pobierz magazyn wojskowy ARMIA - MAJ 2015

Komentarze

Transkrypt

pobierz magazyn wojskowy ARMIA - MAJ 2015
POLECAMY
Zaoferowaliśmy śmigłowiec,
który spełniał wymagania MON
Po ogłoszeniu wyników przetargu na nowy śmigłowiec wielozadaniowy, przedstawiciele MON oraz wojska bronią podjętej decyzji. Jednak przeważnie w warunkach niezmuszających ich do
jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji. Z tego powodu poprosiliśmy
Prezesa Zarządu i Dyrektora Zarządzającego PZL-Świdnik Krzysztofa
Krystowskiego o komentarz do tych głoszonych ex cathedra zarzutów wobec AW149. Rozmawia Adam M. Maciejewski.
42
W NUMERZE:
Adam M. Maciejewski ..................................................................... 8
wywiady
Zaoferowaliśmy śmigłowiec,
który spełniał wymagania MON ........................................... 8
Konferencja „Piloci z Lubelszczyzny
w obronie Wielkiej Brytanii”
Wojsko polskie
Nowe hełmy na głowach spadochroniarzy ................................ 10
Rajd Legionistów – 12. Brygada Zmechanizowana ................... 11
Polsko-amerykańskie zrzuty spadochronowe ........................... 11
Ułańska dobówka – 12. batalion dowodzenia
Ułanów Podolskich ................................................................... 14
50 LAT 8.FOW ........................................................................... 15
Chwała Saperom! ..................................................................... 17
Święto saperów z Niska ............................................................ 17
Obchody Święta Wojsk Inżynieryjnych – 2. Pułk Inżynieryjny ... 19
Chwała Saperom! – 1. Brzeski Pułk Saperów ............................ 19
Święto Wojsk Inżynieryjnych w 2. Mazowieckim Pułku
Saperów .................................................................................. 21
Święto Sapera 2015 – 5. pułk inżynieryjny ............................... 22
Dzień Sapera. Kwiecień miesiącem Wojsk Inżynieryjnych.
Wtedy także świętują saperzy .................................................. 23
Obchody Święta Wojsk Inżynieryjnych
w Krośnie Odrzańskim ............................................................. 25
29 maja br. w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie
odbyła się konferencja naukowa „Piloci z Lubelszczyzny w obronie
Wielkiej Brytanii”.
Kamil Stopiński .................................................................................. 26
EH01.067 „Pyrénées”
– francuskie anioły stróże
Combined Joint Personnel Recovery Standardization Course
2014 (kurs standaryzacyjny z zakresu odzyskiwania izolowanego
personelu, CJPRSC), który odbył się w belgijskiej bazie Florennes,
udowodnił wielkie znaczenie kooperacji i standaryzacji działań pomiędzy jednostkami odpowiedzialnymi za ratownictwo bojowe
w ramach operacji wielonarodowych.
Martin Scharenborg i Ramon Wenink ....................... 70
Na okładce:
AW149 podczas pokazu w Warszawie
[Fot. Albert Osiński]
58
www.armia24.pl
Adres Redakcji i Wydawnictwa
20-258 Lublin, ul. Akacjowa 100, Turka, os. Borek
tel./faks 81 501 21 05
[email protected] • www.kagero.pl
RadA Programowa
48
50
Wiesław Barnat – przewodniczący,
Hubert Marcin Królikowski, Krzysztof Kosiuczenko,
Przemysław Kupidura, Sławomir Augustyn,
Przemysław Simiński, Mirosław A. Michalski,
Norbert Wójtowicz
redaktor naczelnY
wydarzenia
Damian Majsak
Konferencja „Piloci z Lubelszczyzny w obronie
Wielkiej Brytanii”................................................................26
redaktor prowadzący
Adam M. Maciejewski
tel. 605-233-805
Kamil Stopiński
redakTor działu Historia Militaris
Kamil Stopiński
Konferencja „Nowoczesne technologie dla bezpieczeństwa
kraju i jego granic”..............................................................30
Redakcja
Adam M. Maciejewski
Adam M. Maciejewski
str. 42
27 kwietnia w Warszawie, w tydzień
po ogłoszeniu decyzji MON o wyborze śmigłowców H225M Caracal, swoją
konferencję prasową zorganizował Airbus Helicopters. W jej trakcie wszystkie
szczegóły oferty przedstawił przybyłym
prezes firmy Guillaume Faury.
przemysł
Jerzy Garstka, Jacek Krzewiński, Maciej Ługowski,
Marian Moraczewski, Tomasz Nowak,
Gian Carlo Vecchi
Korekta
Adam M. Maciejewski, Karolina Kaźmierska
Dyrektor Marketingu
Joanna Majsak
[email protected]
Biuro Reklamy
Kamil Stopiński, Maciej Łacina
Co daje wybór Caracala przez MON?.....................................42
[email protected]
[email protected]
tel. 609-326-009
Adam M. Maciejewski
Na Lądzie
sekretarz redakcji
Kamil Stopiński
Drugie życie Automatu Kałasznikowa..................................48
Koncepcja polskiego Aktywnego Systemu
Ochrony Pojazdów...............................................................50
[email protected], tel. 601 602 056
DTP
Marcin Wachowicz, Łukasz Maj
KAGERO STUDIO – [email protected]
Bartłomiej Kucharski
Barłomiej Kucharski
W powietrzu
str. 50
Aktywne Systemy Ochrony Pojazdów
(ASOP) powstały jako odpowiedź na
rosnące możliwości broni przeciwpancernej, zwłaszcza głowic kumulacyjnych
(HEAT) z napędem rakietowym, jak ręczne granatniki ppanc. (np. PG-7 z RPG-7)...
Wielki przetarg na śmigłowce dla polskiej armii
rozstrzygnięty?...................................................................58
Maciej Ługowski
EH01.067 „Pyrénées”– francuskie anioły stróże....................70
Martin Scharenborg i Ramon Wenink
Kolportaż
Sprzedaż i prenumerata redakcyjna, prenumerata RUCH,
KOLPORTER, sprzedaż sieć Empik, salony prasowe:
RUCH i KOLPORTER, INMedio, wybrane księgarnie, podczas
pokazów lotniczych, rekonstrukcji historycznych, targów,
konferencji i wystaw przemysłu obronnego
Wydawca
Oficyna Wydawnicza KAGERO
ul. Akacjowa 100, Turka, 20-258 Lublin 62
Historia Militaris
www.kagero.pl
Polskie korpusy kadetów w latach 1918–1939.....................84
Witold Lisowski
Prezes zarządu
Damian Majsak
[email protected]
Sekretariat wydawnictwa
Kamil Stopiński
Tel. 601 602 056
Maciej Ługowski
70
str. 58
Reakcja wszystkich zainteresowanych
rozstrzygnięciem przetargu, a więc
między innymi startujących w nim
konsorcjów, była natychmiastowa. Warto zastanowić się chwilę i zadać sobie
pytanie, czy decyzja ta jest trafna i czym
była podyktowana. Decyzję tę można
analizować w dwóch aspektach. A kryterium będzie odpowiedź na pytanie:
czy śmigłowiec wybrany miał być dla
przemysłu, czy dla polskiej armii?
Współpraca
ISSN
1898-1496
Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruki i wykorzystanie
materiałów wyłącznie za zgodą redakcji. Redakcja zastrzega sobie prawo
skracania tekstów i zmiany tytułów nadesłanych tekstów.
Opinie zawarte w artykułach są wyłącznie opiniami sygnowanych autorów.
Redakcja nie odpowiada za treść reklam, materiałów promocyjnych.
Wydawca Ilustrowanego Magazynu Wojskowego ARMIA ostrzega P.T.
Sprzedawców, że sprzedaż aktualnych i archiwalnych numerów czasopisma
po innej cenie niż wydrukowana na okładce jest działaniem na szkodę
Wydawcy i skutkuje odpowiedzialnością karną.
wywiady
cała prawda o ofercie PZL-Świdnik
Zaoferowaliśmy śmigłowiec,
który spełniał wymagania MON
Po ogłoszeniu wyników przetargu na nowy śmigłowiec wielozadaniowy, przedstawiciele MON
oraz wojska bronią podjętej decyzji. Jednak przeważnie w warunkach niezmuszających ich do
jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji. Z tego powodu poprosiliśmy Prezesa Zarządu i Dyrektora
Zarządzającego PZL-Świdnik Krzysztofa Krystowskiego o komentarz do tych głoszonych ex
cathedra zarzutów wobec AW149. Rozmawia Adam M. Maciejewski.
Adam M. Maciejewski: Zacznę od głównego
zarzutu wobec oferty PZL-Świdnik, czyli czasu
dostawy pierwszych egzemplarzy. MON
i politycy z partii wicepremiera Siemoniaka
powtarzają, że PZL-Świdnik może dostarczyć
pierwsze śmigłowce dopiero po czterech latach
od podpisania kontraktu – załóżmy, że stanie
6
się to w 2015 r., gdyż minister Mroczek wymienił
2017 r. jako początek dostaw – a nie w dwa,
jak wymagano w przetargu, i że PZL-Świdnik
proponowało w zamian cywilnego AW189 jako
rozwiązanie tymczasowe. Co z tego jest prawdą?
Krzysztof Krystowski: Powtórzę to, co już wielokrotnie mówiłem publicznie na ten temat.
PZL-Świdnik zaproponował dostawy pierwszych śmigłowców w 2017 r., czyli zgodnie
z wymaganiami MON. Podkreślam, że treść
naszej oferty odpowiadała oczekiwaniom
resortu w zakresie terminów dostaw. Zaproponowany polskiemu wojsku śmigłowiec
AW149 to wyłącznie wojskowa konstrukcja,
www.armia24.pl
scertyfikowana w ubiegłym roku zgodnie
z najnowszymi standardami obowiązującymi w NATO. Wbrew niektórym wypowiedziom nie zaoferowaliśmy polskiemu
MON cywilnego śmigłowca. Obawiam się,
że mamy do czynienia z niewłaściwą interpretacją naszej oferty, co stało się powodem
wykluczenia nas z przetargu.
A.M.M.: Jak w kontekście przedstawionych
przez MON wymagań skomentuje Pan
słowa gen. Wojtana, I zastępcy szefa SG WP,
który powiedział, że w 2019 r. pierwsze do
wymiany będą śmigłowce specjalistyczne, np.
Mi-14. Natomiast prezes Airbus Helicopters
przyznał na konferencji 27 kwietnia, że wersja
Caracala do wykrywania i zwalczania okrętów
podwodnych w ogóle jeszcze nie istnieje.
K.K.: Sztab Generalny bardzo precyzyjnie
określił wymagania wojska, podkreślając,
że wymiana śmigłowców specjalistycznych,
w tym tych do misji ZOP, ma szczególne
znaczenie. Jeśli to prawda, że Caracal nie
występuje w wersji ZOP, to zakładam, że
nasi wojskowi mieli tego świadomość przy
podejmowaniu decyzji o zakwalifikowaniu
tej maszyny do kolejnego etapu przetargu.
Myślę, że ze strony Airbusa padną teraz
pewne deklaracje dotyczące rozpoczęcia
prac nad rozwojem Caracala do tej wersji,
aby spełnić wymagania MON. Z wielkim
zainteresowaniem będę się temu przyglądał.
A.M.M.: Dobrze, ale oferowany przez Was AW149
też nie miał wersji morskiej.
K.K.: Zgadza się. Tylko że oferowany przez nas
AW149 to najnowocześniejszy śmigłowiec
wojskowy tej klasy obecnie na rynku, który
właśnie ze względu na swoją nowoczesność
ma największe możliwości wprowadzania
modyfikacji i rozwoju w przyszłości. Czas
jest także wystarczający do dostosowania
śmigłowca. Jestem przekonany, że bazując
na potencjale rozwojowym AW149 i ogromnym doświadczeniu AgustaWestland i PZL-Świdnik w dziedzinie śmigłowców morskich, byłoby nam łatwiej rozwinąć morską
wersję AW149, niż naszym konkurentom
wprowadzić tak daleko idące modyfikacje.
„malucha”? Choć gdy prześledzi się publikacje
w resortowej Polsce Zbrojnej, to ta przez parę
lat dowodziła, jak przestarzała jest koncepcja
dużego Mi-17.
K.K.: To nie jest tak, że mieliśmy śmigłowce,
których nie chcieliśmy Polsce zaoferować.
Zarówno Prezes PZL Mielec, jak i my już
wielokrotnie powtarzaliśmy, że pomimo
tego, iż mamy w naszej ofercie śmigłowce
większe, to warunki przetargu ustanowione
przez MON umożliwiły nam zaoferowanie
tylko AW149 i Black Hawk. Większe śmigłowce, które są oferowane przez AgustaWestland i Sikorskiego, zostały wyeliminowane
poprzez ograniczenie maksymalnej masy
startowej do wagi Caracala.
A.M.M.: W kontekście argumentów o wyższości
„poloneza” nad „maluchem”, to jakie
oczekiwania odnośnie zakładanych kosztów
eksploatacji, w tym zużycia paliwa, zgłaszał
MON? Skoro ministerialni urzędnicy źle
oszacowali koszt samych płatowców, to aż
strach pomyśleć, jak to wygląda w przypadku
eksploatacji.
K.K.: Bardzo mi przykro, ale ponownie nie
mogę podać szczegółów dotyczących tej
kwestii – są one zastrzeżone. Mogę jednak
stwierdzić, że ze względu na to, że AW149
jest najnowocześniejszą maszyną spośród
oferowanych w przetargu, to dzięki temu
w jego przypadku koszty eksploatacji są
z całą pewnością najniższe.
A.M.M.: Szef SG WP gen. Gocuł powiedział,
że wersja dla Wojsk Lądowych powinna
mieć minimum 700 kilometrów zasięgu,
możliwość zabrania na pokład przynajmniej
16 żołnierzy w pełnym rynsztunku oraz
uzbrojenie w kierowane i niekierowane pociski
przeciwpancerne. Załóżmy, że te „niekierowane
pociski ppanc.” to skrót myślowy, choć celowość
przerabiania maszyny wielkości Caracala
na śmigłowiec ppanc. musi budzić poważne
wątpliwości. Ale jak obecne słowa gen. Gocuła
odpowiadają wymaganiom, które trzeba było
spełnić w przetargu?
K.K.: W naszej ocenie zaoferowaliśmy śmigłowiec, który spełniał wymagania MON.
Zarówno podany przez Pana zasięg, jak też
liczba żołnierzy na pokładzie, to wymagania,
których spełnienie nie stanowi problemu dla
AW149. Także jeśli chodzi o uzbrojenie, to
zaoferowaliśmy śmigłowiec w oczekiwanej
konfiguracji, w dodatku z dużym udziałem
polskich kooperantów, w tym np. Meska czy
Tarnowa.
A.M.M.: Przyjmijmy hipotetycznie, że
PZL-Świdnik i AgustaWestland zgłosiłyby
w przetargu AW101 – skoro MON nie wymaga,
aby był to śmigłowiec produkowany w Polsce
– to jak wyglądałyby koszty jego zakupu
w odniesieniu do możliwości finansowych MON,
które w przypadku kosztów Caracala resort
już przeszacował o 20 sztuk, a nie wiadomo, co
będzie dalej.
K.K.: Gwoli jasności, nie zaoferowaliśmy
AW101, ponieważ jest śmigłowcem za
ciężkim w stosunku do ograniczeń postawionych przez MON. W naszej ocenie tylko
AW149 spełniał bardzo ambitne wymagania
przetargu.
Wracając do kwestii kosztów. Proszę
zwrócić uwagę, że na całym świecie AW101
oferowany jest zwykle w przetargach,
w których konkuruje ze śmigłowcami klasy EC725/EC225 i S-92, często zwyciężając
z nimi. Niech przykładem będzie chociażby
Norwegia, gdzie właśnie AW101 zwyciężył
z cywilną wersją Caracala, czyli EC225, ponieważ okazał się śmigłowcem lepszym nie
A.M.M.: W ilu wersjach PZL-Świdnik
zaproponował AW149, spośród tych
wymaganych przez MON?
K.K.: W tylu, ilu oczekiwało Ministerstwo.
Niestety, ale ze względu na zastrzeżony charakter wciąż trwającego przetargu nie mogę
ujawnić szczegółów naszej oferty.
A.M.M.: Jak odniesie się Pan do podnoszonych
przez wicepremiera Siemoniaka zarzutów, że
tylko Caracal jest adekwatnie duży, by zastąpić
Mi-8/17, bo wojsko potrzebuje „poloneza”, a nie
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 7
wywiady
cała prawda o ofercie PZL-Świdnik
tylko ze względu na oferowane możliwości,
ale również cenę.
A.M.M.: Minister Mroczek zasugerował na
posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony
Narodowej, że redukcja zamówienia o 20
śmigłowców dotyczyłaby każdej z trzech ofert.
Rozumiem, że nie może Pan zdradzić ceny
AW149 z oferty dla MON, ale czy można ją jakoś
porównać z mniej więcej znaną średnią ceną
rynkową Caracala?
K.K.: Jestem pewien, że zakup 50 AW149 okazałby się mniejszym wydatkiem dla resortu
obrony, a oszczędności byłyby liczone w miliardach złotych.
A.M.M.: Innym zarzutem powtarzanym przez
kierownictwo MON jest to, że tylko oferta
Airbus Helicopters gwarantowała serwisowanie
zakupionych śmigłowców w WZL-1. Zarzut wydaje
się dziwny w kontekście listu intencyjnego
zawartego pomiędzy PZL-Świdnik i WZL-1.
K.K.: Ma Pan rację. Jednym z wymagań przetargu było ulokowanie zdolności remontowych, wraz z przekazaniem wszystkich technologii w tym zakresie, do WZL-1 w Łodzi
i ich oddziału w Dęblinie. Uwzględniliśmy
to w naszej ofercie, zawierając stosowne
umowy z naszymi partnerami z Łodzi. Co
więcej, prowadziliśmy rozmowy, by w przy-
8
padku wygrania przetargu i ulokowania produkcji AW149 w Świdniku, przenieść serwisowanie Sokołów używanych przez polskie
wojsko właśnie do WZL-1, tak aby załoga tej
firmy miała zapewnioną pracę niezależnie
od realizowanego postępowania. Zwracam
uwagę, że pierwsze remonty maszyn, które
właśnie chcemy zakontraktować, będą realizowane za 7–8 lat, a Sokoły są remontowane
na bieżąco.
A.M.M.: Z pewnością zna Pan liczby dotyczące
miejsc pracy, które mają w Polsce powstać
w związku z zakupem Caracala zaprezentowane
na wspomnianej konferencji Airbus Helicopters.
Jak by to wyglądało, gdyby MON zdecydował się
kupić tylko 50 AW149?
K.K.: Nie ukrywam, że liczby, które pojawiły
się w mediach, wzbudziły moje zainteresowanie. Zwłaszcza, że już wiemy z wypowiedzi kierownictwa Airbusa, że niemal połowa
Caracali zostanie wyprodukowana we Francji. Bardzo chciałbym poznać obliczenia, na
podstawie których padają deklaracje o 1250
nowych miejscach pracy, które Airbus zamierza utworzyć w Polsce. Pełna produkcja
jednego śmigłowca to około 50 miejsc pracy rocznie, wobec czego 10 to 500, a wiemy
już, że nie będzie tu pełnej produkcji tylko
montaż.
Mówię o tym zwłaszcza w kontekście doniesień francuskiej prasy, pokazującej francuski punkt widzenia na polski przetarg. Moim
zdaniem nie pozostawiają one złudzeń jaki
zakres prac będzie realizowany w Polsce. Będzie to jedynie montaż ostateczny, odpowiadający, zdaniem cytowanych przedstawicieli
związków Airbusa, 5 do 10% prac. Pozostała
ich część realizowana będzie we Francji.
Sytuacja Świdnika jest zupełnie inna. Oferowaliśmy ulokowanie w Polsce globalnego
centrum produkcyjnego AW149, w którym
nie tylko powstałyby maszyny dla polskiego
wojska, ale również produkowane byłyby
na eksport. A zapotrzebowanie na AW149
jest obiecujące. Wstępne szacunki mówią
nawet o ponad 350 egzemplarzach w kolejnych latach.
A.M.M.: I jak przełożyłoby się to na nowe miejsca
pracy?
K.K.: Naukowcy z Uniwersytetu Marii Curie
Skłodowskiej obliczyli, że produkcja AW149
w Polsce umożliwiłaby powstanie prawie
2000 wysoko wykwalifikowanych miejsc
pracy w samym zakładzie w Świdniku i kolejnych prawie 4000 pośrednio.
A.M.M.: W części mediów często powtarzana
była fałszywa informacja, że PZL-Świdnik to
www.armia24.pl
nie jest polska firma. Tymczasem przy okazji
dyskusji o wyborze miejsca dla zakładu Airbus
Helicopters w Polsce już zaczęto mówić o ulgach
podatkowych dla inwestora. Jak wyglądają
fakty w przypadku PZL-Świdnik?
K.K.: Domyślam się, że „łatka” zagraniczności
wynika z faktu, że właścicielem większości
akcji firmy jest europejska grupa AgustaWestland, jednak takie podejście nie znajduje żadnego uzasadnienia prawnego ani
logicznego.
PZL-Świdnik jest firmą, która funkcjonuje
w Polsce od prawie 65 lat, zatrudnia prawie
3500 polskich pracowników i współpracuje z 900 polskimi dostawcami. To są fakty.
PZL-Świdnik jest polską firmą, zarejestrowaną i prowadzącą działalność gospodarczą, zgodnie z prawem polskim, na terenie
Polski. Jako polski przedsiębiorca uiszczamy
wszelkie daniny publiczne, w tym podatki
i składki na ubezpieczenia społeczne w Polsce, jak również wypłacamy wynagrodzenia
swoim polskim pracownikom. Przez ostatnie 4 lata odprowadziliśmy do budżetu 400
mln zł danin publicznych!
A.M.M.: Wspomniany gen. Gocuł powiedział też,
że wojsko nie rezygnuje z zakupu kolejnych 20
śmigłowców, o które zmniejszono zamówienie,
a przetarg na nie zostanie rozpisany w ciągu
kilku lat. Czy jakieś informacje na ten temat
PZL-Świdnik otrzymał z MON?
K.K.: Myślę, że są to wstępne plany, które jeszcze będą przez MON precyzowane.
A.M.M.: Minister Mroczek poinformował, że
decyzja MON nie będzie miała wpływu na
funkcjonowanie PZL-Świdnik. Chciałbym
jednak o to Pana zapytać, jak będzie wyglądać
funkcjonowanie PZL-Świdnik po przegranym
przetargu i jak rysują się dalsze losy AW149,
w którego powstaniu współuczestniczył PZLŚwidnik?
K.K.: Nie ukrywam, że polski przetarg był
ogromną szansą dla PZL-Świdnik na zajęcie zupełnie nowej pozycji w strukturach
AgustaWestland. Do tej pory nasza spółka-matka zainwestowała w zakład ponad 630
mln złotych, aby poprawić nasze możliwości
produkcyjne, wznieść nas na wyższy poziom
zaawansowania technologicznego. Pamię-
tajmy jednak, że funkcjonujemy w środowisku biznesowym, gdzie inwestycje realizowane są z myślą o konkretnych celach,
a nieskuteczność w ich osiąganiu powoduje,
że strategia dotycząca dalszego lokowania
pieniędzy musi zostać zweryfikowana. Bez
wątpienia, w ostatnich tygodniach nasz
główny udziałowiec otrzymał sygnał, który
zmusi go do przewartościowania strategicznej roli PZL-Świdnik w koncernie.
Chciałbym także, abyśmy wszyscy mieli
świadomość, że zamówienie o wartości 13
mld złotych to więcej niż przychody PZL-Świdnik za ostatnie 25 lat lub więcej niż
cała pomoc unijna dedykowana dla Polski
Wschodniej na kolejne 7 lat! To jest obecnie
jeden z największych przetargów na śmigłowce wojskowe na świecie i dla każdej firmy taki przetarg oznacza bardzo wiele. Dla
naszych konkurentów, którzy nie zainwestowali dotąd w Polsce, to gra o pieniądze, dla
nas to gra o życie.
A.M.M.: Dziękuję za wywiad. n
Zdjęcia: Albert Osiński
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 9
Wojsko polskie
aktualności
Nowe hełmy na głowach
spadochroniarzy
6
. Brygada Powietrznodesantowa rozpoczęła wyposażanie swoich pododdziałów
w nowy typ hełmu kompozytowego dostosowanego do wykonywania skoków spadochronowych typu HA-03.
Brygada otrzymała ponad 3000 sztuk, co
oznacza, że każdy spadochroniarz otrzyma
nowy hełm. Od końca marca HA-03 trafiają
na głowy żołnierzy pododdziałów. Wykonano
w nich także pierwsze skoki spadochronowe
z obu podstawowych samolotów transportowych używanych w Wojsku Polskim – CASA
C-295 i C-130 Hercules.
Wprowadzenie nowego modelu środka
ochrony głowy spadochroniarzy oznacza
także, że stopniowo wycofywane będą obecnie używane hełmy spadochronowe wz. 63.
Były one używane w wojsku przez jednostki
prowadzące szkolenie spadochronowe, nieprzerwanie od lat sześćdziesiątych.
Hełm HA-03 przeznaczony jest do ochrony
głowy żołnierza w warunkach bojowych przed
bezpośrednimi uderzeniami odłamkami i niektórymi pociskami broni strzeleckiej, skutkami
uderzeń niebezpiecznymi przedmiotami oraz
przed urazami podczas wykonywania zadań
wynikających ze specyfiki działania wojsk powietrznodesantowych.
Wyposażone w nowoczesną uprząż mocującą, która w połączeniu z zestawem poduszek amortyzująco-rozmiarowych umożliwia
dostosowanie hełmu HA-03 do rodzaju wykonywanego zadania, potrzeb w zakresie montażu wyposażenia dodatkowego przenoszonego pod nim (ochronniki słuchu, kominiarki,
czapki, słuchawkowe zestawy nagłowne ra-
10
diostacji, maski przeciwgazowe) a wreszcie
osobistych upodobań żołnierza.
Dodatkowo nowe hełmy wyposażone są
w dwie szyny akcesoryjne oraz uchwyt noktowizora, co znacznie zwiększa jego funkcjonalność oraz uelastycznia konfigurowanie
wyposażenia do wykonywania zadania. Za ich
pomocą można w łatwy sposób zamontować
na hełmie wyposażenie dodatkowe, jak na
przykład gogle noktowizyjne, dodatkowe źródła światła i wiele innych elementów sprzętu.
Każdy hełm wyposażony jest w trzy rodzaje
pokrowców w kamuflażu typu Pantera, Pu-
stynna Pantera oraz wersję do użytkowania
w warunkach zimowych z naszytymi szlufkami do osadzania elementów maskujących.
Pokrowce mają wycięcia na czołowe gniazdo
montażowe i boczne szyny montażowe, ale
także umożliwiają ich osłonięcie zrolowanymi elementami w czasie wykonywania skoku
spadochronowego tak, aby nie mogły o nie
zaczepić linki spadochronu.
n
Tekst: kpt. Marcin Gil
Zdjęcia: Mariusz Bieniek,
Krzysztof Kafara
www.armia24.pl
Rajd Legionistów
– 12. Brygada Zmechanizowana
P
onad 120 żołnierzy i 20 pojazdów wojskowych wyruszyło z koszar „Błękitnej” Brygady do ośrodka szkoleniowego armii Stanów
Zjednoczonych w niemieckim Hohenfels.
Ostatnie przygotowania do wyjazdu zakończyły się tuż przed świętami wielkanocnymi.
Wcześniej odbyło się kilka spotkań planistycznych, w których uczestniczyli żołnierze „Błękitnej” Brygady. Tym bardziej, że taki wyjazd
– i to na odległość prawie 700 kilometrów –
jest ogromnym przedsięwzięciem nie tylko
szkoleniowym, ale i organizacyjno-logistycznym. Dlatego wszystko musiało być dopięte
na ostatni guzik.
Wyjazd ponad 120 żołnierzy z 3. kompanii 1. batalionu Legionów zaplanowano na
7 kwietnia. Kolumna ponad 20 pojazdów –
w tym 15 Kołowych Transporterów Opancerzonych KTO Rosomak – wyruszyła o świcie,
by w odpowiednim miejscu i czasie przekroczyć granicę państwową w Kołbaskowie. Po
kilkunastu godzinach jazdy, czterech postojach i tankowaniu pojazdów żołnierze pod
dowództwem kapitana Michała Kostrubca
dotarli do miejsca przeznaczenia.
W Międzynarodowym Ośrodku Szkolenia Poligonowego armii amerykańskiej (Joint Multi-National Readiness Center, JMRC)
w Hohenfels w Niemczech przez kolejne tygodnie żołnierze „Błękitnej” Brygady (w ramach
przygotowania do dyżuru w Wyszehradzkiej
Grupie Bojowej Unii Europejskiej) wspólnie
z żołnierzami amerykańskimi, bułgarskimi,
węgierskimi, litewskimi, rumuńskimi i z kilku
innych europejskich państw uczestniczyli
w ćwiczeniu pod kryptonimem Saber Junction-15, które trwało do końca kwietnia.
n
Tekst i zdjęcia: kpt. Janusz Błaszczak
Polsko-amerykańskie
zrzuty spadochronowe
6
. Brygada Powietrznodesantowa wspólnie z 33. Bazą Lotnictwa Transportowego i przebywającym w Polsce amerykańskim
zespołem lotniczym Aviation Detachment
przeprowadziła dwukrotnie zrzuty spadochronowe na Pustyni Błędowskiej.
W ciągu dwóch dni z pokładów dwóch amerykańskich i jednego polskiego Herculesa desantowano prawie trzystu żołnierzy i kilka ton
ładunków w zasobnikach CDS systemu ciężkiej tary desantowej. Zadania wykonywane
były zarówno w dzień, jak i po zachodzie słoń-
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 11
Wojsko polskie
aktualności
ca. Zrzuty osobowe wykonywano na polskich
spadochronach AD-95 z wysokości około 400
metrów, zaś ładunki opuszczały pokłady samolotów na wysokości 200 metrów.
Amerykańskie samoloty C-130 Hercules od
kilku tygodni wykonują loty w ramach kolejnej
rotacji Aviation Datachment i pochodzą z 86th
Airlift Wing w Ramstein (Niemcy) oraz 302d Airlift Wing z Peterson Air Force Base (Colorado,
12
USA). Nad Pustynią Błędowską polscy i amerykańscy lotnicy wykonywali zadania polegające
na zrzutach ładunków i desantowaniu żołnierzy. Zadania wykonywane były w ugrupowaniu
mieszanym przy wykorzystaniu aż trzech wersji
samolotu (tzn. wersji J i H maszyn amerykańskich oraz polskiego w wersji E). n
Tekst: kpt. Marcin Gil
Zdjęcia: Tadeusz Brodalka, Marcin Sigmund, Marcin Gil
www.armia24.pl
EUROPEJSKI SYSTEM
PRZECHWYTYWANIA
POCISKÓW BALISTYCZNYCH
I MANEWRUJĄCYCH
ROZWIĄZANIA MBDA TRAFIAJĄ W CEL
RAKIETA MBDA ASTER 30
SYSTEM SAMP/T
© MBDA / Michel Hans
www.m
bda-sys
tems.co
m
Wojsko polskie
aktualności
Ułańska dobówka – 12. batalion
dowodzenia Ułanów Podolskich
W
dniach 21–22 kwietnia 12. batalion dowodzenia Ułanów Podolskich zorganizował dobowe zajęcia sprawdzające działanie
stanowisk dowodzenia 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej.
Dwudniowe zajęcia 12. batalionu dowodzenia zostały zorganizowane, aby sprawdzić
system łączności „Dwunastki”, przemieszczanie, rozwijanie i przygotowywanie do pracy
stanowiska dowodzenia, system ochrony
i obrony oraz zabezpieczenie logistyczne.
Wtorkowy alarm o godzinie 3.30 rozpoczął
zajęcia dla żołnierzy batalionu, którzy po pobraniu broni z magazynów pododdziałowych
o godzinie 5.00 rozpoczęli przemieszczenie
Grup Rekonesansowo-Przygotowawczych.
Zadaniem grup było przeprowadzenie rozpoznania dróg marszu oraz rejonów rozmieszczenia dla stanowiska dowodzenia i zapasowego stanowiska dowodzenia.
Po rozwinięciu SD i ZSD 1. i 2. kompania
łączności rozpoczęły pracę w ramach treningu łączności, a pozostałe pododdziały realizowały przedsięwzięcia związane z organizacją
systemu ochrony i obrony oraz zabezpieczeniem logistycznym.
Żołnierze 12. batalionu dowodzenia zakończyli zajęcia następnego dnia ok. godziny
16.00 po wykonaniu obsługi oraz zabezpieczeniu sprzętu w koszarach.
Cele, jakie założył sobie Dowódca batalionu,
zostały zrealizowane. Dowódcy pododdziałów
oraz osoby funkcyjne sztabu batalion, po przeanalizowaniu problemów zaistniałych w trakcie
zajęć, przystąpiły do opracowania wniosków,
których wdrożenie pozwoli na jeszcze bardziej
efektywną pracę podczas kolejnych treningów
– podsumował zajęcia pełniący obowiązki
Zastępcy Dowódcy – Szefa Sztabu 12bdow
kpt. Marcin Konicki.
n
Tekst i zdjęcia: por. Błażej Łukaszewski
14
www.armia24.pl
50 LAT 8.FOW
D
o zasadniczych zadań 8. Flotylli Obrony
Wybrzeża należy obrona polskich obszarów morskich oraz udział w obronie wybrzeża
morskiego. Trzon sił okrętowych flotylli stanowią okręty transportowo-minowe, trałowce
oraz niszczyciele min.
Wchodzący w skład flotylli okręt dowodzenia siłami obrony przeciwminowej ORP
„Kontradmirał Xawery Czernicki” operował
wielokrotnie w ramach Stałego Zespołu Przeciwminowego NATO (SNMCMG1). Siły brzegowe stanowią dwie specjalistyczne jednostki
oraz Komenda Portu Wojennego. 29 kwietnia
minęło 50 lat od utworzenia 8.FOW. Marynarze flotylli, pracownicy wojska oraz zaproszeni
goście wzięli udział w uroczystościach upamiętniających rocznicę jej utworzenia.
Obchody 50. rocznicy powstania flotylli
rozpoczęły się o godz. 08.00 od podniesienia
wielkiej gali banderowej na okrętach zacumowanych w Porcie Wojennym w Świnoujściu i Gdyni. Marynarze flotylli, pracownicy
wojska oraz zaproszeni goście wzięli udział
w uroczystościach upamiętniających rocznicę utworzenia flotylli, które rozpoczęły się
o godz. 11.00. W czasie uroczystości, odczytano rozkazy okolicznościowe, podziękowano
żołnierzom zawodowym oraz pracownikom
wojska za działalność w codziennej służbie,
szkoleniu i pracy. Święto flotylli było okazją do
wręczenia wyróżnień i odznaczeń. Dowódca
8.FOW kontradmirał Jarosław Zygmunt podkreślił znaczenie ludzi, którzy przez pół wieku
służyli i pracowali na rzecz flotylli. Specjalne
wyróżnienie, za długoletnią współpracę pomiędzy flotyllą a miastem, z rąk dowódcy
8.FOW, otrzymał Prezydent Miasta Świnoujście Janusz Żmurkiewicz. W trakcie uroczystości świnoujska Orkiestra Wojskowa zaprezentowała pokaz musztry paradnej. Tradycyjnie,
apel zakończyła defilada pododdziałów z jednostek 8.FOW. Po części oficjalnej uczestnicy uroczystości mogli obserwować m.in. pokaz działania pojazdu podwodnego GAVIA,
indywidualnych technik ratowniczych czy
współpracy okrętu transportowo-minowego
z pomostami pływającymi. Była prawdziwa
marynarska grochówka oraz wojskowy bigos.
Gościom zaprezentowano sprzęt, uzbrojenie oraz okręty będące na wyposażeniu jednostek flotylli, dostępna była także wystawa
fotograficzna „50 lat 8.FOW w obiektywie”.
Zwieńczeniem uroczystości w Porcie Wojennym było posadzenie pamiątkowego dębu
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 15
Wojsko polskie
aktualności
przez obecnego oraz byłych dowódców 8. Flotylli Obrony Wybrzeża. O godz. 15.00 w Sali
Teatralnej Miejskiego Domu Kultury odbył się
Koncert Galowy Zespołu Reprezentacyjnego
Wojska Polskiego.
W przeddzień święta flotylli, w jej dowództwie, odbyła się zbiórka stanu osobowego
jednostki, na której został odczytany rozkaz
okolicznościowy z okazji Narodowego Święta
Konstytucji 3 Maja. Ponadto z okazji 50-lecia
flotylli wyróżniono żołnierzy i pracowników
wojska, którzy swoją działalnością włożyli
szczególny wkład w funkcjonowanie flotylli.
Świnoujska flotylla powstała 29 kwietnia
1965 roku. Trzon sił okrętowych flotylli stanowią okręty transportowo-minowe, trałowce,
niszczyciele min oraz okręt dowodzenia siłami
obrony przeciwminowej ORP „Kontradmirał
Xawery Czernicki”. Okręty stacjonują w Porcie
Wojennym w Świnoujściu i Gdyni. W 8. Flotylli Obrony Wybrzeża służy blisko dwa tysiące
marynarzy. Siły flotylli regularnie uczestniczą
w ćwiczeniach krajowych oraz w międzynarodowych manewrach na Bałtyku. Do zadań
8.FOW należy między innymi: obrona polskich
16
obszarów morskich oraz udział w obronie wybrzeża morskiego. Siły brzegowe flotylli stanowią dwie specjalistyczne jednostki stacjonujące
w Dziwnowie (8. Batalion Saperów, 8. Dywizjon
Przeciwlotniczy). Zabezpieczenie logistyczne
działań flotylli realizuje świnoujska Komenda
Portu Wojennego. Od 4 kwietnia 2014 roku flotyllą dowodzi kontradmirał Jarosław Zygmunt.n
Tekst: kmdr ppor. Jacek Kwiatkowski
Zdjęcia: chor. mar. Marcin Purman
www.armia24.pl
Chwała Saperom!
W
ykonując odpowiedzialne i niebezpieczne
zadania, w pełni zasługujecie na szacunek oraz uznanie w Siłach Zbrojnych, w społeczeństwie i w gronie sojuszników – podkreślił
generał dywizji Jerzy Michałowski podczas
centralnych uroczystości święta Wojsk Inżynieryjnych w Warszawie.
Uroczystości odbyły się 16 kwietnia przed
pomnikiem Chwała Saperom oraz przy Płycie Desantu Czerniakowskiego. Zastępca Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych
podziękował saperom za wytrwałość oraz
codzienną, rzetelną i pełną poświęceń służbę. Wyraził również uznanie za nieustanną
gotowość do wykonywania niebezpiecznych
zadań w kraju, podczas akcji rozminowania i
usuwania skutków klęsk żywiołowych, a także podczas służby w polskich kontyngentach
wojskowych.
Generał Michałowski słowa podziękowania
skierował również do rodzin żołnierzy Wojsk
Inżynieryjnych. Szczególne wyrazy uznania kie-
ruję do Waszych najbliższych, którzy dają Wam
niezbędne wsparcie, a jednocześnie najlepiej
znają smak Waszej służby.
Podczas uroczystości wręczone zostały
również medale, odznaczenia oraz dyplomy
uznania.
Kwiecień w Wojsku Polskim tradycyjnie
jest miesiącem Wojsk Inżynieryjnych, a 16
kwietnia Dniem Sapera, ustanowionym na
pamiątkę forsowania Odry i Nysy Łużyckiej
w dniu 16 kwietnia 1945 r. oraz w uznaniu
zasług w walkach z niemieckim najeźdźcą.
Dzień ten upamiętnia trud i poświęcenie
wszystkich pokoleń polskich saperów, także
tych powojennych, które przystąpiły do rozminowania i odbudowy Polski oraz tych, które
służą obecnie.
n
Tekst i zdjęcia: mjr Michał Romańczuk
Święto saperów z Niska
W
Garnizonie Nisko, 17 kwietnia odbyły
się uroczyste obchody Święta Wojsk
Inżynieryjnych – Dzień Sapera, połączone ze
świętem 16. Tczewskiego Batalionu Saperów.
Miasto Nisko od dawna znane jest z obecności w nim wojsk inżynieryjnych. Od lat stacjonuje tam 3. Batalion Inżynieryjny. W 2011
roku szeregi saperów, w kompleksie przy ulicy
Sandomierskiej, zasilił 16. Tczewski Batalion
Saperów, który po przeprowadzce z odległego Tczewa i zmianie struktury stał się największym batalionem saperów w kraju. Obecnie
Święto Wojsk Inżynieryjnych bataliony obchodzą wspólnie.
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 17
Wojsko polskie
aktualności – Święto saperów
Dzień rozpoczął pokaz sprzętu będącego
na wyposażeniu jednostek zorganizowany dla
dzieci i młodzieży z regionu. Można było wejść
do pojazdów, zobaczyć maszyny inżynieryjne, jakimi dysponują saperzy, sprzęt patroli
rozminowania i wiele innych. Swoje stoisko
i najnowszy sprzęt inżynieryjny pokazała też
Huta Stalowa Wola. Frekwencja dopisała, a
zainteresowanie dzieci pracą saperów było
ogromne.
O 12.00, na terenie jednostki, rozpoczęła się polowa Msza Święta. Główną część
uroczystości, czyli apel z okazji Święta Wojsk
Inżynieryjnych, rozpoczął meldunek złożony
przez dowódcę uroczystości majora Bogusława Semprucha – Zastępcę Dowódcy 3.
Batalionu Inżynieryjnego dla Dowódcy 21.
Brygady Strzelców Podhalańskich gen. bryg.
Wojciecha Kucharskiego.
Wśród przybyłych gości byli między innymi: Poseł Renata Butryn, przedstawiciel Szefostwa Inżynierii Wojskowej płk Artur Talik,
Szef Wojsk Inżynieryjnych 21 BSP mjr Ryszard
Demitraszek, przedstawiciele władz samorządowych z regionu, dowódcy jednostek wojskowych 21 BSP oraz komendanci instytucji
wojskowych a także rodziny żołnierzy i młodzież szkolna.
Po powitaniu gości przez Dowódcę Garnizonu Nisko ppłk. Zbigniewa Drożdżewskiego przyszedł czas na rozkazy i wyróżnienia.
Zgodnie z postanowieniem Prezydenta RP st.
szer. Piotr Sokal odznaczony został Gwiazdą Afganistanu. Żołnierzy odznaczono także
Srebrnymi Medalami za Długoletnią Służbę,
medalami Zasłużony dla Wojsk Inżynieryjnych oraz Zasłużonemu Saperowi WP. Wręczono ryngrafy oraz odznaki pamiątkowe
16 bsap. Ponadto mianowano na kolejne
stopnie wojskowe kilku żołnierzy rezerwy.
W swym wystąpieniu Dowódca 16 bsap ppłk
Marian Szymula przedstawił genezę obchodów święta oraz złożył życzenia wszystkim
saperom.
Po defiladzie, w której zaprezentowali się
saperzy z Niska, wystąpił zespół Mażoretek
Niżańskiego Centrum Kultury „Sokół”.
***
Minister Obrony Narodowej Decyzją z dnia
30 listopada 1992 r. polecił 47. Batalionowi
Saperów 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej w Tczewie przyjąć nazwę 16. Batalionu
Saperów. W 1994 roku społeczeństwo miasta
Tczewa ufundowało sztandar dla batalionu.
W kwietniu 2011 roku na mocy Decyzji
MON nastąpiła zmiana podległości batalionu.
Jednostkę podporządkowano Dowódcy 21.
Brygady Strzelców Podhalańskich. W dniu 1
października 2011 r. batalion pożegnał się z
Garnizonem Tczew i zmienił swoją dyslokację
na Nisko.
