinę, a w
niej rzekę”, to ilustrator może oddać na rysunku (albo niemal oddać) swoją
wizję tej sceny, ale każdy, kto słyszy te słowa, wytworzy własny jej obraz, a
będzie się on składał ze wszystkich widzianych ongiś wzgórz, rzek i dolin, ale
także ze wzgórza, rzeki i doliny, które były dla słuchacza opowieści
pierwszym wcieleniem tych słów w jego świecie” J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the
Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 206-207,
+ Baśń odróżniona od snu. „Choć świat baśni i świat marzeń sennych nie są
identyczne, to jednak na wczesnym etapie rozwoju stoją blisko siebie. […]
Niewykonalne zadanie, znany motyw snów, w bajce może być wykonane. […]
W wyłaniających się nocą (z nieświadomości) obrazach człowiek może
dostrzec to, na co jego oczy jako narządy zmysłu są ślepe. […] Królestwo
nieświadomości jest większe niż świat rozjaśniony naszym rozumem. I
jeszcze jedno zdanie wielkiego marzyciela i pisarza: „Ludzka dusza jest
jednak istotą cudowną, a sen to centralny punkt wszelkich jej tajemnic” /M.
Kiessig, Dichter erzählen ihre Träme, Düsseldorf-Köln 1964, s. 277. 280/.
Również przy tłumaczeniu snów musimy się mieć na baczności, zaglądać w
głąb, wsłuchiwać się w siebie i zwracać uwagę na to, „jak wiele strun potrafią
poruszyć”. Nie wszystkie tajemnice dadzą się wyciągnąć na powierzchnię
naszego świata dziennego, i tym sposobem nie możemy mierzyć miarą swej
świadomości niektórych, pochodzących z nieświadomości, obrazów i ich
sekwencji. Snów nikt sobie sam nie daje, są one człowiekowi dane. Na
starożytnym Wschodzie uchodziły za formę objawiania się bogów; według
pewnego egipskiego papirusu bóstwo stworzyło sen, by wskazać drogę
śniącemu, który jest „ślepy”. Tłumaczenie snów u Egipcjan opierało się
przeważnie na analogiach: kto siedzi w słonecznym ogrodzie, tego spotka
radość, kto pije krew, tego czeka walka. W Biblii rozróżnia się niewiele
mówiący, często powstały z uczuć i pragnień sen od boskiego objawienia (np.
widzenia nocne proroka Zachariasza). Interpretować zesłane przez Boga sny
potrafią zwykle tylko ludzie obdarzeni przezeń zdolnością, choćby Józef,
który tłumaczy sny faraona (Rdz 41)” /M. Lurker, Przesłanie symboli w
mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s.
64-65.
+ Baśń opowiada o postępowaniu człowieka normalnego w świecie
zwariowanym. „Zarówno najwięksi święci, jak i najwięksi sceptycy za punkt
wyjściowy swoich wywodów przyjmują realne istnienie zła” /G. K.
Chesterton, Maniak, w: Tenże, Ortodoksja. Romanca o wierze, GdańskWarszawa 1996, s. 20/. „Baśń opowiada o tym, jak postępowałby normalny
człowiek w zwariowanym świecie. Trzeźwa, realistyczna powieść współczesna
opowiada natomiast o zachowaniu kompletnego wariata w świecie niezwykłej
monotonii. […] Jeśli chcemy przyjrzeć się filozofii zdrowego rozsądku,
pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, jest usunięcie pewnego wielkiego, ale
popularnego błędu. Zawsze słyszy się, że wyobraźnia, a w szczególności
27
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
wyobraźnia mistyczna, jest niebezpieczna dla równowagi psychicznej
człowieka. […] Jednak fakty historyczne zdecydowanie temu przeczą. […]
Szaleństwo nie rodzi się z wyobraźni, szaleństwo rodzi się z rozumu. To nie
poeci tracą zmysły, lecz szachiści. […] niebezpieczeństwo szaleństwa kryje się
właśnie w logice, a nie w wyobraźni. Ojcostwo twórcze jest czymś równie
zdrowym, co ojcostwo fizyczne. […] Poe na przykład pisał chorobliwe wiersze
nie dlatego, że miał umysł niezwykle poetycki, ale niezwykle analityczny. […]
Być może najsilniejszym argumentem jest to, że tak naprawdę zwariował
tylko jeden wielki angielski poeta” Cowper /Wiliam Cowper (1731-1800) –
poeta angielski, cierpiał na melancholię, która przybrała formę religijną: czuł
się pozbawiony Bożego miłosierdzia i skazany na potępienie (przyp. tłum.)/.
Z pewnością tym, co doprowadziło go do szaleństwa, była logika; wstrętna i
nieludzka logika predestynacji. Poezja nie była chorobą, ale lekarstwem, tym,
co przynajmniej częściowo trzymało go przy zdrowych zmysłach. Dzięki niej
mógł choć na chwilę zapomnieć o czerwonym, nienasyconym piekle, dokąd
paskudny determinizm wlókł go wśród szeroko rozlanych wód i płaskich,
białych lilii rzeki Ouse” /Tamże, s. 21/. „Jan Kalwin był jego potępieniem, a
John Gilpin / John Gilpin – bohater jednego z wierszy Cowpera/.
Gdziekolwiek spojrzeć, widać, że ludzie nie wariują z powodu marzeń.
Krytycy są znacznie większymi szaleńcami niż poeci” /Tamże, s. 22/.
+ Baśń opowieścią mityczną, według Frye N. Mity jako mythoi, czyli
opowieści. Northrop Frye dzieli na opowieści mityczne i argumentacje.
Opowieści mityczne dzieli na mity w znaczeniu wtórnym, na baśnie, legendy
itp., oraz na alegorie, mity platońskie itp. Mity w znaczeniu wtórnym oraz
baśnie czy legendy opowiadane są w formie przypowieści, bajek itp.
Argumentacje dzieli na argumenty metonimiczne i opowieści opisowe mity w
znaczeniu wtórnym, na baśnie, legendy. Struktura mitu jest taka sama jak
struktura baśni ludowej, jest po prostu narracją. Po powstaniu języka
metonimicznego posługiwano się często opowieściami jako konkretnymi
ilustracjami problemów abstrakcyjnych – inaczej mówiąc, jako alegoriami.
Jest to bliskie roli, jaka mity posiadają u Platona. „Mity w drugim znaczeniu
posiadają dwie cechy, których nie mają baśnie ludowe – cechy wywodzące się
raczej z funkcji społecznej i władzy niż z ich struktury. Po pierwsze, wiąże je
ze sobą jakiś rodzaj kanonu: mit zajmuje swoje miejsce w mitologii, zbiorze
połączonych ze sobą wzajemnie mitów, podczas gdy baśnie ludowe są
nomadyczne i wędrują po całym świecie, wymieniając się swoimi tematami i
motywami. […] Po drugie, mity zakreślają szczególny obszar kultury ludzkiej
i wyróżniają ją spośród innych” W047 64. „Mitologia zakorzeniona w
konkretnym społeczeństwie przekazuje dziedzictwo wspólnych napomknień i
doświadczenia słownego w czasie, pomaga więc stworzyć historię kulturalną”
W047 65.
+ Baśń Opowieścią wykorzystującą motyw Królestwa Czarów, albo
przynajmniej doń nawiązująca. Można mówić o królestwie jako o Krainie
Magii. „Magia Królestwa Czarów nie jest celem samym w sobie, jej moc
przejawia się w działaniu: między innymi w zaspakajaniu pierwotnych
ludzkich potrzeb. Jedną z nich jest potrzeba zbadania głębin czasu i
przestrzeni. Inną jest poczucie wspólnoty z pozostałymi żyjącymi
stworzeniami. Opowieść może więc zaspakajać te pragnienia za pomocą
techniki albo magii i, gdy uda się jej zachować właściwe proporcje, osiągnie
28
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
jakość i posmak baśni. Oprócz opowieści podróżniczych wyłączyłbym z
baśniowego porządku te opowiadania, które wykorzystują sen – rojenia
śniącego człowieka – jako wyjaśnienie dziejących się tam cudów. Jeśli nawet
opowiedziany sen byłby pod każdym względem baśnią, uznałbym całość za
twór z gruntu nieudany – jak dobry obraz w niekształtnej ramie. Prawdą jest,
że marzenia senne mają coś wspólnego z Królestwem Czarów. Sny potrafią
wyzwolić dziwne moce umysłu, niekiedy mogą na jakiś czas oddać śniącemu
władzę nad Czarodziejską Krainą – władzę, która stając się zaczątkiem
opowieści, nadaje jej żywe kolory i kształty. Prawdziwy sen może okazać się
niekiedy baśnią niemal czarodziejskiego kunsztu i lekkości, lecz tylko dopóki
trwa. Jeśli jednak pisarz już na jawie usiłuje nam wmówić, że cała ta historia
to tylko wytwór jego sennej wyobraźni, to świadomie sprzeniewierza się
podstawowemu pragnieniu, które stanowi Jądro Królestwa Czarów:
pragnieniu, aby kraina ta istniała niezależnie od poczynającego ją umysłu,
od tylko wyobrażonych cudów” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne
eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and
Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 154.
