nr 2 - Wydawnictwo Format

Komentarze

Transkrypt

nr 2 - Wydawnictwo Format
nr 2
Kto czyta książki, żyje podwójnie.
Umberto Eco
f o rm a t
ks ią ż k i
Cyrkowcy
Bangsi
jak ciepły zimowy sen
Nussi
i 100 tys. opowieści
Kokeshi
pamiętnik po japońsku
Gargantua
klasyka w nowym wydaniu
Wynalazca
synteza i elegancja
Ilustracja: Emmanuelle Houdart
To nie jest
książka
burz i twórz!
ŚWIAT CZARÓW CZY SPEKTAKL ŻYCIA?
Cyrkowcy – ten piękny album nie powstałby, gdyby nie przypadkowe spotkanie
w podróży pisarki Marie Desplechin i ilustratorki Emmanuelle Houdart. Inspirując
się wzajemnie, stworzyły rzecz niepowtarzalną – tom, w którym uroda słowa
i niezwykłość obrazu nieprzerwanie idą w parze, w jednym rytmie,
nie opuszczając, nawet na ułamek sekundy, żadnej ze stron.
Najpierw Emmanuelle Houdart stworzyła galerię bajecznych postaci – artystów cyrku:
Sióstr Syjamskich, Kobiety z Brodą, Kolosa, Przepowiadaczki Przyszłości, Liliputki.
Potem Marie Desplechin każdą z nich obdarzyła historią, by następnie spleść je razem,
a nam, czytelnikom, oddać w ręce album o nieprawdopodobnej urodzie literackiej
i plastycznej, pełnej subtelnego humoru i poezji.
Te przepiękne opowieści można czytać co najmniej dwojako – jako baśnie o cyrkowej
krainie czarów albo jako metaforę rzeczywistego świata, w którym prawo
do najpiękniej malowanych przez los historii i uczuć mają wszyscy, także ci całkiem
różni od nas, trudniej dostępni, inni.
O swojej pracy nad Cyrkowcami mówi Emmanuelle Houdart, ilustratorka:
Lubię mówić o tym, czego
nie można zobaczyć...
„Byliśmy częścią tej samej rodziny, kimś, kto różni się od reszty i komu
specjalnie nie zależy na tym, by być jak inni. Z naszego życia uczyniliśmy
sztukę. Było dla nas jasne, co mówi nam głos przeznaczenia: macie zadziwiać
zwykłych ludzi, wywoływać u nich zachwyt, przyprawiać ich o dreszcz
wzruszenia. I wcale nie macie być do nich podobni.” (fragment książki)
Książka Cyrkowcy nagrodzona została na Międzynarodowych Targach Książki
Dziecięcej w Bolonii w 2012 roku. Tak o dziele mówiło jury Bologna Ragazzi Award:
Duże postacie, duży format
– to były pierwsze idee,
które towarzyszyły mi,
kiedy zaczynałam myśleć
o Cyrkowcach. W moich
obrazach i książkach często
pokazuję właśnie takich
ludzi – oderwanych od
rzeczywistości, innych,
tych, których życie odbiega
od znanych nam reguł. Dla
mnie te postacie są jednak
bardzo ważne – pozwalają
mi mówić o tym, czego nie
można zobaczyć, pomagają
mi porzucić moje codzienne
niepokoje. Fascynują mnie
i niepokoją jednocześnie,
wydają się fikcyjne, a jednak
istnieją naprawdę.
Od dzieł surrealistów do filmów Federico Felliniego postać cyrkowego akrobaty
zapisała się trwale jako część wyjątkowej ars poetica, gdzie piękno i plastyczność
formy, przenikając się wzajemnie, stają się prawdziwą fantazją. Choć są częścią
naszej rzeczywistości, akrobaci wydają się prowadzić nas do świata jak z Alicji
w Krainie Czarów, do świata pół snu, pół fikcji, który wypełnia rozkosz
i tajemniczość. Znaczenia sprytnie poukrywane w ilustracjach płynnie splatają
się z intrygującą narracją. Nawet najbardziej krytyczne oko zatraca się w tym
wszechświecie, gdzie ciało akrobatów staje się spektaklem, iluzją, dokumentem
i grą. W miarę rozwoju akcji postacie nabierają nowego znaczenia. Każda jest
bohaterem i, jednocześnie, tematem własnego przedstawienia, każdy kostium
staje się topograficzną mapą, a każda twarz zaproszeniem do czytania jej prawdy
przez czytelnika. Naprawdę niezwykła książka – hołd złożony ilustracji i sztuce
wydawniczej.
...pracować z tym, co
nieznane
Cet ouvrage a bénéficié du soutien des Programmes d’aide à la publication de l’Institut français.
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
Podczas spotkań w szkołach,
kiedy opowiadam uczniom
...pracę wiązać z życiem
Daleko, daleko, za króliczą norą
tekst: Marie Desplechin
ilustracje: Emmanuelle Houdart
wersja polska: Marzena Dupuis
rok wydania: 2012
liczba stron: 56
format: 275 x 375 mm
oprawa twarda
ISBN: 978-83-61488-96-5
2
www.wydawnictwoformat.pl
o tym, jak powstawali
Cyrkowcy, spotykam
się z całkowitym
niedowierzaniem. Mówię im:
„ Tak, ci bohaterowie istnieją
naprawdę, istnieje Kobieta
z Brodą, Człowiek-Pień,
Siostry Syjamskie”. Oni na
to: „To nieprawda, oni nie
istnieją”. Są zszokowani.
I nie dziwi mnie ich
niedowierzanie, bo i ja
miałam na początku
wątpliwości, nie wiedziałam,
jak z tymi moimi postaciami
postępować, jak je pokazać.
Ale to właśnie najbardziej
lubię – pracować z czymś,
co nie jest nam znane, a co
jednocześnie tkwi głęboko
w nas. Dlatego czasem
poruszam i te najtrudniejsze
kwestie: śmierci czy
choroby, o których niewiele
wiemy albo nie wiemy
nic. Tak samo jest z moimi
postaciami. Nie wiemy, jakie
naprawdę jest ich życie.
Wszystko trzeba samemu
wymyślić.
Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. I właśnie
to, co najważniejsze – a zarazem tajemnicze i czasem
trudniejsze niż najbardziej skomplikowane akrobacje
– oglądamy w Cyrkowcach Marie Desplechin,
zilustrowanych bajecznie przez Emmanuelle Houdart.
Autorki zabierają nas w podróż o wiele dalszą niż
do króliczej nory, o wiele dojrzalszą i pełniejszą
znaczeń. Przedstawiając nam galerię cyrkowców,
przedstawiają nam jednocześnie maski i schowane
Co roku tworzę jedną
książkę. Wśród tych, które
powstały dotychczas,
jest wiele książek bardzo
osobistych, związanych
z moimi przyjaciółmi,
z ludźmi, którzy są mi
bliscy. Nie lubię, kiedy ktoś
oczekuje, że zrobię coś
wbrew samej sobie, kiedy
mi się proponuje
np. stworzenie książki na
temat gotowania. Temat,
który opracowuję, musi
mnie drążyć, to muszą być
pytania, które noszę w sobie.
Moja praca zawsze jest
związana z moim życiem.
Bym miała ochotę stworzyć
książkę, muszę mieć coś, co
jest istotne, fundamentalne.
