Półrocznik poświęcony myśli politycznej i

Komentarze

Transkrypt

Półrocznik poświęcony myśli politycznej i
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Półrocznik poświęcony myśli politycznej i stosunkom międzynarodowym
ISSN 1899-5160
PÓŁROCZNIK REDAGUJE KOLEGIUM W SKŁADZIE:
Patryk Tomaszewski (red. naczelny)
Tomasz Błaszczak (sekretarz redakcji)
Arkadiusz Meller (z-ca red. naczelnego)
REDAKTORZY ODPOWIEDZIALNI:
DZIAŁ WSPÓŁCZESNYCH STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH
Katarzyna Kącka
DZIAŁ HISTORII MYŚLI POLITYCZNEJ I DOKTRYN POLITYCZNYCH
Grzegorz Radomski
DZIAŁ HISTORII DYPLOMACJI
Marcin Czyżniewski
RADA NAUKOWA:
Marek Białokur (Opole), Mirosław Golon (Toruń), Zbigniew Karpus (Toruń),
Marek Kornat (Warszawa), Tomasz Koziełło (Rzeszów), Henryk Lisiak (Poznań),
Ryszard Michalski (Toruń), Witold Wojdyło (Toruń),
Mariusz Wołos (Toruń–Moskwa), Tomasz Sikorski (Szczecin)
ADRES REDAKCJI:
Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych
ul. Batorego 39L, pok. 104, 87-100 Toruń
tel. 56 611 21 32, e-mail: [email protected]
www.hip.umk.pl
WYDAWCA:
Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
Redakcja: ul. Gagarina 5, 87-100 Toruń, tel. 56 611 42 95
Dystrybucja: Dział Techniczno-Hadlowy, ul. Reja 25, 87-100 Toruń
tel./fax 56 611 42 38, e-mail: [email protected]
www.wydawnictwoumk.pl
Druk: Drukarnia Cyfrowa UMK, ul. Gagarina 5, 87–100 Toruń
Skład, łamanie, projekt okładki: Jan Ciesielski
tel. 661 922 949, e-mail: [email protected]
www.cycero.pl
Spis treści
Drogi Czytelniku .................................................................................................... 6
ANKIETY
MAREK KORNAT .................................................................................................... 11
ADAM WIELOMSKI ............................................................................................... 16
ROMAN BÄCKER .................................................................................................... 21
JACEK BARTYZEL .................................................................................................. 26
AUTORYTARYZM
ROMAN TOKARCZYK
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia............................................... 33
JERZY W. BOREJSZA
O autorytaryzmie można nieskończenie ................................................. 58
WŁADYSŁAW T. KULESZA
Państwa autorytarne międzywojennej Europy, jako zbiór.
Uwagi wstępne .................................................................................................... 69
KRYSTIAN CHOŁASZCZYŃSKI
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów
Roberta Mugabe ................................................................................................. 82
MYŚL POLITYCZNA
ARKADIUSZ MELLER
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach
między faszyzmem a kulturą na przykładzie Włoch
Benito Mussoliniego .......................................................................................105
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010
4
JAROSŁAW TOMASIEWICZ
W poszukiwaniu istoty faszyzmu..............................................................122
STOSUNKI MIĘDZYNARODOWE
MICHAŁ KOLASIŃSKI
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku ........141
MICHAŁ JERZY ZACHARIAS
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich
kalkulacjach politycznych w latach 30. XX w.
(ze szczególnym uwzględnieniem 1939 r.) ...........................................165
KATARZYNA KĄCKA
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac
Kongresowych oraz Biura Prac Kongresowych 1940–1948 .........218
MARTA WÓJTOWICZ-WCISŁO
W obleganej twierdzy każde odstępstwo jest zdradą”.
Polityka władz kubańskich wobec środowisk twórczych
i intelektualnych po 1959 roku ..................................................................237
ALICJA KIEŁBASIEWICZ
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji
ZAROBKOWEJ Z POLSKI W LATACH 2004–2009 ......................................251
ADAM JAROSZ
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna?
Komentarze w prasie polskiej i niemieckiej.........................................274
RECENZJE I OMÓWIENIA
Paweł Jaworski, Marzyciele i oportuniści. Stosunki polsko-szwedzkie w latach 1939–1945, Warszawa 2009
(rec. ADAM STANISZEWSKI) ...........................................................................299
Grzegorz Radomski, Samorząd terytorialny w myśli politycznej
Narodowej Demokracji 1918–1939, Wydawnictwo Naukowe
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2009
(rec. MICHAŁ STRZELECKI).............................................................................307
Erik Carlsson, Gustaf V och andra världskriget, Uddevalla 2007
(rec. ADAM STANISZEWSKI) ...........................................................................312
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010
Anthony Seldon (red.), Blair’s Britain 1997–2007, Cambridge
2007 (rec. TOMASZ CERAN) ...........................................................................315
Rafał Matyja, Konserwatyzm po komunizmie, Warszawa
2009 (rec. ARKADIUSZ LEWANDOWSKI) ...................................................319
Maciej Wojtacki, „Słowo” Stanisława Cata-Mackiewicza.
Dziennik konserwatystów wileńskich w latach 1922–1939.
Monografia pisma, Toruń 2009 (rec. PATRYK TOMASZEWSKI) .......326
Wskazówki techniczne dla autorów ........................................................331
5
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Drogi Czytelniku
O
d poprzedniego wydania „Historii
i Polityki” miały miejsce istotne dla
redakcji wydarzenia. Otóż nasz periodyk stał się pismem nowopowstałego Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK. Ponadto znalazł
się w wykazie punktowanych czasopism
naukowych Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, co mobilizuje redakcję
aby kolejne numery pisma były na coraz
wyższym poziomie. Liczymy również, że
grono współpracowników „Historii i Polityki” powiększy się o przedstawicieli następnych ośrodków akademickich.
Dodatkowo pragniemy poinformować
Czytelników, że ukazał się I tom serii
wydawniczej „Biblioteki «Historii i Polityki»”, w którym została opublikowana
praca pt. Życie i śmierć dla Narodu! Antologia myśli narodowo-radykalnej z lat
trzydziestych XX wieku” autorstwa redaktorów tego periodyku – Patryka Tomaszewskiego i Arkadiusza Mellera. Mamy
nadzieje, że w najbliższym czasie ukażą
się kolejne wydawnictwa pod patronatem naszego pisma.
Podobnie jak w poprzednich numerach w piśmie koncentrujemy się
nad zagadnieniami dotyczącymi myśli
politycznej oraz stosunków międzynarodowych.
Najnowszy, podwójny numer pisma, zgodnie z zapowiedziami, poświęcony został przede wszystkim autorytaryzmom. Zagadnienie to wzbudza wiele
nieporozumień zwłaszcza, gdy w dobie
postmodernizmu pojęcia tracą swoje
pierwotne znaczenia, dlatego też zdecydowaliśmy się, aby ten temat przybliżyć
naszym Czytelnikom. Temu problemowi poświęcone są rozważania uznanych
badaczy zajmujących się doktrynami
politycznymi: Romana Tokarczyka, Jerzego W. Borejszy, Władysława T. Kuleszy.
W celu wywołania dyskusji na temat istoty autorytaryzmów redakcja rozesłała do naukowców ankietę, w której to wybitni politolodzy oraz historycy
odpowiadają na pytania dotyczące typologii autorytaryzmów oraz na pytania szczegółowe dotyczące np. korelacji
między autorytaryzmem a konserwatyzmem.
W dziale „Myśl polityczna” zamieszczone są dwa artykuły będące pendentem do rozważań o autorytaryzmach,
gdyż dotyczą niepełnego (za: Renzo de
Felice) totalitaryzmu faszystowskich
Włoch.
W części poświęconej stosunkom
międzynarodowym na szczególną uwa-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010
gę zasługuje obszerny artykuł Michała
J. Zachariasa pt. Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych w latach 30. XX w.
(ze szczególnym uwzględnieniem 1939 r.).
Numer tradycyjnie zamykają recenzje
i omówienia książek.
W kolejnych numerach „Historii
i Polityki” będziemy kontynuować zapo-
7
czątkowaną tym wydaniem periodyku
tradycję tematu przewodniego. Najbliższy numer zostanie poświęcony polskiej
polityce wschodniej.
Wszystkim Czytelnikom życzę ciekawej i inspirującej lektury.
Red. naczelny
Patryk Tomaszewski
Ankiety
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Marek Kornat*
Politolodzy i historycy wielokrotnie
próbowali dokonać typologii reżimów autorytarnych ( J. Linz, A. Perlmutter), która z kategoryzacji jest
Pańskim zdaniem najbardziej uzasadniona. Uwzględniając bogactwo
form autorytaryzmu czy może przedstawić Pan własna propozycję typologii?
W
dotychczasowej olbrzymiej historiografii podejmowano już bardzo
wiele usiłowań zdefiniowania pojęcia autorytaryzmu. Pojęcie to ma już
około osiemdziesięciu lat. Funkcjonuje od początku lat trzydziestych. Jednym
z pierwszych jego twórców był Erich
(Eric) Voegelin, autor sformułowania
„der autoritäre Staat”. W roku 1936 w
Wiedniu opublikował on głośną książkę:
„Der autoritäre Staat. Ein Versuch über
das österreichische Staatsproblem“. Dla
Voegelina modelowym państwem autorytarnym była Austria Engelberta Doll* Dr hab. Marek Kornat, prof. UKSW. Zajmuje się dyplomacją XIX i XX w., historią polskiej
myśli politycznej, myślą sowietologiczną. Napisał m.in.: „Polska szkoła sowietologiczna 1930–
–1939”; „Bolszewizm – totalitaryzm – rewolucja – Rosja. Początki sowietologii i studiów nad
systemem totalitarnym w Polsce 1918–1939”;
„Polityka równowagi 1934–1939. Polska między
wschodem a Zachodem”.
fussa (1932–1934) oraz jego następcy na
urzędzie kanclerskim w Wiedniu w latach 1934–1938 Kurta Schuschnigga.
Nie oznacza to bynajmniej, że wcześniej, przed dobą lat trzydziestych XX
wieku, nie było w historii Europy fenomenu władzy autorytarnej. Z pewnością
oba Cesarstwa Francuzów były takimi.
Mówiono jednak wówczas nie o autorytaryzmie, ale o „rządach autorytetu”. Takie określenie występuje często w XX-wiecznej publicystyce politycznej. Polska nauka prawa w dobie międzywojennej stworzyła termin „autorytatywizmu”.
Używali tego terminu tacy prawnicy jak
Stanisław Estreicher, Stanisław Kutrzeba, Wacław Makowski, Szymon Rundstein, Antoni Wereszczyński, Borys Łapicki, Wacław Komarnicki (dla szerszego
spojrzenia na te sprawy odsyłam do mojej książki: „Bolszewizm – totalitaryzm
– rewolucja – Rosja. Początki sowietologii i studiów nad systemami totalitarnymi w Polsce (1918–1939)”, t. 2, Kraków
2004, rozdział XI).
Znany prawnik niemiecki, niesłusznie nazwany „koronnym jurystą III Rzeszy”, czyli Carl Schmitt, uważał, iż autorytaryzm to ustrój, w którym jakiś inny
organ władzy państwowej jest ważniejszy niż parlament, jako ciało przedstawicielskie społeczeństwa. Tezę zawartą
w tej formule powtarzał m.in. historyk
Ernst Nolte. Jest to definicja, której pojemność i elastyczność pozwalała objąć
wszystkie formy rządów dyktatorskich
doby międzywojennej. Ma ona jednak
dwie wady. Przede wszystkim zaciera
różnicę między autorytaryzmem a totalitaryzmem (totalizmem). Tej różnicy nie
bagatelizować nie wolno. Po drugie zaś,
nie każdy ustrój, w którym inny organ
władzy ma większe uprawnienia niż parlament jest autorytaryzmem. Można by
12
tu przytoczyć przykład V Republiki Francuskiej. Jest to system prezydencki, ale
zarazem zachowujący w sposób niepodważalny zasadę alternacji władzy.
Każda próba definicji i typologii
form ustrojowych będzie zawsze ułomna, w jakiejś mierze obciążona niedostatkami. Tak to, bowiem już jest, rzeczywistość historyczna zawsze jest bogatsza
niż stworzone przez historyków formuły
wyjaśniające. Trzeba się z tym pogodzić,
co nie oznacza, że należy a priori rezygnować z prób doskonalenia podstawowych pojęć nauki historii najnowszej.
Politolog amerykański, Amos Perlmutter, profesor Uniwersytetu w Kalifornii w książce „Modern Authoritarianism”
z 1981 r. skupił się głównie na ukazaniu
różnicy między autorytaryzmem i totalitaryzmem. Jego książkę trzeba postrzegać
jako głos na rzecz zasadności pojęcia autorytaryzmu. Juan Linz pozostaje klasykiem
teorii polityki (jego pisma są w naszym
kraju na ogół słabo znane, ale fragmenty
jego eseju o autorytaryzmie ogłosił Jerzy
Szczupaczyński w tomie „Władza i społeczeństwo” wydanym w roku 1995). To co
szczególnie ważne w koncepcji Linza to
mocne akcentowanie, iż w ustrojach autorytarnych występuje wiele form pluralizmu politycznego, chociaż oczywiście
opozycja nie może w drodze legalnej zdobyć władzy – innymi słowy: zasada alternacji władzy zostaje przekreślona.
Nie kwestionując zasadności wielu
ustaleń Perlmuttera i Linza, swoje własne propozycje definicyjne sformułowałbym następująco:
Primo, autorytaryzm jest fenomenem XX-wiecznym. Ma on zastosowanie
do epoki społeczeństwa pluralistycznego, „społeczeństwa masowego” (znamionującego wkroczenie mas do polityki). Nie ma sensu odnosić go do realiów
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
XIX-wiecznych, chociaż oczywiście bonapartyzm był fenomenem władzy autorytarnej, o czym przekonuje nas bogata
literatura światowa, a ostatnio – w historiografii polskiej – Jan Baszkiewicz
w książce „Anatomia bonapartyzmu”
(2004).
Secundo, autorytaryzm to ustrój,
w którym nie obowiązuje zasada alternacji władzy. Mówiąc o obowiązywaniu
mam na myśli realia życia, a nie postanowienia (przepisy) prawne, które mogą
nie mieć żadnego zastosowania i być zupełną fikcją. (Polska po 1926 roku miała
nadal demokratyczną konstytucję, chociaż nowelizowaną w sierpniu 1926 r.,
ale opozycja nie mogła legalnie uzyskać
władzy, jak pokazał to rok 1930.)
Tertio, w ustroju autorytarnym,
rząd nie aspiruje do wytworzenia władzy
ideokratycznej. Wszelki totalitaryzm jest
odmianą władzy ideokratycznej. Oznacza to rezygnację z ustanowienia „monopartii” i dążeń do stworzenia „państwa
monopolistycznego”, jak pisał Roman
Rybarski w książce „Siła i prawo” z 1936
roku. To wyróżnia wszelkie formy władzy autorytarnej od totalitarnej, o czym
zresztą od dawna wiele – bardzo wiele –
już pisano, i dlatego nie ma powodu wywodów tych powtarzać.
Quarto, w ustrojach autorytarnych,
podobnie jak i totalitarnych, obowiązuje filozofia polityki, która zakłada wertykalny porządek w funkcjonowaniu społeczeństwa. Oznacza to wyraźny podział
na „rządzących” i „rządzonych”. Nie jest
przypadkiem, autorytarna myśl polityczna szeroko odwołuje się do wszelkich
odmian teorii elit, czy to w wydaniu Vilfredo Pareto, czy Gaetano Mosci, czy Roberta Michelsa.
Quinquo, rolę „czynnika nadrzędnego” w ustrojach autorytarnych pełnić
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Marek Kornat
może jednostka sprawująca władzę charyzmatyczną. Jednostka taka ma realne
poparcie jakiejś części społeczeństwa.
Z tego to powodu prawnik polski, profesor na Uniwersytecie Poznańskim, Antoni Peretiatkowicz stworzył i propagował termin „cezaryzm demokratyczny”.
Charyzmatyczne przywództwo nie jest
jednak warunkiem sine qua non władzy
autorytarnej. Przywódcą charyzmatycznym nie był ani Salazar w Portugalii ani
Schuschnigg w Austrii, a jednak rządzone przez nich kraje, w każdym podręczniku do historii powszechnej kwalifikuje
się jako autorytarne.
Moje propozycje definicyjne nie
są więc specjalnie nowatorskie, ale celowo ograniczam się do uwzględnienia
spraw absolutnie najważniejszych, tak
aby zaproponowana definicja była możliwie pojemna. To bowiem jest szczególnie ważne.
Jak z powyższego widać, opowiadam się za utrzymaniem rozróżnienia
między pojęciami autorytaryzmu i totalitaryzmu, chociaż mam świadomość tego,
iż granice tych pojęć mogą być „płynne”,
na co zwracał już uwagę Franciszek Ryszka w swoim niezwykle ważnym wstępie
do III wydania „Państwa stanu wyjątkowego”, z 1985 roku. Przekonany jestem
jednak, iż bez rozróżnienia między autorytaryzmem a totalitaryzmem nie ma
możliwości stworzenia efektywnej nauki
o polityce w realiach naszych czasów.
W jakim stopniu autorytaryzm jest
problemem poszczególnych państw,
a w jakim dotyczy pewnych regionów
(Ameryka Łacińska, Bliski Wschód,
Europa Środkowa).
Niewątpliwie na przestrzeni dwudziestolecia międzywojennego Europa Środ-
13
kowo-Wschodnia stanowiła region dominacji władzy autorytarnej. Taka formę
rządu miały wszystkie państwa tego regionu, z wyjątkiem dwóch krajów: Czechosłowacji i Finlandii, które zachowały
demokratyczne oblicze. Nie ma wszakże powodów sądzić, iż Europa Środkowo-Wschodnia miała monopol na autorytaryzm, bowiem ten rodzaj dyktatury
występuje i na Zachodzie. Mamy autorytaryzm austriacki, hiszpański, portugalski, autorytaryzm Państwa Vichy we
Francji podczas II wojny światowej. Warto pamiętać o bardzo bogatej tradycji autorytaryzmu niemieckiego, która doszła
do głosu w Republice Weimarskiej i pojawiła się jako siła kontestacji rządów
demokratyczno-liberalnych. Najmocniej
to znalazło swój wyraz w koncepcjach
wspomnianego już Carla Schmitta, ale
także i Moellera van den Brucka czy Edgara Junga.
Jeśli chodzi o Bliski Wschód to region ten jako część świata arabskiego,
funkcjonuje w ramach różnych dyktatur,
mniej lub bardziej represyjnych. Trudno tu również mówić o jakiejś specyfice.
Rządy autorytarne dominowały przecież
w postkolonialnej Afryce, w Azji Wschodniej (Indonezja, Filipiny).
Ameryka Łacińska rzeczywiście wydaje się regionem władzy autorytarnej,
ale mającej własną specyfikę. Specyfiką
tą jest silna obecność czynnika „cezaryzmu”, czyli charyzmatycznego przywództwa. Jedną z nich jest z pewnością peronizm.
J. Linz sugerował, iż autorytaryzmu
cechuje brak „starannie wypracowanej, kierowniczej ideologii”. Niektórzy
badacze dostrzegają pokrewieństwo
miedzy autorytaryzmem a konserwatyzmem. Z kolei Atatürk odwoływał
14
się do idei postępowych i świeckich.
Czy hasła i symbole włączone w arcana imperii mają tylko fasadowy charakter. Jak ocenić w tym kontekście
sytuację w Republice Białoruskiej
i Wenezueli?
Kiedy mowa o ideologii legitymizującej władzę autorytarną, należy zwrócić uwagę na możliwość występowania
niepotrzebnych nieporozumień. Moim
zdaniem wszystkie niemal rządy autorytarne cechuje dążenie do stworzenia ideologii legitymizującej. Może jakimś wyjątkiem jest Polska Piłsudskiego
(1926–1935), który brzydził się terminami „ideologia”, „doktryna”. Mówił Arturowi Śliwińskiemu, iż każda doktryna
to zastygnięcie i „śmierć myśli”.
To jednak, że władza autorytarna usiłuje stworzyć ideologię legitymizującą jest dla mnie bezsporne. Rzecz
tylko w tym, że władza autorytarna nie
jest w stanie kontrolować życia ludzkiego w sposób tak dogłębny jak czyni to
władza totalitarna (na przykładzie Stalina mechanizm ten opisał dogłębnie austriacki fizyk i więzień obozów sowieckich Aleksander Weissberg-Cybulski). To
zaś oznacza, że dążenie władzy autorytarnej do narzucenia podporządkowanemu społeczeństwu ideologii urzędowej
nie jest dostatecznie skuteczne, gdyby
bowiem okazało się takie, musielibyśmy
mówić o totalitaryzmie. Stąd słusznie
Juan Linz zwracał uwagę na owe „elementy pluralizmu” w państwie autorytarnym, o czym już wspomnieliśmy.
Czy pod rządami autorytarnymi
mogą zachodzić procesy modernizacyjne? Moim zdaniem niewątpliwie tak. Nawet Polska lat trzydziestych, uchodząca
„w oczach Zachodu” za wzorcowy przykład dyktatury konserwatywnej (kon-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
serwatywno-wojskowej), wyraźnie się
modernizowała, o czym nie trzeba nikogo przekonywać, kto podjął poważne studia nad historią gospodarczą lat
1935–1939.
Czy rządy autorytarne są bezwzględnie zachowawcze? Czy mogą one
być postępowe?
Odpowiadając na to pytanie, myślę, iż trzeba tu odwołać się do znanej
tezy Curzio Malapartego, który mówił, iż
wszystkie właściwie dyktatury rodzą się
pod sztandarami rewolucyjnego programu, lecz po swym ustanowieniu ulegają
ewolucji zachowawczej. Ta ewolucja nie
oznacza wszakże przekreślenia potencjału modernizacyjnego, ani zdolności
technokratycznych, które mają w sobie
dyktatury autorytarne.
Wyraźne przykłady współczesnych
rządów autorytarnych w Wenezueli i Białorusi trudno mi bliżej ocenić. Są to przypadki należące do teraźniejszości, a nie
historii. Są to reżimy, które wciąż się rozwijają. O dzisiejszej Wenezueli i Białorusi mam poza tym bardzo ograniczoną
wiedzę.
W państwach autorytarnych występowało często „przyzwolenie na opozycję”. Czy w długofalowej perspektywie
prowadziło to do utrwalenia reżimu
czy jego liberalizacji?
W ustrojach autorytarnych opozycja
może istnieć i nawet działać, ale nie może
dojść do władzy drogą legalną. I tak na
przykład: w Rosji dzisiejszej opozycja
istnieje, ale drogą legalną nie może zdobyć władzy.
Znaczenie istnienia opozycji w państwie autorytarnym jest zagadnieniem
wielowątkowym, nadającym się na osobne rozważania. Trzeba by wyróżnić tu
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Marek Kornat
jeszcze opozycję „antysystemową”, kontestującą porządek ustrojowy, obok opozycji wewnątrz obozu rządzącego (np.
w Polsce po śmierci Piłsudskiego byli piłsudczycy nie akceptujący programu Obozu Zjednoczenia Narodowego).
Przypomnieć warto, iż istnienie dobrze zorganizowanej opozycji w ustrojach autorytarnych często bywało w historii przyczyną silnych konfliktów
i eskalacji przemocy. Generalnie im mocniejszy był konflikt wewnętrzny w państwie autorytarnym, tym więcej ofiar
i represji. Wiemy dobrze, iż kanclerz Dollfuss w Austrii krwawo rozprawiał się
z opozycją socjaldemokratyczną. Wiemy
o rozprawie z „Żelazną Gwardią” w roku
1938 w Rumunii. Przykłady można by
mnożyć.
W skali długofalowej jednak niewątpliwie istnienie opozycji prowadziło
raczej do liberalizacji i transformacji porządku autorytarnego. To sprawa dość
jednoznaczna. O sformułowaniu jednego
modelu transformacji ustrojów autorytarnych trudno mówić, bowiem ustroje
autorytarne doby międzywojennej uległy rozkładowi w skutek działania czynników zewnętrznych, czyli wydarzeń
II wojny światowej. Tak było w Polsce
po katastrofie września 1939, w krajach
bałtyckich, podbitych przez Sowietów
w 1940 roku, w Jugosławii w 1941 r., jak
również i na Węgrzech, Rumunii, Bułgarii w roku 1944.
Z pewnością ciekawym zagadnieniem jest transformacja posttotalitarnych autorytaryzmów w Europie Środkowo-Wschodniej w roku 1989. Siłą
sprawczą jej dojścia do skutku nie były
15
w decydującej mierze działania „od wewnątrz”, lecz impuls Gorbaczowowskiej
„pieriestrojki”, a konkretnie: milczące
uchylenie przez przywódcę ZSRR „doktryny Breżniewa”. Przed rokiem 1989
o realnej opozycji jako sile politycznej
można mówić właściwie tylko w Polsce
pod rządami Jaruzelskiego.
O wyraźnym „przyzwoleniu na opozycję” w ustrojach autorytarnych trudno
mówić – z jednym wyjątkiem. Wyjątkiem
tym jest Polska Piłsudskiego, który ustanowił rodzaj dyktatury „samoograniczającej się”, jak to nazywano jego system
rządów na Zachodzie w latach 1926–
–1935. (Wybory samorządowe w Polsce
były do 1939 roku zupełnie wolne. Opozycja miała bogatą prasę, cenzurowaną
wprawdzie, lecz była to cenzura umiarkowana. Stronnictw opozycyjnych nie
tylko nie rozwiązano, ale po śmierci Piłsudskiego Prezydent Mościcki pragnął
osiągnąć jakieś modus vivendi ze Stronnictwem Ludowym, aby wsparło ono
rząd i zrezygnowało z bojkotu wyborów
parlamentarnych.)
Postawy opozycyjne, czasami ugrupowania nielegalne, występują jednak
w państwach rządzonych autorytarnie,
ale dzieje się tak nie za sprawą przyzwolenia „z góry”, ile raczej dlatego, że ustroje tego typu nie są w stanie podporządkować sobie całego społeczeństwa i narzucić
mu jeden światopogląd. Władza która by
to potrafiła spełniałaby kryteria „rządów
ideokratycznych”. „Rządy ideokratyczne”
zaś to nic innego jak totalitaryzm. Polski
prawnik Wacław Komarnicki to właśnie
miał na myśli, kiedy w roku 1938 nazwał
rządy Stalina „ideokratyczną oligarchią”.
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Adam Wielomski*
Politolodzy i historycy wielokrotnie
próbowali dokonać typologii reżimów autorytarnych ( J. Linz, A. Perlmutter), która z kategoryzacji jest
Pańskim zdaniem najbardziej uzasadniona. Uwzględniając bogactwo
form autorytaryzmu czy może przedstawić Pan własna propozycję typologii?
M
yślę, że od czasów Arystotelesa nauka opiera się właśnie na typologiach i kategoryzacjach, więc nie ma
żadnego powodu, aby ta cecha charakterystyczna dla nauki jako takiej ominęła
badania nad systemami autorytarnymi.
We wszelkich systemach politycznych –
nie tylko autorytarnych – zawsze trzeba
odróżnić dwie rzeczy, a mianowicie: 1)
„zewnętrzny” charakter reżimu; 2) „wewnętrzny” charakter rządów.
Mówiąc przed chwilą „zewnętrzny”,
mam tu na myśli całokształt ustroju politycznego państwa, czyli to, co znajdujemy w jego konstytucji: pozycja głowy
* Dr hab. Adami Wielomski, prof. Akademii Podlaskiej w Siedlcach, historyk idei, publicysta. Redaktor naczelny „Pro Fide Rege et
Lege”. Autor m.in.: książek: „Od grzechu do Apokatastasis. Historiozofia Josepha de Maistre’a”;
„Hiszpania Franco. Źródła i istota doktryny politycznej”; „Nacjonalizm francuski 1886–1940.
Geneza, przemiany i istota filozofii politycznej”.
państwa, parlamentu, sądów itd. Oczywiście, w porównaniu z reżimami liberalno-demokratycznymi, w dyktaturze
teoria może rozmijać się z praktyką (np.
rządy sanacyjne oparte na Konstytucji
Marcowej w l. 1926–1935). Nie zmienia
to jednak samej kategorii „zewnętrznego” ustroju, a mianowicie prawnych czy
realnie występujących struktur władzy.
W przypadku systemów autorytarnych,
suwerenność – czy to w praktyce, czy to
i w praktyce i w teorii – spoczywa w rękach suwerena, bez względu na to jaką
nazwę nosi i jaką teoretycznie sprawuje
funkcję (przypadek sanacji czy rządów
Salazara w Portugalii pokazuje, że dyktator teoretycznie może nie zajmować żadnych znaczących funkcji politycznych).
Z punktu widzenia ustrojowego praktyka wszystkich rządów autorytarnych jest
dosyć podobna: jest jeden, który dzierży
suwerenność, jest elita władzy, która wykonuje jego polecenia i jest tłum, którego
rolą jest słuchać państwa i władzy. Oto
klasyczna dyktatura.
Pamiętajmy jednak, że z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego ustrój
polityczny nie jest najważniejszy. Gdybyśmy jutro rano obudzili się i dowiedzielibyśmy się, że w nocy doszło do zamachu
stanu i Sejm został rozgoniony, to wcale nie oznaczałoby to, że w codziennym
życiu tegoż Kowalskiego doszłoby do jakichś poważnych perturbacji. Dyktatura
oznacza wprowadzenie rządów autorytarnych, monopolizujących w rękach suwerena to, co polityczne. Czyli zamknięciu uległby czasopisma opozycyjne czy
stacje telewizyjne. Być może aresztowani czy internowani zostaliby działacze opozycyjnych partii. Jednak przeciętny Kowalski, który – jak każdy normalny
psychicznie człowiek – nie jest zainteresowany polityką, żyłby dokładnie tak,
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Adam Wielomski
jak przed zamachem stanu. Tak samo by
pracował, kochał, jadł obiad, prowadzał
dzieci do szkoły itd.
Zasadnicza różnica tkwi nie pomiędzy dyktaturami, lecz pomiędzy autorytaryzmem a totalitaryzmem. Te ostatnie
systemy (nazizm, faszyzm, komunizm)
też rządzone są w sposób dyktatorski.
Przewrót totalitarny oznacza wszechpanowanie ideologii i przekształcenie
świata politycznego i społecznego wedle ideologicznej inspiracji. W totalitaryzmie państwo będzie interweniować
w całe życie Kowalskiego: będzie się interesowało gdzie pracuje, jak się bawi,
jakie ma poglądy, czy chodzi co niedziela
na mszę; będzie kontrolowało ceny, płace, wypoczynek, wolny czas itd.
Zasadnicza różnica tkwi więc pomiędzy autorytaryzmem a totalitaryzmem. W autorytaryzmie państwo monopolizuje to, co polityczne; w systemie
totalitarnym państwo skupia w swoich
rękach dosłownie wszystkie dziedziny
życia, kontroluje wszystko: gospodarkę,
społeczeństwo, kulturę itd.
Nie oznacza to, że nie można także
podzielić dyktatur. Ten podział nie odbiega znacząco od klasycznych podziałów lewica–prawica. Władza dyktatorska jest
bowiem tylko narzędziem – takim samym
jak klasyczny parlament – dla konserwowania lub konstruowania pewnej wizji
państwa i społeczeństwa. Tak jak istnieją partie lewicowe i prawicowe, tak też
istnieją prawicowe i lewicowe dyktatury.
Dyktatury prawicowe będą realizowały
prawicową politykę – tak samo jak prawicowe większości parlamentarne – odwołując się do religii, tradycji, obrony hierarchii społecznej, własności itd. Dyktatury
lewicowe będą realizowały politykę socjalną, antyklerykalną, będą podważać
tradycyjną rodzinę i własność prywatną.
17
Chcę przez to powiedzieć, że dyktatura i parlamentaryzm (demokracja)
stanowią wyłącznie narzędzia dla wcielania w życie pewnych koncepcji świata. Dyktatura od parlamentu różni się
tym, że się tu nie debatuje, lecz się rządzi. Dyktator pacyfikuje to, co polityczne
i nie dopuszcza do publicznych czy parlamentarnych debat, potrafi aresztować
opozycjonistów. Jednak poza sferą polityczną – która wzbudza zainteresowanie
kilku procent społeczeństwa – państwo
autorytarne rządzone jest tak samo jak
każde inne.
Skoro dyktatura jest narzędziem
pewnej wizji świata, to dyktatury można podzielić tak samo jak główne nurty
polityczne: są dyktatury konserwatywne, nacjonalistyczne, socjalistyczne, wolnorynkowe. Wydaje się, że popełniamy
błąd traktując systemy autorytarne jako
„specyficzne”, „nienormalne”, „wymykające się tradycyjnym podziałom”. Nie,
one mają tylko odmienny sposób podejmowania decyzji politycznych niż reżimy
demokratyczne. Treści doktrynalne zależą od poglądów politycznych tych, którzy
w tejże dyktaturze rządzą.
W jakim stopniu autorytaryzm jest
problemem poszczególnych państw,
a w jakim dotyczy pewnych regionów
(Ameryka Łacińska, Bliski Wschód,
Europa Środkowa).
Jest faktycznie taka teoria, że dyktatury to cecha charakterystyczna dla społeczeństw gospodarczo, społecznie i kulturowo „niedorozwiniętych”, będąc fazą
przejściową między feudalizmem a kapitalizmem i społeczeństwem liberalnym.
Dyktatura miałaby albo konserwować
stary system przed modernizacją (dyktatura prawicowa) lub stanowić wehi-
18
kuł modernizacji (dyktatura lewicowa).
Moim zdaniem, są to zupełne bajki stworzone przez marksistów zakapturzonych
w postaci „socjologów polityki” (nauka
ta oparta jest wszak na marksistowskiej
teorii „bazy” i „nadbudowy”).
Skłonność do dyktatur wynika z rodzaju kultury politycznej. Są kultury polityczne oparte na „cnotach republikańskich”, wartościach przedstawicielskich
i parlamentarnych, gdzie znacząca część
społeczeństwa czynnie zajmuje się i interesuje polityką. Taką była RP Szlachecka, starożytna Grecja czy wczesny Rzym.
Znaczna część społeczeństw zachodnioeuropejskich czy Stany Zjednoczone
oparta jest na tej zasadzie. Inna sprawa,
że połowa tej klasy politycznie aktywnej
to zwykli intryganci i złodzieje… Ważne
jest jednak to, że społeczeństwo wierzy,
iż umie się samo rządzić, dokonywać wyborów itd.
Istnieją jednak liczne społeczeństwa, gdzie ogółowi ludzi obcy jest „duch
obywatelski”, gdzie polityką interesuje się 1% społeczeństwa, a reszta zupełnie nie. Może to wynikać z biedy i ubogich środków komunikacji społecznych
(np. Ameryka Łacińska), ale może to wynikać z prostego braku zainteresowania
polityką. Polska współczesna jest tego
klasycznym przypadkiem: w ciągu ostatnich 20 lat Polacy bardzo się wzbogacili
i uzbroili w środki komunikacji i odbioru informacji, tymczasem polityką gardzą i brzydzą się nią. Wyobraźmy sobie,
że w nocy był zamach stanu i Marszałek
Sejmu nawołuje w telewizji, aby przyjść
na Wiejską w Warszawie, aby „bronić demokracji”. Jak Pan sądzi: ile osób by przyszło? Ja oceniam, że stawiłoby się 460
posłów, 100 senatorów, do tego żony
i dzieci tychże posłów oraz pracownicy
ich biur poselskich. Razem z 1500 osób.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
Idealistycznie „bronić demokracji” przyszłoby może ze 20–50 osób… Kto normalny przyszedłby bronić comiesięcznych diet polskich parlamentarzystów?
No kto?
Mogą więc istnieć kraje zamożne,
także z tzw. zachodniego kręgu kulturowego, gdzie demokracja nie jest szanowana. To wyłącznie kwestia wychowania,
nawyków, tradycji. W Polsce demokracja
jest wielką wartością, ale tylko w opiniach polityków i dziennikarzy. Przeciętny Kowalski chce być dobrze i sprawnie rządzony, nie zależy mu na „biernym
prawie wyborczym”, o „czynnym” nawet
nie wspominam. Nie mam wątpliwości,
że w naszym kraju demokracja jest systemem politycznym i ideologicznym pochodzącym z importu; demokracja została u nas transplantowana z Zachodu.
Tenże Zachód przez lata finansował tzw.
opozycję demokratyczną, więc gdy ta doszła do władzy, zbudowała ustrój wedle
życzeń sponsorów. Polacy w 1989 roku
głosowali na „demokrację”, ale w rzeczywistości mieli na widoku pełne żołądki, a nie „demokratyczne standardy”. To,
że w Polsce nie doszło do wprowadzenia rządów autorytarnych to wynik wyłącznie opcji prozachodniej polskiej elity politycznej. W innym wypadku spory
PiS i PO o władzę dawno by się zakończyły rozwiązaniem siłowym i wprowadzeniem dyktatury.
J. Linz sugerował, iż autorytaryzmu
cechuje brak „starannie wypracowanej, kierowniczej ideologii”. Niektórzy
badacze dostrzegają pokrewieństwo
miedzy autrytaryzmem a konserwatyzmem. Z kolei Atatürk odwoływał
się do idei postępowych i świeckich.
Czy hasła i symbole włączone w arcana imperii mają tylko fasadowy cha-
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Adam Wielomski
rakter. Jak ocenić w tym kontekście
sytuację w Republice Białoruskiej
i Wenezueli?
Tak, zgadzam się w 100% z Juanem Linzem – autorytaryzmy nie mają takiej ideologii i całe szczęście. Skoro – jak mówiłem o tym wcześniej – dyktatura jest
tylko narzędziem dla ludzi wyznających
pewną wizję świata, to strach pomyśleć
co by się stało gdyby pełnia władzy dostała się w ręce fanatyków wyznających
jakąś ideologię. Hitler, Lenin, Mussolini, Robespierre, Pol-Pot – oto przykłady
dyktatorów kierujących się skonkretyzowaną i szczegółową ideologią.
Brak skonkretyzowanej ideologii
– przy równoczesnym posiadaniu skutecznych środków reform społecznych
w rękach dyktatora – powstrzymuje systemy autorytarne od stoczenia się w czeluść totalitaryzmu. Autorytarysta zwykle
ma pewną ogólną wizję świata – tradycyjnego czy modernistycznego – który
równie „ogólnie” wciela w życie. Nawiedzonym ideologicznie fanatykom nie wystarcza jednak zmiana „szyldów”, gdyż
każda z ideologii chce przede wszystkim
odmienić i rewitalizować naturę ludzką. Stąd totalitarna oświata, wychowanie, totalitarna gospodarka, zarządzanie
przez państwo wszystkimi szczegółami
naszego życia; plus tajne służby do inwigilowania nas czy już dokonała się owa
zmiana natury ludzkiej.
Systemy autorytarne mogą szanować nasze prawa obywatelskie, własność,
szanować nasze myśli i sumienia właśnie
dlatego, że brak im takiej ideologii. Dzięki temu autorytaryzm ogranicza się do
sfery politycznej, zostawiając sferę społeczną do wypełnienia samym ludziom.
Zauważono kiedyś słusznie, że w autorytaryzmie dobry obywatel to obywatel po-
19
litycznie bierny; tymczasem w totalitaryzmie obojętny to podejrzany, gdyż reżim
zmusza nas do wykazywania zewnętrznego i wewnętrznego entuzjazmu. Dla autorytarysty obywatel politycznie bierny, to
taki, co nie sprzeciwia się, a więc akceptuje system polityczny; dla totalitarysty
to być może ukryty przyszły kontestator.
Co do kwestii konserwatyzmu lub lewicowości dyktatur, to powtarzam: dyktatura
jest tylko narzędziem dla lewicy, prawicy
czy (rzadziej) centrum dla realizowania
pewnej ogólnej wizji świata, wtedy gdy
siły te nie chcą lub nie mogą dojść do władzy w wyniku przypadkowego demokratycznego głosowania. Przykłady Wenezueli czy Białorusi to przykłady klasycznych
dyktatur lewicowo-populistycznych. Jeśli
chodzi o Atatürka to casus ten wymaga
badań, których w Polsce jeszcze nikt nie
prowadził. Ja mam wrażenie, że okres
jego władzy ociera się o totalitaryzm:
normalny dyktator nie zmienia obywatelom alfabetu… Tu czuć jakieś ideologiczne nawiedzenie.
W państwach autorytarnych występowało często „przyzwolenie na opozycję”. Czy w długofalowej perspektywie
prowadziło to do utrwalenia reżimu
czy jego liberalizacji?
W państwach autorytarnych mogą istnieć dwa rodzaje opozycji: 1) antysystemowa; 2) systemowa.
Opozycja antysystemowa to taka,
która kontestuje samo istnienie dyktatury (np. Centrolew za sanacji). Na dłuższą
metę opozycja taka musi zostać skasowana, gdyż stanowi zagrożenie; w sprzyjających okolicznościach może pokusić się o przejęcie władzy. Jeśli opozycja
antysystemowa istnieje, to świadczy to
albo o przekonaniu o sile reżimu (for-
20
ma pychy: „możecie sobie istnieć i tak się
nie liczycie”), albo o jego słabości, gdyż
nie jest zdolny ją zniszczyć. W tym drugim przypadku tolerowanie opozycji to
pierwszy symptom schyłku systemu autorytarnego.
Co innego opozycja systemowa,
czyli taka, która popiera dyktaturę, ale
sprzeciwia się konkretnemu gabinetowi czy linii politycznej w danej sprawie czy sprawach. Ta ostatnia opozycja
jest dobra, gdyż oznacza to, że dyktatura nie opiera się na jednym środowisku
politycznym, ale na wielu, co prowadzi –
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
przypadłość ludzka – do sporów i opozycji. Dlatego przywoływany tu Linz mówi
o „ograniczonym pluralizmie” w przypadku Hiszpanii Franco. To samo odnotować możemy w sanacji (pułkownicy,
konserwatyści, naprawiacze itd.). Opozycja systemowa jest nawet zdrowa dla
autorytaryzmu, ale pod warunkiem istnienia Autorytetu takiego jak Franco czy
Piłsudski, który nie jest kwestionowany.
Gorzej gdy Autorytet umiera lub po prostu go nie ma. Wtedy spory wewnętrzne
wprost prowadzą do upadku reżimu i demokratyzacji państwa.
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Roman Bäcker*
Politolodzy i historycy wielokrotnie
próbowali dokonać typologii reżimów autorytarnych ( J. Linz, A. Permuttler), która z kategoryzacji jest
Pańskim zdaniem najbardziej uzasadniona. Uwzględniając bogactwo
form autorytaryzmu czy może przedstawić Pan własną propozycję typologii?
O
d wielu lat, a dokładniej od czasu mojej książki o totalitaryzmie napisanej
w 1990 roku piszę teksty popularyzujące sposób myślenia charakterystyczny
dla Juana Linza. Tak więc i w tym przypadku nie mam wyboru. Juan Linz w porównaniu z wieloma innymi autorami
różnych klasyfikacji systemów politycznych stosuje w możliwie najpełniejszy
sposób podstawowe zasady definiowania i klasyfikowania zjawisk politycznych. Tak więc bardzo konsekwentnie
* Prof. dr hab. Roman Bäcker, politolog
i historyk. Zajmuje się zagadnieniami z zakresu
teorii polityki i socjologii polityki. Najważniejsze z nich to: problematyka totalitaryzmu, autorytaryzmu i demokratyzacji, myśl polityczna
ze szczególnym uwzględnieniem myśli politycznej współczesnej Rosji. Napisał: „Międzywojenny eurazjatyzm: od intelektualnej kontrakulturacji do totalitaryzmu?”; „Totalitaryzm: geneza,
istota, upadek”; „Rosyjskie myślenie polityczne
za czasów prezydenta Putina”.
stosuje zasadę konstruowania typów
idealnych sformułowaną po raz pierwszy przez Maxa Webera. Ponadto jego definicje mają charakter nie tylko istotnościowy, ale i holistyczny.
Stosuje się to nie tylko do autorytaryzmu, ale i do wielu innych kategorii politologicznych. W tym jednak przypadku konieczne jest wyeksponowanie
holistycznego charakteru tego ujęcia. Linz
traktuje bowiem autorytaryzm nie tylko jako system polityczny, ale i społeczny. Uważa bowiem, że jest to jeden system. Zarówno struktura polityczna, jak
i świadomość społeczna oraz poziom i rodzaj aktywności społecznej są silnie od
siebie współuzależnione. Zarówno autorytaryzm, jak i totalitaryzm w rozumieniu
Linza są systemami społeczno-politycznymi o charakterze niealternacyjnym,
a więc takimi, w których naród polityczny
nie jest suwerenem. Jednakże w ramach
continuum systemów niedemokratycznych typy idealne autorytaryzmu i totalitaryzmu – tych fenomenów społeczeństw
masowych – usytuowane są wg. Linza na
dwóch przeciwstawnych biegunach.
Definicja totalitaryzmu Linza została przeze mnie zmodyfikowana. Zamiast kategorii Weltanschauung o wiele dokładniejszym terminem jest gnoza
polityczna. Niezależnie od tego przez
kogo była definiowana (przez Alaina Besançona czy przez Erica Voegelina) ma
ona o wiele bardziej precyzyjnie zakreślone pole semantyczne niż ogólne pojęcie światopoglądu. Natomiast apatia
społeczna, mentalność emocjonalna oraz
rządy biurokracji lub/i junty (a więc cechy konstytutywne autorytaryzmu) nie
wymagają generalnie modyfikacji. Warto jednak zwrócić uwagę na nieprecyzyjność pojęcia junty. Jest ono zwykle
kojarzone z bezpośrednimi rządami woj-
22
skowych. Tymczasem powinno być ono
traktowane o wiele szerzej. W strukturach autorytarnych instytucjonalne grupy nacisku kompleksu militarnego (czy
szerzej: struktur typu policyjno-wojskowego) są jednocześnie znaczącym elementem ośrodków decyzyjnych.
Po tej uwadze nie tylko semantycznej można potraktować definicję autorytaryzmu Linza jako nie wymagającą dalszych modyfikacji.
Typologia autorytaryzmów dokonana przez Juana Linza opiera się głównie
na przykładach reżimów historycznych.
Tymczasem aby być w zgodzie ze sposobem myślenia typowym dla powyżej
przedstawionego konieczne jest przyjęcie rozróżnień bardziej abstrakcyjnych.
Konkretny system autorytarny
mieści się z jednej strony na continuum
w kierunku totalitaryzmu, a z drugiej –
w stronę demokracji. W im mniejszym
stopniu możliwa jest alternacja, a więc
zmniejszają się zasoby umożliwiające funkcjonowanie opozycji, w im większym stopniu przekształca się ona w quasi-opozycję, w tym większym stopniu
mamy do czynienia z autorytaryzmem,
a w mniejszym z demokracją. W im większym stopniu charakterystyczny dla systemu jest misjonizm (ideokratyczność
innymi słowy), w im większym stopniu
partia władzy pierwszego typu staje się
partią typu zakonu oraz im większe są
możliwości sterowanej mobilizacji społecznej, w tym większym stopniu mamy
do czynienia z totalitaryzmem, a w mniejszym z autorytaryzmem. Jest to typologia gradualistyczna i niesłychanie przydatna dla określania miejsca na różnych
continuach poszczególnych konkretnych
systemów politycznych.
Zupełnie inną typologią autorytaryzmów jest ta, która opiera się na kry-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
terium dominacji poszczególnych odłamów aparatu władzy państwowej.
W systemach monistycznych mamy do
czynienia z widoczną zewnętrznie dominacją jednej lub kilku koterii. Są one
zwykle reprezentantami kilku odłamów
aparatu państwa i jednocześnie starają
się utrzymywać równowagę oraz otrzymywać poparcie ze strony jak największej części urzędników i funkcjonariuszy
aparatu państwowego. Dopiero w warunkach delegitymizacji, niesprawności
bądź/i deficytu zasobów dość wyraźnie
widoczna jest hierarchia dominacji poszczególnych sektorów. Tak więc pamiętając o występujących w przeważających
przypadkach hybrydalności, możemy
wyróżnić kilka „czystych” typów dominacji. Będzie to dominacja armii, policji
(częściej politycznej, tajnej niż np. kryminalnej), administracji terenowej, sektora
państwowej gospodarki (z wariantami
przemysłu ciężkiego, paliwowo-surowcowego, zbrojeniowego itd.).
Kolejna typologia dotyczy umiejscowienia formalnego lidera struktur autorytarnych. Może on zajmować centralne miejsce w monistycznej strukturze
władzy publicznej zgodnie ze strukturami formalnymi bądź miejsce formalnie poślednie, ale faktycznie pozwalające
na kontrolę pozostałych segmentów centralnego ośrodka decyzyjnego. Im większy poziom kompatybilności formalnego
systemu prawnego (zwykle konstytucyjnego) z realnym, tym większa skłonność
do zgodności między formalnym i rzeczywistym centrum decyzyjnym.
Osobnym zagadnieniem jest poziom kreowanej charyzmatyczności lidera struktur autorytarnych. Jest on zwykle
niekwestionowany w gronie najbliższych
współpracowników (do czasu kryzysu)
i kreowany na użytek zewnętrzny – dla
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Roman Bäcker
zwiększenia poziomu stabilizacji systemu. W tym ostatnim przypadku ma on
charakter gradualistyczny i jest jednym
ze wskaźników trwałości danego reżimu
politycznego, przy czym w czasach kryzysu zwykle ma on charakter krzywej
gwałtownie opadającej.
W jakim stopniu autorytaryzm jest
problemem poszczególnych państw,
a w jakim dotyczy pewnych regionów
(Ameryka Łacińska, Bliski Wschód,
Europa Środkowa).
Zagrożenie autorytaryzmem nie jest cechą specyficzną dla jakiegokolwiek regionu świata. Jestem krytycznie ustosunkowany do ważności koncepcji
determinizmu geograficznego. Natomiast jestem zwolennikiem ścisłej teorii o współzależności systemu politycznego oraz świadomości i struktury
społecznej. Tak więc w każdym regionie świata może dojść do przekształcenia systemu politycznego z demokratycznego w autorytarny czy totalitarny
i odwrotnie. Przypadek przekształceń
systemu politycznego Polski międzywojennej nie jest jedyny. Obojętnie jaki system polityczny zostanie oktrojowany, to
on i tak prędzej czy później dostosuje
się do istniejącego systemu społecznego, hierarchii społecznej i w końcu, last
but not least, świadomości oraz interesów elit społecznych. Tak więc autorytarne zagrożenie wynika nie tyle z istnienia oraz zasobów poparcia partii
populistycznych czy protestu, ale od zakresu myślenia fundamentalistycznego
(wśród szeroko rozumianych elit), wegetatywnego, plemiennego czy postplemiennego mas, od poziomu apatii tych
ostatnich czy np. wielkości i siły burżuazji kompradorskiej itd., itd.
23
O wiele ciekawszym zagadnieniem
nie jest jednak dość proste wyliczenie
czynników społecznych determinujących
wystąpienie tendencji autorytarnych, ale
zaistnienie instytucji społecznych, które
by pozwalały na uniknięcie tych zagrożeń,
albo wyjście z systemu autorytarnego.
Wiadomo, że istnienie wolnego rynku jest
warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. Konieczne jest także istnienie
chociażby wśród elit poczucia podmiotowości oraz akceptacja dla wielopodmiotowości (pluralizmu) społecznego. Czy te
warunki wstępne są wystarczające? Czy
konieczne jest dopiero zaistnienie w bazowych częściach struktury społecznej
podstawowych cech Rechtsstaat by można mówić o warunku wystarczającym?
Konieczna byłaby w tym przypadku bardzo uważna analiza.
Twierdzę, iż żaden kraj nie jest zdeterminowany warunkami geograficznymi do tego by panował w nim jakikolwiek ustrój polityczny. Natomiast próby
wprowadzenia systemu demokratycznego poprzez zewnętrzną militarną inwazję
bez przekształceń instytucji społecznych
i (zwykle żywiołowych) przemian świadomości społecznej najczęściej doprowadzają do katastrof (w tym i demograficznych), a w najlepszym przypadku do
wieloletniej stabilizacji politycznej na poziomie autorytarnym, totalitarnym bądź
nawet klasycznej władzy plemiennej.
J. Linz sugerował, iż autorytaryzmu
cechuje brak „starannie wypracowanej, kierowniczej ideologii”. Niektórzy
badacze dostrzegają pokrewieństwo
między autorytaryzmem a konserwatyzmem. Z kolei Atatürk odwoływał się do idei postępowych i świeckich. Czy hasła i symbole włączone
w arcana imperii mają tylko fasado-
24
wy charakter? Jak ocenić w tym kontekście sytuację w Republice Białoruskiej i Wenezueli?
Z bardzo dokładnej analizy programu
„Jedinoj Rossii” (nazwy tej nie sposób
przetłumaczyć jako „Jedyna Rosja”) wynika, ze sugestia Linza jest bardzo trafna. Podobnie zresztą jest i w innych
przypadkach. Wystarczy zajrzeć do fundamentalnej pracy o ideologii obozu
piłsudczykowskiego napisanej przez
Waldemara Parucha.
Charakterystyczną cechą dla sposobu myślenia autorytarnych elit, wręcz
o charakterze konstytutywnym, jest
przekonanie o ogromnej wartości własnego państwa. Zwykle wartość ta jest
personifikowana poprzez osobę lidera władzy państwowej. Można w tym
przypadku mówić o ideologii statokratycznej. Wszelkie inne wartości nie mają
większego znaczenia. Pod tym względem statokratyzm nie przypomina klasycznej ideologii z wyraźnie zarysowaną
hierarchią naczelnych wartości. W takim
przypadku wszyscy ci, którzy akceptują tak rozumianą wartość statokratyczną mogą funkcjonować w obozie władzy, w tym i w partii władzy pierwszego
typu. Tym samym mieszczą się w takim
obozie wszyscy niezależnie od wyznawanych klasycznych ideologii oczywiście
pod warunkiem ich modyfikacji o akceptację wartości państwa. Oznacza to, że
mamy do czynienia z mozaiką ideologiczną, jeżeli patrzymy na to oczami uporządkowanego świata demokratycznych
partii politycznych pierwszej połowy XX
wieku.
Taka sytuacja ma jeszcze tę dodatkową zaletę, iż wywołuje stan bezradności programowej opozycji oraz nie tworzy barier przed przechwytywaniem
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
umiarkowanej czy pragmatycznej części
struktur opozycyjnych. Opozycja zaś nie
tylko jest rozbijana i radykalizowana, ale
też i można efektywnie dążyć do jej fragmentaryzacji. Tym samym amorfizm ideologiczny partii władzy staje się jeszcze
jednym zasobem stabilizacji systemu politycznego.
W państwach autorytarnych występowało często „przyzwolenie na opozycję”. Czy w długofalowej perspektywie
prowadziło to do utrwalenia reżimu
czy jego liberalizacji?
W klasycznym typie autorytaryzmu nie
ma pozwolenia na opozycję. Według typowego rozumienia opozycyjną jest ta
partia, która dąży do zdobycia władzy
publicznej. Tymczasem istotą autorytaryzmu jest m.in. brak alternacji władzy publicznej, a więc niemożność zrealizowania celu opozycji. Mamy zatem
do czynienia z quasi-opozycją. Może ona
jedynie marzyć o przejęciu władzy państwowej, ale musi sobie zdawać sprawę,
ze próba jej przejęcia może się skończyć
bardzo silną kontrreakcją struktur państwowych. Quasi-opozycja zatem dba jedynie o swoje trwanie, o przynajmniej
stabilizowanie posiadanych zasobów po
to by mieć szansę na przejęcie władzy
publicznej w momencie kryzysu, o ile
oczywiście jej liderzy potrafią tworzyć
strategiczne scenariusze programowe.
Autorytarny obóz władzy dla swojej
stabilizacji musi zatem przede wszystkim zmierzyć się z problemem zdefiniowania celów wobec takiej quasi-opozycji.
Konieczne jest w każdym przypadku eliminowanie prób przekształcenia quasi-opozycji w opozycję. Najprostszym
sposobem jest ograniczanie zasobów politycznych posiadanych przez struktury
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Roman Bäcker
niepodporządkowane państwu. Redukcja zasobów finansowych, możliwości komunikacyjnych, dążenie do wewnętrznej
fragmentaryzacji to tylko niektóre mechanizmy działania typowe dla soft-policy. W przypadku dominacji struktur siłowych (policyjno-militarnych) w danym
systemie autorytarnym przynajmniej
równorzędnie stosuje się metody typowe dla hard-policy, a więc z jednej strony klasyczne represje policyjno-sądowe,
a z drugiej działania nękające bądź eliminujące tzw. nieznanych sprawców, a więc
różnego typu oddziałów specjalnych.
W każdym przypadku stabilnego
systemu autorytarnego mamy do czynienia z procesem pomniejszania roli
quasi-opozycji. Może on być długotrwały lub szybki najczęściej w zależności od
wrażliwości centrum decyzyjnego na oddziaływania zewnętrzne oraz skalę potencjalnego lub realnego oporu społecznego.
25
O wiele ważniejszym pytaniem jest
kwestia liberalizowania systemu autorytarnego, a więc powiększania zasobów quasi-opozycji. W każdym przypadku takie zjawisko występuje w okresie
słabnięcia efektywności funkcjonowania danego państwa i to niezależnie od
przyczyn. Jednym z ciekawszych problemów jest poziom skuteczności przekształcania opozycji pozasystemowej,
zwykle nielegalnej w systemową quasiopozycję. Pod względem teoretycznym,
nie wynikającym jedynie z uogólniania
historycznych casusów, konieczne byłoby przeprowadzenie symulacji dotyczących entropii systemowej czy transformacji wewnątrzsystemowej.
Studia nad autorytaryzmem, chociaż istnieją już znaczące teksty teoretyczne oraz ogrom prac dotyczących
konkretnych przypadków historycznych,
nadal są warte prowadzenia.
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Jacek Bartyzel*
Niniejsza wypowiedź odnosi się do
większości pytań postawionych w ankiecie.
„G
rzechem pierworodnym” literatury
politologicznej poruszającej zagadnienie autorytaryzmu – i to w stopniu skażenia tak znacznym, że czyniącym
ogromną większość prac z tego zakresu pozbawioną jakichkolwiek walorów
poznawczych makulaturę – jest, oparte o ukryte wartościowanie, traktowanie
fenomenu autorytaryzmu jako „minusdemokracji” (jej „wypaczenia”, „pogwałcenia” czy nawet anihilacji), nie zaś jako
zjawiska wsobnego, tzn. samoistnego, posiadającego własne, immanentne reguły
działania i legitymizacji panowania. Przenikliwie dostrzegł to już pół wieku temu,
wysoko szybujący ponad tłumem wyrobników political science, filozof polityki
Leo Strauss, który nicując samozakłamanie pozytywizmu co do możliwości „uwol-
* Dr hab. Jacek Bartyzel, prof. UMK. Teatrolog, historyk myśli politycznej, filozof polityki. Opublikował m.in.: „Konserwatyzm bez kompromisu. Studium z dziejów zachowawczej myśli
politycznej w Polsce w XX wieku”; „«Umierać ale
powoli!» O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815–2000”;
„W gąszczu liberalizmów. Próba periodyzacji
i klasyfikacji”; „Śmiertelny bóg Demos. Pięć wykładów o demokracji i jej krytykach”.
nienia” nauk społecznych od sądów wartościujących, napisał: „Nie wolno […] nie
zauważać niewidocznych sądów wartościujących, które są ukryte przed niewyrobionym wzrokiem, lecz jak najbardziej
obecne w pozornie czysto deskryptywnych pojęciach. Przykładowo, gdy badacz
społeczeństwa odróżnia pomiędzy demokratycznymi czy autorytarnymi nawykami czy typami ludzkimi, wtedy to, co nazywane jest «autorytaryzmem», jest we
wszystkich znanych mi przypadkach karykaturą wszystkiego, co ów badacz, jako
zwolennik demokracji pewnego rodzaju,
odrzuca” (Czym jest filozofia polityki? [w:]
Sokratejskie pytania. Eseje wybrane, przeł.
P. Śpiewak, Warszawa 1998, s. 73).
Rozwijając spostrzeżenie Straussa możemy zauważyć, że typowy badacz
autorytaryzmu podświadomie, a najczęściej zapewne bezwiednie, percypuje –
zlaicyzowaną oczywiście – teo-ontologię
św. Augustyna, identyfikując demokrację z dobrem a dobro z bytem, nie-demokrację zaś ze złem a zło z niebytem (to
jeszcze jeden dowód trafności tezy Carla Schmitta, iż nowożytne i współczesne
pojęcia polityczne są zsekularyzowanymi pojęciami teologicznymi); autorytaryzm zatem, jako jedna z ewidentnych
postaci nie-demokracji, jawi mu się jako
przeczenie „dobra-bytu”, czyli demokracji. W autorytaryzmie nie może przeto
być nic pozytywnego, jest on tylko negacją; tak jak szatan potrafi jedynie przedrzeźniać Pana Boga, tak samo autorytaryzm musi być przedrzeźnianiem,
parodiowaniem, odstępstwem, zafałszowywaniem, a w końcu destrukcją demokracji. To schizma bytu tożsamego z demokracją i bluźniercza herezja wobec
demokratycznego dogmatu.
Politolog – scjentysta jest zazwyczaj
szczerze przekonany o swoim obiekty-
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Jacek Bartyzel
wizmie i „niezaangażowaniu” ponieważ
zwyczajnie nie zauważa tego, iż demokrację traktuje jako „oczywistą oczywistość”, i to nie tylko w sensie politycznym, lecz również aksjologicznym, jako
bezdyskusyjną normę sprawiedliwości, praworządności, nawet „zwyczajnej”
przyzwoitości. To ukryte (głównie przed
samoświadomością badacza) założenie
dość łatwo można zdemaskować wskazując na nonszalancką – a przeto nieodróżnialną od retoryki dziennikarskiej
– skłonność do posługiwania się sformułowaniem: „przywracanie demokracji”, bez względu na to czy w danym kraju
demokracja, i to jakkolwiek rozumiana,
kiedykolwiek istniała. Gdyby na przykład pewnego dnia, w będącej od zawsze
monarchią absolutną Arabii Saudyjskiej,
zapanował ustrój demokratyczny, usłyszeliśmy zapewne również, że demokracja została tam przywrócona. Jeżeli zatem demokrację zawsze, bez względu na
okoliczności, „przywraca się”, to może to
oznaczać tylko jedno: że domniemanie
traktuje się ją jako ustrojową normę prawowitości, która winna panować zawsze
i wszędzie, należącą przeto nie tylko do
sfery bycia, ale powinności.
Inną postacią tego samego błędu
optycznego jest rozpatrywanie autorytaryzmu i klasyfikowanie jego form czy
odmian ze względu na stopień odchylenia czy oddalenia od norm i zasad demokracji – co więcej, na ogół tylko od
tej postaci demokracji, którą znakomita
większość politologów przyjmuje (znów
jako teoremat nie wymagający uzasadnienia) jako wzorcową i w gruncie rzeczy jedynie „prawdziwą”, tj. parlamentarną w formie, liberalną w treści ideowej
i indywidualistyczną (nominalistyczną)
w presupozycji antropologicznej; dlatego też, napotykając pojawiające się nie-
27
kiedy w doktrynach i systemach autorytarnych pojęcie demokracji organicznej
– jako bądź istoty, bądź komponenty,
tego ustroju, treściowo zaś oznaczające
reprezentację ciał społecznych (rodzin,
municypiów, grup zawodowych) a nie
jednostek i partii politycznych – badacz
ów czuje się upoważniony do otwartego odstąpienia od reguły bezstronności
i pofolgowania sobie w dowolnej porcji
szyderstw z takiej „demokracji”. Traktując tedy demokrację jako stan naturalny, autorytaryzm zaś jako odstępstwo
od owego stanu i brak, bada i porównuje
oglądane przezeń systemy autorytarne
zawsze i tylko przez pryzmat norm i instytucji systemu demokratycznego. Tu,
już zgodnie z regułami sztuki wyuczonymi na studiach politologicznych, skrupulatnie liczy ilość partii politycznych,
stopień swobody ich działania oraz reglamentacji swobody wypowiedzi, enumerację uznawanych „praw człowieka”,
warunki wolności zgromadzeń, manifestacji, strajków, częstotliwość, powszechność i uczciwość wyborów itp. Jego ustalenia w tym zakresie mogą być rzetelne,
tyle tylko, że są zupełnie jałowe i nieadekwatne do badanego przedmiotu. W najlepszym razie mówią one o tym, czym autorytaryzm nie jest, zwłaszcza zaś o tym,
że nie jest (w mniejszym lub większym
stopniu) demokratyczny, zgoła nic natomiast o tym, czym on jest per se. W ten
sposób zaś kryteria opisu stają się także kryterium oceny, a więc sądów przynajmniej de facto wartościujących, albowiem „odkrycie” faktu, że autorytaryzm
jest niedemokratyczny upoważnia do
odmówienia mu politycznej, moralnej,
a czasem i „estetycznej” legitymizacji.
Aby zdać sobie sprawę z konsekwencji takiego podejścia, wystarczy
wyobrazić sobie, że badacz współcze-
28
snego ustroju demokratycznego uczyniłby głównym przedmiotem (i narzędziem weryfikacji) swoich dociekań na
przykład pytanie czy oparta o antropologiczno-polityczną zasadę identyczności i równości jednostek/obywateli
demokracja liberalna respektuje przywileje i uprawnienia stanów społecznych,
czy i jakie panują w niej reguły nobilitacji albo jaki jest zasięg rozdawnictwa
feudalnych lenn i beneficjów? W każdym z tych wypadków badacz musiałby
oczywiście stwierdzić niewystępowanie
w demokracji tych zjawisk, ale przecież
samo stawianie tego rodzaju pytań zostałoby wyśmiane jako pseudo-problemy. Tymczasem, analogiczne postępowanie, tj. stawianie pytań nieadekwatnych
do obszaru badań, w wypadku autorytaryzmu uchodzi nie tylko za dopuszczalne, ale jest wręcz normatywne, chociaż
„odkrycie”, iż autorytaryzm jest niedemokratyczny nie ma większego znaczenia niż „odkrycie”, że demokratyczna republika nie jest monarchią absolutną.
Bezradność badacza uwikłanego
w demolatrię wychodzi na jaw zwłaszcza
wówczas, gdy przychodzi mu uporządkować obficie zgromadzony materiał
empiryczny systemów niedemokratycznych (oraz jawiących mu się jako niedemokratyczne, co niekoniecznie musi być
prawdą), czyli zgodnie z arystotelesowskim paradygmatem nauki, posegregować go i poklasyfikować. Ale jak to uczynić, skoro wszystkie kryteria pochodzą
z zewnątrz, żadne zaś nie jest dla autorytaryzmu immanentne? Rezultat więc jest
taki, że autorytaryzm staje się napęczniałym niemożebnie „pojęciem-workiem”,
w którego czeluście wrzucono Horthy’ego
i Atatürka, Piłsudskiego i Peróna, Salazara i Franco, Jaruzelskiego i Pinocheta,
Łukaszenkę i Cháveza, a jedynym sposo-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
bem ich klasyfikacji jest ustalenie stopnia ich niedemokratyczności. Gdy ta osiąga swoje ekstremum, autorytaryzm jest
następnie identyfikowany z totalitaryzmem – znów bez śladu refleksji czy pomiędzy demokracją jako formą ustroju
a totalitaryzmem jako jego ideologiczną treścią zachodzi koniecznie esencjalne przeciwieństwo. Znamienne też, że
rozpoznając wyjątkowo opresyjne formy sprawowania władzy politolodzy jak
ognia unikają klasycznego terminu tyrania (czego z kolei, by wspomnieć choćby Bullocka, nie obawiają się historycy, nie mówiąc już o filozofach polityki),
najwyraźniej uważając go za „nienaukowy”; chętnie natomiast szafują równie
klasycznym terminem dyktatura, gubiąc
w ten sposób sens rozróżnienia pomiędzy dyktaturą konstytucyjną jako formą
władzy autorytarnej a dyktaturami „racji” o charakterze ideologicznym, pomiędzy dyktaturami kontrrewolucyjnymi („z góry”) a rewolucyjnymi („z dołu”),
w tym określanymi jako „dyktatura proletariatu”; wreszcie pomiędzy dyktaturą
a przywództwem mafijnym.
Ten „węzeł gordyjski” rozwikłać można jedynie cięciem rozdzielającym wyraźnie systemy jedynie dokonujące naruszeń
w sferze właściwego demokracji funkcjonowania norm i instytucji, nie kwestionujące wszelako zasad – przede wszystkim typu i sposobu legitymizacji władzy
– fundujących demokrację, a w najgorszym wypadku je imitujące, od systemów
(i doktryn) autorytarnych sensu proprio,
które muszą być zidentyfikowane i zdefiniowane w oparciu o zasady właściwe immanentnie autorytaryzmowi.
Zasady te zaś są, jak można to ustalić na podstawie analizy porównawczej, następujące. Po pierwsze, jak wynika z samego źródłosłowu tego pojęcia,
Odpowiedź na ankietę dotyczącą autorytaryzmów
Jacek Bartyzel
w centrum uwagi autorytaryzmu znajduje się zagadnienie (politycznego) autorytetu (auctoritas), czyli upoważniającej
do rządzenia i poprzedzającej faktycznie
zaktualizowaną siłę władzy (potestas),
a zatem niematerialnej mocy rozkazodawczej, postrzeganej jako konieczny
warunek utrzymania i zachowania (bądź
odrestaurowania w sytuacji kryzysu) politycznego porządku (ordo). Po drugie,
wyraźna personifikacja tego porządku
w osobie charyzmatycznego szefa, dysponującego pełnią autorytetu deontycznego, który nie podlega zakwestionowaniu,
a niekiedy i w pewnej mierze (zwłaszcza gdy jest on również teoretykiem autorytaryzmu) także autorytetu epistemicznego. Po trzecie, hierarchiczna, a nie
egalitarna, wizja porządku oraz relacji
międzyludzkich. Po czwarte, uznanie, że
legitymizacja władzy pochodzi „z góry”,
to znaczy z norm w jakikolwiek sposób
transcendentnych wobec społeczeństwa
politycznego (ogółu rządzonych), nie
zaś z jego woli, czyli „z dołu”. Powiadamy tu: „w jakikolwiek sposób”, albowiem
– chociaż pełną i wyraźną postacią tego
typu legitymizacji jest legitymizacja religijna („legitymizm pochodzenia władzy
od Boga”) – to jednak tego rodzaju uzasadnienie występuje tylko w niektórych
empirycznie identyfikowanych przypadkach autorytaryzmów.
W świetle powyższego nie ma zatem żadnego usprawiedliwienia dla
określania mianem „autorytarnych” reżimów, które: a) kreują polityczną nierzeczywistość demokracji „wyższego typu”
– „ludowej” i „socjalistycznej”, w przeciwieństwie do „burżuazyjnej” – w której
„wybory” są rytuałem aklamacji dla totalitarnej monopartii i jej monoideologii (przypadek systemów komunistycznych); b) ingerują nieuczciwie w proces
29
wyborczy przez ograniczanie dostępu
opozycji do komunikowania się z wyborcami, szykanowanie jej działaczy czy
wręcz fałszowanie wyników (przypadek
zarówno systemów komunistycznych
w fazie zdobywania władzy, jak postkomunistycznych, gdzie była kompartia
pozostaje wciąż siłą dominującą w systemie pozornie pluralistycznym, jak w republikach postsowieckich); c) stosują demagogiczne metody podburzania
(i przekupywania) mas celem osłabienia lub nawet wyeliminowania tych instytucji i ośrodków władzy (a zwłaszcza
elit społecznych, politycznych, finansowych etc.) państwa demokratycznego, które stoją na przeszkodzie zdobyciu pełni władzy przez „przyjaciela ludu”
sprawującego już zazwyczaj funkcję (demokratycznie wybranego) szefa państwa
(przypadek populistycznych demagogów typu Cháveza w Wenezueli, Moralesa w Boliwii i innych państwach latynoamerykańskich, odpowiadający właśnie
najściślej opisywanemu już przez klasyków filozofii politycznej procesowi przechodzenia od skrajnej – ochlokratycznej
– demokracji do tyranii). Kto fałszuje wybory, albo podburza masy, albo wreszcie
zadaje sobie niewątpliwy trud tworzenia logokracji, nazywającej się „wyższą”
postacią demokracji, ten niewątpliwie
– choć oczywiście w osobliwy sposób –
składa hołd demokratycznej zasadzie legitymizacji władzy; tak bardzo uznaje ją
za jedyny sposób uprawomocnienia panowania, że gotów jest tworzyć jej iluzję,
a niekiedy nawet samemu w nią wierzyć;
ergo – nie jest autorytarystą, któremu
taki typ legitymizacji jest obojętny.
Konkludując: określenia autorytaryzm i autorytarny należy zarezerwować do tych ustrojów i reżimów politycznych oraz uzasadniających je doktryn,
30
które ani o demokratyczną legitymizację nie zabiegają, ani nie uważają jej za
faktyczne i słuszne uprawomocnienie
panowania; które natomiast legitymizacji tej poszukują w jakkolwiek rozumianym „prawie wyższym” niż „legalne”
prawo pozytywne i wola ludzka, zwłaszcza wola „suwerennego ludu”. Może to
być prawo naturalne pochodzenia boskiego, idea ładu (ordo), realizacja dobra wspólnego, racja stanu lub interes
narodowy, ocalenie publiczne, zasługa (na przykład dla odzyskania niepodległości) – w każdym jednak wypadku uzasadnienie to pochodzi „z góry”.
Z tego powodu autorytaryzm niewątpliwie wykazuje podobieństwo do ustrojów tradycyjnych (zwłaszcza monarchii
– naturalnie przedliberalnej), a na płaszczyźnie filozoficzno-politycznej do konserwatyzmu, acz różnią go od nich dwie
poważne cechy: brak „legitymizmu pochodzenia” i reguł sukcesji oraz wysoki
zazwyczaj poziom militaryzacji polityki.
Autorytarny „szef” jest z zasady dyktatorem decyzjonistycznym, który w przeciwieństwie do monarchy tradycyjnego
władzy nie odziedziczył, lecz pojawił się
„znikąd”, w egzystencjalnej „sytuacji krytycznej” – stanu anarchii, czyli powrotu
do Hobbesowskiego „stanu natury”, toteż sam osiąga władzę siłą. Brak zakorzenienia w tradycji i reguł sukcesji oraz
militaryzm jest zatem „piętą achillesową” autorytaryzmu i przyczyną jego nietrwałości: wszystkie autorytaryzmy albo
upadły w sposób równie gwałtowny, jak
zostały ustanowione (wskutek rewolucji
bądź przegranej wojny), albo dokonał się
ich rozkład (nazywany zwykle „liberalizacją”, co stanowi kolejny dowód na to
jak trudno oprzeć się stosowaniu demo-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Ankiety
kratycznej symboliki i retoryki w opisie
autorytaryzmu) wskutek stopniowego
ustępowania przed roszczeniami ideologii demokratycznej i jej eksponentów.
Klasycznymi przykładami pierwszego
przypadku są salazarowska Portugalia
i rządzona przez juntę prawicowych generałów Argentyna sprzed wojny o Falklandy, drugiego – frankistowska Hiszpania i Chile gen. Pinocheta.
Na koniec należy wspomnieć o – wyjątkowo trafnie wskazywanej przez ogół
badaczy – cesze autorytaryzmu, jaką jest
jego aideologiczność. W połączeniu z niechęcią, wręcz odrazą, do mobilizowania
mas jest to jedna z podstawowych przesłanek do odróżniania autorytaryzmu od
totalitarnych tyranii typu faszystowskiego bądź komunistycznego; o ile te dążą
do polityzacji wszystkich i wszystkiego,
o tyle dążeniem autorytaryzmu jest depolityzacja ogółu społeczeństwa, co wynika
z (stricte arystokratycznego) przeświadczenia, iż rozum publiczny ma swoje siedlisko jedynie w wąskiej elicie lub nawet
tylko w osobie przywódcy. Wtórnie natomiast autorytaryzmy można klasyfikować jako nacjonalistyczne i „państwowe”
(jak autorytaryzm sanacyjny w Polsce),
monarchistyczne i republikańskie, korporatywistyczne i neoliberalne (w koncepcjach gospodarczych), konfesyjne i niekonfesyjne, wojskowe i cywilne,
z tym zastrzeżeniem, że linie podziału
mogą przebiegać wewnątrz danego systemu, jako sektory jego elity władzy (na
przykład syndykalistyczna Falanga i neoliberalna Opus Dei w Hiszpanii Franco)
lub jako fazy w jego ewolucji (na przykład początkowo militarny charakter autorytaryzmu portugalskiego a następnie
czysto cywilny „salazaryzm”).
Autorytaryzm
Roman Tokarczyk
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Lublin)
Autorytaryzm – dociekanie
istoty pojęcia
Założenia tematu
P
ojęcie to myślowe, abstrakcyjne odzwierciedlenie przedmiotu, który po
jego zdefiniowaniu określany jest już nie pojęciem lecz terminem1. Dla moich rozważań przydatny jest podział pojęć, uzasadniony przez Immanuela
Kanta, na: pojęcia wytwory rozumu – aprioryczne i pojęcia tworzone poprzez
rozumowe uogólnianie doświadczenia – aposterioryczne. Autorytaryzm i pojęcia z nim najściślej związane – dyktatura i totalitaryzm – są bowiem pojęciami mającymi zarówno stronę aprioryczną jak i aposterioryczną.
Definicja spełnia kluczową rolę w rozważaniach pretendujących, jak
wszelkie rozważania naukowe, do jasności, dokładności i ścisłości. Poprawna
definicja powinna zakreślać granice określonego pojęcia, poprzez wskazanie
pojęcia mu przeciwnego, jeśli takie istnieje. Wielu autorów usiłuje to osiągnąć, bez wszakże pełnego, powodzenia, przeciwstawiając pojęciu demokracji pojęcia autorytaryzmu, dyktatury, totalitaryzmu. Jeżeli te cztery pojęcia są
autonomiczne, to, nawet gdyby istniało ich przeciwieństwo, nie wykluczałoby ono możliwości istnienia pojęć pośrednich między nimi. Zatem, najnowsza metodologia nauk społecznych skłania się wyraźnie ku definicjom ilo1
Por. np. W. Kosiakiewicz, Spór o terminy polityczne [w:] Demokracja, demagogia
i demofilia, Warszawa 1913. Należy jednak zauważyć, że w języku angielskim, dominującym obecnie w międzynarodowym komunikowaniu się ludzi, także ludzi nauki, pojęcie
jest utożsamiane z terminem. Oba są wyrażone przez term.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
34
ściowym, wyjaśniającym w jakim stopniu określone pojęcie jest tym właśnie
określonym pojęciem, co równocześnie, nadaje tym definicjom cech definicji jakościowych. Ulubionym przy tym terminem badaczy jest termin „spektrum” – poznawcze określanie granic pojęcia od jakiegoś początkowego „od”
poprzez ciągłe, ale stopniowalne, wzrastanie ilości i jakości jego treści, aż do
jakiegoś końcowego „do”2.
Kolejne pojęcia, związane z tematem, można już tylko najogólniej przypomnieć, mimo że również należą do pojęć spornych. Klasyczną definicję
władzy sformułował Max Weber, definiując ją jako dowolną możliwość przejawiania własnej woli w określonych stosunkach społecznych, bez względu
na ewentualny sprzeciw i na to, na czym ta możliwość się opiera3. Najdoskonalsza ze wszystkich znanych form władzy byłaby, niewątpliwie, władzą rozumu, rozsądku, roztropności, gdyby wszyscy posiadacze i adresaci władzy
byli obdarzeni takimi przymiotami4. Termin „reżim polityczny”, pochodzący
od francuskojęzycznego słowa regime, jest w swej istocie synonimem terminu „władza”, ale nierzadko nadawany mu jest odcień pejoratywny5. Do najczęściej występujących znaczeń pojęcia „władza” należy termin „system polityczny”, w sensie ogółu form i kompetencji organów, partii, organizacji, grup
formalnych i nieformalnych działających w polityce i ich stosunków wzajemnych6. Legitymizacja władzy to nic innego jak określone, charakterystyczne,
sakralne albo świeckie, moralistyczne, legalistyczne, tradycjonalistyczne uzasadnienie wartości władzy7.
Trafna jest ocena, że „W samej naturze ludzkich wytworów nie ma niczego takiego, co przesądza, że wszystkie różnice są różnicami stopnia – tak jak w samej naturze rzeczy nie ma niczego takiego, co przesądza, że mają charakter jakościowy. Różnice dotyczą
stopnia, gdy są tak traktowane (logicznie)”. G. Sartori, Teoria demokracji, Warszawa 1994,
s. 231.
3
Literatura filozoficzna i naukowa z zakresów władzy jest ogromna ponieważ narasta w całych niemal dziejach ludzkości. Z ogólnych, całościowych opracowań zob. np. D. H.
Wrong, Power. Its Form, Bases and Uses, Chicago 1988.
4
Tę formę wyidealizowanej władzy określił Feliks Koneczny, polski myśliciel, terminem nusarchia (od greckich słów noús – rozum i arche – władza). Szerzej zob. np. Feliks
Koneczny o państwie i wartościach, Kraków 2003.
5
Szerzej zob. zwłaszcza A. Antoszewski, Reżim polityczny [w:] Studia z teorii polityki, red. A. Jabłoński, L. Sobkowiak, Wrocław 1998.
6
Na ten temat zob. zwłaszcza A. Pułło, Ustroje państw współczesnych, Warszawa
2006.
7
Szeroko uznawaną koncepcję legitymizacji władzy opracował Max Weber: Trzy
typy prawomocnego panowania [w:] Elementy teorii socjologicznych, red. W. Derczyński,
A. Jasińska-Kania, J. Szacki, Warszawa 1975; zob. również T. Biernat, Legitymizacja władzy
politycznej. Elementy teorii, Toruń 1999.
2
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
35
Władza jest zapewne relacją władców – posiadaczy władzy z podwładnymi – pozbawionymi jej posiadania. Polega na narzucaniu woli tych pierwszych tym drugim, przy pomocy środków politycznych, a więc głównie państwowych. Podwładni mogą dobrowolnie poddawać się władzy, gdy uznają
jej autorytet, legalizm, moralizm czy sakralizm albo, gdy tego nie czynią, ulegać jej pod przymusem psychicznym albo (i) fizycznym. Władza występuje
w każdej grupie społecznej i różnych rodzajach aktywności ludzi. Najważniejszą jednak rolę odgrywa władza polityczna. Od czasu wprowadzenia
idei trójpodziału władzy demokratycznych ustrojów państwowych, realizowana jest ona za pośrednictwem władzy ustawodawczej należącej do parlamentów, władzy wykonawczej przekazywanej rządom albo (i) prezydentom i władzy sądowniczej oddawanej niezawisłym sądom. Bez względu na
jednolitość czy też podział władzy, spełniać ona może funkcje integracji społeczeństwa, podziału dóbr i kar, ochrony przed zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi i funkcje tworzenia niezbędnych organizacji i struktur.
Mimo ogromnej liczby dzieł filozoficznych, teologicznych i naukowych poświęconych władzy, nadal należy ona do najtrudniejszych problemów wielu nauk, szczególnie nauk politycznych. Jak wyraził to J. Burns, „ludzie od
dwóch tysięcy lat starają się przeniknąć tajemnicę władzy, ale jej natura nadal pozostaje nieuchwytna”. Władza polityczna poddawana jest zróżnicowanym ocenom, często skrajnym - od zachwytów jej posiadaczy po oceny skrajnie negatywne, w rodzaju: „to bezdenne bagno” (R. Dahl), czy też „koncepcja
oszukańczych nadziei” (M. Marsh) 8.
Pojęcie autorytaryzmu
Pojęcie „autorytaryzm” pochodzi od łacińskiego słowa autoritas, mającego
znaczenie powagi, wpływu, znaczenia, władzy, autorytetu. W myśli i praktyce politycznej funkcjonuje przede wszystkim w sensie ideologii, postawy
psychicznej i niedemokratycznych rządów. Stworzone przez faszystów, uwikłane jest w związki z wieloma pojęciami, głównie jednak dyktatury i totalitaryzmu, toteż sprawia duże trudności przy jego wyjaśnianiu. Wydaje się, że
8
Komparatystyka, zwana jest inaczej literaturą porównawczą, jest uprawiana nie
tylko w literaturze pięknej lecz również i literaturze naukowej. Dla naszego tematu niezbędne są elementy komparatystyki politologicznej. Na ten temat zob. np. R. Tokarczyk,
Metody porównawcze w historii doktryn politycznych i prawnych, Biuletyn Lubelskiego Towarzystwa Naukowego – Humanistyka 1984, vol. 26, nr 2.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
36
w dochodzeniu do istoty autorytaryzmu najlepiej wyjść od pozytywnie ocenianego pojęcia autorytetu ponieważ autorytaryzm jest negatywnym przejawem nadużycia autorytetu w myśli i praktyce politycznej. Gdy autorytaryzm,
który powinien być odróżniany od pozytywnego sensu autorytywizmu kojarzony jest zawsze zarówno z legitymizacją jak i legalizacją – autorytaryzm
nie troszczy się o legalizm i nie zawsze posiada dostateczną legitymizację.
Autorytet, jako pojęcie, ma taki sam rodowód etymologiczny jak pojęcie autorytaryzmu. Wyraża uznanie, zaufanie, wysoki prestiż, charyzmę, cechy prawdziwe – osób, grup społecznych, instytucji – oparte na przypisywanych im wysoko cenionych wartościach. W psychologii autorytetem są osoby,
którym ulegają i podporządkowują się inne osoby. W pedagogice – są nimi
wychowawcy i nauczyciele, imponujący wychowankom i uczniom dużą wiedzą i bogatymi doświadczeniami życiowymi. W naukach i praktykach politycznych posiadanie autorytetu dobrze służy legitymizacji władzy. Nierzadko, pozory autorytetu nadaje nawet tylko odpowiedni ubiór – toga, mundur,
sutanna, elegancki garnitur, w którym może, ale nie musi, znajdować się autorytet rzeczywisty. Bez wątpienia, autorytet może pochodzić także z określonych tytułów, stopni i dystynkcji9.
Największym zaufaniem cieszą się autorytety naukowe ponieważ poddawane są niczym nieograniczonej sprawdzalności. Autorytety religijne, nie
chcąc poddawać się podobnej sprawdzalności – weryfikacji czy też falsyfikacji głoszonych prawd objawionych i spisywanych w jakichś pismach świętych, przy pomocy dogmatów dekretują swoją nieomylność. Autorytety moralne to wzory osobowe i ich normy postępowania, ale tylko dla tych, którzy
je wybrali wśród wielu takich wzorów i norm i aprobowali na swój użytek.
Autorytety polityczne, najbardziej znaczące dla wyjaśniania pojęcia autorytaryzmu, przejawiają się poprzez cechy wrodzone lub nabyte, umożliwiające uzyskiwanie władzy formalnej albo (i) faktycznej nad innymi i nagradzania ich posłuszeństwa albo karania nieposłuszeństwa. Osiąganiu wszystkich
tych wspomnianych rodzajów autorytetu sprzyjać może charakter autorytarny, jako z jednej strony psychologiczna dyspozycja do narzucania swej woli
innym, z drugiej zaś strony jako uległość takiej narzuconej woli. Autorytet
powiązany najściślej z różnymi przejawami władzy, nie jest z nią, jednak tożsamy ponieważ istnieją zarówno władze posiadające autorytet jak i pozbawione autorytetu.
Jak zauważył G. Sartori, powołując się na Lasswella i auspicje UNESCO, istnieją jednak poglądy o legalnej, legitymizowanej władzy autorytarnej, G. Sartori, op. cit., s. 234;
zob. również F. Ryszka, Autorytaryzm a faszyzm, Kwartalnik Historyczny 1972, nr 2.
9
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
37
W myśli politycznej autorytaryzm odrzuca anarchizm, liberalizm, demokratyzm i parlamentaryzm ponieważ pochwala silną władzę wykonawczą autorytetu politycznego, wymusza konieczność bezwzględnej uległości
podwładnych władzy państwowej, oczekuje szacunku i pochwał dla rządów
wybitnych jednostek albo małych grup elitarnych. Z tego powodu, bliski jest
myśli konserwatyzmu, wątpiącego w wartość wolności i tolerancji i katolicyzmu w jego doktrynie społecznej Kościoła. Autorytaryzm zyskał od XIX wieku otwartą przychylność ze strony konserwatywnego Kościoła rzymsko-katolickiego, jak wiadomo, szeroko posługującego się autorytaryzmem na swój
własny użytek. Autorytaryzm nie troszczy się o proceduralne legitymizowanie podmiotów władzy autorytarnej, kontentując się samym jej posiadaniem
i utrwalaniem i zwalczaniem opozycji, jeżeli już dopuścił do jej przetrwania,
powstania i istnienia. Podmioty te, przeświadczone o swojej charyzmatycznej wyjątkowości i wielkości, niechętnie przyjmują albo nawet całkowicie
odrzucają ich krytykę10.
Pojęcie autorytaryzmu, rozwijane w myśli politycznej, służy praktyce politycznej do wyjaśnienia cech reżimów politycznych zwanych autorytarnymi. Chronologicznie reżim totalitarny, powstał najpierw na Węgrzech w 1920
roku, następnie, do wybuchu II wojny światowej, w wielu krajach europejskich a po tej wojnie w krajach Ameryki Łacińskiej, krajach arabskich, Czarnej
Afryki i Dalekiego Wschodu. Reżimy autorytarne opierają się na pokolonialnych instytucji tego rodzaju należy policja polityczna, przejawiająca autorytaryzm policyjny i instytucjach zabezpieczających trwałość i niepodważalność
autorytetu władzy. Do najbardziej skutecznych armia dysponująca autorytaryzmem militarnym. W krajach reżimu autorytarnego, istnieje ograniczony
pluralizm polityczny pod warunkiem, że nie ma charakteru opozycji wobec
podmiotów władzy. Ideologia wypierana tutaj przez cechy osobowości autorytarnej, nie odgrywa większej roli, podobnie jak formalnoprawne określenie zakresów i sposobów sprawowania władzy przez przywódcę albo oligarchiczną grupę. Wysoko oceniana jest sprawność aparatu władzy, zdolnej do
neutralizowania opozycji, jak również pasywność polityczna społeczeństwa,
pozbawionego możliwości wyboru władz i kontrolowanego przez cenzurę.
Szerzej zob. m.in. I. R. Simon, A General Theory of Authority, Notre Dame 1962;
H. S. Kariel, In Search of Authority. Twentieth Century Political Thought, New York 1964;
E. C. Page, Political Authority and Beaurocratic Power, Brighton 1985; A. Perlmutter, Modern Authoritarianisme. A Comparative Institutional Analysis, New Haven 1983; H. Arendt,
Co to jest autorytet? [w:] Między czasem minionym a przyszłym. Osiem ćwiczeń z myśli politycznej, Warszawa 1993.
10
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
38
„Charakteryzując dziewiętnastowieczne formy autorytaryzmu, wypierające republikańskie, demokratyczne i pluralistyczne modele państwa na
rzecz monarchicznych, centralistyczno-biurokratycznych i unitarnych, Ernest Nolte stwierdził, że autorytarną można nazwać każdą formę ustrojową, w której przyznaje się wyższą pozycję innemu składnikowi władzy naczelnej niż parlament. Takie ujęcie autorytaryzmu, wyłącznie przez pryzmat
jego antyparlamentaryzmu, wydaje się zbyt ograniczone, dlatego też J. Linz,
próbując zdefiniować interesujący nas rodzaj systemu, zwrócił uwagę także
na inne elementy. Jego zdaniem, autorytarne reżimy są systemami politycznymi z ograniczonym, nie opartym na odpowiedzialności, pluralizmie politycznym, bez starannie wypracowanej, kierowniczej ideologii (ale o wyraźnej mentalności), bez intensywnej czy ekstensywnej mobilizacji politycznej
(z wyjątkiem pewnych etapów ich rozwoju), w których przywódca (czasami mała grupa) pełni władzę w ramach formalnie słabo zdefiniowanych, ale
w rzeczywistości dobrze przewidywalnych ograniczeń. Autor ten zastrzega,
że typowe na ogół dla systemów autorytarnych przywództwo jednostkowe
nie jest warunkiem koniecznym, gdyż możemy mieć do czynienia z instytucją junty lub innego kolektywnego ośrodka decyzji politycznej i osobowość
przywódcy nie musi być czynnikiem określającym tożsamość systemu”11.
Do niemal bezdyskusyjnych cech wszystkich reżimów autorytarnych
należy: uznawanie suwerenności własnego kraju za najwyższą wartość polityczną, wymagającą ideowego i konstytucyjnego potwierdzenia; opieranie
polityki na treściach tradycyjnej moralności uzgodnionej z religią; aprobowanie silnej władzy jednostki lub małej grupy, jako piastunów interesów całego społeczeństwa, bez potrzeby funkcjonowania parlamentu; przekonanie, że więzy solidaryzmu społecznego odgrywają kluczową rolę toteż należy
odrzucać koncepcje eksponujące konflikty społeczne; poleganie na liberalnym modelu gospodarki rynkowej, jako materialnym fundamencie wszystkich przejawów polityki. Na tle tych cech odrzucony już został pogląd o autorytarnym charakterze państw tzw. realnego socjalizmu ponieważ był ich
diametralnym zaprzeczeniem. Państwa bowiem realnego socjalizmu: aprobowały swoją zależność od ZSRR; ukazywały politykę w świetle nowej moralności socjalistycznej; propagowały prymat interesów klasy panującej obwarowanych hegemonią jednej partii; uznawały walkę klas, a nie solidaryzm
społeczny, za nieodłączną cechę społeczeństw przedkomunistycznych; doW. Sokół, Autorytaryzm [w:] Mały Leksykon Politologiczny, Lublin 1996, s. 31.
Przede wszystkim jednak zob. J. J. Linz, Authoritarian Regime: Spain [w:] Mass Politics.
Studies in Political Sociology, New York 1970.
11
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
39
patrywały się doskonałości w formach własności społecznej, zarządzanej na
zasadzie centralnego planowania12.
Wiedzę o autorytaryzmach wzbogacają ich klasyfikacje, w oparciu o krzyżujące się kryteria, wskazujące zarówno pewne przeciwstawności ich cech
jak i cech stanowisk pośrednich. Charakter ideologii pozwala rozróżniać autorytaryzmy prawicowe, umiarkowane i lewicowe. Ze względu na kryterium
podmiotu władzy wyróżniane są autorytaryzmy: teokratyczne, gdy władza
należy głównie do duchownych; monarchistyczne, gdy różnie nazywany jedynowładca sprawuje władzę autorytarną13; republikańskie, gdy władza z demokratycznego wyboru przeistacza się we władzę autorytarną; wojskowe,
gdy władza należy do autorytarnych ze swej istoty wojskowych – elity, junty, grupy; cywilne, gdy władzę sprawują jednostki lub małe grupy, nie będące
ani duchownymi, ani wojskowymi; biurokratyczne, gdy władza jest zdominowana przez technokratów; biurokratyczno-militarne, łączące cechy obu tych
autorytaryzmów; państwowe, nacjonalistyczne, rasowe, etniczne, rodzinne.
Ze względu na kryterium religijne, występują autorytaryzmy proreligijne,
neutralne religijnie i antyreligijne. Ze względu na stosunek do aktywności
politycznej obywateli, istnieją autorytaryzmy mobilizacyjne, postdemokratyczne i postkolonialne. Wreszcie, z uwagi na stosunek do totalitaryzmu – autorytaryzmy prototalitarne i posttotalitarne14.
W relacji do demokracji, autorytaryzm jest antydemokratyczny ponieważ odrzuca jej główne instytucje i procedury – autonomię polityczną obywateli, wybory, partie polityczne, parlament, istnienie opozycji, tolerancję
mniejszości. Autorytaryzm, jako reżim ponadparlamentarny, albo pozaparlamentarny, różni się w sposób zasadniczy od demokratyzmu wspierającego
się na władzy parlamentu reprezentującego większość społeczeństwa. Tezę
tę komplikuje nieco odróżnianie antydemokratyzmu od negatywnego antyparlamentaryzmu pełnego i pozytywnego antyparlamentaryzmu częściowego. Ten ostatni odrzuca wprawdzie reprezentację jednostek ludzkich w parlamencie, ale akceptuje reprezentacje w nim grup społecznych – prowincji,
stanów, rodzin, jak to miewało miejsce w parlamentach przed liberalnych15.
Niemałe też zamieszanie pojęciowe powoduje przeistaczanie się demokraZob. W. T. Kulesza, Fundamenty autorytetu, Przegląd Tygodniowy 1990, nr 50.
Oto niektóre nazwy jedynowładców, posiadających władzę autorytarną: monarcha, król, emir, szejk, caudillo, regent, protektor, kanclerz, premier, prezydent.
14
Zob. B. Allemeyer, Right – Wing Authoritarianism, University of Monitoba Press
1981; idem, The Authoritarian Specter, Harvard University Press 1996; idem, The Authoritarians, Lulu 2006.
15
Tak zwłaszcza J. J. Linz, op. cit.
12
13
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
40
tycznie wybranych władz w hybrydy reżimu demokratyczno-autorytarnego.
Występuje to najczęściej, gdy dominujący polityk lub mała grupa polityków,
legitymizuje swoją autorytarną arbitralność rzekomym przyzwoleniem wyborców. Przeistoczenie takie staje się oczywiste zawsze po wprowadzeniu
w dotychczasowej demokracji stanu wyjątkowego, tym bardziej stanu wojennego. Trzeba również mieć na uwadze, że niechęć obywateli wielu współczesnych krajów do uczestniczenia w procesach demokratycznych sprzyja
autorytaryzmowi.
Autorytaryzm, w swym natężeniu przymusu i ograniczeń wolności obywateli, jest stopniowalny na jakiejś skali spektrum od demokracji, poprzez
różne formy dyktatury, aż do totalitaryzmu. Istnieją formy reżimów politycznych, które: zawsze są autorytarne (despotie, dyktatury), niemal zawsze
(teokracje, monarchie absolutne, autokracje militarne), często (państwa faszystowskie, państwa socjalistyczne z czasów stalinizmu) i tylko niekiedy
(autorytarne demokracje). Zbyt rozległe i niedoprecyzowane w treści pojęcie autorytaryzmu, w otoczce ubogiej jego ideologii, zastępowanej autorytarną mentalnością, zaciera możliwości wyraźnego podziału władz na demokratyczne i autorytarne. Rozległość owa i owe niedoprecyzowanie wynikają
przede wszystkim z dość powszechnego przekonania, że wszelka władza
może pretendować do autorytetu. Zawęża i precyzuje nieco pojęcie autorytaryzmu odróżnianie pozytywnego zawsze sensu autorytatywności, przynajmniej częściowo, zgodnej z demokratyzmem od negatywnego, na ogół, antydemokratycznego znaczenia autorytaryzmu. Powiązana ściśle z demokracją
„prawdziwa wolność akceptuje autorytet, tak jak prawdziwy autorytet uznaje potrzebę wolności… autorytet, który nie rozwija wolności jest autorytaryzmem”16.
Każdy autorytaryzm jest, w mniejszym lub większym stopniu, dyktaturą,
jednakże dyktatury totalitarne są już skrajną odmianą dyktatury, a więc już
czymś większym niż autorytaryzm. Rysują się więc dość zasadnicze różnice
między autorytaryzmem a totalitaryzmem. Po pierwsze, reżimy autorytarne posługują się instytucjami i instytucjonalizacją ograniczonego pluralizmu,
gdy reżimy totalitarne mają zdecydowanie antyinstytucjonalny, monopolistyczny charakter. Po drugie, reżimy autorytarne osłabiają, albo nawet eliminują mobilizację społeczną lekceważąc ideologię, gdy reżimy totalitarne są
ruchami opartymi na skrajnie zideologizowanej mobilizacji. Po trzecie, autorytaryzm zachowuje represyjne prawo, gdy reżimy totalitarne doprowadzają
16
G. Sartori, op. cit., s. 238.
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
41
do nihilizmu prawnego. Po czwarte, pragmatycznym reżimom autorytarnym
może dobrze służyć sprawnie funkcjonujące państwo, gdy reżimy totalitarne
arbitralnością przywódcy, predominacją partii, militaryzacją i skrajną ideologizacją dezorganizują państwo. Po piąte, w reżimach autorytarnych centrum
władzy może pozostawać w ręku jednostki albo małej grupy, gdy w reżimach
totalitarnych należy do jednostki – przywódcy, duce, führera; oba jednak reżimy ubiegają się o charyzmę dla swej władzy. Po szóste, reżimy autorytarne
mimo, że represjonują swoich politycznych oponentów, pozostawiają jednak
większe zakresy dla prywatności obywateli niż zmierzające do całkowitego jej unicestwiania reżimy totalitarne posługujące się kontrolowaniem i inwigilacją. Błędne jest zatem utożsamianie autorytaryzmu z totalitaryzmem,
mimo że ten drugi może odznaczać się cechami tego pierwszego17.
Pojęcie dyktatury
Pojęcie dyktatury zawdzięcza swoją nazwę łacińskiemu słowu dictare, oznaczającemu dyktować, zalecać. Pojęcie to występuje wśród idei i praktyk politycznych od czasów starożytnej Grecji. Utożsamiano je tam z tyranią, satrapią,
despotią, cieszyło się aprobatą i szacunkiem w czasach dużego zagrożenia
dla obywateli i państwa, ponieważ kojarzyło się z silną władzą, zdolną do
zapewnienia bezpieczeństwa18. W starożytnej republice rzymskiej, dyktator
(dictator) był urzędnikiem powoływanym na okres 6 miesięcy dla ratowania zagrożonej republiki. Także przywódców polskiego Powstania Styczniowego, nazywano dyktatorami osoby skupiające pełnię władzy w swoim ręku.
Następnie, pojęcie dyktatura nabrało negatywnego sensu rządów, czy też reżimu jednostki, albo grupy osób, które przejęły władzę siłą, w sposób niedemokratyczny, bezprawny, najczęściej na drodze zamachu stanu. Dyktator
lub dyktatorzy arbitralnie wymuszają posłuch obywateli, jednocześnie poTak trafnie J. J. Linz, Totalitarian and Authoritarian Regimes, Reading Mass 1975;
J. J. Linz, A. Stepan, Problems of Democratic Transition and Consolidation, Baltimore 1996;
Authoritarianism in Latin America since Indenpendence, red. W. Fowler, Westport 1996.
18
C. Schmitt, Sytuacja historyczna i stan duchowy dzisiejszego parlamentaryzmu
[w:] Konserwatyzm. Projekt teoretyczny, red. B. Markiewicz, Warszawa 1995; podobnie
M. Zdziechowski, Europa, Rosja, Azja, Wilno 1923; M. Staszewski, Demokracja a totalizm,
Warszawa 1938; R. Aron, Democratie et Totalitarisme, Paris 1965. Omówienie tych poglądów daje J. Bartyzel, Demokracja, na stronach Internetu. Szerzej zob. m.in. G. Hallgarten,
Devils and Saviours. A History of Dictatorship since 600 b C., London 1960; P. Vansittart, Dictators to 1995, London 1995.
17
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
42
zbawiając ich możliwości kontrolowana swoich sposobów sprawowania dyktatorskiej władzy. W marksizmie, na gruncie ogólnego pojęcia dyktatury, rozwinęło się pojęcie dyktatury proletariatu jako władzy klasy robotniczej, albo
ludu pracującego miast i wsi, sprawowanej w okresie przechodzenia od kapitalizmu do socjalizmu.
Współcześnie dominują idee i ustroje oparte na pojęciu demokracji, głównie demokracji konstytucyjnej, realizującej zasadę podziału władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Tutaj przejawia się kontrastowa wręcz różnica między demokratyczną zasadą trójpodziału władzy
a brakiem takiego podziału, koncentracją pełnej, wyłącznej, nieograniczonej,
nadzwyczajnej władzy w ręku dyktatora lub dyktatorów w reżimach dyktatorskich. Niekiedy, gdy reżimy dyktatorskie ograniczają zakresy swojej władzy do jednej albo dwóch jej rodzajów, mówi się o dyktaturach częściowych,
albo mieszanych, łączących elementy dyktatury z elementami niedyktatorskimi, nawet z elementami demokracji. Istnieje pogląd, że demokracja przedstawicielska dość łatwo może przeobrażać się w dyktaturę zwaną wówczas
dyktaturą konstytucyjną. Do obecnego czasu brak jeszcze rozwiniętej teorii
dyktatury. Antonio Gramsci nazywał dyktaturę hegemonią władzy niekonstytucyjnej, najczęściej jednopartyjnego reżimu państwowego19.
W praktyce politycznej pojęcie dyktatury przejawia się jako metoda
sprawowania władzy albo ustrój polityczny. Przyjęcie kryteriów historycznej zmienności form dyktatury i sposobów przejmowania władzy stworzyło
dla amerykańskich badaczy pojęcia dyktatury podstawę dla rozróżnienia dyktatur w ramach szerszego pojęcia autokracji (jedynowładztwa, nomokracji).
Otóż, po rozróżnieniu autokracji przednowoczesnej i autokracji współczesnej,
w ramach tej pierwszej umieścili oni dyktatury zwane despotyzmem, tyranią i absolutyzmem, natomiast do tej drugiej zaliczyli dyktatury teokratyczne
i dyktatury totalitarne20. Włoski politolog G. Sartori poklasyfikował dyktatury
ze względu na stosowany przez nie reżim polityczny. Rozróżnił trzy ich rodzaje: autorytarną, totalitarną i pragmatyczną. Ta ostatnia pojmowana jest jako
Należy zauważyć zalążki teorii dyktatury w decyzjonistycznym nurcie konserwatyzmu, który wyrażali: Juan Donoso Cortes (1809–1853), hiszpański tradycjonalista katolicki, w jego tekście Discurso sobra la dictatura (1849), Charles Maurras (1868–1952),
francuski rojalista, autor książki Dictateur et Roi (1899) i przede wszystkim Carl Schmitt
(1888–1985), niemiecki konserwatysta, autor dzieła Die Diktatur (1921–1928). Nadto
E. Fraenet, The Dual State. A Contribution to the Theory of Dictatorship (1941); G. Sartori,
Appunti per una Teoria Generale della Diktatura (1971).
20
Jest to koncepcja C. J. Friedricha i Z. K. Brzezińskiego, Totalitarian Dictatorship and
Autocracy, Harvard University Press 1956.
19
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
43
technokracja, najpierw dyktatura z lat Wielkiej Rewolucji Francuskiej a później dyktatura profesjonalistów, głównie znawców techniki21.
Wiele sporów wywołała koncepcja dyktatury i jej usytuowania wobec
autorytaryzmu i totalitaryzmu sformułowana przez Hannah Arendt. W ramach występującego w całych dziejach autorytaryzmu, utożsamianego przez
tę myślicielkę z autokracją, tradycyjne autokracje – tyrania, despotyzm, absolutyzm – odróżniają się od autokracji współczesnych – militarnych (wojskowych) i jednopartyjnych (monopartyjnych). Natomiast totalitaryzm
ograniczyła w czasie i przestrzeni do nazizmu niemieckiego lat 1938–1945
i stalinizmu sowieckiego z lat 1929–1941 i 1945–1953. To, co szczególnie
sfrustrowało wielu komentatorów koncepcji Arendt, to jej wyodrębnienie
dyktatury nietotalitarnej (nontotalitarian dictatorship), usiłujące uzasadnić „normalny” charakter leninowskiej dyktatury rewolucyjnej (revolutionary dictatorship), jako nie mającej cech totalitaryzmu. Według niej, totalitarne
rządy Stalina i Hitlera doprowadziły do atomizacji podlegających im społeczeństw, natomiast Lenin, wprowadzając dyktaturę jednej klasy (one-party
dictatorship), w gruncie rzeczy dyktaturę biurokracji partyjnej, miał na celu
zespolenie wokół idei socjalistycznych klasy i narody bezideowych dotychczas społeczeństw. Dzięki temu, Arendt obdarzyła Lenina określeniem Wielki Dyktator (Great Dictator), pomijając czy też przemilczając chronologiczne
poprzedzanie totalitaryzmu stalinowskiego przez leninowską jednopartyjną
dyktaturę rewolucyjną. Według niektórych interpretacji, przejście od dyktatury rewolucyjnej do totalitaryzmu dokonało się na drodze dyktatury kontrrewolucyjnej22.
W świetle rozważań Arendt, dyktatura jest szerszym pojęciem zawierającym w sobie węższe pojęcia rodzajów dyktatur – jednopartyjnej, militarnej,
totalitarnej. Omawiając reżimy autorytarne, miała ona na myśli głównie dyktatury, nie zaznaczając jednak wyraźnie, że nie wszystkie reżimy autorytarne są dyktaturami. Dyktatury jednopartyjne nie są, według niej, w pełni totalitarnymi reżimami. Totalitarność dyktatur jednopartyjnych jest negatywna
ponieważ nie jest w stanie przejąć pełni władzy instytucji nie będących partiami. Dyktatury jednopartyjne, sięgając po przemoc, drastycznie ograniczają
wolność, gdy reżimy totalitarne dążąc do pełnej indoktrynacji w ten sposób
znoszą wolność. Także sposób definiowania wroga odróżnia dyktatury jednopartyjne od totalitaryzmu. Dla dyktatury jednopartyjnej wrogiem jest ten,
21
22
G. Sartori, op. cit., s. 253.
H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 1989.
44
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
kto politycznie wyraźnie się jej sprzeciwia. W totalitaryzmie ten, kto nie jest
z nami jest przeciwko nam i jest naszym wrogiem. Na gruncie totalitaryzmu,
nawet członkowi elit panujących nie mogą czuć się bezpiecznie, w przeciwieństwie do dyktatury jednopartyjnej. Terror dyktatury jednopartyjnej godzi w jej przeciwników, ale nie w obywateli, co występuje w totalitaryzmie.
Tak oto dyktatura jednopartyjna i totalitaryzm są traktowane przez
Arendt jako dwa dość zasadniczo różne reżimy, mimo że totalitaryzm zawsze
posiada cechy dyktatury. W związku z koncepcją Arendt i jej interpretacjami
można rozróżnić dwa konteksty dyktatury – pozytywny rzymski jej sens historyczny i jej sens odrodzony po około osiemnastu stuleciach dla legitymizacji dyktatur rewolucyjnych. Te dwa konteksty stwarzają podstawę dla rozróżnienia trojakich dyktatur: rzymskiej, starożytnej, okresowej, nadzwyczajnej,
wszechwładnego obrońcy instytucji republikańskich w międzyczasie wojny i rebelii (dictatura seditionis sedandae et rei gurundae causa); uzasadnionej ustanowieniem i odbudowaniem zrujnowanej rzeczywistości publicznej
(dictator rei publicae constituendae); rewolucyjnej dyktatury jednopartyjnej.
Wszystkie te trzy rodzaje dyktatury wymagają nadzwyczajnych prerogatyw
dla dyktatorów, dotyczących obowiązywania prawa i istniejącego podziału
władzy. Dyktatury jednoosobowe nazywane są dyktaturami suwerennymi,
natomiast dyktatury małej grupy osób – dyktaturami komisarycznymi. Zatem, można twierdzić, że totalitaryzm jest dyktaturą, ale nie każda dyktatura
jest totalitaryzmem. Dla obrony demokracji uzasadnione jest sprzeciwienie
się wszelkim dyktaturom, nawet tym, które usiłują wykazywać swój nietotalitarny charakter. Współcześnie za najlepszą legitymizację władzy uchodzi
jej demokratyczność i legalizm chociaż niektórzy dostrzegają cechy dyktatury w pewnych rządach demokracji przedstawicielskiej23.
Dyktatura jest pojęciem zbiorczym, obejmującym idee i reżimy polityczne o charakterze absolutystycznym, autorytarnym i totalitarnym. Dyktatorzy – jednostka lub mała grupa osób – odrzucają wybory, konstytucje, rywalizację polityczną jako źródło i legitymizację swojej władzy, podejmując
arbitralne, niekontrolowane decyzje, wspierane przemocą, bez żadnej ograniczonej albo całkowicie eliminowanej ochrony praw i wolności obywateli.
Nie znajdując zracjonalizowanej legitymizacji swojej władzy, chętnie sięgają
po demagogiczne treści wiary, dogmatów, mitów i uprzedzeń w swoich walkach z opozycją i wrogami rzeczywistymi lub wyimaginowanymi. Zwykle za23
Zob. A. Arato, Dictatorship Before and After Totalitarianism, http//www.encyclopedia.com/doc/1G1-90439542.html.
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
45
dawalają się samą władzą, nie uzasadnianą szerzej i głębiej jakąś określoną,
np. totalitarystyczną ideologią; kontrolują struktury państwa, nie aspirując
do pełni władzy nad samym społeczeństwem. Do ulubionych haseł dyktatorów należy podkreślanie potrzeby stabilizacji, ładu, porządku, bezpieczeństwa i wprowadzenia reform.
Dyktatura, jako reżim polityczny utworzony bez zgody i aprobaty ludu,
jest przeciwieństwem demokracji, polegającej na takiej zgodzie i aprobacie. Gdy demokracja oczekuje na przyzwolenie ludu do rządzenia, dyktatura
odrzuca potrzebę legitymizacji swej władzy. Oto inne cechy dyktatury ujęte
w formie ich przeciwstawień cechom demokracji: niekonstytucyjność – konstytucyjność, jednopartyjność – wielopartyjność, monizm polityczny – pluralizm polityczny, nieodpowiedzialność dyktatorów – odpowiedzialność rządzących, autokratyzm – heterokratyzm. Autokratyzm, jako cecha dyktatury,
jest jeszcze bardziej kontrastowym pojęciem wobec demokracji niż dyktatura toteż nazywany jest niekiedy niezbyt właściwie jako niedemokracja. Próbę pogodzenia dyktatury z demokracją usiłowano, bez powodzenia, rozwinąć i stosować w socjalistycznych państwach demokracji ludowej, opartych
na dyktaturze proletariatu, czy też ludu pracującego miast i wsi. Zwolennicy dyktatury upatrują jedno z głównych jej uzasadnień w powolności i małej
skuteczności władzy demokratycznej.
Spośród różnych rodzajów dyktatury, w najnowszych interpretacjach
główną rolę spełniają trzy dyktatury – totalitarna, autorytarna i prosta. Rola
ideologii jest największa, totalna, w dyktaturze totalitarnej, umiarkowana
w dyktaturze autorytarnej i mało znacząca w dyktaturze prostej. Zniewolenie społeczeństwa obywatelskiego, intensywność przemocy i mobilizacji są
największe w dyktaturze totalitarnej, średnie w dyktaturze autorytarnej i raczej niskie w dyktaturze prostej. W dyktaturze totalitarnej brak autonomii
grup społecznych, w dyktaturze autorytarnej jest ona dozwolona dla grup
apolitycznych, w dyktaturze prostej dozwolona, ale z wyjątkami. Dyktatura
totalitarna działa destrukcyjnie na tworzenie grup społecznych, dyktatura
autorytarna zapobiega ich tworzeniu, zaś dyktatura prosta stara się je wykorzystywać dla własnych celów. Arbitralność dyktatury totalitarnej jest nieograniczona, przewidywalna w dyktaturze autorytarnej, zmienna w dyktaturze prostej. Rola partii rządzącej w dyktaturze totalitarnej jest kluczowa,
uznawana za pożyteczną w dyktaturze autorytarnej i minimalna, albo nawet
żadna, w dyktaturze prostej24.
24
Zob. W. Sokół, Dyktatura [w:] Mały Leksykon…, s. 65.
46
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
Pojęcie totalitaryzmu
Nazwa „totalitaryzm” pochodzi od łacińskiego słowa totus albo totalis – cały,
całkowity, wszystek, obejmujący wszystkie dziedziny, występującego w języku włoskim jako totalitario25. Właśnie we Włoszech rozpoczyna się szerokie
stosowanie tej nazwy dla określenia ideologii, przywódców, partii i ruchów
politycznych oraz państw. Stało się to w 1922 roku, gdy Benito Mussolini
ogłosił koncepcję państwa totalitarnego (stato totalitario). Koncepcja została
oparta na haśle „Nic przeciw państwu, nic poza państwem, nic bez państwa”.
Rozwinęli ją szerzej główni ideologowie faszyzmu włoskiego Benito Mussolini i Giovanni Gentile w książce „Origini e dottrina del fascismo” (1932). Od
tego czasu, najogólniejszy sens pojęcia totalitaryzmu wyrażają totalistyczne
i absolutystyczne idee i praktyki w pełni scentralizowanego reżimu politycznego, sprawującego całkowitą kontrolę nad państwem i społeczeństwem,
określanego inaczej najczęściej dyktaturą albo autorytaryzmem, rzadziej zaś
monokracją, jedynowładztwem, despotyzmem i tylko już niekiedy tyranią.
Jeśli przyjęlibyśmy, że najważniejszą cechą totalitaryzmu jest w pełni
scentralizowany reżim polityczny, to jego pierwsze przykłady datowane są
na bardzo zamierzchłe czasy: panowania dynastii Maurya w Indiach (321–
–185 r. p.n.e.), chińskiej dynastii Qin (221–206 r. p.n.e.), rządów Shaka u Zulusów (1816–1828). Totalitaryzm kojarzony jest jednak ze współczesnymi,
skrajnie scentralizowanymi reżimami XX wieku – Niemiec pod rządami Adolfa Hitlera (1933–1945) i Związku Radzieckiego z okresu panowania Józefa
Stalina (1924–1953). Przytoczone przykłady dotyczą totalitarnych praktyk
politycznych, natomiast źródła ideologii totalitaryzmu wciąż pozostają jeszcze w kręgu sporów. Gdy jedni badacze dopatrują się pierwszych pomysłów
totalitaryzmu już w starożytnej filozofii politycznej Platona i dostrzegają jej
kontynuatorów w Machiavellim, Rousseau, Heglu i Marksie, inni twierdzą, że
myśl totalitaryzmu należy wyłącznie do XX wieku26.
Dla włoskich twórców pojęcia totalitaryzmu miało ono, oczywiście, znaczenie bardzo pozytywne. Jednakże, już podczas II wojny światowej, pojęcie
to nabrało zdecydowanie negatywnego sensu, używanego dla krytyki totali25
Nazwa „totalitaryzm” niekiedy używana jest zamiennie z nazwą „totalizm”, w krajach socjalistycznych odnoszoną głównie do faszyzmu. W innych krajach, a później i w krajach postsocjalistycznych, używana jest nazwa „totalitaryzm”. W języku angielskim słowo
totalitarian pojawiło się w 1926 roku. Tak przynajmniej twierdzi E. Kamenka, Totalitaryzm [w:] Przewodnik po współczesnej filozofii politycznej, Warszawa 1998, s. 800.
26
Ten drugi pogląd, bardziej uzasadniony, rozwinęła grupa najbardziej znanych badaczy totalitaryzmu: Hannach Arendt, Carl J. Friedrich i Z. Brzeziński.
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
47
stycznych reżimów i społeczeństw Niemiec nazistowskich i stalinowskiego
Związku Radzieckiego27. W okresie powojennym, gdy dociekano źródeł totalitaryzmu, pojęcie to nabrało nowego wigoru, głównie dzięki publikacji dzieła Hannah Arend „The Origins of Totalitarianism” (1951). W okresie tzw. zimnej wojny pojęcie to spopularyzowali w kręgach akademickich i politycznych
świata dwaj politolodzy amerykańscy – Carl Friedrich i Zbigniew Brzeziński.
Mniej natomiast znany jest interesujący wkład do charakterystyki istoty totalitaryzmu wniesiony przez amerykańskiego znawcę ruchów masowych Erica Hoffera28.
Dzieło Hannah Arendt, Żydówki niemieckiej, która z obawy przed nazizmem wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, zostało dedykowane jej mężowi Heinrichowi. W gruncie rzeczy jednak, jest ono dedykowane wszystkim
Żydom, doświadczającym skutków antysemityzmu od połowy XIX wieku aż
do wielkiej ich zagłady podczas II wojny światowej. Arendt, poszukując źródeł totalitaryzmu, dostrzegła je w rozwoju rasizmu, jako „ideologicznej broni
imperializmu” nacjonalistycznych państw, owładniętych pangermanizmem
i panislamizmem, w ich militarystycznych dążeniach do rozszerzenia granic
swych państw, a nawet panowania nad światem. Doszła przy tym do zaskakującego wniosku, że gdy faszyzm włoski pozostawał autorytarnym ruchem
nacjonalistycznym, gloryfikującym państwo, to nazizm niemiecki upodobnił
się do wcześniejszego stalinizmu sowieckiego ponieważ oba były ruchami
totalitarystycznymi, rujnującymi struktury państwowe. W konkluzjach swoich wywodów, myślicielka opisała i oceniła instytucje i działania ruchów totalitarnych. Podkreśliła, że idee, formy rządów totalitarnych istniały jedynie
w pierwszej połowie XX wieku, w nazistowskich Niemczech i stalinowskiej
Rosji. W związku z tymi rządami, omówiła przeobrażenie się klas społecznych w masy społeczne, zniszczenie granic oddzielających państwo od społeczeństwa skrajnym jego upolitycznieniem, rolę propagandy w oddziaływaniu na świat nietotalitarny, nadużywanie terroru. Oceniła te cechy jako
najbardziej istotne dla form reżimu totalitarnego. Do drugiego wydania swego dzieła z 1958 roku Arendt dodała jeszcze analizę sensu izolacji jednostki
27
Pierwszeństwo w tym względzie przypisywane jest Isabel Paterson, The God of
the Machine (1943) i Karlowi Popperowi, The Open Society and Its Enemies (1945), który
w tym, i następnym swym dziele The Poverty of Historicism (1961), przeciwstawił totalitaryzmowi koncepcję otwartego społeczeństwa liberalnej demokracji.
