numer pierwszy 2010/2011 - Publiczne Gimnazjum w Choszcznie

Komentarze

Transkrypt

numer pierwszy 2010/2011 - Publiczne Gimnazjum w Choszcznie
1
2
KRONIKA SZKOLNA
SPRZĄTANIE ŚWIATA
W dniu 17 września 2010 roku 8 klas szkoły uczestniczyło w międzynarodowej akcji "
Sprzątanie Świata -Segregujemy odpady ".
Każda z uczestniczących klasa miała do sprzątnięcia wyznaczone miejsce
w naszym mieście m.in. Park Holenderski, teren wokół szkoły, ścieżki wokół jeziora, Plac
Witosa, miejską górę, Wały Chrobrego, plac zabaw.
Pogoda dopisała i tym samym łatwiej było uczniom zabrać się do pracy
i zbierać różne nieczystości / najczęściej papiery i plastikowe pojemniki /.
Akcja odbyła się przez godzinę a za uczestnictwo i zaangażowanie klasy
otrzymały pamiątkowe dyplomy.
EKOLOGICZNY WRZESIEŃ
DYPLOM
dla klasy Ig
za udział
w międzynarodowej akcji
SPRZĄTANIE ŚWIATA
KOORDYNACJA AKCJI
Renata Świątek
17 WRZEŚNIA 2010 ROKU
Poza tym, w ramach kampanii, która trwa do czerwca 2011roku
odbędą się zajęcia o tematyce ekologicznej, konkurs plastyczny pod hasłem:
segregujemy odpady oraz kilka akcji ekologicznych na rzecz zrównoważonego rozwoju
DYSKOTEKA SZKOLNA
W dniu 30 września 2010 roku o
Początki jak zawsze były trudne.
godzinie 17.00 w hali sportowej
Wszyscy „podpierali ściany” i wygrzewali
gimnazjum odbyła się dyskoteka z okazji
miejsca na trybunach lub ławkach
„Dnia Chłopaka”. Panie za wstęp płaciły
ustawionych koło sprzętu grającego.
symboliczną „złotówkę”, zaś Panowie
Nieliczni, od czasu do czasu, wchodzili na
mieli wstęp bezpłatny.
parkiet, lecz na bardzo krótko. Z upływem
3
czasu zabawa stawała się coraz lepsza.
Uczniowie skakali w rytm muzyki. Na
parkiecie zaczęło robić się tłoczno.
W trakcie zabawy obyło się również
losowanie nagród ufundowanych prze
Radę Rodziców. Były to m.in. trzy kupony
na kwotę 50 zł w sklepie ‘Echo’, płyty,
kubki. Większość nagród zgarniały
pierwszaki, zaledwie dwie nagrody
zdobyły osoby z klas drugich.
Podczas świetnej zabawy czas wszystkim
„strzelił, jak z bicza”. Dyskoteka trwała do
godziny 20.00, zaraz potem wybawieni
gimnazjaliści wrócili do swoich domów.
Wrażenia pozostaną zdecydowanie dłużej.
Wszystkim bardzo się podobało
takie spędzanie wolnego czasu. Miejmy
nadzieję, że Samorząd Uczniowski będzie
organizował więcej takich wspaniałych
imprez jak ta.
Klaudia
WYWIAD Z …
Wywiad z panią pedagog – Martą Janzen
Magda: Dzień dobry.
Pedagog: Dzień dobry Magda.
M: Ile lat Pani pracuje w szkole?
P: Obecnie rozpoczęłam dziewiąty rok
pracy
w
gimnazjum.
Wcześniej
pracowałam w Szkole Podstawowej w
Zamęcinie jako nauczyciel świetlicy, ale
bardzo krótko.
M: Jak Pani ocenia te lata pracy? Czy
uczniowie dają się mocno we znaki swoim
zachowaniem?
P: Cóż, praca w gimnazjum nie należy do
najłatwiejszych. Szczególnie, że etap nauki
w gimnazjum przypada na trudny okres
dojrzewania młodego człowieka. Jednych
rozpiera energia i przeskakują przez płot
poza teren szkoły, narażając przy tym
swoje bezpieczeństwo. Inni się mocno
buntują
i
niepotrzebnie
wywołują
konflikty, a jeszcze innym uczniom jest
4
obojętne, co się dzieje w szkole. Na
szczęście większość uczniów chętnie
przychodzi do szkoły, zdobywa wiedzę,
rozwija swoje zainteresowania i pasje,
uczestniczy w imprezach i apelach
okolicznościowych, nawiązuje pozytywne
relacje rówieśnicze.
M: Czy jest uczeń, którego Pani
szczególnie zapamiętała?
P: Tak, mogłabym tu wymieniać w
nieskończoność
Moi
pierwsi
gimnazjaliści
obecnie
studiują
na
czwartym roku studiów. Kilkoro z nich
odbywało praktyki w naszej szkole u
pedagoga lub innych nauczycieli. Z
wieloma absolwentami utrzymuję kontakt
mailowy,
telefoniczny,
niektórzy
odwiedzają mnie w gimnazjum, a jeszcze z
innymi spotykam się w różnych
instytucjach, gdzie odbywają staże lub są
już zatrudnieni. Cieszę się, kiedy
uczniowie zwracają się do mnie o pomoc
w rozwiązaniu różnych problemów, że
wielu absolwentów nadal o mnie pamięta.
M: Często jest Pani wzywana na
interwencję?
P: Z przykrością stwierdzam, że tak, często
po kilka razy dziennie.
M: Na czym dokładnie polega Pani praca?