„Przytoczona w formie faktów historia Pana Felixa
opowiedziana jest żartobliwie (co od pierwszego
kontaktu z książką docenią dzieci) i ironicznie
(co bez wątpienia docenią dorośli). Pan Felix ma
czerwony nos, duże okulary i trochę niezgrabną
sylwetkę, która porusza się jak marionetka. Jego
codzienność jest usystematyzowana, a świat
zmechanizowany i geometryczny. Jest przy tym
Pan Felix nieco oderwany od rzeczywistości, ale
jednocześnie wolny i szczęśliwy. Tym różni się
od milionera – człowieka, który spędza życie na
wydawaniu poleceń. Przy takim połączeniu – tych
dwóch charakterystycznych postaci, autorskich
ilustracji (z ich przygaszoną kolorystyką
i stylistyką retro) oraz minimalistycznego tekstu
– okazuje się, że Wynalazca ma wszystko
z komedii Chaplina czy Bustera Keatona.
Dzieło inteligentne i jakże oryginalne!”
(„Ricochet jeunes”)
„Oto mamy odpowiedź
na żarłoczny kapitalizm
i pogoń za władzą
i pieniądzem. Felix
wynalazca, żartobliwy
kpiarz (w najbardziej
pozytywnym tego
słowa znaczeniu)
prezentuje sobą
postawę, która mogłaby
się okazać zbawienna
dla wielu z nas,
zwłaszcza w czasach,
w których żyjemy…
No i z niecierpliwością
czekamy na jego
hurrajnogę!”
(despagesdesimages.
blogspot.com)
WYNALAZCA
„Wraz z nastaniem nocy,
nagle, w głowie wynalazcy
pojawia się pewien pomysł.
Pan Felix zabiera się do pracy.
Całą noc szkicuje, wykreśla,
wyciera gumką, tnie,
przybija gwoździe,
wkręca śruby,
piłuje, poleruje
i się poci.”
– synteza i elegancja
tekst i ilustracje:
Jean-François Martin
wersja polska: Dorota Hartwich
rok wydania: 2012
liczba stron: 32
format: 195 x 255 mm
oprawa twarda
...łączyć powagę z lekkością
Marie Desplechin, autorka
tekstów do książki, to
niezwykła osoba, poznałam
ją przypadkiem, w pociągu.
Zanim zabrałam się do
pracy nad Cyrkowcami,
przeczytałam trzytomowy
horror. Zapomniałam jego
tytuł, ale pamiętam, że
wieczorami marzyłam,
by jak najszybciej pójść
do łóżka i zatopić się
w lekturze. Ta powieść
śmieszyła mnie, a zarazem
bardzo poruszała, to było
prawdziwe doświadczenie.
Zawsze szukałam takiego
połączenia lekkości
z powagą. Lubię, kiedy
antynomie są razem. Maria
jest najlepszą autorką, która
potrafi wyważyć i połączyć
te dwie rzeczy. Tam, gdzie
jest powaga w lekkości
i lekkość w powadze, to i ja
się odnajduję. Wiem wtedy
doskonale, gdzie jest moje
miejsce.
not. i tłum. dh
za nimi twarze. Cokolwiek by się nie działo,
spektakl trwa, a za nim rozgrywa się jeszcze jeden,
o wiele ciekawszy i bardziej skomplikowany
– życie. Nie są to proste historie, ale zostają w nas
na długo i towarzyszą nam, ze swoim gorzkosłodkim przesłaniem, długo po lekturze. Ilustracje,
pełne zaszyfrowanych znaczeń, w cudowny sposób
splatają się z tekstem, tworząc wielowątkową,
magiczną przestrzeń, zachwycającą jak wspomnienia
z pierwszych oglądanych przez nas przedstawień
Aleksandra Dobrowolska
ISBN: 978-83-61488-01-9
www.wydawnictwoformat.pl
Po Bajkach Ezopa w wyrafinowanej oprawie graficznej Jeana-François Martina, nawiązującej do stylu art déco,
wydawnictwo FORMAT sięgnęło po kolejny majstersztyk tego wybitnego ilustratora – jego autorskie dzieło
Wynalazca.
O albumie z Ezopowymi bajkami Joanna Olech pisała w „Tygodniku Powszechnym”, że jest „jak wzorzec z Sèvres
edytorskiej staranności i urody”. Na równie wysoką ocenę zasługuje Wynalazca. Jak w przypadku najstarszych bajek świata,
tak i tym razem autor daje popis stylu – minimalistyczny tekst opatrzony zostaje wysmakowanymi ilustracjami, znów
w tonacji sepii, szarości i dolarowej (co jest nie bez znaczenia) zieleni. Jean-François Martin – zeszłoroczny laureat nagrody
głównej na Międzynarodowych Targach Książki Dziecięcej w Bolonii – znów tryumfuje, bo po raz kolejny dowodzi,
że mistrzostwo formy nie polega na wielości i bogactwie motywów, ale na zrównoważonym połączeniu sztuki syntezy
ze szlachetną elegancją.
Opowieść jest prosta. Pan Felix, genialny wynalazca, wiedzie spokojne, acz mocno sformatowane, a przez to odrobinę
monotonne życie. Na zmianę przychodzi czas w jeden z poniedziałków, kiedy z wizytą u wynalazcy zjawia się milioner
ze specjalnym zamówieniem: w tydzień Pan Felix ma skonstruować maszynę, która milionerów czyni miliarderami.
I tak błogi spokój Pana Felixa zostaje dotkliwie zburzony…
Historia wynalazcy Felixa okazała się tak inspirująca, że nakręcono na jej podstawie film animowany (reż. Gary Fouchy,
prod. Les Films d’Ici, La Station Animation i Canal +; udostępniony przez reżysera w serwisie vimeo.com/47941546).
Tym bardziej rośnie apetyt na kolejne tytuły Martina.
dh
Cet ouvrage a bénéficié du soutien des Programmes d’aide à la publication de l’Institut français.
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Institut français w ramach programów wsparcia wydawniczego.
3
tekst: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
ilustracje: Adam Wójcicki
ilustracje: Marcin Dopieralski
typografia: Julita Gielzak
projekt graficzny: Julita Gielzak
rok wydania: 2012
rok wydania: 2012
liczba stron: 40
liczba stron: 60
format: 195 x 255 mm
format: 195 x 255 mm
oprawa twarda
oprawa twarda
ISBN: 978-83-61488-05-7
www.wydawnictwoformat.pl
Dofinansowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa
Narodowego.
A to niespodzianka! Oto znany pisarz, historyk
literatury, tłumacz, laureat NIKE 2012
Marek Bieńczyk napisał książkę dla dzieci.
Nussi i coś więcej – jedyne dzieło pisarza
stworzone z myślą o młodym (choć nie tylko)
czytelniku, właśnie ukazuje się nakładem
wydawnictwa FORMAT.
Ta pełna humoru opowieść o króliku, który
do życia w Lesie wnosi ducha Miasta, a wraz
z nim powiew nowoczesności i nowe trendy,
to z jednej strony dobra rozrywka, z drugiej
strony punkt wyjścia do stawiania pytań
o sensowność ulegania modom i pogoni za tym,
co nowe i atrakcyjne, o tożsamość, o tolerancję
i, wreszcie, o prawdziwą przyjaźń. Rzecz
do lektury „na raz”, ale za to wiele razy.
O nowym doświadczeniu
doświadczonego pisarza
i o długu do spłaty w walucie
zwanej literaturą mówi
Marek Bieńczyk:
Znamy Pana przede
wszystkim z eseistyki,
tymczasem dostajemy do
rąk opowiadanie dla dzieci.
Skąd pomysł?
