Nr 1 - O nas

Komentarze

Transkrypt

Nr 1 - O nas
W numerze: Dobry rok Mazowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Płocku • Miliony dla płockich wodociągów
• Śladami Pięciu Braci Męczenników • W Gostyninie kwaterował marszałek Żukow • Hamlet we wsi Głucha Dolna na
płockiej scenie • Deszcz nowych książek regionalnych • Jubileusz kopernikański • Urząd Skarbowy czeka na PIT-y
• MTBS – budowniczowie nowoczesnego Płocka • Ranking piłkarzy nożnych Wisły Płock po pierwszej rundzie rozgrywek
Jan B. Nycek: Moje za i przeciw
Lektura dla posłów
pewnym opóźnieniem przeczytałem książkę Jarosława
Gugały pod znamiennym tytułem „Doskonale a nawet gorzej”.
Przypomnę, że autor jest dziennikarzem telewizyjnym, publicystą.
Przez kilka lat był ambasadorem
RP w Urugwaju, zobaczył trochę
inny niż nasz świat. Gugała
w książce swej dokonał ryzykownej, jakże jednak trafnej i bolesnej
sekcji wolnej Polski. Dlaczego
ryzykownej? Otóż niewielu jest
u nas nie tylko publicystów, ale
i naukowców, by mieć tyle odwagi,
aby ocenić bez emocji minione
ćwierć wieku. To więcej niż scalanie Polski odrodzonej w 1918
roku po latach niewoli. Niestety,
ocena Gugały nie jest pozytywna.
Oczywiście w skali makro zarabiamy więcej, mieszkamy lepiej,
stać nas na wczasy zagraniczne,
zasiadamy za kierownicą lepszych marek, kupujemy w dobrze
zaopatrzonych sklepach. Mamy
też nieograniczony dostęp do
informacji, panuje wolność słowa
etc. Część tych dóbr jest po prostu
następstwem cywilizacyjnym
i nic nie ma wspólnego z „Solidarnością” i upadkiem muru
berlińskiego, chociaż niektórzy
nie mogą w to uwierzyć.
Gugała to widzi i podkreśla,
ale sens i wydźwięk jego książki
jest inny. Nie pisze co zyskaliśmy.
lecz podkreśla to co straciliśmy,
nierzadko bezpowrotnie i co
nadal tracimy, głównie z narodowej głupoty. Liczba mnoga
nie dotyczy wszakże wszystkich
obywateli, lecz elit politycznych
odpowiedzialnych za Polskę,
w pierwszej kolejności rządzących i tych co tworzą prawo. Jego
słowa i argumentacja to bolesne
razy, lecz chłosta wydaje się
być dla czytelnika uzasadniona. Gugała osadza swój wywód
w konkretnych realiach. Pisze np.
o upadku bydgoskiego Rometu
czy próbie oddania za bezcen
jednej z narodowych instytucji
finansowych. Ubolewa jak z dziecinną naiwnością oddaliśmy
handel wielkopowierzchniowy
spryciarzom z Niemiec, Francji,
a nawet peryferyjnej Portugalii.
Nic w tej książce nie jest owijane
w bawełnę. „Doskonale a nawet
gorzej” to lektura obowiązkowa,
głównie dla polityków, którym
troska o słupki sondażowe zupełnie zaciera obraz dzisiejszej
i przyszłej Polski. n
Jan Bolesław Nycek
fot. arch. ARRK SA
Z
Wizualiacja modelu Syrenki wyłoniona w wyniku konkursu ogłoszonego na współczesny model samochodu polskiego przez Agencję Rozwoju Regionu Kutnowskiego SA
W Kutnie powstaje prototyp samochodu – legendy polskiej motoryzacji
Syrenka wraca na polskie drogi
Z
anim zapanował na polskich
drogach sentymentalny już
i niesłusznie zapomniany maluch
przez blisko czterdzieści lat, od
1957 do 1983 roku wybrani Polacy
uczyli się jeździć produktem warszawskiej Fabryki Samochodów
Osobowych poczciwą Syreną.
Była to cała rodzina polskich pojazdów osobowych i dostawczych,
których wyprodukowano w stolicy
i w Bielsku-Białej ponad pół miliona. Starsi czytelnicy pamiętają
szczególnie legendarny model tzw.
105. Nieocenione usługi, zwłaszcza
dla drobnego biznesu, oddały
modele dostawcze, głównie R20
i słynne Bosto. Jako prototypy
powstały nawet Syreny w wersji
mikrobus i sportowej. Dziś nadal
spotkać można te wozy na dro-
gach, zwłaszcza wiejskich, bądź
też jako pojazdy zabytkowe. Tak
czy inaczej pewien sentyment do
popularnych Syren został głównie
jako oryginalnej myśli konstrukcyjnej polskich inżynierów.
Dziś polski rynek samochodowy to praktycznie wszystkie
marki i modele świata. Zarejestrowanych pojazdów osobowych są
już miliony. Bardzo trudno nawet
koneserom zaimponować czymś
nowym. A jednak... W Kutnie w
gronie miejscowych przedsiębiorców i animatorów życia gospodarczego zrodził się niekonwencjonalny projekt. Postanowiono
wrócić do korzeni i reaktywować
umarłą już polską markę. Będzie
nią samochód osobowy Syrenka
nawiązujący designem do niepro-
dukowanej już od trzydziestu lat
marki. Idea wznowienia produkcji
pojazdu zrodziła się podczas dyskusji Mieczysława Wośki, szefa
Polfarmeksu i Krzysztofa Debicha, prezesa Agencji Rozwoju
Regionu Kutnowskiego SA. Wersję
przedprototypową przygotowano
w firmie AMZ Kutno pod kierunkiem prezesa Zygmunta Fabisiaka.
Niedawno powołano konsorcjum
trzech firm, które rozpoczęło już
realizację projektu. Przewiduje się,
że w połowie 2015 roku uruchomiona zostanie seria informacyjna Syrenki. Według menedżera projektu
Andrzeja Stasiaka z ARRK SA
będzie to kilkaset egzemplarzy.
Więcej szczegółów w następnym numerze „Naszego Płocka”.n
(red.)
Od góry odrodzona Syrenka wg disignu
Bartosza Janiszewskiego, niżej model
Syreny wyprodukowany w FSO
2
Wydarzenia
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
Zabawa w wojsko tylko dla wytrwałych
Spółdzielczość wiejska poniosła dotkliwą stratę
Airsoft Group Płock
Janusz Łukasiak nie żyje
W samo południe 21 grudnia 2013 roku w kościele w Radzikowie w gminie Czerwińsk
nad Wisłą pożegnany został Janusz Łukasiak, wybitny spółdzielca, społecznik, bardzo
dobry rolnik, przyjaciel i nauczyciel wielu. Janusza Łukasiak pożegnał Paweł Kamiński,
przewodniczący Rady Nadzorczej Vistula Banku Spółdzielczego, którego zmarły był
jednym z organizatorów. Na miejscowy cmentarz odprowadziło Janusza Łukasiaka kilkaset osób przybyłych z bliższej i dalszej okolicy, w tym najbliższa rodzina, przyjaciele,
sąsiedzi, przedstawiciele władz, działacze ruchu spółdzielczego. Niżej publikujemy
obszerne fragmenty mowy pożegnalnej wygłoszonej przez Pawła Kamińskiego.
ogrążeni w smutku spotykamy
Kochał książki i piękno pracy.
się dziś, by wspólnie pożegnać Wspólnie z małżonką Jadwigą
Ś.P. Janusza Łukasiaka, którego przeżyli w związku ponad 58
śmierć jest dla nas wszystkich lat. Upływały one wśród radości
ogromnym ciosem. Odszedł od i trosk. Zawsze jednak wspierali
nas po długiej i ciężkiej chorobie się i wspólnie pokonywali trudcicho i skromnie. Dzisiaj zdajemy ności. Wychował dwoje dzieci
sobie sprawę, że już nie powróci. i sześcioro wnucząt oraz pięcioro
Pozostanie wspomnienie wśród prawnuków. Wpoił im zasady prarodziny i przyjaciół zmarłego, cy, uczciwości, dyscypliny i odpoże jeszcze jeden prawy człowiek wiedzialności. Janusz Łukasiak
odszedł od nas na zawsze. Jest postępował według maksymy
nam niezwykle ciężko rozstać Josepha Conrada:
się z człowiekiem, którego życie
Tyl­ko pra­ca da­je okazję
i działalność tak wiele wniosły
od­kryć nam nas sa­mych,
w naszą codzienność. Żył pośród
po­k azać to, czym nap­rawdę
nas wyjątkowy, a zarazem skromjes­teśmy, a nie tyl­ko to,
ny człowiek.
na co wygląda­my.
Większość życia spędził na MaJanusz Łukasiak urodził się
zowszu. W młodym wieku dotknął
go czas drugiej wojny światowej. 22 stycznia 1927 roku. Od 1959
Opuścił rodzinną wieś i wstąpił do roku prowadził gospodarstwo
Wojska Polskiego. W 1951 ukończył rolne w Radzikowie. Aktywnie
z wyróżnieniem Wyższą Szkołę uczestniczył w rozwoju spółdzielArtylerii w Toruniu. Niestety, nie czości na wsi. W latach 1960–1979
mógł się realizować się w wojsku był członkiem i przewodnicząjako zawodowy oficer WP, gdyż cym Rady Banku Spółdzielczego
uznany został za niewygodnego w Czerwińsku. W latach sześćpolitycznie – był synem właścicie- dziesiątych i siedemdziesiątych
la dużego gospodarstwa rolnego. przewodniczył Spółkom Wodnym
Nie pomogło mu również to, że w Płońsku i Związkowi Buraka
brat jego matki walczył w Armii Cukrowego w Małej Wsi, działał w
Andersa. Podjął się więc trudnej Lidze Obrony Kraju, był radnym
Spółdzielczych Kółek Rolniczych
i ciężkiej pracy rolnika.
G
P
i Spółdzielni Mleczarskiej w Wyszogrodzie. Trzydzieści lat był
członkiem Rady Gminnej Spółdzielni w Czerwińsku, w tym przewodnicząc jej Radzie Nadzorczej
w latach 1990–1994.
Udzielał się na wielu płaszczyznach życia społecznego, szczególnie w okresie istnienia województwa płockiego, w tym jako radny
i wiceprzewodniczący Rady Gminy
w Czerwińsku oraz członek Rady
WZGS w Płocku. Przez blisko
trzydzieści lat współpracował jako
korespondent terenowy Głównego
Urzędu Statystycznego w Warszawie. Systematycznie brał udział
w pracach komisji wyborczych
odrodzonej Rzeczypospolitej. Nie
zmarnował życia. n
rupa AGP – Airsoft Group jętności z zakresu taktyki, obsługi
Płock została założona w 2009 broni oraz udzielania pierwszej
roku. Początkowo zajmowała pomocy. Swoją wiedzę czerpią od
się samym airsoftem (ASG), grą wykwalifikowanych instruktorów,
terenową polegającą na symulo- z Internetu, książek i czasopism.
waniu współczesnego pola walki Airsoft Group Płock uczestniczy
z wykorzystaniem replik broni w zlotach airsoftu i rekonstrukpalnej, zasilanej kulkami kalibru cyjnych o zasięgu ogólnopolskim.
6 mm. Z biegiem czasu samo ASG Organizuje również pokazy, biwaki
nie wystarczyło młodym pasjo- i marsze terenowe. Aktualnie drunatom. Do swojego hobby dodali żyna ma otwartą rekrutację, więc
rekonstrukcje, czyli dokładne każdy w odpowiednim wieku, to
odwzorowywanie wyposażenia, znaczy od ukończonego piętnato znaczy wyglądu konkretniej stego roku życia, może spróbować
jednostki wojskowej lub policyj- swoich sił w tym specyficznym
nej. W skład ekipy wchodzą cztery sporcie. Jednak ostrzegamy – nie
sekcje podzielone ze względu na będzie łatwo! Wymagany jest hart
prowadzoną rekonstrukcję: armii ducha, dyscyplina i duże samopolskiej, amerykańskiej, brytyj- zaparcie. Szefowie grupy apelują:
skiej i rosyjskiej. Grupa rozwija – Wiemy, że każdego z was na to
się także w kierunku strzelectwa stać. Sprawdź, a przekonasz się
sportowego oraz ratownictwa sam! Zobaczysz, ile satysfakcji
medycznego. Raz na tydzień jej i motywacji do dalszego działania
członkowie spotykają się poza daje poznanie swoich możliwości.
miastem, by postrzelać, wymienić
Kontakt z grupą można nawiądoświadczenia, podzielić się swoją zać za pomocą strony internetowiedzą, a także dopracować umie- wej: asgplock.dbv.pl. n opr. (red.)
Pani
Jolancie Łukasiak-Malickiej
prezes zarządu
Vistula Banku Spółdzielczego
wyrazy współczucia po śmierci Ojca
Janusza Łukasiaka
składa redakcja magazynu
„Nasz Płock”
Inicjatywa charytatywna posłanki Elżbiety Gapińskiej
W
niedzielę 26 stycznia 2014
roku o godz. 18.00 zapraszamy do teatru płockiego na szopkę
noworoczną z udziałem znanych
płocczan, polityków, ludzi kultury
i dziennikarzy. – Uważam, że główną zaletą tej szopki jest integracja
różnych środowisk. Wspólnie
pośmiejemy się z codziennych
problemów, a przy okazji trochę przekazany na pomoc dla Moniki –
z nas samych – mówi Mariusz podopiecznej Fundacji „Portal Fm
Pogonowski, współtwórca scena- – Pomagamy Dzieciom” – współorriusza. Pomysłodawczynią szopki ganizatora akcji. Dzięki zebranym
jest posłanka Elżbieta Gapińska, funduszom Monika będzie miała
twórcami Pogonowski, Jacek szansę skończyć szkołę i zaopieMąka i Marek Mokrowiecki.
kować się młodszym rodzeństwem.
Cały dochód z cegiełek, sprze- Zapowiada się świetna zabawa,
dawanych w cenie 30 zł, zostanie połączona ze szczytnym celem. n
Poczta redakcyjna
Pan
Jan B. Nycek
Redaktor Naczelny
„Nasz Płock”
Po zapoznaniu się z przesłanym
przez Pana Redaktora artykułem
zamieszczonym w gazecie Nasz
Płock w Nr 7 (92) z listopada 2013
roku informuję, co następuje :
– faktem jest, że w grudniu 2010
roku Powiat Gostyniński nabył
nieodpłatnie od Skarbu Państwa
udziały w PKS w Gostyninie Sp.
z o.o. w następstwie czego miały
miejsce kolejno chronologicznie
opisane czynności i zadania w ww.
artykule. O wszystkich podejmowanych przez Zarząd i Radę Powiatu
Gostynińskiego działaniach informowane były związki zawodowe
działające przy Przedsiębiorstwie
Komunikacji Samochodowej w Gostyninie Sp. z o.o. Przewodniczący
Związków osobiście uczestniczyli
w Sesjach Rady i posiedzeniach
Zarządu. Odbywały się również
spotkania Zarządu Powiatu z Przewodniczącymi Związków Zawodowych organizowane specjalnie
tylko w celu omówienia spraw dotyczących Gostynińskiego PKS.
Co do współpracy związków
zawodowych z Zarządem Powiatu
– uważamy, że ta współpraca układa
się w sposób niebudzący większych zastrzeżeń. Zarząd Powiatu
o wszystkich przedsięwzięciach dot.
firmy PKS informuje związki zawodowe. Niezrozumiałym wydaje się
stanowisko związków zawodowych
w sprawie przejęcia przez pracowników na preferencyjnych warunkach
udziałów należących do Powiatu
Gostynińskiego.W tej sprawie
związki zawodowe w czerwcu 2013
roku otrzymały odpowiedź, a od
tego czasu przepisy prawne w tej
kwestii nie uległy zmianie.
Ostatnio Zarząd Powiatu Gostynińskiego spotkał się ze Związkami Zawodowymi PKS w dniu
28 listopada 2013 roku, na którym
omówiono aktualną sytuację w firmie. Poinformowano przedstawicieli związków zawodowych m.in.,
że po dwóch ogłoszonych przez
Powiat aukcjach nie udało się zbyć
udziałów w Przedsiębiorstwie.
W związku z tym Zarząd ogłosił
zbycie udziałów na podstawie negocjacji, które zgodnie z przyjętą
procedurą rozpoczną się w styczniu
2014 roku.
Jednocześnie informuję Redakcję „Nasz Płock”, że wszystkie działania Zarządu Powiatu
Gostynińskiego w sprawie PKS
Spółka z o .o. w Gostyninie są
jawne, a decyzje podejmowane
przez organy powiatu odbywają się
w obecności mediów i podawane są
do publicznej wiadomości.
Wicestarosta
mgr inż. Andrzej Kujawski
Nasz Płock. Bezpłatny magazyn mieszkańców Płocka i Mazowsza Płockiego. ISSN 1731-5484. Wydawca: Wydawnictwo MAROW – Jan Bolesław Nycek. Redakcja
i biu­ro ogło­szeń: 09-407 Płock, ul. Gie­rzyń­skie­go 17, e-mail: [email protected], www.naszplock.eu. Redaguje zespół. Redaktor naczelny: Jan Bolesław Nycek. Sekretarz redakcji: Jolanta Rutecka (tel. 603 194 335, [email protected]). Grafika: Małgorzata Debich (tel. 602 55 33 39). Druk: Edytor sp. z o.o., Olsztyn, ul. Tracka 5.
Re­dak­cja nie odpowiada za treść ogłoszeń i materiałów promocyjnych oraz za­strze­ga so­bie pra­wo do­ko­ny­wa­nia skró­tów i zmian ty­tu­łów w tekstach niezamówionych.
Gospodarka
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
3
Prezes MSM w Płocku Lech Chodkowski: To był dla nas niezły rok
Mazowiecka Spółdzielnia
Mieszkaniowa na plusie
Do tradycji Mazowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Płocku weszło świąteczno-noworoczne spotkanie jej kierownictwa, czyli rady nadzorczej, zarządu,
administracji oraz szefostwa jednostek współpracujących. Podobnie było
u progu bieżącego roku. Mazowiecka Spółdzielnia Mieszkaniowa jest drugą pod
względem wielkości nie tylko w mieście, ale całym subregionie płockim. W jej
zasobach mieszka kilkanaście tysięcy osób, zaś osiedla „Podolszyce” i „Międzytorze” należą do najlepiej zaprojektowanych i zarządzanych w całym mieście.
W
ładze spółdzielni przywiązują
szczególną uwagę do tego by
zagwarantować jej członkom jak
najlepsze warunki życia. Służą
temu nie tylko kosztowne inwestycje remontowe i modernizacyjne, ale także wykonywane na
bieżąco ulepszenia w budynkach
i ułatwienia, chociażby w ko munikacji wewnątrzosiedlowej.
W głównej mierze dotyczy to małej
architektury, urządzania nowych
placów zabaw i gier, nowych nasadzeń drzew i krzewów, budowy
podjazdów do klatek schodowych,
tworzenia kolejnych miejsc parkingowych. Mniej niż w przeszłości
odnotowuje się zniszczeń i aktów
wandalizmu, co świadczy nie tylko
o ogólnym wzroście kultury, ale
również wynika z troski o wspólne
dobro.
Spotkanie otworzył przewodniczący Rady Nadzorczej MSM Jan
Lewandowski. Powitał wszystkich
obecnych, szczególnie przybyłych
gości: wiceprezydenta Płocka
Krzysztofa Izmajłowicza, radnego
miasta Płocka Lecha Jana Latarskiego, rektora Wyższej Szkoły im.
Pawła Włodkowica prof. dr hab.
Zbigniewa Kruszewskiego i proboszcza parafii pw. Matki Boskiej
Fatimskiej na Międzytorzu ks. Stanisława Górskiego oraz zapoznał
zebranych z porządkiem spotkania.
Z kolei głos zabrał prezes zarządu
Lech Chodkowski. W obszernym
wystąpieniu omówił najważniejsze
problemy, którymi zajmowało się
kierownictwo spółdzielni w 2013
roku oraz określił zadania w nowym
2014 roku. Główną uwagę prezes
skupił na kondycji finansowej
MSM, realizowanych inwestycjach,
zwłaszcza termomodernizacji
kolejnych budynków oraz coraz
sprawniejszej działalności służb ad- Prezes zarządu MSM Lech Chodkowski podczas wystąpienia. Od lewej: radny miasta Płocka Lech
ministracyjnych i porządkowych.
Jan Latarski, członek zarządu MSM Jolanta Bielińska, wiceprezydent Płocka Krzysztof Izmajłowicz
– Mimo ciągle trwającego kry- oraz proboszcz parafii Matki Boskiej Fatimskiej na Międzytorzu ks. Stanisław Górski
zysu gospodarczego, co jest widoczne – stwierdził Lech Chodkowski Mazowiecka Spółdzielnia Miesz- jakość życia, także codziennego
– udało nam się osiągnąć dobrą kaniowa spowodowała, że ciągle
w osiedlach spółdzielczych. Mówię
sytuację finansową, gwarantują- przybywa zadań, głównie w nowo
to z pełnym przekonaniem jako
cą pełną płynność w regulowaniu oddawanych do użytku budyn- mieszkaniec jednego z osiedli.
zobowiązań. Służby windykacyjne kach. Ważną kwestią są również
Krzysztof Izmajłowicz podziędoprowadziły do znacznej redukcji inne statutowe cele spółdzielni, kował kierownictwu oraz działazadłużeń, które mimo to nadal są w tym działalność wychowawcza czom społecznym związanym ze
wysokie. Staramy się jednak dzia- i kulturalno-oświatowa. Pod tym
spółdzielczością mieszkaniową za
łać w tej kwestii tyleż konsekwent- względem MSM należy do liderów dobrą pracę i troskę o rozwój tych
nie, co przyjaźnie. Zwykle przynosi w Płocku.
wspólnot. Wyraził również nadzieję,
to dobre rezultaty.