P: Do najważniejszych zadań pedagoga
szkolnego
należy
zorganizowanie
odpowiedniej opieki psychologiczno –
pedagogicznej uczniom i ich rodzicom
oraz nauczycielom, a w szczególności:
- diagnozowanie środowiska ucznia oraz
sytuacji wychowawczej w szkole,
rozpoznawanie
możliwości
oraz
indywidualnych potrzeb uczniów i
umożliwianie ich zaspokojenia,
- rozpoznawanie przyczyn trudności w
nauce i niepowodzeń szkolnych,
- wspieranie ucznia z wybitnymi
uzdolnieniami,
podejmowanie
różnych
działań
wychowawczych
i
profilaktycznych
wynikających z obowiązujących w szkole
programów,
- przeciwdziałanie problemom związanym
z agresją i przemocą, uzależnieniami,
chorobami cywilizacyjnymi,
- systematyczne kontrolowanie frekwencji
i postępów uczniów w nauce,
- przeciwdziałanie nieusprawiedliwionej
absencji uczniów w szkole,
- prowadzenie edukacji zdrowotnej i
promocji zdrowia wśród uczniów,
nauczycieli i rodziców,
- wspieranie uczniów w dokonywaniu
wyboru kierunku dalszego kształcenia,
zawodu, planowanie kariery zawodowej
uczniów oraz udzielanie informacji w tym
zakresie,
- wspieranie rodziców i nauczycieli w
rozwiązywaniu
problemów
wychowawczych,
- prowadzenie działań interwencyjnych i
mediacyjnych w sytuacjach kryzysowych,
- współpraca z instytucjami wspierającymi
funkcję opiekuńczo – wychowawczą
szkoły
takimi
jak:
Poradnia
Psychologiczno
–
Pedagogiczna
(kierowanie uczniów z trudnościami w
nauce oraz problemami wychowawczymi
na
diagnozę
psychologiczno
–
pedagogiczną lub terapię), Miejsko –
Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej (w
ramach pomocy socjalnej uczniom),
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (
bieżące informowanie o funkcjonowaniu
uczniów z rodzin zastępczych oraz
wszelkich niepokojących sytuacjach w
rodzinach uczniów), Komenda Powiatowa
Policji (zawiadamianie o przejawach
demoralizacji
lub
popełnionych
wykroczeniach przez uczniów na terenie
szkoły), Sąd Rodzinny i Nieletnich
(bieżące zawiadamianie o przejawach
demoralizacji,
niespełnieniu
przez
rodziców prawidłowej opieki nad dziećmi
oraz wszelkich niepokojących sytuacjach)
Prokuratura Rejonowa (zawiadamianie o
podejrzeniu popełnienia przestępstwa),
Zespół Kuratorskiej Służby Sądowej
(informowanie o funkcjonowaniu uczniów
objętych nadzorem kuratora).
M: Czy zdarzyło się tak, że uczeń, który
często sprawiał problemy kiedyś przeprosił
5
za swoje zachowanie bądź w jakiś sposób
pokazał, że zmądrzał i wie, że jego
wybryki nie były na miejscu?
P: Owszem, najczęściej na zakończenie
roku szkolnego wielu gimnazjalistów
przeprasza za swoje nieprawidłowe
zachowanie. W poprzednim roku szkolnym
dostałam
bardzo
długi
list
z
podziękowaniami
za
wsparcie
i
wielokrotne rozmowy od osoby, która
sprawiała kiedyś ogromne problemy
wychowawcze. Było to miłe, tym bardziej,
że w ramach przeprosin osoba ta opisała
swoje sukcesy.
M: Jakie miałoby być Pani wymarzone
gimnazjum?
P: Zadałaś mi Magda bardzo trudne
pytanie. Nie wiem, może takie z trochę
mniejszą
ilością
uczniów,
wtedy
mogłabym częściej spotykać się z
uczniami.
M: Czy podoba się Pani praca w szkole? I
dlaczego?
P: Tak podoba mi się. Bardzo lubię pracę z
młodzieżą, ponieważ z natury jestem osobą
otwartą i komunikatywną. Praca w szkole
jest ciekawa, tutaj nie ma czasu na rutynę i
nie można się nudzić. Ważne dla mnie jest
to, że mam możliwość podnoszenia swoich
kwalifikacji
i
rozwijania
swoich
umiejętności poprzez uczestnictwo w
różnego rodzaju szkoleniach. Oczywiście
zdarzają się momenty, kiedy jestem
sfrustrowana i mam wątpliwości co do
efektów mojej pracy, ale na szczęście taki
stan szybko mija
M: Bardzo dziękuję za rozmowę.
P: Ja również dziękuję, życząc Tobie i
całej społeczności uczniowskiej jak
najlepszych wyników w nauce.
M: W imieniu
również dziękuję.
wszystkich
uczniów,
Magda 
PAMIĘTNIK NASTOLATKI
Choszczno,16.09.2010
Drogi pamiętniczku, nie mogę w to
uwierzyć, ten świat zwariował. Ja jestem w
trzeciej klasie!!! Za rok idę do liceum!!!
Czy Ty w to wierzysz, bo ja nie. To
wszystko dzieje się zdecydowanie za
szybko, a ja mam głupie wrażenie, że
błyskawicznie się starzeję. Ale nie chcę
teraz o tym pisać, bo jeszcze wpadnę
depresję i dopiero będzie afera. Czy Ty
wiesz, że ostatnio Monia pofarbowała
sobie włosy na PLATYNOWY BLOND!!!
Jak ją zobaczyłam, to szczęka mi opadła
do kolan. Przecież miała takie piękne
falowane jasnobrązowe kosmyki. A teraz
na dodatek jeszcze je prostuje! Ona
wygląda jak plastikowa lala, brakuje jej
jeszcze tylko sztucznej opalenizny i tapety
na twarzy, choć niestety się martwię, że do
tego droga niedaleka. Chciałabym jej jakoś
o tym powiedzieć, ale boję się, że ją urażę.
Nigdy nie myślałam, że będę postawiona w
takiej beznadziejnej sytuacji. No w końcu
co jak co, ale po niej się tego nie
spodziewałam. A ona teraz taka dumna jak
paw chodzi po korytarzach, że jest taka
piękna, że ma farbowane włosy. Ciekawa
jestem jaki to powód do dumy być
sztucznie pięknym (a tak a propos jak
wcześniej wspomniałam wygląda fatalnie
w tej platynie). W ogóle wszystkie
farbowane włosy mi nie paszą, a już
szczególnie w tym wieku. Ja mam
naturalne i pokoloruję je dopiero, kiedy mi
zesiwieją ( mam nadzieję, że ta chwila
nadejdzie baaardzo późno ).
Dobra muszę już kończyć, bo
telefon dzwoni…….
Ala
6
NASZA TWÓRCZOŚĆ
Choszczno, dn. 06.09.2010r.
Droga Aniu !
Zdecydowałam się do Ciebie
napisać, gdyż bardzo się stęskniłam. Od
naszego ostatniego spotkania minęły
zaledwie 2 tygodnie, a mi już brakuje
nocnych pogaduszek, kąpieli w jeziorze o
zachodzie słońca i długich spacerów przez
pobliskie lasy. Ostatnio, wracając z
zakupów, spotkało mnie coś bardzo
interesującego. Muszę Ci to opowiedzieć.
Wracałam obładowana torbami z
zakupami i postanowiłam odpocząć na
ławce w parku. Było bardzo parno, a
zakupów „od groma” ! Mama chyba kazała
mi wykupić pół sklepu. Przysiadłam na
pobliskiej ławce, wyciągnęła pepsi w
puszcze i powoli zaczęłam ją pić. Co
chwilę ktoś przechodził. Starsza pani z
psem, jakiś pan biegnący bardzo szybko.
