Wejdź na: www.gs.uni.opole.pl - Gazeta Studencka

Komentarze

Transkrypt

Wejdź na: www.gs.uni.opole.pl - Gazeta Studencka
www.gs.uni.opole.pl
Wejdź na:
www.gs.uni.opole.pl
www.facebook.com/GazetaStudenckaUO
Studencka 13(18) luty 2012
Wybrany po
raz czwarty
Judyta Staniczek
Michał Chudzik
[email protected]
[email protected]
Społeczeność
studencka
Wywiad
Polska
Student Uniwersytetu
Opolskiego na Igrzyskach
Olimpijskich w Londynie?
Tak, to prawda. Nazywa
się Tomasz Kowalski
i uprawia judo. Poznajcie
jego refleksje na temat tej
dyscypliny sportu.
Większość nas prawie
codziennie idąc np. na
zajęcia przechodzi obok
słynnego w Opolu Wzgórza Uniwersyteckiego.
Widzimy wiele ciekawych
figur i rzeźb, ale czy zastanawialiście się kiedyś jaką
one mają historię?
STR. 5
STR 6
- Ocyganiona
STR. 4
Historia
- Mam duże szanse - Wzgórze kultury
na medal
i sztuki
Fot. Nikodem T. Jacuk
W wyborach na stanowisko Rektora UO
stosunkiem głosów 57-42 profesor Stanisław
Sławomir Nicieja wygrał z obecną Rektor,
profesor Krystyną Czają. W ten sposób od
1 września 2012 roku po raz czwarty profesor
Nicieja sprawował będzie najwyższą funkcję
na Uniwersytecie Opolskim.
W kierowaniu Uniwersytetem Opolskim pomagało będzie Rektorowi Nicieji czterech nowych
prorektorów, których nazwiska poznamy 30
marca.
Specjalnie dla Gazety Studenckiej nowy
Rektor – elekt opowiedział m.in. o swoich obawach związanych z kadencją, planach podniesienia prestiżu naszej Alma
Mater oraz najważniejszych kwestiach związanych z funkcjonowaniem Uniwersytetu.
Zapraszamy do lektury.
Wywiad str.3
Społeczność
studencka
- Kwestionariusz
osobowy
Kultura
- Bolków: zrób
- To już jest koniec
STR. 9
STR. 12
sobie zdjęcie
w trumnie
Wszystko co chcielibyście
wiedzieć o wykładowcy
(prowadzącym), a baliście
się zapytać. Na pytania o
ulubione zajęcia, miejsca
i zainteresowania odpowiada mgr Grzegorz
Haber.
STR. 7
Sport
Reprezentacji futsalowców Uniwersetetu
Opolskiego rywalizowała
w tym sezonie na dwóch
frontach. Pierwszym były
Akademickie Mistrzostwa
Polski, drugim Kom­
prachcicka IV Liga Futsalu. Przekonajcie się, jak im
poszło na obu polach.
02
www.gs.uni.opole.pl
Najdziwniejsze rekordy Guinnessa
Jedne zadziwiają, inne śmieszą. Część szokuje lub przeraża. Są oryginalne,
zaskakujące, choć często bardzo banalne. Czasem z przymrużeniem oka, a
czasem całkiem serio. Nieważne, czy dotyczą świata natury, czy ludzkich osiągnięć. Łączy je jedno – są wpisane do Księgi Rekordów Guinnessa.
