Życie Olsztyna

Komentarze

Transkrypt

Życie Olsztyna
REKLAMA
nr 18 (189 ) 2016 ISSN 1734-7076
NOWE
Życie
REKLAMA
(13.09.-3.010. 2016)
www.zycieolsztyna.pl
REKLAMA
NAKŁAD 25 000
Olsztyna
REKLAMA
2
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
z olsztyna
Szczenię do adopcji
Tori to czteromiesięczne szczenię, którego pozbyto się jak
śmiecia. Mała suczka została porzucona przy markecie. A jest
piękną pręgowaną psinką. Nie znamy jej rodziców, więc ciężko powiedzieć, jakiej wielkości będzie, ale najprawdopodobniej
średniej. Mała jest wesoła, energiczna, wszędzie jej pełno. Choć
niepozorna, jest bardzo charakterna. Dlatego potrzebuje rodziny, której nie wejdzie na głowę.
Tori została odrobaczona, odpchlona (wolontariuszka powiedziała, że jeszcze nie widziała aż tak zapchlonego szczeniaka) oraz zaszczepiona. Przebywa w domu tymczasowym z innymi psami i kotami i nie ma problemu w kontaktach z nimi.
Warunkiem adopcji Tori jest wypełnienie ankiety, wizyta
przed/poadopcyjna i podpisanie umowy adopcyjnej. Torinka
przebywa w okolicach Dobrego Miasta, ale wolontariusze pomogą w przewiezieniu tego pieska do nowego domu. Czy ktoś
z Czytelników zaopiekuje się tym maleństwem? Kontakt pod
numerem telefonu 794 304 181.
Oszustwo na rolnika
Mechanik, piekarz, elektromonter czy doradca klienta – każdy z nich podawał się za rolnika, aby wyłudzić unijne dotacje.
Policja podaje, że podejrzanych jest dziesięciu, którzy w porozumieniu ze swoim pełnomocnikiem Andrzejem R. usiłowali
oszukać Skarb Państwa na ponad pół miliona złotych.
Sprawa rozpoczęła się przed rokiem, gdy do wydziału zajmującego się zwalczaniem przestępczości gospodarczej KMP
w Olsztynie trafiło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa na szkodę Skarbu Państwa. W procederze miało
brać udział 10 osób, które łączyła osoba Andrzeja R. Mężczyźni
mieli starać się o dopłaty unijne na wykaszanie użytków zielonych. Ich pełnomocnik był jednocześnie organizatorem procederu i jego pomysłodawcą. 47-latek był już karany za oszustwa
i odbył karę więzienia.
Wraz z tzw. słupami usiłował uzyskać dopłatę bezpośrednią
do gruntów rolnych na 2014 rok. Straty Skarbu Państwa mogły
wynieść nawet 600 tys. zł. Przypomnijmy, że jego kompani na
co dzień wykonywali zupełnie inne prace.
Za każdym razem mężczyźni wprowadzali w błąd pracowników agencji w zakresie spełnienia przesłanek, które warunkowały przyznanie dopłat bezpośrednich, posiadania gruntów
i wykonywania na nich prac agrotechnicznych, np. wykaszania. Fałszywi rolnicy mieli otrzymać od Andrzeja R. zróżnicowane bonifikaty pieniężne uzależnione od wysokości dopłaty.
Za usiłowanie oszustwa lub oszustwo grozi kara do ośmiu lat
więzienia.
Wyjątkowa
kamienica z nową
elewacją
Zakończyły się prace renowacyjne w kamienicy przy placu
Konsulatu Polskiego 5. Rozpoczęły się na początku lipca, polegały na odnowieniu zniszczonej elewacji. Pieniądze na ten cel
pochodziły z dotacji miejskich przydzielanych na ratowanie zabytków będących w administrowaniu osób prywatnych. Część
kwoty dołożyła wspólnota mieszkaniowa z tej nieruchomości.
NOWE
Życie
Wydawca: Agencja Reklamowo-Wydawnicza
INNA PERSPEKTYWA” Paweł Lik,
“
redaktor naczelny: Leszek Lik, [email protected];
redaktor wydania bezpłatnego: Paweł Lik,
dziennikarze: Andrzej Zb. Brzozowski, Cezary Kapłon, Jacek Panas, Jerzy Pantak,
Mirosław Rogalski, Olga Ropiak, Mariusz Wadas; rysunki: Zbigniew Piszczako;
okładka: Paweł Lik
Biuro promocji i reklamy: tel. 505 129 273;
(r) – materiał reklamowy lub powierzony, ar- archiwum redakcji.
Redakcja nie odpowiada za treœæ i formê powierzonych materia³ów, zastrzega sobie
prawo adiustacji powierzonych tekstów. Druk: Grupa WM Sp. z o.o.
Olsztyna
Nakład 25 000
Dzięki temu elewacja kamienicy odzyskała swój pierwotny
łososiowy kolor. Do tej pory wykonano tu izolację fundamentów przed wilgocią. Mieszkańcy nie ukrywają, że marzy im się
jeszcze remont dachu.
Kamienica przy placu Konsulatu Polskiego 5 jest jedną
z najbardziej charakterystycznych i najładniejszych w Olsztynie. Przypomnijmy, że w kamienicy, która została wybudowana na początku XX wieku, w latach 1927-1939 mieścił się Konsulat Generalny RP. W latach po II wojnie światowej zamieszkiwał
w niej znany pisarz Melchior Wańkowicz.
Nowe pracownie dla
niepełnosprawnych
Zespół Placówek Edukacyjnych w Olsztynie otworzył nowe
pracownie. Jedną z nich jest szklarnia ogrodnicza. Oprócz niej
są także pracownie krawiecka, stolarska i rękodzielnicza. Jak
twierdzą przedstawiciele tej placówki, dla niepełnosprawnych
intelektualnie uczniów takie miejsca to nierzadko jedyna szansa, by zdobyć umiejętności zawodowe.
– Do udziału w zajęciach ogrodniczych nikogo nie trzeba
namawiać – twierdzi Aneta Jabłońska, instruktorka terapii zajęciowej. – To osoby, które bardzo lubią przebywać na powietrzu
i chętnie udzielają się we wszystkiego rodzaju akcjach. A kiedy
odwiedzają nas goście i chcą z nimi pracować, to są najszczęśliwsze na świecie – dodaje.
We wszystkich rodzajach zajęć uczestniczy do 65 osób. Zajęcia z hortiterapii, w której łączy się terapię ogrodem z nauką nowego zawodu, przynoszą bardzo dobre efekty.
– Od dawien dawna wiadomo, że najlepiej uczyć się poprzez
zabawę – zaznacza Wanda Jabłońska, dyrektorka ZPE. – Naturalnie najlepiej wychodzi to, gdy wokół są koledzy naszych
uczniów, robią coś wspólnie, a na końcu ktoś zachwyca się efektem ich działań.
reklama
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
3
4
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
olsztyn
Stare miasto
Miasto postanowiło wydać wojnę zeszpeconej w byle jakich reklamach starówce. Przygotowuje nawet specjalne rozporządzenia. Tymczasem tylnymi drzwiami samo może doprowadzić do zniszczenia wyglądu starego miasta na długie lata.
Banery
reklamujące
wszystko, co się da – od barów i pizzerii po salony sukni ślubnych – to prawdziwa
zmora starego miasta. Psują
wizerunek dzielnicy najchętniej odwiedzanej przez turystów. Wielu mieszkańców irytuje ten widok.
– Każda reklama jest z innej parafii. Mydło i powidło.
Nasza starówka powinna być
wizytówką miasta. Obecny
wygląd obwieszonych elewacji powoduje odwrotny skutek
– twierdzi Marian Kozłowski,
z którym rozmawialiśmy przy
ul. Prostej.
Sami staromiejscy przedsiębiorcy unikają jak ognia
rozmów w tej sprawie, bo
w zasadzie każdy z nich korzysta z tej formy reklamy.
– Nie liczy się jakość reklamy. Najważniejsza jest lokalizacja i wielkość, tak by obejrzało
ją jak najwięcej osób. Wygląd?
Kto na to zwraca uwagę
– stwierdził jeden z nich.
A reklamy wiszą dalej
Miasto już kilka lat temu
podjęło próbę poprawy tej sytuacji. Najpierw zorganizowano kampanię „Otwórz oczy na
antyreklamę twojego miasta”.
W ten sposób urzędnicy chcieli przekonać właścicieli budynków, by nie zaśmiecali elewacji
reklamami. Na niewiele się to
zdało. Szpetne reklamy jak wisiały, tak wiszą nadal.
Na początku 2011 roku
przygotowano system infor-
macji miejskiej, czyli projekty jednolitych znaków informacyjnych, tablic z nazwami
ulic, drogowskazów i witaczy. Dołączono do tego tzw.
kodeks estetyzacji z zasadami wieszania w Olsztynie reklam, z wyglądem znaków
informacyjnych, parasolek
i podestów w ogródkach letnich, a nawet materiałami,
z jakich powinny zostać
wykonane.
– O ile zmiany bez problemu zaczęliśmy wprowadzać na miejskich gruntach
i w swoich budynkach, o tyle z prywatnymi nieruchomościami nie mogliśmy nic zrobić
– przyznali ratuszowi urzędnicy. – Nie mieliśmy do tego
prawnych możliwości. Dotyczyło to zarówno ogródków
letnich przed lokalami na starym mieście, jak i reklam na
kamienicach.
Teraz ma się to zmienić.
Urzędnicy odpowiedzialni za
wygląd miasta otrzymali do
ręki mocny oręż. Jest nim ustawa krajobrazowa. Daje ona samorządom możliwość przyjmowania lokalnych uchwał
krajobrazowych pozwalających poprawić estetykę miast.
Urzędnicy z Olsztyna przygotowują się do przyjęcia
uchwały krajobrazowej, która regulować będzie sprawy
związane z reklamą, małą architekturą, szeroko pojętym
miejskim pejzażem i jego estetyką.
Ratuszowi urzędnicy zdają sobie sprawę, że ten temat
dla wielu środowisk jest bardzo drażliwy. Dlatego prawo
miejscowe, które będzie to regulować, chcieliby wprowadzić przy akceptacji mieszkańców i zainteresowanych
środowisk.
Odbyło się spotkanie w tej sprawie, na którym
urzędnicy przedstawiali dobre i złe
przykłady reklam
w Olsztynie. Mówili o pomysłach na
regulację rozprzestrzeniających się
chaotycznie banerów, plansz i plakatów. I już na tym
etapie
dyskusja
przybrała momentami burzliwy przebieg. Głos zabrali
m.in. przedstawiciele branży reklamowej, twierdząc, że nowe regulacje doprowadzą ich do bankructwa.
Miasto czyści
swoje budynki
Patryk Pulikowski z ratuszowego biura prasowego dodaje, że spotkania to nie są jedyne
działania podjęte przez miasto w
związku z tzw. ustawą.
– Do tej pory zinwentaryzowane zostały reklamy przy
głównych trasach miasta. Później radni podjęli intencyjną
uchwałę w sprawie prac nad
odpowiednimi regulacjami.
W maju tego roku powołany
został zespół do spraw przygotowania uchwały krajobrazowej – informuje Pulikowski.
– W najbliższym czasie będą
kolejne spotkania, prawdopodobnie pod koniec września.
Chcemy przygotować spójny,
dobry dokument, który zde-
Jak zrobić pranie za grosze?
Kurtki puchowe, płaszcze, kołdry, poduchy, narzuty – to rzeczy, których pranie bywa kłopotliwe. Możemy upychać je łokciem w domowej pralce. Czy jednak to oby na pewno bezpieczne dla
tkanin, najtańsze i najwygodniejsze rozwiązanie?
Wyjmujemy z szaf jesienną garderobę. Jak prawidłowo
odświeżyć delikatny płaszcz
albo kurtkę puchową? Kłopotem może być zmieszczenie ich w pralce. Zresztą tego typu rzeczy nie powinny
kręcić się w bębnie jak oszalałe, wirować i chłonąć detergenty. Z kolei pranie ręczne nie do końca je odświeży.
Jak więc sprawić, by jesienna
garderoba odzyskała dawną
miękkość, pięknie pachniała
i zachowała kolory?
Coraz więcej olsztynian
zleca tego typu zadania profesjonalnym pralniom. Jedną z najtańszych i najpopularniejszych w Olsztynie
jest pralnia „Tara” przy ulicy Obrońców Tobruku. To
nie jest pralnia chemiczna.
Tu nasze rzeczy są poddawa-
ne praniu wodnemu, dobrze
pomyślanemu.
– Tkaniny wymagające
szczególnej ostrożności pierzemy systemem, który nosi
nazwę „wet cleaning” – mówi Iwona Łuba, szefowa pralni „Tara”. – Tajemnicą skuteczności tego systemu jest
użycie niewielkiej ilości wody, łagodnych a skutecznych
środków piorących (zamiast
rozpuszczalnika jak w pralniach chemicznych) przy bardzo delikatnych ruchach bębna. Dzięki temu bezpiecznie
pierzemy piękne płaszcze,
wełniane swetry, suknie ślub-
ne czy komunijne i garsonki –
wylicza pani Iwona.
Oddając rzeczy do „Tary”, pamiętajmy o garderobie
mężczyzny. Garnitury i mundury są tu prane taniej niż
w sieciowych pralniach chemicznych. I znacznie ładniej
pachną, bo świeżym praniem,
a nie agresywnym detergentem. Dlatego do „Tary” zaglądają rodzice alergików. Chcą
uprać rzeczy dziecka, ale bez
użycia silnej chemii. Często
zlecają też maglowanie pościeli, by pozbyć się drobnoustrojów, proszą o wypranie pokrowców od materacy,
poduszek, kołder. W czystej pościeli śpi się zdrowiej
i przyjemniej.
