w dziekanacie - Samorząd Studentów WPiA UW

Komentarze

Transkrypt

w dziekanacie - Samorząd Studentów WPiA UW
DZIEKANAT | USOS | KUŹNIAR | KOŁA NAUKOWE
ISSN 1897-4759
LEXU§
Miesięcznik Samorządu Studentów WPiA | nr 7 (11), listopad-grudzień 2008
KULTURA
s.31-39
KOŁA NAUKOWE
s.24
INFORMACJE
USOS
s.10
W DZIEKANACIE
s.4 - 7
WYBORY
NA KONIEC ROKU
W roku 2008 ukazało się 7
numerów Lexu§a.
Prezentujemy okładki
wszystkich tegorocznych
numerów.
nr 7 (11)
nr 4 (8)
nr 3 (7)
nr 6 (10)
nr 5 (9)
nr 2 (6)
nr 1 (5)
SPIS TREŚCI
Ojca oszukasz... matkę oszukasz...
ale życia nie oszukasz.
-Aleksander Jakubowski-
Najtrudniej pisać... prawdę. Tak, z pewnością wydawać się to
może większości paradoksalne, ale taka jest dziennikarska rzeczywistość.
Bezpieczniej jest napisać, że spotkanie koła naukowego w którym uczestniczyło 7
osób „spotkało się z dużym zainteresowaniem ze strony studentów aktywnie
podejmujących dyskusję z prelegentem”, niż że „w konferencji uczestniczyło 5 z 15
członków koła, oraz opiekun i prelegent. Po wystąpieniu gościa i jednym pytaniu z sali,
prowadzący zamknął spotkanie”. Mniej osób się będzie burzyło, jeśli zostanie
napisane „na imprezie panowała gorąca atmosfera rozpalana przez ciepło bliskich ciał
wirujących w oszałamiającym rytmie muzyki i grze tańczących świateł”, niż gdyby
zostało napisane „zbyt duża ilość sprzedanych biletów spowodowała potworny ścisk,
kolejki, zaduch tak, że większość posiadaczy wejściówek musiała się zadowolić
dochodzącą zza drzwi muzyką i światłem policyjnych kogutów.”. Można napisać
„wybory na WPiA spotkały się jak zwykle z żywiołowym zainteresowaniem studentów
nic dziwnego, wszak kampania wyborcza prezentowała mimo swojej małej skali
prawdziwie krajowy wymiar, profesjonalne oblicze, merytoryczny fundament”, ale czy
fakt, że papier zniesie wszystko może być usprawiedliwieniem dla co najmniej
naciąganych ocen?
„Dobrze jest się czasem ugryźć w język” - rzekł mi przyjacielską radę swego
czasu kolega z Samorządu. W rzeczy samej, stopień pogryzienia języka jest miarą
tego, jak daleko odeszło się od zasad, choćby mitycznych, porządnego,
bezkompromisowego dziennikarstwa. A może i bardziej patetycznie od Prawdy. „A
prawda was wyzwoli” rzecze Ewangelia wg św. Jana (J 8,32). Być może ale z
pewnością nie od ostracyzmu grupy czy sankcji za opisywanie rzeczywistości, która
jest dla pewnych osób czy kręgów niewygodna. To kwestia wyboru. Jak powiedział
trafnie w udzielonym w czerwcu „Lexussowi” wywiadzie prof. Wyrzykowski „życie się
składa z wyborów. Każdego wyboru ponosimy konsekwencje.” Każdego. W istocie,
zdolność podejmowania odważnych decyzji jest wprost proporcjonalna do twardości
pewnej części ciała, mówienie zaś prawdy jest mocno nie polityczne. Co więc może
być imperatywem wg którego należy się kierować? „Mówić [ja dodam od siebie: pisać]
można wszystko ale twarz ma się jedną” powiedział kiedyś nad wyraz trafnie
marszałek Sejmu Marek Borowski. Co by o autorze nie sądzić trafił w samo sedno.
Dziennikarz winien więc pisać (a każdy człowiek, zwłaszcza prawnik - postępować)
tak, żeby spoglądając w lustro wzbierała się w nim duma a nie ślina do oplucia
samego siebie. Myślę, że naprawdę warto.
Aleksander Jakubowski
Uwaga! KonkursY!
KONKURS I
Gazeta Lexuss zaprasza do udziału w konkursie w którym nagrodą jest jedno podwójne
zaproszenie na spektakl "WON" w Teatrze Syrena, 18 grudnia, godz. 19:00. Aby zdobyć
nagrodę, odpowiedzcie na pytanie: "Do jakiego polskiego dramatu nawiązuje scenariusz
sztuki "WON"?".
Odpowiedzi, w której zawrzyjcie też swój numer telefonu komórkowego, wysyłajcie na adres
[email protected] do 15 grudnia.
KONKURS II
Gazeta Lexuss zaprasza do udziału w konkursie w którym nagrodą są cztery podwójne
zaproszenia na spektakl "Pastorałka" w Teatrze Polskim, 19 grudnia, godz. 18:00. Aby
zdobyć nagrodę, odpowiedzcie na pytanie: "W którym roku w Teatrze Polskim odbyła się
premiera "Pastorałki""?".
Odpowiedzi, w której zawrzyjcie też swój numer telefonu komórkowego, wysyłajcie na adres
[email protected] do 15 grudnia.
{LEXU§ 7/2008}
Informacje
Dziekanat ..............................................................................................s.4
Dziekanat - sympatyczni(e) niesympatyczni(e).....................................s.6
Felieton - kolejka...................................................................................s.7
USOS ................................................................................................s.10
LLP Erasmus.......................................................................................s.12
Wyniki wyborów...................................................................................s.14
Jak jeść, by nie przejeść zawartości portfela ......................................s.15
Wybory? Dziękuję, innym razem.........................................................s.16
Wybory................................................................................................s.17
The history of Warsaw University Law Faculty ...................................s.17
Sportowcy na prawo, działacze na lewo .............................................s.20
Bilblioteka WPiA .................................................................................s.21
Sprawozdanie z posiedzenia Rady Wydziału .....................................s.23
Od aplikacji do dyplomacji ..................................................................s.30
Wywiad
prof. Roman Kuźniar .............................................................................s.8
Maciej Świeściak.................................................................................s.19
Dyskusja Lexu§a
Postępowanie honorowe a pojedynki..................................................s.18
Pomiędzy jednostką a wspólnotą........................................................s.19
Osobliwości społecznej sprawiedliwości .............................................s.23
Skodyfikowana etyka? ........................................................................s.29
Reportaż
Bitwa o niepodległość pod Przysuchą.................................................s.22
Prawniczych puzzli układania sztuka ..................................................s.40
Koła Naukowe
Sapere aude po studencku-polemika “Naukowy ruch”........................s.24
Czy kapitalizm się skończył?...............................................................s.26
KN Common Law, KN “Ius et civitas”...................................................s.27
Spotkanie z PTL .................................................................................s.27
Jeszcze w sprawie ruchu naukowego.................................................s.28
............................s.28
Model United Nations - studencka szkoła dyplomacji
KN Własności Intelektualnej, SSEP - sesja naukowa .........................s.29
Kultura
Obiektywny przewodnik kulturalny, Każdy ma swoje kino, PKS .........s.31
Teatr Polski; Święta, święta ................................................................s.32
Zatruty ogień, Max Payne, Tvrbo in viuro ...........................................s.33
X muza wraca na kampus, Rewolucje 1968 .......................................s.34
Cierpienia młodego czytelnika, Henri Cartier Bresson........................s.35
Starówka magicznie, Warszawa .........................................................s.36
Połącz kropki, Waglewscy w stodole...................................................s.37
Mężczyźni na skraju załamania nerwowego, Brakujące ogniwo.........s.38
Nie tylko kodeksy ................................................................................s.38
Komiks ...............................................................................................s.42
Redaktor naczelny: Aleksander Jakubowski
Z-ca redaktora naczelnego: Jerzy Bombczyński
Sekretarz redakcji: Adam Jasiński
Autorzy numeru: Ilona Augustyniak, Łukasz Batory, Marta Klonek, Katarzyna
Besińska, Diana Bożek, Anna Bruździńska, Dominika Brzezińska, Monika Bubeła,
Łukasz Ciołko, Piotr D. Dąbrowski, Jan Dudzik, Aleksander Jakubowski, Michał
Jarczewski, Ewelina Jarosz, Michał Jaskólski, Paulina Kabzińska, Maksymilian
Kokoszko, Marcin Kroll, Iwona Krzemińska, Małgorzata Kurowska, Szymon Łajszczak,
Jakub Majcherek, Edyta Matysiak, Michał Miąskiewicz, Katarzyna Mikołajczyk, Kinga
Mikołajek, Małgorzata Moch, Krzysztof Muciak, Magda Olszewska, Weronika
Papucewicz, Jakub Pawliczak, Tomasz Sawczuk, Aleksander Siemiaszko, Marek
Skrzetuski, Piotr Sosnowski, Aleksandra Sumlińska, Marcin Szwed, Marta Tomkiewicz,
Michał Wawer, Anna Winczakiewicz, Jakub Wiśniewski, Wojciech Wójtowicz
Okładka: (fotografia) Michał Wiliński, (opracowanie) Maciej Pleban | Grafiki: Maciej
Pleban | Fotografie: Michał Jaskólski, Filip Klimaszewski, Edyta Matysiak, Michał
Wiliński, Aldona Wójcik | Komiks: Tomasz Pastuszka
Korekta: Krystyna Stec, Łukasz Batory, Piotr Hanusz, Adam Klimowski, Marcin Szwed,
Michał Wawer
Dział marketingu i promocji: Łukasz Batory, Magda Gutowska, Marta Klonek, Jan
Jarosławski, Marta Zadrożna
Opracowanie graficzne i DTP: Jerzy Bombczyński, Maciej Bisch
Dyżury Redakcji: środa 16:00 - 17:00 - pokój 44 - Collegium Iuridicum I
Adres e-mail: [email protected]
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
3
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
DZIEKANAT
-Michał Jaskólski-
F
letus et stridor dentium*
Student prawa ma nad sobą nie jedną
władzę: jest władza boska, rząd, Jej
Magnificencja, Pan Dziekan, USOS wraz z
pełnomocnikiem, dziekanat… To, która z nich jest
najbezwzględniejsza, najokrutniejsza - pozostawiam
już waszej ocenie.
Zacznijmy jednak od początku. Gdy dowiedziałem się
od naczelnego, że mam udać się (wiem, wiem - udają
się tylko policjanci) do dziekanatu zrobić zdjęcia
Paniom tam pracującym ogarnęło mnie przerażenie.
Konfrontacja brzmiała tylko trochę lepiej niż
powiedzenie Darthowi Vaderowi, że w tym sezonie
czerń jest nie modna. Raz się jednak żyje.
„To jest bezsensu”
Weszliśmy do d.CIUW krokiem ministra Kaczmarka
udającego się na przesłuchanie Komisji Śledczej,
pewni swoich racji i zdający sobie sprawę, że niewiele
to znaczy. Szelmowski uśmiech zdradzał
zdenerwowanie i niepewność. Przyjęci zostaliśmy
chłodno, zaproszono nas na zaplecze. Gdy Edyta
tłumaczyła na czym ma polegać reportaż, od razu
usłyszeliśmy sprzeciw. Nie było zgody na zdjęcia,
Panie nie szczędziły nam też gorzkich słów na temat
pytań jakie planowaliśmy im zadać. Wkrótce jednak
atmosfera się rozluźniła, zaczęły się żarty, a moja twarz
odzyskiwała powoli ludzki kolor. Czas leciał wolno, ale
konsekwentnie wraz z jego upływem wszyscy zeszli z
oficjalnego „poprawnego politycznie” tonu na nieco
bardziej otwarty. Okazało się, że dla nas był to dopiero
początek. Mieliśmy poznać ten świat od drugiej strony
„szyby”.
Student vs. Dziekanat
Relacja student-dziekanat nigdy nie należała do
najprzyjemniejszych. Obrosła wręcz w mity, niektóre
poważne, niektóre śmieszne. Jednym z najbardziej
znanych jest to, że dziekanat pracuje codziennie z
wyjątkiem poniedziałków, wtorków, czwartków i
piątków, oczywiście w weekendy również zamknięty, a
w środy wyjątkowo tylko parzyste otwarty. O kolejkach
nie wspomnę – dłuższe niż pociąg towarowy PKP
Cargo.
Problemem jednak nie są kolejki - one zawsze będą za
długie, choćby oczekujących było dwoje. Prawdziwy
problem zaczyna się w momencie, kiedy student
dochodzi do okienka (Panie prosiły żeby używać
określenia „stanowisko”) z napiętymi nerwami,
przygotowanym zapytaniem (ew. prośbą), a zostaje
zmierzony wzrokiem takim jak hydra przypatrywała się
Heraklesowi (z myślą „kolejny?”) rozmyślając w jaki
okrutny sposób pozbawić go życia... na ułamek
sekundy zapada cisza. Zaraz dojdzie do konfrontacji.
Zenon Laskowik rozwinął kiedyś skrót SKLEP – Stój
Kliencie Lub Ewentualnie Poproś, czy tak jest z
dziekanatem? Czy dziekanat naszego wyobrażenia
odpowiada prawdzie? A jeśli tak to w jakim stopniu?
4
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
panie z dziekanatu
„Im większą masz władzę, tym większą
musisz mieć cierpliwość”- Seneka
Młodszy
Rozciągnijmy ten moment w którym stoimy już przy
blacie, powoli siadamy i oczekujemy na znak, że mamy
zacząć mówić.
Dziekanat Wydziału Prawa i Administracji, obalając już
wcześniej przytoczony mit, otwarty jest osiem godzin
dziennie, oczywiście tylko w dni robocze, zmęczenie,
wieczne utyskiwania i narzekania studentów na pewno
nie wpływają pozytywnie na humor dziekano-dawcy,
czy może raczej dziekano-dawczyni.
Dziekano-biorca zaś nastawiony jest od początku
negatywnie, bywa trochę zniecierpliwiony i najchętniej
siedziałby w tym momencie w auli „H”, oddając się
uciechom życia doczesnego.
Zaczyna się konwersacja. Śpieszy się student, śpieszy
się Pani na stanowisku - w końcu kolejka.
„
Opinie, jako studenci, mamy nie najlepszą dziekanat skarży się, że przychodzimy nie znając
regulaminu studiów i zasad studiowania, kłócimy się o
kwestie formalne, w przypadku których wątpliwości
mogłyby zostać rozwiane lekturą regulaminu.
Oczywiście będziemy się tłumaczyć, że regulaminów
obecnie jest co najmniej parę i każdy inny dla każdego
rocznika, do zagubienia się w ich treści i
obowiązywaniu przyznał się sam doktor Kładoczny
(kierownik studiów prawo – M.J.). Nie usprawiedliwia
nas to jednak całkiem, a nerwy które nas ponoć
ponoszą w takich przypadkach są chyba jednak nie
uzasadnione. Co innego, z tego co usłyszeliśmy, a co
wydało się najgorsze - były to znane i słyszane w
dziekanacie ponoć często słowa (podobno, bo wciąż
mam nadzieję, że moja dziecięca niewinność
krzycząca w głębi mojego serca: to nie może być
prawda!, ma racje.): „płacę i wymagam”. Zastanawiam
się tylko, czy człowiek wypowiadający takie zdanie
poniża bardziej tego do kogo się zwraca, samego
siebie, czy wprost swoje studia? Jako komentarz
pozwolę sobie sparafrazować zdanie jednej z
pracownic dziekanatu, iż to nie są studia prywatne, a
studia płatne stanowią możliwość kontynuacji nauki
dla tych którzy osiągnęli gorsze wyniki na maturze.
Ciężko się z tym zdaniem nie zgodzić, dodam że sam
jestem studentem ładnie mówiąc niestacjonarnym,
mówiąc wprost wieczorowym i nie czuję się gorszy!
Może troszeczkę.
Na pocieszenie Panie powiedziały, że mimo
wszystkich tych rzeczy: „większość studentów jest w
porządku”. Dobre i to.
G dy dowiedziałem się od
naczelnego, że mam udać się Dziekanat też ma grono
Tak, tak to prawda. Chyba czas to sobie wreszcie
(wiem, wiem - udają się tylko uświadomić i przestać wmawiać własnej
policjanci) do dziekanatu zrobić podświadomości że to co sfrustrowany student
napisze na forum, przelewając swoje żale na
zdjęcia Paniom tam pracującym klawiaturę,
będzie wydrukowane i przeczytane w wielu
ogarnęło mnie przerażenie. różnych miejscach na Uniwersytecie (w tym w
Konfrontacja brzmiała tylko dziekanacie). Internet może i daje poczucie
anonimowości, jednak jest to dość złudne i nie
trochę lepiej niż powiedzenie zdziwmy się kiedy sądnego dnia wpadniemy „coś”
Darthowi Vaderowi, że w tym załatwić i powita nas chłodne spojrzenie w którym
dostrzeżemy identyfikacje gronowego nicka. Problem
sezonie czerń jest nie modna. Raz który
może się pojawić w takiej sytuacji spoczywa na
się jednak żyje.
petencie, w końcu to on ma sprawę.
INFORMACJE
Co jednak pojawia się w Internecie?
Różnie różniaście. Muszę upierać się przy swoim, że
spotkałem się z niewieloma negatywnymi opiniami
dotyczącymi organów administracyjnych Wydziału
Prawa i Administracji, a jeśli już się pojawiały to jeśli
nie były merytoryczne to chociaż nosiły takie
znamiona. Panie jednak zapamiętały inne
komentarze, które wyjawiły nam, śmiejąc się z ich
absurdalności. Rekordzistą jest zarzut sadzenia
pelargonii (chyba w czasie pracy, oczywiście możemy
uznać że kiedykolwiek i gdziekolwiek dokonanie
takiego czynu jest naganne, ale chyba nie o to chodzi),
obok tego pojawiły się standardowo: rozmawianie
przez telefon w czasie pracy, ciągłe picie kawy,
przerwy dłuższe niż obsługa petentów, poprawianie
sobie makijażu i ploteczki. Ciężko cokolwiek o tym
wszystkim powiedzieć.
Tak naprawdę trzeba by spędzić dzień z każda Panią
chodząc za nią krok w krok niczym urzędnicy Biura
Ochrony Rządu za Premierem, rejestrować i notować.
Być może takie sytuacje miały miejsce, nie oszukujmy
się co do tego, ale odważne stwierdzenie iż jest to
regułą wydaje się być przesadzone. Niestety
pojawiają się opinie bardziej wyraziste - zawierające
przekleństwa, oszczerstwa - ale pozostawię to bez
komentarza.
Student-problem
Zazwyczaj, kiedy student opowiada o dziekanacie,
przytacza niemiłe doświadczenia. Tak widać już ten
świat został stworzony, że nie chwalimy się kolegom i
koleżankom jak sprawnie załatwiliśmy sprawę, jak nas
miło przyjęto i że nie staliśmy w kolejce. Skupiamy się
na negatywach, lubiąc troszkę użalać się nad sobą i
demonizować cały świat czyniąc z niego
Conradowskie jądro ciemności. „Kłopoty z
dziekanatem mają tylko Ci którzy czegoś nie dopięli,
lub nie dopełnili formalności”, szkoda że jest to regułą,
bez wątpienia utożsamiamy i personalizujemy swoje
problemy z administracją studiów, czy choćby USOSem, przelewając żale na konkretne osoby. Bez
wątpienia za każdy problem ktoś odpowiada,
spytajmy
jednak sami siebie - za ile problemów odpowiadamy
my sami i w ilu przypadkach jego naprawienie leży w
naszych i tylko w naszych rękach.
Czas leciał, Edyta wciąż zadawała pytania , kiedy ja
rozmawiałem z resztą Pań. Odpowiedzi padały dość
szablonowe i poprawne politycznie. Na samym końcu
przyszedł czas na Panią Kierownik Sokołowską. Jej
przyjazny stosunek do studentów jest powszechnie
znany, mieliśmy więc wielkie nadzieje. Spotkał nas
swoisty zawód. Pierwsze co rzucało się w oczy to
wielkie zmęczenie, może z nutką żalu. Lecz jak to
powiedział Robert Lee Frost: „Jeśli będziesz
przykładnie pracował osiem godzin dziennie, może ci
się kiedyś uda zostać kierownikiem i pracować
dwanaście.” Widać że starała się skrócić czas wywiadu
i konstruować wypowiedzi tak, żebyśmy byli
zadowoleni. Nie byliśmy jednak źli, bardziej nas to
przybiło. Dlaczego osoba tak życzliwa studentom była
tak oschła w tym momencie ?
„
N a koniec tylko chciałbym
przytoczyć argumentację jaka
padła w czasie odmowy
pozowania do pojedynczych
zdjęć. Panie bały się że mogą one
potem zostać wykorzystane przez
studentów w jakiś obraźliwy dla
nich sposób.
Mam nadzieje że to były puste
obawy, jednak jest to
zastanawiające. Ważne jest żeby
Ci studenci którzy zachowują się
poniżej krytyki nie zniszczyli
wizerunku nam wszystkim. Będę
się upierał, że nie jesteśmy bądź
co bądź tacy źli.
{LEXU§ 7/2008}
„
(...) może warto naprawić stosunki
z Paniami z dziekanatu od siebie.
Zmieńmy swoje nastawienie,
bądźmy przyjaźnie nastawieni jeżeli wypowiemy słowo
„dziękuje” świat nam się nie
zawali.
Zakończenie
Nie chciałem, aby ten artykuł stał się formą moralizacji,
mam nadzieję, że bardziej skłoni do refleksji, że może
warto naprawić stosunki z Paniami z dziekanatu od
siebie. Zmieńmy swoje nastawienie, bądźmy
przyjaźnie nastawieni - jeżeli wypowiemy słowo
„dziękuje” świat nam się nie zawali. Oczywiście Panie
biorą za swoją ciężką pracę pieniądze i ich
obowiązkiem jest nam pomagać - niemniej jednak
„zasady współżycia społecznego” nie powinny być
tylko pojęciem kodeksowym. Większość z pracownic
dziekanatu ma swoje rodziny, mężów, dzieci (czy
wnuki - nie wiem), nie są one oderwane od świata
pojawiając się w pracy wprost z „piekielnych czeluści” w związku z tym pamiętajmy: każdy z nas jest tylko
człowiekiem, każdy z nas jest trochę prostakiem i
każdy z nas popełnia błędy.
Jak już musimy - to lepiej psioczyć na USOS-a, on
przynajmniej uczuć nie ma (można się wyżyć), a
Wydział Matematyki i tak się tym nie przejmuje.
Informatycy to twarde sztuki.
Na koniec tylko chciałbym przytoczyć argumentację
jaka padła w czasie odmowy pozowania do
pojedynczych zdjęć. Panie bały się że mogą one
potem zostać wykorzystane przez studentów w jakiś
obraźliwy dla nich sposób. Mam nadzieje że to były
puste obawy, jednak jest to zastanawiające. Ważne
jest żeby Ci studenci którzy zachowują się poniżej
krytyki nie zniszczyli wizerunku nam wszystkim. Będę
się upierał, że nie jesteśmy bądź co bądź tacy źli.
*artykuł nie jest obiektywny, ja też jestem studentem.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
5
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
DZIEKANAT
„
SYMPATYCZNI(E) - NIESYMPATYCZNI(E)
-Edyta Matysiakziekanat. Dla wielu wystarczy tylko to
jedno słowo i nic już więcej nie trzeba
dodawać. „Dziekanat” mówi za siebie
wszystko. Jeszcze człowiek nie zacznie
studiów, a już od rodzeństwa, ciotek, wujków,
znajomych słyszy legendy o tajemniczym pokoju
znajdującym się na każdym wydziale w kraju. Ale czy
za tymi drzwiami jest naprawdę aż tak strasznie? Czy
rzeczywiście nie da się tam niczego załatwić? A może
plotki o niemiłych Paniach, niekończących się
kolejkach, nie rozpatrzonych podaniach to zwykłe
stereotypy? Aby odpowiedzieć na te pytania
postanowiliśmy poznać wszystkich pracowników
Dziekanatu Prawa Uniwersytetu Warszawskiego
(którym za rozmowę i celne uwagi serdecznie
dziękujemy) oraz wysłuchać opinii naszych studentów
na temat funkcjonowania naszego dziekanatu.
D
Wywiad
z
dziekanatu
pracownikami
Aby bliżej poznać wszystkich pracowników dziekanatu
zadaliśmy im następujące pytania dotyczące:
1) stanowiska pracy
2) opinii na temat studentów WPiA Uniwersytetu
Warszawskiego
3) spędzania wolnego czasu i zainteresowań
Pani Jolanta Dąbrowska-Bondyra
Ad.1. I rok, studia stacjonarne
Ad.2. Do tej pory nie miałam żadnych scysji ze
studentami naszego wydziału. Uważam zdecydowaną
większość z nich za bardzo sympatycznych i
kulturalnych młodych ludzi.
Ad.3. Wszystkie wolne chwile spędzam ze swoją
rodziną.
Pani Anna Gajewska
Ad.1. I rok, studia niestacjonarne
Ad.2. Studenci pierwszego roku, przy stanowisku
którego pracuję, nie sprawiają większych problemów.
Wręcz przeciwnie, o wszystko się starannie
dopytują, starają się na bieżąco rozliczać swoje
sprawy w dziekanacie. Mam o nich bardzo dobre
zdanie.
Ad. 3. Moimi pasjami są turystyka, fitness i basen.
Pani Maria Lenarczyk
Ad.1. II rok, studia stacjonarne
Ad.2. Uważam, że nasi studenci są bardzo
sympatyczni i życzliwie nastawieni. Nie miałam do tej
pory żadnych problemów, więc nasza współpraca
przebiega bez zastrzeżeń.
Ad.3. Swój wolny czas przeznaczam na relaks, w
szczególności na ćwiczenia i jazdę na rowerze.
Przyjemność sprawiają mi również wyjścia do kina czy
teatru.
Pani Monika Kurkowska
Ad. 1. II rok, studia niestacjonarne
Ad. 2. Moim zdaniem, wśród studentów zadowoleni są
Ci, którzy zachowują się właściwie wobec dziekanatu.
Problemy zaś sprawiają głównie te osoby, które
zalegają z egzaminami, mają poprawki, nie składają
6
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
podań na czas. Mają one wtedy pretensje wobec osób
pracujących w dziekanacie, co niekiedy doprowadza
do nieprzyjemnych sytuacji.
Ad. 3. Większość swojego wolnego czasu lubię
spędzać na seansach kinowych, rozrywkę natomiast
mam w dziekanacie.
Pani Magdalena Wyciszkiewicz
Ad. 1. III rok, studia stacjonarne
Ad. 2. Sądzę, że niektórzy studenci są sympatyczni,
drudzy trochę mniej. Generalnie, te osoby, które
rozliczają wszystko na czas, nie sprawiają większych
trudności, współpraca z nimi przebiega bez zarzutu.
Zdarzają się czasami przykre sytuacje, ale są to
wyjątki. Większość studentów, z którymi się stykam to
osoby serdeczne i uprzejme.
Ad. 3. Ostatnio nie mam wolnego czasu, ponieważ
każdą chwilę poświęcam wychowywaniu swojego
małego dziecka. Jeśli jednak znajdzie się moment,
który mogę poświęcić dla siebie, lubię sięgnąć po
książki historyczne, w szczególności te o tematyce II
Wojny Światowej.
Pani Paulina Pietrzak
Ad. 1. III rok, studia niestacjonarne
Ad.2. Zasadniczo nie mam żadnych zastrzeżeń
odnośnie codziennych kontaktów ze studentami.
Owszem, zdarzają się czasami sytuacje, które nie
powinny mieć miejsca, dochodzi wtedy do spięć.
Można je ująć w zdaniu „płacę i wymagam” często
właśnie taką pozę przyjmują osoby ze studiów
niestacjonarnych, kiedy napotykają na swojej drodze
trudności.
Ad.3. Uwielbiam w wolnych chwilach jeździć na
rowerze i chodzić na grzyby. Niestety teraz nie zdarza
mi się to zbyt często, gdyż ostatnimi czasy nie mam
wiele czasu dla siebie.
Pani Izabela Wiśniewska
Ad.1. IV rok, studia stacjonarne
Ad.2. Uważam ,że studenci, z którymi się stykam na
co dzień potrafią być bardzo życzliwi i taktowni, gdy
czegoś potrzebują. Są to ogólnie sympatyczne osoby.
Ad.3. Wolny czas poświęcam swoim dzieciom i
mężowi. Bardzo lubię aktywnie wypoczywać
spaceruję, uprawiam jogging, pływam.
Pani Grażyna Sadowska
Ad. 1. IV rok, studia niestacjonarne
Ad.2. Sądzę, że w większości studenci WPiA są
serdeczni i mili w kontakcie z drugą osobą. Do
rzadkości zaś należą sytuacje, gdy mam styczność z
osobami zachowującymi się w sposób nieelegancki.
Ad.3. Zdecydowaną większość wolnych chwil
poświęcam swojemu dziecku.
Pani Małgorzata Matuszewska
Ad. 1. V rok, studia stacjonarne
Ad. 2. Studenci na V roku studiów są naprawdę bardzo
sympatyczni. Jak najbardziej zdarzają się osoby
niegrzeczne oraz nietaktowne, które mają pretensje,
ale na szczęście są to jedynie wyjątki.
Ad. 3. Poza pracą prowadzę normalne życie rodzinne i
to właśnie z rodziną spędzam swój wolny czas.
Pani Monika Kurkowska
Moim zdaniem, wśród
studentów zadowoleni są Ci,
którzy zachowują się właściwie
wobec dziekanatu. Problemy zaś
sprawiają głównie te osoby,
które zalegają z egzaminami,
mają poprawki, nie składają
podań na czas. Mają one wtedy
pretensje wobec osób
pracujących w dziekanacie, co
niekiedy doprowadza do
nieprzyjemnych sytuacji.
Większość swojego wolnego
czasu lubię spędzać na seansach
kinowych, rozrywkę natomiast
mam w dziekanacie.
Pani Dorota Otko-Majewska
Ad. 1. V rok, studia niestacjonarne
Ad. 2. Bardzo lubię studentów, z którymi współpracuję.
Osoby studiujące na V roku prawa są kulturalne i
uprzejme. Niekiedy przychodzą studenci
niedoinformowani i są to osoby przykre, pełne
roszczeń wobec pracowników dziekanatu, ale
zdarzają się one bardzo rzadko.
Ad. 3.Wolne chwile poświęcam swojej rodzinie.
Pani Małgorzata Sokołowska
Ad.1.Kierownik Dziekanatu Kierunek Prawo, WPiA UW
Zajmuję się sprawami archiwalnymi absolwentów
Wydziału, studentami przyjeżdżającymi na program
"MOST", rekrutacją na studia, studentami z MISH-u
oraz bieżącymi sprawami Dziekanatu.
Ad.2. Zawsze lubiłam pracować z młodzieżą, stąd też
mój długoletni staż pracy, ale obecna młodzież jest
coraz trudniejsza, wręcz czasami przyjmuje postawę
roszczeniową, więc jestem bardzo ostrożna w opiniach
o naszych studentach.
Ad. 3. Mój wolny czas poświęcam rodzinie, mam
wspaniałych dwóch wnuków. Uwielbiam podróże, na
które mam jednak nie wiele czasu.
OPINIE STUDENTÓW
Oto opinie studentów naszego wydziału na temat
funkcjonowania dziekanatu:
Łukasz, IV rok
„Moim zdaniem dziekanat na naszym wydziale
funkcjonuje na bardzo przyzwoitym poziomie. A
osiągnięcie zamierzonego celu, z jakim podchodzimy
do okienka zależy od naszego podejścia do pań
siedzących po drugiej stronie. Spokój i uśmiech w tych
trudnych momentach dla studenta okazują się
bezcenne”.
INFORMACJE
{LEXU§ 7/2008}
FELIETON
KOLEJKA
-Maksymilian KokoszkoAnka, II rok
“Nasz dziekanat nie funkcjonuje tak, jak powinien.
Przygody z lat wcześniejszych wskazują, że
wprowadzenie zmian, by usprawnić jego działanie nie
byłoby bardzo kłopotliwe, jednak wydaje mi się, że nie
ma osoby która chciałaby włożyć wystarczająco dużo
wysiłku by to zmienić. Najwyższy czas, żeby studenci
przestali stać w ciągnących się kolejkach i czekać, aż
ich podanie zostanie „może” przyjęte”.
Michał, V rok
„Myślę, że dziekanaty wszędzie są takie same.
Czasem trzeba poczekać w kolejce, czasem na
rozpatrzenie swojego podania. Zdarza się tzw.
nerwówka, gdy gdzieś Ci się śpieszy, a traf chce,
„sznureczek” posuwa się bardzo wolno. Ale, cóż takie
uroki studiów, każdy musi czasem wystać po swoje.
Jedyne co mogę poradzić młodszym rocznikom to to,
by zdawali wszystko na czas, a w dziekanacie
pojawiali się tylko po złożenie i odebranie swojego
indeksu”.
Gośka, II rok
„
„Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, że nie załatwiłam
swojej sprawy lub któraś z Pań była dla mnie niemiła.
Owszem, bywa czasem tak, że nie zawsze wszyscy
są w świetnym humorze i ktoś może nie odwzajemnić
Twojego uśmiechu, ale czy to jest powód, żeby od
razu narzekać? Te wszystkie plotki, których
nasłuchałam się dość od starszych roczników są
zdecydowanie przesadzone”.
Michał, V rok
Przypomnijcie sobie wasz pierwszy dzień na
Uniwersytecie, dzień, w którym uroczystą atmosferę
inauguracji dało się czuć na całym Krakowskim
Przedmieściu, daleko za bramą Kampusu. Dzień,
kiedy wielu z was zatrzymało się przed wyjściem z
domu, spojrzało w lustro nieco dłużej i znacznie
bardziej krytycznie niż zwykle i pomyślało: „Student.
Wydziału Prawa”. Wróćcie proszę myślami do 29
września 2008.
Oddam cały swój majątek Fundacji na rzecz Korekcji
Wad Zgryzu Południowochińskich Chomików
Śródlądowych, jeśli nikomu z was ta data nie skojarzy
się z kolejką. Długą, trapiącą, irytującą, bezapelacyjnie
niepotrzebną i rozstrajającą nerwowo kolejką po
odbiór indeksu. Sytuacją, na którą nikt z nas wpłynąć
nie mógł, a na którą z pewnością nie chciał natrafić.
Jeśli jednak owe czekanie było ci zupełnie obojętne nie czytaj mojego felietonu. Urazi cię, zmiesza z błotem
i zachęci do wpłacenia sporej sumy na rzecz wyżej
wymienionej Fundacji.
Wiemy doskonale, ile czasu ludzie w podeszłym wieku
są w stanie poświęcić na pokorne i cierpliwe czekanie
w kolejkach, wiemy też, ile sprawia im to satysfakcji.
Bynajmniej nie mam na myśli czekania jako czynności
zupełnie nieinteresującej, chodzi tu o zajmowanie
miejsca, pilnowanie go i wreszcie docieranie do końca
kolejki, załatwiwszy zaszczytne w niej miejsce
dziesięciu wybranym sąsiadkom (placówki NFZ,
godzina 8 rano). Nie potępiam tu ludzkich zachowań,
nie dyskryminuję też starszych ludzi, ale zwracam
uwagę na problem, który jest bezpośrednio związany
nie tylko z otaczającymi nas instytucjami i ich
działalnością, ale również z każdym z nas. Nie
jesteśmy w podeszłym wieku, nie mamy też syndromu
Brytyjczyków, którzy bez tworzenia kolejek zginęliby w
totalnym chaosie. Gdyby nie ludzie tworzący sztuczne
kolejki, gdyby nie osoby zajmujące kolejkę rzeszom
przyjaciół, można by się w naszych warunkach
spokojnie umawiać, np. po odbiór indeksu- na
konkretną godzinę. Problem, uwaga, polega na tym, że
nikt, absolutnie nikt, nie byłby w stanie wyegzekwować
przestrzegania takich ustaleń. Ten problem nie ma
chyba innego rozwiązania niż pozostawienie w
miejscach „kolejkogennych” oddziałów/służb
porządkowych, które to zadbałyby o należyty porządek
z wykorzystaniem szerokiej gamy wyrafinowanych
środków przymusu. Jednak rzeczywistość czekania,
tak przyziemnego, a tak przysłowiowego w obliczu
gąszczu kolejek towarzyszących żakowi na każdym,
jak mniemam, kroku, jeszcze długo nie ulegnie
zmianie. Słynne są już ciągnące się kilometrami kolejki
w celu złożenia dokumentów lub po ich odbiór, a moje
skromne doświadczenie pozwala stwierdzić, że
podobnymi ikonami mogłyby być, ba, niestety już są,
kolejki po odbiór indeksu. Chciałoby się powiedzieć, że
to, jak bardzo dają się nam we znaki, zależy tylko od
nas, ale to nieprawda. Bo tak naprawdę zależy to od
sytuacji politycznej w Boliwii, pogody na Księżycu i
oczywiście stanu uzębienia Południowochińskich
Chomików Śródlądowych. A tak w ogóle przecież
indeks można było odebrać...
„Myślę, że dziekanaty wszędzie
są takie same. Czasem trzeba
poczekać w kolejce, czasem na
rozpatrzenie swojego podania.
Zdarza się tzw. nerwówka, gdy
gdzieś Ci się śpieszy, a traf chce,
„sznureczek” posuwa się bardzo
wolno. Ale, cóż takie uroki
studiów, każdy musi czasem
wystać po swoje. Jedyne co mogę
poradzić młodszym rocznikom
to to, by zdawali wszystko na
czas, a w dziekanacie pojawiali
się tylko po złożenie i odebranie
swojego indeksu”.
fot. Anna Musiałówna
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
7
{LEXU§ 7/2008}
WYWIAD
O niepotrzebnej tarczy,
aktywnym Obamie i słabej Rosji
z prof. Romanem Kuźniarem rozmawia
-Tomasz SawczukRoman Kuźniar (ur. 1953) - polski politolog,
dyplomata, prof. UW, autor licznych publikacji
prasowych i książek (ostatnio „Droga do wolności.
Polityka zagraniczna III RP”); zajmuje się przede
wszystkim zagadnieniami bezpieczeństwa
międzynarodowego, studiów strategicznych,
praw człowieka oraz polityki zagranicznej RP.
Tomasz Sawczuk: Panie profesorze, będzie
w Polsce tarcza czy nie będzie?
Roman Kuźniar: Tego nie wie nikt, jak w tej słynnej
piosence, którą śpiewał Bohdan Łazuka przed
mistrzostwami w Hiszpanii: „Entliczek, pentliczek, co
zrobi Piechniczek tego nie wie nikt”. Nie da się
powiedzieć.
TS: Myśli pan, że Demokraci dotrzymają umowy
zawartej przez Republikanów? Czy raczej zwycięży
niechęć do projektu, zrezygnują lub odłożą to na
później?
RK: Demokraci w tej sprawie są podzieleni, dlatego nie
wiem, która tendencja na łonie Partii Demokratycznej
zwycięży. Jest też ogromna presja środowiska
budującego cały projekt. Mam tu na myśli kompleks
technologiczno-wojskowy, który sporo zainwestował.
Oni już byli w ogródku, witali się z gąską, z wielkimi
kontraktami, a tu, być może, trzeba będzie z tego
zrezygnować.
fot. wyborcza.pl
TS: Rezygnacja jest możliwa?
RK: W tej fazie nie jest to żaden problem, jeszcze nic
nie zostało zrealizowane. Ale rezygnacja z bazy w
Polsce nie oznacza w żadnym razie rezygnacji
z samego systemu obrony antyrakietowej. Jeżeli
chodzi o program antyrakietowy, to będzie się on
rozwijał. Może będzie tylko bardziej narodowy niż
globalny. To są zupełnie dwie różne rzeczy.
TS: Może się obyć bez elementu w Polsce?
8
tak naprawdę niewiele znaczy, ponieważ nie zdążyła
wejść w życie. W związku z tym nie ma żadnych
kosztów. Polska też jej nie ratyfikowała, bo przecież nie
ma umów uzupełniających, dotyczących tego, co
Amerykanie nam, troszkę jak gruszki na wierzbie,
obiecali w deklaracji towarzyszącej umowie. W sensie
prawno-międzynarodowym tej umowy jeszcze nie ma.
TS: A co Obama na pewno zmieni w stosunkach
międzynarodowych?
RK: Będzie wykazywać dużo większe zrozumienie dla
świata. To jest polityk o ogromnej wrażliwości na
problemy międzynarodowe. Nie jest „jednonożny”
(wojna z terroryzmem), tylko poprzez swoje geny,
Mówię to wprost, rozumie świat lepiej niż jakikolwiek
inny polityk USA. Poza tym myślę, że będzie bardziej
empatyczny, co nie znaczy, że nie będzie forsować
egoistycznych interesów USA, tylko będzie starał się je
łączyć z interesami innych części świata. Obama
odzyska pozycję Ameryki, bo będzie bardziej
wiarygodny.
