Tygiel nr 1 - Centrum Promocji Kultury w Drezdenku

Komentarze

Transkrypt

Tygiel nr 1 - Centrum Promocji Kultury w Drezdenku
T YG
Y IEL
NR 1 LUTY 2013
Magazyn bezpłatny
KULTURALNY MAGAZYN MŁODYCH
W Y D A W C A : C E N T R U M P R O M O C J I K U LT U R Y W D R E Z D E N K U
SŁOWO NA WSTĘPIE
DRODZY CZYTELNICY!
My – młodzi ludzie – postanowiliśmy wyrazić swoje opinie na tematy, które
ważne są nie tylko dla naszych rówieśników, ale też, mamy nadzieję, zainteresują mieszkańców Drezdenka i okolic.
Często słyszymy wypowiedzi, że współczesna młodzież nie ma ideałów, trudno ją zrozumieć.
Chcemy więc opisać obszary naszych zainteresowań, przedstawić ludzi i rzeczywistość widzianą naszymi oczyma. Liczymy, że w ten sposób dotrzemy do Państwa i pokażemy, że nasz świat jest ciekawy, że interesuje nas kultura, literatura i nieprzeciętni „pozytywnie zakręceni” ludzie.
Z inicjatywy Centrum Promocji Kultury w Drezdenku powstał Klub Młodych Dziennikarzy.
Dzięki temu możemy przystąpić do realizacji planów. Tworzy go zespół redakcyjny: Ewa Butrym,
Madga Sawicka, Agata Sobkowska, Dominika
Stachowiak, Andrzej Wochnik, opiekunowie kolegium: Irena Kurowska, Jan Maćkowski.
Nasze pismo z założenia ma być wolne od politycznych potyczek. Planujemy, że Magazyn Kulturalny Młodych „Tygiel” ukazywać się będzie co
kwartał. Koleżanki i koledzy liczymy na Wasze
wypowiedzi, ale także na opinie Państwa.
Będzie nam bardzo miło, jeśli do naszego grona dołączą osoby zainteresowane warsztatem
dziennikarskim.
Serdecznie zapraszamy do lektury i współpracy. Nasz adres e-mail: [email protected]
Biorąc pod uwagę dociekliwych, chcielibyśmy wyjaśnić nazwę pisma „Tygiel”.
Wiadomo, że w ogólnie znanym znaczeniu jest to naczynie wykonane z odpornego na wysokie temperatury materiału, które używa się w przemyśle do topienia metali, do spalania i prażenia różnorodnych substancji. W kuchni domowej ów przedmiot używany jest między innymi do mielenia ziół.
Tyle o sensach dosłownych, ale w przenośni, w metaforycznym, naddanym znaczeniu – tygiel – jest zlepkiem, a wyrażając się bardziej naukowo – collage – kompozycją różnych motywów, tematów, wątków.
Pragniemy pisać o ważnych dla nas sprawach, ale tak różnorodnych, że owa nazwa najtrafniej
oddaje nasze zamiary.
Zespół redakcyjny
Redaguje zespół redakcyjny: Ewa Butrym, Magda Sawicka, Agata Sobkowska, Dominika Stachowiak
i Andrzej Wochnik
Opiekunowie: Irena Kurowska; Jan Maćkowski
Zdjęcia: Jarosław Peszel, Julia Neumer, Agata Sobkowska oraz ze zbiorów CPK
Okładka przód: Nowa grupa choreograficzna DZIEWCZĘTA z BUŁAWAMI, nastolatki
Gimnazjum nr 1 im. J. Nojiego w Drezdenku
Konsultacja techniczna: Sylwia Czupryńska – Peszel
Wydruk komputerowy: Wioletta Hunger
Skład i łamanie: Michał Głębocki
Wydawca: Centrum Promocji Kultury w Drezdenku, 66 – 530 Drezdenko,
ul. Niepodległości 28, tel. (95) 7638272, fax (95) 7638273, e-mail: [email protected]
Nakład: 200 egz.
2
TYGIEL luty 2013
TAM BYLIŚMY – TO PRZEŻYLIŚMY
Podróże z orkiestrą z Centrum Promocji mić zebranym, że praca piekarzy jest odpowiedzialna i trudna. Młodych ludzi próbowano też zachęcić
Kultury w Drezdenku
Młodzieżowa Orkiestra Dęta z Drezdenka posiada Certyfikat Reprezentanta Kraju nadany przez Marszałka Województwa Lubuskiego w 2004 roku. W pełni
zasługuje ona na ten honorowy tytuł z racji uczestnictwa
muzykujących w niej nastoletnich dziewcząt i chłopców
w najważniejszych wydarzeniach o charakterze międzynarodowym, państwowym, regionalnym i lokalnym.
Wymienić należy chociażby ich udział
w EXPO 2000 w Hannowerze, Tygodniu Integracji Europejskiej w Hamburgu (2001), koncercie polskim podczas
Święta Regionu z okazji rozszerzenia Unii Europejskiej
we Frankfurcie n. Odrą (2004) oraz wielu miastach – od Szczecina przez Świnoujście, Gdańsk, Poznań,
Opole, uświetniając tam znaczące przedsięwzięcia nie
tylko o charakterze kulturalnym. Trudno byłoby wyszczególnić miejscowości w Polsce i Niemczech,
w których nasza, głównie gimnazjalna młodzież reprezentowała swe macierzyste miasto i region lubuski.
Wszędzie przyjmowana była ciepło i serdecznie przez odbiorców, media i władze samorządowe
miast, w których koncertowali. Jest jednak jedno miasto, do którego nigdy nie zostali zaproszeni, chociaż zabrzmi to paradoksalnie, bo jest nim stolica naszego
regionu – Zielona Góra.
Młodzieżowa Orkiestra Dęta cieszy się popularnością wśród mieszkańców. Jest ona chlubą miasta.
Bez niej nie może odbyć się żadne święto. Młodzież ze
swoim kapelmistrzem – panem Mieczysławem Sorbalem – przejechała już wiele tysięcy kilometrów, aby muzykować w różnych miejscach naszego kraju i za granicą.
Byliśmy w Poznaniu na „Święcie Chleba”, w Niemczech
na „Święcie piwa” i w Strzelcach Krajeńskich na otwarciu nowej siedziby policji.
Młodzieżowa Orkiestra Dęta z Drezdenka na
„Święcie Chleba” w Poznaniu
8 września po raz czternasty Wielkopolska Izba
Rzemieślnicza zaprosiła mieszkańców Polski na imprezę poświęconą chlebowi. Zorganizował ją Cech Cukierników i Piekarzy oraz Regionalne Stowarzyszenie
Rzemieślników Piekarstwa Rzeczypospolitej Polskiej
w Poznaniu.
Celem przedsięwzięcia było podkreślenie faktu, że chleb jest podstawowym pożywieniem i należy mu
się szacunek. Organizatorzy starali się również uświado-
do nauki tego zawodu, prezentując wspaniałe wypieki.
Po uroczystej mszy św. w Kościele Farnym odprawionej
w intencji cukierników i piekarzy uczestnicy uroczystości udali się na Stary Rynek w Poznaniu. Korowód po-
przedzała Młodzieżowa Orkiestra Dęta z Drezdenka,
którą prowadził jej kapelmistrz – pan Mieczysław Sorbal. Z dumnymi minami, ubrani w galowe stroje dziarsko maszerowali przedstawiciele zawodu, bez którego
trudno wyobrazić sobie naszą egzystencję. Nad idącymi
powiewały cechowe sztandary. Widok był imponujący,
nastrój podniosły i świąteczny.
Po godzinie 12,00, kiedy koziołki ukryły się
w wieży Ratusza, prowadzący uroczystość (aktor) pan
Andrzej Leijborek dał znak kapelmistrzowi do rozpoczęcia Marszu powitalnego. Dźwięki utworu wypełniły przestrzeń Starego Rynku i spełniły rolę preludium
do wystąpień zaproszonych gości – między innymi prezydenta miasta Poznania. Były odznaczenia, gratulacje,
puchary za rzemieślniczy kunszt. Wyróżniono także orkiestrę z Drezdenka, określając ją jako najlepszą w regionie.
Orkiestra wykonała wiele utworów. Można było usłyszeć: Marsz Śląski, Happy Band, Benton Hall i inne
dzieła. Licznie zgromadzeni uczestnicy uroczystości
gromkimi brawami nagrodzili występ. My też serdecznie gratulujemy i cieszymy się, że przy Centrum Promocji Kultury w Drezdenku działają tak wspaniali muzycy,
którzy reprezentują naszą społeczność poza lokalnym
środowiskiem.
W czasie „Święta Chleba” grał również zespół
muzyczny „Dyskopol”, odbywały się konkursy wiedzy
o piekarstwie, mieście, cechu, stowarzyszeniu.
TYGIEL luty 2013
3
Każdy miał możliwość skosztować nie tylko
różnorodne ciastka, chleb, bułki, rogaliki, drożdżówki,
ale także posmakować miodu i wędlin.
Uroczystość zakończyła się około godziny 18,00. Pogoda dopisała, więc na Starym Rynku było dużo ludzi, niektórzy przyszli tutaj całymi rodzinami. Wszyscy
na pewno na długo zapamiętają nie tylko smak i zapach
chleba oraz wielu innych wyrobów piekarzy i cukierników, ale też występ naszej orkiestry dętej.
W Rehfelde na Oktoberfest – święcie piwa…
Z kolei 6 października zostaliśmy zaproszeni
przez zaprzyjaźnionych młodych Niemców do małej
miejscowości Rehfelde na święto – Oktoberfest. Już
o godzinie 5,30 orkiestra wyruszyła z Drezdenka. Wszyscy byliśmy jeszcze zaspani, ale pełni entuzjazmu i zapału. Po przybyciu na miejsce poczęstowano nas
pysznym śniadaniem. Spotkaliśmy się więc z wielką gościnnością. Nasi gospodarze nie tylko zadbali o dobrą
kuchnię, ale też dostarczyli nam wielu wzruszeń, oprowadzając po miejscowości i opowiadając jej historię.
Znajduje się tam między innymi kamienny szlak, na którym umieszczone są teksty polsko – niemieckich piosenek. Widzieliśmy 20 kamieni niemieckich i 6 polskich.
Nasza młodzież razem z panem kapelmistrzem
zaśpiewała pieśń Dziś do Ciebie przyjść nie mogę, po czym
tę samą kompozycję mogliśmy usłyszeć w niemieckim
wykonaniu. Atrakcją uroczystości był pokaz modeli samolotów, które wzbijały się w powietrze przy dźwiękach
orkiestry. Oczywiście nie obyło się bez prezentacji utworów muzycznych, które wykonali artyści z Drezdenka
i z Niemiec. Nasza orkiestra zagrała między innymi: Alte Kameraden, Tequila, O sole mio, Marsz śląski. Nagrodą dla nas były gromkie brawa
i prośba o bis. Wszyscy – mam na myśli
publiczność i młodzież – bawili się świetnie.
Po raz kolejny okazało się, że muzyka
jest elementem wiążącym wielu ludzi
bez względu na wiek, płeć, poglądy czy
narodowość. Przekracza ona granice,
nawet ich nie znając.
