Skąd się biorą problemy z nauką?

Komentarze

Transkrypt

Skąd się biorą problemy z nauką?
Marta Katarzyna Baranowska
psycholog
Skąd się biorą problemy z nauką?
Jaś, uczeń II klasy szkoły podstawowej, najwyraźniej nie chce chodzić do szkoły. Najpierw były
trudności ze wstawaniem, marudne odwlekanie momentu wyjścia z domu, potem bolał go brzuch
albo głowa (jednak tylko do chwili, gdy ciocia zadecydowała, że Jaś może zostać w domu). A na
koniec, kiedy nie miał już argumentów, zaczął rzeczywiście chorować – miewa częstsze niż
kiedykolwiek przedtem przeziębienia, a nawet anginy.
Andżelika – szóstoklasistka - stara się, jak może. Codziennie cztery godziny spędza nad książkami,
w trakcie gdy inne dzieci się bawią. Zawzięła się, że będzie mieć świadectwo
z czerwonym paskiem, bo chciałaby tak jak jej brat pójść do prestiżowego gimnazjum, jednak oceny
z najważniejszych przedmiotów ma tylko przeciętne. I w dodatku od zawsze jej pismo jest krzywe,
czytanie cały czas takie trudne, a wieczorem oczy bolą, i rano już nic z nie pamięta z lektury.
Hanka (II gimnazjum), w poprzedniej klasie świetna uczennica, teraz nagle zaczęła „obrywać”
jedynki i dwóje. Gdy siedzi przy biurku, nieraz tylko udaje że się uczy.
W dodatku zmieniła sposób bycia, stała się opryskliwa, o byle co się obraża. Babcia podejrzewa, że
to zły wpływ nowych znajomych – koleżanki odwiedzające Andżelikę są rozchichotane, malują się
i odsłaniają pępki, cały czas tylko ślą esemesy, a wnuczka oczywiście bezkrytycznie jej naśladuje.
Opisane powyżej sytuacje są z punktu widzenia osób pracujących w szkole są bardzo częste
i niezbyt tajemnicze. Natomiast rodzice – ci naturalni i ci zastępczy – zastanawiają się, jak
wytłumaczyć niezrozumiałe problemy z nauką, nagłe pogorszenie wyników, wagary albo brak
efektów mimo wytrwałej pracy ucznia i rodzica.
Dominują dwa sposoby wyjaśniania kłopotów w nauce: przez odwołanie się do zdolności dziecka
(„jest bystry”, „ma dwie lewe ręce”, „urodzony matematyk”, „brzydko pisze? To rodzinne”) oraz
przez odwołanie się do motywacji („jest leniwy”, „uczy się, bo postanowił być dobrym uczniem”,
„postarał się i dlatego mu wyszło”). Obydwa te sposoby wyjaśniania niepowodzeń – czy też
sukcesów - kładą nacisk na przyczyny tkwiące w dziecku, konkretnie w jego sferze psychicznej,
pomijając okoliczności zewnętrzne, takie jak cechy nauczyciela (a nauczyciel też bywa mniej lub
bardziej zdolny, mniej lub bardziej zmotywowany do pracy), sytuacja rodzinna, sposoby uczenia się
czy wreszcie – czynniki fizjologiczne.
Zastanawiające, jak często wymaga się idealnej koncentracji uwagi od ucznia nienajedzonego czy
niewyspanego, jak rzadko młodemu organizmowi podczas długich godzin spędzanych w szkolnej
ławce zapewniona jest dostateczna dawka ruchu, tlenu i wody – czynników bez których nie ma
szans na prawidłową pracę mózgu. Od obszernego omówienia tych właśnie czynników – warunków
sprawnej pracy mózgu, a więc również myślenia, koncentrowania uwagi, zapamiętywania,
tworzenia – chcę rozpocząć niniejszy artykuł.