RK: Oczywiście. Ten element przecież zupełnie nie jest
związany z Iranem. Może obóz prezydencki w to
wierzy, ale nikt poważny- jeżeli chodzi o analityków
strategicznych, nie analityków dworskich, ale
zajmujących się realnymi analizami- nie uważa, że to
ma związek. To jest non-science fiction. Iran nigdy nie
wyposaży się w takie rakiety, które ma strącać rzekomo
ta baza w Polsce. Nie przypadkiem rakiety
interkontynentalne są w posiadaniu tylko trzech
mocarstw. To jest arcytrudna technologia. Pan jest
młody - za pańskiego życia Iran jej nie osiągnie,
niezależnie od tego, czy będzie mieć broń nuklearną,
w co też wątpię.
TS: Przywróci amerykańską hegemonię? Czy też
będzie to już nowa pozycja w świecie bardziej
wielobiegunowym?
A sam Barack Obama to, jak wiemy, polityk
bardzo racjonalny. Poza tym nie jest więźniem lobby
zbrojeniowych. To, że umowa została podpisana, też,
RK: To nie są do końca dobre terminy. Owszem,
Amerykanie próbowali hegemonii i pod ciężarem tego
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
doświadczenia upadli. Wszelkie tego typu próby
historia zawsze skazywała na niepowodzenie.
Hegemonia jest niemożliwa, dlatego, że takie dążenie
wywołuje siły, które chcą ją powstrzymać, gdyż jest ona
niebezpieczna dla pozostałych. Działa mechanizm
równowagi. To była iluzja, kosztowna iluzja.
Czym innym jest przywództwo
amerykańskie i Obama ma dużą szansę, żeby jeszcze
do niego powrócić, chociaż Ameryka nie jest tak silna,
jak jeszcze niedawno, a z drugiej strony - świat
„podrósł”. Także jego problemy będą inne niż walka
o utrzymanie hegemonii. To już jest passé. Teraz
problemem jest wywikłanie Ameryki z wojen,
wciągnięta przez poprzednią administrację,
zmiana podejścia do Bliskiego Wschodu, Znalezienie
klucza do rozwiązania problemu irańskiego, układanie
stosunków z nowymi Chinami, które są już Chinami
innymi niż 10 lat temu. Wreszcie powrót do
rozwiązywania wspólnie z innymi państwami
problemów globalnych, jak klimat, środowisko,
ubóstwo, reforma instytucji międzynarodowych. To są
duże rzeczy.
TS: Obama będzie to robił czy raczej wycofa się
z aktywności?
RK: Niewątpliwie będzie, czeka nas bardzo aktywna
prezydentura. W przeciwieństwie do prezydentury
Busha, który był zaangażowany tylko na jednym
„
WYWIAD
froncie, co uniemożliwiało mu działania w innych
kierunkach. To była taka „jednonożna” administracja:
tylko terroryzm, tylko Irak, tylko Bliski Wschód. Wiele
innych rzeczy leżało odłogiem, Ameryka się wycofała.
Także, paradoksalnie, to Bush był nieaktywny, co
kosztowało dużo Amerykę i świat.
TS: To, co robił, było za to widać w mediach.
RK: No tak, bo media interesują się rzeczami, które są
spektakularne i dramatyczne, to naturalne. Natomiast
on faktycznie wycofał USA z bardzo wielu innych pól
aktywności, nawet jeżeli chodzi o bezpieczeństwo.
Ameryka była nieaktywna na przykład w kwestii
porozumień, które eliminują niebezpieczeństwo
rozprzestrzeniania niektórych rodzajów broni. Tam
Ameryki nie było, bo prowadziła akurat politykę, która
świat destabilizowała i sprzyjała proliferacji.
Obama nie jest żadnym izolacjonistą, nie
jest człowiekiem, jak twierdzą niektórzy,
niedoświadczonym w sprawach międzynarodowych,
bo on tego doświadczenia szybko nabędzie. Jest
arcyinteligentnym politykiem, który potrafi reagować
na impulsy płynące z zewnątrz i będzie miał przy tym
niesłychanie kompetentną administrację.
W przeciwieństwie do administracji Busha.
TS: Obama chce rozmawiać ze wszystkimi,
również z Iranem i Koreą Północną.
RK: I nie ma w tym nic niewłaściwego. Mam nadzieję,
że nikt go nie powstrzyma.
TS: Coś z tego wyniknie?
nie znaczy, że niereformowalny czy nieobliczalny.
Administracja Busha była również administracją
religijną i rzeczywiście- ze złymi skutkami. Ale to
jeszcze niewiele znaczy. Zasada jest taka: kraj, który
staje się posiadaczem broni jądrowej, staje się bardziej
odpowiedzialny, jest bardziej obliczalny. Dlatego, że
wie, czym dysponuje. Wojnami ideologicznymi nie ma
się co zajmować.
TS: Obama to dobry kandydat dla Polski?
RK: Tak, bardzo dobry. Jeżeli jest dobry dla świata, to i
dla Polski. Dlatego, że Polska nie ma, wbrew temu co
się u nas uważa, jakiejś szczególnej stawki, jeżeli
chodzi o Amerykę. Wszystkie ważne interesy Polski są
tutaj, w Europie. Owszem, NATO jest sojuszem z
przywództwem amerykańskim i to bardzo dobrze. Ale
NATO jest sojuszem wielostronnym i Polska jest
bardzo wiarygodnym uczestnikiem tego porozumienia.
Inwestuje w swoje bezpieczeństwo poprzez NATO. Ale
NATO ma znacznie mniejsze praktyczne
zastosowanie, jeżeli chodzi o obronność Polski, niż
UE. Przykładowo- Rosja. Kto zatrzymał Rosję w
Gruzji? Unia Europejska, nie NATO.
TS: Czy zatrzymał - to dyskusyjne.
RK: Zatrzymał w tym sensie, że doszło do zawieszenia
broni, do rozejmu, a Rosjanie wycofali się z obszaru
objętego porozumieniem z UE. Właściwie można
powiedzieć, że oni tę umowę realizują. Tylko niektóre
kraje sadzą, że tak nie jest, większość uważa inaczej.
Które kraje? Polska, Litwa... A znakomita większość
państw UE twierdzi, łącznie z Francją, która zawierała
porozumienie, że Rosja dotrzymała jego postanowień.
RK: Trudno powiedzieć. To zależy od tego, na co
Ameryka będzie chciała przystać. Jeżeli Iran będzie
uparcie dążył do realizacji programu nuklearnego,
z którego by wynikało, że jest on „dual use”, że zmierza
do celów pokojowych, ale że będzie mógł także wyjść
z tego jakiś program militarny - to jest to zagrożenie.
Natomiast pytanie - jak do tego podejść. Oddziaływać
wyłącznie siłą, tak jak chcieli neokonserwatyści i jak
mówi Izrael - czy może próbować go zaabsorbować,
uczynić z niego takie „drugie Indie”. Indie weszły
przecież w posiadanie broni nuklearnej wbrew USA.
Na Indie Ameryka nałożyła sankcje. I gdzie jesteśmy?
TS: Twardsze podejście USA do Rosji nie jest w
dalszym ciągu potrzebne?
TS: I są sojusznikami.
RK: W jakim celu?
RK: Są sojusznikami. Jest umowa o współpracy
nuklearnej. Światu się to bardzo nie podoba, dlatego,
że Hindusi weszli tylnymi drzwiami do grona mocarstw
nuklearnych. Oni to zrobili przeciwko Amerykanom,
którzy ich oszukali w negocjacjach nad traktatem
o całkowitym zakazie prób z bronią nuklearną (CTBT).
Amerykanie okłamali Hindusów, oni w reakcji na to
przeprowadzili próby, Amerykanie nałożyli sankcje,
a 9 lat później jest, co widzimy.
TS: Zatrzymania „rosyjskich zapędów
imperialistycznych”?
TS: Różnica jest taka, że Iran to państwo
wyznaniowe.
RK: Wyznaniowe- dzisiaj. Jeżeli pozwolimy im się
zmieniać, nie musi tak być zawsze. Jeżeli zaś będziemy
trzymać Iran, tak jak USA trzymały do tej pory, w sytuacji
oblężonej fortecy, nic dobrego z tego nie wyniknie.
Dlaczego Iran i Korea Północna chciały się wyposażyć w
broń nuklearną? Dlatego, ze obawiały się interwencji
Amerykanów. Irak broni tej nie posiadał, więc wiadomo
było, że Amerykanie mogą na niego napaść. Gdyby byli
pewni, że Irak broń atomową ma, z całą pewnością by
na niego nie napadnięto.Wbrew temu, co twierdzi
amerykańska propaganda, program nuklearny
Iranu wcale nie musi mieć ofensywnego
przeznaczenia i to, że jest to kraj religijny,
TS: Sarkozy wydaje się wobec Rosji ustępliwy.
RK: Chwała Bogu, że mieliśmy Sarkozy'ego, a nie
kogokolwiek innego. On ze swoją determinacją
powstrzymał ten konflikt. Łatwo wybrzydzać, ale kto
zrobił więcej? Jak ktoś mi pokaże, nie kto mógł zrobić
więcej albo kto zrobił więcej, to ja powiem wtedy: no
tak, rzeczywiście, Sarkozy jest do niczego.
RK: Rosja jest słabym krajem. To, co w Polsce
nagminne, to mylenie retoryki rosyjskiej z rosyjskimi
możliwościami. To jest kraj, który się cały czas zwija. A
teraz, w obliczu kryzysu, gdy w dodatku ceny ropy
spadły przynajmniej trzykrotnie, to w ogóle Rosja jest
jak przebity balon. W Polsce lubimy bać się Rosji,a
przynajmniej część polityków i mediów to po prostu
uwielbia. Po co? Po to, żeby krzyczeć: „Biada nam,
biada!”, żeby wznosić wojownicze okrzyki i bronić się
przed wrogiem, którego nie ma.
Nie twierdzę, że Rosja jest krajem
sympatycznym, bo nie jest. Rosja nie prowadzi wobec
Polski, ani wobec wielu innych krajów, polityki
przyjaznej.
TS: Zatem ten brak przyjaznej polityki po prostu nie
ma większego znaczenia?
RK: Rosja nie jest dla Polski zagrożeniem w sensie
militarnym. Niebezpieczeństwem dla Polski ze strony
Rosji jest na przykład to w kwestii surowców
energetycznych. Ale jaki jest problem z naszej strony,
żeby prowadzić zdrową politykę energetyczną?
{LEXU§ 7/2008}
Rezygnacja z bazy w Polsce nie
oznacza w żadnym razie
rezygnacji z samego systemu
obrony antyrakietowej. Jeżeli
chodzi o program antyrakietowy,
to będzie się on rozwijał. Może
będzie tylko bardziej narodowy
niż globalny.
TS: Jak widać po kolejnych rządach
problem.
jest to
RK: No tak, to poszukajmy winy w nas samych. Jeżeli
nie potrafiliśmy zróżnicować dostaw, jeżeli nie
potrafiliśmy rozłożyć naszego zapotrzebowania na
energię na różne źródła, to bijmy się w piersi, a nie
krzyczmy: „Hannibal ante portas!”. Myślmy
racjonalnie, a nie wpadajmy w pułapki dogmatyzmu
historycznego.
TS: Należy więc traktować Rosję jak każdy inny
kraj albo, jak określą to niektórzy, nie przejmować
się problemami i „robić z nią interesy”?
RK: To jest fałszywy dylemat. Arabia Saudyjska jest
krajem, gdzie demokracji nie ma, a robi się z nią
świetne interesy. Rosja nigdy nie będzie
demokratyczna, no, może kiedyś, nie da się tego
wykluczyć. Ale to nie na miarę Polski- zaprowadzić w
Rosji demokrację. Próbowaliśmy i nie wyszło. Wobec
Rosji potrzebna jest skuteczna strategia
powstrzymywania wszystkich tych ewentualnych
tendencji w polityce, które mogłyby być dla nas
niebezpieczne. Na razie takich nie widzę. Casus
gruziński, jak chcą nam wmówić media czy
propaganda, taki nie jest.
TS: Jak więc należy podchodzić do zapowiedzi
militarnej reakcji na tarczę w Polsce w orędziu
prezydenta Medwiediewa?
RK: Jeżeli jest baza rakietowa USA, są i rakiety
Iskander w Obwodzie Kaliningradzkim. Nie ma bazy
nie ma rakiet. To Rosja tu odpowiada na militarny ruch
drugiej strony, a nie inicjuje działania. Już 5 lat temu
mówiłem, że Rosja zareaguje na budowę bazy swoimi
kontrposunięciami i to się sprawdza. Teraz miejmy
tylko nadzieję, że w razie gdyby Amerykanie rozpoczęli
jakąś ofensywną operację z użyciem tej bazy, rakiety
rosyjskie będą na tyle precyzyjne, aby trafić właśnie w
bazę, a nie w Słupsk. Bo widział pan kiedyś bazę
rakietową w Ameryce usytuowaną w mieście?
TS: Podsumowując, w przyszłość możemy patrzeć
z optymizmem?
RK: Generalnie rzecz biorąc tak. Aczkolwiek to nie
znaczy, że nie należy być ostrożnym. Ja jestem
analitykiem, nie politykiem czy literatem. Publicyści
lubią fantazjować, pisać różne rzeczy, mniej lub
bardziej związane z rzeczywistością, często w
emocjonalnym tonie, a nieraz nie znając dobrze
tematu. Podobnie bywa z wypowiedziami polityków. Ja
muszę analizować rzeczywistość taką, jaka jest, a nie
konfabulować. Analitycy wiedzą, że bać należy się
wtedy, gdy są realne podstawy. NATO wydaje na
zbrojenia 77% tego, co cały świat. W takiej sytuacji to
Rosja powinna się bać. A na pewno nie my. Aktualnie w
naszym otoczeniu nie dzieje się nic, co mogłoby nas
niepokoić w sferze bezpieczeństwa militarnego.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
9
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
FAKTY I MITY O USOSIE
-Magda Olszewska-
teraz pokłońcie głowy, bo oto nadchodzi
On. Gdy wejdzie, nie próbujcie
pochwycić jego spojrzenia, gdyż światło
Go otaczające wypali znamię ślepoty
w waszych źrenicach. Gdy przemówi, nie próbujcie
usłyszeć głosu jego, albowiem ów ponadludzki tembr
przenikający waszą błonę bębenkową pozostawi was
głuchymi po dzień marnej śmierci waszej. Bądźcie
więc ślepi i głusi, posłuszni i oddani Mu a spłynie na
was Jego miłosierdzie, bądź gniew, zależnie od losu,
który zostanie losowo wam przydzielony. Bo oto
nadchodzi On – Wybawiciel Świata, Prorok i Mesjasz,
Stwórca i Destruktor, zwany też Piątą Władzą RP jej
Szarą Eminencją. To o Nim wspominała w delirycznych
wizjach wyrocznia delficka, Jego to umieszczono
w rzymskich księgach proroczych. Nadejście jego
przewidział Nostradamus, pisząc te słowa: „Żądło
z Niebios wyśle go w podróż, Śmierć w trakcie
rozmowy, wielka egzekucja, Dumna rasa upokorzona”.
W Apokalipsie według św. Jana określano Go jako
bestię, bo liczba Jego to 666. Wieszcz nasz mawiał
o nim w pokorze swej i uniżeniu, iż jest to mąż
opatrznościowy, a imię Jego jest 44. W fusach
zobaczył Go nawet Harry Potter, który zbyt lotny
w przepowiedniach nie był, zaś Andy Warhol tworząc
swe pop-artowe dzieło z puszką zupy Campbell,
inspirował się Nim właśnie. A teraz posypcie głowy
popiołem i logujcie się czym prędzej, bo oto – Anno
Domini 2008 – nadchodzi On i obejmuje swe władztwo
nad światem.
A
Ecce USOS.
Uniwersytecki System Obsługi Studentów narodził się
na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki
Uniwersytetu Warszawskiego. Siłą sprawczą tego
systemu była doktor Janina Mincer – Daszkiewicz,
która go zresztą po dziś dzień nadzoruje i udoskonala
na MIMUW. Niebawem system uznany został za na
tyle atrakcyjny, iż postanowiono zaadoptować go nie
tylko na pozostałych wydziałach Uniwersytetu
Warszawskiego, ale również na innych uczelniach
wyższych. Obecnie wdraża go dwadzieścia pięć
uczelni rozmieszczonych, w różnych miastach
w Polsce. Na Wydziale Prawa i Administracji za
wdrażanie systemu i jego prawidłowe funkcjonowanie
odpowiedzialna jest Sekcja Obsługi Komputerów,
której mniej lub bardziej tajna headquater mieści się na
trzecim piętrze Collegium Iuridicum III. Wśród
studentów USOS uchodzi zarówno za
błogosławieństwo jak i przekleństwo. Niewątpliwie
wszyscy doceniamy wygodę i komfort, jakie płyną
z możliwości zapisania się na wszelkie egzaminy,
w kapciach i piżamce w Atomówki, czyli po prostu bez
potrzeby wychodzenia z domu. Z drugiej jednak strony
USOS to istota chimeryczna i humorzasta, której
fanaberie dorównują zachciankom kobiety w ciąży,
albo nawet tej dotkniętej okrutną chorobą PMS-u.
Ponieważ niewielu z nas udało się przeniknąć
prawidłowości i dyrektywy rządzące cyklem sieciowym
tego rozkosznego potworka, wobec czego powstało
wiele mitów, plotek, anegdotek dotyczących USOS-a.
Dziś nadszedł dzień by te mity obalić i zbudować
Jedyny Prawdziwy Obraz Systemu. A zatem niech
runą mury, rozgryźmy ten Matrix, wybierzmy czerwoną
tabletkę i podążmy za białym królikiem!
10
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Siedem grzechów głównych, czyli mity i fakty
o USOS-ie
Mit numer jeden czyli o tym, że nie warto USOS-a
spuszczać w klozecie.
Podobno w dniach, gdy rozpoczynają się rejestracje
- czy to na egzaminy, przedmioty, seminaria, lektoraty
czy WF-y – zauważyć można pewną zastanawiającą
prawidłowość. Studenci, którzy dysponują przecież
rozmieszczoną na terenie całego Uniwersytetu, siecią
gustownych i komfortowych łazienek, nagle czuję, iż
najchętniej obsługiwaliby własną fizjologię
w niepozornej łazieneczce na trzecim piętrze
Collegium Iuridicum III. Cóż, de gustibus non est
disputandum, powtórzylibyśmy za starożytnymi. Mimo
to zjawisko to zaczyna nas fascynować i wciągać,
wierni kartezjańskiemu racjonalizmowi, postanawiamy
zgłębić ten fenomen i odnaleźć jego przyczyny.
Wkraczamy więc nieśmiało- zapukawszy uprzednio
– do owego przybytku oczyszczenia fizjologicznego
i jaki obraz ukazuje się naszym oczom? Dwóch
studentów, jeden siedzi na klozecie, drugi niedbale
wyciąga swe członki pod ścianą, obydwaj trzymają na
kolanach laptopy zaopatrzone w bezprzewodowy
Internet. Liczą, że będąc tak blisko źródła, czyli
samego USOS-a, uda im się zalogować
i zarejestrować w pierwszej kolejności.
Fakt!
USOS działa z każdego miejsca tak samo, nie warto
więc tłoczyć się i narażać na wątpliwe doznania własne
powonienie. Zostawmy więc łazienki ich pierwotnemu
przeznaczeniu, zaś z laptopami rozstawmy się,
zależnie od upodobań, w BUW-ie, bibliotece
wydziałowej, czy jakiejś miłej knajpce tudzież kawiarni.
wiecu, chwytam za telefon i wybieram numer mojego
chłopaka. Słodkim głosikiem pytam co u niego słychać,
słucham przez chwilę dukanych zaspanym głosem
odpowiedzi, by po chwili zmienić głos, przeobrazić się
w stanowczą femme fatale i pod groźbą nieupieczenia
mu ulubionych babeczek lawendowych, odebrać
solenna przysięgę, iż on również zaloguje się jutro
o ósmej. Obdzwaniam moje przyjaciółki, które
początkowo tłumaczą, że im nie pasuje, że mają wtedy
zajęcia, a druga leci jutro do Nepalu, więc gdzie tam ma
niby znaleźć Internet, ale niebawem sprawnie je
pacyfikuję i terrorem wymuszam obietnicę pomocy.
Dziadkowie to łatwizna, do momentu, gdy przyznają
się, że owszem mają komputer, ale przecież nie
potrafią go włączyć. Wysyłam ich na Uniwersytet
Trzeciego Wieku, z poleceniem by zapisali się na kurs
błyskawiczny. Przyrzekają, że do jutra zdobędą
umiejętności godne hakera. Kuzynek na wstępie
marudzi, że szkoła, że bunt młodzieńczy, ale przecież
nie odpuszczę najzdolniejszemu informatykowi
w rodzinie. Grożę, że wydam go dziadkom na żer,
zdradzając, iż nie nosi otrzymanego od nich na
gwiazdkę, pulowerka w słoneczka. Kuzyn mięknie,
załamuje się, zaczyna łkać cicho w słuchawkę, słowem
– jest mój. Delikatnie nakierowuję go na plan działania i
gotowe. Po kolejnych telefonach, do dalszych
i bliższych znajomych, dysponuję około dwudziestoma
kontaktami gotowymi do działania, czyli śmiało
mogłabym stworzyć własną siatkę szpiegowską. Nie to
jest jednak moim celem, a USOS. W końcu jutro
rejestracja, a każda z tych osób obiecała się
zalogować w moim imieniu, co niewątpliwie zwiększy
moje szanse i sprawi, że dostanę preferowany termin
egzaminu jak również obleganego egzaminatora.
W końcu lepiej jest się logować z dwudziestu
k o m p u t e r ó w, n i ż j e d n e g o , p r a w d a ?
Fakt!
Otóż nie jest to prawda. Najlepiej zobrazują to słowa
pana Macieja Broniarza, kierownika Sekcji Obsługi
Komputerów, które pozwolę sobie zacytować:
„Najprościej to wyjaśnić metaforą. Za PRL-u
w sklepach często nie było kiełbasy. Bez względu na to
czy w sklepie były 2 czy 4 kasy, kiełbasy i tak było tyle
samo. Podobnie jest z USOSwebem. Jeżeli na
egzamin zerowy z prawa cywilnego jest 20 miejsc, to
nie ma znaczenia czy student stanie w 1 czy
w 4 kolejkach. Co więcej, ekonomiczniej jest dla
systemu „wyrzucić” jedno konto jednego użytkownika
zajmujące 20 „wejść”, niż zwolnić taką ilość przez
usunięcie/niedopuszczenie 20 innych studentów.
Dodatkowo, w przypadku logowania sie z kilku
komputerów utrudniają Państwo rejestracje innym
osobom, które np. chcą się zapisać do zupełnie innej
grupy. Jaki stąd wniosek? Zostawmy w spokoju
rodzinę i znajomych, nie wprawiajmy ich
w niepotrzebne stresy, a groźby i terror zostawmy
sobie na czarną godzinę. Logujmy się z jednego
komputera, zastosujmy zasadę prawa karnego
o odpowiedzialności indywidualnej i pamiętajmy, że
większa liczba osób logujących się w naszym imieniu
ii tak nic nie zmieni.
Mit numer trzy, czyli niech ochrona będzie z tobą.
Mit numer dwa czyli im więcej tym lepiej
Jutro rejestracja, więc przygotować należy się już dziś.
Przy śniadaniu, posługując się starą enkawudowską
metodą zaadaptowaną zresztą potem przez gestapo,
co świadczy o jej niewątpliwym wdzięku i skuteczności,
świecę zaspanym rodzicom lampą prosto w oczy
i indaguję szczekliwym głosem: „Jutro o ósmej. Macie
dostęp do komputera? Do Internetu? Dobrze, więc
jednak się przydacie.” Zwolniwszy ich wreszcie z tego
Jak już zostało powiedziane, różni ludzie mają różne
preferencje i nie należy stawiać ich na szali
dobre/lepsze czy złe/gorsze. Tym niemniej niejeden
zapewne się zdziwił, gdyby się dowiedział, że najlepiej
jest się logować… koło ochrony. Ta zdumiewająca
opinia nie znajduje żadnego potwierdzenia w faktach,
o czym zapewnia nas zarówno magister Broniarz jak
i sami panowie ochroniarze, którzy dodają, że wcale
nie są przyjmowani do pracy na podstawie
zaświadczenia o dobrym przewodnictwie prądu.
INFORMACJE
{LEXU§ 7/2008}
Mit numer sześć czyli student informatyki to
bogaty student
„Moim ulubionym mitem, jest powoływanie się na
studenta informatyki, który potrafi napisać podanie
zmuszające Wydział do zarejestrowania studenta
zgodnie z jego wymaganiami. Podobno koszt takiego
podania to około 200 zł, jeśli zaś się na uda, to zwrot
środków – taki spryciarz nic nie ryzykuje, jeśli uda mu
się zarejestrować ma dwie stówy, jeśli nie – trudno.”
– mówi pan Maciej Broniarz.
Fakt!
Choćbyście byli bogaci jak król Midas, a wasz tatuś
nazywał się Rockefeller, to zainwestujcie w coś innego.
Dziewczynom starczy akurat na waciki, a męska
populacja WPiA może iść na piwo do Harendy. A nawet
na parę piw.
Mit numer siedem czyli o co c’mon z tymi
migracjami?
Fakt!
Nie ma znaczenia czy logujemy się koło panów
ochroniarzy, pani szatniarki, czy pań sprzątaczek.
Możemy nawet zalogować się koło gołębia
defekującego na terenie kampusu, a efekt będzie taki
sam. Jeżeli jednak czujemy się przy ochronie
bezpiecznie, tudzież boimy się, że ktoś nam
podprowadzi laptopa, czując się socjalistą i uznając go
za kołchoźniczą własność wspólną, to właściwie
czemu nie? Tylko róbmy to dyskretnie i nieinwazyjnie,
bo nikt nie lubi jak łapie się sieć, biegając naokoło
niego.
Mit numer cztery czyli sto i jeden planów zajęć
Sytuacja jest bajkowa i sielankowa, bo oto nareszcie,
bo długich latach katorgi czyli chodzenia na ósmą do
szkoły, możemy sobie poszaleć i sami stworzyć nasz
plan zajęć. Śpiochy i imprezowicze mogą nareszcie
wysypiać się do południa i na zajęcia chodzić pod
wieczór, skowronki i pracujący zawodowo mogą
spokojnie zająć się nauką rano, zaś popołudnia mogą
przeznaczyć na inne zajęcia. Dodatkowo nie trzeba
katować się na zajęciach z prawdziwym Kubą
Rozpruwaczem wybranego przedmiotu, tylko można
uczęszczać na ćwiczenia do wykładowcy
uchodzącego za pro studenckiego. Słowem wszystko
jest pięknie i sielsko, anielsko, tylko, że stworzony
przez nas plan musi zostać wylosowany przez
USOS-a. Jeżeli zaś USOS-owi nasz wymarzony plan
się z jakiś powodów nie spodoba, to wtedy jest płacz,
żal i zgrzytanie zębów. Nie warto w ogóle podchodzić
do tego roku, może za rok poszczęści się nam
z planem? Na szczęście student potrafi, więc już
dawno wykombinowano i najtęższe umysły ogłosiły
swą tezę wartą Nobla, że lepiej zrobić więcej planów
– wtedy z pewnością, któryś zostanie wylosowany.
Zamiast robić dwa, trzy, zróbmy sto. I jeden na
doczepkę, awaryjny.
Fakt!
Za wyjaśnienie niech posłużą słowa pana Broniarza:
„To jest akurat mit. Przydziały robione są losowo, wiec
ilość zdefiniowanych zestawów nie ma
bezpośredniego przełożenia na wynik rejestracji.
Zresztą wymarzonych zestawów może być najwyżej
kilkanaście, reszta jest niewiele lepsza od efektów
losowania, które można poprawić przez giełdę.” Może
więc zamiast siedzieć w wakacje godzinami nad
układaniem planów, zróbmy ich kilka albo
kilkanaście i przeznaczmy słoneczne, ciepłe dni na
milsze zajęcia?
Mija tydzień po egzaminie, mijają dwa, kolejne
migracje mają miejsce, a ocen jak nie było tak nie ma.
Nerwowe wchodzenie na USOSweb zaraz po szóstej
(czyli po migracji) nic nie daje – ocena się nie pojawia.
I nagle koło godziny dziewiątej jest – miła naszemu
oku, bo pozytywna. Ale w takim wypadku o co chodzi
z tymi migracjami? Czy oceny nie powinny się pojawiać
zaraz po migracjach danych?
Mit numer pięć czyli czas to sukces
Fakt!
Zasada „kto pierwszy ten lepszy” nie jest nowością dla
nas, dzieci XXI wieku, ery wyścigu szczurów
i wyśrubowanych kwalifikacji zawodowych. Kto
wcześniej poszedł do przedszkola, kto pierwszy
nauczył się czytać, kto pierwszy zaczął się uczyć
języków obcych i zapisał się na zajęcia sportowe. Kto
pierwszy się całował, kto pierwszy dostał własną
komórkę, kto pierwszy upił się na imprezie, kto
pierwszy zrobił prawo jazdy. Ten lepszy, rzecz jasna.
Ten jest do przodu, a reszta smętnie wlecze się za nim.
Powodowani tą mentalnością, będąc istotami
sprytnymi i błyskotliwymi zarazem, nie tylko planujemy
wcześniej ale też wcześniej niż inni wdrażamy nasze
plany w życie. Rejestracja jest jutro? Zalogujmy się już
dzisiaj i co jakiś czas odświeżajmy stronę. Wtedy
nasze szanse na sukces się zwiększą, bo gdy wybije
godzina zero, my już będziemy zalogowani.
Egzaminatorzy i ćwiczeniowcy wpisują zaliczenia
bezpośrednio do USOSweb-a, czyli do tej strony, do
której mają dostęp studenci. Oznacza to, że oceny
widać bezpośrednio po ich wpisaniu, a nie dopiero po
migracji. Z kolei wszelkie informacje z dziekanatu są
wpisywane do głównego USOS-a uniwersyteckiego,
wobec czego dane przechodzą do USOSeb-a podczas
migracji.
Fakt!
Magister Maciej Broniarz podsumowuje to w ten
sposób: „W chwili rozpoczęcia rejestracji wszystkie
połączenia z serwerem są resetowane. Chodzi
głównie o osoby, które robiły coś innego np. wybierały
plan płatności. Jeżeli zapomniały się wylogować, to ich
sesja zabiera cenne zasoby systemu. Poza tym taka
godzina "0" powoduje, że wszyscy mają równe
szanse.” Na marginesie warto jeszcze wspomnieć, że
do USOS-a na raz może się zalogować 500 osób
(w przyszłym roku, tj. po wakacjach liczba ta ma
wzrosnąć do 1000). Reszta osób otrzymuje komunikat
„Please, try it later”. W momencie gdy któraś z tych
pięciuset osób się wyloguje, system wpuszcza
następną. Stąd postulat – jeżeli udało się wam
zalogować, nie przedłużajcie niepotrzebnie
rejestracji, patrząc ilustudentów zapisało się
do jakiego egzaminatora etc. Zwolnijcie
miejsce dla pozostałych, zaś spokojnemu
eksplorowaniu zasobów USOS-a poświęćcie się
w mniej newralgicznym i nerwowym momencie
dziejowym.
Recepta na sukces czyli co zrobić żeby było miło
i przyjemnie
Według pana magistra Broniarza należy: „Przede
wszystkim podejść do wszystkiego spokojnie
i z dystansem. Cały czas udoskonalamy wydziałowego
USOSweba, żeby lepiej realizował swoje zadania.
W tym roku mechanizm rejestracji upraszcza wiele
rzeczy. Nie ma już problemu, ze studentami, którzy
zdali "zerówkę" a mimo to blokowali miejsce
w pierwszym terminie. Jeżeli strona otwiera się wolno,
to nie ma sensu odświeżać jej co 10 sekund ani
resetować komputera. Na marginesie - co roku
kilkanaście procent studentów zapomina swoich haseł
i desperacko chce je odzyskać już po rozpoczęciu
rejestracji.” Co wobec tego należy zrobić, żeby polubić
USOS-a i żeby on polubił nas? Wystarczy dystans
wewnętrzny, przyjazny PC i w miarę dobre połączenie
z Internetem. Warto też zrezygnować w tym momencie
ze ściągania innych materiałów z sieci. Jeśli się
upieracie możecie też USOS-a zaklinać, ale
pamiętajcie, że nawet na Haiti mogą nie dać rady
zrobić odpowiednią laleczkę voodo. Możecie mówić do
niego czule, ale uważajcie, żeby wasz partner lub
futrzasty ulubieniec- zależy czym dysponujecie – nie
poczuł się zazdrosny i zaniedbany. Bądźcie dzielni.
Bądźcie wytrwali. Pijcie napar z melisy. Amen.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
11
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
„
LLP ERasmus
-dr Jakub Urbanik-
Z pewnością niejednokrotnie słyszeliście o
Erasmusie. który jest częścią Wspólnotowego
Programu Uczenie się przez całe życie
opierającym się na mobilności studentów,
nauczycieli oraz pracowników Uczelni i nie tylko.
Rzecz jasna, również na naszym Wydziale istnieje
możliwość uczestnictwa w wymianach Eramusa.
Ale
Czy wiecie, że nasz Wydział po 10 latach uczestnictwa
w Programie Erasmus (a wcześniej w programie
TEMPUS) ma konktaty bilateralne aż z 69 uczelniami z
całej Europy?
Czy wiecie, że w ciągu tych dziesięciu lat liczba
przyjężdżających do nas studentów wzrosła od
jednego (!) w roku 1998, do prawie pięciu tuzinów w
ostatnich latach, głownie dzięki wprowadzeniu aż 35
kursów w języku angielskim dostępnych dla
„Erasmusów“ oraz oczywiście polskich studentów
WPiA?
Czy wiecie, że co roku nasz Wydział wysyła aż 120
studentów do naszych Partnerów?
Czym jest LLPErasmus?
Life Long Learning Programme (Erasmus) to
edukacyjny program Unii Europejskiej, który promuje
ideę kształcenia się przez całe życie, jego celem jest
wyrównywanie szans i udostępnienie bogatszej oferty
edukacyjnej obywatelom państw uczestniczących w
programie. Zmierza on do utworzenia zgodnie z
Deklaracjå Bolońską
wspólnej europejskiej
przestrzenii edukacyjnej, w której doskonalić się
będzie jakość kształcenia, definiowanego celami
edukacji oraz wzrastać porównywalność studiów w
różnych krajach Europy. Studentów, nauczycieli i
pracowników Uczelni dotyczy moduł LLP zwany
tradycyjnie Erasmusem. Umożliwia on uczestniczenie
w wymianie zagranicznej i odbycie studiów w uczelni
partnerskiej jednego z krajów Unii Europejskiej oraz
krajow stowarzyszonych (Turcja, Norwegia...).
Działania realizowane przez uczelnie uczestniczące w
programie:
Co roku nasz Wydział wysyła aż
120 studentów do naszych
Partnerów. Wiele osób korzysta
z tej niepowtarzalnej szansy.
Pobyt w innym kraju
i jednocześnie studiowanie to na
pewno niezła szkoła życia
i niezapomniana przygoda.
Program studiów należy uzgodnić przed wyjazdem za
granicę.
Po powrocie należy przedstawić dokument
stwierdzający, jakie przedmioty zostały zaliczone w
czasie studiów zagranicznych.
Ÿ
wymiana studentów,
Okres studiów zagranicznych jest zaliczany do okresu
Ÿ
wymiana nauczycieli akademickich,
studiów w uczelni macierzystej.
Ÿ
wymiana pracowników administracji,
Ÿ
Europejski System Transferu Punktów (ECTS)
zaliczenie okresu studiów odbytego w uczelni
partnerskiej,
W uczelni przyjmującej stypendysta programu
Erasmus ma takie same prawa i obowiązki jak student
danej uczelni
Ÿ
nowe programy nauczania przy udziale
partnerskich uczelni,
Koordynatorem Programu Erasmus na naszym
Ÿ
organizacja kursów intensywnych,
Wydziale jest dr Jakub Urbanik. [email protected]
Wiele osób korzysta z tej niepowtarzalnej szansy.
Pobyt w innym kraju i jednocześnie studiowanie to na
pewno niezła szkoła życia i niezapomniana przygoda.
Jeśli macie świetnie opanowany język i przyzwoicie się
uczycie, warto wziąć udział w Erasmusie.
Ÿ
udział w sieciach tematycznych Erasmusa.
Zasady wyjazdu na Erasmusa
O stypendium programu Erasmus mogą ubiegać się
osoby, które w momencie kwalifikacji są studentami
przynajmniej drugiego roku studiów.
Rekrutacja na rok 2009/2010:
O stypendium Erasmus mogą się ubiegać studenci
każdego cyklu studiów (licencjackie, magisterskie,
doktoranckie) studiujący zarówno stacjonarnie, jak i
niestacjonarnie nastepujących kierunków:
Ÿ
Prawo
Stypendium można otrzymać tylko raz w trakcie całych
studiów (włącznie z okresem studiów doktoranckich).
Studenci mogą wyjechać tylko do tych uczelni, z
którymi ich macierzyste jednostki podpisały umowy o
wymianie w ramach programu Erasmus.
dr Jakub Urbanik - Koordynator LLP Erasmus na WPiA
e-mail: [email protected]
12
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Ÿ
Adminstracja
Ÿ
Kolegium MISH
Minimalny okres stypendium to 4 miesiące, a
maksymalny - 10 miesięcy, czyli cały rok akademicki (+
ewentualnie 2 miesiące praktyki - sprawdźcie na
stronie www, ile jest dokładnie miejsc i miesięcy na
każdy z 69 współpracujących z nami Wydziałów
Prawa).
Wyjazd na stypendium możliwy jest po ukończeniu
czwartego semestru studiów, preferowani będą jednak
Kandydaci z większym dorobkiem edukacyjnym.
Wyjątkowo jeszcze w roku 2008 klasyfikowani będą
Kandydaci będący obecnie na 5 roku. Idealnym rokiem
wyjazdowym jest rok czwarty lub piąty studium
magisterskiego. Wyjazd na roku trzecim jest dość
skomplikowany i wymaga uzgodnień z Dziekanatem
ze względu na obowiązkowe w tym czasie zajęcia i
egzamin z prawa cywilnego II.
Erasmus jest programem edukacyjnym, tzn.
stypendium może być przyznane w celu studiowania
(czyli uczęszczania na wykłady, zdawania egzaminów,
itp.), a nie np. w celu zbierania materiałów do pracy
magisterskiej czy doktorskiej, bądź prowadzenia
badań naukowych. Jest to oczywiście możliwe, ale nie
może być wyłącznym celem wyjazdu.
Komisja Rekrutacyjna w skład, której wchodzą:
prodziekan ds. studenckich, koordynator programu i
jego asystent oraz dwóch przedstawicieli Samorządu
Studentów, zbierze się w tym roku już w styczniu, by
ocenić aplikacje przesłane przez studentów.
Maksymalna liczba punktów, które są przyznawane
wynosi 90.
INFORMACJE
{LEXU§ 7/2008}
III. Wymagane dokumenty w dossiers
1. formularz zgłoszeniowy (wydruk zgłoszenia
elektronicznego) opatrzony zdjęciem i podpisem;
1.1 Wybieracie Państwo trzy uczelnie (możliwy
jest wybór z różnych stref językowych).
Dodatkowo jako wybór czwarty może zostać
wskazana chęć ubiegania się o miejsce na
studiach w Uniwersytecie Stanowym w Indianie
(Bloomington). Rekrutacja do Indiany
przeprowadzona jest niezależnie od rekrutacji
w ramach programu Erasmus. Stypendium do
Indiany polega na zwolnieniu od opłaty za studia
na tej uczelni.
2. 1-2 opinie pracownika naukowego WPiA (jeśli
kandydat przedstawia dwie, druga może być
sporządzona przez pracownika naukowego innej
jednostki: zwłaszcza w przypadku studentów studiów
równoległych i MISH);
3. Autoprezentacja wraz z listem motywacyjnym
podkreślającym dokonany wybór uczelnii (w kolejności
wyboru) zawierające zwięzłą argumentację mającą
przekonać komisję o odpowiedniości Kandydata;
4. zaświadczenie o biegłości językowej (ma charakter
dopuszczający do kwalifikacji, a nie ocenny)
IV. Zasady oceny dossiers
PAMIĘTAJCIE!!!
