Wspomnienia o Stanisławie Grelli

Komentarze

Transkrypt

Wspomnienia o Stanisławie Grelli
Wspomnienia
o Stanisławie Grelli
Wspomnienia
o Stanisławie Grelli
Opracowała Małgorzata Baran
„Pani Stanisława Grella była zasłużonym i oddanym
dzieciom- pedagogiem.
Pamięć o niej pozostanie na zawsze”
Tadeusz Szarek
Stowarzyszenie „Nasza Wrocanka”
Wrocanka 2009
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Wydawca:
Stowarzyszenie „Nasza Wrocanka”
ul. Nadrzeczna 1
38-455 Wrocanka
email:[email protected]
ISBN 978-83-926102-4-3
~2~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Wstęp
Wybór patrona to niezwykle ważne wydarzenie
w życiu szkoły. Zazwyczaj bierze się pod uwagę wiele
kandydatur, które proponowane są przez społeczność
szkolną czy mieszkańców wsi. Rozważane są
niejednokrotnie niepodważalne autorytety znane
w całym kraju, a nawet w świecie. Bierze się także pod
uwagę grono świętych bliskich danemu środowisku. My
poszukiwaliśmy patrona w gronie dawnych pracowników
szkoły. Wszyscy z nich chlubnie zapisali się na kartach
lokalnej historii. Dyskusje, rozmowy i wywiady
przebiegały w gronie nauczycieli, uczniów, rodziców,
radnych Wrocanki i Niżnej Łąki. Niezwykle cenne
i pomocne były sugestie ojca profesora Józefa
Mareckiego. Wybór padł na Stanisławę Grellękierowniczkę naszej szkoły w latach 1959-1968. Dlaczego
wybraliśmy akurat tę postać? Niech te „Wspomnienia…”
zgromadzone w oparciu o wypowiedzi dawnych
przyjaciół, uczniów, sąsiadów pani Stanisławy Grelli,
mieszkańców wsi i jej współpracowników będą
odpowiedzią na postawione pytanie.
Małgorzata Baran
~3~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Nieco biografii
Stanisława Grella urodziła się 2 grudnia 1907
roku w Campione Floresti, w Rumunii jako córka
Filomeny, z domu Gorgoń i Teofila Grellów. Po
ukończeniu szkoły powszechnej w Peczeniżynie, od roku
1924/25 do końca 1928/29 pobierała naukę
w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Żeńskim
w Kołomyi, gdzie zdała egzamin dojrzałości i otrzymała
dyplom nauczyciela szkoły powszechnej. Przez rok
pracowała jako tymczasowa nauczycielka jednoklasowej,
publicznej szkoły powszechnej w Długiem. Od 16
października 1929r. do 30 czerwca 1930r. pracowała
w Borowikach, gmina Żyrowice. Od 8 stycznia 1931r.
przyjęła na siebie obowiązki nauczycielki publicznej
szkoły powszechnej w Czudcu. Pracowała tam do 30
czerwca 1931 r. Od 16 września 1932r. do 15 czerwca
1933r. pracowała w szkole w Długiem jako nauczycielka
kontraktowa, gdzie od 1 października 1933 roku. do 31
sierpnia 1933 zatrudniono ją jako nauczycielkę stałą. We
Wrocance rozpoczęła pracę 1 września 1938r.1
Przydzielono jej wychowawstwo w klasie I rysunki w V
i VI, polski i historię w kl. V, zajęcia praktyczne w kl. IV,
ćwiczenia cielesne dziewcząt w klasie V i VI 9
1
Akta osobowe- S. Grella- SP Wrocanka
~4~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
tygodniowo) razem 30 godzin).2 W latach 1959- 68
pełniła funkcję kierownika szkoły. W okresie II wojny
światowej działaczka ruchu oporu, bezpośrednio
zaangażowana w tajne nauczanie. Powszechnie
szanowana i lubiana przez dzieci, młodzież i rodziców.
W 1977 roku wyjechała do Wałbrzycha, a następnie
zamieszkała w Katowicach- Piotrowicach, gdzie zmarła
27 I 1984r. i została pogrzebana. 3
I.
Wybór patrona szkoły to dobry pomysł. Pani
Stanisława Grella jak najbardziej na patronkę szkoły
pasuje. Pamiętam ją, bo pracowałem wtedy, co ona.
Miała bardzo duże zasługi w wychowaniu młodzieży.
Była dobrą nauczycielką, wszyscy ją cenili. Niczego się
nie bała.
Ks. prałat January Horwath4
2
Kronika szkoły ludowej we Wrocance. 1879- 1942, Kraków 2001,
s. 125
3
Kronika szkoły ludowej we Wrocance. 1879- 1942, Kraków 2001,
s. 167
4
Ks. prałat January Horwath (ur. 1925) – kapłan archid. przemyskiej,
święcenia kapł. otrzymał w 1950 r. Duszpasterz w Iwoniczu (1950–
1951), Słocinie (1951–1952), proboszcz w Łubnem (1952–1958) oraz
we Wrocance (1958–2000); obecnie rezydent we Wrocance.
Katecheta szkolny we Wrocance w l. 1958–1961 [?] oraz 1990–
1997. Przeprowadził remont zabytkowej świątyni parafialnej we
~5~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
II.
Cieszę się, że patronką waszej szkoły zostanie
pani Grella. Uczyłam w tym samym czasie, co ona.
Zasłużyła
się
jako nauczycielka,
kierowniczka
i mieszkanka Wrocanki. Dbała o dobro szkoły. Była
bardzo oddana wsi. Reagowała na każde wezwanie
do chorego człowieka. Kobieta o wielkim sercu,
doskonała koleżanka, niezawodny przyjaciel. Każdemu,
kto tego potrzebował, służyła radą i pomocą. Jestem jej
wdzięczna za lata wspólnej pracy, za wszystko, co zrobiła
dla mnie i dla innych.
Wanda Such5
III.
Pamiętam panią Grellę od jak najlepszej strony.
Wtedy nie było tak wielu lekarzy, jak teraz. Stanisława
Grella była często wzywana do chorych,
jako
pielęgniarka. Dawała zastrzyki. Ludzie prosili ją o pomoc
o różnych porach dnia. Od swojej siostry z Anglii
Wrocance oraz wzniósł budynek katechetyczny, plebanię oraz nową
świątynię we Wrocance. Żołnierz AK, zasłużony moderator Ruchu
Światło–Życie i Poradnictwa Rodzinnego; ceniony wychowawca
młodzieży i działacz na polu trzeźwościowym. Zob. ASzPW, brak
sygn., Akta personalne ks. Januarego Horwatha.
5
Such z d. Warunek Wanda, we Wrocance pracowała w okresie IX
1959–VIII 1968 [?], odeszła do pracy w Głowience
~6~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
dostawała leki, miedzy innymi, witaminę D3, która
jeszcze wtedy nie była powszechnie stosowana,
a wykorzystywano ją do leczenia krzywicy u dzieci.
Razem ze swoją siostrą gospodarowały na polu za szkołą.
Pani Grella była lubiana i poważana we wsi. Niezwykle
oddana ludziom. Nawet godziła zwaśnionych.
Wanda Machnik6
Stanisława Grella
Filomena i Teofil Grellowie z dziećmi
(ze zbiorów pani Z. Sznajder oraz Niny Grelli)
6
Machnik Wanda, pracowała we Wrocance w okresie IX 1960–VIII
1969, wcześniej pracowała w SP w Krościenku i w SP w Równem
(1957-1959); przeniesiona do Głowienki (1969-1985)
~7~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Stanisława Grella z siostrami: Kazią i Tosią (ze zbiorów pani Z. Sznajder)
Stanisława Grella z siostrami: Kazią i Tosią (ze zbiorów pani Z. Sznajder)
~8~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Stanisława Grella z Teresą Sznajder i Zofia Sznajder (ze zbiorów pani Z. Sznajder)
Stanisława Grella z siostrami: Kazią i Tosią (ze zbiorów pani Z. Sznajder)
~9~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Zakończenie klasy VII (ze zbiorów pani Z. Sznajder)
I komunia święta (ze zbiorów pani Z. Sznajder)
~ 10 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Stanisława Grella w młodości(z teczki Akt personalnych S. Grelli)
Wpis do pamiętnika dla Alicji Kuci (ze zbiorów pani A. Kuci)
~ 11 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Klasa VII w roku 1958/1959 z kierownikiem Władysławem Wilkiem
i wychowawczynią Stanisławą Grellą (ze zbiorów pani A. Kuci)
Kartka pocztowa od Stanisławy Grelli do Zofii Sznajder(ze zbiorów pani Z. Sznajder)
~ 12 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Treść kartki pocztowej od Stanisławy Grelli do Zofii Sznajder (ze zbiorów pani
Z. Sznajder)
Uczniowie klasy VII- lata 50 (ze zbiorów pani W. Wilk)
~ 13 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Pani Stanisława Grella ze swoimi uczennicami (ze zbiorów pani W. Wilk)
Pani Stanisława Grella ze swoimi uczennicami(ze zbiorów pani W. Wilk)
~ 14 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Uczniowie klasy VII- rok szkolny 1953/54 (ze zbiorów pani W. Wilk)
Pani Grella i kierownik Wilk z uczniami klasy VII(ze zbiorów pani W. Wilk)
~ 15 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Stanisława Grella ze swoją chrześnicą przystępującą do I Komunii- Rozalią
GruszkąDomagalską (ze zbiorów pani R. Domagalskiej)
Stanisława Grella z Marią Gadzałą( Wójtowicz) (ze zbiorów pani M. Wójtowicz)
~ 16 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Szkoła w roku 1959 (ze zbiorów pani W. Wilk)
Stanisława Grella z nauczycielami- Sylwestrem Krężałkiem i Emilem Guzikiem oraz
uczniami (ze zbiorów pani M. Wójtowicz)
~ 17 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
IV.
Pamiętam panią Grellę. Byłam wtedy dzieckiem.
Przyjaźniła się z moją mamą. Przypominam sobie, że we
wsi wtedy nie było telefonów tak, jak teraz. W szkole
tylko był. Pani Grella mieszkała w szkole. Ludzie często
korzystali z możliwości przedzwonienia właśnie z tego
telefonu służbowego. Nawet w nocy otwierała drzwi,
aby ktoś mógł zatelefonować po pogotowie.
Wanda Jurczyk7
V.
Przy starym domu była studnia. Stanisława Grella
często przychodziła po wodę do tej studni, aby pójść na
cmentarz i podlać kwiaty. Mówiła, że ma czas i może
żywym i zmarłym zrobić przysługę. Jej siostra była
w Anglii. Przysyłała jej penicylinę, którą ona dawała
ludziom. Chodziła po całej wsi i dawała zastrzyki. Mój syn
Grzegorz miał zapalenie płuc. To ona podawała mu
zastrzyki. Pomogła również mojej siostrze Ewie, która
często chorowała na płuca. Mój brat Antoni również od
niej otrzymał pomoc wtedy, gdy miał mocno stłuczone
kolano i rozpoczął się proces niszczenia tkanki. Dzięki
pani Stanisławie chora noga wygoiła się.
7
Jurczyk Wanda, z
(w sąsiedztwie szkoły)
domu
Uliasz,
~ 18 ~
mieszkanka
Wrocanki
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Zrobiła dużo dobrego dla wsi.
Teresa Gościńska8
VI.
Chodziłam wtedy do VII klasy. Mieliśmy lekcję
z panią Grellą. Była moją wychowawczynią. W pewnym
momencie do klasy zapukała jakaś pani. Prosiła Grellę
o pomoc dla dziecka. Chyba było bardzo chore. Pani
Grella nie zastanawiała się ani chwili. Szybko nam coś
zadała, oddała nas pod opiekę innej nauczycielki, która
uczyła w sąsiedniej klasie, chwyciła swą torbę i pobiegła
z pomocą. Słynęła z tego, że pomagała chorym. Nawet,
gdy któreś dziecko podczas lekcji lub przerwy narzekało
na jakieś dolegliwości, starała się pomóc i zaradzić
problemowi.
Alicja Kucia9
VII.
Pani Grella to była wspaniała nauczycielka.