18
16. Tczewski Batalion Saperów realizuje zadania w ramach dwóch zasadniczych
funkcji: bojowej (wsparcia inżynieryjnego) i
reagowania kryzysowego. Pierwsza obejmuje
m.in. rozpoznanie inżynieryjne przeciwnika i
terenu, budowę i pokonywanie zapór inżynieryjnych, wykonywanie przejść w naturalnych
przeszkodach terenowych, przygotowanie
i utrzymanie dróg, urządzanie i utrzymanie
przepraw, rozminowanie terenu i obiektów
oraz maskowanie wojsk. Działalność w systemie reagowania kryzysowego dotyczy nie-
sienia pomocy gospodarce i społeczeństwu,
w tym: oczyszczanie terenu z przedmiotów
wybuchowych i niebezpiecznych, udział w
likwidacji skutków klęsk ekologicznych i żywiołowych.
16 bsap jest największym batalionem saperów w Wojsku Polskim.
16. Batalion Saperów przejął i z honorem
kultywuje dziedzictwo tradycji:
16. Batalionu Saperów 16. Pomorskiej Dywizji Piechoty (1919–1939). n
Materiał: kpt. Konrad Radzik
www.armia24.pl
Obchody Święta Wojsk Inżynieryjnych
– 2. Pułk Inżynieryjny
Warszawa – Włocławek – Gozdowie
16 kwietnia w Warszawie odbyły się centralne uroczystości święta Wojsk Inżynieryjnych
w Warszawie. W uroczystościach 2. Pułk Inżynieryjny reprezentował Dowódca Pułku płk
Marek Wawrzyniak wraz z delegacją.
Także 16 kwietnia we Włocławku odbyły
się Obchody 70. Rocznicy Forsowania Odry
i Nysy Łużyckiej oraz Święta Wojsk Inżynieryjnych – Dnia Sapera. Z tej okazji przy Pomniku
Sapera 3. Warszawskiego Pułku Pontonowego przy ul. Żytniej we Włocławku odbyły się
uroczystości związane z obchodami, których
organizatorami było Stowarzyszenie Saperów Polskich we Włocławku. W uroczystości
2. Inowrocławski Pułk Inżynieryjny reprezentowała delegacja pułku w składzie ppłk Artur
Gruszczyk, ppor. Grzegorz Przybylski i ppor.
Damian Grabski.
Historia ustanowienia Święta Wojsk Inżynieryjnych – Dnia Sapera, sięga 1945 roku,
kiedy to 16 kwietnia rozpoczęła się tzw. Operacja Berlińska. Święto Saperów ustanowiono
zostało Rozkazem Nr 105 z dnia 4 kwietnia
1946 roku Naczelnego Dowódcy Wojska Polskiego marszałka Michała Rolę-Żymierskiego
z okazji pierwszej rocznicy forsowania Odry
i Nysy. Święto zatwierdzono Zarządzeniem Nr
16 z dnia 16 lutego 1994 roku Ministra Obrony Narodowej wiceadmirała Piotra Kołodziejczyka w sprawie ustanowienia świąt rodzaju
wojsk, a następnie w 2013 roku potwierdzono
przez Ministra Obrony Narodowej Tomasza
Siemoniaka.
Podczas włocławskich uroczystości odbyła
się dekoracja sztandaru SSP we Włocławku
medalem Za zasługi dla Związku Kombatantów RP i byłych więźniów politycznych. Ponadto wręczono medale pamiątkowe oraz złożono wieńce i wiązanki pod Pomnikiem Sapera.
18 kwietnia w Gozdowicach n. Odrą pod
pomnikiem Chwała Poległym Saperom odbył
się uroczysty apel z okazji 70. Rocznicy forsowania Odry. W uroczystościach 2. Inowrocławski Pułk Inżynieryjny reprezentowała delegacja pułku w składzie ppłk Artur Gruszczyk,
ppor. Michał Porowski i kpr. Janusz Sołtysiak.
Również 18 kwietnia w ramach obchodów
święta w Gozdowicach odbył się również Bieg
Pamięci Narodowej pod patronatem Dowódcy 5. Pułku Inżynieryjnego im. Generała
Ignacego Prądzyńskiego – Szczecin Podjuchy.
Uczestnicy biegu uczcili w ten sposób pamięć
poległych saperów i pontonierów za wolność
ojczyzny podczas forsowania rz. Odry w 1945
roku. W biegu tym uczestniczyli także żołnierze 2. Pułku Inżynieryjnego w składzie: mjr
Robert Szociński, plut. Bartosz Balas, szer.
Mateusz Nowakowski oraz szer. Tomasz Golarz. Bieg rozgrywany był na trasie Gozdowice (Muzeum Pamiątek Wojsk Inżynieryjnych
I Armii Wojska Polskiego) – Stare Łysogórki
(Cmentarz Wojenny) – Gozdowice na dystansie 11,9 km. Ponadto reprezentanci naszego
pułku przed biegiem zwiedzili Muzeum Pamiątek Wojsk Inżynieryjnych, pokaz sprzętu
wojskowego oraz brali udział w uroczystościach przed Pomnikiem Sapera. n
Zespół prasowy 2. Pułku Inżynieryjnego
Chwała Saperom!
– 1. Brzeski Pułk Saperów
T
egoroczne Święto Wojsk Inżynieryjnych
– Dzień Sapera, w brzeskim garnizonie
obchodzony był w piątek 17 kwietnia.
Obchody, jak co roku, rozpoczęła Msza
Święta w kościele garnizonowym w Brzegu,
którą odprawił nowy kapelan brzeskiego
garnizonu ksiądz kapitan Sławomir Gadowski. Wspólnie z pocztem sztandarowym, dowództwem, żołnierzami i pracownikami Pułku we Mszy Świętej uczestniczył ewangelicki
duszpasterz wojskowy – ksiądz podpułkownik
Sławomir Fonfara oraz licznie przybyli parafianie. W tym szczególnym dla całej społeczności
saperskiej dniu nie mogło zabraknąć także
rodziców tragicznie poległego w Afganistanie
sapera brzeskiej jednostki – sierżanta Szymona Sitarczuka. Nowy proboszcz brzeskiej
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 19
Wojsko polskie
aktualności – Święto saperów
parafii wojskowej w swoich słowach skierowanych do zebranych podkreślił, że bycie
saperem to zawsze powinien być powód do
dumy i satysfakcji. Prosił także, aby w tak trudnej służbie i życiu prywatnym nie zapominać
o zwykłej ludzkiej życzliwości, której czasami
jest tak mało, a jest ona bardzo ważna w dzisiejszych czasach. Na zakończenie swojej
homilii życzył wszystkim żołnierzom Pułku,
aby każdego dnia niebezpiecznej i odpowiedzialnej służbie towarzyszyło przysłowiowe
żołnierskie szczęście, dobre zdrowie i poczucie dobrze spełnionego obowiązku.
Także w tym dniu żołnierze i pracownicy 1.
Pułku Saperów w obecności licznie przybyłych
gości spotkali się na uroczystej zbiórce jednostki. Wśród gości zaproszonych na obchody Dnia Sapera nie zabrakło przedstawicieli
władz województwa, powiatu i miasta. Tradycyjnie już obecny był starosta powiatu brzeskiego – pan Maciej Stefański oraz burmistrz
Brzegu – pan Jerzy Wrębiak. Jak co roku, na
uroczyste obchody saperskiego święta, przybyli także przedstawiciele wszystkich służb
mundurowych powiatu oraz instytucji współpracujących i sympatyzujących z brzeską jednostką. Wśród obecnych nie zabrakło byłych
dowódców i żołnierzy brzeskiej jednostki oraz
licznie przybyłych grupy dzieci i młodzieży.
Dla tych ostatnich w ramach Dnia Otwartych
Koszar przygotowano liczne atrakcje, w tym
możliwość poznania specjalistycznego sprzętu używanego, na co dzień nie tylko przez żołnierzy Pułku.
Dowódca Pułku, pułkownik Jan Pajestka,
w serdecznych słowach skierowanych do
wszystkich swoich podwładnych podziękował
im za poniesiony w ciągu ostatniego roku trud
i wysiłek związany z realizacją wielu zadań postawionych naszej jednostce. Podkreślił, że
znaczenie polskiego sapera nic nie straciło
na swojej randze, a w świetle wydarzeń za
wschodnią granicą Polski nabiera ono szczególnego znaczenia. Z okazji Święta Wojsk
Inżynieryjnych, Dowódca Pułku złożył żołnierzom i pracownikom wojska pułku serdeczne
podziękowania za dotychczasowe osiągnięcia
oraz życzył dalszych sukcesów zawodowych
i zadowolenia z wykonywanej pracy. Z tej okazji szef sztabu pułku podpułkownik Zdzisław
Pieniawski odczytał rozkazy okolicznościowe
wyróżniające żołnierzy i pracowników wojska,
którzy w szczególny sposób przyczynili się do
osiągniętych przez pułk sukcesów.
Wśród żołnierzy wyróżnionych przez Szefa
Zarządu Inżynierii Wojskowej DG RSZ złotym
medalem pamiątkowym Zasłużony saper WP
znalazł się podpułkownik Zdzisław Pieniawski – szef sztabu pułku. Brązowy medal przyznany został podpułkownikowi Arkadiuszowi
Prykowskiemu – dowódcy 1. batalionu inżynieryjnego oraz majorowi Krzysztofowi Dwo-
20
rzyckiemu – szefowi sekcji operacyjnej S-3
pułku. Brązowy medal Zasłużony dla Wojsk
Inżynieryjnych otrzymała pani Grażyna Mela.
Wieloletnią tradycją obchodów Dnia Sapera
w brzeskich koszarach jest nadanie szczególnie wyróżniającym się żołnierzom, w uznaniu
ich zasług podczas wieloletniej służby, honorowego tytułu Saper Roku. Laureatami tegorocznej edycji konkursu zostali: w korpusie
osobowym oficerów – podpułkownik Grzegorz Oskroba, w korpusie osobowym podoficerów – starszy chorąży sztabowy Andrzej
Chmiel, w korpusie osobowym szeregowych
– starszy szeregowy Kazimierz Potocki.
Dowódca Pułku, w uznaniu osiągnięć
w dowodzeniu i szkoleniu, wzorowym wykonywaniu zadań służbowych realizowanych na
rzecz jednostki oraz użytkowaniu środków
technicznych wyróżnił tytułem honorowym
Wzorowy żołnierz RP: podporucznika Janusza Sałatkiewicz, chorążego Artura Adasika,
starszego kaprala Sebastiana Adasika, starszego kaprala Przemysława Siedleckiego oraz
szeregowego Kamila Domagałę. Ponadto
znaczna liczba żołnierzy i pracowników pułku została wyróżniona listami gratulacyjnymi
ze zdjęciem wyróżnionego żołnierza na tle
sztandaru, urlopami nagrodowymi, pochwałami, dodatkowymi urlopami wypoczynkowymi
oraz nagrodami uznaniowymi.
Szczególnym momentem podczas dzisiejszej uroczystości było przekazanie na ręce
Dowódcy Pułku pucharu przechodniego
Szefa ZIW DG RSZ za zdobycie pierwszego
miejsca w zakończonych 15 kwietnia centralnych zawodach użyteczno-bojowych drużyn
rozpoznania inżynieryjnego. Puchar przekazał
dowódca drużyny kapral Krzysztof Mrowiec
z prośbą, aby znalazł on na najbliższy rok należne mu miejsce w sali tradycji Pułku. Zwycięska drużyna wystąpiła w składzie: kapral
Krzysztof Mrowiec, starszy szeregowy Szymon
Marszałek, starszy szeregowy Grzegorz Kołodziej, starszy szeregowy Marcin Szulakowski,
starszy szeregowy Grzegorz Bodzioch, szeregowy Rafał Kołodziej, szeregowy Marek Kowalczyk, szeregowy Sebastian Lipiński.
Uroczystą zbiórkę na placu apelowym
zakończyły występy działającej przy Klubie
1. Pułku Saperów Grupy Poszukiwań Twórczych „Inwencja” pod kierownictwem instruktor Andżeliki Skowronek. Swoje umiejętności
i najnowsze wyposażenie techniczne zaprezentowali także żołnierze batalionu wsparcia
inżynieryjnego oraz kompanii dowodzenia.
Po zakończonym pokazie delegacje żołnierzy Pułku i zaproszonych gości udały się pod
pomnik pamięci saperów poległych na polach
bitew. Pod pomnikiem złożono symboliczne
wiązanki kwiatów, wyrażając tym samym
www.armia24.pl
wdzięczność za bezgraniczne poświęcenie saperów dla dobra Ojczyzny i pokoju na świecie.
Obchody Dnia Sapera to także możliwość do zorganizowania i przeprowadzenia
Dnia Otwartych Koszar, dającego dzieciom
i młodzieży szansę poznania specyfiki służby
wojskowej. W tym roku przedsięwzięcie to
spotkało się z ogromnym zainteresowaniem
szkół i przedszkoli sympatyzujących z naszą
jednostką. Dodatkową atrakcją były zawody
sportowe, w których udział wzięli uczniowie
trzeciej klasy o profilu wojskowym z liceum
ogólnokształcącego numer II z Brzegu.
Oprawę muzyczną uroczystości zapewniła
Orkiestra Wojskowa z Bytomia. n
Tekst i zdjęcia: kpt. Jacek Obierzyński
Święto Wojsk Inżynieryjnych
w 2. Mazowieckim Pułku Saperów
17
kwietnia w 2. Mazowieckim Pułku Saperów odbyły się uroczyste obchody
Święta Wojsk Inżynieryjnych. Święto, które
obchodzimy 16 kwietnia, jest wydarzeniem
niezwykle ważnym dla wszystkich saperów.
W rocznicę forsowania Odry i Nysy Łużyckiej
w 1945 r., podczas której powodzenie operacji okupiło swym życiem tysiące żołnierzy
wojsk inżynieryjnych, jest symbolem oddania,
nieustępliwości i odwagi polskich saperów.
Uroczystości rozpoczęła msza polowa
z udziałem zaproszonych gości, byłych dowódców kazuńskiej brygady oraz zaprzyjaźnionych jednostek, weteranów i kombatantów, władz samorządowych i lokalnych oraz
dzieci z pobliskich szkół. Wśród honorowych
gości swoją obecnością zaszczycili saperów
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Obrony
Narodowej Wiceminister Maciej Jankowski
oraz Wiceprzewodnicząca Zgromadzenia
Parlamentarnego NATO, Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Jadwiga Zakrzewska.
Po przyjęciu meldunku o gotowości pododdziałów do uroczystości dowódca pułku
– pułkownik Adam Przygoda wraz Wiceministrem Maciejem Jankowskim zajęli miejsce na
trybunie honorowej. Zgodnie z wojskowym
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 21
Wojsko polskie
aktualności – Święto saperów
ceremoniałem odegrano Hymn Państwowy
i setki saperów wspólnie odśpiewało słowa
„Mazurka Dąbrowskiego”.
To przede wszystkim saperzy walcząc z żywiołami, ratują życie i mienie ludności cywilnej. Zawsze
są tam, gdzie oczekuje się ich pomocy – podkreślał profesjonalizm swoich żołnierzy dowódca
2. Mazowieckiego Pułku Saperów. Następnie
głos zabrał Wiceminister Maciej Jankowski.
Wojska inżynieryjne są jednym z najważniejszych
rodzajów wojsk we współczesnej armii. Od zarania dziejów po dzień dzisiejszy powinność saperska jest pełniona odpowiedzialnie z honorem
– podsumował dokonania saperów. Jak zawsze
w dniu naszego święta była z nami Wiceprzewodnicząca Zgromadzenia Parlamentarnego
NATO, Poseł na Sejm RP Jadwiga Zakrzewska,
która swoje przemówienie zakończyła słowami
Hymnu Saperskiego Czarno-czerwoni, rodzina
ma miła. Czarne to ziemia. Czerwona krew w
żyłach. Po krótkich przemówieniach okolicznościowych nastąpiło odczytaniu decyzji o
nadaniu odznaczeń oraz mianowaniach na
wyższe stanowiska służbowe.
Całość ceremonii zakończyła się defiladą
wojskową, którą poprowadził Szef Sztabu 2.
pułku saperów. Chwilę później, po odprowa-
dzeniu sztandaru przez kompanię honorową, rozpoczęła się kolejna część obchodów
Święta Wojsk Inżynieryjnych. Wśród atrakcji
był pokaz sprzętu specjalistycznego będącego na wyposażeniu pododdziałów. Ogromne
zainteresowanie wzbudzały potężne pojazdy,
maszyny, roboty i wyposażenie sapera. Nie
mogło zabraknąć również wojskowej grochówki, której zapach unosił się w powietrzu.
Równocześnie na hali sportowej pułku odbyły
się zawody sportowo-obronne dla młodzieży
szkolnej zorganizowane wspólnie z Towarzystwem Przyjaciół Twierdzy Modlin.
Tegoroczne obchody Święta Wojsk Inżynieryjnych pokazały, że współczesny saper
to żołnierz, na którego zawsze można liczyć.
Wyposażony w sprzęt specjalistyczny, doświadczony oraz w gotowości do działania
w kraju i poza jego granicami. Jednocześnie
żołnierz, który może być dumny ze swojej
służby. Chwała Saperom! n
Materiał: mjr Dariusz Urban
Święto Sapera 2015
– 5. pułk inżynieryjny
17
kwietnia 2015 r. w 5. pułku inżynieryjnym odbył się uroczysty apel z okazji
Święta Wojsk Inżynieryjnych.
Święto to, ustanowione na dzień 16 kwietnia na pamiątkę forsowania Odry, w tym roku
obchodzone jest w 70. rocznicę tamtych wydarzeń. Dowódca pułku płk dypl. Jacek Kwiatkowski odczytał okolicznościowe przemówienie, wspominając byłe pokolenia saperów,
w szczególności tych, którzy zapłacili krwią
22
podczas operacji, która siedemdziesiąt lat
temu otworzyła drogę do Berlina. Podziękował także żołnierzom pułku za ich codzienny
trud i ciężką wymagającą służbę, a najlepszym
wręczył medale i odznaczenia resortowe. Po
defiladzie zaproszeni goście oraz liczne delegacje młodzieży szkolnej zapoznali się ze
sprzętem i bronią będącą na wyposażeniu
5. pułku inżynieryjnego oraz obejrzeli pokaz
procedury zatrzymania oraz unieszkodliwie-
www.armia24.pl
nia przestępców, którzy próbowali zaatakować grupę saperów podczas rozminowania.
Po pokazie wszyscy mogli spróbować wyśmienitej wojskowej grochówki. n
Tekst: mł. chor. mgr Paweł Wyka
Zdjęcia: sierż. Wiesław Wieczorek
Dzień Sapera. Kwiecień miesiącem
Wojsk Inżynieryjnych. Wtedy także
świętują saperzy
C
orocznie dzień 16 kwietnia Wojska Inżynieryjne honorują wysiłek saperskich zmagań na frontach wojennych, a także dokonania w codziennej pokojowej służbie, uroczyście
obchodząc Dzień Sapera. Dla nas – żołnierzy
Wojsk Inżynieryjnych jest to dzień szczególny –
dzień upamiętniający ofiarność i bohaterstwo
saperów walczących i poległych w walkach za
Ojczyznę, dzień zadumy nad tymi, którzy odeszli z naszych szeregów na wieczną saperską
wartę, ale także dzień satysfakcji z naszych
osiągnięć, z rzetelnie wykonywanych zadań
i obowiązków. Takimi słowami po oficjalnym
przywitaniu gości dowódca batalionu podpułkownik Sławomir Szwemin rozpoczął
uroczystość. W tym roku batalion saperów
obchodził Dzień Sapera oraz Święto Batalionu 20 kwietnia.
W tym szczególnym dla saperów dniu
wśród zaproszonych gości nie mogło także
zabraknąć przyjaciół batalionu z Puław, historyków pana Zbigniewa Kiełba oraz Lecha
Marczaka. Kontynuując swoją współpracę
z jednostką na spotkaniu z żołnierzami oraz
młodzieżą i przedstawicielami miasta, udzielili bardzo dobrej saperskiej lekcji historii.
Pan Zbigniew Kiełb w zrekonstruowanym
mundurze ppłk. Stanisława Magnuszewskiego poprowadził wykład na temat tradycji saperskich. Przedstawił zarys historii 2. pułku
saperów kaniowskich, z którego swoje tradycje czerpie 2. stargardzki batalion saperów.
Dalsza część obchodów miała miejsce na
cmentarzu komunalnym, gdzie po odczy-
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 23
Wojsko polskie
aktualności – Święto saperów
taniu apelu pamięci poległych oraz salwie
honorowej nastąpiło złożenie wieńców oraz
zniczy pod obeliskiem saperów 12. Dywizji
Zmechanizowanej. Tym gestem, jak co roku,
została uczczona pamięć poległych saperów. Kończąc pierwszą część uroczystości
na Cmentarzu Komunalnym, żołnierze oraz
goście przeszli na plac apelowy jednostki
wojskowej.
Wśród zaproszonych gości znaleźli się:
Dowódca 12. Brygady Zmechanizowanej
pułkownik Dariusz Górniak, Szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego ze Szczecina
pułkownik Krzysztof Stachowiak, Dowódca
Garnizonu Stargard Szczeciński pułkownik
Krzysztof Król, Szef Wojsk Inżynieryjnych
12. Dywizji Zmechanizowanej podpułkownik Rajmund Giera, włodarze miasta, a także
dowódcy batalionów, oficerowie sztabu 12
BZ, oficerowie instytucji wojskowych, byli
dowódcy jednostki, honorowi i emerytowani żołnierze 2 bsap, przedstawiciele służb
mundurowych i instytucji cywilnych miasta
Stargard Szczeciński. Dowódcą uroczystości
rocznicowej był zastępca dowódcy batalionu
major Marek Niziołek.
Na placu apelowym stanęła kompania honorowa pod dowództwem kapitana Roberta
Włodarczyka oraz kolumny pododdziałów 2.
stargardzkiego batalionu saperów, a także
12. Brygady Zmechanizowanej. Uroczystości
towarzyszyło brzmienie Orkiestry Marynarki
Wojennej ze Świnoujścia. W tym szczególnym dniu dowódca batalionu, pragnąc podziękować żołnierzom oraz pracownikom
wojska za codzienną ofiarną służbę i pracę,
godną kontynuację wspaniałych tradycji,
wyróżnił odznaką pamiątkową: majora Marka Niziołka, kapitana Tomasza Jaskulskiego,
podporucznika Marcina Smusa, chorążego
Andrzeja Konowalczyka, chorążego Damiana
Kalupę, chorążego Aleksandra Pastuszaka,
sierżanta Gerarda Płaczka, starszego kaprala
Sebastiana Kaweckiego, starszego szeregowego Macieja Milasa, urlopami krótkoterminowymi, pochwałą, listem gratulacyjnym,
a także nagrodą uznaniową. Oprócz tego
puchary ufundowane przez starostę stargardzkiego otrzymała zwycięska drużyna
w zawodach użyteczno-bojowych pod dowództwem starszego kaprala Marcina Kilińskiego, a także najlepsi kierowcy „Dwunastki”: sierżant Mariusz Romanowski i starszy
szeregowy Maciej Milas. Swoje uhonorowanie miał także sztandar batalionu saperów.
W uznaniu przykładnej współpracy ze Związkiem Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej Polskiej, kultywowaniu tradycji 2. pułku saperów
kaniowskich, upamiętnianiu ważnych wydarzeń historycznych oraz podejmowanych na
rzecz patriotycznego wychowania młodzieży,
Prezes Zarządu Związku Oficerów Rezerwy
24
RP pułkownik rezerwy Alfred Kabata nadał
srebrny medal za zasługi dla Związku Oficerów Rezerwy RP.
Na komendę dowódcy uroczystości pododdziały ruszyły do defilady. Przed trybuną
honorową przemaszerowały kolumny żołnierzy oraz sprzęt wojskowy znajdujący się
na wyposażeniu 2. stargardzkiego batalionu
saperów.
Na uroczystości rocznicowe została zaproszona młodzież z klas mundurowych, a także
dzieci ze stargardzkich szkół i przedszkoli,
którzy okazali się najwierniejszymi fanami
saperów, wręczając im laurki przez nich przygotowane. Dla nich główną atrakcją wizyty
w jednostce wojskowej było oglądanie sprzętu wojskowego, takiego jak: MS-20 Daglezja,
Maszyna Inżynieryjno-Drogowa, Transporter Rozpoznania Inżynieryjnego, Pływający
Transporter Samobieżny, Hibneryt, Rosomak, sprzęt nurkowy oraz pojazdy strażackie i policyjne. Po zakończonym zwiedzaniu
mogli posilić się specjalnie przygotowaną
saperską grochówką.
W tym szczególnym dla saperów dniu miało również miejsce pożegnanie zasłużonego
dla batalionu podoficera sekcji personalnej
starszego chorążego Krzysztofa Piaseckiego,
który objął obowiązki służbowe w 12. Dywizji
Zmechanizowanej jako młodszy podoficer
specjalista w sekcji uzupełnień w wydziale
personalnym G1.
Mając takie tradycje i historię, saper to
żołnierz, który może być dumny ze swojej
służby. Chwała saperom i aby saper nie mylił
się nigdy.
n
Tekst: Judyta Młynarczyk, 2 bsap
Zdjęcia: straszy sierżant Adam Dobersztyn
www.armia24.pl
Obchody Święta Wojsk Inżynieryjnych
w Krośnie Odrzańskim
17
kwietnia 5. Kresowy batalion saperów uroczyście obchodził Święto
Wojsk Inżynieryjnych.
Obchody Święta Wojsk Inżynieryjnych
rozpoczęto od uroczystego apelu w porcie
rzecznym w Krośnie Odrzańskim. Apel poprowadził zastępca dowódcy 5. Kresowego
batalionu saperów (5 Kbsap) major Melchior
Opielewicz, rozpoczynając od złożenia meldunku dowódcy batalionu podpułkownikowi
Jarosławowi Szczypiorskiemu. W obchodach
święta udział wzięli żołnierze i pracownicy
batalionu, dowódca 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej (17 WBZ) generał
brygady Andrzej Kuśnierek, przedstawiciele
11. Dywizji Kawalerii Pancernej (11 LDKPanc)
z Żagania na czele z szefem wojsk inżynieryjnych pułkownikiem Andrzejem Sawickim,
przedstawiciele 44. Wojskowego Oddziału
Gospodarczego (44 WOG) oraz służb mundurowych: Policji, Straży Granicznej oraz
Straży Pożarnej. Władze samorządowe reprezentował zastępca starosty krośnieńskiego pan Grzegorz Świtalski, burmistrz Krosna
Odrzańskiego Marek Cebula oraz wójtowie
powiatu krośnieńskiego, a także przedstawiciele instytucji i stowarzyszeń działających na
terenie województwa lubuskiego.
W trakcie uroczystości wręczono żołnierzom wyróżnienia za dotychczasową działalność służbową. Podsumowano również
zawody użyteczno-bojowe 11 LDKPanc,
w których pierwsze miejsce zajęła kompania
saperów 5 Kbsap. Dowódca Wielkopolskiej
Brygady generał Andrzej Kuśnierek podziękował saperom za ich codzienny trud w realizacji zadań służbowych zarówno w kraju,
jak i poza jego granicami. W imieniu władz
samorządowych głos zabrał burmistrz Krosna Odrzańskiego Marek Cebula, podkreślając ważną rolę saperów i wojska dla lokalnej społeczności. Uroczysty charakter tego
spotkania podkreślała obecność Orkiestry
Wojskowej z Krakowa, która zaprezentowała
pokaz musztry paradnej. Goście mogli również obejrzeć sprzęt, który w swojej codziennej służbie wykorzystują żołnierze batalionu.
Apel zakończył się defiladom pododdziałów
5. Kresowego Batalionu Saperów.
Po zakończeniu uroczystego apelu w porcie rzecznym, kolejny etap obchodów Święta
Wojsk Inżynieryjnych odbył się w Klubie 5
bsap. Zaproszeni goście, żołnierze i pracownicy batalionu wzięli udział w koncercie Or-
kiestry Wojskowej z Krakowa. Zgromadzeni
goście w Sali Widowiskowej Krośnieńskiego
Klubu ciepło, z radością przyjęli muzyków. Po
Wspaniałym koncercie goście mogli posilić
się tradycyjną żołnierską grochówką. Całość
obchodów zakończył poczęstunek i saperska
biesiada, która odbyła się w parku przyległym
do klubu. n
Tekst: Paweł Wywrocki
Zdjęcia: Violetta Szlezynger, sierż. Tomasz Skorupski
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 25
WYDARZENIA
75-lecie bitwy o anglię
Konferencja „Piloci z Lubelszczyzny
w obronie Wielkiej Brytanii”
29 maja br. w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie odbyła się konferencja naukowa „Piloci z Lubelszczyzny
w obronie Wielkiej Brytanii”. Termin konferencji nawiązywał bezpośrednio do 80. rocznicy śmierci Stanisława Latwisa, twórcy
Marszu Lotników, oraz 75. rocznicy Bitwy o Anglię. Konferencja
w swoim założeniu miała nawiązywać również do przedwojennych tradycji lotniczych na Lubelszczyźnie oraz upamiętnić
lotników pochodzących z tego regionu, którzy tak jak inni polscy
żołnierze walczący w Bitwie o Anglię przyczynili się do pokonania Luftwaffe. Inicjatorem i współorganizatorem wydarzenia
było KAGERO Publishing.
Kamil Stopiński
W
ydarzenie to swoją obecnością
uświetniła Joanna Skalska – pochodząca z rodziny największego
polskiego asa myśliwskiego gen. pil. Stanisława Skalskiego. Na konferencję przybył
również kpt. Jacek Mainka, jedyny polski
pilot posiadający uprawnienia do pilotowania Spitfire’a, który w zeszłym roku, dzięki
staraniom KAGERO Publishing, przyleciał
tym legendarnym samolotem do Polski i odwiedził Dęblin oraz Port Lotniczy Lublin
w Świdniku.
W pierwszej części konferencji swoje referaty zaprezentowali: Agnieszka Cieślikowa z Instytutu Historii PAN w Warszawie
prezentująca historię przedwojennego czasopisma Ligi Obrony Powietrznej i Przeciw-
26
www.armia24.pl
gazowej „Ster” , a następnie Robert Gretzyngier z Fundacji Lotnictwa Polskiego, który
przedstawił sylwetkę por. pil. obserwatora
Stanisława Latwisa. Ostatnim prelegentem
w tej części konferencji był Waldemar
Wójcik opisujący rolę, jaką odgrywała Lubelszczyzna w procesie szkolenia bojowego pilotów tuż przed wybuchem II wojny
światowej.
Po przerwie nastąpił drugi panel konferencji, wtedy głos zabrał Jarosław Dobrzyński z Muzeum Lotnictwa w Krakowie opisujący losy polskich lotników, którym udało
się przedostać do Francji w 1940 r., by po
raz kolejny stanąć do walki tym razem na
obcej ziemi. Następny z prelegentów Marek
J. Murawski z KAGERO Publishing porównał siły oraz taktykę stosowaną przez Luftwaffe i RAF, które to starły się nad Anglią
w 1940 r. Referat Pawła Orłowskiego, który
niestety nie mógł przybyć na konferencję,
odczytał ks. Błażej Woczczek. Dotyczył on
postaci płk. pil. Zdzisława Krasnodębskiego – pochodzącego z Woli Osowińskiej,
pierwszego polskiego dowódcy Dywizjonu
Myśliwskiego 303, odznaczonego Krzyżem
Walecznych, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Orderem Virtuti Militari.
Trzecią część konferencji otworzył Krzysztof Kubala, omawiając losy płk. pil. Wojciecha
Kołaczkowskiego – urodzonego w Moszenkach na Lubelszczyźnie, dowódcy Dywizjonu
303. Następnie wystąpił Marek Rogusz, który
swój czas poświęcił na omówienie sylwetki
urodzonego w Chełmie por. pil. Arsena Cebrzyńskiego, który poległ w czasie swojego
pierwszego lotu bojowego w Dywizjonie
303 i został pochowany na angielskiej zie-
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 27
WYDARZENIA
mi. Następny wykład, autorstwa Grzegorza
Śliżewskiego, dotyczył postaci kpt. pil. Ludwika Paszkiewicza, pierwszego polskiego
asa poległego w czasie II wojny światowej,
odznaczonego Krzyżem Virtuti Militari oraz
Krzyżem Walecznych.
W ostatniej, czwartej, części Bożena Gostkowska opisała losy płk. pil. Witolda Łokuciewskiego, ostatniego dowódcy Dywizjonu
303 odznaczonego Krzyżem Virtuti Militari.
Na zakończenie serii wykładów gen. bryg. pil.
Ryszard Hać, dyrektor Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie, skupił się na przedstawieniu
sylwetki gen. bryg. pil. Stanisława Skalskiego,
któremu została także poświęcona projekcja
filmu dokumentalnego.
Po cyklu wykładów zaproszeni goście
udali się do Depułtycz Królewskich, gdzie
odbyła się uroczystość nadania imienia Antoniego Ostowicza laboratorium nawigacji
lotniczej. Odsłonięcia pamiątkowej tablicy
dokonali rektor PWSZ w Chełmie prof. dr
hab. Józef Zając, gen. bryg. pil. Ryszard Hać,
Wójt Gminy Chełm Wiesław Kociuba oraz
Joanna Skalska.
Goście mieli okazję zwiedzić wystawę
przygotowaną przez Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie poświęconą polskim pilotom walczącym w Bitwie o Anglię oraz gen.
pil. Stanisławowi Skalskiemu.
Ostatnim punktem programu konferencji było SPOTKANIE PRZY SAMOLOCIE,
które poprowadził Krzysztof Krawcewicz –
redaktor naczelny miesięcznika „Przegląd
Lotniczy”. Właściciel samolotu, Jacek Mainka, przedstawił historię wyprodukowanego
w 1939 r. Tiger Motha oraz swoje wrażenia
z latania tym wyjątkowym zabytkiem z czasów II wojny światowej pamiętającym Bitwę
o Anglię.
Organizatorami konferencji byli: KAGERO Publishing, Państwowa Wyższa Szkoła
28
Zawodowa w Chełmie, Fundacja Historia
i Współczesność oraz Fundacja Historyczna Lotnictwa Polskiego. Sponsorami:
KAGERO Publishing, Państwowa Wyższa
Szkoła Zawodowa w Chełmie, Instytut
Techniczny Wojsk Lotniczych i Navcom
Systems.
n
Zdjęcia:
Albert Osiński
www.armia24.pl
podejmij
wyzwanie…
Szkolenia Szybowcowe • Szkolenia Samolotowe • usługi transportowe
Aeroklub Świdnik, ul. Sportowa 17, 21-040 Świdnik, tel. 601 966 341, 81 468 54 00
www.aeroklubswidnik.com.pl •
Aeroklub-Świdnik
WYDARZENIA
XI międzynarodowa konferencja i wystawa
Przełomowym momentem dla rozwoju firmy Kongsberg
był zakup F-16 i związany z tym transfer technologii.
Polska też kupiła F-16 i mamy to, co mamy. Na zdjęciu
para norweskich F-16 [Fot. Morten Hanche/Forsvaret]
Nowoczesne technologie dla
bezpieczeństwa kraju i jego granic
Tak zatytułowaną konferencję zorganizował w połowie maja w stolicy Zarząd Targów Warszawskich.
Przybyli goście reprezentujący MON i władze, przemysł – w tym zagraniczny – Wojsko Polskie oraz
polską naukę wymieniali się poglądami nad znaczeniem i kierunkami modernizacji technicznej
Wojska Polskiego oraz wyzwaniami stojącymi przed Polską w zakresie bezpieczeństwa.
Adam M. Maciejewski
P
odzielona na cztery sesje dyskusyjne
konferencja starała się w przekrojowy sposób zaprezentować punkt
widzenia zaproszonych dyskutantów, aby
przybyli na konferencję mogli wysłuchać
jak najszerszego spektrum poglądów. Był
więc polityczny komentarz do przetargów,
postulaty Wojska Polskiego odnośnie potrzebnych zdolności operacyjnych, dyskusja o możliwościach polskiego przemysłu,
a także komentarz przedstawicieli zagranicznej zbrojeniówki. W tym względzie już
na wstępie warto zwrócić uwagę na wątek
wypowiedzi Martina Hilla, zastępcy szefa
NIAG, że inwestycje w nowe technologie
obronne to decyzje na kolejne 2–3 dekady i aby skutecznie kooperować w ramach
międzynarodowych programów i konsorcjów, trzeba być członkiem różnych
organizacji międzynarodowych jak EDA,
by pilnować swoich interesów. Natomiast
30
Panel otwierający konferencję, przemawia prezes ZTW S.A. Grażyna Ewa Karłowska [Fot. Marek Witecki, Zarząd
Targów Warszawskich S.A.]
www.armia24.pl
były zastępca ds. operacyjnych MDA Albert Hemphill podkreślał, że trzeba myśleć
zdolnościami obronnymi, a nie pojedynczymi systemami. Nie zawsze widać, aby
takiemu podejściu hołdowano w MON
albo Wojsku Polskim. Drugą stroną konferencji były dwa panele, które skupiały się na
międzynarodowym otoczeniu Polski i wynikających z tego konsekwencji dla bezpieczeństwa Polski. W pierwszym z tych
paneli przeważała narracja natury politycznej, podczas gdy w drugim przeważała
fachowa i chłodna analiza przedstawiona
przez przedstawicieli Sił Zbrojnych RP, czyli gen. broni Samola (dowódca MNC NE)
i wadm. Zarychtę (dowódca COM-KM).
Ciekawostką, na którą z pewnością czekało wiele osób, było wystąpienie płk. Marka
Malawskiego, kierującego jedną z najmłodszych struktur MON, czyli Inspektoratu
Implementacji Innowacyjnych Technologii
Obronnych.
Przesłanie do uczestników
Konferencję rozpoczęła, witając przybyłych,
prezes Zarządu Targów Warszawskich Grażyna Ewa Karłowska. Biorąc pod uwagę, że
tegoroczna konferencja była 11. z kolei, stanowi to na pewno powód do satysfakcji dla
organizatorów.
Następnie z orędziem Ministerstwa Obrony Narodowej wystąpił wiceminister Maciej
Jankowski, który zastąpił nieobecnego wicepremiera Siemoniaka. Odczytane przemówienie zawierało typowe elementy aktualnej
narracji rządowej dotyczącej nakładów na
obronność i wysiłków modernizacyjnych.
Można więc było usłyszeć o wprowadzeniu
w życie od przyszłego roku finansowania
budżetu MON na poziomie „co najmniej”
2% PKB, czy zapewnienie, że w latach 2013–
2022 na modernizację techniczną zostanie
wydanych ok. 140 mld PLN. Wiceminister
Jankowski, chyba niejako w ramach wyprzedzającego rozwiania wątpliwości co do
wykonalności tych planów, od razu przypomniał, że wydatki na ten cel w 2014 r. wyniosły 8 mld PLN, czyli niemal 100% zaplanowanych środków. Potem był standardowy
zbiór komunałów o zatroskanym o Polski
Przemysł Obronny, w tym miejsca pracy,
MON-ie. Jednak zarazem pryncypialnym,
jeżeli chodzi o dostęp do najnowocześniejszej techniki i harmonogram dostaw. Słowa
te nabierają humorystycznego wydźwięku
w kontekście rozstrzygnięcia programu
Wisła. Potem było parę słów o bezpieczeństwie Polski, którego wspomagają sojusznicy. Tutaj wiceminister Jankowski najwięcej
uwagi poświęcił oddziałom przysłanym
przez Waszyngton. A następnie skupił się
na przypominaniu najważniejszych wy-
siłków modernizacyjnych, rozpoczynając
od sprzętu dla Sił Powietrznych RP. Potem
było parę pochwał pod adresem ministerstwa dotyczących zakupu systemu Patriot,
wskazania na wybór śmigłowców H225M
Caracal jako potencjalnych wiropłatów
wielozadaniowych, których – wedle słów
wiceministra Jankowiaka – Polska do roku
2022 ma kupić 50 sztuk. Tutaj wiceminister
roztoczył świetlaną przyszłość przed Łodzią,
w której dzięki ulokowaniu montowni i serwisu Caracali w WZL-1 oraz kolejnej fabryki
silników, przekładni, skrzyń biegów, może
powstać tysiąc miejsc pracy. Jak widać, fakty i liczby podawane przez MON niezbyt
zgadzają się z tymi podanymi przez prezesa Airbus Helicopters (Co daje wybór Caracala przez MON?, ARMIA 5/2015). Poza
tym wiceminister czytał o programie Kruk,
modernizacji systemów dowodzenia, programie pancernym oraz modernizacji Marynarki Wojennej, jak również rozpoznaniu
obrazowym i satelitarnym – w tym zakupie
bezzałogowców.
Modernizacja techniczna
z punktu widzenia wojska
Pierwszą sesję konferencji poświęcono prowadzonej modernizacji technicznej i była
ona bardzo ciekawa, głównie ze względu na
dobór panelistów, jak i głoszone wnioski. Te
jednak sprawiały wrażenie paralelnej rzeczywistości wobec wyborów kierownictwa
MON. Głównym celem dyskusji miała być
rozmowa o rozwiązaniach systemowych,
a nie konkretnych rozwiązaniach technicznych czy modelach uzbrojenia. Jednak wyznaczenie takich granic spowodowało, że
zagadnienia omawiano na pewnym poziomie ogólności.
Szkoda, że w tym panelu nie brał udziału
nikt z cywilnego kierownictwa MON, a linię polityczną reprezentował prof. Stefan
Niesiołowski – w tym kontekście przede
wszystkim przewodniczący sejmowej
Komisji Obrony Narodowej. Prowadząca
dyskusję Maria Wągrowska z Rządowego
Centrum Bezpieczeństwa właśnie posłowi
Niesiołowskiemu oddała głos jako pierwszemu, zwracając uwagę, że w KON już
trwają dyskusje nad kolejnym programem
modernizacyjnym, przypadającym na lata
2017–2026 (czyli de facto będącego rewizją aktualnie obowiązującego, założonego
oryginalnie na lata 2013–2022). Przewodniczący Niesiołowski zwrócił uwagę na
znaczenie wzrostu wydatków na obronność do poziomu 2% od przyszłego roku
i stwierdził, że przyjęcie tej prezydenckiej
inicjatywy to ważne osiągnięcie. Po drugie
wyraził zadowolenie, że mimo różnic i sporów cechujących polskie życie polityczne,
prace sejmowej KON udowadniają, że
możliwe jest porozumienie ponad podziałami. Następnie prof. Niesiołowski przedstawił swój punkt widzenia na procedury
przetargowe, które ocenił bardzo pozytywnie. W przypadku śmigłowców, oferenci,
którzy przegrali mogą winić tylko samych
siebie i – jak podkreślił prof. Niesiołowski
– powinni pamiętać, że wynik przetargu
nie może ulec odwróceniu. Przetargi i programy modernizacyjne powinno przeprowadzać się szybko, gdyż inaczej dochodzi
do takiej patologii, jak w przypadku korwety typu Gawron, którą – jak powiedział
prof. Niesiołowski – budowano przez 12
lat. Trzeba lekko skorygować ten rachunek.
Gawron vel Ślązak jest (nie)budowany od
2001 r., czyli już przez 14 lat, z czego przez
ostatnie siedem jego budowy nie potrafią
dokończyć kolejne rządy Platformy Obywatelskiej, która przejęła władzę w 2007 r.
W sumie trzeba pogratulować prof. Niesiołowskiemu zdolności do partyjnej autorefleksji.
Następnie głos zabrał, reprezentując i zastępując nieobecnego Dowódcę Generalne-
Ważnym programem operacyjnym jest program pancerny, w tym programy Borsuk (nowy bwp) i Gepard (tzw. wóz
wparcia bojowego). Na zdjęciu platforma bojowa Anders w wersji bwp – ostatnia propozycja polskiego przemysłu,
która powstała „w metalu” [Fot. OBRUM]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 31
WYDARZENIA
go gen. broni pil. Lecha Majewskiego, szef
sztabu Dowództwa Generalnego Rodzajów
SZ gen. dyw. Ireneusz Bartniak. Większość
swojego przemówienia gen. Bartniak poświęcił na nakreślenie zadań DG RSZ
wynikających z reformy wprowadzającej
Nowy System Kierowania i Dowodzenia SZ
RP (ARMIA 7–8/2013) w zakresie funkcji
gestora uzbrojenia i sprzętu wojskowego,
także w czasie wojny i kryzysu, a nie tylko
pokoju. I tak np. na 43 gestorów uzbrojenia
i sprzętu wojskowego, 33 pracuje w ramach
DG RSZ. Przekłada się to na duży wpływ
DG RSZ na realizację programów operacyjnych. Wśród kluczowych programów,
gen. Bartniak podkreślił znacznie unowocześniania polskiej wielowarstwowej
obrony powietrznej, na którą będą składać
się systemy Pilica, Poprad, Piorun, Narew
i Wisła, które – cytując dalej słowa gen.