W Strzelcach Kraj. na uroczystości…
16 listopada 2012 roku orkiestranci z Drezdenka pod kierownictwem
4
TYGIEL luty 2013
artystycznym pana Mieczysława Sorbala wraz z grupą
choreograficzną „Paradise”, której artystycznym kierownikiem jest pani Magda Wiśniewska, uczestniczyli
w uroczystości oddania do użytku (po kompletnym remoncie) siedziby Komendy Powiatowej Policji w Strzelcach Krajeńskich.
Udział w owym odświętnym wydarzeniu, które zaszczycili swą obecnością m. in.: Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, Komendant
Główny Policji, kierownictwo i kadra policji lubuskiej,
przedstawiciele lokalnych władz samorządowych i duchowieństwa, był szczególnym wyzwaniem dla ambitnej młodzieży z Drezdenka o predyspozycjach
muzycznych i tanecznych. Bowiem ich współuczestnictwo w galowym ceremoniale spełniało kluczowe zadanie, będące muzyczno-tanecznym spoiwem programu
uroczystości. Było to więc przedsięwzięcie niezwykle odpowiedzialne i stresujące, w którym nie mogło być
mowy o jakiejkolwiek pomyłce w realizacji scenariusza
otwarcia zmodernizowanego obiektu.
Muzycy i tancerki z naszego miasta zaprezentowali się w sposób zasługujący na szczególne uznanie,
wprawiając w zachwyt uczestników tej oficjalnej gali
swoją wyjątkową profesjonalnością i dojrzałością artystyczną.
Szczere i serdeczne gratulacje oraz podziękowanie przekazali młodym drezdeneckim artystom: Komendant Główny Policji oraz Komendant Wojewódzkiej
Policji w Gorzowie Wlkp.
Do tych gratulacji przyłącza się także kolegium
redakcyjne Kulturalnego Magazynu Młodych „Tygiel”.
Ewa Butrym, Magda Sawicka
ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI W CPK
DREZDENKO 2012 ROK
9 listopada 2012 roku w Centrum Promocji Kultury w Drezdenku odbył się spektakl poświęcony rocznicy
odzyskania przez Polskę niepodległości. Program artystyczny przygotowała młodzież z Gimnazjum nr 1 im. Józefa Nojiego, należąca do grupy teatralnej „Anima”.
Scenariusz uroczystości opracowany został przez kierownika artystycznego młodych aktorów panią Dorotę Jessa.
W czasie występu młodzież nawiązała do powstań: listopadowego, styczniowego, warszawskiego
i próbowała wyjaśnić sens zrywów narodowych. Uwagę
występujących przykuwało też pojęcie patriotyzmu. Zgromadzeni mieli możliwość zapoznać się z różnymi wypowiedziami zamieszczonymi na stronach internetowych,
które dotyczyły współczesnego pojęcia patriotyzmu. Tak
więc dla wielu Polaków bycie patriotą oznacza: gotowość
poniesienia ofiar za kraj, pracę na jego rzecz, pozostawanie na terytorium ojczyzny, mimo iż za granicą jest lepiej,
identyfikowanie się z kulturą, miejscem, bycie w Polsce
na dobre i na złe.
Tak więc już na początku programu otrzymaliśmy materiał do przemyśleń na temat, czym dla nas jest
pojęcie patriotyzmu.
Kolejnym zagadnieniem poddanym refleksji była zaduma nad tym, co oznacza tolerancja i prawo do wolności. Młodzież opowiedziała historię mieszkańców
wioski, w której mieszkali skłóceni ludzie i dla których słowo tolerancja było tylko pustym frazesem. I znowu pojawiało się pytanie, na ile my jesteśmy tolerancyjni, czy
wydarzenia historyczne – walka naszych dziadów o niepodległość – nauczyły nas szacunku dla odmienności innych ludzi? Czy przypadkiem pieniactwo, zapamiętanie
w gniewie nie zagnieździły się w naszej rzeczywistości?
Na te pytania każdy jednak musi szukać odpowiedzi we
własnym sumieniu.
Spektakl miał wymiar wielopłaszczyznowy, innowacyjny, ponieważ wykorzystano w nim różnorodne środki przekazu. Oprócz słownych wypowiedzi widzowie mogli
obejrzeć wyświetlane na ekranie sceny wojenne, teledyski z piosenkami rockowymi zespołów: „Dżem, Partyzant,
Sabaton „40: 1”, których autorzy śpiewali o heroizmie narodu polskiego w czasie wojny. Tak więc na ekranie pojawiły się obrazy żołnierzy w okopach, poległych dzieci.
Wszystko sprowadzało się do pytania, jaki jest i czy w ogóle jest sens zabijania, panoszenia się zła.
Młodzież zaprezentowała również różne fragmenty dzieł literackich, skupiając się przede wszystkim
na wątkach patriotycznych, ale nie tylko. I tak obok scen
z Wesela S. Wyspiańskiego, Powrotu posła J. U. Niemcewicza, PanaTadeusza A. Mickiewicza, zagościły obrazy z Moralności pani Dulskiej G. Zapolskiej, Zemsty A. Fredry. Dzięki
temu mogliśmy zapoznać się z różnymi postawami Polaków wobec spraw, dotyczących wolności ojczyzny, miłości dla piękna kraju, ale też krytycznymi ujęciami grup
społecznych, ich wad, które poeci i pisarze przedstawiali
w dziełach literackich. Ten fragment przedstawienia skłaniał do zastanowienia się nad sobą, a mianowicie do przemyślenia, co współczesnych ludzi motywuje, czy
przypadkiem nie schematy postępowań, które skrytyko-
wano już wcześniej w literaturze?
Przesłaniem spektaklu była myśl, by zawsze pamiętać o poległych żołnierzach, o pogrzebanych w historii. Mocnym akordem zabrzmiała patriotyczna pieśń: Nie
rzucim ziemi, skąd nasz ród. W tle w tym samym czasie
na ekranie ukazywały się napisy, np.: Dialog pokoleń, Miłość ludzka stoi tam na straży, czy też obrazy powstańczej
mogiły, Orderu Virtuti Militari, Krzyża Harcerskiego.
Przedstawienie intrygowało, zmuszało do myślenia, momentami zaskakiwało. To dobrze, bo swoim wymiarem pobudzało do zastanowienia się nad sobą,
własnymi postawami wobec ojczyzny i aktualnymi, dziejącycymi się tu i teraz, zdarzeniami.
Agata Sobkowska
TYGIEL luty 2013
5
WSZĘDZIE DOBRZE… A U SIEBIE NAJTRUDNIEJ…
Przychodzimy na przedstawienie, do teatru,
opery, filharmonii …
a czasem na koncert
na świeżym powietrzu
z okazji festynu, festiwalu i nie tylko. Bawimy się
świetnie, jesteśmy wyluzowani,
zapominamy
o troskach i kłopotach.
Ale czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, co
czuje artysta na scenie?
Chciałabym przybliżyć
Wam, jak to wszystko wygląda z innej perspektywy.
Jest piątek, 5 października, godzina 16.
Za dwie i pół godziny zaczyna się koncert, na
który tak długo przygotowywałam się i czekałam.
W domu wisi wyprana suknia, stoją wypastowane buty. Instrument złożony w futerale czeka, aż wydobędę z niego dźwięki.
Nuty w teczce ułożone są w odpowiedniej kolejności.
Za chwilę wychodzę z domu. Trzeba się spotkać z całym zespołem, ostatni raz przećwiczyć utwory,
zestroić instrumenty, przebrać się i przygotować
do dwusetnego koncertu.
Jubileusz jest dla nas bardzo ważny. Graliśmy
w całym kraju – w małych i dużych miastach, w mniej
i bardziej znaczących miejscach, również za granicą.
Ale czy w Drezdenku? Tutaj, w miejscowości, z której
pochodzimy, rzadko można nas usłyszeć. W tym dniu
było to możliwe, dlatego też wszyscy chcieliśmy wypaść jak najlepiej.
Do kościoła pw. Przemienienia Pańskiego
przyszliśmy na długo przed występem. Wybiła godzina zero. 18.30 – powoli wchodzimy przed ołtarz z pieśnią Chwalmy Pana na ustach. My – Zespół Muzyki
Dawnej „Flauto Dolce”, czyli dzisiejsi jubilaci, młodszy
skład „Fistulatores”, nazywani też „Flauto Dolce II” lub
żartobliwie „Fistulatorsi” oraz zaprzyjaźniony, mimo
różnicy wieku, Chór Pieśni Dawnej „Canto Choralis”.
Patrzę na ludzi przybyłych na koncert – są przyjaciele,
koledzy i koleżanki z klasy i szkoły, nauczyciele, rodzice, dziadkowie. Widzę mnóstwo znanych mi twarzy.
Siadam spokojnie i słucham chóru, który zaczyna koncert. Nagle podchodzi do mnie koleżanka z zespołu.
Temperatura w różnych częściach kościoła jest inna.
Struny gitary nie wytrzymały i trzeba je ponownie nastroić. Wychodzimy do przedsionka. Jest w nim zimno, więc strojenie nie ma sensu. Nie dajemy jednak
za wygraną. Podaję Agnieszce poszczególne dźwięki
na flecie, ona stroi gitarę. W tym czasie chór kończy
pierwszą część koncertu. Przed ołtarzem pojawiają się
„Fistulatorsi”. Grają swój repertuar. Słyszę poszczególne dźwięki. Patrzę na widownię i wiem, że za chwilę
6
TYGIEL luty 2013
oczy wszystkich będą skierowane w moją stronę. Czuję, że w gardle rośnie mi gula – uczucie, którego nigdy
nie doznaję, grając w innych miejscach. Grupa skończyła swój repertuar na dzisiejszy dzień. Wchodzimy
my – dzisiejsi jubilaci. Zaczynamy pierwszy utwór, czyli
Greenleevs z XV wieku. Czuję, że nie zagram go do końca. Jest mi gorąco i trudno mi złapać oddech. Nie daję
jednak za wygraną. Robię dobrą minę do złej gry.
Utwór kończy się. Słyszę oklaski i widzę uśmiechnięte
twarze. Stres powoli opada i przy drugim utworze zanika całkowicie. Opanowuje mnie luz i jednocześnie radość, która ogarnia cały mój organizm i wyzwala stan
euforii. Trzymam instrument w rękach – mogę grać,
grać, grać… Patrzę na znajomych ludzi w ławkach, którzy z uwagą wsłuchują się w renesansowe dźwięki i jestem szczęśliwa.
Pod koniec koncertu dołączają do nas: młodsza grupa, czyli „Flauto Dolce” i chór „Canto Choralis”.
Razem wykonujemy trzy finałowe utwory. Śpiewamy
między innymi hymniczną pieśń rycerską z XIII wieku
Gaude Mater Polonia. Ten utwór, który typowany był
do hymnu narodowego, uczestnicy koncertu słuchają
w wielkim skupieniu, na stojąco. Nikt nawet nie klaszcze. Odbieram ten fakt jako wyraz szacunku i patriotyzmu.
Wszyscy jesteśmy zadowoleni z występu, ściskamy się i mamy poczucie dobrze spełnionego zadania. Czyścimy i składamy instrumenty. Chowamy nuty,
pulpity, przebieramy się. Jesteśmy szczęśliwi, że wy-
słuchało nas tylu ludzi.
Muzyka dawna nie cieszy się dużą popularnością. Sądzę jednak, że można ją pokochać. Mimo
wszystko, dobrze, że gramy w Drezdenku tak rzadko.
