Manager MLM nr 1

Komentarze

Transkrypt

Manager MLM nr 1
Ring numeru: D.I.C. Holding kontra GoldSolution
czytaj na str. 14
Wydanie pierwsze, październik 2011
Allegro kontra MLM
Jesteśmy świadkami niesamowitych
zmian w naszej branży. Świat idzie do
przodu. To, co wczoraj się sprawdzało,
jutro może być już przeżytkiem. Sposoby
dystrybucji zmieniają się w coraz szybszym
tempie. Gdyby nie ciągłe zmiany oraz
udoskonalanie, nie byłoby MLM. Firmy
działające w marketingu bezpośrednim
powstały dzięki zmianom, które nastały
w systemach dotarcia do klienta. Portale
aukcyjne takie, jak Allegro spędzają sen
z powiek niektórym dyrektorom oraz
prezesom firm MLM. Często przeszkadza
to liderom oraz dystrybutorom, którzy
rozprowadzają swoje produkty w sposób
bezpośredni.
dokończenie na str. 25
www.rankingmlm.com
Cena 19,90 PLN
Utrzymać władzę
– rzecz o Donaldzie Tusku
Zdobycie władzy nie jest tak trudne, jak jej utrzymanie i sprawowanie. Dotyczy
to zarówno polityki, jak i biznesu. W polityce jest chyba nawet trochę trudniej, bo
nie wszystkie decyzje zleżą od aktorów występujących na scenie. Raz na cztery lata
– w przypadku wyborów parlamentarnych – to widownia, obserwatorzy czy, jak
kto woli, elektorat decyduje o tym, co dalej. Oczywiście decyzja ta w sporej mierze
zależy od jakości i poziomu gry, która toczy się na politycznej arenie oraz od tego,
co z tej sceny dociera do widowni. Fakt pozostaje jednak faktem, że ostatecznie o
MLM - pomoc dla
niepełnosprawnych
Dorota Gudaniec od zawsze była osobą
przedsiębiorczą. Dlatego bardzo dobrze
radziła sobie w marketingu wielopoziomowym. Dzisiaj już nie rozbudowuje
struktury. Urodzenie niepełnosprawnego
dziecka zadecydowało o tym, że poświęciła
się jemu i innym osobom, które znalazły
się w tak trudnym położeniu. Kiedyś
MLM pomógł jej osiągnąć dochód pasywny
i wyrobić w sobie siłę oraz determinację,
dzięki której mogła sprostać aktualnemu
wyzwaniu.
dokończenie na str. 33
Kiedy, jak kiedy, ale w czasach kryzysu czyli
obecnie skuteczny, sprawny, zaradny i jednocześnie opanowany, potrafiący zachować
zimną krew i stoicki spokój, przywódca może
stać się osobą, a nawet osobowością.
dokończenie na str. 28
tym, kto będzie grał dalej i w jakiej roli zostanie obsadzony decydują wyborcy. Przed
nimi kolejny sprawdzian z demokracji. Już 9. października odbędą się wybory do
Sejmu i Senatu. Po raz pierwszy w pokomunistycznej historii Polski partia rządząca
ma szansę na utrzymanie władzy. Nie jest to oczywiście jeszcze przesądzone, ale
wiele na to wskazuje. Na naszych łamach nie będziemy, doradzać ani sugerować na
kogo należy oddać głos. Przedstawimy za to sylwetkę osoby, która w największym
chyba stopniu przyczyniła się i wciąż przyczynia do sukcesu swojego ugrupowania.
Zaprezentujemy drogę tego człowieka do jego dzisiejszej pozycji i statusu.
dokończenie na str. 6
Wywiad z kandydatką do
Sejmu RP Krystyną Wróblewską
Wpływ kariery zawodowej
na kondycję psychofizyczną.
Między przywódcą, a tyranem.
O zaletach samodzielnego prowadzenia
biznesu, kondycji polskiego Multi Level
Marketingu, działalności publicznej
i charytatywnej oraz o wejściu do polityki
rozmawiamy z Krystyną Wróblewską,
kandydującą do Sejmu z poparciem
Platformy Obywatelskiej.
wywiad na str. 27
Według badania sprawdzającego zgodność
pracy z wykształceniem i ukończonym
kierunkiem studiów, w przypadku pierwszej
pracy zgodnie z ogólnym profilem studiów
pracowało niespełna 30% absolwentów.
Większość z nas wykonuje pracę niezgodnie
ze swoim głównym wykształceniem.
dokończenie na str.35
“Szewczuk Team
- pracuj w zespole”
Jeśli komuś z Was przyjdzie do głowy
zapytać o narodziny Szewczuk Team`u,
to chyba pozostanie to pytanie bez odpowiedzi. Szewczuk Team, to samozwańcza
drużyna, której przewodzi Magdalena
Szewczuk. Zrodziła się jakoś naturalnie
i nie wiadomo kiedy.
dokończenie na str. 13
Słowo od wydawcy
Drodzy Czytelnicy!
Zgodnie z obietnicą dostarczamy Wam kolejnych wrażeń i na bieżąco wprowadzamy nowości,
zarówno na portalu, jak i w gazecie. We wrześniu uruchomiliśmy bardzo nowoczesne forum,
co spowodowało dynamiczny przyrost liczby nowych użytkowników serwisu A to dopiero
początek, jeszcze wiele nowoczesnych rozwiązań przed nami. Obecnie znajdujemy się w fazie
rebrandingu naszych mediów. Gazeta już zmieniła nazwę na Manager MLM, niebawem
stanie się tak również z naszym serwisem głównym. Sam Ranking MLM jednak nie zniknie,
stanie się częścią większego, medialnego projektu o nazwie Manager MLM. Zapraszam Was
wszystkich do wspólnego tworzenia portalu i gazety. Jeśli poszukujecie informacji na dany temat,
macie pytania bądź sugestie dotyczące serwisu internetowego czy kwartalnika, zachęcam do
pisania na adres: [email protected] Chętnie będziemy z Wami korespondować oraz
dostosowywać portal i gazetę do Waszych potrzeb.
Szczególnie serdecznie zapraszam do aktywnego uczestnictwa w naszych konkursach. Na zwycięzców czekają cenne tablety oraz
nagrody książkowe, które zdecydowanie ułatwią Wam prowadzenie biznesu. Do tej pory Wasz udział w konkursach był imponujący.
Od początku roku rozdaliśmy już ponad dwieście nagród, w tym iPady, tablety, fachowe publikacje z zakresu wiedzy o MLM i książki
autorstwa wybitnych przedstawicieli branży, którzy cieszą się światową renomą. Pod koniec wakacji rozstrzygnięty został nasz ranking
na najpopularniejszy blog, a już niebawem zakończy się konkurs na rekomendacje. Rozwiązanie już 1 października! Kolejny konkurs
potrwa do końca października – to zabawa w pisanie, w której nagrodą jest udział w warsztatach dziennikarskich, jakie dla 10
najlepszych autorów poprowadzi sam redaktor naczelny naszej gazety! Zwycięzcom dotychczasowych konkursów serdecznie gratuluję,
a uczestnikom tych jeszcze trwających życzę oczywiście powodzenia!
Obserwujcie nas każdego dnia, gdyż codziennie na portalu ukazują się interesujące artykuły i wywiady, z których każdy może czerpać
wiedzę potrzebną w danym momencie do rozbudowy biznesu czy też rozwijania własnych umiejętności. Nawiązujemy wciąż nowe
kontakty z kolejnymi firmami MLM w Polsce i całej Europie. Jak wiecie, nasz portal ma aż pięć wersji językowych, co pozwala nam
docierać do przedstawicieli branży MLM działających na całym starym kontynencie. Także Wasza firma może i powinna znaleźć
u nas swoje stałe miejsce. Dlatego jeśli nie jesteście jeszcze u nas obecni, to jak najszybciej skontaktujcie się z nami i razem rozpocznijmy
wspólną przygodę w biznesie MLM!
Joanna Bromboszcz
dyrektor zarządzający
Słowo od redaktora naczelnego
Szanowna branżo MLM!
Zapraszam Was do lektury pierwszego numeru kwartalnika Manager MLM. W numerze
znajdziecie interesujący tekst Piotra Jabłońskiego, który jest próbą odpowiedzi na pytanie
kim jest lider. Poznacie też sekrety toczącej się właśnie kampanii wyborczej obserwowanej zza
kulis przez Wojtka Grada. Waszej uwadze polecam stałe rubryki, między innymi Ring Tomka
Nawrota, w którym zetrą się ze sobą dwie firmy: D.I.C. Holding i GoldSolution. Jak zawsze
sporo miejsca poświęcamy kobietom polskiego MLM-u. Dlatego polecam Wam artykuł Alicji
Bednarczyk o działalności przyjacielsko-biznesowej grupy aktywnych, młodych pań skupionych
w Szewczuk Team. O tym, jak korzystać z okazji biznesowych, jak również o tym, że okazje
takie zdarzają się niemal codziennie pisze w swoim artykule „MLM 2012” Jacek Dudzic.
Z kolei Krystyna Czapska poświęciła swój tekst kwestii wpływu kariery i życia zawodowego
na kondycję psychofizyczną człowieka. Na naszych łamach zagościł ponownie także Daniel
Kubach, który podzielił się swoją cenną, biznesową wiedzą w drugiej już części publikacji
pt. „Zarabiaj dzięki sprzedaży”. W numerze nie zabrakło także tekstów eksperckich, z których szczególnie polecam artykuł Radosława
Tadajewskiego o tym czy należy inwestować w akcje czy obligacje oraz tekst Macieja Karszni pt. „Jak zwłoka w rozpoczęciu inwestycji
niszczy Twoje marzenia?” Ciekawymi spostrzeżeniami na temat prowadzenia biznesu na innym kontynencie podzieli się z Wami Martyna
Cherubin, która przygotowała tekst o bardzo intrygującym tytule „Biznes w rytmie Tanga czyli jak to się robi w Argentynie?” Na koniec
jeszcze jedna rekomendacja dotycząca tematu przywództwa. Polecam traktujący miedzy innymi o tym zagadnieniu artykuł Agnieszki
Jędraszczyk pt. „Przywódca kontra „stara bieda”, w którym autorka podaje przykłady na to, jak lider może się zachować, jeśli zastana przez
niego rzeczywistość nie spełnia jego własnych oczekiwań. Licząc na to, że niniejszym numerem gazety uda nam się choćby w części spełnić
Wasze oczekiwania, życzę przyjemnej i przydatnej lektury.
Marek Łuszczki
redaktor naczelny
Kwartalnik Manager MLM wpisany do rejestru dzienników i czasopism pod pozycją Pr 2387 wydaje firma Ranking MLM z siedzibą
w miejscowości Lędziny 43-143, ul. Słoneczna 16, NIP 646-265-56-78
Powstawanie pisma nadzoruje Joanna Bromboszcz, dyrektor zarządzający. Za merytoryczną stronę pisma odpowiada Marek Łuszczki, redaktor
naczelny. Skład redakcji: Daniel Kubach, Marek Łuszczki, Tomek Nawrot. Gościnnie publikują: Wojciech Grad, Piotr Jabłoński, Bernard
Jastrzębski, Agnieszka Jędraszczyk, Joanna Szablińska, Adam Ubertowski, Tomasz Kopera, Anna Hajduk, Alicja Bednarczyk, Ilona Piotrowska,
Jacek Dudzic, Krystyna Czapska, Maciej Karsznia, Martyna Cherubin, Radosław Tadajewski.
Radę Programową kwartalnika tworzą: Bernard Jastrzębski, Daniel Kubach, Kamila Molińska, Piotr Jabłoński, Jacek Dudzic, Adam Ubertowski.
Autor zdjęcia na okładce: Paulina Zomer
Skład i łamanie: Marcin Wrona/Internet Business Partner Sp. z o.o.
Dystrybucja: Ranking-MLM
news
Seminarium „Sztuka Inwestowania” w hotelu Gołębiewski w Karpaczu Nowości od Betterware
„Można mieć czas i pieniądze” – taką tezę udowadniali organizatorzy seminarium
„Sztuka Inwestowania”, które odbyło się w dniach 17-18.09.2011r. w hotelu Gołębiewski
w Karpaczu. W trakcie zajęć słuchacze poznawali tajniki funkcjonowania programu
GoldSolution – innowacyjnego i nowatorskiego systemu inwestycyjnego. Celem
seminarium było przekazanie istotnych informacji na temat świadomego i przynoszącego wymierne korzyści mechanizmu lokowania kapitału, który różni się od wielu
znanych i powszechnie stosowanych strategii. Słuchacze dowiedzieli się także tego, co
wyrażone zostało w haśle promującym spółkę GoldSolution: „Przyjemność z inwestycji”.
Udział w seminarium nie oznacza konieczności wstąpienia do programu, jest jedynie
spotkaniem informacyjnym, dzięki któremu uczestniczy mają okazję poszerzyć swoje
horyzonty i wzbogacić wiedzę na temat metod i sposobów nowoczesnego prowadzenia własnych inwestycji. Dodatkową atrakcją seminarium jest możliwość skorzystania
z pełnej gamy usług dostępnych w luksusowym hotelu Gołębiewski w Karpaczu:
fitness clubu, basenu, kręgielni oraz klubu nocnego. Kolejne takie spotkanie odbędzie
się w październiku.
Międzynarodowe szkolenie FM GROUP w Portugalii
W dniach 8-11 września 2011 r. obchodzona była VII rocznica powstania marki FM
GROUP. Z tej okazji w Portugalii odbyło się międzynarodowe szkolenie motywacyjne. Spotkanie zorganizowano w kompleksie ekskluzywnych hoteli CS Salgados.
Centralnym punktem programu była uroczysta gala z okazji VII rocznicy powstania
FM GROUP , która odbyła się w hotelu CS Salgados Grande nad basenami. W jej trakcie wręczone zostały statuetki Orchidei. Ważnym punktem był także blok szkoleniowy
dla współpracowników FM GROUP. Program wyjazdu obfitował w liczne dodatkowe
atrakcje, takie jak piknik w Quinta Dos Vales, gdzie zaplanowano zwiedzanie winnic,
pokaz tworzenia wyrobów z korka, pokaz malowania kafli, pokaz gotowania, zwiedzanie ogrodu ze zwierzętami, występ zespołu folklorystycznego. Kolejną atrakcją
była White Beach Party w klubie w mieście Portimao. Obszerną relację ze szkolenia
FM GROUP w Portugalii opublikujemy w następnym numerze naszego kwartalnika.
Konferencja i seminarium w Olchowej
„Obniżenie wieku biologicznego człowieka i odbudowa jego własnego kolagenu”
oraz „Praktyka harmonizacji organizmu i rewitalizacji skóry”, to tematy konferencji
i seminarium naukowego, jakie odbyło się w miejscowości Olchowa w dniach 9-12
września. Gościem specjalnym konferencji był Siergiej Batieczko, profesor, doktor
nauk medycznych, Członek Międzynarodowej Akademii Ekologii, który od sześciu
lat współpracuje także z polską firmą Colway zajmującą się dystrybucją produktów
kolagenowych. Podczas konferencji omawiane były między innymi takie zagadnienia, jak mechanizmy przedwczesnego starzenia się człowieka w kontekście nowego
paradygmatu, diagnostyka biologicznego wieku człowieka, rewolucyjne podejście
do redukcji wieku biologicznego w życiu codziennym czy praktyka odzyskania kolagenu, zapobiegania chorobom przewlekłym związanym ze starzeniem się. Ważnymi
punktami konferencji były zajęcia praktyczne z wykorzystaniem kolagenu naturalnego – część zabiegów osobiście poprowadził profesor Batieczko. Gość specjalny
spotkania w Olchowej należy do grupy medyczno-naukowej wyszukującej technik,
czynników i produktów obiektywnie przedłużających ludzkie życie. Silnie sponsorowanej przez fundatorów z ZEA, Kuwejtu, Dubaju. Zespół ten dał światu między
innymi biosteron, melatoninę, embrioblasty, dysmutazę nadtlenkową i wiele innych
ciekawych produktów. Sam profesor Batieczko jest chodzącym przykładem tryskającego zdrowia i kondycji. Jego nauki sprowadzają się do eliminowania z diety mięsa
będącego nośnikiem patologii i zanieczyszczeń cywilizacyjnych, wolnych rodników
i nasyconych tłuszczy. Profesor przekazuje także wiele prostych recept na poprawę
stanu organizmu. Twierdzi, że ludzie są zaprogramowani na 120-130 lat życia, które sami sobie skracają. Siergiej Batieczko upatruje klucza do kondycji i żywotności
ustroju człowieka w kondycji tkanki łącznej. Z kolei o kondycji tkanki łącznej decydują
procesy kolagenogenezy, co stało się podstawą do nawiązania w 2005 roku współpracy pomiędzy profesorem z firmą Colway.
Miesięcznik Forbes pisze o FM Group
Branża MLM zaczyna być zauważana przez renomowane czasopisma zajmujące się
tematyką biznesową. Firmie FM Group poświęcono pięć stron wrześniowego wydania
Forbes. Tytuł artykułu, „Biznes z polecenia”, widnieje u dołu wizualizacji nowej siedziby
firmy. Jak można przeczytać, zakończenie inwestycji planowane jest na pierwszy kwartał 2013 roku. Powstaje koło Wrocławia, w Nowym Dworze, w pobliżu Trzebnicy. Znajdą
się tam biura, produkcja i magazyny. Planowane zatrudnienie wyniesie około 700 osób.
Firma konsekwentnie rozszerza gamę
swoich produktów. Jednak niemałym zaskoczeniem jest pojawienie się
w ofercie produktów spożywczych. To
Sok Mega Life - w 100% naturalny, bez
dodatku konserwantów, złożony z wyciągów z dziesięciu owoców. Wśród
nich są m.in jagoda açaí, noni, mangostan, granat i aronia, które zaliczane
są do grona roślin o najlepszych właściwościach prozdrowotnych. Równie
miłą niespodzianką jest wprowadzenie do oferty kawy Arabica, mielonej
z ziaren tylko tej szlachetnej odmiany.
Dostępne są dwa rodzaje, naturalna
i z dodatkiem aromatu wanilii. Kawa
oznaczona jest marką Blue Nature, która zaistniała w ofercie Betterware wraz
z pojawieniem się kosmetyków opartych na minerałach z Morza Martwego.
W tej grupie produktów też są nowości.
Są to sól karnalitowa do peelingu, olejek migdałowy i olejek pomarańczowy. Dotychczas oferowane z tej linii
produkty: sól karnalitowa do kąpieli,
skoncentrowana woda i błoto, teraz są
w nowych opakowaniach, z nową szatą graficzną, wyróżniającą się napisami w jednolitym, złotym kolorze.
Coaching Cafe Kamili Molińskiej
Jeśli ktoś planuje zmiany w swoim
życiu osobistym lub zawodowym,
chce popracować nad swoimi celami
w towarzystwie coacha, konsultować
swoje postępy raz w tygodniu, wypracowywać nowe rozwiązania z pomocą
grupy wsparcia, ten powinien skorzystać z nowej inicjatywy Kamili Molińskiej, która zaprasza na Coaching Cafe.
To grupowy coaching on line, zawierający elementy warsztatów i wykładów.
Podczas pięciu spotkań uczestnicy
poznają podstawowe zagadnienia
coachingowe, pomocne w pracy w zespole, przejdą przez podstawowy model coachingowy oraz przejrzą się
w innych uczestnikach coachingu, jak
w lustrze. Pomiędzy sesjami każdy słuchacz otrzyma do wykonania zadanie
pomostowe przybliżające go do osiągnięcia zamierzonego celu. Coaching
Cafe poprowadzi Kamila Molińska za
pośrednictwem platformy videokonferencyjnej. Coaching Cafe będzie się
składać się z pięciu poniedziałkowych
spotkań, które odbędą się: 3.10.2011r.,
10.10.2011r., 17.10.2011r., 24.10.2011r.,
31.10.2011r. Spotkania odbywać się
będą w godz. 19:00 – 21:00. Wymagania sprzętowe dla uczestników, to
sprawny mikrofon i kamera internetowa. Zajęcia w ramach Coaching Cafe
prowadzone będą z grupą maksymalnie dwunastoosobową.
news
Rebranding naszego kwartalnika Trwa rekrutacja na studia Marketing Bezpośredni we wrocławskiej WSB
Kwartalnik Ranking MLM zmienił się
w Manager MLM. Podobny rebranding dotyczy portalu internetowego,
który służy swoim użytkownikom od
początku tego roku. W obu mediach
nadal prowadzone będą rankingi
i zestawienia najlepszych firm, top
liderów czy oferowanych produktów
i usług. Ponadto w portalu i gazecie
znajdziecie liczne wywiady z wybitnymi przedstawicielami polskiego
i europejskiego Multi Level Marketingu,
artykuły eksperckie, analizy i komentarze, a także zawsze aktualne i rzetelnie przygotowane newsy z branży.
Nie zabraknie oczywiście konkursów
z cennymi nagrodami. Manager MLM
jest i zawsze będzie źródłem ciekawych i przydatnych informacji, skarbnicą wiedzy o nowych rozwiązaniach
i technikach sprzedaży wspierających
i podnoszących skuteczność działań
dystrybutorów. Portal i gazeta są i zawsze będą znakomitym narzędziem
dla liderów, którzy dzięki informacjom
zawartym w obu tych mediach mogą
nieustająco podnosić swoje kwalifikacje, dbając tym samym o powodzenie i sukces zarządzanych przez siebie
sieci sprzedaży. Liczymy na aktywny
udział czytelników gazety i użytkowników serwisu w tworzeniu i stałym
udoskonalaniu obu tych mediów.
Manager MLM jest tworzony dla Was
i z myślą o Was.
Rekrutacja na podyplomowe studia Marketing Bezpośredni właśnie dobiega końca. Otrzymaliśmy informacje od Bernarda Jastrzębskiego, kierownika merytorycznego tego kierunku, że zainteresowanie zajęciami jest większe niż w zeszłym roku. Wynika to między innymi
z entuzjastycznych opinii, które przekazują pierwsi absolwenci oraz niezwykle interesujących zmian w programie studiów. Został on wzbogacony o nowe zagadnienia i znacznie
poszerzony. Tegoroczni kandydaci mogą zapoznać się opiniami osób, które skorzystały
z oferty WSB w roku ubiegłym. Opinie te dostępne są na portalach Ranking MLM. Podyplomowe studia na wrocławskiej WSB są pierwszym tego rodzaju przedsięwzięciem w Polsce
dedykowanym osobom, które swoją obecną i przyszłą działalność wiążą z Marketingiem
Bezpośrednim i Marketingiem Sieciowym. Na zajęciach można nie tylko zdobyć cenną
wiedzę, ale także skorzystać z praktycznego doświadczenia prowadzących zajęcia, którzy swoją pracą i talentem wielokrotnie udowodnili, że na prowadzeniu biznesu znają się
znakomicie. Dodatkowym walorem zajęć są spotkania z praktykami biznesu, którzy przekazują słuchaczom własne przemyślenia dotyczące zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej. Wszystkie zajęcia maja charakter warsztatowy, co pozwala studentom
przećwiczyć nowe kompetencje i nabrać pewności do ich zastosowania. Jeżeli wciąż zastanawiasz się nad podjęciem studiów na wrocławskiej WSB, teraz jest doskonały moment
na podjęcie decyzji. Do 15 września uczelnia przygotowała atrakcyjne promocje. Więcej
informacji na stronie WSB Wrocław: www.wsb.wroclaw.pl w dziale Studia Podyplomowe.
Wielki sukces na starcie
Aż 2500 papierowych egzemplarzy gazety rozprowadzonych w dystrybucji bezpośredniej oraz blisko 1400 pobranych plików pdf, a także setki maili z gratulacjami i propozycjami współpracy i dziesiątki rozmów przez telefon i bezpośrednich spotkań, tak w liczbach
przedstawia się sukces, jaki odniósł nasz nowy kwartalnik dedykowany branży Multi
Level Marketingu. Cieszymy się, że inicjatywa, z jaką wyszliśmy, spotkała się z Waszym
zainteresowaniem, gorącym przyjęciem i entuzjastyczną reakcją. Jest nam tym bardziej przyjemnie, że tak serdecznie przywitaliście nowe branżowe pismo na rynku, bo
przecież wystartowaliśmy w okresie wakacyjnym, kiedy to wielu z Was wyjeżdża na
zasłużone urlopy i zapomina o bieżących sprawach. Sukces, jaki udało się nam osiągnąć oznacza dla nas wytężoną pracę w najbliższych kilku czy kilkunastu miesiącach.
Z numeru na numer będziemy się starali przygotowywać coraz lepszą, zasobniejszą
w przydatne informacje i ciekawszą gazetę. W ramach współpracy z przedstawicielami branży MLM będziemy uczestniczyć w ważnych wydarzeniach, na które nas zaprosicie - będziemy je opisywać i relacjonować, a wcześniej także zapowiadać.
bohater numeru
Utrzymać władzę
– rzecz o Donaldzie Tusku
Marek Łuszczki
Czynimy tak dlatego, że osoba ta jest
bez wątpienia dobrym przykładem na
to, jak stać się skutecznym liderem.
Przywódcą, który potrafi pozyskać
poparcie i, mimo wielu przeszkód,
utrzymać je.
Donald Tusk urodził się 22 kwietnia
1957 w Gdańsku. Jest polskim politykiem, od 2007 prezesem Rady Ministrów. Z wykształcenia jest historykiem. Od roku 2003 przewodniczy
Platformie Obywatelskiej. W latach
2005–2006 był przewodniczącym Klubu Parlamentarnego tego ugrupowania. Był również wicemarszałkiem Senatu IV kadencji w latach 1997–2001,
wicemarszałkiem Sejmu IV kadencji
w latach 2001–2005, senatorem IV kadencji, posłem na Sejm I, IV, V i VI kadencji. W 2005 kandydował na urząd
Prezydenta RP. Wygrał w I turze, jednak ostatecznie wybory przegrał, ustępując Lechowi Kaczyńskiemu.
Edukacja
W 1976 Donald Tusk został absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego
im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku.
W 1980 ukończył studia historyczne
na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Jego praca magisterska dotyczyła kształtowania się
legendy Józefa Piłsudskiego w przedwojennych czasopismach.
Antykomunistyczna
działalność opozycyjna
Obecny premier wcześnie zaangażował się w działalność opozycyjną wobec komunistycznej władzy.
Jako student historii Uniwersytetu
Gdańskiego uczestniczył w tworzeniu
Studenckiego Komitetu Solidarności, co było reakcją na zamordowanie
w Krakowie przez Służbę Bezpieczeństwa Stanisława Pyjasa. Rozpoczął
także współpracę z Bogdanem Borusewiczem i Wolnymi Związkami
Zawodowymi Wybrzeża, organizując grupy samokształceniowe
i kolportaż wychodzącej poza cenzurą prasy i literatury.
Był współtwórcą Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Gdańsku. W trakcie strajku w sierpniu 1980 organizował
grupy studenckie, by 30 sierpnia tego
roku rozpocząć działania na rzecz nowej organizacji studenckiej. Stał się inicjatorem i jednym z pierwszych liderów
Niezależnego Zrzeszenia Studentów
Polskich (późniejszy NZS). Kilka miesięcy później został przewodniczącym “Solidarności” w Wydawnictwie
Morskim i dziennikarzem wydawanego przez związek tygodnika “Samorządność”. Był jednym z najbliższych
współpracowników jej naczelnego redaktora Lecha Bądkowskiego, pisarza,
przywódcy ruchu kaszubskiego i pierwszego rzecznika “Solidarności”. Pisał
do kaszubskiego miesięcznika “Pomerania”. Za działalność opozycyjną został
pozbawiony pracy w państwowej firmie. Przez 7 lat utrzymywał się z pracy
fizycznej w założonej przez Macieja
Płażyńskiego spółdzielni “Świetlik”.
www.rankingmlm.com
bohater numeru
Aktywność społeczna
i polityczna po 1989 roku
Donald Tusk jest jednym z inicjatorów powstania Kongresu LiberalnoDemokratycznego. W 1991 został
przewodniczącym tego ugrupowania. W wyborach parlamentarnych
w tym samym roku partia ta zdobyła 37 mandatów w Sejmie. Donald
Tusk został posłem I kadencji. Kierowane przez niego ugrupowanie
znalazło się w opozycji do rządu
Jana Olszewskiego. Po przegłosowaniu wotum nieufności wobec tego
gabinetu w 1992 przewodniczący
Kongresu był jednym z inicjatorów
utworzenia koalicji parlamentarnej
siedmiu ugrupowań politycznych,
która powołała rząd premier Hanny
Suchockiej.
Kiedy po upadku rządu Hanny Suchockiej w 1993 odbyły się przedterminowe wybory, Kongres LiberalnoDemokratyczny nie przekroczył 5%
progu i nie dostał się do Sejmu.
Działalność w Unii Wolności
W kwietniu 1994 Donald Tusk został wiceprzewodniczący Unii Wolności, która powstała po połączeniu
się KLD z Unią Demokratyczną.
W
wyborach
parlamentarnych
w 1997 obecny premier otrzymał
mandat senatora z ramienia UW
i znalazł się w koalicji popierającej
rząd Jerzego Buzka. Został wicemarszałkiem Senatu IV kadencji.
Na początku 2001 po przegraniu
rywalizacji o stanowisko przewodniczącego UW z Bronisławem Geremkiem odszedł z partii.
Utworzenie i działalność
Platformy Obywatelskiej
24 stycznia 2001 wspólnie z Andrzejem Olechowskim i Maciejem
Płażyńskim Donald Tusk założył
Platformę Obywatelską, działającą
początkowo, jako komitet wyborczy.
W wyborach w tym samym roku PO
uzyskała w sejmie 65 mandatów, stając się największym klubem opozycyjnym. Donald Tusk objął funkcję
wicemarszałka Sejmu IV kadencji.
Maciej Płażyński, który był pierwszym przewodniczącym Platformy Obywatelskiej, odszedł z partii
w 2003 roku. Od 1 czerwca 2003
Donald Tusk pełni nieprzerwanie
funkcję przewodniczącego PO.
Wybory parlamentarne i
prezydenckie 2005
2 maja 2005 Donald Tusk ogłosił
zamiar ubiegania się o urząd Prezydenta RP, jako kandydat Platfor-
my Obywatelskiej. Poparcia udzieliło mu Stowarzyszenie “Młodzi
Demokraci”. Jego sztab wyborczy
został zarejestrowany 23 czerwca.
W pierwszej turze wyborów, 9 października, poparło go 5 429 666 wyborców (36,33%) i zgodnie z przedwyborczymi sondażami dało mu to
nieznaczne zwycięstwo nad Lechem
Kaczyńskim.
Kwestia biografii Józefa Tuska,
dziadka Donalda Tuska, stała się
przyczyną kontrowersji podczas
kampanii wyborczej. Polityk Prawa i Sprawiedliwości Jacek Kurski
w wypowiedzi dla tygodnika “Angora” stwierdził, że poważne źródła na
Pomorzu infromują, że dziadek Donalda Tuska zgłosił się na ochotnika
do Wehrmachtu. W rzeczywistości
Józef Tusk, więzień Stutthofu, został
w 1944 wcielony do armii niemieckiej, jako obywatel III Rzeszy, którym stał się automatycznie z chwilą
aneksji Wolnego Miasta Gdańska,
nie zaś jako ochotnik.
W drugiej turze wyborów, 23 października 2005, Donald Tusk otrzymał 7 022 319 głosów, czyli 45,96%
ważnych głosów przy frekwencji
50,99%, przegrywając wybory z Lechem Kaczyńskim.
Również w wyborach parlamentarnych Platforma Obywatelska przegrała trzema punktami procentowymi z Prawem i Sprawiedliwością
i została partią opozycyjną do rządu
Kazimierza Marcinkiewicza. Po porażce wyborczej Donald Tusk pozostał liderem swojej partii - potwierdził to partyjny zjazd w maju 2006.
Został posłem V kadencji, zdobywając w wyborach parlamentarnych 79
237 głosów. Objął stanowisko przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Pełnił
tę funkcję do 5 grudnia 2006, kiedy
to zastąpił go Bogdan Zdrojewski.
9 listopada 2005 został członkiem
Komisji Łączności z Polakami za
Granicą.
Wybory parlamentarne 2007
W przyspieszonych wyborach parlamentarnych w 2007 roku przewodniczący Platformy Obywatelskiej ubiegał się o mandat poselski
w okręgu warszawskim, uzyskując
ponad 534 tysiące głosów, co stanowiło 46,62% wszystkich głosów oddanych w okręgu i było najlepszym
indywidualnym wynikiem w historii
wyborów do Sejmu w III RP. Liderzy list wyborczych dwóch głównych konkurujących ugrupowań,
tj. Jarosław Kaczyński (PiS) i Marek
Borowski (LiD), otrzymali w kolejności 273 684 oraz 75 493 głosów.
W trakcie kampanii wyborczej Donald Tusk uczestniczył w debatach
telewizyjnych z Jarosławem Kaczyńskim i Aleksandrem Kwaśniewskim.
Sztab wyborczy Platformy Obywatelskiej zwrócił się także do redakcji radia Maryja i przedstawił ofertę
debaty z udziałem Donalda Tuska
na antenie tej stacji. Nie uzyskał jasnej odpowiedzi ani od radia Maryja,
ani od telewizji Trwam, mediów do
dziś kontrolowanych przez o. Tadeusza Rydzyka i sprzyjających Prawu
i Sprawiedliwości.
Stanowiska premiera rządu
23 października 2007 zarząd krajowy PO zdecydował, że Donald Tusk
będzie kandydatem partii na urząd
Prezesa Rady Ministrów. 9 listopada
odebrał od prezydenta Lecha Kaczyńskiego akt desygnacji na premiera.
16 listopada wraz z przedstawionym
składem Rady Ministrów został powołany i zaprzysiężony na Prezesa Rady
Ministrów. 24 listopada jego rząd uzyskał wotum zaufania od Sejmu.
2 maja 2008 wystąpił ze swoim pierwszym orędziem telewizyjnym.
Rodzina i życie prywatne
Donald Tusk pozostaje w związku
z żoną Małgorzatą, ma dwoje dzieci:
Michała, dziennikarza “Gazety Wyborczej”, oraz Katarzynę, uczestniczkę
programu TVN Taniec z gwiazdami
oraz jednego wnuka. Mieszka w Sopocie. Interesuje się i amatorsko uprawia
piłkę nożną.
Imię Donald nadał mu jego ojciec,
również Donald, 1930–1972, z zawodu stolarz. Ojciec zmarł w wieku 42
lat, gdy Donald Tusk kończył szkołę podstawową. Matka, Ewa Tusk,
1934–2009, zmarła w wieku 75 lat.
Młodszym bratem jego ojca był znany
gdański artysta rzeźbiarz Bronisław
Tusk ps. Buni, 1935–2000. Dziadek
Józef Tusk, 1907–1987, był polskim
urzędnikiem kolejowym, więźniem
hitlerowskiego obozu Stutthof, żołnierzem Armii Polskiej na Zachodzie,
był także wcielony do Wehrmachtu.
Po wojnie pracował jako lutnik. Drugi
dziadek Franciszek Dawidowski, jako
robotnik przymusowy pracował przy
Wilczym Szańcu, gdzie podczas wypadku stracił oko.
Przygotowując niniejszy tekst, korzystaliśmy z materiałów dostępnych w Internecie oraz z informacji KW PO.
Rada Programowa kwartalnika Manager MLM
BERNARD JASTRZĘBSKI
Mieszka w Sławie w województwie lubuskim. Aktywną działalność w branży MLM prowadzi od 1993 roku. Współtworzył pierwszą polską firmę
MLM, wrocławski Amexim, w której, w ciągu trzech miesięcy, zbudował czterotysięczną sieć dystrybutorów. Następnie podjął współpracę ze szwedzkim koncernem Oriflame, w ramach którego zbudował kilkutysięczną strukturę. Pomysłodawca i współtwórca studiów podyplomowych Marketing
Bezpośredni i Mikroprzedsiębiorczość przy Wyższej Szkole Bankowej. Ekspert i wykładowca na kliku kierunkach Studiów Podyplomowych we Wrocławiu i Opolu, związanych ze sprzedażą, marketingiem i zarządzaniem. Współzałożyciel Direct Marketing Academy. Właściciel firmy szkoleniowo
- konsultingowej OLOKUN. Jest żonaty. Ma trójkę dzieci: Natalię, Bartosza i Jakuba. Miłośnik nurkowania, tenisa ziemnego i koszykówki. Wspiera
działalność kwartalnika Manager MLM, bo uważa, że to profesjonalne wydawnictwo. B.J: “Współcześnie, na dojrzałym już rynku, biznes oparty na
franszyzie marketingu wielopoziomowego wciąż oferuje unikalne możliwości rozwoju własnej firmy. Ale dziś, sukces osiągną wyłącznie osoby podnoszące swoje kwalifikacje i dobrze poinformowane. Gazeta Manager MLM, to wyjątkowy periodyk, który dostarcza przedsiębiorcom z branży rzetelnych
informacji i skutecznych narzędzi. To unikalne wydawnictwo, które skupia solidnych menadżerów i ekspertów z wieloletnim doświadczeniem”
DANIEL KUBACH
Mieszka we Wrocławiu. Pierwszy raz zetknął się z branżą w wieku 16 lat. Stworzył międzynarodową firmę MLM oraz upublicznił ją na Giełdzie
Papierów Wartościowych w Warszawie. Uwielbia podróżować i zwiedzać nieznane zakątki świata. Największą przyjemność sprawia mu aktywne
spędzanie wolnego czasu. Trenuje sporty walki Krav- maga, rekreacyjnie gra w tenisa i jeździ na rowerze. Zapytany o branżę i dedykowane jej media
odpowiada: „Branża MLM przeżywa rozkwit, najnowsze prognozy świadczą, że ten trend się utrzyma jeszcze przez następne lata. W ciągu ostatnich lat
wykreowało się w Polsce i innych krajach europejskich wielu wykwalifikowanych managerów oraz skutecznych sprzedawców. Powstało oraz weszło na
rynek europejski wiele dobrych firmy. Branża MLM już dojrzała do powstania profesjonalnych mediów prezentujących wysoki poziom merytoryczny
oraz kulturalny. Od kilku lat czegoś takiego ludziom brakowało. Managerowie oraz sprzedawcy zajmujący się marketingiem bezpośrednim potrzebują
skutecznego narzędzia do pracy, bazy wiedzy oraz świeżego spojrzenia na biznes MLM. Wszystko to znajdą w gazecie Manager MLM.”