Bartniaka – zapewnią nowe możliwości
obrony przed pociskami manewrującymi
i balistycznymi. Choć biorąc pod uwagę
rozstrzygnięcia Wisły oraz wymagania
wobec przyszłego systemu Narew, trudno
sobie realizację takiego wielowarstwowego parasola obrony powietrznej wyobrazić.
Generał Bartniak uzmysłowił też znaczenie
przetargu na śmigłowce wielozadaniowe.
Przy obecnych środkach transportu powietrznego, 25 BKPow jest transportowana w miejsce operacyjnego przeznaczenia
w dwóch rzutach. Natomiast dzięki nowym
śmigłowcom, przetransportowanie wszystkich żołnierzy brygady będzie możliwe za
jednym razem w promieniu 300÷350 km.
Generał przedstawił też korzyści z wprowadzenia do linii czołgów Leopard 2 oraz
transporterów opancerzonych Rosomak,
jako kluczowych programów wzmacniania
potencjału bojowego Wojsk Lądowych. Nie
sposób jednocześnie zauważyć, że akurat
WLąd – biorąc pod uwagę ogrom stawianych przed nimi zadań – wciąż wymagają
bardzo dużych nakładów na nowe uzbrojenie. Dlatego cieszą zapowiedzi integracji
ppk Spike-LR z wieżami Rosomaków oraz
modernizacja artylerii, by mogła prowadzić ogień na odległość 40 km (lufowa/
rakietowa) i 250 km (rakietowa, w tym pociski taktyczne). Choć biorąc pod uwagę de
facto fiasko programu Krab/Regina w jego
pierwotnym kształcie oraz wciąż sporo pytań odnośnie ostatecznych rozstrzygnięć
w programie Homar, nie wiadomo, jakim
potencjałem bojowym będą w przyszłości
dysponować Wojska Rakietowe i Artylerii. Zamykając kwestię uzbrojenia WLąd,
gen. Bartniak wymienił polski program
tzw. żołnierza przyszłości, czyli Tytan, oraz
przyszłe nowoczesne zintegrowane systemy
dowodzenia i rozpoznania, w tym bezzałogowce klasy MALE. Jak wiadomo, bardzo
zaniedbanym rodzajem SZ jest Marynarka Wojenna, stąd warto było wysłuchać
z uwagą informacji na temat realizacji założeń Programu Operacyjnego Zwalczania
Zagrożeń na Morzu w latach 2013–2022
(oraz dalej do roku 2030). Tutaj uczestnicy konferencji mogli usłyszeć o środkach
rozpoznania i dowodzenia pozwalających
wykorzystać pełny zasięg oddziaływania
ogniowego Morskiej Jednostki Rakietowej
(MJR) i jej pocisków NSM, czyli do 200
km. Także w głąb Bałtyku, a nie jedynie
wzdłuż wybrzeża. Potwierdzone zostały
plany programu Orka, czyli nowych okrętów podwodnych z pociskami manewrującymi o zasięgu 1000 km.
Niewątpliwie bardzo ciekawym było
wystąpienie gen. bryg. Włodzimierza Nowaka, dyrektora Departamentu Polityki
Zbrojeniowej MON. I nie chodzi nawet
o bardzo przekrojowe i szczegółowe omówienie kluczowych programów modernizacyjnych, ale wnioski, jakimi podzielił
się gen. Nowak. Co istotne i godne uwagi,
Dyrektor DPZ MON gen. Nowak wymienił napęd rakietowy dla pocisku średniego zasięgu jako technologię, której „nikt nie chce nam dać” – nie jest to prawda, MBDA zaoferował
pełny transfer technologii pocisków Aster (na zdjęciu). MON wybrał inaczej [Fot. MBDA]
32
www.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Nowoczesne technologie dla bezpieczeństwa kraju i jego granic
gen. Nowak analizował programy z punktu widzenia zarówno potrzeb SZ RP, jak
i udziału polskiego przemysłu, czyli korzyści dla gospodarki, zarówno technologicznych, jak i ekonomicznych. Cennym
elementem wystąpienia dyrektora DPZ
MON było także zdefiniowanie „polityki
zbrojeniowej”, która funkcjonuje w obszarze wzajemnego oddziaływania takich
kwestii, jak sojusze polityczne, ekonomia,
wymagania operacyjne i interes rodzimego
przemysłu zbrojeniowego – zaplecza dla
polskiej armii. Próba spełnienia wszystkich
tych wymagań powoduje oddalenie się od
ekonomicznego wymiaru zakupu, jakim
są nadmierne koszty nowego sprzętu. Zatem polityka zbrojeniowa to nic innego,
jak znalezienie balansu pomiędzy wymaganiami operacyjnymi a ceną uzbrojenia
oraz pomiędzy sojuszami politycznymi
a udziałem polskiej zbrojeniówki. Swoją
drogą, rzadko się zdarza, żeby usłyszeć od
przedstawiciela MON, że obecne sojusze
stoją w sprzeczności z interesem polskiego
przemysłu ergo gospodarki, co chyba widać
na przykładzie programu Wisła. Cóż, takich mamy „sojuszników”, a przynajmniej
tego jednego wiadomego.
Następny passus wystąpienia gen. Nowaka odnosił się do tzw. zakresu ambicji, czyli
co polski rząd chciałby kupić, jaki transfer technologii by się z tym wiązał oraz co
mógłby dostarczyć przemysł krajowy lub
jakie zdolności technologiczne mógłby
rozwinąć w ramach transferu zagranicznej technologii. I w tym miejscu nastąpiła
najlepsza część prelekcji gen. Nowaka, gdyż
oparta na dwóch przykładach – już wdrożonego uzbrojenia dla MJR oraz programu
Wisła, którego rozstrzygnięcie MON sprzedaje, jako wielki sukces. Tymczasem gen.
Nowak scharakteryzował zakup systemu
Patriot jako dostawę z zagranicy z trzema
możliwymi scenariuszami – częściową
produkcją w kraju, częściową umową offsetową (niestety gen. Nowak nie wyjaśnił,
na czym polega procedura częściowego
offsetu łączonego z zakupem w trybie negocjacji międzyrządowych i jak to się ma
do obowiązującego w Polsce prawa) oraz
z transferem technologii brakującej w Polsce. I tutaj gen. Nowak wymienił napęd rakietowy dla pocisku średniego zasięgu, jako
technologię, której „nikt nie chce nam dać.”
I w tej wypowiedzi gen. Nowaka skupia się
jak w soczewce rezultat decyzji w programie Wisła: brak nowoczesnego transferu
technologii (monolityczne mikrofalowe
układy scalone na bazie azotku galu, technologia aktywnych radiolokacyjnych układów naprowadzania pocisków wraz z ich
napędem), brak udziału polskiego przemy-
Dla wiceprezesa Hagena z Kongsberga typową polską niszą jest radiolokacja. Na zdjęciu polski radiolokator TRS-15C,
element nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego Morskiej Jednostki Rakietowej [Fot. Arch. 12 SDZ]
słu w fazie B+R, brak swobody eksploatacji
w obliczu braku dostępu do technologii.
Za to mamy transfer pieniędzy polskich
podatników za Atlantyk. Choć konkurencyjne oferty w programie Wisła zawierały powyższe postulaty, zostały odrzucone
przez MON, jako zbyt ryzykowne.
Innym ciekawym aspektem prezentacji
gen. Nowaka był postulat konkurencyjności polskiej zbrojeniówki, która zasadniczą
część swoich dochodów generuje z eksportu
uzbrojenia, a nie zamówień własnego wojska. Jednak, aby uzyskiwać kontrakty eksportowe, potrzebne są nowoczesne technologie oraz wsparcie polityczne czy jak kto
woli dyplomatyczne. Ale polski państwowy
przemysł zbrojeniowy nie może uzyskać
ani środków na fazę B+R, ani wsparcia
w wysiłkach eksportowych ze strony rządu. Skutkiem polskiej polityki ostatniego
ćwierćwiecza jest utrata rynków eksportowych odziedziczonych po PRL oraz brak
inwestycji w polski przemysł zbrojeniowy,
co spowodowało zmniejszenie wachlarza
wytwarzanych w Polsce rodzajów uzbrojenia. W wielu przypadkach jest to już trwała
utrata takich zdolności ze względu na likwidację części bazy produkcyjnej. W zasadzie
w 2015 r. trzeba chyba mówić o odbudowie
zbrojeniówki niż jej modernizacji. Niemniej
gen. Nowak wspomniał o wspólnych wysiłkach czynionych razem z Polską Grupą
Zbrojeniową, która konsoliduje 80% rodzimego przemysłu obronnego, aby wielkość
eksportu zwiększyć (w przypadku PGZ ten
raczej musi przede wszystkim najpierw zaistnieć na zewnętrznych rynkach).
Generał Nowak wspomniał też o nowej
instytucji, jaką jest Inspektorat Implementa-
cji Innowacyjnych Technologii Obronnych
(I3TO), do zadań którego jeszcze wrócimy.
W skrócie nowy inspektorat ma analizować
najnowsze trendy techniczne pod kątem dostępnego w Polsce potencjału intelektualnego (kadr i technologii), by wskazywać te
warte inwestycji i rozwoju.
Perspektywa przemysłu
Następnie nadszedł czas na wystąpienia
reprezentantów przemysłu. Jako pierwszy
głos zabrał Hans Christian Hagen, wiceprezes ds. rozwoju biznesu w oddziale
Integrated Defence Systems spółki Kongsberg Defence Systems (głównego partnera
konferencji). Kierująca dyskusją Maria
Wągrowska zapytała na początku wiceprezesa Hagena o jego percepcję sytuacji
w Polsce. Gość z Norwegii rozpoczął od
faktu historycznego, czyli że Kongsberg
został założony w 1814 r., a następnie
przeskoczył do czasów współczesnych,
przedstawiając model rozwoju przemysłu
zbrojeniowego realizowany przez ostatnich
parę dekad w Norwegii oraz doświadczenia
jego firmy wyniesione z Polski. Kongsberg
w 50% jest spółką skarbu państwa. Obecnie 80% produkcji firmy jest eksportowane,
co biorąc pod uwagę niewielkie liczebnie
norweskie wojsko, nie powinno dziwić.
Ważnym etapem w historii Kongsberga
był zakup myśliwców F-16 w połowie lat
70. Wówczas w ramach offsetu Norwegia
otrzymała transfer technologii możliwy do
zaadoptowania przez tamtejszy przemysł
(czyli nie lotniczy). Prezes Hagen wymienił
np. technologię bezwładnościowych układów nawigacyjnych czy technologię napędów. W ten sposób najdroższy współczesny
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 33
WYDARZENIA
Panel dotyczący Ukrainy i IS, od lewej: Marek Siwiec, Krzysztof Liedel, Evren Müderrisoğlu, Bogusław Pacek, Małgorzata
Kosiura-Kaźmierska i Vitalii Stetsyk [Fot. Marek Witecki, Zarząd Targów Warszawskich S.A.]
norweski program zbrojeniowy pozwolił
rozwinąć technologicznie norweską zbrojeniówkę, czemu sprzyjały także zamówienia
i inwestycje rządowe. Z czasem Kongsberg
skupił się na określonych technologicznych
niszach, jak np. pociski kierowane (Penguin
kiedyś, NSM i JSM dziś – ten pierwszy kupiony swego czasu przez US Navy), obrona
plot., systemy łączności i dowodzenia. Polska też kupiła F-16 i drugą Norwegią to my
nie jesteśmy. Wiceprezes Hagen podkreślił,
że absorpcja technologii i jej wykorzystanie przez przemysł wymagają czasu (użył
sformułowania o „pakietach” technologii,
które można wykorzystać w sprzyjającym
czasie i w dogodny sposób) i należy skupić się na niszach. Dla wiceprezesa Hagena typową polską niszą jest radiolokacja.
Tym samym przedstawiciel Kongsberga
dołączył do sporej grupy przedstawicieli
zachodniego przemysłu zbrojeniowego,
dla których polskie kompetencje w konstruowaniu sprzętu radiolokacyjnego są
oczywiste i niepodważalne. Odwrotnie
niż dla urzędników z MON, niezmiennie
nieufnych wobec polskiej myśli naukowo-technicznej. Oczywiście wystąpienie wiceprezesa Hagena z czasem skupiło się na
systemie NASAMS, które Kongsberg razem
z koncernem Raytheon oferują w programie Narew i właśnie w toku jego realizacji
Kongsberg dostrzega szansę na długotrwałą współpracę z polskim przemysłem,
z wykorzystaniem doświadczeń z czasów
tworzenia nadbrzeżnych baterii uzbrojonej w pociski NSM. Warto zauważyć, że
w systemie NASAMS Kongsberg odpowiada za systemy dowodzenia i łączności, pod-
34
czas gdy Raytheon dostarcza radiolokator
i pociski rakietowe (część z nich, gdyż np.
Norwegia zainteresowana jest integracją
przeciwlotniczej wersji pocisków IRIS-T).
Następnie głos zabrał Michał Świtalski,
członek zarządu PGZ, który przedstawił
obecną sytuację grupy. Na 105 spółek 60
działa w obszarze przemysłu zbrojeniowego.
Łącznie PGZ osiąga 5 mld PLN przychodu,
choć nie podano, jaka jego część generowana jest właśnie przez spółki obronne.
PGZ chciałby uczestniczyć w modernizacji
technicznej, np. jako integrator programu
(samodzielna realizacja) w Narwi, jako odbiorca offsetu w programie Orka, jako lider konsorcjum i samodzielny producent
w przypadku programów Miecznik i Czapla oraz jak lider krajowego konsorcjum
z udziałem firm prywatnych w programach
rozpoznania obrazowego i satelitarnego oraz
w programach bsl Gryf i Zefir – częściowo
także opartych na offsecie. Choć oczywiście
to nie wszystko. PGZ jest lub chciałby być
zaangażowany w programy rozwoju artylerii, zintegrowane systemy dowodzenia
i kierowania środkami walki, nowy bwp,
nowy kołowy transporter opancerzony, wóz
wsparcia bezpośredniego itd.
Ostatnim panelistą w tej części konferencji był Olivier Conrozier, wiceprezes ds.
sprzedaży i strategii w Europie w firmie Thales. Przypomniał, że Thales w swej istocie
to firma zbudowana na międzynarodowej
kooperacji. Także w Polsce Thales zatrudnia już 250 specjalistów pracujących przy
międzynarodowych programach cywilnych
i wojskowych. Historia współpracy Thalesa
z polskim MON jest długa i zaczyna się od
transferu technologii NATO-wskiego systemu „swój-obcy”, a potem środków łączności (jeszcze w czasach Thomson-CSF),
co jak dotąd było jedynymi przypadkami
pełnego transferu technologii. Oferta Thalesa w programie Wisła była już na łamach
ARMII wielokrotnie przedstawiana. Technologie Thalesa obecne są także na okrętach
podwodnych typu Scorpène oferowanych
w programie Orka. Biorąc pod uwagę proponowany zakres współpracy przemysłowej
i badawczo-rozwojowej, oferty Thalesa w zasadzie są bezkonkurencyjne. Dobrze oddaje
to hasło marketingowe przytoczone przez
wiceprezesa Conroziera, że Thales to 3×T:
Technology (technologia), Track record (historia współpracy) i Trust (zaufanie).
Podsumowaniem pierwszej sesji konferencji była krótka wymiana opinii i spostrzeżeń dotycząca zaprezentowanych informacji. Dyrektor ITWL płk rez. prof. dr
hab. inż. Ryszard Szczepanik przypomniał,
że w Polsce brakuje środków na rodzime
prace B+R, na rozwój krajowych rozwiązań technologicznych, czego przykładem
są projekty ITWL, często nienależycie finansowane. Pojawiły się też głosy wątpiące w pełną realizację planów modernizacji
technicznej w wymiarze finansowym. Po
prostu dostępnych będzie mniej środków.
Generał Nowak przyznał, że wszelkie korekty będą wprowadzane w kolejnym cyklu
planistycznym, gdyż wszelkie plany tworzone są na podstawie szacunków. Pojawiły się też wątpliwości o realnej wysokości przyszłego budżetu MON. W czasach
współczynnika na poziomie 1,95% PKB,
SIPRI (Stockholm International Peace Research Institute – Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem)
szacował rzeczywiste polskie wydatki na
poziomie 1,65÷1,7% PKB („kreatywna
księgowość” b. ministra finansów Rostowskiego to zresztą tajemnica poliszynela).
Generał Nowak w imieniu MON zakwestionował te dane, podpierając się rozliczeniem finansowym za ubiegły rok, które
wskazuje, że środki wydano w całości.
Zagrożenia dla Europy: konflikt
ukraiński i islamiści
Druga sesja była już dyskusją o geopolityce i strategii niż uzbrojeniu i przemyśle.
Adekwatnie dobrani zostali też paneliści.
Dyskusję prowadził gen. dyw. w st. spocz.
prof. dr hab. Bogusław Pacek, a dyskutowali
Marek Siwiec (b. Szef BBN i b. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego),
płk Vitalii Stetsyk – jak przedstawiono z-cę
Szefa Głównego Centrum Dowodzenia SZ
Ukrainy, Małgorzata Kosiura-Kaźmierska
(z-ca Dyrektora Departamentu Polityki
www.armia24.pl
3000 m
55
00
m
Adam M. Maciejewski Nowoczesne technologie dla bezpieczeństwa kraju i jego granic
SPZR POPRAD
POPRAD jest przeznaczony do niszczenia celów powietrznych na małych i średnich wysokościach przy
użyciu samonaprowadzających się pocisków rakietowych. Zestaw jest przystosowany do współpracy
w systemie zautomatyzowanego kierowania obroną
przeciwlotniczą, skąd otrzymuje łączami cyfrowymi
wskazanie celów do zniszczenia.
PIT-RADWAR Spółka Akcyjna
tel. centrala 22 540 22 00
ul. Poligonowa 30, 04-051 Warszawa
[email protected], www.pitradwar.com
WYDARZENIA
Bezpieczeństwa MSZ), Evren Müderrisoğlu
(Radca Ambasady Turcji w Polsce) oraz dr
Krzysztof Liedel (Dyrektor Centrum Badań
nad Terroryzmem Collegium Civitas).
Głównym tematem tej sesji było porównanie wojny domowej w Syrii czy szerzej
fenomen funkcjonowania tzw. „państwa
islamskiego” (nazywanego IS/ISIS/ISIL)
oraz konfliktu na Ukrainie jako zagrożeń
dla pokoju w Europie i stabilności politycznej.
Ogólnie była to wymiana łatwych do
przewidzenia poglądów, niewnosząca niczego innego do dyskursu o sytuacji na
Ukrainie czy w Syrii i Iraku, prócz tego,
co można usłyszeć w zachodnich, w tym
polskich środkach masowego przekazu.
Oczywiście dyskutanci dokonywali pewnych rozróżnień. Dostrzeżono między innymi tę „subtelną” różnicę, że prezydent
Putin i IS to jednak nie takie samo w swej
naturze „zagrożenie” dla ładu światowego
– rozumianego domyślnie jako konsensus
waszyngtoński. I tak Marek Siwiec ubolewał nad kwestionowaniem przez Rosję
hegemonii Stanów Zjednoczonych (gen.
Pacek ad vocem wspomniał też w tym kontekście o Chinach). Konflikt na Ukrainie
sponsoruje Rosja, a IS według Marka Siwca
nikt nie sponsoruje. Rosja to zagrożenie
konwencjonalne militarnie dla Europy, a IS
terrorystyczne. Powstanie IS było możliwe,
gdyż na Bliskim i Środkowym Wschodzie
rozpadł się ład pokolonialny i dobrze funkcjonuje jedynie Izrael i Turcja. Natomiast
przeciągający się konflikt na Ukrainie można rozwiązać tylko poprzez reformy natury
gospodarczej i politycznej podejmowane
przez Kijów.
Pułkownik Stetsyk tłumaczył, z czego wynikają niepowodzenia sił kijowskich w Donbasie. Po pierwsze armia Noworosji – jak
określił siły lokalnych powstańców – liczy
ok. 30 tys. ludzi, w tym 15 grup batalionowych rosyjskiego wojska. Mają mieć do dyspozycji 700 czołgów (to ponad dwie rosyjskie dywizje pancerne, gdyby traktować te
szacunki na poważnie), zresztą nowy sprzęt
ma być dostarczany do Donbasu z Rosji cały
czas (padła liczba 2800 jednostek sprzętu
bez sprecyzowania jakiego). Podobno do
ataku po rosyjskiej stronie granicy czeka
kolejnych 45 batalionowych grup bojowych.
Na domiar złego na tyłach wojsk kijowskich
działają „terroryści” prowadzący wojnę
partyzancką. Pułkownik Stetsyk zapytany,
czy w takim razie obawia się pełnoskalowej ofensywy, odpowiedział, że nie. Będzie dochodzić do starć w skali taktycznej.
I dodał, że potrzebne są międzynarodowe
naciski ekonomiczne i polityczne na Rosję
oraz jak największa międzynarodowa pomoc dla Kijowa. Ekonomiczna i wojskowa
– w tym sprzęt celowniczo-obserwacyjny,
także nocny, środki łączności, pojazdy oraz
zagraniczne szkolenie. Zapytany o nastroje
społeczne i reakcje na przymusowy pobór
do wojska, gość z Kijowa odpowiedział, że
konflikt zjednoczył społeczeństwo, z poborem nie ma problemu, ochotnicy zgłaszają
się do Gwardii Narodowej (czyli batalionów
ochotniczych opłacanych przez oligarchów),
społeczeństwo jest zjednoczone wokół „europejskich wartości”, a władze w Kijowie
walczą z korupcją.
Stanowisko polskiego rządu reprezentowała Małgorzata Kosiura-Kaźmierska
z MSZ. I tak przybyli mogli usłyszeć, że
Jednym ze skutków wojny w Syrii są miliony uchodźców. Tylko do niespełna 4-milionowego Libanu uciekło ponad
1,3 mln ludzi. Tymczasem polski rząd „duma” nad przyjęciem raptem 300 rodzin syryjskich chrześcijan [Fot. Rafał
Hechmann/PAH]
36
Rosja to państwo wręcz dla polskiego MSZ
nieprzewidywalne, które podważa porządek światowy (czyt. konsensus waszyngtoński), jest z nią olbrzymi problem, bo ma
broń jądrową, silne siły konwencjonalne,
jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, na dodatek coraz śmielej poczyna sobie w Arktyce (od razu robi się raźniej
na duchu, wiedząc, że polski MSZ myśli
o wszystkim, także o Biegunie Północnym).
Natomiast IS to zagrożenie ograniczone
czasowo i geograficznie. Zagrożeniem są
oczywiście mieszkający w Europie islamiści, którzy wracają z Bliskiego Wschodu,
ale te środowiska można monitorować i inwigilować, a w Polsce nie mamy w ogóle
takiego problemu, nawet przy uwzględnieniu ruchu bezwizowego w ramach strefy
Schengen. Poza tym w opinii MSZ na
Ukrainie nie ma tzw. wojny hybrydowej,
ale klasyczne zaangażowanie sił zbrojnych
z Rosji, która się tego wypiera. Oczywiście Małgorzata Kosiura-Kaźmierska nie
podparła swoich tez żadnymi fizycznymi
dowodami.
Na kwestii zagrożenia ze strony IS skupili
się dwaj pozostali paneliści. Dyrektor Liedel postawił w wątpliwość prawdziwą siłę
„państwa islamskiego”, dowodząc, że jest to
twór bardziej propagandowy, posługujący
się współczesnymi mediami, by ukryć swoją
faktyczną słabość. Rzekoma siła IS to nic
innego jak instytucjonalny niedowład Syrii i Iraku. IS nawet na zajmowanych przez
siebie terenach nie jest w stanie ustanowić
w miarę funkcjonującej państwowości.
Zdestabilizowany Irak i Syria sprzyjają islamistom, którzy wykorzystują sytuację
w regionie.
Dość kompleksowe podejście zaprezentował Evren Müderrisoğlu. Jako prefigurację IS wskazał organizację DAESH
(ad-Dawlah al-Islāmiyah fīl-Irāq washShām, czyli w uproszczeniu ISIL po arabsku) i zaznaczył, że z Islamem nie ma to
nic wspólnego. Sąsiadująca z Syrią Turcja stoi przed poważnymi wyzwaniami,
przede wszystkim przed falą uchodźców,
których łączna liczba w regionie wynosi
4 mln osób. Problem z IS wziął się z nierozwiązanej kwestii Syrii. Turcja chciałaby
razem ze Stanami Zjednoczonymi szkolić
umiarkowaną opozycję „antyasadowską”.
Evren Müderrisoğlu pośrednio sugerował
obalenie władz w Damaszku, co metaforycznie porównał do osuszania bagna,
by zwalczyć komary, czyli IS. Jak zupełne
zdestabilizowanie Syrii, by stała się drugą
Libią, miałoby pomóc w walce z IS, turecki
dyplomata nie wyjaśnił.
Zresztą wielu interesujących, choć zapewne niewygodnych dla panelistów kwewww.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Nowoczesne technologie dla bezpieczeństwa kraju i jego granic
stii, które asekurancko przemilczeli, było
więcej. Zdawkowo potraktowano przyczynę wszystkich problemów na Bliskim
i Środkowym Wschodzie, czyli inwazję na
Irak przygotowaną i kierowaną przez Stany
Zjednoczone. Zwłaszcza Marek Siwiec powinien o tym pamiętać, jako prezydencki
minister przy Aleksandrze Kwaśniewskim,
który poprał agresję na Irak (bez mandatu
ONZ, a nawet bez wypowiedzenia wojny
i zgody Sejmu), okupację tego państwa oraz
udział Polski w całej tzw. wojnie z terroryzmem. Wojnie, w której prawdziwość
można obecnie wątpić. Paneliści słowem
nie zająknęli się o pomocy materialnej
płynącej dla islamistów z IS od salafickich
satrapii z Półwyspu Arabskiego. Nikt nie
zapytał, jak to możliwe, żeby „ochotnicy”
z Europy i nie tylko, w ogóle byli w stanie
dotrzeć na obszary kontrolowane przez IS.
Czyżby władze tureckie nie przeciwdziałały
takiej „turystyce”? A chętni do dołączenia
do IS na pewno nie wjeżdżają do Syrii
przez Izrael. Te same osoby, które krytykowały zaangażowanie Rosji na Ukrainie,
nie widziały żadnego problemu w obaleniu prezydenta Janukowycza czy próbach
obalenia prezydenta Asada. Jakiejkolwiek
krzty refleksji nad doprowadzeniem do
upadku Iraku i do śmieci ponad miliona
jego mieszkańców też u panelistów nie
było. W tym kontekście oskarżenia wobec
Rosji o łamanie porządku międzynarodowego brzmiały niepoważnie.
Kluczowe technologie
Trzeci panel dotyczył zagadnienia technologii potrzebnych z punktu widzenia modernizacji technicznej Wojska Polskiego.
Niejako w naturalny sposób stanowił
komentarz do pierwszej sesji i raczej
szkoda, że był od niej tak czasowo
oddzielony. Gdyż większość panelistów z początku konferencji już
ją opuściła. A byłoby ciekawie,
gdyby zechcieli się do niektórych
tez odnieść. Moderatorem trzeciego panelu był dr Mariusz Andrzejczak, który w swojej bogatej karierze
naukowej i zawodowej pełnił m.in. funkcję wiceprezesa ds. technologii i rozwoju
w spółce Bumar, a następnie w Polskim
Holdingu Obronnym. Wśród pozostałych
zaproszonych dyskutantów byli: I Zastępca
Szefa SG WP gen. dyw. dr inż. Anatol Wojtan, prorektor ds. rozwoju WAT prof. dr
hab. inż. Mariusz Figurski, prezes Polskiej
Agencji Kosmicznej prof. dr hab. Marek
Banaszkiewicz, wiceprzewodniczący Grupy Doradczej NATO ds. Przemysłu (NATO
Industrial Advisory Group, NIAG) Martin Hill, były wiceszef ds. operacyjnych US
Trzeci panel, od lewej: Mariusz Andrzejczak, Anatol Wojtan, Mariusz Figurski, Marek Banaszkiewicz [Fot. Marek Witecki,
Zarząd Targów Warszawskich S.A.]
Missile Defense Agency Albert Hemphill
(obecnie jeden z dyrektorów Parsons Government Services, PGS), Szef I3TO płk
Marek Malawski oraz dr hab. inż. Cezary
Szczepański – profesor Politechniki Wrocławskiej i prezes CSZ Consulting, przez
wiele lat zawodowo związany z polską zbrojeniówką (m.in. kierownicze stanowiska
w Bumarze i PIT). I to właśnie kończące
wystąpienie prof. Szczepańskiego było wisienką na torcie.
Skracając pierwsze wystąpienia do ich
samej esencji, można napisać, że gen Wojtan wskazywał na prymat czynników jakościowych nad ilościowymi w uzbrojeniu.
Polska powinna budować swoje zdolności
bojowe zgodnie z rolą, jaką chce wypełniać
Jedną z omawianych podczas konferencji zdolności operacyjnych i dostępnych w tym zakresie technologii były
rozpoznanie i łączność satelitarna. Wizualizacja wojskowego satelity komunikacyjnego Sicral 2 zbudowanego przez
Thales Alenia Space i Telespazio [Fot. Thales Alenia Space]
w NATO i UE. Powinno to być podstawą do
określania wymaganych zdolności operacyjnych. Trzeba dążyć, aby to polska nauka
i polski przemysł realizowały jak najwięcej
programów operacyjnych w ramach modernizacji technicznej SZ RP. Profesor Figurski
uzupełnił poprzednią wypowiedź o podkreślenie znaczenia przeprowadzania studium
wykonalności projektów dla ustalenia relacji koszt-efekt. Podkreślił też, że rozwój
zaawansowanych technologii obronnych
będzie nakręcał rozwój całej gospodarki.
Prezes PAK skupił się rzecz jasna na sobie bliskiej materii, jakim jest rozpoznanie
satelitarne, postulując budowę polskiego
satelity rozpoznawczego, zarówno do rozpoznania obrazowego (rozdzielczość obrazu rzędu 0,5÷0,7 m), jak i SAR. W ocenie
prof. Banaszkiewicza w Polsce już potrafimy
skonstruować 70% struktury takiego satelity. Inne programy, w które według prezesa
PAK warto inwestować to polski system
identyfikacji obiektów w kosmosie (polski
odpowiednik Space Situational Awareness)
oraz satelity łączności. W ocenie PAK możliwe są dwa scenariusze – narodowy program
kosmiczny z udziałem MON albo jeszcze
w tym roku ustalenie serii studiów wykonalności na poszczególne technologie kosmiczne.
Ciekawe były wystąpienia obu gości zagranicznych. Martin Hill tłumaczył istotę
funkcjonowania NIAG, przede wszystkim
fakt, że jest on reprezentantem przemysłu
(konkretnie Thalesa) odpowiedzialnym
za kontakty ze strukturami Sojuszu. Gdyż
NAIG to ciało przemysłowe, a nie polityczne. Chodzi o to, aby sprawnie funkcjonował mechanizm wymiany informacji między przemysłem a państwami
członkowskimi. W ten sposób mogą być
sporządzane wytyczne co do określonych
koncepcji i kwestii finansowych. Przemysł
informuje o swoich aktualnych możliwoARMIA • 5 (79) MAJ 2015 37
WYDARZENIA
ściach technologicznych, co pomaga zaplanować prace B+R, jeżeli chodzi o nowe
technologie, jak i o nowe technologie produkcji. Tylko stale trafnie określając własne
kompetencje, można zachować przewagę
w branży zbrojeniowej. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że wybierając określone ścieżki technologiczne, a rezygnując
z innych, można bezpowrotnie utracić
pewne zdolności, których późniejsze odtworzenie może okazać się nieopłacalne
lub niemożliwe. Wiceprezes Hill zwrócił
także uwagę na nowy trend w rozwoju
technologii. Obecnie w wielu dziedzinach
balans wyścigu technologicznego przesunął się z firm sektora obronnego do firm
nowych technologii, jak np. spółki teleinformatyczne. Jest to znak naszych czasów.
Podobnie jak współpraca ponadnarodowa,
polegająca na wspólnym uzgadnianiu wymogów technicznych, wymianie informacji
i konsolidacji przemysłów. W tym kontekście polityka Smart Defence czy Pooling &
Sharing to właściwa droga.
Wypowiadający się jako następny, Albert Hemphill poruszył przede wszystkim
tematykę, jaką także zajmuje się PGS. Zauważył, że zakup systemu Patriot jest raczej
początkiem drogi w budowaniu skutecznego systemu obrony powietrznej, niż jej
zwieńczeniem. Kluczową rolę odgrywa
architektura systemu, zwłaszcza systemy
C4ISR czy zintegrowany system symulacyjny. Potrzebne jest także własne główne
centrum operacji powietrznych, oparte
na własnych rozwiązaniach pasujących
do własnych potrzeb. Dostawca systemu
obrony powietrznej powinien takowy system budować razem z Polską, a nie tylko
dla Polski bez naszego udziału. W konsekwencji trzeba raczej mówić o połączonym
Wśród technologii, na których I3TO skupił swoją uwagę, jest system manewrujących celów poddźwiękowych. Na
zdjęciu odrzutowy cel powietrzny Jet-2 konstrukcji ITWL [Fot. ITWL]
systemie systemów niż tylko jednym systemie obrony powietrznej.
Sporą dawkę futurologii zaprezentował
płk Malawski kierujący wspomnianym
podczas pierwszej sesji I3TO. Nowy inspektorat funkcjonuje od roku. Celem
jego działalności jest monitorowanie innowacyjnych technologii do późniejszego
zastosowania, jak również inicjowanie
programów badawczych. Obecnie I3TO
skupił swoje wysiłki na kompozytach grafenowych, perowskitach (technologii ich
przemysłowej produkcji, zastosowania
np. w fotowoltaice), energii skierowanej
(broń mikrofalowa, laserowa), polskim
scalonym dwuzakresowym odbiorniku
nawigacji satelitarnej Galileo-GPS, technologiach terahercowych oraz systemie
manewrujących celów poddźwiękowych.
W wystąpieniu płk. Malawskiego zabrakło
chyba wyjaśnienia, co skłoniło MON do
powołania tak wyspecjalizowanej instytucji jak I3TO, a także dlaczego w zakresie
perspektywicznych technologii MON nie
może najwyraźniej liczyć na satysfakcjo-
Wadm. Zarychta podczas wystąpienia w trakcie ostatniej sesji konferencji. W tle siedzą gen. Samol i gen. Sowa [Fot.
Marek Witecki, Zarząd Targów Warszawskich S.A.]
38
nującą współpracę z Ministerstwem Nauki
i Szkolnictwa Wyższego albo Narodowym
Centrum Badań i Rozwoju.
To technologiczne marzenie senne zakończył prof. Szczepański, który sprowadził
wszystkich na ziemię, dokonując krótkiej
recenzji wybranych programów operacyjnych w kontekście obecnych możliwości
polskiego przemysłu zbrojeniowego. I tak
w przypadku programu obrony powietrznej
– Tarczy Polski – potrzebna jest zdolność
technologiczna w zakresie zintegrowanych
systemów dowodzenia, możliwość co najmniej serwisowania pocisków rakietowych,
kolejną kwestią jest dostęp do technologii
systemów transmisji danych (np. Link-16)
oraz rozwój technologii nowych stacji radiolokacyjnych, czyli włączenie się do prac B+R
realizowanych z partnerem zagranicznym.
Jest to warunek konieczny ze względu na
brak dostępu i doświadczeń w projektowaniu i produkcji układów mikrofalowych dla
anten aktywnych. Polski przemysł potrzebuje dostępu do takiej bazy elementowej. Jeżeli chodzi o projekty broni wysokoenergetycznej, to tutaj jedynym rozwiązaniem jest
udział w programach międzynarodowych
z przyczyn finansowych i technologicznych.
Do nowych sieciocentrycznych systemów
dowodzenia potrzebne są nowe systemy
łączności o zdecydowanie większej przepustowości transmisji danych, a będzie to
technologia potrzebna w każdym programie
– od Tytana, poprzez nowe pojazdy lądowe, poprzez bezzałogowce, po nowe okręty.
W przypadku nowej modułowej platformy
gąsienicowej (Borsuk/Gepard) brakuje nam
technologicznych zdolności w zakresie napędu, systemów uzbrojenia głównego (np.
produkcja samych luf, a ppk odpalane przez
przewód lufy to technologia zupełnie dla nas
nieosiągalna), aktywnych systemów obrony, nowoczesnych materiałów (nie chodzi
bynajmniej o wysublimowane technologie
grafenowe, ale o tradycyjne blachy ze stali
pancernej), czyli wszystkiego. W przypadwww.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Nowoczesne technologie dla bezpieczeństwa kraju i jego granic
WYDARZENIA
ku platform bezzałogowych największym
problemem będzie gotowy system, przede
wszystkim sensory (matryce najnowszej generacji do termowizorów) i układy transmisji danych. Te rozwiązania wymagają
sporych prac B+R, a więc i finansowania.
Podobnie jak alternatywne źródła zasilania
dla bezzałogowców powietrznych, lądowych
i pływających, np. ogniwa paliwowe. Kolejną
technologią jest zdolność bezzałogowców
do operowania w tzw. rojach, w tym mieszanych (np. powietrzno-morskich) w trybie autonomicznym (nawigacja, transmisja
danych). W przypadku nowych okrętów nawodnych i podwodnych powinniśmy szukać
możliwości udziału i współpracy w zakresie
wyposażenia pokładowego, celem powinien
być taki zakres polonizacji, aby te jednostki
można było obsługiwać w Polsce, a nie odsyłać je za granicę. W przypadku licencyjnej
budowy okrętów podwodnych, będzie konieczny transfer technologii stoczniowych.
Między Newport a Warszawą
Panel dyskusyjny zamykający konferencję
dotyczył rezultatów pierwszego roku najnowszej polityki NATO wobec obecnych
wyzwań. Dyskusję poprowadził gen. bryg.
rez. dr inż. Adam Sowa (w latach 2008–2012
zastępca dyrektora wykonawczego Europejskiej Agencji Obrony – EDA). Swoje wystąpienia zaprezentowali i głos zabierali gen.
broni Bogusław Samol, dowódca Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego
(Multinational Corps Northeast, MNC NE),
wadm. dr Stanisław Zarychta, Dowódca
Centrum Operacji Morskich – Komponentu
Morskiego (COM-KM) oraz gen. Pacek.
Generał Samol przedstawił specyfikę dowodzonego przez niego korpusu, sformowanego 15 lat temu razem z Danią i Niemcami.
Była to pierwsza (sztab w Szczecinie) struktura wojskowa NATO, która powstała w byłym państwie członkowskim Układu War-
Wadm. Zarychta pozytywnie ocenił polski udział w sojuszniczych ćwiczeniach. Na zdjęciu wadm. Zarychta razem
z oficerami COM-DKM podczas ćwiczeń Trident Jewel 2015 [Fot. COM-DKM]
szawskiego. I w zasadzie pozostała jedyną.
Obecnie w MNC NE zaangażowanych jest
14 państw, także Szwecja, w tym pięć wcześniej niezaangażowanych, m.in. Francja,
Turcja, Wielka Brytania. MNC NE został
uwzględniony w ramach ustaleń z ostatniego szczytu NATO w Newport (NATO Readiness Action Plan) i będąc najpotężniejszą strukturą na tym kierunku na szczeblu
korpusu, realizuje założenie regionalizacji
działań w ramach NATO. MNC NE swój
pełny potencjał osiągnie w czerwcu 2016 r.
Wiceadmirał Zarychta przedstawił pokrótce zadania COM-DKM, czyli przede
wszystkim operacyjno-taktyczne wykorzystanie sił na Bałtyku. Choć COM-DKM
angażuje się też w prace studyjne nad nowymi okrętami dla MW RP. W ramach
zadań realizowanych przez COM-DKM
jest też wzmocnienie współdziałania na
morzu z jednostkami Straży Granicznej,
reprezentacja bandery oraz wypełnianie
tzw. obecności na morzu, czyli inaczej
demonstracja siły. Wiceadmirał Zarychta nie ukrywał, że MW RP niecierpliwie
czeka na nowe okręty. Okazją do zbierania
Jednym z regionalnych zmartwień NATO jest rosyjska Flota Bałtycka, w tym jej okręty podwodne (na zdjęciu obie
jednostki pr. 877 Pałtus). Parę miesięcy temu Szwedzi szukali rzekomo takiego okrętu nieopodal Sztokholmu (znaleźli
tylko wyżłobienie w piachu na dnie), a ostatnio taki okręt idący w wynurzeniu na wodach międzynarodowych wprawił
w panikę wszystkich Łotyszy [Fot. RK WS RF „Zwiezda”]
40
cennych doświadczeń są ćwiczenia sojusznicze. Wiceadmirał Zarychta powiedział,
że jest zadowolony z polskich wyników
w sojuszniczych manewrach Steadfast Jazz
2013 (ARMIA 11/2013) oraz Trident Jewel
2015, w którym uczestniczyło 20 oficerów
z COM-DKM. W opinii wadm. Zarychty
choć nie były to działania na ocenę bardzo
dobrą, to udowodniły, że potrafimy wywiązać się z postawionych zadań.
Następnie wadm. Zarychta przedstawił
analizę sytuacji militarnej na Bałtyku. Lata
90. przyniosły redukcję wielkości marynarek państw nadbałtyckich, zmieniła się też
sytuacja geopolityczna. Choć rosyjska Flota
Bałtycka także podlegała redukcjom, to Rosja
w ostatecznym rozrachunku pozostała z najsilniejszym potencjałem w regionie. Bałtyk
nie jest najważniejszym akwenem z punktu
widzenia NATO, ale ruch na nim wynosi 70
tys. jednostek pływających rocznie. Dlatego
podejmowane są różne regionalne inicjatywy, jak np. Sea Surveillance Cooperation
Baltic Sea (SUCBAS), której celem jest monitorowanie wszystkich jednostek z niebezpiecznymi ładunkami na Bałtyku. Rosja nie
skorzystała z zaproszenia do SUCBAS i jako
jedyny kraj regionu nie jest członkiem tej
inicjatywy. Niewątpliwym faktem jest rosnąca aktywność Floty Bałtyckiej, choć nie
przybiera to tak dramatycznej formy, jak
sugerują sensacyjne doniesienia medialne.
Rosja wykorzystuje własne poligony morskie,
w tym ten koło Bałtijska do prowadzenia ćwiczeń, m.in. strzelań rakietowych, jak to miało
miejsce w przypadku testowych odpaleń pocisków manewrujących rodziny Club/Kalibr
z okrętów podwodnych. Rosyjska aktywność
jest po części demonstracją siły, gdyż czasami
nie jest wpisana w zaplanowaną działalność
szkoleniową.
Wiceadmirał Zarychta zakończył swoje
wystąpienie konkluzją, że MW RP nie ma
ambicji być potężną flotą, ale tak wyposawww.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Nowoczesne technologie dla bezpieczeństwa kraju i jego granic
żoną w nowe okręty, by móc uczestniczyć
w sojuszniczych działaniach. „Chcemy być
na szachownicy” – jak to ujął wadm. Zarychta.
Generał Sowa dodał, że transport morski
pozostaje najtańszym środkiem transportu,
więc Bałtyk to takie okno na świat, a do tego
dochodzi kwestia budowanego gazoportu
w Świnoujściu.
Na końcu głos zabrał gen. Pacek, który
a priori zaznaczył, że teraz wypowiada się
jako osoba prywatna. Odpowiadał w ten
sposób na pytanie gen. Sowy o własną ocenę szczytu w Newport. I tak tworzenie tzw.
szpicy NATO przebiega w dobrym tempie,
choć przydałaby się większa stała obecność
sił NATO we wschodnich państwach członkowskich Sojuszu (co zarazem stanowiłoby złamanie porozumień NATO z Rosją),
w tym stworzenie w Polsce magazynów
sprzętu przeznaczonego dla ewentualnie
przerzucanych sił. Dobrym sygnałem są
zmiany zachodzące w MNC NE. Jednak są
też symptomy niepokojące. Wśród nich gen.