Rzeczy można dostarczyć
do „Tary” osobiście lub zadzwonić, aby po nie przyjechano. Pracownik podjedzie,
przyjmie rzeczy do prania
i czyste odwiezie z powrotem. To wygodna opcja dla
osób zapracowanych, dla seniorów lub olsztynian bez
samochodu.
Czy pranie w „Tarze” jest
kosztowne? Zdecydowanie nie.
Za kilkanaście kilogramów
prania damy tu tyle, co za
wypranie trzech bluzeczek
w pralni chemicznej.
– Przygotowaliśmy dla
Czytelników promocję na
wrzesień – zachęca Iwona Łuba. – Mamy nie tylko dobre
ceny na pranie, maglowanie
i prasowanie, ale czekają na
Państwa również znakomite
środki piorące, produkowane
na rynek zachodni, co warte
szczególnego podkreślenia
– w bardzo atrakcyjnej cenie.
Masz pytania
do pralni „Tara”?
Zadzwoń, tel. 697 527 653
Obrońców Tobruku 15, lok. 3
www.tarapralnia.pl
olsztyn
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
coraz brzydsze
Stare miasto
w białych pasach
Władze miasta wypowiedziały wojnę szpetnym reklamom, którymi oblepione
są staromiejskie kamienice,
tymczasem samo może doprowadzić tylnymi drzwiami do zniszczenia wyglądu
starego miasta i to na długie
lata. Taką estetyczną „niespodziankę” chcą zafundować nam drogowcy. Związane jest to z trwającą obecnie
akcją znakowania stanowisk
postojowych. Polega ona na
wyznaczaniu liniami wymalowanymi na biało miejsc dla
samochodów.
Kłopot na starówce
fot. Paweł Lik
cydowanie poprawi sytuację
w mieście. Dlatego nie ścigamy się, aby szybciej, a pracujemy, by było jak najrzetelniej.
Ze swojej strony miasto samo chce dać przykład. Prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz polecił zinwentaryzować
reklamy wiszące na miejskich
placówkach
edukacyjnych.
Kazał ściągnąć jedną z nich
zawieszoną w Śródmieściu na
murach Szkoły Podstawowej
nr 2 przy ul. Kościuszki.
– Placówki edukacyjne
podpisują umowy i potem
prezentują reklamy w takiej
czy innej formie. Rozumiem,
że pozyskują w ten sposób
pieniądze na drobne działania, ale nie wolno do takich
sytuacji dopuszczać, bo sami
dajemy zły przykład. Najbardziej razi to na budynkach zabytkowych – stwierdził przy
tej okazji prezydent.
Wyraźnie, ale mało elegancko
Z czego wynika wyznaczanie miejsc postojowych
w strefie płatnego postoju?
– Wynika to z rozporządzenia ministerstwa infrastruktury – twierdzi ratusz.
Drogowcy tłumaczą, że
takie działania mają uporządkować parkowanie w strefie
płatnego parkowania, a jednocześnie są odpowiedzią na
działania i krytykę niektórych
prawników, którzy przekonują, że gminy nie mogą pobierać opłat od kierowców
za parkowanie w miejscach,
gdzie nie ma linii i tablic, czyli
tam gdzie takie miejsca nie są
wyraźnie wskazane.
W olsztyńskiej strefie jest
około 2,6 tys. miejsc postojowych. W trakcie prowadzonej obecnie akcji malowania
oznakowano w ten sposób
już blisko 90 proc. płatnych
stanowisk. Najpierw drogowcy uzupełniali je na obrzeżach strefy, potem przeszli
do Śródmieścia, pod koniec
sierpnia wykonali je m.in. na
placu Dunikowskiego. Drogowcy doszli już do ulic Curie-
-Skłodowskiej i Wyzwolenia.
Problem polega na tym, że
w strefie płatnego parkowania
znajduje się całe stare miasto.
Jeżeli wygląd śródmiejskich ulic wymalowanych
w białe linie nikogo zbyt nie
raził, to wiadomość o zamiarze wymalowania w ten sposób w zasadzie całego starego
miasta natychmiast znalazła
wielu przeciwników. A należy pamiętać, że farbą miałyby
zostać pokryte uliczki, po których w sezonie spacerują tysiące mieszkańców i turystów.
– To byłaby porażka i ewidentne zeszpecenie starówki.
Czy brzydkie reklamy wiszące na kamienicach to za mało?
– irytuje się pani Anna, która
mieszka przy ul. Okopowej.
W tym tonie wypowiedziała się Rada Osiedla
Śródmieście.
– Jednogłośnie uznaliśmy,
że jesteśmy przeciwni wyznaczaniu w taki sposób miejsc
postojowych na starym mieście – stwierdził Jerzy Gąska,
przewodniczący Rady Osiedla Śródmieście.
Wątpliwości co do malowania miejsc postojowych na
starym mieście nabrał również prezydent Piotr Grzymowicz. O sprawie wypowiadał
się na ostatnim sierpniowym
posiedzeniu rady miasta. Zasugerował dosyć rewolucyjne wyjście z sytuacji. Jego zdaniem, chcąc uniknąć
malowania, warto rozważyć
wprowadzenie zakazu wjazdu samochodów na rynek
starego miasta.
– Taka decyzja musiałaby jednak zostać przedyskutowana i poddana konsultacjom społecznym – zaznaczył
po chwili.
Prezydent już niedługo
będzie miał okazję wysłuchać
opinii w tej sprawie. Będzie
ona jednym z punktów posiedzenia tzw. Platformy Ekomobilności Miejskiej. To zespół
doradczy przy prezydencie
zajmujący się sprawami transportu. Zasiadają w nim przedstawiciele różnych środowisk:
rad osiedlowych, organizacji
pozarządowych, a także uniwersytetu. Wprowadzenia zakazu wjazdu na rynek starego miasta nie wyobraża sobie
m.in. Zbigniew Kucharzewski, współwłaściciel restauracji Staromiejska.
– Jesteśmy już tak przyzwyczajeni, że chcemy podjechać jak najbliżej do miejsca, które chcemy odwiedzić.
To samo dotyczy starego miasta. Jeżeli grupa osób nie będzie miała możliwości komfortowego dojazdu, bo chce
np. zjeść obiad, to po prostu
pojedzie w inne miejsce – mówi Kucharzewski.
Jego zdaniem, o jakichkolwiek zmianach można mówić,
dopiero gdy na bezpośrednich
obrzeżach starówki zostaną
wybudowane nowe parkingi.
– Miasto zachwala, że tak
wiele osób odwiedza tereny
Plaży Miejskiej – mówi restaurator. – Tam magnesem są liczne parkingi w niedalekiej od-
5
ległości od jeziora. Takie samo
przełożenie działa w przypadku starego miasta. Nikt nie
da nam gwarancji, że ograniczenie ruchu na starówce nie
spowoduje odpływu gości, bo
nikt takiej gwarancji nie jest
w stanie dać.
Jak się okazuje, sprawa
zamalowania starego miasta
w miejsca postojowe dała do
myślenia drogowcom i ci już
się tak nie spieszą z realizacją
swoich zamiarów. Czy białe
linie zostaną wymalowane na
starówce? – zapytaliśmy.
– W tej sprawie nie ma
jeszcze ostatecznej decyzji
– odpowiedziano nam w ratuszowym biurze prasowym.
Krzysztof Szymański
6
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
aglomeracja olsztyńska
Gmina Dywity inwestuje w nowoczesną edukację najmłodszych mieszkańców
Dla dzieci i młodzieży
wszystko jest na miejscu!
Nowy stadion z najlepszym tartanem w okolicach, rozpoczęta rozbudowa szkoły w Dywitach o oddziały przedszkolne i obserwatorium, planowana pełnowymiarowa hala sportowa, a do tego
szeroki wachlarz bezpłatnych zajęć dla dzieci od pierwszego roku życia – to działania gminy Dywity w sferze jej strategicznego celu rozwojowego, jakim jest edukacja najmłodszych
mieszkańców.
– To nasza największa inwestycja w tym roku, opiewająca na ponad 7 mln zł – zapowiada wójt Jacek Szydło.
Już teraz Zespół Szkół
w Dywitach zbiera pozytywne recenzje rodziców.
– Słyszałam wiele bardzo
dobrych opinii o szkole w Dywitach, dlatego zamierzam wysłać do niej moje dzieci – zapowiada Agnieszka Deoniziak.
– Cieszę się, że będzie rozbudowana, bo w niektórych miejscach robi się już ciasno.
– Naprawdę fajne miejsce wybraliśmy dla naszej rodzinki. Nie przypuszczałam,
że będzie tu tyle atrakcji i zajęć dla najmłodszych – mówi
Agnieszka Deoniziak, która
8 lat temu przeprowadziła się
do Dywit z Olsztyna.
Pani Agnieszka jest mamą trojga małych dzieci (5-letni syn i 2,5-letnie bliźnięta)
i korzysta z tego, co do zaoferowania najmłodszym mieszkańcom ma gmina Dywity.
– Starszy syn, zanim jeszcze poszedł do przedszkola, chodził przez rok na Spotkania Odlotowych Szkrabów
– mówi mieszkanka Dywit.
– Zajęcia kreatywne, prowadzone przez GOK Dywity, były fantastyczne. Gdy syn miał
iść do przedszkola,
rozważałam wysłanie
go do olsztyńskiej placówki, bo wydawało mi się, że w mieście
oferta będzie ciekawsza.
Zaryzykowałam pozostawienie go
w wiejskim przedszkolu. I okazało się,
że to świetny wybór.
Zajęcia są ciekawe,
różnorodne, atmosfera bardzo przyjazna.
Nowa hala, podstawówka
i szkoła muzyczna
Uczniowie latają
i ćwiczą cheerleading
Gmina Dywity od
kilu lat konsekwentnie realizuje strategię rozwoju opartą
na polepszaniu jakości oferty edukacyjnej dla najmłodszych
mieszkańców.
– Pozytywna odpowiedź na pytanie,
czy dzieci będą miały ofertę sensownych zajęć na miejscu, ma
znaczący wpływ na decyzje
o przeprowadzce do atrakcyjnie położonej podolsztyńskiej gminy wiejskiej, jaką jesteśmy – uważa Jacek
Szydło, wójt gminy Dywity.
– Dlatego nieprzerwanie od
kilku lat inwestujemy w polepszanie bazy infrastrukturalnej, w unowocześnianie
wyposażenia placówek edukacyjnych i proponowanie
nietuzinkowych zajęć dla
uczniów. To przyciąga nowych mieszkańców – wyjaśnia wójt.
Przykładem
oryginalnych zajęć z ostatnich lat
jest choćby projekt Akademia Wysokich Lotów. W tym
Nietuzinkowymi zajęciami dla młodzieży gminnej był projekt Akademia Wysokich
Lotów, w którym 90 gimnazjalistów z Tuławek i Dywit miało okazję uczyć się praw
fizyki czy geografii, latając samolotami i szybowcami
projekcie 90 gimnazjalistów
z Tuławek i Dywit uczyło się
praw fizyki czy geografii, latając samolotami i szybowcami! Trwa rozbudowa Zespołu Szkół w Dywitach, na
dachu którego już wkrótce
staną kopuła z teleskopem
i obserwatorium astronomiczne do użytku uczniów.
Jednak
to
nie
koniec
ciekawych zajęć.
– We wszystkich szkołach samorządowych zarówno dziewczynki, jak i (o dziwo) chłopcy bardzo chętnie
korzystają z zajęć w sekcji
cheerleaders – mówi Małgorzata Dziemidowicz, kierownik referatu Edukacji, Kultury i Zdrowia Urzędu Gminy
w Dywitach.
Tak naprawdę oferta bezpłatnych zajęć dla dzieci i młodzieży, którą finansuje gmina
Dywity, adresowana jest od
jednorocznego malucha przez
okres przedszkolny, szkołę
podstawową po gimnazjum.
Obejmuje bogaty wachlarz
zajęć w GOK Dywity. Dzieci i młodzież rozwijają się tu
artystycznie, wokalnie, grają na instrumentach, tańczą,
malują i doskonalą umiejętności społeczne. W gry, zabawy czy zajęcia najmłodszych
pociech włączeni są rodzice.
Uczniowie mogą korzystać
z pakietu pozalekcyjnych zajęć sportowych (siatkówka,
piłka nożna, lekkoatletyka).
Bogata oferta zajęć artystycznych i integracyjnych dostępna jest także dzięki lokalnym
stowarzyszeniom, które mają ciekawe propozycje spędzenia wolnego czasu dla młodych ludzi, a finansowane są
głównie ze środków gminnych (np. w Różnowie młodzież uczy się, jak jeździć na
deskach w skateparku, oddanym do użytku rok temu).
w Polsce w konkursie „Modernizacja Roku”, otwierał
w kwietniu olimpijczyk Marcin Urbaś, mistrz Europy
i wciąż aktualny rekordzista
Polski w biegu na 200 metrów.
Na tymże stadionie miała miejsce największa impreza gminna, czyli Dzień Dziecka, którego gwiazdą była ulubienica
młodzieży – Sarsa.
– Zmodernizowany stadion oraz imprezy dla rodzin,
w których chętnie uczestniczymy, to kolejny wielki plus
Dywit – uważa Agnieszka Deoniziak, mieszkanka Dywit.
W czasie Festiwalu Balonowego dzieci z rodzicami obserwowali słońce, a po
rozbudowie Zespołu Szkół w Dywitach będą mogli korzystać z obserwatorium
astronomicznego, umieszczonego na dachu
Zmodernizowany stadion
i rozbudowa zespołu szkół
Co najważniejsze, dzięki
licznym inwestycjom zajęcia,
treningi i kursy mogą odbywać się w coraz lepszych warunkach. W tym roku gmina
oddała do użytku zmodernizowany stadion lekkoatletyczny z najlepszą obecnie bieżnią
tartanową w okolicy oraz murawą stadionu wyposażoną
w profesjonalny system nawadniający. Stadion, który znalazł
się w finałowej szóstce najlepiej
zmodernizowanych obiektów
To jednak nie koniec dużych inwestycji gminy Dywity w poprawę infrastruktury
edukacyjno-sportowej. Trwa
rozbudowa Zespołu Szkół
w Dywitach, gdzie w nowej
części pojawią się dwa oddziały przedszkolne, sześć nowych
sal lekcyjnych, gabinet do zajęć indywidualnych, są już nowe toalety w szkole podstawowej, a rozbudowane zostaną
sala gimnastyczna i stołówka.
