do it y ourself

Komentarze

Transkrypt

do it y ourself
DO IT YOURSELF
numer 06 / 2009 ● LIPIEC / SIERPIEŃ
R
06
Edytorial
Edytorial No6
Zrób to sam. I zrobiliśmy. Półmetek wakacji, sezon ogórkowy i „plażowe” dodatki do gazet. Czy traktować
ten numer jako plażowy? Proszę bardzo, w końcu po zwiedzanych miastach poruszamy się między punktami wi-fi, gdzie na bieżąco uaktualniamy swoje profile na facebooku, tudzież twitterze (tam tez jesteśmy).
A co w nowym numerze? Przygotowaliśmy dla Was spory zestaw porad, z których dowiecie się, jak
kreatywnie wykorzystać nadmiar wolnego czasu oraz co włożyć do plecaka przed wyruszeniem na festiwal. Oprócz tego szereg wywiadów z jak zawsze młodymi, prężnymi twórcami, sesje zdjęciowe wykonane
specjalnie dla nas, a także arcyciekawy artykuł poświęcony liberaturze. Dajcie w upały odpocząć swoim
komputerom i czerpcie z lata ile się da. Udanej drugiej części wakacji!
Damian Siemień
2
Stopka redakcyjna
Stopka
WYDAWCA Piana Magazine
MUZYKA Karolina Pietrzok, Mateusz
MAGAZYN ZŁOŻONO KROJAMI PISMA
REDAKCJA
Borkowski
Times, Calibri, Myriad Pro, Minion Pro,
E: [email protected]
FOTOGRAFIA Katarzyna Borelowska,
Helvetica, Didot
WWW: www.pianamagazine.com
Justyna Dziesińska
FILM Aleksandra Graczyk
OKŁADKA / ZDJĘCIA
REDAKTOR NACZELNY Damian Siemień
LITERATURA Martyna Wojnicz
Kamil Zacharski
z-ca RED. NACZELNEGO Katarzyna
DESIGN Marta Wajda, Gabi Małacha
www.kamilzacharski.blogspot.com
Borelowska
SZTUKA Damian Siemień
MODA Katarzyna Gumowska
REKLAMA I PROMOCJA Aleksandra
TEATR Klara Szczerkowska
Koszewska
AKTUALIA Magdalena Podkowinska
SEKRETARZ REDAKCJI Monika Habrzyk
FELIETON Agnieszka Habrzyk
KOREKTA Agnieszka Batorek
ILUSTRACE Katarzyna Walentynowicz
3
Spis treści
Edytorial
Stopka redakcyjna
Spis treści
Muzyka
06 / 5 powodów, dla których festiwal
do obóz survivalowy
10 / Ska dla mądrych ludzi, indie rock
dla głupków
12 / Żadne tam wakacje
Design
16 / Hand Craft
Film
20 / Masz to na wideo? Odcinek
któryś-tam, p.t.: „Masz to na
youtubie”
Sztuka
20 / Gamze Özer
28 / Russel Young
4
Spis treści
Fotografia
34 / Kosakovski
42 / Omulecki
Moda
48 / Blogerka z misją
52 / Więc chodź pomaluj mój świat
56 / Żadne tam wakacje
60 / Och Karol
64 / Narodziny mody
Felieton
66 / Wakacje z Adamem Słodowym
70 / DIY
72 / Z poczty redakcyjnej
Literarura
74 / Zrób sobie książkę
Strona Chromrego
5
Muzyka
POWODÓW, DLA KTÓRYCH
FESTIWAL TO OBÓZ
SURVIVALOWY
tekst: Karolina Pietrzok
ilustracje: Dominika Bobulska
Sezon trwa, namioty i śpiwory w nieustannym użyciu, w karimatach coraz więcej dziur
wypalanych nieostrożną ręką dzierżącą papierosa. Piłeczka wrażeń nieustannie odbijana
pomiędzy zostańmy tu na zawsze a zabierz mnie do domu. Większość PIANowej redakcji
to festiwalowi wyjadacze i weterani, niewzruszeni na trudy biwakowania, kolejkowania i
egzystencji na podbudowie 3 godzin snu na dobę.
Ale i dla nas, starych wyg, istnieją zagadnienia
festiwalowe, od których nadal krew i
węgorze buzują w żyłach,
a na twarzach wypisuje się
jedno wielki WTF?!
6
Muzyka
Doznania pod
prysznicem.
Prysznic to w ogóle temat newralgiczny.
Wiadomo, że poza szczęśliwymi momentami dobrej
przepustowości o świcie, nocą i późnym popołudniem,
swoje należy odcierpieć w kolejce – w deszczu/obłędnym słońcu
(niepotrzebne skreślić), słaniając się na nogach z głodu, niewyspania
i odwodnienia. Sznureczek ludzi posuwa się w zastraszająco powolnym
tempie i około 14 razy jesteś o krok od podjęcia dramatycznej decyzji o powrocie
do namiotu z tłustymi włosami. Ale udało się. Nadchodzi twoja kolej. Odsłaniasz
zachęcająco wilgotną kotarę i... piętnasta myśl o ucieczce ma jakby największą siłę. Ja
rozumiem, życie pod namiotem w gigantycznym skupisku ludzkim odziera nas każdego
dnia z godności i człowieczeństwa, ale jak wielki udar mózgu trzeba przebyć, by opuścić
kabinę zostawiając za sobą na ziemi precjoza w postaci zużytych podpasek, tamponów,
kulki włosów ściągniętych ze szczotki i trzech opakowań po jednorazowej saszetce
szamponu? Przy czym ten szampon witam jeszcze z ulgą, jako pewną wskazówkę, iż
nadal jestem w miejscu, gdzie dotarł postęp cywilizacyjny. Tak więc, dziewczęta! Natura
potraktowała nas wystarczająco niesprawiedliwie, nasyłając na nas biologiczne kary
na festiwalach, nie róbmy sobie nawzajem krzywdy poprzez skazywanie się na tak
bliskie kontakty z odpadkami. Kosze na śmieci naprawdę istnieją.
Pułapki w toi-toiach
W innych okolicznościach każda zdrowa jednostka ludzka
uciekałaby z krzykiem od plastikowego boksa o wymiarach
metr na metr i temperaturze 40 stopni Celsjusza,
ale tak to już jest na tym niedobrym
świecie, że podczas
7
Muzyka
festiwalu
musimy wchodzić do
nich z własnej nieprzymuszonej
woli kilka razy dziennie. Jest to trauma z
gatunku tych wielkich, więc poniekąd jestem w stanie
pojąć, iż powoduje u niektórych chwilową niepoczytalność.
Rozumiem też, że naturalną reakcją organizmu jest próba tak
wielkiego oddalenia od ciemnej czeluści tej kloaki, jak to tylko możliwe,
ale czy naprawdę, naprawdę musi się to objawiać bogatym umieszczaniem
ekskrementów na całej połaci tego plastikowego wejścia do piekła? Pomijając już
obrzydliwość – naprawdę poważnie zastanawiam się czasem, jak delikwentowi w
ogóle udało się wykonać taki manewr.
Ludzkie dramaty na bramce
Polacy mało czytają, tak mówią nam wyniki badań. Aby poprawić sytuację, postuluję, by każdy
rozpoczął od przeczytania regulaminu imprezy, na którą się wybiera – przeważnie nie jest to długa
lektura, za to jaka pouczająca, ileż nerwów oszczędza i tobie, i pobratymcom! Regulamin mówi:
żadnych napojów, żadnego jedzenia. Przemyt w mniej lub bardziej pomysłowych miejscach, nawet
zakończony porażką, to jedno – to popieramy, temu przyklaskujemy, to stosujemy! Ale zdziwienie
na twarzy, gdy ochrona odbiera ci butelkę wody? Dyskusje z bogu ducha winnym pracownikiem, bo
przecież TY CHCESZ TĘ WODĘ WNIEŚĆ, to już zupełnie co innego. Kolejka rośnie, a nam nóż by się
w kieszeni otwierał, gdybyśmy tylko go mieli. Nie mamy - został w namiocie, gdyż my przeczytaliśmy
regulamin i wiemy, że noży ani innych ostrych przedmiotów wnosić nie wolno.
Katorga podscenowa
Oczywiście, każdy zawsze do wszystkiego chce mieć BLIŻEJ. Taka już ludzka natura. Jednak jeśli
pragniemy to osiągnąć, należałoby jednak zaprzęgnąć do pracy rozum. Mięśnie teoretycznie mogłyby
zdać egzamin, gdyby w grę nie wchodził wielotysięczny, zmęczony, spragniony i spocony tłum. Tak też,
jeśli chcę widzieć z bliska spoconą pachę Caleba Followilla (mrauu), to kończę jeść moją zapiekankę
za 3 kupony odpowiednio wcześniej, zasuwam przez ocean ludzkich ciał i karnie ustawiam się
za tymi, którzy nie jedli, nie pili i nie sikali już od 5 godzin, żeby stać tuż przy barierkach. To
samo robią tysiące innych. Co nigdy nie przeszkadza kilku krewkim osobom poczuć zewu
koncertowego na 3 minuty przed wejściem wykonawcy na scenę – wówczas usiłują ruszyć
taranem, rozbijając tłum w pył – tu następuje zaskoczenie, bo tłum jednak wbrew pozorom z
gąbki nie jest i zupełnie nie chce się przed dziecięciem rozstąpić. Pacjent się denerwuje,
zaczyna przeklinać, agresja w tłumie rośnie, osobnik ostatecznie zatrzymuje się w
bezpiecznej odległości, z planem przedarcia się bliżej, kiedy ludność zafaluje.
Koncert się rozpoczyna i wówczas zawsze, ale to ZAWSZE okazuje się to
samo: ten zagorzały, waleczny wielbiciel stoi właściwie jak kołek, bo
przypomniało mu się właśnie, iż jeśli chodzi o ten zespół, to on tak
właściwie zna jeden kawałek, ten przebój, co ostatnio leciał w
radio, kiedy jechał z matką samochodem na zakupy. Po
chwili obijania się o ludzi dochodzi do wniosku,
że nic tu po nim, wobec czego wyrusza
w nomadyczną wędrówkę do
miejsca, z
8
Muzyka
którego przyszedł – znów przebija się przez mokre ciała, znów przeklina, znów marnuje swój – i nasz
– cenny czas i energię!
Noc na polu
Festiwal to kilka dni, w porywach do tygodnia, nieustającej zabawy – takie jest założenie, do którego
niektórzy stosują się bardziej dosadnie niż inni. Naprawdę nadchodzi taki moment, kiedy spektrum
marzeń zawęża się już tylko do śpiwora (tak, jest mokry, no trudno), karimaty i kilku godzin niczym
nie zakłóconego snu. O czym naturalnie można natychmiast zapomnieć, gdyż każdej nocy około
godziny 4:00 pole zostaje opanowane przez kilka grupek młodzieży, której akurat jeszcze spać się
nie chce i muszą dobitnie poinformować o tym całą ludność skupioną w promieniu dwóch kilometrów.