Pacek widzi brak realizacji części postanowień z Newport. Nie ma w NATO wydatków na obronę na zadawalającym poziomie.
Zaledwie cztery państwa Sojuszu spełniają wymóg 2% PKB. I nie wszystkie rządy
zbrojenia traktują priorytetowo. Tymczasem Rosja zwiększa swój budżet obronny.
Tutaj konieczny jest komentarz. Tego typu
argument – o rosnącym procentowo budżecie obronnym Federacji Rosyjskiej bez podawania, jaki poziom finansowania należy
uznać za bazowy (niezbędny minimalny)
– jest demagogiczny. Przez okres Jelcynowskiej smuty Rosja nie finansowała należycie sił zbrojnych nawet na elementarnym
poziomie, więc po dekadzie zapaści, raczej
próbuje złapać równowagę i nadrobić zaległości, co wiąże się np. z konieczną wymianą generacyjną sprzętu, niż nakręca spiralę
zbrojeń. Inne zgryzoty gen. Packa to rozmieszczenie przez Rosję broni jądrowej na
Krymie – rzekome, bo nie ma na to dowodów, poza obecnością nosicieli takiej broni.
Kolejną jest sojusz rosyjsko-chiński. A także zjednoczenie społeczeństwa rosyjskiego
oraz rosyjska doktryna zakładająca możliwą
interwencję w sąsiednim kraju w przypadku destabilizacji jego sytuacji wewnętrznej. Jednak gen. Pacek jakoś nie dodał, że
to nie Rosja destabilizuje sąsiadujące z nią
państwa. Tak zwane „kolorowe rewolucje”
od Kijowa po Hongkong sponsorują Stany Zjednoczone. Kolejne wątpliwości gen.
Packa budziły relacje między UE a NATO
oraz, czy obie te organizacje są gotowe na
scenariusz podobny do ukraińskiego (czyli
w zasadzie jaki, chciałoby się zapytać?) na
Litwie, Łotwie i Estonii.
Jedyną międzynarodową jednostką NATO na terenie dawnego Układu Warszawskiego jest MNC NE dowodzony przez
gen. Samola. Na zdjęciu ćwiczenia Saber Strike 13 [Fot. MNC NE/SSGT Halec/POL A]
Generał Sowa dodał, że proces decyzyjny
w NATO nie jest dostosowany do wyzwań
tzw. wojny hybrydowej, brakuje strategii niskokonsensusowych. Generał Samol
dodał, że żadna wojna w historii nie była
prowadzona tymi samymi metodami. Aby
zwyciężyć, wojskowi muszą ściśle współpracować z politykami, bo przebieg konfliktu
zależy od decyzji polityków. W planowaniu
strategii wojskowej trzeba brać pod uwagę
wszystkie czynniki życia społecznego, politycznego, gospodarczego, kulturalnego itd.
(gen. Sowa rzucił w podobnym kontekście
zgrabny bon mot – „konflikty hybrydowe
rozwiązywać hybrydowymi metodami”).
Nie wolno skupiać się tylko na technologii,
zapominając o sztuce operacyjnej. Przykładem jest konflikt w Afganistanie, z którego
„wracamy na tarczy”. To chyba pierwsza tak
szczera ocena tej wojny ze strony wysokiego
dowódcy wojskowego.
Dużo koncepcji, mało technologii
Takim hasłem można podsumować całą
konferencję. Momentami niezwykle ciekawa, często obfitująca w trafne wnioski
i spostrzeżenia, jednak żadna z dyskusji nie
skupiła się na konkretnych rozwiązaniach
technicznych, w tym dostępnych lub potencjalnie dostępnych modelach uzbrojenia.
Ograniczono się do wskazywania potrzebnych kategorii sprzętu lub systemów.
Trafnie ujął to w swoim podsumowaniu
konferencji gen. Sowa, gdy powiedział, że celem modernizacji technicznej SZ RP powinno być rozbudowanie zdolności operacyjnych
wojska oraz budowa zdolności Polskiego
Przemysłu Obronnego, gdyż są to „dwa filary
bezpieczeństwa narodowego”. Generał Sowa
konkludował, że modernizacja i jej programy
operacyjne to kompromis pomiędzy dostarczeniem najnowocześniejszego i najtańszego
uzbrojenia wojsku, rozwojem polskiego przemysłu i polskiej myśli naukowo-technicznej
w kluczowych technologiach, budową niezależności w obsłudze i eksploatacji nowego
sprzętu i zarazem uzyskania optymalnych
zdolności operacyjnych wraz z budową potencjału odstraszania sił zbrojnych.
Jak widzimy, są to często postulaty wzajemnie sprzeczne i bardzo trudne do realizacji, nawet gdyby władza w Polsce rzeczywiście dbała o interes narodowy. Niestety
obecna polityka zakupowa MON jest tego
zaprzeczeniem.
Generał Sowa na zakończenie postulował
powołanie w Polsce odpowiednika EDA,
nawet nie chodzi o kolejną instytucję, co
model działania, w którym w ramach grup
projektowych współpracują ze sobą specjaliści ze strony wojska, przemysłu, nauki oraz
menadżerowie od rynku uzbrojenia.
Konferencja była ciekawą płaszczyzną
wymiany poglądów dotyczących kierunków polskiej polityki zbrojeniowej, a tym
zakupowej. Trochę zabrakło dyskusji nad celowością konkretnych programów lub sposobu ich realizacji. Choć wiadomo, że ewentualna zmiana profilu konferencji musi mieć
poparcie ze strony panelistów oraz mieścić
się w przewidzianym wymiarze czasowym.
n
Adam M. Maciejewski
Publicystyka dotycząca głównie uzbrojenia wojsk lądowych
oraz przemysłu obronnego. Zainteresowania obejmują też
rolę czynnika militarnego w stosunkach międzynarodowych
i teorii komunikowania masowego.
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 41
przemysł
oferta Airbus Helicopters
Co daje wybór Caracala
przez MON?
27 kwietnia w Warszawie, w tydzień po ogłoszeniu decyzji MON o wyborze śmigłowców H225M
Caracal, swoją konferencję prasową zorganizował Airbus Helicopters. W jej trakcie wszystkie
szczegóły oferty przedstawił przybyłym prezes firmy Guillaume Faury. Dotyczyły one zarówno
zalet płynących z zakupu Caracala, jak i szerszych planów odnośnie przyszłej obecności Airbus
Helicopters w Polsce.
Adam M. Maciejewski
P
rezes Faury rozpoczął od hasła, że
w Airbus Helicopters mówimy, co robimy, a następnie robimy to, co zapowiedzieliśmy. Po czym przestawił historię
Airbus Helicopters w pigułce. Szkoda, że
nie było nikogo z kierownictwa MON albo
rządu (poza łódzkim baronem PO Cezarym
Grabarczykiem – wtedy jeszcze ministrem
42
sprawiedliwości), wówczas mogliby zrozumieć, że Airbus Defence and Space to inna
firma niż Airbus Helicopters, choć ta sama
grupa przemysłowa. I tak prezes Faury przy
okazji sprostował nieprawdziwe informacje
płynące z MON, tłumacząc, że Airbus Helicopters to nowa nazwa, jaką od 2014 r. nosi
dawny Eurocopter. Firma powstała w 1992
r. z połączenia śmigłowcowego oddziału
francuskiej Aérospatiale i niemieckiego
MBB (Messerschmitt-Bölkow-Blohm).
Tak na marginesie można tutaj dodać, że
śmigłowcowy oddział MBB był wówczas
częścią niemieckiego DASA (Daimler-Benz
Aerospace AG), które w 2000 r. połączyło
się z hiszpańską spółką CASA i francuskim
Aérospatiale-Matra (producent pocisków
rakietowych, dziś część MBDA), tworząc
EADS, który w 2014 r. stał się Airbus Group. W jej skład wchodzi Airbus Defence and
Space powstały z połączenia spółek Airbus
Military, Astrium i Cassidian. Airbus Militawww.armia24.pl
Startuje H-36, jak w Brazylijskich Siłach Powietrznych
oznaczony jest Caracal. Jak widać, H-36 nie ma ani nowoczesnego systemu samoobrony, ani nowoczesnych
systemów obserwacyjnych – jest jedynie punkt mocowania dla głowicy optoelektronicznej. Zapewne tak będzie
wyglądać większość polskich Caracali [Fot. Sgt Rezendel/
Força Aérea Brasileira]
ry to działający w latach 2009–2014 oddział
EADS, produkujący wojskowe samoloty
transportowe. I to właśnie ten podmiot kupił zakłady PZL Warszawa-Okęcie, po prywatyzacji EADS PZL „Warszawa-Okęcie”,
część Airbus Military. Śledząc powyższe
losy formowania się zachodnioeuropejskiego przemysłu lotniczego, widać jak na
dłoni, że urzędnicy MON i politycy PO, gdy
stawiają znak równości między Airbus Helicopters i Airbus Defence and Space, to albo
nie wiedzą, co mówią, albo po prostu celowo
wprowadzają opinię publiczną w błąd. Suma
summarum, dotąd (stan na rok 2015 i nie
zmieni się to przez co najmniej najbliższe
dwa lata) Airbus Helicopters, dawny Eurocopter, nie ma w Polsce zakładu produkującego cokolwiek, co potwierdził sam prezes
Faury. Dodajmy dla porządku, że prezes
spółki, której częścią jest PZL Warszawa-Okęcie nazywa się Bernhard Gerwert. Po
tym wprowadzeniu dotyczącym przeszło-
ści przejdźmy do przyszłości, jaką planuje
w Polsce Airbus Helicopters.
Polska piątym filarem Airbusa?
Przynajmniej tak to widzi prezes Faury. Użył
sformułowania o piątym filarze (nie mylić
z kolumną), gdy mówił o rozszerzaniu wizji
europejskiego przemysłu aeronautycznego
o Polskę. Prezes Faury wspomniał o pierwszym kontrakcie na cywilne śmigłowce dla
Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, a teraz
rozpoczyna się okres współpracy na niwie
wojskowej. W tym kontekście prezes Airbus
Helicopters po raz kolejny wyjaśnił kwestię
właścicielską PZL Warszawa-Okęcie, kiedy
nazwał ten zakład częścią Airbus Defence
and Space – producenta samolotów. Natomiast wraz z Caracalem wchodzi do Polski
kolejna składowa Grupy Airbus, czyli producent śmigłowców. Dodał, że cała Grupa
Airbus chciałaby zwiększać swoją obecność
w Polsce, ale wielkość przyszłej produkcji zależy od wielkości przyszłych zamówień, polskich i eksportowych. Jak to ujął prezes Faury,
będzie czuł satysfakcję, gdy Polska w pełni
stanie się częścią Grupy Airbus, przynajmniej
ta część naszego kraju, która będzie zaangażowana w łańcuch produkcyjny Airbus Helicopters. Zobaczmy więc, o których miejscach
mowa i w jakim zakresie.
Łódź, Dęblin i…?
Część wypowiedzi prezesa Faury’ego zawierała w sobie pewną dawkę ogólności,
jak zapowiedź stworzenia pełnego „ekosystemu” wspierającego eksploatację i biorącego udział w pewnych obszarach projektowania i produkcji. Mniej więcej, jak
to ma miejsce we Francji, RFN, Wielkiej
Brytanii i Hiszpanii (fabryki śmigłowców
Airbus Helicopters zlokalizowane są tylko
we Francji i RFN, odpowiednio w Marignane i w Donauwörth). Ma to wiązać się ze
stworzeniem wysoce wartościowych miejsc
pracy. Polska będzie państwem w pełni
uczestniczącym w cyklu eksploatacyjnego
życia wyrobu.
Zaczynając od Łodzi, w mieście tym
(w oparciu o zakłady WZL-1) powstanie
linia montażu końcowego śmigłowców
H225M. Co ciekawe, terminarz wymagany przez MON wymaga według prezesa Faury’ego przyspieszenia prac nad
uruchomieniem linii montażowej. Z tego
też powodu pierwsza partia śmigłowców
H225M zostanie dostarczona z Marignane.
Ponieważ warunki stawiane przez MON
(szybki czas dostaw i jednocześnie stworzenie bazy produkcyjnej) są według prezesa
Faury’ego wzajemnie sprzeczne, dlatego
tylko ostatnie zamówione maszyny zostaną
Zakłady WZL-1 w Łodzi obecnie. Minie parę lat, zanim zmienią się w montownię H225M [Fot. WZL-1]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 43
przemysł
dostarczone z montowni w Łodzi. A Airbus Helicopters zmontuje później w Łodzi
liczbę śmigłowców co najmniej równą tej
zamówionej przez MON. Następnie w Łodzi będą montowane kolejne Caracale na
potrzeby zamówień eksportowych. Tutaj
pojawia się zawsze aktualne pytanie w tego
typu deklaracjach – jak oszacować wielkość przyszłych zamówień, poza już znanym portfolio zamówień eksportowych.
A H225M nie jest tanim śmigłowcem, więc
popyt na taką maszynę jest ograniczony.
Zresztą do kwestii ceny jeszcze wrócimy.
MON oczekuje pierwszych śmigłowców
w 2017 r. – stąd wspomniany import. Natomiast linia montażu końcowego powstanie
w przeciągu dwóch lat od podpisania kontraktu, więc w 2018 r. ma zostać dostarczony pierwszy w pełni zmontowany w Łodzi
śmigłowiec. Umożliwi to bardzo duże doświadczenie, jakie ma Airbus Helicopters
w przypadku Caracala, gdyż analogiczną
koncepcję wdrożono w Brazylii. W Polsce
ma być szybciej, bo wykorzysta się tamte
doświadczenia.
Linia montażu końcowego powstanie
wspólnie z WZL-1, gdyż nie będzie to zakład należący do Airbus Helicopters, tylko spółka joint-venture zawiązana z państwowym WZL-1. Pracę z tytułu montażu
H225M w Łodzi uzyska trzysta osób (można tę wartość skonfrontować z szacunkami
podawanymi przez kierownictwo MON).
Część łódzkiej załogi pojedzie na szkolenie do Marignane i weźmie tam udział
w produkcji części śmigłowców. Następnie ci inżynierowie i robotnicy wrócą do
Łodzi by uczestniczyć w montażu reszty
maszyn w WZL-1. Prócz montażu końcowego, łódzkie zakłady będą zaangażowane w podtrzymanie eksploatacji polskich
Caracali, głównie w zakresie obsługi technicznej. W dalszej perspektywie, intencją
Airbus Helicopters jest, by linia montażowa
funkcjonowała dalej, docelowo by mogła
montować też inne „wyroby”, gdy nabierze
odpowiedniego doświadczenia produkcyjnego.
Jeżeli chodzi o filię zakładów WZL-1
w Dęblinie, to prezes Faury powiedział
jedynie, że Turbomeca umieści w tych zakładach linię montażu końcowego silników
Makila 2A1.
Powyższe kwestie wynikają z zobowiązań
offsetowych związanych z przetargiem, natomiast Airbus Helicopters zapowiada też
inne inwestycje w Polsce, które nie wynikają z wymagań MON i mają być dowodem
dobrych intencji i zaangażowania Airbus
Helicopters.
Pierwszą z takich inicjatyw jest biuro konstrukcyjne spółki, otworzone w tym roku
44
Linia montażowa Caracali w brazylijskich zakładach Helibras, coś podobnego powstanie w WZL-1 [Fot. Airbus Helicopters/Stephane Chery]
w Łodzi (ARMIA 4/2015), które da zatrudnienie setce polskich inżynierów.
Kolejne przedsięwzięcie Airbus Helicopters jest już poważniejsze i zakłada wybudowanie w Polsce fabryki produkującej części
dynamiczne: przekładnie, układy sterowania, wirniki (względnie ich części jak głowica, wał napędowy).
Twa wybór miejsca, gdzie mogłaby powstać ta fabryka. Wówczas decyzji jeszcze
nie było. Łódź jest jedną z możliwości,
ale nie jedyną. Kolejnym rozpatrywanym
miastem jest Radom. Sytuację w przypadku Radomia prezes Faury określił
jako rozwojową (można się domyślać, że
premier Kopacz bardzo na Radomiu zależy). Przyszła fabryka będzie produkować
na potrzeby nowych zamówień oraz jako
źródło części zamiennych do wcześniej
wyprodukowanych śmigłowców. Wytwarzane podzespoły nie będą przeznaczone
jedynie dla H225M, ale dla różnych modeli
wojskowych i cywilnych. Będą to części
przeznaczone na eksport. Co dokładnie
i w jakiej liczbie będzie produkowane,
zależy od technologii, jaką będzie zakład
dysponował. Produkcja ma nie być podporządkowana pod z góry ustalone modele śmigłowców. Fabryka ta ma na siebie
zarabiać, czyli być typowo komercyjnym
przedsięwzięciem. Tak samo zresztą jak
wspominane biuro projektowe.
Druga fabryka ma być uruchomiona
w najkrótszym możliwym terminie. Prezes Faury nakreślił przykładowy harmonogram – budowa fabryki trwa przeważnie rok, jej wyposażenie zabierze 6–12
miesięcy, a produkcja ruszy w 2–3 lata od
rozpoczęcia budowy. Czas zweryfikuje te
deklaracje. Tym bardziej, że prezes Faury
powiedział też, że nie ma na razie żadnej
daty zobowiązującej, choć zapotrzebowanie na taki zakład ze strony Airbus Helicopters jest.
Miejsca pracy i finanse
Prezes Faury uchylił się od podawania jakichkolwiek, nawet szacunkowych wartości
powyższych inwestycji, mówiąc, że jest to
niezgodne z polityką Grupy Airbus.
Kończąc ten wątek, należy jeszcze powiedzieć, ile miejsc pracy powstanie dzięki
wyborze Caracala przez MON. Wspominane już 300 miejsc pracy w WZL-1 i 100
w łódzkim biurze wpisuje się w liczbę 1250
miejsc pracy, które powstaną bezpośrednio
w związku z działalnością Airbus Helicopters w Polsce. W ocenie prezesa Faury’ego,
realizacja powyższych zobowiązań stworzy
jeszcze kolejne 2000 miejsc pracy w Polsce,
choć metodologia takiego wyliczenia, ani
dokładana definicja pośredniego miejsca
pracy (w tym kontekście wspomniano np.
o współpracy Airbus Helicopters z polskimi uczelniami) nie została podana. Te
1250 miejsc pracy ma powstać do 2020 r.
Jak sytuacja będzie wyglądała z upływem
lat, nie wiadomo. Prezes Faury wielokrotnie podkreślał, że wejście Airbus Helicopters do Polski to wieloletnie zobowiązanie,
jakie biorą na siebie. Ich zaangażowanie
w Polsce nie skończy się wraz z realizacją
kontraktu, tylko będzie trwać dalej, a liczba
miejsc pracy w długiej perspektywie zależy
www.armia24.pl
Adam M. Maciejewski Co daje wybór Caracala przez MON?
INSTYTUT TECHNICZNY WOJSK LOTNICZYCH
ul. Księcia Bolesława 6, 01-494 Warszawa, skr. poczt. 96
tel.: 261 851 300; tel./faks: 261 851 313
www.itwl.pl
e-mail: [email protected]
przemysł
od wielkości zamówień na wyroby Airbus
Helicopters.
Jak już zostało wspomniane, prezes
Faury odmówił dyskusji o pieniądzach.
Ograniczył się do stwierdzenia, że wartość
inwestycji w Polsce będzie adekwatna do
zgłoszonych oczekiwań. Odmówił też skomentowania wartości zakupu 50 H225M,
w tym kwoty 13 mld PLN, którą wymienił minister Mroczek. Francuskie media
szacują wartość kontraktu na ok. 2,5 mld
EUR, czyli nieco ponad 10 mld PLN. Przekłada się to na cenę średnią 50 mln EUR
za egzemplarz, trzy razy więcej niż cena
fabrycznie nowego Mi-17W-5, by widzieć
to w jakimś neutralnym kontekście.
Choć na konferencji prasowej nie było
o tym mowy, to warto odnieść się do wątku
rzekomych 3% udziałów w Airbus Group,
jakie miał rzekomo objąć Skarb Państwa.
Takowa oferta miała wyjść ze strony władz
francuskich. Jednak jeszcze tego samego
dnia można było uzyskać oficjalne dementi
francuskich władz. Jest to plotka zrodzona
w Polsce. Nigdy nie było takiej oferty. Pytania rodzą się przy analizie struktury akcjonariatu Airbus Group, w której akcje własne
to 0,1%, 74% podlega wolnemu obrotowi
wśród inwestorów indywidualnych, a pozostałe prawie 26% należy do francuskiego
skarbu państwa (10,9%), niemieckich inwestorów publicznych (10,9%) i hiszpańskiego
skarbu państwa (4,1%). Gdyby Polska miała
otrzymać 3% (od kogo i w jakim trybie?), to
pozostali udziałowcy publiczni musieliby
dostosować swój poziom zaangażowania
w akcje i nie wiadomo, co Polsce miałoby
dać te 3% udziałów, bo raczej nie realny
wpływ na funkcjonowanie Airbusa. Dywidenda też raczej nie kusi (1,2 EUR za akcję
za ubiegły rok).
H225M i NH90 w tle. W przypadku zastępowania śmigłowców rodziny Mi-17 zachodnią dużą maszyną, bardziej zasadne
byłoby rozpatrzenie zakupu albo właśnie NH90, albo AW101 [Fot. J-J Chatard/Dicod]
zadaniowych przeznaczonych dla wariantu
morskiego.
Poruszony też został temat programu
Kruk. Airbus Helicopters traktuje oba
przetargi za oddzielne postępowania. Jednak zaletą jest synergia potencjałów obu
konstrukcji, zatem wybór śmigłowca Tiger
z punktu widzenia Airbus Helicopters wydaje się logicznym posunięciem po uprzednim wyborze Caracala. Tiger i Caracal są
względem siebie interoperacyjne, wzajemnie potęgują własne możliwości bojowe oraz
wykorzystują analogiczne oprzyrządowanie
Pytania na przyszłość
Caracal – śmigłowiec i jego wersje
Prezes Faury poświęcił też trochę czasu na
udzielenie pewnych informacji dotyczących
wersji Caracala dla Wojska Polskiego. Oczywiście prezes Airbus Helicopters, jako były
inżynier prób w locie oraz główny inżynier
w programie rozwoju tego śmigłowca, zapewnił, że Caracal to najlepsza konstrukcja
w swojej klasie. EC725/H225M od początku
powstawał jako maszyna dla sił specjalnych
i we współpracy z nimi. Wynikiem takiej
ścieżki rozwojowej jest stopień dostępności
wymaganych przez MON wersji. Wersja
CSAR (i SAR) jest już eksploatowana, tak
samo jak standardowa wersja transportowa.
Problemem jest wielozadaniowa pokładowa
wersja morska Caracala, która dopiero jest
opracowywana wedle słów prezesa Faury’ego. Na razie istnieje latająca platforma testowa na bazie H225M dla różnych systemów
46
i procedury od jednego producenta. Możliwości, jakie daje jednoczesne użycie obu
tych śmigłowców, dowiodły działania m.in.
w Afganistanie czy Mali.
Wątek techniczny zakończyła uwaga dotycząca przewidywalnej przyszłości H225M.
W opinii prezesa Faury’ego przed H225M
są 2–3 dekady komercyjnej kariery. Biorąc
pod uwagę dojrzałość rozwiązań konstrukcyjnych H225M, to żadne nowe rozwiązania – kolejnego pokolenia – na pewno nie
będą dostępne wcześniej niż przed końcem
kolejnej dekady. Zarazem intencją Airbus
Helicopters jest to, by Polska dołączyła do
rozwiązań, które będą oferowane w ramach
następnej generacji, ale trudno teraz mówić
o jakiś konkretach.
Podczas konferencji nie było w ogóle mowy
o współpracy z innymi polskimi spółkami
i podmiotami branży obronnej, jak np. ZM
Tarnów, Mesko czy ITWL. Nie mówiono nic
o wyposażeniu i awionice poszczególnych
wersji, a MON w tej kwestii milczy. Teraz
chyba trzeba czekać przede wszystkim na
podpisanie kontraktu i dalszy rozwój wypadków. Weryfikacja realizacji wszystkich
punktów oferty będzie możliwa za parę lat.
Podobnie jak całościowy bilans wyboru
H225M.
Pokładowy km FN MAG francuskiego Caracala. H225M
na testach w Polsce mają zagraniczne uzbrojenie. Polski
przemysł może dostarczyć broń strzelecką i npr-y, zobaczymy co na to MON [Fot. A.Jeuland/Armée de l’air]
n
Adam M. Maciejewski
Publicystyka dotycząca głównie uzbrojenia wojsk lądowych
oraz przemysłu obronnego. Zainteresowania obejmują też
rolę czynnika militarnego w stosunkach międzynarodowych
i teorii komunikowania masowego.
www.armia24.pl
na lądzie
wyposażenie indywidualne
Szyny Picantinny są idealne do montażu kolimatorów
i latarek [Fot. CAA Tactical]
najstarszego modelu AK do współczesnych
realiów można realizować za pomocą modyfikacji. To rozwiązanie wiele tańsze od
zakupu nowych egzemplarzy broni, a przy
tym pozwalające konkurować starszym
„kałasznikowom” ze swoimi najnowszymi
następcami, a nawet odpowiednikami innych współczesnych producentów.
Precyzyjnie do celu
Drugie życie Automatu
Kałasznikowa
Modyfikacje broni mają szereg zalet – ekonomicznych i użytkowych. Te dedykowane karabinkom AK sprawiają też, że konstrukcja Michaiła Kałasznikowa stale nadąża za współczesnym
polem walki. Czynią z niej jedno z najskuteczniejszych narzędzi
w rękach żołnierza.
Z
daniem wielu strzelców karabinek
AK i wszelkie jego odmiany to ponadczasowa broń, ceniona za niezawodność, prostotę budowy, łatwość
naprawy, odporność na trudne warunki
pogodowe oraz sprawdzenie w boju na
całym świecie. Ciągły rozwój technologii
wojskowej wymaga jednak, by licząca sobie
66 lat konstrukcja nadążała za aktualnymi
warunkami pola walki. – Na przykładzie
polskiej armii widać, że choć w większości
wyparty przez kbs Beryl 5,56 mm, Automat
Kałasznikowa wciąż jest chętnie używany.
Występuje w różnych wersjach, jednak nawet poczciwe AK można spotkać na wyposażeniu naszych jednostek szkoleniowych lub
ściany wschodniej – mówi Andrzej Wojtusik, specjalista ds. wyposażenia służb
mundurowych w firmie Mactronic, będącej producentem sprzętu oświetleniowego
na potrzeby wojska. Dostosowanie nawet
48
AKM zmodyfikowany na potrzeby ćwiczeń [Fot. CAA
Tactical]
Upgrade’y, czyli zestawy części i akcesoriów,
pozwalają przede wszystkim zmieniać funkcjonalność broni oraz dostosowywać ją do
indywidualnych potrzeb. W przypadku karabinków AK ma to sporo zalet. Nieskomplikowana konstrukcja lepiej sprawdza się
w określonych typach zadań, dostosuje się do
konkretnych warunków czy sposobu funkcjonowania żołnierza w drużynie. – Zakres modyfikacji jest bardzo szeroki. Jedne zwiększają
celność, inne pozwalają montować na broni
dodatkową optykę, szybciej przeładowywać
broń, a kolejne czynią AK bardziej wygodnym
karabinkiem – wymienia Andrzej Wojtusik.
Najpopularniejszymi akcesoriami są systemy szyn Picantinny. Zwykle instalowane na
pokrywie komory zamkowej, łożu lub rurze
gazowej, umożliwiają montaż różnorakich
dodatków, jak np. dwójnogów, uchwytów
pionowych i rozbudowanych systemów
optycznych. – Kolimatory, lunety, to urządzenia, z którymi karabinki AK stają się solidnym
wsparciem dla strzelców wyborowych i nie tylko. W kwestii celności szyny takie jak CAA
Tactical wyróżniają się gwarancją utrzymania
pozycji zerowej nawet w najtrudniejszych warunkach oraz w przypadku rozkładania lub
składania korpusu broni – tłumaczy Andrzej
Wojtusik. Precyzję „kałasznikowa” zwiększają też specjalnie zaprojektowane chwyty
przednie, które są dodatkowo wyposażone
w wysuwane, obrotowe podpórki. Cenione
przez strzelców przede wszystkim za stabilność, usprawnione celowanie do ruchomych
celów i, co najważniejsze, redukcję wpływu
oddechu na dokładność strzału. – Można spotkać się z opiniami, że karabinki AK cechuje
słabe skupienie. Uważam, że to przede wszystkim kwestia umiejętności samych strzelców, ale
mówiąc o modyfikacjach, nie mogę pominąć
ich wkładu w poprawę tego parametru – mówi
Andrzej Wojtusik. – Już zastosowanie niskoprofilowych mocowań do celowników laserowych, może zmniejszyć skupienie do pola
pudełka zapałek.
Ergonomia i udogodnienia
Czy karabinki serii AK można z kolei określić jako wygodne? Z pewnością prostota
www.armia24.pl
AKM i AKMS po modyfikacji [Fot. CAA Tactical]
Pełna modyfikacja i pustynne maskowanie [Fot. CAA
Tactical]
konstrukcji egzemplarzy w wersji podstawowej przeczy takiemu twierdzeniu. Dlatego
poprawa ergonomii chwytu stała się kolejnym obiektem zainteresowania projektantów. W efekcie rynek modyfikacji oferuje
bogaty przekrój chwytów pistoletowych,
przednich, kolb i podpórek na policzek.
Elementy wymienione jako pierwsze, szczególnie ciekawie przedstawiają się w wersji
z wymienną okładziną. Dzięki temu użytkownik ma możliwość dopasowania chwytu
do rozmiaru dłoni. W ten sposób maksymalnie zwiększa nie tylko własny komfort,
ale też kontrolę nad bronią podczas akcji.
Równie interesująco wyglądają przednie
chwyty składane w pięciu pozycjach, a nawet takie z uchwytem na latarkę taktyczną.
– Ten wariant umożliwia montaż oświetlenia
bezpośrednio pod lufą. Włącznik urządzenia
znajduje się blisko palca, sam sprzęt nie wy-
AKM z zestawem optycznym [Fot. CAA Tactical]
staje poza zwartą bryłę karabinu. Profesjonaliści wiedzą, jak ważne jest ograniczenie elementów mogących powodować zaczepianie
bronią o różne rzeczy w otoczeniu – zauważa
Andrzej Wojtusik. Mówiąc o wygodzie, nie
można pominąć składanych kolb oraz regulowanych podpórek na policzek (do montażu na szynie Picatinny). Wymiana tych
fabrycznych elementów w karabinkach AK,
jest jedną z pierwszych modyfikacji, jakiej
dokonują strzelcy sportowi i mundurowi.
Pisząc o serwisie AK, warto poświęcić
trochę miejsca na inne drobne, ale bardzo
pomocne akcesoria. Wśród nich znajdują
się łączniki magazynków – zwiększają liczbę
amunicji oraz skracają czas potrzebny na
przeładowanie. Ich doskonałym uzupełnieniem są przedłużki zwalniacza magazynka. Lufowe ograniczniki bezpieczeństwa to
z kolei przedmioty niezbędne w zastosowaniu szkoleniowym oraz magazynowaniu
broni. Funkcjonariuszy organów ochrony
porządku publicznego zainteresują natomiast nowoczesne zestawy optyki patrolowej do AK w rodzaju Aimpoint.
Najlepszy karabinek świata
Od czasu wprowadzenia do masowej produkcji w 1949 roku, karabinki AK brały
udział prawdopodobnie w każdym konflikcie zbrojnym świata. Ich liczba przekroczyła 100 mln egzemplarzy. Służyły i służą
wojskom, służbom mundurowym, cywilom, bojownikom i entuzjastom broni. Nieustannie rozwijana konstrukcja wciąż leży
w kręgu zainteresowania armii. Wystarczy wspomnieć o AK-12, opracowywanej
w zakładach Iżmasz (Koncern „Kałasznikow”) nowej wersji automatu Kałasznikowa
(piątej generacji), która ma wejść w skład
wyposażenia rosyjskiego żołnierza przyszłości. Broń, o której sukcesie przesądziła
prostota i niezawodność, jeszcze długo nie
straci na znaczeniu w walce. Dodając do
tego nowoczesne możliwości w zakresie
jej modyfikacji, można się spodziewać, że
patent radzieckiego konstruktora wciąż będzie dzierżył palmę pierwszeństwa wśród
największych osiągnięć techniki wojskowej
XX wieku.
n
Nowa kolba poprawia ergonomię chwytu [Fot. CAA Tactical]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 49
na lądzie
broń pancerna
Koncepcja polskiego Aktywnego
Systemu Ochrony Pojazdów
Izraelska Merkawa Mk. 4 z zaznaczonym systemem
APS Trophy [Fot. Internet]
Aktywne Systemy Ochrony Pojazdów (ASOP) powstały jako odpowiedź na rosnące możliwości
broni przeciwpancernej, zwłaszcza głowic kumulacyjnych (HEAT) z napędem rakietowym, jak
ręczne granatniki ppanc. (np. PG-7 z RPG-7) czy przeciwpancerne pociski kierowane (ppk, np.
Spike). Tuż po wojnie, w 1946 roku, w ZSRR podjęto prace analityczne, które miały doprowadzić
do powstania środka zwalczającego pociski wystrzelone z granatników ppanc.
Bartłomiej Kucharski
S
tale zwiększające się zagrożenie ze
strony różnorakich środków przeciwpancernych wiodło powojennych konstruktorów wozów bojowych różnymi ścieżkami. Najprostszą metodą było zwiększanie
grubości fizycznej pancerza zasadniczego,
skuteczne zwłaszcza przeciw ówczesnej
amunicji kinetycznej. Niestety, coraz szersze zastosowanie pocisków kumulacyjnych
(czołgowych, rakietowych kierowanych
i niekierowanych) oraz odkształcalnych
(HESH), wobec których prosty pancerz
stalowy był nieskuteczny, powodowało szukanie innych rozwiązań. W tym celu zwłasz-
50
cza w Wielkiej Brytanii, ZSRR i USA (już
podczas drugiej wojny światowej) podjęto
prace nad tzw. pancerzami specjalnymi, zarówno stanowiącymi integralną część pancerza zasadniczego, jak też dodatkowymi.
Po latach narodziły się różne rozwiązania,
jak układy przestrzenne, wymienne lub nie
wkłady pancerza zasadniczego (np. Kombinacja K i szkłotekstolit w ZSRR, tzw. Chobcham/Burlington w Wielkiej Brytanii, tzw.
„kanapki” burt wieży czołgu M1 i wkłady
ze zubożonego uranu w USA) oraz dodatkowe pancerze reaktywne (wybuchowe,
Jedno z urządzeń interfejsu człowiek-„Aktywna”
[Fot. Militarium]
www.armia24.pl
ERA – zwłaszcza w ZSRR, niewybuchowe
NERA – np. „kliny” wieży niemieckiego Leoparda 2A5 i późniejszych itd.). Wszystkie
te środki jednak z czasem był niewystarczające i wymagały kosztownej wymiany
na coraz to nowsze. Wszystkie one mają
natomiast dwie wspólne wady – dużą masę
oraz konieczność wydzielenia dlań sporej
przestrzeni. Prowadziło to do wzrostu masy
czołgów podstawowych, jak też ich wymiarów. I tak, jeżeli pierwsze T-72 i T-80 ważyły
nieco ponad 40 ton, tak ich bardzo dalekie
rozwinięcia (odpowiednio T-90 i T-84)
ważą już po około 50 ton. Pierwsze czołgi
M1 i Leopard 2 ważyły po około 55 ton, zaś
obecnie masa najnowszych odmian przekracza znacznie 60 ton. Wiążę się to z koniecznością modernizacji lub wręcz wymiany
armijnych środków przeprawowych, ograniczeniem liczby mostów stałych, którymi
wojsko może przekraczać rzeki, wreszcie
rosną koszty eksploatacji oraz usterkowość
pojazdów. Pozostał też jednak problem zabezpieczenia słabiej chronionych burt, tyłu
oraz stropu czołgów i innych pojazdów
opancerzonych. Problem stał się szczególnie
palący od lat 80., kiedy armia radziecka prowadziła operacje w Afganistanie w terenie
zurbanizowanym i górskim, gdzie poważnym niebezpieczeństwem stali się mudżahedini z granatnikami przeciwpancernymi
(a nieco później Czeczeni podczas wojen
czeczeńskich). Z tym samym problemem
znacznie później zmierzyć się musieli w tym
samym kraju (ale też w Iraku) Amerykanie
i inni członkowie koalicji, ponoszący znaczne straty w zasadzkach. Sytuacji nijak nie
poprawiło pojawienie się ppk atakujących
bardzo słabo opancerzony strop, jak TOW-2B, Spike czy Javelin. I tak w ogniu walki
krystalizowała się koncepcja będąca w powijakach od pierwszych dni po zakończeniu
wojny światowej. Koncepcja obrony wozu
nie za pomocą ciężkiego pancerza, lecz za
pomocą środków zdolnych razić nieprzyjacielskie pociski tak, by te nie były w stanie
wyrządzić poważnych szkód chronionemu
obiektowi. Tak narodziły się ASOP.
ASOP ciągle są raczej nowinką, niż standardowym wyposażeniem wozów bojowych.
Trwa jednak stale ich rozwój, a prace prowadzone są w wielu krajach. Zazwyczaj ASOP
składa się z trzech zasadniczych elementów:
czujnika/czujników (radar/radary, czasem
uzupełnione pasywną głowicą optoelektroniczną), komputera analizującego dane
z czujników (rzadziej komputerów, jeżeli
system posiada rozproszoną architekturę)
oraz tzw. efektorów, które mają oddziaływać
na pocisk. Wspomnieć można także o interfejsie człowiek – system, za pomocą którego
obsługa może kontrolować pracę urządzeń,
Izraelska Merkawa Mk. 4 z zaznaczonym systemem APS Trophy [Fot. Internet]
narzucać określony tryb działania itd. Co do
tego ostatniego, przechwycenie pocisku jest
rzeczą niełatwą, ponieważ o ile rakietowe
środki przeciwpancerne są celami stosunkowo powolnymi (zwykle 70–400 metrów
na sekundę), o tyle czołgowe podkalibrowe pociski przeciwpancerne z odrzucanym
sabotem (APFSDS) pędzą w stronę czołgu
z prędkością 1500 m/s i więcej, stąd stanowią one nie lada problem dla konstruktorów
ASOP. Zresztą te pierwsze też są twardym
orzechem do zgryzienia, bowiem stosowane
są często przez piechotę do walki w mieście,
a wówczas mimo że prędkość granatu kumulacyjnego jest niewielka, wskutek niedużego
dystansu pozostaje niewiele czasu na reakcję.
Co do zasady działania, ASOP podzielić
można na dwie grupy. Pierwszą z nich jest
grupa „miękkich” ASOP, tzw. soft-kill (s-k).
Oddziałują one na pocisk kierowany, próbując zakłócić jego głowicę naprowadzającą
lub też utrudnić celowanie w inny sposób.
Do tej grupy należy niemiecki MUSS czy rosyjska Sztora. Grupą drugą są ASOP „twarde”, tzw. hard-kill (h-k). Zgodnie z nazwą,
podstawowym ich zadaniem jest przechwycenie i zniszczenie lub uszkodzenie pocisku
lecącego w stronę własnego pojazdu tak, by
nie stanowił on już zagrożenia. Jako środek
służyć może energia podmuchu wywołanego przez element wybuchowy, odłamki
wywołane jego detonacją, wreszcie przeciwpociski rażące energią kinetyczną (dopiero badane). Do tej grupy zaliczyć można
między innymi ukraiński system Zasłon czy
izraelski Trophy.
Pierwsze ASOP charakteryzowały się
dużą awaryjnością, wrażliwością na zakłócenia (zwłaszcza fałszywe alarmy – w wypadku seryjnego Trophy dochodziło nawet
do uszkodzenia transportera Namer przez
ASOP parkującego obok czołgu Merkawa)
oraz dużym ryzykiem porażenia piechoty
współdziałającej z czołgami czy transporterami wyposażonymi w ASOP. Z czasem
starano sobie z tym poradzić m.in. poprzez
zastosowanie sektorowej filozofii osłony.
Ewolucja ASOP z czasem doprowadzi zapewne do stworzenia przyrządu chroniącego także przed współczesnymi pociskami
kinetycznymi, ale wyścig tarczy i miecza nie
zakończy się nigdy.
ASOP a sprawa polska
Pierwszym polskim podejściem do aktywnego zabezpieczenia pojazdów opancerzo-
Granat PG-7 porażony podczas prób ZASOP [Fot. Militarium]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 51
na lądzie
CV90120T z zamontowanym systemem AMAP-ADS (zaznaczonym na czerwono) [Fot. arch. autora]
nych (s-k) był system SSP-1 Obra-3. Nie
jest on wprawdzie ASOP w pełnym tego
słowa rozumieniu, bowiem nie oddziałuje
na pocisk, a raczej na zespół wyrzutni i celowniczego ppk/granatnika, tym niemniej
stanowi przyczynek do prac nad „prawdziwym” systemem aktywnym. Obra składa
się z 4–8 detektorów opromieniowania
laserem, pulpitu odczytująco-sterującego,
bloku elektroniki z zespołem aktualizacji
kierunku oraz wyrzutni granatów dymnych.
Urządzenie zdolne jest do wykrywania zagrożenia za pomocą rozmieszczonych na
pancerzu głowic, identyfikacji zagrożenia
(w tym eliminacji pomyłki wskutek odbioru
odbitego promienia z własnego dalmierza
laserowego), sygnalizacji wystąpienia zagrożenia oraz do przeciwdziałania za pomocą
wystrzelenia granatów dymnych. To ostatnie
może się odbyć w jednym z trzech trybów:
ręcznym (system może obsługiwać dowolny
członek załogi, zależnie od rozmieszczenia
elementów; możliwa jest też opcjonalna
obserwacja działania przez innych członków załogi), półautomatycznym i automatycznym. Granaty dymne, jak wspomniano
powyżej, nie są w stanie oddziaływać na
pocisk, tym niemniej maskują wóz, utrudniając celowniczemu ppk naprowadzenie
pocisku czy też powtórzenie strzału w razie
chybienia.
Kolejnym, tym razem już prawdziwym
podejściem do tematu ASOP w Polsce, były
prace koncepcyjne Wojskowego Instytutu
Technicznego Uzbrojenia z lat 1999–2006.
W ich wyniku, oraz w ramach kooperacji
z ukraińską firmą Microtek, rozważano
stworzenie systemu Szerszeń, odmiany systemu Zasłon, będącego konstrukcją ukraińską. Sam Zasłon był zresztą prezentowany
na targach zbrojeniowych jako wyposażenie
KTO Rosomak i WWO Anders. Jako ciekawostkę można podać zamontowanie na
makiecie czołgu lekkiego PL-01 Concept
Model KTO Rosomak z makietą ZASOP. Poszczególne elementy to głowica optoelektroniczna (żółty), radar (czarny),
wyrzutnia granatów odłamkowych (zielony) i „panel” wybuchowy (czerwony) [Fot. autor]
52
makiet dwóch modułów ASOP, przypominających system LEDS-150.
Zintegrowany Automatyczny
System Ochrony Pojazdu (ZASOP)
Lata badań i prac teoretycznych przyniosły pewne efekty w roku 2011. Wówczas
to ruszyły prace badawczo-rozwojowe,
prowadzone w ramach dwóch projektów.
Były to „System obrony aktywnej obiektów
mobilnych przed pociskami z głowicami
kumulacyjnymi”, które miało wykonać
konsorcjum złożone z WAT i AMZ Kutno,
oraz „Inteligentny antypocisk do zwalczania
pocisków przeciwpancernych”, którego wykonaniem zająć się miały WAT, WITU oraz
ZM Dezamet. Na obydwa zadania fundusze przydzieliło Narodowe Centrum Badań
i Rozwoju. Pierwszy zespół miał opracować
sensory oraz zintegrować całość systemu.