KAMILA MOLIŃSKA
Mieszka w Gliwicach. W branży MLM działa od 1995 roku. W tym czasie zbudowała kilkutysięczną strukturę przy współpracy z firmą
Oriflame Sweden. Swoim doświadczeniem w tej dziedzinie podzieliła się, pisząc książkę pt. “Etat, biznes tradycyjny czy marketing
sieciowy?”. Autorka studiów podyplomowych Marketing Bezpośredni i Mikroprzedsiębiorczość przy Wyższej Szkole Bankowej oraz
współzałożycielka Direct Marketing Academy. Właścicielka firmy szkoleniowo - doradczej Molińska Business Coaching. Jest entuzjastką
lotów szybowcowych i szczęśliwą mamą. Uważa, że „Manager MLM, to przedsięwzięcie mające na celu wspieranie przedsiębiorców z
branży poprzez dostarczanie im wiedzy, narzędzi i inspiracji. Każda tego typu inicjatywa jest niezwykle cenna ponieważ wciąż brakuje
rzetelnych informacji dotyczących rynku direct sales oraz multi level marketing. Mam nadzieje, że Manager MLM pomoże ją uzupełnić.
Z przyjemnością będę owo przedsięwzięcie wspierać.”
PIOTR JABŁOŃSKI
Mieszka w Szczecinie. Zaczynał, jako pracownik fizyczny, zgłębiając tajniki własnej działalności gospodarczej, przechodząc przez kolejne szczeble
kierownicze, by wreszcie zasiąść w fotelu prezesa kilku firm w biznesie tradycyjnym. Jest ekspertem i skutecznym praktykiem w budowaniu
biznesu MLM. Jest wykładowcą – trenerem w pierwszej w Polsce Akademii Marketingu Bezpośredniego i Mikroprzedsiębiorczości w Wyższej
Szkole Bankowej we Wrocławiu. Organizator i wykładowca wielu szkoleń i warsztatów z zakresu motywacji i nie tylko, w tym również dla
środowisk polonijnych. Prowadzi swojego bloga w sieci. Uwielbia sport – nie na kanapie, w tzw. formie „telewizyjnej” lecz czynnie go uprawiając.
Nurkowanie, jazda na rolkach, rowerze, jak i wiele innych sportów wywołujących lepsze samopoczucie. Uwielbia poznać każdego dnia coś
zupełnie nowego, innego. Dlatego czyta książki, słucha muzyki. Jest poszukiwaczem.
JACEK DUDZIC
Mieszka w Częstochowie. W branży MLM działa od roku 2007. Był Top Liderem firmy NexEurope w 2010 roku. Niekwestionowany autorytet w zakresie
profesjonalnego wykorzystania narzędzi internetowych w biznesie MLM, autor popularnych szkoleń (MLM Start, Formuła MLM, MLM Pro, As Marketingu,
Komponenty Sukcesu), zbudował międzynarodowy zespół marketingowy Wellbiznes, obecnie stoi na czele ekspansji firmy Kyani w Polsce. Prowadzi
zamknięty klub internetowy Cash And Future, a także regularne programy coachingowe, w tym MLM Mastermind dla przyszłych liderów marketingu
sieciowego. Prywatnie jest mężem i ojcem, jego syn jest partnerem w biznesie. Jacek Dudzic, to pasjonat nowoczesnych mediów i technologii, nie stroni od
wysokogatunkowego kina i szlachetnej książki. Czynnie wspiera działalność nowych mediów dedykowanych branży. J.D.: “Rynek marketingu sieciowego
potrzebuje miejsc, w którym osoby początkujące i nie tylko, otrzymają wszechstronne informacje, ale także wskazówki, jak budować biznes skutecznie
i w oparciu o właściwe zasady. Mam wrażenie, że Manager MLM ma szansę być jednym z najbardziej opiniotwórczych mediów w branży”.
ADAM UBERTOWSKI
Mieszka w Gdyni. Jest absolwentem Socjologii UJ i Psychologii UG. Obronił doktorat na Wydziale Ekonomicznym UG. Ukończył studia podyplomowe
z zarządzania pod patronatem Central Connecticut State University. Licencjonowany Coach ICC. Jest Dyrektorem Programowym MBA GFKM.
Specjalizuje się w prowadzeniu szkoleń i coachingu dla kadry kierowniczej średniego i wysokiego szczebla oraz z zakresu zaawansowanych
technik komunikacyjnych. Brał udział w kilkuset projektach doradczo-szkoleniowych m.in. dla firm: Abbott Laboratories, AstraZeneca Polska, BRE
Bank SA, Budimex SA, Centrostal SA, Elektrobudowa SA, Energa SA., Gdańska Stocznia Remontowa, Generali, Geodis Polska, Grupa Lotos S.A.,
Hestia, Lafarge, Lek Polska, Masterlease SA, NBP, Nordea Bank Polska S.A., Petrobaltic SA, PGNiG SA, PKN Orlen S.A., PKO BP, PKP, Poczta Polska,
Polkomtel SA, Polpharma SA, PZU SA, Raiffeisen Leasing, Roche, Ruch SA, Saur Neptun Gdańsk S.A., SGS, TPSA, US Pharmacia, Zentiva.
analizy i komentarze
Lider? A co to za królik?
Piotr Jabłoński
Samo słowo przywódca wywodzi się
z języka angielskiego - leading oraz
leadership - „podążać”. Przywództwo
(leadership) jest zatem wskazaniem
drogi, pociąganiem innych za sobą.
Z jednej strony wymaga więc wyprzedzenia innych, a z drugiej wpływania
na nich poprzez słowa oraz własne
czyny. Ważne jest to, iż rola lidera
uzależniona jest od tego jak postrzegają go inni – człowiek jest przywódcą na
tyle, na ile inni uznają go za przywódcę. Nie może sam nazwać się liderem,
to ludzie, którym przewodzi nadają
mu tę rolę.
Liderzy są najrzadszym zasobem
organizacyjnym - zarówno w świecie
jak i w Polsce. Coraz częściej można
spotkać dobrych menedżerów lecz
dobrzy liderzy - przywódcy organizacyjni - nadal są prawie nieistniejącym
elementem krajobrazu gospodarczego. Chodź dziś pojawia się ich coraz
więcej. Związane to jest z naszym
codziennym życiem, w którym poszukujemy prawdziwych wizjonerów,
za którymi jesteśmy w stanie podążać. Są to ludzie zarówno w naszym
życiu zawodowym, prywatnym jak
i duchowym.
Co zatem odróżnia liderów od menedżerów przywódców?
Cechy osobowości lidera:
- pewność siebie
- ambicje orientacji na osiągnięcia
- asertywność
- tolerancja na stres
- upór i stanowczość
- inteligencja
- odwaga
Umiejętności lidera:
- umiejętność tworzenia wizji
- kreatywność i innowacyjność
- umiejętność stawiania zadań i organizowania pracy
- takt i dyplomacja
- sprawność perswazyjnego mówienia i słuchania
- szybkie podejmowanie decyzji
Jednak można powiedzieć, że założenia całej koncepcji są niesłuszne.
Liderem nie trzeba się urodzić. Można
się nim stać dzięki poznawaniu i uczeniu się. Wyrobieniu w sobie pewnych
umiejętności i zachowań. A co do
punktu inteligencji – jak wiemy są jej
dwa rodzaje – nabyta i wrodzona więc
i tak wychodzi na to, że wiele nauki
przed nami. Za to dwie z cech poniżej
wpisanych mają duże znaczenie:
- orientacja na ludzi
- orientacja na zadania
Omówmy zatem oba te punkty – proszę tylko nie mylić tego z orientacją
w terenie.
Osobiście byłbym za ich połączeniem.
Dlaczego? Najważniejsza jest wspólna
„orientacja na ludzi oraz zadania”.
Wszystko w naszym życiu związane
jest właśnie z tym. Z ludźmi i zadaniami. Jedno bez drugiego nie może
istnieć.
Dla naszej wygody, tej ludzkiej,
otaczamy się różnymi dobrami tego
świata. By je nabyć musimy skupić się na pierwszej z umiejętności.
A zaraz potem potrzebny jest plan
działania. Plan oraz jego systematyczna realizacja. Czyli drugi punkt.
Działanie nasze zawsze musi być bardzo konkretne. Tutaj nie możemy
zachowywać się jak człowiek, który chce wyjechać na wakacje, lecz...
No właśnie, nie wiedząc dokąd chce
wyjechać, idzie do kasy lotniczej,
prosi o bilet. Obsługujący zadaje mu
pytanie: „dokąd?”. Nie mając orientacji na zadanie, mówi „na dwa tygodnie, na wakacje”. W końcu udaje się
mu jakoś sfinalizować nabycie tych
upragnionych biletów, tej przepustki
urlopowej. Leci potem około sześć godzin. Odprawa lotnicza, odbiór bagaży,
wychodzi na zewnątrz... a tam noc
polarna. On ubrany, jak na wyspy
Bahama, a tam NOC POLARNA!!!
Toż to prawdziwy koszmar przecież!
Jego celem było spędzeniu urlopu.
Lecz nie miał orientacji na zadanie.
Nie wiedział, gdzie to ma być, nie
potrafił tego wyartykułować podczas rozmowy o celu swej podróży.
Zadanie wypoczynku było mało
sprecyzowane. Ekspedientowi nie
określił on zakresu oczekiwań.
W związku ze złą komunikacją
i brakiem konkretów, wylądował
tam, gdzie nie zakładał, że wyląduje.
Przecież walizka pełna jest ubrań raczej tropikalnych, a nie polarnych. Inni
wybrali za niego, wykonali swój plan,
ale nie ten osoby zainteresowanej. Podobnie jest z naszym codziennym, życiowym działaniem. O ile nie jest ono
określone zadaniowo, to możemy być
bardzo rozczarowani.
- pewność siebie
Nieraz, gdy stoimy na przejściu dla
pieszych, zdarza się nam widzieć człowieka przechodzącego na czerwonym
świetle. Istotnym elementem jest to, iż
kilka innych osób potrafiło za kimś takim pójść. Pozostali nie podejmowali
takiego wyzwania. Uwarunkowania
podejmowanych decyzji są zapewne
różne – począwszy od wyglądu lidera tego peletonu, poprzez jego całą
postawę. Podświadomie zwracamy
wielką uwagę na to, kto może nam
przewodzić. Jak często zdarza się nam
chcieć pójść za kimś przechodzącym
na pasach? Tak wprost, bezwiednie.
Jak często ruszaliśmy samochodem na
świetle bo..., no właśnie, bo obok ruszył ktoś inny?
Takie cechy możemy krok po kroku
omawiać w nieskończoność. Sądzę,
że ciekawszymi za to będą Umiejętności Lidera. My, jako Polacy, mamy
je opanowane do perfekcji. I to dosłownie większość z nas. Są nimi upór
i stanowczość, odwaga i asertywność.
Najlepszą wiedzę na ten temat mają
matki wychowujące swoje pociechy.
Każdego dnia stawiają swoje czoła
asertywności, rzucają swoją odwagę na
szali podejmowania decyzji podczas
chociażby wielokrotnych wizyt lekarskich ze swoimi dziećmi.
Nie zawsze oczywiście wiemy, że to
wszystko wykorzystujemy do perfekcji.
Bo robimy to automatycznie.
W szkole nauczono nas, by z uporem
maniaka zdobywać poprawne oceny,
byśmy mogli otrzymać świadectwo
szkolne z promocją do następnej klasy. Źle widziane było pozostanie w tej
samej klasie. Zabijano w nas kreatywność, starając się wrzucić w określone
ramy zachowań społecznych. Tak jest
dobrze, a tak źle, tak wypada, a tak
NIE! Do takich ogólnie przyjętych.
Prawda? Nikt nie zwracał na nas uwagi, jako na „całość” lecz na fragmenty,
takie wycinki z życia. Na przykład czy
potrafimy „wyrecytować” dany zakres
materiału. „Pan Tadeusz” z pamięci,
najlepiej wszystkie księgi, potem na
rynku newconnect przecież jak znalazł. Całą tablicę Mendelejewa i nie
wiadomo, co jeszcze, a przede wszystkim – jak poradzić sobie podczas wyboru dobrego doradcy księgowego.
Na pewno Mendelejew nam pomoże
w trakcie negocjacji, którym to w ogóle nie poświęca się czasu, byśmy nabyli takowe - ja tego przynajmniej
analizy i komentarze
nie pamiętam. Nie nauczono nas łączenia ze sobą jakichkolwiek faktów,
które stanowią logiczną całość naszego
życia. W szkole zatem nie uczą, jak być
liderem i nie uczą nas prowadzenia
biznesu. To niepodważalny fakt.
Czym jest zatem umiejętność
tworzenia wizji?
Lider – przywódca, nie tylko kieruje
działaniami innych ludzi, ale także pracuje z nimi dla osiągnięcia wspólnych
celów. Pomaga ludziom precyzować
te cele i zadania, współuczestniczy w analizie i rozwiązywaniu grupowych i indywidualnych problemów. Liderzy muszą
mieć wizję i muszą być w stanie zaszczepić ją innym, czyniąc w ten sposób wizję
wspólną. Na rynku jest wielu charyzmatycznych ludzi, którzy potrafią przekazać wspólną wizję. Lider powinien stać
na czele organizacji i pociągać za sobą
innych, nie popychać. Cechy, które stanowią o treści przywództwa można
wykształcić. Jeśli połączy się je z odpowiednią motywacją, nie można nie stać
się przywódcą. Przywództwa nie można
odkryć - trzeba je umiejętnie rozwijać.
Tylko nieliczni „urodzeni przywódcy”
zdobędą wszystko bez wkładu własnego, bez potrzeby codziennego rozwoju lecz, aby utrzymać swój status,
muszą rozwijać i doskonalić wrodzone
predyspozycje.
Takimi liderami - wizjonerami powinni
być właśnie np. politycy. Ale czy są?
Czy nie jest tak, że dotyczy to tylko tzw.
okresu przedwyborczego, gdzie mamy
WIELE wizji ich działań? Co cztery lata,
to właśnie oni są zainteresowani naszymi głosami wyborczymi. By je uzyskać,
tworzą nam wizję swoich działań. Pochodzą z różnych ugrupowań realizujących różne programy przedwyborcze.
Jest tylko jedno ale ... po wyborach już
ich nikt z tego nie rozlicza. Inaczej jest
w biznesie. W gospodarce wizjonerami był chociażby Henry Ford, który
wyznawał zasadę “Bardziej niż cokolwiek innego, przygotowywanie się jest
sekretem do sukcesu” oraz “Idealista,
to człowiek, który pomaga innym stać
się zamożnymi.” To prawdziwy lider
gospodarczy w branży motoryzacyjnej.
Człowiek, który doprowadził do taśmowej produkcji. Który zautomatyzował cały cykl produkcyjny. Jak na tamte
czasy, stał się ojcem wydajności, wprowadzając produkcję masową. Jak to
było zatem możliwe? Ford miał pomysł,
wizję oraz ludzi, którzy mu ufali i którzy
szli z nim ramię w ramię. Jego kreatywność i innowacyjność doprowadziła do
tak znaczącego rozwoju motoryzacji, że
samochód nie był już tylko i wyłącznie
10
dobrem luksusowym dla klasy najbogatszych. Jak wiele z tych elementów
wykorzystywał na co dzień? Mówię tutaj
o: takcie i talencie dyplomatycznym,
sprawności perswazyjnego mówienia
i słuchania, szybkości podejmowania
decyzji czy umiejętności stawiania
zadań i organizowania pracy.
Wydaje się to trudne lecz czy jest
problematyczne w zastosowaniu? Jak
zatem posiąść te cechy? Jak stać się
takim dyplomatą? Takim liderem, przywódcą jak Henry Ford, Dalajlama,
Martin Luther King, Jan Paweł II,
Brian Traccy, Donald Trump czy wielu, wielu innych, o których słyszeliśmy
nie raz i nie dwa.
Wróćmy jeszcze na chwilę do naszego
dzieciństwa. Pierwszymi naszymi idolami byli nasi rodzice. Byli dla nas naturalnymi LIDERAMI, których naśladowanie było zauważalne przez innych na
każdym kroku. Chłopcy chcą być, jak
ich ojcowie. Silni, mądrzy, potrafiący
wszystko naprawić. Dziewczynki chcą
wyglądać, jak ich mamy. Przymierzają ich buty, używają ich kosmetyków.
Jak śmiesznie i nieudolnie to dzieciaki
nie raz robiły? Ile było śmiechu, prawda? Lecz naśladowanie z naszej strony
trwało. Maluchy, gdy uczą się chodzić,
to biorą przykład ze swoich liderów,
pomimo częstych potknięć i upadków, dochodzą do postawy pionowej
i w końcu każdy nauczył się chodzić.
Jak nieraz śmiesznie wyglądamy, chcąc
być i wyglądać, jak rodzice. Krawat
na szyi, szminka na naszych ustach.
To były rzeczy, których używali nasi
idole. Wprost zabawnie i śmiesznie nieraz się to kończyło. A potem przychodzi
nowa era. Czas szkoły. Tutaj poznajemy
zupełnie inny świat. Zaczyna się nauka,
która zaczyna wprost „zabijać” nasze
postrzeganie innych oraz tej naszej
niewyobrażalnej mocy, takiej wiary,
że wszystko jest możliwe. Jako dzieci,
mówimy, że będziemy mieli taki wielki
dom, pałac, takie niesamowite auto, że
rodzice nie będą musieli już pracować,
jak dorośniemy. W szkole zabija się nas
i zaczyna się nam udowadniać, że nie
mamy racji. Musimy się dostosować do
innych. W szkole zawsze się pamięta
tych najbardziej widocznych, to o nich
najwięcej się mówi i im poświęca się
najwięcej czasu. W szkole to oni stają
się naturalnymi liderami naszych klas.
To oni w naturalny sposób organizują
czas wolny na przerwach. Każdy z nas
jest przywódcą, każdy. Tylko przestaliśmy wierzyć we własne siły. Często te
skrzydła podciął nam ktoś obok, żyjący
z nami, a często niestety robimy to sami.
Takie samounicestwienie, taka zagłada
za życia.
Czy łatwiej jest być liderem
czy przywódcą?
Sklasyfikujmy zatem kim jest ten drugi.
Przywództwo, to system zachowań, który polega na oddziaływaniu na zachowania innych. Jest to rodzaj społecznego
wpływu, który pojawia się wówczas, gdy
jedna osoba - przywódca - jest zdolna do
powodowania pożądanego przez siebie
zachowania u kogoś innego, kto ulega
mu z powodu więzi. Oto ogólna definicja dotycząca PRZYWÓDZTWA.
Możemy wyróżnić obecność dwóch rodzajów przywódcy. Jednym z nich jest
oczywiście typ osobowości, który określa
przywódcę lokalnego. Drugi natomiast,
to typ przywódcy określający przywódcę kosmopolitycznego. Podział powstał
ze względu na otoczenie oraz metody
przywódcze, które wykorzystywane są
w genezie pracy danego osobnika.
Przywódcy kosmopolityczni spotykają się z wieloma trudnościami w swojej pracy, jako osoby medialne, które
bezpośrednio mają styczność ze środkami masowego przekazu. Dzięki sowim przemyślanym zadaniom oraz
taktykom zdobywają przychylność
ludności oraz poznają zasady działania
dotyczące tego, jak pociągnąć za sobą
tłumy. Oczywiście pociągnąć ku górze
oraz w pozytywny sposób. Mimo to, na
początku spotykają się z wieloma trudnościami. Podstawową trudnością jest
fakt, że nie pochodzą one z danego terenu. Ludność może odbierać tego rodzaju osobę, jako intruza lub szpiega. Dopiero po działaniach, które pokazują, że
takiej osobie zależy na ludziach oraz ich
poparciu, przywódcy kosmopolityczni
zyskują większe poparcie, niż przywódcy
lokalni, którzy w cale nie muszą robić
czegoś wielkiego.
Można postawić tezę, że każdy lider
jest przywódcą lecz nie każdy przywódca jest liderem. Pomiędzy nimi
jest cienka linia graniczna. Często nie
widzimy subtelnej różnicy pomiędzy jednym, a drugim. Lider pomaga
i współpracuje, drugi wymaga i realizuje swoje cele. Zaznaczam jeszcze raz
– SWOJE CELE. W przypadku, gdy
chcemy uzyskać wspólne wyniki w naszej branży związanej z budowaniem
rynku MLM, najlepszym rozwiązaniem
jest bycie LIDEREM, który pomaga
innym uzyskać cele partnera biznesowego, nie swoje. Pamiętajmy, że liderzy
są wśród nas. My sami jesteśmy nimi.
Dziecinne skrzydła odwagi i bezpośredniości zostały nam troszkę podcięte, najwyższa pora przypomnieć sobie
swoje ukryte możliwości, zdobyć odpowiednie narzędzia i potem móc pomóc
innym. Sukces gwarantowany!
baza wiedzy
Jak zwłoka w rozpoczęciu
inwestycji niszczy Twoje
marzenia?
Maciej Karsznia
Jest to grzech podstawowy i najczęściej występujący u osób,
które mówią, że chcą inwestować. Jest to również grzech,
który powoduje twoje największe straty.
Do tej pory spotkałem się z trzema rodzajami zwłoki:
1. Teraz nas nie stać, najpierw musimy:
-
spłacić kredyt na samochód, lodówkę, telewizor;
kupić dzieciom zeszyty, tornistry. Rozpoczyna się
rok szkolny;
kupić prezenty i zorganizować święta. W grudniu
jest tyle wydatków;
odłożyć na wakacje. W tym roku chcemy w końcu
dobrze wypocząć. Po wakacjach się za to weźmiemy;
wydać na cokolwiek innego.
2. Jest kryzys, fundusze spadają. Gdy wszystko ruszy do góry,
zacznę inwestować.
3. Fundusze rosną i niedługo będzie kryzys, poczekam, aż
spadną, by kupić taniej.
Nieważne, jaki jest powód zwłoki, kosztuje on cię jednak
bardzo dużo. Przy systematycznej inwestycji 300 zł miesięcznie roczne opóźnienie 12-letnim okresie może kosztować cię nawet 17 000 zł. O tyle mniej możesz mieć na
swoim koncie.
Teraz nas nie stać, musimy najpierw…
Ten rodzaj zwłoki jest najczęściej stosowany. Polega na
używaniu takich wymówek:
Zbliżają się święta, wakacje, komunie, śluby w rodzinie i teraz nie mamy głowy do takich rzeczy.
Zostało nam jeszcze sześć rat za telewizor. Gdy to spłacimy,
to wtedy zaczniemy inwestować.
Na pierwszy rzut oka brzmi to bardzo wiarygodnie. Jednak
nasuwa się takie pytanie: Na ile są to realne i prawdziwe powody, a na ile po prostu zwlekanie wynikające z braku przekonania do inwestowania?
W większości sytuacji zauważyłem, że jest to często po prostu wymówka, by nie zacząć już dziś.
Często spotykając się po dwóch, trzech latach z takimi osobami, słyszę, że wciąż nie zaczęły inwestować i w dalszym
ciągu mają podobne wydatki, które im w tym przeszkadzają.
Zadaję im jednak wtedy proste pytanie: Gdybyśmy cofnęli się
w czasie o pięć lat i pięć lat temu podjęlibyście decyzje o rozpoczęciu inwestowania, to czy dalibyście radę przez te pięć
lat systematycznie inwestować i jaka to byłaby kwota?
Ku mojemu ogromnemu zdumieniu większość osób (około
75%) odpowiada, że dałoby radę inwestować systematycznie
jakąś stałą kwotę. Jednak nadal tego nie robią.
Nowakowie, Kowalscy i Wiśniewscy od dawien dawna przy-
jaźnią się ze sobą. Mają dzieci w tym samym wieku i w październiku 2010 r. ich synowie rozpoczęli studia. Synowie
Nowaków i Kowalskich wybrali dzienne studia na interesującym ich kierunku. Syn Wiśniewskich musiał pójść na studia zaoczne. Jego rodzice nie są w stanie zapewnić mu takich
pieniędzy, by mógł spokojnie się uczyć. Musi pracować, aby
utrzymać się na studiach.
W listopadzie 1998 r. Nowakowie postanowili inwestować
300 zł miesięcznie na edukację swojego syna. Wybrali inwestycję w najlepszy akcyjny w tym okresie fundusz inwestycyjny. Na początku każdego miesiąca wpłacali po 300 zł.
Swoją decyzją podzielili się ze swoimi przyjaciółmi Kowalskimi i Wiśniewskimi. Kowalscy stwierdzili, że to dobry pomysł, ale teraz mają inne wydatki. Gdy spłacą część swoich
kredytów, to wtedy zaczną. Decyzję podejmowali równo
12 miesięcy. Po roku, w listopadzie 1999 r., zaczęli również
inwestować 300 zł miesięcznie w tym samym funduszu, co
ich przyjaciele Nowakowie. Wiśniewscy przyznali rację Nowakom, że należy inwestować w przyszłość dzieci, ale mają
teraz inne wydatki i nie do końca stać ich na to, by przeznaczyć 300 zł miesięcznie na taką inwestycję. Przez te wszystkie lata co jakiś czas ktoś ich namawiał do inwestowania,
a oni twardo wymawiali się brakiem pieniędzy. Kilka razy
nawet rozpoczęli wpłaty, ale po kilku miesiącach przerywali
i pieniądze przeznaczali na bieżącą konsumpcję.
W listopadzie 2010 r. (8.11.2010) na koncie Nowaków uzbierało się 99 457,27 zł. Po dwunastu latach regularnej inwestycji stałej kwoty 300 zł miesięcznie stać ich na to, by syn
co miesiąc otrzymywał 2000 zł na swoje studenckie wydatki
(2000 zł co miesiąc przez okres studiów daje 100 000 zł).
Ich przyjaciele Kowalscy rok później rozpoczęli inwestycję.
Jednak syn poszedł na studia w 2010 r. Na ich koncie przez
ten czas uzbierało się 83 781,75 zł. Zamiast 100 000 zł, jak
ich przyjaciele, mają tylko (albo aż) 84 000 zł – o 16 000 zł
mniej. Po 11 latach regularnej inwestycji mogą synowi dawać 1700 zł miesięcznie.
Tylko rok zwłoki. Wydawałoby się, że nic to nie znaczy, jednak strata wynosi blisko 16 000 zł. Wiśniewscy nic nie mają
odłożone, winią wszystkich dookoła za to, że nie stać ich na
posłanie syna na studia dzienne.
Oczywiście powyższy przykład dotyczy inwestycji w najlepszym w tym okresie funduszu akcyjnym. Co by było, gdyby
Nowakowie wybrali najgorszy w tym czasie fundusz?
Inwestując w najgorszy w tym czasie fundusz, ich inwestycja
w listopadzie 2010 r. dałaby kwotę 57 087,91 zł, co pozwoliłoby przeznaczać co miesiąc 1150,00 zł na studia ich syna.
Nadal więc jest to znacząca kwota.
Wszystkie inne fundusze miały wynik pomiędzy 57 000 zł
a 100 000 zł. Poniżej znajdziesz wykres inwestycji systematycznej kwoty 300 zł miesięcznie w najlepszym i najgorszym
funduszu inwestycyjnym w okresie od listopada 1998 r. do
listopada 2010 r.
11
baza wiedzy
W ciągu tych 12 lat Arka Akcji średniorocznie dał zarobić
12,3%, zaś PKO/CS – 4,4%.
Poniżej znajdziesz tabelę strat w zależności od czasu zwłoki w inwestycji w tych konkretnych przypadkach.
Nowakowie zaczęli wpłacać, Kowalscy zaś, czytając opracowania, natykali się na informację, że akcje są przewartościowane i czeka nas kolejny kryzys. Postanowili poczekać.
Okazało się, że rozpoczął się wielki zjazd w dół. Kowalscy
dumni, że nie tracą pieniędzy, czekali na koniec kryzysu.
Moment ten nadszedł w październiku 2001 r. Od tej chwili
zaczęli również wpłacać po 300 zł miesięcznie.
Kowalscy, zwlekając i czekając, aż kryzys się skończy, podśmiewali się z Nowaków, którzy zaczęli wpłacać, wydawało
się, w najgorszym momencie, na samym szczycie. Śmiali
się, aż do momentu, gdy zrozumieli, że Nowakowie będą
mieli więcej pieniędzy ze swojej inwestycji.
Zobacz na wykresie początek wpłat Nowaków i Kowalskich.
Z powyższej tabeli widać, że dwa lata zwłoki mogą nas kosztować nawet 27 000 zł straty.
Przyjmijmy jednak, że Kowalscy i Nowakowie inwestują dalej. Czas inwestycji to 20 lat, a średnioroczny zysk 12,3%.
300 zł miesięcznie po 20 latach da nam kwotę 300 000 zł,
miesiąc zwłoki w rozpoczęciu inwestycji to strata 3218 zł. Jeżeli będziemy zwlekali rok i zamiast 20 lat inwestować przez
19 lat, to stracimy blisko 37 000 zł.
Poniżej znajdziesz tabelę strat przy inwestycji 300 zł miesięcznie i średniorocznym zysku na poziomie 12,3%.
Jaki był stan inwestycji Nowaków i Kowalskich w listopadzie 2010?
Tabela zysków Nowaków i Kowalski.
Jeżeli więc możesz sobie pozwolić na utratę w ciągu roku 36 000
zł, to odwlekaj dalej decyzję o rozpoczęciu inwestowania.
Jest kryzys, gdy się skończy, to zacznę inwestować
Ten i następny powód zwlekania należy do moich ulubionych.
Bardzo łatwo z nim się uporać. Wystarczy pokazać kilka liczb
i wykresów.
Najpierw jednak musisz sobie uświadomić, że kryzysy na
rynku akcji są rzeczą naturalną i powtarzają się co kilka lat.
W Polsce od początku funkcjonowania giełdy były już cztery
kryzysy. Zasadne pytanie brzmi więc: Kiedy będzie następny
kryzys i czy zabierze 50% czy też 70% wartości akcji?
Wróćmy do naszych Nowaków i Kowalskich. O Wiśniewskich nie będziemy już pisać, ponieważ wiemy, że generalnie
nie chcą inwestować i wolą posłać dziecko na studia zaoczne,
a emeryturę spędzić w parku, czekając aż dzieci wspomogą
ich finansowo.
Nowakowie i Kowalscy w marcu 2000 r. postanowili inwestować, po 300 zł miesięcznie. Był to koniec wzrostów i początek
kryzysu, który trwał do października 2001 r. W tym czasie
indeks WIG 20 stracił 60,10%. Fundusze akcyjne od 20% do
30%. Poniżej znajdziesz wykres przedstawiający ten okres.
12
W powyższych przykładach Kowalscy idealnie przewidzieli kryzys i jego koniec. W prawdziwym życiu jest to
nieprawdopodobne. Gdyby posiadali takie umiejętności,
nie inwestowaliby 300 zł miesięcznie, a dysponowaliby miliardami złotych.
Mimo że Kowalscy wykazali się nadprzyrodzoną zdolnością przewidywania kryzysów i ich końców, to na swoim
koncie mają o ponad 17 000 zł mniej niż Nowakowie, którzy po prostu zaczęli inwestować.
Najważniejszą zasadą w systematycznym inwestowaniu
jest to, byś zaczął jak najwcześniej, a nie, byś próbował
przewidzieć tendencje rynkowe.
Jeżeli więc weźmiesz pod uwagę, że nie jesteś w stanie przewidzieć, kiedy zacznie się następny kryzys i kiedy się skończy, to czy twoje stwierdzenie: Jest kryzys, gdy się skończy,
to zacznę inwestować – jest tylko wymówką.
Fundusze rosną i niedługo będzie kryzys, poczekam, aż
spadną, by kupić taniej
To jest inna odmiana poprzedniej wersji zwlekania. Ta wymówka również nie ma żadnego uzasadnienia w konkretnych działaniach. W okresie 2002 r. do 2008 r. trwały wzrosty. Gdybyś czekał na spadki, mógłbyś zacząć inwestować
dopiero w lutym 2009 r. Oczywiście pod warunkiem, że
przewidziałbyś te wzrosty.
Znam mnóstwo osób, które w czasie ostatniego kryzysu
nie inwestowały, czekając na jego koniec. Większość z nich
nadal nie inwestuje, mimo że od lutego 2009 r. fundusze
dały zarobić po 100%. Część z nich stwierdziła, że już za
późno i poczeka do następnego kryzysu.
Być może nazywają się Wiśniewscy i tak naprawdę szukają
wymówek, by w ogóle nie inwestować.
life style
SZEWCZUK TEAM
Alicja Bednarczyk
Jeśli komuś z Was przyjdzie do głowy zapytać o narodziny Szewczuk
Team`u, to chyba pozostanie to pytanie bez odpowiedzi. Szewczuk Team,
to samozwańcza drużyna, której przewodzi Magdalena Szewczuk. Zrodziła się jakoś naturalnie i nie wiadomo
kiedy. O ile dałoby się jeszcze usytuować w czasie powstanie nazwy, to
powstanie team`u już absolutnie nie.
No, bo jak można umieścić w czasie
albo uściślić początek przyjaźni pięciu
kobiet?
Bo to właśnie z tym zespołem Magda
organizuje niezapomniane szkolenia
wyjazdowe, Szkoły Biznesu, realizuje projekty, które na długo zapadają
w pamięć wszystkim przedstawicielom, biorącym w nich udział. Od czasu do czasu do drużyny dołącza rodzynek – Michał Anioł. Tak, to nie zbieg
okoliczności - z anielską cierpliwością
i wyrozumiałością wspiera dziewczyny w ich poczynaniach i przygotowaniach do ambitnych projektów. No
i ten męski akcent – czasami się przydaje w takim babińcu.
Szewczuk Team, to Magdalena Szewczuk i kilka jej najbliższych liderek
z biznesu MLM. Łączy ich nie tylko
wspólny biznes, ale i przyjaźń. Liderki
są bezpośrednimi grupami Magdy –
stąd konkurentki, bo nie są np. w jednej linii sponsorowania. Każda liderka
znała wcześniej Magdę, ale ze sobą nie
znały się prawie wcale.
Magdalena Szewczuk, jako Top Lider
Betterware nie przestaje nas zaskakiwać swoimi pomysłami, które dają
niezłego powera do pracy. Tak np. jest
z tradycyjnym już szkoleniem wyjazdowym organizowanym co roku we
wrześniu. Tylko ze zgranym zespołem i osobami, na których się polega,
można odtworzyć zderzenie Titanica
z górą lodową albo śpiewać z Whitney
Houston „I will always love you”. Nie
wierzycie? Tak właśnie było w Pszczewie w 2010r. Na szkolenie zjechała się
cała śmietanka z Magdy struktury, ale
nie zabrakło też gości z innych struktur Betterware. No i kadra szkoleniowców – z samym Dyrektorem Zarządzającym Betterware, Michałem
Mierzwińskim na czele.
Dopiero wspólne wyjazdy, wspólna
praca i wspólne cele tak zjednoczyły siły tych młodych kobiet. Kasia
Szewczuk - tak, to nie przypadek, to
siostra, Kasia Skubiszewska, Magda
Rapacz, Ala Bednarczyk i głównodowodząca Magda Szewczuk, to siła napędowa Team`u i zarazem jego skład
VIP`owski – jak z poczuciem humoru
mówią o sobie dziewczyny.
Poza – przepraszam za kolokwializm
– wypasionym pakietem szkoleń,
Szewczuk Team przygotował wieczór
integracyjny w hawajskich klimatach.
Nie zabrakło kolorowych drinków,
pięknych tancerek Hula - dziewczyny
z Szewczuk Team i wymyślnych konkursów, w których to właśnie można
było podziwiać rzeczoną piosenkarkę,
jak i upadek kolosa oceanicznego.
O ile przyjaźnie zdążają się pod każdą
szerokością geograficzną i w każdym
wieku, tak ta „zespołowa” przyjaźń
jest pewnym fenomenem. Zapytacie
dlaczego? Bo przyjaźnią się ze sobą
potencjalne businesswoman-konkurentki.
Aby taki spektakl mogło oglądać prawie 70 uczestników szkolenia, potrzeba było spotkań i narad Szewczuk
Teamu na długo przed wrześniowym
szkoleniem. Nie obyło się bez zarwanych nocy, długich przygotowań,
zmian scenariusza na ostatnia chwilę… i co z tego? W Szewczuk Team
wszystko jest robione z pasją i dobrym
humorem, i pewnie, dlatego dziewczyny zawsze odnoszą sukces.
Na co dzień jednoczą swoje siły we
wspólnie podejmowanych działaniach
biznesowych, organizując razem targi,
promocje zewnętrzne czy spotkania
rekrutacyjne i katalogowe dla swoich
struktur. W jedności leży siła, dziewczyny są u progu swojej kariery w Betterware, dlatego wiedzą, jak ważne
jest wzajemne wsparcie, gdy czasami
droga wiedzie pod górkę. Razem podbijają nowe miasta i umacniają swoją
pozycję w tych już zdobytych. Niedawno do opisanego składu dołączyła
Roksana Górniak, siostrzenica Magdy.
Na razie wdraża się w biznes i grupę,
ale zdecydowanie do niej pasuje.
Znaczna część sukcesu Szewczuk
Team`u leży po stronie Magdy – z jej
wrodzonymi cechami przywódczymi,
świetnie radzi sobie i z prowadzeniem
swojego biznesu, i z przewodzeniem
dziewczynom. To urodzony przywódca. Dziewczyny zgodnie przyznają, że
taki Team to tylko z Magdą! Razem
wzięte są mega kreatywną mieszanką
wybuchową, która zaskakuje wystrzałowymi pomysłami. Spotykają się również prywatnie na tak zwane „Sabaty
Czarownic”. Wtedy spędzają wspólnie
czas na przyjemnościach, oddając się
różnym szaleństwom.
13
ring numeru
NUMERU
DIC kontra GOLD SOLUTION
Tomek Nawrot
Sektor finansowy jest w MLM reprezentowany przez znaczną liczbę firm.
