minerały – biżuteria - Towarzystwo Miłośników Mineralogii

Komentarze

Transkrypt

minerały – biżuteria - Towarzystwo Miłośników Mineralogii
II
JUBILEUSZ TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW MINERALOGII W ŁODZI
18–19 kwietnia 2009 r.
TO JUŻ 15 LAT!
Z tortem i szampanem świętowaliśmy
15-lecie Towarzystwa Miłośników
Mineralogii.
2 marca br. w Sali Muzeum Geologicznego Uniwersytetu Łódzkiego odbyło się spotkanie Towarzystwa Miłośników Mineralogii. Z okazji jubileuszu uświetnił je uroczystym wykładem profesor Janusz Maszewski.
Towarzystwo Miłośników Mineralogii przy Uniwersytecie Łódzkim zostało zarejestrowane dokładnie 15 lat te-
mu. Jego siedziba mieściła się w Pracowni Kartografii Geologicznej i Surowców Mineralnych, w pofabrycznym budynku przy ul. Źródłowej 47. Od samego początku patronem, pierwszym nauczycielem i przyjacielem członków Towarzystwa był dr Jan Ziomek, dzisiejszy Honorowy Prezes. Oczywiście przed reje-
stracją od roku 1992 odbywały się regularne spotkania pasjonatów mineralogii, paleontologii i petrografii, na początku w wąskim gronie założycielskim. Należeli do niego: Andrzej Negrusz, Dorota Wesołowska, Wiesław Buchowiecki, Paweł Ozimiński, Marek Bajerowski, Janusz Nowak oraz Adrian Kin. Szybko jednak liczba uczestników spotkań wzrosła do ponad 30 osób.
Działalność Towarzystwa początkowo ograniczała się do comiesięcznych wykładów dr Jana Ziomka, któ-
ry pogłębiał naszą wiedzę o podstawowych pojęciach geologicznych i mineralogicznych. Było to cenne, tym bardziej
że wśród naszych członków w tym czasie nie było żadnej osoby, która miałaby wykształcenie geologiczne. Ciągłe podnoszenie wiedzy oraz dopingowanie do samokształcenia się w tej dziedzinie przez uczestników spotkań jest jego zasłu-
Czy można w Polsce znaleźć ciekawe okazy mineralogiczne?
NA TO PYTANIE przeważnie słyszy
się odpowiedź negatywną. Książka
Eligiusza Szeląga „Atlas minerałów
i skał” wydana przez wydawnictwo
PASCAL temu zaprzecza. Każdy kolekcjoner minerałów wie, że w Polsce nie znajdzie szafirów porównywalnych z tymi ze Sri
Lanki, ani topazów
jak te z Wołodarska
Wołyńskiego czy
z Brazylii, ani opali
jak choćby ze Słowacji. Nawet pobieżne obejrzenie
atlasu zdziwi niedowiarków. Okazy
waryscytu z Wiśniówki czy hauerytu z Jeziórka
są porównywalne
z tymi klasycznych lokalizacji.
A przecież i okazów celestynów, gipsów, agatów, szczególnie tych z Płóczek, też nie musimy się wstydzić.
Wartością tego wydawnictwa jest to,
że autor zamieścił w nim fotografie
polskich minerałów z własnej kolekcji. Znajdziemy w nim okazy z całej
Polski, nie tylko z dolnośląskiego eldorado, ale z Bieszczad, okolic Sie-
miatycz, Gór Świętokrzyskich czy też
Cieszyna.
Opisy 150 minerałów, pospolitych
i rzadkich, zawierają najistotniejsze
informacje dotyczące ich barwy, budowy zewnętrznej i właściwości bez
zbędnego balastu
szczegółowych danych, których nikt
nie jest w stanie
sprawdzić w terenie, w miejscu
znalezienia. Jest
to idealna książka
do zabrania wraz
z młotkiem na poszukiwania nowych okazów.
Sprzyja temu format książki i jej
twarda oprawa.
Do opisu minerałów dodałbym
jednak bliższe określenia lokalizacji,
z których pozyskano okazy, byłoby
łatwiej je wtedy odnaleźć.
Książka jest opatrzona wstępem,
w którym autor podaje definicje terminów spotykanych w atlasie. Można tam przeczytać, co to są zbliźniaczenia, co znaczy pokrój, czy też jak
badać rysę minerału.
W drugiej części po stosownym
wstępie dotyczącym powstawania
skał i ich budowy zewnętrznej mamy
w książce pokazane przykłady 35
z nich. Dopiero oglądając ich zdjęcia
można stwierdzić jakie są różnorodne. Jedne szare, pospolite, inne czerwone, mające cechy kamieni ozdobnych. Z atlasem tym można by chodzić po deszczu po drodze wybrukowanej kocimi łbami (jaka to dziś
rzadkość!) i rozpoznawać skały użyte
do brukowania.
Spełnia też oczekiwania kolekcjonerów, ponieważ wywołuje naturalną
chęć rywalizacji i współzawodnictwa. Sam jestem kolekcjonerem
i muszę przyznać, że zazdroszczę autorowi np. okazu topazu z Kamienia
czy też datolitu z Międzyrzecza. Ale
mam satysfakcję, że posiadam ładniejsze okazy kordierytu czy też andaluzytu.
Zauważyłem, że kilka z ponad 300
fotografii jakością odbiega od ogólnie wysokiego poziomu edytorskiego, ale to nie przeszkadza, by publikację tę uznać za bardzo udaną.
gą. Jednocześnie opowieści o wyprawach do Kanady, Afganistanu i północnej Afryki pobudzały naszą wyobraźnię zwiększając jednocześnie poczucie, że warto poznawać, cenić piękno przyrody nieożywionej, kolekcjonować minerały, skały i skamieniałości.
Dziś wśród członków naszego Towarzystwa są już specjaliści i ludzie o olbrzymiej wiedzy z różnych dziedzin nauk o Ziemi, posiadacze poważnych kolekcji minerałów i skamieniałości. Jedni ukochali kalcyty, inni agaty, jeszcze inni z pasją zajmują się popularyzacją mineralogii.
Od początku nieodłącznym elementem działalności Towarzystwa były wspólne wyprawy w celu poszukiwania okazów: w najbliższe okolice, do Sulejowa, Łęczycy czy Działoszyna, potem w Sudety i Góry Świętokrzyskie. Od roku 1998 jeździmy też za granicę. Wiele razy byliśmy w Czechach, na Słowacji, w Rumu-
nii, na Ukrainie. Udało nam się zorganizować 35 wyjazdów krajowych i 13 zagranicznych. Nasi członkowie uczestniczyli w wyprawach organizowanych przez pracowników Wydziału Geografii UŁ na Krym, do Bułgarii, Rumunii, Słowenii i Chorwacji.
Wykłady dla nas prowadzą często specjaliści z różnych dziedzin i z różnych uczelni i instytutów, a członkowie Towarzystwa coraz częściej wystawiają swoje zbiory na wystawach, giełdach i w muzeach.
Do założycieli Towarzystwa dołącza grupa młodych ludzi, naszych koleżanek i kolegów, którzy – mamy nadzieję – będą kontynuować działalność, udowadniając, że warto podziwiać przyrodę nieożywioną i być jej miłośnikiem.