W ZDROWYM CIELE ZDROWY DUCH
Czym karmić mózg
Sen to podstawa
Zdrowy sen ucznia podstawówki trwa co najmniej 9,5-10 godzin. Pomieszczenie, w którym dziecko
śpi, powinno być przewietrzone, nieprzegrane (18-21 stopni), odizolowane od źródeł hałasu. Na
półtorej godziny przed snem nie zaleca się ożywiających zabaw, trudnych rozmów, emocjonujących
filmów i... jedzenia. Można się natomiast trochę pouczyć – sen wyśmienicie utrwala ślady
pamięciowe. Bardzo korzystne jest utrzymywanie stałej pory kładzenia się spać, bez względu na to
czy nazajutrz trzeba wstać o szóstej, czy wystarczy o jedenastej.
Gimnazjalista powinien spać minimum 8 i pół godziny każdej nocy. Pozwólmy mu pospać dłużej
w weekend. Pamiętajmy, że ten wiek jest jeszcze okresem intensywnego wzrostu i rozwoju
fizycznego, a i napięć emocjonalnych przeżywa się w tym okresie tyle, że jest co odsypiać.
Różne są poglądy specjalistów na temat popołudniowej drzemki. Generalnie przyjmuje się, że
dłuższa niż 40-minutowa drzemka może wpłynąć negatywnie na jakość odpoczynku nocnego.
Krótkie drzemki odbywane po południu (nie później niż o 17) mogą bardzo wyraźnie zregenerować
zdolność do koncentracji, a nawet poprawić zepsuty humor. Jest to jednak kwestia indywidualna.
Jesteś tym, co jesz
Dobrze zbilansowana dieta oparta na świeżych warzywach, produktach mącznych z pełnego
przemiału (ciemne pieczywo, kasze, ), nasionach (rośliny strączkowe), pełnowartościowym białku
(mięso, a nie parówki; jogurt naturalny, a nie słodki serek homogenizowany, itd.) jest tym, co
odżywia najlepiej zarówno ciało, jak i umysł. Dla pracy mózgu kluczowe znaczenie mają witaminy
z grupy B oraz takie biopierwiastki, jak magnez i potas. Mnóstwo korzystnych biopierwiastków
zawierają orzechy, nasiona zbóż, świeże i suszone owoce, pomidory. Na szczególną uwagę
zasługują też tzw. wielonasycone kwasy tłuszczowe – ich wprowadzenie do diety owocuje nawet
złagodzeniem takich problemów, jak dysleksja, ADHD, kłopoty z pamięcią i inne problemy
poznawcze o podłożu fizjologicznym. Te korzystne substancje znajdują się przede wszystkim
w tłustych rybach. Niekiedy warto dodać do diety ucznia suplementy witaminowe dostępne
w aptekach i sklepach ze zdrową żywnością – oczywiście w porozumieniu z lekarzem.
Wielu naukowców i praktyków zajmujących się trudnościami w nauce zwraca uwagę na
destrukcyjny wpływ na organizmy dzieci wszechobecnego cukru. Z roku na rok producenci słodzą
coraz mocniej napoje gazowane i soki owocowe, gotowe sosy i zupki w proszku, a także liczne
produkty powszechnie uważane za bardzo zdrowe, np. jogurty owocowe. Dziecko przyjmuje zatem
duże dawki cukru nawet w tak zwanych słonych posiłkach, a dodatkowo nawyk oszukiwania głodu
batonikiem czy drożdżówką prowadzi do znacznych wahań poziomu cukru we krwi, co z kolei
przyczynia się do zmienności nastroju, ospałości, i generalnie osłabionej zdolności koncentracji
uwagi, a zatem i możliwości przyswajania nowej wiedzy.
Odpoczynek
Przyjrzyjmy się, jak odpoczywa nasz uczeń. Złotą zasadą odpoczynku jest zmiana rodzaju
aktywności na jak najbardziej przeciwną względem tej aktywności, która nas zmęczyła. Jeśli zatem
czujemy się wyczerpani praca fizyczną i monotonią, najchętniej rozkładamy się wygodnie na
kanapie i wylegując sięgamy po pilota albo po kolorowe czasopismo - w poszukiwaniu innego
rodzaju bodźców.