Wśród nich są takie, które się wyróżniają. GoldSolution - złote rozwiązanie, w tłumaczeniu z języka angielskiego. Pod tą nazwą funkcjonuje firma
z polskim kapitałem. Czy zajmuje się
kupnem-sprzedażą złota? Nie. Jej domeną jest inwestowanie. Należy do
czołówki polskich firm w tej dziedzinie, osiągając bardzo wysokie stopy
zwrotu. Wyróżnia się też Diamonds
International Corporation. Już samo
słowo diament przykuwa uwagę. To
jedyna firma działająca w Polsce w systemie marketingu sieciowego, która
w swojej ofercie posiada te szlachetne
kamienie. Nie tylko. Również biżuterię z nich wykonaną, zegarki, a także
oferuje pomoc i doradztwo przy inwestowaniu w diamenty.
Kilkadziesiąt tysięcy złotych za pierwszy miesiąc pracy? Czy to jest możliwe? Tak - w GoldSolution. To nie są
obietnice, ale konkretne przypadki
osób, które dokonały tego przy współpracy z tą firmą. Pieniądze pochodzą od towarzystw inwestycyjnych,
które dzielą się ze swoim partnerem
handlowym - GoldSolution, częścią
opłat, jakie pobierają za zarządzanie
inwestycjami. Takie opłaty pobierają
wszystkie fundusze na rynku. Duża
kwota nie jest wynikiem wielkiej opłaty. To efekt jednorazowego przekazania z góry wpływów z jej tytułu za cały
14
okres, na jaki jest określona inwestycja. Więc wszystko jest zgodne z prawem i regułami rynku finansowego.
Cóż, tam gdzie duże pieniądze, tam
duże zarobki.
„Pieniędzy trzeba szukać tam, gdzie
są. A w tym biznesie zawsze były, są
i będą.” To wypowiedź prezesa polskiego oddziału D.I.C., Davida Franke.
Na pewno ma rację. Diamenty podobają się ludziom od tysięcy lat. Są
synonimem bogactwa, luksusu i prestiżu. Nic dziwnego, że przyciągają
pieniądze. Ile można na nich zarobić?
Firma okrywa to tajemnicą. Nie podaje wielkości marży, jaką mają jej dystrybutorzy przy sprzedaży. Biorąc pod
uwagę to, że ceny mogą sięgać kilkuset
tysięcy złotych, na pewno zarobki są
satysfakcjonujące.
Czwarta generacja MLM-u
Dotąd najczęściej w marketingu sieciowym należało zajmować się rekrutacją, sprzedażą i zarządzaniem grupą.
Te dwie pierwsze czynności zwykle
sprawiają dystrybutorom najwięcej
kłopotów. GoldSolution wyręcza swoich współpracowników w ich wykonywaniu. Odbywa się to na seminariach,
gdzie przedstawiane są zalety strategii
inwestycyjnej oraz oferta firmy. Przynosi to bardzo dobre efekty. Partnerom pozostaje tylko zapraszanie ludzi
na spotkania informacyjne oraz motywowanie osób ze swojej struktury.
Ten nowy model funkcjonowania firm
MLM prawdopodobnie będzie się coraz bardziej upowszechniał.
Diamonds International Corporation
udziela solidnego wsparcia swoim
partnerom. Wyróżnia się na tle innych
firm wielością i różnorodnością szkoleń. Co tydzień odbywają się podstawowe, na których omawiane są plan
marketingowy i zasady współpracy
z firmą. Raz w miesiącu organizowane są szkolenia dotyczące produktów
oraz dwudniowe seminaria na temat
budowy zespołu i motywowania. Każdego roku w lecie i zimie przeprowadzane są tygodniowe szkolenia menadżerskie. Raz na kwartał zapraszany
jest trener z zewnątrz.
Również GoldSolution dba pod tym
względem o swoich współpracowników. Co tydzień organizowane
są szkolenia dla początkujących,
a na seminariach liderzy doszkalają się
z zakresu zapraszania osób i pracy ze
swoimi strukturami.
Stabilny dochód pasywny
Zaletą planu marketingowego firmy
D.I.C. jest naliczanie punktów do
awansu na kolejne poziomy od całej
swojej struktury. Drugim atutem jest
to, że historycznie się sumują. Oznacza to, że uzyskanego poziomu nigdy
się nie traci. W GoldSolution awans
na kolejne szczeble kariery wiąże się
z wysokim wzrostem zarobków. Firma oprócz jednorazowych wypłat
wynagradza także przez cały okres
trwania inwestycji. W odniesieniu do
tych profitów, określenie dochód pasywny nabiera szczególnego znaczenia. Lokowanie bowiem pieniędzy za
ring numeru
pośrednictwem towarzystw inwestycyjnych najczęściej dokonywane jest
na wiele lat. Oznacza to, że premie
w powiązaniu z nimi są stabilne i wypłacane przez cały ten okres.
Piękno, prestiż i luksus
Diament niewątpliwie należy do najbardziej prestiżowych produktów na
świecie. Z tego względu podobnie
postrzegane jest D.I.C. Firma otrzymała wyróżnienie Luksusowa Marka
Roku 2010 za wyniki w inwestycjach.
Posiada także Medal Komisji Unii Europejskiej za edukację społeczeństwa
w zakresie inwestycji alternatywnych.
Od dwóch lat firma współpracuje
z biurem Miss Polonia. W tym roku,
w ramach partnerstwa, przygotuje
najbardziej luksusową koronę w historii tego konkursu. Oferta produktowa prezentowana jest w ekskluzywnych showroomach. D.I.C. mierzy
bardzo wysoko. Pod koniec czerwca
b.r. w chińskim mieście Shenzhen otwarty został showroom. To dziewiętnastomilionowa metropolia, która
pod względem koncentracji kapitału
przoduje w całych Chinach. W tym
kraju planowane jest otworzenie kolejnych kilkudziesięciu showroomów.
Na naszym kontynencie firma również ma mocną pozycję. W zakresie
diamentów inwestycyjnych należy
obecnie do największych firm w Europie Środkowej. Swoje oddziały posiada już w czternastu krajach. Duży
potencjał D.I.C. wynika też z faktu, że
dysponuje własną szlifiernią diamentów oraz pracowniami jubilerskimi.
W zaawansowanym stadium jest
projekt wejścia w posiadanie własnej kopalni diamentów. Czynniki te
wpływają na obniżenie kosztów i tym
samym uzyskanie korzystnej marży.
Sztuka inwestowania
Jak spłacić kredyt hipoteczny nie
w 30, ale w 15 lat? Tego typu porady
można uzyskać na seminarium, jakie GoldSolution prowadzi dla swoich współpracowników oraz osób
przez nich zaproszonych. Co prawda
udział kosztuje 399 zł, ale w zamian
zapewniony jest dwudniowy pobyt
w luksusowym Hotelu Gołębiewski.
Ta kwota jest i tak niższa od tej figurującej w cenniku hotelu. Pomimo
tego każdy z uczestników ma dostęp
do wszystkich atrakcji: Parku Wodnego Tropikana, basenu zewnętrznego,
kręgielni, salonu gier itp. Jako jedna
z nielicznych, a może jedyna w kraju,
GoldSolution nie omawia na takim
seminarium przede wszystkim zalet
współpracy, ale przez większą część
weekendu przekazuje cenną, wartościową wiedzę o inwestowaniu. Skorzystać z niej może każdy z uczestników na własną rękę lub w oparciu
o ofertę innej firmy. Żadna z osób
nie jest zobowiązana do podpisania
umowy lub dokonania wpłaty pieniędzy. Pomimo tego większość decyduje się dobrowolnie na skorzystanie
z usług firmy. Zapewne w głównej
mierze dzięki unikatowej strategii inwestycyjnej, nazwanej „Darwin + Defender”. Twórcą jest właściciel firmy
- Maciej Karsznia, autor książki „Milion w zasięgu ręki. Poradnik zarządzania finansami.” Strategia ta jest na
tyle efektywna, że imitują ją inne firmy
zajmujące się usługami finansowymi.
Każda osoba na świecie może z niej
skorzystać. Choć GoldSolution ma
siedzibę tylko w Polsce i tylko w kraju prowadzi seminaria, to możliwość
inwestowania za jej pośrednictwem
ma każdy obywatel dowolnego kraju.
Bezpieczeństwo i spokój
Często myśląc o bezpieczeństwie inwestycji, myśli się o diamentach. Całkiem słusznie, ponieważ w tym względzie diamenty mają wiele zalet. Są
odporne na zniszczenie. Nie są w stanie im zaszkodzić środki chemiczne, duża temperatura, zarysować je
może tylko inny diament. Mają małe
wymiary - łatwo je przewozić na duże
odległości. Z tego samego powodu
nie są widoczne dla otoczenia. Dzięki temu istnieje mniejsze ryzyko, że
potencjalny złodziej dowie się o nich.
Taką inwestycję szybko można zlikwidować. Zawsze znajdą się chętni,
w każdej części świata, którym można
je odsprzedać. Nie tracą wartości, nawet w czasie wojen, gdy niektóre instytucje finansowe i gospodarka przestają funkcjonować. Za wyjątkiem
trzech momentów na przestrzeni
ostatnich stu lat ich wartość cały czas
rosła. Pod tym względem inwestycja
w diamenty w porównaniu do innych,
cechuje się bardzo dużą stabilnością.
Ma to znaczenie, gdy następują duże
spadki na giełdzie i kiedy pojawia
się kryzys na rynkach finansowych.
Diamenty pozwalają wtedy na zachowanie spokoju.
Nie można tego powiedzieć o posiadaczach akcji w momencie przyjścia
kryzysu. Jednak poza samymi emocjami, przy mądrym inwestowaniu,
nie jest to problemem. Dlatego, że po
każdym spadku przychodzi wzrost.
Takie inwestycje w długim okresie
zawsze przynoszą zysk. Dowodzą
tego doświadczenia Macieja Karszni.
Zanim utworzył firmę, przez wiele
lat testował opracowaną przez siebie
strategię, inwestując pieniądze swoje
i rodziny. W tym czasie na giełdzie
były trzy kryzysy. Pomimo tego inwestycje przyniosły bardzo dobry
zysk. Wyniki historyczne pokazują,
że dzięki zastosowaniu jego strategii,
w każdym dowolnie wybranym dwuletnim okresie na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, inwestycje miały
dodatni wynik.
Czym jeszcze kuszą?
Audi, Volkswagen, Volvo i samochody innych, prestiżowych marek są
oprócz planu marketingowego w obydwu firmach dodatkową zachętą dla
partnerów. Przy spełnieniu określonych wymogów otrzymują oni pełne
finansowanie rat leasingu lub częściowe w przypadku wyboru droższych modeli. Leasingobiorcami są
współpracownicy więc mogą wliczać
ratę leasingu w swoje koszty. Po jego
zakończeniu samochód staje się ich
własnością. Diamonds International
Corporation zapewnia także wczasy,
na które można wybrać się takim
samochodem. Dwa razy do roku za
określone wyniki organizuje dla swoich partnerów urlop.
Wiele szanujących się firm prowadzi
działalność charytatywną lub sponsorską. Tak też jest w przypadku D.I.C.
Oprócz objęcia patronatem konkursu
Miss Polonia, wspiera różne fundacje
i prowadzi działalność edukacyjną.
GoldSolution udziela się przy różnego rodzaju zbiórkach. Jest sponsorem
Dolnośląskiej Stacji Krwiodawstwa.
Pomaga fundacji WOŚP wykupując
na rok nazwę pociągów relacji Wrocław-Olsztyn i Lublin-Szczecin, nazywając je odpowiednio GoldSolution
i AkademiaPortfela.pl.
Obydwie firmy mają wiele do zaoferowania. Niektóre z ich atutów są unikalne. Wzbogacają tym całą branżę
MLM. Wielu osobom może podobać
się, że GoldSolution to polska firma,
a D.I.C. powstała za naszą południową granicą - w Czechach. To pokazuje, że przedsiębiorstwa mające w ofercie innowacyjne produkty lub usługi
mogą powstawać również u nas lub
innych krajach Środkowej Europy.
D.I.C. funkcjonuje od 2005 r., w Polsce od 2007 r. GoldSolution działa od
dwóch lat. Pomimo młodego wieku,
wykazują się dużą dojrzałością i śmiało można je polecić, jako partnerów
do współpracy w systemie marketingu
sieciowego.
15
baza wiedzy
Czego nigdy
się od polityków
nie dowiesz?
Wojtek Grad
Kampania wyborcza, to ogół wszystkich środków oddziaływania propagandowego mających na celu utrzymanie lub przejęcie władzy na drodze
jak najbardziej legalnych wyborów.
Jak z tego widać, walka nie o pietruszkę idzie, tylko o władzę. Nie ma więc
żartów. A i chwyty wszystkie dozwolone. Popatrzmy na początku na politykę, jako na pewien specyficzny
rynek. Rynek polityczny! Jest na nim
dostawca, klient i konkurencja. Cena,
koszt, data dostawy, termin płatności,
logistyka i wszystko, co tam jeszcze
się z rynkiem wiąże. No może oprócz
osławionej niewidzialnej ręki rynku
i odpowiedzialności za złożone obietnice. Rynek polityczny, to miejsce,
przestrzeń, scena, na której prowadzone są wszelkie działania związane
z procesem oferowania towaru politycznego obywatelom. Jak na każdym
rynku, występują tutaj potencjalni
klienci, a więc wyborcy, posiadający czynne prawo wyborcze. Klienci
ci mają swoje potrzeby, oczekiwania,
przekonania, wartości. Mają oni również oczekiwania zbiorowe, grupowe,
na przykład, jako naród, grupa zawodowa lub lokalna społeczność.
Polityczni marketingowcy w taki sposób organizują i prowadzą działania
propagandowe, aby przede wszystkim
podzielić elektorat na dość wyraziste
16
grupy interesu. Pojedynczy elektor
- czyż nie brzmi to bardziej nobilitująca niż wyborca? –należy przeważnie
do więcej niż jednej grupy. Na przykład do młodych ludzi, którym marzy
się własne mieszkanie, jednocześnie
ma własną firmę, a więc jest indywidualnym przedsiębiorcą, jest ojcem,
który ma problem ze znalezieniem
przedszkola, a także synem, dla którego los jego rodziców – emerytów,
jest bardzo ważny, a na co dzień ma
do czynienia z rozbuchaną biurokracją w urzędach.
Produkt polityczny, jaki będzie skłonny kupić, powinien dotyczyć zmian
na lepsze, dla tych w wszystkich grup,
w których on sam siebie widzi i z którymi się identyfikuje. To się nazywa kompleksowa obsługa. Z drugiej strony, przeważnie tak bywa, że jest jedna z grup,
z którą elektor identyfikuje się mocniej
niż z innymi. W związku z tym, być
może, jakaś obietnica dotycząca właśnie tej, najważniejszej grupy spowoduje, że będzie chciał dany towar polityczny kupić, kierując się choćby wyborem
najmniejszego zła i ograniczając oczekiwania. Wiadomo, że potrzeby występują hierarchicznie i gdy ktoś może zaspokoić najważniejsze, te drugorzędne
mogą przejść na plan dalszy.
Niestety na politycznym rynku nie istnieją regulacje zakazujące składania
fałszywych obietnic. Nikt nie chroni
konsumenta przed nieprawdziwymi
i nierzetelnymi ofertami. Co więcej,
istnieją wyroki sądów, zwalniające
polityków z odpowiedzialności za
składane obietnice – jeden z wyborców Lecha Wałęsy podał go do sądu
za obiecywane w kampanii wyborczej
stu milionów i przegrał.
Mówiąc w skrócie: Hulaj dusza piekła
nie ma!
Co jeszcze różni rynek polityczny od
klasycznego?
1. Klient w żaden sposób nie ma możliwości wypróbowania towaru zanim go kupi.
2. Nie istnieje żadna procedura reklamacyjna, chyba że w następnych
wyborach.
3. Na rynku politycznym, w odróżnianiu od klasycznego, decyzja
zostaje podjęta zbiorowo, bo o zakupie towaru zdecyduje większość,
a mniejszość, która kupiła podczas
głosowania inny towar, chcąc nie
chcąc, musi się bez żadnego prawa
weta podporządkować i niejako jest
skazana na używanie towaru, o którym nie marzyła i którego kupić nie
chciała.
4. Wszyscy klienci dokonują zakupu
w tym samym czasie.
5. Dokonanie wyboru nie jest związane z natychmiastową zapłatą za
produkt.
6. Płacić będzie w przyszłości poprzez
przeróżne daniny i podatki, bez
względu na to czy rządzi wybrana
przez niego opcja.
baza wiedzy
7. Klient ma problem ze znalezieniem
związku przyczynowo – skutkowego pomiędzy podejmowaną w dniu
wyborów decyzją, a późniejszą sytuacją. Często więc decyzje pozbawione są racjonalności.
Legii lub Lechowi. Spośród kibiców
wyłonią się samoistnie mniejsze lub
większe rzesze fundamentalnie bezrefleksyjnych fanów, w polityce nazywanych twardym elektoratem, a w piłce
nożnej kibolami.
Ogromna ilość działań propagandowych, którym poddawany jest elektor
podczas kampanii wyborczej, dotyczy
właśnie tego punktu. Z jednej strony ugrupowanie, które objęło władzę
w poprzednich wyborach stara się
osłabić dysonans poznawczy elektora,
któremu coś konkretnie obiecało, rozmywając swoją odpowiedzialność za
wszelkiego rodzaju usterki w dostarczonym produkcie. Odwołuje się wtedy do
warunków obiektywnych, zaniedbań
poprzednich ekip, klęsk żywiołowych
oraz wrednej i niejednokrotnie nikczemnej opozycji, która uniemożliwiła,
blokowała, torpedowała, anihilowała,
ośmieszała, odraczała wprowadzenie
w życie obietnic związanych z produktem, który elektor w drodze głosowania nabył. Z drugiej strony konkurencja
polityczna stara się właśnie pogłębiać
ten dysonans, pokazując związek przyczynowy pomiędzy tamtą decyzją,
a obecnym, niezadowalającym stanem
rzeczywistości.
O co chodzi z tym twardym elektoratem?
A o to, że każda partia ma swoich
bezwzględnych zwolenników. Gdyby
liderzy tej partii zrobili u nich w salonie kupę, to i tak stwierdzą, że może
nie wygląda to najlepiej i fiołkami nie
pachnie, ale ze względu na pochodzenie i twórców, jest ona dobrem
narodowym samym w sobie i należy
tego przekonania i tej kupy, niczym
niepodległości, bronić. A kto tego nie
rozumie, jest po prostu politycznym
dyletantem.
O ile wcześniejsze sześć punktów
rzadko kiedy jest podnoszone w trakcie kampanii wyborczej, tak ten siódmy wydaje się najważniejszy i często
staje się centralnym punktem wielu
kampanii. Używanie terminologii rynkowej do polityki jest dla tej ostatniej
niebezpieczne albo nawet zabójcze.
Dlaczego? Bo co by się stało, gdyby
elektorzy, z pełną świadomością, zaczęli do rynku politycznego stosować
te same zasady, jakie stosują w codziennym życiu, wybierając sobie dostawców produktów i usług.
Co to znaczy?
Zastanów się ile razy kupisz coś w sklepie, w którym już raz cię oszukano,
albo jak długo będziesz ufał firmie,
której zarząd nie dotrzymuje obietnic
dawanych Tobie jako klientowi. Należy więc w trakcie działań propagandowych, podczas kampanii wyborczej,
podjąć takie kroki, aby te oczywiste
porównania, nie rzucały się elektoratowi w oczy. Trzeba się więc skupić na
igrzyskach, podczas których, jak w starożytnym Rzymie, krew się będzie lała
strumieniami, a trup polityczny słał
gęsto. Igrzyska nacechowane ogromną
dawką emocji spowodują, że wyborcy,
niczym kibice, podzielą się na tych kibicujących Wiśle i tych kibicujących
Z drugie strony, gdyby ich konkurencja polityczna doprowadziła kraj do
stanu mlekiem i miodem płynącego,
to szybko okaże się, że mleko jest za
tłuste, a miód za słodki. Jest to więc
w istocie zamach na istnienie narodu, bo syty naród jest niepodatny na
wpływ, a więc gnuśny. Szybko utyje
i wymrze na cukrzycę. Skoro już więc
mamy kiboli, to teraz dobrze jest im
jakąś ustawkę zorganizować. W kampanii wyborczej takimi ustawkami są
przeróżnego rodzaju debaty i festyny
wyborcze. Im więcej dymu, słów powszechnie uważanych za obraźliwe,
tym lepiej wygląda to w mediach. No
i przy okazji nikt się treścią merytoryczną czyli zawartością pakietu z produktem nie zajmuje. Przecież nie ma
on znaczenia, bo biją naszych, obrażają głowy, ręce, nogi i inne członki państwa. Załóżmy, że taki twardy elektorat wszystkich partii razem wziętych,
to około 30% wszystkich wyborców,
którzy mają czynne prawo wyborcze.
Kampania wyborcza jest kierowana
właśnie do tej pozostałej 70% grupy
elektorów.
I tu mamy do czynienia z pewnym
paradoksem, o którym politycy nigdy nam nie powiedzą. Polega on na
tym, że to właśnie ta grupa 70% wyborców jest dla polityków największym wrogiem i zagrożeniem. Bo ich
wybory mogą być całkowicie nieprzewidywalne. Bo mogą oni odebrać im
władze i zesłać w czeluść politycznego niebytu. Bo mogą krzyknąć, niczym dzieciak z baśni Andersena, że
król jest nagi i odesłać ich wszystkich
na zielona trawkę. Co więcej, mogą
chcieć ich zgodnie z założeniami normalnej rynkowej procedury rozliczyć
z działań, efektów i zaniechań. Od-
ciąć od dochodów, wpływów i pozycji.
Już ich w tym głowa, aby tuż po wyborach pokazać nam, że my bez nich
nic nie potrafimy i nic nie możemy.
Tak aby tym 70% elektorów przestało się chcieć. Budują u nas syndrom
wyuczonej bezradności. I to właśnie
dzięki temu swobodnie mogą rządzić,
przejmując się naszymi opiniami tylko
raz na cztery lata. Politycy, to pewnego rodzaju grupa interesu i podczas
kampanii wyborczej mogą robić wiele, ale nie przekroczą pewnej linii, za
którą pojawić się mogą pytania o ich
przydatność w systemie zarządzania
państwem.
Warto zadać sobie pytanie, które nigdy nie jest formułowane przez nich
w ten sposób. Kogo wybieramy podczas wyborów parlamentarnych?
Choć odpowiedź wydaje się w miarę
oczywista, że przedstawicieli władzy
ustawodawczej, która wyłoni władze
wykonawcze, to zadajmy sobie kolejne pytanie. Czy my wybieramy ludzi,
którzy mają nami rządzić, czy nam
służyć? Prawda, że to zmienia optykę
patrzenia na wybory? Jeśli wybierasz
sobie Władcę to, nie dziw się, że będzie on później chciał Tobą, Szanowny Czytelniku, rządzić. Że będzie Ci
mówił, że on poprzez to, że ktoś go
wybrał w demokratycznej procedurze, ma prawo za Ciebie decydować,
co jest dla Ciebie dobre, a co nie. Można czasami odnieść wrażenie, że wraz
z mandatem poselskim, po złożeniu
przysięgi, spływa na nich łaska oświecająca, dzięki której, stają się wszechwiedzący i nieomylni.
A słowo minister wywodzi się przecież
od łacińskiego słowa oznaczającego
pomocnika i sługę. Idąc dalej premier,
pierwszy wśród równych, jest lub powinien być Twoim pierwszym sługą.
W żadnym wypadku władcą. Pozostaje otwartym pytanie, jak wyglądałaby
Polska, gdybyśmy my, elektorzy, zdecydowali się wybrać sobie ludzi, których obowiązkiem byłoby służyć nam,
a nie interesom partii, z list których
weszli do sejmu.
Na samym początku proponuję zastanowić się nad tym: „Ludzie o wiele
częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po
roku...”. - Mikołaj Gomez Davilla
17
praktyczne porady
Zarabiaj dzięki
sprzedaży cz.2
Daniel Kubach
Zacznę od anegdoty o mężczyźnie,
który szuka czegoś pod latarnią. Zainteresował się nim policjant i pyta
go, czego szuka. „Zgubiłem kluczyki”
– odpowiada tamten. Policjant przez
chwilę pomaga mu szukać, ale po
dziesięciu minutach daremnych starań pyta zdesperowany : „Jest pan pewien, że tu je pan upuścił?”
„Nie, upuściłem je przy samochodzie”
odpowiada mężczyzna, wskazując na
samochód zaparkowany kilkanaście
metrów dalej. „Ale tutaj jest lepsze
światło”
Paradoks jest taki, że nie ważne, jak
długo będzie szukał oraz ile wysił-
ku w to włoży, bo i tak nie znajdzie
swoich kluczyków. Przekładając to na
twój biznes, nieważne jest, jak mocno
będziesz się starał i ile zainwestujesz
w znalezienie klientów. Nie przyciągniesz do siebie swoich klientów,
dopóki nie poszukasz ich tam, gdzie
rzeczywiście są, a nie akurat tam,
gdzie pada lepsze światło.
Szukaj klientów tam, gdzie są!
Zastanów się kto jest twoim najlepszym,
wymarzonym klientem. Najlepszym
sposobem jest zrobienie profilu najlepszego klienta. Jeżeli sprzedajesz
produkty z rodziny Wellnes, to odpowiedz sobie na pytania:
•
• W jakim wieku ludzie kupują
twoje produkty najchętniej?
• Jak wyglądają?
18
•
•
•
•
Czym się zajmują?
Czy mają rodziny?
Gdzie przebywają?
Jak najłatwiej do nich dotrzeć?
Odpowiadając na powyższe pytania,
stworzysz profil swojego wymarzonego klienta.
kanie organizacyjne w twoim regionie,
gdzie otrzymasz wszystkie niezbędne
informacje. Wyjątkiem jest BCC, gdzie
trzeba być zaproszonym. Natomiast
istnieje wiele spotkań na których możesz poznać członków ekskluzywnych
klubów biznesowych. Przedsiębiorcy
udzielają się charytatywnie więc miło
będzie, jak dołączysz do jednej z takich
organizacji. Po pracy znajdziesz ich na
kortach tenisowych, klubach fitness
oraz polach golfowych. Pamiętaj, że im
bogatszy klient, tym większa prowizja!
Stare metody nie zawsze działają.
Rynek, na jakim działamy, bardzo dynamicznie się zmienia. Wraz z rynkiem
zmieniają się sposoby docierania do
klienta oraz metody sprzedaży. W latach dziewięćdziesiątych jedna firma
uczyła nas, aby sprzedawać produkty
ludziom na ulicy. Inne firmy promowały roznoszenie ulotek do skrzynek.
Doradztwo czy sprzedaż?
Znam wielu dobrych doradców, najlepszych w swojej dziedzinie. Znają
swój produkt, jak nikt inny. Potrafią
każdemu doskonale doradzić. Problem polega na tym, że wcale nie najlepiej zarabiają. Pomyliły im się zawody, jakie wykonują. Pracują, jako
sprzedawcy więc firma płaci im za
sprzedaż produktów, nie za doradztwo. Oczywiście, każdy dobry sprzedawca powinien znać swój produkt,
Wiele starych metod jeszcze funkcjonuje. Niestety są coraz mniej skuteczne. Zamiast trzymać się „sprawdzonej”
metody, dostosuj się do klienta.
Wiesz gdzie możesz znaleźć swojego wymarzonego klienta. Więc idź
do źródła, nie działaj na około. Jeżeli
jesteś sprzedawcą produktów finansowych i wiesz, że twój wymarzony klient, to mężczyzna lub kobieta
w wieku 25- 45 lat. Posiadający rodzinę, pracujący umysłowo, świadomy
wysokości swojej przyszłej emerytury,
to oznacza, że twoim wymarzonym
klientem jest przedsiębiorca. Gdzie go
znajdziesz? W godzinach pracy znajdziesz go w biurze, po pracy na spotkaniach biznesowych, w organizacjach
biznesowych takich, jak BCC, BNI,
PWP itp. Do większości organizacji
możesz dostać się, udając się na spot-
ale tym się różni od doradcy, że ten na
końcu sprzedaje i otrzymuje prowizje. Doradca doradza i zawsze chętnie
udzieli jeszcze dodatkowych informacji. Wiele razy występowałem w roli
klienta i wiele razy dziwiłem się, dlaczego tak łatwo sprzedawcy poddają
się na końcu rozmowy. Klient czeka na
ruch sprzedawcy, aby ten zaoferował
mu produkt, a tu cisza lub co gorsza
– zmiana tematu rozmowy. Zazwyczaj sprzedawca jest niepewny siebie
i w ten sposób traci klienta. Często
sprzedawca tak mocno chce sprzedać,
że, aby nie stracić klienta, nie zamyka sprzedaży. Pamiętaj, że to ty jesteś
tą osobą, która prowadzi rozmowę
z klientem i to Ty musisz na końcu
zamknąć rozmowę sprzedażą. Nawet
jeżeli klient nie kupi to przynajmniej
próbowałeś. W tym przypadku działa
praktyczne porady
statystyka. Czy tego chcesz czy nie, co
któryś klient i tak od ciebie kupi. Pod
warunkiem, że na koniec zaoferujesz
klientowi swój produkt. Jeżeli chcesz
zarabiać, zakończ rozmowę handlową
z klientem sprzedażą.
Klienci kupują od zwycięzców.
Wyobraź sobie teraz nieudacznika
wchodzącego do twojego domu. Niepewny krok, niechlujny wygląd, niezdecydowany uścisk dłoni. W jego
oczach widać strach lub niepewność.
Generalnie w twoich myślach rodzi
się współczucie. Czy kupił byś coś od
takiego człowieka? Co byś pomyślał
o produkcie, który oferuje. Czy po zakupie tego produktu będę wyglądał tak
jak on? Czy firma, którą ten człowiek
reprezentuje jest uznaną marką?
Teraz odwróćmy sytuację. Wchodzi
pewnym krokiem, wita nas pewnym
uściskiem dłoni. Jest ubrany stosownie
do sytuacji. Szczerze się do nas uśmiecha i patrzy nam pewnie prosto w oczy.
Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwycięzca. Osobiście większość klientów
woli kupować od zwycięzców ponieważ od razu taka osoba swoją postawą
podnosi rangę produktu, który oferuje
oraz odpowiednio reprezentuje firmę.
Klienci widzą sprzedawcę, nie firmę.
Kupują najpierw człowieka, w dalszej
kolejności produkt. Chcesz sprzedawać
więcej? Musisz wyglądać jak zwycięzca!
Musisz być jak Kameleon.
Dobry sprzedawca zawsze powinien
umieć się dopasować. Nigdy nie wiesz
kogo spotkasz za drzwiami. Możesz
trafić na intelektualistę, a możesz trafić na osobę, która nie będzie prezentowała sobą wysokiego poziomu. Obaj
mogą być twoimi klientami. Ważne,
żebyś potrafił z każdym rozmawiać.
Musisz dopasować rozmowę handlową do człowieka. Inaczej będziesz
rozmawiał z młodą kobietą, a inaczej
ze starszym mężczyzną. Każdy z potencjalnych klientów ma inne motywy
kupna, inny zakres słownictwa, inne
doświadczenia życiowe. Więc to ty
musisz się dopasować do klienta. Kiedy klient nie operuje językiem technicznym twojego produktu, używaj
słów zrozumiałych dla niego. Jeżeli
klient gestykuluje, to rób to samo, co
on. Obserwuj jak siedzi, jak się wysławia, w jakim tempie mówi. Zastosuj metodę lustra czyli dostosuj się
do klienta. Oczywiście nie zachęcam
do małpowania klienta. Może to odwrócić się przeciwko tobie. Zrób to
dyskretnie. Niech klient wie, że ma do
czynienia z kimś ciekawym. W toku
jego rozumowania oznacza to tyle, że
rozmawia z kimś takim, jak on sam.
Klient musi widzieć w tobie osobę podobną do siebie. Wtedy obdarzy cię
zaufaniem i chętniej kupi od ciebie
produkt.
W pierwszej części opisałem definicję
sprzedaży - jest to najprzyjemniejsza
rzecz, jaką mogę robić w ubraniu. Dokładnie tak traktuj swoje życie. Baw się
sprzedażą, niech sprawia ci przyjemność. Im więcej czasu spędzisz u klienta, tym lepsze będziesz miał efekty
i poznasz więcej ciekawych ludzi. Eksperymentuj u klienta, odkrywaj nowe
techniki sprzedaży. Wszystko, co robisz, musi mieć jeden cel - sprzedaż!
W trzeciej części zajmiemy się technikami, które zwiększają efektywność
sprzedaży, takimi jak metoda Archimedesa, Trzy razy Tak, Metoda przebijania muru itp. Dzięki nim będziesz
jeszcze lepszym sprzedawcą.
- pareto str 213
- najlepsi sprzedawcy spędzają 80%
czasu u swoich klientów.
- najgorsi tylko 20%
- czerwone przyciski twojego klienta,
- pytanie o cenę?
- cechy, zalety i korzyści 262
- doskonała rozmowa w windzie 269
Przywódca kontra
„stara bieda”
Agnieszka Jędraszczyk
Od dłuższego czasu, w przybliżeniu od
kilku lat z dużym procentem, dostrzec
można dość interesujące, rzekłabym
nawet zagadkowe zjawisko. Bliżej?
Otóż coraz bardziej wyostrza się
w społeczeństwie dość osobliwa tendencja do „ugruntowywania” się „starej biedy” na zmianę ze „wszystkim po
staremu”. Podczas spotkań towarzyskich czy rodzinnych, w momencie,
gdy zadajemy pytanie: „Co dobrego
u was słychać?”, w odpowiedzi najczęściej słyszymy biadolenie malkontentów niezadowolonych z sytuacji
polityczno-ekonomicznej, administracyjno - dobrosąsiedzkiej, zawodowej,
rodzinnej, zdrowotnej etc. Każda sfera
życia okazuje się być doskonałym tematem do wysnuwania kolejnych i kolejnych mało pozytywnych wniosków.
Tak dla „poprawienia” samopoczucia?!
Brrr… W takiej sytuacji przed oczami
natychmiast przesuwają mi się kolejne
kadry z filmu z Markiem Kondratem
w roli głównej pt „Dzień Świra”.
Przekornie więc odrobinę, słysząc
pierwszą odpowiedź, zadaję pytanie
pomocnicze: dlaczego stara, a nie
nowa bieda? Takie pytanie najczęściej
paraliżuje jego adresata. Po czym - pozostawiając je bez komentarza - aczkolwiek lekko marszcząc czoło, rozmówca kontynuuje swój wywód.
Dalsza część dialogu, choć może być
i zazwyczaj bywa, bardzo kwiecista
i nadzwyczaj kurtuazyjna, okazuje się
zwykłym biciem piany. Piany, która,
tak czy inaczej, opadnie, gdyż nikt
konkretów do rozmowy nie wniósł.
„Cukru” zabrakło. Przeznaczenie takiej piany? Żadne! Sens i celowość takiej konwersacji? Bardziej odległe niż
miliardy lat świetlnych.
O pardon, czasami interlokutorowi
zdarzy się dorzucić jakiś „konkret” do
life style
gloryfikowanej na wstępie „starej biedy” i jeśli nie napotka na przeszkodę
w postaci kolejnego pytania lub co
gorsza nie dostrzeże na naszej twarzy
grymasu związanego z niechęcią do
dalszego poznawania tematu, musimy
uzbroić się w cierpliwość i przygotować się na ciekawy lub mniej ciekawy
monolog o…? Wywód taki, o istotnych „starobiedowych” wydarzeniach
z życia naszego kuzyna (kuzynki), ich
znajomego, lub jeszcze (o zgrozo!)
jego znajomych, może okazać się
wielowątkową opowieścią. Mocno
przejaskrawioną, mocno doprawioną,
w końcu najzwyczajniej niestrawną.
Dlatego każdy, kto w życiu wyznaczył
sobie cele i kierunki rozwoju, poszukuje i wdraża w życie nowe rozwiązania, będzie takich malkontentów
trzymał na dystans. Każdy bowiem,
kto szanuje swój czas, będzie szanował również czas swoich rozmówców,
skupiając się na sprawach istotnych
i rozwojowych.
Nie rozumiem i zdecydowanie sprzeciwiam się postawie ugrzecznionego
19
20
life style
słuchacza, tylko dlatego, że dawno nie
widziana ciocia czy „dobra” znajoma
zapragnęła w przedmiocie „starej biedy” powylewać trochę swoich żalów
na psa sąsiadów, który zbyt głośno
szczeka lub opowiadać o „przebiegłych” i nieposkromionych chwastach
zarastających działkę rekreacyjną
przylegającą do tej ciocinej. Boże
broń, jeśli nasz rozmówca dodatkowo
okrasza swoją wypowiedź infantylnymi zwrotami.
Możemy, o ile chcemy i uznajemy za
stosowne, w takich sytuacjach przyjąć postawę „gęsiowodyzmu”, którego
ideę opisywał w swoich licznych publikacjach jeden ze znanych polskich
felietonistów, Ludwik Stomma. Rzecz
wygląda następująco: „Gęś ma tłuste
pióra, toteż woda skrapla się na nich
i ptaszysko, wyłażąc ze stawu, ledwie
się machinalnie otrzepie i już jest prawie suche”. Tak właśnie postępować
trzeba ze wszelkimi zbędnymi troskami, smutkami, niedogodnościami życiowymi i bólem brzucha - o ile się da
- pouczał surowo Ludwika jego ojciec
od czasów dzieciństwa.
Czy jednak przyjęcie postawy Stommowskiego „gęsiowodyzmu”w przypadku rozmów przypominających wyłącznie bicie piany, będzie jakkolwiek
uzasadnione? Na pewno będzie zupełnie niekonstruktywne i - prognozować
można na przyszłość - konfliktowe.
Asertywność zatem i szacunek. Wysłuchując w nieskończoność w opowieści z mchu i paproci znajomych
malkontentów, lekceważymy siebie
i pozwalamy innym zdeptać naszą
godność. Stop!
Najwyższą formą wzajemnego szacunku w rozmowie będzie aktywne
słuchanie poprzez umiejętne zadawanie pytań, kierowanie rozmową tak,
aby przybrała ona postać wymiany
zdań, będących nośnikiem istotnych
informacji. Wszystko po to, by rozmówca samodzielne znajdował rozwiązania swoich problemów. Wskazywanie i podkreślanie mocnych stron
rozmówcy, stwarzanie partnerskiego
klimatu w rozmowie - this is it!