Był ubrany w śmieszne, obcisłe spodnie.
Poprawił
mi
humor,
naprawdę.
Przymknęłam oczy i korzystałam z
promieni słonecznych, gdy nagle coś
trąciło moją dłoń. Otworzyłam oczy i
zorientowałam się, że to mały kociak. Było
taki uroczy! Oczęta miał zielone, jak
groszek u Twojej babci w ogródku, łapki i
tułów cały czarny, a ogon bardzo
śmieszny, bo w czarno-białe paski.
Podszedł do mnie powoli i zaczął się łasić.
Był taki przyjemny w dotyku. Pogłaskałam
go i postanowiłam iść do domu, gdyż
niebo nagle zachmurzyło się i zanosiło się
na deszcz. Zabrałam zakupy i poszłam. Po
10 minutach drogi zorientowałam się, że
kiciuś idzie cały czas za mną. Może to
przypadek ? Może tylko idzie w tą samą
stronę ? Dotarłam do domu przed
deszczem. Odłożyłam zakupy do kuchni i
zasiadając wygodnie w fotelu, włączyłam
sobie powtórki „Mam Talent ! ”. Około pół
godziny później przyszła moja mama z
kotem na rękach. Cała przemoczona stała
w drzwiach i tuliła go. Po długiej
rozmowie dowiedziałam się, że moja mam
znalazła go pod naszymi drzwiami
przeraźliwie miałczącego. Postanowiłyśmy
go zatrzymać do czasu znalezienia
właściciela. Nazwałyśmy go Tygrysek ze
względu na jego ogon. Zamieszkał u nas i
mam nadzieję, że jest mu u nas dobrze.
Mimo wszelkich prób znalezienia jego
właściciela nie było możliwe.
Koniecznie musisz go zobaczyć !
Jest uroczy. Przekonaj proszę swoją mamę
o konieczności przyjazdu do mnie.
Zapewne będzie wesoło. Czekam na
odpowiedź.
Całuję
Klaudia.
„Kryminalna przygoda z rudą panią w roli głównej”.
długi czas.
Wakacje,
Jedną z takich miłych chwil
jakie już spędziłam
jest wycieczka rowerowa w towarzystwie
w
mniejszej
dwóch moich kuzynek- Asi i Marty.
ilości,
można
Wyjazd ten planowałyśmy już od bardzo
zaliczyć
jako
dawna, więc kiedy wreszcie na niebie
ciekawy punkt w
pojawiło się upragnione słońce i nie było
moim
życiorysie.
niesprzyjających
okoliczności,
Jednakże
zawsze
chwyciłyśmy za rowery i pełne optymizmu
pojawiają się dni,
ruszyłyśmy w drogę. Naszym celem stał
które w przyszłości
się rzadko odwiedzany i podobno
warte
są
opuszczony domek z drewna nad
wspomnień.
pobliskim jeziorem. Odległość na jaką był
Wracam
wtedy do nich, co
oddalony jest mniej więcej równa pięciu
procentuje w uśmiech i dobry nastrój na
kilometrom. Trasa nie za długa, więc po
7
trzydziestu minutach dotarłyśmy nad
wodę. Przywitał nas widok falującej toni i
szept szuwarów. To wprawiło nas w
zachwyt
i
przez
kilka
minut
obserwowałyśmy okolicę, od której biło
piękno natury. Kiedy oswoiłyśmy się już z
niesamowitym krajobrazem, postawiłyśmy
rowery, opierając je o jedno z kilku drzew.
Chwilę później Marta złożyła propozycję
mówiąc: „To może teraz zobaczymy co
jest w środku?” Wskazała palcem na
domek, po czym spokojnym krokiem udała
się w kierunku drzwi. Wymieniłam wzrok
z Agnieszką i poszłyśmy w ślad za
pomysłodawczynią. Marta otworzyła drzwi
i weszła do środka. Ja z Agnieszką
zawahałyśmy się przez moment. Nasze
wewnętrzne przeczucia okazały się
słuszne. Po chwili wyłoniła się zza drzwi i
z wielkimi oczami oświadczyła, żebyśmy
nie wchodziły. Trochę się zdziwiłyśmy, bo
z opowiadań dziadka domek ten nie krył w
sobie jakichś strasznych rzeczy, więc
panikę
Marty
uznałyśmy
za
nieuzasadnioną. Ona jednak patrząc na nas
ze strachem po raz drugi powtórzyła swój
komunikat. Agnieszka zaczęła się śmiać, ja
podeszłam do tego trochę inaczej i
postanowiłam spytać, o co tak właściwie
chodzi. Marta wytłumaczyła, że ktoś leży
na podłodze. Aga miała coraz większy
ubaw i odeszła na bok, nie chcąc słuchać
(jak to sama uznała) bredni swojej siostry.
Ja zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji i
odsuwając Martę od drzwi, otworzyłam je,
wchodząc do środka. Wnętrze nie kryło nic
nadzwyczajnego. Stolik, półki na ścianie,
kilka porozrzucanych ramek ze zdjęciami i
rozbite wazony, w których zauważyć się
dało uschnięte dawno kwiaty. Z
komunikatu kuzynki wynikało, że widziała
leżącego
na
podłodze
człowieka.
Tymczasem moim oczom ukazał się
pozostawiony na parkiecie fragment
zasłony z okna, pod którym wyraźnie dało
się coś zauważyć. Nie jestem z natury
strachliwa, więc nie myśląc ani chwili
dłużej, chwyciłam w rękę róg materiału i
pociągnęłam do siebie. To, co zobaczyłam
nie zasługiwało w żadnej mierze na
wezwanie policji, czy innych tego typu
organów, a wręcz przeciwnie. W mojej
ocenie najstosowniej byłoby cicho opuścić
domek, a co więcej- potraktować to z
uśmiechem. Tak też zrobiłam. Kiedy
wyszłam, Marta patrzyła na mnie z
wyraźnym pytaniem w oczach. Była
przejęta sytuacją i powiedziała: „Mówiłam,
że ktoś tam jest! Mówiłam!” Spuściła
wzrok, po czym odwróciła się w stronę
brodzącej
w
jeziorze
Agnieszki,
oświadczając: „Zawsze robisz ze mnie
panikarę…”
Uśmiechnęłam
się.
