plik

Komentarze

Transkrypt

plik
„Album - kluczem do pamięci"
Poznajcie panią Eugenię Cichocką, która ma 81 lat. Ta pani mieszka na wsi wśród lasu i
prawdziwie „żywej" przyrody, która otaczała cały jej dom. Nasza bohaterka mieszka ze swoją
najbliższa rodziną, dla której jest najlepszą babcią, więc my też ją będziemy tak nazywali. Ta
mała społeczność otaczała się tak dużym szacunkiem i okazywała sobie tyle miłości, że można
by nią nakarmić wiele polskich rodzin. Być może właśnie uczucia zdecydowały o pewnym
szczęśliwym losie, który sprawił, że wiele osób odświeżyło sobie pamięć.
Był ciepły, wiosenny dzień. Dokładnie 12 kwietnia. To właśnie tego dnia pewna starsza
kobieta, imieniem Eugenia znalazła jako jedna z niewielu ludzi na tym świecie klucz do
swojego serca. Miał on otworzyć w jej sercu półkę z napisem: „To co ważne". Była godzina
12.30, gdy starsza pani Eugenia poszła do swojego „cichego kątka", w którym nikt jej nie
przeszkadzał - do swojego pokoju. Jak każdy dzień nakazuje żeby znaleźć czas dla siebie - pani
Eugenia ściśle trzymała się tej zasady. Tego dnia, postanowiła, że przejrzy całą szafę i zajrzy
do każdego zakamarka, w którym często jej ręka nie sięgała. Aby wcielić plan w życie, nie
zastanawiając się ani minuty dłużej starsza pani poszła do siebie. W przedpokoju, zobaczyła
swojego starego kota -Pazurka. Stał na łapkach i ciepłym uśmiechem, pełnym kociego
uśmiechu, popatrzył na babcię.
- „Choć mój przyjacielu" - powiedziała babcia.
Chciała pogłaskać kota, ale gdy się przychylała bardzo bolały ją stare kości. Kot, jednak bardzo
ucieszony, że został zaproszony na tak bardzo uroczyste chwile, przebierając łapkami szedł
wolno za babcią. Spódnica babci, kołysząc się z boku na bok, dawała kotu cień, gdyż wiedzcie,
że tego dnia było dość ciepło. Słońce, przedzierając się przez gałęzie wiśni docierało do okna
pokoju babci - tym samym dając ciepło w pokoju i panujący spokój wiosenny. Babcia weszła do
pokoju i podchodząc do stolika, zanuciła bardzo lubiany przez siebie fragment piosenki Ireny
Santor: „Powrócisz W gdzie nadwiślański brzeg, powrócisz tu, gdzie., la la la"- śpiewała
babcia, a kot słysząc te dźwięki kręcił czarnym ogonkiem, nadając tym samym rytm tej pięknej
piosence. Babcia po chwili była już przy szafie. Włożyła lekko klucz do zamka i przekręciła nim
w prawo. Drzwiczki szybko się uchyliły i para kurzu buchnęła w stronę babci.
- „Ale tu się nabrudziło Pazurku, prawda?"- zapytała kota babcia.
Kot nic jednak nie odpowiadając położył się na bujanym fotelu babci. Babcia szybko sięgnęła
po ściereczkę i oczyściła całą wewnętrzną stronę szafy. Powoli pociągała ściereczką po
deskach i dokładnie wycierała kurz. Gdy oczyściła już pierwszą półkę w szafie, zobaczyła co
na niej było. Książki, stary różaniec, płyty Ireny Santor, pokrowiec na okulary i kilka małych
obrazków. To wszystko skarby naszej bohaterki. Pani Eugenia szczególnie była zadowolona,
że znalazła pewną książkę - tomik wierszy Jana Pawła II, który zapomniała oddać sąsiadce.
Pani Eugenia trochę się zmęczyła, więc opadając z sił padła na tapczan. Odsapnęła trochę i
przemaszerowała przez pokój, aby włączyć radio. Właśnie na antenie było słychać
„Wiadomości z życia". Babcia trochę posłuchała i wstała. Podeszła z powrotem do szafy i
zaczęła przecierać druga półkę. Znalazła tam zasuszony bukiet kwiatów i pudełko po
bombonierce. Nie było tam nic oprócz tego, jak zauważyła pani Eugenia. Chciała właśnie
zakończyć całe przeszukiwanie szafy, lecz nie pozwolił na to pewien fakt. Otóż przy
zamykaniu drzwi szafy, zdarzyła się rzecz niesłychana. Mianowicie: starsza pani nie mogła
domknąć drzwi szafy, gdyż przeszkadzała pewna duża książka, która swoim kantem rogu
wpadła w zamek. Babcia szybko ją wyciągnęła. Zajrzała jeszcze raz na półkę, z której nieznana
oczom książka wypadła, aby sprawdzić, czy jest tam jeszcze coś innego. Nic jednak tam nie
było. To właśnie wydarzenie zostawiło na długie lata swój odcisk na scenariuszu życia babci.