Na podstawie
referatu prof. Janusza
Maszewskiego
RYSZARD JUŚKIEWICZ
FOT. AUTORA
HALA SPORTOWA MOSiR
ul. ks. Skorupki 21
®
INTERSTONE
WYSTAWA
I GIEŁDA
ŁÓDŹ
RYSZARD JUŚKIEWICZ
ELIGIUSZ SZELĄG
„ATLAS MINERAŁÓW I SKAŁ”
PASCAL – BIELSKO-BIAŁA STR. 272
CENA 39.90 ZŁ
zapięcia, przekładki, bigle, klipsy, rurki,drut,
kulki, sześciany cylindry, łańcuszki,
wszystko srebrne lub pozłacane
zadzwoń po bezpłatny katalog 502 910 750
sobota–niedziela
® 10.00–18.00
24-25 października 2009 r.
MINERAŁY – BIŻUTERIA
SKAMIENIAŁOŚCI, MUSZLE, WYROBY JUBILERSKIE
OKAZY Z CAŁEGO ŚWIATA
To warto zobaczyć! To warto kupić!
Serdecznie zapraszamy
www.interstone.net.pl
www.elementysrebrne.pl
III
W MUZEUM WŁÓKIENNICTWA W ŁODZI
18–19 kwietnia 2009 r.
Biżuteria – sztuka dla sztuki
czy użytkowa?
Rozmawiamy z prof. Andrzejem
Bossem, artystą plastykiem,
twórcą biżuterii
d Widziałem pańską wystawę „Biżuteria i obiekty”
w Muzeum Włókiennictwa
w Łodzi, swoiste podsumowanie 20-letniej działalności
artystycznej. Dlaczego nie
było tam biżuterii normalnej, takiej, jaką widujemy
np. na targach INTERSTONE?
– Wykonuję różną biżuterię.
Zmieniam się ja, zmieniają
się też moje prace. Na wystawie prezentowałem głównie
biżuterię robioną na różne
konkursy. Były okresy, kiedy
robiłem całkiem dużo biżuterii normalnej, handlowej.
Nie uważam jej za gorszą,
lecz inną. Inne są założenia
projektowe, inna funkcja. Tutaj trzeba liczyć
koszty materiałowe,
czasochłonność
projektu.
Zapewne
ciekawa byłaby wystawa konfrontująca oba rodzaje
biżuterii, lecz nie
mam jej we wła-
gle jest żywa, ale ma wpływ
tylko na pewien sektor biżuterii. Dzisiaj robi się
ją wszystkiego. Nowy materiał, nowy
kod, nowy przekaz. Łatwiej
powiedzieć
coś, używając
nowych materiałów, obiekt
nie jest obcią-
Andrzej Boss urodził się w 1960 roku w Tarnowie.
Jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk
Plastycznych w Łodzi. Dyplom w Pracowni Projektowej
Biżuterii u profesora Andrzeja Szadkowskiego obronił
w 1985 roku. Od 2005 roku jest profesorem na tej
uczelni. Prowadzi Pracownię Projektowania Form
Złotniczych. Jest autorem kilkunastu wystaw
indywidualnych w kraju i zagranicą oraz wielokrotnym
laureatem i jurorem konkursów.
snych zbiorach, gdyż została
sprzedana.
d Jaka jest dzisiejsza definicja biżuterii? Przez ostatnie
lata coraz więcej precjozów
to miniatury rzeźbiarskie, które z trudem
można by nosić, natomiast z wielką przyjemnością się je ogląda.
– Zmieniły się czasy,
zmienia się i biżuteria.
Dzisiejsze prace można zaprezentować często zarówno na wystawie biżuterii, miniatury
tkackiej czy małej
formy rzeźbiarskiej.
Przedmiot nie musi
być tylko piękną
ozdobą, powinien coś
przekazywać. Przez
wieki biżuteria pełniła funkcje magiczne,
określała status
użytkownika, funkcja dekoracyjna była
funkcją wtórną.
Oczywiście magia
złota i kamieni cią-
żony tyloma skojarzeniami.
Dotyczy to też nowej formy.
Artysta określa, czym się zajmuje, a jaką funkcję będzie
pełnić przedmiot, określa
użytkownik.
d Czy jest już w Polsce moda
na kupowanie i ofiarowanie
kobietom biżuterii, którą się
tylko ogląda, która zamiast
zdobić damę, zdobi np. jej sypialnię?
– Nie sądzę, aby było dużo
kobiet ucieszonych z biżuterii, w której nie mogą się pokazać. Natomiast idea biżuterii – obiektu jest mi bliska.
Był okres, kiedy większość
moich prac pełniła obie funk-
cje. Wyrazisty, przyciągający
uwagę przedmiot będzie zauważony zawsze, nawet jego
dyskusyjna funkcja może
być doskonałym pretekstem
do rozpoczęcia rozmowy. Nie
przeszkadza to, aby potem
był dekoracją salonu czy sypialni.
d Jako surowca do tworzenia dzieł sztuki używa pan
często odłupków krzemienia
pasiastego czy niedoszlifowanych bryłek bursztynu zamiast tradycyjnych kamieni
szlachetnych.
Czy nie uważa pan, że
niszczenie cudów natury,
jakimi są naturalne kryształy granatów,
turmalinów czy
beryli poprzez cięcie i szlifowanie tradycyjnych fasetek, to swoiste barbarzyństwo?
– Bardzo lubię nieprzetworzone materiały, ich naturalna forma, pewna niedoskonałość jest często inspiracją
do moich realizacji. Nie lubię
kamieni fasetowych w klasycznych szlifach, dla mnie
ich doskonałość jest sztuczna. Jak w takiej postaci rozróżnić kamień naturalny od
syntetycznego? Czasami
trzeba jednak otworzyć kamień, aby pokazać jego wewnętrzne piękno. W naturze
tkwi jakaś siła i magia.
d Dlaczego w cyklu rzeźb
„Symbole miłości” użył pan
żywicy? Jakże piękne byłyby
rzeźby palców np. z naturalnego magnezytu, jaspisu czy
też zwykłego kamienia. Czy
to prowokacja artystyczna?
A może niezrozumiały dla
mnie przekaz wynikający
stąd, że niedostatecznie
znam się na sztuce?
– Chodzi o wisior, w którym
najważniejszy jest bursztyn.
Kamienne palce stanowiłyby
dla niego zbyt dużą konkurencję. Poza tym wycięte palce z naturalnego surowca byłyby sztuczne w formie.
Żywica pozwala na
dokładne
odwzorowanie natury, na
umieszczenie
fragmentu
siebie w realizacji. Użyte materiały muszą być podporządkowane koncepcji
pracy.
d Zawsze chętnie promuje
pan swoich uczniów i dyplomantów. Ile w ich twórczości
widzi pan własnych wpływów? Czy to można ocenić?
20
jących się profesjonalnie geologią i mineralogią być może nie było to nic specjalnego – ta niewielka, licząca tylko 75 km kw. grecka wyspa
leżąca w archipelagu Cykladów, była znana od czasów
starożytnych z występujących tam rud różnych metali. Te złoża już dawno zostały wyczerpane.