W jaki sposób zatem należałoby odpocząć po szkole? Na pewno nie siadając przed ekran albo jak
najprędzej do odrabiania lekcji. Zauważmy, co jest męczącego w szkole:
− wysiłek umysłowy;
− stres związany z odpytywaniem i klasówkami, pośpiechem, konfliktami;
− nienaturalna pozycja ciała – siedzenie, na ogół w niedopasowanych meblach;
− przeciążenie systemu wzrokowego (zwł. zimą – światło jarzeniówek);
− w dużych szkołach: tłok i hałas (nie dla wszystkich dzieci są to czynniki jednakowo meczące);
− konieczność wykonywania narzuconych czynności, w narzuconej kolejności i tempie.
Zatem uczniowi po szkole warto „podarować” dwie godziny na:
− robienie po prostu tego, na co ma ochotę, we własnym tempie i na własne sposoby;
− ruch fizyczny, czyli spacer, sport, taniec, o ile nie jest dodatkowo zmęczony fizycznie;
− kontakty towarzyskie, rozmowę z koleżankami niekontrolowaną przez dorosłych (tak aby szkoła
nie stała się jedynym miejscem, w którym można swobodnie pogadać, na przykład na
matematyce;).
Obserwowane często u dzieci „przyklejanie się” do komputera zaraz po przyjściu do domu można
częściowo tłumaczyć chęcią odcięcia się od nadmiaru bodźców społecznych. Nie każdy jest
ekstrawertykiem, czyli osobą lubiącą być przez większość czasu w kontakcie z innymi. Szczególnie
nastolatek potrzebuje codziennie nieco czasu na bycie samemu ze sobą. Można mu delikatnie
wskazać na inne niż gra komputerowa sposoby wyciszenia się, jak spacer, medytacja, modlitwa.
Nie można – to znaczy można, ale nie warto – wymuszać kontaktu, „ciągnąć za język”, prawić
morałów, zanudzając wiecznie tym samym pytaniem „co było w szkole” i „dlaczego nie zajrzysz do
książek”.
Uczniowie dojeżdżający daleko do szkoły, a także ci z klas sportowych mogą poza odczuwaniem
znużenia umysłowego być dodatkowo mocno zmęczeni fizycznie. W przypadku dużego zmęczenia
zarówno fizycznego jak i umysłowego, a także po przeżyciu silnego stresu (jednego dużego stresu
jak np. sprawdzian poprawkowy, albo szeregu drobniejszych „stresów” typu spóźnienie, lekcja
z nielubianego przedmiotu, sprzeczka z przyjacielem itp.) zalecanym sposobem odpoczywania jest
sen bądź głęboki relaks.
A zatem wiemy już, jak dbać o bazę – ciało wraz z jego najważniejszym organem, jakim jest mózg
– aby nauka mogła przebiegać sprawnie i radośnie. Co jeszcze jest do tego potrzebne? Z jakich
innych źródeł, poza fizjologicznymi, mogą brać się problemy w nauce?
MIT SZCZĘŚLIWEGO DZIECIŃSTWA
Mały człowiek miewa wielkie problemy
O wpływie złego nastroju, zmartwień czy silnego stresu na chęć do pracy – w tym także do pracy
umysłowej – nie trzeba nikogo przekonywać. Każdy z nas wie i intuicyjnie rozumie, że stany
depresyjne albo po prostu silne zmartwienia mogą niemal całkowicie pozbawić człowieka
zdolności do skupionego wysiłku i radości poznawania nowej wiedzy. Problem w tym, że my
dorośli niekiedy bagatelizujemy problemy dzieci. Uważamy dzieciństwo za czas stosunkowo
beztroski, radosny, zazdrościmy dzieciom dobrego (na ogół) zdrowia i dużych pokładów energii,
a także dużej żywości uczuć, wśród których wyjątkowo ekspresyjna bywa radość. Zapominamy
jednak, że w wieku dziewięciu czy czternastu lat każda najmniejsza porażka była katastrofą, każda
obawa – horrorem, a każda utrata, drobna czy poważna, wydawała się końcem świata, choćby
przez jeden dzień.