Pani Eugenia bardzo zdziwiona swym odkryciem chciała je zbadać. Popatrzyła na książkę ze
wszystkich stron i doszła do wniosku, że to nie żadna książka tylko album. „Tylko czyj, czy
mam go w swojej pamięci?"- pytała samą siebie babcia. Usiadła na fotelu bujanym,
przepraszając przy tym kota za niefortunne zajście. Kot posłusznie zszedł z fotelu, ustępując
miejsca babci. Ona siadając miała mętlik w głowie. Nie wiedziała co to za album, ani czyj on
jest.
- „No dobrze musimy to sprawdzić otwierając ta niesłychaną rzecz, bo inaczej niczego się nie
dowiemy... Pazurku, ty świadkiem!"- zażartowała babcia i jak postanowiła tak zrobiła.
Album wydawał się być bardzo stary. Miał kartki już żółte i litery pisane piórem. Babcia
zaczęła go powoli oglądać, dokładnie czytając każdą literę. Nagle... patrzy na pewne zdjęcie i
coś sobie przypomina... przecież to ona! Gdy była młoda, miała na tym zdjęciu około 13 lat. To
czarnobiałe zdjęcie przypominało uczennicę Eugenię. Ciemny fartuszek i biały kołnierzyk to
strój szkolny, który nosili wszyscy uczniowie. Nasza bohaterka przypomniała sobie że miała
dwa takie fartuszki, które uszyła jej mama.
- To mój album! - ucieszyła się. Założyłam go aby zatrzymać stare zdjęcia jako
niepowtarzalne wspomnienia z czasów szkolnych.
Z zaciekawieniem zaczęła oglądać kolejne zdjęcia, opowiadając kotu kogo i co przedstawiają.
Na następnej fotografii zobaczyła całą swoją klasę z wychowawczynią.
-„Popatrz Pazurku, tu jestem ja! Ach jakie ja miałam loki! Tutaj jest Henia, Staszek, Józio
mówiliśmy na niego 'Ziótek', a nasza pani jaka elegancka! O jest tu zasmarkana Benia. Wszyscy
się cieszymy, że chodzimy do szkoły, że możemy się uczyć, bo nie każdego było na to stać.
Kiedyś żeby uczyć się w szkole trzeba było płacić za naukę. Rodziców nie było stać na
kształcenie dzieci.
Po wojnie były duże zniszczenia i opóźnienie w nauce. W jednej klasie uczyły się dzieci w
różnym wieku. W albumie babcia obejrzała kolejne zdjęcie, które przedstawiało wręczenie
cenzurek za pracę przez cały rok, wszyscy dumnie je oglądali. W podziękowaniu nauczycielom
uczniowie dawali bukieciki nazbieranych w ogrodach i na łąkach kwiatów. „Najwięcej
kwiatków dostała pani Jadwiga Stefańska m - nauczycielka, która uczyła nas mówić, czytać,
pisać po polsku, uczyła nas miłości do Ojczyzny." Babcia dalej przeglądała album, który teraz
wydał jej się być sensem jej życia, które było tak owocne w przeżyciach, tak dynamiczne,
młodzieńcze, fascynujące (...).
Kolejna fotografia przedstawiała pewien szczególny dzień. Wpatrzona w nią starsza pani, lekko
się uśmiechnęła. Zmrużyła oczy i zaczęła malować obraz swoich wspomnień, w wyobraźni,
odzwierciedlenie zdjęcia, które trzymała przy sercu. Przytulona do starej fotografii myślami
była w tamtych czasach, w dniu zakończenia roku szkolnego. Poczuła się młodo i radośnie.