Komisja oceni dossiers w skali
Stypendia to nie tylko nauka języka i uczestniczenie w
zajęciach, choć jest to istotna ich część (nie da się
dziewiędziesięciopunktowej. W skład oceny wchodzą:
Ÿ
do krajów z wykładami anglojęzycznymi: na
poziomie C1
ukryć). Tym niemniej jest to przecież idealna okazja do
Ÿ
średnia ocen pomnożona razy 10
zwiedzenia kawałka świata i wspaniała okazja na
Ÿ
do dziesięciu punktów za list
Ÿ
do krajów z wykładami francuskoi niemieckojęzycznymi: na poziomie B2
motywacyjny/autoprezentację
poszerzenie grona swoich znajomych, nieprawdaż? W
tej perspektywie nawet nauka języka będzie czystą
Ÿ
do pięciu punktów za opinię pracownika
Ÿ
do krajów z wykładami włoskoprzyjemnością, a wiem z najlepszego źródła, że
naukowego
i hiszpańskojęzycznymi: na poziomie B1
[UWAGA: jako zaświadczenie służyć może kopia
Językowego Suplementu do Dyplomu; Certyfikat
Biegłości Językowej UW; inny certyfikat zewnętrzny
spośród wymienionych w Zarządzeniu nr 24 Rektora
UW z dnia 31 maja 2007 r., zaświadczenie o biegłości
językowej wystawiane przez SzJO --> www, a także
ukończony rok studiów w Szkole Prawa Obcego przy
WPiA, oraz w przypadku języka ang. matura
międzynarodowa). Studenci filologii mogą przedstawić
wpis z egzaminu z praktycznej znajomości języka. W
szczególnych sytuacjach, ale NIE w przypadku języka
angielskiego Komisja może WYJĄTKOWO
kwalifikować Kandydatów WARUNKOWO. Będą oni
zobowiązani do dostarczenia zaświadczeń w
najszybszym możliwym terminie. Ponieważ SJO nie
wystawia zaświadczeń na poziomie B1, Komisja
rekrutacyjna będzie uwzględniać także zewnętrzne
dokumenty poświadczające znajomość jęzka
włoskiego lub hiszpańskiego. Wyjątkowo, Komisja
może sprawdzić znajomość tych języków osobiście już
po warunkowych zakwalifikowaniu kandydatów.]
5. średnią ocen ze wszystkich zdanych przedmiotów z
grupy A i B, wyłącznie z ukończonych lat studiów,
poświadczoną w Dziekanacie. Studenci MISHu i
studiów równoległych mogą przedstawić obie średnie.
6. Dodatkowo prosimy dołączyć dokumenty, którymi
mogą się Państwo pochwalić, przekonując Komisję, że
jesteście najepszymi kandydatami (zaświadczenia o
pracach społecznych, publikacjach, szczególnych
osiągnięciachm itp.). Byle z umiarem!
UWAGA WSZYSTKIE CENNE DOKUMENTY
SKŁADAMY W KOPIACH!
godzina rozmowy w obcym języku tygodniowo,
Ÿ
do dziesięciu puntków za dokonania społeczno-
powoduje pracę aż 80% naszego jakże cennego
kulturalne (np. Klinika Prawa) i szczególne
mózgu. Wyobrażacie sobie jak sprawny będzie nasz
osiągnięcia
umysł po miesiącu obecności w, na przykład, Wielkiej
Ÿ
do dziesięciu punktów za osiągnięcia naukowe
Brytanii? Poza tym wielokrotnie słyszałam, że
(w tym publikacje, studia równoległe, szkoły
naprawdę warto; nie tylko od studentów z naszego
prawa obcego, konkursy przedmiotowe)
Wydziału, ale również od ludzi z „zewnątrz” Dlatego
Ÿ
do pięciu punktów bonusowych zwłaszcza za
planuję się skusić i Wam również polecam.
koherentność teczki (Spójność „teczki” to bogaty
list motywacyjny, opierający się na pozostałych
ŻYCZYMY POWODZENIA!!!
dokumentach, określający zainteresowania
kandydata i uzasadnienie wyboru określonych
TERMINY:
miejsc wyjazdu)
Osoba aplikująca musi przekonać członków komisji, że
jest właściwa do reprezentowania Wydziału w innym
państwie i, co najważniejsze, wyjazd będzie dla niej
motorem do rozwoju. Następnie tworzy się ranking
punktowy i na tej zasadzie przydziela kandydatów do
właściwych uczelni. Nie wszyscy otrzymają
stypendium w najbardziej preferowanym przez siebie
miejscu, ale wychodząc z założenia, że osoba
dokładnie zastanowiła się podając pozostałe
pożądane uczelnie, każdy powinien być zadowolony.
Oczywiście są osoby, które nie zostaną
zakwalifikowane. Dla nich tworzy się listę rezerwową.
Mają oni pierwszeństwo w wyborze miejsca, jeśli ktoś
inny zrezygnuje. Po ogłoszeniu wyników istnieje
możliwość aplikowania dla osób, które wcześniej nie
złożyły swoich CV. Później jest jeszcze możliwość
udziału w III turze tym razem prowadzonej
bezpośrednio przez Biuro Współpracy z Zagranicą
UW. Tutaj można aplikować na wszystkie wolne
miejsca w ramach uczelni. Jedynym minusem jest
konieczność uzyskania zgody na wyjazd nie tylko
przez uczelnię zagraniczną, ale także wydział
przyjmujący. Osoby zakwalifikowane w tej turze nie
mogą także liczyć na stypendium w ramach programu.
20 grudnia 2008 – 5 stycznia 2009: składanie
dokumentów (elektroniczne na stronie rejestracja
i teczek w Portiernii Collegium Iuridicum I).
UWAGA Tylko podania złożone zarówno w wersji
elektronicznej, jak i 'teczkowej' będą
rozpatrywane!!! Formularz elektroniczny można
wysłać tylko raz, prosimy zatem robić to
roważnie!, formularz nie będzie aktywny aż do
początku rekrutacji.
ok. 20 stycznia ogłoszenie wyników i druga tura
rekrutacji
ok. 20 lutego: koniec drugiej tury i ogłoszenie wyników.
Koordynator LLP Erasmus na WPiA
dr Jakub Urbanik
DYŻUR - (sala nr 64):
Ÿ
we wtorki w godz. 11.30-13.00
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
13
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
Wyniki wyborów
-Aleksander JakubowskiPoczątek roku akademickiego już tradycyjnie był
czasem wyborów: do władz Samorządu
Studenckiego, do Rady Kół Naukowych, do Rady
Konsultacyjnej. Poniżej podajemy oficjalne wyniki
wyborów:
Przedstawiciele Samorządu Studentów:
Pod koniec października odbyły się również wybory
Prezydium Rady Kół Naukowych. W szranki stanęło 5
kandydatów, którzy zaprezentowali swoją wizję RKNu i
pomysły na ruch naukowy, a także byli przypiekani
ogniem pytań. Ostatecznie do Rady wybrani zostali z
następującymi wynikami:
Lista Żółta
Marta Józefik: 449
Natalia Cwalina 448
Paweł Krawiec 437
Bartosz Rozbicki 434
Piotr Wincenciak 430
Marta Klonek 453
Monika Bubeła 432
Paweł Lasota 453
Adam Piekarz 426
Magda Szczepanowska 439
Kamila Szestowicka 436
Alicja Zalewska 430
Krzysztof Król 495
Michał Miąskiewicz 435
Iwona Michalik 426
Bohdan Pretkiel 415
Dominika Helios 422
Zarząd Samorządu:
LexLista
Hubert Godusławski: 354
Tomasz Kruszyński: 329
Michał Arabczyk: 355
Jerzy Gajewski: 337
Mateusz Siek: 342
Jakub Dulski: 346
Aleksandra Suwara: 337
Damian Szczerbaty: 355
Michał Dudziński: 316
Radosław Monia: 307
Lista Żółta
Adam Ryszka: 472
Michał Fąderski: 489
Maciej Dworzański: 445
Jakub Chowaniec: 424
Krzysztof Sobieski: 461
Emilia Szabłowska: 468
Agnieszka Popławska: 468
Paulina Kotecka: 461
Ignacy Kurkowski: 443
Robert Wodzyński 467
b. Prezes KN Utrusque Iuris, doświadczony
uczestnik ruchu naukowego, Piotr Szeląg osiągnął
wynik 20 głosów i został wybrany Przewodniczącym
Prezydium RKN-u
dotychczasowy członek Rady Konsultacyjnej,
również doświadczony uczestnik ruchy naukowego,
prezes Interdyscyplinarnego Koła Naukowego
Dyplomacji i Prawa, Oktawian Kuc 15 głosów;
Sekretarz Zarządu KN Prawa Krajów WNP,
przewodniczący Komisji ds Dydaktycznych
Samorządu Studentów WPiA, Jakub Chowaniec 13
głosów.
Pozostałymi kandydatami byli:
Sekretarz KN Analizy Prawa „Ratio Legis”, Marcin
Kroll, który po bardzo merytorycznej prezentacji
osiągnął niezły, acz niewystarczający wynik, 10
głosów;
wystawiony przez KN „Pro Patria” student II roku,
Jakub Dulski, który otrzymał 8 głosów.
Niezależny:
Michał Szołek 195
Wszystkim kandydatom gratulujemy, a nowo
wybranemu prezydium RKN-u życzymy dalszego
rozwijania i wzmacniania ruchu naukowego na naszym
Wydziale!
Parlament Studentów UW
Lista Żółta:
Filip Jurzyk 456
Maciej Sokołowski 448
Jan Baran 425
Tymoteusz Zych 447
Rada Wydziału:
LexLista
Krzysztof Koźmiński 352
Szymon Paszko 388
Damian Kosmala 343
Łukasz Machalski 347
Jakub Jan Kubalski 343
Katarzyna Kryla 342
Radosław Rosiak 335
Artur Szalon 331
Agnieszka Tomczak 345
Anna Laszczyk 343
14
Rada Kół Naukowych
Szymon Dworzycki 327
Bartosz Lewandowski 333
Daria Prygiel 348
Adam Jasiński 330
Konrad Dobrowolski 326
Filip Wołoszczak 324
Piotr Siekierski 309
Rada Konsultacyjna
Mniej więcej miesiąc po wyborach RKN-u odbyły się
wybory do Rady Konsultacyjnej przy Rektorze UW.
Deklasując innych kandydatów, do Rady z Wydziału
Prawa i Administracji weszli:
Lex Lista:
Radosław Kopytowski 346
Wybory wygrali kandydaci startujący z Listy Żółtej.
Frekwencja osiągnęła prawie tysiąc wyborców
(dokładnie 952 osoby pofatygowały się do urn), co
uznajemy także za pokłosie akcji Gazety „Idź na
wybory!”. Wszystkim uczestnikom gratulujemy oraz
życzymy energii i siły do działań!
fot. Michał Jaskólski
fot. Aldona Wójcik
ponad podziałami Jakub Dulski (LL) i Bartosz Rozbicki (LŻ),
w tle Ignacy Kurkowski
od lewej, na pierwszym planie: nowy przewodniczący RKN-u Piotr Szeląg,
Marcin Kroll, nowy wiceprzewodniczący RKN-u Jakub Chowaniec
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Katarzyna Mikołajczyk: studentka IV roku prawa
oraz II roku dziennikarstwa, a także prezes
Studenckiego Stowarzyszenia Etyki Prawniczej i
przewodnicząca Komisji Rewizyjnej przy Radzie Kół
Naukowych uzyskując 19 głosów;
Piotr Kieloch, członek KN Dyskusyjny Klub
Filmowy Prawników „Błękit Pruski”, który po bardzo
merytorycznej prezentacji uzyskał świetny wynik 27
głosów, bijąc na głowę innych kandydatów.
Uzyskany sukces jest pokłosiem nie tylko wysokiej
klasy prezentowanej przez przedstawicieli WPiA, ale
zwłaszcza aktywności członków Kół Naukowych,
RKN-u w tym w szczególności dotychczasowego jej
Przewodniczącego Łukasza Ciołko, i siły całego ruchu
naukowego naszego Wydziału. Nowo wybrani
członkowie RK zastąpią na tych funkcjach innych
przedstawicieli WPiA: Aleksandrę Starowicz i
Oktawiana Kuca. Gratulujemy!
INFORMACJE
{LEXU§ 7/2008}
Jak jeść by nie przejeść
zawartości portfela
- czyli ABC o stołówce uniwersyteckiej
i obiadach abonamentowych.
-Dominika Brzezińska-
fot. Michał Jaskólski
Radość z głosowania
Zgodnie z powszechnie obowiązującym
stereotypem, statystyczny „student” pozostaje
osobą o ograniczonych możliwościach
materialnych. Dlatego też stara się rozwijać
w sobie umiejętność oszczędzania wszędzie i na
wszystkim, rezygnując z szeroko pojętych
„zbędnych luksusów”. Nadal istnieją jednak takie
rzeczy bez których, nie tyle nie chce, co po prostu
nie może się obejść. Zaliczają się do nich na pewno
karta miejska i pożywienie, ale dziś o tym drugim.
o zrobić gdy pachnące jeszcze domem
zapasy mrożonek i słoiczków ulegną
wyczerpaniu, a wybór pomiędzy Big
Mackiem i Chickenburgerem stanie się zbyt trudny?
Świetną alternatywą może stać się zaplecze
gastronomiczne uniwersyteckiego kampusu. Jednak
spośród imponującej liczby „stołówek” warto zwrócić
szczególną uwagę na budynek znajdujący się
naprzeciwko Biblioteki Wydziałowej WPiA, nazywany
po prostu: stołówką uniwersytecką.
C
fot. Michał Jaskólski
I naczelny też skorzystał z przywileju głosowania
fot. Michał Jaskólski
Wielki Żółty Ptak
Jedną z cech wyróżniających ofertę tej właśnie
placówki spośród innych lokali sprzyjających
studentom, jest możliwości skorzystania
z tzw. abonamentu. Aby go otrzymać, a ma do tego
prawo każdy student Uniwersytetu Warszawskiego,
bez względu na to w jakiej sytuacji finansowej aktualnie
się znajduje, wystarczy odwiedzić Biuro Spraw
Socjalnych. Z zasady instytucja ta nie ma nic
wspólnego z codziennym życiem przeciętnego
studenta, gdyż powołana została, aby zatroszczyć się
o sprawy pracowników Uniwersytetu. Biuro prowadzi
min. szeroko rozumianą działalność kulturalno
oświatową, udziela też wsparcia materialnego
i finansowego uniwersyteckim pracownikom,
doktorantom, emerytom oraz ich rodzinom.
zamiar zjeść w ciągu miesiąca (przykładowo:
decydując się na 10 posiłków w miesiącu wpłacamy
kwotę 80 zł). Odwiedzając stołówkę w wybrane przez
nas dni, możemy oczekiwać obiadu składającego się
z zupy, drugiego dania oraz kompotu. Niestety nie
mamy wpływu na to co zostanie podane na talerzu posiłki, spośród kilku rodzajów zup i zestawów
mięsnych, przydzielane są „losowo” na każdy dzień.
Oczywiście wykupienie abonamentu nie jest
warunkiem koniecznym aby skorzystać z usług
stołówki. Prezentuje ona dosyć ciekawą ofertę
gastronomiczną i, co zapewne bardzo ważne, ceny nie
są wygórowane (przykładowo: 2 naleśniki z serem to
koszt 4 zł). O kwestii jakości serwowanych posiłków
świadczyć może frekwencja, gdyż w „godzinach
szczytu” ciężko znaleźć wolny stolik, do czego
z pewnością przyczynia się fakt, że z usług stołówki
korzystają także „przeciętni obywatele” na co dzień
w ogóle z Uniwersytetem nie związani. O daniach
serwowanych w budynku przy ulicy Oboźnej
pozytywnie wypowiadają się też jadający tam studenci.
Generalnie jednak nie należy oczekiwać posiłków
daleko odbiegających od tych oferowanych przez inne
placówki tego typu.
Stołówki studenckie - dobrze znane już naszym
rodzicom, nadal pozostają więc miejscami, gdzie
można zjeść niedrogo i do syta. Dodatkowo do „cięcia
kosztów” bez konieczności rezygnowania
z pełnokalorycznych posiłków, przyczynić się może
właśnie wykupienie abonamentu w stołówce
uniwersyteckiej. Jeśli natomiast zaczną nam się
marzyć kaczki zapiekane w pomarańczach, co
w naturalny sposób doprowadzi do zwątpienia
w smakowe walory „potraw stołówkowych”, warto
przypomnieć sobie zdanie Konfucjusza, że „kto lubi
jeść dobrze, może z głodu umrzeć”.
Jednak w tym przypadku z działalności
Biura Spraw Socjalnych skorzystać
mogą także studenci, gdyż to
właśnie do jego siedziby na
Małym Dziedzińcu należy udać
się po skierowanie na obiady
abonamentowe (wydawane
są one od poniedziałku do
piątku w godzinach od 10.00
do 15.00). Następnie z takim
właśnie dokumentem należy
wybrać się do budynku
stołówki przy ulicy Oboźnej.
Skierowanie upoważnia nas do
wykupienia „pakietu” zestawów
obiadowych w cenie 8 zł każdy,
ale jesteśmy zobowiązani do
opłacenia abonamentu za miesiąc
z góry. Co jednak ważne, to my sami
dokładnie wskazujemy dni, w których
będziemy korzystać z oferty stołówki
i płacimy dokładnie za taką ilość posiłków, jakie mamy
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
15
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
Wybory? Dziękuję, innym razem
-Małgorzata Kurowska-
22 października zajęcia zaczynałam już od ósmej.
Trochę stałam w korku, więc mocno zaspana
biegłam truchtem przez teren kampusu w stronę
Audimaxa. Przed wejściem natknęłam się jednak
na spory tłumek. Przystojni koledzy ze starszych
lat obdarowali mnie, odrobinę podwiędłymi
wprawdzie, ale zawsze — różami (czerwoną i żółtą)
i zapytali, czy już zagłosowałam. Z trudem
oderwałam wzrok od wielkiego żółtego ptaka,
tańczącego między budynkami kampusu
głównego.
— Nie.
aki był ostatni akord kilkutygodniowej
kampanii — z punktu widzenia studentki
nowicjuszki — ostrej i bezpardonowej walki,
toczonej głównie na gronie i w korytarzach,
w trakcie której eleganccy, opanowani prawnicy
i prawniczki in spe zarzucali się wzajemnie
pretensjami i obelgami, nie przestając się jednak
czarująco uśmiechać, wciąż mając na uwadze
wszechobecną publiczność.
T
Od dnia inauguracji, w którym starszy znajomy,
działacz samorządu, z oburzeniem tłumaczył mi, jak
bezczelnie lista A wykorzystała pomysł jego własnej
listy B, byłam świadkiem przynajmniej kilkunastu kłótni
i wielu ostrych wymian zdań o podłożu silnie
politycznym. Skoncentrowana na poznawaniu życia
studenckiego, poszukiwaniu sal ćwiczeniowych
i radosnemu odkrywaniu pierwszych tajemnic logiki,
zdecydowałam się nie zwracać na nie uwagi.
„
W polityce istnieje nieprzyjemny
zwyczaj, by w momencie
kryzysowym nie szukać
rozwiązania, a winnych. Wtedy
ważne staje się nie to, kto
rozsądniej wskaże wyjście
z trudnej sytuacji, ale kto
głośniej zelży adwersarza ze
nieodpowiedzialność, brak
gotowych recept i energicznego
działania. Na naszych
wydziałowych wyborach
kampania przebiegała
niepokojąco podobnie.
Jednak okazało się, że przed samorządem uciec nie
można. Impreza w klubie? Idziesz? A kto organizuje?
Niebiescy czy Żółci? Ach, tak, Niebiescy już nie
istnieją… Awantura z USOSem? A co szanowni
16
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
koledzy z listy Żółtej zrobili w tej sprawie? To skandal,
skandal, szanowny kolego, że Lexlista nie zajęła
stanowiska w tej żywotnej sprawie, tak ważnej dla nas
wszystkich. Ależ kolego, przecież już dziś odbędziemy
spotkanie z dziekanem…
Początkowo zakwalifikowałam całą kwestię wyborów
jako bufonadę i zabawę tych ambitnych i agresywnych,
których pewnie za kilka lat zobaczę na listach
wyborczych i w ławach sejmowych. Ale po dłuższej
obserwacji, gdy uświadomiłam sobie, jak poważnie
można traktować wybory samorządu WPiA, liczne
wady kampanii zaczęły poważnie mnie niepokoić.
Pierwszą taką wadą jest zawstydzający poziom agresji
przepełniającej kampanię. Rozumiem oczywiście, że
— jak to mówił Tomasz Mann — nie ma nie-polityki;
wszystko jest polityką. Rozumiem, że parę dni przed
wyborami należy zadbać o każdego ewentualnego
wyborcę. A jednak nagabywanie pierwszorocznych
studentów, którzy siłą rzeczy nie mogą po prostu
wiedzieć zbyt wiele o Lexliście i Liście Żółtej, a już na
pewno o dyskusyjnych różnicach pomiędzy nimi,
uważam wręcz za niemoralne. Nowi studenci nie znają
— choć może trudno w to uwierzyć niektórym
wydziałowym politykom — lokalnych sław. Nazwiska,
oczywiste i popularne, nic nie mówią tym, którzy
dopiero co opuścili przytulne ściany szkół średnich
w całej Polsce. Jaki więc miałby być powód, by
głosować na którąś z list? To, że dawali ładniejsze
róże? Zrobili imprezę w bardziej lanserskim miejscu?
Jeśli kandydaci sądzili, że to wystarczy, to nisko
oceniają swoich potencjalnych wyborców. Pomijam
przy tym oczywisty brak poważniejszych różnic
programowych między listami — czy w ogóle możemy
zresztą mówić o programach?
W polityce istnieje nieprzyjemny zwyczaj, by w
momencie kryzysowym nie szukać rozwiązania,
a winnych. Wtedy ważne staje się nie to, kto rozsądniej
wskaże wyjście z trudnej sytuacji, ale kto głośniej zelży
adwersarza ze nieodpowiedzialność, brak gotowych
recept i energicznego działania. Na naszych
wydziałowych wyborach kampania przebiegała
niepokojąco podobnie. USOSowa awantura spadła jak
manna z nieba na zacietrzewionych konkurentów. I to
dzień przez wyborami! Trudno wyobrazić sobie coś
bardziej emocjonującego! Idealna okazja, by się
wykazać!
Tymczasem poszukując informacji na temat zmian
planu, co i rusz natykałam się na pompatyczne
komunikaty obu list wyborczych, obiecujących
natychmiastowe działanie i — mimochodem
— krytykujące drugą listę za brak tegoż działania.
Oczywiście, to wszystko zdarza się w świecie polityki.
Kłótnie i awantury polityczne nie powinny nikogo
— a już na pewno nikogo w Polsce — dziwić. A mimo to
czułam rozgoryczenie. I rozczarowanie. Zawód.
Czy spodziewałam się czegoś innego? Większej
ogłady, elegancji? Spokoju? Chyba naiwnie
uwierzyłam w istnienie etosu prawniczego
i związanych z nim tradycji inteligenckich
— i podświadomie oczekiwałam więcej klasy po tej
słynnej elicie narodu, o której słyszę nieustannie od
dnia inauguracji.
Żeby jednak nie kończyć tych rozważań pełnymi
goryczy uwagami, przyznam się jeszcze do czegoś.
Gdy trochę opadły wyborcze emocje, gdy ucichły
kłótnie i zwiędły czerwone i żółte różyczki, a liczba
imprez organizowanych przez wyborcze komitety
gwałtownie zmalała, zaczęłam dostrzegać inny aspekt
całego wydarzenia. Oto spora grupa studentów
— moich kolegów i koleżanek z wydziału —
postanowiła wziąć na siebie cząstkę
odpowiedzialności za to, co się na nim dzieje.
Dobrowolnie zgodziła się na to, że będzie obiektem nie
tylko uwielbienia i podziwu, ale też licznych złośliwości
i zdrowej krytyki. Ci ludzie, nie pobierając żadnego
wynagrodzenia poza własnym dobrym
samopoczuciem i satysfakcją z wykonywanych funkcji,
gotowi są wysłuchiwać litanii pretensji, uwag
i docinków. Po co? Dlaczego?
„
Gdy trochę opadły wyborcze
emocje, gdy ucichły kłótnie
i zwiędły czerwone i żółte
różyczki, a liczba imprez
organizowanych przez wyborcze
komitety gwałtownie zmalała,
zaczęłam dostrzegać inny aspekt
całego wydarzenia. Oto spora
grupa studentów — moich
kolegów i koleżanek z wydziału
— postanowiła wziąć na siebie
cząstkę odpowiedzialności za to,
co się na nim dzieje.
Czy tylko po to, by imponować płci przeciwnej i znać
osobiście dziekana? By wypić dużo piwa w dobrym
towarzystwie? By być popularnym na wydziale? Mimo
całej mojej złości na system wyborczy i obie szanowne
listy — nie wierzę, by chodziło tylko o to.
O tym jednym przekonali mnie zarówno zwolennicy
i działacze Listy Żółtej, jak i Lexlisty, choć próbując
powiedzieć to mi i rzeszom innych studentów skakali
sobie do gardeł: że naprawdę wśród wielorakich
powodów, dla których zachciało im się brać udział
w wydziałowej polityce, był też jeden motyw
szlachetniejszy. Ten motyw nazywa się WPiA.
Już wiem, że w przyszłym roku, właśnie dla tego
jednego motywu — wezmę udział w wyborach.
Choćbym miała wrzucić do urny pustą kartkę.
INFORMACJE
WYBORY
-Małgorzata Mochiedy już poznałam część studenckiego życia
(czytaj: szeroko pojęta integracja) i
usłyszałam historie wyborów
samorządowych i list startujących w nich, nadeszły owe
wyczekiwane (przez zainteresowanych).
K
Już od dnia inauguracji roku można było niemal poczuć
kampanię wyborczą. Co dla nas, pierwszaków, już nie
jest dziwne, to fakt, że zaraz po głównych
zainteresowanych to my byliśmy w centrum uwagi, jako
świeży, jeszcze nie zindoktrynowany narybek.
Wracając do kampanii, która część niewtajemniczonych
pierwszaków przeraziła, część zniechęciła lub właśnie
zachęciła do działania na wydziale czy na rzecz
wydziału. Jedna sprawa, która wypłynęła podczas
kampanii to kwestia wyboru dziekana. Postanowiłam
zapytać moich kolegów z pierwszego roku co na ten
temat wiedzą i jakie mają przeczucia.
Wyniki mojej ankiety wydają się chyba mało
zaskakujące. Pytani przeze mnie pierwszacy dzielą się
na tych, którzy nic nie wiedzą i tych, którym coś się
kojarzy, ale „nie doczytali do końca rozmów na gronie”.
Przyczyna niewiedzy jest prosta- „mnie to po prostu nie
interesuje”. Takie odpowiedzi słyszałam najczęściej.
Studenci tłumaczyli się także brakiem czasu na
zainteresowanie się „poważnymi rzeczami”, uważają, że
jako pierwszoroczni nie muszą o tym wiedzieć, uważają,
że będzie czas na takie rzeczy gdy „będzie ich to
dotyczyć bezpośrednio”. „Bezpośrednio” oznacza w tym
przypadku, kiedy dotknie to ich osobistych spraw
związanych z uczelnią. Jeden mój rozmówca przyznał,
że próbował się dowiedzieć czegoś na ten temat po
nagłej zmianie planu: „ale zrezygnowałem z dalszego
szukania bo cały czas natrafiałem na sprzeczne
informacje, a gdy mi wrócił stary plan to już nie
czułem potrzeby takiej wiedzy”.
Wielu studentów dodawało, że nie było na wyborach, bo
nie wiedzieli na kogo głosować, nie dowiadywali się nic o
startujących kandydatach, bo ich nie znali, nie mieli
czasu na czytanie gazetek i ulotek wyborczych.
Przeróżne wypadki i zdarzenia stawały im na drodze do
Audimaxu, największym była wspomniana niechęć,
skojarzenia z obecnymi rządzącymi, myśli, że może nie
będą mieli potrzeby skorzystać z pomocy Samorządu itp.
więc po co głosować i się czegokolwiek dowiadywać. Byli
też tacy, w których kampania wywołała niesmak i nie
poszli na wybory bo „nie chcieli nikomu pomagać w
dojściu do stołków”. Z kolei Ci którzy na wybory poszli
oddali głosy na listy, z którymi sympatyzują, pojedyncze
osoby, które znają, ewentualnie kojarzą, lub na byle
kogo, wg kryteriów fajnych imion czy nazwisk (tak, takie
wypowiedzi też były)
Bardziej zorientowana część pytanych przyznaje, że
słyszała coś o wyborach dziekańskich, ale tylko dzięki
wyborom. Nikt dokładnie nie wie o co w tym chodzi bo
„nie doczytali do końca rozmów na gronie”. Ku
zdziwieniu ludzi działających w obu listach- mało
pierwszaków obeszła/poruszyła/wzruszyła kampania
wyborcza i wszelkie jej chwyty jak między innymi
omawiana sprawa z wyborem dziekana. Dla studentów
starszych lat mógł to być mocny argument w kampanii
wyborczej, lecz pierwszorocznych respondentów mało
to zainteresowało.
Osoby trochę zorientowane w temacie w większości
zajmowały stanowisko listy, z którą sympatyzują, ale
też otwarcie mówili, że nie znają sprawy do końca i
mogą powiedzieć tylko to co myślą, bez jakiegoś
konkretnego poparcia informacjami. Pewna moja
rozmówczyni z wykładu mówi: „Szkoda, że wybory
nie odbywały się po wynikach rekrutacji i to
właśnie ci studenci, którzy dopiero rozpoczynają
naukę nie mogli się wypowiedzieć, bo to przecież
my będziemy najdłużej mieli obecnego dziekana.
Osobiście nie mogę powiedzieć czy samorząd
zrobił dobrze czy źle, bo nie wiem co każdy
kandydat oferował. Wydaje mi się, że starszych
studentów denerwuje kwestia nie samego wyboru
tylko chyba tego, że nie każdy mógł się na ten temat
wypowiedzieć.”
Podobnie mówił mój kolejny rozmówca: „Samorząd
nas, studentów sprzedał. Ludzie są nie zadowoleni
nie dlatego, że oddali głos na daną osobę, tylko, że
nie powiedzieli na kogo będą głosować”.
Wypowiedzi w tym charakterze było kilka, studenci
jednak zgodnie myślą, że sprawa z zeszłego roku ich
nie dotyczy: „Nie czuje żadnych skutków tego na
sobie. Nie byłem wtedy studentem więc mnie to nie
rusza”.
Studentów sprawa wyborów zainteresowała tylko ze
względu na agresywną kampanie: „Żałosne były
argumenty stron, kto ile zrobił a kto nie. Zrobił się
wielki bałagan i nie słyszałem jeszcze żadnego
sensownego argumentu, który by mnie naprawdę
pozytywnie poruszył”
Intensywne zabieganie o głosy poparcia od nowych
studentów odstraszyło większość pierwszaków.
Interesowali się kampanią dla rozrywki: „Kłótnie obu
list są na poziomie naszego Sejmu. Ale nie czuję
się jakoś wciągnięta w te wybory, starałam się tego
nie zauważać bo i tak za kilka dni wszystko miało
wrócić do normy.”
Nowi studenci nie odczuwają takiej wagi wyborów
samorządowych jak ich starsi koledzy. Teraz traktują
„zamieszanie wyborcze” jako burzę w szklance wody:
„Śmieszy mnie ta cała walka wyborcza.
Zainteresuję się tym w swoim czasie, teraz
skupiam się na przetrwaniu pierwszego roku”.
Część respondentów zgodnie zauważa, że samorząd
„jednak na coś się przydaje”
Ankieta wskazuje na marazm wśród lwiej części
pierwszorocznych, nie traktują uczelni jako głównego
ośrodka swojej aktywności. Nie dziele wszystkich
studentów pierwszego roku na dwie grupy. Są także
aktywni i chętni do działania studenci, lecz nie jest to
duża ilość. Pozostaje mieć nadzieje, że liczba tych
studentów będzie sukcesywnie wzrastać. Myślę, że
przydał by się jakiś bodziec, zachęta do działania.
Może pojawi się po pierwszej sesji?
Pytając samą siebie dochodzę do wniosku, że także
mało wiem o tej sprawie. Jest wiele sprzecznych opinii
na ten temat, każda lista ma swoje stanowisko. Teraz,
po wyborach, na forum wydziału zwykłych studentów
sprawa ta nie jest już tematem do rozmów. Celem
mojej ankiety było zebranie opinii studentów na temat
wyborów. Nie minęła się z celem, tylko przy okazji
ukazała szacunkowe zaangażowanie studentów w
sprawy wydziału.
{LEXU§ 7/2008}
The history of
Warsaw University
Law Faculty
-Aleksandra Sumlińskahe Faculty of Law and Administration is one of
the oldest departments of Warsaw University. Its
beginnings can be traced back to 1807, when
Felix Łubieński, the Justice Minister of The
Dutchy of Warsaw founded a free law course needed to
school and familiarize court personel with Napoleon's
Code.
This course was the foundation from which Law School
was derived in 1808, which became of Warsaw
University departments in 1816. After the Congress of
Vienna, in 1815, European reactionary powers agreed to
the creation of so called Kingdom of Poland under the
rule of tzar Alexander I. The tzar wanted to portray
himself as a liberal ruler. His decision to create a new
university in Warsaw, was to be understood as a sign of
his generosity towards his new subjects.
Hence, his decree officially creating Warsaw University in
1816.
During this period, the Faculty of Law was able to proud
itself with many great scientists, men of great knowledge,
such as- Fryderyk Skarbek- penal law specialist and
economist, and Wacław Aleksander Maciejowski-a
roman law specialist and professor in the fields of history
and law. During the next 14 years of existence of the
faculty of Law at Warsaw University, 1880 students
graduated, of which 757 obtained masters degrees.
Warsaw University had its beginning, flourished, and had
to start all over again, depending on the political situation
in the country.
In 1831, after the November Uprising- which started a
year earlier- University activities were suspended. Many
professors and students joined the fighting, for which
they were severely punished. Attempts made to
reestablish laws studies were strongly opposed by tzarist
government.
It was not until 1862 that Russian authorities allowed
lectures to resume. They allowed a creation of an
institution of higher learning which was called “The Main
School”. The faculty of Law and Administration was the
most numerous. During its 7 year existence, 318
students graduated with masters degrees from the
Faculty of Law and Administration. However, after the
January uprising in 1863, the Russian government
embarked on a policy of forcible russification, and the
Polish language was eliminated from all schools. The
Main School was closed in 1869, and the Russian
Imperial University was opened in Warsaw. The Russian
language was the official language at the University, and
the atmosphere of political suspicion and persecution
was ever present.
It was not until World War I, that students of the UW
(Warsaw University) were able to take up their studies in
Polish again. Under German control, The Warsaw
University was opened. One of the first faculties was Law
and Administration.
Before the II World War, the Law and Administration
faculty was very popular among candidates so it was
necessary to limit the number of students to 1000.
After the outbreak of World War II, Germans closed
down all polish Universities and high schools.
Warsaw University Faculty of Law tried to educate
students in secrecy as part of an underground education.
After World War II, the University was not a place of free
exchange of ideas, and freedom of scientific research
suffered greatly. After Poland became a democratic
nation again, Warsaw University, and The Faculty of Law
is enjoying great popularity and continues to educate
members of Poland's palestra.
T
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
17
{LEXU§ 7/2008}
DYSKUSJA
PostĘPowanie honorowe
a pojedynki
-Szymon Łajszczak-
Do napisania tego tekstu skłonił mnie artykuł
p. Michała Jarczewskiego pt. „Rzecz o kodeksach
honorowych” (Lexus 6/2008). Z wieloma
wyrażonymi w nim poglądami nie mogę się
zgodzić, uznać je przy tym muszą za wynik nie dość
wnikliwej analizy tematu. Próba zmierzenia się
z tym niełatwym zagadnieniem podjęta przez
autora bez właściwego przygotowania przyniosła
niezwykle mizerny skutek. Podstawowym błędem
tego artykułu jest utożsamianie kodeksów
honorowych z instytucją pojedynku, wiele zaś
dalszych nieporozumień jest pochodną tej właśnie
pomyłki.
zakresie w jakim pewne uwagi
zamieszczone przeze mnie
wydadzą się czytelnikowi nie dość
jasne, odsyłam do mojego artykułu
w Lexusie 4/2008 a także do gazety Korporant Polski,
w której w szeregu artykułów odnaleźć można
odpowiedź na wiele elementarnych pytań dotyczących
postępowania honorowego. Myślę, że lektura choćby
tego pierwszego uchronić mogłaby autora przed
niektórymi błędami.
W
Materię kodeksów honorowych stanowią reguły
postępowania honorowego, czyli procedury mającej
doprowadzić do zadośćuczynienia poczynionej
o b r a z i e ( t z w. s a t y s f a k c j i h o n o r o w e j ) .
Zadośćuczynienia tego nie można utożsamiać
z pojedynkiem. Całe postępowanie toczące się między
stronami - obrażonym i obrażającym prowadzone jest
przez reprezentujących ich interesy pełnomocników
- sekundantów, przy czym mandat tych ostatnich jest
z założenia mandatem pokojowym. Ich zadaniem jest
przede wszystkim doprowadzenie do polubownego
załatwienia sprawy1. Zadośćuczynieniem
w postępowaniu honorowym będzie więc przede
wszystkim zadośćuczynienie pokojowe - pewne
kwalifikowane oświadczenie obrażającego, którym
daje on wyraz swojego ubolewania, odwołuje obrazę,
czy też poczynionej obrazie zaprzecza, tłumacząc
iż nie leżała ona w jego intencji2. To właśnie w ten
sposób kończy się większość spraw honorowych.
W większości wypadków pojedynek, jeśli już miał mieć
miejsce, stawał się niewygodną lecz konieczną
ostatecznością. Ten element presji społecznej, jaki
towarzyszył orężnej formie zadośćuczynienia
honorowego widzieli zarówno prawnicy dyskutujący na
przełomie lat 20 i 30 ubiegłego wieku nad unifikacją
prawa karnego3, jak i autorzy kodeksów honorowych.
W okresie międzywojennym dostrzegamy ogólną
tendencję do minimalizacji roli pojedynku
w postępowaniu honorowym. W świetle tych faktów
tym bardziej za krzywdzące względem niektórych
autorów kodeksów honorowych należało by uznać
określenie ich dzieł mianem „kodeksów
pojedynkowych”. Kodeksy dzielić można bowiem na
trzy grupy: pojedynkowe, antypojedynkowe
i utrakwistyczne. Kryterium wyróżnienia jest
stanowisko, jakie zajmują one względem
tzw. antyduellantów, czyli osób, które pojedynku jako
formy zadośćuczynienia, nie uznają, czy to z przyczyn
ideologicznych, moralnych czy religijnych.
18
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
I tak kodeksy pojedynkowe z istnienia ich nic sobie nie
robiły, stanowiąc wspólne zasady dla wszystkich osób
honorowych - do tej grupy należał między innymi Polski
Kodeks Honorowy Władysława Boziewicza
- bynajmniej nie na miarę swoich czasów. Kodeksy
utrakwistyczne z kolei, dawały wyraz swojej akceptacji
dla opisanych postaw umożliwiając stronom
postępowania uchylenie się od pojedynku
w następstwie złożonej deklaracji, iż pojedynków oni
nie uznają. Wreszcie kodeksy antypojedynkowe, to
takie, które zadośćuczynienia na drodze orężnej wcale
nie przewidywały. Kodeksy utrakwistyczne, gdy jedną
ze stron był antyduellant, zaś kodeksy
antypojedynkowe zawsze, umożliwiały przekazanie
sprawy do rozstrzygnięcia powołanym do tego,
bezstronnym organom sądom honorowym, których
zadaniem było merytoryczne rozpatrzenie sprawy,
czyli kwalifikacja czynu oraz określenie
zadośćuczynienia. Postulat reformy postępowania
honorowego w kierunku postępowania
niepojedynkowego wysuwały przede wszystkim
tzw. ligi antypojedynkowe. W związku z małą
skutecznością sądów państwowych oraz wyjątkową
specyfiką spraw, proponowano powołanie sądów
obywatelskich, które w drodze swoistego
postępowania honorowego rozstrzygałyby spory
związane z naruszeniem czci4.
zasadniczych kwestiach próbę powielenia założeń
tego pierwszego był Powszechny Kodeks Honorowy
autorstwa Jana Gumińskiego prezesa Ligi Reformy
Postępowania Honorowego. Choć nie był on
szczególnie udany, spotkał się z ciepłym odbiorem
m.in. środowisk feministycznych5. Poważne miejsce w
polskiej historii postępowania honorowego przypadło
również kodeksom utrakwistycznym. Zaliczyć można
do tej grupy choćby poznański kodeks Antoniego
Malatyńskiego, czy Akademicki Kodeks Honorowy
Juliusza Sas-Wisłockiego, przy czym analiza tego
drugiego w tekstach większości autorów kończy się na
odszukaniu elementów nacjonalistycznych
i rasistowskich - zadanie niezbyt ambitne gdy
odniesiemy je do daty wydania kodeksu. Zwykle
pomija się znakomity warsztat prawniczy autora
- absolwenta UJ, adwokata i autora wielu książek
i podręczników z zakresu prawa. Pomyłką jest również
stwierdzenie, iż Akademicki Kodeks Honorowy został
zatwierdzony przez Naczelną Radę Akademicką.
Choć bowiem inicjatywa stworzenia wspólnego
kodeksu honorowego połączyła korporacje zrzeszone
w Związku Polskich Korporacji Akademickich, to prace
te nigdy nie przyniosły oczekiwanego skutku.
Skończyło się jednie na ustaleniu pewnych założeń
ogólnych, z którymi zbieżny był kodeks
Sas-Wisłockiego.