28
Do najnowszych interpretacji totalitaryzmu należą m.in.: S. P. Soper, Totalitarianism: A Conceptual Approach, 1985; A, Gleason, Totalitarianism, 1995; S. Zizek; Did Somebody Say Totalitarianism?, 2001; E. Murray, Shut Up: Tale of Totalitarianism, 2005.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
48
ludzkiej i samotności człowieka, nie odróżniającego prawdy od fałszu w polityce, jako prewarunków ukształtowania się totalnej dominacji29.
Charakterystyka totalitaryzmu, opracowana przez Arendt, została rozwinięta, pogłębiona i uporządkowana w koncepcji syndromu totalitaryzmu
złożonego z sześciu składników, zawartej w dziele C. J. Friedricha i Z. Brzezińskiego, „Totalitarian Dictatorship and Autocracy” (1956). Są to następujące składniki: totalitarna ideologia; jedna masowa partia, w zasadzie pod
jednoosobowym kierownictwem, podporządkowująca sobie biurokrację
rządową; terror fizyczny i psychiczny, stosowany przez partię środkami ideologicznymi i tajnej policji, skierowanymi przeciwko jawnym wrogom reżimu i arbitralnie wskazywanym grupom ludności; wyłączność kontrolowania
wszystkich środków masowego przekazu, takich zwłaszcza jak prasa, radio,
film; monopol przywódcy na podporządkowanie sił zbrojnych przygotowywanych do agresji; kontrolowanie wszystkich organizacji, szczególnie zarządzania gospodarką, poprzez centralne planowanie. Jeśli trzy ostatnie składniki zostałyby zredukowane do pojęcia monopolu – medialnego, militarnego
i kontrolowania – można by było mówić o syndromie trzech składników totalitaryzmu. W każdym jednak razie, do niezbędnych składników totalitaryzmu należą monistyczna, niekoniecznie monolityczna, władza centralna, jedna, oficjalna, autonomiczna, mniej lub bardziej, zracjonalizowana ideologia,
narzucana masom przez przywódcę partii, mobilizacja społeczeństwa do realizacji celów arbitralnie wskazywanych przez przywódcę30.
Wspomniany przez Eric Hoffer, uznawany przez faszystów amerykańskich za ich ideologa, nawiązując do sporów na temat założeń z jednej strony
demokratyzmu, z drugiej zaś totalitaryzmu, wyraził swoje wątpliwości dotyczące prawdziwości myśli liberalizmu. Pytał: „Jeśli ludzie są racjonalni, liczą
głównie na własne siły i kochają wolność – jak utrzymuje liberalizm – to dlaczego przyjmują dyktaturę i ciążą ku ruchom masowym? Gdyby sformułowania liberalizmu były prawdziwe, fakty nie mogłyby mieć miejsca […]. W związku z tym Hoffer odchodzi od liberalizmu w trzech zasadniczych punktach.
W pierwszym podważa przekonanie o indywidualnym dążeniu ludzi do zaspokojenia własnych interesów materialnych. Jego zdaniem, ludzie zmierzaAnalizę tę zawiera już wydanie polskie dzieła H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu,
Warszawa 1989. Znajduje się ono w rankingach 100 i 50 najlepszych książek spoza literatury pięknej XX wieku.
30
Jest to propozycja, którą sformułował hiszpański politolog J. Linz, Totalitaryzm
i autorytaryzm [w:] Władza i społeczeństwo, wybór i opracowanie Jerzy Szczupaczyński,
Warszawa 1995, s. 303.
29
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
49
ją przede wszystkim do osobistego bezpieczeństwa, znajdując je w ruchach
masowych. W drugim punkcie zaprzecza tezie o powszechnym umiłowaniu
wolności, wskazując, że sfrustrowani ludzie naszych czasów pragną raczej
ucieczki od wolności . W trzecim punkcie kwestionuje założenie o racjonalnym działaniu ludzi, dowodząc, że większość ich dokonań opiera się na odruchach emocjonalnych”31.
Zróżnicowane interpretacje pojęcia totalitaryzmu sugerują, że nie może
ono być jakimś jednolitym modelem ideologicznym, ani też jednakową praktyką reżimów politycznych. Pozostaje raczej jako ideologiczne spektrum zróżnicowanych zakresów i intensywności reżimowej totalności. Z tego względu, podatne jest na niewłaściwe posługiwanie się nim przez nadużywających
go demagogów. Pojęcie totalitaryzmu, jeśli jest właściwie rozumiane, okazuje się jednak niezbędne „ponieważ przypomina nam ono bowiem o istnieniu etapów w dziejach narodów (być może każdego narodu), kiedy fanatyzm,
arogancja, bezwzględność i pycha jednostki, mogą wtrącić miliony mężczyzn
i kobiet w otchłań szaleństwa, cierpienia, strachu i destrukcji32. Bez wątpienia,
podłożem ideologicznym totalitaryzmu faszystowskiego był przede wszystkim skrajnie szowinistyczny nacjonalizm, w totalitaryzmie stalinowskim natomiast, chyba, idee zaostrzającej się walki klas i nieuchronności konfliktów
państw socjalistycznych z państwami kapitalistycznymi33. W praktyce totalitarystycznych reżimów politycznych panowała przemoc masowego terroru
przywódców, posługujących się partią, ideologią, mediami, policją, wojskiem.
Mobilizowano masy do czynnego udziału w realizacji narzucanych im odgórnie celów, w warunkach zacierania się granic między społeczeństwem a państwem.
Pojęcie totalitaryzmu staje się zapewne bardziej wyraziste po komparatystycznym zestawieniu go z pojęciami demokracji, dyktatury i autorytaryzmu34.
W powierzchownych interpretacjach, pogardzonego pojęcia totalitaryzmu, poprzestaje się nierzadko na lakonicznym stwierdzeniu, że jest ono całR. Tokarczyk, Współczesna amerykańska myśl polityczna, Warszawa 1981, s. 188.
Główna publikacja E. Hoffera nosi tytuł The True Beliver. Thoughts on the Nature Mass,
Movements 1951.
32
L. B. Shapiro, Totalitarianism, London 1972, s. 125.
33
Na tym tle bardzo mdły i nieprzekonywujący jest pogląd, że głównym źródłem totalitaryzmu jest resentyment, który opublikował R. Sruton, Źródło totalitaryzmu, Ośrodek Myśli Politycznej 2005, http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=printpage&pageid=326&scope=all.
34
Komparatystyce tego rodzaju przydatna jest książka K. A. Wiffogel, Oriental Despotism: A Comparative Study of Total Power, New Haven 1957.
31
50
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
kowitym i prostym przeciwieństwem, pochwalanej zwykle, ideologii liberalizmu i praktyki politycznej ustrojów demokratycznych. Pogłębiona analiza
totalitaryzmu prowadzi jednak do innego wniosku. Otóż, skoro pretenduje on do obejmowania wszystkiego, co publiczne, to jego przeciwieństwem
może być tylko prywatność i całkowicie bierne, nieinterweniujące państwo.
Nie jest nim natomiast praktyka polityczna ustrojów demokratycznych, obejmujących zasięgiem swojego interwencjonizmu coraz to nowe sfery życia.
Trafnie przeto zauważa Sartori, że demokratyczne państwo, co paradoksalne ale prawdziwe, ma większą legitymizację polityczną i prawną do stawania
się obejmującym wszystko państwem totalitarnym niż państwa niedemokratyczne35. Wynika z tego wniosek, że istoty totalitaryzmu należy poszukiwać nie
w rozszerzaniu zasięgu interwencjonizmu państwowego, lecz raczej w autorytarnym lub (i) absolutystycznym posługiwaniu się władzą. Należy przy tym
zauważyć, że każdy reżim totalitarny jest równocześnie autorytarny, albo (i)
absolutystyczny, ale nie odwrotnie. Nadto, trzeba dodać, że w pojęciu absolutyzmu wyczuwa się większe natężenie władztwa niż w pojęciu autorytaryzmu. Przeto, pojęcie absolutyzmu bliższe jest pojęciu totalitaryzmu niż pojęcie autokratyzmu36. W spektrum zróżnicowanych treści, prowadzących od
pojęcia demokracji do pojęcia totalitaryzmu, mieści się, od tego pierwszego
ku temu drugiemu, rozległa sfera słabnięcia demokracji i narastania totalitaryzmu, zaś od tego drugiego ku temu pierwszemu – wręcz odwrotnie.
Gdyby został przyjęty, bez zastrzeżeń, dość powierzchowny pogląd, że
totalitaryzm jest wyłącznie formą dyktatury doprowadzonej do skrajności, należałoby zrezygnować z pojęcia totalitaryzmu. Dostrzegając jednak
uzasadnioną potrzebę zachowania przydatnego myśli i praktyce politycznej pojęcia totalitaryzmu, należy podejmować trud odróżniania go nie tylko od pojęcia dyktatury, ale i pojęcia autorytaryzmu. Jeśli dyktatura była ongiś utożsamiana z despotyzmem, sugestywnie brzmią słowa G. Orwella, że
„Zasadą dawnego despotyzmu było «nie wolno»”. Zasadą totalitaryzmu jest
«musisz»”. Według poszukującego kompromisu poglądu wspominanego już
Linza, totalitaryzm jest nową formą rządów, którą można jednak umieścić
w ogólnej klasyfikacji rządów dyktatorskich. Jego zdaniem, istnieją dyktatu35
G. Sartori, op. cit., s. 238 i n. Interpretację tę powtórzył, nieco jednak pretensjonalnie, K. Minoque, Co stanowi przeciwieństwo totalitaryzmu? Ośrodek Myśli Politycznej 2005, http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=323.
36
Nazwa „absolutyzm” pochodzi od łacińskiego słowa absolutus, oznaczającego
w odniesieniu do władzy jej koncentrację, centralizację i ponad prawność. Tak np. Słownik
polityki, red. M. Bankowicz, Warszawa 1996, s. 284.
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
51
ry totalitarne i dyktatury nietotalitarne, czyli w gruncie rzeczy – autorytarne, gdy władza nie jest sprawowana w imię ideologii37. Jak natomiast zauważył Sartori, dyktatury totalitarne łatwiej rozwiązują problem sukcesji władzy
niż dyktatury autorytarne. Te pierwsze dążą nadto do zniszczenia wszystkich podsystemów państwa, albo przynajmniej całkowitego ich podporządkowania dyktaturze przywódcy i jednej partii, gdy te drugie poprzestają na
ich osłabianiu i separowaniu38. Totalitaryzm usiłuje oficjalnie uzasadniać demagogiczną ideologię, obwarowaną zakazami jej kwestionowania, projekty
ukształtowania nowego wzoru człowieka i przebudowy całego świata. W odróżnieniu od tego autorytaryzm lekceważy potrzebę uzasadniania swej władzy, szczególnie przy pomocy ideologii. Oba te rodzaje dyktatur różnią jednak przede wszystkim, zakresy i głębsze oddziaływania reżimu politycznego
na społeczeństwo i struktury państwowe39.
Po odróżnieniu dyktatur totalitarnych od dyktatur autorytarnych, niewiele już chyba można dodać na temat relacji totalitaryzmu i autorytaryzmu.
Trzeba wszakże zauważyć, że w odróżnieniu od rządów demokratycznych
i niektórych łagodnych rządów autorytarnych, mówi się bądź o surowych
reżimach autorytarnych bądź reżimach totalitarnych. W totalitaryzmie wykluczane są wszelkie przejawy pluralizmu, tolerowanego jednak, w mniejszych lub szerszych zakresach, w autorytaryzmie. Reżimy totalitarne mobilizują masy do identyfikacji intelektualnej i emocjonalnej z celami przywódcy
i partii, natomiast rządy i reżimy autorytarne, kontentując się głównie samym sprawowaniem władzy, cenią sobie wysoko ideologiczną i polityczną
bierność zdemobilizowanych mas. W autorytaryzmie, niemal zawsze, pozycja także przecież autorytatywnego Kościoła, bywała znacząca, natomiast
w totalitaryzmie była dość zróżnicowana. Faszyści włoscy działali w mniej
lub bardziej jawnej zgodności z Kościołem40, naziści niemieccy lekceważyli
tego rodzaju związki, natomiast totalitaryści stalinowscy metodycznie wy37
J. Linz, op. cit., s. 303. Wszystkie dyktatury, zwłaszcza totalitarne, charakteryzuje
polityczna hipokryzja, tyle, że w totalitaryzmie nazizmu ostentacyjnie jawna zaś w stalinizmie nieudolnie ukrywana.
38
Curzio Malaparte, pisarz włoski, komentując pół żartem, pół serio znaną mu dobrze rolę prawa w faszyzmie włoskim, zauważył, że jest to reżim, w którym wszystko to,
co nie jest zakazane jest obowiązkowe. Jest to przeciwieństwo Deklaracji Praw Człowieka,
głoszącej w art. 5 zasadę „Co nie zakazane przez prawo, jest dozwolone”. Zob. J. Baszkiewicz, Władza, Wrocław 1999, s. 149.
39
G. Sartori, op. cit., s. 228 i n.
40
Jednakże należy zauważyć, że już w encyklice Piusa XI Quadragesimo anno z 1931
roku pojawił się już papieski sprzeciw wobec narastającej omnipotencji włoskiego państwa faszystowskiego.
52
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
niszczali Kościół. Zgodnie ze spektrum typologii reżimów autorytarnych, zaproponowanej przez J. Linza, droga prowadzi od reżimów protototalitarnych
(faszyzm włoski), totalitarnych (nazizm niemiecki, totalitaryzm stalinowski), posttotalitarnych (społeczeństwa pod dominacją jednej partii) poprzez
surowe reżimy biurokratyczno-militarne do łagodnych reżimów autorytarnych41. Typologia ta, odsłania pewną różnicę między reżimami dyktatorskimi
a reżimami autorytarnymi, w kontekście ich relacji z reżimami totalitarnymi.
Otóż, gdy każdy reżim totalitarny jest jednocześnie dyktaturą i autorytaryzmem, to tylko niektóre reżimy dyktatorskie są reżimami totalitarnymi, chociaż wszystkie są autorytaryzmem. Nie są totalitarne liczne reżimy autorytarne, chociaż niektóre z nich bywają dyktaturami. Tak więc, zakres pojęcia
autorytaryzm jest najszerszy, węższy jest zakres pojęcia dyktatury i najwęższy zakres pojęcia totalitaryzmu42.
Totalitaryzm i jego interpretacje, głównie ze względu na nowatorstwo
idei i tragiczne skutki jego praktyk, nie mógł nie wzbudzić dużego zainteresowania i zmasowanej krytyki, Oto np. dziełu Arend zarzucano przecenianie znaczenia antysemityzmu, wskazując, że nie odgrywał on głównej roli
w żadnej formie totalitaryzmu. Poglądowi natomiast Friedricha i Brzezińskiego przeciwstawiano pogląd, że stalinowski reżim sowiecki należałoby
raczej wyjaśniać w terminach nomenklatury – interesów nowych grup, elit,
biurokracji, czy też nowych klas, a nie totalitaryzmu. Dodawano, że ich pogląd służył przede wszystkim dezinterpretacjom ideologicznym w okresie
tzw. zimnej wojny, znamiennej ostrymi konfrontacjami państw socjalistycznych z państwami kapitalistycznymi. Pojęcie „posttotalitaryzm”, wprowadzone przez Juana Linza okazało się zbyt statyczne w odniesieniu do samoreformujących się państw socjalistycznych, aż po ich upadek. Slavoj Zizek, filozof
słoweński, w związku z tym twierdzi, że używanie koncepcji totalitaryzmu
na użytek polityki ma jedynie, i to dość słabe, uzasadnienie ideologiczne, jako
41
Typologia ta została oparta na wielu, krzyżujących się niekiedy, kryteriach osłabiających jej klarowność. Są to kryteria: stopnia i typu uczestnictwa (mobilizacji, zorganizowania, pluralizmu, kontrolowania, elitarności, apatii, odpolitycznienia), dominacji jednej
partii korporacyjnej organizacji interesów, biurokratyczności technokratycznej, wojskowości – biurokratycznej mentalności, ideologizacji, J. Linz, op. cit., s. 320 i n.
42
Według doktryny Kirkpatrica, doradcy amerykańskiego ambasadora przy Organizacji Narodów Zjednoczonych i współtwórcy polityki zagranicznej prezydenta Ronalda
Regana, na użytek Stanów Zjednoczonych, należy odróżniać typowe reżimy autorytarne,
zintegrowane głównie swoim własnym przetrwaniem, od agresywnych reżimów totalitarnych, mogących szkodzić również interesom amerykańskim. Szerzej J. Kirkpatrick, Dictatorship and Double Standards, Rationalism and Reason in Pollitics, 1982.
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
53
„poskramiacza swobody radykałów” (tame of free radicals). Innymi słowy,
jego zdaniem, te procesy polityczne, które nie mogą być wyjaśnione lub zrozumiane zgodnie z logiką liberalnej demokracji, zbyt pochopnie oznaczane
są etykietką totalitaryzmu43. Ostatnio pojawiają się także próby porównywania globalnego społeczeństwa obywatelskiego (Global Civil Society) z totalitaryzmem44 i nazywania nowy totalitaryzmem (new totalitarianism) hegemonii
cybernetyki w systemie globalnym45. Odrębny zaś nurt, licznych już publikacji
pod hasłem New Totalitarianism, tworzy ostra krytyka polityki zagranicznej
Stanów Zjednoczonych Ameryki, określonych w nich światowym Państwem
Policyjnym (World Police State). Ten nowy totalitaryzm amerykański ma się
wspierać na zasadzie „barbarzyńskiego wyniszczenia”, wszystkich tych, którzy jako rzekomi wrogowie, nie służą interesom tego kraju46.
Rozwiązanie tematu
Początek XXI wieku może skłaniać do ocen wieku poprzedniego, dla myśli
i praktyki politycznej znamiennego przede wszystkim z powodu niespotykanego wcześniej nasilenia konfrontacji demokracji z jej zaprzeczeniem – autorytaryzmem, dyktaturą i totalitaryzmem. W poszukiwaniu wyjaśnień, nowemu spojrzeniu sprzyjają nowe okoliczności polityczne – z jednej strony
upadek systemów państwowych zwanych totalitarnymi, z drugiej zaś strony pojawianie się w niektórych systemach państwowych, mieniących się formalnie demokratycznymi, cech właściwych dyktaturze, autorytaryzmowi,
a nawet totalitaryzmowi.
Nawet ogólny przegląd treści pojęć autorytaryzm, dyktatura, totalitaryzm, dzięki ich komparatystyce, prowadzi do wielu wniosków. Przede
wszystkim, jest to wniosek, że główne i pierwotne znaczenie dla określania
sensu wszystkich tych pojęć ma ich znaczenie etymologiczne, wywodzące
się, najczęściej, od nazw i terminów znanych językowi greckiemu i językowi łacińskiemu już w starożytności. Nazwy te zostały przejęte przez inne języki, niemal w dosłownym ich brzmieniu, albo z niewielkimi modyfikacjami,
S. Zizek, Did Somebody Say Totalitarianism, London 2001.
Tak np. G. Sartori, tekst na stronach Internetu.
45
Zob. W. Dan Perdue, The New Totalitarianism: Cyber hegomony and the Global System, http://i-p-o.org/perdue.htm.
46
Szczególnie pogłębiony, uzasadniony i sugestywny treścią i ilustracjami jest tekst:
The New Totalitarianiasm, jeszcze dostępny na stronach Internetu gdy opracowywałem
niniejszy tekst.
43
44
54
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
pod wpływem języków lokalnych, dla rozważań teoretycznych i celów praktyk politycznych.
Dla opisywania i oceniania teoretycznych i praktycznych stron wszelkich fenomenów politycznych, szczególnie zaś takich jak autorytaryzm, dyktatura, totalitaryzm decydujące znaczenie ma wybór ich nazwy, jako szczególnego rodzaju etykietki, budzącej skojarzenia pozytywne albo negatywne.
Na skali jakiegoś wyobrażanego, ale w rzeczywistości nieistniejącego obiektywnie, lecz tylko subiektywnie, spektrum ocennego, prowadzącego od pozytywności do negatywności, szlaki niepogłębionej myśli i praktyki politycznej
prowadzą od demokracji, poprzez autokratyzm, dyktaturę do totalitaryzmu.
Pogłębianie wiedzy o treści tych pojęć komplikuje jednakże ten uproszczony pogląd, nie tylko dlatego, że z powodu sprzeczności politycznych to, co dla
jednej strony jest pozytywne, dla drugiej strony bywa negatywne.
Istnieją przeto zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy demokracji, autorytaryzmu, dyktatury i totalitaryzmu. O ile w myśli politycznej, ze swej istoty
abstrakcyjnej, można jeszcze usiłować poszukiwać jakichś powszechnie akceptowalnych, modelowanych treści interesujących nas pojęć, w praktyce politycznej, jak dotychczas, jest to zupełnie niemożliwe. W praktyce politycznej
bowiem różne strony konfliktów politycznych ten sam fenomen polityczny
określają różnymi nazwami, albo przynajmniej nadają tym samym nazwom
różną treść. Powszechna prawomocność analizowanych pojęć byłaby możliwa dopiero wówczas, gdyby wszyscy, zgodnie, posługiwali się nie tylko pojęciami o takich samych nazwach, ale i takiej samej treści. Jak daleko jednak,
niestety, do takiej zgodności niechże wskażą na to raz jeszcze kameleonowe
oblicza rozważanych tutaj pojęć, skomplikowane pokrywanie i krzyżowanie
się ich treściowych zakresów.
Wszystkie te pojęcia, służąc głównie opisywaniu i ocenianiu władzy, mają
rozległe zakresy treściowe i ocenne, wykluczające wręcz zgodność poglądów
teoretycznych, tym bardziej stanowisk praktycznych. Oto, demokracja, oceniana pozytywnie, ale tylko przez jej zwolenników, rozciąga swoje granice od
demokracji ogółu – powszechnej, uczestnictwa, partycypacji – do demokracji
przedstawicielskiej. Ale już między samymi zwolennikami jednej z tych koncepcji demokracji rysują się rozbieżności ocen. Jeżeli demokracja ogółu, opiera się na posiadaniu całej władzy przez ogół jej podmiotów, może to, w karykaturalny wręcz sposób, potęgować wrażenie istnienia totalitaryzmu. Jeśli
demokracja przedstawicielska dość łatwo może się przeradzać w autorytaryzm, albo nawet dyktaturę, wcześniej demokratycznie wybranych przedstawicieli, czym zatem, poza samym źródłem władzy, różni się ona od autorytary-
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
55
zmu albo dyktatury. Jeżeli pełnia autorytaryzmu przejawia się równocześnie
w pełni dyktatury, a pełnia dyktatury, równocześnie, w pełni totalitaryzmu,
pojęcia te tracą swój odrębny sens; służą przede wszystkim i nierzadko jedynie za etykietki w konfrontacjach ideologicznych i politologicznych.
Nasuwa się przeto nieodparcie pytanie, czy należałoby dążyć do ograniczenia liczby pojęć, nawet do jednego, jak np. autorytaryzm, przy pomocy
którego można by było charakteryzować wszystkie przejawy myśli i praktyki
politycznej w określonych ich zakresach. Dążenie takie byłoby chyba jednak
uzasadnione tylko do pewnego stopnia dlatego, że każde z interesujących nas
pojęć posiadać może niektóre cechy każdego innego, dominujące w pewnych
koncepcjach, czy też okolicznościach, nad innymi. Demokracja, w zasadzie,
może odznaczać się często cechami autorytaryzmu, niekiedy dyktatury, a nawet, wyjątkowo, totalitaryzmu. Autorytaryzm, niemal zawsze, cechuje demokrację, dyktaturę, jak również totalitaryzm w ocenach jego zwolenników.
Dyktatura może wynikać z przeobrażeń demokracji, zawsze o cechach autorytaryzmu, osiągającego skrajność dyktatury totalitarnej. Wreszcie totalizm,
w sensie osiągania jakiejś pełni, trudnej do odróżnienia od totalitaryzmu, pozytywnie ocenianej przez zwolenników, może być totalizmem – demokracji,
autokratyzmu, dyktatury.
Wydaje się, że w zakresie komparatystyki relacji wzajemnych pojęć demokracji, autorytaryzmu, dyktatury i totalitaryzmu, pomocna może być wiedza dotycząca ekstremizmu politycznego. „W czasach uznawanych za współczesne ekstremizm polityczny sięgał skrajności ekstremizmu w dwóch
formach totalitaryzmu – stalinowskiego i hitlerowskiego. Obaj dziejowi superekstremiści polityczni – Stalin i Hitler – potrafili zaprząc naukę, technikę i przede wszystkim siły milionów ludzi jako środki dla szaleńczych, wręcz
obłędnych, ekstremistycznych celów. Chodziłoby szczególnie o pogłębioną komparatystykę ekstremizmu lewicowego i ekstremizmu prawicowego
oraz ich odniesień do innych orientacji na dwóch członach osi z lewej i prawej strony środka czy też centrum. W badaniach nad ekstremizmem lewicowym zaciążył krytycyzm i wrogość wobec kapitalizmu, przesłaniając inne
strony tej odmiany ekstremizmu. Badania nad ekstremizmem prawicowym
są bardziej zaawansowane, ponieważ nie doświadczył on wstrząsu dziejowego, jaki dotknął ekstremizm lewicowy, upadku państw socjalistycznych po
1989 roku”47.
R. Tokarczyk, Teoretyczna a praktyczna istota współczesnego ekstremizmu politycznego [w:] Doktryny współczesnego ekstremizmu politycznego, red. E. Olszewski, Lublin 2004, s. 18 i 33.
47
56
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
Autorytaryzm jest ideologią albo (i) praktyką rządów „od góry”, niedemokratycznych, hierarchicznych, w przeciwieństwie do rządów „od dołu” –
demokratycznych, równościowych. W autorytarnej ideologii i praktyce politycznej władza jest usytuowana ponad władanymi za ich zgodą albo, co
występuje częściej, bez ich zgody. Autorytaryzm przeto jaskrawo różni się
od autorytetu zawsze polegającego na akceptacji ogółu. Gdy autorytaryzm
nie zawsze potrzebuje legitymizacji, to legitymizacja zawiera się już w samej
istocie autorytetu. Myśliciele autorytaryzmu zwykle opierają swoje poglądy
na wierze w mądrość przywódców politycznych i przekonaniu, że porządek
społeczny może być utrzymywany tylko dzięki bezwzględnemu podporządkowaniu się władanych woli władców. Z tego względu autorytaryzm ogarnia
swym zasięgiem różne przejawy despotyzmu, dyktatury, satrapii, tyranii i totalitaryzmu.
Obok autorytaryzmu, jako ideologii i praktyki rządów, rozróżniany jest
autorytaryzm w sensie postawy psychicznej, uzewnętrznianej przez władcę
podczas sprawowania władzy. Autorytarny władca, jako ucieleśnienie osobowości autorytarnej, przekonany jest o swojej własnej wielkości, wybitności,
wyjątkowości i nieomylności, toteż lekceważy albo zupełnie nawet odrzuca
wszelką krytykę jego polityki. W oparciu o takie przekonanie – bezkrytycznie, bezwzględnie i rygorystycznie narzuca swoją wolę podwładnym. Skłania się do pobudzania i krzewienia kultu dla siebie, przypominającego kult
istot wyższych, nieziemskich, wręcz boskiego pochodzenia. Autorytarną osobowość władcy zwykle otacza atmosfera strachu, uległości, milczenia i unikania aktywności na forum publicznym. Oczywiście osobowości autorytarne
występują również poza polityką.
Authoritarianism – searching the essence of the concept
The article presents main theoretical approaches to the concepts of totalitarianism and authoritarianism, simultaneously confronting them with the assumptions
and essence of democracy. The comparative method was used in the text allowed to
show the most significant differences between authoritarianism, totalitarianism and
democracy. Highlighting the main differences between authoritarianism and totalitarianism is one of the results of the analysis. Absence of a homogenous ideology,
lack of mobilization of society, acceptation the existence of the opposition, the possibility of multi-state leadership, tolerant or affirmative attitude towards the Roman
Roman Tokarczyk
Autorytaryzm – dociekanie istoty pojęcia
57
Catholic Church – are significant in the case of authoritarianisms. For every conceptual category typology of the multiple and etymological significance is presented. The
article shows the concepts for the definition of authoritarianism and totalitarianism
in terms of such theorists like Hannah Arendt, Zbigniew Brzezinski, Juan Linz, Robert A. Dahl.
Jerzy W. Borejsza
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Warszawa–Toruń)
O autorytaryzmie można
nieskończenie
W
minionym dwudziestym wieku i w naszym stuleciu rodzą się i znikają
różne autorytaryzmy. Powstają nowe typy autorytarnych ruchów i systemów. Typologia Juana José Linza należy do najbardziej znanych. Po raz
pierwszy ogłosił ją 35 lat temu, w roku 1975, pod tytułem „Totalitarian and
Authoritarian Regimes”. W roku 2000 wznowiono ją po angielsku i w przekładzie niemieckim. Ten ostatni został opatrzony bardzo obszernym ponad
pięćdziesięciostronicowym wstępem uzupełniającym1.
Mimo, że Linz tylko wyrywkowo sięga w ostatnich wydaniach do literatury naukowej po roku 1975, to jego książka pozostaje dla mnie głównym odniesieniem referencyjnym w przebogatej literaturze o totalitaryzmie2.
1
J. J. Linz, Totalitäre und autoritäre Regime, Berlin 2000, wstęp do wydania niemieckiego I–LV.
2
Osiem lat temu zwracałem uwagę, iż klasycy polskiej historiografii Franciszek
Ryszka czy Jan Baszkiewicz nie korzystali z prac Linza i bezskutecznie jak dotychczas apelowałem o tłumaczenie jego książki na język polski. Zob. J. W. Borejsza, Kilka uwag o autorytaryzmach i totalitaryzmach [w:] Społeczeństwo. Państwo. Modernizacja. Studia ofiarowane Januszowi Żarnowskiemu, red. W. Mędrzecki, Warszawa 2002, s. 35–45. Znaczne
partie tego artykułu wykorzystuję w odpowiedzi na ankietę „Historii i Polityki”. Do Linza
nawiązuje natomiast np. R. Bäcker w artykule: Teoretyczne implikacje zmodyfikowanej definicji totalitaryzmu Juana Linza [w:] Ścieżki transformacji, Poznańskie Studia z Filozofii
Humanistyki, nr 6, Poznań 2003, s. 207–228.
Jerzy W. Borejsza
O autorytaryzmie można nieskończenie
59
Linz, siłą rzeczy, nie zajmuje się dokładniej reżimami autorytarnymi lub
na wpół autorytarnymi powstałymi po rozpadzie ZSRR i nie wkracza w dziedziny uprawiane przez Zbigniewa Brzezińskiego czy Andrzeja Walickiego.
Nawet najnowsza literatura o autorytaryzmach liczy setki pozycji. Tu
pozwolę sobie wskazać tylko na dwie prace zbiorowe i jedną autorską powstałe w Dreźnie i w Warszawie3.
W polskiej historiografii naczelne miejsce zajmują artykuły Władysława Teofila Kuleszy, zasługujące już od dawna na przekształcenie w jedno
opracowanie4. Kulesza koncentruje swoją uwagę na Polsce i państwach europejskich, przede wszystkim w międzywojniu, pobudzając do wielu refleksji. Ograniczę się tylko do paru uwag na temat europejskich autorytaryzmów
dwudziestowiecznych.
Przede wszystkim wydaje się, że uwaga historyków skupia się głównie
na państwach, reżimach, systemach autorytarnych. O wiele mniej na zwycięskich czy przegranych ruchach autorytarnych, na ich ideologii, która stanowi program ruchów, a później czasami państw totalitarnych i autorytarnych.
W pełni podzielam pogląd Kuleszy, że: „Uwagi dotyczące państwa autorytarnego należy odnieść do dwóch odrębnych, ale ściśle ze sobą powiązanych
kwestii: pierwsza, to pojęcie państwa autorytarnego, a druga, to odpowiadający mu fenomen. Pojęcie państwa autorytarnego występuje w rodzimych
naukach społecznych w dwóch odmiennych wersjach. Pierwsza, powszechnie spotykana, poparta powagą autorytetów nie tylko rodzimej politologii, zakłada, że państwa autorytarne to państwa inne niż demokratyczne, państwa
odrzucające ideę praw człowieka i społeczeństwa obywatelskiego oraz instytucje ustrojowo-prawne niezbędne dla istnienia demokratycznego państwa
i społeczeństwa na czele z parlamentem, pochodzącym z wolnych wyborów,
których wynik decyduje, kto będzie sprawował rządy w państwie. Przyjęcie
Totalitarianism and Authoritarianism in Europe: short- and long-term perspectives,
red. J. W. Borejsza i K. Ziemer, Berghahn, New York–Oxford; Gefährdungen der Freiheit.
Extremistische Ideologien im Vergleich, red. U. Backes i E. Jesse, Göttingen 2006. Zob. moją
recenzję, Acta Poloniae Historica 2007, vol. 96, s. 232–236. Zob. też wiele o autorytaryzmach w: Gerhard Besier, Das Europa der Diktaturen. Eine neue Geschichte des 20. Jahrhunderts, München 2006.
4
Władysław T. Kulesza, O opacznym i powszechnym pojmowaniu pojęcia autorytaryzmu [w:] Prawo i ład społeczny. Księga Jubileuszowa dedykowana Profesor Annie Turskiej,
Warszawa 2000, s. 387–393; idem, Kilka uwag o państwach autorytarnych międzywojennej Europy. Parlament, prawo, ludzie. Studia ofiarowane Profesorowi Juliuszowi Bardachowi, Warszawa 1996, s. 126–133; idem, Państwo autorytarne [w:] Państwo i jego problemy,
red. M. Wojciechowski, Olsztyn 2004, s. 99–107; idem, Ustawa Konstytucyjna z 23 kwietnia
1935 roku, Przegląd Sejmowy 2005, I, 2, s. 9–47.
3
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
60
takiego rozumienia pojęcia państwa autorytarnego otwiera drogę do bardzo
szerokiego operowania tym pojęciem zarówno w historii, jak i w otaczającym nas świecie, a następnie do tworzenia klasyfikacji licznych, w przekonaniu tak myślących badaczy, państw autorytarnych w XXI już wieku.
Drugi sposób pojmowania pojęcia państwa autorytarnego spotykany
jest znacznie rzadziej, przede wszystkim wśród historyków państwa i prawa,
a także historyków doktryn politycznych i prawnych, którzy w swoich badaniach fenomenu państwa autorytarnego skupiają uwagę na ideologiach, które stanowią ideową podstawę dla rządów autorytarnych i ich niedemokratycznych czy jawnie antydemokratycznych rozwiązań ustrojowych. Dopiero
ustalenie ‘pozytywnych’ treści tych ideologii (w imię jakich zasad i dla jakich
racji odrzuca się idee demokratyczne) pozwala na odnalezienie istoty państwa autorytarnego i analizę jego odmian”5.
Tego rodzaju klasyfikacja pozwala nam na bardziej wyraziste oddzielenie „zwykłych” dyktatur jednostek od systemów autorytarnych z określonym
często jeszcze przed utrwaleniem tej władzy programem i strukturą.
Podstawową różnicą między systemami autorytarnymi a totalitarnymi
jest jak wiadomo to, że te ostatnie, przynajmniej na dłuższych etapach swojego istnienia, dokonują mobilizacji szerokich mas. W ustrojach autorytarnych
zaś cechy dominujące stanowią posłuszeństwo i bierność.
Przesłanki dla tworzenia systemów autorytarnych to między innymi:
brak tradycji demokratyczno-parlamentarnej, nacjonalizm, etnocentryzm
i państwa wyznaniowe, brak wyraźnego oddzielenia Kościoła od państwa,
nadmierna rola Kościoła oraz organizacji o strukturach militarnych, wybujałe rozwarstwienie klasowe łączące się z ukrytymi lub jawnie głoszonymi
teoriami elitaryzmu, wyższości lub „lepszości” pewnych grup, warstw, klas,
partii.
W odniesieniu do systemów autorytarnych okresu między dwiema wojnami światowymi Kulesza pisze: „Ideologia europejskiego autorytaryzmu
o wyraźnie antyliberalnej, antydemokratycznej oraz antylewicowej orientacji opierała się na kilku zasadniczych założeniach. Przede wszystkim jej
rzecznicy uznawali za dowiedzione i bezdyskusyjne istnienie zastanego ładu,
który jest zagrożony i wymaga obrony. Ten ład miał dwa wymiary: pozadoczesny i doczesny. Istotą ładu pozadoczesnego był odwieczny porządek moralny będący dziełem Boga. Człowiek mógł go złamać, wtedy grzeszył, ale nie
mógł go zmienić. Podstawą ładu doczesnego, czyli zastanej rzeczywistości
5
W. T. Kulesza, Państwo autorytarne…, s. 99.
Jerzy W. Borejsza
O autorytaryzmie można nieskończenie
61
społecznej, była własność prywatna. Była ona czymś tak oczywistym i niezmiennym (choć nie zawsze podzielonym między ludzi w pełni sprawiedliwie), że nie istniały możliwości ani potrzeba zastąpienia jej czymś innym”6.
Otóż o wielu systemach postsowieckich można powiedzieć, iż programowo dążą one choćby do odtworzenia takiego ładu, idealizując ahistorycznie
przeszłość sprzed 1917 roku czy sprzed lat 1939–1941. Państwo autorytarne oznacza narzucenie prymatu państwa nad jednostką i społeczeństwem,
przekreśla ideę budowy społeczeństwa obywatelskiego, zakłada interwencjonistyczną politykę państwa również w dziedzinie gospodarki.
W. T. Kulesza podkreśla znaczenie hasła niepodległości dla państw autorytarnych. Można to odnieść do europejskiego międzywojnia. Ale po roku
1956 mamy do czynienia z państwami wasalnymi wobec Moskwy czy państwami o ograniczonej suwerenności, które odpowiadają prawie wszystkim
cechom, jakie przypisujemy systemom autorytarnym.
Zdefiniowaniu pojęcia autorytaryzmu najwięcej uwagi udzielają badacze o profilu interdyscyplinarnym (prawo – socjologia – historia). Tak więc
w swoich historiach ustrojów państwowych czy książce o dziejach władzy
własne definicje podaje Jan Baszkiewicz, zwracając uwagę na powinowactwa
autorytaryzmów i totalitaryzmów:
„[…] łączyły je wrogość do demokracji, antykomunizm, nacjonalizm, pogarda dla parlamentaryzmu i praw oraz swobód obywatelskich […]. Jednak
w reżimach autorytarnych tkwiła na ogół pewna doza konserwatyzmu, co
wynikało z ich społecznego zaplecza (ziemiaństwo, Kościoły, w monarchiach
dwory królewskie, stare machiny biurokratyczne i militarne). To sprawiało,
że autorytaryzm – w odróżnieniu od faszystowskiego totalizmu – nie chciał
lub nie umiał manipulować wielkimi ruchami mas, nie przepadał za krzykliwą demagogią, powściągliwie odnosił się do wymiany politycznych elit i faszystowskich rewolucji kadrowych («władza dla ludzi nowych»).
Autorytaryzm – inaczej niż faszyzm – nie tworzył masowych twardo zdyscyplinowanych monopartii. Budowanie szerokich «frontów», «bloków» czy
«ruchów» wspierających reżim podejmowano z umiarkowaną energią i takimż rezultatami. Władza pozostawała przy rządzie wspartym na aparacie
biurokratyczno-wojskowym i sterowanym przez szefa władzy wykonawczej
– króla, regenta, prezydenta, premiera, niekiedy przez faktycznego dyktatora
nie sprawującego najwyższych urzędów: To przypadek Józefa Piłsudskiego.
6
Idem, O opacznym…, s. 390.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
62
Brak masowej monopartii wiąże się z faktem, że autorytaryzmy nie miały totalitarnej ambicji kontrolowania wszystkich pól życia zbiorowego ani
roszczeń do monopolu światopoglądowego. Władza żądała od obywateli posłuszeństwa i umiała wymuszać „porządek” w sposób bardzo brutalny. Raczej jednak krępowano ludzi zakazami i ograniczeniami, niż usiłowano ich
„uformować” do aktywnych działań w granicach państwowego scenariusza.
Nie było tu miejsca na totalitarne idee „nowego człowieka”.
Reżimy autorytarne dalekie były od liberalizmu ekonomicznego. Nie
unikały etatyzmu, m.in. upatrując w nim receptę na rozwijanie potencjału
militarnego. Były natomiast powściągliwe w uprawianiu demagogii socjalnej, bardzo charakterystycznej dla faszyzmu.
Inaczej też niż w faszyzmie utrzymywały się tu – silniej albo słabiej – relikty demokracji”7.
W europejskich badaniach skalą odniesienia historycznego dla autorytaryzmu dwudziestowiecznego jest dziewiętnastowieczny bonapartyzm, któremu Baszkiewicz jako historyk Francji zawsze udzielał wiele uwagi8. A jest
to w przypadku polskim o tyle jeszcze ważniejsze, iż wódz autorytarnego
państwa polskiego Józef Piłsudski, co wcześniej podkreślało wielu piszących
o nim, był zafascynowany wzorcem Napoleona I jako męża stanu. Przypomniał o tym Władysław T. Kulesza. Oceniając dzieje polskiego autorytaryzmu
od Piłsudskiego do Gomułki, poświęcił on problemom metodologicznym
tego zagadnienia bodaj najwięcej uwagi. Kulesza najmocniej przeprowadza
rozróżnienie na monarchiczne i republikańskie systemy autorytarne. Pisał
w roku 1985: „Ta propozycja nie jest ograniczeniem się do kryteriów formalnych. Problem auctoritas korony na tle ideologii autorytarnych ma wymiar
nie tylko czysto ustrojowy, lecz także kulturowy. Następnie należy sklasyfikować badane systemy ze względu na status i funkcje sił zbrojnych, zarówno
w chwili powstania systemu, jak i w jego działaniu. Nie każdy system autorytarny będzie dyktaturą militarystyczną i nie każda taka dyktatura od razu
przyjmie kształt systemu autorytarnego. Wreszcie warto uporządkować systemy autorytarne według miejsca i znaczenia nacjonalizmu w ich ideologii
i w polityce wewnętrznej. Tu warto podnieść kwestię, w jakim stopniu hasłom nacjonalistycznym towarzyszy wezwanie do modernizacji zastanych
struktur społeczno-gospodarczych: na jaką skalę oraz do jakich modeli gospodarczych nawiązują ich promotorzy. Wskażmy na fakt, że w przedwoJ. Baszkiewicz, Władza, Wrocław 1999, s. 147.
Zob. z nowszych publikacji: L. Gluck, O wieloznaczności bonapartyzmu, Kultura
i Społeczeństwo 2001, nr 1, s. 7–37.
7
8
Jerzy W. Borejsza
O autorytaryzmie można nieskończenie
63
jennej Europie obok większości systemów autorytarnych, odwołujących się
jawnie do idei nacjonalizmu, pojawiły się i takie, które próbowały wyraźnie
zastąpić tę ideę akcentowaniem prymatu państwa nad społeczeństwem i narodem. Chodzi tu przede wszystkim o Austrię w latach 1934–1938 oraz Polskę w latach 1926–1935”9.
Kulesza przeprowadza wyraźne rozróżnienie między dyktaturą autorytarną a państwem autorytarnym, to jest takim, w którym rządy autorytarne
oparte są o wprowadzoną czy uchwaloną konstytucję autorytarną.
Nie będę przytaczał moich własnych prób typologii autorytaryzmów
z roku 1981 czy 2000, odsyłam tu do odpowiednich książek10. Moje typologie
odnosiły się jedynie do państw autorytarnej prawicy. Nie traktowałem o specyfice państw autorytarnych powstałych w wyniku rozpadu ZSRR, państw
jakościowo różnych, wahających się często – i to w obrębie niewielu lat – od
demokracji parlamentarnej prawicy do autorytaryzmu lewicy, i odwrotnie,
jak to można zaobserwować choćby na przykładzie Rumunii po roku 1989.
Same pojęcia lewicy i prawicy utraciły zresztą swoją historyczną, dziewiętnastowieczną treść. Lewica europejska zasadnie odcina się od Józefa Stalina.
Często zresztą z opóźnieniem wielu dziesięcioleci. Czy W. W. Putin jest przedstawicielem lewicy? Jakiej?
A zatem należałoby się pokusić dla okresu po roku 1945 nie tylko o typologię tzw. „komunistycznych”, ale i „postkomunistycznych” autorytaryzmów,
kontynuując próby Zbigniewa Brzezińskiego czy Andrzeja Walickiego11. Typologia ta nie będzie łatwa, albowiem wytyczając linię rosyjskiego, białoruskiego czy słowackiego dwudziestolecia po 1989–1991, trudno wykreślić,
czy przebiega ona od postkomunistycznego autorytaryzmu do postkomunistycznego pluralizmu czy odwrotnie. Zbyt krótka jest jeszcze nasza perspektywa historyczna.
Z perspektywy całego zakończonego dwudziestego stulecia można
stwierdzić, iż rodzime ruchy, ideologie, reżimy i państwa autorytarne istniały w wielu krajach europejskich niezależnie od Mussoliniego, Hitlera czy
Stalina. Autorytarna Łotwa Ulmanisa czy autorytarna Rumunia miały wiele cech państwa totalitarnego, zanim się tam pojawili Hitler i Stalin. Trady9
W. T. Kulesza, Koncepcje ideowo-polityczne obozu rządzącego w Polsce w latach
1926–1935, Wrocław 1985, s. 285–286.
10
J. W. Borejsza, Rzym a wspólnota faszystowska, Warszawa 1981, s. 42–44; idem,
Szkoły nienawiści, Wrocław 2000, s. 126–128, 177–178.
11
Zob. Z. Brzeziński, Wielkie Bankructwo. Narodziny i śmierć komunizmu w XX wieku,
Paryż 1990; A. Walicki, Marksizm i skok do królestwa wolności, Warszawa 1996, (Rozdział
VI. Demontaż stalinizmu: detotalitaryzacja i dekomunizacja).
64
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
cje i charakter ustrojowy większości państw Europy środkowo-wschodniej
i południowej stanowiły żyzne podglebie dla totalitaryzmu stalinowskiego,
ukształtowane zanim jeszcze wkroczyła tam Armia Czerwona.
Ruchy i państwa autorytarne, wbrew twierdzeniom wielu badaczy, mają
wyraźnie utrudnioną egzystencję, jeśli są pozbawione spajającej je i legitymizującej ideologii. Jednym z centralnych problemów Europy środkowej
i wschodniej w konfrontacji z wkraczającym Związkiem Radzieckim było nie
tylko starcie ideologii i norm demokratycznych ze stalinowskimi, ale i ideologii miejscowych ze stalinizmem, miejscowych patriotyzmów, ale i nacjonalizmów z wielkorosyjskim szowinizmem Stalina.
Brak ideologii był historycznie jedną z oznak słabości poszczególnych
autorytaryzmów. W przypadku totalitaryzmu sowieckiego szybko postępujący upadek po 1956 roku wszelkich motywacji ideologicznych, które mogłyby trafić do szerokich mas, zwiastował przybliżający się koniec reżimu nie
mniej może, niż przegrywanie współzawodnictwa militarnego z Zachodem,
nie mniej niż narastający kryzys ekonomiczny.
W Polsce w okresie października 1956 można mówić o szerokim poparciu dla utopii, która nieco później uzyska określenie „socjalizmu o ludzkim
obliczu”. Iluzje zostają utracone w ciągu kilkunastu miesięcy, co najwyżej kilku lat po Październiku. Koniec wiary ideologicznej, upadek programu ideologicznego, który by przemawiał do szerszych mas, jest zapowiedzią małej
skuteczności propagandy. Z dwóch filarów reżimów totalitarnych propagandy i terroru pozostaje w latach 1960–1970 głównie ten drugi. Terror ten nie
przybiera już krańcowych form stalinowskich z lat 1944–1956, ale przez
dziesięciolecia nadal jest żywa pamięć terroru. System władzy w PRL pozbawiony masowego poparcia z funkcjonującą w różnych autoryzowanych odgórnie formach a także opozycją nielegalną staje się autorytarnym.
W warunkach polskich lat 1960–1980 funkcjonuje stale i wszędzie pod
pojęciem terroru świadomość podporządkowania wielkiemu sąsiadowi, jego
ingerencji i nieobliczalności reakcji. Nieprzypadkowo przypominał o tym
Edward Gierek, wprowadzając w swojej liberalnej dekadzie do konstytucji
zapis o przyjaźni z ZSRR.
Alain Besançon demonizował pewne aspekty systemu komunistycznego, sugerując kiedyś, iż kierujące nim elity świadomie stosowały przemienność, cykliczność okresów „przykręcenia śruby” i „odwilży”12. Jeżeli nawet
12
Zob. A. Besançon, Przekleństwo wieku. O komunizmie, narodowym socjalizmie i jedyności Zagłady, Warszawa 2000.
Jerzy W. Borejsza
O autorytaryzmie można nieskończenie
65
było to zamierzone w pierwszych latach Rosji radzieckiej (komunizm wojenny – NEP), to później o kolejnych fazach przesądziła nieziszczalność głoszonych celów i związane z nią kryzysy, przede wszystkim gospodarcze, koniunktury ogólnoświatowe, międzynarodowe układy polityczne i, last but
not least, osobowości kolejnych dyktatorów. Odwilże w systemie sowieckim
po 1945 roku nie były posunięciem taktycznym, a wypadkową układu sił. Andriej Gromyko namaszczając Michaiła Gorbaczowa na stanowisko pierwszego sekretarza nie zmienił się zasadniczo od czasów, kiedy był stalinowskim
ambasadorem i zasłynął jako „mister niet”, ale uważał, iż proponuje na nowe
czasy możliwie najlepszego strażnika systemu radzieckiego.
O zasadniczych różnicach między systemami totalitarnymi a autorytarnymi stanowił zakres wszechogarniającej kontroli państwa nad poszczególnymi obywatelami i stopień dezintegracji społeczeństwa. Faszyzm włoski był
totalitaryzmem niedoskonałym, niecałkowitym, albowiem państwo faszystowskie nie zdołało sobie podporządkować w pełni struktur dworu królewskiego, armii a także Kościoła włoskiego. Ale w odróżnieniu od na przykład
Rumunii Antonescu państwo faszystowskie rozporządzało wielomilionową
strukturą Partito Nazionale Fascista. Zdolność mobilizacyjna, aktywność części członków tej partii w imię ideałów faszyzmu przetrwała nawet obalenie
Benito Mussoliniego w lipcu 1943 roku przez Wielką Radę Faszystowską. Rumuńskim władcom – Karolowi II czy Ionowi Antonescu – nie udało się nie
tylko podporządkowanie wszystkich struktur państwowych i partyjnych, ale
nie posiadali aktywnej, mobilizującej masy partii. Front Odrodzenia Narodowego (FRN) był podobnie jak BBWR w Polsce tworem bardzo dalekim od
modelu nowoczesnej partii politycznej.
Pojęcia państwa czy dyktatury autorytarnej miały bardzo różne treści w Europie XIX wieku, w okresie międzywojennym 1918–1939 , w latach
1944–1989 a inaczej wyglądają dzisiaj. Pojęcia te były zawsze uzależnione od
kontekstu historycznego. Trudno rozpatrywać łącznie Francję Napoleona I
i Rosję W. W. Putina, Polskę Józefa Piłsudskiego i Polskę Władysława Gomułki, Chorwację Franjo Tudjmana i Wenezuelę Hugo Chaveza.
Przed rokiem 1939 autorytaryzm był w Europie systemem rządów związanym z obroną niepodległości narodowej. Narody, które świeżo odzyskały
bądź uzyskały niepodległość narodową, nie miały na ogół tradycji demokratycznych czy parlamentarnych i skłonne były w imię zarówno rzeczywistego
jak i czasami urojonego zagrożenia niepodległego bytu narodowego do akceptacji rządów autorytarnych. Sytuacja ta uległa swoistej repetycji na Bałkanach w latach 1990.
66
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
Satelickie państwa totalitarne czy autorytarne w bloku radzieckim spełniały do roku 1989 inne funkcje. Ich celem było utrzymanie całych społeczeństw w zależności od wspólnego systemu polityczno-społecznego. Stały
one na straży nie niepodległości narodowej, a zależności i lojalności wobec
dyktującego swoje warunki totalitarnego mocarstwa. Podobnie na straży zależności od USA w różnych okresach stały niektóre dyktatury autorytarne
w państwach Ameryki Łacińskiej. Ale nie był to z pewnością ani casus Getulio
Vargasa w Brazylii ani Juana Perona w Argentynie.
O wielości odcieni autorytaryzmu i totalitaryzmu może świadczyć typologia systemów politycznych zmieniających się na terytorium Jugosławii
w ciągu siedemdziesięciolecia 1919–1988, którą zestawił belgradzki politolog Laslo Sekelj:
– 1919–1929 – pozorny parlamentaryzm;
– 1929–1931 – totalitaryzm;
– 1931–1935 – autorytaryzm;
– 1935–1941 – postautorytaryzm z tendencją do decentralizacji;
– 1941–1946 – totalitarny nacjonalizm;
– 1945–1980 – totalitaryzm o sułtańskim charakterze (Tito);
– 1980–1988 – zamrożony posttotalitaryzm13.
Cechą ciągłą w zmieniających się systemach jugosłowiańskich była dominanta niepodległościowa. Nawet związany z Trzecią Rzeszą Milan Nedić
nie był – używając określenia Holma Sundhaussena – „dostatecznie kolaborantem, aby pozyskać zaufanie Hitlera”14. Berlin, Rzym czy Moskwa w czasach pokoju i podczas wojny wielokrotnie starały się manipulować rządami państw autorytarnych przeciwko demokracjom europejskim. Dziś już nie
jest tajemnicą na przykład radzieckie poparcie dla zamachów Antanasa Smetony czy Konstantina Pätsa15.
Państwa autorytarne Europy środkowo-wschodniej i południowej bacznie obserwowały różne modele dyktatur, bardzo często starano się przejmować część doświadczeń faszyzmu włoskiego. Wzorcem państwa autorytarnego była Austria Dollfussa, wreszcie, dla państw bałtyckich ważnym
przykładem stała się Polska Józefa Piłsudskiego. Ale „Wielka Rumunia” była
13
L. Sekelj, Diktatur und die jugoslawische politische Gemeinschaft – von König Alexander bis Tito [w:] Autoritäre Regime in Ostmittel- und Südosteuropa 1919–1944, red. Erwin Oberländer i in., Paderborn 2001, s. 536.
14
Zob. M. Ristović, General M. Nedić – Diktatur, Kollaboration und die patriarchalische Gesellschaft Serbiens 1941–1944, s. 686.
15
Zob. Erwin Oberländer, Die Präsidialdiktaturen in Ostmitteleuropa – „Gelenkte Demokratie”, s. 6.
Jerzy W. Borejsza
O autorytaryzmie można nieskończenie
67
nie do pogodzenia z „Wielkimi Węgrami” czy Chorwacja ustaszów z otaczającymi ją krajami słowiańskimi. Systemy autorytarne, które zakładały egzaltację własnego nacjonalizmu, były eo ipso wrogami sąsiadów.
Pierwotne założenia uniwersalistyczne bolszewików miały łączyć narody, a nie dzielić. W teorii odrzucano nacjonalizmy. W imię nowej religii „leninizmu-stalinizmu” przyłączano miliony ludzi poza granicami Związku
Radzieckiego. Religijna magia internacjonalistycznych haseł rosyjskiego Października działała jeszcze czas pewien po roku 1945, kiedy Stalin i jego państwo stały się po prostu kontynuatorem dawnego wielkiego mocarstwowego
szowinizmu rosyjskiego16.
Ryczałtowy ogląd historii ZSRR, krwawe dzieje rosyjskiej wojny domowej i zbrodnie stalinizmu sprawiły, że historycy często zapominają o europejskich realiach lat 1920. Otóż rosyjski rok 1917 i fala ruchów rewolucyjnych
w Europie lat 1917–1920 spowodowały, przypomnijmy to, organizację wielkiej krucjaty antybolszewickiej, ów duch zwalczania „rewolucji stanu czwartego” połączył demokracje zachodnioeuropejskie i państwa autorytarne
zanim jeszcze Stalin nadał bolszewickiej utopii kształt jednoznacznie zbrodniczy. Przeciwstawianie się ZSRR miało bezpośredni wpływ na polepszenie
położenia robotników w wielu krajach. Z ducha owej krucjaty antybolszewickiej wywodziło się przyzwolenie mocarstw zachodnich na podbój Austrii
i Czechosłowacji, aby skierować Hitlera na Wschód, przeciwko ZSRR. Jest to
bardzo istotna część wspólnej historii Europy demokratycznej, autorytarnej
i totalitarnej. „Wielka krucjata antybolszewicka” poprzedziła „zimną wojnę”.
W Europie postępującej globalizacji nie zanosi się na odrodzenie historycznych XIX- czy XX-wiecznych państw autorytarnych i totalitarnych. Największym zagrożeniem w Europie zachodniej stała się jej ekstremistyczna
prawica. Ale tamę (raczej nie do przerwania dzisiaj) stanowią dla niej europejskie nieekstremistyczne lewica i prawica jednoczące się w imię pamięci
o wieku dwudziestym – stuleciu zagłady.
Miejmy nadzieję, iż z długiej perspektywy dwudziestego pierwszego stulecia historycy będą nadal dostrzegać zasadnicze różnice między europejskimi systemami autorytarnymi i totalitarnymi, że czas nie postawi między nimi
Istotne znaczenie dla studiów nad religiami totalitarnymi mają wydane pod redakcją Hansa Maiera przez Instytut Filozofii Uniwersytetu w Monachium materiały konferencji „«Totalitarismus» und «Politische Religionen». Konzepte des Diktaturvergleichs,
Paderborn 1996. Por. też J. W. Borejsza, „Religions totalitaires” européennes 1917–1989.
Remarques préliminaires [w:] L’Europe au XXe siècle. Eléménts pour un bilan sous la direction de Tomasz Schramm, Poznań 2000, s. 325–331.
16
68
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
prostego znaku równania, a pamięć historyczna będzie pomagała w zwalczaniu autorytaryzmów i totalitaryzmów. Ale istnieje i odwrotna strona medalu.
Dyktatorzy, którzy stworzyli współczesne nam reżimy autorytarne, też korzystają z doświadczeń przeszłości. I stąd bardzo dozowane, fasadowe „przyzwolenie na opozycję” w państwach takich jak Białoruś czy Wenezuela. Albowiem rozszerzenie praw opozycji zawsze prowadziło nieuchronnie do
obalenia dyktatur, reżimów autorytarnych, do zachwiania wielkimi systemami totalitarnymi, czego najlepszym przykładem stał się rozpad Związku Radzieckiego.
One can endless about authoritarianism
In the article author pays attention to the basic Polish definitions of authoritarianism and provides references to his own basic works in this field, which were published in Polish and several foreign languages (see: Totalitarian and authoritarian regimes in Europe: legacies and lessons from the twentieth century, ed. by G. W. Borejsza
and K. Ziemer, in cooperation with M. Hułas, New York–Oxford–Warsaw 2006, Szkoły
nienawiści. Historia faszyzmów europejskich 1919–1945 [Schools of hatred. History of
European fascisms 1919–1945], Wrocław 2000).
In reflection on contemporary political systems, author notes that in Europe of
increasing globalization nothing looks like revival of historical nineteenth-century or
twentieth-century authoritarian and totalitarian states. Author is considering that
that right-wing extremism has become the greatest threat to Western Europe. But
the dam for them (rather unbreakable at the moment) are making nonextremistic
left and right, united in the name of memory of the twentieth century – century of destruction.
Władysław T. Kulesza
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Warszawa)
Państwa autorytarne
międzywojennej Europy,
jako zbiór
Uwagi wstępne
W
gląd w dzieje państw autorytarnych, które pojawiły się w międzywojennej Europie w latach 1920–19381 pozwala na sformułowanie kilku
spostrzeżeń, które winny następnie stać się przedmiotem pogłębionych
analiz oraz dociekań nad istotą fenomenu, jakim był europejski autorytaryzm w pierwszej połowie ubiegłego stulecia.
Podstawą dla pierwszego z tych spostrzeżeń będzie pojęcie – kluczowe
dla nauki o państwie i prawie – formy państwa, na którą składają się trzy
elementy: forma rządu, styl sprawowania władzy, czyli reżim w danym państwie oraz jego ustrój terytorialny. Autorytarne państwa w międzywojennej
Europie były albo monarchiami, albo republikami. Tu od razu należy wskazać na przypadek Albanii, która w 1928 r. z autorytarnej republiki stała się
autorytarną monarchią. W koncepcjach ustrojowych państw autorytarnych
oraz w rozwiązaniach tworzonych w praktyce dwa założenia były kluczowe.
Pierwsze, zakładające odrzucenie zasady trójpodziału władzy i drugie, uznające, iż najważniejszym ogniwem w ustroju państwa winna być (tu używając
terminologii Monteskiusza) władza wykonawcza, czyli głowa państwa oraz
Co do pełnej listy państw autorytarnych w tym okresie zob. W. T. Kulesza, Kilka
uwag o państwach autorytarnych międzywojennej Europy [w:] Parlament Prawo, Ludzie.
Studia ofiarowane profesorowi Juliuszowi Bardachowi, Warszawa 1996, s. 126–133. Wyjaśnienia wymagają cezury czasowe: pierwsza, to objęcie władzy regenta na Węgrzech
przez admirała M. Horthy’ego, a druga, to ustanowienie królewskiej dyktatury Karola II
w Rumunii.
1
70
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
rząd. W skrajnym przypadku odrzuceniu rozwiązań właściwych dla trójpodziału władzy towarzyszyło wyraźne ustalenie, iż władza w państwie jest
jednolita i niepodzielna. Tak stało się w Polsce, a następnie na Litwie. Wszędzie tam, gdzie władza w państwie przeszła w ręce sił autorytarnych, najczęściej tworzono, prędzej czy później, nowe konstytucje (a także tam, gdzie
zwycięzcy zdecydowali, że po obaleniu starej ustawy zasadniczej, będą rządzić państwem bez nowej konstytucji – jak na Łotwie) możemy dostrzec rozwiązania ustrojowe tworzone de iure czy de facto, w których głowa państwa
stawała się najważniejszym elementem całego mechanizmu państwowego.
Konstatacja, iż państwa autorytarne były bądź monarchiami, bądź republikami charakteryzującymi się mocną pozycją głowy państwa, wymaga kilku
dodatkowych uwag. W przypadku monarchii należy wyodrębnić te państwa,
w których władca był zarówno z mocy prawa, jak i faktu, najważniejszym elementem tworzonego systemu władzy (Węgry regenta M. Horthy’ego, Albania
Zoga I, Jugosławia Aleksandra I oraz Bułgaria Borysa III, tu od 1935 r.), oraz
te, w których u boku monarchy pojawiał się najczęściej w roli szefa rządu,
„pierwszego ministra” faktyczny dyktator (gen. M. Primo de Riveira w Hiszpanii, gen. J. Metaxas w Grecji i w pewnej mierze premier A. Calinescu w Rumunii). W autorytarnych republikach można dostrzec podobne zjawisko,
które nawet znalazło odzwierciedlenie nie tylko w praktyce, ale i w rozwiązaniach ustrojowych, którym nadano rangę konstytucyjną. W Portugalii A. Salazara i Austrii E. Dollfussa, tamtejsze konstytucje (z 1933 r. i 1934 r.) uczyniły z prezydenta najwyższy organ w państwie, zwierzchni wobec rządu, ale
równocześnie przyznały szefowi gabinetu kluczowe kompetencje, niezbędne
dla kierowania państwem, czyniąc tym samym zeń najważniejsze ogniwo nie
tylko egzekutywy, ale i całego aparatu państwowego. Te rozwiązania usytuowane na tle pozostałych autorytarnych republik, w których prezydenci stawali się najwyższymi i najważniejszymi organami państwa (Albania w latach
1925–1928, Polska, Litwa, Estonia oraz Łotwa po 1937 r., a także Turcja, Kemala Atatürka) pozwalają na wyodrębnienie dwóch form rządu właściwych
dla międzywojennego autorytaryzmu: systemu rządów prezydenckich, występującego w większości autorytarnych republik, oraz systemu rządów prezydencko-kanclerskich w odniesieniu do Portugalii oraz Austrii.
Analiza rozwiązań ustrojowych zawartych w ustawach zasadniczych
państw autorytarnych pozwala na dostrzeżenie jeszcze jednej kwestii ważnej dla analizy formy rządu tych państw, a mianowicie odpowiedzialności
politycznej (parlamentarnej) gabinetu przed autorytarną legislatywą. Należy wyodrębnić te państwa autorytarne monarchie, jak i republiki, których
Władysław T. Kulesza
Państwa autorytarne międzywojennej Europy, jako zbiór. Uwagi wstępne
71
nowe konstytucje zakładały, iż rząd będzie ponosił odpowiedzialność parlamentarną przed izbą, czy izbami, oraz na te państwa, które nie przewidywały takiej możliwości, czy wręcz ją wykluczały. Tych ostatnich była większość, ale w ustawach zasadniczych Polski, Estonii i Litwy oraz Albanii – co
ciekawsze, najwcześniej, bo już w 1928 r. – ustalono, (choć w przypadku drugiej autorytarnej konstytucji Litwy z 1938 r., niebezpośrednio)2, iż taka odpowiedzialność będzie mogła mieć miejsce. Jeżeli pominąć tu kwestie szczegółowych analiz konkretnych rozwiązań instytucjonalnych, jakie stworzono
w tych aktach, a także zagadnienie, jak te regulacje funkcjonowały w praktyce, to zasadne jest wyodrębnienie wśród autorytarnych monarchii i republik także jednej monarchii parlamentarnej oraz trzech republik prezydencko-parlamentarnych.
Analiza drugiego elementu formy państwa, czyli stylu i metod rządzenia
(reżimu politycznego) może być poprowadzona w dwóch kierunkach. Pierwszy będzie kładł nacisk na fakt, iż państwo autorytarne jest szczególnym
przypadkiem władzy autokratycznej, dyktatorskiej, czyli ustanawianej z naruszeniem litery prawa, władzy, która dla realizacji swego panowania nad
społeczeństwem jest zdolna do użycia przymusu z pogwałceniem porządku
prawnego. W tym stanie rzeczy zasadne jest określenie metod działania rządów autorytarnych, jako represywnych i przystąpienie do ustalenia wskaźników (kryteriów) owej represywności, aby następnie na tak skonstruowanej
skali ustalić stopień owej represywności w odniesieniu do poszczególnych
państw autorytarnych.
Ten, na pierwszy rzut oka, prosty i precyzyjny w swych finalnych konkluzjach zabieg, jednak może najczęściej w praktyce nastręczać niejakie trudności. Do jakich kryteriów się odwoływać? Ilość i wysokość kar pozbawienia
wolności za przestępstwa polityczne? Operowanie karą śmierci? Ustalanie
ilości zabójstw działaczy opozycji przy pomocy metod „nieznanych sprawców”? Skala represji kierowanych przeciwko partiom komunistycznym? Rugowanie sił legalnej opozycji z życia politycznego i społecznego kraju – metody, skala i tempo tego procesu? Od doboru kryteriów będzie tu zależało
bardzo wiele. Wskażmy dla przykładu kwestię ustawodawstwa antysemickiego. Jeżeli je pominąć, to Horthystowskie Węgry staną się jednym z bardziej
„liberalnych” państw autorytarnych międzywojnia, ale jeśli je uwzględnić,
2
O litewskiej formule interpretacji zob.: W. T. Kulesza, Status głowy państwa w konstytucjach Estonii, Litwy i Łotwy w międzywojennej Europie [w:] Wielokulturowość polskiego pogranicza. Ludzie – Idee – Prawo. Materiały ze zjazdu katedr historyczno-prawnych. Augustów 15–18 września 2002 roku, red. A. Lityński i P. Fiedorczyk, Białystok 2003, s. 531.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
72
powędrują na przysłowiowy szary koniec tabeli, jako nad wyraz represywny
reżym autorytarny.
Analiza współczesnych opracowań pozwala bez większych trudności
wskazać wstępnie na dwie grupy państw autorytarnych: te mniej represywne (tu z całą pewnością należy wskazać przede wszystkim Estonię), a także
te bardziej represywne (tu panuje zgoda, iż należały do nich Albania, Jugosławia i Grecja, a także Łotwa)3. Podejmując próbę stworzenia takiego zaszeregowania państw autorytarnych, wedle sposobów sprawowania władzy przy
użyciu określonych kryteriów ich represywności – jeżeli uda nam się stworzyć taki uniwersalny miernik – to będzie można łatwo dostrzec, iż ta represywność w historii tych państw nigdy nie była wartością stałą, ani też nie rozwijała się wedle formuły ruchu jednostajnie przyspieszonego.
Drugi kierunek badania stylu i metod działania władz państwa autorytarnego skupiał się na analizie rodzajów przywództwa sprawowanego na
szczycie autorytarnej władzy. Warto tu, dla zilustrowania problemu, wskazać na kilka postaci (scenariuszy) takiego przywództwa. Chciałbym tu wskazać na przywództwo monarchiczne, właściwe wyłącznie dla monarchii, przywództwo charyzmatyczne, wedle powszechnie znanej formuły, przywództwo
żołnierskie, szukające legitymacji w zasługach orężnych w walce o niepodległość kraju, oraz przywództwo biurokratyczne, którego istotą jest mniej lub
bardziej sprawne zawiadywanie dyktaturą przy pomocy takich instrumentów, jak tajna policja, cenzura, propaganda, czy wreszcie pozostałe elementy
aparatu państwa.
Przykładem przywództwa monarchistycznego wyrastającego z autorytetu korony i dynastii, będą rządy Aleksandra Karadżiordżewicza, Karola II
Hohenzollerna oraz Borysa III (ale dopiero od 1935 r.), ale już nie Ahmeda
Zogu, jako Zoga I. Za przywódców charyzmatycznych należy uznać w pierwszym rzędzie K. Ulmanisa, J. Metaxasa oraz J. Piłsudskiego i Kemala Atatürka. Przywódcami – żołnierzami będą regent M. Horthy i gen. J. Laidoner, jako
współrządca Estonii po 1934 r. Przywództwo biurokratyczne, to przede
wszystkim K. Schuschnigg, a wcześniej chyba jego poprzednik E. Dollfuss (jeżeli odmówić mu miana przywódcy charyzmatycznego), a także A. Salazar,
A. Smetona oraz K. Paets. Już tu warto zauważyć, iż zaproponowana powyżej
typologia jest bardzo uproszczona i wymaga szeregu doprecyzowań. Wskażmy dla przykładu umieszczenie w obrębie przywództwa biurokratycznego
Czego dowodem porównanie polityki władz Estonii i Łotwy wobec opozycji. Zob.
P. Łossowski, Kraje bałtyckie na drodze od demokracji parlamentarnej do dyktatury (1918–
–1934), Wrocław 1972, s. 230–232, 278–281, 281–282.
3
Władysław T. Kulesza
Państwa autorytarne międzywojennej Europy, jako zbiór. Uwagi wstępne
73
A. Smetony – chytrego i dość ograniczonego biurokraty „pozującego na filozofa” oraz A. Salazara – bardziej zasługującego na miano technokraty niż biurokraty, polityka o szerszych horyzontach ideowych i intelektualnych4, czy
skomplikowaną kwestię przywództwa w autorytarnej Jugosławii po morderstwie króla Aleksandra.
Trzeci element formy rządu, to budowa ustroju terytorialnego państwa.
Wszystkie państwa autorytarne w międzywojennej Europie były strukturami mocno scentralizowanymi, ale ta konstatacja nie zwalnia od konieczności ustalenia stopnia tej centralizacji, przede wszystkim przez ustalenie, jakie
miejsce w budowie danego państwa zajmował samorząd terytorialny. Wnikliwa analiza regulacji prawnych i towarzyszącej im praktyki pozwoli na dokonanie kolejnego zaszeregowania państw autorytarnych. I tu dla przykładu
można wskazać sąsiadujące ze sobą Polskę i Litwę. W Polsce opozycja przetrwała w organach samorządu terytorialnego do 31 sierpnia 1939 r., a na
Litwie już w 1936 r. organy tamtejszych samorządów obsadzono wyłącznie
ludźmi reprezentującymi obóz rządzący. Warto jednak zauważyć rzecz często
niedostrzeganą, nie wszystkie państwa autorytarne były państwami unitarnymi. Austria przekształcając się z państwa demokratycznego w państwo autorytarne zachowała swój federalny charakter, zaś dwa państwa autorytarne
udzieliły części swego terytorium autonomii. Sanacyjna Polska zaakceptowała zapisaną w konstytucji marcowej autonomię województwa śląskiego, chociaż w konstytucji kwietniowej obniżyła jej status z konstytucyjnego na ustawowy, zaś władze Jugosławii w sierpniu 1939 r. w wyniku negocjacji i ugody
zawartej z Chorwatami (Sporazum), przyznały autonomię tej części królestwa, otwierając tym samym drogę, chociaż zbyt późno, do zasadniczej przebudowy ustroju dotąd scentralizowanej, autorytarnej monarchii5.
Uwagi dotyczące formy państwa autorytarnego należy uzupełnić kilkoma uwagami o konstytucjach państw autorytarnych. W międzywojennej
Europie można było dostrzec dwa rozwiązania. Pierwsze rozwiązanie spotykane najczęściej polegało na zawieszeniu czy zniesieniu zastanej konstytucji i stworzeniu tym samym swoistej próżni konstytucyjnej w państwie,
przy czym do zwycięzców należała decyzja, jak długo ten stan będzie trwać.
W przypadku Łotwy K. Ulmanisa, w Grecji J. Metaxasa, a najwcześniej Hiszpanii M. Primo de Riveiry, ten stan trwał od początku aż do końca istnienia
4
Zob. P. Łossowski, op. cit., s. 282, 284, zob. także s. 135–137, a następnie A. H. de
Oliveira Marques, Historia Portugalii, t. II, Warszawa 1987, s. 371–372, 376, zob. także
s. 339–340, 352, 360–361.
5
Zob. M. Tanty, Bałkany w XX wieku, Warszawa 2003, s. 186–187.
74
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
autorytarnej dyktatury. W większości przypadków zwycięzcy po pewnym
czasie podejmowali decyzję o stworzeniu nowej konstytucji i likwidacji
tego konstytucyjnego vacuum. W Austrii uczyniono to po roku (1934 r.),
w Jugosławii po 2 latach (1931 r.), a w Estonii po 3 latach (1937 r.). Drugie rozwiązanie przewidywało utrzymanie w mocy zastanej (i pogwałconej) konstytucji przy założeniu, iż ta będzie poddana określonym modyfikacjom, czy to w wyniku jej nowelizacji (tak najwyraźniej na Węgrzech), czy
przez stworzenie „nowej” praktyki konstytucyjnej. Ta nowa praktyka mogła także polegać (i polegała) na mniej lub dalej idącym naruszaniu, czy obchodzeniu regulacji starej ustawy zasadniczej. (Tą drogą podążyła Polska
w latach 1926–1935, a także Litwa w latach 1926–1927 oraz Turcja Kemala Atatürka od 1924 r.)6.
Analiza dokonań państw autorytarnych na polu prawa konstytucyjnego
pozwala na dostrzeżenie, iż powyżej przedstawione rozwiązania mogły występować w różnych kombinacjach, co najwyraźniej widać na Litwie. W latach 1926–1927 nowe władze próbowały działać w oparciu o starą konstytucję, w latach 1927–1928 stara konstytucja została zawieszona, a w 1928 r.
Litwa otrzymała nową konstytucję już z elementami rozwiązań autorytarnych, zaś w 1938 r. uchwalono nową, już w pełni autorytarną, konstytucję
Litwy. Także w Polsce po dziewięciu latach „korzystania” z Konstytucji Marcowej obóz rządzący stworzył już nową konstytucję w pełni odpowiadającą
zasadom ideowym polskiego autorytaryzmu. W większości państw autorytarnych z konstytucjami wystarczyło stworzenie jednej konstytucji opartej
na nowych zasadach ideowych. Wyjątkiem były tu Litwa i wcześniej Albania,
gdzie stworzono dwie ustawy zasadnicze o jednoznacznie autorytarnych treściach.
Studia nad rozwiązaniami ustrojowymi zawartymi w autorytarnych konstytucjach międzywojennej Europy stanowią znakomity materiał ilustracyjny dla tezy sformułowanej przed laty przez E. Noltego, iż „autorytarną można
nazwać każdą formę ustrojową, w której przyznaje się wyższą pozycję innemu składnikowi władzy naczelnej niż parlament”7. Jaki status miały parla6
W ramach konstytucji z 20 kwietnia 1924 r., która wprowadziła w Turcji system
rządów parlamentarnych w jego skrajnej wersji (system rządów zgromadzenia) doszło
do urzeczywistnienia w praktyce systemu rządów prezydenckich, w którym Kemal Atatürk stał się najważniejszych ogniwem w strukturach państwa i życiu politycznym republiki. Zob. J. Reychman, Historia Turcji, Warszawa 1973, s. 307.
7
Cytat za: F. Ryszka, Państwa autorytarne [w:] Dyktatury w Europie Środkowo-Wschodniej 1918–1939. Konferencja naukowa w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk
2–3 XII 1971, red. J. Żarnowski, Warszawa 1973, s. 117.
Władysław T. Kulesza
Państwa autorytarne międzywojennej Europy, jako zbiór. Uwagi wstępne
75
menty w ustawach zasadniczych i w realiach ustrojowych w międzywojennej, autorytarnej Europie? Należy tu wyróżnić trzy sytuacje, dwie skrajne
i trzecią najczęściej spotykaną, czyli typową dla ówczesnych autorytarnych
dyktatur. Pierwsza skrajność polegała na całkowitym unicestwieniu parlamentu, co uczynił autorytaryzm hiszpański M. Primo de Riveiry, łotewski
K. Ulmanisa i grecki J. Metaxasa. Druga skrajność polegała na utrzymaniu ciągłości pracy legislatywy przez cały czas funkcjonowania dyktatury, tak było
na Węgrzech i w Polsce oraz rzecz zaskakująca, w Albanii prezydenta A. Zoga
oraz króla Zoga I. Jednak uważniejszy wgląd w dzieje tych autorytarnych parlamentaryzmów pozwala dostrzec, iż za ową ciągłość przyszło w każdym
z tych państw izbom zapłacić bardzo wysoką cenę.
Rozwiązanie trzecie zakładało usunięcie instytucji parlamentu ze sceny politycznej państwa przez zwycięzców, przy czym do autorytarnej władzy
należały decyzje: kiedy to nastąpi? Na jak długo? I przede wszystkim, w jakiej postaci legislatywa będzie mogła wznowić swoją działalność? Najdłużej na wznowienie prac parlamentu czekali Litwini (od 1927 r. do 1936 r.),
Portugalczycy (od 1926 do 1934 r.), Bułgarzy (od 1934 do 1939 r.), a krócej
Estończycy (od 1934 r. do 1936 r.) i Jugosłowianie (od 1929 do 1931 r.). Likwidacja parlamentu była najczęściej jednym z pierwszych posunięć autorytarnej władzy, ale należy odnotować przypadki Estonii i Litwy, gdzie zwycięzcy podejmowali nieudane próby stworzenia modus vivendi ze „starymi”
izbami, oraz casus Austrii, gdzie u podstaw narodzin władzy autorytarnej należy na jednym z pierwszych miejsc usytuować fenomen samolikwidacji tamtejszego parlamentu8.
Badania nad fenomenem, jakim był parlamentaryzm państw autorytarnych, dają sposobność do postawienia wielu pytań, jednym z nich jest potrzeba odnalezienia zasad i rozwiązań do jakich sięgnęli twórcy autorytarnych
ordynacji wyborczych. Analiza prawa wyborczego międzywojennych autorytaryzmów jest przedsięwzięciem wymagającym odrębnych i obszernych badań, stąd w tym miejscu można tylko podjąć próbę ustalenia, do jakich unormowań sięgano, aby uzyskać pożądany efekt w postaci, mówiąc oględnie,
braku demokratyzmu w tworzonych regulacjach. Braku, który wyrażał się
w dążeniu, aby w jak największym stopniu ograniczyć powszechność i równość oraz bezpośredniość aktu wyborczego. Podstawowym instrumentem
okazały tu się cenzusy, dotyczące zarówno biernego, jak i czynnego prawa
8
–187.
Opis wydarzeń daje K. Schuschnigg, W zmaganiu z Hitlerem, Kraków 1978, s. 185–
76
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
wyborczego. Wgląd w powstałe rozwiązania pozwala na wyodrębnienie kilku podstawowych wariantów (scenariuszy) budowania autorytarnych, czyli
niedemokratycznych ordynacji wyborczych.
Pierwszy wariant zakładał sięgnięcie do, jeśli tak to można ująć, klasycznych cenzusów o XIX-wiecznym rodowodzie, które kierowały swoje ostrze
przeciwko ludziom żyjącym z własnej pracy i nieposiadającym majątku oraz
równocześnie uprzywilejowywały ludzi dobrze urodzonych i zamożnych. Tak
stworzono ordynacje wyborcze na Węgrzech oraz w Bułgarii. Drugi wariant
przewidywał oparcie prawa wyborczego na zasadach korporacyjnych, co najpełniej zrealizowano w Austrii oraz w pewnej części w Portugalii. W trzecim wariancie przyjmowano rozwiązania mieszane, kojarząc stare cenzusy
z cenzusami korporacyjnymi, co miało miejsce w Estonii. Zasadne jest przyjęcie, iż w przypadku Polski mieliśmy chyba do czynienia z czwartym wariantem, w którym klasyczne cenzusy (cenzus wykształcenia i cenzus orderowy)
zostały skojarzone z nowym cenzusem aktywności obywatelskiej, w służbie
dla dobra wspólnego w instytucjach społecznych (z samorządami na czele).
Jednak nie ulega wątpliwości, że niezależnie od tego nowego ujęcia, po ich
wprowadzeniu w życie, głównymi beneficjentami tych nowych unormowań,
tak jak w przypadku trzech pierwszych wariantów, stali się ludzie już będący u władzy w Polsce.
Regulacje zawarte w autorytarnych konstytucjach i ordynacjach wyborczych, a także towarzysząca im praktyka, najczęściej wyznaczały ramy
prawne i organizacyjne dla systemów partyjnych występujących w tych państwach. Najczęściej, gdyż trzeba mieć tu na uwadze te państwa autorytarne, których konstytucji oraz ordynacji wyborczych nie było. Jednak niezależnie od tego, czy w państwie była ustawa zasadnicza, czy nie, można dostrzec
w zbiorze tych państw trzy podstawowe rozwiązania dotyczące funkcjonowania ich systemów partyjnych.
Pierwszym, najczęściej spotykanym rozwiązaniem był system monopartyjny, który funkcjonował w Portugalii, na Litwie, w Estonii, w Austrii oraz
w Rumunii i w Turcji. Sięgając tu do pojęcia systemu monopartyjnego, należy wyraźnie zastrzec, iż ten system w realiach państwa autorytarnego, stawał się czymś zupełnie innym niż w państwie totalitarnym, gdyż w państwie
autorytarnym monopartia nigdy nie stawała się najważniejszym elementem
ustroju oraz systemu politycznego. Jakże charakterystyczny jest fakt tworzenia w państwie autorytarnym monopartii już po zdobyciu władzy przez siły
autorytarne: to nie partia zdobywa władzę w państwie, a władza państwowa
rozstrzyga o utworzeniu wiernej sobie partii.
Władysław T. Kulesza
Państwa autorytarne międzywojennej Europy, jako zbiór. Uwagi wstępne
77
Drugim rozwiązaniem stał się system wielopartyjny, w którym zwycięska władza autorytarna nie likwidowała wszystkich partii, ale pozwalała ich
części nadal działać w życiu politycznym kraju, po pozbawieniu ich szans na
ewentualne ponowne dojście do władzy. Tak funkcjonowały systemy partyjne Węgier i Polski oraz do 1936 r. na Litwie. Jeżeli w tych krajach odbywały
się wybory, to zwycięzcą stawała się partia reprezentująca siły autorytarne
już będące u władzy. Porównanie tak funkcjonujących systemów partyjnych,
systemem wielopartyjnym w krajach realnego socjalizmu w II połowie XX
wieku, systemem określanym mianem systemu partii hegemonicznej, jawi
się na pierwszy rzut oka, jako w pełni zasadne i uprawnione. Jednak jest to
osąd zasadniczo błędny. Warto tu zauważyć różnicę, w systemie partii hegemonicznej pozostałe partie dopuszczone do udziału w życiu politycznym,
zyskiwały z mocy prawa status sojusznika i wyrzekały się samodzielności
w kwestiach ideologicznych i politycznych o pierwszorzędnym znaczeniu
dla kraju. W autorytarnej wielopartyjności partie opozycyjne zachowywały swoją samodzielność i chociaż mogły być szykanowane (i były) na różne
sposoby, to jednak nikt z obozu rządzącego nie mógł nimi komenderować,
czy definiować ich celów ideowych i politycznych. W tej sytuacji zasadne
jest przypuszczenie, iż jeżeli pominąć tu przebieg aktu wyborczego w państwie demokratycznym i w państwie autorytarnym, że autorytarna wielopartyjność bardziej przypominała system partii dominującej funkcjonujący
w państwach demokratycznych Europy Zachodniej w II połowie XX wieku,
niż wielopartyjność funkcjonująca w krajach socjalizmu realnego w tym samym okresie.
Trzecie rozwiązanie, o ile uznać je za rodzaj systemu partyjnego, chyba
bardziej systemu politycznego, polegało na całkowitej likwidacji wszystkich
partii i nietworzeniu własnej formacji politycznej. Tak postąpiono w Albanii,
w Grecji, w Bułgarii oraz na Łotwie, a także przez czas jakiś tak wyglądała sytuacja w Portugalii oraz Estonii i Jugosławii, zanim tamtejsze władze podjęły
decyzję o utworzeniu własnej monopartii.
Na tle tych trzech podstawowych rozwiązań należy usytuować szereg
szczególnych przypadków. Trzeba tu wskazać dla przykładu Turcję, w której
Kemal Atatürk dwukrotnie podejmował nieudane próby stworzenia systemu dwupartyjnego, a także Jugosławii, gdzie doszło do rozpadu monopartii
i w pewnym okresie działały na scenie politycznej w łonie obozu rządzącego
dwie formacje: nowa rządząca monopartia oraz formacja opozycyjna składająca się z członków starej monopartii. Warto tu także odnotować przypadek
Polski, gdzie władze obozu rządzącego rozwiązały partię rządzącą, a następ-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
78
nie po pewnym czasie utworzono nową partię rządzącą, ale opartą na programie zasadniczo odmiennym od programu swojej poprzedniczki9.
Pojęcie formy państwa pozwala nam przy pomocy zawartych w nim elementów na określenie ustroju politycznego państwa, a także otwiera drogę
do analizy kwestii jego ustroju społeczno-gospodarczego. Zwięzła i „jedynie
słuszna” konstatacja, iż państwa autorytarne w międzywojennej Europie stawały na straży klasowego status quo jest nadal w pełni zasadna, ale wymaga
kilku uzupełniających komentarzy dotyczących kwestii wartych w przyszłości obszerniejszego potraktowania.
Pierwsza kwestia, to skala ingerencji państwa w życie gospodarcze, jak
wiadomo z dotychczasowych badań, nieomal wszędzie dość znaczna, oraz
konieczność ustalenia, jakimi instrumentami posługiwało się państwo autorytarne ingerując w procesy gospodarcze. Na ile była to polityka etatyzmu,
a na ile interwencjonizmu państwowego. Warto tu zauważyć, iż skonstatowanie, iż ta ingerencja była znaczna, czy wzrastała (czego dowodem polityka
gospodarcza władz Polski, Turcji, czy Albanii) wymaga dalszych badań nad
przesłankami oraz kierunkami tej ingerencji, bo widać wyraźnie, że w przypadku każdego z tych trzech państw występowały wyraźne różnice w dziele
budowania i realizowania tej polityki.
Druga kwestia, to pytanie o wyniki dokonań władzy autorytarnej na polu
gospodarczym, w dziele walki z kryzysem przetaczającym się wówczas przez
Europę czy w dziele stymulowania rozwoju gospodarczego tych państw. Na
tle nie zawsze imponujących dokonań państw autorytarnych w życiu gospodarczym, zwraca uwagę fenomen Łotwy, gdzie wyraźne sukcesy polityki gospodarczej K. Ulmanisa przekładały się na wzrost dobrobytu społeczeństwa.
Miarą tych sukcesów gospodarczych autorytarnej Łotwy był fakt, iż pod koniec lat 30. pojawiła się i nasilała się emigracja zarobkowa na Łotwę z Polski,
z Wileńszczyzny10.
Uwagi dotyczące ustroju politycznego i ustroju społeczno-gospodarczego państw autorytarnych można uzupełnić kilkoma spostrzeżeniami dotyczącymi relacji między państwem autorytarnym a działającymi w nim kościołami i związkami wyznaniowymi. Bez względu na to, jakie podmioty wchodziły
w styczność z państwem autorytarnym, podstawową kwestią było rozstrzygnięcie, na ile władze tego państwa uznają de iure i de facto samodzielność
tych podmiotów, w zakresie ich misji oraz wynikającej stąd aktywności w żyZob. J. Reychman, op. cit., s. 307 i s. 315 oraz T. Wasilewski, W. Felczak, Historia Jugosławii, Wrocław 1985 s. 461.
10
P. Łossowski, op. cit., s. 146.
9
Władysław T. Kulesza
Państwa autorytarne międzywojennej Europy, jako zbiór. Uwagi wstępne
79
ciu społecznym. Analiza prawa wewnętrznego państw autorytarnych oraz
w razie potrzeby odpowiednich regulacji prawa międzynarodowego publicznego (konkordaty) pozwala na ustalenie kolejnej klasyfikacji poczynając od
państw, które uczyniły na rzecz strony kościelnej znaczne ustępstwa, a kończąc na tych, które niechętnie udzielały stronie kościelnej praw czy przywilejów. Wgląd w literę prawa wymaga uzupełnienia analizy polityki kościelnej państw autorytarnych, czego dowodem Litwa. Jej władze odziedziczyły
po demokratycznych rządach konkordat maksymalnie uprzywilejowujący
stronę kościelną i równocześnie potrafiły, gdy było im to potrzebne w walce z opozycją, ostro represjonować działalność tamtejszej Akcji Katolickiej,
a nawet w atmosferze międzynarodowego skandalu, wydalić nuncjusza papieskiego z granic państwa11.
Generalna konkluzja, iż wszystkie państwa autorytarne były państwami
wyznaniowymi, jest błędna. Zapominamy w tym momencie o Turcji Kemala Atatürka z urzeczywistnianym krok po kroku, po woli, ale konsekwentnie
rozdziału religii muzułmańskiej od państwa oraz nie dostrzegamy kwestii
Portugalii. Ta, rządzona przez głęboko wierzącego katolika, po długich i trudnych rokowaniach, zawarła w 1940 r. konkordat z Watykanem, ale analiza
jego tekstu pozwala na dostrzeżenie zaskakującego faktu. Pod szyldem konkordatu umieszczono szereg regulacji wprowadzających faktyczny rozdział
kościoła od państwa, zgodnie z tradycjami laickiej i masońskiej „Starej Republiki” sprzed 1936 r.12
Analiza ideologii autorytarnej, jako ideologii obozu rządzącego w państwach autorytarnych międzywojennej Europy pozwala obok dostrzeżenia
jej podstawowych zasad ideowych, tworzących swoiste credo ideologiczne
autorytaryzmu, te zasady, które nie były wspólne dla tych wszystkich państw,
a tylko dla ich części. Warto tu wskazać na trzy idee: nacjonalizmu, korporacjonizmu oraz agraryzmu.
Większość ideologii państw autorytarnych w omawianym tu okresie odwoływała się również do ideologii nacjonalizmu, niekiedy tak mocno i wyraźnie, iż zasadne jest mówienie, iż mieliśmy do czynienia z ideologią autorytarno-nacjonalistyczną. Jedynie w dwóch z tych państw nie dostrzegamy tego
nacjonalistycznego „wsadu”: w Polsce, ale tylko do 1935 r. oraz w Austrii.
Idea korporacjonizmu spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem w Austrii,
w Portugalii oraz w Grecji, nadając tym autorytaryzmom w sferze dokonań
11
12
Ibidem, s. 273–275.
A. H. de Oliveira Marques, op. cit., s. 350–351.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
80
ideowych wyraźnie korporacyjny wymiar. Także na Łotwie i w Estonii można dostrzec odniesienia do tej idei. W pozostałych państwach autorytarnych
nie dostrzegamy sięgnięcia do tej idei, zaś w Polsce możemy mówić nie tyle
o obojętności, ale wyraźnym sprzeciwie wobec idei i rozwiązań ustrojowych
o takiej treści. Za sprawą przemyśleń K. Ulmanisa na Łotwie oraz A. Smetony
na Litwie, w manifestacjach ideowych tamtejszych autorytaryzmów poczesne miejsce, w szczególności na Łotwie, zajął agraryzm nadając tamtejszym
wcieleniom ideologii autorytarnej swoistego, zielonego kolorytu. Dodajmy,
kolorytu wyraźnie widocznego w życiu politycznym ówczesnej Szwajcarii,
Czechosłowacji oraz krajów skandynawskich, czyli państw jakże odległych
od idei autorytarnych.
Powyżej przedstawione próby charakterystyki państw autorytarnych
warto na zakończenie uzupełnić jeszcze komentarzem biorącym za punkt
wyjścia pojęcie strategii myślenia i działania politycznego13. Jeżeli odwołać
się do założenia, iż możemy wyodrębnić cztery podstawowe strategie, czyli
reakcyjną, konserwatywną, reformistyczną oraz rewolucyjną i usytuować je
następnie na tle realiów ubiegłego stulecia w Europie, to można postawić pytanie w obrębie jakiej strategii należy usytuować credo ideowe oraz dokonania państw autorytarnych w interesującym nas okresie.
Na pierwszy rzut oka odpowiedź nie powinna nastręczać zbytnich trudności: będzie to strategia konserwatywna. Jednak uznanie tej strategii za
podstawową regułę, wymaga niezwłocznie odniesienia się do kwestii wyjątków. Po pierwsze, Węgry regenta M. Horthy’ego – powstałe na gruzach
Węgierskiej Republiki Rad, mogą być uznane za państwo autorytarne realizujące strategię reakcyjną. Po drugie, wielkie zamierzenia reformatorskie
Kemala Atatürka w Turcji uprawniają do stwierdzenia, iż autorytaryzm turecki urzeczywistniał założenia strategii reformistycznej, o ile nie rewolucyjnej, zaś uważny ogląd zamierzeń i dokonań króla Zoga I, pozwala na dostrzeżenie elementów strategii reformistycznej w tym biednym, zacofanym kraju,
jakim była Albania. Najważniejsze jest jednak to, iż zaproponowane powyżej
ustalenie, iż strategia konserwatywna jest najwłaściwszym określeniem dla
dokonań państw autorytarnych, za sprawą swej pojemności wymaga szeregu doprecyzowań. Można tu dla przykładu wskazać na politykę gospodarczą
Polski i Grecji w II połowie lat 30., niewątpliwie widać tu dążenie do ochrony klasowego satus quo, ale równocześnie zamysł modernizacji kraju realizowany jednak różnymi, odmiennymi metodami. Wreszcie warto pamiętać,
13
W. Lamentowicz, Reformizm szwedzki, Warszawa 1977, s. 32–36.
Władysław T. Kulesza
Państwa autorytarne międzywojennej Europy, jako zbiór. Uwagi wstępne
81
że w większości przypadków, gdy mówimy o konserwatyzmie autorytarnych
państw, to mówimy nie o konserwatyzmie legitymistycznym, stagnacyjnym,
ale ewolucyjnym. Tym wyrastającym z myśli E. Burke’a, czyli konserwatyzmie umiejącym rozróżnić pomiędzy materiami niepodlegającymi żadnej
zmianie, a tymi których zmiana jest niezbędna dla przetrwania autorytarnej
władzy. Tak, aby ta była zdolna do poradzenia sobie z trzema wielkimi zagrożeniami: siłami lewicy, ideologią demoliberalną oraz państwami totalnymi.
Historia Europy w XX wieku przynosi nam odpowiedź na pytanie, jak państwa autorytarne potrafiły sobie poradzić z tymi trzema wielkimi zagrożeniami, i które z nich okazało się decydujące dla ich egzystencji.
Authoritiarian countries of Interwar Europe as a set. Preeliminary remarks
In the article author compares authoritarian systems in Europe, which were existing between 1920 to 1938. Author shows how different those systems were in the
Interwar period, existing both in republican and monarchical political system.
Authoritarianisms can be classified by different criteria: style of rule, type of
leader (military, bureaucratic), position of opposition, economic system.
Author notices, that for some authoritarianisms characteristic is the matter of
creating a monoparty just after coming to power by authoritarian forces: it is not political party coming to power, but the power in the country is creating loyal party.
Article shows, that apart from some common features, significant differences
between European authoritarianisms were existing.
Krystian Chołaszczyński
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Toruń)
Afrykański model
autorytaryzmu – Zimbabwe
czasów Roberta Mugabe
W
śród osób, które nigdy nie interesowały się dziejami kontynentu afrykańskiego, łączenie słów „Afryka” i „demokracja”, może wydawać się
dziwne bądź nieuprawnione. Wystarczy wspomnieć o takich przywódcach jak Idii Amin, Hissen Habre, Cesarz Bokassa, Tomias Obianga czy Charles Taylor, by między tymi terminami wstawić stan nierówności. Nie powinniśmy jednak ulegać złudzeniu i uzmysłowić sobie, że i na tym kontynencie
znalazły się pewne enklawy spokoju.
Trzeba jednak podkreślić, że w tradycji plemion afrykańskich, demokratyczne ideały nie istniały i do tej pory nie zostały przyjęte. Afrykańskie
przedkolonialne organizmy polityczne były nacechowane dużym wpływem
religii, więzów rodzinnych, ideą posłuszeństwa względem władzy oraz siłowym załatwianiem konfliktów. Z drugiej jednak strony, istniały takie instytucje jak „Rady Starszych”, czy „konsultacje społeczne”, które mogły doprowadzić do zmiany wodza. Najlepszym tego przykładem jest dzisiejsza Botswana
i uznana w tym państwie tradycja kgotla1.
Nawet jeśli istniały szanse na zdemokratyzowanie politycznych instytucji afrykańskich, to europejski i arabski handel niewolnikami, a w późniejszym okresie niedemokratyczne struktury kolonialne spowodowały, że te
możliwości zostały zaprzepaszczone. Kiedy nastała era dekolonizacji w Afry-
1
Patrz: I. Pikirayi, The Zimbabwe culture, Walunt Creek 2001; B. Davidson, Modern
Africa. A Social and Political History, New York 1994.
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
83
ce, nie było na nią ani pomysłu ani cierpliwości. Dekolonizacja Indii trwała
trzy razy dłużej niż Nigerii.
Na tle afrykańskiego „wiatru zmian”, rozgrywały się wydarzenia które
w historii nazwano Kryzysem Rodezyjskim. W jego wyniku, powstało niepodległe Zimbabwe.
Dzieje kolonialne i Kryzys Rodezyjski
W 1923 roku powstała brytyjska kolonia o nazwie Rodezja Południowa (na
cześć Cecila Rhodesa – głównego pomysłodawcę rozpoczęcia osadnictwa
na południu Afryki) ze stolicą w Salisbury. Podobieństwa w sposobie zarządzania i posiadanych problemów, między Rodezją Południową, Rodezją Północną i Niasą, doprowadziło w 1953 roku do utworzenia Federacji Rodezji
i Niasy (Federacji Afryki Centralnej). Postępujący proces dekolonizacji spowodował rozpad federacji 31 grudnia 1963 roku, a Rodezja Północna jako
Zambia i Niasa jako Malawi uzyskały niepodległość. W Rodezji Południowej
sytuacja była trudniejsza, ze względu na dość liczną grupę osadników, którzy nie chcieli oddać władzy. Z tego też względu, 11 listopada 1965 roku,
Douglas Ian Smith ogłosił Jednostronną Deklarację Niepodległości. Przez
następne 15 lat, istniała nieuznawana przez cały świat Republika Rodezji.
Dopiero ustalenia z konferencji w Lancaster House z 21 grudnia 1979 roku,
doprowadziły do zmiany sytuacji. Rodezji wróciła jako kolonia do Wielkiej
Brytanii, a 18 kwietnia 1980 roku, proklamowano niepodległą Republikę
Zimbabwe.
W tym miejscu, należy zwrócić uwagę na dwa elementy, które możemy
nazwać spuścizną ery kolonialnej i które bezpośrednio wpłynęły na późniejsze wydarzenia.
Wielu znawców tematu podkreśla, że partyzancka wojna domowa z lat
1965–1980 miała charakter wojny chłopskiej o ziemię. Największym problemem w Rodezji/Zimbabwe był niesprawiedliwy podział ziem, który był
prawnie usankcjonowany. Większość należała do białych osadników.
Drugim skutkiem Kryzysu Rodezyjskiego była polityczna separacja
dwóch głównych plemion: Szona i Ndebele. Okres walk o niepodległość z lat
1965–1980, zwykle nazywa się „Drugą Chimurengą”, i mimo prób utworzenia jednej wspólnej organizacji, powstały dwie które reprezentowały inne
plemiona. W 1961 roku, powstał Afrykański Ludowy Związek Zimbabwe
(Zimbabwe African People’s Union – ZAPU), na czele którego stał Joshua Nko-
84
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
mo. Ruch ten miał poparcie głównie wśród Ndebele. Natomiast w 1963 roku,
powstał Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe (Zimbabwe African National Union – ZANU), na czele którego stali Ndabaningi Sithole i Robert Mugabe. ZANU zyskał poparcie wśród Szona. W takiej oto sytuacji, w 1980 roku
Zimbabwe uzyskało niepodległość.
Zgodnie z ustaleniami konferencji w Lancaster House, wybory parlamentarne odbyły się według dwóch ordynacji: dla białych i dla czarnych obywateli. Ustalono że w stu osobowym parlamencie, dwadzieścia miejsc uzyskają osadnicy.
Same wybory odbyły się w różnych terminach. Biali mieszkańcy głosowali 14 lutego 1980 roku. W sumie oddano 16 402 głosy. Natomiast czarni
mieszkańcy głosowali w dniach od 27 do 29 lutego, tego samego roku. Z tej
strony, do urn poszło 2 694 529 osób.
Wyniki przedstawiały się następująco. Wśród białych osadników, wystartowała tylko jedna partia oraz kandydaci niezależni. Front Rodezyjski
(Rhodesian Front) zdobył 83% poparcia i zajął wszystkie 20 miejsc przewidzianych dla białych obywateli.
Przegląd ważniejszych wydarzeń 1980–1987
Rok 1980, był wielkim zwycięstwem sił czarnych obywateli dawnej Rodezji.
Wiele nazw miast zostało zmienionych, np.: Salisbury na Harare. Lecz mimo
formalnych zmian o charakterze prawnym, samego społeczeństwa, tak łatwo
i szybko zmienić się z oczywistych względów nie da.
Większość ważnych stanowisk było w rękach białych, i w zasadzie nie
było kim ich wymienić. Lata prowadzonej segregacji w szkołach, doprowadziły do takiego stanu, że poziom wykształcenia wśród Afrykanów był bardzo niski. Poza tym, oni sami byli skłóceni, a organizacje bardzo rozbite.
Po wielu latach, wraz z uzyskaniem niepodległości, uaktywniły się antagonizmy międzyplemienne, których źródeł musimy szukać, jeszcze w czasach sprzed kolonialnych. Mam tu na myśli konflikt na linii Szona i Ndebele. Sprawę dodatkowo komplikował fakt wewnętrznego skłócenia, wśród
samych Szona.
Nowy premier Robert Mugabe, w celu zminimalizowania skutków pogłębiającego się rozbicia wewnątrz czarnego społeczeństwa, dążył do porozumienia z konkurencyjnym względem ZANU-PF, ruchem Joshuy Nkomo
PF-ZAPU. Ów sojusz, tuż po uzyskaniu niepodległości był bardzo potrzebny,
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
85
gdyż wewnątrz dwóch najważniejszych partii, uaktywniły się radykalne frakcje – Alfreda „Nikity” Mangeny w PF-ZAPU i Edgara Tekerego w ZANU-PF2.
Zauważmy w tym miejscu, że w owym czasie wszelkie ruchy, przysługiwały dwóm osobom. Pierwsza to Robert Mugabe – do 1987 roku premier. Cechowała go ostrożność oraz pragmatyzm. Znany był ze swojego krytycznego stanowiska względem zagranicznych korporacji i firm, lecz zważając na
dobry wizerunek państwa, nie chciał tego zaprzepaścić. Z tego też względu,
pierwsze lata niepodległości, cechuje bardzo dobry wynik gospodarczy. Jak
mawiał Mugabe: „Gospodarcza dominacja jest gorszym zjawiskiem niż dominacja polityczna”3. Dlatego, też co jakiś czas, podnosił kwestie utworzenia systemu monopartyjnego. Zaczął kreować ideę społeczeństwa wielorasowego – lata wojny partyzanckiej, doprowadziły do znacznego exodusu białej
społeczności, wobec czego nowy rząd musiał zareagować, gdyż tracił bardzo
dobre kadry, których nie mógł zastąpić. Poza tym, sugerował zwiększenie
kontroli państwa w kwestiach gospodarczych, lecz bez jakichkolwiek planów
nacjonalizacyjnych. Ponieważ ZANU-PF, głosiła hasła marksistowsko-leninowskie, podjęła również walkę o polepszenie losów robotników. W kwestii
reformy rolnej, przez pierwsze lata niepodległego bytu, problem ten był poruszany w sposób nieznaczący. Ekipa Mugabe, sugerowała jedynie by utrzymać obecny stan rzeczy, poprzez wspieranie wielkich plantacji białych, produkujących na rynek oraz drobnych gospodarstw i prywatnych własności
Afrykanów4.
Według Mugabe i jego współpracowników, największym problemem nowego państwa był Joshua Nkomo i jego PF-ZAPU. Sam Nkomo był niejednoznaczny w swoich poglądach (raczej konserwatysta, bez elementów radykalnych), lecz miał bardzo silne poparcie wśród plemienia Ndebele. ZANU-PF
podejrzewało go – prawdopodobnie nie bez podstaw – o próbę zamachu stanu. Po odzyskaniu niepodległości, nadal utrzymywał kontakt z ZSRR, a przez
byłego dowódcę rodezyjskich sił zbrojnych (gen. Wallsa), kontaktował się
z Republiką Południowej Afryki, w celu zbadania stanowiska Pretorii, co do
możliwego zamachu. Wiadomym jest również, że miał dobre kontakty z białymi obywatelami w samej Rodezji, co jego oponenci łatwo wykorzystywali
w walce politycznej5. Ostatecznie Nkomo został 17 lutego 1982 roku, usunię2
Zob.: Breaking the Silence. Biulding True Peace. A report into the disturbances in Matabeleland and the Midlands 1980–1988, www.thesolidaritypeacetrust.com.
3
H. Zins, Historia Zimbabwe, Warszawa 2003, s. 252–253.
4
Ibidem, s. 253.
5
Ibidem, s. 254.
86
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
ty z rządu (w związku ze znalezieniem znacznej ilości broni), a krótko później w przebraniu starej kobiety, uciekł z kraju do Botswany, a potem do Londynu. Trzeba jednak podkreślić, że po tych aferach z bronią, społeczeństwo
zaczęło ufać Robertowi Mugabe.
W październiku 1980 roku, premier Robert Mugabe podpisał z przywódcą Korei Północnej, Kim Ir Senem porozumienie, zgodnie z którym Korea miała przeszkolić jedną brygadę dla potrzeb zimbabweńskiej armii.
W sierpniu 1981 roku, 106 Koreańczyków przybyło do Zimbabwe. Zadaniem tej brygady, miało być zwalczanie grup dysydenckich, a sam Mugabe nadał jej nazwę „Gukurahundi”, co znaczy „deszcz, który porywa śmieci przed wiosennymi deszczami”. Szkolenie trwało do września 1982 roku,
i objęło 3 500 osób, byłych członków ZANLA. Dowódcą został pułkownik Perence Shiri, a sam oddział uzyskał numer 5 – 5 Brygada. Na uwagę zasługuje fakt, że cały ten oddział nie podlegał armii, lecz wykonywał bezpośrednie
rozkazy premiera6.
5 Brygada, do walki została rzucona w styczniu 1983 roku, w prowincji Matabeleland North. Według opracowań „Catholic Commission for Justice
and Peace in Zimbabwe”, w ciągu kilku tygodni, miało zginąć ponad 2 tysiące
cywilów i ulec zniszczeniu setki domów. Większość osób zginęło w publicznych egzekucjach. Sytuacja do końca 1983 roku, się uspokoiła. Na początku
1984 roku, 5 Brygadę rozmieszczono w prowincji Matabeleland South. W wyniku działań, ucierpiało w różny sposób blisko 400 tysięcy cywilów. Przemoc
dotknęła również wielu misjonarzy7. Ostatecznie, w 1986 roku, 5 Brygada
została rozwiązana.
W międzyczasie, uruchomiono inne paramilitarne zaplecze ZANU-PF tj.
Młodzieżowe Brygady ZANU-PF (ZANU-PF Youth Brigades), które działały na
przełomie 1984 i 1985 roku. Było to o tyle ważne, gdyż w 1985 roku, miały
miejsce wybory parlamentarne, wygrane przez partię Roberta Mugabe. Poza
tym, w ramach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powstała elitarna dywizja PISI (Police Internal Security Intelligence Unit). Owe jednostki, odnosiły
znaczące sukcesy w dezintegrowaniu działań PF-ZAPU, zwłaszcza w 1985
roku. Jak wyraził się ówczesny minister Enos Nkala: „Chcemy uderzyć w liderów ZAPU… Mordercza organizacja i jej morderczy lider muszą zostać ude-
6
M. Meredith, The State of Africa. A History of Fifty Years of Independence, London
2006, s. 620–621.
7
Zob. S. Zyśk SVD, Aby zakwitła pustynia…, Białystok 2007; T. Russell, Mwerihari
Musings. 1964 Southern Rhodesia to Zimbabwe 1999, London 2007.
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
87
rzeni tak mocno, by odczuli to jak zobowiązanie do nie czynienia tego, co teraz czynią”8.
Powyżej zaprezentowane działania, doprowadziły do tego, że w 1986
roku, PF-ZAPU praktycznie przestała zagrażać rządzącej ZANU-PF. Liderzy,
albo uciekli za granicę, albo zostali aresztowani. Partia była na wymarciu.
W wyborach z 1985 roku, PF-ZAPU uzyskała tylko 15 miejsc w parlamencie.
Mimo wszystko, pod koniec 1985 roku, ZANU-PF zaczęło negocjacje z konkurencyjnym ugrupowaniem, w celu połączenia obu partii. Nieliczni, liderzy,
którzy pozostali w kraju, przystąpili do rozmów. Sam proces jednak się przeciągał. W czerwcu 1986 roku, minister Nkala wydał zarządzenie zakazujące
organizowania jakichkolwiek zebrań PF-ZAPU.
Dnia 22 XII 1987 roku, Premier Robert Mugabe i lider PF-ZAPU Joshua
Nkomo, podpisali układ o zjednoczeniu obu partii, pod nazwą ZANU-PF.
W 1988 roku, Nkomo wszedł do rządu jako minister, a w połowie roku ogłoszono amnestię dla wszystkich dysydentów. 30 grudnia 1987 roku, Mugabe
został ogłoszony prezydentem9.
Sytuacja zaczęła się powoli normować. We wrześniu 1988 roku, z pielgrzymką do Zimbabwe udał się papież Jan Paweł II10. Natomiast w 1991 roku,
w Harare miał miejsce szczyt państw – członków organizacji Commonwealth
(Commonwealth Heads of Government meeting CHOGM), na którym przyjęto „Deklarację z Harare dot. zasad „dobrych rządów”11. Za pozytyw, możemy
uznać zrezygnowanie z lansowania idei marksistowskich w lipcu 1991 roku,
które były głoszone od sierpnia 1984 roku, przez ekipę prezydencką.
Wydarzenia pierwszych lat niepodległości, doprowadziły do stworzenia niemalże monopartyjnego modelu państwa. Oczywiście istniała mniejsza opozycja, lecz nie miała ona większego wpływu na bieg wydarzeń,
o czym świadczy słabnący poziom poparcia dla niej. W 1980 roku, PF-ZAPU
zdobyło 24% głosów, a w 1985 roku, 19%. W wyborach 1990 roku, opozycję
tworzył Zimbabweński Ruch Jedności (Zimbabwe Unity Movement – ZUM)
i zdobył 18% głosów. W wyborach 1995 roku, na główną partię opozycyjną
Za: Zimbawe’s Gukurahundi: Lessons from the 1980–1988. Disturbances in Matabeleland and The Midlands, raport po konferencji w Chatham House z 4 września 2007
roku (wydanie internetowe).
9
M. Meredith, op. cit., s. 627.
10
W. Roszkowski, Półwiecze, Warszawa 2001, s. 453.
11
T. M. Mashingaidze, The Zimbabwean Entrapment: An Analysis of the Nexus between Domestic and Foreign Policies in a „Collapsing” Militant State, 1990s – 2006, Alternatives. Turkish Journal Of International Relations, Vol. 5, Nr 4, wiosna 2006, s. 58 (wydanie
internetowe).
8
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
88
wyrosła ZANU-Ndonga (Zimbabwe African National Union – Ndonga), która zdobyła zaledwie 7% głosów12. Dopiero utworzony w 1999 roku, Ruch na
Rzecz Demokratycznej Zmiany (Movement for Democratic Change – MDC),
okazał się być partią, która w 2008 roku, przejęła większość miejsc w parlamencie.
Studium postępującej paranoi politycznej –
utrwalenie władzy przez Roberta Mugabe
W latach 90-tych sytuacja w byłej kolonii brytyjskie zaczęła się pogarszać.
Przyczyn było wiele. Z jednej strony, wciąż nie spełnione obietnice dotyczące zrealizowania reformy rolnej. Z innej strony, standard życia wciąż spadał. Wartość rzeczywista pieniądza narodowego tj.: dolara zimbabweńskiego była coraz niższa. Z tego też względu powstała realna groźba braku
wypłat dla pracowników. Na dodatek, Mugabe zapowiadał zwiększenie podatków. To właśnie spowodowało, wybuch strajku generalnego w grudniu
1997 roku, kierowanego przez Kongres Związków Zawodowych Zimbabwe
(Zimbabwe Congress of Trade Unions – ZCTU), pod przewodnictwem Morgana Tsvangirai13.
W następnym roku, Mugabe podjął zaskakującą decyzję. W sierpniu wybuchła wojna w Demokratycznej Republice Konga – następny etap. Harare zadecydowało o wysłaniu wojsk. Chodziło o około 11 tysięcy żołnierzy. Według
nieoficjalnych informacji, koszt operacji mógł wynieść nawet 20 milionów
funtów miesięcznie. To spowodowało dalszy wzrost społecznego niezadowolenia14 z jednej strony, a zarazem większe zjednoczenie obozu proprezydenckiego i weteranów wojennych.
Rok 1998 upłynął pod znakiem kolejnych strajków generalnych organizowanych przez ZCTU Tsvangiraia oraz pogarszającej się sytuacji gospodarczo-ekonomicznej. Trzeba jednak podkreślić, że to decyzja o udziale w „kongijskiej eskapadzie” doprowadziła do tego, że na terenie Zimbabwe mogła
12
M. W. Solarz, Walka o władzę w Zimbabwe w latach 2000–2002, Warszawa 2006,
s. 18.
13
D. Blair, Degrees in Violence. Robert Mugabe and the struggle for power in Zimbabwe,
London–New York 2002, s. 40.
14
Zob. The Parliamentary Elections in Zimbabwe 24–25 June 2000. The Report of the
Commonwealth Observer Group, www.thecommonwealth.org.
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
89
powstać pierwsza demokratyczna opozycja, która była w stanie realnie zagrozić pozycji Mugabe i jego ZANU-PF15.
11 września 1999 roku, została założona organizacja pod nazwą Ruchu
na Rzecz Demokratycznej Zmiany. Bazą nowej partii, był wspomniany ZCTU,
natomiast wsparcia udzieliły również inne niepaństwowe organizacje obywateli. Uogólniając, MDC zwykło nazywać się aliansem związków zawodowych, prawników, oraz organizacji niezależnych16. Przewodniczącym został
Morgan Tsvangirai, a sekretarzem Tendekai Biti.
Ze względu na fakt, iż w owym czasie miały miejsce przygotowania do
referendum konstytucyjnego, za główny cel MDC postawiła sobie doprowadzenie do odrzucenia nowej ustawy zasadniczej. Sugerowano, że powinna
zostać napisana nowa konstytucja, która doprowadziłaby do powstania odpowiedzialnego rządu. Obiecywała bezpłatną naukę, oraz dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej. Poza tym, w kwestii dotyczącej reformy rolnej,
była zapowiedź parcelacji farm powyżej 3 tysięcy hektarów. W kwestii gospodarki, obiecywali przejrzysty system podatkowy oraz działania, które doprowadziłyby do powstania nowych miejsc pracy17.
Dla Mugabe i jego towarzyszy, MDC i jego lider nigdy nie było poważnym zagrożeniem. Dość szybko stał się, wrogiem i zdrajcą interesu narodowego. Nowe ugrupowanie miało być kolejnym spiskiem „Białych imperialistów i ich Czarnych kukiełek”. Zbliżające się referendum konstytucyjne, było
pierwszym sprawdzianem nowego ugrupowania zimbabweńskiej sceny politycznej. Owe referendum, po którym Mugabe miałby pełnię władzy zostało
przez niego przegrane.
Po przegranym referendum, Robert Mugabe zdał sobie sprawę, że opozycja była silna. Dla niego, o wiele groźniejsze okazało się postawa jego macierzystej partii ZANU PF, gdzie jak się wydawało, tracił poparcie. Jednakże
na reakcję początkowo było mało czasu, więc 23 marca 2000 roku, podjęto
decyzję o przełożeniu wyborów parlamentarnych z kwietnia na maj tego samego roku, a po pewnych perturbacjach, odbyły się one 24 i 25 czerwca 2000
roku.
Chenjerai „Hitler” Hunzwi był jednym z najzagorzalszych zwolenników Roberta Mugabe. Był przywódcą wojennych weteranów, którzy walczyli o niepodległość kraju w latach 1965–1980. Słabnącą pozycję, Mugabe pra15
M. Meredith, The State of Africa. A History of Fifty Years of Independence, London
2006, s. 635.
16
Ibidem, s. 638.
17
M. W. Solarz, op. cit., s. 11–12.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
90
gnął odzyskać poprzez aktywizację najwierniejszych członków partii oraz
w wyniku zniszczenia opozycji, a także zastraszeniu grup społecznych, które
mogłyby ją wesprzeć.
W pierwszej kolejności, wykorzystano reformę rolną i siłą odbierano
białym farmerom ich ziemię. W tym przypadku wykorzystano weteranów.
Wiadomym było, że biali aktywnie wspierali MDC. Oprócz nich, ataki objęły czarnych robotników, którzy byli zatrudnieni na tych farmach, jak również
nauczycieli pracujących na wsi. Zwykle cieszyli się dużym autorytetem, a jednocześnie popierali opozycję. Miano ich, przy uczniach rozbierać do naga
i bić. W krótkim czasie, większość wiejskich szkół została zamknięta18. Na celowniku bojówek ZANU-PF, znaleźli się również robotnicy przemysłowi, ze
względu na obecność białych we władzach kierowniczych.
Jednocześnie, rozpoczęto akcje mające na celu, fizyczną eliminację przeciwników. Według nieoficjalnych informacji, zamordowano 37 osób, a pobito
lub w inny sposób naruszono cielesność 2 466 osobom. Zgwałcono 27 kobiet
i porwano 617 osób. Wielu z nich zostało porzuconych, na terenie rezerwatów lwów. Ponadto wysiedlono około 10 tysięcy obywateli19.
27 kwietnia 2000 roku, władze zastosowały ustawę jeszcze z czasów rebelii Smitha, w wyniku której zakazano zebrań i wieców oraz ograniczono
możliwość poruszania się działaczy partyjnych.
Do wyborów z 2000 roku stanęło 15 partii politycznych, z czego za najważniejsze możemy uznać: ZANU PF Roberta Mugabe (Zimbabwe African
National Union – Patriotic Front), MDC Morgana Tsvangirai (Movement for
Democratic Change), UP Biskupa Abela Muzorewy (United Parties), Partię
Wolności Canaana Moyo (Liberty Party), ZUD Margaret Ndongo (Zimbabwe
Union of Democrats) oraz ZANU-Ndonga Ndanbaningiego Sithole (Zimbabwe African National Union – Ndonga). Cztery partie: ZUD, UP, Partia Wolności oraz ZANU-Ndonga, stworzyły koalicję na czas wyborów o nazwie Voting Pact20.
Wyniki wyborów okazały się zaskakujące. Frekwencja wyniosła 55%, co
dowodzi że do urn poszło blisko 2,8 miliona obywateli. Rządząca ZANU-PF
uzyskała 48,6%, a opozycyjna MDC 47%. W ten sposób, partia proprezydencka otrzymała 62 mandaty, a MDC 57. Do parlamentu, ponadto dostał się je-
M. W. Solarz, op. cit., s. 14–15.
D. Blair, op. cit., s. 158.
20
The Parliamentary Elections in Zimbabwe 24–25 June 2000. The Report of the Commonwealth Observer Group, www.thecommonwealth.org, s. 11.
18
19
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
91
den przedstawiciel ZANU-Ndonga. W owym czasie parlament był jednoizbowy, gdyż Senat utworzono dopiero w 2005 roku.
