praca w belgii - dziennik powiatu wałeckiego

Komentarze

Transkrypt

praca w belgii - dziennik powiatu wałeckiego
• USUWANIE OWŁOSIENIA
• ODMŁADZANIE SKÓRY
• USUWANIE I REDUKCJA
ZMIAN NACZYNIOWYCH
• LECZENIE TRĄDZIKU
AKTYWNEGO I ZMIAN
POTRĄDZIKOWYCH
BOTOX KWAS HIALURONOWY
AQUALYX
LIPOLIZA FARMAKOLOGICZNA
78-600 Wałcz, Tęczowa 5-7
+48 67 250 90 18, +48 601 210 010
www.proeste.eu, [email protected]
Variable Pulsed LightTM
- dowiedziona skuteczność w leczeniu
niedoskonałości skóry
Weekendowe wydanie „Pojezierza Wałeckiego”. (Nr 42) 22 października 2015
SUPER
Największe wydawnictwo w powiecie 7500 egz.
GAZETA BEZPŁATNA
ISBN 1426-4366
Jedyna
Jedynka
z Wałcza.
Facet u
kosmetyczki
Do kosmetyczki nie chodzi już gej,
jak przez wiele lat uważano, ale facet
świadomy. Żeby poprawić sobie samopoczucie, podobać się kobietom i
być lepiej postrzeganym w biznesie
czy na rynku pracy.
PRACA W BELGII
Pilnie poszukiwani pracownicy
piekarni i zakładów mięsnych.
Konkurencyjne w stosunku do innych krajów wynagrodzenie!
Praca minimum na rok, dla mężczyzn i kobiet, bez ograniczeń
wiekowych.
Wymagania i szczegółowe zasady rekrutacji w biurze.
Pośrednictwo Pracy, Wałcz ul. Kościuszki 12 a, tel. 67 258 41 08
www.posrednictwoholandia.pl
Licencja nr 4933
OTWARTE
24h
Wałcz, ul. 12-lutego 9 (Dolne Miasto)
Lubimy, bo nasze
Chyba bezpowrotnie mijają czasy, kiedy w sklepie chętniej sięgaliśmy
po produkty przywożone zza zachodniej granicy. Niemieckie słodycze i proszki do prania, czeskie piwo, francuskie sery – święcie wierzyliśmy w to, że są lepsze niż te produkowane przez rodzimych wytwórców. Teraz metka „z polskich pól” gwarantuje wzrost sprzedaży,
o czym od jakiegoś czasu przekonuje się właściciel firmy Pro Natura
Józef Frydryk.
- Zboża i mąki, które mamy obecnie mamy w ofercie, w stu procentach pochodzą od polskich rolników – opowiada. - Oznaczyliśmy je
specjalnymi banderolami z napisem „Z polskich pól” i co się okazało?
Na przykład na Górnym Śląsku, w środowisku, gdzie jest dużo gastarbeiterów, w poprzednich latach lepiej szły produkty z etykietą „Import
z Niemiec”. Teraz jest odwrotnie.
Firma Pro Natura nie tylko zwiększa sprzedaż, ale też stale rozszerza
swoją ofertę. Nowością są kasze orkiszowe w różnych rozmiarach
(m.in. pęczak i mazurska). Przetestujemy!
Będzie płyta i teledysk!
Uczennica II LO Agata Buczkowska została zwyciężczynią I edycji programu
Young Sing Stars poznańskiego Radia i w nagrodę nagra swój debiutancki
singiel w wytwórni My Music.
- Jeszcze nie ochłonęłam – śmieje się, kiedy rozmawiamy w poniedziałkowe przedpołudnie. Nic dziwnego: mimo że dziewczyna jest już prawdziwą
festiwalową „weteranką” i ma na koncie mnóstwo wokalnych sukcesów, ten
cieszy wyjątkowo.
W zmaganiach ćwierć – i półfinałowych, które odbyły się w Radio Young
Stars, każdy z uczestników musiał wykonać piosenki po polsku i angielsku.
Wałczanka przeszła do finału dzięki radiosłuchaczom głosującym na Facebook'u oraz SMS – om.
Finał konkursu odbył się 18 października na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, podczas imprezy Stars4Fans, czyli spotkania z najpopularniejszymi Youtuberami z całej Polski. W pierwszym etapie Agata rywalizowała
z trójką młodych wokalistów i dostała od jurorów znakomite opinie. Zachwycali się jej swobodą na scenie, doborem piosenki i oczywiście głosem. Do
ścisłego finału przeszły już tylko dwie wokalistki: Agata i Natalia.
Każda z nich zaśpiewała piosenkę, która będzie nagrana na singlu. Agata znów zachwyciła wszystkich: i jurorów, i głosujących
SMS - ami słuchaczy. To właśnie ona otrzymała główną nagrodę
i nagra swój debiutancki singiel oraz teledysk.
- Dowiedziałam się, że dostałam ponad tysiąc SMS – owych
głosów, to niesamowite – cieszy się. - Wałcz to jednak szczęśliwe miasto... Po konkursie zostałam zaproszona na afterparty, na
którym poznałam osobiście przedstawicieli wytwórni My Music
oraz czołowych Youtuberów.
Konkurs się skończył, ale dla Agaty to dopiero początek artystycznej drogi. Dzięki wytwórni My Music powstanie także teledysk do jej piosenki, prawdopodobnie dziewczyna podpisze
też kontrakt na dalszą współpracę z wytwórnią. Na razie nie ma
innych planów, chce skupić się na tym, co dla niej w tej chwili
najważniejsze.
- Nie chcę łapać kilku srok za ogon – podkreśla. - Jest przecież
jeszcze szkoła...
ab
Służba na cztery łapy
Z mł. asp. Danielem Grynkiewiczem, przewodnikiem psa policyjnego rozmawia Katarzyna Wojtkowiak.
Chciał Pan pracować z psami czy
to przypadek?
Jak byłem mały, miałem psa. Kiedy więc otrzymałem propozycję w
2009, nie wahałem się. Przewodnikiem może być osoba, która lubi
pracę z psem i jest dyspozycyjna.
Pod warunkiem oczywiście, że w
jednostce jest pies. Kolega trzy lata
czekał, bo nie było.
Jak pozyskuje się psy do pracy w
policji?
Na wyznaczony dzień naboru przyjeżdżają hodowcy do Sułkowic. Jeśli
żaden się nie zjawi, to z koordynatorem ze Szczecina jeździ się po okolicznych hodowlach. Robione są też
akcje: zamiast do schroniska, oddaj
psa do pracy w policji. Ale prawda
jest taka, że nie każdy pies się nadaje.
Najlepsze rasy to: owczarek niemiecki, belgijski, holenderski, labrador,
sznaucer, jack russel terier. Oczywiście, nie możemy wziąć do służby
patrolowej jack russel teriera, bo to
mały pies, ale np. do wyszukiwania
zapachu narkotyków czy materiałów wybuchowych już się nadaje.
Jest mały, wszędzie wejdzie, można
go wziąć na ręce i gdzieś podrzucić.
Jest w szkole w Sułkowicach. Joko
pochodzi ze Słowacji, była szkolona
u hodowcy pod kątem sportowym.
Teraz tylko trzeba ją na nasze realia
policyjne przeszkolić. Ma 15 miesięcy. W dalszej przyszłości ma być
jeszcze pies do wyszukiwania narkotyków. Mieliśmy jednego, labradora,
ale poszedł już na emeryturę.
dzo delikatny i czasem w trakcie ćwiczeń można go przeciążyć i on się
obrazi. Potem potrzeba dużo czasu.
Mojego Jerrego uczyłem warowania
prawie do końca kursu. Wszyskie psy
pojęły komendę po dwóch miesiącach, a ja mówię „waruj”, a on – w
drugą stronę. Za to jak wysoko skacze. Ostatnio pobił rekord: 2,5m.
Jak ma na imię nasz psi policjant?
Jerry, a w szkole został mu nadany
numer służbowy i nazwa: Gabadyn.
Czy Jerry miał jakieś spektakularne akcje?
Raz poszedłem z nim 10 km – sprawca zatrzymany. Potem gdzieś na
terenie gminy było włamanie, więc
poszliśmy 13 km i też się udało. Sukcesów jest dużo. Wiele też zależy od
czasu, miejsca, warunków atmosferycznych, bo zapach długo się nie
utrzymuje. Czasami jest tak, że pies
doprowadza do pewnego miejsca i
to już jest dużo. Na przykład do bloku mieszkalnego, w którym jest jedna klatka schodowa.
Były inne przed Jerrym?
Z owczarekiem niemieckim, Undo
pracowałem dobre 4 lata. Dostałem
go od innego przewodnika, miał
wtedy prawie 10 lat służby. Później
zachorował na czerniaka gardła i
musiałem go hospitalizować.
Z którym pracowało się lepiej?
Owczarek niemiecki najpierw myśli,
potem robi; belgijski – najpierw robi,
potem myśli. Owczarka niemieckiego łatwiej ułożyć, belgijski jest bar-
Gdzie teraz mieszka?
W komendzie. Jestem u niego co-
dziennie, czasami po 2–3 razy, bo
ma swoje humory. Jeśli nie przyjdę
o tej samej godzinie, o której byłem
poprzedniego dnia już jest obrażony.
W jakim wieku pies przechodzi
na emeryturę i co się z nim dzieje
później?
Są psy, które służyły tylko 8-9 lat, a są
też takie, które mają po 11-12 i nadal
pracują. Zwykle pies do narkotyków,
zwłok, wyszukiwania materiałów
wybuchowych dłużej służy niż na
przykład patrolowo-tropiący. Ma
inny rodzaj pracy. Ale tak naprawdę nie ma reguły, czasem zaczynają wychodzić choroby. W pierwszej
kolejności możliwość wzięcia psa
ma przewodnik. Jeszcze chyba się
nie zdarzyło, żeby odmówił. A jeśli
nie może, pies wraca do komendy
wojewódzkiej i tam opiekują się nim
miejscowi policjanci.