Poproszono mnie o tekst dla
dzieci, najpierw odmówiłem,
a później pomyślałem:
„pisałeś o polityce, na czym
kompletnie się nie znasz, to
napisz dla dzieci, na których
prawie nikt się nie zna”.
Dla jakiego czytelnika jest
ten tekst? Czy tylko dla
dzieci?
To jest właśnie problem, bo
tego nie wiem. Jeśli napiszę
jeszcze jedną bajkę, może
coś więcej będę wiedział.
Problem w tym, że sam nie
mam dzieci, z dziećmi nie
przebywam i czuję się trochę
intruzem w nieswoim świecie.
4
Nussi, tytułowy bohater
– ma jakiś pierwowzór?
Niewielki, jakiś miliard ludzi.
I jeden królik, biorąc pod
uwagę wygląd.
Dlaczego zatem w rolach
głównych „obsadził” pan
zwierzęta i las? Czy nie
łatwiej było napisać po
prostu o ludziach?
Moja dama lubi zwierzęta.
Jest obcokrajowcem i mówi
„ten zwierzątek”. Bardzo mi
się to podoba. Wciąż domaga
się ode mnie opowieści
o zwierzętach. Szczerze
mówiąc, to dla niej napisałem
Nussiego, pomyślałem, że
w ten sposób choć jedno
opowiadanie będę miał za
sobą. Pozostaje mi jeszcze
sto tysięcy, bo dama na tyle
opowieści oblicza mój dług.
W książce wyraźnie rysuje
Pan kontrast: Las–Miasto.
Ta opozycja ma dla Pana
szczególne znaczenie?
Kiedyś owa opozycja
nie miała znaczenia. Ale
Adam Wójcicki, ur. w 1987 roku w Tychach, absolwent
Liceum Plastycznego w Katowicach, dyplom w pracowni grafiki
warsztatowej Grzegorza Mitręgi. Grafikę warsztatową studiował
w latach 2008-2009 na wydziale artystycznym Uniwersytetu
Śląskiego w Cieszynie, obecnie jest studentem Akademii Sztuk
Pięknych w Katowicach. Brał udział w akcjach społecznych,
m.in. w projekcie w areszcie śledczym w Zabrzu „Obrazek do celi”,
gdzie m.in. malował murale na ścianach spacerniaka. Współpracuje
z wydawnictwem Portal, dwukrotnie publikował komiks
w kwartalniku ASPirant 2010.
Za ilustracje do książki Nussi i coś więcej Adam Wójcicki
otrzymał nagrodę główną wydawnictwa FORMAT w 3. edycji
konkursu Książka Dobrze Zaprojektowana – zacznijmy od dzieci,
organizowanego przez Akademię Sztuk Pięknych w Katowicach.
fot. z archiwum autora
tekst: Marek Bieńczyk
ISBN: 978-83-61488-88-0
www.wydawnictwoformat.pl
Dofinansowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa
Narodowego.
Marek Bieńczyk, ur. w 1956 r. w Warszawie, pisarz,
historyk literatury, eseista, tłumacz m.in. Milana Kundery,
Emila Ciorana, Rolanda Barthes’a. Laureat nagrody NIKE
2012, którą otrzymał za Książkę twarzy.
Studiował romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim.
Pracuje jako historyk literatury w Instytucie Badań
Literackich PAN. Wykłada też w Studium LiterackoArtystycznym na UJ w Krakowie. Jest współpracownikiem
francuskiego kwartalnika „L’atelier du Roman”. Znawca
literatury polskiego romantyzmu i współczesnej humanistyki
francuskiej. Jest autorem m.in.: Szybko i szybciej – eseje
o pośpiechu w kulturze, Melancholia. O tych, co nigdy nie
odnajdą straty, Oczy Durera. O melancholii romantycznej,
Przezroczystość, Książka twarzy oraz powieści Terminal
i Tworki.
z wiekiem zaczynam ją
stosować. Coraz bardziej mi
się podoba nie-miasto.
Nussi... to opowieść
o natręctwie trendów i mód.
Udawanie i pozerstwo to
zresztą motywy regularnie
powracające w Pana
tekstach. Uwierają pana?
Nie, nie nadmiernie; mówię
tu raczej o stałych cechach
człowieka. Gdyby Pani
szukała jakiegoś odniesienia
literackiego, to podaję:
francuski klasycyzm,
La Rochefoucauld i jego
sentencje na temat ludzkich
zachowań.
Jest i kolejny motyw
z Pana tekstów, który
powraca w Nussim. Kwestia
tożsamości…
Wie Pani, nie lubię słowa
„tożsamość”, a zwłaszcza
często padającego z ust wielu
„poszukiwania tożsamości”.
Dla mnie to znaczy wszystko
i nic. Właściwie to lubię
bohaterów, których „ja”
jest słabo określone i mało
uchwytne. Nussiego też lubię,
okazuje się, że jest całkiem
szczodry.
A kwestia przyjaźni, tak
ważna w książce? Dla Pana
też jest to wątek szczególnie
znaczący?
Tak, ważny. I w książkach,
i w życiu. Właściwie w każdej
książce pojawia się motyw
czy moment wspólnoty,
przyjacielskiej, dobrej
wspólnoty.
Gdyby miał Pan
podsumować – pisanie
dla dzieci było cennym
doświadczeniem?
Za mało napisałem dla dzieci
– właściwie tylko Nussiego
i jeszcze inną historyjkę – by
coś na ten temat wiedzieć.
Chyba mi się podoba.
Podoba mi się, że uprawiam
gatunek, o którym tak
naprawdę nigdy wcześniej
nie myślałem.
Rozmawiała
Dorota Hartwich
Bangsi: jak ciepły zimowy sen
Bezkres to miejsce, które jest wszędzie – dowiaduje się
od mamy mały niedźwiedź polarny Bangsi. Ale okazuje się,
że w bezkresie można zgubić Mamę, znaleźć cudownych
przyjaciół, pomóc im zwalczyć trolla, i okropnie tęsknić,
żeby w końcu – znaleźć Mamę i być tam, gdzie najlepiej się
czujemy. Ta magiczna historia, w której młodzi czytelnicy
bez oporów uwierzą w rozgrzewający się od myślenia
czajnik i z drżeniem będą czekać na zagadkę, zadaną trollowi
(bo może zgadnie?), tocząca się łagodnie i pełna ciepła,
jest cudowną kontrą dla świata telewizji i błyskawicznie
zmieniających się obrazów.
W tej wzruszającej opowieści misiowi udaje się znaleźć
w ludziach ciepło i dobro. Właściwie słowa „ludzki”
i „zwierzęcy” tracą tu swe konwencjonalne znaczenia.
I bardzo dobrze. Hubert Klimko-Dobrzaniecki wraca
w Bangsim do najlepszych tradycji pisania dla dzieci.
Olga Tokarczuk
Gdyby hrabia Potocki lubił krótkie formy i dzieci, był
wikingiem i mieszkał pod kołem polarnym, to nie napisałby
Rękopisu znalezionego w Saragossie, ale Bangsiego.
Piękna opowieść dla zwolenników magii klasycznej,
a zwłaszcza dla tych, którzy preferują czary wolne od świstu
laserowych mieczy. Bangsi reprezentuje rzadką w dzisiejszej
bajce postawę non violence: z nikim się nie bije, nikogo nie
nienawidzi, a pazernego trolla sprytnie pacyfikuje za pomocą
siły, której źródłem jest miłość.
Jakie to proste i jakie niezwykłe.