+ Baśń pisana pod wpływem ropaczy. Fantazja odkrywa prawdę duszy
ludzkiej. „Świat Tolkiena jest światem różnorodnym, nawet jeżeli chodzi o
cnoty. Pisarz stwierdza, że prawdziwa pokusą, dla odparcia której powstają
baśnie, jest rozpacz, przekonanie, że nie będzie szczęśliwego zakończenia. Ale
dostrzega także prostą, acz paradoksalną prawdę, że jeżeli szczęśliwego
zakończenia nie będzie, to stanie się tak z powodu naszej woli. Baśnie, jak
pisał Tolkien, „wzbogacają” stworzenie. Niczego nie podejrzewający czytelnik,
który uważa, iż czytając Tolkiena, czy ta po prostu „fantazję” albo fantasty,
nagle złapie się na zgłębianiu stanu swojej duszy, ponieważ rozpozna ją w
każdej baśni. Czy zatem w świecie „rzeczywistym”, podobnie jak w świecie
„fantazji”, znajdzie się nieco „wyobraźni”, zakładającej możliwość, że Księga
Rodzaju i Ewangelia według św. Jana są „prawdą”? Czy „upadły” i prawdziwy
świat, jaki znamy, to na pewno wszystko, co istnieje? I czy, jak Bilbo
Baggins, żyjemy w opowieściach? „Wszystkie opowieści mogą się sprawdzić,
jednak gdy w końcu zostaną odkupione, tak będą podobne do form, jakie im
nadaliśmy, a jednocześnie tak od nich odmienne, jak i odkupiony człowiek
będzie podobny, i odmienny od upadłego człowieka, którego znamy” J. R. R.
Tolkien, O baśniach, tłum. Joanna Kokot, w: J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Christopher Tolkien, Zysk i S-ka Wydawnictwo,
Poznań 2000, s. 201/. „Wszystkie wielkie tematy Tolkiena są już obecne –
godność stworzenia, wolna wola skończonych istot, a więc potencjalna
zguba, albo chwała, opatrzność, piękno, pragnienie, porządek, łaska, radość”
/J. V. Schall TJ, O realności fantazji, w: Tolkien. Księga pamiątkowa. Studia
o spuściźnie literackiej, red. J. Parce, (Tolkien: A celebration,
HarperCollinsPublischers 1999), tłum. J. Kokot, Zysk i S-ka, Poznań 2003,
72-77, s. 77.
+ Baśń Początek baśni sięga źródła ludzkiego języka i umysłu. Badania
naukowe folklorystów i antropologów zajmują się całym bogactwem
motywów, nie pytając o początek baśni jako swoistego sposobu wyrażania się
w ściśle określonym celu. „Są to wszakże – przynajmniej w zamierzeniu –
badania naukowe i stanowią cel działań folklorystów i antropologów, a więc
ludzi używających baśni niezgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem: jako
29
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
kopalni, z których wydostać mogą materiał czy informacje na temat spraw
ich interesujących. Procedura ta jest sama w sobie całkowicie uprawniona,
ale czy to przez ignorancję, czy przez zapomnienie o naturze opowieści (które
trzeba traktować jako całość), badacze ci dochodzą niekiedy do przedziwnych
wniosków. Za szczególnie ważne uznają oni powracające podobne elementy
[...]. Podobieństwa te wydają się im tak ważne, że przejawiają oni tendencją
do zbaczania z obranego przez siebie szlaku i używania mylącego
„telegraficznego stylu” – mylącego zwłaszcza wówczas, gdy przedostaje się z
ich opracowań do książek o literaturze. Folkloryści zwykli byli określać dwa
opowiadania z tym samym centralnym motywem (albo z tą samą kombinacją
motywów) jako „tożsame” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red.
Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others
Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 158.
+ Baśń pojawiła się wtedy, gdy gawędziarz słyszał rozwścieczonego
wieśniaka, a w tym samym czasie pośród wzgórz niósł się odległy pomruk
burzy. Bohaterowie mitów, zarówno bogowie, jak i twory człekopodobne,
jednoczą w sobie cechy ludzkie z cechami przyrody. Przykładem jest
skandynawski bóg Thor. Jego imię oznacza „Grzmot”. „Nie miałoby wszakże
sensu pytanie, co było pierwsze: alegoria sił natury stanowiąca personifikację
grzmotu w górach, niszczącego skały i drzewa, czy też opowieść o łatwo
wpadającym w złość, niezbyt rozgarniętym rudobrodym wieśniaku
obdarzonym siłą ponad miarę – postaci we wszystkim z wyjątkiem rozmiarów
podobnej do innych wieśniaków z Północy, owych boender, którzy tak sobie
upodobali Thora. Można utrzymywać, że Thor skurczył się do rozmiarów
ludzkiej postaci albo że z niej wyrósł na boga. Jednak wątpię, czy
którykolwiek z tych poglądów jest słuszny – nie sposób traktować obu
aspektów rozdzielnie i zakładać, że jedne musi koniecznie poprzedzać drugie.
Rozsądniej byłoby przypuszczać, że wieśniak pojawił się dokładnie w tym
samym momencie, gdy grzmot otrzymywał ludzką twarz, że kiedy tylko
gawędziarz słyszał rozwścieczonego wieśniaka, pośród wzgórz niósł się
odległy pomruk burzy” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red.
Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others
Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 162. W ten sposób powstaje
baśń, która nieraz później ulega licznym zmianom, a często degeneracji w
formy literackie mniej doskonale ujmujące istotę rzeczy.
+ Baśń połączeniem historii z pragnieniami wyrażanymi przez ludzki umysł.
Tolkien mówi o „zupie” aktualnej formy opowieści i o „kościach” z których
ona jest ugotowana. Ciągle dokładane są nowe „kości”: poprawiające smak
lub niszczący go. Tak było „z wielkim staroskandynawskim, niby
arturiańskim dworem królów Danii, potomków Scylda-Tarczy – Scyldingów z
dawnych angielskich przekazów. Król Hrothgar i jego ród pozostawili dużo
wyraźnych śladów w historii – o wiele więcej niż Artur – a mimo to już w
najstarszych (angielskich) przekazach łączy się ich z baśniowymi postaciami
i zdarzeniami: wcześnie znaleźli się w kotle. Najdawniejsze zabytki
angielskich opowieści o Królestwie Czarów (albo o jego pograniczu) nie są
wprawdzie najlepiej znane w samej Anglii – ale nie wspominam tu o nich po
to, aby omawiać przemianę młodego niedźwiedzia w wojownika Bewulfa, ani
też, by wyjaśniać napaść potwora Grendala na królewski dwór Hrothgara.
Pragnę zwrócić uwagę na inny aspekt tych przekazów: na szczególnie
30
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
sugestywny przykład powiązań między elementami baśniowymi a bogami,
królami i zwykłymi ludźmi; powiązań, które – jak sądzę – dobrze ilustrują
pogląd, iż elementy te nie nasilają się ani nie znikają z biegiem czasu, ale po
prostu już są obecne w kotle opowieści, czekając, aż wielkie postaci mitu i
historii oraz owi bezimienni Ona i On zostaną wrzuceni w gotujący się wywar
– jeden po drugim albo wszyscy razem, bez baczenia na ich wagę, pozycję czy
wiek” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T.
A. Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i Ska, Poznań 2000, s. 166.
+ Baśń porównana do liścia z drzewa opowieści. Każdy liść tego samego
drzewa jest inny. Baśń jako gatunek literacki nie może być doszczętnie
analizowana. „Analityczne studia nad baśniami nikogo dobrze nie
przygotowały do czerpania z nich przyjemności bądź do ich tworzenia –
podobnie jak historyczne studia nad dramatem wszystkich epok i narodów
są złym przygotowaniem do odbioru lub pisania sztuk teatralnych. Więcej,
studia takie mogą się okazać niezmiernie przygnębiające. Nietrudno
badaczowi dojść do przekonania, że cały jego trud sprowadza się do zebrania
zaledwie kilku poszarpanych lub nadgniłych liści z nieprzebranego listowia
„drzewa opowieści” wyściełającego „puszczę czasu”. Czyż nie jest to jałowe
gromadzenie śmiecia? Czyż można wymyślić nowy liść? Wszak ludzie już
dawno temu odkryli wszystkie ich możliwe kształty – od pączka aż do formy
w pełni rozwiniętej – i wszystkie kolory – od wiosennych aż po jesienne.
Jednak to nieprawda. Nasiono drzewa można rzucić w dowolną glebę, nawet
tak „zadymioną” (jak to określił Lang) jak gleba angielska. Przecież wiosna
nie jest mniej piękna dlatego, że ją widzieliśmy lub że słyszeliśmy o niej: od
stworzenia aż do końca świata nigdy podobne zjawiska nie będą tym samym.
Każdy liść – dębu, głogu czy jesionu – to niepowtarzalne wcielenie ogólnego
kształtu; a dla niektórych właśnie tegoroczne wcielenie może być tym
pierwszym, choć drzewa wypuszczają liście od niezliczonych pokoleń” J. R. R.
Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański
(The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań
2000, s. 188.