Dziękuję za rozmowę.
Niebezpieczny pożar
Strażacy z Tuczna zostali wezwani
do pożaru w budynku wielorodzinnym. Palił się pokój w mieszkaniu na
parterze, a klatka schodowa była zadymiona. Podejrzewano, że w środku może znajdować się człowiek. Po
wprowadzeniu prądu gaśniczego
strażacy przeszukali mieszkanie. Na
podłodze leżał nieprzytomny właściciel. Wynieśli poszkodowanego,
udrożnili mu drogi oddechowe i
przekazali Zespołowi Ratownictwa
Medycznego.
Przyczyną pożaru było zaprószenie
ognia.
Wieści z ratusza
20 października w wałeckim Urzędzie Miasta odbyła się konferencja
prasowa. B. Towalewska poinformowała o planach utworzenia w I
LO klasy siatkarskiej, która byłaby
szansa dla dziewcząt z Gimnazjum
nr 1 trenujących w UKS Libero, oraz
o zamiarze spotkania się z kupcami
w sprawie zadaszenia ryneczku. Wiadomo też, że bez względu na decyzje Gminy Wałcz, w przyszłorocznym
budżecie miasta zostanie uwzględniona bezbiletowa komunikacja
miejska. Burmistrz i jej zastępczyni J. Rychlik - Łukasiewicz wręczyły
drobne upominki piłkarkom UKS SP
Orzeł 2010 Women PZZ, które w minioną sobotę wygrały turniej Orlika
o Puchar Prezesa Rady Ministrów.
Budżet obywatelski
Jak długo trwa szkolenie?
Kursy trwają od 4 do 5,5 miesięca, w
zależności od psiej specjalizacji. Bo
są psy specjalne, patrolowe, tropiące
i patrolowo-tropiące, czyli takie „dwa
w jednym”. Do tropienia i do patrolowania oraz zabezpieczenia miasta, meczów itp. Do tego są psy do
wyszukiwania narkotyków, zwłok,
wyszukiwania zapachów ludzkich.
Przewodnicy uczą się na kursie budowy anatomicznej, zasad pielęgnacji i żywienia. Pory karmienia
psa policyjnego są inne, nie może
na przykład iść zaraz po posiłku na
akcję. Sporo też jeździłem z psem
pociągami, autobusami, metrem,
do lasu, na stadiony... Po prostu pies
musiał się obyć ze wszystkim.
Wałczanie oddali 4544 ważnych głosów na projekty zgłoszone do budżetu obywatelskiego na rok 2016.
Największe poparcie zyskały pomysły: wyposażenie placu zabaw przy
przedszkolu „Bajka" (815 głosów,
wartość projektu 47 500 zł.), poprawa oświetlenia na przejściach dla
pieszych (469 głosów, 159 000 zł.),
zagospodarowanie terenu przy ulicach Miłej i Jasnej (445 głosów, 164
374,13 zł.) oraz zielona siłownia na
Zatorzu II (395 głosów, 53800 zł.) i to
one będą realizowane w przyszłym
roku.
Łączna wartość projektów wynosi
424 674,13 zł na 500 000 zł w puli. Jeśli uda się zadania wykonać taniej to
pieniądze, które pozostały w budżecie plus oszczędności będą przeznaczone na projekt rezerwowy - budowę chodnika i ścieżki rowerowej na
ul. Ciasnej od jednostki wojskowej
do domu działkowca.
Ile jest psów w wałeckiej komendzie?
W tej chwili jeden, owczarek belgijski, ale za 6 miesięcy zasili nasze
szeregi nowy „policjant na czterech
łapach”, tej samej racy, tylko suczka.
Aby uniknąć tragedii
KOSMETYCZNY
ul. Kościelna 1D, Wałcz
tel. 784 943 136
www.beauty-medica.pl
W wałeckim PCPR w przyszłym tygodniu instalowane będą alarmy personalne dla pracowników,
którzy mają styczność z petentami mogącymi stanowić zagrożenie.
Ogólnopolska akcja szkoleń dla pracowników socjalnych: jak unikać i jak zachować się w niebezpiecznych sytuacjach
ma związek z tragedią w Gminie Maków.
Do tamtejszego ośrodka pomocy społecznej wtargnął pod koniec ubiegłego
roku agresywny petent. Oblał pracownice łatwopalną cieczą, najprawdopodobniej benzyną i podpalił. Jedna z kobiet
zmarła. W tym roku z kolei szaleniec we
Wrocławiu groził podpaleniem ośrodka,
wykrzykując, że zrobi tam Maków. Odnotowano też przypadki ataku na pracownika socjalnego z nożem i z siekierą.
- Sytuacja jest poważna i dobrze się stało,
że myśli się o naszym bezpieczeństwie mówi dyrektor PCPR Bożena Terefenko.
- W przyszłym tygodniu instalowane
będą alarmy w niektórych pomieszcze-
niach. Pracownik będzie miał osobisty
przycisk, którym będzie mógł wezwać
pomoc w chwili zagrożenia.
Oddelegowano też na szkolenia pracownika, który będzie pełnić funkcję koordynatora na terenie naszego powiatu.
- Zajęcia prowadzili policjanci, psycholog, a nawet policyjny negocjator - opowiada Ewa Ryczaj. - Pokazywano na co
zwracać uwagę, jak wchodzi petent.
Uczono, jak unikać niebezpiecznych
sytuacji, jak rozładowywać napięcie, ale
też jak zachowywać się w sytuacji zagrożenia.
Zdobytą wiedzą Ewa Ryczaj będzie dzielić się podczas szkoleń z pracownikami
ośrodków pomocy społecznej, a także
zapewne sądu, bo kuratorzy narażeni są
na podobne niebezpieczeństwa.
Poza ochroną miejsc pracy rozważane
są warianty zabezpieczenia pracowników socjalnych udających się na wywiad środowiskowy czy interwencję.
W grę wchodzą paralizatory i gaz obezwładniający. Przede wszystkim jednak
zmiana przepisów zobowiązuje policję
do asysty w czynnościach.
- Z policją mieliśmy i mamy doskonały kontakt i współpracę - zapewnia E.
Ryczaj. - Praktycznie jak potrzeba była
asysta, wystarczył telefon. Oczywiście
wszelkie interwencje, jak choćby odbieranie dzieci odbywało się bezwzględnie
w obecności policji. Dzięki temu udało
nam się unikać bardzo niebezpiecznych
sytuacji.
raf
Zapraszam na profesjonalne zabiegi
przy użyciu nowoczesnego sprzętu:
● laserowe usuwanie owłosienia,
● fotoodmładzanie,
● redukcja rumienia, zamykanie rozszerzonych
naczynek,
● redukcja trądziku, trądziku różowatego,
● peelingi do każdego rodzaju cery,
● terapia mikroigłowa, rewitalizacja skóry,
● zabiegi na twarz dla skór problematycznych,
● zabiegi medycyny estetycznej
Pomysł na świąteczny prezent
- BON UPOMINKOWY
www.beauty-medica.pl
Horoskop
Baran: W Twoim otoczeniu pojawi się osoba o nieczy
nieczystych intencjach. Boisz się, że może pokrzyżować Ci plany? Najlepszą strategią przetrwania okaże się życzliwość.
W pracy drobne zamieszanie ze współpracownikiem.
SUDOKU z RADOŚCIĄ Krzyżówka z masażem
Nagrodą za rozwiązanie 3 sudoku jest zaproszenie
bezpłatne na sesję Bars z osobą towarzyszącą do GabiSudoku
225 (Easy)
netu
Radość.
Byk: Zapomnij o problemach, bo ten tydzień będzie należał do Ciebie. Wkrótce zasypią Cię propozycje zarówno
towarzyskie, jak i zawodowe, a Ty szybko zapomnisz o
nudzie! Pod koniec tygodnia możliwy mały zastrzyk gotówki.
9
Bliźnięta: Gwiazdy ostrzegają: w ciągu kilku najbliższych
dni będą kierować Tobą przede wszystkim emocje i bardzo ciężko będzie Ci podejmować racjonalne decyzje.
Na horyzoncie może także pojawić się ktoś wyjątkowy.
7
Rak: Nadszedł czas na zmiany: opanuj swoją emocjonalną naturę i spokojnie oceń priorytety. Doceń swoją ciężką pracę i wynagródź się za nią, żeby z jeszcze większą
energią zabrać się do porządkowania reszty życia.
Lew: Uważaj! W powietrzu wisi konflikt. Udało Ci się zajść
komuś za skórę, ale wszystko jeszcze można naprawić.
Bardzo pomyślnie ułożą się dla Ciebie przede wszystkim
Sudoku 225 (Easy)
sprawy finansowe. To dobry moment, by coś odłożyć.
Panna: Pozwól sobie wreszcie odetchnąć, bo wkrótce
9 2Ci sił do efektywnego
8
7 Dobrym pozabraknie
działania.
mysłem będzie wypad za miasto albo chociaż wieczór
4
6
we własnym towarzystwie, kiedy wyłączysz komórkę.
Waga: Nigdy
w 4konkursach?
Daj
3 nie miałeś szczęścia
1
8
szczęściu szansę, bo istnieje wielkie prawdopodobieństwo,
7 że w tym tygodniu
1 się to zmieni!
9 3W pracy
5 czeka na
Ciebie wyjątkowo ambitny projekt.
4
Skorpion: Zapomnij o leniuchowaniu.
To czas, w którym
nie opędzisz się od najróżniejszych propozycji, a okolicz8
9
7
2
1
ności zmuszą Cię, by zdecydować się na chociaż jedną z
nich. O poradę
5 7pytaj swoich2bliskich.
9
Strzelec: Nie miej wielkich oczekiwań względem innych
- w1
tym tygodniu możesz polegać tylko na sobie. 4
Brzmi
strasznie? Nie przejmuj się, bo to świetna okazja, by wy6 7
kazać się przed2
przełożonymi. Daj3z siebie wszystko!