Gdy stoję na scenie i widzę setki ludzi, których nie
znam, nie odczuwam żadnego stresu. Kiedy jednak
wśród publiczności pojawiają się osoby, z którymi jestem w jakiś sposób związana, uczucie jest odmienne.
Myślę, że w tym przypadku śmiało można
powiedzieć, że wszędzie dobrze … a u siebie
najtrudniej …
Ewa Butrym
NA ZADUMĘ NAD ŻYCIEM I PRZEMIJANIEM
NIGDY NIE JEST ZA WCZEŚNIE
Kiedy z drzew opadają liście, tworząc kolorowe kobierce, zacina deszcz i hula wiatr – to znaczy, że
mamy listopad. Większości miesiąc ten kojarzy się ze
Świętem Zmarłych, czasem zadumy i refleksji, okresem
wspominania tych, którzy odeszli, ale wciąż żyją w naszej pamięci. Przed pierwszym listopada porządkujemy
groby bliskich, znajomych, przyjaciół, zapalamy znicze – symbole bliskości i troski o tych, których nie ma
już wśród nas. Palące się znicze, świece są także wyrazem czci i szacunku dla osób zmarłych. Ich światło symbolizuje również ludzkie życie, które tak jak świeca
powoli wypala się.
Zaduszki, właściwie Dzień Zaduszny, wypada-
ją drugiego listopada i są dniem modlitw za zmarłych.
Wierzymy, że ci, którzy nie żyją, czekają na naszą pomoc i dlatego spieszymy jej udzielić. Zapalamy światła,
by zapewnić nieśmiertelność duszom, zatapiamy się
w modlitwach, uczestniczymy w obrządkach religijnych
i mamy świadomość, że jest to nasza powinność wobec
tych wszystkich, których znaliśmy, kochaliśmy, ceniliśmy.
Wyrazem pamięci o tych, którzy odeszli, były
Zaduszki Poetyckie, które w 2012 roku, ze względu
na deszczową pogodę, odbyły się pierwszego listopada
w kościele. Zwykle przebiegały one wieczorem, nieopodal kaplicy cmentarnej. Ksiądz Jerzy Hajduga – kapłan – poeta, współpracując z dyrygentką chóru Cantus
Firmus panią Elżbietą Turostowską, tradycyjnie od wielu już lat przygotowuje spektakle poetycko – muzyczne
poświęcone przemijaniu i śmierci. Dzięki temu dociera
do wszystkich tych, którym bliskie są przeżycia natury
duchowej, do tych, których wewnętrznym pragnieniem
jest więź z bliskimi zmarłymi. Wydaje się, że tym aktem
trafia on w najczulsze odczucia ludzi, zdających sobie
sprawę z tymczasowości dóbr doczesnych.
Przygaszone światła, zapach palących się
świec, strofy wierszy o przemijaniu odczytywane przez
księdza Jerzego z mównicy sprawiały, że w kościele panował nastrój nabożnej łączności z tymi, których nie ma
już wśród nas. Obraz matki, która umarła, obrazy cierpiących ludzi, którzy czekają na ostateczność – to
wszystko niosły ze sobą deklamowane przez księdza Jerzego strofy jego utworów. U słuchających wywoływały refleksję o znikomości dóbr tego świata.
Niesamowita sceneria, przecudne brzmienie chóralnych głosów, wszystko to powodowało nastrój
wyjątkowego, uduchowionego święta. Prawie namacalna wydawała się więź z tymi, których nie ma już wśród
nas, a którzy byli i są dla nas wciąż osobami ważnymi,
bardzo bliskimi.
Utwór Dona nobis pacem Mozarta zaśpiewany
przez chór Cantus Firmus stał się klamrą, zamykającą
cały spektakl. Zgromadzeni mieli także możliwość wysłuchania dzieł, takich jak: Jezu ufam Tobie, Będę śpiewał Tobie, Głoś imię Pana, Cordium da tacem – Daj pokój
serca, Krzyżu święty (XVI – wieczny utwór ks. Mioduszewskiego), Z dawna Polski Tyś królową, Czego chcesz
od nas Panie – J. Kochanowskiego, Confitemini Domino – Dziękujcie Panu, bo jest dobry. Trzeba podkreślić, że
profesjonalizm, piękno wykonanych przez chór utworów – to wszystko chwytało za serca, rozbudzało duchowe pragnienia i niosło nadzieję na zbawienie.
Wspomnieć należy jeszcze o harcerzach, którzy stojąc w milczeniu, trzymając w rękach palące się latarnie,
utworzyli szpaler między ławkami kościoła. Odnosiło się wrażenie, że to młode pokolenie, świadome dziejącego się
wyjątkowego widowiska, w pełni
utożsamia się z treściami prezentowanych dzieł.
•••
Kontynuacją zaduszkowych refleksji był
muzyczno – poetycki
spektakl, który odbył
się szóstego listopada
2012 roku w Centrum
Promocji
Kultury
w Drezdenku. Wystąpili w nim
przedstawiciele
dwóch pokoleń:
TYGIEL luty 2013
7
młodzież z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Drezdenku – recytatorzy, członkowie zespołu Muzyki Dawnej „Flauto Dolce” oraz chór „Canto
Choralis”. Pani Kamila Zamerluk – nauczycielka – przygotowała grupę mówiącą wiersze, natomiast pan Adam
Deneka – znany kierownik artystyczny Zespołu Muzyki Dawnej – otoczył
fachową opieką także pokolenie ludzi
dojrzałych – członków chóru.
Tak więc ze sceny rozległy się recytowane przez młodych strofy wierszy
o przemijaniu, śmierci i, trzeba przyznać, że u słuchaczy wywołały one
wzruszenie. Obrazy ludzi spoczywających na cmentarzach, dzieci, które
przedwcześnie odebrane zostały słońcu i cisza, zaduma. Taki nastrój
towarzyszył listopadowym przemyśleniom.
Przygaszone światła, dziesiątki palących się świec, kolorowe jesienne
liście
jako
elementy
dekoracji wprawiały w nastrój jesiennej melancholii, tak
charakterystycznej dla Dnia Zadusznego. Przecudna muzyka dawna z XVI, XVII wieku,
wykonywana przez ludzi młodych
z zespołu „Flauto Dolce”, ubranych
w stroje z minionych epok, wręcz
chwytała za serca. Pogodne jej
brzmienia, stonowane dźwięki basowych, tenorowych, altowych, sopranowych fletów wywoływały uczucia
harmonii, spokoju, ukojenia. Słuchając jej nie było miejsca na rozpacz,
na łzy, na cierpienie, ale raczej na pogodę ducha, optymizm i nadzieję.
Śpiewała o niej, grając na gitarze, Ewa
Butrym – wykonawczyni utworu Jacka Wójcickiego Miejcie nadzieję.
Podobnie dobrane zostały
utwory zaprezentowane przez chór
„Canto Choralis”. Mieliśmy możliwość
usłyszeć dzieła: Panu naszemu pieśni
grajcie, Laudate dominum, Ma dusza
pragnie Boga, Pan jest mocą swojego
ludu, Wielbić Pana chcę. Tematyka zaprezentowanych
utworów zbliżała nas do Tego, który według prawd religijnych jest Panem naszej doczesnej
wędrówki
na
ziemi
i miłosiernym Bogiem, decydującym
o przyszłym życiu po śmierci. Uwielbienie dla Jego mocy, przeświadczenie, że człowiek nie jest sam, że stoi
za nim ogromna, wspierająca siła,
która nadaje sens życiowej wędrówce człowieka, rodziło się w trakcie
uczestnictwa w prezentowanym
spektaklu.
Nigdy nie może być nasycenia obcowania ze sztuką. Każda forma artystycznej działalności jest bowiem
darem, a wszyscy ci, którzy uczest-
8
TYGIEL luty 2013
niczą w jej tworzeniu wydają się być ludźmi wyjątkowymi, obdarzonymi charyzmą wielkości. Przyznacie Państwo, że bez tych uduchowionych,
utalentowanych przedstawicieli istot
myślących świat byłby nijaki, bezbarwny, pozbawiony elementu przeżywania chwil niepowtarzalnych,
niecodziennych.
Człowiek jest istotą bojaźliwą, jego
egzystencja nacechowana jest różnymi obawami i dlatego, szukając ratunku, sięga między innymi do prawd
wiary. Stąd też, jak sądzę, często słyszymy, np. w wykonaniach chóralnych, nawiązania do „Pieśni XXV”
Jana Kochanowskiego z Czarnolasu,
tak chętnie cytowanej zarówno przez
chór Cantus Firmus, jak i przez Canto
Choralis: „Chowaj nas, póki raczysz,
na tej niskiej ziemi;/Jedno zawżdy
niech będziem pod skrzydłami Twemi!”.
Ta prośba o opiekę Boga stała się też
wyrazem więzi pokoleniowej, gdyż w Centrum Promocji Kultury zaśpiewali ją wszyscy uczestnicy spektaklu.
Fakt ten podkreślił pan Adam Deneka, dziękując wykonawcom za zaangażowanie i mieszkańcom Drezdenka
za udział w uroczystości. Jak podkreślił kierownik artystyczny Zespołu Muzyki Dawnej: „Starsi zbliżają się
do wieczności, młodzież do nieskończoności”. Słowa te zabrzmiały pełnią
prawdy, dotyczącej trwania i przemijania.
Za tak piękne duchowe przeżycia
dziękujemy organizatorom i uczestnikom obydwu widowisk – i tego w kościele – i tego w Centrum Promocji
Kultury, gdyż na zadumę nad życiem
i przekraczaniem jego granicy nigdy
nie jest za wcześnie.
Irena Kurowska
SUBKULTURY… Młodzież dzisiejszego świata
Ubierają się na czarno, słuchają „szarpidrutów”, często myleni są z satanistami. A może wręcz
przeciwnie? Ubrani na kolorowo, w luźne łachmany,
ludzie o długich włosach, z gitarą w rękach, „dzieci
kwiaty”, które nie mają nic innego do roboty, jak siedzenie w melinach i ćpanie. A może, jak twierdzą niektórzy, są to młodzi bandyci, siedzący pod blokiem
na ławce, straszący przechodniów i mieszkańców
osiedla?
Tak postrzegani są przez przeciętnego odbiorcę młodzi reprezentujący subkultury. Spróbuję przedstawić
nieco inny obraz Hippisów, Metali, Emo, Punk-Rockowców czy Dresiarzy, niż wykreowali sobie obserwatorzy. Może nawet uda mi się przekonać
czytelników, że do tego rodzaju grup
należą też ludzie wartościowi. Zapraszam do lektury artykułu.
Hippisi, nazywani często
„dzieci kwiaty”, inspirują się indiańskimi wzorami. Ubierają się
w luźne kolorowe ubrania,
zgodne z naturą, własnoręcznie
zrobione ozdoby z koralików,
rzemyków oraz różnorodne chusty i bandanki. Kobiety jak i mężczyźni noszą długie włosy. Panowie
zapuszczają brody. Często chodzą
boso, aby być bliżej Matki Ziemi. Muzyka, jakiej słuchają, to rock psychodeliczny inspirowany folkiem. Ich
najwięksi przedstawiciele to niewątpliwie The Doors, The Animals oraz Jimi
Hendrix, który za swój hipisowski styl życia, musiał zapłacić życiem.