Na dachu nowej dobudówki
stanie nowoczesne obserwatorium z kopułą, do którego będzie można dojechać windą.
Wielką rzeczą będzie
z pewnością planowana pełnowymiarowa hala sportowo-widowiskowa, która powstanie na działce pozyskanej
od miejscowej parafii. W tym
roku Rada Gminy Dywity na
wniosek wójta zabezpieczyła
niezbędne środki finansowe
na wykonanie projektu obiektu, który zaspokoi potrzeby
młodzieży i całej lokalnej społeczności.
– Budowa hali sportowej
to doskonały pomysł – uważa
Agnieszka Deoniziak.
Odrębną kwestią jest Powiatowa Szkoła Muzyczna
w Dywitach, która zdecydowanie uatrakcyjniła ofertę
edukacyjną gminy. Starosta
uruchomił pierwszą w powiecie szkołę muzyczną na
wniosek gminy Dywity, która udostępniła powiatowi pomieszczenia w Zespole Szkół
w Dywitach. Aktualnie liczba uczniów i zainteresowanie są tak duże, że gmina Dywity udostępniła powiatowi
atrakcyjny grunt w Wadągu
pod budowę nowej siedziby
Powiatowej Szkoły Muzycznej. Obok siedziby młodych
muzyków na działce gminnej w Wadągu planowana jest
również budowa nowej szkoły podstawowej z salą gimnastyczną. W tej chwili gmina
i powiat mają gotowe koncepcje swoich nowych placówek
w Wadągu.
– Przy ciągle rosnącej liczbie mieszkańców gminy oraz
budowie dwóch nowych osiedli mieszkaniowych w Dywitach budowa nowej szkoły
podstawowej w najbliższym
czasie jest koniecznością,
a sąsiedztwo szkoły muzycznej podniesie jej atrakcyjność
– uważa wójt Jacek Szydło.
(r)
aglomeracja olsztyńska
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
7
Sięgnięcie po te pieniądze jest możliwe tylko dzięki współpracy Olsztyna z sześcioma przyległymi do miasta gminami. To Purda, Gietrzwałd, Barczewo, Jonkowo, Stawiguda i Dywity.
Wspólnie tworzą tzw. obszar funkcjonalny, który stanowi podwaliny pod przyszłą metropolię. To jedno z działań Brukseli mające zacieśnić współpracę między lokalnymi samorządami.
Setki milionów złotych na
budowę metropolii
Utworzenie tego typu obszaru jest także warunkiem
uzyskania pieniędzy w latach
2014 – 2020 na tzw. zintegrowane inwestycje terytorialne.
Dzięki temu duże miasta i ich
satelickie gminy będą mogły
realizować wspólne projekty.
– Na cały ZIT mamy łącznie prawie 59 mln euro (około
248 mln zł – red.) – informuje Patryk Pulikowski z biura prasowego Urzędu Miasta
w Olsztynie.
A władze poszczególnych samorządów już zacierają ręce i wymieniają inwestycje, które zamierzają
zrealizować dzięki tym dotacjom. Plan działania mają gotowy już władze gminy
Stawiguda.
– Przymierzamy się do
uruchomienia komunikacji na
terenie kilku sołectw – mówi
Jarosław Organiściak, zastępca wójta gminy Stawiguda.
– W grę wchodzi wydanie na
ten cel około 2 mln zł. By jednak było to możliwe, wybudujemy kilka dróg położonych
w bezpośrednim sąsiedztwie
Olsztyna. Taki właśnie jest warunek zakupu autobusów.
Na uruchomieniu komunikacji mają zyskać mieszkańcy Rusi i Bartążka.
W pierwszym przypadku do
najbliższego przystanku MPK
mają 3 kilometry, w drugim
– 2 kilometry.
– Również wielu mieszkańców Olsztyna deklaruje,
że przyjechałoby nad jezioro
w Bartążku lub do samej Rusi, ale problemem jest właśnie
brak komunikacji – mówi zastępca wójta Organiściak.
Sięgając po unijne dotacje,
stawiają na komunikację również władze Dywit.
– W ramach ZIT zamierzamy zakupić cztery nowoczesne
i ekologiczne autobusy komunikacji publicznej. Planujemy
to zrobić po zakończeniu przebudowy i dostosowaniu do odpowiednich parametrów drogi
powiatowej od skrzyżowania
z drogą krajową nr 51 w Spręcowie przez Sętal, Nowe Włóki, Tuławki i Gady do tzw.
„krzyżówki
barczewskiej”
– informuje Jacek Niedźwiedzki z Urzędu Gminy w Dywitach.
Łączny koszt planowanego zakupu jest szacowany na
około 3,5 mln zł (w tym 85
proc. to dofinansowanie unijne). Nowe autobusy obsłużą komunikacyjnie takie miejscowości, jak Gady, Tuławki,
Nowe Włóki, Spręcowo oraz
już istniejącą małą pętlę: Olsztyn, Słupy, Różnowo, Dywity,
Kieźliny i Wadąg. Dodatkowo jeden z pojazdów będzie
dostosowany do obsługi linii
na trasie Bukwałd – Dywity.
W ten sposób gminny układ
komunikacyjny zostanie połączony jeszcze szczelniej z olsztyńską komunikacją miejską.
– Uruchomienie transportu publicznego na nowych liniach wiązać się będzie również ze wzrostem mobilności
wielu mieszkańców, którzy
nie posiadają własnych sa-
mochodów, a także z lepszym skomunikowaniem północnej części gminy – dodaje
Niedźwiedzki.
Pierwsze kroki do wykorzystania unijnych dotacji wykonały władze Barczewa.
– Planujemy wyremontować drogę między Nikielkowem a Wójtowem do drogi krajowej nr 16. Dotacja
na projekt wyniesie prawie
14 mln złotych, zaś całkowity
koszt projektu to 16 mln złotych. To jeden z największych
projektów, jaki będziemy realizować. Gdyby nie ZIT nigdy nie byłoby nas stać, by to
zrobić – podkreśla Lech Nitkowski, burmistrz Barczewa. – Do tej pory wartość naszych inwestycji wahała się od
8 do 9 mln zł.
Również na naprawę drogi znajdującej się w fatalnym
stanie stawiają władze gminy
Purda.
– To droga łącząca krajową „szesnastkę” z Klebarkiem Małym. Rocznie tylko
na utrzymanie tej drogi wydajemy z naszego budżetu około 100 tys. zł., bo tyle jest dziur
i innych zniszczeń. Teraz to się
skończy – mówi Piotr Płoski,
wójt Purdy.
Na unijnych dotacjach skorzystają również Gietrzwałd
i Jonkowo, a także sam Olsztyn. To przebudowa na nowoczesne
drogi
dotychczasowych ulic: Gościnnej,
Kresowej, Wołodyjowskiego,
Żurawiej, Perkoza wraz z odcinkiem drogi w gminie Gietrzwałd jako połączenia drogi
wojewódzkiej z drogą krajową nr 16, co umożliwi skomunikowanie z węzłem budowanej obecnie obwodnicy
Olsztyna.
Krzysztof Szymański
Zamieszkaj u siebie bez kredytu hipotecznego
Wielu z nas marzy o nowym mieszkaniu, ale banki wprowadzają surowe zasady udzielania kredytu hipotecznego. Jak zamieszkać u siebie, gdy nie mamy zdolności kredytowej? Rozwiązanie
ma Spółdzielnia Mieszkaniowa „Kormoran”.
SM ,,Kormoran” buduje
w Dywitach atrakcyjne mieszkania. Na powstającym nowym Osiedlu „Kormoran”
realizowany jest pierwszy
z sześciu budynków wielorodzinnych. Jeszcze nie wbito łopaty pod drugi budynek, a już rezerwowane są
w nim mieszkania. Dlaczego?
Bo olsztyński inwestor – Spółdzielnia Mieszkaniowa „Kormoran” – zamierza te mieszkania udostępnić klientom
w formule spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu.
– Rozwiązanie proponowane przez Spółdzielnię jest
szansą dla tych osób, którym
marzy się własne mieszkanie,
a które nie mają zdolności
kredytowej i nie mogą zaciągnąć kredytu hipotecznego
– wyjaśnia Andrzej Sztomberski, prezes SM „Kormoran”. Warunkiem uzyskania
spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego jest wniesienie w trakcie
budowy 30% planowanego
kosztu mieszkania i zobowiązanie się do spłaty w okresie 25-letnim kredytu zacią-
gniętego przez Spółdzielnię
na pokrycie 70% kosztów budowy danego mieszkania. Po
spłacie kredytu zostanie dokonane przeniesienie lokalu mieszkalnego w odrębną
własność wraz z założeniem
księgi wieczystej i wpisem
o własności lokalu na rzecz
Kupującego.
W pierwszym budynku
Nr 4 o 33 mieszkaniach wolne
są już tylko trzy mieszkania,
a termin oddania budynku to
I kw. 2017 r. We wrześniu br.
ruszyła budowa drugiego domu wielorodzinnego Nr 3,
w którym zaprojektowano
31 mieszkań o powierzchni
użytkowej od 34 do 60 mkw.
Budynek stanie na lekkim
wzniesieniu, dając widok na
malownicze Jezioro Dywickie.
Wszystkie balkony usytuowane są od strony południowej z
widokiem na tereny rekreacyjne osiedla. Sąsiedztwem są łąki
i las oraz tereny przeznaczone
pod zabudowę jednorodzinną.
W Dywitach wszystko jest na
miejscu (szkoła, bank, sklepy,
lekarze), a dojazd do Olsztyna
to kwestia piętnastu minut.
Nowe Osiedle „Kormoran” docelowo będzie pięknie
położonym, cichym osiedlem
sześciu budynków w Dywitach. Centralna część osiedla została zagospodarowana na przestrzeń rekreacyjną.
Nie tylko jest to plac zabaw
dla dzieci, ale również tereny rekreacyjne dla osób dorosłych uwzględniające ścieżki rowerowe, ciągi piesze
i miejsca wypoczynkowe z ławeczkami wśród zieleni osiedlowej. Mieszkańcy osiedla
będą mieli do dyspozycji 255
miejsc parkingowych usytuowanych, podobnie jak ruch
samochodowy, na zewnątrz
osiedla.
Nie dość, że można zamieszkać u siebie bez zaciągania kredytu hipotecznego, to
na dodatek kusząca jest cena
tych mieszkań.
– Serdecznie zachęcam
do zakupu mieszkania, zadawania pytań, a wszystko przystępnie wyjaśnimy – deklaruje Andrzej
Sztomberski, prezes SM
„Kormoran”. Spółdzielnia
oferuje również, zlokalizowane w sąsiedztwie, uzbrojone działki pod zabudowę
jednorodzinną.
Spółdzielnia Mieszkaniowa
„Kormoran” w Olsztynie
Olsztyn, ul. Okulickiego 5
tel. 89 541 80 00
www.smkormoran.olsztyn.pl
8
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
kobietą być
Stronę przygotowała OR
Dziecko nie chce się kąpać?
Krakanie może
okazać się zgubne
Nie wywołuj wilka z lasu – słyszymy, gdy z marsową miną głosimy jakiś czarny scenariusz.
Co ciekawe, jeśli krakanie jakiejś konkretnej wersji stanie się udziałem większej liczby ludzi,
to faktycznie może ziścić się nawet najgorsza przepowiednia. W psychologii społecznej taka
sytuacja nosi nazwę samospełniającego się proroctwa. Polega ono na tym, że nasze oczekiwania w stosunku do pewnych – mających według nas nadejść – wydarzeń sprawiają, że zachowujemy się w sposób, który autentycznie doprowadza do krakanego scenariusza.
Klasycznym przykładem
samospełniającego się proroctwa był upadek banku w Stanach Zjednoczonych. Pewnego
dnia przed kasą banku ustawiło się do wypłaty oszczędności więcej klientów niż zwykle.
Choć był to tylko zbieg okoliczności, wywołał pewne ożywienie. „Dlaczego ludzie chcą
swoje pieniądze z powrotem?
Ten bank widocznie upadnie!”
– przewidywano sensacyjnie.
Usłyszawszy plotkę, na miejsce spieszyli kolejni klienci, aby
wypłacić oszczędności, aż bank
faktycznie padł jak kawka.
Choć opisana historia jest
sprzed dziesięcioleci, to ludzie
na całym świecie nawet dziś
ulegają mechanizmowi samospełniającego się proroctwa. Jeśli dwóch lokalnych przedsiębiorców narzeka przy piwie, że
w ich branży jest i będzie coraz
gorzej, a inni przedstawiciele
tego fachu kraczą tę samą melodię, to faktycznie może spowodować, że dla tych konkretnych
ludzi rzeczywistość będzie coraz okrutniejsza. Będą mniej
pewni siebie podczas negocjacji
z klientami. Mniej będą wierzyć
w swoje możliwości. Zaczną
być gorszymi sprzedawcami.
Przewidując nadejście trudnych czasów, wstrzymają się
z inwestycjami. I faktycznie będą mieć pod górkę – krakane
proroctwo się wypełni.
Dlatego uważajmy na to,
co mówimy. Nie krytykujmy
siebie i innych. Zasugerowanie mężowi, że może nie poradzić sobie na rozmowie kwalifikacyjnej, może spowodować,
że orzeł z podciętymi skrzydłami faktycznie rozbije się o skały rzeczywistości. Na szczęście
samospełniające się proroctwo
może działać w drugą stronę.