W tamtych czasach, kiedy ja chodziłam do szkoły,
rodzice, nauczyciele, ksiądz to była świętość. Bóg był
8
Gościńska Teresa, z domu Uliasz, mieszkanka Wrocanki
Alicja Kucia z d. Kosztyła (ur. 1943) – córka Eugeniusza;
absolwentka SN w Krośnie. Długoletnia nauczycielka w SP we
Wrocance (1967–2002). Zob. ASzPW, brak sygn., Akta personalne
Alicji Kuci.
9
~ 19 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
na pierwszym miejscu. Dla nauczycieli i księdza mieliśmy
ogromny szacunek i poważanie. Rodzice nas tego uczyli.
Pani Grella, jak trzeba było, to nakrzyczała, ale
i przytuliła, ukochała, łzy otarła. Uczyłam się w szkole
bardzo dobrze. Prymusów jednak niezbyt inni lubią,
toteż chłopcy dokuczali mi czasami, bo miałam rude
włosy. Kiedyś płakałam, bo koledzy wyśmiewali się ze
mnie, a pani Grella przytuliła mnie i powiedziała, że takie
złote włosy mają tylko najpiękniejsze panie. Była to
kochana kobieta.
Miała tak bardzo chore gardło, że ledwie mówiła,
ale nawet z gorączką szła bezinteresownie do chorego,
aby w określonej godzinie dać zastrzyk, nawet w nocy.
Poświęcała się ogromnie. Najpierw mieszkała u pani
Trybusowej10, w tym czasie oni byli w Borysławiu,
później przeniosła się do szkoły. Razem ze swoją siostrą
chowała krowę. „Siopa” tej krowie wszyscy mówili. To
była krowa- żywicielka.
Pamiętam, jak zaczynały się lekcje. W klasie
panowała idealna cisza. Wszyscy siedzieli z rękami
założonymi do tyłu. Ktoś zaglądał przez szparę drzwi czy
nauczyciel już idzie. Mieliśmy respekt i ogromne
poważanie dla tych, co nas uczyli. Nie tak, jak teraz. Pani
Grella uczyła mnie historii. Pamiętam, że na wakacjach
10
Trybus Stanisława z domu Tkaczyk, nauczycielka V 1945–VIII 1972
[?]emeryt od 1971 r.; ponadto bibliotekarz w Bibliotece Publicznej
we Wrocance
~ 20 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
był kurs historii i geografii, bo tylko wtedy można było
uczyć o Polsce. W ciągu roku nie można było o tym
mówić. Pani Grella zawsze mówiła prawdę, nie bała się.
Do kościoła chodziła i siadała w ławce obok
kierownika szkoły Wilka. Już teraz nie ma tej ławki.
Wszystkie dzieci, a było ich bardzo dużo, stały z przodu.
Nie do pomyślenia było, żeby ktoś stał z tyłu. Przy
klękaniu lubiły się czasami potrącać. Wtedy kierownik
zaraz dał po głowie, ale nikt się nie obrażał. Tak miało
być.
Należy się pani Grelli być patronką szkoły, choćby
za to, że tak bardzo chciała zostać we Wrocance,
a niestety nie miała gdzie zamieszkać. Przeszła na
emeryturę i musiała opuścić służbowe mieszkanie.
Chciała u kogoś zamieszkać, ale nie udało się.
Krystyna Michalska11
VIII.
Mam bardzo wiele szacunku dla pani Grelli. To
była wspaniała kobieta. Uczyła mnie chyba śpiewu
i biologii. Moja mamusia opowiadała mi, że jak miałem
około 3 lat, to zachorowałem na zapalenie płuc. Trafiłem
do szpitala, ale mama mnie szybko stamtąd zabrała,
ponieważ przestraszyli ją, że tam umrę. Wtedy we
Wrocance stacjonowały jeszcze wojska rosyjskie. Był rok
11
Michalska Krystyna, mieszkanka Wrocanki, uczennica pani Grelli
~ 21 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
1944. Pani Grella uratowała mi życie. Szwagier przysłał
jej z Anglii penicylinę, którą ona mi przyniosła.
Wyzdrowiałem. Później, już jako uczeń, miałem dla niej
wiele wdzięczności. Czułem, że i ja jestem jej
ulubieńcem. Wszystko, co czyniła dla ludzi, robiła
bezinteresownie, nie za pieniądze. Była wspaniałą
nauczycielką.
Mieczysław Topolski12
IX.
Po wojnie, za kierownika Wilka, a potem za pani
Grelli, pracowałam w szkole w kuchni. Przygotowywałam
posiłki dla dzieci z Równego. Trwało to 14 lat. Panią
Grellę pamiętam, że była ostra, szczególnie dla
chłopców, którzy nie zawsze byli grzeczni. Dawała sobie
z nimi radę. To była bardzo dobra nauczycielka. Często
przychodziła do kuchni, aby ze mną porozmawiać. Kiedy
wyjechała na Śląsk, dwa razy ją odwiedziłam. Jeździłam
tam do mojego brata i przy tej okazji zachodziłam do
pani Grelli. Zawsze cieszyła się, jak mnie widziała. Pytała:
„jak tam moja Wrocanka”? Mieszkańców wspominała
zawsze z życzliwością. Chciała tu zostać. Tęskniła za
latami pracy w tej wiosce. Kiedy trzeci raz do niej
12
Topolski Mieczysław, syn Stanisławy i Feliksa Topolskich, dawny
mieszkaniec Wrocanki, obecnie mieszkaniec Szczecina, uczeń pani
Grelli
~ 22 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
przyjechałam, to już byłam spóźniona. Było po
pogrzebie…
Zofia Wiśniowska13
X.
Panią Grellę poznałam w 1943 roku. Utkwiło mi
w głowie to, jak prowadziła grupę dzieci do kościoła. Szła
zawsze elegancka, w kapeluszu. Mój pierwszy kontakt ze
Stasią miał poprzez kółko teatralne, które ona założyła.
Należały do niego starsze osoby. Pamiętam Stanisława
Steca( panicza), Walę Srokę- jego siostrę, Runię Gruszkę,
Julka z dolnej Wrocanki, Emila Pikula, Wandę Wilk,
Mietka Janasa, jego siostrę Stanisławę, no i ja należałam
do tego koła. Pani Grella reżyserowała poważne sztuki.
Wystawialiśmy pod jej kierownictwem „Chatę za wsią”14,
„Grube ryby”15, „Krowoderskie zuchy”16. Od chwili, gdy
zaczęłam grać w teatrze, pani Grella mnie bardzo
polubiła. Miała trzy siostry- Zosię, Tosię i Kazię, która
najpierw była na Syberii, a potem w Ameryce. Jej siostra
Tosia przebywała natomiast w Anglii. Miała też dwóch
braci. Stasia była nie tylko dobrą nauczycielką. We
Wrocance zasłynęła również jako „lekarz” ciała i duszy.
13
Wiśniowska Zofia, mieszkanka Wrocanki, pracowała w kuchni
szkolnej
14
Chata za wsią- powieść J. I. Kraszewskiego
15
Krowoderskie zuchy- wodewil Romana Turskiego(1875-1945)
16
Grube ryby- sztuka Michała Bałuckiego(1837-1901)
~ 23 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Chodziła z poradą, z zastrzykiem oraz do rodzących się
dzieci. Nic dziwnego, że proszono ja na matkę chrzestną,
zapraszano na wesela. Gdy mój mąż zginął w wypadku,
stała mi się tak bliska, jak matka. Od tej pory rozpoczyna
się nasza wielka przyjaźń. Gdy moje dzieci chorowały na
koklusz, to ona pomogła im, bo wystarała się
o streptomycynę. Była ze mną w doli i niedoli. Wspierała
mnie w trudnych chwilach, a po śmierci męża nie było mi
łatwo. Byłam przewodniczącą Komitetu Rodzicielskiego.
Organizowaliśmy zabawy, które wspólnie z panią Grellą,
główną organizatorką, skrupulatnie rozliczałyśmy. Była
bardzo dokładna. Wszystko musiało się zgadzać.
Pamiętam również opowieści Stasi o jej narzeczonym,
który zginął w czasie wojny- w 1939 roku. Do końca
pozostała mu wierna, bo nigdy nie wyszła za mąż.
Pozostał jej tylko zaręczynowy pierścionek, który nosiła
przez cały czas i skrzypce, na których pięknie grała.
Często do mnie mówiła, „Że tyle po nim mi zostało”. To
była jej pierwsza i jedyna miłość”. Wiem również, że
był taki czas, że ze szkoły zabrano religię i pani Grella
zatroszczyła się o to, aby dzieci mogły się jej nadal uczyć
(całe życie była bezpartyjna). Brałam również udział w tej
akcji razem z Ireną Kozłowską, Stanisławem Kosztyłą
( ogrodnikiem) i Kosztyłą Eugeniuszem. W porozumieniu
z księdzem Januarym Horwathem zorganizowaliśmy
w punkcie katechetycznym, w jadalni- salkę, w której
dzieci mogły uczyć się religii. Pani Grella powiedziała, że
~ 24 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
w nocy przeniesiemy ławki ze szkoły do punktu
katechetycznego. Umówiliśmy się, że te ławki miały być
niby na spalenie, więc wymieniliśmy z księdzem na
gorsze, aby to te gorsze przeznaczyć na podpałkę, a te
lepsze do punktu katechetycznego. Zakupiono ze składek
gumoleum i punkt działał. Jednak ktoś nas widział, jak
w nocy przenosiliśmy te ławki i niebawem we trójkę
dostałyśmy wezwanie na milicję, ale każda w innym
czasie. Irena Kozłowska miała szwagra w milicji w Jaśle
i ze strachu pojechała prosić go o pomoc. I rzeczywiście
pomógł nam, bo dano nam spokój za te ławki. Kiedy
Stasia wyjeżdżała, np. do Ameryki- do swojej siostry,
zastępowała ją pani Trybus. Przeważnie było to w czasie
wakacji. Dawny kierownik szkoły- pan Delimat17,
z ramienia TPD, pomagał nam dużo w ognisku
przedszkolnym. Dzięki niemu dzieci często wyjeżdżały na
kolonie. Za czasów pani Grelli w szkole przyjmowano
kolonie. To dzięki tym koloniom powstały ubikacje na
parterze, na I oraz II piętrze szkoły. Zastąpiły one
prymitywne ubikacje za budynkiem gospodarczym.
Kiedy Stasia wyjechała do swojej siostry Zosi do
Wałbrzycha, mój kontakt z nią był coraz słabszy. Po
śmierci sióstr zaopiekowała się nią Nina- bratanica.
Zamieszkała w Katowicach. Pisała do mnie, że ten klimat
17
Delimat Stanisław- kierownik szkoły we Wrocance w latach 193541[?]
~ 25 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
katowicki nie służy jej astmie. Kiedyś wracając
z Częstochowy zajechałam do niej, ale jej nie było
w domu. Kontakt z nią urwał się całkowicie.
Dowiedziałam się, że leży w szpitalu. Niedługo potem
zmarła. Stasia żyła bardzo skromnie, choć otrzymywała
od sióstr pomoc z zagranicy. Zapamiętałam, że w jej
pokoju wisiał na ścianie piękny obraz Matki Bożej
Ostrobramskiej. Młodzież była wdzięczna swej pani za
pomoc w wyborze szkoły. Często jeździła z młodymi, po
ukończeniu siódmej klasy, do nowej szkoły. Starała się
ich jakoś ukierunkować. Pani Grella to człowiek
o wielkim sercu. Pozostała po niej ogromna spuścizna.
Zofia Sznajder18
XI.
Spotkałam się ze Stanisławą Grellą w roku
szkolnym 1945/46 jako początkująca nauczycielka szkoły
podstawowej we Wrocance, której kierownikiem był
Władysław Wilk. W szkole mieszkała ze swoją starszą
siostrą Antoniną Czerminger. Jak się później
dowiedziałam obydwie panie pochodziły z okolic
Stanisławowa. Jedna z sióstr została wywieziona na
Sybir, skąd powróciła w roku 1947 i zamieszkała
18
Sznajder Zofia, najlepsza przyjaciółka S. Grelli, pracowała
w przedszkolu we Wrocance
~ 26 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
chwilowo we Wrocance w szkole. Mąż pani Antoniny
w czasie II wojny światowej znalazł się w Anglii, dokąd
sprowadził w późniejszym czasie swoja żonę.