Ruch hipisowski pojawił się
w XX wieku w Stanach Zjednoczonych.
Młodzież buntowała się przeciw komercyjnemu stylowi bycia większości ludzi.
Świat postrzegał ich jako przeciwników
wojny wietnamskiej. Hipisi przeciwstawiali się powszechnemu pobieraniu młodych mężczyzn do wojska,
szkolnictwu czy Kościołowi. Żyli w grupach kilkunastoosobowych, gdzie wszystko było wspólne. Ich najważniejsze hasła brzmiały: „Peace and love”, czyli „Pokój
i miłość” oraz „Make love, not war”, co w dosłownym
tłumaczeniu oznacza: „Czyń miłość, nie wojnę”. W Polsce, pierwsi hipisi pojawili się w 1967roku. Buntowali się
przeciw komunistycznej tyranii.
Kolejną grupę stanowią Punk-Rockowcy.
Grupa powstała w latach siedemdziesiątych w dzielnicach robotniczych wielkich miast, na przykład Londynu. Jej przedstawiciele na początku nie mieli żadnej
ideologii. Po pewnym czasie zaczęli głosić hasła anarchistyczne. Stali się przeciwnikami wszelkich instytucji.
Świat zaczęli przedstawiać w czarnych barwach. Punki
to osoby o lewicowych poglądach. Domagają się oni bowiem równości wszystkich ludzi. W przeciwieństwie
do hipisów, którzy odrzucali wszelkie dobra materialne,
punki uważali, że dla nich nic nie jest dostępne.
W Polsce subkultura pojawiła się w latach osiemdziesią-
tych, kiedy występowały największe protesty przeciw władzy komunistycznej. Punki nie przejmują się
swoim wyglądem. Generalnie noszą
glany, spodnie jeansy lub tak zwane
pasiaki oraz skórzane kurtki z nabitymi ćwiekami. Wyróżniają się fryzurą (wygolona głowa z pozostawionym
na środku irokezem o jaskrawych
barwach). Ich zamiłowaniem jest też
oczywiście percing – kolczyki w różnych miejscach ciała. W tekstach
muzyki punk-rockowej zawarte są
różne ideologiczne założenia tej
kultury. Niewątpliwie „ojcem” tej
muzyki jest grupa Sex Pistols.
Równie ważne zespoły to na pewno: The Clash, Blonde,
Ramones, czy też The Saints.
Znaczącą grupą są Metalowcy.
Jest to subkultura, która powstała na początku
lat 70 – tych w Wielkiej Brytanii. To niewątpliwie najbardziej pokojowo nastawieni ludzie. Metali łączy tylko
i wyłącznie muzyka. Do grupy metalowców mogą należeć osoby bez względu na wiek, płeć, religię, czy upodobania. Jest to subkultura, która nie opiera się na żadnej
ideologii, składa się z ludzi pozytywnie nastawionych
do innych grup i subkultur. Teksty piosenek
metalowych są przepełnione okultyzmem i pochwałą zła. Dlatego
też wielu ludzi błędnie łączy metali z satanizmem. Kolorem rozpoznawczym tej subkultury jest czerń.
Do tego dodać trzeba jeansowe
spodnie, skórzaną kurtkę i glany
oraz długie rozpuszczone włosy.
Ważne są również naszywki z nazwami
ulubionych zespołów.
Znakiem rozpoznawczym metali,
w szczególności na koncertach, jest
Mono cornuta – gest wyciągniętej
dłoni, tworzącej z dwóch palców
rogi. Muzykę metalową można podzielić na kilka podgatunków, między innymi: death
metal, trash metal, black metal,
gothic metal. Głównymi zespołami metalowymi są niewątpliwie amerykańska grupa Mettalica i brytyjski zespół
Black Sabbath. Jeśli chodzi o polskie grupy, warto wyróżnić Vader, Behemoth oraz TSA (Tajne Stowarzyszenie Abstynentów).
Dużą grupę tworzą Skinheadzi.
Pierwsze grupy powstały w latach sześćdziesiątych XX wieku w Wielkiej Brytanii. Były wyrazem sprzeciwu młodzieży przeciw angielskiej arystokracji.
Po jakimś czasie subkultura zaczęła nabierać rozpędu,
kiedy pojawili się punkowcy. Z tego powodu skinheadów zaliczamy do kontrkultury. Kolejna fala, najgroźniejsza, została określona formą rasistowską. Pierwsi
skinheadzi pojawili się w Polsce w czasie stanu wojen-
TYGIEL luty 2013
9
nego. Skini z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zajmowali się „tępieniem” punków,
których uważali za brudasów
i leni.
Obecnie jednak głoszą hasła
faszystowskie. Ich świętem
są urodziny Adolfa Hitlera.
Są uprzedzeni do ludzi innej
narodowości, innego koloru
skóry oraz Żydów. Uważają, że
zabierają pracę mieszkańcom
danego kraju. Skinheadzi nie
tolerują również narkomanów
oraz anarchistów, a także
członków innych subkultur. Ich
ulubionym zajęciem są tak
zwane „rozróby”, czyli zadymy wywołane w miejscach
publicznych. Jeśli chodzi
o wygląd skinów, są to najczęściej młodzi, wysportowani mężczyźni, z wygoloną
do skóry głową. Ubierają się w wojskowe spodnie, glany i koszulki z emblematami nazistowskimi.
Jeszcze jedną ciekawą grupę tworzą Rastamanie.
Jest to ruch filozoficzno – religijno – kulturowy, który
powstał na terenie Jamajki w latach trzydziestych
za sprawą księcia Ras Tafari Makkonena. Założyciel grupy uważał, że pokój na świecie nastąpi dopiero wtedy,
gdy kolor skóry będzie mniej ważny od koloru oczu.
MY I RZECZYWISTOŚĆ
Czy warto bawić się w dżentelmena?
Zaczął się rok szkolny. Mijają tydzień za tygodniem. Można rzec szara rzeczywistość, lecz nie z moimi znajomymi. Razem z kolegami z klasy ustaliliśmy,
że przyjdziemy do szkoły ubrani w garnitury. Jacek – główny dowódca operacji – zadzwonił do wszystkich i wyjaśnił, na czym polegać ma plan działania.
Przed lekcjami spotykamy się pod sklepem
„Polo”. Każdy ma przeciwsłoneczne okulary, a dwóch
trzyma pod pachą aktówki. W ustalonym szeregu udajemy się do szkoły. Specjalnie spóźniamy się na lekcje,
żeby wejście było efektowne. Otwieram drzwi i po kolei wchodzimy do klasy. Z ust kolegi padają słowa: „Garnitur – 350 zł, okulary – 170 zł – mina nauczycielki
i klasy-bezcenna”. Pani wychowawczyni na nasz widok
aż usiadła a dziewczyny wybuchły śmiechem. Tak się
zaczął „Dzień Dżentelmena”.
Zadzwonił dzwonek. My stoimy w windzie.
Drzwi się otwierają. Wchodzi nauczycielka historii. Wiemy, że podąża na lekcję do klasy pierwszej. Razem
wjeżdżamy na ostatnie piętro. Ku Pani zdziwieniu wychodzimy pierwsi i tworzymy formację ochronną – szpaler. W ten sposób torujemy drogę do klasy,
przepychając się przez tłum. Trzeba było zobaczyć miny pierwszoklasistów – boki zrywać! Już w gabinecie je-
10
TYGIEL luty 2013
Na świecie ruch został rozpowszechniony w latach siedemdziesiątych, gdy modna stała się muzyka reage.
Prawdziwy rastaman to człowiek prowadzący spokojny
styl życia, zgodny z naturą. Propaguje on wolność dla
wszystkich ludzi oraz pokój na ziemi. W pierwotnej wersji przedstawiciele tego ruchu głosili wyższość ludności
czarnej nad białą. Elementem ich kultury jest
stałe palenie świętego zioła, czyli marihuany. Twierdzą oni, że dzięki temu są bliżej
Boga i zwiększa się ich świadomość.
W ubiorze ważne jest akcentowanie barw flagi etiopskiej, a więc kolorów czerwonych, żółtych oraz
zielonych. Często ich włosy to są
dredy. Mają one znaczenie symboliczne – powrotu do natury.
Muzyka rastamanów to reagge.
Najsłynniejszym muzykiem tego
gatunku jest Bob Marley. Z zespołów warto wymienić Habakuk
oraz Bakshish.
Drodzy czytelnicy. Przedstawiłam
tylko pięć subkultur. W kolejnym numerze zamierzam opisać następne ugrupowania. Mam przy tym
nadzieję, że przy spotkaniach z różnymi przedstawicielami subkultur nasza wiedza pozwoli nie tylko ocenić zagrożenia, ale też rozpoznać tych, którzy
po prostu wybrali taki, a nie inny sposób na życie.
Ewa Butrym
den z kolegów ustawia się na środku i zaczyna rzucać
hasłami: „Nie ma się na co patrzeć”, „Zajmować miejsca: go, go, go”, a następnie oznajmia: „Obiekt zabezpieczony, misja wykonana”. Wycofujemy się na swoją
lekcję.
Szósta lekcja. Spóźniamy się i Pani zamyka
przed nami klasę. Co tu robić? Potrzebny nam
klucz – powiedział Robert. Na to Maciek: „Wiem! Pójdźmy do sekretariatu po zapasowy, ale będzie zaskoczenie”. Nie przewidzieliśmy jednak, że Pani zostawiła
klucz w zamku. No cóż, plan nie wypalił. Oczekiwaliśmy na znak, lecz słyszeliśmy tylko ciszę. Kiedy drzwi
otworzyły się, weszliśmy do klasy i przeprosiliśmy
za spóźnienie. Na próżno. Mieliśmy już wpisaną nieobecność. Nie zawsze psikusy wychodzą na dobre.
W drodze ze szkoły spotkaliśmy inną nauczycielkę. Zwartym szeregiem odprowadziliśmy Ją do domu. Po drodze ludzie ze zdziwieniem obserwowali nas.
Najlepsza była jednak mina pana w samochodzie, kiedy Marcin stanął na pasach i zatrzymał ruch, żeby przeprowadzić „obiekt chroniony” – czyli Panią profesor.
Później stanęliśmy obok pomnika Tadeusza
Kościuszki i przez 10 minut pełniliśmy wartę. Znowu ludzie patrzyli na nas jak na wariatów. Zrobiliśmy sobie
Dżentelmeni na warcie przed
pomnikiem T. Kościuszki
W ŚWIĄTECZNYM NASTROJU
Udekorowane ulice miast, świecące tysiącami
lampek witryny sklepów, supermarketów, choinki zdobiące place, programy telewizyjne poświęcone bożonarodzeniowym tradycjom w różnych regionach kraju, dźwięki
kolęd w radiu – wszystko to tworzy atmosferę zbliżających
się Świąt Bożego Narodzenia. Należą one do pięknego,
głęboko przeżywanego okresu związanego ze sferą sacrum. Niebagatelną rolę w budowaniu stanu świadomości świątecznej odgrywa religia i Kościół. Narodziny
Chrystusa ogłaszane są co roku w czasie
Pasterki, kiedy to słyszymy słowa kolęd: Bóg się rodzi, Wśród nocnej ciszy, Przybieżeli do Betlejem pasterze i inne bardzo bogate w treści pieśni.