Wszystkie dzieci miewają swoje mniej lub bardziej przejściowe zmartwienia, ale dzieci z rodzin
zastępczych mają zmartwienia naprawdę poważne – i stałe. Co ze mną będzie? Czy to wszystko
moja wina? Czy w przyszłości będę pić jak mama, czy będę taki straszny jak tata? Czy ci obcy
ludzie nie zajęli się mną dla pieniędzy? Czy mnie z dnia na dzień nie oddadzą z powrotem do
pogotowia opiekuńczego? Co będzie, gdy skończę osiemnastkę? Jak mam wytłumaczyć nowym
kolegom, że mieszkam z ciocią? Czy moja siostra jest bezpieczna? Dlaczego to wszystko spotyka
właśnie mnie? Zmartwienia dzieci z rodzin zastępczych, nawet jeśli nasi podopieczni o nich nie
mówią, zajmują im wiele czasu i uwagi. System poznawczy dziecka opuszczonego czy
zaniedbanego przez rodziców biologicznych jest jakby cały nastawiony na wyglądanie sygnałów
zagrożenia, a nie na zagadnienia typu potęgowanie liczb ujemnych albo pisownia partykuły „-by”
z czasownikami.
Zwykły stan emocjonalny dziecka o trudnej sytuacji rodzinnej – stałe (ostre albo subtelne) poczucie
zagrożenia, poczucie krzywdy, smutek, poczucie bycia kimś innym, gorszym, niezrozumianym,
niechcianym - na ogół negatywnie wpływa zarówno na zdolność, jak i na chęć do uczenia się.
Występujące u wielu z tych dzieci zaburzenia emocjonalne są wystarczającą przyczyną wystąpienia
zaburzeń uwagi i pamięci, jak uwarunkowania biologiczne typu ADHD (zespół nadpobudliwości
psychoruchowej z deficytami uwagi, spowodowany trwałym zaburzeniem neurotransmisji).
Co na to poradzić? Nie zmienimy przecież losu dzieci, nie sprawimy że urodzą się w pełnej,
szczęśliwej i wydolnej wychowawczo rodzinie. Zrobiliśmy wiele przyjmując rolę rodziców
zastępczych – życie dziecka w rodzinie zastępczej jest najbardziej zbliżone do życia jego
rówieśników ze „zwykłych” rodzin. Jak sprawić, żeby nasz wychowanek mniej się martwił, żeby
mógł się po prostu uczyć i bawić, żeby mógł być dzieckiem?
Fundamentalne znaczenie ma postawa akceptacji dziecka - bezwarunkowa życzliwość. To
oznacza: nie uzależniam tego, czy jestem z tobą i dla ciebie, od twojego choćby najtrudniejszego
dla mnie zachowania, od twojego zdrowia, od twoich dobrych manier, od twoich wyników w
nauce czy przykładania się do nauki. Jestem rodzicem – rodzicem zastępczym – i będę nim tak
długo, jak będziesz rodzica w ogóle potrzebował. Nie uwierzę przy tym w twoje niemądre,
wypowiadane w złości słowa: „Nie potrzebuję cię”, „Nienawidzę cię”, „Byłoby mi lepiej bez
ciebie”.
Darzę cię życzliwością – to znaczy: jestem po twojej stronie, nawet gdy nie masz racji w sporze
z nauczycielem czy kolegą. Nie znaczy to: bezkrytycznie wierzę w twoją wersję wydarzeń, tylko:
jestem zawsze skłonna wysłuchać twojego zdania, domagać się od innych szacunku dla ciebie –
takiego samego, jak ty jesteś winien innym - jestem zawsze przy tobie nawet jeśli pobłądzisz,
nawet jeśli kłamiesz i kradniesz, nawet jeśli jesteś całkowicie niewdzięczny. Jestem z tobą i jestem
ci życzliwy, nawet jeśli mam cię czasami całkowicie dość.
To postawa bardzo trudna, wręcz heroiczna. Ale przecież tak właśnie kocha dobry rodzic. Zatem
tylko w takich warunkach można z czasem odbudować w odrzuconym dziecku jakieś tam poczucie
bezpieczeństwa, jakieś tam przekonanie o życzliwości świata, obudzić w nim poczucie czy może
chociaż nadzieję, że jest chciane i chronione. A to jest absolutna podstawa do tego, aby była w nim
wola życia i rozwoju, aby chciało mu się uczyć – wysilać, poznawać, dowiadywać, rywalizować i
dziwić.