Była pięknie ubrana - w niebieską, plisowaną spódnicę i kremową koszulę. Za oknem widać
było jak bawili się jej koledzy i koleżanki, którzy radośnie świętowali zakończenie tegorocznej
nauki. Staszek grał w piłkę z kolegami. Henia z kilkoma innymi koleżankami zbierały sobie
kwiatki z pobocza, robiąc z nich wianki. Ku zaskoczeniu wszystkich, Ziótek tańczył z Benią!
Natomiast Mirek z Kazikiem stali przy cukierni i próbowali ładnym uśmiechem, czarując
sprzedawczynię, wyłudzić od niej darmowe gumy do żucia. Z daleka biegli jeszcze inni. Widać
było wyrzucane w górę czapki chłopców. Dziewczyny, tryskały radosnymi uśmiechami.
Oczywiście, jeśli wydarzenie to było wyrwane z przeszłości to i tło z całą roślinnością i całą
harmonią dawnych czasów, też było oderwane od rzeczywistości -jak wskazywało na to zdjęcie,
które babcia nadal trzymała przy sercu. Droga i plac gdzie wszyscy się spotkali był wyłożony
kamieniami. Pod butami wszystkich załamywały się kałuże błota, ale na to nikt nie zwracał
uwagi, bo grunt to dobra zabawa! W dali rosły drzewa, bardzo stare i widać że od dawna
zaniedbywane. Stare kamienice, które tworzyły całą kompozycję obrazu były nieodłącznym
elementem całego dzieła babci. Powstały w bardzo odległych, dawnych czasach i tym
nadawały całemu obrazu uroku. Ciepło, które od nich przenikało ogarniało całkowicie duszę
każdego człowieka. Choć były brudne, stare, zniszczone a tynk i farba odpadały od fundamentu
- to pomimo tego były tak uczuciowe, pełne poczciwości i wdzięku. Obok kamienic dało się
zauważyć chłopaka, który stał tam z kilkoma zwiędłymi kwiatkami w ręku i był bardzo
zapatrzony w panią Eugenię, która wyglądała zza otwartego okna. W szkole był zawsze
nieśmiały, mało mówił, był skromny i cichy. Jednak czemu przyniósł teraz zwiędłe kwiatki, czy
one były dla pani Eugenii? A jeśli tak to czemu były zwiędłe, czy ten chłopak tyle czekał na
panią Eugenię, aż kwiaty zwiędły? Być może to czekanie trwało całe życie...Coś na pewno
ukrywał w swoim wzroku. Nasza bohaterka dalej malowała swój własny, niepowtarzalny obraz,
a kierowała się dalej cennym zdjęciem, które po prostu tak mocno przylgnęło do serca tej
staruszki. Po chwili babcia otworzyła oczy i zdjęcie z powrotem włożyła do albumu. Obraz
zaczął się rozlewać, a farby, którymi malowała babcia jakby spłynęły po kartce papieru.
Wszystko nagle zniknęło, rozpłynęło się. Babcia przypomniała sobie ten dzień, który przed
chwilą malowała w wyobraźni. Chłopak który stał na zdjęciu przy kamienicy, potem według
babci odłożył zwiędłe kwiatki, symbolicznie pod kamienicę i odszedł ze spuszczoną głową. Ten
dzień był ostatnim kiedy w życiu spojrzeli sobie w oczy. Potem już się nie widzieli. „W życiu
każdego człowieka pojawiają się chwile, które zostają z nim do końca. Są wiecznie żywe i mają
miejsce w naszej pamięci i sercu na zawsze. Natomiast czasem widzimy tylko te rzeczy na
które nawet nie powinniśmy patrzeć. Zapominamy o tym co ważne, w co powinniśmy być
wpatrzeni. „Więc od dzisiaj żyjmy tak jakby dzisiejszy dzień miałby być dla nas ostatnim."rozważała trudne, życiowe problemy babcia.
Pani Eugenia z natury lubiła uważnie prowadzić cały świat po cieniutkiej nitce filozofii. Jej
zewnętrzny spokój był zestawiony z wewnętrzną miłością mądrości. Czas mijał pani Eugenii
tak wolno, że można było snuć tyle rozważań w jednej sekundzie- ile czasem nie można było
poprowadzić przez całe życie (...).
Koleżanką z lat szkolnych pani Cichockiej - była Alina Malinowska. Codziennie chodziły
pieszo do szkoły, pokonując pięć kilometrów w jedną stronę. Miały drewniane tornistry, w
których grzechotały stalówki i drewniane linijki coraz głośniej im szybciej dziewczyny biegły.