Gdy usłyszymy z rana, że wyglądamy pięknie, to faktycznie
możemy nagle wypięknieć.
Nie ubędzie nam nagle dziesięciu kilogramów, ale atrakcyjności doda nam promienna twarz, pewna postawa ciała
i uśmiech. Pamiętajmy więc
o tym, by swoją postawą przypominać radosne słowiki,
a nie kraczące czarne ptaszyska z horroru Hitchcocka.
Czasami małe dzieci nie lubią uczucia bycia kąpanym. Inne nie chcą, by woda pryskała im
w twarz. Mogą zdarzać się też takie, które uważają, że kąpiel to świetny czas, by pokazać
swoją niezależność. Bez względu na powód stawianego oporu, warto sprawić, by maluch
kąpiele jednak polubił.
Najwięcej kłopotów z pląsaniem w wannie występuje u dzieci, które wchodzą
w pierwszy okres buntu, czyli około drugiego roku życia.
Wtedy to malec próbuje pokazać, że ma już wpływ na to, co
się z nim dzieje, że nie jest już
bezbronnym niemowlakiem.
Gdy mały gagatek usiłuje przejąć władzę, to należy...
go sprytnie przekupić. Niech
czas spędzony w wannie stanie się nie tyle czasem kąpieli, ile zabawy. Kupmy dziecku
atrakcyjne zabawki do kąpieli: pianki, które nie szczypią w oczy, kaczuszki, okręty
i rybki. Nie wycierajmy dziecka zwykłym ręcznikiem, tylko
jego ręcznikiem z ulubionym
bohaterem.
W przełamaniu niechęci do kąpieli pomaga także udawanie, że nie idziemy
się kąpać. Wprost przeciw-
nie! Mamy zamiar się bawić
w wannie: dmuchać pianę,
pływać albo rozrabiać w wodzie. Należy więc nie nazywać rzeczy po imieniu, a odwrócimy uwagę dziecka.
Starszaków można podejść
jeszcze inaczej. Warto zaproponować dziecku, by wykąpało się z jedną z zabawek.
Niech przygotuje do kąpieli lalkę lub zwierzątko. Poleć,
by przyszykowało zabawce
ręcznik, ubranko i by upewniło się, że woda jest odpowiednio ciepła i z bąbelkami. Niech
maluch weźmie ze sobą swojego podopiecznego do wykąpania. Niech nauczy milusińskiego, że woda jest fajna.
Skoro tak ładnie przekonuje zabawkę, to chyba już sam
w to uwierzył, prawda?
Suplementy diety
Gdyby zażywać wszystkie suplementy diety, jakie rzekomo są nam potrzebne, to zjadalibyśmy
codziennie pół filiżanki tabletek. Przemęczenie, ciężkie nogi, niespokojne nogi, wysychające
oczy, zakwaszenie, cellulit wodny, zatwardzenie, brak erekcji – na te i tysiąc innych bolączek
mamy łykać jakieś pastylki, które uzupełnią naszą dietę tak, by nie było w niej deficytu witamin. Tymczasem prawda jest taka, że człowiek nie potrzebuje witamin w dużej ilości.
Wystarczy urozmaicona dieta, by przeciętnie zdrowa osoba mogła cieszyć się dobrym
samopoczuciem.
Niestety często traktujemy
apteczne witaminy jak receptę na wszystkie dolegliwości
od depresji po przeziębienie.
Co jednak ciekawe, lata badań i eksperymentów nie potwierdziły pozytywnego działania dodatkowych dawek
witamin w formie suplementów diety. Wprost przeciwnie. Wyniki niektórych badań
wskazywały, że nadmiar poszczególnych witamin może
niekorzystnie wpływać na organizm. Niektóre suplementy diety były odpowiedzialne za zwiększenie zagrożenia
wystąpienia pewnych odmian raka, a inne miały sprzyjać powstawaniu kamieni
nerkowych.
A zatem nie wierzmy
w to, że zestaw witamin pomoże nam odzyskać radość
życia i sprawi, że staniemy się
zdrowsi. Uwagę należy skierować raczej w stronę wzbogacenia codziennej diety. Czasami wystarczy niewielka
zmiana. Jeśli na pełnoziarnistą
kanapkę, posmarowaną masłem, położymy sałatę, kiełki,
plaster pomidora i ogórka kiszonego, to zaaplikujemy so-
bie taki zastrzyk rozmaitych
witamin, że aż w pięty pójdzie. Utrzymując urozmaiconą dietę przez dłuższy czas,
zachowamy siły witalne. I nie
chodzi nawet o to, by dieta
zawsze była bardzo zdrowa.
Priorytetem jest, by była różnorodna. Raz masło, raz margaryna. Dziś ziemniaki, jutro kasza, pojutrze makaron.
Herbata zielona, potem czerwona, a i filiżanka aromatycznej kawy nie zaszkodzi. Droga
do zdrowia jest prosta: jedzmy
różne pyszności, a tabletki zostawmy na poważne choroby.
Zdrowy styl życia
Stronę przygotowała OR
Dlaczego łapie nas
choroba lokomocyjna?
Lato powoli dobiega końca i jedyne, co nam pozostaje, to ciepło wspominać wakacyjny urlop. Wielu z nas podróżowało różnymi
środkami lokomocji. Czasami mogliśmy dostrzec osoby, którym dawała się we znaki choroba lokomocyjna. Z czego ona wynika?
Dlaczego jedni ją mają, a inni nie? Co właściwie sprawia, że podczas jazdy, lotu lub rejsu czujemy, że robi nam się niedobrze?
Choroba lokomocyjna jest zagadką dla naukowców.
Na razie wiadomo
tyle, że ma związek z maleńkim narządem równowagi znajdującym się
w uchu wewnętrznym człowieka. Jednak dotąd nie odkryto, dlaczego jedni
mogą podróżować
środkami transportu bez ograniczeń,
a inni cierpią katusze. Kiwają się otumanieni na siedzeniu. Wodzą mętnym
wzrokiem. Ciągną
w stronę uchylonego okna. Dlaczego?
Każdy z nas posiada błędnik. To narząd równowagi,
który pomaga innym zmysłom określić, co dzieje się
z ciałem. Jeśli informacje rejestrowane przez błędnik z jakiegoś powodu się wykluczają,
z tym, co podają zmysły, to narząd równowagi zaczyna płatać figle. A wtedy czujemy się,
jakbyśmy byli pijani.
Podróż jest właśnie taką sytuacją, w której błędnik
traci rachubę. Podczas jazdy
nasz narząd równowagi nie
odnotowuje ruchu, bo przecież ciało siedzi wygodnie
w fotelu, potwierdzają to zmysły wzroku i dotyku. Pojawia
się niespójność. Mimo spoczynku ciała (o którym błędnik jest przekonany i ma rację)
reaguje ono na hamowanie,
przyspieszanie i kiwanie, a te
oznaki są dowodem na bycie
w ruchu. „Ciało siedzi w fotelu, a jednak się przemieszcza!”
– myśli błędnik i stwierdza, że
chyba oszalał.
Podrażniony błędnik zaczyna protestować. Otrzymując sprzeczne informacje, nie
do końca prawidłowo określa
położenie ciała i dane konieczne do utrzymania równowagi. To powoduje zawroty głowy. Świat zaczyna wirować,
zwłaszcza gdy patrzymy za
okno na mijające pejzaże. Robi nam się niedobrze.
Naukowcy drążą temat
choroby lokomocyjnej. Bo jest
tu kilka znaków zapytania.
Dlaczego jedni ją mają, a inni
nie? Do końca tego nie wyjaśniono. Stwierdza się, że widocznie niektórzy z nas są
nadwrażliwi na niezbyt idealne funkcjonowanie błędnika.
Naukowców też zastanawia, dlaczego akurat chęć
zwymiotowania towarzyszy
osobie cierpiącej na chorobę
lokomocyjną. Dlaczego dolegliwości nie mogą kończyć się
na bólu głowy i znużeniu, dlaczego zwracanie treści pokarmowej ma być zwieńczeniem
naszych męczarni? Tu aku-
rat popularność zyskuje teoria, że podczas choroby lokomocyjnej mózg uważa, że
organizm został... otruty. Tak
mózg interpretuje sytuacje,
w których zmysły sobie zaprzeczają i gubią kontakt z rzeczywistością. To tak jakby do
organizmu dostała się toksyna
siejąca spustoszenie. Chcąc się
jej pozbyć, mózg miałby prowokować wymioty.
No dobrze, a dlaczego
dzieci mają chorobę lokomocyjną znacznie częściej niż dorośli? Bo ich system nerwowy dopiero się kształtuje i jest
wrażliwszy na bodźce. Czy po
zażyciu popularnych tabletek
faktycznie będziemy czuć się
lepiej, a może to zwykła autosugestia? Tabletki pomagają.
Ich zadaniem jest zmniejszenie pobudliwości błędnika,
a do tego działają przeciwwymiotnie. A czy zaklejenie
pępka dziecku obawiającemu się podróży może pomóc? A tak! To akurat piękny
przykład placebo, które by-
wa skuteczne, gdy
nieopatrznie da mu
się wiarę. Potęga
podświadomości.
Co robić podczas
jazdy, by jakoś ją
przetrwać? Najlepiej
być kierowcą. Skupiając się na prowadzeniu, odbieramy
bodźce świadczące
o tym, że naprawdę się przemieszczamy. Patrzymy w dal,
a więc zmysł wzroku potwierdza ruch.
Skręcamy kierownicą, czyli tak jak
w ruchu mamy kontrolę nad kierunkiem przemieszczania się. Dzięki temu
nasz błędnik nie traci rachuby
i czujemy się dobrze. Podobnie postępujemy, gdy jesteśmy pasażerem – szukamy
dowodów na to, że jesteśmy
w ruchu. Pomoże patrzenie przez ramię kierowcy do
przodu. Warto też nieco opuścić szybę, by podmuch wiatru muskał nas jak wtedy, gdy
gdzieś pędzimy.
Jeśli nasz błędnik uzna,
że jesteśmy w spoczynku (bo
siedzimy i czytamy gazetę),
a zmysły tego nie potwierdzą
(kiwa nami na tylnym siedzeniu), to choroba lokomocyjna
uśmiechnie się do nas pełną
gębą. Lepiej więc nie przeglądać telefonu komórkowego
podczas jazdy, nie czytać gazet ani książek. Musimy skupić sie na drodze. Inaczej zapełnimy foliowy woreczek,
a współtowarzyszom podróży
damy anegdoty do opowiadania na długie lata.
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
Czarnuszka
9
– nasionka zdrowia
Czarne, aksamitne nasiona czarnuszki mają dużo kwasów omega, witamin z grupy B, sporo żelaza, miedzi, cynku
i fosforu. Co zaskakujące, w Polsce czarnuszka nie jest zbyt
często stosowana – jeśli już ląduje w potrawach, to bardziej
jako zamiennik pieprzu niż oddzielna przyprawa. O wiele popularniejsza jest w Indiach i na Bliskim Wschodzie, gdzie jej
zdrowotne właściwości są znane od wieków.
Czarnuszka jest dostępna w dwóch formach – nasion
oraz oleju. Nasiona dodajemy do potraw po rozkruszeniu
w moździerzu, można także posypywać nimi wypieki. Dobrym pomysłem jest zblendowanie jej z innymi produktami, gdy przyrządzamy zupę krem. Dodawajmy ją do potraw
ostrożnie, bo ma pieprzny smak.
Innym sposobem włączenia czarnuszki do jadłospisu jest
przyjmowanie jej w formie oleju. Kupując olej z czarnuszki,
upewnij się, czy jest to olej organiczny, wyciskany na zimno
(bez użycia metod chemicznych), bez dodatków innych olejów oraz czy jest zabezpieczony przed jełczeniem (ciemne
szkło butelki).
Czarnuszka jest zdrowa. Wzmacnia odporność, poprawia
pracę wątroby, pobudza trawienie, działa antybakteryjnie
i podejrzewa się, że także antynowotworowo. Jednak jest
niewskazana dla kobiet w ciąży oraz dla osób z niskim
ciśnieniem.
10
nasze osiedla
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
Osiedle Pojezierze
Osiedle Pojezierze można nazwać matecznikiem powojennego Olsztyna. Bo jeszcze 12 lat po wojnie miasto dusiło się w przedwojennych granicach. Najdalej na wschód znajdowały się
domki przy ul. Głowackiego i Grotha: za nimi były wsie – Anielska Górka i folwark Jędrzejówka. Ulice Kołobrzeska i Żołnierska były polnymi drogami, jedynie Piłsudskiego (po wojnie
Zwycięstwa) była jako tako przejezdna, bo to był stary trakt do Klebarka.
Do 1950 roku miasto odbudowywano z wojennych
i powojennych zniszczeń, na
nowe budownictwo wykorzystując miejsca po rozebranych domach i puste parcele
w przedwojennych granicach.
Jak pisał Andrzej Wakar
w książce „Olsztyn”, w tym celu powołano specjalne przedsiębiorstwa odbudowy miasta
– najpierw społeczne, potem
państwowe, ponadto działały
spółdzielnie i firmy budowlane podległe gospodarce komunalnej i… ministerstwu rolnictwa. Stawiały one liczne hotele
robotnicze w postaci baraków,
np. przy skrzyżowaniu ul. Głowackiego i Kołobrzeskiej (przy
Westerplatte).
W 1952 roku powstały
państwowe zakłady budowy
osiedli robotniczych (ZOR),
a w 1961 r. – Dyrekcja Inwestycji Miejskich. Ale nowego
ducha w budownictwo mieszkaniowe tchnęła dopiero Spółdzielnia Mieszkaniowa „Pojezierze”, bo głód mieszkań był
zakład, z nowoczesnym wydziałem prasowym oddano
do użytku w 1991 roku) i największym Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacji.