Wyjaśniłam, że rzeczywiście jest ona
strasznym panikarzem, a to co w jej oczach
było leżącym na podłodze człowiekiem, to
zwyczajnie lisica z małymi, która znalazła
schronienie pod starą zasłoną. Marta
zdezorientowała się, po czym spoglądając
raz na mnie, raz na Agę udała się w stronę
rowerów. Widocznie chciała już kończyć
naszą wycieczkę, tym bardziej, że jej
siostra śmiała się w niebogłosy z tego, co
się stało. Oparła się jednak o drzewo i po
krótkim namyśle spytała: „No to co
robimy?” Odpowiedź była prosta. Nie
wykąpałyśmy się jeszcze w jeziorze. Tak
więc moment później każda z nas była
mokra. Pluskałyśmy się, pływałyśmy,
robiłyśmy konkurencje, kto pierwszy
dopłynie do wyznaczonej mety czy kto
dłużej utrzyma się bez oddechu pod wodą.
Zabawa szła świetnie. Robiło się jednak
późno i zaczęły dokuczać komary.
Pozostawiając porządek nad jeziorem,
wsiadłyśmy na rowery i powoli
pojechałyśmy do domu.
Idąc
tego
dnia
spać,
pomyślałam, że był to dobrze spędzony
czas. Twarz spanikowanej Marty to obraz,
który z pewnością zapamiętam. Na myśl,
że zwykłe, małe liski sprawiły, iż nasza
przygoda z początku wyglądała na
kryminalną, ogarnia mnie śmiech.
Katarzyna Pawłowska, klasa IIb
8
STRASZNA WRZEŚNIOWA OPOWIEŚĆ
Karmela leżała na zimnej, twardej
posadzce, czując, jak powoli uchodzi z niej
życie.
Nie wiedziała, ile już tak leży –
może piętnaście minut, może kilka godzin.
Może i całą dobę.
Tak naprawdę – było jej to zupełnie
obojętne.
Czuła, że zrobiła dobrze, pomimo
strasznego bólu, który pulsował jej w
nadgarstkach. Patrzyła obojętnie na
bordowe strużki płynące powoli po
drewnianych panelach. Patrzyła, patrzyła
i…nie czuła nic.
Jak gdyby wraz z krwią upływały z
niej emocje.
Stopniowo traciła koncentrację,
kontury otaczających ją przedmiotów
rozmywały się. Przedtem przeszkadzał jej
chłód bijący od podłogi – teraz nie miało
to już znaczenia.
Każde kolejne uderzenie serca
wypluwało z niej to, co ofiarowali jej
rodzice.
Właśnie, rodzice – ten, który ją
spłodził i ta, co urodziła. Wcześniej
kochający się małżonkowie. Teraz – obcy
sobie ludzie, którzy nie mogą na siebie
patrzeć. Jej nawet nie zauważali.
Pewnie nawet nie będą tęsknić, gdy
jej zabraknie.
Druga osoba, którą Karmela
obdarzyła miłością – Arek – zostawił ją.
Tak po prostu. Bez podania powodu, na
pożegnanie rzucając szorstkie: „czas leczy
rany”. Odciął się od niej, zniknął z jej
życia.
On też tęsknić nie będzie.
Wszystkie
jej
koleżanki,
przyjaciółki – zbyt zajęte malowaniem
paznokci i mierzeniem biustu, by
zauważyć jej brak.
A więc one również nie.
Dalszych krewnych Karmela nie
znała.
Wobec tego nikt nie będzie za nią
tęsknił.
Wniosek – Karmela podjęła
najlepszą decyzję, jaką podjąć mogła.
Wiedziała, że to już blisko. Że
nadchodzi. Jej szesnastoletnie życie
dobiegało ziemskiego kresu, by runąć w
otchłań.
Niemal zaśmiała się cicho. Nawet
nie było tak strasznie, jak pisały gazety.
Ból był okropny, wręcz nie do zniesienia,
ale Karmeli było wszystko jedno – i
dlatego właśnie nie zwracała na to uwagi.
W końcu przyszła.
Karmela wydała ostatnie tchnienie
i… odeszła.
******************
Wokół była łąka. Ukwiecone pole,
drzewa kołyszące się na wietrze, czyste
powietrze. Wszystko się rozmazywało,
całkiem jak w dawnych wspomnieniach,
gdy się miało po siedem lat.
Biegła. Jej stopy miękko dotykały
ziemi. Przy tym biegu śmiała się – była
szczęśliwa, że poszło tak łatwo. Podrzucała
pełne garście płatków kwiatowych,
patrząc, jak cudnie wirują w powietrzu.
Znikąd obok pojawił się Arek.
Głaskał ją po twarzy, czule powtarzał jej
imię.
„Karmela”.
Wydawał się taki prawdziwy,
materialny.
Może to tak wygląda niebo?,
pomyślała uszczęśliwiona Karmela.
I
wtedy
niebo
przeszyła
błyskawica, a ona poczuła okropny ból w
piersi. Zaparło jej dech.
Co się…
Następna błyskawica była jeszcze
intensywniejsza, oślepiła ją.
Nie! Arek!, chciała krzyknąć.
Trzecie błyskawica trafiła prosto w
nią.
I Karmela obudziła się.
- Żyje! Żyje! Obudziła się! – krzyczał
ktoś.
9
Karmela wzięła głęboki wdech,
czując w piersi ból. Widziała biel,
wszędzie.
- Karmela? Karmela!
Ten głos poznałaby wszędzie.
- Arek? – wychrypiała boleśnie.
- Tak, to ja… - jej dłoń ścisnęła
czyjaś.
- Co ty tu…? – chciała spytać, ale
jej nie pozwolił.
- To ja cię znalazłem – mówił
szybko. – Boże, kiedy cię zobaczyłem,
tam, na podłodze, w kałuży krwi,
poczułem się, jakbym trafił do najgorszego
koszmaru! Zachowałem się jak kretyn, ale
to wszystko przez Majkę, ona powiedziała
mi, że widziała cię z innym. Przepraszam!
– ścisnął jej rękę.
Zamknęła oczy, czując, jak po jej
ciele rozlewa się szczęście.
To było zbyt piękne.
- Zdążyliśmy w ostatniej chwili –
usłyszała uczony głos i zaczął coś
tłumaczyć, ale Karmela go nie słuchała.
Chłonęła. Patrzyła. Czuła.
Żyła.
SIEDZĘ I PATRZĘ
Wrzesień 2010
Hm. Tak.
Zgadza się, drodzy parafianie –
wrzesień. Szkoła. Książki.
No i nauka.
Wstajemy rano, szaro za oknem,
rozespani, ze śpiochami w oczach i w
jednym kapciu, z perspektywą cudownego
dnia w szkole. Usiądziemy w ławeczce z
uroczym sąsiadem u boku i posłuchamy
grzecznie nauczyciela.
Tak, wrzesień kojarzy się przede
wszystkim z tym. Czyż nie?