Okazuje się, że często najmniej przyjaznym środowiskiem w naszym samorozwoju, w dostrzeganiu naszych
mocnych stron, w pielęgnowaniu
i umacnianiu poczucia własnej wartości są nasi najbliżsi, rodzina. „Hamulcowym” bywa rodzina pierwotna, ta,
w której przyszliśmy na świat i wzrastaliśmy, jak i ta, którą sami stworzyliśmy, decydując się na zamążpójście
lub ożenek. Aby jednak tak zupełnie
nie zdemonizować wizerunku rodziny, dołożę łyżkę dziegciu do systemu
szkolnictwa, który w ogromnym stopniu jest odpowiedzialny za wstrzymywanie samodoskonalenia jednostek
w wybranym kierunku. Szkoła wpływa
znacząco na obniżenie poczucia własnej wartości i zabija kreatywność.
Dlatego „Żeby mieć to, czego nie mają
ludzie wokół nas, trzeba myśleć niekonwencjonalnie i robić to, czego nie
robią ludzie wokół nas”. Działać „pod
prąd”, choćby nas mieli za szaleńców
- oto jedna z dewiz przyświecających
wielu przywódcom. Rolą przywódcy
jest inspirowanie - pobudzanie tego,
co tkwi w ludziach. Pokazanie i wykorzystanie potencjału tkwiącego w każdej osobie. Jak wielu z nas, poprzez
wpajany przez kilkanaście, a nawet
kilkadziesiąt lat schemat rodzinnowychowawczo-religijno-społeczny,
nie dostrzega i nie wykorzystuje swoich talentów, gdyż nie wierzy w swoje
możliwości.
Przywódca okazuje się być niezastąpioną jednostką w każdej komórce
społecznej, jaką jest rodzina. Takie
wnioski wyciągnęły ostatnio z dyskusji moje dzieci. Czy w dzisiejszym
galopującym świecie, rodzice lub
chociaż jeden rodzic w każdej rodzinie, potrafią sprostać roli przywódcy?
Chroniczny brak czasu rekompensują
dzieciom kolejnymi zakupami. Podczas gdy to, co jest naprawdę najważniejsze – budowanie relacji, słuchanie, motywowanie do samodzielnego
znajdowania rozwiązań, wskazywanie
i eksponowanie mocnych stron, ich
zdolności, marzeń oraz pomaganie
w przezwyciężaniu barier – najczęściej traktowane jest po macoszemu.
Podstawowa rola przywódcy nie polega na dawaniu gotowych rozwiązań
i odpowiedzi. Dlatego często pojawiają się konflikty między dziećmi i ich
rodzicami, między pracownikami
i osobami na stanowiskach kierowniczych. Moralizatorskie przywództwo
podane w gotowej postaci czyli prawie w pastylce jest absolutnie nie do
przyjęcia, ani do przełknięcia.
I bynajmniej nie może tu być mowy
o „biernikowym PRZYWÓDCY z nie
dość wyraźnie wyartykułowaną końcówką deklinacyjną”. Prześledźmy
zatem od początku przypadki „przywódcy” czyli odmianę tego konkretnego rzeczownika. Zafundujmy sobie
przy okazji, przez chwilę, sentymentalną podróż do czasów szkoły podstawowej. I tak oto mianownikowy
PRZYWÓDCA, po dopełniaczowej
formie (kogo?czego?) PRZYWÓDCY i następnie identycznie brzmiącym
celowniku
(komu?czemu?)
PRZYWÓDCY, przyjmuje w bierni-
ku (kogo? co?) bardziej rozrywkową
i swojsko brzmiącą formę, szczególnie jeśli rozmówca ma tendencje do
niechlujstwa językowego. Forma biernikowa, pozbawiona dźwięczności
w wygłosie, kojarzyć się będzie z imprezą przy napojach wysokoprocentowych. Jak wysoko, zależy od wyobraźni rozmówcy. I od indywidualnych
potrzeb, rzecz jasna.
Zapewne profesorowie Miodek czy
Bralczyk, korzystając z okazji, zorganizowaliby na potrzeby wszystkich
przywódców świata kilkugodzinny
krasomówczy wykład. Inspirujący,
wprost porywający dla jednych, totalnie miażdżący, denerwujący i absolutnie nudny dla innych.
Możemy pozwolić sobie na semantyczno-fonetyczno-słowotwórcze zabawy z każdym przywódcą, liderem,
coachem i wszystkimi innymi dowolnymi wyrazami. Niektórym wyda się
to śmieszne i niedorzeczne. Zadawać
będą prześmiewcze pytanie, które
pobrzmiewa wśród osób drwiących
z pomysłów innych ludzi: co ma piernik do wiatraka? Hmmm… Piernik
do wiatraka ma tyle, że każdy wiatrak
może się rozpierniczyć… Ot co!
Tymczasem okazuje się, że wielu spośród szerokiego grona znanych, szanowanych i cenionych przywódców,
którzy zapisali się na stałe w dziejach
narodów i historii świata w przeróżny
sposób i w przeróżnych okolicznościach, tworzyło i zapisywało swoje
historyczne idee. Ich wizjonerskie
ponadczasowe pomysły rodziły się
często w więziennych celach.
Mimo to cieszyli się uznaniem i zaufaniem setek tysięcy ludzi. Podkreślając potencjał drzemiący w każdym
człowieku, potrafili zainspirować tłumy do samodzielnego działania, kreatywności i poszukiwania rozwiązań.
Działali odważnie, twórczo, pozytywnie wzmacniali ludzi, eksponując
wartości tkwiące w każdym z osobna
poprzez wyrażanie uznania, celebrowanie sukcesów. Sami byli optymistami pełnymi energii i entuzjazmu.
Tylko biernikowi przywódcy zatem
pozwolą sobie na wywody malkontenta, gdyż im nie będzie przeszkadzało
czy „wszystko nadal jest po staremu”.
Ci niech żyją swoim życiem.
Każdy inny przywódca czy lider jest
świadomy i przygotowany na to, że
„Rozwój przywództwa sprowadza się
w końcowym efekcie do rozwoju
własnej osobowości.” Cytat za J. M.
Kouzes, B. Z. Posner.
21
ranking numeru
RANKING
NUMERU
Blogi użytkowników portalu Ranking MLM
Tomek Nawrot, Marek Łuszczki
Blog, to nowoczesna i bardzo atrakcyjna forma komunikacji
w Internecie. To również świetny instrument wspierania
sprzedaży. Prowadzony rzetelnie i z pomysłem może
przynieść swojemu właścicielowi wymierne korzyści oraz
poparcie, szacunek i popularność. Z tego właśnie powodu
zorganizowaliśmy dla Was ranking blogów, który był
prowadzony na naszym portalu i rozstrzygnął się wraz
z końcem wakacji. Dziś dodatkowa nagroda dla autorów
najlepszych stron. Prezentujemy dziesiątkę blogów, które
znalazły się na szczycie zestawienia. Żeby nikt nie czuł się
pokrzywdzony, strony przedstawiamy w przypadkowej
kolejności.
Blog Tomka Wróbla “Jedynymi przegranymi są ci, którzy łatwo rezygnują”- blog.tomekwrobel.pl
Elegancko. Sporo treści i jednocześnie sporo miejsca na refleksję. Podział strony
na dominującą lewą, na której znajdziemy artykuły autora i nieco wyciszoną,
choć jednocześnie pełną różnorodnej treści prawą stronę, to – naszym zdaniem
– tajemnica tej strony. Ów prosty zabieg pozwala użytkownikowi skupić się na
tekstach albo „pobuszować” w tagach, linkach i buttonach po prawej. Autor
zdradza lekką tendencję do filozofowania, o czym świadczą teksty „Nie żyjesz
w Świecie materialnym…” czy „Jeżeli czegoś pragniesz… na pewno tego nie
otrzymasz!” Udowadnia jednak także, że potrafi twardo stąpać po ziemi
artykułem „Etat, etat, etat… a może coś innego?” O tym czemu służyć ma
blog Tomka Wróbla dowiadujemy się w zakładce Współpraca. Czytamy tam:
„Ofertę moją kieruję wyłącznie do osób, które: szukają nowych możliwości, chcą
zmiany lub są gotowe na zmiany, są otwarte na inne osoby oraz własny rozwój osobisty, są
zmotywowane do działania, mają cel w życiu oraz są pogodne i optymistycznie nastawione do świata. Krótko,
konkretnie i rzeczowo. Tak, jak powinno być na blogu.
Blog Karola Rybińskiego „Od miłości do obfitości” - www.karolrybinski.com
Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Przejrzystość, poprawność i porządek. Blog zbudowany
jest zgodnie z regułami. Na głównej stronie autor pisze o swojej pasji, jaką jest e-biznes oraz
MLM. W zakładce „O mnie” dodaje, że zajmuje się także inwestowaniem w siebie i w ludzi.
Właśnie o rozwoju osobistym w kontekście pracy w MLM traktuje cały blog. „Wszyscy wiedzą,
że czegoś nie da się zrobić i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da i on to właśnie
robi.” To słowa - jak pisze autor bloga - Alberta Einsteina. Cytat zawarty jest w jednym
z wpisów. Wartościowy i dobrze koresponduje z tematyką MLM-u. Treści znajdujące się na
blogu są inspirujące. Wśród nich można znaleźć wskazówki dotyczące rozmieszczania na
stronie jej elementów i tekstów tak, aby przyciągały uwagę i w jak największej części były
czytane przez internautów. Są też linki do programów analizujących pracę na komputerze
pod kątem czasu poświęconego rzeczywistej pracy, aktywności na Facebook’u, serfowaniu
po Internecie, korzystaniu z komunikatorów. Teksty napisane są poprawnie językowo, dobrze pod względem
stylistycznym, rzadko zdarzają się błędy. Zdjęcia ilustrujące wpisy dobrane są trafnie i mają dobrą jakość.
Blog Jacka Sztuckiego „Twój sukces zależy od Ciebie” - jaceksztucki.pl
Tu również pierwsze wrażenie po wejściu jest bardzo dobre. Zdjęcie autora w garniturze wywołuje
poczucie profesjonalizmu. Słowa MLM i marketing w tytułach wpisów jednoznacznie mówią
o tym, że to blog biznesowy. Najbardziej widoczne są wpisy. To one w największym stopniu
przyciągają uwagę. Bardzo dobrze, ponieważ są najważniejszym elementem każdego bloga.
Techniki marketingowe, strony przechwytujące, MLM online, przyjazne linki w Wordpressie tytuły te wiele obiecują. Faktycznie, można w tych tekstach znaleźć ciekawe porady. Jedną
z nich jest wykorzystanie Google Analytics. Z informacji zawartych na blogu wynika, że Jacek
Sztucki specjalizuje się w online MLM - marketingu sieciowym prowadzonym głównie poprzez
Internet. „Polega to w dużej mierze na dobrze przemyślanej, rozłożonej w czasie strategii
działania. Długotrwałym budowaniu swojego wizerunku i wykorzystaniu nowoczesnych
narzędzi internetowych, takich jak autorespondery, strony www, blogi, media społecznościowe
i pokoje do video konferencji” - tak definiuje autor ten sposób działania.
22
ranking numeru
Blog Macieja Kozubika „Zainwestuj w siebie” - www.zainwestujwsiebie.com
Profesjonalizm, to pierwsze odczucie po spojrzeniu na blog Macieja Kozubika. Otwarte ręce
autora zdają się mówić: - Nie mam nic do ukrycia. Rzeczywiście, autor dzieli się na swoim
blogu swoją wiedzą i doświadczeniami. „Przez swoją działalność chcę przyczynić się do
wzrostu znaczenia rozwoju osobistego. Moim celem jest niesienie pomocy w osiąganiu
celów” – między innymi te słowa autora znajdują się w zakładce Ważne - Misja strony.
Taka nazwa zakładki nie jest spotykana - brzmi niekonwencjonalnie. Nieszablonową jest
także zakładka Za darmo. Prowadzi do darmowego szkolenia oraz e-booka. Zachowany
jest standardowy układ menu. Dlaczego warto być miłym dla siebie? Dowiedz się, jak
zmienić wewnętrznego krytyka w doradcę. Jak przestać sabotować swoje życie? Czy
już wiesz, jak wiele osiągnąłeś? Zamień perfekcjonizm na doskonałość - to tytuły wpisów w tematyce
rozwoju osobistego. Poruszają bardzo istotne, fundamentalne kwestie. „Aby wygrać nie musisz być najsilniejszy,
najszybszy, naj...”
Blog Krzysztofa Krajewskiego „Przyszłość zaczyna się DZISIAJ, NIE JUTRO!” - www.krzysztofkrajewski.pl
Po otwarciu bloga w oczy rzuca się dość nietypowa chmura zupełnie nietypowych, jak na tego
rodzaju stronę, tagów. Na jej tle dwie, walczące ze sobą bestie. Bo kliknięciu otwiera się przed
nami artykuł o wybitnie filozoficznym tytule „Dobro i zło”. Autor już w pierwszych słowach
informuje: ” Nie potrafimy wielu rzeczy zrozumieć i z wieloma się pogodzić…..Ale wierzę w to
mocno że ostatecznie zwycięża w nas DOBRO ….. Bo przecież Bóg stwarzając nas nie dał nam
serca do rozpaczy ale do miłości i szczęścia” (pisownia oryginalna). Można się zastanawiać
czy „mieszanie” Boga do biznesu jest słusznym rozwiązaniem i czy przypadkiem nie ktoś
mógłby poczuć się tym dotknięty. Należy za to z całą mocą podkreślić, że taki zabieg zwraca
uwagę, a przecież o to chyba chodzi, by blog przykuwał uwagę internautów. Czytając,
a przede wszystkim oglądając blog Krzysztofa Krajewskiego, można dojść do wniosku, że
autor lubi amerykańskie kino i jego gwiazdy. W pewnym sensie inspiruje się tym w swojej codziennej
działalności, co na pewno wychodzi mu na zdrowie. Blog jest dość prosty, ale nie banalny. Ułatwia, a nie utrudnia
korzystanie z zawartych tam treści.
Blog Janusza Panka „11 przykazań” - www.11przykazan.blogspot.com
Otwierając dowolną stronę internetową na monitorze o większym rozmiarze niż ten,
na który została zaprojektowana, po bokach najczęściej pokazują się jednolite pasy, nie
zawierające żadnej treści. Po wejściu na blog Janusza Panka ukazuje się w ich miejscu
zdjęcie szerokiej drogi - chciałoby się powiedzieć, drogi do sukcesu.Duże zdjęcie autora w
nagłówku sprawia wrażenie, jakby chciał podać rękę, mówiąc chwilę potem: “Wyzwól się
ze stereotypów. Poznaj 11 przykazań marketingu wyzwolonego”. Brzmi intrygująco. Choć
słowo przykazanie niesie ze sobą pewną dozę przymusu. Są one wymienione w górnej
części bloga, po prawej stronie. To interesujące wskazówki. Jednak chyba nie każdy ze
wszystkimi się zgodzi. Czytać i pisać wszyscy potrafią. Dlaczego autor zachęca do tego
internautów? Być może chodzi mu o interesujące, merytoryczne pisanie w sposób poprawny stylistycznie.
Pisanie jest bowiem podstawową umiejętnością liderów MLM skupiających się na wykorzystaniu w swojej pracy Internetu.
11 - Uwierz... Leninowi! - przykazanie to intensywnie uruchamia szare komórki w poszukiwaniu jego znaczenia. “Umieć się
cieszyć każdą chwilą, z drobiazgów, nawet z najmniejszych rzeczy”. To cenna rada. Autor pisze dalej, że koncentrowanie się na
rzeczach wzbudzających poczucie szczęścia, przyczynia się do osiągnięcia sukcesu. “Nie wierzysz? To zacznij być szczęśliwy i
się przekonaj” - sugeruje Janusz Panek.
Blog Piotra Jabłońskiego - www.jablonski24.pl
Bardzo dobre wrażenie wywiera zdjęcie Piotra Jabłońskiego w nagłówku bloga. Duże, na
całą szerokość strony, profesjonalnie wykonane, nie pozostawia złudzeń - to witryna lidera
pozycjonującego się jako ekspert w MLM. Blog odbiera się jako przyjazny. Dominujące
kolory - pomarańczowy i żółty, wzbudzają uczucie ciepła i zgody. Ponadto strona jest
bardzo czytelna i uporządkowana, co ułatwia korzystanie z niej. Z prawej strony wpisów
znajdują się segmenty zawierające wyraźne buttony portali społecznościowych,
kategorie, tagi, archiwum, najnowsze komentarze - wszystko to, co powinno znajdować
się na profesjonalnej witrynie. „Osobiście bardzo lubię obserwować ludzi. Patrzeć na ich
zachowania i wyciągać wnioski. W restauracjach, gdy kelner podaje kartę dań, najczęściej
patrzymy na… prawą stronę. Tam są umieszczone ceny, a nie spis potraw.” To rzeczywiście interesująca
obserwacja, jaką autor dzieli się w jednym z wpisów zamieszczonych w kategorii Rozwój osobisty. W jednym z tekstów
Piotr pisze o uciekającym czasie. Wspomina, że gdy był nastolatkiem długo oczekiwał na osiemnaste urodziny. Potem czas
przyspieszył - w jego subiektywnym odczuciu oraz ludzi, z którymi rozmawia na ten temat. Pisze, że zadawał osobom pytanie
o chęć dożycia do wieku 100 lat. Tylka jedna odpowiedziała, że chciałaby tego. Liczy się więc przede wszystkim jakość życia.
A to zależy od podejścia do niego, szukania i korzystania z rozwiązań poprawiających tę jakość.
23
Blog Marcina Kowalskiego„Najlepszy czas na działanie jest teraz” - www.marcinkowalski.eu
Już samo hasło początkowe zamieszczone w górnym bannerze nie pozostawia
żadnych wątpliwości. Wynika z niego, że do działania należy przystąpić
natychmiast. Nieco urzędowy, ale politycznie poprawny optymizm przeplata
się tu z wyraźnie widoczną u Marcina Kowalskiego wolą walki i wygranej
w tej walce. Świadczy o tym także to, jak punktacja jego bloga
dynamicznie rosła w ostatnich dniach naszego konkursu. Obserwowaliśmy,
jak prześciga kolejnych konkurentów i jak atakuje „pudło”. Blog jest
poprawny, nie zaskakuje, ale też i nie nudzi. Różnorodność treści i form
jej podania jest iście multimedialna. Są teksty, jest video, są butony
do portali społecznościowych. Przy całej tej dość mocno wystudiowanej
i „dopieszczonej” formie dziwić może puste miejsce na reklamę. Oczywiście
domyślamy się, że chodzi o to, by ktoś je zajął, ale wrażenie można też odnieść i takie,
że autor bloga po prostu nie zdołał sprzedać tego miejsca, a to nie świadczyłoby najlepiej o nim, jak
o handlowcu. Należy zadać sobie pytanie jak takie puste miejsce koresponduje w wpisem autora, który
znajdziemy w zakładce O mnie: „Znajdziesz tutaj materiały o branży MLM, a także
wskazówki porady i triki
związane z marketingiem, przedsiębiorczością i rozwojem osobistym.”
Blog Grzegorza Utnika„Sekrety MLM” - www.sekretymlm.pl
Wąski nagłówek, bez wyróżniających się elementów graficznych, wąskie paski
menu są zauważalne podczas pierwszego kontaktu z blogiem, ale nie rzucają
się w oczy. Najbardziej widocznym elementem strony głównej jest reklama
e-booka „Dynamiczny Marketer” autorstwa twórcy bloga. Górne menu jest
rozbudowane. Zawiera powtórzone w innej części bloga kategorie. Niżej jest
jeszcze jedno - służące do nawigacji po głównych elementach strony.
I tu zaskoczenie - pierwsza z lewej zakładka to Kontakt - odmiennie dla
powszechnie przyjętego standardu umieszczania jej, jako pierwszej, ale
z prawej strony menu. „Jak reagować na odmowę współpracy w MLM?”.
To tytuł tekstu dotyczący istotnego problemu, na jaki natrafiają wszyscy
dystrybutorzy. Wpis jest krótki, ale stanowi tylko wprowadzenie do filmu, jaki
nagrał autor. Jest ich na blogu więcej, co urozmaica i uatrakcyjnia formę przekazu. „Blog
w MLM. Czy Jest Potrzebny? Jak i o Czym Pisać? Od Czego Zacząć? Co Trzeba Wiedzieć? Podstawowe
Reguły Gry.”, „Generowanie Ruchu na Stronę. Pozycjonowanie - zadanie długoterminowe”, „Zasady
Budowania Listy w Internecie dla Marketingu Sieciowego. Od czego Zacząć, jakich Błędów Unikać, z czego
Korzystać i jak się za to Zabrać?” - wymienione tematy wpisów należą do kategorii Technicznie. Dotyczą
wykorzystania Internetu w rozwijaniu biznesu.
Blog Marka Biśty - www.marekbista.eu
Wielkie oczy witają internautę wchodzącego na blog. To dlatego, że w momencie
pisania tego artykułu, najnowszy i znajdujący się na pierwszej pozycji
wpis opatrzony jest właśnie taką grafiką. „Co ten Danielewski wyprawia?” - pisze
autor. Zachwala kursy tego szkoleniowca i dzieli się spostrzeżeniami na ich
temat. „Człowiek potrzebuje, by go pchnąć do przodu, by nabrał odpowiedniego
tempa, a z czasem sam zdecyduje, kiedy może działać samodzielnie.” Marek
w tym zdaniu zwraca uwagę na fakt, że wiedza uzyskana na szkoleniach
jest rzadko wykorzystywana. Jego zdaniem ludzie potrzebują stymulacji,
aby wcielać ją w życie i zacząć dokonywać zmian Na pewno ma rację. Choć
każdy człowiek ma w sobie potencjał kreatywności i samodzielnego działania,
to często jego wyzwolenie go wymaga pomocy z zewnątrz. Na stronie znajduje
się spis tagów, tematy najnowszych wpisów, linki do blogów pokrewnych
tematycznie.
Ich tło kolorystycznie jest identyczne z kolorem przeważającej części bloga - jest szare. „Nadchodzi era
video mailingu.” Autor przedstawia tezę, że już niedługo e-maile w działaniach biznesowych zostaną
zastąpione filmami. Rzeczywiście przekaz w takiej formie jest skuteczny. Czas pokaże, na ile się
upowszechni. W innym miejscu pisze o znaczeniu budowania swojej marki w mediach społecznościowych.
Jest jeszcze kilka wpisów, które odnoszą się do e-marketingu. Jednak większość tekstów na blogu
dotyczy spostrzeżeń autora z dziedziny rozwoju osobistego. Część, ze względu na swoją głębię, także
duchowości.
24
Allegro
MLM
analizy i komentarze
kontra
Daniel Kubach
Jesteśmy świadkami niesamowitych
zmian w naszej branży. Świat idzie do
przodu. To, co wczoraj się sprawdzało,
jutro może być już przeżytkiem. Sposoby dystrybucji zmieniają się w coraz
szybszym tempie. Gdyby nie ciągłe
zmiany oraz udoskonalanie, nie byłoby
MLM. Firmy działające w marketingu
bezpośrednim powstały dzięki zmianom, które nastały w systemach dotarcia do klienta.
Portale aukcyjne takie jak Allegro spędzają sen z powiek niektórym dyrektorom oraz prezesom firm MLM. Często
przeszkadza to liderom oraz dystrybutorom, którzy rozprowadzają swoje
produkty w sposób bezpośredni. Należy zadać sobie pytanie: czy Allegro doprowadzi do bankructwa firmy MLM?
Założeniem marketingu bezpośredniego jest kupowanie od firmy produktów
dla własnej konsumpcji oraz sprzedaż
nadwyżek wśród swoich znajomych.
Dystrybutorzy kupują od firmy MLM
towar po określonej cenie hurtowej,
sprzedając go następnie po cenie detalicznej. W ten sposób dystrybutorzy
zarabiają od kilku do kilkudziesięciu
procent od ceny, którą płaci klient. Ten
model cieszył się powodzeniem przez
wiele lat. W pewnym momencie, wraz
ze wzrostem popularności internetu, przedstawiciele firm MLM odkryli
nowe metody sprzedaży. Dystrybutorzy dokonują zakupów w firmie po
czym wystawiają zakupione produkty
do sprzedaży na portalach aukcyjnych.
Cena, po jakiej oferują swój towar, odbiega znacząco od ceny sugerowanej.
Oczywiście na korzyć klienta.
W tym momencie pojawił się problem.
Pytanie: dla kogo i jaki problem? Pojawił się problem głównie dla firmy MLM,
której produkty trafiają do sprzedaży
w sieci. Dystrybutorzy interweniują
w firmie, aby ukrócić ten ”proceder”
Przeszkadza to w budowaniu zdrowego
biznesu opartego na starych, sprawdzonych zasadach. Skoro klienci mogą produkty kupić taniej w intrenecie, to po co
mają kupować drożej od dystrybutorów? Przecież to byłoby nielogiczne.
Firmy starają się karać dystrybutorów
handlujących w internecie. Straszą roz-
wiązaniem umowy, piszą do Allegro,
lecz tak naprawdę niewiele mogą zrobić. Dystrybutorzy nauczyli się sprytnie
omijać zalecenia i handlują na aukcjach
pod innymi nazwiskami. Namierzenie
takiego oferenta jest praktycznie niemożliwe.
W takim przypadku tracą liderzy grup
oraz dystrybutorzy, którzy próbują oferować swoje produkty w sposób bezpośredni. Nie jest im łatwo utrzymać
klienta, który może te same produkty
nabyć po korzystniejszej cenie. Najbardziej tracą na tym firmy, które mają wysoką kwalifikację. Dystrybutorzy takiego przedsiębiorstwa MLM muszą nabyć
duże ilości towaru, aby odsprzedać go
swoim znajomym. Powstaje tutaj problem pełnych magazynów. Jest to częsty
przypadek, kiedy dystrybutor kupuje
więcej produktów niż może sprzedać.
W dłuższej perspektywie negatywnie
odbija się to na firmie.
Skoro jedni tracą, to inni zyskują. Zyskują w tym przypadku klienci, którzy
mogą za tę samą cenę nabyć więcej towaru. Szczególnie w okresie kryzysu
jest to pozytywne zjawisko dla konsumentów. Produkt staje się bardziej
przystępny. Negatywnym czynnikiem
dla przedsiębiorstw jest przyzwyczajenie klientów do niższej ceny. Ciężko
będzie im przekonać klienta do zakupu
po wyższej cenie.
Tutaj do kontrofensywy przeszły firmy
MLM. Zaczęto stawiać nacisk na obsługę klienta. Zapewniono klientowi serwis i obsługę posprzedażową. Zaczęto
zastanawiać się nad wartością dodaną
dla klienta. Klient bardziej wymagający
zaczął doceniać serwis jaki oferuje dystrybutor. Podoba mu się indywidualna
obsługa. To, że może wykonać telefon
w każdej chwili i się poradzić. Dystrybutor staje się Często przyjacielem
klienta.
Można powiedzieć, że dzięki portalom aukcyjnym jakość obsługi klienta
wzrosła. Klient, który ma alternatywę
tańszego produktu, musi otrzymać coś
więcej niż produkt plus uścisk dłoni.
Oczekuje obiektywnego doradztwa
oraz produktu najwyższej jakości. Musi
wierzyć w to, że kupując od dystrybutora, otrzymuje coś więcej niż standard.
Są dwie drogi, jakimi mogą pójść firmy
marketingu bezpośredniego. Jedną dro-
gą jest walka z portalami aukcyjnymi.
Uważam, że jest to walka z góry skazana
na porażkę. Inną drogą jest dostosowanie się do rynku i wykorzystanie portali
do zwiększenia sprzedaży oraz zysków
swoich dystrybutorów. Przed zarządami
firm MLM stoi nie lada wyzwanie. Czy
potrafią na tyle zreformować swoje firmy, aby traktować portale aukcyjne, jako
część swojej polityki sprzedażowej?
Jedną z firm które świetnie poradziły sobie z tym „problemem” jest firma NSA
oferująca suplementy Juice Plus. Każdy
dystrybutor staje się klientem, zamawiając w firmie tylko tyle, ile potrzebuje dla siebie. Nie posiada magazynów
pełnych niesprzedanych towarów. ­Nie
występuje tutaj sprzedaż bezpośrednia.
Wszystkie transakcje dokonywane są
pomiędzy firmą, a dystrybutorem.
Firmą, która świetnie wykorzystuje internet do sprzedaży swoich produktów,
jest znana wszystkim firma Amway.
Dystrybutorzy sami zakładają sklepy
internetowe i zachęcają do kupowania
w internecie. Świetnie radzą sobie również firmy MLM oferujące perfumy takie jak FM Group, Oriflme czy Jean Veer.
Oferują produkty w dobrej cenie, więc
klientowi nie często chce się wysilić, aby
znaleźć coś tańszego. Zasada jest taka, że
jeżeli zostanie dystrybutorem firmy to
od razu ma taniej. Koszty wejścia do tych
firm są wprost symboliczne.
Oczywiście firm, które świetnie radzą sobie z portalami aukcyjnymi, jest
bardzo wiele. Nie sposób je wszystkie
wymienić. Istnieją również na naszym
rynku firmy, którym obecny rozwój internetu nie najlepiej odpowiada. Portale takie, jak Allegro, dla jednych są wrogiem, dla innych narzędziem.
Z obserwacji natury możemy wywnioskować, że na ziemi nie przetrwały
gatunki najsilniejsze i największe. Natomiast przetrwały te, które potrafiły
się przystosować. Możemy walczyć ze
zmianą lub ją zaakceptować. Firmy,
które będą potrafiły się przystosować,
odniosą zwycięstwo.
Więcej o firmach MLM użytych w tekście:
www.juiceplus.pl
www.amway.pl
www.oriflame.com
www.perfumy.fm
www.jeanveer.pl
25
analizy i komentarze
Inwestować w akcje czy w obligacje?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, w co inwestować. Wybór między akcjami a obligacjami powinien być zależny
od wielu czynników. Najważniejsze z nich to poziom awersji do ryzyka oraz horyzont czasowy.
Radosław Tadajewski
Akcje i obligacje należą do podstawowych form inwestowania
kapitału, znanych nie tylko specjalistom finansowym, ale również wielu osobom na co dzień nie mającym styczności z tym
sektorem. Kupując akcje, stajemy się właścicielami części spółki z
prawem do udziału w jej zysku i uczestnictwa w walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, na którym w spółce akcyjnej podejmowane są strategiczne decyzje rozwojowe. Zakup obligacji natomiast
możemy traktować jako pożyczkę udzieloną spółce na określonych warunkach, która zostanie zwrócona w wyznaczonym momencie w przyszłości. W zależności od rodzaju obligacji do czasu
wykupu możemy otrzymywać okresowe wynagrodzenie z tytułu
powierzonych firmie środków.
Niemniej mimo tak zasadniczych różnic w charakterystyce obu
instrumentów, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, w
które z nich zainwestować, aby osiągnąć jak najlepsze stopy zwrotu
z zaangażowanego kapitału. Wybór między akcjami a obligacjami
powinien być dla każdego sprawą indywidualną, zależną od wielu
czynników. W uproszczeniu można przyjąć, iż kluczowe znaczenie ma stosunek inwestora do ryzyka.
Dla każdego człowieka akceptowalny poziom ryzyka może być
inny. Są ludzie, którzy nie potrafiliby pogodzić się ze stratą nawet
niewielkiej części zainwestowanych środków i to właśnie w ich
przypadku kupno akcji jest najmniej wskazane. Wartość notowanych na giełdzie walorów zmienia się bowiem codziennie, osiągając kilku, a nawet kilkunastoprocentowe zmiany w ciągu jednej sesji. W dłużej perspektywie krótkoterminowe straty zostaną
prawdopodobnie zniwelowane, dlatego u inwestujących w akcje
pożądana jest umiejętność opanowania i zachowania spokoju.
Jednak w zamian za większe ryzyko akcji można oczekiwać również wyższej stopy zwrotu niż w przypadku obligacji. Jej realizacja
następuje przede wszystkim przez zyski kapitałowe, tzn. z tytułu
wzrostu wartości akcji na giełdzie oraz wypłacone dywidendy.
Ryzyko niewypłacalności emitenta badają agencje ratingowe, nadając obligacją oceny – tzw. ratingi. Polskie przepisy nie wymagają
obowiązkowego nadawania ratingu obligacjom, jednak uzyskanie
przez emitenta korzystnego ratingu zmniejsza koszt finansowania.
Tabela 1. Skala ratingów obligacji
Im niższy rating, tym większej stopy zwrotu możemy oczekiwać
na danej obligacji, ale jednocześnie rośnie prawdopodobieństwo
niewypłacalności emitenta. Znajduje to odzwierciedlenie w proponowanym przez emitentów oprocentowaniu, które może być
bardzo zróżnicowane.
Tabela 2. Przykładowe oprocentowania obligacji notowanych na rynku Catalyst.
Źródło: Grupa Trinity na podstawie danych GPW
Bezpieczniejszym sposobem inwestycji wydają się być obligacje.
Niemniej również tutaj nie wszystkie instrumenty będą przeznaczone dla osób z dużą awersją do ryzyka. Dzieląc obligacje ze
względu na rodzaj emitenta, możemy wyróżnić:
• obligacje skarbowe, emitowane przez Skarb Państwa,
• komunalne, których emitentem są jednostki samorządu terytorialnego,
• obligacje korporacyjne, z których emisji kapitał zasila przedsiębiorstwa.
Możliwość spłaty zobowiązań zaciągniętych z tytułu emisji obligacji przez emitenta uzależniona jest od jego sytuacji finansowej.
O ile o wykup obligacji skarbowych i komunalnych można być
w zasadzie spokojnym, gdyż gwarantem w obu przypadkach jest
ostatecznie państwo, o tyle w przypadku walorów korporacyjnych
ryzyko jest zdecydowanie większe.
26
Przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych duże znaczenie ma
również horyzont czasowy, w jakim planowane jest utrzymywanie inwestycji. Z uwagi na dużą zmienność, okresy dekoniunktury
gospodarczej i co za tym idzie – spadków na giełdach, zalecane
jest, aby horyzont inwestycji w akcje był długi, nawet kilkudziesięcioletni. W przypadku obligacji czas trwania inwestycji jest limitowany. Nie oznacza to rzecz jasna, iż instrumenty te nie mogą być
emitowane na kilkanaście lat.
Warto jeszcze nadmienić o pojęciu dywersyfikacji portfela. Sens
dywersyfikacji zawiera się w potocznym stwierdzeniu, że nie
wrzuca się wszystkich jaj do jednego koszyka. W portfelu zbudowanym z samych akcji powinno znaleźć się od kilku do kilkunastu spółek różnych wielkości, z różnych branż. Różnorodność
ma na celu zmniejszenie ryzyka, że kłopoty konkretnego emitenta
czy branży istotnie wpłyną na wartość naszych inwestycji. Jeszcze
większy poziom dywersyfikacji daje zakup akcji spółek działających w różnych regionach świata.
Podsumowując, portfel inwestycyjny powinien być zróżnicowany.
Zalecane jest, aby znalazły się w nim zarówno akcje, jak i obligacje.
Warto, żeby udział akcji w portfelu zmniejszał się z wiekiem inwestora i uwzględniał indywidualny poziom awersji do ryzyka.
promocja
Krystyna Wróblewska o sobie:
Doświadczenia zdobyte w międzynarodowych korporacjach wykorzystałam w 2003 roku tworząc Impresariat Artystyczny. Jestem
organizatorem imprez promujących kulturę oraz wrocławskich artystów, współpracuję z uzdolnioną artystycznie młodzieżą. Współtworzę fundację ”MY! Wrocławianie”, w której pełnię funkcję wiceprezesa.
Wspieram rozwój przedsiębiorczości, jako członek Związku Pracodawców Polska Miedź oraz Zachodniej Izby Gospodarczej. Pomagam
Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” we Wrocławiu. Pomagam samotnym mamom z Towarzystwa Pomocy im. Brata
Alberta we Wrocławiu. W wolnych chwilach, jako gracz, reprezentuję
Wrocławską Ligę Squasha, nurkuję, jeżdżę na snowboardzie. Wolne
weekendy spędzam z córką Nikolą na szlakach górskich.
Czy ma Pani konkretne pomysły wspierające przedsiębiorców ?
Co spowodowało, że założyła Pani własną firmę i angażuje się w
prowadzenie działalności społecznej i charytatywnej?
Większość z nas bardzo długo szuka swojej drogi. W trakcie tych poszukiwań poznajemy, a nawet przekraczamy swoje granice. Ja również, w poszukiwaniu siebie, stawiam sobie coraz bardziej ambitne
cele, realizuję swoje wizje, spełniam marzenia. Praca w dużej firmie
dla wielu jest szczytem marzeń. Ja z czasem jednak zrozumiałam, że
wolę zachować niezależność niż uczestniczyć w „wyścigu szczurów”.
W roku 2003 odcięłam korporacyjną pępowinę i założyłam własną
firmę, która jest moim powodem do dumy. Możliwość samodzielnej organizacji pracy sprzyja kreatywności i jest silną motywacją do
dalszego rozwoju. Dlaczego angażuję się w działalność społeczną
i charytatywną? Chcę się rozwijać również na tych płaszczyznach.
Wierząc, że pomaganie innym nas uszlachetnia, mamy poczucie życia w większej harmonii.
Kandyduje Pani w najbliższych wyborach do Sejmu z listy Platformy Obywatelskiej. Dlaczego zajęła się Pani polityką, jakie
cele chce Pani osiągnąć?
Działanie, działanie i jeszcze raz działanie! Zachęcam do tego, abyśmy
nie byli biernymi obserwatorami życia publicznego. Chcemy zmian,
zacznijmy od siebie. Start w wyborach zaproponował mi szef dolnośląskiej kampanii PO, eurodeputowany Piotr Borys: „Polityka potrzebuje ludzi, którzy wcześniej sprawdzili się w innych dziedzinach, a
ona ma dobrze prosperującą firmę, pomaga innym, promuje młode
talenty”. Mocnego wsparcia udzieliła prof. Alicja Chybicka, szefowa
Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. „Takich ludzi, gotowych do pomocy innym, społeczników w parlamencie wciąż brakuje”, mówi prof. Chybicka, która sama startuje z listy
PO do Senatu. „Dlatego kibicuję i wspieram jak mogę kandydaturę
Krystyny Wróblewskiej”. W parlamencie potrzebne są entuzjazm
i świeża krew. A ja mam w sobie zapał. Liczę na Państwa głos.