Pierwszym całkiem antyduellanckim kodeksem był
Harcerski Kodeks Honorowy z 1925 roku, stosowany
zresztą do dzisiaj przez niektóre polskie zrzeszenia
skautowskie. Drugim stanowiącym w wielu
Warta zarysowania będzie jeszcze zlekceważona
przez autora powojenna historia szeroko rozumianego
postępowania honorowego. Reguły postępowania
honorowego przetrwały w różnej formie w organizacji
„
DYSKUSJA
{LEXU§ 7/2008}
Pomiędzy jednostką
Materię kodeksów honorowych
stanowią reguły postępowania
a wspólnotą
honorowego, czyli procedury
m a j ą c e j d o p r o w a d z i ć d o -Aleksander SiemaszkoMówienie o solidaryzmie jako jednej, spójnej ideologii
jest zadaniem karkołomnym. Katoliccy solidaryści,
zadośćuczynienia poczynionej
odwołując się do św. Tomasza z Akwinu, wspólnotę
obrazie (tzw. satysfakcji
solidarną postrzegają jako stwarzającą optymalną
oprawę społeczną do zbawienia ludzkiej duszy,
honorowej).
Zadośćuczynienia
„Solidarność” jest słowem, które w Polsce ma
przeszkody w czynieniu dobra. Solidaryści
tego nie można utożsamiać wyjątkowe znaczenie. Historia największego ruchu usuwającą
świeccy wolą odwoływać się do koncepcji utylitarnych,
z p o j e d y n k i e m . C a ł e antykomunistycznego, jaki narodził się w dawnym tworzonych (paradoksalnie!) przez liberalnych
postępowanie toczące się między bloku wschodnim, jest mitem założycielskim myślicieli pokroju J.S Milla, nadając im „rys”
o d r o d z o n e j P o l s k i n i e p o d l e g ł e j wspólnotowy. Solidaryzm jest niezwykle pojemną
stronami
o b r a ż o n y m - III Rzeczpospolitej. Dziejami „Solidarności” filozofią społeczną - z braku miejsca niech pozostałe
i obrażającym prowadzone jest zajmowali się historycy i filozofie polityki, różnice zilustruje prosty fakt: przez długi czas
dostrzegający w niej XX-wieczne wcielenie tradycji myśliciele solidarystyczni spierali się o najpełniej
przez reprezentujących ich polskiego
republikanizmu. W przeciągu umożliwiający realizacje ich idei system polityczny,
i n t e r e s y p e ł n o m o c n i k ó w dwudziestu lat demokratycznych przemian słowo a odpowiedź na pytanie, czy jest to autorytaryzm, czy
sekundantów, przy czym mandat to spowszedniało, straciło nieco na znaczeniu demokracja, wciąż jeszcze budzi w niektórych
i intelektualnym seksapilu; co zadziwiające jednak środowiskach kontrowersje.
tych ostatnich jest z założenia - szczytne hasła „Solidarności” w politycznomandatem pokojowym. Ich intelektualnym mainstreamie nigdy nie wywołały Współczesnymi uczniami Emile'a Durkheima mienią
poważnej refleksji nad koncepcją solidaryzmu się komunitarianie. Jest to względnie nowy prąd
zadaniem jest przede wszystkim społecznego
(trudno przecież za taką uznać intelektualny, powstały jako wyraz sprzeciwu wobec
doprowadzenie do polubownego machanie sztandarem „Polski solidarnej”, p o s t u l a t ó w l i b e r a l i z m u p r o c e d u r a l n e g o
przedstawionego przez Johna Rawlsa w Teorii
cokolwiek by to znaczyło).
załatwienia sprawy.
wewnętrznej rozmaitych służb mundurowych, nie
wyłączając (sic!) Służby Bezpieczeństwa i Milicji
Obywatelskiej, dla których MSW powołało sądy
honorowe6. Kodeksy honorowe stosowane są zaś do
dzisiaj m.in. w korporacjach akademickich,
stowarzyszeniach o charakterze szlacheckim oraz
przez wspomnianych już wcześniej harcerzy.
Przypisy
1 Tego autor mógł się dowiedzieć nawet z kodeksu
Boziewicza jedynego chyba, z którym miał się okazję
bliżej zetknąć.
2 Por. Sz. Łajszczak, O dopuszczalnych formach
zadośćuczynienia honorowego. Korporant Polski.
Pismo polskich korporantów nr 1(2) rok akademicki
2007/2008
3 Por. np. W. Świda, Pojedynek ze stanowiska polityki
kryminalnej, Wilno 1927
4 Zob. m.in. J.S. Langrod, W poszukiwaniu nowych
form ochrony czci, Przegląd Prawa i Administracji,
kw. IV. 1927; M. Niedzielski Satysfakcja honorowa w
życiu i w prawie, Warszawa 1929; S. Okęcki, Ochrona
czci osobistej w Polsce, Warszawa 1936;
Sz. Łajszczak, Dlaczego postępowanie honorowe?,
Korporant Polski. Pismo polskich korporantów
nr 1(2) rok akademicki 2007/2008
5 Zob. Z. Popławska, Na marginesie nowego kodeksu
honorowego, Kobieta Współczesna 21/1930
6 Zarządzenie Nr 83/88 Ministra Spraw Wewnętrznych
z dnia 23 grudnia 1988 r. w sprawie ustroju sądów
honorowych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa
i Milicji Obywatelskiej oraz szczególnych zasad
odpowiedzialności i trybu postępowania przed tymi
sądami.
oncepcje solidaryzmu zrodziły się
w drugiej połowie XIX wieku jako wyraz
sprzeciwu wobec indywidualistycznego
liberalizmu. Do jego twórców zalicza się
między innymi Emile'a Durkheima, wybitnego
francuskiego socjologa, krytyka modeli społecznych
sprowadzających społeczeństwo do wytworu stosunków
gospodarczych, czyniąc z człowieka jednowymiarowego
homo economicus. Do ekonomizujących teorii
społecznych zaliczał nie tylko leseferyzm, ale także
i socjalizm, wulgaryzujący najistotniejsze wytwory
cywilizacyjne, takie jak rodzina czy religia. Mimo że sam
Durkheim, szczery admirator Powszechnej Deklaracji
Praw Człowieka, na pewno nie był konserwatystą, jego
myśl została po pewnym czasie rozwinięta w nauce
społecznej Kościoła, jak też zyskała powszechne
uznanie wśród rozmaitych europejskich ideologii
narodowych i konserwatywnych; ostatnio zaś do idei
solidarystycznych odwołuje się filozofia komunitariańska.
K
Solidaryzm jest, najkrócej rzecz ujmując, ideologią
odwołującą się do arystotelesowskich koncepcji dobra
wspólnego, będącego czymś więcej niż tylko prostą
sumą partykularnych interesów. Przeciwstawiając się
liberalnemu indywidualizmowi i niczym
nieskrępowanej konkurencji, odrzuca także
socjalistyczny kolektywizm, w zamian głosząc
solidarność klas i jednostek wewnątrz danej wspólnoty.
Chociaż akcentuje konstytutywną rolę własności
w zabezpieczaniu ludzkiej wolności i godności, to
swobodna gra sił rynkowych, pozbawiona
jakiejkolwiek
kurateli, może prowadzić do
społecznego wykluczenia i rozpadu ostoi tradycyjnych
wartości, takich jak rodzina. Solidaryzm podkreśla, że
człowiek - istota daleka od samowystarczalności
i doskonałości - zmuszony jest dla własnego dobra do
przynależności do rozmaitych organizmów
wspólnotowych, takich jak wymieniona wcześniej
rodzina, ale i wspólnoty lokalne, zawodowe, a także
(a może - przede wszystkim) narodowe.
Społeczeństwo najlepiej obrazuje metafora
organizmu, w którym wszystkie część ciała, mimo że
nie są ani równe, ani nawet równoważne, zmuszone są
do kooperacji, a wolna konkurencja pomiędzy
rozmaitymi organami doprowadziłaby co najwyżej do
poważnych sensacji żołądkowych.
sprawiedliwości. Jego sztandarowymi
przedstawicielami są socjolog Amitai Etzioni, filozof
Alisdair MacIntyre i politolog Michael Walzer. Atakują
oni suchy, rawlsowski liberalizm jako rzeczywistość,
w której na skutek systemowej etycznej obojętności
(ukrytej pod maska pluralizmu) zatracone zostało
kluczowe dla jakiejkolwiek wspólnoty politycznej
pojęcie „cnoty”. Komunitarianie uznają, że państwo,
sprowadzone do wymiaru proceduralnego, „państwokorporacja” traci jakąkolwiek siłę, zdolną spajać swych
obywateli. W ich przekonaniu do demokratycznego
minimum zaliczać trzeba nie tylko instytucje, ale także
i pewien moralny konsens i istnienie zbiorowej
świadomości.
W swym antyliberaliźmie myśliciele komunitariańscy
nie są bynajmniej zgodni; część z nich postrzega swoją
krytykę jako element wewnętrznej debaty wśród
liberałów i bynajmniej nie odrzuca takich koncepcji jak
prawa człowieka czy podstawowa autonomia
jednostki. Inni, jak MacIntyre, idą dalej i radykalnie
odrzucają współczesność. Właśnie MacIntyre jest
autorem najbardziej spójnej i całościowej krytyki
antropologicznej człowieka liberalnego. W miejsce
samowładnego, racjonalnego człowieka wprowadza
on „narracyjną koncepcję jaźni”, uznając, że ludzkie
dzieje wpisane są w historię jego środowiska (rodziny,
miasta, narodu), w jego partykularną opowieść.
Solidarystyczne wątki nieprzerwanie pojawią się
w zachodnioeuropejskiej refleksji. Bronią tego, co
lokalne, partykularne i społeczne; umiejscawiają
wyalienowaną, autonomiczną jednostkę w szerszym
kontekście wspólnoty, chroniąc przy tym jej
podmiotowość. Solidaryzm, trudny do
zakwalifikowania jako „prawicowy” bądź „lewicowy”,
pozbawiony jest jasności i ostrości myśli
socjalistycznej czy liberalnej. Kontestując obecną
rzeczywistość społeczną stawia się w opozycji do
większości ruchów, ideologii czy partii. W swej
wymowie jest antyutopijny, opiera się na tym, co jest;
nie dąży do idealnej równości czy wolności w stanie
czystym. Jest to filozofia społeczna, która zadaje wiele
pytań, a odpowiedzi, które oferuje, pozbawione są
absolutności aksjomatów. Jest to wreszcie bogata,
a w Polsce znana bardzo słaba tradycja intelektualna,
którą z pewnością warto poznać.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
19
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
SPORTOWCY NA PRAWO,
DZIAŁACZE NA LEWO...
-Iwona Krzemińska„Zawsze najwięcej było prawników, choć najlepsi
są z zarządzania i matematyki” - mówi trener sekcji
lekkiej atletyki mężczyzn AZS-u UW, Roman
Stępniewski. Sekcja LA jest jedną z wielu, w
których aktywni są studenci naszego wydziału.
I ten fakt chciałabym uczynić punktem wyjścia do
wstępnych rozważań o prawie sportowym.
Kalos Kagathos
... czyli piękny i dobry. Już starożytni Grecy wierzyli, że
piękno sylwetki rodzi się podczas ćwiczeń fizycznych.
Z kolei dobro miało być wyrazem harmonijnego
rozwoju ciała i duszy. I chociaż w tamtych czasach
uprawiano ledwie kilka dyscyplin olimpijskich, to bez
wątpienia sport był jednym z ważniejszych elementów
życia publicznego. Wtedy nikt, nawet Rzymianie, nie
regulował prawnie tej sfery życia. Przypomnę, że
pierwsze udokumentowane igrzyska odbyły się w 776
r. p.n.e., a nowożytny ruch olimpijski, którego
pionierem był Pierre de Coubertin, wznowił działalność
w 1896 r. wraz z igrzyskami w Atenach. W wielu
opracowaniach można przeczytać, że współczesne
igrzyska nawiązują do tradycji starożytnych igrzysk
greckich. Owszem, przesłanie olimpijskie, skierowane
do młodych sportowców, brzmi: „Szukajcie w sporcie
piękna, dobra i sprawiedliwości”. I o ile samo hasło
PKOl-u niesie ze sobą potężny bagaż wartości, to mam
wątpliwości, czy te słowa w ustach działaczy
sportowych brzmią poważnie. Niestety, przeciętnemu
człowiekowi ze sportem obecnie kojarzą się jako
pierwsze nie owe wartości autoteliczne, ale sprawy
o zdecydowanie pejoratywnym zabarwieniu, jak
postępowanie dyscyplinarne, kurator, nadużycia,
sprzedane mecze czy doping.
wielu wysnuwa tezę, że nie mają one już nic wspólnego
ze szlachetną ideą sportowej rywalizacji, a olimpijskie
ideały stały się parawanem, za którym schowane
są interesy państw i pieniądze korporacji
zarabiających na igrzyskach.
Tymi, którzy najbardziej cierpią na takim ujęciu sprawy,
są sami sportowcy. Po latach treningów, zmagań,
przygotowań, startów redukowani są do roli aktorów
w teatrze, w którym chodzi tylko o zysk. Sportowcy
walczą oczywiście o pieniądze, sławę i prestiż, ale
w ujmowaniu ich zmagań wyłącznie jako wyścigu
psychologów i naukowców dla chwały narodu zatraca
się indywidualizm zawodników i piękno sportu.
Wg PKOl-u dla sportowca najważniejszym
wyróżnieniem jest start w barwach narodowych; na
całym świecie sportowcy umacniają w ten sposób
własną tożsamość. Stadion jest jednym z ostatnich
miejsc, gdzie kilkadziesiąt tysięcy osób wspólnie
śpiewa hymn narodowy, dorośli malują sobie twarze,
obwieszają się szalikami i na wszelkie sposoby
manifestują dumę ze swojej narodowej odrębności.
Kulturowa rola, jaką odgrywa dziś sport (w dużej
mierze futbol), jest zadziwiającą próbą odpowiedzi na
globalizację. Sportowe wydarzenia są patriotycznymi
spektaklami, które uczą życzliwej akceptacji dla
kulturowej i etnicznej różnorodności.
Zastępcza forma wojny
Największym wydarzeniem w świecie sportu jest nadal
Olimpiada. Przy okazji ostatnich igrzysk w Pekinie po
raz kolejny mieliśmy okazję się przekonać, że
zmagania pojedynczych sportowców są tylko
elementem walki, w której chodzi o to, by jeden kraj
udowodnił swą wyższość nad drugim. Andriej
Grokmyko, wieloletni szef sowieckiej dyplomacji,
wyznał kiedyś, że „Tylko jedno ma sens z tego, co
mówił de Coubertin: walka. Walka między obozem
krajów socjalistycznych i kapitalistami. Olimpiada to
zastępcza forma wojny”. Podziału na dwa bloki państw
- komunistycznych i kapitalistycznych - już nie ma,
mimo to sportowa wojna trwa w najlepsze.
Dziennikarze, sportowcy i komentatorzy często
używają języka, którym można opisać niejedną walkę
zbrojną. Porównanie to opiera się na założeniu, że
trenerzy zastępują generałów, widownia żołnierzy,
a drużyny są pancernymi dywizjami wysyłanymi na
front. Wyjazdy olimpijczyków bardziej przypominają
żegnanie żołnierzy jadących na front niż sportowców
jadących walczyć o szczytne cele, a koszty światowej
wojny sportowej są niemal równie kosztowne jak
zbrojenia wojskowe. Werdykty sędziów sportowych
mogą prowadzić do kryzysów dyplomatycznych równie
groźnych jak incydenty graniczne. Historia igrzysk
olimpijskich jest pełna walki podtekstami. Dlatego
20
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Toteż iście wojenne komentarze do zmagań
sportowych wydają się trudne do przyjęcia. Bo sport w
idealistycznym ujęciu jest pokojowy - Grecy na czas
igrzysk zaprzestawali wszelkich wojen, by świętować
to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie, a dziś igrzyska
są traktowane jak wojna. Ustawa z dnia 18 stycznia
1 9 9 6 r. o k u l t u r z e f i z y c z n e j d e f i n i u j e :
„współzawodnictwo sportowe jest indywidualną lub
zbiorową rywalizację osób zmierzających, zwłaszcza
w trakcie zawodów sportowych, do pokonania czasu,
przestrzeni, przeszkód lub przeciwnika”. I wydaje mi
się, że rolą współczesnego prawa jest zapewnienie
wszelkich narzędzi technicznych, jakich sport
potrzebuje, by jego oblicze było zgodne z ideą
lansowaną przez ruch olimpijski.
Trybunał do spraw sportu
Kluby sportowe często działają jak sprawnie
zarządzane przedsiębiorstwa. Powstaje coraz więcej
firm specjalizujących w usługach z zakresu
zarządzania i marketingu sportowego i kancelarii
- w zakresie prawa sportowego. Wiele osób stawia
o to, czym właściwie zajmuje się prawo sportowe.
W zakresie usług świadczonych przez wymienione
wyżej podmioty są z reguły następujące zagadnienia:
licencje dla zawodników i trenerów, umowy
o sponsoring i transmisje w mediach, wykorzystanie
wizerunku zawodnika i sportowca, zakładanie klubów
sportowych, organizowanie bieżącej działalności
związków narodowych, obsługa fundacji
i stowarzyszeń propagujących sport.
Sport w szerszym ujęciu podmiotowym obejmuje obok
zawodników i trenerów także działaczy, lekarzy,
kibiców i sędziów. Dlatego gdy mówimy o prawie
sportowym, to poruszamy zagadnienia: działalności
związków sportowych, organizacji i bezpieczeństwa
imprez masowych, popełnienia przestępstwa korupcji
sportowej, stosowania niedozwolonych środków
farmakologicznych, finansowania i ulg podatkowych
dla klubów sportowych (w tym sportowych spółek
akcyjnych). W Polsce dwa podstawowe akty prawne
dotyczące poruszanej przeze mnie materii to Ustawa
z dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej oraz
Ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o sporcie
kwalifikowanym Pierwsza odwołuje się również
do ustawy Prawo z dnia 7 kwietnia 1989 r.
o stowarzyszeniach, z racji tego, że wiele klubów
sportowych działa właśnie w formie stowarzyszeń,
oraz do Ustawy z dnia 22 sierpnia 1997 r.
o bezpieczeństwie imprez masowych.
Każdy związek sportowy posiada własny statut, wg
którego postępuje. Od orzeczeń polskiego związku
sportowego przysługuje skarga do wojewódzkiego
sądu administracyjnego. Z kolei nadzór nad polskimi
związkami sportowymi (p.z.s.) sprawuje minister do
spraw kultury fizycznej i sportu, który może m.in.
dokonywać kontroli, zawieszać uchwały, występować
do Trybunału o zawieszenie członków władz p.z.s. czy
wystąpić do sądu o rozwiązanie p.z.s. Mianem
„Trybunał” ustawa określa Trybunał Arbitrażowy do
Spraw Sportu, który działa przy Polskim Komitecie
Olimpijskim jako stały sąd polubowny. Od
postanowień trybunału przysługuje skarga kasacyjna
do Sądu Najwyższego. Z kolei polskie związki
sportowe same mogą ustanawiać stałe sądy
polubowne, do których stosuje się część pierwszą
księgi trzeciej KPC. Ustawa porusza również problem
dopingu, wskazując na organ właściwy dla tych spraw
Komisję do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Komisja
jest odpowiedzialna za opracowywanie propozycji
rozwiązań prawnych i programów walki z dopingiem
w sporcie, przeprowadzaniem kontrolnych badań
antydopingowych w Polsce, prowadzeniem edukacji
profilaktycznej, upowszechnianiem listy środków
farmakologicznych i metod uznanych za dopingowe.
W związku z tym, że „kultura fizyczna jest częścią
kultury narodowej, chronionej przez prawo”,
najważniejszą pozycję w tym zakresie ustawa
przypisuje organom administracji samorządowej
i samorządowi terytorialnemu. Taki przydział zadań
można zresztą wywnioskować z samej definicji
administracji, która odnosi się do podejmowania
działań w imię dobra publicznego - a kultura narodowa
niewątpliwie takim jest. Z kolei organy administracji
mają obowiązek współpracy z PKOl-em w sprawach
strategii rozwoju sportu w RP, projektów ustaw i aktów
INFORMACJE
biblioteka wpia
wykonawczych dotyczących sportu, programów
rozwoju inwestycji o szczególnym znaczeniu dla
sportu w RP i projektów programów przygotowań
olimpijskich.
-Kinga Mikołajek-
Polskie Towarzystwo Prawa Sportowego
Utworzenie biblioteki
Najaktywniejszą działalność w kraju w zakresie
poruszanego zagadnienia przejawia Polskie
Towarzystwo Prawa Sportowego z siedzibą
w Poznaniu. Towarzystwo powstało w 1990 r. i jego
statutowym celem jest formułowanie, dyskutowanie
i rozwiązywanie problemów prawnych związanych
z uprawianiem sportu. Cel ten jest realizowany
w szczególności przez organizowanie konferencji oraz
publikowanie materiałów tych konferencji w formie
książek, tworzących serię wydawniczą „Prawo i Sport”.
Prezesem PTPS jest prof. zw. dr hab. Andrzej Szwarc
prof. Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, prof.
Akademii Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza
Piaseckiego w Poznaniu oraz Prezes Trybunału
Arbitrażowego ds. Sportu przy PKOl. Jednym
z członków komisji rewizyjnej PTPS jest dr hab. prof.
UW Andrzej Wach, który prowadzi na naszym wydziale
konwersatorium dla studentów IV i V roku pt. „Prawne
aspekty uprawiania sportu”.
B
Do ciekawszych konferencji zorganizowanych przez
Towarzystwo należy zaliczyć: „Prawne problemy
transferu w piłce nożnej w Polsce i Republice
Federalnej Niemiec” - Poznań, 13-15.09.1990;
„Naruszenia porządku związane z imprezami
sportowymi” - Zabrze, 15-17.04.1994;
„Odpowiedzialność dyscyplinarna w sporcie”
- Warszawa, 23-24.11.2000. Członkiem Towarzystwa
może zostać każdy, kto swą dotychczasową
działalnością sportową lub zawodową wykazał, że jest
w stanie uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów
prawnych związanych ze sportem. Na stronie PTPS
(www.staff.amu.edu.pl/~ptps) dostępna jest lista szkół
wyższych (głównie europejskich), na których pewne
grupy koncentrują swoje zainteresowania właśnie
wokół prawa sportowego, co obrazuje szersze
zainteresowanie materią i możliwości współpracy.
Młodość pełna pasji
Od 2007 r. na poznańskim UAM działa Studenckie
Koło Prawa Sportowego. Na stronie koła
(www.skps.pl) jego członkowie tak piszą o swoich
działaniach: „Jest to pierwsza, w skali całego kraju,
taka inicjatywa podjęta przez grono studentów prawa
(...) Naszą ambicją jest także zorganizowanie
w niedalekiej przyszłości konferencji naukowej
w całości poświęconej zagadnieniom prawnym
związanym ze sportem, na która chcielibyśmy zaprosić
gości z kraju i zza granicy”. Wydaje mi się, że
połączenie pasji razem ze studiami czy pracą jest
idealnym rozwiązaniem. Dlatego chciałabym zaprosić
wszystkich studentów naszego wydziału,
zainteresowanych nakreślonymi tu zagadnieniami, do
stworzenia wspólnej inicjatywy na naszym wydziale
i wykorzystania możliwości, które daje nam uczelnia.
Hasło, które z kolei FISU (The International University
Sports Federation) kieruje do studentów, to „Good
athlete, good student”. Przy okazji zaznaczę, że polski
AZS (Akademicki Związek Sportowy) należy do
najstarszych i najaktywniejszych członków FISU i ma
swoich przedstawicieli we wszystkich ważniejszych
komitetach.. Skrót AZS-u często jest rozwijany także
jako Atmosfera-Zabawa-Sport, a przy logo (z okazji
100 lat istnienia AZS-u) w Polsce zamieszczono hasło
MŁODOŚĆ PEŁNA PASJI Najlepszy czas na rozwój.
{LEXU§ 7/2008}
iblioteka Wydziału Prawa i Administracji
Uniwersytetu Warszawskiego mieści się w
Collegium Iuridicum III przy ul. Oboźnej 6.
Jako całość powstała ona w latach sześćdziesiątych
i połączyła księgozbiory rozproszone po
poszczególnych katedrach i instytucjach WPiA. Na
początku istnienia biblioteki zbiory znajdowały się
w gmachu Collegium Iuridicum I, dopiero wraz
z rozpoczęciem roku akademickiego 2005/2006
zostały one przeniesione do nowego budynkuCollegium Iuridicum III, co ułatwiło do nich dostęp
i umożliwiło stworzenie większej ilości miejsc do pracy.
Zbiory
Na początku księgozbiór zawierał wydawnictwa
z okresu międzywojennego, XIX-wieczne i starodruki.
Obecnie obejmuje on ponad 100 000 egzemplarzy
książek ze wszystkich dziedzin nauk prawnych
i administracyjnych oraz 160 tytułów polskich
czasopism i 56 zagranicznych, uzupełnianych
corocznie o około 2000 woluminów.
Jak korzystać
Studenci Wydziału Prawa i Administracji UW mają
prawo do korzystania z czytelni po okazaniu ważnej
karty bibliotecznej BUW. Przy pierwszej wizycie należy
podejść z kartą do stanowiska pracownika i poprosić
o dopisanie do bazy danych biblioteki wydziałowej.
Czynność ta trwa parę sekund, a po niej można
swobodnie korzystać z zasobów wypożyczalni. Dostęp
do zbiorów w czytelni możliwy jest na dwa sposoby:
w dziale wolnego dostępu lub przez złożenie
zamówienia na rewersie. W dziale wolnego dostępu
możemy samodzielnie wyszukiwać interesujące nas
pozycje. Są one posegregowane według działów
prawa, a wewnątrz tych działów- wedle sygnatur. Po
zdjęciu książki z półki, gdy okaże się ona nie tą
poszukiwaną, należy powstrzymać pokusę odłożenia
jej tam z powrotem i odnieść na przeznaczony do tego
wózek. Do części księgozbioru znajdującej się
w magazynie czytelnicy mają dostęp po złożeniu
zamówienia na rewersie. Jednorazowo można
zamówić do 5 woluminów, a zlecenia są realizowane
w miarę możliwości na bieżąco.
Katalogi
się, że ta biblioteka jest jedynym miejscem, gdzie dana
pozycja jest dostępna, ponieważ gdzie indziej
egzemplarze zostały już pożyczone” mówi kierownik
biblioteki, pani Marzenna Ciastek. W niektórych
przypadkach można wypożyczyć do dwóch
woluminów na okres jednego tygodnia.
Stanowiska komputerowe
W Czytelni Studenckiej znajduje się 40 stanowisk
komputerowych dostępnych dla studentów
i pracowników UW w celach edukacyjnych
i naukowych. Można tu skorzystać zarówno
z Internetu, jak i z zasobów elektronicznych biblioteki.
UW ma dostęp łącznie do około 450 tytułów czasopism
prawniczych, głównie zagranicznych, dostępnych
również z komputerów domowych ze strony domowej
BUW, po zalogowaniu się jak do systemu
bibliotecznego.
Komputery w czytelni umożliwiają dostęp do
prawniczych systemów informacji prawnej. Są wśród
nich trzy wiodące polskie bazy- Legalis, Lex Omega
oraz Lex Polonica Maxima- zawierające akty prawne,
projekty i komentarze do ustaw, wzory pism i umów
oraz wiele innych pozycji potrzebnych w zawodzie
prawniczym. Dostępna jest również baza HeinOnline
zawierająca około 800 angielskojęzycznych
czasopism z zakresu prawa, administracji i politologii.
Biblioteka przyjazna niepełnosprawnych
Aby osoby niepełnosprawne mogły samodzielnie
korzystać z biblioteki, znajdują się tu trzy stanowiska
komputerowe przeznaczone dla czytelników
niewidomych, niedowidzących oraz
niepełnosprawnych ruchowo. Komputery te są
wyposażone w urządzenia oraz oprogramowanie
przeznaczone do pracy osób niepełnosprawnych.
Ksero
Materiały można kserować samodzielnie w czytelni
przy pomocy karty bibliotecznej. Korzystając z ksera
należy pamiętać o obowiązującym prawie autorskim.
Ponadto pracownik biblioteki ma prawo zabronić
kopiowania określonych materiałów, zwłaszcza
pozycji starszych lub w złym stanie technicznym.
Wyszukiwanie interesujących nas materiałów jest
możliwe przy pomocy dwóch katalogów: tradycyjnego
kartkowego oraz on-line. Katalog on-line, znajdujący
się pod adresem http://opac.buw.uw.edu.pl, jest
wspólnym rejestrem bibliotek Uniwersytetu
Warszawskiego. Znajdują się w nim zbiory biblioteki od
1996 roku oraz na bieżąco wpływające publikacje.
Wypożyczanie
Biblioteka WPiA jest dla studentów głównie czytelnią.
Jedynie pracownicy i doktoranci WPiA mogą posiadać
stałe konta wypożyczeń. Ograniczona możliwość
wypożyczania ma swoje plusy i minusy. Z jednej
strony- wygodnie jest dostać książkę, aby skorzystać
z niej w domu, a z drugiej- stała dostępność pozycji
w czytelni nierzadko ratuje skórę studentowi
piszącemu referat w ostatniej chwili. „Często zdarza
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
21
{LEXU§ 7/2008}
REPORTAŻ
„
BITWA O NIEPODLEGŁOŚĆ
POD PRZYSUCHĄ
-Weronika PapucewiczRok 1918. Całkiem nowa rzeczywistość. Świat
widziany przez wielu wyłącznie w biało–
czerwonych barwach. Ile krwi i czasu musiało
upłynąć by nad Dworcem Wiedeńskim w
Warszawie załopotała polska flaga? Od dnia, gdy
Józef Piłsudski spotkał się z członkami Rady
Regencyjnej, w mieszkaniu Józefa Ostrowskiego
minęło już 90 lat. Niemalże wiek, podczas którego
historia o odzyskaniu przez Polskę niepodległości
stała się dla mas bajką, jak wiele innych. Miłym
opowiadaniem o patriotyzmie, pięknej Kasztance i
sczezłej celi, gdzieś w Magdeburgu. Pytanie brzmi:
ilu jest takich, dla których ta bajka jest czymś
więcej niż kolejną legendą o ukradzionych
księżycach, o kilku wąsatych panach z
poszarzałych fotografii i o mnóstwie wieńców
składanych rokrocznie w strugach jesiennego
deszczu na jednym z warszawskich placów?
ok 2008. Zamiast twierdzy magdeburskiej –
miejsce zbiórki Pałac Kultury i Nauki.
Rżenie koni zostało zastąpione warkotem
silników kilku autokarów. Nie ma
mundurów, salw i karabinów. Zamiast tego mnóstwo
uśmiechniętych twarzy. Młodzi ludzie z torbami,
plecakami i walizkami. Grupa studentów, to widać na
pierwszy rzut oka. Uczą się prawa. Mozolnie pakują
swoje tobołki i odjeżdżają ku miejscu, gdzie będą mieli
okazję zrozumieć, o co chodzi z tą niepodległością. Jak
to – oburza się Prawdziwy Patriota – gdzie są flagi,
sztandary, hymny, pochody? Jak tak można niszczyć
dobre imię Ojczyzny, Narodu i Bóg wie czego? Grupka
rozkrzyczanych małolatów, bez kompetentnych
nauczycieli wybiera się uczcić Dzień Niepodległości?
To spisek, hańba i wielkie nieporozumienie. Pić będą. I
tyle.
Piłsudski wyszedł na Krakowskie Przedmieście. Czeka
tam na niego wielotysięczny tłum mieszkańców
Warszawy. Wokół radość i euforia. Rozbrajani są
niemieccy żołnierze. Oddają broń spokojnie i bez
oporu. Po mieście jeździ coraz więcej ciężarówek z
polskimi legionistami, którzy gotowi są w każdej chwili
oddać strzały. Polacy zdobywają kolejne przyczółki.
Dworzec Wiedeński, Kowelski, Cytadela. Przejmują
amunicję, broń i żywność.
R
Nie zorganizowali marszu, nie obejrzeli Prezydenta,
nie usłyszeli salw armatnich. Wyruszyli parędziesiąt
kilometrów na południe od stolicy – by tam w zaciszu
malowniczego zalewu i jesiennego lasu zrozumieć jak
odradzała się prawie wiek wcześniej ich Ojczyzna.
Taką możliwość, ponad setce studentów, zapewniła
grupa organizatorów – którzy wbrew Prawdziwemu
Patriocie i wielu przeciwnościom losu zabrali młodzież
na łono natury – by ta lepiej pojęła zawiłości kart
historii. Udowodnili sobie i wszystkim niedowiarkom,
że głównym punktem wyjazdu studenckiego nie musi
balet, impreza i upicie się do nieprzytomności.
Do pensjonatu, w którym mieszka Piłsudski
przybywają od samego rana tłumy gości. To nie tylko
politycy, wojskowi i działacze, ale także zwykli
mieszkańcy Warszawy. Wszyscy wjeżdżali na szóste
22
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
piętro przestarzałą windą, która psuła się z
przegrzania. Odwiedzali Piłsudskiego z jednym tylko
postulatem – aby to on, a nie nikt inny objął władzę w
rodzącej się na nowo Polsce. Zaś ten opierał głowę na
dłoni i rozmyślał.
W mglisty poranek pojechali pod Radom. Później
kilkanaście kilometrów na zachód. Autokary dotarły
nad rozlewisko w Toporni. Cztery dni w Przysusze –
taki długi weekend z bonusem na końcu – Świętem
Niepodległości. Okazja do tego, aby odpocząć,
odprężyć się, zapomnieć na chwilę o obowiązkach.
Przy czym filarem całości mają być kwestie dotyczące
wydarzeń sprzed 90 lat. Samorząd Studentów WPiA
jest znany z legendarnych imprez, ale ta od początku
była nieco inna. Studenci niedowierzali. Ktoś
zorganizuje grę terenową, debatę, pobrzdąka na
gitarze przy ognisku? A do tego murowane domki,
dywaniki, kurs salsy i domowy smalec? I jeszcze
obiecują piękną pogodę? Wszystko za dwie stówy?
Niemożliwe. A może?
Warszawa żyje spektaklami. Kolejny wieczór teatry
proponują widzom przedstawienia lekkie i przyjemne.
Ten listopadowy wieczór przynosi jednak zmianę.
Naprędce Teatr Wielki ogłasza inny repertuar –
zamiast farsy „Żydówka”, aktorzy odgrywają „Halkę”.
W ogólnym uniesieniu orkiestra odgrywa Mazurka
Dąbrowskiego – publika domaga się bisów. Cały Nowy
Świat tętni życiem. Restauracje dawno nie przezywały
takiego oblężenia. Choć jedzenie jest wydawane na
kartki, a w spustoszonym wojną mieście brakuje w
zasadzie wszystkiego, co chwilę słychać wystrzały
korków od szampana.
Słabe jesienne słońce oświetlało całą okolicę. Nie było
nawet wiatru. Czasem tylko parę liści opadło z drzew –
złotych, w kolorze burgunda i lekko nadgniłych.
Słychać krzyki. Kilkuosobowe grupki biegają wokół
ośrodka. Las, ścieżka, wyspa, plaża – tak wygląda ich
trasa. Głośno podnoszą własne morale – w końcu są
członkami przedwojennych partii politycznych. Od
tego jak sprawdzą się podczas gier zespołowych,
zależy ich siła w Konstytuancie roku 1919. Działacze
PPS, PSL „Piast”, Związku Ludowo – Narodowego i
Komunistycznej Partii Robotniczej Polski dzielnie
walczą z trudnymi zadaniami sprawdzającymi ich
umiejętność współpracy. Radzą sobie nad wyraz
dobrze. Pomagają, noszą kolegów na własnych
ramionach i uczą się, że w pojedynkę wiele nie da się
osiągnąć. Tak, Prawdziwy Patrioto – nawet Ty, sam nic
nie zdziałasz.
Jest już późna noc. Piłsudski może w końcu udać się
na spoczynek. Jest tak zmęczony ciężkim dniem, że
zasypia od razu. Słychać wystrzały granatów i broni. To
na placu Teatralnym oddział polski walczy z Niemcami
strzegącymi siedziby niemieckiej policji. Wielu
warszawiaków nie może zmrużyć oka. Nie wiedzą
jednak, że prawdziwy trud spadnie na nich, gdy
dopadnie ich zwykła, szara rzeczywistość nowym
kraju, z nowymi, polskimi władzami. Póki co, zasypiają
upojeni niepodległością i szampanem.
Odbywa się prawdziwa debata konstytucyjna. Na
stołówce partie kłócą się ze sobą, by móc
Nastał wieczór. W tafli jeziora
odbija się całe mnóstwo gwiazd.
Wszyscy uczestnicy Przysuchy
razem pieką kiełbaski, smarują
świeży chleb domowym
sm alcem i kr o ją o g r o m ne
pieczone szynki. Jest gorąca
herbata i piwo. Słychać też gitarę
i wspólne śpiewy. Ludzie
obejmują się, czy tylko z zimna?
przeforsować jak najwięcej własnych projektów
dotyczących nowej konstytucji, która ma zorganizować
życie Polakom tuż po odzyskaniu niepodległości.
Najwięcej posłów w grze terenowej zdobył Związek
Ludowo – Narodowy, ale to i tak za mało by uzyskać
większość w sejmie 1919 roku, czyli 174 głosy. Po
ożywionej dyskusji, niejednokrotnie przerywanej przez
marszałka, zawiązywanych i rozwiązywanych
sojuszach i wielu kompromisach uchwalone zostały
najistotniejsze postulaty. Nazwa państwa to Narodowo
– Socjalistyczna Republika Polski. Gwarantuje ona
równość wszystkich obywateli, zaś obywatelem jest
każdy Polak i katolik. Główny wróg narodu to Niemiec
ikapitalista, a państwo nie akceptuje innej religii niż
katolicyzm. Ciekawa jest ordynacja wyborcza,
mianowicie wybory kurialne w czterech kuriach:
chłopskiej, robotniczej, rzemieślniczo – handlowej i
kobiecej.
Nastał wieczór. W tafli jeziora odbija się całe mnóstwo
gwiazd. Wszyscy uczestnicy Przysuchy razem pieką
kiełbaski, smarują świeży chleb domowym smalcem i
kroją ogromne pieczone szynki. Jest gorąca herbata i
piwo. Słychać też gitarę i wspólne śpiewy. Ludzie
obejmują się, czy tylko z zimna? Być może zrozumieli
więcej z lekcji o listopadzie 1918 roku niż Prawdziwy
Patriota? Pojęli, że jedynie przez współpracę, przyjaźń
i wzajemne wsparcie mogą osiągnąć naprawdę wiele.
Zrobić obóz dla studentów, wspaniale się bawić, a
nawet napisać konstytucję.
Serdecznie chciałabym podziękować zarówno
uczestnikom, jak i organizatorom – Magdzie
Gutowskiej, Filipowi Jurzykowi i Agnieszce
Popławskiej za tą niezapomnianą lekcję
odpowiedzialności i gry zespołowej!
INFORMACJE
{LEXU§ 7/2008}
Osobliwości
Sprawozdanie
„społecznej
z posiedzenia
sprawiedliwości”
Rady Wydziału WPiA
-Michał JarczewskiNa swoje nieszczęście włączyłem jakiś czas temu
telewizor. Wiadomości - a w nich jegomość
w czerwieni, ze związkową flagą, wykrzykujący coś
o „emeryturach pomostowych zgodnych
z zasadami sprawiedliwości społecznej”.
Momencik, o sprawiedliwości coś tam słyszałem,
choćby na prawie rzymskim. Pamiętam nawet
definicję sprawiedliwości według Ulpiana:
sprawiedliwość to stała i niezłomna wola
oddawania każdemu, co się mu należy. A cóż to za
wynalazek ta „sprawiedliwość społeczna”, który
nawet w Konstytucji RP znalazł dla siebie miejsce?
Jeśli „sprawiedliwość społeczna” jest tym samym
co „sprawiedliwość”, to po co dodajemy ów
przymiotnik „społeczna”? Chyba że jest to coś
innego, a, jak wiedzą nawet przedszkolaki,
przeciwieństwem „sprawiedliwości” jest
„niesprawiedliwość”.
auważmy, że ilekroć mówimy o zgodności
jakiegoś projektu z „zasadami
sprawiedliwości społecznej”, wcale nie
mamy na myśli, że jest on „sprawiedliwy”.
„Sąd orzekający zgodnie z zasadami sprawiedliwości”
brzmi zupełnie inaczej niż „sąd orzekający zgodnie
z zasadami sprawiedliwości społecznej”.
„Sprawiedliwość społeczna” – to wytrych, którego
używa się w miarę potrzeb, co widać choćby na
przykładzie Polski; wytrych, który w przeważającej
większości przypadków służy do obrony
partykularnych interesów danych grup społecznych.
A że ciężko te interesy uzasadnić – jest
„sprawiedliwość społeczna”. Grupa górników
wystarczająco sprawnie operująca kamieniami jest
w stanie wywalczyć sobie od państwa (czyli de facto
nas wszystkich - podatników) wysokie odprawy „w imię
sprawiedliwości społecznej”. Kilku zwalnianych
pracowników nie ma takiej możliwości. Jest to być
może zgodne z zasadami „społecznej
sprawiedliwości”, natomiast z zasadami
„sprawiedliwości” – z pewnością nie.
