17 styczeń 2017 07:36 Ciągle chodzi po głowie, żeby coś

Komentarze

Transkrypt

17 styczeń 2017 07:36 Ciągle chodzi po głowie, żeby coś
Jesteś tutaj: Aktualności >
Ciągle chodzi po głowie, żeby coś dodać, ...
17 styczeń 2017 07:36
Ciągle chodzi po głowie, żeby coś...
Renata Kendra z Pruszcza zawsze miała marzenie, aby zacząć malować
na dobre po przejściu na emeryturę. I marzenie się spełniło. Dzisiaj
tworzy obrazy, na których uwieńczone są przede wszystkim wiejskie
pejzaże, przyroda w pełni tego słowa znaczeniu. W domu nie ma
praktycznie pomieszczenia, gdzie nie wisiałby jej obrazy.
Krzysztof Pardo:- Proszę opowiedz czytelnikom o sobie
Renata Kendra:- Już w szkole podstawowej myślałam o tym, aby pójść
do szkoły plastycznej. Rodzice jednak nie byli zadowoleni z mojego
pomysłu. -Co Ty po tej szkole będziesz robić, przecież na życie trzeba
jakoś zarobić ! – powtarzali. A w tamtych czasach np. reklama nie była
tak rozwinięta jak dzisiaj Żeby malować i chcąc z tego wyżyć to trzeba
mieć niezły warsztat malarski w sensie wykształcenia no i talentu.
Poszłam do Liceum Ogólnokształcącego w Świeciu. Tam również był
http://www.pruszcz.pl/blog/1_1168-ciagle_chodzi_po_glowie_zeby_cos_dodac_cos_zmienic.html
Strona 1/3
rysunek techniczny, chociaż tylko rok, no i z niego miałam piątkę.
Po szkole poszłam do pracy, potem założyłam rodzinę, urodzili się dwaj
synowie. Później pracowałam w Zakładzie Przemysłu Drzewnego
„Wierzchucin”. Byłam tam jedną z młodszych pracownic u boku
starszego pana, który był ekonomistą. A, że pracy nie było za dużo to
któregoś dnia pokusiłam się o naszkicowanie mojego współpracownika.
Siedział koło okna, bokiem, miał takie starsze wyraziste rysy.
Rysowałam go na niedużej kartce papieru, kiedy za plecami pojawił się
dyrektor zdumiony moim zajęciem. –Zobacz Januszewski, co ona Ci
tutaj narobiła !- uśmiechnął się pracodawca. Zrobiło mi się wówczas
wstyd, ale to był dobry moment w moim życiu bo zlecono mi pisanie
różnych haseł, wykonywanie plansz, szyldów no i cały wystrój zakładu
należał do moich obowiązków.
Przyszły lata 90, zaczęły powstawać nowe zakłady pracy, było
zapotrzebowanie na różnego rodzaju szyldy, reklamy. Pamiętam, ze
pierwsze zlecenie miałam od ówczesnej firmy „Dubler” w Pruszczu.
Tak dorabiałam u boku męża przez 10 lat, jednocześnie pracując w
Spółdzielni Kółek Rolniczych.
Następnie rozpoczęłam pracę w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc
Chłopska”. Dostałam tutaj stanowisko specjalisty ds. marketingu.
Jeździłam swoi autem na różnego rodzaju przetargi, szukałam rynku
zbytu w terenie. Nie było wówczas łatwo, bo jednym autem musiałam
się dzielić się z mężem.
W roku 2006 przeszłam na emeryturę, ale po miesiącu wróciłam tutaj
do GS-u, aby mieć pod sobą sprawy związane z BHP oraz
samorządowe.
Przygotowywałam
zebrania
zarządu,
walne
zgromadzenia itp.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z malowaniem ?
- Zawsze marzyłam o tym, aby po przejściu na emeryturę malować.
Zawsze dzieliłam się tymi marzeniami z innymi. No i tak się
rzeczywiście stało. Jak odchodziłam z pracy to otrzymałam 2 wspaniałe
wydawnictwa o malarstwie. Opowiem o jednej przygodzie, która także
ma jakieś powiązanie z moja pasją malowania. W 2003 roku w kościele
zebrały się panie, aby doprowadzić do porządku feretrony. Jedna z nich
tak się bardzo zaangażowała w mycie obrazu, że zmyła znaczną jego
część nie wiedząc, że farba olejna na obrazie zejdzie pod wpływem
wody i mydła. Pojechałam do Bydgoszczy i kupiłam trzy kolory farby:
białą, czerwoną i brązową i odrestaurowałam obraz.
Farbki leżały w domu zabezpieczone w folii i one po kilku latach znowu
http://www.pruszcz.pl/blog/1_1168-ciagle_chodzi_po_glowie_zeby_cos_dodac_cos_zmienic.html
Strona 2/3
się przydały. Otóż miało miejsce spotkanie koleżanek i kolegów z
internatu ze Świecia i postanowiłam przygotować ze swojej strony
jakieś pamiątki. Syn wykonał deseczki 12x10 a ja na nich
namalowałam drzewka. Za rok znowu odbyło się spotkanie i
wykonałam inne, podobne pamiątki. I tak właściwie malowanie
rozpoczęło się od tego na deseczkach. Zawsze się pocieszam tym, że w
średniowieczu dużo malowano na deskach.
Potem kupiłam kolejne blejtramy, tj. ramy z płótnem no i więcej
różnych farb. Ja nie mam dobrej techniki i nie wzoruję się na innych.
Robię to wszystko na wyczucie. Po prostu malarz-amator w pełnym
tego słowa znaczeniu.
Co Cię inspiruje ?
- Dużo oglądam w internecie galerii malarzy. Zarówno tych
współczesnych , jak i tych starszych. Podglądam np., czy dobrze ujmuję
perspektywę itp. Korzystam z różnych zdjęć w internecie, książkach,
folderach. Nie jeżdżę w plener, maluję najczęściej wieczorami.
Najwięcej od późnej jesieni do wiosny. Latem bardzo lubię pracować w
ogrodzie.
Cały czas inspiruje mnie przyroda. Ona mnie urzeka. Pejzaże, las,
woda. Mieszkałam w takiej pięknej miejscowości Słępiska, która już
dzisiaj nie istnieje, dzisiaj jest to Ostrowite. Nasz dom był pod lasem i
kiedy wyszłam z podwórka to wchodziłam po prostu do lasu. Teraz,
kiedy jadę w teren przez las najczęściej staję i wchodzę pomiędzy
drzewa, w głąb lasu. Kocham też kwiaty. Postanowiłam sobie, że będę
robiła zdjęcia uroczych zakątków i potem przelewała na płótno.
Jaki obraz darzysz szczególną sympatią ?
- Żadnego. I nie jestem do końca zadowolona z obrazów, bo ciągle
chodzi po głowie to, że można by coś dodać, coś zmienić, coś
udoskonalić. Dlatego przez dłuższy czas nie pokrywam obrazu
werniksem.
Jak powstaje obraz ?
-
http://www.pruszcz.pl/blog/1_1168-ciagle_chodzi_po_glowie_zeby_cos_dodac_cos_zmienic.html
Powered by TCPDF (www.tcpdf.org)
Strona 3/3