Pani Stanisława wraz z siostrą Antoniną
prowadziły we Wrocance małe gospodarstwo uprawiając
ziemniaki, jarzyny, koniczynę. Posiadały również krowę.
Rosjanie stacjonujący w czasie wojny we Wrocance
zbudowali glinianą szopę, która służyła jako obora.
Mówię o krówce dlatego, ponieważ obydwie panie
wykazywały wiele dobrej woli, aby podzielić się mlekiem,
czy serem z każdym potrzebującym. Miedzy innymi ja
również korzystałam z ich dobrego serca, gdy miałam
małe dzieci. Mieszkańcy wsi musieli obowiązkowo
oddawać mleko do mleczarni, stąd były duże trudności
z jego nabyciem. Pani Stanisława, jak się prędko
zorientowałam, cieszyła się we wsi ogromnym
szacunkiem
i
uznaniem.
Była
człowiekiem
opatrznościowym dla mieszkańców Wrocanki i Niżnej
Łąki. Niosła pomoc „medyczną” chorym dzieciom
i starszym, kiedy tylko zachodziła taka potrzeba. Czy to
w dzień, czy w nocy biegła do chorych, stawiała bańki,
robiła zastrzyki, opatrywała fachowo rany, niosąc
jednocześnie słowa otuchy dla strapionych. Mieszkańcy
doceniali jej poświęcenie i darzyli ją szacunkiem
i przywiązaniem. Dowodem na to niech będą dwa
przykłady na podawanie do chrztu dzieci przez panią
~ 27 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Stanisławę. Jej chrzestną córką jest Rozalia Gruszka oraz
Zdzisław Gazda.
Z opowiadań pani Stanisławy wiem, że w czasie
wojny opiekowała się dwoma radzieckimi[?] pilotami,
którzy skoczywszy z trafionego samolotu, doznali
obrażeń. Członkowie Armii Krajowej doprowadzili ich do
szkoły i oddali pani Stanisławie pod opiekę. Kiedy mąż
pani Antoniny przebywający w Anglii dał znać o sobie, do
sióstr zaczęły napływać paczki z lekarstwami i z odzieżą.
W tym czasie zaczęła wchodzić w życie penicylina,
o którą w Polsce było bardzo trudno. Właśnie ten lek,
który obecnie nie jest już tak skuteczny – wtedy działał
radykalnie. Pastylki penicyliny, które należało ssać,
w parę godzin, leczyły ropną anginę. Pani Grella dzieliła
się z chorymi tym lekiem, który przysłał szwagier z Anglii,
niosąc ulgę w cierpieniu. Jako nauczyciel, organizowała
imprezy szkolne, organizowała spektakle z młodzieżą
starszą, prowadziła chór szkolny. W późniejszych latach,
już jako dyrektor szkoły, okazała się dobrym
organizatorem. W czasie wakacji przyjmowała kolonie
do szkoły, aby zdobyć fundusze na wyposażenie szkoły w
pomoce naukowe. Mimo nękającej ją astmy oskrzelowej
pełniła swoje obowiązki wzorowo. Po przejściu na
emeryturę wyjechała do siostry do Wałbrzycha a po jej
~ 28 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
śmierci wyjechała do bratanicy do Katowic, gdzie
zakończyła życie mając 76 lat.19
Wanda Tkaczyk20
XII.
W mojej pamięci utkwiła postać energicznej,
z poczuciem humoru, zgrabnej, zawsze na wysokich
obcasach, w sukni, tzw. Princesce, dopasowanej,
zapinanej na guziki z dwoma kieszonkami, o postawie
wyprostowanej, choć z papierosem w dłoni,
przechadzającej się po wiejskiej drodze. Była
nauczycielem,
kobietą,
pielęgniarką,
lekarzem
i przyjaciółką o mocnej osobowości, która potrafiła
sama rozwiązywać trudne problemy.
Będąc
małą
dziewczynką
zjeżdżałam
z koleżankami po desce
nieheblowanej, opartej
o wysokie drzewo, gdy wbiła mi się do pupy ogromna
drzazga. Pupa bolała trochę, bałam się przyznać w domu,
lecz w końcu ból był coraz większy a za oknem noc.
19
Kronika szkoły ludowej we Wrocance. 1879- 1942, Kraków 2001.
s. 167
20
Tkaczyk Wanda z domu Habrat (ur. 1922), córka Stanisława, żona
Władysława. Absolwentka Liceum Pedagogicznego w Krośnie oraz
WKN w Bielsku-Białej. Długoletnia nauczycielka w szkole
podstawowej we Wrocance (1945–1968) i Głowience (1968–1977).
Poetka, pisarka, działaczka społeczna. Zamieszkała w KrośnieSuchodole. Zob. ASzPG, brak sygn., Akta personalne Wandy Tkaczyk.
~ 29 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Mama zdecydowała, że idziemy do pani Grelli, bo ona mi
to zoperuje. Przyszliśmy w nocy. Nasza pani, jako
znieczulenie, dała mi solidnego klapsa, aby odwrócić
moją uwagę, zdezynfekowała ranę i było po sprawie.
W nagrodę za dzielną postawę otrzymałam angielską
czekoladę, ponieważ pani Grella miała siostrę w Anglii ,
dostawała paczki żywnościowe i leki, którymi dzieliła się
z całą Wrocanką. Również, gdy zaszła potrzeba, chętnie
przemierzała wiele kilometrów robiąc ludziom zastrzyki,
okłady i opatrunki. Ze wspomnień szkolnych pamiętam
jedną lekcję geografii z mapą, gdzie trudno było nam
pokazać na niej rzekę Jangcy i
Himalaje. Pani
w sekundzie ułożyła o nich piosenkę, nucąc ją
rytmicznie, uderzała wskaźnikiem w te miejsca na mapie,
i każdy z nas to zapamiętał do końca życia.
Ludzie doceniali dobre serce pani Grelli i potrafili się
odwdzięczać tym, co posiadali. Jest to na pewno POSTAĆ
godna naśladowania, która całe swoje życie poświęciła
nam- Wrocenianom, mimo że nie miała własnych
rodzonych dzieci, a za takie nas uważała, dając nam
wszystko, co posiadała. Jestem nauczycielem, bo
mogłam czerpać wzory do naśladowania od swoich
nauczycieli.
Maria Walczak 21
21
Walczak Maria, z domu Stec, ur.1950, mieszkanka Wrocanki,
uczennica pani Grelli
~ 30 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
XIII.
Panią Stanisławę Grellę poznałam w wakacje
1968r., gdy przybyliśmy do Szkoły Podstawowej we
Wrocance,
aby
podjąć
pracę
nauczycielską.
Zamieszkaliśmy w części mieszkalnej szkoły na parterze.
Pani Grella mieszkała na I piętrze.
Byliśmy młodym małżeństwem22 z dwoma
synkami, Bogdanem- 4 lata i Waldziem- 2 lata.
Ucieszyłam się, że w nowym środowisku nie będziemy
sami, że piętro wyżej mieszka ktoś, kto może służyć
pomocą i radą. Pani Stanisława Grella okazała się bardzo
miłą, uśmiechniętą i serdeczną osobą. We Wrocance
pracowała wiele lat, wszystkich znała, jej informacje
ułatwiały nam adaptację w nowe środowisko. W krótkim
czasie nasi synkowie tak polubili panią Grellę, że często
biegali do niej – piętro wyżej – a ona zawsze częstowała
ich dobrymi, zagranicznymi cukierkami, przytulała
22
Tadeusz Szarek (1939–1991) – pochodził z Humnisk, mąż
Stanisławy. Absolwent Państwowego Liceum Pedagogicznego w
Brzozowie oraz WSP w Rzeszowie. Pracował w szkolnictwie
podstawowym w Orzechówce (1958–1959; służba wojskowa 1959–
1961), Baryczy (1961–1963), Draganowej (1963–1968) oraz we
Wrocance (1968–1990 [?]). W ostatnich z wymienionych
miejscowości był kierownikiem szkoły. Od 1 IX 1988 r. na
emeryturze; pracował jednak nadal w ograniczonym wymiarze
godzin. Pogrzebany w Białej Niżnej. Zob. ASzPW, brak sygn., Akta
personalne Tadeusza Szarka; S. Frej, Dzieje Draganowej…, s. 36.
~ 31 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
i całowała, bo jak sama twierdziła, bardzo lubiła małe
dzieci.
Niestety pani Grella często wyjeżdżała i nie było jej
wiele miesięcy. Miała rodzinę (siostry) w Polsce i za
granicą, miała więc do kogo jeździć, a podróże bardzo
lubiła. Opowiadała jak w czasie jednego, trudnego rejsu,
statek przybył do celu cały oblodzony. Wyglądał jak
wielka góra lodowa. Przebywający w porcie pasażerowie
mówili: „Patrzcie jak Polacy przypłynęli!”.
Pani Stanisława Grella cieszyła się we wsi dużym
szacunkiem i wdzięcznością. Zawsze służyła innym
pomocą. Sama dawała zastrzyki, gdy zachodziła
potrzeba, wspierała zagranicznymi lekarstwami, stawiała
bańki. Troszczyła się o biednych. W czasie wojny
głodnym dzieciom dawała chleb (wspomnienie starszego
mieszkańca). Szkolny telefon – jako jedyny we wsi –
w pilnych potrzebach służył wszystkim, o każdej porze
dnia i nocy. Jeszcze wiele lat po wyjeździe pani Grelli,
chcący zadzwonić po pogotowie biegli do szkoły, uderzali
w rynnę, co oznaczało, że chcą pomocy. Było to bardzo
uciążliwe, bo w nocy wszyscy się budzili, a iść trzeba było
do kancelarii, gdyż tam był telefon. Jednak nigdy nie
odmawiano proszącemu pomocy.
Mino, że pani Grella była zamożną osobą,
posiadała wiele cennych, jak na tamte czasy różnych
przedmiotów i smakołyków trudnych do zdobycia, żyła
skromnie. Nie miała nawet telewizora. Piękne futra,
~ 32 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
które przechowywała, czasem wietrzyła w cieniu lip,
rosnących na szkolnym podwórku. Odwiedzając panią
Grellę z młodymi nauczycielkami pracującymi w szkole,
byłyśmy pełne zachwytu widząc, np. piękne materiały,
korale, torebki. Ponieważ lubię różne robótki ręczne,
podobały mi się piękne kolorowe nici i pudełko
różnorodnych, barwnych guzików. Odwiedzający zawsze
coś od pani Grelli otrzymali, a młodzi cieszyli się udanymi
zakupami „peweksowskimi”.
Pamiętam taką nieco zabawną sytuację. Pani Grella
odwiedziła nas, wspólnie oglądaliśmy program
telewizyjny, rozmawialiśmy. W pewnej chwili
powiedziała: „Wam to dobrze, już trochę urządziliście
się, oglądacie sobie program”. Powiedziałam wówczas,
że możemy się zamienić z mieszkaniami, ale nic z nich
nie zabieramy, jedynie osobiste rzeczy. Wówczas pani
Grella z uśmiechem i z przymrużeniem oka powiedziała:
„Dobrze, ale dajcie mi jeszcze swoje lata”.
Codzienne życie utrudniał pani Grelli astmatyczny
kaszel. Nawet w kościele słychać było, że przyjechała,
gdyż z daleka rozlegało się donośne pokaszliwanie.
Gdy zbliżał się remont kapitalny szkoły, musieliśmy
opuścić budynek. Pani Grella swoje meble ulokowała
u sąsiadów, a sama wyjechała do rodziny. Jednak
w krótkim czasie całkowicie wyjechała z Wrocanki
(remont trwał 5 lat). Niestety, gdy dowiedzieliśmy się
o śmierci i pogrzebie pani Stanisławy Grelli, było za
~ 33 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
późno, żeby jechać. Z tego powodu czuliśmy żal, że nie
mogliśmy uczestniczyć w tej uroczystości.
Stanisława Szarek23
XIV.