Zabierając głos wiceprezydent że dotychczasowa owocna współPrezes Lech Chodkowski na- Płocka Krzysztof Izmajłowicz, pod- praca władz miasta z Mazowiecką
kreślił zwięźle najważniejsze cele, kreślił pozycję i rangę spółdzielni Spółdzielnią Mieszkaniową będzie
przed którymi stoją służby MSM w mieście oraz jej rolę społeczną. kontynuowana. Dotyczy to chow 2014 roku, w tym projekty in- – Dzięki prowadzonym przez spół- ciażby problemów związanych
westycyjne. Dobra marka jaką na
dzielnię inwestycjom miasto Płock z budową wiaduktu kolejowego na
rynku administracji lokalami oraz
zyskuje na estetyce. Z każdym mie- ulicy Marszałka Pisudskiego. n
obsługą mieszkańców osiągnęła
siącem odczuwalna jest też wyższa
tekst i fot. (jbn)
4
Historia
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
18 stycznia 1945 roku – kres
okupacji niemieckiej w Gostyninie
W każdą rocznicę tego pamiętnego dnia mieszkańcy Gostynina
zbierają się pod pomnikiem Walki i Zwycięstwa, by uczcić rocznicę
zakończenia II wojny światowej. W uroczystości biorą udział organizacje kombatanckie, przedstawiciele władz samorządowych, placówek
oświatowych, księża, delegacje szkół, składają kwiaty i modlą się za
poległych. Po części oficjalnej burmistrz miasta Gostynina zwykle spotyka się z kombatantami, którzy mają okazję do wspólnych wspomnień
z czasów wojny i tych kolegów, którzy już odeszli.
19 stycznia
1945 roku
C
o się działo w dniu 18 stycznia Plany te udaremnili członkowie
1945 r. w Gostyninie, mówią ruchu oporu. Natomiast spalili
relacje świadków tamtych wy- magazyny w drugim budynku podarzeń.
koszarowym (dziś dom mieszkalJan Matuszewski w monogra- ny) i magazyn przy ul. Dybanka,
fii Gostynina i ziemi gostyniń- a także szkołę niemiecką na plaskiej napisał, że pierwszy dzień cu targowicy, gdzie obecnie stoi
zakończenia II wojny światowej Dom Kultury. Około godz. 21.00 do
był szczególny.
Gostynina wjechały od wschodu
W mieście panowała atmos- radzieckie czołgi. Ominęły one
fera podniecenia. Rano trwał okopy przeciwczołgowe przy toatak lotniczy. Niemcy z NSDAP rach kolejowych i pozostawione
w żółtych mundurach chodzili na przejeździe miny. Byli to czołpo domach i spędzali ludność giści z 50. brygady pancernej płk.
polską na rynek, lecz nie miał Józefa Wiedieniewa z 9. korpusu
kto ich pilnować, rozbiegano się pancernego gwardii gen. mjr.
więc i starano wrócić do domu. Nikołaja Czeriapkina z 2. Armii
Niektórzy chowali się w kościele Pancernej Gwardii gen. płk. Siena cmentarzu, inni kryli się w le- miona Bogdanowa, wchodzącej
sie nad jeziorem Kocioł, a jeszcze w skład I Frontu Białoruskiego
inni w łaźni przy ul. Bagnistej. Marszałka Gieorgija Żukowa.
Przed siedzibą magistratu, staMarian Pękalski, wówczas
rostwa i policji okupanci palili mieszkający w Solcu, jechał w
akta administracyjne oraz nisz- tym dniu szosą w kierunku Gostyczyli wszelkie dokumenty. Część nina i zobaczył jadący od Gostyakt pakowano w celu wywiezie- nina wóz wyładowany maszynami
nia ich do Rzeszy. Zarządzono rolniczymi. Spotkał mieszkańca
całkowitą ewakuację ludności Kaźmierzowa, który powiedział:
niemieckiej. Landrat (starosta) „W Gostyninie są Ruskie … Niemwyjechał w kierunku Lubienia cy uciekli!”.
Kujawskiego. Około godz. 14.00 ze
(…) Przez miasto płynął niestacji kolejowej w Gostyninie wy- przerwanie potok czołgów, dział,
ruszył długi pociąg ewakuacyjny samochodów i wojska w kierunz rannymi i sprzętem medycznym, ku Włocławka i Bydgoszczy. Na
jechało też ok. 2200 osób z rodzin czołgach widniały napisy „Na
niemieckich. Gdy lokomotywa Berlin”. W odwrotnym kierunku
minęła wiadukt na ul. Żychliń- ruch był również spory. Przechoskiej (dziś 18 Stycznia), wagony dziły konne oddziały na śmieszzostały ostrzelane przez znajdu- nych kudłatych konikach i jejące się już w lesie żychlińskim chały wozy (głównie ciężarowe
czołgi radzieckie. Pociąg stanął, Zisy-5, ale także amerykańskie
paliły się środkowe wagony. Studebackery i Doge) dążące po
Obsługa i ewakuowani ranni, zaopatrzenie i paliwo.
którzy mogli chodzić, w panice
(...) po zajęciu Gostynina
uciekali z pociągu i opłotkami przez Armię Czerwoną, na rynek
kierowali się na zachód. Pozo- zajechał gazik prowadzony przez
stali w mieście Niemcy próbowali dziewczynę. Siedział w nim oficer
wykonywać jeszcze niszczyciel- w randze majora i żołnierze – byli
ską robotę. Jednak w Kruku nie w polskich mundurach i rogaudało się im wysadzić szpitala tywkach z orzełkiem. Kiedy się
z pozostałym sprzętem i lekar- zatrzymali, zrobiło się natychstwami. Nie udało się spalenie miast przy nich tłoczno, radośnie
budynku pokoszarowego przy ul. i gwarno. To byli pierwsi żołnieKutnowskiej zamienionego na rze Dywizji Kościuszkowskiej
szpital (dziś siedziba Starostwa). – Polskie Wojsko.
Dawny dom Sergiusza Spiridonowa przy Trakcie Gąbińskim 9 (obecnie ul. Andrzeja Czapskiego),
miejsce zakwaterowania marszałka Gieorgija Konstantinowicza Żukowa
fot. Jan B. Nycek
(...) Po obserwacji szczątków pociągu wróciłem na rynek
i przez cały wieczór patrzyłem,
jak czołg za czołgiem skręca
z rynku i w naszą uliczkę [Zamkową]. Niektóre się zatrzymywały, niektórzy żołnierze bratali się
z mieszkańcami miasta, a sąsiad
z podwórka co się zbratał, to coraz mniej wyraźnie wołał: Niech
Żyje Stalin, polski wódz. Bardzo
mi się to nie podobało. Spać poszedłem nieco zemocjonowany,
ale nie pamiętam, żebym potrzebował psychologa.
Portrety i tablica nagrobne Aftowiczów oraz Leokadii Rosiak na cmentarzu w Gostyninie
Nie wiem skąd w styczniu
znalazły się kwiaty, papierosy,
coś w płynie. Gazik nawet był
tymi darami zapełniony. Ludzie
całowali przybyłych. Aby gazik
mógł ruszyć, major szedł przodem,
mówiąc „Dajcie drogę Rodacy”.
To tak mieszkańcy Gostynina
witali polskich żołnierzy”.
Janina Raduj w liście do „Głosu
Gostynińskiego” relacjonowała:
w dniu 15 stycznia wieczorem
było już Wojsko Polskie, mogliśmy
więc wracać do domów. Radość
była niesamowita – jeden drugiemu pomagał i nie myślał nikt
o opcjach politycznych, tylko
o tym, że skończyła się okupacja
hitlerowska. Co za radość była
widzieć naszych żołnierzy! Byli
zmarznięci – mieszkańcy wynosili
gorącą kawę, herbatę i zupę, co
kto miał – kwiaty. Przyjmowano
ich na nocleg.
Andrzej Wilczkowski, syn
profesora Eugeniusza Wilczkowskiego, założyciela Szpitala
Psychiatrycznego w Gostyninie
zapamiętał tak:
Kiedy Niemcy z Gostynina
wychodzili, a raczej „wybiegali”,
Kraśnica tablica z nazwiskami rozstrzelanych
tutaj ofiar obławy w Lipiankach fot. T Albin
ja przez całe popołudnie biegałem po mieście. Byłem nieco spłoszony, bo nad miastem odbywała
się właśnie bitwa powietrzna.
Chłopcy strzelali do siebie tęgo,
a ja myślałem, że mogę zginąć
od zabłąkanej kuli nie przeczytawszy nawet „Pana Wołodyjowskiego”. (…) Po obserwacji
bitwy powietrznej pobiegłem na
drugi koniec miasta, bo stamtąd
dochodziły odgłosy wybuchów.
Tam sowieckie czołgi na wiadukcie rozstrzelały niemiecki pociąg
sanitarny, który płonął. Widowisko było straszne. Kiedy się tam
znalazłem, oddano dwa ostatnie
strzały, z wagonów wylewali się
ostatni ranni, na których paliły
się bandaże i staczali z nasypu.
A potem wszystko było statyczne.
Kto miał spłonąć, ten płonął, kto
miał być zastrzelony, już leżał
bez ducha. Wśród tych ciał przy
nasypie w pewnym momencie
uwijać się zaczęli jacyś ludzie,
ale zupełnie nie wiedziałem po
co, bo nikogo do szpitala nie
niesiono. Pod tym płonącym
pociągiem, czyli pod wiaduktem,
przechodziły czołgi i dodawały
gazu. Pecyny śniegu sypały się
spod gąsienic jak grad. Tu już
nikt nie strzelał. Daleko w mieście słychać było pojedyncze
strzały. Później w literaturze
przeczytałem, że ósmy korpus
pancerny dokonał szturmu Gostynina.
Andrzej Wilczkowski: (…)
Rano zerwałem się jak zwykle
wcześnie i wybiegłem do miasta.
Było kompletnie pusto. Żadnego
wojska. Zdziwiłem się w swojej
naiwności, że jeszcze wczoraj szyby we wszystkich sklepach były
całe, a teraz są powybijane, ludzie poprzez te powybijane okna
włażą do sklepów. Wszedłem
i ja do sklepu z butami. Mieścił
się, patrząc w stronę ratusza na
lewo i od niego, a jeszcze kilka
dni temu na wystawie stały tzw.
saperki, obiekt mych pożądań.
Sklep był pusty, bowiem we wnątrz nie było nie tylko saperek,
ale żadnego nowego buta. Po
podłodze walało się trochę pudełek i trochę starych, całkowicie
zniszczonych łapci. Kilka godzin
włóczyłem się po mieście biorąc
czynny udział w grabieży. Moim
osobistym łupem padło kilka
prostokątów gumy na podeszwy
i jakieś drobiazgi. Ta guma jeszcze przez trzy lata służyła całej
rodzinie do zelowania butów.
Marian Pękalski zapamiętał
wstrząsający obrazek z 19 stycznia: już przy drodze od Bielaw,
na ulicy Płockiej stała odkryta
trumna, a w niej młoda dziewczyna. Była to Irena Aftowicz,
ostatnia ofiara hitlerowskiego
barbarzyństwa.
Irena Aftowicz została zastrzelona 17 stycznia 1945 roku
podczas obławy domu Aftowiczów
w Lipiankach k. Gostynina. Niemcy szukali tam radzieckich zwiadowców. Z bratem Mieczysławem
i babką Leokadią Rosiak, również
ofiarami obławy, pochowana jest
na cmentarzu parafialnym w Gostyninie. Pozostałe osiem osób
obławy przewieziono na egzekucję
do lasu Kraśnica pod Zalesiem,
z których dwie zdołały szczęśliwie
uciec. Akcją kierował szef Gestapo
w Gostyninie Wohlgemuth.
Tego dnia na rynku odbył się
wiec, na którym przemawiał oficer
Wojska Polskiego i komendant
wojenny. Przez dwa–trzy dni
w Gostyninie na parterze domu
Sergiusza Spiridonowa przy
Trakcie Gąbińskim 9 (obecnie
ul. A. Czapskiego) stacjonował
sztab dużej jednostki radzieckiej,
w którym przebywał marszałek
Żukow z wyższymi dowódcami.
Dwa sąsiednie budynki zostały
zajęte na kwatery żołnierskie. n
Barbara
KONARSKA-PABINIAK
Źródła: J. Matuszewski, Okres II wojny światowej i okupacji hitlerowskiej (1939–1945), w: Dzieje Gostynina i ziemi gostynińskiej,
Warszawa 1990, s. 569-570; E. Szubska-Bieroń, II wojna światowa
i lata okupacji hitlerowskiej (1939– 1945) w Gostyninie, w: Dzieje
Gostynina od XI do XXI wieku, Gostynin 2010, s. 531-532; J. Bigus,
Rejestr Miejsc Pamięci Narodowej w Gostyninie i powiecie gostynińskim, Rocznik Gostyniński, t. III 2012, s. 470; J. B. Nycek, Kwatera
marszałka Żukowa, „Tygodnik Płocki” 1985, nr 5; tegoż I ja widziałem marszałka Żukowa, „Tygodnik Płocki 1985, nr 21; M. Pękalski,
18 stycznia 1945 roku – koniec „czarnych dni okupacji” w Gostyninie
i okolicy, „Głos Gostyniński” 2009, nr 1, s. 9; J. Raduj, Więcej taktu,
„Głos Gostyniński” 2002, nr 4, s. 9; A. Wilczkowski, Dymy nad kartofliskiem, Łódź. 2006, s. 304-305.
List z Polski
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
Kazimierz Biskupi, miasto we wschodniej Wielkopolsce miał założyć Kazimierz Odnowiciel
Obraz Braci Męczenników w Bieniszewie
Kazimierz Biskupi. Granitowe głazy symbolizujące Pięciu Braci Polskich Męczenników
Śladami Pięciu Braci Męczenników
P
uszcza Bieniszewska to spory stępnie czeskiego kronikarza pol- W XVII wieku sprowadził tu zakompleks lasów przylegających skiego pochodzenia Kosmasa oraz konników z warszawskich Bielan
od strony północno-wschodniej do nieco późniejszej relacji Piotra kasztelan inowrocławski Jan KaKonina. Przed wiekami ciągnęły Damianiego zatytułowanej Żywot dzidłowski. Kameduli mieszkali
się tutaj nieprzebyte bory aż po św. Romualda (1041). Z całą pew- tutaj do czasów rozbiorów, kiedy
Kruszwicę i Gniezno. W środku nością Brunon z Kwerfurtu znał zakon został zniesiony. Ostatni
ocalałej puszczy znajduje się erem osobiście trzech z braci męczenni- mnich Karol Pianowski zmarł
Bieniszewo – pustelnia braci ka- ków, toteż jego rękopis uznaje się w 1846 roku. Kościół i erem popadł
medułów. To miejsce święte dla za najbardziej wiarygodny.
w ruinę. Dopiero, gdy majątek
wiernych, a jednocześnie wielka,
Pięciu Braci Męczenników kamedulski przejął hrabia Karol
choć nadal mało znana atrakcja w tradycji narodowej uznawa- Mielżyński w 1880 roku, położył
turystyczna. Erem powstał w miej- nych jest za Polaków. Byli to: kres dewastacji, zaś jego następca
scu śmierci pięciu zakonników, zna- Jan, Mateusz, Izaak, Chrystynus hrabia Stanisław Mańkowski odbunych w religijnej tradycji polskiej i Benedykt. Oni to właśnie z oca- dował erem i w 1937 roku ponownie
jako Pięciu Braci Męczenników lałym przełożonym Barnabaszem osadził kamedułów. Po przerwie
Polskich. Bieniszew dzieli zaledwie mieszkali w bieniszewskiej pustelni okupacyjnej, kiedy wywieziono
kilka kilometrów od Kazimierza pośród puszczy, prowadząc żywot braci do Dachau, teren objęli mnisi
Biskupiego, dziś osady gminnej, pobożny i żarliwy. Stanowili wzór z Krakowa, reaktywując fundację.
kiedyś miasteczka o wspaniałej dla ochrzczonej zaledwie przed Groby współczesnych kamedułów
historii. Założyć je miał Kazimierz dwoma pokoleniami ludności. Na znajdują się w krypcie kościoła i są
Odnowiciel jeszcze w 1. połowie XI pamiątkę męczeństwa wzniesiono dostępne dla zwiedzających.
wieku. Osada związana jest ściśle z później cztery kapliczki w Kazimiea Zygmuntem Pęcherskim
losami braci męczenników.
przytaczamy legendę z XI
rzu Biskupim i piątą w drodze do
Według skąpych źródeł we- Bieniszewa. Tak przynajmniej rela- wieku, dotyczącą mnichów z
ryfikowanych ciągle badaniami cjonował anonimowy autor swoją Bieniszewa. Sprowadzeni przez
naukowymi bracia wchodzili w wyprawę do ruin kościoła w Bie- Bolesława Chrobrego zakonnicy
skład orszaku św. Wojciecha pod- niszewie w 1863 roku na łamach osiedli w puszczy. Pewnego razu
czas jego misji chrystianizacyjnej „Tygodnika Ilustrowanego”.
otrzymali od spotkanej w lesie
do Prus. Jak wiadomo, wyprawa
zisiaj uważa się, że bracia kobiety rybę, po zjedzeniu której,
zakończyła się śmiercią biskupa
męczennicy byli różnych na- jej resztki wrzucili do studni. Po
Wojciecha, którego ciało wykupił rodowości. Pochodzeniem polskim pewnym czasie okazało się, że
na wagę złota Kazimierz Wielki. legitymowali się Izaak i Mateusz, ryba odrosła ze szkieletu. SytuZ relacji apostoła Pomorza Bru- synowie zamożnych rodziców oraz acja się powtarzała i pustelnicy
nona z Kwerfurtu, który zresztą Krystyn (Chrystynus), chłopiec
mieli stale świeże jadło. Przybył
w 1009 roku wyruszył z kolejną z pobliskiej wioski. Natomiast Jan tu kiedyś Chrobry również skoszmisją do niewiernych w Prusach, wywodził się z możnego rodu we- tować cudownej ryby. Zakonnitym razem z Płocka, bracia polscy neckiego, podobnie jak Benedykt, cy uzyskali wówczas od niego
zginęli w 1003 roku. Zabici zostali o którym nie wspomina legenda, pieniądze na budowę kościoła,
przez chciwych wojów królewskich, i Barnaba (Barnabasz) z pocho- czym złamali ślub ubóstwa. Ryba
właśnie na terenie dzisiejszego dzenia Włosi. Kult braci rozprze- przestała odrastać. Odesłali więc
Bieniszewa. Przez wieki uważano, strzenił się prawie natychmiast po czym prędzej przez jednego z braci
że do mordu doszło w 1004 roku, ich śmierci. Jak już wspomniano, – imieniem Barnaba – pieniądze
zaś rok później ciała męczenników pochowani zostali wpierw w Kazi- królowi. Tymczasem kilku dwoprzeniesione zostały z Kazimierza mierzu, a rok później przeniesiono
rzan królewskich niepostrzeżenie
Biskupiego do Gniezna. Uroczy- ich szczątki do Gniezna. Stamtąd
zawróciło, aby zakonników obstości jubileuszowe męczeństwa relikwie świętych wykradł i wywiózł
rabować. Zabili ich, nie wierząc
zarówno w Polsce niepodległej, do Pragi książę Brzetysław po słyn- w odesłanie pieniędzy. W tym
jak i podczas zaborów obchodzo- nym najeździe na Polskę w 1039 samym czasie Barnaba, oddając
no zawsze na początku nowego roku. Bracia uznani zostali za świę- pieniądze królowi, miał widzenie:
wieku, czyli odpowiednio w 1705, tych przez papieża Jana XVIII już widział wstępujących do nieba
1805 i 1905 roku. W XXI wieku w rok po śmierci. Ich relikwie znaj- zakonników i powiedział władcy
uroczystości milenijne odbyły dowały się w Ascoli we Włoszech o morderstwie. Chrobry wtedy
się w Kazimierzu Biskupim już i w Gnieźnie oraz katedrze św. wrócił i znalazł morderców. Na
z uwzględnieniem weryfikacji daty, Wita w Pradze. W 1520 roku Czesi prośbę Barnaby darował im życie
czyli w 2003 roku.
przekazali ich część biskupowi po- i pozostawił wraz z nim w pustelni,
Dzieje Pięciu Braci Męczen- znańskiemu Janowi Lubrańskiemu. gdzie wiedli pokutniczy żywot.
ników znane są w literaturze źró- Po kolejnym podziale szczątki Pokuta spowodowała powrót cudłowej przede wszystkim z trzech braci męczenników znalazły się w downej ryby, a woda ze studzienki
przekazów autorstwa ludzi im relikwiarzach kościoła św. Marcina leczyła choroby oczu. Następcy
współczesnym, czyli wspomniane- w Kazimierzu, a nawet w kościele Barnaby poczęli pogłębiać studgo już Brunona z Kwerfurtu, na- w Miszewie Murowanym pod Płoc- nię, aby ryba była większa. Za
kiem. W 1. połowie XVIII wieku łakomstwo, obrażone niebo odetrafiły najpierw także do drewnia- brało rybie cudowne właściwości.
nego kościółka na terenie eremu, a Cudowna zdolność leczenia oczu
następnie do nowo wybudowanego
wodą ze studni także zniknęła,
kościoła pod wezwaniem Narodze- gdy pewien woźnica obmył w niej
nia Najświętszej Marii Panny w parchatego konia (…) n
Bieniszewie. Dziś na terenie Polski
Tekst i fot. Jan B. Nycek
relikwie Pięciu Braci Męczenników
Publikacja stanowi pokłosie
znajdują się w kilkunastu świąty- sesji dziennikarskiej w Koniniach, w tym w Międzyrzeczu w nie -Pątnowie zorganizowanej
Sanktuarium Pierwszych Męczen- staraniem redaktora Stanisława
ników Polskich.