Wydaje się, że przed świętami ludzie stają się
bardziej życzliwi, częściej się uśmiechają, szukają kontak-
pamiątkowe zdjęcie. Dzień
dobiegał końca, ale mieliśmy zaplanowaną jeszcze
jedną misję.
Naszą ukochaną wychowawczynię postanowiliśmy
uroczyście przekazać w ręce
Jej męża. Utworzyliśmy
szyk i odprowadziliśmy Panią do auta. Sprawdziliśmy,
czy samochód jest bezpieczny. Gaśnica, trójkąt,
klucze, prawo jazdy i przegląd – wszystko było w porządku. Obiekt bezpieczny.
I tak się skończył pierwszy,
ale, mamy nadzieję, nie
ostatni „Dzień Dżentelmena” w naszej szkole.
Andrzej Wochnik
tów, składają sobie życzenia. Chciałoby się, by ta atmosfera wzajemnego szacunku trwała i trwała bez końca.
W przedszkolach, szkołach przygotowywane są przedstawienia – jasełka. 19 grudnia aniołowie ze Szkoły Ponadgimnazjalnej w Drezdenku przybyli też do CPK. Młodzież
pod kierunkiem pani K. Zamerluk przygotowała bowiem
dla przedszkolaków sceny z narodzenia Chrystusa. Był żłóbek, była Matka Boska i św. Józef, byli Trzej Królowie, pasterze, ale też różne postacie ze znanych bajek. Wszyscy
przybyli po to, by oddać hołd maleńkiemu Jezusowi.
Pomysł godny pochwały, ponieważ bohaterowie
znanych bajek wygłaszają życiowe prawdy. Na scenie pojawia się dziewczynka z zapałkami, która pragnie ogrzać
się przy ogniu. Padają wówczas pełne troski słowa: „Pan Jezus wie, czego biednym dzieciom
trzeba. Kto je nakarmi, ten trafi do nieba”.
Bajkowe postacie przynoszą Jezusowi
w darze różne potrzebne rzeczy. Czerwony
Kapturek św. Rodzinę obdarowuje koszykiem
pełnym jedzenia; Smerfetka składa życzenia;
Pinokio szczyci się tym, że już nie chodzi na wagary, nie kłamie; Jaś i Małgosia, dziękując za troskę, częstują wszystkich piernikami z chaty
Baby Jagi; Marysia Sierotka przynosi poduszeczkę. Matka Boska przyjmuje ją do siebie.
Calineczka, dziękując za stworzenie świata, daje kosz pełen kwiatów. Kopciuszek postanawia
posprzątać w stajence. Słyszymy wówczas, że:
„Pracowitość i pokora zawsze bywa nagrodzona”. Cudów nie brakuje, bo oto wszyscy dowiadują się, że serce Królowej Śniegu – odtajało.
Śledząc w wielkim skupieniu przebieg
akcji, przedszkolaki dowiedziały się, że dobro
zwycięża, zło zostaje ukarane, że należy żyć w zgodzie.
Spontaniczne reakcje dzieci na przedstawienie, ich współ-
TYGIEL luty 2013
11
uczestnictwo w śpiewaniu kolęd, zamyślenie
podczas oglądania – świadczyć mogą o jednym, że tego rodzaju spektakle dostarczają najmłodszym nie tylko wzruszeń, ale też uczą
postaw otwartości, życzliwości dla innych.
Dzięki takim przedsięwzięciom dzieci poznają
także świąteczne tradycje i bożonarodzeniową
obrzędowość. Młodzież przekazała wszystkim
życzenia radosnych chwil przy choince.
Tajemnica Bożego Narodzenia
Komu mocniej nie zabije serce, kiedy
usłyszy piękne polskie kolędy? Ośmielam się
stwierdzić, że nie ma takich osób. Dowodem
na tak postawioną
tezę był spektakl pod tytułem „Tajemnica Bożego Narodzenia”, który odbył się 6 stycznia
w CPK w Drezdenku. Grupa teatralna „Anima”
pod kierownictwem artystycznym pani Doroty Jessa zaprezentowała pełną refleksji opowieść o człowieku.
Młodzi aktorzy, wychodząc od myśli Terencjusza:
„Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce”, zastanawiali się nad istotą ludzką. Próbowali oni odpowiedzieć na pytania: kim jest współczesny człowiek, jakie
postawy reprezentuje, do czego dąży i co chce osiągnąć?
Po scharakteryzowaniu wielu postaw wobec innych ludzi,
świata i zdarzeń widzowie ostatecznie dowiedzieli się, że
człowieka nie można do końca zdefiniować, gdyż jest istotą odrębną, niepowtarzalną, nieprzewidywalną.
Aktorzy podjęli także próbę definicji świętości.
Szukając informacji o świętym Józefie, wymieniali wielu
świętych, między innymi: Franciszka, który głosił filozofię
miłosierdzia i kochał wszelkie istoty stworzone przez Boga, Bernarda, który służył innym ludziom. W końcu ze zdumieniem stwierdzili, że święty Józef był zwykłym
człowiekiem – cieślą, który umarł niepostrzeżenie. Ten dialog zakończono konkluzją poety – Jana Twardowskiego,
który pragnął, by choć przez jedną sekundę we wszystkich
ludziach dostrzegać wszystkich świętych.
Święta Bożego Narodzenia kojarzone są z radością. Dają one bowiem ludziom nadzieję na istnienie dobra. Takie przesłanie miał ten jakże ciekawy i niecodzienny
spektakl.
Dlaczego jest Boże Narodzenie, dlaczego w te święta wypatrujemy Gwiazdy Betlejemskiej, dlaczego śpiewamy kolędy? Odpowiedzi na te pytania udzielili
wokaliści, którzy pod kierownictwem artystycznym pani Marzeny Osiewicz przygotowali wiązankę polskich kolęd. W nowej aranżacji
mieliśmy możliwość usłyszeć takie utwory, jak:
Gdy piękna panna dziecię kołysała, Anioł pasterzom mówił, Oj maluśki, maluśki, maluśki, Cicho,
cicho pastuszkowie i wiele innych.
Z celowo dobranych utworów i wypowiedzi słownych widzowie dowiedzieli się, że
bożonarodzeniowy obrządek jest po to, by podawać sobie ręce, uśmiechać się do siebie, przebaczać, nie hołdować złu, unikać kłamstw.
Zadaniem śpiewanych kolęd jest więc odmiana ludzkich serc. Pieśni te dają bowiem nadzieję na rozproszenie mroku, obudzenie ze snu
12
TYGIEL luty 2013
dobrego świata.
Festiwal kolęd „Złota Jerozolima”
W zimowy poranek 8 grudnia 2012r. zespół wokalno-instrumentalny INCANTO z Drezdenka wraz z opiekunem – panią Kamilą Zamerluk, wybrał się na Eliminacje
Rejonowe Międzynarodowego Festiwalu Kolęd i Pastorałek w Będzinie. Eliminacje odbyły się Dębnie. Dziewczęta
tworzące skład zespołu (Ewa Butrym, Marlena Gil oraz
Klaudia Nowak) spotykały się na próbach od wielu tygodni, aby jak najlepiej wypaść na prezentacji zarówno w zespole jak i w kategorii solowej. Wszyscy w muzycznych
nastrojach przybyli na konkurs. Cały dzień słuchałyśmy kolęd i pastorałek bardziej i mniej znanych i – należy przyznać – w różnych ciekawych wykonaniach.
Zespół Incanto wykonał dwie kolędy: Tryumfy
króla niebieskiego oraz Złota Jerozolima, zajmując 1 miejsce w swojej kategorii. Oprócz tego Ewa Butrym zdobyła
wyróżnienie w kategorii solowej. Do Drezdenka wróciłyśmy radosne i szczęśliwe.
Myślę, że warto kolędować. Jest to nie tylko tradycja bożonarodzeniowa jak jedna z wielu, ale też radość
dla duszy.
Ewa Butrym
Oby świąteczny nastrój towarzyszył nam każdego dnia Nowego Roku. Tego sobie i Państwu
życzy redakcja Kulturalnego Magazynu Młodych „Tygiel”.
WYWIAD Z PANEM A. TOMASZEWSKIM
Pan Adam Tomaszewski jest muzykiem, który gra na wielu
instrumentach, m. in. na perkusji, ksylofonie. Jest to postać
nietuzinkowa inieprzeciętna. Dlatego też postanowiłem zaprezentować Państwu Jego osobę. Pragnę podkreślić, że
Pan Adam występuje wwielu programach muzycznych, jest
również zdobywcą prestiżowych nagród, takich jak: Edynburg Fring Festiwal 2005 r., Harald Angle Awards, Latające
Włosy naFestiwalu Filmów Animowanych wZamościu. Hołdując tak ambitnym przedsięwzięciom, Pan Tomaszewski
znajduje czas nanauczanie dzieci istudentów, m. in. wCentrum Promocji Kultury w Drezdenku. Postanowiłem więc
zadać Panu Adamowi kilka pytań, mając nadzieję nabliższe
poznanie. Prezentuję Państwu przebieg rozmowy, którą
przeprowadziłem pięknego zimowego dnia.
Skąd wzięła się fascynacja muzyką, a więc taka ciekawa
pasja?
W sumie przez przypadek. Moja siostra grała
na skrzypcach. Warunki mieszkaniowe mieliśmy średnie,
więc jak ona rzępoliła natych skrzypcach, to trudno było wytrzymać ija musiałem też wymyślić jakiś instrument. Wydaje mi się, że to tak właśnie było. A ty na przykład wiesz, skąd
wzięły się twoje pasje? Po prostu przychodzą w końcu same. Siostra moja chodziła do szkoły muzycznej i wiesz mama zapisała mnie do takiej szkoły, a że miałem kiepski słuch
(żartuje), to dali mnie na perkusję. I tak się zaczęło.
Czy może mi Pan zdradzić, jak wyglądały początki Pana nauki?
W siódmej klasie szkoły podstawowej (kiedyś był
inny system szkolnictwa) zapisałem się do szkoły muzycznej. Praktycznie przez cały czas uczyła mnie jednapani. Ona
awansowała, gdyż ze szkoły podstawowej po roku nauki
przeszła do pracy w liceum muzycznym. Koniecznie chciała, żebym ja chodził do jej klasy – widocznie byłem zdolny.
Kiedy skończyłem liceum, ona zaczęła pracować nawyższej
uczelni, ja dostałem się nastudia – itak to się wszystko działo.
Czy Pan od razu miał instrument?
Kiedyś w ogóle nie było instrumentów. Na całą
klasę przypadał jeden, więc każdy miał wyznaczoną godzinę zajęć. Instrumenty były gorszej jakości, a jak były w lepszym stanie, to pani chowała je do szafy, żeby nie uległy
zniszczeniu. Perkusiści nie mogli narzekać, gdyż ze względu na to, iż instrumenty były bardzo głośne sale do ćwiczeń
znajdowały się gdzieś na końcu szkoły. W związku z tym nie
podlegaliśmy tak ścisłej kontroli. Wszystkie jakieś pozaregulaminowe imprezy odbywały się zawsze u perkusistów.
Takie studia były praktycznie formą zabawy. Bawiliśmy się,
graliśmy w gry, ale też dużo ćwiczyliśmy, bo lubiliśmy to, co
robiliśmy. Nie było wyścigów nazasadzie – kto pierwszy, ten
lepszy, ten dostanie lepszą pracę. Po prostu bawiliśmy się.