Był to przełom. Po raz pierwszy powstała realnie działająca opozycja,
lecz sukces który ogłoszono był przedwczesny. MDC złożyło liczne skargi do
sądu o naruszenie zasad wyborczych. Ostatecznie, wygrał cztery sprawy, tyle
samo przegrał, a trzy zostały wycofane. Poza tym, Tsvangirai ogłosił chęć wystartowania w wyborach prezydenckich. Ponadto, wszelkie sugestie o porozumienie się z ZANU-PF były odrzucane.
W tym też czasie, dość jednoznacznie podzielił się kraj, jeśli chodzi o poparcie dla dwóch głównych ugrupowań partyjnych. MDC mogło liczyć na głosy
mieszkańców dwóch największych miast (Harare i Bulawayo), oraz zachodnią część kraju zamieszkałą przez Matabele (Ndebele). Natomiast ZANU-PF,
niezmiennie było popierane przez wieś, oraz plemię Szona zamieszkujące,
głównie wschód kraju21. Zrozumienie tego faktu, pozwoli na dokładniejsze
prześledzenie narastającej fali terroru, która miała miejsce przed wyborami
prezydenckimi w 2002 roku.
Wybory prezydenckie odbyły się w dniach od 9 do 11 marca 2002 roku,
mimo że pierwotnie miały być dwudniowe – od 9 do 10 marca. To właśnie
10 marca 2002 roku, sąd zadecydował o przedłużeniu wyborów, ze względu
na słabą wydolność lokali wyborczych. Wszędzie były kolejki i nie wszyscy
mieli możliwość oddania głosu na czas. Chaos, który jednak powstał, spowodował że informacja o przedłużeniu działalności lokali wyborczych nie dotarła do obywateli, i w konsekwencji brakło chętnych do oddania głosu. Poza
tym, nie wszędzie w miastach lokale otworzono, co znacząco wpłynęło na
wynik opozycji, gdyż to właśnie na tych obszarach miała najwięcej zwolenników. Natomiast na wsi, która była bastionem ZANU-PF, utworzono w ostatnim dniu głosowania dodatkowe lokale.
W przeciwieństwie do wyborów parlamentarnych z 2000 roku, te wybory nie przebiegały tak spokojnie. Według różnych informacji, aresztowano
około 58 osób, a szacunkowych danych poświęconym atakom na opozycje,
nikt nie jest w stanie podać22.
W ostateczności do urn poszło blisko 3 miliony obywateli. Same wybory,
które zostały ogłoszone 13 marca 2002 roku, wygrał Robert Mugabe uzyskując 56,2% głosów. Drugi był Morgan Tsvangirai z wynikiem 42%. Pozostałe
miejsca zajęli: Wilson Kumbula z ZANU (Zimbabwe African National Union)
21
22
Zob. Elektoral Geography.com
M. W. Solarz, op. cit., s. 38
92
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
– 1%, Shakespeare Maya z NAGG (National Alliance for Good Governance) –
0,4%, oraz niezależny Paul Siwela – 0,4%23.
Powyższe wybory pokazały, że Tsvangirai ugruntował swoją pozycję
w miastach oraz w zachodniej części kraju. Natomiast Mugabe, niezmiennie
był popierany przez środowiska wiejskie, a także przez Szona zamieszkującą wschód kraju. Poza tym, rok 2002 zamykał pewną cezurę czasową. O ile
wydarzenia z 2000 roku, otwierały w Zimbabwe możliwość pokojowej zmiany ekipy rządzącej, o tyle wybory prezydenckie, ów możliwość przekreślały.
Okres pomiędzy, zaliczyłbym jako przygotowania do decydującego starcia.
Wydarzenia w Zimbabwe w latach 2003–2007 można zaliczyć do jednych z najtragiczniejszych, w ostatniej dekadzie tego kraju.
Czas ten, charakteryzuje się tym, że z jednej strony, nastąpiła polityczna
izolacja Zimbabwe na arenie międzynarodowej, co ściśle wiązało się z wystąpieniem tego kraju z Commonwealthu, w roku 2003. Z innej strony, mamy do
czynienia z nadzwyczajnym narastaniem terroru. Trzeba jednak podkreślić
– fakt ten, ściśle związany jest z wyborami parlamentarnymi w 2005 i 2008
roku, oraz prezydenckimi w 2002 i 2008 roku.
Od 2001 roku, obowiązywały ograniczone sankcje USA i UE, lecz nie
przeszkadzało to Robertowi Mugabe, w umacnianiu władzy, zwłaszcza że
uzyskał poparcie blisko 79 państw tzw.: „biednego południa”. Jak sam powiedział: „Nie pozwoli, by imperialiści osądzali nasze wybory”24. Z tego też względu, przed wyborami parlamentarnymi w 2005 roku, do kraju nie wpuszczono żadnych obserwatorów. Wszelkie zagraniczne sugestie, były traktowane
jak atak na kraj. Na początku 2005 roku, Condoleezza Rice (amerykańska sekretarz stanu) nazwała Zimbabwe, jednym z sześciu najbardziej styranizowanych państw na świecie. Mugabe określił te słowa, jako „echo poglądów
jej białych panów”25. W tym samym czasie, nastąpiła próba zdyskredytowania
opozycji. W 2004 roku, Morgan Tsvangirai został oskarżony o zdradę, lecz Sąd
Najwyższy oczyścił go z wszelkich zarzutów26. Trzeba jednak zauważyć, że już
w owym czasie, gospodarcza sytuacja kraju była bardzo zła. Nędza dotknę-
23
Zimbabwe Presidential Election 9–11 March 2002. The Report of the Commonwealth
Observer Group, www.thecommonwealth.com, s. 41.
24
Za: www.thezimbabwejournalist.com.
25
M. Konarski, „Condoleezza Rice to niewolnica białych”, www.psz.pl/content/
view/959, z dnia 12.02.2005.
26
M. Konarski, Zimbabwe: Prezydent Mugabe odmawia wpuszczenia zagranicznych obserwatorów oraz Zimbabwe/Terror nie ustaje, www.psz.pl, z dnia 25.06.2004 oraz
18.01.2005.
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
93
ła blisko 80% społeczeństwa, a bezrobocie 70%. Inflacja przekraczała 149%
(początek 2005 roku), chociaż niektóre źródła wskazują na około 600%27.
31 marca 2005 roku, odbyły się wybory parlamentarne, które oficjalnie
zwyciężyła rządząca ZANU PF. Opozycyjny MDC, a także popularny, katolicki arcybiskup Pius Ncube z Bulawayo, wzywali naród do nieuznawania wyników i pokojowej rewolucji. ZANU PF przejęła 71 miejsc w 150 osobowym
parlamencie, gdzie wcześniej zasiadało już 30 prezydenckich nominatów.
Dla MDC pozostało 39 miejsc. Opozycja od razu ogłosiła, że było to fałszerstwo, podkreślając takie fakty jak, głosowanie przez „martwe dusze”, pozbawienie prawa wyborczego blisko 10% obywateli (przyczyny były różne: brak
stałego zatrudnienia, brak stałego zameldowania, brak dowodu etc.), terror
i dominacja w środkach masowego przekazu rządzącej partii. O ile USA, RFN
i Wielka Brytania wyraziły krytykę, jeśli chodzi o sposób przeprowadzenia
wyborów, to z kolei RPA sugerowała uszanowanie woli narodu28.
Wybory w 2005 roku, pokazały Robertowi Mugabe, że mógł liczyć na poparcie głównie na wsi, natomiast w miastach, na pierwszym miejscu znalazło
się MDC. W połowie maja 2005 roku, rząd na mocy specjalnej ustawy, przystąpił do realizacji operacji „Przywrócić Porządek” (Restore Order albo Murambatsvina). W oficjalnej retoryce, sugerowano iż w ten sposób planuje się
oczyścić miasta ze slumsów i dzielnic nędzy29. Nieoficjalnie, chodziło o zwykłą zemstę, za słabe poparcie podczas ostatnich wyborów parlamentarnych,
w tej części społeczeństwa. Z miast, przymusowo wysiedlano tysiące ludzi
i przesiedlano na wieś. Dzielnice nędzy były całkowicie niszczone, a domy
burzone. Deputowani MDC, przez dłuższy czas, w akcie solidarności z przesiedlanymi, bojkotowali obrady parlamentu30.
Według różnych raportów, akcja ta dotknęła około 700 tysięcy osób
i była jednym z najtragiczniejszych wydarzeń w dziejach współczesnego
27
Zob. Zimbabwe’s inflation tops 1000%, www.bbc.co.u, z dnia 12.05.2006 – o ile
w grudniu 2004 roku, cena chleba wynosiła 3,5 tysiąca dolarów zimbabweńskich, to
w maju 2006 roku już 80 tysięcy dolarów zimbabweńskich.
28
M. Konarski, Zimbabwe/Mugabe zwyciężył po raz kolejny, www.psz.pl/content/
view/1136, z dnia 02.04.2005.
29
Tak to określił Rezydent – Minister dla prowincji Bulawayo: „Jesteśmy szczęśliwi
z całego programu. Posprzątaliśmy nasze miasto i zbudowaliśmy domy dla naszych ludzi.
Usunęliśmy nielegalnych dealerów obcej waluty i tsotsis (kryminalistów) z ulic”. Za raportem: „Meltdown” – Murambatsvina one year on, www.solidaritypeacetrurt.org, z dnia
31.08.2006.
30
M. Konarski, Zimbabwe/Policja nadal pacyfikuje dzielnice nędzy, www.psz.pl/content/view/1474, z dnia 09.06.2005.
94
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
Zimbabwe31. Prawdopodobnie zburzono około 58% wszystkich zabudowań
miejskich, czyli 92 460 domostw. Aresztowano blisko 46 tysięcy obywateli i jest pewne że w jednym ze zniszczonych domów przez buldożer zginęła trójka dzieci32. Wysiedlani, najczęściej byli umieszczani w farmach, które leżały odłogiem od czasu wypędzenia białych farmerów. Budowano też
domy zastępcze, lecz było ich zaledwie 3325, w fatalnym stanie. Poza tym /
z nich, była przeznaczona dla partyjnych działaczy ZANU PF. Dochodziło do
sytuacji absurdalnych, gdzie umieszczano kilkuosobową rodzinę w wydzielonej części publicznej toalety.
Mimo interwencji zachodnich mocarstw, Unia Afrykańska pozostała
bierna. Rzecznik UA, Desmond Orjiako, stwierdził że są ważniejsze problemy,
a to jest wewnętrzna kwestia rządu w Harare33.
W tym samym czasie, nastąpił rozłam w głównym ugrupowaniu opozycyjnym – Ruchu na Rzecz Demokratycznej Zmiany (MDC). Pod koniec listopada 2005 roku, lider Morgan Tsvangirai został zawieszony ze względu
na naruszenie zasad partyjnych, a dokładniej złe kierownictwo, negatywny
wpływ oraz stawianie bezpodstawnych zarzutów34. Lider nie pogodził się z tą
decyzją. Trzeba jednak zauważyć, że w krajach z ugruntowaną demokracją,
zjawisko takie jest typowe dla partii politycznych, które nie potrafią działać
skutecznie. Nieoficjalnie wiadomym było, że od dłuższego czasu brakowało zgody na czele partii, co najbardziej uwidoczniło się podczas wyborów do
Senatu – izby wyższej zimbabweńskiego parlamentu. Tsvangirai domagał się
ich bojkotu, natomiast partia zadecydowała się na udział, lecz wynik był daleki od sukcesu. Poza tym, od pewnego czasu sam ruch nie cieszył się popularnością, co wzmogło niezadowolenie.
Pod koniec lutego 2006 roku, rozłam stał się faktem. Trzy tysiące członków MDC w Bulawayo, jednogłośnie wybrało na przewodniczącego ruchu,
Arthura Mutambarę – profesora robotyki i mechaniki oraz wieloletniego pra31
O tragicznej sytuacji w Zimbabwe, patrz artykuł: F. Bagenal, Desperate mothers
throw away 20 babies a week as Zimbabwe starves, The Sunday Times (wydanie internetowe), z dnia 02.04.2006.
32
Patrz: Murambatsvina/Restore Order in Zimbabwe. „Primum non Nocere”: The
traumatic consequences of „Operation Murambatsvina”. An in-depth study on the impact of
Operation Murambatsvina/Restore Order in Zimbabwe, November 2005, www.thezimbabwesituation.com.
33
M. Konarski, Unia Afrykańska odmawia interwencji, www.psz.pl/content/
view/1518, z dnia 14.06.2005.
34
M. Piasecka, Zimbabwe/Zawieszenie lidera opozycji, www.psz.pl/content/
view/1937, z dnia 02.12.2005 oraz The Guardian (wydanie internetowe).
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
95
cownika NASA. Tsvangirai nie uznał tej nominacji35. Od tego momentu możemy mówić o dwóch frakcjach partii MDC. Trzeba jednak w tym miejscu podkreślić jedną rzecz. Owo podzielenie opozycji, źle wróżyło państwu zwłaszcza w kontekście wyborów w 2008 roku.
Gospodarka kraju znajdował się w coraz gorszej sytuacji. Brakowało benzyny, prądu i wszelkich towarów importowanych. W związku z tym, kobieta
obecnie średnio żyje 34 lata, a mężczyzna 37 lat. Olbrzymie żniwo zbierała
i zbiera epidemia AIDS. Tsvangirai próbował zorganizować akcję zbiorowego
nieposłuszeństwa, lecz spotkało się to z ostrą reakcją prezydenta Mugabe36.
W związku z tym, rząd podjął decyzję oddania ziemi białym farmerom i zachęcał ich do powrotu. Po ich wypędzeniu, którą określano jako dziejową sprawiedliwość, blisko ¼ obywateli cierpiała głód. Z 4500 farm w 2002 roku, czyli ¾ najlepszych ziem w 2006 roku w rękach białych pozostało zaledwie 300.
Nie obyło się bez pobić i mordów. Po ich wypędzeniu ziemię rozparcelowano,
lecz nowi czarni właściciele nie umieli sobie poradzić – oficjalnie cała ziemia
należała do państwa37. Nie mieli pieniędzy, narzędzi, umiejętności, aktów własności i chęci by uprawiać ziemię. Produkcja mleka spadła o 60%. Na dodatek
kraj dotknęła susza. Biali mieli składać wnioski o zwrot, co miało uczynić około 200 osób. Po pewnym jednak czasie okazało się, że nie chodzi o zwrot na
zawsze, lecz tylko o 99 letnią dzierżawę. Jak określił to Didymus Mutasa (minister bezpieczeństwa): „Ziemia w Afryce należy do Afrykanów”38.
Rząd zainterweniował na kryzys finansowy, w związku z inflacją
(7634%), dopiero na jesieni 2007 roku. Dokonano kolejnej dewaluacji waluty oraz próby zmniejszenia różnicy między kursem oficjalnym a rynkowym.
Poza tym uchylono podatki dla najmniej zarabiających oraz zwiększono podatek akcyzowy, a także wprowadzono banknot o nominale 200 tysięcy dolarów zimbabweńskich39.
Pod koniec 2006 roku, prezydent ogłosił chęć przedłużenia swojej kadencji o dwa lata. Oficjalnie, mówiono o chęci walki z kryzysem wywołanym
przez „zachodni spisek”. Wybory, w takiej sytuacji byłyby zbyt drogie. Nieoficjalnie, analitycy podają że 82 letni Mugabe, nie mógł znaleźć następcy.
W samej partii miały nastąpić tarcia. Mugabe miał preferować wiceprezyZa: BBC.com.
Za: BBC.com.
37
Sporą część otrzymali państwowi dygnitarze, którzy przekształcali je w prywatne
safari bądź odsprzedawali.
38
W. Jagielski, A. Rashirai, Ziemia w Zimbabwe wraca do białych farmerów, www.gazetawyborcza.pl, z dnia 28.04.2006.
39
Za: Bank Światowy (internet).
35
36
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
96
denta Joyce Mujuru, a ZANU PF przewodniczącego parlamentu Johna Nkomo40. Ostatecznie, sam Mugabe wystartował w wyborach.
W następnej kolejności rząd rozpoczął akcje, które miały na celu dezintegrację opozycji. W marcu 2007 roku, Tsvangirai oraz kilku innych członków MDC zostało „brutalnie” aresztowanych, a zaczęło się od zakazu wszelkich zgromadzeń. Akt ten został wydany w związku z urodzinami Roberta
Mugabe. W ten sposób MDC oraz organizacja: Zimbabweńscy Prawnicy na
Rzecz Praw Człowieka, zostali pozbawieni sposobu komunikacji ze społeczeństwem. Próba wymuszenia na SADC zajęcia się problemem, spełzł na niczym. Jedynie dokonano notyfikacji o trudnej sytuacji organizacji pozarządowych w Zimbabwe41. Krótko później działaczy MDC wypuszczono.
W tym samym czasie bardzo znane stały się opinie noblisty, arcybiskupa
Cape Town Desmonda Tutu nt. Roberta Mugabe. Możemy mówić, że to właśnie wtedy Pretoria zaczęła być bardziej stanowcza względem swego północnego sąsiada. Tutu porównał wydarzenia w Zimbabwe z rodezyjskim rasizmem, apartheidem oraz polityką Amina w Ugandzie. Sugerował, by przestać
patrzyć na Mugabe przez pryzmat jego dokonań w latach 80. Uważał, że tylko bojkot międzynarodowy może coś dokonać42.
Najbardziej aktywna była Unia Europejska, która przedłużała i rozszerzała sankcje względem Zimbabwe. Pod koniec 2007 roku, problemem stał
się szczyt UE – Afryka, na którym miał być obecny Mugabe. Niektóre państwa
zgłaszały sprzeciw, a najgłośniej Gordon Brown, premier Wielkiej Brytanii.
Jednak państwa afrykańskie były, za tym aby go zaprosić.
W takiej oto sytuacji – rozbitej opozycji i niejednolitej postawy międzynarodowej społeczności – Zimbabwe wkraczało w przedwyborczy okres
roku 2008. Mimo niekorzystnych wiatrów, rok ten okazał się w pewnym sensie przełomowy.
29 marca 2008 – I tura wyborów. 27 czerwca 2008 – II tura wyborów.
15 września 2008 – historyczne porozumienie Mugabe–Tsvangirai. 18 października 2008 – załamanie rozmów. Przez prawie rok, trwał nieprzerwany
kryzys rządowy w Zimbabwe. Do tego doszła kulminacja kryzysu gospodarczego, który trwajał już osiem lat.
Rok 2007, poprzedzający rok wyborczy, był pełen wydarzeń o politycznym znaczeniu. 14 marca, miał miejsce zamach bombowy w Harare – zniszZa: www.thezimbabwejournalist.com.
B. Popławski, Zimbabwe/Mugabe likwiduje NGO-sy, www.psz.pl/content/view/
4226, z dnia 29.03.2007 oraz www.bbc.co.uk.
42
Za: www.bbc.co.uk oraz www.allafrica.com.
40
41
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
97
czono posterunek policji. Rząd oskarżył opozycyjny MDC o jego zorganizowanie. Krótko później, bo już 17 marca, na lotnisku w stolicy kraju, został
pobity przedstawiciel opozycji Nelson Chamisa, a 29 marca 2007 roku, po
raz kolejny zatrzymano Morgana Tsvangiraia. 22 marca natomiast, arcybiskup Kościoła Katolickiego w Bulawayo, Pius Ncube zaapelował do obywateli o urządzanie protestów, by w ten sposób wymusić ustąpienie prezydenta
Roberta Mugabe. Z tego też powodu, w następnych miesiącach to Pius Ncube,
stał się głównym wrogiem ekipy rządzącej43.
W lipcu 2007 roku, najpierw w prasie a potem w mediach, ukazały się
zdjęcia oraz film przedstawiające arcybiskupa, rzekomo uprawiającego seks
z kobietą. Oficjalnie film został nagrany przez detektywa, wynajętego przez
zazdrosnego męża. W tej oto sytuacji, Ncube we wrześniu 2007 roku, ustąpił
ze stanowiska, gdyż – jak podawał – nie chciał narażać reputacji Kościoła. Papież przyjął jego dymisję. W oficjalnym oświadczeniu, Mugabe stwierdził że
będzie modlić się za Ncube, lecz potępił jednocześnie „kradzież” cudzej żony44. Pod koniec 2007 roku, w Berlinie miał miejsce szczyt Unia Europejska–
Afryka, który zamiast ugruntować sojusz międzykontynentalny, zamienił się
w krytykę Mugabe i Omara al Baszira, przez Angelę Merkel. Gordon Brown, ze
względu na obecność prezydenta Zimbabwe, w ogóle nie przybył na szczyt45.
29 marca 2008 roku, w Zimbabwe miały miejsce wybory prezydenckie,
parlamentarne i municypalne. Większość analityków mówiło wprost, że nigdy sytuacja nie była tak niepewna, jeśli chodzi o wyniki, co mogło sugerować, że po 21 latach urząd prezydenta straci Robert Mugabe. Jego pozycję
dodatkowo komplikował fakt, że w wyborach startował jego dawny przyjaciel i były minister finansów, Simba Makoni, którego znawcy tematu określają jako lewicowego populistę, lecz od początku nie miał zbyt wielu szans. Sytuacja zaczęła dodatkowo się komplikować. Dość szybko ogłoszono wyniki
wyborów parlamentarnych i municypalnych, które dały nieznaczne zwycięstwo opozycyjnemu Ruchowi na Rzecz Demokratycznej Zmiany (MDC)46 MorZa: www.bbc.co.uk oraz www.thezimbbabwejournalist.com.
Za: W. Jagielski, Dorwać biskupa, www.gazetawyborcza.pl, z dnia 22.09.2007,
M. Konarski, Zimbabwe/Biskup-opozycjonista ustępuje w atmosferze skandalu, www.psz.
pl/content/view/5892, z dnia 11.09.2007 oraz www.bbc.co.uk.
45
Szczyt UE–Afryka. Awantura o Mugabego, www.gazetawyborcza.pl, z dnia
10.12.2007.
46
C. McGreal, Mugabe’s party loses control of parliament, Guardian; www.guardian.
co.uk/world/2008/apr/03/zimbabwe/print, z dnia 03.04.2008; B. Latham, A, Squazzin, Mugabe Loses Majority, May Seek Presidential Runoff, www.bloomberg.com, z dnia
03.04.2008.
43
44
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
98
gana Tsvangirai47. Jednakże wyniki wyborów prezydenckich nie ogłoszono
od razu. Proprezydencki Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe – Front
Patriotyczny (ZANU-PF), zgłosił blisko 22 skargi, co wymagały ciągłego i ponownego przeliczania głosów.
Sprawę dodatkowo pogarszały kwestie niedokończonej reformy rolnej
i niepotwierdzone ataki prorządowych bojówek na domy białych farmerów
(opozycja podaje około 60 takich przypadków)48. Innym problemem stał się
chiński statek „An Yue Jiang” z 77 tonami broni i amunicji, które osobiście zamówił Robert Mugabe (kwiecień 2008)49. Od razu zaczęto łączyć to z wzrastającymi represjami w samym Zimbabwe, gdzie według opozycji miało do
21 kwietnia zginąć około 10 zwolenników MDC, pół tysiąca zostało pobitych,
a drugie tyle trafiło do więzień. Według nieoficjalnych informacji, w mieście
Murewa, zimbabweński minister zdrowia miał wyjść na ulice, gdzie właśnie
odbywał się meeting zwolenników opozycji i kałasznikowem zagroził, że zabije wszystkich, jeśli nie poprą prezydenta Mugabe50.
Ostatecznie 2 maja 2008 roku Komisja Wyborcza podała wyniki wyborów prezydenckich, według których lider opozycji Morgan Tsvangirai uzyskał
niespełna 47,9%, a Robert Mugabe tylko 43,2%51. Dla opozycji tak długie oczekiwanie na wyniki jest oczywistym dowodem na fałszerstwo, a Tsvangirai winien wygrać w pierwszej turze z wynikiem 50,3%. W takiej sytuacji, opozycja bardzo długo zastanawiała się, czy wziąć udział w drugiej turze wyborów
prezydenckich. Decyzja miała zapaść po ogłoszeniu terminu drugiej tury, lecz
i z tym były problemy. Fala przemocy rosła w zastraszającym tempie i 8 maja
2008 roku przewodniczący zimbabweńskiej Komisji Wyborczej, ogłosił że ze
względu na zaistniałe wydarzenia, druga tura może zostać odłożona nawet na
rok52. W tej sytuacji rzesze Zimbabweńczyków uciekło do RPA. To pogorszyła
sytuację w Republice Południowej Afryki i doprowadziło do majowych wystąpień antyimigranckich i masakry w Alexandra – sytuacja wymykała się spod
kontroli – wtedy prezydent RPA Thabo Mbeki zaproponował mediacje53.
Zimbabweńska Komisja Wyborcza 16 maja 2008 roku ogłosiła termin drugiej tury wyborów prezydenckich na 27 czerwca 2008 roku. ZgodPełne wyniki zob. www.sokwanele.com/election2008.
C. A. Kozera, Zimbabwe/Zwalczanie białych farmerów ponownie bronią w kampanii wyborczej, www.psz.pl/content/view/101900, z dnia 08.04.2008.
49
Za: www.thetimes.com.
50
Są to głównie informacje prasowe – bbc.com, psz.pl, The Times, Guardian etc.
51
Zimbabwe announces poll results, www.bbc.co.uk, z dnia 02.05.2008.
52
Za: www.thezimbabwejournalist.com.
53
Zimbabwe „too violent for poll”, www.bbc.co.uk, z dnia 08.05.2008.
47
48
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
99
nie z prawem, druga tura powinna się odbyć 21 dni po ogłoszeniu wyników
pierwszej tury, lecz rząd w trybie pilnym przyjął akt prawny pozwalający na
zorganizowanie drugiej tury nawet 90 dni po ogłoszeniu wyników z pierwszej tury. W takiej sytuacji, opozycja podjęła decyzje o zbojkotowaniu tych
wyborów, lecz według Komisji Wyborczej Tsvangirai i tak musiał wziąć w niej
udział (nie ma możliwości wycofania się po pierwszej turze).
Druga tura odbyła się 27 czerwca 2008 roku. Wyniki ogłoszono niemalże natychmiast po zamknięciu komisji wyborczych, które zwycięstwo oddawało urzędującemu prezydentowi Robertowi Mugabe z wynikiem 85%54.
W cieniu kryzysu w Zimbabwe, 1 lipca 2008 roku miał miejsc szczyt Unii
Afrykańskiej w Egipcie, w którym brał udział również Mugabe. Szczyt ten pokazał, że mimo fali krytyki ze strony zachodnich mocarstw jak również obrońców demokracji, w Afryce zdania są podzielone. O ile państwa Wschodniej
i Zachodniej Afryki (np.: Kenia, Botswana, Senegal, Sierra Leone, Zambia) sugerują zaostrzyć kurs wobec Harare, o tyle najbliżsi sąsiedzi Zimbabwe są
mniej zdecydowani. Unia Afrykańska nie podjęła decyzji o nałożeniu sankcji,
a prezydent RPA sugerował aby został utworzony rząd jedności narodowej55.
Nie trzeba chyba wspominać o katastrofalnej sytuacji ekonomicznej kraju: PKB spadło od 2002 roku o 40%, bezrobocie sięga 80%, brakuje paliwa i artykułów żywnościowych, coraz częstsze są przerwy w dostawach wody i elektryczności, trwa epidemia AIDS, ucieczka obywateli Zimbabwe do samego RPA
sięga blisko 3 miliony osób, w wyniku represji zginęło 122 osoby (do sierpnia),
5 tysięcy zaginęło, a 200 tysięcy zostało wypędzonych ze swych domów „za
karę, że Towarzysz Bob przegrał pierwszą turę” etc. Doprowadziło to do sytuacji, gdy 4 lipca 2008 roku 200 Zimbabweńczyków wtargnęło do ambasady USA
w Harare, błagając o schronienie i pożywienie56. W takiej sytuacji Mugabe musiał choć trochę ustąpić. 9 lipca prezydent Zimbabwe sam zaproponował utworzenie rządu jedności narodowej. Negocjacje w tej kwestii prowadzono w RPA.
Trwały ponad dwa miesiące i zakończyły się 15 września 2008 roku. W międzyczasie, 25 sierpnia 2008 roku przedstawiciel MDC Lovemore Moyo został wybrany na przewodniczącego izby niższej zimbabweńskiego parlamentu57.
Za: www.bbc.co.uk.
M. Konarski, Unia Afrykańska kapituluje przed Mugabe, www.psz.pl/content/
view/11776, z dnia 02.07.2008.
56
M. Konarski, Setki Zimbabweńczyków schroniły się w ambasadzie USA, www.psz.pl/
content/view/11806, z dnia 04.07.2008.
57
Zimbabwe: opozycyjny przewodniczący parlamentu, www.wprost.pl, z dnia
25.08.2008.
54
55
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
100
15 września 2008 roku podpisano historyczne porozumienie58, na
mocy którego urzędujący prezydent Robert Mugabe zgodził się by premierem został lider opozycji Morgan Tsvangirai i powstał rząd jedności narodowej z proprezydenckim ZANU-PF i opozycyjnym MDC (na uwagę zasługuje fakt, że tego samego dnia padł kolejny rekord inflacji w Zimbabwe tj.:
11 milionów procent w skali roku). Ponadto na 31 ministrów, 15 powoła
ZANU-PF, 13 MDC, a pozostałe przez mniejsze frakcje. Lecz podział ministerstw na poszczególne partie doprowadziły do impasu w negocjacjach. Dodatkowym problemem stał się kryzys gabinetowy w RPA i ustąpienie z funkcji
prezydenta tego kraju głównego negocjatora Thabo Mbekiego59. Ostatecznie
18 października negocjacje zostały zerwane, a poziom inflacji przekroczył
rekordowy próg 231 milionów procent.
Początek 2009 roku, nie nastrajał optymistycznie. W styczniu, prezydent
Mugabe wyjechał na coroczny, miesięczny urlop, przez co rozmowy zostały przesunięte. Jednakże już w połowie stycznia, zostały wznowione60. Poza
tym, zanotowano pierwsze przypadki śmiertelne na cholerę. W takiej oto sytuacji, pod koniec stycznia oficjalnie ogłoszono koniec kryzysu politycznego. 5 lutego 2009 roku, zimbabweński parlament większością 184 głosów
przyjął 19 poprawkę do ustawy zasadniczej. Na jej mocy zostanie ustanowiony premier rządu i będzie możliwość utworzenia rządu jedności narodowej.
Mugabe zachowa stanowisko prezydenta61. 11 lutego 2009 roku, w ogrodach
pałacu prezydenckiego, oficjalnie zaprzysiężono Morgana Tsvangirai na premiera kraju, a Thokozaniego Khupe’go (z MDC-T) i Artura Mutambarę na wicepremierów. 13 lutego miało miejsce zaprzysiężenie członków rządu, lecz
uroczystość została przyćmiona przez aresztowanie Roya Benneta, byłego
białego farmera, a w nowym rządzie desygnowanego na stanowisko wiceministra rolnictwa62. W zaprzysiężonym gabinecie, znalazło się 15 przedstawicieli proprezydenckiego ZANU-PF.
Jak możemy zauważyć, po raz kolejny Zimbabwe stoi przed szansą zmiany swojej sytuacji, i po raz kolejny nic się nie zmienia. Nic więc dziwnego, że
wszelkie prognozy dotyczące przyszłości tego kraju, zaczynają się od słów:
Za: www.guardian.co.uk.
Za: www.thezimtimes.co.zw.
60
M. Konarski, W Zimbabwe wystartowały „rozmowy ostatniej szansy”, www.psz.pl/
index2.php, z dnia 19.01.2009.
61
P. Szczepaniak, Parlament Zimbabwe uchwalił poprawki do konstytucji, www.psz.
pl/index2.php, z dnia 05.02.2009.
62
Za: www.bbc.co.uk.
58
59
Krystian Chołaszczyński
Afrykański model autorytaryzmu – Zimbabwe czasów Roberta Mugabe
101
co będzie po śmierci Robert Mugabe… (obecnie ma 85 lat)63. Sprawę komplikuje fakt, iż 6 marca 2009 roku, na samochód premiera Tsvangiraia najechała
ciężarówka. Zginęła jego żona Susan – matka sześciorga dzieci. Nie wiadomo,
czy to był tylko wypadek. Premier został odwieziony do szpitala64.
Zakończenie
Systemy autorytarne, w doktrynie możemy różnie podzielić, lecz posiadają one kilka cech ogólnych. Jedną z nich jest ograniczony pluralizm polityczny i forsowanie tylko „wygodnych” sił politycznych. W Zimbabwe zawsze istniała opozycja, chociaż była bardzo słaba. W konsekwencji, w 2008 roku,
MDC wygrało wybory. Kolejną cechą autorytaryzmu, jest zawężony zakres
uczestnictwa społeczeństwa w organizacji politycznej kraju oraz elitarność
form działalności publicznej. Elity tworzą się przy udziale władzy państwowej, które chcą manipulować innymi grupami. W przypadku Zimbabwe, taką
uprzywilejowana grupą byli Maszona, a zwłaszcza członkowie partii prezydenckiej oraz weterani wojenni. Kolejną cechą systemu autorytarnego, jest
manipulowanie nastrojami społecznymi. Jest to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów rządów Roberta Mugabe. Najpierw jego ugrupowanie, grało kartą brytyjskiego imperializmu i strachu społeczeństwa przed
powrotem w stan kolonialny, a potem wrogiem narodowym stali się biali farmerzy, odkąd wsparli oni opozycyjny MDC. Poza tym, ZANU-PF nie posiada
jednej pełnej ideologii – raczej można nazwać to zlepkiem różnych – co też
cechuje autorytaryzm.
Trzeba jednak z całą stanowczością stwierdzić, że Zimbabwe nie było
nigdy państwem o systemie totalitarnym. Przez cały okres niepodległości,
zawsze istniała jakaś forma opozycji, a poza tym praktycznie do 2001 roku,
istniało niezawisłe sądownictwo. Dopiero, po tym okresie, w związku z przejęciem kontroli nad „judykatywą” i atakami na całe grupy społeczne, możemy
mówić o powolnym przechodzeniu z autorytaryzmu w kierunku totalitaryzmu. Mimo wszystko, wybory parlamentarne z 2005, a zwłaszcza 2008 roku,
były wolne od fałszerstw na masowa skalę, lecz już w przypadku wyborów
prezydenckich z 2002 i 2008 roku, takiej pewności mieć nie można.
63
Np.: T. Moss, S. Patrick, After Mugabe: Applying post-conflict recovery lessons to Zimbabwe, Africa Policy Journal, wiosna 2006, Vol. 1, s. 21–36.
64
W. Jagielski, Zimbabwe. Dziwny wypadek premiera, Gazeta Wyborcza, 7–8.03.2009,
s. 9.
102
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Autorytaryzm
W związku z przejęciem, steru władzy przez Morgana Tsvangirai i jego
MDC (2009), możemy mówić o procesie demokratyzacji zimbabweńskiego systemu politycznego, lecz minęło zbyt mało czasu by móc dokładnie to
ocenić.
African model of authoritarianism – Zimbabwe under Robert Mugabe
This article is consecrated the events which they had place in Republic of Zimbabwe, after obtainment of independence by this country. After many years of racial segregation and the ignoring of world public opinion, the new political creature which
was named Zimbabwe was appointed in three months to life in place of Southern
Rhodesia. The unformed democratic tradition, lack of intertribal unity, unclear perspectives on future and fear before the White settlers’ return, brought to total taking
over the power by Robert Mugabe and the ZANU PF. By many years liberator’s legend,
permitted Mugabe on country control. However, his desire of power altered country
with parliamentary democracy in extreme presidential system wipingone’s face, and
in some aspects crossing authoritarian system. Economic catastrophe caused, that
Robert Mugabe had to give back majority of his prerogatives to oppositional in relation to him, Prime Minister Morgan Tsvangirai. In this article, the intention of analyse
cause for which so charismatic person, using tribe’s fear before colonial times, could
bring so great national tragedy. How this happened, that the national icon which had
to emancipate with colonial pressure became the symbol of pressure. He was compared to Mandela, and now he is compares to Malan.
Myśl polityczna
Arkadiusz Meller
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Toruń)
„Sztuka pod dyktaturą”
Jerzego Waldorffa – szkic
o relacjach między faszyzmem
a kulturą na przykładzie
Włoch Benito Mussoliniego
J
erzy Waldorff1 w powszechnej świadomości jest znany jako założyciel w 1974
roku Społecznego Komitetu Opieki na rzecz Ochrony Starych Powązek. Jednak już w okresie międzywojennym dał się poznać jako wybitny recenzent
muzyczny i krytyk teatralny piszący głównie do „Kuriera Porannego”. Wprawdzie bezpośrednio nie angażował się w działalność polityczną, ale swoje teksty
zamieszczał od 1936 roku w poczytnym i opiniotwórczym tygodniku literacko-artystycznym „Prosto z Mostu”2 ukazującym się w latach 1935–1939, redagowanym przez Stanisława Piaseckiego3, któremu przypisuje się bliskie
afiliacje z ruchem narodowym4. Współpraca z rzeczonym czasopismem trwała do jesieni 1938 roku, kiedy to m.in. wspólnie z Jerzym Andrzejewskim5,
1
Więcej na temat Jerzego Waldorffa zob. M. Urbanek, Waldorff. Ostatni baron Peerelu, Warszawa 2008.
2
J. Walldorf, Szukalski – ale Nieznaleziewicz, Prosto z Mostu 1936, nr 28, s. 5; idem,
Dwie „Szkoły żon”, ibidem, 1936, nr 53, s. 5; idem, Wychowawca pokoleń, ibidem, 1937,
nr 17, s. 6; idem, Problemy współczesnej twórczości muzycznej (na marginesie „Koncertu”
Maciejewskiego), ibidem, 1937, nr 20, s. 5; idem, Listy Chopina, ibidem, 1937, nr 24, s. 3;
idem, O dobre rzemiosło, ibidem, 1937, nr 33, s. 5.
3
Więcej na temat tygodnika zob. Entuzjazm – antologia publicystyki tygodnika Prosto z Mostu 1935–1939, red. A. Lubicz, Warszawa 2000.
4
Zob. poglądy Stanisława Piaseckiego na temat związku literatury z narodem
M. Urbanowski, Nacjonalistyczna krytyka literacka. Próba rekonstrukcji i opisu nurtu
w II Rzeczpospolitej, Kraków 1997, s. 42–48.
5
Więcej na temat Jerzego Andrzejewskiego zob. A. Szynoradzka, Andrzejewski, Kraków
1997; I. Szymańska, Mój przyjaciel Jerzy, Kwartalnik Artystyczny 1997, nr 4, s. 82–101.
106
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
Bolesławem Micińskim6, Karolem Irzykowskim7 zdecydował się na zerwanie
współpracy z powodu zbytniego dryfowania redakcji w kierunku antysemityzmu8.
W „Prosto z Mostu” ukazał się, cenny dla redakcji, jego wywiad9 z przywódcą organizacji Christus Rex10 – skupiającej walońskich integralnych nacjonalistów – Leonem Degrellem, będący owocem jego podróży odbytej jesienią 1936 roku do Francji, Belgii i Holandii. W inkryminowanym wywiadzie
przejawiła się fascynacja bohatera naszego tekstu wspomnianym politykiem
o wyraźnym podtekście homoseksualnym11.
Współpracował także z redakcją założonego pod koniec 1936 roku i istniejącego do 1937 roku tygodnika „Jutro”12 redagowanego przez jednego
z czołowych działaczy Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”13 – Wojcie6
Więcej na temat Bolesława Micińskiego zob. K. Salamon-Krakowska, Malowanie
słowami. Rzecz o filozofii Bolesława Micińskiego, Wrocław 2007; K. Kozłowski, Podróże do
piekieł. O eseistyce Bolesława Micińskiego, Poznań 1996.
7
Zob. B. Winklowa, Karol Irzykowski, życie i twórczość, Kraków 1994.
8
M. Urbanek, op. cit., s. 68.
9
Zob. przedruk: Wódz Młodej Belgii. Rozmowa z Leonem Degrellem, Templum Novum 2007, nr 4, s. 61–65
10
Na temat Christus Rex zob. Program ruchu REX na wybory 1936 roku, ibidem,
2007, nr 4, s. 66–67; A. Wielomski, Leon Degrelle a frankofoński narodowy radykalizm, ibidem, 2007, nr 4, s. 68–84.
11
M. Urbanek, op. cit., s. 58–60.
12
Ibidem, s. 60.
13
Na temat polskiego narodowego-radykalizmu w okresie dwudziestolecia międzywojennego zob. Życie i śmierć dla Narodu! Antologia myśli narodowo-radykalnej z lat trzydziestych
XX wieku, red. A. Meller, P. Tomaszewski, Toruń 2009; W. J. Muszyński, Obóz Narodowo-Radykalny, Encyklopedia „Białych Plam”, 2004, t. XII, s. 183–195; idem, Ruch Narodowo-Radykalny,
ibidem, 2005, t. XVI, s. 38–47; T. Dunin, Nacjonalizm i antysemityzm w programie Obozu Narodowo-Radykalnego, Studia nad faszyzmem i zbrodniami hitlerowskim, 1977, t. 3, s. 337–352;
A. Dudek, G. Pytel, Bolesław Piasecki – próba biografii politycznej, Londyn 1990, s. 15–103;
T. Brzeziński, Projekcja ,,ustroju totalnego” w myśli politycznej Bolesława Piaseckiego okresu
dwudziestolecia międzywojennego [w:] Między otwartą a domkniętą myślą polityczną. Szkice
o najnowszej refleksji politycznej, red. R. Backer, J. Marszałek-Kawa, Toruń 2006, s. 50–63; idem,
Koncepcja Organizacji Politycznej Narodu w myśli politycznej Bolesława Piaseckiego receptą na
kryzys demokracji parlamentarnej w Polsce w XX-leciu międzywojennym [w:] Kryzysy i sposoby ich przezwyciężania w myśli politycznej XX wieku, red. W. Wojdyło, Toruń 2004, s. 157–165;
B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański. Narodowo-katolicka formacja ideowa w II RP na tle porównawczym, Kraków 1996, s. 99–125; idem, Człowiek, wychowanie i kultura w programie Falangi, Przegląd Humanistyczny 1994, nr 1, s. 31–41; idem, Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo-radykalnych do roku 1939, Kraków 1987; idem, Koncepcje gospodarcze Ruchu
Narodowo-Radykalnego „Falanga” w świetle prasy, Studia Historyczne 1995, z. 2, s. 243–252;
idem, Myśl społeczno-państwowa ugrupowań rozłamowych obozu narodowego (1934–1939),
Przegląd Humanistyczny 1988, nr 6, s. 13–29; M. Kotas, Jan Mosdorf. Filozof, ideolog, polityk,
Krzeszowice 2007; K. Kawęcki, Działalność i myśl społeczno-polityczna ONR ABC, Warszawa
2009; J. J. Lipski., Katolickie Państwo Narodu Polskiego, Londyn 1994; L. Kulińska, Organizacja
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
107
cha Wasiutyńskiego14 nastawionego na pozyskanie szerokiej rzeszy odbiorwewnętrzna w latach 1934–1944 [w:] Z dziejów obozu narodowego w Polsce w latach 1944–
–1947, Warszawa–Kraków 1999, s. 111–115; A. Landau-Czajka, Naród i państwo w publicystyce
polskiej skrajnej prawicy nacjonalistycznej lat 1926–1939, Dzieje Najnowsze 1991, nr 2, s. 59–
–77; R. Łętocha, Koncepcje Jana Mosdorfa jako przykład nacjonalizmu katolickiego [w:] Nacjonalizm czy nacjonalizmy? Funkcja wartości chrześcijańskich i neopogańskich w kształtowaniu
idei nacjonalistycznych, red. B. Grott, Kraków 2006, s. 35–46; idem, ,,Totalizm katolicki” jako
koncepcja ustroju dla Polski [w:] Religia chrześcijańska a idee polityczne, red. B. Grott, Kraków 1998, s. 60–75; idem, Przedmowa [w:] Mosdorf J., Wczoraj i Jutro, Biała Podlaska 2005,
s. 7–37; J. Majchrowski, Obóz Narodowo-Radykalny – okres działalności legalnej, Dzieje Najnowsze 1976, R. VIII, z. 3, s. 53–70; idem, Ruch Narodowo-Radykalny [w:] idem, Geneza polityczna ugrupowań katolickich, Stronnictwo Pracy, grupa Dziś i Jutro, Paryż 1984; idem, Szkice z historii polskiej prawicy politycznej lat Drugiej Rzeczypospolitej, Kraków 1986, s. 29–62;
G. Mazur, A. Tyszkiewicz, Obóz Narodowo-Radykalny we Lwowie, Zeszyty Historyczne 2003,
nr 144, s. 124–144; A. Meller, ,,Nowy ład gospodarczy” jako alternatywa dla liberalizmu i marksizmu. Kwestie gospodarcze i agrarne w myśli politycznej Obozu Narodowo-Radykalnego ,,ABC”,
Glaukopis 2009, nr 15–16, s. 51–82; idem, Koncepcje gospodarczo-agrarne Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, ibidem, 2009, nr 13–14, s. 68–99; idem, Monarchia czy republika? – czyli dylematy ustrojowe polskiego ruchu narodowo-radykalnego na przykładzie koncepcji Juliusza Sas-Wisłockiego i Bolesława Piaseckiego [w:] Narodowa Demokracja XIX–XXI wiek.
Koncepcje – ludzie – działalność, red. T. Sikorski, A. Wator, Szczecin 2008, s. 297–319; D. Pater,
Polityka przełomu. Działalność Obozu Narodowo-Radykalnego w środowisku Poznania w latach 1934–1939 [w:] Narodowa Demokracja XIX–XXI wiek…, s. 694–714; M. Windyga, Obóz
Narodowo-Radykalny w Warszawie międzywojennej [w:] Warszawa II Rzeczypospolitej 1918–
–1939, t. II, Warszawa 1970; T. Wieczorek, D. Zadura, Tadeusz Gluziński – żołnierz idei [w:]
Gluziński T., Odrodzenie idealizmu politycznego, Biała Podlaska 2007, s. 7–17; P. Tomaszewski,
Koncepcje ustroju państwa polskiego w myśli społeczno-politycznej Wojciecha Wasiutyńskiego
w latach trzydziestych XX wieku, Studenckie Zapiski Historyczne 2005, z. 2, s. 91–103; idem,
Oblicze ideowo-polityczne miesięcznika „Wielka Polska” [w:] Historia i Polityka. Wiek XX – Studia z historii myśli politycznej i idei, t. I, red. P. Tomaszewski, Toruń 2004, s. 97–110; idem, Wychowanie w publicystyce działaczy Ruchu Narodowo-Radykalnego, Glaukopis 2009, nr 13–14,
s. 51–97; D. Pater, Rewolucja na prawicy. Działalności Obozu Narodowo-Radykalnego w Wilnie w latach 1934–1938, Historia i Polityka, t. 7, red. H. Stys, P. Tomaszewski, Toruń 2008,
s. 79–103; K. Rogaczewska, Państwo i naród w myśli politycznej Ruchu Narodowo-Radykalnego ,,Falanga” [w:] Studia z teorii polityki, kultury politycznej i myśli politycznej, red. W. Bokajło,
Wrocław 1996, s. 197–206; S. Rudnicki, Obóz Narodowo-Radykalny. Geneza i działalność, Warszawa 1985; idem, ONR – Falanga, czyli antysemityzm totalny, Biuletyn Żydowskiego Instytutu
Historycznego w Polsce 1991, nr 3, s. 29–56; idem, Program społeczny Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). Stosunek do kwestii robotniczej, Z Pola Walki 1965, nr 31, s. 25–46; idem, Rozbicie ruchu młodzieżowego ,,obozu narodowego”, Dzieje Najnowsze 1977, R. IX, Z. 1, s. 23–44;
E. Rudziński, Bojówki ONR na ulicach Warszawy w 1934 roku, Pokolenia 1962, nr 4–5, s. 103–
–109; R. Sierchuła, Obóz narodowo-radykalny w Wielkopolsce 1934–1939 [w:] Narodowa Demokracja XIX–XXI wiek…, s. 679–693; B. Smolik, Struktura społeczeństwa polskiego w myśli
W. Wasiutyńskiego [w:] Narodowa Demokracja XIX–XXI wiek… s. 407–422; M. Sosnowski, Krew
i Honor. Działalności bojowa Obozu Narodowo-Radykalnego w Warszawie w latach 1934–1939,
Warszawa 2000; M. Śliwa, Narodoworadykalny model państwa totalitarnego w Polsce, Dzieje
Najnowsze 1996, nr 1, s. 39–45.
14
Nt. Wojciecha Wasituńskiego zob. B. Smolik, Myśl polityczna Wojciecha Wasiu-
108
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
ców. W wzmiankowanym piśmie objął redakcję działu muzycznego i w rubryce „Z sal koncertowych” publikował artykuły z tego zakresu15.
Książka będąca przedmiotem poniższych rozważań była efektem jego
podróży do Włoch w 1937 roku. Po powrocie do kraju na łamach tygodnika „Prosto z Mostu” od października 1937 roku publikował w odcinkach
swoje wspomnienia z rzeczonego wyjazdu16 podczas, którego miał możność
spotkania się z włoskim ministrem propagandy, a do swojej stałej dyspozycji miał trzech urzędników. W formie książkowej jego refleksje ukazały się
w 1939 roku nakładem Instytutu Wydawniczego „Biblioteka Polska” pod tytułem Sztuka pod dyktaturą podpisana jako „Jerzy Walldorf”. Publikacja spotkała się z żywym przyjęciem ze strony zarówno prawicowych jak i lewicowych publicystów przypisując polskiemu krytykowi muzycznemu fascynację
faszyzmem17.
Warto z bliska przyjrzeć się owej publikacji wzbudzającej już przed ukazaniem się na światło dzienne tyle kontrowersji, tym bardziej, że zagadnienia
poruszane w książce wpisują się w przewodni temat bieżącego numeru „Historii i Polityki”. Wszak relacje na linii autorytaryzm – sztuka nie są tematem
zbyt często poruszanym. Zdajemy sobie jednakowoż sprawę z faktu, że poniższy szkic ma jedynie walor przyczynkarski i być może posłuży w przyszłości do podjęcia bardziej starannych i dogłębnych badań w tym zakresie.
W powszechnej świadomości panuje przekonanie, że w systemach autorytarnych działalność artystyczna zamiera bądź w najlepszym przypadku jej wartość jest znikoma, gdyż znajduje się na usługach reżimu stając
tyńskiego, Toruń 2004; P. Tomaszewski, Koncepcje ustroju państwa polskiego w myśli społeczno-politycznej Wojciecha Wasiutyńskiego w latach trzydziestych XX wieku, ,Studenckie
Zapiski Historyczne 2005, z. 2, , s. 91–103; P. Tomaszewski, Wojciech Wasiutyński [w:] Encyklopedia „Białych Plam”, t. XVIII, Radom 2006; W. Turek, Arka przymierza. Wojciech Wasiutyński 1910–1994. Biografia polityczna, Kraków 2008.
15
J. Walldorf, Przedstawiam się, Jutro 1937, nr 33, s. 4; idem, Skandaliczna opera. Źle
było za Waydowej, za Mazarakiego nie lepiej, ibidem, 1937, nr 43, s. 4; idem, XI dzień Konkursu, ibidem, 1937, nr 63, s. 4; idem, Witold Małcużyński, ibidem, 1937, nr 64, s. 4; idem,
Ku końcowi konkursu, 1937, nr 65, s. 4; idem, Pod znakiem Francji, ibidem, 1937, nr 66, s. 4;
idem, Bandrowska i Cooper w Filharmonii, ibidem, 1937, nr 37, s. 4; idem, Dziewiąta symfonia, ibidem, 1937, nr 44, s. 4; idem, Abendroth w Filharmonii, ibidem, nr 46, s. 4; idem, Andre-Casadesus, ibidem, 1937, nr 51, s. 6.
16
J. Walldorf, Sztuka pod dyktaturą. IV. Włoskie malarstwo, Prosto z Mostu 1938,
nr 2, s. 3; idem, Sztuka pod dyktaturą. V. Rzeźba włoska, ibidem, 1938, nr 6, s. 3; idem, Sztuka pod dyktaturą. VI. Włoska architektura, ibidem, 1938, nr 8, s. 3; idem, Sztuka pod dyktaturą. VII. Caffe Greco, ibidem, 1938, nr 14, s. 2; idem, Sztuka pod dyktaturą. VIII. Teatr włoski, ibidem, 1938, nr 17, s. 3.
17
M. Urbanek, op. cit., s. 61, 67–68.
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
109
się elementem propagandy. Jerzy Waldorff w swojej książce wyszydza tych
wszystkich, którzy uważali, że we Włoszech wszelka działalność artystyczna zniknęła pod wpływem „nieludzkich” rządów Duce. Wielce mówiący jest
poniższy prześmiewczy fragment: „Przeciwnicy systemów totalnych w ponurych barwach przedstawiają sobie życie krajów, jęczących pod dyktatorskim uciskiem. Słońca nie widać w nich, gdyż zakryte jest wiecznie różową
mgłą, która unosi się znad strumieni krwi, płynących wiejskimi ścieżkami
i ulicami miast. Od czasu do czasu wychylają się ze strumieni głowy mordowanych, aby resztkami sił rzucać przekleństwa. Ziemia drży bez przerwy pod
miarowym tupotem apokaliptycznych wojsk, wznoszących okrzyki na cześć
dyktatora, a on – uszczęśliwiony – łypie okiem z balkonu jakiegoś zagrabionego pałacu. Artyści gniją po więzieniach rysując ogarkami po ścianach cel
arcydzieła lub pisząc wiersze na skórkach od chleba, pożeranych bezlitośnie
przez szczury. Sztuka nie istnieje, bo i jakżeby istnieć mogła?”18.
Według autora „Sztuki pod dyktaturą” za krytyką intelektualistów totalizmu, za jego rzekome ograniczanie swobody rozwoju artystycznego. krył się
podskórny atak na ruchy narodowe, które doprowadziły w Europie do odrodzenia się tożsamości narodowej19. Zresztą uważał, że sam rozwój sztuki jest
autonomiczny względem danej formy ustrojowej, gdyż ludzki geniusz zależny jest od osobistych predyspozycji. Jako przykład podawał czasy włoskiego
renesansu i papieża Juliusza II, który z całą surowością traktował np. Michała
Anioła malującego freski w kaplicy sykstyńskiej. Ponadto w szeregu państw
demokratycznych uchodzących za ceniące i celebrujące wolność żadna wybitna działalność kulturalna nie zaistniała. Wobec tego rolą państwa względem twórczości artystycznej powinno być jedynie stwarzanie „dobrych lub
złych warunków dla egzystencji sztuki, ale nie kreowanie jej twórców. O tym
decyduje jedynie Bóg”20.
Polski krytyk muzyczny rozróżniał i dopatrywał się różnic zachodzących
między dwoma ówczesnymi zachodnioeuropejskimi systemami totalitarnymi, czyli narodowym-socjalizmem a włoskim faszyzmem. Zasadnicza różnica
polegała na tym, że wprawdzie Włosi zaakceptowali podporządkowanie się
władzy na wzór militarny to jednak w głębi duszy pozostali nadal „cywilami”.
Niejako cała otoczka związana z dyscypliną, karnością, podporządkowaniem
była jedynie swoistego rodzaju teatrem w wykonaniu Włochów, gdyż mimo
zmiany systemu politycznego nadal zachowali w sobie silne poczucie indywi18
19
20
J. Walldroff, Sztuka pod dyktaturą, Warszawa 1939, s. 15.
Ibidem, s. 12.
Ibidem, s. 11.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
110
dualizmu charakterystyczne na kultury romańskiej. Podczas gdy w III Rzeszy
Niemcy w pełni zaakceptowali system totalitarny, gdyż nazizm odzwierciedlał, był kontynuacją germańskiej kultury, cywilizacji21.
Powyższe rozróżnienie przywodzi na myśl koncepcje: wybitnego polskiego historiozofa – Feliksa Konecznego na temat podziału cywilizacji,
w którym istniało silne napięcie między cywilizacją romańską vel łacińską
(do której także zaliczał Polskę), a chociażby kulturą germańską, która była
utożsamiana z cywilizacją bizantyńsko-turańską22, a także wybitnego polskiego religioznawcy Leona Halbana, który dowodził istnienia organicznego
związku między dawnymi germańskim kultami pogańskimi, a nazizmem widząc tym samym w narodowym-socjalizmie zwieńczenie pewnego procesu
dziejowego23. Zdaje się, że intuicyjnie Jerzy Waldorff zdawał sobie sprawę, że
we Włoszech ze względów na czynniki kulturowe, cywilizacyjne, a zwłaszcza
ze względu na silne tradycje katolickie, na które w swojej książce autor nie
wskazuje, nie możliwe było stworzenie państwa totalnego na wzór sowiecki
czy niemiecki, co zgadza się z twierdzeniem Alberto Aquarone24.
Polski pisarz w swojej definicji czym jest kultura zbliżał się do klasycznego stanowiska. Mianowicie uważał, że sztuka ma charakter transcendentalny
i powinna jednocześnie sięgać do przeszłości nie zrywając więzów z tradycją artystyczną, lecz powinna z niej obficie i w sposób twórczy czerpać25. Tym
samym jego koncepcja pozostawała w kontrze do np. impresjonizmu, który
zakładał zerwanie z wszelką metafizyką i nakierowanie uwagi na powierzJ. Walldrof, Sztuka…, s. 16–17.
Ważniejsze prace Feliksa Konecznego to: Cywilizacja bizantyjska, Londyn 1973; Cywilizacja żydowska, Londyn 1974; O ład w historii, Londyn 1977; Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej, Londyn 1981; Prawa dziejowe, Londyn 1982; Polskie logos a etos, Poznań 1921. Z kolei ważniejsze opracowania to: L. Gawrot, O wielości cywilizacji. Filozofia
społeczna Feliksa Konecznego, Lublin 2002; P. Biliński, Feliks Koneczny (1862–1949). Życie i działalność, Warszawa 2001; W. Szugot, Prawo jako fundament cywilizacji łacińskiej
w myśli Feliksa Konecznego, Krzeszowice 2007; J. Skoczyński, Idee historiozoficzne Feliksa Konecznego, Kraków 1999; idem, Koneczny Teoria cywilizacji, Warszawa 2003; R. Polak,
Cywilizacje a moralność w myśli Feliksa Konecznego, Lublin 2001; P. Grobowiec, Model społeczeństwa obywatelskiego w historiozofii Feliksa Konecznego, Wrocław 2000; Feliks Koneczny dzisiaj, pod red. J. Skoczyńskiego, Kraków 2000.
23
Zob. L. Halban, Religia w Trzeciej Rzeszy, Lwów 1936; idem, Religia starogermańska
i jej aktualne znaczenie w Niemczech, Lublin 1949; idem, Mistyczne podstawy narodowego
socjalizmu, Lublin 1946; J. Świerzowicz, Tragedia religijna Niemiec. Na marginesie książki
L. Halban, Myśl Narodowa, 1938, nr 20, s. 306–308;
24
Alberto Aquarone, Państwo totalitarne a dyktatura personalna [w:] J. W. Borejsza,
Faszyzmy europejskie (1922–1945) w oczach współczesnych i historyków, tł. A. Kreisberg,
Warszawa 1979, s. 487.
25
J. Walldrof, Sztuka…, s. 49.
21
22
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
111
chowności, ulotność danej chwili26, realizmu socjalistycznego (socrealizmu)
będącego niczym więcej jak odzwierciedleniem na polu artystycznym założeń ideologicznych socjalistycznego kolektywizmu27 czy też weryzmu, który
sprowadzał się do wiernego naśladowania rzeczywistości bez odwoływania
się do krytykowanego symbolizmu28.
Początki zmian w europejskiej sztuce dającej asumpt do wydarzeń, których był świadkiem we Włoszech dopatrywał się w wydarzeniach związanych z końcem I wojny światowej, kiedy to nastąpiło upodmiotowienie mas
społecznych i definitywne zerwanie z panującym od końca XIX wieku paradygmatem stawiającym na rozwój sztuki wyabstrahowanej od społecznych
wartości stawiającej na samą aktywność i działalność artystyczną uważaną za wartość samą w sobie. Politycy dostrzegając coraz większe znaczenie
tłumów starali się go zagospodarować dla własnych celów tj. „wszczepienia
w nich miłości nie jedynie do kawałka zamieszkiwanej ziemi, ale i do wszystkich tych poza materialnych wartości, które składają się na kulturę narodu,
tak aby w razie potrzeby obywatele potrafili, walcząc w okopach krzyczeć
także głośno, że chcą mówić swoim językiem i żyć w swojej kulturze, nie gorszej od kultury wroga”29.
Wobec powyższych faktów niczym szczególnie zaskakującym są cele jakie postawił przed książką, a były nimi przekonanie:
– artystów do tego, że sam faszyzm nie powoduje zahamowania rozwoju życia kulturalnego;
– rządzących, że totalizm może być receptą dla rozwoju państwa skoro tak ubogi w surowce naturalne kraj jak Włochy mógł stać się państwem o wysokim poziomie rozwoju30. Zresztą nie wykluczał, że Polska znajdująca się między dwoma totalitarnymi państwami powinna
obrać podobną drogę jak te kraje, a artyści wówczas powinni zrezygnować ze swoich swobód na rzecz dobra ogółu31. W tym względzie
pozostawał bliski narodowym-radykałom32 czy też niezależnym inte-
Zob. Z. Kępiński, Impresjonizm, Warszawa 1986; J. Rewald, Historia impresjonizmu,
tł. J. Guze, Warszawa 1985.
27
Zob. W. Tomasik, Okolice socrealizmu: prawie tuzin szkiców, Bydgoszcz 2009.
28
Zob. K. Żaboklicki, Giovani Verga i weryzm, Warszawa 1989.
29
J. Walldrof, Sztuka…, s. 9.
30
Ibidem, s. 13
31
Ibidem, s. 12.
32
Zob. W. Sznarbachowski, Państwo totalne. Problem władzy, Przełom, 1938, nr 3,
s. 11–13; Zasady programu narodowo-radykalnego, Warszawa 1937.
26
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
112
lektualistom pokoroju o. Innocentego M. Bocheńskiego33, czy ks. Jerzego Pawskiego34 rozwijających koncepcję totalizmu katolickiego, czy
nawet środowisk prosanacyjnego Związku Młodych Narodowców35.
W przywołanej książce Jerzy Waldorff pozostawał pod ogromnym zachwytem nad rozwojem kulturalnym Włoch za czasów Benito Mussoliniego,
do tego stopnia, iż pokusił się o stwierdzenie, że na Półwyspie Apenińskim nie
miała miejsca zwykła ekspansja sztuki, lecz „zbrojenie kulturalne”36. Znaczenie
Duce dla rozwoju w Italii życia kulturalnego polegało na kilku elementach:
– na tym, że nie podejmował się ingerencji w dziedzinę estetyki pozostawiając artystom szerokie pole do działania w tym zakresie37 wymagając jedynie zaakceptowania istnienia faszystowskiego reżimu bez stawiania wymogu jego propagandowego wspierania; jak to stwierdził
Bonaventura Sorrentino w ostatniej rozmowie z Jerzym Waldorffem
podczas jego pobytu we Włoszech: „Dużą zaletą ustroju faszystowskiego, a raczej osobistą – Mussoliniego jest to, że nie wkracza on w dziedzinę estetycznych zagadnień sztuki. Organizuje życie artystów jedynie
od strony praktycznej […]. Przecież, sprowadzając kwestię do symbolu, można by powiedzieć, iż wymaga od nich jedynie noszenie w butonierce znaczka faszystowskiego. Niczego więcej!”38;
– rozciągnięcie przez państwo mecenatu kulturalnego, który w zakresie instytucjonalnym przyjął formę zszeregowania twórców w korporacjach;
– umożliwienie masom społecznym korzystanie z dóbr kultury39.
Jednocześnie w rozmowie w rzymskiej kawiarni Greco z anonimowymi
przedstawicielami sztuki włoskiej: poetą, literatem, malarzem oraz architektem ten ostatni wprost stwierdził, że Duce nie wspiera kultury całkowicie
o. I. N. Bocheński, List do redakcji „Prosto z Mostu”, Prosto z Mostu 1938, nr 8, s. 1.
ks. J. Pawski, Polska na tle tendencji totalnych, Pro Christo 1937, nr 10, s. 3–30.
35
M. Jarczak, Związek Młodych Narodowców, Szczerbiec 1998, nr 11–12, s. 19–22;
zob. W stronę autorytaryzmu. Nacjonalizm integralny Związku Młodych Narodowców, wyb.
i opr. M. Marszał, Kraków 2008.
36
J. Walldrof, Sztuka…, s. 75.
37
„[…] w państwach totalnych nie ma miejsca dla elementów zbytecznych, dlatego
dyktatorzy, jeden po drugim, wzięli się do racjonalizowania sztuki. W tym miejscu z góry
będę musiał przeprosić antyfaszystów, bo wypadnie mi znowu stwierdzić że jedynym
dyktatorem, który z trudnym problemem sztuki daje sobie radę, jest – Mussolini. Mądrość
Duce polega na tym, że nie uważa się za zbyt mądrego i nie zabiera głosu w dziedzinie estetyki”, Ibidem, s. 52.
38
Ibidem., s. 134.
39
Ibidem, s. 20–21
33
34
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
113
bez interesownie, gdyż idąc tropem cesarzy Imperium Romanum chce sobie
w ten sposób zapewnić sławę na wieki40.
Jerzy Waldorff nie ograniczał się jedynie do uznania zasług Benito Mussoliniego na polu kultury, lecz także dostrzegał zmiany społeczno-cywilizacyjne o charakterze modernizacyjnym, które zaszły na Półwyspie Apenińskim, a do których zaliczył m.in.: osuszenie bagien pontyńskich i założenie
na nich czterech nowych miast, przeprowadzenie powszechnej elektryfikacji, wybudowanie szeregu: szos, sieci kolejowych, autostrad, sanatoriów dla
dzieci robotników, a także wprowadzenie małej rozpiętości płac między wykwalifikowanymi robotnikami a urzędnikami41. Ogromną zasługą włoskiego faszyzmu, wedle polskiego pisarza, było zrównanie społeczne obywateli w ich jednakowym stosunku do wodza, wobec którego woli wszyscy byli
mu w jednakowym stopniu podporządkowani i w takim samym stopni zawdzięczali mu swoją pozycję społeczną. Tym samym obywatele posiadali
świadomość, że pracują na rzecz kraju utożsamianego z Duce42. Zresztą autor „Sztuki pod dyktaturą” był pod urokiem faktu, że przywódca włoskiego
faszyzmu prowadził zwykły tryb życia pozbawiony elementów cezaryzmu
w przeciwieństwie do polityków demokratycznych otaczających się kordonem ochrony i świty urzędników43. Antymieszczańskie (czy też antyburżuazyjne) przekonania Jerzego Waldorffa wyrażające się chociażby w pogardliwym stosunku do gustu artystycznego mieszczaństwa, doprowadziły go do
pochwały Benito Mussoliniego za otoczenie troską ze strony państwa robotników i ich rodzin, a także obłożeniem wysokimi podatkami burżuazji oraz
znacjonalizowaniem banków44.
Jednak to nie postęp gospodarczy i dokonana modernizacja były tymi
elementami, które dla polskiego krytyka teatralnego pozostawały najważniejsze, gdyż kluczową sprawą było przekształcenie umysłowości Włochów
w kierunku bardziej wojowniczym taki jaki panował w antycznym Rzymie:
„Zdobycze materialne, które zawdzięcza Italia faszyzmowi, mógłbym wyliczać stronami, ale czyż mają one jakieś znaczenie wobec jedynie ważnego
faktu, że Mussolini z narodu włóczęgów i leniów potrafił zrobić w piętnaście
lat mocarstwo, które walcząc z całym światem podbiło Abisynię”45.
40
41
42
43
44
45
Ibidem, s. 76.
Ibidem, s. 18.
Ibidem, s. 64–65.
Ibidem, s. 20.
Ibidem, s. 18.
Ibidem, s. 18.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
114
Autor „Sztuki pod dyktaturą” nie ograniczył się tylko do wyrażania swojego zachwytu nad panującymi w faszystowskich Włoszech stosunków społecznych, lecz poszedł o krok dalej wyrażając konieczności zwalczania przez
władze faszystowskie opozycji politycznej, która uchodziła w jego oczach za
wroga narodu46.
Interesująco przedstawiają się poglądy Jerzego Waldorffa na intelektualne korzenie włoskiego faszyzmu. Otóż według niego na Półwyspie Apenińskim
rewolucję, na której czele stanął Benito Mussolini poprzedziła sztuka, a konkretnie twórczość futurystów47, którzy: wywyższali intuicję w procesie twórczym na sferą intelektu, dążyli do obrazowania w swojej aktywności stanu duszy, wykazywali się postawą burzycielstwa, przełamywania kolejnych granic,
zafascynowani byli postępem technicznym, dynamizmem. W ten sposób mieli podłożyć fundamenty pod gmach ideologii faszystowskiej oraz przyczynili się do rozbudzenia we Włoszech na szeroką skalę twórczości artystycznej.
Przede wszystkim zwracał uwagę na dwa nazwiska tj. Gabriela D’ Annunzio
i Filippo Tommasa Marinettiego48. Ten ostatni, z którym Jerzy Waldorff miał
okazję rozmawiać podczas swego pobytu we Włoszech49, to jeden z twórców
„Manifestu futurystycznego” z 1909 roku, od którego nazwę wziął cały kierunek artystyczny. W swojej twórczości zdradzał fascynację kultem wojny, zresztą sam wykazał się walecznością na polach bitew I wojny światowej pomimo
już poważnego wieku, a po jej zakończeniu znalazł się w centrali powstającego ruchu faszystowskiego, zajmując w 1919 roku – w wyborach parlamentarnych miejsce tuż za Benito Mussolinim, a po instytucjonalizacji faszyzmu został sekretarzem Syndykatu Autorów i Pisarzy50. Z kolei Gabriel D’Annunzio51
to także wybitny przedstawiciel włoskiego futuryzmu, a nade wszystko twórca zbiorowej świadomości Włochów. To właśnie on w swoich przedstawieniach teatralnych jako pierwszy włoski dramaturg wykreował wodza-nadIbidem, s. 18–19
Na temat włoskich futurystów zob. T. Miczka, Czas przeszły niedokonany. O włoskiej
sztuce futurystycznej, Katowice 1988.
48
J. Walldrof, Sztuka…, s. 23–27.
49
W rozmowie tej wskazywał, że twórca zawsze wyznacza nowe kierunki artystycznego rozwoju i dlatego nie może być zrozumiał dla szerokiej publiczności, która winna podążać za nim, a nie oceniać, także odmawiał prawa artystycznej oceny twórcy ze strony
przeróżnych wodzów; Ibidem, s. 29–33.
50
T. Miczka, op. cit., s. 7–21, 37–43, 44–59, 153–166, 174–186; M. Gurgul, Echa włoskie w prasie polskiej (1860–1939). Szkice bibliograficzne, Kraków 2006, s. 99–101, 106–
–120, 126–129, 134–144, 144–158; J. Waldorff, Sztuka…, s. 25–27.
51
Zob. J. Sondel-Ledarmas, Gabriel D’Annunzio u źródeł ideologii włoskiego faszyzmu,
Kraków 2008.
46
47
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
115
człowieka, na którego przyjście miało oczekiwać społeczeństwo. To on także
prowadząc dość awanturniczy tryb życia we wrześniu 1919 roku zajął wraz
z towarzyszami zamieszkałe w większości przez Włochów adriatyckie miasteczko Fiume (obecna Rijeka)52 znajdujące się w Dalmacji. Przez okres ponad
roku, kiedy to władzę nad miastem objął awangardowy poeta nadając mu specyficzną konstytucję – Kartę z Carnaro zastosowano wiele elementów, które
później przejął faszyzm, a które można nazwać stylem faszystowskim tj. m.in.
nazywanie swoich żołnierzy legionistami, używanie na powitanie saluto romano53 (choć ten gest wykorzystał już wcześniej na rzecz scenariusza filmowego z 1914 roku), a także czarny uniform.
Pod względem ideologicznym obaj futuryści łączyli ze sobą idee Friedricha Nietzschego i Georgesa Sorela dokonując tym samym swoistego rodzaju syntezy prawicy i lewicy, co zresztą odpowiadało samej istocie faszyzmu, który sam sytuował się jako „trzecia droga” między prawicą i lewicą
stanowiąc konglomerat tak antynomicznych idei jak np. darwinizm społeczny, socjalizm, nacjonalizm, syndykalizm, heglizm, nietzscheanizm54. Tym samym zgodnie z twierdzeniem Hugh’o Setona-Watsona faszyzm łączył w sobie „w różnych proporcjach, reakcyjną ideologię ze współczesną organizacją
masową. […] Ich pierwotne idee przypominają często idee staroświeckich
konserwatystów, lecz ich metody walki, a nawet całe pojęcie organizacji
politycznej nie odpowiada wyidealizowanej przeszłości, lecz teraźniejszości”55. Wobec tego należy faszyzm uznać jak to zasugerował Seymour Lipset
za „ekstremistyczny kierunek centrum” ze względu na łączenie różnych nurtów ideowych56. Wydaje się, że w sposób najbardziej obrazowy różnicę między faszyzmem a socjalizmem i komunizmem przedstawił anonimowy poeta
w rzymskiej kawiarni Greco – jeden z dyskutantów bohatera naszego szkicu,
który posłużył się następującą alegorią: „Wyobraź sobie, że istnieje człowiek,
który ma dwadzieścia krów. Gdyby przyszedł doń komunista, krzyknąłby:
ośmielasz się hodować prywatną własność? Skandal! Daj zaraz krowy państwu, albo cię rozstrzelamy! Gdyby przyszedł socjalista, rzekłby: dwadzieścia
krów? To za dużo. Połowę oddasz bracie, pro publico bono. Faszysta na ich
miejscu ucieszyłby się szczerze: Jak to ładnie, że masz tyle krów. Jesteś dzielZob. P. Podemski, Wyprawa na Fiume 1919–1920, Toruń 2005.
Na temat gestu saluto romano zob. A. Danek, Saluto Romano, http://www.nacjonalista.pl/artykuly.php?id=76&licz=1.
54
R. Eatwell, Faszyzm. Historia, tł. T. Oljasz, Poznań 1999, s. 41–54, 88–93; J. Walldrof, Sztuka…, s. 23–24.
55
H. Seton-Watson, Faszyzm, prawica i lewica [w:] J. W. Borejsza, op. cit., s. 390.
56
S. Lipset, Faszyzm jak ekstremistyczny kierunek centrum [w:] ibidem, s. 304–316.
52
53
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
116
nym gospodarzem. Będziemy ci pilnować, aby nikt stada nie ukradł. W zamian pozwolisz nam tylko doić swoje krówki trzy razy dziennie”57.
To co urzekło Jerzego Waldorffa we Włoszech to sprawność zorganizowania życia kulturalnego. Na kolejnych stronicach swej relacji z pobytu
w Italii opisywał sposób funkcjonowania sztuk plastycznych, teatru, architektury, literatury, muzyki. Przede wszystkim, według niego, tak imponujący rozwój artystyczny był możliwy dzięki zastosowaniu dwojakiego rodzaju mecenatu: prywatnego i państwowego. Ten ostatni był możliwy dzięki
wprowadzeniu szeregu zmian w polityce gospodarczej państwa, które polegały na:
– przypisaniu własności funkcji społecznej, co dawało państwu możliwość wywłaszczenia ze względu na ważne inwestycje tak jak to uczyniono w przypadku osuszania błot pontyjskich;
– wprowadzeniu wysokich podatków np. od dywidend sięgających powyżej 12% połowa była przekazywana na rzecz państwa;
– zerwaniu z równowagą budżetową58.
Włochy Mussoliniego stworzyły szereg instytucji, których zadaniem
było propagowanie wśród społeczeństwa życia kulturalnego. Wśród nich Jerzy Waldorff zaliczył:
– Uniwersyteckie Grupy Faszystowskie, których zadaniem było propagowanie kultury wśród studentów poprzez organizowanie tzw. liktoriatów, czyli konkursów z różnych dziedzin sztuki, a którego zwycięzca otrzymywał tytuł liktora;
– organizację Dopolavora (z wł. – po pracy) – była to instytucja zajmująca się rozwojem, wychowaniem ludności do kultury po godzinach pracy, w jej ramach funkcjonowały tzw. wozy Tespisa, czyli objazdowy teatr, opera przemierzający cały kraj ze spektaklami, których widownia
podczas jednego przedstawienia sięgała od 3 do 10 tysięcy osób, w ramach wspomnianej organizacji zrzeszonych było 3 tysiące zespołów
muzycznych dających w ciągu roku kilkadziesiąt tysięcy koncertów
rocznie;
– konkursy skrzypcowe im. Paganiniego z nagrodą 100 tysięcy lirów;
– przeznaczanie co roku na rzecz rozwoju muzyki poważnej 6 milionów
lirów, a dodatkowy milion lirów był przeznaczany rok rocznie na funkcjonowanie sali operowej La Scalla;
57
58
J. Walldrof, Sztuka…, s. 77–78.
Ibidem, s. 76–82
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
117
– przekazywanie 23% wartości biletów wstępu do galerii na rzecz syndykatów artystów plastyków, którzy przekazywali pobraną sumę na
rzecz biednych lub starszych kolegów;
– organizowanie co roku przez syndykaty plastyków regionalnych wystaw prac, które po szeregu eliminacji mogły znaleźć się na organizowanej co dwa lata w Wenecji międzynarodowej wystawie – Biennale;
– na aukcjach dzieł sztuki uczestniczyli przedstawiciele korporacji by
móc kontrolować przez sprzedającego zadeklarowaną wartość danego działa, gdyż w przypadku osiągnięcia ceny powyżej 10 tysięcy lirów określona kwota procentowa była przekazywana autorowi tejże
pracy;
– obowiązek przeprowadzania przez jedną kampanię teatralną dla robotników i chłopów w ramach organizacji Dopolavoro w sobotę rano
przedstawienia teatralnego;
– organizacja Guf – zajmująca się przeprowadzaniem na uniwersytetach
konkursów scenograficznych, reżyserskich i aktorskich;
– funkcjonowanie Królewskiej Akademii Sztuki Dramatycznej w Rzymie powołanej do kształcenia przez okres trzech lat w sekcjach: aktorskiej, reżyserskiej, scenograficznej przyszłych artystów pracujących w
teatrze, oprócz systemu stypendialnego Akademia gwarantowała zatrudnienie w teatrze swoim absolwentom;
– powołanie do życia dwunastoosobowego Komitetu Lektury Sztuk Teatralnych działającego przy Syndykacie Autorów i Pisarzy powołanego
do kontrolowania jakości wystawianych sztuk; Komitet podzielny na
cztery sekcje oceniał każdą powstałą sztukę teatralną, jeżeli uzyskała przychylną opinię to istniał jej obowiązek wystawiania na deskach
włoskich teatrów;
– dekret Duce na mocy, którego w każdym nowopowstałym budynku 2%
jego powierzchni miały zajmować dekoracje architektoniczne.
Z racji tego, że dla wodza włoskiego faszyzmu to architektura była ulubioną dziedziną sztuki przeprowadzono nie tylko wspomnianą wyżej zmianę,
ale także wprowadzono wymóg kolektywnej pracy sławnych architektów tak
by żadna praca architektoniczna nie była anonimowa. Ponadto wprowadzono szybką realizację prac, które zwyciężyły w organizowanych konkursach.
Niejako symbolem monumentalnego rozmachu prac architektonicznych był
rzymski stadion Mussoliniego w kształcie elipsy, na którym zamieszczono
100 rzeźb symbolizujących wszystkie rodzaje sportu. Panującym stylem we
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
118
włoskiej architekturze był funkcjonalizm kładący nacisk na lokalne uwarunkowania geograficzne i tradycje59.
Mimo niewątpliwego zafascynowania rozmachem działań podejmowanych przez faszystów na polu kulturalnym autor „Sztuki pod dyktaturą” dostrzegał pewne ułomności czy też wady panującego systemu. Według Jerzego
Waldorffa najsłabiej rozwijającymi się dziedzinami sztuki we Włoszech Mussoliniego była literatura i poezja. Ta pierwsza z tego powodu, gdyż naturalną inspiracją dla pisarza jest otaczająca go rzeczywistość, która podlega reglamentacji ze strony rządu, więc w sposób oczywisty istniał pewien obszar
rzeczywistości, na który nie można było wkraczać. Drugi powód to ten, że literaci ze swojej natury byli niebezpieczni dla systemu z racji tego, że mogli
dokonywać retrospekcji, czyli powracać do czasów minionych, które reżim
starał się przedstawić w niekorzystnym świetle. Jednak mimo istnienia zakazu poruszania takich tematów jak np.: krytyka Kościoła, rozwiązłość seksualna, samobójstwa to w rozmowie z Curtio Malaparte – redaktorem miesięcznika literackiego „Prospettive”, który za krytykę gen. Balbo został zesłany na
wyspy Lipari, a po wyjściu na wolność z zesłania zaangażował się w wspieranie reżimu faszystowskiego polski pisarz dowiaduje się, że we Włoszech tematy te są przez pisarzy poruszane i to dość często aczkolwiek poza oficjalnym rynkiem wydawniczym. Dlatego jedynym faktycznym ograniczeniem
był zakaz poruszania przez literatów tematów stricte politycznych co dla literatury posiadało charakter zbawienny, gdyż umożliwiło skupienie się na najistotniejszych dla pisarzy kwestiach, a nie zamienianie się w dziennikarzy.
Kolejny powód dotyczy samej istoty literatury, bo o ile można na koncerty,
wystawy malarstwa, rzeźby zmusić ludzi do ich uczestnictwa to o wiele większym problemem jest weryfikacja czy ktoś faktycznie przeczytał daną książkę. Wobec tego, że ambitne publikacje cieszyły się ograniczonym nakładami sięgającymi do 20 tysięcy egzemplarzy (podczas gdy literatura popularna
mogła liczyć na dziesięciokrotnie większą liczbę czytelników) pisarze utrzymywali się głównie z pracy dziennikarskiej60.
Podobnie jak stan literatury wyglądał stan poezji. W tym przypadku jej
słaby poziom sprowadzający się do wypisywania mało ambitnych wierszy
na konkursy poetyckie imienia Benito Mussoliniego brał się z tego, że liryka
wywodziła swe istnienie z egzystencjalnego cierpienia, poniekąd dekadentyzmu, które we Włoszech z racji tego, że panował kult pracy, witalności nie
59
60
Ibidem, s. 34–43, s. 49–54, s. 54–56, s. 61, s. 65–72, s. 87–106
Ibidem, s. 107–120.
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
119
miało prawa mieć miejsca61. Podobnego zdania na temat stanu włoskiej literatury byli rozmówcy zgromadzeni w rzymskiej kawiarni Greco, którzy utyskiwali na niski poziom organizowanych konkursów62.
Mimo dostrzeganego przez polskiego krytyka muzycznego niezwykłego rozwoju życia kulturalnego we Włoszech to wyrażał pewne zastrzeżenia
co do przyjętego modelu propagowania w społeczeństwie sztuki. Otóż mimo
wspaniałego rozmachu organizacyjnego w Italii nie było artystycznych geniuszów. Wynikało to według niego z faktu, że faszyści stworzyli zbyt dobre
warunki egzystencji artystom, którzy zgadzali się na funkcjonowanie sytemu
autorytarnego, co też powodowało ich zgnuśnienie. Ponadto twórcy, którzy
nie godzili się na współpracę z faszyzmem i nie zrzeszali się w syndykatach
pozostawali na marginesie życia społecznego nie mając instytucjonalnych
możliwości dalszego rozwoju63. Jednak nie groziły im ze strony władz represje. Jedyną taką osobą, która była zresztą przez długi czas tolerowana przez
reżim faszystowski mimo, że nie chciał publicznie wykonywać hymnu faszystowskiego Giovanezy był światowej sławy dyrygent Arturo Toscanini64, który dobrowolnie wybrał emigrację65.
Twierdzenie polskiego krytyka o braku geniuszów we Włoszech faszystowskich jak pokazał historia nie było do końca uprawnione. Otóż w rozmowie z Alfredo Casellą – wybitnym włoskim pianistą, kompozytorem, dyrygentem wielu znamienitych orkiestr w tym m.in. warszawski Filharmonii,
a także założycielem w 1917 roku Towarzystwa Narodowego Muzyki (funkcjonującego w czasie rządów Benito Mussoliniego jako Korporacja Muzyki
Współczesnej) została zwrócona mu uwagę, że wśród dobrze zapowiadających się młodych kompozytorów jest Nino Rota66. Wówczas jeszcze student
prof. Alfredo Cessaliego, który od 1939 roku był nauczycielem w konwersatorium w Bari, a od 1950 roku jej dyrektorem. Zasłynął jako kompozytor
muzyki do „Ojca chrzestnego” Francisa Forda Coppoli. Współpracował także z takimi wybitnymi reżyserami jak np. Federico Fellini czy Franco Zeffirelli. Wśród polecanych uwadze polskiego pisarza kompozytorów wymieniony
został także Ildebrando Pizzetti – uznany kompozytor, twórca oper i muzyki teatralnej, inspirujący się muzyką barokową oraz romantyczną, współpra61
62
63
64
65
66
Ibidem, s. 121–129.
Ibidem, s. 85.
Ibidem, s. 137–138.
Zob. H. Sachs, Toscanini, tł. P. Kamiński, Warszawa 1988.
J. Waldorff, Sztuka…, s. 44–45.
Ibidem, s. 45
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
120
cujący przy operze „Fedra” z Gabrielem D’Annunzio. Także godnym polecenia
został wymieniony Luigi Dallapiccola – jeden z głównych przedstawicieli dodekafonii, profesor konserwatorium we Florencji, twórca oper (m.in. „Nocny lot” według prozy Antoine de Saint-Exupéry’ego czy „Więzień”), w swojej
twórczości wyraźnie odszedł od neoklasycznego paradygmatu obowiązującego w ówczesnej włoskiej muzyce poważnej. Z kolei wśród malarzy godnymi uwagi byli: Fortunato Depero – związany z futurystami, w 1919 roku
założył Dom Sztuki Futurystycznej w Rovereto, a od 1928 roku zamieszkał
w Nowym Jorku, gdzie projektował okładki do takich czasopism jak „The New
Yorker”, „Vogue”. Jednak najbardziej Jerzemu Waldorffowi zapadł w pamięci
z grona włoskich malarzy Gino Severini67, który dokonał w swojej twórczości
ewolucji z kierunku kubizmu do futuryzmu, a następnie zwrócił się w kierunku abstrakcjonizmu by ostatecznie przejść do kubizmu.
Z przeanalizowanej treści książki Jerzego Waldorffa wyłania się obraz
człowieka o artystycznych zainteresowaniach, choć sam nie będący artystą,
który w systemie autorytarnym jakim były faszystowskie Włochy widział
państwo, które wbrew obiegowym opiniom panującym w liberalnym warszawskim światku artystycznym skłaniającym się ku marksizmowi68, które
nie tylko szanowało, ale także doprowadziło do niebywałego w porównaniu
np. z Polską rozwoju kultury. Co istotne sztuka włoska nie została w sposób
całkowity i bezwzględny zaprzęgnięta dla celów ideologicznych tak jak to
miało miejsce w nazistowskich Niemczech czy Związku Sowieckim. Poza wymogiem formalnej akceptacji ze strony artystów istnienia systemu faszystowskiego nie wymagano od nich pisania panegiryków ku czci Duce, choć większość poezji posiadała wydźwięk skrajnie tendencyjny. Warunki stworzone
dla rozwoju kultury przez Benito Mussoliniego były dla rodzimego krytyka
muzycznego tak wielkim zaskoczeniem, że widział w nich zagrożenie dla…
pojawienia się prawdziwego geniuszu artystycznego, gdyż ten mógł zaistnieć
jedynie wraz pojawiającymi się trudnościami życiowymi. Jednak jak pokazał
dalszy rozwój wypadków tacy artyści jak np. Nino Rota swoje pierwsze kroki na polu kulturalnym stawiali właśnie w okresie rządów faszystowskich.
Jerzy Waldorff wprawdzie tylko powierzchownie, ale między wierszami tłumaczył dlaczego we Włoszech nie doszło do całkowitego podporządkowania
Ibidem, s. 56–61
Zob. M. Shore, Kawior i popiół. Życie i śmierć pokolenia oczarowanych i rozczarowanych marksizmem, tł. M. Szuster, Warszawa 2008; zob. także zastrzeżenia do anglojęzycznej
wersji tej publikacji M. J. Chodakiewicz, Marci Shore, Caviar nad Ashes. A Warsaw Generation’s Life and Heath in Marxism 1918–1968, Glaukopis 2009, nr 15–16, s. 404–409.
67
68
Arkadiusz Meller
„Sztuka pod dyktaturą” Jerzego Waldorffa – szkic o relacjach między faszyzmem a kulturą…
121
artystów ideologii faszystowskiej. Tym czynnikiem była tradycja, którą utożsamia z duchem romańskim odpornym na wszelkie działania indoktrynujące
czy też nie zgodne z istniejącym modelem cywilizacyjnym.
„Art under dictatorship” by Jerzy Waldorff – an outline about the relationship
between fascism and culture on the example of Benito Mussolini’s Italy
Article in broad context shows Art under dictatorship – book by Jerzy Waldorff,
famous theatre critic. In his book Waldorff describes relations between culture and
power in authoritarian state of Italy under Benito Mussolini’s regime. In his text
A. Meller presented Waldorff ’s opinions on the development of art in non-democratic system. Author was under great impression of organizational efficiency of Italian
fascism in the filed of culture, in details analyzed development of particular fields of
art like literature, architecture, sculpture, theatre and music.
Jarosław Tomasiewicz
(Katowice)
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
1.
F
aszyzm1 sprawia badaczom wyjątkowo wiele kłopotów. Po pierwsze ze
względu na fakt, że termin ów zaanektowali publicyści przeistaczając go
w epitet2. Po drugie – z powodu swej szczególnej, polimorficznej natury.
1
Pojęciem faszyzmu będę się posługiwał w znaczeniu zespołu pokrewnych ideologii obejmujących faszyzm włoski i niemiecki nazizm oraz ruchy i doktryny inspirowane
przez te dwa pierwowzory. Omawiając faszyzmu wariant oryginalny będę dodawał przymiotnik „włoski”.
2
W publicystyce pojęcie faszyzmu przestało cokolwiek znaczyć, jako że „faszystą”
może zostać dziś nazwany absolutnie każdy. Znana brytyjska trockistka Vanessa Redgrave została zadenuncjowana przez środowiska żydowskie jako antysemitka i neonazistka
z powodu swego poparcia dla Palestyńczyków. W USA anarchistyczny periodyk „Love &
Rage” widzi faszystowskie wpływy w neo-trockistowskiej Workers World Party, zaś Maoist Internationalist Movement oskarża o kryptofaszyzm nie tylko Democratic Socialists
of America, ale nawet Revolutionary Communist Party (która reprezentować ma „białą
arystokrację robotniczą” w jednolitym froncie imperialistycznym). B. McGlynn, Workers
World Party: Worms On Their Mind, Love & Rage 1992, no. 3; Italy Elected Social-Fascists,
MIM Notes 1994, no. 91; Labor aristocracy news, MIM Notes 1994, no. 95. Dla liberałów
„faszyzmem” będzie każdy przejaw kolektywizmu (publicysta „Gazety Wyborczej” znalazł
pokrewieństwo między nazizmem a szwedzką socjaldemokracją), dla lewicy – wszelki kapitalizm (lewacki Ruch Radykalno-Postępowy do składowych „faszystowskiego zagrożenia” zaliczył prawe skrzydło Unii Wolności). P. Cegielski, Narodowy socjalizm po szwedzku, Gazeta Wyborcza, 5.03.1997; Faszyzm nie jest historią, Akcja, 9.11.1994. Paranoiczny
mechanizm lewicowego maccarthyzmu ukazuje przypadek Richarda Hunta – anarchisty uznanego przez „Nazibusters” za faszystę. Należał on do założycieli brytyjskiej grupy
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
123
Faszyzm nigdy nie stworzył jednolitej doktryny czy ideologii. O faszyzmach trzeba mówić w liczbie mnogiej. Faszyzmy od początku cechowało ogromne zróżnicowanie. Jako ideologia nacjonalistyczna z natury musiał
przejawiać się w narodowych wariantach, na co dodatkowo nakładało się
zróżnicowanie wewnętrzne – w obrębie każdego narodu mieliśmy z reguły
po kilka konkurencyjnych mutacji. W rezultacie próbując definiować faszyzm
zawsze znajdziemy się między Scyllą zbytniego zawężenie pojęcia (w najskrajniejszym ujęciu – do samego faszyzmu włoskiego) i Charybdą nadmiernego rozszerzenia na wszystko, co wykazuje bodaj śladowe podobieństwo
z pierwowzorem.
W potocznej opinii faszyzm to skrajna prawica. W rzeczywistości faszyzm jest „ideologią hybrydalną”, której korzenie tkwią nie tylko w prawicy (jak volkisty Hitlera) ale też w lewicy (np. socjalista Mussolini). Faszyzm
bez zahamowań sięgał tak do prawicowego jak i lewicowego arsenału ideologicznego, łącząc w eklektyczną całość tradycje Imperium Romanum z futurystycznym kultem nowoczesności, proletariacką czerwień z prastarym
symbolem swastyki. Mussolini powiadał: „Faszyści mogą sobie pozwolić na
luksus bycia arystokratami i demokratami, konserwatystami i postępowcami, reakcjonistami i rewolucjonistami, legalistami i wywrotowcami, w zależności od warunków chwili i środków, w jakich zmuszeni jesteśmy działać”3.
Drieu La Rochelle pisał: „Nie bijemy się ani o dyktaturę proletariatu ani o prawicową dyktaturę. Nie walczymy o to lub owo. Bijemy się ze wszystkimi. Oto
sens faszyzmu”4.
Green Anarchists, która usiłuje stworzyć zgodne z naturą społeczeństwo bezpaństwowe.
Hunt doszedł do wniosku, że jedyną możliwą formą takiego społeczeństwa jest tradycyjne plemię – także z jego negatywnymi cechami (tradycjonalizm, hierarchia, ksenofobia).
Dawni towarzysze, wciąż mający nadzieję na stworzenie społeczeństwa idealnego, odżegnali się od Hunta i rozpoczęli kampanię bojkotowania go jako neofaszysty. Wówczas
oświadczenie wydała inna neoanarchistyczna grupa – nawiązujący do futuryzmu i sytuacjonizmu Neoist Alliance – która stwierdziła, że Hunt tylko wyciągnął ostateczne wnioski z kryptofaszystowskiej ideologii ekoanarchistów… Anti-Neoist Defamations In Canada
and England, Re:Action 1994, no. 1.
3
Za: S. Sierpowski: Faszyzm we Włoszech 1919–1926, Wrocław–Warszawa–Kraków–
–Gdańsk 1973, s. 146. Czy oznaczało to taktyczną elastyczność w imię jakiegoś wzniosłego celu? Skądże! Faszyzm nie miał celu, walka była dlań celem samym w sobie. Mussolini wołał: „Napluliśmy na wszystkie dogmaty, odrzuciliśmy wszystkie raje, wyszydziliśmy
wszystkich szarlatanów – białych, czerwonych, czarnych – którzy oferują na sprzedaż cudowne zioła dające jakoby ‘szczęście’ rodzajowi ludzkiemu. My nie wierzymy w programy,
schematy, w świętych, w apostołów; nie wierzymy przede wszystkim w szczęście, zbawienie, w ziemię obiecaną”. Ibidem, s. 149.
4
Za: Z czasopism – Junge Freiheit, Stańczyk 1993, nr 1.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
124
Programowy nihilizm faszystów wyrastał z ich irracjonalizmu i antyintelektualizmu, kultu czynu, pogardy dla rozumu i mędrkowania. Me ne frego (Nie dbam o to!), rzucali w twarz mieszczanom hasło wypisywane przez
kombatantów krwią na bandażach. Ich niemiecki kolega Goering przyznał:
„Przyłączyłem się do partii, bo byłem rewolucjonistą, a nie dla jakiegoś tam
ideologicznego zawracania głowy”5. „Doktryną moją była doktryna czynu”,
oznajmił Mussolini. Wyjaśniał: „Nie powinna być doktryna koszulą Nessosa,
która by nas skrępowała na wieki, ponieważ jutro jest tajemnicą…”; ponadto „Tylko wiara przenosi góry, a nie rozum”. Faszystowska ideologia została
przezeń stworzona ex post, gdy Duce potrzebował jakiejś racjonalizacji, uzasadnienia dla przejęcia i sprawowania władzy. Wtórował mu Goebbels: „Gdyby o mnie chodziło to w ogóle byśmy nie posiadali programu”, ponieważ „nie
jest takie ważne, w co się wierzy; ważne jest, że wierzymy”. Faszyzm, puentował Gentile, „jest wrogiem wszelkiej nauki i wszelkiej filozofii, których jedyną istotą jest fantazja”6.
Literacką formę nadał duchowi faszyzmu Drieu La Rochelle, który jednemu ze swych bohaterów wkładał w usta słowa: „Stwórzcie natychmiast
biuro, aby formować oddziały bojowe. Żadnych manifestów, żadnych programów, żadnej nowej partii. Tylko oddziały bojowe nazywające się oddziały bojowe. Zajmijcie po kolei najpierw jakąś gazetę prawicową a potem lewicową. Dajcie w kość temu i owemu w jego domu. Przede wszystkim odrzućcie
rutynę starych partyj, manifestów, zebrań, artykułów w gazetach i przemówień. Bariery pomiędzy lewicą i prawicą zostaną na zawsze złamane i strumienie życia wyleją się we wszystkich kierunkach. Czy nie czujesz jak pulsuje ten nurt?”7.
2.
Faszyzm był, choćby z tego powodu, wybitnie nietwórczy. Z wielką zręcznością potrafił jednak przywłaszczać sobie idee wypracowane przez innych,
bez skrupułów odrzucając z nich wszystko, co mu nie odpowiadało.
Właściwie wszystkie składniki niezbędne do sporządzenia piorunującej
mikstury faszyzmu były gotowe już w XIX w. Kiełkowały nowe idee, wyrażające ferment związany z ekspansją nowoczesności, lepiej niekiedy oddające
5
6
7
R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Kraków 1999, s. 361.
Ibidem; S. Sierpowski, op. cit., s. 229.
Za: Z czasopism – Junge Freiheit, op. cit.
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
125
dynamikę i drapieżność rozpędzającego się kapitalizmu. Dostrzeżmy tu elan
vital Bergsona – irracjonalistyczną reakcję na pozytywizm8. Jeszcze istotniejszą rolę odegrał socjaldarwinizm, rzutujący koncepcje walki o byt i doboru
naturalnego na życie społeczne. O ile Herbert Spencer (1820–1903), a nawet Ludwik Gumplowicz (z jego teoriami walki ras i podboju) opowiadali się
jeszcze za liberalizmem, to Vilfredo Pareto (1848–1923) stał już wyraźnie na
pozycjach elitaryzmu9. Korespondowała z tym teoria nadczłowieka, duszącego się w burżuazyjnym społeczeństwie, stojącego ponad moralnością – to nie
tylko Fryderyk Nietzsche, to też np. Jack London10. Nietzschemu obce były rasistowskie skłonności, ale elitaryzm i darwinizm łatwo skojarzony mógł zostać ze szkołą rasowo-antropologiczną: Artura de Gobineau, Houstona Stewarta Chamberlaina, Georgesa Vachera de Lapouge’a11. Wyznawcy rasizmu
swe teorie próbowali osadzić na naukowym fundamencie, jednak równie
użyteczny dla faszyzmu okazał się heglowski idealizm, z którego zaczerpnięto zdeformowaną ideę „ducha absolutnego” a zwłaszcza koncepcję państwa12. W jeszcze większym stopniu faszyści byli dłużnikami sorelowskiego
syndykalizmu z jego antyparlamentaryzmem, kultem „akcji bezpośredniej”,
ideą mobilizującego masy Mitu13. Wspomnijmy wreszcie o nauce społecznej
Kościoła za pontyfikatu Leona XIII, z której zapożyczone zostały solidarystyczne (korporacyjne) koncepcje rozwiązania problemów społecznych14. No
8
9
W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, t. III, Warszawa 1981, s. 213.
V. Pareto, Uczucia i działania. Fragmenty socjologiczne, Warszawa 1994, s. 20–26,
49–58.
W powieści Martin Eden alter ego bohatera powiada: „[…] jestem zastarzałym
przeciwnikiem socjalizmu, podobnie jak zdecydowanie przeciwstawiam się tej waszej bękarciej demokracji, która w gruncie rzeczy jest po prostu socjalizmem ukrytym pod maską słów […]. Jestem reakcjonistą, tak bezwzględnym reakcjonistą, że stanowisko moje
jest niezrozumiałe dla tych, którzy żyją we mgle zakłamanych frazesów […]”. J. London,
Martin Eden, Warszawa 1969, s. 348–349.
11
Skądinąd Vacher de Lapouge był… socjaldemokratą! P. Rees, Biographical Dictionary
of the Extreme Right Since 1890. New York–London 1990, s. 398; Frank Goovaerts, Georges
Vacher de Lapouge. Socialist en racist, Teksten, kommentaren en studies 1993, no. 72.
12
R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Lublin 1975, s. 79. Neoheglistą był
sztandarowy filozof faszyzmu włoskiego Giovanni Gentile. P. Rees, op. cit., s. 147. Warto
też prześledzić wpływ Hegla na decyzjonizm Schmitta.
13
Szczegółowo omawia te afiliacje Zeev Sternhell, The Birth of Fascist Ideology. From
Cultural Rebellion to Political Revolution, Princeton 1994; zob. też J. Tomasiewicz, Od anarchizmu do faszyzmu (Zmierzch rewolucyjnego syndykalizmu) [w:] idem, Między faszyzmem
a anarchizmem – nowe idee dla Nowej Ery, Pyskowice 2000.
14
Ks. Antoni Roszkowski pisał w 1934: „[…] Pomiędzy katolicko-społeczną myślą i programem oraz faszyzmem jako doktryną i ustrojem korporacyjnym istnieje wiele
punktów stycznych. […] być może, iż nawet uboczną drogą katolicyzm społeczny wywie10
126
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
i oczywiście – last but not least – w tym coctailu nie mogło zabraknąć nacjonalizmu, stającego wówczas u szczytu potęgi, udowadniającego nieograniczony potencjał mobilizacji społecznej15.
3.
Idee te wisiały w powietrzu. Trzeba je było tylko połączyć. Błyskawicą, która
doprowadziła do syntezy stała się Wojna – I wojna światowa – prawdziwy początek nowoczesności16. Światopogląd faszystowski ukształtował się w okopach wojny17. Dla większości ludzi wojna była koszmarem, którym chcieli jak
najszybciej zapomnieć. Ale liczni byli też tacy, których wojna bezpowrotnie
wyrwała z kolein codziennego życia. Ludzie, którzy nie potrafili żyć bez podwyższonego poziomu adrenaliny, których mierziła uporządkowana mieszczańska codzienność. Ludzie, którzy nie potrafili się odnaleźć w bezdusznym świecie kapitalizmu i tęsknili za wyidealizowanym braterstwem okopu.
Prawdopodobnie większość z nich wtopiłaby się w społeczeństwo, gdyby potrafiło zaoferować weteranom zajęcie zgodne z ich aspiracjami18. Ale bezpośrednim następstwem wojny był kryzys.
23 marca 1919 r. w budynku przy Piazza San Sepolcro w Mediolanie zebrało się pod przewodnictwem Benito Mussoliniego około 100 kombatantów, by stworzyć Fasci italiani di Combattimento. Pod względem politycznym przychodzili z trzech stron: z socjalistycznej i syndykalistycznej lewicy,
nacjonalistycznej prawicy i kontrkulturowego ruchu futurystów19. Fasci nie
rał wpływ na koncepcje i konstrukcję faszystowską od samego początku […]”, za: S. Markiewicz, Ewolucja społecznej doktryny kościoła, Warszawa 1983, s. 63.
15
Wspomnijmy może w tym miejscu tylko o Związku Ludu Rosyjskiego jako rosyjskim protofaszyzmie – zob. H. Rogger, Was There A Rusian Fascism? The Union of Russian
People, Journal of Modern History, 1964, nr 36; w języku polskim Ch. Ruud, S. Stiepanow,
Strach. Tajna policja carów, Warszawa 2001, s. 148–174, 350, 374, 406–408.
16
Charakterystyczne, że próby dokonania takiej syntezy w laboratoryjnych warunkach „La Cocarde” i Cercle Proudhon przed 1914 r. spaliły na panewce. Z. Sternhell,
op. cit., s. 86–89; E. Weber, Faszyzm jako połączenie prawicy i lewicy [w:] Faszyzmy europejskie (1922–1945) w oczach współczesnych i historyków, red. J. Borejsza, Warszawa 1979,
s. 327–328. Francuski nacjonalista republikański Barres swój program już w 1898 r. określił jako „narodowy socjalizm”. R. Skarzyński, Konserwatyzm. Zarys dziejów filozofii politycznej, Warszawa 1998, s. 208.
17
Dlatego faszyzm klasyczny (choć potrafił zarażać też młodszą generację) miał charakter w zasadzie pokoleniowy.
18
Zob. T. Białek, Terroryzm – manipulacja strachem, Warszawa 2005, s. 127–128
19
O jego ideowym obliczu najwięcej mówi Manifest Futurystyczny głoszący m.in.:
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
127
prezentowały się zrazu imponująco – w listopadowych wyborach blok faszystowsko-futurystyczny poparło 4657 wyborców spośród 270 tys. głosujących. Wiatrem w żagle nowego ruchu okazała się jednak strajkomania
(scioperomania) – inspirowany przez socjalistów ruch okupacji fabryk. Mussoliniemu udało się zjednoczyć pod swoim sztandarem rozliczne lokalne bojówki antysocjalistyczne o najróżniejszej proweniencji. W grudniu 1921 r. na
bazie Fasci powstała Partito Nazionale Fascista, która w niecały rok później
dokonała zwycięskiego podboju państwa.
W Niemczech, w których sytuacja była pod wieloma względami podobna
do sytuacji we Włoszech, równolegle rozwijał się nazizm. Jego glebą był szeroko rozgałęziony i wielce zróżnicowany ruch volkistowski, mający charakter tyleż polityczny co kulturowy. Tomasz Gabiś przedstawia go jako swoisty
prawicowy New Age: „Są wśród nich rasiści, socjaldarwiniści, tzw. ariozofowie, zwolennicy naturalnego wychowania, antysemici, poganie, ezoterycy, badacze-amatorzy germańskich mitów i symboli, deszyfratorzy znaków
runicznych, wegeterianie, naturyści, teoretycy ‘joggingu’, przeciwnicy czy to
masonerii czy to jezuitów, reformatorzy wszystkich dziedzin życia od budownictwa po obyczaje seksualne, twórcy najbardziej fantastycznych koncepcji
w dziedzinie religii, historii, kultury czy polityki”20. Klęska 1918 r. doprowadziła do radykalizacji części z nich – w ten sposób, z inicjatywy okultystycznego Thulegessellschaft, w styczniu 1919 r. narodziła się Deutsche Arbeiterpartei. DAP wegetowała w monachijskich piwiarniach do momentu, gdy
12 września w jej szeregi włączył się Adolf Hitler. Hitler rychło przejął ster
nadając partii (od sierpnia 1920 r. NSDAP) dynamikę, dzięki której wchłaniała szybko drobne grupy o pokrewnej ideologii. Nie wystarczyło to wszakże,
by w listopadzie 1923 r. powtórzyć puczem sukces Mussoliniego.
„Marsz na Rzym” wywołał falę naśladownictwa w innych krajach. W Wielkiej Brytanii w 1923 r. powstała grupa British Fascisti, we Francji Pierre Taittinger założył rok później Jeunesses Patriotes a Georges Valois w 1925 Faisceau, w Rumunii w 1927 r. Corneliu Zelea Codreanu tworzy osławiony Legion
Michała Archanioła. Również w Polsce pojawiły się wówczas efemeryczne
grupki takie jak Stronnictwo Faszystów Polskich21.
„Chcemy sławić wojnę - jedyną higienę świata, militaryzm, patriotyzm, gest burzycielski anarchistów, piękne idee, dla których się umiera, i pogardę dla kobiet”. S. Sierpowski,
op. cit., s. 23–26; szerzej Ch. Baumgarth, Futuryzm, Warszawa 1987, s. 200–206.
20
T. Gabiś, Konserwatywna Rewolucja, Fronda 1997, nr 8.
21
J. M. Majchrowski, Szkice z historii polskiej prawicy politycznej lat Drugiej Rzeczypospolitej, Kraków 1986, s. 92–94; O. Grott, Faszyści i narodowi socjaliści w Polsce, Kraków
2007, s. 13–39.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
128
Była to niejako pierwsza fala faszyzmu. Drugą przyniósł Wielki Kryzys
gospodarczy 1929 r. i nowy wzór do naśladowania – hitlerowskie Machtübernahme w 1933 r. We Francji w 1931 r. płk François de la Rocque de Severac
przekształca stowarzyszenie weteranów Association Nationale des Combattants w bojową organizację polityczną znaną jako Croix de Feu (potem Parti Social Francais), pięć lat później komunistyczny dysydent Jacques Doriot
tworzy Parti Populaire Francais. W Wielkiej Brytanii w 1932 r. labourzystowski minister Oswald Mosley zakłada British Union of Fascists22. W Hiszpanii
w 1933 r. Jose Antonio Primo de Riveira skupia pod swoim przywództwem
narodowych syndykalistów w Falanga Espaňola y Juntas de ofensiva nacional
sindicalista. W Polsce w 1934 r. młodzi narodowcy wyodrębnili się w Obóz
Narodowo-Radykalny, w łonie którego totalitarny program głosiła „Falanga”
Bolesława Piaseckiego. W Belgii w 1935 r. Leon Degrelle wyłamuje się z Partii Katolickiej tworząc ruch REX.
4.
Tych ludzi, przychodzących spod wszelkich możliwych znaków, nie łączyła żadna usystematyzowana ideologia. Oficjalni apologeci systemu chętnie
przyznawali, że skoro nie ma dwóch faszystów, którzy zgodziliby się ze sobą
co do głównych zasad, nie istnieje żadna doktryna faszystowska23.
Widać to wyraźnie już wtedy, gdy porównamy choćby dwa klasyczne modele tego zjawiska: włoski faszyzm i niemiecki nazizm. W oczy rzuca nam się
przede wszystkim różnica w sferze práksis: nazizm był zdecydowanie bardziej konsekwentny w totalizmie i militaryzmie. Odnotować jednak trzeba
też istotną różnicę ideologiczną – dla faszystów włoskich wartością najwyższą było Państwo a dla nazistów Naród w sensie etnicznym. Co więcej, naziści pojmowali naród jako biologiczną Volksgemeinschaft, wspólnotę krwi,
natomiast we włoskim faszyzmie zasadniczo brak było rasizmu24. Różnice te
Warto odnotować tu – znowu! – znaczny kontyngent wychodźców z lewicy
(zwłaszcza socjaldemokratycznej), pośród których oprócz New Party Mosleya wymienić można francuskich neosocjalistów Marcela Deata i belgijskich planistów Hendrika De
Mana. J. Eisler, Od monarchizmu do faszyzmu. Koncepcje polityczno-społeczne prawicy francuskiej 1918–1940, Warszawa 1987, s. 75–77.
23
D. M. Smith, Mussolini, Warszawa 1994, s. 188.
24
Pozwalało to na uczestnictwo w ruchu faszystowskim Włochom żydowskiego pochodzenia, 230 z nich wzięło udział w Marszu na Rzym, niektórzy z nich – jak Aldo Finzi – dochodzili do wysokich stanowisk. R. Eatwall, Faszyzm. Historia, Poznań 1999, s. 133.
22
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
129
skłoniły J. A. Primo de Riveira’ę do wygłoszenia sądu, że „Hitleryzm nie jest
faszyzmem. To antyfaszyzm, przeciwieństwo faszyzmu”25.
Inna linia podziału przebiegała w poprzek narodowych ruchów faszystowskich. W każdym z nich możemy wyróżnić frakcję konserwatywną i radykalną, które różnił przede wszystkim stosunek do religii i własności prywatnej, czasem też do mobilizacji mas w ramach państwa totalitarnego. „Prawe”
skrzydło ruchu na ogół tworzyli reakcjoniści i konserwatyści przywdziewający modne w tym sezonie faszystowskie uniformy, nie rozumiejący istoty faszyzmu ale pragnący radykalnymi metodami bronić tradycyjnych wartości.
To Salazar, Franco, Petain – twórcy autorytarnych dyktatur udających totalitaryzm26. Faszystowska „lewica” składała się z autentycznych rewolucjonistów pokroju Strassera, Valois czy Piaseckiego, których od ortodoksyjnych lewicowców odróżniały głównie narodowe sentymenty. Najczęściej jednak ton
ruchowi faszystowskiemu nadawało oportunistyczne „bagno”, przelewające
się między tymi dwoma biegunami.
5.
Cóż wobec tego ich wszystkich spajało w jeden ruch? Wspólnym był pewien
„styl faszystowski”: kult witalności, młodości, dynamiki, siły – i związany
„[…] W połowie lat trzydziestych mniej więcej co trzeci Żyd był członkiem PNF, proporcjonalnie więcej niż w przypadku «gojów»”. Ibidem. Dopiero w 1938 r. pod wpływem przymierza z Trzecią Rzeszą pojawiły się we Włoszech urzędowy antysemityzm. D. M. Smith,
op. cit., s. 283–285. Dodajmy, że nie była to li tylko włoska specyfika – podobne stanowisko cechowało też np. faszystów rosyjskich a pewnym sensie też polskich narodowych radykałów. S. Jedynak, Naród – społeczeństwo – państwo. Studia z filozofii społecznej XIX i XX
wieku, Warszawa 2002, s. 102; J. Borejsza, Rzym a wspólnota faszystowska. O penetracji faszyzmu włoskiego w Europie Środkowej, Południowej i Wschodniej, Warszawa 1981, s. 224;
B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański. Myśl społeczno-państwowa formacji narodowo-katolickiej w Drugiej Rzeczypospolitej, Kraków 1991, s. 221–228. Obecność Żydów zaznaczyła
się też w brytyjskim faszyzmie. R. Eatwall, op. cit., s. 302.
25
Za: Z czasopism – Futuro Presente, Stańczyk 1993, nr 2.
26
Wyjaśnijmy, w jakim znaczeniu używać będziemy tych pojęć: wspólną cechą autorytaryzmu i totalitaryzmu jest ich antydemokratyczny charakter – rządy jednostki lub
grupy niezależne od społeczeństwa i nieponoszące przed nim odpowiedzialności. Oba reżimy posiłkują się terrorem ale w autorytaryzmie ma on charakter selektywny (tj. w zasadzie uderza tylko w przeciwników politycznych) podczas gdy w totalitaryzmie masowy
– każdy może w każdej chwili być ofiarą. W typowym autorytaryzmie nie występują też
dwie inne cechy ustroju totalitarnego: totalna indoktrynacja społeczeństwa i totalna instytucjonalizacja życia społecznego. Autorytaryzm nie odwołuje się do mas, nieraz jednak
zapewnia społeczeństwu pewien zakres autonomii.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
130
z tym prymat estetyki nad etyką27. Zaryzykować można twierdzenie, że faszyści w podobny sposób postrzegali otaczającą ich rzeczywistość. Francuski
faszysta Maurice Bardeche w książce z 1961 r., pt.: „Czym jest faszyzm?” pisał: „Faszyzm to nie doktryna, lecz prastara wola zawarta w naszej krwi, naszej duszy”28. Dysponował faszyzm – przynajmniej w swym rdzeniu – spójnym światopoglądem. Spróbujmy go tu zrekonstruować29.
Światopogląd faszystowski nacechowany był pesymizmem. Faszyści postrzegali świat, życie jako niekończącą się walkę wszystkich ze wszystkimi
(Hitler: „Walka jest ojcem wszechrzeczy”). Wynikała z tego heroiczna koncepcja człowieczeństwa, na ogół interpretowana jako antyhumanitaryzm faszyzmu30. Miarą wartości człowieka jest jego siła – stąd kult siły, wyrażający się
praktycznie w zamiłowaniu do przemocy. Siła jest rozłożona nierówno, walka wyłania zwycięzców i przegranych, dlatego faszyści zaprzeczali równości ludzi, społeczeństwo chcieli oprzeć na zasadzie hierarchii31. Zwieńczeniem
hierarchicznej – totalitarnej – organizacji miał być Wódz: jednostka genialna, wyrażająca misję historyczną, obdarzona władzą absolutną (Führerprinzip). Naturalną podstawą Państwa był Naród (Volksgemeinschaft) – podmiot
historii. Naród postrzegany był na ogół w sposób biologiczny, rasistowski:
jako wspólnota krwi. Ten organicystyczny nacjonalizm pociągał za sobą solidaryzm społeczny, wyrażający się w prymacie państwa zarówno nad pracą
jak kapitałem; państwo brało czynny udział w gospodarce. Celem tego rozumianego na darwinowską modłę narodu była Wielkość, faszyzm miał więc
Ów faszystowski amoralizm celnie, jak się wydaje, oddał Philip K. Dick opisując faszystów jako „pełnych wiary cyników”, którzy „w nic nie wierząc zarazem ślepo wierzą”.
P. K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku, Warszawa 1991, s. 27. Analizę „stylu faszystowskiego” podejmowali J. Frejlak (Faszyści, naziści, samuraje) i M. Szczepanowski (O stylu faszystowskim) we Frondzie 1999, nr 17–18. Zob. też szkic Ewy Bieńkowskiej o archetypicznym faszyście Robercie Brasillachu – Zbrodnia słów, Zeszyty Literackie 1993, nr 42.
28
Za: J. Gerhard, Zoolityka, Warszawa 1965, s. 202.
29
To oczywiście pewien model idealny, który nie znajduje pełnego odzwierciedlenia
w żadnym rzeczywistym ruchu.
30
Mussolini pisał: „Jedynie wojna wznosi do maksimum napięcia wszystkie siły
ludzkie i znaczy znamieniem szlachetności narody, które mają odwagę stawić jej czoła”.
R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Kraków 1999, s. 362–363. W tym kontekście tylko zrozumiałe staje się stanowisko Pierre’a Drieu La Rochelle, który wybrał faszyzm jako „humanistyczną” – w odróżnieniu od marksistowskiej – odmianę socjalizmu.
J. Eisler, op. cit., s. 221.
31
Hitler: „Postęp i kultura nie są produktem większości lecz wyłącznie geniuszu
i energii osobowości”. Za: R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Kraków 1999,
s. 373. Mussolini: „Faszyzm przeczy, że liczba przez to tylko, że jest liczbą, mogła kierować
społeczeństwami ludzkimi”. B. Mussolini, Doktryna faszyzmu, Poznań–Łódź 1992, s. 37.
27
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
131
charakter z gruntu imperialistyczny, dążył do ekspansji terytorialnej (Lebensraum). Naród musiał wreszcie mieć Wroga, by móc toczyć swą walkę; Wrogowi nadawano wymiar nieomal metafizyczny.
Taki światopogląd musiał implikować pewien praktyczny program32. Najbardziej oryginalnym wkładem faszyzmu w myśl polityczną wydaje się być koncept państwa totalitarnego (lo stato totale), stworzony w 1925 r. przez Mussoliniego33. Wedle jego definicji oznaczało to „Wszystko w ramach państwa, nic
poza państwem, nic przeciw państwu”. Państwo zorganizowane było wertykalnie: Wódz zawsze ma rację (Duce ha sempre ragione) a prawem obywatela jest
wierzyć, słuchać i walczyć (credere, obedire, combattere). W odróżnieniu jednak od tradycyjnych reżimów autorytarnych państwo faszystowskie opierało
się na mobilizacji mas poprzez monopartię i będące jej „pasami transmisyjnymi” organizacje. Odnotujmy jeszcze jedną różnicę między faszyzmem i reakcją:
faszyzm dbał o swą demokratyczną legitymizację poprzez plebiscyty.
Ekonomia miała być podporządkowana polityce. Tu faszyzmy miotały się między quasi-socjalistycznym etatyzmem a klasycznym liberalizmem
– wystarczy porównać włoskie programy faszystowskie z 1919 i 1921 r.
Ten pierwszy głosił: „My chcemy wywłaszczenia ziemian, właścicieli kopalń i transportu!” tudzież domagał się udziału robotników w zarządzaniu
przedsiębiorstwami34, drugi zapowiadał restytucję prywatnego przemysłu,
zniesienie państwowego monopolu poczty i telegrafu35. Ostatecznie jednak
punkt ciężkości programów gospodarczych faszyzmu oparł się na korporacyjnej „trzeciej drodze” między kapitalizmem i socjalizmem – taka konstrukcja logicznie wynikała z pryncypium solidaryzmu narodowego36. Trzecia
32
R. Eatwall zdefiniował go jako „holistyczno-nacjonalistyczną radykalną Trzecią
Drogę”. R. Eatwall, op. cit., s. 52. W tej formule zawierają się zarówno wartości światopoglądowe (nieliberalny – kolektywistyczny czy wręcz totalistyczny – nacjonalizm) jak ideał
społeczno-gospodarczy: radykalną (a więc odmienną od centrowej) negację komunizmu
i kapitalizmu.
33
Należałoby tu jednak zbadać, czy faszystowska idea państwa inspirowana była
przez teorię i praktykę bolszewickiej Rosji (jak uważa np. Paul Johnson pisząc, że „Totalitaryzm lewicy dawał pożywkę dla totalitaryzmu prawicy”. P. Johnson, Historia polityczna
świata od lat dwudziestych do osiemdziesiątych, t. I, Warszawa 1989, s. 243) czy też rozwijała się w stosunku do komunizmu równolegle i niezależnie.