A rodzice? Im ten miesiąc kojarzy
się przede wszystkim z górą wydatków –
podręczniki, ćwiczenia, a to córcia nowe
buty, synuś komputer, bo przecież zadania
trzeba zrobić…
Nie oszukujmy się – jest ciężko.
A ja, jako Oczy i Uszy tej szkoły,
specjalista od spraw wewnętrznych, takich
jak nastroje uczniów – jestem na bieżąco w
sprawie wrześniowych „niusów”.
Pierwsza sprawa – moda. Mam
własną koncepcję na temat tego
zagadnienia i żadne modne piśmidła niech
mi się tu nie wtrącają. Absolutnym hitem
września były bez wątpienia… chusty!
Kolorowe, szare, czarno-białe, w kropki, w
paski, we wzorki, markowe, tanie…
Chusty absolutnie rządziły w naszym
gimnazjum żelazną ręką. Każdy chyba
zgodzi się co do tego, że na szyi niemal co
drugiej dziewczyny w szkole znajdował się
ten kolorowy dodatek. Nie wspominając
oczywiście o chłopcach, bo o nich
pamiętać trzeba!
A właśnie, chłopcy…
Uznany za święto wszystkich
chłopców 30 września obchodzony był
wyjątkowo hucznie! Bo przecież –
wydarzenie szkolne miesiąca – dyskoteka
szkolna, zwana potocznie imprą, bibą bądź
baletami. Moja rada na dyskotekę – bawcie
się dobrze, wyszalejcie się i koniecznie
pamiętajcie o następnym dniu w szkole
(zwłaszcza, jeśli zapowiedziano na niego
kartkówkę!).
Ale głównie chodzi o zabawę, więc
o nauce myślcie dopiero PO tańcach.
Ach, byłabym zapomniała!
Taniec jest jak najbardziej modny!
Można się przy nim wyśmienicie bawić, no
i, co dla nas, dziewczyn, jest tak kuszące,
zrzucić zbędne kilogramy.
Więc tańczcie do utraty tchu!
A na zakończenie – polecam w te
szare, ponure dni jaskrawe barwy, najlepiej
żółty, pomarańczowy i czerwony! Bo
skoro za oknem szaro – niech chociaż
ludzie będą kolorowi!’
Pozdrawiam wrześniowo,
Plotkara
10
IDOLE NASTOLATEK
Każdy z nas z pewnością ma
swojego idola. I nie
byłoby sztuką opisać
wszystkich
piosenkarzy,
sportowców i aktorów,
żeby dostosować się
do różnych
gustów.
Za kim szaleją nastolatki? Z
pewnością za przystojnym 24-letnim
Robertem Pattinsonem. Jak to się
zaczęło,bo przecież do niedawna nie
był aż tak znany. Otóż zaczęło się od
debiutanckiej roli
Edwarda Cullena w
„Sadze Zmierzch”,
ekranizacji książek
Stephani Mayer. Wiele
nastolatek na całym
świecie po obejrzeniu
tego filmu zaczęło
szaleć na punkcie
Roberta. W tym między
innymi sporo dziewcząt z
Polski.
Inną nowo odkrytą gwiazdą
jest 16 latek, Justin Bieber.
Młody piosenkarz w ponad
rok zdobył rzesze fanów na całej kuli
ziemskiej.
debiutancka
piosenka
porwała
milionów
dziewcząt
Jego
„Baby”
serca
w
różnych krajach świata. Sam Justin
jest nie tylko ulubieńcem
nastolatek w różnym wieku, ale
również „maskotką” różnych
gwiazd.
Sportowcy również nie próżnują. Dużo się
słyszy o popularności dwóch piłkarzy
Cristiana Ronaldo i Lionela Messi. Obaj
piłkarze są niesamowici. Trudno jest ich ze
sobą porównać, gdyż każdy ma inny styl
gry i każdy jest w czymś doskonały.
Sami widzicie, że nie sposób opisać
tu wszystkich idoli. Dla każdego idolem
może być ktoś inny. Dla chłopców
sportowcy, dla dziewczyn aktorzy lub na
odwrót. Idolem może być nawet członek
najbliższej rodziny lub przyjaciele. Do
zobaczenia w następnym wydaniu!
Tody 
POWIEŚĆ W ODCINKACH
Część pierwsza
jedenastoletni chłopiec. Był on z biednej
W pewnym starym miasteczku,
rodziny, która dochody czerpała tylko ze
gdzieś na
marginesie
swojej hodowli koni. Nawet konie te nie
miały tam dobrego życia. Chłopiec
nazywał się Robert Sankowski. Był raczej
typem niezbyt uczuciowego chłopca,
ponieważ po śmierci jego taty wszystkie
emocje stłamsił w sobie. Zaczął pisać.
Pisał wiersze, opowiadania, zaczął pisać
pamiętnik. Nie lubił opowiadać o swoim
ojcu, lecz pamiętał go doskonale.
Przesiadywał często na płocie naprzeciwko
społeczeństwa żył
mały,
stajni z końmi i wpatrywał się w ogromny
11
wiatrak, będący dla niego symbolem życia
i przeznaczenia. Przypominało mu to
chwile spędzone z ojcem, które kiedyś
były realne, autentyczne, a teraz są tylko
wspomnieniem i spojrzeniem w przeszłość,
zmorę lub nawet fatum prześladujące
każdego
człowieka.
Robert
miał
ciemnobrązowe włosy, piwne oczy oraz
długi nos, po którym można było go łatwo
rozpoznać. Był drobnej postury, choć jego
długie ręce sprawiały, że wydawał się
okazalszy. Jego życie w najbliższym
okresie miało się zmienić. Czy na lepsze?
Pewnego słonecznego dnia, gdy
Robert wstał, od razu zaczął myśleć o
dzisiejszym dniu. Myślał o tym, czy
wydarzy się coś, co przesądzi o wszystkim.
Te myśli dręczyły go codziennie. Chciał
jakoś uciec od rutyny i marzył o jakiejś
niespodziance. Ubrał się i szybko zleciał
na dół po skrzypiących schodach na
śniadanie. Przy stole siedział już jego brat
Patryk i mama. Sprawiała ona wrażenie
lekko podenerwowanej, czyli innej niż
zwykle, ponieważ matka Roberta była
zawsze spokojna i wesoła. Robert
przywitał się ładnie i usiadł na swoim
miejscu przy stole. Cały czas śniadania
minął bez słów. Gdy chłopiec pomógł już
w posprzątaniu ze stołu, poszedł na dwór,
by pograć w piłkę ze starszym bratem. Gdy
wyszedł na zewnątrz, pierwsze co ujrzał, to
Patryka całego we łzach kopiącego piłkę z
całych sił w tylnią ścianę stodoły. Szybko
podbiegł do niego, chwycił go za ramiona i
uspokajając go wciąż, próbował zapytać,
co się dzieje. Wtedy dowiedział się czegoś
strasznego. Już wiedział, dlaczego jego
mama była taka spięta przy śniadaniu.