Życie było spokojniejsze.
Skończył Pan szkołę, jak odnalazł się Pan w tym wielkim
świecie?
Szkoły, podobnie jak teraz, w ogóle nie przygotowywały do zawodu. W szkole muzycznej grałem jakieś
skomplikowane utwory rozpisane natysiące instrumentów.
Jak dostawałem nuty, to nie wiedziałem, jak je „ugryźć”.
Pierwszą pracę dostałem w operze. Grałem na bębnie
„bam” i na talerzu „bum”. Liczyło się sto taktów (to jakieś
pół godziny) i znowu się uderzało. Taka była praca. Po iluś
tam latach grania nie bardzo umiałem sobie ztym poradzić,
bo nikt nas tego nie nauczył. Takie to były początki. Wy tak
samo, jak skończycie szkoły i pójdziecie do pracy, to okaże
się, że nie jesteście przygotowani dorozwiązywania problemów. Szkoła nadal istnieje tylko dla szkoły. Ty nauczysz się,
jak dostawać piątki, jak za bardzo się nie przemęczać, ale
później przychodzi praca i musisz od nowa się uczyć. Teraz
ja pracuję ze studentami i jest tak samo. Szkoła nie przygotowuje do niczego, tak naprawdę człowiek uczy się od życia. Jak widzisz początki nie były łatwe.
Słyszałem, że pracował Pan w różnych miejscach. Może
zdradzi nam Pan, w jakich i co to Panu dało?
Zacząłem pracować woperze wŁodzi. Grałem też
w tamtejszej filharmonii. Uczyłem w szkołach. Potem dostałem propozycję gry w orkiestrze i wyjechałem do Jugosławii (wtedy to państwo nosiło taką nazwę). Grałem tam
przez rok. Jugosławia to był taki Zachód, bo zarabiało się tak
jak naZachodzie, a pracowało tak jak naWschodzie – fajne
miejsce. Po roku zwiedziłem cały kraj i wróciłem, a tam zaczęła się wojna. Potem już nie było Jugosławii, więc miałem
szczęście, że tam nie zostałem.
Wspomina Pan, że grał tam w jakiejś orkiestrze?
W symfonicznej. Grałem na kotłach i uczyłem
dzieci. Miałem kilku uczniów i oni uczyli mnie bałkańskich
rytmów. Ja z kolei uczyłem ich klasycznej perkusji. W sumie
było fajnie. Potem wróciłem do Polski, bo dostałem pracę
wnajlepszej orkiestrze wŁodzi, wOrkiestrze Radia iTelewizji Henryka Debicha. Teraz niewielu ją zna, ale wtedy to była najlepsza rozrywkowa orkiestra w Polsce. Dużo płacili,
praca była super. Wtygodniu robiło się jedno nagranie wramach etatu, inne nagrania były dodatkowo płatne. Za festiwale też sporo płacili. To była najlepsza praca, jaką
możnabyło dostać wŁodzi. Poroku zmienił się jednak ustrój
i orkiestrę zamknięto. Kiedyś inaczej nagrywało się w studiu. Nie była to łatwa praca, bo wystarczył jeden błąd i trzeba było nagranie zaczynać od nowa. Teraz wszystko ci
poprawią, komputer wyrówna i nie ma w ogóle stresu.
Znowu wróciłem do pracy w szkole. Okazało się jednak, że
wynagrodzenie było małe i ledwo wystarczało na utrzymanie. Ja jednak bardzo lubiłem pracę z dziećmi i miałem duże
TYGIEL luty 2013
13
osiągnięcia. Moja uczennica zajęła pierwsze miejsce w konkursie. Do tej pory nikt ze Zduńskiej Woli nie dostał się
na studia muzyczne, kiedy jednak ja zacząłem pracować
zuczniami, to wszyscy moi podopieczni otrzymywaliindeksy.
To wielki sukces?
Uważam, że to nie mój sukces. Dogadywałem się
z uczniami i fajnie nam się razem pracowało. Pieniędzy jednak ztego nie było inamówiono mnie, żeby wyjechać zPolski i wyjść na ulicę. Opracowałem program na ksylofon
i wyjechałem do Niemiec. Już po pierwszym dniu grania
okazało się, że zarobiłem więcej niż przez miesiąc w szkole.
Mało tego – zaproszono mnie do gry w programie rozrywkowym. Tak zaczęła się moja współpraca z menadżerami
z Francji i Niemiec. Dwa lata grałem na ulicy. W tym czasie
zaproszono mnie na występy we Francji w czasie wyborów
prezydenckich, grałem też na poważnej imprezie rodziny
Chaplinów. Z tej gry na ulicy naprawdę dużo skorzystałem,
gdyż ludzie brali wizytówki i zapraszali na różne uroczystości. Ci, którzy mnie usłyszeli, chcieli współpracować i to było piękne.
Bodajże w 2005 roku zaproszono mnie do udziału w największym w Europie Festiwalu Kultury w Edynburgu. Tam
zdobyłem bardzo ważną nagrodę, przyznaną przez dziennikarzy. Pamiętam, jak w Hamburgu zagraliśmy dla pani
kanclerz A. Merkel. Grałem już wzespole iteż dostawaliśmy
nagrody, wydawaliśmy płyty, mieliśmy trasę koncertową,
w sumie wszystko, o czym może marzyć muzyk.
Nauczanie muzyki nie jest sprawą łatwą, skąd więc bierze się w Panu taki zapał do działalności?
Człowiek w życiu robi różne rzeczy. Każdy swoje
i każdy zbiera doświadczenie. Po jakimś czasie chcesz się
tym doświadczeniem dzielić, bo to takie naturalne dla człowieka, po prostu ludzkie. Ja mam trochę tego doświadczenia, swoje błędy popełniłem. W związku z tym chcę się tym
podzielić.
A czy to jest muzyka?
Ja nie tylko muzyki uczę. Mam zajęcia zdzieciakami, które mają charakter bardziej psychologiczny niż muzyczny. Generalnie jednak we wszystkim, czego człowiek
uczy innych, jest element dzielenia się swoim doświadczeniem. Nauczyciele mają w klasie ponad dwudziestu
uczniów, pracują po osiem godzin dziennie, a więc nie mogą sobie pozwolić na to, żeby czegoś nauczyć. Oni muszą
zachować dyscyplinę, zrealizować program. Jeśli im się uda
jedno i drugie i jeszcze mają siłę – to mogą dać coś od siebie, ale to raczej rzadko się zdarza.
Natomiast ja działam na innych zasadach, np.
w CPK pracuję pięć, sześć godzin w tygodniu. Mogę wówczas dać młodzieży coś od siebie. Gdybym pracował
po dwadzieścia, trzydzieści godzin to po miesiącu, dwóch,
trzech nie miałbym już siły. Mi udaje się nauczyć młodych
grania nie dlatego, że jestem inny niż wszyscy, ale dlatego,
że wprowadzam różnorodne formy, daję coś od siebie.
Dzisiaj możliwości działalności jest dużo. Są programy autorskie, teatralne i można znaleźć coś dla siebie.
Nie zależy mi na tym, żeby zarabiać sto milionów, bo nie
pracuję dla pieniędzy, pracuję po to, żeby coś przekazać.
Według mnie nie może być tak, że praca ma być męcząca.
Ty też sam szukasz czegoś, co ci sprawi przyjemność. Praca
14
TYGIEL luty 2013
może być fajna i życie też może być takie. Tylko trzeba to
znaleźć. Większość ludzi idzie do pracy, bo tak trzeba. Pracują, męczą się, bo tak musi być. To jednak nie jest prawda,
zwłaszcza wsztuce. Wtej dziedzinie pracujesz, bo czerpiesz
z tego zadowolenie.
Zero monotonii w Pana życiu?
Wiesz, to nie dokońca tak jest. Jak jest naprzykład
małe dziecko, to wszystko się zmienia, bo dziecko lubi rutynę. W tym momencie pojawia się problem, bo jestem
po rozwodzie, ale w gruncie rzeczy nie o to chodzi. Sztuka
musi być taka, że jak ludzie przychodzą na spektakl, to ty
musisz im dać coś ekstra, niecodziennego. Wzwiązku ztym,
mając taki zawód, musisz szukać w sobie, w swoim życiu
czegoś wyjątkowego, co możnaprzekazać innym. Nie możnasiedzieć wdomu, kopać rowy, wyjść nascenę iotym mówić, bo tego nikt nie będzie słuchał. To życie takie musi być,
ale za to też płaci się swoją cenę, bo jak chodzisz na osiem
godzin do pracy to dostajesz swoje pieniądze, możesz się
ztego rozliczyć. Jak masz takie swoje zainteresowania, różne pasje, zawody, no to nigdy nie wiadomo, ile będziesz miał
pieniędzy. Ja z natury jestem optymistą i wierzę, że będę
miał więcej niż mam i z tego powodu wynikają różne komplikacje. Tak lapidarnie można rzecz ująć.
Można powiedzieć, że jest Pan artystą z prawdziwego
zdarzenia?
Tak nawet twierdzi numerolog. Byłem u niego
i wyszło na to, że w tym życiu mam być artystą. To nie jest
tak, że artystą jest ten, co gra, śpiewa lub tańczy. Artysta to
forma szukania w życiu czegoś innego. Można powiedzieć,
że praca wszkole jest monotonna.Tak mi się wydawało, kiedy pracowałem naetacie wszkole muzycznej. Człowiek jest
jednak taką istotą, która sama wybiera. Ja mogę powiedzieć, że jestem artystą i mam interesujące życie. Ty masz
taki wybór – możesz powiedzieć: „Ten facet ma fajnie, najeździ się po świecie, co chwila coś się w jego życiu zmienia,
nie nudzi się”. Ale możesz też powiedzieć: „Biedny człowiek,
nie ma domu, nie ma niczego stałego, co chwila musi gdzieś
jechać”. To jest twój wybór.
Każdy człowiek wybiera. Wybierasz tym, co masz
w sobie. Ja mam taki charakter, że w zwykłej pracy wybieram coś ciekawego, nawet wtedy, kiedy gram w operze
na talerzach. Praca w operze polegała przecież na tym, że
grało się na początku spektaklu, potem była długa przerwa,
ale trzeba było tam być, by na koniec znowu uderzyć w talerze. Wielu załamałoby się – człowiek po studiach, młody,
co to zapraca. Ja jednak zacząłem szukać wtalerzach dźwięku idzięki temu nauczyłem się, że wmuzyce ważny jest każdy dźwięk, bo nawet na talerzach można zagrać je różnie.
Do każdego akordu potrzebny jest inny rodzaj uderzenia.
Dzięki talerzom nauczyłem się grać muzykę. Artysta to jest
właśnie ktoś, kto wkażdej sytuacji poszukuje czegoś, jakiejś
swojej drogi i ja tak po prostu mam. Taka postawa komplikuje jednak życie. Trudno bowiem kimś być, bo zawsze szuka się czegoś po swojemu. Wszystko ma swoje plusy
i minusy. Nie ma w życiu tak, że jest jedna słuszna droga.
Dlatego też warto być sobą, bo wtedy nie tracisz siebie. Najgorzej, jak nie jesteś sobą. Idziesz drogą, którą ci wskazali
inni – nie jesteś wtedy zadowolony, nie jesteś sobą. Ciągle
więc podkreślam, że trzeba iść swoją drogą.
