wałęsa: „znam perfidną gierkę klechów”

Transkrypt

wałęsa: „znam perfidną gierkę klechów”
Podczas internowania tracił wiarę w Kościół
WAŁĘSA: „ZNAM PERFIDNĄ GIERKĘ KLECHÓW”
str.
6–7
NOWE ZASADY FELIETON CZYJĄ ŚCIEŻKĄ
KROCZY
JOANNY
WYSTĄPIENIA
KACZYŃSKI
Z KOŚCIOŁ A SENYSZYN
Afery
na zamówienie
Schemat „wielkich sukcesów
śledczych” PiS jest zwykle
bardzo podobny. Głośna akcja
służb, mnóstwo medialnych
oskarżeń. A po latach – ciche
zamykanie śledztw z powodu
braku dowodów winy...
str.
8–9
WWW.FAKTYIMITY.PL
Nr 8 (834)
26 LUTEGO
– 10 MARCA 2016 r.
cena
4,50 zł
(w tym 8% VAT)
ISSN 1509-460X INDEX 356441
AKCJA POLICJI
W „FiM”
– AKTUALNOŚCI
strona 2
KSIĄDZ NAWRÓCONY
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Komentarz naczelnego
I co dalej?
J
ak nasi Czytelnicy doskonale już
wiedzą, ponad tydzień temu mieliśmy w redakcji „wizytę” sił specjalnych policji (CBŚP). O jej skutkach
i powodach piszemy w tekście na sąsiedniej stronie.
Zniknięcie redaktora naczelnego,
traumatyczne przesłuchania części zespołu, przygnębienie oraz zamieszanie
medialne, jakie wynikły z tych wydarzeń,
postawiły nas w nowej sytuacji. Co robić
dalej? Zamilknąć, rozejść się i opatrywać
psychiczne rany czy kontynuować naszą
zwykłą pracę?
Mimo potwornego zmęczenia, poczucia zagrożenia i niepewności postanowiliśmy najpierw wydać kolejny numer.
W zwykłej objętości, z materiałów, które
mieliśmy pod ręką. Udało się! Następnie
zdecydowaliśmy, że wracamy do normalnej pracy, choć z wielu powodów nic nie
będzie już takie jak kiedyś. Nie ukrywam,
że niektórzy członkowie redakcji wymagają pomocy psychologicznej, i to zapewne
długoterminowej.
Zaznaczę, że bardzo trudno jest pisać
o naszych planach, nadziejach i obawach
w sytuacji życia w poczuciu zagrożenia
naszej redakcji. Bo taką właśnie atmosferę wokół siebie widzimy. Do dzisiaj nie
wiemy, dlaczego odbyło się przeszukanie
w pomieszczeniach samej redakcji, w na-
szych biurkach i szufladach. Nie wiemy
też, jaki był sens zabierania materiałów
dziennikarskich objętych tajemnicą. Martwimy się także o ich los i bezpieczeństwo.
Nie odpowiedziano na nasze pytania. Dopatrujemy się w tych działaniach chęci
zastraszenia nas i zniechęcenia do współpracy z nami Czytelników i Informatorów.
– w trudnej sytuacji przyszła nam z pomocą prof. Joanna Senyszyn, która wraca ze
swoim felietonem na nasze łamy już w bieżącym numerze (str. 29). Mamy zamiar
utrzymać dotychczasową objętość i tematykę „Faktów i Mitów”. Nie zmieniamy ceny.
Nie spuszczamy także z tonu – będziemy
nadal równie ostro jak dotąd reagować na
Po traumie ubiegłego tygodnia
nasz zespół zbiera siły
i reorganizuje pracę.
Nie wiemy też, czy prokuratura na tym
poprzestanie, czy będziemy nadal nękani. Obawiamy się też, że normalne komunikowanie Czytelnikom naszych planów
i niepokojów podsunie osobom wpływowym pomysły na wykorzystanie tych informacji przeciwko nam.
Jednak podejmę ryzyko i spróbuję opowiedzieć o tym, co zdecydowaliśmy. Zrobię
to w takiej mierze, jaką uznajemy za bezpieczną. Zespół na dzień dzisiejszy pracuje
w niezmienionym składzie. Powiem więcej
wszelkie przejawy niesprawiedliwości społecznej, zagrożenia dla praw człowieka
oraz ze strony klerykalizmu.
Ale to nie wszystko. Mamy zamiar
jeszcze pilniej wsłuchać się w Wasze, Czytelników, oczekiwania. Pracujemy nad
poprawą grafiki oraz chcemy podnieść jakość naszych tekstów. Szukamy również
nowych pomysłów i osób do współpracy. Jesteśmy otwarci na Wasze sugestie
i podpowiedzi – czekamy na listy i e-maile. Przygotowujemy także plany awaryjne
na wypadek ewentualnych zaczepek ze
strony nieprzychylnych nam władz. Ale
o szczegółach oczywiście nie będę tutaj
się rozpisywał.
I na koniec jeszcze kontynuacja podziękowań sprzed tygodnia. Przede wszystkim
– dziękujemy setkom Czytelników, którzy
do nas ciągle piszą lub dzwonią ze słowami otuchy i wsparcia. Nie ma nic bardziej
ujmującego niż telefon zaczynający się od
słów: „Adam, w czym Wam pomóc?”. No
może z wyjątkiem listu oferującego małżeństwo w celu uzyskania prawa pobytu
w wolnym kraju… A i taki e-mail do mnie
ostatnio dotarł.
Po n a d t o d z i ę k u j e m y R z e c z n i k o wi Praw Obywatelskich, panu doktorowi Adamowi Bodnarowi, za zajęcie się
z urzędu sprawą najścia na naszą redakcję. Także Fundacji Helsińskiej za drążenie tematu ochrony tajemnicy dziennikarskiej oraz Towarzystwu Dziennikarskiemu
za wsparcie. Dziękujemy również za
wspierające publikacje i zainteresowanie
naszym losem m.in. redaktorom Ernestowi Skalskiemu, Andrzejowi ­Rozenkowi,
redakcji tygodnika „Nie”, prof. Joannie
Senyszyn, Januszowi Palikotowi i Dariuszowi Jońskiemu. Dzięki Wam łatwiej
nam było przetrwać i dzięki Wam chce się
dalej pracować.
p.o. red. nacz. ADAM CIOCH
GORĄCY TEMAT
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
Aresztowanie redaktora naczelnego
„Faktów i Mitów” oraz przeszukanie
i upokorzenie redakcji znienawidzonej
przez PiS i Kościół katolicki powinno być
odtrąbione przez reżimowe media
jako wielki sukces. No to dlaczego
nikt się nim nie chwali?
Ze zgrozą myślę o naszych materiałach ze śledztw i o wianuszkach pisowskich dziennikarzy, którzy zawisną u klamek sędziów i prokuratorów,
aby błagać o cenne informacje.
Ale przecież to nie tylko nasz
problem. To, co wydarzyło się u nas,
to może być początek końca dzienni-
przykłady. Po pierwsze, czytelnik
oświadczenia nie dowie tego, że była
żona redaktora (przeciwko której
miał podżegać) cieszy się nie tylko
życiem, ale i znakomitym zdrowiem.
Nic się jej nigdy nie stało. Niedoszła
nieboszczka, która od lat wie, że toczy się śledztwo w sprawie potencjal-
komentowali na Facebooku: „Czytajmy »FiM«, póki jeszcze można”…
To się zaczęło już dosyć dawno. Prawie 9 lat temu. Jesienią
2007 roku w przemówieniu anonsującym zawstydzającą klęskę
wyborczą PiS tak mówił o nas
Jarosław Kaczyński: „Nie daliśmy rady szerokiemu frontowi
od „Faktów i Mitów” po „Gazetę
Wyborczą”. Mówienie do audytorium liczącego kilkanaście milionów telewidzów o jakoby wielkich
zasługach naszego skromnego tygodnika dla obalenia rządu PiS-Samooobrona-LPR wydawało
nam się nie tylko sporą przesadą.
Dziwiło nas, że słyszymy to z ust
naszego zapiekłego ideologicznego i politycznego wroga. Pomyśleliśmy też wówczas, że to prze-
Gdy niespodziewanie naszła nas
policja, zatrzymała redaktora naczelnego i przejmowała nasze materiały,
nikogo o tym nie poinformowano.
Wielu dziennikarzy zwróciło uwagę
na fakt, że to bardzo dziwne, że władze zatrzymują naczelnego ogólnopolskiej gazety i nikomu nie mówią,
że to robią i dlaczego. Mało brakowało, a zniknęłoby opozycyjne, ogólnopolskie pismo z 16-letnią tradycją
przy całkowitym milczeniu wszystkich, a zwłaszcza sprawców tego
zniknięcia.
sadne eksponowanie naszej roli
przez przeciwnika niczego dobrego nam nie wróży.
Nieco wcześniej wytoczyliśmy
proces jednemu z prominentnych
polityków PiS. Pan ów, do dziś
zresztą bardzo wpływowy, używał
pod adresem środowiska naszego tygodnika bardzo napastliwych
i obraźliwych słów, gdy Czytelnicy
wspierali protestujące pod budynkami rządowymi pielęgniarki. Wytoczyliśmy mu proces, który – jak
to w Polsce – wlókł się niemiłosiernie. PiS już dawno stracił władzę,
gdy sąd w obydwu instancjach nakazał posłowi B. przeproszenie
nas na jego własny koszt w kilku
gazetach. Biedaczysko zapłacił za
to jakieś kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zanim zapłacił, na sali sądowej straszył nas (a może tylko tak
żartował?), że za przyszłych rządów
PiS nie będzie miejsca w Polsce na
tygodnik taki jak nasz. Dziwiłem
się, że ktoś tak znany opowiada
tak ryzykowne głupstwa w miejscu publicznym. I dobrze to sobie
zapamiętałem.
Potem był rok miniony i niespodziewane sukcesy wyborcze PiS.
Czuliśmy, że będziemy jedną
z pierwszych ofiar „dobrej zmiany”. Pisaliśmy o tym. I niektórzy
nasi Czytelnicy też to czuli, a nawet
W czasie przeszukania dowiedzieliśmy się tylko, że chodzi o prywatne zarzuty wobec redaktora naczelnego i że do nas nikt nic nie ma.
Ale legitymowano nas, zabroniono
dotykać komputerów. W końcu zabrano kopie wszelkich elektronicznych materiałów, a w końcu przetrząśnięto biurka. Po kilkunastu
godzinach kipiszu powlekliśmy się
do domów. Nazajutrz napisaliśmy
do prokuratury prośbę o wyjaśnienia
i do mediów informację o tym, co się
stało. Byliśmy zdruzgotani i bardzo
zmartwieni. Gdyby nie nasz komunikat, nikt nadal nie dowiedziałby się
o aresztowaniu i najściu. Prokuratura otworzyła jednak usta dopiero
kolejnego dnia wieczorem, gdy poprzedni numer był już wydrukowany.
Do dziś nie wiemy, jaki związek z zarzutami wobec reaktora naczelnego
mają nasze e-maile, adresy, przelewy
dla współpracowników albo pseudonimy autorów, które trafiły w ręce
prokuratury. A przecież wiemy dobrze, że za 2 tygodnie prokuratura
wpadnie w ręce Ziobry. Pamiętam,
że PiS-owskie media miały w czasach
poprzednich rządów Kaczyńskiego
tony informacji ze śledztw wówczas
prowadzonych. Do dziś nie wyjaśniono, jak te materiały trafiały w ręce
dziennikarzy i dlaczego nikt nigdy
nie poniósł za to odpowiedzialności.
Głucho wszędzie
Czego wstydzi się PiS?
karstwa śledczego w Polsce. Kto teraz będzie ufał dziennikarzom i redakcjom, skoro za chwilę wszystko
znajdzie się w rękach coraz bardziej
uwikłanych politycznie organów ścigania? Myślę zwłaszcza o informatorach wywodzących się ze świata
przestępczego. Przecież oni ryzykują życie, przekazując istotne informacje o działaniach swoich „kolegów”. A dziennikarstwo śledcze
to jeden z kilku filarów demokracji, bo pozwala wnikliwiej patrzeć
możnym tego świata na ręce. Jeśli
jego zabraknie, sytuacja w Polsce
będzie jeszcze gorsza. Myślę o tym
z przerażeniem.
Ezopowa mowa
Komunikat prokuratury na temat
powodów zatrzymania i aresztowania redaktora naczelnego „FiM” robi
wielkie wrażenie. To poważne zarzuty – w tym podżeganie do zabójstwa.
Przeanalizowaliśmy język oświadczenia, a także zorganizowaliśmy własne
śledztwo w tej sprawie. Oto niektóre
nasze ustalenia, które możemy podać
już teraz – „na gorąco”.
Generalnie użyte sformułowania prokuratury mają wywołać nastrój grozy, także przez... pomijanie
niektórych informacji oraz dziwne
zestawienie różnych faktów. Oto
nego zamachu na jej życie, składała
w czasie jego trwania liczne wizyty
niedoszłemu oprawcy, w tym biznesowe i towarzyskie. Czasem miały one charakter niesympatyczny,
a czasem niemal romantyczny... Jak
dla mnie to trochę dziwne i trudne
do wyjaśnienia psychologicznie.
W oświadczeniu jest mowa
o znalezieniu nielegalnej broni
i amunicji. Ale my ustaliliśmy, że
znaleziono ją w pomieszczeniu należącym do osoby trzeciej. I to ona
miała powiedzieć, że znalezisko należy do naczelnego „FiM”.
Najpoważniejszy zarzut – podżeganie do zabójstwa. Z oświadczenia nie wynika istotna okoliczność
– wszystkie trzy osoby oskarżające
Kotlińskiego mają poważne kłopoty
z prawem. O jednej z nich piszemy
na stronie szóstej. Inna jest zamieszana w dużą kradzież i jest przetrzymywana w areszcie. Czyżby czymś
zachęcono ją do „sypania”?
Dziwne
dziennikarstwo
Po wydarzeniach w naszej redakcji zrobiło się spore zamieszanie.
Niestety, ze względu na stan, w jakim znajdował się zespół (i do pewnego stopnia nadal znajduje), nie
byliśmy w stanie na bieżąco rozma-
strona 3
wiać ze wszystkimi zgłaszającymi się
do nas dziennikarzami. Niektórym
odpowiedzieliśmy z opóźnieniem.
Z niektórymi wciąż się kontaktujemy. Niektórzy przyjęli naszą rezerwę
ze zrozumieniem. Ale, niestety, inni
popadli w dziwne dywagacje. I tak
„Gazeta Wyborcza” przez 5 dni nie
była podobno w stanie nawiązać
z nami skutecznego kontaktu.
To bardzo dziwne, bo w redakcji mamy telefony, Internet. Są
możliwe różne formy kontaktu. Zamiast faktów zaserwowano opinii publicznej historyjkę
o tym, że „prokuratura przeszukała redakcję »FIM«, bo mieści
się ona w mieszkaniu redaktora
naczelnego”. Prawda jest taka,
że w budynku należącym do
naszej spółki mieści się m.in.
redakcja i mieszkanie służbowe naczelnego – na różnych
piętrach, wyraźnie oddzielone.
W redakcji są różne, odrębne
pomieszczenia, w tym typowo
dziennikarskie. Nie przeszkadzało to policjantom poruszać
się po nich i grzebać w teczkach
z materiałami, a nawet półkach
z rysunkami. Czekamy na sprostowanie „Wyborczej”. Nie chowamy
urazy, mając nadzieję, że „Gazeta”
poinformuje teraz rzetelnie.
Tak się składa, że o całej sprawie w zasadzie w ogóle nie informowały najważniejsze media w kraju –
telewizja publiczna. Dlaczego PiS
nie chwali się – jak to robi zwykle –
swoim triumfem? Przecież złapano
„złoczyńcę”, upokorzono niechętną
gazetę. Mało tego, w dzień po najściu na nas służby specjalne odwiedziły mieszkanie zaprzyjaźnionego
z PiS-em wydawcy (złośliwi mówią,
że wpadli na kawę...). Czyżby chodziło o to, aby medialnie „przykryć”
akcję w naszej redakcji i pokazać, że
władze są obiektywne i „wchodzą”
wszędzie tam, gdzie to konieczne?
Także do swoich. Potem odgrzano
stare przecież oskarżenia pod adresem Wałęsy. I tak już najście na
„FiM” ostatecznie utonęło w medialnym jazgocie.
Dziwne milczenie mediów publicznych pozostających pod kontrolą PiS nie wydaje się przypadkowe.
Przecież korzystają z nich nie tylko
„nawróceni” – tak jak z pisowskiej
TV Republika – ale także ludzie
niezależnie myślący. Najście na redakcję mogłoby się źle kojarzyć,
wzbudzić wątpliwości co do intencji władz. Poza tym w ostatnich numerach „FiM” było tyle materiałów
kompromitujących dla PiS. Po co
je niechcący reklamować, prawda?
Uznano więc, że nie ma się czym
chwalić, a raczej, że są powody do
ukrywania „sukcesów”.
ADAM CIOCH
p.o. red. nacz. „FiM”
strona 4
Z NOTATNIKA HERETYKA
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Polka potrafi
Panie bezseksowe
Nazwali ją zakłamaną lesbijką. Oskarżyli, że nienawidzi mężczyzn. Nic takiego nie
zrobiła. Powiedziała tylko, że
żyje w celibacie.
Sophie Fontanek jest francuską dziennikarką. Pisze dla kobiet.
Wydała książkę „Pożądanie”, w której główna bohaterka zrezygnowała z seksu, bo „nie mogła już znieść
bycia braną i potrząsaną”. To książka
o mnie – powiedziała Fontanek i…
zawrzało. Bo na Zachodzie celibat to
obciach. Sophie, wtórna dziewica, wystąpiła ze swoim niemodnym oświadczeniem na okładkach gazet. Wspomniano o niej nawet w wieczornych
wiadomościach… „Dzisiaj można
posadzić na kanapie nagą modelkę
wystawiającą krocze do obiektywu,
ale jeśli powiesz, że nie masz ochoty
uprawiać seksu, to jesteś obrzydliwy.
Być może to nasze ostatnie tabu” –
podsumowała pisarka, która doczekała się łatki „Pani bezseksowa”.
Jej rodaczka, seksuolog Catherine Solano, mówi o nowym zjawisku – „zaniepokojeniu seksem”.
Multum jej pacjentów to rodacy
przerażeni, że wystarczy im dwa razy
w miesiącu, a zdrowy człowiek powinien chcieć codziennie.
Dziewicze echa dotarły do RParafialnej, która ani trochę nie jest
N
francuska, więc obnoszenie się
z niewinnością to u nas żaden wstyd.
W prasie kobiecej znalazłam reportaż o Polkach nieuprawiających.
Wypowiada się lekarz oraz 48-letnia
prawiczka (żadna zakonnica ani inna
konsekrowana). Zacznijmy od lekarza… Michał Pozdał, specjalista
od profilaktyki seksualnej, rozmawiał z paniami należącymi do „ruchu aseksualistów”. Okazało się, że
większość z nich to anorektyczki, bulimiczki, osoby nieakceptujące swojego ciała. Takie kobiety – podsumował seksuolog – zatracają się w religii
albo zwierzątkach, a odrzucenie seksu to przykrywka dla poważniejszych
problemów. – Nieprawda! Mnie tam
dobrze! – przekonuje wspomniana
ie jest trudno krytykować czy atakować Wałęsę. PiS, atakując go akurat za „teczki”, zjada jednak własny
ogon.
Historyczny lider „Solidarności” to dobry symbol
Polski – jest tak pokręcony i pełen sprzeczności jak
cały nasz kraj. Świat uważa go za kogoś wielkiego –
symbol walki o wolność i o prawa związkowe. Ale Wałęsa rozumie wolność jako
brak „komunizmu” i na tym
jego zainteresowania prawami człowieka w zasadzie się
kończą. Prawa związkowe są
od czasu triumfu środowisk
solidarnościowych (w praktyce – prawicowych) nagminnie łamane. Być wyrzuconym z pracy za próbę
założenia związku to chleb powszedni w Polsce. Nie
jest to coś, co obchodziłoby szczególnie „bohatera”,
czyli Wałęsę realnego, a nie wyobrażonego przez media, zwłaszcza zachodnie.
Ludzie na Zachodzie nie znają zwykle języka polskiego i nie wiedzą tego, z czego doskonale zdają sobie sprawę Polacy. Że Wałęsa to bufon o wielkim ego
i bardzo małym rozumku, co ujawnia się natychmiast
po tym, gdy otworzy usta. Wszystko, co mówi się o nim
pozytywnego, jest zmitologizowane do bólu. I o jego
niepokalanej rzekomo roli w dziejach Polski w latach
1980–1981, o „obaleniu komunizmu”, budowaniu „wolnej Polski”. W rzeczywistości „Solidarność” ponosi nie
mniejszą odpowiedzialność za ówczesny (1981 r.) rozkład kraju niż PZPR, „komunizm” w Europie Wschod-
bohaterka artykułu. Renata prowadzi domową hodowlę psów i coraz
rzadziej wychodzi „do ludzi”. Wywiadu udziela w… poczekalni u weterynarza. Jako nastolatka, najładniejsza na wsi, czekała na księcia
z bajki, znaczy się – miastowego. Na
studiach poznała takiego, ale wstąpił do oazy, potem do seminarium
i nawet jej nie pocałował. Później
sama zainteresowała się kościelnymi naukami. Mijał rok za rokiem.
Jej rówieśnicy byli albo żonaci, albo
rozwiedzeni i szukali niezobowiązującego seksu. Kiedy zwierzyła się
jednemu ze swojego „stanu”, ryknął
śmiechem i zalecił... wałek kuchenny. Przestała szukać, ale po 40. złapała ją wielka ochota. „Każdy facet
powodował, że trzęsły mi się uda,
a najbardziej kręcili mnie robotnicy
na budowie mojego drugiego domu”
(Renata z braku rodzinnych zajęć zajęła się biznesem i sporo zarabiała).
Przerażona własnymi reakcjami postanowiła, że skoro do tej pory wytrzymała, to dociągnie tak do końca. „Tym bardziej że wtedy dostałam
moją pierwszą sunię i odkryłam fascynujący świat psów” – opowiada.
Za to jej czworonogi – zapewnia –
mogą zabawiać się do woli.
JUSTYNA CIEŚLAK
[email protected]
niej obalił Gorbaczow, a „wolną Polskę” zainicjowała
ekipa Jaruzelskiego-Rakowskiego, wydobywając ze
sporego już społecznego zapomnienia liderów opozycji solidarnościowej, nieco już podupadłej w 1988 r.
Podobna mitomania narodowa udzieliła się niektórym
rodakom przy ocenie „Lolka” – czyli Karola Wojtyły.
Ale Wałęsie nikt nie odbierze tego, że został symbolem, wylansowanym niczym czerwony, brzuchaty Mikołaj w reklamach Coca-Coli.
Cóż z tego, że nie ma on nic
wspólnego z „prawdziwym”
Mikołajem, czyli starożytnym
biskupem ze Wschodu. Tu nie
liczą się fakty, liczy się przekaz kultury popularnej. I Wałęsa jest jej częścią na skalę globalną. I żadne tupanie nóżkami Kaczyńskiego
z Macierewiczem tego nie zmienią.
Wiele osób ma jakiś straszny problem z tym, czy Wałęsa „współpracował” z tajnymi służbami, czy nie. Co do
mnie – to mało mnie to obchodzi. Nie tylko dlatego, że
nie można brać paru lat z czyjegoś życia za cały długi
życiorys. Ludzie są niejednoznaczni i nie ma co się o to
wściekać. Poza tym nie widzę nic złego we współpracy z instytucjami PRL. Wszystko zależy od tego, co się
tam robiło. Zresztą tak było zawsze i ze wszystkim. Czy
sam fakt, że ktoś był na przykład ministrem w rządzie
kraju akceptującego niewolnictwo (albo poddaństwo
chłopów), znaczy, że jest moralnie zdyskwalifikowanym
degeneratem? Zwłaszcza 400 lat temu, gdy było to zupełnie powszechne?
ADAM CIOCH
Myśli niedokończone
Dzisiaj Krzysztof Ziemiec zorientował się, że wpadka była, posypuje głowę popiołem i przeprasza za swój błąd. Robi to na
Facebooku. Jak jakaś skretyniała do szczętu i upadła na samo
dno mentalnego mroku gwiazda szołbizu, która lata tam, na
fejsbunia, zamiast do prawnika, konfesjonału czy do psychiatry. Tam Cię utulą, zrozumieją albo wyleją szambo (...). Będzie
sprostowanie w „Wiadomościach”? Na oczach milionów ludzi,
których dzień wcześniej pan okłamał?
(dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska o nieprawdziwej informacji w sprawie wiarygodności teczek „Bolka”,
podanej przez dziennikarza TVP związanego z PiS)
Wprowadzane obecnie zmiany prowadzą do zawłaszczenia
instytucji państwa przez aparat rządzącej partii. Z przykrością
stwierdzam, że nie tylko nie sprzeciwił się Pan tym zmianom
(choć konstytucja daje Panu do tego prawo), ale zgoła Pan je
wspierał.
(prof. Ryszard Bugaj do prezydenta Andrzeja Dudy po rezygnacji z zasiadania w Narodowej Radzie Rozwoju)
Neoliberalizm i skrajny konserwatyzm niszczą dziś podstawowe wartości: wolność, otwartość, równość, sprawiedliwość
społeczną, prawa człowieka i pracownika. Chcąc przełamać
prawicowy impas, postanowiliśmy ponad podziałami spotkać
się w grupie osób, która myśli pokoleniowo, generacyjnie, ma
za sobą podobne doświadczenia zarówno okresu PRL-u, jak
i transformacji.
(Barbara Nowacka z Twojego Ruchu o „Inicjatywie Polska”)
Gdy są np. rozmowy o emeryturach, Funduszu Kościelnym, lekcjach religii, to my, ewangelicy, jesteśmy zapraszani, ale mamy
zupełnie inną pozycję niż Kościół katolicki (...). Wciąż nie ma
pełnego równouprawnienia dla innych Kościołów i związków
wyznaniowych (...). Nie można działać w Kościele politycznie
na rzecz jednej opcji. Nie można nikogo zmuszać na siłę do
swoich przekonań czy religii.
(bp Jan Szarek, były zwierzchnik Kościoła
ewangelicko-augsburskiego w Polsce)
Mamy nową formę technokratycznego feudalizmu w Europie,
która gardzi demokracją.
(Janis Varoufakis, były minister finansów Grecji)
Wybrali: AC, PPr, SH
[email protected]ł ludu
Rze­czy po­spo­li­te
Bolek i Lolek
[email protected]
PiS specyficznie wprowadza w życie zapowiadaną politykę prorodzinną. Po ostatnich decyzjach partii rodzice dostaną 500 zł na
drugie dziecko, a pewien samotny „ojciec” – aż 26 mln zł. Chodzi
o „ojca” Rydzyka oczywiście. Pieniądze dostał w ramach ugody
sądowej, a nie dotacji, więc nie będzie musiał się z nich rozliczać.
I są to miliony, którymi Małopolska miała walczyć z duszącym
mieszkańców smogiem...
Boże, widzisz i nie grzmisz!
~gość2
To było już zapowiedziane przez Dudę, który bardzo lubi robić dobrze ojcu dyrektorowi. Za co dobrze robi ojciec dyrektor naczelnikowi
Kaczyńskiemu, naganiając mu elektorat.
~erudyt
Przypatrzcie się, dzieci, dobrze, tak wygląda diabeł w ludzkiej
skórze.
~Dziedmoroz
Jeśli piekło istnieje, on trafi tam pierwszy.
~makasa
Przelew za pomoc w wygraniu wyborów od dziś nosi nazwę UGODA – fajnie, pomysłowo :)
~biesczad1
Ludzie! To tylko pierwsza rata miesięcznicowa.
~tepasa
Wybrał ASZ
NA KLĘCZKACH
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
LEWICA SIĘ MNOŻY
Lewica żyje, choć nie wszyscy wierzą w życie pozaparlamentarne. W Warszawie działalność zainaugurowało stowarzyszenie „Inicjatywa Polska”. W spotkaniu
wzięli udział przedstawiciele SLD, Twojego Ruchu, także Andrzej Roze­nek z Biało-Czerwonych. Inicjatywę
przychylnie oceniają również Zieloni. Projekt na konferencji
prasowej zaprezentowała Barbara Nowacka, liderka
koalicji Zjednoczona Lewica w wyborach 2015 r. – Nie próbujemy zjednoczyć żadnych partii, nie szykujemy się dziś do
żadnych wyborów, szykujemy merytorycznie i programowo
propozycję dla Polek i Polaków, by mieli nadzieję, że Polska
może być państwem postępowym i nowoczesnym – mówiła.
ŁP
ZBOŻNE CELE
Senat dyskutował i głosował ustawę budżetową. Izba
refleksji zatroszczyła się o biedny Kościół katolicki. Senatorowie przegłosowali poprawkę zwiększającą o 8 mln złotych środki Funduszu Kościelnego. Poprawkę zgłosił senator Grzegorz Bierecki. Znany finansista PiS, którego
nazwisko pojawia się w kontekście afery SKOK-ów. Bierecki
dodatkową kasę dla Kościoła zabrał z puli na finansowanie wyborów i referendów przez Krajowe Biuro Wyborcze.
Wyborów przecież już w ogóle być nie musi, bo już wygrała właściwa partia. Referenda też są zbędne, bo przecież
PiS działa podobnie, tylko zgodnie z wolą narodu. Senator
zarekomendował także pomnożenie wydatków na archeologów Instytutu Pamięci Narodowej, by zwiększyć wykrywalność mogił „żołnierzy wyklętych”. Poprawki Biereckiego
zostały przyjęte przez Senat. Odrzucono natomiast propozycje opozycji, by zwiększyć budżety Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw Obywatelskich. Senackie poprawki ostatecznie rozstrzygnie Sejm.
ŁP
ĆWIARTKA GŁÓDZIA
Sławoj Leszek Głódź od 25 lat jest biskupem. Z tej
wiekopomnej okazji odprawiono mszę w częstochowskim
sanktuarium. Podczas niej wazeliniarskie kazanie wygłosił Stanisław Dziwisz. Jubilat, zwany w armii „Flaszką”, udzielił wywiadu prawicowemu portalowi. W rozmowie
wspomina swoją pracę ordynariusza polowego. „Pełniłem
tę służbę przez 14 lat. Byłem na wielu wojnach. Widziałem krew, łzy i śmierć. W Afganistanie i Iraku”. Obdarzony fantazją hierarcha pomija fakt, że wojny te oglądał
w cieplarnianych warunkach. „Wizyty duszpasterskie”,
opłatki, jajeczka, wszystko suto zakrapiane i w stu procentach bezpieczne. Dziś zaś za tę „ofiarną służbę” otrzymuje
generalską emeryturę. W uznaniu wybitnych zasług Głódzia
żołnierze już dawno przyznali mu honorowy tytuł „Pierwszej
Flaszki III RP”.
ŁP
ZDUSZONY W ZARODKU
Jarosław Gowin, wicepremier oraz minister nauki
i szkolnictwa wyższego, wszedł między wrony, więc kracze
tak jak one. Niegdysiejszy orędownik „Kościoła otwartego”,
zwanego również łagiewnickim, gościł w siedzibie „Kościoła zamkniętego” – Toruniu. Spotkał się ze studentami Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, założonej i dowodzonej przez Ojca DyRektora Rydzyka. Wziął udział
w nagraniu audycji „Westerplatte młodych”, emitowanej na
antenie Telewizji Trwam. „Do 2020 roku przez moje ministerstwo przejdzie ponad 50 mld złotych – ogromne pieniądze na badania w dziedzinie innowacyjnej gospodarki”
– opowiadał Gowin, a redemptoryści już zacierali ręce. Potem w TVN24 opowiadał, że w stosunku do Rydzyka i jego
projektów się „pomylił”, bo bardzo to wszystko wartościowe. Tymczasem – jak się spodziewano – Fundacja Rydzyka
Lux Veritatis dostanie prawie 27 mln zł odszkodowania od
Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska za cofnięcie
dofinansowania projektu geotermii toruńskiej. Przystały na
to ochoczo władze NFOŚ.
ŁP
NIENAWIŚĆ PRZENOŚNA
W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o karnych przenosinach ks. Jacka Międlara z Wrocławia do Zakopanego. Z wrocławianami ksiądz pożegnał się w swoim
stylu – obrzucając stekiem wyzwisk inaczej myślących
„nieprawdziwych Polaków”. – To, co czyniłem, będę czynił
dalej. Każdy chrześcijanin powinien usłyszeć trzy wielkie
prawdy: Bóg, Honor, Ojczyzna. A z gór będzie mnie jeszcze
lepiej słychać – wykrzykiwał w pożegnalnym kazaniu. Słowa dotrzymał. W Zakopanem od razu zwąchał się z lokalnymi nacjonalistami. Wraz z nimi uczcił Józefa Kurasia
„Ognia”, w środowisku narodowców wielbionego wraz
z innymi „żołnierzami wyklętymi”. Swoim nowym kumplom
przy pomniku „Ognia” mówił, że „zależy nam na tym, żeby
żadna kłamliwa ideologia naszego narodu, naszej tożsamości, której esencją jest pamięć o bohaterach, nigdy nie
została zniszczona”. Po trzech dniach zawstydzony zakon
wywiózł Międlara do klasztoru zamkniętego...
ŁP
PO KROPELCE
Proboszcz jednej z lubelskich parafii prowadził samochód po pijaku – tak stwierdził inny kierowca. Uznał, że
ksiądz dziwnie się zachowuje za kółkiem, i wezwał policję.
Funkcjonariusze przebadali księdza alkomatem, gdy ten
już dotarł na plebanię. Świadek jechał za nim. Ksiądz wydmuchał 2,2 promila. Policjantom tłumaczył ponoć, że... to
nie on prowadził auto. 53-letni duchowny to proboszcz parafii pw. bł. Piotra Jerzego Frassatiego przy ul. Skierki. Grozi
mu do dwóch lat więzienia.
ŁP
SÓL ZIEMI
W podkrakowskiej Wieliczce, w zabytkowej komorze
tamtejszej kopalni soli, odbyło się międzynarodowe (o ironio!) spotkanie nacjonalistów. W konferencji uczestniczyli przedstawiciele Europy Narodów i Wolności. To frakcja
w Parlamencie Europejskim obejmująca np. Kongres Nowej Prawicy (dawna partia Korwin-Mikkego) czy francuski Front Narodowy. W zebraniu wzięli udział nacjonaliści
strona 5
m.in. z Wielkiej Brytanii, Rumunii, Włoch czy Francji. Cele
mają z grubsza podobne: rozwalić Unię Europejską, przeciwstawić się napływowi imigrantów, obronić „tradycyjne
wartości”. Spośród Polaków przemawiali: znany z antysemickich wypowiedzi i sympatii dla Radia Maryja (ma swój
stały felieton na antenie) Stanisław Michalkiewicz
oraz ks. Tadeusz Guz, wykładowca KUL i również częsty
gość rozgłośni Rydzyka. „Czy Unia Europejska powinna
być kontynuatorem III Rzeszy?” – fałszywie martwił się duchowny. Może chciał odwrócić uwagę od bulwersujących
poczynań swoich przyjaciół nacjonalistów, jakby żywcem
wyjętych z obaw ks. Guza.
ŁP
LICHO NIE ŚPI
Egzorcyści znów na Jasnej Górze. Polscy specjaliści
od wypędzania demonów zgodnie twierdzą, że w naszej
ojczyźnie kusy poczyna sobie szczególnie śmiało. „Szatan
jest, działa i kusi i tylko nam się wydaje, że jeżeli czegoś nie
widać, to go nie ma” – wywodził ks. Marian Rajchel.
Podobno wie, co mówi, bo szatan swego czasu wysyłał do
niego SMS-y. Tak twierdził ów sędziwy duchowny, przez co
stał się pośmiewiskiem nawet poza granicami naszego kraju. Egzorcyści dyskutowali także na tematy aktualne, czyli
choćby o okropnym „dżęderze”, przez którego oczywiście
działa szatan. Katolicka Agencja Informacyjna informuje, że
podjęto także „kwestię rozróżniania między głosami urojeniowymi a prawdziwym głosem Boga”. Bóg mówi ponoć
tylko rzeczy zgodne z katechizmem, czyli chodzi na pasku
Kościoła katolickiego. Wystąpień egzorcystów nie zaliczono, niestety, do urojeń.