34
S. Sierpowski, op. cit., s. 147. Zagraniczni dyplomaci oceniali, że „Związki Kombatantów radykalizowały się coraz bardziej, a ich uchwały polityczne i społeczne częstokroć
niewiele różnią się od socjalistycznych”. Ibidem, s. 180.
35
Mussolini domagał się swobody dla inicjatywy prywatnej twierdząc, że „Każdy zarząd państwowy jest klęską ekonomiczną”. Za: S. Sierpowski, op. cit., s. 233.
36
Podkreślić tu jednak trzeba znamienną różnicę między korporacjonizmem faszystowskim i korporacjonizmem propagowanym przez Kościół katolicki: w pierwszym kor-
132
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
Droga najściślej korespondowała też z zasadą nadrzędności państwa, które
– wbrew cechującym niekiedy faszyzm ruralnym utopiom37 – było podstawowym instrumentem industrializacji kraju. Jak napisał Grunberger, narastający centralizm i etatyzm „sprowadziły przemysł na pozycję całkowitej zależności od państwa”38.
Najbardziej wymyka się naszym klasyfikacjom program faszyzmu na niwie kultury (w jej socjologicznym ujęciu). Jeśli za probierz uznamy stosunek do religii zaobserwujemy pełne spektrum postaw: od bezwarunkowego
uznawania prymatu religii przez rumuńską Żelazną Gwardię i polską Falangę,
przez oportunizm Mussoliniego, oscylującego między jadowitym antykleryklizmem i hipokrytycznym respektem, po jawną wrogość nazizmu. Próbując
wszakże generalizować dostrzeżemy ambiwalentne podejście do zastanego
modelu kultury narodowej. Z jednej strony tradycja stanowiła dla faszystów
zasadnicze źródło legitymizacji, z drugiej jednak traktowana była selektywnie: wyłuskiwano z niej tylko wątki odpowiadające faszyzmowi, deformowano je tak, by były zgodne z doktryną, preparowano wręcz pseudohistoryczne
tradycje. Faktycznie „tradycja narodowa” była przez faszyzm konstruowana
na nowo. Przeszłość, do której faszyzm się odwołuje, jest kompletnie zmistyfikowana, wymyślona na wzór i podobieństwo swoje. Nie ma też faszyzm
żadnych oporów przed korzystaniem z nowoczesnych zdobyczy techniki dla
realizowania swojego wariantu „inżynierii społecznej”. Efektem zaś końcowym mają być narodziny „Nowego Człowieka”.
6.
Tym tropem możemy się zbliżyć do istoty faszyzmu. Faszyzm rodzi się z reakcyjnego odruchu protestu przeciw nowoczesności, przeciw deprecjonowaniu narodu, przeciw erozji tradycyjnej gospodarki, struktur społecznych,
obyczajowości. W praktyce jednak sam przeprowadza, własnymi metodami, modernizację państwa. Mechanizm wygląda następująco: konkurencja ze strony przodujących narodów wymusza modernizację wedle zapożyporacje miały być organizacjami państwowymi, w drugim – społecznymi. S. Markiewicz,
Chrześcijaństwo a związki zawodowe, Warszawa 1985, s. 133–134.
37
D. M. Smith, op. cit., s. 162–163.
38
R. Grunberger, Historia społeczna Trzeciej Rzeszy, Warszawa 1987, t. 1, s. 257, zob.
też 259–261. Grunberger zauważa też, że reżim nazistowski „realizował w istocie Mittelstandideologie [ideologię obrony interesów stanu średniego – J.T.] tylko o tyle, o ile nie
kłóciła się ona z potrzebami militarnego uprzemysłowienia”. Ibidem, s. 247.
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
133
czonych z zewnątrz wzorów, co wywołuje odruch reakcyjny – oporu wobec
tej „importowanej modernizacji”. Okazuje się jednak, że nie można pogodzić
anachronizmu i ekspansji czy bodaj przetrwania. Nieubłagane wymogi międzynarodowej konkurencji sprawiają, że dotychczasowi reakcjoniści – chcąc
dorównać zagranicznym rywalom – muszą wdrożyć alternatywny wariant
modernizacji, starający się zachować rodzime wartości lub przynajmniej
stwarzający takie pozory.
Charakterystyczne, że autentyczny (tj. najbliższy naszkicowanemu tu
modelowi) faszyzm największe sukcesy odnosił w średniorozwiniętych krajach Europy, pragnących doścignąć liderów. Faszyzm miał być drogą wiodącą do nowoczesności na skróty. Celem było usunięcie ostatnich barier uniemożliwiających ekspansję tejże poprzez totalną unifikację społeczeństwa.
Faszyzm niejako uprzątał rupiecie po przeszłości porządkując tym samym
plac budowy kapitalistycznego społeczeństwa masowego.
Przyzwyczajeni do traktowania faszyzmu jako przejawu „reakcji” możemy poczuć się zdziwieni. Faktem jest, że faszyzm cechowała ambiwalencja:
z jednej strony nostalgia za wyidealizowaną (na ogół mocno odległą) przeszłością, z drugiej zachłyśnięcie się nowoczesnością. Fascynację nowoczesną
techniką dostrzegamy zarówno u Mussoliniego, pasjonującego się samochodami i samolotami39, jak i u Hitlera, który przyznawał się „[…] Ja mam bzika na
punkcie techniki” (9 II 1942)40. Wódz Trzeciej Rzeszy nie tylko przewidywał:
„Przed nami jeszcze niesamowity rozwój techniki” (13 VI 1943)41, ale też akceptował jego konsekwencje w postaci standaryzacji: „Pragnienie zapewnienia milionom wyższego poziomu życia zmusza nas do standaryzacji, jak też
do posługiwania się znormalizowanymi częściami budowlanymi […]” (19 X
1941)42. Dlatego m.in. postulował zastąpienie czcionki gotyckiej przez łacińską (2 XI 1941)43, lokalnych dialektów przez język literacki (21 VIII 1942)44,
religii w szkołach przez naukę maszynopisania (19 X 1941)45. Także np. plan
budowy nowej stolicy nad jeziorem Müritz w Meklemburgii świadczy o braku pietyzmu w stosunku do tradycji (25 VI 1943)46.
39
40
41
42
D. M. Smith, op. cit., s. 152–153.
A. Hitler, Rozmowy przy stole 1941–1944, Warszawa 1996, s. 282.
Ibidem, s. 408.
Ibidem, s. 93. Zob. G. Ritzer, Macdonaldyzacja społeczeństwa, Warszawa 1997, pas-
sim.
43
44
45
46
A. Hitler, op. cit., s. 123
Ibidem, s. 368.
Ibidem, s. 93.
Ibidem, s. 413.
134
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
Franciszek Ryszka już w 1961 r. zwracał uwagę na specyfikę faszystowskiego ludobójstwa: „[…] Gigantyczna machina zniszczenia […] miała wszystkie cechy bezdusznego zautomatyzowanego mechanizmu. Poszczególne elementy tej maszyny, kółeczka, tryby, pasy transmisyjne i miażdżące walce – to
przecież ludzie sprzęgnięci z techniką komór gazowych i pieców, ludzie, których zawodem stało się masowe zabijanie. Byli oni na ogół zupełnie inni od
wyobrażeń o okrutnym, sadystycznym mordercy. […] Najlepsi specjaliści od
masowych mordów […] to nie byli wcale brutalni i zdegenerowani okrutnicy […] ale właśnie ludzie pokroju Rudolfa Hoessa. […] Hoess napisał pamiętnik […]. W tym jedynym swego rodzaju dokumencie niezmiernie typowy dla
pewnej mentalności jest passus, kiedy autor pisze o uczuciu ulgi i zadowolenia z siebie po udoskonaleniu sposobu zabijania cyklonem B w oświęcimskich komorach gazowych. Wydajność za wszelką cenę jak w kapitalistycznym przedsiębiorstwie – oto była dewiza Hoessa i jemu podobnych. […] Tu
zasadą była śmierć zadawana «czysto» i tanio, metodą uporządkowaną, na
podobieństwo kapitalistycznej organizacji pracy, szybko i wydajnie, a zarazem beznamiętnie [….]. W tym zawiera się cała groza ludobójstwa uprawianego przez hitlerowców […]: bezduszność, bezosobowość, zmechanizowanie,
doprowadzona do perfekcji organizacja […]”47. Wypada się zgodzić. Bestialstwo towarzyszyło ludzkości od zawsze, czymś nowym była jego naukowo-przemysłowa organizacja.
Prawdę, że faszyzm był modernizmem przebranym w historyczny kostium48 wyraźnie widać w sferze gospodarki. Ryszka podnosił rolę NSDAP
w unifikacji systemu finansowego Niemiec49. Grunberger zauważył, że „Ostatecznie […] aryzacja przyniosła korzyści przede wszystkim wielkiemu biznesowi i przyspieszyła «racjonalizację» gospodarki. […] W sumie, zamiast
dziesiątków tysięcy, tylko tysiące przedstawicieli Mittelstandu skorzystały bezpośrednio na wykluczeniu Żydów z gospodarki; natomiast, jak stwierdzała w 1935 roku «Frankfurtet Zeitung»: «Korzyści z aryzacji przypadły
głównie kilku wielkim koncernom przemysłowym», takim jak zakłady Mannesmanna, Flicka, Otto Wolffa i Reichswerke Hermann Goering”50. Według
Zamoyskiego tworzone we Francji w okresie okupacji „komitety przemysło47
F. Ryszka, Noc i mgła. Niemcy w okresie hitlerowskim, Wrocław–Warszawa–Kraków
1966, s. 372–373.
48
Dla odmiany komunizm niejednokrotnie okazywał się być archaizmem w szacie
postępu. Zob. np. A. Wolan, Bolszewicka polityka narodowościowa, Dziś 1992, nr 9.
49
F. Ryszka, Państwo stanu wyjątkowego. Rzecz o systemie pastwa i prawa Trzeciej
Rzeszy, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk–Łódź 1985, s. 295–296.
50
R. Grunberger, op. cit., s. 254–255.
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
135
we” (CO) „tworzyły strukturę kapitalistycznej wersji gospodarki sterowanej,
kierującej się doktryną «dyryżyzmu gospodarczego». W zmienionej postaci, lecz zachowując w dużej mierze swój skład ludzki, tradycje i doktrynę,
przetrwały one do dziś i stanowią główne elementy współczesnej organizacji i administracji gospodarki francuskiej”51.
Przykładów możemy przytaczać wiele – w zakresie stosunków międzypaństwowych, ochrony środowiska, obyczajowości… Przywołajmy w tym
miejscu może jeszcze tylko jeden, ze zgoła niepolitycznej dziedziny. O książce Roberta N. Proctora „Nazizm, zdrowie, rak, medycyna” recenzent napisał:
„[…] Autor, profesor historii nauki w Pensylvania State University w USA,
pisze, że w Trzeciej Rzeszy wprowadzono reformy zdrowotne, które obecnie uznajemy za wysoce pożądane i korzystne. Że ówcześni lekarze odkryli
związek pomiędzy paleniem tytoniu a zachorowaniami na nowotwory płuc.
Że w hitlerowskich Niemczech wprowadzano rewolucyjne i skuteczne standardy zdrowotne i żywnościowe. Że propagowano zdrowy, «naturalny» styl
życia. Że prowadzono arcyrozsądne i dalekowzroczne działania profilaktyczne”52.
Hubert Orłowski próbował podsumować dyskusję o elemencie modernizacyjnym w nazizmie. Napisał m.in.: „Zapoczątkowana zburzeniem terytorialnej struktury społeczna mobilność przestrzenna, rozbicie konwencji
stanowych i (wojenne) zmiany w algorytmizacji karier polityczno-gospodarczych oraz w samym sposobie wyłaniania kadr (decyzyjnych, refleksyjnych), zwiększony udział profesjonalistów w podejmowaniu decyzji, czyli
zrozumienie dla potęgi logistyki zarządzania i biurokratyzacji, technokratyzm a la Todt i Speer, przyśpieszenie efektywności i racjonalności produkcji masowej, zmiany w infrastrukturze gospodarczej i masowym transporcie
(choćby system autostrad i kanałów), przyspieszenie przejścia od struktur
«organicznych» (wspólnota wiejska, rodzina) do struktur funkcjonalnych
(organizacje, instytucje), industrializacja kultury masowej: te oraz dalsze
pokrewne procesy są – o ironio! – spadkiem również po nazizmie i Trzeciej
Rzeszy”53.
J. E. Zamojski, Francja na rozdrożu 1943–1944. Walka o kształt ustrojowy przyszłej
Francji, Warszawa 1992, s. 16.
52
G. Deschner, Reinhard Heydrich – namiestnik władzy totalitarnej, Warszawa 2000,
strona nienumerowana.
53
Nazizm, Trzecia Rzesza a procesy modernizacji, red. H. Orłowski, Poznań 2000,
s. 51.
51
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
136
Powiedzmy przy tej okazji dobitnie: fakt, że faszyzm oznaczał modernizację nie oznacza bynajmniej, że był mniej zbrodniczy. Taki błąd mogliby popełnić ludzie uznający postęp i modernizację za jednoznacznie pozytywne.
Tymczasem „postęp” może mieć także brzydkie oblicze.
7.
Z faktu, że faszyzm był nowoczesny nie wynika wszakże, że nowoczesność
jest faszystowska. Totalne ujednolicenie kultury wprowadza też de facto
popkultura, ta półoficjalna nadbudowa społeczeństwa masowego. Nie można jednak na tej podstawie wnosić, że kultura masowa ma charakter faszystowski. To byłoby oczywiste nadużycie – unifikatorzy typu McDonalda nikogo wszak nie zabijają.
Oprócz celu istotne są też środki. Zauważmy więc, że wszystkie ruchy
faszystowskie zamierzały dokonać totalnej homogenizacji kulturowej poprzez centralizację polityczną. Faszyzm odróżnia się tu dążeniem do maksymalnej uniformizacji (Gleichschaltung) norm i zachowań m.in. poprzez militaryzację. Grott przedstawiając program Falangi stwierdza, że dążyła ona do
„kulturowej unifikacji różnych warstw i grup społecznych”54. Zadruga, doprowadzając totalitarny program do skrajności, mówiła wprost o „narodzie
termitów”.
Pozwala to odróżnić faszystów od ugrupowań konserwatywnych czy reakcyjnych, opowiadających się – jak Action Française – za decentralizacją,
autonomią prowincji i poszanowaniem ich tożsamości. Można więc przyjąć,
że – w dużym uproszczeniu – do zaistnienia faszyzmu niezbędne jest łączne
występowanie dwóch elementów: pewnej wizji programowej oraz aparatu
realizowania tejże. Sama idea „homogenicznych wspólnot kulturowych” nie
jest faszyzmem, a tylko retrospektywną utopią, obecną w kierunkach nawet
najdalszych od faszyzmu (jak bioregionalizm, agraryzm czy Proudhonowski
anarchizm). O faszyzmie można mówić dopiero wtedy, gdyby ten cel wdrażany był przez totalitarne państwo.
Czy wobec tego dysponujemy już kompletną teorią faszyzmu? Niestety
nie. Wątpliwości nas nie opuszczają, gdyż komunizm takoż był próbą „doścignięcia i prześcignięcia” kapitalistycznego Zachodu przez średniorozwiniętą
Rosję. Zbieżność faszyzmu z komunizmem widać również w dążeniu do uni54
B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański…, s. 248.
Jarosław Tomasiewicz
W poszukiwaniu istoty faszyzmu
137
fikacji społeczeństwa (socjalizacja gospodarki w zamyśle komunistów takoż
miała pociągnąć za sobą ujednolicenie kultury). Faszyści w końcu nie mieli
też monopolu na stosowanie przemocy: równolegle do Freikorpsów działała
Czerwona Gwardia, faszystowscy squadristi ścierają się z komunistycznymi
arditi di popolo55. Nie mniejsze, dodajmy, są analogie ze współczesnym fundamentalizmem islamskim, który bynajmniej nie jest – poza skrajnymi odpryskami typu afgańskich talibów – wojującym wstecznictwem lecz raczej alternatywnym projektem modernizacyjnym56.
Możemy więc zaryzykować twierdzenie, że nie da się więc znaleźć cech,
które byłyby charakterystyczne wyłącznie dla faszyzmu. Nawet ewidentna
zbrodniczość faszyzmu jest porównywalna ze zbrodniami innych totalitaryzmów57. O faszyzmie jako wyjątkowym fenomenie możemy więc mówić tylko w tym sensie, że był swoistą syntezą właściwości cechujących także inne
zjawiska.
8.
Ujęcie faszyzmu w szerszym kontekście totalitarnych ruchów modernizacyjnych pozwala na odmitologizowanie ustroju faszystowskiego. Niejednokrotnie przedstawiany jest on jako monolit poruszany wolą jednostki. Tymczasem to tylko model idealny totalitaryzmu. W rzeczywistości nawet autokrata,
który wyeliminował wszelką opozycję musiał się liczyć ze swego rodzaju
„oporem materii”: z ludźmi, którzy jego politykę mieli realizować, z ich zdolnościami, poglądami, charakterami, emocjami, indywidualnymi i zbiorowymi interesami. „Rozmowy przy stole” są pełne utyskiwań Hitlera, że nie może
55
Reuth podkreśla, że w Niemczech na początku lat 30.: „przemoc stała się jawnie
specjalnością KPD” a komunistyczny Röter Frontkämpferbund był: „znacznie liczniejszy
i lepiej zorganizowany” niż SA. R. G. Reuth, Goebbels. Warszawa 1996, s. 109, 145. Ba, od
przemocy nie stronili też przedstawiciele ugrupowań umiarkowanych, np. socjaldemokracji – swoje formacje zbrojne posiadała zarówno SPD jak PPS.
56
Tezę o nierozłączności fundamentalizmu i modernizacji stawia Karen Armstrong:
K. Armstrong, W imię Boga, Warszawa 2005. O przypadku egipskim zob. J. Tomasiewicz,
Al-Islam huwa al-hall? Egipskie Bractwo Muzułmańskie – zagrożenie czy szansa demokracji? [w:] Świat arabski w procesie przemian. Zmiany społeczne i kulturowe oraz reformy polityczne, red. A. Kapiszewski, Kraków 2008.
57
Najdobitniejszy wyraz znalazło to w pracy Stephen Courtois (i in.), Czarna księga
komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Warszawa 2001.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Myśl polityczna
138
robić wszystkiego, co chce. Faktycznie polityka państwa totalitarnego jest
więc wypadkową różnych interesów grupowych58.
Tak postrzegając faszyzm można pokusić się o próbę odpowiedzi na ahistoryczne być może pytanie o losy tego zjawiska w przypadku, gdyby II wojnę wygrały państwa Osi. I tu skłonny byłbym się zgodzić z Piskozubem, który
uważa, że „Gdyby to nie Stalin wygrał II wojnę światową, tylko «Oś» faszystowska […] – z pewnością druga połowa XX wieku przyniosłaby taką samą
erozję i w końcu rozkład władzy faszystowskiej w Europie, jak to się stało z
władzą komunistyczną”59. Innymi słowy – by odwołać się do literackich wizji
political fiction – przyszłość faszyzmu przypominałaby raczej „Fatherland”
Roberta Harrisa niż „Człowieka z Wysokiego Zamku” Philipa K. Dicka.
Seeking the essence of fascism
Fascism has never created homogeneous doctrine or ideology. We have to speak
about fascisms in plural. Fascisms from the very beginning were distinguished by
great diversity. As nationalistic ideologies they should naturally reveal in national
variants, which were additionally overlapped by internal diversity – within every nation we can find several competing mutations. As a result, trying to define fascism
we would always find ourselves between Scylla of excessive narrowing of idea (in
extreme terms – only to the Italian fascism) and Charybdis of excessive extension to
everything, that is showing whatsoever similarity with original.
In the article „Seeking the essence of fascism” author shows the origins of fascism, looking for common elements in fascisims and characterizes the nature of fascist worldview. Finally author states that we cannot find attributes, characteristic
only for fascism. Even the obvious criminality of fascism can be compared with the
crimes of totalitarian regimes. Author notes, that about fascism as a unique phenomenon we can speak only in the sense of specific fusion of peculiarities characteristic
to other phenomenon.
Podskórnej grze rozmaitych lobbies odpowiada „zinstytucjonalizowany chaos”
państwa faszystowskiego. Zob. A. Ryszka, Państwo stanu wyjątkowego…, s. 314, 373.
59
A. Piskozub, Faszyzm jako ideologia kontestacji, Arcana 2000, nr 34.
58
Stosunki międzynarodowe
Michał Kolasiński
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Toruń)
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy
z Kubaniem w 1918 roku*
M
imo stosunkowo bogatego dorobku polskiej historiografii w badaniach nad
dziejami wojny domowej na terenie byłego Imperium Rosyjskiego w latach 1917–1920 istnieje jeszcze dość szerokie pole zagadnień, które wymagają szczegółowego opracowania. Istotna część z nich dotyczy 1918 roku,
gdy rozwój wydarzeń na terenach byłej Rosji był przesłonięty zmaganiami mocarstw w ostatnim roku pierwszej wojny światowej. Na jej terenie powstawały
wówczas regionalne ośrodki władzy, które w toku rozwoju sytuacji wewnętrznej i geopolitycznej często nabywały atrybutów państwowości de facto, w tym
także tych ze sfery stosunków międzynarodowych. W 1918 r. niebolszewicki
organizm państwowy o najwyższym stopniu zorganizowania powstał na terenie Ukrainy Naddnieprzańskiej najpierw w postaci Ukraińskiej Republiki Ludowej (UNR), a później Państwa Ukraińskiego (UD)1. Kolejnymi w tej hierar-
* Niniejszy tekst jest pokłosiem pracy naukowej finansowanej ze środków na naukę
w latach 2008-2010 (Projekt badawczy promotorski nr N N108 169735, konkurs Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego nr 35).
1
W marcu 1917 r. na fali tworzenia organów przedstawicielskich w poszczególnych
regionach Rosji po rewolucji lutowej powstała zdominowana przez partie socjalistyczne
Ukraińska Centralna Rada (Українська Центральна Рада – UCR), która 10/23 czerwca 1917 r. I Uniwersałem ogłosiła autonomię ziem ukraińskich pozostających w związku państwowym z Rosją. Po przewrocie bolszewickim, którego próba rozszerzenia na Kijów została zdławiona, UCR w III Uniwersale z 7/20 listopada 1917 r. ogłosiła powstanie
Ukraińskiej Republiki Ludowej (Українська Народна Республіка – UNR), która miała
w przyszłości stać się równoprawnym członkiem nowej federalnej Rosji. Pełną niepodległość UNR UCR ogłosiła w IV Uniwersale wydanym 11/24 stycznia 1918 r. w toku agre-
142
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
chii były państwowości Kozaków Dońskich i Kubańskich. Niniejsze studium ma
na celu pokazanie relacji Ukrainy z drugą z nich. Kubań stanowił szczególnie
istotny element w planach Kijowa uzyskania statusu wiodącego ośrodka antybolszewickiego. Skonfederowanie z tym terytorium wraz z sojuszem z Kozakami Dońskimi mogło dać państwowości ukraińskiej status lokalnego mocarstwa
mogącego rzucić wyzwanie Moskwie. Ziemie Kozaków Kubańskich były także
terytorium organizacji konkurencyjnego wobec Ukrainy centrum antybolszewickiego – Armii Ochotniczej. Pozycję kubańskich elit kozackich w tym układzie determinował zakres pomocy, które mogły uzyskać w walce z bolszewikami. Ich wybór miał też wpływ na wynik rywalizacji między nimi.
Artykuł został oparty na materiałach archiwalnych wytworzonych przez
przedstawicieli dyplomatycznych obu stron i przechowywanych w Centralnym Państwowym Archiwum Wyższych Organów Władzy i Administracji
Ukrainy w Kijowie (Центральний державний архів вищих органів влади
та управління України – ЦДАВОВУ)2 oraz Centralnym Państwowym Archiwum Historycznym Ukrainy we Lwowie (Центральний державний
історичний архів України м. Львів – ЦДІАУЛ)3. Cennym uzupełnieniem
były literatura wspomnieniowa oraz zbiory dokumentów i opracowania naukowe przygotowane przez ukraińskich i rosyjskich historyków.
Zainteresowanie władz kijowskich Kubaniem nie wynikało jednak tylko
z taktycznych i strategicznych uwarunkowań konfrontacji z Rosją Radziecką Było ono naturalną konsekwencją faktu, że od końca XVIII w. losy regiosji bolszewickiej na Ukrainę i rokowań pokojowych w Brześciu Litewskim. Powrót rządu
UNR i UCR do Kijowa był możliwy jedynie dzięki militarnej pomocy Państw Centralnych.
Współpraca między sygnatariuszami Traktatu Brzeskiego z 9 lutego 1918 r. układała się
jednak na tyle źle, że Niemcy postanowili wesprzeć przewrót konserwatywnych środowisk społecznych, który 29 kwietnia wyniósł do władzy hetmana Pawła Skoropadskiego
dając początek Państwu Ukraińskiemu (Українська Держава – UD). Elity polityczne UNR
wykorzystując niezadowolenie włościan z cofnięcia radykalnych reform socjalnych UCR
oraz niemiecką porażkę w pierwszej wojnie światowej doprowadziły 15 listopada do wybuchu powstania, które zakończyło się utratą władzy przez Skoropadskiego 14 grudnia
1918 r. Władze odnowionej UNR zmuszone były jednak pod naciskiem bolszewików opuścić stolicę w pierwszych dniach lutego 1919 r.
2
Ze zbiorów ЦДАВОВУ wykorzystano zespoły: 3766 – Ministerstwo Spraw Zagranicznych Państwa Ukraińskiego (1918–1919); 2592 – Ludowe Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukraińskiej Republiki Ludowej (1917–1918); 2187 – Ukraiński konsulat generalny w Piotrogrodzie (1918).
3
Ze zbiorów ЦДІАУЛ wykorzystano zespół 581 – Kolekcja dokumentów dotyczących działalności rządów i armii Ukraińskiej Republiki Ludowej i Zachodnioukraińskiej
Republiki Ludowej (1914–1939). Zapis dotyczący ЦДАВОВУ i ЦДІАУЛ należy odczytywać następująco: numer zespołu archiwalnego/numer opisu/numer jednostki archiwalnej/paginacja danej jednostki archiwalnej.
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
143
nu zostały ściśle związane z historią Ukrainy. Stało się tak w wyniku decyzji
Katarzyny II by nadać zaliczanym do etnosu ukraińskiego Kozakom Czarnomorskim4 tereny pomiędzy rzekami Jeja i Kubań. Obdarzeni autonomią Kozacy mieli je skolonizować i chronić przed kaukaskimi góralami. Pierwsza
grupa osadników5 była następnych dziesięcioleciach zasilana kolejnymi falami migracji z ziem ukraińskich6. W konsekwencji w czasie spisu w 1897 r. –
47,3% mieszkańców regionu kubańskiego zadeklarowało jako ojczysty język
„małorosyjski”7. Wspólnota lingwistyczna oraz zachowanie dawnych tradycji
nie powodowały jednak poczucia wspólnoty narodowej i politycznej z mieszkańcami terenów naddnieprzańskich. Mimo prób rozbudzenia takiej świadomości przez ukraińskich działaczy politycznych (m.in. Symona Petlurę,
który zakładał w Jekaterynodarze oddział Rewolucyjnej Partii Ukraińskiej)
do rewolucji 1917 r. dotyczyła ona tylko bardzo ograniczonej grupy działaczy politycznych8. Był to także efekt polityki władz carskich, które starały się izolować kubańskich Kozaków od ewentualnych możliwości kontaktu
z Ukrainą Naddnieprzańską9. Administracyjną odrębność Kubania potwierdziło powołanie w 1860 r. Kubańskiego Wojska Kozackiego, które sformowano po połowie z osób etnosu ukraińskiego i rosyjskiego. Władzę cywilną
i wojskową na terenie Obwodu Kubańskiego sprawował dowódca wojsk kozackich (наказний отаман)10. Rozciągała się ona także na gubernię czarnoŻyli między Donem i Bohem stanowiąc pozostałość po Kozakach Zaporoskich.
W pierwszej fali przybyło 25 000 osadników. W 1794 r. założyli oni stolicę regionu
kubańskiego Jekaterynodar (obecnie Krasnodar).
6
W latach 1809–1811 – 41 000, 1821–1825 – 48 000, 1848–1850 – 16 000. Wysoka śmiertelność powodowana chorobami oraz stratami w walce z Czerkiesami popieranymi przez Turcję powodowała, że gęstość zaludnienia utrzymywała się na niskim poziomie
(ok. 6 osób/1 km2). Dynamicznie zaczęło ono rosnąć dopiero w latach 60. XIX w. w związku z zakończeniem walk z Czerkiesami (1864 r.) oraz zgodą na zakup ziemi przez niewojskowych (1868 r.). Znaczną część migrantów stanowili chłopi z ziem ukraińskich. Szerzej
zob.: Енциклопедія українознавства, t. 4, Львів 1994, s. 1211–1213.
7
Spis ludności Imperium Rosyjskiego z 1897 r. Podział ludności wg języka i regionów. Obwód Kubański, http://demoscope.ru/weekly/ssp/rus_lan_97.php?reg=100
[tekst za: Первая Всеобщая перепись населения Российской Империи 1897 г., ред. Н. А.
Тройницкого, т. II: Общий свод по Империи результатов разработки данных Первой
Всеобщей переписи населения, произведенной 28 января 1897 года, С.-Петербург
1905. Таблица XIII], 23.04.2008 r. Język „wielkoruski” jako ojczysty podawało 42,5%
mieszkańców.
8
В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921 років на теренах постімперської Росії, Київ 2002, s. 92–93.
9
Kozacy Kubańscy nie byli szkoleni ani rozmieszczani na ziemiach ukraińskich.
10
Szerzej na temat Kubańskiego Wojska Kozackiego zob.: Енциклопедія
українознавства, t. 4, s. 1207–1208.
4
5
144
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
morską, która w 1896 r. została wyodrębniona w samodzielną jednostkę11.
Carska koncepcja rozpuszczenia Kozaków należących do etnosu ukraińskiego wśród rosyjskojęzycznego kozactwa okazała się skuteczna, a kozacka starszyzna Kubania pozostawała lojalna w pełni lojalna wobec Imperium Rosyjskiego12.
Po upadku caratu na Kubaniu, analogicznie do innych regionów Rosji,
rozpoczął się proces decentralizacji władzy będący bezpośrednią konsekwencją słabości piotrogrodzkiego gabinetu. W maju 1917 r. zjazd ludności
niekozackiej w Jekaterynodarze powołał Radę Obwodową oraz Obwodowy
Komitet Wykonawczy, który współdziałając z komisarzem Rządu Tymczasowego Kindratem Bardiżem spełniał funkcje rządu krajowego. Równolegle przedstawiciele Kozaków powołali Radę Wojskową i stworzyli odrębny
gabinet dla obrony własnych interesów. Dwuwładztwo był odbiciem konstrukcji społecznej, której główną osią był podział na Kozaków i „zamiejscowych”13. Niniejsze zróżnicowanie dające pierwszej z grup uprzywilejowany
status prawny i własnościowy odgrywało znacznie większą rolę niż różnice
etniczne14. Podział ten udało się przezwyciężyć, choć jak pokażą dalsze wydarzenia raczej formalnie niż rzeczywiście, w październiku 1917 r. na dru11
Obejmowała ona pas wybrzeża Morza Czarnego ze stolicą w Noworosyjsku. W tym
regionie dominowali Rosjanie (42,8%). Potomkowie osadników z terenów ukraińskich
stanowili 16%. Znaczny był także odsetek Greków (10,3%) i Ormian (10,9%). Dane za:
Spis ludności Imperium Rosyjskiego z 1897 r. Podział ludności wg języka i regionów. Gubernia Czarnomorska, http://demoscope.ru/weekly/ssp/rus_lan_97.php?reg=105 [tekst
za: Первая Всеобщая перепись…
12
Na początku wojny działacze Związku Wyzwolenia Ukrainy jako jedno z miejsc
ewentualnej dywersji antyrosyjskiej ze swoim udziałem wskazywali Kubań. Państwa Centralne doszły jednak do wniosku, że akcja ta nie przedstawia widoków na sukces. Szerzej
zob.: T. Hornykiewicz, Ereignisse in der Ukraine 1914–1922 deren Bedeutung und historische Hintergrunde, Philadephia 1966, t. 1, dok. 45–59, s. 144–159.
13
„Zamiejscowi” (ros. „иногородные”, ukr. „городовики”/„іногороднi”) traktowani byli jako mieszkańcy innych części Rosji (a po jej upadku obywatele państw powstałych
na tych terenach) i w związku z tym nie posiadali pełni praw politycznych i majątkowych.
Ponieważ rząd rosyjski w 1870 r. zabronił przyjmowania migrantów do Kubańskiego Wojska Kozackiego droga do warstwy kozackiej została zamknięta. Jeśli rodzicami byli „zamiejscowi”, nawet mimo urodzenia na Kubaniu, osoba traktowana była jako przybysz
z miejsca pochodzenia rodziców i nie nabywała pełni praw. W konsekwencji znaczna
część społeczeństwa, czasem mimo dwupokoleniowej tradycji pobytu rodzinnego na Kubaniu, pozostawała na marginesie życia politycznego.
14
Kozacy stanowiąc 42,9% ludności (1308 tys. z 3051 tys. wg stanu na 1914 r.) kontrolowali 78% ziemi (6,8 z 8,7 mln dziesięcin). Kolejne 9,5% gruntów należało do ludności
autochtonicznej (stanowiącej 9% ogółu). „Zamiejscowi”, stanowiący blisko połowę ludności, którzy nie należeli do grupy rzemieślników lub wykonawców wolnych zawodów, zmuszeni byli do pracy najemnej lub poddzierżawy ziemi. Etnicznie ukraiński Kozak odczuwał
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
145
gim zjeździe Rady Wojskowej15. Po dołączeniu do jej składu przedstawicieli „zamiejscowych” i ludności autochtonicznej przekształciła się ona w Radę
Krajową o kompetencjach konstytuanty. Przyjmując ustawę zasadniczą powołała do życia organizm państwowy pod nazwą Kubański Kraj, który miał
stanowić część formującej się demokratycznej federacji rosyjskiej. Do czasu uregulowania stosunków z władzą federalną jurysdykcja na terenie Kubania miała należeć do Rady Ustawodawczej (parlamentu), Rządu Krajowego i Wojskowego Atamana. Na czele gabinetu ministrów stanął reprezentant
etnosu ukraińskiego Łuka Bycz16, a dowództwo nad siłami zbrojnymi objął
etniczny Rosjanin płk Aleksander Filimonow17. Po przewrocie bolszewickim
jekaterynodarskie instytucje odmówiły uznania zwierzchności Rady Komisarzy Ludowych i ogłosiły się władzą najwyższą na terenie Kubańskiego Kraju18.
Ukraińskie instytucje rewolucyjne od początku swojego funkcjonowania
uważały się za reprezentantów ukraińskiego etnosu zamieszkującego Kubań. Przedstawiciele tego regionu uczestniczyli w Ukraińskim Zjeździe Narodowym w Kijowie w kwietniu 1917 r. Otrzymali także miejsca w składzie
Ukraińskiej Centralnej Rady (UCR). Niniejsza instytucja przygotowując się do
rozmów o podziale kompetencji z Rządem Tymczasowym postulowała rozciągnięcie pełnomocnictw ukraińskiego Komisariatu Krajowego na regiony
zamieszkałe przez Ukraińców na Kubaniu. Również wśród społeczności Kraju Kubańskiego i guberni czarnomorskiej debaty na temat przyszłości tego
regionu stawały się coraz bardziej intensywne, a jedną z rozważnych opcji
wspólnotę interesów z etnicznie rosyjskim Kozakiem, a nie z etnicznie ukraińskim „zamiejscowym”. Zob.: Енциклопедія українознавства, t. 4, s. 1208 i 1213.
15
Inne daty powstania wspólnego gabinetu Kozaków i zamiejscowych podają Wiktor Matwijenko (1/14 listopada) (zob.: В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921
років…, s. 94) i Mykoła Gałagan (po 15/28 grudnia) (zob. М. Галаган, З моїх споминів
(1880-ті–1920р.), Київ 2005, s. 300).
16
Łuka Bycz (1875–1944) – urodzony na Kubaniu, absolwent moskiewskiego uniwersytetu, urzędnik. Działacz ukraińskiego ruchu narodowego. Od 1919 na czele kubańskiej delegacji na konferencję pokojową w Paryżu. Od 1920 na emigracji w Czechosłowacji. Zob. Енциклопедія історії України, Київ 2005, t. 1, s. 256.
17
Aleksander Filimonow (1867–1948) – ukończył Kijowski Korpus Kadetów oraz
Aleksandrowską Uczelnię Wojskową w Moskwie. Kariera wojskowa w oddziałach Kubańskiego Wojska Kozackiego. Od października 1917 do listopada 1919 Kubański Wojskowy
Ataman. W marcu 1918 r. podporządkował Kubańskie Wojsko Kozackie Armii Ochotniczej gen. Ławra Korniłowa. Po wojnie domowej na emigracji w Jugosławii. Zob. Н. Рутыч,
Биографический справочник выших чинов Доброволческой армии и Вооруженных Сил
Юга России. Материалы к истории Белаго движения, Москва 2002, s. 322–323.
18
Енциклопедія українознавства, t. 4, s. 1214–1215.
146
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
był związek instytucjonalny z powstającym państwem ukraińskim19. Jednak
wspomniany nurt, podobnie jak koncepcja budowy samodzielnej państwowości, cieszyły się znacznie mniejszym poparciem niż idea utrzymania mniej
lub bardziej ścisłych związków z przyszłą Rosją20.
Po upadku Rządu Tymczasowego nastał czas dokonywania wyborów. Sekretariat Generalny (SG) dwa dni po proklamowaniu Ukraińskiej
Republiki Ludowej (UNR) zadeklarował wolę budowy rządu federalnego z udziałem poszczególnych rządów krajowych, w tym gabinetu w Jekaterynodarze21. Równolegle w czasie drugiej konferencji wojsk kozackich we
Władykaukazie powołano do życia Południowo-Wschodni Związek Wojsk
Kozackich, Górali Kaukazu i Wolnych Narodów Stepów (Związek Południowo-Wschodni). W jego skład weszli m.in. przedstawiciele Kozaków Dońskich, Kubańskich i Tereckich. W pierwszej połowie grudnia 1917 r. w Kijowie rozmowy na temat ewentualnej federacji prowadzili przedstawiciele
Wojska Dońskiego (WD), jednak w związku z brakiem pełnomocnictw do
podpisania porozumienia zaproponowali by odpowiednio uprawomocniony przedstawiciel SG UNR udał się do siedziby rządu Związku PołudniowoWschodniego22. Ukraiński rząd przyjął zaproszenie. Przedstawicielom UNR
polecono wejść w bezpośredni kontakt nie tylko z władzami związkowymi,
ale też z instytucjami kubańskimi23. Na czele misji stanął Mykoła Gałagan24.
19
В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921 років…, s. 92–93; В. Сергійчук,
Відносини України з Кубанню в роки національно-визвольних змагань (1917–1921 рр.),
„Науковий Вісник Дипломатичної Академії України”, nr 3, Київ 1999, s. 135–136.
20
Енциклопедія українознавства, t. 4, s. 1214.
21
Protokół posiedzenia Sekretariatu Generalnego UNR, Kijów 09/22.11.1917,
Українська Центральна Рада: Документи і матеріaли, Київ 1996 [dalej UCR], t. 1, Dok.
190, s. 404.
22
W spuściźnie archiwalnej po resorcie spraw zagranicznych UNR (ЦДАВОВУ
2592/1/15/3) zachowało zaświadczenia wydane 7/20 grudnia 1917 r. przez Generalny Sekretariat Spraw Międzyetnicznych dla podesauła Ołeksija Riadnyny, które uznawało
go za „przedstawiciela rządu Południowo-Wschodniego Związku Wojsk Kozackich, Górali Kaukazu i Wolnych Narodów Stepów przy Sekretariacie Generalnym”. Autor nie natrafił jednak na żadne ślady jego działalności. Jak wskazuje W. Matwijenko (В. Матвієнко,
Українська дипломатія 1917–1921 років…, s. 68–69) wiosną 1918 r. w Kijowie rezydował W. Szapkin tytułujący się przedstawicielem „Związku Południowo-Wschodniego i rządu dońskiego na Ukrainie”. Z MSZ UNR kontaktował się jednak przede wszystkim jako
przedstawiciel rządu dońskiego, a nie związkowego.
23
М. Галаган, З моїх споминів…, s. 291–296.
24
Mykoła Gałagan (1882–?) urodził się w guberni czernihowskiej. Ukończył wydział przyrodniczy (fizyka) kijowskiego uniwersytetu. Działacz Rewolucyjnej Partii Ukraińskiej (RUP). Więziony w 1904 r. W czasie I wojny światowej jako oficer armii rosyjskiej walczył w Galicji. Z ramienia Ukraińskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
147
Jego doradcą został reprezentujący największą frakcję w UCR Jewhen
Onacki25.
Dyplomaci UNR razem z przedstawicielami WD wyjechali z Kijowa 6/19
grudnia 1917 r. Brak informacji o aktualnej siedzibie rządu Związku Południowo-Wschodniego stworzył okazję do wykonania nieoficjalnej części misji. W Rostowie nad Donem delegacje zadecydowały o rozdzieleniu się celem
szybszego odnalezienia gabinetu. Pozbawieni „opieki” dyplomatów dońskich, którzy udali się do Nowoczerkaska, przedstawiciele UNR skierowali
się do Jekaterynodaru, gdzie przybyli 10/23 grudnia 1917 r. Zgodnie z przewidywaniami Gałagana nie zastano tam rządu związkowego, co pozwoliło na
swobodne rozmów zainicjowanie rozmów z władzami Kubania26.
Ukraińscy dyplomaci spotkali się z płk. A. Filimonowem oraz szefem rządu Ł. Byczem. Żadna z rozmów nie doprowadziła do konkretnych rezultatów. Pierwsze ze spotkań miało charakter zapoznawczo-kurtuazyjny27. Drugie uświadomiło Gałaganowi, że sposób percepcji Kubania jako przyszłej
części ukraińskiej państwowości nie odpowiada rzeczywistości: „Po rozmowie z Ł.Ł. Byczem przynajmniej dla mnie stało się bardziej niż oczywistym, że
rozpowszechniona wśród Ukraińców opinia, że Kubań rzekomo jest po prostu wschodnią częścią ukraińskich ziem, jest mniej więcej iluzoryczna i do
(USDRP) delegat UCR, członek Małej Rady. W kwietniu 1918 r. stanął na czele poselstwa
UNR do Rumunii. Odwołany w okresie UD. Brał udział w przygotowaniu powstania przeciw Skoropadskiemu. W latach 1919–1920 kierownik Nadzwyczajnej Misji Dyplomatycznej w Budapeszcie. Zrezygnował w proteście przeciw kwietniowym układom z Polską. Na emigracji w Wiedniu i Pradze. W 1945 r. aresztowany przez formacje radzieckie.
Choć zachował się dokument zwolnienia z łagru z 1955 r., dalsze losy nie są znane. Szerzej zob.: Д. Вєдєнєєв, Нащадок славного роду: дипломат Микола Галаган, Україна
дипломатична 2004, nr 4, s. 672–681; Т. Осташко, В. Соловйова, Микола Галаган –
український громадсько-політичний і військовий діяч, дипломат, Вісник Київського
Державного Лінгвістичного Університету. Серія Історія, Економія, Філологія 2004,
nr 9, s. 133–138; Т. Осташко, В. Соловйова, Микола Галаган: біографічний нарис, [w:]
М. Галаган, З моїх споминів…, s. 3–44.
25
Jewhen Onacki (1894–1947) urodził się w guberni czernihowskiej. Student wydziału historyczno-filologicznego kijowskiego uniwersytetu. Członek Ukraińskiej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów (eserowców) i z jej ramienia UCR, której sekretariatem
kierował. Do ukraińskiego korpusu dyplomatycznego powrócił w okresie Dyrektoriatu.
W 1919 r. był członkiem Nadzwyczajnej Misji Dyplomatycznej na konferencji pokojowej
w Paryżu. Od jesieni 1919 r. w ramach misji dyplomatycznej we Włoszech, początkowo
jako kierownik biura prasowego, a w latach 1920–1922 przewodniczący misji. Pozostał na emigracji we Włoszech. Po drugiej wojnie światowej wyjechał do Argentyny. Zob.
Українська дипломатична енциклопедія, red. Л. Губерський, Київ 2004, t. 2, s. 211.
26
М. Галаган, З моїх споминів…, s. 294–297.
27
Ibidem, s. 301–302.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
148
pewnego stopnia nawet szkodliwa. Tutejsze relacje były znacznie bardziej
skomplikowane niż ta bardzo prosta koncepcja o ‘niepodważalnym ukraińskim charakterze’ Kubania”28.
Powyższą konstatację potwierdziła rozmowa z innym etnicznym Ukraińcem należącym do elit władzy, przewodniczącym Rady Krajowej Mykołą
Riabowołem29. Nawet nieliczni zwolennicy inkorporacji Kubania do Ukrainy
wskazywali na niski stopień rozwoju ukraińskiego ruchu narodowego i konieczność istotnych inwestycji personalnych, organizacyjnych i materialnych
ze strony UCR. Wymownym jest także fakt, że „zamiejscowi” nie wykazali
zainteresowania by wejść w bezpośredni kontakt z kijowskimi dyplomatami, choć jako pochodzący w większości z ziem ukraińskich wobec odmowy
obywatelstwa kubańskiego potencjalnie mogliby się ubiegać o obywatelstwo
i ochronę UNR30.
Konkretnych rezultatów nie przyniosły także wizyty ukraińskiej delegacji na obradach ciał przedstawicielskich Kozaków i „zamiejscowych”. Ich jedynym śladem było zredagowanie kurtuazyjnego telegramu, który Gałagan
miał zabrać ze sobą do Kijowa31. Również spotkania z poszczególnymi członkami rządu Związku Południowo-Wschodniego nie prowadziły do wiążących
decyzji, gdyż większość z nich zasłaniała się brakiem kompetencji. Reprezentujący Kubań zastępca premiera rządu Związku Południowo-Wschodniego
Iwan Makarenko jako ewentualny możliwy model przyszłego ukraińskokubańskiego związku określił konfederację dwóch niepodległych republik.
Zaznaczył jednak, że jest to temat przyszłości, gdyż Związek PołudniowoWschodni straci swoją rację bytu dopiero z chwilą powstania nowej federacji rosyjskiej. Do tego momentu samodzielność traktatowa Kubania podlega ograniczeniom, a jeśli Kijów chce zacieśniać relacje z Kubaniem powinien
rozważyć swój akces do Związku Południowo-Wschodniego32.
М. Галаган, З моїх споминів…, s. 299.
Mykoła Riabowoł (1883–1919) pochodził z rodziny kozackiej na Kubaniu.
W pierwszej dekadzie XX w. w związku z kontaktem z ukraińskimi działaczami politycznymi na Kubaniu (m.in. z S. Petlurą) oraz studiami w Kijowie (1905–1907) staje się zwolennikiem zbliżenia Kubania z Ukrainą. Od września 1917 r. przewodniczący Rady Wojskowej, a później Rady Krajowej. Latem 1918 r. na czele kubańskiej delegacji dyplomatycznej
w Kijowie. Zamordowany przez oficerów AO. Szerzej zob.: P. Коваль, Микола Рябовол –
голова Законодавчої ради Кубані, http://ukrlife.org/main/kubann/1riabovol.htm [tekst
za: P. Коваль, Нариси з історії Кубані, Київ 2004], 25.04.2008 r.
30
М. Галаган, З моїх споминів…, s. 317–321.
31
Ibidem, s. 302–309.
32
Ibidem, s. 315–316.
28
29
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
149
Rezultatów nie przyniosła także konferencja z kilkoma członkami rządu
Związku Południowo-Wschodniego zorganizowana 14/27 grudnia w gabinecie Iwana Makarenki. Członkowie gabinetu podtrzymali negatywne stanowisko wobec propozycji budowy federalnego rządu socjalistycznego. Gałagan wykazując jednak wspólnotę interesów doprowadził do sytuacji, że rząd
Związku Południowo-Wschodniego przestał ignorować noty SG UNR i zgodził się by ukraiński dyplomata przekazał w jego imieniu warunki prowadzenia wspólnej walki przeciwko bolszewikom. Były one jednak na tyle wymagające33, że trudno się było spodziewać ich akceptacji w Kijowie34.
Kolejnym przystankiem ukraińskich delegatów był Nowoczerkask, do
którego przybyli 17/30 grudnia 1917 r. Spotkali się tam z przedstawicielami rządu WD, z których część równolegle pełniła funkcje ministerialne w gabinecie Związku Południowo-Wschodniego. Odpowiedź, którą tam uzyskali,
była równie mało konkretna co w Jekaterynodarze. Dońskie władze zasadniczo zgadzały się z koncepcją ogólnorosyjskiego rządu federalnego, jednak
kwestionowały założenie jego socjalistycznego charakteru oraz udział bolszewików jako przedstawicieli Wielkorosji. Analogicznie jak ich kubański odpowiednik ostateczną decyzję pozostawiły w gestii gabinetu związkowego.
Jednak wobec tego, iż nieznany był najbliższy termin jego posiedzenia przedstawiciele UNR zdecydowali się na powrót do Kijowa35.
Oceniając po latach użyteczność misji na Kubaniu Mykoła Gałagan
stwierdził, że „nie dała ona żadnych rezultatów” poza „uchylającą się i nie
oznaczającą niczego odpowiedzią”36. Należy jednak założyć, że nawet w przypadku przywiezienia konkretnych propozycji nie spotkałyby się one z zainteresowaniem. Jak zauważył po swoim powrocie (20 grudnia 1917 r./2 stycznia 1918 r.) M. Gałagan w kontekście agresji bolszewickiej oraz rozpoczęcia
Warunki postawione przez Związek Południowo-Wschodni były następujące:
zgoda na przepuszczanie przez swoje terytorium wojsk sojusznika i udzielanie im pomocy w aprowizacji, wymiana materiałów militarnych, wspólna walka gospodarcza z bolszewikami, utworzenie łączności między sztabami, uporządkowanie ruchu kolejowego, koordynacja działań w Zagłębiu Donieckim, wykorzystanie Floty Czarnomorskiej do
transportu Kozaków i powstrzymanie wystąpień jej marynarzy przeciw nim oraz wymiana informacji.
34
Sprawozdanie delegacji UCR do Związku Południowo-Wschodniego, Dońskiego
Rządu Wojskowego i Kubańskiego [Rządu] Wojskowego w sprawie organizacji władzy federalnej; [Kijów] 25.12.1917/07.01.1918, ЦДАВОВУ 2592/1/23/30zv-32; М. Галаган,
З моїх споминів…, s. 312–313.
35
М. Галаган, З моїх споминів…, s. 323–324.
36
Т. Осташко, В. Соловйова, Микола Галаган…, s. 144.
33
150
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
negocjacji w Brześciu Litewskim projekt konstrukcji wspólnego socjalistycznego rządu rosyjskiej federacji spadł z listy priorytetów37.
Początek 1918 r. w związku z sukcesami ofensywy bolszewickiej przeciw
UNR i członkom Związku Południowo-Wschodniego spowodował czasowe zerwanie kontaktów między Kijowem i Jekaterynodarem. Zmiany sytuacji międzynarodowej stworzyły jednak grunt dla nawiązania stosunków dyplomatycznych w późniejszych miesiącach. Oba organizmy porzuciły ideę federacji
rosyjskiej na rzecz budowy samodzielności państwowej. Kubańska Rada Ustawodawcza poszła śladem UCR ogłaszając 28 stycznia/10 lutego 1918 r. powstanie Kubańskiej Republiki Ludowej (KNR), a 16 lutego/1 marca 1918 r. proklamując jej niepodległość. Analogicznie jak w przypadku UNR świeżo ogłoszona
niepodległość została zagrożona szybkimi postępami wojsk radzieckich38. Władze KNR w nadziei otrzymania pomocy zwróciły się w kierunku Kijowa opowiadając się za utworzeniem federacji z UNR. Ukraiński rząd w tym momencie
sam szukał u Państw Centralnych pomocy przeciw kontrolującym większość
terytorium Ukrainy siłom bolszewickim. Pozostawione bez odpowiedzi i pomocy władze KNR w pierwszych dniach marca opuściły Jekaterynodar. Jednym
możliwym rozwiązaniem stało się połączenie Kubańskiego Wojska Kozackiego, z równie nieliczną Armią Ochotniczą (AO)39. 17/30 marca 1918 r. Wojskowy Ataman Kubania płk Filimonow podporządkował swoje oddziału gen. Ławrowi Korniłowowi. Po jego śmierci w czasie walk o Jekaterynodar (13 kwietnia
1918 r.) dowództwo nad wspólnymi wojskami objął gen. Anton Denikin40.
Dynamicznie zmieniająca się sytuacja polityczno-wojskowa spowodowała, że w maju 1918 r. otworzyły się nowe perspektywy rozwoju stosunków Ukrainy i Kubania. Dotarcie do linii Donu sił niemieckich, które uwolniły od okupantów tereny naddnieprzańskie, a także utrata przez władzę
37
М. Галаган, З моїх споминів…, s. 324–325; Protokół posiedzenia SG UNR, [Kijów]
20.12.1917/02.01.1918, UCR, t. 2, Dok. 19, s. 54.
38
Bolszewicy znakomicie wykorzystali wewnętrzne napięcia w społeczeństwie kubańskim. Większość „zamiejscowych” stanęła po ich stronie, co umożliwiło błyskawiczne
postępy na froncie.
39
Liczebność każdej z tych formacji sięgała wówczas ok. 3000. Siły bolszewickie
szacowano na 60 000.
40
Zdaniem badacza ukraińskiego ruchu narodowego na Kubaniu zmiana na stanowisku głównodowodzącego AO miała bardzo istotne znaczenie dla dalszych losów relacji KNR i Ukrainy. Korniłow w przeciwieństwie do Denikina opowiadał się za współpracą
z organizmami państwowymi, które powstały na terenie Finlandii, Polski i Ukrainy. Łączyły go także dobre osobiste stosunki z Pawłem Skoropadskim. Zob. P. Коваль, Українське
питання: погляди Корнілова і Денікіна, http://ukrlife.org/main/kubann/1ua.htm
[tekst za: P. Коваль, Нариси з історії Кубані, Київ 2004], 25.04.2008 r.
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
151
radziecką poparcia ludności Kubania i wybuch powstania antybolszewickiego, którego nie mogły zdławić, spowodowały, że szanse radzieckich struktur
państwowych (Kubańskiej Republiki Radzieckiej, a później Kubańsko-Czarnomorskiej Republiki Radzieckiej) na przetrwanie radykalnie spadły. Kwestia uregulowania relacji pomiędzy odbudowaną państwowością ukraińską,
a kształtującym się w walce z bolszewikami kubańskim organizmem państwowym ponownie została otwarta.
Twarda lekcja Realpolitk otrzymana przez ukraińską dyplomację w Brześciu Litewskim znalazła swoje odzwierciedlenie także w odniesieniu do wizji
relacji z Kubaniem. Miejsce mglistych projektów federacyjnych zajął program
budowy Ukrainy jako regionalnego lidera w basenie Morza Czarnego. Drugim
jego priorytetem, obok inkorporacji Krymu, stało się trwałe powiązanie z Kijowem wschodnich wybrzeży Morza Azowskiego, co miało stworzyć możliwości realizacji własnych interesów politycznych na Kaukazie oraz przeciwdziałać nadmiernemu wzmocnieniu się rosyjskich sił restauracyjnych, które
koncentrowały się w tym regionie.
Przygotowując swoje stanowisko na rozmowy graniczne z Rosją Radziecką Rada Ministrów Ludowych (RNM) UNR nakazała w instrukcji domagać się części Kubania41. Za polityką dążenia do uzależnienia Jekaterynodaru
od Kijowa opowiedział się także nowy rząd hetmański. Jak pisał szef resortu spraw zagranicznych Państwa Ukraińskiego (UD) Dmytro Doroszenko:
„W sprawie Kubania ukraiński rząd opowiadał się za taką linią, aby jak najściślej zbliżyć się ze spokrewnionym z nami kozactwem kubańskim i skłonić
je do zjednoczenia z Ukrainą. Spoglądał on na Kubań, jak na część ukraińskiej
ziemi, która wcześniej czy później przyłączy się do Ukrainy jako obwód autonomiczny albo na zasadzie federacji”42.
Mniej jednoznaczna była pozycja hetmana Skoropadskiego. Obejmując urząd musiał podzielać powszechne wówczas nad Dnieprem przekonanie o Kubaniu jako części ukraińskiego terytorium, skoro jak wspominali
wysłannicy Kozaków Kubańskich w pierwszej rozmowie z nimi wyraził gotowość wyznaczenia generała-gubernatora dla administrowania ich ojczyzną43.
Głębsza analiza stanu faktycznego szybko doprowadziła do ewolucji jego poProtokół Posiedzenia RNM UNR, [Żytomierz] 14/27.02.1918, UCR, t. 2, Dok. 87,
s. 167; В. Сергійчук, Відносини України з Кубанню…, s. 136.
42
Д. Дорошенко, Історія України 1917–1923 рр., t. 2, Київ 2002, s. 136.
43
В. Іванис, Стежками життя (Спогади). Книга ІІ-га. Крижаний похід ген. Л. Г.
Корнілова на Кубань і втеча генерала А. Денікіна під захист німців, Новий Ульм 1959,
s. 120.
41
152
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
glądów. Hetman zaczął sobie zdawać sprawę, że „ukraińskość” Kubania była
znacznej mierze politycznym mitem, a dążenie do uzyskania łączności terytorialnej przez aspiracje do Rostowa nad Donem przysporzy UD kolejnego wroga w postaci WD44. Z drugiej strony dostrzegał konieczność rozbicia Związku
Południowo-Wschodniego. Nie chciał by polityczno-wojskowy projekt rosyjskich sił restauracyjnych zagroził ukraińskim planom osiągnięcia pozycji regionalnego lidera i stanowił sojuszniczą alternatywę dla Berlina. Narzędziem
do tego celu miało być ścisłe związanie Jekaterynodaru z Kijowem45.
W maju kubańska Rada Ustawodawcza podjęła decyzję o wysłaniu do
Kijowa delegacji dyplomatycznej na czele której stanął Mykoła Riabowoł46.
Przybyła ona do ukraińskiej stolicy 28 maja 1918 r. Kilka dni później została
przyjęta przez hetmana. Jak wspomniano musiał ona zacząć od rozwiązania
przekonania Skoropadskiego, że przybyła celem ustalenia warunków podporządkowania się Kijowowi. Opcję przyłączenia do Ukrainy skłonna była omawiać jedynie część jej członków, z którą Doroszenko podjął poufne negocjacje. Nie udało się ich jednak utrzymać w całkowitej tajemnicy. Po otrzymaniu
wiadomości o takim rozwoju wydarzeń47 kozaccy delegaci zostali poinstruowani by nie kontynuować dalszych rozmów w tym kierunku, a skupić się na
uzyskaniu bieżącej pomocy wojskowej. Władze UD zgodziły się jej udzielić
bez jakichkolwiek wstępnych warunków i od czerwca 1918 r. Ukrainę regularnie opuszczały transporty broni, amunicji i materiału wojskowego dla połączonych sił Kubańskiego Wojska Kozackiego i AO48.
Treść rozmów w Kijowie omawiano w czasie narady kubańskich władz
w Nowoczerkasku w drugiej połowie czerwca 1918 r. Stanęły one wówczas
przed koniecznością określenia swojego stanowiska w nowej sytuacji polityczno-militarnej. Wykorzystując osłabienie władzy bolszewickiej trwają44
П. Скоропадський, Спогади. Кінц 1917–груень 1918, Київ, red. Я. Пепенский,
Фіаделфія 1995, s. 236.
45
Д. Донцов, Рік 1918 [11.07], Київ, Київ 2002, s. 62.
46
Skład delegacji odbijał zróżnicowanie etniczne i polityczne ziem na północno-wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego. Drugim obok Riabowoła zwolennikiem orientacji prukraińskiej był K. Bezkrownyj, otwartość wobec tej linii prezentował reprezentant
Czierkiesów Sultan Szachim Girej, za kursem na odbudowę niepodzielnej Rosji opowiadali się trzej pozostali członkowie delegacji: M. Kaplin, D. Skobcow i G. Omielczenko. Zob.:
В. Іванис, Стежками життя (Спогади). Книга ІІ-га…, s. 118.
47
Rząd kubański otrzymał tę informację od strony dońskiej. Natomiast poseł WD
w Kijowie gen.-mjr Aleksander Czeriaczukin miał się o tym dowiedzieć od członka kubańskiej delegacji D. Skopcowa. Zob. В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921
років…, s. 99.
48
Д. Дорошенко, Історія України…, t. 2, s. 137; Д. Донцов, Рік 1918, Київ, s. 71.
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
153
cym powstaniem planowały zbrojne odzyskanie kontroli nad swoim terytorium. Pierwszą opcją było skorzystanie z bezpośredniej, na wzór Ukrainy, lub
pośredniej, na wzór Kozaków Dońskich, pomocy Niemców lub ich sojusznika
UD. Oznaczało to jednak zerwanie z AO. Gen. Michaił Aleksiejew oświadczył,
że związek z Ukrainą potraktuje jako zdradę i zagroził, że jego oddziały nie
wezmą udziału w ofensywie na Jekaterynodar tylko odejdą nad Wołgę49. Do
wyboru pierwszej opcji nie skłaniała także oferta UD. Z jednej strony była ona
niesatysfakcjonująca (Kijów przewidywał dla Kubania status kraju autonomicznego, a Kozacy chcieli równoprawnego układu federacyjnego)50, z drugiej wystarczająco hojna (brak warunków udzielenia pomocy sugerował, jak
się potem okazało słusznie, że pomoc nie zostanie wstrzymana). W tej sytuacji wygrała opcja zbliżenia z „białymi”. Pozwalała ona bowiem na taktyczną
maksymalizację korzyści. 24 czerwca 1918 r. oddziały gen. Aleksiejewa i Denikina wraz z Kozakami Kubańskimi, którzy poprzez Kozaków Dońskich nieprzerwanie korzystali ze wsparcia materiałowego UD i Niemców, ruszyły na
Jekaterynodar51.
Jedynym argumentem, który mógł zmienić orientację władz kubańskich
było udzielenie przez Ukrainę bezpośredniego militarnego wsparcia. Sprawę z tego zdawano sobie tak w Kijowie, jak i w proukraińskich kołach wśród
elit kozackich. Ich przedstawiciele sondażowe rozmowy w tej sprawie przeprowadzili już w czasie pobytu delegacji Riabowoła. Zgodnie z ustaleniami
z D. Doroszenką na wybrzeżu Kubania miały wylądować oddziały Dywizji Zaporoskiej gen. Zuraba Natijewa (ok. 15 000 żołnierzy), które miały pomóc
Kubańskiemu Wojsku Kozackiemu w oczyszczeniu obwodu od bolszewików,
a zdobywając Jekaterynodar stworzyć warunki do ogłoszenia zjednoczenia
UD i KNR. Plan ten zyskał akceptację hetmana Skoropadskiego. Ponadto, wyciągając wnioski z kwietniowej operacji na Krymie, władze ukraińskie zaczęły szukać poparcia Niemców. Dowództwo niemieckie, które nieco wcześniej
samo poważnie rozważało militarne zaangażowanie się na tym teatrze dzia-
Wątpliwości musi budzić realność tej groźby. Po pierwsze, AO musiałaby się przebić przez pozycje bolszewickie w okolicach Carycyna, gdzie zatrzymano wielokrotnie liczniejsze siły Kozaków Dońskich. Po drugie, główną siłę w organizacji organów władzy na
Syberii stanowili przedstawiciele eserowców, którzy pamiętali, iż kadra AO, jako bliscy
współpracownicy gen. Korniłowa była zaangażowana w jego konflikt z Rządem Tymczasowym jesienią 1917 r.
50
В. Сергійчук, Відносини України з Кубанню…, s. 136.
51
Енциклопедія українознавства, t. 4, s. 1215; В. Іванис, Стежками життя
(Спогади). Книга ІІ-га…, s. 121–123.
49
154
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
łań52 na początku sierpnia 1918 r. wyraziło zgodę obiecując zastąpić ukraińskie oddziały na linii demarkacyjnej z bolszewikami własnymi siłami. Przygotowania do desantu przeciągały się jednak53, co spowodowało, że AO zdążyła zwieńczyć swą akcję zbrojną sukcesem. Po zdobyciu przez nią w połowie
sierpnia Jekaterynodaru Berlin wycofał zgodę na desant54.
Równolegle strona ukraińska prowadziła na Kubaniu intensywną akcję
propagandową na rzecz zjednoczenia. Realizowali ją przedstawiciele lokalnej ukraińskiej społeczności ze środków otrzymanych od MSZ UD55. Doroszenko wspomina, że w tej akcji uczestniczył także wysłany do Jekaterynodaru w charakterze „generalnego konsula” Prokip Poniatenko. Sam podaje
jednak sprzeczne informacje na temat daty jego przybycia do stolicy Kubania, co utrudnia określenie czy przybył on tam przed odbiciem miasta z rąk
bolszewików56 czy po57. Wątpliwości pojawiają się także odnośnie jego statusu. Żaden z zachowanych spisów urzędników konsularnych nie zawiera
jego nazwiska, co więcej nawet nie wskazuje na istnienie placówki konsularnej w Jekaterynodarze58. Poniatenko był urzędnikiem MSW, który został
odkomenderowany na polecenie MSZ UD by „zapoznać się z sytuacją obywateli Państwa Ukraińskiego w Obwodzie Kubańskim i Dońskim i wyjaśnić
w uzgodnieniu z przedstawicielami miejscowych władzami warunki dla or-
52
W czasie antybolszewickiego powstania tamańskiego w maju 1918 r. Niemcy
znajdujący się po drugiej stronie Cieśniny Kerczeńskiej najpierw wsparli Kozaków niewielką partią materiału wojskowego, a później zaproponowali przerzucenie na Półwysep Tamańskich swoich wojsk. Pod naciskiem Denikina kubański premier Łuka Bycz odmówił. Po wygnaniu bolszewików tych Kozaków, którzy współpracowali z Niemcami
oskarżono o zdradę i represjonowano. Zob.: P. Коваль, Повстання на Тамані в травні
1918 року, http://ukrlife.org/main/kubann/1tamann.htm [tekst za: P. Коваль, Нариси
з історії Кубані, Київ 2004], 25.04.2008 r.; W. Mędrzecki, Niemiecka interwencja militarna na Ukrainie 1918 r., Warszawa 2000, s. 191.
53
Według Dmytro Doroszenki operacja była sabotowana przez część urzędników
UD, którzy bardziej poczuwali się do politycznej lojalności względem Rosji i gen. Aleksiejewa niż Ukrainy.
54
Д. Дорошенко, Історія України…, t. 2, s. 137; В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921 років…, s. 99–100.
55
Środki te zostały przekazane w czasie wizyty Czarnomorskiej Delegacji Ukraińskiej w Kijowie w lipcu 1918 r. O wizycie wspomina D. Doncow: Д. Донцов, Рік 1918, Київ,
s. 74.
56
Д. Дорошенко, Мої спомини про недавнє-минуле (1914–20), Мюнхен 1969,
s. 294–295.
57
Д. Дорошенко, Історія України…, t. 2, s. 138.
58
Spisy urzędników konsularnych za marzec–listopad 1918 r., ЦДАВОВУ
3766/1/24.
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
155
ganizacji konsulatów”59. Brak oficjalnego statusu urzędnika konsularnego
oraz wstępny charakter misji Poniatenki potwierdzają także zachowane rudymenty jego korespondencji z MSZ UD60.
Ukraiński resort spraw zagranicznych przewidywał natomiast utworzenie agencji konsularnej pierwszej klasy w Piatigorsku61 na Północnym Kaukazie62. 18 września 1918 r. z propozycją objęcia tego stanowiska63 MSZ UD
zwróciło się do barona Fedira Borżynskiego64. Urodzony w guberni kijowskiej pułkownik armii carskiej, który część służby odbył w Kubańskim Wojsku Kozackim65, wyraził zgodę i przybywszy do Kijowa otrzymał dokumenty
potwierdzające jego status66.
Wypieranie bolszewików z Kubania zakończyło się w październiku
1918 r. Sposób zachowania się przywódców AO wobec ludności miejscowej67
Zaświadczenie MSZ UD, Kijów 25.07.1918, Українська дипломатія [dalej UDM –
sygnatury archiwalne za zbiorem dokumentów przygotowanym do druku przez Ukraiński
Państwowy Instytut Badawczy Archiwistyki i Dokumentoznawstwa pod kierownictwem
prof. I. Matiasz] ЦДАВОВУ 3766/1/3/11.
60
W telegramie do MSZ Poniatenko prosi o przysłanie kopii ustawy o obywatelstwie, aby sposób jego nabywania poznali także Ukraińcy „mieszkający za granicą, gdzie
nie ma konsulatów tak jak na Kubaniu-Czarnomorszczynie”. Zob.: Poniatenko do Łoskiego, Jekaterynodar [05.09].1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/11.
61
Miasto na południu obecnego Kraju Stawropolskiego, przy granicy z Autonomiczną Republiką Kabardyno-Bałkarią i Autonomicznym Obwodem Karaczajo-Czerkieskim
w Federacji Rosyjskiej.
62
Cyrkular MSZ UD, [Kijów] 03.10.1918, ЦДАВОВУ 2187/1/6/2.
63
Pojawiają się rozbieżności co do tytulatury Borżynskiego. Zgodnie aktami prawnymi z 4 i 15 lipca 1918 r. jako szef agencji konsularnej I klasy powinien nosić tytuł „agenta konsularnego I klasy”. Tak też tytułuje go W. Matwijenko (В. Матвієнко, Українська
дипломатія 1917–1921 років…, s. 100). Jednak w całej korespondencji między Borżynskim a MSZ UD używany jest tytuł „konsul”. Niniejsza sytuacja znakomicie ilustruje fakt, iż
na początkowym etapie tworzenia się ukraińskiej dyplomacji kwestie formalne nie były
przestrzegane zbyt szczegółowo.
64
MSZ UD do Borżynskiego, [Kijów] 18.09.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/13.
65
В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921 років…, s. 100.
66
Zaświadczenie MSZ UD, [Kijow] 25.09.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/15.
67
Mimo, że kubańscy Kozacy stanowili 80% stanu osobowego AO rosyjscy politycy
i wojskowi zaczęli na Kubaniu wprowadzać własne porządki nie uwzględniając lokalnej
tradycji kozackiej. Wiara we własną potęgę oraz przekonanie o słuszności własnych poglądów na przyszłość Rosji rosły w ostatnich tygodniach wojny z szybkością proporcjonalną do przechylania się szali zwycięstwa na korzyść Ententy. Szerzej o stosunkach Kozaków Kubańskich i AO zob.: Borżynski do MSZ UD, [?Piatigorsk] [?28.11].1918, ЦДАВОВУ
3766/1/141/52zv; dokument ten bez części wstępnej i z inna datacją (25/12.11) opublikowano: З історії розвідки та контррозвідки України. 1918–1919 рр., red. Д. Вєдєнєєв,
О. Стаднік, Київ 1996, s. 106–107. O relacjach Kozaków Kubańskich z AO gen. Denikina po wyzwolenie Kubania zob. także: В. Іванис, Стежками життя (Спогади). Книга
ІІ-га…, s. 186–191, 215–224, 257–262 i 275–282.
59
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
156
skłonił władze kubańskie do ponownego rozważenia swoich relacji z UD.
Uznały one, że nawiązanie bliższych stosunków z Ukrainą pomoże obronić
polityczną samodzielność przed zakusami gen. Denikina68. W drugiej połowie października do Kijowa wyruszyła Nadzwyczajna Misja Dyplomatyczna69. Na jej czele stał płk Wiaczesław Tkaczow70, a skład uzupełniali Petro
Makarenko71 i płk Jewtuszenko72. Zadaniem kubańskich dyplomatów był zawarcie w jak najkrótszym czasie konwencji regulujących wymianę handlową,
stosunki finansowe, kwestie związane z kolejami i relacjami pocztowo-telegraficznymi. Misja miała także zabiegać o udzielenie wsparcia w postaci broni, amunicji i innych materiałów wojskowych73.
Strona ukraińska wyraziła zainteresowanie traktatowym uregulowaniem w proponowanych dziedzinach i po sprawnych negocjacjach osiągnięto
porozumienie. 13 listopada strony uzgodniły warunki prowadzenia wzajemnych operacji bankowych74, dzień później umowę regulującą relacje poczto25 września 1918 r. zmarł gen. Michaił Aleksiejew. Cała władza nad AO (formalna
i nieformalna) skupiała się odtąd w ręku gen. Antona Denikina.
69
Bycz do Ministra Spraw Wewnętrznych UD i Ministra SZ UD, Wielika Kniażewskaja [stolica Salskiego regionu Obwodu WD, położonego na południu między rzekami Sal
i Manycz] 19.10.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/17.
70
Wiaczesław Tkaczow (1885–1965) po ukończeniu Konstantynowskiej Uczelni Artyleryjskiej służył w oddziałach Kubańskiego Wojska Kozackiego. Po ukończeniu w 1912 r.
Sewastopolskiej Uczelni Lotniczej związał swą karierę z siłami powietrznymi. W okresie Rządu Tymczasowego generalny inspektor lotnictwa. Od grudnia 1917 r. na Kubaniu.
Twórca i dowódca oddziałów lotniczych w AO i Siłach Zbrojnych Południa Rosji. Na emigracji w Jugosławii. Aresztowany w 1944 r. przez wojska radzieckie. Po 10 latach w łagrze
osiedlił się w Krasnodarze (Jekaterynodarze). Szerzej zob.: Н. Рутыч, Биографический
справочник…, s. 308–310.
71
W. Matwijenko myli go ze wspomnianym wcześniej zastępcą premiera rządu
Związku Południowo-Wschodniego Iwanem Makarenko (1882–1945) (В. Матвієнко,
Українська дипломатія 1917–1921 років…, s. 100). Dokumenty archiwalne i praca Doroszenki (Д. Дорошенко, Історія України…, t. 2, s. 138) wyraźnie pokazują, że chodzi
tu Petra Makarenkę (1888–1970) również członka Kubańskiej Rady Ustawodawczej,
w 1918 r. dyplomatycznego reprezentanta KNR na rozmowach z WD. Biogramy obu por.:
Р. Польовий, Неповний список українських діячів Кубані – Л-О, http://ukrlife.org/main/
kubann/l_o.htm [tekst za: Р. Польовий, Кубанська Україна, bm 2002] 25.04.2008 r.
72
W imieniu KNR udział w negocjacjach brali i sygnowali porozumienia niewymienieni w liście polecającym do P. Skoropadskiego Władmir Rodionow i przedstawiciel Ministerstwa Finansów KNR Syrejszczykow.
73
Rząd Kubania [Filimonow i Bycz] do Skoropadskiego, Jekaterynodar 29.09.1918,
ЦДАВОВУ 3766/1/141/16.
74
Protokół posiedzenia w sprawie wprowadzenia wzajemnych operacji między bankami i kasami oszczędnościowymi Ukrainy i Kubania, [Kijów] 13.11.1918, Д. Дорошенко,
Історія України…, t. 2, s. 334–335. W zasobach ЦДАВОВУ zachował się uwierzytelniony odpis umowy, nie zawiera on jednak daty dziennej jej podpisania. Zob. Umowa w kwe68
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
157
wo-telegraficzne75, a 16 listopada konwencję kolejową76. Jak podaje D. Doroszenko tego dnia podpisano także umowę o stosunkach handlowych, konsularnych i morskich77. Niestety zachowane dokumenty i wspomnienia nie
przekazują jej szczegółów. Jedynie umowa z 14 listopada wchodziła w życie
z dniem podpisania. Pozostałe wymagały zatwierdzenia na szczeblu rządowym.
Zdaniem D. Doroszenki ukrytym celem misji było przeprowadzenie
wstępnych rozmów co do warunków zjednoczenia Ukrainy i Kubania78. Nie
zachowały się jednak inne informacje dotyczących tej sfery negocjacji. Możliwe, że analogicznie do czerwca 1918 r., strony nie osiągnęły konsensusu co
do formy ewentualnego związku. Niewykluczone, że rozmowy na ten temat
były prywatną inicjatywą przedstawiciela „frakcji proukraińskiej” wśród kubańskiej misji P. Makarenki. Jednak o jego pozycji w delegacji świadczy fakt,
że nie sygnował on żadnej z podpisanych umów79. Ponadto, w związku z gramotą federacyjną z 14 listopada i zmianą profilu politycznego kijowskiego
rządu, trudno było znaleźć po stronie ukraińskiej potencjalnego rozmówcę
na wysokim szczeblu, który posiadałby chęci i możliwości wsparcia projektu zjednoczenia. Promotor tej koncepcji D. Doroszenko przybywał wówczas
z misją w Berlinie i Bernie, a po zmianach gabinetowych stracił stanowisko
szefa dyplomacji. Wydaje się zatem, że ten wątek w aktywności misji Tkaczowa miał charakter drugorzędny.
O tym, że celem kubańskiej misji było uregulowanie bieżących aspektów
współistnienia, a nie negocjowanie projektów strategicznych świadczy fakt,
iż nie doszło do instytucjonalizacji wzajemnych stosunków w formie stałej
obecności przedstawiciela KNR w Kijowie. Po spełnieniu swych zadań ku-
stiach finansowych między Ukrainą i Krajem Kubańskim, Kijów [?].11.1918, ЦДАВОВУ
3766/1/141/66-67.
75
W kontekście przyszłych stosunków dyplomatyczno-konsularnych przyznawała
ona instytucjom tego typu prawo do wysyłania szyfrowanych telegramów (art. 24). Zob.
Umowa między rządami UD i Kubania w sprawie stosunków pocztowo-telegraficznych,
Kijów 14.11.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/59-65zv (dokument opublikowany: Д. Дорошенко, Історія України…, t. 2, s. 330–334). Zob. Sprawozdanie o zasadności umowy
z 14 listopada 1918 r., [Kijów] 02.12.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/57-58.
76
Konwencja kolejowa między UD i Krajem Kubańskim, Kijów 16.11.1918, Д. Дорошенко, Історія України…, t. 2, s. 329–330.
77
Д. Дорошенко, Історія України…, t. 2, s. 138.
78
Ibidem.
79
Warto także zwrócić uwagę, że teksty umów były sporządzane w językach ukraińskim (wersja dla UD) i rosyjskim (wersja dla Kubania).
158
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
bańscy dyplomaci wyruszyli w drogę powrotną do Jekaterynodaru80. W ukraińskiej stolicy pozostał płk Georgij Kuragiń, który miał koordynować proces
dostarczania materiału wojskowego dla Kubańskiego Wojska Kozackiego81.
Chęć instytucjonalizacji wzajemnych relacji wykazała natomiast strona
ukraińska. 8 listopada 1918 r. Borżynski został mianowany ministrem-rezydentem przy rządzie kubańskim o oznaczało utworzenie w Jekaterynodarze
poselstwa II klasy82. Kierownictwo nad agencją konsularną w Piatigorsku objął Jarosław Noha83.
Zachowane dokumenty archiwalne sprzecznie opisują początek działalności poselstwa. Zgodnie z raportem sekretarza poselstwa Poływana uzyskał
on swoją nominację od Borżynskiego 9 listopada drogą telegraficzną i pod
jego nieobecność przystąpił do organizacji placówki. Otwarcie instytucji
było możliwe dzięki kredytowi, którego udzieliła lokalna ukraińska diaspora.
Stworzenie poselstwa UD zostało przyjęte z zadowoleniem przez premiera
Ł. Bycza. W chwili ogłoszenia gramoty federacyjnej: „Poselstwo stało twardo
na nogach, przedstawiłem się już Radzie Krajowej, rozpoczęła się działalność
konsularna i ludzie w kolejkach oczekiwali przed drzwiami poselstwa na zaświadczenia o ukraińskim obywatelstwie, przepustki i dokumenty zwalniające od mobilizacji ogłoszonej przez Armię Ochotniczą, a ukraińska flaga
została podniesiona na balkonie pomieszczeń, które były dla mnie przeznaczone”84.
Sam Borżynski raportuje, iż znalazł się w Jekaterynodarze w ostatniej
dekadzie listopada. Sprawozdanie, które sporządził z pierwszych dni swojego pobytu w stolicy Kubania sugeruje, że decyzja o nominacji na stanowisko
dyplomatyczne nie była mu znana. Zaznacza bowiem, że z Ł. Byczem spotkał
się w charakterze prywatnym. Kubański premier opowiedział się wówczas za
niezwłoczną instytucjonalizacją wzajemnych stosunków nie tylko na poziomie
konsularnym, ale i dyplomatycznym. Zaproponował też uznanie Borżynskiego
80
Jakkolwiek D. Doroszenko umieszcza w swoich wspomnieniach płk. Tkaczowa wśród stałych przedstawicieli dyplomatycznych (Д. Дорошенко, Мої спомини про
недавнє-минуле…, s. 279) to o jego tymczasowym charakterze świadczy używana tytulatura („głowa Misji Nadzwyczajnej”) oraz fakt szybkiego wyjazdu do Jekaterynodaru po
wypełnieniu celów misji.
81
[Tkaczow] do Ministra SZ UD, [Kijów] 17.11.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/34.
82
Dekret Skoropadskiego, [Kijów] 08.11.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/23; Listy
uwierzytelniające, Kijów, [?].11.1918, UDM, ЦДАВОВУ 3766/1/141/31; Zaświadczenie
MSZ UD, [Kijów] 15.11.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/30.
83
Spis instytucji konsularnych UD, [Kijów] 06.11.1918, ЦДАВОВУ 3766/1/24/23-25.
84
Poływan do MSZ UNR, Kijów 21.12.1918, З історії розвідки та контррозвідки
України. 1918–1919 рр., упр. Д. Вєдєнєєв, О. Стаднік, s. 113.
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
159
za konsula i tymczasowego przedstawiciela dyplomatycznego UD na Kubaniu.
Ukraiński dyplomata odmówił powołując się na brak pełnomocnictw z centrali oraz potencjalne komplikacje, które może to wywołać w relacjach Kijowa
i Jekaterynodaru z AO. Bycz zadeklarował, że jego rząd podejmie działania dla
„zmuszenia” AO do uznania oficjalnego przedstawicielstwa UD85.
W dalszej części swojego sprawozdania dla centrali Borżynski dowodzi, że powołanie stałego przedstawicielstwa dyplomatycznego w Jekaterynodarze przyniosłoby Kijowowi szereg korzyści. Pozwoliłoby podjąć kroki
dla neutralizacji propagandy „białych”, którzy wśród obecnych reprezentantów Ententy budują obraz UD jako wrogiej sojusznikom niemieckiej marionetki. Stworzyłoby szanse na umocnienie wpływów w KNR poprzez pozyskanie „zamiejscowych”, których położenie jest wyjątkowo ciężkie, a których
przeważający odsetek ma etniczne korzenie ukraińskie. Zdaniem Borżynskiego w związku z zachowaniem AO także wśród Kozaków wzrasta poparcie dla idei utworzenia kubańskiej niepodległości, a ścisłe związki z Kijowem są postrzegane jako instrument walki z nadmiernym wzmacnianiem
się wpływów AO. W związku z polityką „białych” proponuje on reorganizację
struktur dyplomatyczno-konsularnych w regionie. Konsulat w Piatigorsku,
kontakt z którym w wyniku walk z bolszewikami oraz wrogiej polityki AO
nie jest możliwy, powinien być zastąpiony poselstwem w Jekaterynodarze,
któremu podlegałyby konsulaty w Stawropolu i Noworosyjsku oraz wicekonsulat w Tupase. „Każdy konsul, który będzie teraz nominowany w granicach
wpływów i władzy Armii Ochotniczej ryzykuje nie tylko obrazę i całkowity brak uznania Armii Ochotniczej, ale także niebezpieczeństwo bycia wydalonym poza granicę swojego okręgu lub nawet uwięzienie, gdyż nie posiada
żadnej realnej ochrony. Gdy nasze państwo będzie posiadać swojego posła
przy rządzie Kubania Armia Ochotnicza będzie zmuszona pogodzić się z tym,
bo rząd, który go uzna, powinien go chronić, zaś zgodnie z kozacką tradycją
w razie obrazy pożądanego przez Kozaków gościa, tym bardziej oficjalnego
przedstawiciela bratniego i przyjaznego państwa, w jego obronie może wystąpić całe kozactwo i z tym Armia Ochotnicza będzie się zawsze liczyć. Mając pod sobą twardy grunt na Kubaniu ukraiński poseł posiądzie realną możliwość ochrony swoich konsulów, poza tym Armia Ochotnicza zmuszona do
pogodzenia się z obecnością na Kubaniu ukraińskiego posła logicznie powinna uznać prawomocność funkcjonowania i ukraińskich konsulów” 86.
85
Borżynski do MSZ UD, [?Piatigorsk] [?28.11].1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/50-
-50zv.
86
Borżynski do MSZ UD, [?Piatigorsk] [?28.11].1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/54.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
160
Na stanowisko posła Borżynski zaproponował siebie i zadeklarował natychmiastowe podjęcie działań na rzecz organizacji placówki w Jekaterynodarze, którą obejmie po odpowiedniej nominacji lub przekaże swojemu
następcy. Poinformował także, że z własnej inicjatywy zdecydował się na
przyjazd do Kijowa, aby na miejscu zreferować stan spraw87.
Ukraiński badacz Wiktor Matwijenko porównując oba raporty daje wiarę datacji Borżynskiego. Jego zdaniem przybywając w połowie listopada
1918 r. do Jekaterynodaru nie wiedział on o swojej nominacji. Stamtąd pod
koniec miesiąca wyjechał do Kijowa i dowiedziawszy się o swojej nominacji dyplomatycznej telegraficznie nominował Poływana88. Przyjęcie takiej rekonstrukcji wydarzeń nie wyjaśnia dlaczego sekretarz poselstwa wspomina,
że w momencie wydania gramoty federacyjnej (14 listopada 1918 r.) placówka już funkcjonowała. Ponadto trudno sobie wyobrazić, aby w ciągu 3 tygodni (między 28 listopada a 21 grudnia) Borżynski zdążył pokonać trasę Jekaterynodar – Piatigorsk – Kijów – Jekaterynodar. Sam wszakże wspominał, że
dostęp do Piatigorska był bardzo trudny, a podróż po ziemiach ukraińskich
objętych antyhetmańskim powstaniem, zwłaszcza dla przedstawiciela aparatu państwowego UD była nie mniejszym wyzwaniem.
Ciąg wydarzeń przyjmuje logiczną postać dopiero gdy przyjmiemy, że
datacja raportu Borżynskiego jest błędna, a wydarzenia opisywane w raporcie oraz sam raport powstał nie w listopadzie, a w październiku 1918 roku89.
Oznaczałoby to, iż Borżynski przebywał w Kijowie na początku listopada,
gdzie zreferował swoje obserwacje z wizyty w Jekaterynodarze w ostatniej
dekadzie października. Po uzyskaniu akceptacji dla swojej propozycji rekon87
Borżynski do MSZ UD, [?Piatigorsk] [?28.11].1918, ЦДАВОВУ 3766/1/141/50zv-
-56.
В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921 років…, s. 103–104.
Podejrzenie, że wspomniany raport został złożony z dwóch różnych dokumentów może nasuwać fakt, że pierwszy arkusz (ЦДАВОВУ 3766/1/141/50) różni się (m.in.
intensywnością koloru czcionki) od pozostałych oraz to, iż opublikowana wersja dokumentu (na bazie ЦДІАУЛ 581/1/9/16-26 ) nie zawiera właśnie tego arkusza. Zdaniem
Autora doszło tu do kompilacji stron z dwóch odrębnych dokumentów w czasie wykonywania kopii. Dłuższy fragment (ЦДАВОВУ 3766/1/141/50 i ЦДІАУЛ 581/1/9/16-26)
jest raportem z 15/28.11.1918, natomiast pierwszy arkusz (ЦДАВОВУ 3766/1/141/50;
fragment, w którym Borżynski mówi o pierwszym spotkaniu z Byczem) stanowi osobny
raport z końca października, który Borżyński wysłał gdy nie miał jeszcze oficjalnych dokumentów z Kijowa. Podane w tym arkuszu miesięczne daty dotyczące przyjazdu i rozmowy z Byczem z „10” na „11” zapewne poprawił kopista, który widział niezgodność,
a nie zorientował się, że kompiluje dwa dokumenty. Takie wyjaśnienie powoduje, że wydarzenia do których odwołują się raporty zaczynają tworzyć logiczną całość i zgadzają się
z chronologią wydarzeń o których wspominają.
88
89
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
161
strukcji sieci placówek w regionie otrzymał nominację dyplomatyczną i telegraficznie z Kijowa mianował Poływana. Ten niezwłocznie przystąpił do
organizacji placówki, a Borżynski wrócił na Kubań w drugiej dekadzie listopada. Hipotezę tę potwierdzają doniesienia zgodnie z którymi występował
on na inauguracyjnym posiedzeniu Rady Krajowej 1/14 listopada 1918 r. już
jako oficjalny przedstawiciel Ukrainy90.
Rachuby ukraińskich przedstawicieli liczących na ochronę Kozaków
przed działaniami AO okazały się błędne. Władze KNR nie reagowały zdecydowanie na akcje wojskowych AO i związanych z nią polityków wymierzone
w Borżynskiego, co zachęcało „białych” do eskalacji swoich zachowań. Kampania pomówień w prasie przekształciła się w agresję fizyczną. W nocy z 19
na 20 listopada/3 na 4 grudnia zorganizowali oni najście na miejsce przebywania ukraińskich przedstawicieli w wyniku którego zabrali oficjalne dokumenty i zaaresztowali sekretarza Poływana. Borżyński wystąpił przed Radą
Krajową z oficjalnym protestem. Do gen. Denikina udał się osobiście Wojskowy Ataman by wyjaśnić sprawę, a premier Łuka Bycz na posiedzeniu konstytuanty podkreślał, że Kozacy Kubańscy powinni chronić osoby, które przyjęto
jako posłów. Interwencje te nie przyniosły jednak rezultatów. A. Filimonow
zadowolił się obietnicą „zbadania sprawy” przez dowódcę AO, a Rada Krajowa nie podjęła dyskusji nad wystąpieniem premiera. Brak reakcji zachęcił oficerów AO do kolejnych działań. Wkrótce zorganizowali drugie najście
w czasie którego zerwali z siedziby poselstwa symbole państwowe UD i zatrzymali Borżynskiego. Usiłowali także „zweryfikować”, czyli zapewne zniszczyć jeśli dostaliby je do ręki, pełnomocnictwa posła UD w kancelarii rządu
kubańskiego. Dopiero to spowodowało protest władz kozackich. O jego ograniczonej skali świadczy jednak fakt, że ukraiński dyplomata został zwolniony
dopiero po pewnym czasie i pod warunkiem opuszczenia Kubania91.
Postawa Kozaków wynikała między innymi z faktu, że na samym Kubaniu opcja dążenia do samodzielności w oparciu o sojusz z Ukrainą przegrała
bowiem z koncepcją uczynienia ze związku Kozaków Dońskich, Kubańskich
i Tereckich pod patronatem AO platformy dla odbudowy niepodzielnej Rosji. Zwolennikiem tego rozwiązania był nowy premier KNR F. Suszkow, który
90
Wystąpienie nie miało jednak wielkiej wagi. Jak odnotował Wasyl Iwanys Borżyński „mówił entuzjastycznie, gorąco, ale krótko i bez głębszej treści”. Zob. В. Іванис, Стежками життя (Спогади). Книга ІІ-га…, s. 242.
91
[Raport o sytuacji na Donie, Kubaniu i Dalekim Wschodzie], bm bd, ЦДІАУЛ
368/1/74/1; P. Коваль, Долі посла Боржинського та священика Кулабухова, http://
ukrlife.org/main/kubann/1doli.htm (tekst za: P. Коваль, Нариси з історії Кубані, Київ
2004), 25.04.2008 r.); В. Іванис, Стежками життя (Спогади). Книга ІІ-га…, s. 282–286.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
162
w grudniu 1918 r. zastąpił Ł. Bycza92. Zwycięstwo tej opcji politycznej oznaczało faktyczny koniec misji Borżyńskiego. Od Wojskowego Atamana Filimonowa usłyszał on: „Nie możemy Was chronić od obraz. Oprócz tego postrzegamy Was teraz nie jako posła, a jako gościa”93. Dodatkowo misja ta kończyła
się de iure wraz z obaleniem reżimu hetmańskiego i przejęciem władzy przez
Dyrektoriat, który nie zamierzał odnowić pełnomocnictw jej kierwownika.
Ostatecznie misja Borżyńskiego znalazła tragiczny finał. Udający się po
instrukcje do Kijowa ukraiński dyplomata został zatrzymany przez oddział
AO i rozstrzelany94. Przy biernej postawie władz KNR doprowadzono także
do likwidacji poselstwa95.
***
Brak sukcesu w realizacji projektu zjednoczenia Kubania z Ukrainą był
wynikiem wewnętrznych sprzeczności, które istniały w każdym z organizmów państwowych. W przypadku strony kubańskiej wynikało to z kompozycji Kubańskiego Wojska Kozackiego z potomków Kozaków Czarnomorskich oraz Kozaków etnicznie rosyjskich. Nałożony na tę strukturę podział na
Kozaków i „zamiejscowych” powodował ścieranie się różnych wizji przyszłości Kubania. Opcja zjednoczenia z Ukrainą była preferowana jedynie przez
wąskie, acz wpływowe (np. premier Łuka Bycz, przewodniczący Rady Krajowej Mykoła Riabowoł) grono Kozaków identyfikujących się z ukraińską tożsamością narodową. Oni też podejmowali półoficjalne rozmowy na ten temat
uczestnicząc w oficjalnych kontaktach UD z KNR. Jednak jak zwraca uwagę
Енциклопедія українознавства, t. 4, s. 1215.
В. Іванис, Стежками життя (Спогади). Книга ІІ-га…, s. 286.
94
Nie ma jasności co do wszystkich szczegółów śmierci Borżynskiego. Według D. Doroszenki zginął on w końcu stycznia 1919 r. na stacji Iłowajska (Д. Дорошенко, Історія
України…, t. 2, s. 138–139). W. Iwanys i R. Kowal jako datę wyjazdu z Jekaterynodaru podają 20 grudnia (czyli 2 stycznia 1919 r. wg nowego stylu), a zajście umiejscawiają na
stacji Wołnowacha w powiecie mariupolskim (В. Іванис, Стежками життя (Спогади).
Книга ІІ-га…, s. 286; P. Коваль, Долі посла Боржинського та священика Кулабухова,
http://ukrlife.org/main/kubann/1doli.htm (tekst za: P. Коваль, Нариси з історії Кубані,
Київ 2004), 25.04.2008 r.).
95
Według W. Iwanysa i R. Polowego sekretarz Poływan zbiegł spod straży krótko po aresztowaniu (В. Іванис, Стежками життя (Спогади). Книга ІІ-га…, s. 286;
P. Польовий, Неповний список українських діячів Кубані – П-Щ, http://ukrlife.org/main/
kubann/p_sch.html , [tekst za: Р. Польовий, Кубанська Україна, bm 2002] 25.04.2008 r.).
Nie jest jasne czy powrócił do pracy w poselstwie czy udał się na Ukrainę, na co wskazywałby fakt, że w przytoczonym wcześniej raporcie jego autorstwa z 21 grudnia 1918 r.
jako miejsce powstania podaje się Kijów.
92
93
Michał Kolasiński
Stosunki dyplomatyczne Ukrainy z Kubaniem w 1918 roku
163
W. Matwijenko z przyczyn ideologicznych wykazywali oni pewną rezerwę
wobec UD96. Nazwanie kubańskiej państwowości Kubańską Republiką Ludową nie było bowiem przypadkowe. Dla pozostałych przedstawicieli władz
kubańskich bliskie stosunki z Ukrainą były użyteczne jedynie pod względem
taktycznym umożliwiając uzyskanie wsparcia w walce z bolszewikami.
Również stanowisko strony ukraińskiej nie było jednolite, co według
D. Doroszenki stało się przyczyną fiaska próby związania Kubania z Ukrainą metodą faktów dokonanych. Nieokreśloność ukraińskiej polityki najsilniej ujawniła się w momencie, gdy Kozacy, uświadamiając sobie, że tracą na
swoim terytorium funkcję gospodarza na rzecz AO, zaczęli spoglądać w stronę Kijowa. Nowy minister spraw zagranicznych Grigorij Afanasjew nie odpowiedział pozytywnie na prośbę Borżynskiego o asygnatę 40 tys. karbowańców dla rozwinięcia proukraińskiej propagandy w regionie97.
Istotnym czynnikiem ograniczającym możliwość wprowadzenia w życie ukraińskich planów była obecność na Kubaniu AO, której kierownictwo
było a priori wrogo ustosunkowane do jakiejkolwiek formy państwowości
ukraińskiej. W związku z tym Kubań stał się obok Rosji Radzieckiej najtrudniejszym terenem działania dla ukraińskich dyplomatów, co wyraźnie pokazały losy poselstwa w Jekaterynodarze i stojącego na jego czele Fedira Borżynskiego.
Diplomatic relations between Ukraine and Kuban Cossacks in 1918
The article describes relations between state organisms that emerged on the
Ukrainian and Kuban Cossacks’ territory of the former Russian Empire at the end of
the Great War. Uniting factor was a common enemy (Bolsheviks). Initially, because of
a cultural and ethnical similarity Ukrainian elites perceived Kuban as a part of future
confederation with the centre in Kiev. Cossacks’ perception was determined by necessity of obtaining a military support to respond to Soviet aggression. Ukraine was able
to offer only an indirect one (supplies of military equipment). The Volunteer Army put
at their disposal small but direct support (a few thousand soldiers) and Kuban Cossacks decided to choose an alliance with it. Nevertheless, relations with Ukraine was
Proukraińscy działacze Kubania wywodzili się z socjalistycznego nurtu politycznego, a większość z nich wcześniej współpracowała z politykami UNR. W Jekaterynodarze swobodnie działało przedstawicielstwo skupiającego antyhetmańską opozycję Ukraińskiego Związku Narodowego. Zob.: В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921
років…, s. 106.
97
В. Матвієнко, Українська дипломатія 1917–1921 років…, s. 101.
96
164
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
maintained and even developed. In November a few technical agreements (among
them a consular convention) were signed in Kiev and Ukrainian legation started to
operate in Jekaterynodar. The collapse of the Hetmanate and an increase of the importance of the Volunteer Army, which started to limit a political autonomy of Kuban
Cossaks, reversed this process. Ukrainian envoy was forced to close its institution and
finally was murdered by “white” officers while returning to Kiev.
Michał Jerzy Zacharias
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Warszawa)
Niemcy, Związek Sowiecki
i mocarstwa zachodnie
w polskich kalkulacjach
politycznych w latach 30. XX w.
(ze szczególnym uwzględnieniem 1939 r.)
B
analne jest stwierdzenie, że Niemcy i Związek Sowiecki były tymi państwami, które w okresie międzywojennym stanowiły największe zagrożenie dla
Polski. Szczególnie w razie nawiązania ścisłej współpracy politycznej i wojskowej. W Warszawie o tym wiedziano. Wśród zwolenników Marszałka Józefa
Piłsudskiego pojawiało się przekonanie, że jako punkt wyjścia własnej polityki zagranicznej należy brać pod uwagę relacje między Polską z jednej a Niemcami i ZSRS z drugiej strony. „Stosunek Rosji i Niemiec do Polski i ocena tego
stosunku przez Polskę na długie czasy pozostanie osią w naszej polityce zagranicznej”. W istocie bowiem Warszawa ma do czynienia z problemem sowiecko-niemieckim. W rezultacie, stosunków z Moskwą i Berlinem nie można traktować rozdzielnie, niezależnie od siebie. W przełożeniu na praktyczne
działania musiało to oznaczać podejmowanie przede wszystkim takich, które
przyczyniały się do powstania najkorzystniejszego, z punktu widzenia Polski,
układu sił w Europie. Ograniczającego do minimum lub wręcz uniemożliwiającego antypolską współpracę Niemiec i Związku Sowieckiego. Problem sowiecko-niemiecki „nie jest przecież i nie może być dla polityki polskiej tylko kwestią lepszego czy gorszego stosunku do dwóch najpotężniejszych sąsiadów”.
W pierwszym rzędzie jest „sprawą, rozwiązanie której, a raczej stałe, nieprzerwane rozwiązywanie, decyduje o państwowej egzystencji Rzeczypospolitej”1.
1
A. Śliwiński, O politykę zagraniczną Polski, Głos Prawdy, 25.04.1925, s. 85; M. B.,
Polska a Niemcy, Droga 1924, s. 3.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
166
Egzystencji uzależnionej głównie od stosunków i polityki zagranicznej Niemiec i Związku Sowieckiego.
Podobne poglądy pojawiały się w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, choć trudno byłoby stwierdzić, czy w latach 20. XX w. były zasadniczym czynnikiem, determinującym działania tego resortu. Można by jednakże
odnotować opinię Naczelnika Wydziału Zachodniego MSZ Tadeusza Romera
z 27 lipca 1925 r. Stwierdził on wówczas, że „Rosja Sowiecka nie może całkowicie zrezygnować z posiadanych przez siebie możliwości bezpośredniego
oddziaływania na społeczny rozkład Europy. Najpotężniejszym narzędziem
w tym celu jest rewizjonizm niemiecki, którego istnieniu zawdzięczamy stałą skłonność Rosji do kompromisu z Niemcami […] czynna polityka antypolska Niemiec jest równoznaczna ze ścisłą współpracą niemiecko-sowiecką”2.
Należy także podkreślić, że 31 stycznia 1927 r. minister spraw zagranicznych
August Zaleski, który niewątpliwie był wyrazicielem polityki Józefa Piłsudskiego, przedstawił opinię, że „dążenie do sojuszu i współdziałania w sprawach polskich z Niemcami […] musimy uznać za stałą tendencję polityczną
Rosji Sowieckiej”. Na neutralność Kremla w razie konfliktu polsko-niemieckiego można by liczyć jedynie wtedy, kiedyby Berlin przyjął postawę antysowiecką lub Sowiety nie dysponowałyby wystarczającą siłą do prowadzenia
działań ofensywnych. „W obu tych wypadkach istnienie ewentualnego paktu
polsko-sowieckiego odgrywałoby rolę minimalną”3.
W sierpniu 1939 r. miało się okazać, że przewidywania Zaleskiego były
trafne i precyzyjne. Moskwa istotnie dysponowała wówczas wystarczającą
siłą, by brać pod uwagę działania zaczepne. Adolf Hitler zaś mógł ją wykorzystać taktycznie, w związku z planowaną napaścią na Polskę rezygnując, przynajmniej czasowo, ze swojego antysowietyzmu. Na początku lat 30. jednakże
sytuacja wyglądała odmiennie. Stosunki sowiecko-niemieckie pogarszały się,
współpraca Moskwy i Berlina stawała pod znakiem zapytania. W rezultacie
25 lipca 1932 r. Polska i ZSRS podpisały pakt o nieagresji.
Dokumenty z dziejów polskiej polityki zagranicznej 1918–1939, opr. T. Jędruszczak,
M. Nowak-Kiełbikowa, cyt. dalej DDPPZ, t. 1: 1918–1932, Warszawa 1989, dok. 69, s. 336
i 338.
3
P. Wandycz, August Zaleski, minister spraw zagranicznych RP 1926–32 w świetle
wspomnień i dokumentów, Zeszyty Historyczne 1980, z. 52, s. 55. Choć jako wytrawny i doświadczony polityk Zaleski dodawał, że „z polskiego punktu widzenia «byłoby lekkomyślnością odrzucanie a limine wszelkich szans na zwiększenie nawet w małym stopniu gwarancji pokojowych na granicy polsko-sowieckiej»”, a więc – i możliwości zawarcia paktu
o nieagresji z Moskwą, ibidem, s. 55–56.
2
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
167
30 stycznia 1933 r. Adolf Hitler doszedł do władzy w Niemczech. Można
było przypuszczać, że przyniesie to dalsze pogorszenie stosunków niemiecko-sowieckich. Obserwując poczynania i wypowiedzi Hitlera, Piłsudski wyraził ocenę, że nowy kanclerz jest pierwszym politykiem w Niemczech sygnalizującym „zapowiedź nieubłaganej walki z komunizmem i bolszewizmem.
«Pierwszy raz taki głos z ust niemieckich słyszymy»” – stwierdzał. Wątpił,
„czy Hitler zdoła oderwać się od tradycyjnej polityki z Rosją”, ale nie mógł nie
dostrzec, że jego antysowiecka postawa stwarza rzeczywiste warunki poprawy stosunków polsko-niemieckich – po raz pierwszy od czasu zawarcia układu w Rapallo w kwietniu 1922 r.4 W rezultacie Marszałek wstąpił na drogę prowadzącą do zawarcia polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu
przemocy z 26 stycznia 1934 r.
Zawierając układy o nieagresji władze polskie dążyły przede wszystkim do poprawy stosunków z sąsiadami. Jednakże w kategoriach geopolityki porozumienia te były równoznaczne ze wspomnianą potrzebą „rozwiązywania problemu sowiecko-niemieckiego”. Oznaczało to dążenia do rozbijania
współpracy między Niemcami a ZSRS.
Długofalowe przewidywania Piłsudskiego w tej sprawie były jednakże
pesymistyczne, zgodne z opinią, wyrażoną bezpośrednio po dojściu Hitlera do
władzy. Marszałek nie bardzo dowierzał, by antysowieckie nastawienie nowego kanclerza Niemiec było trwałe, by Polska miała rzeczywiste możliwości
pogrzebania polityki Rapalla. Podobnie jak Zaleski przypuszczał, że o wszystkim będzie decydować siła oraz układ stosunków między Moskwą i Berlinem.
Sugerował, że ponowne zbliżenie sowiecko-niemieckie jest tylko kwestią czasu. Uważał, że Niemcy „chciałyby doprowadzić do kooperacji z Rosją – jak za
czasów Bismarcka. Dojście do takiej kooperacji byłoby dla nas zgubą. Do tego
dopuścić nie można. Mimo ogromnych różnic w systemach i kulturze Niemiec
i Rosji, trzeba stale pilnować tej sprawy. Na świecie powstawały już dziwniejsze sojusze”5. W marcu 1934 r. zaś, a więc także po dojściu Hitlera do władzy,
wyrażał opinię, że Polsce „zawsze” grozi „niebezpieczeństwo” rozdarcia „na
strzępy” przez ościenne mocarstwa. W tej sprawie, twierdził, nic się nie zmieniło od „czasów Katarzyny i Fryderyka pruskiego”6.
Diariusz i teki Jana Szembeka (1935–1945), cyt. dalej DTJS, t. 2, opr. T. Komarnicki,
London 1965, Część pierwsza. Uzupełnienia do dokumentacji tomu pierwszego, s. 6.
5
W. Jędrzejewicz, Kronika z życia Józefa Piłsudskiego 1867–1935, t. 2, London 1977,
s. 443.
6
K. Świtalski, Diariusz 1919–1935, opr. A. Garlicki, R. Świątek, Warszawa 1992,
s. 659.
4
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
168
Wyraźny pesymizm Marszałka podzielali niektórzy polscy dyplomaci.
Szczególnie mocno był on akcentowany przez posła w Oslo Władysława Neumana, który „zawsze twierdził, że […] Hitler zaatakuje Polskę”; „o ile nie zdecydujemy się zrobić z nim cause commune przeciw Sowietom […] może” on
„porozumieć się kiedyś z Rosją i dokonać wespół z nią ponownego rozbioru Polski”7. Według treści innego przekazu, Neuman oświadczył 9 listopada 1936 r., że „powrót do polityki Rapalla i odrodzenie porozumienia niemiecko-rosyjskiego jest więcej niż pewne. Stalin wykańcza stopniowo czysty
komunizm i przechodzi na politykę rosyjskiego imperializmu, kontynuując
w ten sposób politykę carskiej Rosji […]. Zdaniem Neumana Komintern nie
jest niczym innym, jak jedynie agenturą rosyjskiej racji stanu”8.
Należy jednak podkreślić, że poglądy przedstawicieli polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych były bardziej zróżnicowane. Nie we wszystkich
szczegółach pokrywały się z opiniami i przewidywaniami Piłsudskiego czy
Neumana. Dotyczy to głównie kolejnego, po Zaleskim, ministra spraw zagranicznych, Józefa Becka. Nowy minister z większym spokojem niż Marszałek
oceniał międzynarodowe położenie Polski. Jeszcze w maju 1934 r. sugerował,
że należy się liczyć z możliwą współpracą Niemiec i ZSRS, choć nie w najbliższej przyszłości9. Dokładnie rok później był już większym optymistą twierdząc, że „wielkie naprężenie” w stosunkach między Moskwą i Berlinem „jest
najbardziej charakterystycznym momentem aktualnej sytuacji w Europie”10.
I to nie tylko ze względów stricte politycznych, bowiem „animozja sowiecko-niemiecka wypływa (również – MJZ) z przesłanek ideologicznych”. Sowieci i naziści prezentują „dwa światopoglądy, dwie religie polityczne, które nie
mogą się ze sobą pogodzić”11. W kwietniu 1937 r. zaś oświadczył polskiemu
posłowi w Wiedniu Janowi Gawrońskiemu, że brak możliwości zbliżenia sowiecko-niemieckiego jest „jednym z niewielu pewników w istniejącym układzie międzynarodowym”12.
Generalnie w połowie lat 30. XX w. w polskim ministerstwie spraw zagranicznych uważano, że bieżący rozwój sytuacji stwarza koniunkturę umożP. Starzeński, Trzy lata z Beckiem, Warszawa 1991, s. 128.
DTJS, t. 2, s. 335.
9
M. Kornat (opr.), W sprawie oceny strategicznego położenia Polski w 1934 r. Nieznana notatka Józefa Becka i Jana Szembeka z 7 maja 1934 r., Niepodległość 2003/2004,
t. LIII–LIV, s. 262–263.
10
DTJS, t. 1, opr. T. Komarnicki, London 1964, s. 285.
11
M. Kornat, Polityka równowagi 1934–1939. Polska między Wschodem i Zachodem,
Kraków 2007, s. 159.
12
J. Gawroński, Moja misja w Wiedniu 1932–1938, Warszawa 1965, s. 396.
7
8
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
169
liwiającą zabezpieczenie podstawowych interesów państwa. Łączono ją ze
wzrostem napięcia w stosunkach między Moskwą i Berlinem oraz ze stanowiskiem władz III Rzeszy wobec Polski. Na ul. Wierzbowej wyraźnie sugerowano się postawą Hitlera. W okresie rokowań o realizację koncepcji paktu
wschodniego ambasador Francji w Warszawie Jules Laroche donosił swym
przełożonym w Paryżu, że Polska zachowała wspomnienie niedawnej współpracy Sowietów z Republiką Weimarską. W Warszawie panowało według niego przekonanie, że dopóki Hitler znajduje się u steru rządów, istnieją szanse
utrzymania pokojowych stosunków Polski z Niemcami. „Duch” Rapalla powróciłby natychmiast w przypadku klęski Hitlera13.
Taka kalkulacja wyraźnie pojawiła się w wywodach Jana Szembeka, podsekretarza stanu w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W rozmowie
z Lordem Prywatnej Pieczęci Anthonym Edenem, przeprowadzonej w Warszawie 2 kwietnia 1935 r. Szembek oświadczył, że „reżim aktualny, to jest hitlerowski” najbardziej odpowiada polskim interesom, „czego najlepszym dowodem” jest to, „żeśmy mogli się z nim porozumieć”. Rządy socjalistyczne lub
komunistyczne w Niemczech „sprowadziłyby za sobą nieuniknienie powrót
do polityki Rapalla, rządy zaś deutsch-nationale14, jako reprezentujące światopogląd junkierski, pomijając już ich rusofilskie nastawienie (a więc także
sprzyjające powrotowi Rapalla – MJZ), byłyby równoznaczne z dojściem do
władzy w Niemczech najbardziej Polsce wrogiego elementu. Hitler jest jedynym mężem stanu niemieckim po wojnie, który chciał i potrafił dojść do porozumienia z nami”. 11 kwietnia zaś Szembek oświadczył Williamowi Christianowi Bullittowi, ambasadorowi Stanów Zjednoczonych w Moskwie, „że
[…] nie tyle jesteśmy obecnie świadkami agresywnej akcji ze strony Niemiec,
co agresywnej polityki świata zewnętrznego przeciwko Niemcom. Przy czym
ma się tu do czynienia z nagonką nie na Niemcy jako takie, ale na Hitlera i reprezentowany przez niego światopogląd. Trzeba zdać sobie sprawę […] że
te same czynniki, które dzisiaj najostrzej atakują Trzecią Rzeszę, przed dojściem do władzy Hitlera żyły z Niemcami na stopie zażyłej przyjaźni ”15.
Czytane dzisiaj, wywody Szembeka mogą wywoływać co najmniej zdziwienie. Ale tylko tych osób, które nie znają i nie zdają sobie sprawy z kontekstu wypowiedzi polskiego polityka. Przede wszystkim nie mógł on być tak
13
Documents diplomatiques français 1932–1939, cyt. dalej DDF, série I, t. 6, Paris
1972, dok. 473, s. 977.
14
Tak potocznie określano konserwatywno-nacjonalistyczną Deutschnationale
Volkspartei (DNVP). W czasie dojścia Hitlera do władzy na jej czele stał Alfred Hugenberg.
15
DTJS, t. 1, s. 257 i 266.
170
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
dalekowzroczny, by przewidywać, że w przyszłości kanclerz Niemiec okaże się ludobójcą i zbrodniarzem politycznym. Podobnie jak nie mogła tego
przewidzieć olbrzymia większość ówczesnej opinii politycznej i publicznej
w Europie, mimo niedwuznacznych sugestii Hitlera w „Mein Kampf”, jego rasistowskich teorii oraz budowy obozów koncentracyjnych bezpośrednio po
zdobyciu władzy16. Komory gazowe, masowe mordy, bezwzględna i bezlitosna eksterminacja całych narodów, z Żydami na czele – to wszystko były
zamysły, które w połowie lat 30. mogły się pojawić – jeśli w ogóle – tylko
w umysłach wyjątkowo przenikliwych jednostek. Tym bardziej, że antysemityzm Hitlera i jego podwładnych był elementem szerszego zjawiska. Głęboko
zakorzenionego w historii, tradycji i kulturze różnych narodów i krajów europejskich, także Polski. Skutkującego pogromami, głównie w dawnej, carskiej Rosji, ale nie masowymi, zaplanowanymi aktami eksterminacji, z wykorzystaniem dostępnych wówczas technologii.
Rozważając zaś słowa Szembeka w kategoriach „czystej” polityki musimy
pamiętać, że führer istotnie był przywódcą jedynego ugrupowania w Niemczech, gotowego porozumieć się z Polską z poszanowaniem jej interesów.
Przynajmniej taktycznie i tymczasowo, czego Szembek, jak się wydaje, nie
wiedział albo otwarcie o tym nie mówił. Nie podzielając także wcześniejszej
rezerwy i nieufności Piłsudskiego w sprawie trwałości antysowietyzmu führera. Doskonale jednak wiedział, że poprzednicy Hitlera, a więc osobistości
kierujące polityką Republiki Weimarskiej nie wyrażały najmniejszej skłonności do zajęcia chociażby takiej postawy. Gustaw Stresemann nie po to przecież zawierał pakt reński w 1925 r., by następnie podpisywać dziesięcioletnią
deklarację o niestosowaniu przemocy z Polską. Ponadto, niezależnie od faktu, że ocena Szembeka w sprawie agresywnej postawy „świata zewnętrznego” przeciwko führerowi może się wydawać dużą przesadą, to jego sugestia,
iż ów „świat”, w praktyce mocarstwa europejskie, przyjaźnie odnosiły się do
Republiki Weimarskiej, wydaje się całkowicie uzasadniona. Zarówno wobec
Rosji Sowieckiej, zawierającej układ w Rapallo, jak Francji i Wielkiej Brytanii, parafujących a następnie podpisujących umowy lokarneńskie. Te ostatnie
niewątpliwie stanowiły potencjalne zagrożenie dla integralności terytorialnej Polski na Zachodzie. Idąc bowiem na ustępstwa wobec Paryża i Londynu,
Niemcy weimarskie miały niedwuznaczną ochotę oderwać od Polski Pomorze i Górny Śląsk, nie mówiąc już o likwidacji i przyłączeniu Wolnego Miasta
16
Tym bardziej, że jako pierwsi obozy koncentracyjne wybudowali nie Niemcy lecz
Brytyjczycy w czasie wojen burskich w Afryce Południowej (1880–1881, 1899–1902).
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
171
Gdańska. Taką zaś możliwość Piłsudski zdecydowanie odrzucał. Na uwagę
jednego ze swych współpracowników Kazimierza Świtalskiego, wysuniętą
21 kwietnia 1929 r., że Niemcy domagają się rewizji granic, „odpowiedział,
że oświadczy wtedy, że jeżeli ktoś zechce naruszyć nasze granice, to […] będzie proklamował wojnę […] i zapowie, że będzie niszczyć terytoria obce.
Oświadczenie to chciałby złożyć, by wywołać wrażenie, że o żadnym przehandlowaniu naszego terytorium mowy być nie może”. Dwa miesiące później
oświadczył, „że handlowanie naszym terytorium nie uda się, bo wtedy wojna
wybuchnie na pewno, będziemy bowiem zmuszeni pójść na obronę naszego
terytorium”17.
W tych warunkach, podpisując deklarację z Polską z 26 stycznia 1934 r.
Hitler zyskiwał w Warszawie opinię polityka, który równocześnie, przynajmniej w okresie dziesięcioletniego obowiązywania postanowień tego dokumentu, pogodził się, w praktyce, z dotychczasowym przebiegiem granicy polsko-niemieckiej i oddalił największe niebezpieczeństwo, a więc współpracę
między Moskwą i Berlinem. W tym właśnie kontekście trzeba rozpatrywać
z pozoru zadziwiające kwietniowe oświadczenia Szembeka. Przywódcy polscy mieli pełne prawo oczekiwać, że zgodnie z rudymentarnymi mechanizmami politycznymi wszelkie zabiegi Józefa W. Stalina, dążącego do odbudowy rappalskiej18 będą nieskuteczne tak długo, jak długo Hitler będzie je
odrzucał. Obserwując politykę Stalina, Juliusz Łukasiewicz, który był wówczas ambasadorem w Moskwie, trafnie zauważył 17 czerwca 1935 r., że istotą polityki kremlowskiego dyktatora jest „dążność do rozwinięcia […] jak
najżywszej aktywności politycznej […] gotowość […] wejścia w kombinacje
paktowe z jakimikolwiek bądź partnerami”. Łukasiewicz miał na myśli m.in.
Francję, będącą jednym z najważniejszych ogniw projektowanej, ale pogrzebanej właśnie koncepcji paktu wschodniego19; traktowanej instrumentalnie,
bo mającej wykazać Berlinowi, że w przypadku kontynuacji jego antysowiec17
M. J. Zacharias, Polska wobec zmian w układzie sił politycznych w Europie w latach
1932–1936, Wrocław 1981, s. 41.
18
Zob. m.in. S. Dębski, Między Berlinem a Moskwą. Stosunki niemiecko-sowieckie
1939–1941, Warszawa 2003, s. 63–64 i przyp. 24, s. 64; M. J. Zacharias, Sytuacja międzynarodowa i polityka zagraniczna Polski w latach 1936–1939 (w związku z publikacją materiałów Juliusza Łukasiewicza pt. Dyplomata w Paryżu 1936–1939, pod red. Wacława Jędrzejewicza i Henryka Bułhaka, Warszawa 1995, s. 497, Warszawska Oficyna Wydawnicza „Gryf”
i Instytut Historii PAN), Kwartalnik Historyczny 1997, nr 3, przyp. 133, s. 68.
19
Koncepcja paktu wschodniego ma olbrzymią literaturę. Pisało o niej wielu historyków. Z polskich należałoby wymienić przede wszystkim Stanisława Gregorowicza, Polsko-radzieckie stosunki polityczne w latach 1932–1935, Wrocław 1982, s. 177 i n. Mimo
znacznego upływu czasu tezy, wnioski oraz interpretacje Autora zachowały – w zdecydo-
172
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
kiej polityki, Moskwa ma alternatywę mogąc go szantażować porozumieniem
z III Republiką20. Zgodnie z założeniem, że jak niegdyś Republika Weimarska,
tak obecnie Niemcy Adolfa Hitlera byłyby najlepszym partnerem. W rezultacie – twierdził Łukasiewicz – „gdyby Hitler wyciągnął dzisiaj rękę w stronę ZSRR, pakt sowiecko-niemiecki byłby niechybnie w krótkim czasie gotowy”21. W ówczesnej sytuacji było to jednakże niemożliwe, co w Warszawie
trafnie dostrzegano. Zdaniem Becka współpraca Moskwy i Berlina była wykluczona także ze względu na szczególne cechy osobowości führera. W marcu 1937 r. minister wyraził opinię, że „Hitler to nie Bismarck […] jest on zbyt
zaciekły, by stać go było na finezyjną grę swego wielkiego poprzednika. Bardzo na to liczę. Generałowie niemieccy są zdaje się innego zdania, ale oni nigdy mu się nie przeciwstawią. Nie widzę możliwości porozumienia niemiecko-sowieckiego”22.
Ostatecznie w polskim ministerstwie spraw zagranicznych na dobre zapanowała opinia, że to właśnie z powodu sprzeciwu Hitlera odbudowa stosunków między Niemcami i Związkiem Sowieckim jest niemożliwa. Politycy i dyplomaci niemieccy utrzymywali Warszawę w tym trafnym, skądinąd,
przypuszczeniu licząc, że nie spodziewając się nieprzyjemnych niespodzianek w stosunkach Berlina z Moskwą, Warszawa z czasem przyjmie polityczną perspektywę III Rzeszy i wyrazi zgodę na współpracę polsko-niemiecką
wobec Francji a następnie Związku Sowieckiego.