Okazało się, że wyprowadzają się z miasta
z powodu braku funduszy na życie. W
stajni koni już nie ma. Kupił je ktoś za
marny pieniądz, lecz wystarczający, by
wynająć coś w małej wioseczce. Nagle
zobaczył mamę, która nosiła jakieś wielkie
pudła do ich pickupa. Jak najszybciej mógł
podbiegł do niej i bez zastanowienia spytał
się jej czy to wszystko prawda. Kobieta
odpowiedziała mu, że nie chciała mu tego
mówić tak szybko, bo bała się, jak
zareaguje, lecz teraz wie, że postąpiła źle.
Oznajmiła, że eksmitują ich z mieszkania.
Robert zdruzgotany usiadł na brzegu
przyczepy ich samochodu i martwiąc się o
los całej rodziny, popłakiwał sobie po
cichutku, tak, by nikt nie zauważył. Nagle
jak błyskawica zerwał się na nogi pobiegł
do swojego pokoju. Otworzył szufladę
swojego biurka i wyciągnął jeden z wielu
czarnych zeszytów. Zaczął pisać. Pisanie
go uspokajało. Cała rodzina wiedziała, że
zatapiał swoje smutki w szarych stronach
zeszytu. Pisał to opowiadania, to wiersze,
ale najbardziej starał się zapisywać
pamiętnik. Pamiętnik był jego jedynym
wehikułem czasu. Wystarczyło przeczytać
jeden wpis, a od razu przenosił się
myślami w tamto wspomnienie. Pisał
bardzo długo. Czas zatrzymał się nagle.
Robert zapadł w trans. Trans artysty. Z tej
hipnozy tak nagle obudził go krzyk mamy.
Krzyczała do niego ze smutkiem i
rozpaczą w głosie, by spakował wszystkie
swoje zeszyty do pudła i przyniósł na dół.
Jak mama mu kazała, tak zrobił. Zeszyty
jednak zajmowały więcej niż jedno pudło,
więc poszedł do sąsiedniego pokoju, by
pożyczyć jedno od swojego brata. Już
pukając do drzwi, słyszał szlochanie. Bojąc
się trochę, otworzył je i ujrzał Patryka z
głową w poduszce i płaczącego tak ja
nigdy dotąd. Usiadł koło niego i
pocieszając go, też zaczął płakać. Nie
zdarzało im się to często, ponieważ byli
bardzo twardymi chłopcami. Po długiej
chwili rozpaczy i troski, Robert wziął
pudło i wraz z Patrykiem zeszli na dół do
samochodu. Nikt nie chciał zostawiać
domu. Nawet pani Sankowska wiedziała że
jej synowie strasznie to przeżywają i nie
mają najmniejszej ochoty zostawiać
wszystkich chwil i wspomnień. Robert też
wiedział, że teraz nawet jego pamiętniki
nie wystarczą, by wszystkie momenty
spędzone z całą rodziną zabrać ze sobą.
Odjeżdżając,
jeszcze
spoglądali
z
ogromnym żalem na swoje stare życie,
które zostało w tyle…. Pojechali do
nowego domu, do nowego świata, lecz nie
wiedzieli, co ich tam spotka.
12
Bartek
GWIAZDORSKA WPADKA
I
Światła reflektorów. Byski fleszy.
Tysiące
wpatrzonych
w
Ciebie
oczu. Kamery
skierowane
wprost
w
Twoją twarz .
i to głupie
uczucie braku
prywatności…
Na
samo
wspomnienie
lipcowego
turnee
przechodziły po mnie dreszcze . Teraz
jestem zwykłą czternastolatką, niczym
niewyróżniającą się od innych, Bellą Rose.
Wbrew swojemu imieniu i nazwisku
pochodzę z Polski. Miałam również drugą
twarz…
Słyszeliście pewnie nieraz o Alexis
Voltar. Teraz macie okazję ją poznać. Z
pewnością wiecie, że śpiewałam, grałam
na perkusji i gitarze z moim przyjacielem
Sterlingiem Knightem.
Ze Sterling’iem znam się od kiedy
miałam 6 lat. W Polsce poznałam inne
dziewczyny, które stały mi się na tyle
bliskie,
że
mogłam
je
nazywać
przyjaciółkami. Nazywają się:
Amanda Swan. Wielka estetka. Zawsze,
gdy mam gorszy dzień wesprze mnie i
pocieszy.
Rosi Gand. Zawsze umie mnie rozbawić.
Twierdzi, że ,,sport jest dobry na
wszystko”. To prawdziwa sportsmenka.
- Katharine Sung. Prawdziwa ,,artystyczna
dusza”. Uczy młodsze dzieci kaligrafii.
Zawsze ma ciekawe pomysły. Mimo
swoich kół plastycznych zawsze znajdzie
dla mnie czas.
Każda
z
tych
dziewczyn
jest
niepowtarzalna. Wiemy o sobie wszystko.
Tylko one nie znają mojego największego
sekretu. Ten sekret znałam tylko ja i
Sterling. Skąd miałam wiedzieć, jak
zareagują na to, że ich przyjaciółka to tak
naprawdę Alexis Volta? Czy wyśmiałyby
mnie? Czy może uwierzą i przestaną lubić
Bellę, a zaczną zauważać tylko Alex?
II
Pomimo moich licznych obaw
miałam zamiar wyznać im mój sekret.
Właśnie dziś przypominam sobie jak
tamtego sierpniowego południa chciałam
im to powiedzieć.
Byłam już prawie pewna siebie,
gdy zadzwoniła moja komórka. Wyświetlił
mi się numer Sterlinga. Myślałam, że chce
mi przypomnieć o próbie. Lecz przekazał
mi wiadomość dużo gorszą. W mojej
miejscowości, w Choszcznie, mieliśmy
zagrać jednodniowy koncert z okazji
rozpoczęcia roku szkolnego. Tydzień przed
rozpoczęciem. Koncert był dobroczynny, a
dochody miały zostać przekazane dla
głodujących. Kontrakt był już podpisany,
nie miałam innego wyjścia jak wystąpić.
Rozłączyłam się. Byłam załamana tą
wiadomością. Gdyby mnie nie było, nikt
nie pofatygowałby się na koncert mój,
Sterlinga i Jonas’ów. To miasto uwielbia
Alexis Voltar . Ale jak powiedzieć
dziewczynom, że nie mogę iść? Z tym
nurtującym mnie pytaniem dojechałam aż
do skraju lasu i doszłam do jeziorka.