Czasem wystarczy im do tego własny nadmiar powietrza w płucach i przerośnięta nagłośnia, czasem
posiadają bardziej wyszukany arsenał w postaci bębnów, sprzętów grających i w zasadzie wszelkich
podwójnych zestawów przedmiotów, którymi można o siebie uderzać. O spaniu można zapomnieć
średnio do godziny 7:00, kiedy zmęczeni własną inwencją artyści zapadają w drzemkę – ale bez
zbędnych ekstaz. Oto wstał nowy dzień, wzeszło słońce, a temperatura w namiocie wyniosła 45
stopni. Równie dobrze można już wstać i iść ustawić się w kolejce pod prysznic...
PS Autorka zaznacza, iż niczego na bożym świecie nie kocha tak, jak festiwali, czeka na nie cały rok,
tęskni, wspomina, ogląda filmy na jutjubie i odlicza dni do Offa!
9
Muzyka
Ska dla
mądrych
ludzi,
indie
rock dla
głupków
trzok
lina Pie
aro
tekst: K
10
Muzyka
Jeśli chcesz ich koszulkę,
wykonasz ją sam - dostaniesz
darmowe szablony i farby. Chcesz
wystąpić z nimi na scenie? Nic
prostszego, jeśli znasz piosenkę i
przyniosłeś własny instrument, jesteś
mile widziany. Płyt nie musisz szukać w
sklepach – udostępniają je w całości i za
darmo na swojej stronie internetowej. Nie
grają koncertów, na które bilety kosztują
więcej niż 10 dolarów. Nowojorski kolektyw
Bomb the Music Industry! działa według
własnych zasad i etyki, dając ludziom za
darmo produkt, którego mogą im zazdrościć
niejedni zgarniający grube miliony muzycy.
Na czele kilkudziesięcioosobowej gromadki
stoi Jeff Rosenstock, trzymając cały projekt
w ryzach, wspierając artystów zrzeszonych w
kolektywie, produkując albumy i pisząc własną
muzykę. Udowadnia przy okazji, że chcieć to
móc, na dowód czego nagrał pierwszą piosenkę
sygnowaną Bomb the Music Industry! na
mikrofonie wbudowanym w jego PowerBooka.
Odzew okazał się przejść najśmielsze
oczekiwania i muzyczna machina z pogranicza
ska i hardcore’u, ale nie bez naleciałości
synthpopowych i eksperymentów ruszyła pełną
parą. W ich tekstach nie brakuje humoru, choć
nietrudno znaleźć też gorzkie żale na przemysł
muzyczny, jednak zgodnie twierdzą, że
funkcjonowanie zupełnie obok jego nurtu jest
najlepszym, co muzykowi może się przydarzyć.
W jednym z artykułów BtMI! Zostali określeni
mianem ska dla mądrych ludzi. Rosenstock nie
omieszkał odpowiedzieć: „Naszą muzykę tak
samo można określić jako ska dla mądrych,
jak i indie rockiem dla głupich. Jednak to
nadal miłe, że ktoś uważa nas za mądrych.”
Technika przychodzi w sukurs tym tuzom
DIY – ostatnio podczas koncertów
ograniczają ilość żywych instrumentów
do niezbędnego minimum –
resztę
załatwia
podłączony
do
wzmacniacza
iPod...
11
Czyli Damiana Siemienia relacja z tegorocznego Open’era.
Żadne tam wakacje.
Muzyka
Chcąc napisać szczerą relację z tegorocznego Open’era, trudno jest mi przestać myśleć o gigantycznych
odciskach na palcach u stóp, spalonej twarzy, codziennym odwodnieniu, kolejkach, czekaniu, czekaniu i
jeszcze raz kolejkach. Ale to chyba kwestia mojego neurotycznego usposobienia, wszak wyżej wymienione
rozrywki to kwintesencja „radosnego życia festiwalowego”, jak pisał Przemysław Gulda w gazetce, którą
rozdawały dziewczyny w drodze pod prysznic. Owej gazetce należałoby poświęcić osobny artykuł. Bo w jakim
innym dodatku Gazety Wyborczej przeczytasz, że w tym sezonie hitem są rurki i wariacje na temat Raybanów,
czy wywiad z niejakimi The Black Tapes, traktujący o tym, co zjedli na obiad i ile piw wypili do tegoż posiłku.
Ale Open’er to nie tylko perypetie na polu namiotowym, a „czterodniowe święto muzyki”.
tekst: Damian Siemień
ilustracja: Damian Siemień
12
13
Muzyka
Muzyka
Dzień pierwszy
To znaczy festiwal miał zacząć się dopiero
nazajutrz, ale spragnieni namiotowej przygody,
przybyliśmy zapobiegawczo wcześniej. Ach, co to
był za bal. Wielogodzinna degustacja wina przy
akompaniamencie żartów z króla morza, Neptuna
i jego pierworodnej – uroczej Arielki. W skrócie to
entuzjazm, uśmiech oraz „mógłbym mieszkać pod
namiotem”.
Dzień pierwszy pod tytułem „Opening Day”
Sielanka się skończyła i trzeba było się wybrać na
jakiś koncert. W końcu 340 złotych i kilka miesięcy
‘koncertowej podjary’. Zespołem, który grał
pierwszy, był Renton. Widziałem ich w drodze do
strefy gastronomicznej, więc zapewne zagrali jak
zawsze. A jak zawsze grają? Nie wiem, spytajcie
Przemka Guldy. W strefie gastronomicznej numer
jeden wypiłem inauguracyjne rozwodnione
piwo za dwa kupony. Pierwszym znaczącym dla
mnie występem tego wieczoru miał być koncert
sympatycznych Szwedów z Peter, Bjorn & John.
Niestety, koncert skończył się dla mnie po jednej
piosence, której z resztą nie pamiętam. Później na
scenę główną, przepraszam, na main stage, wyjść
mieli pierwsi headlinerzy festynu – chłopcy z Artcic
Monkeys. Jak można się domyślić – zgromadził się
pokaźny tłum. Był wrzask, aplauz, przepychanki
i rozlane piwo. Chwilę później znalazłem się z
powrotem przy scenie namiotowej, gdzie swój
koncert zaczynali nasi ulubieńcy - Late Of The
Pier. Zagrali szybko, głośno, dynamicznie. Światła
ze sceny były kolorowe i ludzie tańczyli. Jakoś w
drugiej połowie występu zakończyłem pierwszy
dzień festiwalu.
14
Dzień drugi
W tym momencie pisania sprawozdania, zaczynam
posiłkować się festiwalową rozpiską. Kto kiedy
grał i który koncert mi się podobał? Zaczynam
kłamać. No więc, w drugi dzień trwania tej
wielkiej imprezy plenerowej zaliczyliśmy pierwsze
załamanie nerwowe, spędzając półtorej godziny w
kolejce pod prysznic, w pełnym słońcu i z pustym
żołądkiem. Otuchy dodał nam wysmakowany
dowcip o brudnym łokciu, pozdrowienia dla
Grzegorza. Drugiego dnia już nie czułem się tak
dobrze. Doskwierało mi to okrutne słońce i brak
glukozy w organizmie, ale to nieważne. Obejrzałem
trochę występu naszej gwiazdki eksportowej,
Pati Yang. Urocza dziewczyna. W namiocie nie
raziło słońce, podobało mi się. Niestety, wraz
ze znajomymi przeniosłem się w okolice sceny
głównej, aby oglądać pretensjonalny szoł
egzaltowanej Marii Peszek. O ile ‘Miastomania’ była
jakąś tam przyjemną i niewymuszoną propozycją,
to nowy wizerunek ‘seksualnej prowokatorki i
wyzwolicielki kobiet’ jest nie do zniesienia. Ale
dość o rodzimych gwiazdkach, skoro na scenę
wbiegła prawdziwie wyzwolona Beth Ditto.
Koncert Gossip przerósł moje oczekiwania,
szczerze dobrze się bawiłem i papierosy z radością
i do rytmu paliłem. Potem zagrali nastoletni
bogowie z The Kooks. Początek występu spędziłem
siedząc pod płotem, oddzielającym nas od strefy
vipowskiej. Ku wielkiemu zaskoczeniu, był to
bardzo przyjemny i lekki koncert. Okazało się, że
znamy większość piosenek. Złote lata B-side’u nie
poszły w las. Później było tylko gorzej. Zmęczenie
nie dawało o sobie zapomnieć. Pierwsze trzy
utwory Moby’ego i katorga w postaci czekania na
najbardziej przereklamowany zespół ostatnich lat
– Crystal Castles. Czy kultowa Alice Glass wciągała
nosem czerwony barszcz instant czy kokainę? Nie
wiem, uciekłem z koncertu w połowie.
Muzyka
Dzień trzeci
Półmetek. Przenieśli mi Madness na World Stage,
czyli na scenę, gdzie nigdy nie miałem dotrzeć.
Bąble na palcach u stóp były już wielkości grochu.
Ale kogo obchodzą jakieś odciski, kiedy na scenie
pijani, podstarzali gwiazdorzy wykonują „One step
beyond”? Jak można było przewidzieć, występ
Madness okazał się cyrkiem. Aczkolwiek bardzo
przyjemnym. Kilka kwadransów później Babie
Doły nawiedził oczekiwany deszcz. Schłodził mnie
na tyle, że po dwóch piosenkach Faith No More
poszedłem napić się piwa. Tak się złożyło, że na
scenie namiotowej zaczynali grać hiperwtórni
White Lies. Trochę siara, że podrygiwałem
nóżką na WL, zamiast doznawać przy boskim
wokalu Mike’a Pattona. Zmieniam zdanie. Byłem
tak offowy, że poszedłem do namiotu Xboxa.
Znajdowałem się w środku towarzyskiego młyna,
kiedy zorientowałem się, że dzieli mnie jedyne
15 minut od najbardziej oczekiwanego koncertu,
M83.
Z trudem porzuciłem kolejne piwo i przyjaciół, aby
samotnie pobiec pod niebieski namiot. Zająłem
sobie godne miejsce w trzecim rzędzie i przez
cały set francuzów kochałem życie. Wszak życie to
nie bułka z masłem, a miłość to nie pluszowy miś,
więc koncert rychło się skończył i znowu stałem
się banitą wśród rozochoconego, kilkutysięcznego
tłumu. Trzeci dzień zakończyłem obserwując
niewątpliwie interesujący występ „legendarnej
grupy” Szelest Spadających Papierków. Potem
zrobiłem sobie jeszcze z kolegą pamiątkową fotkę
pod opustoszałą sceną główną. Tylko że aparat
chyba się zepsuł.