W szkole witał ich wesoły dźwięk dzwonka, którym rytmicznie potrząsał pan woźny,
sygnalizując rozpoczynające się lekcje. Po skończonych zajęciach dziewczyny wracały razem
do domu, bo bardzo się lubiły. Dobrze jest mieć koleżankę w szkole. Ich przyjaźń trwała całe
lata szkolne, ponieważ była dobrze zakorzeniona. Natomiast gdy obydwie dziewczyny
skończyły naukę szkolną ich drogi rozeszły się. Eugenia dalej mieszkała ze swoją rodziną na
wsi, a Alina przeprowadziła się do dużego miasta, w poszukiwaniu dalszej nauki. Przez jakiś
czas utrzymywały ze sobą kontakt, ale potem Alina wyjechała dalej w świat i obydwie o sobie
zapomniały. To wszystko wróciło, gdy babcia spojrzała na zdjęcie przedstawiające Alinę.
Teraz babcia zastanawiała się, jak teraz żyje Alina, jak wygląda, czym się interesuje, czy
żyje...? Chwile mijały wolno, a babcia powoli robiła się zmęczona. Była już w takim wieku, że
często dotykało ją uczucie znużenia. Dodatkowo babcia siedziała już bardzo długi czas
oglądając album. Najlepszym sposobem aby poczuć się lepiej było zaczerpnięcie świeżego
powietrza. Wstała i nalała sobie z dzbanka źródlanej wody z cytryną. Podeszła również do
okna, aby dać promieniom słonecznym wejść spokojnie do pokoju. Świat za oknem był piękny.
Babcia miała duży ogród, w którym kwitły już pierwsze wiosenne kwiatki, a pszczoły miały
bardzo dużo pracy, na zapylenie ich wszystkich. Piękny widok zagwarantowała również
kwitnąca wiśnia. Jej piękne, małe pączki - białe kwiatki, nadawały jej uroku. Niektóre gałęzie
obsypane tym białym puszkiem wchodziły na parapet i do okna babci. Ogród zazielenił się
trawą i młodymi listkami na drzewach. Ptaki wesoło ćwierkały wiosenne melodie i szybciutko
uwijały sobie gniazdka. Pani Eugenia bardzo lubiła patrzeć na przyrodę budzącą się do życia. W
szkole z zajęć przyrodniczych miała najlepsze oceny z całej klasy. Od dzieciństwa ciekawiła ją
cała przyroda, natura która jest wokół nas. Te zainteresowanie przetrwało do starości. Teraz też
patrzyła na środowisko naturalne, tuż za oknem. Po chwili otworzyła lekko okno, aby
wiosenny wietrzyk zanucił jej melodię graną na listkach brzozy. Lekki podmuch wystarczył,
aby starsza kobieta poczuła się o wiele lepiej. Było jej tak przyjemnie, gdy czuła jak wiatr
dmucha w jej stronę, że nawet na chwilę przymknęła oczy, aby poczuć tą świeżość. Babcia
wychyliła się troszkę za okno, aby popatrzeć jak kwitną żonkile, które wczoraj podlewała. Była
zadowolona z widoku, gdyż rozwinęło się jeszcze więcej pąków. Zapatrzyła się na kwiaty, a w
dali zobaczyła swojego sąsiada. Szedł spacerkiem i gdy babcia wychyliła się za okno zobaczył
ją. Bardzo dobrze znał się z panią Eugenią więc szybko podszedł „ na słówko".
- Witam sąsiadkę! - powiedział i zdjął kapelusz - Co u pani słychać ?
- Dzień dobry, panu - odpowiedziała pani Eugenia. Przeglądałam stary album ze zdjęciami.
Moją cześć życia ze szkoły - uśmiechnęła się.
- Ja też lubię wspominać szkolne czasy - odpowiedział. Jakby to było wczoraj. A to już tyle lat.
1 szkoła już nie taka jak dawniej.
- Oglądałam zdjęcia ze swoją koleżanką Aliną. Byłyśmy takimi dobrymi koleżankami,
pomagałyśmy sobie w nauce - rzekła sąsiadka. Chciałabym ją zobaczyć i porozmawiać z nią o
starych, dobrych czasach nauki.
Może kiedyś spotkacie się jeszcze. Życie potrafi pisać niespodzianki - z uśmiechem powiedział
sąsiad i pożegnał się z panią.