Wkrótce miało się okazać, że niemieckie kalkulacje są bezzasadne, zaś
polskie – początkowo uzasadnione, ponieważ bieżące działania III Rzeszy
i ZSRS na arenie międzynarodowej coraz widoczniej odbiegały od zasad dawnej współpracy na podstawie układu zawartego w Rapallo. Ponadto po nieudanej próbie przeforsowania koncepcji paktu wschodniego i w okresie „czystek” Moskwa pogrążała się w izolacji23. Sprzyjała ona wyraźnemu dążeniu
Becka do trzymania „Kraju Rad” z dala od polityki europejskiej i zapewnieniu Polsce statusu państwa będącego zasadniczym czynnikiem stabilizacji
wanej większości wypadków – aktualność. Praca Gregorowicza jest najwnikliwszym studium dotyczącym koncepcji Paktu Wschodniego w literaturze polskiej.
20
Zob. ocenę S. Gregorowicza, ibidem, s. 198 i przyp. 70 s. 198.
21
DTJS, t. 1, s. 317.
22
P. Starzeński, Nadzwyczaj niebezpieczne zjawisko, Wiadomości, 17.02.1952, s. 2.
23
Zob. m.in. Raport końcowy byłego ambasadora RP w Moskwie W. Grzybowskiego do
ministra spraw zagranicznych RP A. Zaleskiego [w:] DDPPZ, opr. T. Jędruszczak, M. NowakKiełbikowa, t. II 1933–1939, Warszawa 1996, dok. 130, s. 271; M. J. Zacharias, [w:] S. Gregorowicz, M. J. Zacharias, Polska – Związek Sowiecki. Stosunki polityczne 1925–1939, Warszawa 1995, s. 156.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
173
i równowagi w Europie Środkowo-Wschodniej24. Skłaniała go także do oceny, w marcu 1937 r., że nie ma powodu do obawy, „by wojna przyszła od strony Rosji”. We wrześniu 1937 r. zaś minister wyraził wątpliwość, „by nam cokolwiek groziło przez długie lata ze strony naszego wschodniego sąsiada […].
Jest on o wiele za słaby, by z własnej inicjatywy rozpocząć działania wojenne. Żadne państwo tego nie wytrzyma, by co kilka lat rozstrzeliwać swe kadry wojskowe i polityczne”25.
Takie oświadczenia zdawały się świadczyć o odchodzeniu Becka od dawnej tezy Piłsudskiego o zagrożeniu Polski głównie ze strony Związku Sowieckiego. Nie były jednakże równoznaczne z porzuceniem nieufności wobec
tego kraju. W różnych wewnętrznych opracowaniach polskiego MSZ podkreślano, „że podstawą wszelkich działań sowieckich jest głęboka wiara w ostateczny triumf komunizmu, w realność tej idei, która ich zdaniem zapanuje
na całym świecie w miejsce kapitalizmu […] na naszej wschodniej granicy
istnieje ognisko ekspansywnych idei, które bynajmniej nie wygasają, a więc
które nam stale grożą”26. „Sowiety nie wyrzekną się nigdy idei rozszerzenia
rewolucji, gdyż to jest istota reżimu sowieckiego […] Stałe i wciąż nowe drogi forsowania rewolucji światowej są czynnikiem, z którym świat cały liczyć
się musi, a zwłaszcza liczyć musimy się my, jako bezpośredni sąsiedzi i jako
ci, którzy najlepiej wiedzą i rozumieją istotne cele i zadania postawione sobie przez Moskwę”27.
Niezależnie od tych obaw i przemyśleń minister Beck musiał brać pod
uwagę przede wszystkim bieżący bieg wydarzeń międzynarodowych. W drugiej połowie lat 30. był on zdominowany przez poczynania Hitlera, dynamiczne i agresywne zarazem. Jego inicjatywy były pierwszorzędnym czynnikiem,
kształtującym politykę w Europie. Działania przywódców mocarstw oraz innych państw sprowadzały się głównie do reakcji i odpowiedzi na kolejne akcje führera. Dotyczyło to także Becka. Coraz uważniej obserwował on jego
poczynania, poświęcając najwięcej „czasu i myśli […] zagadnieniu niemiec-
Zob. M. J. Zacharias, Polska wobec zmian…, s. 270 i n.
P. Starzeński, Nadzwyczaj niebezpieczne zjawisko…, s. 2; ibidem, Trzy lata z Beckiem…, s. 52.
26
S. Zabiełło, Rosja Sowiecka. Wykład wygłoszony w dn. 3 marca 1936 r. przez p. Stanisława Zabiełło, kierownika referatu w MSZ (maszynopis, Biblioteka Narodowa w Warszawie), s. 41–42.
27
S. Zabiełło, Akcje Kominternu. Wykład wygłoszony na kursie naukowym dla
uczestników służby zagranicznej w dniu 14 kwietnia 1937 r. przez p. radcę S. Zabiełło
(maszynopis, Biblioteka Narodowa w Warszawie), s. 23–24.
24
25
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
174
kiemu, Hitlerowi, wzrastającemu dynamizmowi III Rzeszy”28. Ostatecznie,
w związku ze wzrostem siły oraz polityczną inicjatywą tego państwa, wszelkie kwestie dotyczące zagrożenia sowieckiego, czy też sowiecko-niemieckiego, bynajmniej nie lekceważone, w praktyce schodziły na dalszy plan. W rezultacie bowiem biegu wydarzeń w Europie Beck był zmuszony brać pod
uwagę przede wszystkim to, jakie konsekwencje mogą mieć dla Polski działania Hitlera, a także – w jaki sposób należy na nie reagować.
W pewnym uproszczeniu politykę Piłsudskiego a następnie Becka w stosunku do III Rzeszy przedstawia się w dwojaki sposób. Po pierwsze – często się podkreśla, że po dojściu Hitlera do władzy ich polityka sprowadzała
się niemal wyłącznie do prób porozumienia i współpracy z Niemcami oraz
do zbytniej wiary w pokojowe zapewnienia przywódcy tego państwa. Na potwierdzenie tej tezy przytacza się niekiedy słowa ministra z listu do ambasadora Polski w Rzymie, gen. Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego z 10 maja
1939 r., a wiec z okresu, gdy polityka porozumienia z III Rzeszą leżała już
w gruzach. Beck pisał wówczas, że „w ciężkim zmaganiu wewnętrznym” powziął „decyzję przestawienia naszej polityki z toru rozsądnego porozumienia” z Niemcami „na tor réassurance. Naszej opinii podoba się to nawet przesadnie – ja osobiście zdaję sobie sprawę z ryzyka tej decyzji”29.
Takie „wyznania” Becka „w prywatnym liście do przyjaciela” mają być
rzekomo wyrazem zawodu i niechęci do „wspólnego z państwami zachodnimi wystąpienia przeciwko Hitlerowi”30. W pewnym stopniu można by się
z tym zgodzić, ale z istotnym zastrzeżeniem: rozczarowanie oraz świadomość ryzyka nie podważają przecież tezy, że Beck mógł, a nawet musiał myśleć o alternatywie na wypadek, gdyby Niemcy zechciały się wycofać ze swej
dotychczasowej polityki wobec Polski. „Wyznania” są jedynie potwierdzeniem oczywistego faktu, że zarówno dla Becka, jak i dla każdej innej osoby,
która byłaby wówczas na jego miejscu, łatwiejsza, korzystniejsza, bardziej
„komfortowa” byłaby inna sytuacja. Równoznaczna z możliwością kontynuowania polityki utrzymania pokojowych stosunków z Niemcami. Pomijając
osobę ministra, taka polityka byłaby najlepsza przede wszystkim dla Polski.
Wszelkie konflikty z Rzeszą, nawet przy poparciu i najlepszej woli ewentualnych sojuszników, siłą rzeczy zawierały pewną dozę ryzyka. Nieodłącznego
P. Starzeński, Nadzwyczaj niebezpieczne zjawisko…, s. 2.
Polskie dokumenty dyplomatyczne. 1939 styczeń–sierpień, red. S. Żerko, współpr.
P. Długołęcki, cyt. dalej PDD 1939, Warszawa 2005, dok. 275, s. 454.
30
S. Żerko, „Jesteśmy w dobrym punkcie politycznym”. O polityce Józefa Becka – bez
mitów, Dzieje Najnowsze 2001, nr 4, s. 111.
28
29
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
175
zresztą od jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego. Bez względu na to, czy dane
państwo ma, czy też nie ma, lojalnych aliantów. Trudno się więc dziwić, że
Beck był rozczarowany, zawiedziony, zaniepokojony i że wolałby pokój niż
wojnę z Niemcami. Nawet w przypadku, gdyby istotnie mógł się spodziewać
pomocy zbrojnej z zewnątrz.
W tych warunkach należy podkreślić znaczenie odmiennej kalkulacji.
Zgodnej nie tyle z wyłącznymi dążeniami do porozumienia i wiarą w pokojowe zapewnienia Hitlera31, ale także z możliwością antypolskiego zwrotu
w jego polityce. Należy przypomnieć, że już 7 marca 1934 r., a więc niespełna
półtora miesiąca po zawarciu deklaracji o niestosowaniu przemocy, Piłsudski przestrzegał, „by nie uważać, że to ułożenie pokojowych stosunków między Polską a dwoma sąsiadami miało trwać wiecznie […] dobre stosunki między Polską a Niemcami mogą trwać jeszcze cztery lata ze względu właśnie na
przemiany psychiczne, które dokonują się w narodzie niemieckim. Za więcej
lat Komendant jednak nie ręczy”32. Po tej samej linii szła ocena Becka z tego
samego roku, że w ciągu trzech–czterech lat polityka Niemiec, jak zresztą
i Sowietów, oparta na układzie o nieagresji, może ulec zmianie na niekorzyść
II Rzeczypospolitej. Nie należy tego „z rachunku wykluczyć”. Podobnie zresztą jak „niebezpieczeństwa wynikającego z nawrotu do współpracy niemiecko-sowieckiej”, stanowiącego „największe zagrożenie”. Jednakże zdaniem
polskiego ministra ta ostatnia możliwość pozostawała „poza bezpośrednim
pytaniem”33. Zgodnie ze swymi stosunkowo optymistycznymi przewidywaniami Beck nie brał jej pod uwagę w dającej się przewidzieć perspektywie.
Nie ulega kwestii, że te optymistyczne przewidywania miały jednakże
swoje granice, także w zakresie stosunków z Niemcami. Władze w Warszawie chciały, by jak najdłużej były one dobre czy co najmniej poprawne. Nie
zamierzały czynić niczego, co mogłoby im zaszkodzić. We wspomnianej rozmowie z Edenem Szembek stwierdził otwarcie, że „uważamy za niemożliwe
dla nas, a w każdym razie za bardzo trudne, przyłączenie się do jakiejkolwiek roboty, która ostrzem swym skierowana byłaby przeciwko Hitlerowi
i reprezentowanej przez niego polityce”34. W praktyce musiało to oznaczać
31
Najczęściej jest ona wyolbrzymiana. Niemniej jednak zasadne wydaje się pytanie,
czy istotnie wszelkie zapewnienia i oświadczenia Hitlera były pozbawione jakiegokolwiek
„racjonalnego jądra”. Szerzej: M. J. Zacharias, Sytuacja międzynarodowa i polityka zagraniczna II Rzeczypospolitej w świetle polskich dokumentów dyplomatycznych z 1939 r., Dzieje Najnowsze 2006, z. 2, s. 144 i n.
32
M. J. Zacharias, Polska wobec zmian…, s. 128.
33
M. Kornat (opr.), W sprawie oceny strategicznego położenia Polski…, s. 262–263.
34
DTJS, t. 2, s. 257.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
176
schodzenie z linii jakiegokolwiek zadrażniania stosunków z Niemcami. Ale
czy taką politykę można byłoby prowadzić w nieskończoność? Raczej należało się liczyć z faktem, że prędzej czy później Hitler może sobie przypomnieć
o Gdańsku, Pomorzu czy Górnym Śląsku i od rezygnacji Warszawy z tych terytoriów uzależnić możliwość kontynuowania poprawnych stosunków z Polską. Takich zaś ustępstw władze polskie nie przewidywały w swoich kalkulacjach politycznych. Nie zamierzały płacić nimi za przychylność führera. Tym
bardziej, że mogły one pociągnąć za sobą uzależnienie od Rzeszy, a więc – naruszenie kardynalnej zasady niezależności od obu potencjalnych sąsiadów.
Zasady, wyznaczającej „granice naszych możliwości politycznych. Jeśli chodzi
o fakty czy koncepcje wykraczające poza te zasady, zawsze będziemy zmuszeni powiedzieć non possumus”35.
Dążąc do zabezpieczenia niepodległości oraz integralności terytorialnej
swojego kraju oraz traktując Sowiety podobnie jak Niemcy, czyli dostrzegając w nich możliwych przeciwników, władze polskie musiały się zwrócić ku
Zachodowi. Wszelkie koncepcje „Międzymorza”, a więc współpracy państw
pod kierunkiem Polski, walczących o utrzymanie niezależności od Niemiec
i Związku Sowieckiego równocześnie, nie miały większych szans realizacji. Dla krajów położonych w trójkącie trzech mórz, a więc Bałtyku, Adriatyku i Morza Czarnego, Polska była stosunkowo mało atrakcyjnym partnerem
i przywódcą. Niezależnie od tego konflikty między nimi, odmienne interesy,
nikłe potencjały gospodarcze, demograficzne i militarne z góry wykluczyły
skuteczne przeciwstawienie się tych krajów któremukolwiek z wymienionych
mocarstw. W rezultacie, mimo podejmowanych prób ożywienia współpracy
państw „Międzymorza”, faktycznymi partnerami Polski mogły być tylko władze w Paryżu i Londynie. I to jedynie w grze politycznej z Niemcami.
Marszałek Piłsudski doskonale wyczuwał tę sytuację. Niejednokrotnie
uskarżał się na ustępliwą politykę Francji wobec III Rzeszy36, ale równocześnie podkreślał potrzebę współpracy z zachodnimi demokracjami. Kładąc
nacisk przede wszystkim na Wielką Brytanię, bowiem w razie braku kontaktów z tym państwem, polska polityka zagraniczna spocznie, jak się wyrażał,
„na lotnym piasku”. Uważał, że jedynie nacisk Londynu może skłonić francuIbidem, t. 1, s. 466–467.
Np. 24 października 1932 r. kiedy to oświadczył nowemu attaché militaire Francji w Polsce, płkowi Charlesowi d’Arbonneau: „Pierwsze trudności […] sprawi panu chłód
i podejrzliwość, z którymi się pan spotka. Jest to skutek pożałowania godnej polityki stosowanej przez Francję wobec Polski […] Tak, tak, musimy się mieć na baczności! Francja nas porzuci, Francja nas zdradzi! Oto co u nas myślą, i musiałem to panu powiedzieć”,
J. Lanche, Polska lat 1926–1935, Warszawa 1966, s. 112.
35
36
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
177
skich polityków do wywiązania się w razie potrzeby z sojuszniczych zobowiązań. „Skuteczna droga do Paryża wiedzie przez Londyn”37. Kilka dni przed
śmiercią (12 maja 1935 r.) zalecał wzmocnić alians z Francją i przyciągnąć
doń Wielką Brytanię38.
W tych warunkach należałoby stwierdzić, że interpretacja, podkreślająca próby porozumienia i współpracy tylko z III Rzeszą grzeszy jednostronnością, nie oddając istoty polityki Piłsudskiego, a następnie Becka39. Bez zrozumienia, że obaj ci politycy dostrzegali znaczenie czynnika francuskiego
i brytyjskiego, pełna i wszechstronna analiza polskiej polityki zagranicznej
jest niemożliwa. Szczególnie tej, która była prowadzona na odcinku niemieckim. Aby zrozumieć polskie kalkulacje wobec III Rzeszy, należy uwzględnić
działania Warszawy wobec Francji i Wielkiej Brytanii.
W postawie Becka wobec mocarstw zachodnich dostrzegamy wyraźne
ślady ambiwalencji, poprzednio widocznej u Piłsudskiego. Minister także odnosił się krytycznie do ich postawy na arenie międzynarodowej. Bardzo sceptycznie, a właściwie negatywnie oceniał zasady, które legły u podstaw międzynarodowego systemu politycznego, powstałego w wyniku postanowień
Traktatu Wersalskiego, a następnie układów lokarneńskich, przy istotnym,
a nawet decydującym współudziale Francji i Wielkiej Brytanii. Oceniając pakt
reński pisał, że „Niemcy zaproszono uroczyście do napaści na Wschód, żeby
za tę cenę kupić sobie pokój na Zachodzie” i że Piłsudski, który krytykował
treść tego układu, przychylał się do jego sugestii, by „dość ostro” publicznie
potraktować „Locarno […]. «Niech Pan najlepiej zadeklaruje, że każdy przyzwoity Polak spluwa, gdy słyszy to słowo»”. Po tej samej linii szła krytyka tzw.
paktu czterech z 1933 r., bowiem jego „myślą przewodnią […] była jasna i niedwuznaczna chęć, ażeby tarcia i spory między wielkimi mocarstwami regulować kosztem cudzych interesów”40.
W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski 1864–1945, t. 2, cz. 1,
London 1956, przyp. 40, s. 559. O znaczeniu, jakie Piłsudski przywiązywał do stosunków
z Wielką Brytanią zob. także W. Grzybowski, Spotkania i rozmowy z Józefem Piłsudskim, Niepodległość 1948, t. 1, s. 98; idem, Samotność Józefa Piłsudskiego, Niepodległość 1963, t. 8,
s. 173; J. Beck, Dernier rapport. Politique polonaise 1926–1939, Neuchatel 1951, s. 89.
38
M. Nowak-Kiełbikowa, Polska–Wielka Brytania w dobie zabiegów o zbiorowe bezpieczeństwo w Europie 1923–1937, Warszawa 1989, s. 478.
39
Należałoby w tym miejscu dodać, że według relacji Szembeka, Piłsudski jesienią
1933 r. kształtując swoją politykę wobec Niemiec, brał pod uwagę także możliwe stanowisko Francji wobec Berlina, DTJS, t. 2, s. 7.
40
J. Beck, Studium nad dwudziestoleciem polityki międzynarodowej [w:] Polska polityka zagraniczna w latach 1926–1939 (w tytule błędnie – 1932). Na podstawie tekstów
min. Józefa Becka opracowała A. M. Cienciała, Paryż 1990, s. 305 n., cytaty, s. 321 i 322.
37
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
178
Zdaniem Becka kolejnym przykładem – po pakcie reńskim – „niewyczerpanej pomysłowości w gromadzeniu dodatkowych gwarancji i zabezpieczeń
dla zachodu Europy” była „demilitaryzacja strefy granicznej między Francją i Belgią a Niemcami”41. Została ona zlikwidowana przez Hitlera z równoczesnym wypowiedzeniem układów lokarneńskich 7 marca 1936 r., co spowodowało słowne i „papierowe” protesty mocarstw zachodnich i zwołanie
nadzwyczajnej sesji Rady Ligi Narodów w Londynie42. Tam zaś „okazało się,
że sami gwaranci locarneńscy chcieli po prostu przerzucić odpowiedzialność z siebie na Ligę Narodów i, sami nie robiąc nic”, zażądali „od pozostałych członków Ligi Narodów, niezwiązanych gwarancjami Paktu (reńskiego
– MJZ), ażeby wspólnie i uroczyście wydali wyrok potępiający akcję niemiecką. Widowisko doprawdy niezwykłe! Uczestnicy paktu uchylają się nie tylko
od wykonania zobowiązań, ale nawet od obrony własnych bezpośrednich interesów, a równocześnie żądają od tych, których w Locarno jawnie odsunęli od jakiejkolwiek współpracy, ażeby teraz ci właśnie odsunięci brali za nich
ciężar konfliktu politycznego na siebie”. Pisząc o nim Beck miał na myśli konflikt z III Rzeszą. Angażując się weń, Polska ryzykowałaby załamanie swoich dotychczasowych, dobrych stosunków z Niemcami nie otrzymując w zamian żadnych gwarancji ze strony Paryża i Londynu. Nic więc dziwnego, że
minister nie mógł „się powstrzymać” od swojej „znanej deklaracji”43, w której stwierdził „wyraźnie, co myślimy w Polsce o Locarno i ówczesnych metodach postępowania”44.
Takie oceny były oczywiście trafne. Równocześnie można w nich dostrzec symptomy irytacji i wyraźnej, zakorzenionej nieufności wobec celów
oraz intencji przywódców zachodnich. Już 13 lutego 1935 r. Beck oświadczył,
że „ładnie byśmy wyglądali, gdybyśmy nie mieli dzisiaj polsko-niemieckiej
deklaracji o nieagresji. Przecież w rozmowach londyńskich45 sprzedanoby
Ibidem, s. 324.
W dniach 14–24 III 1936 r.
43
Beck ma na myśli „Deklarację złożoną w Radzie Ligi Narodów w sprawie projektu porozumienia sygnatariuszów paktu reńskiego” (z 20 III 1936 r.), J. Beck, Przemówienia, deklaracje, wywiady 1931–1939, Warszawa 1939, s. 227–229. Zob. także „Przemówienie na posiedzeniu Rady Ligi Narodów w związku z naruszeniem przez Niemcy artykułów
Traktatu Wersalskiego” (z 18 III 1936 r.), ibidem, s. 222–224. W obu tych wypowiedziach
Beck przedstawił identyczną argumentację jak w „Studium…”, choć w spokojniejszym,
bardziej dyplomatycznym tonie.
44
J. Beck, Studium…, s. 326–327.
45
Chodziło o rozmowy szefów rządów i ministrów spraw zagranicznych Francji
i Wielkiej Brytanii w Londynie między 1 a 3 lutym 1935 r. w sprawie ich stosunku wobec
Niemiec. Szczegóły: M. Nowak-Kiełbikowa, op. cit., s. 414–417.
41
42
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
179
nas za 2 funty i 13 szylingów”, zaś nieco później, bo w lipcu tego roku wypowiedział złośliwą i ironiczną, ale trafną opinię, że dla „Anglii Liga Narodów
to ramy koalicji przeciwko temu gwałcicielowi pokoju, który zagraża bezpośrednio interesom angielskim”46.
Widoczna w tych wszystkich wypowiedziach odraza, a nawet pogarda dla partykularnych, egoistycznych interesów i poczynań władz w Paryżu i Londynie wzbudzała zdziwienie i niechęć polityków zachodnich. Wśród
zaś niektórych dyplomatów polskich trafną ocenę, że minister wyraża nieufność i niechęć wobec tych sił politycznych na Zachodzie, które skłonne byłyby
„urządzać świat na zasadzie paragrafów Ligi Narodów”47. W myśl kolektywnej
wizji bezpieczeństwa, wyrażanej m.in. przez różnych polityków zachodnich,
głównie francuskich. Sprzecznej z polskimi koncepcjami utrzymania integralności terytorialnej państwa na podstawie układów dwustronnych z pominięciem wielostronnych. W Warszawie zakładano, że te ostatnie zawierają zazwyczaj rozmyte, nieprecyzyjne zobowiązania, wzmacniają – jak koncepcja
paktu wschodniego – pozycję Sowietów w Europie Środkowo-Wschodniej
kosztem Polski i nie dają jej żadnych nowych gwarancji bezpieczeństwa korzystniejszych niż te, które wynikają z postanowień sojuszu z Francją z 1921 r.
oraz z układów o nieagresji z sąsiadami z 1932 i 1934 r. Zdaniem Gawrońskiego w przypadku Becka miała temu towarzyszyć niechęć a nawet pogarda dla
wszelkich „volksfrontów”, a więc Frontów Ludowych, m.in. we Francji, co byłoby o tyle paradoksalne, że nie mając zbyt wysokiego mniemania ani specjalnej sympatii do polityków francuskich, Beck miał „z życzliwością” wyrażać
się o ministrze spraw zagranicznych Francji Yvonie Delbosie, a więc polityku lewicowym, sprawującym swój urząd w rządzie, powołanym przez partie
wchodzące właśnie w skład francuskiego Frontu Ludowego48.
Trzeba jednak podkreślić, że niezależnie od takich czy innych sympatii, antypatii, możliwych urazów49, niespecjalnie wysokiej oceny stylu, treDTJS, t. 1, s. 233 i 533.
J. Gawroński, op. cit., s. 392.
48
Ibidem, s. 391-392. Również sam Beck podkreśla we wspomnieniach swój pozytywny stosunek do Delbosa, Polska polityka zagraniczna, s. 181. Można przypuszczać, że
było to pochodną szerszego zjawiska, na które zwraca uwagę Paweł Starzeński, sekretarz
ministra w latach 1937-1939. Pisze on, że komentując swój pobyt w Paryżu we wrześniu
1937 r. „Beck […] zastanawiał się nad tym, że nie po raz pierwszy znalazł o wiele łatwiej
wspólny język z lewicą Francji niż z jej prawicą. «I to w dodatku ja, ce colonel Beck»”
(podkr. w tekście – MJZ), P. Starzeński, Trzy lata z Beckiem…, s. 50.
49
Związanych z pobytem Becka w Paryżu jako polskiego attaché militaire w latach
1922–1923. Szczegóły: P. Wandycz, Pułkownik Beck i Francja: źródła antagonizmu? [w:]
idem, Z dziejów dyplomacji, London 1988, s. 90–100. Niemniej Wandycz wyraża opinię, że
46
47
180
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
ści i osiągnięć francuskiej polityki zagranicznej, Beck doskonale wiedział, że
Francja i Wielka Brytania są zbyt ważnymi państwami, by je pomijać w kalkulacjach politycznych. Zarzuty, że Beck rzekomo bezkrytycznie opierał polską politykę jedynie na spodziewanych profitach, wynikających z poprawnych stosunków z III Rzeszą, i co więcej – że w jego postawie jest widoczne
pewne germanofilstwo, były zbijane nawet przez ambasadora Laroche’a.
Przedstawiciel Francji w Polsce pisał w jednym ze swoich raportów w styczniu 1933 r., „że jest absurdem zaliczanie Becka do grona germanofili, jak to
czynią pewne nasze dzienniki”. Beck niewątpliwie nie darzy Francji „sentymentalnym uczuciem” ani wyłączną preferencją. „Jesteśmy dla niego atutem
w grze politycznej i jest on zbyt inteligentny, by nie rozumieć, że nic nie może
Polsce zastąpić francuskiego sojuszu”50.
Dążenia do pozyskania zachodnich demokracji uwidaczniały się m.in.
w kontaktach Becka z politykami francuskimi i brytyjskimi w „stolicy” Ligi
Narodów, Genewie. 10 października 1935 r. minister rozmawiał tam z Edenem51. Oświadczył mu, że po zakończeniu Wielkiej Wojny Brytyjczycy najczęściej „dokuczali” Polsce, zajmując stanowisko sprzeczne z jej interesami. „My
[…] jednak tego za złe nie bierzemy. Przez 150 lat polskiej niewoli W. Brytania zapomniała bowiem o istnieniu w Europie polskiego elementu. Odzwyczaiła się właściwie od istnienia Polski, przestała się liczyć z nią i traktowała
ją jako czynnik mało znaczący”52. Obecnie może się to zmienić. Beck sugerował, by władze w Londynie zaczęły prowadzić aktywniejszą politykę w Europie Środkowo-Wschodniej: „jest pożądane, aby jakieś wielkie mocarstwo
inne niż Niemcy i Rosja odgrywało tam rolę”53. W praktyce miało to oznaczać, by Wielka Brytania stała się przeciwwagą dla obu tych państw, zgodnie z polskimi interesami. Wynikało m.in. z przekonania polskiego ministra,
że „jako przedstawiciel młodego pokolenia konserwatystów” Eden „podchodził do spraw europejskich z umysłem nie obciążonym uprzedzeniami stare„o ile czynniki emocjonalne i prestiżowe odgrywały rolę w dyplomacji Becka i znajdowały odbicie w jego stylu, to prawdziwych przyczyn (tarć i nieporozumień między Warszawą
i Paryżem – MJZ) należy doszukiwać się w ogólnych stosunkach polsko-francuskich w latach międzywojennych”, ibidem, s. 98.
50
DDF, série 1, t. 2, Paris 1966, dok. 200, s. 453. Kolejny zaś ambasador Francji w Polsce, Léon Noël wyraził zupełnie chybioną opinię, że „Beck był […] raczej hitlerofilem (sic!)
niż germanofilem”, zob. Wywiad z Léonem Noëlem [w:] K. Mazurowa, Skazani na wojnę,
Warszawa 1979, s. 230.
51
M. Nowak-Kiełbikowa, op. cit., s. 479.
52
DTJS, t. 1, s. 380.
53
M. Nowak-Kiełbikowa, op. cit., s. 479.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
181
go pokolenia angielskiego”. Beck nie był tu zbyt precyzyjny, bo twierdził, że
już poprzednik Edena na stanowisku brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Samuel Hoare „otwarcie […] zmienił do nas front”. Stąd po latach uważał
swoją „pierwszą, zasadniczą rozmowę z nim” przeprowadzoną w Genewie za
„pierwszy, formalny krok mający w przyszłości doprowadzić do aliansu polsko-angielskiego”54.
Jednakże aktualnie Beck myślał głównie o wzmocnieniu sojuszu z Francją. Mógł przypuszczać, że niezależnie od nieporadnej i nieuczciwej, jak uważał, reakcji Francji i Wielkiej Brytanii, remilitaryzacja Nadrenii i wypowiedzenie układów lokarneńskich przez Hitlera 7 marca 1936 r. stwarzają pewną
koniunkturę dla polityki Polski oddalając, przynajmniej na pewien czas, ponowne porozumienie w łonie zachodniej „czwórki” i zwiększając, w rezultacie antyzachodniej postawy führera, atrakcyjność Warszawy dla władz
w Paryżu. Podjął więc poczynania, które w założeniu miały przeciwdziałać
reaktywacji porozumienia mocarstw zachodnich z III Rzeszą bez udziału Polski oraz sprecyzowaniu sojuszu polsko-francuskiego. W razie zagrożenia ze
strony Niemiec miał on działać automatycznie, niezależnie od innych zobowiązań Polski i Francji oraz jakichkolwiek powiązań z treścią Paktu Ligi Narodów. Minister argumentował, że Francuzi niepotrzebnie „doczepiają do
aliansu […] element ligowy”, co „podważa w pewnej mierze nasze zaufanie,
dlatego, że w naszym mniemaniu alians ma wszelkie dane, aby być czynnikiem stałym, podczas gdy Liga Narodów przechodzi kryzys o skutkach niewiadomych”55. W praktyce Beckowi chodziło o to, by w zawiłych procedurach
Ligi Narodów Francuzi nie szukali pretekstu do takiej interpretacji zobowiązań sojuszu, która dawałaby im możliwość elastycznej reakcji w przypadku
zagrożenia Polski, a więc odwlekania czy nawet nieudzielenia pomocy.
Dążąc jedynie do przedstawienia politycznych kalkulacji Becka wobec
Zachodu nie musimy w tym miejscu przedstawiać wszelkich zawiłości jego
polityki w związku z sojuszem polsko-francuskim. Należy zwrócić uwagę
jedynie na kilka elementów. Przede wszystkim po remilitaryzacji Nadrenii
jego wysiłki „ażeby rozpocząć w stosunkach z Francją nawrót do klasycznego aliansu – aliansu z 1921 r.”56, zderzały się boleśnie z inercją polityki francuskiej, głównie ministra spraw zagranicznych Pierre-Étienne Flandina. Beck
nie bez racji pisze, że „zamiast jakiegokolwiek zrozumienia” z jego strony
spotkał się „tylko z bufonadą […] oraz z jakimiś próbami udzielenia nam lek54
55
56
Polska polityka zagraniczna…, s. 134.
DTJS, t. 3, opr. T. Komarnicki, London 1969, s. 409.
Polska polityka zagraniczna…, s. 168.
182
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
cji […]. Trudno jest bez oburzenia myśleć o tym etapie naszych stosunków”.
Tym bardziej, że mocarstwa zachodnie nie dostrzegły bluffu w ówczesnej polityce Hitlera, zdaniem Becka zdolnego, w przypadku nacisku do „poważnych
kompensat politycznych za cenę powodzenia swego kroku, pierwszego dokonanego w większym stylu, w oparciu o siłę zbrojną […] bezkarność ówczesnej akcji niemieckiej wprowadziła Hitlera na zgubną dla porządku europejskiego drogę, która miała się zakończyć wypadkami z 1939 roku”. Według
innej relacji, minister miał obarczać odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację Francję, oskarżając ją o rezygnację z próby militarnego przeciwstawienia się wprowadzeniu wojsk niemieckich do Nadrenii57.
Trzeba także podkreślić, że bez względu na różnice między nimi, postawa
Becka wobec Francji zbiegała się z polityką Głównego Inspektora Sił Zbrojnych generała, a następnie, od listopada 1936 r., marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Z tym tylko, że Śmigły-Rydz, który w 1936 r. okazywał wyraźne
ambicje na polu polityki zagranicznej, silniej niż Beck akcentował niebezpieczeństwo niemieckie i z związku z tym – mocniej podkreślał wagę czynnika francuskiego, nie bardzo zdając sobie sprawę z faktu, doskonale znanego
Beckowi, a więc – że władze III Republiki nie wyrażają nadmiernych skłonności do respektowania interesów Polski, głównie takiej konstrukcji sojuszu,
która sprzyjałaby natychmiastowej pomocy Paryża w razie agresji ze strony
Niemiec. Niemniej należy zwrócić uwagę na jego trafne przewidywania, głoszące, że „zbrojenia niemieckie są […] niewątpliwie i przeciw nam skierowane. Na razie jednak potrzeba jeszcze Rzeszy 2–3 lat, by doszła do pełnej gotowości bojowej”. Być może obecnie Niemcy nie chcą wojny. „Jest to jednak
tylko rezerwowanie sobie czasu dla przygotowania wszystkich swych sił do
ataku”. Z tego właśnie powodu Śmigły-Rydz przykładał „wielką wagę […] do
spraw gdańskich”. Był bowiem „przekonany, że tam powstanie konflikt, który
spowoduje wojnę polsko-niemiecką…”58.
W wyniku takich przewidywań Śmigłemu-Rydzowi nie pozostawało nic
innego, jak tylko zabiegać, z wiedzą i poparciem Becka, o takie ukształtowanie stosunków między Warszawą i Paryżem, które byłoby zgodne z interesem Polski. W sierpniu i wrześniu 1936 r. można było odnieść wrażenie, że
57
Ibidem, s. 166; Poland and the Coming of the Second World War. The Diplomatic Papers of A. J. Drexel Biddle, Jr., United States Ambassador to Poland 1937–1939, ed. with an
Introduction of P. V. Cannistraro, E. D. Wynot, T. P. Kovaleff, Columbus, Ohio 1976, s. 221–
–222.
58
Opinię tę Śmigły-Rydz wygłosił 30 VI 1936 r., zob. DTJS, t. 2, s. 238–239.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
183
przynoszą one pożądane rezultaty59, podobnie jak późniejsze zabiegi Becka
nad Tamizą – w związku z jego wizytą w Londynie w listopadzie tego roku.
Przebieg tej wizyty jest znany60, tu trzeba podkreślić tylko te elementy, które oświetlają polskie kalkulacje polityczne. W pierwszym rzędzie minister
zabiegał w stolicy Wielkiej Brytanii o to, by negocjacje w sprawie tzw. paktu
zachodniego, często nazywanego, per analogiam, „nowym Locarnem” nie doprowadziły do ponownego porozumienia Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec
i Włoch bez udziału Polski, zaś jego długofalowym celem była próba skłonienia Wielkiej Brytanii, a za jej pośrednictwem – także Francji, do takiego kursu politycznego, w ramach którego oba te państwa wspólnie z Polską mogłyby przeciwstawić się ewentualnej agresji III Rzeszy.
W trakcie wizyty w Londynie od 8 do 12 listopada 1936 r. Beck rozmawiał z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem.
Oświadczył mu, że od czasu podpisania deklaracji o niestosowaniu przemocy z 26 stycznia 1934 r. „cała dynamika Niemiec skierowała się ku Zachodowi”. Obecnie Polska musi wiedzieć, czy ma „rozsądne szanse współpracy
z Zachodem, czy też zachodzi obawa, tak jak w 1925 r.”, kiedy to podpisano
niekorzystny dla niej pakt reński, „że kontakt ten może być odcięty”. Zaznaczył także, że od 1921 r. Polska posiada sojusz z Francją i że przywiązuje do
niego „największe znaczenie”. Stwierdził, że układ miałby pewną wagę także z punktu widzenia interesów Wielkiej Brytanii. W przypadku niemieckiego ataku na III Republikę Brytyjczycy mogliby skorzystać, gdyby wiedzieli,
że Polska przyjdzie z pomocą ofierze agresji. Oświadczył, że nie ma zamiaru
porównywać skromnych zasobów swojego kraju z brytyjskimi, lecz antyniemieckie zaangażowanie Polski na kontynencie mogłoby stać się znaczącym
czynnikiem. Pod pewnym wszakże warunkiem. Wyrażając gotowość pomocy w związku z możliwością napaści III Rzeszy na Francję, Polska musi być
pewna, że z kolei sama zyska pomoc tego kraju w przypadku agresji Niemiec
na Wschodzie. Stąd międzynarodowe zobowiązania Francji, które będą na
niej ciążyły w związku z nowym porozumieniem mocarstw zachodnich (pakt
zachodni), nie mogą jej uniemożliwić skutecznego wykonania zobowiązań
59
W wyniku wizyt w Polsce w dniach 12–17 VIII 1936 r. gen. Maurice’a Gamelina, szefa francuskiego Sztabu Generalnego oraz gen. Śmigłego-Rydza we Francji w dniach 30 VIII
– 6 IX 1936. Poświęcono im olbrzymią literaturę. Spośród opracowań, które w ostatnich
latach ukazały się w Polsce, należałoby wymienić pracę H. Bułhaka, Polska–Francja. Z dziejów sojuszu 1933–1936, Warszawa 2000, s. 137 i n.
60
Zob. M. J. Zacharias, Polska polityka zagraniczna wobec próby porozumienia mocarstw zachodnich w 1936 r., Kwartalnik Historyczny 1976, nr 4, s. 849 i n.; idem, Polska
wobec zmian…, s. 260 i n.
184
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
w stosunku do Polski. Ta ostatnia w żadnym wypadku nie może „prowadzić
polityki charytatywnej”. Jest gotowa pomagać, ale sama też musi być pewna
pomocy w razie własnego zagrożenia61.
Wydaje się, że Beck nie mógł dobitniej przedstawić swojej polityki wobec obu mocarstw zachodnich. Sugerując współpracę w przypadku zagrożenia
Niemiec, wojny w Europie, ale i poszanowanie polskich interesów przez władze
w Paryżu i Londynie. Mówił o tym w stolicy Wielkiej Brytanii ponieważ trafnie
sądził, że to właśnie Brytyjczycy dominują w zachodnim „tandemie”. Być może
było to również wynikiem jego przesadnej oceny ogólnych możliwości Wielkiej Brytanii. Jak pisze w swoich wspomnieniach Wysoki Komisarz Ligi Narodów w Wolnym Mieście Gdańsku Carl Jacob Burckhardt, polski minister będąc
„świadkiem uroczystości koronacyjnych w Anglii (Jerzego VI w maju 1937 r. –
MJZ) […] odniósł wówczas […] niezapomniane wrażenie potęgi, trwałości i historycznej wielkości tego kraju”62. Tak czy inaczej oświadczył wówczas Kanclerzowi Skarbu, Arthurowi Neville’owi Chamberlainowi, że „stanowisko Polski
jako sojusznika w momencie wypełniania na kontynencie przez Wielką Brytanię zobowiązań sojuszniczych” mogłoby być dla niej korzystne63. Nawiązanie
do oświadczenia złożonego Edenowi w listopadzie 1936 r. było więc widoczne.
Miało swą wagę również z tego względu, że w końcu maja 1937 r. Chamberlain objął funkcję premiera rządu Jego Królewskiej Mości. Niemniej wszelkie sugestie Becka zbiegły się w czasie z absolutną dominacją appeasement policy.
Zdając sobie z tego sprawę, Beck nie precyzował bliżej swoich planów w zakresie współpracy polsko-brytyjskiej. Uważał, że występowanie z konkretnymi propozycjami w sprawie współpracy między Warszawą i Londynem byłoby przedwczesne, bowiem Anglicy nie są jeszcze na to przygotowani. Postawa
wait and see wydawała się najodpowiedniejsza64.
61
Ibidem, s. 849 i n.; 260 i n., Documents on British Foreign Policy 1919–1939, 2nd series, vol. 17, cyt. dalej DBFP, London 1979, dok. 364, s. 530; M. Nowak-Kiełbikowa, op. cit.,
s. 538 i n.
62
C. J. Burckhardt, Moja misja w Gdańsku 1937–1939, Warszawa 1970, s. 114.
63
M. Nurek, Polska w polityce Wielkiej Brytanii w latach 1936–1941, Warszawa 1983,
s. 71–72. Nieco inaczej sformułowaną wypowiedź Becka przytacza M. Nowak-Kiełbikowa,
ale jej sens jest identyczny. M. Nowak-Kiełbikowa pisze, że „w rozmowie z Chamberlainem
Beck zaznaczył, że Polska unika faworyzowania bloków, nie szuka też w Anglii żadnych specjalnych gwarancji i nie dąży do mnożenia papierowych paktów, ale gdy grożącego konfliktu
nie da się zażegnać, to dla Wielkiej Brytanii nie może być obojętne, gdyby przy wypełnianiu swoich zobowiązań na kontynencie europejskim znalazła Polskę po swojej stronie. Takie jest zaś nasze zasadnicze nastawienie ”. Zob. M. Nowak-Kiełbikowa, op. cit., s. 564.
64
P. Starzeński, Trzy lata z Beckiem…, s. 51–52; idem, Ostatnia karta europejska, Wiadomości, 27.01.1952, nr 4, s. 3.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
185
Taką właśnie politykę polskiego ministra sygnalizował swoim władzom
ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, Anthony J. Drexel Biddle, jr.
W grudniu 1937 r. pisał, że Beck „wytrwale spogląda na ruchy Brytanii” i że
jego przewidywania w sprawie przyszłych akcji Londynu odgrywają ważną rolę w kształtowaniu długofalowej polityki Polski. Ambasador oceniał, że
„najgłębszym dążeniem” Becka jest ścisłe porozumienie z Wielką Brytanią65.
Po tej właśnie linii szło oświadczenie Becka, złożone Winstonowi L. S. Churchillowi w Cannes w styczniu 1938 r., „że w razie konfliktu w żadnym wypadku Anglia i Polska nie mogą znaleźć się w przeciwnych obozach”. W trakcie
rozmowy minister zauważył, że jego własne poglądy „w ocenie niebezpieczeństw, które grożą porządkowi Europy ze strony Niemiec” nie odbiegały od
poglądów przyszłego premiera Wielkiej Brytanii. Dodaje jednakże, że „trudno nam było uzgodnić poglądy na Rosję Sowiecką. Nie mogłem się oprzeć
wrażeniu, że ten wybitny mąż stanu żyje zbyt silnie pamięcią swych przejść
z poprzedniej wojny i właśnie w Rosji chce szukać jakiegoś contre-poids
w szerszym stylu przeciw dynamice niemieckiej”66. W rezultacie nie można
wykluczyć, że znane, krytyczne podejście Churchilla do appeasement policy
mogło odpowiadać polskiemu ministrowi – zdecydowanie bardziej niż postawa Chamberlaina. Natomiast poglądy w sprawie ZSRS zbliżały Becka do
tego odłamu brytyjskich konserwatystów, którzy nieufnie traktowali politykę sowiecką, a więc – do zwolenników ustępliwej polityki wobec Niemiec
z aktualnym premierem Wielkiej Brytanii na czele.
Wydaje się, że stanowisko obu odłamów konserwatystów brytyjskich, tj.
zwolenników i przeciwników appeasement policy jest synonimem ogólniejszego dylematu, stawianego polityce II Rzeczypospolitej przez zachodnie demokracje. Otóż wówczas, gdy te czy inne osobistości francuskie lub brytyjskie
znajdujące się u steru rządów skłaniały się do większej nieustępliwości wobec Niemiec, to z reguły spoglądały w stronę Związku Sowieckiego, zaś wtedy, gdy wykluczały go ze swych kalkulacji, zaczynały myśleć o porozumieniu z Niemcami. Kolejne rządy polskie nieufnie traktowały obie te tendencje
oceniając, że są one sprzeczne z interesami Polski; że pożądaną współpracę
z Warszawą zastępują dążeniami do porozumienia i współdziałania z jednym
lub drugim sąsiadem II Rzeczypospolitej.
Poland and the Coming of the Second World War…, s. 17.
Polska polityka zagraniczna…, s. 180. W sprawie daty spotkania Becka z Churchillem, ibidem, przyp. 2, s. 180. Zob. także J. Gawroński, op. cit., s. 391; P. Starzeński, Trzy lata
z Beckiem…, s. 64.
65
66
186
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
Niezależnie od tego dylematu rosnący dynamizm i potencjalne zagrożenie ze strony III Rzeszy musiało skłaniać Becka do kontynuacji dotychczasowej polityki wobec mocarstw zachodnich. Zdaniem Biddle’a w czerwcu
1938 r. minister dostrzegał możliwość konfliktu interesów Polski i Niemiec
w pewnej, nieokreślonej perspektywie czasu. Ambasador wskazywał, że bieżące pociągnięcia, np. w stosunku do Czechosłowacji w 1938 r. były podporządkowane szerszym, ważniejszym planom w zakresie długofalowej, perspektywicznej polityki Warszawy. Raportował, że „polskie czynniki oficjalne”
uważnie obserwują postawę zachodnich demokracji. Oceniają, że Chamberlain coraz bardziej docenia „zalety brutalnie realistycznej polityki Polski”67
i wpływa na postawę władz francuskich, niepodejmujących żadnych działań bez uzgodnienia z Londynem. Głoszą, że „Francja nadal będzie przyjmować instrukcje z Downing Street 10. Taka sytuacja jej odpowiada”. W rezultacie Beck skupia swoją uwagę na polityce brytyjskiej i „okazuje wyraźną
nadzieję”, że obecnie skrywane, ale w ostateczności zdecydowane powiązanie „polskiego działania z identyczną postawą brytyjską i francuską, grzebiące niemieckie ambicje ekspansji, może się okazać najlepszym wyjściem
dla Polski z ponurej perspektywy zostania bądź ofiarą niemieckiego najazdu bądź drogą, po której Niemcy pójdą na Ukrainę”68. Obserwując postawę
i działania władz w Warszawie Biddle wnioskował, że Polska będzie się bić
po stronie Francji i Wielkiej Brytanii, o ile te państwa znajdą się w konflikcie zbrojnym z III Rzeszą. Ponadto mając na uwadze, że perspektywicznie
militarne i gospodarcze możliwości Wielkiej Brytanii i Francji przewyższają
niemieckie, Polska, stając po stronie mocarstw zachodnich postąpi zgodnie
z wymogiem „postawienia na właściwego konia”. Na taką postawę wpływa również
przekonanie Becka, że niemiecka infiltracja w Czechosłowacji długofalowo
zagraża polskim interesom.
Mając na uwadze powyższe okoliczności Beck sugerował, „że połączone
armie Polski i sojuszniczej Rumunii, może również Jugosławii, Węgier, a nawet samej Czechosłowacji (podkr. – MJZ)” mogłyby „stworzyć skuteczny
opór niemieckiej akcji wojskowej wymierzonej w kierunku wschodnim, ale
tylko wtedy, gdy siły Francji i Anglii zaangażują w tym samym czasie wojska niemieckie na froncie zachodnim. Chociaż Polska i Czechosłowacja sta67
„…realistic Downing Street is gradually coming to realize more and more the merits of Poland’s policy of drastic realism”. Chodziło oczywiście o postawę Polski przede wszystkim w związku ze sprawą niemieckich żądań w sprawie Sudetów, zob. raport ambasadora
Biddle’a z 19 VI 1938 r. [w:] Poland and the Coming of the Second World War…, s. 220.
68
Ibidem, s. 220–221.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
187
nowiłyby dziwną parę69, to jednak mają podobne położenie geopolityczne
w stosunku do Niemiec. A zatem agresja niemiecka mogłaby doprowadzić do połączenia ich wysiłków (podkr. – MJZ), szczególnie gdyby Polska
była pewna skutecznego i zsynchronizowanego z jej akcją wystąpienia wojskowego Francji i Wielkiej Brytanii na Zachodzie. W takim przypadku Polska
biłaby się nie tyle za Czechosłowację, ile przeciwko Niemcom”70.
Ocena, że Niemcy stwarzają zagrożenia i że można by je oddalić wspólnie z Francją i Wielką Brytanią była więc bardzo widoczna. Polski minister
spraw zagranicznych jasno dawał do zrozumienia, że Polska mogłaby wystąpić przeciwko III Rzeszy w razie własnego zagrożenia oraz zakończenia
appeasement policy i przyjęcia antyniemieckiej postawy przez mocarstwa
zachodnie. W przypadku ich sprzeciwu wobec polityki Hitlera i wykazania
wyraźnej woli powstrzymania dalszej ekspansji Niemiec z użyciem sił zbrojnych włącznie. Elementy tego toku rozumowania wystąpiły także w rozmowie Becka ze wspomnianym Burckhardtem w nocy z 22 na 23 lipca, a więc
w okresie narastającego kryzysu sudeckiego. Rozmowa miała miejsce w niejasnych i dosyć tajemniczych okolicznościach71, ale niezależnie od tego miniWyraźna aluzja do rozbieżności polsko-czechosłowackich i odmiennej polityki
Becka i Edvarda Beneŝa po dojściu Hitlera do władzy.
70
Ibidem, s. 221.
71
Okoliczności i treść rozmowy: C. J. Burckhardt, op. cit., s. 112–113. Burckhardt pisał, że rozmowa miała miejsce na pokładzie polskiego, „niewielkiego okrętu wojennego”
(ibidem, s. 113). Tezę tę podważa Olgierd Terlecki, Pułkownik Beck, Kraków 1985, s. 232,
ale nie zaprzecza, że rozmowa istotnie się wówczas odbyła i nie zarzuca Wysokiemu Komisarzowi zniekształcenia, zafałszowania lub wręcz przedstawienia oświadczeń, których
Beck nie złożył. Na treść wypowiedzi Becka i spisanej przez Burckhardta powołuje się
Marian Wojciechowski, Stosunki polsko-niemieckie 1933–1938, Poznań 1980, s. 240, choć
bezzasadnie łączy ją z rzekomym faktem, „że Warszawa nie porzuciła myśli o współpracy z Niemcami na odcinku antyradzieckim”. (Na marginesie trzeba zaznaczyć, że przewijająca się przez całą książkę Wojciechowskiego teza o chęci Piłsudskiego i Becka nawiązania takiej współpracy z Hitlerem nie znajduje żadnego potwierdzenia w źródłach.) Sam
zaś Burckhardt wspomina, że pismo w sprawie jego „nocnej przejażdżki z Beckiem”, sporządzone 20 VIII 1938 r. zostało złożone w archiwach Ligi Narodów (Moja misja…, s. 112
i przyp. 2, s. 112). Należy także podkreślić, że relacja Burckhardta zgadza się z kontekstem
ówczesnej polityki Becka, a także z jego sugestiami, przedstawionymi Alfredowi Duffowi
Cooperowi w sierpniu 1938 r., o czym w kolejnych akapitach artykułu. Treści wypowiedzi
Becka, a także samego faktu jego spotkania z Burckhardtem nie podważa sekretarz ministra, Paweł Starzeński. Pisząc tylko, że „nigdy nie słyszałem o tym spotkaniu, podczas
którego Beck miał wyrazić tak ostre ostrzeżenie przeznaczone dla Berlina. Możliwe, że
wszystko to się zdarzyło i było powiedziane, bo w sprawach tak wyjątkowo delikatnych
Beck otaczał się bezwzględną tajemnicą nawet w stosunku do najbliższych współpracowników. O takim na przykład spotkaniu mógł wiedzieć tylko ten, którego w żaden sposób
nie można było pominąć i nikt więcej”, P. Starzeński, Trzy lata z Beckiem…, s. 87.
69
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
188
ster precyzyjnie wyjawił swoje stanowisko. Prawdopodobnie spodziewał się,
że z racji zażyłych stosunków z politykami zachodnimi i niemieckimi Wysoki Komisarz Ligi Narodów w Wolnym Mieście Gdańsku może być dogodnym
pośrednikiem. Rozmawiając z nim Beck wyraźnie wybiegał myślą w przyszłość nie wykluczając, że głównie z powodu Gdańska Niemcy mogą zwrócić się przeciwko Polsce. W rezultacie Hitlera trzeba „uprzedzić, że wkrótce
już nadejdzie czas, kiedy będzie musiał się zatrzymać” Z dotychczasowych
„sukcesów” Hitler „wyciągnął wnioski, że ma […] nieograniczone możliwości w polityce zagranicznej”. A przecież „na zgodę z Rosją liczyć nie może”, bo
Moskwa „nie ma żadnego interesu w posiadaniu wspólnej granicy z Rzeszą”,
„nie pozwoli (więc – MJZ) Niemcom zniszczyć integralności Polski […] w brytyjskiej (zaś – MJZ) opinii publicznej” występują „silne nastroje antyniemieckie”. Ponadto, „jeżeli Polska zostanie zaatakowana, armia francuska ruszy jej
na pomoc. Wojny na dwa fronty nie mógłby Hitler prowadzić”. Niemniej w razie poszanowania polskich interesów i zgody na rozmowę „z nami […] jak
równy z równym”, władze w Warszawie będą mogły dyskutować „z Rzeszą
jeszcze o niejednej trudnej sprawie wynikłej z traktatu wersalskiego”72.
Taka postawa mogłaby wykazywać, że Beck brał pod uwagę zarówno
kontynuację „linii 26 stycznia 1934 r.” jak i potrzebę powstrzymania Hitlera
w przypadku nacisku na Polskę, głównie w sprawie Gdańska. To właśnie ta
ostatnia możliwość powodowała, że Beck ponownie, jak w 1936 i 1937 r. wystąpił z sugestiami współpracy w bezpośrednim kontakcie z władzami brytyjskimi. Wykorzystał w tym celu nieoficjalną wizytę w Gdyni 8 sierpnia 1938 r.
Alfreda Duffa Coopera, Pierwszego Lorda Admiralicji (a więc ministra wojny
i marynarki). Niemniej w rozmowie z tym politykiem wyrażał się ostrożnie,
niejasno i nieprecyzyjnie. Nie mógł przecież wówczas przesądzić, jak rozwiną się stosunki z Niemcami: z jednej strony Polski, z drugiej – Wielkiej Brytanii. I czy ta ostatnia istotnie przeciwstawi się agresji III Rzeszy. Ograniczył
się więc tylko do sugestii „jak zaciekle Polska by walczyła” w razie zagrożenia i wyrażenia „wiary, iż polityka brytyjska zgadza się z prowadzoną przez
niego i że bardzo mu zależy”, by Duff Cooper przekazał treść jego oświadczenia brytyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych, Edwardowi Halifaxowi.
Jednakże z chwilą, gdy Duff Cooper zapytał: „co Pan widzi jako swój następny krok? Wizytę? Wymianę poglądów? Zawarcie porozumienia?”, Beck „przeszedł na ogólniki i wyraźnie uchylał się od wiążącego oświadczenia”73. Nadal
C. J. Burckhardt, op. cit., s. 113.
Zob. pismo Alfreda Duffa Coopera do brytyjskiego ministra spraw zagranicznych
Edwarda Halifaxa z 8 VIII 1938 r. [w:] H. Batowski, Józef Beck i Duff Cooper w Gdyni w sierp72
73
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
189
więc uważał, że polska propozycja konkretnego porozumienia byłaby przedwczesna i że postawa oczekiwania na dalszy bieg wydarzeń w Europie jest
najwłaściwsza. Jego kalkulacja sprowadzała się do tego, by dalej „oswajać”
polityków w Londynie z myślą o korzyściach wynikających ze współpracy
polsko-brytyjskiej w razie konieczności walki z Niemcami – ale współpracy,
podjętej po zakończeniu appeasement policy. Na razie Beck nie mógł odkrywać kart, precyzować warunków i charakteru porozumień, a tym bardziej –
ogłaszać tego publicznie, co wyraźnie sugerował Duff Cooper74. W tym momencie mogłoby to doprowadzić tylko do załamania poprawnych stosunków
z Niemcami, bez żadnych gwarancji brytyjskiego wsparcia.
Można przypuszczać, że obawy, by nie doprowadzić do załamania „linii
26 stycznia” były słuszne. Władze zachodnich demokracji wyrażały bowiem
zainteresowanie, by Polska podejmowała działania niemile widziane w Berlinie. Uwidoczniło się to m.in. 13 września 1938 r., a więc w okresie kryzysu sudeckiego. Halifax zapytał wówczas polskiego ambasadora w Londynie Edwarda
Raczyńskiego, czy Beck „mógłby na jego (Halifaxa – MJZ) prośbę interweniować
w Berlinie, wzywając do umiaru”. Gdy ambasador odpowiedział „zniechęcająco”, Halifax zapytał otwarcie, „czy na wypadek wojny Anglia mogłaby liczyć na
pomoc Polski”. Wyczuwając bluff oraz „spontaniczny i nieprzemyślany […] sposób” wyrażania myśli przez ministra, Raczyński odpowiedział wymijająco, że
nie jest „powołany do dawania odpowiedzi na to pytanie”75. Niewątpliwie oceniając, że pozytywna odpowiedź prowadziłaby, w razie publicznego ujawnienia, do zaniku poprawnych stosunków polsko--niemieckich. Bez rekompensaty
w postaci rzeczywistego przeciwdziałania Wielkiej Brytanii III Rzeszy.
W tych warunkach Beck uskarżał się na brak brytyjskiej lojalności, na
stałe lekceważenie „naszej troski o utrzymanie porozumienia” z Londynem.
Stwierdzał także – 29 września a więc w dniu rozpoczęcia konferencji monaniu 1938 r. U podstaw angielskiej orientacji Becka, Dzieje Najnowsze 1975, nr 3, s. 107–
–109, cytaty: s. 108.
74
Duff Cooper stwierdził m. in., „że byłoby rzeczą pożądaną, by poglądy, które” Beck
„tego wieczoru rozwinął przede mną, wyrażone zostały w szerszym gronie. Wyraziłem
sąd, że największym niebezpieczeństwem dla pokoju Europy w chwili obecnej jest to, że
Hitler, ośmielony powodzeniem poprzednich uderzeń, mógłby uczynić krok, który raz
zrobiony, nie mógłby zostać cofnięty, a to doprowadziłoby świat do wojny. Przez uczciwość wobec niego i wobec Niemiec należałoby mu wyraźnie okazać, jakie siły stanęłyby
przeciw niemu”, ibidem, s. 108. O pobycie Duffa Coopera zob. także P. Starzeński, Trzy lata
z Beckiem…, s. 85–88.
75
Polskie dokumenty dyplomatyczne 1938, red. M. Kornat, współpr. P. Długołęcki,
M. Konopka-Wichrowska, M. Przyłuska, cyt. dalej PDD 1938, Warszawa 2007, dok. 203,
s. 473.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
190
chijskiej – iż „mamy poważne dane sądzić, że stale mamy do czynienia z chęcią eliminowania nas z rozmów na temat środkowej Europy, która nas bezpośrednio obchodzi. Tego rodzaju stosunek utrudnia nam prowadzenie polityki
równowagi, która poprzednio znajdowała zawsze uznanie w Anglii”.
Takie stwierdzenia mogą świadczyć o zaniepokojeniu i rozgoryczeniu Becka, nie zaproszonego do Monachium. To pominięcie było sprzeczne
z jego poglądem, że żywotne interesy Polski nie mogą być rozpatrywane bez
jej udziału. W tym wypadku chodziło głównie o Zaolzie. W postawie Becka
widoczna jest również obawa, że dotychczasowy charakter polityki Polski,
a więc wspomniana „polityka równowagi”, nie stanie się, wbrew jego zabiegom i poczynaniom, wystarczającym czynnikiem respektowania przez Anglię polskich interesów i wiązania jej z działalnością polityczną Warszawy.
Tym bardziej że Halifax odrzucał propozycję ministra, dotyczącą spotkania
i rozmów w związku z kryzysem sudeckim, wysuniętą jeszcze przed konferencją monachijską76.
Niemniej, długofalowo probrytyjską, zaś doraźnie wstrzemięźliwą i ambiwalentną politykę Becka77 potwierdzają jego oświadczenia, składane Biddle’owi. Minister go „lubił […] i chętnie utrzymywał z nim stosunki”, także towarzyskie. Okazując mu swoje krytyczne nastawienie „do postawy Zachodu”
robił to jednakże „z wielkim zrozumieniem, powracając wciąż do wykrwawienia, jakiego Francja i Anglia doznały w czasie pierwszej wojny światowej”. Z wyraźną nadzieją, że jego wypowiedzi zostaną przekazane nie tylko
do wiadomości Departamentu Stanu, ale także politykom i władzom w Paryżu i Londynie, Beck stwierdzał, że polska polityka wobec Niemiec jest rezultatem ustępliwej polityki Zachodu. Zaznaczał, że mimo „przykrych doświadczeń, nie jest ona antyfrancuska, a w Anglii widzi w przyszłości ewentualne
dodatkowe zabezpieczenie dla Polski, o ile tylko to stare mocarstwo nie wypuści z rąk przewodnictwa”78.
Wyraźne różnice w długofalowej i doraźnej polityce Warszawy dostrzega Anna M. Cienciała, wybitna badaczka stosunków polsko-brytyjskich. Pisząc, że „według wypowiedzi osoby z otoczenia marszałka Śmigłego-Rydza,
zanotowanej 31 sierpnia 1938 r. przez Roberta Vansittarta, doradcę dyplomatycznego Foreign Office, polityka polska zależeć miała od polityki mocarstw zachodnich: jeśli pomogą Czechosłowacji, to Polska będzie się biła po
76
77
78
Ibidem, dok. 337, s. 618.
Pozornie mogącą się wydawać polityką proniemiecką, np. w sprawie Sudetów.
P. Starzeński, Trzy lata z Beckiem…, s. 89–90.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
191
ich stronie79; jeśli nie, to weźmie sobie, co się jej należy” – a więc Zaolzie80.
Pewna ambiwalencja, z naciskiem jednakże na przyszłe porozumienie z Londynem, wynika także z oświadczenia Raczyńskiego, złożonego 13 września
1938 r. ministrowi Halifaxowi. Ambasador oświadczył, że „osobiście ma wrażenie – jak głosi treść brytyjskiego dokumentu – iż jego kraj chciałby, jeśli
to możliwe, trzymać się na uboczu. On sam jednak sądzi, że zostaną (Polacy
– MJZ) wciągnięci i wie (podkr. MJZ) – że stałym punktem polityki p. Becka,
zgodnie z tradycją Piłsudskiego, jest pragnienie, by orientować politykę Polski jak to jest możliwe zgodnie z polityką Londynu”81.
Z treści polskiego dokumentu wynika, że Raczyński nieco inaczej przedstawił swą myśl. Niemniej jej sens pokrywa się z treścią przekazu brytyjskiego. Ambasador powoływał się na „wielokrotne wynurzenia Pana Ministra
pod adresem Wielkiej Brytanii i naszej współpracy z tym krajem, która stanowi jedną z podstaw naszej polityki (podkr. – MJZ)”82.
Ta probrytyjska i szerzej – prozachodnia orientacja Polski związana
z sugestią współpracy w miarę rosnącego zagrożenia niemieckiego, z całą
siłą uwidoczniła się 20 września, a więc w momencie, kiedy sprawa Sudetów była praktycznie przesądzona83. Warszawa bynajmniej nie rezygnowała ze swoich doraźnych celów, a więc brania tego, „co się jej należy”, ale coraz
mocniej akcentowała elementy swej długofalowej i perspektywicznej polityki. Tym razem w Paryżu, gdzie ambasador Juliusz Łukasiewicz oświadczył
tego właśnie dnia francuskiemu ministrowi spraw zagranicznych Georgesowi Bonnetowi, że o ile mocarstwa zachodnie istotnie chciałyby stworzyć warunki bezpieczeństwa po likwidacji konfliktu czechosłowackiego, to należałoby „raczej myśleć o tym, jak w oparciu o nas, Rumunię i Węgry umocnić
zaporę przeciw ewentualnym dalszym poczynaniom ekspansywnym Hitle79
A. M. Cienciała, Minister Józef Beck i ambasador Raczyński a zbliżenie polsko-brytyjskie w okresie październik 1938 – styczeń 1939 [w:] Z dziejów polityki i dyplomacji polskiej.
Studia poświęcone pamięci Edwarda hr. Raczyńskiego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na wychodźstwie, Warszawa 1994, przyp. 2, s. 361; zob. też G. L. Weinberg, The Foreign Policy of Hitler’s Germany. Starting World War II, 1937–1939, Chicago–London 1980,
s. 402, przyp. 102.
80
Tj. tę część Śląska Cieszyńskiego, która należała do Czechosłowacji.
81
DBFP, 3rd series, vol. 2, London 1949, s. 318.
82
PDD 1938, dok. 203, s. 474.
83
Przynajmniej jeśli chodzi o stanowisko Francji i Wielkiej Brytanii. Przywódcy tych
państw ustalili w Londynie 18 IX 1938 r., „że należy Pradze zaproponować odstąpienie
Rzeszy wszystkich terenów pogranicznych posiadających ponad 50% ludności niemieckiej”, H. Batowski, Między dwiema wojnami 1919–1939. Zapis historii dyplomatycznej, Kraków 1988, s. 322.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
192
ra, niż łudzić się, że po oddaniu Niemcom fortyfikacji czeskich będzie można
zabezpieczyć resztę Czechosłowacji przy pomocy jakichś gwarancji międzynarodowych”84.
Po konferencji monachijskiej w końcu września i przyłączeniu Zaolzia do
Polski na początku października 1938 r. Beck ponowił swoje sugestie współpracy. W rezultacie Raczyński oświadczył 10 października Edenowi, „że – zdaniem naszym istnieją obiektywne warunki dla współpracy polsko-brytyjskiej
– jednak musimy wiedzieć, czy stronie angielskiej na dalszej współpracy zależy i czy jest do niej gotowa”. Probierzem współdziałania byłoby uznanie przez
Brytyjczyków, „że środkowa Europa jest terenem” żywotnych, zasadniczych
interesów polskich „gdzie, jako takie muszą być (one) uznawane”. Nie mogą
podlegać zmiennej taktyce polityki brytyjskiej85. 18 października zaś w rozmowie z Halifaxem ambasador stwierdził, „że w naszej części Europy Polska
jest bodaj jedynym państwem zdolnym do samodzielnej polityki. Jedną z zasad tej polityki jest unikanie takiej drogi, która by doprowadziła nas do obozu
przeciwnego Anglii”. Biorąc pod uwagę realia ówczesnej sytuacji międzynarodowej, Raczyński mógł mieć na myśli jedynie państwa osi z III Rzeszą na czele.
Podkreślił, że wspomniana „zasada […] jest dalej niewzruszona”.
Sugestia, że w razie kolizji interesów Londynu i Berlina Warszawa nie
może opowiedzieć się po stronie tego ostatniego, była więc bardzo widoczna.
Pod pewnymi wszakże warunkami: „świadomość (bowiem – MJZ) że Wielka
Brytania w zupełności zrezygnuje z jakichkolwiek zainteresowań w naszej
części Europy i z jakiegokolwiek kontaktu z nami, mogłaby wywołać potrzebę ponownego przeanalizowania przez nas sytuacji ”86.
W ten właśnie sposób Raczyński przedstawił właściwie stanowisko
Becka, ujawnione już w czasie jego wizyty w Londynie w listopadzie 1936 r.
Uprzejme i dyplomatyczne stwierdzenia ambasadora wyrażały w istocie tę
samą treść, którą minister zawarł dwa lata wcześniej w sformułowaniu o niemożliwości prowadzenia „polityki charytatywnej”. Zgodnie z taką koncepcją
Brytyjczycy powinni zainteresować się Europą Środkowo-Wschodnią, przestać traktować tu interesy polskie instrumentalnie i przetargowo oraz w konsekwencji – przyjąć niedopowiedzianą sugestię Becka, dotyczącą wsparcia
J. Łukasiewicz, Dyplomata w Paryżu 1936–1939, red. W. Jędrzejewicz i H. Bułhak, Warszawa 1995, s. 169. Należy zaznaczyć, że sugestie złożone przez Łukasiewicza
20 września zostały potraktowane przez Bonneta lekceważąco i ironicznie, zob. G. Bonnet, De Munich à la guerre. Defence de la paix, Paris 1967, s. 167.
85
PDD 1938, dok. 380, s. 683.
86
Ibidem, dok. 385, s. 695.
84
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
193
II Rzeczypospolitej w przypadku powstania napięć między Warszawą i Berlinem.
Taka koncepcja była bardzo ambitna. Niemniej bezpośrednio po konferencji monachijskiej nie miała szans powodzenia. Łudząc się możliwością
kontynuowania appeasement policy, przynajmniej przez jakiś czas, a więc
do momentu znaczącego postępu w dozbrojeniu i organizacji własnych sił
zbrojnych, władze brytyjskie były wówczas skłonne nawet akceptować dominację III Rzeszy w Europie Środkowo-Wschodniej. Z treści brytyjskiego
dokumentu, relacjonującego rozmowę Raczyńskiego z Halifaxem wynika, że
niezrażony lub nieświadomy właściwych priorytetów polityki Londynu jesienią 1938 r., polski „ambasador stwierdził z naciskiem, że minister Beck
całkowicie podziela […] opinię […], że Polska nigdy nie będzie z własnej woli
sprzeciwiać się w ważnych sprawach polityce Wielkiej Brytanii87, chyba że
– a ma on nadzieję, że to się nie stanie – Wielka Brytania wykaże całkowite
désinteressement w sprawach kontynentu europejskiego”88. Z tej relacji wynika więc, że Beck miał na myśli właściwe, z polskiego punktu widzenia zaangażowanie brytyjskie nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale na całym kontynencie.
Oczywiście można się zastanawiać, w jaki sposób Warszawa mogłaby zmienić swoje nastawienie wobec Londynu w przypadku pojawienia się
wspomnianego désinteressement. Późniejsze wydarzenia przecież wykazały,
że nawet nie mając jeszcze brytyjskich gwarancji Warszawa nie brała pod
uwagę dostosowania swej polityki do niemieckiej. Można więc domniemywać, że październikowe ostrzeżenia polskiego ministra były jedynie bluffem.
Niemniej zarówno one, jak i szerzej – oświadczenia złożone przez Raczyńskiego stanowiły znaczące ogniwa tego samego łańcucha wydarzeń potwierdzających dotychczasowe motywacje i kalkulacje Becka. Liczącego się
z możliwością zmiany polityki führera i faktem, że wsparcie Wielkiej Brytanii musiałoby stanowić pożądaną, a nawet konieczną przeciwwagę dla ewentualnej antypolskiej postawy III Rzeszy.
87
Zwróćmy uwagę, że wyraźny nacisk na znaczenie współpracy z Wielką Brytanią
zgadza się z treścią wcześniejszej rozmowy Becka z Churchillem w Cannes w styczniu
1938 r. Sugerując potrzebę współpracy Polski i Anglii, Beck w rozmowie z późniejszym
premierem brytyjskim niczego ex post nie zmyślał.
88
DGFP 1919-1939, 3rd series, vol. 3. London 1950, dok. 213. O skłonnościach
władz Wielkiej Brytanii jesienią 1938 r. do pogodzenia się z dominacją niemiecką w Europie Środkowo-Wschodniej, A. M. Cienciała, Minister Józef Beck i ambasador Raczyński…,
s. 350–351.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
194
Znane, niemieckie żądania w sprawie Gdańska i autostrady, przedstawione 24 października 1938 r. i prowadzące do kilkumiesięcznych, bezowocnych rokowań z Berlinem, stopniowo zmieniały okoliczności, warunkujące
politykę zagraniczną Józefa Becka. Z jednej strony minister w miarę nasilających się „próśb” Hitlera i Ribbentropa zaczynał porzucać swą dotychczasową
wstrzemięźliwość w określaniu warunków i kształtu współpracy w Wielką
Brytanią, a wraz z nią z Francją, z drugiej zaś – ponownie stawał wobec nieco zapomnianego wyzwania, jakim musiała być perspektywa stosunków niemiecko-sowieckich oraz ich znaczenia dla Polski. Na podstawie zachowanych
dokumentów możemy stwierdzić, że minister nie docenił, przynajmniej początkowo, wagi tego wyzwania. Po rozmowach z Hitlerem i Ribbentropem na
początku stycznia 1939 r., w okólniku do placówek dyplomatycznych za granicą ocenił, że „w polityce wschodniej” führera „w dalszym ciągu” dominuje
„stanowisko wybitnie antyrosyjskie”89, zaś Biddle’owi oświadczył, że „w istocie Hitler okazał nie tyle antysowiecką czy antykomunistyczną, ale wyraźnie antyrosyjską postawę”. Jego zaborcze zapędy wobec Ukrainy są zaledwie
elementem szerszego planu rozważanego przez führera, tj. „przyszłego potraktowania Rosji jako całości”. Zgodnie z opinią ministra stającej się ofiarą
III Rzeszy90.
Tymczasem do Warszawy zaczynały napływać coraz liczniejsze sygnały o możliwości uzgodnienia polityki Niemiec i ZSRS w niedalekiej przyszłości. Już 12 stycznia poseł polski w Helsinkach Henryk Sokolnicki donosił, że
zdaniem jednego z francuskich generałów „do jesieni 1939 r. nastąpi czwarty
rozbiór Polski, przy czym Francja nie będzie chciała i nie (będzie – MJZ) mogła interweniować w obronie Polski91.
Powyższa prognoza zaskakuje precyzją i trafnością. Jednakże p.o. wiceministra spraw zagranicznych Mirosław Arciszewski, idąc śladem Becka konstatował 17 stycznia brak „prób nawiązania kontaktu między Berlinem a Moskwą […] nieprzejednane stanowisko Hitlera wobec bolszewizmu i ZSRR”
oraz fakt, że „doktryna narodowo-socjalistyczna zdaje się skłaniać ku koncepcji narodowościowego rozczłonkowania Rosji”92, 25 stycznia zaś – że „według naszej oceny nie ma głębszej chęci porozumienia między Moskwą a Ber-
PDD 1939, dok. 8, s. 17.
Raport Dexel Biddle’a z 13 I 1939, Poland and the Coming of the Second World
War…, s. 302.
91
PDD 1939, dok. 11, s. 20.
92
Ibidem, dok. 21, s. 39.
89
90
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
195
linem”93. Aktualnie takie oceny były poprawne, ale statyczne. Nie brały pod
uwagę możliwości zasadniczych zmian w stosunkach niemiecko-sowieckich
w niedalekiej przyszłości. A więc tego, co wyrażały sugestie, zawarte w informacjach napływających do Warszawy.
Polską politykę zagraniczną w 1939 r. można potraktować jako działania i posunięcia na arenie międzynarodowej podejmowane głównie w dwóch
powiązanych ze sobą „trójkątach”: polsko-niemiecko-sowieckim i polsko-brytyjsko-francuskim. W tym drugim najważniejsze były stosunki z Anglią.
Zgodnie z treścią cytowanego już raportu Biddle’a z 19 czerwca 1938 r., Beck
nadal trafnie oceniał, „że prawie całkowicie kierownictwo polityki zagranicznej Francji i Wielkiej Brytanii znajduje się w Londynie”. Stąd sądził, „że decydować będzie zakres układu z kierowniczym czynnikiem”, a więc Wielką Brytanią94.
Takie przekonanie niewątpliwie wynikało z własnych obserwacji i przemyśleń ministra. Mogły je utwierdzać doniesienia ambasadora w Paryżu, Juliusza Łukasiewicza. Pisał on „że polityka Francji i jej dyplomacja są w tej
chwili i prawdopodobnie na długo (zostaną – MJZ) podporządkowane całkowicie zasadzie nie robienia niczego bez aprobaty Londynu […]. Ośrodek
dyspozycji wspólnej polityki angielsko-francuskiej jest wyraźnie w Londynie
[…]. Należy przypuszczać, iż stan ten będzie trwał długo, gdyż jest on uważany przez miarodajne koła francuskie za najwygodniejszy, stwarza bowiem
sytuację, w której Francja nie ponosi żadnego indywidualnego ryzyka i ma
pewność, że Anglia będzie zawsze pokrywała ją (tak w tekście – MJZ) w sprawach kontynentu europejskiego”95.
Niedopowiedzianą sugestią takiej oceny może być jedynie to, że wyłącznie władze brytyjskie będą w stanie pobudzić nadsekwańskiego sojusznika
do interwencji zbrojnej w przypadku agresji III Rzeszy na Polskę. Mając na
uwadze swoje wcześniejsze, probrytyjskie kalkulacje i fakt, że rozbicie pomonachijskiej Czecho-Słowacji przez Hitlera w połowie marca 1939 r. mocno nadwerężyło appeasement policy i skłoniło Chamberlaina do szukania
nowych, awaryjnych rozwiązań, początkowo w formie dość mglistego porozumienia Wielkiej Brytanii, Francji, ZSRS i Polski, Beck wykorzystał okazję i postanowił w tym momencie sprecyzować swoje dotychczasowe, dość
mgławicowe sugestie współpracy Warszawy i Londynu. 23 marca polecił ambasadorowi Raczyńskiemu zapytać Halifaxa, czy „rząd angielski nie wziąłby
93
94
95
Ibidem, dok. 25, s. 46.
Polska polityka zagraniczna…, s. 243.
PDD 1939, dok. 364, s. 634.
196
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
pod uwagę możliwości zawarcia z nami bezzwłocznie bilateralnego, tajnego porozumienia”96. Minister pomijał Francję argumentując, że III Republika i tak „de facto wchodzi do tej kombinacji”, „na podstawie istniejącego stanu prawnego między nami”, głównie sojuszu z 1921 r. Ponadto „zaproszenie”
Francji „obecnie do nowego układu konsultacyjnego podkreślałoby okoliczność, że ZSRR jest z niego wykluczony, czego pragnęlibyśmy uniknąć”; „mając zastrzeżenia co do wiązania się naszego z Sowietami, dbamy o utrzymanie z nimi poprawnych stosunków”97.
Zgodnie z dawnymi sugestiami Becka taka polityka prostą drogą prowadziła do udzielenia Polsce gwarancji 31 marca 1939 r. Dążąc do powstrzymania Hitlera98, Wielka Brytania zdawała się przekładać, ku zadowoleniu ministra
96
Ibidem, dok. 125, s. 196. Na marginesie: pamiętając o długoletniej, konsekwentnej polityce Becka wobec Wielkiej Brytanii, dostrzegającego w niej konieczną asekurację
w razie zagrożenia ze strony III Rzeszy, trudno byłoby się zgodzić z oceną Tomasza Łubieńskiego, 1939. Zaczęło się we wrześniu, Warszawa 2009, s. 70, że przyjmując gwarancje minister „niespodziewanie […] przeciwstawił się Hitlerowi”. Przeciwnie. Było to logiczną konsekwencją dotychczasowej polityki Becka.
97
Ibidem, dok. 126, s. 198. Zob. także dok. 125, s. 196. Aktywną, w zasadzie inicjującą rolę Polski w sprawie bilateralnego układu z Wielką Brytanią potwierdza także
treść raportu ambasadora w Paryżu, Juliusza Łukasiewicza, z 29 marca, zob. J. Łukasiewicz, op. cit., s. 235–237; PDD 1939, dok. 150, s. 233–235.
98
Aby właściwie zrozumieć ówczesną politykę brytyjską trzeba pamiętać, że gwarancje były udzielane nie tyle z powodu Polski, co w związku z Polską. Chodziło nie o obronę II Rzeczypospolitej, lecz o powstrzymanie niemieckich apetytów dominacji w Europie. Metaforycznie najlepiej ujął to sam Chamberlain stwierdzając 20 marca 1939 r., że
„powinniśmy zaatakować Niemcy nie po to, by uratować jakąkolwiek pojedynczą ofiarę,
ale po to, by ujarzmić byka (tj. III Rzeszę – MJZ)”, J. Stefanowicz, Gwarancje brytyjskie dla
Polski w 1939 r. w świetle narad gabinetu londyńskiego, Wojskowy Przegląd Historyczny
1971, nr 1, s. 219. Wtórne znaczenie Polski potwierdzają refleksje spisane po wystąpieniu Chamberlaina w Izbie Gmin z 31 marca przez stałego podsekretarza stanu w Foreign
Office, Alexandra Cadogana. Stwierdził on, że „nasza gwarancja nie mogła dać Polsce żadnego możliwego zabezpieczenia w przypadku jakiegoś bliskiego ataku na nią […] Moglibyście powiedzieć” – pisze Cadogan – że postawa Chamberlaina „była okrutna w stosunku
do Polski. Nie zgodziłbym się z tym, ponieważ nasza sytuacja powinna być im (tj. Polakom
– MJZ) znana. Powinni oni także całkowicie zdawać sobie sprawę z bliskości grożącego
im niebezpieczeństwa. Moglibyście powiedzieć, że to było cyniczne. Na krótką metę być
może.” Ale gwarancja „wciągnęła (podkr. A. C.) nas do wojny […]. I w końcu wygraliśmy ją,
wraz z naszymi sojusznikami. Choć oczywiście nie można było oczekiwać, by biedni Polacy pogodzili się z wynikami, jakie im ona przyniosła”, The Diaries of Sir Alexander Cadogan,
O. M., 1938–1945, ed. by D. Dilks, Cassell–London 1971, s. 166–167. Takie refleksje były
związane z niesygnalizowanymi władzom polskim założeniami, że o ile wybuchnie, przyszła wojna będzie długofalowym procesem i że los Polski będzie zależał nie od natychmiastowej pomocy zachodnich demokracji lecz od ostatecznego wyniku konfliktu zbrojnego.
Założenia te w pełni zostały potwierdzone przez późniejszą postawę przywódców Francji
i Wielkiej Brytanii, m.in. w czasie ich spotkania i narad w Abeville 12 IX 1939 r., zob. Pol-
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
197
„swą baldwinowską granicę bezpieczeństwa znad Renu nad Wisłę”99, a więc
rezygnować z dawnych, krytykowanych koncepcji à la pakt reński i wyrażać
zainteresowanie sprawami Europy Środkowo-Wschodniej, głównie Polski. To
zaś mogło świadczyć, że Beckowi udało się utrzymać, zgodnie z jego koncepcją i kalkulacją, poprawne stosunki polsko-niemieckie przynajmniej do czasu
wyczerpania możliwości prowadzenia appeasement policy. W niniejszym artykule pomijamy wszelkie szczegóły stosunków polsko-brytyjskich w tym przełomowym momencie, łącznie z przebiegiem i rokowaniami w czasie kwietniowej wizyty ministra w Londynie. Zwracamy uwagę jedynie na jego kalkulacje
polityczne. Oczywiście miał on na uwadze, że kwietniowe porozumienie winno stanowić „decydujące posunięcie dla zapewnienia naszemu państwu potężnego alianta (na wypadek), gdyby Niemcy nie chciały się już cofnąć ze (swych)
agresywnych zamiarów w stosunku do nas”100. Niemniej nie było to jedyne i jak
można sądzić – nie najważniejsze oczekiwanie Becka związane z powstaniem
nowych, sojuszniczych stosunków polsko-brytyjskich.
Zdaniem Bullitta, wówczas ambasadora USA w Paryżu, Beck zachowywał
się w Londynie „’jakby złapał Pana Boga za nogi’”101. Był przekonany, że porozumienie z Brytyjczykami może stanowić „ostatni skuteczny środek prewencyjny”, powstrzymujący Niemcy od wojny z Polską102. W stolicy Wielkiej Brytanii
oświadczył Edenowi, a więc byłemu i przyszłemu ministrowi spraw zagranicznych, że wynikiem polsko-brytyjskiego porozumienia „będzie odstraszenie Niemiec od dalszych kroków skierowanych przeciwko Polsce. Niemców to
rozzłości i podniosą sporo hałasu, ale nic więcej uczynić nie mogą”103.
ska w polityce międzynarodowej (1939–1945). Zbiór dokumentów 1939, opr. i red. W. T. Kowalski, Warszawa 1989, dok. 222, s. 552–557.
99
P. Starzeński, Trzy lata z Beckiem…, s. 109. Było to nawiązaniem do wystąpienia
Stanleya Baldwina, przywódcy partii konserwatywnej i Lorda Presidenta w rządzie zjednoczenia narodowego pod przewodnictwem Jamesa Ramsaya MacDonalda. 30 lipca 1934 r.
stwierdził on w Izbie Gmin, że gdy „dzisiaj myśli się o obronie Anglii, nie myśli się już o wapiennych skałach Dover, myśli się o Renie. Tam dzisiaj leżą nasze granice”, Akten zur Deutschen Auswärtigen Politik, Serie C, Bd III, dok. 138, przyp. 6, cyt. za S. Żerko, Wymarzone
przymierze Hitlera. Wielka Brytania w narodowo-socjalistycznych koncepcjach i w polityce
III Rzeszy do 1939 r., Poznań 1995, s. 166. Niemniej w świetle uwag przedstawionych w poprzednim przypisie, sugestia Starzeńskiego, by w 1939 r. Wielka Brytania była gotowa do
powiązania swojego bezpieczeństwa z zamiarem czynnej i natychmiastowej obrony nie
tylko Europy Zachodniej, ale i Polski jest zbyt optymistyczna, pozbawiona podstaw.
100
Polska polityka zagraniczna…, s. 244.
101
B. Grzeloński, Dyplomacja Stanów Zjednoczonych Ameryki wobec zagrożenia Czechosłowacji i Polski (12 marca 1938 – 1 września 1939), Warszawa 1995, s. 175.
102
Polska polityka zagraniczna…, s. 244.
103
A. Eden, Pamiętniki 1938–1945, t. 2: Obrachunki, Warszawa 1972, s. 44.
198
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
Podobne wnioski wynikają z relacji Józefa Potockiego, Dyrektora Departamentu Zachodniego MSZ, towarzyszącego Beckowi w podróży do Londynu
i twierdzącego, że „minister widział tę całą akcję londyńską […] w płaszczyźnie taktyki. Myślał, że odstraszy ona Berlin” i w konsekwencji nie zabiegał
o sprecyzowanie zobowiązań Polski i Wielkiej Brytanii104. Wracając zaś do
Warszawy Beck wyraził się, że Hitler jest tylko „bojaźliwym Austriakiem, który nie chciałby ryzykować wojny przeciwko zdeterminowanym i silnym przeciwnikom”105.
Mając na uwadze takie kalkulacje, nie można pominąć faktu, że po dojściu do władzy Hitler co jakiś czas wyrażał obawy w związku z możliwością
powstania sytuacji, w której Niemcy, podobnie jak w czasie I wojny światowej musiałyby walczyć na dwóch frontach, a także oceny, że powszechny konflikt w Europie przyniósłby korzyści jedynie Sowietom. Wypowiedzi i wystąpienia te pojawiały się zbyt często, by traktować je wyłącznie jako posunięcia
taktyczne, usypiające czujność potencjalnych przeciwników106. Pojawiły się
one m.in. w czasie pierwszej rozmowy Hitlera z Beckiem w lipcu 1935 r.107.
Zdaniem sekretarza ministra, Pawła Starzeńskiego, po powrocie z Londynu
Beck miał stwierdzić, że przyszła wojna byłaby „bardzo ciężka”, „ale Hitler
chyba się zastanowi, zanim ją rozpocznie. „ Il n’est pas temeraire . Wie on
dobrze, iż następna wojna może zniszczyć zupełnie Niemcy, niezależnie od
tego, czy ją wygrają, czy przegrają. Mówił mi o tym w 1935 roku, gdy pierwszy raz rozmawiałem z nim w Berlinie. Jeśli Hitler zrobi wojnę, to będzie to
zemsta Austrii za Sadowę. Nigdy jej Niemcy nie wygrają. Ale będzie bardzo
ciężka. Gdyby Hitler miał zająć nawet całą Polskę, co zresztą nie uważam za
możliwe, to na naszej wschodniej granicy nadzieje się na bagnety kozackie
[…] system niemiecki […] i bolszewicki są zanadto do siebie podobne, aby się
mogły wzajemnie tolerować. Jeden wyklucza drugi. Nieraz się zresztą zastanawiałem nad tym, kogo Hitler bardziej nienawidzi: Żydów czy Sowiety. Robi
się nieprzytomny, gdy o nich mówi”108.
Kolejną informacją, że w swoich kalkulacjach Beck miał uwzględniać powstrzymanie Hitlera, mogłaby być słynna, nocna, a zarazem tajemnicza roz104
A. Raczyński, W sojuszniczym Londynie. Dziennik Ambasadora Edwarda Raczyńskiego 1939–1945, Londyn 1960, s. 413.
105
B. Grzeloński, op. cit., s. 175.
106
Szczegóły: M. J. Zacharias, Sytuacja międzynarodowa i polityka zagraniczna…,
s. 144 i n.
107
Zob. Dokumenty i materiały do historii stosunków polsko-radzieckich, opr. E. Basiński i in., cyt. dalej DMHSPR, Warszawa 1967, dok. 181, s. 305–308.
108
P. Starzeński, Trzy lata z Beckiem…, s. 125–126.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
199
mowa ministra z jego rumuńskim odpowiednikiem Grigore Gafencu z 16 na
17 kwietnia 1939 r. Według późniejszej relacji Gafencu, Beck miał mówić, że
„Hitler rozumie, jak realne jest niebezpieczeństwo bolszewickie. Zwalczał je
przecież stale […] jakiż wskutek tego mogłyby mieć interes Niemcy w wywoływaniu wojny z Polską? Osłabienie Polski byłoby wygraną Rosji. Gdyby bastion polski runął, wrota Europy stanęłyby przed naporem radzieckim otworem. Czy Pan sądzi, że Hitler chciałby tego? Co do mnie, wiem, że nie chce”109.
To nocne oświadczenie Becka w sprawie polityki Hitlera wobec Polski
i ZSRS najczęściej jest kwestionowane110. Nie wdając się w dyskusję i nie wyrokując – czy słusznie, można jednak stwierdzić, że nie wszystkie wypowiedzi Becka w czasie tej rozmowy zostały przez Gefencu zmyślone. Jego fantazja, konfabulacje i literackie popisy nie przekraczały bowiem pewnych
granic. Przede wszystkim dokumenty dyplomatyczne potwierdzają to, co
w pamiętnikarskiej relacji rumuńskiego ministra jest najważniejsze. A mianowicie, że przyjmując gwarancje i zawierając wstępne porozumienie z Wielką Brytanią w kwietniu 1939 r.111, Beck miał nadzieję pokojowego powstrzymania III Rzeszy. Zgodnie bowiem z jego prośbą, Gafencu po przybyciu do
Berlina oświadczył 19 kwietnia Hitlerowi i Ribbentropowi, że Polska nie pragnie „wiązać się z Sowietami” i nie wchodzi „do żadnych bloków okrążających Rzeszę. Polska poszła na zabezpieczający pakt z Londynem, podobny
do tego, który ma z Francją. Pakt ten jest czysto bilateralny”. Gafancu wie, że
Beck „chce nadal utrzymywać stosunki z Niemcami i z nimi rozmawiać”112.
W praktyce oświadczenie rumuńskiego ministra było potwierdzeniem tego,
o czym 6 kwietnia ambasador Polski w Berlinie Józef Lipski mówił sekretarzowi stanu w Auswärtiges Amt, Ernstowi von Weizsäckerowi, tj. że porozuG. Gafencu, Ostatnie dni Europy. Podróż dyplomatyczna 1939 roku, Warszawa
1984, s. 30.
110
Zob. J. Weinstein, Scenariusz ministra Gafencu, Zeszyty Historyczne 1968, nr 13,
s. 140–159; S. Zabiełło, Posłowie do Ostatnie dni Europy [w:] G. Gafencu, Ostatnie dni Europy. Podróż dyplomatyczna w 1939 r., Warszawa 1984, s. 117–122; P. Starzeński, Trzy lata
z Beckiem…, s. 124. Krytyczne stanowisko autora niniejszego artykułu wobec tych wątpliwości: M. J. Zacharias, Sytuacja międzynarodowa i polityka zagraniczna…, przyp. 19, s. 146
i przyp. 56, s. 154.
111
Literatura dotycząca tych kwestii jest olbrzymia. Z powodu ograniczonej ilości
miejsca należałoby wspomnieć przede wszystkim o pracy A. M. Cienciały, Poland and the
Western Powers. A Study in the Interdependence of Eastern and Western Europe, London,
Toronto 1968, s. 207 i n.
112
PDD 1939, dok. 215, s. 357; zob. Documents on German Foreign Policy, Series D
(1937–1945), vol. IV, The Last Months of Peace. March–August 1939, dok. 227, s. 281; DBFP,
Series III, vol. V, s. 300-301. Treść tych dokumentów pokrywa się z tym, o czym Gafencu pisze w swoich pamiętnikach (Ostatnie dni Europy, s. 31–32, 42–43).
109
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
200
mienie polsko-brytyjskie, podobnie jak wcześniejsze z Francją, a więc sojusz
z 1921 r. ma charakter defensywny. Ponadto – że „nie idziemy na żadne związania z Rosją”113.
Ostatecznie, skłaniając się do porozumienia z Brytyjczykami, Beck chciał
zapewnić Polsce potężnego alianta w razie agresji Niemiec. Zdolnego sprawić, że sojusz polsko-francuski nie stanie się martwą literą, tj. ze w razie zagrożenia Francja przyjdzie Polsce z pomocą.
Taka kalkulacja wydaje się oczywista, ale można co najmniej przypuszczać, że minister liczył głównie na to, że sama możliwość współpracy Polski,
Francji i Wielkiej Brytanii stanie się wystarczającym czynnikiem odstraszającym, powodującym, że Niemcy zrezygnują z napaści. Potwierdzają to wyżej wymienione fakty, a więc wypowiedzi i relacje Becka, Edena, Potockiego, Gafencu,
Lipskiego i Starzeńskiego, a także opinie generała Kazimierza Sosnkowskiego.
Jego zdaniem w Warszawie wiosną i latem 1939 r. pojawiły się „w sferach wojskowych […] uporczywe pogłoski, jakoby w kierownictwie naszej polityki zagranicznej przeważała optymistyczna opinia, że Hitler […] skoku w nieznane
jeszcze nie zaryzykuje”, „że Niemcy w roku 1939 zbrojnego konfliktu z koalicją europejską” nie wywołają114. Taką opinię mogło wzmacniać i potwierdzać
przypuszczenie ambasadora w Tokio Tadeusza Romera, wyrażone w czerwcu 1939 r., że jeśliby nawet Niemcy uzyskali „w walce z Polską” przewagę, to
„przecież […] porażka tychże w konflikcie powszechnym jest nieunikniona”115.
Wyżej przedstawionej kalkulacji mogło sprzyjać przekonanie Becka, że
Polska posiada atrybuty „mocarstwa”, a więc – jak twierdził – państwa niezależnego, zdolnego wpływać na bieg wydarzeń w regionie swoich żywotnych,
zasadniczych interesów116. Trzeba tylko podkreślić, że minister bynajmniej
nie utrzymywał, jak to czasami mu wytykano, że Polska jest „wielkim mocarstwem”, tj. krajem wpływającym na politykę światową117.
PDD 1939, dok. 183, s. 302.
K. Sosnkowski, Pamiętniki (marzec–sierpień 1939), Niepodległość 1983, t. 16,
s. 129–130; idem, Wyciąg pamiętników z kampanii wrześniowej (Uzupełnienie), ibidem,
s. 77.
115
PDD 1939, dok. 334, s. 570–571.
116
Polska polityka zagraniczna…, s. 88; PDD 1938, dok. 64, s. 149.
117
Eden wspomina, że w okresie rozmów w sprawie paktu wschodniego, najprawdopodobniej w czerwcu 1934 r. francuski minister spraw zagranicznych Jean Louis Barthou powiedział złośliwie i ironicznie w Genewie, w obecności Becka, w czasie śniadania
dla członków rady Ligi Narodów: „ No, i wreszcie są wielkie mocarstwa – pauza – oraz
Polska. Polska, jak wszyscy wiemy, skoro to nam powiedziano, jest wielkim mocarstwem
– pauza – bardzo wielkim mocarstwem . Parę osób zachichotało, a Beck się zaczerwienił”,
A. Eden, Pamiętniki 1923–1938, s. 77; Polska polityka zagraniczna, przyp. 36, s. 88–89. Ta113
114
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
201
W rezultacie próba „odstraszenia” miałaby skłaniać Hitlera do zaniechania planów wojennych oraz respektowania polskiej „polityki równowagi”.
A więc zasady, że mając układy o nieagresji z obu sąsiadami, Polska nie może
przyłączyć się do bloku montowanego przez któregokolwiek z nich. Do pogodzenia się z myślą, iż jest ona barierą, uniemożliwiającą agresję sowiecką na
Niemcy i odwrotnie – napaść niemiecką na Związek Sowiecki.
Takie założenia byłyby racjonalne, ale jedynie wtedy, gdyby Hitler i Stalin zamierzali prowadzić politykę utrzymania status quo. Bacząc jedynie, aby
strona przeciwna, zależnie od sytuacji – niemiecka lub sowiecka nie uzyskała
zbytniej przewagi i nie zechciała osiągnąć zbyt wielkich korzyści.
Tymczasem działania obu sąsiadów Polski zmierzały do wywrócenia europejskiego status quo i zastąpienia go innym, korzystniejszym – dla
Berlina lub Moskwy. Zostały one opisane w niezliczonej ilości opracowań.
Nie ma więc powodu, by w tym miejscu analizować je dokładnie. Wspomnijmy więc jedynie o znakomitych pracach Allana Bullocka, Jana Kershawa, Richarda C. Raacka, Ernsta Topitscha118, z polskich zaś – Sławomira
kie komentarze istotnie wynikały ze złośliwości i złej woli, ale po części również z różnego rozumienia pojęcia „mocarstwo”. Mając na uwadze Polskę, Beck je określał zupełnie
inaczej niż sugerował Barthou. Pisze, że „na próby komplementów, zaczynających się tradycyjnie od słów «La Pologne, en tout qu’une grande puissance…», odpowiadałem konsekwentnie, że Polska nie jest wielkim mocarstwem w tym rozumieniu, że nie prowadzi
polityki światowej – jest natomiast państwem, które ma własną politykę (i) nie może być
przedmiotem międzynarodowych handlów politycznych parce que c’est un pays qui respecte ”, Zob. Polska polityka zagraniczna…, s. 88. W innym miejscu Beck pisał o „stanowisku Polski jako Mocarstwa” dodając, że „nie trzeba tego określenia rozumieć w znaczeniu
tzw. Wielkiego Mocarstwa, ale w znaczeniu państwa posiadającego niezależną politykę
i […] udział w kształtowaniu się losu swego regionu”, PDD 1938, dok. 64, s. 149. Nie ma dowodów podważających szczerość Becka tak przedstawiającego pojęcie „mocarstwa”. Z powodu braku miejsca nie możemy dokładnie zanalizować tego zagadnienia. Można tu jedynie wspomnieć, iż minister istotnie łączył to pojęcie z samodzielnością, niezależnością,
podmiotowością i staraniami o wpływ na bieg wydarzeń w tym rejonie, który dla Polski
był najważniejszy; ogólnie mówiąc – w Europie Środkowo-Wschodniej. Podobnie ujmuje tę kwestię Michał Łubieński, dyrektor Gabinetu Ministra Spraw Zagranicznych pisząc
w nie opublikowanych „Refleksjach i reminiscencjach”, że „w dziedzinie rozumowania
praktycznego” we władzach w Warszawie „utarło się zdanie, że Polska, aby istnieć, musi
być mocarstwem, to jest musi być dość silną, by zapewnić sobie niezależny od sąsiadów
byt państwowy”. Skoro więc takie dążenie ma być wyznacznikiem „mocarstwowości”, to
musi zaskakiwać niezbyt pasujący do tego komentarz dyrektora Gabinetu, że „mocarstwowość była przekleństwem naszej linii politycznej”, cyt. za T. Łubieński, 1939, s. 86. Dążenie
do niepodległości i niezależności nie jest przecież „przekleństwem”.
118
A. Bullock, Hitler i Stalin. Żywoty równoległe, t. 1 i 2, Warszawa 1994; idem, Hitler.
Studium tyranii, Warszawa 1997; J. Kershaw, Hitler 1889–1936, Poznań 2001; idem, Hitler
1936–1941, Poznań 2002; R. C. Raack, Polska i Europa w planach Stalina, Warszawa 1997;
202
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
Dębskiego119. Zwracając przy tym uwagę na to, że niemiecki partner Warszawy niemalże od początku normalizacji stosunków z Polską po dojściu Hitlera
do władzy na swój sposób postępował uczciwie.
Tego rodzaju określenie może razić, ale nie należy zapominać, że nazistowscy przywódcy otwarcie i precyzyjnie przedstawiali cenę, jaką Warszawa będzie musiała zapłacić za podpisanie deklaracji z 26 stycznia 1934 r. Już w lutym
1935 r. Hermann Göring, przebywając „na polowaniu” w Puszczy Białowieskiej
i odwiedzając Warszawę, nie ukrywał co prawda nienawiści „do Rosji bolszewickiej lub każdej innej”, ale też mówił otwarcie, „że w jakimś kierunku polityka niemiecka musi szukać w przyszłości ekspansji”, „proponując prawie alians
antyrosyjski i wspólny marsz na Rosję”. W ramach takiej współpracy kosztem
„Kraju Rad” Polska mogłaby uzyskać, zdaniem pruskiego premiera, „rejon zainteresowania […] na Ukrainie”, III Rzesza zaś – „na północnym wschodzie”120.
W następnych latach te sugestie były ponawiane. W prywatnej rozmowie z Beckiem w Warszawie Ribbentrop oświadczył w styczniu 1939 r.: „Pan jest taki
uparty w sprawach morskich. Morze Czarne jest także morzem”121.
W tych warunkach polska „polityka równowagi” wbrew nadziejom Becka, była jedynie przeszkodą, blokującą III Rzeszy ekspansję w jakimkolwiek
kierunku: zachodnim – bo automatycznie uruchamiała polskie zobowiązania
na mocy sojuszu z Francją i wschodnim – bo uniemożliwiała przyszłą niemiecką agresję na Sowiety. 25 stycznia 1939 r., a więc już po załamaniu polityki
na podstawie deklaracji o nieagresji z 26 stycznia 1934 r., Göring oświadczył
Lipskiemu, że „Niemcy mogą iść albo za Anglią przeciw Rosji, albo z Rosją
przeciw Anglii, a wszystko pozostałe jest mniej istotne”122.
Oświadczenie hitlerowskiego dygnitarza było oczywistą sugestią, że Polacy nie zrozumieli polityki III Rzeszy, nie dostrzegając przede wszystkim wysokości rachunku, jaki będą musieli zapłacić w przyszłości za możliwość podpisania styczniowej deklaracji i za antysowiecką politykę führera. 6 kwietnia
1939 r. von Weizsäcker oświadczył Lipskiemu, że „deklaracja […] zawarta
miedzy Kanclerzem a Marszałkiem Piłsudskim, miała za zadanie przez usuE. Topitsch, Wojna Stalina. Długofalowa strategia radziecka wobec Zachodu jako racjonalna polityka siły, Wrocław 1996.
119
S. Dębski, op. cit., passim.
120
DMHSPR, t. VI, dok. 166, s. 279; DTJS, t. 1, s. 230.
121
Polska polityka zagraniczna…, s. 241.
122
M. Kornat, Polska 1939 roku wobec paktu Ribbentrop–Mołotow. Problem zbliżenia
niemiecko-sowieckiego w polityce zagranicznej II Rzeczypospolitej, Warszawa 2002, s. 262.
Z innych relacji wynikałoby, że Lipski rozmawiał z Göringiem 24 VIII 1939 r., zob. DTJS,
t. 4, opr. J. Zarański, London 1972, s. 692; DDPPZ, dok. 111, s. 247.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
203
nięcie trudności między obu państwami doprowadzenie do coraz większego
zbliżenia”123. W praktyce miało to oznaczać, że w przyszłości Polska będzie
musiała dopasować swoją politykę do niemieckiej, podejmowanej z myślą
zdobycia „lebensraumu” i dominacji w Europie, co siłą rzeczy prowadziłoby do zmiany stanowiska wobec mocarstw zachodnich, przede wszystkim
zaś – wobec Związku Sowieckiego. Tymczasem minister Beck wyraźnie dawał do zrozumienia, że w stosunku do wschodniego sąsiada zamierza nadal
prowadzić politykę statyczną, opartą na postanowieniach paktu o nieagresji z 25 lipca 1932 r.; politykę wykluczającą jakiekolwiek zmiany, ponieważ
stanie „na 1000-kilometrowej granicy […] w stałym pogotowiu z karabinem
u nogi nie jest ani pożądane, ani na dłuższą metę możliwe”. Zapewniając również Hitlera, „że narzędziem polityki rosyjskiej nie będziemy nigdy i każdy,
kto by chciał nas do tego namówić, spotka się z kategoryczną odmową”124.
W 1939 r. taka postawa Becka musiała wywoływać wyraźne niezadowolenie Hitlera, podobnie jak zapewnienia, że kwietniowe porozumienie z Wielką Brytanią jest tylko „paktem zabezpieczającym”, czy – jak wyrażał się również Szembek – „polityką reasekuracji”. W Berlinie nie przyjmowano tego do
wiadomości, podobnie jak wyraźnych sugestii, że Polska nie będzie współpracować z Moskwą125. Hitler nie mógł przecież nie dostrzec, że wiosną 1939 r.
polskie działania w praktyce były równoznaczne z polityką „ryglowania” jego
długofalowych zamysłów politycznych. W rezultacie, wbrew nadziejom Becka zdecydował się nie na wyciszenie lecz wzmocnienie antypolskiej polityki
Niemiec. Führer wyraźnie dawał do zrozumienia, że blokując te zamysły, polska „polityka równowagi” nie może już być przez niego tolerowana. Tym bardziej, że „odporność wewnętrzna Polski na bolszewizm jest problematyczna.
Więc z Polski też niepewna bariera antyrosyjska”126. W tej sytuacji ocena ambasadora Romera, wyrażona w rozmowie z japońskim ministrem spraw zagranicznych Hachiro Aritą 21 czerwca 1939 r., że „myśleliśmy dotychczas, że
przynajmniej na odcinku przeciwsowieckim Polska zachowała jeszcze pewną wspólność interesów z Niemcami”127, uderza brakiem trafności. Wynika
z niezrozumienia, czy też świadomego kamuflowania faktu, że nie było żadnej wspólnoty interesów Polski i III Rzeszy w stosunku do Związku SowiecPDD 1939, dok. 183, s. 302.
DMHSPR, t. VI, dok. 181, s. 307; zob. także PDD 1939, dok. 183, s. 302.
125
PDD 1939, dok. 215, s. 357; dok. 345, s. 593. Piszemy „również”, bo podobnie wyrażał się Beck, co wynika z dokumentu podstawowego w przypisie 29.
126
C. J. Burckhardt, op. cit., s. 191.
127
PDD 1939, dok. 361, s. 624.
123
124
204
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
kiego. Ta druga planowała – w ostateczności128 – rozbicie „Kraju Rad”, władze polskie zaś – chciały utrzymać status quo w stosunkach z tym państwem.
O czym Beck wyraźnie mówił zastępcy ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Władimirowi Potiomkinowi w Warszawie 10 maja 1939 r.129.
Zdaniem posła w Budapeszcie Leona Orłowskiego utrzymanie status quo
było możliwe, ponieważ „Rosja […] nie kryje drastycznego antyniemieckiego
nastawienia i rozumie, że Polska nie spiskuje z Niemcami przeciwko niej, tak
samo jak nie spiskuje z nią przeciwko Niemcom. Przeciwnie – Rosja zdaje sobie sprawę, iż Polska chroni ją przed daleko idącymi planami niemieckimi”.
W istocie Orłowski sugerował, że II Rzeczpospolita jest „bastionem”, o którym Beck miał mówić ministrowi Gafencu w czasie nocnej, kwietniowej rozmowy kolejowej. Orłowski jedynie inaczej rozkładał akcenty twierdząc, że
jego likwidacja byłaby szkodliwa głównie dla Sowietów. To właśnie ich interesy miały potwierdzać trafność polskiego stanowiska w sprawie przyszłości
stosunków Moskwy i Berlina. Mając je na uwadze poseł mówił, że „nie sądzimy, by mogło dojść do porozumienia niemiecko-sowieckiego”130.
Sens tej wypowiedzi całkowicie pokrywał się z myślą i kalkulacjami Becka. Nie biorącego pod uwagę, że „polityka równowagi” nie miała akceptacji
także na Kremlu131. Podobnie jak w poprzednich latach, kiedy to polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji utrudniała czy wręcz uniemożliwiała powrót
do polityki Rapalla, zmniejszając równocześnie możliwość szachowania czy
też szantażowania Hitlera ewentualnością współpracy Moskwy z państwami
systemu wersalskiego, np. w formie przystąpienia Związku Sowieckiego do
paktu wschodniego.
Takim zamierzeniom sowieckim towarzyszyły wyraźne, choć skrywane agresywne zamiary wobec Polski oraz stwierdzenia sugerujące współpracę Warszawy z Berlinem. Już na początku kwietnia 1938 r., a więc bezpośrednio Anschlussie, Potiomkin polecał sowieckiemu chargé d’affaires w Paryżu
128
„W ostateczności”, ponieważ jej władze nie wykluczały uprzedniego wykorzystania ZSRS dla realizacji swych celów. Zdaniem Nicolausa von Belowa, adiutanta Hitlera, już
w marcu 1939 r. miał on się wyrazić, mając na myśli właśnie to państwo: „czemu to wróg
z pojutrzejszego dnia nie mógłby się stać przyjacielem z dnia jutrzejszego?”, N. von Below,
Byłem adiutantem Hitlera, Warszawa 1990, s. 148. Wydarzenia niedalekiej przyszłości dowiodły, że tak właśnie się stało.
129
Polska polityka zagraniczna…, s. 252.
130
PDD 1939, dok. 316, s. 535.
131
Na marginesie trzeba zauważyć, że Beck nie dostrzegł, że dymisja Litwinowa
z 3 V 1939 r. była posunięciem Stalina obliczonym na zbliżenie z Hitlerem. Szczegóły: Polska polityka zagraniczna…, s. 252–253.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
205
Jakowowi Suricowi organizowanie antypolskiej kampanii w prasie francuskiej. Miała ona uzmysłowić „los, jaki spotka Polskę, gdy ona dalej będzie szła
drogą wytyczoną przez Hitlera”. Równocześnie zastępca ludowego komisarza
spraw zagranicznych przedstawił swoje prognozy biegu wydarzeń na linii Berlin-Warszawa-Moskwa. Pisał, że führer „liczy się z nieuniknionym rozbiciem
Polski przez nasze wojska. Gdy my zajmiemy niektóre regiony Polski, Niemcy zrobią to samo ze swej strony. Faktycznie wykonując plan Niemiec, Polska
przygotowuje sobie czwarty rozbiór i utratę narodowej niepodległości”132.
Stanowisko Potiomkina niewątpliwie oznaczało antycypację późniejszego paktu sowiecko-niemieckiego. Zawartego jednakże nie z powodu rzekomo
proniemieckiej polityki Warszawy, lecz dlatego, że antypolskie stanowisko
Hitlera po odrzuceniu jego żądań, przyjęciu gwarancji brytyjskich i rozmowach Becka w Londynie na początku kwietnia 1939 r. stwarzało warunki do
porozumienia Moskwy i Berlina. W rezultacie akceptacja polskiej „polityki
równowagi” niczemu by nie służyła. W istocie oznaczałaby przecież świadome blokowanie możliwości podpisania takiego układu. Beck nie brał pod
132
W. Haljanow (pseudonim W. Potiomkina), Kuda idiot Polsza?, Bolszewik 1938,
nr 8; W. Łytwyn, Ukraina w druhij switowij wijni (1939–1945), Kyjiw 2004, s. 12, cyt. za
I. Iljuszyn, Preludium wojny i wrzesień 1939 roku w posowieckiej ukraińskiej historiografii,
Dzieje Najnowsze 2009, z. 3, s. 157 i przyp. 9 i 10, s. 157. Należy jednakże podkreślić, że
teza Łytwyna, którą w pewnej mierze podziela Iljuszyn, „że wojna polsko-sowiecka i podział Polski nie był wykluczony już wiosną 1938 r.” jest całkowicie nieuzasadniona. Hitler bowiem realizował wówczas cele, które wyjawił swoim najbliższym współpracownikom 5 XI 1937 r. Są one znane z tzw. Hossbachprotokoll. Nie miały nic wspólnego z chęcią
zaatakowania Polski w najbliższej przyszłości, a tym bardziej – z antypolską współpracą z Sowietami, DTJS, t. 3, s. 400–401. W praktyce aż do momentu przyjęcia brytyjskich
gwarancji führer łudził się przecież możliwością pozyskania Polski przeciwko ZSRS. W tej
sytuacji wszelkie sugestie Stalina powrotu do polityki Rapalla, zawierającej groźbę rozbioru, musiały trafiać w próżnię. Niemniej jest rzeczą charakterystyczną, że słowa Potiomkina o przygotowywaniu przez Polskę czwartego rozbioru, wypowiedziane w kwietniu 1938 r., wyprzedzają jego identyczne oświadczenia składane ambasadorowi Francji
w Moskwie Robertowi Coulondre’owi na początku października tego roku, R. Coulondre,
De Staline á Hitler. Souvenirs de deux ambassades 1936–1939, Paris 1950, s. 167; DDF, série 2, t. 12, dok. 17, s. 28–29. Obalają one występującą niekiedy w historiografii tezę, że
groźba w nich zawarta była jedynie odpowiedzią na antysowiecką politykę Polski bezpośrednio przed i w czasie konferencji monachijskiej. Trzeba zaznaczyć, że mając na uwadze również podobną wypowiedź Potiomkina z początku października 1938 r., skierowaną do Coulondre’a („Co uczyniliście mój biedny przyjacielu? Z naszego punktu widzenia
nie dostrzegam innego wyjścia jak czwarty rozbiór Polski”), ambasador trafnie wnioskuje,
że rozczłonkowanie Polski, sygnalizowane w związku z postawą Francji i Wielkiej Brytanii w Monachium mogłoby być jedynym sposobem odwrócenia uwagi III Rzeszy od ZSRS
z nadzieją, że właśnie w Polsce Niemcy zaspokoją „swoje pragnienie przestrzeni”, R. Coulondre, op. cit., s. 165, 167.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
206
uwagę faktu133, że jako „bariera”, Polska w 1939 r. była nieatrakcyjna zarówno
dla Moskwy jak i Berlina. W stolicy III Rzeszy do końca marca spodziewano
się, że przyjmie ona niemiecką perspektywę polityczną, przestając być jedynie „barierą”, i to „problematyczną”. A tego właśnie Warszawa odmawiała134.
Nie bez znaczenia było także to, że Hitler nie wierzył w skuteczność brytyjsko-francusko-polskiej zapory, tak skrupulatnie, choć dyskretnie montowanej przez Warszawę od kilku lat. Zakładając, że w decydującym momencie
mocarstwa zachodnie, jak w poprzednich latach, zrezygnują z ofensywnych
działań politycznych i militarnych135. Przywódca III Rzeszy niewątpliwie lepiej wyczuwał rzeczywistą politykę Francji i Wielkiej Brytanii niż polski minister spraw zagranicznych136.
Na podstawie zachowanych dokumentów można wnioskować, że błędne kalkulacje w sprawie możliwości „odstraszenia” Hitlera, a także w sprawie stosunków niemiecko-sowieckich wynikały z niewłaściwego odczytania przyczyn, które kształtowały politykę Berlina i Moskwy. Między innymi
polskie koła rządzące nie dostrzegały, że stanowisko przywódców NSDAP
a następnie III Rzeszy wobec bolszewików było bardziej złożone niż myślano w Warszawie137; że obok różnic, w nazizmie i bolszewizmie występowały istotne podobieństwa138. Przede wszystkim zaś – że różnice ideologiczne
Jednakże z powodu braku odpowiednich źródeł nie można byłoby stwierdzić
z całkowitą pewnością, czy taka postawa ministra była wynikiem jego rzeczywistego
przekonania czy tylko nadziei, że oba sąsiednie mocarstwa istotnie mogłyby się pogodzić
z rolą Polski jako „bariery” między nimi.
134
Zgodnie z oceną Becka, że choćby tylko „chwiejne stanowisko z naszej strony prowadziłoby nas w sposób nieunikniony na równię pochyłą, kończącą się utratą niepodległości i rolą wasala Niemiec”, Polska polityka zagraniczna…, s. 240.
135
W sierpniu 1939 r. Hitler uważał, że Wielka Brytania nie przyjdzie Polsce z pomocą. O jego ówczesnych kalkulacjach: F. Halder, Dziennik wojenny, t. 1: Od kampanii polskiej
do zakończenia ofensywy na Zachodzie (14 VIII 1939 – 30 VI 1940), Warszawa 1971, s. 37,
32, 34–35, 38–39, 51, 52, 79–80.
136
Na polskie kalkulacje nie wpływała nawet świadomość, że w razie natychmiastowego ataku Niemiec Brytyjczycy nie mieliby możliwości przyjścia z pomocą. Zdaniem Łukasiewicza dlatego, że „nie mają armii”, a także w rezultacie odcięcia „angielskich dostaw”,
B. Grzeloński, op. cit., s. 176.
137
Szczegóły: H. Rauschning, Rewolucja nihilizmu, Warszawa, b.d.w., s. 372. Ten wnikliwy, niemiecki obserwator polityki Hitlera pisał tam o możliwości rozbioru „dokonanego, dajmy na to, przez Niemcy i Rosję”. Zob. również H. Rauschning, Rozmowy z Hitlerem, Warszawa 1994, s. 142. (polskie wydanie na podstawie wydania Europa Verlag A. G.
Zürich 1940).
138
K. Pomian, Oblicza dwudziestego wieku. Szkice historyczno-polityczne, Lublin
2002, s. 65–67. Zdaniem Rauschninga sam Hitler miał mówić, że „jeśli idzie o bolszewizm,
to więcej nas łączy niż dzieli”, H. Rauschning, Rozmowy z Hitlerem…, s. 143.
133
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
207
nie były zasadniczym czynnikiem kształtującym stosunki sowiecko-niemieckie. Jeszcze w rozmowie z Chamberlainem 4 kwietnia 1939 r. Beck błędnie,
ale zgodnie ze swoimi dotychczasowymi poglądami twierdził, „że pomiędzy
Niemcami i Rosją imponderabilia i doktryny grają większą rolę niż w stosunkach między innymi państwami”. Uważał, że właśnie dlatego „stosunki (te)
należy traktować ze specjalną ostrożnością”. Twierdził, że w wyniku „osobistych kontaktów” z przywódcami III Rzeszy „nabrał przekonania, że Niemcy niełatwo się zdecydują na wojnę przeciw Polsce”. Wyrażał w ten sposób
stanowisko, które przedstawił, jak pisaliśmy, m.in. Edenowi. W rozmowie
z Chamberlainem najważniejsze jednak było to, że przywiązując zbyt wielką wagę do wpływu czynników ideologicznych twierdził, że „porozumienie
między Polską i Rosją może przyspieszyłoby […] decyzję” napaści III Rzeszy
na Polskę. Warszawa bowiem – sugerował – związałaby się z najważniejszym
przeciwnikiem ideologicznym niemieckich nazistów139.
Idąc śladem ministra niektórzy jego podwładni i współpracownicy również przywiązywali zbyt wielką wagę do wpływu różnic ideologicznych na
stosunki sowiecko-niemieckie. Nie biorąc pod uwagę wyłącznie interesów,
które mogły dzielić lub łączyć dyktatorów w Moskwie i Berlinie. Komentując np. trafną opinię włoskiego ministra spraw zagranicznych Galeazzo Ciano di Cortelazzo, że stosunki Włoch i Niemiec „z Rosją Sowiecką są inne niż
się wydają”140, poseł w Belgradzie Roman Dębicki oświadczył w rozmowie
z jugosłowiańskim ministrem spraw zagranicznych Aleksandrem CincarMarkoviciem 2 maja 1939 r., że antypolskie współdziałanie III Rzeszy i ZSRS
uniemożliwiają m.in. „imponderabilia”, tj. „wzajemna nienawiść hitleryzmu
i komunizmu”141. Trzy dni później zaś Szembek doszedł do wniosku, że niemieckie, a nawet sowieckie aluzje w sprawie możliwości „powrotu do koncepcji Rapallo” należy uważać za „grę szantażową”, ponieważ „głównym niebezpieczeństwem dla Sowietów wydają się być nadal Niemcy i ideologia
totalistyczna jako instrument imperializmu niemieckiego w Europie Środkowej i Wschodniej”142.
Takie ujęcie świadczy, że przesłanki ideologiczne na równi z celami oraz
interesami miały być czynnikami kształtującymi politykę zagraniczną Związku Sowieckiego i III Rzeszy. Podobnie jak ustrojowe, bowiem 13 czerwca
1939 r. Szembek przedstawił pogląd, w istocie dość karkołomny, że obecnie
139
140
141
142
PDD 1939, dok. 173, s. 279.
Ibidem, dok. 241, s. 401.
Ibidem, dok. 244, s. 405.