Dzień czwarty
Finał. I apogeum jednocześnie. Tylu ludzi to chyba
na obu papieżach na Błoniach nie było. Ostatni
dzień zacząłem pod sceną World. Początkowo
aktywnie bawiąc się przy sezonowej sensacji z
Portugalii, a potem przy autorce jednej z moich
ulubionych płyt ubiegłego roku – Santo/i/gold. Ale
największa sensacja wieczoru była dopiero przed
nami. Koncert, którego scenariusz wymyślaliśmy
od zimy, zbliżał się wielkimi krokami. Tak, wstyd
to przyznać, ale mowa o chłopaczkach z Kings
Of Leon. Tradycyjnie już ewakuowaliśmy się
po pierwszej piosence z młyna pod sceną,
aby z pełnym skupieniem wysłuchać półtorej
godziny mielizn z ostatniej płyty, mieć ciary przy
Knocked Up i szpanować znajomością piosenek z
pierwszego albumu. Koncert się odbył, mogliśmy
już wracać do domu. Wtedy zaczął się koszmar.
Przesyceni piwem zamarzyliśmy o odżywczej
Coca-Coli. Jak się okazało, na cały obszar festiwalu
przyszykowano jedynie dwa stoiska z czarnym
napojem. Tłum po sok (kola się oczywiście
skończyła) był gorszy niż pierwsze rzędy na Crystal
Castles. Trzymając w rękach upragnione napoje,
w spokoju nabijaliśmy się z kucyka i maniery
wokalnej Briana Molko. Nie można nas nazwać
prawdziwymi festiwalowiczami, gdyż zamiast
przewracać się i gubić okulary przy „Smatch My
Bitch Up”, rozkoszowaliśmy się ciepłem śpiwora w
naszym przygniłym namiocie.
O dniu ostatnim pisać nie warto. Był to dzień
smutny i bardzo długi. Pod patronatem głodu,
gorączki, smutku i czekaniu na dworcu. Za to finał
był radosny. Bo jak tu się nie cieszyć z 35 minut
spędzonych po zmroku na dworcu w Wejherowie?
15
Design
d Craft
Han
czyli wydesignowany
Hand Made !
tekst: Marta Wajda
Zdjęcia: www.redotdesign.pl
Grzegorz Cholewiak, projektant wizjoner, tworzy
użyteczne formy z nieużytecznych odpadów.
Łączy na pozór niepasujące do siebie rzeczy, i nadaje
im nowe niespodziewane funkcje, daje im drugie życie,
a na pewno drugą młodość. Udowadnia, że da się
stworzyć coś praktycznego prawie z niczego, a to co
na pozór jest już niemodne może stać się super trendy
meblem, bo przecież teraz najmodniejszy jest recycling.
Na początku zawsze jest nieużyteczny już przedmiot
(np. stare drzwi – komoda Gertruda ) a potem szybka
gra w skojarzenia i powstaje nowa jakość, nowy
16
Design
funkcjonalny przedmiot. Czasem skojarzenie jest
funkcji, czasem kształtu. Elementy są miksowane w
całości lub tylko fragmentami. Łączone z prostymi
materiałami (np. płyty MDF), lub perfekcyjnie
obrobione prezentują swoje nowo nabyte cechy , które
skrzętnie wykorzystuje projektant.
Dodatkowym atutem jest to, że projekty nie są tylko
jednorazową zabawą. Mogą być reprodukowane
wielokrotnie, ale za każdym razem są unikatowe.
Wszystko do obejrzenia na stronie www.redotdesign.pl
17
18
Design
19
Design
20
Masz to na wideo? Odcinek
któryś-tam, p.t.: „Masz to na
youtubie”
tekst: Aleksandra Graczyk
zdjęcia: www.youtube.com
Film
Film
W dzisiejszym odcinku kinematografia amatorska, krótkie metraże i
eyecandyzm dla dziewcząt. Z gościnnym udziałem znanego muzyka.
Fakty: Noah Lennox, wirtuoz bębna i westchnień obiekt, zanim dał się
poznać w obu tych rolach, wystąpił pod koniec lat dziewięćdziesiątych
w trzech etiudach studenckich, które dopiero niedawno przedostały
się do tzw. świata. Materiał audiowizualny, do zapoznania,
znajduje się tu http://www.youtube.com/watch?v=9dMP4fu63E&feature=related
,
tu
http://www.youtube.com/
watch?v=xB2hRH9WnQ8 i tu http://www.youtube.
com/watch?v=9dMP4fu6-3E&feature=related.
No to po kolei.
„Appy Halloween”
reż. Black Nasty
Choć film trwa niecałe 10 minut, dłużyzny w jego
drugiej części – w której bohater bezskutecznie błądzi po
budynku niczym portier po hotelu Atlantic – byłyby nie do
zniesienia, gdyby bohatera nie grał Lennox. W kostiumie Jerzego
Waszyngtona. Jest tu śladowa fabuła, jest klimat, śmieszne jakieś
nawiązania, ale to nieważne, nieważne. Wystarczy siedzieć przed
monitorem i robić„auuu”. Gdyby powstał kalendarz łączący paradygmaty
sceny i pin-upu, Noah plasowałby się wysoko – może nie mister lipca, jak
Malkmus, ale późna wiosna z pewnością. Niech się motłoch pręży na tle
stycznia i lutego, tutaj mamy chłopięcość na najwyższym światowym poziomie.
Sam film schodzi na drugi plan, ale przecież nikt więcej od niego nie wymagał.
21
Film
„Fecal Matters”
reż. Andrew Drazek, Black Nasty
Przerwa na anegdotę: Jakieś pięć lat temu dyrekcja mojego ówczesnego
liceum została hojnie obdarowana ulotkami, których pochodzenia nie
potrafię dziś ustalić (ale trop zjednoczeniowo-narodowy wydaje
mi się właściwy). Ulotki poświęcono pladze homoseksualizmu.
Czytelnik był do niej zniechęcany zaiste silnymi argumentami.
Jakimi? Otóż, jak się okazuje, homoseksualiści nie dość, że
jedzą fekalia, to jeszcze – dowodził autor – t a r z a j ą się
w nich. Przytaczam z pamięci, ale było to wyrażone
w słowach na tyle podobnych, że czytelnik
łatwo mógł się zorientować w wyznawanej
przez antyfekalistów hierarchii. Jedzenie
– spoko. Ale tarzanie się? Raczycie
chyba, panowie homoseksualiści,
żartować.Przytaczam tę historię,
żeby odwrócić uwagę od faktu,
że nie bardzo wiem co napisać
o kolejnej odsłonie aktorskiego
talentu Lennoxa. Może to, że tańczy
dokładnie tak, jak można sobie było
wyobrazić? (Czyli jak rachityczny biały chłopak
w koszuli w kratę, w okresie kiedy koszule w kratę
były szczytem obciachu, a słowo „obciach” było
stosowalne i adekwatne). Albo że, w przeciwieństwie do
poprzedniego, film wart jest uwagi nie tylko ze względu
na obsadę. (Także dlatego, że łączy poetykę studenckiej
etiudy, artystowską wrażliwość i postać wyobcowanego
bohatera ze zbywanym milczeniem problemem jedzenia fekaliów).
Całość w miarę zabawna, chociaż nie wiem na ile ma to związek z
niefortunną ulotką, która uczy i bawi od lat, będąc klasyczną anegdotą na
późną partię imprezy, kiedy wszystkie bardziej efektowne się wyczerpały.
22
Film
„Fish Sticks”
reż. Andrew Drazek
Z całej trójki to mój faworyt, chociaż bez dużej przewagi nad „Fecal
Matters”. Tryptyk trzyma w miarę równy poziom, który nie jest
przy tym szczególnie wysoki. Powiedzmy: średnio wysoki.
Ot, etiudy studenckie, na które nikt nie zwróciłby uwagi,
gdyby nie intertekstualność zapewniona przez, znajomą
i niespodziewaną w tym miejscu, twarz. Mruga się
w tych filmach okiem, oj mruga, tak jak to tylko
potrafią studenci szkół filmowych. „Fish Sticks”
przywłaszcza sobie zakończenie „400 batów”
Truffaut (Top 1 niezamierzenie zabawnych
tytułów, swoją drogą) z hucpą większą niż
tytuły filmów Wojcieszka przywłaszczają sobie
tytuły cudzych płyt. Ale największe mrugnięcie,
wręcz kuksaniec-w-bok, okazał się przez twórców
niezaplanowany. Jest to, jak się łatwo domyślić, fakt, że w
ich tanich szkolnych krótkometrażówkach wystąpił przyszły
Panda Bear. Na długo zanim osiadł w Portugalii i rozszerzył
spektrum działalności o projektowanie bluz. Wszystkie wymienione
czynniki gwarantują świeżomięsny urok, chwile roztkliwień, przerwy
w dostawie flow, zabawę na sto dwa – takie tam wakacyjne zajawki.
23
24
Sztuka
Sztuka
Problemy życia
codziennego
oraz następstwa
tekst: Damian Siemień
Tłumaczenie: KArolina PietrzoK
Rozmowa z turecką
artystką Gamze Özer.
Twoje prace to istna eksplozja form.
Atakują one niezliczoną ilością kolorów,
postaci, napisów. Czy to zamierzony efekt i
dokładnie ułożona kompozycja czy rezultat
spontanicznego wyrażania siebie?
Kiedy mam już podstawowy koncept, szybko
zagłębiam się w dany temat, jednocześnie robiąc
notatki i szkicując. Końcowy rezultat składa
się przeważnie ze spontanicznie połączonych
części i malunków dodanych do
szkiców.
Czy twoje grafiki można nazwać
jednoklatkowymi komiksami? Jeśli tak, o czym
one opowiadają?
Raczej nie można ich tak określić.
Skąd czerpiesz tematy do swoich prac?
Problemy życia codziennego, następstwa
światowych konfliktów.
Ulubieni twórcy?
Zawsze staram się unikać tego pytania, następne
proszę.
Przeglądając twoją stronę widzę, że wychodzisz
ze swoją twórczością na zewnątrz. Czy czujesz się
artystką street-artową. Na jakich płaszczyznach
sztuki jeszcze się jeszcze realizujesz?
Nie uważam się za twórcę street-artowego, to
dla mnie osobne pole, które szanuję i którym
się interesuję. Ja po prostu wkładam moje pomysły
w różne formy i miejsca. Mogą pojawić się na
kartonie, na ulicy, być instalacją w galerii czy
ilustracją w książce w moim domu.
Czym zajmujesz się na co dzień? Zainteresowanie
sztuką to twoje hobby czy edukujesz się w tym
kierunku?
Studiowałam grafikę, pracowałam w zawodzie w
kilku miejscach, ale uznałam, że to nie jest ścieżka,
którą chcę podążać w życiu.
Jakiej muzyki słuchasz podczas pracy twórczej?
Właściwie nie zwracam uwagi na muzykę podczas
pracy. Włączam iTunes w trybie shuffle. Billie
Holiday, Squarepusher, Devendra Banhart.
Jakich młodych, tureckich artystów możesz
nam polecić?
