Z ziemi polskiej na Wyspy Camparmo- znak jedności

Komentarze

Transkrypt

Z ziemi polskiej na Wyspy Camparmo- znak jedności
Ke Ka Ko
Kerigma Karisma Koinonia
Kwartalnik Koinonii Jan Chrzciciel nr 2/2008
ISSN 1898-827X nakład: 500 egz.
Miłość za darmo
s.24
Spotkanie z Jezusem
s.22
Camparmoznak jedności
s.20
Z ziemi polskiej
na Wyspy
s.10
Ke Ka Ko
Kerigma Karisma Koinonia
Kwartalnik Koinonii Jan Chrzciciel nr 2/2008
spis treści
2
Od Redakcji
Zapach Zmartwychwstania
3
Głos Generała
Jedność
4/5
Z Polski
6/7
Ze Świata
8/9
Poznajemy Oazy
Pilzno - miasto ucieczki
Post scriptum
10/11
Ludzie Ke Ka Ko
Z ziemi polskiej na Wyspy
12/13
Nasze Korzenie
Historia Camparmo. Zdobywanie ziemi
14/17
Indie
Koinonia w Indiach
18/19
Rozmowa Ke Ka Ko
Jezus nie był blondynem - wywiad z Cinzią Fllini
zapach
Zmartwychwstania
J
20/21
Misterium Izraela
Camparmo - znak jedności
22/23
Nasze Powołanie
u źródeł Koinonii - Spotkanie z Jezusem
Koinonia dla początkujących - Imię Wspólnoty
24/25
Rodzina
miłość za darmo
Małżeńskie Ke Ka Ko
26/27
Życie dla Królestwa
Dziewictwo - Konkret wiary
no sex, no money, no freedom
28/29
Strefa młodych - Twoja strefa
spacer nieustający
30
Strona biblijna
Ogrodnik przy grobie
31
Z Oazy
32
Prenumerata 2008
Kontakt ze Wspólnotą
RADZIC
TARNOBRZEG
Oaza w Radzicu
Beata i Andrzej
Nowy Radzic 9
Wójtowiczowie
21-077 Spiczyn
Krajowi Koordynatorzy
tel. 081 757 76 60
Szkoły Nowej Ewangelizacji
kom. 0697 132 161
e-mail: [email protected]
e-mail: [email protected]
WROCŁAW
GDYNIA
Biuro Koinonii Jan Chrzciciel
Zenon Kufel
ul. Św. Antoniego 35/25
ul. Św. Józefa 5
50-073 Wrocław
84-207 Bojano
tel. 071 796 47 04, 71 796 47 05
tel. 0601 61 30 88
kom. 0601 15 12 62
e-mail: [email protected]
od redakcji
e-mail: [email protected]
ak pachnie Boże Narodzenie wszyscy mniej więcej
wiedzą: choinka, pierniki, barszcz... Ale jak pachnie
Wielkanoc? Tego chyba nie sposób stwierdzić, jeśli
się osobiście nie zanurzy w jej najgłębszej treści. I być może
wtedy każdy z nas odnajdzie tę "woń zmartwychwstania"
dla siebie. Wyczuwa się ją innymi zmysłami niż różne zwykłe
zapachy. To "woń" życia i nadziei. Chcielibyśmy, abyście
odrobinę tej "woni" mogli odnaleźć na kartach "KeKaKo".
Jest to nie tylko lektura dla każdego z Was, ale także okazja
do rozsiewania "zapachu zmartwychwstania" wśród
krewnych, znajomych i przyjaciół. To także możliwość
prezentacji naszej wspólnoty tym, którzy jej nie znają.
W bieżącym numerze "KeKaKo" odwiedzimy misjonarzy
Koinonii w Indiach i zajrzymy do naszych braci, którzy
opuścili Polskę i wyruszyli w poszukiwaniu pracy i godnego
życia aż na Wyspy Brytyjskie. Okazuje się, że także daleko
od nas, na Wyspach albo gdzieś w Azji, Pan zapala światełka
Koinonii, a my chcemy Wam o tym opowiedzieć.
Nie zabraknie także ciągu dalszego historii Camparmň
oraz prezentacji kolejnej oazy. Tym razem zapraszamy
do Pilzna. W dziale "Nasze powołanie" pod hasłem "U źródeł
Koinonii" znajdziecie tekst inspirowany nauczaniem
naszego założyciela, poświęcony doświadczeniu spotkania
z Jezusem, a także pierwszą część cyklu "Koinonia dla
początkujących".
Oddając w Wasze ręce drugi numer kwartalnika "KeKaKo
Kerigma Karisma Koinonia" mamy nadzieję, że przy
jego lekturze będziecie mieli okazję odnowić w sobie
doświadczenie spotkania ze Zmartwychwstałym. A jest
to doświadczenie, które tak długo w nas żyje, jak długo
się nim dzielimy. Do tego dzielenia namawiamy Was
na łamach naszego pisma.
Z okazji Świąt Paschalnych życzymy Wam, aby obecność
Chrystusa Zmartwychwstałego w Waszym życiu była
"wyczuwalna" i łatwo rozpoznawalna dla każdego, z kim
się spotykacie.
Miłej lektury!
Robert Hetzyg
Redaktor naczelny
Redakcja
Adres redakcji: KeKaKo Kerigma Karisma Koinonia, Kwartalnik Koinonii Jan Chrzciciel, Nowy
Radzic 9, 21-077 Spiczyn, tel. 0817577660, e-mail: [email protected], http://www.kekako.pl
Redaktor naczelny: Robert Hetzyg Redaktor programowy: Iwona Sułek Redakcja: Anna
Sawicka, Izabela Łukaszewicz, Joanna Piątkowska Korekta: Izabela Łukaszewicz, Paulina
Obszańska Skład i łamanie: Łukasz Abramek Druk: Oficyna poligraficzna Apla Spółka
Jawna, ul. Sandomierska 89, 25-324 Kielce
głos generała
jedność
O
jedności mówi się bardzo często i przelano już morze atramentu, pisząc na ten
temat. Nie chciałbym więc dodawać do tego zbędnych słów, dlatego piszę bardzo
krótko.
Jezus w swej modlitwie prosił Ojca, aby wszyscy stanowili jedno jednością podobną do Bożej
o. Alvaro Grammatica
jedności, i aby dzięki temu świat uwierzył (por. J 17,21). Lecz czym jest jedność? Co znaczy być
PASTERZ GENERALNY
jednością? Nie jest to czysta jedność, której szuka się na poziomie moralności albo uczucia,
lecz coś ofiarowanego nam z wysoka. Aby znaleźć właściwą odpowiedź na pytanie czym jest
jedność, musimy odnieść się do Pisma Świętego.
W Ewangelii wg św. Jana jest napisane, że nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś swoje
życie oddaje za przyjaciół swoich (por. J 15,13), a w hymnie z Listu do Filipian głosi się
z mocą, że Jezus ogołocił samego siebie, stawszy się podobnym do ludzi i nie skorzystał
ze sposobności, aby być na równi z Bogiem (por. Flp 2,6-11). Obie te biblijne wskazówki
podkreślają aspekt jedności: oddawanie życia za innych. Jezus tak właśnie przeżył swoje życie
- jako darmową i bezinteresowną proegzystencję.Jedność oznacza zatem oddawanie życia
za braci. Jesteśmy wezwani nie tyle do szukania jedności w pojedynczych aktach osobistej
ascezy, ile raczej do podjęcia decyzji, aby żyć dla innych - by oddać życie za braci i aby, w razie
potrzeby, być do ich dyspozycji. A co jedność znaczy dla nas - dla Koinonii? Zajrzyjmy znowu
do Biblii. Ten sam List do Filipian zawiera następującą zachętę: "Niech każdy ma na oku nie
tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich" (Flp 2,4).
W tym zawiera się świadectwo całego ciała, które żyje i wierzy w jedności według wzoru
chrześcijańskiej wspólnoty apostolskiej, gdzie nikt nie cierpiał niedostatku (por. Dz 4,31-35).
o. Alvaro Grammatica
z Polski
Szkoła Nowej Ewangelizacji
zaprasza
Zapraszamy do udziału w letnich kursach
Szkoły Nowej Ewangelizacji.
Program tegorocznej szkoły letniej przewiduje cztery kursy.
Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Oto program
tegorocznej szkoły:
1. 11-15 lipca, Otwock - seminarium metodologiczne.
Uczestnicy zapoznają się z metodologią kerygmatycznej
szkoły ewangelizacji. Biorący udział w seminarium powinni
wcześniej uczestniczyć w kursie "Paweł".
Kurs poprowadzą: Cinzia Fallini, Beata Wójtowicz i Monika
Wojciechowska.
2. 17-21 lipca, Otwock - kurs "Modlitwa wstawiennicza".
Zapraszamy wszystkich, którzy pragną odnowić w sobie
gorliwość w modlitwie wstawienniczej. Jest to kontynuacja
kursu "Charyzmaty". Daje doświadczenie mocy Ducha
Świętego dla zbudowania wspólnoty. Przekazuje wskazówki
praktyczne dla posługujących modlitwą wstawienniczą.
Kurs poprowadzi Paolo Sbarbati, Pasterz Oazy w Recanati.
3. 23-27 lipca, Otwock - kurs "Wspólnota". Pozwala dotknąć
z bliska tego, czym wspólnota jest. Żadne opowiadanie
nie pozwala przekonać się o tym tak, jak bezpośrednie
doświadczenie. Ten kurs jest właśnie takim doświadczeniem.
Jest to kurs dla wszystkich.
Prowadząca - Iwona Sułek, Pasterz Oazy w Nowym
Radzicu.
4. 1-11 sierpnia, Elbląg - kurs "Paweł". Podstawowy kurs
umiejętności ewangelizacji kerygmatycznej niezbędny
dla każdego członka Koinonii w naszej misji nowej
ewangelizacji.
Poprowadzą: Beata Wójtowicz i Monika Wojciechowska
z zespołem.
Szczegółowe informacje dotyczące warunków udziału,
kosztów i zakwaterowania otrzymacie od Waszych
koordynatorów.
Zapraszamy!
Wiosenna wizyta Generała
Na przełomie kwietnia i maja przyjedzie do Polski Pasterz
Generalny Koinonii Jan Chrzciciel, ojciec Alvaro Grammatica.
4
27 kwietnia weźmie udział w regionalnym spotkaniu Koinonii
w Gdyni. W dniach 1-4 maja poprowadzi spotkanie dla
Koordynatorów naszej wspólnoty z całej Polski.
Święto dziewictwa
w Radzicu
15 sierpnia zapraszamy do Nowego Radzica na doroczne
Święto Dziewictwa dla Królestwa Bożego!
Będzie to już dziewiąta rocznica obecności wspólnoty
celibatariuszy w Polsce, a szósta - we własnym domu
w Nowym Radzicu.
Zeszłoroczne święto zgromadziło ponad 300 osób. Czy
w tym roku pobijemy rekord?
Zapraszamy. Informacji udzielają bracia i siostry ze wspólnoty
w Nowym Radzicu (tel. 0817577660,
e-mail [email protected]).
Zapraszamy
Kurs dla małżeństw
w Radzicu
W dniach 23-25 maja w domu Oazy w Nowym Radzicu
odbędzie się kurs "Pryscylla i Akwila" prowadzony przez
Beatę i Andrzeja Wójtowiczów.
Uczestnicy kursu będą mogli przekonać się, że także
małżonkom Bóg powierzył rolę ewangelizatorów. Postaci
przyjaciół św. Pawła będą na tej drodze przewodnikami.
Informacje dotyczące udziału w tym kursie dostępne
są w domu Oazy w Nowym Radzicu (tel. 0817577660,
e-mail [email protected]).
Zapraszamy!
Regionalne spotkania
Koinonii
30 marca z udziałem Krajowego Koordynatora Koinonii Jan
Chrzciciel w Polsce, Iwony Sułek, odbędzie się uroczyste
spotkanie Koinonii regionu wrocławskiego. 29 marca Iwona
spotka się z młodzieżą, a także z koordynatorami tego
regionu.
11 maja w Dniu Zesłania Ducha Świętego w Nowym Radzicu,
zgromadzą się natomiast bracia i siostry ze wspólnot
związanych z tutejszą Oazą. Podczas uroczystej Mszy Świętej
nowi członkowie zostaną przyjęci do naszej wspólnoty,
a dotychczasowi odnowią swoje deklaracje członkowskie.
z Polski
Charyzmatyczny kurs
we Wrocławiu
W dniach 11-13 kwietnia we Wrocławiu Paolo Sbarbati,
pasterz Oazy w Recanati, poprowadzi kurs "Przebudzenie
charyzmatyczne". Organizatorzy zapraszają wszystkich
pragnących świadomie przyjąć dary Ducha Świętego i służyć
nimi dla budowania wspólnoty.
Informacji dotyczących warunków uczestnictwa udziela
biuro Koinonii we Wrocławiu (tel. 071 796 47 04, e-mail:
[email protected]).
zgromadziło ok. 200 uczestników z całej Polski.
Inaczej niż mogłoby wynikać z tytułu kursu "Przekleństwo
aborcji i współżycia przedmałżeńskiego", kurs ten okazał się
doświadczeniem Jezusowego zwycięstwa nad grzechem.
Żeby jednak tego zwycięstwa doświadczyć, trzeba pełniej
zdać sobie sprawę z tego, jak poważny nieporządek grzechy
te wprowadzają w ludzką naturę i historię.
- Ogłaszam to zwycięstwo codziennie - mówi nam jedna
z uczestniczek spotkania. - Cieszę się, że moje dzieci nie będą
obciążone moim grzechem. Jestem za to wdzięczna Bogu!
Zmartwychwstanie
we wspólnocie
Trudno sobie wyobrazić bardziej wspólnotowe święta niż
Wielkanoc. W tym roku w obu regionach Koinonii w Polsce,
a także w Oazie w Nowym Radzicu odbywają się wspólnotowe
celebracje tajemnic naszego zbawienia.
Tam, gdzie nie powstały jeszcze Oazy, w liturgii będą
posługiwać zaproszeni bracia. Razem ze wspólnotą z północy
będzie w tym roku ojciec Emanuele De Nardi. Do Wrocławia
przyjedzie natomiast ojciec Jan Kruczyński.
O. Ricardo we Wrocławiu
Multimedia w Ewangelizacji
Szkolenie pod tym tytułem poprowadził 9 lutego w Nowym
Radzicu dr Sławomir Leciejewski, wykładowca komunikacji
multimedialnej w Instytucie Filozofii na Wydziale Nauk
Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu. Uczestnicy mieli okazję przekonać się, jak
istotny w dobie nowoczesnych mass mediów jest język
przekazu ewangelicznego oraz środki, jakich używamy
w ewangelizacji. Dalszą część szkolenia będą stanowiły
zajęcia praktyczne z wykorzystaniem aplikacji służących
do tworzenia prezentacji multimedialnych.
Od 22 do 24 lutego przebywał we Wrocławiu nasz założyciel,
ojciec Ricardo Argańaraz.