Ibidem, dok. 256, s. 429.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
208
„nie mamy już do czynienia z trzecią, ale z czwartą Rzeszą, która sprzeniewierzając się założeniom doktryny narodowosocjalistycznej (sic!), hołduje dawnym fetyszom pruskiego imperializmu”. Z czego może wynikać, że podsekretarz stanu istotnie wierzył w sprawczą moc „doktryn” zdolnych kiedykolwiek
kształtować cele i posunięcia tego czy innego państwa na arenie międzynarodowej. Jego zdaniem elementem polityki zanikającej rzekomo III Rzeszy była
deklaracja z 26 stycznia 1934 r.; jak trafnie pisze – korzystna, bo pozwalająca
„Polsce rozrastać się i krzepnąć w spokoju […], pozostawiając ją na ostatnim
planie niemieckiego ataku” i dając „nam dość czasu, by Zachód przekonał się,
iż koncesje do niczego nie prowadzą i że na siłę trzeba odpowiedzieć siłą”
Niemniej przedwcześnie grzebiąc III Rzeszę Szembek dosyć niekonsekwentnie stwierdza, że „przez jakiś czas propaganda niemiecka starała się straszyć
perspektywą powrotu Rapallo”, co się „nie udało, gdyż istotnie w konflikcie
między Berlinem i Moskwą” w dalszym ciągu (a więc i w „IV” Rzeszy – MJZ)
„jest chyba coś więcej niż tylko rywalizacja reżimów”. Z kontekstu wynika, że
Szembek ma na myśli wpływ różnic doktrynalno-ideologicznych. W rezultacie sugeruje, że mimo „upadku” III Rzeszy, równoznacznego z powrotem do
„hołdowania dawnym fetyszom pruskiego imperializmu”, umożliwiającym
przecież dobre stosunki także z Moskwą, sprzeczne doktryny i ideologie nadal utrudniają czy też uniemożliwiają współpracę niemiecko-sowiecką.
Wywody Szembeka w sprawie przyszłych stosunków Berlina i Moskwy
są dosyć niejasne i niezbyt przekonywające. Podsekretarz stanu zastanawia
się, jaki może być wpływ sytuacji międzynarodowej na te stosunki, głównie
biegu wydarzeń na Dalekim Wschodzie, gdzie Japonia miałaby szachować
Rosję „na wypadek konfliktu w Europie”, co „nie byłoby dla nas niewskazane”,
bo mogłoby wstrzymać „Sowiety od ewentualnych niewczesnych zamiarów”;
jak należy rozumieć – militarnego uderzenia na Polskę, co siłą rzeczy zawierałoby groźbę współpracy Moskwy i Berlina. Tylko czy rzeczywiście te „niewczesne zamiary”, a więc posunięcia wynikające głównie z przesłanek politycznych i wojskowych mogłyby – zdaniem Szembeka – przesłaniać czy też
przekreślać wpływ rozbieżności ideologicznych na politykę Hitlera i Stalina?
Można w to wątpić. Tym bardziej, że podsekretarz stanu dodaje, iż jego teza
w sprawie tych „zamiarów” jest „nieprzemyślana”, że odzwierciedla jedynie
„luźne uwagi”143. Należałoby raczej przypuszczać, że ten polityk i dyplomata
niejasno i nieprecyzyjnie starał się łączyć czynniki ideologiczne i stricte polityczne. Nie bardzo potrafiąc wyważyć w jakich proporcjach wpływają one
143
Ibidem, dok. 345, s. 592–594.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
209
na postawę obu potężnych sąsiadów II Rzeczypospolitej. A przede wszystkim
nie wnikając dokładnie, czy rzeczywiście czynniki doktrynalne oraz ideologiczne mogły w jakiś sposób kształtować wybory Hitlera i Stalina w 1939 r.
w zakresie polityki zagranicznej.
Tak czy inaczej nie ma żadnych przesłanek, by zgodzić się z opinią Marka Kornata, że „dyplomatyczne zbliżenie III Rzeszy i ZSRR w warunkach
międzynarodowych 1939 r. było w polskim MSZ rozpatrywane jako alternatywa (podkr. – MK)”144. Władze w Warszawie oczywiście dostrzegały, podobnie jak w poprzednich latach, że Moskwa byłaby zainteresowana wybuchem
wojny, sprowokowanej przez Niemcy145. Zastanawiały się także nad tym, jakie są możliwości powrotu Kremla i Berlina do polityki Rapalla. To przecież
na polecenie Becka Romer w rozmowie z Aritą chciał „sprecyzować stosunek
rządu japońskiego do pogłosek rozpuszczanych przez dyplomację niemiecką na temat porozumienia z ZSRR”146. Zainteresowanie tą sprawą nie doprowadziło jednakże ministra do wyrażenia opinii, że porozumienie niemiecko-sowieckie staje się realną alternatywą, możliwością dyplomatyczną. Z dużą
dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że odrzucał je m.in. właśnie w związku z postawą Japonii. Zdaniem Romera „głównym bodźcem polityki” tego kraju „wobec kryzysu europejskiego jest niebezpieczeństwo rosyjskie […]. Jak długo Rosja sięga Pacyfiku i zagraża Japonii z władywostockiej
bazy lotniczej i morskiej, tak długo Japonia nie będzie się czuła bezpieczna
we własnym domu, ani swobodna do wielkich zadań w Azji Wschodniej”147.
Porozumienie Moskwy i Berlina byłoby sprzeczne z najżywotniejszymi interesami tego kraju. Nie może więc wzbudzać zdziwienia wyraźne zadowolenie
posła Orłowskiego, że „aluzje prasy niemieckiej co do możliwości […] porozumienia” III Rzeszy z Sowietami „wywołały jak najgorsze wrażenie w Tokio,
gdzie ambasada niemiecka zmuszona była nawet zdementować te wiadomości”148. Nadzieja, że Japonia może skutecznie przeciwdziałać uzgodnieniu poM. Kornat, Polska 1939 roku…, s. 502–503.
Po remilitaryzacji Nadrenii przez Hitlera 7 III 1936 r. taką opinię wyrażał Szembek a także wicedyrektor Departamentu Wschodniego MSZ, Tadeusz Kobylański, zob.
DTJS, t. 2, s. 127 i 133. 28 VIII 1939 r. zaś ambasador w Moskwie Wacław Grzybowski pisał, że ZSRS podpisał pakt o nieagresji z Niemcami, „by […] zachęcić je do wywołania wojny, co jest od wielu lat stałym, regularnym i konsekwentnym dążeniem Sowietów”, PDD
1939, dok. 491, s. 826. Identyczna opinia Becka z 23 VIII 1939 r., ibidem, dok. 457, s. 786.
146
Polecenie Becka zostało wykonane w rozmowie Romera z japońskim ministrem
spraw zagranicznych z 21 czerwca, ibidem, dok. 361, s. 624.
147
Ibidem, dok. 361, s. 622.
148
Ibidem, dok. 316, s. 535.
144
145
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
210
lityki Niemiec i ZSRS była więc bardzo widoczna.
Pisząc o polskich poglądach z 1939 r. w sprawie przyszłości stosunków
Niemiec i ZSRS mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Głównie dlatego, że podtrzymywana nadal ocena o braku możliwości porozumienia między tymi państwami w formie oficjalnego, spisanego układu dyplomatycznego nie wykluczała przypuszczeń różnych osobistości politycznych w Polsce,
że w określonych warunkach współpraca militarna obu mocarstw jest możliwa. Mając na uwadze postawę i wypowiedzi tych osobistości trudno byłoby zgodzić się z kolejną oceną Marka Kornata, a mianowicie: że Warszawa wykluczała „współpracę militarną obydwu sąsiadów (podkr. – MK)”149.
Przede wszystkim dlatego, że zawiera ona zbyt wielką generalizację. Bliższa
prawdy byłaby opinia, że pewni wpływowi, miarodajni politycy i dyplomaci polscy brali tę współpracę pod uwagę, choć nie mówili o żadnym formalnym porozumieniu Niemiec i Związku Sowieckiego. Wydaje się, że bardziej
zastanawiali się nad treścią niż formą stosunków obu tych krajów; że swoje obawy wiązali nie tyle z formalnymi, podpisanymi układami, co z biegiem
wydarzeń w Europie. Dochodząc do wniosku, iż w pewnych okolicznościach
mogły one sprzyjać wojskowemu współdziałaniu Moskwy i Berlina. Jeśli chodzi o Becka, to Noël pisze, że 22 sierpnia 1939 r. minister potwierdził swoje
oficjalne, dotychczasowe stanowisko o braku możliwości porozumienia sowiecko-niemieckiego. Niemniej ambasador dodaje, że wyczuwał jego zaniepokojenie. O ile wystąpiło ono istotnie, to nie ma powodu z góry zakładać,
że przynajmniej w tym momencie niepokój Becka nie miał nic wspólnego
z obawą, że sytuacja międzynarodowa może sprzyjać politycznej i militarnej
współpracy Moskwy i Berlina, skierowanej przeciwko Polsce. Nieco wcześniej, bo 26 czerwca pisał o niej ambasador Romer. Twierdząc, że „niepodobna było(by) lekceważyć olbrzymich niebezpieczeństw jakie przedstawiałoby specjalnie dla Polski zbliżenie niemiecko-sowieckie”150. Tym bardziej, że
w okresie pobytu misji zachodniej w Moskwie w sierpniu 1939 r. Beck uskarżał się, że ich naciski, by Polska zgodziła się na wejście wojsk sowieckich na
swoje terytorium w razie wojny nie są niczym innym jak „żądaniem podpisania nowego rozbioru. Jeśli więc mamy być podzieleni, to przynajmniej będziemy się bili.”151. Mówiąc o tej perspektywie Beck musiał zakładać, że rozM. Kornat, Polska 1939 roku…, s. 503.
Relacja Noëla: DDF, série 2, t. 18, Paris 1985, dok. 218, s. 265–266; M. Kornat, Polityka równowagi 1934–1939. Polska między Wschodem a Zachodem, Kraków 2007, s. 448;
Relacja Romera: PDD 1939, dok. 361, s. 623.
151
L. Noël, L’aggression allemande contre la Pologne. Une Ambassade à Varsovie
149
150
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
211
biór może być dziełem jedynie Niemiec i Związku Sowieckiego. W rezultacie
nie mógł wykluczać zaangażowania militarnego Sowietów, jeśli nie wręcz ich
współpracy wojskowej z III Rzeszą.
Mamy prawo przypuszczać, że taką obawę jeszcze mocniej – a przede
wszystkim: bardziej otwarcie – wyrażał Śmigły-Rydz. Na pytanie Sosnkowskiego, postawione „gdzieś w początkach czerwca” 1939 r. „Wódz Naczelny
przytoczył opinię” MSZ, „brzmiącą na ogół dość spokojnie, ale ze swej strony
dopuścił możliwość zbrojnego wystąpienia Sowietów przeciw Polsce, jednak
tylko w końcowym okresie wojny, gdyby pod wpływem niepomyślnego dla
nas obrotu spraw rząd rosyjski doszedł do przekonania, że Polacy kampanię
bezapelacyjnie przegrali”152.
Zastanawiając się nad przesłankami polityki sowieckiej Jan Szembek nieco inaczej rozkładał akcenty. Niemniej i jego przewidywania, wyrażone już
po zawarciu paktu z 23 sierpnia i świadczące, że podsekretarz stanu nie myśli już o konsekwencjach różnic doktrynalnych i ideologicznych, koncentrowały się m.in. wokół militarnego i politycznego zagrożenia ze strony Kremla. „Według naszej oceny – pisał – motywem sowieckim (prowadzącym do
podpisania paktu – MJZ) było przyspieszenie wojny zgodnie” ze „starym politycznym planem” Moskwy „oraz zapewnienie sobie na taką ewentualność
pozycji umożliwiającej manewrowanie zgodnie” z jej „interesami w zależności od zmiany koniunktury”. W ten sposób „Sowiety zapewniły sobie możność pewnych rewindykacji w wypadku naszej kompletnej klęski”153.
Trudno byłoby zakładać, by ZSRS mógł zagrozić i zapewnić sobie „rewindykacje” bez wysłania swoich wojsk do Polski i współpracy z władzami
III Rzeszy. Należałoby także zaznaczyć, że skoro Szembek pisze o „naszej ocenie”, to siłą rzeczy musi mieć na myśli stanowisko kierownictwa MSZ z Beckiem na czele. Mogłoby to wskazywać, że po podpisaniu paktu z 23 sierpnia
minister przynajmniej w jakimś stopniu liczył się z perspektywą zagrożenia
militarnego także ze strony Związku Sowieckiego. Choć oczywiście taką ocenę możemy potraktować jedynie jako hipotezę: ze względu na informacje,
które ją podważają154, jak i z powodu skąpej ilości przekazów w tej sprawie.
1935–1939, Paris 1946, s. 423.
152
K. Sosnkowski, op. cit., s. 131.
153
M. Kornat, Polityka równowagi…, s. 461.
154
Jeszcze 11 IX 1939 r. Beck nazywał „fantastyczną plotką” „uporczywie rozszerzane […] pogłoski, jakoby zamiary Niemiec przewidywały zatrzymanie się na linii San–
–Wisła–Bug”. Zaprzeczył także, by „w prowincjach południowo-wschodnich” należało
spodziewać się „rewolty ukraińskiej zakończonej interwencją Sowietów”, zob. List ministra Becka do marszałka Śmigłego-Rydza z 11 września 1939 roku [w:] Polska polityka za-
212
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
Nie zapominając przy tym, że w poprzednich latach Beck przecież odrzucał
tezę o możliwości porozumienia obu sąsiadów Polski. Nic o nim nie mówił
nawet bezpośrednio przed podpisaniem sowiecko-niemieckiego paktu na
Kremlu.
W ostatniej dekadzie sierpnia 1939 r. opinie o przyszłości stosunków
sowiecko-niemieckich wypowiadali także polscy dyplomaci. Nie wiemy, czy
i w jakim stopniu odzwierciedlały one przypuszczenia Becka. Należałoby
jednak podkreślić, że jeden z najbliższych współpracowników ministra, ambasador w Londynie Edward Raczyński nie miał wątpliwości, że w pewnych
okolicznościach wojskowa współpraca Niemiec i ZSRS jest możliwa, niosąc
ze sobą negatywne konsekwencje. Co więcej, że obie, wrogie strony „prawdopodobnie umawiały się” w sprawie podziału Polski, jak oświadczył w rozmowie z Halifaxem 23 sierpnia. Mówił wówczas, że „po stronie sowieckiej”
porozumienie z Niemcami wynika ze „strachu połączonego z chęcią zysku”.
Twierdził, że jedynie aktywna postawa Polski, Francji i Wielkiej Brytanii mogłaby zapobiec zbrojnemu wystąpieniu Sowietów. Argumentował, że „o ile
mocarstwa zachodnie postawią się odważnie i w razie potrzeby pójdą na
wojnę wraz z nami, to Sowiety […] nie skompromitują się z Niemcami […].
O ile by jednak już to Polska musiała bronić się sama, już to nastąpić miała
dyplomatyczna kapitulacja (na marginesie: ze słów Raczyńskiego wynika,
że mimo wiążących porozumień, jakie Wielka Brytania i Francja miały z Polską, ambasador nie był pewny ich postawy), to zmowa niemiecko-sowiecka
zagra w pełni z największą szkodą Anglii i Francji, które będą wówczas bezpośrednio zagrożone”; „na wypadek wojny ogólnej, w której obok Polski znaleźliby się jej zachodni sprzymierzeńcy, Sowiety miałyby cały interes w tym,
aby trzymać się neutralności i nie jest do pomyślenia, aby kwapiły się do pomagania Niemcom”155.
Rozumowanie Raczyńskiego w pewnym stopniu było zgodne z kalkulacjami Becka. Obie te osobistości liczyły przecież na pozytywne skutki porozumienia z Paryżem i Londynem. Z tym tylko, że minister akcentował przede
wszystkim to, iż może ono w ogóle powstrzymać agresję III Rzeszy, ambasador zaś – że w razie napaści jednakże tego państwa na Polskę tylko zbrojne, aktywne wystąpienie Anglii i Francji może zapobiec wsparciu III Rzeszy
przez wojska Związku Sowieckiego. Oświadczenia Raczyńskiego potwierdzają opinię, prezentowaną w niniejszym artykule, że przynajmniej niektógraniczna, s. 409.
155
PDD 1939, dok. 459, s. 788–789, dok. 460, s. 789–790.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
213
rzy miarodajni politycy i dyplomaci polscy dostrzegali możliwość zbrojnego
wystąpienia Sowietów. Skłaniając się ku tezie, że byłoby to równoznaczne
z ich współpracą z III Rzeszą. Miałyby o niej decydować nie takie czy inne
ustalenia dyplomatyczne, co bieg wydarzeń międzynarodowych, głównie
postawa Francji i Wielkiej Brytanii. Podobnie myślał ambasador w Paryżu
Juliusz Łukasiewicz. Zwracał on uwagę na kluczowe znaczenie postawy obu
tych państw. 27 sierpnia wyraził opinię, że „Stalin w dalszym ciągu dąży do
zachowania wolnej ręki i będzie reagował na nadchodzące wypadki odpowiednio do rozwoju wydarzeń na naszym terenie oraz do tego, jakie będą
efektywne poczynania Francji i Anglii jako naszych sojuszników”. Wyrażał przekonanie, że te właśnie fakty zadecydują o „zamierzeniach Moskwy”
w przyszłości156.
Niemiecko-sowiecka współpraca militarna musiała być poprzedzona
decyzjami politycznymi. Biorąc ją pod uwagę wspomniane osobistości nie
mogły więc wykluczać porozumienia politycznego Berlina i Moskwy. Niezależnie od tego, że nie przewidywały czy po prostu nie mówiły o możliwości sformalizowania porozumienia w postaci jakiegoś aktu dyplomatycznego, tj. oficjalnego, spisanego dokumentu określającego postawę Niemiec
i Sowietów wobec Polski czy szerzej – również wobec innych krajów w Europie Środkowo-Wschodniej. Niemniej liczyły się z możliwością różnych wariantów rozwoju stosunków niemiecko-sowieckich. Analizowały je, oceniały,
przedstawiały swoje opinie, wyrażały obawy, dostrzegały zagrożenia; łącznie z najgorszym, a więc agresją nie tylko Niemiec, ale i Związku Sowieckiego. Nie znajdowało to jednakże odzwierciedlenia w politycznych kalkulacjach Becka. Hipotetycznie można by stwierdzić, że w jego przewidywaniach
widoczne były pewne obawy. To, że możemy się ich jedynie domyślać, np. na
podstawie wspomnianej powyżej relacji Noëla czy wypowiedzi Szembeka,
być może należy tłumaczyć względami psychologicznymi, skłaniającymi do
„spychania i oddalania od siebie wiadomości i faktów, które nie tylko są nieprzyjemne, ale stanowią istotne, bezpośrednie zagrożenie”157. Oficjalnie jednakże – i to jest fakt niezaprzeczalny – minister podtrzymywał swoje dotychczasowe stanowisko w sprawie stosunków i polityki zagranicznej III Rzeszy
i Związku Sowieckiego. Nadal nic nie mówił o tym, czy i co mogłoby skłonić
J. Łukasiewicz, op. cit., s. 328.
M. J. Zacharias, Rok 1939. fakty, hipotezy, opinie, interpretacje, Dzieje Najnowsze
2009, z. 3, s. 48–49.
156
157
214
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
dyktatorów w Berlinie i na Kremlu do podpisania jakiegoś oficjalnego porozumienia158.
Nie można wykluczyć, że o takiej postawie ministra decydowały przede
wszystkim zasadnicze, długofalowe przesłanki jego polityki zagranicznej;
potrzeba – jak uważał – odrzucenia niemieckich żądań w sprawie Gdańska
i autostrady; ocena, że przyjęcie „pomocy” Związku Sowieckiego zwiększyłoby jedynie zagrożenie ze strony tego państwa; przekonanie, że obrona Polski
jest możliwa tylko we współpracy z Francją i Wielką Brytanią. W tej perspektywie rozważania, czy wypowiadanie, choćby w rozmowach z podwładnymi i współpracownikami, a tym bardziej obcymi politykami i dyplomatami,
jakichkolwiek poglądów w sprawie podpisania układu między Niemcami
i Związkiem Sowieckim oraz współpracy między tymi państwami mogło się
wydawać szkodliwe lub po prostu zbędne. Sugerowałoby przecież potrzebę
włączenia tych możliwości w polityczne kalkulacje, to zaś – przestawienia
polityki Becka na zupełnie inne tory. A tego minister nie przewidywał.
Bardzo prawdopodobne jednakże jest również przypuszczenie, że minister nic nie mówił o możliwości współpracy III Rzeszy i Związku Sowieckiego oraz o agresji tego państwa na Polskę, ponieważ kalkulował, że współdziałanie polsko-brytyjsko-francuskie stanie się, jak pisaliśmy, wystarczającym
czynnikiem powstrzymującym wojenne zapędy Hitlera i Stalina. Nie wykluczone jednakże jest również i to, że Beck po prostu istotnie nie liczył się
z możliwością politycznego i militarnego porozumienia potężnych sąsiadów159 – identycznie jak w poprzednich latach.
158
Na marginesie: uderza skąpa ilość informacji, jakie Beck zamieszcza w swoich
wspomnieniach w sprawie pobytu Ribbentropa w Moskwie i podpisania sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji. Pisząc o rozmowach przedstawicieli Francji i Wielkiej Brytanii z Sowietami w sierpniu 1939 r. wspomina jedynie, że „misja aliancka była obecna
w Moskwie […] w czasie pierwszej wizyty Ribbentropa. Dopiero na wyraźny rozkaz swych
rządów, wydany wobec jaskrawości taktyki sowieckiej (w komunikacie mówiącym o pakcie o nieagresji wspomniano, iż decyzja została powzięta dawno) misja opuściła Moskwę”.
W innym miejscu minister wspomina, że „druga połowa sierpnia nosi już raczej charakter
(okresu) działań szybkich, czasem gorączkowych, w którym Niemcy do swej gry wprowadzają moment rosyjski”, Polska polityka zagraniczna…, s. 256 i 263.
159
Podobnie jak z agresją Niemiec na Polskę, zob. wypowiedź Becka z 18 VIII 1939 r.:
„Być może nie mam racji […] lecz nie wydaje mi się, by Hitler był jakimś Napoleonem czy
Bismarckiem, gotowym bez gwarancji powodzenia do wszczęcia wojny w imię zdobyczy
terytorialnych. Hitler osiągał swe cele bez użycia broni i nie jest przygotowany do zmiany taktyki”, S. Grafström, Polskie stronice. Dziennik od 5 lipca 1938 do 6 grudnia 1939 roku,
opr. J. Lewandowski i A. N. Uggla, Warszawa 1996, s. 184. Równocześnie – 9 i 18 sierpnia
– identyczne stanowisko przedstawił w Departamencie Stanu ambasador Polski w USA,
Jerzy Potocki. Powoływał się na Becka i twierdził, „że wojna nie wybuchnie w Europie
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
215
Nie wiemy, która z tych ewentualności decydująco wpływała na oceny
Becka dotyczące przyszłości stosunków Niemiec i ZSRS i na jego wypowiedzi w tej sprawie w 1939 r. Pewne jest jedynie to, że jego polityka zakończyła się niepowodzeniem. To stwierdzenie nie jest zarzutem, tylko rejestracją
faktu. Ministrowi nie udało się rozwikłać „problemu sowiecko-niemieckiego”, o której to potrzebie już w latach 20. XX w. pisali publicyści polityczni
związani z Piłsudskim. Nie udało się dlatego, że Beck przecenił „odstraszającą” siłę współdziałania Polski z Francją i Wielką Brytanią. Jego kalkulacje
w tej sprawie okazały się błędne. Nie przewidział także, że to Hitler właściwie oceni postawę Francji i Wielkiej Brytanii. Ich dotychczasowa polityka160
doprowadziła go przecież do trafnego wniosku, że Polska nie uzyska militarnego wsparcia Zachodu161. W rezultacie przywódca III Rzeszy mógł w 1939 r.
w 1939 r. Hitler […] nie zaryzykuje wojny, obawiając się tego, że nie uda się jej sprowadzić
do lokalnego konfliktu”, B. Grzeloński, Dyplomacja Stanów Zjednoczonych Ameryki, s. 194–
–195, cytat: s. 194. Nieco wcześniej – 2 VIII 1939 r. – ambasador przy Stolicy Apostolskiej
Kazimierz Papée oświadczył papieżowi Piusowi XII, iż „Hitler […] może rozumie […] że
[…] w razie wojny europejskiej czy światowej, którą by rozpętał tertius gaudens […] ostatecznym zwycięzcą byłby najprawdopodobniej bolszewizm”, PDD 1939, dok. 410, s. 715.
Należałoby dodać, że 23 sierpnia, a więc w dniu podpisania układu sowiecko-niemieckiego, Beck wyraził błędną ocenę, że „nie zmienia on w niczym faktycznej pozycji Polski”.
Jego argumentacja, że Warszawa „nigdy nie liczyła na pomoc Sowietów” nie oddaje istoty
rzeczy. W tym wypadku bowiem ważne było głównie to, że pakt z 23 sierpnia był zasadniczym aktem dyplomatycznym umożliwiającym Hitlerowi faktyczną izolację Polski. Aktem wbrew sugestii ministra całkowicie zmieniającym międzynarodową sytuację kraju.
Nie można jednakże wykluczyć, że opinia Becka nie oddaje rzeczywistego toku jego myśli.
Została ona przedstawiona w okólniku, mającym tłumaczyć stanowisko Polski zagranicą.
Beck stwierdza w nim także, że porozumienie sowiecko-niemieckie „nie zmienia […] w niczym linii polityki Polski, jak również nie narusza jej stosunków wzajemnych z sojusznikami”. Być może ministrowi chodziło jedynie o to, by potwierdzając dotychczasową „faktyczną pozycję” i „linię polityki Polski” wywołać na Zachodzie wrażenie, że Warszawa nie
przyjmie żądań III Rzeszy. Być może uważał on, że w ten sposób będzie można zapobiec
ewentualnemu wycofaniu się Francji i Wielkiej Brytanii z ich zobowiązań wobec Polski.
Takie przypuszczenie może potwierdzać fakt, że okólnik został wysłany przede wszystkim do ambasady w Londynie, PDD 1939, dok. 457, s. 786. A także to, że 24 sierpnia minister wyraźnie zdystansował się od swych dotychczasowych, stosunkowo optymistycznych wypowiedzi. Oświadczył wówczas Szembekowi, „że przygotowania niemieckie są
takiej natury, iż nie może przypuszczać, by były robione jedynie dla bluffu. Niestety 9/10
wskazuje na to, iż przygotowania te robione są przeciwko nam, DDPPZ, dok. 111, s. 247.
160
Podobnie zresztą jak Związku Sowieckiego, zawierającego pakt o nieagresji
z Niemcami.
161
Choć zdaniem tłumacza Hitlera, Paula-Ottona Schmidta, führer miał być zaskoczony i wściekły z powodu brytyjskiego ultimatum, zawierającego groźbę wojny,
P. Schmidt, Statysta na dyplomatycznej scenie, Kraków 1965, s. 449–450. Niemniej zarówno jego wcześniejsze poglądy jak i późniejsza postawa, sprowadzająca się w praktyce do
odrzucenia ultimatum wskazują, iż przywódca III Rzeszy nie przejął się zbytnio groźba-
216
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
prowadzić politykę, która z jego punktu widzenia wydawała się racjonalna.
Nie zawierała bowiem groźby powrotu do sytuacji z 1914 r.162. Führer istotnie mógł się spodziewać, że wojna z Polską będzie tylko zlokalizowanym konfliktem zbrojnym.
Pisząc o kalkulacjach Becka należałoby podkreślić znaczenie jeszcze jednej przesłanki jego polityki. Mam na myśli sygnalizowane już założenie, że
sąsiednie potęgi pogodzą się z polską „polityką równowagi” doceniając, że
uniemożliwi ona uderzenie Sowietów na Niemcy i odwrotnie – tego państwa
na Związek Sowiecki.
Takie założenie byłoby uzasadnione, ale tylko w razie chęci III Rzeszy
i ZSRS układania stosunków z Polską na podstawie status quo, zgodnie z logiką układów z 1932 i 1934 r. Tymczasem dla przywódców tych krajów były
one jedynie taktycznym i tymczasowym posunięciem w zakresie polityki,
która miała służyć obaleniu dotychczasowego układu sił na arenie międzynarodowej. W Berlinie i na Kremlu dominowało przekonanie o potrzebie likwidacji systemu wersalskiego i zastąpieniu go innym. Hitler i Stalin spodziewali się, że nowy ład polityczny umożliwi narzucenie Europie, a gdyby
się udało, to i światu – niemieckiej lub sowieckiej dominacji. Dążenia te wykluczały się, ale w dalszej perspektywie. W krótszej zaś sprawiały, że przywódcy III Rzeszy i Związku Sowieckiego mogli ze sobą współpracować.
Trafna ocena Hitlera, a następnie, we wrześniu 1939 r. także Stalina, że zachodnie demokracje nie sięgną po broń, mogła tylko utwierdzić obu dyktatorów w przekonaniu, że jako przeszkoda utrudniająca ich bieżącą i długofalową politykę Polska powinna być usunięta. Stąd wszelkie sugestie Becka,
że Polska stanie się dogodną „barierą”, że nie zdecyduje się na antyniemiecką współpracę z Sowietami czy antysowiecką z Niemcami, w 1939 r. były
odrzucane – zarówno w Berlinie jak i na Kremlu. Być może stałoby się inaczej, gdyby mocarstwa zachodnie zdecydowały się prowadzić taką politykę
wobec Niemiec, o której myślał polski minister spraw zagranicznych. Takie
przypuszczenia mogą być jednakże tylko luźnymi spekulacjami, pozbawionymi istotnego waloru naukowego.
mi Londynu. Zresztą jego adiutant Nicolaus von Below, obecny w czasie wręczania ultimatum, neguje przekaz Schmidta, N. v. Below, op. cit., s. 188.
162
A tego właśnie, podobnie jak zwycięstwa Sowietów, Hitler obawiał się najbardziej. Szczegóły: M. J. Zacharias, Sytuacja międzynarodowa i polityka zagraniczna Polski…,
s. 144 i n.
Michał J. Zacharias
Niemcy, Związek Sowiecki i mocarstwa zachodnie w polskich kalkulacjach politycznych…
217
Germany, Sowiet Union and Western Powers in Polish political
calculations of 1930’s (with particular remarks on 1939).
In the article author shows how the Polish diplomacy regarded possible Third
Reich’s agreement with Soviet Union. Author shows backstage of diplomacy in the
period preceding outbreak of war.
Zacharias claims, that the concept of Polish foreign policy, was, unlike minister
Beck’s hopes, not acceptable by Germany, as it was an obstacle to the expansion in
any direction: western – as it was automatically launching Polish obligations under
the alliance with France, and eastern – as it was obstructing future invasion on Soviet Union.
Katarzyna Kącka
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Toruń)
Zagadnienie polskich granic
w działalności Ministerstwa Prac
Kongresowych oraz Biura Prac
Kongresowych 1940–1948
P
ołożenie Polski oraz jej historia często wywoływały, budzący wiele emocji, temat granic. Nic więc dziwnego, że w czasie drugiej wojny światowej
i tuż po jej zakończeniu stał się on na nowo aktualny. Międzynarodowa
dyplomacja kolejny raz w pierwszej połowie dwudziestego wieku zmuszona była do podjęcia zadania rozstrzygania o przyszłości Niemiec. Kwestia nowych granic była integralnym i jednym z podstawowych elementów tych decyzji. Polska, której siłą rzeczy ustalenia graniczne dotyczyły bezpośrednio,
chciała czynnie zaangażować się w prace przygotowujące ewentualny przyszły traktat pokojowy z zachodnim sąsiadem. W tym celu zostały powołane
konkretne instytucje. W ramach polskiego rządu na wychodźstwie w Londynie działało Ministerstwo Prac Kongresowych1, a po zakończeniu wojny
nowe polskie władze w kraju powołały Biuro Prac Kongresowych2.
Ministerstwo Prac Kongresowych – od 1942 r. w ramach polskiego rządu na wychodźstwie prowadziło prace nad przygotowaniem tez do projektu traktatu pokojowego
z Niemcami. Od listopada 1944 r. do lipca 1947 r. MPK połączono personalnie z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Ostatecznie resort został zniesiony
dekretem prezydenta z 10 VIII 1948 r.
2
Biuro Prac Kongresowych – instytucja działająca od 2 V 1945 r. do 15 III 1948 r.
Jego aktywność nie ograniczała się jedynie do opracowywania polskich postulatów do
traktatu pokojowego z Niemcami. Część pracy sprowadzała się do wyposażenia polityków
i dyplomatów w profesjonalną argumentację polskich postulatów i żądań w sprawie Niemiec, które prezentowali później na arenie międzynarodowej.
1
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
219
Celem artykułu nie będzie więc przedstawienie szczegółów ustaleń granicznych dotyczących Niemiec czy Polski jakie były wynikiem wojny ale ukazanie ich wizji, które powstały w polskich instytucjach tzw. kongresowych
w dwóch odmiennych rzeczywistościach politycznych.
Zarówno w Ministerstwie jak i Biurze Prac Kongresowych powstała
znaczna liczba opracowań dotyczących przyszłych granic. Przygotowywali je
eksperci związani z rozmaitymi instytucjami naukowymi ale także publicyści, wojskowi czy politycy.
W Ministerstwie Prac Kongresowych od początku jego istnienia rozpoczęło się intensywne opracowywanie polskich postulatów do przyszłego
traktatu pokojowego z Niemcami. Wszystkie tezy i propozycje poddawane
były konsultacjom w poszczególnych resortach rządowych. Najwięcej czasu
poświęcono w ministerstwie Mariana Seydy czterem najważniejszym: rozbrojeniu, przyszłym granicom, okupacji oraz odszkodowaniom. Szczególnie
ważny dla polskiej emigracji był problem powojennych polskich granic. Projekty ich przyszłego kształtu opracowywano właściwie od początku działania instytucji. Były to koncepcje odważne. Mając tego świadomość władze
zarządziły stopniowe podawanie ich do informacji publicznej. W pierwszej
fazie rozważano podjęcie próby przeforsowania zamiaru włączenia do Polski: Prus Wschodnich, Gdańska i Śląska Opolskiego3. Zgodnie z koncepcją ministra Seydy władze polskie w Londynie 7 X 1942 r. uchwaliły tzw. metody
postępowania w sprawie polskich granic zachodnich. Przypuszczano, że polskie plany nie zostaną w pełni zaakceptowane przez międzynarodową opinię publiczną, a zwłaszcza przez przywódców mocarstw. Tym bardziej, że
postulaty wobec Śląska Opolskiego były dalekie od reprezentowanego przez
nich stanowiska4. Seyda sugerował by polskie projekty jak najdłużej pozostały tajemnicą żeby nie narazić się na zarzut „zachłanności”. Ostrzegał także, że
w przypadku realizacji projektu pojawi się trudna do rozwiązania sytuacja
zamieszkujących te tereny kilku milionów Niemców5. Problem ten wydawał
się jednak dosyć odległy, a polskie władze były zdeterminowane do działania. W listopadzie 1942 r. premier Władysław Sikorski w depeszy do kraju
przekazał komendantowi głównemu Armii Krajowej gen. Stefanowi Roweckiemu-Grotowi informację, że polskie władze wystąpią z żądaniem przyłączenia do Polski terenów Wolnego Miasta Gdańska, Prus Wschodnich, Śląska
3
Archiwum Akt Nowych (dalej: AAN), Delegatura Rządu RP na Kraj (dalej: Delegatura), sygn. 202/I–2, Depesza nr 130 M. Seydy do kraju, 30 XII 1942 r.
4
E. Duraczyński, Rząd polski na uchodźstwie 1939–1945, Warszawa 1993, s. 198.
5
AAN, Delegatura, sygn. 202/I–2, Depesza nr 130 M. Seydy do kraju, 30 XII 1942 r.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
220
Opolskiego oraz postulatem ostatecznego rozwiązania kwestii granic, zabezpieczających działalność polskich portów na Bałtyku6.
Nakładem Ministerstwa Prac Kongresowych pod koniec 1942 r. wyszła
publikacja M. Seydy „Poland and Germany and the post-war reconstruction
of Europe”7, w której ukazał on swoją wizję przyszłych stosunków polsko-niemieckich i miejsca obu państw w nowej powojennej Europie. Zagadnieniu granic autor poświęcił tu jeden z rozdziałów. Zaprezentował swoje
poglądy zarówno na temat przyszłej granicy polsko-niemieckiej, jak i polsko-radzieckiej. Autor dostrzegał konieczność przyłączenia do Polski terenów
Prus Wschodnich, Gdańska oraz Śląska Opolskiego, tłumacząc to wyznacznikami historycznymi, ekonomicznymi, militarnymi oraz narodowościowymi.
Kształt granicy wschodniej widział jako wynik przyszłego kompromisu polsko-radzieckiego. Sugerował jednak by jego podstawę stanowiły wyłącznie
postanowienia traktatu ryskiego z 18 III 1921 r.8
Projekty przyszłych granic Polski, przygotowywane w MPK, miały być
jednym z elementów tzw. układu wstępnego z Niemcami, który planowano
zawrzeć po zakończeniu wojny. Polska dyplomacja była świadoma, że zwycięskie mocarstwa przed końcem wojny zechcą przedstawić Niemcom swoje żądania. Planowano więc dołożenia wszelkich starań by polskie postulaty
zostały wzięte pod uwagę9. Szybko rozpoczęto prace międzyresortowe. Ich
celem było zaopiniowanie poszczególnych propozycji tez traktatowych i ocena możliwości ich realizacji. Poszczególni ministrowie byli raczej ostrożni
w formułowaniu wniosków. Jedynie plany środowisk wojskowych charakteryzowała brawura zwłaszcza w kwestiach rozbrojenia Niemiec, okupacji,
a zwłaszcza polskich roszczeń terytorialnych10.
W połowie 1942 r. MPK zleciło współpracującemu z nim ekspertowi
Ludwikowi Grodzickiemu – cenionemu etnografowi i kartografowi – opracowanie projektu przebiegu granicy polsko-niemieckiej, który zamierzano
6
G. Labuda, Polska granica zachodnia. Tysiąc lat dziejów politycznych, Poznań 1974,
s. 284.
7
M. Seyda, Poland and Germany and the post war reconstruction of Europe, London
1942.
Ibidem, s. 10–26.
B. Pasierb, Polskie prace przygotowawcze do Traktatu Pokojowego z Niemcami
1916–1948. Instytucje – ludzie – problemy, Wrocław 1996, s. 209.
10
Instytut Polski i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego (dalej: IPMS), Ministerstwo Prac
Kongresowych (dalej: MPK), sygn. A.21.6/61, Korespondencja i uwagi ministra Seydy
w sprawie układu tymczasowego z Niemcami po zakończeniu działań wojennych; ibidem,
sygn. A.21/6/46, Korespondencja Ministerstwa Prac Kongresowych z poszczególnymi resortami w sprawie tez do układu tymczasowego.
8
9
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
221
przedstawić na powojennej konferencji pokojowej. Grodzicki przygotował
propozycje trzech wariantów granicznych:
I. Granica zachodnia, z małymi zmianami, miała odpowiadać granicy
Pierwszej Rzeczypospolitej z 1771 r., do Polski włączone byłyby wówczas Prusy Wschodnie z Królewcem oraz Gdańsk. Liczba ludności niemieckiej zwiększyłaby się do 2,5 milionów.
II. Granica zachodnia od Świnoujścia do Sudetów przebiegałaby Odrą
i Nysą Łużycką, do Polski włączono by Prusy Wschodnie z Królewcem
oraz Gdańsk. Liczba Niemców zwiększyłaby się o około 9 milionów.
III. Granica Zachodnia biegłaby od Kołobrzegu do Krosna Odrzańskiego
a dalej Odrą i Nysą Łużycką do granicy z Czechosłowacją. Prusy Wschodnie i Gdańsk włączono by do Polski, ziemie kłodzka i głubczycka znalazłyby się w Czechosłowacji, a północno-wschodnia część Prus Wschodnich
po rzeką Pregołę weszłaby w skład terytorium Litwy. Wariant ten według
ekspertów MPK był najbardziej realny.
Granica wschodnia (we wszystkich trzech wariantach) miała przebiegać
zgodnie z postanowieniami traktatu ryskiego z 1921 r. Nie chciano stwarzać
sytuacji precedensowej idąc na ustępstwa. Warto podkreślić, że wśród polityków polskiego rządu na wychodźstwie w Londynie istniała grupa, która
skłaniała się ku kompromisowi z ZSRR. Polegać on miał na rezygnacji na jego
korzyść z części Małopolski Wschodniej, Wołynia i Polesia11.
W listopadzie 1942 r. gotowe były już: „Tezy w sprawie układu wstępnego, dotyczącego stosunków z Niemcami po ukończeniu działań wojennych”.
Powstało kilka wersji tego dokumentu, wielokrotnie poprawianych przez
ministra Seydę, zanim zaakceptował go premier12. Ostatecznie datowany na
6 XI 1942 r. dokument zawierał dziewięć postulatów, w których zawarte zostało stanowisko polskiego rządu na wychodźstwie w Londynie wobec kwestii niemieckiej. Istotnym elementem dokumentu były rzecz jasna kwestie
graniczne13.
Uzupełnieniem tez, opracowanych przez resort Seydy, był referat ministra, zaprezentowany na posiedzeniu Rady Narodowej 1–2 XII 1942 r. Swoje postulaty opatrzył on wówczas komentarzem a także przedstawił dalsze
J. Ślusarczyk, Stosunki polsko-sowieckie 1939–1945, Toruń 2000, s. 261.
AAN, Ministerstwo Prac Kongresowych (dalej: MPK), sygn. 51, kolejne wersje „Tez
w sprawie układu wstępnego, dotyczącego stosunków z Niemcami po ukończeniu działań wojennych”.
13
Ibidem, sygn. 52, Tezy w sprawie układu wstępnego, dotyczącego stosunków
z Niemcami po ukończeniu działań wojennych, 6 XI 1942 r.
11
12
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
222
propozycje graniczne oraz program rewindykacyjny. Raz jeszcze podkreślił,
że środowiska anglosaskie nie popierają wielu z polskich propozycji. Uznał
więc, że należy skupić się głównie na uzyskaniu akceptacji dla bardziej realnego planu przyłączenia do Polski tylko terytorium Prus Wschodnich oraz
Śląska Opolskiego. Na wniosek obradujących omówił także możliwe warianty przyszłej polskiej granicy zachodniej. W pierwszym miała ona biec linią
Odry z ujściem, lecz pomijać Wrocław i Szczecin. W drugim autor zakładał
wyjście granicy między Kołobrzegiem a Koszalinem. Miała ona wieść aż po
Odrę. Obawiał się jednak, że „program Odry” może spotkać się z trudnościami
zewnętrznymi nie do pokonania co oznaczałoby konieczność zrezygnowania
z jego realizacji. Pojawiający się w niektórych środowiskach plan doprowadzenia granicy do Nysy Łużyckiej w ówczesnych warunkach uznał natomiast
za: „bezbrzeżne żądania inkorporacyjne”. W kończącej obrady uchwale powtórzone zostały niemal w całości postulaty zawarte w stanowisku rządu14.
Rząd polski z Władysławem Sikorskim na czele oraz Rada Narodowa
nie chciały rezygnować z rozszerzenia polskich żądań. Dla polityków bowiem
oparcie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej oraz włączenie do Polski Szczecina i Wrocławia wydawało się szansą zapewnienia krajowi trwałego pokoju.
Za najbezpieczniejsze przyjęło się bowiem uznawać tzw. naturalne granice.
W tym właśnie duchu w MPK opracowano jesienią 1942 aide mémoire, które
1 XII 1942 r. ambasador E. Raczyński przekazał ministrowi spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii A. Edenowi, a premier Sikorski prezydentowi Stanów
Zjednoczonych F. D. Rooseveltowi podczas swojej trzeciej i zarazem ostatniej wizyty w Stanach Zjednoczonych (1 XII 1942–10 I 1943 r.). Nie wspomniano tu jeszcze o Nysie Łużyckiej, jednakże rolę Odry dla bezpieczeństwa
Polski przyrównano do znaczenia Renu dla Francji. Przypomniano, że traktat wersalski w najmniejszym stopniu nie zapewnił Polsce odpowiednich
warunków bezpieczeństwa. Od linii Odry jak argumentowano „położone są
bazy wypadowe pruskie, skierowane przeciwko Polsce, a mianowicie: Prusy Wschodnie, klin Śląski i Pomorze Niemieckie”. Obawa przed reakcją Brytyjczyków sprawiła jednak, że ostateczne postulaty ograniczono do założeń
dotyczących polskich celów wojny, zawartych w omawianej już uchwale rządu, chociaż w dokumencie wspomniano o konieczności przyłączenia Szczecina do Polski15. Powszechnie uważa się, że właśnie w czasie wizyty w Stanach
E. Duraczyński, op. cit., s. 200–201.
Archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych (dalej: AMSZ), Biuro Prac Kongresowych (dalej: BPK), sygn. 18/841/58, Aide mémoire, które powstało w londyńskim MPK,
przekazane w grudniu 1942 r. przez premiera W. Sikorskiego prezydentowi USA F. D. Ro14
15
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
223
Zjednoczonych Sikorski ostatecznie sformułował i nieoficjalnie zaproponował mocarstwom zachodnim koncepcję przeprowadzenia polskiej granicy
zachodniej wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej oraz włączenia do Polski Szczecina,
Rugii, a także Gdańska i Prus Wschodnich; jego też uznaje się za autora tego
pomysłu. Natomiast w czasie oficjalnego spotkania z prezydentem Rooseveltem 2 XII 1942 r. premier stwierdził tylko, że do Polski włączone powinny
zostać Prusy Wschodnie z Gdańskiem, a granica zachodnia musi być maksymalnie wyprostowana. Poglądy Sikorskiego nie spotkały się na gruncie amerykańskim ze zrozumieniem, o czym premier poinformował jeszcze w czasie
pobytu w Stanach Zjednoczonych wicepremiera Stanisława Mikołajczyka16.
Ministerstwo Prac Kongresowych śledziło dosyć uważnie wszelkie pojawiające się głosy dotyczące zagadnień granicznych. Celem tych starań było
opracowanie w resorcie odpowiedniej kontrargumentacji w odpowiedzi na
zarzuty pod adresem polskich postulatów. Środowiska amerykańskie i brytyjskie z rezerwą podchodziły do wszelkich żądań terytorialnych Polski. We
wrześniu 1943 r., według obserwacji MPK sytuacja kształtowała się następująco: „Jeżeli chodzi o postulat główny, to, sądząc z pewnych na razie poufnych oświadczeń miarodajnych czynników amerykańskich i brytyjskich
oraz z wypowiedzi opinii międzynarodowej, zagadnienie wcielenia Gdańska i Prus Wschodnich do Polski stopniowo dojrzewa. Natomiast zagadnienie Śląska Opolskiego (rejencji opolskiej, czyli części Górnego Śląska, która
po plebiscycie pozostała przy Rzeszy Niemieckiej) nie przedstawia się, jak
dotąd, tak korzystnie. Dlatego pamiętając w dalszym ciągu o roszczeniach naszych pełnego dostępu do morza, należy poświęcić szczególną uwagę propagandzie wcielenia do Polski Śląska Opolskiego”17.
Tuż przed rozpoczęciem konferencji przedstawicieli ZSRR, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w Teheranie, 16 XI 1943 r. rząd polski w memorandum do rządu brytyjskiego zaprezentował swoje postulaty terytorialne.
Ograniczały się one do planów włączenia do Polski Prus Wschodnich, Gdańska i Śląska Opolskiego. Projektowano także możliwość takiego wyprostowania granicy zachodniej, by zapewnić krajowi większe bezpieczeństwo. Podkreślono jednak, że spełnienie tych oczekiwań nie może być uznawane za
oseveltowi oraz przez ambasadora E. Raczyńskiego ministrowi spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii A. Edenowi; E. Duraczyński, op. cit., s. 201–202; G. Labuda, op. cit., s. 284.
16
E. Duraczyński, op. cit., s. 212–213; B. Pasierb, op. cit., s. 210–212.
17
Archiwum Zakładu Historii Ruchu Ludowego w Warszawie, Archiwum profesora
Stanisława Kota, sygn. 428, MPK, Dyspozycja argumentacji w sprawie Śląska Opolskiego,
Londyn 25 IX 1943 r.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
224
rekompensatę dla Polski utraty ziem wschodnich na rzecz Związku Radzieckiego18.
Kwestią granic zajęła się po raz kolejny Rada Ministrów 7 XII 1943 r. Polskie postulaty – zwłaszcza w sprawie Prus Wschodnich, Gdańska oraz Śląska Opolskiego, a także objęcia przez Polskę okupacji jednej ze stref – nie
uległy zmianie. Podkreślono natomiast, że należy na arenie międzynarodowej przyłączyć się do opinii rządów anglosaskich na temat niepodejmowania
ostatecznych decyzji terytorialnych w czasie trwania działań wojennych. Jednocześnie uznano, że nie można ustawać w wysiłkach działania „poufnego”,
mającego na celu przeprowadzenie polskich planów. Powtórzono także obawy co do intencji radzieckiego sąsiada w sprawie polskiej granicy wschodniej. Zapowiedziano dążenie do przeciwstawiania się publicznie łączeniu
polskich postulatów terytorialnych z przyszłością granicy ze Związkiem Radzieckim. Obawiano się słusznie, że doprowadzić to może do znacznych strat
na wschodzie w zamian za zyski terytorialne na zachodzie19.
Raz jeszcze 12 XII 1943 r. rząd polski w Londynie przyjął tezy w sprawie zachodniej granicy Polski. Uwzględniały one przyznanie Polsce Prus
Wschodnich, Gdańska i Śląska Opolskiego oraz oddanie pod polską kontrolę
wszystkich terenów między Odrą i Nysą Łużycką a planowaną nową granicą
zachodnią. Natomiast 27 IX 1944 r. Rada Ministrów uchwaliła koncepcję powojennej polskiej granicy zachodniej. Oparto ją na trzecim wariancie projektu L. Grodzickiego20.
Polskie stanowisko zostało stopniowo zmodyfikowane kiedy mocarstwa
zachodnie, chcąc zgody rządu polskiego na wychodźstwie w Londynie na
granicę wschodnią na linii Curzona, zdecydowały się poszerzyć, w ramach rekompensaty, polskie nabytki na zachodzie. Jeszcze 26 X 1944 r. w czasie spotkania z W. Churchillem premier S. Mikołajczyk stwierdził, że nie ma aprobaty
rządu na przyjęcie linii Curzona i nie wie, czy uda mu się ją otrzymać21. Jednak już w grudniu tegoż roku nowo mianowany premier Tomasz Arciszewski
stwierdził: „Wysunęliśmy nasze żądania w stosunku do Niemiec, domagając
Sprawa polska 1944–1945. Wybór źródeł, oprac. B. Polak, Koszalin 1995, s. 418–
–420; G. Labuda, op. cit., s. 284.
19
AAN, MPK, sygn. 61, Tezy w sprawie inkorporacji oraz okupacji wschodnich obszarów Niemiec, uchwalone przez Radę Ministrów w dniu 7 XII 1943 r.; Sprawa polska…,
s. 431–433.
20
J. Ślusarczyk, op. cit., s. 260–262.
21
Na najwyższym szczeblu. Spotkania premierów Rzeczypospolitej Polskiej i Wielkiej
Brytanii podczas II wojny światowej, oprac. M. K. Kamiński, J. Tebinka, Warszawa 1999,
s. 268.
18
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
225
się włączenia do Polski Prus Wschodnich, Górnego Śląska oraz części Pomorza, i oceniamy pozytywnie stanowisko aliantów, włączając w to Rosję sowiecką, którzy obiecali nam pomóc w tej sprawie. Ale nie chcemy rozszerzać
naszej granicy na zachód tak, by wchłaniać 8 do 10 milionów Niemców. Nie
chcemy Wrocławia ani Szczecina. Żądamy po prostu naszych etnicznych i historycznych terytoriów, które znalazły się pod władzą niemiecką”22.
Przez cały okres wojny polskie środowiska emigracyjne przyglądały
się bacznie analogicznym zbiorowościom niemieckim, zwłaszcza w Stanach
Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii. Ich wpływy były bardzo duże, co dodatkowo niepokoiło Polaków. Działalność Niemców na emigracji była dla rządu polskiego na uchodźstwie istotna zwłaszcza jeśli chodzi o przyszłość granic. Niemcy jednoznacznie występowali przeciwko jakimkolwiek zmianom
terytorialnym – zwłaszcza na rzecz Polski, co niestety padało na podatny
grunt amerykańsko-brytyjski. Środowiska niemieckie, według Polaków, używały następujących argumentów: Karty Atlantyckiej, która w swych założeniach nie dopuszczała do jakichkolwiek przesunięć terytorialnych bez zgody
zainteresowanych stron; wykluczeniem możliwości zawarcia w przyszłości
jakichkolwiek porozumień sąsiedzkich między Polską a Niemcami po wcześniejszym przejęciu części terytorium; a ponadto względami: gospodarczymi
(utrata Prus Wschodnich i Górnego Śląska groziła Niemcom brakiem równowagi gospodarczej, Polska natomiast nie była w stanie wchłonąć gospodarczo
nowych terenów), etnograficznymi (utrzymana zostałaby czystość niemiecka na wschodzie kraju, podczas gdy wzmocnienie mniejszości niemieckiej
w Polsce osłabiłoby kraj politycznie), socjalno-politycznymi (przywiązanie
narodu niemieckiego do demokracji oraz Prusy jako ostoja rządów socjaldemokratycznych w Republice Weimarskiej). Postawa emigrantów niemieckich
i ich motywacja oddziaływały mobilizująco na zabiegi strony polskiej. Oczekiwano natychmiastowego wzmocnienia propagandy na rzecz polskich postulatów granicznych, aby w ten sposób osłabić wpływy niemieckie23.
Od roku 1944 znaczenie polskiego rządu na wychodźstwie istotnie maleje na arenie międzynarodowej. Jasne było już wówczas, że Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie zaryzykują koalicji ze Związkiem Radzieckim w imię obrony polskiej granicy wschodniej. Coraz silniejsze wydawały
się także wpływy rosnącej w siłę nowej, wspieranej przez Moskwę władzy
w Polsce.
G. Labuda, op. cit., s. 285.
IPMS, MPK, sygn. A.21/6/45, Emigracja niemiecka i przyszła granica polsko-niemiecka, lipiec 1944 r.
22
23
226
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
Zgodnie z tzw. umową poczdamską, w 1945 r. powołana została Rada
Ministrów Spraw Zagranicznych wielkich mocarstw. Jednym z jej naczelnych
zadań było przygotowanie rozstrzygnięć pokojowych dla Niemiec. Miały one
posiadać charakter traktatowego zakończenia wojny. Zgodnie więc z obowiązującym prawem w ten sposób chciano uregulować wszelkie kwestie niemieckie. Istotnym ich punktem było właśnie zagadnienie przyszłych granic
tego państwa.
W takiej sytuacji polskie władze budujące od nowa swoje krajowe struktury musiały być gotowe do zabrania głosu w międzynarodowej dyskusji na
ten temat, tym bardziej, że nikt w Polsce, niezależnie od poglądów politycznych, nie wyobrażał sobie by jej stanowisko zostało w tej debacie pominięte.
W tym celu należało więc przygotować polski punkt widzenia wobec problemów niemieckich. Do tego celu powołano Biuro Prac Kongresowych, które
zająć się miało przygotowaniem odpowiednich materiałów dla polskiej dyplomacji, przedstawiającej polskie postulaty rządom innych państw. W ten
sposób Polska mogła uczestniczyć we współtworzeniu koncepcji dotyczących Niemiec oraz likwidacji skutków wojny, które urzeczywistnić się miały przez traktat pokojowy, tak jak to zrobiono w przypadku satelitów Trzeciej Rzeszy.
Powojenne polskie doświadczenia kongresowe związane były jednak
nierozłącznie z dużym wpływem na nie czynników zewnętrznych. Pierwszym podstawowym problemem był dualizm polskiej władzy. Jego powstanie było przecież skutkiem zewnętrznych inspiracji, zwłaszcza ze strony radzieckiej. Z tego powodu nigdy polskiemu rządowi na wychodźstwie oraz
nowej władzy, która w 1944 r. powstała na terenie Polski nie udało się wspólnie zabrać głosu w sprawie Niemiec. Wraz bowiem z tworzeniem się nowej
rzeczywistości Polski Ludowej rodziła się powszechna negacja dorobku politycznego polskich władz na wychodźstwie. A przecież w wielu kwestiach,
jak chociażby w przypadku granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej zarówno środowisko londyńskie jak i przedstawiciele nowej władzy niewiele się różnili
w swoich poglądach.
Interesującym więc wydaje się fakt, że mimo odmiennych poglądów na
większość spraw, istniała zaskakująca i niezaplanowana przez nowopowstały rząd w Polsce ciągłość polskich starań w zakresie spraw niemieckich. Biuro
Prac Kongresowych, które powołano do życia po wojnie bardzo intensywnie
korzystało przecież z dorobku Ministerstwa Prac Kongresowych. Wzorowanie się na tej instytucji widoczne było w bardzo wielu elementach, poczynając
od nieprzypadkowo podobnie brzmiącej nazwy, poprzez merytoryczny doro-
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
227
bek, skończywszy na byłych pracownikach MPK, którzy po powrocie do kraju, rozpoczęli współpracę z nowymi strukturami władzy. Mimo tego, że nie
powstał ostateczny dokument, który moglibyśmy nazwać polskim projektem
traktatu pokojowego z Niemcami, działalność BPK w latach 1945–1947 pozwala stwierdzić, że w tym czasie Polska przyjęła dosyć niezależną pozycję
wobec większości niemieckich zagadnień. Politycy i dyplomaci otwarcie prezentowali je społeczności międzynarodowej24. Brak dokumentu nie oznaczał
przecież braku konkretnego stanowiska. Takie polskie władze z całą pewnością posiadały. Stanowisko to uwidocznione zostało w zbiorze około stu
referatów i analiz traktatowych przygotowanych przez zgromadzoną wokół
BPK grupę ekspertów. Dodatkowo korzystano z dorobku i pracy pozostałych
instytucji związanych z resortem kongresowym jak: instytuty naukowe, Komitet do spraw Propagandy Zagranicznych Ziem Odzyskanych, Referat Traktatowy MSZ itp. Z zachowanych dokumentów, wyłaniają się niezwykle klarowne i stanowcze poglądy dotyczące poszczególnych kwestii niemieckich
oraz jasna wizja przyszłości Niemiec25.
W Biurze Prac Kongresowych, podobnie jak w Ministerstwie Prac Kongresowych jednym z czołowych zagadnień, któremu poświęcono istotną
część analiz i opracowań była właśnie kwestia granic. Podzielić je można na
dwie podstawowe grupy: pierwsza to referaty dotyczące niemieckich spraw
graniczno-terytorialnych związanych bezpośrednio z Polską – z naczelnym
zagadnieniem jakim była przyszłość polsko-niemieckiej granicy na Odrze
i Nysie Łużyckiej26, druga natomiast zawierała materiały na temat niemiec24
Zob. K. Kącka, Stanowisko Polski w sprawie Niemiec na konferencji zastępców ministrów spraw zagranicznych w Londynie. Styczeń–luty 1947 roku [w:] Nad Bałtykiem. W kręgu polityki, gospodarki problemów narodowościowych i społecznych w XIX i XX wieku. Księga jubileuszowa poświęcona Profesorowi Mieczysławowi Wojciechowskiemu, red. Z. Karpus,
J. Kłaczkow, M. Wołos, Toruń 2005, s. 589–602.
25
Zob. K. Kącka, Polskie tezy w kwestii przyszłości Niemiec do projektu traktatu pokojowego po II wojnie światowej [w:] Niemcy w XXI wieku. Wybrane problemy polityczne
i społeczne. Szkice historyczne i politologiczne, red. M. M. Kosman, S. Sadowski, Bydgoszcz
2009, s. 209–236; W. Jarząbek, Polska wobec problemu podpisania traktatu pokojowego
z Niemcami po II wojnie światowej. Prace przygotowawcze w latach 1945–1962 [w:] Zakończenie II wojny światowej. Polityka i dyplomacja międzynarodowa 1945–2005, red. M. Nurek, Gdańsk 2006, s. 153–154; W. Borodziej, Polski projekt układu pokojowego z Niemcami
[w:] Historia i współczesność. Księga pamiątkowa poświęcona prof. Marianowi Wojciechowskiemu w sześćdziesiątą rocznicę urodzin, red. E. Frącki, B. Woszczyński, Warszawa 1987;
B. Pasierb, op. cit.
26
Więcej na ten temat polsko-niemieckiej debaty w sprawie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej: E. Krautkrämer, Deutsche Geschichte nach dem Zweiten Weltkrieg. Eine Darstellung der Entwicklung von 1945 bis 1949 mit Dokumenten, Hildesheim 1962; W. Wagner,
228
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
kich terytoriów i granic niedotyczących bezpośrednio Polski. W tej grupie
znalazło się między innymi ciekawe zagadnienie, szczegółowo omówione
przez Stanisława Schimitzka, mianowicie „Sprawa Rugii oraz wysp przyległych”. Autor uważał, że wyspa ta powinna stać się terenem eksterytorialnym, pod polską kontrolą. Podobnie jak całe Niemcy miała także zostać objęta pełną demilitaryzacją. Autor domyślał się, że przyszły traktat pokojowy
zezwoli na utrzymywanie przez Niemcy niewielkiej armii, sugerował jednak,
że w żadnym razie nie może to dotyczyć Rugii27. W innym z referatów, przygotowanych dla biura pt. „Sprawa słowiańskiej wyspy Rany” zasugerowano,
że cała wyspa powinna zostać przyznana Polsce „jako spadkobierczyni Pomorza”28. Ponadto pośród kwestii granicznych i terytorialnych nie dotyczących bezpośrednio Polski wśród opracowań Biura Prac Kongresowych odnajdujemy następujące zagadnienia: Łużyce29; Nadrenia30; Zagłębie Saary31;
Zagłębie Ruhry32. Dosyć szczegółowo omówiono także, głównie z punktu widzenia prawa międzynarodowego, kwestie morskie33 oraz problematykę komunikacyjną34. Nad ich dokładną analizą z BPK współpracowały, obok grona
naukowców, także specjaliści z następujących resortów: Ministerstwa Żeglugi i Handlu Zagranicznego a także Ministerstwa Komunikacji35.
Biorąc pod uwagę ówczesną sytuację polityczną Polski nie dziwi fakt, że
kwestie graniczne sprowadzone zostały jedynie do omówienia zagadnień jej
Die Entscheidung de Oder – Neisse – Linie in den diplomatischen Verhandlungen während
des Zweiten Weltkrieges, Stuttgart 1964; W. Dobrzycki, Granica zachodnia w polityce polskiej 1944–1947, Warszawa 1974; J. Sułek, Stanowisko rządu NRF wobec granicy na Odrze
i Nysie Łużyckiej (1949–1966), Poznań 1969; A. Klafkowski, Podstawy prawne granicy Odra
– Nisa na tle umów: jałtańskiej i poczdamskiej, Poznań 1947.
27
AMSZ, BPK, sygn. 18/841/58 oraz sygn. 18/735/48, S. Schimitzek, Sprawa Rugii
i wysp przyległych.
28
Ibidem, sygn. 18/742/48, Sprawa słowiańskiej wyspy Rany, (brak nazwiska autora).
29
Ibidem, sygn. 18/741/48, S. Urbańczyk, Obecny stan kwestii Łużyckiej.
30
Ibidem, sygn. 18/859/60, Projekt tez w sprawie Niemiec zachodnich.
31
Ibidem.
32
Ibidem; AMSZ, BPK, sygn. 18/740/48, Aspekty ekonomiczne problemu Zagłębia
Ruhry w granicach zachodnich Niemiec, projektowane przesunięcia na zachodzie i ustosunkowanie się do tych problemów poszczególnych państw okupacyjnych.
33
Ibidem, sygn. 18/859/60, Projekty tez do traktatu pokojowego z Niemcami; ibidem, sygn. 18/743/48, Klauzule morskie do traktatu pokoju z Niemcami; J. Dąbrowski,
Geopolityczne walory Bałtyku a Polska; T. Ocioszyński, Znaczenie portów i wybrzeża dla
Polski.
34
Ibidem, sygn. 18/859/60, Projekty tez do traktatu pokojowego z Niemcami; ibidem, sygn. 18/866/61, Notatki do polskich tez traktatowych, passim.
35
Ibidem, Korespondencja między ministerstwami, passim.
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
229
granicy zachodniej. Sprawę granicy wschodniej uznano już wówczas za ostatecznie zakończoną.
Najobszerniejszą grupę zagadnień granicznych, przygotowywanych
w ramach działalności BPK stanowiły, z przyczyn oczywistych, właśnie referaty i opracowania bezpośrednio dotyczące Polski. Im także sporo uwagi poświecił Stanisław Nahlik – znawca prawa międzynarodowego blisko współpracujący z biurem. Swoją pracę w tej instytucji, jako radca i koordynator
prawny MSZ, rozpoczął w listopadzie 1946 r. Za sobą miał spore doświadczenia dyplomatyczne m.in. na placówce w Bernie36, co okazało się jego wielką zaletą. W tym samym miesiącu, tuż po swoim zatrudnieniu, kierownictwu
biura przedstawił dwa bardzo istotne dokumenty, zawierające szczegółowe
opracowania, dotyczące kwestii Niemiec. Uważał, że powinny być one zawarte w przyszłym traktacie pokojowym37.
Pierwszym z dokumentów z 21 XI 1946 r. były „Uwagi na temat prac
przygotowawczych do traktatu w sprawie Niemiec”. Pismo opatrzone było
klauzulą: „ściśle tajne”. Składało się z ośmiu części, gdzie szczegółowo zostały omówione najważniejsze sprawy związane z ewentualnym traktatem
pokojowym. Jedną z nich był problem przyszłego terytorium Niemiec oraz
związana z tym zagadnieniem kwestia gwarancji granicy na Odrze i Nysie
Łużyckiej. Dla przeprowadzenia tego postulatu za konieczne uznał precyzyjne sformułowanie zbioru argumentów historycznych, geograficznych i statystycznych38.
Drugim z ważnych dokumentów autorstwa Stanisława Nahlika była: „Tabela synoptyczna prac przygotowawczych do traktatu pokoju z Niemcami ze
szczególnym uwzględnieniem strony prawnej”, z listopada 1946 r.39 Była to
poprawiona wersja wcześniejszego pisma pt. „Schemat koordynacyjny prac
przygotowawczych do traktatu pokoju z Niemcami”40. Tabela była najprawWe wspomnieniach Jerzego Putramenta na temat powojennej współpracy z S. Nahlikiem na placówce w Szwajcarii czytamy: „Był jeszcze czwarty wybitny pracownik placówki, który też ogromnie mi pomógł na początku: Stanisław Nahlik. Ten rzeczywiście
miał trochę praktyki i z miejsca objął obowiązki szefa protokołu”, J. Putrament, Pół wieku,
t. 3, Zagranica, Warszawa 1969, s. 22.
37
B. Pasierb, op. cit., s. 249; W. Borodziej, op. cit., s. 292.
38
AMSZ, MPK, sygn. 18/862/61, Uwagi na temat prac przygotowawczych do traktatu w sprawie Niemiec, 21 XI 1946 r.
39
AMSZ, MPK, sygn. 18/862/61, Tabela synoptyczna prac przygotowawczych do
traktatu pokoju z Niemcami ze szczególnym uwzględnieniem strony prawnej, oprac.
S. Nahlik, listopad 1946 r.
40
Ibidem, sygn. 18/842/58, Schemat koordynacyjny prac przygotowawczych do
traktatu pokoju z Niemcami, grudzień 1946 r.
36
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
230
dopodobniej jedynym szkicem polskiego projektu traktatu pokojowego
w tamtym okresie. Jego analiza daje możliwość oceny stopnia zaawansowania prac przygotowawczych w BPK oraz poznania stanowiska jego współpracowników.
Zagadnieniom terytorialnym, w tym głównie kwestiom przyszłych granic Niemiec, poświęcony był w całości drugi punkt tabeli. Kluczem do dalszych analiz granicznych był postulat istotnego zmniejszenia terytorium
Niemiec. W tym celu, jak twierdził Nahlik, należało przeprowadzić analizę
historyczną zmian zachodzących w kształcie terytorialnym Niemiec do końca
drugiej wojny światowej. Za istotną uznał także analizę przebiegu granic niemieckich z wszystkimi sąsiadami. Miała ona zawierać historię zmian granic,
stanowisko danego państwa-sąsiada wobec Trzeciej Rzeszy w czasie trwania wojny oraz jego ówczesne postulaty rewindykacyjne, a przede wszystkim proces ich egzekwowania. Autor sugerował by polskie władze udzielały
wsparcia wszystkim krajom-sąsiadom Niemiec w ich dążeniach terytorialnych. Warunkiem tego wsparcia miało być jednak uznanie przez nie polskich
postulatów. W poglądach Nahlika ujawniona została także niebezpieczna
tendencja, charakterystyczna dla wielu środowisk naukowych i politycznych
w Polsce, które nie zakładały opcji, że pozostałym sąsiadom Niemiec może
nie zależeć na okrojeniu ich terytorialnie. Bardzo szybko jednak bo już na początku 1947 r., Polacy musieli zmienić swoje poglądy na ten temat41.
Kwestie terytorialno-graniczne stały się także tematem studium Z. Wojciechowskiego pt.: „Uwagi na temat preliminariów konferencji pokojowej”.
Jak twierdził autor: „Dla Polski sprawą najzupełniej zasadniczą jest uzyskanie lewego brzegu Odry na przestrzeni od ujścia Nysy Łużyckiej do Odry.
U ujść Odry chodzi o zabezpieczenie wylotu tej magistrali rzecznej przez
uzyskanie obu wysp u jej ujścia położonych, Wołynia (sic!)42 i Uznamu43”44.
W swym referacie sprzeciwił się pojawiającym się na arenie międzynarodowej planom umiędzynarodowienia Odry. Za niezbędne dla Polski uznał także pozyskanie lewego brzegu rzeki. Doprowadzić to miało do sytuacji, w której cała linia Odry znajdzie się w jej administracyjnych granicach. Granica
państwowa wyznaczona środkiem rzeki, według Z. Wojciechowskiego, staW. Borodziej, op. cit., s. 293.
Autor miał z pewnością na myśli wyspę Wolin.
43
Wyspa Uznam (niem. Usedom) między Zatoką Pomorską a Zalewem Szczecińskim, oddzielona od wyspy Wolin Świną.
44
AMSZ, BPK, sygn. 18/845/59, Z. Wojciechowski, Uwagi na temat preliminariów
konferencji pokojowej.
41
42
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
231
nowiłaby jedynie punkt zapalny między oboma państwami. Uważał on także, że przez powiązanie dorzeczy Odry z dorzeczami Wisły rzeka ta w całości
wpisuje się w „obraz geograficzny Polski”. Ponadto ukazywał znaczenie dorzeczy obu rzek w historii państwa pruskiego. Sugerowanym przez Wojciechowskiego rozwiązaniem był więc następujący plan: „Zniszczyć Prusy tzn.
zniszczyć te rakowate odnogi państwa niemieckiego, które w stronę tych dorzeczy się wysuwały”45. Ostatni przywołany przez autora argument współcześnie wydaje się nieco mniej przekonujący ale tuż po zakończeniu wojny
był powszechnie powtarzany i akceptowany. Wojciechowski twierdził, że
Polska jako pierwszy kraj wobec którego swoją agresję skierowały Niemcy
nie powinna być państwem, które „płaci koszta wojny” tylko na tej wojnie zyskuje. Sugerował więc trwanie polskiej dyplomacji na stanowisku zawartym
w uchwałach poczdamskich. Postulował by na każdym kroku podkreślać, że
Polska nie wysuwa żadnych nowych żądań ale decyzje poczdamskie uznaje za ostateczne. Miało to stanowić podstawę przeprowadzenia delimitacji.
Istotną trudnością, według Wojciechowskiego, w realizacji polskich postulatów, była konieczność wysiedlenia Niemców. Widział tu dwa zasadnicze problemy: liczbę Niemców, podlegających wysiedleniu oraz specyfikę miast nadodrzańskich na przykład Kostrzyna czy Frankfurtu, które podzielono na dwie
części polską i niemiecką. Za niezwykle ważki argument w międzynarodowej
dyskusji na temat nowej granicy uznał tzw. postulat polityczny. Granica na
Odrze miała być bowiem zabezpieczeniem „nowego geograficznie-politycznego obrazu Polski”. Pokój, co podkreślał autor, zapewni tylko trwałe usunięcie punktów zapalnych przez rozgraniczenie Niemiec i Polski. Ponadto jeszcze przed konferencją pokojową proponował również rozwiązanie kwestii
granicy polsko-czechosłowackiej. Zawarte między tymi krajami porozumienie mogło być punktem decydującym przy rozpatrywaniu polskich roszczeń
w czasie konferencji pokojowej46. Wszystkie tezy Wojciechowskiego znalazły
pełne poparcie Biura Prac Kongresowych47.
Głos w dyskusji terytorialno-granicznej zabrał także współpracujący
z biurem prawnik Alfons Klafkowski, przygotowując referat: „Pozycja prawna Ziem Odzyskanych w okresie przedtraktatowym”. Zdaniem autora pozycja Ziem Odzyskanych w pełni oparta była na stanie prawnym, wynikającym
z umów międzynarodowych, a nie jak twierdziła np. strona niemiecka na stanie faktycznym. Autor uznał, że zgodnie z umowami jałtańską i poczdamską,
45
46
47
Ibidem.
Ibidem.
Ibidem, sygn. 18/859/60, Projekty tez do traktatu pokojowego z Niemcami.
232
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
z punktu widzenia prawa, część byłych niemieckich ziem została Polsce przekazana w sposób beztraktatowy. Za taką interpretacją przemawiały według
A. Klafkowskiego następujące fakty:
– zgodnie z umową poczdamską Ziemie Odzyskane zostały oddane pod
zarząd państwa polskiego co dla prawnika – znawcy prawa międzynarodowego wydawało się terminologią „dostatecznie wymowną”;
– Ziemie Odzyskane, co istotne, zostały wyłączone z radzieckiej strefy
okupacyjnej; dodatkowo potwierdził to układ polsko-radziecki z sierpnia 1945 r., zgodnie z którym tereny te nie wchodziły także do radzieckiej strefy odszkodowawczej i faktycznie były traktowane jako suwerenne terytorium polskie;
– Ziemie Odzyskane nie zostały poddane jurysdykcji Rady Kontrolnej,
czyli nie były terenem okupowanym żadnego z mocarstw;
– umowa poczdamska określiła precyzyjnie zasady okupacji Niemiec, nie
uściślając zasad polskiego zarządu na Ziemiach Odzyskanych, wynikało
więc z tego, że uznano Polskę jako swobodnego wykonawcę zarządu;
– decyzja o wysiedleniu Niemców z terenów Ziem Odzyskanych i prowadzenie tej akcji z pomocą państw sojuszniczych (argument najważniejszy).
Alfons Kalafkowski był również zwolennikiem poglądu, że Niemcy w wyniku bezwarunkowej kapitulacji przestały istnieć jako państwo48. Przedstawiciele biura obawiali się jednak wykorzystania tej tezy mimo, że „dla uwydatnienia naszych praw do Ziem Odzyskanych jest korzystna”. Obawiano się
głównie jej oceny na arenie międzynarodowej49.
Przekonania i stanowisko A. Klafkowskiego w kwestii nowej granicy polsko-niemieckiej były szeroko znane i przez wielu uważane za słuszne. Ich
wadą było to, że gro argumentów za ostateczną przynależnością zachodnich
terenów do Polski wykorzystywały strona niemiecka, a nawet brytyjska jako
argumenty za tymczasowością granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Dla większości ekspertów najmniej oczywisty wydawał się punkt dotyczący zarządu
polskiego nad Ziemiami Odzyskanymi.
Z kręgu zagadnień terytorialnych warto wspomnieć także o ciekawym referacie Stanisława Huberta pt. „Sprawa odpowiedniej formuły cesyjnej w traktacie pokoju z Niemcami”. Autor stwierdzał w nim, że zgodnie
z prawem międzynarodowym odstąpienie części terytorium jednego pań48
Ibidem, sygn. 18/862/61, A. Klafkowski, Pozycja prawna Ziem Odzyskanych
w okresie przedtraktatowym.
49
Ibidem, sygn. 18/859/60, Projekty tez do traktatu pokojowego z Niemcami.
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
233
stwa drugiemu powinien potwierdzać oficjalny dokument. Mógł nim być
np. traktat pokojowy, zawierający jednak odpowiednią formułę cesyjną.
Formuła ta nie mogła budzić żadnych wątpliwości interpretacyjnych. Autor obawiał się zwłaszcza przyszłych prób Niemiec podważania postanowień traktatowych. Według Huberta wytyczenie nowej granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie Łużyckiej, również wymagało ujęcia w formułę
cesyjną. Miałaby ona znaleźć się w przyszłym traktacie pokojowym. Najważniejsze było jednak ustalenie obowiązków Polski, związanych z przejęciem ziem. Za niezbędne autor uznał także zawarcie tam zapisu, że Niemcy
zrzekają się wszelkich praw do wspomnianych terytoriów na rzecz Polski
a przedstawiciele narodów zjednoczonych zwłaszcza wielkich mocarstw
akceptują takie rozwiązanie kwestii polsko-niemieckiej oraz warunki na
których ono następuje50. Opinia S. Huberta spotkała się z poparciem biura a jego tezy opatrzono komentarzem: „Przeprowadzenie przyjęcia takiej
formuły posiadałoby zatem duże znaczenie nie tylko moralne, ale i polityczne”51.
S. Hubert był także autorem rozwiązań szczegółowych zagadnień, związanych z cesją terytorialną, mianowicie kwestią przejęcia przez Polskę niemieckich długów i zobowiązań. Uważał on, że Polska powinna przejąć Ziemie
Zachodnie w stanie całkowicie wolnym od wszelkiego rodzaju długów i zobowiązań. Jak twierdził autor argumentem przemawiającym za takim rozwiązaniem były straty jakie poniosła Polska w wyniku wojny. Jak sugerował
wartość przejętych ziem była o wiele mniejsza niż straty materialne, moralne i kulturowe przez nią poniesione52.
Wśród zagadnień terytorialnych, opracowywanych dla BPK, na uwagę zasługują jeszcze referaty dotyczące mniej istotnych kwestii. Jednym
z nich był tekst S. Huberta pt. „Sprawa Gdańska a traktat pokoju z Niemcami”. Autor postulował, zgodnie zresztą ze stanowiskiem, jakie reprezentowało biuro, by zagadnienie objęcia przez polską jurysdykcję byłego Wolnego Miasta Gdańska nie było łączone z dyskusją mocarstw nad sprawami
związanymi z traktatem pokoju z Niemcami. Oznaczało to, że nie powinno ono również być częścią tego traktatu. Wolne Miasto Gdańsk oraz jego
50
Ibidem, sygn. 18/ 739/48, S. Hubert, Sprawa odpowiedniej formuły cesyjnej
w traktacie pokoju z Niemcami; B. Pasierb, Profesor dr Stanisław Hubert w roli eksperta do
spraw niemieckich, Śląski Kwartalnik Historyczny Sobótka 1994, nr 1–2, s. 127.
51
AMSZ, BPK, sygn. 18/859/60, Projekty tez do traktatu pokojowego z Niemcami.
52
Ibidem, sygn. 18/739/48, S. Hubert, Zagadnienie przejęcia długów i zobowiązań
w związku z cesją terytorialną; B. Pasierb, Profesor doktor Stanisław Hubert…, s. 118.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
234
terytorium, zgodnie z argumentacją autora nie były przecież w momencie wybuchu drugiej wojny światowej częścią Trzeciej Rzeszy. Wyłączenie
problematyki Gdańska z debaty nad przyszłością Niemiec S. Hubert uznawał więc za najkorzystniejsze dla Polski. Zdawał sobie jednak sprawę, że
rozwiązanie to jest niezwykle trudne do przeprowadzenia na arenie międzynarodowej53.
Odrębnym zagadnieniem, mimo że w pewien sposób związanym z problematyką graniczną, była kwestia „likwidacji Prus” – dla Polski szczególnie
ważna. Zwłaszcza, że doświadczenia historyczne związane z istnieniem tego
państwa nie były z punktu widzenia Polaków najszczęśliwsze. Analizę tego
problemu, z ramienia BPK przeprowadzili K. Grzybowski oraz K. Piwarski.
Uznali oni, że powojenna reorganizacja Niemiec jest świetną okazją by raz na
zawsze zakończyć problem Prus, poprzez likwidację tego kraju54. Elementem
ostatecznie usuwającym „militarystyczne i imperialistyczne” tendencje Niemiec miało, według autorów, być odebranie Berlinowi statusu stolicy tego
kraju55. Podobne stanowisko w tej kwestii reprezentował kolejny współpracownik BPK Bolesław Srocki uznając Lipsk za miasto wielce odpowiednie do
przejęcia roli nowej stolicy Niemiec „Położenie (bardziej centralne niż Berlina). Wielkość (miasto 5-te z rzędu). Ruchliwy ośrodek przemysłowo-handlowy (targi) z odpowiednim zapleczem. Węzeł komunikacyjny (najaktywniejszy z Niemiec). Żywa dynamika rozwoju. Możliwość przeniesienia strefowego
kondominium międzysojuszniczego w warunkach podobnych berlińskim. Atmosfera ideologiczno-polityczna”56.
Jak wynika z powyższej analizy polskie stanowisko w kwestii polskich
granic kształtowało się dosyć jednolicie. Tezy choć niekiedy śmiałe i trudne
do przeprowadzenia były spójne i jasno ukazywały polskie wyobrażenia na
temat powojennego ich kształtu.
Polski rząd na wychodźstwie, przez cały okres wojny, nie ustawał
w pracach nad przygotowaniem klarownego stanowiska wobec Niemiec
AMSZ, BPK, sygn. 18/739/48, S. Hubert, Sprawa Gdańska a traktat pokoju z Niemcami; ibidem, sygn. 18/859/60, Projekty tez do traktatu pokojowego z Niemcami; B. Pasierb, Profesor doktor Stanisław Hubert…, s. 118–119.
54
K. Kącka, Likwidacja Prus – w opinii polskich środowisk politycznych, naukowych
i publicystycznych [w:] Konferencja „Od Westerplatte do Norymbergii. Druga wojna światowa we współczesnej historiografii, muzealnictwie i edukacji” w Muzeum Stutthof (2–5 września 2009 r.), red. P. Chruścielski, M. Owsiński, Sztutowo 2009, s. 152–159.
55
AMSZ, BPK, sygn. 18/48/748, K. Grzybowski, K. Piwarski, Likwidacja Prus.
56
Ibidem, sygn. 18/32/491, B. Srocki, Przyszła stolica Niemiec; Komentarz-streszczenie referatu B. Srockiego, Przyszła stolica Niemiec.
53
Katarzyna Kącka
Zagadnienie polskich granic w działalności Ministerstwa Prac Kongresowych…
235
oraz w dążeniach do przeprowadzenia własnych koncepcji na arenie międzynarodowej. Mimo braku wsparcia ze strony sojuszniczych mocarstw
konsekwentnie bronił swoich postulatów granicznych, zwłaszcza istotnej
z punktu widzenia Polski granicy wschodniej. Proces ten przerwała zmiana
sytuacji geopolitycznej w Europie. Działania ZSRR doprowadziły do włączenia Polski do jej strefy wpływów. Konsekwencją tego było przejęcie w Polsce władzy przez ugrupowania silnie związane i sterowane przez Moskwę.
Oznaczało to utratę przez rząd polski na wychodźstwie w Londynie swego
znaczenia i stopniowe uznawanie, przez wielkie mocarstwa oraz inne państwa, nowej władzy w Polsce jako jej jedynego reprezentanta. W wyniku powstawania w kraju struktur rządowych, powołano także nowe instytucje
kongresowe – przede wszystkim BPK. Jako jedyny powojenny organ rządowy biuro organizacyjnie wzorowane było na podobnej instytucji w polskim
rządzie na uchodźstwie – Ministerstwie Prac Kongresowych. Od momentu
powstania biuro właśnie zajmowało się większością prac przygotowujących
polskie postulaty terytorialno-graniczne do projektu traktatu pokojowego
z Niemcami. I mimo, że z jego opracowań znika problem polskiej granicy
wschodniej, propozycje terytorialne i plany dotyczące przyszłej granicy zachodniej wydają się jakby kontynuacją tych, które przygotowywali eksperci
polskich władz emigracyjnych.
The issue of the Polish borders in the activity of the Ministry of
Congress Work and the Office of Congress Work 1940–1948
Poland’s location and history have often brought up the issue of its borders.
During World War II and just after its end the issue became topical again. International diplomacy had to undertake the task of deciding about the future of Germany
yet another time in the first half of the 20th century. The issue of new borders was integral part of this decision and one of its basic elements. Poland being perforce directly affected by the border decisions wanted to participate actively in the work on
the preparation of the possible future peace treaty with the western neighbour. Special institutions were established for this purpose. Within the Polish governmentin-exile the Ministry of Congress Work conducted its activity and after the war was
over the new Polish authorities formed the Office of Congress Works. Presenting the
details of border decisions concerning Poland or Germany which were the result of
the war is not the aim of this article. It is aimed at showing the visions of these bor-
236
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
ders which were developed in these two Polish institutions in two different political
realities. Both the Ministry of Congress Work and the Office of Congress Work produced a large number of studies concerning the future borders. They were prepared
by experts connected with various research institutions as well as columnists, military men and politicians.
Marta Wójtowicz-Wcisło
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Kraków)
W obleganej twierdzy każde
odstępstwo jest zdradą”
Polityka władz kubańskich
wobec środowisk twórczych
i intelektualnych po 1959 roku
O
ficjalny dyskurs kubańskiego reżimu zakłamuje prawdę o problemach
kraju, a represje wobec jednostek podejmujących krytykę polityki rządu
i obowiązującego systemu utrudniają przepływ informacji. Pomimo tego,
w ostatnich latach, w głównej mierze dzięki rozwojowi internetu i aktywności niezależnych dziennikarzy kubańskich, których część działa na emigracji, zaporę komunikacyjną udaje się skutecznie przełamać. W Polsce wiedza
o kubańskiej historii i rzeczywistości społecznej rozprzestrzenia się dzięki konferencjom i publikacjom polskich ośrodków studiów latynoamerykanistycznych2, inicjatywom takim, jak portal internetowy Solidarni z Kubą3,
tłumaczeniom literatury kubańskich pisarzy, artykułom pojawiającym się
w prasie codziennej. Wiedza ta wciąż wymaga dalszych uzupełnień.
Niniejszy artykuł jest próbą uzupełnienia i uporządkowania tej wiedzy
poprzez przedstawienie polityki władz kubańskich wobec środowisk twórczych-artystów, intelektualistów, dziennikarzy – po 1959 roku. Polityka kul1
To zdanie św. Ignacego Loyoli, przywoływane przez Fidela Castro, miało obrazować szczególne położenie wyspy, w jakim znalazła się po obaleniu Batisty: ciągłe zagrożenie agresją USA wymagało zachowania jedności za wszelką cenę. I. Ramonet, Cien horas
con Fidel. Conversaciones con Ignacio Ramonet, La Habana 2006, s. 17.
2
Zob. ostatnią publikację Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu
Warszawskiego: Cuba 2009. Reflexiones en torno a los 50 años de la revolución de Castro,
red. A. Dembicz, Warszawa 2009.
3
Portal internetowy poświęcony społeczeństwu obywatelskiemu na wyspie: http://
www.solidarnizkuba.pl.
238
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
turalna reżimu kubańskiego koncentrowała się na dostosowaniu działalności intelektualnej do potrzeb jedynej obowiązującej ideologii. Pierwsza część
artykułu ukazuje przebieg tego procesu, który polegał w głównej mierze na
zrzeszaniu twórców w państwowych organizacjach, ograniczaniu wolności
wypowiedzi oraz swobody twórczości artystycznej. W dalszej części przedstawione zostały zaostrzenia systemu represji wprowadzone po rozpadzie
bloku socjalistycznego, który to rozpad wywołał na Kubie rozbudzenie nadziei na zmiany i aktywizację środowisk dysydenckich.
Po obaleniu dyktatora Batisty i przejęciu władzy przez Rewolucyjny
Rząd w styczniu 1959 roku, nieograniczone zaufanie do rewolucyjnych przywódców i ciągłe zagrożenie atakiem USA spowodowało, iż rewolucja stawała się symbolem niemalże mistycznym. Fidel Castro początkowo nie posiadał oficjalnej funkcji w rządzie, ale dzięki autorytetowi zdobytemu jako
przywódca wojskowy rewolucji, wywierał nań decydujący wpływ. Wyznaczona przez rządzących logika celów absolutnych doprowadziła do stopienia
się i utożsamienia kraju z rewolucją, a rewolucji – z jej przywódcą4. W styczniu 1959 roku miejsce rozwiązanego Kongresu zajęła Rada Ministrów, która,
Ustawą z 7 lutego 1959 roku, przyznała sobie wszystkie jego dotychczasowe kompetencje5. Radykalizacja postaw w obrębie Rady Ministrów następowała równolegle z eskalacją postanowień godzących w interesy USA (oraz
postanowień rządu USA godzących w interesy Kuby)6. Jednostki skłonne do
kompromisów zostały odsunięte od władzy, a ideologia propagowana przez
przywódców nabierała charakteru obowiązującego dogmatu. Sojusz z ZSRR
przez niektórych twórców uznany został za zdradę rewolucyjnych ideałów.
Do końca 1959 roku stało się jasne, iż pozostające u władzy jednostki radykalne przedkładały swoją wizję sprawiedliwości społecznej i suwerenności narodu nad demokrację oraz wolności obywatelskie i polityczne, a poparcie znaczącej części społeczeństwa dla rewolucyjnych postulatów zaczęło się
4
Grupo de Trabajo Memoria, Verdad y Justicia, Cuba la Reconciliación Nacional, Centro para América Latina y el Caribe, Universidad Internacional de la Florida, 2003, s. 22–
–23. Celem rewolucji kubańskiej było uwolnienie wyspy od ekonomicznej zależności od
USA, poprawa warunków życia ludności, przywrócenie Konstytucji z 1940 r., równomierny podział dóbr i zapewnienie społeczeństwu edukacji i opieki zdrowotnej. M. F. Gawrycki,
Kuba i rewolucja w Ameryce Łacińskiej, Toruń 2004, s. 43.
5
Ustawa ta zastąpiła Konstytucję z 1940 roku. Po Ley Fundamental de 1959, Biblioteca Virtual Miguel de Cervantes, http://www.cervantesvirtual.com/servlet/SirveObras/12260642021226061865624/index.htm, z dn. 23.07.2009.
6
L. A. Pérez Jr., Cuba and the United States: Ties of Singular Intimacy, London 1997,
s. 240–250. W lipcu 1959 roku Fidel Castro wybrany zostaje premierem.
Marta Wójtowicz-Wcisło
W obleganej twierdzy każde odstępstwo jest zdradą”. Polityka władz kubańskich…
239
załamywać7. Tymczasem bezustannie zagrożona rewolucja, niczym oblegana
twierdza, musiała być broniona jednomyślnie i bezwarunkowo – i tak poczęła pożerać swoje własne dzieci8.
Przywódcom rewolucji od początku towarzyszyła troska o głęboką
transformację narodowej świadomości. Do wykuwania świadomości rewolucyjnej potrzebne były wszystkie środki formowania społeczeństwa: szkolnictwo, wydawnictwa literackie, media, instytucje kultury.
W 1959 roku rewolucjoniści przejęli kontrolę nad Federacją Studentów
Uniwersyteckich (Federación de Estudiantes Universitarios). Czystka przeprowadzona wśród wykładowców w 1960 r. objęła około 80% pracowników.
Między rokiem 1959 a 1960 znacjonalizowano radio i telewizję. W 1961 roku
rząd zamknął wpływowe katolickie czasopismo „La Quincena”, następnie wydalono z kraju księży obcokrajowców i znacjonalizowano szkoły prywatne.
Powstała Imprenta Nacional oraz Editora Nacional, wydawnictwa, które, po
milionowym nakładzie „Don Kichota z La Manchy” i wydaniach kilku klasyków, przeszły do rozpowszechniania dzieł Marksa, Engelsa, Lenina i powieściopisarzy sowieckich.
We wrześniu 1960 r. utworzono sieć Komitetów Obrony Rewolucji (Comités de Defensa de la Revolución, CDR), które stać miały na straży rewolucyjnego porządku. Pajęczyna komitetów, obejmująca swym zasięgiem wszystkie
domy na wyspie, stała się oczami i uszami rewolucji: komitety miały wiedzieć o obywatelach wszystko i informować o pojawieniu się wrogich czynników. Do zadań członków CDR zaliczono pełnienie straży w nocy, czuwanie
nad bezpieczeństwem, mobilizowanie do udziału w zbiorowych wydarzeniach, pomoc dzieciom i czuwanie nad ich rewolucyjną edukacją od najmłodszych lat. Dla celów ścisłej propagandy utworzono Komisję Orientacji Rewolucyjnej (Comisión de Orientación Revolucionaria).
7
Ley Fundamental de 1959, Biblioteca Virtual Miguel de Cervantes, http://www.cervantesvirtual.com/servlet/SirveObras/12260642021226061865624/index.htm, z dn.
23.07.2009.
8
Wraz z opanowaniem autonomicznej działalności politycznej i rozliczaniem prawdziwych lub domniemanych zwolenników obalonego dyktatora Batisty, rząd i siły rewolucyjne (Fuerzas Armadas Revolucionarias) podjęły walkę zbrojną z grupami partyzanckimi
(tworzonymi m.in. przez ubogich chłopów i nauczycieli, niedawnych zwolenników rewolucji), w oficjalnym żargonie zwanymi „bandytami”. Po rozbiciu oddziałów, rząd dokonał
przymusowych przesiedleń ludności z rejonów, gdzie trwały walki, by zapobiec rozszerzaniu się buntu. J. Clark, 50 años de revolución en Cuba: un breve recuento y una mirada al
futuro [w:] Cuba 2009. Reflexiones…, s. 133–134; Grupo de Trabajo Memoria, Verdad y Justicia, op. cit., s. 23.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
240
W 1959 roku powstał Kubański Instytut Sztuki i Przemysłu Kinematograficznego (Instituto Cubano de Arte e Industria Cinematográficos, ICAIC).
Propagowaniem ideologii przez sztukę zajęła się Narodowa Rada Kultury
(Consejo Nacional de Cultura), utworzona w 1961 r. i mniejsze, nowo powstałe ośrodki kultury. Część teatrów podporządkowano Narodowej Radzie Kultury; działalność teatrów niezależnych utrudniano i ograniczano.
W pierwszych latach rewolucyjnych rządów, 1959–1961, zaznaczył się
rozdźwięk między popierającymi rewolucję revolucionarios a zachowującymi dystans wśród ogólnego entuzjazmu reaccionarios, z których wielu decydowało się na emigrację9. Okres ten, określany jako „Miodowy Miesiąc”
rewolucji i twórców, znamionowała „spontaniczność i dezorientacja” – akceptujący rewolucję mogli liczyć jeszcze na twórczą wolność. Wciąż działały mniejsze wydawnictwa niezależne, publikowano teksty młodych autorów,
powieści egzystencjalne, poezję surrealistyczną, dzieła Lezamy Limy i Virgilio Piñery. W styczniu 1961 roku rozpoczęto Kampanię Alfabetyzacji10.
Po inwazji w Zatoce Świń i deklaracji marksistowsko-leninowskiego
kierunku rewolucji, w czerwcu 1961 roku, w sali Biblioteki Narodowej odbyły się spotkania, na które zwołano najwybitniejszych kubańskich twórców. Podczas jednego ze spotkań „najwyższy przywódca” jasno określił
nowy cel kubańskiej sztuki: „W ramach rewolucji: wszystko; przeciwko rewolucji: nic. (…) My zawsze oceniać będziemy twórczość przez pryzmat rewolucyjnego kryształu”11. O ile ta poetycka metafora mogła podlegać interpretacjom, następujące po niej fakty były jednoznaczne: rewolucja
konkretyzowała się, stawała się wszechogarniająca. Utworzono Narodowy
Związek Pisarzy i Artystów Kubańskich (Unión Nacional de Escritores y Artistas de Cuba, UNEAC). Z końcem tego roku zamknięto „Lunes”, dodatek kulturalny do „Revolución”, oficjalnej gazety Ruchu 26 Lipca (Movimiento 26 de
Julio), skupiający twórców (jak Guillermo Cabrera Infante) niepodzielających dogmatycznej wizji sztuki12.
W latach 1959–1962, na skutek reform nacjonalizacyjnych Kubę opuściło około 200 000 ludzi, głównie należących do elit - urzędnicy administracji, właściciele ziemscy, biznesmeni, intelektualiści. B. Lisocka-Jaegermann, Kubańska emigracja polityczna po
1959 roku [w:] Migracje polityczne XX wieku, vol. 4, Migracje i społeczeństwo, red. J. E. Zamojski, Warszawa 2000, s.166–170.
10
P. E. Serrano, Cuatro décadas de políticas culturales, Revista Hispano Cubana HC
1999, núm. 4, s. 35–38.
11
Ibidem. s. 40; A. Belén, M. Sevillano, De Virgilio Piñera a Reinaldo Arenas: homosexualidad o disidencia, Revista Hispano Cubana HC, 1999, núm. 4, s. 79.
12
P. E. Serrano, op. cit., s. 41.
9
Marta Wójtowicz-Wcisło
W obleganej twierdzy każde odstępstwo jest zdradą”. Polityka władz kubańskich…
241
Wszystkie ugrupowania polityczne zrzeszone zostały w Zintegrowanych
Organizacjach Rewolucyjnych (Organizaciones Revolucionarias Integradas), te
zaś przeszły kolejne transformacje: w 1963 roku w Zjednoczoną Partię Rewolucji Socjalistycznej (Partido Unido de la Revolución Socialista) a następnie,
w 1965 roku, w Komunistyczną Partię Kuby (Partido Comunista de Cuba)13.
W 1963 roku utworzono Związek Dziennikarzy Kuby (Unión de Periodistas de Cuba, UPEC). Przynależność do UPEC, który pozostał jedyną legalną
organizacją kubańskich dziennikarzy, stanowiła warunek wykonywania zawodu. Celem organizacji od momentu jej powołania miała być obrona rewolucji i niepodległości kraju. Kierowanie i nadzór nad mediami poddane zostały Komisji Orientacji Rewolucyjnej, przekształconej później w departament
Sekretariatu Ideologicznego Biura Politycznego Partii14.
Hawana butna jeszcze i dumna, podkreślała swą niezależność i odrębność od ZSRR, którą wykorzystywała dla usprawiedliwienia likwidacji „sekciarskich” minifrakcji, tworzonych przez komunistów starszych niż kubańska
rewolucja, a także przy eksporcie rewolucji do innych krajów i utrzymywaniu swej pozycji w Ruchu Państw Niezaangażowanych. Swoistość i odrębność
kubańskiej drogi przyświecać miały pracom zaplecza ideologów z Wydziału
Filozofii hawańskiego Uniwersytetu. W ramach prowadzonej polityki kulturalnej, Kuba mogła pozwolić sobie również, jak chcieli tego Che Guevara i Castro, na otwarcie w kwestii formy i nieprzyjęcie estetyki realizmu socjalistycznego jako jedynej obowiązującej15.
Realizacja ideału podmiotu rewolucyjnego – „nowego człowieka” – wykreślonego przez Che Guevarę, dotknęła sfery moralności i obyczajowości
obywateli. Podsycając, potęgując i wykorzystując obecne w kubańskiej kulturze zjawisko machismo, zdrową, naturalną heteroseksualność ludu, jak
i heroizm mężnych „brodaczy”16 przeciwstawiano burżuazyjnemu zepsuciu
słabych homoseksualistów. Moralne oczyszczenie, które zmienić miało społeczeństwo w zbiór podmiotów rewolucyjnych, wykraczało oczywiście poza
kwestię skłonności seksualnych, lecz to one właśnie wykorzystane zostały
jako pretekst do pozbywania się osobników niewykazujących rewolucyjnego entuzjazmu, ideologicznie „niepoprawnych”, „niepewnych”, a więc kontr13
J. Dominguez, Cuba since 1959 [w:] Cuba: A Short History, ed. L. Bethell, Cambridge
University Press, New York 1993, s. 106–107.
14
Raport Inter American Press Association, La Libertad de Prensa y la Ley, http://
www.sipiapa.com/cuba/espanol/laws-cub12.htm, z dn. 23.07.2009; Zob. statut UPEC
http://www.cubaperiodistas.cu/upec/estatutos1.html, z dn. 23.07.2009.
15
P. E. Serrano, op. cit., s. 42–43.
16
Barbudos – takim mianem określano noszących brody przywódców rewolucji.
242
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
rewolucjonistów. Nagonka rozpętana przeciw homoseksualistom objęła
przede wszystkim środowiska inteligencji i artystów. Kulminacją tej polityki
było utworzenie w listopadzie 1965 roku, na obrzeżach prowincji Camagüey,
Wojskowych Oddziałów Wspierania Produkcji (Unidades Militares de Ayuda
a la Producción). W zamkniętych obozach, jakimi były te oddziały, osoby osadzone pod zarzutem homoseksualizmu, uprawiania prostytucji, przejawów
dewiacji ideologicznej, w tym religijnej, zmuszano do pracy i poddawano indoktrynacji politycznej. W 1968 roku głosy protestu opinii publicznej zmusiły władze do zamknięcia obozów. Niemniej jednak, represje wobec „wrogów
ludu” nie zakończyły się17. Guillermo Cabrera Infante i inni artyści wybrali wówczas emigrację. Wielu w tym czasie odeszło w cień, ich twórczość nie
była udostępniana odbiorcom, ich spotkania stały się potajemne18.
Z końcem lat 60. nastał kres eksperymentu kubańskiego komunizmu
i rozpoczął się okres dogmatyzmu w sferze kultury. Wyspa okazała się niezdolna do minimalnej autonomii ekonomicznej. Porażka „zafry 10 milionów
ton” w 1970 roku19 wyznaczała początek etapu całkowitej zależności Kuby
od ZSRR, którego model miała odtąd wiernie kopiować, przekształcając się
w państwo totalitarne.
Jedną z pierwszych ofiar nowej polityki stał się poeta Heberto Padilla.
W zbiorze jego poezji „Fuera del Juego”, zawierającym krytykę procesu rewolucyjnego, dopatrzono się treści kontrrewolucyjnych. „Przypadek Padilli”
wywołał protest intelektualistów sekundujących dotąd wiernie kubańskiej
rewolucji. Po niecałym miesiącu więzienia poeta publicznie wyznał swe grzechy potępiając również kontrrewolucyjną postawę swoich przyjaciół i żony.
Zaprzestano publikacji Padilli w kraju, zakazano mu wydawania tekstów za
granicą, udzielania wywiadów i opuszczania Kuby20.
Na I Narodowym Kongresie Edukacji i Kultury, który odbył się w kwietniu 1971 roku, uchwalono, iż każde dzieło artystyczne stanowi własność na17
We wrześniu tego roku, w hawańskiej dzielnicy rozrywki Vedado, służby bezpieczeństwa przeprowadziły obławę na homoseksualistów. Podczas tej akcji zatrzymano
i uwięziono na okres roku i dłuższy osoby uważane za antyspołeczne: noszące długie włosy, wyróżniające się ubiorem lub posiadaniem rzeczy zagranicznych. A. Belén, M. Sevillano, op. cit., s. 80–82.
18
Ibidem.
19
Rząd kubański zmobilizował całe społeczeństwo w celu uzyskania 10 milionów
ton trzciny cukrowej ze zbiorów w 1970 r., co miało poprawić sytuację finansową wyspy.
Pomimo ogromnego wysiłku, przy sparaliżowaniu innych gałęzi przemysłu, zebrano około 8 milionów ton. Zafra to właśnie zbiór trzciny cukrowej.
20
L. Gil, Padilla, las puertas falsas, los silencios, Revista Hispano Cubana HC 2001,
núm. 9, s. 35–39.
Marta Wójtowicz-Wcisło
W obleganej twierdzy każde odstępstwo jest zdradą”. Polityka władz kubańskich…
243
rodu. W przemówieniu na zamknięcie kongresu Fidel przedstawił zgromadzonym nowe ramy polityki kulturalnej: sztuka miała być bronią rewolucji,
kultura – polem działalności mas, a marksizm-leninizm – jedynym narzędziem interpretacji rzeczywistości21.
Po kongresie nadeszła kolejna fala moralnego oczyszczania instytucji. Homoseksualizm ponownie posłużył jako pretekst do pozbycia się jednostek przejawiających niejednomyślność lub „apatię”. Jak wspomina pisarz
Reinaldo Arenas, w telegramach informowano artystów i intelektualistów
o pozbawieniu ich dotychczasowego stanowiska ze względu na brak „kwalifikacji politycznych i moralnych, niezbędnych do wykonywania obowiązków
służbowych”22. Zwolnienia te nie objęły pracowników Baletu Narodowego,
Casa de las Américas oraz ICAIC, chronionych przez swych dyrektorów Alicię
Alonso, Haydée Santamaríę i Alfredo Guevarę23.
W 1974 roku uchwalono Ustawę przeciwko wrogiej propagandzie, która przewidywała kary od 3 do 12 lat pozbawienia wolności dla występujących przeciwko socjalistycznemu porządkowi w formie ustnej czy pisanej
(ustawę tę zastąpiły później artykuły w kodeksie karnym). Pierwszy Kongres Komunistycznej Partii Kuby, zebrany w 1975 roku, potępił próby wykorzystania sztuki dla potrzeb ideologii przeciwnych socjalizmowi. Zgodnie
z artykułem 5. uchwalonej w 1976 roku i obowiązującej do dziś Konstytucji,
Komunistyczna Partia Kuby jest „siłą rządzącą, która stoi ponad społeczeństwem i państwem, organizującą i kierującą wspólnym wysiłkiem w dążeniu
do społeczeństwa komunistycznego i budowie socjalizmu”. Według artykułu
62., korzystanie ze swobód obywatelskich podporządkowane jest interesom
państwa socjalistycznego oraz celom budowy socjalizmu i komunizmu. Konstytucja uznaje swobodę twórczości artystycznej, o ile jej treść nie jest przeciwna rewolucji. Według artykułu 53., wolność słowa i prasy warunkowana
jest zgodnością z celami socjalistycznego państwa, które pozostaje jedynym
właścicielem środków przekazu24.
W roku uchwalenia Konstytucji utworzone zostało Ministerstwo Kultury, na którego czele stanął Armando Hart, zapoczątkowując etap „autocenP. E. Serrano, op. cit., ss. 47–48.
R. Arenas, Zanim zapadnie noc. Autobiografia, Świat Literacki, Izabelin 2004, s. 169.
23
M. Zayas, Mapa de la homofobia. Cronología de la represión y censura a homosexuales, travestis y transexuales en la Isla, desde 1962 hasta la fecha, http://www.cubaencuentro.com/es/encuentro-en-la-red/cuba/articulos/mapa-de-la-homofobia/(page)/2/
(gnews)/1137733200, z dn. 23.07.2009.
24
Konstytucja Republiki Kuby, http://www.cubaminrex.cu/Mirar_Cuba/La_isla/
constitucion.htm, z dn. 23.07.2009.
21
22
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
244
zury” twórców, okres pozornego otwarcia, określany jako „aksamitne więzienie”. Powstały wówczas oficjalne instytucje – domy kultury, warsztaty
literackie, których celem pozostaje stymulowanie i potwierdzanie udziału
mas w tworzeniu kultury. Śmierć pisarza Lezamy Limy w 1976 roku została przemilczana przez kubańskie media, jeśli nie liczyć drobnej wzmianki
w dzienniku. Nie słabły prześladowania intelektualistów i pisarzy: do więzienia trafili m.in. Reinaldo Arenas, René Ariza, Rafael Saumell, Ariel Hidalgo, Elizardo Sánchez. W drugiej połowie lat 70. na Kubie rozkwitał gatunek
powieści detektywistycznej, wychwalający sukcesy agentów Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych w walce przeciwko dewiantom. W ciągu 3 miesięcy 1980 roku przez port Mariel wyspę opuściło 125 000 osób, pospolitych
więźniów, homoseksualistów, ale i wielu twórców25. Polityka migracyjna,
skwapliwie negocjowana z rządem USA, stanowiła wentyl bezpieczeństwa
dla rewolucji26.
Niesłabnące represje wywołały polityczne milczenie obywateli i doprowadziły do upowszechnienia się podwójnej moralności – publicznego wygłaszania poglądów odmiennych od rzeczywiście wyznawanych. Z drugiej
strony, w latach 80., młodzi artyści, intelektualiści i dziennikarze próbowali przełamać sztywne ramy oficjalnego dyskursu. Wobec malejącej pomocy
ZSRR i porażającej oczywistości problemów ekonomicznych kraju, w 1986
roku rząd ogłosił początek „procesu rektyfikacji błędów i negatywnych tendencji”, który doprowadzić miał do przezwyciężenia i naprawy skutków dotychczasowych niedociągnięć w budowie socjalizmu. Głosy krytyki wskazujące na odpowiedzialność instytucji narodowych za sytuację gospodarczą
i społeczną kraju pojawiły się nawet w prasie oficjalnej. Na wieść o zmianach politycznych w byłych krajach socjalistycznych dziennikarze kubańscy
podjęli debatę na temat konieczności ponownego rozpatrzenia kwestii polityki informacyjnej. Na II Plenum KC Komunistycznej Partii Kuby Fidel Castro
przypomniał, jaką rolę pełnić miała prasa: „Prasa jest jeszcze jednym narzędziem dla celów Partii, w ramach którego dziennikarze wykonują swój zawód będąc odtwórcami oficjalnej ideologii. Zadaniem prasy jest wspieranie
Partii. Dziennikarze są zobowiązani informować, kształtować i mobilizować
masy dla doskonalenia socjalizmu. Krytyczna rola prasy jako «czwartej siły»
nie jest potrzebna rewolucyjnej demokracji kubańskiej”27.
P. E. Serrano, op. cit., s. 49; B. Lisocka-Jaegermann, op. cit. s. 170–172.
Rolę tę pełni dziś także „eksport mózgów” – wysyłanie kubańskich lekarzy na zagraniczne misje. A. Dembicz, Kuba – 100 lat drogi, Ameryka Łacińska 2002, nr 2(36) , s. 9.
27
Za: cytowany raport Inter American Press Association.
25
26
Marta Wójtowicz-Wcisło
W obleganej twierdzy każde odstępstwo jest zdradą”. Polityka władz kubańskich…
245
Po rozpadzie bloku komunistycznego wielu działaczy partyjnych w obrębie instytucji państwowych wierzyło, iż przekonanie najwyższego dowództwa do ponownej oceny kryteriów rozwoju i bezpieczeństwa narodowego okaże się możliwe. Cześć artystów zdawała się tolerować reżim,
trwając w impasie w oczekiwaniu na nieuchronne „zdarzenie biologiczne”.
Inni, jak grupa pisarzy, którzy w 1991 roku podpisali Deklarację Intelektualistów Kubańskich (domagając się m.in. amnestii więźniów politycznych,
wolnych wyborów, prawa do emigracji) otwarcie z reżimem zrywali. Grupy
młodych intelektualistów w sposób mniej lub bardziej jawny odkrywały porażkę kulturalnych celów rewolucji28. Nadzieje na znaczące zmiany zostały
jednak szybko rozwiane. Ograniczono ilość i częstotliwość publikacji, usuwano ze stanowisk konfliktowych dziennikarzy. Zarówno elity, jak i zwykłych
obywateli, sparaliżowała wiadomość o procesie przeprowadzonym przeciwko oskarżonym o handel narkotykami 14 urzędnikom armii i Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych i rozstrzelaniu gen. Arnaldo Ochoa i płk. Antonio de
la Guardia. Propozycje liberalizacji systemu rozważano jednak, choćby za
zamkniętymi drzwiami, do 1995 roku, kiedy to Fidel ogłosił: „Każde nasze
otwarcie niosło ze sobą ryzyko. Jeśli trzeba będzie więcej reform, przeprowadzimy je. Na razie nie są one konieczne”29.
Rząd nieodmiennie odpowiadał prześladowaniami na wszelkie postulaty zmian, przeprowadzając tylko reformy ekonomiczne, które pozwoliły
mu utrzymać władzę i być może ocaliły kraj od śmierci głodowej. Fakt, iż
oczekiwana na początku lat 90. zmiana nie nastąpiła, mobilizował opozycję.
W 1997 roku Félix Bonne Carcassés, René Gómez Manzano, Vladimiro Roca
Antúnez i Marta Beatriz Roque Cabello przedstawili władzom dokument La
Patria es de Todos. Krytykowali w nim brak podstawowych wolności, politykę
gospodarczą oraz fałszowanie historii, za co skazani zostali na kary więzienia
od 2 do 5 lat. Wizycie papieża Jana Pawła II w 1998 roku towarzyszyło uznanie pewnych swobód religijnych oraz zwolnienie 300 więźniów politycznych.
Mimo tego, kubańskie ustawodawstwo dotyczące wolności wypowiedzi nabierało coraz bardziej represyjnego charakteru. W 1999 roku Zgromadzenie
Narodowe uchwaliło Ustawę o ochronie niepodległości i gospodarki Kuby
(Ley 88, de Protección de la indpendencia nacional y la economía de Cuba), naP. E. Serrano, op. cit., s. 51.
Dobitny przekaz dla popierających politykę otwarcia i poprawy stosunków z USA
stanowiło zestrzelenie awionetek organizacji emigrantów kubańskich „Braciom na Ratunek” (Hermanos al Rescate), którego dokonano kilka miesięcy później. Grupo de Trabajo
Memoria, Verdad y Justicia, op.cit., s. 35.
28
29
246
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
zwaną „prawem knebla”, z powodu nadzwyczaj rygorystycznych ograniczeń
wolności wypowiedzi i dostępu do informacji. Ustawa ta przewiduje kary do
20 lat pozbawienia wolności za działalność rozumianą jako wspieranie celów
ustawy Helmsa-Burtona z 1996 roku. Jednakże, mając na względzie praktyki
stosowane w kubańskim sądownictwie, jego regulacjom podlegać może każda czynność, którą w najogólniejszym rozumieniu uważa się za komunikację,
bądź mająca związek z informacją30.
Od 1996 roku opozycjoniści skupieni w Chrześcijańskim Ruchu Wyzwolenia (Movimiento Cristiano Liberación)31 opracowywali szkic projektu Varela, obejmującego propozycje demokratycznych zmian i oficjalnie ogłoszonego
w Hawanie w styczniu 1998 roku. Działając zgodnie z kubańską Konstytucją,
dopuszczającą referendum i prawo inicjatywy ustawodawczej obywateli (po
zebraniu 10 000 podpisów), 10 maja 2002 roku członkowie Ruchu wręczyli Zgromadzeniu Narodowemu projekt referendum obejmującego pięć punktów: wolność wypowiedzi, stowarzyszeń, amnestia dla więźniów politycznych, prawo do tworzenia firm i nowe prawo wyborcze. Projekt podpisało
11 020 obywateli32. Kilkakrotnie zawieszano obrady mającego rozpatrzyć
petycję Zgromadzenia Narodowego, podważano autentyczność podpisów,
aż ostatecznie, w 2003 roku, ogłoszono sprzeczność projektu z podstawowymi zasadami Konstytucji. Władze kubańskie przeprowadziły także referendum, w którym Kubańczycy opowiedzieli się za wprowadzeniem do Konstytucji zapisu o nieodwołalności socjalistycznego systemu na Kubie33. Już
w grudniu 2001 roku rozpoczęły się aresztowania obrońców praw człowieka i promotorów projektu Varela. Złożenie podpisów w maju 2002 roku zapoczątkowało kolejne fale aresztowań i represji, skierowane także przeciwko
30
Ustawa Helmsa-Burtona, wykraczająca poza to, co można by określić zaostrzeniem embarga, została potępiona przez międzynarodowe organizacje praw człowieka.
Dowódcy „twierdzy” nie byli w stanie odpowiedzieć na nią w inny sposób, jak tylko kolejnymi represjami, godzącymi w obywateli Kuby. Zob. Ley de protección de la independencia
nacional y la economía de Cuba (LEY NO. 88), http://www.icap.cu/medidas/protec_independ_nac.html, z dn. 23.07.2009.
31
Chrześcijański Ruch Wyzwolenia to założona w 1988 roku organizacja kubańskich aktywistów praw człowieka, mająca swe podstawy w doktrynie chrześcijańskiej demokracji. Celem organizacji jest doprowadzenie do demokratycznych zmian na Kubie, bez
użycia przemocy i w ramach obowiązującego systemu prawnego. Liderem organizacji jest
Osvaldo Payá Sardiñas. Oficjalna strona Osvaldo Payá, El Movimiento Cristiano Liberación,
http://www.oswaldopaya.org/es/up/mcl-inic.pdf, z dn. 23.07.2009.
32
W 2003 roku Zgromadzeniu dostarczono kolejne 14 340 podpisów, http://www.
oswaldopaya.org/es/up/mcl-inic.pdf.
33
Grupo de Trabajo Memoria, Verdad y Justicia, op. cit., s. 16.
Marta Wójtowicz-Wcisło
W obleganej twierdzy każde odstępstwo jest zdradą”. Polityka władz kubańskich…
247
organizatorom niezależnych bibliotek, nowych inicjatyw kulturalnych i obywatelskich, niezależnym dziennikarzom, dysydentom. Działacze tracili pracę, byli nachodzeni przez policję, w niektórych przypadkach wydalani ze studiów lub pozbawiani tytułów uniwersyteckich, stawali się ofiarami actos de
repudio – aktów nienawiści i potępienia, w których inni Kubańczycy obrzucają ich wyzwiskami, popychają, malują obraźliwe hasła na domach. „Przeklęta
okoliczność wody ze wszystkich stron”34 czyni Kubę naturalnym więzieniem.
Ubiegający się o pozwolenie na opuszczanie kraju, musieli liczyć się z utratą dachu nad głową, pracy, społeczną izolacją. Ci, którzy je otrzymali, pozbawiani byli często obywatelstwa i możliwości powrotu. Rząd rozpętał oficjalną
kampanię w celu zbojkotowania projektu Varela (którego nigdy nie opublikował), publicznego zastraszenia jego zwolenników i rozpoczął działania
w celu podzielenia opozycji. W czasie fali represji w marcu i kwietniu 2003
roku, zwanej kubańską Czarną Wiosną, zaaresztowano i – przy zastosowaniu
Ustawy 88 – skazano na wieloletnie więzienie 75 działaczy opozycji, w tym
42 członków Chrześcijańskiego Ruchu Wyzwolenia. Dysydentów oskarżano
o działanie na szkodę państwa i pobieranie wynagrodzenia z USA35.
W lipcu 2006 roku, kiedy Fidel obwieszczał przekazanie swych funkcji bratu, Raulowi Castro, w związku z koniecznością poddania się operacji, Kuba zamarła w oczekiwaniu. Odpowiedzią na ponownie rozbudzone
nadzieje był wydany przez Raula Castro dekret 242, ustanawiający „system przeciwdziałania i czujności społecznej”, jeszcze bardziej zacieśniający kontrolę nad społeczeństwem. System, kierowany przez Komisję
Narodową (w jej skład wchodzą kubańscy ministrowie Edukacji, Spraw
Wewnętrznych, Zdrowia, Pracy, Kultury, Szkolnictwa Wyższego, Sprawiedliwości, Sportu) ma jednoczyć obywateli w zapobieganiu przestępczości
i innym zachowaniom antyspołecznym oraz wspomagać edukację i rehabilitację przestępców36.
34
„…la maldita circunstancia del agua por todas partes… ” – z wiersza Virgilio Piñery:
La isla en peso.
35
Entrevista a Osvaldo Payá Sardiñas, Revista Hispano Cubana HC 2003, núm. 16,
s. 119–124; Ch. Lionet, La información, coto privado del Estado. La represión cotidiana contra la prensa independiente, strona internetowa organizacji Reporterzy bez Granic, http://
www.rsf.org/article.php3?id_article=4551, z dn. 23.07.2009.
36
Raúl Castro aprueba un sistema de prevención del delito y la conducta antisocial , strona internetowa czasopisma Encuentro de la Cultura Cubana, http://www.cubaencuentro.com/es/encuentro-en-la-red/cuba/noticias/raul-castro-aprueba-un-sistemade-prevencion-del-delito-y-la-conducta-antisocial?referer=encuentro-en-la-red/cuba/
articulos/isla-letal, z dn. 23.07.2009.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
248
Od 1959 kubański rząd objął kontrolą nie tylko działalność ekonomiczną, ale i całe życie obywateli, pozbawiając ich niemal całkowicie możliwości
samostanowienia i kierowania własnym losem. Na rewolucyjnej Kubie prawa człowieka są systematycznie gwałcone. Obowiązująca Konstytucja i kodeks karny w rażący sposób ograniczają wolności jednostki, kategorycznie
zakazują pokojowej opozycji i gwarantują możliwość realizacji polityki opartej na zastraszaniu obywateli37. Wszelkie środki przekazu informacji podlegają kontroli państwa, które utrzymuje obywateli w permanentnej blokadzie
informacyjnej, izolując od świata i indoktrynując dla własnych potrzeb. Według oficjalnych danych w 2006 roku w kubańskich więzieniach przebywało 333 więźniów politycznych. Władze odmawiają pozarządowym organizacjom praw człowieka, w tym Czerwonemu Krzyżowi, dostępu do ogromnego
(liczącego 200 zakładów karnych i obozów internowania) systemu więziennictwa. Więźniowie alarmują o niehumanitarnych warunkach w zakładach
karnych.