Kaszyńskiego z Krakowa, współTablica inskrypcyjna brata Kandyda – Piotra KoDzieje eremu w Bieniszewie założyciela Stowarzyszenie Prasy
nopczyńskiego, kameduły bieniszewskiego
zasługują na oddzielną opowieść. Lokalnej w Warszawie.
Z
D
Kościół braci kamedułów w Bieniszewie gromadzi licznych wiernych i turystów
Stalle w prezbiterium bieniszewskiej świątyni, miejsce modlitw braci kamedułów
Pustelnie w eremie Bieniszew niedostępne są dla kobiet
5
6
Kultura
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku
Półka regionalisty
Przewodnik
subiektywny
O
Dwie premiery
„Chwila nieuwagi”. Od lewej: Oriana Soika, Grażyna Zielińska i Jerzy Bończak
P
łocki Teatr Dramatyczny im. Jerzego
Szaniawskiego wszedł w 2014 rok mocnym akcentem. W styczniu zaplanowano
dwie premiery, z których pierwsza „Chwila
nieuwagi” już się odbyła. To farsa Iana Ogilvy w tłumaczeniu Elżbiety Woźniak, która
wcześniej przełożyła na język polski inną
sztukę tegoż autora – komedię „Zamiana
na wakacje”. Warto podkreślić, że płockie
przedstawienie „Chwili nieuwagi” grane
przy komplecie publiczności było prapremierą polską tego utworu. Reżyserii podjął
się doskonale znany naszej widowni Jerzy
Bończak, niezapomniany Krzepicki z „Kariery Nikodema Dyzmy”. Mistrz także zagrał
jedną z czołowych ról w spektaklu, mafioso
Popowa. Fabuła sztuki jest dość prosta.
Wystarczyła chwila nieuwagi, by główny bohater Walter (Łukasz Mąka) popadł w niekończące się tarapaty. Oczywiście, jak to
w każdej komedii bywa, mamy do czynienia
z ciągłymi pomyłkami przez co zabawa jest
przednia. Zwłaszcza, iż na scenie zmagają
się siły dobra (anioł) i zła (szatan), mocno
zresztą kuszące swymi powabami.
Reżyser Jerzy Reszka (od lewej) podczas prób „Hamleta we wsi Głucha Dolna”
Miarą dobrej farsy jest niewymuszony
śmiech publiczności, humor sytuacyjny
i błyskotliwy dialog lub monolog. W „Chwili nieuwagi” nie brakuje tych momentów,
chociaż właściwe przesłanie przedstawienia zamyka się w ukazaniu pewnej prawdy
o życiu i konsekwencjach popełnianych błędów. Dotyczy to praktycznie każdego z nas.
Atutem reżyserii Jerzego Bończaka jest
dbałość o ruch sceniczny, zatem dynamikę
przedstawienia, oraz oprawę muzyczną,
oświetlenie i kostiumy. Spektakl zagrany
został siłami własnymi: Jackiem i Łukaszem
Mąką, Mariuszem Pogonowskim, jak zwykle
żywiołową Grażyną Zielińską, wspartymi
Jerzym Bończakiem i bardzo sugestywną
Orianą Soiką (Incuba/Edna).
a 31 stycznia przewidziano premierę
prasową „Hamleta we wsi Głucha Dolna” Ivo Brešana. To słynny utwór, niegdyś
brawurowo wyreżyserowany w telewizji
przez Olgę Lipińską. W realia lat 80. ubiegłego wieku wkomponował się znakomicie.
Przystawał do ówczesnych braków rynkowych oraz ogólnej siermięgi życia milionów.
N
To była wspaniała satyra z jednej strony, jak
też bunt przeciwko realnemu socjalizmowi
z drugiej.
Reżyserem płockiej realizacji sztuki bałkańskiego dramaturga jest Grzegorz Reszka, debiutant, chociaż już przed czterdziestką, zaś nasze przedstawienie będzie jego
spektaklem dyplomowym. Mamy nadzieję,
że reżyser znalazł właściwy klucz do wykorzystania – jak sam powiedział – „potencjału
tkwiącego między wierszami chorwackiego
Szekspira”. Dramat wystawiony zostanie
prawie całkowicie w płockiej obsadzie, tylko
rolę Andzi zagra gościnnie Kinga Suchan.
O to bohaterowie wieczoru: Dorota Cempura (Mate Bukara), Marek Walczak (Mile
Puljo), Katarzyna Anzore (Majkača), Sebastian Ryś (Mačak), Bogumił Karbowski
(Joca Škocič), Szymon Cempura (Andre
Škunca), Hanna Chojnacka (Śimurina),
Barbara Misiun (Chłopka I), Katarzyna
Wieczorek (Chłopka II), Magdalena Bogdan
(Chłopka III), Piotr Bała (Chłop I), Henryk
Jóźwiak (Chłop II), Krzysztof Bień (Chłop
III ), Witold Mierzyński (Chłop IV) i Henryk
Blażejczyk (Chłop V). Przekład: Stanisław
Kaszyński, reżyseria: Grzegorz Reszka,
scenografia: Tomasz Walesiak, kostiumy:
Agnieszka Sasim, choreografia: Katarzyna
Kryczka. n
Jan B. Nycek
Fot. Waldemar Lawendowski
Nowa książka historyczna dr. Piotra Artura StasiakA
Nowa rzeczywistość lat 1945–1948
W kameralnej, stylowej salce kutnowskiego Hotelu Rondo 19 stycznia 2014 roku miała miejsce
prezentacja nowej książki Piotra Artura Stasiaka zatytułowanej Nowa rzeczywistość lat 1945–1948
w powiatach: kutnowskim, gostynińskim i łowickim. Rzecz jest o kształtowaniu się tzw. władzy
ludowej na wspomnianym terytorium.
T
rzy sąsiednie powiaty to obszar stosunkowo niewielki, ale wystarczający,
by śledzić nie tylko echa wielkich wydarzeń politycznych, lecz odtworzyć i ocenić
nową rzeczywistość w codziennej praktyce.
O trzech pierwszych, w sumie newralgicznych, latach po wyzwoleniu pisało już wielu
autorów, głównie historyków zajmujących
się PRL-em. Powstawały więc prace niepełne, skażone nie tyle poprawnością polityczną względem ówczesnych władz, co
fałszywe już w założeniu, ponieważ ich tezy
były z góry znane. Nawet uczciwi historycy
mieli problemy z dryfowaniem między własnym sumieniem a cenzurą.
Dr Piotr Stasiak nie miał takich obciążeń, mógł też liczyć na znacznie szerszą bazę
źródłową. Prezentowana książka, pachnąca jeszcze farbą, to monografia, w istocie
praca doktorska autora przystosowana do
wymogów szerszego rynku czytelniczego.
Powstała pod kierunkiem prof. dr. Janusza Szczepańskiego, serdecznego kolegi
i przyjaciela niżej podpisanego. Obydwaj,
zarówno promotor, jak przede wszystkim
doktorant szczerze się napracowali. Trud
się opłacił, gdyż pozycja ta wypełnia dotkliwą lukę w badaniach nad tym okresem
na terenie zachodniego Mazowsza. Przede
wszystkim autor podszedł do tematu kom-
Promocję prowadził dyrektor Grzegorz Skrzynecki. Przy stoliku Małgorzata Debich, autorka projektu graficznego i składu
publikacji oraz dr Piotr Artur Stasiak. Obok okładka nowej regionalnej monografii historycznej
fot. (jbn)
pleksowo, nie pozostawiając „białych plam”.
Mamy więc szeroką panoramę ówczesnego
życia politycznego, gospodarczego i społecznego. Na każdym kroku spotkać się
można z obszarami całkowicie dotychczas
niezbadanymi, zatem poniekąd odkrywczymi. Udało się Piotrowi Stasiakowi, chociaż
nie bez kłopotów, prześledzić proces redukcji resztek demokracji z czasów II RP.
Działo się to w ferworze ostrej, nawet bezwzględnej walki politycznej. Zaletą książki
jest wprowadzenie ogromnej liczby nazwisk,
co ją uwiarygadnia oraz przejrzysta kompozycja treści. W sumie to kawał pouczającej
lektury.
Nie bez kozery wybrano datę 19 stycznia
na prezentację publikacji, której wydawcą
są Muzeum Regionalne w Kutnie i Agencja
Rozwoju Regionu Kutnowskiego SA. To
rocznica oswobodzenia Kutna spod okupacji niemieckiej. Jaka szkoda, że nie przez
Amerykanów i Brytyjczyków, tylko sowiecką
„armię wyzwoleńczą”. Ale wówczas nie powstałaby Nowa rzeczywistość lat 1945–1948.
W promocji tradycyjnie obok autora
i miejscowego środowiska historyków
z dr. Jackiem Saramonowiczem na czele,
uczestniczył wiceprezydent Kutna Zbigniew
Wdowiak. Wprowadzenie do dyskusji dał
Grzegorz Skrzynecki dyrektor Muzeum
Regionalnego w Kutnie. Praca dr Piotra Stasiaka stanowi niejako kontynuację podobnej
publikacji Jacka Saramonowicza Kutno i powiat kutnowski w II Rzeczypospolitej wydanej w 2013 roku. Zapowiedziano kontynuację
badań nad historią Kutna w okresie okupacji
niemieckiej oraz latach PRL. n
Jan B. Nycek
d kilku lat na Mazowszu ukazuje się
seria wydawnicza zatytułowana nieco tajemniczo: Przewodnik subiektywny.
Inicjatorem niewielkich, ale bardzo ciekawych książek o kolejnych powiatach województwa mazowieckiego jest stołeczne
Centrum Kultury i Sztuki. Przewodnik po
powiecie płockim wydany był przed paru
laty i przeszedł, prawdę mówiąc, bez echa.
Może dlatego, że autor był z zewnątrz i nie
wydobył dostatecznie wielu frapujących
tajemnic i ciekawostek regionu płockiego.
W przypadku powiatu gostynińskiego stało się inaczej. Wydawca sięgnął po autorkę
znakomicie zorientowaną w dziejach Gostynina i ziemi gostynińskiej, dr Barbarę
Konarską-Pabiniak. W efekcie powstała
książka, którą przeczytać można jednym
tchem. Jest zajmująca zarówno pod względem formy przekazywanych treści, jak
też ogromnej wiedzy. Całość ilustrowana
jest interesującymi
i aktualnymi fotografiami. Urzeka
też, zachęcając do
zwiedzania forma
graficzna książki.
Polecamy: Barbara
Konarska-Pabiniak,
Przewodnik subiektywny. Powiat gostyniński, Warszawa 2013.
Wychowawcy
mistrzów
W
iesław Kruszewski, nauczyciel akademicki Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica, przygotował książkę biograficzną
poświęconą nauczycielom wychowania
fizycznego w Płocku w latach 1945–2000.
Zawarł w niej sylwetki 112 pedagogów,
których praca, nierzadko prawdziwy trud
edukacyjny i wychowawczy zaowocował
miejscem Płocka na sportowej mapie kraju. Ludzie ci wychowali wielu mistrzów, w
tym medalistów olimpijskich i przyczynili
się do stworzenia z Płocka ważnego ośrodka sportu masowego
i kwalifikowanego.
Praca Wiesława Kruszewskiego stanowi
cenny przyczynek
do dalszych badań
nad dziejami sportu
w Płocku. Wiesław
Kruszewski, Nauczyciele wycho wania fizycznego
w Płocku 1945–2000,
Płock 2013.
Gmina Mochowo
U
kazał się od dawna zapowiadany, piąty
już, tom z serii wydawniczej Miasta
i Gminy Północnego Mazowsza. Poświęcony został gminie Mochowo w powiecie sierpeckim, leżącej na krańcach województwa
mazowieckiego, ale bardzo ciekawej historycznie. Obecna gmina Mochowo składa
się z ziem należących do niegdysiejszego
księstwa płockiego i dobrze znanej w
dziejach Polski ziemi dobrzyńskiej. Znakomita większość książki poświęcona
jest odtworzeniu historii poszczególnych
wiosek i osad gminy Mochowo. Szczególną
pozycję zajmują tam
wioski o statusie parafii sięgających średniowiecza: Bożewo,
Ligowo i Mochowo.
Wydawnictwo uzupełnia bogata cześć
przyrodnicza oraz
samorządowa. Całość ilustruje około
300 fotografii. Jan B.
Nycek, Gmina Mochowo, Płock 2014.
Wybrał: Bolesław Gustowski
Forum
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
7
Arkadiusz Iwaniak: Jestem z województwa płockiego
Nasz projekt – Polska × 49
C
hcemy powrotu do koncepcji
podziału Polski na 49 samorządowych województw. Obecna
koncepcja 16 województw, to
rozwój państwa oparty na wspieraniu jedynie wielkich metropolii.
Zapomniano tutaj o mniejszych
miejscowościach. Ten podział
kraju na 16 województw doprowadził do rozwarstwienia pomiędzy
poszczególnymi częściami Polski.
Przepaść rozwojowa pomiędzy
metropoliami, a resztą państwa
jest ogromna. Przez ostatnie sześć
lat rząd Platformy Obywatelskiej
realizował w Polsce koncepcję
rozwoju opartą na wspieraniu
wielkich miast, tym którzy i tak
sobie świetnie radzą dokładał
jeszcze dodatkowe środki.
Likwidacja starych urzędów
wojewódzkich okazała się fikcją.
Zostały one przekształcone jedynie w główne i zamiejscowe ośrodki, w tych samych budynkach, z
tymi samymi opłacanymi przez
podatników urzędnikami. Nie nastąpiło zmniejszenie zatrudnienia
w administracji centralnej, a wręcz
przeciwnie nastąpił jej rozrost. Po
chwilowym zmniejszeniu, w ciągu
10 lat od reformy samorządowej,
liczba urzędników centralnych
była większa niż przed nią (133 do
126 tys.) i nadal rośnie. Równolegle
pula etatów samorządowych wzrosła ze 186 do 308 tys. Nikt nigdy
nie podał wiarygodnego szacunku
kosztów zmiany podziału administracyjnego kraju. Sami jego architekci różnili się w podawanych
kwotach, od 50 do 670 mln zł, co
przypomniał niedawno prof. Witold Kieżun, samemu szacując ten
koszt na około miliard złotych
Obecnie funkcjonujące województwa-molochy są niefunkcjonalne i niezmiernie kosztowne.
Pomimo dziesięciu lat istnienia nie
zdołały zbudować realnych więzi
regionalnych. Cóż bowiem łączy
poza wspólną, a za razem kompletnie anonimową administracją
mieszkańców np. Płocka i Ostrołęki w województwie mazowieckim?
Według mnie nic.
Patrząc z perspektywy Płocka
nie sposób pominąć takiej kwestii
jak prestiż. Jest on w przypadku
miasta wojewódzkiego większy
niż miasta powiatowego. Ale nie
tylko o sam prestiż chodzi, ale o
konkretne możliwości rozwojowe
miasta i okolicznych terenów.
Od czasu wprowadzenia reformy
administracyjnej zjawisko metropolizacji nabrało przyspieszenia,
pogłębiając dysproporcje pomiędzy silniejszymi i słabszymi.
Poza kwestiami prestiżowymi
to dla Płocka poprzednia reforma
skutkowała likwidacją Urzędu
Wojewódzkiego, Izby Skarbo wej, Komendy Wojewódzkiej PSP,
Komendy Wojewódzkiej Policji,
Kuratorium Oświaty, Państwowej Służby Ochrony Zabytków,
Urzędu Kontroli Skarbowej, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony
Środowiska, Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego, Wojewódzkiej
Stacji Sanitarno-Epidemiologiczna, Wojewódzkiego Urzędu Pracy,
Wojewódzkiego Urzędu Staty-
stycznego, Sądu Wojewódzkiego
i Prokuratury Wojewódzkiej, a co
za tym idzie wielu miejsc pracy.
Kolejny efekt reformy sprzed 10 lat
to spadek liczby ludności w latach
1998–2013 o 7,5 tys. osób. Do tego
dołóżmy relatywnie niski poziom
absorpcji środków unijnych w latach 2007-2013 w przeliczeniu na
jednego mieszkańca tylko 1499 zł,
gdy dla porównania w Opolu jest
to ok. 4000 zł.
Następna kwestia to niższy potencjał kadrowy i kompetencyjny
mniejszych ośrodków oraz efekt
przepływu lepiej wykształconych
ludzi do ośrodków miejskich
z większymi możliwościami znalezienia zatrudnienia i rozwoju.
Powoduje to stagnację, co obserwujemy w naszym mieście gdzie
młodzi i wykształceni uciekają
do Warszawy, Poznania i innych
dużych miast.
Nawet premier na konferencji
prasowej 8 stycznia br. zauważył,
że poprzez fundusze należy wyrównywać różnice między regionami. Mówił, że „istotną kwestią
jest, aby środki, które rozdzielać
będzie rząd, trafiały nie tylko do
wielkich miast, ale także tych
średniej wielkości – byłych miast
wojewódzkich”. Jednak przypomnijmy: na liście największych
beneficjentów perspektywy budżetowej 2007–2013 nie ma żadnej
byłej stolicy województwa. Są tylko dzisiejsze metropolie wspierane
przez rząd. Dlatego wdrożenie naszego projektu „Polska×49”, a co
za tym idzie powrotu do podziału
Prawdy, półprawdy i ćwierćprawdy
Żarówka kontra żarówka
J
ak większość naszych czytelników wie, dzięki decyzji UE
mamy w kraju zakaz sprzedaży
żarówek. Urzędnicy Unii Europejskiej uznali, że istniejące od ponad
130 lat żarówki są „be” i należy
wprowadzić zakaz ich sprzedaży.
Powodem tego, że są „be” było
to, że do wyprodukowania iluś
lumenów światła potrzebują dużo
prądu i wydzielają przy tym dużo
ciepła. Remedium na to miały być
żarówki energooszczędne.
Konstrukcja dotychczasowej
żarówki była prosta: składała się z
zaledwie kilku elementów prostych
i tanich w produkcji. Zapewne
niewielu naszych czytelników
orientuje się, z czego zbudowana
jest żarówka energooszczędna.
Głównymi jej elementami są: rurka
wypełniona parami rtęci, układ
elektroniczny o różnym stopniu
komplikacji i obudowa. I tu zaczynają się zasadnicze problemy. W
większości żarówek energooszczędnych mamy zastosowany prosty
układ generatora samowzbudnego
pracującego na częstotliwościach
około 25 kHz, który zasilając bańkę
z parami rtęci powoduje zapłon
par i świecenie luminoforu z halofosforanów wapnia aktywowanego manganem, znajdującego się
wewnątrz bańki na jej ściankach.
Prosty i tani układ elektroniczny
na swoje wady, które powodują,
że sprzedawane długowieczne
i energooszczędne żarówki tak
naprawdę nie są energooszczędne
ani długowieczne. Sposób zapłonu
powoduje szybkie uszkodzenie
żarników i uszkodzenie luminoforu. Zastosowana elektronika
powoduje zwiększony pobór prądu
i sama w sobie poprzez zastosowanie tanich elementów o krótkiej
żywotności zaprzecza napisom
na pudełkach sprzedawanych
żarówek, o ich 8 czy 10 tysiącom
godzin pracy. W domu czternasty
rok posiadam żarówki firmy Philips,
które sprawują się nadal świetnie,
pobierając kilkanaście watów energii o natężeniu oświetlenia równym
100 watowej żarówce. Ale cena ich
w tamtym czasie wynosiła ponad
120 złotych za sztukę.
Dlaczego zatem jest tak źle
skoro mówią, że jest dobrze?
Naprawdę ile jest warta żarówka
energooszczędna możemy sprawdzić w momencie, kiedy stłuczemy
jej korpus i dokładnie przyjrzymy
się elektronice, jaka została w niej
zastosowana. W prawdziwych
żarówkach energooszczędnych
stosuje się specjalizowane układy
scalone pełniące rolę mikrokomputerów mierzących wszystkie
parametry pracującej świetlówki
i sterujących jej pracą. W czasie zapłonu żarówki mierzone jest napięcie, prąd zapłonu i w celu lepszego
zapłonu zmieniana częstotliwość
napięcia na elektrodach świetlówki. Po zapłonie i ustabilizowaniu
się oparów rtęci w świetlówce
zmieniana jest częstotliwość i napięcie tak, aby sama żarówka pobierała jak najmniej prądu. Tego
typu żarówki jednak kosztują
odpowiednio drożej, bo ich cena
zaczyna się od kilkudziesięciu złotych. Niestety, w sklepach w większości mamy oferowane tanie
pseudo żarówki energooszczędne
wyposażone w tanią i prymitywną
elektronikę. W tanich żarówkach
ważnym parametrem jest również
to, ile razy daną żarówkę dziennie
zapalamy. Prosta i prymitywna
elektronika powoduje to, że każdy
kolejny zapłon żarówki skraca jej
żywotność i nie pisze się nigdzie,
że „deklarowana” żywotność jest
realna do osiągnięcia między innymi przy trzech zapłonach żarówki
dziennie. Zastrzeżenia takiego
praktycznie pozbawione są żarówki energooszczędne wyposażone
w specjalizowane mikrokontrolery.
Nikt nie zwraca uwagi na promieniowanie UV emitowane przez
tego typu żarówki i ich wpływ na
oko ludzkie.