Angelika Papierkowska
[email protected]
K
ażdy zapewne słyszał o
księdze, ale niewiele osób
wie, jaka jest właściwie jej
historia. Musimy więc cofnąć
się do XVIII wieku. Młody Irlandczyk, Arthur Guinness, pracował
dla arcybiskupa miasta Cashel,
a jego zadanie polegało na warzeniu piwa dla pracowników
folwarku. Po kilku latach stał się
dzierżawcą dublińskiego browaru, a jego piwo zachwyciło
całą Irlandię. Przez dwa stulecia
browar nieustannie się rozwijał,
zyskując coraz większą popularność. Ówczesny dyrektor firmy
Guinness podczas polowania
wdał się w spór dotyczący najszybszych ptaków łownych w
Europie. Gdy zdał sobie sprawę,
że odpowiedzi na wiele nurtujących pytań nie można znaleźć w
żadnych książkach, zainicjował
powstanie pierwszej w historii
Księgi Rekordów. Dzięki braciom
McWhiter i ich agencji wyszukującej informacje w sierpniu 1955
roku ukazała się The Guinness
Book of Records, czyli Księga
Rekordów Guinnessa. Twórcy nigdy nawet nie przypuszczali, że
efekt ich pracy stanie się wkrótce
światowym bestsellerem! Obecnie księga ukazuje się każdego
roku w ponad 100 krajach w 37
wersjach językowych. Pierwszą
polską edycję wydano w roku
1991. Warto zauważyć, że baza
zawiera wiele tysięcy rekordów,
jednak publikowane są tylko te
najciekawsze.
Dzięki księdze każdy może
zostać mistrzem. Nie musi mieć
szczególnych zdolności, wystarczy dobry pomysł (lub całkowicie bezsensowny) i odrobina
zaangażowania. Dzisiaj wśród
rekordów mamy więc największą
rolkę papieru toaletowego, największe migdałki czy największy
zlepek gum do żucia. Pobito również rekord w niespaniu (amerykański fotograf Tyler Shields nie
zasnął przez dokładnie 968 godzin, co daje ponad 40 dni) oraz
w głoszeniu kazania w kościele
(najmłodszym kaznodzieją w Kościele Zielonoświątkowym jest…
czteroletni chłopiec!).
Ciekawy rekord ustanowiła Christine Walton z Las Vegas,
która jest właścicielką najdłuższych paznokci świata. U prawej
dłoni mierzą one 292,1 cm, a u
lewej aż 309,8 cm! Kobieta twierdzi, że jej celem nie było pobicie
rekordu. Początkowo w natłoku
obowiązków nie miała czasu na
obcinanie paznokci. Najważniejsze jednak, że w ogóle nie utrudniają jej życia. Bez problemu plecie nawet warkocze! Ian Stewart
z Kanady pobił natomiast rekord
w najdłuższym żonglowaniu
trzema włączonymipiłami łańcuchowymi. Jak sam twierdzi, jest
to doskonała rozrywka, a poza
tym uwielbia dźwięk pił i dreszczyk emocji.
Niespełna miesiąc temu Janine Keblish z Seattle pobiła rekord na najwięcej par majtek założonych jednocześnie. W sumie
miała ich na sobie aż 252. Warto
podkreślić, że rekord nie jest
tak absurdalny, jakby się mogło
wydawać na pierwszy rzut oka.
Stanowił jedną z inicjatyw, mających na celu wspieranie fundacji
charytatywnej, która dostarcza
afrykańskim kobietom produkty
do higieny intymnej.
Ciekawe rozwiązanie (również dla studentów) proponują
naukowcy z Królewskiego Towarzystwa Chemicznego (Wielka Brytania), którzy stworzyli
przepis na najtańszą kanapkę na
świecie. Jej koszt wynosi tylko 7,5
pensa, czyli 38 groszy! Kanapka
jest sycąca, jedna porcja zawiera
330 kcal. A przepis? Proszę bardzo: między dwa kawałki chleba
należy włożyć trzeci – opiekany
w tosterze. Można dodać masło i przyprawy, ale i bez tego
kanapka jest podobno bardzo
smaczna. Niesamowitego wyczynu dokonał Chińczyk Dong
Changsheng. Przeciągnął on samochód ważący 1,5 tony dzięki
linom przyczepionych do dolnych powiek. Dużą popularnością cieszy się grupowe pobijanie rekordów, kiedy powodzenie
zależy od liczby osób biorących
udział w przedsięwzięciu. Mamy
więc rekord w największej bitwie
na pomarańcze (35 000 osób),
recytowaniu wiersza Tuwima
pt. „Lokomotywa” (3 000 dzieci),
prasowaniu pod wodą (130 nurków), karmieniu piersią (3 541
kobiet), przytulaniu się do drzewa (702 osoby). Ostatnio rekord
pobili również mieszkańcy Kędzierzyna-Koźla, którzy w ciągu
godziny ulepili 419 bałwanów.