-Hej Bella, nie uwierzysz!- wyskoczyła na
mnie zza krzaków Roq- Alexis Voltar da
jednodniowy koncert tutaj w Choszcznie.
- Super, super, super ! – zaczęły krzyczeć
równocześnie Kath i Amanda.
-Wiem- odparłam bez cienia radości –
wszędzie są te ulotki- próbowałam się
roześmiać, ale ta radość cienko mi wyszła
- No. Nie chcę słyszeć, że któraś nie
przyjdzie – Roq stała się dla mnie
bezwzględna – bo jak któraś nie przyjdzie,
to wylatuje z naszej paczki .
-Ja… ten… no… -próbowałam z siebie coś
wycisnąć, ale nie mogłam
-Tak Bell, jest jakiś problem?- spytała
trochę złośliwie Roq
13
- Nie nic. Tylko noga mnie trochę boliskłamałam.
-Ok. To my idziemy się pokąpaćstwierdziły razem i poszły. Nie mam teraz
najmniejszej ochoty wyznać im prawdy!!!
Zapomniałabym!
Miałam
wywiad
następnego dnia. Muszę lecieć aż do
Warszawy.
Cichutko spakowałam swoje rzeczy
i 10 minut później byłam już przy motorze.
III
Dziesiąta rano to nienormalna
godzina na wywiad. Wstałam o 3, zjadłam,
ściągnęłam
perukę
i
soczewki.
(Zapomniałabym! Mój naturalny kolor
włosów to śnieżnobiały, a oczu to
czerwony. Urodziłam się już z takimi.
Noszę (jako Bella) blond perukę z jasnymi
pasemkami oraz brązowe soczewki.
Urodziłam się jako Alexis, ale później
,,dorobiłam”
Bellę)
Umalowana
i
przebrana pojechałam na wywiad. Podróż
do Gdańska na lotnisko zajmuje 4
godzinny, lot 30 minut, a pobyt z fanami
około 1 godzinę. Kiedy znalazłam się na
lotnisku, przywitano mnie oklaskami i
wiwatami. Po podpisywaniu autografów
wsiadłam do samolotu, a tam poczytałam
książkę ,,Mowa kwiatów”.
Gdy wylądowaliśmy, byłam przerażona .
Na lotnisku panował chaos. Moich fanów
wielkimi tarczami odsuwała policja.
Próbowałam pomóc swoim wielbicielom,
ale bez skutku. Któryś z nich wrzucił mnie
do limuzyny i zamknął drzwi. Wtedy
szofer jak na komendę przycisną pedał
gazu i w szybkim tempie zostawiliśmy
lotnisko za sobą. A ja siedziałam przez
całą drogę oburzona i wściekła.
IV
Gdy dojechaliśmy do studio,
wybiegłam z limuzyny, wpadając na
grubego ochroniarza, który wziął mnie za
przegub i pociągnął za sobą. Trzymał mnie
tak, aż doszliśmy do mojej garderoby.
Miałam jeszcze 45 minut do
audycji na żywo. Wzięłam więc gorącą
kąpiel, wysuszyłam włosy i poprawiłam
make-up. W ostatniej chwili wpadła Ella,
dziennika, z którą miałam mieć wywiad.
Bez słów wypchnęła mnie z pokoju i
ciągnęła przez korytarze. Już miałam jej
coś powiedzieć, gdy rzuciła mnie na fotel i
kazała siedzieć. Siedziałam tak dobre 20
minut, gdy nagle ktoś krzyknął :
- Wchodzimy za 3,2,1 i akcja ! – Muzycy
zagrali czołówkę, Ella uśmiechnęła się do
mnie tak słodko, że wyglądała jakby ktoś
jej zdeformował twarz młotkiem.
- No i jak tam Alexis? Słyszałam, że masz
sporo koncertów na głowie- robiła przy
tym takie miny, jakby miała zaraz
zwymiotować- zwłaszcza ten koncert
dobroczynny dla delfinów- zachciało mi
się wtedy śmiać, więc zakryłam usta ręką.
- Tak, sporo tych koncertów. Tyle, że te
dobroczynne są dla głodujących. Przecież
w Polsce NIE MA delfinów- Ella przy
moich słowach wyglądała na speszoną.
- A jak tam Alex twoi fani?- spytała.
- Moi fani ? – nadszedł czas mojej zemstymoże sama ich spytasz ty głupia
landryno!?- w tym momencie nie
wytrzymałam. Wstałam z fotela i
uderzyłam ją prosto w twarz . Jacyś ludzie
pomogli Elli wstać z brudnej już od krwi
podłogi. Ten sam ochroniarz, który
,,zaprowadził” mnie do garderoby, złapał
mnie za nadgarstki, a ja we wściekłości
wykrzyczałam, chyba o kilka słów za
dużo, bo wyrzucili mnie ze studia .
Tak się skończył ten piękny dzień
:).
V
Opowiedziałam o moim problemie
Sterlingowi. Stwierdził, że mogę iść tam
jako widownia i gwiazda. W czasie przerw
i fajerwerków mogę iść na plac, a po
przerwach wracać na scenę. To był dobry
pomysł, ale dziwny jak na niego.
Kiedy wstałam, zjadłam śniadanie,
zrobiłam make-up, ubrałam się i
spakowałam ciuchy na scenę, wsiadłam do
auta taty i pojechałam na koncert.
Gdy dojechałam na miejsce,
zobaczyłam mnóstwo znajomych twarzy.
Czułam tremę jak nigdy w życiu.
14
Większość ludzi znałam i lubiłam.
Poszłam szybko za kulisy, gdzie czekał na
mnie Sterling. Pokazał mi garderobę i
kazał się przebrać. Po 5 minutach byłam
gotowa do występu. Gdy wywołali mnie na
scenę, z niepewnością wybiegłam.
Mojemu wejściu towarzyszyły wiwaty i
oklaski.
Jako pierwsi zagrali ze mną bracia
Jonas w piosence ,,When You Look Me In
My Eyes”. Potem grałam ,,Something
About”. Druga kapela śpiewała ,,SOS”,
kiedy wybiegłam przebrać się i chwilę
później byłam już przy dziewczynach. Coś
do mnie mówiły, ale ja znów biegłam na
scenę. Zmieniłam ciuchy, na scenie
zaśpiewałam ,,Hero” . Po piosence
pobiegłam przebrać się i wbiegłam w
publiczność. Patrzyli się na mnie co
najmniej dziwnie.