Ahmet Oğüt, Atilkunst, Banu Birecikligil, Bora
Akıncıtürk, Canan Senol, Cins, Ekin Saçlıoğlu, Erkut
Terliksiz, Extramücadele, Halil Altındere, Seda
Hepsev, Vahit Tuna.
Na koniec, opowiedz o technice, w której
wykonujesz swe prace.
Jest bardzo zróżnicowana. Kopiuj+wklej, rysunek,
malarstwo, szablony, szycie, bazgranie.
Gamze o sobie:
„frobuk=krobok=gamze özer kolekcjonuje słowa,
wycinki z reklam i ulotek – a potem składa je w
ręcznie robione kolaże. Jak urocze puzzle czy
kolorowa gra, perwersje nakładają się na siebie i
dotykają się wielowarstwowo. Punkty przecięcia
powstają w miejscach, w których nie powinno
ich być, dzięki czemu ukazują swój banał i brak
treści w humorystycznym kontekście i poczuciu
wolności” – powiedziała Anna Heidenhain. (można
dodać coś nowego)
25
26
Sztuka
27
Sztuka
Sztuka
Russell Yo
28
Sztuka
tekst: Justyna Dziesińska
tlumaczenie: Julia Hedemann
oung
29
Sztuka
Mógłbyś
opowiedzieć co nieco o
twoich początkach jako artysty?
Rysowanie strasznych drzew w wieku trzech
lat.Co jest dla ciebie najważniejsze?
Zdrowie. Mój ojciec zawsze powtarzał: „Dbaj o zdrowie,
dbaj o nie nawet w większym stopniu niż o rodzinę, sztukę,
twoje pasje. Bez zdrowia nie jesteś w stanie nic zrobić.”
Pamiętasz swój pierwszy aparat?
Pierwszy aparat dostałem od rodziców, kiedy miałem 8 lat. Nowy świat stanął
przede mną otworem.
Twoje pierwsze zdjęcie?
Pierwsze zdjęcie zrobiłem ptakowi, żeby go uchwycić musiałem wychylić się przez okno
mojej sypialni. Byłem bardzo skoncentrowany, czekałem na odpowiedni moment. Niestety
bardzo rozczarowałem się efektem końcowym, ptak był ledwie widoczny na zdjęciu.
Jakim typem artysty jesteś?
Brytyjskim.
Wolisz pracować samotnie, czy w zespole?
Samotnie, ale iskierka, istota pomysłu, moment, w którym mówisz „wow”, może nadejść w każdej
sytuacji. Na przykład kiedy odwożę dzieci do szkoły, albo spaceruję po Nowym Jorku, gdziekolwiek...
Gdziekolwiek poza moim studiem, gdzie próbuję tworzyć. W moim życiu istnieją trzy cudowne, kreatywne osoby: Robin Barton z Bankrobber Gallery w Londynie, William Hamilton i mój główny drukarz w
Nowym Jorku. Dzięki nim moje życie jest łatwiejsze.
Jesteś samoukiem, czy miałeś w swoim życiu mentora, który wskazał ci drogę?
Byłem samoukiem do 16 roku życia, później poszedłem do szkoły artystycznej, w której starano się
zrobić mysz z człowieka. Wtedy spotkałem Christosa Raftopolous’a, mojego mentora, który nauczył
mnie jak palić, jak zrobić wyśmienity dressing do sałatki i jak pokochać operę.
Kto ma wpływ na twoją pracę?
Nie znoszę przebywać wśród innych artystów, trzeba być bardzo ostrożnym, nie dopuszczać
nikogo zbyt blisko. Najlepiej kochać innych z daleka, nawet jeśli ma to trwać jeden dzień. Jak
mówił Bowie: „Możemy być bohaterami jednego dnia”. Moimi bohaterami są: Baselitz, Richter,
Schnabel, Twombly, Pollack, Bacon, Warhol, Prince, Polke, Pete Doherty, Dylan Thomas, Norman Mailer, William T. Volmann, Manson, Nixon, Hitler, Tony Clifton, Monroe, Michael Stipe,
wspaniały zespół Gallows, The Clash, Sex Pistols, Robin Barton, William Hamilton, Christos
Raftopoulos i Luther Davis.
Wpisałam twoje dane w Google i dowiedziałam się, że współpracowałeś z
wieloma świetnymi muzykami. Jak było?
Kiedy ja wpisałem swoje imię w Google, nic nie znalazło.
Jakiej muzyki słuchasz?
Uwielbiam muzykę z pasją, tworzoną przez ludzi, którym
naprawdę zależy, koniecznie musi być odtwarzana z płyty
winylowej. Potrafię słuchać jednej piosenki setki
razy, tygodniami, miesiącami. Rzeczy takich
jak Wagner, Sex Pistols, Morrissey,
REM, Leonard Cohen
30
31
Sztuka
Sztuka
, Joy Division, Gallows, Jacob
Miller i Happy Mondays.
Jakie znaczenie ma dla ciebie sztuka?
Jest moim „osobistym Jezusem”.
Dowiedziałam się, że koncentrujesz się na malowaniu. To
bardziej interesujące niż robienie zdjęć?
Kurwa, jasne, że tak. Na robienie zdjęć zmarnowałem 20 lat życia.
Czemu malowanie?
Artyści robią to od tysięcy lat. Ekscytuje mnie nakładanie farby, emalii, krwi i diamentów na powierzchnię.
Mógłbyś powiedzieć coś na temat pomysłu „anti-celebrity”?
Przez lata płacono mi sporo pieniędzy za pokazywanie ludzi piękniejszymi i bardziej
interesującymi, niż są w rzeczywistości. Ten pomysł miał być odpowiedzią na moją początkową
karierę fotografa. Postanowiłem robić zdjęcia policyjne sławnych osób, np. Sid Vicious, Elvis
i osoby pokroju Steve’a McQuinna. Spodobał mi się pomysł ukazywania sławnych ludzi w ich
najgorszych momentach, kiedy byli pijani, naćpani, przerażeni.
Czy twoim zdaniem sztuka może być jak narkotyk? Im więcej tworzysz, tym więcej chcesz jeszcze
zrobić?
Wystarczająco trudno jest tworzyć mając świeży, kurewsko czysty umysł. Narkotyki sprawiają, że wydaje
ci się, że jesteś dobry, nawet, jeśli prawda jest inna. Pomysły i tak przychodzą z trudem.
„Szukaj, niszcz i twórz”. Ciekawy i nietypowy sposób tworzenia. Co kryje się za tymi trzema słowami?
To punk, który we mnie siedzi. „Szukaj” – wyszukuję ludzi, obrazy, zdjęcia, z którymi chcę pracować.
„Niszcz”, rozcinam ramię, używam własnej krwi jako tuszu. „Twórz”- drukuję krwawą broń.
Jaki swój talent uznajesz za najważniejszy?
…usłyszałem głos czwartego Zwierzęcia, mówiącego: „Przyjdź!” I ujrzałem:oto koń trupio blady, a imię
siedzącego na nim Śmierć, i Otchłań mu towarzyszyła.” [cytat z Apokalipsy Św. Jana – Ap. 6, 7 – tłum. za
Biblią Tysiąclecia – przyp.AB]
Skąd wiesz czy twoje zdjęcia to sztuka? Kiedy ludzie są mili? W jakim momencie przeistoczyłeś się
z osoby, która tylko robi zdjęcia w fotografa i ostatecznie w artystę?
Nigdy nie zrobiłem zdjęcia, które nazwałbym artystycznym. Najlepsze w mojej karierze jest to, że
miałem okazję spotkać się z Morrissey’em, niesypianie po nocach, rozmowy telefoniczne z Michaelem Jacksonem. Christos Raftopoulos pomógł mi się rozwijać, przeprowadzić egzorcyzm
na samym sobie. Nie jest istotne czy ktoś wychwali czy obsmaruje moje prace. Sam dobrze
wiem, kiedy stworzyłem coś oszałamiającego, a kiedy coś przeciętnego. Mój najstarszy
syn Dylan był inspiracją dla mnie jako osoby stającej się artystą. Rozstałem się z branżą
muzyczną. Chciałem robić coś, co kocham, aby mój syn dorastał u boku ojca, któremu
zależy na własnej pracy, życiu. Wydaje mi się, że to najlepszy wzorzec dla dziecka.
Czasem wszyscy mówią o jakimś zdjęciu, że jest świetne. Skąd wiesz, że
dane zdjęcie jest naprawdę niesamowite?
Po prostu, kurwa, wiem.
Czym zainteresowałeś się najpierw? Malowaniem?
Fotografią?
Malowaniem. Chyba nikt nie zajmował
się fotografią kiedy się urodziłem.
...usłyszałem pierwsze z czterech
Zwierząt mówiące
32
Sztuka
jakby
głosem gromu:
„Przyjdź!” I ujrzałem: oto biały koń...
[cytat z Apokalipsy Św. Jana – Ap. 6, 1 – tłum.
za Biblią Tysiąclecia – przyp.AB]
Jakiego zawodu na pewno nie chciałbyś wykonywać?
Żadnego w Północnej Anglii.
Jakie jedno, trwałe wrażenie chciałbyś zawrzeć w swojej sztuce?
Będę twoim lustrem.
Mieszkam w Polsce i bardzo chciałabym zobaczyć Twoje prace. Czy
planowane są jakieś wystawy w moim kraju?
Najbliższa będzie w Bankrobber Gallery w Londynie, albo w Ralph
Schrieer Gallery w Dusseldorfie, jeszcze w tym roku. www.russellyoung.com
Czego mogę ci życzyć?
Czego możesz mi życzyć? Oddałbym wszystko za
możliwość bycia młodszym bratem trójki
moich dzieci.
33
34
Fotografia
tekst: K
atarzyn
a Borel
modelk
owska
a
:
J
a
c
q
ueline S
foto/st
zymczak
ylizacja
Marcin
Kosako
wski
KOSAKO
VSKI
35
Fotografia
Fotografia
Masz 17 lat, a fotografujesz lepiej niż nie
jeden 30 latek. Na czym opiera się twój
sukces?
Ja bym tego sukcesem nie nazwał po prostu
robie swoje, inspiruje się, nie oglądam na
innych, czerpię z tych najlepszych, dużo
oglądam.
Jakby nie patrząc, jest to sukces, dużo ludzi
ogląda ale mało wyciąga wnioski.
Myślę że ludzie po prostu boją się ryzykować
, zaszaleć.
Mówisz o inspiracjach, zatem kto Cie
inspiruje?
Kurde wszędzie widzę jakąś inspiracje. Jeżeli
chodzi o konkretnych fotografów to Jurgen
Teller, na pewno duet Pamela Redd I Mathew
Reader. Steven Klein, ale on bardziej mnie
miażdży niż inspiruje. Najczęściej chyba
jednak szukam inspiracji w modelkach.