+ Baśń prowadzi do głębszego zrozumienia życia ludzkiego, podobnie jak mit,
albo sen (Lévy-Bruhl) /M. Lurker, Przesłanie symboli w mitach, kulturach i
religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s. 52/. Freud
interpretował baśnie w aspekcie seksualnym. Erich Fromm traktował ten
gatunek literacki jako ponadkulturowy język symboli. W dawnych czasach
język ten był ogólnie dostępny, ale obecnie już go nie rozumiemy, stał się
„językiem obcym, którego każdy z nas powinien się nauczyć. Kiedy go
rozumiemy, nawiązujemy kontakt z mitem, który jest jednym z
najważniejszych źródeł mądrości, i poznajemy głębsze warstwy własnej
osobowości” /E. Fromm, Märchen, Mythen, Träume. Eine Einfürung in das
Verständnis einer vergessenen Sprache, Stuttgart 1980, s. 16, 18/. „Fromm
rozróżnia trzy rodzaje symboli: symbol konwencjonalny, polegający na
zgodności, odpowiada prostemu, odsyłającemu znakowi; tak więc słowo
„stół” jest desygnatem przedmiotu o tej nazwie, pomiędzy jednym i drugim
nie zachodzi ścisły związek, co widać choćby po tym, że „stół” w innych
językach brzmi zupełnie inaczej. Symbol przypadkowy, akcydentalny,
posiada znaczenie tylko dla tego, kto łączy z nim pewne przeżycia czy
31
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
wspomnienia; pojawiający się we śnie obraz może zastępować, symbolizować
jakieś wcześniejsze spotkanie lub sytuację; marzenie senne ma znaczenie
symboliczne tylko dla śniącego. W wypadku symbolu uniwersalnego wreszcie
zachodzi ścisły związek pomiędzy nimi a tym, co reprezentuje. Różnice w
warunkach naturalnych mogą doprowadzić również do wyłonienia się
„dialektów” w obrębie uniwersalnego języka symboli, i tak np. słońce w
krajach Północy odbierane jest jako życiodajna, kochająca siła, na Bliskim
Wschodzie natomiast jako niebezpieczna, a nawet groźna” /M. Lurker,
Przesłanie symboli…, s. 53-54.
+ Baśń przeznaczona dla człowieka dorosłego, nie dla dziecka. „Jeśli mówimy
o „dziecku” w dobrym sensie tego słowa ma ono także swe uzasadnione, złe
znaczenie, nie wolno nam automatycznie używać słowa „dorosły” w złym
sensie (ma ono także swe uzasadnione, dobre znaczenie). Dorastanie to
niekoniecznie wzrastanie w niegodziwości (choć często oba te procesu idą w
parze). Przeznaczeniem dziecka jest dorosnąć, a nie przemienić się w
Piotrusia Pana. Nie chodzi tu o to, aby utracić niewinność i zdziwienie
światem, ale żeby kontynuować wyznaczoną wędrówkę – ową wędrówkę,
którą na pewno lepiej byłoby ukończyć, niż odbywać z nadzieją, ale którą
trzeba odbywać z nadzieją, by ją kiedykolwiek ukończyć. A to właśnie jest
jedna z lekcji (jeśli w ogóle można mówić o lekcjach w przypadku opowieści,
które nie są wykładem czegokolwiek), jakiej udzielić nam mogą baśnie – że
zagrożenie, smutek i cień śmierci mogą niekiedy nadać nieopierzonemu,
niezgrabnemu i samolubnemu wyrostkowi godność, a nawet mądrość. Nie
dzielmy więc rasy ludzkiej na Elojów i Morloków: na śliczne dzieci, które wiek
XVIII głupawo nazywał „elfami”, ze swymi baśniami (tak strasznie
oczyszczonymi ze wszystkiego co niestosowne) i na mrocznych Morloków
doglądających swoich maszyn. Jeśli warto czytać baśnie, to trzeba, aby
czytali je również dorośli. A także, aby je dla dorosłych pisano. Oczywiście
potrafią oni więcej w nich umieścić i znacznie więcej z nich wydobyć, niż
udaje się dzieciom” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch.
Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays),
wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 178.
+ Baśń przeznaczona dla człowieka dorosłego, nie dla dziecka. „Jeśli baśnie
staną się dziedziną prawdziwej sztuki, to dzieci będą mogły oczekiwać tego
typu utworów dostosowanych do ich poziomu i na ich miarę podobnie jak są
wprowadzane w poezję, historię i nauki ścisłe. Byłoby lepiej, gdyby dzieci
czytały pewne książki – szczególnie baśnie – nieco powyżej niż poniżej swych
możliwości intelektualnych. Ich lektury, podobnie jak ubrania, winny
pozwolić na wzrastanie, a przynajmniej do tego zachęcać. [...] Skoro dorośli
mają czytać baśnie jako naturalną gałąź literatury – a nie bawić się w dzieci,
ani nie udając, że wybierają lekturę dla dzieci, ani wreszcie nie pozostając
dziećmi, które nigdy nie dorosną – to jakie wartości ma im zaoferować ten
gatunek, jaki jest z niego pożytek? Jest to, jak sądzę, ostatnie i najważniejsze
z pytań. [...] skoro baśnie noszą piętno sztuki, ich podstawową wartością
będzie po prostu to, co jako literatura mają wspólnego z innymi dziełami
sztuki. Wszak baśnie oferują także – w szczególny sposób i w szczególnym
stopniu – coś więcej: oferują fantazje, uzdrowienie, ucieczkę i pociechę, a
więc wszystko to, co bardziej potrzebne jest dorosłym niż dzieciom.
Większość z tych baśniowych funkcji uznano w naszych czasach za coś
32
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
złego” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T.
A. Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i Ska, Poznań 2000, s. 179.
+ Baśń przeznaczona dla człowieka dorosłego, nie dla dziecka. „Nie można
kojarzyć baśni jedynie z dziećmi. Jeśli dostrzega się jakiś związek między
nimi, to jest on: (a) naturalny, gdyż dzieci są ludźmi, a baśnie mieszczą się w
naturalnych ludzkich (choć nie uniwersalnych) gustach; (b) przypadkowy,
gdyż baśnie stanowią lwią część literackich rupieci, które Europa ostatnich
lat upchnął a do lamusa; (c) nienaturalny, gdyż na młode pokolenie spogląda
się z fałszywym sentymentalizmem, który wyraźnie rośnie wraz ze spadkiem
liczby dzieci. To prawda, że wiek sentymentalnego stosunku do dzieciństwa
wytworzył wiele czarujących książeczek (choć oczarowały one przede
wszystkim dorosłych) – baśni albo pokrewnych jej gatunków – ale
spowodował także straszliwe skarlenie opowiadań pisywanych bądź
adoptowanych na użytek zakładanego poziomu dziecięcych umysłów i
potrzeb. Zamiast ograniczyć zasięg dawnych opowieści, uładzono je i wycięto
z nich co bardziej drastyczne szczegóły” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 176.
+ Baśń przeznaczona dla człowieka dorosłego, nie tylko dla dziecka. Jest
dobrym środkiem wychowawczym, ale też kształtuje najbardziej
fundamentalne wartości kultury. „Pośród tych, którym pozostało jeszcze dość
mądrości, by nie oskarżać baśni o zgubne wpływy, panuje przeświadczenie o
istnieniu naturalnego związku między dziecięcym umysłem a baśnią –
podobnego do związku, który łączy dziecięcy organizm i mleko. Uważam to
przekonanie za błędne – a najlepszym przypadku za sprowokowane przez
fałszywy senstymentalizm. Jest ono chyba najbardziej typowe dla ludzi,
którzy z jakichś prywatnych powodów (na przykład brak własnego
potomstwa) uważają dzieci za istoty szczególnego rodzaju, nieomal za
odmienną rasę, a nie za normalnych, jakkolwiek niedojrzałych, członków
określonej rodziny i rodu ludzkiego w ogóle. Łączenie baśni z dziećmi to tylko
drobny incydent w naszej lokalnej historii. W obecnych nowoczesnych i
oczytanych czasach zesłano baśnie do pokoi dziecinnych, podobnie jak stare
i zniszczone meble wynosi się do dziecięcej bawialni. Dorośli już ich nie chcą,
a więc nie mają nic przeciwko temu, by używano ich niezgodnie z
przeznaczeniem. To nie wybór i gusty się liczą. Dzieci jako klasa [...] ani nie
lubią baśni bardziej niż dorośli, ani ich lepiej nie rozumieją – i wcale nie wolą
ich bardziej od innych rzeczy. [...] Tak naprawdę baśnie smakują tylko
niewielu dzieciom i niektórym tylko dorosłym), lecz nawet wtedy nie jest to
apetyt wyłącznie na baśnie. Co więcej, z reguły nie pojawia się on we
wczesnym dzieciństwie bez zewnętrznych bodźców – a jeśli jest wrodzony, to
z wiekiem raczej rośnie, niż maleje” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne
eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and
Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 170.
+ Baśń przeznaczona dla człowieka dorosłego, nie tylko dla dziecka. Jest
dobrym środkiem wychowawczym, ale też kształtuje najbardziej
fundamentalne wartości kultury. „To prawda, że w ostatnich czasach
/pierwsza połowa XX w./ pisze się bądź adoptuje baśnie głównie na użytek
dzieci. Podobnie dzieje się z muzyką, poezją, powieściami czy z
33
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
podręcznikami do nauk ścisłych. Niezależnie od tego, jak konieczna byłaby
procedura, wiąże się ona z poważnym zagrożeniem. Przed ostateczną
katastrofą ratuje nas jedynie fakt, iż nie cała nauka i sztuka zostały
zepchnięte do pokoju dziecinnego i szkolnej klasy – trafił tam tylko ten
przebłysk czy przedsmak spraw dorosłych, który uznano (często błędnie) za
stosowny dla dzieci. Jeśli ograniczy się zasięg którejkolwiek dziedziny nauki
lub sztuki wyłącznie do pokoju dziecinnego, narazi się ją na poważne
okaleczenie. Piękny stół, dobry obraz czy użyteczne urządzenie (na przykład
mikroskop) pozostawione bez dozoru do użytku dzieci, zostaną w końcu
zeszpecone lub zepsute. Tak też i baśnie zesłane do dziecinnego pokoju,
odcięte od sztuki w pełni dojrzałej, w końcu ulegną zwyrodnieniu – ich
dotychczasowe wygnanie dokonało już dosyć spustoszeń. Nie sądzę, aby
dziecięcy odbiór stanowił właściwy miernik wartości baśni. Zbiory baśni to ze
swej natury strychy i lamusy, które tylko przelotny obyczaj zmienił w
dziecięce bawialnie. Ich zawartość to porzucone w nieładzie i często
pokiereszowane rupiecie – mieszanina rozmaitych okresów, celów i gustów –
ale można niekiedy wypatrzyć wśród nich rzecz o trwałej wartości: stare,
niezbyt zniszczone dzieło sztuki, które tylko głupota mogła ongiś odrzucić” J.