Występujące tam zielone
kwarce charakteryzują się
tym, że ich zabarwienie zwią-
zane jest nie z chlorytami,
jak w innych lokalizacjach,
ale z wrostkami hedenbergitu. Jest on tam pospolitym
minerałem skałotwórczym.
Ciekawy jest kształt poszczególnych kryształów.
Często nie ma w nich typowego przejścia między graniastosłupem kryształu a powierzchniami romboedrycznymi, stanowiącym jego zakończenie. Swoim kształtem
przypominają niektóre krysz-
dualność. Cieszę się, prezentując prace studentów – są
tak różnorodne, widać, iż szukają własnej drogi. Uczymy
studentów sposobów rozwiązywania stawianych im zadań, a nie naśladowania innych. Studenci uczą się
w różnych pracowniach i są
pod wpływem różnych pedagogów. Tak było też w moim
przypadku. Powoli szukałem
własnej drogi, ciągle szukam
nowych sposobów wypowiedzi, swojego rozpoznawalnego języka. Mimo że zmienia
się moja sztuka, to wyniesione ze szkoły zasady myślenia
i postępowania pozostały.
ROZMAWIAŁ:
RYSZARD JUŚKIEWICZ
FOT. ANDRZEJ BOSS I ADAM JUŚKIEWICZ
GALERIA ZDJĘĆ I REPORTAŻ Z WYSTAWY NA
WWW.INTERSTONE.NET.PL
Zielone kwarce z wyspy Serifos
lat temu w piśmie
„Lapis” ukazał się
artykuł dotyczący
minerałów wyspy Serifos.
Była to dla przeciętnych kolekcjonerów minerałów niebywała sensacja. Prezentowane tam fotografie pięknych ilwaitów, jubilerskich
granatów, a przede wszystkim niezwykłych zielonych
kwarców u miłośników mineralogii powodowały istny zawrót głowy. Dla ludzi, zajmu-
Czy można się definitywnie
odciąć od wpływów mistrza?
Jak to było w pana przypadku?
– Miło jest, kiedy ktoś uważa
ciebie za mistrza. Nie znaczy
to, że uczeń ma ciebie kopiować. Każdy jest inny i powinien rozwijać swoją indywi-
tały
górskie
z Bańskiej Szczawnicy na Słowacji
lub pokrój belemnitów. Ich zieleń jest
najczęściej jednorodna, o bardzo subtelnym odcieniu. Dodaje
to niezwykłego uroku
tym okazom. Przez lata
zdobycie minerałów z Serifos graniczyło z cudem,
gdyż obowiązywał całkowity zakaz zbierania ich na
CIEKAWE
MIEJSCA
tej wyspie. Nie dziwią zatem
dzisiejsze ceny za okazy
pochodzące z tego magicznego miejsca. (RJ)
OKAZY Z KOLEKCJI AUTORA
FOT. ADAM JUŚKIEWICZ
IV
ABY ROZWIJAĆ SWOJE PASJE
18–19 kwietnia 2009 r.
MINERAŁY, SKAŁY I SKAMIENIA
Kolekcjonerzy minerałów uważają,
że Polska Środkowa jest obszarem
wyjątkowo mało sprzyjającym ich pasji.
Prawie nie ma tu odsłonięć skał
starszych niż plejstoceńskie.
Jeśli nawet pojawiają się miejscami
wychodnie mezozoiku, to z reguły
występują w nich skały osadowe,
w których zróżnicowanie minerałów
jest bardzo małe.
M
oże jednak warto spojrzeć na nasz region
w trochę inny sposób.
Fakt, że niemal całą jego powierzchnię pokrywają luźne
skały osadowe – gliny, piaski,
żwiry i muły, nie oznacza, że
po interesujące okazy trzeba
koniecznie wybierać się w Sudety czy Karpaty albo poza
granice Polski. Skandynawski lądolód, który co najmniej
pięciokrotnie nasunął się z północy na nasz region, przyniósł
mnóstwo interesujących skał,
skamieniałości i minerałów.
Określane są przez geologów
towych wybuchami wulkanów
na Księżycu bądź eksplozją
nieznanej planety. Powszechnie znane były legendy o kamieniach przenoszonych
przez diabła w celu zniszczenia jakiegoś kościoła lub w jakimś innym, równie niecnym
zamiarze. Diabeł, zaskoczony
przez poranne pianie koguta
lub przez pierwszy promień
słońca, niekiedy oszukany
przez sprytnego człowieka,
gubił lub porzucał kamień.
Tak tłumaczona jest na przykład obecność jednego z największych głazów narzuto-
Europie z występującymi na
terenie Skandynawii. Ich obecność tłumaczono gigantycznym potopem, który miał rzekomo porwać skały ze Skandynawii i następnie rozrzucić
je po całym Niżu Europejskim. W drugiej połowie XIX
wieku – przypisano tę rolę lądolodowi skandynawskiemu.
Głazy narzutowe miały znaczenie zarówno religijne, jak
i praktyczne. Pierwotnie były wykorzystywane jako proste narzędzia (żarna, pięściaki, tłuki, później siekierki itp.)
czy surowiec budowlany. Ułożono z nich niezliczone
i w większości już zniszczone
dolmeny, menhiry, kręgi kultowe, np. w Odrach nad Wdą.
W przeszłości Prusowie najsięg ograniczony do obniżeń
krystalicznego podłoża oraz
wypełniają prawie całą nieckę
Bałtyku.
Nie dziwi, że wśród skał narzutowych, jakie możemy
znaleźć w okolicach Łodzi,
najwięcej jest granitoidów,
porfirów, gabroidów, gnejsów, piaskowców oraz wapieni i dolomitów. Zdarzają
się jednak i ciekawostki, jak
np. skały wulkaniczne z agatami i innymi odmianami chalcedonu lub pegmaty-
ZĘBY REKINA
PORFIRY
JEŻOWIEC
jako eratyki (od erraticus =
błądzący), narzutniaki lub głazy narzutowe. Niektóre głazy
narzutowe pochodzą aż ze
Skandynawii, inne z dzisiejszego dna Bałtyku lub z północnej Polski.
Obecność wielkich głazów
wśród pól i lasów już od dawna intrygowała ludzi. Przypisywano im nadprzyrodzone
pochodzenie i otaczano kultem. Pojawiały się również
ko(s)miczne hipotezy, wyjaśniające genezę głazów narzu-
wych w Polsce – Królewskiego Głazu u wybrzeży Wyspy
Chrząszczewskiej koło Kamienia Pomorskiego. Tego typu
podania były nieraz uwiarygodnione śladami diabelskich
pazurów pozostawionymi na
powierzchni skał. W rzeczywistości były to jednak tylko
rysy, powstałe podczas transportu skały wmarzniętej w lód.
Dopiero około 200 lat temu
dostrzeżono zadziwiające podobieństwo niektórych skał
znajdowanych w środkowej
większe kamienie traktowali
jako obiekty kultu lub wykorzystywali jako ołtarze ofiarne. Historia kołem się toczy.
Pruski ołtarz ofiarny stanowi
dziś fundament ołtarza w kościele ewangelickim w Olsztynie.