Wśród sensorów wymienić można głowicę
optoelektroniczną oraz lekki radar trójwspółrzędny. Drugi zespół opracować miał
demonstrator technologii inteligentnego
antypocisku.
W przyszłości doświadczenia wyniesione
z obu projektów mogą posłużyć do skonstruowania szeregu różnych ASO, nie tylko dla
pojazdów. Prace prowadzone pod kryptonimem „Aktywna” zaowocowały powstaniem
demonstratorów technologii: głowicy optoelektronicznej, radaru trójwspółrzędnego,
modułu decyzyjnego oraz jednak dwóch
różnych efektorów (wyrzutni granatów
odłamkowych oraz panelu wybuchowego
o niewielkim zasięgu). Prowadzone próby
poligonowe doprowadziły do weryfikacji
niektórych założeń oraz do zintegrowania
poszczególnych elementów. W testach używano granatów PG-7 z granatników RPG-7,
www.armia24.pl
Bartłomiej Kucharski Koncepcja polskiego Aktywnego Systemu Ochrony Pojazdów
przeciwko którym osiągnięto skuteczność
rzędu 80%. Testy doprowadziły też do wykrystalizowania się właściwej idei ZASOP.
Miałby się on składać z połączonych w jeden
sprawny system detektorów, efektorów oraz
modułu decyzyjnego, jak też wspólnego dla
wszystkich elementów panelu obsługi, stanowiącego interfejs łączący operatora (członka
załogi) i urządzenie. Docelowo podłączona
ma być także wyrzutnia granatów dymnych,
przez co niejako ZASOP pełnił będzie funkcję zarówno systemu h-k, jak i s-k (choć raczej „niepełnego”, jak system maskowania
aktywnego Obra-3, opisany wyżej). Tryby
pracy mają być dwa, tj. automatyczny (stosowany zasadniczo podczas działań zbrojnych
o dużej intensywności) lub półautomatyczny
(podczas konfliktów asymetrycznych, charakteryzujących się mniejszą intensywnością
działań). Same detektory dla większej skuteczności mają pracować w dwóch zakresach:
radary mają sektorowo wykrywać na odległości 70 metrów oraz śledzić od 30 metrów
pocisk nieprzyjaciela (widać, jak wielka to
zmiana w stosunku do pierwotnych – zbyt
optymistycznych – założeń NCBiR!) w wycinku 20 stopni, zaś głowica optoelektroniczna miałaby działać dookólnie w paśmie
podczerwieni. Dopiero dane zebrane przez
cały zespół detekcyjny byłyby przetwarzane
i wykorzystywane do generowania komend
dla detektorów. Te ostatnie są bardzo ciekawe,
bowiem działać mają na różnych dystansach.
Na dalszych (do 30 metrów) obronę zapewnić mają lufowe wyrzutnie (obrotowe?) ła-
dunków odłamkowych, oddziałujące za pomocą fali nadciśnienia oraz odłamków. Na
bliższych (rzędu kilku metrów) ostatnią linię
obrony stanowić mają prostopadłościenne
panele wybuchowe, oddziałujące przede
wszystkim energią podmuchu. Rodzi to pewien niepokój o los piechoty, współpracującej przecież blisko zwłaszcza z bojowymi
wozami piechoty oraz transporterami opancerzonymi, ale także z czołgami. Wydawać się
może, że taka konstrukcja ZASOP poważnie
utrudni współpracę piechota – pojazd, system obronny stanowić będzie bowiem bardzo
poważne zagrożenie dla własnych żołnierzy,
niemających dość szczęścia, by znajdować się
pod pancerzem. Pozostaje mieć nadzieję, że
w docelowym systemie problem ten zostanie
w jakiś sposób rozwiązany.
Wnioski wyciągnięte z powyższej pracy
badawczo-rozwojowej posłużyły do opracowania docelowej koncepcji polskiego
ZASOP. Składać się on ma z bogatego zestawu sensorów (oprócz wymienionych także detektory opromieniowania laserowego,
radarowego, akustyczny detektor wystrzału, system detekcji skażeń oraz z sensorów
układu przeciwpożarowego), różnych efektorów (prócz wymienionych także granaty multispektralne i do pewnego stopnia
zautomatyzowany zdalnie sterowany moduł
uzbrojenia). Realizacją projektu, znów na
zlecenie (i za pieniądze) NCBiR, zająć się
ma konsorcjum złożone z kilku podmiotów, głównie zrzeszonych w Polskiej Grupie
Zbrojeniowej (WAT, WITU, Przemysłowe
Centrum Optyki, Mesko, spółki wchodzące w skład Polskiego Holdingu Obronnego,
a przekierowane do PGZ). Wśród zadań
wyszczególnić można radar oraz inteligentny przeciwpocisk. Sam radar pracować
miałby w typowym paśmie mikrofalowym,
być zdolny do wykrywania pocisków przeciwpancernych oraz wypracowywania komend do ich zwalczania. Wykrywanie oraz
śledzenie pocisków miałoby się odbywać od
odległości nie mniejszej, niż 1000 metrów
od wozu oraz w sektorze 90 stopni. Oznacza
to konieczność zastosowania kilku radarów
dla jednego systemu. Sami pracownicy WAT
przypominają jednak, że „do efektywnej realizacji takiego zadania (aktywnej ochrony
pojazdu – BK) potrzebny jest system teledetekcyjny”. Czas realizacji projektu to 30 miesięcy. Drugi zestaw wymagań NCBiR dotyczy inteligentnego antypocisku, zdolnego
do zwalczania pocisków przeciwpancernych
na jak największym dystansie od własnego pojazdu. Zapalnik zbliżeniowy miałby
powodować detonację w pewnej odległości
od atakującego obiektu, tak, by umożliwić
chmurze odłamków oraz fali nadciśnienia
porażenie go. Sama detonacja nastąpić ma
w momencie ocenionym przez sensor pokładowy jako zapewniający najwyższą skuteczność. Czas realizacji projektu wynosić
ma 36 miesięcy. Dopiero połączenie tych
elementów pozwoli stworzyć docelowy system ochrony pojazdów. Wówczas nastąpi
osiągnięcie IX poziomu gotowości technologicznej, a więc w pełni funkcjonalnego
Zmodernizowany T-80U wyposażony w system Arena (zaznaczonym na czerwono) [Fot. KBM]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 53
na lądzie
rozwiązania, przeznaczonego do produkcji
seryjnej i implementacji na pojazdach opancerzonych Wojska Polskiego.
Jak to robią inni?
Cały szereg krajów w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat podejmował mniej lub bardziej udane próby opracowania ASOP h-k.
Próby te były raz mniej udane, raz bardziej,
bardzo rzadko jednak – zwykle ze względu
na wysokie koszty produkcji lub niedopracowanie urządzenia – kończyły się produkcją seryjną systemu. Rzućmy okiem na kilka
systemów z zagranicy.
Na bazie opracowań ze schyłkowego okresu istnienia Związku Radzieckiego ukraińska
firma Microtek opracowała system Zasłon.
Składa się on z autonomicznych kaset (jest
więc systemem o rozproszonej architekturze,
mniej wrażliwej na uszkodzenie podczas np.
ostrzału z broni małokalibrowej), których
sześć wystarczy do zapewnienia ochrony
dookólnej czołgu czy bwp W takim układzie dwie kasety rozmieszczone są na każdej
z burt, ponadto po jednej z przodu i z tyłu
wozu. Opcjonalnie jedna z kaset, jak sugeruje
producent, może być zamontowana pionowo
na wieży, dzięki czemu oferuje pewne zdolności w zakresie zwalczania środków przeciwpancernych atakujących od góry, jak ppk
klasy top-attack czy subamunicja przeciwpancerna z głowicami HEAT czy EFP. Każda
z kaset, stanowiących pojedynczy autonomiczny moduł, składa się z radaru milime-
Wieża zmodernizowanego T-72B3 z założonym systemem Arena-E w najnowszej konfiguracji [Fot. Internet]
trowego (zasięg obserwacji 3 metry, w sektorze 160 stopni) zintegrowanego z efektorami,
dwóch efektorów w postaci wysuwanych ładunków wybuchowych oraz z jednostki sterującej. Wielką zaletą systemu jest rozproszona architektura, znaczna skuteczność, duży
zakres prędkości celów, przy których Zasłon
jest skuteczny (70–1200 m/s) oraz krótki czas
reakcji, wynoszący 0,001 sekundy. Również
masa nie jest duża, w zależności od wersji
wynosi 50–130 kilogramów (dla jednego
modułu). Do wad zaliczyć należy długi czas
przeładowania systemu (rzędu kilku sekund),
przez co ochraniany czołg czy transporter jest
przez chwilę narażony na porażenie nawet
stosunkowo prostymi środkami przeciwpancernymi, oraz konieczność pozostawania
efektorów w pozycji wysuniętej, gdy system
jest aktywny. Zwiększa to znacznie ryzyko
ich uszkodzenia, na przykład w terenie zale-
Anders z atrapami systemu Zasłon w położeniu bojowym [Fot. Albert Osiński]
54
www.armia24.pl
Bartłomiej Kucharski Koncepcja polskiego Aktywnego Systemu Ochrony Pojazdów
sionym czy zurbanizowanym. Na jego bazie
przygotowano polski system Szerszeń.
Innym przykładem z zagranicy może być
wspólne opracowanie firm Rafael Advenced
Defence Systems i Israel Aerospace Industries (IAI) z Izraela. Powstały w pierwszej
dekadzie XXI wieku system Trophy (zwany
też ASPRO-A) został opracowany na bazie
wniosków z drugiej wojny w Libanie (2006),
gdzie izraelskie czołgi Merkawa brały aktywny udział w walkach. Szerokie zastosowanie
względnie nowoczesnych środków przeciwpancernych, jak ppk Kornet, czy granatnik RPG-29, wymusiło na armii izraelskiej
(Israeli Defence Force – IDF, Siły Obronne
Izraela) poszukiwanie skutecznego zabezpieczenia przed nimi w warunkach wojny
nieregularnej, charakteryzującej się częstym
stosowaniem zasadzek przez partyzantów.
Wdrożone do służby w 2010 roku urządzenie składa się z czterech niewielkich trójwspółrzędnych anten radarowych (AESA)
ELM-2133 WindGuard, pokrywających 360
stopni wokół wozu, o bardzo krótkich czasach detekcji i śledzenia oraz swego rodzaju
„inteligencji” (radar jest zdolny do hierarchizacji i selekcji pocisków zagrażających
chronionemu obiektowi) oraz o zasięgu
około 50 metrów, a także dwóch zespołów
efektorów (MEFP, każdy efektor wystrzeliwuje wiele niewielkich rdzeni formowanych
wybuchowo). Każdy z zespołów składa się
z magazynu zapasowych efektorów (mieści
3–5 sztuk, czas przeładowania około 2,3 sekundy) oraz systemu naprowadzania efektora
na zagrożenie. Odległość zwalczania celów
szacuje się na 20 do 30 metrów. ASOP Trophy
występuje w trzech wersjach – powyższy opis
dotyczy odmiany ciężkiej, Trophy-HV (840
kg), dedykowanej pojazdom solidnie opancerzonym, a więc ciężkim. Oprócz tego istnieje
odmiana średnia (MV) o masie 520 kilogramów, dla wozów o masie 8 do 15 ton, oraz
lekka (LV) dla pojazdów lekkich, ta ostatnia
różni się od dwóch pierwszych. Oczywiście
cięższe systemy są znacznie skuteczniejsze.
Cenę pojedynczego kompletu Trophy można szacować na 300–500 tysięcy dolarów. Za
pewną wadę można uznać zaledwie dwa moduły robocze (zespoły efektorów), bowiem
porażenie jednego oznacza utratę ochrony
w sektorze aż 180 stopni. Z kolei zza Odry
pochodzi system AMAP-ADS. Jest to projekt
niemieckiego holdingu IBD, powołanego do
życia w 1981 roku w celu koordynacji prac
nad różnymi materiałami i urządzeniami,
których zadaniem jest zwiększanie przeżywalności nie tylko wozów opancerzonych,
ale też śmigłowców (na przykład Airbus Helicopters Tiger). Rozwój niemieckich ASOP
można łączyć z programami następcy SPz
Marder (m.in. Puma, Marder 2, ostatecznie
Także na wieży makiety wozu PL-01 Concept zasugerowano instalację ASOP [Fot. arch. red.]
SPz Puma) i Leoparda 2 (Neue Gepanzerte
Plattform NGP, Kampfpanzer 2000). Sam
AMAP-ADS powstał w latach 2000–2012
siłami przede wszystkim koncernu Rheinmetall. Od 2013 roku trwają próby integracji
zestawu z różnymi wozami używanymi przez
Bundeswehrę. Również AMAP-ADS istnieje
w odmianie ciężkiej i lekkiej. Przed tą pierwszą Niemcy postawili bardzo ambitne wymagania, jak zwalczanie czołgowych pocisków
podkalibrowych (prędkość 1500–1750 m/s)
i penetratorów formowanych wybuchowo
(ok. 2000 m/s) oraz ppk atakujących górną
sferę, ale też jednoczesne zabezpieczanie
wielu kierunków, wysoką odporność własną
oraz zapewnienie znacznego poziomu bezpieczeństwa własnej piechocie już w odległości 5–10 metrów od ochranianego obiektu
(zwłaszcza tu widać kontrast w stosunku do
ZASOP). Spełnienie wymagań predysponowałoby system do zabezpieczania wozów
walczących w pierwszej linii w warunkach
wojny konwencjonalnej, z wysokim nasyceniem środkami artyleryjskimi, czołgami
oraz nowoczesną bronią przeciwpancerną
piechoty. Sam AMAP-ADS (ciężki) składa się
z detektorów w postaci lidaru (co ogranicza
możliwość wykrycia przez sprzęt wre oraz
ogranicza możliwość zakłócenia systemu),
jednostki centralnej, sterującej systemem, panelu kontrolnego operatora oraz efektorów
(wersja lekka posiada ponadto zestaw radarowy, służący do wstępnego wykrywania zagrożenia). Dzięki zastosowaniu światłowodów
do spięcia elementów w jeden system, czas
reakcji to zaledwie 560 mikrosekund. Same
efektory są o tyle interesujące, że ochraniają
nie tylko własny sektor, ale i dwa sąsiednie, są
bowiem w stanie zmienić kierunek oddziaływania na podstawie wskazań komputera.
Niestety nie wiadomo, na jakiej zasadzie działają, poza tym, że cel rażony jest za pomocą
podmuchu oraz zapewne jakichś odłamków.
System waży około 600 kilogramów (wersja
lekka 200–350, zależnie od ilości efektorów),
zaś modułowa konstrukcja umożliwiać ma
bardzo szybką wymianę uszkodzonego czy
zużytego modułu na nowy. Wśród zalet wymienić można niezwykłe, unikatowe wręcz
możliwości, oraz wysoki poziom bezpieczeństwa własnej piechoty. Wadą może być cena,
system jest bowiem skomplikowany, zaś duże
osiągi także raczej nie wpływają korzystnie na
koszt produkcji. Trudno też powiedzieć, na
ile detektory są odporne na zabrudzenia, co
może mieć duże znaczenie dla skuteczności
AMAP-ADS zwłaszcza w warunkach pustynnych czy podczas zwykłej, europejskiej
kurzawy (ale też przekraczania przeszkód
wodnych po dnie itd.).
Warto też wspomnieć o najnowszych opracowaniach rosyjskich, które 9 maja bieżącego
roku można było oglądać w relacjach z defilady z okazji 70. rocznicy zakończenia drugiej
wojny światowej. Pierwszym jest Afganit,
daleki potomek nieźle opisanego urządzenia
Drozd (stosowany już w czasie wojny w Afganistanie na T-55AD, należących do rosyjskiej
piechoty morskiej). Składa się on z dwóch
zespołów po 5 rur-luf rozmieszczonych po
bokach wieży, z których wystrzeliwane są
efektory. Każdy zespół chroni sektor około
120 stopni. Drugi z systemów, być może zwany Arena-2 (czasem oznaczenie to pojawia
się w kontekście starszego systemu Arena-E), ma zapewniać ochronę przed pociskami
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 55
na lądzie
nurkującymi, jak Javelin czy Spike. Niewiele
o nich wiadomo prócz tego, że zostały zaprezentowane i przynajmniej pierwszy z nich
był testowany. Jako detektor, Rosjanie zapowiadali radar AESA. Na T-14 można było
dostrzec dwa różne ASOP, na pozostałych
pojazdach po jednym, przypuszczalnie były
to Drozd-2 oraz tajemniczy ASOP zaprezentowany na jednym z pojazdów rodziny Kurganiec, zwany być może Bułat. Bardzo wątpliwe, by seryjne czołgi T-14 (o mniej ważnych
pojazdach nie wspominając) otrzymały dwa
ASOP, jest to bowiem mało prawdopodobne
ze względu na nieakceptowalne koszty takiego rozwiązania.
Podsumowanie
III Rzeczpospolita Polska prowadziła w ciągu
swojego istnienia szereg misji zagranicznych,
podczas których nasze siły zbrojne musiały
się zmierzyć z przeciwnikiem uzbrojonym
przeważnie w lekką broń przeciwpancerną
piechoty, atakującym z zaskoczenia oraz
z wykorzystaniem min-pułapek. Przeciwko
takim zagrożeniom stosunkowo łatwo zabezpieczyć własne wozy, jak KTO Rosomak,
a w przyszłości Rosomak 2 i nowe pokolenie gąsienicowych pojazdów opancerzonych.
Jednakże podstawową rolą Sił Zbrojnych
Rzeczypospolitej Polskiej jest obrona polskiego terytorium, na którym jeżeli miałoby
dojść do działań zbrojnych, to niestety raczej
charakteryzowałyby się one znacznie większą
intensywnością, a przeciwnik dysponowałby
wielką liczbą znacznie bardziej zaawansowanych środków technicznych. Być może wobec
tego nasz MON powinien rozważyć wdrożenie także bardziej zaawansowanego systemu
o większych możliwościach, który z razu
zabezpieczałby starsze, gorzej opancerzone
czołgi (PT-91), a podczas ich zastępowania
byłby przenoszony na nowe pojazdy. Wydaje
się, że rozwiązaniem idealnym byłoby posiadanie dwóch systemów: prostszego (lekkiego), zabezpieczającego przed rakietowymi
pociskami przeciwpancernymi, który byłby
dedykowany dla transporterów i bwp, oraz
posiadającego lepsze charakterystyki (ciężkiego) dla czołgów podstawowych. Kwestią
otwartą pozostaje to, czy stać nas na posiadanie dwóch rodzajów ASOP i czy przemysł
poradziłby sobie z opracowaniem analogu
AMAP-ADS. W każdym razie docenić trzeba, że wojskowi widzą zasadność posiadania
ASOP, zaś przemysł osiąga niejakie sukcesy
w dążeniu do realizacji tych zamierzeń. n
Izraelski ASOP Iron Fist firmy IMI na zmodernizowanym czołgu M60 Sabra [Fot. IMI]
Planowany sposób rozmieszczenia czterech kaset systemu Zasłon na wozie Anders [Fot. PHO]
Bartłomiej Kucharski
Student energetyki, na co dzień hobbystycznie związany
z historią i militariami, zwłaszcza z bronią pancerną
56
Czujniki i efektory rosyjskiego ASOP Afganit zamontowane na czołgu T-14 [Fot. Internet]
www.armia24.pl
w powietrzu
Uskrzydlenie polskiej armii – śmigłowce
H225M Caracal podczas
targów MSPO w Kielcach
[Fot. Maciej Ługowski]
Wielki przetarg na śmigłowce
dla polskiej armii rozstrzygnięty?
Reakcja wszystkich zainteresowanych rozstrzygnięciem przetargu, a więc między innymi startujących w nim konsorcjów, była natychmiastowa. Warto zastanowić się chwilę i zadać sobie pytanie, czy decyzja ta jest trafna i czym była podyktowana. Decyzję tę można analizować w dwóch
aspektach. A kryterium będzie odpowiedź na pytanie: czy śmigłowiec wybrany miał być dla
przemysłu, czy dla polskiej armii? Oba te zagadnienia, jak się niestety okazało, lekko się rozmijają.
Maciej Ługowski
Dla kogo śmigłowce?
Jeżeli weźmiemy pod uwagę pierwszy aspekt
wyboru, to sprawa wygląda następująco.
Do przetargu wystawiono trzy śmigłowce
trzech oferentów. Były to: PZL-Świdnik S.A.
wchodzące w skład AgustaWestland ze śmigłowcem AW149 oraz konsorcjum Sikorsky
International Operations Inc. Sikorsky Aircraft Corporation wraz z Polskimi Zakładami Lotniczymi Sp. z o. o. z Mielca oferujące
śmigłowiec S-70i Black Hawk. Trzeci ofe-
58
rent, który właśnie wygrał przetarg, to Airbus Helicopters (do niedawna Eurocopter),
wystawiający śmigłowiec H225M Caracal
(poprzednio określany jako EC725).
Airbus Helicopters jak dotąd nie ma
zakładów produkujących śmigłowce
w Polsce, choć Grupa Airbus jest w Polsce
obecna, mając zakład na Okęciu, gdzie zatrudnia 850 osób. Oczywiście jest to mało
w porównaniu z pozostałymi zakładami
Sikorsky’ego i AgustyWestland, których
załogi w polskich zakładach liczą po kilka
tysięcy osób. Tak więc z punktu widzenia
polskiego przemysłu, patrząc w perspek-
tywie długoletniej (dekad), najlepszym
wyborem byłby albo AW149 produkowany w Świdniku, albo Black Hawk produkowany w Mielcu.
Zapewniłoby to polskiemu zakładowi, który wygrałby przetarg, zwiększenie zatrudnienia, transfer technologii i znajomość kodów
źródłowych, dzięki czemu zakład mógłby samodzielnie rozwijać konstrukcyjnie produkt
końcowy, czyli śmigłowiec jako całość, jak
to by miało miejsce w przypadku AW149.
Tak więc sytuacja taka z punktu widzenia gospodarki i innowacyjności byłaby dla Polski
bardzo pożądana.
www.armia24.pl
Maciej Ługowski Wielki przetarg na śmigłowce dla polskiej armii rozstrzygnięty?
Trzeci z oferentów obecnie nie ma zakładów, gdzie produkowałby śmigłowce w Polsce. Jednak nie oznacza to, że jest w Polsce
zupełnie nieobecny. W tym roku Airbus
Helicopters podpisał w Łodzi list intencyjny
oraz otworzył biuro projektowe w centrum
tego miasta. W perspektywie najbliższych
pięciu lat Airbus Helicopters chce otworzyć zakład w Łodzi produkujący struktury
(w tym kadłuby) i ich części do śmigłowców
H225M Caracal. Dodatkowo w grę wchodzi
otwarcie w Łodzi, na bazie już istniejących
zakładów lotniczych, zakładu serwisującego i produkującego silniki turbowałowe do
Caracala.
W ten sposób Polska uzyskałaby dostęp
do technologii. Nie zmienia to jednak faktu,
że konkurenci Airbus Helicopters są daleko
z przodu, jeśli chodzi o produkcję w Polsce,
tym bardziej, że produkcja silników czy
śmigłowców (lub ich części) przez Airbus
Helicopters jest na razie w fazie deklaratywnej. Pozostali, Sikorsky w Mielcu i AgustaWestland w Świdniku, mają już nowoczesne
i dobrze funkcjonujące zakłady produkujące
śmigłowce oraz części do nich. Tak przedstawia się sprawa z punktu widzenia gospodarki.
Z tego punktu widzenia należałoby wybrać
raczej Blacka Hawka lub AW149 – szybkie
dostawy, serwis na miejscu, transfer technologii do polskich zakładów.
A jak to wygląda z militarnego punktu
widzenia? Tu wyłaniają się dwie sprawy: po
pierwsze użyteczność, po drugie niezależność. Śmigłowce kupuje się nie na 10, 15 czy
20 lat, ale nawet na lat 40. I przez ten okres
czasu śmigłowiec musi spełniać wymogi eksploatacji i wymagania współczesnego pola
walki.
Wracając do sedna tematu, przeanalizujmy,
dlaczego wybrano Caracala, a nie S-70i Black
Hawk czy AW149. Jeśli chodzi o Black Hawka, to komisja doszła do przekonania, jak
powiedział wicepremier i minister obrony
Tomasz Siemoniak, że patrząc z perspektywy czterech dekad, konstrukcja stanie się
zbyt przestarzała, nawet jeśli systematycznie
byłaby modernizowana. Są pewne granice
konstrukcyjne, które określając tzw. potencjał modernizacyjny, czyli granicę poza którą
dalsza modernizacja jest już nieopłacalna lub
po prostu niemożliwa. Odwrotny problem
ma z kolei produkt AgustaWestland/PZL-Świdnik – AW149. Jest to konstrukcja bardzo nowoczesna i będzie taka z pewnością
na najbliższe 40 lat. Jednak nie jest jeszcze
produktem całościowym i w pełni przetestowanym. Trudno więc zakupić coś, co jest
jeszcze nieukończone w pełnym tego słowa
znaczeniu. Jest jeszcze sprawa użyteczności.
Wojsko chce ograniczyć na początku liczbę
zakupionych śmigłowców z 70 do 50 (taka
liczba jest i tak bardzo atrakcyjna dla jakiegokolwiek producenta). Dokładnie zamówienie ma dotyczyć 34 śmigłowców w wersjach
specjalistycznych – zwalczania okrętów podwodnych, dla wojsk specjalnych, ratownictwa
medycznego – oraz 16 maszyn w odmianie
transportowej. Resztę zadań mają wykonywać przez jakiś czas użytkowane jeszcze
w polskiej armii śmigłowce W-3 Sokół. Oferowane S-70i Black Hawk i AW149 to śmigłowce klasy 8 ton. Są konstruowane i produkowane na jednej platformie, mogą być
dobrze uzbrojone i spełniać rolę ratownictwa
lądowego i morskiego. Ich ograniczeniem jest
ładowność oraz zasięg – oferowane Polsce
wersje nie mogą być tankowane w powietrzu.
H225M Caracal jest cięższy o trzy tony – jest
śmigłowcem klasy masowej 11 ton. Może
wypełniać wszystkie role, jakie pełnią jego
poprzednicy, lecz ma dwie dodatkowe wartości dodane – jego ładowność jest większa,
może więc zawierać do 30% więcej pasażerów
i żołnierzy na pokład. Dodatkowo może być
tankowany w powietrzu (Taką opcję ma też
Black Hawk. Oczywiście o ile kupi się Carcala
z sondą do tankowania i o ile ma się odpowiednie tankowce powietrzne – red.).
Krótkie porównanie
oferowanych śmigłowców
Fakt, że przetarg został już oficjalnie zakończony, jednak warto przyjrzeć się oferowanym śmigłowcom i dokonać krótkiej
podstawowej analizy ich możliwości i potencjału. Porównajmy je w trzech podstawowych obszarach użytkowości: gabaryty,
osiągi i napędy.
Jeśli chodzi o gabaryty, to zdecydowanie
największy jest śmigłowiec H225M Caracal.
Pozostałe dwa śmigłowce są porównywalne
co do rozmiarów i mają również porównywalną pojemność kabiny transportowej
(AW149 – 11,20 m3 , S-70i Black Hawk 11,60
m3). Zabierają również porównywalną liczbę
żołnierzy w konfiguracji transportowej, ponieważ AW149 zabiera ich 18, Black Hawk
od 11 do 20, natomiast Caracal aż 29 (Wątpliwe, 13-tonowy Mi-17W-1/5 zabiera 24
żołnierzy desantu, ponad 10-tonowy NH90
– 20, ponad 22-tonowy CH-47F Chinook
– 33, czyli Caracal zabierałby prawie tyle
samo żołnierzy desantu co dwa razy cięższy
CH-47F – red.). Wszystkie trzy śmigłowce mogą zabierać ładunek podwieszany.
W porównaniu tego parametru najgorzej
wypada AW149, ponieważ może zabrać ładunek podwieszany do wagi 2720 kg, a Black
Hawk 3629 kg, czyli 50% więcej. Natomiast
największą masę takiego ładunku zabiera
Caracal, ponieważ aż do 4750 kg. Porównywalną masę własną mają natomiast S-70i
oraz Caracal – odpowiednio 5224 kg i 5715
kg. Jeśli chodzi natomiast o maksymalną
masę startową ogólnie oraz w stosunku do
masy własnej śmigłowca, to w tym parametrze zdecydowanie najlepiej wypada Black
Hawk, ponieważ przy masie własnej nieco
ponad 5 ton ma masę startową do 11 113 kg.
Caracal w tym porównaniu wypada gorzej,
ponieważ mając masę własną wyższą o 491
kg od Black Hawka, może zabrać na pokład
5398 kg ładunku i żołnierzy (masa startowa11 200 kg), czyli porównywalnie tyle, ile
ważący mniej Black Hawk (5889 kg, masa
startowa 11 113 kg).
Jeśli chodzi o osiągi, to są one zróżnicowane i w kilku parametrach podobne, a w jednym zdecydowanie różnią się na korzyść
AW149. Chodzi o parametr prędkości wznoszenia. Przy masie startowej 8600 kg na poziomie morza jego prędkość wznoszenia to
9,9 m/s, podczas gdy Caracal w podobnych
warunkach (masa startowa 11 200 kg) wznosi się z prędkością 5,4 m/s. Najgorzej wypada
w porównaniu tego parametru Black Hawk,
bo przy masie startowej na poziomie morza
wznosi się z prędkością 3,6 m/s. Jeśli cho-
H225M Caracal podczas testów w Powidzu [Fot. MON]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 59
w powietrzu
Śmigłowiec S-70i Black Hawk. Dobrze
widoczne charakterystyczne ujście spalin
[Fot. Maciej Ługowski]
dzi o śmigłowiec AW149, to są jeszcze dwa
parametry, w porównaniu których wypada
najlepiej. Są to zasięg maksymalny i długotrwałość lotu. Zasięg maksymalny AW149
to 1100 km, podczas gdy Caracal dysponuje
zasięgiem 909 km, a najmniejszym zasięgiem
dysponuje Black Hawk – 592 km. Drugim
parametrem, w którym AW149 wypada
pomiędzy Black Hawkiem i Caracalem, jest
długotrwałość lotu. Dla AW149 wynosi ona
4 godziny, przy 4 godzinach 20 minutach
śmigłowca Caracal i 3 godzinach 20 minutach śmigłowca Black Hawk. Natomiast
AW149 jest śmigłowcem najwolniejszym
w porównaniu z poprzednikami. Prędkość
maksymalna AW149 to 313 km/h, podczas
gdy prędkość maksymalna H225M Caracal
wynosi 324 km/h. Ale już prędkość przelotowa, czyli najczęściej stosowana, AW149
kształtuje się na poziomie 287÷294 km/h,
gdy u H225M jest to 262 km/h, więc Caracal
jest w praktyce wolniejszy od AW149. Najszybszy jest S-70i z prędkością 361 km/h.
Black Hawk ma również najwyższą prędkość
przelotową, wynoszącą 294 km/h.
Bardzo istotnym elementem w konstrukcji
każdego statku powietrznego, można wręcz
powiedzieć, że takim jego sercem, jest napęd. Porównajmy więc napędy oferowanych
w przetargu śmigłowców. Wszystkie są śmigłowcami dwusilnikowymi, a zastosowane
silniki są jednostkami nowoczesnymi. Trzeba pamiętać, że zawsze należy oceniać napęd przez pryzmat użytkowości śmigłowca
i jego innych parametrów, jak na przykład
masa własna i maksymalna masa startowa.
Śmigłowce AW149 i S-701 Black Hawk napędzane są silnikami z tej samej rodziny,
mianowicie silnikami z rodziny silników
GE T700. Ich producentem jest amerykań-
Napędy oferowanych śmigłowców
Parametr
AW149
S-70i Black Hawk
H225M CARACAL
Model silnika
Rodzina silników
CT7-2E1
GE T700
General Electric Aviation
(USA), kooperacja z Avio
(Włochy)
2
118,62 cm
63,50 cm
1477 kW (1980 KM)
1865 KM
T700-GE-701C
GE T700
General Electric Aviation
(USA), kooperacja z Avio
(Włochy)
2
119,38 cm
63,50 cm
1967 kW (2638 KM)
2485 KM
Makila 2A1
Makila
2
183,6 cm
49,8 cm
1776 kW (2832 KM)
2667 KM
1570 kW (2105 KM)
2330 kW (3123 KM)
1801 kW (2415 KM)
FADEC3 redudantny
5-łopatowy
14,60 m
2,14 kg/KM
FADEC redudantny
4-łopatowy
16,36 m
2,15 kg/KM
FADEC redudantny
5-łopatowy
16,20 m
1,94 kg/KM
Producent
Liczba silników
Długość całkowita
Średnica
Moc startowa AEO1
Maks. moc ciągła
Moc nadzwyczajna OEI2 (maks.
2,5 min)
System sterowania
Wirnik główny
Średnica wirnika głównego
Obciążenie mocy
1
2
3
Przy pracujących obu silnikach
Przy pracującym jednym silniku
Autonomiczne sterowanie cyfrowe
60
Turbomeca /SAFRAN (Francja)
ski koncern General Electric Aviation w kooperacji z włoskim producentem elementów
turbin lotniczych Avio. Do AW149 AgustaWestland wybrało jednostkę napędową CT-2E1, Amerykanie do swojego S-70i wybrali
jednostkę T700-GE-701C. Odmienny napęd
ma H225M – silnik Makila 2A1, którego
producentem jest francuska Turbomeca/
SAFRAN. Gabarytowo największym silnikiem jest Makila 2A1 o długości 183,6 cm,
natomiast silniki z rodziny GE T700 mają
bardzo zbliżone gabaryty – CT7-2E1 jest długi na 118,62 cm, T700-GE-701C ma długość
119,38 cm. Średnica silników AW 149 i S-70i Black Hawk jest taka sama i wynosi 63,5
cm. Makila 2A1 jest silnikiem o najmniejszej
średnicy, wynoszącej 49,8 cm. Jeśli chodzi
o moc wszystkich silników, to bardzo istotnym parametrem jest tutaj obciążenie mocy,
bowiem od tego parametru zależą w dużym
stopniu osiągi śmigłowca. Biorąc pod uwagę moc ciągłą w koniach mechanicznych
na wale wyjściowym z przekładni, to silniki
AW149 osiągają moc ciągłą 1865 KM (moc
całkowita dwusilnikowego zespołu napędowego 3730 KM), silniki S-70i moc 2485 KM
(całkowita moc napędu 4970 KM) i silniki
H225M Caracal moc 2667 KM (całkowita
moc napędu 5334 KM). Powiązanym i kluczowym parametrem, porównując napędy,
jest tzw. obciążenie mocy, czyli informacja
ile mocy jednostkowej przypada na jednostkę masy śmigłowca. W tym kluczowym porównaniu zespołów napędowych najsłabiej
wypada H225M Caracal z wartością 1,94 kg/
KM. AW149 i S-70i ten parametr ma prawie
taki sam: dla AW149 2,14 kg/KM a dla S-70i
www.armia24.pl
Maciej Ługowski Wielki przetarg na śmigłowce dla polskiej armii rozstrzygnięty?
2,15 kg/KM. Główną częścią nośną śmigłowca jest wirnik główny. AW149 i H225M mają
wirnik 5-łopatowy (średnica wirnika AW149
14,6 m, średnica wirnika H225M 16,20 m),
natomiast S-70i Black Hawk 4-łopatowy
(średnica 16,36). Na zakończenie krótkiego porównania napędów należy dodać, że
wszystkie wymienione silniki sterowane są
cyfrowo za pomocą systemu FADEC (Full
Authority Digital Engine Control – autonomiczne sterowanie cyfrowe).
Reakcje oferentów na wynik przetargu
21 kwietnia 2015 roku na konferencji prasowej Prezydent RP Bronisław Komorowski
ogłosił decyzję dotyczącą przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii.
Do dalszych testów wybrano śmigłowiec
H25M Caracal. Tym samym śmigłowiec
i jego producent stali się zwycięzcami
tak długo prowadzonego przetargu. Aby
do końca konsorcjum Airbus Helicopters
uznać w pełni wygranym, oferowany przez
nich produkt – śmigłowiec wielozadaniowy Caracal – musiał pomyślnie przejść
testy, które prowadzone przez MON do
początków czerwca w 33. Bazie Lotnictwa
Transportowego, zgodnie z wcześniejszymi
zapowiedziami. H225M Caracal jest więc
obecnie poddawany testom weryfikacyjnym. Reakcje po ogłoszonych wynikach
przetargu przypominały trochę trzęsienie
ziemi w branży producentów śmigłowców. Tego samego dnia, swoje oświadczenie wydał koncern Airbus Helicopters,
pisząc: Airbus Helicopters wraz z partnerem Heli Invest Services z radością przyjęli decyzję polskiego Ministerstwa Obrony
Narodowej o wstępnym wyborze śmigłowca Airbus Helicopters H225M Caracal. Jesteśmy w pełni zdeterminowani, aby Polska
otrzymała najlepszy produkt i wsparcie
w tym długofalowym strategicznym programie. Wierzymy, że nasza oferta głęboko
wzmocni zdolności obronne Polski, tworząc
największą wartość w wymiarze operacyjnym, przemysłowym i technologicznym.
Obecnie przygotowujemy się do kolejnych
etapów procesu przetargowego i współpracy w okresie testów, aby odpowiedzieć
na wszystkie prośby i pytania Polskich Sił
Zbrojnych, a ponadto wykazać, że Caracal
odpowiada wszystkim kryteriom przetargu
oraz potrzebom operacyjnym.
Tego samego dnia pierwsze swoje oświadczenia wydała Spółka PZL-Świdnik, należąca do koncernu AgustaWestland. Niestety,
mimo usilnych starań śmigłowiec produkowany przez tę grupę – AW149, nie wygrał
przetargu. Pierwsze oświadczenie tej grupy
producenckiej było krótkie i utrzymane w tonie głębokiego rozczarowania decyzją MON:
Spółka PZL-Świdnik jest bardzo rozczarowana
decyzją polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej, odrzucającą naszą ofertę. Swoją decyzją Ministerstwo Obrony Narodowej poważnie
zakwestionowało ugruntowaną pozycję, jaką
PZL-Świdnik posiada w polskim przemyśle
lotniczym oraz unikalny wkład świdnickiego zakładu, będącego jedyną polską firmą
(poza PZL Mielec) zdolną do samodzielnego
projektowania, produkcji oraz serwisowania
śmigłowców, w rozwój polskiej gospodarki.
Wybór naszej oferty zapewniłby Polsce wiodącą rolę w sektorze światowych technologii
lotniczych, większe bezpieczeństwo oraz lepsze
zdolności wojskowe przez kolejne 40 lat. Zagwarantowałby również wysoki poziom zatrudnienia nie tylko w zakładach w Świdniku,
ale też w przedsiębiorstwach z Lubelszczyzny
i całego kraju. Zamiast tego Ministerstwo
Obrony Narodowej wybrało starzejący się
model o mniejszych możliwościach, oferowany
przez producenta, który nie poczynił żadnych
inwestycji przemysłowych w Polsce.
Ta decyzja zmusi naszego udziałowca,
koncern Finmeccanica-AgustaWestland, do
przewartościowania strategicznej roli PZL-Świdnik w grupie.
Dla PZL-Świdnik przegrana w przetargu
była ciężkim ciosem. Dlatego na jednym
oświadczeniu się nie skończyło. Firma
przede wszystkim udowadniała, że nie tylko ma dobry produkt w postaci śmigłowca
AW149, ale przede wszystkim fakt, że jest on
produkowany całkowicie w Polsce. W planach koncernu AgustaWestland było przekazanie PZL-Świdnik kodów źródłowych
do tego śmigłowca, więc Świdnik mógłby je
produkować dla wielu odbiorców na całym
świecie. Przegrana w przetargu może teoretycznie pokrzyżować te plany. Mimo że PZL-Świdnik jest własnością włosko-brytyjskiego konsorcjum AgustaWestland, to jednak
Śmigłowiec AW149 [Fot. AgustaWestland]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 61
w powietrzu
Konstrukcja kompozytowego kadłuba oraz napędu AW149 daje ograniczone widmo radiolokacyjne, termiczne i akustyczne przy bardzo dobrej ładowności. Czyni to z AW149 elastyczny środek transportu w warunkach braku panowania
w powietrzu [Fot. Albert Osiński]
jest firmą polską. 30 kwietnia wydaje więc
oświadczenie, w którym pisze: W związku
z ostatnimi wypowiedziami wysokich rangą
przedstawicieli państwowych stanowiących
komentarze do trwającego przetargu na
śmigłowce wielozadaniowe dla polskich Sił
Zbrojnych Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego „PZL-Świdnik” S.A. pragnie jednoznacznie wyjaśnić i stanowczo podkreślić,
że jest firmą polską, zarejestrowaną i prowadzącą działalność gospodarczą, zgodnie
z prawem polskim, na terenie Polski. PZL-Świdnik jako przedsiębiorca krajowy uiszcza wszelkie daniny publiczne, w tym podatki
i składki na ubezpieczenia społeczne w Polsce, jak również wypłaca wynagrodzenia
swoim polskim pracownikom. Nie ma jakichkolwiek podstaw prawnych, aby traktować
PZL-Świdnik jako podmiot o innym statusie
niż przedsiębiorca krajowy, w szczególności
w kontekście definicji przedsiębiorcy zagranicznego, określonej w art. 5 ust. 3 Ustawy
z dnia 2 lipca 2004 roku o swobodzie działalności gospodarczej (Dz. U. z 2013, poz.
672, j.t.).
Dodatkowo w tym samym oświadczeniu
dodaje, że w 2010 r. PZL-Świdnik dołączyła
do europejskiej rodziny AgustaWestland, stając się trzecim filarem przemysłowym grupy
w Europie obok zakładów w Wielkiej Brytanii
i Włoszech. Pragniemy przypomnieć, że było
to efektem decyzji o sprzedaży akcji PZL-Świdnik przez Agencję Rozwoju Przemysłu, ówczesnego większościowego udziałowca spółki.
Od tego czasu inwestycje zrealizowane przez
AgustaWestland w Świdniku wyniosły ponad
600 mln złotych (w tym koszty prywatyzacji),
a zapłacone przez PZL-Świdnik daniny publiczne zasilające Skarb Państwa przekroczyły
400 mln złotych.
AW149 jest wyposażony w fotele, które w połączeniu z wytrzymałym kompozytowym kadłubem zapewniają przetrwanie osobom na pokładzie w przypadku awaryjnego lądowania z przeciążeniem pionowym do 20 g [Fot. Albert Osiński]
62
Wiadomo więc, że PZL-Świdnik i AgustaWestland mają wiele do stracenia. Wiadomo
też, że PZL-Świdnik już teraz jest firmą nowoczesną i mocno zintegrowaną z polskim
przemysłem lotniczym. Pisze więc w oświadczeniu: Pragniemy dodać, że dzięki rozbudowanej grupie polskich poddostawców, liczącej
ponad 900 firm oraz sprzedaży eksportowej
przekraczającej 700 mln złotych rocznie,
PZL-Świdnik jest jednym z kluczowych integratorów i kół zamachowych rozwoju polskiego sektora lotniczo-obronnego. Ponadto
PZL-Świdnik jest jednym z największych pracodawców na Lubelszczyźnie, zatrudniając
prawie 3500 polskich pracowników, w tym
niemal 650 inżynierów.
Dużym atutem w ofercie przetargowej
PZL-Świdnik AgustaWestland był fakt, że
producent ten jest przecież od lat związany
z polską armią. Od dawna dostarcza polskiej
armii m.in wielozadaniowe śmigłowce bojowe W-3PL Głuszec i W-3WA Sokół. O tym
również przypomina w swoim oświadczeniu:
PZL-Świdnik jest również kluczowym partnerem polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej w ramach najważniejszych programów
śmigłowcowych polskich Sił Zbrojnych – prawie 160 śmigłowców produkcji PZL-Świdnik
pozostaje obecnie w czynnej służbie polskiego
wojska. Prawie 80% śmigłowców dostarczonych polskim Siłom Zbrojnym w ostatnich 10
latach to maszyny wyprodukowane w Świdniku (m.in. W-3PL Głuszec, W-3WA Sokół
w wersji VIP do przewozu najwyższych rangą
urzędników państwowych).