Niewiele osób stosujących
w domach żarówki energooszczędne zdaje sobie sprawę jak
niebezpieczna jest żarówka energooszczędna. Zawarta w niej rtęć
jest niebezpieczna dla zdrowia
i środowiska. Żarówki niestłuczone powinny być zbierane do po-
Województwo płockie w latach 1975–1998
kraju na 49 województw jest tutaj nistracji rządowej i ok. 100 tys.
tak niezbędne.
w samorządowej. Uwzględniając
Sojusz Lewicy Demokratycz- inflację obecna administracja 16
nej chce, aby w najbliższych latach województw jest droższa o pośrodki z Unii Europejskiej popły- nad połowę niż w czasach, gdy
nęły przede wszystkim do miast w Polsce mieliśmy 49 województw.
średniej wielkości. Polska powinna Uwzględniając dzisiejsze ceny 49
województw kosztowało państwo
rozwijać się równomiernie.
Na koniec zapytacie Państwo ok. 490 mln zł, dziś 16 województw
o pieniądze i bardzo słusznie! – 770 mln zł!
Reforma #PL49 nie pociągnie
Chcielibyśmy zachęcić Pańza sobą większych wydatków stwa do konsultacji i wyrażenia
od tych, które są w tej chwili. swojej opinii w zakresie opisanego
Mamy obecnie wręcz rozdmucha- przeze mnie projektu „Polska×49”
ną administrację samorządową. za pośrednictwem naszych stron
Rozrost administracji za czasów internetowych oraz strony na porPlatformy Obywatelskiej to ok. talu facebook. n
20 tys. nowych etatów w admiArkadiusz Iwaniak
jemników i oddawane do utylizacji.
Niestety, praktycznie 100 procent
używanych w domach tego typu
żarówek ląduje w śmieciach i na
wysypiskach komunalnych zatruwając środowisko. W innych
krajach w przypadku stłuczenia
takiej żarówki wzywane są specjalne służby, które usuwają przy
pomocy specjalnego sprzętu pozostałości rtęci.
To wszystko powoduje, że
„pryskają” nam rzekome oszczędności ze stosowania tego typu żarówek. Drogie w produkcji i drogie
w utylizacji. A w związku z tym,
że praktycznie w naszym kraju
nie są prawidłowo utylizowane,
zatruwają środowisko. A przecież
mówiono nam, że to wszystko
czynione jest po to, aby chronić
środowisko i poprzez zmniejszenie
zużycia energii zmniejszyć emisję
dwutlenku węgla do atmosfery.
Nikt nie zastanowił się, że poprzez
tysiące przypadkowo czy celowo
tłuczonych żarówek energooszczędnych w tysiącach miejsc emituje się do środowiska szkodliwą
rtęć. Niektórzy eksperci twierdzą,
że jedna żarówka jest w stanie
zatruć ponad 2 tony wody czyniąc
ją niezdatną do użycia.
Nie bez znaczenia jest też to,
co się mówi w kręgach firm zajmujących się produkcją sprzętu
oświetleniowego i źródeł światła,
że duży wpływ na decyzję UE
o zakazie produkcji klasycznych
żarówek miały koncerny Philips
i Osram, które widząc bardzo
szybki rozwój oświetlenia typu
LED obawiały się, że nie zdążą
zwrócić sobie nakładów, jakie
poniosły na opracowanie samych
żarówek energooszczędnych i mikrokontrolerów do nich. No cóż
„ciemny lud” kupi wszystko.
Tak samo „ciemny lud” kupuje,
że kolejnym cudownym źródłem
światła są diody LED, tanie, ener-
gooszczędne długowieczne, 160
lat żywotności. Nikt nie mówi, że
te 160 lat żywotności dioda ma
w warunkach idealnych tzn., gdy
struktura półprzewodnikowa diody w trakcie „całego swojego życia”
ma temperaturę 20°C. Każde załączenie diody powoduje nagrzanie
jej struktury do kilkudziesięciu
lub przy większych mocach ponad 100°C, co powoduje skokowe
skrócenie jej trwałości. Nikt nie
pisze, że w bardzo krótkim czasie
spada również ilość emitowanego
światła. Związane jest to z mętnieniem soczewki z tworzywa,
którym przykryta jest świecąca
struktura półprzewodnikowa.
W przypadku soczewek z silikonu
strata ilości światła po roku może
dochodzić do 20 proc. O wiele
mniej w przypadku soczewek
z tworzyw sztucznych, lecz w tym
wypadku trzeba liczyć się z różną
rozszerzalnością cieplną soczewki
i struktury półprzewodnikowej,
co powoduje pękanie struktur
lub zrywanie złotego mikroprzewodu doprowadzającego prąd do
struktury. Jeżeli świecąca dioda
nie została zaprojektowana tak,
aby mogła pracować wprost z 230
V, to dodatkowo również pojawia
się problem jakości i żywotności elementów zastosowanych
w zasilaczu. Oprócz tych wad
dioda LED posiada zasadniczą
wadę dla oka ludzkiego. LED jest
źródłem światła o bardzo dużym
natężeniu emitowanym w jednym
punkcie, co jest szkodliwe dla oka
ludzkiego.
W taki razie, co jest najlepszym
źródłem światła? Chyba jednak
wynaleziona ponad 130 lat temu
zwykła żarówka. Kolejne nadzieje
wiąże się żarówkami polimerowymi, opracowanymi w USA, w których źródłem światła jest świecący
całą objętością polimer. n
Tekst i fot. Jacek Kędryna
8
Samorząd
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
Wyszogród
Drobin
fot. Marek Kacprzak
Drobin
fot. Marek Kacprzak
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
WYSZOGRÓD
dzieciom i seniorom
12 stycznia „NA RATUNEK”
pośpieszyli mieszkańcy gminy Wyszogród. Właśnie pod tym hasłem
przebiegał XXII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, podczas którego zbierano pieniądze na
zakup specjalistycznego sprzętu
dla dziecięcej medycyny ratunkowej oraz godnej opieki medycznej
seniorów. Już po raz drugi w Hali
Widowiskowo-Sportowej w Wyszogrodzie odbył się finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który
zgromadził setki ludzi dobrej woli,
a dobroczynny cel oraz atrakcje
przygotowane przez organizatorów
zadziałały jak magnes.
O godzinie 15.00 rozbrzmiał
hymn WOŚP wykonany przez dru-
hów z orkiestry dętej Ochotniczej
Straży Pożarnej w Rębowie, a następnie prowadzący imprezę Anna
Dąbrowska i Wiesław Tomkiewicz
przywitali przybyłych mieszkańców
gminy i podziękowali za wsparcie
patronom honorowym: marszałkowi Województwa Mazowieckiego
Adamowi Struzikowi, staroście
płockiemu Michałowi Boszko oraz
burmistrzowi gminy i miasta Wyszogród Mariuszowi Bieńkowi.
Wyszogrodzki finał zgromadził
nie tylko większa liczbę gości, ale
również zebrano podczas niego
większą niż w roku ubiegłym
sumę. Łącznie zebrano 19.724,29
złotych. Na ten wynik złożyły się
następujące kwoty zebrane przez
wolontariuszy: Szkoła Podstawowa w Rębowie – 890,15 zł, Szkoła
Podstawowa w Kobylnikach –
Wyszogród
1480,18 zł, Gimnazjum w Wyszogrodzie – 2517,55 zł, Zespół Szkół
w Wyszogrodzie – 6362,32 zł, licytacje – 6790 zł, wpłaty dobrowolne
(loteria fantowa, kawiarenka, seans filmowy) – 1684, 09 zł.
W czasie wyszogrodzkiego finału WOŚP odbyło się pięć licytacji,
podczas której sprzedano dwadzieścia przedmiotów. Najdrożej
wylicytowanymi były: herb Wyszogrodu wykuty podczas Festiwalu
Rzemiosł Dawnych w 2013 roku
(650 zł), piłka z podpisem Roberta
Lewandowskiego polskiego piłkarza Bayernu Monachium (500 zł),
akwarela Michała Zaborowskiego
znanego artysty mieszkającego
w Wiązówce (400 zł). Można było
kupić m.in. koszulki i gadżety
WOŚP, kosze wędlin i inne regionalne wyroby, koszulkę z podpisami piłkarzy Legii Warszawa i wiele
innych ciekawych przedmiotów.
Dużym zainteresowaniem
cieszył się pokaz żonglowania
piłką (freestyle football) w wykonaniu Samuela Garcii ze szkółki
piłkarskiej FC Barcelona Escola
Varsovia. Hiszpan urzekł widzów
sztuczką, podczas której utrzymując piłkę na karku zdjął koszulkę.
Widzowie również podziwiali
dzieci z przedszkola w Wyszogrodzie i ze szkół podstawowych
w Kobylnikach i Rębowie oraz
młodzieży z gimnazjum w Wyszogrodzie, Zespół Szkół w Wyszogrodzie reprezentował Daniel
Borzewski, uczeń II klasy liceum.
W Wyszogrodzkiej hali można
było podziwiać siłę strongmana,
który wyciskał sztangę oraz pokaz
ratownictwa przygotowany przez
druhów z OSP Wyszogród.
Podobnie jak w roku ubiegłym
odbyła się konfrontacja samorządowców z przedsiębiorcami
z gminy. Podczas gry w kalambury
zwyciężyli przedsiębiorcy, którzy
odegrali się za przegraną z roku
ubiegłego. Tradycyjnie posyłano
światełko do nieba, by ukazać
promień nadziei, tym razem najmłodszym pacjentom i seniorom,
na rzecz których zbierano w tym
roku pieniądze. A dla tych którzy
mieli jeszcze czas i siłę na taniec,
grał i śpiewał zespół „Talizman”.
Drobin zagrał
po raz dwunasty
WOŚP w Drobinie zagrała
w Zespole Szkół, gdzie mieścił
się sztab dowodzony przez Annę
Rokicką. Drobiński finał rozpoczął
się już w sobotę Turniejem Halowej Piłki Nożnej, jednak uroczyste
otwarcie 22. Finału WOŚP miało
miejsce w niedzielę. O godz.14.30
sprzed budynku szkoły, przy
dźwiękach hymnu WOŚP w wykonaniu Orkiestry Dętej OSP
w Drobinie, ruszył barwny korowód organizatorów imprezy. Przemarsz prowadzili reprezentanci
Płockiej Drużyny Kuszniczej oraz
Klub Żołnierzy Rezerwy „Wiarus”
z Płocka z „Mistrzem Ceremonii”
12. Finału w Drobinie Jarosławem
Pietrzakiem na czele. Wśród wolontariuszy podążających do centrum miasteczka z zaproszeniem
dla jego mieszkańców na finał
drobińskiej orkiestry, znaleźli się:
szef sztabu, Sławomir Wiśniewski,
burmistrz miasta i gminy Drobin,
pod którego patronatem honorowym odbywała się ta wyjątkowa
impreza oraz dyrektor Zespołu
Szkół w Drobinie Bożena Woźniak.
Kolumnę wolontariuszy zamykali
strażacy OSP Drobin.
Na drobińskim rynku czekali
już „Easy Ridersi”. Niezwykłe
widowisko w postaci walki rycerskiej zapewnili płoccy kusznicy.
W budynkach szkoły wielkim powodzeniem cieszyły się stanowiska
nowych Przyjaciół Sztabu WOŚP
w Drobinie, czyli strzelnica KŻR
„Wiarus” oraz wystawa Płockiej
Drużyny Kuszniczej. Pozostałe
atrakcje: koncert, loteria, przedszkole, karaoke, Punkt Pierwszej Pomocy, kramik, malowanie
twarzy, salonik fryzjerski, mini-teatrzyk, Pandusie, stoisko
wróżbiarskie, motocyklowe, czy
„szkółka” mieszanych sztuk walki
Klubu Sportowego VALE TUDO
PŁOCK, budziły nie mniejsze
zainteresowanie. Między odwiedzinami na stoiskach goście mogli
odpocząć i skosztować przekąsek
przygotowywanych w kuchni,
w Grillowym Kąciku Seniora oraz
w kawiarence.
Ważnym punktem finału, jak
co roku, była aukcja, podczas
której z licytacji „darów serca”
do puszek trafiło ponad 9 tys. zł.
Ogólny „puszkowy” wynik 22. Finału WOŚP w Drobinie to ponad
20 tys. zł. n
opr. (rut)
Porozumienie Płocka
z Wyszogrodem
W dniu 15 stycznia 2014 roku, w sali sejmowej Urzędu Miasta Płocka, miało
miejsce podpisanie porozumienia o zawarciu partnerstwa w ramach Obszaru
Funkcjonalnego Miasta Płocka oraz zaakceptowanie planu działania Regionalnego Instrumentu Terytorialnego.
R
egionalny Instrument Terytorialny (RIT) to mechanizm
stworzony przez Samorząd Województwa Mazowieckiego, mający
na celu wspieranie podejścia
terytorialnego w zarządzaniu
rozwojem województwa w nowym
okresie programowania polityki
spójności Unii Europejskiej 2014–
2020. Podstawą realizacji RIT jest
współpraca oparta na porozumieniu pomiędzy liderem regionu
– Gmina Miasto Płock – a Partnerami, tj. innymi jednostkami
samorządu terytorialnego układu
przestrzenno -funkcjonalnego,
charakteryzującego się wspólnymi
uwarunkowaniami, potrzebami
i kierunkami rozwoju. Obok Wy-
szogrodu i Płocka partnerami są
również: Gmina i Miasto Gąbin,
Gmina Łąck, Gmina Nowy Duninów, Gmina Radzanowo, Gmina
Słupno i Gmina Stara Biała.
Pierwszym etapem prac nad
określeniem obszaru funkcjo nalnego Płocka było spotkanie
samorządowe zorganizowane
16 kwietnia 2013 przez Prezydenta
Miasta Płocka. W IV kwartale 2013
roku zostały natomiast określone
wstępne założenia funkcjonowania Regionalnego Instrumentu
Terytorialnego, w wyniku których
lider obszaru podjął rozmowy
z potencjalnymi partnerami w celu
określenia wspólnej wizji rozwoju
i wypracowania zasad współpracy.
W wyniku podjętych działań
Rada Gminy i Miasta Wyszogród
podjęła uchwałę w sprawie wyrażenia zgody na przystąpienie do
partnerstwa i zawarcie porozumienia w sprawie współpracy w ramach Obszaru Funkcjonalnego
Miasta Płocka powołanego na potrzeby Regionalnego Instrumentu
Terytorialnego.
Głównym celem, nawiązanego w ramach porozumienia
partnerstwa jest podjęcie działań
na rzecz rozwiązania najistotniejszych problemów i zaspokojenia
potrzeb Obszaru Funkcjonalnego
Miasta Płocka w zakresie głównych obszarów wsparcia RPO WM
2014 - 2020, tj. rozwój przedsiębiorczości, systemu transportowego,
ochrona środowiska, B+R, rozwój
rynku pracy i integracji społecznej,
sformułowanie wspólnych celów i
wybór projektów, będących odpo-
Mariusz Bieniek, burmistrz Wyszogrodu podpisuje porozumienie z Andrzejem Nowakowskim,
prezydentem Płocka
wiedzią na zdiagnozowane bariery,
potencjały i wyzwania rozwojowe
oraz ich rozwiązywanie poprzez
realizację inwestycji zgłaszanych
przez poszczególnych partnerów
w ramach wspólnie opracowanego
Regionalnego Instrumentu Terytorialnego.
W następstwie trwających
w grudniu 2013 roku negocjacji
Gmina i Miasto Wyszogród będzie
starała się w ramach RIT pozyskać
dotację na dwa najważniejsze
projekty: Budowa kompleksowej
bazy terenów inwestycyjnych
Gminy i Miasta Wyszogród oraz
Rewitalizacja nabrzeża wiślanego
w Wyszogrodzie.
Płocki plan działania RIT został złożony jako pierwszy w Województwie Mazowieckim. n
opr. (red.)
Społeczeństwo
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
9
Nowy tomik poetycki
Cezary Różycki –
poeta kameralny
Przed Bożym Narodzeniem ukazał się debiutancki tomik poetycki
Cezarego Różyckiego, twórcy mieszkającego w Piotrkowie Trybunalskim. Łącznie ponad 60 utworów, zwięzłych, kameralnych, wręcz
ascetycznych, ale bardzo zróżnicowanych zarówno w formie, jak
przede wszystkim w treści. Różycki, którego niekonwencjonalny talent
poetycki ujawnił się dość późno, trochę wyzwolony przez ojca Stanisława Różyckiego, nigdy nie zabiegał o rozgłos. Zadowalał się rzadkim
nawet dzisiaj upowszechnianiem swojej twórczości – rozdawaniem
wierszy-wizytówek drukowanych na zwykłym, nawet pakowym papierze i wręczanych przechodniom na ulicach różnych miast Polski.
W ten sposób słowo, a właściwie myśli i spostrzeżenia autora zawarte
w poetyckiej formie trafiły do tysięcy osób. Później poezja ta w postaci
elektronicznej zataczała coraz szersze kręgi
– Mam nadzieję, że uda mi się w Płocku stworzyć grupę teatralną, której uczestnikami będą zarówno osoby pełno jak i niepełnosprawne – mówi Joanna Stanowska
ze Stowarzyszenia Teatr Per Se po powrocie z Międzynarodowego Festiwalu
Proteatr – Twórczości Osób Niepełnosprawnych, który odbywał się w Moskwie.
Aktorka, która wyjechała na moskiewski festiwal wkrótce po premierze spektaklu
„Vivisexia”, nie ukrywa, że kiedy dotarła do Moskwy, wydawało się jej, że znalazła się
w zupełnie innym świecie, innej rzeczywistości. – Mam tysiąc przemyśleń, refleksji
i jednocześnie żadnej nie potrafię odpowiednio sformułować – przyznaje Joanna
Stanowska. – Wszystkie słowa wydają się zbyt banalne, aby przekazać odczucia
i emocje związane z tym czego doświadczyłam. Żeby zrozumieć wszystko, co stało
się w Moskwie, trzeba to przeżyć.
Teatr niezwykły
G
dy Joanna Stanowska wróciła
ze świetną scenografią, skupiającą
z Rosji do Polski, niemal na- się na tytułowych dwóch kolorach.
tychmiast rzuciła się w wir pracy, Większość grających w tym przedpozostawiając sobie niewiele czasu
stawieniu aktorów poruszała się
na przemyślenie wszystkiego, co
na wózkach inwalidzkich. – Widz
stało się w Moskwie. W pewnym
dowiaduje się o tym jednak dopiemomencie zaczęła się nawet oba- ro w połowie spektaklu. Aktorzy
wiać, że zebrane na Festiwalu Pro- opowiadali historie przedstawiateatr doświadczenia mogą zniknąć jące różne sytuacjach z ich życia
w odmętach niepamięci.
– mówi Joanna Stanowska. Ciekawe
Związana z Płockiem aktorka było wyjście ze stereotypu, który
nie ukrywa, że program Festiwa- mówi, że osoba niepełnosprawna
lu Proteatr – Twórczości Osób jest słabsza niż sprawna. Ten mit
Niepełnosprawnych był niezwykle
został obalony pod każdym wzglęintensywny. Każdy z ośmiu festi- dem. Spektakl kończy się bardzo
walowych dni zaczynał się o 10.00, mocną i wzruszającą sceną, kiedy
a kończył około 23.00. Fizyczne
główny aktor najpierw zostaje
zmęczenie dało o sobie znać już po „pochłonięty” w tańcu przez „czardwóch dniach. – Uważam jednak, nych i białych”, a następnie przez
że to były piękne i bardzo twórcze nich odrzucony. Jednak znajduje
dni. Czas przepełniony tysiącem w sobie siły i wstaje z wózka inwarefleksji i skrajnych emocji od lidzkiego. Sam. O własnych siłach
radości i śmiechu do wzruszenia, robi krok, jakby najważniejszy
smutku, a nawet płaczu – nie ukry- i najtrudniejszy w swoim życiu.
wa Joanna Stanowska. Te wszyst- Ten bardzo wzruszający finał nie
kie skrajne emocje związane były wymaga komentarza.
z oglądanymi przeze mnie spektaPłocka aktorka zobaczyła w suklami, często bardzo osobistymi.
mie 15 spektakli prezentowanych
Festiwal Proteatr był dla młodej przez zespoły teatralne z Rosji
artystki niesamowitym doświad- i Sevilli. Festiwal został zamknięty
czeniem prawdy, bezinteresowno- przedstawieniem grupy z Hiszści i olbrzymiej miłości. Okazało się, panii, w któej występuje trzech
że pracując jednocześnie z osobami
mężczyzn z zespołem downa oraz
pełno- i niepełnosprawnymi, ma dwoje profesjonalnych aktorów
się poczucie swoistego kreowania – tancerzy. W spektaklu wystąpił
prawdy i uczciwości. Czas płynie
między innymi José Manuel Munoz,
wówczas zupełnie innym rytmem, poeta z zespołem downa, którego
dając okazję do chwili zatrzyma- wiersze zostały wykorzystane przy
nia się, do refleksji, przemyśleń. konstruowaniu całej opowieści, bęA przede wszystkim na wsłuchiwa- dącej spacerem w głąb równoległej
nie się w siebie i drugiego człowieka. rzeczywistości. Główny bohater
Nie istnieje nic więcej. Nie ma miej- przekazuje widzom refleksje dotysca na fałsz, obłudę, jakąkolwiek czące tego jak żyć, dążąc do wolsztuczność. Tym bardziej, że osoby ności bycia, bez oceniania każdej
niepełnosprawne mają inną wrażli- sekundy. – W grupie Danza Mobile
wość. Czasami dużo większą.
urzekła mnie relacją, między reżyPodczas trwającego siedem
serem, aktorami profesjonalni i ich
dni festiwalu odbyło się aż 30
podopiecznymi. Wszyscy emanują
warsztatów. Były one przygoto- tam ogromną energią i miłością.
wane dla instruktorów, aktorów, Są jak rodzina. To widać na każreżyserów, terapeutów i pedago- dym kroku. To było najpiękniejgów związanych z teatrem oraz
sze – opowiada aktorka z Płocka.
arteterapią. Zajęcia prowadziły Przyznała, że obejrzała spektakle
osobistości z Rosji i z zagranicy. interesujące i głębokie w treści. Ich
– Brałam udział we wszystkich opisanie nie jest możliwe. To trzeba
warsztatach. Wiele tematów jest zobaczyć i przeżyć.
mi bardzo dobrze znanych, inne
– I to było niesamowite. Prawda,
były zupełną nowością. Na pew- która emanowała z tej twórczości
no będę kontynuować edukację była „rozbrajająca” – zwierza się
w kierunku arteterapii – mówi
aktorka. – Festiwal był dla mnie inJoanna Stanowska. – Warsztaty spiracją do dalszej pracy w teatrze.
były skierowane głównie do osób Nawiązałam kontakty z twórcapracujących z aktorami niepeł- mi tworzącymi teatry z osobami
nosprawnymi. Gdy odbywały się niepełnosprawnymi we Francji,
zajęcia dla kadr, członkowie grup Anglii, Szwecji, Grecji i Hiszpanii.
teatralnych uczestniczyli w warsz- Jest szansa na stworzenie wspóltatach ceramicznych, tkackich
nego międzynarodowego projektu,
oraz warsztatach z filcowania.
wymianę doświadczeń i rozwój. n
Festiwal rozpoczęła grupa z NoTomasz Paszkiewicz
wogrodu „Teatr Gest”, która pokaZdjęcie z archiwum
zała spektakl „Białe na czarnym”
Joanny Stanowskiej
W
iersz-wizytówka to oryginalny,
autorski projekt Cezarego
Różyckiego. Można go nawet uznać
za prekursora tej formy przekazu
poetyckiego.