Głazy narzutowe są podstawowym budulcem gmachów
romańskich w północnej
i środkowej Polsce, np. Kolegiaty w Tumie pod Łęczycą.
nictwo drogowe. Pierwotnie
nawierzchnia dróg wykonywana była z odpowiednio dobranych kamieni, zaś obecnie bruk stanowi często element podłoża, na którym wylewana lub układana jest nowoczesna nawierzchnia.
Wśród skał narzutowych
środkowej Polski można znaleźć przedstawicieli właściwie wszystkich grup petrograficznych. Z oczywistych wzglę-
RAPAKIWI
Do dziś zresztą budownictwo
– zwłaszcza wiejskie – wykorzystuje na dużą skalę zebrane z pól kamienie do budowy
fundamentów, a do niedawna
także jako budulec ścian budynków gospodarczych, np.
w wioskach na terenie Parku
Krajobrazowego Wzniesień
Łódzkich. Drugą dziedziną,
w której wciąż istnieje duże
zapotrzebowanie na głazy
skandynawskie, jest budow-
dów najliczniejsze są jednak
skały występujące powszechnie na Półwyspie Skandynawskim, Wyspach Alandzkich,
w Finlandii oraz na dnie Bałtyku.
Obszar Fennoskandii niemal idealnie pokrywa się z tarczą bałtycką. Odsłaniają się
tam głównie prekambryjskie
skały magmowe i metamorficzne. Prekambryjskie i młodsze skały osadowe mają za-
ty z dobrze wykształconymi kryształami turmalinów, skaleni, łyszczyków
i granatów.
Granitoidy łatwo rozpoznać. Składają się
z głównie
kw ar cu,
jednego
lub obydwóch rodzajów skaleni (skaleni
potasowych i plagioklazów),
łyszczyków, a w mniejszych
ilościach także wielu innych
minerałów. Najbardziej znaną odmianą granitoidów jest
granit. Cechuje się on obecnością obydwu rodzajów skaleni, ale z przewagą potasowych. W pokrewnych granodiorytach jest odwrotnie –
przeważają plagioklazy. Wielu granitom można precyzyj-
KORALOWIEC
n i e
przypisać miejsce pochodzenia, np. przedstawiony na
zdjęciu granit VĆnevik pocho
dzi ze SmĆlandu – krainy le
żącej w południowo-wsch
odniej Szwecji. Bardzo cha
rakterystyczne są również gra
nity rapakiwi, wywodzące się
z południowej Finlandii. Za
V
18–19 kwietnia 2009 r.
AŁOŚCI W POLSCE ŚRODKOWEJ
wierają one duże obłe „oczka”
skalenia potasowego, otoczone obwódką zbudowaną z plagioklazu. Tło skalne stanowią
drobniejsze kryształy kwarcu, łyszczyku i skaleni.
Porfiry należą do najłatwiej
rozpoznawalnych skał narzutowych. Jednocześnie są one
stosunkowo odporne na wietrzenie. Powstają częściowo
w głębi ziemi, częściowo na
powierzchni, czyli w warunkach wulkanicznych. W drugim etapie powstaje skrytokrystaliczne ciasto skalne.
Liczne typy porfirów możemy
przyporządkować do istniejących po dziś dzień stanowisk
w Skandynawii. Przedstawiony na zdjęciu porfir Grönklitt
pochodzi z Dalarny – środko-
wa Szwecja,
zaś czerwony porfir bałtycki miał swoją wychodnię na dnie środkowego Bałtyku.
Na bardzo interesujące minerały można natknąć się
w pegmatytach. Pegmatyty są
skałami żyłowymi, tworzącymi się w późnym etapie krystalizacji z tzw. resztek pomagmowych, bogatych w rzadkie
pierwiastki. Miłośnicy minerałów uważają pegmatyty za
najcenniejsze źródło wielu poszukiwanych okazów. Znaleźć
je można w niemal każdej pryzmie kamieni polnych w okolicach Łodzi.
Szczególne zainteresowanie
budzą
skamieniałości.
Większość skał
zawierających
szczątki roślin
lub zwierząt wywodzi się z niecki Bałtyku, chociaż są i takie, których wychodnie leżą
na obszarze Olandii, Gotlandii, czy kontynentalnej
części Szwecji. Wśród nich
można napotkać m.in. wapienie krynoidowe, które niemal
w całości złożone są ze szczątków liliowców – osiadłych
zwierząt przypominających
z wyglądu lilię (stąd nazwa
gromady). W skałach najle-
PEGMATYT
piej zachowują się segmenty
łodyg określane jako trochity. Mają one kształt kółek, pięciokątów lub pięcioramiennych gwiazdek z dziurką
w środku.
Bardzo licznie występują też paleozoiczne
wapienie muszlowe, zbudowane najczęściej
z muszli
ramienionogów. Ramienionogi
i małże posiadają muszle zbudowane podobnie –
z dwóch skorupek.
Różnią się one jednak rodzajem symetrii. U małży można wyróżnić skorupkę lewą
i prawą, a płaszczyzna symetrii przebiega dokładnie pomiędzy nimi. Są oczywiście
wyjątki, jak np. ostrygi, które
mają asymetryczne części
muszli, co wynika z przytwierdzenia do twardego, skalistego podłoża. U ramienionogów
marła grupa zwierząt wiązanych w przeszłości z jamochłonami, a ostatnio uważana raczej za bliższą gąbkom.
Wszystkie wymienione powyżej skamieniałości wywodzą się z paleozoicznych skał
osadowych wypełniających
nieckę Bałtyku. W żwirach
i glinach okolic Ło-
BELEMNITY
dzi
można
jednak natknąć się na skamieniałości
reprezentujące również znacznie młodsze okresy geologiczne. Należą do nich m.in. belemnity. W tradycji ludowej
są one nieprawidłowo określane jako „strzałki piorunowe”, gdyż rzekomo miały powstawać w miejscu uderzenia
KORALOWIEC
natomiast wyróżnia się skorupkę brzuszną i grzbietową,
zaś płaszczyzna symetrii przecina środki obydwu skorupek.
Znacznie rzadziej znajdowane są wapienie paleoporellowe, zbudowane z rurek glonów. Zwykle są one zabarwione na żółtawy lub kremowy
kolor i można w nich dostrzec
rurkowate pozostałości plech.
W niektórych fragmentach
skał można też natknąć się na
kawałki trylobitów.
Do dość częstych skamieniałości należą także denkowce. To również zupełnie wy-
pioruna o powierzchnię ziemi.
Paleontolodzy podkreślają,
że najlepszym preparatorem
jest wietrzenie. To ono jest
w stanie wykorzystać wręcz
znikomą różnicę odporności
na wietrzenie skamieniałości
i skały otaczającej. Tę samą
cechę wykorzystują preparatorzy, by skamieniałość wydobyć na światło dzienne i prawidłowo wyeksponować. Wietrzeniu zawdzięczamy obecność rewelacyjnie wypreparowanych skamieniałości korali osobniczych, ramienio-
n o gów, łodyg liliowców, mszywiołów,
zębów rekinów i innych skamieniałości w żwirach. O tym
jak skutecznie działa wietrzenie przekonują zamieszczone
zdjęcia zębów rekinów i innych skamieniałości, zebranych przez pp. Maszewskich
w jednej z podłódzkich żwirowni i wyeksponowanych
obecnie w Muzeum Geologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Zęby wypreparowane zostały przez wietrzenie z morskich skał mezozoiku i kenozoiku, a następnie nagroma-
dzone
wśród
osadów
wodnolodowcowych.