NIE ZATRZYMASZ NURTU ŻYCIA
Naturalne zmiany rozwojowe
Hanka z przykładu na początku artykułu weszła właśnie w okres dojrzewania. Jej organizm
i psychika z wolna – a może raczej: gwałtownie – przygotowują ją do roli partnerki seksualnej
i matki. To nic, że współczesna cywilizacja przewidziała dla niej jeszcze 4 - 10 lat nauki; biologia
nie czeka na dyplom. Zatem to normalne i nieuniknione, że Hanka interesuje się przede wszystkim
swoim wyglądem i tym, czy się podoba chłopcom. Poza tym, że chce się podobać, właściwie nie
wie, czego chce. Często zmienia zainteresowania i pomysły na swoją przyszłość. Przyjaciółki
stanowią dla niej najważniejsze źródło „wiedzy życiowej” – możemy powiedzieć „niestety”, ale
z drugiej strony wyobraźmy sobie społeczeństwo pierwotne czy współczesne bez tej typowej
solidarności kobiecej. Zresztą przecież to z nimi – ze swoimi rówieśnikami – Hanka będzie
dorastać, budować zręby dorosłego życia, wybierać zawód; spośród nich, miejmy nadzieję,
wybierze sobie męża; oni będą stanowić główną tkankę jej „sieci kontaktów” w życiu zawodowym.
Nie izolujmy zatem nastolatka od jego naturalnego środowiska społecznego i nie krytykujmy
nadmiernie jego znajomych.. Nie sądźmy, że gdyby nie oni, opryskliwa czternastolatka byłaby tą
samą grzeczną i zwierzającą się ze wszystkiego babci dziewczynką, co jeszcze rok temu. Jeśli
Hanka nie miałaby swojej grupy psiapsiółek, byłaby raczej zamkniętą w sobie, nad wiek poważną
(niektórzy mylnie to określają „dojrzałą”), w głębi duszy bardzo smutną dziewczyną, może
o świetnych ocenach, ale za to zahamowaną w rozwoju społecznym.
Całe wychowanie zmierza do tego, żeby dziecko opuściło swoich rodziców dosłownie
i emocjonalnie. Wyjazd z domu na studia albo przeprowadzka do własnego lokum jest wyraźnym
momentem oddzielenia się fizycznego, jednak przecięcie emocjonalnej pępowiny nie następuje
z dnia na dzień. Okres dojrzewania wraz z jego „buntem”, tajemnicami, pozorną niezależnością
i wielką wagą kontaktów towarzyskich poza kręgiem rodzinnym (znajomi, przyjaciele, własny
chłopak czy własna dziewczyna) jest naturalnym przygotowaniem do tego rozstania – koniecznego,
aby dziecko przeistoczyło się w dojrzałą jednostkę.
Jaki ma to związek z trudnościami w nauce? Otóż zdarza się, że szkoła wraz z jej systemem
nakazów, zakazów i całym autorytaryzmem staje się głównym obiektem emocji związanych
z dojrzewaniem – pragnienia stanowienia o sobie, poczucia niesprawiedliwości świata, silnego
krytycyzmu. Nastolatek jest wyjątkowo wyczulony na wszelkie przejawy zakłamania, hipokryzji,
niesłowności, niesprawiedliwości, absurdu. Niestety, jeśli chodzi do typowej polskiej szkoły,
spotyka tego sporo. To nie jest cała prawda o szkole, szkoła nie jest przede wszystkim taka, ale
nastolatek myśli w kategoriach czarne – białe, dobre – złe, więc jeśli zetknie się z odrobiną tego
zła, nieraz je wyolbrzymia i generalizuje (zresztą nawet pojedyncza głupota i nawet niewielkie zło
w instytucji powołanej do szerzenia mądrości i wartości etycznych może podziałać na zasadzie
łyżki dziegciu w beczce miodu).