Koziorożec: Już wkrótce poznasz naprawdę wyjątkowego człowieka, który będzie miał wielki wpływ na to,
jak ukształtuje się Twoja najbliższa przyszłość. Miej jedSudoku
(Easy)
nak
oczy 227
szeroko
otwarte, bo nie wszystkim możesz
teraz zaufać.
Wodnik:
5 Pozwól sobie4 na odrobinę beztroski
1 i pozostaw
sprawy ich własnemu biegowi. Już niedługo otrzymasz
szansę,
się od5najlepszej 3strony. Wy4 by zaprezentować
8
korzystaj swoje talenty, a wszystko będzie dobrze.
7 Zregenerowałeś
1
2 siły? Weź sprawy w swoje ręce i
Ryby:
uporządkuj mieszkanie. Estetyczna przestrzeń zapewni
3
6
9
Ci spokój, którego już wkrótce możesz bardzo potrzebować. Zadbaj o swoje relacje z rodziną.
6
5
4
8
7
4
6
8
CZYSZCZENIE
8
7
6
9
DYWANÓW
I TAPICERKI
5
2
4
W DOMU KLIENTA
8
3
1
1
8
9
5
7
1
9 2
WCK
Koncert zespołu "Raz Dwa Trzy"
24. października, godz. 19:00, sala widowiskowa WCK
Komcert na dwudziestopięciolecie zespołu
Wernisaż wystawy Danuty Gajewskiej
25. października, godz. 12:00
Spotkanie autorskie ze Sławomirem Koprem
26. października, godz. 17:00
Spotkanie autorskie z Dorotą Schrammek
27. października, godz. 17:00
8
3
5
5
3
6
Sudoku 227 (Easy)
7
4
55 1
4 8
51
1
298 37
17 51 7 52 2
6
1 3
2
5
9
3
68
1
9 7
8
7
5
5 4
Sudoku
228
(Medium)
4
8
Sudoku 227 (Easy)
7
1
5
33
2
56
6
5
8
9
1
7
88
2
7
5
8
4
1
84
8
3
7 1
6 6
9
3
4
96 572
4
8
3
6
2 1
5
3
9
3
61
4
6
9 57 3
2
1
86
5
1
2
3
1
3
5 5
1
5
7
Sudoku 228 (Medium)
5
8 69
7
3 3
74 4
9
1
7
3
4
9
Sudoku 226 (Medium)
9
1
6
7
5
53 15
1 7
3 1
25
6
79 4
34
5
3
5
7
6
29
4 4
6 7
6
2
7
4
3 7
8
7
2
9
3
1
1
2
Sudoku
4 226 (Medium)
5
4
1
2
2 8
9
52
Rozwiązaną
prosimy 1
wyciąć,
8 2 podpisać i przysłać na adres: Super Pojezierze Wałcz, ul. Sien9 3krzyżówkę
6
kiewicza 3 w terminie do 6 listopada 2015 r. Nagrodą jest 30 min masażu w gabinecie Tomasza Mali1 17 9 7
65 6
nowskiego.
8
2
Mediacja – co to jest?
9
8
Sudoku 228 (Medium)
4
6
7 2015 r.
W dniach
od 12 1do 17 października
9 79Z tej
3 okazji w
obchodziliśmy
4
6 58 Tydzień
4 85Mediacji.
Polsce odbyło się wiele tematycznych imprez,
3
5
4
9
zatem i ja, będąc mediatorem, dokładam swoją cegiełkę.
1
2
8 9 7 3
Tydzień temu aby zainteresować Państwa te8 które
2 udało
49
9
matem, opisałem trudne sytuacje,
się
rozwiązać
właśnie
dzięki
mediacji.
1 7
5 6
14
22
Pomimo tego, że sporo mówi się i pisze, ciągle
wiele osób
7 8 24
8 nie
2 wie, na czym polega mediacja.
Zgodnie z definicją jest to "dobrowolny i pouf
pouf6 5 do68szescianu
3
8 fachowo przygotowana,
Rozrywka
- http://www.6an.pl
ny9proces, w którym
niezależna
i bezstronna
osoba,
6
9
4
1
6 za zgodą
7 stron,
pomaga im poradzić sobie z konfliktem. Po2
4
6 uczestnikom
8 4 5określić kwestie
9
zwala jej
sporne,
zmniejszyć bariery komunikacyjne, opraco6
7
wać propozycje rozwiązań i, jeśli taka jest wola
stron, zawrzeć wzajemnie satysfakcjonujące
5
9
porozumienie”.
Rozstrzyganie sporów jest domeną sądów.
Często bywa tak, że wygrywając sprawę nadal
pozostajemy w konflikcie z drugą stroną np.
sąsiadem, inwestorem, byłym małżonkiem.
Dzięki mediacji możemy nie tylko rozwiązać
Rozrywka do szescianu - http://www.6an.pl
konflikt, ale też zapobiec podobnym w przyszłości, bowiem "przy okazji" wyjaśniamy swoje stanowiska i docieramy do prawdziwych
źródeł nieporozumień.
Mediatorem może być każdy, do kogo strony
mają zaufanie. Małżonkowie mogą wskazać
kogoś z rodziny, sąsiedzi np. zarządcę nieruchomości, a budowlańcy inspektora nadzoru.
Jeżeli osoby te zgodzą się mediować, a strony
zawrą porozumienie i go dotrzymają, to będzie ich sukces.
Ale możemy też poszukać mediatora stałego
(wystarczy wpisać to słowo do wyszukiwarki
internetowej, a pojawi się wiele możliwości)
albo wybrać nazwisko z list prowadzonych
przez Sądy Okręgowe. Mamy wtedy gwarancję
doświadczenia i profesjonalizmu. Mediatorzy
stali posiadają też wiedzę umożliwiającą sformułowanie zawieranych ugód w sposób pozwalający sądowi na ich zatwierdzenie. Każda
mediacja bowiem może zakończyć się zatwierdzeniem ugody przez sąd.
By zapewnić prawidłowy przebieg mediacji
trzeba spełnić kilka warunków. Przede wszystkim musi być dobrowolna. Zatem to strony
decydują, czy chcą wziąć w niej udział i w każdej chwili mogą z niej zrezygnować, nawet
jeżeli do mediacji zostały skierowane przez
sąd. Mediator powinien zachować całkowitą
bezstronność wobec uczestników zgodnie
zasadą neutralności. Nie narzuca rozwiązań,
a jedynie czuwa nad przebiegiem procedury
prowadzącej do porozumienia. Dodatkowo
SUDOKU
6 8 4 DLA DZIECI
Adres redakcji i Biura Ogłoszeń: 78-600 Wałcz, ul. Sienkiewicza 3, tel.
67 258 90 74,
Rozrywka do szescianu
fax 67 387 17 17, e-mail: [email protected];
[email protected] - http://www.6an.pl
pojezierze.com.pl;
Druk: Drukarnia Pojezierze, Wałcz ul. Sienkiewicza 3,
tel. 67 258 90 74, e-mail: [email protected]
Tekstów niezamówionych nie zwracamy. Zastrzegamy sobie prawo
do ich skracania i opatrywania tytułami. Nie odpowiadamy za treść
reklam i ogłoszeń.
45 lat
30. października - 10. listopada, godz. 18:00, Wlk. Brytania,
od 12 lat, bilety 16 zł
Przygotowania obchodów czterdziestej piątej rocznicy
małżeństwa Kate i Geoffa zakłóca wiadomość o dawnej
kochance mężczyzny.
7
Sudoku 225 (Easy)
Redagują:
Małgorzata Chruścicka oraz dziennikarze i współpracownicy
Marsjanin
23-29. października, godz. 17:45 i 20:00, USA, od 12 lat,
bilety 16 zł
Po nieudanej ekspedycji Mark zostaje sam na Marsie.
Mimo znikomych zapasów oraz zerwanej łączności z
dowództwem mężczyzna stara się przetrwać w trudnych
warunkach.
9
4
4
Wydawca:
Oficyna Wydawnicza „Nie Byle Co” s.c. Wałcz, ul. Chopina 30
Kino Tęcza
6
6
67 258 43 19
K U LT U G R AT K A
7
4
2
3
2
Sudoku 226 (Medium)
jest zobowiązany do pouf
poufności, ponieważ przebieg
mediacji jest objęty tajemnicą. Przed przystąpieniem
do mediacji informuje on strony o zasadach
mediacji, swojej bezstronności i neutralności.
Uprzedza o tym, iż ewentualne porozumienie
stron zostanie sprawdzone przez sąd, przy
mediacji sądowej, a w innych przypadkach z
natury rzeczy, czuwa by ugoda była zgodna z
prawem i zasadami współżycia społecznego.
Dlaczego mediacja powinna być alternatywną dla sądu metodą rozstrzygania sporów?
Po pierwsze, zawarta podczas mediacji ugoda
jest zależna tylko i wyłącznie od woli stron.
Ponadto jest szybsza od postępowania sądowego i tańsza. Nie jest sformalizowana i może
być wyznaczona w dogodnym dla stron czasie
i miejscu. Pozwala na odbudowę zaufania pomiędzy stronami, co ma duże znaczenie przy
konfliktach sąsiedzkich i rodzinnych. Również
przedsiębiorcy mogą na mediacji skorzystać,
bowiem pozwala na utrzymanie kontaktów
handlowych i współpracy w przypadku powstania sporu podczas realizacji kontraktów.
Mediacja może być prowadzona we wszystkich sprawach, które mogą być skierowane
do sądu, czyli w sprawach cywilnych (np. o zapłatę, o podział nieruchomości, dział spadku)
rodzinnych (np. kontakty z dziećmi, ustalenia
warunków rozwodu, alimenty), pracowniczych
(np. rozwiązanie stosunku pracy), a nawet w
niektórych karnych ustawodawca przewiduje
możliwość umorzenia postępowania w przypadku pojednania się sprawcy przestępstwa z
pokrzywdzonym i naprawienia szkody. Mediacje prowadzone są również w innych drobniejszych życiowych konfliktach, a nawet w nieporozumieniach szkolnych.