Panią Grellę wspominam jako uczennica oraz jako
jej przyjaciółka. Mieszkałam z rodzicami naprzeciw
szkoły więc ciocia( tak do niej mówiłam, bo była dla nas
jak rodzina) ciągle do nas przychodziła. Pracowała
z moim tatą- kierownikiem szkoły. Jako nauczycielka była
dla nas bardzo serdeczna i dobra. Wymagała wiele, ale
widać było, że nas kocha. Pamiętam, że uczyła nas
żołnierskich piosenek i tańców. Uczyłyśmy się pod jej
przewodnictwem oraz siostry cioci- pani Czermingerowej
-tańczyć mazura, którego mieliśmy zaprezentować na
festynie. Utkwiło mi również w głowie, jak zachwyciła
mnie piękna choinka u cioci Stasi, na której znajdowały
się białe gwiazdki z papieru, które wykonała ze swoją
siostrą. W moim domu skupiało się całe życie kulturalne,
cięgle było dużo gości, bo moja mama gotowała obiady.
W czasie wojny odbywały się u nas spotkania AK24.
23
Stanisława Szarek (ur. 1941) – nauczycielka SP w Draganowej
(–1968) oraz w SP we Wrocance (1968–2002), gdzie była także p.o.
dyrektora (1985–1988), a nast. dyrektorem placówki (1988–2002).
24
Armia Krajowa, AK, kryptonimy: Polski Związek Powstańczy, PZP,
Siły Zbrojne w Kraju, SZK, konspiracyjna organizacja wojskowa,
działająca w okresie okupacji niemieckiej na obszarze państwa
polskiego w granicach sprzed 1 września 1939. Stanowiła integralną
~ 34 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Byłam wtedy kilkuletnią dziewczynką więc nie kazano mi
przysłuchiwać się rozmowom i wypraszano mnie
z pokoju. Zbiórki te organizował wujek Mularz. Pani
Grella aktywnie uczestniczyła w życiu wsi, nie tylko
Wrocanki, ale i nawet Niżnej Łąki. Po ukończeniu szkoły
wyjechałam z Wrocanki i mój kontakt z rodziną, a tym
samym z ciocią Stasią się urwał. Gdy wróciłam, wyszłam
za mąż. Moim mężem został Władysław Wilk25kierownik szkoły. Wesele nasze odbyło się w szkole,
gdzie zamieszkałam z mężem - na parterze, a na górze
mieszkała ciocia Stasia. Była naszym częstym gościem.
Pomagała nam we wszystkim. Jak przyszły na świat moje
córki- Grażynka i Ula, to ciągle się nimi opiekowała.
Kochała je jak własne dzieci. Pomagała nam je kąpać,
doglądała w chorobie. Pamiętam, jak smarowała ich
kozim łojem, bo bardzo kaszlały. Ponieważ miała siostry
za granicą, to wspierała nas w różny sposób. Moje
córeczki miały piękne płaszczyki i sukieneczki
zagraniczne, które ciocia dostała od swoich sióstr
i podarowała moim dzieciom. Kiedy mąż został
część Sił Zbrojnych RP. Powstała w wyniku przekształcenia
powołanej 27 IX 1939 Służby Zwycięstwu Polski w utworzony 13 XI
1939 Związek Walki Zbrojnej, przemianowany 14 II 1942 rozkazem
Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, generała W. Sikorskiego,
na AK. Podlegała Naczelnemu Wodzowi i Rządowi Rzeczypospolitej
Polskiej na uchodźstwie.
25
Wilk Władysław (9 14 IX 1908- 5 X 1981) kierownik szkoły we
Wrocance w latach 1939-59
~ 35 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
kierownikiem w szkole w Krośnie, wyprowadziliśmy się
z Wrocanki. Ciocia Stasia została kierowniczką szkoły. Po
przejściu na emeryturę wyjechała do Wałbrzycha, gdzie
zamieszkała ze swoją siostrą. Ciągle utrzymywaliśmy
z nią kontakt, odwiedzaliśmy ją. Zawsze dokuczał jej
potworny kaszel, który spowodował astmę. Gdy umarła
jej siostra, ciocia zamieszkała w KatowicachPiotrowicach. Tam zmarła, ale niestety nie mogliśmy być
na jej pogrzebie, bo nie wiedzieliśmy o jej śmierci. Ciocia
Stasia zawsze okazywała serdeczność wobec drugiego
człowieka.
Wanda Wilk26
XV.
Lata swojego dzieciństwa i młodości przeżyłam
w Machnówce, mojej „małej Ojczyźnie”. Machnówka,
położona na lewym brzegu Jasiołki, na wschodzie
graniczy z Wrocanką, która rozpościera się po drugiej
stronie rzeki.
Bliskie
sąsiedztwo,
uroczystości
religijne,
pokrewieństwo wielu rodzin i wspólne tradycje bardzo
jednoczyły ludzi obu tych miejscowości. Ponadto dzieci
z Machnówki uczęszczały do starszych klas Szkoły
Podstawowej we Wrocance, istniała bowiem szczególna
26
Wanda Wilk, z domu Belczyk, nauczycielka, żona kierownika
Władysława Wilka
~ 36 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
więź łącząca młode pokolenia jeszcze z czasów po
I wojnie światowej.
Ja również, od dziecka, mocno związana byłam
z Wrocanką. W tej wsi mieszkała moja matka chrzestna
Izabela, córka mojej babci Heleny. Miałam tu też dalszą
rodzinę ze strony dziadzia Feliksa. Kiedy daleko sięgam
pamięcią, wspominam często, jak przebywałam
u wujostwa, bawiłam się z kuzynami oraz ich
koleżankami i kolegami z sąsiedztwa. Już wtedy
marzyłam, by kiedyś uczyć się w szkole we Wrocance.
O pani Stanisławie Grelli po raz pierwszy
dowiedziałam się w rodzinnym domu od moich
dziadków, którzy osobiście ją znali. Moja babcia Helena
i dziadek Feliks często opowiadali o Polsce i bohaterach
narodowych, mówili też o ludziach i wydarzeniach
z pobliskich okolic.
Oto co utkwiło w mojej pamięci z przekazu
najbliższych:
„ Pani Stanisława Grella pomagała żołnierzom Armii
Krajowej, był dzielna i odważna.
To niezwykła kobieta, która w czasie okrutnej II wojny
światowej oraz trudnych latach powojennych,
narażając własne życie, ratowała zdrowie i życie innym.
Nie tylko mieszkańcom Wrocanki, ale też okolicznych
wsi. Szła na każde wezwanie do ludzi chorych, często
do dzieci, dawała zastrzyki, udzielała rad medycznych,
pocieszała strapionych i wspomagała lekarstwami.
~ 37 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Sama otrzymywała paczki z lekami i żywnością od
siostry mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Tymi darami
potrafiła dzielić się z drugim człowiekiem.
To była „urodzona” pielęgniarka, siostra
miłosierdzia, która niosła pomoc chorym w dzień
i w nocy. Zawsze wykazywała gotowość do służby dla
bliźniego.
Tak, z podziwem i uznaniem, moi dziadkowie
opowiadali o pani Stanisławie Grelli”.
W Machnówce ukończyłam pięć klas szkoły
podstawowej. Następnie, wspólnie z koleżankami
i kolegami, poszłam zapisać się do Szkoły Podstawowej
we Wrocance. Przyjmowała nas pani Stanisława Grella,
kierownik
placówki.
Z
każdym
rozmawiała
indywidualnie, czytała świadectwa i witała nas z radością
w nowej szkole.
Warto także przypomnieć, że wówczas sami, całą
gromadą i pieszo szliśmy do Wrocanki.
Pani Stanisława Grella uczyła mnie geografii w klasie
szóstej i siódmej. Lekcje prowadziła ciekawie i miała
dobry kontakt z uczniami. Pamiętam, jak opowiadała
nam o swojej wycieczce do Berlina Wschodniego i do
Bułgarii. Spotykałam panią na apelach i akademiach, a
najczęściej na korytarzu. Pełna energii, szła zazwyczaj
szybko, ale bacznie przyglądała się zachowaniu uczniów.
W szkole trzymała porządek i dyscyplinę. Prowadziła też
~ 38 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
szkolną bibliotekę, gdzie chętnie chodziłam wypożyczać
książki.
Najbardziej zapadła mi w pamięci uroczystość
pożegnania szkoły, która odbyła się w Domu Ludowym
we Wrocance. Uczestniczyli w niej nauczyciele, ks.
proboszcz January Horwaht, uczniowie i ich rodzice.
Pani Stanisława Grella wszystkich serdecznie witała,
przemawiała,
a siódmoklasistom, wręczała świadectwa ukończenia
szkoły. Żegnała również swoich wychowanków.
Wydarzenia te upamiętnia wspólna fotografia przy
pomniku, po wykonaniu której udaliśmy się na zabawę
taneczną. Była to naprawdę piękna uroczystość, wszyscy
bowiem przebywali razem, w tak dużym gronie. Taka
była tradycja pożegnania szkoły od niepamiętnych lat.
Pragnę, aby w książce znalazła się informacja, że ks.
Proboszcz January Horwaht uczył nas religii
w najpiękniejszej sali na plebanii i wypożyczał książki ze
swojej
biblioteczki,
zachęcając
młodzież
do
czytelnictwa.
Lata szkolne były wspaniałe. Do dziś z sentymentem
wspominam wycieczki i zawody sportowe, zbiórki i alerty
harcerskie, wieczorki taneczne i kino objazdowe.
W szkole otrzymałam dobre, można by powiedzieć
„przedwojenne”
wychowanie.
Taki
świat
lat
młodzieńczych minął bezpowrotnie. Do tej szkoły
uczęszczałam z ochotą i radością, dlatego bardzo miło
~ 39 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
wspominam
panią
Stanisławę
Grellę
i wszystkich nauczycieli. Tak się złożyło, że po studiach
rozpoczęłam pracę w Szkole Podstawowej we Wrocance,
gdzie uczyłam historii w klasach IV –VIII oraz w klasach
I – III wszystkich przedmiotów.
Pani Stanisława Grella w latach siedemdziesiątych
przyjeżdżała w odwiedziny do swoich przyjaciół
i znajomych we Wrocance. Miałam okazję i przyjemność
spotkać po latach moją nauczycielkę w szkole, na
uroczystości Dnia Kobiet. Pani Stanisława Grella była
wesoła, nadal pełna energii i miała swoiste poczucie
humoru. Można powiedzieć, że okazała się dobrym
duchem
towarzyskiego
spotkania
w
pokoju
nauczycielskim.
Na zakończenie przytoczę świadectwo mojej mamy
Wandy, która obecnie ma 81 lat i tak opowiada o pani
Stanisławie Grelli:
„Pod koniec lat sześćdziesiątych przyszłam do pani
Stanisławy Grelli kupić penicylinę dla młodszej córki
Stasi. Najpierw odmówiła, byłam bowiem dla niej
nieznaną osobą. Po namyśle wyszła za mną i sprzedała
lekarstwo. Dodała, że może dziecko przyjdzie do tej
szkoły, gdy urośnie. W tamtych czasach legalne nabycie
penicyliny było prawie niemożliwe.
Dla dzieci była przyjazna i życzliwa, bardzo je kochała.
W szkole wprowadziła dyscyplinę, wszystko miało tak
być, jak powiedziała”.
~ 40 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Pani Stanisława Grella to osoba z otwartym sercem
i otwartą dłonią do ludzi i do dzieci. Była przyjacielem
młodzieży i znała los ich rodziców w tamtych, niełatwych
przecież czasach. Poprzez dar umiejętnego zbliżania się
do człowieka zyskała sobie uznanie i szacunek
mieszkańców Wrocanki i na trwałe wpisała się w dzieje
tej „małej Ojczyzny”.
Minęły dziesiątki lat, zmienił się otaczający nas świat,
a wdzięczna przeszłość zachowana w mojej pamięci
stanie się cząstką teraźniejszości.
Teresa Kozubal27
XVI.
Swoje wspomnienia zacznę od znanej i ważnej
maksymy naszego wielkiego myśliciela Ks. Stanisława
Staszica28: „Takie Rzeczypospolite będą, jakie młodzieży
chowanie”. Do tej mądrej refleksji chciałoby się dodać
powiedzenie: Takie będą pokolenia naszej młodzieży,
jacy ich nauczyciele i wychowawcy.