Sonda Gazety Studenckiej
Jak opolscy studenci radzą sobie z obiadami?
Paulina Ziętalak
[email protected]
Wiktor Gumiński
[email protected]
Debata: zniesławienie
w kontekście prawa karnego
Karać czy nie karać? Jaka odpowiedzialność grozi za naruszenie art. 212
kodeksu karnego? Kogo dotyczy ten problem?
Anita Pilżys
[email protected]
N
a te i wiele innych pytań odpowiedzą goście, zaproszeni na debatę
organizowaną przez Gazetę
Studencką i Koło Naukowe
Prawa Karnego „Wokanda”.
Znajdą się wśród nich m.in.
dr Marek Chyliński, Marek Frąckowiak (Izba Wydawców Prasy),
Dominika Bychawska (Helsińska Fundacja Praw Człowieka).
Wśród zaproszonych gości
pojawią się także dziennikarze
mediów lokalnych. Inspiracją
do podjęcia debaty jest tocząca
się dyskusja na temat ograniczeń i konsekwencji prawnych
wynikających z naruszenia art.
212 kodeksu karnego.
Debata odbędzie się 25
kwietnia, o godzinie 14:00.
Miejscem spotkania będzie
sala nr 20, Collegium Civitas
UO. Organizatorzy serdecznie
zapraszają wszystkich zainteresowanych
Okiem Kamili
1DZHWSU]\
VWRMQ\6]NRGD
W\ONRĪHWURFKĊ
JáXSL
Partnerzy:
Redaktor naczelny: Patrycja Migoń
Zastępca red. naczelnego: Anita Pilżys
Dział marketingu: Ewelina Olszewska
Korekta: Katarzyna Chałupnik, Dominika Kałuzińska
Redaktor wydania: Anita Pilżys
Skład DTP i grafika: Patrycja Migoń, Paulina Ziętalak
7DN
<K\P
:VXPLH
PDV]UDFMĊ
1DZHWáDGQD
&KRüELXVW
PRJáDE\PLHü
ZLĊNV]\
Masz pomysł, problem, pytanie?
Pisz do nas - Kontakt: [email protected]
lub przyjdź - Spotkania redakcyjne:
Wtorek, godz. 19:00 - 20:00, Sala 329
Collegium Civitas
Redakcja: Wiktor Gumiński, Bartosz Janczak, Ewelina Olszewska, Magdalena Szewczyk, Agnieszka Rybałtowska, Ewelina Machacka, Martyna Sołtysik, Marta Zając, Dominika Jastrzębska, Sylwia Kuźnik, Joanna Jakóbowska, Kamila Widera, Karolina Marciniak,
Paulina Ziętalak, Marek Piszczałka, Katarzyna Mędrala, Natalia Pojasek, Monika Lorek, Nikodem T. Jacuk, Judyta Staniczek, Kamila
Lupa, Damian Sklorz, Małgorzata Budny, Michał Chudzik, Justyna Krzyżanowska
www.gs.uni.opole.pl
SPOŁECZNOŚĆ STUDENCKA 03
Profesor Nicieja: Nie mam lęków!
- Jak czuje się nowy Rektor
po wygranych wyborach? Czy
będzie to kadencja podobna
do poprzednich, czy też może
będzie całkiem inna?
- Ponieważ po raz czwarty obejmę obowiązki Rektora, to jestem
oswojony z tą funkcją i myślę, że
teraz czuję się najspokojniej. Nie
mam lęków. Przy poprzednich
kadencjach czułem obawę. To
się wiązało z tym, że to były kadencje, w których trzeba było
budować. Jako humanista miałem z tym problemy, bo to były
ogromne inwestycje, największe
w dziejach uczelni, które dały jej
nowy, wielce oryginalny kształt
architektoniczny. Właściwie co
rok trzeba było coś wybudować.
Kiedy po raz pierwszy zostałem
rektorem w 1996 r., to był czas
początków inwestycji. Uczelnia
była zamknięta w trójkącie ulic:
Oleska, Grunwaldzka, Katowicka, tworząc tzw. stary kampus.