Natasza Goerke
Nie wiem, co dziecko rozumie, jeśli chodzi o śmierć,
nieskończoność, Boga. Hubert Klimko-Dobrzaniecki
usiłował sobie to wyobrazić, a nawet chciał znaleźć język
poruszający w tym zakresie naszą i dziecięcą wyobraźnię.
Karol Maliszewski
W czasach przyrządzania dzieciakom najdziwaczniejszych
baśniowych mikstur i podejrzanych eliksirów, wywołujących
zazwyczaj czkawkę i zgagę, Bangsi smakuje jak kubek dobrej
gorącej czekolady w zimowy wieczór.
Na dnie tego kubka leżą wyłącznie cudowne sny.
Mariusz Sieniewicz
Zaprojektowany przez Huberta Klimko-Dobrzanieckiego
czytelnik to ktoś, kto czyta wedle reguł stworzonych przez
Astrid Lindgren – dziecko jest partnerem dorosłego, ma swój
świat, a świat ten jest równie ważny jak świat dorosłych,
rodzic zaś potrafi na chwilę stać się znowu sobą.
Bangsi zdaje się kontynuować tradycję takich bajek/baśni
jak Opowieści z Narnii, Bracia Lwie Serce, Ronja córka
zbójnika, Kubuś Puchatek czy tylu innych bajek, o których
Bruno Bettelheim mógłby powiedzieć, że są „cudowne i
pożyteczne”.
Bernadetta Darska
BAJKA – drzwi do literatury
Z Hubertem Klimko-Dobrzanieckim rozmawia Dorota Hartwich
Twoje powieści, tłumaczone na wiele języków
i publikowane w wielu krajach, kierujesz do
dorosłego odbiorcy. Książkę dla dzieci napisałeś
z własnej potrzeby i nieprzymuszonej woli?
Z napisaniem bajki nosiłem się wiele lat, jednak
– szczerze mówiąc – bałem się odpowiedzialności.
Myślę, że napisanie bajki to duże wyzwanie.
Mały czytelnik to tak naprawdę duży czytelnik.
Zdecydowałem się jednak podjąć ryzyko… Nie mam
pojęcia, jak zostanę osądzony. Ale jestem pewien,
że sprawiedliwie, bo dzieci są sprawiedliwymi
sędziami. Kiedyś mój najmłodszy syn, widząc mnie
przed komputerem, zapytał: „Co robisz, tato?”.
Odpowiedziałem mu, że piszę książkę. „Dla mnie?”
– zapytał. „Nie, dla dorosłych” – odparłem. „A kiedy
napiszesz da dzieci?” – usłyszałem. I to był dla mnie
bardzo ważny impuls. Ta książka jest dla niego, dla
dzieci, ale również dla dorosłych.
To prawda, poruszasz istotne kwestie: bliskości
z drugim, samotności, potrzeby sacrum, przyjaźni.
To tylko niektóre z nich, bo jest też w tej opowieści
sprawa zakorzenienia, tęsknoty za domem i rodziną,
jest bezwarunkowa miłość matki. No i próba
wytłumaczenia obecności Boga.
Lubię książki, w których dzieci traktuje się
poważnie, kiedy pozwala się im nie tylko stawiać
pytania, ale i próbować na nie odpowiadać.
Bangsi to właśnie taka książka.
Dzieci zawsze trzeba traktować poważnie.
To istoty o niskim wzroście i małych rozmiarach,
ale w gruncie rzeczy to poważni ludzie, o poważnych
i zdecydowanych poglądach. Prostych, ale bardzo
prawdziwych. Jeśli dziecko pyta „dlaczego?”, to
nie da się go tak łatwo zbyć jak dorosłego, trzeba
próbować odpowiedzieć – najprościej i najjaśniej.
W Bangsim zwracasz się do dzieci właśnie w taki
sposób – poruszasz trudne tematy, ale prostym
językiem. Historia też jest prosta, ma prostą
konstrukcję. No i szczęśliwe zakończenie.
Od początku wiedziałeś, że opowieść o misiu
zamkniesz tak pozytywnie?
Zależało mi na utrzymaniu języka w prostych
i jasnych zdaniach, ale chciałem też, żeby te zdania
miały jak najwyższą trafność. Co do zakończenia
– nie lubię happy endów, kiedy piszę dla dorosłych,
wolę akcję zawieszać lub kończyć „na smutno”.
W Bangsim – muszę się do tego przyznać – do końca
nie wiedziałem, jaki będzie koniec. Byłem tylko
pewien tego, że niedźwiadek musi podstępem
wykończyć trolla, nie wiedziałem jednak, czy
zdecyduje się na powrót w swe strony, czy raczej
zostanie wśród wikingów. No i wyszło na to, że…
Nie zdradzajmy szczegółów, by nie psuć
przyjemności lektury tym, którzy jeszcze nie
czytali. Akcję osadziłeś na ziemi skutej lodem. Sam
spędziłeś wiele lat w takim pejzażu – mieszkałeś na
Islandii. Wyobrażasz sobie, że ta historia rozgrywa
się w innej części świata?
Nie, nie mógłbym gdzie indziej osadzić akcji. Nawet
imię misia jest stamtąd – „bangsi” to po islandzku po
prostu „miś”. I myślę, że nie chodzi tu wcale o to, że
misie polarne nie zamieszkują okolic Wrocławia czy
Wiednia… Ja chciałem w tej opowieści oddać poczucie
dużej przestrzeni, szerokiego widoku nieba, odkrytych
terenów. Bo kiedy opowiada się historie za pomocą
niewielkiej liczby słów, ma się również wrażenie
przestrzeni słownej. I tego szukałem. Ponadto
chciałem najmłodszych i ich rodziców zainteresować
Północą – to są niezwykłe miejsca, istne kopalnie
opowieści. Ponieważ tam właśnie natura jest taka
a nie inna, czas też biegnie inaczej, zmarszczki na
twarzach układają się inaczej. Chciałem też zwrócić
uwagę na magiczną wyspę Grimsey, gdzie setka ludzi,
która zamieszkuje ten kawałek ziemi, nałogowo
opowiada bajki i gra w szachy. To wymarzone miejsce
akcji.
fot. Mathieu Bourgois
Nussi i 100 tysięcy opowieści
Hubert Klimko-Dobrzaniecki, ur. w 1967 roku, pisarz
i scenarzysta. Autor kilku powieści i zbiorów opowiadań
(m.in. Dom Róży, Kołysanka dla Wisielca, Rzeczy pierwsze,
Bornholm, Bornholm), publikowanych m.in. w Polsce,
we Włoszech, Francji, Austrii, Norwegii, Serbii, Bułgarii
i Słowacji. Tom jego wierszy opublikowano w Islandii,
gdzie spędził sporą część życia. Bangsi jest jego debiutem
książkowym dla dzieci.
Czas też jest bohaterem tej opowieści. Wczoraj,
Dziś – te słowa piszesz wielkimi literami. No
i natura – czuje się, że była ważną inspiracją.
I bezkres – też jest bohaterem mojej opowieści.
Bezkres, który nie lubi być sam… A natura, oczywiście,
że jest bardzo ważnym elementem mojej twórczości.
Bardzo na mnie wpływa. Lubię jej jasne i ciemne
strony, lubiłem nawet te słynne islandzkie ciemności.
Kiedy tam mieszkałem, zapalaliśmy wtedy w domu
mnóstwo świeczek, tworzyła się podniosła atmosfera,
w sam raz do snucia opowieści. Światło i ciemność,
pomimo tego, że mają zupełnie odmienną naturę,
bardzo się lubią. To przedziwne i piękne.
Od początku wiedziałeś, że Bangsi pokona trolla.