ŁP
FISKUS NIE KWESTIONUJE
Trwa sezon rozliczeń z fiskusem. Tym, którzy zastanawiają się, jak zmniejszyć swoje obciążenia podatkowe, parafia pw. Przemienienia Pańskiego w Ładnej przypomina
o darowiźnie na Kościół. Na pytanie, co można odliczyć
i w jaki sposób należy rozumieć „cele kultu religijnego”, wyjaśnia: „W ustawie nie znajdziemy definicji legalnej tego wyrażenia. Na podstawie wypowiedzi doktryny i wydanych do
tej pory interpretacji prawa podatkowego można natomiast
przyjąć stosunkowo szerokie znaczenie tego sformułowania. I tak za darowizny realizujące ten cel możemy uznać zarówno wpłaty na poczet działań bezpośrednio związanych
z publicznym kultem religijnym, jak i związane z nim pośrednio (np. budowę kościoła, remont ołtarza)”. Kto zaś może
być adresatem darowizny? Parafia w Ładnej informuje: „Katalog podmiotów jest bardzo szeroki. W praktyce fiskus nie
kwestionuje darowizn na rzecz kościołów, kościelnych osób
prawnych, związków wyznaniowych, a nawet na rzecz Radia
Maryja. We wszystkich tych przypadkach istotne jest to, by
darowizna została dokonana na rachunek bankowy i by została dokonana właśnie na cele kultu religijnego. Nadmienić
jednak trzeba, że nie jest możliwe odliczenie takiej darowizny na rzecz osoby fizycznej. Ulga nie będzie zatem przysługiwała w przypadku wpłaty na konto proboszcza – również
wtedy, gdy parafia nie ma swojego rachunku bankowego”.
Fiskus na pewno nie zakwestionuje...
AK
strona 6
PATRZYMY IM NA RĘCE
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Stare, dobre czasy...
Mity
„Solidarności”
B
I oto właśnie chodzi...
yły prezydent Lech
Wałęsa już nie wywinie się z przypisywanej
mu tajnej współpracy
ze Służbą Bezpieczeństwa w okresie, gdy o powstan iu
„Solidarności” jeszcze nikt nie myślał. W jego bajki już mało kto wierzy. A nadprezydent Jarosław Kaczyński opowiada takie historyjki
o swoim kombatanctwie, że słońcu
wstyd świecić.
Wa ł ę s a z o s t a ł z a t r z y m a n y
w nocy 13 grudnia 1981 roku.
Przez dwa dni siedział pod kluczem w Chylicach pod Warszawą,
skąd przewieziono go do Otwocka. Od 11 maja do 13 listopada
1982 r. miejscem internowania
ówczesnego przewodniczącego
„Solidarności” był ośrodek wczasowy w Arłamowie (woj. podkarpackie). Strzegli go oficerowie
Biura Ochrony Rządu. Dotarliśmy do świadków i dokumentów
z tamtego czasu.
– Uścisnęliśmy sobie dłonie.
Przedstawił się „Lechu”. Pan Wa-
łęsa sprawiał sympatyczne wrażenie. Uśmiechnięty – jakby wiedział, że jest w ukrytej kamerze,
chętnie żartował. Początkowo
bardzo się nudził w odosobnieniu,
bo z rozrywek uznawał tylko krzyżówki – wspomina pierwsze spotkanie jeden z BOR-owców.
„Podczas jazdy z Chylic do Otwocka podkreślił, że nie ma żadnych ujemnych uwag do naszej
służby, ponieważ rozumie jej potrzebę. Spytał o nasze wynagrodzenie, twierdząc, że musimy zarabiać
dosyć dobrze (przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło
wówczas 7,7 tys. zł – red.). Osoba
internowana z uśmiechem stwierdziła, że jak zostanie Prezydentem
PRL zarobki nasze będą sięgały
sumy 30 tys. zł i chętnie widziałby
nasz zespół w swojej ochronie” –
czytamy w notatce por. Bogusława G., konwojującego Wałęsę do
Otwocka. Pierwszym życzeniem
pana Lecha po przybyciu do nowego lokum było załatwienie pantofli i wstawienie do pokoju piwa.
Po dwudniowych odwiedzinach żony Danuty wraz z dwójką dzieci Wałęsa ogłosił głodówkę
protestacyjną.
„W dniu 20 grudnia o godz. 8
wszedłem do sypialni osoby internowanej. Leżał on na łóżku przykryty kołdrą i kocem pod samą brodę.
Spytałem, czy czegoś nie potrzebuje.
Odpowiedział, że nic mu nie potrzeba. Zapytałem, jak się czuje i czy
nie potrzebuje pomocy lekarskiej.
Odpowiedział: »nic nie potrzebuję
i nie chcę nikogo widzieć, również
was«. Wygląda na bardzo załamanego i osłabionego” – odnotował
por. G. Dopiero późnym
wieczorem
podopieczny odżył.
„Podano mu baleron, boczek,
herbatę, a następnie kaszankę,
pasztetową, butelkę wódki „Żytniej” i piwa. Po zjedzeniu kolacji
nalał sobie 3/4 szklanki wódki,
którą wypił popijając piwem (...).
Po spożyciu kolacji stosunek osoby
internowanej do nas zmienił się zasadniczo – zaczął rozmawiać, powrócił mu humor oraz wyraził chęć
zwiedzenia pałacu”.
3 lutego 1982 r. Wałęsę okropnie zdenerwował fakt, że zabrali
mu odbiornik tranzystorowy dostarczony przez księdza Henryka
Jankowskiego: „Przez cały dzień
odgrażał się, że tego, który zameldował o fakcie posiadania przez
niego radia, znajdzie nawet za 20
lat i wtedy mu się odpłaci”. Pięć
dni później BOR zawiózł go do
dentysty: „Po wejściu do gabinetu stomatologicznego oświadczył
lekarzowi: »Proszę powiedzieć, że
PATRZYMY IM NA RĘCE
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
żądam powołania konsylium. Nie
wiem, co pan mi zrobił, ale trzy dni
boli mnie ząb. Nie wiem, kim pan
jest i jeżeli nie zbierze się konsylium, nikt nie będzie grzebał mnie
w zębach«”. Po powrocie oznajmił
porucznikowi: „Zamelduj swoim
przełożonym, że jeżeli nie zbierze
się konsylium, w składzie którego
nie będzie mojego stomatologa,
wtedy wszystkim ogłoszę, że zatruliście mnie”.
9 lutego Wałęsa znowu ogłosił
głodówkę. Po trzech dniach powiedział chorążemu Adamowi T.:
„Byłem do tej pory głupi, teraz zacznę korzystać z tego, co mam –
chodź napijemy się wódki”. Z bazy
aprowizacyjnej Biura Ochrony
Rządu dostarczono na kolację
spragniony pociechy duchowej,
wreszcie zgodził się na rozmowę
z salezjaninem ks. Janem M. „Po
wizycie przez kilkanaście minut internowany leżał na łóżku i rozmyślał, po czym wstał i udał się do sali
bilardowej. W tym czasie był wyraźnie rozbawiony. Żartował, że przysłali mu »majora« z SB przebranego
za księdza. Mówił, że wykręcili mu
fajny numer z tym księdzem. Później kilkakrotnie wracał do tej sprawy, każdorazowo z rozbawieniem,
że podstawiono mu pracowników
SB” – napisał w dziennym raporcie ppor. Eugeniusz K. Z biegiem
czasu Wałęsa
dwie butelki żytniej
i winiak.
nawet do najwyższych czynników kościelnych. „26 września
[1982 r.] podczas kolacji w rozmowie nawiązującej do wizyty ks.
Orszulika w tym dniu, internowany wyraził swoje wątpliwości co
do uczciwości postępowania Kościoła w stosunku do jego osoby.
„Gdy zobaczył wódkę, bardzo
się ucieszył, kazał przynieść kieliszki dla wszystkich, żeby uczcić
narodziny córki, a także jakby zrehabilitować się za swoje dotychczasowe zachowanie. Oponowaliśmy, lecz na jego usilne prośby,
wypiliśmy wszyscy po 25 gram.
Następny kieliszek, który chciał
z nami wypić, odłożyliśmy na niedzielę rano, a niedokończoną butelkę wraz z innymi napojami zanieśliśmy do jego pokoju”.
– Gdy w Otwocku nadeszła
wiosna, pan Lech mógł całymi godzinami oddawać się swojej pasji.
Wędkował w stawie i chodził nawet lekko struty podczas odwiedzin małżonki, bo ona żądała, aby
zajmował się w tych wspólnych
chwilach dziećmi. Trochę obawialiśmy się tego przesiadywania nad
stawem, mając na uwadze bezpieczeństwo Wałęsy, ale on zagroził,
że jeśli mu zabronimy łowienia, to
podejmie głodówkę. Również administratorowi pałacu cierpła skóra
na zapowiedź odwiedzin licznego
potomstwa tymczasowego lokatora. Było tam sporo bardzo cennych
zabytkowych bibelotów i po wyjeździe gości wciąż musiał inwentaryzować – wspomina nasz rozmówca.
W Arłamowie Wałęsa stał się
bardzo podejrzliwy wobec miejscowych duchownych. Odwiedzali
go dotychczas tylko biskupi oraz
księża Alojzy Orszulik (późniejszy biskup łowicki) i Jankowski. „Na to, żeby przyjechał inny
ksiądz nieznany mi, nie mogę się
zgodzić, gdyż najprawdopodobniej
będzie to glina podstawiony. Gliny
wszystko potrafią, już ja ich znam”
– zauważył Wałęsa w rozmowie
z ppor. Janem S.
Ze względu na odległość „zamówieni” kapłani przestali tak
często przyjeżdżać, więc pan Lech,
strona 7
Nie widzę żadnego Bolka
zaczął tracić
zaufanie
Podczas gdy Wałęsa pławił się
w „luksusach”, Jarosław Kaczyński „walczył” z komuną. Choć
w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r.
Lecha Wałęsę trzymali w stanie wojennym
przez rok w „złotej klatce”. Kaczyńskiego
za żadne skarby nie chcieli zatrzymać
choćby na 24 godziny. Jedna legenda
właśnie upadła, druga stroi się
w szaty bohatera
Oświadczył, że coraz częściej zastanawia się nad tym, iż był tylko
potrzebny Kościołowi do załatwiania ich spraw. Wątpliwości swoje
opiera na tym, że jak do tej pory
Kościół nie załatwił dla niego nic,
nawet takiej sprawy, jak przeniesienie go w inne miejsce internowania” – sprawozdawał kpt. Andrzej F. W rozmowie ze swoim
bratem Stanisławem (29 września) Wałęsa dodał: „Znam perfidną gierkę klechów…”.
bezpieka zamykała wszystkich
najważniejszych działaczy opozycji, o nim nawet nie pomyśleli. Przeżył z tego powodu głęboki wstrząs psychiczny. „Ja jestem
zszokowany, że mnie nie internowano” – wyznał w autoryzowanym wywiadzie rzece „O dwóch
takich...” (źródło wszystkich cytowanych niżej wypowiedzi prezesa
PiS). Dopiero 16 grudnia ktoś sobie o nim przypomniał: „Wieczorem wracam do domu i dowiaduję
się, że była po mnie bezpieka. Zapowiedzieli, że przyjdą pojutrze.
Wiedziałem, że to zmyłka. Pakuję się i postanawiam, że wyjdę tuż
przed szóstą rano. I to był błąd, bo
oni byli szybsi. Przyszli przed piątą”. Kaczyński odetchnął: „Liczyłem się z tym, że mnie internują,
nawet – nie ukrywam – odczuwałem leciutką wewnętrzną radość,
bo niezręcznie się czułem w roli
nieinternowanego”. Zabrali go na
rozmowę i przez kilka godzin
brutalnie karmili
pączkami,
nakłaniając, żeby dał sobie spokój
z konspiracją („wiedzieli o moich
sprawach, musieli mnie podsłuchiwać”). Gdy zaczęli namawiać
go do współpracy, zagroził samobójstwem poprzez wyskoczenie
przez okno.
SB widziało rzecz nieco inaczej. Rozmówcą Kaczyńskiego był
ppłk M. Kijowski z Departamentu III MSW. W jego sprawozdaniu
Karnawał w Düsseldorfie
ze spotkania czytamy: „W sposób
bardzo zdecydowany zażądałem,
aby określił, czy będzie przestrzegał
przepisy stanu wojennego, w przeciwnym razie zostanie internowany (...). Wywarło to na nim bardzo
silne wrażenie, zmienił ton, widać
było, że usilnie kalkuluje swoją sytuację. Zaproponowałem kawę, zgodził się. Dalej w luźnej rozmowie,
odpowiadając na pytania, opowiedział o swojej działalności politycznej (...). Zgodnie z przyjętą taktyką
nie pytałem o szczegóły, w tym o rolę
poszczególnych osób (...). Widząc
jego załamanie, kontynuowałem
rozmowę na neutralne tematy. »Jar«
stopniowo uspokajał się. Zaproponowałem, byśmy rozpoczęty dialog
kontynuowali w przyszłości. Jar odmówił, tłumacząc, iż oznaczałoby
to współpracę z nami. Zapewniłem,
że nie będę żądać zobowiązania
o współpracy. Po dalszej rozmowie
»Jar« w końcu zgodził się na kontynuowanie rozmów na neutralnym
gruncie”.
Bezpiece na tych pogawędkach niespecjalnie zależało, bo
minął prawie rok, zanim wpadli
na pomysł, żeby jeszcze raz obejrzeć „Jara”. „Przysłali mi nieformalne wezwanie, takie, które
nie przeszło przez ewidencję. Myślę, że chcieli mi spuścić manto. Nie poszedłem. Odesłałem im
to w kopercie. Odczepili się wtedy. Przez te wszystkie lata bezpieka nie tknęła mnie nawet palcem.
Chodzili za mną, ale nic nie robili” – mówi prezes o swojej walce
i prześladowaniach.
Czekamy na erratę do tych
wspomnień Kaczyńskiego, bo
„Solidarność” bez mitów jest jak
panna bez „wianka”...
ANNA TARCZYŃSKA
[email protected]
strona 8
PATRZYMY IM NA RĘCE
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Szybcy i wściekli
N
ajszybciej uczciła to
wydarzenie łódzka
prokuratura apelacyjna, która już w poniedziałek 15 lutego
ofiarowała Ziobrze w prezencie
głowę redaktora naczelnego „FiM”
Romana Kotlińskiego. Wiemy, że
akcję Centralnego Biura Śledczego
Policji w naszej redakcji zlecił zastępca szefa „apelacji” prokurator
Marek Kujawski. Bezpośrednio
nadzoruje w swojej jednostce wydział do spraw przestępczości zorganizowanej i korupcji. Właśnie
tam powstał miły Kaczyńskiemu
pomysł skopiowania twardych dysków redakcyjnych komputerów
i przeszukania biurek dziennikarzy. W czasach pierwszego „Teraz,
k..., my” Kujawski był od 1 marca
2007 r. szefem PA w Łodzi. Dostał tę posadę za wstawiennictwem
Ziobry, gdy zwolniło się miejsce
z przyczyn naturalnych lub w następstwie nieszczęśliwego wypadku”. Motyw? Z tzw. kontrolowanych przecieków wynika, że chodzi o finanse.
Wyjaśniamy, że pani Ewa mieszka od
dawna w Kanadzie i posiada aktualnie 40 proc. udziałów w spółce wydającej „FiM”. Wpada do Polski nie
częściej niż dwa razy w roku. Nawet
gdyby – odpukać! – wydarzył się jej jakiś „nieszczęśliwy wypadek”, były mąż
(60 proc. udziałów) nie miałby z tego
złamanego grosza
korzyści.
Rzekome podżeganie pojawiło
się w prokuraturze już w grudniu
2012 roku i szybko nagłośniono je
w mediach. Domniemane dowody
w postaci zeznań „gangstera z dawnej mafii pruszkowskiej” były podobno bardzo mocne. „Prokurator
z wydziału do walki z przestępczoś-
W piątek 12 lutego 2016 roku
prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę
Prawo o prokuraturze. Od 4 marca
minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro
będzie także prokuratorem generalnym
po Dariuszu Barskim. Tego „pan
Zbyszek” wziął sobie do Warszawy na zastępcę prokuratora generalnego. W styczniu 2008 roku minister sprawiedliwości Zbigniew
Ćwiąkalski odwołał Kujawskiego
ze stanowiska. Uzasadnienie tej decyzji: „Minister chce, aby na prokuratorskich stanowiskach byli ludzie,
którym nie można zarzucić zaangażowania w tzw. polityczne śledztwa”. Dwa lata później prokurator
generalny Andrzej Seremet powierzył Kujawskiemu obecnie sprawowaną funkcję zastępcy szefa PA.
Należy się spodziewać, że wkrótce
awansuje zdecydowanie wyżej...
Dodajmy, że najcięższym z postawionych Jonaszowi zarzutów jest
„wielokrotne nakłanianie” do dokonania zabójstwa jego byłej żony
Ewy, z którą rozwiódł się 28 lipca
2011 r. Z komunikatu podpisanego
przez prokuratora Kujawskiego dowiadujemy się, że redaktor naczelny „FiM” miał oferować za ten czyn
„znaczną kwotę pieniędzy”. Nawet
miał wskazywać „oczekiwany przez
niego sposób popełnienia zabójstwa
mający na celu upozorowanie śmierci
cią zorganizowaną i korupcją przeprowadził już najważniejsze czynności w tej sprawie. Już niedługo
prokuratorzy będą podejmować decyzje procesowe w śledztwie, którego
w polskiej polityce jeszcze nie było”
– ogłosiła 19 marca 2013 r. telewizja TVN. Okazało się, że trzeba
było poczekać na Ziobrę...
Nasze redakcyjne śledztwo
wszczęliśmy zaraz po aresztowaniu
Jonasza. Zdobyliśmy dowody, że
głównym świadkiem, który ma uwiarygodniać twierdzenia prokuratury
dotyczące namawiania do zabójstwa,
jest 46-letni dziś pan G. To były kleryk Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku. Tam poznał
się z Jonaszem. Po odejściu z WSD
skończył Akademię Teologii Katolickiej w Warszawie. Później działał
w Trójmieście, gdzie w porozumieniu z gangiem pruszkowskim organizował produkcję fałszywych kart
płatniczych. Wpadł w ręce łódzkiego
CBŚ w lutym 2000 roku. Poszedł na
współpracę i dzięki jego zeznaniom
rozbito całą grupę przestępczą. Nie
wiemy, jak długo G. siedział w więzieniu, ale był tam jeszcze u schyłku
W okresie aresztów wydobywczych
prezydent Duda (z prawej) był jednym z wiceZiobrów
2009 roku. A konkretnie w gdańskim
areszcie śledczym, gdzie przeniesiono go i... jakimś cudem nawiązał nielegalny kontakt „grypsowy” ze słynnym trójmiejskim killerem Arturem
Zirajewskim, pseudonim „Iwan”.
CBŚ trzymało rękę
na pulsie
ich korespondencji, bo „Iwan” miał
być głównym świadkiem w procesie dotyczącym zabójstwa byłego
generała policji Marka Papały.
Twierdził on, że do tej zbrodni podżegał go biznesmen Edward Mazur. Nie zdążył opowiedzieć swojej bajki przed sądem, bo zmarł na
skutek zatoru płucnego. Po odbyciu kary fałszerz zamieszkał w Łodzi. Zwrócił się do Jonasza, żeby
po „starej znajomości” wspomógł
go finansowo. Szczegółów ich rozmowy nie znamy, w każdym razie
najwyraźniej zawiedziony G. zgłosił się następnie do prokuratury.
Osoba zbliżona do śledztwa twierdzi, że kontaktował się ze znajomymi z CBŚ jeszcze przed spotkaniem
z Romanem Kotlińskim. To miał
być jego „patent na kasę”...
„Prezenty” dla nowych mocodawców politycznych są w prokuraturze niemal standardem. Jesienią
2005 roku na powitanie rządu PiS
wykryto wielką aferę korupcyjną
w suwalskim sądzie okręgowym. Za
niewygórowaną cenę, w gotówce lub
artykułach spożywczych, podobno
można tam było „kupić” uchylenie
aresztu, wyrok w zawieszeniu itp. Tę
sensacyjną informację ujawniły mediom prokuratura apelacyjna w Białymstoku i CBŚ. „Wyroki słodkie jak
miód”; „Łapówka dla sędzi: miód
i ryby”; „W Suwałkach sprzedawano
wyroki” – oto najłagodniejsze tytuły publikacji opisujących kulisy tego
przestępstwa. Rzekome organizatorki procederu to wiceprezes sądu
i przewodnicząca wydziału karnego
Grażyna Zielińska, a także rzecznik dyscyplinarny Lucyna Łapińska. Nazajutrz po złożeniu przez
śledczych wniosku o uchylenie obu
paniom immunitetów sędzia Łapińska popełniła samobójstwo. Zielińską aresztowano w lutym 2006 roku.
Przebywała za kratami pięć miesięcy. W grudniu przed sądem okręgowym w Łomży rozpoczął się jej
proces. Głównym świadkiem oskar-
Generał Kluk
siedział 30 miesięcy
żenia był „skruszony” przemytnik
Mirosław B., pseudonim „Komornik”. Miał on jakoby pośredniczyć
w przekazywaniu sędziom łapówek
od kolegów z półświatka. W Łomży
zapadł wyrok uniewinniający. Ale
dopiero w kwietniu 2009 roku białostocki sąd apelacyjny prawomocnie oczyścił kobietę z wszystkich
zarzutów. „Prowadzący śledztwo,
któremu mylą się ustalenia dowodowe z subiektywnymi spostrzeżeniami, zatracił dystans do prowadzonej
sprawy i zdolność do rzetelnej analizy dowodów” – czytamy w uzasadnieniu orzeczenia. Sędzia Zielińska
wróciła do pracy i po ciężkim boju
z prokuraturą wygrała 300 tys. zł
zadośćuczynienia za bezpodstawne
aresztowanie. Łapińskiej jest to już,
niestety, całkiem obojętne...
Znany toruński przedsiębiorca
Mieczysław Raczkier przesiedział
23 miesiące w areszcie
pod zarzutem wyłudzenia towarów za 1,1 mln zł i korumpowania lekarzy. Zamknięto go na podstawie zeznań świadka koronnego
­Macieja B., ps. „Rudy”, z głośnej
niegdyś sprawy „łódzkiej ośmiornicy”. W lipcu 2008 roku zapadł wyrok
uniewinniający Raczkiera.
W październiku 2006 roku prokurator Jerzy Engelking, zastępca
ówczesnego prokuratora generalnego Ziobry, zwołał konferencję prasową. Ogłosił na niej z wielką pompą,
że na Podbeskidziu działała zorganizowana grupa przestępcza złożona z kilkunastu sędziów i prokuratorów („Dziesięciu muszkieterów”
– „FiM” 43/2006). „Ustalenia śledztwa są porażające. Osoby powołane
do egzekwowania prawa dopuszczały się zachowań, które miały ścigać
i piętnować” – grzmiał Engelking.
Trzy lata później okazało się, że to
wszystko porażająca lipa. Podejrzewani o korupcję sędziowie złożyli
powództwa o naruszenie dóbr osobistych przez prokuraturę. Za niesłuszne ich oskarżenie zapłacą podatnicy. Za „nieuzasadnione wystąpienie
z wnioskiem o uchylenie immunitetu
oraz przekazanie do prasy nieprawdziwych i naruszających dobre imię informacji o podejrzeniu udziału w grupie
przestępczej i popełnieniu przestępstwa
korupcyjnego” wygrali po 50 tys. zł zadośćuczynienia plus przeprosiny na
pierwszych stronach lokalnych gazet.
„Przecież nigdy nie ujawnialiśmy ich
danych” – dziwił się wice-Ziobro.
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
Były szef śląskiej policji genezgłosiła się do prokuratury. Usłyrał Mieczysław Kluk został zaszała formalne zarzuty, dwa lata
trzymany w maju 2005 roku pod
później zasiadła na ławie oskarżozarzutem korupcji i sprzedaży tajnych Sądu Okręgowego w Gdańsku.
nych informacji mafii paliwowej.
W październiku 2013 roku została
Prokuratorzy machali w telewizji
uniewinniona. Ponieważ krakowska
jego notatnikiem, w którym miały
prokuratura zaskarżyła ten werdykt,
się znajdować nazwiska wspólnidopiero w marcu 2015 roku sąd apeków z gangu. Generał spędził za
lacyjny prawomocnie zwrócił byłej
kratkami 30 miesięcy. Mimo usilOstrowskiej dobre imię.
nych poszukiwań śledczy nie znaOpierając się na zmyślonych
leźli żadnych dowodów przestępopowieściach świadka koronnestwa. W październiku 2015 roku
go Macieja B., ps. „Gruby”, prosąd w Szczecinie oczyścił generała
kuratura w Opolu wsadziła do
z zarzutów korupcji i zdrady. Udaaresztu czterech miejscowych biło się go jedynie skazać na 1,5 roku
znesmenów: braci Adama, Jana
pozbawienia woli Krzysztofa Tyraności za grożenie
łów oraz Krzyszbronią tajniakom
tofa Stańkę. Zaz Agencji Bezrzucono im udział
pieczeństwa Wew zorganizowawnętrznego, którzy
nej grupie przeprzyszli po niego
stępczej zajmujądo domu, przedcej się produkcją
stawiając się jako
i handlem narko„kurierzy”.
tykami na skalę
W lipcu 2007
międzynarodową.
roku białostocka
Domniemana wyprokuratura wniotwórnia amfetamisła do sądu w Warny miała znajdować
szawie akt oskar- Engelking ogłasza wielką
się w prowadzożenia przeciwko aferę na Podbeskidziu
nym przez Stańkę
związanemu z leośrodku wczasowicą adwokatowi prof. Janowi Wiwym w Turawie. Tyrałowie siedziedackiemu, późniejszemu posłowi
li w areszcie rok. Stańko spędził za
SLD. Zarzucono mu, że powołukratami 27 miesięcy i ani razu nie
jąc się na wpływy w gangu pruszzostał przesłuchany przez prokukowskim, nakłaniał świadków do
ratora. „Nikt z sędziów nie czytał
składania fałszywych zeznań. Donawet akt, bo gdyby tak było, zodatkowo miał na sumieniu nieobbaczyliby, że przez ten czas projętą aktem oskarżenia wypowiedź,
kuratura nie wykonała żadnych
że poczynania Ziobry są „obłędne,
czynności” – twierdzi biznesmen.
szkodliwe dla Polski i niebezpieczSprawy znalazły swój finał w sądzie
ne dla obywateli”. Dopiero w 2012
i wszyscy oskarżeni zostali unieroku mecenas został całkowicie
winnieni. Teraz będą domagali się
i prawomocnie oczyszczony z zawielomilionowych zadośćuczynień
rzutów. Okazało się, że pomawiał
i odszkodowań. Najbardziej pogo skazany na 25 lat więzienia gangkrzywdzony Stańko wycenił je na
ster Sławomir R., którym w śledz(odpowiednio): 2,7 mln zł i 600 tys.
twie „ktoś” z prokuratury sterował.
zł. Prokuratura „rzutem na taśmę”
W marcu 2007 r. Ziobro zwopróbowała jeszcze załatwić mu trzy
łał konferencję prasową, żeby zalata więzienia za tzw. świadome paprezentować wniosek o uchylenie
serstwo. Po to, żeby zaliczyć wyrok
immunitetu posłance SLD Małgona poczet okresu tymczasowego
rzacie Ostrowskiej. Chodziło o jej
aresztowania, co pozwoliłoby unikrzekome powiązania z mafią palinąć wypłaty. Sąd nie dał się nabrać
wową i branie łapówek od jednego
na ten numer.
z hersztów organizacji. „Choć zasaZgodnie z przyjętą niedawno
dą jest tajność postępowań karnych,
ustawą prokurator może odpowiauznałem, po konsultacji z prowadać za swoje błędy tylko dyscyplidzącymi sprawę prokuratorami pronarnie. Ale nie spadnie mu włos
kuratury apelacyjnej w Krakowie, że
z głowy, jeśli jego „działanie lub zaw tym przypadku wniosek można
niechanie” zostanie „podjęte wyłączujawnić bez szwanku dla wielowątnie w interesie społecznym”. Rzekowego śledztwa” – powiedział Zioczonego „interesu” w żaden sposób
bro. Podkreślił, że ma na Ostrowską
nie zdefiniowano, więc o interpretacji decydować będzie Zbigniew
Ziobro. Nauczeni doświadczeniem
wiemy, że będzie to najprawdopodobniej bardzo szeroko rozumiany
interes jednej partii...
i mogą one stanowić podstawę tymMARCIN KOS
czasowego aresztowania. Po wygaśnięciu kadencji była posłanka sama
[email protected]
absolutnie
wiarygodne kwity
PATRZYMY IM NA RĘCE
„Dekret Ogólny Konferencji Episkopatu Polski
w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła” został opublikowany 19 lutego. Biskupi
debatowali nad nim na początku października 2015
roku. Wreszcie po interwencji watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów został przyjęty. 61 członków KEP
głosowało za jego przyjęciem, a 3 wstrzymało się od
głosu. Watykan od dawna wymagał od polskich hierarchów, aby uprościli zasady dla apostatów. Episkopat
w końcu wprowadził zmiany.
W dekrecie czytamy, że oświadczenie woli o wystąpieniu z Kościoła wywołuje formalny skutek od chwili
jego przyjęcia przez kompetentną władzę kościelną.
Episkopat ogłosił dekret
w sprawie wystąpień z Kościoła
katolickiego. Według nowych
zasad apostata nie będzie
potrzebował świadków,
a do rozstania się z Kościołem
wystarczy jedna wizyta
u proboszcza.
strona 9
Przykładowy akt apostazji według nowych zasad:
Jan Kowalski
Fiołkowa 1/1
Warszawa, 19 lutego 2016 roku
Ksiądz Proboszcz
Rzymskokatolickiej Parafii
pw. NMP
w Warszawie
Ja niżej podpisany [imię i nazwisko], syn [imiona rodziców], zamieszkały w [dokładny adres zamieszkania],
urodzony w dniu [data urodzenia] w [miejsce urodzenia], ochrzczony w parafii [dokładna nazwa parafii]
w [miejscowość], oświadczam, że dobrowolnie
i świadomie występuję ze wspólnoty Kościoła
Rzymskokatolickiego. Oświadczam, że decyzję podjąłem z powodów osobistych, samodzielnie i swobodnie,
w stanie pełnej świadomości. W proces podejmowania tej decyzji nie ingerowały osoby trzecie.
Jestem świadomy skutków, jakie niesie wystąpienie
ze wspólnoty Kościoła Rzymskokatolickiego.
W związku z wystąpieniem ze wspólnoty Kościoła
Rzymskokatolickiego domagam się, aby parafia [dokładna nazwa parafii] w [miejscowość] zaprzestała dalszego przetwarzania moich danych osobowych z wyjątkiem czynności niezbędnych do odnotowania faktu
apostazji w stosownych dokumentach kościelnych.
Zmiany
dla apostatów
[imię i nazwisko]
Aby mogło być uznane za skuteczne, oświadczenie musi być:
q wyrażone przez osobę pełnoletnią, zdolną do czynności prawnych w sposób świadomy i wolny;
q złożone osobiście w formie pisemnej na ręce proboszcza w stałym lub tymczasowym miejscu zamieszkania apostaty.
Oświadczenie woli o wystąpieniu z Kościoła złożone
w formie pisemnej musi:
q zawierać dane personalne odstępcy oraz wskazywać
datę i parafię chrztu (jeżeli chrzest miał miejsce
w innej parafii niż ta, w której składa się oświadczenie, powinno być dołączone świadectwo chrztu);
q w sposób niebudzący wątpliwości wyrażać wolę
i motywację zerwania wspólnoty z Kościołem;
q zawierać informację o tym, iż odstępca dokonuje
tego aktu dobrowolnie, ze świadomością konsekwencji, jakie ów akt pociąga za sobą;
q być podpisane własnoręcznie przez odstępcę.
Proboszcz przyjmujący takie oświadczenie musi
zweryfikować tożsamość apostaty i przeprowadzić
„pełną troski rozmowę duszpasterską”, czyli podjąć
próbę „uratowania zbłąkanej owieczki”. Duchowny
powinien także poinformować o konsekwencjach, czyli m.in. o zakazie przynależenia do katolickich stowarzyszeń, zakazie przyjmowania sakramentów oraz pozbawieniu prawa do kościelnego pogrzebu. Co nie jest
tożsame z zakazem pochówku na katolickim cmentarzu, ponieważ jeśli w danej miejscowości nie ma komunalnej alternatywy, to przedstawiciele Kościoła nie
mają prawa zakazywać pogrzebu.
Proboszcz zobowiązany jest do zachowania oryginału oświadczenia woli odstępcy w archiwum para-
fii oraz przesłania kopii oświadczenia i świadectwa
chrztu do kurii swojej diecezji. Niestety dekret Episkopatu jednoznacznie stwierdza, że apostazji nie
można dokonać, przesyłając wymagane dokumenty
pocztą lub e-mailem. Ordynariusz – po dokonaniu
formalno-prawnej weryfikacji oświadczenia woli o wystąpieniu z Kościoła – poleca proboszczowi parafii
miejsca chrztu dokonanie stosownego wpisu do księgi ochrzczonych. Musi on brzmieć następująco: „Dnia
… w parafii … w … złożył(a) formalne oświadczenie
woli o wystąpieniu z Kościoła katolickiego”. Ta adnotacja będzie także umieszczana na świadectwie chrztu.
Duchowni nie muszą wystawiać żadnych zaświadczeń potwierdzających wystąpienie z Kościoła. Apostata może natomiast zażądać świadectwa chrztu ze wspomnianą wyżej adnotacją.
Dekret wszedł w życie 19 lutego, zatem od tej pory
potencjalny apostata do złożenia aktu woli nie potrzebuje żadnych świadków, a wszystkie formalności może załatwić podczas jednej wizyty u proboszcza. Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych dotąd o zmianach
w procedurze apostazji się nie wypowiedział. Wszystkie
wątpliwości – m.in. na temat gromadzenia danych osobowych przez proboszczów – przesłaliśmy na adres GIODO.
W sprawie apostazji 18 lutego 2016 r. orzekł Naczelny Sąd Administracyjny. Uznał on, że GIODO nie
może oceniać oświadczeń o wystąpieniu z Kościoła, bowiem apostazja dokonywana jest „w świetle prawa kościelnego”. Nie znamy jeszcze całości argumentacji NSA,
bowiem uzasadnienie tego wyroku nie zostało jeszcze
opublikowane. Do sprawy z pewnością powrócimy.
ARIEL KOWALCZYK
[email protected]
strona 10
POD PARAGRAFEM
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Co w prawie piszczy
Papierek lakmusowy
A
takują gazetę i nie słychać zbyt wielu zaniepokojonych głosów. Cisza wydaje się
gorsza od samego ataku.
Wolność i niezależność prasy
– gwarantowane przez artykuł 10
Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności – są
fundamentem liberalnej demokracji,
a stopień tolerancji wobec naruszeń
niezależności mediów stanowi papierek lakmusowy skuteczności ochrony
praworządności. Papierek ten przybiera barwę tym bardziej brunatną,
im łatwiej toleruje się naruszenia
wolności prasy wobec postaw najsłabiej reprezentowanych w publicznej
debacie. Sygnałem upadku demokracji nie byłoby więc zamknięcie
Adama Michnika na przykład pod
zarzutem korupcji czy też zatrzymanie Tomasza Lisa pod jakimś innym pretekstem. Sygnałem tym jest
próba rozbicia przez władzę najbardziej opozycyjnego tygodnika, który
reprezentuje postawy najodleglejsze
od tych „obowiązujących”. To właśnie w tym momencie słychać znaną
pieśń „Jutro należy do mnie”, która w niezapomnianym „Kabarecie”
Fosse’a stanowiła preludium nadchodzącej faszystowskiej zagłady.
Kiedy przyjdą po Michnika i Lisa,
nie będą już śpiewać o jutrze, bo będzie to „dziś”.