Poprowadził tam kurs dotyczący konsekwencji grzechów
współżycia przedmałżeńskiego i aborcji. Spotkanie
z Polski
5
ze Świata
Na kurs "Paweł" do Rzymu!
Mamy doktora!
Międzynarodowa Szkoła Ewangelizacji zaprasza do udziału
w kursie "Paweł" w Rzymie.
Uczestnicy mają do wyboru trzy terminy:
13 grudnia ubiegłego roku w Rzymie, o. Sandro Bocchin,
Rektor Ateneum Jan Chrzciciel, uzyskał tytuł doktora
teologii.
Napisał pracę z zakresu liturgiki na temat Obrzędu Konsekracji
Dziewic. Serdecznie gratulujemy i życzymy sukcesów
w dalszej pracy naukowej!
- 11-22 lipca
- 24 lipca - 4 sierpnia
- 6-17 sierpnia
Kurs "Paweł" to podstawowy kurs dla każdego, kto pragnie
skutecznie głosić Jezusa, a więc dla wszystkich noszących
imię Jana Chrzciciela!
Kursy Międzynarodowej Szkoły Ewangelizacji w Rzymie
gromadzą uczestników z całego świata. To tutaj najczęściej
rozpoczynają się nowe "przygody" misyjne naszej
wspólnoty. Kto kiedykolwiek w nich uczestniczył wie, że jest
to doświadczenie żywego, misyjnego Kościoła.
Wszelkimi informacjami służy ekipa szkoły w Prusinach:
tel. 00420377918010
e-mail: [email protected]
http://www.koinoniagb.org/ITA/evangelizzazione.html
Dobre wiadomości
z Ameryki
W ostatnich miesiącach nasza wspólnota doświadczyła
wielu oznak życzliwości i uznania od szeregu przedstawicieli
Kościoła.
Otrzymaliśmy zatwierdzenie od ordynariusza diecezji
Theuacan w Meksyku.
W Nowym Jorku (USA) powierzono Koinonii Jan Chrzciciel
administrowanie domu i sprawowanie troski pastoralnej nad
kościołem rektorskim na Brooklinie.
Także w Los Angeles tamtejsze władze kościelne zaoferowały
nam możliwość zamieszkania w opuszczonym klasztorze
na terenie parafii pw. św. Michała w centrum miasta.
Do Stanów Zjednoczonych wybierają się nasi bracia i siostry
z Międzynarodowej Szkoły Ewangelizacji, aby pomóc młodej
i nielicznej jeszcze wspólnocie amerykańskiej w osiedleniu
się w jej nowych domach.
Gratulujemy i modlimy się o powołania!
6
Meksykańskie powołania
Podczas uroczystego spotkania Koinonii w Guadalajara
w Meksyku, któremu przewodniczyli o. Ricardo Argańaraz
i o. Alvaro Grammatica, dwóch naszych braci złożyło
swoje pierwsze trzyletnie zobowiązania. Byli to Omar
i Alejandro. Uroczystość poprzedziły rekolekcje braci i sióstr
konsekrowanych z Ameryki, które prowadził dla nich o.
Ricardo.
ze Świata
Seminarium
metodologiczne w Pilźnie
Po raz kolejny w Pilźnie odbyło się Seminarium
Metodologiczne KeKaKo. W dniach 25-29 lutego tego
roku 72 uczestników kursu zgłębiało tajniki Szkoły Nowej
Ewangelizacji, której celem jest Formowanie Formatorów
Ewangelizatorów. Zadaniem słuchaczy było poznanie
podstawowych zasad metodologicznych obowiązujących
w Szkole. Szczegółowo rozpatrywane były kursy: "Filip",
"Świadectwo" i "Dom Modlitwy". Doświadczeniem
w prowadzeniu kursów dzielili się najlepsi: ojciec Ricardo
Argańaraz, ojciec Alvaro Grammatica, ojciec Sandro Bocchin
oraz Cinzia Fallini i Adriano Biccheri.
Polskę reprezentowało 11 osób.
Nominacje, nominacje...
Mimo, że przypadający w naszej wspólnocie tradycyjnie
na przełom września i października okres zmian mamy już
dawno za sobą, także w rubryce "Nominacje" mamy to i owo
do odnotowania.
1. Dyrektorem Międzynarodowej Szkoły Ewangelizacji został
mianowany Adriano Biccheri.
Gratulujemy wszystkim nowo mianowanym i życzymy
powodzenia w pełnieniu nowych posług.
Kongres Koinonii
Jan Chrzciciel w USA
24 listopada ubiegłego roku w Thousand Oaks (USA) odbył
się kongres Koinonii Stanów Zjednoczonych. Podczas
uroczystej Eucharystii, której przewodniczyli ojciec Ricardo
Argańaraz i ojciec Alvaro Grammatica, swoje wieczyste
zobowiązania czystości, ubóstwa i posłuszeństwa złożył
Michał Wojciechowski.
Pierwsze śluby czasowe złożyły dwie siostry - Magdalena
Kartio i Anna Puccio . Także 120 członków amerykańskiej
Koinonii złożyło wtedy wspólnotowe deklaracje.
W uroczystości wzięło udział około 300 osób.
2. Marta Laura Hlisnikovská została sekretarzem
Generalnym Koinonii Jan Chrzciciel.
3. W naszej sycylijskiej Oazie Pełniącym Obowiązki Pasterzem
został Vladzimir Hryhoryeu.
ze Świata
7
poznajemy Oazy
Pilzno -
miasto ucieczki
C
hciałbym opowiedzieć wam o Oazie w PilźnieLiticach. Nie będzie to opowieść kronikarza, lecz
raczej wyznanie świadka.
Przyjechałem do Pilzna jesienią 1996 r., kiedy wszystko tu było
jeszcze do zrobienia. Tamte lata były dla naszej wspólnoty
początkiem okresu poważnych trudności. Chyba trzeba je
nazwać prześladowaniami. Bardzo potrzebowaliśmy wtedy
azylu, podjęliśmy więc decyzję o stworzeniu w Czechach
Oazy, która pełniłaby rolę "schronienia" dla całej Koinonii.
Mieliśmy przychylność biskupa, całą resztę trzeba było
jednak dopiero stworzyć.
Miasto ucieczki (albo schronienia) to taki Boży wynalazek. Ten,
kto w sposób niezamierzony zabił człowieka, mógł schronić
się w jednym z wyznaczonych w tym celu miast, aby nie wpaść
w ręce "mściciela krwi" (zob. Wj 21,13; Lb 35,22-23; Joz 20,2-9).
Unikano w ten sposób rozlewu niewinnej krwi w Ziemi
Obiecanej, którą Bóg właśnie ofiarowywał swojemu ludowi.
Dzięki tym schronieniom Naród Wybrany stawał się jednym
ludem - adresatem jedynej obietnicy. Takim właśnie miastem
ucieczki były dla Koinonii Litice k. Pilzna w Czechach. Miejsce
OD LEWEJ: FRANCESCO
MENEGHINI, MARTIN VANA,
ALVARO GRAMMATICA,
LUCA ARZENTON
8
DOM W LITICACH
W ZIMOWEJ SCENERII
to powstało, abyśmy wszyscy mogli wytrwać w zdobywaniu
Ziemi Obiecanej i aby każdy z nas mógł razem z psalmistą
zaśpiewać: "Gdyby Pan nie był po naszej stronie, niech to już
przyzna Izrael, gdyby Pan nie był z nami, gdy ludzie przeciw
nam powstawali, wtedy połknęliby nas żywcem, gdy ich
gniew przeciw nam zapłonął (...) Błogosławiony Pan, który
nas nie wydał na pastwę ich zębom. Uwolnieni zostaliśmy
jak ptak z sidła ptaszników: sidło się porwało, a my jesteśmy
wolni. Nasza pomoc jest w imieniu Pana, który stworzył niebo
i ziemię." (por. Ps 124). Oaza w Liticach narodziła się w bólu,
aby stać się pociechą i obroną przed nieprzyjaciółmi.
Teraz, wiele lat po odległym Bożym Narodzeniu Anno Domini
1995, to ziarno rzucone na czeską ziemię wykiełkowało
i wydało owoce. Pierwszym widzialnym tego znakiem byli
nasi kapłani wyświęceni w Pilźnie przez J. Eksc. Bp. Františka
Radkovskýego (byli to Sandro, Alvaro, Emanuele, Costantino
i Claudio). Jest to Oaza powstała wbrew woli wszystkich,
lecz bardzo upragniona przez ojca Ricardo. Nikt jej nie
chciał, bo wydawała się zbędna. Prócz tego brakowało sił
potrzebnych do postawienia tak zuchwałego kroku, tym
bardziej, że nie mieliśmy w Czechach żadnego pewnego
i stałego przyczółka. Wszystko zdawało się potwierdzać
czarny scenariusz rychłego upadku. Tylko ojciec Ricardo nie
przestał pragnąć nowej Oazy. Był także ojciec Costantino,
który w duchu przygody zaoferował się wziąć udział w tym
przedsięwzięciu, choć i on - nie bez wahania. Z perspektywy
czasu fakty potwierdzają tamten proroczy upór.
Przypominam sobie pierwsze słowa, które ojciec Alvaro
skierował do ojca Ricardo, kiedy 29 sierpnia 1998 został
ustanowiony pasterzem pilzneńskiej Oazy: "Będziemy krwią
z twojej krwi i kością z twoich kości". Było to wyznanie wiary
w to, że jesteśmy Koinonią - jedną i niepodzielną.
Przy tej samej okazji byliśmy świadkami, jak na słowo
ojca Ricardo ustał padający wówczas deszcz (uroczystość
ustanowienia pasterza Oazy odbywała się na zewnątrz). Ten
znak był dla nas potwierdzeniem, że nic nie jest silniejsze
od naszej przyjaźni i że Pan znajduje upodobanie w naszej
miłości.
Dzisiaj jest nas wielu, trudno też policzyć różne nasze prace
i zobowiązania, ale ciągle doświadczam tego samego: ja
to moi bracia, a oni to ja.
Francesco Meneghini
poznajemy Oazy
Post scriptum
D
zisiaj nasze miasto ucieczki nabrało dość pokaźnych
rozmiarów. To już nie tylko Oaza z kościołem,
odrestaurowaną plebanią oraz służącą za salę
spotkań przebudowaną stodołą. W odległości około sześciu
kilometrów znajduje się kolejny dom, w którym od jesieni
ubiegłego roku mieści się siedziba naszej wspólnoty.
Rezyduje tam również jej Założyciel i Pasterz Generalny.
W oddalonych o pół godziny jazdy samochodem Prusinach
znajduje się natomiast siedziba Szkoły Nowej Ewangelizacji.
Wspólnota sprawuje duszpasterską troskę nad litickim
kościołem parafialnym. Mamy także "swoich ludzi"
w pilzneńskiej kurii biskupiej. Luca pełni funkcję kapelana
ks. bp. Františka Radkovskýego, a Pavlina jest szefową
kurialnego sekretariatu.
KATEDRA ŚW. BARTŁOMIEJA
W PILŹNIE
Oaza to prócz kilkunastu braci i sióstr (te liczby dość często
ulegają zmianie z powodu napływania nowych powołań
i przemieszczeń pomiędzy wspólnotami) także 20 Wspólnot
Rodzinnych zrzeszających 258 członków Koinonii (44 z nich
złożyło już swoje zobowiązania na całe życie) oraz 75 Domów
Modlitwy.
poznajemy Oazy
KOŚCIÓŁ PARAFIALNY POD WEZWANIEM
ŚW. PIOTRA I PAWŁA W LITICACH
W Oazie działa Korespondencyjna Szkoła Biblijna, a także
Korespondencyjna Szkoła Teologiczna. Mieści się tu również
redakcja włoskiego wydania kwartalnika "KeKaKo Kerigma
Karisma Koinonia".
Co tydzień odwiedzamy więźniów w pobliskim zakładzie
karnym.
Od wtorku do czwartku prowadzimy dwugodzinną modlitwę
wstawienniczą.
W sobotnie wieczory sprawujemy liturgię w kościele
parafialnym, a w niedzielę przed południem - w naszej sali
spotkań.
Co dwa miesiące organizujemy całodzienne spotkania
z modlitwą za chorych pod hasłem "Jezus uzdrawia".
Trudno wyliczyć wszystko, co dzieje się w naszej sali:
SALA SPOTKAŃ PRZY OAZIE
W PILŹNIE
od zwykłych spotkań Koinonii, przez kursy dla naszych
Wspólnot Rodzinnych, spotkania młodych i spotkania rodzin,
aż po międzynarodowe imprezy, jak rekolekcje wspólnoty
wewnętrznej, spotkania pasterzy i, prowadzone przez Szkołę
Nowej Ewangelizacji, seminaria metodologiczne.
Tak dziś wygląda nasze miasto ucieczki.
9
ludzie KeKaKo
Wyspy
Z ziemi polskiej na
Bohater zbiorowy dzisiejszego materiału w dziale "Ludzie "KeKaKo"" mieszka
na Wyspach Brytyjskich i za "poprzedniego życia", czyli w kraju swoich ojców,
zamieszkiwał gdzieś na północy Polski, a szczególnie w Bydgoszczy albo Gdyni.
Jak się mają, co porabiają i jak starają się podtrzymywać swoje więzi wspólnotowe
nasi bracia, którzy się wybrali w świat za pracą? Postaramy się trochę Wam o tym
opowiedzieć. Autor: Joanna Piątkowska
K
iedy ktoś decyduje się opuścić kraj, to na ogół
oznacza, że ma ku temu poważny powód. Jeśli
dodatkowo musi przy tej okazji pozostawić
w domu rodzinę, powód ten wydaje się jeszcze
poważniejszy. Takie wyjazdy traktowane są często jako "zło
konieczne" i takimi rzeczywiście bywają. Dla kilkorga spośród
moich przyjaciół pobyt za granicą stał się tymczasem okazją
do odnowienia ich życia rodzinnego, a niektórzy z nich
dopiero poza Polską znaleźli to, czego tutaj bezskutecznie
szukali. I nie jest to reklama biura organizującego wyjazdy
zagraniczne, ale opowieść o prawdziwym błogosławieństwie,
10
które Bóg może wyprowadzić także z trudności, skłaniających
wielu do pozostawienia dotychczasowego życia. A prócz
tego okazuje się, że także wspólnota daleko od domu
bywa prawdziwym "kołem ratunkowym" niepozwalającym
"pogubić się w świecie".
Andrzej Złowocki z Gdyni, obecnie w Dublinie: Mój wyjazd
do Irlandii był możliwy dzięki tzw. "szczęśliwemu zbiegowi
okoliczności". Firma, do której wysłałem moją aplikację,
właśnie poszukiwała pracowników i kiedy zaczęto rozpatrywać
kandydatów, mój faks leżał akurat na wierzchu. Udało mi
się więc wyjechać do pracy, choć za sobą pozostawiałem
ludzie Koinonii
ludzie KeKaKo
rodzinę i to w dość trudnym momencie, bo nasz powstający
nowy dom był właśnie na etapie prac wykończeniowych.