R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A.
Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka,
Poznań 2000, s. 171.
+ Baśń przeznaczona dla dorosłych a nie dla dzieci. „Dzieci, które wcześnie
wykazują tendencje do twórczości literackiej, wcale nie przejawiają
szczególnych inklinacji do tworzenia baśni – chyba że tylko tym typem
literatury ich karmiono. A jeśli próbują, to ponoszą druzgocącą klęskę. Baśń
nie jest łatwym gatunkiem. Jeśli dzieci przejawiają pewne preferencje, to
raczej w kierunku bajki zwierzęcej, którą dorośli tak często mylą z baśnią.
Najlepsze dziecięce opowiadania, jakie zdarzyło mi się czytać, były albo
„realistyczne” (przynajmniej w zamierzeniu), albo w sposób typowy dla bajki
zwierzęcej wykorzystywały zwierzęta i ptaki jako zoomorficzne przedstawianie
ludzi. Myślę, że dzieci wybierają tę formę, ponieważ pozwala ona na duży
stopień realizmu: odzwierciedla domowe zdarzenia i rozmowy naprawdę
dzieciom znane. Także często jest ona narzucona lub podsuwana przez
dorosłych. Dziwne bowiem przeważa we współczesnej literaturze dziecięcej –
tej dobrej i tej złej. Przypuszczam, że według niektórych pasuje ona do tak
zwanej „historii naturalnej”, półnaukowych książeczek o zwierzętach i
ptakach uznanych za właściwą lekturę dla młodych. Do przewagi tej
przyczynił się chyba i fakt, że misie i króliczki wyparły z pokoi człekopodobne
lalki. Dzieci tworzą całe sagi o swych lalkach, często długie i wyszukane.
Jeśli zabawki mają postać misiów, to protagonistami tych opowieści będą
misie, ale mówiące ludzkim językiem” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 204-205.
+ Baśń przeznaczona jest dla dorosłych, a nie dal dzieci. Wiara literacka
dotyczy nie tylko treści, ale ma na celu przede wszystkim ukształtowanie
człowieka w jego sferze percepcji i tworzenia piękna. „Księgi baśni Andrew
Langa to na pewno nie rupieciarnie – podobne są raczej stoiskom na
wyprzedaży. [...] Zbiory Langa są głównie produktem ubocznym jego
„dorosłych” studiów nad folklorem i mitologią – część jego odkryć została
34
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
przeznaczona na użytek dzieci. [...] Wstęp do pierwszego tomu mówi o
dzieciach, „dla których opowieści te są przeznaczone”. Przedstawiają one –
pisze Lang – człowieka z zarania historii, wiernego swym pierwszym
miłościom, i mają jego nie stępioną wiarę w cudowności i świeży na nie
apetyt [...]. Przypuszczam, że Lang utożsamia ową „wiarę w cudowności” z
„apetytem na nie” albo przynajmniej uważa je za ściśle ze sobą związane.
Tymczasem są to dwie zupełnie różne sprawy, apetyt na cudowności zaś nie
jest ani pierwszym, ani najważniejszym spośród aspektów ogólnego apetytu
wyodrębnianych przez dojrzewający umysł. Lang używa słowa „wiara” w jego
potocznym znaczeniu, a więc jako przekonanie o istnieniu lub wydarzeniu się
czegoś w rzeczywistym (pierwotnym) świecie. Skoro tak, to obawiam się, że
słowa Langa – odarte z sentymentalizmu – mogą sugerować tylko jedno: oto
nadawca baśniowej opowieści, świadomie lub nie, żeruje na łatwowierności
swych dziecięcych odbiorców, na ich braku doświadczenia utrudniającym im
odróżnienie faktu od fikcji, choć samo to rozróżnienie jest podstawą tak
zdrowego ludzkiego umysłu, jak i baśni” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i
inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 172.
+ Baśń punktem odniesienia pozwalającym zrozumieć lepiej świat realny,
pisze o tym Tolkien w eseju O baśniach. Cechy natury ludzkiej trwałe
ujawniają się w sposobie bycia i mówienia. Tolkien bada „odwieczne prawdy
ludzkiej natury” (T. A. Shippey). U podłoża dzieła Tolkiena znajdowały się nie
idee, ale słowa. Jednak pod ową siecią słów, pod siecią opisywanych przez
nie zwyczajów ukrywa się coś trwałego, a jest nim „kontinuum zachłanności”
(Shippey), jakiś „wielki zbiorowy grzech” (C. L. Lewis). „A to oznacza, że
kształt, jaki przybiera pisarstwo Tolkiena, zdradza świadomość dążenia do
uniwersalności. […] W eseju O baśniach Tolkien pisze o powołaniu artysty do
tworzenia „wtórnego świata”, który jest nośnikiem jego własnej prawdy, a
zarazem rzuca światło na pierwotny świat, w którym żyjemy. Czy raczej – i
wybór słowa jest tu znaczący – artysta jest twórcą, stwórcą wtórnym. /J. R.
R. Tolkien, O baśniach, tłum. Joanna Kokot, w: J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Christopher Tolkien, Zysk i S-ka Wydawnictwo,
Poznań 2000, s. 1790187 [por. s. 180]/. Jest to rozróżnienie z gruntu
teologiczne, jako że sugeruje przekonanie, iż jest tylko jedna osoba, której
przypisać możemy akt stworzenia /?! – Trzy Osoby Boże!/. Człowiek artysta
Może działać jedynie na wtórnym poziomie, na poziomie Bożego daru.
Humphrey Carpenter tak to ujmuje w swoim sprawozdaniu czy raczej w
rekonstrukcji rozmowy, która miała miejsce 19 września 1931 roku między
Tolkienem, C. S. Lewisem i Hugo Dysonem. Dyskutowali oni o poglądzie
Owena Barfielda, że mity, choć piękne i poruszające, są kłamstwami. „Nie –
odparł Tolkien – To nie są kłamstwa. Przecież […] człowiek nie jest
zaprzysięgłym kłamcą. Może sprowadzać swoje myśli do kłamstw, lecz
pochodzi od Boga i od Niego czerpie swoje najwyższe ideały. […] A więc […]
nie tylko abstrakcyjne ludzkie myśli, ale również wytwory jego wyobraźni
muszą pochodzić od Boga, a zatem muszą odzwierciedlać choć odrobinę
wiecznej prawdy. Tworząc mity i różne mitologie oraz zaludniając świat
elfami, smokami oraz goblinami, opowiadający człowiek […] w istocie
współtworzy Boże dzieło i przekazuje nam drobny, rozszczepiony refleks
prawdziwego światła” /Humphrey Carpenter, Inklingowie. C. S. Lewis, J. R.
35
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
R. Tolkien, Charles Wiliams i ich przyjaciele, tłum, Zbigniew Królicki, Zysk i
S-ka Wydawnictwo, Poznań 1999, s. 64-65; Por. także /J. R. R. Tolkien,
Listy, red. Humphrey Carpenter, tłum. Agnieszka Sylwanowicz, Zysk i S-ka
Wydawnictwo, Poznań, s. 217: „mit i baśń muszą, tak jak i cała sztuka
odzwierciedlać i zawierać rozcieńczone elementy moralnej i religijnej prawdy
(lub błędu), ale nie w sposób bezpośredni, nie w znanej formie pierwotnej,
»prawdziwego świata«/. C. Gunton, Daleki odbłysk Evangelium…, s. 124.
+ Baśń Studnia symbolem baśniowym. „Studnia stanowi przejście i granice
pomiędzy światłem dnia a ciemnością głębi. […] Studnia jest wejściem do
wnętrza ziemi, podziemnego świata, królestwa jeszcze nie narodzonych, jak
również zmarłych” /M. Lurker, Przesłanie symboli w mitach, kulturach i
religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s. 62/. „Studnia może
być całkiem po prostu symbolem macierzyństwa. […] Zejście do studni może
mieć również znaczenie podróży poza krąg wszelkich dotychczasowych
doświadczeń: z psychologicznego punktu widzenia dziewczyna nagrodzona
złotem (w Pani Holle /Ukryta/) opuszcza swoje stare Ja, by urodzić się na
nowo na wyższym poziomie świadomości. Podobnie zresztą tłumaczy się
studnię w Żabim królewiczu – królewnie wpada do niej ulubiona zabawka,
złota kula; wtedy wystawia z wody głowę żaba i oddaje jej kulę pod
warunkiem, że królewna przyjmie ją do swego towarzystwa. Wpadnięcie kuli
do studni jest równoznaczne z utratą niewinnego raju dzieciństwa;
wyłaniająca się ze studni żaba, która okaże się na końcu młodym, pięknym
królewiczem, umożliwia otwarcie się dziewczyny na erosa i przemianę w
dojrzałą kobietę. Przy wszystkich tych interpretacjach musimy być świadomi
tego, że są to jedynie próby odszyfrowania sensu. Niestety, sporo badaczy
rości sobie prawo do obiektywnej interpretacji baśni, a tymczasem włącza
tylko zastane treści baśniowe w odpowiadający im (ideologiczny bądź
metodologiczny) układ odniesienia” /Tamże, s. 63.