W dzisiejszych czasach, przy nieograniczonych możliwościach służb
podległych reżimowi, przy zastraszonych sądach, zniszczonym Trybuna-
S
le Konstytucyjnym, sterowanej politycznie prokuraturze, obsadzeniu
ludźmi skazanymi najwyższych stanowisk w służbach specjalnych – każdy może zostać obwołany przestępcą. Nie chodzi tu przecież o to, czy
jest nim w istocie; nie ma też znaczenia wyrok, jaki zapadnie po latach.
Chodzi o to, aby obrzucić człowieka błotem najgłupszych oskarżeń,
a ogłupiała tłuszcza sama dokona
egzekucji. Świadomy tego, być może
sam ze sobą skończy, robiąc dobry
uczynek władzy. Może strzeli do
siebie z broni w łazience, wyginając
własną rękę pod nieanatomicznym
kątem? To właśnie dlatego demokracja tak silnie chroni domniemanie niewinności, prawo do rzetelnego procesu czy prawo do obrony.
Aby prasa zachowała niezależność, ludzie nie mogą bać się z nią
rozmawiać. Nie chodzi tu o żadne
prawa dziennikarzy, ale o wartość
daleko cenniejszą: o prawo naszych
obywateli do dostępu do informacji,
o zagwarantowanie im pełnego pluralizmu poglądów. Jeśli prokuratura może nakazać przetrząśnięcie
redakcyjnych szuflad i pamięci
redakcyjnych komputerów pod
pretekstem kryminalnych historii, to nikt przy zdrowych zmysłach nie podzieli się informacjami z dziennikarzem. W rezultacie
społeczeństwo będzie odcięte od
prawdy. Czyż nie o to chodzi każdemu faszystowskiemu reżimowi?
Przecież to właśnie prawda wyzwala.
A reżim oparty na strachu z defini-
yn sławnego pisarza, korzystając z rozpoznawalnego nazwiska, wspiera Kaczyńskiego i jego
ugrupowanie.
Leopold Tyrmand to legendarna postać polskiej literatury. W najsłynniejszej
powieści „Zły” barwnie
kreśli życie warszawskiego półświatka lat powojennych. Ale obecnie
najbardziej znanym dzieckiem Tyrmanda jest jego
fizyczny potomek – Matthew, nowy idol polskiej
prawicy.
Jak na prawicowe standardy to postać
nietypowa: niereligijny Żyd, nie mówi po
polsku, otwarcie przyznaje, że lubi imprezować i nie stronił od trawki. Ale że walił
na odlew w Platformę Obywatelską i równie gorliwie chwalił prezesa Jarosława, jego
grzeszki zostały wybaczone. To zresztą nie
pierwszyzna. Sympatycy PiS przychylnie, nawet wręcz entuzjastycznie patrzą na poetę
cji zwalcza wolność. Nie ma przy tym
zasadniczej różnicy pomiędzy różnymi obliczami wolności. Wolność prasy stoi w jednym rzędzie z wolnością politycznych wyborów, swobodą
działalności gospodarczej, wolnością
sztuki i badań naukowych, wolnością
zgromadzeń czy też wolnością seksualną. Jeśli więc, Drogi Obywatelu,
jest Ci obojętne, że zamykają nieczytaną przez Ciebie gazetę, to wiedz,
reżimu? Zanim więc, Drogi Obywatelu, zlekceważysz pierwsze dźwięki
pieśni „Jutro należy do mnie”, pomyśl, czy dane Ci będzie doczekać
jej ostatnich akordów.
Zapewne próby powstrzymania
kolejnych kroków reżimu będą daremne. Nie zadziałają sądy, bo będą
się bały upomnieć o reprezentantów
niewygodnych postaw. Dzisiaj będą to
postawy antyklerykalne, jutro socjal-
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem.
Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem.
Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem.
Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował.
Nikogo już nie było.
Martin Niemöller, 1892–1984
(niemiecki pastor luterański; wiersz napisany
w obozie Dachau w 1942 r.)
że nie minie długi czas i odbiorą Ci
tę postać wolności, na której najbardziej ci zależy. Może będzie to wolność korzystania z Internetu? Wszak
faszyści już zapowiadali filtrowanie Internetu pod kątem blokowania „treści szkodzących młodzieży”,
czyli zapewne np. wierszy Tuwima
czy dzieł Gombrowicza, a może też
i wypowiedzi Wałęsy, przeczących
obowiązującej wersji historii. Może
będzie to wolność dostępu do wykonywania niektórych rodzajów działalności gospodarczej – wszak „nie
godzi się”, aby zyski z niej czerpały
osoby „niecieszące się zaufaniem”
ateistę Jarosława Marka Rymkiewicza.
Ateistą jest także kojarzony z Radiem Maryja prof. Bogusław Wolniewicz, sam o sobie mówiący „niewierzący rzymski katolik”.
O ile niewiarę w Boga pisowcy wybaczają,
o tyle powątpiewanie w zamach w Smoleń-
To idzie młodość!
demokratyczne, pojutrze liberalne,
a za kilka dni po prostu każdy przejaw niesubordynacji wobec obowiązującej linii: miłość do „Ojczyzny” – ale
nie tej demokratycznej, tylko wrzaskliwej, głupiej, wymagającej ciągłych
hołdów – wierność „wierze”, której
kanony wyznaczą wspólnie władca
i jego usutannieni sługusi, no i oczywiście miłość do Dyktaczora.
Kiedy będą padać kolejne filary
demokracji, wystraszony naród nie
wyjdzie na ulice. Szerzyć się będą
postawy serwilistyczne i oportunistyczne. Ludzie znajdą tysiące powodów, aby usprawiedliwić się sami
Wróćmy jednak do Tyrmanda juniora,
który w Polsce pojawił się kilka lat temu.
Wydawnictwo Znak opublikowało jego biografię. Z początku nie afiszował się z poglądami politycznymi, chętnie rozmawiał
zarówno z „Gazetą Wyborczą”, jak i z prawicowymi mediami. W końcu jednak zauważył, na czym może zbić prawdziwy kapitał.
Jego wrogiem stał się Tusk i rząd PO. Choć
Zły kontratakuje
sku nie jest mile widziane. Przekonał się
o tym Wolniewicz na antenie Telewizji Republika. W rozmowie z nim Ewa Stankiewicz ostro forsowała tezę, że „Rosjanie zabili nam prezydenta”. Wolniewicz w końcu
nie wytrzymał. Nazwał te wynurzenia „karygodnymi bujdami”, wkurzony przerwał wywiad i wyszedł ze studia. Pewnie przestanie
być przed kamery zapraszany…
jest piewcą wolnego rynku, sympatyzuje
z PiS, którego program zawiera wiele haseł
socjalnych.
Matthew Tyrmand ze sławy ojca buntownika bardzo chętnie korzysta. Kreuje się
na „niepokornego”, choć to słowo zdezawuowane przez prawicowych dziennikarzy.
Jego najsłynniejszy popis to twitterowa akcja podczas dorocznego Balu Dziennikarzy.
przed sobą. „Nie czytam tej gazety,
bo strasznie kłamią”. „Nie staję w ich
obronie, bo jestem wierzący”. Za jakiś czas nawet usprawiedliwianie się
będzie traktowane jako odstępstwo
od obowiązującego kanonu. Dla poprawy samopoczucia niektórzy Polacy będą demonstrować – sami przed
sobą – radość z „wprowadzanego porządku”. Dokładnie tak, jak robili to
w czasie wojny, obłudnie ciesząc się,
jakże często, z likwidacji żydowskich
współobywateli, a także w czasie stalinizmu, radując się na wieść o rozkułaczaniu. Będą szukać pozytywów.
I znajdą je. Będzie przecież „surowo
i porządnie”. No, może trochę duszno, ale „tę cenę warto zapłacić”.
Przyznam, że nie spodziewałem
się, iż polski sen o wolności skończy się tak szybko. Pewnie trzeba
się było tego spodziewać. Już wtedy
gdy rząd Mazowieckiego tchórzliwie ustępował klerowi. Kiedy rząd
Millera „płacił cenę za referendum
unijne”. Kiedy rząd Tuska lał ciepłą wodę z kranów, zamiast zadbać
o sprawy podstawowe: wolność, godność, sprawiedliwość. To wszystko
były jęki słabnącej demokracji, która bała się niszczyć swoich wrogów.
A dzisiaj nie ma w Polsce instytucji,
która oparłaby się zniszczeniu opozycyjnej prasy. I nawet wśród dziennikarzy z innych tytułów prasowych,
którzy czekają – może nieświadomi,
a może tylko się oszukujący? – w kolejce do zamknięcia, jakoś tak cicho.
Sądzicie, że ta cisza da wam bezpieczeństwo? Nie łudźcie się! Jesteście
następni w kolejce. Ci bardziej posłuszni Żydzi również trafili do komór. Polski papierek lakmusowy
przybrał brunatną barwę. Jeśli macie paszporty, to uciekajcie, dopóki
jeszcze można. JERZY DOLNICKI
[email protected]
W czasie imprezy robił sobie fotki ze znanymi postaciami życia publicznego, by zamieścić je na Twitterze ze złośliwymi komentarzami. Monikę Olejnik nazwał „meduzą
o mrocznej duszy”, Hannę Gronkiewicz-Waltz „bufetową”, a Piotrowi Kraśce
wróżył pracę przy czyszczeniu toalet w Dublinie. Ostro potraktował Romana Giertycha, nazywając go „prawniczą k…”. Wpis
pod jego adresem zakończył wezwaniem:
„Pozwij mnie, dziwko”. Prawica oczywiście
jest wniebowzięta, bo „mainstream zaorany”. Swoją drogą Bal Dziennikarzy młody
Tyrmand scharakteryzował trafnie: „W jednym miejscu bawią się dziennikarskie elity, ludzie odpowiedzialni za kształtowanie
opinii publicznej i politycy, których skandale ci dziennikarze ukrywają. To mnie razi”.
Szkoda, że po takiej deklaracji puszcza oko
do polityków PiS i pisze teksty w obronie
rządu Beaty Szydło. Jakiś niekonsekwentny ten bunt.
ŁUKASZ PIOTROWICZ
[email protected]
POD PARAGRAFEM
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
W
szystkie działania Kaczyńskiego, co wynika
z jego własnych,
wielokrotnie
powtarzanych deklaracji, mają doprowadzić do „budowy silnego suwerennego państwa”. Obóz PiS
odwołuje się przy tym do przedwojennego obozu piłsudczykowskiego
oraz tzw. wartości chrześcijańskich.
Jednak lider PiS do tych ostatnich
podchodzi dosyć elastycznie. Jak
bowiem inaczej wyjaśnić postulat
przywrócenia kary śmierci, i to w sytuacji kiedy Kościół katolicki uznał
ją za niemoralną? Prowadzi to –
zdaniem dr Joanny Saneckiej-Tyczyńskiej z Uniwersytetu im. Marii
Curie-Skłodowskiej w Lublinie – do
„jednej z wielu niekonsekwencji programowych i ideologicznych partii”.
Owe wartości stanowią zasłonę, za
którą kryje się spójny autorytarny
system organizacji państwa i społeczeństwa. Jest on oparty na pomysłach prof. prawa Stanisława Ehrlicha (promotor prac magisterskiej
i doktorskiej Jarosława Kaczyńskiego), Carla Schmitta (ideolog
i prawnik III Rzeszy, teoretyk państwa autorytarnego i współtwórca tzw. teologii politycznej) oraz
dwóch współczesnych przywódców
politycznych: Viktora Orbána
(premier Węgier) i Recepa Tayyipa Erdogana (w latach 2003–2014
premier Turcji, a od 2014 roku jej
prezydent).
Prawo znaczy
bezprawie...
Wcielanie swoich pomysłów lider PiS rozpoczął od rozprawienia
się z Trybunałem Konstytucyjnym.
Dla Jarosława Kaczyńskiego był on
symbolem porządku prawnego III
RP, wywodzącego się z PRL.
Dodatkowo chodziło o uruchomienie procesu, w którym poszczególne regulacje i sposób ich
wykładni zależą wyłącznie od woli
politycznej partii rządzącej. W konsekwencji źródłem legitymacji władzy ma stać się ona sama, a nie stabilne przepisy czy też poglądy nauki.
W pracy wspomnianego prof. Ehrlicha czytamy, że „to wola polityczna jest nadrzędna wobec prawa,
a nie prawo wobec woli politycznej”.
Nie ma więc potrzeby prowadzenia
przejrzystych konsultacji społecznych czy długiego vacatio legis nowych przepisów. Znika podstawowa
zasada, że prawo nie działa wstecz.
Do kosza wędruje także idea demokratycznego państwa prawa rozumianego jako zbiór reguł dotyczący rozstrzygania przez sądy sporów
i konfliktów oraz orzekania o winie.
Za szczególne zło Kaczyński
uznaje teorię ochrony praw naby-
strona 11
pokorne redakcje nakładane są także wysokie kary za rzekome naruszenia interesów państwa. Wiosną 2014
roku tuż przez wyborami rząd ówczesnego premiera Turcji Erdogana
przez kilka dni blokował dostęp do
Twittera i YouTube. Wszystko jakoby
w ramach akcji antyterrorystycznej.
Wzorując się na Budapeszcie i Ankarze, na początku tego roku PiS
przejął kontrolę nad TVP i Polskim
Radiem. Mieliśmy także do czynienia z pokazową bulwersującą akcją
policji w „FiM”.
Zemsta na wrogu
Jarosław
od podszewki
tych. Jej wprowadzenie po 1990
roku miało bowiem na celu „utrzymanie stosunków społecznych, tak
aby beneficjentom poprzedniego
systemu nie groziła utrata nabytych dzięki niemu praw i korzyści”.
Prezes PiS wyciąga z tego wnio-
Profesor Marian Dobrosielski
tłumaczy, na czym polega według
Schmitta demokracja parlamentarna: „(…) tych, którzy są równi,
traktuje się w równoprawny sposób,
a równocześnie dąży się do wykluczenia lub unicestwienia wszystkich tych,
Wszyscy widzimy, co robi Jarosław
Kaczyński. Warto więc wiedzieć,
jakie kierują nim pobudki. Ujawniamy
motywy poczynań prezesa PiS
sek, że „w Polsce jak dotąd nie ma
przesłanek dla istnienia państwa
prawa, państwa praworządnego”.
I dlatego należy zbudować nową
Rzeczpospolitą.
…a sprawiedliwość
– niesprawiedliwość.
Podstawy ideologiczne tego
projektu znajdziemy w pracach
prof. Carla Schmitta, ideologa III
Rzeszy, które obecnie są dokładnie analizowane wyłącznie w Polsce. Zajmują się tym zarówno środowiska lewicowe, jak i prawicowe,
mimo że w tekstach Schmitta znajdują się wulgarne, prymitywne ataki na demokrację parlamentarną,
prawa człowieka, liberalizm i socjalizm. Według Schmitta „parlamentaryzm, czyli rządzenie przez
dyskusję (…), nie ma wiele wspólnego z demokracją”.
którzy nie są zaliczani do równych.
A wszystko po to, aby usuwać to, co
obce (…), i to, co zagraża homogenicznemu charakterowi demokratycznego społeczeństwa”.
W konsekwencji władza może
wykluczać z życia politycznego
i gospodarczego dowolne grupy,
środowiska, a nawet klasy społeczne. W 2013 roku posłowie PiS chcieli
rozprawić się z byłymi funkcjonariuszami MO i SB od strony ekonomicznej. Lansowali wtedy kolejną
drastyczną obniżkę ich świadczeń
emerytalnych do kwot poniżej progu ubóstwa.
Parlamentarzyści i radni partii
Kaczyńskiego co chwila chcą kogoś
wykluczać, nazywając oponentów
zdrajcami, chuliganami czy też obyczajowymi rewolucjonistami. Sam
prezes o swoich oponentach z Platformy Obywatelskiej mówił w listopadzie 2015 roku, że mają fałszywą
świadomość, bo reprezentują bliżej
niesprecyzowane obce interesy.
Schmitt uzasadniał takie działania faktem, że „demokracja zakładała
zawsze istnienie ludzi, którzy byli częściowo lub całkowicie pozbawieni praw
i nie mogli sprawować politycznej władzy. Byli to barbarzyńcy, ludzie niecywilizowani, ateiści, kontrrewolucjoniści
czy wrogowie państwa i narodu”.
Ideolog III Rzeszy dowodził, że
państwo demokratyczne nie musi
wprowadzać powszechnego i równego prawa wyborczego. Schmitt uznaje przy tym parlament za niezrozumiałą i przestarzałą instytucję. Jego
zdaniem zastąpić go mogą różne formy dyktatury, cezaryzmu oraz innych
niezwyczajnych metod rzekomego
wyrażania woli ludzi. A tę ostatnią
może wyrazić zarówno powszechne głosowanie, jak i jednoosobowa
decyzja przywódcy. W przypadku
wyborów władza polityczna sama
kształtuje wolę obywateli. Wykorzystuje do tego propagandę, szkołę
oraz politykę historyczną. Celem jest
takie wychowanie obywateli, aby ci
podejmowali decyzje wyłącznie trafne, czyli zgodne z pomysłami władzy.
Współcześnie w Europie takie
zachowania obserwujemy na Węgrzech i w Turcji. Przywódcy obydwu
tych państw sprawują bezpośrednią
kontrolę nad mediami publicznymi.
Ograniczyli także w znaczący sposób swobodę działania prywatnych
wydawców i nadawców poprzez cały
system pozwoleń i koncesji. Na nie-
Kluczowe miejsce w teorii Carla
Schmitta zajmuje koncepcja wroga.
Władze państwa mają bowiem przywilej i obowiązek określania oraz
wskazywania zewnętrznego i wewnętrznego przeciwnika. Bez wroga zdaniem Schmitta zamiera życie
polityczne i społeczne, państwo zaś
traci sens swojego istnienia. Wielka
polityka w opinii ideologa III Rzeszy osiąga punkt kulminacyjny w momencie, gdy „wróg zostaje trafnie rozpoznany w całej swej konkretności
i wyrazistości”. A może nim stać się
każda zbiorowość wyróżniająca się
pod jakimkolwiek względem.
Władza ma trafnie odróżnić
przyjaciela od wroga. Z tym ostatnim
nie prowadzi się rozmów. Z nim się
walczy aż do jego zniszczenia. PiS nie
prowadzi dialogu z opozycją. Chce
ją zniszczyć, a wcześniej podzielić.
Wprost powiedział to Kaczyński w listopadzie 2015 roku podczas debaty
nad exposé premier Beaty Szydło.
Usłyszeliśmy wtedy, że wszyscy, którym drogie jest dobro kraju, mogą
przyłączyć się do PiS-owskiej ekipy.
Oznacza to, że ludzie niezgadzający
się z programem i działaniami rządu
nie mogą się zaliczyć do patriotów.
Tron przy ołtarzu
W koncepcji Schmitta ważne
miejsce – podobnie jak w programie PiS – zajmuje Kościół. Ideolog III Rzeszy pisał, że jego „naturą
jest complexio oppositorum (jedność
świata); przejawia się to w zjednoczeniu wszystkich form państwa i władzy
w formie autokratycznej monarchii”.
Za głównego przeciwnika państwa
i społeczeństwa Schmitt uznawał
zwolenników „dekadenckiego socjalizmu”. Dziś dla PiS przeciwnikami
są zwolennicy równości i poszanowania praw różnych grup społecznych.
Zwieńczeniem myśli Schmitta
było hasło: jeden naród, jedna partia, jeden wódz. Powtórki z tej bardzo wątpliwej „rozrywki” na pewno
nie chcemy.
MICHAŁ POWOLNY
PIOTR CZERWIŃSKI
[email protected]; [email protected]
strona 12
POLSKA OBYWATELSKA
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
PiS – sto dni zamętu...
Internauci jak zwykle nie zawiedli. Na internetowym memie Ziobro
groźnie marszczy brwi oraz ogłasza:
„W celu poprawy jakości naszych
usług każda rozmowa będzie nagrywana”. To dosyć trafna, sieciowa
kwintesencja stu dni rządów partii
Prawo i Sprawiedliwość. Platforma
Obywatelska także nie zasypia gruszek w popiele. Na stronie vetoobywatelskie.pl namawia do wyrażenia
sprzeciwu wobec działań rządu Prawa i Sprawiedliwości. Po kilka tysięcy internautów sprzeciwiło się niszczeniu Trybunału Konstytucyjnego
i zakończeniu programu in vitro.
Obywatelski sprzeciw został także
wyrażony przeciwko zawłaszczaniu
przez PiS mediów publicznych oraz
inwigilowaniu Internetu. Platforma
trafnie wytyka rządzącemu ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego wielkie oszustwo wyborcze. „PiS
w czasie kampanii wyborczej obiecywał 500 zł na KAŻDE dziecko.
Teraz przegłosowali ustawę wykluczającą 3 mln dzieci” – argumentują
zasadnie politycy PO.
Strona Komitetu Obrony Demokracji (komitetobronydemokracji.
pl) notuje dziennie kilka tysięcy tzw.
unikalnych użytkowników (wejść na
stronę). KOD w swym manifeście
podkreśla: „Demokracja w Polsce
jest zagrożona. Działania władzy, jej
lekceważenie prawa oraz demokratycznego obyczaju zmuszają nas do
wyrażenia stanowczego sprzeciwu. Nie
chcemy Polski totalitarnej, zamkniętej dla myślących inaczej niż każe
władza, nie chcemy Polski pełnej frustracji i żądzy rewanżu. Chcemy, żeby
w Polsce było miejsce dla wszystkich
Polaków, równych wobec prawa, z ich
przekonaniami, opiniami, etyką i estetyką. Nie godzimy się na zawłaszczanie państwa, dzielenie Polaków na
lepszych i gorszych, pogardę dla »innego«. Nie ma też naszej zgody na poglądy godzące w zasady demokracji
i prawa człowieka”.
Na rzetelnie prowadzonej stronie wladzomierz.pl możemy zapoznać się z długą listą prawie 180 rozmaitych obietnic PiS. Z uwagi na
krótki okres rządów kaczej partii
jeszcze ich nie zweryfikowano. Ale
zdaniem polityków Nowoczesnej Ryszarda Petru rządzący Polską PiS
urządził wszystkim rozsądnie myślącym Polakom
koszmar zamiast
dobrej zmiany!
Na stronie klub.nowoczesna.
org/aktualnosci/99-dni-rzadu opublikowano raport pt. „99 dni. Czarna
Księga rządów PiS”. Ma zaledwie
37 stron, ale celnie punktuje obóz
rządzący. „We wszystkich kwestiach
je jako realizację osobliwej maksymy
z filmu „Sami Swoi” – „sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.
Wytyka PiS m.in. ograniczenie niezawisłości sędziów, zastraszanie ich
przez polityków, paraliż Trybunału
Konstytucyjnego i brak poprawnej
legislacji. W precyzyjnie przygotowanym kalendarium politycy opo-
działalność. Zdaniem opozycji prowadzi to do „dryfowania w kierunku
miękkiego autorytaryzmu”…
Nie najlepiej jest w sferze gospodarczej. Zdaniem opozycji PiS wręcz
„kupuje” sobie przychylność grup
społecznych. Czyni to nieodpowiedzialnie, zwiększając wydatki budżetowe bez zapewnienia odpowiednich
PAP/Radek Pietruszka
M
inęło 100 pierwszych dni rządów
PiS. Opozycja nie
ma wątpliwości –
„to nie była żadna dobra zmiana
– to był jakiś koszmar”…
Szczególne znaczenie mają partyjne
nominacje w mediach publicznych.
Po przeprowadzonej czystce z anten telewizyjnych i radiowych zniknęło wielu dziennikarzy. W efekcie
tych zmian tylko telewizyjne „Wiadomości” w jednym miesiącu straciły ponad 10 proc. dotychczasowej
widowni. Portal niezależnych publicystów dziennikarze.org.pl wprost pisze o obecnej w Polsce „propagandzie wojennej”. A także o „amoku
zwycięzców”…
Politycy opozycji, oceniając „wiekopomne dokonania” PiS w sferze
dyplomacji, trafnie podkreślają, że
dobrą reputację buduje się latami.
Konkludują, że „rząd Beaty Szydło doprowadził do spadku znaczenia Polski za granicą (…), a amatorszczyzna i kluczenie w polityce
zagranicznej zmniejszyły reputację
i bezpieczeństwo kraju”. Przypomniano serię dyplomatycznych gaf
i wpadek i upokarzającą Polaków
debatę w Parlamencie Europejskim
o sytuacji w Polsce. Czołowy włoski
dziennik „Corriere della Sera” podsumował to tak: „Powrót Jarosława
Kaczyńskiego do władzy to europejski ból brzucha”…
Krytyczne oceny w Europie PiS
zbywa wzruszeniem ramion. W kraju
coraz bardziej
dominuje
propaganda!
staramy się zwracać uwagę na konsekwencje wykraczające poza perspektywę kilku miesięcy, a czasem nawet
jednej kadencji. Nie robimy tego, aby
manipulować nastrojami opinii publicznej. Czarną Księgą chcemy rozpocząć dyskusję na temat tego, co trzeba będzie zrobić po odsunięciu PiS
od władzy” – zapowiadają posłowie
Nowoczesnej.
Czarna Księga, według
jej autorów, „prezentuje
dane i fakty dotyczące obszarów, które są zasadnicze
dla funkcjonowania państwa”. Sąd to: prawo, finanse publiczne, kadry i instytucje, sprawy zagraniczne i reputacja
kraju, zaufanie i klimat społeczny.
Autorzy nie są wyłącznie krytyczni.
W ich ocenie PiS osiągnął „prawdziwe mistrzostwo” w sferze komunikacji społecznej. Public relations
Platformy to dziecięce igraszki przy
propagandowych zagrywkach PiS. Po
stu dniach rządów formacji Kaczyńskiego wyłania się przerażający obraz
państwa. Ryszard Petru, trawestując słynne powiedzenie Winstona
Churchilla, określa to tak: „Jeszcze
nigdy w historii tak niewielu, w tak
krótkim czasie, nie zepsuło tak wiele”.
Obszar prawa widziany oczami
rządzącego PiS Nowoczesna definiu-
zycji wskazują metody realizacji
przez obóz rządzący planu podporządkowania sobie władzy sądowniczej w państwie. Podkreślają realną
możliwość „ręcznego sterowania”
prokuratorami przez Zbigniewa
Ziobrę, sprawującego równocześnie
funkcje: ministra sprawiedliwości
i prokuratora generalnego. O wątpliwej rzetelności i niezawisłości mi-
dochodów Skarbu Państwa. Towarzyszy temu – nie tylko w sferze gospodarczej, ale także w administracji
publicznej – obsadzanie stołków samymi swoimi. Do kosza wyrzucono
dotychczasowe, fundamentalne zasady służby cywilnej. Przez sejmową
„maszynkę do głosowania” szybko
przepchnięto ustawowe zmiany. Ich
skutkiem jest zwłaszcza zwolnienie setek urzędników, ale
także podeptanie zasady
apolityczności służby cywilnej. Od teraz urzędnicy
państwowi mogą należeć
do partii politycznej. Oczywiście w praktyce – do tej
„jedynie słusznej”. Wyrzucono na
śmietnik dotychczasowe procedury
konkursowe przy obsadzaniu ważnych urzędów. Całkiem usunięto wymóg posiadania kompetencji
i doświadczenia. To realizacja zasady BMW – urzędnicy odtąd mogą
być bierni i mierni – ważne, aby byli
Kaczyńskiemu wierni.
Karuzela kadrowa wyrzucająca
na bruk dotychczasowych menedżerów kręci się zwłaszcza w spółkach
Skarbu Państwa. Raport Nowoczesnej wskazuje z imienia i nazwiska politycznych nominatów. W większości
zasłużonych PiS-iorów, takich jak
nowy prezes TVP Jacek Kurski.
„Jeszcze nigdy w historii tak
niewielu, w tak krótkim czasie,
nie zepsuło tak wiele”
nistra Ziobry Polacy mieli już okazję
się przekonać. Nic nie wskazuje na
to, aby tym razem miało być inaczej.
Grozi nam zwłaszcza
inwigilowanie
obywateli,
czemu sprzyjają wprowadzone zmiany, m.in. w ustawach o prokuraturze
i o policji. PiS zepsuł wbudowane
w mechanizm państwa systemowe
„bezpieczniki demokracji” w postaci Trybunału Konstytucyjnego. Rozpoczynają się manipulacje wokół
Rzecznika Praw Obywatelskich, któremu władza zmniejszyła budżet na
„Żadne krzyki ani płacze nas nie
przekonają, że czarne jest czarne” –
powiedział kiedyś mało przytomnie
(czyli jak zwykle) Jarosław Kaczyński. W przejętych mediach publicznych zaczyna nas coraz bardziej osaczać katoprawicowa propaganda.
Narodowy kaczyzm stygmatyzuje
wszystkich krytycznych wobec PiS
jako „wrogów Polski” bądź też „ludzi gorszego sortu”. Początkowe zapewnienia o pokorze nowej władzy
zastępują butne i agresywne tyrady
pod adresem wszystkich, którzy nie
akceptują celów czy metod rodem
z żoliborskiej willi pewnego starszego pana z kotką Fioną. Chamskim
odzywkom rej wodzą takie PiS-owskie tuzy subtelności oraz hmm…
intelektu jak Jarosław Kaczyński czy
Krystyna Pawłowicz. Język nienawiści staje się coraz bardziej narzędziem osobliwie pojmowanego „dialogu” władzy z opozycją.
Budowany wytrwale „aksamitny
totalitaryzm” coraz częściej bez żenady obnaża swe kły. Jak niedawno,
gdy pod pozorem kryminalnych zarzutów doprowadził do uwięzienia
z powodów politycznych redaktora
naczelnego naszego tygodnika. Ale
drżyj, PiS-ie! Akurat my nigdy nie
damy się zakneblować!
ANDRZEJ KROPEK
[email protected]
POD PARAGRAFEM
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
Porady prawne
M
am dłużnika,
którego wyrok nakazujący spłatę
przekazałem komornikowi. Już kilka lat trwa ściąganie długu. Ostatnio dostałem pismo od komornika, że
działkę, którą dłużnik posiada, należy wycenić i ja muszę zapłacić za to 1500 zł.
Odpisałem komornikowi,
że mnie na to nie stać (jestem 75-letnim emerytem)
i do dziś nie otrzymałem
odpowiedzi. Czy do mnie
należy opłacanie tej wyceny dla komornika?
W pierwszej kolejności trzeba przypomnieć,
że jeżeli wierzyciela prowadzącego egzekucję nie
stać na poniesienie wydatków
z nią związanych, może on złożyć wniosek o zwolnienie z kosztów postępowania egzekucyjnego. Wniosek taki składa się na
urzędowym formularzu do sądu
rejonowego, przy którym działa komornik (wnioski dostępne
są w siedzibie sądu). We wniosku tym należy wskazać, czy domagamy się całkowitego zwolnienia od kosztów lub jedynie
w określonej części. Sugerowałbym wnosić o zwolnienie w całości, ponieważ kwota, do wpłacenia której wzywa komornik,
jest jedynie zaliczką i może zdarzyć się, że
faktyczny koszt wydania opinii biegłego będzie większy, a ponadto później dojdą jeszcze koszty ogłoszenia w prasie o licytacjach
tej nieruchomości. Do wniosku o zwolnienie od kosztów egzekucyjnych należy dołączyć oświadczenie obejmujące szczegółowe
dane o stanie rodzinnym, majątkowym, dochodach i źródłach utrzymania osoby, która domaga się zwolnienia od kosztów. Proszę dołączyć również pismo od komornika
wzywające do zapłaty zaliczki. W przypadku zwolnienia z kosztów, za wierzyciela
wykłada je Skarb Państwa – właściwy sąd
rejonowy. Komornik nie może więc sam
zdecydować o zwolnieniu z kosztów egzekucji, nie może też złożyć takiego wniosku
w imieniu wierzyciela – dlatego nie nadesłał żadnej odpowiedzi. Na marginesie
trzeba wskazać, że widząc sytuację, w której starsza, pokrzywdzona przestępstwem
osoba egzekwuje odszkodowanie, powinien ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości poinformować o możliwości złożenia takiego
wniosku i przesłać formularz.
Jeżeli zaś wierzyciel nie jest zwolniony z kosztów egzekucji, to zasadą jest, że
jeżeli postępowanie egzekucyjne będzie
skuteczne, wówczas opłaty i wydatki poniesione przez wierzyciela zwracane są mu
z wyegzekwowanej kwoty (art. 770 Kodek-
su postępowania cywilnego). Gdy egzekucja okaże się
bezskuteczna, wówczas na tytule
wykonawczym komornik umieszcza informację o kosztach (wydatkach) poniesionych w toku egzekucji przez wierzyciela – uiszczone
opłaty i zaliczki stanowią koszt egzekucji obciążający wierzyciela. Jeżeli zaś komornik sam wyłożył sumę
potrzebną na prowadzenie egzekucji,
może potem domagać się jej zwrotu
od wierzyciela, który sam może stać
się dłużnikiem!
W wypadkach wymagających
zasięgnięcia opinii biegłego
w prowadzonym postępowaniu egzekucyjnym komornik zwraca się o wydanie opinii do biegłego z danej specjalności (art. 813 k.p.c.). Powołanie
biegłego i wykorzystanie jego opinii w postępowaniu egzekucyjnym jest obligatoryjne – najczęściej przy ustalaniu wartości zajętych składników majątku dłużnika (art.
853 k.p.c. – oszacowanie ruchomości; art.
866 2 k.p.c. – oszacowanie przedmiotów
wartościowych). W naszej sytuacji podstawą będzie art. 948 k.p.c., zgodnie z którym
„oszacowania nieruchomości dokonuje powołany przez komornika biegły uprawniony
do szacowania nieruchomości na podstawie odrębnych przepisów. Jeżeli jednak nieruchomość była w okresie sześciu miesięcy
przed zajęciem oszacowana dla potrzeb obrotu rynkowego i oszacowanie to odpowiada wymogom oszacowania nieruchomości
w egzekucji z nieruchomości, nowego oszacowania nie dokonuje się”.
Zgodnie z art. 288 w zw. z art. 13 par. 2
k.p.c. biegłemu za stawiennictwo i wykonaną pracę przysługuje wynagrodzenie oraz
zaliczki na poczet wydatków. Ustalenie
wynagrodzenia następuje mocą postanowienia, na które biegłemu oraz dłużnikowi
i wierzycielowi przysługuje skarga na czynności komornika w trybie art. 767 k.p.c. do
sądu rejonowego, przy którym działa komornik sądowy.
Komornikowi należy się zaliczka na
koszty lub zwrot wydatków poniesionych
w toku egzekucji tylko w zakresie określonym art. 39 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997
r. o komornikach sądowych i egzekucji
(Dz.U. 2015 poz. 790 www.dziennikustaw.
gov.pl/du/2015/790/1). Wydatkami, któ-
rych uiszczenia od
wierzy ciela mo że
domagać się komornik, są: 1) należności biegłych;
2) koszty ogłoszeń w pismach; 3)
koszty transportu specjalistycznego, przejazdu poza
miejscowość, która
jest siedzibą komornika, przechowywania i ubezpieczania zajętych ruchomości; 4) należności osób powołanych na podstawie odrębnych przepisów
do udziału w czynnościach; 5) koszty działania komornika poza terenem rewiru komorniczego; 6) koszty doręczenia środków
pieniężnych przez pocztę lub przelewem
bankowym; 7) koszty uzyskiwania informacji niezbędnych do prowadzenia postępowania egzekucyjnego lub wykonania
postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia; 8) koszty doręczenia korespondencji
z wyjątkiem kosztów doręczenia stronom
zawiadomienia o wszczęciu egzekucji bądź
postępowania zabezpieczającego. Zgodnie z art. 40 wyżej wymienionej ustawy „na
pokrycie wydatków, o których mowa w art.
39, komornik może żądać zaliczki od strony
lub innego uczestnika postępowania, który
strona 13
wniósł o dokonanie czynności, uzależniając
czynność od jej uiszczenia. Sąd rejonowy,
przy którym działa komornik, przekazuje komornikowi sumy niezbędne na pokrycie wydatków w sprawach osób zwolnionych w tym
zakresie od kosztów sądowych”.
Następnie trzeba wskazać, że zgodnie
z art. 41 „czynność, w związku z którą komornik zażądał zaliczki na pokrycie wydatków, należy podjąć niezwłocznie, nie później
jednak niż w terminie 7 dni od dnia uiszczenia zaliczki. Komornik obowiązany jest rozliczyć zaliczkę w terminie miesiąca od dnia
poczynienia wydatków, na które była przeznaczona, i zwrócić jej niewykorzystaną część”.