Czy Pana marzenia zawsze związane były z muzyką, czy
je Pan zrealizował, czy realizuje Pan swoje cele zawodowe?
Kiedy pracuję ze studentami, to praktycznie nic
nie ma wspólnego z muzyką. Uczę wtedy otwarcia na innych, pełnię rolę psychologa. Teraz też realizuję taki program dla dzieci i młodzieży.
Dlaczego orkiestra tak fajnie brzmi? Bo każdy instrument
jest inny i kiedy się tę inność połączy, wówczas to dopiero
brzmi. Najpierw więc indywidualność, a dopiero potem
wspólne granie. U nas jest odwrotnie – najpierw razem, potem nie ma już indywidualności, została stłamszona, zabita. Dlatego mi zależy, żeby każdy był sobą. Tak jest też
na zajęciach, które odbywają się wCPK.
Pytasz o marzenia. Wydaje mi się, że przynależą
one ludziom młodym. Niektórym często wydaje się, że jak
coś osiągną, to ich życie zmieni się. Według mnie – to nieprawda, to tylko taki bajer. Tak naprawdę jedyną ważną
umiejętnością wżyciu jest cieszenie się ztego, co się ma. Jeśli tej umiejętności nie ma, to bez względu nato, co się osiągnie, zabraknie radości.
Ludzie myślą stereotypami, np. jeśli zostałbym
prezydentem albo zarobił milion dolarów, to moje życie
zmieniłoby się. Nie zdają sobie jednak sprawy, że gdyby tak
się stało, wówczas oni też zmienią się. Zmarzeniami jest tak,
że jeśli się spełnią wówczas stają się codziennością. Jeśli
na co dzień jest się człowiekiem niezadowolonym, to
po spełnieniu marzeń nadal takim się pozostaje. Mój
syn – Julek – tak właśnie ma. Kiedy prosi mnie o zabawkę,
kupuję mu taką, którą wybierze, ale po wyjściu ze sklepu
znowu jest niezadowolony, gdyż nie wybrał innej. Jak widać
zpodanego przykładu, nie ma znaczenia, że marzenie oposiadaniu określonej zabawki spełniło się.
Wielu stawia przedsobą różne cele, ale poich osiągnięciu pragnie realizacji następnych i kolejnych. To co udało się zdobyć przestaje już cieszyć.
Ktoś kiedyś powiedział, że granie muzyki jest bardzo prostą sprawą – trzeba zagrać jeden dźwięk, potem następny. Według mnie o to właśnie chodzi, żeby delektować
się każdą chwilą. To tak, jak z piciem herbaty – cieszysz się
smakiem każdego łyku, a potem absorbuje ciebie już kolejne zadanie.
Siedemnastoletni człowiek jest zbiorem tego, co
przekazali mu rodzice, co usłyszał wtelewizji, czego nauczyli
go w szkole, co powiedzieli mu koledzy. Tak naprawdę
do końca nie zdaje sobie sprawy, co jest czym i dopiero zaczyna się uczyć. Jak jesteś młody, to musisz marzyć, np.
odziewczynie, osamochodzie, odomu, ciekawej pracy. Musisz przyznać, że to jest fajne. Kiedy jednak ma się pięćdziesiąt lat to marzenia nie mają już takiego znaczenia, bo
realnie ocenia się rzeczywistość, w której się funkcjonuje.
Po jakimś czasie człowiek po prostu uczy się pokory.
Chciałbym być dobrze zrozumiany, bo to nie jest
tak, że jak masz siedemnaście lat – to jest dobrze, ajak masz
pięćdziesiąt – to jest źle. W każdym wieku można znaleźć
coś, co da satysfakcję i zadowolenie. W wieku młodzieńczym wszystko może zaskoczyć, często myśli o świecie są
tylko wyobrażeniami o nim i człowiek „dostaje po łapach”,
ale przy okazji uczy się tego, co jest dobre, co złe. Kiedy ma
się powyżej trzydziestki, wówczas można dokonywać bardziej świadomych wyborów. Według mnie im człowiek jest
starszy, tym lepiej mu się żyje, chociaż pojawiają się jakieś
dolegliwości. Nie one są jednak istotne, liczy się bowiem
swoboda w samorealizacji. Nie ma się czego bać i przejmować upływem czasu, gdyż w życiu nigdy nie jest tak, że jak
coś stracisz, to nic nie zyskasz. W świecie panuje bowiem
prawo równowagi.
Może nam Pan zdradzi, jakie zdarzenia z licznych podróży wryły się w Pana pamięć? Może było coś zabawnego,
śmiesznego?
Pamiętam zdarzenie, które dużo mnie nauczyło,
kiedy grałem w czasie wyborów prezydenckich we Francji.
W ogromnej sali Starego Teatru mam zagrać bez akompaniamentu solowy utwór naksylofonie. Dzień wcześniej wieczorem występowałem w Hamburgu i do Francji jechałem
całą noc. Namiejscu byłem około jedenastej. Przedkoncertem miałem zamiar wyspać się, ale zarządzono próbę najpierw grania, potem świateł, następnie akustyki. Z tego
powodu wcale nie spałem. Zanim się spostrzegłem rozpoczął się koncert. Utwór, który grałem, składał się z dwóch
części. Pierwsza powtarzała się dwa razy, później była druga i koniec. Zagrałem pierwszą część dwa razy, zaczynam
grać drugą – jeden akord i nic nie pamiętam. Stoję może
z minutę iuderzam ostatni akord. Schodzę ze sceny, nie ma
oklasków. Myślę sobie: „No dobra, niech będzie”. Kolejny
utwór – taki bardzo szybki – gram, gram, gram i nagle pałeczka wypada mi z ręki. Biegnę za nią. Kończę utwór i słyszę takie tam małe oklaski. Trzeci utwór zagrałem już
normalnie, bez wpadki. Przyczwartym dostałem oklaski.To
zdarzenie uświadomiło mi, że gdybym był chirurgiem, to
ktoś straciłby przeze mnie życie lub zdrowie. W sztuce zdarzają się jednak takie nieprzewidziane sytuacje.Tak naprawdę świat się nie zawalił. To tylko nam się wydaje, że
zawiniliśmy. Zdarzenie we Francji nauczyło mnie nie bać się
popełniania błędów, gdyż wtedy człowiek najwięcej się uczy.
Bardzo zabawne wspomnienie zachowało się ze
szkoły muzycznej. We wczesnych godzinach rannych rozpoczynałem próbę. Rozkładam instrumenty i słyszę jakieś
dziwne dźwięki – takie jakieś pochrapywanie. Otwieram
szafę i wprost nie wierzę własnym oczom. Skulona w szafie
śpi panna młoda. Okazało się, że koledzy grali na weselu
iwraz zinstrumentami przynieśli dziewczynę wbieli. Jak widzisz wżyciu muzyka czasami zdarzają się sytuacje, których
nie da się przewidzieć.
W imieniu młodych dziennikarzy skupionych wokół czasopisma „Tygiel” bardzo serdecznie dziękuję Panu
Adamowi Tomaszewskiemu za szczere wypowiedzi.
Drodzy czytelnicy, myślę, iż ten wywiad uświadamia nam, że człowiek powinien dążyć do samorealizacji, iść
za swoim powołaniem. Jeśli odkryjecie w sobie talenty, realizujcie je, bo dzięki temu można osiągnąć wewnętrzną
harmonię, czego niezbitym dowodem jest treść przeprowadzonej przeze mnie rozmowy. Ja wiem, że trzeba mieć wiele samozaparcia, żeby być wiernym sztuce. Z wywiadu
wynika jednak, że warto. Muszę przyznać, ze dzięki takim
ludziom jak Pan Adam nasz świat nie jest szary i wydaje się
lepszy.
Panie Adamie jeszcze raz dziękuję iwNowym Roku życzę Panu realizacji zamierzeń i szczęśliwych zbiegów
okoliczności.
Andrzej Wochnik
TYGIEL luty 2013
15
KSIĄŻKA, TEATR, FILM – NASZE FASCYNACJE
Wyruszamy do kina na film…
Przygoda i miłość – czyż to nie
wspaniałe przeżycia?
Na to pytanie bez zastanowienia
odpowiadamy twierdząco. Wydaje się bowiem, że mało kto pogardziłby możliwością przeżycia
niespodzianek w czasie wędrówki albo odrzuciłby uczucie. Wiadomo, że kiedy oglądamy filmy
o tego typu tematyce to angażujemy się emocjonalnie w sytuacje
przeżywane
przez
bohaterów. Tak dzieje się, kiedy
śledzimy losy postaci z filmu
„Szczęściarz”.
Znalezione zdjęcie kobiety
ratuje głównego bohatera
Logan’aThibault i zmienia całkowicie jego życie. To początek
ciekawej adaptacji książki Nicholasa Sparksa. Jak wiedzą wszyscy fani tego autora, to
nie pierwsza ekranizacja jego utworu, który pojawił
się w kinach. Mogliśmy zobaczyć też m.in. „Pamiętnik” i „List w butelce”.
Akcja filmu rozpoczyna się na wojnie w Iraku. Tam Logan znajduje na ziemi fotografię kobiety i uważa, że
to ona uratowała go przed śmiercią. Po powrocie ze
służby bohater zabiera swojego owczarka i wyrusza
w podróż, aby odnaleźć nieznajomą. Okazuje się, że
kobieta ma na imię Beth, jest samotną matką i wraz
z babcią prowadzi schronisko dla
zwierząt. Logan zatrudnia się
tam. Główni aktorzy, pomimo
początkowych nieporozumień,
w końcu nawiązują ze sobą romans. Ale jak to zawsze bywa
w romantycznych filmach, coś
musiało pójść „nie tak” …
„Szczęściarz” jest interesującym
filmem dla ludzi (a w szczególności kobiet), którzy nie pogardzą
dobrą fabułą, przyjemną atmosferą i oczywiście happy endem.
Jego rangę podnosi również aktorska obsada. Występują tutaj:
Zac Efron, znany m.in. z „High
School Musical” i „Charlie St.
Cloud” oraz Taylor Schilling,
wschodząca gwiazda, która pojawiła się m.in. w serialu „Szpital
Miłosierdzia”. Muszę przyznać,
że po zerknięciu na główną obsadę film nie przekonywał mnie. Jednak po obejrzeniu go, mogę stwierdzić,
że główni aktorzy zrobili kawał dobrej roboty. Myślę,
że odegrali swoje role bardzo dobrze, z dużym zaangażowaniem. Nie można zapomnieć również o ocenie muzyki, która buduje cały nastrój. Pomaga nam
ona cieszyć się i płakać razem z aktorami. Cały film
przenosi na chwilę nas, dziewczyny, w świat fantazji
o prawdziwym uczuciu i wielkiej miłości.
Dominika Stachowiak
DOMINIKA RADZI
Piękno okresu młodości…
Dzisiejsze czasy przynoszą nam wiele problemów. Dotyczą one zarówno dorosłych ludzi, jak i młodzieży.
Czasami ludzie nie potrafią walczyć z przeciwnościami
i szukają pomocy u rodziny, przyjaciół… Niektórzy sięgają także do gazet, czytają „kąciki porad”, aby znaleźć
odpowiedź na pytanie: „Co powinnam/powinienem
zrobić?”. Postaram się odpowiedzieć na kilka pytań,
aby pomóc Wam znaleźć sposób na rozwiązanie dręczących Was problemów.