27
Kozubal Teresa, nauczycielka historii IX 1972–VIII 1984;
przeniesiona do SP w Zręcinie
24
Stanisław Wawrzyniec Staszic (ur. przed 6 listopada 1755 w Pile,
zm. 20 stycznia 1826 w Warszawie) – polski działacz oświeceniowy,
pisarz i publicysta, filozof i tłumacz, geograf i geolog; ksiądz katolicki
(przez niemal 20 ostatnich lat życia Staszic nie pełnił posługi
pasterskiej i nie nosił sutanny).
~ 41 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Wielkie szczęście Szkoła we Wrocance miała, iż
taką nauczycielkę, jak Pani Stanisława Grella dla swego
grona pedagogicznego w roku 1938 dostała. Była to
jedna z tych nielicznych osobowości, która zdarza się
bardzo rzadko, a jest osobowością wszechstronną,
obdarzoną przez Stwórcę wieloma zdolnościami
i talentami, a umiejącą te walory wykorzystać w imię
dobra ludzi. Pani Stanisława Grella była wspaniałą,
mądrą, bardzo dobrze pedagogicznie przygotowaną
nauczycielką,
posiadającą
gruntowną
wiedzę
w każdej dziedzinie, była uzdolnioną humanistką, uczyła
polskiego, historii, przyrody. Posiadała również zdolności
artystyczne – uczyła śpiewu, rysunku, prac ręcznych, bo
tak w tamtych latach te przedmioty nazywano. W owych
czasach nauczyciele nie mieli tylko jednej specjalizacji,
ale byli do zawodu przygotowywani wszechstronnie
i taka wszechstronną nauczycielka była Pani Grella, ale
prócz wszechstronnego przygotowania do zawodu
i gruntownej wiedzy miała także wrodzone zdolności
przekazywania jej swoim uczniom, co w tym zawodzie
jest
bardzo
ważne,
bo
ułatwia
percepcję
przekazywanych wiadomości i umiejętności.
Miałam to szczęście, że w latach 1938 – 1944 –
większość przedmiotów miała w naszej klasie Pani Grella
i była nasza wychowawczynią.
W latach okupacji program języka polskiego, geografii,
czy przyrody był bardzo ubogi i uszczuplony, a historii
~ 42 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
w ogóle nie uczono, chodziło bowiem, by polskie dzieci
nie mogły poznać dziejów i piękna swej Ojczyzny.
Pamiętam, że natychmiast po wyzwoleniu pani Grella
z własnej inicjatywy, bez nakazu władz oświatowych
przystąpiła do wyrównywania tych braków i luk w naszej
wiedzy, bo wiedziała, że za kilka miesięcy czeka naszą
klasę egzamin do szkoły średniej. Ona przez te kilka
miesięcy wyrównała braki naszych kilku lat, tak, że nie
mieliśmy kłopotów ze zdaniem egzaminów.
Nie wolno pominąć faktu, iż Pani Grella w czasie okupacji
była członkiem TON –u czyli
Tajnej Organizacji
29
Nauczycielskiej , która w konspiracji przygotowywała
29
Tajna Organizacja Nauczycielska (TON) – konspiracyjna
organizacja Związku Nauczycielstwa Polskiego powstała w
październiku 1939 r. w Warszawie (założyciele: Zygmunt Nowicki,
Kazimierz Maj, Wacław Tułodziecki, Teofil Wojeński i Czesław
Wycech).
Od pierwszych dni okupacji hitlerowskiej organizowała tajne
nauczanie, pomoc dla nauczycieli, ukrywała poszukiwanych
przedstawicieli inteligencji, pomagała osadzonym w obozach
koncentracyjnych i więzieniach. Budowała swoje struktury w całej
Generalnego Gubernatorstwa oraz oddziaływała na terenach
przyłączonych do Rzeszy (Pomorze, Śląsk). Współpracowała z
Delegaturą Rządu na Kraj i ze Związkiem Walki Zbrojnej, a następnie
z Komendą Główną Armii Krajowej. Mimo grożących kar za
nielegalne nauczanie rzesza nauczycieli nie przerwała swego
powołania i przez cały okres II wojny światowej służyła młodzieży.
Tysiące straciło życie w obozach koncentracyjnych i więzieniach
gestapo.
~ 43 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
młodzież starszą do egzaminów szkół średnich, a nawet
matury. Za tę działalność wtedy groziła kara śmierci. Pani
Grella była tez typem człowieka obdarzonego żyłką
społecznikostwa, nikt nie zdziałał dla środowiska wsi
Wrocanka tyle, ile Ona. Była organizatorem i inicjatorem
prac młodzieży starszej w kółku dramatycznym
i chóralnym oraz inicjatorką pracy kobiet. Wspomnieć tu
muszę, iż pani Grella na koniec była też pielęgniarką,
w co trudno uwierzyć, a jednak nabyła, dzięki swej
pracowitości,
umiejętność
profesjonalnego
wykonywania zastrzyków, co w owych czasach dla
ludności wsi było ogromnie ważne i było faktem nie do
przeceniania. Ośrodków zdrowia wówczas nie było, raz
na jakiś czas w nagłych potrzebach korzystało się
z pomocy lekarza, mieszkającego w Krośnie, a zastrzyki
przez lekarza zalecone co dzień konieczne wykonywała
pani Grella, przychodząc do domu chorego.
Niejednemu choremu ratowała wtedy zdrowie,
a nawet życie. Pani Stanisława to prawdziwa „Siłaczka”
XX wieku na miarę tamtych czasów ze wszystkimi ich
problemami i potrzebami, a potrzeby były ogromne, bo
pod koniec okupacji panował dur plamisty, a w kilka lat
po wojnie szalała gruźlica płuc. Wspomnę tu jeszcze
Bohaterom tajnego nauczania Związek Nauczycielstwa Polskiego
ufundował jako dowód wiecznej pamięci pomnik przed swoją
siedzibą w Warszawie na Wybrzeżu Kościuszkowskim.
~ 44 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
o fakcie, iż pani Stanisława Grella mieszkała ze swoją
siostrą, która z Anglii otrzymywała leki, a z USA paczki
żywnościowe. Tym, co panie otrzymywały z zagranicy,
dzieliły się z potrzebującymi.
Biorąc pod uwagę przytoczone fakty należy jeszcze raz
stwierdzić, iż pani Stanisława Grella była prawdziwą
„Siłaczką” 30w ciężkich latach okupacji i po wyzwoleniu,
a co ten termin oznacza w praktyce wiedzą wszyscy,
którzy znają ten utwór Stefana Żeromskiego.
Pani Stanisława była przykładem doskonałego
nauczyciela, zapalonego społecznika i wspaniałego
człowieka, wrażliwego na wszelkie problemy ludzkie.
Proszę mi wybaczyć tu na małą refleksję osobistą, bo
teraz dopiero z perspektywy lat widzę, że to pewno ona
swoim przykładem pomogła mi wybrać zawód
nauczycielski, w którym przepracowałam 35 lat, w tym
21 lat w małej wiosce w Bieszczadach, gdzie prócz pracy
zawodowej z zamiłowaniem parałam się pracą
społeczną.
Czesława Góralowa31
30
Siłaczka, bohaterka utworu S. Żeromskiego
Góralowa z domu Baran – była uczennica i wychowanka Pani
Grellówny /w latach 1938 – 1944/
31
~ 45 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
XVII.
… Życie jest cennym darem, bo ma się je tylko jedno …
Ta maksyma zawsze mi towarzyszy, kiedy
wspominam swoją nauczycielkę – Panią Stanisławę
Grellę.
Jako trzyletnie dziecko wychowujące się na wsi,
którego rodzice byli zajęci pracą, pozostawiona sama
sobie szukałam różnych zajęć. Pewnego razu chodząc po
podwórku nazbierałam główek dzikiego rumianku
i włożyłam je do nosa i uszu. Po kilku godzinach, kiedy
moi rodzice wrócili z pola, zauważyli, że nie mogę
oddychać i jestem dziwnie niespokojna. Narzekałam też,
że boli mnie nos i uszy (oczywiście rumianek zaczął
pęcznieć). Ojciec wystraszony pobiegł po pomoc do
szkoły, gdzie mieszkała pani Stanisława Grella. Pani
Stanisława obejrzała mnie i przy pomocy pęsety
wyciągnęła te wszystkie główki, które było widać,
a reszta oczywiście została. Pani Stasia stwierdziła, że to,
co zostało, zgnije i samo wypadnie, a rumianek to
lecznicze ziele i na pewno nic się nie stanie. Tym razem
wszystko skończyło się dobrze – tak przynajmniej
twierdzili moi rodzice…
Innym razem, gdzieś w wieku czterech i pół lat,
zdarzyła się mi następna dziwna przygoda… Byłam chyba
bardzo wścibskim dzieckiem, pewnie ciekawskim, a brak
~ 46 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
towarzystwa innych dzieci powodował, że interesowały
mnie miejsca niezwykłe… Wyszłam na strych mojego
domu
i oczywiście byłam bardzo zainteresowana, co jest
w sąsieku, gdzie przechowywano zboże. Wieko spadło,
skobel wbił mi się w policzek – straciłam przytomność,
kiedy ją odzyskałam byłam cała obolała, a nade mną
pochylała się pani Grella i opatrywała mi ranę w policzku
(ślad pozostał do dziś), komentując, że to cud, że wieko
nie pozbawiło mnie życia…
Trzecia moja przygoda związana z ratowaniem mi
życia miała dłuższy epizod. Między klasą trzecią a piątą,
kiedy byłam uczennicą Szkoły Podstawowej we
Wrocance, często chorowałam, zapadałam na liczne
anginy. Wówczas u nas w domu zjawiała się pani Grella
zalecając okładanie mi szyi gorącymi ziemniakami, picie
herbaty z dzikich malin, jedzenie czosnku, oraz dawała
do ssania (w ostateczności) tabletki penicyliny, które
mnie i wielu mieszkańcom Wrocanki uratowały życie.
Z moim gardłem było coraz gorzej. Pani Grella
dowiedziała się, że we wsi Zboiska koło Dukli, w ramach
pomocy dla ludzi ze wsi, będzie przebywał jakiś znany
profesor, który wykonywał różne zabiegi u chorych
pacjentów. Doradziła, żeby rodzice wynajęli półkoszek
(był to zaprzęg pana Jana Kosztyły), bo tym razem było
bardzo źle, zapuchnięte migdałki prawie mnie dusiły.
Kolejka do profesora była ogromna, ale litościwi ludzie
~ 47 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
podali sobie ponad głowami ledwie żywe dziecko.
Wylądowałam na fotelu podobnym do dentystycznego,
profesor zrobił mi zastrzyk znieczulający – i przytrzymało
mnie „pięciu chłopa”, profesor wyciął obydwa migdałki
i tak powiedział: „drogie dziecko wiesz, kto ci uratował
życie? – ja, bo wyciąłem ci nietypowe migdały i twoja
nauczycielka, ponieważ podjęła błyskawiczną decyzję,
żeby cię tu przywieziono”. Profesor zalecił leczenie
ziółkami i poprosił moich rodziców, aby pani Grella przez
kilka dni doglądała mnie codziennie. Skutki tej operacji
do dnia dzisiejszego są zbawienne. Nie mam kłopotów
z gardłem z wyjątkiem jednego, zamiast sopranem
śpiewam altem.
Przedstawione prze mnie fakty mówią o tym, jak
pani Stanisława ratowała trzykrotnie moje życie.
Udzielała takiej pomocy wszystkim mieszkańcom
Wrocanki, którzy się do niej zwrócili.
„Wychowanie to przykład i miłość – więcej nic”
/Friedrich Fröbel/
… Szkoło moja szkoło, często cię wspominam …
Wrzesień 1948 roku był ciepły i pogodny. Moja
mama przyprowadziła mnie do szkoły i tak zostałam
uczennicą pierwszej klasy. Pamiętam rozpoczęcie, była
akademia, wystąpienie dyrektora szkoły, wiersze
uczniów i piosenki śpiewane pod kierownictwem pani
~ 48 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Stanisławy Grelli przy akompaniamencie skrzypiec.
Potem zasiedliśmy w długich, chyba sześcioosobowych
ławkach, a moje nogi nie sięgały podłogi, bo byłam
małym dzieckiem, dużo niższym od swoich rówieśników.