Początkowo moje warunki życiowe w Irlandii nie były
zachwycające: mieszkałem w odległości dwóch godzin jazdy
autobusem od Dublina i taką drogę musiałem pokonywać
co rano, żeby znaleźć się o siódmej w pracy. Po południu
było jeszcze "lepiej", bo trafialiśmy na korki i podróż trwała
zazwyczaj od trzech do czterech godzin. Możesz sobie
wyobrazić, że chcąc się rano pomodlić, musiałem wstawać
przed czwartą, a po powrocie do domu zostawał mi tylko
czas na przyrządzenie sobie jakiejś obiadokolacji, a potem
- spać. Prosiłem więc Pana, żeby jakoś rozwiązał tę sytuację.
Wkrótce potem nawiązał ze mną kontakt od lat niewidziany
przyjaciel z dzieciństwa, który mieszkał ni mniej ni więcej
tylko w Dublinie. Spotkaliśmy się i już wkrótce mieszkaliśmy
razem. Z nowego miejsca zamieszkania miałem około pięciu
minut pieszo do pracy. Oprócz tego nawiązałem kontakt
z Koinonią w Belfaście, dokąd z Dublina co godzinę odchodzi
autobus dojeżdżający tam w dwie godziny. Od pewnego
czasu uczestniczę więc w życiu Koinonii w Belfaście, a wygląda
na to, że zacznę również uczestniczyć w spotkaniach tutejszej
Wspólnoty Rodzinnej.
W miarę naszych czasowych możliwości mamy u nas
spotkania Domu Modlitwy, a niedawno zostaliśmy również
poproszeni przez lokalnych duszpasterzy o poprowadzenie
spotkań dla Polaków. Chodzi przede wszystkim o mężczyzn:
mamy im pomóc być mężami i ojcami. Zgodziliśmy się
stawiając jedynie ten mały "warunek", że musimy rozpocząć
od kursu "Filip". I tak w dniach 11-12 maja w Dublinie,
z udziałem mężczyzn z Polski pracujących w Irlandii, odbędzie
się kurs "Filip". Oczywiście nie będziemy prowadzić go sami.
Do pomocy przyjedzie z Polski moja żona Kasia.
Tomek i Mirka Dereszyńscy z Bydgoszczy, obecnie
w Ramsgate w Anglii:
- Tomek pracuje w tutejszej firmie teleinformatycznej - mówi
Mirka. - Moja rola to tworzenie domowego klimatu; poza
tym usilnie uczę się angielskiego - trochę w szkole, a trochę
w domu.
Pan bardzo nam błogosławi: odzyskaliśmy tu spokój, nie
prowadzimy już wariackiego trybu życia w ciągłym stresie,
pośpiechu, przemęczeniu i chronicznym braku czasu
dosłownie na wszystko, jak to miało miejsce przedtem
w Polsce. Mogliśmy odnowić i umocnić nasze relacje
rodzinne. Nadrabiamy też czas, którego nie mieliśmy dla
naszego syna. Każdą chwilę staramy się spędzać razem:
na basenie, na wrotkach, na spacerze brzegiem morza,
na rowerach, w kinie... Chwalimy Pana za to, jaki jest dobry!
Bardzo pragniemy co najmniej jeszcze jednego dziecka
i jeszcze bliższych relacji z przyjaciółmi.
ludzie Koinonii
Przemek i Ola Krawczakowie z Bydgoszczy, obecnie
Gravesend w hrabstwie Kent w Anglii:
Przemek pracuje w magazynie, Ola zajmuje się wychowaniem
trójki ich dzieci. Dwaj starsi chłopcy - Michał (8 lat) i Patryk
(5 lat) - chodzą do szkoły znajdującej się przy tutejszej
katolickiej parafii; obaj coraz lepiej mówią po angielsku. Ich
młodsza siostra, Ula, ma dopiero roczek i jest jeszcze w domu
z mamą.
- Mam poczucie, że tutaj, w Gravesend, Pan Bóg posługuje
się nami - mówi Ola. - Ostatnio prowadzimy z Przemkiem
spotkania dla narzeczonych, a razem z Kasią Góralską
przygotowujemy również polskie dzieci do Pierwszej
Komunii Świętej.
Staramy się także prowadzić Dom Modlitwy. Z tym jednak
wygląda bardzo różnie, bo, jak większość ludzi tutaj, Przemek
ma ruchome dni pracy, a to bardzo utrudnia zachowanie
regularności spotkań. Kiedy chociaż dwa razy w miesiącu
uda nam się razem z naszymi przyjaciółmi Kasią i Hubertem
Góralskimi oraz Romkiem Poremskim spotkać na modlitwie,
razem błogosławimy Pana za wszystko, co od Niego ciągle
otrzymujemy. Staramy się zapraszać do wspólnej modlitwy
także i innych; nasz rekord to 11 osób na takim domowym
spotkaniu.
W sierpniu ubiegłego roku odwiedził nas ojciec Jan
Kruczyński. Było to prawdziwe święto ze wspólnotową
Eucharystią. Razem z Janem pojechaliśmy do Oxfordu, aby
zapoznać się z naszymi braćmi, u których ma się wkrótce
odbyć spotkanie Koinonii z udziałem wszystkich członków
naszej wspólnoty w Anglii. Wraz z Kasią i Hubertem wzięliśmy
również udział w kursie "Dom Modlitwy" w Bristolu.
Chociaż tęsknimy za Polską, za naszą rodziną i przyjaciółmi,
których pozostawiliśmy w kraju, wiemy, że nasz pobyt tutaj
to wola Pana. Prawda, że wszędzie może nas spotkać coś
dobrego? Nawet w sytuacji, której wcale nie chcieliśmy
i która była raczej przymusem. Tak też zdarzyło się Kasi
z Bydgoszczy, obecnie, podobnie jak Przemek i Ola,
mieszkającej w Gravesend. Potrzeba było tego wyjazdu,
aby w kraju wyspiarzy odnalazła swojego obecnego męża,
Huberta. I chociaż pobrali się w Polsce, to jednak powrócili
tam, gdzie się poznali - do Anglii.
- Tutaj jest nasz dom i tutaj czuję się u siebie - mówi Kasia.
Pobyt w tym miejscu odbieram też w kategorii powołania.
To miejsce i ten czas przygotował dla nas Pan.
W tej samej miejscowości mieszka również Czarek Rybicki,
który niecierpliwie czeka na przyjazd swojej żony.
Naszym przyjaciołom na wychodźstwie życzymy
powodzenia, a ewentualnym naśladowcom podajemy
adres kontaktowy do koordynatorów Koinonii Jan Chrzciciel
w Anglii Agnieszki i Mike'a Parry: [email protected]
11
o. Ricardo Argańaraz
PASTERZ ZAŁOŻYCIEL
S
iostra Santacaterina, o której pisaliśmy
poprzednio, nie tylko wskazała ojcu Ricardo
Camparmo, ale również podała mu nazwiska
ówczesnych siedemnastu właścicieli tej ziemi.
Jej wykupienie wydawało się zadaniem
praktycznie niemożliwym do wykonania, co jednak ojciec
Ricardo przyjął jako nieomylny znak, że dzieło to należy
do Boga. Takimi trudnościami naznaczone było zresztą całe
to przedsięwzięcie. Ciągle pojawiały się przeszkody niby mury
nie do przebycia albo jak Morze Czerwone, które pozornie
niemożliwe do przejścia, zawsze w ostatnim momencie
się rozstępowało. Przy wykupie gruntów doświadczaliśmy
zawsze tego samego: właściciele, do których się zwracaliśmy,
od razu zgadzali się na ich sprzedaż tak, jakby ktoś powiedział
im wcześniej: "Kiedy zjawi się ojciec Ricardo i zaproponuje
wam wykup, zgódźcie się"".
Wszystko to było tym bardziej niezwykłe, że wcześniej
kontaktowało się z nimi pewne stowarzyszenie hotelarzy
z Lido di Venezia, proponując wykupienie całej osady, czego
oni zgodnie odmówili. Taki był Boży plan dla tego miejsca:
nie chcieli sprzedać tamtym, a ojcu Ricardo sprzedali.
Wykup centralnej części osady rozpoczął się 19 września 1975
roku i zakończył w ostatnich miesiącach roku 1976 zawarciem
wstępnych umów, na mocy których ojciec Ricardo wchodził
w posiadanie wskazanych terenów, zaś akty notarialne
do każdej transakcji sporządzono w późniejszym czasie
(mowa tu o miejscach, gdzie aktualnie znajdują się biura,
kaplica oraz domy: "Gerico", "Guadalupe", aż do dzisiejszej
studni). Część osady, schodząc z drogi na prawo, w stronę
12
Camparmo, została zakupiona dopiero w 1980 roku, gdyż
jej właściciel przebywał ówcześnie w Australii, natomiast
teren na lewo od drogi, aż do pomnika ku czci poległych,
został zakupiony od pana Bruno Nervoo, koło roku 1987.
Ze wszystkimi właścicielami kontaktował się osobiście ojciec
Ricardo i wyjaśniał im, że zamierza rozpocząć w Camparmo
pewne doświadczenie o charakterze religijnym. Wszyscy
zgodzili się na sprzedaż, zachowując przy tym znakomite
relacje z nowymi sąsiadami. Na sprzedaży zyskali oni więcej
niż oczekiwali, dzięki wspaniałomyślności ojca Ricardo, który
zaoferował im wyższą cenę, aniżeli sami proponowali, chcąc
CAMPARMO WIDZIANE
Z GÓRY CORNETTO.
historia Camparmo
podkreślić znaczenie tego miejsca, które w oczach ludzi
jawiło się jako niedostępne i niegościnne. I rzeczywiście - nie
istniała tam nawet droga, tylko górska ścieżka.
Pewnego dnia ojciec Ricardo udał się do pana Giovanniego
Danzo, wówczas 76-letniego właściciela łąki (obecnego
pierwszego poziomu "Rachab"), aby zapytać, czy nie
zechciałby jej sprzedać. On jednak się nie zgodził. Taka reakcja
wprawiła ojca Ricardo w zakłopotanie. Otrzymał przecież
"nakaz" od Pana, aby nabyć tę ziemię, a także obietnicę,
że zostanie mu sprzedana. Po tygodniu właściciel sam zgłosił
się do ojca Ricardo i oświadczył, że przyjmuje propozycję.
Przepraszał też, że uległ zniechęcającym opiniom właścicieli
sąsiadujących działek.
Warto podkreślić, że ojciec Ricardo otrzymał w modlitwie
następujące słowa: "Zgodzą się wszyscy, prócz jednego". Tak
właśnie się stało: pośrodku stu hektarów ziemi składających
się na Camparmo, do dziś znajduje się nienależący jeszcze
do wspólnoty skrawek ziemi, na którym stoi rudera
o powierzchni 35 m2. Jego właściciele, o których wspominał
wcześniej pan Danzo, nigdy nie zechcieli sprzedać swojej
własności. Ojciec Ricardo usłyszał jednak od Pana: "Nie
obawiaj się, podaruję ci ją w sposób, którego nie potrafisz
sobie wyobrazić i będzie to pieczęć świadcząca o tym, że jest
to moje dzieło".
Inne szczególne zdarzenie, o którym ojciec Ricardo opowiada
z radością, dotyczy zakupu jednej z ostatnich parceli
około roku 1980. Pamięta, że pewnego dnia Silvia, jedna
z pierwszych sióstr przybyłych do Camparmo, powiedziała
mu po modlitwie osobistej: "Dzisiaj przyjdzie pewien człowiek
i zaproponuje ci zakup kawałka ziemi. Pan mówi ci: "Kup
go!".”I pokazała mu fragment Pisma Świętego pochodzący
z Księgi Jeremiasza, który potwierdzał to polecenie. Tamtego
ranka około godziny 11:00 ojciec Ricardo siedział u szczytu
Camparmo koło zbiornika z wodą, podziwiając w modlitwie
to cudowne miejsce i piękny słoneczny dzień. W pewnej
chwili podszedł do niego pan Mario Dalla Pozza, pozdrowił
go i powiedział w swoim dialekcie: „Kupiłby ojciec ode mnie
ten pagórek, który tu widać?", wskazując przy tym na Spitz di
Giotti. Ojciec Ricardo zgodził się bez wahania.
Wspomina także pana Antonio Bernardi- właściciela miejsca,
gdzie dzisiaj znajduje się kapliczka Matki Bożej i biura "Rahab".
historia Camparmo
PIERWSZY DOM, "RACHAB", ODBUDOWANY PRZEZ
OJCA RICARDO Z POMOCĄ MURARZA PIERO FIN,
OBECNIE SIEDZIBA BIUR OAZY. OBOK NIEGO: RUINA
"AI", JEDYNY BUDYNEK NIE BĘDĄCY WŁASNOŚCIĄ
WSPÓLNOTY.
Pierwotnie był tam piękny budynek z parterem i dwoma
piętrami składający się w sumie z osiemnastu pomieszczeń,
który w czasie pierwszej wojny światowej służył włoskiemu
dowództwu za siedzibę. Był to ostatni bastion włoskiej armii granica austriacka znajdowała się w linii prostej w odległości
około pięciu kilometrów. W Camparmo znajdowało się
dwieście mułów, które dowództwo wykorzystywało
do transportu broni i zaopatrzenia. Budynek, o którym
mowa, był bardzo piękny i ojciec Ricardo żałował, że został
zburzony, bo gdyby dało się go zrekonstruować, mógłby
służyć jako wygodne mieszkanie, tak dobrze go w środku
rozplanowano.
Po południu, 2 kwietnia 1976 roku, ojciec Ricardo przybył
wreszcie do Camparmo. Towarzyszyli mu: młody, wówczas
dziewiętnastoletni, Sandrino Bocchin, Luciano Proietti
(dzisiaj franciszkanin) i nieoceniony murarz, Piero Fin z San
Vito di Leguzzano, który wspaniałomyślnie ofiarował trzy
tygodnie swojej pracy, aby wyremontować i przystosować
do zamieszkania to miejsce.
13
temat numeru
Indie pierwsze skojarzenie?
Matka Teresa z Kalkuty
czy Bollywood? Ludzie
umierający z biedy
i chorób
czy może przeciwnie
- piękni i bogaci
Hindusi, uśmiechnięci
i rozśpiewani?
Co tam robią misjonarze
Koinonii Jan Chrzciciel?
Przekonajcie się sami.
Koinonia w Indiach
Geografia i demografia
System kastowy
Republika Indii leży w południowej Azji i rozciąga się
na powierzchni 3287600 km2. Mieszka tam 1105200000 ludzi
(17% ludności świata). Mieszkańcy Indii mają 17 języków
urzędowych oraz angielski jako język pomocniczy. W większości są wyznawcami hinduizmu (81%); jest też ok. 12%
wyznawców islamu.
Chrześcijanie stanowią w Indiach zaledwie ok. 2% ludności
i wedle tradycji wywodzą się od Tomasza Apostoła, który
miałby działać w latach 57-72 w dzisiejszym stanie Kerala,
gdzie chrześcijaństwo jest szczególnie silnie obecne.