W 2006 roku nasiliły się akty prześladowań i zastraszania dziennikarzy,
niezależnych bibliotekarzy i osób odważających się wyrażać protest wobec
sytuacji na Kubie. Co najmniej 67 więźniów sumienia – osób skazanych za
pokojowe wyrażanie swoich przekonań – odbywa na Kubie karę pozbawienia wolności. Zatrzymania są w wielu przypadkach arbitralne i dokonywane bez przedstawienia zarzutów. Zatrzymani są także więzieni bez procesu
i wyroków, na podstawie samych podejrzeń o działania kwalifikowane jako
kontrrewolucyjne lub innych niesprecyzowanych podejrzeń. Stosowane kary
to częstokroć wieloletnie pozbawienie wolności. Kary są niewspółmierne do
popełnionych czynów, które za przestępcze czy zbrodnicze uznane zostały
przez reżim. Wzrasta liczba Kubańczyków, w tym także dysydentów i krytyków systemu, którzy są pozbawiani wolności pod zarzutem „działalności
predeliktywnej”. Po krótkim sądzie doraźnym trafiają do więzienia za samo
podejrzenie możliwości popełnienia „przestępstwa” w przyszłości. Jednym
z przestępstw, za które zwykło się skazywać jest „zagrożenie społeczne”. Prawo kubańskie określa tak działania przeciwko „moralności socjalistycznej”
i zalicza do nich m.in. „antyspołeczne zachowanie”. Choć kodeks przewiduje
w tym wypadku zastosowanie środka prewencyjnego w postaci dozoru policyjnego, pod zarzutem „zagrożenia społecznego” skazuje się dziennikarzy
i obrońców praw człowieka na kary do 4 lat pozbawienia wolności. 13 kwietnia 2007 roku Óscar Sánchez Madan, niezależny dziennikarz piszący dla Cu37
Grupo de Trabajo Memoria, Verdad y Justicia, op. cit., s. 6.
Marta Wójtowicz-Wcisło
W obleganej twierdzy każde odstępstwo jest zdradą”. Polityka władz kubańskich…
249
baNet (organizacja wolnej prasy kubańskiej) został zatrzymany w swoim
domu w Unión de Reyes i w sądzie doraźnym, bez udziału obrońcy, skazany
na 4 lata więzienia za stwarzanie „zagrożenia społecznego”38.
Brak jednomyślności wciąż uważany jest na Kubie za zdradę, jednak stosując represje, kubański rząd toleruje jednocześnie istnienie marginalnej opozycji39. Wieloletni kubański dysydent, Vladimiro Roca, wyjaśnia, iż te sprzeczne działania – represje i tolerowanie ograniczonej opozycji – ma utrzymywać
opozycję na marginesie i siać strach wśród obywateli40. Sam Castro przyznaje, iż dysydenci, którzy popełniają jednakowo ciężkie „przestępstwa”, nie byli
i nie są traktowani jednakowo. Przypominając, iż Zgromadzenie Narodowe
jednogłośnie zakwalifikowało działalność opozycyjną jako „zdradę ojczyzny”
(za co kodeks karny przewiduje karę dożywotniego więzienia, a nawet śmierci), stwierdza, iż opozycjonistom – „w zależności od okoliczności” – wymierzane są kary od 5 do 28 lat pozbawienia wolności. Dodaje jednak, iż istnieją
osoby, które, pomimo popełniania tego rodzaju przestępstw, nie są pociągane do odpowiedzialności karnej i wyjaśnia, że „nikt nie ma zagwarantowanej
bezkarności, wszystko zależy od rozwoju wydarzeń i jeśli trzeba będzie podjąć środki, podejmiemy je, bowiem sprawy których bronimy są dla nas ważniejsze niż wszystko inne”41.
38
To trzeci niezależny dziennikarz skazany za „predeliktywne zagrożenie społeczne” od momentu przejęcia władzy przez Raula Castro w lipcu 2006 roku. Dwaj pozostali to
Raymundo Perdigón Brito i Ramón Velázquez Toranso, skazani na 4 i 3 lata pozbawienia
wolności. Journalist sentenced to four years in prison as “pre-criminal social danger”, strona internetowa organizacji Reporterzy bez Granic, http://www.rsf.org/article.php3?id_
article=21793, z dn. 23.07.2009; Amnesty International, Cuba: Motivos de preocupación de
Amnistía Internacional en materia de derechos humanos, http://web.amnesty.org/library/
Index/ESLAMR250032007, z dn. 23.07.2009; E. Sánchez Santacruz, Informe de la Comisión Cubana de Derechos Humanos y Reconcilición Nacional, Habana 2006, Revista Hispano-Cubana HC 2006, núm. 26, s. 140–145.
39
Pomimo represji Chrześcijański Ruch Wyzwolenia kontynuuje działalność.
16 kwietnia 2007 roku główni przedstawiciele kubańskich grup opozycyjnych podpisali wspólny dokument Jedność na rzecz Wolności (Unidad por la libertad), w którym deklarują swoją jedność w dążeniu do wolności, żądając m.in. zwolnienia więźniów skazanych za obronę lub zwyczajne korzystanie z praw człowieka, poszanowania tych praw
i demokracji. Oficjalna strona Osvaldo Payá, Unidad por la libertad, http://www.oswaldopaya.org/es/2007/04/16/unidad-por-la-libertad-comunicado-oposicion-en-cuba/, z dn.
23.07.2009.
40
P. Rigoulot, Entrevista a Vladimiro Roca, Revista Hispano Cubana HC 2005, núm. 22,
s. 169–176.
41
I. Ramonet, op. cit., s. 459–460.
250
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
„In a besieged fortress, all dissidence is treason.” Cuban government
policy towards artists and intellectual circles after 1959
This article is an attempt to present the Cuban government policy towards artists and intellectual circles after 1959. The cultural policy of the Cuban regime focused on adjusting all intellectual and artistic activity to the only valid ideology. In
the years 1959–1965, the artists and intellectuals were compelled to join institutions
controlled by the government. The freedom of thought and creation was subordinated to the dictate of the state: defense of revolution and construction of socialism. Individuals unwilling to cooperate, distant from the ideal of the “revolutionary subject”
or demonstrating critical attitude automatically became interior enemies that were
persecuted and obliged to obey. In the end of the 1980’s, with the fall of the socialist block, the hope for changes arose in Cuba. In response to awakening of intellectuals and dissidents, the government tightened the system of repression: in the Law
88, enacted in 1999, further sanctions against freedom of communication were introduced. The government increased persecution of independent journalists, human
rights activists and authors of independent cultural initiatives. In 2003, 75 dissidents
– most of them promoters of the Varela Project and members of the Movimiento Cristiano Liberación – were arrested and sentenced to many years of imprisonment under the Law 88. The assuming of power by Raul Castro in July 2006 did not bring any
change; on the contrary, persecutions were intensified. There is a growing number of
Cubans sentenced on the charge of a “precriminal social danger”. In view of this, the
government’s tolerance of marginal opposition in the “besieged fortress” – paradoxically – may be simultaneously used as another method of spreading terror among
Cuban citizens.
Alicja Kiełbasiewicz
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Toruń)
Polityka integracyjna
Norwegii wobec nowej
emigracji zarobkowej z Polski
w latach 2004–2009
Zarys historii emigracji zarobkowej w Norwegii
H
istoria emigracji zarobkowej w Norwegii sięga już średniowiecza, wtedy
też wraz z kupcami hanzeatyckimi przybywali pierwsi pracownicy sezonowi1. Do XX wieku największy odsetek emigrantów, często sezonowych,
stanowili Szwedzi zwani „rallare”2. Nie tylko odgrywali oni istotną rolę w budowie torów kolejowych3, ale pracowali również w fabrykach, rolnictwie
i jako budowlańcy podczas bumu budowlanego w Kristianii (dzisiejsze Oslo)
w latach 90. XIX wieku. Ich praca była zawsze uzależniona od koniunktury.
Do momentu rozwiązania przez Norwegię unii ze Szwecją w 1905 roku Szwedzi stanowili 2,2% społeczeństwa norweskiego. W XVIII i XIX wieku rozpoczął się napływ nowych osadników z Finlandii, głównie Kwenów. Osiedlili się
oni na północy, utrzymując się głównie z rolnictwa i rybołówstwa. Pod koniec XIX wieku Kwenowie stanowili już 13% społeczności Finnmarku. Szybki rozwój gospodarczy w latach 1910–1920 spowodował wzrost emigracji
zarobkowej. W Norwegii pojawili się wówczas pracownicy z krajów takich
1
Det nye arbeidsinnvandringen fra øst. Drivkrefter, utviklingstrekk og arbeidspolitiske konsekvenser, red. J. E. Dølvik, J. H. Friberg, Norges Forskingsråd 2008, s. 3.
2
Termin ten, jak podaje Einar Haugen, Norsk – engelsk ordbok, Olso 1996, s. 327 –
oznacza migrującego robotnika, który pracował przede wszystkim podczas budowy sieci
torów kolejowych na terenie Skandynawii.
3
K. Kjeldstadli, Arbeidsmigrasjon – noe å lære av historien?, Arbeidsinnvandring – en
kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007, s. 9.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
252
jak Niemcy, Rosja czy Włochy. Stanowili oni jednak niewielki procent społeczeństwa norweskiego. Po II wojnie światowej miała miejsce emigracja z powodów politycznych. Węgrzy przybyli do Norwegii po wydarzeniach z 1956
roku, Czesi i Słowacy – po roku 1968. Równocześnie napływały małe grupy emigrantów zarobkowych z państw śródziemnomorskich: Włoch, Hiszpanii, Jugosławii4. W 1954 roku kraje skandynawskie, w tym Norwegia, utworzyły wspólny nordycki rynek pracy. Od tej pory obywatele Szwecji, Danii
i Finlandii nie potrzebowali pozwolenia na pracę i osiedlanie się w Norwegii5. Trzy lata później ustanowiono liberalne prawo dotyczące cudzoziemców
(fremmedlov), które otwierało norweski rynek pracy na siłę roboczą z innych państw. Pozwolenie na pracę było przyznawane każdemu, kto przyjechał do Norwegii i znalazł zatrudnienie. Jednakże dopiero w latach 60. i 70.
cudzoziemcy zaczęli falowo korzystać z tej możliwości. Było to oczywiście
związane z dużym zapotrzebowaniem na siłę roboczą w norweskiej flocie
handlowej, odkryciem złóż ropy naftowej, jak i odpływem ludności ze wsi do
miast, co doprowadziło do braku rąk do pracy w rolnictwie. W związku z rosnącą koniunkturą gospodarczą zaczęli po raz pierwszy w historii Norwegii
przybywać również pracownicy z państw pozaeuropejskich takich jak Turcja, Maroko, Indie czy Pakistan6. Emigranci kierowani byli do prac, których
sami Norwegowie nie bardzo chcieli wykonywać. Były to przede wszystkim
słabo płatne zawody, które wymagały ciężkiej pracy fizycznej7. W Norwegii
traktowani byli raczej jak społeczeństwo drugiej kategorii. Świadczy o tym
nazwa, która do nich przylgnęła: „fremmedarbeider”, czyli obcy robotnik lub
po prostu Turek bez względu na pochodzenie8.
Ten nagły i niekontrolowany napływ orientalnej ludności doprowadził
do ustanowienia w 1975 roku rozporządzenia o czasowym zatrzymaniu emigracji („forskrift om midlertig innvandringsstop”). Od tej pory pozwolenie na
pracę przyznawano tylko specjalistom, najchętniej z sektora naftowego. Zapotrzebowanie na siłę roboczą pokrywane było z krajów nordyckich i innych państw należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007-2008),
Arbeidsinnvandring, s. 42.
5
Ibidem, s. 116.
6
Ibidem, s. 42.
7
O. Brox, Hva gjør arbeidskraftimport med det norske samfunnet?, Arbeidsinnvandring – en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007, s. 128–129.
8
B. Berg, Integreringsutfordringer og kvalifiseringsbehov blant arbeidsinnvandrere,
Arbeidsinnvandring – en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007,
s. 83.
4
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
253
(OECD). W 1988 roku wprowadzono następne zaostrzenia zawarte w prawie
„utlendingslov”, które dotyczyło regulacji i kontroli emigracji. Według tego
prawa polityka wobec emigracji zarobkowej nie mogła być kierowana interesami pracodawców, lecz dobrem społecznym i ekonomicznym kraju9. Norwedzy postrzegali emigrację z lat 70. jako tymczasową. Nie prowadzili wobec
niej żadnej polityki integracyjnej. Póki koniunktura była wysoka nowi przybysze nie stanowili żadnego problemu społecznego, często żyli w swoich skupiskach i większość czasu spędzali w pracy, przyczyniając się tym samym do
rozwoju gospodarczego Norwegii10. Podczas kryzysu gospodarczego z lat 80.
„fremmedarbeidere” najszybciej stracili pracę. Czas pokazał też, że nie byli
tylko pracownikami tymczasowymi. Gdy rynek przestał wchłaniać robotników fizycznych do prac, gdzie nie wymagano żadnych kompetencji, nastał
problem bezrobocia zagrażający stabilności norweskiego systemu socjalnego. Okazało się, że przez wiele lat pracy w Norwegii emigranci zarobkowi
bardzo słabo znali język norweski i mieli ograniczony kontakt ze społeczeństwem. Ich kompetencje prawie nigdy nie były wykorzystywane z powodu
bariery językowej i przeznaczenia do pracy fizycznej. Dopiero w 1993 rząd
wprowadził plan integracji emigrantów z rynkiem pracy i przez to ze społeczeństwem norweskim. Metody aktywizacji polegały na: uznaniu wykształcenia i kompetencji zawodowych robotników z Azji i Bliskiego Wschodu, nauczaniu norweskiego na poziomie pozwalającym na podjęcie pracy i dalsze
dokształcanie oraz utworzenie dla nich nowych miejsc pracy odpowiadających ich kwalifikacjom11. Od momentu wprowadzenia rozporządzenia o tymczasowym zatrzymaniu emigracji, do Norwegii, oprócz członków rodzin emigrantów z Bliskiego Wschodu, przybywali również studenci, osoby szukające
azylu i uciekinierzy12. W latach 80. schronienie znaleźli tu również polscy
uciekinierzy polityczni związani z ruchem „Solidarność”, a następnie członkowie ich rodzin.
Norwegia jednak nie była w stanie długo izolować swojego rynku pracy przed zagranicznymi pracownikami. W 1990 rząd utworzył „Kvoteprogramme” – program, który określał liczbę pracowników sezonowych spo9
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008),
Arbeidsinnvandring, s. 74.
10
B. Brøgger, Det bare hendte – arbeidsinnvandring til Drammen, Arbeidsinnvandring – en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007, s. 19 i s. 24.
11
B. Berg, op. cit., s. 83–84 i 89.
12
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008)…,
s. 43.
254
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
za Norwegii do pracy w rolnictwie13. Pierwszego roku przybyło tutaj 4325
robotników, w większości z byłego bloku wschodniego, w tym duży odsetek Polaków14. W 1994 roku weszła w życie umowa o stworzeniu Europejskiego Obszaru Gospodarczego, której sygnatariuszem była też Norwegia.
Dzięki temu norweski rynek pracy otworzył się na pracowników z Unii Europejskiej15. Nie nadciągnęła wówczas spodziewana fala masowej emigracji
z biedniejszych krajów wspólnoty europejskiej. Tymczasem zapotrzebowanie na nowych pracowników, zwłaszcza w służbie zdrowia, rosło. Dlatego też
w latach 1998–2003 norweski Urząd Pracy „Aetat”, we współpracy z pracodawcami, przeprowadził projekt rekrutacji personelu medycznego, a zwłaszcza lekarzy i pielęgniarek. Zrekrutowano razem 1883 osoby, głównie z Niemiec, Finlandii, Austrii i Włoch, nie zabrakło też polskich specjalistów. Przed
przyjazdem wszyscy zainteresowani pracą w Norwegii musieli przejść kurs
języka norweskiego16. W 2001 roku zniesiono „Kvoteprogrammet”17, oraz
„Karantenebestemmelsen”18.
13
Polonia i Oslo, En studie Av arbeids-og levekår blant polakker i hovedstadsområdet,
red. J. H. Friberg, G. Tyldum, Fafo 2007, s. 25.
14
J. F. Rye, De blir nesten som familiemedlemmer, Arbeidsinnvandring – en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007, s. 92.
15
Det nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 7.
16
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008)…,
s. 72.
17
G. Tyldum, J. H. Friberg, Legal status og rettigheter i det norske arbeidslivet, Arbeidsinnvandring – en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007,
s. 75.
18
Karantenebestemmelsen – postanowienie to dotyczyło studentów z zagranicy
uczących się w Norwegii. Nie mogli oni po ukończeniu studiów ubiegać się o pozwolenie
na pracę w Norwegii. Wymagano od nich 5 letniego pobytu poza granicami Norwegii, aby
móc tu wrócić ponownie i podjąć pracę. Założeniem tej polityki było, aby wykształceni
absolwenci z krajów rozwijających się wracali z powrotem do swojej ojczyzny i tam przyczyniali się do jej rozwoju. Większość absolwentów i tak nie wracała do swoich domów,
ale szukała zatrudnienia w innych krajach Europy Zachodniej. Dzięki zniesieniu „Karantenebestemmeslen” studenci zagraniczni, którzy znaleźli pracę przed upływem studiów
w Norwegii mogli tu pozostać poprzez uzyskanie statusu specjalisty. Zob. Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008), Arbeidsinnvandring,
s. 75.
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
255
Rozszerzenie Unii Europejskiej w 2004 roku i wzrost
liczby Polaków emigrujących do Norwegii
Największy przełom w norweskich regulacjach dotyczących rynku pracy nastąpił wraz z poszerzeniem Unii Europejskiej o nowe kraje członkowskie.
Norwegia jako członek Europejskiego Obszaru Gospodarczego, który opiera
się głównie na swobodnym przepływie ludzi, kapitału i usług między wszystkimi krajami Unii Europejskiej i Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu, musiała zaakceptować otwarcie rynku pracy na dużo biedniejsze kraje
z byłego bloku wschodniego. Norwegowie oficjalnie entuzjastycznie przyjęli rozszerzenie Unii jako koniec zimnej wojny i politycznego rozróżnienia na
wschodnią i zachodnią Europę19. Zdawali sobie jednak sprawę, że przyjęcie
nowych członków to jednak polityczny i ekonomiczny eksperyment. Chodziło przecież o utworzenie wspólnego rynku z wolnym przepływem siły roboczej i usług między krajami o dużych dysproporcjach w poziomach płac
i kosztów pracy20. Bano się, że nowi emigranci masowo będą wykorzystywać
norweską opiekę społeczną, tak jak emigranci z lat 60. i 70.21 W celu ochrony rynku wprowadzono do 2009 roku okres przejściowy dla indywidualnych
emigrantów zarobkowych22. Do Norwegii po rozszerzeniu wspólnoty europejskiej rzeczywiście napłynęły tysiące robotników ze Wschodniej i Środkowej Europy. Największy udział mieli wśród nich Polacy23. Według danych ze
stycznia 2008 roku z norweskiego rejestru krajowego, Folkeregistret, Polacy są największą grupą emigracyjną w Norwegii. W rejestrze figurują tylko
te osoby, które posiadają umowę o pracę na ponad sześć miesięcy24. Według
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 3.
Polonia i Oslo…, s. 7.
21
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 3.
22
Podczas okresu przejściowego wymagano, aby pracownik z „nowej” Unii przed
otrzymaniem pozwolenia na pracę i pobyt przedłożył umowę dotyczącą zatrudnienia na
cały etat z płacą adekwatną do wykonywanego zawodu. Okresu przejściowego nie można było jednak narzucić firmą z nowej Unii oraz osobom samo zatrudnionym. Zob. Polonia i Oslo…, s. 22.
23
Wystarczy podać, iż przed 1 maja 2004 roku około 4000 osób z terenów dzisiejszej „nowej” Unii miało pozwolenie na pracę w Norwegii. W 2006 roku liczba wydanych
i odnowionych pozwoleń dla tej grupy pracowników wynosiła 54 785, w tym 71% dotyczyło polskich obywateli. W liczbach bezwzględnych byłoby to 38 693 osób, których
średnia wieku wynosiła 34 lata. Od maja 2004 do lipca 2008 Norwegia wydała w sumie
122 667 pierwszych pozwoleń na pracę, Polacy otrzymali 70% z nich. Zob. Polonia i Oslo…,
s. 8, s. 13–14, s. 27–28.
24
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 28.
19
20
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
256
Folkeregistret było ich wówczas 32 000 tys. Do tej liczby polskich obywateli należy jeszcze dodać wiele tysięcy niezarejestrowanych robotników sezonowych i pracujących dla polskich lub innych nie norweskich firm oraz
samozatrudnionych i pracujących „na czarno”25. Badania z 2007 roku przeprowadzone w Oslo wykazały, że ponad 40% Polaków pracuje tam nielegalnie26. Także nieoficjalna liczba polskich emigrantów może być tu kilkakrotnie
wyższa. Norwegia jest największym wśród krajów skandynawskich odbiorcą pracowników z byłego bloku wschodniego. Jest to powiązane z ogromnym
rozwojem gospodarczym tego kraju wynikającym z bogatych zasobów naturalnych oraz bardzo dobrze rozwiniętego przemysłu stoczniowego i rybnego.
Dla porównania Dania, Szwecja, Islandia i Finlandia zanotowały razem w latach 2004–2008 poniżej 80ctysięcy wydanych pierwszych pozwoleń na pracę lub pobyt dla obywateli pochodzących z krajów „nowej” Unii27.
Przyczyny wyjazdów i rekrutacja pracowników
Opisując przyczyny polskiej emigracji do Norwegii, Joanna Napierała z Ośrodka
Badań nad Migracjami przy Uniwersytecie Warszawskim odwołała się do koncepcji czynników wypychających i przyciągających (push-pull factors theory)
Evereta Leesa. Jako faktor wypychający badaczka podaje wysokie bezrobocie
i przyzwyczajenie pewnych grup zawodowych (np. budowlańców) do pracy sezonowej, która z natury rzeczy zależna jest od częstych zmian koniunkturalnych28. Badania przeprowadzone przez norweski ośrodek badawczy Fafo nad
Polakami mieszkającymi w Oslo zdają się potwierdzać tę tezę. Z badań wynika
wprawdzie, że aż 45% ankietowanych miało stałą pracę w Polsce przed wyjazdem do Norwegii, 20% posiadało umowę o pracę na czas określony, 15% prowadziło własne firmy. Tylko 15% pracowało w szarej lub nielegalnej sferze. Jednocześnie badani podkreślają, iż mimo posiadanej pracy panował duży strach
przed jej nagłą utratą, spora część ankietowanych wskazywała również na to,
że ze swoich zarobków nie byli w stanie utrzymać rodzin29. W innym raporcie
przeprowadzonym w Norwegii, możemy znaleźć następującą wypowiedź koPolonia i Oslo…, s. 8.
Ibidem, s. 61.
27
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s.13.
28
J. Napierała, Myter og fakta om migrasjon fra Polen til Norge, Arbeidsinnvandring –
en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007, s. 56.
29
Polonia i Oslo…, s. 23.
25
26
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
257
biety pracującej w 2008 roku w Oslo na temat jej sytuacji w Polsce: „Zarobki
moje jako pielęgniarki nie były wystarczające. Mimo tego, że pracowałam po
12 godzin plus nocne zmiany, byłam zmuszona do mieszkania ze swoją babcią,
aby przeżyć30. Głównym faktorem przyciągającym jest zatem możliwość otrzymania wyższych zarobków31. Obok wysokich płac emigranci wskazują również
na stabilny norweski rynek pracy, mniejszą konkurencję i socjalne bezpieczeństwo. Część Polaków podaje też jako powód wyjazdu małe szanse na możliwość
kariery w swoim kraju32. Jednak według raportu z 2008 roku zleconego przez
rząd norweski jasno wynika, że w większości Polacy pracują poniżej swoich
kompetencji i nie wykorzystują swoich kwalifikacji33. W innym norweskim raporcie przeprowadzonym przez Fafo padają pesymistyczne prognozy, iż: „Mało
wskazuje na to, aby Polacy posiadający wyższe wykształcenie mogli je wykorzystać na norweskim rynku pracy. Większość z nich pracuje w budownictwie,
jako sprzątaczki i niewykwalifikowana siła robocza w sektorze opieki i usług.
Można to nazwać formą brain waste 34, lub zmarnowaniem kompetencji i jest
bardziej rozpowszechnione wśród kobiet niż mężczyzn”35. Z powyższej wypowiedzi można wywnioskować, że większość Polaków do emigracji bardziej
motywuje chęć zarobku niż możliwość kariery, której brak rekompensują sobie wysokimi płacami. Po stronie norweskiej chęć do rekrutacji pracowników
z zagranicy, a zwłaszcza z byłego bloku wschodniego spowodowana jest często
zapotrzebowaniem na ludzi ze specjalnymi kompetencjami, ale tak naprawdę
trudno rozróżnić, czy jest to naprawdę zapotrzebowanie na specjalistów, czy na
tanią siłą roboczą36. Dla pracodawców norweskich ważna jest redukcja kosztów, rzadkie zwolnienia chorobowe wśród emigrantów, motywacja do pracy
w nadgodzinach bez dodatkowego wynagrodzenia i zatrudnienia tymczasowe.
Pracodawcy chętnie korzystają też z zakupu usług w formie najmu pracowników od firm pośredniczących37. Jon Erik Dølvik i Jon Horgen Friberg w swojej
Vi blir… Om arbeidsinnvandring fra Polen og Baltikum, IMDI – rapport 1-2008, s. 16.
Wystarczy tu podać, że w Norwegii w 2008 roku mężczyźni otrzymywali 5,6 razy
wyższą, a kobiety 8,3 razy wyższą płacę za godzinę w stosunku do stawek w Polsce. Zob.
Polonia i Oslo…, s. 32.
32
Ibidem, s. 16.
33
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008)…,
s. 134.
34
Brain waste – oznacza marnowanie potencjału intelektualnego.
35
Polonia i Oslo…, s. 33.
36
Ibidem, s. 10.
37
Biura te w 2005 roku wysłały 8 tysięcy polskich robotników do pracy w Norwegii.
Patrz: Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008)…,
s. 67–68; J. Napierała, op. cit., s. 56.
30
31
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
258
pracy o nowej emigracji zarobkowej ze wschodu piszą, iż niektóre z tych firm
w walce o klientów zdolne są „do omijania praw, obniżania płac i nakładania
dyscypliny na swoich pracowników, które graniczą z handlem ludźmi”38. Innym
sposobem na zredukowanie kosztów jest wynajem zagranicznego podwykonawcy lub zmuszenie pracownika do założenia firmy jednoosobowej. Takie firmy nie są objęte okresem przejściowym i mogą dowolnie wyceniać swoje usługi, nie wspominając o obejściu przepisów związanych z zasadami BHP39. Wiele
firm norweskich podkreśla, że bez dostępu do tańszych zagranicznych specjalistów musiałaby rozważać przeniesienie części produkcji za granicę40. Największe zatrudnienie obywateli z krajów „nowej” Unii Europejskiej jest w następujących sektorach: – rolnictwo i rybołówstwo (23%), – budownictwo (20%),
– produkcja przemysłowa (13%), – komunikacja, handel, turystyka, gastronomia (11%)41. Emigrantów zatrudnia się do najgorzej opłacanych prac w tych
sektorach42. Według Jon Horgen Friberg i Guri Tyldum, autorów raportu o Polonii w Oslo, Norwegowie coraz częściej kończą studia i odchodzą od prac fizycznych. Prace te przez ostatnie 35 lat były oferowane głównie emigrantom. Ich
wykonywanie wiąże się z gorszą płacą i niższym prestiżem43. Polska emigracja
nie jest traktowana pod tym względem inaczej. Nowo przybyli przeważnie biorą pracę, którą im dają, nie wybierają jej sami. U wielu osób powoduje to frustracje i brak wiary we własne możliwości44.
Warunki pracy i zarobki
W Norwegii nie ma ustanowionej prawnie płacy minimalnej, zarobki opierają się przede wszystkim na kolektywnych umowach taryfowych między pracodawcą a związkami zawodowymi. Tam, gdzie brak danych umów, pracownik może być opłacany dowolnie45. Dlatego też wraz z rozszerzeniem Unii
38
Red. Jan Erik Dølvik, Jon Horgen Friberg, Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…,
s. 23.
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 23; zob. też: Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008), Arbeidsinnvandring, s. 67–68.
40
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008)…,
s. 150.
41
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 66; Zob. też: Vi blir… Om
arbeidsinnvandring fra Polen og Baltikum…, s. 19–20.
42
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 4.
43
Polonia i Oslo…, s. 10.
44
Ibidem, s. 29.
45
Polonia i Oslo…, s. 61.
39
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
259
Europejskiej, chroniąc rynek i emigrantów przed wykorzystaniem tej luki
przez nieuczciwych pracodawców, wprowadzono okres przejściowy. Rozporządzenie to, jak wspomniano wyżej, nie obejmuje firm i samo zatrudnionych
z „nowej” Unii. Według danych z 2006 roku najniższa płaca w branży budowlanej wynosiła: dla osoby z wykształceniem zawodowym – 132 NOK za godzinę brutto, dla pracownika niewykwalifikowanego z rocznym doświadczeniem – 123 NOK, bez doświadczenia – 118 NOK. Natomiast średnia płaca
w branży budowlanej w roku 2005 wynosiła 174 NOK za godzinę brutto.
Mimo posiadanego wykształcenia, Polaków często nawet nie dotyczą stawki dla niewykwalifikowanych robotników. Według badań z 2006 i 2007 roku
25% Polaków pracujących w regionie Oslo otrzymuje mniej niż 80 NOK netto za godzinę, 51% ankietowanych otrzymuje między 81 a 100 NOK, a 24%
ponad 100 NOK46. Najgorzej zarabiają pracownicy na delegacji i pracujący
nielegalnie. Należy tu podkreślić, że tylko 56% badanych ma legalną pracę47. Polacy pracujący nielegalnie według badań z 2007 roku otrzymują między 50 a 70 NOK za godzinę. Pracują po 10–12 godzin dziennie, aby zarobić
jak najwięcej48. Badania wykazały również, że wykształcenie polskiego pracownika przeważnie nie ma wpływu na to, jaką dostanie płacę. Osoby, które mają ukończone szkoły zawodowe, nie zarabiają więcej od tych, którzy
mają tylko wykształcenie podstawowe49. Nawet związki zawodowe, takie jak:
Byggenæringens Landsforbund (Krajowy Związek Przemysłu Budowlanego),
jak i Fellesforbund50 zalecają opłacanie zagranicznych fachowców jako niewykwalifikowanych. J. H. Friberg i G. Tyldum komentują to stwierdzeniem, iż:
„Wiele jest przyczyn związanych z tym, że wykształcenie zawodowe nie jest
automatycznie uznawane w Norwegii”51. Według powyższych badaczy jest
Ibidem, s. 61-63.
Ibidem, s. 46.
48
E. Matejko, R. Stefańska, Barrierer mot integrering av polske arbeidere i Norge, Arbeidsinnvandring – en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-2007,
s. 101.
49
Często też w statystykach norweskich można znaleźć informacje, że polscy pracownicy emigrujący do Norwegii to w większości osoby bez kwalifikacji, co oznacza, że
ukończyły wyłącznie szkołę podstawową. Są to jednak dane oparte na informacjach zamieszczanych na umowach pracy, na których w pozycji zawód często wpisuje się „ufaglært”
(niewykwalifikowany), aby móc Polaków opłacać według najniższych stawek. Z badań
przeprowadzonych na polskich obywatelach w Oslo wynika jednak, że 20% posiada wykształcenie wyższe, 79% średnie, a tylko 1% podstawowe. Zob. Polonia i Oslo…, s. 33.
50
Fellesforbundet jest największym związkiem zawodowym w sektorze prywatnym
w ramach norweskiej Organizacji Ogólnokrajowej (LO). Skupia on ponad 162 000 członków reprezentujących różne grupy zawodowe.
51
Polonia i Oslo…, s. 66.
46
47
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
260
to paradoks, iż zarówno przemysł budowlany, jak i władze państwowe chcą
opierać rekrutację na kompetentnych pracownikach, ale jak dotąd przedsiębiorcy nie wykazali woli, aby za to zapłacić, a władze nie są zainteresowane
tym, aby firmy uznawały i premiowały wyższe wykształcenie52. Potwierdzeniem tego są również badania przeprowadzone w przemyśle naftowym. Wynika z nich, iż tylko 10% polskich fachowców otrzymuje stawki odpowiadające ich kompetencjom53.
Wiele osób, które przybyły do Norwegii po 2004 roku, doświadczyło
oszustwa związanego z wypłacaniem pieniędzy za pracę. Okres przejściowy
wymagał przedłożenia umowy o pracę z pełnym wymiarem godzin i odpowiednim wynagrodzeniem, dlatego wielu otrzymywało fałszywe kontrakty
z wyższą pensją niż rzeczywiście posiadali54. Bywało, że umowy o pracę napisane były w języku norweskim i pracownicy nie do końca zdawali sobie
sprawę, na jakie warunki się zgadzają55. Nietłumaczone umowy obowiązywały przede wszystkim u norweskich pracodawców i w norweskich firmach
pośredniczących56. Inną bolączką polskich emigrantów był brak wiedzy
o prawach, jakie im przysługują. Niewiele uprawnionych korzystało z usług
zdrowotnych, świadczeń na dzieci, czy też zasiłku dla bezrobotnych57. Wyniki powyższych badań potwierdzają również raporty o polskich pracownikach przeprowadzone w innych częściach Norwegii. Polak pracujący w Narvik przedstawił swoją sytuację następująco: „ Nie wiedzieliśmy jakie warunki
tutaj panują, nie otrzymaliśmy żadnych informacji. Nasz szef powiedział, że
umowa o pracę nie jest ważna. Zapytaliśmy się naszych znajomych i okazało się, że potrzebujemy taką i taką umowę. Oni posiadali już więcej informacji od nas. Pracowali w Narvik wcześniej. Pracowali też z Norwegami. Jeden
z nich nauczył się norweskiego i dowiedział się, że pracodawcy nie mogą zachowywać się w ten sposób”58. Dla wielu osób nie znających żadnego języIbidem, s. 66.
Vi blir… Om arbeidsinnvandring fra Polen og Baltikum…, s. 22.
54
Norweska Inspekcja Pracy Arbeidstilsynet zanotowała największe nierzetelności
w polskich firmach. Zdarzało się, że robotnicy będący na delegacji posiadali 3 umowy:
pierwszą – z płacą minimalną przeznaczoną dla urzędu podatkowego w Polsce, następną
– do wglądu dla władz norweskich z płacą według umów taryfowych i obowiązującą – ze
stawką wynoszącą około połowy standardów norweskich Zob. Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 23; Polonia i Oslo…, s. 72–73
55
Vi blir… Om arbeidsinnvandring fra Polen og Baltikum…, s. 26.
56
Ibidem, s.72–73.
57
Ibidem, s. 56–60.
58
Ibidem, s. 26.
52
53
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
261
ka obcego jedynym źródłem informacji są rodacy59. Przebywanie w mniejszych miejscowościach, gdzie nie można skorzystać z doświadczenia innych
pracowników, często potęguje frustrację i rezygnację z walki o swoje prawa oraz chęć powrotu do ojczyzny. Emocje te odzwierciedla wypowiedź jednego z polskich robotników z miejscowości Gjøvik położonej około 130 km
na północ od Oslo: „Niektórzy otrzymują odcinki wypłat i jest tam napisana
suma, która przesyłana jest na ich emeryturę. Ja nie otrzymuje niczego takiego w moim miejscu pracy i uważam, że jest to trochę dziwne. Czy ubezpieczenie zostanie zapłacone? Prawdopodobnie nie, tak że nie jest to dla mnie
motywujące, aby pracować tutaj. Jeśli nie otrzymam tego, do czego mam prawo, to mówię nie, dziękuje. Pracuję do wiosny i wracam znów do domu. Chcę
pracować na legalnych warunkach. Chcę być pewny, że te pieniądze będą tam
na mnie czekały, kiedy będę już stary”60. Niestety, co czwarty ankietowany
mieszkający w samym regionie Oslo w 2007 roku nie był pewny, czy płaci
składki na fundusz emerytalny61.
Podsumowując warunki życia i pracy Polaków w Norwegii, które często
zależą od kanału rekrutacji, a następnie formy zatrudnienia, należałoby zaprezentować klasyfikację emigrantów zarobkowych według Jon H. Friberg,
Guri Tyldum, którzy rozróżniają cztery kategorie polskich pracowników. Do
pierwszej kategorii należy tzw. zintegrowany Polak – posiada on legalną pracę u norweskiego pracodawcy i sprowadził lub planuje sprowadzić tutaj rodzinę62. Osoby te zaciągają pożyczki w Norwegii na kupno mieszkania, samochodu, uczą się języków i nie przesyłają pieniędzy do Polski63. Są one też bardzo wyczulone na sposób traktowania swoich rodaków. Następnie wyróżniamy legalnych pracowników sezonowych, którzy przyjeżdżają tu na krótszy
okres i zarabiają pieniądze, aby utrzymać swoje rodziny w Polsce. Mieszkają
oni często w ciasnych barakach czy też dzielą mieszkanie z kolegami z pracy.
Dla takich osób najważniejszy jest szybki zarobek, dlatego są w stanie pracować po kilkanaście godzin dziennie. Nie inwestują w naukę norweskiego
Brak znajomości języków obcych wśród polskich robotników skutkuje ich segregacją. Emigranci kontaktują się z pracodawcą i norweskimi pracownikami głównie przez
tłumacza lub dwujęzycznego brygadzistę. Dla wielu osób główną barierą w nauce norweskiego jest niepewna przyszłość, brak dostępności kursów, wyzwanie, jakim jest nauka
pierwszego języka obcego w dojrzałym wieku oraz niemożliwość pogodzenia pracy z nauką. Zob. Polonia i Oslo…, s. 70; E. Matejko, R. Stefańska, op. cit., s. 46–47, s. 101.
60
Ibidem, s. 27.
61
Ibidem, s. 54.
62
Polonia i Oslo…, s. 97.
63
E. Matejko, R. Stefańska, op. cit., s. 101.
59
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
262
i mają ograniczoną wiedzę co do swoich praw i obowiązków. Życie w Norwegii często postrzegają jako drogie i nudne64. Ograniczają oni też całkowicie swoje zakupy tutaj na miejscu. Wielu z nich przywozi ze sobą jedzenie
i inne potrzebne rzeczy z Polski65. Poziom życia takiego pracownika zależny
jest w dużym stopniu od starań pracodawcy66. Najbardziej na wykorzystywanie narażona jest trzecia grupa, czyli nielegalni pracownicy. Wykonując pracę na „czarno”, tracą oni swoje prawa i są całkowicie pozbawieni świadczeń
i zasiłków. Pracują po wiele godzin dziennie i nigdy nie są pewni, czy i kiedy
otrzymają następne zlecenie67. Wielu odczuwa strach w pracy, gdyż przydzielane są im najniebezpieczniejsze zadania. Kobiety, które zajmują się nieleganie sprzątaniem domów, często wspominają, że muszą wykonywać swoją
pracę samotnie i zdarza się, że klienci zapominają się ubrać lub wręcz seksualnie się do nich zbliżają68. Ostatnią kategorię stanowią luźni robotnicy, którzy prowadzą własną działalność i sprzedają swoje usługi bezpośrednio domostwom i poszczególnym firmom. Grupę tę stanowią zazwyczaj mężczyźni
pracujący przy remontach i renowacjach. Osoby te często nie płacą podatków, nie mają legalnego pobytu. Ich los zależy od umiejętności pozyskania
kolejnych zleceniodawców69.
Mimo nierównego traktowania w pracy, wielu emigrantów zgadza się
jednak z twierdzeniem, ze życie ich stało się lepsze po przyjeździe do Norwegii. 40% badanych w regionie Oslo chce sprowadzić tutaj swoją rodzinę i zintegrować się ze społeczeństwem norweskim. Większość polskich obywateli
postrzega społeczeństwo norweskie jako egalitarne, które stawia sobie za cel
zasypywanie różnic społecznych70.
Walka rządu z dumpingiem socjalnym
W Norwegii panuje bardzo wyraźny podział na emigrację z powodów politycznych lub pochodzącą z łączenia rodzin oraz emigrację zarobkową. Głównym założeniem polityki integracyjnej wobec tej pierwszej grupy, która
jeszcze do 2006 roku stanowiła większość wśród ogółu emigrantów, jest za64
65
66
67
68
69
70
Polonia i Oslo…, s. 97.
E. Matejko, R. Stefańska, op. cit., s.101.
Polonia i Oslo…, s. 97.
Ibidem, s. 97.
Ibidem, s. 73.
Ibidem, s. 98.
Ibidem, s. 94.
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
263
pewnienie im udziału na rynku pracy71. Według rządu norweskiego poprzez
pracę człowiek jest w stanie utrzymać siebie i rodzinę, zdobyć nowych przyjaciół, zapoznać się z inną kulturą i poczuć się częścią nowego społeczeństwa72. Cel ten miał być zrealizowany między innymi poprzez ustanowienie
„Introduksjonsloven”, dzięki któremu w 2005 roku przyznano emigrantom
prawo i obowiązek do nauki języka norweskiego i wiedzy o społeczeństwie
w wymiarze 300 godzin73. Ustawa ta obejmuje jednak tylko 20% ogólnej
liczby emigrantów74. Robotnicy spoza Unii mają nie tylko prawo, ale obowiązek do podjęcia danego kursu i sami muszą pokryć jego koszty, jeżeli chcą
ubiegać się o pozwolenie na osiedlenie się75. Natomiast pracownicy z Unii
Europejskiej, w tym Polacy, w związku z dyrektywą unijną o wolnym przepływie usług, nie mogą być objęci powyższym rozporządzeniem, gdyż według władz norweskich działałoby to hamująco na wolność rynku. Gminy
i pracodawcy mogą jednak sami zadecydować, czy chcą zaoferować darmowe nauczanie76.
Według Jona Horgena Friberga pracownicy zagraniczni stoją przed innymi wyzwaniami niż reszta emigrantów i są one ściśle związane z uzyskaniem pełni praw na rynku pracy77. Twierdzi on także, iż mimo to, że emigranci zarobkowi mają większe płace w Norwegii niż w swojej ojczyźnie, to są
oni w większości narażeni na wykorzystywanie ze strony pracodawców. Dlatego też jakakolwiek polityka integracyjna skierowana na tę grupę odbiorców powinna opierać się na regulacji płac i warunków pracy, przestrzeganiu
zasad BHP, lepszym dostępie do informacji, usług służb zdrowia i świad-
71
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008)…,
s. 12.
72
J. H. Friberg, Integrering av arbeidsinnvandrere, Noen spørsmål og utfordninger
i kjølvannet av EU-utvidelsen, Fafo-notat 2006:29, s. 13.
73
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement, St.meld.nr.18 (2007–2008)…,
s. 107.
74
B. Berg, op. cit., s. 87.
75
Ibidem, s. 86.
76
W jednym z pierwszych raportów podejmujących problem integracji emigracji
zarobkowej, poddawane jest w wątpliwość, czy w ogóle ta grupa emigrantów ma zapotrzebowanie na taką politykę. Osoby te, przyjeżdżając do Norwegii, posiadają już pracę,
toteż cel programów integracyjnych jest osiągnięty. Pobyt pracowników zagranicznych
jest również często tymczasowy, więc zapotrzebowanie na kontakt z lokalnym społeczeństwem jest mniejsze. Poza tym uważa się, że występują tu mniejsze różnice kulturowe niż
między Norwegami a obywatelami trzeciego świata. Zob. Berit Berg, op. cit., s. 85; J. H. Friberg, op. cit., s. 13.
77
J. H. Friberg, op. cit., s. 13.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
264
czeń78. Jan Erik Dølvik og Jon Horgen Friberg w swoim raporcie o robotnikach ze wschodniej Europy przypominają, że rozszerzeniu Unii Europejskiej
towarzyszył strach przed biednymi emigrantami ze wschodniej Europy, którzy czekali tylko, aby przyjechać do Norwegii i wykorzystać wszystkie możliwości, jakie daje państwo opiekuńcze. Autorzy podkreślają jednak, że prognozy te całkowicie się nie sprawdziły i to emigranci stali się grupą, z której
pracy zaczęto czerpać ogromne korzyści. Dążąc do redukcji kosztów, część
pracodawców norweskich łamie prawa pracownicze emigrantów, zmuszając
ich często do życia na marginesie społecznym79. Zjawisko to zostało określone jako dumping socjalny i zdefiniowane przez rząd norweski w następujący sposób: „Według oceny rządu dumping socjalny zagranicznych pracowników ma miejsce zarówno wtedy kiedy są oni narażeni na łamanie zasad BHP,
włączając w to regulacje dotyczące czasu pracy, standardu mieszkań, i/lub
kiedy oferowana jest płaca lub inne formy płatności nieakceptowalnie niskie
w porównaniu z tym, co normalnie zarabiają norwescy pracownicy, lub które nie są zgodne z umowami taryfowymi, tam gdzie takie dotyczą”80. Dumping socjalny jest uznawany przez władze norweskie jako równie szkodliwy
dla pracowników i przedsiębiorców norweskich, ponieważ przyczynia się do
nieuczciwej konkurencji i prowadzi do przestępczości ekonomicznej81. Dumpingiem socjalnym są objęci w szczególności Polacy, którzy wynoszą największy procent emigracji zarobkowej82.
Dopiero jednak dwa lata po otwarciu rynku pracy dla siły robotniczej
z nowej Unii, Norwegia wprowadziła plan działania przeciwko jej nieuczciwemu wykorzystywaniu83. W ten sposób rząd norweski, podobnie jak Finlandia i Islandia zaczął budować politykę integracyjną wobec nowych emigrantów z UE opartą na wprowadzaniu nowych zaostrzeń związanych
z prawem pracy i warunkami zatrudnienia84. Pierwsze zarządzenia, które zostały wprowadzone w życie 1 maja 200685 dotyczyły upowszechnienia poIbidem, s. 15.
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 3.
80
K. Alsos, S. Evju og A. M. Ødegård, Tjenestedirektivet og regjeringens handlingsplan
mot sosial dumping, Fafo-notat 2008:05, s. 8.
81
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 19.
82
K. Alsos, S. Evju og A. M. Ødegård, op. cit., s. 8.
83
Ibidem, s. 8.
84
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 34. Dania i Szwecja swoją politykę integracyjną opierają na aktywnej działalności związków zawodowych, niż na zaostrzaniu
prawa. Związki zawodowe mają prawo do prowadzenia bojkotów i akcji sympatyzujących
skierowanych przeciw firmom wykorzystującym pracowników zagranicznych.
85
K. Alsos, S. Evju og A. M. Ødegård, op. cit., s. 8.
78
79
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
265
rozumień płacowych, tak, aby pracownicy przebywający na delegacji podlegali norweskim płacom minimalnym. Zaostrzono również środki kontroli
poprzez zwiększenie kompetencji władz inspekcyjnych i częściowe przerzucenie odpowiedzialności nadzoru warunków pracy z urzędów państwowych
na pracodawców, czy też firmy zlecające wykonanie usług. Dodatkowo nadano rzecznikom prawo wglądu do umów między pracownikiem a pracodawcą. Zaproponowano również wprowadzenie kart identyfikacyjnych ID-kort
w budownictwie, zmiany w prawie o najmie i wynajmie siły roboczej, jak
i wprowadzenie wymogu norweskich warunków płacowych i pracy w zleceniach państwowych86.
Prawo o upowszechnieniu porozumień płacowych (Allmenngjøringsloven) weszło w życie już 1 stycznia 1994, równocześnie z przystąpieniem Norwegii do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Obawiano się wtedy otwarcia rynku pracy na biedniejsze kraje Unii Europejskiej takie jak Hiszpania czy
Portugalia87. Napływ cudzoziemców jednak nie nastąpił. Prawo to znalazło
szersze zastosowanie dopiero po rozszerzeniu Unii w 2004 roku. Upowszechnienie umów taryfowych powierzono państwowej komisji Tariffnemnda88.
Do 2009 roku wprowadzono cztery główne rozporządzenia. Pierwsze dotyczy powszechnego zastosowania porozumień płacowych dla określonych
przedsiębiorstw paliwowych na lądzie, następne uchwalono powszechne zastosowanie porozumień płacowych dla placów budowy w regionie Oslo. Oba
rozporządzenia weszły w życie 26 czerwca 2006 roku. Pięć miesięcy później wprowadzono powszechne zastosowanie porozumień płacowych dla
placów budowy na terenie całej Norwegii89. 1 grudnia 2008 weszło w życie
następne rozporządzenie o upowszechnieniu umów płacowych w przemyśle stoczniowym na terenie całego kraju90. Dzięki temu ustanowiono minimalną płacę dla najbardziej narażonych na nieuczciwą konkurencję sektorów gospodarki jakimi jest budownictwo i przemysł stoczniowy. Nadzór nad
przestrzeganiem warunków płacowych i pracy dla obcokrajowców, jak i zaIbidem, s. 15.
Ibidem.
88
Tariffnemnda ustanawia, jakie poszczególne zapisy w umowach płacowych między związkami zawodowymi a pracodawcą mają dotyczyć wszystkich zatrudnionych
w określonych sektorach gospodarki. Komisja ta jest organem administracyjnym i jej
ustawy są prawnymi rozporządzeniami.
89
Ibidem, s. 16.
90
Arbeidstilsynet, Delvis allmenngjøring av Verkstedsoverenskomsten i skips- og
verftsindustrien, http://www.arbeidstilsynet.no/c26964/nyheter/vis.html?tid=49626,
z dnia 15.07. 2009.
86
87
266
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
sad BHP został powierzony norweskiej inspekcji pracy (Arbeidstilsynet)91,
oraz osobnemu urzędowi nadzorczemu dla przemysłu naftowego i gazowego (Petroleumstilsynet)92. Oba te urzędy otrzymały 1 grudnia 2006 roku
dodatkowe środki sankcjonujące, takie jak prawo do nałożenia grzywny na
firmy łamiące prawa pracownicze czy nakaz dostosowania się do obowiązujących praw płacowych i warunków pracy grożący częściowemu lub całkowitemu zatrzymaniu budowy do momentu przedstawienia dokumentacji
zgodnej z rozporządzeniami taryfowymi93. Tylko pracownikom jednak dano
prawo do złożenia pozwu do sądu na nieuczciwego pracodawcę94. W latach
2006–2008 rząd przyznał 31 milionów koron na działalność obu tych urzędów nadzorczych95.
W czerwcu 2007 roku rząd zajął się sprawą pośrednictwa pracy. Wprowadzono zaostrzenia prawne dotyczące wynajmu siły roboczej pomiędzy
przedsiębiorstwami produkcyjnymi oraz uregulowano kwestię związaną
z autoryzacją biur pracy tymczasowej. Zaostrzenie dla przedsiębiorstw dotyczyło uzgadniania warunków pracy najemnej z rzecznikami pracowników
firmy w momencie, gdy liczba najętych robotników przekroczyłaby 10% stanu stałej załogi. Agencje natomiast musiały od tej pory ubiegać się o autory91
Arbeidstilsynet/Petroleumtilsynet czyli urzędy nadzorujące pracę są odpowiednikiem polskiej Inspekcji Pracy, jednakże w Norwegii używa się słowa „nadzór” (tilsyn)
a nie „inspekcja” dla określenia danych urzędów: K. Alsos, HMS-regler i Norge og Polen –
en sammenligning, Fafo 2007, s. 20.
92
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 103.
93
K. Alsos, op. cit., s. 20.
94
K. Alsos, S. Evju og A. M. Ødegård, op. cit., s. 17.
95
W 2007 roku Arbeidstilsynet przeprowadziła 1900 inspekcji w miejscach pracy,
gdzie zatrudniani byli emigranci zarobkowi. W 60% przypadków musiano zareagować na
łamanie praw dotyczących warunków pracy, choć zanotowano tendencje spadkowe. Zauważono również wyższą frekwencję wypadków na terenie pracy wśród zagranicznych
pracowników niż obywateli norweskich. Arbeidstilsynet musiała zatrzymać ponad 530
razy pracę na budowach z powodu zagrożenia zdrowia i życia. Dla lepszej kontroli warunków pracy urząd ten wprowadził dodatkowo usługi informacyjne dla polskich pracowników, którzy dzięki temu otrzymali możliwość bezpośredniego zwrócenia się w swoim
ojczystym języku do Arbeidstilsynet drogą telefoniczną lub przez e-mail. Zob. Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 104; Petroleumtilsynet wiosną 2006 roku
przeprowadziła inspekcje największych obiektów technologicznych związanych z sektorem naftowym i gazowym: Melkøya, Nyhamna, Kollsnes i Kårstø. Głównym celem inspekcji było sprawdzenie skuteczności zarządzania zasadami BHP w miejscu pracy dla cudzoziemców. Jesienią tego samego roku przeprowadzono w Nyhamna wywiady z polskimi
pracownikami na temat warunków płacowych i pracy oraz BHP. W czasie kontroli nie wykryto jednak większych zaniedbań związanych z zarobkami i bezpieczeństwem w miejscu
pracy. Zob. K. Alsos, op. cit., s. 20.
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
267
zację, z którą związany jest obowiązek rejestracji i meldowania o swojej działalności w odpowiednich urzędach96. Od marca 2008 wprowadzono również
nowe przepisy dotyczące kontraktów państwowych na ponad milion koron,
aby chronić rynek przed konkurencyjnymi i nieobjętymi okresem przejściowym firmami z nowej Unii97. Poza tym wprowadzono prawny zakaz przydzielania zleceń publicznych firmom jednoosobowym98.
W 2008 roku dla lepszej kontroli warunków zatrudniania pracowników
zagranicznych rząd norweski wprowadził karty identyfikacyjne ID-kort na
placach budowy. Wszyscy wykonawcy zostali zobligowani do wyposażenia
pracowników w ID-kort i to bez względu na rodzaj działalności czy też długość
jej realizacji. Pracodawca, aby zdobyć dane karty, musi zarejestrować swoją
firmę i podać odpowiednie informacje do państwowego rejestru. Dzięki danym informacjom Arbeidstilsynet i władze państwowe mają lepszy przegląd
skali zatrudniania obcokrajowców oraz firm ich wynajmujących99. Państwo
przerzuciło też część odpowiedzialności za nadzór na pracowników i pracodawców. 14 marca 2008 roku nadano rzecznikom reprezentującym pracowników prawo do nadzoru warunków płacowych i pracy oferowanej przez
podwykonawcę. Dotyczy to firm, które operują w okręgu objętym umowami
płacowymi100. Prawo nadzoru jest nadane lokalnemu rzecznikowi pracowników firmy zlecającej, lub jeśli takiego brak, rzecznikowi głównego podwykonawcy. Kontrole przeprowadza się poprzez złożenie żądania przedstawienia
dokumentacji płacy zgodnej z umową taryfową. Pracodawca ma obowiązek przedstawienia danych dokumentów w ciągu 3 dni od złożenia żądania101. W momencie, gdy rzecznik zauważy nieścisłości, może poinformować
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 104.
Według tych przepisów pracownicy firm zagranicznych muszą otrzymywać płacę
według stawek norweskich. Podmiot zlecający usługę musi otrzymać od firmy zagranicznej dokument przedstawiający zarobki i warunki pracy. Zleceniodawca ma prawo kontroli
i w razie złamania danych postanowień może nałożyć odpowiednie sankcje na podwykonawcę. Zob. Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 105.
98
K. Alsos, S. Evju og A. M. Ødegård, op. cit., s. 31.
99
ID-kort jest ważna 2 lata, ale nie dłużej niż wynosi stosunek pracy. Musi ona być
noszona w widocznym miejscu przez pracowników i na żądanie pokazywana m.in. władzom nadzorczym, osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo na terenie budowy i koordynatorowi BHP. Na karcie widnieją bardzo szczegółowe informacje: nazwa pracodawcy
lub firmy jednoosobowej, numer organizacyjny, nazwisko i zdjęcie właściciela karty, data
jego urodzin, płeć, numer karty i okres jej ważności, nazwa i adres wystawcy. Zob. K. Alsos,
S. Evju og A. M. Ødegård, op. cit., s. 29–30.
100
Ibidem, s. 18.
101
Ibidem, s. 19.
96
97
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
268
o tym odpowiedni urząd nadzorczy102. Obowiązek kontroli przestrzegania
umów taryfowych spoczywa też na pracodawcy. Zgodnie z rozporządzeniem
z 14 marca 2008 roku zleceniodawca jest zobowiązany do zabezpieczenia,
iż informacje przekazane przez niego na temat umów płacowych są faktycznie przestrzegane przez podwykonawcę. Pracodawca nie odpowiada bezpośrednio za pensje wypłacane przez podwykonawców103 i nie ma obowiązku
sprawdzać prawdziwych warunków pracy104. Musi natomiast dopilnować,
żeby w kontrakcie znalazła się klauzula o płacy minimalnej i dodana dokumentacja o zarobkach i warunkach pracy ze strony podwykonawcy. Jeśli warunki te nie są spełnione, obowiązkiem jego jest uregulowanie tych braków
lub powiadomienie władz nadzorczych105. Związki zawodowe również otrzymały prawo wglądu do umów związanych z warunkami płacy u podwykonawcy, jednak tylko na terenie objętym umowami taryfowymi106.
Sukces polityki integracyjnej zależy również od dostępu emigrantów zarobkowych do informacji. Dlatego w latach 2007–2008 norweskie Ministerstwo Pracy (Arbeids-og inkluderingsdepartement) zajęło się wdrażaniem
projektu o lepszym udostępnieniu informacji związanych z prawami i obowiązkami zagranicznych pracowników i firm107. Informacje te zostały umieszczone m.in. na portalach norweskich ambasad, europejskiej służby zatrudnienia Eures (www.eures.no) czy też na anglojęzycznym www.norway.no108.
Z inicjatywy norweskiej Inspekcji Pracy, Policji, Urzędu Podatkowego i Ministerstwa Spraw Zagranicznych utworzono w Oslo Centrum Obsługi Pracowników Zagranicznych. Można tam nie tylko zdobyć informacje w języku polskim, ale również uregulować wszystkie formalne sprawy związane z kartą
podatkową, złożeniem podania o pozwolenie na pracę/pobyt czy też zameldowaniem109.
Rząd norweski bardzo pozytywnie ocenia skutki importu siły roboczej
z Unii Europejskiej. W wydanym w 2008 roku Stortingsmelding dotyczącym
emigracji zarobkowej, uważa się, że ma ona korzystny wpływ na rozwój dobrobytu w państwie. Pracownicy zagraniczni przyczyniają się do pokrycia
Ibidem, s. 20.
Ibidem, s. 21.
104
Ibidem, s. 23.
105
Ibidem, s. 22.
106
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 42.
107
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 179.
108
Ibidem, s.181.
109
Centrum Obsługi Pracowników Zagranicznych, http://www.sua.no/pl.html, data
17.07.2009.
102
103
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
269
zapotrzebowania na siłę roboczą i przez to usuwają wąski przekrój na rynku
pracy, co natomiast wpływa hamująco na wzrost cen i kosztów, jak i powoduje wzrost produkcji110. Dlatego też rząd zakłada, że europejski rynek pracy
będzie główną areną rekrutacji nowych pracowników111. I w odróżnieniu od
wcześniejszej protekcjonalnej polityki państwa, władze norweskie uważają,
że to firmy powinny decydować o tym, kto będzie rekrutowany z zagranicy,
a rolą państwa ma być usprawnienie czasu rozpatrywania podań112. W ten
sposób Norwegia wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniom sektora prywatnego i paliwowego.
Dla lepszego poznania potrzeb nowej emigracji zarobkowej oraz efektywnej walki z dumpingiem socjalnym powstało również wiele raportów
opisujących rzeczywistość emigrantów z nowej Unii, a zwłaszcza Polaków,
którzy stanowią największy jej odsetek. Pierwszą tego typu inicjatywą były
wydawane od 2005 roku przez Wydział ds. Integracji i Różnorodności Kulturowej (IMDi) coroczne raporty o nazwie Integreringsbarometeret (Barometr
integracyjny). Mają one na celu badania nastawienia obywateli do emigrantów i polityki integracyjnej113. Od 2006 roku centrum badawcze Fafo zaczęło wydawać serie raportów na temat emigracji zarobkowej z byłego bloku wschodniego. Raporty te powstały na zlecenie IMDi, Ministerstwa Pracy (Arbeids- og inkluderingsdepartementet) oraz Państwowego Instytutu
Badawczego (Norges Forskningsråd)114. Natomiast IMDi poświęciło w 2007
roku corocznie wydawaną publikację Integreringskartet (Karta Integracyjna) pracownikom z „nowej” Unii. Przedstawiono tam wypowiedzi ekspertów i naukowców dotyczące wyzwań i planów związanych z integracją tej
Det kongelige arbeids-og inkluderingsdepartement…, s. 11.
Ibidem, s. 16.
112
Ibidem, s. 20.
113
Integreringsbarometer 2005, Integrerings- og mangfoldsdirektoriatet, rapport
2-2006, s. 7.
114
Spośród raportów Fafo warto wymienić raport z 2006 roku dotyczący celów polityki integracyjnej oraz warunków pracy Polaków autorstwa Jona Horgena Friberga pod
tytułem Integrering av arbeidsinnvandrere, Noen spørsmål og utfordninger i kjølvannet
av EU-utvidelsen. Rok później powstał przy udziale powyższego autora raport o Polonii
w Oslo (w 2007 roku pracowało tam 18% polskich emigrantów znajdujących się w Norwegii). Badania te zostały przeprowadzone przy pomocy polskiego Centrum Badań Migracyjnych przy Uniwersytecie Warszawskim i dotyczyły sytuacji Polaków w regionie Oslo,
ich warunków pracy i życia. Wnioski z danego raportu miały pomóc w wyborze środków,
które uchronią zagranicznych pracowników przed nieuczciwymi pracodawcami i przyczynią się do lepszej integracji emigrantów z lokalnym społeczeństwem. Fafo wydał również raport na temat realizacji rządowego planu zwalczania dumpingu socjalnego
110
111
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
270
grupy społecznej115. W odpowiedzi na tę publikację Państwowy Instytut Badawczy wydał raport „Vi blir…” („Zostaniemy”) w którym przedstawił opinie
emigrantów z Polski i krajów bałtyckich zarejestrowanych w Folkeregistret
na temat ich potrzeb integracyjnych i planów na przyszłość116. Instytut ten
utworzył również program IMER dotyczący międzynarodowej migracji i stosunków etnicznych panujących w Norwegii. Wiosną i zimą 2008–2009 w ramach tego programu przeprowadzono badania na temat nowej emigracji zarobkowej ze wschodniej i środkowej Europy117.
W politykę integracyjną angażują się też władze na szczeblu lokalnym.
Przykładem jest tutaj gmina Verran, która od stycznia 2009 roku wprowadziła program skierowany do polskich emigrantów zarobkowych. W regionie
tym przebywa około siedemset Polaków, z których większość pracuje w firmie Fosdalen Industrie AS zajmującej się produkcją konstrukcji stalowych
dla przemysłu naftowego. Program jest sponsorowany przez gminę, województwo Nord-Trøndelag oraz Fosdalen Industrie AS. Jego celem jest udzielenie pomocy emigrantom w zdobyciu mieszkań, udoskonalenie funkcjonowania lokalnych urzędów, nauczanie języka, organizacja czasu wolnego i lepsza
integracja z lokalnym społeczeństwem. Gmina dąży do ułatwienia emigrantom osiedlenia się na jej terenie, by móc korzystać z ich potencjału118. W skal
ogólnokrajowej władze lokalne dbają przede wszystkim, aby dzieci emigrantów, które nie znają języka norweskiego miały możliwość jego darmowej nauki. Często tworzone są roczne specjalne klasy wprowadzające, gdzie przygotowuje się dzieci do nauki w norweskiej szkole. Podczas dalszej edukacji
uczniowie uczęszczają na zajęcia z języka ojczystego i mają możliwość dwujęzycznego nauczania wszystkich przedmiotów. Częstotliwość tych zajęć zależy głównie od możliwości finansowych danej gminy119.
Oprócz władz państwowych w integracje pracowników zagranicznych
zaangażowały się również norweskie związki zawodowe na czele z Fellesforbundet. W celu zapobieżenia marginalizacji obcokrajowców w życiu
społecznym i robotniczym, Fellesforbundet rozpoczął w 2004 roku aktyw-
115
Integreringskart 2007, Arbeidsinnvandring – en kunnskapsstatus, IMDi – rapport
9-2007.
Vi blir…, s. 2.
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, Przedmowa.
118
Verran Kommune, Bakgrunnen for prosjektet, http://www.verran.kommune.no/
bakgrunn.124021.no.html, data 29.06.2009.
119
Arbeidsinnvandring konsekvenser for det komunale apparatet, IMDi-rapport
1-2009, s. 20–21.
116
117
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
271
ną politykę zorganizowania Polaków120. Jednym z pierwszych sukcesów ruchu związkowego było podpisanie w 2006 roku umowy płacowej pomiędzy
Fellesforbundet a Adecco, firmą pośredniczącą, która wówczas zatrudniała około 1900 polskich pracowników. Umowa ta dotyczyła branży budowlanej121. Inne związki jak Tømrer og Byggfagforening (Związek Zawodowy
Cieśli i Budowlańców) i Bygningsarbeiderforening (Związek Robotników Budowlanych) z Oslo zatrudniły pracownika ze znajomością języka polskiego,
aby móc udzielać informacji i wsparcia dla zgłaszających się do nich Polaków, które dotyczą m.in. podatków, świadczeń socjalnych czy też nie wypłaconych pensji122. W 2007 roku związek Tømrer og Byggfagforening doczekał
się dwóch polskich członków w zarządzie123. Tak aktywna działalność ruchu
robotniczego nie jest niczym wyjątkowym w Skandynawii. W Szwecji związkom zawodowym powierzono całą działalność kontrolną nad warunkami
pracy robotników zagranicznych124.
Wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej wielu Polaków skorzystało z możliwości podjęcia pracy w bogatszych krajach europejskich. Liczono na wysokie pensje, stabilizację finansową i możliwość rozwoju zawodowego. Jednym z takich „rajów” miała być Norwegia. Kraj o prorodzinnej polityce,
dużym zapotrzebowaniu na siłę roboczą i bardzo korzystnych wynagrodzeniach wydawał się idealnym miejscem do rozpoczęcia kariery zawodowej.
Rząd norweski, zdając sobie sprawę z dużego zainteresowania rynkiem pracy ze strony biedniejszych członków Unii, zdecydował się na wprowadzenie
okresu przejściowego, w czasie którego cudzoziemców można było zatrudniać wyłącznie na pełen etat z płacą adekwatną dla danego zawodu w Norwegii. W praktyce okazało się, że przepisy te można łatwo obejść poprzez
zatrudnienie firm zagranicznych, które nie zostały objęte okresem przejściowym oraz poprzez wykorzystanie luk prawnych, takich jak brak ustanowionej płacy minimalnej. Od momentu rozszerzenia Unii do 2006 roku przybyło
tutaj kilkadziesiąt tysięcy polskich pracowników, z których większość pracowała nielegalnie lub za stawki dużo niższe niż te, które obowiązywały norweskich niewykwalifikowanych robotników bez doświadczenia. Powstało również wiele firm pośredniczących i usługowych, które wykonywały zlecenia
Polonia i Oslo…, s. 85.
Ibidem, s. 79 i 80.
122
Roy Pedersen, Integrering krever nytenkning og handling, Arbeidsinnvandring –
en kunnskapsstatus, Integreringskart 2007, IMDi – rapport 9-200, s. 151.
123
B. Berg, op. cit., s. 85.
124
Den nye arbeidsinnvandringen fra øst…, s. 34.
120
121
272
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
dla norweskich przedsiębiorców, bazując wyłącznie na pracownikach z Polski. Wykorzystywania emigrantów z nowej Unii nie dało się jednak ukryć.
Wiele opublikowanych raportów i artykułów w latach 2006–2008 dotyczących Polonii wskazywało na łamanie podstawowych warunków pracy i wynagrodzeń. Rząd norweski zdefiniował to jako dumping socjalny i dążył do
stworzenia takich rozwiązań prawnych, które uniemożliwiłby jego stosowanie. Podobne zjawisko w Norwegii wystąpiło już wcześniej. W latach 60. i 70.
minionego wieku tych samych problemów doświadczyli emigranci zarobkowi z Bliskiego Wschodu. Dopiero w latach 90., w obliczu panującego wśród
nich bezrobocia, które zagrażało stabilności systemu socjalnego, rząd zdecydował się na wprowadzenie polityki integracyjnej. Uznano wówczas wykształcenie i kompetencje emigrantów, które zdobyli oni w swoich krajach
ojczystych. Zaoferowano im darmowy kurs języka norweskiego i dopuszczono do stanowisk kierowniczych. Tego typu polityki integracyjnej nie prowadzi się w stosunku do nowych emigrantów zarobkowych, ograniczając ją do
zaostrzania Prawa Pracy. Państwu norweskiemu najwyraźniej nie zależy na
pełnej integracji pracowników z „nowej” Unii ze społeczeństwem. Są raczej
traktowani jako dodatkowe zasoby potrzebne do pokrycia tymczasowego
zapotrzebowania na rynku pracy. Emigranci zarobkowi mają funkcjonować
według pewnych standardów, tak aby nie szkodzili norweskiemu modelowi pracy, nie przyczyniali się do zaniżania dochodów państwa pochodzących
z podatków i najlepiej nie obciążali systemu świadczeń społecznych.
Norway’s policy on integration towards new economic emigration from Poland 2004–2009
The aim of this article is to present the main assumptions of Norway’s integration policy towards Polish labour emigrants after the access of Poland to the European Union in 2004. Norway, as a member of the European Economic Area, participates
in the European Union’s single market that among others ensures free movement
of people and services. As a result, more than one hundred thousand Polish citizens
have taken up employment in this Nordic country during last 5 years. At present, they
constitute the largest national minority in Norway.
Even though Norway introduced transitional period to protect their market
against cheap manpower, many Norwegian as well as Polish companies found their
way to employ specialists from previous Eastern Bloc with remuneration below the
minimum accepted in particular branches. Therefore, many labour emigrants found
themselves on the periphery of Norwegian society along with bad living conditions,
unregulated working time and devoid of any rights to welfare. This situation was de-
Alicja Kiełbasiewicz
Polityka integracyjna Norwegii wobec nowej emigracji zarobkowej z Polski w latach…
273
fined by Norwegian government as a social dumping and since 2006 new regulations have been introduced in order to limit this unfair competition. However, the
biggest emphasis has only been put on exacerbation of labour law and popularization of collective wage agreements. Norwegian authorities decided to exclude labour
emigrants from full participation in the integration policy that includes among others
free courses in Norwegian language or recognition of education.
Moreover, the article tries to depict the outline of history of labour migration in
Norway, reasons for current migration, mechanisms of recruitment, working and living conditions of Polish emigrants, and the general conceptions for future import of
workforce to Norway. All these issues are to give a wider picture of the main challenges connected with the modern phenomenon of free movement of people between
countries with different standards of living and regulations within Central and Western Europe.
Adam Jarosz
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
(Toruń)
Gazociąg północny – inwestycja
ekonomiczna czy polityczna?
Komentarze w prasie
polskiej i niemieckiej
Wstęp
R
ealizacja projektu gazociągu północnego rozpoczęła się w roku 2005. Powołano spółkę North European Gas Pipeline Company, przemianowaną potem na Nord Stream. Jej udziałowcami zostały firmy: rosyjski Gazprom1 (51%), niemieckie Wintershall Holding AG2 (20%) i E.ON Ruhrgas AG3
(20%) (początkowo po 24,5%), oraz holenderski N.V.Nederlandse Gasunie4
(9%), który odkupił część udziałów od niemieckich spółek. Przewodniczącym rady nadzorczej spółki został były niemiecki kanclerz Gerhard Schröder,
a na siedzibę wybrano szwajcarskie miasto Zug. Rurociąg miał połączyć Rosję z Niemcami przez Morze Bałtyckie, z pominięciem państw trzecich. Jego
przebieg planowano po dnie morskim od Wyborga do Greifswaldu, a łączna
długość wynosić miała 1220 km. Docelowo rurociąg miał osiągnąć przepustowość 55 miliardów ton gazu rocznie5.
Największy rosyjski koncern gazowy, zob. www.gazprom.com.
Niemiecka spółka zajmująca się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej, część
grupy BASF, zob. www.wintershall.com.
3
Największa niemiecka spółka zajmująca się handlem gazem, zob. www.eon-ruhrgas.com.
4
Holenderska spółka zajmująca się transportem gazu, zob. www.nvnederlandsegasunie.nl.
5
www.nord-stream.com.
1
2
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
275
Gazociąg północny okazał się projektem kontrowersyjnym, od momentu gdy zaczęto go realizować. Stało się tak za sprawą mediów, które nagłośniły problem i obawy, jakie wywołała ta inwestycja w Polsce i innych krajach nadbałtyckich6. Przy okazji debaty prasowej o budowie gazociągu padło
wiele zarzutów wobec Rosji i Niemiec – krajów realizujących tę inwestycję.
Nie dotyczyły one tylko samego projektu, ale też ogólnej polityki władz rosyjskich i rosyjskiego przedsiębiorstwa gazowego Gazprom. Niektóre były
formułowane w ostrych słowach, doszukiwano się podtekstów oraz analizowano kwestie związane z energetyką oraz poszukiwaniem przez Rosję
roli we współczesnym świecie. Do głosu dopuszczeni zostali obrońcy inwestycji, którzy przedstawiali korzyści ekonomiczne płynące z tego przedsięwzięcia.
Artykuł ma na celu ukazanie debaty prasowej, która odbyła się w Polsce
i w Niemczech oraz przedstawienie co i w jakim kontekście pisano o aspektach politycznych i ekonomicznych budowy rurociągu północnego. Celem jest
zbadanie czy prasa oceniła gazociąg północny jako inwestycję czysto ekonomiczną, czy też jako polityczną, a nie dokumentowanie i opisywanie faktów
związanych z realizacją tego projektu7.
Bazą źródłową artykułu są artykuły, analizy, komentarze, notatki i wywiady z ośmiu tytułów gazet i czasopism – po cztery z Polski i z Niemiec
(dwie gazety codzienne i po dwa kolorowe tygodniki). Moim zamysłem było
przy tym znalezienie najbardziej opiniotwórczych periodyków. Z prasy polskiej wykorzystałem: „Gazetę Wyborczą”, „Rzeczpospolitą”, „Wprost” i „Politykę”, z niemieckiej: „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Süddeutsche Zeitung”,
„Der Spiegel” i „Focus”. Wszystkie artykuły pochodzą z okresu pomiędzy październikiem 2005 roku a październikiem 2007 roku. O wyborze takiego przedziału zadecydował fakt sprawowania rządów w Polsce przez partię Prawo
i Sprawiedliwość. Liderzy tej partii znacznie zmienili i zaostrzyli ton polity6
Stanowisko polskich władz można znaleźć m.in. na stronie internetowej Ministerstwa Gospodarki: www.mg.gov.pl.
7
Analizy naukowe dotyczące zagadnienia gazociągu północnego przeprowadzili
m.in.: D. Bugajski, Gazociąg północny w świetle prawa morza i polityki bałtyckiej, Stosunki Międzynarodowe 2007, nr 3–4, t. 36, ; F. Kazin, Globalna strategia Gazpromu, a narodowe interesy Rosji, Polski Przegląd Dyplomatyczny 2006, nr 1(29); R. Tarnogórski, Gazociąg Północny. Aspekty prawne, Polski Przegląd Dyplomatyczny 2006, nr 1(29); F. Umbach,
Energiesicherheit im 21. Jh. Die verkannte Bedeutung der zukunftigen Versorgungssicherheit [w:] Deutsche Energiepolitik, hrsg. Lutz Kleinwächter, Potsdam 2007; K. O. Lang, Mit
Sicherheit – Polens Energiepolitik zwischen europäischen Solidarität und russischen Abhängigkeit, Polen Analysen 2006, nr 02.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
276
ki wobec RFN i Rosji. Właśnie w tym czasie podjęto kontrowersyjną decyzję
o budowie gazociągu w związku z czym debata była najgorętsza.
Powrót imperium? Zarzuty polityczności
Na początku października 2005 prezydent Rosji Władimir Putin spotkał
się z przywódcami Unii Europejskiej w Londynie i Brukseli, gdzie rozmawiał m.in. o dostawach surowców energetycznych z Rosji. W komentarzach
po spotkaniu w prasie polskiej pojawiło się sporo sugestii dotyczących polityczności gazociągu północnego. Publicysta Leopold Ungier napisał w „Gazecie Wyborczej” o tym, że „dostawy energii, kontrola jej nośników (patrz
rura na dnie Bałtyku), będą stanowić główny sposób zapewnienia Rosji statusu globalnego mocarstwa, mają dać jej odpowiedni udział […] w gospodarczym i politycznym urządzaniu świata”. Autor podniósł też fakt, że Rosja swoje spore nadwyżki budżetowe przeznaczała na zbrojenia i unowocześnianie
armii, co miało zapewnić jej odbudowanie pozycji mocarstwowej8. W innym
komentarzu na łamach tego tytułu cytowano wypowiedzi Władimira Putina:
„pogłoski o tym, że Europa może stracić niezależność energetyczną są mocno przesadzone”. Jak informowano za pośrednictwem „Gazety” na spotkaniu
nie poruszono sprawy gazociągu bałtyckiego, mimo tego autor komentarza
Andrzej Kublik, prezes zarządu spółki Iberia Motor Company, zajmującej się
branżą samochodową, zwrócił uwagę na kontrowersje, jakie budziły wysokie
koszty i zagrożenie dla środowiska naturalnego przez tę inwestycję. Dodał, iż
rosyjscy politycy „publicznie podkreślali też, że dzięki gazociągowi Rosja nie
będzie zależna od tranzytu przez państwa Europy Środkowej”9.
O „drodze w przepaść” napisano w „Rzeczpospolitej”. Zamieszczono artykuł Vytautasa Landsbergisa, byłego prezydenta Litwy w latach 1990–1992.
Zasugerował on, że „nowa rura omijająca Polskę, Ukrainę, a także państwa
bałtyckie, daje Kremlowi znacznie większe pole manewru i wzmacnia jego
pozycję w regionie”. Dalej zastanawiał się czy Europa „powinna dawać Putinowi do ręki to nowe narzędzie polityki imperialnej?”. Przestrzegał też przed
tym, by ta polityka nie obróciła się przeciwko UE i uznał ją za krótkowzroczną10. W podobnym tonie na łamach „Gazety Wyborczej” wypowiedział się
Robert Amsterdam, adwokat Michaiła Chodorowskiego, szefa rosyjskiego
L. Ungier, Wiano Putina, Gazeta Wyborcza, 4.10.2005.
A. Kublik, Gazociąg nie dotarł na szczyt, Gazeta Wyborcza, 5.10.2005.
10
V. Landsbergis, Droga w przepaść, Rzeczpospolita, 17.12.2005.
8
9
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
277
koncernu naftowego Jukos uwięzionego w łagrze z powodów politycznych.
Prawnik stwierdził, że gazociąg był „przedwczesny, nieopłacalny – co podkreśla większość ekspertów – a mimo to ma powstać”. Dodał też, iż w zamian
za gaz Europa nie walczy o prawa człowieka w Rosji, chcąc robić korzystne
interesy w tym kraju, bo „Rosja umie odpłacać swoim sojusznikom”11.
Także w tygodniku „Wprost” opublikowane zostały krytyczne artykuły zarzucające Rosji używanie spraw związanych z energią jako narzędzia polityki. Jednym z nich był artykuł dziennikarza Witolda Laskowskiego „Mały Wróg”. Autor napisał o naciskach i nie liczeniu się przez Moskwę
z „małymi krajami” jak Gruzja czy państwa bałtyckie, a także „dogadywaniu
się” z najważniejszymi graczami na scenie europejskiej poza plecami mniejszych państw. Rosja odniosła wielki sukces rozpoczynając budowę gazociągu, a „koszty w tym wypadku nie mają większego znaczenia”, bo liczy się to,
że Kreml porozumiał się z tymi najbardziej wpływowymi12.
Kolejną sprawą, przy której prasa polska zarzuciła polityczność państwom realizującym projekt gazociągu było powołanie na dyrektora firmy
Nord Stream byłego szpiega Stasi Matthiasa Warniga. W notatce opublikowanej na łamach „Rzeczpospolitej” dziennikarz Sławomir Popowski twierdził, że „wszystko to świadczy o jednym: choćby nie wiem jak Rosja i Niemcy przekonywały, że budowa gazociągu północnego jest przedsięwzięciem
biznesowym, to teraz nikt już w to nie uwierzy”13. W innym artykule gazeta
przedstawiała go jako dobrego znajomego Putina jeszcze z czasów, gdy ten
był agentem KGB w Dreźnie14.
Media w Polsce dość wymownie oceniły, że projekt gazociągu północnego realizowany był z pobudek politycznych, zaraz po tym jak rozpoczęła się
budowa. Różni autorzy artykułów i notatek zamieszczanych na łamach prasy udowadniali, iż działania Rosji prowadzą do energetycznego uzależnienia
państw Europy Środkowowschodniej. Warto też zwrócić uwagę na angaż byłego szpiega Stasi, co odebrano jednoznacznie, nie tylko w Polsce.
W prasie niemieckiej podobnie jak w polskiej zwrócono uwagę na kontrowersje dotyczące powołania Matthiasa Warniga na szefa konsorcjum budującego rurociąg, jego związki ze Stasi i przyjaźń z Putinem. W notatce
zamieszczonej w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdzono, że „War11
M. Wojciechowski, Wobec Rosji nie można milczeć, rozmowa z Robertem Amsterdamem, Gazeta Wyborcza, 19.12.2005.
12
W. Laskowski, Mały wróg, Wprost 2005, nr43.
13
S. Popowski, Rurociąg pod nadzorem, Rzeczpospolita, 10.12.2005.
14
Bart, Matthias drezdeński znajomy Putina, Rzeczpospolita, 17–18.12.2005.
278
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
nig i Putin są starymi znajomymi”. Zwrócono też uwagę na jego powiązania z Kremlem przy transakcjach Dresdner Banku na rynku rosyjskim. Sugerowano, że dzięki Warnigowi bank ten będzie w uprzywilejowanej sytuacji
w związku z transakcjami związanymi z budową, także w stosunku do innych
banków w Niemczech15.
Prawdziwą burzę w prasie w RFN wywołał kryzys na Ukrainie na początku 2007 roku. W grudniu 2006 pojawiły się pierwsze sygnały, o tym że Rosja
może wstrzymać dostawy gazu dla Ukrainy, ze względu na żądanie drastycznej podwyżki cen przez Gazprom. Na łamach „Süddeutsche Zeitung” raportowano o tym fakcie pod koniec roku 2006. Przytoczono wypowiedzi ukraińskiego premiera Jurija Jechanurowa, który mówił o szantażu. Wypowiadali
się na ten temat też politycy niemieccy. Hans Josef Fell, z partii Zielonych zażądał, by rząd niemiecki włączył się w mediację, bo „konflikt może wywołać
niebawem europejski kryzys zaopatrzenia”16.
Gdy Rosja zaprzestała dostarczania surowca, w prasie niemieckiej
podniosły się głosy oburzenia. W „Süddeutsche Zeitung” opisano obawy
w Niemczech spowodowane tym faktem. Dziennikarze przekonywali, że
gospodarstwa domowe mogły być spokojne o dostawy gazu, jednak duże
przedsiębiorstwa musiały się przygotować na ograniczenie ilości przesyłanego gazu. Zacytowano też wypowiedzi kanclerz Angeli Merkel, która miała
„nadzieję na rozsądek” obu stron oraz pokazano nieudane negocjacje Ukrainy z Rosją dotyczące podwyżek ceny surowca17. W komentarzu dziennikarz
gazety Daniel Brössel nazwał tę politykę: „gaz jako zastępstwo dla rakiet”.
O przyczynach takiego kroku podjętego przez władze rosyjskie pisał: „Kto
chce być zachodni, powinien także płacić jak Zachód […] za tym stoi ma się
rozumieć nie rynek, ale władza”. Uznał on także budowę gazociągu północnego za część strategii stosowania bogactw mineralnych jako narzędzia władzy,
co w przyszłości mogłoby stanowić zagrożenie dla Europy18. W „FAZ” opublikowano zaś krytyczne komentarze mówiące o tym, że rurociąg bałtycki „był
przy tym tylko najmłodszym błędem”. Niemiecką politykę energetyczną prowadzono z niewłaściwym przekonaniem, że nie istnieje groźba kryzysu, ponieważ państwa, które wydobywają surowce mają interes w tym, żeby mieć
15
Die Dresdner Bank hat beste Kontakte in den Kreml, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 10.12.2005.
16
T. Urban, H.–W. Bein, Deutsche Gasversorger befürchten Engpässe, Süddeutsche
Zeitung, 29.12.2005.
17
D. Brössler, H.–W. Bein, Russland dreht der Ukraine das Erdgas ab, Süddeutsche
Zeitung, 2.01.2006.
18
D. Brössler, Gas als Ersatz für Raketen, Süddeutsche Zeitung, 2.01.2006.
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
279
na nie rynki zbytu. Autor komentarza dziennikarz Nikolaus Busse stwierdził,
iż Europa powinna być wdzięczna, że Rosja wykorzystuje gaz do nacisków
na Ukrainę. Dzięki temu niemieccy politycy mieli, jego zdaniem, zrozumieć,
iż „Rosja Putina […] jest jedną z na wpół rozwiniętych gospodarek surowcowych, która może uzyskać wpływ na wyrządzanie szkód innym, cały czas tylko poprzez pogróżki”. Dodał on też, iż UE nie powinna mieć złudzeń, że Europa lub Niemcy będą mieć tu uprzywilejowaną pozycję, ponieważ „dziś nie
pasuje Kremlowi prozachodni Juszczenko, jutro może to być postanowienie
UE dotyczące Czeczenii”. Na koniec przypomniał, że problemem nie są kończące się surowce, tylko skupienie ich w rękach państw „politycznie często
wysoce niesłownych”19.
W kolejnych dniach „kłótnia o gaz” stała się głównym tematem w niemieckiej prasie. W „Süddeutsche Zeitung” napisano: „Zaprzestaniem dostaw
gazu ziemnego dla Ukrainy Rosja zmierza do bezwzględnego celu. Ludziom
w kraju powinno zostać pokazane, że byłe bratnie państwo Rosja nie pogodzi się ze zwrotem na demokratyczny zachód”. Zwrócono także uwagę na
to, że Rosjanie traktują Ukraińców jak „zdrajców”, a „zakręcenie kurka z gazem” jest elementem kampanii przed wyborami do nowego parlamentu, które miały się odbyć w marcu 2006 roku20. W komentarzu dziennikarz zajmujący się gospodarką Nikolaus Piper stwierdził, że „gry” Gazpromu odbywają
się niepokojąco blisko Niemiec, nie tylko w sensie geopolitycznym, a „projekt
gazociągu północnego […] zyskuje na tle kłótni, pomiędzy Moskwą, a zorientowanym na zachód rządem w Kijowie szczególną wagę”. Autor opisał też gaz
ziemny jako narzędzie władzy21. W „FAZ” nazwano zaś spór pomiędzy Rosją,
a Ukrainą „wojną braci”. Korespondentka, pracująca na obszarze byłego ZSRR
Kerstin Holm wskazała też na analogię do zachowania Rosji w czasie zimnej
wojny. Stwierdziła, że „dla niezawodnego partnerstwa energetycznego, które
powinien potwierdzić zwłaszcza rurociąg bałtycki pod nadzorem byłego niemieckiego kanclerza Gerharda Schrödera, jest to czerwone światło. Według
europejskiej filozofii partnerstwo energetyczne z Rosją powinno połączyć
Rosję z zachodem. Ale dlaczego Rosja miałaby nie spróbować podłączyć Europy, która robi się zależna od rosyjskich surowców?”. Poza tym napisała, że
władze rosyjskie używając surowców mineralnych, jako oręża polityki zagranicznej same sobie szkodzą, ponieważ takie gry mogą ich państwo niebawem
19
20
21
N. Busse, In der Hand des Kreml, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 3.01.2006.
D. Brössler, Verlängerter Arm der Kreml AG, Süddeutsche Zeitung, 3.01.2006.
N. Piper, Erdgas ist Macht, Süddeutsche Zeitung, 3.01.06.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
280
sporo kosztować, a jego przyszłość widziała jako „mroczną”22. W „Süddeutsche Zeitung” podkreślono, że „w kłótni z Ukrainą Rosja dała małą próbkę
tego, co znaczą duże rezerwy surowców mineralnych w rękach autorytarnego mocarstwa – które zawsze będzie próbowało pojmować zasoby jako broń,
a nie jako towar”. Gazeta zwróciła uwagę, że na tym tle nieprawidłowym było
traktowanie gazociągu północnego, jako „ratunku w potrzebie”23. Były minister gospodarki RFN w latach 1977–1984 Otto Graf Lambsdorff dodał na łamach „FAZ” że „rurociąg północny musi być przemyślany i ponownie wynegocjowany”, ponieważ Niemcy same mogłyby zostać poddane naciskom, jeśli
doszłoby do napięć w stosunkach niemiecko-rosyjskich24.
W dużym, analitycznym artykule zamieszczonym w tygodniku „Focus”
ostro skrytykowano rosyjskie posunięcie pisząc o „zimnej wojnie o gaz”.
Przytoczono wypowiedź rosyjskiej politolog Liliji Schewzowej z Moskiewskiego Centrum Carnegie: „decydujący jest tu inny czynnik: widzieliśmy próbę generalną mocarstwa energetycznego”. Zaznaczono, że Niemcy nie miały za dużego wyboru, jeśli chodzi o potencjalnych dostawców, potwierdził to
szef firmy Wintershall Reiner Zwitserloot: „dla bezpieczeństwa dostaw Rosja
jest i pozostanie najważniejszym partnerem”. Szef koncernu E.ON Ruhrgas
Burckhard Bergman zdał się w tej kwestii na gazociąg bałtycki, który połączy
Niemcy z syberyjskimi złożami gazu25.
Odnośnie do kryzysu na Ukrainie warto zwrócić uwagę na inną kwestię,
o której mówiono w Niemczech, a mianowicie dywersyfikację źródeł energii.
Mimo różnorodności kierunków dostaw do RFN w owym czasie, prasa w tym
kraju podniosła konieczność dalszego poszukiwania nowych źródeł importu
surowców. W analizie opublikowanej w tygodniku „Der Spiegel” przekonywano, że było to „wezwanie do obudzenia się” i rozpoczęcia debaty o nowych
dostawach i źródłach energii. Rurociąg północny był według autorów analizy na to sposobem, ponieważ połączyć miał Niemcy z nowymi zasobnymi polami gazu. W ten sposób jednak powiększała się zależność od Rosji. Podnoszono konieczność wybudowania terminalu do przyjmowania gazu w postaci
płynnej. Do artykułu dołączony został także wywiad z Wulfem Bernotatem –
szefem E.ON, spółki budującej razem z Gazpromem bałtycką rurę. Stwierdził
on, że „wraz z rosnącą zależnością od rosyjskiego surowca teoretycznie roK. Holm, Bruderkrieg, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 5.01.2006.
D. Brössler, Vorsicht Rußland, Süddeutsche Zeitung, 5.01.2006.
24
O. Graf Lambsdorff, Mit der Ostsee-Pipelinie in die Falle, Frankfurter Allgemeine
Zeitung, 6.10.2006.
25
T. Schuster, B. Reitschuster, N. Brüning, Kalter Krieg ums Gas, Focus 2006, nr 2.
22
23
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
281
śnie także niebezpieczeństwo możliwości nacisków politycznych”. Dodał on
jednak, iż inne kraje posiadające surowce wcale nie są pewniejsze ani bezpieczniejsze niż Rosja26. Bernotat na łamach „FAZ” napisał o potrzebie wybudowania gazoportu w Wilhelmshaven, przez który będzie można sprowadzać gaz w postaci płynnej z Afryki Północnej i innych kierunków. Zaznaczył
też, że „E.ON tylko w poprzednim roku zainwestował ponad miliard euro we
własną produkcję”. Inną inwestycją wymienianą przez niego był właśnie gazociąg północny27. Przy okazji szczytu G8 w Sankt Petersburgu w lipcu 2006
roku, na którym przedstawiciele Rosji sygnalizowali problem zaopatrzenia
w energię reporter „FAZ” Nikolaus Busse przekonywał, że w przypadku szantażu Niemcy byłyby podatne na zagrożenie, ponieważ „32% niemieckiego
importu ropy naftowej i 34% sprowadzanego gazu pochodzi z Rosji”. Autor
stwierdził, iż mimo faktu pogłębiania współpracy, m.in. przez gazociąg północny, niemieccy politycy szukali zabezpieczenia przez zróżnicowanie dostawców. Jako sposoby by to osiągnąć wymienił on gazoport, ale również gazociąg Nabucco mający łączyć Europę z Turcją i Bliskim Wschodem, a nawet
Iranem (sic!). W stosunkach z tym ostatnim krajem należało jednak rozwiązać kryzys atomowy28.
Na uwagę zasługuje fakt, że zachowanie Rosji wobec Ukrainy wywołało
w prasie niemieckiej prawdziwą panikę. Pisano o powracającym imperium
oraz wzywano do ponownego przemyślenia kwestii związanych z energetyką, w tym z gazociągiem bałtyckim. Rosję nazwano krajem autorytarnym
i niegodnym zaufania. Istotne były też opisy i analizy dotyczące potrzeby dalszej dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych do Niemiec, jako formy przeciwdziałania wobec rosyjskich „gier” geopolitycznych.
Nie mniejsze oburzenie wyrażali dziennikarze i publicyści po wstrzymaniu dostaw gazu dla Ukrainy przez Rosję w prasie polskiej. Na łamach „Gazety Wyborczej” Antoni Podolski, dyrektor Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie, zasugerował, że Rosja dąży w ten sposób do wywołania
kryzysu społeczno-politycznego na Ukrainie w celu umożliwienia powrotu do
władzy przychylnych jej sił. Zwrócił też uwagę na to, że „permanentnie ignorowano polskie ostrzeżenia i interesy, czego symbolem był separatystyczny
F. Dohmen, A. Jung, W. Reuter, H.–J. Schlamp, „Das ist ein Weckruf”, Der Spiegel
2006, nr 2.
27
W. Bernotat, Es geht um die Versorgungssicherheit, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 5.01.2006.
28
N. Busse, Russlands Blick nach Westen, Frankfurter Allgemeine Zeitung,
17.07.2006.
26
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
282
projekt gazociągu północnego, mającego zapewnić dostawy z pominięciem
państw Europy Wschodniej – uznawanych przez Moskwę za niepewne, bądź
nieżyczliwe”, tymczasem, zdaniem autora, to Rosja okazała się takim partnerem. Szantażując Ukrainę mogła chcieć zmusić ją do podkradania gazu idącego na zachód, bo w takim wypadku zyskałaby „świetne uzasadnienie dla swych
projektów budowy nowych gazociągów omijających Ukrainę”, a opór Polski
wobec rury bałtyckiej okazałby się „śmieszny”29. W „Rzeczpospolitej” zauważono, że może być to gra obliczona na porażkę Wiktora Juszczenki w wyborach
parlamentarnych w marcu 2006 roku, a „casus Ukrainy powinien być potraktowany […] jako poważne ostrzeżenie; przypomnienie, że w gazowych rozmowach z Rosjanami rzeczywistym partnerem nie jest Gazprom, ale Kreml z jego
wiarą, że gaz może być skuteczniejszy od czołgów”. Zwrócono też uwagę, że
powinna to być lekcja i dla Niemiec, „gdyby oczywiście gazociąg bałtycki został wybudowany, a gospodarka niemiecka jeszcze w większym stopniu została uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu”. Do tego Rosja „grała” w ten sposób, by odzyskać strefę wpływów w obszarze postsowieckim i odbudować na
tej bazie swoje utracone imperium30. W „Polityce” nazwano gaz w rękach Rosji „bronią palną”. Całe to zamieszanie tłumaczono zmianą biegunów w polityce Ukrainy i orientacją na zachód. Na Rosję podano zaś receptę, że tylko solidarna reakcja wszystkich odbiorców może spowodować, iż owa „broń palna
może wypaść Putinowi z ręki”31. Nie przebierał za to w słowach dziennikarz
Jerzy Marek Nowakowski na łamach „Wprost”. Nazwał on politykę Rosji „terrorem”, dodając, że proponowana przez Gazprom cena zrujnowałaby ukraińską gospodarkę. I tutaj pojawiły się zarzuty chęci odbudowy imperium, a nawet strefy wpływów z czasów ZSRR. Metodą dokonania tego miał być według
Nowakowskiego „energoterroryzm”32. W innym artykule zamieszczonym we
„Wprost” stwierdzono, że „Moskwa rozpoczyna energetyczny zabór Europy”.
Gazociąg północny widziany był nie tylko jako element ekspansji, ale też jako
przykład „niejasnych metod prowadzenia biznesu”, za pomocą których Rosja
chciała zdobyć dominującą pozycję na rynku europejskim. Na koniec oznajmiono, że „azjatycki drapieżnik rozpoczął ekspansję na Europę”33.
Prasa w Polsce odebrała „grę” Rosji wobec Ukrainy jako szantaż, także
wobec Polski, a nawet całej Europy. Sugerowano przy tym, że gaz to środek
29
30
31
32
33
A. Podolski, Unia musi zareagować, Gazeta Wyborcza, 4.01.2006.
S. Popowski, Wojna gazowa o Ukrainę, Rzeczpospolita, 2.01.2006.
P. Tarnowski, Broń palna, Polityka, 7.01.2006.
J. M. Nowakowski, Miotacz gazu, Wprost 2006, nr 2.
M. Honczar, Gazowy blitzkrieg?, Wprost 2006, nr 12.
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
283
polityczny w rękach Rosji w odbudowie utraconego imperium. Pisano o terrorze i zaborach oraz o poważnym ostrzeżeniu jaki stanowić powinny te wydarzenia i o możliwościach jakie daje monopolistyczna pozycja Rosji w dostawach gazu na rynki europejskie.
Na „zakręcenie kurka z gazem” Ukrainie prasa w obu krajach zareagowała bardzo stanowczo. Zarówno niemieccy, jak i polscy dziennikarze podkreślali, niekiedy w bardzo ostrych słowach, prawdziwe, ich zdaniem, cele tego
działania. Zgodnie wyrażali także obawy co do zachowania Rosjan, zadając
pytanie czy, a raczej kiedy to właśnie UE stanie się obiektem podobnego ataku. Dostrzeżono przy tym, że gazociąg północny byłby idealnym środkiem
do wywoływania nacisków, zarówno na ominięte państwa bałtyckie i Polskę,
jak też i na same Niemcy. Publicyści przekonywali, że prawdziwym celem Rosji jest odbudowa utraconego imperium, a surowce energetyczne stały się do
tego świetnym środkiem. Padły też sformułowania, że Gazprom jest bezpośrednim wyrazicielem woli Kremla, a nie firmą dbającą o rachunek ekonomiczny. Co ciekawe w prasie niemieckiej pojawiły się też głosy o tym, że gazociąg północny może być właśnie alternatywą na problemy z dostawami gazu
ze względu na ominięcie niepewnych państw.
Inną okazją, przy której mówiło się o politycznych aspektach budowy rurociągu była wizyta Angeli Merkel w Moskwie w styczniu 2006 roku. W „Gazecie Wyborczej” podkreślono, że Merkel utwardziła kurs względem Putina,
krytykując m.in. „zakręcenie kurka” Ukrainie. Nie skrytykowała ona jednak
planu budowy gazociągu północnego mówiąc, że „to ważny wkład do europejskiego systemu bezpieczeństwa energetycznego”. Putin zaś zapewniał, że
inwestycja nie jest wymierzona w nikogo34. W „Rzeczpospolitej” dodano, że
władze rosyjskie miały nadzieję na przyjazd Angeli Merkel na uroczystość
rozpoczęcia budowy gazociągu. Nie zdecydowała się jednak na to ze względu
na chęć utrzymania dobrych stosunków z sąsiadami. Uznano, że mimo wcześniejszych upomnień pod adresem Putina, które wypowiedziała Merkel „nikt
nie wierzy też w ochłodzenie relacji między oboma krajami”. Jako dodatek
do omawianego artykułu pojawiła się analiza rosyjskiego politologa Artioma
Malgina, mówiąca o tym, że w relacjach między Rosją, a Niemcami „ton jest
suchy, ale strategia pozostaje bez zmian”35.
Także w prasie niemieckiej pisano o wizycie niemieckiej szefowej rządu
w Moskwie w styczniu 2006 roku. W monachijskiej „Süddeutsche Zeitung”
34
35
T. Bielecki, B. Wieliński, Z Putinem bez tabu, Gazeta Wyborcza, 17.01.2006.
P. Reszka, Ani gorąco, ani zimno, Rzeczpospolita, 17.01.2006.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
284
raportowano: „kanclerz Angela Merkel znajduje w Moskwie właściwy wymiar między bliskością, a dystansem”. O dystansie mowa jeśli chodzi o prawa
człowieka w Rosji, o bliskości zaś w sprawach dostaw ropy i gazu. Przekonywano też, iż najważniejszą korzyścią płynącą z tego balansowania jest fakt, że
„Niemcy mogą w Rosji zupełnie po partnersku reprezentować swoje interesy,
bez sprzedawania swojej demokratycznej duszy”36.
Jak widać dziennikarze w obu krajach dostrzegli trudne położenie i balansowanie A. Merkel. Chciała ona wywrzeć presję na prezydenta Rosji
w kwestiach praw człowieka, nie narażając przy tym niemieckich interesów.
W innym artykule na łamach „Gazety Wyborczej”, Andrzej Eliasz, rektor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, pokazał niejasne zależności
biznesowe w handlu gazem przez Kreml. Zwrócił uwagę, że przy wszystkich „podejrzanych tworach” i „podmiotach” nie ma nic dziwnego w tym,
że niemiecko-rosyjska spółka budująca gazociąg północny37 zarejestrowana została w raju podatkowym – kantonie Zug w Szwajcarii. Dodał też, że
„Zachód po prostu przyjął do wiadomości, że nie ma znaczenia, czy o aktualnym władcy Kremla będziemy mówić prezydent , car czy też szejk .
Ważne by z Rosji płynęły ropa i gaz i żeby można było czerpać z tego zyski”.
Podnosił, że Rosjanie posiadali 3,5 tysiąca głowic nuklearnych i coraz zasobniejszy budżet, przy czym „nie przebierają w środkach. Kogoś przekupią, kogoś postraszą, komuś wysadzą gazociąg”. Na koniec swoich rozważań umieścił jeszcze kilka słów mających związek z kryzysem na Ukrainie:
„Zjednoczone Emiraty im. Dzierżyńskiego chciały sprawdzić, jak daleko sięga granica ich możliwości i przekonały się, że mogą wiele „Dopóki w kantonie Zug zarejestrowana będzie spółka budująca gazociąg północny, dopóty mogą wszystko”38. Również w „Rzeczpospolitej” pojawiły się podobne
publikacje. Marcin Kaczmarski z Instytutu Stosunków Międzynarodowych
Uniwersytetu Warszawskiego napisał, że „rurociągi zastąpiły czołgi jako
narzędzie rosyjskiego imperializmu”. Na dowód tego, że Rosja pragnęła zrobić użytek ze swoich surowców w polityce, autor podał fakt konsolidowania
i wzmacniania kontroli państwa nad przedsiębiorstwami zaangażowanymi
w energetykę. Gazociąg północny przedstawił wraz z innymi inwestycjami
jako środek mający na celu zwiększenie uzależnienia Europy od gazu z RoD. Brössler, Balance auf der Kremlmauer, Süddeutsche Zeitung, 17.01.2006.
Autor w artykule nie wymienił nazwy. Można jednak wywnioskować, że miał na
myśli spółkę Nord Stream.
38
A. Eliasz, Zjednoczone Emiraty im. Dzierżyńskiego, Gazeta Wyborcza, 18–
–19.02.2006.
36
37
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
285
sji. Przekonywał też, że tylko silna i spójna UE byłaby w stanie przeciwstawić się presji władz rosyjskich39.
Podczas wizyty Angeli Merkel w Tomsku w kwietniu 2006 roku dziennikarze i publicyści niemieccy pisali o gazie i jego związkach z polityką. Na łamach niemieckiej „Süddeutsche Zeitung” opisano to spotkanie jako wizytę
dotyczącą gospodarki. Miało podczas niej dojść do nabycia przez niemieckie
spółki pól gazowych na zachodniej Syberii. Tuż przed nią gazeta odnotowała: „Rosja obiecuje pewne zaopatrzenie w gaz”. Przytoczono też słowa szefa Gazpromu Aleksieja Millera, że jego firma planowała ograniczenie swojej
działalności na rynkach europejskich i zamierzała szukać nowych rynków
zbytu w Azji. Odebrano to jako próbę dalszego wywierania presji na kraje europejskie40. W „FAZ” odnotowano za to wypowiedź, mającą zupełnie odmienny ton wygłoszoną przez niemieckiego ministra gospodarki Michaela Glosa,
który ocenił: „Rosja udowodniła, że jest pewnym dostawcą gazu jeszcze od
czasów sowieckich. To zostanie jeszcze polepszone przez rurociąg bałtycki,
zamiar, który nie powinien zostać zniszczony przez zbędne debaty”. Pisano
także szeroko o ekonomicznych przesłankach tej wizyty41.
Prasa polska, podobnie jakie niemiecka zwracała uwagę na różne podteksty tego spotkania. Znawca tematyki niemieckiej, dziennikarz Adam
Krzemiński na łamach „Gazety Wyborczej” zastanawiał się nad wzajemnymi zależnościami gospodarczymi Rosji i Niemiec. Wizyta była jego zdaniem
„konsekwencją niemiecko-rosyjskiej umowy o budowie gazociągu bałtyckiego, tego strategicznego dziecka «męskiej przyjaźni» Schrödera i Putina”. Jego
zdaniem Rosja tak samo jak Europa chciała zdywersyfikować kierunki importu, na wypadek załamań na rynkach europejskich42. W innym komentarzu dotyczącym spotkania w Tomsku Andrzej Kublik prezes zarządu spółki
IMC, nazwał gazociąg północny „kluczem do ekspansji Gazpromu w Europie Środkowej”. Dowodem na to była jego zdaniem, podpisana na spotkaniu
umowa. Na jej bazie, w zamian za złoża gazu na Syberii, Gazprom miał otrzymać udziały w spółkach gazowych w Niemczech. Zdecydowanie wzmocniło
to jego pozycję. Kublik podkreślił też, że niemieckie firmy są pierwszymi, którym Gazprom pozwolił nabyć udziały w swoich złożach gazu43.
M. Kaczmarski, Surowce w służbie Kremla, Rzeczpospolita, 23.03.2006.
U. Schäfer, D. Brössler, Russland sagt sichere Versorgung mit Gas zu, Süddeutsche
Zeitung, 26.04.2006.
41
Frühlingsstimmung in Sibirien, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 28.04.2006.
42
A. Krzemiński, Rosja–Niemcy – nie tylko rura, Gazeta Wyborcza, 26.04.2006.
43
A. Kublik, Gazowy sojusz w Europie Środkowej, Gazeta Wyborcza, 28.04.2006.
39
40
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
286
Ten przykład pokazuje, iż prasa niemiecka i polska różnie odczytały intencje tego szczytu. Niemcy skupili się na ekonomii, Polacy zaś obok spraw gospodarczych dostrzegli też podteksty polityczne. Spowodowane to było obawami, jakie budziła w Polsce polityka Rosji i budowa gazociągu północnego.
Na łamach „Gazety Wyborczej” wspomniany wcześniej Andrzej Kublik pisał, że „zakręcanie kurka” „niesfornym państwom” z obszaru postsowieckiego
miało być zagraniem propagandowym. Jego celem było przekonanie zachodu
do gazociągu bałtyckiego poprzez pokazanie konieczności ominięcia „niestabilnych państw tranzytowych”. Autor podważył też sens ekonomiczny budowy rury. Prawdziwą intencją Rosji było uzależnienie od siebie krajów europejskich, a w dalszej perspektywie ekspansja w Azji44. Od nieco innej strony
problem rozpatrzył Piotr Jendroszczyk berliński korespondent „Rzeczpospolitej”. Napisał, że „po zawarciu porozumienia o budowie gazociągu północnego spośród wszystkich państw Unii Europejskiej Niemcy mają w ręku najwięcej kart w grze o bezpieczeństwo energetyczne”. W tej sytuacji mogły stać się,
w opinii Jendroszczyka, pośrednikiem między Rosją a Zachodem45.
W tygodniku „Wprost” napisano, że Rosja poprzez swoje „gry” chciała
przejąć „na własność sieci przesyłu w Europie ropy, benzyny, gazu i prądu
oraz sieci telekomunikacyjne”. W kontekście prób ekspansji Kremla amerykański ekspert w dziedzinie energetyki i geopolityki Ariel Cohen zauważył,
że umowa o gazociągu północnym była niesprawiedliwa dla samych Niemców, ponieważ to Gazprom miał być spółką dominującą w tym przedsięwzięciu. Podsumowując swoje rozważania autor stwierdził, iż „«spółka Rosja»
jest na fali, a Niemcy to tylko pierwszy przystanek na trasie jej podbojów”46.
W innej publikacji na łamach wspomnianego tygodnika dziennikarz Jan Piński przekonywał, że gazociąg północny to obok gazociągu Blue Stream łączącego Rosję z Turcją, a w dalszej perspektywie także z Węgrami i Włochami,
jeden z „elementów planu ekspansji energetycznej Rosji”. Głównym powodem takiego stanu rzeczy była, zdaniem autora, próba uniemożliwienia budowy konkurencyjnych gazociągów omijających Rosję. Przytoczno także
wypowiedź szefa rosyjskiego koncernu naftowego Lukoil Wagita Alekpierowa: „nie twierdziłbym, że Rosja całkowicie straciła wpływy na poradzieckiej
przestrzeni i w Europie Wschodniej. Inwestycje naszej firmy w gospodarkę
państw położonych wokół Morza Kaspijskiego i państw środkowoeuropej44
45
46
A. Kublik, Gazociągi zamiast czołgów, Gazeta Wyborcza, 19.05.2006.
P. Jendroszczyk, Pośrednik między Zachodem i Rosją, Rzeczpospolita, 19.06.2006.
A. Cohen, Geopolityczna smycz, Wprost 2006, nr 42.
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
287
skich przekroczyły 3 mld USD”47. Wtórowano tym opiniom w „Gazecie Wyborczej”. Na jej łamach publicysta Witold Gadomski napisał: „Gazprom nie
jest zwyczajną spółką. Wprawdzie jest notowany na zagranicznych giełdach
[…] dla Kremla jest po prostu instrumentem prowadzenia polityki zagranicznej. Zamiast grozić bronią nuklearną Kreml ma dziś ropę i gaz – broń bardziej
elastyczną, którą może stosować dla wywierania nacisku na inne kraje”. Strategię przedsiębiorstwa porównał do Blitzkriegu – szybkiego natarcia z zaangażowaniem wszystkich dostępnych środków. Polegała ona na stopniowym
wykupywaniu i przejmowaniu kontroli nad spółkami gazowymi w kolejnych
krajach, by na koniec, jak uznał autor, Europa znalazła się na łasce lub niełasce Gazpromu, który dowolnie będzie mógł dyktować ceny48. W tygodniku
„Wprost” zwrócono uwagę na to, iż Rosjanie potrzebują gazociągu bałtyckiego, by zdywersyfikować drogi przekazywania surowca do Europy. W przypadku ropy naftowej „całkowite wstrzymanie dostaw tylko do Polski i tranzytu przez nasz kraj […] spowodowałoby zapchanie rosyjskich magazynów
po mniej więcej 80 dniach, i to przy założeniu, że byłyby one puste. […] Rosja
mogła wstrzymać dostawy tylko od poniedziałku do niedzieli (wznowiono je
w środę)” napisano w magazynie po kolejnym z rosyjskich „szantaży” tym razem wymierzonych w Białoruś49.
„Der Spiegel” zamieścił wywiad z Jürgenen Hambrechtem, szefem koncernu BASF50. Mówił on o wzajemnej współpracy i obustronnych zależnościach między Gazpromem, a jego firmą. Ocenił je pozytywnie, a odczuwalność skutków kryzysu gazowego Rosji z Ukrainą nazwał przesadzonymi.
Gazociąg północny ocenił jako projekt polityczny, który potrzebował politycznego wsparcia od kogoś takiego jak były kanclerz Schröder51.
Zupełnie przeciwne opinie wyrażono w tym magazynie w artykule na
temat Gazpromu pt. „Koncern cara”. Dziennikarze „Der Spiegel” Erich Follath i Matthias Schepp nazywali Gazprom „światowym mocarstwem, najbardziej wartościowym koncernem Europy, mieczem Putina”. Przedsiębiorstwo
to zostało przedstawione i opisane „od podszewki” oraz pokazano jego unikalną i ważną rolę dla Rosji. Niemcy w tym kontekście były nie tylko dobrym
klientem, ale też podstawą do planów dalszej ekspansji: „Z Berlina Gazprom
J. Piński, Zabór energetyczny, Wprost 2007, nr 45.
W. Gadomski, Kto gazem wojuje, Gazeta Wyborcza, 24.02.2007.
49
K. Trębski, J. Piński, Samobój Putina, Wprost 2007, nr 3.
50
Jeden z największych koncernów chemicznych w Niemczech, zob. www.basf.com.
51
H. Martens, A. Jung, „Wir können viel mehr erreichen”, Gespräch mit Jürgen Hambrecht, Der Spiegel 2006, nr 31.
47
48
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
288
chce rozwijać się na europejskich rynkach”. Autorzy analizy zwrócili uwagę,
że dzięki gazociągowi bałtyckiemu będzie można dostarczać duże ilości gazu,
które dalej będą wędrować do odbiorców. Zwracali też uwagę na ważne osoby w Niemczech, które udało się Rosjanom pozyskać, z kanclerzem Schröderem na czele52.
W magazynie „Focus” zauważono kolejne ze spotkań Putina z Merkel,
które tym razem odbyło się w Wiesbaden w październiku 2007 roku. Dziennikarz Boris Reitschuster napisał, że „pięć godzin lotu potrzebował prezydent Putin, by odwrócić się o 180 stopni. Gazociąg bałtycki z Rosji do Niemiec
musi być wybudowany, podkreślał rosyjski prezydent w poprzedni poniedziałek podczas swojej wizyty w Wiesbaden – pomimo, że wiele państw wypowiada się przeciwko projektowi i zgłasza zastrzeżenia dotyczące ochrony
środowiska. Następnego dnia szef Kremla zadeklarował de facto coś przeciwnego: gazociągi lub ropociągi przez morze powinny być budowane tylko wtedy, gdy wszyscy sąsiedzi się zgadzają, zastrzeżenia związane z ochroną środowiska muszą mieć priorytet. Mowa była jednak już nie o Morzu Bałtyckim,
tylko o Morzu Kaspijskim”. Wszystko zaś rozbijało się o to, że Rosja chciała nie dopuścić do utraty kontroli nad surowcami w tym regionie. Surowce
te były w posiadaniu byłych republik radzieckich i w analizowanym okresie
przechodziły do Europy poprzez rosyjskie rurociągi53.
Na łamach prasy w Polsce i w Niemczech bardzo szeroko rozpisywano
się na temat polityczności gazociągu północnego. Poruszano różne kwestie.
Największe oburzenie wśród publicystów wywołało wstrzymanie dostaw
gazu dla Ukrainy. Na uwagę zasługiwały także głosy w prasie niemieckiej,
mówiące o tym, że to Niemcy mogą stać się kiedyś adresatem gróźb, a nawet ograniczeń w dostawach. W ten sposób zwrócono uwagę na podnoszone wcześniej obawy w innych krajach, przede wszystkim w Polsce i w państwach bałtyckich. Dziennikarze polscy i niemieccy zgodnie interpretowali
poczynania Rosji jako chęć odzyskania dawnego stanu posiadania i statusu
mocarstwa światowego utraconego wraz z rozpadem ZSRR. Surowce mineralne publicyści nazwali „bronią”, a strategię Gazpromu porównali do „działań wojennych i ekspansji”. Poza krytycznymi głosami pojawiły się też publikacje zaprzeczające tym obawom, lecz były to jedynie pojedyncze głosy.
Dziennikarze w obu krajach bez względu na poglądy i sympatie polityczne
dali jasno do zrozumienia, że gazociąg północny jest inwestycją polityczną,
52
53
E. Follath, M. Schepp, Der Konzern des Zaren, Der Spiegel 2007, nr 10.
B. Reitschuster, Hohe Wellen im Öl-See, Focus 2007, nr 43.
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
289
niejednokrotnie uważaną za narzędzie w rękach Kremla służące do realizacji
mocarstwowych planów.
Czy to się opłaci? Ekonomiczne argumenty za i przeciw budowie
Oprócz zarzutów polityczności w prasie polskiej i niemieckiej pisano także
o gazociągu północnym w kategoriach ekonomicznych.
Po rozpoczęciu inwestycji w 2005 roku w prasie polskiej odnotowano głosy mówiące o ekonomicznych przesłankach projektu. Podczas wizyty Putina w Belgii w październiku 2005 roku w notatce na łamach „Rzeczpospolitej” napisano, że „według ekspertów projekt gazociągu jest o 70%
droższy od budowy drugiej nitki magistrali Jamał–Europa przez terytorium
Polski”. Gazociąg po dnie Bałtyku miał kosztować 5 miliardów dolarów, drogą lądową byłoby to tylko 1,5 miliarda. Do tego wszystkiego na powierzchni ziemi prace przebiegałyby znacznie szybciej. Przytoczono też głos stałego przedstawiciela Rosji przy Komisji Europejskiej Władimira Czyżowa.
Uznał on, że głosy mówiące o nieopłacalności inwestycji to „całkowita bzdura”, a rura bałtycka to inwestycja znacznie prostsza niż zbudowana wcześniej rura po dnie Morza Czarnego54. W podobnym tonie wypowiedział się
w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Konstantin Kosaczow, przewodniczący
komisji spraw zagranicznych Dumy. Stwierdził, że „gazociąg północny to komercyjne przedsięwzięcie, które pozwoli Niemcom zdywersyfikować źródła
dostaw gazu. Wokół gazociągu krzyżują się interesy ekonomiczne”. Dodał on
przy tym, że Polska tę kwestię upolityczniała, a gdyby zachowywała się po
przyjacielsku to „moglibyśmy zostać partnerami w handlu naszymi bogactwami naturalnymi”55.
W innym artykule na łamach „Gazety Wyborczej” padło pytanie o to, czy
gaz w Niemczech zdrożeje? Reporter Bartosz Wieliński przytoczył opinie
ekspertów mówiące o tym, że ceny wzrosną po ukończeniu budowy rurociągu północnego, ponieważ inwestycja ta była znacznie droższa niż wariant
lądowy. Zacytowano też wypowiedź przedstawiciela Federalnego Związku
Centrali Ochrony Konsumentów Carela Mohna: „być może z punktu widzenia
Schrödera gaz będzie tani, ale dla konsumentów jego cena wzrośnie”. Na koRosja uspokaja Europę, Rzeczpospolita, 4.10.2005.
K. Kosaczow, A Polacy tylko Katyń, Katyń, Katyń, rozmawiał T. Bielecki, Gazeta Wyborcza, 30.11.2005.
54
55
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
290
niec zaś wysnuto tezę, że dzięki 51% udziałów Gazpromu w spółce budującej
rurociąg koncern ten będzie mógł wpływać na niemiecką gospodarkę56.
Redakcja „Rzeczpospolitej” pozwoliła zabrać głos zwolennikom z Niemiec na swoich łamach. Wolfgang Clement, były minister gospodarki w rządzie Gerharda Schrödera, przekonywał, że „budowa tego gazociągu ma pod
względem gospodarczym strategiczne znaczenie nie tylko dla Rosji i Niemiec,
lecz również dla całej Unii Europejskiej”. Uzasadnił on swoje twierdzenie rosnącym zapotrzebowaniem na surowce nie tylko Europy, ale też świata. Gazociąg miał być szansą na dodatkowe i pewne dostawy dla całego regionu,
w tym dla Polski. Clement akcentował także potrzebę posiadania alternatywnej drogi do rurociągów biegnących przez niepewne jego zdaniem państwa jak Białoruś i Ukraina57. Artykuł opublikowany został także w prasie
niemieckiej, co jak można się domyślać miało na celu przekonanie opinii publicznej w obu krajach do tego projektu58.
Polemikę z byłym niemieckim ministrem podjął w tym samym tytule Janusz Szteinhoff były szef resortu gospodarki w rządzie Jerzego Buzka.
Stwierdził on, że znacznie korzystniejszy od gazociągu pod Bałtykiem byłby
wariant budowy drugiej nitki istniejącego już gazociągu jamalskiego. W tej
sprawie Polska i Rosja podpisały już wstępną umowę. Dodał też: „argumenty
ekonomiczne w tej materii są jednoznaczne; koszt budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego szacuje się na blisko jeden miliard euro i jest on około
trzy–czterokrotnie niższy od koniecznych do poniesienia nakładów na realizację konkurencyjnego połączenia przez wody Bałtyku”. Wobec „irracjonalności ekonomicznej” Steinhoff obawiał się, że gazociąg mógłby zostać użyty
do szantażu. Za mało przekonywującą uznał argumentację, że lepiej budować
gazociąg po dnie morza niż przez kraje Bałtyckie i Polskę – członków UE59.