Co istotne, o czym była mowa wyżej, zgodnie z art. 42 ust. 2: „W przypadku gdy postępowanie egzekucyjne okaże się w całości
lub w części bezskuteczne, wydatki poniesione przez komornika, które nie zostały pokryte z wyegzekwowanej części świadczenia,
obciążają wierzyciela”. Będzie to więc sytuacja, w której nie uda się nic wyegzekwować,
a dodatkowo wierzyciel będzie musiał zapłacić koszty egzekucji. Jest to więc ryzyko
prowadzenia egzekucji. Proszę jednak spróbować złożyć wniosek o zwolnienie z kosztów egzekucji.
MECENAS
Drodzy Czytelnicy!
Jeśli mają Państwo jakieś pytania natury prawnej, prosimy o przesyłanie ich
­e-mailowo na adres: [email protected]
lub listownie na adres redakcji. Odpowiedzi będą ukazywać się na łamach „FiM”.
Redakcja
25-28 marca
WYJĄTKOWE ŚWIĘTA
Chcesz spędzić wyjątkowe
święta w uroczej scenerii nad
jednym z najczystszych jezior
w Polsce?
Zapraszamy do Białych Źródeł,
gdzie tworzą się najpiękniejsze
wspomnienia.
Cena za weekend:
649 zł / cena pokoju za osobę
749 zł / cena w apartamencie za osobę
▪ 3 noclegi w komfortowych pokojach o wybranym
standardzie
▪ 2 śniadania w cenie bufetu
▪ wyjątkowe, uroczyste i bogate śniadanie świąteczne
▪ 3 obiadokolacje w formie świątecznych bufetów
▪ 1 obiad świąteczny
▪ rodzinne malowanie pisanek i konkurs na
najpiękniejszą pisankę nad Białym
▪ koszyczek świąteczny dla chętnych
▪ przejażdżki bryczkami
▪ świąteczne grillowanie
▪ szukanie świątecznego zająca wśród lasów
▪ świąteczna zabawa z konkursami prowadzona
przez DJ-a
▪ świąteczna polewaczka, czyli śmigus-dyngus
z niespodzianką
▪ sauna
▪ siłownia
▪ internet
▪ bezpłatny parking
▪ na życzenie opieka nad dziećmi
strona 14
R
W ZGODZIE Z NATURĄ
ządzący realizują plan
wycinki, o którym pisaliśmy na początku
roku („FiM” 2/2016).
Chodzi o nadprogramowe usuwanie drzew, za co
winne są rzekomo korniki. To
one zdaniem zarządu Lasów Państwowych zagrażają białowieskim
świerkom. Szef LP Konrad Tomaszewski (bliski współpracownik Jana Szyszki oraz kuzyn Jarosława Kaczyńskiego) uważa,
że innego ratunku dla przyrody
jak jej sukcesywne niszczenie po
prostu nie ma. „Od kilku lat mamy
w Puszczy Białowieskiej ogromną
gradację kornika drukarza, która
zagraża dalszemu istnieniu drzewostanów świerkowych, których
mamy tam 32 proc. Jedyną znaną
naukom leśnym i skuteczną metodą walki z kornikiem i ograniczania jego gradacji jest usuwanie
drzew zasiedlonych, by minimalizować ryzyko, że kornik przerzuci
się na zdrowe jeszcze drzewostany” – mówi Tomaszewski.
Zupełnie innego zdania są
naukowcy. Profesor dr hab. Zbigniew Mirek, przewodniczący
Komitetu Ochrony Przyrody PAN,
twierdzi, że walka z kornikiem za
pomocą piły sprawdza się na terenie lasów-plantacji, jednak jest
bezsensowna i nieskuteczna na
terenie Puszczy Białowieskiej, co
wielokrotnie zostało już udowodnione. Białowieża jest uznawana na świecie za najlepiej zachowany fragment mieszanych lasów
liściastych strefy umiarkowanej
w Europie. „To, co jest przedmiotem niepokoju Komitetu Ochrony Przyrody PAN, to kilkakrotne,
w porównaniu z obecnie obowiązującymi planami urządzenia lasu,
podwyższenie poziomu pozyskania
drewna w nadleśnictwach Puszczy
Białowieskiej. Pojawiły się one
w nowej propozycji przedstawionej przez Regionalną Dyrekcję
Lasów Państwowych w Białymstoku jako aneks do Planu urządzenia lasu Nadleśnictwa Białowieża.
Propozycja ta w zasadniczy sposób narusza zapisy Planu Zadań
Ochronnych dla obszaru Natura
2000 Puszcza Białowieska oraz
zobowiązania podjęte przez Rząd
Rzeczypospolitej Polskiej w zakresie ochrony Puszczy Białowieskiej
jako obiektu światowego dziedzictwa. Tak drastyczne zmiany mogą
grozić skreśleniem puszczy z listy
miejsc światowego dziedzictwa” –
tłumaczy Mirek.
Komitet Ochrony Przyrody
Polskiej Akademii Nauk uważa,
że próba kilkakrotnego podwyższenia poziomu pozyskania drewna w stosunku do obowiązującego
Planu urządzenia lasu Nadleś-
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Operacja Puszcza
Spełnia się czarny scenariusz dla Puszczy
Białowieskiej – alarmują ekolodzy
z Greenpeace. Do ministra środowiska
właśnie trafiają dokumenty umożliwiające
wielokrotne zwiększenie wycinki drzew
aż do prawie 200 tys. metrów
sześciennych.
nictwa Białowieża nie znajduje
uzasadnienia. Wręcz odwrotnie –
działania takie nie tylko uderzają w cele i kształt ochrony tego
obiektu, podważają społeczne zaufanie do służb leśnych jako odpowiedzialnych zarządców przyrodniczego skarbu narodowego,
którym jest Puszcza Białowieska,
ale mogą również prowadzić do
utraty przez Rzeczpospolitą Polską wiarygodności i prestiżu na
arenie międzynarodowej.
W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele Państwowej Rady Ochrony Przyr o d y . Wy d a l i o n i n e g a t y w n ą
opinię w odniesieniu do propozycji zwiększenia wycinki drzew
w puszczy oraz wzrostu ingerencji gospodarki leśnej w strukturę
i stopień zachowania zbiorowisk
leśnych tego obszaru, zawartą w projekcie aneksu do Planu
urządzania lasu Nadleśnictwa
Białowieża. „Usuwanie zaatakowanych drzew, służące jakoby
zwalczaniu kornika drukarza, nie
ma istotnego wpływu na przebieg
jego gradacji i tempo wydzielania
się posuszu, a przynosi poważne
szkody przyrodnicze, w tym w gatunkach będących przedmiotami
ochrony w Obszarze Natura 2000,
a także narusza naturalną dynamikę procesów regeneracyjnych
zachodzących w ekosystemach
leśnych po zaburzeniach wywołanych gradacją. Gradacja kornika drukarza, odpowiedzialna
za okresową nadprodukcję martwych drzew, jak i późniejszy ich
rozkład w wyniku działania organizmów saproksylicznych (bezkręgowców związanych z martwym
drewnem – przyp. red.) są procesami naturalnymi, natomiast działania naruszające te procesy mogą
nieść skutki odmienne od zakładanych – na przykład przedłużać
trwanie gradacji i zwiększać sumaryczną liczbę drzew wydzielających się w wyniku opanowywania przez kornika” – mówi dr inż.
Andrzej Kepel, przewodniczący
PROP.
Powierzchnia Puszczy Białowieskiej stanowi około 0,5 proc.
obszaru polskich lasów i dostarcza 0,2 proc. drewna pozyskiwanego na terenie całego kraju. Zatem wycinka i późniejsza sprzedaż
drzew nie ma żadnego znaczenia
gospodarczego. „Wskazywanie
zamierania świerka jako zagrożenia dla trwałości lasów Puszczy
Białowieskiej i wykorzystywanie
tego faktu do zwielokrotnienia
ilości pozyskiwanego surowca
drzewnego jest rezultatem braku
zrozumienia wpływu czynników
naturalnych na kształtowanie dynamiki i struktury naturalnych
zbiorowisk leśnych lub wynika
z ignorowania tej wiedzy dla potrzeb partykularnych interesów”
– dodaje Kepel.
Wciąż zbierane są podpisy pod
apelem do premier Beaty Szydło,
która może zmienić rządowe plany. Pod petycją do tej pory podpis
złożyło ponad 115 tys. osób. Więcej na www.kochampuszcze.pl.
ŁUKASZ LIPIŃSKI
[email protected]
Źródła:
Komitet Ochrony Przyrody PAN
Państwowa Rada Ochrony Przyrody
KULTURA BEZ KULTU
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
N
a d e s k i Te a t r u
im. Ludwika Sols k i e g o w Ta r n o wie trafiła sztuka
„Kalkstein/Czarne słońce”.
I zgorszyła lokalnych radnych
Prawa i Sprawiedliwości.
strona 15
w przeciwnym razie ocierać się będzie
o niebezpieczną granicę, poza którą jest
już tylko cenzura. Rozumiejąc prawo
radnych do negatywnej oceny wspomnianego spektaklu, uważam, że nie
jest to wystarczający powód do odwoływania dyrektora” – napisał prezydent
w oficjalnym oświadczeniu.
To opowieść o człowieku, który za
wszelką cenę pragnął sławy i bohaterstwa, a został największym zdrajcą
w historii polskiego podziemia i powojennej Polski. Ludwik Kalkstein to Polish Super Hero à rebours. Jego życie,
rozciągnięte niemal na cały XX wiek
staje się dla twórców spektaklu punktem wyjścia do rozważań o Polsce,
płynności takich pojęć jak patriotyzm,
ojczyzna, bohaterstwo czy zdrada.
– Teatr i sztuka współczesna powinny pobudzać do myślenia, prowokować do dialogu. Powstaje pytanie,
na ile dialog w sytuacji cenzurowania wypowiedzi artystycznej może
pozostać konstruktywny, a na ile
przeradza się w narzucanie odbiorcom jedynej wizji świata, odsuwając
zupełnie na bok stronę merytoryczną – zastanawia się z kolei reżyserka
spektaklu Joanna Grabowiecka.
Spektakl, który nie zebrał pochlebnych recenzji, dzięki promocyjnej działalności radnych cieszy
się niesłabnącym powodzeniem.
JULIA STACHURSKA
W sztuce znajdziemy Polskę z czasów II wojny światowej, z okresu komunizmu, ale także tę z XVII wieku
i tę współczesną – za każdym razem
pełną dumy, brawury, odwagi, ale też
zaściankowości, zabobonów, cwaniactwa i zdrad. „Kalkstein/czarne słońce” to podróż bez trzymanki przez
polską historię i współczesność pełną pomników i szamba, przez świat,
petycję do prezydenta, w której wyrażają zdecydowany sprzeciw wobec
finansowania ze środków publicznych tego typu artystycznych przedsięwzięć: „Radni Komisji Kultury wyrażają zdecydowany sprzeciw wobec
finansowania ze środków publicznych »artystycznych« przedsięwzięć,
które manifestują totalną destrukcję,
totalny nihilizm, są prowokacją zaburzającą komunikację między twórczością i jej odbiorcami, naruszają ich
dobra osobiste. Tarnowski Teatr im.
L. Solskiego, realizując, we współpracy z krakowskim Teatrem Łaźnia
Nowa spektakl pt. »Kalkstein/Czarne słońce« i wydając na ten cel ok. 80
w którym ideały toczą walkę z ciemną stroną słońca – czytamy na stronie teatru. Stąd też dowiadujemy
się, że spektakl jest dla widzów pełnoletnich. Wybrali się więc na przedstawienie lokalni radni PiS, m.in. ci
z Komisji Kultury. Sztuka nie przypadła im do gustu, więc niedługo
później zaczęli domagać się nie tylko
zdjęcia jej z afisza, ale również odwołania dyrektorów placówki – naczelnego oraz artystycznego. Napisali
tys. złotych, wpisał się w nurt liberalnej
mody, której celem jest zakwestionowanie każdego uwarunkowanego kulturowo systemu wartości, ostentacyjna
transgresja i tolerowanie… nietolerancji w imię tezy, że »wszystko wolno«”.
Punktem wyjścia dla spektaklu
„Kalkstein/Czarne słońce” jest historia Ludwika Kalksteina-Stolińskiego
– żołnierza Armii Krajowej odznaczonego Krzyżem Walecznych, a następnie
współpracownika gestapo, odpowie-
dzialnego (wraz z Blanką Kaczorowską i Eugeniuszem Świerczewskim) za
wydanie Niemcom Stefana Grota-Roweckiego. A także badylarza, mitomana, kobieciarza, alkoholika, dwudziestowiecznego anty-Wallenroda.
Przewodniczący Komisji Kultury
radny Ryszard Pagacz deklaruje,
że chciał z teatru wyjść już kwadrans
po tym, jak podniosła się kurtyna,
ale się zmusił i został, żeby wyrobić
sobie opinię. Żałuje, bo tylu wulga-
ryzmów nie słyszał w całym swoim
życiu. W odwecie będzie dążył do
odcięcia teatru od publicznych dotacji. Do placówki wejdzie komisja
rewizyjna rady miejskiej.
Na razie Roman Ciepiela, prezydent Tarnowa, ataki radnych odpiera. „Jestem przekonany, że rolą administracji samorządowej nie jest ocena
walorów artystycznych oferty teatru.
Opinię w tej sprawie administracja powinna pozostawić krytyce i widowni,
[email protected]
Kolumnę redaguje WIKTORIA ZIMIŃSKA [email protected]
nacyjnych, które mają na celu
uwrażliwienie na mechanizmy
tworzenia się stereotypów, mowy nienawiści i przemocy wobec mniejszości nie
tylko seksualnych,
ale także narodowych i religijnych”.
z grzechem (…)”. Książka w bezlitosny sposób obnaża sposób
postrzegania i traktowania seksualności w Kościele katolickim
oraz w zachodnim społeczeństwie. W jaki sposób religia, która niegdyś miała być miejscem
osobistego doświadczenia otwartej dla wszystkich miłości
Boga, gdzie cielesność ma swe
naturalne i zgodne z Jego wolą
miejsce, zmieniła człowieka w istotę nieczystą i godną potępienia?
Autorka dotyka wciąż
kontrowersyjnych i budzących emocje kwestii – kultu dziewictwa,
apoteozy celibatu, stosunku do współżycia
małżeńskiego i pozamałżeńskiego, przerywania i zapobieganie ciąży, onanizmu czy
homoseksualizmu.
w ten sposób oddać cześć Syryjczykom uciekającym przez morze do Europy. Instalacja została
zrealizowana w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale przy wsparciu fundacji „Kino na rzecz pokoju”.
 Pobita i płacząca kobieta
w koszulce z napisem „Polska”
płaszczy się pod butem Jarosława Kaczyńskiego, odzianego
w generalski garnitur i ciemne
okulary – taka instalacja pojawiła
się z kolei na karnawałowej paradzie w Düsseldorfie. Jej autor –
artysta Jacques Tilly – tłumaczy,
że inspiracją dla niego był fakt,
iż zmiany w Polsce są w Niemczech bardzo szeroko komentowane, najczęściej w analogii do
Węgier. Dodaje przy tym, że jego
pracę należy odbierać z przymrużeniem oka, wszak powstała – jak
wcześniej wiele karykatur innych
polityków – z okazji karnawału.
Dla żartu. Interwencję, całkiem
na poważnie, zapowiedział polski minister spraw zagranicznych
Witold Waszczykowski.
 W Playa Blanca na Wyspach Kanaryjskich powstaje
nie lada gratka dla amatorów
sztuki oraz nurkowania. To muzeum instalacji Brytyjczyka Jasona ­deCairesa Taylora. Cała eks-
Bez trzymanki
TEATR DLA DWÓCH
„Teatr Powszechny nie wyklucza” –
pod takim hasłem
Paweł Łysak, dyrektor Teatru Powszechnego im. Zygmunta
H ü b n e r a w Wa rszawie, wprowadził
w kierowanej przez siebie instytucji bilety dla dwóch. Oferta skierowana jest do par jednopłciowych, które wspólną
wejściówkę na spektakl kupią
w preferencyjnej cenie. Inicjatywa Łysaka do czerwoności
rozgrzała wyobraźnię Polaków
katolików. „Z okazji Dnia Zakochanych Teatr Powszechny wprowadza do stałej oferty nowy rodzaj biletu. Jest to
skierowany szczególnie do
par jednopłciowych bilet dla
dwóch. Umożliwia on obejrzenie wybranego spektaklu w dowolnym terminie wraz z bliską
osobą. Poprzez swoją propozycję Teatr Powszechny pragnie wyrazić szacunek dla praw
mniejszości seksualnych w Polsce” – brzmi informacja na stronie teatru. Co więcej, „obsługa widowni weźmie udział
w warsztatach antydyskrymi-
KSIĄŻKA
„Seks, odwieczny
problem Kościoła” Uty
Ranke-Heinemann to
pozycja, która ukazała
się w ramach serii „Sekrety historii” Wydawnictwa RM. Autorka poszukuje odpowiedzi na
pytanie, dlaczego Kościół katolicki – od zarania papiestwa po dzień dzisiejszy – tak
bardzo skupia się na płciowości
człowieka. Dlaczego stawia na
piedestale Maryję, a resztę kobiet uznaje za źródło nieczystości? Dlaczego za wszelką cenę
chce kontrolować, jak, gdzie
i w jaki sposób ludzie uprawiają
seks? „(…) Niechęć wobec cielesnej rozkoszy i rygorystyczne
poglądy na temat seksualności nie od razu stały się głównym orężem Kościoła w walce
KULTURALNE
CIEKAWOSTKI
 Aż 14 tysięcy kamizelek
ratunkowych, które zostały zebrane na plażach w Grecji, użył
chiński artysta Ai Weiwei do
stworzenia instalacji w Berlinie.
Kamizelkami owinął kolumny
budynku Schauspielhaus. Chciał
pozycja – artystyczny komentarz
do bieżących wydarzeń na świecie – będzie umieszczona 12–15
metrów pod wodą. Jak dotąd
brytyjski rzeźbiarz eksponował
swoje podwodne dzieła na Grenadzie i w Meksyku. Muzeum
w Playa Blanca będzie pierwszą
tego typu instytucją w Europie.
 „Metro” od ponad 25 lat
pojawia się na polskich i zagranicznych scenach. Wciąż – tak
jak za pierwszym razem – budzi
entuzjazm i nieustające zainteresowanie widzów. Libretto autorstwa Agaty i Maryny Miklaszewskich wyśpiewali w tym
czasie m.in. Robert Janowski,
Katarzyna Groniec, Janusz Józefowicz, Edyta Górniak, Natasza Urbańska, Dariusz Kordek, Katarzyna Skrzynecka czy
Ewelina Flinta. Najsłynniejszy
polski musical opowiadający
o marzeniach i rozczarowaniach,
pasji i zdradzie, młodzieńczych
ideałach i władzy pieniądza, doczekał się przez te lata ponad 2
milionów widzów. „Metro” nieustannie wybrzmiewa w Teatrze
Studio Buffo w Warszawie, ale
wyjazdowe spektakle odbywają
się w całej Polsce.
Źródło: materiały prasowe opisywanych
wydarzeń, wydawnictw i instytucji
strona 16
POLSKA PARAFIALNA
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Na twoje podobieństwo
Wychowanie do życia w rodzinie miało
polskich uczniów wprowadzić w fascynujący
świat dojrzewania. Praktyka szkolna jest
jednak dosyć odległa od tego założenia.
Potwierdzają tę tezę wyniki raportu „Wychowanie do życia
w rodzinie” dr Emilii Paprzyckiej
z SGGW w Warszawie i Joanny
Dec-Piotrowskiej z Uniwersytetu
Zielonogórskiego. Zamiast uczyć
wartości rodziny i szacunku do innych, szkoła powiela prawie wyłącznie stereotypy. Zespoły badaczy
z różnych ośrodków akademickich
przeanalizowały wszystkie podręczniki do nauki tego przedmiotu, rekomendowane przez MEN w latach
2013–2015. Celem było m.in. ustalenie, jak są w nich przedstawiane kobiety, a jak mężczyźni. Czy uwzględniana jest różnorodność sposobu
życia charakterystyczna dla współczesnego świata. Co się okazało?
– To świetnie napisane podręczniki
do wychowania do życia w rodzinie
o tradycyjnych wartościach, białych,
zdrowych, heteroseksualnych osób,
o średnim statusie społeczno-ekonomicznym, wyznania katolickiego
i poglądach konserwatywnych. Nie
są to więc podręczniki dla młodych
ludzi z rodzin ubogich, niepełnych,
niepełnosprawnych czy mających
doświadczenia ze wczesną inicjacją
seksualną, niewierzących, innego
pochodzenia lub o innym kolorze
skóry… – podkreśla dr Paprzycka.
„Wychowanie do życia w rodzinie według polskich podręczników
to wychowanie do różnicy – a nie do
różnorodności, która jest przecież doświadczeniem każdego i każdej z nas.
Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie – ale też kobiety różnią się między
sobą, podobnie jak mężczyźni są bardzo różni. Tymczasem lektura książek do WDŻ pozostawia silne przekonanie, że różnimy się – kobiety od
mężczyzn – w sposób kategoryczny
i że te różnice uwarunkowane biologicznie determinują rozwój psychiczny. Przez to określają miejsce (inne)
każdej z płci w społeczeństwie” – czytamy w raporcie.
Patrząc na okładki tych podręczników można nawet uwierzyć,
że prezentowany w nich świat jest
różnorodny. Czar pryska, gdy przeanalizujemy dokładniej ich treści.
Okazuje się, że wszystkie dziewczynki mają długie włosy, są szczupłe, a czas spędzają z równie dłu-
gowłosymi mamami… w kuchni.
Nastolatki są nieśmiałe i skoncentrowane na wyglądzie, zazdroszczą,
chcą mieć gładką cerę, interesują
się zdobywaniem chłopaków. Zapewne będą kiedyś matkami. Macierzyństwo jest bowiem wielkim
darem, ale wymaga trudu, dlatego
każda kobieta pragnie spotkać mężczyznę, który będzie jej opiekunem.
– Są w podręcznikach ukazane pewne aktywności dziewczynek w sferze męskiej. Dziewczynka pomaga ojcu przy samochodzie,
ale nie grzebie przy silniku ani nie
wymienia koła, tylko myje i odkurza. Natomiast chłopiec – jeśli jest
w kuchni – to interesuje się przyrządzaniem, komponuje sałatki i wzbudza podziw – podkreślała dr Paprzycka podczas debaty „Przemoc
w polskiej szkole. Społeczno-kulturowe aspekty wykluczenia”.
Chłopcy prezentowani są jako
nonszalanccy i silni, hałaśliwi i niezależni, o męskich zainteresowaniach,
ale na tym etapie niezdolni do przeżywania głębszych uczuć. Przed nimi
– jako mężczyznami – obowiązek założenia rodziny i zostawienia po sobie potomstwa. Częściej niż kobiety
pokazywani są jako przedstawiciele
wysokiego i bardzo wysokiego statusu społeczno-ekonomicznego. – Jeśli uczymy się i przyswajamy bardzo
uproszczone wzorce, to nie mamy
świadomości, że sami należymy do
grupy osób dyskryminowanych. Takie przedstawianie płci może prowadzić do autodyskryminacji wśród
młodych ludzi, którzy nie znajdą siebie w tych obrazach – zwraca uwagę
dr Emilia Paprzycka.
Utrwalanie
stereotypów
Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Kompletny dopiero wówczas, gdy na świecie pojawi
się potomstwo. Zresztą prokreacja
– według podręczników do WDŻ –
jest głównym celem jego zawarcia.
O związkach nieformalnych – chociaż też przecież z miłości – w podręcznikach nie ma słowa. Jeśli rodzina odbiega od tradycyjnego modelu,
zwłaszcza w czasach masowych roz-
wodów, dziecko wychowywane jest
tylko przez jednego z rodziców.
Młody człowiek z podręcznika
dowie się m.in., że brak któregoś z rodziców (szczególnie ojca) jest bardzo niekorzystny dla
dziecka i może prowadzić do zaburzeń
w rozwoju psychoseksualnym. „Brak ojca może
natomiast stanowić
zagrożenie dla rozwoju społecznego i moralnego dziecka (zachwianie
równowagi psychicznej,
trudność w podporządkowaniu się normom
społecznym)”. W przypadku chłopców może to
wpłynąć na późniejsze ich
problemy w zakresie identyfikacji seksualnej. U dziewcząt może powodować lęk przed
mężczyznami. Z kolei
brak matki
może skutkować zaburzeniami
w rozwoju psychicznym,
emocjonalnym i psychoseksualnym oraz prowadzić do frustracji
uczuciowej.
30 proc. polskich nastolatków
deklaruje, że ma za sobą inicjację
seksualną. Z ich życiowym doświadczeniem kolidują podręcznikowe
pseudomądrości. Czego dowiedzą
się podczas lekcji WDŻ? Tego na
przykład, że aprobowany może być
tylko stosunek seksualny w małżeństwie i tylko służący spłodzeniu potomstwa. Według autorów podręczników „istnieje ścisły związek między
wczesną inicjacją a niską średnią
ocen w szkole i piciem alkoholu, paleniem papierosów, używaniem narkotyków”. W zeszycie ćwiczeń uczeń
ma do wyboru dwie drogi: albo „miłość, małżeństwo, rodzina”, albo
„wczesna inicjacja seksualna, seks
bez ograniczeń, zdrady i rozstania”.
Męska seksualność, szczególnie
w okresie nastoletnim, jest pokazywana jako potrzeba redukcji napięcia seksualnego. Ma z tego wynikać
brak szacunku chłopaka dla partnerki „redukującej to napięcie”.
Zadaniem dziewczyny jest trwać na
straży przedmałżeńskiego dziewictwa. Co więcej, kobiety – jako te,
które dojrzewają wcześniej – mają
panować nad popędami mężczyzn!
Jeśli temu zadaniu nie sprostają –
stracą ich szacunek. Poza tym będą
ponosiły konsekwencje – choćby
w postaci niechcianej ciąży.
Marginalizowanie
mniejszości
„W kontekście homoseksualności przedstawionych jest tylko dwóch
mężczyzn i ani jedna kobieta. Podobnie w przypadku rasy, niemal wszystkie postaci prezentowane na analizowanych zdjęciach i ilustracjach mają
biały kolor skóry, tylko w jednym
przypadku pokazany jest mężczyzna innej rasy. W podobnym zakresie podjęta jest tematyka orientacji
homoseksualnej. Jest mowa o tym,
czym ona jest, ale nie ma mowy
o funkcjonowaniu kobiet i mężczyzn
homoseksualnych w społeczeństwie
czy o problemach młodych osób odkrywających inną, niż heteroseksualna, orientację” – zauważają autorzy
raportu.
Podobnie marginalnie traktowane są starość czy niepełnosprawność:
„Osoby niepełnosprawne są aseksualne i nie ma żadnej wzmianki o nich
jako istotach seksualnych z potrzebami w tym zakresie. Z kolei osoby
w starszym wieku ukazywane są jako
niedołężne, nieporadne, wymagające opieki i wsparcia, u schyłku życia,
niemające już żadnych aspiracji. Jeże-
li już są potrzebne, to jedynie w opiece
nad wnukami. Kobiecość i męskość
w tym aspekcie praktycznie nie istnieje” – czytamy dalej.
Podręcznik niewiele mówi o antykoncepcji, przy czym pozytywnie
wyłącznie o jej na naturalnych metodach: „Naturalne planowanie rodziny niesie wolność od ubezpładniania się. Nie uzależnia. Wychodzi
naprzeciw wyzwaniu miłości, jakim
jest zachowanie gotowości do bycia
darem dla drugiej osoby i przyjęcia jej
daru z siebie”. Słowa nie znajdziemy na temat prezerwatywy i w ogóle
polskie podręczniki uczą, że sztuczne metody antykoncepcji są szkodliwe, a nawet prowadzą do niepłodności. Ta ostatnia kwestia również
jest potraktowana marginalnie
i wybiórczo. Autorzy podręczników
jednoznacznie gloryfikują naprotechnologię jako metodę naturalną i w stu procentach skuteczną (!),
a potępiają in vitro. O tej metodzie
czytamy, że to „forma technicznego zastąpienia aktu małżeńskiego”.
Tego rodzaju „jakość nauczania”
bardziej służy ideologicznym dogmatom niż rodzinie. A przecież takie będą Rzeczypospolite, jakie ich
młodzieży chowanie…
WIKTORIA ZIMIŃSKA
[email protected]
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
HISTORIE W LUDZIACH ZAKLĘTE
1
marca został ustanowiony Narodowym Dniem
Pamięci Żołnierzy Wyklętych. I choć tegoroczne obchody odbędą się już po
raz piąty – nie zmienia to faktu,
że święto wciąż budzi skrajne
emocje.
„W hołdzie Żołnierzom Wyklętym – bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie
niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń
demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny
sposób przeciwstawili się sowieckiej
agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu” – tak uzasadniał Sejm w 2011 roku swą decyzję
o ustanowieniu narodowego święta.
W związku z tegorocznymi obchodami Obóz Narodowo-Radykalny z Hajnówki planuje Marsz Żołnierzy Wyklętych. Będzie upamiętniał
m.in. Romualda Rajsa „Burego”
– żołnierza AK odpowiedzialnego
za brutalną pacyfikację prawosławnej ludności cywilnej wsi na Białostocczyźnie (patrz też str. 24). „Łatwo
działać w terenie, gdzie społeczność jest
dostatecznie wyedukowana w tym temacie. Czczenie pamięci Niezłomnych
w miejscach, gdzie propaganda komunistyczna funkcjonuje dalej, wymaga
charakteru i odwagi” – przekonują
członkowie ONR Białystok i Narodowej Hajnówki. Poszczycili się i tym, że
patronat nad wydarzeniem objął prezydent. Ta informacja wywołała falę
oburzenia. Andrzej Duda, który początkowo objął nad obchodami patronat narodowy, tej konkretnej imprezy swoim nazwiskiem firmował już
nie będzie.
Prawica oraz środowiska narodowe robią wszystko, aby żołnierzy wy-
strona 17
Drodzy Czytelnicy
Jeśli znacie ludzi, których życiorys
kryje fascynującą historię, piszcie
na [email protected] albo na
adres redakcji z dopiskiem: „Historie
w ludziach zaklęte”.
Romuald Rajs „Bury” i jego żołnierze opuszczają kościół
po mszy rezurekcyjnej. 9.04.1944, Turgiele
Żołnierze przeklęci
klętych honorować, są jednak i tacy,
dla których „bohaterowie powstania
antykomunistycznego” to po prostu
bandyci z lasu. Wśród nich pan Ryszard Z. (nazwisko do wiadomości
redakcji). Mówi, że dla niego „żołnierze wyklęci” będą przeklęci na
zawsze. Z każdym 1 marca, kiedy
to gloryfikuje się ich dokonania, odżywają tragiczne wspomnienia z lat
powojennych.
Pan Ryszard pamięta wiele,
ale jedno wydarzenie szczególnie
utkwiło mu w pamięci. Jego dziadek musiał kupić nowego konia.
Ten, którego miał, był zbyt słaby
do pracy na roli. Pojechał więc na
targ, sprzedał chorowite zwierzę,
a następnego dnia miał dobić targu
Fragmenty raportu mjr. Zygmunta Szendzielarza
„Łupaszki”, dowódcy V Brygady Wileńskiej AK, dziś
również uważanego za jednego z „żołnierzy wyklętych”, z działalności na terenie okręgu AKO Białystok
za okres maj–czerwiec 1945 r.:
Wyzyskując auta nowo przybyłych, wysłałem 1 szwadron pod dowództwem porucznika „Zygmunta” na miejscowość Boćki. Szwadron wjechał do Bociek o godzinie
ósmej i stoczył trzygodzinną walkę z milicją zabarykadowaną w murowanym budynku. Gmach zdobyto przez
podpalenie od wewnątrz (…). Milicjanci broniący się zacięcie przy pomocy broni ręcznej i granatów, wobec podpalenia budynku – poddali się. Rozstrzelano 11 milicjantów, komunistów i konfidentów NKWD (…). W miejscowości Oleksin dołączył do mnie oddział Ochrony Leśnej
z Białowieży, dowodzony przez porucznika „Burego”, który od dłuższego czasu pozostawał w kontakcie ze mną.
(…) szwadron spalił wieś Wiluki w odwecie za strzelanie do mojego patrolu. Rozstrzelano członka PPR. (…)
we wsi Bieńdziuga rozstrzelano sierżanta NKWD, a jednemu z gospodarzy za współpracę z NKWD spalono
chlew i stodołę (…). V drużyna 1 kompanii szturmowej
opanowała stację Nurzec obsadzoną przez nieprzyjaciela.
Zdobyto broń i skonfiskowano 10 000 złotych. W akcji tej
brali udział niemal wyłącznie żołnierze bardzo młodzi i do-
z sąsiadem. Nie zdążył. Tej samej
nocy rozległo się walenie do drzwi.
Dziadek zapytał: „Kto tam?”. Usłyszał odpowiedź: „Wojsko polskie,
otwierać, bo wyważymy drzwi”. Pan
Ryszard przymyka oczy i przypomina sobie obrazki z dzieciństwa. –
Żołnierze wchodzą uzbrojeni. Było
ich trzech. Jeden zostaje na czatach, dwóch wchodzi do mieszkania. Ubrania mają mieszane – wojskowo-cywilne. „Sprzedałeś dzisiaj
konia na targu, wziąłeś 12 tys. zł.
Oddaj pieniądze!”. Dziadek mówi,
że nie ma, bo dał zadatek na kupno
nowego konia. Ja z bratem zaczęliśmy płakać – wygnali nas do pokoju. Nie było drzwi, więc widzieliśmy
wszystko, co się w kuchni dzieje. Na
piero przed paru dniami przyjęci do oddziału (…). W nocy
szwadron opanował miejscowość Narewkę. Milicja bez
wystrzału złożyła broń. Skonfiskowano 4000 złotych. Za
współpracę z NKWD zostali rozstrzelani.
m m m
W 1949 roku „Bury” został skazany na śmierć za ludobójstwo. W 1995 roku sąd wojskowy na wniosek rodziny
zrehabilitował go i przyznał jej odszkodowanie (rodziny
ofiar „Burego” nigdy odszkodowań nie dostały). W uzasadnieniu zapisano, że „działania miały na celu zapobieżenie
represjom wobec bliżej nieokreślonej liczby osób prowadzących walkę o niepodległy byt Państwa Polskiego”. Na
tym sprawa się nie skończyła. Instytut Pamięci Narodowej
– po ponownej analizie dokumentów, materiałów z ekshumacji mieszkańców pacyfikowanych wsi oraz wysłuchaniu zeznań niemal dwustu świadków – uznał, że brak jest
dowodów na to, by „ofiary działały w strukturach państwa
komunistycznego, a ich działanie było wymierzone w rozbicie organizacji podziemnej”. Wobec powyższego jako
motyw działania „Burego” i jego ludzi wskazał „skierowanie działania przeciwko określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do
narodowości białoruskiej oraz chęć wyniszczenia części tej
grupy narodowej i religijnej”.
JS
stole stała zapalona lampa naftowa
– bili dziadka rękojeścią pistoletu,
aż polała mu się krew z uszu. Gdy
dziadek zemdlał, oblali go wodą
z wiaderka stojącego w kuchni i bili
dalej. Zastrzelili naszego pieska,
który zaczął strasznie szczekać. Zagrozili dziadkowi, że go zabiją, jeśli
nie odda tych pieniędzy. W końcu oddał – opowiada pan Ryszard.
– Na odchodne zagrozili, że jeżeli
dziadek zgłosi na milicję, to wrócą
i zastrzelą go, jak tego psa.
Dziadek małego Rysia nazywał
tych pseudożołnierzy „leśnymi”. Nie
zgłosił o tym zdarzeniu nikomu, bo
bardzo się bał. – Dowódcy „żołnierzy
wyklętych” będą dla mnie przeklęci
na zawsze, a ich poddani – wykorzystani i uwikłani w konflikt przedwojennych elit, które walczyły o swoją
wolną Polskę. Późno zaczęli, dopiero po wyzwoleniu spod okupacji hitlerowskiej. Dzisiaj na tle tych przeżyć odczuwam wyraźnie, że jestem
gorszym sortem. Lepszy sort, jadąc
na obłudnym patriotyzmie, niepotrzebnie będzie dalej naród skłócał
– mówi pan Ryszard.