Z
Co warte zauważenia, o stosowaniu zasady
„sprawiedliwości społecznej” ostatecznie decyduje
(w dużym uproszczeniu) urzędnik – czyli znaleźliśmy
się w punkcie wyjścia: ten potworek pojęciowy zostaje
użyty w celu uzasadnienia interesów wystarczająco
silnej, głośnej i sprawnej grupy społecznej. Interes
ogółu, interes państwa, sprawiedliwość względem
jednostek stają się nieistotne, a nawet kłopotliwe.
Nie oznacza to, aby idee solidarności międzyludzkiej,
życzliwości bliźniemu czy też fundamentalnej
w państwie prawa (za jakie chcemy uchodzić)
sprawiedliwości były niewłaściwe, złe, niegodne.
Problem w tym, że „sprawiedliwość społeczna”
w praktyce nie ma z nimi nic wspólnego. Z tego też
względu dwutygodniowego urlopu na Karaibach dla
redakcji Lexusa mogę się domagać jedynie w imię
sprawiedliwości. Społecznej, rzecz jasna.
-Michał Miąskiewicz-
dniu 17 listopada 2008 r. odbyło się
posiedzenie Rady Wydziału WPiA.
Po przyjęciu porządku obrad
i
protokołu z poprzedniego
posiedzenia Rady Wydziału, dziekan Rączka
przedstawił komunikaty Dziekana. W tym punkcie
poinformował między innymi o tym, iż otrzymał petycję
dotyczącą funkcjonowania USOS-a, pod którą
podpisało się ponad 200 studentów. W związku z tą
petycją zobowiązał się do opublikowania na stronie
internetowej wydziału w ciągu tygodnia oficjalnej
odpowiedzi, a także informacji „Prawdy i mity
USOS-a”.
W
Następnie dziekan Rączka przedstawił sprawozdanie
Kolegium Dziekańskiego za rok akademicki
2007/2008, które zostało jednogłośnie przyjęte przez
Radę Wydziału.
Rada Wydziału rozstrzygnęła konkursy: na stanowisko
profesora nadzwyczajnego UW w Zakładzie
Kryminologii, który wygrała Pani dr hab. Monika Płatek;
na stanowisko docenta na podstawie mianowania
w Zakładzie Prawa Karnego, który wygrała
dr Magdalena Błaszczyk oraz konkurs na stanowisko
docenta w Zakładzie Prawa Lotniczego i Kosmicznego
wygrany przez dr Elżbietę Mikos Skuzę.
Na posiedzeniu Rady Wydziału została powołana
komisja w przewodzie habilitacyjnym
dr Małgorzaty Manowskiej, zostały wszczęte przewody
doktorskie, zatwierdzone tematy rozpraw
mgr Agaty Marchwińskiej, mgr Ewy Jasiuk,
mgr Joanny Tomaszewskiej i mgr Pawła Cyrusa oraz
powołani promotorzy. Ponadto został otwarty przewód
doktorski mgr Katarzyny McNauhton oraz wyznaczeni
recenzenci w przewodach doktorskich
mgr Ewy Wdzięcznej, mgr Krzysztofa Karniszyckiego,
mgr Jarosława Pietruszki oraz mgr Marcina Wiącka.
Na stanowisku adiunkta w Katedrze Postępowania
Cywilnego został zatrudniony dr Piotr Rylski oraz na
tym samym stanowisku w Katedrze Kryminalistyki
dr Paweł Waszkiewicz.
Ponadto uchwałami Rady Wydziału Zakład
Międzynarodowego Prawa Prywatnego i Handlowego
został przekształcony w Katedrę, utworzono
metodologiczne kursy dokształcające dla doktorantów
zewnętrznych oraz upoważniono docentów
i adiunktów do prowadzenia seminariów
i przeprowadzania egzaminów.
Pracowania „Europejskiej Pracowni Tradycji Prawnej”
pomysł prodziekana ds. naukowych prof.
dr hab. Tomasza Giaro rozpoczęcia badania korzeni
prawnych Europy i ich dynamicznych zmian. Po
krótkiej dyskusji ustalono, że sprawą Rada zajmie się
na kolejnym posiedzeniu.
Kolejnym punktem obrad było uchwalenie zmian
w Zasadach Studiowania Wydziału Prawa
i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego na
kierunku prawo od roku akademickiego 2008/2009.
Głównym zadaniem zmian było dopasowanie Zasad
Studiowania do nowego programu nauczania, który
zostałwprowadzony przez standardy nauczania. Poza
korektami kosmetycznymi, jak na przykład przepis
„student ma obowiązek uczestniczenia w seminariach
magisterskich” został zmieniony na „student ma
obowiązek uczestniczenia w seminarium
magisterskim”, zostały również uchwalone bardziej
istotne zmiany. Tym samym został dodany zapis o tym,
iż student ma prawo dwa razy w trakcie trwania studiów
zrezygnować z zajęć, na które się zapisał.
Została zmieniona również tabela punktów ECTS,
przez co do grupy A zaliczają się przedmioty
obowiązkowe podstawowe, do grupy B przedmioty
obowiązkowe kursowe, do grupy C przedmioty
fakultatywne, wykłady specjalizacyjne, zajęcia
ogólnouniwersyteckie, konwersatoria, szkoły prawa,
zaś grupę D stanowią ćwiczenia nieobowiązkowe,
klinika prawa, praktyka oraz seminarium.
Na korzyść studentów zmienił się również sposób
zaliczania WF. W dalszym ciągu są to zajęcia trwające
4 semestry, które są obowiązkowe dla studentów
stacjonarnych oraz fakultatywne dla studentów
niestacjonarnych, jednak ich ostateczne rozliczenie
następuje na V roku studiów. W związku z tą zmianą
nie jest konieczne zaliczenie zajęć z WF do końca
2. roku studiów.
W nowych zasadach studiowania zmienił się także
zapis dotyczący praktyk, które będą obowiązkowe dla
wszystkich studentów. Minimalny wymiar praktyk
wynosi 40 dni roboczych, z czego przynajmniej
2 tygodnie muszą to być praktyki odbyte w sądzie.
Ponadto w przypadku wyjazdu na Erasmusa nowe
Zasady Studiowania pozwalają na zdawanie
egzaminu wcześniej niż na V roku studiów. Dotyczy to
głównie sytuacji, gdy student wyjeżdża przed V rokiem
studiów, a powyższa zmiana pozwala na zdanie
egzaminu z tego przedmiotu w czasie Erasmusa.
Zmieniony został także przepis o 3 dniowej przerwie
między egzaminami poprzez dodanie zapisu, iż ta
regulacja nie dotyczy osób, które świadomie zapisały
się na egzaminy bez zachowania 3 dniowego okresu
przerwy pomiędzy nimi.
Niestety ze względu na ograniczoną ilość miejsca
w „Lexussie” nie było możliwe zamieszczenie
wszystkich zmian, jakie zostały wprowadzone uchwałą
Rady Wydziału. Jednak dla zainteresowanych nowe
Zasady Studiowania wkrótce zostaną opublikowane
na stronie internetowej wydziału (na dzień pisania
artykułu jeszcze się nie ukazały).
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
23
{LEXU§ 7/2008}
KOŁA NAUKOWE
SAPERE AUDE po studencku
Kilka uwag po lekturze artykułu
„Naukowy Ruch”
1
-Łukasz Ciołko„Krytykować – to znaczy dowieść autorowi, że nie
robi tego tak, jakbym ja to zrobił, gdybym potrafił”.
Karel Čapek
tworzyli „coś” wielkiego, aby sprostać niebotycznym
wyzwaniom. Takie postrzeganie potęguje zarzuty
o instrumentalne traktowanie kół naukowych (słynne
wpisy w CV) oraz rzeczywiście przyciąga
karierowiczów liczących na szybkie profity. Zaś
samych członków kół naukowych czasem przerastają
zbyt wysoko postawione cele.
KRYTYK
Dlatego przewrotnie pytam: why so serious ?
ten sposób odniosę się do
krytycznego twórcy artykułu
„Naukowy Ruch”, który pod
płaszczykiem merytorycznej krytyki
poddaje zjadliwej ocenie działalność kół naukowych.
Nie mogę mu odmówić prawa do wydawania opinii,
choćby były tendencyjne, niesprawiedliwe
i nierzetelne, wszak mamy wolność słowa. Jednak
Autor, dokonując pseudoanalizy działalności kół
naukowych, poszedł o krok za daleko. Otóż postawił
tezę o „niebezpiecznie bliskiej zeru praktycznej roli
większości organizacji tego rodzaju dla życia
naukowego i studenckiego”. Oczywiście papier
wszystko przyjmie i do tezy znalazły się argumenty,
poparte bardziej nieznajomością przejawów
działalności kół naukowych aniżeli ich dogłębna
analizą czy choćby poszukiwaniem. Z kilkoma
zarzutami Autora nie sposób się nie zgodzić. Pierwsze
zdania artykułu sprawiły mi wielką radość, bowiem
miałem nadzieję, że „kubeł zimnej wody” dobrze zrobi
członkom kół naukowym – aktywnie działającym
podrażni ambicje i zmotywuje do jeszcze lepszej pracy,
a czarne owce zawstydzi i zmusi do przemyśleń.
Jednak Autor poszedł jeszcze dalej „demaskując”, że
celem działalności w kołach naukowych są wpisy w CV
i cieplejsze relacje z kadrą naukową. Aż ciśnie się na
usta stare porzekadło: „Nie mierz ludzi swoją miarką”,
ale Autor zapewne będzie bronił się mówiąc, że „nie był
i nie jest członkiem żadnego KN”. Mam tylko nadzieję,
że do końca przygody z WPiA pozostanie wierny
swojej postawie. Zapewniam, że studencki ruch
naukowy na tym nie straci, bowiem proponowane
przez niego panaceum na problemy kół naukowych
jest równie płytkie i tendencyjne jak cały jego artykuł.
Ale trudno oczekiwać innego jeżeli materiałów do
swojej rozprawy szukał wyłącznie w Internecie (swoją
drogą ciekawe czy również na Pudelku.pl)?
Tyle o Autorze, przynajmniej na początek.
W
Nie chodzi mi o to, aby podchodzić do kół
z nonszalancją, szczególnie w kontekście finansowania
ich działalności, ale o to, aby odmityzować ich rolę
i przybliżyć jak największej ilości studentów ich ideę .
OPIEKUNOWIE NAUKOWI
Koło naukowe to forma działalności, która ma służyć
studentom, ułatwiać im zdobywanie wiedzy
i pogłębianie zainteresowań. W pierwszej kolejności
chodzi o popularyzowanie nauki jako sposobu
podejścia do studiów. Nie jest tajemnicą, że dla
znacznej części studentów studia zawierają się
w słynnej formule: Z Z Z, czyli zakuj, zalicz, zapomnij.
Studencki ruch naukowy jest odpowiedzią na potrzeby
osób, które od studiów oczekują czegoś więcej. Jest
również szansą znalezienia odpowiedzi na pytania,
których nie można zadać na przedmiotach kursowych.
Wynikać to może z braku czasu podczas zajęć, braku
szczęścia w losowaniu USOSA i trafieniu na
nieinspirującego wykładowcę czy po prostu z braku
odpowiednio profilowanych przedmiotów. Są z kolei
pytania na które nie ma prostych i jednoznacznych
odpowiedzi. Więc gdzie, jak nie w kołach naukowych,
ich szukać.
Koła naukowe, to również szansa na poszerzanie
wiedzy z przedmiotów kursowych, które kończą się
w pierwszych latach studiów, a do których można wrócić
STUDENCKI RUCH NAUKOWY
W ostatnich miesiącach, także na łamach Lexussa,
coraz częściej podejmuje się temat kół naukowych,
prezentuje się poszczególne formy ich działalności.
Wzrost zainteresowania studenckim ruchem
naukowym cieszy, ale mam wrażenie, że
w powszechnej świadomości społeczności
wydziałowej idea kół naukowych pozostaje
niezrozumiana. Zacznijmy może od początku
odpowiadając sobie na pytanie czym są, czym nie są
i czym być nie powinny koła naukowe.
.
Przede wszystkim zadziwia mnie zadęcie i patos
z jakim mówi się o kołach naukowych. Z jednej strony
stwarza to otoczkę elitarności czy niedostępności.
Z drugiej zaś wywołuje presję na członkach kół, żeby
24
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
najwcześniej na seminarium magisterskim. Mogą one
rozszerzać horyzonty naukowe nie tylko pod
względem treści, ale także formy, bowiem umożliwiają
poznanie warsztatu pracy przyszłych naukowców.
Mam tu na myśli prowadzenie badań, analizowanie
źródeł czy zapoznawanie się z techniką redakcji
tekstów naukowych. Poruszyłem chyba najistotniejszy
problem w postrzeganiu kół naukowych. Otóż
oczekuje się od nich, aby były „naukowe w 100%”. Ma
się to wyrażać w publikacjach, wynikach badań,
nowatorskim ujęciu problemów stawianych przez
orzecznictwo i praktykę prawniczą oraz zgłębianiu
wiedzy o nowych gałęziach prawa, które nawet nie są
jeszcze przewidziane w programie studiów. Należy
wymagać, ale we wszystkim trzeba zachować umiar.
Łukasz Ciołko - student V roku prawa, w latach
2006-2008 był Przewodniczącym Rady Kół
Naukowych WPiA UW, członek m. in. KN Utriusque
Iuris
Nie zapominajmy, że koła naukowe są tworzone przez
studentów i dla studentów - czyli w zakresie podejścia
do nauki są organizacjami nieprofesjonalnymi. Jedynie
współpraca z opiekunem naukowym gwarantuje
element profesjonalizmu w podejściu naukowym. I to
od opiekunów naukowych w dużej mierze zależy czy
członkowie kół naukowych nabędą faktycznych
umiejętności potrzebnych do zrobienia kroku
w kierunku prowadzenia badań naukowych i tworzenia
nauki przez „duże N” czy też będą tylko do tego
aspirować, w rzeczywistości tworząc koła odtwórczego
przyswajania wiedzy.
Realizacji tego postulatu ma służyć współdziałanie,
współpraca lub choćby konsultacje między
studentami a opiekunem naukowymi koła. Jest to
nawiązanie do archetypu studiów: relacji mistrz
– uczeń. Oczywiście w ograniczonym zakresie, ale
pamiętając o tym, że mamy masowy wydział, to bardzo
dużo. W tym kontekście podejrzenia o „cieplejsze
relacje z kadrą naukową” nie mogą być traktowane
pejoratywnie, umożliwiają bowiem pozaprogramowe
czerpanie z wiedzy, doświadczeń i pasji opiekunów
naukowych. Czy wykłady, ćwiczenia czy spece dają
możliwość bliskiego, mentorskiego kontaktu
z pracownikami naukowymi?
Kwestia wzajemnych relacji członków
poszczególnych kół naukowych i ich opiekunów to
z pewnością temat na oddzielny artykuł, ale
niewątpliwie jest to kwintesencja ich działalności. Bez
opiekuna naukowego nie może funkcjonować żadne
koło naukowe, dlatego też mówienie o problemach kół
naukowych z pominięciem głosu opiekunów
naukowych a także z wyłączeniem ich
odpowiedzialności jest nieuprawione. I analogicznie
jak w przypadku kół naukowych, nie możemy
zestawiać w jednym szeregu wszystkich opiekunów
naukowych. Jedni z nich zasługują na szacunek
i wdzięczność ponieważ poświęcają swój czas dla
członków swoich kół naukowych. Część z nich w miarę
możliwości incydentalnie wspiera lub doradza, ale są
też niestety i tacy, którzy podpisują tylko dokumenty,
a zdarzało się, że tylko dokumenty rejestracyjne koła.
Krytykując koła musimy pamiętać, ze jako na górze,
tak i na dole. Tylko wspólny wysiłek przedstawicieli
poszczególnych kół naukowych i ich opiekunów oraz
wsparcie władz wydziału i uczelni pozwoli nam
KOŁA NAUKOWE
{LEXU§ 7/2008}
Pozostawiam tą kwestię do indywidualnych
przemyśleń. Wszelkie sugestie o których pisze Autor
artykułu były przez Radę analizowane i dyskutowane,
toteż nie wnoszą nic nowego a ponadto nie stanowią
meritum problemu.
Ranking kół naukowych jest propozycją naszego
Dziekana, prof. Rączki, nad którego wdrożeniem Rada
aktualnie pracuje. Koncepcja Koła Naukowego
Prawników jest stałym tematem, który powraca
w sezonie ogórkowym. Autor, pisząc artykuł we
wrześniu, jeszcze zdążył się w ten trend wpisać.
Zwraca uwagę pewna niekonsekwencja czy też błąd
logiczny. Autor pisze bowiem o tym, że centralizacja
będzie sprzyjała pozyskiwaniu funduszy na większe
projekty koła. Jednakże realizacja tzw. wielkich
projektów, tj. konferencji z udziałem znamienitych
gości, oprawa cateringowa, promocja tych wydarzeń
pochłania większość energii członków kół kosztem
„organicznej” pracy naukowej. W innym miejscu Autor
pisząc o autorytarnych prezesach kół, co swoją drogą
jest kompletną bzdurą, nie zastanowił się nad jedną
kwestią: co się stanie jeśli szefem KNP zostałby
despota? Wszak władza deprawuje, a władza
absolutna deprawuje absolutnie…
Dla uspokojenia Autora dodam, że rolę KNP odgrywa
na naszym wydziale RKN, ze szczególnym
uwzględnieniem Prezydium. Do zadań tego organu
należy reprezentowanie interesów kół, działania
promocyjne oraz podział funduszy „dziekańskich” na
działalność kół.
osiągnąć wymarzony przez nas wszystkich model
działalności kół oparty na podejściu naukowym.
NAUKA A NAUCZANIE
Wątpię, by można było zmusić wszystkich członków
kół, aby zaczęli publikować, prowadzić badania
a w następstwie tego masowo aplikować na studia
doktoranckie i pisać rozprawy doktorskie. Pamiętajmy,
że nie z każdego studenta wyrośnie magister, nie
każdy doktor napisze habilitację, tak też nie każdy
członek koła naukowego musi mieć zacięcie naukowe.
Nie odmawiajmy członkom korzyści jakie koła dają
poza przybliżaniem warsztatu naukowego. Są to
wspominane wcześniej: popularyzowanie
poszczególnych dziedzin prawa, czerpanie inspiracji
płynącej ze spotkań z wybitnymi przedstawicielami
świata nauki, polityki czy praktyki prawniczej.
Niejednokrotnie dyskusja czy same spotkanie
z ciekawą osobistością może przynieść więcej
korzyści niż czytanie kolejnych glos czy komentarzy.
W świecie, w którym trudno o prawdziwe autorytety
naukowe i moralne, każda inspiracja jaka może płynąć
z ich strony jest bezcenna.
Podobnie sprzeciwiam się demonizowaniu
integracyjnej roli kół naukowych. Jest rzeczą
naturalną, że ludzie mający podobne zainteresowania
i pasje są bardziej skłonni do przebywania w swoim
towarzystwie. Na masowym Wydziale Prawa
i Administracji UW jest to wręcz wskazane, aby znaleźć
swój punkt odniesienia, żeby nie przejść przez studia
samotnie, bez przyjaciół lub choćby znajomych. Ten
kto miał problemy z odpowiedzią na wiele kluczowych
pytań dotyczących studiowania, zapewne wie o czym
mówię. Jesteśmy pokoleniem indywidualistów, dlatego
wszelkie przejawy realizowania pomysłów i projektów
w grupie zasługują na szczególne uznanie i powinny
być postrzegane jako wartość dodana naszych
studiów. Dopóki przedstawiciele kół naukowych nie
wykorzystują na integrację środków publicznych,
a doskonale wiem, że nie wykorzystują, to nie powinni
być na tej podstawie negatywnie oceniani.
Poza tym warto zaznaczyć, że koła naukowe realizują
cele jakie stawiają przed sobą ich członkowie,
w porozumieniu z opiekunem naukowym. Dopóki
wszystko odbywa się w granicach prawa przy
szczególnym uwzględnieniu troski o dobre imię
naszego Wydziału, nikt nie może ograniczyć swobody
ich działania.
Odpowiedzialność za poszczególne koła naukowe
zostawmy ich członkom i opiekunom. W końcu
własnymi nazwiskami firmują swoje sukcesy i porażki.
A ich wpisy w CV będą tyle warte, ile zdołają posiąść
wiedzy, znajomości warsztatu naukowego i pasji.
W przeciwnym wypadku będą podobne do czeków bez
pokrycia.
RADA KÓŁ NAUKOWYCH
Nie jest prawdą, że członkowie kół naukowych żyją
w błogiej nieświadomości otaczających ich
problemów. Od kilku lat funkcjonuje Rada Kół
Naukowych, czyli zrzeszenie prezesów wszystkich kół
naukowych działających na WPiA. Częstotliwość
posiedzeń Rady świadczy, że nie jest to ciało
kanapowe. W październiku zbieraliśmy się w każdy
wtorek o godz. 20.00, odbyło się także spotkanie
z Prodziekanem ds. studenckich panią dr Elżbietą
Mikos – Skuzą, uczestniczyliśmy również w wyborach
do Rady Konsultacyjnej przy JM Rektorze UW.
W minionym roku akademickim zbieraliśmy się średnio
raz na 2 - 3 tygodnie. Czy aktywność Rady świadczy
o tym, że prezesi kół tak bardzo cenią sobie swoje
„stołki” czy może, że zależy im na jakości, rozwoju,
podnoszeniu standardów i umacnianiu roli ich kół ?
W ramach swoich uprawnień Prezydium organizuje
Targi Kół Naukowych. W zeszłym roku odbyły się one
aż dwukrotnie. Prezydium RKN jest też organem
opiniującym rejestrację nowych kół naukowych.
Utrwaliła się powszechna opinia o tym, że proces
rejestracji kół przypomina inkwizycję, to chyba
najlepiej świadczy o tym, że Prezydium dba o jakość
ruchu naukowego.
FAKTY
And last but not least pozwolę sobie przybliżyć kilka
przedsięwzięć, których Autor artykułu nie zauważył
dokonując analizy studenckiego ruchu naukowego.
Szczególnie nietrafne okazały się zarzuty braku
twórczości naukowej. Po pierwsze mamy Przegląd
Prawniczy, który w tym roku wydał dwa numery, trzeci
jest w drodze. Jeden z jego przyszłych numerów
złożony będzie w całości z artykułów członków KN
Prawa Administracyjnego i jego opiekunów. Swoją
publikacje wydało Studenckiego Stowarzyszenie Etyki
Prawniczej. Nad Zeszytami Cywilistycznymi pracuje
Koło Naukowe Prawa Cywilnego „Lege Artis” a nad
wydaniem „Biuletynu” członkowie KN Prawa
Bankowego. Wspomniane Studenckie
Stowarzyszenie Etyki Prawniczej koordynuje wykład
specjalizacyjny „Etyka zawodów prawniczych”,
natomiast KN „Pro Patria” wykład „Nauczanie
społeczne Jana Pawła II” KN Temida organizowała
symulacje procesów oraz warsztaty kryminalistyczne a
także szkolenia w Szkole Policji w Szczytnie. Koło „IP”
wsławiło się międzynarodową konferencją naukowa
dotycząca praw własności przemysłowej. KN Mediacji
i Negocjacji uczestniczyło zaś w wielu turniejach
negocjacyjnych a jeden z nich samo organizowało.
Przedstawiciele MKN Dyplomacji i Prawa oraz KN
Prawa Europejskiego brali udział w Oxford
International Model United Nations oczywiście
w Oksfordzie. KN Utriusque Iuris jak co roku
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
25
{LEXU§ 7/2008}
KOŁA NAUKOWE
przygotowało obóz zerowy dla studentów pierwszego
roku oraz konkurs prawa rzymskiego „Ius
Controversum”. Zespół Prawa Międzynarodowego Ius
Gentium zorganizowało Czwarty Międzynarodowy
Konkurs Prawniczy im. Friedricha Borna z zakresu
międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów
zbrojnych. Wymieniłem kilka wydarzeń z ostatniego
roku, które zapadły mi w pamięć. A przecież to
zaledwie niewielki wycinek działalności kół.
Wszystkich, którzy czują się pominięci przepraszam.
Zainteresowanych odsyłam do nowopowstałej strony
Rady Kół Naukowych www.rkn.wpia.uw.edu.pl, na
której można znaleźć informacje o dokonaniach kół
a także o ich planach na przyszłość. Zwracam uwagę,
że nie tylko medialne projekty są wartościowe
i stanowią o jakości studenckiego ruchu naukowego.
Wiele cennych przedsięwzięć realizowanych jest
w zaciszu kół naukowych, bez kosztów i bez rozgłosu.
Za to z korzyścią dla rozwoju naukowego członków.
Na koniec zostawiłem projekt, który odbył się
nakładem pracy i energii przedstawicieli niemal
wszystkich kół naukowych naszego Wydziału. Od
16. do 19. byliśmy gospodarzami III Ogólnopolskiego
Zjazdu Kół Naukowych przy Wydziałach Prawa. Było to
niewątpliwe jedno z najważniejszych wydarzeń
minionego roku akademickiego oraz jeden
z najjaśniejszych punktów podczas studenckich
obchodów Jubileuszu 200-lecia Wydziału. Fakt, że
Autor krytycznego artykułu go nie zauważył lub
zignorował zapewne o czymś świadczy. Na szczęście
nie zignorowali go nasi dostojni goście, którzy obok
studentów brali udział w konferencji, a wśród nich
Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Sądu
Administracyjnego, Przewodniczący Komisji
Ustawodawczej Sejmu RP czy Profesorowie naszego
Wydziału. Zainteresowanych szczegółową relacją
odsyłam do majowego numeru Lexussa, ja dodam
tylko, że wymiernym owocem Zjazdu będzie
publikacja, którą przygotowujemy z referatów
nadesłanych na Zjazd. Nie jest to łatwe ponieważ
z ponad 80 prac musimy wybrać nie więcej niż połowę
najlepszych.
REFLEKSJA
Mam wiele krytycznych uwag co do działalności
poszczególnych kół, czy nawet osób. Często dawałem
wyraz swoim frustracjom, że proces podnoszenia
standardów przebiega zbyt wolno, że możemy więcej
osiągnąć. Ale podczas ponad 4 lat wszelkiej
działalności studenckiej nauczyłem się jednego, że
niezależnie od rezultatów, wszystkim szczerze
zaangażowanym w tworzenie czegoś na rzecz
wspólnego dobra należy się szacunek.
Razem budujemy wielkość Wydziału, ale tę
wielkość stanowią ludzie - a nie mury.
Jak to jest ze studenckim ruchem naukowym oceńcie
sami. Najlepiej w nim uczestnicząc, a nie obserwując,
ponieważ jak mówi stare przysłowie: „Lepiej z mądrym
zgubić, niż z głupim znaleźć.”
Przypisy:
1 D. Szczerbaty „Naukowy ruch”, Lexus 6/2008
26
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Czy kapitalizm
się skończył?
-Jakub Wiśniewskiod tym tytułem 28 października odbyła się,
organizowana przez Koło Naukowe „Libertas
et Lex” oraz Gazetę Samorządu Studentów
WPiA „Lexuss”, debata z (planowanym)
udziałem Tomasza Kality i Janusza Korwina - Mikke
P.
Debata miała doprowadzić do starcia dwóch
stanowisk z przeciwnych stron barykady pierwszego
konserwatywnego liberała w Polsce (JKM), z
przedstawicielem tzw. Nowego Nurtu na lewej stronie
polskiej sceny politycznej. Jednak nieobecność połowy
prelegentów (w osobie T. Kality, rzecznika prasowego
klubu Lewica) znacząco wygięła szalę prezentowanych
poglądów na prawą stronę. Jednak zanim przejdę do
subiektywnej oceny spotkania, streszczę pokrótce jego
przebieg.
Aula C Auditorium Maximum, gdzie dyskusja
we wtorkowy wieczór miała miejsce, dosłownie pękała
w szwach. Zgromadzeni, którzy zajęli wszystkie miejsca
siedzące oraz oblegli schody, ze zniecierpliwieniem
oczekiwali na przybycie T. Kality (JKM pojawił się
bowiem przed czasem) i rozpoczęcie debaty. Wobec
coraz większego spóźnienia przedstawiciela lewicy,
wiceprzewodniczący KN „Libertas et Lex” Tymoteusz
Zych rozpoczął spotkanie. Najpierw wyjaśnił znaczenie
tytułu debaty, który jeszcze niedawno wydawać by się
mógł co najmniej śmieszny, jeśli nie kuriozalny. Jednak w
obliczu dzisiejszego kryzysu ekonomicznego dla co
niektórych nabiera on większego sensu, z hipotezy
stając się tezą i mobilizując do szukania drogi wyjścia
(trzeciej drogi?) z tej sytuacji. Po tym krótkim wstępie,
głos zabrał gość wieczoru, czyli Janusz Korwin Mikke.
Trzeba od razu zaznaczyć, że rola jego była znacząco
utrudniona, ponieważ, według intencji organizatorów,
pierwszym etapem debaty miały być
dziesięciominutowe wystąpienia, podczas których
goście mieli się odnieść do tematu dyskusji, żeby
następnie przejść do (w domyśle: ostrej) wymiany
poglądów. Bez swojego „any-kolegi” JKM zmuszony był
do improwizacji, co chyba niezbyt go zmartwiło. Jak
zawsze zresztą jego konstatacje pełne były
najróżniejszych bon motów, wśród których nie mogło
oczywiście zabraknąć informacji o odkryciu brakującego
ogniwa w teorii ewolucji szukanym przez Darwina
etapem pośrednim między małpą a człowiekiem jest
oczywiście socjalista. Cóż, Korwina Mikke można
kochać albo nienawidzić, ale nie sposób odmówić mu
talentu do tworzenia kwiecistych figur retorycznych.
Ogólnie rzecz ujmując, pierwsza część spotkania
upłynęła wśród mniej lub bardziej kontrowersyjnych tez i
poglądów wygłaszanych przez głównego prelegenta,
które na początku miały zająć tylko czas w oczekiwaniu
na Tomasza Kalitę, jednak wobec jego absencji stały się
głównym punktem wystąpienia.
Następnie JKM odniósł się do tematu debaty,
prezentując swoje stanowisko wobec zjawiska, które
zaprząta głowy wielu w finansistom i nie tylko powiedział
kilka słów o Kryzysie. „Odróżnijmy kryzys finansowy od
kryzysu gospodarczego. Kryzys finansowy oczywiście
jest, bo każdy go widzi, natomiast nie ma w ogóle
kryzysu gospodarczego. Te rzeczy nie muszą mieć w
ogólne ze sobą nic wspólnego (…) Jeżeli ktoś kupił akcje
jakiejś firmy i te akcje spadły o połowę to jego dotknął
kryzys (…) Pozostałe 37 milionów [obywateli Polski dop.
JSW] wcześniej za 100 złotych mogło kupić 4 akcje, a
teraz 8 więc oni się wzbogacili” powiedział główny
prelegent
wieczoru, wzbudzając ogólną wesołość na
sali. W rolę jego przeciwnika w dyskusji próbował się
wcielić wiceprzewodniczący „Libertas et Lex”, który (jak
sam stwierdził) „nie miał niestety poglądów lewicowych”,
zatem nie wprowadził zbytniego kolorytu do debaty.
Jednak nagły zwrot akcji miał miejsce chwilę później,
kiedy wystartowały pytania gości. Na pierwszy ogień
poszli dwaj panowie, o których można powiedzieć, że
mieli niestety poglądy lewicowe. Podkreślam niestety,
ponieważ poziom prezentowanej przez nich kultury
prowadzenia dyskusji był żenujący. Wydawało się na
początku, że oto powstała szansa na stworzenie
konstruktywnej i pluralistycznej debaty (wobec braku
„lewej nogi” czyli T.K.); jednak, jak przystało ostatnimi
czasy lewicowcom, zmarnowali ją sromotnie. Krzyki,
przerywanie zarówno JKM, jak i zadającym pytania,
bardzo upodobniło ich do (równie zacietrzewionych w
poglądach) zwolenników pewnego radia tyle że bez
beretów. Podobnie jak rzucanie uroczego i pasującego
do każdej sytuacji hasła „hańba!” przez panią stojącą w
drzwiach, gdzie musiały być najprawdopodobniej jakieś
zawirowania akustyczne, gdyż jej „hańby” nie dońca
zsynchronizowane były z wygłaszanymi przez JKM
stwierdzeniami.
Nie ma co ukrywać goście zgromadzeni w
auli C Auditorium Maximum, z wyłączeniem wymienionej
wyżej trójki, nie ukrywali swoich zapatrywań, które
(eufemistycznie mówiąc) nie odbiegały zbytnio od tych,
głoszonych przez Janusza Korwina - Mikke. A to,
połączone z nieobecnością Tomasza Kality, mogącego
pełnić rolę katalizatora prezentowanych poglądów,
znacząco wpłynęło na profil prezentowanych w ostatnim
etapie dyskusji przekonań. Oczywiście, dominowały
wypowiedzi wartościowe zarówno krytyczne, jak i tych
popierające poglądy Korwina Mikke. Dobrym tego
przykładem było pytanie o niebezpieczeństwa związane
z wprowadzeniem liberalnych instrumentów
rozwiązywania obecnego kryzysu na gruncie, który z
tymi środkami nie miał nigdy nic wspólnego i może im nie
sprostać. A już szczególnie warte odnotowania było
pytanie - twierdzenie, które padło pod sam koniec
spotkania: „Czy panu się nie żyje lepiej w kraju, w którym
UPR nie rządzi, a pan może żyć jako publicysta, który to
wszystko komentuje i krytykuje?”. Wydaje się, że to jest
właśnie klucz do rozszyfrowania tej postaci. Człowieka o
niebywałej inteligencji i wiedzy, wygłaszającego często
jednak poglądy, z którymi nie sposób się zgodzić.
Czyżby były one ukierunkowane wyłącznie na
wzbudzenie kontrowersji, zgodnie z zasadą, że
nieważne co mówią, byleby mówili? Wydaje mi się, że to
rozumowanie na wyrost, bowiem Janusz Korwin Mikke
odnalazł swój własny styl balansowania na granicy
dobrych obyczajów i krytyki obowiązującego status quo.
Stworzył przeto taki modus operandi, w którym
prezentuje swoje, dla większości egzotyczne, poglądy,
korzystając przy tym często z rozdmuchanych figur
retorycznych, które sprawiają że jego słowa potrafią
porywać i zafascynować słuchaczy. I to niezależnie od
faktu, czy się z nim zgadzają czy nie. Warto też
odnotować symboliczną wręcz nieobecność Tomasza
Kality. Symboliczną dlatego, że zarówno jej przyczyna,
jak i wydźwięk dobrze obrazuje stan polskiej lewicy. 28
października miała miejsce kolejna kłótnia w klubie
parlamentarnym SLD, zakończona kilka dni później
zmianą przewodniczącego. Dlatego też nieobecność
rzecznika prasowego Lewicy była tak znamienna kiedy
reszta rozważa przyczyny i skutki obecnego globalnego
kryzysu oni zajęci są walką wewnętrzną.
KOŁANAUKOWE
Koło Naukowe
Common Law
(the Common Law Society)
-Jakub Pawliczak-
Koło Naukowe
Myśli Politycznej
i Prawnej „Ius et
Civitas”
-Monika Bubeła-
W
Law in Action
Sztandarowym projektem Koła w semestrze zimowym
roku akademickiego 2008/2009 jest doskonalenie
prawniczych umiejętności praktycznych w ramach
warsztatów i debat z cyklu "Law in Action". Do dnia
dzisiejszego zagranicznymi wykładowcami programu
byli m.in. Prof. C. Klein, Prof. H. Wihnyk oraz
Prof. G. Dawson (University of Florida),
Prof. M. Trausch (Hanson Bridgett San Francisco) oraz
Prof. F. Conte (Dayton Law School).
Koło pragnie serdecznie zaprosić na kolejne spotkania
z cyklu „Law in Action“. 15 grudnia br. naszymi gośćmi
będą Prof. M. Wyrzykowski (Trybunał Konstytucyjny)
oraz dr A. Bodnar (Fundacja Helsińska). Natomist
6 stycznia 2009 r. wykład i dyskusję poprowadzi
dr R. Stroiński (CMS Cameron McKenna).
Konferencja Naukowa
Koło ma również zaszczyt zaprosić na
Międzynarodową Konferencję Naukową „Law
in Action: Commercial Speech“, które odbędzie się
dnia 16 stycznia 2009 r., w godz. 14:0020:00, w Auli
Starego BUWu. Główą częścią konferencji będzie
rywalizacjia drużyn studenckich w ramach symulacji
rozprawy przed Sądem Najwyższym Stanów
Zjednoczonych. Osoby zainteresowane
uczestnictwem w Moot Court, mogą zgłaszać chęć
udziału na adres e-mail Koła. Na najlepszych mówców
czeka płatny staż w Renomowanej Międzynarodowej
Kancelarii Prawniczej.
Opiekun: dr hab. Adam Bosiacki
Prezes: Paweł Piwowar
oło Naukowe Myśli Politycznej i Prawnej
„Ius et Civitas” jest jednym z najstarszych
działających na Wydziale Prawa
i
Administracji Uniwersytetu
Warszawskiego. Powstało na początku 2000 r.
z inicjatywy kilku studentów WPiA UW
zainteresowanych historią myśli politycznej i prawnej.
Opiekunem jest dr hab. Adam Bosiacki z Katedry
Historii Doktryn Politycznych i Prawnych WPiA UW.
K
Nadrzędnym celem działania Koła jest pogłębianie
wiedzy z zakresu wspomnianej tematyki. Ma ono
również stanowić platformę wszechstronnego rozwoju
jego członków. Bardzo zależy nam również na
rozwijaniu wśród nich koleżeństwa i na integracji.
W swojej działalności Koło koncentruje się przede
wszystkim na organizowaniu spotkań merytorycznych
i dużych konferencji naukowych. W zebraniach tych
udział biorą przedstawiciele świata nauki i polityki.
W przeszłości gośćmi byli m.in. Józef Zych, prof.
Jadwiga Staniszkis, prof. Hanna Gronkiewicz Waltz
oraz wiele innych osób.
Koło ceni sobie również wyjazdy zagraniczne. Jego
członkowie mieli już okazję odwiedzić Moskwę, Sankt
Peteresburg, Rostów nad Donem oraz Gruzję.
Podróże te służą poznaniu społeczeństw i tradycji
prawnych tych jakże ciekawych regionów. Należy
podkreślić, iż tzw. „kwestie wschodnie” zajmują ważne
miejsce w naukowych zainteresowaniach działaczy
Koła.
Duża waga przywiązywana jest także do działalności
wydawniczej. Członkowie Koła publikują w prasie
uniwersyteckiej artykuły opisujące jego
przedsięwzięcia.
Więcej informacji na temat Koła oraz programów „Law
in Action“ i Moot Court dostępnych jest na stronie
internetowej: www.common-law.uw.edu.pl.
W najbliższym czasie Koło zamierza zorganizować
kilka spotkań naukowych. Ich tematyką będą m.in.:
przyszłość USA pod rządami Baracka Obamy oraz
historia Rosji Radzieckiej. Planowane są także dalsze
wyjazdy naukowe.
Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w Common
Law Society,
Wszystkie osoby zainteresowane członkostwem
w Kole prosimy o kontakt pod adresem:
[email protected]
Zarząd Koła
([email protected])
Spotkanie
z PTL
-Anna Bruździńska21 listopada członkowie Koła Naukowego Ratio
Legis, wraz z doktorem Staśkiewiczem, mieli okazję
uczestniczyć w spotkaniu Polskiego Towarzystwa
Legislacyjnego, poświęconemu nowej koncepcji
organizacji prac nad projektami ustaw w obszarze
administracji rządowej. Prezentacji zagadnienia
dokonał Prezes Rządowego Centrum Legislacji,
minister Maciej Berek.
obecnym roku akademickim Koło
Naukowe „Common Law“, założone
w 1998 r. przy Wydziale Prawa
i Administracji Uniwersytetu
Warszawskiego, obchodzi 10-lecie istnienia.
Opiekunami naukowymi Koła są dr Ewa Gmurzyńska
oraz dr Tomasz Kozłowski.
Koło zrzesza studentów zainteresowanych
problematyką prawa precedensowego oraz
zagadnieniami prawa porównawczego. Naszymi
głównymi partnerami akademickimi są Centrum
Prawa Amerykańskiego WPiA UW oraz Levin College
of Law University of Florida. Corocznie organizujemy
szereg anglojęzycznych spotkań naukowych
z wybitnymi teoretykami i praktykami prawa
precedensowego.
{LEXU§ 7/2008}
Zgodnie z tym projektem ministerstwa będą
przygotowywały jedynie założenia merytoryczne do
rządowych aktów prawnych. Projekty ustaw będą
tworzone na ich podstawie przez ekspertów z
Rządowego Centrum Legislacji. Takie rozwiązania
wprowadza projekt zmian w ustawie o Radzie
Ministrów oraz w innych ustawach, a także w
regulaminie pracy Rady Ministrów. Powierzenie
opracowywania ustaw RCL ma usprawnić proces
tworzenia prawa i poprawić jego jakość.