PZL-Świdnik przedstawiło w swojej
ofercie 56 zobowiązań offsetowyc,h w tym
m.in. współpracę z Fabryką Broni Radom,
a także, co najważniejsze, pełne przekazanie
kodów źródłowych technologii śmigłowca
AW149 w celu jego produkcji w Polsce nie
tylko na potrzeby polskiej armii, ale także
w celu uruchomienia produkcji eksportowej. Na podstawie tych zobowiązań miało
powstać niemal 2000 miejsc pracy bezpośrednio w Świdniku oraz kolejne 4 tysiące
miejsca pracy w Polsce (wg analiz Wydziału
Ekonomii UMCS w Lublinie). PZL-Świdnik
zadeklarował w swojej ofercie rozpoczęcie
ewentualnych dostaw nowego śmigłowca
AW149 w roku 2017.
Wynik przetargu zaskoczył również Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu, których
właścicielem jest Sikorsky Aircraft Corporation. 21 kwietnia wydano krótkie oświadczenie dotyczące decyzji MON-u: Konsorcjum
Sikorsky Aircraft Corporation i PZL Mielec
jest niezwykle zawiedzione, że Ministerstwo
Obrony Narodowej nie wybrało naszej oferty.
Sikorsky Aircraft Corporation i PZL Mielec
są wciąż gotowe dostarczać atrakcyjne cenowo i niezawodne śmigłowce wielozadaniowe,
www.armia24.pl
Maciej Ługowski Wielki przetarg na śmigłowce dla polskiej armii rozstrzygnięty?
w powietrzu
Duże przetargi na śmigłowce: przed nami wielkie zmiany?
Alix Leboulanger, starszy analityk sektora obronnego w firmie Frost & Sullivan, komentuje zwycięstwo Airbus Helicopters w dużych przetargach w Polsce i Korei Południowej.
Po długotrwałych procedurach przetargowych oraz przy pojawiających się obawach o spadki zapotrzebowania w sektorze obronnym, ostatecznie rozstrzygnięto przetargi na zakup śmigłowców.
Po tym jak w marcu 2015 r. Korea Południowa podjęła decyzję o realizacji wartego 1,5 mld USD
programu zakupu lekkich śmigłowców wielozadaniowych (docelowo 600 sztuk), w kwietniu 2015
r. Polska ogłosiła rozstrzygnięcie przetargu na dostawę śmigłowców wielozadaniowych (50 sztuk)
o wartości prawie 3,0 mld USD.
Najważniejszym elementem każdego z tych przetargów było poddanie uczestników ocenie pod
kątem możliwości spełnienia przez nich określonych wymogów operacyjnych klienta, a co najważniejsze, możliwości w zakresie współpracy z lokalnymi spółkami w celu wsparcia i ochrony lokalnego
przemysłu. Nie chodziło więc jedynie o kwestie parametrów technologicznych.
Wygrana w dwóch następujących po sobie przetargach to dobra wiadomość dla firmy Airbus,
jednak należy zaznaczyć, że oba przetargi nie dotyczą jedynie wymiany wyeksploatowanych platform czy też stworzenia wewnętrznego rozwiązania wsparcia technicznego. Przed zwycięzcą stoją
duże wyzwania dotyczące logistyki, łańcucha dostaw oraz siły roboczej, a to wymaga doświadczenia
oraz dużych możliwości inwestycyjnych.
Co ciekawe, firmy Sikorsky i AgustaWestland miały w Polsce lepszą pozycję niż postrzegany jako
outsider Airbus, za sprawą wieloletniego partnerstwa sektorowego z polskimi spółkami. Ponadto, Sikorsky i AgustaWestland zdobyły kontrakty w Turcji, w ramach przetargów dotyczących odpowiednio T129 i T70. Jednak firma Airbus Helicopters pracowała na swój sukces przez wiele lat: o wiele
wcześniej przewidziała trendy rynkowe związane z indygenizacją (ulokalnienie – red.) produktów,
oferując sprawdzoną w warunkach bojowych platformę z mniejszą liczbą certyfikatów i objętą
o wiele niższymi obostrzeniami eksportowymi w porównaniu z innymi konstrukcjami oraz stosunkowo prostą w dostosowaniu do lokalnych wymogów.
Jednak nie musi to oznaczać, że sprawdzona platforma oraz doświadczenie związane z indygenizacją produktów to kluczowe składniki umożliwiające wygranie każdego przetargu na dostawę
śmigłowców w przyszłości. Chociaż niewątpliwie istotne, należy jednak uwzględnić również inne
czynniki, w tym między innymi typ produktu zamiennego, reorganizację łańcucha dostaw oraz
powiązane koszty (przejście z platformy pochodzącej z ery sowieckiej na platformy zachodnie jest
kosztowne).
Wygrane Airbus Helicopter w przetargach w Polsce i Korei Południowej nie zrewolucjonizują kontraktów na dostawę śmigłowców. Potwierdzają one jedynie doskonałą znajomość funkcjonowania
tego konkretnego segmentu rynku przez spółkę, podczas gdy inni gracze wyróżniają się (i będą się
wyróżniać), stawiając na inne czynniki sukcesu na poziomie technologicznym, cenowym i serwisowym. To, co sprawdziło się w Polsce i Korei Południowej, niekoniecznie sprawdzi się w przypadku
przetargów organizowanych w Japonii, Indiach, na Węgrzech czy w Katarze.
Przetargi te nauczyły nas jednak tego, że rygorystyczne ograniczenia eksportowe postawiły niektóre firmy w trudnym położeniu. Po usunięciu tej przeszkody nastąpią wielkie zmiany.
które mogą spełnić pilne i istotne wymogi
w zakresie bezpieczeństwa Polski. Przedstawiona oferta firmy Sikorsky zapewniłaby interoperacyjność z armią Stanów Zjednoczonych
i siłami NATO, dostarczając 70 śmigłowców
zgodnie z założonym budżetem i zapewniałaby maksymalny udział polskiego przemysłu,
przy jednoczesnym pogłębieniu naszego zaangażowania w działalność naszych zakładów
już funkcjonujących w Polsce. Oferta offsetowa Konsorcjum Sikorsky Aircraft Corporation i PZL Mielec, w wysokości 3,3 mld USD,
opierała się na istniejącej polskiej bazie przemysłu lotniczego, rozbudowując ją o nowe
możliwości dla branży obronnej i lotniczej
w zakresie produkcji, montażu, integracji
oraz potencjału wsparcia w zakresie obsługi,
napraw i remontów.
Nasz niezawodny program oferował przyspieszoną dostawę nowoczesnego, sprawdzonego w boju śmigłowca S-70i BLACK
HAWK, produkowanego w zakładach PZL
Mielec od 2010 roku – oraz pochodnego S-70B SEAHAWK, uznawanego za najlepszy
64
na świecie śmigłowiec do zwalczania okrętów
podwodnych. W przypadku sfinalizowania
ostatecznej konfiguracji statku powietrznego,
firma Sikorsky byłaby w stanie dostarczyć
śmigłowiec BLACK HAWK z zakładów PZL
Żołnierze brygady sił specjalnych wląd. (BFST) armii
francuskiej desantują się z H225M podczas pokazów
[Fot. Armée de Terre]
Mielec już w ciągu 12 miesięcy od podpisania
kontraktu.
Sikorsky Aircraft Corporation i PZL Mielec
są wciąż gotowe dotrzymać swoich wyraźnych
zobowiązań wobec Ministerstwa Obrony Narodowej, rządu polskiego, polskiego przemysłu
zbrojeniowego i polskich obywateli.
Janusz Zakręcki, Prezes Zarządu, Dyrektor Naczelny PZL Mielec stwierdził:
W ramach oferty Sikorsky-PZL Mielec zaproponowaliśmy znaczącą wartość poprzez
dostarczenie przystępnego cenowo, sprawdzonego w boju, wyprodukowanego w Polsce, legendarnego śmigłowca HAWK, dostępnego
w kilka miesięcy od podpisania kontraktu.
Znaczne uprzemysłowienie, stała obecność
zakładów i zaangażowanie polskiego przemysłu zbrojeniowego może zapewnić krajowe
wsparcie w zakresie obsługi, napraw i remontów przez cały okres realizacji programu. Ponad 2100 naszych pracowników w zakładach
PZL Mielec i sieć naszych polskich dostawców
jest gotowych do spełnienia potrzeb programu
modernizacji. Zachęcamy polskie Ministerstwo Obrony Narodowej do ponownej analizy
swojej decyzji.
Jednak w tym przypadku sprawa była
nieco bardziej skomplikowana. PZL Mielec
składając swoją ofertę, wiedział, i wcale tego
nie krył, że jego oferta ma nieco inny charakter, niż oferty pozostałych konkurentów,
ponieważ po pełnej jej analizie wydawać by
się mogło, że ma pewne braki. MON te braki
wypunktował, ale PZL Mielec sensownie i logicznie wykazał, że braki te można pominąć.
Okazało się, że Sikorsky zdawał sobie sprawę, że Black Hawk nie spełnia wszystkich
wymogów przetargu śmigłowcowego. Po
otrzymaniu zapytania ofertowego od MON-u i przeanalizowaniu dokumentacji zarząd
PZL Mielec stwierdził, że z produktem, jaki
wystawili do przetargu, nie jest w stanie spełnić wszystkich wymagań przetargu. Jesienią
2014 roku informowali o tym MON. Liczyli
bowiem na to, że jednak tak dobry produkt,
jakim jest produkowany w Polsce Black
Hawk, rozwinięty technologicznie, z szybkim terminem dostawy, atrakcyjny cenowo,
znajdzie uznanie decydentów. Mieli też na
uwadze miejsca pracy w Mielcu. Jako firma
przygotowywali się do tego od 2007 roku.
Poinformowali więc MON, że mogą złożyć ofertę, która nie spełnia 100-procentowo
wszystkich warunków zapytania. Uzyskali
wskazanie, żeby tak zrobić, więc ofertę złożyli.
MON stwierdził po otrzymaniu oferty,
że oferowany śmigłowiec S-70i Black Hawk
jest śmigłowcem cywilnym, nieuzbrojonym.
Jak było w rzeczywistości? Na świecie lata
obecnie około 4 tys. tych maszyn, żadna
z nich nie jest śmigłowcem cywilnym. Używww.armia24.pl
Maciej Ługowski Wielki przetarg na śmigłowce dla polskiej armii rozstrzygnięty?
wają ich siły zbrojne lub organizacje paramilitarne – policja, straż graniczna, służby
antynarkotykowe itp. Od początku swojej
historii Black Hawk był i jest śmigłowcem
przeznaczenia wojskowego, tak został zaprojektowany, a jego modyfikacje są rezultatem doświadczeń zdobytych na polu walki.
Oferta tylko pozornie dotyczyła śmigłowca
nieuzbrojonego. Otóż regulacje wewnętrzne
koncernu UTC, właściciela Sikorsky i PZL
Mielec, zabraniają sprzedaży broni. Producent zatem nie mógł zaoferować uzbrojonego śmigłowca bezpośrednio, co wcale nie
znaczy, że oferował wariant cywilny, bo taki
nie istnieje. Zarząd proponował zakup broni
przez rząd u dowolnego, wskazanego przez
niego polskiego producenta, konsorcjum zainstalowałoby ją na śmigłowcach, zintegrowało i w efekcie Wojsko Polskie otrzymałoby
maszyny w pełni uzbrojone. Podobnie dzieje
się przy wszystkich zakupach śmigłowców
Black Hawk na całym świecie. W żadnym
z dotychczasowych państw użytkowników
taki sposób instalowania broni na maszynach nie był problemem. Jednak dodatkowo
wicepremier Siemoniak stwierdził, że oferowany przez PZL Mielec śmigłowiec jest
za mały w stosunku do potrzeb wojska. Jednak w ofercie spółki znalazł się produkowany w Polsce Black Hawk, międzynarodowa
wersja najnowocześniejszej odmiany z rodziny tych maszyn. Konsorcjum nigdy nie
planowało zaoferowania większej maszyny,
o czym informowało MON, ponieważ byłoby to rozwiązanie nieproduktywne, za drogie
i niesprawdzone.
Zdecydowało się zaoferować MON produkt, który będzie pasował do przedstawionego budżetu Ministerstwa, bez konieczności zmniejszenia liczby kupowanych
śmigłowców. Black Hawk proponowany
Para francuskich Caracali pobiera paliwo z włoskiego KC-130J. Nie wiadomo, czy polskie H225M będą miały sondy do
tankowania w powietrzu, ale brak odpowiednich tankowców w SP RP na pewno mocno ogranicza takie wykorzystanie
śmigłowców [Fot. F.Rosaire/Armée de l’air]
przez PZL Mielec spełniał wymagania MON
w zakresie pojemności, ładowności i możliwości przewożenia ładunku zewnętrznego.
Kolejnym problemem przy rozpatrywaniu
oferty ze strony MON był fakt, że oferta została wyceniona w dolarach, a nie w złotych.
Ale jest to także korporacyjna praktyka Sikorsky stosowana przez inne firmy na całym
świecie. Waluty są łatwo przeliczalne i określenie cen w dolarach nie powodowałoby
w najmniejszym stopniu naruszenia budżetu
przeznaczonego na zakup śmigłowców dla
Wojska Polskiego.
Dla mieleckich zakładów przegrana
w przetargu może mieć, ale nie musi, dalekosiężne konsekwencje. Sikorsky analizuje
sytuację, a decyzje nie zostały jeszcze podjęte. W PZL Mielec pracuje ok. 2200 ludzi,
przy produkcji śmigłowców Black Hawk ok.
1000. Firma ma 50 podwykonawców dedykowanych do programu Black Hawk i ponad
500 w ogóle. To dobrze funkcjonująca sieć,
która teraz może zacząć się rwać. Co prawda
mieleckie zakłady mogą nadal produkować
śmigłowce Black Hawk i je eksportować,
ale linia produkcyjna śmigłowców Black
Hawk jest przygotowana na produkcję 24
śmigłowców rocznie. Obecnie produkuje
10–15 rocznie, zatem od 40 do 60 procent
zdolności produkcyjnych jest niewykorzystywana. To miała być rezerwa na produkcję
dla Wojska Polskiego. Teraz już zarząd wie,
że jej najprawdopodobniej nie będzie. Właściciel PZL Mielec rozwijał firmę i inwestował w nią z myślą o sprzedaży w Polsce i na
rynkach ościennych.
W zakupach uzbrojenia panuje niepisana
zasada, że broń produkowana przez państwo
eksportera powinna być przez nie użytkowana. Więc kraje ościenne, które mimo decyzji polskiego MON nadal chciałyby kupić
śmigłowce Black Hawk, mogą to zrobić bezpośrednio w USA, a nie w Polsce. Decyzja
MON może więc odbić się niekorzystnie także na eksporcie. W PZL Mielec śmigłowce
Black Hawk produkuje się seryjnie od 2010
roku.
Jakie śmigłowce w konsekwencji
oferowali potencjalni dostawcy
Sylwetki ludzkie pozwalają ocenić pojemność Caracala, nie jest to ładowność na miarę Mi-17. Razi brak jakichkolwiek
siedzisk w tym egzemplarzu [Fot. R. Nicolas-Nelson/Armée de l'air]
Dokładnych i szczegółowych wymagań ofertowych nie znamy. Ale możemy teraz dokonać krótkich analiz. Włosko-brytyjskie konsorcjum AgustaWestland poprzez zakłady
PZL-Świdnik zaproponowały z pewnością
najnowocześniejszy śmigłowiec w porównaniu do pozostałych oferentów. AW149 to
nowa generacja śmigłowców klasy masowej
8 ton. Z tym że problemem w jego wypadku
jest czas. Polskie zakłady w Świdniku mogą
rozpocząć procedurę wdrażania AW149 do
produkcji z chwilą pojawienia się pierwszych
zamówień, dlatego tak istotną dla zakładów
było wygranie przetargu w Polsce. Ale nawet
jeśli by ten przetarg wygrały, to czas wdrożenia też trwa. Gdy to już się stanie, to złożenie
nowego śmigłowca ze wszystkich wyproduARMIA • 5 (79) MAJ 2015 65
w powietrzu
kowanych na miejscu części zajmuje pięć
i pół miesiąca.
Jak sprawa wygląda w Sikorsky Airctraft
Corporation, właścicielem PZL Mielec i producentem śmigłowca S-70i Black Hawk?
Z linii montażowej zeszłyby na początku
śmigłowce nieuzbrojone, ale już wiemy
dlaczego i jak szybko można by je uzbroić,
współpracując z polskimi zakładami zbrojeniowymi. Śmigłowiec Black Hawk ma
długą historię. Najnowsze jego wersje są doskonałymi maszynami wielozadaniowymi,
a wszelkie modernizacje prowadzone są na
bieżąco i dyktowane doświadczeniem bojowym. Śmigłowiec wielozadaniowy Black
Hawk jest na wyposażeniu armii 28 państw,
ma wylatanych około 10 mln godzin, w tym
1,9 mln godzin w misjach bojowych. Na tej
konstrukcji naprawdę można polegać. Najnowsza, zaoferowana właśnie polskiej armii
wersja S-70i może być nowoczesna przez
najbliższe dekady i w miarę potrzeb modernizowana, także w Polsce. Airbus Helicopters
również zaproponował jedną z najlepszych
maszyn, jakie produkuje. Oblatany został 27
listopada 2000 roku, a w produkcji i służbie
jest od roku 2005. Przez ostatnie dziewięć
lat latał w misjach i doskonale sobie radził
w różnych warunkach klimatycznych i geograficznych. Jedna z głównych modernizacji,
jaką wprowadzono, dotyczyła zespołu napędowego. W trudnych warunkach polowych
istnieją dwa zasadnicze problemy, z którymi
borykają się zespoły napędowe: jest to piasek
i trawa. Oba te zanieczyszczenia przeciskają
się przez wloty do silników, a zainstalowane
przed turbinami wychwytywacze cząstek
stałych (w tym piasku) nie wyłapują ich
całkowicie. Efektem tego jest zapychanie się
wlotów powietrza do silników, spadek ich
mocy, a w najgorszym wypadku uszkodzenie wirników sprężarek. Airbus Helicopters
wspólnie z producentem silników Turbomeca/SAFRAN rozwiązały ten problem,
odpowiednio modernizując ruchome wloty
powietrza do silników.
Podsumowanie – co dalej?
W praktyce na razie to Airbus Helicopters
wygrał przetarg. Jak powiedział odpowiedzialny za zakupy uzbrojenia wiceminister
obrony Czesław Mroczek: Wydaje się mało
prawdopodobne, by śmigłowiec nie przeszedł
planowanych na przełom maja i czerwca testów. Jego testy rozpoczęły się 12 maja i potrwają 30 dni, czyli do początków czerwca.
MON wybrał śmigłowiec dobry, nowoczesny
oraz sprawdzony w warunkach pola walki.
Tym bardziej, że Airbus Helicopter ogłosił,
że pierwsze 25 śmigłowców dla Polski będzie
wyprodukowanych we Francji. Do czasu,
kiedy w Łodzi nie powstaną zakłady Airbus
Helicopters oraz zakłady producenta silników do nich Turbomeca/SAFRAN. A nie
będzie to szybko, ponieważ jest to proces
długotrwały, tym bardziej, że niektórych
procesów technicznych i technologicznych
nie da się dowolnie przyśpieszać. Dlatego
konkurenci, którzy pozostali, jeszcze się nie
poddali. A już z pewnością nie poddały się
ich załogi.
Załoga PZL Mielec, a konkretnie związek
zawodowy Solidarność mieleckich zakładów,
przygotował i przesłał list do decydentów,
wśród których byli m.in.: marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl,
Brazylijskie H-36 Caracal i H-60L Black Hawk w misji CSAR. Brazylia w działaniach CSAR wykorzystuje i H-36 i H-60L.
Trudno powiedzieć, która z maszyn uzupełnia operacyjne deficyty której [Fot. Agência Força Aérea/Sgt Rezende]
66
wojewoda podkarpacki Małgorzata Chomycz-Śmigielska, prezydent Mielca Daniel
Kozdęba i wielu innych – łącznie 16 osób.
Piszą w nim co następuje: W związku z nieprawdziwymi informacjami odnośnie oferty
PZL Mielec w przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla Wojska Polskiego, wieloma
niejasnościami przy prowadzeniu i rozstrzygnięciu pierwszego etapu ww. przetargu oraz
baraku odpowiedzi na pytania zadawane
stronie rządowej, Komisja Międzyzakładowa
NSZZ „Solidarność” PZL Mielec informuje, że
w dniu 08.05.2015 o godz. 13.00 na Placu Armii Krajowej w Mielcu organizuje pikietę, która ma na celu zdementowanie krzywdzących
tez wydawanych w stronę naszego produktu
oraz pracowników. To część oświadczenia.
Spokojniej i bardziej realistycznie zachował
się zarząd PZL Mielec. Mówi on otwarcie, że
na pewno w miarę możliwości sprawdzi, czy
wygrany oferent rzeczywiście spełnił wszystkie wymagania procedury przetargowej.
Jeżeli znajdzie jakiś parametr, który budzi
wątpliwości, zapyta się MON, jak sprawa wygląda. Ale na pewno nie będzie toczyć wojny.
Ale załoga zakładów PZL-Świdnik również nie była spokojna. Na początku maja
również zorganizowała marsz, w czasie
którego oprotestowała wyniki przetargu.
Również Zarząd PZL-Świdnik jest aktywny.
Nadal intensywnie promuje swój produkt,
przeprowadzając najpierw pokazy w Świdniku, a potem w dniu 21 maja 2015 r. na Lotnisku Warszawa-Babice na Bemowie w Warszawie; na każde z nich zapraszając licznych
gości, osób decyzyjnych oraz przedstawicieli
prasy. Czy skutecznie, to się jeszcze okaże.
Choć zakłady PZL-Świdnik mają chyba najwięcej do stracenia, ale też do zaoferowania.
Oferta PZL-Świdnik dawała ogromne i policzalne korzyści ekonomiczne dla Polski ze
względu na najszerszy zakres inwestycji oraz
prac rozwojowych, zapewniających wysoki
poziom zatrudnienia nie tylko w zakładzie
w Świdniku, ale także w przedsiębiorstwach
z Lubelszczyzny i branży lotniczej w całym
kraju.
W przypadku wyboru AW149 przez Polskę, PZL-Świdnik miał szansę stać się globalnym centrum produkcji i rozwoju tej
maszyny dla całej grupy AgustaWestland,
nie tylko na potrzeby polskich Sił Zbrojnych,
ale również na eksport. W PZL-Świdnik realizowana byłaby wówczas pełna produkcja AW149, a nie tylko montaż ostateczny,
a zakład w Świdniku stałby się integratorem
systemów awioniki, łączności, wyposażenia
specjalnego i uzbrojenia oraz byłby w pełni
odpowiedzialny za rozwój i przyszłe modyfikacje AW149, w tym dostosowywanie
śmigłowca do potrzeb bieżących polskiego
wojska.
www.armia24.pl
www.wb.com.pl
ul. Poznańska 129/133, 05-850 Ożarów Mazowiecki, tel.: +48 22 731 25 00, fax: +48 22 731 25 01, e-mail: [email protected]
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 67
w powietrzu
Plan wdrożenia pełnej produkcji AW149
w PZL-Świdnik zakładał transfer technologii
wraz z kodami źródłowymi, oprogramowania komputerów i zarządzania głównymi
systemami, które miały zostać przekazane
w ramach offsetu. Łączna wartość wszystkich
zobowiązań offsetowych w związku z przetargiem, z których korzyści mogła czerpać
polska gospodarka, w tym firmy WZL-1
w Łodzi i Dęblinie, WZL-2 w Bydgoszczy,
Fabryka Broni Radom i inne, wyniosła by
około 4 mld EUR.
Zgodnie z wyliczeniami ekonomistów
UMCS w Lublinie, wybór AW149 mógł
przyczynić się do powstania nawet 5900
miejsc pracy na Lubelszczyźnie, a dzienne
korzyści ekonomiczne na lubelski produkt
brutto mogły być liczone w przedziale od 500
tys. do nawet 1,5 mln PLN dziennie.
Dlaczego więc wybrano propozycję Airbus Helicopters i śmigłowiec H225M Caracal? Można powiedzieć, że generalnie jest
to optymalny wybór dla wojska, ale pytanie
pozostaje, czy też dla polskiej gospodarki,
a zwłaszcza polskiego przemysłu zbrojeniowego. Może faktyczne być tak, że Caracal
przejdzie pozytywnie testy, zakwalifikowany
zostanie oficjalnie jako śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii, a Airbus i Turbomeca/SAFRAN w przeciągu 2–4 lat spełnią
Śmigłowiec Black Hawk produkcji PZL Mielec [Fot. PZL Mielec]
swoje związane z nim zobowiązania i powstaną w Polsce, konkretnie w Łodzi, dwie
dodatkowe fabryki – montująca śmigłowce
Airbus Helicopters i produkująca oraz serwisująca silniki turbowałowe Makila do śmigłowca H225M Caracal. Problem polega na
tym, że przez pierwsze lata Wojsko Polskie
byłoby uzależnione od importu przy eksplo-
Wielozadaniowy pokładowy śmigłowiec
morski MH-60R Sea Hawk, którego eksportową wersję S-70B zaoferował w polskim
przetargu Sikorsky, jako jedyny oferent
dysponując gotowym następcą maszyn
Mi-14 i SH-2G. Pokładowy Caracal zdolny
do wykrywania i zwalczania okrętów
podwodnych nie istnieje [Fot. Sikorsky
Aircraft Corporation]
68
atacji oraz serwisowaniu swojego nowego
śmigłowca, dopóki wspomniane zakłady nie
podejmą produkcji. Dodatkowo o ile w przypadku produkcji silników nowe zakłady na
bazie filii Wojskowych Zakładów Lotniczych
nr 1 w Dęblinie będą produkowały kompletne jednostki napędowe, o tyle w przypadku
śmigłowców to te będą po prostu tylko montowane. Ale jeżeli w zawartym porozumieniu
byłoby jasno napisane, że śmigłowce będą
produkowane, a nie tylko montowane (takimi zakładami produkującymi całościowo
śmigłowce są właśnie PZL-Świdnik i PZL
Mielec), to wówczas przybędą w Polsce dwa
nowe i nowoczesne zakłady produkcji lotniczej, łącznie z transferem technologii. I tu
również przybędą nowe miejsca pracy. Tylko
takie rozwiązanie może postawić w trudnej
sytuacji zakłady w Świdniku i Mielcu, choć
nie należy się absolutnie spodziewać, żeby
ich produkcja została w jakiś sposób radykalnie ograniczona. Ich właściciele, AgustaWestland i Sikorsky Aircraft Corporation,
zbyt dużo w nie zainwestowały. Natomiast
wariant, w którym H225M Caracal nie wypadnie do końca pozytywnie, oznacza, że
przetarg będzie miał swój dalszy ciąg. Wtedy
obecne działania promocyjne, szczególnie
PZL-Świdnik, mają jak najbardziej sens. Ale
to wariant naprawdę bardzo teoretyczny,
choć do całkowitego rozstrzygnięcia należy
jeszcze poczekać, przynajmniej do początku czerwca, kiedy Caracal pomyślnie zaliczy
pozytywnie wszystkie testy. n
Maciej Ługowski
Ekspert z dziedziny historii, budowy i technologii statków
powietrznych cywilnych i wojskowych.
Napisz do autora: [email protected]
www.armia24.pl
w powietrzu
Caracale i pumy armée de l'air
EH01.067 „Pyrénées”
– francuskie anioły stróże
Combined Joint Personnel Recovery Standardization Course 2014 (kurs standaryzacyjny z zakresu odzyskiwania izolowanego personelu, CJPRSC), który odbył się w belgijskiej bazie Florennes,
udowodnił wielkie znaczenie kooperacji i standaryzacji działań pomiędzy jednostkami odpowiedzialnymi za ratownictwo bojowe w ramach operacji wielonarodowych. Wśród uczestników kursu
znalazły się załogi Escadron de Hélicoptères 01.067 (EH01.067) z bazy Cazaux w południowej Francji.
EH01.067 specjalizuje się w działaniach ratowniczych i ewakuacyjnych i podlega dowództwu Francuskich Sił Powietrznych. Korzystając z zaproszenia dowództwa eskadry, mieliśmy okazję przyjrzeć
się z bliska działalności jednostki i towarzyszyć załogom w kilku szkolnych misjach ratowniczych.
Martin Scharenborg
i Ramon Wenink
Baza Cazaux
Gdy po południu docieramy do Cazaux, jednej z największych baz lotniczych we Francji,
wita nas wzmożony ruch. W krąg nadlotniskowy wchodzą właśnie francuskie i belgij-
70
skie Alpha Jety, podczas gdy para nowiutkich
Alenia Aermacchi M-346 lotnictwa Singapuru rozpoczyna rozbieg z pasa 24. Wśród
huku silników odrzutowych nietrudno przegapić obecności w bazie wyjątkowej eskadry
śmigłowców. Jednak na płycie postojowej
EH01.067 także wre praca: personel jednostki przygotowuje się do kolejnej tury operacyjnej w Afryce. Jeden ze śmigłowców Euro-
copter EC-725R2 Caracal przygotowywany
jest właśnie do transportu do Ndżameny
w Republice Czadu na pokładzie Antonowa
An-124. Trwa końcowy przegląd śmigłowca,
a personel SIL wraz z załogami „domykają”
dokumentację przewozową.
Historia stacjonowania eskadry wiropłatów w Base Aérienne 120 Cazaux sięga roku
1962, kiedy to 22 Escadre de Hélicoptères
www.armia24.pl
Martin Scharenborg i Ramon Wenink EH01.067 „Pyrénées” – francuskie anioły stróże
powróciła do Francji po zakończeniu wojny
w Algierii. Dwie eskadry jednostki umieszczono w bazach Pau i Istres. 29 lipca 1962
roku w Cazaux utworzono Escadron de
Hélicoptères 3/22, wyposażoną w cztery
śmigłowce Sikorsky H-34 i cztery Alouete
II. 31 sierpnia 1964 Escadre de Hélicoptères
22 zostaje rozwiązana, a eskadry stacjonujące w Pau (EH1/68) i Chambéry (EH2/68)
stają się niezależnymi jednostkami, przy
czym część maszyn eskadry EH1/68 z Pau
przenosi się do Cazaux. Po zamknięciu Base
Aérienne 119 w Pau w 1972 roku pozostałe śmigłowce należące do EH1/68 przebazowano do Cazaux, gdzie weszły w skład
stacjonującej tam eskadry. W 1975 roku,
krótko po wejściu do służby śmigłowców
Sud Aviation Alouette III i SA330 Puma,
jednostka została przemianowana na Escadron de Hélicoptères 01.067 „Pyrénées”.
We wrześniu 2000 roku EH01.067 zyskała
status „Organisme à Vocation Inter Armées
(OVIA), a więc połączonej eskadry podlegającej dowództwu Francuskich Sił Powietrznych, której misją miało być umożliwienie
międzynarodowej wymiany doświadczeń
i szkolenia personelu (obecnie w eskadrze
służy dwóch zagranicznych pilotów – jeden
z USA i jeden z Niemiec). W 2006 roku
jednostka otrzymała śmigłowce EC-725R2
Caracal. W chwili obecnej w skład eskadry
wchodzą „Puma Flight”, „Caracal Flight”
i Escadrille de Transition Opérationnel-
le sur Hélicoptère Moyen
(ETO-HM) odpowiedzialna za prowadzenie szkolenia na śmigłowcach Puma
i Caracal. Jednostka ma na
wyposażeniu 11 śmigłowców SA330 i sześć maszyn
EC-725R2. W jednostce służy 240 członków personelu,
którzy od 2009 roku mają
do dyspozycji nową siedzibę
eskadry, hangary i płytę postojową. Nowa infrastruktura pozwoli
na zwiększenie personelu jednostki do
około 350 osób i przyjęcie, w razie potrzeby,
dodatkowych śmigłowców.
Szeroki wachlarz zadań
Działania poszukiwawczo-ratownicze stanowiły główne zadanie eskadry od momentu jej powstania, jednak profil ten zmienił się w trakcie trwania operacji
„Daguet” (udziału francuskich
sił zbrojnych w wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku),
kiedy to część śmigłowców
wraz z personelem przerzucono do bazy Al Asha w Arabii Saudyjskiej z zadaniem
ewakuacji z pola walki zestrzelonych lotników koalicji. Tym
samym ratownictwo bojowe stało
się kolejnym rodzajem zadań wy-
konywanych przez eskadrę.
W sytuacjach kryzysowych
jednostka może również wykonywać morskie operacje
antyterrorystyczne, działać
w ramach wsparcia pola
walki (transport taktyczny,
ewakuacja medyczna, wywiad i rozpoznanie, itd.) czy
wykonywać misje na rzecz
wojsk specjalnych. W czasie
pokoju EH01.067 wypełnia
zadania poszukiwawczo-ratownicze. Jeden ze śmigłowców SA330
Puma pełni całodobowy dyżur SAR, zabezpieczając południowo-zachodnią część
Francji w rejonie wybrzeża Zatoki Biskajskiej i Atlantyku. Załogi eskadry wykonują
zadania na rzecz ludności cywilnej, niosąc
pomoc medyczną i zapewniając transport w czasie klęsk żywiołowych, jak
choćby po przejściu huraganu
Xynthia w lutym 2010 roku
(uratowano wtedy życie 136
osobom). Obok bieżącego
szkolenia, misje tego typu
stanowią podstawę działalności eskadry.
Podstawowe szkolenie
lotnicze odbywa na śmigłowcach AS555 Fennec w Base
Aérienne 115 Orange-Caritat.
Po jego ukończeniu młodzi lot-
Szkolenie w lotach w terenie górzystym prowadzone jest w Pirenejach. Załogi Royal Air Force także często szkolą się w południowej Francji. Na zdjęciu Puma z EH01.067„Pyrénées”
w locie nad Pirenejami na południe od Lourdes
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 71
w powietrzu
Załoga śmigłowca Puma z EH01.067
72
www.armia24.pl
Martin Scharenborg i Ramon Wenink EH01.067 „Pyrénées” – francuskie anioły stróże
nicy przechodzą szkolenie zaawansowane
w bazie Wojsk Lądowych w Dax. Ostatnim
etapem jest dwudziestogodzinny program
przeszkolenia na SA330 lub EC-725R2, który prowadzony jest w ETO-HM w Cazaux.
Dodatkowym elementem jest dziesięć godzin szkolenia na symulatorze śmigłowca
EC-725R2 w zakładach producenta w Merignane. Po osiągnięciu 260 godzin nalotu lotnicy uzyskują uprawnienia do wykonywania
lotów poszukiwawczo-ratowniczych w dzień.
Nalot 380 godzin uprawnia do wykonywania
misji SAR w nocy i operowania w warunkach
górskich. W tym samym czasie lotnicy mogą
również wybrać specjalizację CSAR (ratownictwa bojowego). Uprawnienia dowódcy
śmigłowca SAR zdobywa się po uzyskaniu
700 godzin nalotu, a lotnicy z nalotem powyżej 1000 godzin osiągają status dowódcy
w lotach CSAR.
Nowoczesna flota śmigłowców
Jedenaście śmigłowców AS330 Puma służy
w eskadrze od 1974 roku. Poczynając od
1986 roku, część z tych śmigłowców została
stopniowo zmodernizowana do standardu
AS330Ba i doposażona w specjalistyczny sprzęt SAR. Jednak największą zmianą
było wprowadzenie do służby Caracali,
które zastąpiły starzejące się Alouette III.
Początkowo francuskie siły zbrojne zamó-
Por. Nicolas Lebec de Vaisseau rozpoczął służbę w Aéronavale w 1998 roku od szkolenia podstawowego w Lanvéoc-Poulmic. Następnie przeszedł dwuletnie szkolenie
SAR w La Rochelle. W swojej karierze latał również na
śmigłowcach Westland Lynx w wersji ZOP w 34 Flottille w Lanvéoc-Poulmic. Na śmigłowcach wylatał ponad
2800 godzin, a w EH01.067 służy w ramach wymiany od
września 2012 roku jako pilot śmigłowca EC-725 Caracal
wiły w 1999 roku czternaście śmigłowców
tego typu, sześć dla Sił Powietrznych i osiem
dla Armee de Terre (wojsk lądowych), które
miały wejść na wyposażenie 4e Régiment
d’Hélicoptères des Forces Spéciales (4
RHFS) stacjonującego w Pau. Zamówienie
na kolejne pięć egzemplarzy zostało złożone
w 2009 roku, a dostawę zrealizowano w dwa
lata później. Dwie z tych maszyn przeznaczone były dla 4 RHFS, a trzy dla Groupe
Aérien Mixte (GAM 56) z bazy Evreux.
Kpt. Frank „Obelix” Hofmann rozpoczął karierę wojskową
w 1998 roku od szkolenia podstawowego na śmigłowcach
Bell TH-67 w Fort Rucker w Alabamie, po którym przeszedł kurs zaawansowany na Bell OH-58D Kiowa. W 1999
roku kpt. Hofmann powrócił do Niemiec, gdzie przeszkolił się na śmigłowiec Bell UH-1D w Diepholz. Ponieważ
Hofmann wybrał CSAR jako swoją specjalizację, w 2001
roku otrzymał przydział do Hubschraubergeschwader 64
(HSG64) w Holzdorf. Obecnie służy w EH01.067 w ramach
programu wymiany personelu
Por. Nicolas Lebec de Vaisseau, pilot
Francuskiej Marynarki Wojennej służący
w ramach wymiany w EH01.067, bardzo
sobie chwali nowy śmigłowiec: W porów-
Rozległe strefy szkolne wokół bazy Cazaux (obejmujące poligon lotniczy w Capiteux, plaże na południe od Dune de
Pyla, rejony ćwiczeń SAR i CSAR na terenie bazy i w Pirenejach) zostały w 2012 roku rozszerzone o dwie strefy tankowania w powietrzu przeznaczone dla śmigłowców. Na zdjęciu śmigłowiec Puma z EH01.067 w locie nad wybrzeżem
Atlantyku na południe od Dune de Pyla
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 73
w powietrzu
naniu do Pumy to ogromny krok naprzód.
Możemy teraz przenosić aż 11 ton ładunku
w porównaniu do 7 ton w przypadku Pumy,
a zasięg operacyjny zwiększył się ze 150 do
250 mil morskich. Śmigłowiec ma ponadto
o wiele bogatszą awionikę, ale to co podoba
mi się najbardziej, to system autopilota! Jest
on wyjątkowo stabilny, a poza tym zapewnia zwiększony poziom bezpieczeństwa lotu.
System może pracować w trybie automatycznego zawisu i ma również możliwość kontroli przez technika pokładowego, który dzięki
temu może kontrolować śmigłowiec w trakcie
zawisu nad celem, wykorzystując znacznie
lepszą widoczność z kabiny ładunkowej niż
z kokpitu. Posługując się joystickiem, technik
pokładowy może przemieszczać śmigłowiec
w dowolnym kierunku z prędkością 10 węzłów. Jest to wielkie udogodnienie, szczególnie
w trakcie wykonywania lotu w warunkach
dużego zapylenia, w nocy czy podczas lądowania na pokładzie okrętu. Por. Nicolas
Lebec de Vaisseau rozpoczął służbę w Aéronavale w 1998 roku od szkolenia podstawowego w Lanvéoc-Poulmic. Następnie
przeszedł dwuletnie szkolenie SAR w La
Rochelle. W swojej karierze latał również
na śmigłowcach Westland Lynx w wersji
Operacje w Afganistanie były ogromnie wymagające i to nie
tylko z powodu ciągłego zagrożenia ze strony rebeliantów,
ale przede wszystkim z uwagi na trudny, górzysty teren,
częste loty nocne, ogromne różnice temperatur i, przede
wszystkim, zapylenie. W sumie udało nam się ewakuować
279 rannych żołnierzy. Wykonaliśmy 229 misji MEDEVAC
i 3396 lotów bojowych w czasie 3300 godzin – mówi kpt.
Frank „Obelix” Hofmann. Na zdjęciu Caracal w locie nad
Belgią w trakcie trwania kursu CJPRSC 2014
74
www.armia24.pl
Martin Scharenborg i Ramon Wenink EH01.067 „Pyrénées” – francuskie anioły stróże
ZOP w 34 Flottille w Lanvéoc-Poulmic. Na
śmigłowcach wylatał ponad 2800 godzin,
a w EH01.067 służy w ramach wymiany od
września 2012 roku. Interoperacyjność ma
w dzisiejszych czasach ogromne znaczenie.
To właśnie dlatego służą tu razem przedstawiciele różnych rodzajów sił zbrojnych.
Mamy tu lotnika z Marynarki, z Wojsk Lądowych, oficera wywiadu i trzech techników
z Marynarki i dwóch pilotów zagranicznych.
Jednocześnie jeden z członków eskadry służy
obecnie w jednostce CSAR w Moody Air Force
Base w Georgii (563rd Rescue Group). Wszyscy możemy się wiele od siebie nauczyć i to
właśnie dlatego powierzono mi funkcję Szefa
Szkolenia i Operacji Powietrznych i pieczę
nad 104 członkami personelu eskadry. Jednych z moich głównych zadań jest szkolenie
załóg w operowaniu z pokładów okrętów. Dla
lotnika morskiego jest to chleb powszedni, ale
dla załóg z innych rodzajów sił zbrojnych stanowi to nie lada wyzwanie. W ramach szkolenia co najmniej raz w miesiącu wykonujemy
starty i lądowania z pokładu okrętu. Operacje tego typu są wyjątkowo trudne w nocy,
przy braku widzialnego horyzontu, gdy okręt
mocno pracuje na fali. W przypadku awarii silnika jest tylko jedna szansa na udane
lądowanie. Zbyt duża prędkość postępowa
prowadzi w takim przypadku to zderzenia
z hangarem, a zbyt mała do upadku do morza. Doskonały system autopilota sprawia,
Członkowie niemieckiej grupy ekstrakcyjnej pozują na tle śmigłowca EC-725 Caracal w czasie kursu CJPRSC 2014
odbywającego się w belgijskiej bazie Florennes
że Caracal doskonale nadaje się do morskich
operacji SAR i działań antyterrorystycznych.
Caracal został zaprojektowany z myślą
o zastosowaniu w ratownictwie bojowym
i w operacjach specjalnych – mówi por. de
Vaisseau. Jest zatem świetnie wyposażony we
wszelkiego rodzaju sprzęt ułatwiający wykonywanie tego typu zadań. Dwa potężne silniki Turbomeca Makila 2A pozwalają na wyko-
nywanie lotów na dużych wysokościach i przy
wysokich temperaturach powietrza. Przydaje
się to szczególnie podczas działań w krajach
takich jak Afganistan. Caracal wyposażony
jest w filtry zabezpieczające przed piaskiem,
dyfuzory gazów wylotowych i opancerzone
fotele załogi i drzwi. Poza tym dysponujemy
bardzo skutecznym systemem ECM, w skład
którego wchodzą wyrzutniki flar i dipoli „Alkan Elips”, system ostrzegania przed
opromieniowaniem radarowym „Sherlock”,
stacja ostrzegania przed podświetleniem laserem „RALM” i urządzenie ostrzegające przed
pociskami rakietowymi „Damien”. Śmigłowiec posiada „glass cockpit” z siedmioma
wyświetlaczami LCD, co wielce ułatwia pilotowanie maszyny, szczególnie przy użyciu
automatyki lotu. Maszyna wyposażona jest
również w zintegrowany system FLIR firmy
Thales (Chlio ST Forward Looking Infra Red),
w skład którego wchodzi system VMS (Vehicle Monitoring System – system śledzenia
ruchu pojazdów). Mamy również do dyspozycji dalmierz laserowy i pokładową stację
radiolokacyjną. Dla zapewnienia wsparcia
ogniowego śmigłowiec może być uzbrojony
w dwa km kalibru 7,62 mm. Jednak jedną
z największych zalet maszyny jest możliwość
pobierania paliwa w locie poprzez sondę zamontowaną po prawej stronie kadłuba – wyjaśnia por. de Vaisseau.