Fotografia mody, zdaje się przeżywać
lekki kryzys. Ciągle pojawiają się podobne
schematy, trendy, które pozbawiają
indywidualności fotografa.
No właśnie, to mnie przeraża, że ponoć
wszytko już było. Cholernie trudno rozróżnić
często albo odgadnąć kto jest autorem
zdjęcia, no ale podobnie jest w malarstwie i
innych dziedzinach sztuki.
Nie myślisz, że wynika to stąd, iż oglądamy
za dużo obrazów, w stosunku do naszych
poprzedników którzy nie mieli dostępu do
internetu?
Tak, ludzie mają tendencje do czerpania
inspiracji właśnie od innych, często
naśladowania ich, widzę to po sobie.
Poniekąd uważam, że to droga do odszukania
własnego stylu. Zawsze tak było w np. w
malarstwie, że naśladowało się prekursora,
mistrza,ludzie inspirowali się nawzajem.
Rzadko zdarza się indywidualność która od
początku wie w jakim kierunku chce iść, jakich
środków używać, o czym opowiadać.
36
A o czym chce opowiadać
Kosakovsky?
Nie wiem tego jeszcze, ja na
razie dobrze się tym bawię,
poszukuję. Chciałbym, żeby
to co robię było świeże, żeby
było moje, żeby wychodziło
ode mnie, nie chce opowiadać
o wielkich rzeczach.
Czy wiążesz swoje plany na
przyszłość z fotografia?
Na pewno będę robił zdjęcia,
pytanie czy dam rade z
tego jakoś się utrzymać.
Mam milion pomysłów na
swoje życie, co chwilę inny.
Chciałbym mieć własną
agencję modelek, nawet
ostatnio myślałem nad nazwą
haha. Z reguły jak planuję to
nie wychodzi. nie pamiętam
żeby kiedyś jakieś zdjęcie
wyszło dokładnie tak jak
zaplanowałem.
Ale chyba na tym polega
autorozwoj, ze ciągle coś nie
wygląda jak powinno.
Tez mi się tak wydaje.
Na koniec, czy masz jakieś
wskazówki DIY do młodych
fotografów?
Może powiem tyle, ja
zaczynałem od zenita i
uczyłem się w ten sposób
szacunku do kadru, myślę że
to jest jakaś metoda.
37
Fotografia
38
Fotografia
39
Fotografia
40
Fotografia
41
Fotografia
O M U L E C K I
Fotografia
zdjecia: Igor Omulecki/photoshop.pl
Specjalne podziękowania dla Krolika i Pedro.
42
43
Fotografia
44
Fotografia
45
Fotografia
46
Fotografia
47
Fotografia
48
tekst: Katarzyna Gumowska
BLOGERKA Z MISJĄ
Moda
Moda
Młoda, zdolna i bez wątpienia
– super modna. Nam
opowiedziałam o swoich
inspiracjach, doświadczeniach
i misji, jaką pragnie zrealizować
dzięki swojemu blogowi.
www.parkandcube.com
Opisz swój styl.
Gdyby jedno słowo miało
zdefiniować mój styl, byłoby
to: ‘funkcjonalny’. Najbardziej
inspirują mnie ludzie, którzy lubią
eksperymentować z rzeczami,
miksować wzory i faktury
materiałów, tworzyć nowe formy.
Ci, którzy nie obawiają się łamać
zasad. Ja z kolei próbuję wyrazić
te inspiracje, nadając im bardziej
praktyczny, codzienny charakter.
Czy możesz wyjaśnić swoje
koreańsko-polsko-brytyjskie
koligacje?
Urodziłam się w Korei Południowej,
jednak z powodu pracy mojego
ojca, musiałam przeprowadzić się
do Austrii, a później, w wieku 3
lat, do Polski. Wychowałam się w
koreańskim domu, uczęszczając
do wielu międzynarodowych,
warszawskich szkół. (To jeden z
powodów, dla których nie mówię
najlepiej po polsku - taka jest
przynajmniej moja wymówka.) Po
liceum zdecydowałam się na studia
licencjackie na kierunku Graphic
Design w Londynie i w tym miejscu
wkracza element ‘brytyjskości’.
W jaki sposób Twój styl
odzwierciedla tę różnorodność?
Ludzie zawsze mówią mi, że jestem
dziwnym okazem – mieszanką
Dalekiego Wschodu i Europy
Środkowej, o bardzo zachodnim
nastawieniu. To zdecydowanie
wychodzi na jaw, kiedy projektuję, a
w jeszcze większym stopniu, kiedy
się ubieram. Waga, jaką przywiązuję
do wysokiej jakości autoprezentacji,
jest zdecydowanie koreańską właściwością,
natomiast pewność, z jaką miksuję nietypowe
ubrania, to element charakterystyczny dla
mieszkańców Londynu. Myślę, że typowo
polską cechą jest dodawanie do stroju czegoś
nieoczekiwanego. Uroda polskiego stylu tkwi w
tym, że moda nie jest tu tak bardzo komercyjna
i niewielu podąża ślepo za trendami, wyczucie
stylu jest bardzo świeże i oryginalne.
Studiujesz w Central Saint Martins
College, jednej z najbardziej prestiżowych
„modowych” szkół świata. Jak wpłynęło to
na Twój styl życia?
Tak naprawdę studiuję Graphic Design,
który bardzo różni się od studiowania mody.
Central Saint Martins jest renomowaną i
prestiżową uczelnią także jeśli chodzi o
kierunek Graphic Design, jednak myślę, że
ma zupełnie inny wpływ na mój styl życia,
niż w przypadku studentów mody. Ludzie nie
oczekują od nas głębokiego zainteresowania
modą (choć można spokojnie stwierdzić, że
jest tak w przypadku 90% z nas). My z kolei
nie przywiązujemy tak dużej wagi do imienia
szkoły, ponieważ graficy z reguły pracują za
kulisami.
Skąd bierze się Twoje zainteresowanie
projektami DIY (zrób to sam)? Czy nie
łatwiej byłoby po prostu kupić gotową
rzecz?
Oczywiście, że zdecydowanie łatwiej jest kupić
gotową rzecz ze sklepów, jednak sądzę, że
DIY otwiera zupełnie nowe możliwości, których
nie otrzyma się za żadne pieniądze. Chodzi o
wysiłek włożony w znalezienie pomysłu, nad
którym warto pracować oraz o poszukiwanie
i zakup materiałów do realizacji projektu, a
także o samą pracę, wykonaną samodzielnie
i sprawiającą, że rezultat jest jeszcze
cenniejszy. No i ma się pewność, że nikt inny
nie będzie miał tego, co ty masz na sobie!
Powodem, dla którego tak bardzo zależy mi
na promowaniu DIY na moim blogu jest to, aby
ludzie w obliczu współczesnej, nakłaniającej do
ciągłej konsumpcji, kultury ponownie docenili
zawartość swoich szaf oraz aby poczuli więź z
rzeczami, które sami stworzyli. Mam nadzieję,
że nauczymy się być mądrzejsi i bardziej
odpowiedzialni, wydając pieniądze!
49
50
Moda
51
Moda
C CH
ODŹ
POM
ALU
J MÓ
J ŚW
IAT
Moda
WIĘ
Coś dla tych, których widok igły i
nitki przyprawia o dreszcze i którzy
ani myślą brać w rękę nożyczki,
pruć, ciąć i składać w pocie czoła
wymarzoną kreację. Colour-in dress
to kompromis pomiędzy niechęcią do
sztuki krawieckiej oraz nieodpartym
pragnieniem zrealizowania
samodzielnego, modowego projektu.
Berber Soephoer oraz Michiel
Schuurman to autorzy nietypowej
sukienki. Trzecim uczestnikiem
projektu jest osoba, która decyduje
się ją założyć i własnoręcznie koloruje
specjalnie zaprojektowany wzór.
Rezultat końcowy to alternatywa
wobec coraz szybciej zmieniającej się
mody oraz masowej produkcji – a taka
wyjątkowa, niepowtarzalna i jedyna w
swoim rodzaju kreacja to wieloletnia
gwarancja sukcesu.
52
Moda
tekst: Katarzyna Gumowska
Pomysł & Projekt:
Berber Soepboer
www.berbersoepboer.nl
Projekt tkaniny / Graphic Design: Michiel Schuurman
www.michielschuurman.nl
Fotograf: Sander Marsman
Styling: Anne Stooker
www.annestooker.com
Modelka: Nina Varga.
53
54
Moda
55
Moda
E
K
om
.c
ss
a
re
sk
dp
ow
or
m
om Gu
w
u .c a
de ur n
.n de rzy r
w
u
w w.n ata de
w
K N
w
:
w kst ia:
c
te ję
Zd
r.
I
L
…
!
T
I R
U
O E
D D
N
56
Moda
Moda
E
Grafik, designer, blogger
czy może artysta? Z
pewnością nie jest łatwo
zakwalifikować
go
do
jakiejkolwiek z tych kategorii.
Jeszcze trudniej zaszufladkować
jego prace. Czy to tylko koncept?
Moda? A może już sztuka? W ramach
projektu Do it yourself, Ndeur reinterpretuje
klasyczne oprawki Wayfarer. Jednak na
szczególną uwagę zasługują nietypowe buty,
zrealizowane zgodnie z ideą Make a Paper
World. Gdyby nie prowizoryczny materiał,
te niebanalne szpilki bez wątpienia
w mgnieniu oka znalazłyby szeregi
fanek. Pozostaje czekać, aż Ndeur
zdecyduje
się
urzeczywistnić
swoje papierowe pomysły. Lub
podjąć własną inicjatywę DIY.
57
58
Moda
59
Moda
Moda
Och Karol
Pijama Marios Dik, Coat personal own of model
Fotograf: Krzysiek Kozanowski / photo-shop.pl
Stylizacja: Monika Brzywczy
Makeup & Fryzury: Klaudia Jaspińska
Model: Charles / Orange Models
60
61
Blouse Marios Dik, pents Wood Wood, sneakers Reebok
Blouse Marios Dik, pents Cheap Monday
Moda
Moda
Neckerchief & Blouse Marios Dik, bracklet Lee
DIK Fagazine z wdziękiem
afrodyty poszeża swoją
działalność, wychodząc
na przeciw dickowej
modzie. Wraz z Marios
tworzą oryginalną kolekcje
ubrań pod hasłem
Marios Dik. Wszystkie
ubrania przyozdobione
Neckerchief Marios Dik, pents Wood Wood, sneakers own of model
linearnymi rysunkami
62
Karola Radziszewskiego
silnie przykuwają uwagę,
największych heteryków,
bo któż jest w stanie
oprzeć się zmysłowym
centaurom, pięknym
roślinom i cudnym
kryształom.
Więcej na: mariosdik.com
63
Pijama Marios Dik, Coat personal own of model
Pijama Marios Dik, Coat personal own of model
Moda
tekst: Katarzyna Gumowska
Ilustracja: Dominika Bobulska
Narodziny mody
Moda
64
Moda
taka,
jaką
znamy
dziś,
jest
absolutnie
współczesnym
fenomenem. Jednak, jak każde
zjawisko społeczne, ma swoją
historię.