Młodzież ustosunkowuje się rozmaicie do faktu, że nauczyciele niekiedy zachowują się w sposób
nie licujący z ich urzędem, że tak zwane „misje szkoły”, regulaminy i założenia programów
wychowawczych są na ogół zbiorem pobożnych życzeń, że niejeden dyrektor czasami patrzy przez
palce na wybryki nauczyciela, którego „lepiej nie ruszać” itd. Większość uczniów ceniąc dobre
stopnie i dalszą karierę szkolną zachowuje się konformistycznie bądź przynajmniej
dyplomatycznie, jednak ryzyko poważnego konfliktu z nauczycielem i negatywnego stosunku do
szkoły w ogóle – a zatem i do nauki – w tym wieku jest bardzo wysokie, między innymi właśnie
dlatego, że nastolatek nie jest już naiwnym dzieckiem, któremu można wszystko wmówić.
Dodatkowo, nastolatek o trudnej sytuacji rodzinnej ma wyjątkowo mało zaufania do świata
dorosłych, ponieważ już pierwsi i najważniejsi dorośli – rodzice - go zawiedli. Ponadto, być może
dowiedział się dzięki obserwacji swojego środowiska, że są osoby, które bez wykształcenia radzą
sobie doskonale – w tym wąskim sensie, jakim jest zaradność finansowa – dzięki szybkim, łatwym
i bezkarnym sposobom na życie, po które i on może już teraz sięgnąć, nie czekając na wyniki
matury.
CZASAMI PO PROSTU NIE CIERPI SIĘ SZKOŁY
Przejściowa niechęć do wysiłku czy poważne zaburzenie?
Chorowity Jasiu z drugiej podstawowej najwyraźniej choruje na... fobię szkolną. Coś musiało się
zdarzyć, że bardzo znielubił szkołę: może koledzy mu dokuczają, może odkrył, że jest we
wszystkim gorszy od innych uczniów, może sądzi na podstawie nielicznych porażek, że co by nie
robił, pani nauczycielka i tak nie będzie z niego zadowolona. Fobię szkolną trzeba leczyć
psychoterapeutycznie. Fobia – reakcja silnego strachu i unikania – ma u podłoża utrwalony,
nieracjonalny sposób myślenia o jakimś niezbyt zagrażającym obiekcie, miejscu czy osobie, w
którym obiekt ten (miejsce, osoba) wydaje się człowiekowi przerażający. Skoro ten sposób
myślenia jest nieracjonalny – nic nie wskóramy samym tłumaczeniem; prośby i groźby na etapie
zaawansowanej fobii mogą nawet pogorszyć sytuację. Poradźmy się psychologa, jeśli
podejrzewamy u dziecka fobię szkolną – wyrażoną wiecznymi przeziębieniami,, „bólami brzucha”,
albo bardziej wprost odmową chodzenia do szkoły i wyolbrzymianiem czyhających tam zagrożeń.
Wspólnie z psychologiem i dzieckiem trzeba będzie opracować plan działania. Być może konieczna
okaże się zmiana szkoły, terapia rodzinna albo wprowadzenie na jakiś czas delikatnych środków
uspokajających, ale niewykluczone również że wystarczy kilka sprytnych posunięć oraz... stała
bezwarunkowa życzliwość.
DO PORADNI PO DIAGNOZĘ I OPINIĘ
Specyficzne czy uogólnione trudności w uczeniu się
Andżelika, która stara się jak może, ale nic z tego nie wychodzi, ma prawdopodobnie tzw.
specyficzne trudności w uczeniu się. Dysleksja, dysgrafia, dysortografia – to różne postacie tak
zwanej specyficznej dysleksji rozwojowej, czyli trudności w czytaniu i pisaniu występujących
niezależnie od zaniedbań, przeciętnej czy nawet wysokiej inteligencji dziecka, wad narządów
zmysłów typu niedosłuch albo problemy z widzeniem.
O tym, czy trudności ucznia w czytaniu i/lub pisaniu można nazwać dysleksją, decyduje poradnia
psychologiczno – pedagogiczna po przeprowadzeniu odpowiednich badań. Niezależnie od
ostatecznej diagnozy, dziecko z trudnościami w czytaniu/pisaniu ma kłopoty na wielu przedmiotach
– przecież prawie na każdym trzeba coś czytać i pisać. Może mieć również problemy z pamięcią,
zwykle jest męczliwe, a po kilku latach niepowodzeń szkolnych na ogół jego motywacja do nauki
jest nadszarpnięta. Wszyscy przecież zniechęcamy się od tego, co nam stale słabo wychodzi. Uczeń
dyslektyczny będzie zatem na ogół unikał czytania oraz prac pisemnych. Nie mylmy przyczyny ze
skutkiem: jeśli chodzi o ucznia z dysleksją, jego problemy emocjonalne i motywacyjne, niechęć do
wysiłku, niska samoocena zdolności są wynikiem, a nie pierwotnym źródłem problemów w nauce.