Swój program opieram na trzech filarach: przedsiębiorcy, kobiety,
młodzież. Młodzież, bo mam córkę, i wiem, z jakimi boryka się problemami; kobiety i przedsiębiorcy, bo to ja sama. I ja sama codziennie
biorę się z życiem za bary.
Takich pomysłów oraz inicjatyw społecznych jest mnóstwo wokół
nas. Polacy są niesłychanie kreatywni. Rolą polityków jest stworzenie
im strukturalnych i systemowych warunków do działania i realizowania własnych pomysłów . Popieram projekt Dolnośląskiej Rady
Przedsiębiorczości i Nauki, którego jednym z pomysłodawców i założycieli jest kanclerz Loży Dolnośląskiej BCC, pan Marek Woron. Ta
niesłychanie cenna inicjatywa społeczna, w którą zaangażowani są
ludzie nauki i biznesu z Wrocławia, ma na celu stworzenie platformy
współpracy młodych naukowców z biznesem. Innym pomysłem, z
jakim miałam okazję się zetknąć jest ”Network Sunrise ”. Jest to największy na Dolnym Śląsku naukowo-gospodarczy projekt Unii Europejskiej W tym projekcie studenci i doktoranci z różnych wrocławskich uczelni, będący animatorami transferu technologii, realizują
projekty naukowo-gospodarcze przy udziale ludzi nauki oraz biznesu z wielu różnych, na pozór odmiennych, branż. Uznaniem cieszy się
również projekt, który powstał z inicjatywy Bartka Ślazyka, wspierania
Przedsiębiorczości PWP, pomagający aktywnym osobom nawiązać
kontakty, zdobywać klientów, współpracowników, promujący firmy,
udostępniający najskuteczniejsze narzędzia marketingowe, organizujący szkolenia. Chcę także wyrazić swoje poparcie dla wszelkich
alternatywnych form aktywności zawodowej Polaków. Mam tu na
myśli działalność w firmach opartych na marketingu wielopoziomowym. Taka forma działalności, niesłychanie popularna za oceanem,
święci ostatnio triumfy również w Europie. W obecnej dobie bardzo
ważne jest, aby zapewnić naszym gospodarstwom domowym stabilny dochód, który, dzięki działalności w firmach MLM, może zapewnić sobie każdy, bez względu na wiek, wykształcenie czy płeć.
Będę zatem starała
się wspierać firmy
dystrybuujące swoje
produkty w systemie
MLM poprzez budowę ich pozytywnego
wizerunku oraz wskazywanie na niesamowite możliwości, jakie
stwarza działalność w
firmach MLM czy to w
formie zajęcia głównego, czy to dodatkowego .
Żyjemy w końcu nie
po to, aby pracować,
ale pracujemy po to,
aby żyć…
27
analizy i komentarze
Między
przywódcą,
a tyranem
(dokończenie artykułu z portalu www.rankingmlm.com)
Marek Łuszczki
Poczucie sprawiedliwości i uczciwości,
to kolejna cecha prawdziwych liderów. Stwierdzenie to może się komuś
wydać dość naiwne, bo przecież liderzy są od tego, by osiągać wyniki, a nie
dzielić włos na czworo i zastanawiać
się po czyjej stronie jest racja. Otóż
nie! Właśnie mądre i przemyślane rozstrzyganie sporów, wygaszanie konfliktów i pertraktowanie warunków
rozejmów po stoczonych wojnach, to
zadanie przywódców. Dotyczy w równym stopniu polityki, w tym tej światowej, jak i biznesu. Szczególnego znaczenia omawiana umiejętność nabiera
w przypadku, gdy konflikt, zazwyczaj
krwawy i zaciekły, rozgrywa się w łonie własnej partii czy firmy. Przecież
nie od dziś wiadomo, że prawdziwa
konkurencja, to ta pomiędzy współpracownikami lub współtowarzyszami, a nie ta pomiędzy firmami. Dobrzy
przywódcy podchodzą do ludzi w sposób zróżnicowany, ale wszystkich traktują jednakowo. Nikogo nie faworyzują. Są bezstronni w wymierzaniu
kar za złą pracę i rozdawaniu nagród
za dobrą robotę oraz wynikające z niej
efekty. Tymi efektami są oddane głosy – w przypadku partii politycznych
oraz zyski – w przypadku firm. Tak
czy owak, zawsze chodzi o to, by sprawiedliwie i obiektywnie ocenić tych,
którzy są lub byli stronami sporu czy
konfliktu. Sprawiedliwość zawsze musi
zwyciężyć, ale co robić, kiedy każda ze
zwaśnionych ze sobą stron pojmuje ją
inaczej i domaga się korzystnego dla
siebie werdyktu? Oto jedno z największych zmartwień prawdziwego przywódcy. Salomonowa decyzja w takich
przypadkach wymaga przywódczego
kunsztu, doświadczenia, mądrości,
rozwagi, a przede wszystkim umiejętności wróżbiarskich, dzięki którym
28
przywódca – lider będzie z góry wiedział jakie konsekwencje dla jego partii
czy organizacji przyniesie podejmowana właśnie decyzja.
Empatia. Wyrozumiałość. Dystans.
Ludzie zbyt napięci, zasadniczy i nieelastyczni nigdy nie zostają dobrymi
przywódcami. Bycie dobrym przywódcą wymaga zaangażowania uczuć
i emocji w takim samym stopniu, jak
chłodnego myślenia, kalkulacji i życiowej mądrości. Zamiłowanie do pracy,
troska o jej jakość, wydajność i wyniki
sprzedaży oraz zabieganie o ludzi, dobro ich i ich rodzin, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, a także komfort
są lub przynajmniej powinny być jednakowo ważne dla osoby, która chce
mienić się przywódcą czy liderem. Jeśli
szef nie wie co „boli” jego podwładnych, to tak naprawdę nie wie, co boli
kierowaną przez niego firmę i - w konsekwencji - co może zaboleć wkrótce także i jego. Zdając sobie sprawę
z bolączek, lider nie może im ulegać,
tak, jak matka zmartwiona chwilowym bólem brzucha swojego dziecka.
Powinien raczej, po zdiagnozowaniu
przyczyn dolegliwości, zaordynować
skuteczną, choćby i bolesną, terapię,
po której wszystko wróci jak najszybciej do normy, co z kolei pozwoli na
terminową realizację zaplanowanych
zadań. Dobry czyli prawdziwy szef
z krwi i kości wie kiedy jaką taktykę
czy metodę zastosować. Jeśli sytuacja
jest podbramkowa i grozi poważnymi konsekwencjami, takimi jak np.
niewykonanie zlecenia dla klienta, to
podjęte przez niego środki zaradcze
i naprawcze muszą być jednoznaczne,
zdecydowane, a czasem nawet wprost
dyktatorskie. Jeśli zaś sytuacja dotyczy
chwilowego przesilenia związanego
ze zmianą pór roku, „niemocy twórczej” podwładnych czy rozluźnienia
przedurlopowego, wtedy reakcja lide-
ra – szefa nie powinna być zbyt brutalna i ostra. Powinna być oczywiście
skuteczna i jednocześnie dopasowana
do zaistniałych w danej sytuacji okoliczności. Przesadnie nerwowa reakcja
w takim przypadku tylko podkopie
status lidera, podważy jego pozycję
i zakwestionuje niekwestionowany dotąd autorytet.
Pokora. Rzadka cecha, ale charakteryzująca najlepszych przywódców. Jej
przeciwieństwem jest arogancja. Kto
lubi pracować dla aroganckiego szefa?
Czy znajdzie się choć jedna taka osoba?
Wątpię. Oznakami dobrego przywódcy
są chęć słuchania innych i brak dominującego ego z jednej strony, a z drugiej
umiejętność wyraźnego choć subtelnego zaznaczania własnej roli, pozycji
i znaczenia w danej strukturze. Pokorny lider, to nie taki człowiek, który
zwiesza głowę za każdym razem, kiedy
zdarzy mu się popełnić błąd. To raczej
taki osoba, która nie udaje, że nic się
nie stało, gdy zaliczy wpadkę, potrafi nawet otwarcie się do niej przyznać
i szybko wyciągnąć naukę, a następnie
kroczyć dalej drogą sukcesu i wygranej.
Innymi słowy dobry lider wie, że sam
też jest tylko człowiekiem i prędzej czy
później musi się pomylić lub źle ocenić sytuację. Ktoś, komu tylko wydaje
się, że jest dobrym szefem, będzie się
starał kamuflować swoje własne niedociągnięcia i tępić tych, którzy je widzą
i nazywają po imieniu. Taka praktyka
obniża prestiż, a czasem nawet ośmiesza człowieka, który ją stosuje. Pokora,
to między innymi odwaga przyznania
się do porażki, do wyciągnięcia z niej
konsekwencji i do dalszego działania
ze świadomością, że popełniło się błąd
i że inni o tym wiedzą, bo się do tego
otwarcie przyznaliśmy.
Wiara w siebie należy bez wątpienia
do najważniejszych przymiotów prawdziwych liderów, przywódców, szefów.
Otoczenie jest niemal zawsze w stanie
wyczuć czy przywódcy ją mają czy tylko udają, że tak jest. Rozwijanie umiejętności przywódczych polega między
innymi na pogłębianiu wiary we własny
potencjał, możliwości i kompetencje.
Polega to na przykład na ustawicznym
podnoszeniu własnych kwalifikacji,
uczeniu się i zdobywaniu nowych
doświadczeń. Przywódca nigdy nie
stoi w miejscu, nie robi sobie wakacji
od samorozwoju. Wiara w siebie jest
bardzo ważna i dlatego trzeba bardzo
ostrożnie i w umiejętny sposób pracować nad jej pogłębianiem. Umacnianie
wiary w siebie nie powinno wiązać się
wyłącznie z pustymi deklaracjami i nic
nie znaczącymi gestami. Nie powinno
też polegać na otaczaniu się pochleb-
analizy i komentarze
cami, którzy będą przytakiwać i zagłaskiwać. Tego typu przypadki, to prosta
droga do przemiany wiary w siebie
w zwykłe zarozumialstwo i arogancję.
Arogancki przywódca otoczony wianuszkiem klakierów może stosunkowo
szybko stracić kontakt z otaczającą go
rzeczywistością, popadając w błogostan samouwielbienia lub - i to jest
dużo gorsze dla otoczenia - może stać
się tyranem. Święcie przekonanym
o własnym geniuszu dyktatorem, któremu do głowy mogą przyjść najróżniejsze pomysły na zarządzanie firmą,
korporacją czy całym państwem.
Tyran czyli kto?
Sam termin ma dziś jednoznacznie negatywny wydźwięk, choć pierwotnie,
w starożytnej Grecji, mianem tyranów
określano przywódców ludu w walce
z oligarchami. Obecnie tyran, to osoba
sprawująca władzę nieograniczoną, ale
zdobytą wbrew prawu lub przynajmniej
z jego oczywistym dla otoczenia pominięciem czy nagięciem. Tyrani, w większości przypadków, są zazwyczaj butni,
wojowniczy, zarozumiali, aroganccy,
chciwi, mściwi i do tego wszystkiego
jeszcze słabo wykształceni, czasem
nawet zabobonni. Te wszystkie cechy
można spotkać zarówno u polskich, jak
i zagranicznych liderów biznesu. Oczywiście cechy te nie są widoczne tak na
pierwszy czy nawet drugi rzut oka, bo
w koncernach, korporacjach czy nawet
mniejszych, ale liczących się firmach
obowiązują wewnętrzne przepisy, procedury i tak zwany ład korporacyjny.
Nie ulega jednak wątpliwości, że wcale
nierzadko szefem dużej organizacji lub
jej ważnej części zostaje osoba o zapędach dyktatorskich. Tyrana bardzo
łatwo jest rozpoznać, ale dużo trudniej z nim wytrzymać. Szczególnie, jeśli należymy akurat do kategorii osób,
które lubią mieć swoje własne, często
odrębne i odmienne, zdanie. Przy szefie - tyranie możemy o tym zapomnieć.
Chyba, że nie boimy się popadnięcia
w ostry i otwarty konflikt. W przypadku, gdy zależy nam na dobrych relacjach z przełożonym, powinniśmy raczej powściągnąć język i powstrzymać
się od prezentacji własnych opinii. Napisałem, że szefa - tyrana łatwo jest rozpoznać. Wystarczy bowiem odwrócić
przytoczone wcześniej cechy prawdziwego lidera, a wyjdzie nam zestaw cech
„antylidera” czyli właśnie złego szefa,
tyrana. Taki szef nie będzie się cieszył
z naszych sukcesów, raczej przypisze
je sobie. Nie będzie też dla nas żadnym
przewodnikiem, ani wzorem do naśladowania. Raczej będzie nas traktował,
jak stado baranów, którymi musi bez
przerwy i bez wytchnienia kierować,
marnując na to większość swojej „jakże
cennej” energii. Konsekwencją i trzymaniem się zasad taki lider będzie się
mógł wykazać jedynie w odniesieniu
do kwestii traktowania swoich podwładnych przez samego siebie - konsekwentnie i zgodnie z własnymi zasadami będzie nas dołował, wykańczał
i rozbijał od środka. O empatii w takim
przypadki nie ma nawet co wspominać.
Tym bardziej o pokorze.
Jest jednak ważne pytanie, które warto
tu postawić i spróbować na nie od razu
odpowiedzieć: Skąd biorą się tacy szefowie i dlaczego są tyranami? Otóż na
pierwszą część pytania odpowiedź jest
bardzo prosta - tacy szefowie biorą się
z wyścigu szczurów, który - dzięki dyktatorskim, nieetycznym i niemoralnym
zagrywkom - wygrywają awansowani
przez jeszcze gorszych od nich szefów
innych szefów czy, jak kto woli, nadprezesów. Tak, tak! To właśnie jest źródło
lub raczej wylęgarnia takich osobników. A teraz druga część pytania -dlaczego są tyranami? Przede wszystkim
dlatego, że się boją! Boją się, że inaczej
nie dadzą rady, że nie zapanują nad zespołem, którym przyszło im kierować.
Nie mają innego pomysłu na współpracę z ludźmi, jak tylko ten jedyny, który
polega na pomiataniu podwładnymi
i ich zastraszaniu. Są niedouczeni lub
niedoświadczeni i nadrabiają miną, postawą, mrocznym spojrzeniem, krzykiem lub waleniem pięścią w stół. Są
słabi i wiedzą o tym, dlatego tak bardzo
podkreślają swoje znaczenie i pozycję.
Prawdziwy lider, świetny i skuteczny
przywódca zna swoją wartość i wie
na co go stać. Nie musi się w związku
z tym obawiać, że ktoś zakwestionuje
jego decyzje, posunięcia czy opinie.
Szef, który tylko udaje lidera, obawia
się ataku i dlatego najczęściej sam
pierwszy atakuje. Jest to tak naprawdę
działanie w samoobronie. Jak postępować z takim szefem, by móc w miarę
normalnie pracować i nie wykończyć
się psychicznie? Przede wszystkim należy zachować dystans i umiar. Później
należy postępować tak, aby nie dać się
zastraszyć. Jeśli znamy swoją wartość
i wiemy, że jesteśmy kompetentni, wtedy nasze ewentualne obawy powinny
przejść na plan drugi, ustępując miejsca rozsądnemu myśleniu. Oczywiście
łatwo jest o tym pisać, a dużo trudniej
zastosować takie zasady w życiu. Wydaje się jednak, że tylko w ten sposób,
podejmując inteligentną grę z szefem
- tyranem, doprowadzimy prędzej czy
później do unormowania się relacji i zażegnania sytuacji, w których wszystko
stawiane jest na ostrzu noża.
I tu możemy jakże śmiało i głośno zawołać - vivat MLM! Niech żyje marketing
sieciowy! Niech żyje wolność finansowa i wolność osobista! Bo przecież to
właśnie system Multi Level Marketingu, jako chyba jedyny biznesowy model na świecie, daje możliwość stosunkowo szybkiego awansu i zarobienia
pieniędzy, przy jednoczesnym braku
konieczności znoszenia aroganckiego,
zarozumiałego i zwyczajnie złośliwego
szefa. Możliwość awansu jest w MLM
praktycznie niczym nie ograniczona.
Żeby iść w górę, nie trzeba czekać,
aż zwolni się miejsce w zarządzie czy
kolegium dyrektorów. Żeby zarabiać
więcej, nie trzeba prosić szefa o podwyżkę. Marketing sieciowy wyzwala
w ludziach najbardziej pozytywne i pożądane emocje, uaktywniając najlepsze
ich cechy. Prawdziwych, skutecznych,
a przy tym sympatycznych i otwartych
liderów czy nawet top liderów znajdziemy w MLM o wiele więcej niż tyranów. W naszej branży tyrania się po
prostu nie sprawdza, a kto próbuje ją
wdrożyć, ten zazwyczaj szybko i marnie kończy. Niniejszy artykuł służyć ma
za swego rodzaju ściągę do rozpoznawania prawdziwych liderów. Przywódców skutecznych, charyzmatycznych
i uczciwych, którzy sami zarabiają i pozwalają robić to innym.
Wymagania wobec przywódcy w systemie MLM są bardzo rozległe. Ktoś taki
powinien przekazywać innym swoją
wiedzę, doświadczenia i wartości. Powinien być wizjonerem, który nie boi
się wyzwań i ryzyka. Przedsiębiorcą,
który potrafi własnym ryzykiem umiejętnie zarządzać, tak, by ani siebie, ani
swoich dystrybutorów nie narażać na
niepotrzebne straty. Ktoś taki powinien
też być inicjatorem stosowania nowych
technik i technologii. Świetnie orientować się w różnych sprawach, by dzięki temu poszerzać obszar działalności
całej sieci czy organizacji. Przywódca
w MLM powinien wreszcie odznaczać
się talentem dyplomatycznym, dzięki
któremu w porę wyczuje rodzącą się
niechęć, frustrację czy niezadowolenie i w porę zaradzi nieprzewidywalnym skutkom takich stanów umysłu
swoich dystrybutorów. Lider MLM,
to wreszcie osoba świetnie się komunikująca, która dysponuje umiejętnością tworzenia sieci kontaktów i która
występuje w roli ucznia i nauczyciela
zarazem. Przywódca struktury w marketingu sieciowym ma otwarty umysł
i jest przygotowany na zmiany w swojej
własnej organizacji. Sam te zmiany najczęściej inicjuje. Prawdziwy lider MLM
jest człowiekiem, w pewnym sensie,
niezastąpionym.
29
sylwetki top liderów
Artur Rdzonek – MonaVie
Dlaczego MLM?
Z branżą MLM Artur
Rdzonek spotkał się kilkanaście lat temu, pracując
jeszcze na etacie. W swojej
ówczesnej pracy czuł się
niedoceniany, ograniczany
i często wykorzystywany.
Dopiero branża MLM
dała mu szansę na uzyskanie wolności finansowej
i panowania nad własnym
czasem. Poczuł, że może
osiągnąć to, na co zasługuje. Być właścicielem swojego życia, pomagając innym osiągnąć to
samo. - Kocham marketing sieciowy. Kocham budowanie relacji
międzyludzkich, zaufanie i emocje tu panujące. Jednocześnie
wiem, że jest to najlepsza i najtańsza forma dostarczenia produktu do klienta finalnego. Tutaj właśnie każdy, ale to każdy, kto ma
swój cel i marzenia, może je w pełni zrealizować – mówi z przekonaniem Artur Rdzonek.
Firma
- Dzisiaj w branży jest wiele dobrych firm i jeszcze więcej dobrych produktów. MonaVie, to nie tylko wspaniała firma i wyjątkowy produkt. MonaVie to jest szansa! Wyjątkowa szansa dla
ambitnych ludzi, którzy tę szansę dostrzegą. Po raz pierwszy
my, Polacy, mamy szansę tworzyć historię marketingu siecio-
Teresa Mądzik - Herbalife
Początek przygody
z MLM
W Roku 2000 była pracownikiem biura nieruchomości. Pieniądze, jakie
zarabiała okazywały się za
każdym razem niewystarczające, dlatego postanowiła poszukać dodatkowej pracy. Przeglądając
oferty w gazecie, trafiła
na dość tajemnicze ogłoszenie. Jego treść nie mówiła nic na temat MLM,
ani firmy Herbalife. Osoba, która zaprosiła Teresę Mądzik na
rozmowę była na tyle intrygująca, że nasza bohaterka umówiła
się od razu na wstępne szkolenie. Zafascynowały ją możliwości finansowe. - Pomyślałam sobie - dlaczego nie?! - wspomina
dziś nasza rozmówczyni. - Firma dawała możliwości szkoleń,
co miało wpływ na moją decyzję, bo mogę się wszystkiego nauczyć. Krok po kroku od podstaw uczyłam się pracy z klientem, dystrybutorem, uczyłam się po prostu jak pracować we
własnej firmie, we własnym biznesie - mówi Teresa Mądzik.
30
wego w Europie. Zawsze byliśmy ostatnim rynkiem, a teraz, po
raz pierwszy i to z tak profesjonalną firma, jaką jest MonaVie,
z tak dużym sukcesem w USA i Azji, rozpoczynamy ekspansję
w Europie – przekonuje nasz bohater. Jego zdaniem MonaVie,
to również wyjątkowe przywództwo Dallina Larsena, przedsiębiorcy roku 2009 r. wg. Ernst & Young w USA. w 2011 roku
Monavie otrzymała 3 nominacje do prestiżowej nagrody Biznes Awards (Oscary w Biznesie) Najlepszy zarząd, Najlepsza
strona internetowa oraz Najlepsza obsługa klienta. To wszystko
pokazuje właściwe, wyjątkowe działanie i rozwój MonaVie.
Kiedy MonaVie rozpoczęła budowanie struktur w Polsce, nie
była jeszcze obecna w żadnym kraju europejskim. To, co się
wydarzyło w okresie od stycznia do października 2009 r., nie
miało nigdy wcześniej miejsca w historii polskiego MLM. Polacy przyłączali się zazwyczaj do już istniejących struktur firm
działających w Europie. Obecnie MonaVie wchodzi we właściwą fazę rozwoju w tej części świata. Po ogromnym sukcesie
w USA i wspanialym starcie biznesu w Azji teraz nadszedł czas
na zwiększenie aktywności operacyjnej w Europie. Tak duży
obszar, jakim jest Europa będzie wiodącym rynkiem dystrybucji na mapie MonaVie. Jest więc to najlepszy czas, aby przyłączyć się do firmy MonaVie. Dzięki temu każdy będzie mógł
spełnić swoje marzenia, twierdzi Artur Rdzonek.
Patron w biznesie
Artur Rdzonek, jak sam twierdzi, nigdy dotąd nie miał tak naprawdę swojego mentora w branży MLM. Zdaniem naszego
rozmówcy jest wielu teoretyków piszących składnie i mądrze
o marketingu, ale nikt z nich nie budował swojego biznesu
w praktyce. - Dzisiaj mogę powiedzieć, że ogromne wrażenie na mnie zrobił Brig Hart - najlepiej zarabiający człowiek
Sposób na życie
Kolejnym powodem, dla którego Teresa Mądzik podjęła decyzję o współpracy z firmą MLM była perspektywa, że Herbalife może stać się dla niej sposobem na życie. Będąc trenerem
do spraw odżywiania mogła zająć się tematem, który dotyczy wszystkich, a związane z tym dochody były i są atrakcyjne. Współpraca z firmą MLM, to także możliwość kontaktu
z osobami, które już odniosły sukces i możliwość uczenia się
od najlepszych. - Kiedy poznałam Plan Marketingowy firmy,
wiedziałam już, że nie ma tu ograniczeń, że tylko ode mnie
zależy kiedy pracuję, ile pracuję oraz ile zarabiam. Robić trzeba
wciąż to samo, a pieniądze są coraz większe. O to właśnie mi
chodziło. Dochód pasywny daje takie możliwości - cieszy się
nasza bohaterka.
Perspektywa finansowa
Dzisiaj, z perspektywy czasu, ogromną satysfakcję przynosi
jej także rozwój osobisty i brak obaw o przyszłą emeryturę. To temat, którego wcale się nie obawia. Traktuje prace
w MLM, jako super ubezpieczenie. Z jednej strony jest to temat na każdy dzień - dbanie o zdrowie, rozmowy o prawidłowym odżywianiu i wciąż obiecująca perspektywa finansowa.
- Decyzję, że będzie to moje jedyne zajęcie, podjęłam w pół
roku od podpisania licencji, kiedy to zwolniłam się z pracy
i bardzo mocno zaangażowałam się w biznes, jako jednoosobowa działalność gospodarcza.
sylwetki top liderów
w branży marketingu na świecie i w MonaVie, który pokazuje
jak ważne są relacje międzyludzkie, uczciwość i zaangażowanie w trwałe budowanie swojego biznesu i dążenie do celu. Kolejnym autorytetem dla Artura Rdzonka jest Randy Schroeder
- bezpośredni twórca Systemu 10 kroków w MonaVie, dzięki
któremu każdy wie w jaki sposób ma budować swój biznes
MLM na mocnym fundamencie duplikacji, aby móc zrealizować swoje cele i spełnić marzenia. Połączenie tych dwóch osobowości i ich doświadczeń jest gwarancją sukcesu dla każdego,
uważa bohater naszej publikacji.
Rozwój osobisty w MLM
Rozwój osobisty, to gwarancja osiągnięcia celu i spełnienia marzeń. Artur Rdzonek czyta wiele książek i lubi słuchać ludzi,
którzy mają coś mądrego do powiedzenia. Najważniejsze dla
niego jest jednak działanie. Bezpośrednie działanie i codzienna praca powodują, że się rozwijamy. Ludzie nie uczą się, kiedy
ktoś mówi. Ludzie uczą się tylko wtedy, kiedy działają. Działanie ich rozwija!. Uczymy się pracując. Uczymy się, ucząc ludzi
oraz uczymy się, zarabiając pieniądze, uważa top lider MonaVie.
Przyszłość branży w Polsce
- Branża marketingu sieciowego w Polsce rozwija się dynamicznie. Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać jej zalety. Dla
wielu z nas jest to jedyna możliwość zmiany statusu finansowego i społecznego, a dla młodych ludzi możliwość godnego startu w dorosłe życie. Zmiany w gospodarce oraz kryzys światowy
pokazują, jak trudny, brutalny i nieprzewidywalny jest świat
biznesu klasycznego, a także praca na etacie. Przyszłość MLM
i rozwój marketingu w Polsce widzę w różowych kolorach
– optymistycznie kończy swoją wypowiedź nasz rozmówca.
Kariera
Pierwsze sukcesy Teresy Mądzik w MLM, to na pewno
pierwsi pozyskani klienci. Później pierwsi podpisani dystrybutorzy. Jeszcze później szkolenia i upewnienie się, że tu
faktycznie da się zarobić, kiedy wpłynęły pierwsze prowizje z budowy organizacji. Obrane cele finansowe bo, znając
Plan Marketingowy, można dokładnie wyliczyć co trzeba
zrobić, żeby zarobić odpowiednią kwotę. - Po dwóch latach
osiągnęłam zadowalające stałe wynagrodzenie z pięciocyfrową kwotą i poziom w Planie Marketingowym. Później, po
sześciu latach, poziom Milionair’e Team. Musze dodać, że
tu nie chodzi tylko o pieniądze. MLM, to poznawanie ludzi,
rozwój osobisty i sposób na życie. MLM, to przez pierwsze
lata ciężka praca, przede wszystkim praca nad sobą. Zmiana sposobu myślenia i patrzenia na wiele spraw, ale warto,
bo jak już się pozna tajniki sukcesu, to sama praca staje się
pasją, a kiedy praca staje się pasją i sposobem na życie to „do
pracy się już nie chodzi”. MLM, to możliwość ciągłego tworzenia i fantastyczna przygoda - konkluduje jakże mądrze
Teresa Mądzik.
Jeśli chcesz zgłosić kandydatki lub kandydatów do naszej
rubryki Top Liderzy MLM i Wschodzące Gwiazdy napisz do
nas w tej sprawie na adres: [email protected]
Jacek Kazimierczak
Posiada różnorodne doświadczenia
zawodowe: pracował na etacie w administracji i prowadził działalności
gospodarczą w branży finansowej.
Do Diamonds International Corporation przywiódł go prestiż firmy,
urzekli natomiast ludzie. Jak sam
twierdzi, nigdzie nie otrzymał takiego wsparcia na początku kariery,
jak właśnie w firmie D.I.C. Holding.
Szybki rozwój i pięcie się po szczeblach kariery umożliwiają mu
czytelne, proste zasady, które każdy, bez względu na wiek, płeć
czy też światopogląd może zastosować. Jacek Kazimierczak
stwierdza z przekonaniem: - Jeśli chodzi o diamenty, to ja tylko
zapraszam na prezentację, a one same wybierają sobie właściciela. Czy można wyobrazić sobie przyjemniejszy biznes?
Halina Twardykus
Starszy Menadżer w Betterware.
Do pozycji Dyrektora brakuje jej
tylko jednego Lidera. Z jej niesamowitym zaangażowaniem osiągnie ten poziom w tym roku. Pracuje
nadal na etacie i mimo to jej biznes
rozwija się bardzo dobrze. Buduje
go razem z mężem. Ona z niesamowitym entuzjazmem, a Ignacy
ze stoickim spokojem tworzą bardzo skuteczny duet.
Jej kariera w MLM zaczęła się ponad rok temu. Tego dnia, kiedy otrzymała informację o przybliżonej kalkulacji emerytury
za 10 lat. Była zaskoczona i przerażona zarazem. 30 lat pracy
zawodowej z pełnym zaangażowaniem i takie perspektywy,
a w zasadzie żadnych. Halina jest dyplomowaną pielęgniarką,
całe życie doglądała i opiekowała się innymi, czerpiąc z tego
wiele satysfakcji. Jednak liczby na papierze były szokujące. Postanowiła, że najwyższy czas zatroszczyć się o siebie i swoją
przyszłość. Biznes tradycyjny odpadał; nie miała doświadczenia, ani potrzebnej wiedzy, a tym bardziej dobrego pomysłu.
Była świadkiem, jak wiele osób traciło dorobek całego życia
w tradycyjnych biznesach. Pomyślała wtedy - może MLM?
Szukała takiej firmy, która będzie miała dobry, przydatny
i praktyczny produkt, dynamiczny plan marketingowy i możliwość rozpoczęcia pracy bez ponoszenia kosztów. Szukała biznesu dla każdego: bez względu na wiek, płeć, doświadczenie,
wykształcenie i finanse. W końcu znalazła: taką firmą jest Betterware. Oferuje produkty potrzebne każdemu, użyteczne,
w przystępnych cenach, a Plan Marketingowy daje możliwość
szybkich i znacznych zarobków bez ograniczeń.
Często powtarza, że wyjątkowym zjawiskiem w tym biznesie
jest rozwój osobowości. To możliwość odkrywania swojego
potencjału i pomocy innym w odkrywaniu ich własnego. To
pokonywanie swoich lęków i słabości. Nauczyła się, że jeśli
czegoś się boi, trzeba zrobić to jak najszybciej, wtedy strach
zniknie. Następnym razem będzie już łatwiej, a za kolejnym razem zapytasz: „Jak można się było tego obawiać?”. Kluczowymi
elementami jej biznesu są wytrwałość i systematyczna praca.
I oczywiście, trzeba wiedzieć, po co się to wszystko robi.
Jej motto brzmi: „Musisz mieć powód - wtedy wszystko jest proste”.
31
life style
Biznes w rytmie
Tanga czyli jak to się
robi w Argentynie
Martyna Cherubin
Kiedy decydujemy się na rozpoczęcie
jakiejkolwiek inwestycji, poza marzeniami o powodzeniu projektu i możliwie szybkim zwrocie poniesionych
kosztów, skrycie myślimy o dużym
sukcesie i gigantycznym rozwoju naszej inwestycji. Jedni marzą na głos,
snując plany, inni skromnie w zaciszu własnych myśli. Jedno jest pewne:
każdy biznesmen mierzy siły na zamiary, ale często kreuje w głowie wizję olbrzymiego sukcesu, która go motywuje i napędza do działania. Nawet
wtedy, kiedy motywacja znika i gotów
jest się poddać.
W momencie, gdy osiągniemy nasze
zamierzone minimum i firma zacznie
funkcjonować lepiej niż przypuszczaliśmy, pojawiają się marzenia o ekspansji. Nic dziwnego ponieważ w każdym
z nas drzemie osobowość zdobywcy
obcych rynków i nowych terenów.
Odniesienie sukcesów we własnym
kraju daje nie lada satysfakcję, ale nie
aż tak wielką, jak podbicie zagranicznych rynków, gdzie nie tylko trzeba
zmierzyć się z dużo większym ryzykiem inwestycji, ale też inną mental-
32
nością biznesową i całą masą odmiennych praw i zasad.
Szok kulturowo-biznesowy przy okazji
inwestycji biznesowej poza granicami
Polski osobiście przeżyłam w Ameryce Południowej, instalując tam oddział
pewnej firmy.
Mnie wiatr pokierował do Argentyny,
zupełnie obcego mi wtedy kraju, który
znałam z książek, telewizji, prasy, tanga i mate.
Przed wyjazdem przygotowywałam
się na to, co mogę zastać na miejscu,
czytając rożne fora, blogi, książki
i artykuły na temat mojego przyszłego
miejsca zamieszkania. Przeprowadziłam research rynku, kontaktowałam
się z ambasadą, ludźmi z mojej branży i Polakami żyjącymi w Argentynie.
Wydawało mi się, że jestem przygotowana na podjęcie inicjatyw na terenie
tamtego kraju.
O ironio, jak bardzo się myliłam.
Mój pierwszy pobyt w Argentynie był
swoistym badaniem rynku i zapoznaniem się z „wrogiem”.
Pierwsze dwa tygodnie spędzone przeze mnie w Ameryce Południowej były
bardzo interesujące i pozytywne. Jeszcze wtedy nie podejmowałam działań
mających na celu zainstalowanie fir-
my, badałam tylko teren i poznawałam
sam kraj, Buenos Aires, język i mentalność ludzi.
Poleciałam tam w grudniu, więc zderzenie chociażby pogodowe - z mroźniej, szarej Polski trafiłam do czterdziestostopniowego
słonecznego
Buenos – było jak najbardziej na korzyść Ameryki Południowej. ARG: PL
1:0…. i to by było na tyle.
Najpierw poznałam mentalność Latynosów pod względem podejścia
do obcokrajowca. Zasada jest jedna,
okraść, oszukać wycisnąć, jak cytrynę, a zdekoncentrowany człowiek
nawet nie wie, że np. za kurs taxi zapłacił 10 razy więcej niż normalnie.
W restauracji ceny na menu angielskim również były inne niż te w peso
- walucie obowiązującej w Argentynie. I tak powoli koszty ponoszone
przeze mnie były kilkakrotnie wyższe
niż koszty Argentyńczyka robiącego
to samo, co ja.
W miarę szybko zrozumiałam system
i to, że bez znajomości języka nie mam
co robić sobie nadziei, iż moje plany
i zamierzenia się ziszczą. W Ameryce
Południowej, żeby nie zginąć, trzeba
mówić w ich języku, znać zwroty i system działania. Ten oficjalny jest tylko
life style
na piśmie, a kraj rządzi się własnymi
prawami i należy bardzo szybko zapoznać się z regułami gry, żeby po prostu
przetrwać. Po trzech miesiącach język
znałam biegle, nauczona doświadczeniem zaczynałam rozmowy biznesowe
po angielsku i kiedy w ich trakcie moi
rozmówcy przechodzili na hiszpański, żeby ustalić w jaki sposób można
mnie, delikatnie mówiąc, „naciągnąć”,
ripostowałam w ich własnym języku
i wtedy mogliśmy już prowadzić rzetelne rozmowy i negocjacje. Było mi
o tyle trudno, że kobieta w Argentynie
prowadząca biznes nie jest traktowana
poważnie. Trzeba wyrobić sobie renomę, zdobyć zaufanie, szacunek i próbować udowodnić, że wartość biznesmena w spódnicy jest taka sama, jak
tego w spodniach. Z czasem przychodziło mi to łatwo, później nie miałam
już żadnych problemów z prowadzeniem meetignów z samymi „Macho”.
Trudniej było zaakceptować zasady biznesowe, jeśli chodzi o administrację
i ekonomię. Czynności towarzyszące
rejestracji firmy, które u nas zajmują
kilka dni, bądź tygodni, w Ameryce
Południowej zajmują wieki. Od miesiąca do pół roku i tak naprawdę nikt
nie jest w stanie podać konkretnych
terminów. Wszystko zależy od humoru urzędników, od tego ile świąt po
drodze wypadnie, a niestety Latynosi
bardzo lubią wypoczywać i dni wolnych od pracy - mam wrażenie - jest
nieproporcjonalnie więcej od tych roboczych. Dodatkowo trzeba się liczyć,
że „przyspieszenie” terminów czyli
załatwienie czegoś w normalnym czasie, z reguły wiąże się z dodatkowymi
kosztami. Oficjalnego cennika nie ma,
wszystko zależy od tego na kogo się trafi i co dana osoba może dla nas zrobić
czyli co chce zrobić i za ile. Ja wyznaję
zasadę omijania takich udogodnień,
bo później przy nawet najmniejszej
czynności trzeba będzie ponosić dodatkowe koszta, które mogą zabić całą
inwestycję. Każdy, kto decyduje się na
robienie interesów tak daleko, liczy się
ze sporą inwestycją, ale wszelkie tzw.
koszta dodatkowe mogą powiększyć
nasz budżet nawet dwukrotnie.
Jeśli zna się odpowiednich ludzi i trafi
na uczciwych doradców, można zrobić
wiele w normalnym trybie czasowym
i finansowym. Należy jedynie przygotować się mentalnie na cały proces
tworzenia biznesu w tamtym rejonie.
Wszystko, co europejskie i normalne,
należy wyrzucić z głowy i nauczyć się
zasad innego rynku. Zmniejsza to frustrację i ryzyko zawału. Trzeba zaakceptować zasady kraju i według nich
grać. Cierpliwość, to kolejna rzecz,
której nauczyłam się w Buenos Aires.
Zajęło mi to prawie rok, ale później
nic nie było w stanie mnie zaskoczyć
i wytrącić z równowagi.
