Salam Salti - Stowarzyszenie Vox Humana

Komentarze

Transkrypt

Salam Salti - Stowarzyszenie Vox Humana
Salam Salti, Syryjczyk, 55 lat
Ginekolog położnik
Tancerz flamenco
Skąd pochodzisz?
Jestem Palestyńczykiem urodzonym w Syrii.
Dlaczego przyjechałeś do Polski?
Bo zakochałem się w Ani, mojej żonie. Jako pracownik wydziału medycyny na
Uniwersytecie w Latakii zostałem wysłany do Związku Radzieckiego, żeby robić
specjalizację. Miałem uzyskać tytuł doktorski i wrócić na uczelnię. Na miejscu poznałem
moja przyszłą żonę, która przyjechała na studia medyczne.W wigilię 1988 roku wzięliśmy
ślub. Początkowo byliśmy zdecydowani wracać do Syrii. Teściowa płakała, że odbieram jej
dziecko. Nie znała mnie, bała się, że ją zabiorę nie wiadomo dokąd, nie wiedziała jak tam
wygląda życie. Tak mi się jej żal zrobiło, że powiedziałem: „Ja nie chciałem się żenić, to ona
chciała”. Tak było, mężczyzna zawsze dąży do tego, żeby zostać wolny. Ale cieszę się, że
trafiłem na Anię i wziąłem z nią ślub. Ona jest najpiękniejszym darem, jaki mi się przytrafił
w życiu, na szczęście o tym wie. Dwa lata po ślubie przyszła na świat Róża, nasza córka.
Moja żona wróciła z nią do Polski, a ja przyjeżdżałem w odwiedziny. Któregoś razu
spacerowaliśmy po Parku Praskim w słoneczny, jesienny dzień, było tak pięknie, że chciało
mi się płakać. Wtedy zdecydowaliśmy, że zostaniemy w Polsce.
Co wpłynęło na tą decyzję?
Chodziło o kwestie kulturowe i społeczne. Polskie społeczeństwo wydawało mi się bardziej
zsekularyzowane, otwarte, liberalne, a ja jestem niewierzący, nie lubię gdy narzuca mi się jak
mam żyć, boję się fanatyzmu. Ludzie, którzy się zamykając w fanatyzmie tak wiele tracą
z życia. Ja akceptuję innych, lubię obserwować jak różnie może wyglądać życie. W tym tkwi
jego piękno.
Jakie wrażenie zrobiła na Tobie Polska?
Wcześniej mieszkałem pięć lat na Krymie, więc zdążyłem się przyzwyczaić do
wschodnioeuropejskiej rzeczywistości. W ZSRR było ciężko, nie było masła, nie było mięsa,
wszystkiego brakowało. Ale życie studenckie ma swoje zalety - człowiek nie martwi się
o przyszłość, ale kocha, bawi się. To był okres pieriestrojki. Było widać, że wszystko się
zmienia. Obserwowaliśmy jak Rosjanie odchodzą od komunizmu, powoli, ostrożnie, bo się
bali. Do Polski przyjechałem pierwszy raz w 1986 roku. Wysiadałem na Centralnym
i jechałem na Pragę Północ do Ani. Moja żona oczywiście pokazywała mi też Łazienki, Pałac
Kultury i Nauki,. Bardzo lubiłem wtedy ulicę Chmielną, gdzie chodziliśmy na zapiekanki
i kawę. Podobało mi się to wszystko, ale jak się podejmuje decyzję o zamieszkaniu gdzieś, to
wtedy takie czynniki nie mają znaczenia. Znaczenie miała moja rodzina. Od 1991 roku
mieszkam na stałe w Polsce. W 1996 roku, w ostatni dzień kadencji prezydenta Wałęsy,
dostałem polskie obywatelstwo. Pierwszy raz w życiu zostałem obywatelem.
Jak to możliwe, że po raz pierwszy zostałeś obywatelem mając 37 lat?