Dwie pierwsze firmy to obecnie filary naszego eksportu.
To „naj” dotyczy także innych
osiedlowych
ciekawostek,
o czym niżej.
Hazard
w spółdzielczym klubie
Jedna z dróg na terenie fabryki „Michelin”, w głębi stawy
wciąż ogromny. Czekało się
na nie 7 lat i więcej.
Na fali socjalistycznej
odnowy
Na fali popaździernikowej
odnowy w 1957 roku skrzyknęli się członkowie Związku Młodzieży Socjalistycznej
i powołali w Olsztynie Młodzieżową Spółdzielnię Mieszkaniową „Pojezierze”.
Już następnego roku młodzi spółdzielcy zaczęli budowę pierwszego budynku
w tzw. Dzielnicy Wschodniej, na polach przy obecnej
ul. Dworcowej (wtedy bez na-
zwy i twardej nawierzchni).
Dziesięć lat później zaczęto
budować „Pojezierze II”, czyli wysokie budynki przy ul.
Kołobrzeskiej, między Głowackiego i Dworcową, a następnie dalej na wschód, czyli „Nad Jarem – Mickiewicza”.
Oba osiedla miały pomieścić
po ok. 6 tysięcy mieszkańców.
Pod koniec 1965 roku oddano
do użytku pierwszy jedenastokondygnacyjny wieżowiec.
Do końca roku 1967 MSM „Pojezierze” miała już 1400 mieszkań (i ponad 3330 członków).
Odpowiada to mniej więcej
liczbie mieszkańców współczesnego osiedla.
Zamieszkują oni głównie
zachodnią część osiedla, bo
druga część, zajmująca ok. połowy powierzchni, to dzielnica handlowo-przemysłowa
z kilkoma „naj” w województwie: największym zakładem
przemysłowym – fabryką koncernu „Michelin”, największą
drukarnią – Olsztyńskimi Zakładami Graficznymi im. Seweryna Pieniężnego (nowy
Administracyjne miejskie
osiedle „Pojezierze” ma powierzchnię 239 hektarów i pokrywa się prawie z osiedlem
spółdzielczym o tej samej nazwie. Obejmuje zaledwie siedem ulic mieszczących się
między al. Piłsudskiego a Kętrzyńskiego i Towarową oraz
Głowackiego a torami i granicami miasta za fabryką „Michelin”. Jej kręgosłup stanowią trzy ulice: Kołobrzeska,
środkowa część Dworcowej
i Leonharda (ongiś XX-lecia PRL). Wewnątrz zaś Westerplatte, Pana Tadeusza,
Świtezianki.
Jesienią 1971 roku w dzielnicy „Wschód” ruszyła spółdzielcza ofensywa mieszkaniowa. W styczniu 1974 roku
oddano do użytku klub „Akces” przy ul. Pana Tadeusza,
gdzie odbywało się wiele imprez o zasięgu wojewódzkim,
a nawet krajowym. Tu także
powstał pierwszy w Olsztynie salon z automatami do…
różnych gier, zwanych wtedy
zręcznościowymi.
Park dzięki partii,
mrówki dzięki ciepłu
W 1974 roku rozpoczęto
urządzanie parku. Na ten cel
zagospodarowano jar z małymi jeziorkami, leżący poniżej
zabudowań przy Kołobrze-
skiej, dlatego początkowo nazwano go „Nad Jarem”. Później nosił miano parku Czynu
Partyjnego. Akcje tych czynów inspirowała PZPR, a wykonywali sami mieszkańcy.
Dzięki nim mamy w centrum
Olsztyna kilka parków, w tym
ten nazwany ostatecznie imieniem Janusza Kusocińskiego
(należy do gminy Olsztyn). Teraz sadzi się tam „dęby pamięci” z różnych okazji, odbywają się okolicznościowe festyny.
Jest tam bodaj jedyny osiedlowy głaz pomnik (poza głazami na rondach: Ofiar Katynia i Inwalidów Wojennych),
poświęcony ofiarom Katynia
i katastrofy smoleńskiej.
Rok 1974 zapisał się też niechlubnie, bo w spółdzielczych
blokach pojawiła się plaga...
mrówek faraona. Świetnie czuły się w zakamarkach źle zaizolowanej sieci ciepłowniczej
i w… bieliźniarkach.
Historyczne meandry
Ale bloki „Pojezierza”
przy Dworcowej wcale nie były pierwsze, bo w 1949 roku
w szczerym polu powstało osiedle dla pracowników Urzędu
Bezpieczeństwa Publicznego.
Są to cztery budynki przy ul.
Dworcowej w pobliżu skrzyżowania z ul. Kołobrzeską. Choć
zmodernizowane,
wyraźnie
różnią się od pozostałych.
Nowe ulice (często jeszcze
na papierze) pojawiły się w 1960
roku, m.in. Towarowa i Dworcowa. Pięć lat później zmodernizowano al. Zwycięstwa (Piłsudskiego stała się dopiero
w 1989 r.). Część nazw związana jest z Adamem Mickiewiczem,
bo
nowe
osiedle traktowano jako przedłużenie jaru ciągnącego się od
ul. Mickiewicza.
nasze osiedla
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
11
– matecznik nowego Olsztyna
Wytyczono też ul. XX-lecia PRL i jej przedłużenie w stronę Posort: Obiegową – ta pierwsza Obiegowa
prowadziła skrajem Nagórek
do drogi na Jaroty. Stosownie do przemian politycznych
zmieniały się nazwy tych ulic.
W 1981 roku części XX-lecia
nadano imię Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a Obiegowa stała się Synów Pułku. Ul.
XX-lecia PRL zniknęła z mapy miasta w 1987 roku – dano jej imię Władysława Leonharda, pierwszego dyrektora
Olsztyńskich Zakładów Opon
Samochodowych
„Stomil”,
sukcesu PRL epoki Gomułkowskiej. Dworcowa dopiero w 1991 roku powróciła do
swej pierwotnej nazwy, bo
w 1975 roku ochrzczono ją
Kaliningradzką (w Kaliningradzie powstała Olsztyńska).
Wtedy też z pejzażu osiedla
zniknęły ostatnie wiejskie zabudowania Anielskiej Górki.
W ich miejsce powstały m.in.
budynki przychodni, supermarketu „Rast”, telekomunikacji i izby skarbowej.
Fabryka opon
– dwa razy „naj”
OZOS budowano pięć lat:
od wiosny 1962 roku do jesieni 1967 roku. Dlaczego w mieście bez przemysłowych tradycji wybudowano fabrykę
opon? Bo wokół są duże zapasy wody, a fabryki chemiczne potrzebują jej najbardziej.
Zresztą region i miasto na tym
skorzystały, bo pracę znalazło
wielu ludzi, powstało średnie szkolnictwo zawodowe
w dziedzinie chemii, zbudowano nowe ulice dojazdowe do fabryki oraz rozwiązano potrzeby zaopatrzenia
w ciepłą wodę i ogrzewanie nowych osiedli. To ciepło
tak spodobało się spółdzielcom „Pojezierza” (bo tańsze
od MPEC), że w 2002 roku
wybudowali własną sieć c.o.
Największa opona świata stoi przed wejściem na teren fabryki
Sęk w tym, że wkrótce fabryka zlikwiduje przestarzałą już
ciepłownię i trzeba wrócić do
miejskiej sieci. Wcześniej też
były przykre momenty: ówczesne filtry nie były doskonałe i w 1976 roku osiedle pokryły sadze. OZOS ukarano
prawie półmilionową grzywną (wówczas równało się to
100 średnim płacom) za zanieczyszczenie środowiska.
W 1995 roku OZOS został wykupiony przez koncern
„Michelin” i jest to największa
fabryka tego typu w Europie.
Jej wizytówką jest największa
opona świata, przeznaczona
do pojazdów górniczych w kopalniach odkrywkowych. Jest
to 63-calowa (szerokości ok. 1,5
metra) opona XDR 59/80 R 63,
mająca ponad 4 metry średnicy
i ciężar 5,3 tony. Wytrzyma nacisk 100 ton. Do wyprodukowania jednej sztuki potrzeba
890 kilogramów stali oraz 3850
Olsztyńskie Zakłady Graficzne – w miejscu dawnej introligatorni jest teraz… sklep
meblowy. A na ścianie krzyż upamiętniający najdłuższy w Polsce strajk drukarzy
w 1981 r. Trwał od 18 sierpnia do 5 września
się oryginalny proporzec, do
powstania którego trochę się
przyczyniłem. Potem w pobliżu krzyża zbudowano kościół pw. NMP Ostrobramskiej (budowano go w latach
1994-2000, choć parafię erygowano w 1991 roku).
Osiedle dzisiaj
Za to Park im. Kusocińskiego cieszy się sympatią mieszkańców
kilogramów gumy, co równa
się produkcji ponad 600 opon
samochodowych.
Stadion, dożynki i papież
Osiedle ma też największy w województwie stadion, chlubę epoki Gierkowskiej, stadion b. KS „Stomil”.
Wybudowany na bagnistej łące szybko (ledwie 7 miesięcy
i 3 dni), by zdążyć na Dożynki Centralne w 1978 roku. Dożynki odbyły się 10 września
z udziałem I sekretarza KC
PZPR Edwarda Gierka. Natomiast 13 lat później, 6 czerwca 1991 roku, w parku obok
stadionu mszę św. koncelebrował papież Jan Paweł II.
Upamiętnia to krzyż papieski.
Z tych wydarzeń zachował mi
Pojezierze jest jedną z największych sypialni Olsztyna,
ale mało tu szkół. Poza chemikiem (obskurne są jego budynki) jest jedna podstawów-
ka, za to o profilu sportowym,
jedno gimnazjum i prywatny
zespół szkół średnich. Jedynym klubem pozostaje „Akces”, restauracji (poza koktajlem) chyba nie ma żadnej,
a stadion przeżywa kryzys
starości. Mieszkańców od zarania nękają hałas, zły stan
ulic i chodników oraz bandy
młodocianych chuliganów.
Swe nazwy i właścicieli zmieniło wiele firm, niektóre zniknęły (np. transport „Łączności”), pojawiły
się nowe. Z instytucji publicznych jest przychodnia specjalistyczna oraz okręgowa Stacja Chemiczno-Rolnicza. MPK
wzbogaciło się o zajezdnię
tramwajową, snute są plany
o poprowadzeniu przez osiedle kolejnych torów. Rozwinęła się też baza Ligi Obrony Kraju przy ul. Westerplatte. Hitem
osiedla na cały kraj (to kolejny osiedlowy „naj”) jest oczywiście zespół basenów Aquasfera. A za rok swoje 60-lecie
obchodzić będzie SM „Pojezierze”. Byłem jej członkiem 6 lat.
Tekst i zdjęcia
Jerzy Pantak
12
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
rozmaitości
Dowcipy na każdą okazję
Pod sklepem:
– Zdzichu, to ile w końcu bierzemy? Jedną czy dwie?
– Eee, dwie to będzie za dużo,
jedną chyba.
– A jak zabraknie?
– No dobra, Jasiu, weźmy dwie.
Jasiu w sklepie:
– Dzień dobry. Prosimy skrzynkę
wódki i dwie oranżady.
Przyjeżdża studentka do domu
i mówi: – Mamo, mam chłopaka. – To świetnie, a gdzie studiuje? – Ależ mamo, on ma dopiero
dwa miesiące.
Pobożny mężczyzna co niedzielę
po mszy rzucał żebrakowi 10 zł.
Którejś niedzieli rzucił 5 zł. – Przecież zawsze była dycha!
– upomina się żebrak. – A wie pan, posłałem syna
na studia. – No i bardzo dobrze, tylko dlaczego na mój koszt?
Pani pyta dzieci w przedszkolu: – Kiedy tata się z wami bawi? Jasiu na to: – Kiedy się popsuje telewizor.
Nauczycielka pyta dzieci: – Które z was chodziło po Tatrach? Jasiu na to: – Zależy po ilu.
Mężczyzna wspomina lata dziewięćdziesiąte.
– Pamiętam, kiedy byłem młody,
mama mi dała 5 złotych na zakupy, a ja wróciłem do domu z pełną reklamówką: wędliny, mleko,
chleb, ser, masło, konfitury. A teraz co? Wszędzie te lustra,
te kamery!
Rozmawiają dwie koleżanki: – Wiesz co, od wczoraj schudłam
dwa kilogramy! – To co? Przestałaś jeść? –Zmyłam makijaż.
Rozmowa na klatce schodowej:
– Pana pies szczekał przez całą
noc – mówi rozwścieczony
sąsiad. – To nic, odeśpi w dzień
– odpowiada właściciel psa.
Matka do dziecka:
– Synku, czy ty masz problem
z narkotykami? – Nie mamo, dzwonię i mam.
Kolega dzwoni do kolegi: – Stary, wczoraj buchnęli
mi brykę! – Dzwoniłeś na policję? – Pewnie! Powiedzieli, że
to nie oni.
Podchodzi facet do bufetu, zamawia piwo, płacąc banknotem
o dużej wartości i mówi:
– Reszta dla pana.
– A dziękuję – odpowiada barman, po czym próbuje zabrać
banknot.
Na co facet:
– Gdzie!? Dla pana powiedziałem! Kto tu jest panem?
Szef do podwładnych: –Tyle razy wam zabraniałem
palić w trakcie pracy! – Że niby kto pracuje?
AZB
BARAN 21.03 – 20.04
Uda Ci się pokonać wiele
życiowych przeszkód i obejść
niebezpieczeństwa. To dobry moment na podejmowanie decyzji, rozpoczynanie inwestycji, a nawet zaciągnięcie
kredytu w banku. Zaufaj temu, co podpowie Ci intuicja.