Elegancja Francja
Wszystko zaczęło się na dworze Ludwika
XIV. Rozpustny król uwielbiał wydawać
pieniądze
podatników
oraz
robić
wrażenie na dworzanach i poddanych
swym
strojem.
Nie
pozostawała
mu dłużna także małżonka – Maria
Antonietta – ikona stylu i uosobienie
luksusu.
Każdą
jej
zachciankę
realizowała pospiesznie Rose Bertin,
Minister Mody – postać niezwykle ważna
dla historii krawiectwa. To pierwszy
przykład prawdziwej couturière, która
nie tylko realizuje zamówienie klientki,
ale także doradza, sugeruje, tworzy.
Rządy tej stylowej pary doprowadziły
kraj do objęcia nieoficjalnego tytułu
stolicy mody. A niewiele później także do Rewolucji. Po tej społecznej
i politycznej, przyszła kolej także na
przemysłową. Te niezwykle ważne
dziesięciolecia odmieniły i ukształtowały
oblicze nie tylko świata, ale i mody.
Dzierży-moda
Rok 1846 – Charles Frederic Worth,
z pochodzenia Anglik, przybywa do
Paryża. W niedługim czasie decyduje
się na otwarcie własnej pracowni
krawieckiej, która w szybkim tempie
staje się epicentrum europejskich
trendów. Największą nowość stanowi
65
Moda
Moda
fakt, że to mistrz narzuca swoje
gusta bogatym klientkom – nie na
odwrót, jak było do tej pory. A te
stoją w kolejce u jego drzwi, czekając
na swoje pięć minut. To początek
modowego dyktatu i tyranii, które
Ladies time
niebawem osiągną swoje apogeum.
XX wiek to zdecydowanie
Jednak tylko najzamożniejsze damy
nowe, niedostępne do tej pory
mogą pozwolić sobie na garderoby
możliwości. Kobiety pragną
pełne sukien. Mniej uprzywilejowane
niezależności, samodzielności,
i zasobne elegantki muszą zadowolić
chcą spełniać swoje pasje,
się
kilkoma
prostymi
strojami,
nie pozostawać w cieniu
często przekazywanymi z pokolenia
mężczyzn. Jednak największe
na pokolenie. Jednak już wkrótce,
kariery tego okresu zaczęły
zdobycze techniki oraz historyczne
się niepozornie, od strojów
okoliczności wszystko zmienią.
realizowanych
na
własne
potrzeby. Elsa Schiapparelli,
Singer odkrywa Amerykę
Jean Lanvin, czy Coco Chanel
Maszyna do szycia to przełomowy
stawiały
pierwsze
kroki,
wynalazek – to dzięki niemu moda
pokazując się w towarzystwie
staje się bardziej demokratyczna.
w kreacjach własnego projektu
Powoli zaczyna krystalizować się
(Lanvin ubierała także córkę
pojęcie masowej produkcji. Rośnie
– Ririte – która stała się
także
popularność
zestawów
ambasadorką jej stylu). Wojny
złożonych z bluzek i spódnic.
zdusiły optymizm i dobrobyt,
Dlaczego? Szyte na zamówienie
wymuszając jednocześnie na
suknie wymagają licznych przymiarek
kobietach pomysłowe radzenie
tak, aby leżały idealnie – a to
sobie z niedostatkiem tkanin
determinuje cenę. Koszulę natomiast
i materiałów niezbędnych do
wkłada się do spódnicy, której długość
tworzenia wymyślnych strojów.
można dodatkowo uregulować w
Spódnice i włosy stawały się
domu, po zakupie i koszty maleją.
krótsze, a dodatki oryginalne
Koniec XIX wieku to ponadto okres
i zaskakujące – ich zadaniem
pierwszych czasopism poświęconych
było
zrekompensowanie
modzie.
Te
proponują
przede
prostoty i skromności ubrań.
wszystkim wzory i szablony, które
ułatwiają samodzielne odtworzenie
Baby boom
najświeższych i najmodniejszych
New Look oraz lata 50. to
krojów. Wszystko to odbywa się
„łabędzi śpiew” prawdziwej
równolegle z formowaniem się klasy
średniej – nuworyszy, dla których
wyszukany strój jest inwestycją
niezbędną do wzmocnienia swojej
pozycji w towarzystwie.
66
Moda
elegancji i mody haute couture.
Począwszy od lat 60. na scenę wkraczają
młode
pokolenia.
Minispódniczki
i
drugiej natomiast, pragniemy
kolorowe rajstopy, długie powłóczyste
wyrazić
naszą
odrębność,
suknie, spodnie dzwony, czy kurtki
indywidualność.
Moda
istnieje
nabijane ćwiekami reprezentują nowe
wtedy,
kiedy
obie
te
tendencje
trendy, zrodzone na ulicy. Każdy
funkcjonują jednocześnie. A
tworzy i interpretuje swój własny styl,
czym
charakteryzuje się ta
wymyśla niepowtarzalne i jedyne w
dzisiejsza?
Z pewnością jest
swoim rodzaju kreacje. Z czasem
demokratyczna,
eklektyczna,
narodzi się także pojęcie street style,
ekstremalnie
zmienna.
Markowe
początkowo funkcjonujące w opozycji
rzeczy
łączymy
z
tymi
z
second
do prawdziwej mody, jednak szybko
handów,
a
internetowe
blogi
przez nią zaakceptowane – a nawet
na
równi
z
Vogue’iem
dyktują
więcej. Dolce & Gabbana bezbłędnie
trendy.
Jednocześnie
środki
dostrzegają potencjał tego zjawiska
komunikacji
i
globalizacja
i proponują nową młodzieżową linię,
doprowadziły do ujednolicenia i
zainspirowaną
właśnie
ulicznym
standaryzacji. W każdym zakątku
stylem. Tym samym powolna erozja
świata dostępne są te same
ostentacyjnej, luksusowej i dyktowanej
sklepy, a centrum handlowe
przez projektantów elegancji, znanej z
w Hong Kongu nie różni się
poprzednich dekad, dobiega końca.
niczym od tego w Warszawie. Z
pozoru jest łatwiej i wygodniej
Back to the future
niż dwieście lat temu. Ale czy
Niemiecki socjolog George Simmel
na pewno? Wydaje się, że
– jeden z pierwszych teoretyków
prawdziwa zabawa dopiero się
mody – wyróżnił dwie podstawowe
zaczęła.
potrzeby kierujące człowiekiem przy
wyborze stroju. Z jednej strony chcemy
zaznaczyć naszą przynależność do
danej grupy społecznej, podkreślić
naszą z nią łączność i zgodność. Z
67
tekstL Maciej Piasecki
ilustracja: Katarzyna Walentynowicz
Wakacje z Adamem Słodowym
Felieton
“ J e ś l i
chcesz coś zrobić dobrze,
zrób to sam” - głosi ludowa mądrość. Jeszcze
paredziesiąt lat temu każdy szanujący się gospodarz
potrafił strugać, szpachlować, frezować i wykonywać inne czynności
o trudnych do wymówienia nazwach. Dziś, kiedy każdą potrzebę można
zaspokoić po promocyjnej cenie w centrum handlowym, takie umiejętności wydają
się co najmniej anachroniczne. Z drugiej strony, mało co może sprawić większą frajdę,
niż stworzenie czegoś własnego, bez niczyjej pomocy. Nawet jeśli słowo “majsterkowicz” nie
brzmi najseksowniej, to DIY (do it yourself, czyli zrób to sam) oznacza nie tylko łatanie dziur w rurach,
butach i skarpetkach. Etos samodzielności leży przecież u podstaw romantycznej ideologii punka The Slits, New York Dolls i Buzzcocks woleli grać po piwnicach i pustostanach, niż liczyć na sponsoring
wielkich wytwórni. Internet daje nam niczym nieograniczony dostęp do doświadczeń profesjonalistów
w różnych dziedzinach. Wystarczy po nie sięgnąć, aby poczuć na sobie błogosławieństwo Johnny’ego
Thundersa i Adama Słodowego. Nie mówiąc już o tym, że małe “zrób to sam” może uratować domowy budżet
przed skutkami wszędobylskiego ostatnio słowa na “k” (i nie chodzi mi niestety o popularne przekleństwo).
Oto parę pomysłów, jak spędzić ostatnie tygodnie wakacji “robiąc to samemu” (nie, nie TO, świntuchu!):
Upiecz ciasto. Kopiec Kreta z pobliskiego supermarketu to oczywisty trop, ale dla mistrza
patelni pieczenie ciasta z proszku to zniewaga. Jeżeli jesteś męskim facetem, który w kuchni
pojawia się tylko po zagrychę i klina, nadaj temu pedalskiemu zajęciu dodatkowej głębi,
piękąc ciasto w kolorach tęczy. Przepis znajdziesz na www.omnomicon.com/rainbowcake
Złóż aparat fotograficzny. Zakup porządnej lustrzanki albo oryginalnego lomografu może
poczynić w portfelu poważne spustoszenie. Nie bój nic! W zależności od nastroju i potrzeb,
możesz samemu wystrugać z drewna wartego ok. 15000 zł Canona 1D (www.canon.
com/camera-museum/design/process/balsa/)
albo
złożyć
z
papieru
działającą(!)
kamerę
otworkową
Dirkon
(www.pinhole.cz/en/pinholecameras/dirkon_01.html).
Zbuduj statek kosmiczny, który przeleci trasę na Kessel w mniej niż dwanaście parseków
i ucieknie przed imperialnymi niszczycielami. Jego schematy znajdziesz na www.7a.
biglobe.ne.jp/~sf-papercraft/Gallery/Falcon/Falcon.html Niech moc będzie z tobą!
Zostań samoukiem. Strona www.videojug.com wytłumaczy krok po
kroku, jak wykonać dowolną rzecz na świecie (od pieczenia
muffinów po rozpinanie stanika jedną ręką) za
pomocą krótkich filmów w stylu lat 50.
68
Felieton
Z j e d z
kolację przy świecach.
Atmosferę niczym z filmu z Meg
Ryan możesz uzyskać za pomocą samodzielnie
wykonanych świeczek! Pszczeli wosk znajdziesz za grosze
na Allegro, a świece
o dowolnym kształcie i zapachu uformujesz zgodnie z instrukcjami na
www.candletech.com/candle-making-basics/
Załóż zespół, zaprojektuj plakaty, przypinki i okładkę płyty, wypal kilkaset kopii,
rozdaj znajomym i fanom. Jeśli kiedyś twój zespół odniesie jakimś cudem sukces,
żaden pryszczaty dzieciak z internetowego forum nie zakwestionuje autentyczności jego
korzeni. Co najwyżej nazwie cię sprzedajną, korporacyjną dziwką. Opcja dla zaawansowanych:
graj na własnoręcznie wykonanych instrumentach (np. z kamieni i patyków, jak Sigur Ros),
Nagraj podcast. Jeśli masz coś do powiedzenia, to niech cię usłyszą. Nie musisz od razu starać się o audycję
w ogólnopolskiej stacji radiowej, ani tym bardziej zakładać własnej. Nagrywając domowym sposobem
cykliczny podcast, masz okazję dotrzeć do wszystkich, którzy w drodze do miejsca nudnej pracy chcieliby
usłyszeć coś ciekawszego, niż Eska Rock. Wystarczy ci komputer, dostęp do internetu i dobra promocja.