Wydaje się, że cała ta opowieść jest po to, by
pokazać, jak mądre i sprytne potrafią być dzieci.
Nierzadko bardziej niż dorośli.
Nasz Bangsi wymyśla zagadkę, na którą sam nie
zna odpowiedzi. Oczywiście, każdy kto czytał
skandynawskie bajki, choćby Andersena, wie, że żeby
pokonać trolla, trzeba zadać mu zagadkę, na którą
on nie zna odpowiedzi lub na którą zna odpowiedź,
ale jest przekonany, że zadający jej nie zna. W mojej
opowieści jest trochę inaczej. Bangsi zadaje zagadkę,
i to jest zgodne z klasyką gatunku, ale pnie się
jeszcze wyżej – ryzykuje i to dla dobra ludzi, którzy
się nim zaopiekowali, w stosunku do których ma dług
wdzięczności.
No właśnie, miś podejmuje ryzyko – to trzeba
podkreślić – nie dla siebie, lecz dla kogoś.
To też jest w opowieści na wagę złota. Przypomina
się nam o tym, o czym zapominamy: o wartości
wspólnoty, działania w grupie. Bo przywykliśmy
i coraz bardziej przywykamy do życia według
modelu „każdy sobie…”
Zarówno dziecko, jak i rodzic często słyszą na ulicy,
w pracy, w szkole: „to twój problem”. W bajce
chciałem pokazać i uczulić i dziecko, i rodzica, że
czyjś na pierwszy rzut oka problem może okazać się
i jego problemem. I tak często rzeczywiście jest. Nie
jesteśmy sami i w większości problemowych sytuacji
nie wypada być samemu i innych z ich problemami
pozostawiać.
Jesteś autorem kilkunastu powieści, docenionych
w wielu krajach, a jednak to o tej kameralnej
historii dla dzieci powiedziałeś mi kiedyś: „To jest
najważniejsza książka, jaką napisałem”. Możesz
zdradzić, dlaczego?
Mogę. Bo bajka to wprowadzanie w świat literatury.
I za to wprowadzenie czuję na sobie dużą
odpowiedzialność.
5
François Rabelais – najwybitniejszy pisarz francuskiego
odrodzenia, renesansowy humanista, mnich, profesor
anatomii i lekarz. Wszechstronnie wykształcony, przyjaciel
wielu ówczesnych humanistów europejskich, przeszedł do
historii jako autor powieści w pięciu księgach Gargantua
i Pantagruel – słynnej już za jego życia, a zarazem
potępionej przez środowisko paryskiej Sorbony. Jego ostatnie
słowa miały brzmieć: „Spuśćcie kurtynę, farsa skończona”
lub „Udaję się na poszukiwanie wielkiego Być Może”.
tak brzmi hasło olbrzyma,
co czytać można
następująco: „rozwijaj
naturalną potrzebę cnoty
i równie naturalny wstręt
do grzechu”. Wolność,
którą nam Gargantua
oferuje, prowokuje
do szlachetnego
współzawodnictwa,
chociaż, jeśli trzeba,
bez skrupułów obraca się
przeciw każdemu złemu
uczynkowi. Mistrzowskie
ilustracje (większość
to obrazy olejne na
płótnie) mogą początkowo
szokować; piękny język,
jakim przełożona została
opowieść, niestroniący
zresztą od dosadnych
określeń, na początku
może stwarzać trudności
nieobytym czytelnikom,
ale później pozwoli im
prawdziwie cieszyć się
brawurowymi opisami
przygód i, w efekcie, da
im przedsmak prawdziwej,
dorosłej już literatury.
Aleksandra Dobrowolska
Ludovic Debeurme – artysta, ilustrator, gitarzysta jazzowy.
Żyje i pracuje w Paryżu. Po ukończeniu studiów artystycznych
na Sorbonie eksperymentował w dziedzinie różnych mediów
(tworzył instalacje multimedialne, uprawiał malarstwo). Jako
ilustrator współpracuje z prasą i wydawnictwami literatury
dla dzieci. W 2002 opublikował swą pierwszą powieść
graficzną Céfalus, za kolejną – Lucille – otrzymał Prix René
Goscinny. Następnie ukazały się m.in. Le lac aux vélies,
Terra Maxima, Renée – druga część Lucille.
Cet ouvrage, publié dans le cadre du Programme d’aide à la publication BOY-ŻELEŃSKI, a bénéficié du soutien du Service de Coopération et d’Action Culturelle de l’Ambassade de France en Pologne et de l’Institut français. Ouvrage publié avec le soutien du Centre national du livre.
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Wydziału Kultury Ambasady Francji w Polsce oraz Institut français w ramach Programu Wsparcia Wydawniczego BOY-ŻELEŃSKI. Publikacja dofinansowana przez Centre national du livre.
PAMIĘTNIK PO JAPOŃSKU,
Świat książek jest pełen
zakazów: „Nie plam!”,
„Nie zaginaj rogów!”,
„Nie rzucaj w kąt!”,
„Nie upychaj w torbie!”.
Odważna publikacja
To nie jest książka
zmierza w przeciwnym
kierunku: świadomie
łamie niepisane prawo,
wedle którego z książką
należy obchodzić się jak
z jajkiem. Wydany przez
FORMAT tom można
poplamić, można po
nim bazgrać, co więcej,
trzeba go używać, a on
stanie się przyjacielem,
Love round and round
Liebe
leben
tour
Dorota Hartwich
Tomasz Jakub Sysão
tekst i ilustracje: Annelore Parot
wersja polska: Dorota Hartwich
rok wydania: 2012
liczba stron: 84
format: 200×200 mm
oprawa twarda
ISBN: 978-83-61488-92-7
www.wydawnictwoformat.pl
6
Yumi i Aoki – to dzięki tym dwóm znanym tytułom
z serii „Strony Świata” wydawnictwa FORMAT młodzi
czytelnicy mogli poznać tradycyjne japońskie laleczki
kokeshi, a wraz z nimi elementy tradycji i kultury życia
codziennego dzisiejszej Japonii. Teraz nadszedł czas na
aktywność ze strony młodych odbiorców: wraz z kokeshi
zabieramy się za tworzenie złotej księgi, czyli osobistego
pamiętnika w iście japońskim stylu.
Złotej Księdze Kokeshi można powierzyć każdy sekret,
opisać w niej ważne wydarzenia, swoje marzenia i plany
na przyszłość. Jest w niej miejsce na opisy oraz zdjęcia
koleżanek i kolegów, którym można wykaligrafować
imiona i narysować portrety w orientalnym stylu. Można
też poprosić ich o wpisanie kilku słów, które będą dla
nas cenną pamiątką. Z księgi dowiadujemy się, jak
samodzielnie wykonać kimono i przygotować sushi.
Znajdziemy w niej wiele niespodzianek, m.in. ozdobne
materiały do wysyłania korespondencji czy kalendarz
przypominający o urodzinach – tak potrzebne, kiedy
zależy nam na przyjaźni!
Książki w cyfrze
Już od kilku miesięcy w globalnym App Store dostępna jest
Bajka o kochaniu, którą FORMAT wydał w formie aplikacji na
iPad. Na tę samą platformę właśnie wchodzą kolejne tytuły
wydawnictwa: Nussi i coś więcej laureata NIKE 2012 Marka
Bieńczyka, autorski Alfabet Jagody Kidawy oraz Słony skarb.
Przewodnik dla dzieci po Kopalni Soli Wieliczka Barbary
Gawryluk. Wszystkie książki mają postać elektroniczną,
wzbogaconą o animacje, ścieżkę dźwiękową i zabawy
interaktywne.