LEW 23.07 – 23.08
Nie
wyważaj
otwartych drzwi. Trzeba powściągnąć emocje i działać racjonalnie. Skorzystaj więc
z doświadczeń tych, którzy mają podobny kłopot już za sobą.
W innym przypadku musisz
czekać do kolejnych wyborów.
STRZELEC 23.11 – 21.12
Nie jest źle, chociaż masz
ostatnio kiepski humor. Pojawi się w niedalekiej przyszłości atrakcyjna propozycja
związana z Twoimi finansami. Musisz jednak być ostrożny i bardzo uważać, żeby nie
stracić wszystkiego.
BYK 21.04 – 20.05
Jeśli będzie potrzeba, to
nie obawiaj się zwrócić do
kogoś o pomoc. Kto wie, czy
w rzeczywistości Ci się ona
nie należy. Ważne, by to zrobić szybko i zdecydowanie.
W innym przypadku nie skorzystasz z programu „500 +”.
PANNA 24.08 – 23.09
Jesteś teraz mniej skupiony na pracy, a w takim stanie łatwo popełnić jakiś błąd.
Spróbuj więc lepiej się zorganizować. Tak na wszelki wypadek. Jeżeli chcesz spać spokojnie, to pamiętaj o tym, że
licho nie śpi.
KOZIOROŻEC 22.12 – 20.01
Uważaj na to, co mówisz
przy kolegach. Wśród tych,
którzy chętnie słuchają Twoich wywodów, jest plotkarz.
Jeżeli to zbagatelizujesz, czekają Cię niezaplanowane
i nieciekawe zmiany w miejscu pracy i życiu rodzinnym.
BLIŹNIĘTA 21.05 – 21.06
Spróbuj ograniczyć swoje
wizyty w sklepie, bo za każdym razem pustoszysz swoje konto. A potem są płacz
i wyrzuty sumienia. Jeżeli jesteś rozczarowany swoimi zarobkami, to na razie nie myśl
o podwyżce. Szef dojrzeje.
WAGA 24.09 – 23.10
Działając w pojedynce, tracisz tylko czas. Poproś
o pomoc bliskich. Razem załatwicie wszystkie sprawy błyskawicznie i bez problemów.
Kłopoty, które napotkasz,
rozwiążą się właściwie same.
W jedności siła.
WODNIK 21.01– 19.02
Wysypiaj się i prowadź
zdrowy tryb życia. Możesz
być nieco podenerwowany
i wybuchowy. W pracy nie daj
się wciągnąć w trudne rozmowy lub negocjacje. Przez cały
czas myśl o sobie i uważaj za
kierownicą.
RAK 22.06 – 22.07
Nie milcz, jeśli chcesz poprawy sytuacji. Wyduś wreszcie z siebie to wszystko, co
spędza Ci sen z powiek. Wóz
albo przewóz. Nie od razu zostaniesz bohaterem, ale Twoja odwaga będzie doceniona.
Nie zmarnuj szansy.
SKORPION 24.10 – 22.11
Realizacja dalekosiężnego
zamierzenia napotka na pewne niespodzianki. Gdzie miały być trudności, tam pojawi się wsparcie – i na odwrót.
Krótko mówiąc, przysłowiowa zamiana ról. Cierpliwość
Ci się jednak opłaci.
RYBY 20.02 – 20.03
Uważaj na dokumenty,
które podpisujesz. Roztargnienie może Cię tym razem dużo
kosztować. Pilnuj portfela, kluczy i samochodu. Nie musisz
natomiast kontrolować wydatków, bo stan Twojego konta
znacznie się poprawi.
Redakcja zastrzega sobie prawo do unieważnienia horoskopu, bez podania przyczyn!
AZB
ślady przeszłości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
13
Jak Pawełek historię Olsztyna poznaje
Ogromnie się cieszę, że mamy tak piękną połowę września. Mogę z wielką przyjemnością prawie codziennie robić rowerowe wycieczki wokół Olsztyna. Najbardziej podoba mi się trasa
wiodąca brzegiem jeziora Wadąg. Jest to jeden z większych akwenów w pobliżu Olsztyna.
Jezioro Wadąg ma prawie
500 hektarów i jest głębokie
na około 35 metrów. Położone jest na północno-wschodnim obrzeżu miasta, wśród
lasów i pól. Obecnie jest coraz
bardziej opasywane jednorodzinnymi i rekreacyjnymi domami. Jacek Panas mówił mi,
że jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku jezioro otaczały pola
uprawne dochodzące prawie
do brzegów. Las nad wodą
był tylko w dwóch miejscach.
Nad jeziorem mieściły się nawet ośrodki – wypoczynkowy
i kolonijny.
Od strony miejscowości
Słupy i Barczewka trasa rowerowa wiedzie drogami asfaltowymi, z których co jakiś czas
można polnymi dróżkami dojechać do samego brzegu. Potem z Łęgajn szosą, czyli krótszą trasą przez Nikielkowo
dojedziemy do Olsztyna lub
też dłuższą piaszczystą przez
las aż do Jakubowa. Dzikie
plaże są w okolicach wsi Myki, Słupy i Barczewka i osady Szypry. Jezioro ma bardzo
czystą wodę. Jest typu sielawowego. Od strony Barczewa
wpływają do niego rzeka Pisa
i potok Orzechowo, a wypływa
rzeka Wadąg, na której działa
elektrownia wodna, zbudowana w 1923 roku na jazie dawnego młyna we wsi o takiej samej
nazwie jak jezioro i rzeka.
Lubię tę trasę. Wiedzie
ona tuż koło mojej działki rekreacyjnej, na którą teraz często zajeżdżam. Poza grillowaniem i byczeniem się na łonie
przyrody mam obecnie sporo pracy przy zbieraniu płodów rolnych. Ostatnio do domu przywiozłem na plecach
worek śliwek! Moja ukochana miała sporo pracy. Zrobiła
kilkanaście słoików kompotów, wspaniałe śliwkowe powidła, nie mówiąc już o placku ze śliwkami oraz knedlach.
Ostatniej soboty, gdy siedziałem przy komputerze
i objadałem się właśnie
wspaniałym
ciastem,
znalazłem
w poczcie e-maila od
Jacka Panasa, który
– jak Państwo wiecie
– pasjonuje się dawnym Olsztynem. Oto
list.
„Oj
Pawełku!
Abyś mnie nie męczył, postanowiłem
Cię wyprzedzić i już
przysłać
materiał
o najstarszym w Olsztynie kościele, czyli
o bazylice mniejszej.
Tę godność (basilica
minor) nadał naszej
katedrze w 2004 roku
ówczesny papież Jan
Paweł II.
Jak wchodzi się
do środka kościoła
bocznymi wschodnimi drzwiami, na ścianie można zobaczyć
datę – rok 1315. Wydawałoby się, że jest
to czas wybudowania świątyni. Trudno powiedzieć. Źródła historyczne na ten temat
milczą. Prawie na pewno gotycka budowla pod wezwaniem św. Jakuba Apostoła została wzniesiona w latach 1370
– 1380, kiedy już istniały otoczone murami miasto i gotycki zamek. Dotarłem do historyjek – prawdopodobnie
nieprawdziwych – które podają, że jeszcze przed powstaniem w zakolu Łyny w 1334
roku krzyżackiej strażnicy
w jej sąsiedztwie istniał mały
drewniany kościółek, a może
kapliczka – i stąd ta data 1315
pod sklepieniem prawie na
wprost wejścia.
Gotycki kościół powstawał etapami. Najpierw wzniesiono na kamiennym fundamencie korpus nawowy
z parterem wieży wraz z kaplicami.
Potem
powstał
dach. Następnie wybudowa-
no 6-piętrową wieżę, którą
w 1596 roku podwyższono do
63 metrów, przykrywając namiotowym dachem z renesansową latarnią (takie ciekawe zwieńczenie szczytu).
Pierwszy ratujący od ruiny
remont zafundował kościołowi w 1771 roku Piotr Olchowski z Reszla.
W 1807 roku Francuzi
zgromadzili w kościele około półtora tysiąca rosyjskich
jeńców, którzy ratując się
przed zamarznięciem, spalili
wszystko, co nadawało się do
ognia. Kościół doprowadzono
do totalnej ruiny. W 1819 roku
częściowo zawaliło się sklepienie. W 1864 roku świątynia została zamknięta. Kolejny kapitalny remont odbył się
w latach 1866 – 1868 i potem
raczej dbano już o ten piękny
gotycki zabytek sakralny. Słu-
żył on wiernym aż do wkroczenia do Olsztyna Rosjan
w 1945 roku.
Dzięki księdzu
Janowi Hanowskiemu,
który
wybłagał u czerwonoarmistów,
katedra i inne
kościoły w mieście nie zostały
zniszczone.
Zaraz po wojnie ta nasza popularna katedra
była konkatedrą
warmińską, potem od 1992 roku archikatedrą,
w końcu podniesiona została do
godności bazyliki mniejszej.
Na
balkonie pod wieżą znajdują się
duże, a tuż koło głównego ołtarza małe organy. Grywał na
nich Feliks Nowowiejski, pracujący w kościele jako organista
w latach 1898 – 1900, warmiński kompozytor, autor muzyki
do „Roty”. Z ciekawostek na
uwagę zasługują jeszcze piękne wrota główne, na których
przedstawione są dzieje pontyfikatu Jana Pawła II, jest także świecznik z rogów jelenia.
Legenda głosi, że zamkowy
burgrabia podczas polowania nad Jeziorem Długim gonił króla jeleni, który uciekając przed myśliwymi, schronił
się w nawie głównej kościoła, gdzie padł z wycieczenia.
Z jego rogów parafialny zakrystian zrobił piękny świecznik, który do dzisiaj wisi
u sklepienia bocznej nawy. Jak
będziemy wchodzić przez główne wrota, należy zwrócić uwagę
na lico muru. Jest tam 545 otworów wydłubanych przez grzeszników w ramach pokuty.
Od 1979 do 1981 roku proboszczem parafii św. Jakuba
był Józef Glemp, późniejszy
prymas Polski.
Jak będziesz, Pawełku,
przejeżdżał koło bazyliki,
warto ją zobaczyć. Parking koło kościoła jest strzeżony, więc
jest gdzie zostawić rower”.
Materiał od Jacka
zredagował Pawełek
14
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
Eksmisja damskiego boksera
Mieszkanie pod jednym dachem ze swoim oprawcą to swoista katorga. Najlepszym rozwiązaniem jest pozbycie się uciążliwego lokatora. Ofiara przemocy domowej nie musi przecież
do końca swych dni mieszkać z damskim bokserem. Może podjąć starania o jego wyeksmitowanie. Jak się do tego zabrać?
Wypada na początek zgromadzić dowody przemocy w rodzinie: obdukcje lekarskie, wyroki sądowe za znęcanie się, założyć
„niebieską kartę”, notować policyjne interwencje, mieć świadków
i nagrania awantur, co przy obecnej technice jest łatwe do wykonania. Stosowny pozew składa się w Wydziale Cywilnym Sądu Rejonowego. Po udokumentowaniu trudnej sytuacji materialnej można wnioskować o zwolnienie z opłaty sądowej. Prośbę o eksmisję
można złożyć również „przy okazji”. Można dołączyć ją do pozwu
o rozwód lub separację. To wszystko wymaga zachodu, ale jest
potrzebne, by poprawić sytuację życiową sobie i dzieciom. Osoba
eksmitowana za przemoc domową będzie odtąd miała pod górkę.
Nie przysługuje jej prawo do lokalu socjalnego.
Schorowani staruszkowie
potrzebujący pomocy
W pierwszej kolejności opiekę leciwym seniorom powinna
zapewnić rodzina. Jednak starsza osoba, która nie ma rodziny
i sama sobie nie radzi z najprostszymi czynnościami, może liczyć na wsparcie opiekunki społecznej. Są to osoby przeszkolone, po kursie dotyczącym podstawowych zasad opieki. Może to
być pomoc w sprzątaniu lub zakupach, ale również w codziennym spacerze, w myciu się, podawaniu posiłków lub leków.
Po taką pomoc trzeba zwrócić się do gminy, do ośrodka pomocy społecznej. Gmina może przydzielić opiekunkę na różnych
zasadach. Za opiekę nie płacą osoby o najniższych dochodach.
W stosunku do innych potrzebujących opłaty mogą być zróżnicowane, między innymi w zależności od zasobności gminnej kasy.
Pisemny wniosek należy złożyć w urzędzie miejskim lub gminnym. Ośrodek pomocy społecznej wydaje decyzję w ciągu 30 dni
po przeprowadzeniu przez urzędnika wywiadu środowiskowego. Po przyznaniu prawa do opieki spisywana jest umowa, która
określa okres, na jaki umowa została zawarta, a także zakres obowiązków opiekunki. Wypada uświadomić sobie, że opiekunka
społeczna nie jest wykwalifikowaną pielęgniarką, „panią od zastrzyków”. Nie jest też służącą ani sprzątaczką. To po prostu osoba do pomocy. Tylko tyle i aż tyle.
M.R.
porady
Jak skutecznie egzekwować
należności z tytułu
wystawionych faktur?
Pytanie: – Od kilku lat
prowadzę usługową działalność gospodarczą polegającą na pośrednictwie finansowym.
Współpracuję
z klientami z całej Polski, dla
których w większości wykonuję usługę jednorazowo.
Płatność, zgodnie z fakturą,
powinna nastąpić w terminie 7 dni od wykonania usługi. Jednak nie wszyscy klienci są skrupulatni w płaceniu
i często uchylają się od tego
obowiązku. Moja księgowa
nalicza podatki na podstawie
wystawionych faktur, a nie
otrzymanych pieniędzy, dlatego często zdarza się tak, że
muszę zapłacić spore podatki od faktur, które nie zostały
opłacone. W jaki sposób skutecznie domagać się zapłaty
od dłużników? Piotr M.