Z własnego doświadczenia wiem, że
bez osób znających się na tamtym
rynku nic się nie zdziała, bo obcokrajowiec mający mnóstwo gotówki
na inwestycję bez człowieka z argentyńskim dowodem osobistym nie
zrobi nic. Procedury są, jakie są i pod
tym względem nic nie da się zrobić,
a obejść ich też nie można.
Inwestując w tamtym rejonie należy
również wiedzieć, że mentalność Argentyńczyków powoduje, iż nie istnieje w ich głowie perspektywa dłuższej
współpracy i osiąganie długoterminowych korzyści z długoterminowej
współpracy. Oni wolą „złote strzały”.
Szybko się nachapać i tyle. Nie racjonalizują tak naprawdę potencjalnych start wynikających z takiego
podejścia. Wynika to z historii kraju,
szczególnie tej ekonomicznej. Argentyna zbankrutowała w 2001r., ludziom
obiecywano wiele i długoterminowo,
zbyt wiele pustych słów i obietnic
padło i teraz nikt już nie wierzy i nie
patrzy w przyszłość. Liczy się tylko „tu
i teraz”. Przyszłość nie istnieje, bo to
dzisiaj trzeba utrzymać rodzinę, a nigdy nie wiadomo czy następny kryzys
nie zabierze im tego, co odkładali na
niewiadomą przyszłość.
Wiedząc mniej więcej, co w argentyńskiej trawie piszczy, można z powodzeniem rozpocząć działania na tamtym
rynku. Rynku, który ma olbrzymi potencjał i na którym można wiele osiągnąć. Absolutnie jednak trzeba jechać
z przestawionym myśleniem z europejskiego na latynoamerykańskie. Bez
tego niepowodzenie jest gwarantowane, a przy odpowiednim podejściu
do rynku i kraju można próbować
spełniać swoje marzenia o ekspansji
i to w tak odległym i egzotycznym
kraju. Ja osobiście zachęcam do zainteresowania się regionem Ameryki
Południowej, bo naprawdę warto. Pamiętajmy tylko, że jeżeli zamierzamy
cokolwiek tam sprzedawać, to import
towaru nie jest najlepszym pomysłem,
na pewno nie na dłuższą metę, gdyż
koszta importu są olbrzymie i interes
może przestać się opłacać. Zawsze
jednak można wynająć na próbę jakąś
mini produkcję i spróbować zaistnieć
z produktem na tamtejszym rynku.
Życzę wszystkim inwestorom i osobom o naturze odkrywcy poznania
tamtejszych terenów i samych sukcesów w kraju wina, mate i tanga!!!!
wywiad
MLM
POMOC DLA
NIEPEŁNOSPRAWNYCH
Dorota Gudaniec od zawsze była osobą przedsiębiorczą. Dlatego bardzo
dobrze radziła sobie w marketingu
wielopoziomowym. Dzisiaj już nie
rozbudowuje struktury. Urodzenie
niepełnosprawnego dziecka zadecydowało o tym, że poświęciła się jemu
i innym osobom, które znalazły się w
tak trudnym położeniu. Kiedyś MLM
pomógł jej osiągnąć dochód pasywny
i wyrobić w sobie siłę oraz determinację, dzięki której mogła sprostać aktualnemu wyzwaniu. Teraz jej celem jest,
aby MLM pomagał innym - osobom
niepełnosprawnym i ich rodzinom.
Tomasz Nawrot: W jakim celu podjęła Pani współpracę z Herbalife?
Dorota Gudaniec: Na początku chciałam korzystać tylko z produktów. Po
trudnej ciąży przytyłam 25 kg i szukałam metody, aby schudnąć. Dzięki
suplementom Herbalife udało mi się
tego dokonać. Zaczęłam mówić o tym
wszystkim znajomym. Spontanicznie
dzieliłam się w ten sposób informacjami o skuteczności tych produktów.
TN: Czy znajomi też zaczęli z nich
korzystać?
DG: Tak. Ale sama im ich nie sprzedawałam. Wszystkie kontakty przekazywałam mojej sponsorce i to ona
zajmowała się obsługą tych klientów.
W tym czasie prowadziłam własną
firmę - agencję koncertową i wydawnictwo fonograficzne. Wymagała ona
dużego zaangażowania i w związku
z tym nie miałam czasu na dodatkową działalność. MLM wtedy mnie nie
interesował.
33
wywiad
TN: A jednak ta sytuacja zmieniła się?
DG: Po kilku miesiącach trafiłam na
seminarium Herbalife. Wtedy podjęłam decyzję o pełnej współpracy z firmą. Przeanalizowałam plan marketingowy i uznałam, że jest bardzo dobry.
Współpraca ta jest spójna z moją wizja
życia. Oferuje wartość dodaną. Oprócz
zarabiania pieniędzy, pomagam ludziom w poprawie ich zdrowia, uczę
ich nowych kompetencji przydatnych
też w innych dziedzinach życia i daję
sposobność uzyskania niezależności
finansowej. Dla mnie to była kwestia
decyzji. W pełni oddałam się tej pracy.
Struktura szybko zaczęła się rozrastać.
TN: Teraz oprócz własnej kwalifikacji miesięcznej nie zajmuje się Pani
aktywnie swoją grupą. Dlaczego?
DG: Po urodzeniu czwartego dziecka
struktura przysiadła. Wykruszyli się
tacy, którzy nie mieli żyłki biznesmena, którzy potrzebowali ciągłej mojej
motywacji. Pozostali ci, którzy stali się
samodzielni i są świadomi, że sukces
zależy od innych. Moje zarobki spadły o 2/3, jednak są miesiąc w miesiąc.
Dlatego mogę powiedzieć, że osiągnęłam dochód pasywny. Dzięki temu
mogę w pełni zająć się moim niepełnosprawnym dzieckiem.
TN: Jak Pani przyjęła to, że dziecko
będzie wymagało z Pani strony tak
dużej opieki?
DG: Dlaczego to mnie spotkało? - zadawałam sobie to pytanie. Miałam
wybór, albo siąść i płakać, aż państwo
przyjdzie mi z pomocą, albo zacząć
działać. MLM nauczył mnie aktywno-
ści i brania życia w swoje ręce. Dzięki
tej szkole nie załamałam się i w pełni
podjęłam wyzwanie, jakim jest opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem
oraz jego rehabilitacja. Nauczyłam się
podchodzić do życia zadaniowo.
TN: Założyła Pani Fundację Krok
po kroku. Jakie ma ona cele?
DG: Ma za zadanie pomóc osobom niepełnosprawnym, a także ich rodzinom.
Problem bowiem dotyczy też osób, które z dnia na dzień cały swój czas, przez
cały dzień, muszą poświęcić na opiekę
nad osobą niepełnosprawną. Oznacza
to dla nich zaprzestanie pracy zawodowej i tym samym utratę dochodu. Pomoc państwa w postaci renty tego nie
zrekompensuje. Prowadzimy świetlicę
terapeutyczną, gdzie mogą spotkać się
niepełnosprawni oraz ich opiekunowie.
To pozwala na wymianę myśli, zniwelowanie izolacji, wspólne zajęcia. Współpracujemy ze szpitalem, który przekazuje nam informacje o potrzebujących
osobach. My kontaktujemy je z tymi,
którzy problem niepełnosprawności
znają ze swojego doświadczenia i dzięki temu mogą ich wesprzeć, doradzić.
Nasz fundacja dopiero zawiązała się
formalnie. Teraz będziemy mogli ruszyć
z realizacją większych projektów.
TN: Jaką rolę w tym wszystkim może
odegrać MLM?
DG: W naszych planach bardzo dużą.
Osoby niepełnosprawne pomimo wielu uświadamiających akcji, zachęt dla
pracodawców, są w praktyce wykluczone społecznie. Odnosi się to również
do rynku pracy. Trudno im ją znaleźć.
Praca jest dla nich furtką do świata.
Mogą spotykać się z ludźmi, czuć się
potrzebnymi, rozwijać się. MLM daje
im ogromną szansę. Nie muszą już czekać, aż może wreszcie ktoś ich zatrudni. Dzięki braku inwestycji i innych barier działanie w marketingu sieciowym
mogą rozpocząć natychmiast. Dotyczy
to oczywiście osób niepełnosprawnych
nie umysłowo, ale ruchowo. Niektórzy mają możliwość przemieszczania
się, pójścia na spotkanie rekrutacyjne,
szkolenie. Inni nie mają tej możliwości.
Jednak dzięki wykorzystaniu Internetu
oni także mogą rozpocząć współpracę
z wybraną firmą MLM. Wykorzystanie
Internetu w tej branży rośnie i będzie
stawać się coraz bardziej powszechne.
Marketing sieciowy nie zna granic i jest
dla każdego. To szansa zarówno dla niepełnosprawnych, jak i ich opiekunów.
Dzięki temu mogą zostać przywróceni
społeczeństwu. Ich talenty, umiejętności, zaangażowanie mogą przynosić
korzyści im samym oraz innym.
TN: Jaką rolę Managera MLM widzi
Pani w propagowaniu tej idei?
DG: Nie ma w polskim Internecie innej
ogólnodostępnej platformy propagującej całą branżę marketingu sieciowego.
Rola Managera MLM w pomocy niepełnosprawnym jest więc niesamowita. Posiada większą siłę niż pojedynczy
lider. Po raz pierwszy w historii świata
wykluczenie społeczne niepełnosprawnych może przestać istnieć - dzięki systemowi MLM. Poprzez prezentowanie
informacji o różnych firmach, liderach,
wydarzeniach branżowych jest doskonałym źródłem inspiracji i wiedzy dla
osób, które chciałyby rozpocząć działalność w marketingu sieciowym.
TN: Jakie działania chce Pani podjąć, aby marketing wielopoziomowy
przybliżyć niepełnosprawnym?
DG: Chcę to zrobić poprzez pokazy
i spotkania, na które będą zapraszani
liderzy różnych firm. Celem ich będzie edukacja i informowanie o możliwościach stwarzanych przez MLM
i poszczególne firmy.
Z D orotą Gudanie c roz mawiał
Tomek Nawrot
Dla zainteresowanych kontaktem z
Fundacją “Krok po kroku “ i jej działalnością zamieszczamy dane kontaktowe: Tel. 516 202 777, e-mail - [email protected]
org.pl, strona: www.fundacjakrokpokroku.org.pl
34
baza wiedzy
Wpływ kariery
zawodowej
na kondycję
psychofizyczną
czy kariera jest szansą, czy zagrożeniem, pułapką?
Krystyna Czapska
Według badania sprawdzającego zgodność pracy z wykształceniem i ukończonym kierunkiem studiów, w przypadku
pierwszej pracy zgodnie z ogólnym profilem studiów pracowało niespełna 30%
absolwentów. Większość z nas wykonuje pracę niezgodnie ze swoim głównym wykształceniem. Coraz częściej ją
zmieniamy, korzystamy z elastycznych
form zatrudnienia, prowadzimy własne firmy. To rodzi stres i konieczność
zmiany kwalifikacji.
Wybór przyszłego zawodu zależy od
osobistych kompetencji i zdolności,
wykształcenia, uwarunkowań rodzinnych, aktualnej sytuacji na rynku pracy,
która zmienia się błyskawicznie i sytuacji osobistej oraz nagłych wydarzeń
i okazji. Jest wiele składowych z różną
intensywnością wpływających na podejmowane decyzje zawodowe. Zatem
trudno jest w tej chwili zaplanować
w szczegółach drogę zawodową na
wiele lat do przodu i spokojnie ją realizować. Coraz istotniejsze jest, aby
jak najdokładniej rozpoznać i pogłębić
swoją wiedzę o dotychczasowych doświadczeniach edukacyjnych, zawodowych i życiowych, tak by stanowiły ona
podstawę wielu możliwych ścieżek rozwoju zawodowego. Wzrost samoświadomości dotyczącej własnych mocnych
i słabych stron, umiejętność elastycznego podejścia do własnej ścieżki kariery oraz podejście do samej pracy jest
kluczowe, aby poradzić sobie na rynku
i mieć satysfakcję z samej pracy.
Młodzi ludzie wchodzący na rynek
wskazują przede wszystkim na wartości związane z działalnością zawodową,
rozwojem osobowości i na zarabianie
pieniędzy.
Praca rozumiana jako sposób na zarabianie pieniędzy, to konkretny materialny cel. Ilość zarobionych pieniędzy
związana jest z wykształceniem, kompetencjami, aspiracjami, często z siłą
przebicia i umiejętnościami sprzedażowymi danej osoby. Potrzebą prowadzenia życia na odpowiednim poziomie
i realiami konkretnego rynku pracy.
Zwykle coraz większe wynagrodzenie
idzie w parze z określonym stanowiskiem zawodowym i przynależnością
do określonej grupy społecznej.
Rozwój osobisty, pasja, to obszar bardzo
ulotny. To coś, co drzemie wewnątrz
nas i co może być siłą napędową w pracy przez szereg lat, sprawiać radość, pomagać w samorealizacji. Dzięki niej rozwijamy nasze talenty, żyjemy bardziej
twórczo i spełniamy się jako jednostki.
Wyróżniamy się w tłumie podobnych
do nas ludzi zaangażowaniem i świadomością celu, podczas gdy sporo osób
zastanawia się czemu właściwie służą
te wszystkie czynności, które wykonują przez 8 godzin dziennie przez około
40 - 50 lat swojego życia. Thomas Carlyle pisze: „Błogosławiony, kto odnalazł
swoją pracę, niech nie prosi o inne błogosławieństwa.” Większość osób chce
pracować, żeby zarobić określoną kwotę pieniędzy. Wymusza to na nas określona sytuacja gospodarcza i nasze potrzeby. Są również ludzie, którym udaje
się łączyć te dwa podejścia, zachowując
równowagę życiu. Zarabiają, wykonując pracę, którą kochają. Z reguły im
zazdrościmy. Ale czy na pewno chcemy podążać podobną ścieżką? Przecież
pasja, to zaangażowanie, a zaangażowanie, to wysiłek, a kto lubi się męczyć
w pracy? Prawdopodobnie każdy z nas
zna też co najmniej jedną osobę w swoim otoczeniu, której poświecenie pracy
i karierze na zdrowie nie wyszło. To są
przykłady na to, że nie warto się wysilać. Ale nie mylmy pracy, która stanowi
część nas samych ze zwykłym pracoholizmem czy pracą ponad siły prowadzącą do wypalenia zawodowego. Praca
i ścieżka kariery, która jest dopasowana
do nas, stanowi wyzwanie, a nie barierę
nie do pokonania. To impuls nie tylko
do zarabiania pieniędzy, ale również do
rozwoju osobistego, wzrostu poczucia
własnej wartości i pewności siebie na
rynku pracy. Mamy coraz więcej energii
do działania, łatwiej pokonujemy trudności. Taka praca nadaje sens naszemu
życiu. Czujemy się spełnieni. Łatwiej
nam również o równowagę między pracą, a życiem osobistym.
Na drugim biegunie znajduje się praca
poniżej naszych możliwości lub kompletnie niezgodna z naszymi zainteresowaniami, do której przymusiły nas
okoliczności, desperacja czy własne niezdecydowanie. Marazm, brak celu, perspektyw, niewiara w możliwość zmiany,
35
baza wiedzy
zwykle prowadzą również do wypalenia
zawodowego. Co prawda wydatkujemy
mało energii na samą pracę, ale bardzo
ciężko jest nam rozpocząć dzień. A czasami nawet wstać z łóżka.
Są również zawody, w których ludzie
zdecydowanie bardziej narażeni są na
ryzyko wypalenia zawodowego pomimo, że taka praca daje im satysfakcję.
Tradycyjnie zalicza się do nich tzw. zawody pomocowe: pielęgniarki, pracowników społecznych, doradców zawodowych pracujących w środowiskach
bezrobotnych, nauczycieli, terapeutów.
To zawody wymagające bliskiej relacji z drugim człowiekiem, wspierania
go w trudnych momentach. Zawody,
w których taka postawa świadczy o profesjonalizmie działania i powodzeniu.
Ale nie tylko. Z mojego doświadczenia
wynika, że do takich zawodów zalicza
się również praca w ramach marketingu sieciowego. Osoba, która decyduje
się na rozwój swojego biznesu w ramach marketingu sieciowego występuje w roli:
• Prywatnego przedsiębiorcy, działającego na własną odpowiedzialność
i ryzyko. Samodzielnie organizującego swoją pracę, rozliczającego się
z fiskusem, dbającego o swoją przyszłość finansową.
• Sprzedawcy produktu i możliwości biznesowych organizacji, z którą
współpracuje.
• Lidera i menadżera, w zależności od
potrzeb: entuzjastycznego, wspierającego w trudnych momentach, empatycznego, dbającego o rozwój i sukcesy ludzi z nim współpracujących.
• Mentora – osoby, która służy swoją
wiedzą i doświadczeniem.
Wszystkie te role wymagają dużego zaangażowania i mogą przyczynić się do
okresowego poczucia wypalenia. Co
więcej, ta sama czynność wykonywana
w różnych okolicznościach może dodawać energii lub wyczerpywać.
Wg naukowców (Randy Kunkel), wypalenie zaczyna się pojawiać jeśli ponad
50% naszych codziennych czynności
jest bardziej wyczerpująca niż ożywcza.
Ten pożar, na początku wyglądający
niewinnie, pochłania nas w kolejnych
fazach: fizycznej, społecznej, intelektualnej, emocjonalnej by dojść do duchowej, pozostawiając nas z poczuciem braku sensu i wiary w możliwość
zmian.
Jak rozpoznać sygnały świadczące o wypaleniu zawodowym?
Podczas fazy fizycznej czujemy się ociężali, wyczerpani, pojawiają się drobne
dolegliwości i choroby, które nie chcą
36
ustąpić. Na tym etapie często sobie
pobłażamy i lekceważymy objawy, co
nieuchronnie prowadzi do problemów
w sferze społecznej.
Faza społeczna dotyczy naszych relacji
z otoczeniem, które stają się napięte.
Jesteśmy nieprzyjemni dla otoczenia,
zaczynamy izolować się od kolejnych
osób i spraw. Tracimy humor i jesteśmy
oceniani jako osoby „ciężkie” we współżyciu.
Zazwyczaj na tych pierwszych dwóch
etapach, łatwo wrócić na właściwy kurs.
Lepsza organizacja dnia, więcej czasu
na sen, wypoczynek, hobby w krótkim
czasie przywrócą równowagę i dobre
samopoczucie.
Faza intelektualna charakteryzuje się
obniżeniem zdolności do koncentracji. Nasza uwaga przeskakuje z tematu
na temat, chcemy załatwić kilka spraw
jednocześnie, ale zawalamy wszystkie.
Obowiązki nas przytłaczają, więc szukamy odpoczynku oddając się biernym
rozrywkom, najczęściej oglądamy telewizję. Przeczekujemy problemy, z którymi nie chcemy się skonfrontować.
Następna w kolejce jest faza emocjonalna, w której wchodzimy w mentalność
ofiary. Czujemy się wykorzystywani
przez ludzi i życie, ponieważ uważamy,
że nie dostajemy nic w zamian za nasz
wysiłek i pracę. Poczucie izolacji pogłębia się – nie mamy ochoty na kontakt
z osobami, z którymi dotychczas lubiliśmy przebywać. Doznajemy całkowitego przytłoczenia, bardzo często uciekając w używki.
Faza duchowa dotyka naszego systemu
wartości, przekonań, zaczynamy wątpić
w sens podejmowania jakichkolwiek
działań. Następuje brak wiary w siebie
i innych. Nawet najbliższa rodzina nie
może na nas liczyć. To ostatni dzwonek aby coś zmienić i nie pogrążyć się
w depresji. Na początek wystarczą małe
zmiany, nie wymagające dużego wysiłku (na przykład krótki spacer, telefon
do znajomego), aby zmienić kierunek.
Problem w tym, że zwykle tego nie robimy. Z badań wynika, że tylko 20% ludzi
samodzielnie dokonuje takiej zmiany.
Pozostałe 75% akceptuje niską jakość
swojego życia, traktuje ją jako normę
i uczy się z nią żyć.
Złą informacją dla nas jest to, że kolejne
fazy wypalenia zawodowego kumulują
się. Dobrą, że są odwracalne.
Aby trwale wyjść z sytuacji wypalenia należy zmienić przede wszystkim
własną postawę i nastawienia do wykonywanej czynności, sytuacji czy osoby.
A dopiero w następnej kolejności myśleć o zmianie otoczenia pracy. Jeśli należysz do osób o silnie zakorzenionym
stereotypie, że praca jest narzuconym,
przykrym obowiązkiem i w istotny sposób Cię ogranicza, chyba nigdzie nie
zagrzejesz długo miejsca. Nie zawsze
odnajdujemy optymalne dla siebie środowisko pracy, a w czasie kryzysu i bezrobocia chwytamy się czasami tego
co jest. Bardzo ważna staje się wówczas umiejętność wykorzystywania
możliwości działania i rozwoju nawet
w najbardziej niesprzyjających okolicznościach. Podziwiamy przecież tych,
którzy przeszkody i porażki przekuwają
w sukces. Pewien poziom stresu w pracy (różny dla każdego z nas) prawdopodobnie należy uznać za nieunikniony
i mobilizujący do działania i osiągania
osobistych celów.
Ale nie samą pracą człowiek żyje. Jest
kilka obszarów naszego życia, zadowolenie z których stanowi podstawę
szczęścia i satysfakcji. Należą do nich
oprócz pracy również np. zdrowie
i rodzina. Wszystkie w pewnym stopniu przenikają się i na siebie wpływają.
Utrata pracy wpływa na zdrowie i na relacje z najbliższymi. Kłopoty rodzinne
sprawiają że jesteśmy mniej efektywni
w pracy. Z mojej praktyki coachingowej
wynika, że bardzo często o tym zapominamy. Dokonujemy oglądu własnych
dokonań w życiu w sposób jednostronny i bardzo krytyczny w stosunku do
siebie - „nie osiągnęła/łem tego, co
chciałam/łem w pracy, jestem do niczego”. Bardzo ważne jest, aby, oceniając
samego siebie, spojrzeć z kilku perspektyw. Najprostszym sposobem, bardzo często wykorzystywanym podczas
coachingu, jest zaznaczenie na diagramie kołowym również innych, oprócz
zawodowego, istotnych dla danej osoby obszarów życia i określenie swojego
poziomu zadowolenia z nich. To zwykle
działa bardzo pozytywnie. Pokazuje jak
wiele osiągnięć mamy również w dziedzinach pozazawodowych, jak są one
dla nas ważne. Zbyt rozdęte problemy
zawodowe przyjmują faktyczne rozmiary, z którymi dużo łatwiej możemy
sobie poradzić.
Jeśli skupieni jesteśmy tylko na np. pracy, to przede wszystkim na niej opieramy swoje poczucie własnej wartości,
sensu i celu. Osiągnięcie celów zawodowych staje się wówczas „być albo nie
być”, powodując silny stres. W efekcie
podejmowane decyzje i działania nie
zawsze są trafne. Zamiast przybliżać
do celu, oddalają go. Nie czerpiemy też
radości i satysfakcji z innych obszarów
życia. A większość z nas funkcjonuje przecież na co dzień w co najmniej
kilku. Każdy z nich wymaga naszego
zaangażowania i uwagi oraz sprawia, że
czujemy się spełnieni.
analizy i komentarze
INSPIRACJA CZY MANIPULACJA?
Wojtek Grad
Charyzmatycy, to ludzie, którzy potrafią pociągać za sobą tłumy. Dzięki
swoim kompetencjom społecznym
oraz inteligencji emocjonalnej potrafią
w tajemniczy sposób, lepiej od innych,
wpływać na ludzi zarówno indywidualnie, jak i na całe grupy, a nawet tłumy. Każda szanująca się organizacja
powinna mieć swojego charyzmatyka.
Przynajmniej przez jakiś czas. Szczególnie ważni są w ciężkich czasach,
gdy wróg u bram i kryzys bije w oczy,
kieszenie i żołądki. Niestety większość
charyzmatyków nie radzi sobie z codzienną, nazwijmy to, pozytywistyczną pracą u podstaw. To ludzie akcji,
z barykad, a nie od żmudnej pracy nad
strategiami, celami czy arkuszami kalkulacyjnymi. Charyzmatycy, budując
wśród tłumu swój autorytet, uwodząc
ludzi, powodują, że na zasadzie efektu halo lub prawa przeniesienia tłum,
który spija słowa z ich ust większość
swoich emocji, które odczuwa wobec
charyzmatyka, przenosi na organizację
lub grupę ludzi, którą ów charyzmatyk
reprezentuje. W sytuacjach konfliktowych czuje się on, jak ryba w wodzie.
Przykładem jest choćby Lech Wałęsa,
który, aby móc zostać prezydentem,
wywołał wojnę na górze. Zdefiniował
konflikt, określił przeciwnika, określił
wartości, o jakie chce walczyć i wygrał.
Co się stało później?
Jak większość charyzmatyków, otoczył się grupą ludzi, których zadaniem była codzienna praca nad
wprowadzaniem jego idei i wartości w życie. Sam, z rozbrajająca
szczerością, przyznawał, że on
jest od koncepcji, a nie od czarnej roboty. Od tego ma ludzi. To
właśnie ludzie, jakimi otaczają się
charyzmatycy, decydują o tym,
co się będzie dalej działo, nie tylko z samym charyzmatykiem, ale
i z jego ideową spuścizną. Przypomnijmy sobie profesora Falandysza i termin falandyzacji prawa
czyli naginania przepisów tak, aby
to właśnie charyzmatyk miał rację lub
pana od podawania opozycyjnych kap-
ci, który rozdawał karty mniej lub bardziej formalnie w kancelarii prezydenta.
Zdecydowanie można powiedzieć, że
nie były to najlepsze wybory. Świadczy
o tym nie przekonanie autora, ale wynik
kolejnych wyborów, które Pan Prezydent Wałęsa przegrał. Na szczęście dla
nas wszystkich Prezydent Wałęsa okazał
się na tyle silny, że nie pozwolił zapanować nad sobą swoim doradcom. Legenda się obroniła. Charyzmatyka można
często porównać do dzieciaka we mgle.
Wiele rzeczy robi intuicyjnie, a największą dla niego nagrodą jest uwielbienie,
które dostaje od tłumu. Nie zadaje sobie
pytania, w jaki sposób może je dla siebie
wykorzystać.
Niestety w jego otoczeniu szybko pojawiają się ludzie, którzy zaczynają
traktować jego charyzmę, jako dobro
zbywalne i oferują ją dla własnych korzyści, tym grupom interesu, które zapłacą najwięcej. Niestety najczęściej
charyzmatyk tego nie widzi. Całą uwagę
ma skierowaną na zewnątrz, na ludzi.
Swoje najbliższe otoczenie obdarza
domyślnym zaufaniem wynikającym
z założenia, że oni również są pod działaniem jego charyzmy. Koncentruje się
w swojej pracy na inspirowaniu ludzi do
tego, aby robili rzeczy w taki sposób, jaki
według niego jest dla nich najlepszy. Nie
zauważa jednak, że coraz częściej jest
przez swoje otoczenie sprytnie manipulowany, aby jedne rzeczy chwalić, a inne
ganić. On dalej inspiruje, ale nim manipulują. Staje się wtedy zakładnikiem
swoich współpracowników. Często nawet marionetką w ich rękach.
Jak daleko mogą się posunąć ludzie podążający za szacunkiem i zaufaniem,
którym obdarzyli charyzmatyka i przenieśli to wszystko na reprezentowaną
przez niego organizację czy strukturę?
Mogą się posunąć dosłownie do wszystkiego. Na przykład do samobójstwa, jak
w przypadku wielu sekt wieszczących
rychły koniec Świata. Mogą też posunąć
się do mordowania innych ludzi, tylko
dlatego, że ich charyzmatyczny przywódca, albo stworzona przez niego organizacja, tak im kazał lub tylko wydaje
im się, że tego oczekuje. W sposób spektakularny udowodniły to dwa eksperymenty psychologiczne przeprowadzone
w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia przez
Stanleya Milgrama i Philpa Zimbardo.
Szczególnie ten pierwszy jest wstrząsający. Pokazywał, że w charyzmatycznym
otoczeniu, jesteśmy w stanie, my ludzie,
albo przeważająca większość z nas, razić innych zabójczym prądem za to, że
niezbyt dokładnie i za wolno się uczą.
Za całą charyzmatyczną otoczkę służył tutaj budynek uniwersytecki i biały
fartuch eksperymentatora. A więc tylko
pozór charyzmy, którą większość ludzi
obdarza uczonych prowadzących
swoje skomplikowane eksperymenty w uczelnianych
laboratoriach.
Drugi z w wyżej przywołanych eksperymentów, tak zwany więzienny, pokazał i udowodnił,
jak niewiele potrzeba
ludziom, aby wzbudzić w nich najgorsze
instynkty, tak aby byli
skłonni znęcać się fizycznie i psychicznie nad ludźmi,
którzy im niczego
złego nie zrobili.
Zresztą nie tylko
im. Nic złego nie zrobili wcale, no może
poza tym, że wyciągnęli gorszy los
CZARNA STRONA CHARYZMY
37
'RāÄF]GR6,*0$352
=RVWDĔ1LH]DOHĪQ\P3DUWQHUHP
Zarabiaj konkretneSLHQLąG]H
.RU]\VWDM]HZVSDUFLD]HVSRáXLJRWRZ\FKQDU]ĊG]L
']LDáDMZFDá\PNUDMXG]LĊNL]DDZDQVRZDQ\FK
UR]ZLą]DQLRPLQWHUQHWRZ\P
'RáąF]GRU\QNXZDUWHJRPOG w 2012 roku
=DSHZQLMVRELHSHZQHLGáXJRIDORZH]\VNL
G]LĊNLXPRZRPQDPLHVLĊF\
5R]ZLMDMVLĊLDZDQVXM
3RZDOF]RQRZH%0:
=PLHĔVZRMHĪ\FLH
7\WHĪRVLąJQLHV]]QDPLsukces
[email protected]@[email protected]
'RZLHG]VLĊZLĊFHMF]HNDP\QD&LHELH
BÀCĵYCQ®VY
6,*0$352
Opieka medyczna SIGNUM
SIGNUM
Korzystaj z niezawodnej ochrony zdrowia
=DPyZDERQDPHQWPHG\F]Q\LRGELHU]VZRMą.DUWĊ
pacjenta
:\ELHUDMVSRĞUyG900 placówek medycznych
ZFDáHM3ROVFH
UmawiaMVLĊGROHNDU]DSU]H]LQIROLQLĊ0HG\F]Qą
GRVWĊSQą24hQDGREĊ
=DXIDMskutecznej procedurze leczenia od A do Z
/HF]VLĊZNRPIRUWRZ\FKZDUXQNDFKV]\ENLPGRVWĊSHP
GRĞZLDGF]HĔRUD]]SURIHVMRQDOQąLNRPSOHNVRZąREVáXJą
PHG\F]Qą
Zadbaj o zdrowie 7ZRMHL7ZRLFKQDMEOLĪV]\FK
/HF]VLĊV]\ENRLVNXWHF]QLH w dobrej cenie
ĩ\M='52:2ODW
'RāÄF]GRQDV
wZZ6,*0$352FRPGRODF]GRQDV
6,*0$352,2SLHND0HG\F]QD6,*180
38ZZZ6,*0$352FRP,ZZZ2SLHND0HG\F]QD6,*180SO
WHO,VHNUHWDULDW#VLJPDSURFRP
analizy i komentarze
podczas przydziału zadań przed eksperymentem. Oba eksperymenty są
szeroko opisywane w różnych kontekstach, odsyłam ciekawych głębszej analizy do Internetu lub książek. Ciekawe
jest, że eksperyment Milgrama miał na
celu zbadanie czy wszystkie potworności wyczyniane przez nazistów podczas
II Wojny Światowej były możliwe dzięki jakiejś specyficznej cesze charakteryzującej Niemców, jako naród. Okazało
się, że w żadnym wypadku narodowość
nie ma tutaj nic do rzeczy. Liczy się tylko to, w jakim stopniu eksperymentator jest w stanie zaaranżować warunki,
tak, by uczestnik widział w nim cząstkę
charyzmatycznej społeczności naukowo uniwersyteckiej.
Przerażające!!!
W każdym z nas drzemie bestia. I przeróżni hochsztaplerzy masowych oddziaływań są w stanie tę bestię z nas
wyciągnąć i użyć jej dla własnych korzyści. Czy można się przed tym obronić,
tak, aby nie zostać narzędziem w ręku
sprawnych manipulatorów? Teoretycznie można. Czasami jednak społeczna presja, jakiej jesteśmy poddawani
przez środowisko w którym żyjemy,
nie pozostawia nam wyboru innego niż
przyłączenie się do różnych, nie zawsze
popieranych w pierwszej chwili praktyk, zasad czy wartości. Wtedy albo
poddajemy się presji, albo nie pozostaje
nam nic innego, jak zmiana środowiska, które taką presję, wywołującą wewnętrzną bestię, powoduje. To nie zawsze jest możliwe. Szczególnie, gdy za
takimi oddziaływaniami stoją struktury
państwowego aparatu represji i zabiegi propagandowe mówiące, że kto nie
z nami, ten przeciw nam. W mniejszej
skali można się w ten sposób narazić
na ostracyzm społeczny lub środowiskowy, w większej, po prostu trafić do
więzienia lub wręcz stracić życie.
Zabezpieczając się przed tego typu
oddziaływaniami, wynikającymi z charyzmatyczności ludzi bądź instytucji,
warto pamiętać o dwóch jakże przydatnych prawdach. Po pierwsze o tym, że
gdy rozum śpi, budzą się demony. Po
drugie, że jeżeli nie realizujesz własnego celu i własnej strategii, to najprawdopodobniej, w tym właśnie momencie, realizujesz cel i strategię innej osoby
lub grupy osób. Warto pamiętać też, że
nikt inny, tak dobrze jak my sami, nie
będzie dbał o nas. Nie będzie za ciebie
i za mnie, Szanowny Czytelniku, myślał
i podejmował mniej lub bardziej słusznych, ale zawsze własnych, decyzji. Zachęcam do głębokiej refleksji nad tym,
co się wokół nas dzieje. Powinna ona
dotyczyć własnych zachowań, a także
intencji i oczekiwań innych ludzi. Świadome analizowanie tego wszystkiego
wydaje się, w jakimś przynajmniej stopniu, chronić nas przed najprostszymi,
opartymi na mechanizmach charyzmy,
manipulacjami ludzi dbających wyłącznie o własne interesy.
Charyzma, jako pewna specyficzna
kompetencja, wyuczona bądź wrodzona, to nic innego, jak tylko narzędzie.
Sama w sobie, jak każde narzędzie, nie
jest ani dobra, ani zła. To sposób jego
wykorzystania przez ludzi decyduje
o tym, co ze sobą niesie. Manipulację,
która prowadzi do ludzkich dramatów
i nieszczęść czy też inspirację stymulującą rozwój ludzi i społeczeństw. To
my sami, codziennie, podejmujemy
decyzje i wybory, które o tym właśnie
świadczą i to determinują.
life style
JEGO ŻYCIE, TO
FOTOGRAFIA I MLM
Marek Prucnal należy do czołowych
liderów polskiego MLM. W swoim
życiu podejmował wiele działalności
biznesowych. Zawsze odnosił duże
sukcesy. Ale ze względu na czynniki
losowe również doświadczył dwa razy
bankructwa oraz innych przeciwności.
Dzięki swej wytrwałości i doświadczeniu zawsze się podnosił.
Dzisiaj realizuje swoje marzenia.
Oprócz materialnych również te dla
ducha. Zajmuje się fotografią. Lubi
przyrodę i góry, w których znajduje natchnienie. Dzięki MLM-owi ma
czas i pieniądze, aby realizować swoje
zainteresowania.
Tomasz Nawrot: W jaki sposób odkryłeś zamiłowanie do fotografii?
Marek Prucnal: W 1982 roku kupiłem
spod lady aparat fotograficzny Zenit
TTL. Takie sobie marzenie z dzieciń-
stwa. Lornetka, aparat, rower, wieża
stereo - prawie każdy chciał je mieć.
W tym czasie, kiedy mięso i cukier były
na kartki, a młode małżeństwa zapisywały się w kolejki po meble, udało mi
się przywieźć z Łodzi rower Wagant.
Stałem po niego w gigantycznej kolejce przed „Centralem”, a tłum wepchnął
mnie akurat przed stoisko z rowerami,
choć chciałem wtedy zdobyć dywan.
Aparat, rower, a więc wycieczki w plener i zdjęcia.
TN: Jakie obiekty fotografowałeś na
początku?
MP: Zaczęło się od fotografowania
przyrody, rodziny, znajomych. Po pół
roku kupiłem sprzęt do wywoływania
zdjęć. Fotografia, to nie tylko patrzenie
przez obiektyw na świat. To także czekanie w ciemni na ukazujące się obrazy
- magiczne chwile. Wtedy wykonywa-
39
life style
łem tylko zdjęcia czarnobiałe. Tworzą
one niepowtarzalny klimat.
TN: W jaki sposób zacząłeś zarabiać
na fotografowaniu?
MP: Zaraz po tym, jak zacząłem robić
zdjęcia, ludzie zaczęli się mnie pytać:
„A czy takie zdjęcie mógłbym kupić?”
Szybko wyrobiłem sobie renomę. Coraz więcej osób zamawiało u mnie
wykonanie fotografii. Moje zdjęcia wyróżniały się na tle tych robionych przez
inne osoby.
TN: Co miały w sobie takiego innego?
MP: Fotografie wykonywane przeze
mnie nie były sztampowe. Pokazywały
emocje, wyrażane np. poprzez mimikę.
min mistrzowski i otworzyłem zakład
fotograficzny. Robiłem to, na co było
zapotrzebowanie: śluby, studniówki,
komunie, imprezy publiczne, wydarzenia artystyczne.
TN: Czy to był ten typ fotografii, który
najbardziej lubisz?
MP: Najbardziej pasjonuje mnie fotografowanie przyrody i gór. Jednak wtedy
nie miałem na to czasu. W każdy weekend obsługiwałem śluby, a w tygodniu
inne imprezy. Najwięcej pracy było wtedy, gdy przyroda była najpiękniejsza w maju, a także w kolejnych miesiącach,
aż do końca lata. Widziałem Słońce, zieleń, ale tylko w przerwach podczas pracy w ciemni. Świadomie zrezygnowałem z przyjemności na rzecz zarabiania
grafii. Otwierając zakład fotograficzny,
zyskałem poczucie wolności w podejmowaniu decyzji. Miałem też wyższe
dochody niż w pracy na etacie.