Podobnie jak
wspomniane wcześniej belemnity, pochodzą one nie
WAPIEŃ
z odległej Skandynawii, lecz
ze stosunkowo bliskich wychodni w środkowej lub północnej Polsce.
Przedstawione powyżej przykłady pozwolą, mam nadzieję, zmienić trochę stosunek
miłośników minerałów, skał
i skamieniałości do regionu
łódzkiego. Powinniśmy docenić wartość geologicznych
skarbów, jakie kryją się w niepozornych żwirach i glinach.
Wystarczy tylko wiedzieć, czego i jak szukać.
PIOTR CZUBLA
WIĘCEJ NA TEN TEMAT NA STRONIE INTERNETOWEJ: WWW.INTERSTONE.NET.PL
FOT. PIOTR CZUBLA I ADAM JUŚKIEWICZ
VI
18–19 kwietnia 2009 r.
HISTORIA EKSPLOATACJI ZŁÓŻ CYNKU I OŁOWIU
NA OBSZARZE ŚLĄSKO-KRAKOWSKIM
Galena – skarb Śląska
Złoża cynku i ołowiu są na Śląsku chyba
najbardziej cenione. To właśnie górnictwo
i hutnictwo galeny (z łac. rudy
ołowiu) i minerałów współwystępujących było
początkiem rozwoju osad na Górnym Śląsku,
w Zagłębiu Dąbrowskim i okolicach Olkusza.
Pierwsze wzmianki o eksploatacji złóż cynku i ołowiu
w rejonie śląsko-krakowskim
pochodzą z XII w. Z dużym
prawdopodobieństwem można założyć, że wydobywano je
już dużo wcześniej. Całe złoże możemy podzielić na
trzy mniejsze regiony: bytomsko-sławkowski, tarnogórski
i chrzanowsko-trzebiński.
W każdym z nich losy kopalń
układały się bardzo różnie,
a było to spowodowane nieco innymi warunkami geologicznymi złóż na danym obszarze (np. płytko zalegające
złoża). Wydobywano przede
wszystkim galenę. W tym prostym siarczku ołowiu przez
diadochię występowały spore domieszki srebra. To właśnie srebro było pierwotnie
celem eksploatacji, dopiero
po kilku wiekach wydobycia
zaczęto też odzyskiwać ołów.
WARUNKI
GEOLOGICZNE
Złoża rud cynku i ołowiu
związane są z dolomitami
głównie z dolnego wapienia
muszlowego, częściowo też
z dolomitami retu. Tworzą
formy pokładowe, soczewkowe i gniazdowe. Są wielopoziomowe. Budowa samego złoża jest także bardzo
ciekawa, a przede wszystkim skomplikowana (tektonika pozłożowa).
MINERALOGIA
ZŁOŻA
Większość kopalń cynku
i ołowiu została zamknięta
w XIX i XX w. Dziś jedyną
działającą kopalnią wydobywającą galenę jest Zakład
Górniczo-Hutniczy w Bukownie koło Olkusza.
Śladów po wydobyciu galeny na Górnym Śląsku nie brakuje, jednak często są już po
prostu zniszczone. Są to głównie niezbyt duże hałdki i pozostałości po szybach w lasach, śladami nieco młodszego górnictwa cynkowo-ołowianego są spore hałdy np.
w Brzezinach Śląskich (dzielnica Piekar Śląskich). Jednym
z najciekawszych miejsc, gdzie
można znaleźć jeszcze pozostałości po galenie, jest nieczynny kamieniołom dolomitu,,Blachówka”. Spotka się
tam jeszcze kilka gniazd galenowych, które raz po raz są
wymywane przez deszcz
i w postaci mniejszych kawałków (do około 10 cm) możemy znaleźć na brzegach kamieniołomu.
Z mineralogicznego punktu widzenia warto wspomnieć
o wtórnych minerałach galeny z,,Blachówki”. Zdecydowanie najczęściej po galenie występującym tam minerałem
ołowiu jest cerusyt – węglan
ołowiu. W,,Blachówce” przyjmuje postać tabliczek często
wykazujących zbliźniaczenia
albo jako bipiramidy. Postacie tabliczkowe są głównie
barwy białej, za to bipiramidy są bardziej zielonkawe.
Dawniej znajdowano ładne
okazy tarnowizytu, który jest
sporą ciekawostką regionu
tarnogórskiego – stąd też po-
chodzi jego nazwa (dokładniej od Tarnowic
Starych – dzielnicy Tarnowskich Gór). Przez
wiele lat uważany
był za osobny minerał. Jednak Międzynarodowa Asocjacja Mineralogiczna zdegradowała go
i dziś jest uznawany za odmianę aragonitu zawierającą
w większych ilościach ołów
(aragonit – Pb). W kamieniołomie czasami można było trafić także na kawerny z produktami zjawisk krasowych
np. perły jaskiniowe, misy
martwicowe, pola ryżowe itp.
W innych kopalniach znajdowano ciekawsze i rzadsze
minerały wtórne po galenie.
Obok cerusytu natrafiano na
anglezyt – siarczan ołowiu, piromorfit – Pb5Cl[PO4]3, oraz na
minerały cynkowe występujące w asocjacji z galeną. Najpospolitszym takim minerałem jest sfaleryt i wurcyt –
siarczki cynku. Oba te minerały wraz z galeną, a często
też z markasytem lub pirytem
w rejonie śląsko-krakowskim
tworzą niezwykle piękną postać – blendę skorupową (nazywaną też często cynkową).
Liczba opisanych minerałów
z rejonu śląsko-krakowskiego
w stosunku do wszystkich minerałów ołowiu pochodzących
z przemian galeny jest bardzo
skromna. Być może większe
zainteresowanie tym regionem doprowadziłoby do znalezienia, jeśli nie nowych, ale
nie odkrytych w tym regionie
Polski minerałów. Dużą przeszkodą jest jednak fakt, że
przemysł ołowiu tutaj już dawno wymarł.
TEKST I FOT.
PIOTR KOTULA
Róże, słońca, chryzantemy
M
inerały czasem tworzą takie skupienia,
które kojarzą się
z kwiatami czy postaciami zwierząt. Najpopularniejsze z nich nazywane są różami pustyni. Tworzą się na
pustyniach podczas
krystalizacji gipsu pośród kwarcowego piasku. Mają różne barwy oraz kształty
w zależności od warunków
temperaturowych, zasobności solanki, z której krystalizują, czy też zanieczyszczeń
w piasku, w jakim się tworzą.
Podobieństwo do kwiatów
jest uderzające.
Inną taką formą są róże barytowe, hematytowe, cavan-
sytowe i azurytowe. Łączy je
podobieństwo do królowej
kwiatów, choć inne są mechanizmy powstawania tych
kryształów. Jednoznacznie
określone są kryształy celestynu ułożone promieniście,
znane głównie z Japonii i Chin
– kamień chryzantemowy.
Trudno nie przyznać, że jest
to bardzo trafna nazwa.