Kolejne dni wrześnie były ciepłe, więc do szkoły
chodziłam na bosaka podobnie jak część biednych dzieci.
Idąc drogą szuraliśmy nogami po miałkiej ziemi
wroceńskiego gościńca, po którym jeździły końskie
i krowie zaprzęgi, czasem tylko przejechał samochód
pana Belczyka albo dr Jedlińskiej z Krosna…
Przypominam sobie też scenę niezwykłą. Drugie
piętro wroceńskiej szkoły nie było do końca
zabudowane, na strych prowadziły murowane schody
bez barierek. Pewnego dnia pani Stanisława Grella
zaprowadziła nas na strych, a tam pośrodku leżała
olbrzymia sterta butów różnych rozmiarów (nie wiem
skąd się tam wzięły – może ktoś z moich starszych
kolegów pamięta). Pani Stanisława kazała sobie szukać
coś na nasze bose nogi – i w taki sposób znalazłam sobie
jakieś trzewiki – trochę na mnie za duże, ale służy mi
przez kolejne trzy lata.
Po półroczu pierwszej klasy pan Józef Kopacz
zaprowadził nas do biblioteki i pani Stanisława pożyczyła
mi pierwszą książkę, którą przeczytałam samodzielnie,
była to: „Siwa gąska siwa”.
~ 49 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Piąta klasa nie była dla mnie zbyt szczęśliwa.
Choroba i usunięcie migdałków zaowocowały dłuższą
nieobecnością. Musiałam nadrobić materiał z głównych
przedmiotów nauczania i zdać egzamin. Uczyłam się
w domu. Przewodniczącą komisji, która mnie
egzaminowała była pani Grella. Zdałam oczywiście
wszystkie przedmioty i przeszłam do szóstej klasy. Byłam
szczupłą, niskiego wzrostu dziewczynką, najmniejszą w
klasie i z tego powodu koledzy i koleżanki najczęściej
przezywali mnie „malutka”. Miałam także kilka innych
przezwisk. Uczyłam się średnio. Zawsze interesowały
mnie takie przedmioty, jak język polski, geografia,
przyroda, rysunki, prace ręczne, wychowanie fizyczne.
Zawsze marzyłam o tym, żeby wyjechać z mojej
rodzinnej Wrocanki i uczyć się tego, co mnie najbardziej
interesowało.
W szóstej klasie zajęcia z przyrody prowadzone
przez panią Stanisławę Grellę były bardzo ciekawe
i interesujące. Odbywaliśmy wycieczki po najbliższej
okolicy, nad rzekę, nad staw, do Dębiny. Z każdej
wycieczki i zajęć przynosiliśmy różne trofea. Na biologii,
prowadzonej przez panią Grellę, oglądaliśmy pod
mikroskopem, a to świat w kropli wody, a to liść albo
inny przyrodniczy okaz. Pamiętam jak zakładaliśmy
akwarium, z wycieczki nad rzeczkę przynieśliśmy piasek
i kamyki, chłopcy nałapali rybek, rośliny do akwarium
dobrała pani Stanisława. Kiedyś poszliśmy do polnego
~ 50 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
stawu, który był na polu państwa Mareckich (staw nie
istnieje w chwili obecnej). Oprócz poznania jego roślin
i zwierząt, które w nim mieszkały, łowiliśmy dafnie do
naszego akwarium. Potem chłopcy, na polecenie pani
Grelli, często je wyławiali, by nasze akwarium żyło.
Wycieczka do Dębiny. Pani Grella prowadziła nas
przez tzw. „pańskie”. Pola były obsiane, łąki falowały,
a w tym wszystkim tkwiła studzienka św. Rozalii
z „cudowną wodą”, która smakowała wspaniale,
podobnie jak dziki szczaw. Wreszcie dotarliśmy do
Dębiny. Okazałe drzewa dały nam odpocząć w swym
cieniu. Następnie poszliśmy do kościółka św. Rozalii, by
się pomodlić. Odwiedziliśmy groby dwóch mieszkańców
Wrocanki
rozstrzelanych
przez
Niemców
w czasie wojny, tylko za to, że w feralnym dniu byli
strażnikami wsiowymi wyznaczonymi to tzw. warty,
a ktoś napadł na pana Gadzałę i zrabował mu zbierane
pieniądze. Wtedy też pani Grella opowiadała, że św.
Rozalia jest patronką o tzw. morowego powietrza (m.in.
cholery) a cmentarz choleryczny jest na pograniczu wsi
Wrocanki,
Głowienki
i Szczepańcowej.
Lekcje
prowadzone przez nią były bardzo interesujące,
wypełnione pomocami naukowymi, opowiadanymi
ciekawostkami i nigdy się na nich nie nudziliśmy. Sposób
bycia pani Stanisławy był taki, że wszyscy czuli przed nią
respekt, bo przecież znała wszystkich rodziców, miała
rozległą wiedzę z różnych dziedzin, więc nawet
~ 51 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
największe rozrabiaki z mojej klasy słuchały jej
w skupieniu. Uczyła też nas wychowania fizycznego.
Zimą zajęcia odbywały się na, tzw. Gazdowej, Górce. Na
skonstruowanych przez rodziców sankach zjeżdżało się
z górki do wąwozu i dojeżdżało do rzeki Jasiołki. Część
z nas jeździła na prymitywnych nartach, a niektórzy, tak
jak ja, na wielkiej metalowej łopacie do śniegu
pożyczonej od mojego szkolnego kolegi Andrzeja Gazdy
lub na teczce uszytej własnoręcznie przez mojego ojca
z grubej gumy, którą w czasie wojny okrywano
i maskowano działa. Na wiosnę w lecie i jesieni zajęcia
z wychowania fizycznego odbywały się na kamienistym,
szkolnym podwórku ze studnią pośrodku. Graliśmy na
nim w dwa ognie, szczypiorniaka i odbywaliśmy
ćwiczenia gimnastyczne. Zdarzały się, więc rozbite
kolana, które pani Stanisława zawsze pieczołowicie
opatrywała.
Pod koniec szóstej klasy grono nauczycielskie
zorganizowało nam wycieczkę do Warszawy. Byłam
najmłodszym uczestnikiem (moim rodzice zapożyczyli się
i tak spełniło się moje marzenie o dalekich podróżach).
„Na włościach” została pani Grella, a do Warszawy
pojechali z nami pan dyr. Wilk, pan Kopacz, pani
Guzikowa i pani Janik. Warszawa była jeszcze bardzo
zniszczona, ale do dziś pamiętam pobyt w Łazienkach,
podróż wiejską furką do stacji, jazdę pociągiem, nocleg
~ 52 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
w
schronisku,
(które
do
dziś
istnieje)
i Wisłę, która wydawał mi się bardzo wielką rzeką.
Pani Stanisława dała początek drużynie
harcerskiej, którą prowadziła na wzór Małkowskich.
W klasie siódmej harcerstwo prowadziła pani
Danuta, – ale to było zupełnie inne harcerstwo. Na
zdjęciu z mojej siódmej klasy są koleżanki i koledzy
z Wrocanki, Niżnej Łąki, Równego – Kopalni, Bóbrki.
Najmniejszą osobą na zdjęciu jestem oczywiście ja. Są na
nim wszyscy moi pedagodzy, którzy wtedy uczyli we
wroceńskiej szkole, m.in. jest na nim pani Stanisława
Grella.
Marzenia nie zawsze się spełniają, chociaż się
bardzo do tego dąży. Zawsze jednak pozostaje coś, co
pozwala nam realizować to, co utraciliśmy.
Kiedy kończyłam siódmą klasę, byłam przeciętną
uczennicą, której marzenia o wybranej przez siebie
szkole nigdy się nie spełniły. Wybór szkoły należał do
moich rodziców – zdałam egzamin do Liceum
Pedagogicznego
w Krośnie. Natrafiłam tu na wspaniałych pedagogów,
a internat był moim drugim domem, ponieważ do
rodzinnej Wrocanki można było się dostać tylko na
piechotę. Interesowałam się językiem polskim,
geografią, biologią, pedagogiką, muzyką, plastyką,
różnymi dziedzinami wychowania fizycznego. Marzyłam
~ 53 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
o tym, by studiować na Akademii Wychowania
Fizycznego.
W 1960 roku ukończyłam Liceum Pedagogiczne
w Krośnie. Nie dostałam się na studia w Akademii
Wychowania Fizycznego w Warszawie, ale rozpoczęłam
pracę w Szkole Podstawowej w Równem. Uczyłam tam
przez trzy lata przedmiotów, które zawsze mnie
interesowały, a więc wychowania fizycznego, śpiewu,
biologii, a równocześnie uczyłam się w Studium
Nauczycielskim w Krośnie – kierunek: śpiew z muzyką.
We wrześniu 1963 roku rozpoczęłam pracę
w Szkole Podstawowej we Wrocance. Kierownikiem
Szkoły była wówczas pani Stanisława Grella. Zgodnie
z moimi zainteresowaniami uczyłam wychowania
fizycznego, śpiewu, biologii i innych przedmiotów. Drogi
nasze znowu się spotkały. Nauczyłam się wielu
sposobów podejścia do młodzieży od mojej byłej
nauczycielki,
praca
dawała
mi
zadowolenie.
Postanowiłam dalej studiować i rozpoczęłam studia
w Studium Nauczycielskim w Rzeszowie – kierunek:
wychowanie fizyczne z biologią.
Wraz z moimi uczniami odnosiliśmy szereg
sukcesów sportowych. Na ścianach szkoły zawisło wiele
dyplomów zdobytych przez moich uczniów. Sukcesy
sportowe naszych uczniów cieszyły panią dyrektor
Stanisławę Grellę. Wszystkie zajęcia w dalszym ciągu
odbywały się na kamienistym podwórku. Wroceńskie
~ 54 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
dzieci były uzdolnione sportowo. Wystarczyło tylko
trochę z nimi popracować, aby osiągać wysokie wyniki
(rzut piłeczką palantową Janka Kolanko na krośnieńskich
zawodach sportowych, na odległość 97 m wprawił
wszystkich w osłupienie). Wysokie miejsca w piłce
nożnej, ręcznej, lekkiej atletyce – oto osiągnięcia dzieci
z Wrocanki.
Pani Stanisława Grella bardzo interesowała się
tymi osiągnięciami i starała się o poprawę bazy
sportowej naszej szkoły.
Stanisława Grella we wspomnieniach moich
rodziców -Władysława i Stefanii Uliaszów.
Zawsze była pogodna, mimo największych
kłopotów i służyła dobrą radą i pomocą. Przed wojną i po
wojnie działała w kółku teatralnym, gdzie skupiała
młodzież w różnym wieku. Wystawiane sztuki oglądali
mieszkańcy Wrocanki i okolicznych wsi. Grała na
skrzypcach i śpiewała. Prowadziła chór. Propagowała
zajęcia fizyczne i wycieczki po okolicy. Uczyła przyrody.
Prowadziła bibliotekę. Już wtedy jej umiejętności
w zakresie pomocy medycznej bardzo pomagały wielu
mieszkańcom wsi. Kiedy wybuchła wojna, sytuacja stała
się bardzo ciężka. Brała udział w tajnym nauczaniu. Ona
i część mieszkańców Wrocanki działali w ruchu oporu
m.in.
brali
udział
w
akcjach
partyzanckich
~ 55 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
organizowanych przez mieszkańca Rogów Franciszka
Kochana ps. Błoński. We wsi działały także inne
ugrupowania partyzanckie. Wszystkim służyła pomocą
medyczną. Informacje przekazywane przez nią i innych
mieszkańców służyły partyzantom, którzy śledzili
działania wroga i prowadzili akcje sabotażowe. W czasie
wojny pomagała także Żydom, którzy ukrywali się w kilku
gospodarstwach we Wrocance. Niemcy nigdy nie wpadli
na ich trop dzięki dobrze zorganizowanej informacji
i pomocy członków ruchu oporu.
Pani Stanisława Grella namówiła mojego ojca,
aby uzupełnił na kursach wieczorowych klasę siódmą
Szkoły Podstawowej. Dzięki temu miał później pracę
w Kopalni Nafty Równe i mógł kształcić się w swoim
zawodzie.