Obecnie zarówno założenia do ustaw, jak i ich projekty
powstają w zainteresowanych ministerstwach, a
zadaniem RCL jest jedynie przygotowywanie opinii
prawno-legislacyjnych o tych projektach. Ten tryb jest
oceniany krytycznie jako „resortowy system tworzenia
prawa w Polsce”.
Zmiany mają wpłynąć na jakość prawa, ale mogą też
zmniejszyć zjawisko „psucia” projektów ustaw w
parlamencie. W nowym systemie przygotowywania
prawa, jeżeli projekt będzie dobry od strony
legislacyjnej, parlament nie będzie musiał
koncentrować się na zmianach, a jedynie na jego
przyjęciu bądź odrzuceniu. Gdyby jednak zaszła
konieczność zmian merytorycznych, to legislator
sejmowy lub senacki będzie miał wsparcie w
legislatorze rządowym, który od początku pracował
nad danym projektem. Taka osoba będzie wiedziała,
jak wprowadzić daną zmianę, aby pasowała do całości
projektu.
W dalszej części spotkania miała miejsce debata, w
czasie której uczestnicy mogli się podzielić swoimi
wątpliwościami, a także usłyszeć odpowiedzi na
interesujące ich szczegóły.
Spotkanie było dla nas, studentów, okazją do
przyjrzenia się legislacji „od kuchni”, zrozumienia tego
procesu i konsekwencji możliwych zmian. Od prezesa
PTL, Macieja Granieckiego (przemawiającego w
imieniu Polskiego Towarzystwa Legislacyjnego),
usłyszeliśmy zapewnienie o gotowości do współpracy.
Obok tego planujemy również organizację warsztatów
legislacyjnych. Wszystkich zainteresowanych
zapraszamy do angażowania się w działalność Koła.
Serdecznie przy tym zapraszamy i zachęcamy do
wstępowania w nasze szeregi.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
27
{LEXU§ 7/2008}
KOŁA NAUKOWE
Jeszcze w sprawie ruchu naukowego
-Katarzyna Mikołajczyk1„Wierzę, że rzetelna i merytoryczna krytyka
działalności kół naukowych może wpłynąć na nie
jedynie stymulująco” – tak na łamach „Lexusa”
uzasadniał swój artykuł Damian Szczerbaty.
Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem.
Z jednym istotnym zastrzeżeniem – krytyka
powinna rzeczywiście być rzetelna i merytoryczna.
Czy można ocenić w ten sposób ostatnie
artykuły krytykujące studencki ruch naukowy2?
Mam co do tego poważne wątpliwości.
ydając sądy na temat
czyjejkolwiek działalności warto
sięgnąć do źródła, czyli samych
kół naukowych. Wprawdzie Damian,
pisząc swój tekst, zastrzegł, że rok akademicki jeszcze
przed nami, a co za tym idzie, trudno skontaktować się
z większością studentów, to jednak nie usprawiedliwia
to wydawania opinii (tym bardziej tak kategorycznych)
na podstawie informacji zawartych w internecie oraz
– w przypadku tekstu Weroniki – rozmów
przeprowadzonych wyłącznie z wybranymi osobami.
Oczywiście – można tak robić, w tym miejscu rodzi się
jednak pytanie, na ile taka opinia może rościć sobie
pretensje do bezstronności i rzetelności.
W
Przechodząc jednak do meritum – nie do końca
rozumiem zarzut Damiana, odnoszący się do statutów
kół naukowych. Sposób ujęcia działalności
(„propagowanie wiedzy z zakresu…”, „prowadzenie
prac badawczych”, „organizowanie konferencji” etc.)
w przypadków poszczególnych kół nie może się
znacząco różnić, ponieważ taka jest specyfika ruchu
naukowego – koła posługują się wymienionymi
w statucie metodami do osiągnięcia swoich celów
czynienie zarzutu z faktu, że statuty są do siebie
podobne, wydaje się nie do końca trafione. Warto także
podkreślić, że ta zbieżność nie wynika bynajmniej
z „kopiowania” statutów, lecz z faktu, że Biuro Spraw
Studenckich dysponuje wzorem statutu koła
naukowego3.
Niejasne wydają się przyjęte kryteria oceny
„przyzwoitego funkcjonowania” kół. Z całym
szacunkiem dla Autorów, ale próba wyznaczania
kryteriów „naukowości” czy też formułowanie
postulatów dotyczących funkcjonowania kół przez
osobę w żaden sposób nie związaną z ruchem
naukowym nie jest chyba najlepszym pomysłem.
Przypomina to sytuację, w której funkcję reformatora
służby zdrowia powierza się osobie, której jedyną
kwalifikacją jest dobra znajomość Ostrego dyżuru.
Pomysł być może nowatorski, ale dość niebezpieczny.
„
Warto podkreślić, że zbieżność
Statutów wynika nie z ich
kopiowania, ale ze wzoru, którym
dysponuje Biuro Spraw
Studenckich.
Zastanawiające też jest stwierdzenie artykuł quasinaukowy - jakie kryteria przyjął autor do oceny
„naukowości” artykułów? Które artykuły przeczytał?
To tylko niektóre z nasuwających się pytań
i z niecierpliwością czekam na odpowiedź, ponieważ
w artykule próżno jej szukać. Stwierdzenie,
że praktyczna rola większości organizacji tego rodzaju
dla życia naukowego i studenckiego jest
niebezpiecznie bliska zeru pozwalam sobie
pozostawić bez komentarza.
Wątpliwości nasuwa też stwierdzenie o wierności
autorytarnemu prezesowi koła – jaka jest podstawa
wydania takiej opinii? Badania osobowości prezesów?
Szczerze wątpię. Rozmowy z niezadowolonymi
członkami kół? Co w takim razie z podstawową zasadą
wysłuchania obu stron sporu? Kolejne uogólnienie
(których niestety w obu tekstach nie brakuje), za to
krzywdzące w swojej wymowie. Pisząc, że wielokrotnie
celem działań w kole przestaje być rzetelna praca
– górę biorą wpisy do CV, należy to uargumentować
konkretnymi przypadkami. Tych jednak brakuje.
Także sugestia Weroniki, że reformy proponowane
przez poprzedni skład Rady Kół Naukowych nie
zostały przeprowadzone, ponieważ nie przysparzały
one prezesom natychmiastowych profitów, jest więcej
niż krzywdząca. Kolejny raz muszę zapytać – na jakiej
podstawie wydany został taki sąd? Nie przypominam
sobie, aby Weronika była obecna na którymkolwiek
zebraniu Rady poświęconym reformie.
Mam nadzieję, że wyrażone przeze mnie wątpliwości
zostaną przez Autorów przywołanych tekstów
rozwiane.
Kończąc, pozwolę sobie sparafrazować Weronikę
– kochani, krytykujcie, ale z głową!
Przypisy
1 Autorka jest studentką IV roku prawa oraz II roku
dziennikarstwa, a także prezesem Studenckiego
Stowarzyszenia Etyki Prawniczej i przewodniczącą
Komisji Rewizyjnej przy Radzie Kół Naukowych.
2 D. Szczerbaty „Naukowy ruch”, Lexus
W. Papucewicz „Aktywiści?”, Lexus 4/2008.
6/2008;
3 Załącznik nr 2 do Zarządzenia nr 17 Rektora
z dnia 4 maja 2002 r. w sprawie szczegółowych zasad
i trybu rejestracji uczelnianych organizacji studenckich
i uczelnianych organizacji doktorantów na UW.
MODEL UNITED NATIONS
- Studencka szkoła dyplomacji
-Piotr Sosnowskinterdyscyplinarne Koło Naukowe
Dyplomacji i Prawa “La diplomatie et le
droit” działa na Uniwersytecie
Warszawskim od 2006 roku. Powstało z inicjatywy
kilkunastu studentów, zainteresowanych stykiem
prawa oraz zjawisk zachodzących w szeroko
rozumianych stosunkach międzynarodowych.
Obecnie zrzeszamy około 30 członków studiujących
nie tylko prawo, ale także stosunki międzynarodowe,
europeistykę, politologię czy filozofię.
I
Na początku naszej działalności założyliśmy, że
oprócz organizowania konferencji naukowych
i dyskusji studenckich będziemy robić coś co pomoże
nam zastosować wiedzę zdobywaną na zajęciach
w praktyce. Taką okazją są organizowane na całym
świecie symulacje znane jako Model United Nations
28
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
(w skrócie MUN). MUN to konferencja organizowana
przez studentów. Jest to symulacja obrad Organizacji
Narodów Zjednoczonych Zgromadzenia Ogólnego,
Rady Bezpieczeństwa, podkomitetów NZ oraz
głównych ciał decyzyjnych organizacji takich jak
WTO, WHO, ILO i innych Studenci wcielają
się w rolę delegatów państw w danym
komitecie/radzie/organizacji. Nigdy jednak nie
reprezentują tam państw, z których pochodzą
organizatorzy dokonują przydziału delegacji losowo.
Delegaci studenccy reprezentują w trakcie obrad
stanowisko swojego państwa i muszą odłożyć na bok
swoje rzeczywiste poglądy i opinie. Debata
prowadzona jest zawsze w języku angielskim, według
zasad debatowania (rulet of procedure) niemal
identycznych jak w prawdziwej ONZ.
Delegaci z naszego Koła uczestniczyli do tej pory
w trzech takich symulacjach: jednej organizowanej
przez Uniwersytet Harvarda oraz Politechnikę
Genewską w 2006 a także dwóch organizowanych
przez Uniwersytet w Oxfordzie w 2007 i 2008 roku.
Na każdej z tych konferencji nasi studeńci zdobywali
wyróżnienia lub nagrody. W przyszłym roku planujemy
uczestniczyć w kolejnych tego typu konferencjach.
Wszystkich chętnych zapraszamy do uczestnictwa
w naszych spotkaniach oraz do kontaktu mailowego:
[email protected]
KOŁANAUKOWE
KOŁO NAUKOWE
WŁASNOŚCI
INTELEKTUALNEJ
skodyfikowana etyka?
-Marta Tomkiewicz-
-Ewelina Jarosz15 grudnia tego roku, Koło Naukowe Własności
Intelektualnej "IP" organizuje całodniowe
seminarium na temat:
"Zarządzanie prawami własności przemysłowej”
Seminarium rozpocznie trzeci, jubileuszowy rok
istnienia Koła. Uczestnicy seminarium będą mieli
szansę zapoznać się z ekonomicznym i biznesowym
podejściem do wybranych praw własności
przemysłowej, a interaktywna formuła spotkania
sprzyjać będzie dyskusji nad wybranymi
zagadnieniami, jak zastaw na prawach własności
przemysłowej czy sprzedaż patentów na aukcjach
internetowych.
Seminarium odbędzie się w sali 01 w Białej Willi na ul.
Dobrej 72, w godzinach 11:00-17:00.
Chętnych zapraszamy do zgłaszania uczestnictwa
drogą mailową: [email protected] do dnia 12
grudnia. Ilość miejsc jest ograniczona.
Sesja naukowa
„Za co uczelnia karze studenta?
Wybrane problemy działalności
Komisji Dyscyplinarnej
do spraw studentów”
8. stycznia 2008 r., g. 15.00-18.00
sala Senatu, Pałac Kazimierzowski
I. Otwarcie obrad (15.00 15.15)
Prezentacja publikacji „Odpowiedzialność
dyscyplinarna. Podstawy, procedura i orzecznictwo w
sprawach studentów Uniwersytetu Warszawskiego
2000-2005”
II. Materialnoprawne podstawy orzekania w
sprawach dyscyplinarnych (15.15 16.00)
1. Dr Paweł Borecki
2. Mgr Marta Tomkiewicz oraz Mgr Dorota Orłowska
3. Dyskusja
III. Alternatywne metody rozwiązywania sporów
uniwersyteckich (16.00 16.45)
1. Dr Rafał Morek
2. Mgr Marta Czeladzka
3. Dyskusja
IV. Przerwa kawowa (16.45 17.00)
V. Studia zaufania publicznego? (17.00 17.45)
1. Mgr Piotr Zawadzki
2. Prof. dr hab. Wojciech Kocot
3. Dyskusja
VI. Prezentacja i dyskusja nad projektem szkoleń
w zakresie odpowiedzialności dyscyplinarnej
(17.45 18.15)
VII. Zakończenie
{LEXU§ 7/2008}
odyfikowanie zasad etycznych
odnoszących się do zawodu sędziego
niemalże na całym świecie jest
rozwiązaniem powszechnym.
Zazwyczaj przybiera ono klasyczną formę - zasady
etyczne zebrane zostają w zbiór przypominający swoją
budową akt prawny. Unikatowym rozwiązaniem pod
względem konstrukcji jest natomiast zbiór zasad
etycznych sędziów niemieckiego landu SzlezwikHolsztyn. Zbiór zatytułowany „Podstawy
sędziowskiego postępowania” z maja 2007 roku
zawiera bowiem szereg pytań i odpowiedzi
dotyczących rozmaitych kwestii etycznych. Twórcy
zbioru, jak sami zaznaczają w jego preambule,
wychodzą z założenia, że wymagania stawiane
sędziom są wysokie, tak samo wysokie jak wymagania
sędziów względem pozostałych przedstawicieli tego
zawodu. Pytania stawiane przez twórców zbioru
dotyczą skonkretyzowanych sytuacji, z jakimi sędzia
może spotkać się nie tylko w życiu zawodowym, ale i
poza służbą, a które to sytuacje mogą budzić pewne
wątpliwości moralne. Ponadto poprzez zadawanie
pytań, sędzia jest w stanie sam ocenić czy jego
zachowanie jest właściwie, co może stać się bodźcem
do samodoskonalenia, ale przede wszystkim ma to być
motywem do zastanowienia się nad problemami, które
mogą pojawić się w służbie sędziego i poza nią. Już w
preambule twórcy zbioru zaznaczają, że brak jest
jednej, powszechnej odpowiedzi na stawiane pytania,
a samo jej poszukiwanie przeczy wewnętrznemu
celowi tego katalogu.
K
Omawiany zbiór podzielony został na pięć rozdziałów.
Pierwszy, zatytułowany „Obywatel i ja” („Der Bürger
und ich”), poświęcony został relacji sędzia - obywatel i
obejmuje jego zachowanie względem jednostek,
zarówno w trakcie rozprawy, jak i poza nią. Zgodnie z
intencją twórców kodeksu, sędzia powinien
odpowiedzieć sobie m.in. na następujące pytania: Jak
zachowuję się wobec osoby, która domaga się ochrony
prawnej?, Jak życzyłbym sobie, żeby sąd obchodził się
w takie sytuacji ze mną?, Czy moje zachowanie jest
właściwe wobec wszystkich uczestników
postępowania?, Czy zapewniam świadkowi
odpowiednią ochronę?, Czy przygotowuje świadka w
pełni odpowiedzialnie i indywidualnie do
przesłuchania?, Czy jestem dostępny dla obywateli i
obywatelek?, Czy mam dla nich czas? itd. Drugi
rozdział („Die Öffenlichkeit und ich”) dotyczy
publicznego wizerunku osoby sędziego oraz całej
„publiczności”, jako sfery w którą wkracza sędzia
(prasa, inne media itd.). Pytania, na które sędzia
powinien odpowiedzieć w odniesieniu do tej sfery jego
działalności są następujące: Jak moje zachowanie
wpływa na obraz wymiaru sprawiedliwości?, Czy
jestem wiarygodny, godny zaufania? Czy odpowiednio
selekcjonuje informacje podczas rozważania które z
kwestii mogą zostać upublicznione, a które nie?, Czy
zaproszenie na kolacje przez polityka umotywowane
jest zawodowo?, Czy dostałbym takie zaproszenie
gdybym nie pełnił stanowiska sędziego? itd. Rozdział
trzeci, zatytułowany „Orzecznictwo i ja” („Die
Rechtsprechung und ich”), poświęcony został z kolei
kwestiom zaufania do osoby sędziego, jego
niezawisłości oraz niezależności całego wymiaru
sprawiedliwości. W tym rozdziale twórcy zbioru aby
odpowiedział m.in. na następujące pytania: Jak
rozumiem pojęcie „zaufanie”, które użyte zostało
w art. 92 niemieckiej ustawy zasadniczej?, Jakie apele
dla mojego życia codziennego wyciągam z tego
artykułu?, Jak obchodzę się z lukami w prawie?, Czy
jestem do dyspozycji kolegów, kiedy ci tego
potrzebują?, Czy jestem świadomy znaczenia i granic
sędziowskiej niezależności, określonej w art. 97
niemieckiej ustawy zasadniczej?, Czy miarą
opracowywania sprawy, wykonywania moich
obowiązków są koszty?, Czy presja czasu wpływa na
to, że wykonywanie przeze mnie zadań jest mniej
staranne? itd. Natomiast czwarty rozdział dotyczy
relacji sędzia - wymiar sprawiedliwości („Der
Justizapparat und ich”). Sędzia powinien
odpowiedzieć na dwie kategorie pytań - pierwsza
dotyczy jego pozycji w urzędowej hierarchii (np. Jak ja
obchodzę się z administracją sądową i ona ze mną?,
Kto, względnie co, określa mój sposób pracy w
sądzie?). Natomiast druga kategoria pytań zawartych
w tym rozdziale dotyczy pracy w zespole i kontaktów z
innymi przedstawicielami tego zawodu (np. Czy jestem
gotowy pomóc innemu sędziemu i odciążyć go ze
spoczywających na nim obowiązków, jeżeli nie
przyniesie mi to żadnych korzyści?). W ostatnim
rozdziale zbioru, zatytułowanym, „Toga i ja” („Die Robe
und ich”), jego twórcy proponują sędziemu, aby
odpowiedział m.in. na następujące pytania: Jak
wpływają na sobie ja i pełniony przeze mnie urząd?,
Czy przyjęcie stanowiska w zarządzie miejscowej
organizacji pozarządowej mogłoby wpłynąć
niekorzystnie na moją bezstronność?, Czy byłby
wówczas w stanie pełnić oba stanowiska bez
uszczerbku dla któregokolwiek z nich?, Jakie są
granice społeczno - politycznej aktywności sędziego?
itd.
Pomysł zadawania pytań dotyczących kwestii
etycznych należy ocenić jako bardzo dobry, ponieważ,
w przeciwieństwie do standardowych rozwiązań w tej
materii, nie określa tylko jaki powinien być sędzia, jak
powinien postępować, a czego się wystrzegać, ale
także, poprzez skonkretyzowanie sytuacji w jakich
może znaleźć się sędzia, zmusza do przeanalizowania
własnego zachowania, co może stać się motywem
zmiany postępowania.
Przypisy:
1 Artykuł jest fragmentem referatu „Kodyfikacja zasad
etyki sędziowskiej a zaufanie do sędziego”, który
wygłoszony został w kwietniu 2008 roku podczas
Ogólnopolskiego Zjazdu Kół Naukowych przy
Wydziałach Prawa i Administracji. Zainteresowanych
tą problematyką odsyłam do publikacji o tym samym
tytule, która ukaże się w marcu 2009 roku.
2 Tłumaczenie własne autorki – „Säulen richterlichen
Handelns”.
3 Tłumaczenie własne autorki – „Die nachfolgenden
Fragen sollen die Richterinnen und Richter zum
Nachdenken über Probleme anregen, die sich ihnen im
beruflichen und außerberuflichen Leben stellen
können”.
4 Tłumaczenie własne autorki „Es gibt keine allgemein
gültige Antwort auf die Fragen. Wer eine solche
verlangte, leugnete das innere Anliegen des Fragen
Katalogs”.
5 Ze względu na objętość niniejszej pracy autorka
ogranicza się do przytoczenia jedynie kilku pytań z
każdego rozdziału zbioru.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
29
{LEXU§ 7/2008}
INFORMACJE
Wywiad
z aplikantem
z Maciejem Świeściakiem,
tegorocznym aplikantem
rozmawia
-Marta Klonek-
Znając już ministerialny punkt widzenia aplikacji,
warto zastanowić się, jak widzą ją sami aplikanci.
O swoich odczuciach i doświadczeniach opowiada
tegoroczny aplikant, Maciej Świeściak.
Marta Klonek: Jak wyglądały Pana przygotowania
do egzaminu na aplikację i jak przebiegał sam
egzamin?
Maciej Świeściak: Skończyłem studia na kierunku
stosunki międzynarodowe. Przed przystąpieniem do
egzaminu dwukrotnie odbyłem praktyki w MSZ,
dowiadywałem się, jakie są wymogi stawiane
kandydatom, jak wyglądają egzaminy. Egzamin mogą
zdać osoby dobrze orientujące się w bieżących
wydarzeniach, interesujące się tematyką stosunków
międzynarodowych. Trzeba czuć ten temat. Test był
w miarę prosty, należało także napisać notatkę oraz jak
najlepiej zaprezentować się podczas rozmowy ustnej.
MK: Jest Pan zadowolony z dotychczasowego
przebiegu szkolenia?
MŚ: Tak, jak najbardziej. Aplikacja rozpoczęła się
szkoleniem w Akademii Dyplomatycznej, gdzie
odbywały się wykłady a także zajęcia praktyczne, jak
np. spotkania z pracownikami MSZ którzy opowiadali
nam o swojej pracy i aktualnych problemach. Odbył się
także wyjazd studyjny do Brukseli, gdzie odwiedziliśmy
wszystkie ważniejsze instytucje. Największy nacisk
jest kładziony na część praktyczną aplikacji, np. na
sposób pisania not dyplomatycznych. Po zakończeniu
szkolenia teoretycznego zaproponowano mi etat
w MSZ. Pracuję w Departamencie Polityki
Bezpieczeństwa, czyli tam gdzie chciałem. Są mi
stawiane wymaganie takie jak pełnoprawnym
pracownikom, jestem rozliczany z tego co i jak zrobię.
Mamy też już ustalone miejsca 3-miesięcznych staży
zagranicznych. Jadę do Genewy, dwaj moi koledzy do
kwatery głównej ONZ w Nowym Jorku, inni m.in. do
Tokio, Pekinu a nawet Brazylii. Udało się połączyć
potrzeby Ministerstwa z preferencjami kandydatów.
MK: Na koniec chciałabym zapytać, co w ciągu tych
9 miesięcy było Pana zdaniem, najciekawszym
wydarzeniem w jakim mógł Pan uczestniczyć?
MŚ: Mieliśmy to szczęście, że w tym roku po raz
pierwszy urządzono w Warszawie światowy zjazd
konsulów honorowych Polski. Pomagaliśmy przy
przygotowaniach, gdzie sprawdziliśmy swoją wiedzę
np. w dziedzinie protokołu dyplomatycznego.
Wzięliśmy udział w uroczystej kolacji. Byłem na
zjeździe we Lwowie i na delegacji na Słowacji. Jestem
bardzo zadowolony z aplikacji i sposobu jej
przeprowadzenia, MSZ stawia młodym pracownikom
prawdziwe wyzwania i daje szansę, którą szkoda
zaprzepaścić.
30
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Od aplikacji do dyplomacji,
czyli jak zostać Ministrem
Spraw Zagranicznych
-Marta KlonekDyplomaci to ludzie z pasją, odpowiedzialni, wciąż
rozwijający się poligloci. Przynależność do
korpusu służby zagranicznej oznacza wypełnianie
misji miejscach i czasie wynikającym z bieżących
i długoterminowych potrzeb polityki zagranicznej
Rzeczypospolitej Polskiej.
acznijmy jednak od początku jakie warunki
należy spełnić, aby dostać się na aplikację
dyplomatyczno-konsularną? Jak podkreśla
pani Dyr. Banat-Adamiuk, oprócz
warunków formalnych określonych
w Rozporządzeniu Ministra Spraw Zagranicznych
z dnia 19 lipca 2002 r. w sprawie organizacji aplikacji,
ważne jest także doświadczenie zawodowe i obycie
w środowisku międzynarodowym, zdobyte w trakcie
studiów lub po ich ukończeniu, takie jak np. praktyka,
czy staż w zagranicznej uczelni, czy też praca na rzecz
organizacji pozarządowych. Sama wiedza z teorii
stosunków międzynarodowych, czy prawa
międzynarodowego nie wystarczy. Warto na bieżąco
śledzić sytuację na świecie i wiedzieć,
z jakimi problemami borykają się poszczególne jego
regiony. Trzeba sięgać do źródeł historii i kultury,
zwłaszcza państw i regionów bardzo różnych
kulturowo od Europy. „Poszukujemy nie tylko
absolwentów stosunków międzynarodowych, ale
coraz częściej prawników i ekonomistów, którzy
w ramach studiów dodatkowo rozwijają swoją wiedzę
na temat problemów politycznych i gospodarczych na
świecie” zwraca uwagę dyr. Banat-Adamiuk.
Z
Zasadniczą jednak sprawą jest zdobycie w trakcie
studiów podstawowego narzędzia pracy dyplomaty,
tj. znajomości języków obcych. Znajomość języka
angielskiego nie wystarczy. Trzeba biegle posługiwać
się co najmniej dwoma językami obcymi, szczególnie
poszukiwane są osoby, znające języki obce uznawane
za rzadkie. Chodzi głównie o języki pozaeuropejskie,
jak: chiński, japoński, arabski, języki afrykańskie, ale
także języki krajów Europy Wschodniej, czy Azji
Centralnej. Warto więc już na studiach zainwestować
w siebie i pomyśleć o wybraniu specjalizacji
regionalnej i rozpoczęciu nauki języka
„rzadkiego”. Oprócz wiedzy warto zdobywać także
tzw. umiejętności miękkie w zakresie negocjacji,
komunikacji, czy autoprezentacji, niezbędne w pracy
każdego dyplomaty.
Konkurs na aplikację dyplomatyczno-konsularną
ogłaszany jest raz w roku. Szczegółowe informacje na
ten temat umieszczane są na stronie internetowej
Ministerstwa, a także w Biuletynie Informacji
Publicznej. Dodatkowo zawsze pojawia się ogłoszenie
w prasie ogólnokrajowej. Liczba miejsc oraz rodzaj
specjalizacji określany jest corocznie
w zależności o potrzeb Ministerstwa. W 2009 roku
ogłoszony został konkurs na 25 miejsc
i 11 specjalizacji. Jak podkreśla Pani Dyrektor, do
konkursu przystępują absolwenci różnych kierunków
studiów. Większość osób, które przystępują do
egzaminu to osoby bezpośrednio po studiach.
„Chcielibyśmy zachęcić do pracy w
Ministerstwie także osoby z doświadczeniem
zawodowym, w szczególności w ś r o d o w i s k u
międzynarodowym, zaangażowanych w p r a c ę .
organizacji
pozarządowych,
humanitarnych, czy
też projekty z
zakresu pomocy
rozwojowej” mówi
Dy r. M . Ba n a t A d a m i u k
Egzamin na aplikację
składa się z kilku
e t a p ó w. C z ę ś ć
pisemna obejmuje
test z wiedzy z zakresu stosunków międzynarodowych
oraz wypowiedź pisemną na jeden z wybranych
tematów. W trakcie egzaminu ustnego Komisja
koncentruje się na sprawdzeniu, czy kandydat posiada
zdolności niezbędne do pracy w służbie zagranicznej.
Oceniana jest więc nie tylko wiedza, ale predyspozycje
osobiste, jak umiejętność prezentacji, zdolność
prowadzenia dyskusji i argumentowania, umiejętność
reagowania w sytuacjach stresowych, ogólna
prezencja. Dodatkowo przeprowadzany jest test
oceniający predyspozycje do zawodu.
Aplikacja rozpoczyna się w marcu każdego roku
i kończy po 12 miesiącach egzaminem
dyplomatyczno-konsularnym. W trakcie aplikacji
aplikanci odbywają szkolenie teoretyczne prowadzone
obecnie przez Polski Instytut Spraw
Międzynarodowych oraz praktyczne częściowo
w komórkach organizacyjnych MSZ, a częściowo
w polskich placówkach zagranicznych. W tym czasie
zdobywają wiedzę i umiejętności bez których praca
w służbie zagranicznej nie jest możliwa. Egzamin
dyplomatyczno-konsularny ma na celu sprawdzenie
przygotowania i przydatności aplikanta do zawodu.
Jest on warunkiem uzyskania statusu członka służby
zagranicznej i przyznania stopnia dyplomatycznego.
„Aplikacja to bardzo ważny etap w przygotowaniu do
pracy dyplomaty podkreśla Pani Dyr. Banat-Adamiuk.
„To okres kształtowania zawodowego nowego
pracownika służby zagranicznej, ale jednocześnie
etap, na którym aplikant sam może ocenić, czy służba
zagraniczna to właściwy dla niego wybór drogi
życiowej, która głównie wiąże się z pracą za granicą
i koniecznością bycia przygotowanym na ciągłe
zmiany.” Kolejny ważny dylemat w pracy w służbie
zagranicznej to wybór specjalizacji terytorialnej lub
merytorycznej, czyli departamentu/biura, w którym
zamierza się pracować. Decyzje w tej sprawie
podejmowane są w pierwszej kolejności
z uwzględnieniem potrzeb służby zagranicznej oraz
profilu specjalizacji i znajomość języka obcego
aplikanta. Podobnie wygląda proces nominacji na
pierwszą placówką zagraniczną, o którą pracownik
może ubiegać się już po roku od zakończenia aplikacji.
W kolejnych latach kariera dyplomaty to przemiennie
4-letnie okresy pracy w placówkach zagranicznych
i 2-letnie pobytu i praca w kraju.
Jak widać praca dyplomaty wiąże się z koniecznością
ciągłego doskonalenia i rozwoju, gotowością do służby
w różnych częściach świata i pełnienia różnych funkcji,
zarówno w służbie zagranicznej, jak i służbie
konsularnej. „To praca pełna wyzwań, na
które już podejmując decyzję o przystąpieniu do
konkursu na aplikację w MSZ musimy być gotowi”
mówi Dyr. Banat-Adamiuk.
KULTURA
Obiektywny
Przewodnik
Kulturalny
-Ilona AugustyniakBo „Kultura wyzwala ciało od zniewolenia pracą i
usposabia go do kontemplacji.” *
rudzień to nie tylko okres rodzinnych
spotkań, Świąt Bożego Narodzenia i
szalonych sylwestrowych zabaw, ale także
czas interesujących wydarzeń kulturalnych.
Zapraszamy na najciekawsze, naszym zdaniem,
grudniowe imprezy i spotkania z kulturą.
nabycia wyjątkowych drobiazgów. Miejsce: pl.
Małachowskiego 3 (w podziemiach Galerii Zachęta).
Start: 13.00. Wstęp: wolny.
23 XII
G
Alleluja! W warszawskiej Sali Kongresowej odbędzie
się jedyny i niepowtarzalny koncert Harlem Gospel
Choir najlepszych czarnych głosów Ameryki. Bilety:
70-250 zł.
15 XII
Ostatnia okazja do obejrzenia wystawy z okazji
dziesiątej rocznicy Zbigniewa Herberta pt. „Podróże
Pana Cogito” w Muzeum Literatury im. Adama
Mickiewicza. Bilety w cenie 5 zł.
O godz.19.00 w warszawskim Teatrze Rozmaitości
odbędzie się czytanie nowego dramatu pisarki Doroty
Masłowskiej „Między nami dobrze jest”. Opieka
reżyserka: Łukasz Kos.
18 XII
Galeria HOART we współpracy Jazzowanią Liberalną
zaprasza na wystawę fotografii pt. „Space melancholy”
autorstwa Natalii Jaskuły. Miejsce: Jezuicka 1/3
20 XII
Kiermasz Świąteczny HAND-MADE - impreza
promująca artykuły handmade oraz młodych,
niezależnych projektantów. Wyjątkowa okazja do
30 XII
31 XII
Warszawski klub Stodoła w ten sylwestrowy wieczór
zaplanował niepowtarzalną imprezę w klimacie PRL-u.
Świetna zabawa i solidna porcja przebojów zarówno z
ubiegłych lat, jak i tych aktualnych. Wielbiciele
wielkiego ekranu także nie będą zawiedzeni na tę
wyjątkową noc Multikino przygotowało maraton
filmowy z największymi przebojami kinowymi ostatnich
lat.
* Umberto Eco
{LEXU§ 7/2008}
KAŻDY MA
SWOJE KINO
-Małgorzata KurowskaZhang Yimou, Roman Polański, Lars von
Trier, Claude Lelouch to zaledwie kilka wielkich
nazwisk widniejących na liście płac tego niezwykłego
filmowego projektu. Twórcy pochodzą ze wszystkich
stref klimatycznych, politycznych i kulturalnych, każdy
też próbował znaleźć własną oryginalną, 3-minutową
formułę na uzewnętrznienie swojej wizji kina.
Mi osobiście najbardziej przypadły do
gustu: bardzo trierowska etiuda Occupations,
groteskowe, trochę gorzkie dzieło Davida
Cronenberga (Samobójstwo ostatniego Żyda na
świecie w ostatnim na świecie kinie) i wzruszającosentymenalny Claude Lelouch (Cinema de boulevard).
Zapada też w pamięć filmowy żarcik Polańskiego,
zatytułowany przewrotnie Kino erotyczne i ciepły,
pełen życzliwości obrazek Waltera Sallesa (8944 km
od Cannes). Mimo że ostateczny efekt jest bardzo
nierówny; mimo tego, że obok prawdziwych perełek,
zdarzają się i dziełka pretensjonalne ten film to lektura
obowiązkowa; najszybszy, najmniej inwazyjny kurs
kina współczesnego.
PKS = Przegląd Kabaretów Studenckich
-Edyta Matysiakadszedł już ten nielubiany przez większość
studentów czas, kiedy to za oknem witają
nas jedynie ciemne chmury, siąpi deszcz i
generalnie udziela nam się jesienny, ponury nastrój.
Kto z nas nie zaliczył już takiej listopadowej chandry?
Ten nagły spadek formy nie służy nikomu. Jednym
lekarstwem na to jest skuteczny, łagodzący wszystkie
obawy, wydawany bez recepty, konsultacji z
farmaceutą czy też, jak kto woli z lekarzem zastrzyk
śmiechu i energii. W listopadzie tego roku zapewnili go
nam Samorząd Studentów SGH i Zarząd Samorządu
Studentów UW.
To już piąty raz, kiedy niebieski autobus
PKS-u przywiózł nam do Warszawy komplet
rewelacyjnych kabaretów z całej Polski. Tegoroczna
edycja trwała 3 dni, od 21-23 listopada, a podzielona
została na dwudniowe eliminacje zorganizowane w
Klubie Dowództwa Garnizonu Warszawa oraz
wieńczący przegląd finał w Sali Koncertowej PKiN. Do
walki o tytuł zwycięzcy przystąpiło 12 kabaretów:
Forma, Który, Snobów, PUK, Słoiczek po Cukrze,
Weźrzesz, Idea, Szarpanina, Śmigłowce, Noł Nejm,
Sakreble oraz Stado Umtata. Część z nich nie gości na
ekranach naszych telewizorów zbyt często, ale co
mogę powiedzieć ze stuprocentową pewnością,
będzie o nich jeszcze głośno!
N
Wielość kabaretów sprawiła, że każdy, kto
kupił bilet na przegląd, rozsiadł się wygodnie w fotelu na
pewno znalazł tam coś dla siebie. Programy artystyczne
zawierały różnorodną tematykę, mieliśmy skecze o
chłopcu z ADHD i jego magicznej łyżeczce, dzięki której
można było zamienić się z kimś ciałem, problemach jak
wyznać kobiecie miłość, podczas gdy dzwoni do Ciebie
matka, ojciec i natrętny, ale jakże uprzejmy pracownik
pomarańczowej telefonii komórkowej, parodię filmu o
Jamesie Bondzie, wywiad ze słodką i miłą feministką i
wiele, wiele innych.
Rzecz jasna przegląd nie mógłby się odbyć
bez osób, które miały za zadanie poddać występy
kabaretów fachowej ocenie. Eliminacyjne potyczki
występujących recenzowali Agnieszka LitwinSobańska, Tomasz Majer oraz Tomasz Podsiadło. To oni
wybrali finałową „piątkę”: PUK, Weźrzesz, Śmigłowce,
Formę oraz Stado Umtata. Po tym przyszedł czas na
najważniejszy dzień przeglądu. Finał PKS-u zgromadził
ponad 500 osób, i starszych, i młodszych, co pokazało,
że wielbicieli kabaretów jest naprawdę bardzo wielu. W
trakcie ostatniego dnia wybranych pięć kabaretów
ponownie przedstawiło swoje programy artystyczne.
Nowe jury w składzie Tomasz Podsiadło, Joanna
Kołaczkowska, Robert Górski (Kabaret Moralnego
Niepokoju) oraz Maciej Stuhr mieli nie lada problem, by
zdecydować, który kabaret zasługuje na miano
najlepszego. Ich decyzją zwycięzcą PKS-u 2008 został
kabaret Forma z Zielonej Góry.
Równie ważną nagrodę publiczności (wśród
prezentów można było znaleźć m.in. płytę główną
komputera, pojazd wodza czy też uchwyt do papieru
toaletowego) przyznali widzowie, a trafiła ona w ręce
kabaretu Weźrzesz. Podbił on serca zgromadzonych na
PKS-ie fenomenalnym wykonaniem piosenki „Ścieram
kurz”.
V edycję Przeglądu Kabaretów Studenckich
ubarwiła również rozmaitość prowadzących. Pierwszy
dzień eliminacji poprowadził kabaret Napad (Tomasz
Sienkiewicz&Kuba Puchalski), od nich mikrofon przejął
zwycięzca I edycji PKS-u, Kabaretus Fraszka. Ich
oryginalne wymienianie listy sponsorów i patronów
medialnych zostanie z pewnością przez wielu PKSowiczów na długo zapamiętane. W trakcie finałowego
dnia prym wiódł Jarek Marek Sobański z kabaretu
Słuchajcie. Nie można również zapomnieć o gwiazdach,
które gościnnie wieńczyły każdy dzień przeglądu. W
trakcie eliminacji byli to zwycięzcy poprzednich edycji
kabarety Hlynur i Smile, a finał uświetnił swoim
występem sam kabaret Jurki.
Wa r s z a w s k i P r z e g l ą d K a b a r e t ó w
Studenckich okazał się niewątpliwym sukcesem, czego
warto pogratulować Samorządowi Studentów SGH,
gdzie pomysł na ten projekt się narodził. PKS rozwija się
z roku na rok i przyciąga coraz więcej wielbicieli
polskiego humoru. Pozostaje więc czekanie na odsłonę
kolejnej edycji. Nie zapomnijcie wsiąść do PKS-owego
autobusu za rok!
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
31
{LEXU§ 7/2008}
KULTURA
TEATR POLSKI W WARSZAWIE
- repertuAR - grudzień
15 poniedziałek nieczynny
16 wtorek
17 środa
Pastorałka g. 12, Wieczór piosenek Brassensa g. 19
Pastorałka g. 12
.
18 czwartek
nieczynny
TEATR POLSKI, ul. Karasia 2, 00-327 Warszawa
Kasa Teatru: tel (022) 826-79-92
http://www/teatr-polski.art.pl
Bilety od 20 do 35 zł. z wyłączeniem premier
.
19 piątek
20 sobota
Pastorałka g. 12, Pastorałka g. 18
Kasy Teatru czynne
.
od wtorku do soboty w godz. 100000 1300 00i 1500 do rozpoczęcia spektaklu
w poniedziałki
w godz. 11 - 17
w niedziele i święta na 2 godz. przed spektaklem
Pastorałka g. 17
.
21 niedziela
Pastorałka g. 17
..
GALERIA TEATR POLSKI, ul. Krakowskie Przedmieście 6
Przedsprzedaż biletów na 14 dni przed przedstawieniem.
Telefoniczna rezerwacja biletów (także zbiorowych), na miesiąc przed
przedstawieniem, abonamenty i karty stałego widza
Tel./fax (022) 826-61-64
e-mail: [email protected]
22 poniedziałek nieczynny
.
23 wtorek
nieczynny
.
24 środa
nieczynny
.
25 czwartek
nieczynny
.
26 piątek
Pastorałka g. 18
zdjęcie ze spektaklu
“Wieczór piosenek Brassensa”
.
27 sobota
Pastorałka g. 17
.
28 niedziela
Pastorałka g. 17
.
29 poniedziałek Teatr jest światem: Herbert g. 19
.
30 wtorek
Przedsprzedaż prowadzą:
Ÿ
Internetowa Bileteria www.teatralium.pl,
Ÿ
kasy EVENTIM (ZASP) Al. Jerozolimskie 25
Ÿ
Ticket Art.: www.ticket-art.pl
Ÿ
impresariat itepe: CH Galeria Wola Park,CH Galeria Mokotów
Zemsta g. 19
.
31 środa
WIECZÓR SYLWESTROWY: Zemsta g. 19
ŚWIĘTA, ŚWIĘTA
- Bombki, choinki i inne stroiki...
-Paulina Kabzińskawięta, święta i po świętach... a tymczasem
przed świętami, przed świętami...Wiszą już
wszystkie Święte Mikołaje, choinki pstrokate i bałwany,
co węgliki mają w oczach. Och, jak wiruje w głowie
kolorowo! Pogrążamy się w stan hipnotyczny, nim
powieka zadrżeć zdąży. Hokus-pokus, szczypta
brokatu, powiew śniegu, kolęd nuty i już przepadliśmy!