W praktyce prowadzenia
działalności gospodarczej zdarzają się klienci uchylający się od
płatności. Powody są różne, jednak efekt ten sam: powstaje zobowiązanie podatkowe przed
faktycznym otrzymaniem pieniędzy. Aby ustrzec Państwa
przed tego typu problemami,
wskażę kilka praktycznych porad, które sama stosuję.
1. Windykacja prewencyjna – dobrze jest jeszcze przed
terminem płatności za fakturę
bądź w samym dniu terminu
płatności wykonać do klienta telefon lub wysłać e-mail, uprzejmie przypominając
o oczekującej płatności. Często
opóźnienia nie są wynikiem
złej woli naszego klienta, a jedynie procedur w danej firmie
lub zwykłego przeoczenia.
2. Odsetki oraz 40 euro
rekompensaty – każdy dłużnik musi liczyć się z tym, że
nawet dzień zwłoki z zapłatą ponad termin umożliwia
wystawcy faktury doliczenie zryczałtowanej opłaty
w wysokości 40 euro, która służy zrekompensowaniu kosztów wynikających
z opóźnienia w płatności.
Istotne jest to, że kwota ta
przysługuje nawet wtedy,
gdy przedsiębiorca podobnych kosztów nie poniósł.
Jest to często używany i skuteczny przy fakturach niskiej
wartości straszak mobilizujący do zapłaty. Prócz tego
wystawcy faktury przysługują odsetki za każdy dzień
zwłoki po wyznaczonym terminie zapłaty.
3. Wezwanie do zapłaty
– kiedy dłużnik przestaje odpowiadać na nasze e-maile
oraz odbierać telefony, warto jest listownie powiadomić
go o konieczności zapłaty.
W tym celu należy sporządzić
wezwanie do zapłaty, w którym powinny znaleźć się informacje o zaległości. Polecam
wybrać opcję z potwierdzeniem odbioru, aby list mógł
posłużyć jako dowód podczas
ewentualnego postępowania
sądowego.
4. Gdy już wszystko zawiedzie, pozostaje droga sądowa. Tutaj polecam tzw.
e-Sąd, przed którym postępowanie jest tańsze i o wiele szybsze niż przed sądem tradycyjnym. Pozew składany jest
przez internet, a opłata sądowa wynosi 1,25% kwoty sporu, nie mniej jednak niż 30 zł.
Samo skonstruowanie pozwu i przesłanie go dłużnikowi przed wniesieniem sprawy
do sądu daje efekt, ponieważ
po wydaniu sądowego nakazu zapłaty i jego uprawomocnieniu dłużnik prócz fakturą, odsetkami i kwotą 40 euro
zostanie obciążony kosztami
sądowymi.
Elżbieta Krywko
doradca podatkowy
Chcesz, abym na łamach
tej gazety odpowiedziała na
Twoje pytanie? Dzwoń pod
nr 607 14 14 14 lub napisz na
adres: [email protected]
Elżbieta Krywko
Osoby, z którymi rozmawiam, często nie podejmują
próby odzyskania należności,
uzasadniając to skomplikowanymi procedurami. W rzeczywistości wcale nie jest to takie
trudne. A w wielu przypadkach okazuje się skuteczne.
kto ma rację?
REKLAMA
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
15
A mnie jest
szkoda lata
Nie ma! Nie ma
wody na pustyni
Jak mówi stare przysłowie: wszystko, co dobre, szybko się kończy. W Olsztynie mija nie tylko
lato astronomiczne, ale też lato artystyczne. W następnym roku kolejna odsłona OLA. Na pewno
będą niespodzianki i zmiany w repertuarze, choć sztandarowe imprezy – m.in. Noce Bluesowe,
Olsztyńskie Koncerty Organowe, Festiwal Parodii i Pastiszu „Parodiola”, Międzynarodowe
Olsztyńskie Dni Folkloru Warmia czy Olsztyn Green Festival – na pewno (?) pozostaną.
Andrzeju, pomyliłeś się! Tym razem nie powiem, że chodzi o pieniądze. Moim zdaniem ktoś po
prostu nie miał i nie ma wyobraźni. Zabrakło decyzji, że dach musi być i dlatego w najbliższych
latach go nie będzie. Może i dobrze.
Niestety nie udało mi się
obejrzeć wszystkich występów. Myślę, że nie jestem
w tym odosobniony, bo byłoby to fizycznie niemożliwe.
Ale był także inny powód,
związany z pogodą. O ile
z upałami można sobie jeszcze
jakoś poradzić, o tyle deszcz
skutecznie niweczy wszelkie
plany związane z przebywaniem na widowni w olsztyńskim amfiteatrze.
A lato tego roku było
szczególnie kapryśne. Na wielu imprezach zamiast kompletu widzów (przewidywanego
chociażby ze względu na popularność wykonawców) była tylko garstka zagorzałych
fanów.
Olsztyn jest jednym z niewielu miast w Polsce, które
nie ma zadaszonej sceny. Od
kilkunastu lat odbywają się
w naszym mieście przez trzy
letnie miesiące cykliczne imprezy. Niemal w każdy weekend Amfiteatr im. Czesława
Niemena tętni życiem artystycznym. Wiele tych imprez
jest biletowanych, ale widzowie czekają do ostatniej chwili z kupnem biletów, bo nie
wiadomo, jaka będzie pogoda. Miasto traci pieniądze, bo
wiele z tych imprez mogłoby się samofinansować. Trzeba tylko zainwestować w dach
nad amfiteatrem. Wiele osób,
z którymi na ten temat rozmawiałem, zastanawia się, dlaczego dach nie powstał od razu przy budowie i przy okazji
kolejnych remontów. Wiem,
Jacku, co powiesz. Wszystko
rozbija się o pieniądze. Masz
rację, ale tych straconych
z powodu niskiej frekwencji
też już nikt nie zwróci. Przemnóż je przez kolejne deszczowe lata. Nigdy nie będzie tak,
że przez całe lato nie spadnie
żadna kropla deszczu. A trudno wysiedzieć parę godzin
z parasolką w ręku, kiedy dookoła woda leje się strumieniami. Odbiór sztuki wymaga jednak odrobiny komfortu.
Dach w olsztyńskim
amfiteatrze to nie są
pieniądze wyrzucone
w błoto. Zwrócą się
z nawiązką. Podobnie
było kilkanaście lat temu ze sprzętem nagłaśniającym dla olsztyńskiego MOK-u.
Zanim
zainwestowano
(z wielkim bólem) w profesjonalną aparaturę, wydawano
potężne kwoty za wynajem.
Udało się jednak przekonać
ówczesnych radnych, że własny sprzęt to perspektywicznie duże oszczędności. Wiem
coś o tym, bo osobiście brałem
udział w tych negocjacjach.
Dlatego teraz wspólnie,
nie tylko z olsztyńskimi twórcami i artystami, ponawiamy
apel. Drodzy radni naszego
kochanego miasta, znajdźcie
jak najszybciej pieniądze na
zadaszenie olsztyńskiego amfiteatru. W drodze konkursu na pewno uda się wybrać
jakąś niezbyt kosztowną inwestycję. To nie jest zbyteczny wydatek, ale spojrzenie
w przyszłość. I to niezbyt odległą. Po prostu szkoda lata.
I tych kolejnych.
Andrzej Zb. Brzozowski
Będąc artystą, postrzegasz dach jako rzecz bardzo
potrzebną, bo nie możesz patrzeć ze sceny, jak widzowie
mokną. Natomiast ja jako gość
olsztyńskiej starówki – niejednokrotnie przegoniony do domu przez zły repertuar – uważam, że ktoś chyba celowo
o dachu zapomniał. To dobrze. Taki amfiteatr lepiej się
prezentuje z ulicy. Można podziwiać jego funkcjonalność
i piękno, a jak czasami występują jacyś artyści, to można ich posłuchać i oglądać
z krzesełek, jak również
z
chodników.
Więcej
dzięki temu mają
widzów.
To, co
się
dzieje
w miejskim
amfiteatrze,
powinno
być
za darmo dla
wszystkich. Chyba miasto na
taki wydatek stać. Przecież na
tej wspaniałej scenie na wolnym powietrzu w centrum
miasta można promować nasze olsztyńskie czy regionalne amatorskie zespoły. Olsztyńska fosa powinna służyć
wszystkim tym, którzy chcą
coś dobrego pokazać. Od tego jest między innymi MOK,
który winien promować rodzimą twórczość, a niestety tak się nie dzieje. Może jestem nieuważny, ale ile razy
bywałem na Starym Mieście,
tyle razy widziałem, jak artyści amatorzy występowali na
małej scenie na rynku, podczas gdy obok stał pusty amfiteatr miejski. Plenerowe imprezy mają swój urok, a jakie
przeżycie wystąpić na prawdziwej estradzie, nawet przy
małej publiczności.
W Mrągowie widownia
nie jest zadaszona, w Ostródzie też nie. Tam na festiwale
przejeżdżają tysiące fanów,
do Olsztyna – kilkaset, może mniej. Jak miasto chce za-
robić, to w „Uranii” pomieści się parę tysięcy widzów,
na stadionie, no i oczywiście nad jeziorem. I nikt
z boku nie zajrzy, wszyscy
będą musieli zapłacić, a do
tego mieszkańcy mogą spać
spokojnie, nikt im ciszy nie
zakłóci.
Amatorzy na pewno chętnie zawładną amfiteatrem
i umilą czas wszystkim, którzy przyjdą przyjemnie spędzić czas na Starym Mieście.
I nie będzie obrzydliwych,
metalowych kurtyn odgradzających widownię od tych,
którzy z ciekawości przez
krótką chwilę chcą popatrzeć
na to, co się dzieje na scenie.
Szlachetni rajcowie i animatorzy olsztyńskiej kultury,
jestem za wami. Dach nad amfiteatrem jest niepotrzebny.
A Tobie, Andrzeju, sprezentuję parasol.
Jacek Panas
16
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
reklama
sport
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
17
Jesień w ogrodzie
Jesień zbliża się wielkimi krokami, a nawet można powiedzieć, że już przyszła. Z drzew spadają liście, a nasze warzywa i owoce błagają o zebranie. Na działkach i w przydomowych ogrodach
trwają ostatnie prace przed porą roku, która w sumie jest piękna, ale nie pozwala na czynny wypoczynek w naszych zielonych ostojach.
Wiadomo, wiosną na
działce mamy mnóstwo
pracy, ale jesienią też jest
jej ogrom. Mój przyjaciel
Mirek prawie codziennie, zaraz po pracy zawodowej, kilka godzin spędza w ogródku. Chwalił
mi się, że w tym roku
ma tyle jabłek, że nie nadąża z ich przerobem
i pozostaje mu tylko spady grabić i wynosić
na
kompost.
W moim sadzie też owoców pod dostatkiem. Na
szczęście mam późne odmiany, więc mogę spokojnie zrywać do końca października, aby tylko nie
przyszły przymrozki. Owoce
zrywam i układam w skrzynkach, które potem składuję
w chłodnej piwnicy, gdzie nawet zimą temperatura nie spada poniżej 5 stopni. Część jabłek, która się obtłukła, kroję
i suszę w takiej maszynie do
suszenia grzybów. W zimę
takie chipsy są znakomite,
gdy się siedzi przed telewizorem, albo na kompot. Trudniej
z gruszkami. Te przechowują się gorzej i dlatego przeważnie robię z nich kompoty. Choć
w tym roku dzięki sokowarce-parowarce, którą dostałem od
Mirka, narobiłem soków. To
proste urządzenie przy pomocy pary wyciska z owoców sok.
Przelewa się go do weków, taki
gorący, obraca się słoik do góry dnem – i już. Napój smakuje
znakomicie. Jest szansa, że do
świąt się dobrze przechowa.
W tym roku mój kolega
Mirek koniec sezonu na działce wykorzystał na kapitalny
remont altanki. Ocieplił ściany i sufit. Domek pokrył papą.
Wstawił nowe okno i drzwi.
Przed chatką wybudował murowany grill. Powiedział mi,
że nie ma nic wspanialszego
jak zimą, po mroźnym spa-
cerze rozpalić mały ogień.
Upiec karkówkę i wypić gorącą herbatę. Na działce ma
ukrytą piwniczkę, w której
przechowuje własnej roboty
wina z jabłek. Żeby mieć sporo moszczu, wybudował nawet własną prasę do owoców.
Zrobił ją ze starego bębna od
pralki, nad którym zamocowany jest stojak z grubą śrubą, przy pomocy której wyciska sok. Wina są znakomite.
Jeszcze trzy tygodnie i trafią
do piwniczki.
Jesienne prace
Kiedy już zbierzemy
wszystkie płody, należy zabrać z naszej działki wszystkie chwasty i zdrewniałe łodygi. Składujemy je na
kompostowniku. Spod drzew
zgrabiamy wszystkie zgniłe owoce i też składamy je na
kompostowniku.
Grządki,
na
których
w przyszłym roku będziemy uprawiać warzywa, nawozimy obornikiem i głęboko
przekopujemy. Przed nawożeniem należy przebadać naszą glebę pod kątem zawartości składników odżywczych.
Pobieramy próbki. Im więcej,
tym lepiej. Oddajemy je do la-
boratorium. Otrzymamy wynik i zalecenia nawozowe.
Ja swoje grządki nawożę
obornikiem co cztery lata. Za
dużo nawozu to niesmaczne
warzywa. Nie zapomnijmy też
o wapnowaniu. Większość warzyw nie lubi kwaśnej gleby.
Najlepiej użyć wapna łąkowego. Poprawia ono strukturę gleby i odkwasza. Najlepsze jest
takie z dużą domieszką torfu.
W sadzie
Najważniejsze prace to zabezpieczenie młodych drzewek. Można pnie utulać specjalnymi ogrodniczymi foliami
albo gdy mamy dojście do słomy, to nią, ale przekładać ją łodygami róż albo dzikich śliwek, bo też mają kolce. Będzie
to ochrona przed zającami.