+ Baśń Symbole zmieniają się w historii, ale mają jakieś podłoże
ahistoryczne. „Zdaniem Ottona Friedricha Bollnowa zaraz nasuwa się myśl,
„iż same symbole należą do ahistorycznego bytu, który w zagadkowy sposób
sięga w głąb naszego bytu historycznego, i że ów byt ahistoryczny, o ile tylko
obcujemy z symbolami, jest jeszcze w nas obecny” (1980). Jest to pogląd
podzielany także zasadniczo przez psychologię głębi. Spacer przez historię
kultury od malarstwa jaskiniowego oraz idoli z epoki kamiennej aż po New
Age z rozbudzonym na nowo zainteresowaniem dawnymi kulturami i
religiami, mitami i baśniami, medytacją i mistyką pokazuje wyraźnie, że
człowieka nie tylko żyje w świecie pojęć, lecz potrzebuje również obrazów.
Dialog z bogatym w sens obrazem pomaga człowiekowi się odnaleźć,
pozwalając mu poznać własne miejsce w świecie. Symbole mogą (i powinny)
odsyłać od peryferyjnego uwikłania w bycie ku tegoż środkowi, a nawet w
pewnym sensie ów środek bytu „uprzytamniać”, sprowadzać z powrotem do
niego. Dzięki sile dośrodkowej można zrozumieć, iż ogromna ilość zjawisk
symbolicznych tworzy kilka typowych rozpowszechnionych we wszystkich
niemal kulturach i religiach grup symboli. Wszelka symbolika krystalizuje
się wokół biegunów bytu; wokół stawania się i przemijania, światła i
ciemności, dobra i zła. W symbolu rozpoznawalna jest biegunowa struktura
naszego związanego czasem i przestrzenią świata oraz własnego życia. […]
także i w przyszłości będzie on „kluczem do ludzkiej egzystencji” (Igor A.
36
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
Caruso), którym da się otworzyć sens życia. W dziedzinie religijnoświatopoglądowej i artystycznej symbole mogą stać się przesłaniem całości
bytu, nieograniczonego, nienaruszonego świata /M. Lurker, Przesłanie
symboli w mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków
1994, s. 32-33.
+ Baśń symbolizuje rzeczywistość. „Liczne dzieła sztuki malarskiej,
rzeźbiarskiej i poetyckiej mają dwie (lub trzy) płaszczyzny znaczeniowe,
podobnie zresztą jak w wypadku baśni, której fabułę i postacie w pełni
zrozumie dziecko, lecz głębszy sens ukaże się dopiero temu, kto zdaje sobie
sprawę z jej zawartości symbolicznej. […] Także w malarstwie nie można
wykluczać symbolicznego znaczenia jedynie na podstawie formy zewnętrznej,
choćby obraz wydawał się najbardziej realistyczny bądź naturalistyczny i
ukierunkowany był treściowo na przedmiot. Już na malowidłach
późnogotyckich znajdujemy układy przypominające martwą naturę, których
nie należy jednak rozpatrywać osobno, ponieważ ich funkcja polega na
dodatkowym podkreśleniu symbolicznego znaczenia całego dzieła (np. obrazu
Matki Boskiej). Martwa natura, która pojawiła się jako samodzielny gatunek
malarski w XVI-XVII wieku, zdradza niewątpliwie radość z odtwarzania
rzeczy ze względu na nie same, w powiązaniu z obcą jeszcze duchowi
średniowiecza obserwacją rzeczywistości. Z drugiej strony nie da się
zaprzeczyć, że np. pod kwiaty lub klejnoty można podkładać inne znaczenia,
wykraczające poza ich wartość własną, jak choćby piękno i bogactwo; staje
się to niemal ewidentne, gdy w martwej naturze pojawia się zegar lub trupia
czaszka – które wskazują na czas, przemijalność i nietrwałość, są zatem
wyraźnymi symbolami marności. U malarzy XIX-wiecznych widać poważne
zainteresowanie formalnymi możliwościami oddania dowolnie wybranych
przedmiotów, np. w Martwej naturze z jabłkami Gustave Couberta. Martwe
natury Paula Cézanne’a powstały na podstawie pełnej wiedzy o przedmiocie
[…] miały one nadawać naturze pozór trwałości. W XX wieku większość
malarzy odwraca się znowu od fascynacji rzeczami, od wzmożonego przez
własne przeżycie poczucia realności” /M. Lurker, Przesłanie symboli w
mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s.
93-94.
+ Baśń ucieczką przed śmiercią. Jest to najstarsze i najgłębsze pragnienie
człowieka, a baśnie mówią o ludzkich pragnieniach. „Baśń proponuje wiele
jej przykładów i rodzajów – w prawdziwie eskapicznym czy (jak wolałbym)
uwalniającym duchu. Podobne funkcje spełniają zresztą i inne opowiadania
(szczególnie te, które są inspirowane przez naukę) oraz inne studia. Autorami
baśni są ludzie, nie elfy. Opowieści elfów o ludziach są niewątpliwie
przesycone pragnieniem ucieczki przez nieśmiertelnością. [...] Pociecha
płynąca z baśni ma jeszcze jedno oblicze oprócz zaspokajania odwiecznych
pragnień za pomocą wyobraźni. O wiele ważniejsza jest pociecha szczęśliwego
zakończenia. Niemal zaryzykowałbym twierdzenie, że każda baśń winna
kończyć się szczęśliwie. Określiłbym tragedię jako najważniejszą, prawdziwą
formę dramatu, a jej przeciwieństwo jako prawdziwą formę baśni. Ponieważ
brak nam słowa na określenie tego przeciwieństwa, będę je nazywać
eukatastrophe [dosł. „szczęśliwe rozwiązanie”]. Opowieść prowadząca do
eukatastrophe jest najdoskonalszą formą baśni i jej najwyższą formą
oddziaływania” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch.
37
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays),
wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 197-198.
+ Baśń uczestniczy w creatio continua. Stwarzanie wtórne poprzez sztukę,
teoria literacka Tolkiena opisana w jego eseju O baśniach, zrealizowana w
powieści Władca Pierścieni. Inklingowie w latach 30-tych wieku XX
postanowili pisać książki, „które cechowałaby „mitopoetyczność” – a więc
miałyby znamiona mitu – ale ukrytego pod płaszczem sensacyjności. Tolkien
stworzył The Lost Road, opowieść o podróży w przeszłość. Lewis natomiast
ujrzał możliwość wprowadzenia w życie czegoś, co miało stać później
wyróżnikiem jego twórczości. Jest to „gdybanie” – co by było, gdyby na
innych planetach żyły istoty rozumne, ale nieupadłe? Co by było, gdybyśmy
je spotkali? […] Rezultatem była opowieść Z milczącej planety (1938), w której
ziemscy poszukiwacze przygód odkrywają na Malankandrze (Marsie) trzy
rasy istot, które nie upadły i które nie potrzebują odkupienia, ponieważ są
posłuszne Maledeilowi (Bogu). Kiedy części z jego czytelników nie udało się
dostrzec, „o co mu chodziło”, doszedł do wniosku, że „do ludzkich umysłów
można przemycić dowolną ilość teologii pod osłoną romansu, tak że nikt
nawet tego nie zauważy”. Parę lat później Lewis uraczył Inklingów następnym
„gdybaniem” w Kronikach Narni. Ich pierwsza część, Lew, czarownica i stara
szafa, była, jak powiedział Lewis, odpowiedzią na pytanie: „Co by było, gdyby
istniał świat taki jak Narnia, i gdyby, jak nasz świat, potrzebował
odkupienia? Wyobraźmy sobie, jak wyglądałoby tam Wcielenie, Męka i
Zmartwychwstanie Chrystusa. Kiedy Lewis pisał Z milczącej planety, Tolkien
rozpoczął prace nad swoim arcydziełem, Władcą Pierścieni, czytanym i
omawianym na wielu spotkaniach Inklingów. Nie sposób oddzielić tego dzieła
od jednej z najważniejszych teorii literackich Tolkiena – sztuki jako
„wtórnego stwarzania”, którą opisał w swoim eseju O baśniach” /W. Hooper,
Inny Ruch Oksfordzki: Tolkien i Inklingowie, red. J. Pearce, (Tolkien: A
celebration, HarperCollinsPublishers 1999), tłum. J. Kokot, Zysk i S-ka,
Poznań 2003, 171-176, s. 174.
+ Baśń udramatyzowana jest czymś niedobrym. Fantazja tworzy nowy świat,
podczas gdy wyobraźnia stara się zrozumieć nie tylko ten nowy świat, ale
przede wszystkim świat realny, nie w pełni dostępny zmysłom. „W ludzkiej
twórczości fantazję najlepiej pozostawić słowu, prawdziwej literaturze. W
malarstwie wizualne przedstawienie fantastycznych wyobrażeń jest zbyt
łatwe technicznie; ręka ma tendencje do prześcigania umysłu, więcej – do
pokonania go. Najczęściej prowadzi to do powstania niemądrych i
chorobliwych malowideł. Na nieszczęście dramat, sztuka tak różna od
literatury, jest często uznawana za jej gałąź, a jednym z fatalnych tego
rezultatów jest wyraźnie widoczna deprecjacja fantazji. Po części deprecjacja
ta wynika ze zrozumiałej tendencji krytyków do chwalenia tylko tych form
sztuki (bądź „wyobraźni”), które najbardziej odpowiadają ich własnym
gustom – czy to wrodzonym, czy to wyuczonym. Krytyka literacka w kraju,
który zrodził tak wielki dramat i jest właścicielem dzieł Szekspira, przejawia
zbytnie tendencje do dramatyzowania. Dramat z natury jest wrogi fantazji.