Fakt, że jest ich tak niewielu, sprawia, że bycie chrześcijanami
oznacza w Indiach zupełnie co innego niż w Europie albo
w Ameryce. W codziennym życiu, obyczajach i we wszystkim dookoła ton nadają wyznawcy hinduizmu ze wszystkimi
konsekwencjami tego faktu.
Najbardziej jaskrawym przejawem wpływu hinduizmu
na życie społeczne w Indiach jest tradycyjny podział
na kasty. Poza kilkoma podstawowymi warstwami społecznymi (kapłani i mędrcy, arystokracja i rycerstwo, kupcy i rolnicy oraz warstwa służebna) istnieje około dziesięciu tysięcy
różnych kast stanowiących odrębne społeczności i kierujących się odrębnymi prawami, wśród których wspólnymi
są zasady nie zawierania związków małżeńskich poza własną
kastą i nie zasiadania do stołu z członkami innej kasty. Najniższą kastą są tzw. "niedotykalni" albo "pariasi"; stanowią ok.
15% ludności Indii. Przynależność do kasty jest dziedziczna.
Nie ma możliwości przejścia do innej kasty - tak wyższej jak
i niższej. Jedyną szansą na zmianę swojej pozycji społecznej, i to dopiero w kolejnym wcieleniu (hinduiści wierzą
w reinkarnację), jest wierne przestrzeganie zasad kasto-
14
wych. Szczytem tego swoistego "awansu" jest osiągnięcie
po śmierci stanu nirwany. Dla niewiernych przepisom kastowym ta sama "drabina" prowadzi w dół, ku coraz to niższym
kastom, aż w końcu człowiek nie respektujący praw hinduizmu w jednym z kolejnych wcieleń staje się zwierzęciem.
Konstytucja Indii znosi podział na kasty, zrównuje ich prawa
i zakazuje niedotykalności; jest to jednak prawo, które długo
jeszcze pozostanie martwą literą.
Sytuacja chrześcijan
W ostatnich latach sytuacja chrześcijan uległa poważnemu
pogorszeniu. Dotyczy to szczególnie stanów, w których
doszły do władzy radykalne ugrupowania nacjonalistyczne,
stawiające sobie za cel "powrót do korzeni", a więc także
do hinduizmu. Podjęto nawet próby ustanowienia prawa
przeciw nawróceniom, które zakazywałoby przechodzenia z hinduizmu na inne religie. Mimo że obecnie prawo
takie obowiązuje już w nielicznych regionach (np. w regionie Madhaya Pradesh), nie brakuje grup i stronnictw nadal
żywotnie zainteresowanych dyskryminowaniem chrześcijan.
Tylko w latach 2006-07 doszło w Indiach do około 500 zajść
- od profanacji świątyń chrześcijańskich aż po mordy na tle
religijnym. Pogromy te nasiliły się w ostatnich miesiącach.
Włoska agencja misyjna AsiaNews podała, powołując się
na działaczy organizacji obrony praw człowieka i na miejscowych przywódców katolickich, że w regionie tym wielu
chrześcijan, zwłaszcza spośród miejscowych plemion tubylczych, nadal ukrywa się w lasach, bojąc się nowych ataków.
Ciągle brak jest oficjalnych danych na temat liczby ofiar, policja zaś nie pozwala niezależnym organizacjom chrześcijańskim na prowadzenie własnego dochodzenia.
Dbające o wizerunek państwa władze centralne zezwoliły
tymczasem na stworzenie pierwszego w Indiach uniwersytetu chrześcijańskiego. Uniwersytet w Kerala będzie finansowała Chrześcijańska Fundacja dla Indii utworzona przez
Kościół Katolicki. Uczelnia będzie zrównana w prawach i obowiązkach z pozostałymi wyższymi uczelniami tego kraju.
Ewangelizacja Indii
Tegoroczna wyprawa naszych misjonarzy do Indii, rozpoczęta 11 stycznia, poświęcona jest kursowi "Filip". W dziesięciu regionach kraju nasze siostry Miriam i Frauke prowadziły
kursy "Filip" z udziałem świeckich, księży, sióstr zakonnych,
a nawet biskupów. Wielu z nich miało już doświadczenie
kursu "Filip". Teraz jednak mogli zapoznać się także z jego
metodologią.
- W Indiach potraktowano bardzo poważnie program formacji ewangelizatorów dla całego kraju - mówi Miriam. - Przemyślany, uporządkowany i konkretny plan wspierany przez
166 biskupów z całego kraju, jeśli równie konsekwentnie
będzie realizowany, przyniesie owoce, których dzisiaj nie
potrafimy sobie nawet wyobrazić.
Podczas podróży po Indiach nasze siostry trafiły również
do niewielkiego regionu Orisa, gdzie podczas
ubiegłorocznych świąt Bożego Narodzenia doszło do szczególnie gwałtownych wystąpień antychrześcijańskich. Wszędzie tam, gdzie znalazły się krzyże lub choćby świąteczne
ozdoby, niszczono domy. Niektórzy dla ich ratowania deklarowali, że staną się hinduistami. Inni uciekali do lasu tak, jak
stali i pozostawali tam przez wiele dni. W kursie "Filip" wzięło
więc udział niewiele, bo tylko 30 osób. Wśród nich były także
siostry zakonne, które ukrywały się w lasach, straciwszy
wszystko, co miały, razem z domami, w których mieszkały.
- Niektórzy z uczestników byli weteranami pracy misyjnej
wśród Hindusów na wsiach - opowiada Miriam. - Nie poddawali się wobec prześladowań, ale przeciwnie - zachowywali pogodę ducha i ufność w Panu, Który pragnie Kościoła
odnowionego w Duchu Świętym, Kościoła z kart czwartego
rozdziału Dziejów Apostolskich. Mimo tak trudnej sytuacji,
a może także w związku z nią, kurs w Orisa przyniósł bardzo
wymierne owoce: powstały projekty ewangelizacji młodzieży, projekt formacji młodych ewangelizatorów, a także
tworzenia zespołów ewangelizacyjnych we wszystkich
pięciu diecezjach regionu.
Także w innych miejscach Indii systematyczna metodologia
kursów kerygmatycznych zrobiła duże wrażenie na przybyłych, często z bardzo daleka, liderach - zarówno świeckich,
jak i duchownych. - Jeszcze podczas trwania kursów podejmowano decyzje o systematycznym ich rozpowszechnianiu
i przenoszeniu doświadczenia kerygmatycznego na grunt
poszczególnych diecezji i parafii. Proszono nas o udostępnianie materiałów do prowadzenia kursu Filip". Paradoksalnie najwięcej swobody mieli w ewangelizowaniu mieszkańcy
stanu Bengal, rządzonego przez komunistów.
Budowały nas również wypowiedzi indyjskich biskupów,
którzy motywowali uczestników naszych kursów, aby zawsze
głosili Jezusa - umarłego, zmartwychwstałego i uwielbionego - mówi nam na koniec Miriam.
W przyszłym roku program zakłada przedstawienie liderom ewangelizacji kursu "Paweł" wraz z jego metodologią.
Będzie to kolejny krok do zewangelizowania tego drugiego
co do liczebności kraju świata.
To jak? Z czym wam się kojarzą Indie? Bardziej z Matką
Teresą, czy raczej z Bollywood? Kraj umierających i biednych,
czy zamożnych i zadowolonych z życia? A może jest to kraj
jednych i drugich w drodze do poznania Jezusa?
15
Koinonia w Indiach
16
Wszelkich
informac
dotycząc
ji
ych możli
wości ud
w ewang
ziału
elizacji In
dii
udz
Międzyn
arodowa iela
Szkoła E
w
w Prusin
ach (Cze angelizacji
chy).
Tel.: 0042
03779180
E-mail: sc
10.
Numer ko [email protected]
.org
nta do prz
Koinonia
e
Giovanni lewów w euro:
Battista S
cuola di
E
IBAN: CZ0 vangelizzazione
9 0300 00
00 0002 7
988 6733
B.I
BANK A C .C.: CEKOCZPP
SOB, Plze
n, Sedlac
kova 26a
17
rozmowa Ke Ka Ko
bardzo trudno pozbyć się tego brudu. Nie chodziło więc
o zmianę znaków używanych w dynamikach, ale o umiejętne ich
zaadaptowanie.
Jezus
nie był
blondynem
Jak można dokonać inkulturacji orędzia chrześcijańskiego, nie
mieszając go z obcymi mu treściami rodem z hinduizmu?
Kiedy głosisz komuś kerygmat i przedstawiasz mu osobę Jezusa,
nie ma problemu inkulturacji. Mam doświadczenie niezwykłej
skuteczności kerygmatu, niezależnie od kultury. Słuchają cię
zawsze, kiedy wypowiadasz się jako świadek. Jeśli natomiast
zaczniesz nauczać europejskiej modlitwy, europejskiego
sposobu jedzenia i ubierania się, jeśli spróbujesz przekonywać
do obrzędów, które zupełnie nie przystają do tutejszej kultury,
to oczywiście niczego nie osiągniesz. Ale kiedy mówisz o Jezusie,
Który zbawia, to naprawdę łatwo będzie Ci ewangelizować,
ponieważ żaden ze znanych im dotychczas bogów niczego
nie robił dla nich. Tymczasem Jezus, Który przychodzi do nich,
a - powiem więcej - specjalnie dla nich przyjął ludzkie ciało
z Cinzią Fallini
i Który dla nich umarł i zmartwychwstał, taki Jezus, Który i dzisiaj
ich kocha i okazuje im swoją przebaczającą miłość, a nawet
z Międzynarodowej Szkoły Ewangelizacji
Koinonii Jan Chrzciciel
rozmawia Robert Hetzyg.
uzdrawia z chorób, taki Jezus jest "do przyjęcia". Niestety
Kościół w Indiach już przejął pewne europejskie wzorce. Jezus
indyjskiego Kościoła jest jasnym blondynem, zupełnie jakby
był na przykład Polakiem. A przecież On jest Azjatą! Budowle
kościelne często stawia się na styl europejski. Wielu Hindusów
uważa, że chrześcijaństwo jest dla Europejczyków sposobem
narzucenia im swojej kultury.
Od pięciu lat bywasz regularnie w Indiach. Prowadziłaś wiele
Pomiędzy
kursów i szkoleń metodologicznych. Jak to się stało, że wspólnota
i przyzwyczajenia, co dla Ciebie osobiście stanowiło największą
trafiła do Indii?
trudność?
Po raz pierwszy zetknęłam się z Indiami dzięki ojcu Francois
Chyba mentalność Hindusów. Zupełnie nie rozumieliśmy ich
Godest, mieszkającemu tam francuskiemu misjonarzowi,
reakcji w niektórych sytuacjach. Komunikacja jest tu nie lada
obdarzonemu
wyzwaniem.
Skontaktował
(Stowarzyszenie
silnym
się
powołaniem
z nami
Katolickich
za
ewangelizacyjnym.
pośrednictwem
ACCSE
Charyzmatycznych
Szkół
wszystkimi
rzeczami
do nauczenia
się
A jak sobie radzicie z podziałami międzykastowymi?
W naszych kursach brali udział reprezentanci wszystkich
Ewangelizacji) i wziął udział w naszej letniej szkole ewangelizacji
kast. W związku z istniejącą jeszcze nadal dyskryminacją
w 1999 roku w Izerni. Będąc pod wrażeniem naszych kursów,
przedstawicieli niższych kast doradzano nam dyskrecję,
zaprosił nas do Indii. Skorzystaliśmy z tego zaproszenia dwa lata
co do ich obecności na kursach, ponieważ osoby pochodzące
później, w 2001 roku. Przeprowadziliśmy tam wtedy kurs "Filip"
z kast wyższych po prostu mogłyby zrezygnować z udziału.
i kurs "Paweł". Podczas kursu "Paweł" odwiedził nas pewien
Nieraz myślałem o was, słysząc informacje o pogromach
biskup, który zainteresował się naszą szkołą ewangelizacji.
chrześcijan do jakich dochodziło w Indiach, zwłaszcza
Złożył nam później wizytę w naszej rzymskiej Oazie. Zostaliśmy
w ostatnich miesiącach. Czy spotkało was jakieś bezpośrednie
też oficjalnie zaproszeni przez niego do podjęcia czteroletniego
zagrożenie?
programu formacyjnego na podlegającym mu obszarze. Bardzo
Na początku naszej misji w Indiach w niektórych stanach istniało
dotknęła mnie definicja ewangelizacji, którą zawsze powtarzał,
jeszcze prawo przeciw nawróceniom; ewangelizacja była tam
ilekroć odwiedzał nas podczas kursów: "to głoszenie Jezusa,
więc niebezpieczna. Dzisiaj prawie wszędzie przepisy te zostały
Którego doświadczyłeś".
już zniesione. Są jednak ciągle takie rejony, szczególnie
W jaki sposób poradziliście sobie z przekazaniem treści
w centrum i na północy Indii, gdzie dochodzi do ataków,
kursów? Czy mogliście posługiwać się tymi samymi znakami
czasem śmiertelnych, na osoby propagujące chrześcijaństwo
i dynamikami, co w Europie, czy też musieliście szukać nowych?
czy choćby dające świadectwo wierze. My sami nie staliśmy się
Dynamiki "działają". Chodzi tylko o pewien jasny sposób ich
nigdy ofiarami takich zajść. Czasami miejscowi księża doradzali
przedstawienia. Nie mogę na przykład potraktować błota
nam, żebyśmy nie wychodzili ewangelizować, jako że będąc
jako coś brzydkiego. Dla nich błoto wcale takim nie jest. Mogę
Europejczykami, moglibyśmy tym bardziej budzić agresywne
natomiast zwrócić uwagę na fakt, że kiedy już się raz ubrudzę,
reakcje. Kilkakrotnie wyszliśmy na ewangelizację pomimo
18
rozmowa Ke Ka Ko
realnego
Potem
kobieta, ta po prostu wstała i zaczęła chodzić. Kleryk był
mówiono nam, że mogliśmy
wstrząśnięty i natychmiast poszedł do swojego biskupa, aby
nie
zagrożenia.
wrócić
żywi.
Podobne
o wszystkim opowiedzieć i "zareklamować" mu kurs "Paweł".
zdarzają
Zostaliśmy wtedy poproszeni, aby poprowadzić formację
niebezpieczeństwa
się wielu spośród uczestników
kerygmatyczną w tamtejszym seminarium duchownym.
naszych kursów na co dzień.
Co się zmieniło w waszej pracy od dnia, kiedy przyjechaliście
Wielu z nich nie może wracać
do swoich
domów;
muszą
ukrywać się po lasach. Ich
sytuacja jest bardzo niepewna.
A mimo to udaje wam się
skutecznie ewangelizować?