Bajka o kochaniu — książka Doroty Hartwich i Tomasza Sysły,
wydana w 2007 roku, wielokrotnie nagradzana (m.in. w konkursie
na Najpiękniejszą Książkę Roku i w konkursie Komitetu Ochrony
Praw Dziecka), ukazała się w formie aplikacji na iPad dzięki
zaangażowaniu całego zespołu osób. Animacje wykonała tradycyjną
techniką Alicja Jodko, muzykę skomponował i aplikację dźwiękami
opatrzył Tomasz Kałwak, oprogramowaniem zajął się Michał Jodko.
Kolejne trzy tytuły w postaci aplikacji wydawnictwo przygotowało
na kreatorze Read Kid, we współpracy z platformą Woblink.
Aplikacje przygotowała Aleksandra Ziemlańska.
Wydawnictwo FORMAT
biuro: ul. Przyjaźni 34f/1u, 53-015 Wrocław
tel. 71 339 71 68, 71 339 47 01,
[email protected]
layout: julitagielzak.com
wydawnictwoformat.pl
Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o naszych
książkach, otrzymywać nasz newsletter, korzystać z promocji cenowych,
odwiedzaj naszą stronę: www.wydawnictwoformat.pl
Zabawa z obiektem przypominającym książkę przynosi ciekawe efekty.
Oto przykłady prac stworzonych podczas warsztatów we Wrocławiu.
format: 124 x 198 mm
stanowczo
oprawa miękka
ISBN: 978-83-61488-84-2
_
_
.
^^ ~
^
^
liczba stron: 176
D
~
~.
_
_
~
]URELü
rzeczy,
które
FKFLHOLőP\
]
NVLĈŭNĈ
NWyU\FK
QDP
zabraniano
8ZDJD 3U]HGPLRW NW´U\ WU]\PDV] Z UÚNX ]RVWDĂ VWZRU]RQ\
SR WR E\ ZĂDĚQLH QD QLP Z\SU´ERZDÈ QDMEDUG]LHM ZDULDFNLH
SRP\VĂ\ 3R]RVWDĂH NVLÆĹNL WUDNWXM ] QDOHĹ\W\P V]DFXQNLHP
‡’”œ‡†‹‘–‘Ĉ‡—œƒŽ‡Ĉ‹ƒ©Ŝ
Ĉƒ†›™›’ƒ†—‹‡™‘Ž‘…‹•‹¹œ‹
”‘œ•–ƒ™ƒ©Ŝ–”ƒ…‹‡‘„”Ü„‹‘Ĉ‡•œ•‹¹
—„”—†œ‹©„Ó‘–‡ř‘…ŠŽƒ’ƒ©ƒ–”ƒ‡–‡Ž—„
ˆƒ”„¦Ŝ‘œƒ‹‡”œ‘›‡ˆ‡–ř–Ü”›—…œ›‹
…‹¹’”ƒ™†œ‹™›’‘•‹ƒ†ƒ…œ‡–‡‰‘†œ‹‡ÓƒŜ
‹‡Ž—„¹†œ‹‡…‹œƒœ†”‘ê…‹©ř
•’‘–ƒ•œ•‹¹œ—œƒ‹‡ŝ
œ›„‘†‘–‡‰‘’”œ›™›‹‡•œŠ
Óƒ†‹‹ś”‡ƒ–›™‘ê©ſɯɥʩƀř‘†™ƒ‰ƒſɯʩƀř
ˆƒ”„ƒſɬʩƀřŽ‡Œſɫʩƀř™Ó‘•›ſɪʩƀŜ
ƒĈ‡†ŽƒƒŽ‡”‰‹Ü™ś
’‘‘„”Ü„…‡•‹¦Ĉƒ‘Ĉ‡
œƒ™‹‡”ƒ©êŽƒ†‘™‡‹Ž‘ê…‹•œ–—‹Ŝ
**6ÈWRZ\ïÈF]QLH]QDNLVSHFMDOQHLGLDNU\W\F]QHNURMXSLVPD7LPHV1HZ5RPDQ
papieru wolą świecące
ekrany. To sposób
na przełamanie
nieśmiałości i oporu
wobec książki. To
absolutna nowość dla
dzieci, młodzieży
i tych, którzy na zawsze
pozostają młodzi, dla
tych, co zawsze swą
ulubioną książkę mieli
ochotę potraktować
indywidualnie — przez
destrukcję i kreację
— by uczynić z niej swe
autorskie dzieło.
To nie jest książka
zasadza się na idei,
iż twórcą jest odbiorca.
Dlatego nie znajdziecie
na okładce nazwisk
autorów. W tym
projekcie nie ma kopii,
powstają tylko dzieła
oryginalne i jedyne
w swoim rodzaju.
Wydaniu publikacji
towarzyszy ogólnopolska
akcja społeczna dla
młodzieży wspierająca
czytelnictwo.
www.wydawnictwoformat.pl
Wygraj iPod Touch
Sfilmuj działanie i weź
udział w ogólnopolskim
konkursie na najlepszy
film, w którym
pokażesz,
co wariackiego udało
ci się uczynić
z publikacją To nie jest
książka. Do konkursu
można zgłaszać filmy
zrealizowane kamerą
oraz nieprofesjonalnym
sprzętem
wyposażonym
w kamerę: telefonem
komórkowym,
aparatem
fotograficznym itp.
Filmy prosimy wysyłać
na adres: [email protected]
wydawnictwoformat.
pl. Finał konkursu
ogłosimy 20 grudnia
2012 r. Nagroda
główna: iPod Touch
8Gb. Szczegóły na:
www.toniejestksiazka.pl
OSWÓJ KSIĄŻKĘ!
kochaniu
Bajka o
Amour, c’es
t ton
rok wydania: 2012
-
wszystko wolno (o ile nie
krzywdzi to innych).
Gargantua, poza
pochłanianiem ogromnych
ilości jedzenia i napitków
– często wcale nie
bezalkoholowych! –
studiuje,uczy się i poznaje
świat, wiedzę i ludzkość
w każdym jej wymiarze.
Nie odrzuca niczego,
niczemu się nie dziwi,
łapczywie chłonie
rzeczywistość i próbuje ją
zrozumieć. „Rób, co
ci się żywnie podoba” –
wrogiem i powiernikiem
— przedmiotem,
z którym nie chcemy się
rozstać ani na chwilę…
To nie jest książka
oferuje coś więcej niż
zadrukowane strony
zamknięte między
okładkami:
z dyskretnie obecnego,
często niezauważanego
przedmiotu staje się
obiektem ważnym,
niezbędnym na co
dzień, autorską kreacją
i kreatywną inspiracją
w jednym. „Napisz
mnie, narysuj, stwórz!”
— woła do nas z każdej
swej strony. Działając
z tym obiektem, mamy
gwarancję stworzenia
niepowtarzalnego dzieła
sztuki. Zgodnie
z zasadą, która mówi, że
każdy może być artystą.
To nie jest książka to
zachęta dla (jeszcze)
nieczytających,
a także dla tych, którzy
od zadrukowanego
i projekt okładki: Julita Gielzak
]DZV]H
*
-
atyryczna i pełna humoru
historia najmłodszego
rodu dobrodusznych
olbrzymów, edukacji
oraz dojrzewania ich
syna po raz pierwszy
pojawia się w wersji
(specjalnie zaadaptowanej
i skróconej) dla młodszych
czytelników.