,,Jakby pierwszy raz człowieka
widzieli” – przemknęło mi przez myśl.
Gdy zobaczyłam spojrzenia Am, Kath i
Roq, wiedziałam, że coś się stało.
Zapomniałam o peruce i soczewkach.
-Bella?- spytała Am.
-Tak…- odparłam.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś?półgębkiem zapytała mnie Kath
- Myślałam, że dla was przestanę liczyć się
ja, bedzie tylko Alex- każde pytanie było
dla mnie jak igła wbijająca się w skórę, a
moja odpowiedź jak ostra brzytwa
kalecząca każdy kawałek mojego ciała.
- Jak mogłaś nas o coś takiego posądzić?kwaśno spytała Roq.
- Sama sobie odpowiedz na to pytanie!!!przy tych słowach miałam ochotę uderzyć
ją w twarz. Wszystkie, do tej pory
przyjazne, zaczęły przeszywać mnie
krwawym spojrzeniem. Roq, Kath i Am
zaczęły odchodzić w stronę wyjścia.
Dopiero teraz zrozumiałam- to nie były
prawdziwe przyjaciółki.
Po ich odejściu uczucie bólu zostało, a ja
straciłam wiarę w ludzi.
Alexis
POLECAMY
MUZYKA
Where We Belong - Thriving Ivory
No more Excuses - Kill the alarm
Lips of an Angel – Hinder
FILMY
,,Wilkołak”
,,Duże dzieci”
Avatar: wersja specjalna 3D
KSIĄŻKA
„Carrie”- Stephen King
TO WARTO OBEJRZEĆ
„Księżniczka
i
żaba” to nie
kolejna
bajka o
takim
samym
wątku jak
inne, lecz nowa,
pełna
przygód
opowieść o wspaniałej dziewczynie z
ubogiej rodziny i księciu postanawiającym
jej pomóc. Film przysporzył mi wielu
emocji. Pojawiły się momenty śmieszne,
np. gdy Ray śpiewał, tajemnicze, smutne, a
nawet wyciskające łzy z oczu. Dzięki
takim momentom nawet nie wiadomo,
kiedy mija ponad osiemdziesiąt minut
filmu i trzeba opuścić salę kinową.
Jeżeli będziecie w kinie, to nie tylko sami
udajcie się na seans, ale również zabierzcie
swoich najbliższych. Szczerze polecam!
Kloszara
15
ZNAJDŹ SWOJE HOBBY
Na pewno nie
jeden z was trudzi
się z pewnym
problem,
tak
powszechnym
wśród dzisiejszej
młodzieży. Otóż
niektórych
być
może przygnębia
fakt, że nie posiada hobby. Bo nie umie ani
śpiewać, ani ładnie rysować, a każdy chce
być przecież najlepszy w tym co robi i
kocha. Dlatego właśnie, postanowiłam, że
stworzę taką właśnie rubryczkę, która
pomoże w pokonaniu tego kłopotu. Co
numer będę w niej przedstawiać jakieś
ciekawe zajęcie, które już wielu ludziom
nieźle
zakręciło
w
głowach. Na
pierwszy
ogień pójdzie
origami. Być
może
spotkaliście
się już z tym
słowem, ale
na
wszelki
wypadek
wyjaśnię co to
jest.
Otóż
origami
to
tworzenie
figurek
z
papieru. Lecz
w tej sztuce
nie wolno ciąć, kleić, ani dodatkowo
ozdabiać, a punktem wyjścia powinna być
kwadratowa kartka papieru. Nawet nie
domyślacie się
co można z tego
stworzyć.
Założę się, że
nie jedna osoba
byłaby
nieźle
zszokowana.
Oczywiście
pozytywnie;)
Być
może
wydaje wam się,
że to
mega
trudne, ale sądzę że warto spróbować i nie
zniechęcać się już na samym początku.
Polecam wam wejść na poniżej podane
strony, które z pewnością wam pomogą w
tworzeniu tej przedziwnej, ale jakże
pięknej sztuki. Aha,
i
jeszcze
jedna
bardzo ważna rada.
Nie zaczynajcie od
tych
najtrudniejszych
diagramów tylko od
tych prostych, bo
możecie się szybko
zniechęcić jeżeli nie
będzie
wam
wychodziło,
a
zapewniam
was
jeżeli
będziecie
próbować
od
najprostszych to z
czasem
będziecie
tworzyć te naprawdę
bardzo trudne.
http://www.origami.art.pl/
http://www.tipy.pl/tag117,origami.html
Ala
KĄCIK KULINARNY
Już niedługo dzień nauczyciela. Na tą okazję proponujemy przepis na miłą niespodziankę dla
Waszych nauczycieli.
16
ORDERY DLA ZASŁUŻONYCH
Ilość: 10 orderów
Czas przygotowania: 20 minut
Składniki:
-10 okrągłych herbatników lub wafli
-1 mały słoiczek nutelli
-różności do ozdabiania ciastek: rodzynki,
kolorowe cukierki groszki, drażetki,
cukierki m&m’s lub Lentilki, orzeszki w
czekoladzie,
słone paluszki, kolorowa posypka
Sposób przygotowania:
1.Przygotuj wszystkie potrzebne składniki.
2.Ciastka lub wafle posmaruj czekoladą tak, aby
ich nie pokruszyć.
3.Ozdób ciasteczka tak, aby przypominały medale.
Wykorzystaj do tego przygotowane słodycze.
4.Gotowe
ordery
zanieś
w
prezencie
nauczycielowi.
Jeśli masz jakieś ciekawe pomysły na szybkie i łatwe przepisy, i chciałbyś się nimi podzielić
z czytelnikami przyślij je na mój adres mailowy: [email protected] wraz z podpisem. Na
pewno zamieścimy je w naszej rubryce. Do zobaczenia!
Kuchcik
KĄCIK POEZJI
„Poezja jest piękna, tylko trzeba ją zrozumieć”
Miłość
Miłość jak kwiat zakwita powoli,
By później zwiędnąć i odejść w
zapomnienie.
Miłość jak ptak lata swobodnie
I szuka kogoś, kto jej zapragnie
Miłość zasiada w strzale Amora
By złączyć tych, którzy na nią czekają.
Cisza
Ta cisza przeraża mnie tak,
Aż czuję, że ciebie mi brak.
Wiem, że choć jesteś tak bardzo blisko
Nie czuję twojego uścisku
Do serca podchodzi mi lód
A usta me czują dziś głód.
Słucham
Słucham-i słyszę ciszę
Słucham-i słyszę dźwięk ulic
Słucham-i słyszę śpiew ptaków
Słucham-lecz ciebie nie słyszę.
Zakochana
17

Podobne dokumenty