Tomik zatytułowany Wiersze na
wybiegu edytowany został przez
Wydawnictwo Marow Jan B. Nycek
z Płocka, które podobnie jak autor
wierszy zadebiutowało na rynku
czytelniczym książką poetycką.
Do tej pory obok magazynu „Nasz
Płock” przygotowywało jedynie
wydawnictwa regionalne o charakterze historycznym, przyrodniczym
i samorządowym. Redakcji tomiku
podjęła się Jolanta Rutecka, zaś
stroną graficzną zajął się Michał
Bąkiewicz. Rzecz trafiła już do liczących się bibliotek w kraju.
Cezary Różycki (rocznik 1962),
absolwent wyższych studiów, to
człowiek o złożonej osobowości,
bardzo skromny, ale znakomity
obserwator życia. Ma już za sobą
pierwsze sukcesy literackie. Kilka
lat temu był jednym z laureatów
Poetyckiego Lombardu, Turnieju
Jednego Wiersza zorganizowane-
go w Oleśnicy na Dolnym Ślasku
przez miejscową Bibliotekę Publiczną im. Mikołaja Reja oraz
działającą tam Konfraterię Kulturalną. Nagrodzony wiersz nosił
tytuł Potańcz Gino!
Poezja zamieszczona w tomiku Wiersze na wybiegu to wybór
utworów powstałych praktycznie
w minionych dwóch latach, chociaż
znajdują się tam również poezje
wcześniejsze. Jak sądzę, czytelnicy,
zawłaszcza miłośnicy poezji, czekać
będą na kolejny tom tego utalentowanego twórcy. n
Bolesław Gustowski
10
Kultura
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
nowego wnosić w repertuar. Teraz też nagrywam kolejną płytę.
Nagrania teledysków są również
czasochłonne. Zatem czasu dla
siebie mamy bardzo mało. Życie
artystki solowej to nie tylko koncerty, ale jeszcze mnóstwo innych
obowiązków, z czego nie wszyscy
zdają sobie sprawę.
W wieku 16 lat zdała egzamin do Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. W ten sposób zaczęła się jej przygoda
ze sceną. Teresa Werner, bo o niej mowa, była solistką najdłużej występującą w swoim rodzimym zespole. Teraz śpiewa
solo i odnosi sukcesy. Od wielu miesięcy jej utwory otwierają coraz popularniejszą, nie tylko na Śląsku, cotygodniową
listę szlagierów. Od sześciu lat TV Silesia emituje w niedzielę wieczorem kolejne notowanie listy. Audycję prowadzi
niezastąpiony Eugeniusz Witek „Geno”. Głosowanie odbywa się za pomocą sms. Wielką popularność Lista Śląskich
Szlagierów zdobyła w Niemczech, głównie w Bawarii, w skupiskach polonijnych. Teresa Werner w niedzielę 12 stycznia
2014 roku wystąpiła z koncertem w sali widowiskowej teatru płockiego. Liczne zgromadzona publiczność przyjęła ją
entuzjastycznie. Korzystając z okazji, poprosiliśmy Teresą Werner o rozmową dla naszego magazynu.
Urzekła serca płoczan
Pani Tereso, skąd tyle energii i cudownego entuzjazmu na scenie?
Entuzjazm, siłę, energię czerpię od publiczności. Kontakt z widownią jest dla mnie taką ucztą,
jak spotkanie z najbliższą rodziną.
Zawsze ogromnie się cieszę z tych
spotkań. Tego nie da się porównać
z żadnym nagraniem.
Słuchając pani odniosłem wrażenie, że
śpiewając, bawi się pani słowem i muzyką. Do tego dochodzi niekonwencjonalny przekaz. To talent czy rutyna sceniczna?
Ja kocham to co robię, kocham
ludzi i śpiew. To wszystko się chyba
kumuluje, zatem publiczność moje
koncerty tak właśnie odbiera.
Jak pani wspomina zespół „Śląsk”?
Bardzo dobrze. Dał mi mocne
i trwałe podstawy, które teraz bardzo przydają się na scenie. Pamiętajmy, że „Śląsk” obok „Mazowsza”
stanowił wizytówkę polskiego folkloru. Niektórzy określali nas nawet
ambasadorami kultury. Poza tym
Kinga Małkiewicz, laureatka festiwalu
mieliśmy profesjonalnych w każdym calu pedagogów.
Przez wiele lat występowała pani z zespołem, dużą grupą sceniczną. Dziś są to
występy solowe, kiedy uwaga publiczności jest skupiona wyłącznie na pani.
To też nowa jakość. Ponadto zespół jest
zawsze jakimś kręgiem przyjaciół.
Występów w zespole i solo
nie da się porównywać. Krótko
mówiąc, nie brakuje mi grupy na
scenie, ale brakuje mi przyjaciół,
spotkań przy kawie, nieobowiązujących rozmów. Teraz moja
publiczność wypełnia mi całe życie
artystyczne. Jestem szczęśliwa
i z całym przekonaniem mogę
powiedzieć, że czuję się spełniona
pod tym względem.
Spotkałem w Płocku kilka osób, które
specjalnie jechały na koncert z daleka,
nawet z Bydgoszczy. Jak silna musi być
pani osobowość sceniczna, żeby tyle kilometrów jechać?
Tak rzeczywiście jest i bardzo
często się z tym spotykam. To jest
piękne. Uważam, że siła drzemie
w moich piosenkach, w tekstach,
w tym jak je przekazuję. Bardzo
chcę, aby każdy kto przyjdzie na
mój koncert poczuł się dobrze,
żeby był szczęśliwy w tym czasie.
Staram się, żeby wszyscy podczas
dwóch godzin koncertu nosili radość w sercach. Przy okazji, żeby
odrobinę szczęścia i siły przenieśli
do swoich domów.
W pani repertuarze nie ma smutku. Czy
nie ma pani pokusy, aby spróbować innego gatunku muzycznego, na przykład poezji śpiewanej?
Akurat w aktualnym repertuarze mam wiele radosnych
i pogodnych piosenek. Być może
wprowadzę jakieś zmiany, pojawią
się bardziej spokojne i melancholijne. Jednak to zależy od dnia, od
chwili, od pomysłu na piosenkę.
Myślę nad ewentualnymi zmianami.
Kilka razy pani wspominała, że teksty pisze sama. Co inspiruje Teresę Werner?
Agnieszka Jezierska otrzymała drugą nagrodę
Zawojowały Katiuszę
ziewczyny z Płocka były jedynymi Polkami w międzynarodowym towarzystwie, na które
złożyli się przedstawiciele Białorusi, Bułgarii, Macedonii, Portugalii,
Rosji i Rumunii. Wyjazd płockiej
ekipy na Festiwal „Katiusza” był
możliwy dzięki współpracy władz
Płocka i zaprzyjaźnionego z nim
rosyjskiego miasta Mytiszczi,
gdzie odbywała się trwająca trzy
dni impreza.
Początek festiwalu upłynął
pod znakiem konkursowych przesłuchań, podczas których każdy
z uczestników musiał zaśpiewać
piosenkę w języku ojczystym
oraz drugą, w języku obcym, wybranym dowolnie przez artystę.
Najbardziej efektowny był trzeci,
a jednocześnie ostatni dzień imprezy. Wtedy właśnie odbyła się
wielka gala finałowa. Wszystkim
uczestnikom akompaniowała jazzowa orkiestra Olega Lundstrema,
słynna z wpisania się do księgi
rekordów Guinessa jako najdłużej
grający big-band.
Tak jest w istocie. Pomysły
tekstów biorę z życia. Staram
się, żeby były proste i czytelne, z
jasnym przekazem, przy tym, aby
każdy mógł je zapamiętać i zanucić. Nie chcę męczyć odbiorcy zbyt
skomplikowaną poezją i licznymi
podtekstami. To ma być natychmiastowy i czytelny odbiór, łatwy
do zapamiętania.
Czy uchyli pani nam rąbka życia prywatnego?
Dziewczyny z Płocka zgłoszo- stolatki, która uczy się w ostatniej
ne zostały do kategorii wiekowej klasie liceum ogólnokształcące16–19 lat, wzbudzając powszechny go. Ta niezwykle utalentowana
zachwyt. Nie tylko jurorów, ale dziewczyna śpiewa i tańczy od
również widzów. Z uznaniem o wo- pierwszych lat swojego życia.
kalnych możliwościach naszych Współautorka przygotowanego
dziewczyn wypowiadała się nawet w MDK-u musicalu „Drogi życia”.
zdecydowana większość rywali.
Jest laureatką wielu festiwali
Pierwszą nagrodę wyśpiewała o randze ogólnopolskiej. Uczy się
sobie osiemnastoletnia Kinga klasycznego śpiewu w Państwowej
Małkiewicz. Płocka wokalistka Szkole Muzycznej im. Karola Szyrozpoczęła muzyczną przygodę manowskiego. Nad swoim rozrywjuż jako pięciolatka. Od 2009 kowym repertuarem pracuje pod
roku rozwija swoje umiejętności okiem Marty Głowackiej. Marzy,
w Młodzieżowym Domu Kultury że wykona kiedyś chociaż jeden
pod okiem Marty Głowackiej. skok ze spadochronem.
Oliwia Walewska sięgnęła po
Zbierała laury na licznych ogólnopolskich konkursach wokal- wyróżnienie oraz specjalną nanych. Gra na pianinie i na ukulele. grodę przewodniczącego jury dla
Miłość do muzyki próbuje godzić „Złotego głosu festiwalu”. Oliwia
z zamiłowaniem do nauk ścisłych. jest siedemnastolatką, która od
Marzy o własnym studiu nagrań. najmłodszych lat zaczęła przygodę
Uwielbia gospel, jazz i piosenkę z muzyką. Interesują ją również
aktorską. Po muzyczne inspiracje teatr, podróże i języki obce. Gra na
sięga do Ewy Demarczyk, Kayah pianinie i z chęcią słucha starych
oraz Sainkho Namtchylak.
piosenek. Marzy o tym, aby zostać
Druga nagroda trafiła do rąk tłumaczką literatury lub aktorką
Agnieszki Jezierskiej, siedemna- musicalową.
Bardzo dobrze, choć miałam
wrażenie, że sporo ludzi było
spoza Płocka. Chciałabym do
was wrócić i mam nadzieję, że tak
się stanie. Przygotowuję się do
występów z własnym zespołem,
co z pewnością da inne brzmienie
i uatrakcyjni występy.
Również ja byłem pod wrażeniem zachowania publiczności.
Cieszę się, że powiększa się
grono moich fanów. Przeważnie
tak jest, że jak ktoś przyjdzie raz,
następnym razem przyprowadza
kogoś z rodziny. Taka mała reakcja
łańcuchowa. Coraz więcej koncertów organizowanych jest z dala od
Śląska. Z jednej strony wywołuje
to moją radość, ale z drugiej męczą
mnie długie trasy.
Jestem mamą córki, jedynaczki. Mam wspaniałego męża Wiesława, jest bardzo często ze mną na
koncertach. Prowadzę spokojne Słuchając pani, poczułem się Polakiem.
życie prywatne, przerywane jeTo zaskakujące słowa. Dziękudynie występami. Mieszamy w ję panu za nie pięknie. Staram, się
Koszęcinie koło Tarnowskich zawsze, by moje teksty napisane
Gór, gdzie pobudowaliśmy dom. były prostą polszczyzną.
Mieszkamy w nim od niedawna. Czy starcza pani czasu na hobby?
Cieszymy się każdym kupionym
Moim hobby są podróże. I to
drobiazgiem do niego. Cieszymy chyba pozostałość po zespole
się każdą chwilą spędzaną razem, „Śląsk”. n
a nie ma ich zbyt dużo, bo wiele
Rozm. i fot. Robert Lubomski
koncertuję. Ciągle trzeba coś
Oliwia Walewska, nagroda przewod. jury
Związane na co dzień z Młodzieżowym Domem Kultury im. Króla Maciusia wokalistki
Kinga Małkiewicz, Agnieszka Jezierska, Oliwia Walewska i Martyna Lasota reprezentowały Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Dziecięceej i Młodzieżowej
„Katiusza w Mytiszczi pod Moskwą. Z powodzeniem.
D
Jak odebrała pani płocką publiczność?
Martyna Lasota, wyróżnienie
Osiemnastoletnia Martyna
Lasota, która również wyjechała
z Rosji z Wyróżnieniem, to uczennica Jagiellonki. Zaczęła śpiewać w
pierwszych klasach podstawówki.
Pasjonuje ją taniec, sport, historia.
Gra na pianinie i wiele czyta. Lubi
dobre kino.
Pobyt ekipy z Płocka w Rosji
nie ograniczył się do udziału w Festiwalu „Katiusza”. Z Mytiszczi
jest zaledwie 20 kilometrów do
Moskwy. Nie można więc było nie
odwiedzić stolicy Rosji. Młode
dziewczyny z naszego miasta wraz
ze swoimi opiekunami zwiedziły
Katedry św. Bazylego i Kazańską,
Plac Czerwony, Centrum Handlo-
we przy Kremlu. Była również podróż moskiewskim metrem, które
pod względem wystroju stacji nie
ma sobie równych na świecie. Co
ciekawe, wagoniki do metra, nie
tylko moskiewskiego, ale również warszawskiego, produkuje
się w Mytiszczi. Wytwarzająca je
fabryka również stała się jednym
z punktów wycieczki. Sporych
emocji dostarczyła wizyta w Pałacu Sportu, gdzie w loży VIP płocczanki obejrzały mecz miejscowej
drużyny hokejowej z czeskimi
rywalami. Towarzyszył im w tej
eskapadzie mer miasta Aleksandr
Kazakov. n
Rafał Różycki
Lidia Koper, dyrektor MDK (z lewej) i młode artystki z Płocka z merem Mytiszczi Aleksandrem
Kazakovem
fot. MDK
Felietony
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
Violetta Kulpa: Loża radnego
Budżetowe obiecanki
W
p r zedostatnim
dniu 2013 roku
uchwałą Rady Miasta
Płocka przyjęto budżet
na kolejny 2014 rok.
Niestety, w budżecie
zabrakło szeregu obiecanych środków przez
prezydenta miasta,
m.in. 10,5 mln dla rad
osiedli na pokrycie po 500 tys. na
wnioski składane na przełomie
września i października tego
roku. Brakuje 2–3 mln złotych
dla płockiego ZOZ-u na pokrycie strat wytworzonych przez
zarząd spółki oraz podwyżki dla
pracowników spółki. Brakuje
zaplanowanych wydatków na
budżet obywatelski,
który również przez
zaniedbanie ze strony Urzędu Miasta
Płocka wprowadził
wiele niejasności
i nieprawidłowości,
które można było by wyeliminować na
początku wdrożenia
tego programu. Nie rozliczono
do dnia dzisiejszego pierwszej
edycji tego budżetu, Co zatem
mamy w budżecie miasta Płocka – nowe inwestycje z kwotą od
20 tys. do 200 tys. złotych, które
mają dać prezydentowi słowo
wytrych, że inwestycja została
wpisana do budżetu będziemy
pracować na projektem, a co
z wykonaniem, jak będą pieniądze, a kiedy? Nie wiadomo,
bo prezydent od ponad roku
nie potrafi radnym przedstawić
uaktualnionego Wieloletniego
Planu Inwestycyjnego, który
sam zdjął z porządku obrad.
Roczny plan wydatków majątkowych na 2014 rok zakłada
wydatkowanie jedynie 16 mln
złotych, tymczasem plan 2013
roku zakładał aż 40 mln złotych,
to wskazuje na skalę tych inwestycji, które planowane po 20 tys.
do 200 tys. złotych nie mają żadnych realnych szans na szybką
realizację, a jedynie bawienie się
z dwuletnim przygotowaniem
Michał Twardy: Temat miesiąca
Spokojnego roku
S
tyczeń to miesiąc bardzo
ciekawy. Ten pierwszy miesiąc nowego roku to miesiąc
wyczekiwany. Niby środek kalendarzowej zimy, ale pogo da wiosenna. Szybkie zmiany
w otaczającej nas przyrodzie
to znak, że ten rok będzie bardzo ciekawy i ambitny również
w politycznych obiecankach.
Przyroda czując nadmiar testosteronu wśród marzących
o mandacie radnego nie może
się zdecydować którą porę roku
wybrać. Czy sypnąć śniegiem
i pomrozić niskimi temperaturami aby uspokoić rozpalone
głowy czy rozgrzać jeszcze
bardziej pompowaną krew w
żyłach. Na szczęście styczeń to
miesiąc jakby nie było zimowy
więc mamy czas na kilka dłuższych oddechów przed wyborczą batalią.
Niedługo wielkie święto mogli być z nas
wszystkich rodzin a mianowi- dumni.
cie Dzień Babci (21 I) i Dzień
Zastanawiam się przy tej
Dziadka (22 I). Przez chwilę bę- okazji co przyniesie ten nowy rok
dziemy mogli z uśmiechem na właśnie emerytom i rencistom.
twarzach patrzeć jak najmłodsi W Płocku szara rzeczywistość
płocczanie ogarną piosenkami, starszych osób rozświetlana jest
wierszami i skromnymi prezen- przez Uniwersytet Trzeciego
tami własnej produkcji naszych Wieku oraz działalność różnego
seniorów. Z uśmiechem obser- rodzaju grup emeryckich przy
wuję córeczkę, która już prze- osiedlowych domach kultury. Ta
żywa swój występ na skromnej grupa społeczna może się poakademii w przedszkolu z okazji chwalić wyjątkową aktywnością
święta dziadków. Codziennie kulturalną i edukacyjną. Mając
w drodze do przedszkola i z po- możliwość przebywania pomięwrotem deklamuje wierszyki dzy emerytami i rencistami kilka
i ćwiczy śpiewanie piosenek. razy do roku na różnego rodzaju
Przypominają się moje przed- jubileuszach, śmiało mogę poszkolne czasy jak to razem z ko- wiedzieć, że część płocczan jest
leżankami i kolegami robiliśmy bardzo aktywna, potrafi się baróżnego rodzaju laurki, okleja- wić i niewiele potrzebuje do tej
liśmy plasteliną szklane butelki zabawy. Sympatyczne uśmiechy
po śmietanie. Staraliśmy się na twarzach podczas występów
bardzo aby babcia i dziadek artystycznych jednak nie po-
Marcin Motylewski: Patrząc z boku
Trynkiewicz czeka
na Raport Mniejszości
W
yobraźmy sobie,
że Polska to bogaty kraj fundujący
pracującym imigrantom zasiłki na dzieci
mieszkające w ich
rodzinnym kraju. Czy
w państwie, w którym
zagraniczne firmy są
obsobaczane przez
opinię publiczną za
„wyprowadzanie zysków za granicę”, można spodziewać się pochwały takiego rozwiązania?
Można, jeśli beneficjentami
są Polacy. Moralność Kalego to
przecież nasz częsty drogowskaz
etyczny. Polscy politycy nie są
więc lepsi od premiera Camerona,
który chce ograniczyć swobodę
przepływu ludzi wewnątrz Unii Europejskiej. Parlament Europejski
pogroził brytyjskiemu przywódcy
palcem, a nasi wybrańcy nawet
do niego zadzwonili. Poważniejsze
konsekwencje nie mogły go spo-
tkać. Wszyscy wiedzą,
że cała heca jest spowodowana majowymi
wyborami, w których
Partia Konserwatywna rywalizuje o głosy
z eurosceptyczną Partią Niepodległości i po
unijnej elekcji temat
ucichnie.
Martwimy się
o swobodę przepływu obywateli
wewnątrz UE, a sami ograniczamy swobodę przepływu Mariusza
Trynkiewicza. Gdyby faceta stać
było na dobrego adwokata, a politycy mieli odwagę nie podnieść
ręki za ustawą łamiącą podstawowe prawa człowieka, nikt nie
miałby prawa mu nic zrobić po
zakończeniu odsiadki. A tak to
polski podatnik będzie finansował czuwanie policyjnej specgrupy nad jednym człowiekiem,
a specustawa będzie czuwać nad
resztą więźniów, co niechybnie
wydłuży listę przeznaczonych do
pobytu w psychuszkach. Ustawa
miała dotyczyć 18 osób, ale zapisy są tak ogólne, że mogą objąć
niemal każdego. Już teraz lista
liczy 33 skazanych. Znalazł się
na niej sprawca tak ciężkiego
przestępstwa, jak włamanie do
altany działkowej.