Są też w mineralogii zwierzęce odniesienia. Powszechn i e
znane jest kocie, tygrysie, sokole i bawole oko jako odmiana kwarcu
z wrostkami,
a także mniej
popularne
określenia pokroju kryształów zwanych jeżykami
lub
w przypadku charakterystycznych bliźniaków gipsowych – jaskółcze ogony.
Dla tak nazwanych kryształów niekonieczne są szczegółowe opisy ich pokrojów,
nazwa w zasadzie mówi sama za siebie. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia. Niektóre
z nich tworzą olbrzymie formy krystaliczne, jak z kamieniołomu gipsu w miejscowości Leszcze koło Pińczowa.
Jeśli ktoś widział promieniste skupienia złotego pirytu zwanego słońcami pirytowymi lub
dolarami kopalnianymi, to
nie zaprzeczy, że taka nazwa
idealnie oddaje charakter
tych krystalicznych form.
Z astronomicznej łąki są jeszcze marsjańskie jagody i włosy Wenus.
niem jak najbardziej
słusznym i celowym.
Wzbudza to zaciekawienie całą tak bardzo skomplikowaną nauką i zachęca do kolekcjonowania tych
dzieł natury przyrody nieożywionej.
RYSZARD JUŚKIEWICZ
Nadawanie barwnych i nietypowych nazw form występowania minerałów jest dział a -
ZDJĘCIA OKAZÓW Z KOLEKCJI AUTORA
ADAM JUŚKIEWICZ
I MAXIMUS
132
VII
PRAWDY I PRAWIE PRAWDY O KRYSZTAŁOWYCH CZASZKACH
L
ubimy rzeczy niezwykłe.
Wierzymy w pozaziemskie pochodzenie przedmiotów, choć naukowcy już
je racjonalnie wytłumaczyli.
W ostatnich latach uwagę
przykuwa historia Czaszki
Przeznaczenia.
Do ruin starożytnego miasta Lubaantun w Hondurasie
Brytyjskim (dziś Belize), gdzie
od 1903 roku prowadzono prace wykopaliskowe, w 1924 roku przybył archeolog Frederick A. Mitchell-Hedges. Trzy
lata potem w pobliżu prowadzonych wykopalisk jego córka Anna w dniu swoich 17.
urodzin znalazła kryształową
czaszkę wykonaną z przezroczystego kwarcu. Trzy miesiące później w pobliżu odnaleziono szczękę wykonaną
z tego samego materiału, pasującą do czaszki. Po latach
odkrywczyni wspominała moment odnalezienia tej nietypowej rzeźby. Potomkowie
Majów, którzy pracowali przy
wykopaliskach, na jej widok
padli na kolana i zaczęli modlitwy, tańce i różne szamańskie rytuały, które ponoć trwały dwa tygodnie. Kapłani ocenili, że czaszka liczy nie mniej
niż 100 000 lat! Później zweryfikowali potem opinię twierdząc, że została wykonana
3 600 lat temu. Od razu też
najstarsi potomkowie Majów
przypomnieli sobie o legendzie, która mówiła, że takich
czaszek jest 13. 12 reprezentuje „światy”, które kiedyś zamieszkiwali ludzie. Ziemia
jest najmłodszym ze „światów”. Na nią też sprowadzono wszystkie czaszki, a trzynastą wykonano już na naszej
planecie. Czaszki rozeszły się
po świecie. Gdy ludzie znajdą wszystkie, będą mogli odczytać przesłanie o przeznaczeniu i przyszłości ludzkości. Jak? Kapłani nie powiedzieli.
Po tym znalezisku tego samego roku wykopaliska za-
18–19 kwietnia 2009 r.
A TO HISTORIA!
kończono. Skatalogowano
wszystkie odkryte przedmioty z wyjątkiem Czaszki Przeznaczenia. Jak to możliwe, że
nie znalazła się na tej liście?
Kwarcową rzeźbę zatrzymała
sobie Anna Mitchell-Hedges,
jej odkrywczyni, do śmierci
w kwietniu 2007 roku.
Za życia właścicielki zaczęła się rozwijać prawdziwie cudowna historia czaszki. Frank
Dortland, restaurator zabytków, prawdopodobnie znajomy Hedgesów, „badał” czaszkę i podawał coraz to nowe
cudowne jej przymioty. Rzekomo otaczała ją w ciemności
świetlista błękitna aura, czasem w jej wnętrzu widoczne
były dziwne obrazy, wydzielała nieziemski zapach, a także wytwarzała kryształowoczyste dźwięki, jakby odgłosy dzwonków. Energia emitowana przez czaszkę powodowała, że umieszczonej w jej
pobliżu różdżki nie można by-
ło utrzymać w dłoni. Nowsze
badania ponoć wykazały, że
każdy komputer umieszczony w jej pobliżu ulegał uszkodzeniu, a jego twardy dysk był
za każdym razem niszczony.
W 1970 r. właścicielka Czaszki Przeznaczenia dała ją do
przebadania jednemu z laboratoriów firmy Hewlett-Packard. Potem twierdziła, że
nie stwierdzono śladów ob-
róbki na jej powierzchni,
a uwzględniając możliwości
technologiczne Majów ustalono, że do jej wykonania potrzeba było ponad 300 lat!
O Czaszce Przeznaczenia
i o innych, też niezwykłych,
napisano wiele książek, nakręcono film. Analizując
wszystkie wątki dochodzimy
do wniosku, że bez ingerencji z kosmosu nie było możliwe ich wykonanie, a bez pomocy sił niezbadanych nie
miałyby takich niezwykłych
własności.
Kto wierzy w pozaziemskie
ingerencje w historię ludzkości – niech dalej nie czyta.
Czaszka Przeznaczenia nie
jest pierwszą, która została
znaleziona. Z jej poprzedniczkami związany jest Eugene
Boban – francuski handlarz
antyków. W 1875 r. sprzedał
jednemu z kolekcjonerów
czaszkę wykonaną z kryształu górskiego jako prekolumbijski eksponat, dzieło Majów.
Gdy kolekcjoner zbankrutował, w 1878 roku odkupił ją
rząd francuski. Znajduje się
do dziś w Musee Quai Barnly w pobliżu wieży Eiffla. Nazywana jest Czaszką Paryską.
W 1881 r. Boban wystawił
inną kryształową czaszkę,
oczywiście z indiańskim rodowodem, którą kupiła firma
jubilerska Tiffany za 950 dolarów. Za tyleż po 10 latach
odsprzedała ją Muzeum Brytyjskiemu. Do dziś znajduje
się w kolekcji muzeum w Bloomsbury. To Czaszka Brytyjska. Ten „miłośnik” kultury
Majów sprzedał co najmniej
8 czaszek w latach 1881-1913.
Wszystkie z odpowiednią historią związaną z indiańskimi albo z afrykańskimi plemionami. Zmarł jako niezwykle bogaty człowiek...
Z Muzeum Brytyjskim wiąże się aukcja Sotheby’s, która odbyła się w 1943 roku. Wystawiono czaszkę z kryształu
górskiego, rzekomo pochodzącą z Ameryki Środkowej.