Dzieło Rabelais’go od
pierwszego wydania
budziło emocje podszyte
przede wszystkim lękiem
– przed prawdziwym
obrazem ludzkości, gdzie
Od wiosny tego roku
w szkołach, w domach,
na ulicach i w ramach
zorganizowanych
warsztatów
w galeriach sztuki
w całej Polsce młodzi
ludzie wykonują 86
rzeczy, które zawsze
mieli ochotę zrobić
z książką, a których im
stanowczo zabraniano.
86
-
E-bookom nie da się zaginać rogów
Zygmunt Bauman w rozmowie
z Tomaszem Kwaśniewskim
(„Wysokie Obcasy”)
Książka to przygoda
S
- ! }
[
(
www.wydawnictwoformat.pl
\|
ISBN:978-83-61488-09-5
BURZ I TWORZ!
adaptacja typograficzna
!}
(
\| [
format: 275 × 375 mm
wersja polska: Anna Wziątek
’
|
<
liczba stron: 56, oprawa twarda
*
_
rok wydania: 2012
Stephanie Rothmeier
’
+
-
Julita Gielzak
tekst i projekt graficzny:
[ ( | [- \`
] ?? @
^
adaptacja typograficzna:
Myśli pan, że papierowa książka zniknie?
Nie sądzę, bo to jest jednak szczególna przyjemność dla
wielu ludzi. Ja na przykład bardzo lubię papierowe książki.
Między innymi dlatego, że jak czytam, to lubię podkreślać
w nich to, co zwróciło moją uwagę. Lubię też zaginać rogi,
żeby wiedzieć, jak do tego trafić.
Pan niszczy książki?!
Przeciwnie, ja je personalizuję.
^
Jan Maria Kłoczowski
[ ( | [ `\
] ?? @ |
+
<
Tadeusza Boya-Żeleńskiego:
-
[
wersja polska na podst. tłum.
Po raz pierwszy w Polsce wybitne, a zarazem przewrotne
i kontrowersyjne arcydzieło francuskiego odrodzenia
ukazuje się w wersji uwspółcześnionej, kierowanej do
każdego, także młodego czytelnika. Barwna opowieść
o dynastii dobrych olbrzymów to w istocie szalona
wizja świata na opak, której żywe i kipiące rubasznym
humorem opisy na stałe weszły do skarbnicy światowej
kultury. Dopełnieniem pięknego języka, jakim Jan Maria
Kłoczowski przełożył (na podstawie mistrzowskiego
tłumaczenia Tadeusza Boya-Żeleńskiego) składające się
na ten tom fragmenty dzieła Rabelais’go, są wysmakowane
obrazy i rysunki znanego francuskiego artysty Ludovica
Debeurme’a. Fantastyczne, świetnie rozegrane
wprowadzenie w klasykę literatury przez wielkie L.
czyli „Złota Księga Kokeshi”
[
ilustracje: Ludovic Debeurme
_
Gargantua
KLASYKA W NOWYM WYDANIU
tekst: François Rabelais
Do realizacji akcji Oswój książkę! Wydawnictwo FORMAT
zaprosiło partnerów, którzy w oparciu o publikację
To nie jest książka organizują twórcze warsztaty w swoich
siedzibach: Zachęta Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie,
Łaźnia w Gdańsku, BWA we Wrocławiu, Zamek
w Poznaniu, Zamek w Cieszynie, Kronika Centrum Sztuki
Współczesnej w Bytomiu, CK Rotunda w Krakowie. Akcja
Oswój książkę! wpisuje się w społeczną dyskusję o niskim
poziomie czytelnictwa w polskim społeczeństwie, zwłaszcza
wśród młodych ludzi. Młode pokolenie, ze swobodą
poruszające się w nowych technologiach, woli ruchomy
obraz od tekstu, skrótowy komunikat od tekstu literackiego,
ekran od druku.
Akcja jest projektem z zamierzenia kontrowersyjnym:
nie zachęca bezpośrednio do czytania, nie traktuje książki
w kategoriach jej społecznego postrzegania (książka to
obiekt wymagający: szacunku, skupienia, czystych rąk
etc.). Poprzez akcję organizatorzy chcą zmienić pryzmat
patrzenia na książkę: niech nie kojarzy się z wysiłkiem,
nudą i monotonią, niech straci swą koturnowość. Świadomie
inicjują akcję mającą na celu zachętę do literatury nie
wprost, a poprzez udostępnienie narzędzia do samodzielnego
oswajania obiektu, jakim jest książka, i dostarczenie okazji
do wypróbowania potencjału kreatywności.
Publikację oraz akcję społeczną patronatem medialnym
objęli: Przekrój, TOK FM, Gazeta Wyborcza, RYMS,
Qlturka, Fika Tashka, Victor, Victor Junior, Existenz,
Kikimora, Papermint.
Malowanie ulubionym napojem lub sosem pomidorowym,
wyprowadzanie książki na spacer czy przywiązywanie jej do drzewa
– tego między innymi próbowali uczestnicy warsztatów w Krakowie.
Rzecz przewrotna – wbrew hasłom, które wpaja
się dzieciom od pokoleń o szanowaniu książki, tu
proponuje się totalną destrukcję. Ale niszczy się po
to, by budować. Gruzy mogą być twórcze – przekona
się o tym każdy nie-czytelnik tej nie-książki.
(…) Bo to jest książka do zabawy. Wbrew pozorom
bardzo twórczej.
Monika Janusz, „Przekrój”
Otóż właśnie wolno pomijać opisy, czytać od końca,
sprawdzać, co jest w środku, czytać kilka książek
naraz itd. – chodzi przecież o to, żeby swobodnie
nawigować, surfować po świecie liter, cieszyć się
książką, żeby nie traktować jej jako uciążliwego
gościa, tylko przyjaciela, za którym się tęskni.
„To nie jest książka” próbuje odczarować święty
status książki.
Agnieszka Wolny-Hamkało, „Gazeta Wyborcza”
Książka może być prawdziwą przygodą i autorskim
dziełem sztuki. „Burz i twórz” to promocyjne hasło
dla nie-książki, bardzo trafne, bo pokazuje, że
odbiorca wcale nie musi być bierny, że może stworzyć
oryginalne dzieło, a przy tym mieć mnóstwo radości
i zabawy. To nie jest książka jest niespodzianką,
zaskoczeniem. Pokazuje, że każda książka ma w sobie
element tajemnicy i niespodziewanie tom z biblioteki
czy księgarni stać się może dla czytelnika czymś
wyjątkowym i niezbędnym.
Agnieszka Kołodyńska, kreatywnywroclaw.pl
Powiem szczerze – miałam mieszane uczucia wobec
tego obiektu – no bo jak tak po prostu niszczyć
książkę? Nie przypuszczałam, że rysowanie po
książce, wyrywanie z niej kartek, oblewanie sokiem,
rozgniatanie na jej kartkach owoców i inne podobne
rzeczy mogą sprawiać aż taką frajdę.
www.lupuslibri.pl
Obiekt sztuki w duchu filozofii punk i dada…
Zaproszenie do tego, by (dosłownie!) wziąć sprawy
w swoje ręce.
„Stiftung Lesen”
Intensywny przyspieszony kurs antyautorytaryzmu.
Wyścig pomysłów – co jeden to zabawniejszy!
„Spiegel online”
7
Zwie się figlarnie:
Piotr Milanowicz: Co oznacza skrót COCOFLI?