Potencjalne skutki wprowadzonej ustawy objaśnił Paweł
Moczydłowski, były szef służby
więziennej. Jeżeli ktoś, kogo
można według tych przepisów
objąć dożywociem w zamkniętym zakładzie przymusowego
leczenia, wyjdzie na wolność i
kogoś zabije, to nacisk opinii publicznej wymusi na dyrektorach
zakładów karnych masowe kierowanie wniosków o przymusową
terapię. Lista będzie pączkować.
Zasada traktowania wątpliwości
na korzyść obywatela przegra
z pragnieniem świętego spokoju od dziennikarzy, nawet jeśli
nie reagują oni na problem tak
emocjonalnie, jak ich czytelnicy
i widzowie. Czy to szaleństwo ma
granice? Może powinniśmy wszyscy się przebadać? Kto przewidzi,
czy Kowalski albo Nowak popełnią przestępstwo w przyszłości?
Czy czeka nas świat z „Raportu
Mniejszości”, gdzie trzech oberjasnowidzów wystawia świadec-
11
dokumentacji na mały remont
ulicy. Na 28 zadań inwestycyjnych, aż 13 to jedynie zakres
prac przygotowawczych.
Ten budżet nie jest budżetem rozwoju dla tego miasta, ale
stagnacji i typowo wyborczym,
aby prezydent mógł się pochwalić, że wprowadził do budżetu
jedną, czy drugą inwestycję to
nic, że jedynie 20 tys. złotych,
to nic, że dokumentacja będzie
wykonywana przez dwa lata,
bo przecież niedługo są wybory samorządowe. Tak buduje
się obietnice, z których nic nie
wynika.
Podobnie jest z tworzeniem
wizerunku i promocją prezydenta za pieniądze podatników, za
każdym razem czytając bilbordy,
ulotki, kalendarze, zawsze jest
prezydent Nowakowski i jego
duże zdjęcie. Ponadto, dlaczego płocczanie mają finansować
studia prezydentowi za 53 tys.
złotych? Dlaczego włodarz tego
miasta na kalendarze z własnym
wizerunkiem wydaje 123 tys.
złotych?
Prezydent Miasta Płocka planuje w 2014 roku zaciągnąć kolejny kredyt na pokrycie deficytu
w wysokości 70 mln złotych.
W dniu 28 grudnia 2011 roku
prezydent Nowakowski mówił do
lokalnych mediów: – Przestajemy
miasto zadłużać. W 2012 roku
zadłużenie wzrośnie o 6 mln zł,
a w 2013 roku planujemy więcej
spłacać, niż zaciągać zobowiązań. W 2013 miasto zadłużył na
70 mln złotych, podobne zadłużenie wynika z planu na 2014 rok,
w związku z tym czym są słowa
kierowane do Płocczan, czy należy im dawać wiarę i nabierać na
gładkie słowa i obietnice, które
nie mają pokrycia w rzeczywistości? n
trafią w 100 procentach
zakryć codziennych problemów egzystencjalnych.
Niskich emerytur i rent
oraz obaw o wnuki i prawnuki, o ich przyszłość
i los. O ile nasi seniorzy
mają gdzie spacerować,
ćwiczyć na świeżym powietrzu i się spotykać to
już siedziba ich związku
nie napawa optymizmem. Ale
cóż, wszystko przed nami, to
przecież dopiero styczeń. Mikołaj może rozdawać prezenty
całym rokiem.
Nie mogę się również nie
odnieść do ostatnio zasłyszanej
w nowym roku propozycji SLD
na temat powrotu do dawnego
systemu administracyjnego
czyli 49 województw. Nie wiem
skąd takie pomysły ci ludzie
mają. To typowo populistyczne
mamrotanie o wspaniałej przyszłości naszego kraju. Pomysł,
którym będą mącić przez kilka
najbliższych miesięcy ludziom
w głowach, jest naprawdę beznadziejny. Przyszłość to ob szary metropolitalne, dobrze
zurbanizowane, mające siłę
zarówno w liczbie mieszkańców
jak i możliwościach gospodarczych. W takim kierunku patrzy
Unia Europejska. Ciekawe czy
władze tej ostatnio bardzo aktywnej partii zastanowiły się ile
miliardów złotych kosztowała
Polaków zmiana poprzedniego
systemu administracyjnego
w Polsce. Czy ich śmiałe hasło
powrotu do przeszłości to początek powrotu do PZPR czy
może chęć wydania kolejnych
miliardów aby delektować się
własną głupotą. Na szczęście
opinia publiczna pokazała co
myśli o nierealnych rozwiązaniach proponowanych przez
SLD. Tylko 30 proc. respondentów pozytywnie opowiedziało
się do kosztownej dla podatnika
kolejnej propozycji zmiany układu administracyjnego w Polsce.
Takie pomysły pokazują tylko
świadomość niektórych polityków o przyszłości jaka może nas
czekać gdy im uwierzymy.
Z okazji objawionego już nowego 2014 roku życzę wszystkim
czytelnikom spokoju oraz roztropności w podejmowaniu deMichał Twardy
cyzji. n
twa moralności, a każdy negatywnie zweryfikowany będzie
mógł pokładać nadzieję tylko
w braku jednomyślności proroków (o ile w ogóle różnica zdań
będzie brana pod uwagę)?
Cały ten kociokwik o seryjnym mordercy z Piotrkowa skupia się na likwidacji skutków.
Nikt w medialnej dyskusji nie
zająknął się o przyczynie problemu, czyli o wprowadzeniu
moratorium na wykonywanie
kary śmierci w 1988 roku. Do dziś
nie wiemy, kto to zrobił (żaden
konstytucyjny organ władzy publicznej nie wydał w tej sprawie
decyzji) i w jakim celu (czyżby
PRL aspirowała do integracji
z Unią?). Gdyby wyroki były wykonywane, o Trynkiewiczu mówiono by dziś tylko w czasie przeszłym studentom resocjalizacji
i słuchaczom szkół policyjnych.
I żeby było jasne: komuna nie
jest wszystkiemu winna. Amnestię zamieniającą Mariuszowi
Trynkiewiczowi karę śmierci na
25 lat więzienia wprowadziła już
III RP. Kolejny przykład znakomitego współdziałania tych, którzy
zasiedli przy Okrągłym Stole.
Można było się tak nie spieszyć
i poczekać na wprowadzenie
kary dożywocia do kodeksu karnego – to też byłoby jakieś wyjście
z sytuacji. Zbyt wielu ludziom
zabrakło wyobraźni, a wyobraźnia, jak mawiał Einstein, jest od
wiedzy ważniejsza.
Żadne media nie odważą się
powiedzieć czegokolwiek dobrego
o karze śmierci, aby nie podważyć
zasadności zaliczania Polski do
rodziny „cywilizowanych” krajów
i decyzji podejmowanych przez
trzęsących portkami przed Unią
polityków. Takie są tematy tabu
w III RP. Wszystko po to, aby
w razie jakiegoś nieszczęścia sterowani medialną cenzurą ludzie
wiedzieli, kogo obarczyć odpowiedzialnością za zło. Państwo ma
być winne za to, że za słabo pilnuje
obywateli, a nie za to, że ruguje
skuteczne rozwiązania z arsenału
dostępnych kar. To znakomite alibi, aby przykręcić mocniej śrubę
i jeszcze bardziej zbliżyć się do
modelu Wielkiego Brata.
W całej sprawie jest bonusowy
smaczek dla Czytelników „Naszego Płocka”. Jeżeli Trynkiewicz
jednak zostanie skierowany na
leczenie, to może trafić do Regionalnego Ośrodka Psychiatrii Sądowej w Gostyninie, czyli będzie
przebywał na obszarze ukazywania się naszego periodyku. n
Marcin
Motylewski
Violetta Kulpa
12
Sport
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
Ranking piłkarzy nożnych Wisły Płock według Rafała Różyckiego
Futbolowa jesień w pigułce
Jesienią 2013 roku piłkarze Wisły rozegrali 18 meczów pierwszej ligi
(17 z rundy jesiennej i jeden awansem z rundy wiosennej 2014) oraz
jeden pucharowy. Żaden z płockich graczy nie zagrał we wszystkich
dziewiętnastu spotkaniach. Dwaj – Paweł Magdoń i Krzysztof Janus
wystąpili w osiemnastu pojedynkach. Ale tylko Paweł Magdoń
grał we wszystkich meczach od pierwszej do ostatniej minuty.
Czytelnikom magazynu „Nasz Płock” proponujemy subiektywne
podsumowanie dokonań poszczególnych zawodników. Najwyższe
miejsca w naszym zestawieniu zajmują ci, którzy spędzili na boisku
najwięcej czasu. Najniższe zaś ci, których udział w szóstym miejscu
zajmowanym przez Wisłę po jesieni 2013, jest wręcz symboliczny.
Wielu absolutnie drugoplanowych graczy zaliczyło tylko jeden
występ – w oddanym praktycznie bez walki Pucharze Polski. Kiedy
płocczanie mieli rozgrywać rundę przedwstępną PP, trener Marcin
Kaczmarek posłał do Kleczewa rezerwy, a podstawowi zawodnicy
grali w tym czasie mecz kontrolny z Widzewem Łódź.
Paweł Magdoń
Stoper. Dość niespodziewanie,
chociaż tylko dla niewtajemniczonych, został kapitanem zespołu,
gdy Cezary Stefańczyk „wygryzł”
z pierwszego składu Łukasza
Nadolskiego. „Madzia”: wystąpił
w 18 meczach od pierwszej do
ostatniej minuty, co dało mu 1620
minut spędzonych na boisku.
W pierwszej lidze nie zdobył żadnej bramki, ale jego wycieczki na
pole karne rywali stały się nieodłącznym elementem taktyki, gdy
Wisła wykonywała stałe fragmenty
gry. Dzięki swoim doskonałym
warunkom fizycznym skupiał
uwagę rywali, którzy starali się
pilnować głównie rosłego obrońcę, odpuszczając przy tym krycie
niższych graczy. Trudno wyobrazić
sobie funkcjonowanie płockiej
defensywy bez tego stopera, który braki w szybkości doskonale
nadrabia doświadczeniem, umiejętnością odczytywania zamiarów
przeciwnika, doskonałym timingiem i ustawianiem się na boisku
w optymalnym miejscu.
Krzysztof Janus
Pomocnik, który był jednym
z najważniejszych ogniw zespołu
prowadzonego przez trenera
Marcina Kaczmarka. Wyszedł
w pierwszym składzie w 18 meczach. W 16 dograł do ostatniej
minuty, tylko dwukrotnie będąc
zmieniony. W rundzie jesiennej
jedynie raz ukarany został żółtą
kartką. Był prawdziwym motorem
napędowym Wisły. Doskonale
współpracuje z pozostałymi graczami ofensywnymi. To właśnie
on wielokrotnie swoimi precyzyjnymi podaniami otwierał im
drogę do bramkowych zdobyczy.
A kiedy była taka możliwość, sam
wykańczał akcje. Dzięki temu na
jego koncie widnieje pięć trafień
w meczach pierwszej ligi.
Jacek Góralski
Defensywny pomocnik. Wystąpił w 17 meczach, czternastokrotnie grając od pierwszej
do ostatniej minuty. Tylko trzy
razy nie dotrwał do końcowego
gwizdka, spędzając na boisku
1501 minut. Uzbierał sześć żółtych
kartek. Taki urobek nie dziwi
jednak nikogo, kto obserwował
„Górala” w akcji. Chociaż jego warunki fizyczne nie są może oszałamiające, imponuje niesamowitą
zaciętością. To gracz, dla którego
nie ma żadnych straconych piłek. Absolutnie niezastąpiony w
destrukcji, ma niewielkie braki
w grze ofensywnej. Trenerzy nie
wymagają jednak od niego, aby
angażował się w konstruowanie
akcji zaczepnych.
Cezary Stefańczyk
Obrońca. Spędził na boisku
1499 minut, czyli tylko dwie mniej
niż Jacek Góralski. Pozyskany
z Górnika Łęczna obrońca przebojem wdarł się do pierwszego składu Wisły, zajmując miejsce samego
Łukasza Nadolskiego. Trener
Marcin Kaczmarek od początku
stawiał na gracza pozyskanego
w przerwie letniej. I nie zawiódł się,
bo wychowanek RKS-u Radomsko błyskawicznie stał się filarem
płockiej defensywy. Nie unikał
ostrej gry, przez co zebrał pięć
żółtych kartek i jedną czerwoną.
Ale w ten właśnie sposób budził
spory respekt wśród rywali, którzy
woleli nie ryzykować spotkania
z nim barkiem w bark. Zagrał
w siedemnastu meczach, tylko raz
schodząc przed czasem, gdy zobaczył drugą żółtą, a w konsekwencji
tego czerwoną kartkę.
Janusz Dziedzic
Pomocnik. Zagrał w siedemnastu meczach, ale tylko w ośmiu
z nich przebywał na boisku od
pierwszej do ostatniej minuty. Zazwyczaj wychodził w pierwszym
składzie, chociaż raz zdarzyło
się, że zaczynał jako rezerwowy.
Łączny czas jego gry to 1334 minuty. Zdobył cztery gole, w tym
jednego z rzutu karnego. Jednej
jedenastki nie zdołał wykorzystać.
Ma na koncie cztery żółte kartki
i jedną czerwoną. Jest jednym z
najbardziej zaufanych zawodników trenera Marcina Kaczmarka.
Często kibice miewali do niego
pretensje za niewykorzystane sytuacje, obciążając Dziedzica winą
za porażki lub remisy. Nie można
jednak nie zauważyć, że rutynowany pomocnik wypracował lub
zdobył kilka niezwykle istotnych
bramek.
Filip Burkhardt
Pomocnik. Chociaż wystąpił
w 17 meczach Wisły, tylko sześć
razy dotrwał do końcowego gwizdka. Zawsze jednak wychodził
w pierwszym składzie. Na placu
gry przebywał łącznie przez 1295
minut. Tylko raz wpisał się jesienią
na listę strzelców. Za to pięć razy
karany był żółtą, a raz czerwoną
kartką. Zawodnik kreowany na
jednego z liderów płockiego zespołu wciąż nie do końca odnajduje się
w tej roli. Jeżeli nie zacznie spełniać pokładanych w nim nadziei,
przyszłość „Burego” w Wiśle może „Hiszpan”. I spisywał się na tyle
stanąć pod znakiem zapytania. dobrze, że grał już do ostatniego
Szkoda, bo to zawodnik z dużym jesiennego meczu. Jeśli będzie się
potencjałem. Kiedyś, jako gracz w dalszym ciągu tak dobrze rozwiAmici Wronki i Lecha Poznań, jał, wiosną może stać się pewnym
uchodził za jedną z nadziei pol- punktem zespołu. I to wcale nie ze
skiej piłki nożnej.
względu na swój wiek.
Marcin Krzywicki
Napastnik. Najwyższy zawodnik w polskiej lidze, mierzy 200
cm. Rozegrał 17 meczów, ale tylko
cztery w pełnym wymiarze czasowym. Trzykrotnie wchodził na boisko z ławki rezerwowych. Zaliczył
jesienią 1193 minuty na placu gry.
Tylko dwa razy ukarany żółtą kartką. Zdobył siedem bramek, będąc
najlepszym strzelcem Wisły tej
części sezonu. Najlepszym, aczkolwiek nie do końca najskuteczniejszym. Gdyby wykorzystał chociaż
połowę swoich podbramkowych
okazji, jego strzelecki dorobek
byłby znacznie bardziej okazały.
Częściowym wytłumaczeniem
dla „Krzywego” może być brak
pomocników, którzy obsługiwaliby go dokładnymi podaniami.
Wielokrotnie zdarzało się, że rosły
napastnik wikłał się w walkę w narożniku pola karnego, tracąc przy
tym mnóstwo sił i energii. A gdy
nadarzała się wreszcie okazja do
zdobycia gola, często brakowało
precyzji.
Paweł Kaczmarek
Pomocnik. Pozyskany z olsztyńskiego Stomilu był drugim,
obok Cezarego Stefańczyka, udanym letnim transferem Wisły.
Zagrał w czternastu meczach, chociaż tylko w sześciu przez pełne 90
minut. Spędził na placu gry 1112
minut. Zobaczył jedną żółtą kartkę. Nie zdobył wprawdzie żadnego
gola, ale jego rola w płockiej drugiej linii jest nie do przecenienia.
Wiosna w wykonaniu tego gracza
można być jeszcze lepsza.
Fabian Hiszpański
Seweryn Kiełpin
której w bramce zastąpił go Seweryn Kiełpin. Gdy wyleczył swój
uraz, musiał pogodzić się z rolą
rezerwowego. Można jednak być
pewnym, znając jego sportową
ambicję, że w przerwie zimowej
zrobi wszystko, aby wiosnę znowu spędzić między słupkami jako
pierwszy bramkarz.
Bartłomiej Sielewski
Pomocnik. Rozegrał dziewięć
meczów, w tym pięć od pierwszej
do ostatniej minuty. Raz wchodził
z ławki rezerwowych. Spędził
na boisku 671 minut. Tylko raz
ukarany żółtą kartką. Nie do
końca spełnił pokładane w nim
oczekiwania. Sam zresztą nie
ukrywał, że liczył na więcej. Zanim
zakończyła się piłkarska jesień,
poprosił o rozwiązanie kontraktu
za porozumieniem stron. Władze
Wisły spełniły jego prośbę bez
większego żalu.
Bramkarz. Zagrał w bramce
w 11 meczach, oczywiście we
wszystkich w pełnym wymiarze.
Sezon rozpoczął jako rezerwowy,
ale gdy Daniel Szczepankiewicz
doznał kontuzji, okazał się jego
godnym zastępcą. Do tego stopnia,
że pozostał między słupkami płockiej bramki aż do końca piłkarskiej jesieni. Tylko pięć porażek,
jakie zanotowała Wisła jesienią
w pierwszej lidze, to w dużej mierze zasługa doskonałej postawy
bramkarza.
Pomocnik. Zaliczył 14 występów. Gdy wychodził w podstawowym składzie, dziesięciokrotnie,
nigdy nie był zmieniany. Cztery
razy zaczynał jako rezerwowy.
Jego jesienny dorobek to 947
minut, dwie żółte kartki i zaledwie jedna bramka. Chociaż jako
defensywny pomocnik spełnia na
boisku nieco inne funkcje, kibice
przyzwyczaili się do tego, że „Dino”
potrafi zaskoczyć bramkarza przeciwników. Niestety, ostatnio zbyt
rzadko wykorzystuje swoje strzeleckie umiejętności. Jeśli jednak
chodzi o podstawowe boiskowe
zadania, nie można mu prawie
nic zarzucić.
Marko Radić
Obrońca. Serb, zagrał w dziewięciu meczach, tylko raz opuszczając boisko przed końcowym
gwizdkiem sędziego. Spędził na
boisku 799 minut, dwukrotnie
karany żółtymi kartkami. Jeden
z kluczowych graczy płockiej defensywy. Zdarzały mu się jednak
wręcz koszmarne błędy, po których rywale mieli otwartą drogę do
bramki Wisły. Jeśli nie ustabilizuje
formy na odpowiednio wysokim
poziomie, wiosną może mieć
poważne problemy z miejscem
w pierwszym składzie.
Pomocnik. Dwanaście razy
wychodził na boisko, zaliczając
aż 11 występów od pierwszej do
ostatniej minuty. Tylko raz pojawił
się w grze jako rezerwowy. Grał
łącznie przez 1013 minut, dwukrotnie będąc ukaranym żółtą
kartką. Nie od razu stał się podDaniel Szczepankiewicz
stawowym graczem, ale z czasem
Bramkarz. Wystąpił w ośmiu
zdołał wywalczyć miejsce w pierwszym składzie. Pomogła mu w tym meczach od pierwszego do ostattrochę kontuzja Daniela Szcze- niego gwizdka, czyli 720 minut.
pankiewicza, który w pierwszej Młodzieżowiec zaczął doskonale,
fazie sezonu wystawiany był jako ale zdarzyło mu się również kilka
młodzieżowiec. Gdy jednak musiał błędów. Kibice zaczęli domagać
pauzować, w roli młodzieżowca się zmian w płockiej bramce, gdy
na boisku pojawiać się zaczął „Szczepan” doznał kontuzji, po
Arkadiusz Mysona
Piotr Wlazło
Pomocnik. Żelazny rezerwowy.
Na 12 meczów, w których występował, tylko raz zagrał w pełnym
wymiarze czasowym. Dziesięciokrotnie wchodził na boisko z ławki
rezerwowych. Grał łącznie przez
364 minuty. Dwa razy upominany
żółtą kartką. Ściągnięty do Płocka
jako defensywny pomocnik, który
w meczach z czołowymi ekipami
pierwszej ligi miał grać obok Jacka Góralskiego. Trener Marcin
Kaczmarek rzadko jednak grał
z dwoma defensywnymi pomocnikami, stąd Piotr Wlazło zazwyczaj pojawiał się jako zmiennik.
Zastępował jednak również graczy
ofensywnych. I trzeba przyznać, że
jako zawodnik wchodzący z ławki
radził sobie całkiem nieźle. Czy
wiosną zadowoli się taką rolą,
czy zechce powalczyć o miejsce
w pierwszym składzie? Na razie
ciężko przewidzieć.
Łukasz Sekulski
Napastnik. Żaden z graczy tak
bardzo jak on nie zasługuje na
miano króla sparingów. Podczas
przygotowań do każdej kolejnej
rundy daje z siebie wszystko, bryluje wśród zawodników ofensywnych, zdobywa mnóstwo bramek.