TN: Jak było z zaopatrzeniem
w sprzęt i materiały w latach osiemdziesiątych czyli wtedy, gdy panował
u nas socjalizm?
MP: To była katastrofa. Nie było nic.
Fotografowanie nie było pierwszą
potrzebą ludności więc państwo nie
przywiązywało szczególnej wagi do tej
dziedziny. Po każdą rzecz trzeba było
stać w tasiemcowych kolejkach, czasami od godziny trzeciej rano. Udało mi się jednak wyrobić znajomości.
Sprzedawczynie zostawiały dla mnie
materiały, za co odwdzięczałem się
prezentami. Nie zmieniło to faktu, że
w celach zaopatrzeniowych jeździłem
z Rzeszowa do Katowic i Warszawy.
Gdy jeszcze pracowałem w Komendzie
Wojewódzkiej Straży Pożarnej, nawiązałem prywatny kontakt z instytucją
państwową zajmującą się dystrybucją
sprzętu fotograficznego. Zaopatrywały
się tam państwowe zakłady, m.in. straż.
Korzystając z tego kontaktu, kupiłem
dwa aparaty i trzy obiektywy.
TN: Jak rozwijała się Twoja firma?
Zawsze lubiłem obserwować ludzi, ich
zachowania, gestykulację. Robiąc zdjęcia parom młodym, wiozłem ich do
parku, w góry, inne ciekawe miejsca.
Na przykład do zamku w Łańcucie,
gdzie robiłem zdjęcia nie tylko w parku, ale również na sali balowej. Teraz
jest to standardem. Na przełomie lat
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych
była to nowość.
TN: Po dwóch latach zająłeś się fotografią zawodowo - stało się to Twoim
głównym źródłem dochodu. Co wtedy fotografowałeś?
MP: Po dwóch latach miałem już tyle
zleceń, że było to już znaczące źródło
dochodu. Jednak zawodowo, w pełnym tego słowa znaczeniu, zacząłem
zajmować się fotografią w 1986 roku,
kiedy po rocznym kursie zdałem egza-
40
pieniędzy. Robienie fotek na weselach
było rutyną. Jednak interesujące było
w tym poznawanie ciekawych ludzi.
Podobało mi się też dobieranie oświetlenia, gdy ślub był w kościele, w którym
nie robiłem jeszcze zdjęć. Było to swego
rodzaju wyzwanie.
TN: Przed zajęciem się fotografią
zawodowo miałeś jak na tamte czasy bardzo atrakcyjną posadę oficera
dyżurnego w Komendzie Wojewódzkiej Straży Pożarnej. Dlaczego zrezygnowałeś z niej?
MP: Rzeczywiście, wtedy taka posada,
to było coś. Przyzwoite wynagrodzenie,
praca mało absorbująca, można było
w jej trakcie załatwiać prywatne sprawy,
służba tylko dziewięć dób w miesiącu,
perspektywa emerytury po piętnastu
latach. Jednak chciałem się oddać foto-
MP: Zleceń było dużo. Pracowałem
kilkanaście godzin dziennie, przez siedem dni w tygodniu. Otworzyłem trzy
małe sklepy. Przyjąłem pracowników,
ale pracy nadal było dużo. Doszedłem
do momentu, w którym dalszy rozwój
mojego biznesu wymagał dużych inwestycji. Nie miałem możliwości pozyskania pieniędzy na to. Za to miałem
marzenia i chciałem je realizować.
TN: W jaki sposób rozpocząłeś działalność w MLM?
MP: W 1993 roku zostałem zaproszony na prezentację jednej z firm. Była to
wtedy nowość. Spotkanie zrobiło na
mnie duże wrażenie. Wydawało mi się
możliwe osiągnięcie sukcesu w MLM
i uznałem, że to dla mnie duża szansa. Następnego dnia ubrałem garnitur i ruszyłem do przodu. Zaprosiłem
dziesięć osób, ale na spotkanie nikt
nie przyszedł. Zwróciłem się o radę do
mojego sponsora, co poskutkowało. Na
następnym spotkaniu już byli wszyscy.
Szybko zacząłem piąć się w górę. Wyróżniałem się, bo przejawiałem duży
optymizm i wiarę w ten biznes. Po roku
rozwój struktury jednak się zatrzymał.
Pomyślałem wtedy, że to nie jest moja
droga do sukcesu.
life style
W tym czasie mój sponsor zaproponował mi nowy MLM, w sektorze ubezpieczeń. Mając duże doświadczenie,
szybko zacząłem znów piąć się w górę.
Byłem jednym z najlepszych menadżerów. Zacząłem dobrze zarabiać. Zlikwidowałem więc sklepy, zaraz potem
zakład fotograficzny.
TN: Czy to był moment, w którym
mogłeś zacząć już realizować swoje
marzenia?
MP: Niewiele do tego brakowało. Jednak nastąpił podział firmy i zaczęły się
kłopoty. Wpłynęło to na moją działalność. Moje zarobki drastycznie spadły.
Doszło do tego, że miałem problem ze
spłatą kredytów. Sprzedałem wszystko,
co się dało, łącznie ze sprzętem fotograficznym.
prostym, rzeczowym językiem. Nie
używam żadnych technik manipulacji. Znajduję w każdej osobie coś, co
do niej pasuje, co zachęci ją do współpracy. Pomaga mi w tym umiejętność
obserwacji ludzi, co wykorzystuję też
w fotografii.
TN: Bardzo często wyjeżdżasz fotografować i chodzić po górach w Bieszczadach. Dlaczego właśnie tam?
MP: Jest tam przestrzeń. W Pieninach
na przykład jej nie ma - na szczytach
rosną drzewa. Bieszczady są piękne.
Mają w sobie magię. Odczuwam tam
wolność i swobodę. Jest tam mało ludzi. Mam dwie natury. Z jednej strony
potrzebuję samotności. Z drugiej kontaktu z ludźmi, co daje mi moja praca.
kresie ogniskowych 28-300 mm. Zapewnia on bardzo wysokie parametry,
ale sporo waży. Do tego mam obiektywy stało ogniskowe służące do wykonywania portretów oraz obiektyw makro. Łącznie ze statywem, termosem
i jedzeniem mój ekwipunek, z jakim
wyruszam w góry, waży kilkanaście kilogramów.
TN: W fotografii co jest ważniejsze
- człowiek czy sprzęt?
MP: Kiedyś fotografia wymagała dużej
wiedzy. Błędy w naświetleniu zdjęcia
można było dopiero zobaczyć po czasie, już po jego wywołaniu. Teraz na
ekranie wyświetlacza widać od razu czy
zostało wykonane poprawnie. Jeśli nie,
to od razu można wykonać je ponow-
TN: Jak poradziłeś sobie z tą sytuacją?
MP: Dzięki pomocy mojej rodziny
udało mi się to przetrzymać psychicznie. Podjąłem pracę fizyczną w drukarni. Pieniądze były niewielkie, ale była to
dla mnie swego rodzaju terapia - miałem zajęcie. W 2004 roku w odstępach
kilku miesięcy podjąłem współpracę
z trzema firmami naraz. Wtedy kupiłem aparat kompaktowy - znowu mogłem dla przyjemności robić zdjęcia.
Struktura zaczęła mocno się rozwijać,
ale po niedługim czasie czynniki zewnętrzne sprawiły, że znowu stałem
się bankrutem. Zacząłem sprzedawać
pościel wełnianą. Ponownie stanąłem finansowo na nogi. W tym czasie
zaproponowano mi współpracę z firmą Europejskie Centrum Odszkodowań. Nie miałem już komu z moich
znajomych zaproponować nowego
biznesu więc polegałem tylko na zimnych kontaktach. Dzięki wyjazdom ze
sprzedażą pościeli miałem ku temu
okazję. Pozyskiwałem ludzi w restauracjach, na ulicy, w sklepach. Odzyskałem stabilność, zacząłem bardzo
dobrze zarabiać. Dzisiaj, po sześciu
latach współpracy z EuCO, mogę powiedzieć, że realizuję swoje marzenia.
TN: Jaką miałeś skuteczność pozyskiwania osób na zimno?
MP: Miałem i mam nadal skuteczność
około 60%.
TN: To bardzo dużo, jak na działanie
na zimnym rynku. Jak to robisz?
MP: Na pewno wpływ na to ma moja
otwartość na ludzi i doświadczenie.
Ludzie mi ufają. Mówię o biznesie
Lubię w nocy wejść na szczyt i podziwiać gwiaździste niebo, a zaraz potem
wschód słońca i kolory porannego
światła. Lubię napawać się przyrodą.
TN: Jakie zdjęcia teraz wykonujesz?
MP: Teraz robię już je tylko dla przyjemności. Przede wszystkim są to
fotografie gór, przyrody, pejzaże.
Z przyjemnością robię też zdjęcia na
imprezach firmowych, kongresach.
Ulubionym moim tematem jest prosty
człowiek. Może to być górnik, rolnik,
rybak czy człowiek zajmujący się wypalaniem węgla drzewnego.
TN: Jakiego sprzętu używasz?
MP: Mam lustrzankę pełnoklatkową
zapewniającą znakomitą jakość zdjęć.
Najczęściej używam obiektywu o za-
nie. Teraz fotografia wymaga mniejszej
wiedzy. Liczy się bardziej dusza fotografa, jego spojrzenie na obiekt.
TN: Jakie masz plany odnośnie fotografii na przyszłość?
MP: W przyszłości mam zamiar kupić
topowy sprzęt profesjonalny. Chcę, aby
moje fotografie były jeszcze bardziej
dopracowane. Dalej będę fotografował
przyrodę. Na razie na pierwszym planie są jeszcze cele biznesowe. Po ich
zrealizowaniu znajdę więcej czasu na
moją pasję. Częściej wtedy będę robił
zdjęcia prostych ludzi w różnych kulturach. W planach mam zwiedzanie krajów azjatyckich, poruszając się po nich
samochodem terenowym.
41
praktyczne porady
Jak wykorzystać
nowoczesne media do
zbudowania swojego
wizerunku?
Krótki przewodnik po podstawowych narzędziach internetowych.
Ilona Piotrowska
Nowoczesne media zdominowane zostały dzisiaj przez rosnący we wpływy
oraz wszechobecny Internet. Od robienia zakupów w sieci, poprzez rozrywkę, poznawanie ludzi, biznes, aż
do kreowania wizerunku. Dziś mamy
już powiedzenie, że jeśli nie istniejesz
w Internecie, to nie istniejesz nigdzie.
W tym artykule nakreślę Ci, jak upowszechnić swój wizerunek w sieci, jak
stworzyć skuteczną i ciekawą ofertę.
Przedstawię istotę własnej strony internetowej – bloga, która będzie nie
tylko komunikowała, ale stanie się także platformą do obustronnej komunikacji z klientem, mediami, rynkiem.
Dowiesz się również, jak wykorzystać
modne dziś portale społecznościowe,
takie jak GoldenLine, Facebook czy
Twitter do wsparcia swojego wizerunku i upowszechnienia swojej oferty.
Pokażę, jak zbudujesz profesjonalną
strategię PR, swoisty przewodnik pomagający w samokreacji, wskazujący
cele oraz sprawdzone narzędzia, dzięki którym można je osiągnąć.
Zacznijmy od wyznaczania celów.
Musimy zorientować się na cel, zapisać najistotniejsze punkty oraz wprowadzić je w życie. No i nie ukrywajmy
– bez pracy nie ma kołaczy. Bez dużego wysiłku lub ewentualnie outsorcingu nie będzie skutków.
Zadajmy sobie teraz pytanie. W jakim
celu prowadzić blog i w czym on nam
pomoże? Ponieważ ludzie ufają blogom
i jest to „twór żywy”. Jeśli sprzedajemy
np. szkolenia z branży edukacyjnej
oraz piszemy w nim artykuły o swojej
branży, to poprzez prezentację swojej
wiedzy na blogu, zdobywamy renomę
eksperta. Nie jest to agresywny marketing, ale prezentacja swojej wiedzy,
a nikt nie lubi, kiedy mu się coś na siłę
sprzedaje. Poprzez pisanie artykułów,
które są komentowane przez czytelników, nawiązuje się kontakt personalny.
Blog powinien być prosty i przejrzysty,
bez nadmiernych ozdób i udziwnień.
Jeśli np. grafika jest zbyt przerysowana, to użytkownik będzie zwracał
uwagę na nią, a nie na treść. Coraz
bardziej popularne stają się blogi video
- vblogi - czyli blogi z nagranymi wiadomościami, a nie z plikami tekstowymi. I według analiz, większą konwersję
oglądalności ma blog video, ponieważ
głos, obraz i dźwięk bardziej przemawiają do nas niż słowo pisane. Widząc
nas, ludzie szybciej podejmują decyzje
o współpracy z nami bądź o dokonaniu zakupu.
Zaprezentuję teraz najistotniejsze narzędzia do promocji osoby bądź firmy
w Internecie. Podstawowym środkiem do kreowania wizerunku jest
blog personalny lub ekspercki. Blog,
inaczej weblog, to rodzaj strony in-
Narzędziem służącym do promowania bloga są różnego rodzaju wtyczki.
Wtyczka Sociable Polska jest dostępna na blogu w Wordpress w kategorii „wtyczki”. Za pomocą tego środka
nasz artykuł, poprzez jedno kliknięcie,
Zacznę od prezentacji podstawowych
narzędzi e -bisnesu i pokażę Ci, jak
możesz je wykorzystać dla promowania swojego wizerunku w sieci.
42
ternetowej, na której autor umieszcza
datowane wpisy, wyświetlane kolejno,
zaczynając od najnowszego. Blogi posiadają zazwyczaj system archiwizacji
wpisów, możliwość komentowania
wpisów przez czytelników, a także zestaw linków, tradycyjnie umieszczany
w bocznej kolumnie, do blogów polecanych przez autora i innego rodzaju
stron www. Praktyczna wskazówka:
blog najlepiej zakładać na platformie
Wordpress. Pracuje na niej najwięcej
e-biznesmenów w sieci.
jest wysyłany do portali takich jak Facebook, Twitter, Nasz- klasa, Śledzik
etc. Wykorzystanie tej wtyczki sprawia, że większa liczba użytkowników
widzi wpis na blogu, co powoduje
upowszechnienie naszego wizerunku.
Druga istotna wtyczka Facebook like
buton czyli rączka „Lubię to”. Poprzez
użycie tego narzędzia na największym
portalu społecznościowym Facebooku
mamy automatyczny dostęp do znajomych naszych znajomych, gdyż powoduje to ukazanie się naszych wpisów
u osób z Facebooka.
Drugim istotnym filarem e -biznesu
jest strona przechwytująca. Może ona
być tekstowa lub video. Jest to strona
internetowa która ma tzw-Najbardziej
Oczekiwana Akcję. Celem jej jest przechwycenie adresu mailowego czytelnika. Użytkownik ma wpisać swoje imię
i e-mail. Jakie elementy posiada taka
strona? Logo firmy lub zdjęcie oraz
ważny, najlepiej czerwony nagłówek.
Istotne są sekundy od pierwszego kontaktu więc nagłówek musi być krótki i uderzający, pod nim znajduje się
treść, a na koniec wezwanie do akcji,
np. zapisz się teraz! Naszym głównym
celem jest zdobycie jak największej
liczby adresów e-mailowych w czym
pomaga nam strona przechwytująca. Narzędziem służącym do obsługi
strony przechwytującej jest autoresponder. Są one bezpłatne i płatne,
np. Freebot, Getresponse, Pername,
Implebot, Aweber, Video autoresponder (ciekawsza opcja ze względu na
dźwięk i obraz).
Jest to środek, w którym ustalamy wiadomości, jakie chcemy wysłać do osób
z naszej bazy mailingowej w kolejce
i później, już bez naszego udziału, są
one wysyłane do osób, które zapisały
się na naszą listę. Autoresponder pełni
wiele funkcji, takich jak sprawdzalność
klikalności, liczby otwartych maili itd.
Pomaga nam on w automatyzacji bi-
praktyczne porady
znesu internetowego, umożliwiając
wysłanie maili do tysięcy osób. Jak dokonujemy wpisów do autorespondera?
Zaczynamy od wpisu na blog – kopiujemy kilka pierwszych zdań, a następnie podajemy link do naszego bloga.
Celem jest oczywiście przekierowanie
ruchu na nasz blog. Tę procedurę powtarzamy z następnymi wiadomościami, ustalając je w kolejności chronologicznej oraz ustalając datę wysyłki.
W stopce zawsze zostawiamy swoje
imię i nazwisko, adres bloga oraz strony przechwytującej.
Następną istotną zasadą pracy w sieci jest to, że powinniśmy odpisywać
zawsze, jako ostatni i dać więcej informacji niż oczekuje klient. Naszym
zadaniem jest odpowiedzieć na komentarze, co powoduje wzrost zaufania do nas, jako ekspertów. Kolejnym
przydatnym środkiem w tej pracy jest
program LastPass. Jest to menadżer
haseł do przeglądarek internetowych
(Internet Explorer, Firefox i Chrome).
Posiada możliwość zapamiętania praktycznie dowolnej liczby haseł do naszych stron www. Jeśli boimy się wpisywać hasła przez tradycyjne klawisze,
z pomocą przychodzi nam właśnie
LastPass w postaci klawiatury wirtualnej. Pozwoli to uniknąć wszelkich niebezpiecznych keyloggerów. Musimy
zapamiętać tylko jedno hasło i możemy
korzystać z niego na innych komputerach. Pomocnym środkiem wspomagającym naszą rozpoznawalność jest
avatar czyli nasze zdjęcie. Przydatnym
narzędziem do stworzenia avatara jest
strona http://pl.gravatar.com/. Twój
Gravatar jest obrazkiem, który podąża
za Tobą od strony do strony, pojawiając się przy Twoim podpisie, kiedy coś
robisz, na przykład komentujesz lub
publikujesz wpis na blogu. Awatary
pomagają identyfikować Twoje wpisy na blogach i forach dyskusyjnych
więc również na wszystkich innych
stronach Twoje zdjęcie pojawia się
automatycznie, bez Twojego wysiłku.
Kolejnym narzędziem darmowej promocji są fora tematyczne.
Przyjazne forum e-biznesowe, to forum Ebiznesy. Jak wykorzystać fora
internetowe do promocji? Otóż trzeba
znaleźć dane fora tematyczne, które
nas interesują, udzielać się na nich, dając rady lub odpowiadając na pytania
i oczywiście podpisywać się. Na końcu
należy podpisać się oraz zostawić link
do bloga lub naszej strony przechwytującej. Ważne jest to, abyśmy odpisywali pełnymi zdaniami i dodawali
jakąś wartość do forum. Jednocześnie
nie możemy zostawić we wpisie więcej niż dwóch linków, aby nie zostało
uznane to za spamowanie.
Kolejnym środkiem w pracy e-marketera jest Google Analytics.
Google Analytics, to narzędzie z zakresu analityki internetowej zapewniające
dokładny wgląd w ruch w witrynie oraz
skuteczność działań marketingowych.
Jego funkcje umożliwiają przeglądanie
i analizowanie danych na temat ruchu
na naszej stronie. Dzięki temu środkowi możesz tworzyć bardziej precyzyjnie kierowane reklamy, wzmocnić inicjatywy marketingowe i projektować
witryny internetowe generujące więcej
konwersji. Możemy sprawdzić, jaki
mamy ruch na stronie, jakie zakładki
są czytane oraz ile naszych maili jest
otwieranych. Wykorzystujemy to do
wszystkich stron internetowych np. do
podglądu bloga. Daje nam to informacje o tym, co należy zmienić lub ulepszyć. Widzimy też z jakich środków reklamowych korzystają czytelnicy oraz
poprzez co dostali się na naszą stronę,
np. Facebook, Google, etc.
Dodatkowym, bezpłatnym narzędziem
do promocji jest serwis Youtube. Jest
to portal do produkowania, nagrywania oraz rozpowszechniania krótkich
filmów video, które możemy umieszczać na blogu, jednocześnie promując się w serwisie Youtube. Można go
automatycznie zsynchronizować z Facebookiem, co daje nam większą ekspozycję .
Kolejne narzędzia do promocji, to
portale
społecznościowe. Obecnie
Facebook mający około 600 milionów
użytkowników, zwany 3 państwem
świata, Twitter, Blip oraz portale profesjonalne takie, jak Goldenline, Profeo
i polska Nasza-klasa. Poprzez promocję
na portalach poznajemy mnóstwo nowych ludzi, poszerzamy grono swoich
znajomych oraz mamy dostęp do znajomych naszych znajomych. Nawiązujemy kontakty i wymieniamy opinie,
nieagresywnie się promując, tworząc
nasz wizerunek i zawsze zostawiając
nasz kontakt . Płatnym środkiem promocji jest Google AdWords, PPC - zapłać za kliknięcie. Do czego ono służy?
W programie Google AdWords można
szybko i łatwo tworzyć oraz wyświetlać reklamy swojej firmy. Mogą być
one wyświetlane zarówno w Google,
jak i w naszej sieci reklamowej i płacimy tylko za kliknięcia reklam.
Reklamy AdWords są wyświetlane
wraz z wynikami wyszukiwania, gdy
ktoś wyszukuje w Google według słów
kluczowych. Reklamy są wyświetlane
pod linkami sponsorowanymi w bocznej kolumnie na stronie wyszukiwania.
Ponadto mogą też być wyświetlane nad
bezpłatnymi wynikami wyszukiwania.
W ten sposób reklamy docierają do
odbiorców zainteresowanych Twoją
ofertą. Promujemy tam stronę przechwytującą, po to, aby budować listę
adresową czyli listę kontaktów.
Jest to środek, który daję nam obecność w sieci już od pierwszego dnia.
Kolejnym płatnym środkiem reklamy
jest pozycjonowanie.
Pozycjonowanie stron (ang. search
engine optimization – SEO, Web Positioning) to działania zmierzające do
wypromowania danego serwisu internetowego na jak najwyższe pozycje
w wynikach wyszukiwania wyszukiwarek internetowych dla wybranych
wyrażeń kluczowych. Będąc początkującym użytkownikiem Internetu,
zlecamy tę usługę zaufanej firmie gdyż
przez nieumiejętne pozycjonowanie
można zostać wykluczonym z sieci.
W tym artykule przedstawiłam podstawowe narzędzia do tworzenia wizerunku i zaistnienia w sieci. Najlepiej
działają one gdy są wykorzystywane
równolegle, a nie pojedynczo.
Skomasowana kampania wizerunkowa
przyniesie odzew i wymierne korzyści
w postaci nowych kontaktów, które
zamienią się w nowych klientów.
Budowanie pozytywnego wizerunku
w Internecie, to ciężka i czasochłonna
praca. Nie jest przypadkiem, że coraz
więcej osób i firm decyduje się na ten
krok. Konkurencja nie śpi i wykorzystuje innowacyjne sposoby na komunikowanie się z użytkownikami, a brak
aktywności zmniejsza nasze szanse na
zdobycie silnej pozycji w sieci.
Ludzie spędzają coraz więcej czasu w Internecie. Traktują to medium
już nie tylko jako źródło informacji
oraz rozrywki, ale także jako narzędzie komunikacji z osobami, firmami
i przedsiębiorstwami. Marketingowcy
muszą zdać sobie sprawę, że ich obecność w świadomości konsumentów
w dużej mierze uzależniona jest od
ich aktywności właśnie w Internecie.
Wykreowanie pozytywnego wizerunku, to często długoterminowy proces,
jednak cierpliwość i kreatywne myślenie mogą przynieść ogromne korzyści. Warto więc wykorzystać tę szansę
i stać się rozpoznawalnym krajowo lub
nawet globalnie.
Zapraszam do kontaktu i komentarzy.
www.ilonapiotrowska.pl
www.lidermarketingu.pl
43
analizy i komentarze
Sekrety
skutecznego
przywództwa
Jak myślą liderzy i jak podchodzą do swoich doświadczeń.
Piotr Sadowski
Biografie ludzi sukcesu działają na nas
jak magnes. Czytanie historii z cyklu
„od pucybuta do milionera” rozpala naszą wyobraźnię. Życie naszych
„guru” inspiruje nas i pobudza do
działania. W postępowaniu liderów
szukamy wskazówek, a czasem nawet
gotowych rozwiązań, które moglibyśmy skutecznie zaadaptować na własnym gruncie. Szukamy wzorców. Niema w tym nic dziwnego, że chcemy
się uczyć od najlepszych. Chcemy za
wszelką cenę dowiedzieć się, jak oni to
robią, że im się udaje.
Wszyscy mamy w sobie potencjał
przywódcy. Dlaczego zatem jedni
w mig zdobywają zaufanie ludzi i czynią z nich swoich sojuszników, a inni,
często potencjalnie lepsi, wciąż ponoszą klęski? Co sprawia, że tylko
nieliczni z nas odnoszą sukces, jako
skuteczni liderzy? Zastanawiamy się
pewnie czy przywódcą człowiek się
rodzi czy też można się tego po prostu
nauczyć. Czy cechy takie, jak charyzma i intuicja, przyprawione szczyptą
44
intelektu dadzą nam przepis na championa, który już w przedszkolu będzie
„szefem”, a w szkole porwie tłumy?
Naukowcom w ciągu ostatnich 50 lat
nie udało się zdefiniować zestawu cech
idealnego przywódcy, ani stworzyć
profilu superlidera. Zatem wygląda na
to, że przywódca doskonały nie istnieje, tak, jak nie istnieje perpetum mobile i darmowe minuty we wszystkomającym telefonicznym abonamencie.
I całe szczęście! Szczęśliwie nie możemy skorzystać z gotowych wzorców
i pójść tą mityczną drogą pełną sukcesów którą odnaleźli wszyscy wielcy
tego Świata. Gdyby tak było, Świat,
a już na pewno świat przywódców
byłby nudny nie do zniesienia. Naśladowanie przywódców nie ma zatem sensu, a przenoszenie ich działań
wprost do naszego biznesu, najprawdopodobniej się nie powiedzie.
Przyjrzyjmy się zatem w jaki sposób
myślą skuteczni liderzy i jak podchodzą do swoich doświadczeń. W większości biografii przywódców czytamy,
że za najważniejszą swoją cechę wskazują samoświadomość czyli po prostu
znajomość siebie. To wydaje się logiczne, że mogę na siebie liczyć, jeśli
dobrze siebie znam. Mam do siebie
zaufanie i z takim sobą mogę pracować. Jednak, im więcej umiem, tym
pewniej siebie czuję i tym jestem skuteczniejszy. Oczywiście chodzi tu nie
tyle o same doświadczenia, ale o sposób, w jaki do nich podchodzimy. Kiedyś bardzo przeżywałem swoje biznesowe porażki i wstydziłem się ich. To
zrozumiałe, że nikt nie lubi się chwalić
nieudanym interesem i stratą. W tym
samym czasie spotkałem się z potencjalnym inwestorem w sprawie nowego projektu. Prezentacja poszła dobrze. Pomysł mu się spodobał. Liczby
były przekonywujące i całość ocenił,
jako interesującą. Wtedy zadał mi pytanie, którego się nie spodziewałem:
- Opowiedz mi o swojej największej
biznesowej katastrofie?
Pytanie zbiło mnie z nóg, ale postanowiłem być szczery i opowiedziałem
historię nieudanego przedsięwzięcia, które kosztowało nie tylko sporo
pieniędzy, ale i utartę zaufania kilku
przyjaciół oraz towarzyską banicję.
analizy i komentarze
- Jak to zniosłeś? - zapytał znowu.
Odpowiedziałem, że kiepsko, że byłem
załamany. Obrałem jednak nową strategię działania i powiedziałem wtedy
sobie: „To, że ci się nie udało, nie czyni
z ciebie nieudacznika”. Sporo energii
i czasu poświeciłem na odbudowę zaufania oraz spłatę zobowiązań. Podniosłem się i jestem tu teraz.
Sfinansował mój projekt i powiedział,
że jest spokojny o swoją inwestycję.
Wtedy sądziłem, że może jest sentymentalny, a może ujęła go moja naiwna szczerość. Dziś jednak patrzę na to
inaczej.
Panowie Warren E. Bennis założyciel
Instytutu Przywództwa na Uniwersytecie Południowej Kaliforni w Los
Angeles i Robert J. Thomas z Instytutu Zmian Strategicznych firmy Accenture w swoich badaniach nad przywództwem od lat starają się dociec, co
czyni z człowieka lidera. Okazuje się,
że w spólnym mianownikiem przeprowadzonych z ponad czterdziestoma liderami firm i organizacji sektora
publicznego rozmów jest fakt, że każdy z nich wskazuje jakieś wydarzenie,
które wywarło na nim silny wpływ.
Były to zawsze niespodziewane, intensywne, a często nawet traumatyczne
zdarzenia, które wywołały w nich wewnętrzną przemianę i stały się kamieniem milowym w ich karierze. Panowie odkrywają, iż kluczowym okazuje
się jednak nie tyle sam fakt, że „co nas
nie zabije, to nas wzmocni”, ale to, jakie wnioski wyciągnęli z tych przeżyć
liderzy i jak obrócili przeciwności losu
na swoją korzyść. Badacze nazwali ten
szczególny moment „tyglem”, porównując zachodzącą przemianę do hartowania się osobowości przywódców
w tyglu trudnych przeżyć. Czytając
te słowa, odkryłem, że ciągle wracam
myślami do mojej trudnej rozmowy
z inwestorem i że to właśnie on uświadomił mi czym był mój „tygiel”.
Wróćmy na moment do owych czytanych przez nas z zapartym tchem
wielkich biografii. W każdej historii
znajdziecie ten przełomowy moment.
Znakomitym przykładem jest Książę
Albert, który po abdykacji Edwarda
VIII musiał zasiąść na tronie Anglii.
Albert, jako król Jerzy VI, ma jednak
poważny problem, jąka się i praktycznie nie jest w stanie wydobyć z siebie
głosu. W obliczu II Wojny Światowej
nie chodziło jednak o to, by dobrze
wypaść w tabloidach, ale by przeciwstawić się radiowym przemówieniom
Hitlera. Król Jerzy VI przeszedł do
historii, jako płomienny mówca, przezwyciężył swoją słabość i stał się prawdziwym przywódcą swojego kraju.
Jego biografia doczekała się niedawno
ekranizacji. Film „Jak zostać królem”
zdobył 12 oskarów. Wierzę, że przynajmniej jeden z nich jest osobiście
dla króla Jerzego VI.
Jeśli z tej perspektywy spojrzymy teraz na swoją biografię, to na pewno
uda nam się wyłowić ten magiczny
moment, kiedy to nasza osobowość
wpadła z nienacka do „tygla” i hartowała się w ogniu. Jaką lekcję odebraliśmy wtedy od życia? Czy od razu
uchwyciliśmy jej sens? Czy potrafiliśmy się zaadaptować do nowych warunków? Czy dało nam to siłę do podjęcia nowych wyzwań?
Kolejni badacze przywództwa, Bill
George i Peter Sims, autorzy książki „True North: Discouver Your
Authentic Leadership” opisują ideę
przywództwa opartego na autentyczności. Ich badania potwierdzają, że
w rozmowach z nimi liderzy opisywali
swoją przemianę w obliczu trudnych
traumatycznych wydarzeń. Żaden
z rozmówców nie przyjął w tej sytuacji roli ofiary lecz każdy z nich na swój
sposób wykorzystał ten trudny moment, aby na nowo zdefiniować sens
swojego życia. Wszyscy opisują zdarzenie, jako moment narodzin lub odkrycia w sobie pasji do przewodzenia.
Panowie dzielą się z nami w swojej
książce odkryciem, że nie trzeba urodzić się z konkretnymi cechami lub
rysami osobowości chrakterystycznymi dla lidera. Autentyczne przywództwo ma nierozerwalny związek z naszą
biografią. Nie tyle jednak z konkretnymi wydarzeniami, co raczej z tym, jak
my sami postrzegamy nasze życie, jak
opowiadamy siebie światu, czy jesteśmy autentyczni. Autentyczność lidera, to autentyczność człowieka. Lider
nie istnieje w oderwaniu od siebie, jako
ojca, męża czy syna. Z lektury książki wynika, że jeśli przeciwstawiasz
się wartościom w które wierzysz, nie
będziesz dobrym przywódcą. Jednocześnie autorzy twierdzą, że nie dowiesz się kim naprawdę jesteś i jakim
wartościom hołdujesz, dopóki nie
znajdziesz się pod silną presją. W obliczu własnych doświadczeń trudno
mi nie zgodzić się z badaczami. Bycie
autentycznym może być, jak wiemy,
kosztowne. Wszyscy, którzy zapłacili
cenę, wiedzą o czym mówię. Z mojego
punktu widzenia bycie nieautentycznym nie ma po prostu sensu. Dokony-
wanie trudnych wyborów jest nieodłącznie związane z przewodzeniem.
Zastanówmy się jednak przez chwilę
czy, jeśli nie będziemy autentyczni, to
pozostaniemy wiarygodni?
Żaden lider nie działa jednak sam.
Wierzcie mi, że nawet najtwardsi twardziele potrzebują wsparcia czy porady.
Nawet jeśli wyglądają na superpewnych siebie. Znakomicie, jeśli mamy
przy sobie mentora. Możemy konsultować z nim nasze strategie, radzić się
czy prosić go o pomoc w znalezieniu
najlepszego rozwiązania. W relacjach
mentorskich obie strony uczę się od
siebie nawzajem. Świetnie sprawdzają
się też grupy wsparcia, u nas niezbyt
modne, bo kojarzą się nam z terapią uzależnień, a szkoda. Każdy, kto
doświadczył dobrodziejstwa takich
spotkań, przyzna mi rację. Otwarte
porozmawianie o problemie w gronie
zaufanych kolegów, burza mózgów
i wspólne wypracowanie rozwiązań
sprawiają, że niepodjęta decyzja nie
spędza nam już snu z powiek. Mówi
się, że „co dwie głowy, to nie jedna”.
A co, jeśli mamy ich kilka lub kilkanaście?
Jeśli chcemy pracować nad sobą indywidualnie, niezastąpiony jest coaching.
Coach nie jest naszym trenerem, nie
uczy nas żadnych konkretnych umiejętności. Nie jest też terapeutą. Pomaga nam definiować i osiągać nasze
cele. Nie doradza, chociaż sprawia, że
znajdujemy odpowiedzi na pytania.
To naprawdę niesamowicie satysfakcjonujący sposób rozwoju.
Zatem jeśli czujecie w sobie potrzebę
przewodzenia i macie do osiągnięcia
konkretny cel czy do zrealizowania
zadanie, to znaczy, że jesteście liderami. To, na ile jesteście skuteczni,
zależy tylko od waszej autentyczności
w działaniu. Zatem zbierzcie swój zespół i do dzieła. Przecież już wiecie, że
tylko pod presją dowiecie się kim naprawdę jesteście.
Do napisania tekstu wykorzystałem następujące artykuły pochodzące z Harvard Busines Review Polska :
„Liderzy rodzą się w tyglu trudnych doświadczeń” - Warren E. Bennis, Robert
J. Thomas - Artykuł numer RO209B,
„Przywództwo oparte na autentyczności” Bill George, Peter Sims, Andrew N.
McLean, Diana Mayer - Artykuł numer RO702H
45
praktyczne porady
MLM 2012
Jacek Dudzic
W każdym biznesie i w każdej branży
o sukcesie decyduje zjawisko zwane popytem czyli zainteresowanie rynkowe
danym produktem, typem produktu lub
usługą. Im większe „ssanie”, tym większy biznes i na tej zasadzie warto oprzeć
swoje działanie. Cały szkopuł tkwi oczywiście w tym, jak zainteresowanie rynkowe wzbudzić i zazwyczaj właśnie tym
aspektem zajmują się specjaliści od reklamy i promocji. W marketingu sieciowym
mamy jednak problem - nie ma ani reklamy, ani promocji i każdy dystrybutor
w zasadzie polega wyłącznie na swojej
kreatywności i przedsiębiorczości oraz
gotowości prowadzenia własnych kampanii promocyjnych.
Nie da się ukryć, że czasem niemal walczymy z wiatrakami - rynek jest niechętny, mało zainteresowany lub mocno
konkurencyjny i człowiek zaczyna zastanawiać się jakim trunkiem raczą się
liderzy przed wysłaniem płomiennych
maili, z których przez ekran komputera
pobrzękują dolary albo złotówki - w gorszym wydaniu. Tak to w każdym razie
może wyglądać z perspektywy osób zajmujących się dystrybucją.
I tutaj jest to miejsce, w którym na scenę
wkracza jedno wielkie ALE... Otóż, wcale
nie musi być tak pesymistycznie! Aby tak
nie było, warto zwracać uwagę na ogólne
trendy, które w większości przypadków
potrafią zaoferować nam często niespotykane w innym wypadku możliwości.
Trendy to wysokie i spenione fale uderzające o brzeg - marzenie każdego surfera.
Na takich falach można zbudować rozpęd
i podążać do celu znacznie szybciej niż
spacerkiem brodząc po kostki w wodzie.
Trendy mają to do siebie, że potrafią
wzbudzić duże zainteresowanie pewnym tematem, a media zupełnie za darmo będą się o tym rozpisywać. Niewykorzystanie tego faktu dla swojego biznesu
jest jedną wielką stratą.
Jeżeli sierpień 2011 roku stał się areną
wszechnarastającego kryzysu finansowego, niebotycznych wzrostów kursu franka szwajcarskiego, spadków giełdowych
i popytu na złoto, to dlaczego nie można
było tego wykorzystać dla swojego biznesu MLM? I nie mam tu na myśli tylko
networków zajmujących się programami
inwestycyjnymi, złotem czy ubezpieczeniami. Każdy marketer mógł i chyba
jeszcze, niestety przez dłuższy czas, bę-
46
dzie mógł na tym zbudować swoją story, która będzie motywem przewodnim
własnej kampanii promocyjnej.
W sierpniu 2011 roku wpadłem na pomysł stworzenia darmowego webinaru,
którego celem było m.in. promowanie
biznesu „domowego”, czyli marketingu
sieciowego, a także infobiznesu, co związane jest z moją długofalową strategią pozycjonowania, której do dziś chyba nikt
inny nie stosuje w Polsce do budowania
MLM. Tak powstał „Odporny na Kryzys”
i setki osób zapisały się do uczestnictwa
w nim ponieważ temat był trendy.