Pamiętajmy o dokładnym wygrabieniu ziemi pod
drzewkami w celu usunięcia
zgniłych owoców. Potem dobrze jest teren poprószyć budowlanym wapnem. Odkazimy glebę.
Domek
Z naszej altanki zabieramy wszystkie cenne przedmioty. Dobrze tak zostawić
nasz domek, aby przez okno
było widać, że w środku
nic nie ma. Złodziej zajrzy i raczej pozostawi go
w spokoju. Nie zaszkodzi założyć alarm. Licho
nie śpi.
Jeżeli na dachu mamy zbiornik z wodą, to
należy ją spuścić, aby
nie zamarzła. To samo
robimy z wodą z wodociągu. Zresztą zarząd
ogrodów na pewno informuje, kiedy woda jest
zakręcana.
Namiot
foliowy
oczyszczamy z pozostałości po roślinach. Porządnie nawadniamy.
Przekopujemy
i nawozimy. Potem jeszcze
raz go nawadniamy. Dokładnie zamykamy, żeby zimowy
wiatr nie otworzył drzwi. Powinien do wiosny wytrzymać,
jak folia jest wieloletnia. Jeżeli namiot był pokryty tworzywem jednorocznym, to możemy go spokojnie rozebrać,
i tak na wiosnę założymy nową folię.
Żeby uniknąć nieproszonych gości, dobrze jest
naszą działkę jesienią i zimą co jakiś czas odwiedzać.
W pewnym stopniu odstrasza
to niepożądane osobniki. Mój
kolega Mirek zagląda na swoją działkę bardzo często. Zimą
specjalnie robi ścieżkę od al-
tanki do furtki, aby było widać,
że ktoś regularnie przebywa
w ogrodzie. Moi znajomi, mający ogródek w dużym olsztyńskim kompleksie, wyznaczyli sobie z sąsiadami dyżury
jesienią i zimą. W zasadzie wychodzi im miesięcznie jedno
pilnowanie. Do tego na terenie
kompleksu założyli kamery
i od pięciu lat nie mieli ani jednej kradzieży czy włamania. Te
dyżury tak ich do siebie zbliżyły, że raz w tygodniu spotykają się na działkach na pieczeniu kiełbasek. Dzięki temu ich
działki służą im cały rok.
ar
18
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
Edukacja
Ucz się na zdrowie
Przykładamy coraz większą wagę do zachowania zdrowia i dobrej kondycji. Nie dziwi więc fakt, że to właśnie zawody medyczne są obecnie tak chętnie wybierane. Ukończenie tego typu
kierunku już na poziomie szkoły policealnej daje prestiż i stabilizację finansową.
Za sukcesem profesji medycznych stoją zmiany demograficzne. Społeczeństwo się
starzeje i aby zachować sprawność, potrzebuje pomocy specjalistów. Kwalifikacje do pracy w służbie zdrowia można
uzyskać nie tylko po ukończeniu szkoły wyższej. Dla przykładu, w TEB Edukacja z powodzeniem kształci się personel
medyczny średniego szczebla.
Większość kierunków medycznych cieszy się tu dużą popularnością.
W służbie uśmiechu
Zawody stomatologiczne
zyskują coraz większy prestiż.
Nasi absolwenci nie mają trudności ze znalezieniem pracy
i otrzymywaniem stosunkowo
wysokiego wynagrodzenia. Co
więcej – stomatologia jest dziedziną, która bardzo szybko się
rozwija i cieszy coraz większym
zainteresowaniem społeczeństwa (wzrasta nie tylko świadomość zdrowia, ale i potrzeby
estetyczne). Słuchacze na kierunkach technika dentystycznego czy higienistki stomatologicznej od początku biorą
udział w zajęciach prowadzonych przez lekarzy praktyków
z wieloletnim stażem w wyspecjalizowanych pracowniach.
Marzenie o masażu
Technik masażysta to chętnie
wybierany kierunek kształcenia
w TEB Edukacja. Słuchacze nabywają tu umiejętności w masażu leczniczym, profilaktycznym,
sportowym,
kosmetycznym.
Uczęszczają także na rozszerzone zajęcia z fizjoterapii. Wykonywane przez nich zabiegi usprawniają rehabilitację chorych oraz
relaksują osoby zdrowe.
Recepta na sukces
Wzrasta rola medykamentów w życiu współczesnego
człowieka. Farmaceutyki stwarzają szereg możliwości utrzymania oraz podniesienia jakości
życia, poprawy urody czy zdrowia, co motywuje ludzi do częstszego sięgania po nie. Ból gardła,
przeziębienie czy inne mniejsze
dolegliwości – rzadko kto od razu udaje się do lekarza. W takich sytuacjach punktem pierwszej pomocy staje się apteka oraz
jej pracownik, czyli farmaceuta.
W trakcie kształcenia słuchacz
nabywa wiedzę teoretyczną oraz
umiejętność praktyczne niezbędne do pracy w aptece czy laboratoriach farmaceutycznych.
Harmonia zdrowia
Błyskawiczny rozwój medycyny oraz farmakologii
przyczynił się do poszukiwania alternatywnych metod leczenia. Zioła, w przeciwieństwie do farmaceutyków, nie
wykazują działań niepożądanych, a ich właściwości lecznicze są wykorzystywane od
prawie 5 tysięcy lat. W czasie
kursu uczestnicy zapoznają się
z możliwościami wykorzystania roślin w kosmetyce, lecznictwie, dietetyce oraz poznają
sekrety hodowli, zbioru i przerobu roślin leczniczych.
Życiowa rola
W życiu każdego chorego
rola opiekuna medycznego jest
wręcz nieoceniona. Stanowi on
wsparcie psychiczne oraz fizyczne w trudnych sytuacjach.
Często jest pomocną dłonią
w codziennych obowiązkach
domowych. Jednak czasem je-
go zaangażowanie musi być
większe i obejmuje pomoc
w podstawowych czynnościach,
tj. jedzenie czy poruszanie.
W naszej szkole słuchacze nabywają umiejętności praktyczne z zakresu opieki i terapii osób
o różnym stopniu niesamodzielności i w różnym wieku.
W zdrowym
ciele zdrowy duch
Ponad miliard ludzi na świecie cierpi na otyłość. Lekarze biją na alarm, bo w ciągu dwudziestu lat liczba ta co najmniej
dwukrotnie wzrośnie. Dietetycy już mają pełne ręce roboty.
Złe nawyki żywieniowe, takie
jak nadmierne spożywanie słodyczy i tłuszczów, pojadanie,
regularne stołowanie się w fast
foodach dają opłakane efekty.
To natomiast przyczyni się do
tego, że zawód dietetyka będzie
jednym z najbardziej opłacalnych. Nasi słuchacze nabywają
umiejętności praktyczne, jak planować diety dla osób z nadwagą
oraz dolegliwościami zdrowotnymi, prawidłowo komponować zbilansowany jadłospis oraz
prowadzić suplementację.
sport
“Nowe Życie Olsztyna” nr 18 (189) 2016
19
Rekreacyjne życie tętni w Olsztynie przez cały rok
OSiR zaprasza do siebie
W zdrowym ciele zdrowy duch. To powiedzenie ma swoje podstawy. Tylko z Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Olsztynie możemy się tak poczuć, gdyż mieszkańcy mają coraz więcej możliwości
spędzania wolnego czasu poza domem.
Podobno skończył się sezon
rekreacyjno-sportowy.
To nie jest prawdą. On wciąż
trwa. W stolicy Warmii i Mazur mieszkańcy niezależnie
od pory roku aktywnie spędzą wolny czas.
– Mamy odpowiednią bazę i wiele pomysłów na to, by
mieszkańcy mogli odpoczywać aktywnie – twierdzi Jerzy
Litwiński, dyrektor OSiR-u.
– Dotyczy to nie tylko okresu wakacyjnego. Z naszych
usług można korzystać przez cały rok
– podkreśla.
Na uwagę zasługuje
infrastruktura
OSiR-u, która w ostatnich latach wzbogaciła się o wiele wspaniałych
obiektów.
Przede
wszystkim
polepszyły się warunki rekreacyjno-sportowe nad jeziorem
Ukiel. Dzięki Centrum Rekreacyjno-Sportowemu „Ukiel”
życie tętni tam teraz przez
cały rok.
Latem mamy do dyspozycji całą gamę usług wodnych. Plaża, kajaki, łódki, łodzie wiosłowe, żaglówki,
skutery wodne. Oprócz tego
można skorzystać z podobnych obiektów przy ul. Olimpijskiej, gdzie swoje miejsce
znaleźli kajakarze, oraz przy
Słonecznej Polanie, gdzie
znajduje się przystań żeglarska. Tam szkolą się młodzi
adepci tego pięknego sportu.
Z bazy OSiR-u mogą także korzystać amatorzy wiatru w żaglach. Plaże znajdują
się też nad Skandą oraz przy
Słonecznej Polanie. Wszędzie czuwają ratownicy. To
wszystko jest do dyspozycji
mieszkańców. Do tego należy
dodać wypożyczalnię sprzętu
typu rowery czy rolki.
– Mamy do wyboru
wszystko, co jest potrzebne
do aktywnej rekreacji, niezależnie od tego, czy tego sprzętu potrzebuje kilkumiesięczny
maluch, osoba starsza czy niepełnosprawna – zapowiedziała Ewa Szemplińska z OSiR-u.
I dodała: – Rowery mają siedzenia dla najmłodszych, zaś
osoby niepełnosprawne mogą korzystać z trójkołowców.
Ci, którzy lubią jazdę na rolkach czy nartorolkach, również znajdą coś dla siebie.
Wytyczone ścieżki nad jeziorem Ukiel spełniają wszystkie
wymogi.
Magią Centrum Rekreacyjno-Sportowego „Ukiel”
są plaże, boiska do siatkówki
plażowej, piłki ręcznej i piłki
nożnej. Dodatkowym atutem
są ścieżki rowerowe, skatepark oraz zespół boisk ze
sztuczną nawierzchnią.
– Te obiekty są wykorzystywane podczas pięknych
letnich dni. Jednak w pozostałych porach roku także można tu aktywnie wypocząć
– zachwala obiekty OSiR-u
Ewa Szemplińska.
Zimą powstają trasy biegowe dla narciarzy (narty
można wypożyczyć), jest lodowisko (inne są zlokalizowane przy hali „Urania” oraz
przy ul. Jeziołowicza). Jeżeli
dopisze pogoda, to swój czas
będą mieli bojerowcy, gdyż
i taki sprzęt
jest do dyspozycji lubiących lodowe
szaleństwo.
Podczas
jesiennych i zimowych wieczorów warto korzystać z pływalni. OSiR dysponuje trzema
takimi obiektami. Jeden z nich
mieści się przy ul. Głowackiego, drugi to WCRS Aquasfera
Galeria Warmińska (al. Piłsudskiego), zaś trzeci jest zlokalizowany przy ul. Mariańskiej.
W każdym z nich znajduje się
profesjonalna obsługa.
– Zachęcamy wszystkich
do korzystania z pływalni.
Mamy promocje, a także oferujemy zajęcia z wykwalifikowanymi pracownikami
– zaprasza Ewa Szemplińska i dodaje: – Zapewniamy
darmowe zajęcia dla kobiet
w ciąży, a z atrakcji basenowych mogą korzystać wszyscy niezależnie od wieku.
Prowadzimy też kursy nauki
pływania. Zapewniamy, że
mamy profesjonalną obsługę, ratowników, ochroniarzy
i monitoring. Wszyscy mogą
się czuć komfortowo.
OSiR proponuje korzystanie z hal sportowych. W grę
wchodzą „Urania”, sala przy
ul. Głowackiego, a także sala
do gry w siatkówkę plażową
przy ulicy Olimpijskiej. Tam
siatkarze mają do dyspozycji podgrzewany piasek oraz
zraszanie powierzchni boiska.
Ważną sprawą jest zapewnienie mieszkańcom rekreacji
podczas jesieni i zimy. Oprócz
hal sportowych oraz narciarskich tras biegowych atrak-
cyjną opcją są lodowiska. Tam
można pojeździć na łyżwach
lub pograć w hokeja. Szkolne grupy mają na te obiekty
wstęp za darmo.
OSiR organizuje imprezy
sportowe dla dzieci i młodzieży uczącej się oraz dla osób
dorosłych.
– Rozpoczęliśmy nabór do
rozgrywek halowych w piłce
nożnej, siatkówce oraz tenisie
stołowym. Wszystkie informacje można znaleźć na naszej stronie internetowej – informuje Jerzy Litwiński.
OSiR zachęca do dbania o zdrowie przez cały rok.
– Ważne jest, żeby ludzie aktywnie spędzali wolny czas
– podkreśla Jerzy Litwiński. – Jest to potrzebne także
w okresie jesienno-zimowym.
Wówczas niechętnie wychodzi się z domu ze względu na
warunki pogodowe. Jednak
trzeba z tym walczyć. Jeśli nie
chce się jeździć na łyżwach,
to przynajmniej odwiedźmy
halę sportową czy basen. Dla
zdrowia i lepszego samopoczucia – przekonuje.
Całoroczne usługi olsztyńskiego OSiR-u to nie tylko rekreacja. Warto także poświęcić czas na udział
w imprezach sportowych
lub na ich obejrzenie. Już 23
października odbędzie się
w Olsztynie półmaraton. A 22
października zobaczymy mistrzów i ich uczniów podczas
XI Olsztyńskiego Festiwalu
Sztuk Walki w hali „Urania”.
(r)

Podobne dokumenty

Życie Olsztyna

Życie Olsztyna Najemca został wybrany. To warszawska spółka, w której udziały mają też olsztyńscy przedsiębiorcy. To Vega Consultingm, która w Olsztynie kupiła m.in. hotel Gromada.  Umowa dzierżawy została podpis...

Bardziej szczegółowo