Pamiętać trzeba, iż mediator stara się pomóc
stronom w ustaleniu ich rzeczywistych potrzeb i interesów, a celem mediacji jest takie
rozwiązanie konfliktu, które mogą zaakceptować obie strony.
mediator, adwokat
Cezary Skrzypczak
Sprzedam grunt rolny
o pow. 5,66 h.
Miejscowość Miłogoszcz gmina Tuczno
tel. 502-336-915
Mapa ich św
Dagmara (z domu Kornaś, z Karsiboru) oraz Piotr Żołek rzucili wszystko i wyjechali na 9 miesięcy
do najbardziej odległych zakątków Azji. Tydzień temu zamieściliśmy relację z pobytu w Iranie i
Pakistanie, dzisiaj z Indii i Indonezji.
Indie – kraj kontrastów
Sylwestra świętowali już w Indiach. – Spędziliśmy tam trzy miesiące, a nie zobaczyliśmy nawet jednej trzeciej kraju – ocenia Piotrek.
– Urzekła nas feeria barw, zapachów. No i ta kultura czy religia –
często niezrozumiała, ale w jakiś dziwny sposób fascynująca. Odwiedzaliśmy na przykład świątynie, w których czci się małpy albo
szczury. Hindusi wierzyli, że są to zreinkarnowane dzieci Boga i
należy je traktować z należytym szacunkiem – opowiada z uśmiechem Dagmara.
Po Tamil Nadu – mniej turystycznym regionie na południowym
wschodzie Indii - kolejnym celem pary była Kerala. O tym stanie
w południowo-zachodnich Indiach mówi się, że to „Kraina samego Boga” – podobno Bóg, tworząc świat, zachował ten zakątek dla
siebie. Można znaleźć tam wszystko: umiarkowany i wilgotny klimat, piękną roślinność i powiew egzotyki.
Spędzili też kilka dni na rajskich plażach Goa i w Karnatace. – Północne Goa to masa turystów – szczególnie z Rosji, kurorty, tłumy
na plażach i najtańszy alkohol w Indiach. Podobno południowe
Goa jest „spokojniejsze” i bardziej zrelaskowane, ale czas gonił,
dlatego zdecydowaliśmy się odwiedzić Karnatakę - relacjonuje
Dagmara. Plaże były równie cudowne, turystów mniej, a wielkich
kurortów brak.
Zobaczyli też drugie, mniej chlubne oblicze Indii... – Nigdzie nie
widziałam takiego brudu, głodu i takiej nędzy, jak tam – mówi
Dagmara. - Za murami Taj Mahal, czyli najbardziej znanej świątyni na świecie, którą co roku odwiedza milionów turystów, Hindusi
zorganizowali sobie regularne wysypisko śmieci. Dobrze zapamiętam też scenę z Hamp. Moczyliśmy nogi w rzece, nieopodal jakaś
kobieta obmywała swojemu dziecku twarz, ktoś inny robił pranie.
A do tego wszystkiego z nurtem rzeki płynęły odchody słonia, który stał kawałek dalej – opowiada Piotrek.
Bieda czaiła się na każdym kroku. – Mijaliśmy ludzi, po których widać było, że na ulicy mieszkają od lat. Byli czarni – nie dlatego, że
mają taki kolor skóry. Ich ciało oblepiał brud. Zza zarośniętych twarzy często nie było widać ich oczu. Czasami nawet nie zachowywali się jak ludzie, było w nich coś zwierzęcego – opisuje Dagmara.
Najbiedniejsi, którzy nie należeli nawet do najniższej kasty, mieszkali wszędzie, gdzie tylko znaleźli kawałek wolnej przestrzeni, na
przykład na kartonach przy ruchliwych ulicach. – W samych slumsach było już inaczej, bardziej kolorowo. Ludzie mieli dach nad
głową, wyglądało na to, że cieszą się życiem i raczej nie chodzą
głodni – opowiada Piotrek.
Pod wpływem tych obrazów, Dagmara i Piotrek zmienili zdanie na
temat pracy dzieci. – W Europie postrzegamy takie zjawisko jako
wyzysk, wykorzystywanie taniej siły roboczej. A w Indiach, widok
6-latka, który chodził po ulicy i próbował coś sprzedać był dla nas
sygnałem, że ten maluch zarabia, więc najprawdopodobniej ma
co jeść – tłumaczą.
Para przez pewien czas mieszkała niedaleko slumsów w Delhi. –
Przez kilka dni chodziliśmy do slumsów – chcieliśmy zobaczyć, jak
żyją. Poznaliśmy tam mężczyznę, Hindusa, który prowadził organizację charytatywną, działającą na rzecz ludzi najbardziej potrzebujących. Właśnie planował otwarcie szkoły dla dzieci w jakiejś wiosce w górach – opowiada Piotrek. Para zaoferowała swoją pomoc
w przedsięwzięciu. – Chciałam uczyć nieodpłatnie angielskiego, a
Piotrek zaproponował, że pomoże w budowie tej szkoły w górach.
Jednak kiedy Hindus dowiedział się, że nie proponujemy mu pieniędzy, zaczął kręcić nosem. Wtedy poczuliśmy, że coś jest nie tak i
szybko się zwinęliśmy – wspomina dziewczyna.
Indie, w porównaniu do Pakistanu czy Iranu, nie były już tak gościnne, a tubylcy – bezinteresownie dobrzy. – Tutaj czułam, że każdy chce nas oszukać, czy naciągnąć. Dlatego częściej szukaliśmy
noclegów w tanich hotelach niż przez couchsurfing. Oczywiście,
nie zawsze wychodziło nam to na dobre - kiedyś postanowiliśmy
zaszaleć i wynajęliśmy pokój za 10, a nie 5 złotych za dobę. Tej samej nocy szczur wygryzł mi dziurę w plecaku i dobrał się do zupki
chińskiej. Za to przez couchsurfing, zupełnie przez przypadek, trafiło nam się lokum, w którym trzy ściany były przeszklone, a przed
nami rozpościerał się cudowny, zapierający dech w piersiach widok na dolinę – śmieje się Dagmara.
Dagmara i Piotrek całkowicie przerzucili się z podróżowania stopem na rzecz lokalnych środków transportu. Co, zdaniem Piotrka,
było ciekawym przeżyciem. – W Indiach mieszka mnóstwo ludzi.
Widać to zwłaszcza, kiedy próbujesz kupić np. bilet na dworcu –
wszyscy włażą na siebie tak, że czujesz ich oddech na swoich plecach. To samo w autobusach – czasami jedyną drogą wejścia lub
wyjścia z nich były okna. Problem był też z miejscami siedzącymi
- Hindusi, z natury szczupli i drobni, mieścili się w piątkę na dwuosobowym siedzeniu. Opierali się o siebie, włazili sobie na kolana.
Dla nas, broniących swojej przestrzeni Europejczyków, sytuacja
zupełnie nie do pomyśleni.
W Indiach mijał szósty miesiąc podróży Piotrka i Dagmary. Wtedy
przyszedł kryzys – Miałam już dość ciągłego przemieszczania się
z punktu A do punktu B, tego brudu, biedy, wałęsających się pod
nogami szczurów. Byłam zmęczona, głównie psychicznie. Chcia-
łam odpocząć, pobyć gdzieś dłużej. Albo zostawić to wszystko i
wrócić do domu – opowiada Dagmara.
Przystanek: wakacje
Zwolnili. Z Indii trafili do Malezji, gdzie w trzy tygodnie objechali
półwysep. – To był bardzo cywilizowany kraj. Powiedziałbym, że
standard jak w Polsce plus egzotyczny klimat – podsumowuje Piotrek.
Przez couchsurfing trafili do mężczyzny, który postawił na bezludnej wyspie dom z recyklingu. – Przypłynął po nas łódką i zabrał
do swojej zbudowanej na platformie chatki z dachem i ścianami z
plandeki. Spędziliśmy u niego tydzień. Zachwyciła nas cisza, spokój i fakt, że woda – pod wpływem jakiegoś planktonu – dosłownie świeciła w ciemnościach – relacjonuje Dagmara. Przez jakiś
czas byli też w Kuala Lumpur – tym razem dzięki couchsurfing’owi
nocowali w mieszkaniu w 30-piętrowym budynku. – Na samej górze był basen. Po podpłynięciu do krawędzi można było podziwiać
panoramę miasta – zachwyca się Piotrek.
Kolejny punkt wycieczki – Singapur – okazał się betonowym, sterylnie czystym państwem-miastem, w którym za wszystko wlepiane są horrendalnie wysokie kary (np. 1000 dolarów za wyrzucenie papierka albo 500 za przewożenie pewnego śmierdzącego
owocu metrem). – W Singapurze przyjął nas Tajwańczyk, który na
wstępie zaproponował nam do picia polską Wyborową albo piwo
Królewskie. Dopiero później na Facebooku sprawdziliśmy, że jego
dziewczyna jest Polką. To od niej musiał mieć te zapasy – śmieje
się Dagmara.
Indonezja – raj na ziemi
Z Singapuru do Indonezji dostali się samolotem. I właściwie już do
końca wyprawy był to ich główny środek transportu. – Pomiędzy
wyspami Indonezji bardziej opłaca się latać, niż pływać. Nawet
lotniska przypominają raczej dworce autobusowe. Bo jeśli masz
wybrać, czy wolisz lot, który kosztuje 20 dolarów i trwa 40 minut, a
autobus czy statek, za który zapłacisz 15 dolarów, ale podróż trwa
16 godzin – decyzja jest oczywista – tłumaczy Piotrek.
Dagmara i Piotrek odwiedzili kilkanaście z kilkunastu tysięcy indonezyjskich wysp – każda wyróżniała się swoją kulturą, tradycją,
religią. Najbardziej urzekła ich Sulawesi.