Mieszkańcy
Indii
są bardzo
na sprawy
i pewnie
dlatego
otwarci
duchowe
ewangelizowanie ich to sama
przyjemność. Widziałam wiele
uzdrowień - znacznie więcej
niż w Europie. Są to ludzie
prości:
kiedy
przedstawiasz
im Jezusa żywego, Który jest,
choć Go nie widać, nie mają
żadnych
problemów,
aby
w Niego uwierzyć. Przeciwnie
Cinzia Fallini,
jako jedna
z pierwszych
misjonarek
naszej wspólnoty
wybrała się
do Indii, aby
zaszczepić tam
kursy szkoły
kerygmatycznej.
Gdyby nie to,
że w Europie
klimat zupełnie
nie ten, pewnie
i tutaj nosiłaby
sari.
do Indii?
Dzisiaj możemy mówić o niezwykłym zainteresowaniu ze strony
różnych kościelnych liderów. Kiedy prowadziliśmy pierwszy
kurs "Paweł", niewielu było chętnych, aby wziąć w nim udział,
a do tego połowa uczestników to byli analfabeci. W międzyczasie
powstało
związane
z naszą
wspólnotą
stowarzyszenie
zrzeszające kerygmatyczne szkoły ewangelizacji, które korzystają
z materiałów wypracowanych w naszej wspólnocie. Po czterech
latach naszej pracy w Indiach spośród braci, którzy nas
przyjmowali spontanicznie zaczęły powstawać małe wspólnoty.
Dziś jest ich już siedem albo osiem. W większości stanowią owoc
kursu "Wspólnota" prowadzonego przez nas w 2005 roku.
W jednym z naszych kursów "Filip" brał udział pewien biskup.
Uczestniczył we wszystkich dynamikach, a nawet prowadził
animację. Dzielił się także swoim świadectwem. Powiedział: "ja
chcę jako pierwszy mieć u siebie tę szkołę ewangelizacji; i nie
tylko u mnie, ale i w całym moim regionie" (biskup ten jest
odpowiedzialny za ewangelizację w jedenastu diecezjach). Jest
- fascynuje ich taki Jezus:
zresztą więcej takich biskupów przekonanych o skuteczności
przebaczający,
ewangelizacji.
uzdrawiający
chorych, zwracający się do grzeszników i kochający tak bardzo,
Jak widzisz możliwość zaistnienia w Indiach takiej wspólnoty jak
że gotów jest oddać życie za każdego z nas. Mam poczucie,
nasza? Czy potrafimy przekazać Hindusom nasze, europejskie
że ewangelizując w Indiach sieję na żyznej ziemi. Powiem więcej,
przecież, doświadczenie wspólnoty?
często odnosiłam wrażenie, że chodzę pośród zboża dojrzałego
Życie
do żniw. Podczas kursu "Paweł" wyszliśmy na dwudniową
Ewangelizacja bez wspólnoty byłaby jedynie propagandą
ewangelizację po wsiach; wieczorem organizowaliśmy spotkania
i zupełnie nie miałaby osobistego wymiaru. My sami zresztą
z modlitwą za chorych. Brało w nich udział ok. 500 osób -
jadąc tam, odczuwamy siłę całego "ciała" wspólnoty, która
w większości oczywiście niekatolicy. Uczestnicy kursu modlili się
nas tam posłała. Oni także to czują. Nasz kerygmat nie tylko
nad chorymi i byliśmy wtedy świadkami szeregu przepięknych
jest uporządkowany metodologicznie, ale także silny i świeży
uzdrowień - jednego po drugim. Chorzy wychodzili do przodu,
dzięki życiu wspólnotowemu. Spotkałam w Indiach wielu księży,
kładliśmy na nich ręce i widzieliśmy, jak byli uzdrawiani.
którzy polecali nas w różnych środowiskach, mówiąc, że jest
Widziałam dziewczynkę, która miała wykrzywione i pokurczone
to najlepsza ze znanych im szkół ewangelizacji. Wskazywali przy
ramiona. Byłam świadkiem, jak podczas modlitwy została
tym na związek pomiędzy jakością życia i jakością ewangelizacji.
całkowicie uzdrowiona. Zaraz za nią szło kulejące dziecko
Także w wielu rodzinach, z którymi poznaliśmy się bliżej,
mające jedną nogę niesprawną. Po nałożeniu rąk chłopczyk
jesteśmy traktowani jak rodzone dzieci.
natychmiast zaczął biegać, zupełnie jakby nigdy nie był chory.
Słuchając Cię ma się ochotę pakować walizki i wyruszać na misje
Pamiętam też pewną opuszczoną przez męża kobietę, prawie
do Indii.
zupełnie niewidomą. Ciężko pracowała na utrzymanie swoich
Zapraszamy! Jest wiele sposobów na to, aby wspierać naszą
dzieci. Kiedy zaczęliśmy mówić jej o Jezusie, z przekonaniem
pracę w Indiach. Pewna rodzina z Gdyni od dwóch lat pomaga
i pewnością, które do dziś mam w pamięci, powiedziała: "ja wiem,
nam pokrywać wydatki związane z podróżowaniem do Indii.
że kiedy wy, chrześcijanie, pomodlicie się za mnie do Jezusa,
Są i tacy, którzy poświęcają kilka miesięcy swojego życia
wspólnotowe
jest
"ucieleśnieniem"
kerygmatu.
to On mnie uzdrowi, ponieważ On już to kiedyś zrobił". I tak się
na wyjazd z nami. David O'Connor z Irlandii jest tam właśnie
stało.W naszych kursach brało także udział wielu seminarzystów,
teraz i prowadzi kursy "Paweł". Była z nami również pewna
nie
siostra z Czech. Jak widzisz także i osobisty udział nie jest więc
mających
wielkiego
zaufania
do ewangelizacji
kerygmatycznej. Jednemu z nich Pan udzielił w zeszłym roku
wykluczony.
pięknej lekcji. Kiedy on, zupełnie bez przekonania, mówił
Mam nadzieję, że będą tacy, których zachęciłaś do udziału w tej
o Jezusie w domu, gdzie leżała w łóżku pewna sparaliżowana
"przygodzie". Dziękuję Ci za rozmowę.
rozmowa Ke Ka Ko
19
La storia di Camparmò
misterium Izraela
Camparmo - znak jedności
"Chcemy iść z wami, bo dowiedzieliśmy się, że Pan jest z wami!"
Tekst Giuseppe De Nardi (oprac. Robert Hetzyg)
B
eniamin i Ruben Bergerowie - pastorzy wspólnoty
Żydów mesjańskich w Jerozolimie - kilkakrotnie
gościli w Camparmò. Ich obecność wśród nas
była ważna dla naszej wiary, tym bardziej,
że wiedzieliśmy o ich pochodzeniu z pokolenia Lewiego,
przynależności do rodu Aarona a także, że mieszkają
w miejscu, gdzie urodził się Jan Chrzciciel. Styczność
z nimi była dla nas jak namacalny kontakt z wydarzeniami
i faktami biblijnymi sprzed tysięcy lat, które nagle
zostały "odkurzone" i uaktualnione za pośrednictwem
drzewa genealogicznego narodu wybranego. Wizyty
Beniamina i Rubena, którzy odwiedzali nas niezależnie
od siebie, przebiegały zawsze niezwykle dyskretnie
i z poszanowaniem naszego sposobu życia. Przyniosły też
podzielane przez całą wspólnotę odczucie uczestnictwa
w historii zbawienia sięgającej przecież nie tylko 2000
lat wstecz, lecz o wiele dalej. Poza tym dzięki wierze
widzieliśmy, że to uczucie wzajemnej przynależności nie
było przypadkowe, ale upragnione i zaplanowane przez
Pana, a przecież w jakiś sposób tajemnicze. Beniamin,
mimo swoich licznych spotkań z katolickimi i niekatolickimi
rzeczywistościami kościelnymi zrodzonymi z doświadczeń
charyzmatycznych, pozostawał pod wrażeniem panującej
w naszej wspólnocie harmonii pomiędzy charyzmatem
a strukturą, między dziewictwem a przyjaźnią oraz
autorytetem a wolnością. Koinonia ukazała mu się jako
autentyczny znak odnowy, przede wszystkim jednak
była dla niego spotkaniem z tym, co Duch Święty złożył
mu w sercu od początku jego drogi w wierze. Odkrył
20
również, że jest to doświadczenie Kościoła z kart Nowego
Testamentu i że takiego doświadczenia pragnie dla
wspólnoty judeo-mesjańskiej w Jerozolimie. Zwrócił się
więc do ojca Ricardo i wyraził swoje pragnienie nawiązania
bliższej więzi z naszą wspólnotą. Tak więc wciąż odlegli
geograficznie, byliśmy coraz bardziej wzajemnie obecni
w swoich sercach. Dzień po dniu wzrastało nasze
zaufanie do siebie. To, że my potrzebowaliśmy ich, a oni
nas, dawało nam poczucie wzajemnej zależności, a była
to zależność pełna radości i pokoju. Tak oto zaczynała
nabierać kształtów koinonia w jej najgłębszym sensie,
a mianowicie w sensie współuczestnictwa.
Na zaproszenie pastora Beniamina, przekazane nam przez
Rubena przy okazji jego pobytu w Camparmo, ojciec
Ricardo razem z kilkoma braćmi udał się do Jerozolimy,
aby w świetle woli Bożej rozeznać wezwanie płynące
ze strony naszych braci i dać na nie odpowiedź.
Od 16 do 21 kwietnia 1998 roku ojcowie Ricardo,
Sandro, Costantino, Alvaro i Emanuele oraz Cinzia i ja,
przebywaliśmy w Jerozolimie. Dla większości z nas była
to pierwsza podróż do Ziemi Świętej. Po wylądowaniu
na lotnisku w Tel Awiwie udaliśmy się wprost do Bet Avinu
(hebr. "dom naszego Ojca" - miejsce zamieszkania braci
Bergerów). Tam przez trzy dni modliliśmy się, pościliśmy
i rozmawialiśmy. Prowadzeni łaską Bożą, z Biblią w ręku,
zanurzyliśmy się w historii, aby wsłuchać się w echo
minionych czasów. Przemierzyliśmy drogę, którą przed
nami kroczyli nasi starsi bracia w wierze i w świetle
Ducha Świętego przyglądaliśmy się chwilom szczególnie
misterium Izraela
OD LEWEJ:
BENJAMIN BERGER,
RUBEN BERGER
znaczącym z punktu widzenia duchowego rozwoju
Kościoła Jezusowego. Wchodząc w te przestrzenie,
dotykaliśmy także wciąż jeszcze otwartych ran naszej
wspólnej historii: od zburzenia Jerozolimy przez Tytusa
i Hadriana, przez bolesne rozdarcie pomiędzy kościołem
judeochrześcijańskim a chrześcijanami pochodzenia
pogańskiego, a także prześladowania mniejszości
żydowskich w Europie, aż po eksterminację Żydów
w komorach gazowych Trzeciej Rzeszy. Dowiedzieliśmy
się również, że dziadkowie Beniamina i Rubena zginęli 11
listopada 1942 roku w obozie zagłady w Oświęcimiu, a ich
matka uciekła z obozu i trafiła do Nowego Jorku, gdzie
obaj się urodzili.
Przeżywanie tych wydarzeń wzbudziło w nas żal z powodu
tego wszystkiego, co w sferze ducha reprezentowaliśmy
i skłoniło nas do okazania skruchy w stosunku do naszych
braci. Te chwile prawdziwej bliskości wyzwoliły w nas
profetyczne
namaszczenie.
Szczególnie
mocno
doświadczyli go ojciec Ricardo i Beniamin, którzy
postanowili zawrzeć przymierze mające być spojrzeniem
w przyszłość i wyrażać stanowcze pragnienie podążania
razem. A oto treść tego przymierza:
"Dzisiaj, w sobotę 18 kwietnia 1998 roku, w roku jubileuszu
powstania państwa izraelskiego, w kaplicy Sukat Ha
Seh (hebr. "tabernakulum Baranka"), w domu Bet Avinu
w dzielnicy Ein Kerem miasta Jerozolima, my tutaj obecni,
otrzymawszy od Ojca za pośrednictwem Ducha Świętego
misterium Izraela
wezwanie do rozpoczęcia nowego doświadczenia
komunii, opierając się na jedynym kamieniu węgielnym,
jakim jest Jezus Chrystus, wypowiadamy nasze "tak"
będące wyrazem nieodwołalnej woli wypełnienia planu
Jego Królestwa i znakiem przylgnięcia do doskonałej
i świętej woli Boga".
Przymierze to spisano w dwóch egzemplarzach po hebrajsku i po włosku. Po upływie dziesięciu lat,
wpatrzeni w ten proroczy dokument, ciągle słyszymy
w sercu słowa wypowiedziane przez Pana u zarania naszej
wspólnoty: "Camparmo, znak jedności" i nie przestajemy
błogosławić Go za to, że uczynił Koinonię i przeznaczył
ją przede wszystkim dla tego, co będzie, a nie dla tego,
co jest. Dziękujemy Bogu, że wraz z braćmi Żydami
mesjańskimi możemy mieć udział w tym, „czego ani oko
nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie
zdołało pojąć” (por. 1 Kor 2,9) i że zwracając się do nich,
możemy powiedzieć: "Chcemy pójść z wami, gdyż
dowiedzieliśmy się, że Pan jest z wami".
Tak oto zaczęła się podróż Koinonii Jan Chrzciciel ku
Jerozolimie!
AKT PRZYMIERZA ZAWARTEGO
POMIĘDZY BRAĆMI Z KOINONII JAN
CHRZCICIEL A WSPÓLNOTĄ ŻYDÓW
MESJAŃSKICH Z JEROZOLIMY
21
La storia di Camparmò
nasze powołanie
u źródeł Koinonii
Spotkanie z Jezusem
Część I
M
odlitwie i nauczaniom podczas spotkań
Koinonii Jan Chrzciciel często towarzyszy
słowo "doświadczenie". Doświadczamy tego
czy owego, takie lub inne "doświadczenie"
bywa naszym udziałem. W świadectwach o przemianie
życia często słyszy się, że ktoś "doświadczył" spotkania
z Jezusem. Aż się chce zaproponować inne słowo dla
zastąpienia tego, które wydaje się tak silnie nadużywane.
Doświadczenie jest jednak dla istnienia naszej wspólnoty
czymś fundamentalnym. Koinonia nie tylko się na nim opiera,
ale wręcz nie mogłaby bez niego istnieć.
Doświadczenie spotkania z Jezusem, doświadczenie Ducha
Świętego i doświadczenie przyjaźni - trudno sobie wyobrazić
bez nich naszą wspólnotę. Co więcej, trudno sobie wyobrazić,
aby ktoś mógł do niej należeć, nie przeżywszy tych trzech
"wydarzeń".
Pierwsze z nich - spotkanie z Jezusem - to warunek sine qua non
bycia chrześcijaninem w ogóle, a uczestnictwa w powołaniu
Jana Chrzciciela w szczególności. Dlaczego to takie ważne?