Pochodzę z rodziny palestyńskich uchodźców. Mimo że urodziłem się w Syrii przysługiwał
mi tam jedynie pobyt czasowy. Byliśmy traktowani jak Syryjczycy, łącznie z obowiązkiem
odbycia służby wojskowej, ale nie mieliśmy praw wyborczych i prawa do otrzymania
paszportu. I tak nie było najgorzej, bo moja rodzina nie mieszkała nigdy w obozie dla
uchodźców. Mój dziadek był kupcem. Jeszcze przed II wojną światową, kiedy między
Palestyną, Libanem i Syrią nie było granic dziadek podróżował od miasta do miasta. Jedna
z jego siedzib mieściła się w Damaszku. Jak rodzina została zmuszona do opuszczenia miasta,
z którego pochodzili - schronili się w tym mieszkaniu.
Rodzice opowiadali Ci o Palestynie?
Tata nie chciał o tym rozmawiać. Wszystko co wiem, wiem od babci. Opowiadała o tym jak
mieszkali, jak żyli, jak zostali wygnani. Syjoniści przyjechali i powiedzieli, że tu nie żyje
żaden naród, że ziemia jest niczyja. Mojej rodzinie kazano opuścić dom. Powiedziano, że to
potrwa tylko kilka dni, a potem wrócą. Babcia posprzątała wszystkie pokoje i wyszła
zostawiając cały dobytek. Nigdy nie pozwolono im wrócić.
Jesteś ginekologiem położnikiem. Dlaczego wybrałeś taką specjalizację?
Po pierwsze lubię kobiety. Po drugie jak pierwszy raz zobaczyłem poród, usłyszałem krzyk
dziecka, pierwszy raz dotknąłem niemowlaka (a on był taki apetyczny!), to zakochałem się
w położnictwie.
Co lubisz w swojej pracy?
Zajmuję się ultrasonografią. Ludzie, którzy do mnie przychodzą są w potrzebie, spodziewają
się dziecka i chcą się jak najwięcej dowiedzieć. Kobiety się martwią, boją, nie wiedzą
co będzie. Kogo urodzą? Chłopca, dziewczynkę? Czy będzie zdrowe? Kobiety często są
zdenerwowane, chcą wiedzieć, czy wszystko jest dobrze. Mogę im pomóc, odpowiedzieć na
ich pytania i rozwiać wątpliwości. Kocham moje pacjentki, właśnie dlatego lubię wykonywać
swój zawód. Moja praca jest dla mnie ważna i przyjemna, radość jaką mi daje powoduje, że
nigdy nie narzekam, że musze iść do pracy.
Czego się nauczyłeś w Polsce?
Nauczyłem się jeść salami i śledzie. Nauczyłem się polskiego - pięknego, trudnego języka.
Smakuje mi on jak nie wiem. Czytałem siedem razy Sto lat samotności Marqueza. Trzy razy
po arabsku, a cztery po polsku. Dzięki porównaniu widzę jaki piękny jest ten język.
Nauczyłem się tańczyć. Pogłębiłem moją znajomość medycyny. Nauczyłem się być trochę
kobietą żyjąc z kobietami. Nauczyłem się, że kobieta jest lepsza od mężczyzny.
Zdecydowanie!
Masz kontakt z Syryjczykami w Polsce?
Nawiązałem wiele kontaktów pod wpływem ostatnich wydarzeń politycznych w Syrii.
Syryjczycy zaczęli się zrzeszać, działa Fundacja Wolna Syria, do Polski zaczęli docierać
syryjscy uchodźcy. Do wybuchu rewolucji miałem niewiele kontaktu z moimi rodakami.
Syryjczycy patrzyli na siebie podejrzliwie, nie mieli do siebie szacunku, czuliśmy się
niewolnikami. Wobec takiej wielkiej siły jak reżim człowiek jest bezradny. Ja się bałem.
Nocami śniłem, że zabierają mnie do więzienia, że zamykają mnie i nie mogę wyjechać
z kraju. W młodości byłem w konspiracyjnej partii lewicowej. Nasz opiekun został
zatrzymany, spędził wiele lat w więzieniu, ale nie wydał nas. Gdyby nie to, moje życie
wyglądałoby zupełnie inaczej. Po wyjeździe do ZSRR dwa razy wracałem do kraju i dwa razy
trafiałem na przesłuchanie w siedzibach sił bezpieczeństwa. Dlaczego? - nie wiedziałem.