- Dla mieszkańców tej wyspy najważniejszym wydarzeniem w życiu jest… pogrzeb. To na ten cel gromadzi się pieniądze – mniej
więcej tak, jak u nas na wesele. Jeśli umiera ktoś bliski, a rodzina
nie ma funduszy, żeby wyprawić mu godny pochówek, zmarły jest
mumifikowany i czeka – nawet kilkanaście miesięcy – aż będzie
można złożyć go w grobie. Na pogrzeb zjeżdża się cała familia,
która przywozi w prezencie na przykład świniaka. Obcy – tacy jak
my – mogą „wprosić się” na pogrzeb, ofiarowując sztangę papierosów – relacjonuje Dagmara. Sam akt pogrzebu też jest niezwykły.
wiata (2)
Zmarli wywodzący się z bogatych rodzin chowani są w grobach
wykutych w skałach w głębi lądu w miejscowości Tana Toraja. Dla
tych mniej zamożnych w skały wbija się dwa grube kije, na których
później ustawia się trumny. – Wystawione na działanie wiatru i
wody trumny po jakimś czasie zaczynają się rozpadać. A fragmenty kości – wypadają wprost na ścieżki, którymi przechadzają się
turyści… - opowiada Piotrek.
Do niedawna w równie przedziwny, ale bardzo wzruszający sposób chowano dzieci, które zmarły, zanim matki przestały karmić
je piersią. – Na Sulawesi rosną drzewa, z których po rozcięciu kory,
wypływa biały płyn symbolizujący, według wierzeń mieszkańców
wyspy, mleko. Po śmierci dzieciątka wycinano w tych drzewach
skrytkę i umieszczano w niej małe ciałko. Wierzono, że w ten sposób zapewnia się dziecku stały dostęp do mleka, dzięki czemu
nawet po śmierci będzie mogło rozwijać się razem z rośliną – tłumaczy Dagmara.
Nowy początek
Ostatnie dwa tygodnie swojej podróży Dagmara i Piotrek spędzili
na maleńkich, niemal bezludnych wyspach Togean Island. Mieszkali na plaży, a od krystalicznie czystej wody i pięknych raf koralowych dzieliło ich dosłownie kilka kroków. W takiej scenerii się
zaręczyli. – Piotrek chyba uznał, że skoro tyle ze sobą przeszliśmy,
to warto zaryzykować – śmieje się Dagmara. A Piotrek dodaje:
Spędzaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę. Nie było miejsca na fochy, obrażanie się, czy weekendowe wycieczki do rodziców, żeby
od siebie „odpocząć”. A jednak daliśmy radę i tak na poważnie –
chociaż o głupoty – pokłóciliśmy się tylko dwa razy – opowiada
Piotrek.
Przez 14 dni na Togean Island byli zupełnie odcięci od świata – nie
mieli zasięgu telefonów, internetu, kontaktu z rodziną. – Słowem
– mieliśmy czas naszego życia. Zupełnie nie przejmowaliśmy się
tym, że ktoś może nas szukać – śmieje się Dagmara. Rodziny podróżników były zupełnie innego zdania – wszczęły poszukiwania i
zawiadomiły ambasadę w Indonezji o ich zaginięciu.
Po powrocie
Dagmara i Piotrek zgodnie twierdzą, że w podróży najlepsze jest
poznawanie nie miejsc czy muzeów, tylko ludzi. To z nimi wracasz
w sercu. Z częścią poznanych na trasie osób do dziś utrzymują
kontakt. – Przyjmujemy osoby na couchsurfingu. Ostatnio był u
nas kolega z Lahore (Pakistan), pokazaliśmy mu Warszawę. Chcieliśmy chociaż trochę odwdzięczyć się za całe dobro, które nas w
podróży spotkało – tłumaczy Dagmara.
Po powrocie z podróży, przez jakiś czas dochodzili do siebie. – Uderzały mnie i trochę też złościły problemy ludzi „pierwszego świata”.
Ciągle w głowie mam obraz ogromnej biedy i nędzy, w jakiej żyli
ludzie na przykład w Indiach. Na co dzień pracuję z dziećmi, więc
Kupię
ziemię rolną
na terenie Powiatu wałeckiego oraz pilskiego.
tel. 663 400 399, tel. 663 400 882
szczególnie mocno boli mnie ich krzywda – opowiada Dagmara.
Już w trakcie podróży Dagmara i Piotrek zaczęli doceniać to, co
mają. - Pojawiło się ogromne uczucie wdzięczności praktycznie za
wszystko – za to, w jakim kraju się urodziliśmy, za to, że mamy dach
nad głową, za kochające rodziny i przyjaciół, za pracę. Przestaliśmy
patrzeć na naszą codzienność krytycznie, przestaliśmy się czepiać
nic nieznaczących szczegółów. W obliczu tak ogromnej nędzy, z
jaką się zetknęliśmy, nawet suchy chleb nabiera wyjątkowego
smaku, a na świat patrzy się z ogromną pokorą. I nie chodzi o to,
że nasze problemy nagle zniknęły, tylko że nie mają już takiego
znaczenia, jak kiedyś – tłumaczą.
- A jeśli znów zaczniemy wybrzydzać, to będzie znak, że trzeba
znowu wyjechać.
Zgadzają się też, że podróż nauczyła ich minimalizmu. I utwierdziła w przekonaniu, że ludzi nie można oceniać po tym, ile posiadają. – Irańczycy dzielili się wszystkim, co mieli do zaoferowania. Nie
chodzi tylko o rzeczy materialne, w ich gestach, słowach, sposobie
bycia było bardzo dużo troski i ciepła – wyjaśnia Piotrek.
Dzisiaj rozsądniej podchodzą do swoich życiowych decyzji i problemów. W sierpniu wzięli ślub, planują dziecko. - Chcemy mieć
samochód – to mamy, ale taki, na jaki nas stać. Mieszkanie – może
i nie jest luksusowo urządzone, ale na nasze potrzeby wystarcza w
zupełności.
Przez kilka miesięcy Dagmara i Piotrek żyli w zgodzie z rytmem
wyznaczanym przez wschody i zachody Słońca. – Czasami myliły
nam się dni tygodnia, ale dzięki systemowi rezerwacji na couchsurfingu musieliśmy trochę tego pilnować. Poza tym – nie mieliśmy kompletnie nic do załatwienia. W Polsce zostawiliśmy nasze
troski, jakieś trudne sprawy do rozwiązania (chociaż podświadomie wszędzie szukaliśmy polskich akcentów – jak polska czekolada Wedla w Iranie, dziewczyna z Meksyku słuchająca Myslovitz,
czy polski alkohol w Singapurze). W podróży naszym największym
zmartwieniem było to, czy znajdziemy bankomat, żeby wypłacić
trochę pieniędzy na życie. Zagrożenia? O to nie martwiliśmy się
prawie wcale. W niektórych miejscach, czuliśmy się bezpieczniej,
niż w Polsce. Dziwne, co? Ale fascynujące jednocześnie. Jak cała
Azja.
Justyna Chruścicka
W tekście "Mapa ich świata" (Super Pojezierze nr 41 z 15 października 2015) pojawiło się kilka nieprecyzyjnych sformułowań, które
mogły wpłynąć na odbiór głównych bohaterów tekstu - Piotrka
i Dagmary. Pierwsza nieścisłość dotyczyła odczuć Dagmary po
przekroczeniu granicy turecko-irańskiej. Fragment dotyczący
stroju Dagmary powinien zostać ujęty w poniższych słowach: "(...)
chociaż miałam na sobie tego dnia długie spodnie i normalną
koszulkę, czułam się, jakbym szła ulicą dosłownie nago". Z kolei z
fragmentu tekstu opisującego wizytę w Wigilię w chrześcijańskim
kościele w Pakistanie wynikało, że Dagmara i Piotrek są niepraktykującymi chrześcijanami. Nie jest to zgodne z prawdą. Natomiast
bohaterowie tekstu mieli na myśli, że - wejście do kościoła w muzułmańskim kraju w dodatku w Wigilię skruszyłaby serce każdego
chrześcijanina. Było w tym co magicznego, przypominało dom i
rodzinę. Wtedy pierwszy raz tak naprawdę zatęskniliśmy za Polską.
Za niewłaściwe sformułowanie bardzo przepraszam.
POLSKI WĘGIEL
SKŁAD OPAŁU
Różewo 108/2
507 660 912
ORZECH
MIAŁ
EKOGROSZEK
KOSTKA
LUZEM LUB
WORKOWANY
Z DOWOZEM
Transport i zamówienia na telefon
Prochem jesteś...
… i w proch się obrócisz – to wiemy wszyscy. Normalnie proces ten zajmuje wiele lat, niektórzy jednak chcą go przyspieszyć
i decydują, że ich ciała po śmierci mają być skremowane. Warto? Jeśli tak, to dlaczego? I co na ten temat sądzi Kościół?
dobre rozwiązanie.
Jak to się robi?
Ciało może zostać poddane
kremacji dobę po zgonie. Spala się w temperaturze rzędu
ok. 1000 stopni Celsjusza. Proces trwa 2 – 3 godziny i może
w nim uczestniczyć rodzina.
Trumny zrobione są najczęściej
z drewna sosnowego, wikliny
lub kartonu. Po kremacji prochy są studzone, rozdrabniane i
umieszczane w urnie.
Jak podaje amerykański "Time"
do 2017 roku 1 na 2 Amerykanów wybierze kremację.
W naszych okolicach palenie
ciał to wciąż jeszcze rzadkość:
średnio w miesiącu 1 - 3, podczas gdy tradycyjnych pochówków mamy nawet 25. W Wałczu nie ma krematorium, więc
zmarli wożeni są najczęściej do
Skwierzyny, czasem też do Poznania czy Szczecina. Koszt pogrzebu kremacyjnego jest porównywalny do tradycyjnego,
choć zdaniem Angeliki Wiatrak
z Domu Pogrzebowego Ca-
elum w Skwierzynie – może być
nawet niższy.