Ponieważ dopiero osobiste spotkanie z Jezusem sprawia,
że wszystko, co o Nim słyszeliśmy i w co uwierzyliśmy, staje
się realne w naszym życiu. Odwoływanie się do samego
przekonania, że jest właśnie tak, jak uwierzyliśmy, bywa
bardzo zwodnicze; prowadzi do fideizmu albo do zawziętych
sporów pomiędzy tymi, którzy różnie uwierzyli, a w skrajnych
wypadkach - do nienawiści i wojen. Na drugim biegunie
staje pokusa udowadniania, że jest właśnie tak, jak sądzimy.
Przestajemy wtedy wierzyć i zaczynamy szukać pewności.
Tymczasem dopiero doświadczenie spotkania z Jezusem,
w którym osobiście uczestniczyliśmy i które miało realny
wpływ na nasze życie, sprawia, że wiara nie stawia już
w centrum nas i naszych przekonań, ale właśnie Jezusa, który
stał się źródłem nowych rzeczy w naszym życiu.
22
Niniejszym rozpoczynamy cykl artykułów poświęconych
nauczaniu naszego założyciela. Rozczarowani mogą się poczuć
miłośnicy pomników i tablic pamiątkowych: nic z tych rzeczy, nie
mamy zamiaru za życia nikogo uwieczniać. Pragniemy natomiast
ożywić i upowszechnić to, co legło u podstaw naszej wspólnoty. Ci, którzy od lat są z nami, będą mieli okazję przyjrzeć się
swojemu własnemu powołaniu, mając za lustro nauczanie ojca
Ricardo. Dla "nowicjuszy" i tych, którzy z większej lub mniejszej
odległości przyglądają się Koinonii, cykl ten może stać się jej
duchową prezentacją.
A jaki to Jezus? To Jezus, Który umarł i zmartwychwstał
dla mojego zbawienia. Jest to Ktoś, Komu na mnie zależy
i Kto w związku z tym wnosi do mojego życia samo
dobro. Spotkanie z Jezusem-Zbawicielem prowadzi też
nieuchronnie do odkrycia, kim naprawdę jestem, a zwłaszcza
kim byłbym bez Niego. Spotykając Jezusa, dotykamy naszej
słabości i grzechu. Być może dlatego nie wszyscy mają
odwagę pragnąć takiego spotkania. Warto jednak pamiętać,
że obnażyć swój wstyd w obecności Jezusa, to nie to samo,
co zostać obnażonym przez kogoś, kto chce mnie oskarżyć
i poniżyć. Jezus z największą delikatnością dotyka tych miejsc,
które ukrywaliśmy przed samymi sobą i które bywały nieraz
źródłem naszego lęku i naszej rozpaczy. Zmartwychwstały
wprowadza nas na zupełnie inną "orbitę", z której wszystko
widać lepiej. Moje życie nabiera sensu, albo raczej:
z Jezusem odkrywam w moim życiu sens, którego dotąd
nie dostrzegałem. Moje Credo staje się odtąd wyznaniem
doświadczenia, tak jak kiedyś Izraelici wyznawali Boga, Który
wyprowadził ich mocną ręką z Egiptu. Dając świadectwo
wiary, nie dzielę się jedynie swoimi przekonaniami, ale tym,
co naprawdę wydarzyło się w moim życiu. Takie świadectwo
jest wiarygodne i ma siłę przekonywania najbardziej nawet
sceptycznych słuchaczy.
Warto mieć w pamięci chwilę naszego spotkania z Jezusem.
Żywe wspomnienie tego dnia nie tylko pozwoli nam nie
stracić właściwej perspektywy naszego życia, ale zachowa
w nas niegasnące pragnienie dzielenia się ewangeliczną
nadzieją z innymi.
nasze powołanie
nasze powołanie
"Koinonia dla początkujących" to taka strona KeKaKo, na której postaramy się, aby
czytelnicy mniej znający naszą wspólnotę mogli znaleźć wyjaśnienie niezrozumiałych dla
nich terminów i wyrażeń. Każde środowisko ma takie swoje słowa i określony sposób
mówienia, który może nastręczać trudności postronnym. My chcemy, abyście znali nas
jak najlepiej i nie czuli się wśród nas obco.
imię wspólnoty
N
azwa naszej wspólnoty wielu wydaje się nieco
dziwna. Nie dość, że "Koinonia", to jeszcze
"Jan Chrzciciel". Czy to nie łatwiej "wspólnota
św. Jana Chrzciciela"? Przynajmniej wiadomo,
o co chodzi.
No właśnie - nie wiadomo. Bo "Wspólnota św. Jana Chrzciciela"
to taka wspólnota, której patronem jest św. Jan Chrzciciel.
Kropka. Tymczasem nasze imię nie wskazuje na patrona, ale
na tożsamość, a to zupełnie nie to samo.
U ludów semickich imię wyrażało właśnie tożsamość
i charakterystykę swojego posiadacza. W tym sensie nazwa
naszej wspólnoty jest jej imieniem, w którym znaleźć można
zarówno jej powołanie, jak i charakterystykę.
Co imię Koinonii mówi o jej powołaniu? Wskazując na postać
ostatniego proroka starego testamentu i pierwszego
świadka nowego przymierza, imię "Koinonia Jan Chrzciciel"
oznacza, że ten, kto się z nim utożsamia, przyjął na siebie
zadanie pokazywania światu Mesjasza, Syna Bożego. Ktoś
taki chce wszędzie widzieć ludzi, którym trzeba powiedzieć:
"prostujcie ścieżki dla Pana" (zob. Mt 3,3). Nie unika spotkań
z myślącymi inaczej. Wobec współwierzących bywa
często niewygodnym świadkiem ewangelicznej prawdy
(taka rola proroka). Łatwo się domyślić, że ten rodzaj
powołania nie należy do najbardziej pożądanych - strach
powiedzieć - także w Kościele. Trzeba naprawdę chcieć być
współczesnym Janem Chrzcicielem, żeby w tej wspólnocie
czuć się na swoim miejscu. Przynależność do Koinonii Jan
Chrzciciel nie niesie ze sobą żadnych gwarancji ani w życiu
doczesnym, ani w wiecznym. No może jedynie tę jedną: tacy
ludzie są naprawdę potrzebni światu i Kościołowi, ponieważ
przypominają o tym, co najważniejsze: zbawienie i szczęście
nasze powołanie
jest tylko w Jezusie Chrystusie.
Co imię Koinonii mówi o jej charakterystyce? Koinonia
to z greckiego, wspólnota. To współuczestnictwo. Ci, którzy
są koinonią, są w jedności. Wiele ich łączy: nie tylko wspólna
modlitwa, ale także głębokie wzajemne więzi. Przychodząc
na nasze spotkania, często przy różnych okazjach można
usłyszeć o przyjaźni; przede wszystkim jednak można
jej doświadczyć. Pierwszych braci, którzy osiedlili się
w Camparmo, łączyła właśnie przyjaźń. Mieli wspólne
pragnienia i wspólnie codziennie stawiali czoła życiu bez
prądu, wody i ogrzewania. Podobne więzi, oparte na dzieleniu
radosnych i trudnych doświadczeń oraz wspólnym pragnieniu
wypełnienia powołania Jana Chrzciciela, łączą dziś członków
naszej wspólnoty. Pomiędzy przyjaciółmi weryfikuje się także
miłość każdego z nich do swojego Boga. To w bracie i siostrze
spotykamy żywego Jezusa. Dopiero taki Jezus jest dla nas
wyzwaniem: stanąć po stronie brata czy wybrać samego
siebie? Wybierając brata, nadajemy wiarygodności naszemu
świadectwu o Jezusie, którego głosimy. Wiarygodność ta jest
niezbędna dla wypełnienia naszego powołania. Każdy z nas
stara się o to na miarę własnych możliwości. Nie znajdziecie
tu jednak ideałów będących nieskalanym obrazem Jezusa,
Którego głosimy. Są natomiast ci, którzy dokładają starań,
aby ten obraz w sobie oczyścić. Takie oczyszczenie najlepiej
udaje się pomiędzy przyjaciółmi, którzy poznając się coraz
bardziej, coraz więcej mają sobie do przebaczania i coraz
bardziej mogą na sobie polegać.
Taki jest głęboki sens imienia naszej wspólnoty. Byli
tacy, którzy niedwuznacznie sugerowali, aby może jakoś
je zmodyfikować. Na przykład na "Wspólnota św. Jana
Chrzciciela". Brzmi jakoś bardziej "po katolicku", prawda?
23
rodzina
miłość
za darmo
Lubimy góry, wycieczki, towarzystwo i dobre
jedzenie. Rozmawiamy o wszystkim.
Jesteśmy dla siebie przyjaciółmi.
Tekst: Artemida i Grzegorz Kucharczykowie
Grzegorz: Poznaliśmy się na obozie harcerskim w 1993 roku.
Wtedy też zaczęła się nasza droga z Panem Bogiem. Pewien
ksiądz opiekujący się harcerzami rozpoczął cykl nauczań
o Bogu. Zainteresował nas Eucharystią i Słowem Bożym
(podarował nam nawet Biblię). Po trzech latach wzięliśmy
ślub, a rodzice nam pobłogosławili i długo pomagali. Ksiądz
na kazaniu ślubnym powiedział coś, co nas dotknęło - żeby
modlić się o miłość i na bieżąco wyjaśniać nieporozumienia,
bo jeśli odłożymy je na później, to grozi nam "wybuch bomby".
Modliliśmy się więc o miłość, choć bez specjalnej wiary. Codziennie razem odmawialiśmy w tej intencji "Ojcze nasz".
Pojechaliśmy nawet prosić za nasze małżeństwo na Jasną
Górę. Jak przystało na harcerzy, w naszym mniemaniu liczyła
się jednak przede wszystkim praca własna. Uważaliśmy,
że jedność, którą mamy, zawdzięczamy sobie. Na początku
małżeństwa, po modlitwie do Ducha Świętego, otworzyliśmy
przed sobą serca. Od tamtego czasu nie mamy przed sobą
tajemnic, nawet tych z przeszłości. Mało wiedzieliśmy o Duchu
Świętym, ale ksiądz mówił: "módlcie się". No to się modliliśmy.
Misia: Pobraliśmy się na studiach. Ja planowałam być naukowcem, biologiem molekularnym, czyli "grzebać" w genach.
Także w trakcie studiów przyszedł na świat nasz pierwszy syn
(dziś mamy ich trzech: w wieku 21, 17 i 8 lat). Doszłam do wniosku, że nie mogę być naukowcem, ponieważ nie potrafię
podzielić się pomiędzy rodzinę a pracę naukową. Kiedy coś
robię, to całą sobą, do upadłego. Podjęliśmy więc decyzję,
że nie pójdę do pracy, tylko zajmę się domem.
Grzegorz: Obowiązki rodzinne wykluczyły nas z Duszpasterstwa Harcerskiego, ale chcieliśmy iść dalej z Bogiem.
Trafiliśmy do Kościoła Domowego razem z innymi harcerskimi małżeństwami. W 1990 roku pojechaliśmy na oazę
I stopnia, gdzie przyjęliśmy Jezusa jako Zbawiciela i Pana.
Wtedy otworzyły nam się oczy, że to, co mamy dobrego
w małżeństwie, naprawdę zawdzięczamy Bogu.
Misia: Jestem choleryczna, apodyktyczna i emocjonalna -
24
ARTEMIDA I GRZEGORZ
KUCHARCZYKOWIE
ciężko byłoby mnie znieść bez miłości, która jest cierpliwa
i wszystko znosi. Przy takim moim charakterze pokłóciliśmy się
przez 22 lata naszego małżeństwa zaledwie około dziesięciu
razy.
Grzegorz: Jestem pracoholikiem, "manelarzem" (wszystko się
może na coś przydać), długo siedzę przy komputerze, czego
Misia nie lubi, a jednak to znosi. Bez miłości, która nie szuka
swego, byłoby to niemożliwe.
Misia: Wychowywana byłam, stosownie do mojego imienia, na Artemidę: mściwą, władczą i niezależną (szczególnie
od mężczyzn), dlatego łaską jest, że nie robię kariery zawodowej, że zaufałam mężowi i zależę od niego materialnie. Rzadko
się gniewam, zajmuję się domem i jest mi z tym dobrze. Grzesio zawsze szanował moją pracę w domu.
Grzegorz: Zawdzięczam Misi taki dom, do którego bardzo
chętnie wracam. Jest ona w stanie znieść nawet moje nowe
hobby - produkcję wina, czyli czterdziestolitrowy "balon"
pod stołem w kuchni (nie ma już gdzie postawić nóg) oraz 70
butelek poukładanych w różnych miejscach domu - w dużym
pokoju też. Misia nie znosi bałaganu i ciasnoty.
Misia: Byliśmy na wielu kursach dla małżeństw i odkrywaliśmy
przy tej okazji, ile nam zostało dane. Jesteśmy świadkami łaski
otrzymanej za darmo, tak mało zrobiliśmy naszą pracą. Nasze
życie nie jest świadectwem dialogów i pojednań, chociaż takie
się zdarzały. Jest wiele rzeczy, o które gorliwie modlimy się
i walczymy, ale miłość małżeńską otrzymaliśmy tak po prostu
- w darze. "Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę.
A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił." (Ef 2,8-9)
rodzina
Kerygmat małżonków
Nasze małżeńskie relacje muszą nabrać barwy kerygmatu.
Tekst: Andrzej Wójtowicz
Św.
pochlebne
nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym
świadectwo o zasługach, jakie położyli
moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12). Mowa oczywiście o imieniu
Paweł
wypowiada
niezwykle
w dziele głoszenia Ewangelii małżonkowie
Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, danym nam z miłości Boga (por.
Akwila i Pryscylla (Rz 16,3): "Pozdrówcie współpracowników
J 3,16). Jezus oddał życie "za swoje owce", czyli za każdego z nas.
moich w Chrystusie Jezusie, Pryskę i Akwilę, którzy za moje
Stał się bramą; przechodząc przez nią, otrzymujemy zbawienie
życie nadstawiali swe głowy i którym winienem wdzięczność
(por. J 10,9-11). Współczesny świat, kolorowy, telewizyjny,
nie tylko ja sam, ale i wszystkie Kościoły [nawróconych] pogan".
widowiskowy, relatywnie podchodzący do międzyludzkich
Akwila i Pryscylla od samego Pawła otrzymują zaszczytny tytuł
więzi i wynikających z nich zobowiązań, stara się zapomnieć
jego "współpracowników w Chrystusie Jezusie", tzn. w Bożym
o wydarzeniach sprzed 2000 lat - o Golgocie i o poranku
dziele. Oboje małżonków spotykamy także, kiedy słysząc
zmartwychwstania. Kerygmatyczni małżonkowie każdego
odważne i pełne zapału głoszenie Apollosa, zapraszają go, aby
dnia zachowują pamięć tamtych wydarzeń, otwierając i głośno
przyłączył się do nich, i wykładają mu dokładnie drogę Bożą
czytając Biblię, modląc się za siebie nawzajem i odnajdując się
(por. Dz 18,24-26).
w znaku Chrystusowego krzyża, a także w miłości, która kazała
Od zarania Kościoła małżonkowie żyjący kerygmatem noszą więc
Jezusowi wydać samego siebie za nas (por. Ef 5,25).
na sobie pieczęć Ducha Świętego dla ewangelizowania i dawania
4. Oboje z żoną niezwykle cenimy sobie te chwile naszego życia,
świadectwa. Jest to namaszczenie nie tylko do działania w kręgu
w których wspólnie, jako małżonkowie, wyznawaliśmy w Jezusie
najbliższych, ale także do prawdziwej pracy misyjnej.
naszego jedynego Pana. Uczyniliśmy to w dniu naszych zaręczyn,
Jak powinna wyglądać ewangelizacyjna formacja małżonków?
w dniu zawarcia sakramentalnego małżeństwa, w dniach
Dokonuje się ona dzięki codziennej biblijnej modlitwie,
narodzin naszych synów i w dniu przeprowadzki do naszego
a także poprzez udział w spotkaniach ewangelizacyjnych,
własnego mieszkania. Często czynimy to wyznanie na co dzień,
spotkaniach Domów Modlitwy i Wspólnot Rodzinnych oraz
stosownie do słów św. Pawła: "Jeżeli (...) ustami swoimi wyznasz,
kursach kerygmatycznych - jednym słowem - dzięki naszemu
że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go
życiu wspólnotowemu w jego różnych przejawach. Wszystko
wskrzesił z martwych osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta
to może jednak odnosić się równie dobrze do osób, które nie
wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami
żyją w małżeństwie. Co szczególnego powinna w takim razie
do zbawienia" (Rz 10,9-10).
zawierać kerygmatyczna formacja małżeństw?