WIKTORIA ZIMIŃSKA
[email protected]
„Państwo polskie musi czcić swoich prawdziwych bohaterów: tych,
którzy poddani najtrudniejszej próbie nie złożyli broni, lecz do końca
stawiali mężnie opór wrogom Ojczyzny i nie wahali się oddać za nią życia. Prawda o heroizmie i tragedii podziemia antykomunistycznego jest
bowiem fundamentem suwerennej Rzeczypospolitej” – tak uważa prezydent Andrzej Duda.
Jak działalność „żołnierzy wyklętych” oceniają Czytelnicy „FiM”?
Przedstawiamy zaledwie kilka z wielu bliźniaczych głosów:
Bandyci z lasu
„Żołnierzy wyklętych”, nazywanych wówczas bandytami, doskonale
pamiętam, choć byłam dzieckiem. Pamiętam dzień, kiedy w siarczysty
mróz wyprowadzali mojego wujka boso, za wioskę. Zastrzelono go wraz
z innymi, którzy podobno sprzyjali nowo powstałej władzy. Pytam, jak
na te obchody patrzy syn zabitego wówczas ojca, który wspinał się na
trumnę, zdziwiony, że ojciec leży na takim nietypowym łóżku. Pamiętam
również, jak pewnej nocy usłyszeliśmy łomot w okna i drzwi naszego
wiejskiego domu. Przyszli na rabunek – po kosztowności i jedzenie. Widzę do dziś ich mundury i czarne berety. Pamiętam, że znajomego moich
rodziców wyciągnęli z pociągu na trasie Sokółka–Białystok, obcięli mu
język, rozebrali i przywiązanego do drzewa zostawili nad mrowiskiem.
Skonał w męczarniach. Tak można mnożyć te zabójstwa, mordowanie
całych rodzin, palenie żywcem dzieci, palenie wsi, odbieranie zwierząt.
Jak się czują potomkowie tych ludzi, kiedy widzą w telewizji fetę dla
uczczenia morderców ich rodzin? Na koniec pytam – czy to była walka
przeciw podległości Stalinowi, czy z ludźmi, którzy dźwigali kraj z ruin,
wprowadzali jakiś ład w ojczyźnie? Janina G.
Bez manipulacji
Miałem już zamilknąć i nic nie mówić, ale nie mogę. Gdy widzę przy
drogach billboardy, a w autobusach i tramwajach zdjęcia z napisami:
„Żołnierze wyklęci”, myślę, jak łatwo można manipulować historią i nieświadomymi ludźmi, wykonując ich rękami straszną zbrodnię. Dziś jestem starym człowiekiem, ale kiedy słyszę o żołnierzach wyklętych, przeszywają mnie dreszcze. Myślami wracam do mojego rodzinnego domu,
na wioskę podkarpacką, i zastanawiam się, co winni ci chłopcy z milicji,
którzy nie mieli jeszcze mundurów, tylko na rękawach biało-czerwone
opaski, jechali na rowerach podczas służby, a z lasu odezwały się serie
z automatu. To straszne, ale, niestety, prawdziwe. Jan Trojanowski
strona 18
NASZE PORTFELE
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Z pułapek po filarach...
P
o stu dniach za biurkiem
wicepremiera i ministra
rozwoju Mateusz Morawiecki przedstawił
„Wielki plan rozwoju”. Ma uwolnić Polskę z pięciu pułapek za
pomocą pięciu filarów.
Kiedy Mao Zedong w 1958
roku ogłosił „politykę trzech czerwonych sztandarów”, miała ona dać
Chinom „Wielki Skok Naprzód”.
Zacofany kraj rolniczy miał się szybko przekształcić w potęgę przemysłową. Chiński „Wielki Skok”
zakończył się gorzej niż fatalnie –
dotykającą wielu milionów ludzi
klęską głodu oraz ruiną chińskiej
gospodarki. Oczywiście nie zakładam, że tak zakończy się w Polsce
plan „wielkiego skoku” autorstwa
wicepremiera Morawieckiego. Ale,
niestety, brak tej wizji
mocnych fundamentów. Jak całkiem
trafnie podkreśla
Sławomir Neum a n n (PO), to
tylko „plan księgowego”, a „PiS
przyzwyczaił nas,
że jego deklaracje
różnią się od rzeczywistości”. Mirosław Gronicki, ekonomista i były
minister finansów w rządzie Marka
Belki, szczerze mówi: „Nie mam zaufania do tej propozycji”.
Pięć filarów zamiast
„ciepłej wody”
w kranie – to ma być nowa, jakościowo lepsza zmiana polityki gospodarczej państwa. W odróżnieniu od
PO, które leniwie administrowało
krajem, PiS chce mocno ingerować
we wszystko. Kluczem do sukcesu
ma być energiczny interwencjonizm
państwowy. Wicepremier Mateusz
Morawiecki dosyć trafnie diagnozuje
obecny stan, w istocie antyrozwojowej gospodarczej stagnacji. Według
tejże diagnozy Polska wpadła w pięć
pułapek rozwojowych: średniego dochodu, braku równowagi, przeciętnego produktu, demograficzną oraz słabości instytucji.
Pierwsza z nich definiuje sytuację, w której zarabiamy zbyt
mało w porównaniu z sąsiednimi krajami. Prowadzi to
m.in. do ucieczki najlepszych
specjalistów za granicę. Wiedzie
też wprost do stagnacji w gospodarce, a to wskutek przeregulowania rynku,
niskiej wydajności
pracy, a zwłaszcza
wobec braku inwestycji oraz braku innowacji. Praprzyczyną jest tu
jednak „drenaż
mózgów”. To on
powoduje, że polskie PKB stanowi ledwo połowę
tego w krajach
rozwiniętych.
Pułapka
braku równowagi to dominacja kapitału
zagranicznego
nad krajowym.
Ma on w swych
rękach połowę
produkcji przemysłowej oraz około 65
procent sektora bankowego. Jego konsekwencją jest transfer za
granicę aż około 6 procent naszego PKB! Pułapka przeciętnego proWicepremier i minister rozwoju
duktu definiuje w istocie
Mateusz Morawiecki
brak naszej innowacyjno-
ści. Nie mamy własnych technologii,
płacimy za korzystanie z cudzych.
Praktycznie nie mamy żadnego „narodowego produktu”. Nasza gospodarka jest zaledwie podwykonawcą
gospodarek zagranicznych, głównie
Niemiec. Zaledwie około 13 proc.
małych i średnich firm w Polsce
wprowadza innowacje. Średnia
w UE to około 31 procent! Do tego
warto zauważyć, że aż 2/3 polskiego
eksportu to sfera działania firm zagranicznych, tyle że mających u nas
swoją siedzibę.
Pułapka demograficzna jest
znana od dawna, dotyczy nie tylko Polski. Zmniejsza się tzw. dzietność (liczba narodzin – red.), co
powoduje zmniejszanie się populacji osób w wieku produkcyjnym.
Społeczeństwo się starzeje, dodatkowo znacznie rosną koszty opieki
nad seniorami. Wreszcie pułapka
słabości instytucji. To zjawisko, nazwane przez jednego z niesławnych
liderów PO „państwem istniejącym
tylko teoretycznie”. Jego efektem
jest szereg negatywnych zjawisk.
Zwłaszcza większa tzw. ściągalność
podatków z biednych ludzi pracy
niż z bogatych firm. To przejaw słabości instytucji państwa w obliczu
zgrai rozmaitych cwaniaków, okradających nas niemalże „w majestacie prawa”.
Receptą na wyjście z tych pułapek ma być według Morawieckiego
pięć filarów jego planu. Wszystkie
można określić jednym mianem –
państwowe sterowanie gospodarką, czyli
polityczny
interwencjonizm.
Po pierwsze – reindustrializacja,
czyli wspieranie przez państwo tzw.
przewag konkurencyjnych i specjalizacji polskiej gospodarki. Po drugie – rozwój innowacyjnych firm.
Po trzecie – kapitał dla rozwoju. Po
czwarte – ekspansja zagraniczna. Po
piąte – rozwój społeczny i regionalny. W te filary ma być wpompowany
bilion złotych. Według wicepremiera 480 mld ma pochodzić z funduszy
unijnych oraz wkładu własnego polskich firm. 80 mld zł mają zapewnić:
Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Bank Światowy. 220 mld
wyłoży państwo poprzez fundusze
rozwojowe, 150 mld mają dać spółki Skarbu Państwa, zaś 320 mld pochodzić ma z lokat firm w bankach
oraz rezerw bankowych.
Nie można odmówić całkowicie
racji celom zdefiniowanym w planie
Morawieckiego. Polityczne interwencje w gospodarkę państwa podejmowane były w przeszłości w różnych
krajach. Z różnym, czyli nie zawsze
pozytywnym skutkiem. Jako dobre
przykłady wskazuje się m.in. południowokoreańskie czebole z lat 70.
To coś w rodzaju konglomeratów
rodzimych firm prywatnych, działających z silnym wsparciem państwa.
Do najsławniejszych z nich zalicza się
uznane dzisiaj firmy: Daewoo, Hyundai, obecne LG Group, Samsung. Pozytywnym przykładem państwowego
interwencjonizmu jest także Japonia
w okresie po II wojnie światowej. To
dla niektórych publicystów powód do
szyderstw, że PiS chce wreszcie spełnić obietnicę Wałęsy. Czyli zrobić
z Polski „drugą Japonię”.
Publicyści „Gazety Wyborczej”,
oceniając pomysły Morawieckiego,
całkiem przytomnie zauważają, że
można je streścić w dwóch hasłach.
Pierwsze – „biznes z władzą, władza
z biznesem”. I drugie – „Mateusz
marzyciel”. Szczerze mówiąc – niezależnie od tego, czy będzie to sukces PiS, czy jakiejkolwiek innej partii
– moja dusza aż rwie się do ziszczenia wizji Morawieckiego. Realizm
jednak podpowiada, że rację mają
ci, którzy twierdzą, że „plan Morawieckiego to bardziej publicystyka
niż rzetelna analiza ekonomiczna”.
Wicepremier i minister rozwoju,
kreśląc porywające wizje urzędników
walczących o Nową Wspaniałą Przyszłość Polski, chyba jednak za bardzo
„odleciał”. Jego cudowne plany wydawałyby się znacznie bardziej realistyczne, gdyby rząd PiS przedstawił
swój pomysł na przykład na naprawę
górnictwa czy wsparcia podupadającej już energetyki. Na razie jedyną
„koncepcją gospodarczą” PiS w tych
sektorach są próby siłowego „obdarowywania” innych podmiotów gospodarczych, w tym banków, cudzymi długami. To rzecz jasna powoduje
tylko obniżenie rentowności „obdarowywanych” i nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek naprawą czegokolwiek. Wszak herbata nie robi się
słodsza od mieszania – ale od cukru,
a tego najwyraźniej brakuje.
Sny o potędze
wicepremiera Morawieckiego mają
– niestety – wątłą podstawę. Główne niewiadome są dwie: po pierwsze
pieniądze, po drugie aparat państwa.
Nie jest pewne, czy uda się pozyskać
tak duże pieniądze ze wskazanych
źródeł finansowania. Jeszcze bardziej wątpliwe jest to, że państwowi
urzędnicy będą na tyle przytomnie
zarządzać tak ogromnym kapitałem, aby nie zmarnowała się żadna
złotówka.
„Polityka Pięciu Filarów” w wielkim skrócie ma się sprowadzać do
kilku zasadniczych działań. W każdym powiecie państwowi urzędnicy
wybudują nam fabryki, oczywiście
mocno konkurencyjne. Na szczególne względy (czytaj: państwową kasę)
mogą liczyć prywatne firmy (zaprzyjaźnione z władzą) deklarujące swą
innowacyjność. Nie będzie polskiej
„Doliny Krzemowej”, ale mają być
trzy inne. „Dolina Lotnicza” na PiS-owskim Podkarpaciu, „Dolina Kolejowa” na Kujawach oraz „Dolina Stoczniowa” na Pomorzu. Choć
Polacy mają stosunkowo niewielkie
oszczędności, właśnie na nich chce
oprzeć rozwój instytucji finansowych wicepremier Morawiecki. Cały
naród będzie budował polską gospodarkę! Gdy tylko te strumienie kasy
popłyną wartko do nowych, konkurencyjnych firm pro-PiS-owskich,
nastąpi ogromna ekspansja Polski
na zagranicznych rynkach. Do tego
oczywiście harmonijnie i zrównoważenie mają się rozwijać obszary
wiejskie, miejskie, a zwłaszcza tzw.
Polska „B”.
Najbardziej istotną przeszkodą
w dotarciu do tej „krainy powszechnej szczęśliwości” może być sprawdzona już w praktyce urzędnicza
głupota oraz niefrasobliwość. Jak ta,
która wybudowała lotnisko widmo
w Radomiu. Albo na przykład będące pośmiewiskiem Europy tzw. termy w Lidzbarku Warmińskim, które
trzeba… podgrzewać! O olbrzymim
marnotrawstwie publicznych pieniędzy, które trwa od 1989 roku, nawet
nie ma co wspominać. Oczywiście
nasze krakanie jest głęboko niesłuszne, bowiem PiS-owskie kadry są najmądrzejsze na świecie. Zaś Jarosław
Kaczyński każdego z nas pragnie
uczynić szczęśliwym. Według Morawieckiego, za 15 lat „przeciętny
Kowalski w Polsce będzie zarabiać
tyle, co przeciętny obywatel w Unii
Europejskiej”. Być może zapomniał
dodać, że jako „przeciętnego Kowalskiego” ma na myśli członka PiS.
Już to chyba przerabialiśmy: By żyło
się lepiej! Swoim…
ADAM NOWAK
[email protected]
MYŚLĘ, WIĘC JESTEM
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
strona 19
Filozofia stosowana
W
Domniemanie niewinności
yobraźcie sobie,
że pewnego dnia
w prasie gruchnęłaby wiadomość,
że Hartman został aresztowany w związku z podejrzeniem
udziału w napadzie na hurtownię alkoholi w jednym z miast
południowej Polski. Jak to się
mówi – szok i niedowierzanie!
Cóż, pewnie każdy biłby się z my­
ślami: to jakiś absurd, zły sen, grote­
skowa pomyłka, a może prowokacja
polityczna. Choć z drugiej strony,
może coś jest na rzeczy… W końcu
uznalibyście, że trzeba powstrzymać
się od opinii i zaczekać, co będzie
dalej. Na wszelki wypadek został­
bym w Waszych umysłach i sercach
„zawieszony”. W sumie to bardzo
uczciwe i roztropne podejście. Lecz
gdyby miało się okazać, że jednak
nie brałem udziału w tym napadzie,
to na niewiele zdałaby mi się ta Wa­
sza wstrzemięźliwa postawa. Upłynę­
łoby bowiem wiele miesięcy, w ciągu
których siedząc w więzieniu, nie był­
bym w oczach opinii publicznej ani
winny, ani niewinny. Taki jest okrut­
ny los oskarżonego – zarówno win­
nego, jak niewinnego.
Dziś w podobnym położeniu
znalazł się Roman Kotliński, szef
„Faktów i Mitów”. Stawiane mu za­
rzuty są nie z tego świata – równie
zadziwiające jak mój ewentualny
napad rabunkowy. Uszczypnijcie
mnie! Kotliński kryminalistą? Oso­
biście w to nie wierzę, ale cóż ja tam
wiem? Prokurator w końcu wie wię­
cej… Jakie mam zająć stanowisko,
aby nie oskarżając bez żadnych po
temu podstaw prokuratora o spisek,
jednocześnie zminimalizować szkodę
moralną, jaką z powodu mej rezerwy
i podejrzliwości dozna mój kolega,
gdyby jednak okazał się niewinny?
Trudna sprawa, a tym trudniejsza, że
pomiędzy „winny” i „niewinny” za­
chodzi jeszcze cała gama możliwości.
Może nie zrobił tego wszystkiego, co
się mu zarzuca, ale jednak narozra­
biał? Podobno takie oskarżenia nie
biorą się z niczego.
Bezstronność jest wielkim ide­
ałem sprawiedliwości. Jednym
z przejawów bezstronności ma być
domniemanie niewinności oskar­
żonego. To jemu trzeba udowodnić
winę, a dopóki to nie nastąpi, należy
go uważać za niewinnego. Ten ideał
procesowy jest w praktyce nieosią­
galny, ale stanowi wyznacznik postę­
powania sędziego. Szczycimy się tą
zasadą procedury karnej jako wiel­
ką zdobyczą nowoczesnego wymia­
ru sprawiedliwości. Mimo starożyt­
nych korzeni zasady domniemania
niewinności, w dawnych cza­
sach najczęściej to
oskarżony musiał
udowadniać, że
jest niewinny. Co
innego jednak­
że obowiązki
sędziego, a co
innego moral­
ne zobowią­
zania opinii
publicznej.
Wbrew dość
rozpowszech­
nionemu mniema­
niu my, zwykli obserwatorzy zda­
rzeń, wcale nie mamy obowiązku
uważać za niewinnego kogoś, kogo
jeszcze nie skazano. Owszem, po­
winniśmy zachować wstrzemięźli­
wość, nie wydawać wyroków, zanim
nie uczyni tego sąd. Niemniej jed­
nak w wielu przypadkach udawa­
nie, że się „nie wie”, czy dana osoba
jest winna, zakrawa na hipokryzję.
Bywa przecież tak,
że sprawa jest na tyle ewidentna,
że „domniemanie winy” jest posta­
wą uczciwszą niż domniemanie nie­
winności. Najczęściej jednak po pro­
stu nie wiemy, jak jest, choć mamy
swoje podejrzenia. Przyjmujemy
naprzemiennie dwie przeciwstaw­
ne postawy stronnicze, do których
z urzędu zobowiązani są oskarżyciel
i obrońca.
Poczekamy, zobaczymy. Nie
oznacza to bynajmniej wzruszenia
Głos oburzonych
P
Gasnący euroentuzjazm
olacy są euroentuzjastami. Jednymi z ostatnich
w Unii Europejskiej. Podoba nam się, że możemy
podróżować i pracować, a kiedy stracimy pracę,
dostaniemy zasiłek. Cieszymy się, że państwa zachodnie dbają o własnych obywateli, ale także i o naszych,
jeżeli tam zawędrują.
Z tego euroentuzjazmu próbuje nas wyleczyć David Cameron, żądając czteroletniego moratorium na wypłacanie zasił­
ków nowym przybyszom z Unii Europejskiej. Ten sam Cameron
proponuje przymusową deportację migrantów spoza Unii, któ­
rzy w Wielkiej Brytanii mało zarabiają. Słowem Europa według
projektu Camerona ma być miejscem dla bogatych, w której
element międzynarodowej solidarności państw członkowskich
będzie sprowadzony do minimum. Zachodzi więc pytanie, czy
wolimy, aby Zjednoczone Królestwo pozostało w Unii, żeby ją
demontować, rozmydlać, dzielić, czy może lepiej by było, gdyby
poddani Jej Królewskiej Mości stali się mieszkańcami kolejnego
stanu USA. Bo na całkowitą suwerenność w dzisiejszym świecie
nie stać nikogo, nawet Brytyjczyków.
Amerykanie zresztą nie ustają w wysiłkach, aby złamać
konstrukcję europejską, w której wiele dziedzin życia gospo­
darczego i społecznego wciąż podlega demokratycznej kontro­
li ludzi, czyli regulacji prawnej. Próbują nam narzucić Trans­
atlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji
(TTIP), w myśl którego demokrację zastąpi wola międzynaro­
dowych korporacji. W tym kontekście secesja Wielkiej Brytanii
osłabiłaby siłę konkurencyjną Europy, która byłaby zdana na
łaskę jankesów.
Swoimi nieodpowiedzialnymi i cynicznymi działaniami wojen­
nymi na Bliskim Wschodzie USA i NATO zdestabilizowały ten
region. Spowodowały katastrofę humanitarną i exodus milionów
ludzi. Brytyjczycy byli najwierniejszymi sojusznikami Ameryki
w rozpirzaniu państw arabskich, a teraz, podobnie jak USA, nie
mają najmniejszego zamiaru ponosić konsekwencji swych czynów
i uciekają z Unii. Między innymi po to, żeby się zamknąć przed
falą uchodźców. Strach przed napływem ludności muzułmańskiej
może się okazać kluczowym czynnikiem w głosowaniu decydują­
cym o wyjściu lub pozostaniu Wielkiej Brytanii w UE.
Transformacja ustrojowa doprowadziła do przekształcenia
krajów Europy Wschodniej i Środkowej w rynki zbytu dla Za­
chodu i rezerwuar taniej siły roboczej. Nic więc dziwnego, że
nawet z Polski, uważanej za symbol neoliberalnego sukcesu,
uciekło już ponad 2 miliony osób, a kolejny milion zbiera się do
odjazdu. Z Ukrainy uciekło od czasu ogłoszenia niepodległości
tego kraju aż 12 milionów.
Napływ ludności z kolonii do metropolii to nie jest zjawisko
nowe. I choć mówi się o krajach takich jak Polska, że to kraje
peryferyjnego kapitalizmu zależnego, a nie kolonie, to przecież
wiadomo, kto kogo doi. I te wszystkie eleganckie określenia to
tylko eufemizmy na ukrycie gospodarczego neokolonializmu
Zachodu wobec naszej części Europy. Zresztą klasycznym przy­
kładem takiego kolonialnego podboju było zjednoczenie Nie­
ramionami. Nie wolno
lekceważyć poważnych
oskarżeń w stosunku do
znajomych. Stan oskar­
żenia nie jest obojętny.
Właśnie dlatego fałszy­
we oskarżanie kogoś
o przestępstwo samo
jest przestępstwem.
Kolejnym wypadkom
musimy przyglądać się
z uwagą i troską. Mam
nadzieję, że Roman
Kotliński doczeka się
sprawiedliwości, a spra­
wiedliwość ta będzie dla
niego lekka. Wtedy i my, jego
współpracownicy, będziemy mo­
gli odetchnąć. Bo choć nie ma cze­
goś takiego jak „zbiorowa odpowie­
dzialność”, to jednak jest coś takiego
jak reputacja i wiarygodność. Upły­
nie sporo czasu, zanim bieg zdarzeń
pozwoli przesądzić, co należy się
Romanowi i co należy się nam, jego
współpracownikom, ze strony opinii
publicznej. Roztropny i oparty na
faktach osąd przyjmiemy z powagą
i pokorą. Tymczasem róbmy swoje.
JAN HARTMAN
[email protected]
miec. Po nim olbrzymie połacie odprzemysłowionych Niemiec
Wschodnich świecą pustkami. Do tego stopnia, że coraz więcej
Polaków mieszka w opuszczonych niemieckich mieszkaniach
i dojeżdża do pracy w Polsce.
Europa jest jednym z niewielu bastionów oporu przed
wszechwładzą światowych korporacji, a więc demokracji przeciw
wymuszanej przez koncerny deregulacji. Jednak wiele krajów
ma powody, aby widzieć w Unii Europejskiej raczej ramię świa­
towej finansjery niż sojusznika w walce o lepszy poziom życia
swych obywateli. Stąd próby wybicia się na suwerenność Grecji
– brutalnie zdławione – i Węgier, które jeszcze dają radę, ale
które wspierają się Rosją, co utrudnia ich pacyfikację. Polski
rząd też, choć w bardzo ograniczonym zakresie, próbuje rzucać
korporacjom wyzwanie. Opodatkowanie banków czy zagranicz­
nych sieci handlowych to pierwsza próba sił.
Po niej muszą być kolejne, nawet jeżeli zakończy się ona ogra­
niczonym sukcesem w postaci uzyskania środków na prowadzenie
aktywnej polityki społecznej i przemysłowej. Nasza droga do uzy­
skania gospodarczej suwerenności jest wciąż bardzo niepewna.
Wciśnięci między Zachodnią Europę, USA i kraje największego
dziś bloku gospodarczego BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chi­
ny, Republika Południowej Afryki) musimy nawiązywać sojusze
i móc na kogoś – poza sobą – liczyć. Kiedy więc się już okaże, że
Polska sama nie da rady, będziemy musieli pomyśleć o Unii Euro­
pejskiej jako o demokratycznej i socjalnej alternatywie. W intere­
sie Polski i polskiego społeczeństwa tak jak wszystkich innych spo­
łeczeństw Europy jest przekształcenie Unii z organizacji wasalnej
wobec światowych korporacji w emanację interesów obywateli.
Bo dzisiejsza erupcja nacjonalizmu w Europie to reakcja na neo­
liberalny, a więc korporacyjny charakter unijnej polityki. A Unia
Europejska powinna być bardziej ludzka, czyli dla ludzi – nie dla
korporacji…
PIOTR IKONOWICZ
[email protected]
strona 20
GRUNT TO ZDROWIE
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Przesilenie wiosenne
Czujesz się zmęczony i senny? Nie masz
apetytu, jesteś rozdrażniony i brakuje ci
chęci do życia? Dopadło cię przesilenie
wiosenne – stan, w którym zmęczony zimą
organizm goni resztką sił.
Na szczęście to nic poważnego!
Chociaż medycyna nie zna takiej
jednostki chorobowej jak przesilenie wiosenne, to potrafi udzielić
nam konstruktywnych porad. Dzięki nim złagodzimy do minimum dolegliwości wywołane tym przejściowym okresem.
Jednym z głównych czynników
odpowiedzialnych za wystąpienie nieprzyjemnych dolegliwości
jest niedobór światła słonecznego. Zimą jest go trzykrotnie mniej
niż wiosną i aż stokrotnie mniej niż
w letni bezchmurny dzień spędzany na plaży. Mała ilość światła powoduje zwiększoną produkcję melatoniny – hormonu wytwarzanego
w szyszynce. Jest ona odpowiedzialna za zdrowy, mocny sen. Zostaje wydzielana, kiedy za oknem
zapada zmierzch. Latem jej produkcja maleje, dzięki czemu zadowalamy się krótszym snem, mamy
więcej energii i nie mamy ochoty
zalegać w łóżku. Zimą natomiast
krótszy dzień i szybko zapadające ciemności powodują zwiększone wydzielanie melatoniny. Jesteśmy ospali, senni i mamy trudności
z poranną pobudką. Jest to całkiem normalny objaw, dzięki któremu łatwiej nam przetrwać zimne
zimowe miesiące. Mechanizm taki
to część naturalnego zegara biologicznego, według którego zima
była przez tysiąclecia czasem odpoczynku po jesieni, czyli okresie
intensywnej pracy społeczeństwa
rolniczego. Jednak obecny rozwój
cywilizacyjny zaburzył ten naturalny rytm, a zimowe miesiące są dla
nas tak samo intensywnym czasem
pracy jak pozostałe pory roku. Nie
zwalniamy obrotów ani nie poświęcamy na odpoczynek w zimne miesiące więcej czasu. Wszystko to skutkuje dopadającym nas
marazmem, nazwanym po angielsku SAD (Seasonal Affective Disorder), czyli chorobą afektywną
sezonową.
Brak światła słonecznego to nie
tylko nadmiar melatoniny. To również poważne niedobory witaminy
D. Jest ona niedocenianym warunkiem zdrowia, a jej brak powoduje
szereg chorób i dysfunkcji. Nasz or-
ganizm produkuje ją samodzielnie,
dzięki intensywnemu nasłonecznieniu, od kwietnia do października.
Wówczas to, przebywając codziennie na świeżym powietrzu, nasycamy organizm tą niezbędną substancją. Zimą sytuacja diametralnie się
zmienia, a braki witaminy D m.in.
potęgują dolegliwości związane
z przesileniem wiosennym.
Wiosenne osłabienie powoduje
także mniejsza aktywność fizyczna.
Niestety, zapominamy, że nawet
zimą organizm do prawidłowego
funkcjonowania potrzebuje solidnej dawki ruchu. Zimą oczywiście
nieco mniejszej, ale aktywność fizyczna usprawnia przebieg wielu procesów biochemicznych zachodzących w naszym organizmie.
A mówiąc potocznie: musisz się
zmęczyć, żeby porządnie wypocząć!
Brak aktywności fizycznej to również kiepski wypoczynek. A marnej jakości wypoczynek to prosta
droga do przewlekłego zmęczenia
i uporczywych bólów niewiadomego pochodzenia.
Ze skutkami wiosennego przesilenia można i należy walczyć.
Należy to robić za pomocą właściwie zbilansowanej diety bogatej
w substancje, których niedobory
sprzyjają ich pojawieniu się. Poniższe preparaty i zioła stosowane
równorzędnie wraz z regularną aktywnością fizyczną oraz odpowiednią ilością snu pomogą przetrwać
ten ciężki okres w dobrej kondycji
psychofizycznej.
Tran
To jedno z najbogatszych źródeł nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, omega-6 oraz
witamin A, D i E. Substancje te
są w tranie świetnie zbilansowane,
co sprzyja ich efektywnemu przyswajaniu. Wielonienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT) muszą być
przyjmowane w diecie, ponieważ
nasz organizm nie potrafi ich produkować. Są one niezwykle ważne
dla zdrowia, bowiem są warunkiem
prawidłowego przebiegu wielu procesów fizjologicznych. NNKT muszą być dostarczone organizmowi w odpowiedniej proporcji, czyli
1 (kwas omega-3) do 4 (kwas ome-
ga-6). W najczęściej wykorzystywanych w kuchni
tłuszczach zwierzęcych
i roślinnych stosunek
ów wynosi 1 do 40, czyli jest mocno zachwiany.
W tranie natomiast stosunek ten jest idealny.
Jednak najważniejszą substancją zawartą
w tranie, a zapobiegającą skutkom wiosennego
osłabienia organizmu
jest witamina D. Jesienno-zimowe niedobory
tej substancji to prawdziwa plaga. Wystarczy
wspomnieć, że dotyczą
one prawie 90 proc. populacji. Jej dobroczynne
działanie opisywałem
dokładnie w jednym
z poprzednich artykułów („FiM” 4/2016), do
którego przeczytania zachęcam dociekliwych Czytelników.
Żeń-szeń
To zioło niesamowicie bogate w odżywcze makro- i mikroelementy. Zawiera ich aż około
dwustu. Cynk, magnez, fosfor, żelazo, wapń, witamina C – to tylko
skromna ich część. Żeń-szeń jest
stworzony do tego, by wykorzystywać go w stanach osłabienia organizmu, okresach rehabilitacji po
chorobach oraz w celu poniesienia
naszej odporności. Jest też wysoko
cenionym afrodyzjakiem, którego
działanie jest skuteczne głównie ze
względu na szybkie podniesienie
formy całego organizmu.
Regularna suplementacja –
zanim podniesie naszą witalność
i wydolność psychofizyczną – przyspieszy likwidację toczących się
w organizmie procesów zapalnych.
Jego zasługą jest także przyspieszenie gojenia się ran, wzmocnienie
odporności. Chroni nas przez chorobami, poprawia naszą koncentrację i pamięć, a także zadziała pobudzająco, zastępując nadużywaną
często kawę. Preparaty z żeń-szenia
dostaniemy w każdej aptece oraz
sklepie zielarskim. Decydując się
na nie, sprawdźmy zawartość wyciągu tej rośliny w preparacie. Im
większa, tym silniejszego i szybszego działania możemy się spodziewać. W tym przypadku nie warto
szukać preparatów tanich, które
bez wątpienia rozczarują nas znikomymi efektami.
Dziurawiec
Zioło to jest wręcz stworzone
do tego, by wspomagać nim orga-
nizm w czasie jesienno-zimowych
oraz wiosennych słot. Nie zaleca się go stosować latem, ponieważ w połączeniu z ekspozycją na
promienie słoneczne może ono
powodować nieestetyczne przebarwienia skóry. Jest idealnym
remedium na przeciwdziałanie
przesileniu wiosennemu, gdyż
zawiera hiperycynę, która leczy
łagodne postacie depresji i przygnębienia oraz pomaga w walce
o dobrą jakość snu.
Tak działają m.in. ekstrakty z dziurawca oraz wyciągi alkoholowe. Napary i herbatki z tego
zioła będą w takich przypadkach
nieskuteczne. Sprawdzą się co najwyżej w terapii zaburzeń trawiennych, często występujących podczas
wiosennych przesileń. Preparatów
z dziurawca nie zaleca się kobietom w ciąży, dzieciom oraz osobom
cierpiącym na niewydolność wątroby czy nerek.
Pokrzywa
To kolejna pospolita roślina, której właściwe przyjmowanie
może zdziałać cuda. Jest bogata
w pożyteczne dla nas substancje.
Herbatka z niej (zarówno z suszu,
jak i świeżego ziela), popijana kilka
razy dziennie, wykazuje dobroczynne działanie:
l oczyszcza, gdyż jest moczopędna,
l wzmaga procesy krwiotwórcze
dzięki dużej zawartości żelaza,
l usprawnia przemianę materii oraz
wzmaga apetyt,
l reguluje produkcję insuliny, dzięki
czemu normalizuje poziom cukru
we krwi,
l wyraźnie podnosi odporność
organizmu na infekcje,
l wpływa tonizująco na trzustkę,
wątrobę oraz żołądek,
l działa odkażająco.
Rozmaryn
Nalewka z rozmarynu doskonale pomaga w walce z wiosenną
ociężałością. Pobudza pracę gruczołów nadnerczy, podnosi ciśnienie krwi oraz polepsza koncentrację. Załagodzi również migrenowe
bóle głowy i dolegliwości reumatyczne. Dzięki temu, że zioło to
jest powszechnie dostępne, łatwo
można przygotować z niego leczniczy preparat. Wystarczy 40 g liści
rozmarynu zalać spirytusem (0,5 l)
i odstawić na miesiąc w ciepłe,
ciemne miejsce, regularnie wstrząsając tym nastawem.
Dostępny w sprzedaży olejek
z rozmarynu dodany do kąpieli
świetnie nas zrelaksuje. Pomoże
w pozbyciu się napięcia nerwowego i przyczyni do polepszenia jakości snu.
Magnolia
Działa antydepresyjne, łagodząc napięcie nerwowe. Wyciąg z magnolii działa także
­relaksacyjnie. Stosować go należy
jedynie sezonowo, ponieważ długie aplikowanie może uzależnić.
Podobnie jak dziurawiec, magnolia może powodować brzydkie
przebarwienia skóry spowodowane ekspozycją na światło słoneczne.
Przesilenie wiosenne tuż-tuż. Zatem zachęcam ciężko znoszących
ten okres do bezzwłocznego wypróbowania opisanych sposobów walki
z tym nieprzyjemnym zjawiskiem.
ZENON ABRACHAMOWICZ
[email protected]
BEZ DOGMATÓW
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
T
eoria o „miłości najczystszej” pochodzi ze starohinduskiego religijnego
podejścia do seksualności. Wszyscy znamy Kamasutrę –
podręcznik współżycia, również
homoseksualnego. Zanim na teren obecnych Indii wkroczyli muzułmanie, a później purytańscy
anglikanie (narzucone przez Brytyjczyków prawo z 1860 roku karze
gejów i lesbijki), hinduiści traktowali ciało i jego przyjemności jako
jedne z podstawowych wartości
ludzkich. A że wierzyli w reinkarnację, jedno dziecko mniej było zawsze wyrwą w cyklu nieszczęsnego
odradzania się. Poza tym osobnik
niezajęty rodziną, zarabianiem na
nią itd. wydawał się lepszym kandydatem na wzniosłego duchowo niż
heteroseksualiści, zwykle zaprzątnięci doczesnym bytem swoich domów. Hindusi mieli androginicznego boga tańca – pół-mężczyznę,
pół-kobietę, którego chętnie przywołują dziś, kiedy to po pięciu latach wolności na początku 2014
roku homoseksualizm znów stał się
w ich kraju karalny… Harish Iyer,
znana osoba ze środowiska LGBT
Indii, twierdzi, że „społeczność hinduska nie ma nic przeciwko gejom.
Tak naprawdę naszymi największymi wrogami są ekstremiści religijni.