Kiedy jednak rozpoczyna się liga,
znika jego zadziorność i zdolność
zdobywania bramek. Jesienią
wystąpił w 13 meczach, lecz ani
razu nie zagrał w pełnym wymiarze czasowym. Dziewięciokrotnie
wchodził do gry jako rezerwowy.
Spędził na boisku 356 minut. Na
jego koncie jest jedna żółta kartka.
Nie ma za to, niestety, chociażby
Sport
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
jednej zdobytej bramki. A to właśnie z goli rozliczani są napastnicy.
Jeśli nie weźmie się solidnie do
pracy, wiosna 2014 może stać się
ostatnim akordem jego przygody
z płocką Wisłą.
Łukasz Nadolski
Obrońca. Jeszcze wiosną 2013
roku trudno byłoby sobie wyobrazić płocki zespół bez tego doświadczonego gracza, pełniącego
funkcję kapitana. A jednak... kiedy
do Płocka trafił Cezary Stefańczyk,
okazało się, że „Nadol” stracił
miejsce w pierwszym składzie, a co
za tym idzie, również kapitańską
opaskę. Jesienny dorobek Nadolskiego to zaledwie siedem meczów,
w tym tylko dwa pełne. Cztery razy
„Nadol” wchodził do gry jako rezerwowy. Spędził na boisku 311 minut,
dostał pięć żółtych kartek. Gdy
pojawiał się na boisku, nie schodził
poniżej pewnego poziomu. Trener
bardziej jednak ufał Stefańczykowi. Po zakończeniu piłkarskiej
jesieni Łukasz Nadolski poprosił
więc o rozwiązanie kontraktu.
Tomasz Grudzień
Pomocnik. Jeden z nielicznych
już grających w pierwszej drużynie wychowanków naszej Wisły.
Wystąpił w 14 meczach, ale aż 13
razy wchodził jako rezerwowy.
Zazwyczaj w ostatnich minutach.
Przez 259 minut gry zobaczył jedną
żółtą kartkę, popisał się kilkoma
efektownymi akcjami. Nie zdobył
żadnego gola. Bardzo ambitny
i waleczny, ale czasami to zbyt
mało, aby powalczyć o miejsce
w pierwszej jedenastce pierwszoligowca. Wiosna 2014 roku może być
jego „być albo nie być” w Wiśle.
Piłka nożna
Dawid Abramowicz
Obrońca. Nie brakuje w Płocku
żartownisiów, którzy uważają, że
został ściągnięty do Wisły wyłącznie dzięki swojemu nazwisku. Nie
ma jednak nic wspólnego z właścicielem Chelsea Londyn. Dwa razy
wchodził z ławki rezerwowych,
grając łącznie przez 83 minuty. Czy
wiosną powalczy o coś więcej?
Pucharowicze
Listę zawodników, którzy jesienią 2013 roku wystąpili w oficjalnych meczach Wisły Płock uzupełniają młodzieżowcy, którzy zagrali
w wyjazdowym meczu Pucharu
Polski z lokalną drużyną spod
Konina Sokół Kleczew: Dawid
Adamczyk, Damian Dombrowski,
Bartosz Felbór, Dawid Jabłoński,
Eryk Padzik, Igor Promis, Kamil
Staniszewski, Piotr Stępniak, Konrad Subocz, Seweryn Truskolaski,
Grzegorz Wawrzyński. Jednobramkowa porażka była poniekąd aktem zamierzonym, ponieważ trener
Marcin Kaczmarek na konferencji
prasowej przed sezonem zhierarchizował cele pierwszego zespołu.
Na liście priorytetów nie znalazła
się rywalizacja w tegorocznej edycji
Pucharu Polski. n
Rafał Różycki
ostatniej minuty. Rywale, chociaż nieznacznie wyżej notowani
w pierwszoligowej tabeli, nie mieli
wiele do powiedzenia. Płocczanie
zdobyli aż pięć bramek i żadnej
z nich nie można określić miakiego klubu, zdobył jednego gola nem przypadkowej. Każda padła
i zaliczył jedną asystę. Na tyle po bardzo efektownych akcjach
spodobał się trenerowi Marcinowi całego zespołu.
Kaczmarkowi, że ten postanowił
Poza testowanym Estończydołączyć go do ekipy wyjeżdżają- kiem w zespole Wisły zadebiucej na zgrupowanie w Centralnym towali również dwaj młodzi wyOśrodku Sportu w Cetniewie. chowankowie płockiego klubu
– Mam nadzieję, że uda nam się – Damian Dombrowski i Krzysztof
pozyskać jeszcze jakiegoś młodzie- Garczewski. Obaj spisali się co
żowca – zapowiada trener Marcin najmniej przyzwoicie.
Kaczmarek. – Byłbym bardzo
Dolcan Ząbki – Wisła Płock 0:5
zadowolony, jeśli byłby to zawod- (0:2). Bramki: Taar (8.), Krzywicki
nik grający na pozycji skrajnego (34.), Dziedzic (57.), Sekulski (67.)
i Grudzień (79.) Dolcan: Kryczka
pomocnika.
Podczas obozu przygotowaw- – Długołęcki, Klepczarek, Matuszczego w Cetniewie gracze Wisły czyk – Jakubik, Matuszek, Osoliński,
popracują przede wszystkim nad Łuszkiewicz, Tarnowski – Piesio,
siłą, motoryką i wytrzymałością. Wiśniewski (II połowa) HumerNie zabraknie jednak ćwiczeń ski (75. zaw. testowany) – Menzel,
Zembrowski, Brodziński – Świertypowo piłkarskich oraz gier konblewski, Wiśniowski, Bazler, Szałek,
trolnych. Najciekawiej zapowiada
Sierpina – Prejs, Kubicki. Wisła:
się z mającą wciąż ekstraklasowe Kiełpin – Hiszpański, Sielewski, Magaspiracje Arką Gdynia. Jeżeli za- doń, Abramowicz – Janus, Góralski,
wodnicy prowadzeni przez trenera Wlazło, Taar, Kaczmarek – Krzywicki
Marcina Kaczmarka zaprezentują (II połowa) Szczepankiewicz – Stesię w konfrontacji z gdynianami tak fańczyk, Sielewski, Radić, Hempel
jak w sparingu z Dolcanem Ząbki, – Grudzień, Burkhardt, Góralski (60.
można będzie spodziewać się bar- Dombrowski), Dziedzic, Hiszpański
dzo interesującego widowiska.
(65.) Garczewski – Sekulski. n
W spotkaniu z Dolcanem WiRafał
sła przeważała od pierwszej do
Różycki
Bez szaleństw i rewolucji
Piłkarze płockiej Wisły wiosną 2014 roku walczyć będą o jak najwcześniejsze zapewnienie sobie pierwszoligowego bytu. I spokojne budowanie zespołu, który w przyszłości mógłby walczyć o wyższe cele.
J
esienią 2013 roku o rozwiązanie
kontraktów poprosili Arkadiusz Mysona i Łukasz Nadolski.
O ile jednak pierwszy nie zdążył
wiele wnieść do zespołu i można
było pożegnać się z nim bez większego żalu, odejście „Nadola” było
dla Wisły poważną stratą. Nawet
w sytuacji, gdy stracił on – na rzecz
Cezarego Stefańczyka – miejsce
w wyjściowym składzie. Będąc
jedynie zawodnikiem rezerwowym,
wciąż pozostawał nieformalnym
przywódcą zespołu.
Życie nie znosi jednak próżni.
Dlatego natychmiast po rozstaniu
się z Łukaszem Nadolskim władze
klubu rozpoczęły poszukiwania
następcy. I bardzo szybko udało
się go znaleźć. Umowę z Wisłą
podpisał 26-letni Kamil Hempel.
Lewonożny zawodnik równie swobodnie czuje się na lewej obronie,
co na lewej stronie pomocy. Gracz,
który przeszedł do Płocka ze Stomilu Olsztyn, występował również
w Miedzi Legnica, Motorze Lublin
i Arce Gdynia, a nawet w juniorskiej drużynie AC Perugia.
– Mam nadzieję, że Kamil znacznie wzmocni rywalizację na lewej
stronie boiska. Będzie miał tam za
rywala Dawida Abramowicza, który wprawdzie rozegrał w naszych
barwach zaledwie jeden mecz, ale
myślę że stać go na wiele – mówi
trener Wisły Marcin Kaczmarek.
Kolejnym zawodnikiem, który
pojawił się w Płocku, był Albert
Taar. Estończyk, który występował w najwyższej klasie rozgrywkowej swojego kraju, grał również
w meczach eliminacyjnych Ligi
Europy. Można więc powiedzieć,
że ma już doświadczenie zdobyte
nie tylko na boiskach ligowych,
ale również na arenie międzynarodowej. Tym bardziej, że grywał
w młodzieżowych reprezentacjach swojego kraju. Na razie
Taar jest w Wiśle testowany, ale
początek miał bardzo obiecujący.
W pierwszym meczu kontrolnym,
w którym zagrał w barwach płoc-
Tenis stołowy
Huśtawka nastrojów
Bartłomiej Grzelak
Napastnik. Gdy rosły wychowanek Wisły po wielu latach przerwy – Kujawiak Włocławek, Unia
Janikowo, Legia Warszawa, ŁKS
Łódź, Górnik Zabrze etc – pojawił
się w Płocku, wiele osób wiązało
z nim bardzo poważne nadzieje.
Na treningach prezentował się na
tyle dobrze, że zdołał zyskać zaufanie sztabu trenerskiego. Pięć razy
wychodził na boisko jako rezerwowy, spędzając na placu gry łącznie
112 minut. To jednak stanowczo
za mało na zawodnika o takim
doświadczeniu i potencjale. Jesień
2013 nie była czasem dobrym dla
tego napastnika, który był uznawany za jeden z największych
płockich talentów. Wiosną raczej
nie zobaczymy go w niebieskobiało-niebieskich barwach.
13
Katarzyna Bagrowska i Aleksandra Lau (w głębi)
rozstrzygnęły między sobą finał II Wojewódzkiego Turnieju Kwalifikacyjnego Juniorek
J
eszcze tak nie było w żadnej
kategorii wiekowej, by w jednym z trzech rozgrywanych w
sezonie Wojewódzkich Turniejów
Kwalifikacyjnych do Mistrzostw
Polski na dwóch pierwszych stopniach podium stanęły zawodniczki
Nadwiślanina Płock. A tak się
stało w grudniu w Nadarzynie,
gdzie finał w WTK juniorek był
sprawą wewnątrzklubową. Po
trzymającym w napięciu pojedynku Aleksandra Lau pokonała
Katarzynę Bagrowską 3:2 (8-11,
9-11, 11-9, 14-12, 11-9). Obie zawodniczki zapewniły sobie tym
samym prawo startu w II Grand
Prix Polski Juniorek, które odbędzie się w Bilczy pod Kielcami.
Pozostałe trzy juniorki z Nadwiślanina zamierzają jeszcze powalczyć
o udział w Grand Prix w turnieju
eliminacyjnym, który odbywa się
przed głównymi zawodami.
W ostatnich pierwszoligowych
meczach zeszłego roku dziewczęta Nadwiślanina wywalczyły trzy
małe punkty za zwycięskie gry. W
Międzyzdrojach para Lau/Bagrowska sprawiła niespodziankę, pokonując na pierwszym silniejszym
stole debel tamtejszego Chrobrego – Anna Zielińska/Wioleta Witkowska 3:1. Potem w Płocku w meczu ze spadkowiczem z ekstraklasy
Stellą Niechan Gniezno jedną
wygraną dołożyła ściągnięta na pomoc Małgorzata Przybylska, była
zawodniczka Spółdzielcy Płock,
z którym wywalczyła w latach
90. trzecie miejsce w ekstraklasie
kobiet i prawo gry w europejskich pucharach. Trzeci honorowy
Tylko niepoprawni optymiści mogli liczyć na zdobycze punktowe pierwszoligowego zespołu kobiet Nadwiślanin BS Mazowsze Płock w ostatnich meczach
pierwszej rundy i na początku rundy rewanżowej. W każdej dyscyplinie wicelider tabeli czy spadkowicz z ekstraklasy są raczej poza zasięgiem beniaminka.
Dziewczęta z Płocka na przełomie roku zainkasowały jednak dwa punkty.
Wydział Rozgrywek PZTS przyznał je debiutującym w I lidze płocczankom
za walkower w meczu, w którym wśród rywalek wystąpiła nieuprawniona
zawodniczka. A w rozgrywkach indywidualnych historyczny sukces stał się
udziałem Aleksandry Lau i Katarzyny Bagrowskiej.
punkt, tym razem w wyjazdowym
meczu z wiceliderem tabeli MRKS
Gdańsk uzyskała Aleksandra Lau,
pokonując 3:2 uzdolnioną Julię
Witkowską. Niestety, w ostatnim
spotkaniu pierwszej rundy z IKTS
Noteć Inowrocław płocczanki nie
zdobyły nawet małego punktu.
Nie obroniły Pucharu
Pierwsze starty w nowym roku
nie przyniosły jeszcze zawodniczkom Nadwiślanina sukcesów. Ale
tak czasami jest, kiedy mierzy
się szczególnie wysoko. Awans
do turnieju grupowego II Grand
Prix Polski seniorek, rozegranego w Zawierciu, okazał się poza
naszym zasięgiem. Annie Nowakowskiej zabrakło tylko jednego
zwycięstwa, by grać wśród 64
najlepszych seniorek w Polsce, zaś
Anna Wereszczaka, którą oceniano,
że nie jest bez szans w rywalizacji
z przeciwniczkami w swojej grupie
eliminacyjnej, musiała zadowolić się wygranymi pojedynczych
setów w pojedynkach przeciwko
Patrycji Danaj i Dominice Banaś.
Udział w tych zawodach kosztował obie płocczanki tyle sił, że nie
mogły wesprzeć zespołu w walce
o wojewódzki Drużynowy Puchar
Polski kobiet. W finale rozegranym
w stolicy 4:1 wygrały warszawianki,
ale o wszystkim zadecydowała
przegrana 2:3 Oli Lau i Kasi Bagrowskiej w grze podwójnej przeciw Agacie Zakrzewskiej i Hannie
Prusińskiej. Honorowy punkt za
zwycięską grę, zdobyła w stolicy
Aleksandra Lau pokonując 3:0
szóstą zawodniczkę I Grand Prix
Polski Juniorek, Monikę Klimczak.
Płoccy działacze mieli jednak pre-
tensje do Wydziału Rozgrywek Mazowieckiego Związku Tenisa Stołowego za dopuszczenie do gry Agaty
Zakrzewskiej. Ta niewątpliwie
najbardziej utalentowana w kraju
juniorka młodsza, aż do meczu
w Pucharze Polski nie występowała
w kobiecych ligowych rozgrywkach,
a tylko za specjalnym zezwoleniem
WR, w lidze męskiej.
– Mimo różnych decyzji w tym
zakresie podejmowanych w przeszłości przez związek wobec innych zawodniczek, w tym sezonie
Agacie Zakrzewskiej pozwolono
grać z mężczyznami. Teraz może
grać znów z kobietami. Wydział
Rozgrywek Mazowieckiego Związku Tenisa Stołowego podejmując
bardzo uznaniowe decyzje, zdaje
się zachowywać jednocześnie tak
jakby był zwolennikiem filozofii
gender – kiedy trzeba zawodniczka traktowana jest jak mężczyzna,
a jak zachodzi inna konieczność
to na powrót w świetle regulaminu
jest kobietą – komentuje sytuację
Rafał Wereszczaka.
Wicelider za silny
Dwa dni po porażce z drugoligowym Halsem Warszawa płocczanki wracały do pierwszoligowych stołów z nieco spuszczonymi
głowami. Z wiceliderem tabeli,
ekipą Morskiego Klubu Sportowego Gdańsk przegrały u siebie
na sucho, ale nieco postraszyły
Agnieszkę Kaczmarek, rakietkę
numer jeden przyjezdnych. Anna
Wereszczaka urwała jej nawet seta
a Sylwia Szelkowska walczyła
z gdańszczanką jak równa z równą,
drugiego seta przegrywając dopiero na przewagi 12-14.
Płocczanki były bliskie zdobycia dwóch małych punktów w
tym meczu. Jednak zarówno parze
Lau/Bagrowska w grze przeciw
Honoracie Olczak i Agacie Dudzie, jak i Annie Nowakowskiej
w pojedynku z juniorką młodszą
Mają Miklaszewską wyjątkowo
pechowo poszły piąte, decydujące
o wygranych sety i skończyło się
na zerze.
– Wasze dziewczyny grają lepiej niż przed miesiącem w Gdańsku – pocieszał płockich działaczy
po spotkaniu Ryszard Weisbrodt,
były prezes PZTS, a obecnie trener
zespołu dziewcząt MRKS. – Liczymy na to, że będą grały jeszcze
lepiej i doczekamy się w końcu
zwycięstwa, być może już pod
wodzą nowego trenera – dodają
płoccy działacze, nie zrażeni dotychczasowymi porażkami.
W lutym płocczanki zagrają aż
w trzech meczach, jednak znów
z zespołami z górnej części tabeli.
Optymiści liczą na zwycięstwa
wraz z nadejściem kalendarzowej
wiosny, kiedy nadwiślanki mierzyć
się będą z ekipami ze strefy spadkowej. n
Jerzy Tuchanowicz
Terminarz meczów
Nadwiślanina BS Mazowsze
8 lutego (g. 15.00): Galaxy – Nadwiślanin BS Mazowsze
15 lutego (g. 16.00, ZSEK w Płocku): Nadwiślanin BS Mazowsze
– Chrobry
22 lutego (g. 16.00): Agro Sieć –
Nadwiślanin BS Mazowsze
15 marca (g. 16.00) Noteć – Nadwiślanin BS Mazowsze
22 marca (g. 16.00 ZSEK w Płocku): Nadwiślanin BS Mazowsze
– GKTS Gdańsk
29 marca (g. 16.00): Stella Niechan
– Nadwiślanin BS Mazowsze
5 kwietnia (g. 16.00, ZSEK w Płocku): Nadwiślanin BS Mazowsze
– Klubsovit
26 kwietnia (g. 16.00): Polmlek
Zamer II – Nadwiślanin BS Mazowsze
14
Komunikaty
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
Informacja NACZELNIKA URZĘDU SKARBOWEGO W PŁOCKU
małoletnie dziecko wymienionego
w art. 6 ust. 4 ustawy, do którego
ma zastosowanie kwota dochodu
w wysokości 112 000 zł.
Za dochody, o których mowa
powyżej, uważa się dochody uzyskane łącznie w danym roku
podatkowym, do których mają
zastosowanie zasady opodatkowania określone w art. 27, art. 30b
i art. 30c ustawy, pomniejszone
o kwotę składek na ubezpiecze-
w związku ze sprawowaniem funkcji rodziny zastępczej utrzymywał
w roku podatkowym pełnoletnie
dziecko, o którym mowa w art. 6
ust. 4 pkt 2 i 3 ustawy, tj.: które
zgodnie z odrębnymi przepisami
otrzymywało zasiłek (dodatek)
pielęgnacyjny lub rentę socjalną,
do ukończenia 25 roku życia uczące się w szkole, o której mowa
w przepisach o systemie oświaty,
przepisach o szkolnictwie wyższym
lub w przepisach regulujących
system oświatowy lub szkolnictwo
wyższe obowiązujących w innym
niż Rzeczpospolita Polska państwie, jeżeli w roku podatkowym
nie uzyskało dochodów podlegających opodatkowaniu na zasadach
określonych w art. 27 lub art. 30b w
łącznej wysokości przekraczającej
kwotę stanowiącą iloraz kwoty
nia społeczne, zapłaconych przez
podatnika lub potrąconych w roku
podatkowym przez płatnika ze
środków podatnika.
Odliczenie dotyczy łącznie
obojga rodziców, opiekunów prawnych dziecka albo rodziców zastępczych pozostających w związku małżeńskim. Kwotę tę mogą
odliczyć od podatku w częściach
równych lub w dowolnej proporcji
przez nich ustalonej.
Jeżeli w tym samym miesiącu
w stosunku do dziecka wykonywana była władza rodzicielska, pełniona funkcja opiekuna prawnego
lub rodziny zastępczej, to za ten
miesiąc każdy z podatników może
odliczyć 1/30 przysługującej kwoty
odliczenia za każdy dzień sprawowania pieczy nad dzieckiem.
Na powyższych zasadach z odliczenia może również skorzystać
podatnik, który w związku z wykonywaniem ciążącego na nim
obowiązku alimentacyjnego oraz
zmniejszającej podatek oraz stawki podatku, określonych w pierwszym przedziale skali podatkowej,
o której mowa w art. 27 ust. 1,
z wyjątkiem renty rodzinnej.
Z odliczenia nie mogą korzystać podatnicy, których dzieci prowadzą działalność gospodarczą
opodatkowaną przy zastosowaniu
19 proc. stawki podatkowej lub na
zasadach tzw. ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych lub
karty podatkowej, lub też podlegają przepisom ustawy o podatku
tonażowym.
Przedstawiciele niektórych
zawodów (np. artyści, twórcy,
dziennikarze) muszą pamiętać,
że w zeszłym roku ograniczono
prawo do zastosowania zryczałtowanych 50 proc. kosztów uzyskania przychodów. Koszty te nie
mogą przekroczyć w roku 42 tys.
764 zł (pracownik zatrudniony na
jednym etacie może odliczyć od
przychodu 1335 zł).
Fiskus gotowy do przyjmowania
deklaracji podatkowych za 2013 rok
N
aczelnik Urzędu Skarbowego nika z tytułu użytkowania sieci
w Płocku informuje, że można Internet, niezależnie od miejsca w
już składać deklaracje PIT za 2013 którym się z niej korzysta, jak i forrok. W porównaniu z ubiegłym ro- my dostępu, np. w domu (łącze
kiem zmieniły się zasady korzysta- stałe, bezprzewodowe, w tym za
nia z niektórych ulg podatkowych, pomocą urządzeń mobilnych) jak
a co za tym idzie i druki rozliczeń. i w kawiarence internetowej. OdliWiększość podatników deklaracje czenie stosuje się, pod warunkiem
podatkowe musi złożyć do końca posiadania dokumentów stwierkwietnia.
dzających ich poniesienie, np.