Bez terapii pedagogicznej (zajęcia takie, zwane w oświacie również korekcyjno –
kompensacyjnymi, organizowane są w wielu szkołach oraz w poradniach psychologiczno pedagogicznych), odbywającej się systematycznie przy zaangażowaniu rodzica i samego ucznia –
problemy poznawcze, motywacyjne i emocjonalne nawarstwiają się. Większość osób z dysleksją,
które zostały pozostawione same sobie bez fachowej pomocy, ma trudności z ukończeniem szkoły
średniej oraz ze znalezieniem i utrzymaniem pracy.
Dzięki badaniu w poradni psychologiczno - pedagogicznej można dowiedzieć się, czy przejawiane
przez dziecko trudności szkolne mają charakter specyficzny – np. dyslektyczny – czy też wynikają
z obniżonego poziomu intelektualnego. W jednym i w drugim przypadku poradnia wystawi opinię,
zawierającą wskazówki dla ucznia i dla szkoły. Podczas takiego badania może też się okazać, że
trudności szkolne ucznia są spowodowane przede wszystkim zaległościami w nauce, albo tzw.
zaniedbaniem środowiskowym – a o to nietrudno, biorąc pod uwagę historię rodzinną (częściej:
rodzinno - placówkową) dzieci, o których piszemy tę książkę. W zależności od przyczyn kłopotów
w nauce stosuje się inne podejście do dziecka, inne środki pomocy, inne są też wskazówki dla
szkoły i nauczycieli.
Nauczyciele na mocy prawa oświatowego zobligowani są do przestrzegania zaleceń poradni, do
dostosowania wymagań edukacyjnych do możliwości ucznia. Badanie w poradni jest bezpłatne i nie
wymaga skierowania ze szkoły. Należy się zgłosić do odpowiedniej poradni według rejonizacji
(informację o tym, gdzie znajduje się właściwa poradnia, uzyskacie państwo w szkole albo
w kuratorium). Rodzic nie ma co prawda obowiązku okazać opinii w szkole, jednak zdecydowanie
warto i należy to zrobić – zapewni to dziecku m.in. wydłużenie czasu pisania egzaminu kończącego
szkołę, co bywa nieocenioną pomocą. Można przy tym poprosić pedagoga szkolnego, aby pomógł
„odszyfrować” niezrozumiałe dla laika sformułowania zawarte zwykle w opinii psychologiczno –
pedagogicznej. Pedagog lub polonista na ogół orientuje się dobrze w tym, jakie dodatkowe
ćwiczenia, materiały dydaktyczne byłyby pomocne dla konkretnego ucznia, biorąc pod uwagę jego
deficyty rozwojowe czy zaległości w nauce. Szczegółowych wskazówek odnośnie do pracy
z dzieckiem możemy – i powinniśmy – oczekiwać od wydającej opinię poradni.
Dziecko dyslektyczne, jak również dziecko z obniżonym poziomem intelektualnym, niekiedy
osiąga zbliżone wyniki, co przeciętni rówieśnicy, ale pod warunkiem kilkakrotnie większego
wysiłku niż wkładają w to dzieci bez deficytów. Czasami okazuje się, że katorżniczą pracą
udowodni, że potrafi dostawać piątki a nawet szóstki, tylko – po co? Zastanówmy się, czy
wymagając od niezbyt zdolnego dziecka rewelacyjnych wyników za cenę siedzenia nad książkami
po pięć godzin dziennie nie zabieramy mu czegoś cenniejszego – przyjaźni, radości życia,
zrównoważonego rozwoju, możliwości bycia tym kim jest. Kariera szkolna to nie wszystko.
www.kotea.pl