Zaklęcie działa, a bożonarodzeniowa karuzela
zakupów zaczyna kręcić swój diabelski młyn.
Listopad: oficjalnie króluje jesień, a dopiero 22 grudnia
na tron zasiada Dziadek Mróz. Jesień najwyraźniej nie
ma poparcia ludu, bo jej kult trwa dosłownie chwilkę.
Zaczyna się ją dostrzegać, gdy pierwsze przymrozki
policzki różują i ulice szeleszczą od kroków, a
zapomina zaraz po tym, jak wystawy kusić
rozpoczynają gwiazdkowymi gadżetami z
pobrzmiewającą w tle melodią jasełek. Czyli
praktycznie w tym samym momencie witamy się i
żegnamy z tą porą roku.
Ś
Dostrzegając tak wcześnie bombki, co się mienią, i
łańcuchy napuszone, zwyczajnie tracimy urok świąt.
Znika magiczne oczekiwanie, bo gdzieś już dzwonią,
coś już mówią. Naturalnie jeszcze nie czas ciężarówek
Coca-Coli, ale idą, idą święta! Powoli maszerują, a my
zdecydowanie za szybko oswajamy się z symbolami
pięknego, jedynego i niepowtarzalnego czasu.
32
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Falstart marzeń, radości i oczekiwań zamienia się w
bierne przygotowanie. Odarci ze wspomnień
dziecięcych, gdy czekaliśmy okrągły rok, aż płatki
śniegu nasze nosy zmrożą, by w porę o Rudolfie
reniferze przypomnieć. Pamiętam, jak szeleścił
bordowy papier ozdobny, złote wstążki kręciły się jak
baletnice, a Tata przynosił zieloną choinkę. Choć
sztuczna (o zgrozo!), pachniała świętami jak żadna
inna sosna czy świerk obecnie. Niosła ze sobą woń
pragnienia i napięcia „to JUŻ pora, JUŻ się zbliża”. Nie
sadziłam, że wypowiem słowa „To były czasy...” już w
tak młodym wieku... a jednak.
Zatracamy cudowne chwile dla zakupowych wariacji.
„I'm driving home for Christmas” mamy codziennie,
odkąd pierwszego opuściliśmy mury cmentarza.
Maszyna biznesu powoli uzależnia ludzi. Boże
Narodzenie - szał prezentów, które chomikujemy
miesiącami w szafie. Religia? Sprawa drugorzędna –
nie, że chcemy, tak wychodzi: tak zaprojektował nas
Matrix mamony.
Nie cierpię tego, bo wiem, że staczam się do poziomu
ludzi, którzy zamiast kolacji wigilijnej marzą o nowym
plazmowym TV, ludzi, dla których „mieć” stoi na
pierwszym miejscu, tych, którzy gardzą dniem
dzisiejszym, bo jutro zaczyna się i tak dzień wcześniej.
Staram się unikać tej całej marketingowej obsesji, ale z
roku na rok znajduję coraz mniej miejsc, gdzie mogę się
ukryć. Podarunki? Kupuję ostatniego dnia, na przekór.
Łaknę stać w ciągnących się w nieskończoność
wężykach do kasy,by dopiero wtedy usłyszeć
brzęczące sanie z głośnym „Ho! Ho! Ho!”.
Ponoć zwierzęta w wigilijną noc przemawiają ludzkim
głosem, ale niedługo my będziemy się śmiać baranim...
KULTURA
{LEXU§ 7/2008}
ZATRUTY OGIEŃ MAX
PAYNE
-Katarzyna Besińska-
atruty ogień” to poruszający obraz,
dokumentujący efekt wieloletniej eksploatacji
złóż ropy naftowej w Nigerii. Film ukazuje
światu walkę społeczeństwa zamieszkującego
tereny, na których zlokalizowany jest przemysł
wydobywczy, ze spółką Shell w obronie Ziemi.
Z
Negatywna postawa mieszkańców delty
Nigru wobec działalności obcych firm wydobywczych
wynika z katastrofalnych skutków dla środowiska, jakie
powoduje rabunkowa eksploatacja złóż paliw
kopalnych.
Współczesne społeczeństwa
nie
wyobrażają sobie obecnie funkcjonowania bez ropy
naftowej i gazu ziemnego, używanych do ogrzewania,
wytwarzania elektryczności, napędzania wszelkiego
rodzaju pojazdów. Niestety, nie zawsze zdajemy sobie
sprawę z konsekwencji, jakie powoduje wydobycie
tych kopalin. Jedna z największych spółek naftowych Shell - zajmuje się poszukiwaniem podziemnych złóż
paliw, biorąc teoretycznie pod uwagę, ochronę
środowiska naturalnego i praw człowieka.
Rzeczywistość jednak wygląda inaczej – to właśnie ta
korporacja jest odpowiedzialna za masową
degradację przyrody Nigerii, powodując także
wzmożoną emisję gazów cieplarnianych do atmosfery,
co w efekcie doprowadza do zmian klimatycznych na
Ziemi. Zmiany te dotykają najboleśniej Nigeryjczyków,
zamieszkujących tereny znajdujące się
bliskoeksploatowanych złóż. Efekty wydobycia ropy
naftowej i gazu ziemnego to jednak nie tylko problem
lokalnych społeczeństw Afryki, ale całego świata.
Zmiany klimatyczne spowodowane wydobyciem i
spalaniem paliw kopalnianych przyczyniają się do
topnienia lodowców, wzrostu poziomu wód,
całkowitego wyniszczenia ekosystemów (m. in. raf
koralowych, lasów tropikalnych). Cierpi na tym cała
ludzkość, a efekt końcowy jest nie do przewidzenia...
Film porusza także aspekt społeczny.
Nigeria, kraj bogaty w surowce naturalne należy do
najuboższych na świecie. Eksploatacją złóż ropy i gazu
nie poprawiły sytuacji materialnej ludności tego
państwa, co więcej populacja ta gwałtownie ubożeje
(odsetek ubóstwa wzrósł z 28% z 1980 roku do 66% w
2000 roku). Poza przemysłem wydobywczym prawie
nie istnieją inne sektory gospodarki. Społeczeństwo
Nigerii szuka pomocy w różnych organizacjach
międzynarodowych, które mogą pomóc w pokonaniu
tego problemu. Droga do jego rozwiązania wydaje się
jednak bardzo trudna. Korporacja naftowa Shell
wykorzystuje bowiem bezwzględnie realia kraju w
którym codziennością jest korupcja, działania władz
są nieskuteczne a większość społeczeństwa to
analfabeci. Z tego powodu Shell nagminnie łamie
prawa człowieka, składa puste obietnice, wprowadza
społeczeństwo w błąd.
Dokument ten ma na celu przede wszystkim
ukazanie jak ogromny wpływ na środowisko wywiera
rabunkowa działalność człowieka. To od niej zależy
wygląd Ziemi w przyszłości i fakt czy nasza cywilizacja
przetrwa. Jest to wyraźny sygnał dla nas wszystkich,
że nie jest to tylko problem lokalnego społeczeństwa
Afryki. Dotyczy on całej Ziemi i im szybciej zostanie
dostrzeżony i odebrany jako zagrożenie globalne, tym
lepiej dla nas i dla przyszłych pokoleń. Pozostaje
nadzieja, że można jeszcze coś z tym zrobić...
TVRBO IN VIURO
-Wojciech Wójtowicz15 listopada w jednej ze starych warszawskich
kamienic odbyło się spotkanie fanów i artystów street
artu. Głównym wydarzeniem była wystawa prac
francuskiego twórcy pod pseudonimem Turbo, który po
kilkuletniej przerwie powraca do zapomnianego
kunsztu. Wernisaż rozpoczął się w godzinach
wieczornych. W sympatycznej atmosferze można było
podziwiać wystawione obrazy, każdy miał szansę
dowiedzieć się więcej na temat ogólnych idei sztuki
oraz sposobów jej tworzenia. Była to również świetna
okazja aby osobiście poznać i porozmawiać z jej
reprezentantami , czy nabyć bezpośrednio efekty ich
pracy.
Wernisaż został zorganizowany w galerii
[v]iuro, w którym na co dzień pracują i prowadzą
warsztaty warszawscy reprezentanci street artu.
Ośrodek mieści się na ul. 11 listopada 22, w praskiej
części miasta i sąsiaduje z teatrem Akademia.
Budynek okazał się bardzo ciekawym obiektem, cale
jego wnętrze pokryte było różnorodnymi wrzutami,
tagami, malowidłami etc. Niecodzienny wystrój
wpływał na niesamowity klimat tego miejsca i
dostarczał niespotykanych wrażeń. Spotkanie
zgromadziło duża liczbę zainteresowanych, którzy
prócz wspólnych dyskusji na temat zaprezentowanych
prac uczestniczyli w trwającej imprezie. Spotkanie nie
było wyłącznie intelektualną formą rozrywki, lecz
luźnym sposobem spędzania czasu, który sztuka
potrafi doskonale wypełnić.
Turbo, mówią o nim mistrz francuskiej
typografi ulicznej, już jako dojrzały artysta powrócił do
twórczości street artu. Skupia się na graffiti, a jego
prace można podziwiać w magazynach, wystawach
post ulicznych, a nawet na osobiście
zaprojektowanych częściach garderoby. W swoich
pracach starannie dobiera wszystkie kolory,
geometryzuje malowane wyrazy, których tło uzupełnia
za pomocą impulsywnej grafiki. Obrazy artysty
nawiązują do jego młodzieńczej twórczości i oddają
kultowy smak miasta, w którym został wychowany.
Artysta potrafi zwrócić uwagę młodego odbiorcy, a jego
prace nabierają uniwersalnego świadectwa.
-Maksymilian KokoszkoWprowadzona w 2001 roku na rynek gra Max Payne
wniosła wiele: rewolucyjny system bulle time
pozwalający na diametralne, acz chwilowe
spowolnienie tempa gry, generowane na żywo
cutscenki połączone z komiksową opowieścią i
wzbogacone mroczną muzyką oraz komentarz
autonarracyjny głównego bohatera, które razem
pozwoliły stworzyć grę doskonałą. Sequel z 2003
zebrał równie ciepłe opinie jak poprzednik. Niestety 5
lat później człowiek o nazwisku Moore, John Moore
(tak, ten od remake'u Omenu i Lotu Feniksa),
postanowił upodlić obraz tej kultowej gry upychając
fabułę jej dwóch części w 99 minutach kiczowatej
amerykańskiej produkcji z pseudo-ex-raperem w roli
tytułowego bohatera nowojorskiego komisarza Max'a
Payne'a (Mark Wahlberg). Fabuła w tym filmie
praktycznie nie występuje, pojawia się w nim za to Olga
Kurylenko, Nelly Furtado i… Ludacris. Natomiast
Wahlberg, nawet po charakteryzacji, zupełnie nie
przypomina fińskiego pisarza Sam'a Lake'a, który
użyczył twarzy bohaterowi gry. Czy warto jednak
obejrzeć ten film? Quae non sunt prohibita permissa
intelleguntur…
wyrażenia swoich myśli i emocji. Należy jednak
podkreślić, że zaledwie niewielka część sztuki powstaje
w pracowni i jest tam eksponowana. Większość prac w
spontanicznej formie uzewnętrzniana jest w
środowisku miejskim. Naturalnie ład społeczny nie
godzi się na jego naruszanie, a powstałe kolizje
wywołują mieszane uczucia, więc nie każdy darzy
street art sympatia. Sytuacja nie do rozwiązania
wynikająca z samej idei ładu społecznego.
Organizatorzy dowiedli jednak czym jest prawdziwa
sztuka street artu i nie można jej utożsamiać z
powszechnymi aktami wandalizmu. Wszyscy
zainteresowani mogą liczyć na kolejny wernisaż już 12
grudnia pt. Masmix tool bzzz. Szczegółowe informacje
można znaleźć na stronie internetowej
http://vlepvnet.bzzz.net/.
Pomimo że wystawa okazała się bardzo
interesującym wydarzeniem, a jej organizatorom
przyniosła wiele satysfakcji, street art posiada wielu
przeciwników, u których wzbudza niechęć i
dezaprobatę. Sztukę tworzy się w trzech formach
graffiti, vlepkach oraz szablonach. Każda technika jest
metoda żywiołowego przekazu, sposobem do
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
33
{LEXU§ 7/2008}
KULTURA
X Muza wraca na Kampus
-Anna Winczakiewicz-
a horyzoncie 'Błękitu' Woody Allen,
Marlon Brando, Al Pacino, „Zakazane
filmy”, nocny maraton z Jokerem i
niezwykli goście oto co czeka kinomanów w ramach
Koła Naukowego DKF Prawników „Błękit Pruski”.
n
Ubiegłoroczny cykl „Kino Prawnicze” z okazji 200lecia Wydziału Prawa i Administracji spotkał się z
ogromnym odzewem. Dla fanów arcydzieł o
tematyce sądowej zostaną zaprezentowane jeszcze
trzy tytuły. Przede wszystkim po raz pierwszy
wyświetlany w Polsce film „I sprawiedliwość dla
wszystkich”, w którym w rolę adwokata Arthura
Kirklanda wcielił się Al Pacino, nominowany za tę
rolę do Oscara. Na zakończenie uroczysta projekcja
filmu „Dług”, której towarzyszyć będzie spotkanie z
Krzysztofem Krazue i pierwowzorem głównego
bohatera - Sławomirem Sikorą.
Zainteresowanie działalnością „Błękitu” przerosło
wyobrażenia organizatorów, ale podniosło też
poprzeczkę. Program na ten rok wychodzi poza
granice prawa poprzez różnorodne propozycje
chcemy przyciągnąć jeszcze więcej osób. Emocje
najwyższego sortu zapewni współpraca z
wydawnictwem Axis Mundi i warszawską Akademią
Teatralną. Inspiracją będą wywiady-rzeki z Al.
Woody Allenem i Marlonem Brando, którym
poświęcamy kolejne cykle. Jako Koło Naukowe nie
tylko uprzyjemniamy wolny czas, ale i edukujemy.
Świetnie sprawdziła się forma spotkań z tamtego
roku, więc i w tym każde spotkanie z filmem prócz
projekcji będzie zawierało również wykład krytyka i
dyskusje aż po świt wspomagane darmowymi
napojami energetycznymi. Nasze pokazy pozostaną
dalej bezpłatne, co czyni nasz DKF Prawników
jedynym w swoim rodzaju.
Noworoczna niespodzianka to nocny maraton
filmowy. Odbędzie się on w pierwszą rocznicę śmierci
wybitnego aktora Heath Ledger'a - 22 stycznia.
Później jeszcze ciekawiej. Krzysztof Zanussi i
Andrzej Żuławski, a także rozpoczniemy cykl
„Cenzura w kinie zakazane filmy”. Skandalizujące
tytuły, obrazoburcze sceny i niedyskretne tematy
będziemy zgłębiać do końca roku akademickiego.
Gorąco zapraszamy na wszystkie pokazy, najbliższy „I
sprawiedliwość dla wszystkich” w reżyserii Normana
Jewisona już 12 grudnia o godzinie 19. Odmienne
wizje poszanowania i egzekwowania prawa, inspiracja
dla płyty zespołu Metallica „...And Justice for All" i Al
Pacino jako młody ambitny adwokat. Czy będzie on w
stanie bronić skorumpowanego sędziego? Czy
prawnik musi wierzyć, że jego klient jest niewinny? A co
jeśli wie, że ten taki nie jest?
e- mail [email protected]
Prezes „Błękitu Pruskiego” i autor projektów:
Szymon Paszko
Rewolucje 196868
- wystawa w Galerii Narodowej w Zachęcie
-Marek Skrzetuskiok 1968 był rokiem sprzeczności.
Najlepiej obrazuje to klasyczna już
anegdota mówiąca o tym, że gdy w
Paryżu studenci wymachiwali
czerwonymi sztandarami, te same sztandary palono
na uniwersytecie w Pradze.
R
W 40 rocznicę tamtych wydarzeń
wspomnieniem o nich postanowiła uraczyć nas
Galeria Narodowa w Zachęcie. Na samym wstępie
organizatorzy informują widza, że nie będzie to
wystawa sztuki tamtego okresu, lecz raczej próba
odtworzenia atmosfery rewolucji roku 1968 za
pomocą sztuki. I rzeczywiście, pod tym względem
wypada ona znacznie korzystniej, niż gdybyśmy
mieli oceniać samą wartość artystyczną
prezentowanych eksponatów. Bo ta nie zawsze
zachwyca. Ale i okres jakiego dotyczy był pod tym
względem specyficzny. Wszechobecny kicz, tani
kolaż czy naiwna sztuka ulotna są na tej wystawie
wszechobecne. Choć można niekiedy dostrzec
wśród nich i perełki.
34
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
Niesamowite wrażenie wywołuje pomieszczenie
z barwnymi okręgami, wirującymi w takt
psychodelicznej muzyki tamtego okresu.
Rzeczywiście, można poczuć się jak pod wpływem
wszechobecnych wtedy narkotyków. Motywem
przewodnim jednej z sal jest czas. Wzrok przyciągają
wycinki gazet z '68. Śmierć Martina Luthera Kinga,
paryska rewolta studencka, wojna w Wietnamie - to
wydarzenia o których wydarzenia, o których wszyscy
słyszeliśmy, są przedstawione jednak w czystej,
oryginalnej formie. Ciekawie wyrażono problem
uprzedmiotowienia jednostki - na kartach ściennego
kalendarza, wyznaczających kolejne dni na przemian
pustymi ludzkimi twarzami i sprzętami nie zawsze
codziennego użytku.
To właśnie sztuka zaangażowana oraz abstrakcja
bywają najbardziej wartościowymi elementami tej
wystawy. Czarno-biały, rysowany jakby dziecięcą
kreską 'fotoreportaż' z warszawskich wydarzeń
marcowych robi wrażenie. Podobnie jak widoki z
Wietnamu wplecione w zdjęcia, zdawałoby się,
prozaicznego życia. Intrygują postmodernistyczne
formy w grafice - choć ich 'rewolucyjne' tytuły bawią
pacyfistycznym idealizmem.
Wszechobecne wspomnienie rewolucji
obyczajowej dziś może budzić już tylko uśmiech
politowania. Odważne i szokujące w roku '68
przedstawienia sfery intymnej człowieka - dla nas,
współczesnych, są już tylko kiczem, balansującym
zresztą na granicy dobrego smaku. „Srebrne
chmury” Andy'ego Warhola pod sklepieniem
Zachęty, choć stwarzają w galerii niepowtarzalny
klimat, nie zachwycają już widza. Przypomina się tu
kazus futurystów, którzy pewni swej wiekopomnej
roli z czasem zostali zepchnięci na margines sztuki.
Oglądając wystawę „Rewolucje 1968” ma się
momentami podobne wrażenie. Czuć, że
współczesna popkultura, początkowo wiele
czerpiąca z dorobku roku '68, skomercjalizowała się
i permanentnie zapomniała już o swoich
socjalizujących źródłach.
Czy warto było wybrać się na tę wystawę? Cóż,
poświęcając jej dłuższą chwilę trudno pozbyć się
wrażenia przerostu formy nad treścią. Być może
spowodowane jest to faktem, że odwołująca się do
tego okresu sztuka wiele straciła już na swej
aktualności. Owszem, można ją poznać, ale opłaca
się to tylko w dni wolnego wstępu do galerii.
KULTURA
Cierpienia
Młodego
Czytelnika
-Ilona Augustyniak-
Jeśli nadal chcesz żyć w nieświadomości, nie czytaj
tego tekstu. Po prostu weź niebieską pigułkę i dalej żyj
spokojnie.
a początek mała anegdota: wsiadam dziś do
metra, rozglądam się i co widzę? Większość
osób uprzyjemnia sobie podróż czytaniem.
Zdziwienie, a potem optymistyczna refleksja
najwyraźniej z naszą kulturą nie jest jeszcze aż tak źle.
Rozglądam się dalej niektórzy z czytających mają w
uszach słuchawki. Z różnych stron dochodzi mnie
łupanie, tupanie, trzaskanie i wycie przypominające
kocie zaloty. Moja wiara w przyszłość narodu odrobinę
się załamuje, ale nie na tyle, żeby nie spróbować
podejrzeć, co takiego ciekawego czytają moi
współplemieńcy. Okazuje się, że większość z nich z
filozoficzną zadumą pogrąża się w zeszytach (pewnie
wcześniej nie mieli czasu na naukę). Pozostali,
aspirując nieco wyżej, wierni ambicjom artystycznym i
gotowi do poświęceń na rzecz sztuki, czytają
popularne bestsellery, tudzież . I to chyba tyle na temat
czytelnictwa w Polsce. Moja pogoda ducha
natychmiast się ulatnia.
N
Książki nie biorę
„Książki, ten najgorszy wytwór kultury, napawają
mnie wstrętem. Owa plaga cywilizowanego świata
powinna być, czym prędzej zniesiona! Czytanie na
rozkaz, bezsensowne komunały i ta cała obmierzła
paplanina, którą nazywamy literaturą jakże ja tego
wszystkiego nienawidzę!” takiego właśnie zdania jest
mój przyjaciel. I chyba nie tylko On. W dzisiejszych
czasach czytanie książek bywa tematem tabu, a
przyznanie się do owego kontrowersyjnego czynu
stanowi poważne faux pas. I ja wcale tutaj nie ironizuję.
Czytanie książek to przeżytek, domena czasów, w
których w telewizji były tylko dwa kanały, a sklepach
tylko ocet. Obecnie ograniczamy się jedynie do
czytania SMSów i paru rubryczek w „kolorowej”
gazecie. To bardzo wygodne i oszczędne, kto nie
czyta, ten właściwie nie potrzebuje już głowy, nie
mówiąc oczywiście o wyobraźni i fantazji. Emocji i
wzruszeń dostarcza nam telewizja a adrenaliny i
podniecenia gry komputerowe. Czy współczesnemu
światu jest, więc jeszcze potrzebna tzw. kultura
wysoka? Równie prowokacyjnie możemy zapytać, czy
jest nam potrzebna jest nam do czegoś muzyka
Chopina, literatura Żeromskiego czy dzieła sztuki,
które oglądamy w muzeach.
Kultura czy cooltura?
Czy znacie termin „makdonaldyzacja
społeczeństwa”? George Ritzer w swojej książce pod
tym tytułem porównuje dzisiejszy świat do wielkiego
baru szybkiej obsługi. Zjawisko to polega na
stopniowym upowszechnianiu się zasad działania
fastfoodów we wszystkich dziedzinach życia, zarówno
w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie.
Żyjemy szybko, bez zastanowienia, połykając „dania”,
które serwują nam mass media. Wielu z nas niestety
nie umie się zdystansować do tego, co one nam
przekazują i ślepo przyjmuje każdą formę
amerykanizacji. Ma to oczywiście wpływ również na
nasz ojczysty język. Coraz częściej używamy
zapożyczeń rodem z Nowego Światu. I wszystko u nas
jest cool, trendy i dżezy. Ale czy aby na pewno?
Wymienienie imion bohaterów amerykańskich seriali
przychodzi nam bez problemu, ale prawdziwe schody
zaczynają się, gdy chcemy przypomnieć sobie
czołowych twórców polskiego modernizmu. Coraz
częściej obchodzimy zachodnie święta, takie jak
dobrze znane wszystkim Walentynki czy Halloween.
Nie udajemy się już do sklepów, lecz odwiedzamy
„hipermarkety” czy „shopy”. Namiętnie chłoniemy
wszystko, co piękne, kolorowe, błyszczące i
amerykańskie… Czy oznacza to, że w niedalekiej
przyszłości grozi nam… unifikacja?
Tonący lektury się chwyta
Ostatnim bastionem umierającej kultury wydają się
być miejsca znienawidzone przez każdego
nastoletniego człowieka szkoły, a później uczelnie
wyższe. Niestety, placówki oświatowe, których
zadaniem jest szerzenie kagańca oświaty, często nie
wywiązują się ze swojej roli. Często po prostu nie
potrafią zachęcić nas do twórczego myślenia,
kreatywności, chęci zdobywania wiedzy i poszerzania
swoich horyzontów. Wiadomości
od nich
przekazywane są „podawane na tacy” zazwyczaj nie
wymagają zbytniego zaangażowania ucznia czy
studenta, narzucają jedynie konieczność bezmyślnego
zakuwania faktów, które (co całkiem prawdopodobne)
nie przydadzą się nam w przyszłości. Nic, więc chyba
dziwnego, że alternatywą, i to dość kuszącą, staje się
kultura masowa niezbyt wysokiego lotu. Po klasyki i
dzieła literatury światowej sięgamy z przymusu, a jak
wiadomo, nawet ulubione ciastko przestaje
smakować, gdy ktoś nas zmusza do jedzenia. Czy
pobieżnie przeczytane lektury nam wystarczą?
Przytłoczeni nawałem nauki, rzadko, kiedy mamy
okazję naprawdę wgłębić się w problematykę danego
dzieła. A po ukończeniu szkoły, mało, kto wraca do
szkolnych książek.
W imię kultury
Przyznaję, sama nie jestem święta. Jadam w
McDonaldzie, co niedziela czekam na nowe odcinki
pewnego popularnego amerykańskiego serialu, a w
nawale zajęć zdarza mi się pominąć arcyważne i
mądre lektury. Mea culpa, mea santa culpa. Ale fakt
faktem, poziom naszej kultury gwałtownie obniżył się w
ostatnim dziesięcioleciu. Jednak w ferworze zachwytu
nad tym, co błyszczące, łatwe i plastikowe, nie
możemy zapominać o naszej polskiej, nota bene,
ponad tysiącletniej kulturze i tradycji. Prawda?
{LEXU§ 7/2008}
Henri Cartier-Bresson
„Europejczycy”
- wystawa fotografii
dokumentalnej w Królikarni
-Marek Skrzetuskiówi się o nim, że jest ojcem fotoreportażu,
mistrzem obrazowania ludzkiej osobowości.
Nazywa się Henri Cartier-Bresson.
M.
Początkowo nie uwierzyłem. Zawsze staram się
podchodzić do sztuki z należytym dystansem, nie
wierząc superlatywom zawartym w wydawnictwach
promocyjnych galerii. Jakże wielkie było więc moje
zdziwienie, gdy z każdym kolejnym zdjęciem obejrzanym
na wystawie w Królikarni utwierdzałem się w
przekonaniu o słuszności tych słów.
Już na wstępie wita nas widok niecodzienny. Zima,
granica belgijsko-francuska. Strażnik dziarsko zmiata
śnieg z szosy. Czuć dynamizm postaci, a chłód
uwiecznionego dnia wydaje się przenikać widza z ram
zdjęcia. Dalej jest coraz ciekawiej. Wystawa nosi tytuł
"Europejczycy" i rzeczywiście ukazuje niesamowicie
prawdziwy obraz europejskich społeczeństw. Każde
pomieszczenie w galerii przedstawia inne z nich - od
Francji, rodzinnego kraju fotografa, przez wyspy
brytyjskie, kraje śródziemnomorskie aż po kraje
socjalistyczne - w tym ZSRR. Państwo, do którego
Bresson został wpuszczony jako pierwszy
zachodnioeuropejski fotoreportażysta.
Autor nie wystrzega się żadnych tematów.
Podejmuje się fotograficznej analizy nie tylko
poszczególnych osób, ale i całych kultur. Każda z serii
zdjęć pozwala na odczytanie temperamentu
fotografowanego narodu. Jakże kontrastują ze sobą
społeczeństwa Brytanii i ZSRR - na koronacji króla
Jerzego VI widać radosny, rozluźniony tłum, podczas
gdy na dożynkach w Leningradzie wszystko jest na
swoim miejscu, szeregi są równe, twarze skamieniałe jak
na stojącym obok pomniku. Jedynie wychylająca się z
tłumu mała dziewczynka, trzymająca opadłe już kwiaty,
zaburza geometrię musztry sowieckich marynarzy.
Skoro już o geometrii - w zdjęciach artysty widać
także jego warsztat malarski. Bresson w zaskakujący
sposób potrafi uchwycić moment, w którym wszystkie
linie obrazu są wobec siebie prostopadłe. Niektóre
fotografie wyglądają na tak zgeometryzowane, że
zastanawiamy się, czy nie trafiliśmy przypadkiem na
fotomontaż lub kolaż. Uwiecznione na zdjęciach osoby
wydają się nam niekiedy jakby wyjęte z renesansowego
portretu zwłaszcza, gdy w tle rozciąga się bajkowy,
irlandzki pejzaż, a naturalne światło idealnie podkreśla
obrazowaną postać.
Przy tym wszystkim Bresson zachowuje sporą dozę
poczucia humoru. Choćby w "Moście Europy" fotografii
przedstawiającej starą, leżącą w kałuży drabinę, gdzieś
na zadeszczonym paryskim rynku. Niekiedy jest też
trochę strasznie. Kordony policji z maja 1968, dzieci
próbujące zajrzeć za wschodnią stronę muru
berlińskiego. Zdjęcia artysty to także solidne pół wieku
historii Europy. A i każde z nich jest też odrębną
opowieścią, przedstawia nam bohaterów żyjących
własnym życiem, przeżywających własne smutki i
radości.
Przede wszystkim zaś zdjęcia Bressona nie potrafią
nudzić. W Królikarni wystawianych ich było około stu lecz przy każdym z nich trudno było nie spędzić choćby
kilku chwil. Już teraz wiem, że gdy tylko nadarzy się
kolejna okazja zobaczenia jego zdjęć - z pewnością z niej
skorzystam.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
35
{LEXU§ 7/2008}
KULTURA
STARÓWKA MAGICZNIE
-Piotr D. Dąbrowskiostatnią sobotę października
miałem okazję wybrać się na
warszawskie Stare Miasto.
Tym razem jednak nie po to
by, jak wielu, usiąść pod Kolumną
Zygmunta kontemplując sens życia. Nie poszedłem
tam bynajmniej w poszukiwaniu zasad rządzących
USOS-em, bo tych, jak powszechnie wiadomo, nie
sposób odnaleźć. Na Starówkę przywiodły mnie
duchy....
Kilka minut po siódmej na Placu
Zamkowym zaroiło się od wysokich, trupiobladych
postaci. Po chwili dołączył do nich śmieszny, niski
człowieczek w pelerynie i okazałym cylindrze. Z
niezwykłą radością powitał nadzwyczaj licznie
zgromadzony tłum i zaprosił w magiczną podróż po
staromiejskich uliczkach.
Każda legenda opowiadana przez
przewodnika była od razu odgrywana przez grupę
aktorów, którzy szli zmieszani z tłumem, gotowi
wyskoczyć w odpowiednim momencie. W ten
sposób stałem się 'świadkiem' słynnego zamachu
na Zygmunta III Wazę. Zamachowiec nazwiskiem
Piekarski użył jako swego narzędzia czekana,
jednak pomimo tego, król zachował życie. Aktor
odgrywający złoczyńcę został natychmiast pojmany
i bezlitośnie zawleczony na miejsce kaźni, my zaś
przeszliśmy dalej.
Kolejnym punktem wartym przytoczenia
była opowieść o Gnojnej Górze. To bardzo
popularne dziś miejsce, przez wzgląd na swą
romantyczną panoramę, pierwotnie było
W
największym wysypiskiem średniowiecznej stolicy.
Podobno tu, przed wiekami, chorych na syfilis
zakopywano w nieczystościach aż po szyję- w
nadziei na ich rychłe wyleczenie.
W ciągu dalszej drogi przewodnik nie
omieszkał wspomnieć także o niechlubnej
przeszłości ul.. Gnojnej (dziś Brzozowa).
Usłyszałem, że to za sprawą okolicznych sejmów
doszło do degradacji tej części miasta. Pojawiły się tu
rozrywki dla szlachty- głównie domy cielesnych
rozkoszy. W stanisławowskiej rzeczpospolitej
Starówka była centrum życia nocnego ówczesnej
stolicy. Jak powiedział przewodnik, piętrzyły się tu
domy negocjowanego afektu, co brzmi bardzo ładnie
w k o n t e k ś c i e d z i s i e j s z e j n o m e n k l a t u r y.
Dowiedziałem się, że w XIX w. przybytki te
zamieszkiwały tzw. Książniczki, czyli kobiety
trudniące się prostytucją, zobowiązane jednak do
posiadania książeczki odnotowującej ich aktualny
stan zdrowia. Ku radości męskiej (czy tylko?) części
publiczności, także i w tym miejscu pojawiły się zjawy,
tym razem nieciężkich obyczajów.
Po drodze napotkaliśmy jeszcze:
włóczącą się po Rynku kobietę bez głowy i ducha
białej damy, jednak najmocniejszym akcentem tego
wieczoru okazał się bez wątpienia karkołomny pokaz
połykaczy ognia. Jak podczas całej podróży, także i
tu aktorzy dali z siebie wszystko prezentując barwne
widowisko.
Organizatorzy ze stowarzyszenia
Teatralna Chata wyrazili chęć powtórzenia tego
nietypowego wieczoru artystycznego za rok. Oby im
się udało....
WARSZAWA68
-Jakub Majcherektym, że Warszawa ma swój własny,
wyrazisty charakter przekonało mnie
bliższe poznanie miasta, jego zakątków i
miejsc, które dotąd miałem okazję
oglądać wyłącznie na fotografiach w prasie i
podręcznikach. Czesław Niemen w piosence „Sen o
Warszawie” śpiewał „gdybyś ujrzeć chciał,
nadwiślański świt”. Te słowa do niedawna
kształtowały moje wyobrażenia o stolicy Polski. Teraz,
kiedy stałem się częścią tego miasta mam okazję
skonfrontować romantyczne wizje Czesława
Niemena, a także informacje w podręcznikach do
historii z rzeczywistością. Jestem przekonany, że
Warszawa jest kobietą. Chociaż trudno mi to
udowodnić. Może dlatego, że Warszawa zmienną
jest, trochę tajemniczą, różnorodną i wielu studentów
z najróżniejszych części Polski postanowiło poświęcić
dla niej życie. Na pewno za mało znam tę kobietę by
opisać jej oblicze, jednak przedstawię jakie wywarła
na mnie pierwsze wrażenie.
O
Na naszym wydziale można spotkać studentów
zarówno ze Szczecina, jak i z Rzeszowa. Wielu z nich,
jak wynika z moich rozmów zdecydowało się na studia
w tym mieście ze względu na bliskość wydarzeń
politycznych i historycznych. W mieście czuje się
piętno historii i można zobaczyć na własne oczy
miejsca, które decydowały o historii naszego kraju. Ile
to razy na przestrzeni stuleci Warszawa stawała się
36
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
miejscem podniosłych wydarzeń politycznych,
miejscem krwawych walk, czy łakomych kąskiem
zaborczych sąsiadów. Mam okazję każdego dnia
przejeżdżać przez Most Poniatowskiego, na którym w
maju 1926 roku doszło do słynnego spotkania Marszałka
Józefa Piłsudskiego z ówczesnym Prezydentem RP
Stanisławem Wojciechowskim, podczas którego
mężowie stanu mieli postanowić „co dalej” z niepodległą
Rzeczpospolitą. Lektura „Powstania 44” Normana
Davisa pomogła mi w pozornie nowoczesnych ulicach
Warszawy dostrzec ślady naszej wielkiej narodowej
historii. W miejscach znanych z lektury można puścić
wodze fantazji i swobodnie wyobrazić sobie przebieg
wydarzeń Powstania Warszawskiego. Ciekawostką,
której dowiedziałem się z tej lektury jest również to
jakoby przy pracach związanych z budową mostu
uczestniczył późniejszy Marszałek Polski Konstanty
Rokossowski. To właśnie obcowanie na co dzień z
historią pociąga mnie w tej kobiecie najbardziej.
Studiując w Warszawie mamy również okazję obcować z
wydarzeniami współczesnej polityki. W październiku
studenci WPiA mieli okazje gościć w parlamencie oraz w
Kancelarii Premiera. Obydwie wycieczki były bardzo
dobrze zorganizowane i dały nam możliwość
zobaczenia jak w rzeczywistości wyglądają i funkcjonują
centra polskiej polityki. Nie brakuje również politycznych
debat czy konferencji. Warszawa jest bez wątpienia
bijącym sercem naszego kraju. Jeśli ktoś interesuje się
polityką lub chciałby zajmować się nią w przyszłości, jest
FOT. FILIP KLIMASZEWSKI / AG
to bez wątpienia miejsce dla niego. Podczas
obchodów 90 rocznicy odzyskania niepodległości
mieszkańcy Warszawy mieli okazję wziąć udział w
nowocześnie zorganizowanych obchodach. Moje
obserwacje nasuwają mi wnioski, że być może już
wkrótce obchody 11 listopada będą w naszym kraju
wyglądały tak, jak obchody 4 lipca w USA. Dla
studentów naszego wydziału szczególnie
interesująca była wystawa przedstawiająca sylwetki
słynnych adwokatów, którzy odegrali szczególną rolę
w historii Polski umieszczona w okolicach Placu
Zamkowego. Na wystawie zaprezentowano miedzy
innymi życiorysy i fotografie takich osobowości jak
Władysław Raczkiewicz, Stanisław Car czy Michał
Trąbczyński.
Warszawa kojarzy się w kraju z nowoczesnością. Jest
jednak dobraną we właściwych proporcjach
mieszanką współczesności z przeszłością.
Zjawiskiem nieodłącznym dla tego miasta są
nieprzebrane tłumy. W każdym zakątku Śródmieścia
można spotkać duże ilości ludzi. Każdy wędruje w
swoim kierunku dając się ponieść wielkomiejskiemu
stylowi życia. Sami nie zauważamy jak wtapiamy się
w krajobraz miejski stając się jego organiczną
częścią. Warszawa bowiem żyje całą dobę. Taką jest
kobietą. Żywotną i nieprzewidywalną. Takie oblicze
ukazała mi w ciągu pierwszego miesiąca naszych
częstych spotkań i rozmów. Jednak ciągle wydaje mi
się, jak każda kobieta z klasą tajemniczą. Jestem
przekonany, że jak dotąd uchyliła mi tylko rąbek
swojej osobowości. Zobaczymy co wyniknie z tej
intrygującej znajomości.
KULTURA
połącz kropki
-Krzysztof MuciakGdybym powiedział, przepełniony euforią, że
17 listopada miał premierę trzeci studyjny album
Afro Kolektywu, to zapewne większość z Was
zareagowałaby losowo wybranymi wyrażeniami
dźwiękonaśladowczymi, typu „hę?”, „eee…”,
„yyy?”. A wtedy musiałbym Was bić mocno i długo,
ponieważ nic nie denerwuje mnie tak bardzo, jak
nieznajomość jednego z najlepszych zespołów na
polskiej scenie muzycznej ostatnich lat. Dlatego
też, w celu uniknięcia nieprzyjemnych sytuacji,
prewencyjnie opowiem Wam o Afro Kolektywie
oraz o ich najnowszym krążku, zatytułowanym
„Połącz kropki”.
uzykę, którą tworzy zespół, sami
muzycy określają, jako „organiczny
hip-hop jazz”, a wierni słuchacze, jako
„coś pysznego”. Rozwiewam tym
samym wątpliwości mimo nazwy, Afro Kolektyw nie
gra reggae ani masajskich pieśni wojennych, a silnie
zaznaczone elementy funku i jazzu to, oprócz
rapowania na wokalu, jedyne cechy wspólne z czarną
muzyką Zachodu. Skoro już mowa o wokalu,
frontmanem i niekwestionowaną gwiazdą zespołu jest
jego wokalista i autor tekstów Michał Hoffman, czyli
dla rozwrzeszczanego stada pod sceną „AFROOO!”,
a bez skracania charakterystycznego dla
skandującego motłochu Afrojax. To jego
wygrubaszone teksty i wada wymowy są prawdziwą
esencją Afro Kolektywu.
M
Swoją Karierę na rynku muzycznym Afro Kolektyw
rozpoczął w 2001 roku krążkiem „Płyta Pilśniowa”,
o którym sam Afrojax pisał na stronie internetowej
zespołu, że: „Mogło być gorzej”, a dziennikarze
muzyczni nie pisali wiele, ale za to ciepło i pozytywnie.
Pięć lat później (pięć ciężkich i przepełnionych
oczekiwaniem lat później) ukazał się nowy album
zespołu pt. „Czarno widzę”, który poruszył już kilka
większych dzwoneczków w papierowych czy też
internetowych bożnicach polskiej muzyki popularnej.
Bardzo dobrze przyjęte przez dziennikarzy była
zarówno muzyka, jak i oryginalne teksty piosenek.
Singiel „Gramy dalej” zaczął pojawiać się w eterze.
Mimo to Afro Kolektyw pozostawał zespołem mało
rozpoznawalnym, o którym tylko z rzadka można było
coś usłyszeć w mediach, nie mówiąc już o tym, że
zagajenie o nim z nowo poznanymi ludźmi kończyło się
zwykle chwilą niezręcznej ciszy.