Fantazja zaś, nawet najprostszego rodzaju, rzadko odnosi sukces w
dramacie, jeśli przedstawia się ją „jak należy”, a więc jako coś widzialnego i
słyszalnego. Fantastycznych form nie można udawać. Ludzie przebrani za
mówiące zwierzęta mogą wywołać efekt bufonady albo mimikry, ale na pewno
38
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
nie fantazji. Najlepiej dowodzi tego klęska bękarciej formy dramatu –
pantomimy. Im bliższa jest ona „udramatyzowanej baśni”, tym okazuje się
gorsza. Jest znośna jedynie wtedy, gdy jej „fantazja” zostanie zredukowana
do szczątkowej formy zwykłej farsy. Wówczas od nikogo nie wymaga się wiary
w przedstawioną rzeczywistość” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne
eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and
Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 182.
+ Baśń uświęcona przez Ewangelię. Odkupienie dotyczy również ludzkiej
twórczości. Wszelka myśl ludzka istnieje tylko dlatego, że człowiek został
stworzony na obraz Boży i ma zdolność tworzenia. „W Bożym Królestwie
obecność największych nie pomniejsza maluczkich. Odkupiony człowiek
pozostaje człowiekiem. Opowieści, fantazje wciąż trwają i trwać powinny.
Ewangelia nie zniosła legend, ale je uświęciła, a szczególnie uświęciła
„szczęśliwe zakończenie”. Chrześcijanin ciągle jeszcze musi pracować,
trudząc swe mięśnie i umysł, musi cierpieć, mieć nadzieję i umierać, ale już
teraz dana jest mu świadomość, że jego zamiłowania i zdolności mają jakiś
cel, który może być odkupiony. Tak wielka jest obfitość, którą mu
zaoferowano, że ledwo ośmiela się przypuszczać, iż poprzez fantazję
umożliwiono mu współuczestniczenie w rozwoju listowia z drzewa opowieści i
w wielorakim ubogacaniu stworzenia. Wszystkie opowieści mogą się
sprawdzić, jednak gdy w końcu zostaną odkupione, będą tak podobne do
form, jakie im nadaliśmy, a jednocześnie tak od nich odmienne, jak i
odkupiony człowiek będzie i podobny, i odmienny od upadłego człowieka,
którego znamy” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch.
Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays),
wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 201.
+ Baśń uzdrawia normalność spojrzenia na realną rzeczywistość tego świata.
Piękno ciągle będzie pięknem i ciągle będzie zachwycać na nowo. „Jeśli
jesteśmy starsi, to tylko jako spadkobiercy wielu pokoleń rozkoszujących się
tworzeniem bądź odbiorem sztuki. Tak bogate dziedzictwo może naturalnie
grozić nuda albo budzić pragnienie oryginalności za wszelką cenę – a to
prowadzić do niesmaku na widok zgrabnego rysunku, delikatnego wzoru lub
ładnych kolorów, albo nawet wymyślnego i bezdusznego manipulowania
dawnym materiałem aż do przesady w jego wypracowaniu. Droga prawdziwej
ucieczki od takiego znudzenia nie prowadzi ani przez celową deformację,
brzydotę czy niezgrabność, ani przez naznaczenie wszystkich rzeczy piętnem
mroku i niedopuszczalnej gwałtowności, ani wreszcie poprzez mieszanie
kolorów od wyszukanej subtelności po szarzyznę, czy przez tworzenie
fantastycznych i wydumanych kształtów na krawędzi głupoty lub wręcz
delirium. Potrzeba nam wyzdrowienia, byśmy nie doprowadzili się do takiego
stanu. Musimy znów spojrzeć na zieleń, od nowa zadziwić się (ale nie dać się
oślepić) błękitem, żółcią i czerwienią. Winniśmy spotkać centaura i smoka, a
potem, być może, jak dawni pasterze, dostrzec owce, psy i konie, a także
wilki. To właśnie baśniowe opowieści pozwalają nam wyzdrowieć” J. R. R.
Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański
(The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań
2000, s. 188-189.
+ Baśń uzdrawia spojrzenia na rzeczywistość. Wpływ Chestertona G. K. na
Tolkiena J. R. R. „Wiadomo, że znał prace Chestertona i w dużej mierze
39
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
zgadzał się z nimi. Jednakże niebezpieczeństwo przesady widać w eseju
Christiphera Clausena „The Lord of the Rings” and „The ballad of the White
Horse” […] Można podejrzewać, że Clausen zbyt dużą wagę przypisał
podobieństwom między obydwiema książkami, z których część jest na pewno
zaledwie przypadkowa lub powierzchowna. […] niezależnie od rzekomego
bezpośredniego wpływu Chestertona na Tolkiena – istnieje wiele dowodów na
wpływy pośrednie” /J. Pearce, Tolkien i katolickie odrodzenie w literaturze, w:
Tolkien. Księga pamiątkowa. Studia o spuściźnie literackiej, red. J. Pearce,
(Tolkien: A celebration, HarperCollinsPublishers 1999), tłum. J. Kokot, Zysk i
S-ka, Poznań 2003, 102-118, s. 115. „Rzeczą najbardziej godną uwagi jest
owo przemożne poczucie niezwykłości, które przenika utwory obu pisarzy,
ich filozofię i spojrzenie na świat. […] „Tolkien skłania ludzi do obserwowania
ptaków, przyglądania się drzewom, buszowania po żywopłotach (T. A.
Shippey). Niewątpliwie był to jeden z zamiarów Tolkiena, wynikający z jego
przeświadczenia, że pośród najwyższych funkcji baśni znajduje się
uzdrowienie jasnego spojrzenia na rzeczywistość: „Potrzeba nam
wyzdrowienia […]. Musimy znów spojrzeć na zieleń, od nowa zadziwić się (ale
nie dać się oślepić) błękitem, żółcią i czerwienią. […] To właśnie baśniowe
opowieści pomagają nam wyzdrowieć. Wyzdrowienie (to jest trwały powrót do
zdrowia) jest od-zyskaniem: odzyskaniem jasnego spojrzenia” /J. R. R.
Tolkien, O baśniach, tłum. Joanna Kokot, w: J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Christopher Tolkien, Zysk i S-ka Wydawnictwo,
Poznań 2000, s. 188-189/; Tamże, s. 116.
+ Baśń uzdrawia umysł i pozwala mu dostrzec sens głęboki. Wyzdrowienie
oglądania rzeczy takimi, „jakimi przeznaczone jest (czy było) nam je widzieć –
jako rzeczy poza nami. Musimy umyć okna, aby uwolnić świat zewnętrzny od
brudnych zacieków trywialności lub powszedniości – od poczucia posiadania.
[…] Trywialność jest kara za „przywłaszczenie”: rzeczy trywialne albo (w złym
sensie) powszednie to rzeczy, które sobie przywłaszczyliśmy – albo faktycznie,
albo tylko w pamięci. Twierdzimy, że je znamy. Kiedyś przyciągnęły nas
swym blaskiem, kolorem lub kształtem, ale położyliśmy na nich rękę, a
zawładnąwszy, przestaliśmy się im przyglądać. Oczywiście baśnie to nie
jedyny sposób na uzdrowienie czy na zabezpieczenie się przed stratą.
Wystarczy skromność i pokora. I jest też (szczególnie dla skromnych)
ainraiwak
–
fantazja
Chestretonowska.
Ainraiwak
jest
słowem
fantastycznym, a mimo to widzimy je w każdym mieście w tym kraju. To
„kawiarnia” ujrzana od wewnątrz przez szklane drzwi – tak jak pewnego
pochmurnego, londyńskiego dnia zobaczył ją Dickens. Później Chesterton
użył tego słowa na określenie niezwykłości spowszednianych już rzeczy,
która objawia się, gdy spojrzeć na nie nagle pod innym kątem” /J. R. R.
Tolkien, O baśniach, tłum. Joanna Kokot, w: J. R. R. Tolkien, Potwory i
krytycy i inne eseje, red. Christopher Tolkien, Zysk i S-ka Wydawnictwo,
Poznań 2000, s. 188-189/. „Być może więzy pokrewieństwa między
Tolkienem a Chestertonem widać najwyraźniej we wspólnym im obu
szacunku dla tradycji” /J. Pearce, Tolkien i katolickie odrodzenie w
literaturze, w: Tolkien. Księga pamiątkowa. Studia o spuściźnie literackiej,
red. J. Pearce, (Tolkien: A celebration, HarperCollinsPublishers 1999), tłum.
J. Kokot, Zysk i S-ka, Poznań 2003, 102-118, s. 117. „Chodzi mi oto, że
drzewo wciąż rośnie, a zatem wciąż się zmienia; ale zawsze w jego centrum
40
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
znajduje się coś niezmiennego. Najbardziej wewnętrzne spośród jego słojów
są tam od czasów, kiedy drzewo było jeszcze siewką; nie widać ich, lecz to nie
znaczy, że nie ma ich tam, w centrum. Kiedy ze szczytu drzewa wyrasta nowy
konar, nie odrywa się ono od korzeni, przeciwnie, tym silniej jest
zakorzenione, im wyżej rosną jego gałęzie. Oto prawdziwy obraz krzepkiego i
zdrowego wzrostu człowieka, miasta czy całego gatunku” /G. K. Chesterton,
„Church Socialist Quarterly”, styczeń 1909/.
+ Baśń warstwą literacką poematu Beowulf. Poemat Beowulf nie jest
„poematem narracyjnym”. Nie ma on „postępować”, w sposób stały czy
zmienny. „Jego istotą jest równowaga, opozycja końców i początków.