Wówczas to Muzeum Brytyjskie przegrało licytację z…,
no właśnie, z archeologiem
Mitchell-Hedgesem, który kupił ją za 400 funtów. To ten
sam człowiek, który prowadził wykopaliska w Hondurasie. Nigdy przed 1943 r. w dokumentachi publikacjach Mit-
chell-Hedges nie wspominał
o żadnym znalezisku przypominającym czaszkę. Po pracach wykopaliskowych w Lubaantun pozostała obszerna
dokumentacja fotograficzna.
Na żadnym zdjęciu nie ma
czaszki. Czyżby dla archeologów była to rzecz bez znaczenia? A może jej w ogóle nie
było? Nie było jej również
w spisie znalezisk po zakończonych archeologicznych
poszukiwaniach w Hondurasie. Było zresztą nie do pomyślenia, by w jakiejkolwiek brytyjskiej kolonii najcenniejszy
eksponat z wykopalisk nie trafił do kolekcji londyńskich,
a tym bardziej pozostał w rękach nieletniej córki archeologa, rzekomej odkrywczyni zabytku.
Nie dziwi też niechęć właścicielki do udostępniania Czaszki Przeznaczenia prawdziwym
naukowcom. Raz jedyny, w roku 1970, została wystawiona
w Muzeum Indian Amerykańskich w Nowym Jorku. W tym
czasie nie stwierdzono żadnych nadzwyczajnych jej własności, oprócz tych, jakie powstają przy przechodzeniu
światła przez pryzmaty i soczewki.
Ponieważ Czaszka Przeznaczenia nie mogła być zbadana, uczeni francuscy i brytyjscy poddali badaniom Czasz-
Znów o bursztynowej nalewce
Nalewka bursztynowa – choć dobrze znana
– wciąż budzi ogromne zainteresowanie.
Co w nalewce bursztynowej stanowi o jej leczniczych własnościach?
Złośliwcy odpowiadają, że każdy produkt naturalny rozcieńczony w alkoholu znajdzie swojego
amatora. Chyba jednak żaden smakosz trunków nie raczyłby się z własnej woli nalewką bursztynową,
która ma smak... ziemi zmieszanej
z korą o zapachu kamfory.
Autorytety medyczne potwierdzają, że o leczniczych własnościach
stanowi kwas bursztynowy, który
jest jednym ze składników bursztynu. Jego pozytywne działanie jest
potwierdzone przez systematycznie prowadzone badania. Lecznicze działanie kwasu bursztynowe-
go odkrył nie kto inny, tylko Robert Koch, laureat Nagrody Nobla.
Kwas bursztynowy rozpuszcza
się w alkoholu, a nie rozpuszcza
się ani w wodzie, ani w tłuszczach,
stąd nalewka jest tą formą leku,
która może mieć najlepsze działanie, bo koncentruje w sobie największe stężenie leczniczego kwasu.
Czy można w nalewce stosować
inne bursztyny niż bałtycki?
Najwięcej kwasu bursztynowego jest właśnie w bursztynie
bałtyckim – 3–8 proc. Niektóre żywice kopalne, nazywane
bursztynami, w ogóle nie zawierają tego kwasu. Robienie
z nich nalewek nie ma więc sensu.
Na co działa nalewka bursztynowa?
Ogólnie można stwierdzić, że na
wszystko. Pobudza procesy energetyczne w komórkach poprawiając tym samym ich odporność na
choroby, dodaje sił aktywizując metabolizm komórek. Kwas bursztynowy jest też doskonałym środkiem
przeciwbakteryjnym i antygrzybiczym. Zwalcza wirusy. Niszczy wolne rod-
niki oraz hamuje utratę potasu
przez organizm. Powstrzymuje procesy starzenia się człowieka.
Jak się kurować nalewką bursztynową?
Maria Sterczewska, lekarz medycyny naturalnej, zaleca, by przy
kłopotach z przewodem pokarmowym oraz infekcjach dróg oddechowych, szczególnie wiosną i jesienią, pić przez 10 dni krople raz
dziennie rozpoczynając od jednej
i co dzień zwiększając dawkę o kolejną. Następnie zmniejszać co-
kę Paryską i Brytyjską. Okazało się,
że na ich powierzchni są ślady
wierteł jubilerskich
oraz proszku karborundowego używanego od połowy
XX wieku do polerowania kamieni
szlachetnych. Badania surowca wykazały, że Czaszkę Brytyjską wykonano
z kwarcu z Brazylii,
a Czaszkę Paryską
z kwarcu alpejskiego. Skąd by ten surowiec wzięli Majowie czy Aztekowie? Podobnym badaniom poddano jeszcze jedną
z czaszek z mlecznego kwarcu w Instytucie Smithsona,
przekazaną przez anonimowego ofiarodawcę w 1992 r.
Mężczyzna twierdził, że pochodzi ona z Meksyku, a wykonana została przez Azteków. Wyniki były podobne.
CO Z INNYMI
CZASZKAMI?
Jeżeli w muzeach zamiast kartek z informacją „Czaszka Majów z okresu przedkolumbijskiego” dodano napis „Prawdopodobnie falsyfikat”, to znaczy, że właściciele prywatni
innych czaszek stracili fortuny kupując kiedyś „prawie
autentyczne” wyroby sprzed
wieków. Posiadacze czaszek
Synergy, Mahasamatham,
Max, ET, Anar, Sha-ha-ra, Majów, Teksańskiej czy Ametystowej do dziś nie chcą uwierzyć w wyniki badań.
A Czaszka Przeznaczenia?
Czeka na potwierdzenie, że
wykonana została w XIX lub
XX wieku, np. w Idar-Oberstein lub w innym miejscu,
gdzie rzemieślnicy do dziś
rzeźbią kolejne „przedkolumbijskie” czaszki z kawałków
kwarcu.
RYSZARD JUŚKIEWICZ
FOT. INTERNET
dziennie dawkę w podobny sposób.
Nalewką można również nacierać
plecy i klatkę piersiową przy przeziębieniu i zapaleniu oskrzeli, a także skronie przy bólach głowy i zmęczeniu. Wcieranie
mikstury w bolące stawy zmniejsza dolegliwości
reumatyczne. Poprawia także stan
psychiczny.
RYSZARD
JUŚKIEWICZ
FOT. ADAM
JUŚKIEWICZ
VIII
18–19 kwietnia 2009 r.
NIE TYLKO DLA POCZĄTKUJĄCYCH KOLEKCJONERÓW
Czy każdy zielony beryl
to szmaragd?
SZMARAGD Z KOLUMBII
SZMARAGD Z URALU
Gdyby ktoś z Czytelników chciał obrazić
gemmologa, niech nazwie szmaragd
zielonym berylem. Ja kiedyś to zrobiłem,
niechcący. Nie będę cytował, co usłyszałem.
S
kąd tyle emocji? Według encyklopedii,
szmaragd to beryl. Dla
mineraloga – glinokrzemian berylu, którego barwa
powstała przy udziale jonów chromu lub wanadu albo obu tych metali. Zielony kolor mogą
spowodować także jony
żelaza, ale ma on zupełnie inny odcień. Taki beryl
nazywa się po prostu zielonym. Ale tylko o szmaragdzie Pliniusz napisał:
„Na zielone trawy albo też
liście patrzymy chciwie, na
szmaragdy zaś tym przyjemniej, ponieważ żadna
rzecz w porównaniu z nimi nie jest zieleńsza. Oprócz
tego szmaragdy jako jedyne z drogich kamieni na-
SZMARAGD Z ROSJI
pełniają oczy, ale ich nie
sycą.” Cóż można dodać do
tego hymnu?