Pani Eugenia długo myślała nad tym, co powiedział jej rozmówca. Sama pani zgadzała się z
jego opinią, gdyż odnajdując tak cenną rzecz - album z przeszłości uwierzyła od tamtego
momentu, że życie potrafi czarować. Wiedziała też, że nie zawsze wszystko układa się po
myśli. Pani Eugenia rozumnie, że Alina jest teraz gdzieś daleko w świecie i nie przyjedzie
specjalnie dla niej na wieś. Każdy człowiek układa swoje życie, tak aby jemu było dobrze.
Starsza kobieta popatrzyła jeszcze dziesięć minut na cały swój ogród i wróciła do oglądania
albumu. Było w nim jeszcze wiele zdjęć, a każde pociągało za sobą wiele wspomnień. To małe
pamiątki, które przetrwały tyle lat i nadal żyją w pamięci. Kot wtula się w ciepłą spódnicę
babci, sama bohaterka też się wtula, ale nie w ciepłe ubrania. Ona wtula się w ciepło każdego
wspomnienia, każdego zdjęcia, które daje czarującą moc poznawania na nowo swojej pamięci.
Pamięć to piękna strona człowieka, w której czasem ukryte są najpiękniejsze momenty całego
życia. Człowiek chce je zawsze poznać, lecz czasem jest ona tak bardzo zakurzona, że jej nie
widać i człowiek nawet gdyby bardzo chciał w niej coś odszukać, to nie znajdzie. Czasem w
poszukiwaniu dawnych czasów pomóc nam może papier. Przelewamy myśli na papier, które
tworzą później niezłomną trwałość. Nie zapominajmy jednak, że papier można szybko,
całkowicie zniszczyć. Natomiast naszej psychiki i pamięci nikt nie zatuszuje, nikt się jej nie
waży dotknąć. Ona jest nasza.
Pani Eugenia powoli zbliżała się do końca oglądania pięknego albumu. Na końcu, na ostatniej
stronie albumu było piękne zdjęcie pani Eugenii. Było ono już wywołane w kolorze. Jak
kolorowe i pełne zagadek jest życie - takim podsumowaniem albumu było to jedno, jedyne w
swym rodzaju zdjęcie. Ono kończyło to, o przed chwilą było początkiem. Pod tym zdjęciem
pisały różne cytaty, które starsza pani Eugenia przez całe swoje życie pisała piórem. Teraz
wzięła do ręki długopis - teraz wszyscy w szkole piszą długopisami. Pani Eugenia ma opisane w
swoim albumie całe życie szkolne a teraz napisała pewien cytat ,który wszystko zakończył.
Ważnym elementem jest to że pani Eugenia zawsze pisała mądre rzeczy, więc ten cytat też jest
bardzo mądry. Brzmiał on tak:
„To co przelejemy na kartki papieru pozostanie na długo, lecz aby odnaleźć tego sens i
trwałość trzeba otworzyć w sercu półkę z napisem - „To co ważne" Gdy pani Eugenia
napisała ten cytat było jej niezwykle miło, że ma taki album, który tworzy niesamowitą
pamiątkę z lat szkolnych. Tej poczciwej, kochanej staruszce ze wzruszenia popłynęła łza po
policzku, niczym kropelka, w której ma być zaznaczona niezmywalna pieczątka. To ona
stempluje ostatnią kartkę albumu. To właśnie na tej kartce pięknymi, ozdobnymi literami,
sprzed siedemdziesięciu laty wypisano słowa „ŻYCIE SZKOŁY".
Po chwili do pokoju wchodzi 8-letnia wnuczka pani Eugenii - Alicja. Siada obok swojej babci
i pyta, co babcia trzyma w rękach? Co to za stara rzecz? Natomiast babcia z przytulonym do
serca albumem odpowiada wnuczce, że za chwilę się dowie, gdyż jest w takim miejscu i o
takim czasie, że najwyższy czas namalować w wyobraźni wnuczki starość i pełnię dojrzałości
tych młodych, niesamowitych lat i przedstawić jej album, który przed chwilą sama babcia na
nowo poznała.
Babcia zaczyna przedstawiać wnuczce album słowami: „A było to tak ...".
Wiktoria Banasiak, klasa VI A, 13 lat Szkoła Podstawowa
im. mjr. II. Sucharskiego w Sochocinie
ul. Szkolna 17, 09-110 Sochocin
tel. 236618549, [email protected]
nauczyciel: Małgorzata Stępkowska-Olewnik

Podobne dokumenty