Jak tu prowadzić rozmowy z kimś,
kto tylko powtarza »mój bóg tak powiedział (…)?«”…
Także w 2014 roku Dalajlama,
przywódca religijny buddystów, poszedł po rozum do głowy i ogłosił,
że śluby jednopłciowe są absolutnie
dozwoloną formą miłości. Nie mieli z taką formą miłości natomiast
kłopotu Japończycy przedbuddyjscy. Ich ówczesna i istniejąca do
dziś religia – szintoizm – nie wydała nigdy żadnej anatemy na stosunki homoseksualne, nie było więc
powodów religijnych, dla których
społeczeństwo piętnowałoby gejów
i lesbijki. Między samurajami istniały związki mistrz-uczeń, w których ten drugi
był pierwszemu bezwzględnie poddany również seksualnie. Mało tego – mnisi
i mniszki szintoizmu bezproblemowo uprawiali seks
w klasztorach, rzecz jasna
jednopłciowych. A wszystko to przez wieki ilustrowali i ilustrują nadal na tzw.
„shunga” – odbitkach drzeworytów o charakterze erotycznym, często wyraźnie
homoseksualnym.
Chińczycy posunęli się
jeszcze dalej – mieli w swych
mitach… boga homoseksualizmu! Pewien młodzieniec zakochał się w inspektorze cesarskim.
Przyłapany na podglądaniu go
strona 21
ciej bardzo przeciwne praktykom
gejowskim, jednak w starych wyznaniach, nieraz nie tak bardzo
zapomnianych, różnie bywało…
W Angoli na przykład wyznanie
quimbanda miało ciekawy rytuał
spółkowania mężczyzn. I to przebranych za kobiety! Najwyższy
kapłan nawet na co dzień nosił
się po damsku i należało nazywać
go… „babcią”! Czyżby gender też
pochodził z Afryki? W Kenii taki
przewodnik duchowy mógł nawet
poślubić innego mężczyznę. Jeden
z języków Burundi zna aż pięć oficjalnych nazw homoseksualizmu,
a żadna z nich nie jest pejoratywna (np. „być giętkim”). Niewątpliwie świadczy to o braku religijnego
potępienia takich praktyk. Społeczności te, jak wynika ze źródeł
etnicznych, nie odrzucały również
praktyk lesbijskich – w niektórych
miejscach (np. u Zulusów) nawet
urządzano kobietom śluby. Jest to
motyw tym ciekawszy, że rzadko
występujący w innych wierzeniach.
Seks jest boski
(4)
Słyszeliście kiedyś, żeby homoseksualizm był
miłością najczystszą, gdyż... nie ma z niego
potomstwa? Nie? To poczytajcie o religiach,
które, w przeciwieństwie do otaczającego nas
katolicyzmu, nie miały nic przeciwko
miłości jednopłciowej.
w toalecie, został zgładzony. Aby
wynagrodzić mu śmierć za uczynek popełniony z miłości, bogowie
uczynili go bogiem miłości homoseksualnej. Otrzymał imię Tu Er
Shen, co oznacza „bóg królik”, al-
bowiem królikami nazywano wówczas gejów. Powstały nawet jego
liczne świątynie. Niektóre zostały
zrównane z ziemią przez homofobicznych władców, ale niektóre
stoją do dziś, pełne przyczepianych
na ścianach karteczek z wyznaniami miłosnymi. Stowarzyszenie artystów Flab Slab stworzyło figurkę
współczesnego królika-boga, inspirowanego tym starochińskim. Jego postać jest
mieszanką najróżniejszych
wierzeń. Niczym bóstwa hinduistyczne ma cztery pary
rąk, uszy królika jak Tu Er
Shen, na czole oko przypominające oko Horusa, samurajską opaskę na genitaliach, a wszystko to na tle
tęczowego płomienia.
Chyba nie przypadkiem znalazła się tu aluzja
do Horusa. To siostrzeniec
boga Seta, na którego wuj
zagiął… parol. Wyobrażam
sobie poruszenie, jakie wywołać musiała w purytańskiej Anglii roku 1931 publikacja
egipskiego tekstu „Przygody Horusa i Seta”, na końcu której na-
stępuje agresywna próba stosunku,
w którym Set jest stroną aktywną.
W piramidzie faraona Pepiego I
znajduje się napis: „Jeśli Horus zostawił swe nasienie w pośladkach
Seta, to i Set zostawił swoje nasienie
w pośladkach Horusa!”. Do kultury egipskiej należy również znalezisko wspólnego grobu dwóch mężczyzn, którzy razem spędzili życie
i dziś uważani są za „pierwszą parę
homoseksualną”.
Mało znany jest fakt, że w zachowania seksualne obfitują dawne religie afrykańskie. Dawne ludy
zradykalizowane przez islam lub
chrześcijaństwo są dziś najczęś-
Istnieje jednak wzmianka, jakoby
Afrodyta była także boginią miłości lesbijskiej, a i Artemida –
ze względu na jej kąpiele z nagimi służącymi – również może być
„podejrzana”. Etruska i rzymska
bogini Pomona zgodziła się na
małżeństwo z bogiem Wertumnusem, gdy ten uwiódł ją w postaci kobiety.
Indianie prekolumbijscy mieli
swoich bogów homoseksualizmu
i swoje boginie lesbianizmu – Tlazoltelot lub Xochiquetzal. Także
Eskimosi w swych mitach opowiadają o miłości między kobietami.
Jest tych historii i bogiń jednak znacznie mniej i trudno doszukać się konkretnych historii.
Religie monoteistyczne – judaizm,
chrześcijaństwo i islam – zawierają
w swych współczesnych konserwatywnych wydaniach wyraźny zakaz
seksu gejowskiego. Władze kościołów zaglądają ludziom do łóżek
i decydują, kto jest lub nie dobrym
wyznawcą. Może dlatego kwitną na całym świecie religijne organizacje LGBT. Na przykład we
Francji mogą się zrzeszać chrześcijanie, żydzi, a nawet muzułmanie
pod wiele mówiąca nazwą „Dawid
i Jonatan”. W Polsce geje i lesbijki chrześcijanie stowarzyszają się
w organizacji „Wiara i Tęcza”.
AGNIESZKA
ABÉMONTI-ŚWIRNIAK
[email protected]
strona 22
ZE ŚWIATA
Strata czasu i głowy
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
dyjka Afnan al-Omar w rozmowie z dziennikarzami powiedziała:
„Kieruję swoim własnym przedsiębiorstwem i często muszę podróżować po Królestwie Saudyjskim, co
dotychczas było związane z wieloma problemami i upokorzeniami”.
Nowy przepis nie podoba się
tamtejszym radykałom, którzy uważają, że kobiety będą „nadużywać”
hotelowego przywileju.
nikt tego nie zauważył. Przyszła do
McDonalda około północy, położyła się i zasnęła. Po godz. 13. następnego dnia ciało kobiety ześlizgnęło się ze stołu i stoczyło na ziemię,
a mimo to musiało minąć 8 godzin,
zanim ktoś wezwał policję!
Teraz Polska
15-letniego Ayhama Husseina z Iraku ścięto za „niegodne zachowanie i tracenie czasu”.
Nastolatek został przyłapany
przez wysłannika Państwa Islamskiego na stoisku targowym swojego ojca w miejscowości Mosul.
Chłopak słuchał na discmanie zachodniej muzyki pop. Ayhama najpierw pobito, a następnie zaprowadzono do szariackiego sądu. Tam
wydano wyrok – śmierć przez ścięcie. Do egzekucji doszło na rynku
w centrum miasta.
Bez szarych komórek
Władze indyjskiej wioski Suraj
wprowadziły zakaz używania telefonów komórkowych przez niezamężne kobiety.
Uznano, że komórki odciągają panienki od nauki i prac domowych, co przynosi straty całej
społeczności. Jeśli niemężatka zostanie przyłapana z telefonem, grozić jej będzie grzywna w wysokości
2,1 tys. rupii (27 euro). Za to 200
rupii dostanie każdy, kto doniesie
władzom o jakiejś „kryminalistce” z komórką. Podobny zakaz ma
wkrótce objąć chłopców w wieku
szkolnym.
Co ciekawe, w ubiegłym roku
indyjski rząd rozpoczął kampanię
„Cyfrowe Indie”, mającą na celu...
„popularyzację nowinek technicznych na terenach wiejskich”.
Prawo do pokoju
Łaskawość swoim obywatelkom okazały za to władze Arabii
Saudyjskiej.
Tamtejsze kobiety mogą już
same wynajmować pokój w hotelu!
Dotychczas musiał im towarzyszyć
męski opiekun – ojciec, mąż, brat
lub pełnoletni syn. Uradowana Sau-
McUchodźcy
tem nie wolno poruszać tzw. tematów drażliwych. Nie będzie dyskusji
o religii, polityce i... piłce nożnej.
Zabronione są pikantne dowcipy
i wulgaryzmy. Kierowca – z duchem
czasów – nie może odmówić zapłaty
kartą. W taksówce należy też stworzyć – cokolwiek miałoby to w praktyce znaczyć – nastrój „radości i optymizmu”. Który kierowca się nie
dostosuje, zapłaci grzywnę.
Małpi rozum
Najstarszy prawiczek
Japończycy wykombinowali, że
polska pięciozłotowka nadaje się
na wisior warty... 300 złotych.
Producenci biżuterii z japońskiej firmy Dinos, którzy wypatrzyli gdzieś nasze monety, dołączają do nich łańcuszki i sprzedają
jako luksusowe wisiorki. Reklamują pięciozłotówki jako unikatową
srebrno-złotą kompozycję z wygrawerowanym orłem, który – jak
zapewniają – jest w dalekiej Polsce
symbolem szczęścia.
Kara rodzinna
W Hongkongu całodobowe
McDonaldy stały się noclegownią
dla tysięcy bezdomnych.
Tak zwani McUchodźcy to ludzie, których nie stać na mieszkanie czy nawet wynajęcie pokoju.
Noce spędzają w całodobowych
McDonaldach. Większość z nich
to emeryci i młodzi wykształceni
ludzie, którzy zostali bezdomni. Od
2008 roku ceny mieszkań w mieście wzrosły o 130 procent i coraz
trudniej o dobrze płatną pracę.
O „McUchodźcach” zrobiło się
głośno, kiedy w pewnej restauracji
zmarła kobieta i przez wiele godzin
Mały marzyciel
Pewien Malezyjczyk chciał sobie powiększyć penisa. Miało być
skutecznie, ale w miarę tanio.
Zamówił w Internecie „cudowny” preparat, za który zapłacił
100 funtów (około 560 zł). Okazało się, że padł ofiarą dowcipnych
oszustów, którzy wysłali mu... lupę.
W paczce była też instrukcja obsługi. „Nie używać na świetle słonecznym” – brzmiało jedno z zaleceń.
Ofiara zgłosiła się do malezyjskiego biura skarg klientów.
Miłość ci wszystko wypaczy
Strażniczka ze szwajcarskiego więzienia zakochała się w kryminaliście z Syrii. Razem uciekli,
żeby walczyć w szeregach Państwa
Islamskiego.
Hassan Kiko (27 l.) kilka
lat temu przyjechał do Szwajcarii
z Syrii i dostał azyl. Trafił za kraty za gwałt na 15-latce. W więzieniu poznał 32-letnią strażniczkę.
Angela Magdici była dotychczas
przykładną mężatką, ale oszalała
z miłości do przystojnego Syryjczyka. Kiko zainteresował kobietę
Koranem i radykalnym islamem,
a ona nie tylko pomogła ukochanemu w ucieczce zza krat, ale i sama
ruszyła z nim w nieznane. Ślad po
nich zaginął. Mąż strażniczki twierdzi, że kochankowie uciekli do Syrii, żeby zasilić szeregi islamskich
bojowników.
rano bardzo się spieszą. Podczas
mycia zębów kofeina przenika
przez dziąsła i natychmiast pobudza. Pasta działa szybciej niż płynna kawa, ale też – nieco krócej.
Można jej używać o każdej porze
dnia, byle nie wieczorem, bo utrudni zasypianie.
Dzieci rodziców, którzy zalegają z podatkami i opłatami gminnymi, mają zakaz wstępu na place
zabaw i do szkolnych stołówek –
ogłosiła burmistrz włoskiego miasteczka San Germano.
„Chcemy nauczyć ludzi szacunku do spraw publicznych” – wyjaśniła Michela Rosetta. Burmistrz
w wydanym rozporządzeniu zawiesiła 180 rodzinom dostęp do wszelkich usług świadczonych przez gminę. Ociągający się z opłatami nie
mają wstępu do miejscowego teatru
i obiektów sportowych. Najwięcej
kontrowersji budzi pomysł karania
dzieci za przewinienia dorosłych.
Odlot na zębach
Amerykański biznesmen Dan
Meropol wymyślił kofeinową pastę do zębów.
Power Energy Toothpaste to
idealny produkt dla tych, którzy
Były pastor, dziś 103-letni Barnum Atkins, nigdy nie zaznał
przyjemności z kobietą.
Na swoim przyjęciu urodzinowym wyznał, że przed śmiercią chce
spróbować seksu. Rodzina postanowiła mu pomóc. Siostrzenica Atkinsa, Laura, wyznała: „Kiedy już
ochłonęliśmy, uznaliśmy, że naszą
misją musi być zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, żeby mu
w tym pomóc”. Niestety, okazało
się, że w małym amerykańskim miasteczku niełatwo znaleźć chętną do
seksu ze 103-latkiem, tym bardziej
że mało tam prostytutek. Sprawa
trafiła na portale społecznościowe
i znalazła się chętna na spełnienie
marzenia staruszka. Kobieta mieszkała w miejscowości oddalonej kilkaset mil od Big Horn i zażądała pokrycia kosztów podróży oraz
noclegu, a oprócz tego 600 dolarów (około 2400 zł) za samą usługę.
Krewni byłego pastora stwierdzili,
że nie ma czasu, żeby czekać na lepszą ofertę. Jak przebiegła transakcja, już nie poinformowano.
Grzeczna „taxi”
Taksówkarzy z São Paulo obowiązuje nowy regulamin pracy. Wytyczne dostali od tamtejszej rady
miasta.
Po pierwsze – koniec ze sportowym strojem. Nie będzie szortów,
T-shirtów, tenisówek i sandałów.
Mają być ciemne materiałowe spodnie z paskiem, a do tego elegancka
koszula i obuwie. Kierowca ma być
schludnie ostrzyżony i mieć czyste paznokcie. Po drugie – z klien-
W jednej z brazylijskich knajp
małpa wypiła resztki rumu z kieliszków gości. Później chwyciła za
nóż, z którym ganiała klientów!
Co ciekawe – kapucynce przeszkadzali tylko mężczyźni. Kobiet
nie atakowała. Do akcji wkroczyli
strażacy, którzy obezwładnili małpę
i wyrwali jej z łapy nóż. Kapucynka
została odwieziona i wypuszczona
do pobliskiego lasu. Jednak – wciąż
pijana – zaczęła straszyć mieszkańców pobliskiej wioski. Małpę znów
trzeba było złapać i poczekać, aż
wytrzeźwieje.
Naga broń
Kobiety bawiące się na przyjęciu urodzinowym zaatakowały policjanta, który przypadkiem się tam
pojawił. Były przekonane, że to zamówiony wcześniej striptizer.
Brytyjski policjant Mike Ober
podczas patrolowania ulic zauważył
w tamtejszym klubie osiedlowym otwarte drzwi. Postanowił sprawdzić,
co się dzieje. I się działo! Trwała
impreza urodzinowa pewnej pani
po 50. Obecne na niej koleżanki
solenizantki otoczyły mundurowego i zaczęły go rozbierać – myślały,
że to zamówiona atrakcja wieczoru.
Wszystkie były pijane i podniecone.
Młodemu policjantowi z odsieczą
przyszedł prawdziwy striptizer, który dotarł na miejsce.
Opracowała
JUSTYNA CIEŚLAK
[email protected]
U NAS I GDZIE INDZIEJ
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
strona 23
Lista „przebojów” Kościoła
A
rchidiecezja Seattle
pod dowództwem arcybiskupa Petera
Sartaina opublikowała listę 77 księży pedofilów,
którzy dopuszczali się przestępstw seksualnych wobec
dzieci w latach 1923–2000.
Arcybiskup Sartain znany jest ze
swojej walki z przestępstwami seksualnymi popełnianymi przez duchownych. Wiele razy zgłaszał seksualne wyczyny swoich kolegów, za
co dostawał nawet pogróżki. Tym
razem nie chodzi jednak o informowanie policji, a parafian. W komunikacie archidiecezji, który Sartain
musiał parafować, czytamy, że lista
zboczeńców powinna być ujawniona dawno temu. „Nazwiska pedofilów powinny być umieszczane w każdym biuletynie parafialnym” – głosi
dokument. Nie sposób się z tym nie
zgodzić. Niestety, nie wszystkim kolegom po fachu spodobał się pomysł
z Seattle. Dowiedzieliśmy się, że organizacja SNAP walcząca z pedofilią w Kościele sprawdziła, ile diecezji wprowadziło zalecenia Sartaina
i umieściło jego listę w widocznym
miejscu w podległych sobie kościołach. Okazało się, że z ogromnej
armii amerykańskich duchownych
zdecydowało się na to ledwie 30.
Oczywiście nie obyło się bez problemów – nawet w tej maleńkiej grupie. Biskupi byli bardzo niechętni
N
i zasłaniali się brakiem kompetencji. Na upublicznienie listy godzili
się dopiero wtedy, kiedy sugerowali im to śledczy zajmujący się nadużyciami seksualnymi w Kościele
katolickim.
Nic dziwnego, że duchowni
opornie podchodzą do publikowania listy abpa Sartaina. Zawiera ona nazwiska znanych w Kościele osób z różnych części Stanów
Zjednoczonych. Bardzo możliwe,
że kiedy parafianie przeczytają, kto
na terenie ich diecezji został skazany za pedofilię, to na pobliskie komisariaty zgłoszą się kolejne ofiary
lub informatorzy. Liczy na to abp
Sartain i liczą na to śledczy, a dotąd bezkarni winowajcy w sutannach trzęsą się ze strachu.
Lista 77 księży pedofilów zawiera nazwiska odrażających ludzi, którzy będąc w stanie kapłańskim, wykorzystywali swoją władzę i wpływy
do uwodzenia, gwałcenia, bicia i poniżania dzieci. Na wykazie znajduje się m.in. ks. Benjamin McMahon – aresztowany przez policję za
publiczne spółkowanie z mężczyzną.
Po aresztowaniu policyjny kapelan
obiecał mu, że sprawa nie dotrze do
publicznej wiadomości, a prokuratura wycofa akt oskarżenia. Pewnie
taki właśnie byłby finał tej sprawy,
gdyby nie kolejne zgłoszenie na policję. A później szereg dowodów na
to, że ks. McMahon molestował
a u ko w c y t w i e r d z ą , ż e n i e
wszystkie kontakty seksualne
dorosłych z nastolatkami mają
znamiona pedofilii. Nawet gdy
dotyczy to 11-latka…
Skłonności dorosłych osób do kontaktów
seksualnych z małoletnią młodzieżą znane
są już od czasów starożytnej Grecji. W większości przypadków zarówno społeczeństwo,
jak i część lekarzy diagnozuje takie zjawiska
jako zaburzenie seksualne zwane pedofilią.
Jednak psychologowie dowodzą, że to błąd
wynikający z braku wiedzy. Pociąg dorosłych
do nastolatków określa się terminem efebofilii (z gr. éphebos – ten który zaczął pokwitać
– i filia – miłość). Według encyklopedycznej
definicji efebofilia to skłonność seksualna do
osób bardzo młodych, ale już cieleśnie dojrzałych. Pierwotnie stosowano tę nazwę na
określenie skłonności dojrzałych, homoseksualnych mężczyzn do młodzieńców. W odniesieniu do skłonności seksualnej homoseksualnych kobiet (lesbijek) do młodych
dziewcząt używano nazwy korofilia. Obecnie przez efebofilię rozumie się po prostu
skłonność seksualną do młodzieży. Przez
niektórych autorów uważana jest za dewiację seksualną, choć taka kwalifikacja ma ra-
seksualnie trzech chłopców, i to zaledwie kilkuletnich.
Innym duchownym widniejącym na liście jest ks. James
McGreal. Został oskarżony
przez 20 mężczyzn, którzy przyznali przed sądem, że kiedy mieli
8–12 lat ks. McGreal pokazywał
im pisma pornograficzne, upijał
ich winem mszalnym, obmacywał
i gwałcił. Przez wiele lat Kościół zapewniał mu bezkarność i tolerował
jego zbrodnie. Kiedy zboczeniec
przeszedł na emeryturę i znalazł
się w spokojnym domu starości dla
księży, na policję zgłosił się pracujący z nim psychoterapeuta. Opowiedział śledczym, że w czasie wie-
czej tło obyczajowe, a nie biologiczne bądź
medyczne.
Charakterystyczny dla tego zaburzenia
fizyczny pociąg do młodzieży może dotyczyć
każdego dorosłego, o czym przekonuje psychiatra i seksuolog prof. Fred Berlin z Uniwersytetu w Pittsburghu. Nie znaczy to oczywiście, że każdy z nas próbował kontaktów
seksualnych z młodym człowiekiem. Berlin
lu spotkań ks. McGreal przyznał
się, że przez 40 lat swej posługi kapłańskiej zgwałcił setki chłopców.
Miejmy nadzieję, że lista abpa
Petera Sartaina to początek pozytywnych (choć wymuszonych) zmian
w Kościele. Choć po ostatnich decyzjach papieża może być o to bardzo
trudno. Watykańska instrukcja przygotowana na początku lutego przez
prałata i psychoterapeutę Tony’ego
Anatrellę, konsultanta przy Papieskiej Radzie ds. Rodziny, mówi, że
duchowni wcale nie muszą informować świeckich władz na temat
pedofilii w kapłańskich szeregach. „Zgodnie ze stanem prawnym
każdego państwa, w którym zgłasza-
ślady” – mówiła prof. Maria Beisert z Instytutu Psychologii UAM w Poznaniu dla tygodnika „Polityka”.
W Polsce najgłośniejszym przypadkiem
efebofilii była sprawa byłego dyrygenta chóru Polskie Słowiki, nieżyjącego już Wojciecha K. Został on skazany na 8 lat więzienia
za wykorzystywanie seksualne chórzystów.
W 2010 roku dyrygent tłumaczył w wywia-
Niemoralny pociąg
dowodzi, że większość dojrzałych osób dostrzega fizyczną atrakcyjność nastolatków,
ale nie próbuje ich wykorzystywać. Takie
działania są charakterystyczne dla efebofilów. Nie oznacza to jednak, że to zaburzenie jest mniej groźne niż pedofilia. W takim
samym stopniu może wpływać na psychikę
młodego człowieka, który u progu dojrzewania jest szczególnie wrażliwy na kwestie
dotyczące swojej seksualności. „Fizycznie
nastolatek jest bardziej przygotowany na stosunek seksualny, jednak okres wczesnego dojrzewania to dla jego psychiki newralgiczny
moment i taki czyn może pozostawić trwałe
dzie dla „Głosu Wielkopolskiego”, że jest
gejem i interesują go kontakty seksualne
z mężczyznami, a nie dziećmi. Jego wyjaśnienia miały oparcie w opinii poradni seksuologicznej, z której wynikało, że spotykał się
z 16- i 17-latkami.
Również w Kościele katolickim wiele
przypadków molestowania nieletnich przez
księży ma znamiona efebofilii. Duchowni wykorzystują swoją społeczną pozycję
w kontaktach np. z ministrantami, którzy
osiągnęli dojrzałość fizyczną, ale ich psychika wciąż nie jest na tyle rozwinięta. Według
naukowców efebofil nie uważa, że ma kon-
nie jest obowiązkowe, niekoniecznie
obowiązkiem biskupa jest informowanie władz, policji czy prokuratury
o podejrzanych w chwili, gdy dowiadują się o przestępstwach lub grzesznych czynach” – czytamy w tym dokumencie. Funkcjonariusze Kościoła
mogą wciąż bez żadnych konsekwencji łamać prawo i śmiać się w oczy
ofiarom własnych dewiacji. Wspiera
to bowiem ceniony przez wielu ponoć dobrotliwy papież Franciszek.
Gwałconym pozostaje wysłuchiwanie zachwytów na przykład nad tym,
że papa zamiast limuzyny do przejażdżek wybrał forda focusa. Czy na
tym ma polegać chrześcijańska sprawiedliwość?
ŁL
takt z dzieckiem. W swojej seksualnej ofierze widzi dorosłego człowieka, który mimo
rozwiniętej fizyczności wciąż jest psychicznie uległy wobec starszych osób. Potwierdził
to na Międzynarodowej Konferencji „Jak
rozumieć i odpowiedzieć na wykorzystanie
seksualne małoletnich w Kościele” promotor sprawiedliwości Kongregacji Nauki Wiary ks. Robert Oliver. Według jego danych
wiele seksualnych ofiar księży była w późnym okresie dojrzewania: 50,9 proc. miała
11–14 lat, a 27,3 proc. – 15–17 lat.
Poza aspektem obyczajowym, największą różnicą między pedofilią a efebofilą jest
kara. Współżycie efebofila z 16-latkiem (za
zgodą obu stron) nie jest karalne, co w przypadku stosunków pedofila z dziećmi podlega karze nawet 15 lat więzienia. Ale warto
też wiedzieć, że w różnych krajach różny jest
tzw. wiek przyzwolenia. W niektórych pozaeuropejskich systemach prawnych legalne
jest utrzymywanie kontaktów seksualnych
nawet z 12-latkiem! W niektórych środowiskach 13-letnie dziewczyny są już wydawane
za mąż. Sfera ludzkiej seksualności jest więc
bardziej skomplikowana, niż się niektórym
wydaje…
ŁUKASZ LIPIŃSKI
[email protected]
strona 24
OKIEM SCEPTYKA
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Niewierzący w Polsce (50)
Lewicowy pedagog
Izabela Moszczeńska była wybitną
działaczką oświatową i autorką szeregu
prac pedagogicznych. Była propagatorką
nowego wychowania i uważała, że religia
w szkole jest szkodliwa wychowawczo.
Urodziła się 28 października
1864 r. w Rzeczycy na Kujawach (zabor pruski) w rodzinie ziemiańskiej.
Po nauce w domu rodzinnym rozpoczęła edukację w prywatnej pensji
w Warszawie, gdzie zgodnie z ideami pozytywizmu zaszczepiono w niej
umiejętność trzeźwego, logicznego
myślenia, pracy nad sobą i opierania
swoich poglądów na sprawdzonych
faktach. Jednocześnie rozbudzono
w niej zainteresowanie dla spraw
społecznych i przekonanie o potrzebie zreformowania struktury społeczno-ekonomicznej i konieczności
pracy „dla ludu”. Potem odbywała
studia malarskie. Studiowała także
na Uniwersytecie Latającym, a na
wsi oddała się samokształceniu. Od
1885 r. rozpoczęła działalność publicystyczno-pedagogiczną na łamach
prasy poznańskiej i warszawskiej.
Drugą sferą jej działań była działalność praktyczna w charakterze
nauczycielki, wychowawczyni, prelegentki, traktującej o problemach
emancypacji kobiet.
Wyszła za mąż za Kazimierza
Rzepeckiego, redaktora naczelnego „Gońca Wielkopolskiego”, któ-
M
się stać rozsadnikiem idei wolnościowych, z tortury umysłowej – umysłową
biesiadą dla młodzieży, z więzienia –
ogrodem, w którym by latorośle bujnie
rozkwitały, wchłaniając w siebie słoneczne światło prawdy i ciepłe powiewy humanitarnych poglądów”.
Wielokrotnie wypowiadała się
w kwestii religii w szkole. Zdecydowanie była przeciwna nauce religii
w szkole, argumentując, że jej treści
nie da się pogodzić z przedmiota-
nie zrozumieć, że jedna i ta sama rzecz
może zarazem być i nie być, że cud jest
równocześnie możliwy i niemożliwy,
że świat istnieje zarazem i sześć tysięcy
i miliony lat, że człowiek pierwotny był
piękny, szczęśliwy i doskonały, a także
włosem pokryty, do zwierzęcia zbliżony
(…)”. Stwierdziła, że religia w szkole
jest szkodliwa wychowawczo: „Jeżeli my klerykalizmu nie pokonamy, on
nas pokona. Jeżeli wielkiej idei wolności sumienia nie wcielimy w system wy-
ry ukazywał się w Poznaniu, i szybko włączyła się tam w nurt pracy
społeczno-oświatowej. Brała udział
w pracach warszawskiego
środowiska pedagogicznego i w działalności ruchu
higienicznego. Przystąpiła
do tajnego ruchu oświatowego, w którym walczyła
o polską szkołę i o demokratyzację systemu oświatowego. Głosiła hasło
uznania religii za sprawę
prywatną każdej jednostki. Jej wystąpienia na wiecach popierających strajk
szkolny spowodowały, że
w 1905 r. została osadzona w więzieniu, a następnie wydalona poza obszar
zaboru rosyjskiego. Pota- Posiedzenie jury nagrody literackiej. Na pierwszym planie
jemnie wróciła do Warsza- po prawej Izabela Moszczeńska-Rzepecka
wy, gdzie współtworzyła
chowania, to przejdzie on w zupełności
mi ogólnokształcącymi, a zwłaszcza
tajne nauczanie i radykalną lewicę
w ręce jedynie zbawiającego Kościoła,
przyrodniczymi. Przedstawiła to barnauczycielską, która była sprzymiektóry z Syllabusem i ostatnią encyklidzo sugestywnie w 1907 r. w artykule
rzona z socjalistami. Przyszła polska
ką w ręku stopniowo czyści programy
„O wychowaniu religijnym”: „Dziś już
szkoła w projektach Moszczeńskiej
szkolne z wszelkich bezbożnych nanawet bardzo skromna miara ogólnego
miała zapewnić młodzieży swobodleciałości przyrodniczych i historyczwykształcenia z wykładem religii pogony i wszechstronny rozwój. Szkoła
nych”. Uważała, że „wszyscy sumienni
dzić się nie może. Nikt nie jest w stazatem „z narzędzia ucisku powinna
ożna powiedzieć, że państwo
półtotalitarne nabiera w Polsce rumieńców. A może raczej cmentarnej bladości?
Dobro i zło to pojęcia związane z etyką i moralnością. Także z religią i światopoglądem. I nauczyliśmy się we współczesnym
świecie, że dobrze jest, gdy państwo trzyma
się od tych spraw z daleka. Państwo ma zajmować się stanowieniem prawa i pilnowaniem przestrzegania go.
Prawo nie zawsze i nie w każdym zakresie ma wiele wspólnego z tym, co dobre lub
złe. Łatwo można sobie wyobrazić sytuację,
w której człowiek skrupulatnie praworządny
może jednocześnie być skończonym łajdakiem. Przesadzam? Czy to takie trudne wyobrazić sobie kogoś, kogo nigdy o łamanie
prawa nie oskarżono, a kto jest jednocześnie
niewierny, złośliwy, mściwy, nieuprzejmy,
a na dodatek na przykład arogancki i chciwy. Takie praworządne potwory istnieją i nie
ma w tym niczego dziwnego.
Piszę o tym na okoliczność zapowiedzi ministra Antoniego Macierewicza o tym, że odtąd w Polsce „zło będzie nazywane złem, a dobro nagradzane”. Tak jakby państwo miało się
zajmować tym, co dobre i złe. To jest bardzo
Życie po religii
bu myślenia było wprowadzenie tzw. lustracji
w latach 90. XX wieku, czyli de facto publiczne piętnowanie przez państwo współpracy ze
służbami specjalnymi w czasach PRL.
To było wkroczenie państwa z powrotem na
niebezpieczną drogę myślenia półtotalitarnego.
Przecież sama współpraca ze służbami kraju,
Dobro perwersyjne
niebezpieczny pomysł, bo pachnie totalitaryzmem. Gdy państwo demokratyczne pozostawia ludziom wybór wartości moralnych, państwo totalitarne chce swoje wartości narzucić
wszystkim. Na przykład w totalitarnych państwach katolickich średniowiecznej Europy
(a także później) karano za apostazję, zdradę
małżeńską albo nieprzestrzeganie postu. Później tego zaprzestano, uznając, że państwu nic
do takich rzeczy. Powrotem do takiego sposo-
w którym się żyje, nie była i nie jest nielegalna.
Owszem, mogła być niemoralna w niektórych
sytuacjach. Ale państwu nic do tego. Przecież nie
zajmuje się ono na przykład zdradami małżeńskimi, a też są one niemoralne. Nikt nikomu nie
każe deklarować przed objęciem urzędu, że nie
zdradzał żony lub męża, a specjalny sąd też tego
przecież nie sprawdza. Co jest gorsze – okłamywać latami żonę czy kablować na kolegę z pracy? Ktoś potrafi to rozsądzić, ocenić i wyważyć?
rodzice – bądź to niewierzący, bądź to
nawet wierzący – powinni podnieść solidarny i głośny protest przeciwko temu
systemowi narzuconego obowiązkowo
kłamstwa i domagać się wprowadzenia
do szkoły zasady wolności sumienia
jako jedynie odpowiadającej godności
ludzkiej ich dzieci (…)”.
W odrodzonej Polsce postulat
szkoły świeckiej podnosiła szczególnie często. Wykazywała, że świeckość szkoły pozwoli na przygotowanie młodych ludzi do przestrzegania
zasad tolerancji w stosunkach wewnątrz narodu, a jednocześnie będzie podstawą wychowania. Rzuciła
postulat, by zamiast katechezy wprowadzić przedmiot „o religiach, ich
pochodzeniu, rozwoju, wzajemnym
podobieństwie i różnicach”. Szkoła,
zdaniem Moszczeńskiej, ma przygotować człowieka do dalszego samodzielnego kształcenia, trwającego do późnej
starości. „Taka nauka może
się ciągnąć przez całe życie,
można jej nie przerywać do
późnej starości, a ściślej mówiąc, umysł nasz wtedy dopiero starzeje się naprawdę,
gdy przestaje sobie przyswajać nowe myśli i nowe prawdy”. Publikowała liczne
artykuły oświatowe i popularnonaukowe, w latach
1927–1934 pełniła funkcję radnej m.st. Warszawy
i związała się z pismami narodowo-demokratycznymi.
Mimo ciężkiego ataku paraliżu, który uniemożliwił jej poruszanie się, cały
czas pracowała, wiele publikowała
w prasie, pisała pamiętniki, wspomnienia. Zmarła 20 marca 1941
roku w Warszawie.
ARTUR CECUŁA
[email protected]
Polskie państwo widocznie potrafi, bo toleruje
jedno, a ściga drugie.
Nie bez znaczenia jest także to, gdzie
padły wspomniane słowa. Otóż Macierewicz ogłosił powrót państwa do zajmowania
się moralnością przy pomniku (nawet przy
nim przyklęknął) niejakiego Józefa Kurasia
„Ognia” – kata wielu ludzi na Podhalu, jednego z tzw. żołnierzy wyklętych. Mordował,
palił i gwałcił. Dla „wolnej Polski” podobno.
Jak rozumiem, to będą teraz wartości, czyli
„dobro”, któremu będzie służyło państwo PiS.
Kilka dni wcześniej prezydent Andrzej Duda
pod presją opinii publicznej pośpiesznie wycofał się z patronowania prowokacyjnemu marszowi narodowców w Hajnówce, którzy mają
zamiar czcić pamięć mordercy Białorusinów
– Romualda Rajsa „Burego”, zabójcy m.in.
79 prawosławnych, w tym małych dzieci. Dobro będzie teraz nagradzane? To jakaś wyjątkowo perwersyjna odmiana dobra…
MAREK KRAK
[email protected]
OKIEM BIBLISTY
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
PYTANIA CZYTELNIKÓW
U źródeł chrystianizmu
W
różnych publikacjach chrześcijańskich możemy
przeczytać, że
najważniejsze w Biblii są Ewangelie. To one bowiem najwięcej mówią o Jezusie i jego nauczaniu, a dwie z nich podają
nawet rodowód Jezusa, chociaż
oba te rodowody różnią się, i to
bardzo.
Co prawda św. Paweł pisze,
abyśmy „nie zajmowali się niekończącymi rodowodami, które przeważnie wywołują spory” (1. 4), jednak skoro Mateusz i Łukasz takie
rodowody zamieszczają, trudno
przejść obok nich obojętnie. Tym
bardziej że uważna lektura obu
genealogii pokazuje wiele różnic
pomiędzy nimi. Oto najważniejsze
z nich.