5. Mąż i żona otrzymują w prezencie ślubnym Ducha Świętego,
Nasze małżeńskie relacje muszą nabrać barwy kerygmatu.
który zstępuje nie tylko podczas celebracji sakramentu
1. Miłość małżeńska musi upodobnić się do miłości Bożej, która
małżeństwa, ale także w ich codziennym życiu, nie szczędząc
jest bezwarunkowa (por. Rz 5,8), nieustająca (por. Iz 54,10; 1Kor
swoich siedmiorakich darów (por. Iz 11,2) i dając im siłę
13,8) i przyjmująca na nowo (por. Łk 15,21-24). Aby tak kochać,
do ciągłego wyznawania: "tyś jest moją żoną umiłowaną, tyś jest
potrzeba świadomej decyzji, że chcę kochać i że pozwalam
moim mężem umiłowanym" (por. Łk 3,22). Duch Święty rodzi
mojemu współmałżonkowi, aby i on kochał mnie. U podstaw
w nas także swoje owoce: miłość, radość, pokój, cierpliwość,
takiej decyzji leży doświadczenie Boga, który jest miłością
uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i opanowanie
(por. 1J 4,8-16). Potrzeba także zwykłego uczucia i gestów, które
(Gal 5,22).
je wyrażają.
6. Radość z tego, co jest w nas wspólne oraz zgoda na dzielące
2. Nie ma małżeństw idealnych - bez trudności, porażek
nas różnice, a także na różnorodność posiadanych przez
i grzechów, także tych godzących w naszą wzajemną miłość
nas obdarowań, jest kluczem do stania się kerygmatycznym
(por. Rz 3,23). Stawanie w prawdzie w małżeństwie wymaga
małżeństwem. Małżonkowie pozostają wspólnotą nierozerwalną
uczciwości serca i zaufania pozwalającego powierzyć siebie
i nic z tego, co dziś proponuje świat, nie może tego zmienić
współmałżonkowi. Wymaga również dojrzałego dialogu, jak ten
(por. Mt 19,3-9). Jest to wspólnota kochających się przyjaciół,
z Ewangelii Łukasza, kiedy syn staje przed ojcem, przyznając się
gotowych stanowczo odrzucić wszelki zamach na ich jedność
do winy, a ojciec przyjmuje go jako dziedzictwo swojego życia,
i trwających przed sobą w przejrzystości (por. Rdz 2,25). Taka
z radością z pojednania i nawrócenia. Małżeński dialog pozwala
wspólnota gotowa jest wspierać także innych małżonków.
przezwyciężać każdą trudność.
3. Trzeba wiedzieć, w czym lub w kim nasze małżeństwoupatruje
Oto "Małżeńskie KeKaKo", czyli życie małżonków według
swego szczęścia. Św. Piotr, również małżonek, podpowiada nam
kerygmatu, w mocy Ducha Świętego i w prawdziwej
dość jednoznacznie: "I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż
wspólnocie.
rodzina
25
życie dla Królestwa
Dziewictwo
- konkret wiary
Stając na skrzyżowaniu dwóch dróg,
z których jedna to małżeństwo, a druga
- dziewictwo dla Królestwa Niebieskiego
i wybierając tę drugą, zapewniam Cię, że nie
myśli się o tym, że jest to coś niemożliwego, choć
niewątpliwie tak jest, bo bez WIARY trudno sobie
wyobrazić trwanie w tym powołaniu.
Tekst: Iwona Sułek
Ż
ycie w dziewictwie dla Królestwa Bożego, będąc
w pełni zanurzonym w wierze i z niej czerpiąc,
wbrew wszelkim pozorom, pozostaje życiem
opartym na rzeczach bardzo konkretnych.
Niewątpliwie należałoby do nich zaliczyć godzinę 5:00, kiedy
to dzwoni budzik i klauzury tak braci, jak i sióstr wypełnia
słabiej lub mocniej słyszalne nasze koinonijne "dzień dobry",
czyli "Chrystus Zmartwychwstał!". Kolejny nasz mocny
konkret to godzinna modlitwa osobista w postawie stojącej,
ze Słowem Bożym i radosnymi piosenkami chwalącymi
Pana. Następnie śniadanko i jutrznia. Tak "namaszczeni"
przystępujemy do różnorodnych prac: przygotowanie
obiadu, pranie, prasowanie, sprzątanie, remonty, budowa,
prace warsztatowe - jednym słowem dla każdego coś fajnego.
O 13:00 obiad, a po nim chwila sjesty i kolejna godzina
modlitwy osobistej. Po południu Oaza dzieli się na dwie
części: w jednej panuje cisza - to studium, czas osobistej
formacji każdego z braci konsekrowanych; w drugiej okrzyki,
oklaski i śpiewy - to modlitwa wstawiennicza otwarta dla
26
każdego. O 19:30 wszyscy gromadzimy się na wspólnej
modlitwie, po której następuje szybka kolacja. Jeszcze tylko
wspólnotowe "dobranoc", które tu znowu brzmi trochę
inaczej - "dziękuję, że mnie przyjąłeś". To przyjęcie również
stanowi jeden z większych konkretów naszej codzienności.
Na lokalnym big benie wybije za chwilę godzina 22:00
i do piątej zapanuje cisza zakłócana jedynie ujadaniem psów
- naszych własnych i sąsiedzkich (z otwartym oknem spać nie
polecam!).
Tak w skrócie wygląda życie w każdej z naszych Oaz (no może
poza wątkiem psów).
Oczywiście należy tu dodać, że w tych wszystkich bardzo
konkretnych działaniach, które podejmujemy na co dzień,
jest coś, co sprawia, że nasze powołanie w tej zwyczajności
i prostocie zachwyca, pasjonuje i budzi entuzjazm,
a ostatecznie jest także źródłem niezwykłej satysfakcji.
To najkonkretniejszy konkret - WIARA. Te wszystkie czynności
życia codziennego nie miałyby dla nas takiego znaczenia
i wymiaru, gdyby nie fakt, że każdy z nas uwierzył Jezusowi;
życie dla Królestwa
no sex
no money
no freedom
uwierzył, że został przez Niego zaproszony do życia
we wspólnocie, w bezżenności. Tu nie ma złudzeń. Bez
wiary każdego z nas, że to Jezus wyciągnął po nas rękę
i wprowadził w wymiar, który jest zaledwie „bladym
odbiciem” tego, co będzie w Niebie - takie życie jest
niemożliwe! WIARA w tym przypadku to widzenie tego,
czego jeszcze nie ma, przynajmniej nie w pełni, nie
w całości. WIARA to, jak pamiętamy z listu do Rzymian,
powoływanie do istnienia tego, co jeszcze nie istnieje
(Rz 4,17). Trudne? Nie, po prostu niemożliwe! Po ludzku
oczywiście niemożliwe! Na szczęście w takich właśnie
chwilach niemożności, w sukurs przychodzi człowiekowi
Ten, Który został wysłany do naszych serc, abyśmy mogli
wołać: Abba, Ojcze! (por. Rz 8,15) To On, Duch Święty,
pozwala widzieć już teraz to, co jeszcze nie istnieje.
Nie tylko pozwala to oglądać, ale - jeszcze więcej pozwala tym żyć! A zatem, chcąc odkrywać powołanie
do dziewictwa dla Królestwa Niebieskiego, trzeba
po prostu uwierzyć Jezusowi i posłuchać Jego głosu,
który najgłośniej rozbrzmiewa w sercu. Bo to tam dopiero
można usłyszeć Miłość, która zaprasza do zostawienia
wszystkiego i pójścia za Jezusem, aby wszystko w Nim
otrzymać (Mt 19,27-30).
Pamiętam, że kiedyś rozmawiając z ojcem o moim
wyborze i decyzji pozostawienia małżeństwa, rodziny
i kariery zawodowej, usłyszałam od niego: "Iwona,
ale to niemożliwe żebyś tak żyła i była szczęśliwa.
Szczęście to rodzina, dom, praca.”Dzisiaj wciąż słyszę
w sercu te same słowa, którymi wtedy tak spontanicznie
odpowiedziałam: "Tak, to prawda, to niemożliwe żeby
być szczęśliwym, dopóki się nie uwierzy, że powołanie
do dziewictwa jest DAREM i konkretną propozycją Boga
mojego szczęścia. I niemożliwe, by to była tylko moja
inicjatywa. Tak jak niemożliwe jest, żeby człowiek sam
z siebie pozbawiał się piękna życia małżeńskiego".
Dopiero wtedy, kiedy uwierzyłam, że to sam Pan
powiedział do mnie: "Pójdź za Mną" (Mt 4,19), mogłam
w całej wolności i radości zdecydować. Wtedy dopiero
mogłam dokonać wyboru, wierząc, że to jest właśnie
moje szczęście - pójść za Barankiem dokądkolwiek
się uda, pójść w orszaku ludzi podobnych do mnie
(Ap 14,4).
życie dla Królestwa
Tekst: Michał Wojciechowski
W
1999 roku Jezus zaprosił mnie do życia w dziewictwie dla Królestwa Niebieskiego. Podjąłem
wtedy decyzję, że gotów jestem na zawsze
zrezygnować z miłości małżeńskiej, z posiadania dóbr materialnych, a także z mojej wolności.
To "na zawsze" wypowiada się w Koinonii po ok. 7-8 latach życia
we Wspólnocie i nazywamy to zobowiązaniami wieczystymi.
Towarzyszy im zazwyczaj uroczysta celebracja w obecności
wielu braci - tak konsekrowanych, jak i świeckich.
Moje wieczyste zobowiązania złożyłem 24 listopada 2007
roku w sali parafialnej, przy kościele pw. świętego Paschalisa
Baylona w Thousand Oaks położonym o pół godziny jazdy
samochodem od centrum Los Angeles.
Byli ze mną w tym dniu specjalni goście: nasz założyciel
ojciec Ricardo Argańaraz, ojciec generał, Alvaro Grammatica,
a także moje dwie nieocenione siostry - Monika i Natalia,
obie, podobnie jak ja, Wojciechowskie oraz dwóch przyjaciół
- Piotr Patrzałek i Paolo Saccoccio. Zebraliśmy się wraz z naszą
kalifornijską wspólnotą (prócz braci i sióstr wewnętrznych jest
to ok. 300 osób), by radować się wiernością Pana i świętować
dar powołania.
Msza Święta rozpoczęła się o 9:00 popowo-rockowym uwielbieniem prowadzonym przez naszą lokalną gwiazdę Petrę
Kentoszową rodem ze Słowacji - państwa, o którego istnieniu
trudno przekonać naszych amerykańskich przyjaciół, przyzwyczajonych co najwyżej do Czechosłowacji. Cała Eucharystia
była naprawdę wzruszającym wydarzeniem. Uczestnicząc
po raz pierwszy w tego rodzaju uroczystości, w obecności
Ojca założyciela, Generała, a także wielu braci z różnych miejsc
Koinonii na świecie, młoda amerykańska wspólnota mogła
przekonać się, czym tak naprawdę jest Koinonia Jan Chrzciciel.
Na twarzach braci i sióstr malował się zachwyt, prawie zdziwienie, że to wszystko - to właśnie my. Szczególnie silne wrażenie
pozostawił fakt, że zdrowy, trzydziestodwuletni facet, będąc
w pełni władz umysłowych, publicznie ogłosił, że z powodu
Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii, na całe życie wyrzeka się
małżeństwa, dóbr materialnych i wolności: "No sex, no money,
no freedom" - w Stanach to naprawdę coś!
27
a
f
a
j
o
e
tw str
Ten
ST
MŁOREFA
DYC
H
mały wstępniaczek ma nieco programowy charakter.
"Strefa młodych" to Wasze strony, więc program, jaki
ma do zaprezentowania redakcja jest tak naprawdę zaproszeniem:
piszcie, róbcie zdjęcia i przesyłajcie nam to wszystko.
Co nas interesuje? A co interesuje Was? O czym chcecie tu czytać?
Co chcecie powiedzieć o sobie? Wszystko to może się tu znaleźć.
Być może nie zawsze się o tym pamięta, ale u początków
wspólnoty stali nastolatkowie: Sandro, Silvia, Claudio... Trzeba
było śmiałości i gotowości do podjęcia ryzyka, żeby zamieszkać
z Ricardo w opuszczonej górskiej osadzie i zostawić wszystko
to, co zapowiadało ustabilizowane życie. Dzisiaj życie w świecie,
do którego nie we wszystkim chcemy być podobni, często
wymaga odwagi. Ryzykujemy także, kiedy ktoś, na kim nam zależy,
nie podziela naszej drogi z Jezusem. To wszystko są wyzwania.
Opowiedzcie nam, jak stawiacie im czoła.
Chętnie napiszemy również o tym, co robicie w różnych
Wspólnotach Koinonii w Polsce.
Do Waszej dyspozycji pozostawiamy specjalny adres mailowy:
[email protected]
A może uda nam się stworzyć młodzieżowy
"klon" redakcji KeKaKo?
Tym razem proponujemy Wam spotkanie z Adamem
i Agnieszką Brzezoniami z Poznania.
Opowiedzą o swojej przyjaźni i narzeczeństwie.
W kolejnym numerze może się znaleźć także Twoja opowieść.
Zapraszamy do lektury!
Zapraszamy do pisania!
[email protected]
l
kekako.p
2008
łodych
kacji?
asie wa
Strefa mrpnia 2008
z
c
w
i
n
11-15 sie ilka wolnych d
- masz k e, że masz!
ie
- no jasnać ich!
ym zloc
- nie str ział w pierwsz
icu!
- weź ud łodych"
m Radz "KeKaKo".