Zrób lody. Już nie musisz czuć winy zajadając się letnimi łakociami. Lekkie, zdrowe lody w
swoim ulubionym smaku możesz przygotować, wkładając owocowy jogurt do zamrażalnika.
Jedz własny chleb. W Szwecji, gdzie chleb kosztuje w sklepie równowartość 30 zł, nawet rząd zachęca obywateli,
aby sami piekli chleb. Aby mieć pewność, że na twoim stole nie ma spulchniaczy, barwników i zmielonego na
mąkę szczura, postępuj zgodnie z instrukcjami na www.piekarnia.wordpress.com/2008/07/05/pierwszy-chleb/
Zdziałaj cuda z taśmą klejącą. Rolka elektrycznej taśmy to jedno z podstawowych narzędzi domorosłego
majsterkowicza. Strona www.octanecreative.com/ducttape/diner/diner11.html prezentuje różne możliwości
jej wykorzystania: od banalnie nudnych (skleje nie cieknącej rury albo pękniętej szyby), po tak groteskowe jak
“naprawa kury” albo przytwierdzenie dziecka do łóżeczka.
Poskładaj samochód z gotowych części. Kit car, czyli samochodowy składak, możesz skonstruować we
własnym garażu z nowych części dostarczonych przez producenta oraz używanych elementów od tzw.“autadawcy”. Legendarne Shelby Cobra albo FerrariTestarossa będą cię kosztować ok. połowę taniej niż na rynku.
Przejdź na freeganizm - dietę opartą na produktach dostępnych za darmo. Nie musisz biegać po
lesie zbierając grzyby ani zrywać pokrzywy za domem.W śmietnikach pobliskiego hipermarketu
zalegają tony przeterminowanego o jeden-dwa dni jedzenia. Sęk w tym, jak się do nich dobrać...
69
Felieton
DIY
tekst: Katarzyna Borelowska
ilustracja: Monika Habrzyk
Ok, Michael nie żyje, Manson ślini się na waginę
Lady Gagi, a biedny Patinsson nie może wyjść z
domu. Świat się kończy, a raczej skończył dawno
temu. Kiedy słyszę, że globalna zagłada dosięgnie
nas w 2012, odczuwam nie tyle przerażenie co błogą
ulgę, że wreszcie ‘coś’ opanuje ten międzynarodowy
chaos, chaos państwowy, miastowy czy domowy.
Ale nie martwmy się, w końcu pozostają nam 3
cudowne lata życia, aby wziąć sprawy w swoje ręce i
spróbować uchronić świat. I nie chodzi o stworzenie
dr. Manhatan-a czy spalenie książek Browna i
kolekcji stringów mamy. Nie, nie i jeszcze raz nie.
Tym razem, zaczynamy od nas samych. Siadamy
zatem w miękkim fotelu (ewentualnie może
być krzesło), wyciągamy stos kartek i ołówków
i podążając przez zakamarki naszego umysłu
poszukujemy naszych starych, zardzewiałych
pragnień, które niegdyś zgaszone zdrowym
rozsądkiem odeszły w zapomnienie. Na wejściu
możemy skreślić z listy pragnienia typu „chce zostać
prezydentem”, „chciałbym żeby pani od fizyki
umarła” bo nie w tym kierunku zmierzamy. Chodzi
o proste pragnienia, które pomimo swojej prostoty,
mogą nas w efekcie zaprowadzić na głębsze morze,
a niegdyś nie było na to okazji.
I tutaj podaje przykład pragnień które są okej:
1. Chcę zostać pisarzem jak Hank Moody.
2. Chcę walczyć z rządem jak Milk.
3. Chcę być piękna jak Megan Fox.
4. Chcę być naczelną Vogue’a.
5. Chcę być koleżanką Cory Kennedy.
Po wypisaniu takich sobie śmiesznych pragnień,
zastanawiamy się co możemy zrobić aby przeżyć
swój sen na jawie i spełnić swoje marzenia. O to
przykładowy proces w stosunku do powyższych
pragnień:
Ad.1 Kup sobie słownik, idź do biblioteki a lepiej to
wejdź na pierwszy lepszy serwis blogowy i sprawdź
jakiego typu bzdury lubią czytać ludzie, zainspiruj
się i napisz pierwszą w życiu powieść. Następnie
popadnij w alkoholizm i niezależnie od płci idź na
kurs bycia macho.
Ad. 2 Zbierz paru kumpli, kupcie jeden numer
„Focusa”. Znajdźcie jakiś kontrowersyjny artykuł,
wymyślcie swoja ideologie i program sprzeciwu
wobec np. wydawania pieniędzy państwowych
na badanie kosmosu, którego i tak nie podbijemy.
Zbierzcie więcej ludzi, zróbcie parę demonstracji i
kupujcie „Focusa” dalej. Znajdźcie jakaś starą budę i
ustanówcie ją waszą bazą główną.
Ad. 3 Zgłoś się do programu „Jak dobrze wyglądać
nago” lub „O 10 lat młodsza” i licz na łut szczęścia,
że cię wylosują.
Ad. 4 Zbierz ekipę o wspólnych zainteresowaniach,
załóżcie magazyn. Pisz pierdoły i zawsze dobrze
wyglądaj, a potem wyjedz do stanów jako niania do
dziecka, nawiąż romans z panem domu o mafijnych
powiązaniach i pokaż mu swój świetny magazyn.
Jest duża szansa, że ów pan domu będzie miał
70
Felieton
wystarczająco dużo pieniędzy i koneksji, aby pomóc
ci w realizacji marzeń.
Ad. 5 Weź kredyt, zorganizuj dużą imprezę w
rodzinnym mieście, zaproś wszystkich w tym Correy,
zwołaj prasę i kup sobie parę spoko ciuszków. Corey
też coś kup. Na koniec jest Twoja o ile ściemnisz jej,
że twój ojciec jest miliarderem.
Tak zatem, podążając tym prostym systemem, jesteśmy
w stanie spełnić swoje marzenia i naprawić świat, nasz
świat niespełnionych dziecięcych pragnień. Mając
pomysł na siebie stajemy się nie zależni/indie a co za
tym idzie, jesteśmy DIY. Bo DIY to nie są już domowe
robótki na stół i malowanie klamek, ale autokreacja,
tworzenie własnego ja, a to jak wiadomo, zawsze jest
w cenie. Na koniec mojego smętnego wywodu dodam,
iż to nikt inny jak sama Vivien Westwood, napomknęła
na tegorocznym fashion weeku, aby zaprzestać
kupowania jej ubrań i zacząć szyć samemu. Być może
był to tani, nie do końca zrozumiały dla mnie chwyt
reklamowy, a może po prostu fakt, iż Vivien zna wartość
własnoręcznej pracy.
71
Felieton
Z poczty redakcyjnej
REDAKCJA PIANY NIE PONOSI ŻADNEJ
ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA TREŚĆ TEGO TEKSTU
Jestem hardkorem / daj kamienia / happy hanukah, HR
ilustracje: Katarzyna Walentynowicz
72
Felieton
Nie wiem co tu można jeszcze disować w społeczeństwie, które samo siebie disuje swoją głupotą.
A zwłaszcza w takim miłym kraju jak nasz piękny nadwiślański. Śmierdząco-betonowo-sztuczna
Warszawa, ironizująca i obracająca w żart swój własny warszawo-centryzm. Wypychanie prawdy
poprzez kpinę - typowa reakcja wariata. „Pedalski Kraków”, gdzie pozostaje opcja samotna
dziewczynka lub gej tudzież pseudo-gej z mniej lub bardziej wykreowaną wada wymowy (ostatnie
osobniki hetero występują tam marginalnie w formie tzw. „pasów” lub „antypasów”). Wrocław pełen
euforii, jak żołnierz w lazarecie, który nie ma nóg i rąk, ale i tak cieszy się życiem, bo morfina w
żyłach. Kocham te miasta. A, zapomniałem... Jeszcze Trójmiasto – jakaś hermetyczna oaza, też
sama z siebie zadowolona i ukrywająca fakt ze siedzi na zadupiu świata i nikt o niej nie myśli.
Swoją drogą hermetyczne i zamknięte społeczności mają niesamowitą zdolność generacji
najróżniejszych perwersji i grupowych dewiacji pod osłoną poprawnych obyczajów.
Małe miasteczka i wsie skrywające tajemnice swoich wspólnot. Jak to było w sprawie
wyspy Jersey gdzie przez cały XX wiek istniał dom dziecka masowo molestujący
swoich wychowanków, co wyszło na jaw dopiero niedawno. Szkielety dzieci pod
posadzką i inne tego typu makabryczne ślady. A w po wojnie nad wszystkim parasol
ochronny sprawował lokalny senator sam biorący udział w pedofilskim procederze.
Granice zamkniętych młodych kultur miejskich próbuje przełamać moda na festiwale pod
znakiem ściąganych jak musztarda po obiedzie gwiazd i gwiazdek. Cudowne heinekeny,
offy i inne takie – wydrwigrosze, chała, biesiady w błocie i na łące. Nie wiem co to za
przyjemność oglądać ulubiony zespół z odległości pół kilometra, na otwartym terenie
ulegającym humorom pogody. Imprezy które wołają „przyjedz do naszego miasta i szczaj
jakie jest z dupy i po chuju”. Mniejsza o to. Tak na marginesie to proponuje przypomnieć
sobie słynną niegdyś i swego czasu zbanowaną animacje fleszową pt Housewitz...
Problematyczne acz prawdziwe świadectwo przestrzeni symbolicznej w jakiej żyjemy.