Po pierwsze – Ewangelia Mateusza rozpoczyna się od nazwania
Jezusa „Mesjaszem, Synem Dawida, syna Abrahamowego” (1. 1).
Mateusz podkreśla zatem ludzki aspekt Jezusa, a mianowicie,
że Jezus był Żydem z krwi i kości
– potomkiem Dawida, i podobnie
jak Dawid, który był największym
z żydowskich królów, Jezus też zasiądzie na jego tronie i będzie panował na wieki (por. Łk 1. 32–33).
Jednak chociaż żydowska tożsamość Mesjasza rzeczywiście zosta-
(8)
je potwierdzona w Biblii hebrajskiej (por. Rdz 49. 10; Lb 24. 17;
Pwt 18. 15; 2 Sm 7. 12–16; Iz 11.
1–2, 10; Jr 33. 15–17; Mi 5. 1), to
Mateusz ostatecznie stwierdza, że
Jezus nie miał biologicznego ojca,
bo został „poczęty z Ducha Świętego” (1. 20, por. Łk 1. 35). Jak ten
problem rozwiązują apologeci różnych Kościołów?
Po prostu twierdzą, że Józef
był ojcem adopcyjnym Jezusa, i na
mocy prawa adopcyjnego zachowana została ciągłość między Jezusem
a jego przodkami.
W świetle wszystkich czterech
Ewangelii okazuje się, że sprawa
nie jest jednak wcale taka prosta.
Jeśli bowiem przyjmiemy, że Jezus
rzeczywiście został poczęty z Ducha Świętego i oboje – Maria i Józef – wiedzieli o tym, to dlaczego
dziwili się temu, co o nim mówi
Symeon w świątyni (Łk 2. 25–33)?
Dlaczego rodzice Jezusa zdają się
nie rozumieć jego nadprzyrodzonego charakteru, kiedy odnajdują go
po trzech dniach wśród nauczycieli
(Łk 2. 48–49)? Poza tym dlaczego
krewni Jezusa, jego matka, bracia
i siostry chcą odwieść go od misji
powierzonej mu przez Boga (Mk 3.
21, 31–35)? Co więcej, jeśli Jezus
został poczęty z Ducha Świętego,
to dlaczego „nawet bracia jego nie
wierzyli w niego” (J 7. 5)?
Mitologizować czy demitologizować wiarę – oto
jest pytanie!
Odpowiedzi szukać można w książce „Problem demitologizacji”, wydanej nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Składają się na nią teksty Karla Jaspersa,
ważnego filozofa niemieckiego, który w czasach po II wojnie
światowej funkcjonował jako „sumienie narodu”, oraz Rudolfa Bultmanna, twórcy programu teologicznej demitologizacji.
Jaspers poddał radykalnej, acz – moim zdaniem – niesprawiedliwej krytyce teologię Bultmanna.
Krytyka ta była niesprawiedliwa
co najmniej z dwóch powodów. Po
pierwsze, Jaspers krytykował Bultmanna personalnie. Nie podobał
mu się fakt, że korzysta on w swej teologii z dorobku Martina
Heideggera, członka NSDAP. A także to, że Bultmann interpretuje chrześcijaństwo przez pryzmat ewangelii Jana, w której
znalazł wyraz i usprawiedliwienie dla wczesnochrześcijańskiego antysemityzmu. Bultmann został zatem oskarżony o winy
popełnione przez kogoś innego. Po drugie, Jaspers przedstawił
swoją krytykę projektu demitologizacji w sposób niepodlegający dyskusji. A szkoda, gdyż myśl Bultmanna można jednak
rozumieć odmiennie.
Co więcej, można nawet dostrzec, że Jaspersa i Bultmanna
wiele łączy. Przede wszystkim łączy ich rozumienie wiary jako
skandalu dla rozumu. Obaj stanowczo podkreślają, że „zwłoki
nie mogą ponownie ożyć i powstać z grobu, a także, że nie ma
nietrudno było o pomyłkę i najPo drugie – oba rodowody różprawdopodobniej w ten sposób
nią się także liczbą wymienionych
należy tłumaczyć błędny zapis, że
pokoleń. Łukasz podaje ich aż 77.
Jozjasz spłodził Jechoniasza (JehoLicząc jednak od Abrahama do Jejakina), podczas gdy w rzeczywistozusa, bo od niego rozpoczyna swój
ści spłodził Jehojakima.
rodowód Mateusz, Łukasz podaje,
że jest ich 56. Mateusz
jednak wspomina o 42,
a właściwie o 41, bo od
uprowadzenia do Babilonu do Chrystusa pokoleń
tych jest 13, a nie 14, jak
podaje ewangelista (w.
17). Prawdopodobnie jest
to błąd powstały w trakcie tłumaczenia imion
hebrajskich, ponieważ
Jozjasz nie spłodził Jechoniasza (Mt 1. 11), lecz
Jojakima, czyli Jehojakima (por. 2 Krl 24. 34).
Po nim zaś władzę królewską przejął jego syn
Jojakin, znany też pod
imieniem „Jechoniasz”
(por. 2 Krl 24. 6 z przypisem do tego wersetu
w Biblii Tysiąclecia). Oto
co czytamy w Encyklopedii biblijnej pod hasłem
Jechoniasz: „Jechoniasz, Święty Paweł
inne imię króla Jojakina
Po trzecie – skoro Łukasz wyli(właściwie ‘Jehojakin’), syn Jojakicza od Abrahama do Jezusa 56 poma i wnuk Jozjasza” (s. 436).
koleń i z Biblii hebrajskiej również
Innymi słowy, zapisując imiona
wynika, że było ich znacznie więcej,
o niemalże identycznym brzmieniu,
ani żadnych demonów, ani żadnej magicznej przyczynowości”.
Przekaz biblijny pisany był przez konkretnych ludzi żyjących we
wspólnotach – ma zatem charakter historyczny. Odnosi się do
stawianych wtedy pytań, na które odpowiadano w ramach ówczesnego światopoglądu. Trzeba mieć tego pełną świadomość,
stając przed wyborem wiary z całą jej absurdalnością dla rozumu naukowego z jednej strony, a rozumu naukowego czy laickiego światopoglądu – z drugiej. Aby taki wybór był możliwy,
należy zdaniem Bultmanna dokonać demitologizacji przekazu
strona 25
niż podaje Mateusz, to także schemat oparty na liczbie czternaście
nie jest prawdziwy. Tym bardziej
że zawiera także wiele nieścisłości,
jak chociażby wzmiankę w wersecie 8, że Joram był ojcem Ozjasza,
chociaż z 1 Krn 3. 10–12 wynika, że
był on jego prapradziadkiem, a nie
ojcem. Aby uniknąć nieporozumienia, warto jedynie dodać, że Ozjasz
to Azariasz. Wynika to z porównania następujących fragmentów:
2 Krl 14. 18–21 z 2 Krn 26. 1.
Po czwarte – Mateusz twierdzi, że ojcem Józefa był
Jakub (1. 16), a Łukasz,
że był nim – Heli (3. 23).
Różnice te tłumaczy się
tym, że Łukasz podaje
rodowód Marii, a Mateusz – Józefa. Zauważmy jednak, że Łukasz od
samego początku pisze
o Józefie i to jego nazywa potomkiem Dawida,
a nie Marię. Tak więc
to Józef „był z domu
i z rodu Dawidowego”
(Łk 2. 4–5, por. 1. 27, 69),
a nie Maria.
Co więcej, według
Mateusza Józef jest potomkiem Salomona, syna
Dawida (1. 6), natomiast
według Łukasza, pochodzi on od Natana (3. 31).
Krótko mówiąc, oba
rodowody zawierają wiele nieścisłości (przytoczyłem tylko niektóre) i dlatego też błędem byłoby traktować
je jako nieomylne słowo Boże.
BOLESŁAW PARMA
[email protected]
objawił się wyłącznie w określonym miejscu i określonym czasie. Jaspers stanowczo zaznacza, że takie czasowe i przestrzenne
rozumienie objawienia ogranicza Boga, który w wieloznaczny,
zaszyfrowany sposób przejawia się każdej osobie z osobna. Dla
niego prawda wiary przejawia się w „nagłych oświeceniach”,
a ludzie są świadomi, że nie potrafią ich uzasadnić. Jaspers odrzuca więc także wszystkie religie instytucjonalne, w których
określona grupa ludzi określa prawdy na temat Boga i świata. Słusznie pisze, że podporządkowanie się takim rzekomym
prawdom wiary oznacza posłuszeństwo autorytetowi człowieka
i historii, niewiele ma za to wspólnego z egzystencjalnie przeżywaną relacją do niepoznawalnego
Boga. I że „racjonalność i myślenie mitologiczne stanowią tylko
przedpole nieskończonego procesu egzystencjalnego rozjaśniania
i rozumienia”. To swoje podejście do kwestii wiary nazywa wiarą
liberalną, którą odróżnia od ortodoksji.
Polecam Państwu tę książkę, tym bardziej że główne prace
Bultmanna wciąż nie zostały przyswojone polszczyźnie. Mimo
niesprawiedliwych ocen formułowanych przez Jaspersa czytelnik ma szansę rozeznać się i w toczonym przez nich sporze,
i w sposobie ich myślenia. Chwila namysłu nad demitologizacją
i projektem liberalnej wiary to w kraju antyintelektualnej religijnej ortodoksji czas wolności i oddychania pełną piersią.
TOMASZ KOZŁOWSKI
Inne chrześcijaństwo
(67)
biblijnego, czyli oddzielenia przesłania religijnego od obrazowego i mitycznego języka, w którym to przesłanie zostało spisane.
Zadaniem teologa jest – w takiej perspektywie – uwypuklenie
kwestii, „którą Bóg stawia przed człowiekiem i która jest dla człowieka »naturalnego« zgorszeniem, ponieważ wymaga ona poświęcenia wszelkiego samodzielnie osiągniętego bezpieczeństwa”. Jak
sądzę, to poświęcenie bezpieczeństwa można pojmować jako
ponowną mitologizację przekazu religijnego, o ile będzie się rozumiało mit tak, jak robi to Jaspers. Mit jest dla niego szyfrem
transcendencji, który nie pozwala na osiągnięcie jakiejkolwiek
prawdy o Bogu, ale pozwala człowiekowi lepiej rozumieć swoją
egzystencję i otaczającą rzeczywistość przez odniesienie do boskiego źródła. Wiąże się to z odrzuceniem przekonania, że Bóg
[email protected]
strona 26
CZYTELNICY DO PIÓR
P
oniżej publikujemy
t e k s t f i l o z o f a M a rcina Bogusławskiego, zamieszczony na
jego blogu internetowym „Projekt transwersalny, czyli okiem
Bogusławskiego”.
Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to
obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami,
bez względu na granice (Powszechna deklaracja praw człowieka ONZ,
art. 19).
Każdy człowiek oskarżony o popełnienie przestępstwa ma prawo, aby
uznawano go za niewinnego dopóty,
dopóki nie udowodni mu się winy
zgodnie z prawem podczas publicznego procesu, w którym zapewniono
mu wszystkie konieczne środki obrony
(Powszechna deklaracja praw człowieka ONZ, art. 11.1).
Władza, która faktycznie traktuje społeczeństwo jako suwerena, spełnić musi co najmniej trzy
wymogi.
Po pierwsze, musi budować
państwo odpowiadające na potrzeby i umożliwiające wspólne życie
wszystkim obywatelom, którzy są
suwerenem pospołu. W Polsce jest
z tym kiepsko od początku zmian
ustrojowych, a za przykład niech posłużą problemy pracownicze, nieistniejąca polityka mieszkaniowa, brak
systemowych rozwiązań w kwestii
tzw. „polityki prorodzinnej”, kłopoty, na które w szkolnictwie napotykają ateiści, oraz dyskryminacja ze
względu na orientację seksualną.
Po drugie, musi mieć do siebie
dystans, a więc także poczucie humoru. Śmiertelna powaga w celebrowaniu władzy i siebie jako jej
wyraziciela zapowiada kłopoty ze
słuchaniem oponentów, których
głosu w demokracji liberalnej lekceważyć nie wolno. Testem na dystans
P
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Wolność słowa
i ironię władzy mogą być prace artystów – tak jak w Czechach prace Davida Cernego. Jedną z jego prac tak
opisuje Mariusz Szczygieł:
„Olbrzymie nogi i wypięty tyłek.
Pochylony do przodu tułów ginie
w murze na pierwszym piętrze. Na podwórku galerii Futura stoją dwa białe
nogotyłki. Obie rzeźby są po to, żeby
zajrzeć im w otwory odbytowe. A dokładniej – włożyć tam głowę. Do każ-
osób uczestniczących w głosowaniu.
Przywiązanie do wolności słowa i do
wolności mediów oznacza dla mnie,
między innymi, troskę o przejrzystość wszelkich działań publicznych,
które mediów dotyczą. Obywatele
muszą wiedzieć, dlaczego określone działania są konieczne i w jaki
sposób wpływają one na podtrzymywanie wolności słowa i wolności mediów. Zupełnym zaprzecze-
się politycznych czystek kadrowych,
a posłowie PiS, jak choćby Stanisław Pięta, jawnie deklarują, że
„kto nie popiera PiS, to zdrajca, kretyn albo niedostatecznie poinformowany w najłagodniejszym przypadku” oraz że „są ludzie, do których
ja siebie zaliczam, którzy uważają,
że prawa człowieka nie istnieją. Istnieją obowiązki człowieka i lepiej
definiować człowieka poprzez jego
dego otworu wchodzi się po drabinie.
W odbycie Polak obejrzał film: prezydent Klaus jako siwa staruszka karmi
kaszą drugą siwą staruszkę – dyrektora Kniażnika. A w drugim tyłku na
odwrót”.
Po trzecie, musi sprzyjać wolności słowa. Wolność słowa bowiem,
z którą nierozerwalnie związana
jest wolność mediów, gwarantuje
kontrolę suwerena nad tymczasowo
rządzącą reprezentacją większości
niem takiego działania była akcja
CBŚ w redakcji „Faktów i Mitów”.
Według oświadczenia prokuratury
– wydanego z bardzo znacznym poślizgiem – akcja ta nie ma nic wspólnego z pracą dziennikarzy i samą gazetą. Trudno jednak pojąć, dlaczego
w takim razie przeszukiwano biurka
dziennikarzy czy kopiowano dyski
ich redakcyjnych komputerów. Trudno także mieć zaufanie do działań
służb w sytuacji, w której dokonuje
obowiązki. Wtedy te rzekome prawa nigdy nie będą naruszane”.
„Fakty i Mity” są gazetą wpisującą się w PiS-owską figurę „zdrajcy,
kretyna” i – co gorsza – rozprzestrzenia się w nich informacje skutecznie
podkopujące konstruowany przez
tę partię model polskości. „Faktom
i Mitom” zawdzięczamy między innymi cykl artykułów o polskich wolnomyślicielach, o Polakach, którzy
nie byli katolikami, a wnieśli niebaga-
rogram 500+ został zatwierdzony przez rząd, tym samym PiS
pokazał, że realizuje swoją kluczową obietnicę wyborczą.
Jest tylko jedno małe „ale” – spośród
prawie 7 milionów polskich dzieci dodatek
otrzyma niecałe 4 miliony. Rodzice jedynaków mogą zapomnieć o jakichkolwiek pieniądzach, to samo pierwsze dzieci z rodzin
wielodzietnych. Rząd zostawił jednak otwartą furtkę i obiecał, że rodzice pokrzywdzonych dzieci mogą nabyć świadczenia, ale pod
warunkiem, że ich pociecha jest niepełnosprawna lub dochód na członka rodziny nie
przekracza 800 złotych. Jak to będzie realizowane – zobaczymy. Podnoszą się głosy, że
Polski nie stać na takie wydatki, że zrujnuje
to budżet państwa. No cóż… Przez lata fundowaliśmy „inwestorom” specjalne strefy
ekonomiczne, zwalnialiśmy rekinów biznesu
z podatku, przymykaliśmy oko na transferowanie pieniędzy za granicę przez korporacje
i na to było nas stać. Stać nas na sponsorowanie Kościoła katolickiego, stać nas było
na Komisję Majątkową, stać nas na utrzymywanie partii politycznych i posłów (byłych
i obecnych), stać nas na łożenie na Fundusz
tycznym – przede wszystkim z PO – kolejny
raz skłócił społeczeństwo (rodzina z jedynakiem będzie patrzyła krzywo na sąsiada dziecioroba), pokazał liberalnym ekonomistom,
że ma w nosie ich obawy i wyliczenia, oraz
wymierzył silny cios w resztki lewicowych
partii. Czym porwą one wyborców, jakie
500-złotowe ochłapy
Kościelny, wreszcie stać nas na miliony dla
Tadeusza Rydzyka, więc… Premier Szydło z entuzjazmem mówi, że to pierwszy taki
program wspierający rodziny polskie, i... muszę jej przyznać rację. Pytanie tylko, na ile
wystarczy środków finansowych? Jarosław
Kaczyński ugotował kilka pieczeni na jednym ogniu: zabił klina przeciwnikom poli-
obietnice finansowe zmusiłyby elektorat na
odwrócenie się od PiS i pójście na przykład
za SLD? Ta ostania partia nie kiwnęła palcem w sprawie mniejszości seksualnych, za to
niektórzy politycy tej partii lansowali się ile
wlezie na Paradach Równości. Euforia związana z 500+ może szybko minąć. Beata Szydło liczy, że dzięki niemu nastąpi gwałtowny
telny wkład do naszej kultury. W tym
piśmie Bogusław Parma, biblista ze
Zborów Bożych Chrześcijan Dnia
Siódmego, prowadzi cotygodniowe
rozważania nad Pismem Świętym. To
„Fakty i Mity” jako pierwsze pisały
o s. Bernadetcie i innych bolączkach
polskiego Kościoła. A także o ciemnych stronach polityki, w tym ostatnio m.in. właśnie o Stanisławie Pięcie, jego kradzieżach i dorobionej do
tego ideologii. „Fakty i Mity” zatem
to konglomerat niepoprawności politycznej, której elementem jest dziennikarstwo śledcze. A więc mnóstwo
wrażliwych danych, dostęp do których
może być pokusą dla ekipy rządzącej.
Przypomnijmy, że ustawa o prawie
prasowym stanowi:
„Art. 15 ust. 2. Dziennikarz ma
obowiązek zachowania w tajemnicy:
danych umożliwiających identyfikację
autora materiału prasowego, listu do
redakcji lub innego materiału o tym
charakterze, jak również innych osób
udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły
nieujawnianie powyższych danych,
wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione
prawem interesy osób trzecich”.
Akcja CBŚ w „Faktach i Mitach”
budzi we mnie wątpliwości, których,
jak do tej pory, nikt nie rozjaśnił.
I jeszcze jedna kwestia – osoby
podejrzane, ale nie skazane, zazwyczaj ukrywano pod inicjałem nazwiska. W przypadku Romana Kotlińskiego nie próbowano nawet tego
robić. Ostro oddzielam sprawę gazety od osoby jej Naczelnego, bo tak
trzeba. Piszę w tym tekście o swoich
wątpliwościach związanych z działaniami CBŚ w stosunku do redakcji
„Faktów i Mitów”. Niemniej, by być
uczciwym, i na ten personalny aspekt
muszę zwrócić uwagę.
Marcin Maria Bogusławski
filozof
marcinboguslawski.blogspot.com
wzrost narodzin w Polsce, ale ja gasiłbym
ten entuzjazm. Bo są trzy drogi przed programem: będzie kontynuowany przez PiS
za wszelką cenę, za rok, dwa będzie zmodyfikowany na niekorzyść obdarowanych,
a w przypadku wygranych wyborów przez
inną partię może zostać zawieszony lub zlikwidowany. Ta ostatnia możliwość uruchomiłaby chytry plan w przypadku przegranej
PiS – oczami wyobraźni już widzę i słyszę
polityków Kaczyńskiego krzyczących, że
dokonuje się oto zamach na polskie rodziny, że stać nas na wszystko, tylko nie na pomoc finansową dla dzieci. Pójdą pieniądze
na Rydzyka, na organizację ŚDM, rocznicę
chrztu Polski, a w kolejce czekają szemrani
amerykańscy biznesmeni. No i TTIP wyciągnie z Polski miliardy, więc niech się cieszą
Polacy tymi pięcioma stówkami, póki mogą!
Paweł Krysiński
PRZEMILCZANA HISTORIA
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
C
iężka i szkodliwa dla
zdrowia księży bywa
praca nad zbawieniem dusz – stwierdza w „Medycynie
pasterskiej” z 1900 roku ukrywający się pod pseudonimem Starego Duszpasterza biskup przemyski
Józef Sebastian Pelczar. Bycie
księdzem wyczerpuje siły ciała i duszy, rozstraja serce i nerwy – wyjaśnia w podręczniku przygotowanym
dla alumnów i młodych kapłanów.
W związku z wykonywaną profesją
duchowni szczególnie narażeni są
na pijaństwo, otyłość, reumatyzm
i choroby umysłu. Kapłan „męczy
się przy ołtarzu, na ambonie i w konfesjonale, marznie w zimie, to znowu
poci się w lecie”. W kościołach na
„robotników winnicy Pańskiej” czyhają przeciągi, ciemność, wilgoć, do
tego zmuszeni są oddychać zanieczyszczonym powietrzem powstałym z dymów świec i kadzideł, kurzu i wyziewów „idących od natłoku
pobożnych”. Podczas procesji, pogrzebów lub udzielania sakramentu chorym muszą występować z odkrytą głową, a wtedy łatwo nabawić
się reumatyzmu czy kataru. Z kolei
długie siedzenie w kościele u niejednego kapłana wywołuje choroby pęcherza i nerek. Wielebni dobrodzieje cały czas narażają swoje zdrowie
i często z kościoła wynoszą różne
choroby.
Kapłan na ambonie i w konfesjonale pracuje umysłowo i tym
nadmiarem pracy umysłowej bardzo szkodzi swojemu zdrowiu. Już
samo odprawienie publicznych nabożeństw wymaga od księdza sporo
wysiłku, a jeszcze więcej głoszenie
kazania. W czasie przemawiania
z ambony „pot płynie obficiej, serce bije mocniej, nerwy drgają żywiej
(…) więcej takich zmęczeń, a może
mózg odmówić służby” – przestrzega
podręcznik dla księży. Nie należy za
wszelką cenę porywać się do mówienia pod gołym niebem, a po kazaniu
nie „zwilżać” gardła haustem koniaku, wina, piwa czy wody, tylko letnim mlekiem. Również podniecanie
się alkoholem lub mocną kawą lub
herbatą przy pisaniu kazań odbija
się negatywnie na zdrowiu.
Najgorsza spowiedź
i pijaństwo
Jedną z najbardziej przykrych
czynności pasterskich jest słuchanie spowiedzi. Prawdziwe tortury przechodzi wówczas nie tylko
duch, musząc bronić się przed niecierpliwością i znudzeniem, ale na
szwank wystawione jest w równym
stopniu ciało księdza. Oko skazane
jest na nieuczynność, ucho musi się
natężać, nos wciąga nieprzyjemne
wonie, krtań męczy się cichym mó-
strona 27
Najlepiej, żeby kapłan
złożył ślubowanie przed
Bogiem, że nigdy nie
wypije więcej niż jeden,
ewentualnie dwa kieliszki
wina, jedną lub dwie
szklanki piwa dziennie.
Z wódką czy koniakiem
zaś rozbrat zupełny...
Chory jak ksiądz
wieniem, krew nie krąży swobodnie, żołądek „się ściska i mruczy”,
nogi marzną, a członki sztywnieją
od długiego siedzenia. Po dwóch
godzinach kapłan powinien pracę
w konfesjonale zamieniać na inną
lub odpoczywać, przechadzając się
po świeżym powietrzu.
Duszpasterze zobowiązani są
szczególnie uważać, żeby nie popaść w haniebny nałóg pijaństwa.
Co – jak wiadomo – nie jest specjalnie trudne. „Niech tylko ktoś
przyzwyczai się pijać codziennie
przed obiadem po kieliszku wódki,
przy obiedzie parę kieliszków wina,
wieczorem parę szklanek piwa, albo
wlewać po łyżeczce rumu do herbaty, wnet uczuje przywiązanie do tych
napojów i chęć powiększania miary” – napomina biskup. Zdarzają
się przypadki, że młodzi kapłani
w trzy lub cztery lata po ukończeniu seminarium umierają na delirium tremens. W nałóg pijaństwa
zwykle wpędza zawiedziona ambicja, libido, zgryzota, próżnowanie
i złe towarzystwo.
Otyłość to kolejna przypadłość,
która dosyć często przytrafia się
duchownym. Chociaż okazuje się,
że w 1900 roku ponoć już nie aż tak
często i nie w takich „okazach” jak
dawniej. Przyczyną otyłości księży jest nie tylko żywot spokojny
i regularny, ale głównie to, że zbyt
mało się ruszają, za długo sypiają
(zwłaszcza po obiedzie) oraz za tłusto i za dużo jadają. Ksiądz nigdy
nie powinien jeść tyle co parobek
chodzący za pługiem czy robotnik
rąbiący drwa pod gołym niebem.
Otyłość czyni duchownego ociężałym i ściąga nań mało zaszczytne
miano pasibrzucha.
Post potrzebny
od zaraz
Aby nie stali się pasibrzuchami, „Medycyna pasterska” zaleca
księżom mniej jeść i pić, żywić się
chudym mięsem, unikać potraw
mącznych, napojów alkoholowych
(piwa), nieruchliwości, długiego
snu i poobiedniej sjesty. Parę łyżek rosołu, jedna potrawa mięsna,
jarzyny i owoce, w post zaś jakaś
zupa, parę jaj lub kawał ryby i jarzyny lub legumina – to powinno
wystarczyć na zwykły obiad na plebanii. Z okazji odpustu czy wizytacji można dołożyć jakąś potrawę.
Wszelkie zaś serwowanie dań „bez
końca”, do tego „oblewane gęstymi kielichami różnorakiego wina”
szkodzi zdrowiu, kieszeni i cnocie.
Duchowny winien wystrzegać
się smakoszostwa, żarłoczności
i pośpiechu. Nie jeść ani za czę-
sto, ani potraw zbyt wykwintnych
i drogich, nie jeść dla zadowolenia
smaku, ale zawsze „z wyższej pobudki” – radzi doświadczony duszpasterz. Ponadto – o ile to możliwe
– wskazane jest, by kapłani w dni
wyznaczone przez kościół, dla dania dobrego przykładu wiernym,
zachowywali posty, „uważając post
za środek zapobiegający wybujałości
soków żywotnych, a tem samem nie
tylko etyczny, ale także higieniczny”.
W zrzucaniu zbędnych kilogramów
duchownym skutecznie powinny
też pomóc kąpiele, ruch, masaże
i oczywiście podróże do Marienbadu lub Karlsbadu.
Praca uwłacza
Praca fizyczna w Polsce nie jest
dostępna dla księży. Proboszcz
stałby się pośmiewiskiem ludu,
gdyby chciał zastępować parobka – wyjaśnia bp Pelczar. Księdzu
wypada zatem jedynie bawić się
w uprawę kwiatów, pielęgnowanie
drzew owocowych, pszczelarstwo,
a w domu w wyrabianie sztucznych
kwiatów do kościoła czy oprawianie własnych książek. Także tańce czy uprawianie takich sportów
jak jazda konna, jazda na łyżwach,
szermierka nie licują z powagą kapłana. Źle też bywa postrzegany
wielebny, który grywa w restauracji w bilard albo w publicznym
ogrodzie zabawia się przy piwie
w kręgle. Ale temu akurat bardzo
łatwo zaradzić. Zawsze przecież
ksiądz może się postarać na plebanii o bilard dla własnego użytku albo w swoim ogrodzie urządzić
kręgielnię – podpowiada podręcznik. Wielce przy tym dla wszystkich duszpasterzy wskazane jest
odbywanie niezależnie od pogody
codziennych i przynajmniej godzinnych przechadzek.
Dla zachowania zdrowia, a przy
okazji w trosce o bujność włosów (!),
duchownym zaleca się dbanie o unikanie nadmiaru pracy umysłowej. Po
dwóch godzinach wysiłku umysłowego koniecznie powinni choć przez
kwadrans wypoczywać. W przeciwnym razie może ich dopaść neurastenia, czyli osłabienie nerwów.
Przypadłość ta atakuje bowiem nie
tylko anemiczne kobiety, jak zwykło
się uważać, ale często także młodych
kapłanów. I choć z pozoru wydają
się oni zdrowi, nie są jednak w stanie
odprawić mszy ani odmówić brewiarza. Ta dziwna niemoc księży – zdradza sekret bp Pelczar – pochodzi
zwykle z nadmiaru pracy umysłowej oraz z „nocnych pollucyj, których
źródłem dawny samogwałt albo wielkie osłabienie”.
A.K.
strona 28
SZKIEŁKO I OKO
LISTY
OD
CZYTELNIKÓW
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
oraz całą gazetę „FiM”. Wierzę, że wszyscy wyjdą z tego
obronną ręką, a w przyszłości ci, którzy do tego doprowadzili, słono za to zapłacą. Liczę także na poparcie innych
mediów wolnościowych, bo na konserwatywne i klerykalne
liczyć nie ma co – one są wykonawcą zleceń obecnie rządzących. Trzymajcie się – prawda Was i nas wyzwoli. Alleluja i do przodu!
Józef Frąszczak
Wierzę w Was!
To, co wydarzyło się w redakcji „FiM”, to kolejny zamach na demokrację i wolność słowa w naszym kraju. Bardzo wstrząsnęła mną wiadomość o aresztowaniu naczelnego, Pana Romana. Chcą nam zamknąć usta, bo boją się
prawdy. Mieszkam w pisowskim mieście i regionie, gdzie
coraz trudniej dostać Wasz tygodnik. Tylko nie wiem, czy
z powodu wzrostu zainteresowania, czy ze względu na treści jest bojkotowany. Chciałbym z tego miejsca podziękować za publikację mojego listu w ostatnim numerze. Zapewniam Was, że byłem, jestem i pozostanę wierny Waszej
redakcji, jak i swoim poglądom, które z Waszymi mają
wspólny mianownik. Nikt nie zamknie mi ust, nawet gdybym miał z Panem Romanem, całą redakcją i nam podobnymi dzielić wspólną celę. Wierzę w to, że prawda zwycięży. Wierzę w Was i w Pana Romana. Takiej sytuacji można
było się spodziewać, ale nie sądziłem, że z takim rozmachem. Trzymajcie się, pozdrowienia dla całej redakcji,
dla Pana Naczelnego. Chcę, żebyście wiedzieli, że jestem
z Wami – na dobre, a tym bardziej teraz...
Bartłomiej Niełacny
Alleluja i do przodu!
CBŚ pod rządami PiS-u, wchodząc do siedziby redakcji „Faktów i Mitów”, moim zdaniem było tylko wykonawcą zlecenia. PiS w taki sposób chce ubezwłasnowolnić nieprzychylne im media i instytucje, czego dobitnym
przykładem może być Trybunał Konstytucyjny oraz media
publiczne. Nie może tego zrobić wprost, więc robi w sposób zawoalowany. Ubezwłasnowolnienie TK polega nie na
jego bezpośredniej likwidacji, tylko na niezaprzysięganiu
sędziów, także tych, którzy zostali legalnie wybrani, co powoduje paraliż TK. Jeśli idzie o media, a w szczególności
„Fakty i Mity”, to nie mogą zakazać ich bezpośredniej dystrybucji, ponieważ boją się reakcji UE, która jest wyczulona na wolne media. Dlatego preparują oskarżenia o podłożu kryminalnym przeciwko właścicielowi i redaktorowi
naczelnemu, Romanowi Kotlińskiemu. Nie wierzę w zarzuty względem Jonasza, z daleka widać, że jest to szyte zbyt
grubymi nićmi, lecz oni dyskredytując Naczelnego, chcą
ubezwłasnowolnić całą gazetę. PiS zdaje sobie sprawę, że
bez Jonasza nie ma „FiM”, tak jak bez Jerzego Urbana
nie ma tygodnika „NIE”, więc i on powinien mieć się na
baczności. Mam nadzieję, że Roman Kotliński z pomocą
dobrych prawników zdoła się oczyścić z tych zarzutów i dalej będzie wraz z tygodnikiem „Fakty i Mity” demaskował
przekręty Kościoła oraz rządzących, bo gdyby się okazało
– w co nie wierzę – że te zarzuty są prawdziwe, to byłoby
to ze szkodą dla całego ruchu ateistycznego i wolnomyślicielskiego. „Fakty i Mity” oraz „NIE” są ostoją normalności w naszym kraju, a kasacja chociażby jednego z nich
spowoduje, że i ten drugi może czekać podobny los i ulegnie likwidacji. Trzymam kciuki za Romana Kotlińskiego
robicie. Pod wpływem tego, co się stało, pozwoliłem sobie
napisać wiersz.
Drogi Bracie...
Choć prawdę głosisz, toś niewygodny,
Więc Cię pojmali i osadzili,
W kraju nad Wisłą, mit o wolności
Został zdeptany w tej właśnie chwili.
Jakież to smutne, gdy łeb podnoszą
Te najmroczniejsze z kart historii,
Ci co nienawiść mają na twarzach
Pojąć nie mogę, że chodzą w glorii.
Nie mogę pomóc Ci drogi bracie,
Tylko pocieszyć, wszystko co mogę,
Bo mam nadzieję, że Ci opatrzność
Wskaże bezpieczną do domu drogę.
Z wyrazami szacunku
Krzysztof Iwańczyk
Ziobrowskie metody
Tygodnik „Nie” o Faktach i Mitach. Dziękujemy!
„Ciemny lud” nie kupił
Z dużym zaskoczeniem i oburzeniem (chociaż właściwie
można się było tego spodziewać) przyjąłem wiadomość o najściu przez CBŚP na Waszą redakcję i zatrzymaniu Jonasza. Te
„małe, złośliwe ludziki”, które za tym stoją, od dawna uważają Polaków za debili, którym można wcisnąć każdy idiotyzm,
bo „ciemny lud to kupi”. Za ciemną masę, którą można lepić
jak plastelinę dla własnych interesów. Oni myślą, że uwierzymy, iż Jonasz był takim skończonym idiotą (jakimi są oni
sami) i jakieś kompromitujące go materiały przetrzymywał
w biurkach i komputerach kolegów w redakcji?! No trudno
sobie wyobrazić większy absurd. Przecież tu jak na dłoni widać, że chodziło im o materiały zgromadzone przez was, dla
nich niewygodne, a także o dane Waszych informatorów, od
których macie tak wiele baaardzo ciekawych, a niewygodnych
dla nich informacji. I TO BYŁ GŁÓWNY POWÓD TEGO
NAJAZDU!!!
Ale postarajcie się dalej działać, mimo tych ciężkich
ciosów, jakie na Was spadły, bo dla wielu Polaków (także
katolików) jesteście bardzo ważną kopalnią prawdy o tym,
co się dzieje w tym biednym, sponiewieranym kraju. Jeszcze raz przyjmijcie wyrazy wsparcia, otuchy i solidarności
od jednego z Waszych stałych czytelników i sympatyków.
I przekażcie, jeśli tylko możecie, te wyrazy wsparcia otuchy
i solidarności Jonaszowi, którego „imiennik” długo przebywał w brzuchu „wielkiej ryby”, ale przecież się wydostał.
Niech będzie on symbolem dla Niego. Wiktor Waligóra
Wiersz dla Jonasza
Życzę Panu Redaktorowi Naczelnemu i całej Redakcji
„Faktów i Mitów” siły i wytrwałości w starciu z tym, co Was
spotkało. Oby Was nie opuściło przekonanie w sens tego, co
Zgodnie z obyczajami „prawników” w rodzaju Ziobry i tej
całej kliki, która blagą i podstępem wkradła się w zaufanie naiwnych Polaków, zostaliście kolejną, pierwszą wśród mediów
drukowanych, ofiarą usłużnych prokuratorów i nadposłusznych
policjantów. Proszę przyjąć wyrazy szacunku i poparcia od jak
najbardziej szeregowego Polaka drugiej czy może jeszcze dalszej
kategorii (wg klasyfikacji tego zabawnego faceta, który niczego
dotychczas nie umiał i nie zdołał). Trzymajcie się, dzielni i kochani, wielu Wam wierzy i ufa!
Józef Andrzej Unger
Solidaryzuję się z Wami!