Helena Habrat 32
32
Habrat Helena z domu Uliasz, (ur. 1941), córka Władysława i
Stefanii, żona Leszka. Nauczycielka w SP we Wrocance (1963–1969),
SP w Głowience (1969–1971), SP nr 3 w Krośnie oraz w Zespole
Szkół Dokształcających (1969–1971), SP nr 10 w Krośnie (1976–
1991); wizytator metodyki do spraw turystyki, krajoznawstwa i
wypoczynku w Kuratorium w Krośnie (1975–1990). Od 1991 r. na
emeryturze. Członek ZNP, działaczka sportowo-turystyczna oraz w
środowisku PTSM, instruktor krajoznawstwa Polski, wiceprezes
PTSM, przewodnicząca Komisji Młodzieży PTTK w Krośnie.
~ 56 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
XVIII.
Pani Stanisława Grella była moją chrzestną
Matką, potocznie mówiąc „Macią”. Bardzo się cieszę
i jestem dumna, że właśnie Ją wybrano na patrona
Szkoły Podstawowej we Wrocance, do której ja również
uczęszczałam. Była wspaniałą, przez wszystkich
szanowaną osobą. Gdy ktoś potrzebował pomocy –
otrzymywał, gdy trzeba było skarcić ucznia, zrobiła to
umiejętnie. Całe swoje życie, rezygnując z osobistych
ambicji, angażując się również finansowo, poświeciła dla
szkoły, wychowania dzieci, niejednokrotnie zastępując
rodziców, którzy nie zawsze ze względu na nawał zajęć
domowych, dawali sobie z tym sobie radę. Nie wiem czy
wiele dla Niej znaczyłam, ale myślę, że tak. O tym może
świadczyć chociażby fakt, że po nagłej śmierci mojej
mamy (miałam wówczas niecałe 4 latka), chciała się mną
zaopiekować, adoptując mnie. Los jednak chciał inaczej,
tato ożenił się powtórnie i w nowej rodzinie wzrastałam.
Kiedy wracam myślami do przeszłości, to wiem, że
mogłam coś więcej dla Niej zrobić, utrzymywać bliższy
kontakt, częściej odwiedzać. Za to przepraszam i myślę,
że najlepszą terapią będzie modlitwa za spokój duszy
mojej Maci. Pewnym usprawiedliwieniem tego stanu
rzeczy są fakty z mojego życia.
Po zdaniu matury w wieku 18 lat wyjechałam na
studia do Krakowa. Nauka absorbowała większość czasu,
~ 57 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
a to wakacje, a to praktyki, wycieczki itp. Kontakt, nawet
z domem rodzinnym, staje się luźniejszy. Potem
pierwsza praca zawodowa w Toruniu, częste zmiany
miejsca zamieszkania ze względu na terenowy charakter
pracy – Gdańsk, Poznań, Lublin, no i w międzyczasie
zmiana stanu cywilnego. Pamiętam, kiedy powiedziałam
Maci o mającym nastąpić fakcie i poznałam Ją
z przyszłym mężem, bardzo się ucieszyła. Kiedy wróciłam
w rodzinne strony, Macia była już na emeryturze. Nie
wiedziałam, że miała problem z mieszkaniem
i pozostaniem we Wrocance, chociaż bardzo tego
chciała. Wtedy wyjechała na Śląsk do swoich krewnych.
Adres zdobyłam od mamy Teresy Sznajder – mojej
szkolnej koleżanki i odwiedziłam Macię w mieszkaniu,
w Katowicach – Piotrowicach wraz z mężem i dwójką
dzieci. Chrzestna Matka bardzo ucieszyła się z naszej
wizyty, ale była już chora i bardzo kaszlała. Dostałam
w prezencie pierścionek z białego złota a mąż sygnet
(mój mąż urodził się również 2 grudnia,
jak moja
Macia). Przy pożegnaniu obiecałam, że wkrótce Ją
odwiedzę, ale niestety, życie pisze samo scenariusze i już
do spotkania nie doszło. Bardzo nad tym boleję, ale
choroby dzieci, moja czwarta ciąża, zmiana pracy
w związku z ogólną sytuacją w kraju, nie pozwoliły nam
zrealizować danej obietnicy. Będąc u Maci zostawiłam
aktualny adres zamieszkania i mam żal do osób, które
zajmowały się pogrzebem, że mnie nie powiadomiły.
~ 58 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Nawet nie wiem na jakim cmentarzu jest pochowana,
ale mam nadzieję, że z racji tej podniosłej
i pięknej uroczystości , jaka będzie mieć miejsce we
Wrocance, któraś z tych osób odezwie się do mnie.
Jestem już osobą starszą, ale kiedy wracam
myślami do lat dziecięcych i wczesnej młodości,
przypominam sobie, jak bardzo czekałam na dzień,
w którym miałam odwiedzić Macię z moim tatą. Zawsze
dostawałam cukierki,
czekoladki, owoce, czego
brakowało mi na co dzień (niestety były to trudne czasy).
Prawdziwą frajdą tych spotkań była możliwość gry na
pianinie. Zaszczepiony wówczas bakcyl do muzyki
odezwał się w mojej średniej córce, która ukończyła
studia w kraju i za granicą w klasie fortepianu
i klawesynu. Myślę, że jeśli wszystko dobrze się ułoży,
uświetni koncertem uroczystość nadania Szkole
Podstawowej we Wrocance imienia mojej chrzestnej
Matki – Stanisławy Grelli.
Kochana Maciu jestem z Ciebie bardzo dumna
i na zawsze pozostaniesz w mojej pamięci, w pamięci
moich dzieci, a szkoła we Wrocance zawsze będzie nosić
Twoje imię.
Rozalia Domagalska33
33
Domagalska Rozalia z domu Gruszka, chrześnica pani Grelli
~ 59 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
XIX.
Ciocia Stasia z Wrocanki.
Pod koniec ubiegłego- 2008 roku spotkała mnie
ogromna, absolutnie niespodziewana przyjemność.
Zatelefonowała pani Małgorzata Baran, dyrektor Szkoły
Podstawowej we Wrocance (duża, piękna wieś
w powiecie krośnieńskim) i poinformowała, iż tutejsza
szkoła przygotowuje się do uroczystości nadania imienia
Stanisławy Grelli, mojej ukochanej cioci , siostry taty,
która przez kilka dziesiątków lat uczyła i kierowała tą
szkołą. Pani Małgorzata poprosiła o napisanie
wspomnień o cioci oraz o ewentualne przekazanie szkole
jakiś pamiątek po niej.
Ze Stasią, podobnie jak z wszystkimi czterema
siostrami taty, łączyła mnie niezwykła więź, chyba nawet
znacznie większa, niż z rodzoną mamą. Może dlatego, że
gdy miałam trzy lata, w czasie wojny, mama oddała mnie
na kilkanaście miesięcy ciociom- Stasi i jej najstarszej
siostrze – Tosi, które mieszkały wówczas we Wrocance.
To był najpiękniejszy okres mojego dzieciństwa.
Nigdy nie byłam tak rozpieszczana i tak szczęśliwa. Ciocia
Stasia brała mnie czasami ze sobą na lekcje, dzięki czemu
już w czwartym roku życia nauczyłam się czytać.
Była rzeczywiście osobą niezwykłą i zasługuje
w pełni na to pośmiertne wyróżnienie. Ogromnie
pracowita,
życzliwa
ludziom
i
sprawiedliwa,
charakteryzowała się też niezwykłą odwagą! W czasie
~ 60 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
wojny, w okresie niemieckiej okupacji, przechowywała
u siebie, a tym samym uratowała, zestrzelonego
rosyjskiego lotnika. Pod koniec wojny trafił też pod jej
skrzydła, na kilka, czy kilkanaście dni, lotnik angielski.
Ciocia opowiadała mi, jak trzęsąc się wewnętrznie ze
strachu, z uśmiechem na ustach towarzyszyła Niemcom,
którzy kontrolowali niewielką komórkę na szkolnym
podwórzu, w której był schowany.
Po telefonie pani Małgorzaty zaczęłam
rekonstruować swoje wspomnienia, gorzko żałując, że
ich – za życia cioci – nie spisałam, chociażby dla
następnych pokoleń naszej rodziny. Myślałam o tym, ale
zawsze odkładałam na później, kiedy będę miała więcej
czasu. Teraz jest już za późno… Szkoda…
Mój kawałek raju
Chyba każdy z nas posiada coś, co określa
mianem refugium – miejsca, które kocha, gdzie czuje się
najlepiej i do którego zawsze wraca z największą
radością, zwłaszcza w trudnych chwilach. Jeśli się je
utraci – wraca się tam myślami, bo już i to wystarczy, aby
poczuć się lepiej. Przez długie lata takim kawałkiem raju
na ziemi była Wrocanka i szkolne mieszkanie ukochanej
cioci Stasi, a najpiękniejsze wspomnienie z tamtych
dziecinnych lat to choinka. Niezwykła, bo… pod stołem!
Nie pamiętam już, co przeskrobałam w kilka czy
kilkanaście dni po przyjeździe do Wrocanki, ale zostałam
przez ciocię Stasie surowo obrugana. Miała „łatwopalną”
~ 61 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
naturę i gdy coś ją zdenerwowało, nie oszczędzała głosu.
Ciocie opowiadały, że nie rozpłakałam się wtedy (od
najmłodszych lat miałam twardy charakter), ale
schowałam się pod duży kuchenny stół, spod którego
w żaden sposób nie potrafiły mnie wyciągnąć. Wreszcie
któraś zapytała, czy jest coś, o czym marzę i co
sprawiłoby mi radość. Oświadczyłam ponoć bez chwili
zastanowienia:
- Chcę mieć choinkę!
- Jaką choinkę? – zawołała zdumiona ciocia
Stasia.
I gdzie ona miałaby być?
- Taką na Boże Narodzenie. Pod stołem –
odpowiedziałam.
Ciocia, bez słowa komentarza, sięgnęła po młotek
i gwoździe, które powbijała w wewnętrzną stronę desek
podtrzymujących blat stołu, a potem przyniosła ze
strychu pudlo ze świątecznymi ozdobami. Powybierała
najładniejsze i powiesiła na gwoździach. Ta „choinka”
przetrwała kilka miesięcy. Ciocie zdjęły ozdoby dopiero
wtedy, gdy okazały się potrzebne na prawdziwe
świąteczne drzewko. Nigdy też od tego czasu nie miałam
z nimi żadnej scysji. Gdy coś przeskrobałam, wchodziłam
samorzutnie pod choinkowy stół i przywieszałam
świąteczne ozdoby. Ciocie wiedziały, że jest mi przykro.
Od tamtego incydentu, do końca życia, nigdy też mnie
~ 62 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
nie karciły. Zrozumiałam dzięki nim, czym jest prawdziwa
miłość…
A wracając do owej łatwopalnej natury cioci
Stasi, to w latach studenckich, kiedy przyjeżdżałam do
Wrocanki, już nie tylko na wakacje, ale także na czas
przerw międzysemestralnych (w szkole odbywała się
wtedy normalna nauka), zaczęłam podejrzewać, że
„ustawianie” przez panią kierownik najbardziej
krnąbrnych uczniów, słychać prawdopodobnie nie tylko
w bocznym, mieszkalnym skrzydle szkoły, ale także w
okolicznych domach…
Ale cioci bardzo szybko
przechodziła złość i już na następnej przerwie ostro
zrugany delikwent bywał serdecznie przytulany, a często
nawet obdarowywany czymś, co mogło mu sprawić
przyjemność. Śmiałam się, że ciocia przypomina mi
Kwirynę34 z „Dziewcząt z Nowolipek”35 – jedną ręką bije,
a drugą głaska. Nawiasem mówiąc, już nie było jej na
tym świecie, gdy uzmysłowiłam sobie, że sama też
posiadam podobną przywarę…
Przygoda z kurnikiem
Bardzo zabawny był nauczycielski debiut w jednej
z wiejskich szkół (niestety nie zapamiętałam nazwy wsi),
urodziwej, eterycznej blondynki, która w seminarium
34
Kwiryna- bohaterka filmu „Dziewczęta z Nowolipek”
Dziewczęta z Nowolipek – polski film fabularny w reżyserii Barbary
Sass z 1985 roku na podstawie powieści Poli Gojawiczyńskiej o tym
samym tytule.