Nawiązując do banalnej i negatywnej hermetyczności niektórych zjawisk to fascynuje
mnie od dawna polskie polowanie na „trendy” w „kulturze klubowej” (dla mnie to wszystko
jeden wielki cudzysłów, w sumie nie da się inaczej). For example: indie promowane po
fakcie – zespoły różniące się wizerunkiem zespołu lub nazwą. Jakże ja nie cierpię zestawów
typu perkusja, wokal, gitarka i bas – nie ma nic bardziej formalnie ograniczonego w swych
możliwościach w muzyce. A obecnie fidgety, getto techy, dubstepy, heavy bassy, basslajny
czy co tam bozia da jeszcze wymyslić osobom, których muzykę świetnie opisuje pojęcie
„blog house” czyli remixy i muzyka, której głównym medium dystrybucji są te notoryczne
blogi. Każdy „zorientowany” DJ czy to z Polski A czy B bierze i puszcza to samo, ale ok jesteśmy
jedna piaskownica, jaramy się. Jebiemy bassy na jedno kopyto, jaramy się wszystkim tak
długo jak długo da się z czegoś zrobić kolejny remix. A do tego reanimowanie trupa pt. happy
hardkor! Gdyby to chociaż w jednym procencie przypominało atmosferę kultury kwasowej
z początku lat 90’tych – nielegalne imprezy w budynkach do rozbiórki, antypolityczność,
kontrkultura etc. Rememberrr Timothy Leary, a nie takie beznadziejnie nudne i umysłowo
„tanie” pańsko, jakie reprezentuje polska młodzież vide casus club kidsów z Cafe Mięsna.
Ciekawe też czy dzisiaj modne postacie środowiska klubowego, może za jakieś 20 lat ujrzę
dorabiające na chałturze w kolejnym sezonie „Klanu” lub jakiejś reklamie sieci komórkowej.
Niektórzy by świetnie pasowali. Zagubieni, podaj im rękę, bądź markiem kotańskim, bądź Jamesem
St. Jamesem, daj im na złoty strzał, daj im kocie nery, ale nie z patelni, o pizzy możecie sobie pomarzyć.
Dobra koniec wywodu, lepiej wrócę do oglądania występów Goddess Bunny, zdeformowanej
gwiazdy amerykańskiego podziemia z chorobą polio albo ściągnę znowu Faces of Death na torrencie
– moja ulubiona scena z tej serii to policjant rozrywany przez aligatora. Legenda, klasyka. Polecam, yo!
73
74
Zrób sobie książkę
tekst: Martyna Wojnicz
ilustracje: Monika Habrzyk
Literatura
Literatura
Wyobraźmy sobie modelowego czytelnika:
osobę wykształconą, posiadającą ogromną
wiedzę historyczną, doskonale zorientowaną we
współczesnym świecie, o wyrobionym smaku
estetycznym i doświadczoną życiowo. Tak oto
scharakteryzowany osobnik przez długi czas
uchodził za właściwego odbiorcę słowa pisanego i
być może dlatego przez stulecia czytanie nie było
powszechną rozrywką, a raczej ciężką pracą. Wraz
z przełomem antypozytywistycznym i zmianą
w postrzeganiu człowieka zmieniła się także
świadomość twórcza. Autorzy zaczęli tworzyć
dzieła, które wymknąć się miały schematom i
regułom dotychczas uznawanym za obowiązujące
i słuszne, czego wynikiem było powstanie
rozmaitych ruchów awangardowych, których
oddziaływanie jest widoczne także dzisiaj.
W chwili, gdy literatura stała się powszechnie
dostępna i bardzo różnorodna, pisarze zmienili
także oczekwiania wobec jej odbiorców. Niektórzy
z nich zwrócili uwagę na fakt, że czytelnik to
przede wszystkim człowiek, taki który doświadcza
przyjemności bądź nudy, który jest w stanie coś
polubić lub nie, a w końcu, że sam zdolny jest do
tworzenia. Komuś takiemu nie wystarcza dobre
oświetlenie i równo zadrukowany papier, aby mógł
powiedzieć, że czyta książkę. Właśnie z takiego
podejścia zrodziły się utwory wybiegające poza
schemat linearnie opowiedzianej historii, przy
lekturze których czytelnik doświadcza dzieła, jego
materialności, wymiarowości i zmienności sensów.
Pisarzy, którzy postanowili wyjść naprzeciw
oczekiwaniom człowieka czytającego, podzielić
można na dwie grupy. Pierwsi to tacy, którzy
proponują czytelnikowi zaprojektowaną przez
siebie grę, drudzy zaś to ci, którzy czynią z niego
współtwórcę dzieła.
Do pierwszej grupy zaliczyć można autorów,
którzy proponują odbiorcy swoistą grę z tekstem,
opartą na regułach przezeń wymyślonych. Krok
po kroku prowadzoną go przez nieskończone
meandry dzieła w poszukiwaniu ukrytych struktur
czy znaczeń. Klasycznym już przykładem takiego
zabiegu jest Gra w klasy Julio Cortazara. Książkę tę
można czytać na dwa sposoby: linearnie – od deski
do deski - bądź czytając rozdziały w kolejności
zaproponowanej przez autora (u góry każdej
całostki podany jest odnośnik do kolejnej). W miarę
takiego czytania zyskujemy nowy wymiar powieści,
dotychczas ukryty. Jest to sztandarowy przykład
literatury, która przekracza własne ograniczenia.
Powieść nie musi być tylko jedną historią, książki
nie trzeba metodycznie kartkować, staje się ona
bardziej przestrzenna.
Jeszcze dalej od Cortazara poszli twórcy, którzy
zwrócili uwagę na fakt, iż materialny wymiar
dzieła jest równie istotnym aspektem, co jego
treść. Człowiek czytający książkę obcuje z nią
także fizycznie, ważne jest więc to, w co jest
oprawiona, jaki krój i kolor czcionki został użyty.
Jako pierwszy przykład traktowania książki
jako całości częstokroć przywołuje się poemat
Stefana Mallarmégo Rzut kośćmi nigdy nie zniesie
przypadku, gdzie zapis graficzny na stronie,
typograficzny układ tekstu, wielkość i rodzaj
75
Literatura
czcionki są istotnymi elementami dzieła. Sam
Mallarmé stwierdził, że jest to utwór, którego
linearna lektura jest daremna i powinno się go
czytać poprzez wielokrotne oglądanie. Dopiero
wtedy można zauważyć sensy, które migoczą gdzieś
w oddali. Autora tego poematu uznać można za
jednego z pierwszych twórców liberatury.
Termin ten, na określenie dzieł, które wymykają
się ogólnie przyjetej definicji książki ukuło dwoje
polskich artystów: Katarzyna Bazarnik i Zenon
Fajfer. A oto jego możliwie najkrótsza definicja:
liberatura - czyli literatura totalna, w której tekst i
przestrzeń książki stanowią
nierozerwalną całość. Chociaż określenie to
pochodzi z końca XX wieku, odnosi się także do
książek napisanych wcześniej. Dzieła liberackie
pojawiały się bowiem już w czasach starożytnych
na przykład w postaci anagramów, kwadratów
magicznych czy też w wierszach figuralnych.
Szukać liberatury należy tam, gdzie podział na
formę (jaką jest książka jako obiekt) i na jej treść
zostaje unieważniony. Jednym z najciekawszych
polskich dzieł liberackich jest Spoglądając przez
ozonową dziurę Zenona Fajfera. Książka ta jest
szklaną butelką w środku której znajduje się
wydrukowany na przezroczystej folii poemat.
Czytanie zaczyna się w momencie wzięcia dzieła do
ręki, w chwili, gdy z ciekawością zagląda się przez
szkło do środka, bądź też próbuje się wydobyć
utwór z wnętrza butelki. Wykonanie tych czynności
to doświadczenie, które staje się nieodłącznym
składnikiem czytania.
Patrząc na literaturę od strony liberatury warto
76
przejść od czytelnika jako gracza do czytelnika
jako współtwórcy. Bo czymże innym, jak nie
współtworzeniem przez odbiorcę jest czytanie
choćby książki Fajfera? Najbardziej dobitnym
przykładem takiej symbiozy obu stron jest
„maszyna do robienia sonetów”, czyli Sto tysięcy
miliardów wierszy Raymonda Quenau. Książka ta
składa się z dziesięciu sonetów pociętych w paski
wers po wersie. Razem zszyte dają możliwość
stworzenia tytułowej liczby sonetów, w zależności
od tego, jaki wers zostanie w danym monencie
użyty. Każdy wygenerowany utwór jest praktycznie
niepowtarzalny, więc to czytający tworzy sobie
literaturę.
Inną pozycją, która daje możliwość swobodnego
decydowania o tym, co będziemy czytać są
Nieszczęśni B. S. Johnsona. Książka ta to pudełko,
w którym znajdują się luźno ułożone kartki.
Wystarczy wziąć je do ręki i tak jak przegląda się
starą korespondencję, trochę niecierpliwie i na
wyrywki, można przeczytać historię londyńskiego
reportera, który wybiera się w podróż do małego
miasteczka. Gdy dojeżdża na stację niczym lawina
spływają na niego wspomnienia z młodości oraz
historia jego dawnego przyjaciela, który niedawno
umarł na raka. Dobierając kolejne kartki, według
dowolnej kolejności czytamy historię tak, jakby
działa się ona w nas samych, gdyż narracje, jakie
tworzymy w oparciu o własne przeżycia są podobne
do tych z książki Johnsona. Autor uzmysławia
czytelnikowi w jaki sposób działa ludzka pamięć
– poprzez wydobywanie i sklejanie opowieści z
fragmentów wspomnień. W ten sposób posuwa
się o krok dalej od swych wielkich poprzedników,
Literatura
na przykład Virginii Wolf czy Jamesa Joyce’a pozwala mu uruchomić własne przeżycia i poprzez
nie odbierać dzieło.
Zarówno Sto tysięcy miliardów wierszy jak i
Nieszczęśni to w pewnym sensie papierowe
prototypy powieści internetowych, zwanych
hipertekstowymi. Utwór taki czyta się z ekranu
komputera, a jego podstawą jest interaktywność.
W miarę czytania pojawiają się w nim kolejnie
wybierane leksje, w które można kliknąć, a one
odsyłają do kolejnych fragmentów dzieła. W
ten sposób czytelnik współtworzy narrację. Jak
przykład warto przytoczyć tu Blok Sławomira
Shutego, pierwszą polską powieść hipertekstową.
Utwór ten to schemat nowohuckiego bloku a
bohaterami są jego mieszkańcy. Klikając na kolejne
odnośniki poznajemy rozmaite historie z ich życia,
które w miarę czytania zaczynają się zazębiać,
tworząc jedną opowieść, jednakże widzianą z wielu
perspektyw.
Liberatura i dzieła hipertekstowe to dobry sposób
na literaturę, gdyż niesie ze sobą nowe możliwości
nie tylko dla pisarzy, ale i dla czytelników. To także
dowód na to, że Galaktyka Gutenberga nieustannie
się rozszerza i ewoluuje. Dzisiejsza książka to
nie tylko plik zszytych kartek oprawionych w
skórę czy tekturę ze starannie, linijka po linijce
wydrukowanym tekstem, a dzisiejszy czytelnik to
nie koniecznie pan z monoklem, który w zaciszu
gabinetu, starannie zatemperowanym ołówkiem
czyni uwagi na marginesach książek, aby po latach
studiów zrozumieć wreszcie zamysł autora i odkryć
ostateczny sens dzieła.
77
78
Strona Chromrego
79
Strona Chromrego
kolorofon.com.pl
OOO GRUPA KOLOROFO