Tankowanie w powietrzu
W przypadku wykonywania misji głęboko
za linią frontu, bądź w warunkach uniemożliwiających konwencjonalne tankowanie,
Ppłk Wesseling, dowódca kursu CJPRSC, jest doświadczonym lotnikiem, który latał na śmigłowcach MBB Bö-105CB w 299. Eskadrze Królewskich Holenderskich Sił
Powietrznych. Wykonywał również loty bojowe w ramach
holenderskiej 11. Brygady Aeromobilnej i ma na swoim
koncie ponad 4000 godzin nalotu na śmigłowcach
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 75
w powietrzu
EC-725R2 dysponuje bardzo skutecznym systemem ECM, w skład którego wchodzą wyrzutniki flar i dipoli „Alkan Elips”, system ostrzegania przed opromieniowaniem radarowym
„Sherlock”, stacja ostrzegania przed podświetleniem laserem „RALM” i urządzenie ostrzegające przed pociskami rakietowymi „Damien”. Śmigłowiec posiada „glass cockpit”
z siedmioma wyświetlaczami LCD, co wielce ułatwia pilotowanie, szczególnie przy użyciu automatyki lotu. Maszyna wyposażona jest również w zintegrowany system FLIR firmy
Thales (Chlio ST Forward Looking Infra Red), w skład którego wchodzi system VMS (Vehicle Monitoring System – system śledzenia ruchu pojazdów).Na wyposażeniu jest również
dalmierz laserowy i pokładowa stacja radiolokacyjna. Na zdjęciu śmigłowiec EC-725R2 podczas prac obsługowych. Dobrze widoczna jest instalacja FLIR, radiolokator i jeden
z najbardziej wyjątkowych elementów wyposażenia – sonda do pobierania paliwa w locie
Dwa Caracale tuż przed uruchomieniem silników przed jedną z misji w ramach kursu CJPRSC. Na zdjęciu dobrze
widoczne są sondy do pobierania paliwa w locie. W tle śmigłowiec Agusta Bell 212ICO włoskich Sił Powietrznych
76
Caracal jest przystosowany do instalacji zewnętrznej sondy do pobierania paliwa w locie. Próby z użyciem tej instalacji rozpoczęły
się w 2007 roku przy udziale włoskiego samolotu KC-130J Hercules należącego do 46
Stormo z bazy Pisa. Caracal i Hercules wykonywały loty u wybrzeży Włoch, w trakcie
których wykonywano „suche” (bez pobierania paliwa) i „mokre” próby tankowania
śmigłowca. Testy zakończyły się pomyślnie,
a dobra współpraca z Włochami doprowadziła do kolejnej serii prób tankowania
w locie pod nazwą HAAR (Helicopter Air
to Air Refueling) przeprowadzonej w listopadzie 2012 roku. W trakcie wspólnych lotów Caracal wykonał 130 „podłączeń” pod
samolot-cysternę. Jeszcze w tym samym
roku strefy szkolne wokół bazy Cazaux
(obejmujące poligon lotniczy w Capiteux,
plaże na południe od Dune de Pyla, rejony
ćwiczeń SAR i CSAR na terenie bazy i w Pirenejach) zostały rozszerzone o dwie strefy
www.armia24.pl
Martin Scharenborg i Ramon Wenink EH01.067 „Pyrénées” – francuskie anioły stróże
Niemiecka grupa ekstrakcyjna na pokładzie śmigłowca
EC-725 Caracal w trakcie misji CSAR wykonywanej w ramach kursu CJPRSC 2014
tankowania w powietrzu przeznaczone dla
śmigłowców. W celu pogłębienia współpracy
międzynarodowej i doskonalenia umiejętności tankowania w powietrzu, załogi Caracali z EH01.067 udały się w lutym 2014 roku
do Dżibuti, gdzie ćwiczyły z amerykańskimi załogami samolotów HC-130J Combat
King z 79th RQS/563rd RQG. Misje HAAR
trenowano także w trakcie ćwiczeń „Angel
Thunder 2014” w Monthan Air Force Base
w Arizonie, które trwały od 4 do 17 maja
2014 roku. W ćwiczeniu wzięło udział 64
członków personelu EH01.067 i dwa śmigłowce EC-725R2 dostarczone tam na pokładzie samolotu An-124. Poza tym Francję
reprezentowali spadochroniarze z Commando Parachutiste de L’Air 30 (CPA30). Były
to największe na świecie ćwiczenia z zakresu
ratownictwa bojowego, a kontyngent francuski był najliczniejszy spośród sześciu krajów
biorących w nich udział – mówi Hauptmann
(kpt.) Frank „Obelix” Hofmann. W ćwiczeniach uczestniczyło 70 statków powietrznych,
m. in. F-16 i A-10 z USAF, kolumbijskie A-29
Super Tucano i śmigłowce Bell 212. Mieliśmy
okazję ćwiczyć w warunkach maksymalnie
zbliżonych do rzeczywistego pola walki z wykorzystaniem wszystkich zasobów mających
kluczowe znaczenie w operacjach Personnel
Pomiędzy 17 stycznia a 31 lipca 2013 roku para śmigłowców Puma z EH01.067 operowała w Mali w ramach operacji
Serval (misja MINUSMA). Załogi śmigłowców pełniły dyżury PR i CSAR na rzecz lotnictwa taktycznego wykonującego
misje uderzeniowe na terenie kraju. Na zdjęciu dwa śmigłowce Puma z EH01.067 powracają do bazy Cazaux po
wykonaniu zadania nad wybrzeżem Atlantyku
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 77
w powietrzu
W trakcie kursu CPJRSC 2014 śmigłowce EC-725R2 Caracal operowały z bazy Florennes w Belgii, wykonując misje PR w mieszanych ugrupowaniach. Na zdjęciu Caracal w eskorcie
dwóch belgijskich śmigłowców Agusta A-109 z 17. Batalionu w locie nad południową Belgią
Recovery, w tym sił lądowych, lotnictwa,
oddziałów specjalnych i HAAR. Jeśli chodzi
o tankowanie w powietrzu, to mieliśmy okazję porównać nasze doświadczenia zebrane
w trakcie współpracy z Włochami (tankowanie nad morzem) z tankowaniem nad
lądem w Arizonie. W Stanach „koszyk” do
tankowania praktycznie non stop poruszał
się w dół i w górę. Piloci amerykańskich HH-60G Pave Hawk przyznali, że Caracal jest
o wiele bardziej stabilną platformą w warunkach HAAR. Pomimo tego, że napotkaliśmy
pewne problemy z dostępem do dokumentacji
ćwiczeń, z której część była niejawna, a także z „wpasowaniem” się w sieci informatyczne i amerykańskie ROE, uważamy udział
w przedsięwzięciu za udany, szczególnie ze
względu na możliwość ćwiczenia w międzynarodowym środowisku. Por. de Vaisseau
dodaje: Choć staramy się ćwiczyć bardzo intensywnie, w chwili obecnej załogi eskadry
są wyszkolone tylko do poziomu tankowania
w powietrzu w dzień. Jednak mamy nadzieję, że po wejściu do służby samolotu A400M
i po uzyskaniu pozytywnej opinii z Direction
Générale de l’Armement (DGA) uda nam się
już wkrótce uzyskać uprawnienia także do
nocnych tankowań w powietrzu.
78
Ratownictwo bojowe (CSAR)
Kpt. Frank „Obelix” Hofmann z Luftwaffe
służy w eskadrze w ramach wymiany personelu. Karierę wojskową rozpoczął w 1998
roku od szkolenia podstawowego na śmigłowcach Bell TH-67 w Fort Rucker w Alabamie, po którym przeszedł kurs zaawansowany na Bell OH-58D Kiowa. W 1999 roku kpt.
Hofmann powrócił do Niemiec, gdzie przeszkolił się na śmigłowiec Bell UH-1D w Diepholz. Ponieważ Hofmann wybrał CSAR jako
swoją specjalizację, w 2001 roku otrzymał
przydział do Hubschraubergeschwader 64
(HSG64) w Holzdorf. Po wycofaniu ze służby śmigłowców UH-1D HSG64 otrzymał
maszyny Sikorsky CH-53, a zadania CSAR
stały się domeną eskadry pułku stacjonującej w Laupheim. W sierpniu 2012 Hofmann
otrzymał propozycję służby w „Puma Flight”
EH01.067 w ramach programu wymiany personelu. Gdy Hofmann przeszkolił się już na
Pumy okazało się, że w kluczu nie uda mu
się wylatać wystarczającej ilości godzin i tak
znalazł się w „Caracal Flight”. W tej chwili mój
nalot to ponad 2200 godzin i nadal uważam,
że decyzja, aby zostać pilotem wojskowym,
była najlepszym wyborem jakiego dokonałem w życiu (choć moja rodzina pewnie się
z tym nie zgodzi). Możliwość latania nowym
typem maszyny jest zawsze bardzo ekscytująca, szczególnie gdy jest to maszyna o dużych
możliwościach. Moją specjalnością jest CSAR
i bardzo cenię sobie możliwość wymiany doświadczeń z innymi kolegami po fachu. Ludzie tu pracujący służyli w wielu miejscach na
świecie, co pozwoliło im zgromadzić naprawdę imponującą ilość wiedzy i doświadczenia.
Eskadra jest w ciągłym ruchu – nie tak dawno
powróciła z Afganistanu, a już szykuje się do
misji w Afryce.
Pod szyldem ‘Personnel Recovery’ kryje się
pięć elementów – mówi kpt. Hofmann. Są to
Ewakuacja Bojowa (Combat Recovery – CR),
Poszukiwanie i Ratownictwo (Search and
Rescue – SAR), Ratownictwo Bojowe (Combat Search and Rescue – CSAR), Ewakuacja
Personelu Cywilnego (Non Assistance Recovery – NAR) i Operacje Uwalniania Zakładników (Hostage Release Operations – HRO).
Każda z powyższych misji składa się z kilku
etapów, które obejmują Force Preparation
(przygotowanie sił i środków), Notification
(powiadomienie), Location & Authentication (lokalizację i sposoby potwierdzenia
tożsamości), Mission Planning (planowanie
misji) i Mission Execution (wykonanie misji).
www.armia24.pl
Martin Scharenborg i Ramon Wenink EH01.067 „Pyrénées” – francuskie anioły stróże
W trakcie trwania Operacji Pamir w Afganistanie wykonaliśmy dużą liczbę zadań CR
i CSAR. To niewiarygodne, jak wielu graczy
zaangażowanych jest w tego typu operacje. Po
zgłoszeniu katastrofy śmigłowca czy samolotu
myśliwskiego należy najpierw ustalić dokładne
miejsce zdarzenia. Potem następuje analiza
ryzyka i sprawdzenie dostępności sił i środków,
włączając w to jednostki wsparcia. Następnie
opis planowanej misji musi zostać zatwierdzony na szczeblu Joint Force Air Component
Commander (Dowództwo Komponentu Lotniczego Sił Połączonych). Po zatwierdzeniu
przez JFACC rozpoczyna się bezpośrednie planowanie zadania, po którym następuje briefing wywiadowczy. Po zebraniu danych ostateczna decyzja GO lub NO GO podejmowana
jest w oparciu o wiele zmiennych, takich jak
dostępność wysuniętych punktów tankowania
FARP (Forward Arming and Refueling Point),
wymagana liczba personelu ewakuacyjnego
(Extraction Forces – EF) czy dostępność osłony
powietrznej RESCORT (Rescue Escort), czyli
śmigłowców lub samolotów bojowych. Działania Personnel Recovery Task Force koordynowane są przez Joint Personnel Recovery Center
(JPRC) w Kabulu i przez Personnel Recovery
Coordination Center przy jednej z Regional
Commands ISAF. W rejonie celu całością
działań kieruje Airborne Mission Commander, który najczęściej znajduje się na pokładzie
samolotu AWACS i ma wgląd w całość sytuacji taktycznej. Dodatkowo nad rejonem celu
krąży „Sandy 1” (najczęściej Republic A-10C
Thunderbolt II), którego pilot sprawuje funkcję
tzw. On Scene Commander (OSC). Do jego zadań należy nie tylko wzrokowe poszukiwanie
zaginionych lotników, ale także pośredniczenie
w komunikacji pomiędzy Airborne Mission
Commander, RV (Rescue Vehicles – pojazdy
ratownicze), Extraction Forces i załogami
śmigłowców CR/CSAR. W tym samym czasie Airborne Mission Commander pozostaje
w stałej łączności z centrami dowodzenia
JFACC/CAOC/JPRC i może w razie potrzeby
skierować w rejon działań samoloty RESCAP
(Rescue Combat Air Patrol – ratowniczy powietrzny patrol bojowy), SEAD (Supression
of Enemy Air Defense – zwalczania obrony
powietrznej przeciwnika) czy ISR (Intelligence, Surveillance, Reconnaissance – wywiad,
dozór, rozpoznanie). W ciągu ostatnich kilku
lat wspólnie z sojusznikami przeprowadziliśmy w ten sposób wiele udanych operacji tego
typu. Bez wątpienia kluczem do sukcesu było
dokładne planowanie misji i dobra współpraca pomiędzy poszczególnymi uczestnikami
operacji.
Imponujące osiągnięcia
Personel EH01.067 brał udział w wielu operacjach na całym świecie. Od października
1990 roku do maja 1991 roku eskadra została skierowana do Iraku i Arabii Saudyjskiej
w ramach operacji Desert Storm (francuski
kryptonim Daguet) z zadaniem niesienia
pomocy zestrzelonym lotnikom koalicji. Od
tego momentu ratownictwo bojowe stało się
jednym z głównych zadań jednostki. Pomiędzy lutym 1994 roku a lipcem 1997 roku trzy
śmigłowce Puma z EH01.067 wraz z załogami pełniły dyżury CSAR we włoskiej bazie
Brindisi wspierając operację Deny Flight.
W trakcie służby w Brindisi załogi Pum
ewakuowały z Albanii dużą grupę obywateli
francuskich. W 1999 roku (luty – czerwiec)
trzy śmigłowce Puma należące do eskadry
operowały z lotnisk w Kosowie i Macedonii
wypełniając zadania CSAR w ramach operacji Allied Force. Pomiędzy czerwcem i sierpniem 2003 roku załogi eskadry przerzucono
do Konga (operacja Artemis & Mamba).
W 2004 roku (29 lutego – 5 kwietnia) załogi dwóch śmigłowców Puma operowały na
Haiti, wspierając operację pokojową ONZ
pod kryptonimem Cabaret. Kolejną operacją pokojową pod egidą Narodów Zjednoczonych, w której wzięli udział lotnicy
eskadry, była operacja Licorne w Wybrzeżu
Kości Słoniowej w 2007 roku.
W dniach 16 lipca – 22 września 2006
eskadra wysłała trzy śmigłowce EC-725
Caracal (tuż po uzyskaniu pełnej gotowości operacyjnej na nowym typie) do Libanu,
gdzie przeprowadzono operację ratowniczo-ewakuacyjną (Rescue and Evacuation
– RESEVAC) mającą na celu transport ponad tysiąca obywateli Francji na Cypr. W ramach misji załogi Caracali wykonały 93 loty.
Jeden z Caracali eskadry pojawił się również w Czadzie, gdzie Francuzi wspomagali
wojska Unii Europejskiej (European Union
Hiszpańskie śmigłowce AS332B Super Puma także uczestniczyły w kursie CJPRSC zorganizowanym w 2014 roku. Na zdjęciu jedna z hiszpańskich Super Pum powraca na północną
płytę postojową w bazie Florennes z żołnierzami grupy ekstrakcyjnej na pokładzie
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 79
w powietrzu
Force – EUROFOR) pomiędzy grudniem
2007 roku i majem 2008 roku.
Trzy śmigłowce Caracal wraz załogami
pełniły dwukrotnie służbę w Afganistanie
w ramach operacji Pamir (listopad 2006 –
wrzesień 2007 i kwiecień 2008 – kwiecień
2013), wspierając wojska ISAF. Do zadań
francuskich lotników należały misje MEDEVAC, transportu taktycznego, rozpoznania i CSAR. Jednym z naszych największych
osiągnięć w Afganistanie była operacja wykonana 18 sierpnia 2008 roku, gdy francuski
konwój wpadł w pułapkę w dolinie Uzbin.
W jednym wylocie udało nam się ewakuować
23 rannych żołnierzy! – mówi kpt. Frank
„Obelix” Hofmann. Nasze Caracale ruszyły na pomoc także po katastrofie włoskiego
śmigłowca Agusta Bell 212 w 2007 roku. Inne
akcje, w których braliśmy udział to katastrofa
amerykańskiego śmigłowca AH-64 29 grudnia 2011 roku i afgańskiego Mi-8 17 stycznia 2012 roku. Operacje w Afganistanie były
ogromnie wymagające i to nie tylko z powodu
ciągłego zagrożenia ze strony rebeliantów, ale
przede wszystkim z uwagi na trudny, górzysty teren, częste loty nocne, ogromne różnice
temperatur i, przede wszystkim, zapylenie.
W sumie udało nam się ewakuować 279
rannych żołnierzy. Wykonaliśmy 229 misje
MEDEVAC i 3396 lotów bojowych w czasie
3300 godzin.
Od marca do października 2011 roku śmigłowce EH01.067 uczestniczyły w operacji
Harmattan, czyli francuskiej wersji operacji Unified Protector. W ramach misji dwa
śmigłowce Caracal i jedna Puma wykonywały zadania obejmujące loty rozpoznawcze
nad Bengazi (Libia), MEDEVAC, RESEVAC
i Force Protection. Załogi śmigłowców
miały także za zadanie ochronę personelu
ambasady Francji i operacje morskie u wybrzeży Wielkiej Syrty. Śmigłowce operowały
początkowo z pokładu lotniskowca Charles de Gaulle znajdującego się w odległości
ok. 100 km od wybrzeża Libii. Po powrocie
lotniskowca do macierzystego portu, załogi śmigłowców przebazowały swe maszyny
na pokłady okrętów desantowych Tonnerre
i Mistral. 15 września prezydent Francji Nicolas Sarkozy udał się na pokładzie Caracala
do Tripolisu, gdzie wspólnie z brytyjskim
premierem Davidem Cameronem wziął
udział w spotkaniu z członkami Tymczasowej Rady Narodowej Libii.
Pomiędzy 17 stycznia a 31 lipca 2013 roku
para śmigłowców Puma z EH01.067 operowała w Mali w ramach operacji Serval (misja
MINUSMA). Załogi śmigłowców pełniły
dyżury PR i CSAR na rzecz lotnictwa taktycznego wykonującego misje uderzeniowe na terenie kraju. Poza tym wykonywano również zadania podobne do operacji
w Afganistanie, a więc misje MEDEVAC,
transportowe i wsparcia. Główna baza operacyjna mieściła się w Gao, ale śmigłowce
operowały również z Timbuktu. Strefa odpowiedzialności obejmowała region Adrar
Iforas w pobliżu granicy z Algierią.
W dniu 1 sierpnia 2014 roku ruszyła operacja Barkhane mająca na celu wzmocnienie
bezpieczeństwa w regionie obejmującym
państwa Mauretania, Mali, Niger, Czad
i Burkina Faso. W operacji bierze udział
3000 personelu, 200 pojazdów transportowych, 200 transporterów opancerzonych,
sześć samolotów myśliwskich, siedem samolotów transportowych, cztery aparaty
UAV i 20 śmigłowców, wśród których już
niedługo znajdą się maszyny z EH01.067.
Combined Joint Personnel Recovery
Standardization Course 2014
Ósma edycja Combined Joint Personnel Recovery Standardization Course (CJPRSC)
odbyła się w dniach 22 września – 9 października 2014 roku w belgijskiej bazie
Florennes z inicjatywy European Air Group (EAG). W kursie brało udział aż 480
członków personelu i 23 statki powietrzne
z 12 krajów. Głównym celem szkolenia było
ćwiczenie procedur zadań PR pozwalające uczestnikom na efektywne planowanie
i prowadzenie misji ratowniczo-ewakuacyj-
W 2013 roku zapadła decyzja o przeniesieniu wszystkich śmigłowców EC-725 Caracal należących do Francuskich Sił Zbrojnych do bazy Cazaux. Oznacza to, że dziesięć Caracali
Armée de terre stacjonujących w Pau wkrótce zostanie przebazowanych do Cazaux, zaś Pumy przeniosą się do bazy Solenzara na Korsyce. Na zdjęciu Caracal w locie nad Belgią
80
www.armia24.pl
Martin Scharenborg i Ramon Wenink EH01.067 „Pyrénées” – francuskie anioły stróże
Załogi francuskich śmigłowców EC-725R2 Caracal uczestniczyły w wielu operacjach poza granicami kraju, m.in. w Libanie, Libii, Afganistanie i w Mali. Wkrótce wezmą też udział
w rozpoczętej niedawno operacji Barhane w Mauretanii, Mali, Nigrze, Czadzie i Burkina Faso, która ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa w regionie
nych w środowisku międzynarodowym.
Uczestnicy kursu ćwiczyli w warunkach
maksymalnie zbliżonych do rzeczywistego
pola walki i mieli okazję nie tylko do wymiany doświadczeń, ale też do wypracowania,
tam gdzie było to konieczne, wspólnych
procedur i strategii działania. Dwutygodniowy kurs obejmował część teoretyczną
i trwającą pół tygodnia część praktyczną,
w ramach której szkolący się personel miał
okazję wprowadzić w życie wiedzę zdobytą w salach wykładowych wykonując loty
w przestrzeni powietrznej południowej
Belgii i północnej Francji. W ćwiczeniach
uczestniczyło kilka typów śmigłowców, samoloty AWACS (francuskie i NATO), siły
„przeciwnika” (Opposing Forces – OPFOR),
samoloty wielozadaniowe (belgijskie F-16
i włoskie AMX), a także systemy rakietowe
Mistral i bezpilotowce.
Przydziałem zadań zajmowała się specjalnie w tym celu utworzona komórka Joint
Personnel Recovery Cell a misje oceniane
były zarówno w fazie planowania, jak wykonania przez obserwatorów (Mission Monitors – MIMO). Cel kursu jest jasny – mówi
dowodzący ćwiczeniem ppłk. Fred Wesseling. Działania PR stają się obecnie coraz
ważniejsze, a więc szkolimy się aby skuteczniej działać w środowiskach o różnym stopniu
zagrożenia. W kursie może uczestniczyć personel wszystkich państw zrzeszonych w EAG
i państw partnerskich, pod warunkiem, że
wszyscy podporządkują się wymogom SOP.
Ppłk Wesseling jest doświadczonym lot-
nikiem, który latał na śmigłowcach MBB
Bö-105CB w 299. Eskadrze Królewskich
Holenderskich Sił Powietrznych. Wykonywał również loty bojowe w ramach holenderskiej 11. Brygady Aeromobilnej i ma na
swoim koncie ponad 4000 godzin nalotu na
śmigłowcach. Obecny kurs jest ostatnim tego
typu przedsięwzięciem organizowanym przez
EAG. W przyszłości odpowiedzialność za
prowadzenie szkolenia spocznie na tworzonej właśnie organizacji European Personnel
Recovery Center (EPRC), która ma rozpocząć
działalność 8 lipca 2015 roku – mówi ppłk.
Wesseling.
Pomysł na utworzenie EPRC pojawił się
już w 2011 roku, a przyświecała mu chęć zbudowania zdolności do prowadzenia misji PR
na rzecz Europejskich Sił Zbrojnych, a także
wspomaganie międzynarodowej kooperacji
i standaryzacji. Zatem przyszłoroczny kurs
CJPRSC będzie prowadzony przez EPRC. Zadania EPRC będą obejmować opracowywanie dokumentacji szkoleniowej, prowadzenie
szkoleń i innych przedsięwzięć edukacyjnych,
standaryzację i wsparcie operacyjne.
Standaryzacja to jeden z głównych elementów omawianych w ramach kursu. Podobnie
jest z korzystaniem z wysuniętych punktów
tankowania (FARP) stanowiącym stały element wszystkich misji RP dalekiego zasięgu.
Staramy się więc, aby wszystkie załogi śmigłowców przynajmniej raz w trakcie trwania
kursu miały możliwość przećwiczenia tego
fragmentu zadania. Uznaliśmy, że ćwiczenie
tankowania i odtwarzania gotowości bojowej
w FARP zwiększy zdolności interoperacyjne
uczestników kursu, choćby ze względu na
różnice w sprzęcie używanym przez poszczególne kraje – niektóre śmigłowce tankowane
są ciśnieniowo, inne grawitacyjnie – kończy
ppłk Wesseling.
EH01.067 wysłała na kurs załogi dwóch
Caracali. Wykonujemy tu bardzo złożone
i realistyczne zadania PR – mówi kpt. Frank
„Obelix” Hofmann. Szczególnie podoba mi
się międzynarodowy charakter kursu. Wczoraj na przykład mieliśmy okazję wykonywać
wspólną misję z polskimi Mi-24 Hind, których załogi zapewniały tzw. Armed Escort
(RESCORT), a dzisiaj będziemy latać w towarzystwie belgijskich maszyn Agusta A-109,
transportując na pokładzie niemiecką grupę
ekstrakcyjną. Z kolei nasz drugi Caracal będzie w tym czasie przewoził żołnierzy włoskich. Zadanie On Scene Commander wykonywać będzie pilot włoskiego samolotu AMX,
a nasza załoga wystąpi w roli Rescue Mission
Commander. Wszyscy z uczestników kursu
wysoko oceniają wszechstronność Caracali. Było to szczególnie widoczne, gdy po
awarii niemieckiego CH-53G jego zadanie
błyskawicznie przejęła załoga Caracala.
Była to świetna demonstracja współpracy
i interoperacyjności pomiędzy partnerami.
Osobiście uważam, że śmigłowce z rodziny
Caracal i Cougar, z racji na swe rozmiary
i możliwości, najlepiej nadają się to zadań
ratowniczych w ramach misji PR. W razie
potrzeby mogą także przenosić uzbrojenie
strzeleckie, co zwiększa możliwości obrony
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 81
w powietrzu
i przetrwania na polu walki – dodaje ppłk.
Wesseling. Przyszłoroczny kurs odbędzie się
w trzech pierwszych tygodniach września
w bazie Papa na Węgrzech.
Idą wielkie zmiany
W ciągu wielu lat istnienia, EH01.067 stała
się wyspecjalizowaną jednostką PR Francuskich Sił Zbrojnych. Uzyskanie przez
eskadrę statusu Organisme à Vocation Inter Armées (OVIA) we wrześniu 2001 roku
otwarło drogę do przekształcenia jej w Joint Personnel Recovery Squadron i przyporządkowania dowództwu Sił Powietrznych.
W 2013 roku zapadła decyzja skoncentrowaniu wszystkich EC-725 w bazie Cazaux,
co oznacza, że już wkrótce znajdą się tam
Caracale Wojsk Lądowych stacjonujące
obecnie w Pau. To była logiczna decyzja.
Dysponujemy tu dużym doświadczeniem
i nową infrastrukturą. Są tu rozległe tereny
szkoleniowe i pełna obsługa techniczna prowadzona na miejscu przez personel Eurocoptera. Docelowo EH01.067 będzie wyposażona
wyłącznie w Caracale, a Pumy przeniesione
zostaną do bazy Solenza na Korsyce. Zresztą
w tej chwili większość z jedenastu Pum eskadry służy poza granicami kraju, na przykład
w Gujanie Francuskiej, zatem przeprowadzka
na Korsykę czeka tylko kilka egzemplarzy –
mówi por. de Vaisseau. EH01.067 odegrała
ważną rolę w wielu operacjach na całym
Puma z EH01.067 „Pyrénées” w locie szkoleniowym nad Pirenejami
świecie. Rosnące zapotrzebowanie na wyspecjalizowane eskadry do zadań PR oznacza,
że mamy przed sobą świetlaną przyszłość.
Staramy się jednak nie osiadać na laurach
i podnosić swoje kwalifikacje, dzieląc się doświadczeniami z innymi i jednocześnie ucząc
się od nich. Tylko w ten sposób możemy stawać się coraz lepsi w tym, co robimy – podsumowuje kpt. Frank „Obelix” Hofmann.
n
Tekst i zdjęcia Martin Scharenborg i Ramon Wenink / Global
Aviation Review Press ©
Puma z EH01.067 w pełnej
krasie na lotnisku w Cazaux
82
www.armia24.pl
thalesgroup.com/naval
Rozwiązania dla sektora morskiego
Wypełniamy wszystkie ważne zadania
MISJE HUMANITARNE
Koordynacja pomocy dla obszarów objętych
katastrofami i klęskami żywiołowymi, procedury
ewakuacji, poszukiwań i akcji ratunkowych.
OPERACJE MILITARNE
Wspieranie operacji specjalnych i lądowych,
obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej.
KONTROLOWANIE SYTUACJI NA MORZU
Utrzymywanie spójności terytorialnej oraz
świadomości sytuacyjnej na odpowiednim poziomie.
WYZWANIA STOJĄCE PRZED SŁUŻBAMI CELNYMI I STRAŻĄ GRANICZNĄ
Zwalczanie przemytu narkotyków, operacje antyterrorystyczne, zagrożenia związane z
nielegalną imigracją, zwalczanie kontrabandy.
Bezpieczeństwo na morzu wymaga codziennego podejmowania tysięcy
kluczowych decyzji. Firma Thales znajduje się w ich centrum. Nasze radary i
sonary, systemy przeciwpożarowe, rozwiązania C4ISR, programy integracji
dużych systemów i modernizacji okrętów wojennych wyposażone są w
inteligentne, zintegrowane technologie – jedne z najlepszych na świecie. Ufają
im i korzystają z nich marynarki wojenne z ponad 50 krajów. Oferowane
przez nas informacje i kontrola umożliwiają podejmowanie decyzji odnośnie
najbardziej skutecznego reagowania w środowiskach mających znaczenie
krytyczne. Wszędzie, wspólnie z naszymi klientami zmieniamy świat na lepsze.
Historia Militaris
SZKOLnictwo wojskowe w II RP
Polskie korpusy kadetów
w latach 1918–1939
Część 1
Projekty powołania do życia
szkół kadeckich krystalizowały
się jeszcze w toku walk o niepodległość kraju. Kwestią tą
interesowali się ludzie, którzy
utrwalenie niepodległego bytu
państwa upatrywali w dobrze
zorganizowanym kształceniu
i wychowaniu młodego pokolenia oraz silnej i skonsolidowanej armii.
Witold Lisowski
S
prawę kształcenia wojskowego młodzieży traktowano wówczas jako czynnik
przygotowania jej do obrony państwa.
Twierdzono, że każdy Polak, już z racji geopolitycznego położenia swego kraju, czuć się
musi żołnierzem z ducha i charakteru, bez
względu na to, czy poświęca się zawodowi
żołnierskiemu, czy też nie1.
Za biedni jesteśmy, aby utrzymać liczną
armię, tym bardziej więc musimy dążyć do
tego, aby naród był przygotowany na pierwszy zew Ojczyzny i mógł stanąć, jak jeden
mąż w jej obronie. Wszyscy tam będą potrzebni: mężczyźni, kobiety, starzy i młodzi,
zdolni i mniej zdol­ni, silni i słabsi fizycznie,
a nawet ułomni, byleby tylko jednakowo kochali swój kraj i byli gotowi nieść mu w ofierze pracę i życie2.
Argumentowano, że cechy przyszłego oficera, który wypełniać musi poważne funkcje państwowe, powinny być formowane
już od wczesnego dzieciństwa; człowieka
dorosłego z ukształtowanym już w zasadzie
charakterem trudno bowiem wychować
i przekształcić. Byłby to, jak twierdzono,
proces nienaturalny, powierzchowny, który
w ciężkiej chwili mógłby zawieść, ustępując
pierwotnym nawykom i zasadom ukształto­
84
Kompania honorowa Lwowskiego Korpusu Kadetów
wanym w latach młodzieńczych. Podkreślano, że uczynienie z dojrzałego już młodzieńca
wytrwałego i ofiarnego oficera jest bardzo
trudne, tym bardziej, jeśli cała metodologia
wychowawcza nie opiera się na pełnej zgod-
ności z zasadami moralnymi, przyjętymi
w określonym społeczeń­stwie3.
Wiek młodzieńczy zatem wydawał się najodpowiedniejszym okresem kształtowania
pojęć moralnych, a przede wszystkim czci
www.armia24.pl
dla pięknych tradycji oręża i miłości dla
kraju rodzinnego. Wykorzystując zaś zapał
lat młodzieńczych, starano się kształtować
pierwiastki, które uważano za męskie, takie
jak: ambicja, silna wola, gotowość do czynu,
odwaga, wytrwałość, stanowczość i poczucie
odpowiedzialności.
Jedną z przyczyn powołania do życia szkół
kadeckich była chęć po­wrotu do starej i pięknej tradycji dawnych szkół rycerskich, cieszących się popularnością wśród społeczeństwa
polskiego.
Jednomyślność co do potrzeby powołania tych szkół sprawiła, że dyskusje
toczyły się jedynie na temat organizacji
poszczególnych insty­
tucji wychowawczych w przyszłych szkołach kadeckich.
Zastanawiano się, czy nadać im charakter
czysto wojskowy, przyznając absolwentom
pełne prawa wojskowe i żądając w zamian
zobowiązania długoletniego poświęcenia
się karierze wojskowej, czy też uznać je
za szkoły ogólno­kształcące o charakterze
wojskowym, w których to po ukończeniu
nauki istnieć będzie pełna swoboda wyboru przyszłego zawodu4.
Większość uważała, że za wcześnie jest
obarczać młodocianych, a także ich rodziców
zobowiązaniami w kwestii przyszłego zawodu. Taki przymus mógłby wywołać ujemne
skutki wychowawcze. Dlatego też zwyciężyła
zasada wolnego wyboru przyszłego zawodu,
czyniąc tym samym szkoły kadeckie swoistą formą szkoły narodowej, dostępnej dla
wszystkich warstw społeczeństwa.
Organizatorzy szkół kadeckich, powołując
do życia nowy organizm szkolny, wykorzystywali dotychczasową postępową spuściznę
tego typu zakładów. Odrzucono natomiast
wszystko to, co w przeszłości tłumiło rozwój
polskiego ducha narodowego.
Zgodnie z polską tradycją, nowo powołane
szkoły kadeckie miały się stać przodującymi
placówkami oświatowymi. Zorganizowane
na zasa­dach nowoczesnej pedagogiki, posiadające starannie dobrany zespół nau­czycieli
i wychowawców, pracować miały w atmosferze obowiązku, kar­ności, zdrowia i tężyzny fizycznej. Szczery patriotyzm i prawdziwa mo­
ralność miały być dopełnieniem wytyczanego
wzorca wychowawczego przyszłego oficera.
Twórcami projektów szkół kadeckich byli
dwaj doświadczeni ofice­rowie wywodzący się
z armii rosyjskiej – gen. dyw. Jan Jacyna5 oraz
gen. dyw. Józef Latour6.
Zgodnie z ogłoszonym w 1922 r. Statutem
Korpusu Kadetów zatwier­dzonym przez Ministerstwo Spraw Wojskowych, ustalone zostały cel i organizacja szkół. Zadaniem korpusu kadetów było doprowadzenie młodzieży
do stopnia wykształcenia, wymaganego dla
rozpoczęcia stu­diów wyższych, jak również
Gen. dyw. Józef Latour inspekcjonujący Korpus Kadetów nr 2 w 1919 r.
przysposobienia doborowego zastępu do zawodu wojskowego.
Korpusy kadetów, powstałe w oparciu na
tradycjach polskich szkół rycerskich jako
szkoły wojskowe, uzyskały wszystkie uprawnienia pań­stwowych szkół średnich ogólnokształcących. Łączyły one naukę gimna­zjum
wyższego (od IV do VIII klasy) typu matematyczno-przyrodniczego z wychowaniem
i przysposobieniem wojskowym w zakresie
kursu uni­tarnego szkoły podchorążych piechoty. Celem korpusu kadetów było zasilenie Szkoły Podchorążych Piechoty (a także
szkół innych broni) kandydatami na oficerów
zawodowych przez kształcenie i wychowa-
Tablica ku czci Kadetów walczących w III Powstaniu
Śląskim
nie w duchu państwowym doborowego pod
względem ideowym, moralnym, umysłowym
i fizycznym zastępu młodzieży, poświęcającej
się dobro­wolnie zawodowi żołnierskiemu7.
Dla ścisłości należy podkreślić, że do roku
1928 zobowiązano rodziców, aby składali
oświadczenia stwierdza­jące, że oddają syna
do korpusu kadetów w zamiarze poświęcenia
go w przyszłości zawodowej służbie wojskowej oraz że zwrócą kwotę opła­ty szkolnej,
od której syn ich przez czas swego pobytu
w korpusie kade­tów był zwolniony, gdyby
po otrzymaniu matury nie wstąpił do Szkoły Oficerskiej.
W 1931 r. nowy Statut Korpusu Kadetów
dawał absolwentowi nowe prawa i upoważniał do:
1. bezpośredniego przejścia do Szkoły Podchorążych Piechoty,
2. przejścia do jednej ze szkół podchorążych broni, po pokryciu zapotrzebowania
Szkoły Podchorążych Piechoty, w zależności
od warun­ków fizycznych i upodobań absolwenta,
3. otrzymania stopnia kpr. pchor. lub st.
szer. pchor. po złożeniu przysięgi podchorążego,
4. wstąpienia do wyższej uczelni cywilnej,
o ile nie zechce poświęcić się zawodowej służbie wojskowej,
5. korzystania z ulg wynikających z ukończenia drugiego stopnia przysposobienia
wojskowego przez tych absolwentów, którzy
nie po­święcają się czynnej służbie wojskowej8.
W opracowanych przez generała Jacynę
Powinnościach i prawach uczniów Korpusu
Kadetów czytamy m.in.: Każdy uczeń powinien znać dobrze przeznaczenie zakładu, do
którego wstąpił, aby wiedział z góry do jakich
powinności poczuwać się musi, przywdziewając mundur kadecki9.
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 85
Historia Militaris
Dokument ten, zawierający zasady organizacyjne szkół kadeckich, precyzował również
wartości moralno-etyczne kadeta, jego zalety cha­rakteru, a także działalność naukową
i społeczną. Zawód, do którego przygotowujecie się — czytamy w Powinnościach —
wymaga przede wszystkim zalet charakteru:
spokoju, pewności siebie i odwagi. Trzy zalety
połączone z obowiązkowością i wiedzą tworzą
dopiero dobrego oficera. Dobra wola i poczucie
godności własnej pomóc może w tym usiłowaniu. Ojczyzna nasza wymaga od Was takich
cnót, jak poczucie honoru własnego i godności. Kto ma poczucie, ten nie zawiedzie nigdy,
gdyż wie, że rany, śmierć i niewola są rzeczami
znikomo małymi w po­równaniu do hańby10.
Korpus kadetów, dzięki celowym zarządzeniom, wpajał przyzwyczajenia i cnoty
potrzebne w służbie wojskowej i społecznej, uczył zasad twór­czej i rozumnej pracy.
W szkole kadeckiej widziano zakład, który
po­winien dać krajowi dobrze przygotowanych do obrony państwa obywa­teli o silnej
woli, prawym charakterze i zamiłowaniu do
pracy.
Niech hasła braterstwa, równości, wzajemnej pomocy, koleżeńskie­go poparcia, czystości moralnej, siły duchowej i pracy bez wytchnienia nad sobą, nad wyrobieniem swego
Odznaka Lwowskiego Korpusu Kadetów im. Józefa
Piłsudskiego
charakteru, woli i własnej inicjaty­wy, zawsze
przewodniczą młodzieży naszej w Korpusach,
niech prze­wodniczy jej myśl, że ten tylko dopnie celu, kto umie chcieć11.
Powyższe założenia organizacyjne określały jednoznacznie, że w kor­pusach kadetów
nie może być miejsca dla młodzieży, która
nie posiada ambicji bądź nie wyróżnia się
w nauce. W praktyce szkół kadeckich chodziło o to, aby wytworzyć przeświadczenie,
że do zakładów wojskowych idzie młodzież
najzdolniejsza, nie ma zaś tu miejsca dla
niedołę­gów umysłowych i fizycznych. Oficer
miał być przykładem wysokiego intelektu,
wartości społecznych oraz sprawności i zwinności fizycznej.
Do korpusu kadetów przyjmowani byli
tylko synowie obywateli Rze­czypospolitej,
odpowiednio przygotowani naukowo, dobrze
rozwinięci fi­zycznie i zdolni w przyszłości do
służby wojskowej. Przy przyjmowaniu obowiązywała następująca kolejność:
a) sieroty po oficerach i szeregowcach Wojska Polskiego, poległych na polu chwały lub
zmarłych wskutek pełnienia obowiązków
służbowych,
b) synowie inwalidów wojennych,
c) synowie kawalerów orderu ,,Virtuti Militari”,
d) synowie oficerów i podoficerów zawodowych Wojska Polskiego, pozostających
w służbie czynnej lub emerytowanych,
e) sieroty, pozostające pod wyłączną opieką
krewnych oficerów lub podoficerów Wojska
Polskiego,
f) sieroty po urzędnikach państwowych
i nauczycielach,
g) sieroty po obywatelach, którzy padli
ofiarą wojny,
h) synowie urzędników państwowych i nauczycieli,
i) inni kandydaci w miarę wolnych miejsc12.
Uroczystość nadania historycznego sztandaru powstańców styczniowych z 1864 r. Lwowskiemu Korpusowi Kadetów
86
www.armia24.pl
Witold Lisowski Polskie korpusy kadetów w latach 1918–1939
Kryteria te obowiązywały szczególnie do
1930 r., kiedy zarówno miniona wojna, jak
i długoletnia niewola pozostawiły znaczną
liczbę sierot. W następnych latach kryteria
przyjęcia dawały najwięcej szans młodzieży
uzdolnionej, choć sieroctwo zawsze było wysoko limitowane.
W pierwszych latach istnienia szkół, np.
w Korpusie Kadetów nr 2 liczba sierot wśród
nowo przyjętych kandydatów kształtowała
się tak, jak podaje tabela 1.
Tab. 1.
Liczba
1919/1920 1920/1921
sierot
Zupełnych 6
–
Bez ojca
34
15
1921–
1922
10
25
1922–
1923
10
60
Jeszcze w roku szkolnym 1929/1930
w Korpusie Kadetów nr 2 było bez obojga rodziców 33, a bez ojca – 132 kadetów. Równie
wysoko li­mitowane były stanowiska rodziców oraz ich pozycje społeczne. Naj­lepszym
potwierdzeniem tej tezy będzie załączony
niżej wykaz zawo­dów (tabela 2) rodziców
uczniów szkół kadeckich, potwierdzający
fakt, że w Korpusach Kadetów okresu międzywojennego niewiele pozosta­wało miejsc
dla synów biedoty13.
Kandydaci do korpusu kadetów przyjmowani byli wyłącznie w usta­lonych terminach
na podstawie egzaminów konkursowych,
obowiązują­cych bez wyjątku wszystkich
kandydatów. Egzaminy konkursowe odby­
wały się zwykle w drugiej połowie sierpnia.
Kandydat na kadeta musiał spełniać następujące warunki:
a) ukończony 13 rok życia i nie przekroczony 15,
b) złożyć w wyznaczonym czasie przez
rodziców (lub opiekunów) wymagane dokumenty,
c) być uznanym za zdrowego przez komisję, w skład której wcho­dzili: komendant
korpusu kadetów, inspektor musztry, starszy
lekarz, kierownik wychowania fizycznego,
d) złożyć egzamin konkursowy z zakresu
siedmiu klas szkoły po­wszechnej lub trzech
klas gimnazjum niższego z wynikiem dobrym
(do kla­sy V przyjmowano tylko w wyjątkowych przypadkach i obowiązywał wówczas
egzamin z IV klasy gimnazjum państwowego typu matema­tyczno-przyrodniczego oraz
nieprzekroczony 16 rok życia)14.
Istniejące dokumenty pozwalają stwierdzić, że egzamin obejmował znaczny zakres
wiedzy, a od jego wyników nie było odwołania. Kandy­daci, którzy zdali egzamin na
ocenę dobrą, a nie byli przyjęci z powodu
braku miejsc, mogli być zaliczeni w poczet
oczekujących, gdyby z po­czątkiem drugiego
półrocza znalazłoby się wolne miejsce w którejś z klas15.
Tab. 2.