35
~ 63 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
nauczycielskim miała pseudonim Aniołek, jako uczennica
niezwykle pilna i karna.
Po przyjeździe do nowego miejsca pracy, ksiądz
ogłosił z ambony dzień zapisów do szkoły i zaczęły się
przyjęcia. Sumienna nauczycielka wyszła ze swojej małej
kancelarii dopiero wieczorem i uwagę jej zwróciło
zadziwiające o tej porze głośne gdakanie kur,
dochodzące z kurnika usytuowanego nieopodal domku,
w którym wynajęła pokój. Zapytała o to gospodynię
domu, a ta wyjaśniła, że są tam kury pani nauczycielki,
które muszą przyzwyczaić się do nowego kurnika.
- Jak to moje kury? – zawołała zdumiona panna
Stasia – Ja tu jeszcze żadnych kur nie kupowałam i nie
mam nawet takiego zamiaru! Umówiłyśmy się przecież,
że będę jadła to, co wy i pod koniec miesiąca będziemy
się rozliczać!
Gospodyni usiłowała wyjaśnić, że w ich wsi każda
osoba, zapisująca dziecko do szkoły, przynosi
w prezencie dla nauczyciela kurę lub koguta.
Zdenerwowany „Aniołek” nie wysłuchał do końca
argumentów gospodyni, tylko pobiegł do komórki,
otworzył wrota i wypędził wszystkie kury na zewnątrz.
Te ochoczo powędrowały na swoje podwórka.
Następnego dnia, młodą nauczycielkę obudziło
bladym świtem znacznie donioślejsze kurze gdakanie, niż
to, które miało miejsce wieczorem. Komórka dosłownie
pękała od ptactwa. Panna Stasia zażądała od gospodyni
~ 64 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
dokładnych wyjaśnień. Okazało się, że wieś uznała
wypędzenie drobiu za wyraz niezadowolenia nowej
nauczycielki, że obdarowano ją tylko jedną kurą za
dziecko. Ludzie stwierdzili, że jest wprawdzie młoda, ale
ostra i to im się podoba, bo z pewnością nauczy dzieci
dyscypliny. Podwojono więc stawkę…
Gospodyni wyjaśniła, że dar trzeba przyjąć, bo
inaczej wieś odwróci się od szkoły. Stanęło w końcu na
jednej kurze, a ciocia Stasia jeszcze przez wiele lat potem
nie mogła patrzeć na dania z drobiu.
Wielokrotnie opowiadała mi o swojej pracy w tej
dalekiej zapadłej wsi. O dzieciach, które przychodziły do
szkoły boso, a na drugie śniadanie przynosiły trochę
gotowanej kapusty w szmacianym zawiniątku. Wiele
z nich cierpiało różnorodne, przewlekłe schorzenia –
skóry, oczu, przewodu pokarmowego, kręgosłupa.
Większość dzieci bowiem ciężko pracowała w polu
i w zagrodach. Nie miały w domu warunków do nauki,
wszystko trzeba było przerabiać w szkole, bo nie było
czasu na naukę w domu.
Ciocia stawiała mądrość swojego ojca, który
przewidział, iż będzie nie tylko nauczycielką, ale
opiekunem, doradcą, a przede wszystkim lekarzem dla
ubogiej wiejskiej społeczności. Zaopatrzył więc córkę we
wspaniały, dwutomowy (999 stron, 1000 ilustracji, 68
kolorowych tablic!) poradnik „Lekarz ratujący zdrowie”
Jenny Springer, wydany w 1927r. w Katowicach.
~ 65 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Okazał się nie tylko w tamtych warunkach
niezwykle pomocny. Traktowała go przez całe życie jak
najcenniejszą relikwię, więc mimo częstego używania
dotrwał do naszych czasów w znakomitym stanie.
Zastrzyki po sumie, pierwsze antybiotyki.
W czasie wojny i przez wiele lat po niej, także
Wrocanka korzystała z niemałej już wówczas medycznej
wiedzy skromnej nauczycielki. Cenili ją zresztą także
krośnieńscy lekarze. Opowiadała mi kiedyś żona
wroceńskiego ogrodnika i pszczelarza, pana Stanisława
Kosztyły, że kiedyś, po kilkugodzinnym czekaniu na
przyjecie w przychodni w Krośnie, przyznała się, że jest z
Wrocanki. Na wieść o tym, lekarz wstał, otworzył drzwi
do poczekalni i zawołał:
- Czy są jeszcze jacyś pacjenci z Wrocanki?
Zgłosiło się parę osób. Pan doktor pokiwał głową
i powiedział:
- I po co wy tyle czasu marnujecie i powiększacie
nam kolejki, skoro macie u siebie Grellównę?
I chyba miał rację, bo ciocia posiadała jakiś
niezwykły medyczny instynkt i duży talent
w uzdrawianiu. Przez wiele lat pełniła także we
Wrocance rolę naczelnej pielęgniarki.
Często
bywałam
u
cioci
i
z
całą
odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że rzadko
zdarzały się dnie, kiedy wczesnym rankiem lub pod
wieczór ktoś nie przychodził na zastrzyk. Ponoć ciocia
~ 66 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Stasia wykonywała je całkowicie bezboleśnie, choć był to
czas grubych igieł (zwłaszcza w przypadku tzw. oleistej
penicyliny) i strzykawek gotowanych na blacie, palącej
się przez cały dzień, kuchni.
Najtłumniej było w niedzielę, po sumie.
Wroceńska szkoła mieści się niedaleko kościoła, więc za
jednym zamachem można było zrobić coś dobrego dla
duszy i ciała…
Do ciężko chorych ciocia chodziła do domu, aby
orzec, czy z dolegliwością poradzi sobie sama, czy tez
trzeba będzie chorego wieźć do lekarza. Ciocie
sprowadzały także z Anglii, przez co najmniej kilka,
a chyba nawet kilkanaście lat powojennych lat –
pierwsze antybiotyki i inne niedostępne w Polsce leki.
Najpierw wysyłał je, a potem już tylko opłacał
w polskiej aptece w Londynie (zajmował się także
wysyłką), mąż cioci Tosi, wujek Kazimierz Czerminger,
umożliwiając w ten sposób szwagierce ratowanie ludzi,
których nie było stać na zakup niedostępnych w kraju
leków. Po roku 1957, kiedy ciocie: Tosia i Kazia mogły
wreszcie pojechać do swoich mężów, pierwsza do Anglii,
druga do Stanów Zjednoczonych – jeszcze przez czas
jakiś potrzebne leki przysyłała ciocia Tosia.
Przy tych wszystkich obowiązkach ciocia potrafiła
jeszcze znaleźć czas na dokształcanie. Już jako niemłoda
osoba
ukończyła
pomyślnie
Wyższe
Studium
Nauczycielskie
~ 67 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
i kilka innych zawodowych kursów. Zabiegała też usilnie
o fundusze dla swojej ukochanej szkoły. Między innymi
dzięki wynajmowaniu szkolnych pomieszczeń na kolonie
letnie (np. dla młodzieży z nadmorskiego Wąbrzeźna
i mazowieckiego Płońska), zdobywała pieniądze na
remonty szkoły, zainstalowała prysznice, zmieniła piece
na kaloryfery…
Zobaczyć świat
Będąc już na emeryturze, po sześć dziesiątce,
zaczęły, wraz z siostrą z Wałbrzycha, ciocią Zosią…
uczyć się angielskiego. Obie panie zamieszkały wspólnie
i uznały, że trzeba wreszcie zobaczyć świat! Popłynęły
„Batorym” do Stanów Zjednoczonych. Rejs naszym
flagowym statkiem uznały zgodnie za najpiękniejsze
wakacje swego życia, bo na dobra sprawę nigdy tak
długo i w takim luksusie nie wypoczywały. Ciocia Stasia
była też parokrotnie w Anglii, w Bułgarii i na Węgrzech.
Kiedy zmarła ciocia Zosia, sprzedałyśmy
wałbrzyski dom i kupiłyśmy dla cioci Stasi śliczne i bardzo
wygodne mieszkanie w świeżo wybudowanym bloku
w Katowicach. Przeżyła tu jeszcze sześć szczęśliwych lat
w gronie rodziny i niezwykle życzliwych sąsiadów. Do
końca życia posiadała bowiem niezwykłą umiejętność
zjednywania sobie serc młodych i starszych. Pojawiło się
też wtedy nowe hobby – szydełkowanie i dziewiarstwo
ręczne, na czym najwięcej skorzystałam ja, bo głównie
dla mnie wymyślała prześliczne rękodzielnicze kreacje.
~ 68 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Odeszła spokojnie i bez cierpień na zawał serca,
który dopadł ją po pomyślnie wyleczonym zapaleniu
płuc. Przez znaczną część życia cierpiała niestety na
nieżyt gardła i astmę, choroby nauczycieli.
W dniu, w którym miałam ją odebrać ze szpitala,
w doskonałym – zdawałoby się – stanie, zasnęła po
zjedzeniu obiadu (powiedziała mi, że tak pysznego
barszczu nigdy dotąd nie jadła!) i już się nie obudziła…
To było już ponad dwadzieścia pięć lat temu, ale
nadal bardzo mi Jej brakuje…
Nina Grella36
36
Grella Nina, bratanica Stanisławy Grelli, dziennikarka, redaktor
naczelny czasopisma „Szaman”, właścicielka zakładu medycyny
naturalnej w Kartowicach Medpress.
~ 69 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Bibliografia:
1. Kronika szkoły ludowej we Wrocance. 18791942, Kraków 2001.
2. Archiwum Szkoły Podstawowej we Wrocanceakta personalne.
3. Archiwum Szkoły podstawowej w GłowienceAkta personalne.
Spis ilustracji:
1. Str.4 - Stanisława Grella, Filomena i Teofil
Grellowie z dziećmi (ze zbiorów pani Z. Sznajder
oraz Niny Grelli)
2. Str.5 - Stanisława Grella z siostrami Kazia i Tosią
(ze zbiorów pani Z. Sznajder)
3. Str.6 - Stanisława Grella z Teresą Sznajder i Zofią
Sznader (ze zbiorów pani Z. Sznajder),
Stanisława Grella z siostrami Kazią i Tosią (ze
zbiorów pani Z. Sznajder)
4. Str.7 - Zakończenie klasy VII (ze zbiorów pani
Z. Sznajder), I komunia święta (ze zbiorów pani
Z. Sznajder)
5. Str.8 - Stanisława Grella w młodości (z teczki Akt
personalnych S. Grelli), Wpis do pamiętnika dla
Alicji Kuci (ze zbiorów pani A. Kuci)
6. Str.9 – Klasa VII w roku 1958/1959
z
kierownikiem
Władysławem
Wilkiem
i wychowawczynią Stanisławą Grellą (ze zbiorów
pani A. Kuci), Kartka pocztowa od Stanisławy
~ 70 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
Grelli do Zofii Sznajder (ze zbiorów pani
Z. Sznajder)
7. Str.10 – Treść kartki od Stanisławy Grelli do Zofii
Sznajder (ze zbiorów pani Z. Sznader), Uczniowie
klasy VII – lata 50 (ze zbiorów pani W. Wilk)
8. Str.11 – Pani Stanisława Grella ze swoimi
uczennicami (ze zbiorów pani W. Wilk)
9. Str.12 – Uczniowie klasy VII – rok szkolny
1953/54 (ze zbiorów pani W. Wilk), Pani Grella
i kierownik Wilk z uczniami klasy VII (ze zbiorów
pani W. Wilk)
10. Str.13 – Stanisława Grella ze swoja chrześnicą
przystępującą do I Komunii św. – Rozalią
Gruszką (Domagalską) (ze zbiorów pani
R. Domagalskiej), Stanisława Grella z Marią
Gadzałą- Wójtowicz (ze zbiorów pani
M. Wójtowicz)
11. Str.14 – Szkoła w roku 1959 (ze zbiorów pani
W. Wilk), Stanisława Grella z nauczycielami –
Sylwestrem Krężałkiem i Emilem Guzikiem oraz
uczniami (ze zbiorów pani M. Wójtowicz)
~ 71 ~
[WSPOMNIENIA O STANISŁAWIE GRELLI]
ISBN 978-83-926102-4-3
~ 72 ~

Podobne dokumenty