Aleksandra Dobrowolska: Nazwa powstała z inspiracji jednym
z opowiadań Leszka Kołakowskiego, gdzie autor wspomina
o „barze o figlarnej nazwie COCOFLI”. Nazwa figlarna, ale
treść serio, bo Kołakowski podaje, co kryje się za skrótem:
Coexistance, Cooperation, Friendship, Love, Identity. Czyli
hasła, które są twórcom tego miejsca i nam, pracownikom,
bardzo bliskie.
Nie takie do końca pytanie chciałem zadać, bo o tym już
czytałem w innych publikacjach o Was…
A.D.: … ale te słowa: cooperation, coexistance są ważne, trzeba
je podkreślać.
No tak, lokal jest położony przy ul. Włodkowica 9,
w Dzielnicy Wzajemnego Szacunku, gdzie na małym obszarze
jest kościół katolicki, ewangelicki, cerkiew i synagoga.
A.D.: To współistnienie jest dla nas ważne. Dlatego mamy
koszerne wina i trufle na koszernej czekoladzie, dlatego
jesteśmy otwarci na ludzi i idee, dlatego staramy się
prezentować muzykę świata. Mamy tu spory regał księgarski
– a na nim specjalny wybór lektur. Są tu książki, które
sprowadzamy nie tylko dlatego, że je znamy, ale głównie ze
względu na ich nieoczywistość. Nie wybieramy ich wedle
klucza „bestseller” czy „sukces komercyjny”… Unikamy
mainstreamu, chcemy stworzyć okazję do poznania tego,
co jeszcze nieznane. Zobacz, nie musisz od razu polubić, ale
spójrz szerzej. Staramy się mieć książki, których wcale nie
szukasz... A może jeszcze nie wiesz, że chcesz je znaleźć.
Siadasz, przeglądasz je, a wtedy może coś cię zainteresuje.
Tak było ze mną. Znalazłem Persepolis – nie sądziłem, że tę
książkę tu zobaczę, ba, nie wiedziałem, że wyszła po polsku!
A.D.: Ten przykład idealnie się wpasowuje w nasz zamysł,
pokazuje mało znaną kulturę, naświetla mało znane u nas
problemy. Mamy naprawdę wybrane książki, zresztą bardzo
lubimy o nich mówić.
Czym właściwie jest COCOFLI? Księgarnią, kawiarnią,
pubem?
A.D.: Na pewno jest nam bliżej do kawiarnio-winiarni niż do
pubu. Do kawiarnio-winiarni połączonej z księgarnią i galerią.
Skąd pomysł na lokal? Jesteście przecież wydawnictwem...
A.D.: Wydajemy przede wszystkim książki dziecięce. Od
początku promujemy postawę otwartości. Ta idea jest obecna
w wielu naszych książkach, jako punkt wyjścia do rozmowy
z dzieckiem, do myślenia, do kształtowania konkretnych
postaw. Jednocześnie sami jesteśmy dorośli i w pewnym
momencie zaczęło nam strasznie brakować miejsca, gdzie
moglibyśmy proponować też rzeczy dla całkiem dużych ludzi.
To zatem naturalne rozwinięcie idei wydawnictwa.
Myśleliście o innej lokalizacji?
A.D.: Nie. Wydawnictwo ma misję, dlatego to jest idealne
miejsce. Organizujemy tu spotkania, warsztaty, wykłady,
wystawy, koncerty. Działamy dwa miesiące, a była już
wystawa i performance amerykańskiej artystki Kitty Hubbard,
prezentowaliśmy plansze z komiksu Agaty Wawryniuk,
8
gościliśmy mima Leszka Rosołka (na zdjęciu u dołu), teraz
prezentujemy ilustracje Jeana-François Martina z Wynalazcy
wraz z fantasmagorycznymi machinami Roberta Lenarda
Bachmana. W planach kolejne zdarzenia.
Można do Was przyjść i zaproponować jakieś wydarzenie?
A.D.: Absolutnie, można. Jeżeli tylko się z tym pomysłem
„dogadamy” i go „poczujemy”, to proszę bardzo: jest mała
scena, jest miejsce, ustalamy datę.
Co jest w Was wyjątkowego? Na tej ulicy jest wiele lokali.
Wojtek Krzosa: Każdy z tych lokali jest inny, zupełnie inny.
Co u nas jest wyjątkowego? Zderzenie kultur. Wyraźnie chcemy,
żeby było to widoczne, możliwe i, przy okazji, ciekawe
dla przypadkowego odbiorcy.
A.D.: Trudno od nas wyjść. Bardzo nam zależy na tym, żeby
goście dobrze się u nas czuli. Ma być Ci dobrze. Masz dostać
sposobność do poznania czegoś, co być może cię zaintryguje,
do pogadania z barmanem, jeśli masz taką potrzebę. Albo też
możesz nic nie mówić, ale nie możesz czuć się ignorowanym.
W różnych miejscach jest tak, że przychodzisz, zostajesz
obsłużony, a później radź sobie sam.
Powiedzcie kilka słów na temat Waszych win, kaw i trufli.
W.K.: Trufle są taką klasą „ekstra” wśród czekoladek. Te
dostępne u nas są robione ręcznie z koszernej czekolady
belgijskiej, ale w manufakturze na Śląsku. Nie zawierają
odzwierzęcych produktów, więc mogą być spożywane również
przez wegan i wszystkich ludzi dowolnego wyznania,
a najlepiej wyznania dobrego smaku (śmiech). To wszystko, co
możemy zaproponować, dobrze się komponuje ze sobą. Mamy
organiczne wino, piwo z małych lokalnych browarów, duży
wybór herbat, dla wymagających – kawę na mleku sojowym
czy owsianym. Jest też specjalne ciasto, np. sernik z tofu
czy ciasto di Siena, przyrządzane wedle receptury z XIII wieku.
A.D.: A kawę mamy wyjątkową, idealnie wyważoną
mieszankę arabiki i robusty, prosto z palarni we Wrocławiu. To
autentycznie świeżo palona kawa, niemalże na naszych oczach.
Czym się różni wino organiczne od nieorganicznego?
W.K.: W przypadku wina nieorganicznego podczas upraw
owoce winogron są pryskane, stosowane są środki chemiczne,
produkcja jest wysoko zmechanizowana. W przypadku wina
organicznego owoce zbierane są ręcznie, winnica jest ręcznie
pielona, a cały proces odbywa się dokładnie tak jak przed
wiekami. To wino z założenia ma być w pełni naturalne.
Pięknie dziękuję za miłą rozmowę i miłą niedzielę, bo
w COCOFLI spędziłem przecież cały dzień!
Rozmowę przeprowadził Piotr Milanowicz
(www.kilkaslow.com)
fot. Piotr Milanowicz (2, 3, 4, 5, 8), Cocofli (1, 6, 7)
COCOFLI to nowe miejsce na kawiarnianej mapie
Wrocławia. Za jego otwarciem stoi wydawnictwo FORMAT.
To specjalne miejsce – można się o tym przekonać już
podczas pierwszej wizyty, po chwili rozmowy z barmanem,
oraz po pierwszym kieliszku wyśmienitego wina. W pewną
słoneczną niedzielę miałem przyjemność porozmawiać
w COCOFLI z Aleksandrą Dobrowolską oraz Wojtkiem
Krzosą, których najczęściej można spotkać po drugiej
stronie baru.

Podobne dokumenty

format książki - Wydawnictwo Format

format książki - Wydawnictwo Format i niezwykłość obrazu nieprzerwanie idą w parze, w jednym rytmie, nie opuszczając, nawet na ułamek sekundy, żadnej ze stron. Najpierw Emmanuelle Houdart stworzyła galerię bajecznych postaci – artyst...

Bardziej szczegółowo