Najprościej mówiąc, mamy przeciwstawione opisy dwu momentów
niepośledniego żywota: jego poranku i zmierzchu; opracowanie odwiecznego i
silnie wzruszającego kontrastu młodości i starości, pierwszego czynu i
końcowej śmierci. Poemat dzieli się na dwie przeciwstawne części, różne pod
względem tematu, stylu i długości. [...] Ta struktura jest prosta i statyczna,
mocna i masywna, w każdej części bardzo zróżnicowana, zdolna znieść takie
potraktowanie. Śledząc sposób przedstawiania drogi Beowulfa do sławy z
jednej, a jego królowania i śmierci z drugiej strony, krytyk znajdzie rzeczy
wątpliwe, jeżeli będzie ich poszukiwał, ale więcej chwalebnych. Ta stara
opowieść nie była ani opowiadana po raz pierwszy, ani tym bardziej
wymyślona przez naszego poetę. Wynika to jasno z jej baśniowych analogów”
J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A.
Olszański (The Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka,
Poznań 2000, s. 43. „Intryga nie była dziełem poety, a choć tchnął on w
surowy materiał uczucie i powagę, nie stał się on doskonałym środkiem
wyrazu tematu lub tematów rodzących się w jego umyśle. Nie jest to
niezwykły przypadek w historii literatury. Gdyby nie wątek podróży –
kontrast młodości i śmierci wypadłby zapewne lepiej. [...] jej znaczenie nie
jest węższe, lecz – symbolicznie – szersze. W jednym narodzie i jego bohaterze
wyraźniej ujrzelibyśmy całą ludzkość i jej bohaterów” Tamże, s. 44.
+ Baśń wyjaśniana za pomocą języka alegorycznego. Przypowieść formą
literacką, którą stosowali Jezus, kaznodzieje i Tolkien. Tolkien nie cenił
zbytnio alegorii. Dostrzegał jej należne miejsce, byle tylko tam pozostała.
„Każda próba wyjaśnienia sensu mitu czy baśni musi posługiwać się
językiem alegorycznym (i, oczywiście, im więcej opowieść ma „życia”, tym
bardziej będzie podatna na alegoryczne interpretacje; podczas gdy im lepiej
będzie zrobiona zamierzona alegoria, tym bardziej będzie do przyjęcia jako
zwykłą opowieść)” /Listy, s. 219/. „Wszystko to ma związek z interpretacją
przypowieści Jezusa. Od dawna już krytycznoliteracki dogmat głosi, iż żadna
z nich nie jest alegorią ani też nie należy ich tak interpretować. A jednak
alegoria była jednym z podgatunków biblijnej przypowieści: księgi prorockie
zawierają wiele jej przykładów, szczególnie tam, gdzie rozważa się historię
Izraela i innych narodów. Czy należy chronić Jezusa przed zarzutem
formułowania przypowieści jako alegorii, czy też alegoria mieści się pośród
możliwych sposobów ich odczytywania? Pierwsza z przypowieści u Mateusza,
Marka i Łukasza jest historia o siewcy. Rozpoczyna się on jako prosty
obrazek z życia wzięty. Mogła pozostać właśnie takim naturalnym znakiem,
którego metaforyczny potencjał Jezus zdołałby uwolnić kilkoma poetyckimi
sugestiami. W dalszej części jednak pojawia się opis miejsc, na które upadło
41
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
ziarno, i jego dalsze losy – od niedoszłego wzejścia aż po obfity plon. Jezus
kończy zwyczajowym zwrotem: „Kto ma uszy, niechaj słucha” /Zob. Mat 13,
9; por. Mk 4, 9; Łk 8, 8/. (Nawet to jest metaforą, albowiem realne słuchanie
już się skończyło, teraz „słuchanie” oznacza spojrzenie w głąb siebie i odzew).
Wtedy uczniowie proszą o wyjaśnienie. (W tym miejscu ewangeliści wtrącają
rozważania na temat przyczyn odrzucenia Jezusowych nauk przez tak wielu
z jego własnego ludu). Interpretacja – przedstawiona tu jako własna
interpretacja Jezusa – jest w pełni alegoryczna, chodzi o rozmaite ludzkie
reakcje na Słowo” /R. Murray TJ, J.R.R. Tolkien i sztuka przypowieści, w:
Tolkien. Księga pamiątkowa. Studia o spuściźnie literackiej, red. J. Parce,
(Tolkien: A celebration, HarperCollinsPublischers 1999), tłum. J. Kokot, Zysk
i S-ka, Poznań 2003, 49-59, s. 53.
+ Baśń wykorzystywana w twórczości Majakowskiego. „W Chlebnikowskim
kręgu awangardy rosyjskiej baśniowo-ironiczne wykorzystanie wątku
pragiganta to bodaj główny motyw twórczości Majakowskiego, w całości
zresztą – aż po ostatnie utwory – noszącej charakter mitopoetycki,
mitologicznym synkretyzmem ściśle związanej z modernistycznym
kontekstem światopoglądowym (przede wszystkim rosyjskiego symbolizmu i
awangardowego postsymbolizmu), a po kanonizacji zmarłego autora dzięki
tej właśnie mitologicznej ambiwalencji nie dającej się w całości zredukować
do stalinowskiej normy estetycznej. Łatwym przykładem rozwinięcia motywu
Człowieka Kosmicznego w twórczości Majakowskiego jest zwycięski zapaśnik
„światowych mistrzostw w walce klas”, jarmarczno-proletariacki gigant Iwan
z utopijno-katastroficznej bufonady poematu 150 000 000 (1919-1920;
poemat sprowokował Lenina do uwagi o „komunizmie chuligańskim” i
żądaniu „wychłostania za futuryzm Łunaczarskiego”, który dopuścił do
wydania „tego” w państwowym wydawnictwie – kierowanym zresztą przez
towarzyszy broni Bogdanowa)” /A. Pomorski, Duchowy proletariusz.
Przyczynek do dziejów lamarkizmu społecznego i rosyjskiego komunizmu XIXXX wieku (na marginesie antyutopii Andrieja Płatonowa), Wydawnictwo
Naukowe i Literackie, Warszawa 1996, s. 128/. „Ten sowizdrzalski
„karnawałowy” olbrzym, przybyły do równie plakatowo jarmarcznej Ameryki
[…] mieści w sobie cały nowy świat (z charakterystycznym odwróceniem
drogowskazów w stosunku do Ameryki) […] Coincidentia oppositorum owych
zapasów w walce klas to początek świata, świata pracy – bo to właśnie jest
esencją nowej ery” /Tamże, s. 129/. „Gargantuiczny praolbrzym IwanPurusza rozdrabnia się na mnóstwo elementów składowych nowego świata.
[…] „Bardzo groźnie w demoniczno-komicznej, pre-Bułgakowskiej aurze jawi
się eschatologiczny moment rewolucyjnego odnowienia i rytuał początku [u
Majakowskiego] w Uposiedzonych (Prozasiedawszyjesia, 1922). W
kubistycznym symultanizmie obrzędu zasiadania przeciążonej awangardy
proletariatu „na dwóch posiedzeniach od razu” sacrum pracy znika:
coincidentia oppositorum udosławnia się w diaboliczne czarne nabożeństwo
rozpołowionych, którzy w nowym raju są tylko „do pasa”, „a reszta” – tam”
(jest to parodia stworzenia świata – w Rigwedzie, w hymnie o Puruszy,
mandala X, 90, ust. 14, z nóg kosmicznego praolbrzyma, ćwiartowanego w
ofierze, powstaje ziemia, a z głowy – niebo). Tym właśnie wierszem,
odczytanym jako satyra, czyli poza właściwą mu mitologiczną ambiwalencją,
Majakowski zdobył głośno wyrażone uznanie Lenina (por. E. Balcerzan,
42
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
Włodzimierz Majakowski, Warszawa 1984, s. 38-39, 102-119)” /Tamże, s.
130.
+ Baśń wzrusza do głębi, daje radość i nadzieję. „Nawet współczesnym udaje
się to niekiedy. Nie jest to łatwe – zależy od całej historii, która zarazem jest
tłem dla „zwrotu” akcji i odbiciem jego chwały. Opowieść, która w
najmniejszej nawet mierze zdołała osiągnąć taki efekt, nie może być w pełni
nieudana mimo swych skaz czy niejasności celu. Dotyczy to nawet Księcia
Prigia, baśni Andrew Langa, która pod wieloma względami może
rozczarowywać. Radość, gdy „wszyscy rycerze ożyli i wznieśli w górę swe
miecze, wołając »Niech żyje książę Prigio!«”, ma w sobie coś z owej dziwnej,
mistycznej jakości dawnej baśni, przerastającej opisywane wydarzenie. Nie
byłoby tego w utworze Langa, gdyby zakończenie nie pochodziło z bardziej
poważnej baśniowej „fantazji” niż sama opowieść – ta bowiem jest w znacznej
części błaha i obdarzona półkpiącym uśmiechem wyszukanej dworskiej
conte. O ileż bardziej potężne i przejmujące jest oddziaływanie jakiejkolwiek
poważnej opowieści z Królestwa Czarów. Gdy w takiej baśni nadchodzi nagły
zwrot akcji, doświadczamy przeszywającej radości, serdecznego pragnienia,
które na moment wykracza poza ramy opowieści, rozrywa jej sieć i wpuszcza
oślepiający promień światła” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy i inne eseje,
red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics and Others
Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 198-199.