Może ktoś napisał donos. Z sali obok dochodziły do mnie krzyki przesłuchiwanego. Więcej
już do Syrii nie wróciłem. Dopiero po wybuchu rewolucji odzyskaliśmy szacunek do samych
siebie. Staliśmy się wolnymi ludźmi, zaczęliśmy mówić kim jesteśmy. To jest piękne
doświadczenie. Odbudowujemy dawno utracone kontakty, dzięki temu po 32 latach mogłem
się spotkać we Francji z naszym opiekunem z czasów działalności politycznej.
Działasz w Fundacji Wolnej Syrii?
Trochę działam w fundacji, trochę działam poza fundacją. Jako fundacja mamy bardzo
ograniczone pole manewru. Staram się pomagać materialnie. Odebrałem też dwa porody
uchodźczyń z Syrii, które trafiły do Polski. Chciałbym pojechać do Syrii, działać jako lekarz...
ale się boję. Dawniej miałem więcej odwagi. Kiedy wojska Izraela zaatakowały Liban w 1982
roku byłem w trakcie sesji na medycynie. Zdałem minimalną ilość przedmiotów potrzebnych,
żeby przejść na następny rok, wróciłem do domu, założyłem sweter, chociaż było lato
i powiedziałem „Mamo, idę na wojnę. Cześć.”
Puściła Cię?
Wpadła w szał, ale nic nie mogła zrobić, zamknąłem drzwi i uciekłem. Zgłosiłem się do
organizacji palestyńskiej jako lekarz. Dostałem czteroosobowy przydział, mieliśmy ambulans
i działaliśmy dopóki nas nie ostrzelano. Zostałem ranny i odesłano mnie do domu. Nigdy nie
udało mi się dowiedzieć, czy pozostali przeżyli.
Twoi rodzice zostali w Syrii?
Tata już nie żyje. Mama mieszka w Damaszku, w jej dzielnicy jest stosunkowo bezpiecznie.
Nie chciałbyś, żeby przyjechała?
Ona nie chce. Ma racje. Ja też bym nie wyjechał. Wygnanie to jest straszna rzecz.
Jak człowiek wyjeżdża, jest imigrantem, a nie wygnańcem, to wie, że może wrócić do
swojego kraju i domu. Ale jeżeli nie ma domu, to mówią mu, że jest obcy, że jest nikim
i zawsze można wskazać na niego palcem, że on nie jest nasz, nie jest ich, nie wiadomo kim
jest.
Ty wyjechałeś dobrowolnie. Nie żałujesz?
Nie, zwłaszcza, teraz, gdy widzę co się tam dzieje. Oczywiście są rzeczy, których tutaj nie
mogę znaleźć. U nas ludzie są cieplejsi, życie rodzinne jest bogatsze. Straciłem dawnych
przyjaciół. Poza tym, gdybym wrócił mógłbym dzisiaj pracować na uczelni. Tutaj to nie jest
możliwe. Ale czy żałuję? W zamian mam inne rzeczy. Na pewno moja córka nie czułaby się
w Syrii tak swobodnie jak tutaj. Ja też nie. Mogę Ci powiedzieć, co robię w Polsce, czego nie
mógłbym robić w Syrii. Zawsze chciałem tańczyć. Przez lata w Polsce pracowałem jak głupi,
aż mając 50 lat powiedziałem: albo teraz zacznę tańczyć, albo nigdy. Błagałem żonę, żeby
tańczyła ze mną, ale nie chciała. Przez 3 lata tańczyłem tango a teraz flamenco, które można
tańczyć bez partnerki. Taniec to piękna umiejętność. Ćwiczę sam, z wielką przyjemnością.
Ostatnio mieliśmy występ, okazało się, że jestem jedynym facetem w szkole. Trudno mi sobie
wyobrazić podobną sytuację w Syrii.

Podobne dokumenty