- Za kremację i specjalną trumnę
trzeba wprawdzie zapłacić po
kilkaset złotych, ale najtańszą
urnę kupimy już za ok. 150 złotych, więc ogólny koszt pogrzebu jest taki sam, albo mniejszy –
wylicza. - Na kremację decyduje
się coraz więcej osób, nie tylko
z powodu kosztów. Urnę można dochować do istniejącego
grobu wcześniej niż po ustawowych 20 latach od poprzedniego pochówku. Jeśli chcemy, by
nasi bliscy spoczywali razem, to
Czas na pochówek
Na żadnym z wałeckich cmentarzy nie ma kolumbarium, czyli
miejsca na urny z prochami
zmarłych. Jak się dowiedzieliśmy w Zakładzie Gospodarki
Komunalnej, koszt takiej inwestycji jest bardzo duży (ok.
100 tysięcy złotych) i przy tak
małej liczbie pogrzebów kremacyjnych budowa zwyczajnie
się nie opłaca. A że miejsc na
cmentarzach póki co nie brakuje, potrzeba budowy kolumbarium nie jest jeszcze paląca. Nie
wiadomo też, czy znaleźliby się
chętni do umieszczenia tam na
20 lat prochów swoich bliskich
– w niektórych miastach trzeba
za to zapłacić aż 5 tysięcy!
Urny chowane są na naszych
cmentarzach: albo w już istniejących grobach, albo w nowych.
W tym ostatnim przypadku
mają one określone w ministerialnym rozporządzeniu rozmiary: długość i szerokość po 0,5
metra, głębokość 0,7 m.
Co na to Kościół?
- Pochowanie ciała lepiej wyraża
naszą wiarę, ale Kościół dopuszcza możliwość kremacji, jednak
z zachowaniem odpowiednich
procedur – zastrzega rzecznik
prasowy kurii diecezjalnej ks.
Wojciech Parfianowicz. - Zalecane jest, aby pożegnanie
zmarłego, czyli msza święta,
została odprawiona przy jego
ciele, a dopiero potem może
ono trafić do krematorium. Po
spaleniu prochy przewożone są
na cmentarz, gdzie odbywa się
ostatnia stacja pogrzebu. Oczywiście urna z prochami powinna trafić do poświęconego grobu, a nie do ogródka... Ważne
jest także, by pobudki, którymi
kierują się bliscy zmarłej osoby,
nie były sprzeczne z nauką Kościoła.
O co chodzi? Na przykład o to,
KOMUNIKAT
Zakład Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. w Wałczu ponownie informuje o konieczności zawarcia
umowy na odprowadzanie ścieków – wód opadowych i roztopowych z posiadanych powierzchni
zanieczyszczonych o trwałej nawierzchni. Od dnia 1 lutego 2015 r. ZWiK Sp. z o.o. w Wałczu zobligowany jest do naliczania opłat za odprowadzanie ścieków opadowych i roztopowych.
W związku z powyższym jeszcze raz przypominamy o obowiązku wypełnienia wniosku o zawarcie umowy na odprowadzanie ścieków – wód opadowych i roztopowych, który dostępny jest w
Biurze Obsługi Klienta w siedzibie Spółki. Wniosek ten można także pobrać ze strony internetowej
www.zwikwalcz.pl . Dane zawarte we wniosku niezbędne są do zawarcia umowy na odprowadzenie ścieków opadowych i roztopowych. Złożenie wniosku o zawarcie umowy jest obowiązkiem
odbiorcy. Przypominamy również, że wody opadowe odprowadzane z powierzchni dachów nie
podlegają opłacie.
Jednocześnie należy pamiętać, że „każdy kto bez uprzedniego zawarcia umowy, o której mowa
w art. 6 ust. 1 ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków,
wprowadza ścieki do urządzeń kanalizacyjnych, podlega karze grzywny do 10 000 zł. Obok orzeczenia kary, organ orzekający może nałożyć obowiązek zapłaty nawiązki na rzecz przedsiębiorstwa
wodociągowo-kanalizacyjnego , w wysokości 1 000 zł za każdy miesiąc, w którym nastąpiło bezumowne wprowadzanie ścieków do urządzeń kanalizacyjnych tego przedsiębiorstwa” (art.28 ust.4
i 5 ustawy).
Informujemy, że Spółka nasza będzie prowadziła kontrolę nieruchomości pod względem przyłączenia ich do sieci kanalizacji deszczowej, a w przypadku stwierdzenia bezumownego odprowadzania
ścieków, wobec właścicieli nieruchomości będą podejmowane działania procesowe w trybie i na
warunkach art. 28 wymienionej powyżej ustawy.
że ktoś decyduje się na kremację, bo nie wierzy w zmartwychwstanie. Albo boi się, że się
obudzi pod ziemią, że zjedzą go
robaki...
- My, chrześcijanie, wierzymy,
że śmierć nie jest ostatecznym
zniszczeniem – tłumaczy ks.
Wojciech. - Człowiek nie umiera
w sensie ostatecznym, zresztą
wskazuje na to sama nazwa
miejsca pochówku. Słowo
„nekropolia” ma rodowód pogański i oznacza „miasto umarłych”, natomiast chrześcijański
„cmentarz” to nic innego jak
„miejsce snu”. Kiedy modlimy
się„wieczne odpoczywanie racz
im dać Panie” nie chodzi o to, by
zmarli już zawsze spoczywali na
cmentarzu, który jest tylko miejscem oczekiwania, ale by trafili
do nieba.
W sytuacji, kiedy w najbliższej
okolicy nie ma krematorium,
trudno jest zorganizować pogrzeb tak, jak zaleca Kościół.
Teoretycznie możemy rozłożyć
całą ceremonię w czasie i„cmentarną” część zorganizować kilka
dni po mszy pogrzebowej. W
praktyce jednak zdarza się to
niezwykle rzadko.
Ada Buniewicz
SUPER
ONLINE
„Super Pojezierze”
w wersji elektronicznej
na stronie
www.pojezierze.com.pl
Palić
nie
palić?
Zapytaliśmy naszych pracowników, czy chcieliby zostać skremowani?
Paweł Korpus, maszynista
offsetowy: Nie zastanawiałem
się, bo jestem za młody. Ale
nie mam nic przeciwko kremacji, a nawet widzę dobre
strony. Nie będzie na przykład
pobudek w trumnie, bo takie
się przecież zdarzały.
Edward Kilańczyk, introligator: Wybieram normalny
pochówek. Będę leżeć w
trumnie, podziwiać świat i
wreszcie odpoczywać.
Anna Tarajkowska, specjalista ds marketingu: Mąż mówił,
że chciałby zostać spalony i
żeby jego prochy zostały rozrzucone. A ja nie wiem. Raczej
tradycyjny pogrzeb. Organy
wszystkie mogą zabrać na
przeszczepy, ale ciała niech
nie palą.
Rafał Łuszczewski, grafik
komputerowy: Kiedyś, jeszcze na studiach, chciałem
zostać skremowany. Teraz nie.
Należę do osób, które czytają Biblię, a tam nigdzie nie
ma wzmianki o paleniu ciała. Stwierdziłem więc, że nie
mam się co wygłupiać.
Rafał Orlikowski, dziennikarz, wędkarz: Zdecydowanie
kremacja. Mniejsze kłopoty
dla rodziny przy pogrzebie.
Nie ma problemu z miejscem
na cmentarzu i jest taniej.
Można się ze wszystkim zmieścić w zasiłku pogrzebowym,
czyli w 4 tys. zł. Najtaniej kremują w Gorzowie Wielkopolskim. Chciałbym, aby moje
prochy zostały wrzucone do
rzeki, ale to chyba nielegalne.
P.P.H.U. „Graff”
Kierownik ds. Exportu
z językiem rosyjskim i językiem angielskim
Miejsce pracy: Wałcz woj. zachodniopomorskie
Opis stanowiska:
● obsługa klientów zagranicznych i budowanie z nimi długotrwałych relacji,
● współpraca i kontakt z obecnymi klientami biznesowymi na rynkach zagranicznych,
● nawiązywanie i utrzymywanie międzynarodowych kontaktów handlowych,
● poszukiwanie potencjalnych odbiorców na rynkach zagranicznych,
● udział oraz organizacja wyjazdów zagranicznych,
● uczestnictwo w międzynarodowych targach branżowych,
● współpraca z działem sprzedaży i marketingu,
● prowadzenie dokumentacji eksportowej, współpraca z agencjami celnymi,
● koordynacja procesu wysyłek produktów do klientów zagranicznych.
Wymagania:
● doświadczenie na stanowisku Kierownika ds. Exportu lub na podobnym stanowisku mile widziane,
● biegła i komunikatywna znajomość języka rosyjskiego oraz języka angielskiego,
● dyspozycyjność, gotowość do odbywania podróży służbowych uczestnictwa
w targach,
● łatwość nawiązywania kontaktów,
● pracowitość, zaangażowanie, determinacja w działaniu, umiejętność pracy w
zespole oraz pod presją czasu.
Oferujemy:
● pracę w firmie z długoletnim stażem,
● stabilne zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę,
● atrakcyjne warunki zatrudnienia,
● niezbędne narzędzia do pracy.
Osoby zainteresowane prosimy o przesłanie aplikacji na adres
e-mail: [email protected] tel. 67 258 22 77
„Zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych Dz. U. Nr 133, poz 833,
wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w ofercie pracy dla potrzeb
niezbędnych do realizacji procesów rekrutacji.”
Facet u kosmetyczki
- Bywają dni, że mamy więcej mężczyzn niż kobiet - mówi Iga Płotka z Centrum Urody Beautika. - Zdarza się, że kobieta wkręca swojego faceta, a potem on częściej przychodzi niż ona. Rynek męskich usług kosmetycznych rośnie. W Wałczu wolniej niż w dużych miastach, ale rośnie. Szacuje się go na 5 do 10%.
męskie - mówi Iwona Zieniewicz. Kiedy 30 lat temu pani Iwona zaczynała, facet w gabinecie pojawiał się tylko w charakterze kierowcy. Dzisiaj na fotelu siada ich coraz więcej. Część zna nawet znaczenie słów
takich jak: mikrodermabrazja, jonoforeza, pilling, algi. Pozostali mówią:
proszę coś zrobić, żeby zniknęło to, żebym wyglądał lepiej. Dostają to,
o co proszą, widzą efekty, więc wracają.