Nie chodzi mi o modę i uganianie się
za sensacjami. Chodzi mi o wykorzystanie wydarzeń lokalnych i międzynarodowych, zwłaszcza tych, które stają
się obiektem sporego zainteresowania
medialnego. Nie musimy wtedy płacić
za drogie reklamy, a Polsat, TVN czy
inne stacje napędzają nam zainteresowanych. Wystarczy wówczas tylko zająć
strategiczną pozycję, rozwinąć właściwy
baner i natychmiast skupiamy na sobie
zainteresowanie szerszego kręgu potencjalnych odbiorców.
Przydługi ten wstęp, ale konieczny, żeby
zaraz stwierdzić oczywistą oczywistość:
w biznesie musimy planować długofalowo i reagować na rozwój sytuacji na bieżąco. Te dwa aspekty naszego startegicznego podejścia do MLM stwarza dopiero
płaszczyznę do kreowania sukcesu.
Jakie masz plany na rok 2012? Jak będziesz budował swój biznes? Z kim
i gdzie? Jaką masz strategię i pomysł na
„załapanie się” na dwie wielkie fale medialne, jakie przejdą przez Europę i Polskę już za kilka i kilkanaście miesięcy?
Konia z rzędem temu, kto już zarezerwował sale na spotkania rekrutacyjne
w Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku i Warszawie w czerwcu 2012 roku! Uścisk ręki
prezesa temu, kto już planuje ekspansję
europejską swojego biznesu.
W końcu Europa przyjeżdża do nas
późną wiosną przyszłego roku, aby
emocjonować się meczami piłkarskimi,
wydawać setki tysięcy euro w naszych
restuaracjach, hotelach i stacjach benzynowych, a także spędzić tu kilkadziesiąt
dni, spośród których tylko 4 lub 5 będzie
pod znakiem wydarzeń sportowych.
Czekają nas wielkie emocje footballowe,
ale mnie chyba bardziej w tej chwili emocjonuje pytanie: w jaki sposób zorganizować MLM 2012 w czterech wielkich
miastach naszego kraju? Jak wykorzystać
to do biznesu? Jak dotrzeć do wielu ludzi
z wielu krajów świata - czy myślisz, że
wśród nich nie ma potencjalnych klientów bądź dystrybutorów Twojej firmy?
Pewne networki będą miały łatwiej, inne
trudniej, ale w sumie biznes jest jeden.
Czy go wykorzystamy, zależy to wyłącznie od nas.
A może połączylibyśmy siły, aby stworzyć MLM EXPO - wystawę czy raczej
targi możliwości biznesowych w trzech
lub czterech językach w Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu i w stolicy? Oznaczałoby to wykorzystanie wielkiego trendy,
aby dotrzeć jednym ogłoszeniem do
setek i tysięcy osób, a korzyści byłyby
o wiele bardziej długoterminowe, niż tylko sprzedane hot dogi, przespane doby
hotelowe i skasowane bilety.
Plan na Euro 2012 trzeba tworzyć już teraz - Wszystkie spotkania Euro 2012 na
stadionach w Polsce i na Ukrainie będzie
mogło obejrzeć ponad 1 milion 400 tysięcy kibiców. Szacuje się, że wszyscy kibice i goście w trakcie mistrzostw Europy
w piłce nożnej wydadzą w Polsce blisko
870 mln złotych, a do naszego kraju przyjedzie 422,3 tys kibiców z zagranicy.
Polaków na stadionach będzie według
tych szacunków znacznie mniej, bo 149,3
tysiąca. W sumie mecze na żywo obejrzy
677,3 tysiąca osób. Do tego trzeba doliczyć tych, którzy przyjadą do nas z okazji
mistrzostw, ale na stadion już nie wejdą.
Będą też kibice, którzy będą mieli bilet
na część meczów, a pozostałe obejrzą
tylko na telebimach. Do takich przeznaczonych dla piłkarskich kibiców stref, zaglądać też z pewnością będą licznie sami
mieszkańcy. Uważa się, że wszystkie strefy odwiedzi 2,2 miliona osób.
Gdyby udało nam się dotrzeć tylko do 1%
z nich to mielibyśmy szansę przedstawić
swoje oferty do 22 tysięcy osób, z których
część to obcokrajowcy. Marketing, to
w swojej kwintesencji tylko matematyka.
Im więcej osób otrzyma naszą ofertę, tym
większą liczbę partnerów i klientów pozyskamy - niezależnie czy konwersja wyniesie 0,5% czy 2%. Zwiększenie liczby osób
zapoznających się z ofertą zawsze będzie
oznaczać większą liczbę transakcji.
Dlatego właśnie Euro 2012 oferuje niezwykłą szansę promocji branży i biznesu wobec setek tysięcy osób. Docelowo
oznacza to konwersję. A konwersja, to
właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej.
P.S. Tym drugim trendem roku 2012 będzie koniec świata, ale to zupełnie inna
historia...
PERFECT HARMONY
i d e a l n a
harmonia
Cel nadrzędny Perfect Harmony to „dać światu więcej zdrowia i szczęścia”. Cel ten jest realizowany poprzez wprowadzanie w przemyślany sposób najwyższej klasy produktów, które
budują zdrowie. Człowiek zdrowy, pełny energii, to człowiek
szczęśliwy. Dodatkowo w byciu szczęśliwym niemałą rolę
odgrywają pieniądze. Swoim partnerom biznesowym firma
Perfect Harmony daje sprawdzony system zarabiania
i budowania niezależności finansowej. Marka
Perfect Harmony powinna kojarzyć
się właśnie ze zdrowiem i szczęściem. Jeżeli chodzi o produkty, to firma wprowadza
przemyślany program
budowania
zdrowia,
którego
wdrażanie
właśnie się zaczęło.
Nosi on nazwę „Best
For Life”, czyli „Najlepsze Dla Życia” – wprowadzany jest pod patronatem ONZ i WHO.
Swoim zakresem obejmuje urządzenia, które uzupełniają niedobory ZPM (ziemskie
pole magnetyczne). Niezaprzeczalny
jest fakt, że bez ZPM nie ma życia na Ziemi! Niedobór ZPM powoduje poważne zakłócenia w pracy komórki. Niestety ZPM
ciągle maleje i tak jak witaminy, minerały, wodę jego poziom
trzeba stale uzupełniać. Urządzenia Perfect Harmony są, jak
na razie jedynymi , które zostały rzetelnie przebadane i skutecznie uzupełniają niedobory ZPM. Zostały one przebadane
klinicznie metodą podwójnie ślepej próby w wielu ośrodkach.
Otrzymały wyróżnienia i najwyższe nagrody na targach medycznych. Opisywane są w specjalistycznych czasopismach
naukowych i medycznych, a nawet w podręcznikach dla studentów medycyny (fizykoterapia w praktyce). Twórca tych
urządzeń został w roku 2010 zgłoszony do nominacji do nagrody Nobla. O badaniach i urządzeniach oferowanych przez
Perfect Harmony można dowiedzieć się więcej na www.perfectharmony.pl. Jeszcze w tym roku na rynek wprowadzone
zostaną wyjątkowe suplementy, a w najbliższym czasie także
grupa produktów, które w całości dadzą niespotykaną jakość budowania zdrowia i wspaniałego
samopoczucia. Pomysł na stworzenie firmy Perfect Harmony, to konsekwencja drogi zawodowej
Macieja Szpakowskiego. Od 1991 roku żyje on ze
sprzedaży i tworzenia struktur sprzedażowych.
Przeszedł drogę od zera do zarobków siedmiocyfrowych. Dzisiaj wie, że duży sukces w sprzedaży osiąga się, budując odpowiednią skalę – a tę
osiągnąć można, tworząc struktury. Droga sprzedaży bezpośredniej w przypadku Perfect Harmony sprawdza się znakomicie. Jeszcze w tym roku
firma planuje rozwój struktur sprzedaży. Perfect
Harmony tworzy struktury dla profesjonalnych
sprzedawców oraz liderów. Droga, którą idzie Perfect Harmony powoduje, że pojedynczy handlowiec robi przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy obrotu
i zarabia własną sprzedażą na normalne godziwe życie. Praktycznie wszyscy handlowcy żyją i utrzymują rodziny tylko ze
współpracy z tą firmą. Jeżeli wśród czytelników Ranking MLM
znajdą się liderzy gotowi do maksymalnego zaangażowania,
chcący zarabiać kwoty sześcio- a nawet
siedmiocyfrowe, to Perfect Harmony zaprasza do rozmów.
Firma inwestuje w swoich
partnerów i pomaga im
w drodze do wolności
finansowej. Perfect Harmony tworzą praktycy
po wielu przejściach,
ludzie, którzy osiągnęli
duży sukces i chcą się
nim dzielić . Firma daje nie
tylko nowoczesne narzędzia
pracy, ale przede wszystkim
sprawdzone i skuteczne sposoby na
budowę solidnego biznesu . Co do przyszłości to
Perfect Harmony posiada przemyślane i bardzo
ambitne plany. Już w tej chwili prowadzi rozmowy
na temat wyjścia marki w Świat. Chce zostać czołową
firmą sprzedaży bezpośredniej więc rozwój międzynarodowy jest częścią planu jej rozwoju. W najbliższym czasie Perfect Harmony otwiera nowe biura w Polsce i chce budować
biznes międzynarodowy poprzez „nowoczesną franszyzę”.
47
analizy i komentarze
Szkoła życia
Tomek Nawrot
„Lider to ktoś, kto zna drogę, idzie
drogą i pokazuje drogę.” Jest to definicja autorstwa Johna C. Maxwell’a, autora książek dotyczących przywództwa. Moim zdaniem najważniejszą
rolą lidera w MLM jest przekazywanie innym dystrybutorom i liderom
określonych wartości. Należą do nich:
pozytywne, rozwojowe nastawienie
do życia, biznesu, siebie i innych ludzi, co przekłada się na wyrobienie
w sobie cech lidera, a także wiedza
biznesowa - w tym o sprzedaży i rekrutacji), o firmie i produktach oraz
ta z zakresu rozwoju osobistego.
„Liderem można się stać - nie urodzić.”
Rzeczywiście, w tym stwierdzeniu jest
wiele prawdy. Jednak ludzie rodzą się
z określonymi zdolnościami, a także deficytami, z których te pierwsze
w okresie dorastania mogą się rozwijać,
a te drugie pogłębiać lub być niwelowane. W efekcie w dorosłym życiu, nie
wszyscy startują z tego samego punktu.
Dla jednych droga do stania się liderem może być krótka, dla innych długa, wymagająca najpierw poradzenia
sobie z własnymi deficytami. Dobra
wiadomość jest taka, że zdecydowana
większość osób w wyniku krótszej lub
dłuższej pracy nad sobą może stać się
liderami. To dlatego wiele osób uważa,
że MLM, to szkoła życia.
Kiedyś w MLM-ie najważniejsze były
jednostki. Teraz coraz większą rolę
odgrywają zespoły. Najlepiej rozwijają
się te, w których przywództwo ma demokratyczny charakter, gdzie istnieje
współpraca. Ta bardziej opłaca się niż
rywalizacja i konkurencja. Siłą takich
grup liderskich jest wzajemne uzupełnianie się kompetencjami. Wtedy rolą
silnego lidera, stojącego na szczycie
48
danej struktury, jest również aktywizowanie liderów ze swojej grupy do
dzielenia się wiedzą i doświadczeniem
ze wszystkimi jej członkami. Każdy jest
dobry w jakieś dziedzinie. Lider grupy
potrafi wykorzystać talenty poszczególnych osób dla rozwoju całego zespołu.
Obowiązuje tu zasada, że im więcej się
dzielisz, tym więcej dostajesz.
Każdy lider ma swój własny styl pracy.
Zależy to od jego charakteru, kompetencji, poglądów. Jednak zawsze można odnaleźć cechy wspólne w sposobie
kierowania zespołami i ich podejścia
do roli lidera. Pokazują to opisy pracy
wybranych osób, które zamieszczam
poniżej.
Teresa Mądzik - lider Herbalife na
pozycji Millionair’e Team
Dla Teresy Mądzik MLM, to
akademia życia. To pokonywanie
własnych barier, nabycie
umiejętności
organizacyjnych, bycia
liderem, szkoleniowcem, sprzedawcą.
Dzięki współpracy z Herbalife dokonała zmiany sposobu myślenia o życiu,
okolicznościach, ludziach. Jedną z korzyści wynikającą z tego było dla niej
uzyskanie zdolności radzenia sobie
z porażkami. Określana jest mianem
charyzmatycznego lidera. Przejawia
się to nie tylko w jej własnych dokonaniach, ale również w pracy z dystrybutorami i liderami z jej grupy.
Przekazuje im zdobytą wiedzę i doświadczenie oraz wsparcie wynikające
z wewnętrznej siły, jaką odkryła przez
lata pracy nad sobą. Akademia sukcesu - tak nazywają się cotygodniowe
szkolenia dla osób początkujących.
Mogą w nich uczestniczyć nawet ci,
którzy nie mają jeszcze podpisanej licencji. Są to trzygodzinne spotkania,
na których omawia się dwa do czterech tematów: podstawowe informacje o współpracy z firmą, zagadnienia
produktowe, metody pracy, plan marketingowy. Są też scenki - symulacje
rozmów z klientami. To ważne, praktyczne narzędzie nauki sprzedaży. Teresa wychwytuje błędy i na bieżąco je
koryguje. Oprócz szkoleń cotygodniowych organizuje raz na jeden lub dwa
miesiące szkolenie dla swoich liderów.
„Osoby nowe lepiej słuchają nowicjuszy. Pozycja, którą osiągnęli liderzy,
wydaje się im zbyt odległa. Początkujący, tacy jak oni, są dla nich bardziej
przekonujący. Opowiadają o swoich
pierwszych doświadczeniach, pozyskiwaniu klientów, o tym, w jaki sposób przezwyciężają trudności. Mówią
też o swoich obawach, przedstawiają
swoją historię. W ten sposób uczą się
publicznych wystąpień. Zachęcam ich
do mówienia na szkoleniach przez
okres trzech miesięcy”. Teresa Mądzik wie, że dzięki temu nowe osoby
szybciej nabiorą pewności siebie, co
stanowi ważną cechę liderów. Zazwyczaj podczas pierwszych wystąpień
nie mówią od razu w formie monologu. Najczęściej z nimi rozmawia,
zadaje pytania, a dopiero potem, gdy
nabiorą wprawy, mówią już w sposób
ciągły. „Nie ja chodzę za ludźmi, ale
oni za mną”. Teresa Mądzik chce w ten
sposób powiedzieć, że jej rolą nie jest
nakłanianie na siłę dystrybutorów do
pracy. Ci, którzy chcą się rozwijać,
sami do niej przychodzą. Dla nich zawsze ma czas i służy pomocą. Każda
osoba z jej struktury, nawet ta na samym dole, może liczyć na jej wsparcie.
Czasami z niektórymi liderami rozmawia telefonicznie na różne tematy,
nie tylko biznesowe. To powoduje po-
analizy i komentarze
głębienie relacji z nimi. Do całej grupy
rozsyła co jakiś czas za pomocą e-maila interesujące informacje firmowe,
fragmenty inspirujących książek, powiadomienia o własnych promocjach.
Zamierza uruchomić telekonferencje,
dzięki którym sprawniej będzie mogła
komunikować się z osobami z grupy.
[email protected]
Radosław Tracz - dystrybutor Amway
„Lider jest,
jak
trener
w piłce nożnej.
Musi
znać wszystkich swoich
graczy - jeden
jest
lepszy
w szybkości,
inny w technice. Dokładnie tak samo jest w naszym
biznesie. Jeden jest lepszy w przedstawianiu planu marketingowego, inny
w pokazach produktów, a jeszcze inny
w sprzedaży czy poznawaniu nowych
ludzi.” Do takiego porównania odwołuje się Radosław Tracz, opisując rolę
i zaangażowanie jego liderów w swojej
grupie. Zna wszystkich swoich dystrybutorów. Dzięki podglądowi struktury
na swojej stronie internetowej w tzw.
wirtualnym biurze widzi na bieżąco,
kto dołącza do jego zespołu, na ile jest
aktywny. Często dzwoni do swoich liderów czy spotyka się z nimi i rozmawia, motywuje, rozwiązuje problemy,
nie tylko związane z biznesem. Pozwala to na pogłębienie relacji z nimi.
Stawia na jakość. Woli mieć przy tym
samym obrocie grupy zespół mniejszy
liczebnie, ale bardziej aktywny. Efektywniej można przewodzić mniejszej
grupie. Na pytanie czy jest charyzmatycznym liderem, odpowiada, że od
takich liderów się uczy. Za przykład
podaje swojego up’line, Waldemara
Olszewskiego, który w MLM działa
już od przeszło dwudziestu lat. Ma
kontakt z wieloma wpływowymi ludźmi ze świata biznesu, polityki, filmu.
Ceniony jest za skromność, dokonania w biznesie, troskę o ludzi oraz za
to, że pomimo wielkiego osiągniętego
sukcesu szanuje każdego człowieka.
Dla Radosława Tracz to jest właśnie
przykład charyzmatycznego lidera. Jego zdaniem lider jest jak lekarz.
Swoją radą i wsparciem sprawia, że
dystrybutor zamiast myśleć o problemach, skupia się na ich rozwiązaniu.
„Depresja, zagubienie ludzi wynikają
z tego, że młode pokolenia nie mają
liderów, na których mogą się wzoro-
wać. Ich miejsce zajęli przypudrowani
idole - celebryci, którzy często powierzchowną atrakcyjnością maskują
ubóstwo swojego wnętrza”. Zdaniem
Radosława Tracza każdy człowiek
może odkryć w sobie lidera. Nasz
bohater uważa, że każdy ma w sobie
ziarno wielkości, musi ono tylko upaść
na podatny grunt. Radosław Tracz
czerpie z nauk Jana Pawła II-go, jego
publikacji i kazań. Jest zdania, że bycie dobrym liderem wymaga prezentowania sobą i przejawiania w życiu
wartości moralnych oraz etycznych.
Korzysta też z wiedzy biznesowej. Podaje przykład książki Leszka Czarneckiego „Biznes po prostu”. Odnajduje
tam dla siebie wskazówki dotyczące
prowadzenia firmy. Z nieukrywaną
satysfakcją mówi, że jeden z najsłynniejszych polskich biznesmenów, pisząc o niekonwencjonalnych sposobach zarabiania, podaje jako przykład
współpracę z firmą Amway.
„Liderem się nie rodzisz, liderem się
stajesz i właśnie ten proces, czasami
bardzo ciężki i długi, pozwala na wydobycie z siebie tych cech, które być
może drzemią gdzieś na dnie. Ale, jak
już się je odnajdzie, to pozwolą ci na
życie w pełni. Życie takim życiem, jakie chciałby mieć niejeden człowiek
sukcesu finansowego. Wielu ludzi
gromadzi fortuny, otaczając się dobrami materialnymi. A jak wielu spośród nich otacza się wielkimi liderami
wykreowanymi na obraz ich samych
czy dzięki nim? Subtelna różnica, nieprawdaż?” Radosław Tracz formułuje
to pytanie, w celu przemyślenia jego
sensu do wszystkich, którzy chcą znaleźć się na szczycie.
[email protected]
Jolanta i Cyprian Kowalscy - Złota
Orchidea w FM Group
Team JCE, to
nazwa rozpoznawana
przez wielu
dystrybutorów
FM
Group, także
spoza strukturami Jolanty i Cypriana
Kowalskich. Tak nazwali swoją, liczną
już strukturę. Można zadać sobie pytanie jakie to ma znaczenie. Przecież
wiele grup liderskich nie ma swojej
nazwy. Jednak jej nadanie sprawia, że
dystrybutorzy mają większe poczucie, że funkcjonują w ramach grupy,
organizacji. Lepiej się z nią utożsa-
miają. Team JCE, to nie tylko lepsza
identyfikacja struktury. To konkretne,
praktyczne działania. Głośno o nich
słychać przy okazji dwudniowych
konferencji organizowanych przez Jolantę i Cypriana Kowalskich. Kiedyś
częściej prowadzili na nich szkolenia.
Teraz ich rola sprowadziła się przede
wszystkim do powitania wszystkich
i zapowiadania mówców. Są wśród
nich liderzy ze struktury dzielący się
swoją wiedzą i doświadczeniami. Zapraszani są także szkoleniowcy z FM
Group, jak również trenerzy zewnętrzni. Oprócz otrzymywanej sporej dawki wiedzy, uczestnicy mają możliwość
integrowania się. W godzinach wieczornych organizowana jest wspólna
zabawa. W konferencji uczestniczyć
może każda osoba ze struktury. Co
miesiąc, zazwyczaj w sobotę, odbywają się szkolenia startowe dla osób
początkujących. Można na nich dowiedzieć się o sposobach tworzenia
listy znajomych, metodach prezentacji, optymalnej budowie struktury.
Wypowiadają się także dystrybutorzy. O powodach rozpoczęcia współpracy, zarobionych pierwszych stu
złotych itp. Każdego tygodnia mają
miejsce spotkania jednogodzinne dla
osób, które dopiero podpisały umowę.
Omawiane są na nich podstawowe
sprawy dotyczące współpracy z firmą.
Nie są już prowadzone tylko przez Cypriana i Jolantę Kowalskich. Nie jest to
możliwe ze względu na zbyt dużą liczbę dystrybutorów. Organizacją tych
spotkań zajmują się przede wszystkim inni liderzy. Z początku dużą rolę
w prowadzeniu ich biznesu odegrała
płyta DVD z nagraną prezentacją i jej
omówieniem. Wtedy też wysyłali emaila powitalnego do każdej nowej
osoby. „Były tam informacje o pierwszych krokach - logowaniu na stronie
firmy, zasadach składania zamówień
itp., o organizowanych szkoleniach.
Podawaliśmy też bezpośredni kontakt do nas, aby osoby, które zostałyby
opuszczone przez sponsora wiedziały, że mogą się do nas zwrócić w celu
pomocy.” Teraz ze względu na dużą
liczbę nowych dystrybutorów pojawiających się w strukturze już tego
nie robią. Jolanta i Cyprian Kowalscy
mają obecnie stronę internetową, która służy całej strukturze. Interesujące
jest, że zalogować może się tam każdy, nawet spoza grupy. Znajdują się
na niej informacje o aktualnościach,
programach motywacyjnych, zdjęcia
z imprez firmowych, szkoleń, odbioru
Mercedesów, filmy.
www.jce-mlm.pl
49
baza wiedzy
Być sprawnym
liderem
zdolność wrodzona czy wynik ciężkiej pracy?
Adam Ubertowski
Pamiętają Państwo bohatera filmu „Wystarczy być”, nakręconego według powieści Jerzego Kosińskiego? Skądinąd
zarzucano mu plagiat – wykorzystanie
nieznanej w USA powieści „Kariera
Nikodema Dyzmy”, na podstawie której powstał kultowy serial z Romanem
Wilhelmim w roli tytułowej. Otóż grany
przez Petera Sellersa człowiek, zwany
Ogrodnikiem, kompletnie pozbawiony
kontaktu z rzeczywistością, robi przypadkiem oszałamiającą karierę, stając
się kimś w rodzaju mentora samego
prezydenta Stanów Zjednoczonych. Co
takiego niezwykłego zrobił, że zyskał
przyjaźń najpotężniejszego polityka na
świecie? Dosłownie – nic. Po prostu…
był. I na najtrudniejsze nawet pytania
odpowiadał wieloznacznym pustosłowiem, w rodzaju: „Po wiośnie jest lato.
A po nim jesień, a potem jest zima. A po
niej znów wiosna”. A inni doszukiwali
się w tych słowach nieskończonej głębi.
Ta gorzka w swej wymowie satyra na
polityczne kariery równie dobrze mogłaby dotyczyć świata biznesu. W tym
środowisku także zdarzają się kariery
„typu Nikodema Dyzmy”, za którymi nie
kryje się żadna aktywność szczęściarza,
a nawet jakaś jego szczególna zdolność.
Szczęśliwy zbieg okoliczności powoduje, że pnie się on w górę, a pierwsze
sukcesy sprawiają, że jego otoczenie
zaczyna dostrzegać w nim niezwykłe
cechy – między innymi przywódcze. Aż
do pierwszej porażki, klęski, katastrofy,
gdy okazuje się, że król był nagi.
Człowiek jest istotą stadną, a grupa lepiej funkcjonuje, gdy ktoś jej przewodzi.
Tak jest w świecie zwierząt i także w ten
sposób organizują się państwa, narody
czy struktury biznesowe. Dlatego od
zawsze próbowaliśmy określić cechy,
50
które sprawiają, że ktoś będzie wodzem wielkim - i dzięki temu my sami
będziemy zdrowi i bogaci - albo okaże
się nieudacznikiem i pociągnie nas za
sobą w przepaść. W dawnych czasach
poszukiwania te miały charakter bardziej intuicyjny czy zdroworozsądkowy. Obecnie zajmują się tym także nauki społeczne. Szukamy szczególnych
uzdolnień, cech osobowości, przejawów
inteligencji, ale też doszukujemy się jakichś tajemnych reguł na podstawie…
wyglądu zewnętrznego. Przykładowo
– wiele osób sądzi, że wśród przywódców politycznych i gospodarczych jest
wyraźna nadreprezentacja osób niskiego wzrostu. Tłumaczy się to, korzystając z mocno uproszczonego freudyzmu:
niscy ludzie, w szczególności mężczyźni, mają kompleksy i dlatego zrobią
wszystko, by zdobyć władzę. OK. Ale
skoro tak, to dlaczego wśród wielkich
liderów było tak wiele osób obdarzonych imponującym wręcz wzrostem,
np. J. Waszyngton czy B. Jelcyn. Nie
wspominając o fakcie, że w dobie telewizji, osobie niskiej bardzo trudno jest
wygrać debatę telewizyjną prowadzoną
na stojąco. Przykład: USA.
Nie znam żadnych naukowych badań,
które potwierdzałyby istnienie „genu
przywódcy”, szczególnie widocznego
gołym okiem. Badania porównawcze
nad grupą byłych prezydentów USA
wykazały na przykład, że łączy ich tylko… większa od przeciętnej liczba dzieci oraz duża liczba prac naukowych.
Nawet taka cecha, jak bardzo wysoka
inteligencja, nie jest żadnym warunkiem koniecznym. Prezydentami były
osoby o IQ 120 czyli wynikiem niewiele
wyższym od średniej wśród osób z wyższym wykształceniem.
Dobrze. Czyli kompletny przypadek?
Czy niemal każdy może zostać przywódcą państwa lub globalnej organizacji,
jeśli znajdzie się w odpowiednim miejscu i czasie? Oczywiście nie. Szczęście
jest warunkiem nieodzownym wszelkich sukcesów w życiu. Samo miejsce
urodzenia determinuje nasze życiowe
szanse. Łatwiej jest zostać prezesem
wielkiego londyńskiego banku, jeśli
jest się rodowitym Brytyjczykiem, niż
osobą urodzoną w Afryce lub na terenach dawnego ZSRR. Nie wszyscy mają
szczęście urodzić się w zamożnej rodzinie, która sfinansuje studia, a nie pośle
do pracy od razu po szkole lub spotkać
mądrego nauczyciela, który wpłynie
korzystnie na nasze wybory życiowe.
Wszystko to są czynniki, które sprzyjają
zrobieniu kariery, ale jej automatycznie nie zapewniają. Jedyny wyjątek, jaki
przychodzi mi do głowy, to urodzenie
się w rodzinie królewskiej.
Zakładam, że czytelnicy tych słów
w zdecydowanej mniejszości są posiadaczami błękitnej krwi. Muszą więc
sami zatroszczyć się o swoją przyszłość.
I jeśli mają ambicję stać się prawdziwymi liderami, muszą podjąć naprawdę
spory wysiłek. Oczywiście, istnieje całkiem spora grupa cech, które potocznie
nazywa się „zdolnościami przywódczymi”. Należą do nich, np.: wyższy od
przeciętnej poziom inteligencji, cechy
ekstrawertywne - towarzyskość, optymizm oraz odporność na stres, otwartość na nowe doświadczenia, witalność,
poczucie humoru. Ale jeszcze raz podkreślmy: cechy te pomagają w byciu
liderem, ale ich posiadanie nie załatwi
nam nigdy z urzędu dożywotniej posady kierowniczej.
Być może jest nam to trudniej zrozumieć
z powodów… językowych. Istnieje bezsprzecznie związek pomiędzy konstrukcją języka, a postrzeganiem świata (klasyczny dowód na to: istnienie w języku
eskimoskim 300 różnych nazw śniegu;
my, żyjąc nawet w dość chłodnym klimacie możemy sobie pozwolić na luksus
posiadania tylko kilku takich określeń –
śnieg sypki, mokry, breja – ale w świecie
wiecznego lodu precyzyjne odróżnianie
i nazywanie rodzajów śniegu jest kwestią życia). A jeśli tak, to Anglosasom jest
dużo łatwiej uchwycić istotę „przywództwa”, skoro brzmi ono „leadership”, a nie
„chiefship” czy „boss-ship”.
Proszę natomiast zwrócić uwagę na to,
ile niemal boskiego namaszczenia jest
w polskim odpowiedniku „lidera” czyli
„przywództwie”. W środku jest zainstalowane słowo „wódz”. A z nim kojarzymy
kogoś wyjątkowo obdarzonego przez los,
„urodzonego, by rządzić”, posiadającego
silną charyzmę. I tu dochodzimy do największego chyba nieporozumienia: nie
ma niczego takiego jak „wrodzona” charyzma lidera. To, co nazywamy chary-
baza wiedzy
zmą, jest swoistym złudzeniem optycznym. To postrzeganie lidera, jako kogoś
wyjątkowego. Wystarczy kilka porażek
i nagle stwierdzamy, że, jak to się mówi
potocznie, „stracił charyzmę”. Nieprawda – niczego nie stracił, bo też nigdy nie
miał. Widzieliśmy w nim „to coś”, a teraz
przestaliśmy dostrzegać. To wszystko.
Tak więc zamiast o „przywództwie”,
powinniśmy mówić o „przewodzeniu” czy „przewodniku”. Brzmi bardziej prozaicznie, ale znacznie trafniej
oddaje istotę sprawy. Bycie liderem to
– w oparciu o wrodzone talenty – wykonywanie codziennej, ciężkiej pracy
nad sobą i szlifowanie niemalże „rzemieślniczych” umiejętności. Dlatego nie
tylko są możliwe, ale też naprawdę dużo
dają warsztaty podnoszące kompetencje
kierowania zespołem, prowadzenia wystąpień publicznych, motywowania czy
oceniania podwładnych. Gdyby przywództwo było wrodzone – jak wzrost
czy kolor skóry – jaki byłby sens szkolenia się w tym zakresie?
Jakie więc umiejętności uważam za
absolutnie fundamentalne dla bycia
sprawnym liderem, a co przeszkadza
w pełnieniu tej roli? Każda branża ma
swoją specyfikę – na przykład w służbach mundurowych, ale też w budownictwie, szczególnie istotne jest egzekwowanie poleceń – jednak można pokusić
się o pewne uogólnienie.
Spójrzmy na podstawową definicję
kierowania, która sprowadza tę rolę
do czterech czynności: planowanie,
organizowanie, przewodzenie, kontrola. W tych czterech słowach kryje
się niemal wszystko. Planowanie, to
takie umiejętności, jak: zarządzanie
sobą w czasie, podejmowanie decyzji.
W organizowaniu mieści się zarządzanie zespołem i zarządzanie projektem.
Przewodzenie, to motywacja i komunikowanie się. Ostatnie pojęcie – kontrola
– to zaś, jak wynika z moich obserwacji,
najczęściej pomijane zadanie liderów.
Z obawy o zepsucie relacji z podwładnymi (pomyślą, że ich szpieguję...) lub po
prostu z niedoceniania znaczenia kontroli: skoro to są moi ludzie, sam ich wybrałem i im ufam, to po co jeszcze mam
tracić czas na kontrolę. Tymczasem dobry lider rozumie, że kontrolowanie nie
oznacza braku zaufania i jest nie tylko
prawem, ale wręcz obowiązkiem szefa.
Podobnie, jak karanie. Kolejne słowo,
które wielu liderów wykreśla ze swojego słownika. A jeśli spojrzymy na klasyczną listę narzędzi władzy – nagroda,
kara, wiedza, stanowisko, relacje – zobaczymy, że nie ma tam wartościowania. Każde z tych narzędzi jest równie
ważne i ma swoje zastosowanie w określonych sytuacjach. Sprawny lider, jak
to nazywają psychologowie, wzmacnia
pozytywne zachowania podwładnych,
stosując rożne nagrody (pieniądze,
awanse, pochwały). Często błyszczy
swoją wiedzą i umiejętnościami. Buduje
świetne, pozytywne relacje. Wspiera się
swoim stanowiskiem w egzekwowaniu
poleceń. Ale też ma w swoim repertuarze takie narzędzie, jak kara. I faktycznie
z niego korzysta.
Tak więc najważniejsze umiejętności lidera są niejako wpisane w jego
podstawowe definicje i funkcje. Dotyczy to także modeli jego zachowań –
w tym jednego z najbardziej popularnych
i, moim zdaniem, najlepszych, jakim jest
Model Dojrzałości Pracowniczej, zbudowany przez Kena Blancharda. Punktem wyjścia dla tego modelu była tzw.
siatka kierownicza, wyróżniająca cztery
możliwe style zarządzania, w zależności
od siły orientacji na zadania oraz na pracowników. Styl instruktażowy (inaczej:
dyrektywny), to głównie nacisk na wykonywanie zadań. Styl trenerski (zrównoważony), to równowaga pomiędzy
zorientowaniem na zadania, a dbałością
o pracowników. Styl wspierający (klubowy), to przede wszystkim okazywanie
troski o ludzi. I wreszcie styl czwarty, delegowanie, to oddanie pola inicjatywie
podwładnych, wycofanie się (nie mylić
z zupełnym brakiem kontroli).
Blanchard zadał bardzo proste, praktyczne pytanie: który styl jest najbardziej skuteczny? Odpowiedź, jaką
uzyskał, określić można, jako „sytuacyjną”: nie ma jednego bezwzględnie
najlepszego stylu; skuteczność jego
stosowania zależy od dojrzałości pracownika, jego poziomu kompetencji.
W początkowym okresie jego pracy
najlepszybędzieinstruktaż(S1),pojakimś
czasie powinniśmy przejść na stosowanie stylu zrównoważonego (S2), a potem
– gdy zobaczymy np. pierwsze oznaki
wypalenia – należy stosować styl wspierający (S3). I wreszcie – po to przecież
go zatrudniliśmy – powinniśmy dać mu
maksimum swobody, zarządzać nim
„na radar” (S4).
Jakie są konsekwencje tego modelu?
Lider, który chce go stosować
w praktyce – czyli żonglować stylami zależnie od potrzeby chwili
– musi wyrobić w sobie umiejętność
elastycznego podejścia do sytuacji.
To bardzo trudne ponieważ każdy
z nas ma tzw. dominujący styl, sposób zachowania, który przychodzi mu
najłatwiej, uruchamia się niemal
automatycznie. Niestety, aby być
skutecznym, trzeba uczyć się czasem
postępować wbrew sobie. Innymi
słowy, aby zostać dobrym liderem, nie
„wystarczy być”.
w NASTĘPNYM
NUMERZE
MANAGERA MLM
Już teraz serdecznie zapraszamy Was do lektury kolejnego wydania kwartalnika
Manager MLM. Numer poświęcony będzie podsumowaniu roku w branży. Zaprezentujemy ranking najlepszych
firm, przedstawimy ich wyniki
i osiągnięte sukcesy. Spróbujemy też uchylić rąbka tajemnicy
ich przepisu na dobrze prosperujący biznes. Innym tematem
przewodnim będzie bardzo szeroko rozumiana sprzedaż. Zajmiemy się procesami i cyklami
sprzedażowymi w wybranych
przedsiębiorstwach. Napiszemy o tym, jak firmy działają
na rzecz podnoszenia swojej
efektywności, jak kontrolują
wyniki, planują rozwój i wzrost
przychodów. Zaprezentujemy
też, na wybranych przykładach, jak wygląda polityka
prowizyjna w działających na
terenie Polski firmach MLM.
Sprawdzimy dla kogo bardziej
opłaca się pracować. W gazecie nie zabraknie oczywiście
aktualności i newsów z życia
branży. Na naszych łamach
opublikujemy obszerną relację
z międzynarodowego szkolenia motywacyjnego FM Group
w Portugalii, które połączono
z obchodami siódmej rocznicy
powstania tej firmy. Nowością w gazecie będzie konkurs
z nagrodami, w którym udział
będą mogli wziąć wszyscy aktywni dystrybutorzy i liderzy.
W kwartalniku nie zabraknie
oczywiście stałej rubryki pod
tytułem Ring Managera MLM,
w którym zetrą się dwie kolejne
firmy działające w Multi Level
Marketingu. Te oraz wiele innych, ciekawych i przydatnych
artykułów i wywiadów już
w najbliższym numerze Managera MLM.
Redakcja
51
Jak budować zgrany zespół?
Jak budować Multi Level Marketing?
Którędy prowadzi droga?
Dopóki nie wiesz, jak coś zrobić... to tego nie zrobisz
52
Zainwestuj w swoja wiedzę

Podobne dokumenty

Manager MLM nr 0

Manager MLM nr 0 parkiet: New Connect. Wprowadzimy jeszcze wiele nowości, które ułatwią Wam pracę i osiąganie zawodowych celów. Dlatego też na bieżąco obserwujcie zarówno portal, jak i kolejne numery gazety. Tymcza...

Bardziej szczegółowo

Manager MLM nr 3

Manager MLM nr 3 konwencji firmy NSA AG, która odbyła się w Dreźnie – str. 66-68. Wśród nowości szczególnie polecam rubrykę: Prawnik Radzi na str.62 Życzę przyjemnego czytania i wymiernych korzyści wynikających z l...

Bardziej szczegółowo

Manager MLM nr 2

Manager MLM nr 2 Marek Łuszczki, redaktor naczelny. Skład redakcji: Daniel Kubach, Marek Łuszczki, Tomek Nawrot. Gościnnie publikują: Wojciech Grad, Piotr Jabłoński, Bernard Jastrzębski, Agnieszka Jędraszczyk, Joan...

Bardziej szczegółowo