17 lutego 2016 r. stowarzyszenie „Towarzystwo Dziennikarskie” wydało oświadczenie w związku z najściem policji w dniu
15 lutego na redakcję tygodnika „Fakty i Mity”, w którym pisze
m.in.: „Nie wiemy, jakie były powody akcji policji i prokuratury,
ale wkroczenie do jakiejkolwiek redakcji i konfiskata materiałów
redakcyjnych, które objęte są tajemnicą dziennikarską, jest wydarzeniem budzącym najwyższy niepokój. Tym bardziej że dotyczy
to redakcji bardzo ostro krytykującej Kościół katolicki, z którym
rządząca partia oficjalnie się identyfikuje”.
Również i ja, solidaryzując się z prześladowaną politycznie redakcją „Faktów i Mitów”, jednego dnia obszedłem 10
kiosków i w każdym kupiłem po jednym egzemplarzu tygodnika, które następnie na moim osiedlu wrzuciłem lokatorom
do ich skrzynek na listy.
Andrzej
Trzymajcie się!
Jestem w szoku i nadal nie wierzę w to, co przeczytałam.
Bardzo Wam współczuję tego koszmaru i życzę, aby wszystko wróciło do normy. Żadna władza nie ma prawa kneblować ust dziennikarzom, nikt o racjonalnym spojrzeniu tego
nie poprze. Trzymajcie się, jesteśmy całym sercem i myślami
z Wami, a zwłaszcza z Jonaszem. Nie daj się, drogi Romku.
Jeśli trzeba będzie, my – czytelnicy „FiM” – wyjdziemy na
ulice, KOD też pewnie się odezwie. Nie dajcie dyktaturze zabrać naszej kochanej gazety, jedynego promyka racjonalizmu
w tym klerykalnym kraju.
Tereska z Jastrzębia
Drodzy Czytelnicy!
Kochani!
Apelujemy do Was, abyście domagali się wyraźnej ekspozycji „Faktów i Mitów” w punktach
sprzedaży prasy. To obowiązek sprzedawców, egzekwujmy go i bądźmy widoczni!
Redakcja
Informujemy, że zmienił się adres korespondencyjny naszej redakcji. Piszcie do nas na adres:
ul. Łąkowa 2d, 95-100 Zgierz.
Redakcja
BEZ DOGMATÓW
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
Joanna w krainie kaczystów
W
Kaczy interes
„Zwierzęcym folw a r ku ” r z ą d z ą
świnie. W polskim kaczka, ale
różnicy nie robi to żadnej. Choć
kalendarzowo jest rok 2016,
mentalnie panuje orwellowski
„Rok 1984”.
Powoli, ale systematycznie
zmieniana jest nie tylko otaczająca rzeczywistość, ale przede wszystkim historia. Przeszłość musi być
nędzna, obrzydliwa, haniebna, a ludzie, którzy ją tworzyli – odrażający, brudni, źli, bo tylko na takim
tle uwidoczni się „dobra zmiana”.
To zapowiedziane przez marionetki prezesa hasło klucz uwiodło 38
proc. głosujących w ostatnich wyborach. Prawie co piąty Polak nie
chciał pamiętać, jak wyglądały rządy kaczystów w latach 2005–2007.
Zamiast łomotu do drzwi o szóstej rano słyszeli szelest pięćsetek
na każde dziecko. Zamiast brania
w kamasze i do aresztów wydobywczych, widzieli dawanie seniorom
bezpłatnych leków, bezrobotnym
– intratnej pracy, a młodym – oszałamiających perspektyw, które
uchronią przed wyjazdem do bezbożnej Unii.
Wciąż nie przemyli oczu zasnutych mgłą pożądania lepszego życia
obiecanego przez PiS. W najnowszym rankingu zaufania na pierwszym miejscu jest prezydent Duda,
który zdetronizował Ryszarda Petru, na trzecim – premier Szydło.
W pierwszej piętnastce aż siedmiu
kaczystów, w tym takie filary nowego, wspaniałego świata jak Ziobro,
Macierewicz, Gowin, Morawiecki i oczywiście sam Kaczyński.
To utwierdza w przekonaniu, że są
na dobrej drodze. Trzeba iść dalej, skoro nie zaszkodziły szwindle
z Trybunałem Konstytucyjnym, ma-
Jest alternatywa
U
nifestacje KOD-u, łgarstwa głoszone w żywe oczy, bezczelne uśmieszki, buta, arogancja, zatrudnianie
swoich, miliony dla Rydzyka.
Prezes i jego świta doskonale wiedzą, że dodatkowego chleba
starczy dla nielicznych i nie na długo. Dlatego od początku fundują
ludowi igrzyska. Ponieważ zawsze
bardziej rozgrzewają rozgrywki
personalne niż instytucjonalne, po
Trybunale Stanu przyszedł czas na
ostateczną rozprawę z Wałęsą. To
dla PiS sprawa kluczowa. Prezydent
Lech Kaczyński musi być więcej
niż tylko ofiarą wypadku lotniczego.
Nawet jeśli pochowaną na Wawelu.
Kolejna komisja Macierewicza to
tylko bicie piany, które niczego nie
zmieni, bo miłośnicy PiS nie potrzebują dowodów, by wierzyć w zamach, a reszta i tak nigdy nie uwierzy. Ponieważ nawet ofiara zamachu
wciąż pozostaje ofiarą, koniecznoś-
cią jest inne wyniesienie nieżyjącego bliźniaka. Takie, które wreszcie
uzasadni żądanie pomników, ulic,
szkół, honorowych obywatelstw
i stale kwestionowany Wawel.
Absolutnie idealne jest uczynienie z L echa Kaczyńskiego
prawdziwego bohatera „Solidarności”. Człowieka obalającego
nie tylko flaszki, ale i przebrzydły
ustrój, którego już się wprawdzie
nie odzieje w nowy mundur wyklętych, ale można ubrać w szaty
bohatera stanu wojennego i Porozumień Sierpniowych. Oczywiście
Magdalenki i Okrągłego Stołu już
nie, choć tam właśnie był.
Na przeszkodzie nowemu mitowi stoi inny Lech. Wałęsa. Na własne nieszczęście, a szczęście prezesa
PiS, niekryształowy, narcystyczny megaloman, który w poczuciu
własnej wielkości – zamiast dumnie
milczeć – odpowiada bredniami na
zarzuty z szafy Kiszczaka. To oczywiście woda na młyn kaczej intrygi,
bo tłumaczą się winni. Wałęsa nie
musi i nie powinien. Bronią go późniejsze dokonania, które teraz prezes chce mu odebrać, by ozdobić
nimi skronie nieżyjącego bliźniaka.
Akcja się zaczęła i nic jej nie
powstrzyma. Wałęsa jest wprawdzie oficjalnie uznany za poszkodowanego, ale od czego IPN, Ziobro
i podległy mu wymiar niesprawiedliwości oraz dziesiątki małych ludzi, którzy chętnie oplują każdego,
bo mogą się wywyższyć, tylko depcząc innych. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych wzywa Wałęsę do
oddania im pieniędzy z Nagrody
Nobla. Za nimi pójdą inni. Polska jeszcze bardziej się podzieli.
Elektryka, który został prezydentem, będą bronić już nie tylko jego
zwolennicy, ale wszyscy, którzy nie
chcą kaczystowskiej zmiany. A Jarosław Kaczyński im wyżej wdrapie
się na drabinkę kariery, tym będzie
mniejszy. Praw fizyki nie zmieni
nawet PiS.
prof. JOANNA SENYSZYN
senyszyn.blog.onet.pl; senyszyn.eu
większa niż wielkość konsumpcji. A mogłaby
być jeszcze większa, bo zwiększyłby się popyt,
gdyby obywatele posiadali więcej środków finansowych redystrybuowanych w mechanizmie BDP. Gdyby BDP wprowadzać stopniowo, okazałoby się, że jego sfinansowanie jest
możliwe. To policzyli ekonomiści m.in. z Fino przeprowadzenie referendum w tej sprawie
ko rośnie. Wraz z nierównościami rośnie
landii i Szwajcarii. BDP nie tylko ich zdaniem
(„FiM” 6/2016). W Polsce rzecznikiem BDP
niezadowolenie społeczne i radykalizacja
jest możliwe, ale opłaci się każdemu.
jest między innymi prof. Ryszard Szarfenpolityczna coraz większej liczby obywateli.
Zdecydowana większość ludzi mimo miniberg. W swoim artykule na ten temat przytoW 2012 roku 125 milionów Europejczyków
malnego dochodu chce i będzie pracować. Każczył jako motto słowa Philippe’a Van Parijsa
(24 proc.) określanych było przez instytucje
dy z nas póki ma siłę i możliwość pracy tego by
z 2000 roku: „Jeżeli rzeczywiście leży nam
europejskie jako ubodzy lub zagrożeni ubóchciał. A przecież poświęcenie się opiece nad
na sercu wolność, dajmy ludziom bezwastwem. Idea takiego dofinansowania znana
dziećmi, pracy przy utrzymaniu domu, twórczorunkowy dochód”.
jest od wielu lat. Jednak u nas z siłą godną
ści czy edukacji albo pożytecznemu hobby też
lepszej sprawy wypierana
ma swoje pozytywne znaczejest z publicznej debaty do
nie. Skutkiem wprowadzespołecznej nieświadomości.
nia BDP będzie też powięk14 stycznia 2013 r. wpłynęszenie skłonności obywateli
ła do Komisji Europejskiej
do podejmowania działalnoInicjatywa Obywatelska na
ści gospodarczej wiążącej się
rzecz BDP. Tym samym rozz umiarkowanym ryzykiem.
poczęła się trwająca w EuTo kolejna szansa na rozwój
ropie ponad rok kampania
społecznej aktywności. Warto
realizowana we wszystkich
także zwrócić uwagę, że dla
krajach Unii Europejskiej.
wielu firm o przestarzałych
Chodziło o zebranie miliometodach pracy będzie to bona podpisów w co najmniej Europejska inicjatywa Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego
dziec do modernizacji sposo7 krajach UE. To zobowiąbu realizacji usług i produkOczywiście pojawia się pytanie, skąd na to
zywałoby Parlament Europejski do postawiecji (przedsiębiorca np. zamiast zatrudniać ludzi
wziąć pieniądze? Ale to źle postawione pytania tej inicjatywy na porządku obrad. Niez łopatami, wykorzysta koparkę).
nie. Faktycznie wszyscy żyjemy z pieniędzy tylstety, nie udało się zebrać wymaganej liczby
Staram się zalety BDP propagować, bo sąko pośrednio. Żyjemy z wymiany dóbr, któpodpisów.
dzę, że nie powinno się odcinać jej drogi do
rych pieniądze są ekwiwalentem. Właściwie
W Polsce inicjatywę tę podjęła m.in. parnaszych umysłów. Wiem także, jak wiele napostawione pytanie jest takie: czy jako spotia Zieloni. Wspierał nas Ruch Sprawiedliwomiętnego sprzeciwu ona budzi. Szczególnie
łeczeństwo jesteśmy w stanie wytworzyć taką
ści Społecznej Piotra i Agaty Ikonowiczów
w naszym polskim społeczeństwie. Jednak
ilość dóbr i usług, aby wszyscy obywatele moi Dom Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza.
w tak niebezpiecznych czasach warto szukać
gli otrzymać ekwiwalent pieniężny w wysokości
Dziś BDP zamierza wprowadzić Finlandia,
rozwiązań fair, bo mogą okazać się naszym raplanowanego BDP? Żyjemy w czasach nadproa w ostatnich dniach w Szwajcarii zebrano
tunkiem.
ANNA GRODZKA
dukcji. Wartość produkcji i usług jest znacznie
ponad 100 tysięcy podpisów pod wnioskiem
[email protected]
Bezpieczeństwo dla każdego
ległam z pozoru wariackiej, nierealnej i niefunkcjonalnej, ale
jednak realnej i fascynującej sile
idei Bezwarunkowego Dochodu
Podstawowego.
Kilka lat temu zetknęłam się z pomysłem,
który na pierwszy rzut oka wydał mi się całkowicie szalony. W każdym razie, jak się
później przekonałam, nasze umysły zmulone
neoliberalną propagandą odrzucały go odruchowo bez refleksji. Ale ja, podobnie jak miliony ludzi w całej Europie, którzy pochylili
się nad tym projektem, doznałam olśnienia!
Chodzi o Bezwarunkowy Dochód Podstawowy (BDP). Idea ta zakłada, że każdy obywatel, niezależnie od swojej sytuacji materialnej, otrzymywałby co miesiąc od państwa
jednakową, określoną ustawowo, kwotę pieniędzy, która pozwalałby mu na egzystencję
na minimalnym poziomie (patrz m.in. „FiM”
47/2015). W starej Europie mówi się, że miałoby to być z grubsza (w różnych wariantach)
1000 euro, a w mniej zamożnej Polsce mówiono o kwocie około 1500 zł. Idea ta ma
zapewnić każdemu członkowi społeczeństwa
pieniężny „udział” w krajowym PKB. Skoro
państwa finansują dostępną dla biznesu i dla
każdego człowieka infrastrukturę – jak szkoły, komunikację, bezpieczeństwo itp. – to dlaczego nie miałoby finansować ludzkiego życia, choćby na minimalnym poziomie.
Dziś świat nie potrafi poradzić sobie
z ubóstwem. Co więcej, liczba ubogich szyb-
strona 29
strona 30
JAJA Z MIASTA, JAJA ZE WSI
Plotki
i rekiny
B
ogumiła Wander (73 l.) pożegnała się z telewizją 14
lat temu, ale teraz chętnie
by tam wróciła.
Spikerka pracę w TVP zaczęła w 1970 roku. W 2002 roku złożyła
wymówienie, bo – jak mówiła – czuła
się odstawiona przez ówczesne szefostwo na boczny tor. „Nie utyłam, nie
mam braków w uzębieniu i wszystkie zęby mam swoje, gęste włosy też
są moje. Nie mam sklerozy, dobrze
się czuję” – wylicza swoje atuty, zapewniając, że ma mnóstwo wigoru i mogłaby wrócić na mały ekran.
„Przyjaciele i znajomi powtarzają mi,
że dobrze wyglądam. Nie czuję się
zobligowana wiekiem” – dodaje ikona telewizji sprzed lat. Na razie nikt jej
powrotu do pracy nie zaproponował.
Emerytowanej prezenterce muszą wystarczyć okazjonalne zaproszenia do
telewizji śniadaniowych.
go syna i córkę zapisał do prywatnej
szkoły katolickiej. Kosztuje go to 24
tys. rocznie za dwójkę dzieci. Natasza Urbańska (39 l.) posyła córkę
Kalinkę do dwujęzycznej podstawówki, która gwarantuje, że lekcje angielskiego będą prowadzone wyłącznie przez cudzoziemców. Płaci za to
21 tys. rocznie.
Małżonkowie aktorzy Paweł
Wilczak (51 l.) i Joanna Brodzik
(43 l.) zapisali synów Jana i Franciszka do prywatnej szkoły o profilu sportowym. Płacą 31 tys. rocznie
za dwoje dzieci. Dwaj synowie Małgorzaty Rozenek (38 l.) uczą się
w prywatnej szkole francuskojęzycznej. Rok nauki jednego dziecka kosztuje 19 tysięcy złotych. Do tego należy doliczyć płacone co roku wpisowe
w wysokości 1600 zł.
Piotr Rubik (48 l.), mimo że
sam prowadzi szkołę muzyczną, swoją córkę Helenkę zapisał do szkoły
brytyjskiej. Rok nauki kosztuje w niej
68 tysięcy złotych. Rekordzistą jednak
jest Piotr Kraśko (45 l.). Za rok nauki synów Konstantego i Aleksandra w szkole brytyjskiej z indywidualnym tokiem nauczania płaci...
141 tysięcy złotych rocznie.
J
akiś czas temu była kochanka Krzysztofa Rutkowskiego (56 l.) obwieściła,
że ma z nim 6-letniego syna
Aleksandra.
W
śród celebrytów panuje moda na posyłanie
dzieci do drogich prywatnych, a najlepiej dwujęzycznych szkół.
Rozpiętość cen i ofert jest ogromna. „Fakt” donosi, że stosunkowo
„mało” za edukację dzieci płaci Bartosz Opania (46 l.).Aktor swoje-
Ten początkowo szedł w zaparte i twierdził, że w ogóle nie zna Joanny Zych. Jednak kiedy sąd zarządził przeprowadzenie badań DNA,
samozwańczemu detektywowi trochę
odświeżyła się pamięć... Przyznał, że
faktycznie mógł uprawiać seks z panią Zych.
Test genetyczny miał być wykonany na początku lutego w Warszawie.
Rutkowski nie stawił się na pobranie
próbki. Tłumaczył, że nie mógł przyjechać, bo był za granicą. Teraz namawia byłą kochankę, by w ogóle
zrezygnowała z badań. Chce się z nią
dogadać poza sądem.
– Rutkowski zwrócił się do mnie
ze słowami: „Musimy porozmawiać,
coś ustalić poza sądem i ja nie pytam,
czy, tylko ile” – ujawniła w rozmowie
z „Super Expressem” Joanna Zych.
PRO­WIN­CJAŁ­KI
Głupi i głupszy
D
wóch młodych pijaków z Gliwic założyło się o to, który z nich
szybciej zejdzie po balkonach z 9 piętra. Jeden z nich spadł
z ósmego. Gdyby nie sznurki na pranie, które zamortyzowały
upadek, 20-latek pewnie by nie przeżył. Ma złamany kręgosłup
i czeka go długa rehabilitacja. Drugi z mężczyzn, 23-letni, widząc, co stało się z kolegą, przerwał wędrówkę w dół i wrócił na
swój balkon. Awanturował się w obecności policjantów i trafił na
izbę wytrzeźwień.
Nie tędy droga
Sally Miller ma obecnie 77 lat.
Płomienny romans z młodszym o 7 lat
Billem miał połączyć ją w 1983 roku.
Wówczas były prezydent USA był gubernatorem stanu Arkansas i od 8 lat
był już żonaty z Hillary Clinton
(69 l.). Z upojnych chwil w sypialni
Sally Miller zapamiętała pewne nietypowe skłonności Clintona... „Przebierał się w moją plisowaną koszulę nocną i tańczył po pokoju, grając
na saksofonie” – wspomina. Miał jej
też wyznać, że jego małżonka rzadko
uprawia z nim seks, ponieważ... woli
kobiety. Sally Miller obawia się, że jej
wyznania mogą zdenerwować byłą
pierwszą damę, która stara się o nominację Partii Demokratycznej w nadchodzących wyborach prezydenckich
w USA. Przed gniewem Hillary Clinton
ma ją chronić – jak szczerze wyznała
– naładowany pistolet, który zawsze
ma w zasięgu ręki.
E
D
wa lata temu u Kory (65 l.)
wykryto raka jajnika.
Szybka operacja i chemioterapia przyniosły spodziewane efekty.
Żeby utrzymać stan remisji choroby, artystka musi przyjmować bardzo
drogie leki. Jedno opakowanie kosztuje 18 tysięcy złotych, ponieważ lek
nie jest jeszcze refundowany. „Mogłabym go brać do końca życia, ale
moje uposażenie majątkowe na to
nie pozwala. Nawet jakbym wszystko sprzedała, to nie wiem, czy byłoby
mnie stać na dłuższe zażywanie. Lek
poszedł jednak do refundacji, czekamy na decyzję. Chciałabym po prostu
jeszcze żyć” – wyznała wokalistka.
D
awna kochanka Billa Clintona udzieliła odważnego
wywiadu brytyjskiemu
dziennikowi „Daily Mail”.
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
lton John (69 l.) postanowił zaskoczyć londyńczyków, a konkretnie – pasażerów czekających na pociąg na
stacji kolejowej St. Pancras.
Artysta niespodziewanie zasiadł
tam przy fortepianie i zagrał kilka piosenek ze swojego najnowszego albumu. Wokół muzyka od razu pojawił się
spory tłumek. Ludzie robili mu zdjęcia
i nagrywali filmy, które w kilka minut
podbiły brytyjski internet. „Cieszcie się
tym fortepianem, to prezent! Kocham
Was!” – taki wpis zostawił muzyk na instrumencie, który ma tam zostać i służyć podróżującym. Tym gestem muzyk
podbił serca swoich fanów i... genialnie
zareklamował najnowszą płytę.
L
eonardo DiCaprio wstępnie zgodził się zagrać Władimira Putina – ogłosiła
rosyjska niezależna telewizja
Dożd.
Obok DiCaprio w filmie ma wystąpić kilka innych hollywoodzkich sław,
których nazwisk na razie nie ujawniono. Produkcja ma być „politycznym
thrillerem z faktami z życia i pracy
prezydenta Rosji”. Zdjęcia mają się
rozpocząć wiosną tego roku. Film
ma być kręcony w Rosji, Stanach
i Europie.
B
lisko Brzezin środkiem autostrady maszerował pijany
40-latek. Była noc. Jeden z kierowców próbował go ominąć, wykonał gwałtowny manewr i wpadł do rowu. Okazało
się, że spacerowicz jechał wcześniej samochodem ze swoją
partnerką. Para pokłóciła się i mężczyzna kazał natychmiast
się wysadzić.
Koń najtrzeźwiejszy
W
Róży Podgórnej (woj. lubelskie) trzej bracia i ich kolega,
wszyscy pijani, prowadzili wóz konny. Po przejechaniu kilkuset metrów „kierowca” zjechał do rowu. Wszyscy spadli. 39-letni woźnica został poturbowany przez konia i przejechany kołem
wozu. Ma liczne złamania i wybite zęby. Jego kompanom nic się
nie stało.
Napalony mąż
Na
komisariat w gminie Milejów (woj. lubelskie) zadzwoniła kobieta, informując, że jej 24-letni mąż oblał benzyną
dom i chce go podpalić. Kiedy mundurowi przyjechali, już się
fajczyło, a podpalacz biegał z siekierą, którą zaatakował policjantów. Mężczyzna miał 1,5 promila alkoholu. Odpowie za spowodowanie zagrożenia życia wielu osób, znęcanie się nad rodziną i atak na policjantów z użyciem niebezpiecznego narzędzia.
Grozi mu 10 lat więzienia.
Zakupoholik
59
-letni mieszkaniec Włodawy ukradł wózek dziecięcy i sanki. Zeznał, że potrzebował ich do przewożenia zakupów,
bo to wygodniejsze niż dźwiganie reklamówek. Grozi mu 5-letnia
odsiadka.
Powrót taty
76
-letni Ryszard K. z Raciborza (woj. śląskie) po kilkuletniej tułaczce po Polsce wrócił do rodzinnego domu. Wziął
ze sobą pistolet. Otworzył mu 52-letni zięć, którego 76-latek na
miejscu zastrzelił. Później strzelił do 53-letniej córki, która przeżyła, a na koniec zabił się strzałem w głowę. Ryszardowi K. kilka lat temu zmarła żona. Mężczyzna nie potrafił dogadać się
z rodziną w sprawach spadkowych. Majątek, na który latami
pracował w Stanach – w tym dwa domy – został przepisany na
jego wnuki, a on sam musiał się wyprowadzić.
Propozycja powrotu
56
-latek z Jaworzna zaszedł od tyłu swoją byłą partnerkę,
przystawił jej pistolet do pleców i zagroził, że jeśli do
niego nie wróci, to zginie. Kobieta zaczęła okładać „eksa” torebką. W pewnym momencie pistolet wystrzelił, ale nikomu
nic się nie stało. Rozwścieczony mężczyzna uderzył 53-latkę
rękojeścią pistoletu w głowę. Został aresztowany kilka godzin
później.
Kolumnę redaguje JUSTYNA CIEŚLAK [email protected]
ŚWIAT SIĘ ŚMIEJE
Fakty i Mity nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r.
A
B
C
D
E
F
G
1
H
I
4
6
2
J
K
3
28
16
18
37
26
4
Żona uspokaja męża, który ma
depresję i grozi samobójstwem:
– Błagam, nie rób tego! Przecież
masz po co żyć! Auto niespłacone, meble niespłacone, a dom
ledwo w połowie!
  
Żona wraca do domu i zastaje
męża w czasie gotowania. Na
stole palą się świece i stoją dwa
nakrycia.
– Och! Kochanie! Co za niespodzianka!
– Żebyś, k...a, wiedziała! Nie
spodziewałem się ciebie przed
poniedziałkiem!
  
Jeśli robisz wszystko, żeby
uszczęśliwić małżonkę, a ona
i tak jest niezadowolona, cokolwiek byś dla niej zrobił,
21
35
3
Humor
25
12
40
2
L
32
9
29
14
1
5
36
31
20
8
6
34
11
7
13
7
30
19
8
33
39
17
24
9
23
15
10 A
1
B
5
6
22
C
D
E
38
F
G
H
4
I
J
K27
32
L
10
strona 31
przypomnij sobie historię
Adama i Ewy. Żyli w pieprzonym raju, a to i tak było dla
niej za mało!
  
Mąż wieczorem po pracy wyciągnął z barku butelkę whisky.
– Jeżeli wypijesz choć kropelkę,
dzisiaj nici z seksu – ostrzega
żona.
Mąż usiadł za stołem w milczeniu.
– No i o czym myślisz? – pyta
żona.
– Myślę, co lepsze: 12-letnia
whisky czy 50-letnia dupa…
  
Tato, to prawda, że prawdziwy
mężczyzna powinien zachować
zimną krew w sytuacjach dramatycznych?
– Tak synu, to prawda.
– To co chcesz najpierw zobaczyć – mój dzienniczek czy rachunek za nowe futro mamy?
Określenia słów znajdujących się w tym samym wierszu (lub kolumnie) diagramu zostały oddzielone bombką.
25
12
Poziomo: 2
40
1) co oślepiającego
ma w sobie natura? l oblatany w służbie klasztornej l często używa3 sierpa lub haka
2) jaka ona, taka nać l wstrętny insekt l w teatrze niejedna wisi na niej lampa l w kompanii
,
28
l
l
3) łączy
kolano,
materiały l21co
może
ma24 25
1 kostkę
2 3 i4
5 z leniem
6 7 robi dzień
8 9 cały
10
13 szlachetnego
14 1516
16
17 być
18 w żarówce?
19 20 21każda
22 23
35 11 12
- swe
interesa
4) jaka koronka ma błędne pióra? l ilość płynu z ust do ust l król Julian
XIII z Madagaskaru l bezpieczny z gumką
.
18
37
l z zuchem za pan brat
5) ma
w26domu
nań
staje
się
tęższy?
26 pracę
27 28
29 30lub31na dworze
32 33l czy
34 chory
35 36
37
38
39
40
9
6) koralowy kolonista l ciołek, kołek, kiep, matołek l PiS by wolał w Polsce prać l miejsce kapitału
7) nigdy nie usłyszy14„ojcze nasz” l bywa w szklance wody l król przy stole l Mona to ona
29
8) macha skrzydłami nad poetami l drużyny
– rządowe lub sportowe l posiadłość
36 ziemska, nie zła
1
l
l
l
9) służy do mielenia w maglu wojsko, order lub klub króluje wśród frutti di mare można o nią zagrać wyżej
10) pisał nuty dla Pianisty l20do użycia w celu rycia l31ich zadanie – filtrowanie l wykaz byków w podręczniku
Pionowo:
8
A) chyba tylko głupi takie hasła kupi l na co ekshibicjonista wystawia klejnoty? l odgłosy z noszy lub rozkoszy
l Emil z34
B) grzywa warzywa l do obsmarowania papy l spis ze stali 11
Nany znany
7
C) straszy, chodząc
po kolędzie l w lecie na Krecie l mówi do rymu i do taktu
13
D) cała w kwiatkach, z bakarata l zeszyt dziadka Kajetana l skazanie na wiosłowanie
E) Grek walczący pod Troją l ziółko na ulicy l ptaki w
33
30 nosie
39
19akapit w szalecie l woda w niej
17ucieka
F) do dziada nie gada l
G) kot nie w butach, lecz w ciapkach l pod piersiami l jabłkowy telefon
H) golas bez grosza l porażenia, uderzenia l dobre imię twórcy Facebooka
24
I) z regułą dla sióstr i braci l kto ma w nosie, ten się dąsa l był nim niejeden z angielskich królów
J) kasuje przy wejściu l zaleta w portfelu l zyski liczy, gdy pośredniczy
23 l tyle waży pudło do prania
15
l komputerowa odnowa l ukochany kwiat Kalego
K) fasola z Małgosią
22
l praca w Saksonii38
L) zgodnie z wyrokiem może stracić
dla imigrantów l siekierka przy żeberkach10l biała, puszysta w „strefie gazy”
2
3
4
5
6
7
8
9
10
5
27
Litery z ponumerowanych pól utworzą rozwiązanie – dokończenie scenki.
Lekarz dzwoni w środku nocy do hydraulika, ponieważ woda zalewa piwnicę jego willi.
Hydraulik przybywa z ociąganiem. Staje na schodach, wrzuca do zalewającej piwnicę wody dwie uszczelki i mówi:
-
1
2
3
4
5
26 27 28 29 30 31
6
7
8
9 10 11 12
13 14 15
32 33 34 35 36 37 38 39 40
16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
,
.
Rozwiązanie krzyżówki z numeru 6/2016: „Dzień dobry. Skończyły się!”. Nagrody otrzymują: Krystian Pierwoła ze Szczyrku, Ewelina Paciorek z Sopotu, Marek Dąbrowski z ­Suwałk.
Aby wziąć udział w losowaniu nagród, wystarczy w terminie 7 dni od ukazania się aktualnego numeru „FiM” przesłać hasło krzyżówki e-mailem na: [email protected] albo
pocztą na adres redakcji podany w stopce.
TY­GO­DNIK FAK­TY i MI­TY (Indeks 356441, ISSN 1509-460X); Pre­zes za­rzą­du i re­dak­tor na­czel­ny: Ro­man Ko­tliń­ski (Jo­nasz); Za­stęp­ca red. na­czel­ne­go: Adam Cioch; Se­kre­tarz re­dak­cji: Paulina Arciszewska-Siek;
Dział reportażu: Oksana Hałatyn-Burda, Ariel Kowalczyk – tel. (42) 639 85 41; Dział historyczno-religijny: Bolesław Parma, e-mail: [email protected]; Redaktor graficzny: Tomasz Kapuściński; Dział promocji i reklamy:
tel. (42) 630 73 27; Dział łączności z czytelnikami: (42) 630 72 33; Adres redakcji: 95-100 Zgierz, ul. Łąkowa 2d; e-mail: [email protected], tel./faks (42) 630 70 65; Wydawca: „BŁAJA News” Sp. z o.o.;
Sekretariat: tel./faks (42) 630 70 65; Druk: POLSKAPRESSE Sp. z o.o., Oddział Poligrafia, Drukarnia w Łodzi. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do adiustacji i skracania tekstów.
Warunki prenumeraty: 1. Prenumerata redakcyjna – 52 zł za II kwartał 2016 r., 156 zł od II do IV kwartału 2016 r. Wpłaty (przekaz pocztowy) dokonywać na adres: BŁAJA NEWS Sp. z o.o., 90-601 Łódź, ul. Zielona 15 lub przelewem na rachunek bankowy ING Bank Śląski:
76 1050 1461 1000 0023 0596 2777. 2. W Polsce przedpłaty przyjmują: a) Urzędy pocztowe i listonosze. Cena prenumeraty – 52 zł za II kwartał 2016 r., 156 zł od II do IV kwartału 2016 r.; b) RUCH S.A.: Zamówienia na prenumeratę w wersji papierowej i na e-wydania można składać
bezpośrednio na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: [email protected] lub kontaktując się z Centrum Obsługi Klienta pod numerem: 801 800 803 lub 22 693 70 00 – czynne w dni robocze w godzinach 7.00–17.00. Koszt połączenia
wg taryfy operatora. 3. Prenumerata elektroniczna: a) informacje na stronie internetowej http://www.faktyimity.pl – zakładka PRENUMERATA. Prenumerator upoważnia firmę BŁAJA News Sp. z o.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź, NIP: 725-00-20-898 do wystawienia faktury VAT na prenumeratę
tygodnika „Fakty i Mity” bez podpisu. b) www.egazety.pl c) www.nexto.pl 4. Prenumerata w Niemczech: Verlag Hübsch & CO., Dortmund, tel. 0 231 101948, fax 0 231 7213326, http://www.prenumerata.de. 5. Dystrybutorzy w USA: New York – European Distribution Inc., tel. (718) 782 3712;
Chicago – J&B Distributing c.o., tel. (773) 736 6171; Lowell International c.o., tel. (847) 349 1002. 6. Dystrybutor w Kanadzie: Mississauga – Vartex Distributing Inc., tel. (905) 624 4726. Księgarnia „Pegaz” – Polska Plaza Wisła, tel. (905) 238 9994.
strona 32
JAJA JAK BIRETY
nr 8 (834) 26.02 – 3.03.2016 r. Fakty i Mity
Cuda-wianki
Doba w gratisie
R
az na cztery lata – właśnie teraz – mamy rok przestępny, czyli o jeden dzień
dłuższy.
Rys. Tomasz Kapuściński
q Rok przestępny liczy 366 dni
a nie, jak zazwyczaj, 365. Dodatkowy
dzień ma na celu dopasowanie roku kalendarzowego do roku zwrotnikowego –
czyli związanego z obiegiem Ziemi wokół Słońca. Chodzi o to, aby dopasować
moment początku kalendarzowej
wiosny do momentu faktycznego astronomicznego przesilenia
wiosennego – czyli odnotowania
przejścia Słońca przez tzw. punkt
Barana. Taki kombinowany sposób
miary czasu pojawia się wyłącznie
w kalendarzach o rachubie opartej na
obiegu Ziemi dookoła Słońca lub o rachubie kombinowanej – czyli uwzględniającej zarówno Księżyc, jak i Słońce.
q Kiedy wypada rok przestępny?
Liczba określająca kolejny rok musi
spełnić następujący warunek: być
podzielna przez „4”, a jeżeli kończy
się na „00” – musi być podzielna przez
400 (czyli rok 2000 był przestępny, ale
rok 2100 nie będzie, bo 2100 nie dzieli
się na 400).
q Dawno temu uważano, że w czasie nadprogramowej doby mogą dziać
się dziwne rzeczy. Na przykład – kobieta może oświadczyć się pierwsza. To chyba najpopularniejszy zwyczaj związany z 29 lutego. Według legendy na taki
pomysł w V wieku wpadła św. Brygida z Kildare – założycielka żeńskiego
klasztoru i patronka Irlandii. W tamtych
czasach małżeństwa były najczęściej nieromantycznymi kontraktami zawieranymi przez rodziny. Oświadczyny kobiet
miały wprowadzić powiew świeżości do
skostniałych zasad i pozwolić wykazać
się kobietom. Zwyczaj szybko się przyjął
w krajach anglosaskich, a w 1288 r. stał
się w Szkocji uchwalonym prawem. Nie
wiadomo, ile córek spędzało 29 lutego zamknięte przez ojca na klucz...
Jak wyglądały te dziewczęce oświadczyny? Kobieta mogła przyklęknąć, ale
nie musiała. Jeśli wybranek w odpowiedzi
ją ucałował, znaczyło to, że zgadzał się na
ślub. A jeśli na nią... dmuchnął, wiedziała, że dostała kosza. Odmawiający ślubu
mężczyzna musiał coś podarować upokorzonej niewieście. Kiedyś był to funt i jedwabna suknia lub rękawiczki.
q Takie zaręczyny były jedyną ważną rzeczą zalecaną 29 lutego. W tym
dniu – jak powszechnie wierzono – nie
warto było brać ślubu, zawierać umowy
czy rozpoczynać budowę domu. Urodzonych tego dnia miał dożywotnio
prześladować pech.
q Według innych przesądów to, co
stanie się dodatkowego dnia, tak naprawdę nie nastąpiło. Dotyczyło to
m.in. spraw damsko-męskich. Niektórzy sądzili, że zdradzenie partnera
tego dnia wcale zdradą nie jest... JC
ŚWIĘTUSZENIE
Jan Arbuz II
– Mamo, czy byłem planowanym dzieckiem?
– Ojca spytaj.
– Jakiego ojca?
– No właśnie.
  
– Kochanie. Chodź tutaj. Dotknij go.
Czujesz, jaki twardy?
– No czuję...
– Ile ci razy mówiłem, żebyś zamykała chlebak?!!

Podobne dokumenty