- Mam trzech panów w wieku od 40 do 60 lat, którzy regularnie umawiają się na wizyty - potwierdza Loretta Mędrzycka.
Jeden z nich walczy z naczynkami, a dwóch pozostałych przychodzi
dla poprawienia ogólnej kondycji skóry i dla... przyjemności.
- Nie wiem dlaczego, ale podczas zabiegu z wykorzystaniem rękawic
japońskich micro wave część osób zasypia. Tak trzykrotnie zdarzyło
się w przypadku jednego z klientów. Zdumiony pytał: co pani robi, że
odlatuję!
Klienci pani Loretty skomplementowani przez znajomych, że dobrze/
lepiej wyglądają zwiększyli częstotliwość wizyt. - Wielu panów nadal
się wstydzi - ubolewa. - Uważa, że wizyta w salonie jest niemęska.
A szkoda, bo kobiety myślą inaczej!
Do kosmetyczki nie chodzi już gej, jak przez wiele lat uważano, ale
facet świadomy. Żeby poprawić sobie samopoczucie, podobać się
kobietom i być lepiej postrzeganym w biznesie czy na rynku pracy.
Zadbane paznokcie i piling nobilitują prawie tak samo jak wypasiona
komórka i ekstra auto. Inną grupą są nastolatkowie, którzy przychodzą
zwykle z mamą. - Problemem jest najczęściej trądzik i owłosienie na
pośladkach - mówi Loretta Mędrzycka z salonu Beauty Medica.
Tak to się zaczyna
Z obserwacji Teresy Kucharz wynika, że niemal wszyscy panowie na
pierwszą wizytę są przyprowadzani przez panie. Najbardziej plastycznym/uległym obiektem jest facet tuż przed ślubem. Dla wybranki serca pozwoli oczyścić sobie twarz z zaskórników, zrobić manicure i pedicure, a czasami nawet wydepilować klatę lub plecy i wyregulować
brwi.
- Zwykle odbywa się tak, że żona umawia męża na wizytę. Na przykład
przed wyjazdem na urlop - mówi pani Teresa. - Czasami musi z nim
przyjść, bo mężczyzna wyobraża sobie, że w gabinecie w tym samym
czasie co on będzie mnóstwo pań i on - rodzynek czułby się nieswojo i
głupio. Nie wie, że wizyty są kameralne, za zamkniętymi drzwiami.
Na dzień dobry pyta: Ile to będzie trwało i dlaczego tak długo? Komórki oczywiście nie wyłącza i trzyma ją pod ręką. Kiedy już usiądzie w
fotelu nie widać po nim skrępowania. Jest zaciekawiony. Chętnie rozmawia, dopytuje o szczegóły techniczne zabiegu. A już po wszystkim
ogląda swoje stopy i dłonie z niekłamanym zachwytem: No, no! Ładnie
i zostawia napiwek
Kontrast jest ogromny. Panowie co prawda mają z reguły stopy dużo
ładniejsze od pań: bez odcisków, nagniotków i haluksów. To zasługa
płaskich, wygodnych butów. Ale paznokcie obcinają "po swojemu".
Najczęściej cążkami z obu stron na ukos i bardzo krótko. Wychodzą z
ładnie opiłowanymi, z odsuniętymi skórkami, gładkimi piętami i nawilżoną skórą. I często wracają, już bez obstawy.
Must have
Coraz liczniejszą grupę stanowią klienci oczytani i świadomi. Podkradają swoim kobietom kolorową prasę, wiedzą więc co w kosmetycznym i w wielkim świecie piszczy. Stawiają znak równości pomiędzy wyprasowaną markową koszulą, wypastowanymi markowymi butami,
dobrym strzyżeniem, zadbanymi dłońmi, stopami i cerą. Gdy chociaż
jeden element idealnego wizerunku nawali - czują się niekomfortowo.
- Są to głównie biznesmeni i... kierowcy - mówi Iga Płotka, prywatnie
partnerka życiowa właśnie kierowcy.
O ile biznesmeni nie dziwią: spotkania w interesach, konferencje, zgrupowania, o tyle kierowcy trochę zaskakują. - Nie potrafię, tego wytłumaczyć, ale tak jest
- Wizyty u kosmetyczki to u mnie już reguła - mówił kiedyś Super Pojezierzu wałecki przedsiębiorca Jarosław Horodecki. - Robię regularnie
manicure i pedicure, bo tego wymaga mój status, a masaże funduję
sobie dla przyjemności.
Maski i inne czary mary
Panowie korzystają z tych samych zabiegów pielęgnacyjnych co kobiety: oczyszczanie, złuszczanie, nawilżanie, ujędrnianie, uszczelnianie
naczyń krwionośnych, usuwanie przebarwień.
- Pracujemy na kosmetykach Dermiki i Thalgo, obie firmy mają linie
Panta rei, czyli facet u kosmetyczki
- Może jakoś mogę pomóc? - spytałem zachorowaną szefową„Pojezierza Super”, gdyż oszacowałem, że pomoc, udzielona komuś w stanie
rozchorowania jest warta przynajmniej dwa razy więcej, niż wyświadczona osobie w pełnym zdrowiu. A poza tym uważam, że facet od tego
między innymi jest, żeby pomagać kobiecie, co dodatkowo utwierdza
mnie w przekonaniu, że całe to gadanie o równouprawnieniu płci
można potłuc o cokolwiek, w tym o kant czegoś obłego. A mówiąc do
końca prawdę, całą prawdę i tylko prawdę - uważam, że prawa możemy mieć równe, ale co do możliwości i potrzeby korzystania z nich, to
już absolutnie inny temat jest.
Za chwilę jednak miałem powody, by przypuszczać, że może się z tą
ofertą pomocy trochę jednak pośpieszyłem.
- Możesz. Napisz felieton o mężczyznach, którzy chodzą do kosmetyczki - zaproponowała szefowa „Super”.
Na szczęście niczego akurat nie żułem, byłbym się bowiem ani chybi
zadławił. Równie dobrze mogła mi bowiem szefowa wszystkich szefowych zaproponować napisanie tekstu o penetrowaniu jaskiń lub sek
seksie grupowym. Poza tym, że na żaden z tych tematów nie mam nic do
powiedzenia (z powodu zerowego stanu wiedzy), to wszystkie je da
się sprowadzić do wspólnego mianownika: można, tylko po co?
No, ale co zrobić? Trzeba to trzeba. Uważam więc, że nic nie stoi na
przeszkodzie, żeby z usług kosmetyczki korzystał każdy, kto tego chce
i odczuwa taką potrzebę, w tym mężczyźni - skoro już to równouprawnienie obowiązuje. Że ja akurat nie odczuwam takiej potrzeby - niewykluczone, że przyczyną tego jest staroświeckie wychowanie, jakie
onegdaj odebrałem. W dawnych czasach do kosmetycznych gabinetów biegało nawet relatywnie mało znanych mi kobiet, o młodych
dziewczynach oraz mężczyznach nie wspominając. Dom mój rodzinny
i prawie całe moje najbliższe otoczenie były najzwyczajniej w świecie
biedne i potrzeba korzystania z kosmetycznych zabiegów pozostawała poza jego zasięgiem, jeśli nawet była uświadomiona. Kosmetykami,
jakie kojarzę z mojego pozbawionego łazienki, ale czystego mieszkania, są krem „Nivea” i perfumy „Być Może”, przy czym pomijam środki
niezbędne do utrzymania ciała w czystości, typu mydło czy szampon.
Facet w czasach mojej młodości powinien być ostrzyżony i ogolony
oraz czysty, przy czym dopuszczalne było, by lekko pachniał potem, a
zwłaszcza przedtem. Owszem, słyszało się, że jakiś np. doktor, cinkciarz
czy inny pierwszy sekretarz robił sobie manikiur, ale zdarzało się to nader sporadycznie i spotykało się w moim chuligańskim środowisku z
mało entuzjastycznymi, często nawet homofobicznymi komentarzami. A żeby mężczyzna kładł sobie na twarz maseczkę, to o tym - przy
przysięgam! - kiedyś nawet nie słyszałem.
Czego miałbym więc ja - z bagażem takich doświadczeń i wychowania
- szukać w gabinecie kosmetycznym? Dalibóg, nie wiem. Zakładając
nawet optymistycznie, że regularne korzystanie z zabiegów opóźniłoby proces starzenia się mojej skóry o kilka lat, to i tak jestem przekonany, że moja wartość na rynku towarzyskim nie wzrosłaby ani trochę.
Publicznie rozprawiać o moich atutach jest mi niezręcznie, ale one jeśli nawet były - nigdy nie miały nic wspólnego z gładką cerą.
Tekst powinien kończyć się jakąś konkluzją, a więc oto i ona. Panta rei,
co w bardzo swawolnej interpretacji oznacza m.in. to, że współcześni
mężczyźni częściej niż pół wieku temu wstępują do gabinetów kosmetycznych i jeżdżą do spa. Przyjmuję to do wiadomości i nawet nie
oceniam, ale naśladować nie zamierzam.
I jeszcze konkluzja uzupełniająca: jednym z kilku moich atutów jest
to, że od biedy potrafię pogadać nawet na takie tematy, o których nie
mam zielonego pojęcia.
T. Chruścicki
Monobrwi i włosy w nosie
- Nie toleruję u facetów monobrwi, włosów w nosie, na pośladkach
i plecach. Na depilacji okolic intymnych mi nie zależy - mówi dwudziestolatka. Zrośnięte brwi łatwo rozdzielić z pomocą kosmetyczki i
wosku. Włosy z nosa Loretta Mędrzycka usuwa również woskiem, ale
australijskim. - Wypełniam nim płytko otwory nosowe i wkładam patyczek zakończony kulką. Gdy wosk zastygnie zdecydowanym ruchem
pociągam za patyczek.