Są jeszcze inne przyczyny, dla których szmaragd
jest bardziej ceniony od innych beryli. W przyrodzie
niezwykle rzadko obok siebie występują pierwiastki
beryl i chrom, stąd i rzadkość występowania szmaragdów. Jony żelaza, które
barwią beryle na zielono
są w przyrodzie niezwykle
pospolite i występują praktycznie we wszystkich środowiskach.
Tlenek chromu, zastępujący w szmaragdzie tlenek
glinu, w niektórych wiązaniach ma większą objętość
stąd tendencja do „rozpychania się” ich w siatce krystalicznej. Powoduje to powstanie mikropęknięć oraz
skłonność wypełniania tak
powstałych pustek przez
inne minerały, zwane in-
powodują powstawanie
charakterystycznych „piór”
i „chorągwi” w środku
kryształów;
• szmaragdy z historycznego już złoża austriackiego
najczęściej posiadają wrostki z bezbarwnego tremolitu oraz aktynolitu w formie igiełek oraz
z blaszek biotytu;
SZMARAGD Z CHIN
kluzjami. Dlatego też
szmaragd bez widocznych
gołym okiem zanieczyszczeń jest niezwykle rzadki.
Takie kamienie, wielkości
ponad 3–4 karatów, są uważane za unikaty, a nieraz
brane za syntetyki. Tymczasem zielony beryl mający wielkość kilkudziesięciu karatów nie należy do
rzadkości. Nie dziwi
zatem fakt, że z wielkiej czwórki kamieni szlachetnych: diament, rubin, szafir
i szmaragd, tylko
w tym ostatnim inkluzje widoczne gołym okiem są tolerowane przez gemmologów. Kamienie
syntetyczne nie mają takich dodatków,
a wprowadzane czasem do ich wnętrza
sztuczne inkluzje
są łatwe do wykrycia nawet dla początkującego jubilera.
Szmaragdowe inkluzje
pełnią jeszcze jedną rolę,
są swoistymi liniami papilarnymi tych kamieni. W zależności od miejsca pochodzenia posiadają charakterystyczne zanieczyszczenia i wewnętrzne pęknięcia. I tak na przykład:
• szmaragdy afgańskie zawierają naturalne wtrącenia złożone z berylu, pirytu i skaleni, a także inkluzje składające się z wody, pary wodnej
i kryształów
soli;
• szmaragdy
z Republiki
Południowej
Afryki są zanieczyszczone łyszczykami
i kryształami
molibdenitu. Pęknięcia wewnętrzne
• szmaragdy kolumbijskie
charakteryzują się posiadaniem wewnątrz swojej
budowy inkluzji składających się głównie z roztworów wodnych soli NaCl,
kryształów tej soli, a także
pęcherzy CO2,
• szmaragdy nigeryjskie zawierają głównie inkluzje
ciekłe;
• szmaragdy rosyjskie charakteryzuje obecność wrostków aktynolitowych tworzących strukturę „trzciny
bambusowej”.
To tylko niektóre przykłady charakterystycznych zanieczyszczeń
związanych z miejscem
powstania szmaragdów.
Opracowane są specjalne atlasy inkluzji, gdzie
poprzez porównanie
ich obrazów można
określić miejsce wydobycia badanego kamienia. W większości są to zanieczyszczenia mikroskopijne. Często dla niewprawnego gemmologa niełatwe
jest rozpoznanie minerału,
z jakiego składa się inkluzja. Nie sprzyja temu wielkość obrobionych klejnotów, gdyż przeważnie mamy do czynienia z kamieniami małymi. Łatwo więc
o pomyłkę.
SZMARAGD Z
Dodatek przygotowali: Anna Bajer, Magdalena Jach, Ryszard Juśkiewicz, Janusz Nowak
Oczywiście są również
inne rodzaje badań, które
mogą określić miejsce pochodzenia szmaragdu lub
stwierdzić, że jest to wytwór
laboratoryjny. Badania fizykochemiczne, takie jak
nuklearny rezonans magnetyczny, spektrometria
masowa, badania w podczerwieni i promieniami
rentgena mogą ułatwić rozwianie wątpliwości. Ale
okazuje się, że nie zawsze. Nie bez znaczenia jest fakt, że często nie mamy pod ręką urządzenia do wykonywania tych bardzo skomplikowanych badań, a koszty ich przeprowadzenia są znaczne.
Niedawno francuscy
naukowcy z Instytutu Badań Petrochemicznych pod kierunkiem profesora G.
Giulianiego zaproponowali no-
SZMARAGD Z CHIN
we kryterium, według którego można jednoznacznie ocenić, czy kamień jest naturalny, czy
syntetyczny oraz bezspornie ustalić miejsce jego pochodzenia. Po szczegółowych badaniach okazało
się, że tlen stanowiący prawie połowę masy
szmar agdów
(dokładnie
BRAZYLII
45 %) występuje
w postaci
dwóch izotopów 16O
i 18O, a proporcja między tymi izotopami jest
stała i niezmienna dla
każdej lokalizacji. Kamienie
syntetyczne
też mają tę cechę.
Po tym odkryciu
wystarczyło stworzyć przyrząd, którym można zbadać
ilości poszczególnych izotopów tlenu. Sonda jonowa
służąca temu celowi robi mikro-
ZIELONONIEBIESKI
BERYL Z MADAGASKARU
skopijny otworek
w dowolnej części kamienia,
niewidoczny
gołym okiem
i nie niszczący praktycznie szlifu.
Wyniki porównuje się
z wcześniej
określonymi
proporcjami izotopu tlenu w kamieniach z różnych lokalizacji.
Przy okazji zastosowania tej metody przebadano kil-
wodniły, że w wieku XVII
i XVIII większość szmaragdów ma pochodzenie kolumbijskie. Jednak najciekawsze wyniki uzyskano,
badając najstarsze kamienie. Jeden z nich znany jako szmaragd egipski, pochodzący sprzed 2000 lat,
swoje korzenie ma w... dolinie Swat w Pakistanie,
gdzie na szmaragdy natrafiono w roku 1950, a inny
pochodzący z XVIII-wiecznego skarbu Nizana Hyderbaby, a wydobyty prawdopodobnie kilka wieków
wcześniej, został uzyskany
z afgańskiej kopalni, która
ZIELONY BERYL Z WOŁODARSKA WOŁYŃSKIEGO
ka szmaragdów muzealnych pochodzących z różnych okresów. Kamienie,
z których wykonano klejnoty do XVI wieku pochodziły z jedynego źródła –
z miejscowości Habatchal
w Austrii, historycznych
celtyckich kopalni. Badanie dalszych kamieni udo-
została odkryta przez współczesnych w 1970 roku.
Ciekawe, jakie jeszcze rewelacje można by uzyskać
badając szmaragdowe skarby Watykanu i Istambułu.
RYSZARD JUŚKIEWICZ
OKAZY Z KOLEKCJI AUTORA
FOTOGRAFOWAŁ
ADAM JUŚKIEWICZ I MAXIMUS
132