Na łamach „Gazety Wyborczej” sugerowano, że gaz przesyłany drogą
przez Bałtyk będzie znacznie droższy dla niemieckich odbiorców niż surowiec przepływający lądem, ze względu na chęć rekompensaty dużych kosztów budowy, jak i zapewnienie dochodów spółce North European Gas Pipeline Company – wykonawcy projektu. Podjęto też analizy wysokich kosztów
B. T. Wieliński, Gaz w Niemczech zdrożeje?, Gazeta Wyborcza, 15.12.2005.
W. Clement, Bezpieczeństwo energetyczne dla Europy, Rzeczpospolita, 8.12.2005.
58
W. Clement, Versorgungssicherheit für Europa, Frankfurter Allgemeine Zeitung,
7.12.2005.
59
J. Steinhoff, Rządowi niemieckiemu pod rozwagę, Rzeczpospolita, 23.12.2005.
56
57
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
291
projektu. Podważono realność prognoz Gazpromu i spółek niemieckich mówiących o kosztach od 2,4 miliardów euro do 4 miliardów euro60.
Aspekt ekonomiczny budowy pojawił się również w prasie niemieckiej.
W czasie wizyty rosyjskiego prezydenta w Holandii w listopadzie 2005 roku
w notatce opublikowanej w „FAZ” odnotowano jego propozycję przyłączenia
się tego państwa do inwestycji. W perspektywie gazociąg miałby być przedłużony przez Holandię do Wielkiej Brytanii, na której rynek Rosjanie chcieli
wejść z powodu wysokich cen gazu61.
W innej notatce prasowej w „FAZ” przytoczono wypowiedź niemieckiego ministra gospodarki Michaela Glosa. Powiedział on, że „bez niego [rurociągu] mogłaby do 2015 powstać luka w dostawach”. Eksperci oczekiwali
rosnącego zapotrzebowania na gaz. Przewodniczący zarządu E.ON Wulf Bernotat dodał zaś, że Europa musi rywalizować o dostawy gazu z Chinami i Indiami. Zwrócono też uwagę na wysokie koszty budowy oraz na wypowiedzi
przedstawicieli niemieckiej branży gazowej, że Europa potrzebuje pewnych
dostaw omijających Ukrainę i Białoruś62. Korespondent w Moskwie Michael
Ludwig użył podobnej argumentacji w innym artykule na łamach tego dziennika: „Niemcy mają szczególny interes w nowym północnoeuropejskim gazociągu przez Bałtyk, ponieważ zapotrzebowanie na gaz nieustannie rośnie,
a bez rosyjskich dostaw już dziś niektóre niemieckie domostwa pozostałyby
bez ogrzewania”. Przekonywał też, że ostatnie kłótnie Ukrainy z Rosją o ceny
gazu są dodatkowym argumentem. Jako następną przesłankę dla budowy
gazociągu wymienił światową rywalizację o surowce z Chinami i Indiami63.
W innym artykule menadżer Gazpromu Alexander Miedwiediew przekonywał, że przy budowie rurociągu północnego „chodzi […] o rozszerzenie pojemności, by móc pokryć rosnący popyt”, ponieważ już w roku 2005 osiągnięty został rekord 145 miliardów metrów sześciennych dostaw gazu, a w 2006
miało to wzrosnąć do 151 miliardów64.
Argument o potrzebie zwiększenia i zróżnicowania dostaw do Europy
z ominięciem niepewnych państw tranzytowych jak Białoruś i Ukraina został zauważony również w prasie polskiej. Przedstawiciel prezydenta Rosji
Siergiej Jastrzębski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” stwierdził, że „naA. Kublik, Ile kosztuje rura przez Bałtyk, Gazeta Wyborcza, 13.12.2005.
Putin in Niederlanden, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 3.11.2005.
62
Baubeginn an Ostsee-Ergasleitung Schröder führt den Aufsichtsrat, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 10.12.2005.
63
M. Ludwig, Ein Staat im russischen Staate, Frankfurter Allgemeine Zeitung,
12.12.2005.
64
Gasprom mit Rekordergebnis, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 14.12.2005.
60
61
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
292
sze podejście jest wyłącznie pragmatyczne. Chcemy zbudować nitkę, która
będzie przechodzić poza krajami sprawiającymi problemy z tranzytem gazu
do Europy, pobierając go w niedozwolony sposób”. Uważał on, że istnienie takich krajów powodowało, iż „jako sprzedawca mamy prawo szukać najtańszych sposobów transportu naszego surowca do odbiorców”. Do tego dodał,
że kolejną korzyścią także dla Polski będzie to, iż w razie kryzysu będzie można dostarczać gaz przez Niemcy65.
W „Gazecie Wyborczej” napisano zaś o planach tłoczenia gazu z gazociągu do Polski, mimo jej sprzeciwu wobec tej inwestycji. Istniały zamiary
budowy łącznika do Szczecina i podłączenia go do polskiej części istniejącego gazociągu jamalskiego. Przy tej okazji gazeta przypomniała też olbrzymie koszty budowy rury (6 miliardów euro na sam rurociąg oraz 5 miliardów
dolarów na przyłączenia w głębi Rosji), nazywając inwestycję „horrendalnie
drogim gazociągiem”66.
„Rzeczpospolita” opublikowała wywiad z Aleksandrem Rahrem, ekspertem z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej. Uważał on, że Rosja chce zdobyć czołową pozycję w świecie właśnie przez gospodarkę. Dzięki
Niemcom będzie mogła zakotwiczyć się na rynkach europejskich, a gazociąg
północny to element tego planu. Według eksperta także Niemcy odnieść miały
z tej budowy „ogromne korzyści gospodarcze. Są największym dystrybutorem
rosyjskiego gazu dla Europy”67. W „Gazecie Wyborczej” zacytowano propozycję prezydenta Putina w tej sprawie pisząc, że „teraz Moskwa kusi Niemców
rolą głównego dilera rosyjskiego gazu w całej Europie”. Mimo wielkich profitów jakie miałyby z tego koncerny niemieckie kanclerz Merkel podeszła do
sprawy ostrożnie, ze względu na obawy innych krajów, w tym Polski68.
Pisano o tym także w prasie niemieckiej. Dziennikarz „FAZ” Markus Wehner poinformował o ofercie Putina, by Niemcy stały się nie tylko dużym
i ważnym odbiorcą gazu, ale też jego dystrybutorem. Po wybudowaniu gazociągu północnego i eksploatacji potężnego złoża Sztokmana, na północy kraju, Rosja byłaby w stanie dostarczać do Niemiec duże ilości gazu. Angela Merkel, nie przyjęła zdaniem autora z radością tej propozycji, gdyż mogłoby to
doprowadzić do jeszcze większych napięć nie tylko z krajami Europy ŚrodM. Bosacki, M. Wojciechowski, Pierwszy gest z Rosją, rozmowa z Siergiejem Jastrzębskim, Gazeta Wyborcza, 21.02.2006.
66
A. Kublik, Nie chcemy, ale dostaniemy gaz z bałtyckiej rury?, Gazeta Wyborcza,
6.10.2006.
67
A. Rahr, Niemiecka wdzięczność, rosyjski pragmatyzm, Rzeczpospolita, 10.10.2006.
68
A. Kublik, Energetyczne propozycje w cieniu Stasi, Gazeta Wyborcza, 12.10.2006.
65
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
293
kowej, ale też z Wielką Brytanią czy Francją. Wehner zastanawiał się też skąd
wzięła się taka propozycja ze strony rosyjskiego prezydenta, skoro „w końcu chodzi o długoterminowe kontrakty na dostawy pomiędzy przedsiębiorstwami”69.
W „FAZ” odnotowano także zamówienie na materiały budowlane ze
strony budowniczych rurociągu. Opisywała przy tym olbrzymie koszty inwestycji. Zaznaczono, że nakłady na same rury będą bardzo wysokie. Pokazano jak skomplikowana będzie to inwestycja oraz jak ważnym dla realizującej ją spółki Nord Stream będzie dotrzymanie napiętych terminów, ponieważ
„duża część gazu jest już sprzedana”70.
W „Süddeutsche Zeitung” zwrócono uwagę na korzyści, jakie omawiana inwestycja miała przynieść dla regionu Greifswaldu, w którym rura miała się kończyć po stronie niemieckiej. Wcześniej miejsce to znane było tylko
z byłej poradzieckiej elektrowni atomowej. „Od kiedy wiadomo, że tu w Zatoce Greifswaldzkiej będzie się kończył gazociąg, interesuje się tym miejscem
w północno-wschodnich Niemczech coraz więcej firm”. Szef przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za tereny po elektrowni Dieter Rittscher przyznał,
iż „do tej pory zawarliśmy kontrakty z około 20 inwestorami. Dzięki czemu
nasz park przemysłowy został całkowicie zarezerwowany”. Przedstawiono
plany budowy kompleksu z infrastrukturą gazowniczą, elektrowniami gazowymi i węglowymi oraz innymi fabrykami, dla powstania którego impulsem
był plan budowy gazociągu północnego. Oczekiwano, że da to pracę mieszkańcom, lepszy zarobek i poprawi sytuację ekonomiczną w regionie71.
Oprócz zarzutów politycznych w prasie polskiej i niemieckiej pojawiły się także argumenty ekonomiczne zarówno za jak i przeciw budowie gazociągu. Głosy za wykonaniem inwestycji to ominięcie niepewnych państw
tranzytowych, dywersyfikacja dróg, którymi płynie gaz, rywalizacja o surowce z państwami takimi jak Chiny czy Indie, a także plany stworzenia
z Niemiec centrali handlu gazem rosyjskim na całą Europę. Argumenty te
podkreślano w szczególności w prasie w Niemczech. Pokazywano przy tym
sens tej inwestycji, ale też zwracano uwagę na olbrzymie jej koszty. Interesujące było, jak podano w prasie niemieckiej, że duża część gazu, który miał być transportowany rurociągiem została sprzedana, jeszcze przed
jego ukończeniem.
M. Wehner, Ein Schloss aus Erdgas, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 5.11.2006.
Pipelinie bringt Milliardenauftrag, Frankfurter Allgemeine Zeitung, 26.09.2007.
71
S. Uhlmann, Mit dem Gas kommen die Investoren, Süddeutsche Zeitung,
22.05.2007.
69
70
294
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Stosunki międzynarodowe
Argumentami przeciwko budowie były: potrzeba wysokich nakładów,
co podnoszono w szczególności na łamach prasy w Polsce, podobnie jak wątpliwa zadaniem dziennikarzy racjonalność pomysłu. Polscy publicyści pokazywali możliwości budowy gazociągu drogą lądową przez co miał on być
znacznie tańszy. Mimo, iż dopuszczono do głosu zwolenników budowy, media polskie zdecydowanie starały się pokazać nieopłacalność projektu i jego
nieracjonalność z ekonomicznego punktu widzenia. Dodać należy, że w przypadku tej inwestycji ekonomia często zazębiała się z polityką i odwrotnie.
Podsumowanie
W prasie polskiej i niemieckiej szeroko zastanawiano się nad politycznością
rurociągu północnego. W tym przypadku punktem kulminacyjnym okazały
się wydarzenia z przełomu 2005 i 2006 roku kiedy to Rosja „zakręciła kurek
z gazem” Ukrainie, po tym jak nie porozumiano się w sprawie podwyżki cen.
Wywołało to w mediach w obu krajach istną panikę i szeroką debatę. Pisano o powracającym imperium, o ekspansji na Europę i o zastąpieniu czołgów
przez rurociągi. Po tych wydarzeniach niepokoje pojawiły się nawet w Niemczech. Stawiano bowiem tezy, że dziś Rosji nie podoba się Ukraina, a niebawem mogą to być Niemcy. Wieszczono również powrót zimnej wojny oraz
podnoszono, że ten kto ma gaz ma władzę. Gazociąg północny widziano jako
źródło przyszłego niebezpieczeństwa. Opinia ta zdominowała debatę w Polsce. Inwestycję uważano za kolejny krok w ekspansji Gazpromu i środek do
podporządkowania Europy Kremlowi. Na uwagę zasługuje duża zgodność
w opiniach wyrażanych na łamach prasy. Jak widać w tej sprawie odłożone
na bok zostały sympatie polityczne, a wiele wyrażonych sądów było podobnych w obu krajach.
Zastanawiano się też nad ekonomicznymi przesłankami gazociągu. Polacy udowadniali, że jego budowa nie ma sensu. Wskazywali na wysokie koszty i znacznie trudniejszą z punktu widzenia technicznego realizację projektu,
niż skonstruowanie drugiej nitki gazociągu jamalskiego czy gazociągu północnego na lądzie. Dopuszczono jednak do głosu zainteresowanych budową
Rosjan i Niemców, którzy przekonywali o rosnącym zapotrzebowaniu na gaz
w całej Europie. Twierdzili, że bez tej inwestycji powstanie spora luka w dostawach. W podobnym tonie wypowiadano się w prasie niemieckiej. Podnoszono, iż Niemcy mogą stać się ważnym krajem w przesyle gazu na zachód do
Holandii czy Wielkiej Brytanii. Wskazywano również na rosnące zapotrzebo-
Adam Jarosz
Gazociąg północny – inwestycja ekonomiczna czy polityczna? Komentarze w prasie polskiej…
295
wanie na gaz w całej Europie. Opłacalność tej drogi dostaw miała mieć źródło w ominięciu krajów tranzytowych, a co za tym idzie braku konieczności
uiszczania opłat za przesył gazu na zachód.
Debata nad politycznością gazociągu północnego udowodniła, iż był to
temat kontrowersyjny w obu krajach. Dziennikarze, publicyści i eksperci interesowali się nim na szeroką skalę. Pokazało to także dużą rolę, jaką odgrywają media w życiu społecznym i politycznym dzisiejszych państw.
North Stream – economical or political investment? Comments in Polish and German press
The article shows the press debate in Germany and Poland about political and
economical aspects of the Baltic pipeline. On the example of about sixty articles from
four German and four polish newspapers and magazines the question was answered,
if this investment was an economical or pure political project.
The commentators in both countries were widely describing and commenting this issue, and were clearly suggesting that the North European Gas Pipeline was
a political project or even a part of a Kremlin strategy of rebuilding their lost empire.
The climax of the debate occurred to be the turn of the years 2005 and 2006, when
Russia “turned off the gas valve” to the Ukraine. The event reasoned a panic among
the publicists of both Polish and German media. There were many suggestions and
it was spoken about a clear blackmail from the Kremlin side. It has to be mentioned
that all the press sources were in accordance to each other, no matter what their political sympathies were.
Polish publicists tried to show that the pipe was pointless from the economical point of view, presenting huge costs and big technical problems of building
beneath the sea. Despite that, also the supporters of the investment had chance to
present their opinions in the polish media. German journalists pointed out the advantages of the investment, which were the alternative way of supplying gas with omitting the “unreliable” countries like the Ukraine or Belarus, competition for resources
with China and India or the plans of creating a central distribution point of Russian
gas for the all Europe in Germany.
The debate showed as well big controversies and concerns which the Baltic
pipeline aroused. Even though the supporters and builders of this project tried to persuade the public opinion that the pipeline is an economical project, hardly anybody
believed that and some newspapers responded to it with polemics or even ironies.
Recenzje i omówienia
szukać syntetycznego opracowania. Dlatego ze szczególną uwagą należy potraktować najnowszą pracę Pawła Jaworskiego,
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Paweł Jaworski,
Marzyciele i oportuniści.
Stosunki polsko-szwedzkie w latach
–
, Warszawa
, ss.
W
czerwcu 2009 roku do polskich
księgarnii trafiła praca Pawła Jaworskiego „Marzyciele i oportuniści. Stosunki polsko-szwedzkie w latach
1939–1945”. Ukazała się ona w ramach
serii „Monografie” publikowanej przez
Instytut Pamięci Narodowej, której celem
jest przybliżenie czytelnikowi najnowszej historii Polski oraz opisanie losów
obywateli polskich w latach 1939–1989.
Problematyka stosunków polsko-szwedzkich w latach II wojny światowej
przez wiele lat pozostawała na uboczu badań historycznych. Chociaż zagadnienie to
było podejmowane w literaturze naukowej1, to jednak próżno było do tej pory
1
Zob. Erik Dahlberg, Polska ubåtar i Mariefred. En nästan okänd episod från andra världskriget, Stockholm 2007; J. Dorniak, Stosunki polsko-szwedzkie w latach 1944–1974, Słupsk 1978;
S. Grafström, Polskie stronnice. Dziennik od 5 lipca 1938 do 6 grudnia 1939 roku, wybór, tłumaczenie i opracowanie J. Lewandowski, A. N. Uggla, Warszawa 1996; E. Jarneberg, Internering av
polska u-båtar med besättningar i Vaxholms fästning, „Vaxholms fästnings museum meddelande”,
1981; L. Kliszewicz, Baza w Sztokholmie, Zeszyty
Historyczne 1981, z. 58, s. 44–174; A. Kłonczyński, Stosunki polsko-szwedzkie w latach 1945–
–1956, Gdańsk 2007; J. Lewandowski, Węzeł
stockholmski. Szwedzkie koneksje polskiego podziemia IX 1939 – VII 1942, Uppsala 1999; D. Nawrot, Internowanie i rehabilitacja załóg polskich
okrętów podwodnych w Szwecji w latach II wojny światowej, Przegląd Historyczno-Wojskowy
2001, nr 2; S. O. Olsson, Swedish-Polish Trade Negotiations at the End of the Second World War
and Their Results, Scandinavian Economic History Review 1988, nr 2; S. Potocki, Uwagi o neutralności Szwecji i jej stosunku do Polski w czasie
II wojny światowej, Komunikaty Instytutu Bałtyckiego 1974, z. 21; T. Potworowski, The Polish Legation’s undiplomatic activities, Stockholm
September 1939 – July 1942, Acta Sueco-Polonica
2001–2002, nr 10–11, s. 5–93; T. Skinder-Suchcitz, Próby uwolnienia okrętów podwodnych z internowania w Szwecji. Wrzesień 1939 – czerwiec
1940, Zeszyty Historyczne 1996, z. 115; A. Staniszewski, Na bocznym torze wojny, czyli sześć
lat internowania polskich okrętów podwodnych
w Szwecji [w:] Historia i Polityka, t. V, Myśl polityczna i dyplomacja w XX wieku, red. P. Tomaszewski, Toruń 2006, s. 43–69; A. Staniszewski,
Pomoc Szwecji dla Polski w pierwszych miesiącach II wojny światowej. Ewakuacja polskich dyplomatów z terytorium III Rzeszy oraz reprezentowanie interesów państwa polskiego w Berlinie
(wrzesień–listopad 1939), Acta Sueco-Polonica
2007, nr 14, s. 183–196; A. Staniszewski, Problemy polskiej oświaty w Szwecji w latach 1939–
–1945 [w:] Historia i Polityka, t. VI, red. H. Stys, Toruń 2007, s. 63–78; A. Staniszewski, Współpraca
obywateli szwedzkich z polskim podziemiem w latach 1939–1942, Zapiski Historyczne 2008, z. 1,
s. 59–82; J. Szymański, Polska–Szwecja. W cieniu
wydarzeń europejskich XIX i XX wieku [w:] Szwecja–Polska. Lata rywalizacji i przyjaźni. Polen och
Sverige. År av rivalitet och vänskap, red. J. Niklasson-Młynarska, Stockholm 1999, s. 50–67; A. N.
Uggla, Polacy w Szwecji w latach II wojny światowej, Gdańsk 1997; A. N. Uggla, Den svenska Polenbilden och polsk prosa i Sverige 1939–1960:
två studier i reception, Uppsala 1986; A. N. Uggla, Polen i svensk press under andra världskriget:
en bibliografi, Uppsala 1986; A. N. Uggla, Polska
u-båtsbesättningar i Sverige, Acta Sueco-Polonica
300
który jest jednym z nielicznych historyków badających zagadnienie relacji polsko-skandynawskich w XX wieku2.
Autor relacje polskoszwedzkie w czasie II wojny światowej przedstawia
przez pryzmat wzajemnych stosunków dyplomatycznych i politycznych
z uwzględnieniem działań
propagandowych, podejmowanych przez stronę
polską na terenie Szwecji.
Całość uzupełnia omówienie problemów gospodarczych oraz analiza sytuacji polskich uchodźców
w Szwecji. W ten sposób
Jaworski wypełnił „białą
plamę” w polskiej historiografii.
Głównym celem badawczym pracy jest odpowiedź na trzy pytania. „W ja1994, nr 2, s. 1–21; A. N. Uggla, Polsk utbildning
och vetenskap i Sverige under andra världskriget, Acta Sueco-Polonica 1995, nr 4, s. 95–126;
W. Wilhelmus, Jeszcze o działalności „warszawskich Szwedów”, Komunikaty Instytutu Bałtyckiego 1976, z. 23; W. Wilhelmus, Szwedzkie monopole w służbie polskiego rządu emigracyjnego?
Przyczynek do losów „Szwedów warszawskich”,
Komunikaty Instytutu Bałtyckiego 1973, z. 18;
Z. Wojciechowski, Internowanie polskich okrętów
podwodnych w Szwecji, Przegląd Morski 1990,
nr 5–6.
2
Paweł Jaworski jest autorem: Brev kring
det ockuperade Warszawa (år 1942), Acta SuecoPolonica 2003–2005, nr 12–13; Maurycy Karniol
– przedstawiciel Polskiej Partii Socjalistycznej
w Szwecji w latach 1940–1946 [w:] Od Napoleona do Stalina. Studia z dziejów XIX i XX wieku,
red. T. Kulak, Toruń 2007; Polska niepodległa
wobec Skandynawii 1918–1939, Wrocław 2001;
Problemy stosunków polsko-szwedzkich w latach
od 1944 do 1948, Wrocławskie studia z Polityki
Zagranicznej 2001, nr 1; „Raporty” posła szwedzkiego w Warszawie Joena Lagerberga z września
1939 roku, Dzieje Najnowsze 2006, nr 2; Związek
Patriotów Polskich w Szwecji (1943–1947), Pamięć i Sprawiedliwość 2005, nr 1.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
kich dziedzinach i kiedy dochodziło,
mimo niesprzyjających okoliczności, do
wykształcenia się wspólnych zainteresowań władz polskich
i szwedzkich, i w jaki sposób te zainteresowania się
ujawniły? Czy obie strony
czuły się współodpowiedzialne za region bałtycki? Jaki był rzeczywisty
stosunek Szwedów do
sprawy polskiej oraz jak
politykę szwedzką oceniali Polacy?” (s. 10).
Omawiana praca została podzielona na trzy
części w ujęciu problemowo-chronologicznym.
Część I (W kręgu polityki
i propagandy) składa się z siedmiu rozdziałów, w których autor przeprowadził
analizę stanowiska szwedzkiej opinii
publicznej do sprawy polskiej w czasie
światowego konfliktu oraz przedstawił
charakter wzajemnych stosunków politycznych.
Już od pierwszych chwil agresji hitlerowskiej na Polskę w prasie szwedzkiej zaczęły ukazywać się sprawozdania i analizy z walk toczonych po
drugiej stronie Bałtyku. W ostatnich
dniach września opisy działań wojennych i losu polskiej ludności ustąpiły
miejsca spekulacjom, czy Związek Sowiecki zaatakuje państwa bałtyckie oraz
jak zostanie ukształtowana granica niemiecko-sowiecka. Jednocześnie aktywność wykazywała szwedzka dyplomacja,
która w myśl przedwojennych postanowień przejęła 1 IX 1939 r. reprezentowanie interesów polskich w Niemczech.
Tymczasem z chwilą zakończenia kampanii wrześniowej, los II RP przestał być
popularnym tematem szwedzkich ser-
Adam Staniszewski
P. Jaworski, „Marzyciele i oportuniści. Stosunki polsko-szwedzkie w latach 1939–1945”
wisów informacyjnych. Również dyplomacja szwedzka ograniczyła do minimum swoje kontakty z rządem polskim
na uchodźstwie. W obliczu zbrojnej napaści Związku Sowieckiego na Finlandię
30 XI 1939 r.: „kwestie polskie zeszły na
dalszy plan i były obecne w niewielkim
zakresie” (s. 83). W tym czasie wzajemne stosunki opierały się przede wszystkim na kontaktach urzędników szwedzkiego MSZ z personelem Poselstwa RP
w Sztokholmie. Zaznaczyć należy przy
tym, że Szwedzi: „działali z dużą ostrożnością, określając precyzyjnie, w zależności od sytuacji, granice funkcjonowania placówki” (s. 87). Takie stanowisko
było między innymi rezultatem nacisków
dyplomacji niemieckiej, która głosząc hasła o końcu państwowości polskiej, stanowczo domagała się zamknięcia poselstwa polskiego oraz konsulatu w Malmö.
Mimo „oficjalnej degradacji wzajemnych
relacji do stosunków jednostronnych”
(s. 107), pełniący funkcję wiceministra
spraw zagranicznych Erik Boheman spotykał się regularnie z posłem RP w Sztokholmie Gustawem Potworowskim i konsultował z nim różne kwestie polityczne.
Stopniowo poszerzał się również krąg
szwedzkich znajomości przedstawiciela
PPS w Sztokholmie Maurycego Karniola,
który w marcu 1940 r. przybył do Szwecji.
Polsko-szwedzkie kontakty dyplomatyczne ożywiły się po agresji niemieckiej na Związek Sowiecki. Chociaż
w oficjalnych komunikatach dyplomacja szwedzka wypowiadała się o sprawach polskich: „jak zwykle ostrożnie” to
jednak i ona musiała przyznać, że: „załamanie ofensywy na froncie wschodnim
zachwiało pozycją III Rzeszy” (s. 122).
Oznaczało to, że „na widnokręgu Poselstwa” pojawiły się osoby: „niejedno-
301
krotnie zajmujące poważne stanowiska,
które dotychczas swych sympatii czy zainteresowań Polską od września 1939
wolały nie uzewnętrzniać” (s. 122). Poselstwo RP mogło teraz rozwinąć swoją
działalność propagandową i uświadomić
Szwedom realia niemieckiej okupacji
ziem polskich. Było to niezmiernie ważne w sytuacji, gdy informacje o dezorganizowaniu polskiej gospodarki, terrorze,
rabunkach i morderstwach były konsekwentnie odrzucane przez dużą grupę
szwedzkiego społeczeństwa.
Pracę Poselatwa RP zakłóciło wydalenie ze Szwecji Gustawa Potworowskiego, który został uznany przez władze szwedzkie za persona non grata,
po tym, jak wykryto nielegalną działalność polskiej placówki dyplomatycznej.
„Szwedzi postanowili prewencyjnie usunąć Potworowskiego, aby mieć argumenty przeciw likwidacji Poselstwa” (s. 145).
Nowym szefem polskiej placówki został Henryk Sokolnicki, który występował prawomocnie już nie jako poseł, ale
chargé d’affaires.
Tymczasem „powolne odchodzenie
od współpracy z Niemcami i zbliżenie
do aliantów przyniosło stopniowy odwrót od milczenia o sprawach polskich”
(s. 152). Szwedzką prasę zaczęły zapełniać między innymi ogłoszenia Komitetu
Pomocy Dzieciom Polskim (Hjälp Polens
Barn), którego główną animatorką była
szwedzka pisarka Marika Stiernstedt.
Dużo miejsca poświęcono również konfliktowi polsko-sowieckiemu o kształt
granicy wschodniej przyszłego państwa
polskiego. Na tym tle pojawiło się wiele nieprzychylnych Polsce opinii. Podobne stanowisko zajęła prasa szwedzka
w przypadku zbrodni katyńskiej. Wiązało się to z faktem, że: „Szwedzi oceniali
całą sprawę nie przez meritum konflik-
302
tu, ale pod względem praktycznym, czyli
funkcjonowania koalicji antyfaszystowskiej” (s. 172).
W cieniu informacji o zbrodni katyńskiej odbyła się w Sztokholmie wizyta ministra przemysłu, handlu i żeglugi
Jana Kwapińskiego. Było to najważniejsze wydarzenie w politycznych relacjach
obu państw w 1943 r. Rozmowy prowadzone przez polskiego ministra w Szwecji były: „ważnym etapem w odmrażaniu
wzajemnych stosunków i podjęciu dyskusji nad przyszłością obu państw po zakończeniu wojny” (s. 185).
W latach 1944–1945 Szwecja prowadziła politykę dwutorową, polegającą
na równoczesnych kontaktach z Poselstwem RP w Sztokholmie oraz przedstawicielami PKWN, a następnie Tymczasowej Rady Jedności Narodowej.
O życzliwość prasy szwedzkiej zabiegały w tym czasie zarówno władze emigracyjne w Londynie (przede wszystkim
poprzez działalność attaché prasowego
Poselstwa Norberta Żaby) oraz grupa komunistów z Jerzym Pańskim na czele. Był
on inicjatorem zorganizowania oddziału
Związku Patriotów Polskich w Szwecji,
który od jesieni 1944 r. zaczął spełniać
rolę nieoficjalnego reprezentanta Polski
„lubelskiej”.
Kształtowanie się polskiego ruchu
komunistycznego w Szwecji zbiegło się
z wybuchem Powstania Warszawskiego.
Z odezwą o pomoc dla walczącej stolicy
wystąpiło wiele osobistości szwedzkich.
W prasie systematycznie pojawiały się
relacje i komentarze na temat Powstania. Jednym z najbardziej aktywnych
dziennikarzy w tym zakresie był Gunnar Almstedt. Szwedzi nie tylko obserwowali z dystansu przebieg wydarzeń
w Warszawie. W czasie walk przebywała w mieście Elna Gistedt-Kiltynowicz,
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
która po powrocie do kraju udzieliła obszernych wywiadów szwedzkim dziennikom. „Niewątpliwie Powstanie Warszawskie wytworzyło w Szwecji korzystną dla
Polski koniunkturę medialną” (s. 228).
Znalazła ona wkrótce odzwierciedlenie
w decyzji rządu szwedzkiego o zorganizowaniu akcji humanitarnej na polskich
ziemiach okupowanych.
Tymczasem wraz z rozwojem wydarzeń wojennych w pierwszych miesiącach 1945 r. strona szwedzka coraz częściej skłaniała się ku rozmowom
z „rządem lubelskim”. Zasadniczą kwestią dla Szwedów był powojenny import
polskiego węgla. Gorącym zwolennikiem nawiązania bliższych relacji z polskimi komunistami był poseł szwedzki w Moskwie Staffan Söderblom, który
już w sierpniu 1944 r. rekomendował
wysłanie reprezentanta Szwecji do „nowej Polski”. Dyrektywy rządu były jednak inne. W Sztokholmie oczekiwano na
decyzję mocarstw w sprawie przyszłości państwa polskiego. Ukonstytuowanie
się 28 VI 1945 r. w Warszawie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej było
interpretowanie przez Szwedów jako
wypełnienie postanowień konferencji
jałtańskiej. 6 VII 1945 r. strona szwedzka uznała nowe władze państwa polskiego. Jej tymczasowym reprezentantem
w Warszawie w randze chargé d’affaires
został Brynolf Eng.
Część II (Kwestie gospodarcze) omawianej monografii została podzielona
na trzy rozdziały. Autor zaprezentował
w niej zasadnicze wątki relacji gospodarczych. „Od pierwszego dnia wojny problemem, z którym musiały się zmierzyć
polskie służby dyplomatyczne, było zabezpieczenie interesów polskich eksporterów, głównie węglowych” (s. 275).
W tym celu Poselstwo RP w Sztokhol-
Adam Staniszewski
P. Jaworski, „Marzyciele i oportuniści. Stosunki polsko-szwedzkie w latach 1939–1945”
mie jeszcze we wrześniu 1939 r. zajęło się kwestią uregulowania należności
szwedzkich na rzecz polskich firm. Jednak mimo energicznych działań, rewindykacja należnych sum w 1941 r. uległa
zamrożeniu. Szwedzi przede wszystkim byli zainteresowani losem własnych
firm, które pozostały na obszarach okupowanej Polski. Źródłem informacji
dla szwedzkich przedsiębiorców była
Szwedzka Izba Handlowa z siedzibą
w Warszawie. Wspólnie z Szwedzkim
Powszechnym Związkiem Eksportowym
czuwała ona nad interesami firm szwedzkich w Generalnym Gubernatorstwie.
Odrębne zagadnienie stanowiły negocjacje w zakresie podjęcia powojennej
wymiany handlowej. Wstępne rozmowy
w tej sprawie odbyły się już w 1943 r. Dotyczyły one przede wszystkim węgla kamiennego, który był najważniejszym surowcem importowanym przez Szwecję
w czasie wojny (również przed 1939 r.)
z obszarów okupowanej Polski. Początkowo strona szwedzka prowadziła negocjacje z władzami polskimi na uchodźstwie: „chociaż w Sztokholmie panował
sceptycyzm co do sensu rozmów z uwagi
na przewidywaną okupację obszaru Polski przez wojska sowieckie i niewielkie
szanse powrotu rządu z uchodźstwa do
ojczyzny” (s. 295). W kwietniu 1944 r.
Ministerstwo Przemysłu Handlu i Żeglugi opracowało projekt przyszłej umowy
polsko-szwedzkiej. Wzajemne negocjacje
zostały jednak zahamowane w ostatnich
miesiącach 1944 r. W tym czasie szwedzkie sfery rządowe i gospodarcze: „zaczęły uginać się pod żądaniami sowieckimi”
(s. 318). Efektem tego była tylko jedna
rozmowa o charakterze negocjacyjnym
(4 X 1944 r.). Kolejne spotkania były już
tylko: „pełnymi rezerwy niezobowiązującymi rozmowami prywatnymi” (s. 318).
303
Odmienny charakter miały negocjacje
toczone z Rządem Tymczasowym RP
w Warszawie. Były one bagatelizowane przez Poselstwo RP w Sztokholmie.
Tymczasem 8 VI 1945 r. rząd szwedzki
zatwierdził instrukcję i pełnomocnictwo
dla I sekretarza poselstwa szwedzkiego w Helsinkach Brynolfa Enga do podpisania układu handlowego z władzami
w Warszawie. Porozumienie parafowano
29 czerwca. W ten sposób Szwecja została pierwszym państwem, które podpisało układ z Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej.
Ostatnia część pracy Pawła Jaworskiego (Misja humanitarna Szwecji) została podzielona na trzy rozdziały
i poświęcona szwedzkiej pomocy humanitarnej dla Polski. Bogata baza źródłowa pozwoliła odtworzyć wiele aspektów
działalności Szwedzkiego Czerwonego
Krzyża (SzCK), osób prywatnych oraz
licznych komitetów, których głównym
zadaniem była pomoc okupowanej Polsce. Już od września 1939 r. SzCK rozpoczął akcję pomocy dla ludności polskiej. Została ona jednak skutecznie
zahamowana przez wybuch wojny zimowej, która stanowiła: „znaczną konkurencję dla inicjatyw humanitarnych
dla Polski” (s. 354). Inną przeszkodą,
która ograniczała możliwości pomocy
(przede wszystkim wysyłki produktów
żywnościowych), było stanowisko władz
brytyjskich, które powoływały się na
blokadę morską Niemiec i krajów okupowanych. Tak więc: „biurokratyczna
procedura wymagała kilkumiesięcznych
starań w celu dopełnienia wszystkich
formalności zarówno w Londynie, jak
i w Sztokholmie, aby uzgodnić z władzami szwedzkimi wywóz większej ilości towarów potrzebnych na rynku wewnętrznym” (s. 365). Powyższe ograniczenia
304
nie przeszkodziły jesienią 1944 r. SzCK
w zorganizowaniu zakrojonej na szeroką
skalę akcji humanitarnej dla ludności zamieszkującej tereny Generalnego Gubernatorstwa (misja Svena Hellqvista). Impulsem dla niej była klęska Powstania
Warszawskiego i los mieszkańców stolicy, zgromadzonych w obozie w Pruszkowie. Jednocześnie władze szwedzkie
postanowiły wysłać pomoc humanitarną przez Moskwę. Były to przede wszystkim dary zebrane przez komitet Hjälp
Polens Barn, na którego czele stała Marika Stiernstedt. Jednak: „doświadczenia
kilku wojennych lat wskazują, że Szwecja
przygotowała się na udzielenie pomocy
humanitarnej przede wszystkim swoim
nordyckim sąsiadom” (s. 380). Polski nie
traktowano priorytetowo. Nie uwzględniono jej również początkowo w planach
pomocy powojennej.
W części III omawianej pracy autor uwzględnił również losy polskich
uchodźców oraz internowanych w Szwecji marynarzy i żołnierzy. Jako, że są
to zagadnienia, które doczekały się już
opracowań, zostały one przez autora jedynie uzupełnione o nowe ustalenia, poczynione na podstawie niewykorzystanych dotąd zbiorów archiwalnych.
To właśnie bogata podstawa źródłowa stanowi niezaprzeczalny atut monografii Pawła Jaworskiego. Autor wykorzystał zbiory zgromadzone w archiwach
polskich, szwedzkich oraz angielskich.
Na uwagę zasługują przede wszystkim
materiały zgromadzone w Archiwum
Akt Nowych (przede wszystkim dokumenty polskiego MSZ z zasobów Instytutu Hoovera), Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Władysława
Sikorskiego w Londynie oraz Riksarkivet w Sztokholmie. Warto również podkreślić, że autorowi udało się dotrzeć do
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
trudno dostępnych materiałów szwedzkiego kontrwywiadu, zgromadzonych
w Militära underrättelse- och säkerhetstjänstens arkiv w Sztokholmie. Na uwagę zasługuje również dogłębna kwerenda prasy szwedzkiej oraz polskiej na
uchodźstwie, która pozwoliła Jaworskiemu przedstawić ogólną ocenę obecności
spraw polskich w szwedzkiej debacie publicznej. Bardzo pomocny dla czytelnika
jest zamieszczony w pracy wykaz skrótów oraz indeks osobowy.
Niestety w pracy Pawła Jaworskiego można odnaleźć poważny błąd merytoryczny. Przytaczając epizod z niemieckim statkiem „Altmark”, z którego
16 II 1940 r. Brytyjczycy uwolnili swoich marynarzy, autor błędnie wspomina,
że okręt przebywał na szwedzkich wodach terytorialnych (s. 91). Były to wody
terytorialne Norwegii, a cały incydent
wywołał poważny kryzys w stosunkach
brytyjsko-norweskich oraz norwesko-niemieckich, a nie, jak podaje Jaworski w relacjach szwedzko-niemieckich3.
„Sprawa Altmarka” przez wielu historyków oceniana jest jako przełomowy moment, który przekonał Hitlera do przeprowadzenia inwazji na Norwegię.
W pracy można dostrzec również
pewne braki w zakresie omawianych
przez autora zagadnień. Analizując kwestię reprezentowania przez Szwecję interesów Polski w Niemczech (s. 59–72), Jaworski pominął wątek działalności biura
tzw. zastępcy praw majątkowych obywateli polskich w Niemczech, które funkcjonowało w ramach Wydziału B przy posel-
3
Na temat incydentu z niemieckim tankowcem zob. T. Konecki, Skandynawia w Drugiej Wojnie Światowej, Warszawa 2003, s. 49–50;
M. Tamelander, N. Zetterling, Inwazja na Norwegię 1940, Warszawa 2008, s. 26–27.
Adam Staniszewski
P. Jaworski, „Marzyciele i oportuniści. Stosunki polsko-szwedzkie w latach 1939–1945”
stwie szwedzkim w Berlinie4. Należało
również wspomnieć o roli jaką odegrał
poseł szwedzki w III Rzeszy Arvid Richert
przy ewakuacji personelu ambasady polskiej z Berlina5. Nawiązując do sprawy
„warszawskich Szwedów”, Jaworski nie
wspomniał, że wyroki ułaskawiające dla
siedmiu Szwedów oskarżonych o współpracę z polskim ruchem oporu i skazanych przez sąd niemiecki na karę śmierci
oraz dożywotnie więzienie, miały ścisły
związek z obietnicą dalszej szwedzko-niemieckiej współpracy handlowej
w zakresie niezbędnych dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego szwedzkich
łożysk kulkowych6. Jest to ważna informacja, tym bardziej, że czytelnik nie odnajdzie jej w pracach wskazanych przez
autora (s. 145). Należy również odnieść
się do analizy prasy szwedzkiej przedstawionej w kontekście śmierci generała Władysława Sikorskiego. Według autora śmierć ta: „nie wzbudziła większego
zainteresowania prasy szwedzkiej. Ukazało się kilka artykułów, w których podkreślano, że tragedia ta komplikuje zarówno stosunki wewnętrzne w polskich
kołach politycznych w Londynie, jak i pozycję rządu RP na arenie międzynarodowej” (s. 150). Taka opinia jest sprzeczna z oficjalnymi informacjami Poselstwa
RP w Sztokholmie, które można odnaleźć w piśmie Henryka Sokolnickiego do
MSZ z 8 VII 1943 r.7 Pewne braki można
4
Więcej na ten temat zob. Archiwum Akt
Nowych (dalej: AAN), Poselstwo RP w Sztokholmie, sygn. 94, Pisma G. Potworowskiego do MSZ
z 2 XI i 5 XII 1939 r.
5
Zob. K. Kraczkiewicz, Jesień 1938–Jesień
1939 (narastanie konfliktu polsko-niemieckiego),
Zeszyty Historyczne 1984, z. 70, s. 156–193.
6
Zob. S. Thorsell, Mein lieber Reichskanzler! Sveriges kontakter med Hitlers rikskansli,
Pössneck 2007, s. 262–263.
7
Zob. AAN, Ambasada RP w Londynie,
305
również odnaleźć w rozdziale poświęconym żołnierzom polskim internowanym
w Szwecji. Autor wspominając o uczestnikach kampanii norweskiej z 1940 r.
ogranicza się tylko do dwunastu szeregowców z Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, którzy po przekroczeniu granicy norwesko-szwedzkiej
w maju 1940 r. zostali internowani przez
władze szwedzkie (s. 405). Tymczasem
jeszcze w tym samym roku trafiła do
centrum dla internowanych w szwedzkim Hammarby ponad trzydziestoosobowa grupa polskich żołnierzy z brygady
gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza, która
po ewakuacji z rejonu Narwiku przekroczyła granicę z Finlandią, gdzie została
internowana w wiosce Ruukki. Po kilku
miesiącach żołnierzy przetransportowano do Szwecji, skąd w latach 1941–1942
większość z nich trafiła do Wielkiej Brytanii8. Należy również dodać, że w obszernej bibliografii wykorzystanej przez
autora brakuje najnowszej pracy Erika Dahlberga9, która porusza zagadnienie polskich marynarzy internowanych
w Szwecji. Jej autor bazując na szwedzkich materiałach archiwalnych oraz
wspomnieniach bezpośrednich uczestników wydarzeń, zawarł w pracy informacje, które warto byłoby przytoczyć polskiemu czytelnikowi.
Powyższe uwagi nie mogą jednak
wpłynąć na bardzo pozytywną ocenę
pracy. Pieczołowicie dobrany materiał
źródłowy oraz dbałość autora o szczegósygn. 415, Pismo H. Sokolnickiego do MSZ z 8 VII
1943 roku.
8
Zob. J. Jalonen, Valkea kotka, avoin lintuhäkki Ruukin leirin internoidut puolalaiset sotilaat 1940–1941 [w:] Sotavangit ja internoidut, red.
Lars Westerlund, Helsinki 2008, s. 413–414.
9
E. Dahlberg, Polska ubåtar i Mariefred.
En nästan okänd episod från andra världskriget,
Stockholm 2007.
306
łowe przedstawienie wszystkich najważniejszych wątków wzajemnych relacji
czynią niniejszą pracę niezwykle istotnym krokiem badawczym w zakresie tematyki stosunków polsko-szwedzkich
w latach 1939–1945. Pozycję Pawła Ja-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
worskiego można polecić nie tylko studentom skandynawistyki, ale również
czytelnikom interesującym się historią
II wojny światowej.
Adam Staniszewski (Toruń)
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Grzegorz Radomski,
Samorząd terytorialny
w myśli politycznej
Narodowej Demokracji
–
, Wydawnictwo
Naukowe Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika,
Toruń
, ss.
Z
akończenie I wojny światowej oraz rozpoczęcie budowy struktur niepodległego państwa stanowiły niewątpliwie
bardzo ważny impuls dla
rozwoju polskiej refleksji
politycznej, wpływając na
aktywizację praktycznie
wszystkich podstawowych
formacji ideowych oraz
stymulując podjęcie przez
nie ożywionej dyskusji
o koniecznych w zmienionej rzeczywistości przemianach oraz optymalnych formach organizacji
życia zbiorowego. Dobitnym wyrazem wspomnianej tendencji były różnorodne i odwołujące się
często do odmiennych systemów aksjologicznych wizje ustroju politycznego, gospodarczego i społecznego, których realizację dość zgodnie uznawano za istotny
czynnik wzmacniania odzyskanej niepodległości oraz zabezpieczenia perspektywicznego rozwoju państwa.
Zjawisko to nie było bynajmniej
równoznaczne z całkowitym odcięciem
się od dotychczasowego dorobku polskiej myśli politycznej, jak również zakwestionowaniem występujących w formułowanych koncepcjach elementów
ciągłości. O ile jednak w okresie porozbiorowym koncentrowano się nade wszystko na kwestii wytyczenia dróg wiodących do odzyskania niepodległości, o tyle
z chwilą osiągnięcia wspomnianego celu
uwaga głównych formacji ideowo-politycznych skoncentrowała się na sprecyzowaniu dość mglistych dotąd wizji
urządzenia życia zbiorowego w niepodległym państwie, określeniu warunków
koniecznych do ich urzeczywistnienia,
a także wypracowaniu koncepcji rozwiązywania nowych problemów i zagrożeń, wynikających zarówno ze złożonej
sytuacji wewnętrznej kraju, jak i dynamicznie zmieniającego się
ładu międzynarodowego.
W tym kontekście uzasadniony wydaje się pogląd,
iż z perspektywy całego XX wieku stosunkowo krótki okres istnienia
Drugiej Rzeczypospolitej
spełnił w odniesieniu do
polskiej myśli politycznej
rolę szczególną, przyczyniając się z jednej strony
do wyraźnego poszerzenia zakresu podnoszonych przez nią zagadnień,
z drugiej zaś do wytyczenia kierunków jej dalszego rozwoju.
Jednym z istotniejszych wątków toczącego się wówczas dyskursu publicznego była niewątpliwie problematyka
308
samorządowa, której interpretacje korespondowały ściśle z prezentowanymi przez poszczególne formacje ideowe
projekcjami ustrojowymi. Z tym większą uwagą odnotować należy fakt opublikowania przez Wydawnictwo Naukowe
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu monografii Grzegorza Radomskiego zatytułowanej Samorząd terytorialny
w myśli politycznej Narodowej Demokracji 1918–1939, do której walorów zaliczyć można nie tylko trafnie i precyzyjnie wytyczony obszar analizy oraz jego
interdyscyplinarność, ale także aktualność omawianej problematyki, zwłaszcza w dobie współczesnego zainteresowania formami aktywności i zakresem
funkcjonowania samorządów.
Zasadniczym celem naukowym
przywołanej rozprawy pozostaje niewątpliwie przedstawienie projekcji samorządu terytorialnego jako ważnego
składnika międzywojennej myśli narodowo-demokratycznej, a tym samym wypełnienie znaczącej luki w tym względzie. Inicjatywa powyższa wydaje się
o tyle istotna, iż mimo dużej rangi problematyki samorządowej w okresie międzywojennym, kwestia ta nie była dotąd
przedmiotem szerszych, pogłębionych
i wnikliwych analiz, pozostając w gruncie rzeczy poza obszarem wzmożonego zainteresowania większości polskich
badaczy. Tezę tę potwierdzają m.in. dotychczasowe publikacje poświęcone myśli politycznej Narodowej Demokracji,
w których problematyka samorządowa
traktowana była z reguły schematycznie
i powierzchownie. Podjęcie przez Autora tego właśnie zagadnienia badawczego
należy uznać w tym kontekście za w pełni uzasadnione i przemyślane, zwłaszcza
jeżeli uwzględni się rangę dorobku ideotwórczego ruchu narodowego w okre-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
sie Drugiej Rzeczypospolitej, fakt odwoływania się doń przez współczesnych
przedstawicieli tej formacji, a także stale wzrastające znaczenie samorządu we
współczesnym świecie.
Niezaprzeczalnym walorem omawianej monografii jest bogata baza źródłowa, którą tworzą w pierwszej kolejności liczne materiały archiwalne. Na
szczególną uwagę zasługuje wśród nich
zwłaszcza przechowywany w Bibliotece Polskiej Akademii Nauk w Krakowie
niepublikowany dziennik Juliusza Zdanowskiego, zawierający zarówno sprawozdania z posiedzeń różnych gremiów
samorządowych, jak i opinie działających na tej niwie działaczy obozu narodowego. W swej pracy Autor wykorzystał także dokumenty, wspomnienia oraz
relacje pochodzące z innych archiwów
i bibliotek krajowych, w tym m.in. z Archiwum PAN w Warszawie, Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, Archiwum Akt
Nowych, Biblioteki Zakładu Narodowego
im. Ossolińskich we Wrocławiu, czy Biblioteki Narodowej w Warszawie. Równie istotną rolę przy przygotowywaniu
prezentowanej pracy odegrały także różnorodne źródła drukowane, aczkolwiek
biorąc pod uwagę znaczną liczbę tych
materiałów, koniecznością stawała się
ich gruntowna selekcja. W konsekwencji badania ograniczone zostały z jednej
strony do enuncjacji programowych oraz
sprawozdań różnorodnych podmiotów
obozu narodowego, z drugiej natomiast
do opublikowanych w formie zwartej
pism społeczno-politycznych jego czołowych przedstawicieli. Nie pominięto również artykułów, rozpraw, komentarzy i ocen zamieszczanych na łamach
licznych gazet oraz czasopism, przy czym
w obszarze zainteresowania Autora znalazły się zarówno periodyki związane
Michał Strzelecki
G. Radomski, „Samorząd terytorialny w myśli politycznej Narodowej Demokracji 1918–1939”
z omawianą formacją ideowo-polityczną, jak i pisma koncentrujące się przede
wszystkim na problematyce samorządowej. Ważnym, a zarazem naturalnym
uzupełnieniem wymienionych źródeł
pozostawały natomiast materiały o charakterze wspomnieniowym, aczkolwiek
niektóre z nich zawierały istotne informacje o uwarunkowaniach formułowanych przez narodowców projekcji.
Scharakteryzowana powyżej szeroka baza źródłowa, podobnie jak bardzo bogata i odnosząca się do różnorodnych problemów literatura przedmiotu
tworzyły niewątpliwie podstawę umożliwiającą Autorowi rzetelną weryfikację sformułowanych hipotez badawczych. Sprzyjał temu również właściwy
dobór metod badawczych, spośród których szczególnie istotną rolę odegrała
zwłaszcza analiza systemowa, pozwalająca na rozpatrywanie projekcji samorządowych Narodowej Demokracji
jako elementu ściśle określonej oraz wewnętrznie zintegrowanej całości, a także ukazanie ich związku z formułowanymi w obrębie analizowanej formacji
projekcjami ustroju państwa oraz wizjami przyszłego ładu zbiorowego. Za uzasadnione należy uznać także zastosowanie w pracy metody indukcyjnej oraz
analizy komparatystycznej, dzięki której
możliwe stało się wyeksponowanie odmienności w poglądach przedstawicieli
różnych szkół interpretacyjnych podejmujących problematykę samorządową
w obrębie obozu narodowego. Spośród
wykorzystanych technik badawczych
najbardziej przydatna okazała się natomiast analiza świadectw myśli politycznej, której istotą jest wnioskowanie na
podstawie zgromadzonych i odnoszących się do wspomnianej problematyki
materiałów źródłowych.
309
Realizacji wytyczonego celu badawczego sprzyjała także trafna i przemyślana metodologicznie struktura
pracy, której Autor nadał charakter problemowy. W konsekwencji prezentowana rozprawa składa się z sześciu rozdziałów, które tworzą zwartą, logiczną
i koherentną całość. Ważną rolę odgrywa w tym względzie rozdział pierwszy,
w którym omówiono podstawowe kategorie myśli narodowo-demokratycznej, koncentrując się przede wszystkim
na ideach narodu i państwa narodowego, a także propagowanych w jej obrębie koncepcjach organizacji naczelnych
organów państwowych. Sposób interpretacji wspomnianych wartości i propozycji wpływał bowiem na ujęcie problematyki samorządowej, uzasadniając
zarazem wprowadzanie odpowiednich
rozwiązań w polskiej rzeczywistości. Ich
dostosowanie do istniejących uwarunkowań było tym bardziej istotne, iż przedstawiciele obozu narodowego dość zgodnie uznawali samorząd, w tym zwłaszcza
samorząd terytorialny, za jeden z podstawowych filarów nowoczesnego państwa
narodowego, którego głównymi komponentami były idee praworządności i samodzielności.
Równie istotną problematykę podjęto w rozdziale drugim, w którym analizie
poddano miejsce samorządu w koncepcjach ustrojowych obozu narodowego,
koncentrując się zarazem na trzech zasadniczych przedziałach czasowych:
okresie poprzedzającym odzyskanie niepodległości, latach demokracji parlamentarnej oraz rządach piłsudczyków po
zamachu majowym. Rozwiązanie to należy uznać za przemyślane i uzasadnione, zwłaszcza gdy uwzględni się charakterystyczne dla analizowanych okresów
zmiany polityczne oraz towarzyszące
310
im naturalne przeobrażenia w obrębie
myśli narodowo-demokratycznej. Z poczynionych we wspomnianym rozdziale
ustaleń wynika jednoznacznie, iż problematyka samorządowa znalazła się w obszarze zainteresowania obozu narodowego już w okresie jego formowania
i krystalizacji, aczkolwiek nie posiadał
on jeszcze wówczas w pełni ukształtowanych koncepcji ustrojowych. W tym
kontekście wypada zgodzić się z poglądem Autora, iż uczestniczący w procesie demokratyzacji społeczeństwa samorząd postrzegany był we wspomnianym
okresie przede wszystkim jako instrument walki o urzeczywistnienie postulatów narodowych oraz ważne forum podnoszenia kultury politycznej. Za trafną
należy uznać również konstatację, iż po
odzyskaniu niepodległości w obozie narodowym wystąpił znaczny wzrost zainteresowania wspomnianą problematyką, co wiązało się z koncepcją szerokiego
uczestnictwa obywateli w zarządzaniu
państwem. Wyrazem powyższej tendencji była nie tylko konkretyzacja projekcji samorządowych, ale także wyraźny
wzrost zainteresowania praktyczną działalnością w tym zakresie. Zdecydowanie
mniej jednoznacznie, jak zauważył G. Radomski, samorząd oceniano natomiast
po zamachu majowym. Wiązało się to
nie tylko ze zmianą reżimu politycznego,
ale także nowymi tendencjami cywilizacyjnymi, prowadzącymi do znaczącego
zredukowania jego roli. Następstwem takiej sytuacji stało się wykrystalizowanie
w obozie narodowym dwóch kierunków
dalszych poszukiwań ustrojowych: ekskluzywistycznego – koncentrującego się
na rozszerzaniu uprawnień elity narodowej, a także partycypacyjnego – akcentującego potrzebę aktywizacji społecznej
i politycznej możliwie najszerszej części
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
narodu. Mimo wspomnianej różnicy poglądów oraz krytycyzmu znacznej części
środowisk secesyjnych większość narodowych demokratów aprobowała jednak istnienie samorządu, widząc w nim
ważny instrument ograniczania coraz
szerszych uprawnień państwa.
Nie mniej ważną część analizowanego opracowania tworzą trzy kolejne
rozdziały, poświęcone najistotniejszym
z punktu widzenia obozu narodowego szczegółowym problemom związanym z funkcjonowaniem samorządu terytorialnego. Jednym z nich były m.in.
kontrowersje dotyczące jego charakteru
oraz potencjalnych związków z polityką.
Rozwijając ten szerzej nie eksplorowany
dotąd wątek G. Radomski zwrócił uwagę
nie tylko na formułowane w tym zakresie
założenia teoretyczne, ale także ich praktyczne implikacje wyrażające się w postawie wobec trwającej na płaszczyźnie
samorządowej rywalizacji międzypartyjnej, postulowanych zasadach ordynacji
wyborczej, stanowisku instytucji samorządowych wobec mniejszości narodowych oraz uczestnictwie w wyborach.
W dwóch kolejnych rozdziałach skoncentrowano się natomiast na scharakteryzowaniu stosunku Narodowej Demokracji do kwestii struktury i organizacji
samorządu terytorialnego, a także omówieniu charakterystycznego dla wspomnianej formacji sposobu postrzegania
finansowych i gospodarczych aspektów
jego funkcjonowania. Wspomniane części pracy wydają tym bardziej interesujące, iż wymagały one od Autora zarówno wielostronnej analizy różnorodnych
przejawów działalności Narodowej Demokracji, jak i dużej precyzji w formułowaniu opinii i wniosków.
Nieco odmienny charakter mają natomiast rozważania zawarte w rozdziale
Michał Strzelecki
G. Radomski, „Samorząd terytorialny w myśli politycznej Narodowej Demokracji 1918–1939”
ostatnim, w którym szczegółowej analizie poddano refleksję obozu narodowego
poświęconą wychowawczym aspektom
działalności samorządu terytorialnego.
Zgodnie z ustaleniami Autora był on bowiem z jednej strony ważną płaszczyzną
rozwijania aktywności społecznej oraz
upowszechniania pożądanych wzorców
osobowych, z drugiej zaś instytucją czuwającą nad ochroną i rozwojem kultury
narodowej. Warto wszakże zauważyć, iż
w podobny sposób jego rolę i zadania postrzegano również w innych nurtach polskiej myśli politycznej. Wydaje się zatem,
iż przedstawienie formułowanych w tym
zakresie opinii w ujęciu porównawczym
przyczyniłoby się nie tylko do merytorycznego wzbogacenia pracy, ale także
pozwoliłoby na lepsze wyeksponowanie
specyfiki prezentowanej przez obóz narodowy perspektywy interpretacyjnej.
Uwagi powyższe nie oznaczają bynajmniej zakwestionowania dużej wartości merytorycznej omawianej rozprawy. Mimo drobnych usterek jest ona
311
bowiem z całą pewnością dziełem rzetelnym, respektującym zasady obiektywizmu naukowego, przygotowanym
z dużą starannością warsztatową oraz
solidnie udokumentowanym, a tym samym potwierdzającym wysokie kompetencje naukowe Autora, który pozostaje
zresztą cenionym badaczem myśli politycznej obozu narodowego w XX wieku.
Do zalet monografii Grzegorza Radomskiego należy zaliczyć z pewnością starannie przemyślaną i logiczną konstrukcję pracy oraz umiejętne uwzględnienie
szerszego kontekstu omawianych zagadnień. Można zatem stwierdzić, iż recenzowana rozprawa nie tylko spełnia wysokie standardy naukowe, ale wypełnia
także istniejącą dotychczas w literaturze
politologicznej niszę badawczą, aczkolwiek na całościowe opracowanie oczekuje jeszcze, jak się wydaje, refleksja Narodowej Demokracji poświęcona innym
formom samorządu.
Michał Strzelecki (Toruń)
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Erik Carlsson, Gustaf V
och andra världskriget,
Uddevalla
, ss.
N
a przestrzeni ostatnich trzech lat do
szwedzkich księgarni trafiło kilka ciekawych pozycji poświęconych historii Szwecji w czasie II wojny światowej.
Można do nich zaliczyć między innymi
pracę Henrika Arnstada „Spelaren Christian Günther”, czy też opracowanie autorstwa Staffan Thorsell „Mein lieber
Reichskanzler! Sveriges kontakter med
Hitlers rikskansli”. W ten sposób powrócono do zagadnienia, które było tematem wielkiego projektu badawczego, finansowanego przez Riksbanken w latach
1966–1978 „Sverige under andra världskriget (SUAV)”. Chronologicznie w okres
II wojny światowej wpisuje się również
najnowsza praca Erika Carlssona „Gustaf
V och andra världskriget”.
Dzięki swojej książce były oficer armii szwedzkiej, który pracę doktorską
obronił na Uniwersytecie w Lund, dołączył do grona badaczy podejmujących
zagadnienie rządów Gustawa V1. W do1
Zob. S. Hadenius, Gustaf V: En biografi,
Lund 2005; K. Hildebrand, Gustaf V som människa och regent I: Kronprinstiden och de första
kungaåren – unionskriser och utrikespolitik,
Stockholm 1945; K. Hildebrand, Gustaf V som
människa och regent II: Konungen och kungahuset – de båda världskrigens tid, Stockholm 1948;
G. von Platen, Bakom den gyllne fasaden: Gustaf V
tychczasowej historiografii okres II wojny światowej stanowił jednak tylko jeden
z epizodów długiego życia szwedzkiego
monarchy. Ten stan rzeczy zmienia najnowsza praca Erika Carlssona, która jest
pierwszą monografią ukazującą obraz
szwedzkiego monarchy jako szefa państwa w latach 1939–1945.
Carlsson przyjął w pracy układ
chronologiczny. W szesnastu rozdziałach przedstawił działania szwedzkiego
monarchy w obliczu najważniejszych dla
Szwecji wydarzedeń II wojny światowej.
W pracy czytelnik odnajdzie obraz króla, który z łatwością potrafi wytyczyć linię graniczną między obowiązkami panującego, a życiem prywatnym. Gustaw
V aktywnie uczestniczył jako przewodniczący w pracach parlamentarnej komisji spraw zagranicznych (Finska vinterkriget). Niemal w każdej chwili potrafił
jenak znaleźć czas na partię tenisa, którego był wielkim miłośnikiem (Ljusen
släcks åter i Europa).
Priorytetem dla Gustawa V, podobnie jak dla uformowanego w grudniu
1939 r. rządu koalicyjnego było utrzymanie Szwecji poza teatrem działań wojennych. W tym celu szwedzki monarcha
gotowy był dążyć do kompromisu, którego ramy były bardzo szerokie. Tak było
w przypadku niemieckich żądań tranzytowych w latach 1940–1941 (I skuggan
av den 9 april). Gustaw V poparł wówczas
stanowisko rządu gotowego spełnić życzenia nazistów. Nie uniknął przez to krytyki ze strony przeciwników współpracy
z III Rzeszą. Kulminacyjnym momentem
była zgoda monarchy na przepuszczenie
niemieckiej dywizji, która w lipcu 1941 r.
miała zostać przerzucona z Norwegii do
Finlandii. Stanowcza decyzja króla, podoch Victoria – Ett äktenskap och en epok, Stockholm 2002.
Adam Staniszewski
E. Carlsson, „Gustaf V och andra världskriget”
parta według różnych relacji groźbą abdykacji, wywołała poważny kryzys rządowy. Carlsson jednak nie podejmuje się
jednoznacznej oceny, czy możliwość abdykacji rzeczywiście była
w tym czasie rozważana
(Midsommarkrisen 1941).
Król nie wahał się również
występować z własną inicjatywą. Gdy 9 IV 1940 r.
wojska hitlerowskie zaatakowały Danię i Norwegię,
szwedzki monarcha wysłał do Hitlera specjalny
list, w którym zapewniał,
że Szwecja będzie bronić
swojej neutralności, nawet
za cenę konfliktu zbrojnego. Nie była to jedyna korespondencja między Gustawem V a Hitlerem. W październiku
1941 r. król złożył niemieckiemu kanclerzowi gorące podziękowania za walkę
z komunizmem, w którym już po I wojnie
światowej upatrywał zło całego świata
i zagrożenie dla Europy. Według Carlssona była to: „duża niezręczność, która nie
przystoiła głowie neutralnego państwa
w trudnym okresie II wojny światowej”
(Operation Barbarossa).
Takie stanowisko oddziaływało zasadniczo na kontakty z najbliższymi sąsiadami. Odmowa wjazdu na terytorium
Szwecji dla króla norweskiego Håkona
VII i wysuwane pod jego adresem groźby internowania nie tylko poróżniły monarchów, ale wpłynęły również destruktywnie na relacje szwedzko-norweskie.
Czarę goryczy przelał telegramem wysłany przez Gustava V do Hitlera w czerwcu 1940 r. Miał on być dowodem poparcia
szwedzkiego króla dla panującej w Norwegii dynastii. Został jednak opacznie
zinterpretowany przez Håkona VII, jako
313
próba ingerencji szwedzkiego monarchy
w wewnętrzne sprawy Norwegii i sugestia ustąpienia dotychczasowego króla na rzecz jego wnuka Haralda (Norsksvensk osämja). Odmiennie
kształtowały się stosunki z królem Danii Christianem X. W tym przypadku wydarzenia wojenne
nie wpłynęły na zażyłe
stosunki łączące koronowane głowy obu państw
(De allierade tar initiativet). Z kolei stosunek do
Finlandii należy oceniać
przede wszystkim pod kątem wojny fińsko-sowieckiej, która pochłaniała
uwagę całego społeczeństwa szwedzkiego (Finska
vinterkriget). W konflikcie tym Gustaw V,
podobnie jak rząd przychylił się do stanowiska zwolenników ograniczonej pomocy dla Finlandii. W ten sposób monarcha
zlikwidował irytację i ograniczył krytykę
polityki premiera Per Albina Hanssona,
która była podsycana przez zwolenników
aktywnego udziału Szwecji po stronie
wschodniego sąsiada.
Gustaw V nigdy jednak nie pozostawił wątpliwości co do swojej oceny
komunizmu, który traktował z „wyraźną dezaprobatą”. W oficjalnych wystąpieniach unikał jednak wyrażania negatywnych opinii. Tak było 7 V 1945 r.,
gdy w przemówieniu radiowym określił
wszystkich aliantów jako: „narody, które przelały swoją krew w imię wolności”
(Krigets slutskede). Istniał bezpośredni
związek między poglądami szwedzkiego
monarchy na Związek Sowiecki i Niemcy. To drugie państwo Gustaw V postrzegał z historycznego punktu widzenia jako
czynnik stabilizujący nad Bałtykiem i za-
314
porę dla rosyjskiego ekspansjonizmu. Nie
inaczej było w czasie II wojny światowej.
Pod tym kątem szwedzki monarcha mógł
być określany jako „przyjaciel Niemiec”.
Carlsson jednak stanowczo odrzucił tezę
o sympatiach króla dla systemu nazistowskiego (Återblick och slutreflexion).
Oddzielnym wątkiem panowania
Gustawa V w latach 1939–1945 były podejmowane przez niego próby mediacji
między głównymi aktorami światowego
konfliktu. Król już w listopadzie 1939 r.
poparł inicjatywę Wilhelminy Holenderskiej i Leopolda III, którzy wystąpili
z apelem o pokój. Jednak stanowisko rządu szwedzkiego utrudniało podjęcie takich działań (Återblick och slutreflexion).
Jesienią 1939 r. przyjął on taktykę wyczekiwania i nie był skłonny zaakceptować nawet pośredniego zaangażowania
(Ljusen släcks åter i Europa). Kolejną próbę aktywnej mediacji Gustaw V podjął
w sierpniu 1940 r. wysyłając do Londynu i Berlina propozycję rozpoczęcia rozmów pokojowych z udziałem szwedzkiego króla jako mediatora. Tym razem
stanowisko monarchy nie spotkało się
ze zrozumieniem ze strony państw zainteresowanych (Inte rätt tid för fredssamtal). W końcowej fazie wojny w japońskich kręgach dyplomatycznych pojawiła
się myśl, aby poprosić króla szwedzkiego
o mediację między japońskim cesarzem
i aliantami (Krigets slutskede).
Bardziej wymierne efekty przyniosły wspierane przez monarchę (najczęściej przez stosowne przemówienia)
liczne akcje humanitarne. Tak było jesienią 1943 r. w przypadku szwedzkiej akcji podjętej w celu ratowania duńskich
żydów i norweskich studentów oraz akcji Szwedzkiego Czerwonego Krzyża pod
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
kierownictwem Folke Bernadotte. Zdarzały się również osobiste interwencje
monarchy. Bezpośredni udział Gustawa V
można zaaobserwować w sprawie „Warszawskich Szwedów” oraz w kwestii Żydów węgierskich, gdy latem 1944 r. wystosował apel do admirała Horthyego.
(Humanitära interventioner).
Erik Carlsson swoją książkę napisał
w oparciu o dokładną kwerendę w archiwach i bibliotekach szwedzkich. Podstawą
źródłową pracy są materiały z prywatnego archiwum Gustawa V znajdującego się
w zbiorach Bernadotteska arkivet (BFA).
Autor wykorzystał również dokumenty szwedzkiego ministerstwa spraw zagranicznych zgromadzone w Riksarkivet
w Sztokholmie (RA). Cennym uzupełnieniem bazy źródłowej są również prywatne archiwa osób mających bezpośredni
kontakt z Gustawem V, przechowywane
w Arbetarrörelsens arkiv (ArA), Kungliga biblioteket (KB) oraz w Krigsarkivet
w Sztokholmie (KrA). Materiały archiwalne autor skonfrontował z relacjami światków bezpośrednich wydarzeń.
Opublikowane pamiętniki i wspomnienia stanowią tylko małą część obszernej bibliografii, która jest niewątpliwym atutem pracy Carlssona.
Należy również zwrócić uwagę na starannie opracowany spis ilustracji, wykaz
skrótów oraz indeks osobowy.
Praca Erika Carlssona jest bardzo
wartościową pozycją, która wypełnia
lukę w szwedzkiej historiografii. Można
ją polecić zarówno czytelnikom zainteresowanym sylwetką szwedzkiego monarchy, jak i polityką Szwecji w okresie
II wojny światowej.
Adam Staniszewski (Toruń)
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Anthony Seldon
(red.), Blair’s Britain
–
, Cambridge
, ss.
T
imothy Garton Ash spotkał się 23 IV
2007 r. z Tonym Blairem, który przygotowywał się do ustąpienia z funkcji
przewodniczącego Labour Party, a tym
samym z urzędu premiera Zjednoczonego Królestwa. Brytyjski historyk i publicysta poprosił swego rozmówcę o stworzenie listy trzech swoich największych
sukcesów i porażek. Premier odparł:
„I don’t do the successes failures thing… I leave
that to you guys” (s. 637).
„Blair’s Britain 1997–
–2007” pod redakcją prof.
Seldona jest pierwszą,
wszechstronną i wielopłaszczyznową analizą polityki Blaira w ciągu całej
dekady jego rządów. Jej autorami są „koledzy” (guys),
o których wspomniał,
w rozmowie z Ashem, były
premier – historycy akademiccy pracujący w renomowanych uczelniach
i ośrodkach badawczych na Wyspach Brytyjskich, publicyści oraz komentatorzy
bieżących wydarzeń politycznych. Publi-
kacja jest piątym tomem, wchodzącym
w skład serii poświęconej współczesnej
historii brytyjskiej. Wcześniejsze tomy
poświęcone były analizie polityki Margaret Thatcher, Johna Majora oraz Blaira
w trakcie pierwszej i drugiej kadencji. Wydawanie całej serii inspirowane jest przez
Centrum Brytyjskiej Historii Współczesnej (wcześniej Instytut), którego Seldon
był założycielem w 1986 r.
Warto zwrócić uwagę na termin publikacji. Praca ukazała się pod koniec
2007 r., zaledwie kilka miesięcy po rezygnacji Blaira (27 VI 2007). Budzić to musi
pytania metodologiczne: o dystans czasowy i dostępność źródeł, niezbędnych
przy historycznym opracowaniu tematu. Redaktor tomu oraz autorzy poszczególnych rozdziałów, mają świadomość
trudności wynikającej ze „świeżości” zagadnienia, czego konsekwencją jest niepełna baza źródłowa, zamknięty dostęp
do dokumentów rządowych co najmniej
na 30 lat. Istotna jest również kwestia,
jak się wydaje, kilku najbliższych lat, kiedy Blair wyda swoje pamiętniki, których nie sposób będzie pominąć przy
analizie jego rządów. Brak
oświetlenia archiwalnego oraz „otwartości” wielu kwestii, czego najlepszym przykładem jest
wojna w Iraku, zdaniem
autorów, nie dyskwalifikuje, ani nie deprecjonuje
wartości naukowej opracowania. Redaktor tomu
wyraża nadzieję, że praca ta będzie interesująca dla czytelnika nie tylko
w roku 2008, ale także 2017 czy 2032.
Jak twierdzi we wstępie: „Każda historia jest historią współczesną (contem-
316
porary history), ponieważ każde nowe
pokolenie oceni historię od nowa”. Takie podejście do badania, chronologicznie bliskich nam wydarzeń, kontrastuje
ze stanowiskiem wielu polskich badaczy uniwersyteckich, gdzie zakłady historii współczesnej, analizują współczesność tylko z nazwy, ograniczając swoje
pole badawcze co najwyżej do 1989 r.
Traktując badanie współczesności jako
zajęcie ahistoryczne, o znikomej wartości naukowej, oddają tym samym pole do
analiz wydarzeń współczesnych dla innych nauk społecznych oraz nauk politycznych. Racje w tym sporze wydają się
być podzielone.
„Blair’s Britain” składa się z 28 tematycznych artykułów, z których każdy
może stanowić osobną całość, dwóch komentarzy oraz podsumowania. Dedykowana jest prof. Dennisowi Kavanaghowi,
wieloletniego współpracownika i przyjaciela Seldona. Artykuły pogrupowane
są w czterech grupach, które stanowią
kolejne rozdziały książki. Trzy pierwsze charakteryzują sytuację wewnętrzną w Wielkiej Brytanii w okresie rządów
Blaira, ostatni analizuje pozycję Zjednoczonego Królestwa na arenie międzynarodowej.
Artykuły w pierwszym rozdziale
opisują Blaira jako premiera Zjednoczonego Królestwa oraz lidera Partii Pracy,
znawcę polityki w wieku „post ideologii”
i „post socjaldemokracji”. Autorzy opisują pozycję premiera wewnątrz jego ugrupowania, styl i sposób sprawowania rządów, relacje z mediami oraz wizerunek
w opinii publicznej brytyjskiego społeczeństwa. Szczególnie interesujący jest
artykuł „Social Democracy” Vernona
Bogdanora przedstawiający socjaldemokratyczną myśl polityczną Blaira, która
zdaniem autora, jest neoliberalną dok-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
tryną przyznającą prymat gospodarce.
Brakuje natomiast analizy wpływu premiera na przeobrażenie jego politycznych rywali – konserwatystów na czele
z Davidem Cameronem.
Druga część książki skupia się na
analizie sytuacji gospodarczej i finansowej Wielkiej Brytanii w dekadzie rządów Blaira. Zaprezentowane są w niej
działania kolejnych gabinetów odnośnie wydatków publicznych, opodatkowania, polityki monetarnej, industrializacji czy transportu. Poddana analizie
została także kwestia wprowadzenia na
Wyspach Brytyjskich wspólnej waluty –
euro oraz decydujące, w tej kwestii, stanowisko ówczesnego kanclerza skarbu,
dziś następcy Blaira na fotelu premiera
Gordona Browna.
Kolejny fragment opracowania
przedstawia politykę społeczną gabinetów Blaira i obejmuje zagadnienia związane z: edukacją, reformą służby zdrowia, szkolnictwem, polityką kulturalną,
zwalczaniem przestępczości. Szczególnie intrygujący dla polskiego czytelnika
może być tekst dotyczący polityki emigracyjnej Labour Party oraz motywów
podjęcia decyzji o otwarciu rynku pracy
dla nowych członków Unii Europejskiej
z krajów EŚ-W. Migracji, którą Partia Pracy postrzegała, nie jako potencjalne źródło konfliktów i niepokojów społecznych,
ale jako czynnik stymulujący wzrost gospodarczy państwa.
Z punktu widzenia współczesnych
stosunków międzynarodowych najciekawszy jest ostatni rozdział pracy poświęcony szeroko pojmowanej aktywności międzynarodowej byłego premiera
Zjednoczonego Królestwa. Mieszczą się
w nim artykuły poświęcone niekwestionowanemu sukcesowi Blaira: pokojowego rozwiązania konfliktu w Irlandii Pół-
Tomasz Ceran
A. Seldon, „Blair’s Britain 1997–2007”
nocnej oraz analiza procesu dewolucji,
dla którego, jak twierdzi Iain McLean decydującą rolę miała postawa poprzedniego szefa Partii Pracy Johna Smitha. Artykuł poświęcony polityce europejskiej
daje czytelnikowi o wiele bardziej skomplikowany obraz byłego brytyjskiego
premiera, który w Polsce przedstawiany jest z reguły schematycznie, wyłącznie jako „euroentuzjasta” wśród narodu eurosceptyków. Na uwagę zasługują
także artykuły poświęcone tematom na
ogół marginalizowanym: roli brytyjskiego premiera w kształtowaniu światowej
polityki proekologicznej oraz determinacji Blaira dla zwiększenia pomocy dla
Afryki.
W ostatniej części książki, zawarty jest artykuł, dotyczący zaangażowania się Wielkiej Brytanii w wojnę iracką w 2003 r. Michael Clarke przedstawił
motywy poparcia Blaira dla polityki USA
w Iraku, zarysowując jego koncepcję zasad, które powinny kształtować współczesny ład międzynarodowy. W jej centrum jest prawo, a nawet obowiązek
społeczności międzynarodowej do interwencji humanitarnej w obronie podstawowych wartości. Badacze są zgodni, że to właśnie kwestia iracka, wpłynie
w ostatecznym rachunku na ocenę całej
kariery politycznej Blaira.
Ciekawy w tej części pracy, byłby artykuł przedstawiający porównanie polityki zagranicznej Blaira i Thatcher. O ile
w analizach, polityki wewnętrznej laburzysty, liczne są porównania do polityki
„Żelaznej Damy”, w kontekście działań
na arenie międzynarodowej wyraźnie
ich brakuje. Lady Thatcher z kryzysu
sueskiego z 1956 r. wyciągnęła fundamentalny wniosek, że interes narodowy
Wielkiej Brytanii, dyktuje Albionowi nigdy nie znaleźć się po przeciwnej stronie
317
niż Amerykanie. Czy taki sposób myślenia nie był też obcy przywódcy New Labour?
Niedosyt czuć może pasjonat historii idei i doktryn politycznych. W pracy brakuje analizy terminu „blairyzm”
i wpływu koncepcji Blaira na przeobrażenia socjaldemokracji i ugrupowań centrowych na niemieckiej, francuskiej czy
polskiej scenie politycznej. Ash w komentarzu, zauważa, że w wielu krajach spotyka się z pojęciem „blairyzmu”,
w przeciwieństwie do posługiwania się
takimi terminami jak „majorisme” czy
„callaghanism”. Pasjonującą byłaby próba odpowiedzi na pytania: co decyduje
o eponimiczności w brytyjskiej historii?
Dlaczego posługujemy się w historiografii pojęciem thatcheryzm a nie np. churchilizm. Ile thatcheryzmu jest w blairyzmie? Czy narodziła się „blatcheryzm”?
Czy Tony Blair ma szansę stać się politykiem eponimicznym?
Wartość książki polega nie na wyczerpaniu poszczególnych zagadnień, ale
na ich wszechstronnym (choć nie pełnym) zestawieniu, dającym zróżnicowany obraz Brytanii Blaira. Zestawienie tematów analiz, oczywiście nie jest pełne,
można je wzbogacić, chociażby o wspomniane przeze mnie kwestie, ale liczba
artykułów i ich zakres tematyczny, zgromadzony w jednym obszernym opracowaniu, jest jego wielką zaletą. Praca pisana była z myślą o czytelniku brytyjskim,
ale jest ona świetnym źródłem informacji i inspiracji, nie tylko dla miłośników
współczesnych dziejów Zjednoczonego Królestwa, ale wszystkich pasjonatów współczesnej historii, szczególnie
stosunków międzynarodowych. Premier
Blair był politykiem formatu światowego i jego polityka, mimo, że była silnie
osadzona w realiach historyczno-kultu-
318
rowych Wysp Brytyjskiej, miała wymiar
i oddziaływanie globalne.
W artykułach poświęconych kolejnym zagadnieniom często następuje powielenie niektórych wniosków, jednak
trudno jest tego uniknąć w pracy zbiorowej, w której pozostawia się autorom
dużą swobodę interpretacyjną. Z jednej
strony utrudnia to postrzeganie pracy
jako spójnej całości. Z drugiej przyjęcie
takiej formy książki, pozwala na prezentację wielu, rozmaitych stanowisk oraz
podejść badawczych.
„Blair Britain” jest wszechstronną
analizą rządów Blaira – polityka, próbującego łączyć w swoim działaniu, idee, jego
zdaniem tylko z pozoru przeciwstawne:
państwa liberalnego z państwem dobrobytu, stosowanie tzw. soft power i hard
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
power w polityce zagranicznej, głębszej
integracji z UE i zachowanie specjalnych
stosunków ze Stanami Zjednoczonymi,
interes narodowy z priorytetami społeczności międzynarodowej. To opracowanie świetnie obrazuje złożoność wielu problemów współczesnego świata
oraz przedstawia pomysł Blaira na ich
rozwiązanie. Czytając oceny poszczególnych komentatorów polityki byłego brytyjskiego premiera, czytelnik dysponuje szerokim materiałem niezbędnym dla
wyrobienie własnego opinii. Książka inspiruje intelektualnie, wywołuję „niedosyt wiedzy”, co w tym wypadku jest raczej jej zaletą niż wadą.
Tomasz Ceran (Toruń)
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Rafał Matyja,
Konserwatyzm po
komunizmie, Warszawa
, ss.
K
onserwatyzm po komunizmie to określenie, które po chwili namysłu prowokuje czytelnika do wielu pytań, pośród których niezwykle
istotne jest to, dotyczące istoty współczesnego
konserwatyzmu. Dociekanie owo wzmocnione zostaje przez dopowiedzenie
„po komunizmie”. Sensem
takich rozważań stają się
zatem kwestie związane z charakterem takiego
konserwatyzmu, jego sensem istnienia oraz obecnością w postkomunistycznej
rzeczywistości politycznej.
Omawiana praca ma na
celu próbę opisania przywołanych wyżej zagadnień.
Konserwatyzm w naukach społecznych może być pojmowany w trojaki sposób: jako postawa, ruch polityczny oraz
myśl polityczna1. W rozumieniu pierw1
A. Zięba, Współczesny konserwatyzm polityczny [w:] Doktryna i ruch konserwatywny we
współczesnym świecie. Materiały pokonferencyjne, red. H. Łakomy, Kraków 1992, s. 5.
szym konserwatyzm rozumieć możemy
jako typ postawy, którą charakteryzuje
„skłonność jednostki do wyboru wartości i sposobów reagowania na sytuacje
i wydarzenia. Objawia się to zwłaszcza
w oporze wobec gwałtownych zmian
czy przewrotów oraz w skłonności do
obdarzenia zaufaniem sprawdzonych
i wypróbowanych składników otaczającej rzeczywistości”2. Z kolei konserwatywnym ruchem politycznym określić można partie polityczne posiadające
program polityczny o zachowawczym
rodowodzie ideologicznym. Pierwotne
zatem do takich środowisk jest określenie konserwatyzmu jako myśli czy też
doktryny politycznej. W kontekście recenzowanej pracy szczególnie kluczowe
jest rozumienie konserwatyzmu właśnie
jako myślenia politycznego oraz jako określanie
środowisk, które ten nurt
reprezentują.
Recenzję książki warto poprzedzić informacją, co czyni również na
jej łamach sam Matyja w
sposób bardzo skromny,
iż opisywany przez niego
nurt polityczny nie jest mu
obojętny. Autor „Konserwatyzmu po komunizmie”
był bowiem uczestnikiem
wielu wydarzeń jakie miały miejsce w ramach środowisk konserwatywnych. W latach 80.
uczestniczył on w Ruchu Młodej Polski,
z kolei już w wolnej Polsce funkcjonował
w takich ugrupowaniach jak Koalicja Republikańska, Partia Konserwatywna oraz
Koalicja Konserwatywna. Jako publicysta swoje poglądy referował na łamach
2
Ibidem.
320
pism: „Nurt” (drugi obieg), „Polityka Polska”, „Samorząd Terytorialny” (redaktor
naczelny), „Nowe Państwo”, „Kwartalnik
Konserwatywny” (redaktor naczelny).
Współpracował on również z wieloma
politykami, m.in.: Wiesławem Walendziakiem, Kazimierzem M. Ujazdowskim,
jak również z Michałem Kuleszą, gdy ten
pełnił funkcję pełnomocnika rządu ds.
reformy administracji publicznej. Mimo
zaangażowania politycznego po stronie
opisywanych przez siebie środowisk nie
jest ono na łamach tej książki odczuwalne. Powoduje to jednak pewien dysonans,
gdyż czytelnik świadomy drogi życiowej
Matyji w pewnym momencie lektury zaczyna wyczuwać sztuczność tej sytuacji.
Usprawiedliwieniem optyki autora jest
zapewne chęć utrzymania naukowego
charakteru książki i strach przed uczynieniem z niej dzieła stricte wspomnieniowego i publicystycznego.
Aby wzmocnić naukowy przekaz
opisywanej pozycji należy wskazać, iż
w roku 1997 Matyja rozpoczął etap kariery akademickiej. Został on wówczas
asystentem w Katedrze Studiów Politycznych Szkoły Głównej Handlowej, zaś
w 2001 obronił doktorat w Instytucie
Studiów Politycznych Polskiej Akademii
Nauk3. Obecnie jest dziekanem Wydziału
Studiów Politycznych w Wyższej Szkole
Biznesu National Louis University w Nowym Sączu.
Rafał Matyja wraz ze swoją pracą wpisuje się w nurt rozważań naukowych na temat fenomenu konserwatyzmu polskiego po roku 1989. Takie
prace jak, „Współczesny konserwatyzm
polityczny w Polsce”, K Wandowicza4,
3
R. Matyja, Państwowość PRL w polskiej refleksji politycznej lat 1956–1980, Kraków 2007.
4
K. Wandowicz, Współczesny konserwatyzm polityczny w Polsce, Wrocław 2000.
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
„Konserwatyści polscy wobec chrześcijaństwa w latach 1989–1999”, G. Tokarza5, „Konserwatyzm. Historia i współczesność”, pod redakcją S. Stępnia6,
„Myśl polityczna polskiego ruchu konserwatywnego”, W. Micha7, jak również
stanowiąca w sensie temporalnym preludium do tych rozważań praca G. Sordyl, „Spadkobiercy stańczyków. Doktryna konserwatyzmu polskiego w latach
1979–1989”8 oraz szereg artykułów9
świadczą o szerokim zainteresowaniu
świata nauki współczesną myślą konserwatywną. Nie znaczy to jednak, iż „Konserwatyzm po komunizmie” jest pracą
mało odkrywczą i niepotrzebną. Świadom ilości opracowań autor stara się iść
zupełnie inną drogą rozważań nad tym
5
G. Tokarz, Konserwatyści polscy wobec
chrześcijaństwa w latach 1989–1999, Wrocław
2002.
6
Konserwatyzm. Historia i współczesność,
red. S. Stępień, Lublin 2003.
7
W. Mich, Myśl polityczna polskiego ruchu
konserwatywnego, Lublin 1994.
8
G. Sordyl, Spadkobiercy stańczyków. Doktryna konserwatyzmu polskiego w latach 1979–
–1989, Kraków 1999.
9
W. Turek, RMP, PK i SKL: od ruchu narodowo-katolickiego do partii demo-liberalnej, Myśl
Konserwatywna 1997, nr 1; B. Borowik, Myśl
konserwatywna [w:] Myśl polityczna w Polsce
po 1989 roku. Wybrane nurty ideowe, red. E. Maj,
A. Wójcik, Lublin 2008; Idem, Ustrój państwa
w polskiej publicystyce konserwatywnej lat dziewięćdziesiątych XX w. [w:] Między Europą naszych
pragnień a Europą naszych możliwości, t. II, red.
J. Faryś, T. Sikorski, P. Słowiński, Gorzów Wielkopolski 2007; S. Stępień, Ustrój polityczny III RP
w koncepcjach programowych ruchu konserwatywnego [w:] Konserwatyzm na Podlasiu, red. J. P.
Gieorgic, Białystok 2005; A. Zięba, Współczesny
konserwatyzm polityczny [w:] Doktryna i ruch
konserwatywny we współczesnym świecie. Materiały pokonferencyjne, red. H. Łakomy, Kraków
1992. Warto też wspomnieć o nieopublikowanej
jeszcze rozprawie doktorskiej B. Borowika, Działalność polityczna konserwatystów w Polsce w latach 1989–2001.
Arkadiusz Lewandowski
R. Matyja, „Konserwatyzm po komunizmie”
tematem. Tworzy coś na kształt mapy
politycznego konserwatyzmu na prawicowej scenie polskiej polityki. Poszukuje
raczej „jakie konserwatyzmy są obecnie
w Polsce możliwe” niż, „czym właściwie
jest konserwatyzm”. Jak sam zastrzega w pierwszym już zdaniu „Konserwatyzm po komunizmie nie jest książką
z zakresu historii idei. Nie jest też rozważaniem o tym jaki konserwatyzm byłby w Polsce potrzebny lub możliwy, ani
próbą umieszczenia opisanych tu środowisk w szerszym kontekście badań nad
myślą konserwatywną. Jest raczej próbą przedstawienia zaskakującego zjawiska renesansu konserwatyzmu w Polsce
ostatniego ćwierćwiecza. […] Na początku tej pracy postanowiłem bowiem, że
tropów konserwatyzmu będę poszukiwać wszędzie tam, gdzie oddziałuje ta
tradycja myślenia o polityce. Że postaram się rekonstruować postawę konserwatywną także tam, gdzie świadomość
jej inspirującej roli zaledwie kiełkuje”10.
Recenzowana praca ma zatem ukazać
konserwatyzm bardziej „w przejawach
niż w stanie doskonałym”.
Idąc tym tropem autor rozpoczyna
swoje poszukiwania od określenia istoty samego konserwatyzmu. Odnosi się
zatem do rozważań: B. Szlachty, R. Skarżyńskiego czy też R. Legutki. Za motto
swojego zadania przyjmuje zdanie Tomasza Gabisia: „Każde pokolenie konserwatystów musi na nowo wywalczyć
swój konserwatyzm. Jest on bowiem nie
tyle zwarta ideologią, ile postawą wobec świata i wobec historycznych zmian
w społeczeństwie, a to, co konserwatywne „rodzi się w zamęcie dnia”11.
10
R. Matyja, Konserwatyzm po komunizmie, Warszawa 2009, s. 9.
11
T. Gabiś, cyt za: R. Matyja, Konserwatyzm…, s. 14.
321
Pierwsza część książki jest próbą
znalezienia przyczyn „renesansu konserwatywnej tradycji” na ziemiach polskich
po II wojnie światowej kiedy to „mapa
myśli politycznej rozmazuje się nam całkowicie”. Autor zwraca uwagę na postać
Stanisława Cata-Mackewicza, będącą
w pewnym sensie „zaproszeniem do poznawania innego świata” dla następnych
pokoleń obywateli PRL. Śladów konserwatywnej restytucji Matyja doszukuje
się w osobach Henryka Krzeczkowskiego Pawła Hertza, Stefana Kisielewskiego i Mirosława Dzielskiego, w kręgu „Res
Publiki” oraz w Ruchu Młodej Polski.
W przypadku „Res Publiki” było to jednak zainteresowanie raczej o charakterze akademickim poparte publikacjami
samego Marcina Króla („Style politycznego myślenia”; „Stańczycy” czy też „Sylwetki polityczne XIX wieku”). Ta cienka
granica styczności z konserwatyzmem
pozwoliła jednak na umieszczenie środowiska tego pisma pośród bohaterów
książki. Rozważania popełnione przez
autora na łamach pracy w sposób spójny uzasadniają tę decyzję. Mimo to nadal
pozostaje ona kontrowersyjna.
Pierwsza artykulacja konserwatywnej wizji polityki miała wedle Matyji miejsce w połowie lat 80. kiedy to na
łamach „Głosu”, „Polityki Polskiej”, w środowiskach Grupy Publicystów Politycznych czy Mirosława Dzielskiego zaczęły pojawiać się rozważania alternatywne
do lewicowych: KOR-u i „Solidarności”
(brak jest w rozważaniach tu czynionych
nawiązania do „Bratniaka”, który ukazywał się jeszcze przed stanem wojennym
i był poprzednikiem „Polityki Polskiej”
na łamach którego pokolenie „młodopolaków” stawiało pierwsze kroki). Fundamentem tych nowych rozważań był język
w jakim opisywano rzeczywistość. Nie
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
322
był to już zestaw haseł wykorzystywany przez „Solidarność”, który wedle konserwatystów był nieadekwatny. Konieczna miała być zmiana optyki robotniczej
nie nadającej się na kreatywne działanie. Nowe spojrzenie na funkcjonowanie opozycji miało opierać się na takich
pojęciach jak: państwo, racja stanu, interes narodowy. Pojawić się miało rozróżnienie na cele podstawowe, główne
(niepodległość) oraz cele cząstkowe (np.
samorząd terytorialny). Ten nowatorski wobec dominującej części opozycji
styl myślenia Matyja opisuje na przykładzie dwóch pojęć kluczowych: państwa
i kompromisu. „Tym co wyróżniało konserwatystów tamtego okresu, było jednak nie tyle rozwiązanie taktycznych warunków kompromisu, ile jego wymiaru
państwowego”12. Wedle autora właśnie
stosunek do tych pojęć pozwalał na konstytuowanie się konserwatystów na scenie publicznej. Otrzymywali oni bowiem
swoją wyrazistość. Warte podkreślenia
jest także to, iż dla jasności rozważań
czytelnik nie otrzymuje wspólnego stanowiska konserwatystów a uszeregowaną i podzieloną wedle konkretnych grup
prezentację poglądów na wspomniane
tematy. Dzięki temu zabiegowi można
ocenić czy pomysły różnych środowisk
były zbliżone do siebie czy jednak różne.
Opisywana historia konserwatystów nabiera przyspieszenia w okresie przełomu lat 1989/1990. W nowej
rzeczywistości politycznej bohaterowie
książki napotykają nowe wyzwania zarówno o charakterze rywalizacji politycznej, ale również i o proweniencji kulturowej. W ramach tej drugiej płaszczyzny
Matyja opisuje aktywność konserwatystów dotyczącej obrony religii, moralno12
Ibidem, s. 54.
ści oraz polskości w starciu ze zmianami
kulturowymi, mającymi miejsce po roku
1989 spowodowanymi wzmożonym napływem popularnej kultury z państw
zachodnich. Atutem pracy jest opisanie
w tym kontekście środowisk tradycjonalistycznych, które mimo iż w polityce
pierwszych stron gazet w zasadzie nie
istnieją w książce Matyji odnajdują przysługujące im miejsce obok innych grup
zachowawczych.
W „nowej” Polsce uwidaczniają się
również różne „strategie i taktyki konserwatystów”. Tak nazwany jeden z rozdziałów pracy okazuje się bardzo ciekawym
spojrzeniem na przyczyny późniejszych
podziałów w łonie rodziny konserwatywnej. Dodatkowo podziały o charakterze strategii politycznej wzbogacone zostały o tło związane z proponowanym
przez autora rozróżnieniem na konserwatyzm kulturowy oraz konserwatyzm
polityczny. Wydzielenie konserwatyzmu
o proweniencji metapolitycznej oraz
o kierunku praktyki politycznej należy
potraktować jako zabieg o dynamicznym
ujęciu, gdyż, jak pokazuje omawiana pozycja dochodziło często do zazębiania się
i wpływania wzajemnego obu tu przedstawianych segmentów.
Charakteryzując trzy główne strategie konserwatywnej działalności Matyja
wyróżnia: 1) idee „zakonu politycznego”
dbającego o przekonania konserwatywne w elicie inteligenckiej oraz całym społeczeństwie reprezentowaną przez środowiska tradycjonalistów; 2) strategię
„konserwatywnego klerka” prezentowaną przez środowiska pism: „Arka” oraz
„Res Publika”; 3) zaangażowanie w działalność polityczną. W tym trzecim przypadku autor ukazuje trzy dominujące
środowiska: dwa wywodzące się z RMP
oraz trzecie skupione wokół Janusza Kor-
Arkadiusz Lewandowski
R. Matyja, „Konserwatyzm po komunizmie”
win-Mikkego. Jak trafnie zauważa Matyja
„Nie należy się zatem dziwić, że aspiracje
do wystąpienia z projektem konserwatyzmu politycznego wyszły przede wszystkim […] z Ruchu Młodej Polski”13.
Niestety zaprzepaszczona szansa sprawiła iż w III RP spadkobiercy
RMP funkcjonowali jako dwa, a z czasem trzy odrębne ruchy polityczne (konserwatyści w ZChN, środowisko Halla, grupa Ujazdowskiego). Wedle autora
najmniej konserwatywny w swoich wyborach pozostał paradoksalnie lider
RMP, Aleksander Hall. Nie jest to jednak
sąd, który można by uznać za stronniczy. Z podobnym poglądem możemy się
spotkać w rozważaniach Wojciecha Turka14. Przywoływany często przez Matyję, Piotr Zaremba poglądy Halla określa
z kolei jako „ogólnikowy, miękki konserwatyzm”15. Owe rozejście się dróg młodopolaków stało się w zasadzie rozbiciem głównej siły mogącej w sposób
jednolity reprezentować konserwatystów na polskiej scenie politycznej. Podział ten jednak był wynikiem różnych
taktyk prowadzenia polityki i w zasadzie prawdopodobnie priorytetów w ramach politycznych poglądów (polityczne losy liderów środowisk KK i PK zdają
się potwierdzać ten pogląd).
Druga część książki, zatytułowana
„Polityka” opisuje konserwatyzm na tle
polskiej prawicy jako całości. W ten też
sposób książka ta jest nie tylko opisem
środowisk konserwatywnych, ale również przyczynkiem do opisania historii
prawicy w Polsce. W tej części szczególnie daje o sobie znać zasada poszukiwania emanacji konserwatywnych w gąszIbidem, s. 135.
W. Turek, op. cit.
15
P. Zaremba, cyt. za: R. Matyja, Konserwatyzm…, s. 137.
323
czu prawicowych środowisk, wydarzeń
i inicjatyw. Zabieg ten czyni pozycję ciekawą i podaje czytelnikowi spory skrawek rozważań o prawicy jako całości. Zastosowany przez Matyję podział czasowy
na trzy prawice wydaje się atrakcyjny nie
tylko pod względem publicystycznym,
ale również może dać początek naukowej debacie na temat ewolucji prawicy
jako takiej. W ten też podział autor stara
się wpisać grona konserwatystów.
W dziale „Polityka” bardzo ciekawym fragmentem jest rozdział poświęcony idei IV RP, która swoje początki intelektualne miała przecież właśnie
w środowisku konserwatystów z kręgu
K. M. Ujazdowskiego. W ramach tego rozdziału ukazane zostają poglądy każdej
z grup konserwatystów na sprawę przebudowy państwa. W tym fragmencie najbardziej spośród kart książki uwidacznia
się ostrożność Matyji w prezentowaniu
dokonań własnej osoby. Właśnie szczególnie on jako autor artykułów w „Debacie” formułował potrzebę nowego państwa16.
Konstatując rozważania na temat
prawicy w Polsce Matyja stara się zakwalifikować drogi konserwatyzmu politycznego. Czyni to wyróżniając trzy
główne nurty: reprezentowany przez
ZChN charakteryzujący się katolickim
tradycjonalizmem oraz ukierunkowaniem na naród; uwidaczniający się w PK
i KK akcentujący silne i nowoczesne państwo; oraz obecny dzięki UPR zmierzający do „wolnorynkowego przewrotu”.
W taki oto sposób powstaje mapa polskiego politycznego konserwatyzmu.
Matyja postarał się o zarysowanie różnic
pomiędzy grupami Halla i Ujazdowskie-
13
14
16
Zob. R. Matyja, Państwo, czyli kłopot, Debata 1994, nr 2; Idem, Obóz Czwartej Rzeczpospolitej, Debata 1998, nr 3.
324
go (instytucjonalnie emanujące poprzez
istnienie dwóch odrębnych partii: Partii Konserwatywnej oraz Koalicji Konserwatywnej) jednak nie w pełni ukazał
powagi sporu i różnice, które prowadziły do funkcjonowania dwóch odrębnych
politycznych ugrupowań. W publicystyce
i literaturze naukowej często obie grupy
traktuje się w sposób niemal jednolity
(co posiada uzasadnienie we wspólnym
instytucjonalnym źródle oraz krótkotrwałej współpracy w ramach SKL) jednak faktycznie oba środowiska różniły
się nie tylko w kwestiach dotyczących
taktyki politycznej ale również w priorytetach koncepcji politycznych.
Autor rozprawy nie zapomina również o emanacjach konserwatyzmu kulturowego. Swoje rozważania koncentruje na krakowskich czasopismach „Arce”
oraz „Arkanach”, środowisku „pampersów”, kręgu „Frondy” oraz spadkobiercach „Res Publiki Nowej”. Nie opisuje
tylko tych grup, które brały udział w bieżącej polityce, ale również i te, które niekiedy skazane były na powszechny niebyt, lub skierowane do środowisk mało
popularnych jak „Fronda”. Autor dokonuje opisu tych środowisk i ich kierunku ideowego.
Zgodnie z przyjętym otwartym charakterem klasyfikacji konserwatystów,
w książce znalazło się miejsce dla „Res
Publiki Nowej”, choć jak słusznie zauważa Matyja pismo to raczej opisywało konserwatyzm aniżeli reprezentowało ten nurt. Co istotniejsze jednak, w tym
właśnie czasopiśmie swój początek miała grupa, która później zinstytucjonalizowała się w postaci Warszawskiego Klubu
Krytyki Politycznej (Marek Cichocki i Dariusz Gawin). W opisie inicjatyw konserwatyzmu kulturowego nie umyka również ciekawa propozycja intelektualna
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
Tomasza Gabisia odnośnie zaistnienia
postkonserwatyzmu.
Ostatni dział książki nosi miano
„Dylematy”. W ramach podjętych w nim
rozważań autor próbuje ukazać linie podziałów obecne pośród konserwatystów,
zarówno kulturowych jak i politycznych.
Szczególne miejsce zajmuje zastosowany
przez Matyję podział na konserwatyzm
instytucjonalny oraz ukierunkowany na
budowanie wspólnoty politycznej. Rozróżnienie to skupia się na podstawowym
celu do jakiego ma dążyć działalność polityczna. Proponowana dychotomia celu:
społeczeństwo – instytucje nie jest ostra.
Zaznacza to autor ukazując ten problem
raczej jako kwestię powinności proporcji obu tych nurtów w ramach uprawianej polityki.
Całość pracy zamyka rozdział „Przyszłość konserwatyzmu”, w którym paradoksalnie autor nie prorokuje losów
opisywanego przez siebie środowisk.
Opisuje raczej pokrótce w jakiej formie
konserwatyzm wchodzi w nowy okres
po nieudanej próbie zawiązania koalicji POPiS oraz jakie wyzwania czekają na
konserwatystów i na jakie drogi mógłby
konserwatyzm wejść.
Książka Rafała Matyji jest ciekawą
propozycją poznania konserwatywnej
strony polskiej polityki. Autor poszukuje
konserwatyzmu III RP w ramach środowisk powstałych w czasach opozycji demokratycznej PRL, śledząc ich losy przez
blisko 30 lat. W tym przypadku szerokie
pojmowanie konserwatyzmu, które można krytykować sprawiło, iż jego źródła
oraz rozwój zostały skrupulatnie opisane.
Za atuty pozycji należy uznać szczegółowe opisanie zagadnień, które ponadto opatrzone zostały zarysowaniem tła
oraz osadzeniem pośród szerszej rzeczywistości politycznej. Szczególnie istotne
Arkadiusz Lewandowski
R. Matyja, „Konserwatyzm po komunizmie”
było to zagadnienie w przypadku początku III RP: „Co więcej, zasadnicza opozycja wobec stanowiska, które możemy
wyczytać z łamów «Gazety Wyborczej»,
rzadko miewała w początkach lat dziewięćdziesiątych konserwatywny charakter. Rzecz jasna, tu głos konserwatystów
bywał słyszany i traktowany poważnie,
ale z czasem marginalizowany przez […]
idee «przyspieszenia» i «nowego porządku» […]”. Zaletą jest również dokonany przez Matyję spis ośrodków, pism
oraz ugrupowań politycznych, w których
idea konserwatywna miała okazję się
pojawić. Zgodnie z intencją autora swoje miejsce na łamach książki znalazły nawet najmniejsze przejawy konserwatywnego namysłu nad polityką (za jedyne
pominięte środowisko należałoby uznać
Organizację Monarchistów Polskich Adama Nikla).
Dobrym posunięciem autora było
również równorzędne traktowanie metapolitycznego jak i politycznego charakteru konserwatyzmu. Obie przestrzenie w sposób naturalny się nachodzą. Jak
325
zauważa Matyja „Konserwatywne inspiracje prowadziły zatem nierzadko do
ostrych polemik z konserwatywną praktyką polityczną, a także konserwatywnymi kontestacjami kulturowymi”17.
Pracę Matyji należy uznać za spójną
i ciekawą. Nie pada jednak na jej stronach
pytanie o jakość polskiego konserwatyzmu. Nie ma w niej porównań odcieni konserwatyzmu. Jest to zatem niejako
spis zachowawców polskich. Spis wykonany bardzo starannie. Nie ulega wątpliwości, że dominującym podmiotem
rozważań są losy konserwatyzmu wywodzącego się z RMP, co nie przeszkadza
autorowi uporządkować, posegregować
wedle omawianych problemów i skrupulatnie przedstawić koncepcji każdej
z omawianych grup politycznych. Czytelnik ma zatem okazję zapoznać się z różnorodnością polskiego konserwatyzmu.
Arkadiusz Lewandowski (Toruń)
17
R. Matyja, Konserwatyzm…, s. 144.
Nr 2–3 (9–10)
2009–2010
Maciej Wojtacki, „Słowo”
Stanisława Cata-Mackiewicza. Dziennik
konserwatystów
wileńskich w latach
–
–
. Monografia pisma,
Toruń
, ss.
N
a rynku wydawniczym ukazała się
monografia poświęcona jednemu
z najbardziej interesujących dzienników okresu
II RP, jakim było wileńskie
„Słowo”. Książka została
napisana przez absolwenta historii UMK – dr. Macieja Wojtackiego.
Bez wątpienia sam
tytuł książki celnie wskazuje, kto przede wszystkim był spirytus movens
wileńskiego pisma i wywarł niepośledni wpływ
na jego profil oraz koncepcje prezentowane na jego
łamach. Stanisław Cat-Mackiewicz (poza krótkim epizodem
prowadzenia pisma przez Adolfa Bocheńskiego, w czasie gdy Cat był uwięziony w Berezie Kartuskiej), przez siedemnaście lat kierował „Słowem”. Jak pisał
biograf Mackiewicza – Jerzy Jaruzelski –
Mackiewicz: „Zrobił z prowincjonalnego
dziennika w prowincjonalnym mieście
gazetę ogólnopolską”1. Znaczenie pisma
w okresie II RP, szczególnie dla środowisk konserwatywnych i monarchistycznych, było ogromne, tym bardziej cieszy
fakt, iż „Słowo” doczekało się swojej monografii uzupełniającej wiedzę czytelników na temat prasy dwudziestolecia międzywojennego, ale również prezentującej
oblicze ideowe dziennika.
Książka dr. Wojtackiego przedstawia
nie tylko dzieje „Słowa”, ale także stara się
odpowiedzieć, do jakich czytelników było
skierowane oraz jak ewoluowały poglądy prezentowane w dzienniku. W pierwszym rozdziale Autor omawia historię
polskiej prasy konserwatywnej od XIX w.
do roku 1939. W kolejnym prezentuje
prasę „krajową”, szczególnie zwracając
uwagę na „Gazetę Krajową”, w której pracował Mackiewicz, a była poprzedniczką „Słowa”. Zamieszczenie
obydwu rozdziałów nie
budzi zastrzeżeń, dzięki
nim czytelnik poznaje zasięg poszczególnych pism,
ich powiązania polityczne,
wstępne rozdziały pozwalają czytelnikowi łatwiej
usytuować „Słowo” na tle
prasowej mozaiki.
Rozdział trzeci w sposób szczegółowy opisuje
działalność redakcji dziennika. Podzielony został
na trzy podrozdziały odzwierciedlające trzy etapy
siedemnastoletniej historii pisma. Okres
pierwszy obejmuje lata 1922–1926,
a więc czas, gdy „Słowo” było organem
1
J. Jaruzelski, Stanisław Cat-Mackiewicz
1896–1966. Wilno–Londyn–Warszawa, Warszawa 1987, s. 54.
Patryk Tomaszewski
M. Wojtacki, „«Słowo» Stanisława Cata-Mackiewicza. Dziennik konserwatystów…
prasowym Stronnictwa Prawicy Narodowej. Autor wskazuje na zależność pisma
od jego fundatorów, wśród których byli
znani konserwatyści jak chociażby: prof.
Marian Zdziechowski, Stanisław Wańkowicz (senior), Jan Tyszkiewicz, Marian
hrabia Broel-Plater, Aleksander Meysztowicz, a także dr Tadeusz Dembowski.
W tym podrozdziale Autor opisuje także
skład redakcji pisma i zmiany w nim zachodzące, omawia również stosunek Cata
do monarchii. Wojtacki pisze: „ Słowo
reprezentowało nie tylko szeroko pojęte
środowisko konserwatystów wileńskich.
Ambicją Cata, zadeklarowanego monarchisty było bowiem, by jego dziennik,
jako jedyny w II Rzeczypospolitej konsekwentnie propagujący zmiany ustrojowe poprzez przywrócenie monarchii, stał
się również pismem środowiska monarchicznego. Czynnikiem decydującym był
pogląd redaktora naczelnego wyznającego zasadę, że każdy konserwatysta musi
być monarchistą, lecz monarchista może
nie być konserwatystą . Idea ta była obecna na łamach Słowa niemal przez całe
siedemnaście lat istnienia pisma. Mimo, iż
często traktowano monarchizm redaktora
naczelnego z przymrużeniem oka, on sam
podchodził do tego zagadnienia bardzo
poważnie”2. Kolejny podrozdział traktuje
o losach dziennika w latach 1926–1935,
a więc w okresie od zamachu majowego
do śmierci Józefa Piłsudskiego, czyli czas,
gdy Mackiewicz popierał politykę piłsudczyków, a w latach 1928–1935 zasiadał w Sejmie z ramienia BBWR-u. Ostatni podrozdział (lata 1935–1939) omawia
przejście „Słowa” do opozycji względem
rządu, co ostatecznie doprowadziło do
2
M. Wojtacki, „Słowo” Stanisława CataMackiewicza. Dziennik konserwatystów wileńskich w latach 1922–1939. Monografia pisma, Toruń, s. 110.
327
osadzenia Stanisława Mackiewicza na
krótki okres, w roku 1939, w Berezie Kartuskiej. „Słowo” zaś i jego mutacje regionalne od roku 1936 stały się najczęściej
konfiskowanym periodykiem na ziemiach
wschodnich II RP.
W kolejnym rozdziale Autor przedstawia zagadnienia związane z polityką zagraniczną, która często gościła
na łamach wileńskiego pisma. O sprawach związanych z koncepcjami polityki zagranicznej na łamach „Słowa” pisali
przede wszystkim Cat, Władysław Studnicki, a także Kazimierz Smogorzewski,
Józef Mackiewicz, Aleksander i Adolf Bocheńscy oraz Ksawery Pruszyński. Najwięcej miejsca publicyści „Słowa” poświęcali koncepcjom polskiej polityki
zagranicznej z największymi sąsiadami,
a więc Niemcami i Rosją oraz sojuszniczą
Francją, ponadto ze względu na specyfikę stosunków i położenie często poruszano zagadnienia związane z Republiką
Litewską. Autor rozdział ten podzielił na
trzy podrozdziały omawiając w nich stanowisko „Słowa” względem Litwy i reszty państw bałtyckich, ZSRR i zagrożenia
bolszewickiego oraz Niemiec i Francji.
Szczególnie interesujący wydaje się podrozdział poświęcany wizji europejskiego
sojuszu propagowanego przez Cata, którego osią miały być trzy państwa Francja, Niemcy i Polska. Na łamach dziennika kreowana była koncepcja współpracy
z Niemcami, która nie cieszyła się dużą
popularnością w społeczeństwie, jej
głównym architektem, jak wiadomo, był
Władysław Studnicki. Orientacja pisma
odbierana była jako proniemiecka i spotykała się z krytyką zarówno rządowej
„Gazety Polskiej” jak i, co oczywiste, antyniemieckiej prasy endeckiej. Jej echa
będą powtarzane już po wybuchu wojny.
Na koncepcji współpracy z Niemcami,
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
328
w związku z polityką III Rzeszy, pojawiało się w drugiej połowie lat trzydziestych coraz więcej rys, a w grudniu 1938
roku Cat opublikował artykuł, w którym
przedstawił zdecydowanie negatywną
ocenę stosunków polsko-niemieckich.
Na tle różnic, co do poglądów na politykę międzynarodową doszło do konfliktu
między Catem a Studnickim. Maciej Wojtacki pisze: „Dotychczas zgodni – uczeń
i mistrz zaczęli się coraz częściej różnić.
Artykuły W. Studnickiego w Słowie
były w związku z tym poprzedzane notą
redakcyjną informującą, że nie odzwierciedlają stanowiska pisma. Podstawowa
różnica dotyczyła postrzegania ówczesnego znaczenia Polski w Europie środkowo-wschodniej. W przeciwieństwie do
Mackiewicza, który tracił złudzenia co do
możliwości współpracy z Niemcami na
partnerskich zasadach, W. Studnicki pozostał wierny swej autorskiej koncepcji
stworzenia bloku środkowoeuropejskiego zwróconego przeciw Rosji”3.
W kolejnym rozdziale zostały opisane zagadnienia związane z problematyką mniejszości narodowych. Swój stosunek do mniejszości Cat sprecyzował już
w roku 1922 w artykule „Credo polityki
narodowościowej”, w którym postrzegał
Polskę jako państwo wielonarodowościowe, oparte na zasadach tolerancji religijnej i kulturowej. Mackiewicz był jednak
przeciwnikiem asymilacji mniejszości
żydowskiej. Jego stosunek do tej mniejszości ulegał w okresie wydawania pisma pewnej zmianie. Przykładem może
być ocena zajść antysemickich na USB,
które ostro krytykował jeszcze w roku
1931 (po zabójstwie przez Żyda studenta
Wacławskiego), zaś w roku 1936 łagodnie oceniono na łamach „Słowa” działa3
Ibidem, s. 299.
nia młodzieży narodowej chcącej doprowadzić do wprowadzenia na USB getta
ławkowego. Wiązało się to, jak słusznie
wskazuje Autor monografii, ze zmianą
stosunku Cata do endecji. W dzienniku
głoszono także program emigracji Żydów do Palestyny, który pojawił się na
łamach pisma po podróży K. Pruszyńskiego do Palestyny w roku 1933 (taki
program głosiła także np. Myśl Mocarstwowa). Autor omawia w tym rozdziale także stosunek „Słowa” do mniejszości
białoruskiej i ukraińskiej.
Ostatni rozdział poświęcony został zagadnieniom związanymi z gospodarką, kulturą i społeczeństwem ziem
północno-wschodnich II RP. Szczególnie dużo miejsca, co zresztą zrozumiałe, patrząc na bazę społeczną pisma, poświęcano sprawom reformy rolnej, która
była ostro krytykowana na łamach „Słowa”. Jakie były zapatrywania konserwatystów wileńskich na sprawy gospodarcze? Za odpowiedź na to pytanie można
uznać cykl artykułów S. Wańkowicza (seniora) z roku 1925 pt. „Polska gospodarcza”, w których Wańkowicz opowiadał
się za zniesieniem wszelkich objawów
etatyzmu, zmniejszeniem liczby urzędników administracji rządowej, ograniczeniem reprezentacji parlamentarnej,
a także bardzo liberalne postulaty likwidacji funduszów przeznaczonych na
ochronę bezrobotnych i emerytury pracownicze, czy też ograniczenie wydatków na powszechne szkolnictwo4.
Maciej Wojtacki omówił także poszczególne dodatki, jakie ukazywały się
wraz ze „Słowem”, jak chociażby kontrowersyjne „Żagary”, a także takie jak:
„Gdzie to gdzie zagrały trąbki myśliwskie”, „Fala Wileńska”, „Zaułek Literac4
Ibidem, s. 347.
Patryk Tomaszewski
M. Wojtacki, „«Słowo» Stanisława Cata-Mackiewicza. Dziennik konserwatystów…
ki i Artystyczny”, „Wilcze Zęby”, „Trakt
Batorego”. Ponadto Autor opisał poszczególne działy „Słowa” jak: „Echa
Krajowe” poświęcone ziemiom północno-wschodnim, „Kurier Gospodarczy
Ziem Północno-Wschodnich”, czy też
„Głos Polaków Zakordonowych”, a także mutacje dziennika jak „Kurier Słonimski”, „Wieczorny Kurier Grodzieński”.
Książka zaopatrzona została w przydatne aneksy. Jeden z nich to noty biograficzne pracowników i osób związanych
z redakcją „Słowa”, drugi zaś to wykaz
konfiskat pisma z lat 1922–1939. Wykaz
jednoznacznie wskazuje jak mocno nasiliły się represje władz administracyjnych
względem dziennika od roku 1936.
Pewien niedosyt czytelnika może
budzić brak w monografii oddzielnego rozdziału poświęconego koncepcjom ustrojowym prezentowanym na
łamach pisma. Ponadto Autor publikacji nie wystrzegł się kilku drobnych błędów. W rozdziale trzecim pisze: „Na
wileńskim bruku efektem tego porozumienia (w drugiej połowie lat trzydziestych doszło do złagodzenia wzajemnej krytyki między pismami endeckimi
a „Słowem” – przyp. P. T) było powołanie przy Słowie dodatku zdominowanego przez Młodzież Wszechpolską korporacji Batoria . Trakt Batorego , bo
taki tytuł nosił dodatek młodzieży narodowej skupionej wokół Słowa , wychodził od 1 lutego 1937 roku. Redaktorem dodatku został związany wcześniej
z Dziennikiem Wileńskim Konstanty
Szychowski” (s. 203). Autor monografii
niestety myli się w ocenie „Traktu Batorego”, gdyż pismo to nie było redagowane przez korporację „Batoria”, co więcej żaden działacz tego konwentu w nim
nie pisywał. Konstanty Szychowski był
działaczem powiązanej z obozem rzą-
329
dzącym korporacji „Cresovia”, zaś w redakcji znaleźli się poza nim jako sekretarz red. Bożena Skarbek-Telszewska
oraz Emil Łukaszewicz i Władysław Bodak5. Emil Łukaszewicz był działaczem
chrześcijańskiej korporacji „Conradia”,
zaś Władysław Bodak (będący działaczem Myśli Mocarstwowej) jak i Bożena
Skarbek-Telszewska (kobiet do korporacji nie przyjmowano) do korporacji nie
należeli. Poza tym Autorowi zdarzyło się
jeszcze kilka drobnych pomyłek, jak chociażby napisanie, iż po 1989 r. „Pro Fide
Rege et Lege” wydawane było w Krakowie (przypis s. 111), a w rzeczywistości
w Warszawie, ponadto za błędne należy uznać zaliczenie katowickiej „Polonii”,
wydawanej przez tamtejszą chadecję do
pism prorządowych (s. 234), czy też syjonistycznego „Naszego Przeglądu” jako
pisma socjalistycznego (s. 219).
Mimo drobnych uchybień, monografię Macieja Wojtackiego należy ocenić bardzo wysoko, Autor dokonał szerokiej kwerendy zarówno w archiwach
polskich jak i litewskich, ponadto poza
doskonałym zapoznaniem się z zawartością „Słowa”, uwzględnił także inne tytuły konserwatywne wychodzące w II RP,
a dla lepszego usytuowania dziennika
w środowisku wileńskim dokonał pełnej
kwerendy w wileńskich pismach konkurencyjnych względem organu wileńskich
„Żubrów” – „Dzienniku Wileńskim” i „Kurierze Wileńskim”.
Monografia Macieja Wojtackiego
w znacznym stopniu przyczyni się do poznania historii prasy konserwatywnej
w Polsce w okresie II RP, w poważnym
stopniu uzupełni także wiedzę na temat
zapatrywań redakcji dziennika na polską
politykę zagraniczną czy też sprawy we5
Trakt Batorego, 1 II 1937, nr 1.
330
wnętrzne kraju, a szczególnie ziem północno-wschodnich. Celna, zatem wydaje
się konkluzja prof. Ryszarda Michalskiego, który w recenzji wydawniczej pisał:
„Rozprawa Macieja Wojtackiego jest interesującym studium z dziejów polskiego konserwatyzmu. Oparta na war-
Historia i Polityka Nr 2–3 (9–10)/2009–2010 Recenzje i omówienia
tościowym materiale źródłowym, jest
samodzielnym rozwiązaniem problemu
badawczego, wzbogacającym naszą wiedzę na temat kształtu polskiej myśli politycznej w okresie międzywojennym”.
Patryk Tomaszewski (Toruń)
Wskazówki techniczne dla autorów
• materiały do druku należy przysyłać drogą e-mailową;
• tekst powinien mieć postać znormalizowanego komputeropisu:
czcionka 12 pkt z odstępem 1,5 wierszowym;
• artykuł nie powinien przekraczać 18 stron;
• omówienia i recenzje nie powinny przekraczać 5 stron;
• artykuł recenzyjny nie powinien przekraczać 10 stron;
• sprawozdania nie powinny przekraczać 5 stron;
• w artykułach nie należy stosować żadnego formatowania, ani
wyróżnień graficznych;
• do cytatów należy stosować tylko cudzysłów;
• kursywą należy wyróżniać wyrażenia obcojęzyczne;
• każdy artykuł musi posiadać streszczenie maksymalnie na
1 stronę, napisane w języku angielskim.
Przypisy:
• piszemy na dole strony;
• używamy skrótów łacińskich (op. cit.,; ibidem, idem, passim);
• w przypadku czasopism należy podać autora artykułu, tytuł pisany kursywą, rok, kolejny numer i stronę(-y);
• nazwy czasopism piszemy bez umieszczania ich w cudzysłowie;
• przy źródłach internetowych piszemy: autor, tytuł (jeśli nie ma
to należy nadać), dokładny adres ze ścieżki, odczyt z dn. dd.mm.
rrrr