W takich to okolicznościach wydana została
świeżutka, trzecia już płyta Afro Kolektywu,
zatytułowana „Połącz kropki”, która
z miejsca stała się „jedną z najważniejszych
płyt 2008 roku”, jako że jej patronem
i wydawcą został Program Trzeci Polskiego
Radia. I bardzo dobrze. Nowe Afro jest
zdecydowanie najlepszym z dotychczas
wydanych albumów. Jak zwykle, teksty
Afrojaxa emanują sarkazmem i ironią oraz
bezsprzecznie rozbrajającym poczuciem
humoru, w charakterystyczny sposób
komentując rzeczywistość „Połącz kropki”
szczególnie akcentuje różnice między
kobietami a mężczyznami, w krzywym
zwierciadle pokazuje relacje między ludźmi,
wyśmiewa utarte modele ludzkich
zachowań, miesza z błotem tandeciarzy
„
i pozerów, wysnuwa czarne prognozy dotyczące
przyszłości świata, jeśli wszystko pozostanie takie,
jakie jest teraz. Nie zabrakło także tak
charakterystycznej dla Afro Kolektywu autoironii, przy
pomocy, której Afro, na swoim przykładzie,
w wyolbrzymiony, lecz nieofensywny sposób
pokazuje ludzkie wady.
Piosenki z nowego albumu Afro
Kolektywu mogą przez swoją
formę zrobić Wam z mózgu watę.
Jednak gdy spoza formy
dostrzeżecie ich treść, możecie ze
wstydem i zdumieniem
zauważyć, że trochę tej waty było
tam już wcześniej.
Mocną stroną nowego albumu jest jego realizacja
dźwiękowa. Patronat Polskiego Radia da się wyczuć,
a raczej wysłuchać z brzmienia instrumentów, których
w tej odsłonie zespołu jest wyraźnie więcej. Oprócz
podstawowego składu na płycie występują również
goście, między innymi Michał Wiraszko z zespołu
Muchy, Filip Jaślar z Grupy MoCarta oraz Wojtek Krzak
z Kapeli Ze Wsi Warszawa.
Można śmiało powiedzieć, że „Połącz kropki”, to
gorzko-słodka symfonia ku przestrodze światu
i ludzkości, ale patos tego wyrażenia jest tak
porażający, że postaram się to sparafrazować.
Album „Połącz kropki” jest bardzo w stylu Afro.
Poważne, nieraz depresyjne treści są ukryte pod
ślicznym, kolorowym i błyszczącym papierem, jakim są
humor i elokwencja Afrojaxa. Nie jest to płyta, która
tylko bawi i cieszy. Mógłbym powiedzieć, że bawiąc
uczy, ale patos i oklepanie znowu pukają w szybkę
monitora. Tak, więc może ujmę to tak: Piosenki
z nowego albumu Afro Kolektywu mogą przez swoją
formę zrobić Wam z mózgu watę. Jednak gdy spoza
formy dostrzeżecie ich treść, możecie ze wstydem
i zdumieniem zauważyć, że trochę tej waty było tam już
wcześniej.
Wykonawca:
Tytuł:
Wytwórnia:
Afro Kolektyw
“Połącz Kropki”
Warner Music Poland
{LEXU§ 7/2008}
Waglewscy
w Stodole
-Jan Dudzik“Męska Muzyka” z rodzinnej płyty Wojciecha
Waglewskiego i jego synów Bartosza i Piotra
(szerzej znanych pod pseudonimami Fisz i Emade)
6 listopada, po raz kolejny zagościła w Warszawie.
Dzięki fenomenalnej fuzji bluesowego zacięcia
ojca i “hip-hopowej” produkcji Emade, materiał aż
prosi się o wykonanie koncertowe.
ługa trasa panów Waglewskich trwa
przerwami od późnej zimy 2008, lecz jak
o tym świadczy ciągłe zainteresowanie
koncertami w całym kraju, ich potencjał
nie wyczerpał się... Pewni siebie, grający bez supportu
bohaterowie wieczoru weszli na scenę około 21, mimo
że tłum spragnionych muzyki (w większości młodych)
ludzi szturmował klub Politechniki, już od 19.
D
z
K o n c e r t r o z p o c z ą ł Wo j c i e c h Wa g l e w s k i ,
z akompaniamentem klawiszowca, spokojnym
Chromolę, po czym na scenę wkroczyli perkusista
Emade i grający na basie Fisz. Tego wieczoru
cudownie w harmonijkę dmuchał genialny Bartosz
“Boruta” Łęczycki, a rolę albumowego klawiszowca
przejął Mariusz Obijalski. Na deskach wypełnionej
niemalże po brzegi Stodoły rozbrzmiały wszystkie
utwory z Męskiej muzyki.
Ze względu na to, iż był to mój pierwszy koncert
rodzinnego tria, aranżacje zaskakiwały. “Emadowo“
nagrane utwory nabrały bluesrockowej mocy
i stanowiły świetne tło dla popisów instrumentalnych
zarówno starego Waglewskiego, jak i będącego w
świetnej formie Boruty. Nie było jednak mowy
o pozostawaniu synów w cieniu ojca. Sceniczne
maniery Fisza, szczególnie w Majtach, Badmintonie i
Sporcie elektryzowały publiczność a pełna ekspresji,
przypominająca raczej perkusistę Led Zeppelin, niż
hiphopowca gra Bartka Waglewskiego rozpędzała
radosny show.
Oprócz rockowej mocy koncert miał jednak również
kameralne momenty, jak pięknie zaśpiewane przez
Wojtka Waglewskiego Niebo Bez Dziur, czy
wzruszające Wakacje... Waglewscy żegnali się jednak
z publicznością aż trzy razy, serwując na bis
wystrzałowy Badminton i jam, uwieńczony
specyficznym solo perkusyjnym Emade. Mimo
świetnej atmosfery panującej w Stodole, należy
zwrócić uwagę na stające się niechlubnym znakiem
rozpoznawczym tego klubu słabe nagłośnienie.
Wyłączając spokojne, grane bez przesterów piosenki,
prawie niesłyszalny był bowiem wokal najstarszego
z Waglewskich.
Na kolejny koncert zespołu w tym składzie przyjdzie
nam pewnie jeszcze długo poczekać, ale już
12 grudnia koncert duetu Tworzywo Sztuczne Fisza
i Emade w Palladium, a 29 stycznia trasę promującą
nowy album zaczyna, właśnie w Stodole, Voo Voo.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
37
{LEXU§ 7/2008}
KULTURA
Mężczyźni na
skraju załamania
nerwowego
-Łukasz Batory-Marta KlonekNa ulotce rzuca się w oczy hasło: „Spektakl tylko
dla widzów dorosłych”. Słuszne ostrzeżenie,
bowiem „Mężczyźni(...)” to lekka komedia
obyczajowa ze sporą dozą ciętego, ostrego
dowcipu. Czterech mężczyzn: Art, Mateo, Aleks
i Kris mężczyźni na skraju załamania nerwowego,
i Monika, kobieta ich życia i śmierci.
dczucia widzów w dużej mierze zależą od
doświadczeń życiowych. Czterech
facetów, których łączy prawdziwa męska
przyjaźń, w trzech scenach odkrywa
przed widzem sposób myślenia i odbierania
rzeczywistości. Błyskotliwe teksty nie wszystkich
skłaniają do śmiechu, a paradoksalnie to właśnie
kobieta Mistrzyni Gry, wskazuje prawdziwe dylematy
i priorytety życiowe współczesnych mężczyzn.
O
Minimalistyczna scenografia, bardzo oryginalny
pomysł na realizację przedstawienia oraz wyśmienita
gra aktorska to zapewne powody sali wypełnionej po
brzegi mimo marcowej premiery. Nie pozostaje nam
nic innego, jak gorąco zachęcić was do obejrzenia
spektaklu w Teatrze Bajka.
brakujące ogniwo
-Michał WawerPorównując dzisiejszą literaturę z klasyką,
trudno oprzeć się wrażeniu, że wśród
wszystkich współczesnych nurtów to fantastyka
jest najbliższa wzorcom starożytnym
i średniowiecznym. Żadna dwudziestowieczna
powieść nie miała tyle wspólnego z „Iliadą”, co
„Władca Pierścieni” Tolkiena; szukając
współczesnych spadkobierców „Pieśni
o Rolandzie” czy „Pieśni o Cydzie”, możemy
sięgnąć po wiele powieści fantasy (jak choćby
„Pieśń Lodu i Ognia” George'a Martina albo „Saga
o Drenajach” Davida Gemmella), nie znajdziemy za
to prawie żadnej pozycji tzw. literatury pięknej,
którą można by zaliczyć do tego grona. Przez setki
lat zmieniła się oczywiście stylistyka, słownictwo,
bohaterowie, a nawet w pewnej mierze system
wartości obecny w literackich historiach o męstwie
i heroicznych czynach, można jednak bez
wielkiego ryzyka postawić tezę, że „Eneida”
budziła w swoich czytelnikach niecałe dwa tysiące
lat temu podobne emocje, jakie w dzisiejszych
odbiorcach wywołuje saga o wiedźminie
Sapkowskiego.
drugiej jednak strony, mało wiarygodne
wydaje się stwierdzenie, że fantastyka jest
bezpośrednim następcą eposu
bohaterskiego; intuicja podpowiada, żeby poszukać
czegoś “pomiędzy”, tekstów łączących dwa okresy
odległe o stulecia najbardziej intensywnego rozwoju
kultury europejskiej. Jednym z takich “brakujących
ogniw” jest z całą pewnością “Rękopis znaleziony
w Saragossie” autorstwa Jana Potockiego.
Z
Powieść ta (czy może raczej sprytnie skonstruowany
zbiór opowiadań), napisana została na przełomie
XVIII i XIX wieku przez naszego rodaka w języku
francuskim. Charakteryzuje się tzw. kompozycją
szkatułkową, czyli wplataniem w główny wątek innych
historii (opowiadanych przez różnych bohaterów
powieści), w których pojawiają się kolejne historie, i tak
dalej... W “Rękopisie znalezionym w Saragossie”
główną osią konstrukcji utworu są przygody
don Alfonsa von Wordena, młodego, odważnego
i niezłomnie honorowego szlachcica. Trafia on
w swojej podróży po Hiszpanii w nawiedzone góry
Venta Quemada, w których spotyka szereg barwnych
postaci, jak między innymi demoniczne piękności
Eminę i Zibeldę, tajemniczego żydowskiego kabalistę,
wybitnego matematyka-filozofa Velasqueza, a nawet
braci Zota, powieszonych rozbójników, którzy mają
zwyczaj co noc schodzić ze swoich szubienic w dolinie
Los Hermanos. Większość z tych postaci opowiada
Alfonsowi swoje dzieje, przy czym najbardziej
elokwentnym okazuje się przywódca bandy Cyganów.
W jego historii pojawiają się na przykład Potępiony
Pielgrzym oraz piękna Maria de Torres, którzy
w przeszłości, spotkawszy Cygana, opowiedzieli mu
również o swoim życiu, ten zaś przekazuje te
wspomnienia Alfonsowi, tworząc w ten sposób
szkatułkową “historię w historii”. Nie trzeba chyba
dodawać, że dawni przyjaciele przywódcy Cyganów
często również nie poprzestają na własnych
opowieściach... Jeśli dodać do tego fakt,iż niektórzy
kadr z filmu “Rękopis znaleziony w Saragossie”
38
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
bohaterowie występują z różnych względów w więcej
niż jednej z licznych opowieści, nietrudno zauważyć,
że około połowy powieści fabuła staje się tak
skomplikowana, że lektura zaczyna być wymagającą
gimnastyką intelektualną.
Poszczególne opowieści same w sobie nie są już tak
wyrafinowane, jak kompozycja całego utworu, ale nie
brakuje im dowcipu i polotu. Pod względem kreacji
bohaterów “Rękopisowi...” jest już bardzo blisko do
współczesnej fantastyki - pełno w nim honorowych,
nieustraszonych szlachciców, wędrowców przeklętych
przez złe moce, wysoko urodzonych i (obowiązkowo)
niebiańsko pięknych kobiet, oraz wybitnych,
oderwanych od rzeczywistości intelektualistów, którzy
aż proszą się o włożenie im do ręki czarodziejskiej
różdżki i umieszczenie w pracowni alchemicznej. Do
tego Potockiemu nie brakuje charakterystycznego
wyczucia ironii: szczególnie utkwiła mi w pamięci
sytuacja żywo kojarząca się z poczuciem humoru
Sapkowskiego, kiedy don Alfons pyta o historię
tajemniczej, obłąkanej dziewczyny, odnalezionej
o świcie pod szubienicą braci Zota i uzyskuje
odpowiedź, że nie ma żadnej historii - to zwykła
wariatka z pobliskiej wioski.
Ironia i kpina to bardzo ważna cecha “Rękopisu
znalezionego w Saragossie”, charakterystyczna
zresztą dla twórczości epoki Oświecenia. Pewna
sprzeczność wewnętrzna daje się zauważyć
w podejściu autora do kwestii honoru. Z jednej strony
pojawiają się epizody, których jedynym celem jest
drwina z don Alfonsa, ściśle trzymającego się kodeksu
honorowego i gotowego pojedynkować się o byle
błahostkę. Śmiech budzą sytuacje, kiedy Alfonsowi
rozsądku nie mogą przywrócić nawet najbardziej
racjonalne wywody towarzyszy, za to świątobliwemu
pustelnikowi wystarcza byle jaki, niespójny logicznie
argument natury religijnej, żeby młodzieniec schował
szpadę. Jednak z drugiej strony, to właśnie ta
zapalczywość jest jedną z cech Alfonsa wywołujących
w czytelniku sympatię do bohatera. Zresztą nie tylko w
czytelniku - fabuła skonstruowana jest w taki sposób,
że pomimo pojawiających się epizodycznie kpin, don
Alfons jest raczej wynagradzany za brawurę: staje się
obiektem adoracji pięknych kobiet, po przejściu prób
męstwa otrzymuje dostęp do tajemnic rodu
Gomelezów, a sympatię innych bohaterów zdobywa
z łatwością.
O “Rękopisie znalezionym w Saragossie” Jana
Potockiego można mówić na wiele sposobów. Z jednej
strony jest kunsztowną konstrukcją literacką, z drugiej
- powieścią napisaną prostym językiem, o mało
wyrafinowanej fabule skierowanej do szerokiego
grona odbiorców. Z jednej strony wychwala męstwo
i honor, z drugiej - utrzymaną w oświeceniowym duchu
kpiną z naiwności i stereotypu “rycerzy bez skazy”.
Tym jednak, co dla nas szczególnie ważne, jest
dzisiejsza perspektywa literacka - “Rękopis...”
jest z jednej strony kontynuacją klasycznego
eposu bohaterskiego, a z drugiej - protoplastą
powieści fantastycznej. Ogniwem spinającym
dwie odległe epoki.
KULTURA
{LEXU§ 7/2008}
Nie tylko kodeksy…
-Marcin KrollNie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, że
studia na wydziale prawa opierają się w ogromnej
mierze na czytaniu. Podręczniki, komentarze,
kodeksy – liczba wertowanych stron w szybkim
tempie zmierza do +∞ , wywołując często trwały
wstręt do słowa pisanego. Mimo to pokusiłem się
o próbę zaproponowania kolejnych lektur na coraz
dłuższe, zimowe wieczory. Jednocześnie zdaje
sobie sprawę, że gusta Czytelników są zasadniczo
rozbieżne, dlatego trwale porzuciłem pomysł
o promowaniu tzw. literatury pięknej i ograniczę się
do wynalezionych przeze mnie książek o tematyce
mniej lub bardziej związanych ze studiami
prawniczymi.
podsumowania dyskusji toczących się na sali. Cieszy
różnorodność tematyczna prac. Obok problematyki,
której można czy wręcz należałoby się spodziewać, jak
TK, SN, NSA, ETS, ETPCz, odnajdujemy referaty
traktujące o samorządowych kolegiach
odwoławczych, regionalnych izbach rachunkowych
czy nawet Komisji Majątkowej. Oczywiście
przestrzegam przed traktowaniem tej pozycji jako
kompendium wiedzy na temat orzecznictwa. Książka
raczej sygnalizuje pewne problemy, dając dobrą bazę
do dalszych poszukiwań we własnym zakresie.
Zdecydowana większość referatów napisana jest
przystępnym językiem, nie powodującym
gwałtownego ciążenia powiek. Przyznam szczerze, że
byłem lekko zdziwiony widząc, że to NSA, a nie SN czy
TK, cieszył się największą popularnością wśród
autorów. Gdybym miał się pokusić o wybór (bardzo
subiektywny) najlepszych pozycji ze spisu treści,
wskazałbym referaty autorstwa Michała Balcerzaka
i Sebastiana Sykuny (Znaczenie i wpływ orzecznictwa
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na praktykę
polskiego wymiaru sprawiedliwości), Włodzimierza
Wróbla (Wpływ orzecznictwa Sądu Najwyższego na
kształtowanie się pojęć i instytucji prawnych) oraz
dowolnie wybrany, dotykający tematyki NSA.
Chyba najsłabszym punktem był odczyt przygotowany
przez dr. hab. Zbigniewa Cieślaka, obecnie sędziego
Trybunału Konstytucyjnego (Trybunał Konstytucyjny
– „prawotwórca” negatywny). Jako jedyny traktował
o polskim sądzie konstytucyjnym i powiem szczerze,
że spodziewałem się czegoś więcej. Niewątpliwie
pomysł autora był dobry, ale wiele kwestii wymagałoby
poszerzenia i uszczegółowienia.
Tytuł: Orzecznictwo w systemie prawa. II Konferencja
Naukowa Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu
Gdańskiego oraz Wolters Kluwer Polska
Redakcja naukowa: Tomasz Bąkowski, Krzysztof
Grajewski, Jarosław Warylewski
Podsumowując - jest to pozycja godna polecenia. Nie
wymaga szczególnej fachowej wiedzy, a sposób
podania treści sprawia, że warto jej poświęcić kilka
zimnych wieczorów.
Wydawnictwo: Wolters Kluwer Polska, 2008
siążka ta jest zapisem II konferencji
współorganizowanej przez WPiA UG
oraz oficynę Wolters Kluwer Polska,
w
dniach 17-18 września 2007 r. Już sam
tytuł był dla mnie wystarczającą zachętą, aby sięgnąć
po to wydawnictwo. W końcu nie od dzisiaj toczy się
dyskusja na temat roli orzeczeń sądowych i sędziów w
tworzeniu systemu prawa, w toku której pojawiają się
opinie, iż wiek XX był wiekiem parlamentów, a XXI stać
będzie pod znakiem trzeciej władzy. Oczywiście
Konstytucja konsekwentnie odmawia orzecznictwu roli
źródła prawa, jednakże nie trzeba specjalnego
wysiłku, aby zauważyć, jak silny ma ono wpływ na
całokształt stosunków społecznych.
K
Ładnie wydana, solidnie oprawiona - na pierwszy rzut
oka książka prezentuje się bardzo dobrze. Oczywiście
cena zawiera się w przedziale, który odstrasza
przeciętnego czytelnika (49 zł), ale po zakupie
podręczników na początku tego roku akademickiego
podobne ceny książek o tematyce prawniczej nie
powinny nikogo szczególnie zdziwić.
W środku znajdziemy zbiór referatów wygłoszonych
w ciągu dwóch dni konferencji oraz sumaryczne
Tytuł: Wyzwania dla państwa prawa
Autor: Marek Safjan
Wydawnictwo: Wolters Kluwer Polska, 2007
tosunkowo niedawno miałem
przyjemność przeczytania książki Marka
Safjana Wyzwania dla państwa prawa.
Już to pierwsze zdanie, a w szczególności
słowo przyjemność, zdaje się sugerować,w jaki sposób
S
będzie wyglądała dalsza część recenzji. W ogóle zdaje
mi się, że to, co jest niepowtarzalne dla studiów
prawniczych, to kult pewnych autorytetów, co łatwo
daje się odnaleźć wśród studentów. Tym trudniej jest
pisanie obiektywnych uwag, gdy wspomniane
autorytety zabierają się do pisania pozycji mających
trochę mniej specjalistyczny charakter, przez co
poddających się ocenie nie tylko z punktu widzenia
merytorycznej zawartości.
Wyzwania dla państwa prawa to książka niejednolita.
Już sam tytuł sugeruje ogromny zakres treściowy,
w związku z tym trzeba się przygotować na to, że
w książce liczącej nieco ponad 200 stron nie da się ująć
wszystkich frapujących problemów współczesności.
Trzeba dokonać pewnych wyborów i nie można liczyć,
że zadowoli się nimi wszystkich Czytelników.
Prof. Safjan podzielił książkę na dwie części:
Konstytucja, prawo i sprawiedliwość oraz Autonomia
jednostki i wyzwania współczesności. Pierwsza z nich
koncentruje się na problematyce sfery publicznej, jej
problemach i wyzwaniach, przed którymi wciąż staje.
Wszystko mocno osadzone w naszej polskiej
rzeczywistości. Wiele jest tu refleksji cennych, niby
znajdujących się w naszej świadomości zbiorowej, ale
zebrane na kartach książki nabierają nowego
charakteru – przestrogi. Są i elementy bardziej
optymistyczne, jak ukazanie aksjologii III RP
w orzecznictwie TK, która, wbrew temu, czego chcą
n i e k t ó r z y p o l i t y c y, z a c h o w u j e s t a n d a r d y
demokratycznego państwa prawa i nie może być
pochopnie odrzucona. Pojawia się także pytanie
o status sędziów, wymiaru sprawiedliwości oraz
sądownictwa konstytucyjnego oraz ich roli
w dzisiejszych czasach.
Część druga książki skupiona jest na autonomii
jednostki, w szczególności na problematyce
znalezienia jej granic w zderzeniu z otaczającą
rzeczywistością. Po wstępnych refleksjach Autora
dostajemy kolejną porcję orzecznictwa TK, ukazującą,
jak trudno jest ważyć pewne racje i wartości (opierając
się na zasadzie proporcjonalności), jak cienka czasami
bywa granica między tym, czego chce interes
publiczny, a naruszeniem istotnych dóbr. Kolejne
pytania dotykają problematyki biomedyki, jej
błyskawicznego rozwoju oraz braku odpowiednich
regulacji prawnych, co prowadzi do sytuacji, w której
pozycja pewnych fundamentalnych wartości jest
niewątpliwie zagrożona. W tych szczególnych
okolicznościach dla sędziów następuje czas próby,
gdzie dylematy, wskutek braku wystarczających
unormowań, będą musiały być rozstrzygane w sposób
k r e a t y w n y, j e d n o c z e ś n i e z a b s o l u t n y m
poszanowaniem dla istoty ludzkiej.
Jest to bez wątpienia pozycja godna polecenia dla
każdego, nie tylko studenta wydziału prawa. Napisana
w sposób przystępny, choć czasami, wskutek
nadmiernego nagromadzenia wielokrotnie złożonych
zdań, zdarzało mi się tracić wątek. Świadczy to też
o tym, że jest to książka wymagająca skupienia.
Większość poruszonych problemów dotyka styku
istotnych wartości, często przeradzającego w ich
konflikt, wymagający umiejętnego (i wcale nie
oczywistego) rozstrzygnięcia. Dobrze byłoby, gdyby
książka ta stała się przyczynkiem do szerszej refleksji.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
39
{LEXU§ 7/2008}
REPORTAŻ
Prawniczych puzzli
układania sztuka
(psychoanaliza WPiA)
-Diana Bożek-
i ma dokładnie takie samo wrażenie, że bycie w domu to
dziwna sprawa :P.
Jest, co wspominać…
jak tam u was, na tym prawie? pytają
przyjaciele z innych wydziałów, innych
uczelni, rodzina i znajomi. A jak tam u
nas hm, mówić można dużo, opowiadać
wydziałowe smaczki, snuć legendy o USOSie,
imprezach, wyborach. Ale każda taka historia
naznaczona będzie emocjami i może spowodować
na twarzy rozmówcy znaczący uśmieszek, za
którym kryje się myśl na poły ornitologiczna: „każda
pliszka swój ogonek chwali” lub inna, równie
ornitologiczna: „zły to ptak, co własne gniazdo kala”.
A
I pojawia się gdzieś owa szalona myśl, by odnaleźć
w sobie pewną piękną cechę. Pokusa
obiektywności. Spojrzeć z dystansu, dać rozmówcy
szansę samodzielnego zrekonstruowania obrazu
najliczniejszego z wydziałów UW, mówić „oni”
zamiast „my”. Hm, niewykonalne! „Daremne żale,
próżny trud”, by rzec literacko.
A może… są gdzieś w przestrzeni Internetu okruchy
wydziałowej rzeczywistości, cała panorama
studenckiego życia na WPiA, symfonia
wielogłosowa. Rozsypane puzzle, które masz
szansę ułożyć wg własnego uznania, dostępne po
wp i s a n i u w o k i e n k o p r z e g l ą d a r k i t e g o
nieskomplikowanego adresu: www.grono.net.
I o tym jest ten tekst. O puzzlach układanych setek,
tysięcy, z milionów kawałeczków na wiele
sposobów. O puzzlach, które tworzą nasz obraz.
Jeszcze wakacyjnie…
Jest takie miejsce na Mazowszu, nad jeziorem.
„<Lucień> (a dokładniej wieś Miałkówek, gdyż
sama nazwa została zapożyczona, jako nazwa
obozu) słynie przede wszystkim z corocznych
kultowych i niezapomnianych obozów
integracyjnych Wydziału Prawa i Administracji
Uniwersytetu Warszawskiego, dzięki którym rozwój
gospodarczy miejscowości sukcesywnie i
rokrocznie wzrasta.”
I co roku grupy młodych ludzi, mające przed sobą
piękną wizje pięciu lat studiów na elitarnej uczelni, a
później zadziwiającej kariery zawodowej, spotykają
się tam, by przez kilka dni oddawać się integracji,
która przyjmuje formy zależne od pogody,
posiadając jednakże pewne elementy stałe. Miejsce
doprawdy magiczne!
>Maciek napisał
>Lucień - miejsce opuszczone przez Boga :P. Dzieje
się tam wiele…
>bej napisał
>właśnie dzwonił do mnie Krzysiek barman (macie
wszyscy pozdrowienia od całej ekipy Lucieniowej) i
powiedział mi, że tęsknią za nami, jest pusto bez nas
40
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
>Senorita Margarita napisała:
>właśnie dotarłam do domu a Lucień objawił mi się
zapaleniem oskrzeli xD ale i tak chcę jeszcze raz :P.
Zawiązują się tam przyjaźnie i sympatie, nici
porozumienia i współpracy…
>Fabian napisał
>Szczególne podziękowania dla kobiet z Warzywniaka,
dzięki którym mieszkałem i spałem jak ostatni burżuj!
>Zysiu ™ napisał
>Najlepszy pod niebem... domek numer 7!!:D
I kadra jest wspaniała…
>Tomek napisał
>Madzia to bardzo wytrzymała psychicznie osoba,
osobiście dziękuje Ci Madziu za to, że dałaś z nami
wszystkimi radę ;) AJ LAWJU:*!
Choć czasami bywa ciężko…
>prez napisał
>II turnusy lucka - nigdy więcej!!! i niech ktoś zabierze z
mojej głowy "tam dam dira tam dam diram tam" :/
…to przecież…
>.china girl. napisała:
>a ja Wam powiem tylko tyle: BKB !!! :P. :D
… tak tworzy się legenda!
Akcja celebracja
Od lipca/sierpnia mieli trochę czasu, by oswoić się z
myślą o studiowaniu na TYM Wydziale. A jednak
czekali. Niecierpliwie (?). Z utęsknieniem (?). Nerwowo
(?). Czekali na inaugurację. Snuli nawet plany na ten
wyjątkowy dzień.
>Kings napisała:
>o 11 rozpoczęcie od 13 stanie w kolejce po indeks ew.
później aula H dla chętnych, od 21 klub Hybrydy
[wejście tylko z ulotkami, które będą rozdawane przed
wejściem na inauguracje]
Wykorzystując zasadę wolności słowa, jak
też promując ideę pluralizmu poglądów, niektórzy mieli
pomysły konkurencyjne:
>Maciey napisał:
>o 11 rozpoczęcie od 13 aula H dla chętnych później
stanie w kolejce po indeks ;) ale w mniejszej ;], od 21
klub Hybrydy [wejście tylko z ulotkami, które będą
rozdawane przed wejściem na inauguracje] .
Pozwoliłem sobie zmodernizować plan na poniedziałek
dla dobra ogółu ;)
Pamiętając, ze sukces prawnika zależy dużej
mierze także od jego prezencji, zastanawiali się jaka
garderoba najlepiej odda szczególność momentu ich
studenckiego debiutu. Pojawiły się (zainicjowane przez
płeć męską o tempora, o mores!) rozważania, odwieczne
pytania: w krawacie czy bez, garnitur czy dżinsy, pełna
gala czy może styl sportowej elegancji. Kompromis
osiągnięto.
>shakk napisał
>nie przesadzajcie, ja idę w garniturze, później idę do
Harendy i nie jest to jakiś problem. rektor, dziekan etc.
będą w togach, wiec jak my będziemy w garniturach to
nam włos z głowy nie spadnie. każdy zrobi jak będzie
chciał.
Jak demokracja, to demokracja.
Disce, puer! Disce, puella!
"Informujemy, że zajęcia dydaktyczne na Wydziale Prawa
i Administracji rozpoczynają się w dniu 2.10.2008r. Ta
wiadomość jest generowana automatycznie. Prosimy NIE
odpowiadać! Wydział Prawa i Administracji”
I od tej pory na pierwszorocznym gronie pojawiły się
rozmowy bardzo merytoryczne. O zadaniach z logiki. O
wejściówkach z powszechnej. O Rzymie, O tym kto ma
gorzej, kogo bardziej cisną, kogo zmuszają do porzucenia
rozrywek na rzecz obowiązków (o merytoryczności
tychże rozmów wolę się jednak nie wypowiadać
oddzielnie). I zaistniały w powszechnej świadomości
słowa takie jak „kolokwium” czy „dyżur”, a nawet,
grzmiące dalekim jeszcze odgłosem zbliżającej się burzy
„egzamin” i „sesja”. Ale to już zupełnie inna historia…
Kwintesencja żaka
Studencie! Przeszedłeś bojowy chrzest na zajęciach
(niektórzy: także na obozie integracyjnym). Ale jeszcze
nie jesteś pełnoprawnym żakiem. Pamiętaj, ze przed
Tobą jeszcze…
>von Dzyński napisał:
>Samorząd Studentów Wydziału Prawa i Administracji
ma zaszczyt zaprosić wszystkich Studentów, a w
szczególności STUDENTÓW I ROKU na oficjalną
imprezę otrzęsinową. Obowiązują Stroje Wieczorowe!!!
Garnitury, Marynarki, Koszule, Krawaty, "Małe Czarne",
Suknie itp. :) Co roku dzięki temu klimat Otrzęsin jest
niezapomniany!:)
Skoro rozwiano już wątpliwości w kwestiach
stroju, poświęcając wiele czasu analizie pojęcia „sukienka
koktajlowa”, pojawia się jeszcze pytanie o fonię…
>AudioMike napisał
>Muzyka jest doklepana i zamówiona, jest zamówione
r'n'b, dobre house i takie bardziej znane, i te ambitniejsze,
może lekkie electro, znane hity, klimaty oldies (70') i m.in.
Rihanna, Sean Paul, Timbaland, Justin, “Będę brał Cię w
aucie:)
I rzeczywiście. W strojach wieczorowych, przy
„dobrym house”, jak i przy polskich hitach, stawali się
częścią studenckiej braci. Bo była…
>blessed. napisała:
>megaaaaaaaaaaaa biba :)
REPORTAŻ
{LEXU§ 7/2008}
Mityzacja
Był sobie lud, mu, który czcił bóstwo, oczekując go z
lekiem, oddając cześć i prośbami próbując przebłagać.
A nazwa tego ludu studenci. A imię tego bóstwa
USOS. Czasami bóstwo objawiało się ludowi poprzez
giełdę…
>Patrice napisała:
>przepraszam, nie mam tyle mobilizacji by przeczytać
te kilka stron. czy jest mi ktoś w stanie wyjaśnić krok po
kroku jak próbować wymienić się zajęciami na inną,
konkretną godzinę ? będę niesamowicie wdzięczna,
bo aktualnie usos znów próbuje mnie rozdrażnić. i
niedługo to uskuteczni.
Bóg USOS pozostawał nieczuły na prośby i
błagania swoich wyznawców, z równą obojętnością
odnosząc się także do ich obelg i rozpaczliwych pytań:
>Kasia/Lola napisała:
>czy będzie dziś jakaś migracja danych na usos..??
Żył swoim boskim rytmem, którego nic nie
jest (i pewnie długo jeszcze nie będzie) w stanie
zaburzyć…
>Paweł - Zrazik ;) napisał
>dzień na Usosie bez migracji danych to dzień
stracony ;D
Mądry, mądrzejszy, najmądrzejszy
Cyberprzestrzeń WPiA karmi się nie tylko sprawami
edukacji i rozwoju intelektualnego ograniczającego się
do ćwiczeń i wykładów. O rzeczach tak oczywistych
mówić nie wypada. Bo przecież wszyscy tu wiedzą,
czym się różni osoba sui iuris od osoby alieni iuris
albo, co to jest tranzytywność relacji.
Takimi rzeczami błyszczeć można poza
wydziałem. Ale nauka to nie tylko studia i dlatego z
godną podziwu regularnością pojawiają się na gronie
ogłoszenia kół naukowych i innych podobnych
organizacji.
>RR napisał
>Koło Naukowe Prawa Konstytucyjnego "LegislatoR"
>zaprasza na spotkanie z prof. dr hab Ewą Łętowską.
>Pani Profesor przedstawi kilka problemów
związanych z obróbką kazusu konstytucyjnego.
>Utriusque Iuris napisał
>Koło Naukowe WPiA UW "Utriusque Iuris"
>ma przyjemność zaprosić Państwa na spotkanie:
>z Radosławem Kołatkiem, analitykiem Polskiego
Instytutu Spraw Międzynarodowych
>temat spotkania:
>"Czy Polska ma własną politykę europejską?"
>Zapraszamy!!!
>adamklimowski napisał
>Europejskie Stowarzyszenie Studentów Prawa ma
okazję zaprosić już po raz XII wszystkich studentów
prawa na Dni Edukacji Prawniczej - projekt, którego
główną ideą jest przybliżenie studentom możliwości,
jakie daje studiowanie prawa.
>Uczestnicy dowiedzą się ponadto wszystkiego na
temat Erasmusa, Biura Porad Prawnych czy Forum
Młodych Dyplomatów.
Sport to zdrowie, on to powie
A gdy rozum nasyci się już prawnicza wiedzą, czas
zadbać o ciało. Bo w zdrowym ciele… i duch zdrowszy.
Dlatego nie zważając na pogodę i gorsze
samopoczucie, chodzą na w-f. Pływają, wspinają się
,tańczą, grają w to i tamto, a jeszcze maja siłe na
dodatkowe rozrywki. Ot, choćby:
>Matthias napisał
>Samorząd Studentów WPiA zaprasza na pierwsze w
tym roku
>akademickim Zawody Gokartowe Prawników pod
nową nazwą
>"GRAND PRIX WPiA"!
>Chyba nie musze Was dłużej zachęcać?:)
A jeśli ktoś się brzydzi wszelką
motoryzacją…
> sobie napisał
>Samorząd Studentów WPiA oraz Samorząd
Studentów WZ zapraszają serdecznie na Turniej o
Puchar Przewodniczącego Samorządu Studentów
UW w futsalu.
Usportowienie młodzieży popierać trzeba.
Taniec wampirów
Prawnicy są nudni, śmiertelnie poważni, nie umieją się
z siebie śmiać. Tak, jeszcze słyszy się takie opinie.
Jeszcze nie wszyscy wiedzą, że:
>Tomek napisał
>Zmoooory, wampiry, strzygi... potwory z bagien,
duchy, czarownice, upiory, zombie i białe damy
przybyyywajcie bo B K.B zaczyyyynamy ! ! !
>Cukierek albo psiikussss!
>jedyna taka impreza.. HALlowEen !
> WILKOŁAKU ugryź tą imprezę!!! ;D
>Przebrania obowiązkowe;)
Zwłaszcza ten ostatni komunikat pobudził
wrodzoną kreatywność. Wiedźmy? Za proste. Upiory i
wilkołaki? Hm, dosyć oczywiste. Duchy i wampiry?
Zbyt łatwo się kojarzy. A w głowach pragnienie, by się
wyróżnić, nawet za cenę narażenia zdrowia, względnie
życia. Bo chodzi o oryginalność. Wiec może…
>Maciek napisał
>Wiesz przebranie się za uosobienie USOSa może
być całkiem fajnym sportem ekstremalnym ;]
I radośnie pląsali razem, w najbardziej
piekielnym z klubów tej nocy. I chyba musieli się
dobrze bawić, skoro…
>Marcin "Cauliflower" napisał
>Mumia też dziękuje za imprezę....
>Mumii też impreza się podobała..
>Mumia już nie będzie straszyć..
>
:P.. :)
Oh, what a surprise!
Studenci. Chodzą spokojnie ulicami (czasami biegną
np. z Lipowej na Kampus), przykładnie uczęszczają na
zajęcia i maja wrażenie, że ich studenckie życie jest
takie poukładane. Ale czasami zdarzy się coś, co
dosyć drastycznie zmienia spojrzenia na świat:
>Nars napisał
>Przed chwilą TVN24 podało, że na terenie kampusu
centralnego UW, w okolicach starego BUWu
odnaleziono pocisk moździerzowy. Ok 300 osób
zostało ewakuowanych.
Ale wszystko wróciło do normy. Do czasu…
>Meti napisał
>Uwaga! W związku z awarią wody na terenie
Kampusu Głównego decyzją Dziekana WPiA UW
zajęcia WPiA UW w budynkach: Auditorium Maximum,
Collegium Iuridicum I oraz w dawnym BUW w dniu 31
października 2008 r. odbywają się do godz.13:00.
Przepraszamy.
>bepe napisał
>To w ogóle nie był dobry tydzień dla Uniwersytetu we
wtorek wykopali bombę w trawniku, teraz strzeliła rura
z wodą :D
Tak punkt widzenia zależy od…
>Nat.ka napisała:
>przebiorę się za...usosa ;>
>Tomek napisał
>za garfielda się przebierz :D
>Florence Foster napisała:
>Odradzam, to może być niebezpieczne ;) Zbyt wielu
studentom dał sie we znaki.
***
Lubię układać puzzle. Dziesiątki, setki,
tysiące zupełnie, wydawałoby się, niepasujących do
siebie kawałków. Chaos i żadnej wizji całości. A
jednak z czasem zaczynają się układać. Zmieniają
miejsce, wykazując zaskakująco dużą niezależność.
Moje prawnicze wydziałowe puzzle.
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
41
{LEXU§ 7/2008}
KOMIKS
KOMIKS
-Tomasz Pastuszka-
42
WWW.SAMORZAD.WPIA.UW.EDU.PL/LEXUS
R
E
K
L
A
M
Y
Teatr Bajka
SYLWESTER 2008!
godz. 18:00 bilety: 120 zł., 90 zł.
godz. 20:30 bilety: 160 zł., 130zł.
Lampka wina gratis!
Anna Burzyńska
„MĘŻCZYŹNI NA SKRAJU ZAŁAMANIA NERWOWEGO”
Reżyseria Piotr Łazarkiewicz
Scenografia Katarzyna Sobańska
Muzyka Antoni Łazarkiewicz
Światło Wojciech Todorow
Występują:
MONIKA (NIKA) Małgorzata Lipmann / Andżelika Piechowiak
KRIS Andrzej Deskur
ART Michał Lesień
ALEKS Andrzej Andrzejewski /Jan Wieczorkowski
MATEO Arkadiusz Janiczek*/Leszek Lichota
Uwaga! Niebezpieczeństwo! Śmiech i łzy, z przewagą śmiechu, albo i łez... to zależy
dla kogo... Czterech mężczyzn, zdrowych, bez problemów i większych nałogów, o
ustabilizowanej pozycji zawodowej i towarzyskiej, o ugruntowanych poglądach.
Łączy ich wszystko: zainteresowania, przekonania, kobieta. Prawdziwa męska
przyjaźń. Ale niekiedy, gdzieniegdzie, znienacka pojawia się rysa, czy pęknięcie...
Oto: Art, Mateo, Aleks i Kris (w dowodach mają wpisane bardziej swojsko
brzmiące imiona) - mężczyźni na skraju załamania nerwowego i Monika - kobieta
ich życia i... śmierci.
Błyskotliwie napisana tragikomedia, przesycona goryczą i ironicznym spojrzeniem
na współczesny świat. Pogoń za pieniędzmi, kariera za wszelką cenę, łatwy seks,
życie na jak największych obrotach, nieustanna adrenalina - oto cele bohaterów
sztuki. Jednocześnie sztuka Burzyńskiej wpisuje się w nurt literatury (również
dramatycznej) podejmującej próbę opisania i zdefiniowania świata męskich
priorytetów i stereotypów. Koncept sztuki opiera się na przewrotnym pomyśle,
prostym, lecz będącym niezwykle celną metaforą naszego funkcjonowania w
otaczającym nas świecie.
* aktor Teatru Narodowego
Spektakl wyłącznie dla widzów dorosłych.