28 "Strefa m zie, w Now y
e
z
r
e
num
j oa
w naszej w następnym , 0697132161
0
e
6
c
6
ię
77
-W
ń! 08175
iagb.pl
Zadzwo [email protected]
Napisz!
A
gnieszka: Poznaliśmy się na przyjęciu
urodzinowym. Kiedy zostaliśmy sobie
przedstawieni, pomyślałam o Adamie:
"kolejny przeciętniak". Miałam już dość
facetów, którzy "słali się u moich stóp",
z którymi nawet nie mogłam się pokłócić. Pierwsza rozmowa
z Adamem na szczęście rozwiała moje obawy: to była
naprawdę ostra dyskusja.
To, co okazało się później naszą pierwszą randką, wcale się tak
nie zapowiadało. - Jutro idę na spacer; jak chcesz to przyjdź
- powiedział. No i czego się tu spodziewać po tak marnym
zaproszeniu? Widać doszło do jakiejś interwencji z wysoka,
skoro z zaproszenia jednak skorzystałam.
Po pierwszych sześciu słodkich miesiącach coś zaczęło
zgrzytać. Nie wiadomo, co to tak naprawdę było, bo nic
konkretnego się nie stało. Może po prostu zaczęliśmy się
poznawać. Wygląda na to, że zwyczajnie przeszkadzało
nam to, jacy jesteśmy. Że nie jesteśmy tacy, jakimi się
sobie nawzajem wydawaliśmy. Tworzyliśmy mieszankę
wybuchową, żadne z nas nie potrafiło ustąpić.
Po pół roku trwania takiego stanu zanosiło się na to,
że się rozstaniemy - najnormalniej "zmęczenie materiału".
Zrobiliśmy ostatni, desperacki krok: zaproponowałam
Adamowi, żebyśmy się razem pomodlili. Bardzo
niezdarnie, tak jak potrafiliśmy, zaczęliśmy mówić do Boga.
Modliliśmy się za nas, żeby wróciło to, co było takie piękne,
a co w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęło pod
najrozmaitszymi niedomówieniami, nieprzebaczeniami
i rozczarowaniami. I teraz moment, który każdemu ma prawo
wydać się zupełnie nierealny: w czasie tej modlitwy cały ten
ciężar, którego nie mieliśmy już siły dźwigać, po prostu z nas
opadł. Zupełnie jakbyśmy zostali uzdrowieni z poważnej
choroby nie dającej nadziei na wyzdrowienie. Obudziła się
w nas niesamowita radość z tego, że po miesiącach wrogości,
bo chyba tak trzeba nazwać ten stan, który panował pomiędzy
nami, nareszcie znaleźliśmy się "po tej samej stronie".
Adam: Tamtego wieczoru, kiedy na nowo się spotkaliśmy
i kiedy odkryliśmy znowu radość z tego, że jesteśmy razem,
zrozumiałem, że z tą kobietą chcę spędzić resztę życia.
Poczułem przynaglenie, taki impuls, aby oświadczyć się
Agnieszce. Nie planowałem tych zaręczyn, ale na pewno
były już od zawsze w Bożym planie. Agnieszka miała wtedy
18 lat, ja 21. Nie mieliśmy nic; ona jeszcze chodziła do szkoły,
a ja studiowałem w Poznaniu. Nigdy tego dnia nie zapomnę.
Bardzo szybko, za radą naszego przyjaciela z Włoch, Giorgio,
ustaliliśmy datę ślubu. Miało to być na dwa i pół roku
po zaręczynach. Trochę się niektórzy dziwili tak szybkiej
decyzji i tak odległej perspektywie. Małżeństwo miało się
stać celem, do którego podążamy i rzeczywiście się nim
stało. Byłem przekonany, że Pan w tym czasie zatroszczy się
o to, czego nam brakuje. A brakowało oczywiście przede
wszystkim pieniędzy. W tym czasie oczekiwania coraz
spacer
fot. Krzysztof Klepacki
nieustający
Agnieszka i Adam z Poznania od półtora roku są szczęśliwym
małżeństwem. Oboje pochodzą z Chodzieży. Adam skończył studia
i pracuje, a Agnieszka pracuje i studiuje zaocznie. Opowiadają o swojej
przyjaźni i narzeczeństwie. Tekst: Agnieszka i Adam Brzezoń
więcej oboje rozumieliśmy. Ja na przykład zdałem sobie
sprawę, że chcąc sensownie rozpocząć życie rodzinne,
sam muszę się zabrać do pracy. Moja pierwsza praca
polegała na sprzedawaniu gazet w przejściu podziemnym
w Poznaniu. Ciężkie to były czasy, bo trzeba było wstawać
o 4:30, żeby znaleźć się pod rondem o 5:00. Bywało, że potem
na wykładach odsypiałem zaległości. Kiedyś nawet zostałem
obudzony na polecenie któregoś z profesorów. - Obudźcie
tego pana, to nie jest sejm - usłyszałem.
Agnieszka: Co robiliśmy razem? A nic wielkiego.
Spacerowaliśmy po torach kolejowych, jedliśmy lody na dachu
zamkniętej fabryki, tańczyliśmy w deszczu, siadywaliśmy
na wiadukcie i pluliśmy pestkami od czereśni. Taki sobie
"narzeczeński standard". To się niewiele zmieniło. Do tej pory
przychodzą nam do głowy najrozmaitsze pomysły. Poza
tym musieliśmy oczywiście nauczyć się cierpliwości do tego
wszystkiego, co o mało nie doprowadziło naszej przyjaźni
do przedwczesnego końca. Żadne z nas nie przestało być
upartym, złośliwym i wybuchowym, tylko teraz naprawdę
chcieliśmy siebie takimi przyjąć.
I jeszcze jedno! W naszej bliskości udało nam się aż do dnia
ślubu nie wyjść poza przyjaźń, która ma nadzieje
na spełnienie w małżeństwie. Modliliśmy się o to codziennie.
Wyznaczyliśmy też sobie granice, których staraliśmy się nie
przekraczać. Tą naszą decyzją podzieliliśmy się ze wspólnotą,
która nas w tym wspierała. Wiem, że było to ważne nie tylko
dla nas, ale i dla naszych przyjaciół, bo to znaczy, że można,
skoro komuś się udało, prawda?
29
strona biblijna
Ogrodnik przy grobie
Kiedy żal rozdziera serce, a otwarty grób przypomina
boleśnie o połamanej na drobne miłości, niełatwo
zrozumieć ani dlaczego musiał w nim spocząć
Ukochany, ani tym bardziej, dlaczego teraz ten grób
jest pusty. Wzrok nie mówi prawdy o tym, co widzę
i nie umiem rozpoznać Ukochanego, Który żywy
stoi przede mną. Tekst: Robert Hetzyg.
M
aria Magdalena (...) stała przed grobem, płacząc.
A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała
dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie
leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego
w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz?
Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie
Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała
stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej
Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś
sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie,
jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja
Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się
powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy:
Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie...".
(J 20,11-17)
Zadziwiające, jak bardzo zranione serce potrafi nas oszukiwać
i jak blisko jest poznania prawdy... Ból jednocześnie osłabia
naszą więź z rzeczywistością i obnaża serce, które w takiej
sytuacji bardziej niż kiedykolwiek wyczuwa upragnioną
obecność.
Magdalena przyszła do grobu, który teraz, na trzeci dzień
po śmierci Jezusa, był jedyną po Nim pamiątką i jedynym
miejscem, w którym pamięć o straconym na krzyżu Mistrzu
spotykała się z jakimś namacalnym dowodem Jego istnienia.
Czego tam szukała? Ukojenia? Zrozumienia? Ale chyba nie
spodziewała się, że na trzy dni po śmierci będzie mogła
Go jeszcze spotkać? Łazarz w Betanii wyszedł wprawdzie
z grobu po trzech dniach, ale to właśnie Jezus go wskrzesił.
A teraz - kto wskrzesi Jezusa?
30
Wszystko, czym była, zawdzięczała Jemu. Gdyby nie On,
być może już by nie żyła. A dzisiaj Go już nie ma.
A jeszcze ten otwarty grób...
Zastanawia mnie ta scena. Bo czy naprawdę trzeba
wszystko stracić, żeby spotkać Zmartwychwstałego?
To straszne! Może zresztą tak najłatwiej. Ile to różnych
rzeczy przyciąga moją uwagę i urzeka mnie, zatrzymując
na sobie moje uczucia i myśli... A ile lęku przed
bezradnością i nieposiadaniem niczego... Więc muszę
się jakoś zabezpieczyć... Lepszy wróbel w garści...
Po co szukać ideału? Ideały są nieosiągalne. A ja potrzebuję
czegoś na wyciągnięcie ręki, żeby było przy mnie, blisko.
Naokoło tyle "zapełniaczy" pustki, a dla chętnych nawet
wiara religijna, która, odpowiednio podrasowana, może
uśmierzyć niejeden ból. Ale kiedy się okaże, że wszystko
to tylko wyprowadza mnie gdzieś na dalekie manowce,
znowu odezwie się niezaspokojona tęsknota za Nim.
I co wtedy? Wtedy czas zostawić wszystko i pójść
do grobu - do miejsca, gdzie nie ma nic, nawet Jezusa.
To jest czas na pustkę, którą tylko On może zapełnić.
Każdy ją nosi w sobie, tylko nie każdy ma odwagę się
do tego przyznać. Każdy może w końcu dotrzeć tam,
gdzie spotyka się już tylko Jego, ale nie zawsze starcza
determinacji. Więc pewnie dlatego czasem wszystko
musi się zawalić, żeby Jezus mógł się stać moją jedyną
szansą i żebym w końcu odnalazł drogę do szczęścia.
A skoro już nadejdzie ten dzień, kiedy stanę przed
otwartym grobem i nieznajomy ogrodnik wypowie moje
imię tak, że w jednej chwili spełni się największe pragnienie
mojego życia, wszystko pozostałe przestanie się liczyć.
I nie zmartwią mnie nawet ostatnie słowa Ukochanego:
"Nie zatrzymuj mnie!". Sam będę chciał pójść do moich
przyjaciół i opowiedzieć im o tym spotkaniu. Odnajdą we
mnie to szczęście, którego każdy pragnie i może uda mi
się zapalić w nich tęsknotę, tak niespodziewanie i wbrew
wszystkim okolicznościom zaspokojoną w moim życiu.
To będzie moje nowe największe pragnienie.
strefa biblijna
z oazy
Autor: Chiara (Agnieszka) Połuboczko
W
Radzicu, jak zwykle, nudzić się nie sposób. Nie nadążamy
za zmieniającymi się porami roku i upływającymi
okresami liturgicznymi. Jeszcze przed Bożym
Narodzeniem wybraliśmy się do Pilzna na doroczne rekolekcje
wspólnoty wewnętrznej. Przez trzy dni słuchaliśmy nauczań ojca
Ricardo i ojca Alvaro. Odwiedzili nas w tym czasie goście z Indii,
gdzie nasza wspólnota prowadzi formację liderów ewangelizacji,
o czym piszemy szerzej na stronach 14-19.
Obchody Bożego Narodzenia rozpoczęliśmy Pasterką w Wigilię
o godz. 22:00. Oprócz nas, domowników, wzięli w niej udział bracia
i siostry ze wspólnoty w Lublinie, a także nasi najbliżsi sąsiedzi.
Jak to się już stało tradycją, specjalnymi gośćmi, choć właściwie
na prawach domowników, byli Beata i Andrzej Wójtowiczowie,
czyli Dyrekcja Krajowej Szkoły Ewangelizacji w pełnym składzie.
Andrzej i Beata przyjęli też nasze zaproszenie na świąteczny obiad.
A po świętach wyruszyliśmy do naszych domów rodzinnych, żeby
spotkać się z najbliższymi. Dwa razy w ciągu roku - po Bożym
Narodzeniu i po Wielkanocy - każdy z nas stara się spotkać
z rodzicami, rodzeństwem i najbliższą rodziną.
Bycie jedynym ogniskiem wspólnoty wewnętrznej w Polsce
zobowiązuje. Staramy się podtrzymywać przyjaźń nie tylko
ze wspólnotami naszej Oazy, ale także z tymi leżącymi nieco
dalej od nas. Od początku roku udało nam się już uczestniczyć
w spotkaniu Koinonii w Białymstoku i Warszawie, a także w spotkaniu
ewangelizacyjnym z modlitwą za chorych w Łukowie. Odwiedziliśmy
malborską, szczecińską i chodzieską Koinonię i byliśmy w Gdyni
na kursie "Emaus".
W lutym, w Sławatyczach nad Bugiem, prowadziliśmy rekolekcje
parafialne uwieńczone uroczystościami odpustowymi
ku czci św. Walentego. Też mamy swoje "walentynki", a co!
Wysłaliśmy także naszą delegatkę do Pilzna na kolejne Seminarium
Metodologiczne.
Należy również odnotować jeden wyjazd o charakterze naukowym
- to nasz omc. dr Paweł Kulicki udał się do Madrytu w poszukiwaniu
materiałów źródłowych do swojej pracy doktorskiej.
A w domu? W domu również działo się sporo. Było m.in. szkolenie
zatytułowane "Multimedia w nowej ewangelizacji". Piszemy o nim
w wiadomościach z Polski.
Bierzemy również udział w comiesięcznej ewangelizacji "od drzwi
do drzwi" odbywającej się na terenie jednej z lubelskich parafii.
Jest to także okazja do zapraszania spotkanych osób do udziału
w mającym się wkrótce odbyć kursie "Filip".
Coraz więcej braci i sióstr uczestniczy w modlitwie wstawienniczej,
odbywającej się w naszym domu w każdy wtorek i czwartek, między
godziną 17 a 19. Każdy może przyjść - zapraszamy!
A mniej duchowo? Proszę bardzo: dwanaście transportów bloczków
betonowych (1200 sztuk w każdym transporcie; waga jednego
bloczka wynosi 25 kg). A wszystko własnoręcznie przenosili nasi
niestrudzeni bracia, przygotowując materiał na fundamenty
i podmurówki nowej sali spotkań, która tylko patrzeć, jak wyrośnie
na naszej łące. Projekt już mamy; wszystko inne mamy mieć - jak
wierzymy - niebawem. Ten nowy obiekt będzie mógł bez trudu
pomieścić 300 osób.
A może chcesz pomóc przy budowie? Zadzwoń lub napisz i umów
się z nami. Adresy i telefony znajdziesz w stopce redakcyjnej.
31
PRENUMERATA 2008
Ke Ka Ko
na każdą porę roku!
Kwartalnik "KeKaKo Kerigma Karisma Koinonia"
jest głosem Koinonii Jan Chrzciciel, katolickiej wspólnoty w służbie nowej ewangelizacji.
prezentuje jej działalność, integruje jej członków,
inspiruje do podejmowania nowych misyjnych wyzwań.
Wypełniając i wysyłając znajdujący się wewnątrz formularz prenumeraty,
przyłączasz się do tego dzieła i realnie je wspierasz.
www.kekako.pl
zapraszamy wkrótce!

Podobne dokumenty