Niektórzy panowie zabierają takie owłosione patyczki, żeby pokazać
żonie... Podobno zabieg jest bezbolesny, w przeciwieństwie do wyrywania pojedynczych włosków pensetą, i wystarcza na 5-6 tygodni.
Najskuteczniejszym sposobem na pozbycie się zbędnego owłosienia
z dużych powierzchni ciała jest epilacja laserowa lub fotodepilacja. Żaden z wałeckich gabinetów nie podejmuje się usuwania owłosienia z
męskich okolic intymnych.
Medycyna estetyczna
- 30% moich klientów w Warszawie to panowie. W Wałczu może około
10% - mówi Marek Tomczak z Gabinetu Medycyny Estetycznej ProEste.
Wielu z nich ma dużo młodsze partnerki życiowe, więc trudno o lepszą
motywację.
Mężczyźni korzystają z podobnych zabiegów co kobiety. Robią botox
(czoło, kurze łapki) i wypełnienia kwasem hialuronowym (głównie fałdy nosowo-wargowe). Rzadziej usta.
Często korzystają też z fotodnowy i depilacji - zabiegów wykonywanych urządzeniem VPL. Bo fotodnowie skóra staje się grubsza i jędrniejsza, znikają też przebarwienia. Depilacja VPL, trochę boli, ale jest
skuteczna i jej efekty utrzymują się długo.
- Klientów gabinetów medycyny estetycznej można podzielić na dwie
podstawowe grupy - ocenia Marek Tomczak. - Jedni kierują się modą,
kreowaną przez opiniotwórcze media i celebrytów. Wśród nich jest
wiele bardzo młodych osób. Druga grupa to świadomi panowie w
średnim i starszym wieku. Dbają o siebie, bo wiedzą, że dzięki temu
są lepiej postrzegani i rosną ich szanse zawodowe. Młody, wypoczęta,
pogodna twarz ułatwia kontakty z ludźmi i robienie kariery.
Polecane na jesień
Uwaga, panowie! Jesień to dobry czas na rewitalizację przesuszonej
skóry po lecie. - Najlepiej sprawdzą się maski algowe - mówi Iwona
Zieniewicz. - Polecam też złuszczanie kwasami, mikrodeambazję i
nakłucia mikroigłami. Na naczynka skuteczna będzie jonoforeza. Podczas zabiegu wprowadzamy ampułki uszczelniające naczynka.
- Zabiegi na twarz najlepiej robić w cyklu, wtedy efekty są zauważalne
- dodaje Loretta Mędrzycka.
Nivea to za mało
O dobrą kondycję skóry można dbać z powodzeniem także w domu,
jeśli wie się, jak to robić. Iga Płotka uważa, że głównym grzechem w
pielęgnacji jest nieumiejętne stosowanie wody kolońskiej. Kiedyś jedynym męskim kosmetykiem na półce w łazience była "Przemysławka", dzisiaj - markowa woda. Ale poza tym, nic się nie zmieniło: - Faceci
robili i robią to tak: golą się, ochlapią wodą twarz i wklepują wodę kolońską, którą traktują jako środek dezynfekujący. A woda kolońska to
przecież alkohol - tłumaczy. - A alkohol wysusza skórę, powoduje jej
narastanie i rogowacenie oraz osłabia naczynia krwionośne.
Każdy facet powie: to bzdura. Przecież na butelce jest napisane wyraźnie "woda po goleniu". - Tak, ale przed zastosowaniem, należy skropić
twarz wodą termalną lub płynem micelarnym, wklepać odpowiedni
krem i na koniec - jeśli lubimy i musimy - sięgnąć po wodę kolońską radzi Iga. Brzmi skomplikowanie i wiąże się z koniecznością zrobienia
kosmetycznych zakupów. - Najlepiej wybierać apteczne, tak zwane
dermokosmetyki - podpowiada Iga. - Nie wszystkie marki mają linie
męskie, ale panowie mogą z powodzeniem stosować specyfiki dedykowane dla pań.
Pakiet podstawowy męskich kosmetyków to woda termalna lub płyn
micelarny, krem pod oczy, na dzień oraz na noc, krem do rąk i zimą balsam do ust.
- Nivea to zdecydowanie za mało - podkreśla pani Loretta.
Małgorzata Chruścicka
ARTYZM PRECYZJI, MISTRZOWSKA DOKŁADNOŚĆ...
Nowa korzystna refundacja NFZ
limit do 50,- zł za jedną soczewkę
Dla dzieci, limit wystarcza na pokrycie kosztów wstawienia soczewek. /Podstawowy standard/
78-600 Wałcz, Al. 1000-lecia 4, tel. 67 387 19 58
pn.-pt. 9.00-18.00, sobota 10.00-14.00
Sprawdź promocje u optyka
Oprawy markowe
z kolekcji:
BEZPŁ
AT
BADAN NE
WZRO IE
KU
Poetycki Szczecin
Emporio Armani,
Versace,
Ray Ban,
Vogue,
Dior,
Givenchy
i wiele innych.
38. Ogólnopolski Turniej Sztuki Recytatorskiej należał do szczecinian, którzy zgarnęli niemal wszystkie nagrody, w tym główną
ufundowaną przez Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego. Trafiła ona do Daniela Janickiego. Spośród wałczan najlepiej zaprezentowali się: w kategorii "wywiedzione ze słowa"
Maciej Łukaszewicz (wyróżnienie i jednorazowe stypendium artystyczne Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego), a w
kategorii poezji śpiewanej - Magda Roman (nagroda rzeczowa
ufundowana przez Starostwo Powiatowe w Wałczu).
Wycieczka pod znakiem siodła
Podopieczni Warsztatu Terapii Zajęciowej wraz z opiekunami wyruszyli
na wycieczkę do Sztumskiego Pola.
Odwiedzili Stajnię Iskra, jeździli konno pod okiem instruktorów wolontariuszy oraz bryczkami. Były też inne
atrakcje: warsztaty kulinarne, dyskoteka i ognisko.
Organizatorzy dziękują za pomoc
Grzegorzowi Lasockiemu - właścicielowi Wałeckiego Towarzystwa Przewozowego.
6
Żonaty, ma 3 dzieci. Właściciel hurtowni Admiral Sport. Prezes Koszalińskiego Okręgowego Związku Piłki
Nożnej, Przewodniczący Komisji Beach Soccera w Polskim Związku Piłki Nożnej.
Dlaczego chcę być posłem? Bo widzę potrzebę głębokich zmian w Polsce. Jako właściciel firmy stoję przed
takimi samymi problemami, jak wszyscy inni. Nasza gospodarka jest w opłakanym stanie, rynek jest płytki,
bo ludzie są biedni: jeśli nawet pracują, to zarabiają bardzo mało. Czy można dziwić się Polakom, że wyjeżdżają na Zachód, bo chcą żyć lepiej? Absolutnie nie, ale prawda jest taka, że państwo wydaje ogromne
pieniądze na kształcenie młodych ludzi, a korzyści z ich pracy czerpią Niemcy, Francja, Wielka Brytania, kraje skandynawskie - cała Europa i nie tylko. Tak być nie może. Odpływ młodych ludzi powinno zatrzymać
ustanowienie płacy minimalnej na poziomie 2,5 tys. zł netto.
Jestem również przeciwny podniesieniu wieku emerytalnego do 67 lat. W obecnych realiach uważam tę
reformę za szkodliwą i jestem za jak najszybszym przywróceniem poprzedniego systemu.
Koszty tworzenia i utrzymania miejsc pracy są w Polsce absurdalnie wysokie. Przedsiębiorców - zwłaszcza
małych i średnich - zabijają ZUS, składki na fundusz zdrowotny, podatki. Państwo jest utrzymywane przede
wszystkim przez drobnych przedsiębiorców, bo urzędy podatkowe nie mają żadnych problemów ani skrupułów, żeby ściągnąć od nich należności. Największe firmy, w tym oczywiście zagraniczne, uzbrojone w
sztaby prawników i doradców podatkowych, korzystają z niezliczonych ulg i umorzeń, wykorzystują luki
w przepisach karno-skarbowych. Czy wobec tego można mówić o równej, uczciwej konkurencji? Większa
część polskich banków jest w rękach zagranicznych właścicieli, którzy dbają przede wszystkim o ochronę
interesów rodzimych firm. O być albo nie być polskich przedsiębiorstw nie decydują dobre pomysły, pracowitość właścicieli i załóg - tylko chore, skostniałe układy. To trzeba zmienić: im szybciej, tym lepiej.
Polska to nie tylko duże ośrodki: Warszawa, Poznań, Wrocław czy Szczecin. To także Człopa, w której się urodziłem i wychowałem, Wałcz, w którym mieszkam, oraz jeszcze mniejsze miejscowości. Tu jest do zrobienia
najwięcej. W powiatowej Polsce obszary biedy i wykluczenia są największe; głodne dzieci to nie produkt
wrogiej propagandy, tylko smutna rzeczywistość, której z warszawskich okien nie widać. Czy wobec tego
stać nas na przyjmowanie wielu tysięcy uchodźców? Moim zdaniem nie - najpierw sami musimy uporać
się ze swoimi problemami. Trzeba usprawnić system pomocy społecznej, poprawić funkcjonowanie służby
zdrowia, żeby ludzie nie czekali latami na operacje, trzeba zatrzymać w kraju młodych, wykształconych za
nasze wspólne pieniądze Polaków - to są teraz najważniejsze sprawy do załatwienia.
Sfinansowano ze środków KKW Zjednoczona Lewica
Kandyduję do Sejmu po raz drugi. Wynik z poprzednich wyborów był dla mnie bardzo satysfakcjonujący.
Do dziś jestem bardzo wdzięczny za kredyt zaufania, jaki wówczas otrzymałem. To mnie zmobilizowało do
jeszcze większego wysiłku w pracy: zawodowej i społecznej.

Podobne dokumenty