Jak co roku najpopularniej- faktury w rozumieniu przepisów
szym rozliczeniem wysyłanym o podatku od towarów i usług.
fiskusowi będzie PIT-37, który wyNatomiast od podatku odliczypełniają m.in. pracownicy najemni, my m.in. składki na obowiązkowe
którzy nie prowadzili w ubiegłym ubezpieczenie zdrowotne czy
roku działalności gospodarczej. najpopularniejszą ulgę na dzieci
Jednoosobowi przedsiębiorcy – w tym roku w nowej wysokości.
czy osoby osiągające przychody Prawo do ulgi przysługuje podatz najmu wypełnią PIT-36, a przed- nikowi podatku dochodowego od
siębiorcy, którzy chcą skorzystać osób fizycznych, uzyskującemu
z opodatkowania stawką liniową dochody opodatkowane na ogólw wysokości 19 proc. PIT-36L.
nych zasadach przy zastosowaPodatnicy, którzy wybrali ry- niu skali podatkowej. Za każdy
czałt od przychodów ewidencjo- miesiąc kalendarzowy, w którym
nowanych wypełnią PIT-28, który podatnik w stosunku do małotrzeba złożyć do końca stycznia letniego dziecka: 1)wykonywał
2014 roku. Dochody z tytułu inwe- władzę rodzicielską; 2) pełnił
stycji kapitałowych, np. sprzedaży funkcję opiekuna prawnego, jeakcji, należy wykazać na formula- żeli dziecko z nim zamieszkiwało;
rzu PIT-38, a przychód z odpłat- 3) sprawował opiekę poprzez pełnego zbycia nieruchomości na nienie funkcji rodziny zastępczej
drukach PIT-36, PIT-38 lub PIT-39 na podstawie orzeczenia sądu
(w zależności od daty nabycia nie- lub umowy zawartej ze starostą
ruchomości).
podlega odliczeniu od podatku
Z fiskusem musi rozliczyć kwota w wysokości: 92,67 zł na
się każdy, kto w zeszłym roku pierwsze i drugie dziecko (za cały
uzyskał dochód, nawet jeżeli nie rok 1 112,04 zł na dziecko); 139,01
przekroczył tzw. kwoty niepodle- zł na trzecie dziecko (za cały rok
gającej opodatkowaniu w wyso- 1 668,12 zł); 185,34 zł na czwarte
kości 3091 zł. Od dochodu będzie i każde kolejne dziecko (za cały
można odliczyć m.in. składki na rok 2 224,08 zł).
obowiązkowe ubezpieczenia spoOdliczenie nie przysługuje,
łeczne, wydatki na rehabilitację jeżeli podatnik wykonywał władzę
czy wpłaty na Indywidualne Konto rodzicielską, pełnił funkcję opieZabezpieczenia Emerytalnego.
kuna prawnego lub sprawował
Zasady niektórych ulg podat- opiekę poprzez pełnienie funkcji
kowych związanych z dochodem rodziny zastępczej wyłącznie
uległy istotnej zmianie. Na przy- w stosunku do jednego mało kład z ulgi na internet będą mo- letniego dziecka i jednocześnie
gły skorzystać tylko osoby, które dochody podatnika: a) pozostanie odliczyły jej kolejno w latach jącego przez cały rok podatkowy
2011–2012. Ktoś, kto odliczył ulgę w związku małżeńskim i jego
tylko w rozliczeniu za 2012 rok, małżonka, przekroczyły w roku
może uwzględnić ją w tym roku, podatkowym kwotę 112 000 zł;
ale za rok już tego nie będzie mógł b) niepozostającego w związuczynić. W ramach ulgi można od- ku małżeńskim (w tym również
liczyć udokumentowane wydatki przez część roku podatkowego),
na internet, nie więcej jednak przekroczyły w roku podatkowym
niż 760 zł. Odliczeniu podlegają kwotę 56 000 zł, za wyjątkiem powydatki poniesione przez podat- datnika samotnie wychowującego
Na wypoczynek
do Sierakówka
W porównaniu z zeszłym rokiem nie zmieniły się ani progi
podatkowe, ani skala. Od dochodu
do wysokości 85 tys. 528 zł zapłacimy 18-proc. podatek minus
kwota zmniejszająca podatek
w wysokości 556,02 zł. Od dochodu przekraczającego 85 tys. 528 zł
podatek wyniesie 14 tys. 839,02 zł
plus 32 proc. od nadwyżki ponad
85 tys. 528 zł.
W związku z obowiązującymi
od 2013 r. zmianami w podatku dochodowym od osób fizycznych konieczne było wprowadzenie zmian
w formularzach podatkowych.
W deklaracjach zostało wyodrębnione miejsce na określenie przychodu, do którego płatnik stosuje
50-proc. koszty uzyskania przychodów. W formularzu PIT-40 zmiana
znajdzie się w części „Dochody
podatnika i zaliczka pobrana przez
płatnika” w wierszu „Prawa autorskie i inne prawa o których mowa
w art. 18”. W formularzach PIT-36
i PIT-37 odpowiednia rubryka pojawiła się w części „Dochody/straty
ze źródeł przychodów” w wierszach „Należności ze stosunku:
pracy, służbowego, spółdzielczego
i z pracy nakładczej, z także zasiłki
pieniężne z ubezpieczenia społecznego wypłacone przez zakład
pracy oraz Prawa autorskie i inne
prawa, o których mowa w art. 18
ustawy”.
W porównaniu z poprzednimi
latami w formularzach PIT-40
oraz PIT-36L nie trzeba będzie
wpisywać adresu płatnika. Jest on
bowiem podawany w zgłoszeniu
identyfikacyjnym i aktualizacyjnym, więc administracja podatkowa posiada już te informacje.
Formuła dotycząca odpowiedzialności karnej skarbowej za
określone działania lub zaniechania (oświadczenie o znajomości
przepisów Kodeksu karnego skarbowego) została w nowych formularzach zastąpiona pouczeniem informującym o odpowiedzialności
przewidzianej w Kodeksie karnym
skarbowym. Żaden przepis bowiem nie uzależnia odpowiedzialności karnej za podanie danych
niezgodnych z rzeczywistością od
złożenia oświadczenia o znajomości tych przepisów.
Naczelnik Urzędu Skarbowego
zachęca do składania deklaracji
podatkowych przez internet za
pomocą systemu e-deklaracje.
Informacje na ten temat można
znaleźć na stronie www.e-deklaracje.gov.pl Ze strony tej można
pobrać odpowiednią aplikację,
która umożliwia elektroniczne
rozliczenie z fiskusem. n
Rezerwacja, tel. 501 929 317
Siedlisko leśne Jasna Polana w Sierakówku koło Gostynina
w otulinie parku krajobrazowego zaprasza na krótkie pobyty
weekendowe. Domek wielosezonowy z miejscami noclegowymi
dla 2–5 osób, kuchnią i łazienką. Staw z możliwością wędkowania
i korzystania ze sprzętu wodnego. Do dyspozycji dwa rowery.
Siedlisko otacza ciekawy krajobraz z licznymi ścieżkami
rowerowymi i grzybnymi lasami. Spokojna, cicha i bezpieczna
okolica. Na działce ambona myśliwska, grill. Dobre warunki,
przystępna cena. Rezerwacja na sezon letni 2014, trwający od
maja do września już się rozpoczęła. Zapraszamy.
Jubileusz
Nasz Płock • nr 1(94) • styczeń 2014
15
Odkrycie Mikołaja Kopernika wprowadziło rewolucję w poglądach na wszechświat
Wstrzymał Słońce – ruszył Ziemię
Mikołaj Kopernik (1473–1543), urodzony w Toruniu astronom, matematyk,
ekonomista i lekarz. Kanonik kapituły warmińskiej, w 1510 roku osiedlił się we
Fromborku, gdzie dokonał największych swych obserwacji i odkryć astronomicznych. W czasie wojny polsko-krzyżackiej 1520–1521 kierował w Olsztynie
obroną zamku. W dziele De revolutionibus orbiuin coelestium zawarł wykład
heliocentrycznej teorii budowy świata, której był twórcą. Wysunął projekt
reformy walutowej, pierwszy sformułował prawo o wypieraniu z obiegu lepszego pieniądza przez gorszy. Napisał też Commentarlolus i Trygonometrię.
W
dniu 2 grudnia 2013 roku w
siedzibie Towarzystwa Naukowego Płockiego z okazji 540.
rocznicy urodzin wielkiego Polaka,
księdza kanonika Mikołaja Kopernika odbyło się spotkanie dla
uczczenia pamięci astronoma.
Odczyt „Mikołaj Kopernik.
Jego życie i dzieło” wygłosił ks. dr
hab. prof. Michał Marian Grzybowski. Powiedział m.in.: – Mikołaj
Kopernik, po studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie
na Wydziale Astronomii, który
stał na bardzo wysokim poziomie
naukowym, wyjeżdżając do Bolonii na dalsze studia miał już przemyślenie o układzie heliocentrycznym. Posiadał szerokie zainteresowania: zajmował się astronomią,
astrologią, matematyką, prawem,
ekonomią pieniądzem i strategią
wojskową. Był również lekarzem.
Władał kilkoma językami obcymi.
Dowodził obroną Olsztyna przed
Krzyżakami.
Na spotkaniu w TNP odbył się
ekskluzywny pokaz jego dzieła.
Egzemplarz De revolutionibus
orbium coclestuim Mikołaja Kopernika ze zbiorów Biblioteki im.
Zielińskich TNP jest szczególnie
cenny, ponieważ pochodzi z pierwszej edycji z 1543 roku, a jego wyjątkowość podnosi też zachowana
karta erraty. Do zbiorów TNP
książka trafiła z historycznego
księgozbioru rodziny Zielińskich
ze Skępego na początku XX wieku
jako dar Józefa Zielińskiego, syna
słynnego Gustawa „Kirgiza”, kolekcjonera i poety.
W roku 2013 minęły okrągłe
rocznice kopernikańskie: 540.
rocznica urodzin i 470. rocznica
śmierci. Warto dodać, że Kopernik
otrzymał pierwsze egzemplarze
swego wiekopomnego dzieła już
na łożu śmierci, wręczone mu
przez jego ucznia Jerzego Joachima Retyka.
Pierwsze wydanie dzieła wydrukowane w norymberskiej oficynie opatrzono tytułem Copenici
Torinensis De Revolutionibus orbium coelessstium, co można przetłumaczyć: Kopernik torunianin –
O obrotach sfer niebieskich”.
waniem specjalistów. Niebawem
pojawiły się dwa kolejne wydania
wydrukowane w największych ówczesnych ośrodkach drukarskich:
w Bazylei (1566) oraz w Amsterdamie (1617). Data trzeciego wydania zbiegła się niemal w czasie
z publikacjami Keplera oraz Galileusza, którzy dostarczyli argumentów na rzecz słuszności tezy o
ruchu planet wokół Słońca.
Dyrektor Obserwatorium
Astronomicznego w Warszawie
Jan Baranowski przystąpił do prac
nad edycją łacińsko-polskiej wersji
dzieł Kopernika. Ukoronowaniem
jego pracy było ukazanie się w 1854
roku Mikołaja Kopernika toruńczyka. O obrotach...
W Polsce według dostępnych
informacji znajduje się 12 egzem-
stolski w Polsce arcybiskup Celestino Migliore. W imieniu Papieża
list do zgromadzonych skierował
sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kardynał Tarcisio Bertone.
W ramach obchodów w orszaku
historycznym pojawili się czterej
wielcy uczeni: Galileusz, Kepler,
Newton i Pascal z dziełem Kopernika O obrotach sfer niebieskich.
Egzemplarz zanieśli do katedry,
w której 540 lat temu ochrzczony
został Mikołaj Kopernik. Po mszy
świętej wykonano utwór symfoniczny „Cosmopolis” .
Mikołaj Kopernik – Nicolas
Copernicus, człowiek Renesansu,
jeden z najwybitniejszych Polaków
dzieciństwo i młodość spędził
w Toruniu. Tu rozpoczął naukę
w szkole miejskiej przy katedrze
Wśród skarbów Biblioteki im. Zielińskich znajduje się egzemplarz pierwszego wydania działa Kopernika De revolutionibus orbium celesti, libri VI wraz
z kartą erraty i ryciną systemu heliocentrycznego. Reprodukcja za W. Kaczanowska Skarby Biblioteki im. ZIelińskich TNP, Płock 1995
Mikołaj Kopernik zawsze podkreślał swoje toruńskie korzenie,
aczkolwiek jego rodzina wywodziła się z miejscowości Koperniki pod Nysą na Dolnym Śląsku.
Matka pochodziła ze Śląska ze wsi
Weitzenrode po polsku zwana do
dziś Pszenno.
Dzieło Kopernika ukazało się w
nakładzie około 500 egzemplarzy.
Cieszyło się dużym zaintereso-
plarzy pierwszego wydania dzieła
z 1543 roku. W Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie
przechowywany jest jego rękopis.
W dniu 19 lutego 2013 roku
dokładnie w urodziny Kopernika
w Toruniu odbyły się obchody Dni
Dziedzictwa Kopernikańskiego,
będące inauguracją Roku Mikołaja Kopernika 2013. W uroczystościach uczestniczył nuncjusz apo-
Post scriptum
(na zdjęciu obok pierwszy z lewej),
świetnego historyka, udało mi się
wraz z młodzieżą zorganizować
bardzo ciekawą, moim zdaniem,
imprezę. Przypadło mi w udziale
wygłoszenie referatu, zaś młodzież
przygotowała okolicznościową
wystawę oraz montaż słowno-muzyczny.
W moim domowym archiwum przetrwało kilka zdjęć z tej
uroczystości, które obok reprodukuję. Byłoby miło, gdyby ktoś
z ówczesnej młodzieży harcerskiej
rozpoznał się na fotografii i skontaktował z redakcją. Dyrektor
Józef Ceglarz, któremu wiele zawdzięczam, od kilkunastu lat już
nie żyje. Zmarł i pochowany został
w Głownie. n
Jan B. Nycek
C
zytając sprawozdanie Henryka Lamparskiego z jedynego
praktycznie akcentu w Płocku
rocznicy kopernikańskiej, przypomniałem sobie, że swego czasu
jako młody nauczyciel historii
Liceum Ogólnokształcącego im.
Adama Mickiewicza w Żychlinie
byłem współorganizatorem podobnej sesji. Było to w maju 1973
roku, ogłoszonego wówczas przez
sejm Rokiem Kopernikańskim w
pięćsetną rocznicę urodzin genialnego astronoma. Działając z inspiracji i pod kierunkiem ówczesnego
dyrektora liceum, płocczanina
z pochodzenia Józefa Ceglarza
Świętych Janów, która odznaczała
się wysokim poziomem nauczania. W wieku 18 lat udał się na
studia do Akademii Krakowskiej,
a następnie kształcił się w Bolonii
w zakresie astronomii, potem zgłębiał prawo i medycynę w Padwie.
W 1503 roku uzyskał doktorat
prawa kanonicznego w Ferrarze.
W końcu tegoż roku wrócił do
Polski i osiadł na na Warmii, gdzie
Portret Kopernika z 1580 roku nieznanego autora przechowywany w Toruniu
biskupem był jego wuj, Łukasz
Weitzenrode. Poza obowiązkami kościelnymi cały wolny czas
poświęcał Kopernik pracy nad
wielkim dziełem. Około 1510 roku
podał zarys teorii heliocentrycznej
w rozprawie znanej pod nazwą
Commentariolus, która krążyła po
Europie w odpisach. Najważniejsze dzieło astronoma, zawierające
wykład astronomii ujęty w aspekcie obrotu Ziemi dookoła osi oraz
jej obiegu razem, z innymi planetami dookoła Słońca, napisał między
1515–1530 we Fromborku. Zmarł
24 maja 1543 we Fromborku, gdzie
został pochowany w miejscowej
katedrze. Kilka lat temu odkryto
kryptę, stwierdzając po badaniach,
że zachowane szczątki należą do
wielkiego astronoma.
Czasy Kopernika to epoka
wielkich odkryć. Wówczas Kolumb
dotarł do Ameryki, nowego lądu,
Magellan opłynął ziemię, potwierdzając, że jest okrągła. Ukazała się
pierwsza drukowana mapa świata
zamieszczona w Kosmografii Ptolemeusza.
Henryk
LAMPARSKI
Autor jest członkiem
Towarzystwa
Naukowego
Płockiego
fot. Maciej Kowalski, Jan B. Nycek
Odnawiają płocką starówkę,
budują nowoczesne miasto
Złoty Róg, najbardziej imponująca budowla rewaloryzowanego płockiego Starego Miasta
S
półka Miejskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego w Płocku powstała w 1996 roku jako
całkowicie nowy podmiot prawa handlowego
ze stuprocentowym kapitałem Gminy Płock. Odpowiednia uchwała została przyjęta przez Radę Miasta
Płocka 20 lutego 1996 roku.
– Podstawowym celem działalności spółki – mówi
jej założyciel i prezes Mirosław Kłobukowski – była
realizacja nowego programu rządowego, związanego
z budową, remontem i modernizacją lokali na wynajem. Miasto na rzecz spółki przekazało aporty rzeczowe
w postaci nieruchomości gruntowych oraz budynków
przeznaczonych do rewitalizacji w obrębie tzw. miasta
średniowiecznego.
W ten sposób nowo powołana spółka mogła się
włączyć w ogólny proces odnawiania i modernizacji
staromiejskiej dzielnicy Płocka. Spektakularnymi realizacjami MTBS na Starym Mieście są pierzeja w ciągu
ulicy Kwiatka z Domem Rabina oraz oddany do użytku
w 2013 roku Złoty Róg. Jednakże największym placem
budowy MTBS sp. z o.o. była dzielnica Podolszyce
Południe, gdzie od podstaw wzniesiono kilka osiedli
mieszkaniowych: Zagroda, Skiba i Wieś. Osiedle MTBS
Podolszyce Południe Wieś zaprojektowane przez Andrzeja Marciniaka i Krzysztofa Hibnera uchodzi za
Podolszyce Północ. Budynki MTBS przy al. Armii Krajowej
Nowoczesne przedszkole przy ulicy Świętego Wojciecha na Podolszycach Płd
wzorcowe. Zostało nagrodzone budowlanym Oskarem,
czyli złotą statuetką Budowa Roku 2009.
– Wszystkie nowo wznoszone zespoły mieszkaniowe MTBS są zaprogramowane jako przyjazne
mieszkańcom, z pełną infrastrukturą komunalną
i społeczną – podkreśla wiceprezes spółki Przemysław Berent. – Ponadto doskonale komponują się
zarówno w zabytkowej, jak i nowoczesnej substancji
urbanistycznej miasta. Płocki MTBS należy do ścisłej czołówki krajowej tej formy budownictwa oraz
administracji nieruchomościami w kraju. W 2012 roku
nasz MTBS uzyskał po raz drugi z rzędu tytuł Gazeli
Roku, awansując na 51. miejsce, najwyższe z płockich
firm w województwie mazowieckim oraz 321. miejsce w kraju spośród notowanych w konkursie 3800
podmiotów branży budowlanej. Dyrektor do spraw
rozwoju spółki Jarosław Kozanecki dodaje, że płocki
MTBS dba szczególnie o jak najwyższą jakość wykonawstwa w swoich osiedlach, co bezpośrednio wpływa
na standard życia mieszkańców. Szczególną uwagę
zwraca na bezpieczeństwo w osiedlach oraz walkę
z hałasem zewnętrznym, który od pewnego czasu staje
się w Płocku problemem.
Aktualnie MTBS administruje ponad 110 budynkami mieszkalnymi z ponad 4000 lokali, zajmującymi po-
Podolszyce Południe ukształtowane zostało przez osiedla MTBS
wierzchnię około 200 tys. mkw. Lokale te zamieszkuje
około 10 tys. osób, głównie młodych rodzin z dziećmi.
Zatem osiedla MTBS muszą być przyjazne dla mieszkańców i funkcjonalne z rozbudowaną infrastrukturą
społeczną. Ponad połowa administrowanych przez
MTBS budynków stanowią tzw. zasoby własne.
W ostatnim okresie oddano do użytku nowoczesne
przedszkole przy ul. Świętego Wojciecha z blokiem żywieniowym oraz budynek przy ul. Jasnej złożony z piętnastu lokali mieszkalnych, a także budynek mieszkalno-usługowy przy ul. Sienkiewicza 63. Jeszcze w tym
roku przekazany zostanie kolejny budynek mieszkalny,
tym razem przy ul. Sikorskiego na Podolszycach Pólnocnych. Nowoczesny gmach składał będzie się z 40
lokali oraz 24 podziemnych miejsc postojowych dla
pojazdów. W projektach MTBS znajduje się budowa
dużego i nowoczesnego osiedla przy ul. Granicznej.
Osiągnięcia płockiej spółki są dostrzegane i honorowane. W 2003 roku firma uzyskała certyfikat jakości
ISO 9001:2000. Wśród licznych wyróżnień spółka otrzymała między innymi: Mazowiecka Firma Roku, Złoty
Orzeł Mazowieckiego Biznesu (2003), złotą odznaką
Zasłużony dla Budownictwa (2006), Budowa Roku
(2006 i 2009), Złota Odznaka im. Króla Kazimierza
Wielkiego (2008), medal Pro Masovia (2011). n (red.)
Podolszyce Południe. Wzorcowe Bajkowe osiedle MTBS
Miejskie Towarzystwo Budownictwa
Społecznego sp. z o.o. w Płocku