Korpus Kadetów nr 1
Zawód rodziców
Wojskowe zawody
Urzędnicy państwowi
Niżsi urzędnicy państwowi
Urzędnicy samorządowi
Urzędnicy prywatni
Właściciele dóbr
Przemysłowcy i kupcy
Rolnicy
Wolne zawody
Rzemieślnicy
Nauczyciele
Robotnicy
Razem
1926
1927
96
117
14
6
22
25
28
11
41
–
–
–
360
1927
1928
118
120
26
10
25
15
16
10
32
–
–
–
372
1928
1929
99
88
26
15
11
14
23
14
53
–
–
–
343
Podanie o przyjęcie do korpusu kadetów
składane było u komendan­ta szkoły, do dnia
10 lipca każdego roku.
Do podania wymagano następujących załączników:
a) ostatniego świadectwa szkolnego,
b) metryki urodzenia,
c) świadectwa powtórnego szczepienia ospy,
d) urzędowego orzeczenia zawodowego
lekarza wojskowego o stanie zdrowia kandydata,
e) zobowiązania rodziców lub opiekunów
na piśmie, że wywiążą się z wszystkich nałożonych nań zobowiązań16.
Wysokość opłaty równa była kosztom
utrzymania kadeta i określano ją zwykle dwa
razy do roku w rozkazach MSWojsk. w zależności od ruchu cen rynkowych. Całoroczna – na przykład – opłata w poszcze­gólnych
latach wynosiła: 1928/29 – 1200 zł; 1933/34
– 724 zł; 1934/35 – 718 zł; 1935/36 – 776 zł;
1936/37 – 740 zł; 1938/39 – 754 zł. Wnoszono
ją w ratach półrocznych do 15 listopada i 15
marca każdego roku17.
Najstarszy i najmłodszy kadet
Korpus Kadetów nr 2
rok nauki
1929
1919
1930
1920
90
14
95
20
14
15
14
39
26
–
7
70
6
10
21
3
51
60
–
2
–
11
–
–
324
244
1920
1921
6
11
4
10
–
11
1
7
61
4
4
–
119
1921
1922
10
16
6
20
–
9
4
12
37
3
6
–
123
1922
1923
41
36
7
39
–
13
14
19
31
15
12
5
232
Zwolnieni od opłat byli:
a) sieroty po oficerach i podoficerach zawodowych,
b) synowie inwalidów wojennych, o ile
i jedni i drudzy wykazali co najmniej dostateczne postępy w nauce i dobrym sprawowaniu,
c) wszyscy inni kadeci, którzy wykazywali
dobre postępy w nauce oraz w dobrym sprawowaniu – mieli prawo ubiegać się o całkowite lub częściowe zwolnienie od opłaty
z następującą zasadą pierwszeń­stwa:
– sieroty po wojskowych poległych lub
zmarłych we wszystkich formacjach, które
walczyły o niepodległość Polski,
– sieroty pozostające pod opieką krewnych
wojskowych zawodowych,
– synowie oficerów Wojska Polskiego,
– synowie oficerów i podoficerów, którzy
walczyli o niepodległość Polski,
– sieroty po urzędnikach państwowych,
– synowie niezamożnych urzędników państwowych18.
Liczba kandydatów zwolnionych od opłat
nie mogła przekroczyć 50% stanu osobowego
korpusu. O przyznaniu kadetowi ulgi w opłatach, jak również jej cofnięciu (w wypadku
złego sprawowania się lub niedosta­tecznych
postępów w nauce), decydowała zawsze rada
pedagogiczna kor­pusu kadetów. Uchwała rady pedagogicznej wymagała jednak
zatwier­dzenia przez szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
W podobny sposób jak przyjęcia, przepisy określały również przy­czyny zwolnienia kadeta ze szkoły. Mogło ono nastąpić
w przypad­kach:
a) na prośbę rodziców (lub opiekunów),
b) jeżeli kadet chorował, a jego stan zdrowia ze względu na cha­rakter zakładu lub
stopień rozwoju czynił jego dalszy pobyt
w korpusie niemożliwym, tak ze względów
higienicznych, jak i moralno-wychowawczych,
c) jeżeli po przyjęciu do korpusu okazało
się, że kadet cierpi na poważną chorobę orgaARMIA • 5 (79) MAJ 2015 87
Historia Militaris
niczną narządów wewnętrznych lub układu
ner­wowego, czy też nabył wad fizycznych,
które uniemożliwiałyby mu dalszą naukę
w korpusie,
d) gdy opłata nie była uiszczana w oznaczonym terminie,
e) jeżeli kadet, zakwalifikowany w pierwszym półroczu do zwolnie­nia za złe postępy w nauce, nie osiągnął wyraźnej poprawy
w na­stępnym okresie,
f) jeżeli kadet powtarzający tę samą klasę
nie okazał poprawy w nauce już w pierwszym
okresie roku szkolnego,
g) jeżeli swoim zachowaniem wywierał
szkodliwy wpływ na innych kolegów19.
Komendant korpusu kadetów na wniosek rady pedagogicznej miał prawo wydalić
kadeta w przypadku, jeżeli ten dopuścił się
karygod­nego czynu, który pod względem
moralnym dyskwalifikował go i ze względów wychowawczych uniemożliwiał dalszy
jego pobyt w szkole. Uchwała rady pedagogicznej nie była jednak prawomocna
i wymagała zatwierdzenia jej przez szefa
Departamentu MSWojsk. Kadet wydalony karnie nie mógł być przyjęty do innego
korpusu kadetów, a nawet mógł się spotkać z zamkniętym wstępem do wszystkich
szkół średnich w pań­stwie. O ponowne
przyjęcie do korpusu mógł ubiegać się jedynie kadet zwolniony ze względu na stan
zdrowia, gdy odzyskał w pełni siły fizyczne,
pozwalające na kontynuowanie nauki. Korpusy kadetów podle­gały ministrowi Spraw
Wojskowych, jednak w sprawach nauczania
przedmiotów ogólnokształcących decydował minister Wyznań Religij­nych i Oświecenia Publicznego. Nadzór Ministerstwa
WRiOP sprawo­wany był poprzez wizytatorów ministerialnych, którzy kontrolowali
stan realizacji rozporządzeń tego resortu,
uczestniczyli w egzaminach okre­sowych
i maturalnych.
Sala lekcyjna w Rawickim Korpusie Kadetów
Pod względem wojskowym korpusy kadetów zorganizowane były w tzw. bataliony
szkolne, w skład których wchodziło pięć
kompanii kadeckich (od 1 do 5) odpowiadających klasom szkolnym od IV do VIII. Rok
szkolny rozpoczynał się na początku września i kończył w połowie lipca, po odbyciu
obozu letniego. Obóz letni, w którego czasie
trwania dominowało szkolenie wojskowe i fizyczne, był integralną częścią roku szkolnego
dla wszystkich roczników.
Szkolenie wojskowe oceniały wyspecjalizowane komórki Minister­stwa Spraw Wojskowych. Stopnie uzyskane z poszczególnych przed­miotów wojskowych traktowano
jako równorzędne z ocenami z przed­miotów
ogólnokształcących i uwzględniano je przy
promowaniu do kla­sy następnej, egzaminie
Abiturienci Lwowskiego Korpusu Kadetów (lata 20. XX wieku)
88
maturalnym, jak również przydzielaniu sty­
pendium.
Nowo wstępujący wychowanek, z chwilą
złożenia ślubowania, otrzymywał tytuł ,,kadeta”. Do czasu uzyskania tego tytułu w okresie tzw. próby, który trwał 3 miesiące, nosił
tytuł „ucznia”.
Statut Korpusu Kadetów ustalał, że kadeci
nie są żołnierzami, lecz uczniami wojskowych szkół średnich. W życiu zewnętrznym
i wewnętrz­nym szkoły, jako uczniów szkół
wojskowych, obowiązywał ich rygor i dyscyplina wojskowa oraz noszenie munduru
kadeckiego. Mundur kadecki upodabniał
kadeta do żołnierza Wojska Polskiego. Jego
wielo­letnia i piękna tradycja stanowiła dla
każdego młodzieńca wielki za­szczyt. Toteż
kadetom wpajano przekonanie, że każdy
z nich nosi mundur jak gdyby na kredyt, bez
żadnej jeszcze zasługi, lecz w prze­konaniu
i świadomości, że potrafi wzorową postawą
w nauce udowod­nić swoją wartość.
Dla ścisłości warto podkreślić, że na okres
jednego roku (w latach 1929/1930) istniejąca
dotąd równorzędność szkolenia wojskowego w kor­pusie i na kursie unitarnym szkoły
podchorążych została zniesiona. Dotychczas
kadeci przerabiali tenże kurs w ciągu 5-letniego pobytu w Korpusie, co uprawniało ich
do bezpośredniego wstępowania do szkół oficerskich, na drugi rok szkoły podchorążych.
Nowe przepisy anulujące dotychczasowe
przywileje wymagały, aby kadeci byli kierowani do szkół podchorążych na równych
prawach z młodzieżą przybyłą bez­pośrednio
z cywilnych szkół średnich. Powszechne
niezadowolenie, jakie wywołała powyższa
www.armia24.pl
Witold Lisowski Polskie korpusy kadetów w latach 1918–1939
ustawa, spowodowało, że już w 1930 r. przywrócono starą zasadę zrównania korpusu
kadetów z uprawnieniami rocznego kursu
unitarnego szkoły podchorążych20.
W 1934 r. nastąpił nowy etap reformy
ustroju szkolnictwa państwo­wego, w tym
także szkół kadeckich21.Wyżej wspomniana
reforma obej­mowała stopniową likwidację
gimnazjum starego typu począwszy od klas
najniższych, wprowadzając w życie 4-klasowe
gimnazjum oraz 2-letnie liceum typu matematyczno-przyrodniczego. Termin osiągnięcia pełnej reorganizacji zaprogramowano na
lata 1938/1939. W ciągu pięciu lat reorganizacja szkół kadeckich przebiegała zgodnie
z planem i osta­tecznie została zakończona
w 1939 r., w ostatnim roku ich istnienia.
Początkowy etap rozwoju szkół kadeckich
przypadał na moment wiel­kich wydarzeń
politycznych, zwiastujących powstanie niepodległego państwa polskiego.
30 października 1918 r. w oswobodzonym
z austria­ckiego panowania Krakowie, utworzony został Korpus Kadetów nr 1, a w 8
miesięcy później powstał w Modlinie Korpus Kadetów nr 2. W 1919 r. nastąpiła uroczysta inauguracja roku szkolnego, dokonali
jej w imieniu ministra Spraw Wojskowych
generałowie: Jan Jacyna i Jó­zef Latour.
Opinia publiczna decyzję o utworzeniu
szkół kadeckich przyjęła z dużym zadowoleniem, albowiem spodziewała się wskrzeszenia w kor­pusie kadetów dawnej tradycji
wychowawczej.
W dniu 5 i 6 maja 1919 r., a więc w siedem miesięcy od momentu powstania szkoły w Łobzowie, odbył się pierwszy egzamin
dojrzałości pod przewodnictwem dr. Alfreda Jahnera – reprezentanta cywilnych władz
oświatowych22. Mimo tak krótkiego czasu
oraz piętrzących się trudności organizacyjnych wypadł on pomyślnie. Spośród 15 kadetów, którzy do niego przystąpili, dwóch zdało
z odznaczeniem, dziewięciu jedno­głośnie,
a czterech większością głosów. Wszyscy absolwenci zgłosili chęć poświęcenia się zawodowej służbie wojskowej. Decyzją MS Wojsk.
skie­rowani zostali oni na trzymiesięczny kurs
przygotowawczy przy Szkole Podchorążych,
a po jego zakończeniu, dekretem z dnia 9
grudnia 1919 r. – mianowani podporucznikami.
Na początku nowego roku szkolnego
1919/1920 Departament Naukowo-Szkolny
MS Wojsk nadał powstałym szkołom kadeckim pierwszy statut organizacyjny, który
wraz z innymi przepisami i regulaminami
ugruntował wewnętrzną strukturę Korpusu23.
Zadaniem szkól kadeckich miało być odtąd: Wychowanie i wykształ­cenie obywateli
przesiąkniętych duchem rycerskim, miłujących
Odznaka Korpusu Kadetów im. Marszałka Śmigłego Rydza
tradycje Wojska Polskiego, przejętych ważnością służby zbrojnej dla Ojczyzny, o prawdziwym honorze, wyrobionym harcie i sile woli,
poczuciu obo­wiązków i odpowiedzialnej samodzielności24.
Wychodząc z założenia, że dobrym oficerem może być tylko wojsko­wy, traktujący
swoją pracę z zamiłowaniem, pozostawiono
wychowan­kom większą swobodę w wyborze
zawodu. Plan naukowy odpowiadał programowi zatwierdzonemu przez Ministerstwo
WRiOP, realizowane­mu w gimnazjach cywilnych typu matematyczno-przyrodniczego
w za­kresie czterech klas wyższych.
Wyszkolenie wojskowe, zgodnie z programem opracowanym przez Departament
Naukowo-Szkolny MS Wojsk., zbliżone było
do programów szkół podchorążych i obejmowało: historię i geografię wojskowości,
służ­bę polową, szkołę walki, musztrę, szermierkę, służbę wewnętrzną, wy­szkolenie
grenadierskie, służbę łączności, wyszkolenie
artyleryjskie, te­renoznawstwo, naukę broni
i higienę25.
Zajęcia codzienne uregulowane zostały przepisami normującymi prze­bieg dnia;
godziny poranne przeznaczono na naukę
przedmiotów ogólno­kształcących, popołudniowe na zajęcia wojskowe, a przedwieczor-
ne po­święcono przygotowaniu się do lekcji
na dzień następny.
Program kształcenia ogólnego i wojskowego urozmaicono aktywną działalnością
pozalekcyjną, obejmującą m.in. zwiedzanie
zabytków War­szawy i Krakowa, wystaw,
muzeów, miejsc historycznych i miejsc kul­
tury narodowej, a także fabryk, elektrowni,
magazynów, manufaktur, urządzeń hydro-meteorologicznych lotniskowych itp.
W tym to czasie szybko rosła popularność
nowych zakładów. Przy­czyniło się do tego
uczestnictwo kadetów w obchodach narodowych i manifestacjach publicznych, związanych z rocznicami powstań naro­dowych:
1831 i 1863 r., manifestacji z okazji powstania Komisji Edu­kacji Narodowej, uchwalenia
Konstytucji 3 Maja oraz imprez kultural­nooświatowych organizowanych ku czci Chopina, Mickiewicza, Reymon­ta, Żeromskiego, Staszica, Słowackiego, Sienkiewicza,
Kościuszki, Kaspro­wicza, Wyspiańskiego,
Skłodowskiej i wielu, wielu innych.
W 1920 roku sytuacja polityczna w kraju
była niezwykle napięta. Z woli ówczesnych
rządów burżuazyjnych Polska rozpoczęła
tzw. wojnę o granice przeciwko młodej republice radzieckiej. Krytyczna sytuacja na
froncie spowodowała, że 13 lipca 1920 r. szef
Sztabu Generalnego MS Wojsk. wezwał całą
młodzież i nauczycieli do natychmiastowego
po­wrotu z wakacji. Zgodnie z wyznaczonym
terminem, dnia 20 lipca Kor­pusy stanęły pod
bronią. Na mocy postanowienia władz wojskowych kadetom, którzy ukończyli 17. rok
życia, zezwolono na zaciąganie się do oddziałów liniowych i choć decyzję w tej sprawie
pozostawiono samej młodzieży, to jednak
w warunkach ówczesnej propagandy, cała
starsza młodzież kadecka została wcielona
do oddziałów.
W krytycznych dniach wojny w sierpniu
1920 r. do Łobzowa ewa­kuowana została część
młodzieży Korpusu Kadetów nr 2 z Modlina,
peł­niąc podobnie jak ich koledzy z Łobzowa
Kompania Kadecka Rawickiego Korpusu Kadetów
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 89
Historia Militaris
służbę garnizonową26. Znaczny udział wychowanków Korpusu w wojnie spowodował,
że nowy rok szkolny 1920/1921 rozpoczął się
dopiero w październiku. Uczestnicy wojny,
którym pozwolono nosić otrzymane na froncie stop­nie wojskowe i odznaczenia, zasiedli
znów w ławkach szkolnych.
Normalną naukę szkolną przerwał jednak
wybuch III powstania na Śląsku. Na wiadomość o rozpoczęciu walk kadeci, wbrew
stanowczemu zakazowi władz wojskowych,
całymi grupami uciekali z koszar, zaciągając
się w szeregi powstańcze. Kadetów szkoły
lwowskiej i mod­lińskiej ścigał wówczas surowy rozkaz ministra Spraw Wojskowych nr
8 z dnia 24 maja 1921 r. Głosił on, że wszyscy
uczniowie, którzy samo­wolnie opuszczą Korpus, będą skutkiem nieposłuszeństwa skreśleni
z li­sty kadetów bez uchwały Rady Pedagogiczne27. Wobec 53 kadetów, którzy do momentu ogłoszenia rozkazu samowolnie opuścili
swoje ma­cierzyste szkoły, podjęto decyzje
usunięcia ich z Korpusu.
Surowe sankcje ze strony władz wojskowych w pewnym stopniu wstrzymały falę
zbiegostwa, ale nie wpłynęły na uspokojenie
nastrojów patriotycznie rozbudzonej młodzieży. Atmosferę tamtych dni, postawę wychowanków Korpusu Kadetów lwowskiego
i modlińskiego, najlepiej obrazuje ówczesna
prasa, zamieszczająca opisy zdarzeń oraz
wspomnie­nia uczestników powstania na
Śląsku:
W ręce któregoś z wychowanków wpadła
i niespodziewanie jakaś ga­zeta przyniesiona
z miasta. Śląsk w ogniu! Powstanie!... Wieść
ta uczy­niła piorunujące wrażenie. W tę nasyconą elektrycznością atmosferę rzucono hasło:
idziemy na pomoc!...
Zaczęły się więc w gronie wychowanków
narady i obmyślania planu ucieczek. Postanowiono uciekać partiami, licząc na to, że
małe grupki nie zostaną zauważone przez
żandarmerię. 8 maja wyruszyła pierwsza
partia, składająca się z 21 kadetów. Po kolacji i apelu wieczornym wdziali płaszcze,
plecaki i przez mur przedostali się na drogę
stryjską. Na platformach, pociągami towarowymi, dotarło pierwszych 21 kadetów do
Sosnowca, a stąd w cywilnym przebraniu do
Szopienic, gdzie mieściła się główna kwatera
wojsk powstańczych. Tu grupę podzielono na
dwa oddziałki. Jeden przydzielono do grupy
południowej, prowadzącej ope­rację w okolicach Góry Świętej Anny, drugi do grupy
północnej. I za­raz w pierwszej bitwie pod Kędzierzynem, w dniu 21 maja, zginął od ciosu
bagnetem pierwszy kadet – 18-letni Zygmunt
Zakrzewski, a w parę godzin później we wsi
Orzeszka – poległ śmiercią bohatera – 18-letni
Karol Chodkiewicz. Ostatni potomek wielkiego
hetmana tra­fiony został kulą w serce, gdy pod-
90
Kadet przed Komisją Maturalną we Lwowskim Korpusie Kadetów nr 2 w 1922 r.
rywał obrońców do kolejnego ataku. Ponadto
polegli kadeci: Kuczyński, Toczyłowski, Czekaliński, Pszczółkowski i Zaszczyński28.
Szef Sztabu Naczelnego Wojsk Powstańczych ppłk Lubliniec-Roztworowski, omawiając postawę kadetów w powstaniu, pisał:
Do dowództwa powstania przyszedł z Ministerstwa Spraw Wojsko­wych w Warszawie
telegram następującej treści:
Z Korpusów Kadeckich we Lwowie i Modlinie uciekło kilkudzie­sięciu wychowanków, istnieje podejrzenie, że zgłoszą się do powstania.
Żądam natychmiastowego ich odstawienia do
granicy polskiej, jako punkt zborny wyznaczam Sosnowiec, upoważniony oficer zgłosi
się po ich odbiór.
Z dziwnym uczuciem czytałem tę depeszę.
Z jednej strony uczucie dumy, że dzielnych
mamy kadetów, widać, że w nich krew, nie
woda, przydać się mogą świetnie. Uświadomiony, gorący, ideowy element zawsze
w każdym powstaniu idzie na wagę złota.
Wyszkolenie wojsko­we mają, do porządku
Odznaka Rawickiego Korpusu Kadetów
i subordynacji przywykli, będą doskonałym
ma­teriałem w kompaniach. Z drugiej strony
żądanie szefa Sztabu Gene­ralnego. Wykonanie
rozkazu nie okazało się łatwe. Kadeci przebrali się po cywilnemu i wcale nie spieszyli się
z wyjawieniem swego pocho­dzenia. Nie trzeba
dodawać, że jeden czy drugi dowódca kompanii, do­stawszy takiego zucha, nie kwapił się
z wyszukiwaniem jego rodo­wodu29.
W walkach na Śląsku wzięło udział około 70 kadetów. Spotykamy ich imiona niemal w każdej grupie powstańczej, niemal
w każdym oddziałku. Kierowani czystym
i pięknym odruchem szczerego patriotyz­
mu poszli za porywem serca. Nic tu przecież nie inspirowało; działały raczej hamulce,
sankcje i utrudnienia. Wysoka świadomość
polityczna i bohaterstwo w walce zjednały
kadetom powszechne uznanie społeczeń­stwa
polskiego. Ówczesna opinia publiczna jakby
spłacając kadetom dług wdzięczności po zakończonych walkach, stanęła w ich obronie
wobec surowych sankcji zawartych w rozkazie ministra spraw wojskowych.
Niech każdy wychowanek Korpusu Kadetów – pisała wówczas pra­sa polska – patrząc
na mapę Polski, będzie dumny z tego, że granice na starej ziemi piastowskiej wykreślili
krwią swą również jego starsi koledzy, niech
to rozumie, że przy całej surowości dyscypliny
w czasie wojny jedna dezercja liczyć może na
łaskę — dezercja na front, pod kule30.
Cena kadeckiego męstwa była jednak wysoka. Dziesięciu kadetów poniosło śmierć,
wielu odniosło ciężkie rany i obrażenia. Po
zakończeniu walk młodociani uczestnicy
powstania wracali opromienieni sławą bo­
jową. Za szczególne bohaterstwo na polu
walki władze powstańcze i pań­stwowe przywww.armia24.pl
Witold Lisowski Polskie korpusy kadetów w latach 1918–1939
znały pośmiertnie kadetowi
Karolowi Chodkiewiczowi
i Zyg­muntowi Kuczyńskiemu
Srebrny Krzyż ,,Virtuti Militari”, a kadetom Henrykowi
Czekalińskiemu, Zygmuntowi
Toczyłowskiemu, Zbigniewowi Zaszczyńskiemu, Zbigniewowi Pszczółkowskiemu,
Zygmuntowi Zakrzew­skiemu
– „Krzyż Niepodległości” oraz
„Śląską Wstęgę Waleczności
i Odwagi” I klasy. 59 innych kadetów –
uczestników walk – udeko­rowano „Śląską
Wstęgą Waleczności i Odwagi” I i II klasy31.
Władze szkolne w uznaniu czynów bojowych zmuszone były odwołać wydane wcześniej decyzje wydalenia uczestników powstania z Korpusu. Poległym w walce wzniesiono
na dziedzińcach szkolnych obeliski, przed
którymi kadeci pełnili stałą wartę honorową.
21 maja, dzień najcięższych walk na Górze
Św. Anny, w obronie której poległa większość
kadetów, uznany został oficjalnym świętem
Korpusu Kadetów. W każdą rocznicę walk na
Górnym Śląsku, abitu­rienci korpusów składali przed pomnikami powstańczymi przysięgę woj­skową, a młodzi przybywający do
szkół ślubowali wytrwałość w pracy i nauce.
Doniosła rocznica wiązała corocznie przeszłość, z przyszłością i posiadała ogromny
walor wychowawczy.
23 czerwca 1921 r. dobiegł końca kolejny
rok szkolny. Pierwszy egzamin dojrzałości
we Lwowie, który odbył się pod nadzorem
radcy szkolnego Ministerstwa WRiOP dr.
Rembacza oraz przedstawiciela MSWojsk.
płk. Jasińskiego, nie wypadł okazale. Na 44
kadetów kla­sy VII do egzaminów dojrzałości dopuszczono tylko 20 (z tego zdało: 4 –
Generał brygady pilot Witold Urbanowicz, dowódca
Dywizjonu 303 i Polskiego Skrzydła, bohater II wojny
światowej
Gmach Lwowskiego Korpusu Kadetów
z wyróżnieniem, 7 – dobrze, 9 – z wynikiem
dostatecznym). Uczestnikom powstania
przyszło powtarzać rok szkolny.
W czwartym roku swego istnienia korpusy kadetów otrzymały nowy statut. Zmiany
organizacyjne obejmowały przede wszystkim program nauczania ogólnokształcącego i związane były z reorganizacją ogólno­
polskiego szkolnictwa średniego. W miejsce
dotychczasowego 4-klasowego gimnazjum
wyższego utworzono gimnazjum 5-klasowe
typu mate­matyczno-przyrodniczego. Nadzór nad całością reformy szkolnej w Kor­
pusie sprawował1 wizytator szkolny, dr Kazimierz Sośnicki.
Poważne zmiany nastąpiły również w obsadzie personalnej kadry dowódczej i pedagogicznej. Napłynęły nowe siły dydaktyczne
i wycho­wawcze, posiadające odpowiednie
kwalifikacje wymagane w szkołach średnich.
Dokonano poważnej renowacji budynków
szkolnych, a także lepiej wyposażono izby
lekcyjne, pracownie, gabinety przedmiotowe, internat oraz sale sportowo-rekreacyjne.
Niezwykle doniosłym wydarzeniem w życiu Korpusu Kadetów nr 1 był dzień 3 maja
1923 r. W dniu tym weterani powstania
styczniowego z 1863 r. wręczyli Szkole autentyczną chorągiew powstańczą. Decyzję
taką podjęli powstańcy jeszcze w styczniu
1923 r., chcąc tym podkreślić zasługi, jakie
ponieśli kadeci Lwowa w walkach na Śląsku.
Uroczysty akt przekazania sztandaru odbył się we Lwowie na Placu Mariackim, na
oczach wielu tysięcy ludzi. W imieniu weteranów sztan­dar powstańczy wręczył komendantowi Korpusu Kadetów majorowi
Ta­deuszowi Machalskiemu profesor Leon
Syroczyński.
Tym symbolicznym aktem — mówił prof.
Syroczyński — oddaję wielką tradycję tych,
co po znojnej pracy już cicho odchodzą,
w ręce i serca młodszych, którzy do pracy
Ojczyźnie dopiero się gotują. Niech ona więc
nieci w sercach młodzieży wojskowej to gorące uczucie miłości Ojczyzny i tę gotowość do
ofiary dla Niej, jakimi byli odważni Ci, co go
dotąd piastowali32.
Odebrawszy sztandar, komendant podziękował za zaszczyt, jaki spotkał szkołę.
Sztandar ten – mówił – będzie uczył młodzież, jak ma
śladem powstańców spełniać
swe obowiązki, jak pracować
dla Ojczyzny, by podnieść Ją,
uszczęśliwić. Sztandaru swego
nie stawiajcie w mrocznych
salach muzealnych, lecz na
słońcu wśród żyjących. Imie­
niem swoim, oficerów Korpusu
i następnych pokoleń ślubuję, że pa­miętać będziemy o swych dla sztandaru obowiązkach,
że go nie tylko nie splamimy, lecz nowymi
wzbogacimy wawrzynami33.
Przy dźwiękach hymnu narodowego, komendant przekazał sztandar powstańczy
kadeckiemu pocztowi chorągwianemu,
który odtąd we wszy­stkich uroczystościach
szkolnych i publicznych występował na czele kompanii honorowej. Zaszczyt niesienia
sztandaru przysługiwał zawsze najstarszej
kompanii.
W latach 1923–1929 nastąpiła dalsza rozbudowa szkól kadeckich. Rozwój postępował w kierunku nieustannego doskonalenia
i ulepszania metod nauczania i wychowania.
Życie wewnętrzne korpusu zostało ujęte
w ramy specjalnie opracowanych przepisów
i regulaminów.
Na ogólnie pomyślny stan dydaktyczny
w korpusie złożyło się wiele czynników,
a przede wszystkim:
– odpowiedni dobór sił pedagogicznych,
– wszechstronna selekcja kandydatów
ubiegających się o przyjęcie do korpusu,
– dobre zaopatrzenia zakładu w podręczniki i pomoce naukowe,
Profesor Włodzimierz Gałecki – wizytator Korpusu Kadetów z ramienia Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego
ARMIA • 5 (79) MAJ 2015 91
Historia Militaris
– wysokie dotacje państwa oraz pomoc
społeczeństwa na rozbudowę bazy naukowo-szkoleniowej.
Tylko w latach 1923–1927 Korpus lwowski
wzbogacił się o gabinet fizyczny wyposażony
w 148 przyrządów i 26 tablic, gabinet chemiczny z 47 przyrządami, gabinet historii
i geografii z 77 mapami, 185 obra­zami, 6.
przyrządami, gabinet przyrodniczy z 216
przyrządami i oka­zami oraz 69 tablicami.
Biblioteka szkolna powiększyła się w tym
czasie o 3669 dzieł. Ponadto do dyspozycji
kadetów oddano czytelnię, teatr, stację meteorologiczną i radiotelegraficzną.
Stałą opiekę pedagogiczną i dydaktyczną nad Korpusami Kadetów sprawowali
przez długie lata pedagodzy tej miary, co
wizytator Mini­sterstwa WRiOP dr Wacław
Jezierski34, dr Włodzimierz Gałecki35oraz
wizytator kuratorium lwowskiego dr Kazimierz Sośnicki36.
Zapewnienie stałego nadzoru pedagogicznego oraz stworzenie wzo­rowo urządzonych
warsztatów i pracowni pozwoliły na stosowanie w każdym przedmiocie najbardziej
skutecznych metod nauczania zgod­nych
z wymaganiami nowoczesnej dydaktyki.
Namacalnym tego dowo­dem był malejący
od 1923 r. odsetek ocen niedostatecznych,
które w poszczególnych latach szkolnych
kształtowały się następująco:
1920/1921 – 15,7%,
1921/1922 – 16,5%,
1922/1923 – 21,2%,
1923/1924 – 10,9%,
1924/1925 – 6,0%,
1925/1926 – 4,4%.
Duży procent ocen niedostatecznych do
roku 1923 miał swoje uzasad­nienie w przyczynach obiektywnych. Złożyły się na nie
poważne za­niedbania młodzieży w pierwszych latach niepodległości oraz wypadki,
jakie rozegrały się w latach 1920/1921,
a które wywarły swoje piętno w życiu korpusu37.
Wyniki pracy szkolnej zobrazować może
tabela 3 ukazująca dorobek modlińskiego
Korpusu Kadetów w latach 1921–193138. Podobne wskaź­niki posiadały szkoły kadeckie
we Lwowie i Rawiczu.
Jadalnia kompanijna w Chełmskim Korpusie Kadetów w 1927 r.
W dziedzinie szkolenia wojskowego
systematyczne inspekcje i wizy­tacje procesu szkolenia i wychowania prowadzili
generalni inspektorzy armii oraz inspektorzy szkół wojskowych. Najczęstszymi
gośćmi Korpusu Kadetów byli m.in. gen.
dyw. Osiński, gen. dyw. Burhardt-Bukacki, gen. dyw. Malczewski, gen. bryg.
Wróblewski oraz pułkownicy: Jasiński,
Kukieł, Wieroński. Stałą pieczę nad szkołami kadeckimi sprawował również ówczesny minister spraw wojskowych gen. dyw.
Władysław Sikorski. Wizytacje miały na
celu gruntowną analizę; procesu szkolenia
i wychowania wojskowego oraz pełną jego
korelację; z programem szkół podchorążych broni.
Wzorowa organizacja korpusów kadetów
oraz wyniki osiągane przez młodzież kadecką w zakresie kształcenia ogólnego i Wojskowego spowodowały częste ich wizytacje
przez przedstawicieli różnych armii, m.in.
francuskiego generała Nissela, pułkownika
Jacobsona – attache estońskiego oraz przedstawiciela brytyjskiego War-Office – kapitana Bowna.
Tab. 3.
92
Rok szkolny
Liczba uczniów w
ostatniej klasie
1921/22
1922/23
1923/24
1924/25
1925/26
1926/27
1927/28
1928/29
1929/30
1930/31
Razem
57
41
77
75
70
84
74
68
78
82
706
Otrzymało świadectwo
Nie otrzymało
dojrzałości
świadectwa dojrzałości
57
39
72
73
66
84
69
63
74
75
670
–
2
5
2
4
–
5
5
4
7
34
Obrało zawód
wojskowy
Obrało zawód
cywilny
32
28
65
59
53
73
58
58
60
68
554
25
11
7
14
13
11
11
5
14
14
121
W latach 1923–1929, uwzględniając dalszą edukacją kadetów, opra­cowano nowy
program wyszkolenia wojskowego, który
obejmował następujące przedmioty: naukę
o broni, musztrę, służbę wewnętrzną, terenoznawstwo, służbę saperską, naukę o broni
chemicznej, służbę łączności, wyszkolenie
artyleryjskie, szermierkę, grenadierkę, walkę na bagnety, jazdę konną i gimnastykę.
Nauka przedmiotów wojskowych rozłożona była równomiernie na 5 lat. Wykłady
przeprowadzano trzy razy w tygodniu, po
2 godziny. Po zakończeniu nauki w korpusie, podobnie jak z przedmiotów ogólno­
kształcących, obowiązywała tzw. matura
wojskowa. Z najwyższą sta­rannością dbano również o rozwój sportu strzeleckiego,
szermierczego i hipicznego. Inne dziedziny
sportu stały także na wysokim poziomie,
stawiają korpus kadetów w grupie najbardziej usportowionych szkół w Polsce39.
Wysoki poziom dydaktyczny i wychowawczy szkół kadeckich w sy­stemie szkolnictwa wojskowego, a także rosnąca ich
popularność wśród młodzieży i dorosłego
społeczeństwa stworzyły podstawę do utworzenia w 1925 roku trzeciego z kolei Korpusu Kadetów nr 3 w Rawiczu. MSWojsk.
od samego zarania tworzenia koncepcji
szkolnictwa wojsko­wego zakładało, że jeżeli
zaistnieją odpowiednie warunki materialne,
należy dążyć do stworzenia większej ilości
szkół kadeckich.
Istniejące dotychczas korpusy w Modlinie
i Lwowie były najlepszą gwarancją, że szkoły
te w całej pełni potrafią sprostać wytyczonym im zadaniom. Pierwsi absolwenci wyżej wymienionych korpusów repre­zentowali
www.armia24.pl
Historia Militaris
wysoki poziom wykształcenia ogólnego
i wojskowego oraz byli wzorem zdyscyplinowania i zasad moralnych.
Z powodu rosnącej popularności w latach 30., szkoły kadeckie stały się terenem
wielu kursów dydaktycznych organizowanych przez Kuratorium Okręgu Szkolnego
oraz Ministerstwo WRiOP dla nauczy­cieli
cywilnych. Urządzano tu również specjalne konferencje poświę­cone omawianiu
doświadczeń osiągniętych w pracy dydaktycznej szkoły40.
Osiągnięcia dydaktyczno-wychowawcze
szkół kadeckich były powo­dem stale rosnącego naporu kandydatów na każde wolne
miejsce. Dla przykładu warto podać, że
w 1923 r. na 100 wolnych miejsc w Korpusie Kadetów nr 2 zgłosiło się 600 kandydatów, a w 1925 r. w Korpusie Kadetów nr 3
o 29 miejsc ubiegało się 172 kandydatów.
Dopiero wnikli­wa selekcja personalna eliminująca najczęściej synów robotników
i chło­pów, a także wszechstronne badania
lekarskie i psychotechniczne, gwa­rantowały
wybór pożądanego elementu.
cdn. n
Źródło zdjęć: zbiory autora
Przypisy
1
2
3
4
5
6
Jan Jacyna, O powinnościach i prawach uczniów
Korpusu Kadetów, Warszawa 1920, s. 3–6.
Józef Latour, Jaką szkołę pragniemy mieć w Korpusie Kadetów. Polskie Korpusy Kadetów , Warszawa
1923, s. 85.
Autorami takich poglądów byli pierwsi organizatorzy szkół kadeckich gen. dyw. Jan Jacyna, gen.
dyw. Józef Latour oraz ówcześni wizytatorzy tych
szkół z ramienia Ministerstwa WRiOP dr Wacław
Jezierski i dr Włodzimierz Gałecki.
Józef Janota-Bzowski, Współczesne zakłady o typie
szkół rycerskich. Polskie Korpusy Kadetów, Warszawa1923, s. 64.
Gen. dyw. Jan Jacyna (1864-1930) – absolwent Morskiej Szkoły Inżynierskiej w Kronsztadzie oraz Michajłowskiej Akademii Artylerii. Od 1886r. pracował
w Głównym Komitecie Techniki przy Ministerstwie
Marynarki. Przez cały czas swej pracy w armii rosyjskiej prowadził ożywioną działalność w Związku Wojskowym Polaków w Petersburgu. Z chwilą
odzyskania niepodległości przez Polskę wraca do
Warszawy i obejmuje stanowisko szefa Departamentu Szkolnictwa Wojskowego. Na tym odcinku
przeprowadził skuteczną reorganizację polskiego
szkolnictwa wojskowego. W 1922r. odszedł w stan
spoczynku, pełnił jednaj funkcję adiutanta prezydenta Narutowicza, a następnie Wojciechowskiego.
Był autorem wielu prac autobiograficznych, m.in.: 30
lat w stolicy Rosji, Zagłada caratu. Był odznaczony
Orderem „Polonia Restituta”, „Krzyżem Walecznych” i francuską „Legią Honorową”.
Gen. dyw. Józef Karol Latour (1853–1933) – absolwent Korpusu Kadetów w Połtawie z 1872r. oraz
Połtawskiej Szkoły Wojskowej w Petersburgu.
Przez wiele lat pracował w rosyjskim szkolnictwie wojskowym, m.in. jako komendant Korpusu
Kadetów w Orenburgu i Jarosławiu. Był aktywnym
działaczem Związku Wojskowym Polaków. Po powrocie do kraju w grudniu 1918r. objął stanowisko
szefa sekcji szkół oficerskich w Departamencie
Naukowo – Szkolnym MSWojsk. W 1923 r. odszedł w stan spoczynku. Był odznaczony Orderem
„Polonia Restituta” i Krzyżem Niepodległości”.
94
Kompania honorowa Lwowskiego Korpusu Kadetów w czasie uroczystości na ulicach Lwowa
Warunki przyjęcia do Korpusu Kadetów, Warszawa
1931, Dziennik Rozkazów MON, nr 25–31, poz.
297.
8 Warunki przyjęcia do Korpusu Kadetów, zatwierdzone w Dz. Rozk. MSWojsk., nr 23-32, poz. 297,
Warszawa 1931.
9 J.Jacyna, op.cit. ,s. 3.
10 Ibidem, s. 9.
11 J. Latour, op.cit., s. 88.
12 Warunki przyjęcia do Korpusu Kadetów w 1925r.,
zatwierdzone przez Oddz. III Sztabu Gen.
9.05.1925r., Sztab Gen. L – 2377/szkół.
13 Powyższa dane pochodzą z różnych sprawozdań
szkolnych oraz pracy Polskie Korpusy Kadetów, s.
133.
14 Warunki przyjęcia do Korpusu Kadetów, Lwów
1930, s. 11–14.
15 Ibidem.
16 Ibidem.
17 Sprawozdanie szkolne z Korpusu Kadetów, Centralne Archiwum Wojsk. w Rembertowie.
18 Centralne Archiwum Wojsk. w Rembertowie.
Inwentarz zespołów szkół wojskowych 1918-1939
oraz Dziennik Rozkazów MSWojsk.
19 Ibidem.
20 Dziennik Rozk. MSWojsk. nr 7 z dnia 5.03.1930r.,
poz. 70.
21 Por.: Araszkiewicz, Szkoła ogólnokształcąca w Polsce w latach 1918-1932, Wrocław 1972.
22 W 10 rocznicę III powstania śląskiego, Lwów 1931,
s. 81.
23 Sprawozdanie za rok szkolny 1926/27,s. 5.
24 J.Jacyna, op.cit., s. 3.
25 Sprawozdanie szkolne z lat 1921-1931, CBW
28139.
26 W 10 rocznicę III powstania śląskiego, s. 83.
27 Ibidem.
28 „Express poranny”, Warszawa, 25.05.1931 r.
29 Lubliniec Roztworowski – Szef Sztabu Naczelnego Wojsk. Powstańczych „Słowo Polskie”, Lwów
z dnia 25.05.1931 r.
30 „Słowo Polskie”, Lwów 25.05.1931 r.
31 W 10 rocznicę III powstania śląskiego, s. 85.
32 W 10 rocznicę III powstania śląskiego, s. 87.
33 Sprawozdanie za rok szkolny 1926/27,s . 20.
34 Dr Wacław Jezierski (1868–1928) pedagog i geograf. Był bliskim współ­pracownikiem Stefanii
Sempołowskiej i Janusza Korczaka. W latach
1905–1906 jeden z organizatorów Polskiego
Związku Nauczycielskiego. Działał w „Uniwersy­
tecie dla wszystkich”. Propagator idei bezpłatnego
7
i świeckiego nauczania. Pod kierunkiem prof. W.
Nałkowskiego opracował Zarys geografii ziem polskich, a także Zarys biologii ogólnej. Występował
publicznie jako bojowy wolnomyśliciel. „Obrona
swobody wierzenia, mówi/ o nim Sempołowska,
była dla niego obroną praw ludzkich”. Otaczał korpus kadetów szczególną opieką i zaskarbił sobie
jego wdzięczność (Polski słownik bibliograficzny).
35 Dr Włodzimierz Gałecki – jeden z organizatorów
szkolnictwa polskiego w okresie międzywojennym.
Autor wielu rozpraw pedagogicznych. W korpusach kadetów wprowadził nowy system nauczania oparty na samodzielnej pracy ucznia. Ideą, do
której dążył, było: „nie szufladkowe gromadzenie
wiadomości z rozmai­tych dziedzin, ale zdolność
orientowania się we wszystkich zagadnieniach
i zja­wiskach kulturalno-społecznych”. W Polsce
Ludowej dr Włodzimierz Gałecki był profesorem
Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Autor
pamiętników pt. Jeszcze raz przez życie – obrazujących system kształcenia i wychowania w okre­sie
II Rzeczypospolitej. Zmarł w 1974 r.
36 dr Kazimierz Sośnićki (1883–1976), pedagog
i filozof. W latach 1929 –1939 profesor Wyższej
Szkoły Handlu Zagranicznego we Lwowie, a od
1945 r. profesor i kierownik Katedry Pedagogiki
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w To­runiu. Był
twórcą ogólnej teorii wychowania państwowego
oraz autorem wybit­nych prac pedagogicznych m.
in. Zarysu logiki (1923), Podstaw wychowania
pań- stwowego (1933), Pedagogiki ogólnej (1946),
Dydaktyki ogólnej (1948), Tetorii Środ­ków wychowania (1973).
37 W 10 rocznicę III powstania śląskiego, s.85–86.
38 Korpus Kadetów nr 2 , W 10 rocznicę istnienia,
Chełmno 1930, s. 146–147.
39 Zagadnienia z dziedziny metod pracy wychowawczej w Korpusie Kadetów, Lwów 1931; Bibl. Uniwersytetu Warszawskiego 117427.
40 Ibidem, s. 93.
Płk doc. dr hab.
Witold Lisowski
Żołnierz Szarych Szaregów. Dyrektor Muzeum
Wojska Polskiego w latach 1984–1989. Autor 30.
książek z zakresu historii Polski i historii medycyny.
Twórca nowojorskiej wystawy Polska Walcząca"
"
w 1989 r.
www.armia24.pl

Podobne dokumenty

pobierz magazyn wojskowy ARMIA - 49. Baza Lotnicza :: Aktualności

pobierz magazyn wojskowy ARMIA - 49. Baza Lotnicza :: Aktualności Używano ich w różnych układach: rzędowych, w układzie V lub przeciwbieżnych jedno- i wielopiętrowych. Bardzo powszechne, zwłaszcza w czasie I wojny światowej, były silniki gwiazdowe z ruchomym wałe...

Bardziej szczegółowo