+ Baśń wzrusza do głębi, daje radość i nadzieję. „Owa radość, którą uważam
za wyróżnik prawdziwej baśni (albo romansu), za jej swoisty atrybut,
zasługuje na więcej uwagi. Każdego chyba twórcę, każdego pisarza
układającego wtórny świat – fantazję – cechuje pragnienie, by być
prawdziwym stwórcą, albo też nadzieja, że oto zbliżył się do rzeczywistości, że
pewne własności wtórnego świata (nawet jeśli nie wszystkie jego szczegóły)
pochodzą z rzeczywistości albo z niej wypływają. Skoro udało mu się
osiągnąć tę jakość, którą można określić – ze słownikiem – jako „wewnętrzną
spójność cechującą rzeczywistość”, to trudno pojąć, jak byłoby to możliwe,
gdyby jego utworu z rzeczywistością nic nie łączyło. Wyjątkową radość, którą
wzbudza udana fantazja, można by więc wyjaśnić nagłym przebłyskiem
ukrytej prawdy o świecie. To nie tylko pociecha w smutkach tego padołu, ale
też zaspokojenie i odpowiedź na pytanie: Czy to prawda? Podałem już jedną
wersję odpowiedzi na to pytanie, która brzmiała (całkiem poprawnie): Jeśli
dobrze skonstruowałeś swój świat, to tak – jest to prawdą w tym świecie. Tyle
wystarczy artyście albo też tej cząstce natury człowieka, która jest artystą. W
eukatastrophe otrzymujemy sugestię większej odpowiedzi – dalekiego
odbłysku czy echa Evangelium w rzeczywistym świecie” J. R. R. Tolkien,
Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The
Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000,
s. 200.
+ Baśń wzrusza do głębi, daje radość i nadzieję. Jedyną prawdziwą „Baśnią”
jest Ewangelia. Ewangelia realizuje wszystkie istotne elementy baśni; nie
tylko w sensie literackim, ale również w sferze faktów. „Gdy przyglądałem się
historii chrześcijaństwa od tej strony, od dawna już przeczuwałem (a było to
radosne przeczucie), iż Bóg odkupił swe zepsute tworzące stworzenia w
sposób odpowiedni do ich natury, a więc i do tego jej aspektu, którym jest
zdolność tworzenia. Ewangelia to przecież baśń albo raczej wzniosła
43
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
opowieść, która jest samą istotą baśni. Mówi o wielu cudach, osobliwie
artystycznych, pięknych i poruszających: „mitycznych” w swej doskonałości i
pełni. Pośród tych cudów znajdzie się i owa największa, najpełniejsza
eukatastrophe, jaką można sobie wyobrazić. Baśń ta wtargnęła w historię i w
świat pierwotny. Pragnienia i aspiracje twórcze wypełniły się jako Stworzenie;
narodziny Chrystusa to eukatastrophe historii człowieka; Zmartwychwstał
zaś – eukatastrophe historii Wcielenia. Opowieść zaczyna się i kończy
radością. Odznacza się też górującą nad innymi historiami „wewnętrzną
spójnością cechującą rzeczywistość”. Nigdy nie pojawiła się żadna opowieść,
którą człowiek tak bardzo pragnąłby widzieć jako prawdziwą, i żadna, której
prawdziwość uznałoby tak wielu sceptyków. Jej artyzm nosi najbardziej
przekonujące piętno pierwotnej sztuki – aktu Stworzenia. Odrzucenie jej
prowadzi albo do smutku, albo do gniewu” J. R. R. Tolkien, Potwory i krytycy
i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The Monster and the Critics
and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 200.
+ Baśń zamieszkała przez olbrzymów. Nie było w nich niewielkich rozmiarów
elfów. „Miniaturowe elfy czy wróżki w Anglii to, jak sądzę, głównie
wyrafinowany produkt literackiej fantazji. Jest to chyba naturalne, że w
Anglii, gdzie w sztuce wciąż powraca miłość do delikatności i finezji,
wyobraźnia kierowała się ku temu, co filigranowe i drobne – tak jak we
Francji zwróciła się ku dworskiemu życiu i przystroiła się pudrem i
brylantami. Przypuszczam jednak, że te kwiatowo-motyle rozmiary były
produktem „zracjonalizowania” elfów, które przekształciło czar ich krainy w
zwykłe wyrafinowanie, niewidzialność zaś w kruchość, która pozwala ukryć
się w kielichu pierwiosnka, lub zniknąć za źdźbłem trawy. Moda na elfy
pojawiła się chyba tuż po tym, gdy wielkie odkrycia geograficzne uczyniły
Ziemię zbyt małą, by mogła pomieścić ludzi, i elfy; gdy czarodziejskie
zachodnie krainy Hy Breasail przeistoczyły się w zwyczajną Brazylię, kraj
czerwonego drewna. Na pewno za taką wizję elfów odpowiedzialna jest
literatura – znaczną rolę odegrali tu William Szekspir i Michael Drayton.
Nymphidia Draytona to jeden z przodków długiej linii kwiatowych elfów i
uskrzydlonych duszków z czułkami, których to stworków tak nie cierpiałem
w dzieciństwie i których z kolei nie znosiły moje dzieci” J. R. R. Tolkien,
Potwory i krytycy i inne eseje, red. Ch. Tolkien, tł. T. A. Olszański (The
Monster and the Critics and Others Essays), wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000,
s. 148. “Ale wszystko to miało początek, jak już rzekłem, długo przed XIX
wiekiem i dawno już zaczęło męczyć właśnie nieudanymi próbami bawienia”
Tamże, s. 149.
+ Baśń zapisem archetypów. Archetyp według Carla Gustawa Junga to
typowe dla każdego gatunku wrodzone psychiczne wzorce zachowań, które
same są niewidzialne, lecz mogą się objawiać w gestach i obrazach słownych,
a potem można je odnaleźć w snach, mitach oraz baśniach. Dusza „tworzy
symbole, których podstawą jest nieświadomy archetyp i których jawna
postać wynika z wyobrażeń uzyskanych przez świadomość […].
Nieświadomość dostarcza, można by rzec, archetypowej formy, która sama w
sobie jest pusta i dlatego niewyobrażalna. Natychmiast jednak wypełnia ją i
czyni postrzegalną wypływający ze świadomości pokrewny bądź podobny
materiał wyobrażeniowy” (J. Jakobi, Komplex, Archetypu, Symbol in der
Psychologie C.G. Jungs. Mit einem Vorwort von C.G. Jung, Zürich-Stuttgart
44
o. prof. Dr hab.
Piotr Liszka CMF
1957, s. 87). Krytycy zarzucają C. G. Jungowi rozważania wyłącznie
psychologiczne jako „ważki błąd metodologiczny, który w interpretacji tych
fenomenów pomija interdyscyplinarne, multikazualne możliwości wyjaśnień
oraz właściwości poszczególnych kultur, i stąd może prowadzić do
monokazualnych wypaczeń” (E. Neumann, Herrschafts- und Sexualsymbolik.
Grundlagen einer alternativen Symbolforschung, Stuttgart 1980, s. 72 i n.,
78; Por. W. Schmidbauer, Mythos und Psychologie. Metodische Problem,
München-Basel 1970, s. 74, 92; w aspekcie teologicznym G. Baudler, Zum
Ursprung der religiösen Symbolik: „Archetypen der Seele“ (C.G. Jung) oder
wahrgenommene Wirklichkeit, w: W. Bies i H. Jung (wyd), Mnemosyne.
Festschrift für M. Lurker, Baden-Baden 1988, s. 71-91). „Pod adresem Junga
wysuwano również zarzut nieostrego odgraniczenia pojęć, jak choćby
wymiennego stosowania archetypu, kompleksu i symbolu w ich głównym
znaczeniu; z drugiej jednak strony Jung należy do tych badaczy, którzy
potrafią bardzo dokładnie rozróżniać jedynie odsyłające znaki oraz
naładowane znaczeniowo symbole” M. Lurker, Przesłanie symboli w mitach,
kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s. 55.
+ Baśń zawiera sens różnorodny. „Niestety, sporo badaczy rości sobie prawo
do obiektywnej interpretacji baśni, a tymczasem włącza tylko zastane treści
baśniowe w odpowiadający im (ideologiczny bądź metodologiczny) układ
odniesienia. August Nitschke słusznie wskazuje, iż symbole, do których
odsyłają – według interpretacji XX-wiecznych naukowców – poszczególne
baśnie, są wprawdzie typowe dla epoki, w której owi naukowcy żyją, lecz
niekoniecznie dla epoki, w której baśnie powstały. Wprawdzie
rozpowszechniona dzisiaj, operująca pojęciami wypracowanymi przez Freuda
i Junga interpretacja naukowa umożliwia współczesnemu czytelnikowi
zrozumienie baśni na podstawie jego własnych doświadczeń i wydaje się, iż
sam potrafi sprawdzić tego rodzaju wypowiedzi, jednakże są to wszak tylko
doświadczenia z czasów, których jesteśmy duchowymi dziećmi. Podobnie jak
baśnie otwierają „tysiąc bram na świat”, tak istnieje tysiąc bram do
zrozumienia baśni; ich wartość pedagogiczna – również w naszych czasach –
polega na tym, że występujące w nich symbole „wzbudzają” wielką pociechę,
gdyż „nie można pozostać obojętnym wobec nadziei na odmianę losu”. Bajki
opierają się natomiast sztywnym, ustalonym znaczeniom, „nie chcą być
analizowane i interpretowane, winniśmy się w nie wsłuchać i zwracać uwagę
na to, jak wiele strun potrafią poruszyć” (Otto Betz) /O. Betz (wyd.), Tansend
Tore in die Welt. Märchen als Weggeleist, Freiburg i.Br. 1985, s. 23/. Wtedy
zorientujemy się, że baśnie dostarczają wzorów radzenia sobie w życiu, które
– w sposób mniej lub bardziej świadomy – dadzą się przetransponować na
egzystencję czytelnika bądź słuchacza” /M. Lurker, Przesłanie symboli w
mitach, kulturach i religiach, tłum. R. Wojnakowski, Znak, Kraków 1994, s.
63-64.
45

Podobne dokumenty