Czy warto angażować się w zajęcia pozaszkolne?
16
TYGIEL luty 2013
W pewnym momencie życia każdy człowiek ustala sobie priorytety. Wybieramy rzeczy, które są dla nas najważniejsze i staramy się do nich dążyć. Jeżeli mamy
jakieś zainteresowanie, wybraną drogę życiową, karierę i pragniemy, aby nasza przyszłość wyglądała tak, jak
sobie to wymarzyliśmy, to warto angażować się w różnego rodzaju zajęcia. Pomogą nam w osiągnięciu celu,
a jednocześnie mogą być naszym hobby. Oczywiście
niemożliwym jest, aby pogodzić czas na szkołę i zajęcia pozaszkolne, kiedy weźmiemy na swoje barki za du-
żo zadań. Należy zdecydować się na zajęcia, które
przydadzą nam się w przyszłości i jednocześnie będą
dla nas ogromną przyjemnością.
Michalina (17 lat): „Sądzę, że warto angażować się
w zajęcia pozaszkolne, bo, spotykając się na nich ze
znajomymi, można miło spędzić czas i dowiedzieć się
ciekawych rzeczy”.
Marcin (16 lat): „Nie warto angażować się w zajęcia pozaszkolne, ponieważ wymaga to zbyt dużo czasu.
Uczniowie powinni poświęcać czas na naukę”.
Czy można oceniać człowieka po muzyce, której
słucha?
Rodzaj słuchanej muzyki w pewnym stopniu nas charakteryzuje. Jednak nie powinniśmy dawać ostatecznej oceny o człowieku, znając tylko wykonawców,
jakich słucha. Często może być ona mylna. Nasz osąd
o człowieku powinien opierać się na cechach charakte-
ru danej osoby, a rodzaj słuchanej muzyki może być tylko dodatkiem do oceny. Ludzie, którzy słuchają tej samej muzyki, lepiej się dogadują, ale nie oznacza to, że
dwie osoby, które różnią się pod względem ulubionych
utworów, nie znajdą tematów do rozmów. W końcu
przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
Andrzej (16 lat): „Można oceniać ludzi po muzyce, jakiej słuchają, ponieważ muzyka jest odzwierciedleniem
naszych poglądów”.
Ola (18 lat): „Uważam, że nie można oceniać ludzi
po muzyce, jakiej słuchają, bo muzyka nie zawsze odzwierciedla nasze charaktery. Ludzie często słuchają
różnych rodzajów muzyki, mieszają style”.
Marek (17 lat): „Sądzę, że muzyka świadczy o człowieku. Decyduje ona o jego stylu, sposobie ubierania się
i bycia”.
Dominika Stachowiak
REFLEKSJE MŁODYCH PO WIELKIEJ
ORKIESTRZE ŚWIĄTECZNEJ POMOCY
Często źle mówi się o naszym społeczeństwie, jeśli
chodzi o kwestię bezinteresownej pomocy innym.
W tym przypadku ludzi nazywa się chytrusami, sknerami, egoistami. Szczególnie, kiedy ma się na myśli
obywateli zamożnych, dobrze sytuowanych, którzy
bez wątpienia mają środki, by tę pomoc okazać. Jednak nie do końca tak jest. Ludzie chcą pomagać. Zarówno młodzi, jak i ci starsi. Dali tego dowód
w niedzielę 13 stycznia, kiedy to odbył się XXI Finał
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak co roku
w naszym mieście mogliśmy obejrzeć nasze wspaniałe lokalne talenty na estradzie drezdeneckiego
Centrum Promocji Kultury, a na Hali Sportowo-Rekreacyjnej być świadkami zaciętych
rywalizacji Orkiestry Sportowej,
gdzie to w szranki
stanęli najlepsi
piłkarze
też kolorowe pierniki, którymi uczniowie zajadali się
na każdej przerwie. Przedsięwzięcie przebiegło pomyślnie i mamy nadzieję, że zostanie zorganizowane również w następnych latach.
Natomiast o godzinie 9:00 w niedzielę,
z puszkami w rękach i identyfikatorami na szyi, na ulice naszego miasta wyruszyło 75 wolontariuszy, którzy pomagali w zbiórce pieniędzy. Nie był straszny
im śnieg i mróz, gdy przez kilka godzin
dzielnie zbierali od ludzi datki
na zakup sprzętu medycznego dla
dzieci i osób
w podeszłym wieku,
którzy cierpią z powodu
chorób przewlekłych. Ich bezinteresowna pomoc zazwyczaj była doceniana przez mieszkańców, którzy ciepło pytali
o samopoczucie lub zapraszali na łyk gorącej herbaty. Często nawet przejezdni zatrzymywali się, by
i siatkarze
z naszego regionu.
Ale od początku...
Już w piątek 11 stycznia w Zespole
Szkół Ponadgimnazjalnych zorganizowano
sprzedaż ciast i innych smakowitych wypieków. Zebrane pieniądze przekazano do puszek WOŚP.
Uczniowie bardzo aktywnie zaangażowali się w akcję i stoły w holu szkoły były wypełnione po brzegi
różnego rodzaju przysmakami. Na uwagę bez wątpienia zasługiwały wyśmienite babeczki, rogaliki, czy
TYGIEL luty 2013
17
„mieć czyste sumienie”, jak mówili, i wrzucić do puszki kilka złotych. Młodzi ludzie byli zadowoleni i usatysfakcjonowani, gdy czuli, że ich puszka staje się coraz
cięższa. Jednak młodzież spotkała się również z negatywnymi komentarzami od mieszkańców, którzy
na widok zbliżającego się wolontariusza z puszką
WOŚP dosadnie dawali zbierającym do zrozumienia,
że w obrębie takich miejsc jak kościół nie powinni stać
z puszkami. Jednak były to tylko wyjątki, które zdecydowanie nie potwierdzają reguły.
Ochotnicy przybyli z puszkami również
do Centrum Promocji Kultury, by ludzie, którzy jak co
roku o godz. 15:30 tłumnie zjawili się w tym miejscu,
mieli jeszcze szansę wspomóc akcję. W budynku
wszystkie miejsca były zajęte, zarówno na dole, jak
i na balkonach. Ludzie ciasno stali również przy ścianach. Jednak mało kto narzekał na brak miejsca czy
duchotę, która przy tak dużej liczbie osób w stosunkowo małym pomieszczeniu bez okien, jest nieunikniona. Wszyscy przecież przyszli tu, by wspomóc Wielką
Orkiestrę przez licytowanie przeróżnych przedmiotów
wystawionych na aukcję. To było głównym celem ludzi dobrego serca. Na pewno wszyscy zapamiętają
uczestnika licytacji, który wylicytował koszulkę
za 1000zł, co jest kolejnym dowodem potwierdzającym tezę, że ludzie naprawdę chcą pomagać. W tym
roku przerw między występami przeznaczonych na licytacje, które znakomicie poprowadził Pan Jan Kuchowicz, było znacznie więcej niż w ubiegłych latach.
Jednak obywatele naszego miasta tak ochoczo licytowali, że zabrakło troszkę czasu i „Światełko do nieba”
oraz zaangażowani strażacy musieli poczekać.
Ludzie bardzo aktywnie uczestniczyli w aukcji, dostarczając przy tym wielu emocji sobie i innym. Niewątpliwie duży udział w przedsięwzięciu mieli
również najmłodsi, którzy ciągnąc za rękaw, robiąc
błagalne miny, prosili rodziców o wylicytowanie kolorowych pluszaków, czy innych zabawek. Niektóre z dzieci licytowały nawet same, pytająco
kukając tylko na rodziców, czy mogą podbijać
stawkę. Hojne mamusie i hojni tatusiowie
nie odważyli się protestować. Artystyczną część spotkania rozpoczęła
grupa „Paradise” oraz zespół baletowy
prowadzony przez Panią Magdę Wiśniewską.
Jak zawsze urocze dziewczęta, kręcąc biodrami
i szeroko uśmiechając się, pokazały na co je stać.
Następnie mieliśmy przyjemność ujrzeć na scenie Pa-
18
TYGIEL luty 2013
na Adama Tomaszewskiego wraz z jego grupą perkusyjną, która przedstawiła układ muzyczno-teatralny
zatytułowany Impresja poświąteczna, po czym Pan
Adam przedstawił swoje umiejętności w solowym występie, grając na ksylofonie. Wystąpiły również dwie
różne grupy tańca mażoretkowego oraz Dziewczęta
z Buławami. Byliśmy świadkami ich premierowego
występu. Zaprezentowali się również keyboardziści razem z Panem Jerzym Muzyką, wokalistki ze Studium
Piosenkarskiego, Sorbal-band z Panem Mieczysławem
Sorbalem na czele. Jednak myślę, że największe wrażenie na młodych ludziach wywarł pokaz chłopaków
z „Break brothers”, którzy swym tańcem zrobili wielkie show na scenie i sprawili, że nie dało się na nich nie
patrzeć. Uważam, że brawa, które usłyszeli, były
w pełni zasłużone. Nie da się nie wspomnieć o Zespole Muzycznym ze Środowiskowego Domu Samopomocy w Drezdenku, który w składzie dwóch
wspaniałych mężczyzn pod kierownictwem artystycznym Pana Janusza Pilarskiego przedstawił trzy utwory. Panowie w sposób niesamowity przekazali
ogromną radość publiczności, wywołując szereg pozytywnych emocji. XXI Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy tradycyjnie zakończył się
„Światełkiem do nieba”, po czym ludzie w dobrych humorach rozeszli się do swych domów.
W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała w Drezdenku kwotę 20.258,34zł. Dzięki
wolontariuszom ze szkół w Drezdenku, jak również
Stowarzyszeniu cyklistów „Jednoślad” zebraliśmy
do puszek kwotę 12.267,79 zł, kwota z licytacji gadżetów wyniosła 7. 273,55zł, a „Klub Seniora” dołożył swoją cegiełkę ze sprzedaży ciast w kwocie 717 zł czytamy
na stronie internetowej Urzędu Miejskiego w Drezdenku i jesteśmy bardzo dumni z siebie, wolontariuszy
i wszystkich mieszkańców naszego wspaniałego miasta. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się
zebrać jeszcze więcej pieniędzy lub przynajmniej tyle
samo.
Magda Sawicka
Agata Sobkowska
FOTOREPORTAŻ Z WIELKIEJ ORKIESTRY
ŚWIĄTECZNEJ POMOCY W DREZDENKU
Grupa baletowa
Edyta Trusz
Niestrudzony Jan Kuchowicz w czasie licytacji
Zespół “Paradise”
Break brothers
“Kadetki” Szkoły Podstawowej nr 1
TYGIEL luty 2013
19

Podobne dokumenty

mieszkańcy kultura - Centrum Promocji Kultury w Drezdenku

mieszkańcy kultura - Centrum Promocji Kultury w Drezdenku emigracja to niewątpliwie znamiona naszych czasów, nieuniknione konsekwencje tego, że żyjemy w globalnej wiosce. Przedstawiamy swój punkt widzenia, dzielimy się naszymi spostrzeżeniami, piszemy o n...

Bardziej szczegółowo