Nie było m.in. Niechcica, Collegium Pedagogicum, Collegium
Civitas. Uczelnia musiała wybrać, gdzie będzie jej główna
siedziba. Były nawet plany, żeby
budować główny budynek na
miejscu obecnego centrum
handlowego „Karolinka”. Decyzja, jedna z moich pierwszych
o tym, żeby odbudować Collegium Minus i Collegium Maius
na miejscu ruin szpitala była
wtedy decyzją, niemal samobójczą, ale chciałem, by Uniwersytet był w centrum miasta.
- Czy pokusi się Pan profesor
o podsumowanie kadencji
obecnej Rektor UO?
- Uważam że każdy rektor wnosi
coś do tego wspólnego wiana.
Kadencja obecnej rektor prof.
Krystyny Czai, była kadencją
kontynuacji budowy i osiągnięć.
Oddano do użytku budynki Collegium Chemicum i Collegium
Biotechnologicum. Przebudowano część akademika „Mrowisko” i wzniesiono Studenckie
Centrum Kultury. Nie wiem jak
przedstawiają się finanse uczelni, ale generalnie uważam, że to
była dobra kadencja. Przyszedł
jednak czas, kiedy się wybiera nowe władze, a demokracja
rządzi się własnymi prawami.
Demokracja nie zna pojęcia
wdzięczności czy pamięci. Czasem rektor powtarza kadencję,
czasem nie. Tak już jest w życiu.
- Podczas prezentacji programu wyborczego, podkreślał
Pan profesor szczególną rolę
promocji uczelni. Jak ważną
rolę w promocji Alma Mater
Opolensis będą odgrywały
media akademickie, w tym
Gazeta Studencka?
- Media uniwersyteckie: RadioSygnały, SETA, Gazeta Studencka i Indeks będą pełniły bardzo
ważną rolę w promocji naszego
Uniwersytetu. Wy musicie nam
pomóc, żeby trafić do młodzieży. Wiecie jak dotrzeć do młodszych kolegów i liczę że wam
się to uda. „Gazeta Studencka”
i inne media będą jednym z instrumentów pozyskiwania dla
nas studentów. Bardzo liczę
też na Radio-Sygnały nadające
przez internet z ogromną siłą.
Ja jestem „dzieckiem” tego radia,
ja z wyrosłem z Radio-Sygnałów
i byłem ich szefem. Wiem, jaką
rolę spełnia ta rozgłośnia. Natomiast telewizja UO – SETA musi
nawiązać współpracę z TVP
Opole. To bardzo ważne. Poza
tym chcemy uruchomić busa,
którym osoby z UO będą jeździły po całym województwie,
by pokazywać walory naszej
uczelni oraz przybliżać sylwetki
wykładowców UO. Bus będzie
odwiedzał licea w miasteczkach w naszym województwie i
województwach
ościennych.
Osoby promujące naszą Alma
Mater muszą jechać tam z materiałami będącymi elementami promocji: płytami z filmami,
książkami itp. „Gazeta Studencka” będzie jednym z tych elementów promocji. Chcę, by młodzież licealna poznała poziom
waszej gazety, jej nowoczesny
język i myślę, że to ją zaciekawi.
- Dobrym sposobem na promocję naszej uczelni mogą
być również koła naukowe. Na
naszej uczelni jest 28 kół naukowych, ale ich działania nie
docierają do szerokiej grupy
odbiorców. Czy Pan profesor
już jako Rektor UO spróbuje
zmienić coś w tej kwestii?
- Mówiłem o tym w swoim
programie wyborczym. Atrakcyjność kół naukowych była
bardzo wyrazista w moich czasach. To była ścieżka awansu
zawodowego. W kołach naukowych pisało się referaty i jeździło
z nimi na sesje naukowe. Najlepsi
byli wybierani przez profesorów
na asystentów. Chciałbym, żeby
teraz było podobnie. Niestety,
ta ścieżka awansu w ostatnim
dziesięcioleciu zanikła. Prestiż
kół naukowych sporo na tym
stracił. Ci, którzy będą bardzo
aktywni w kołach naukowych,
powinni być równoprawnymi
w przyjmowaniu na UO jak ci,
którzy przechodzili przez system
boloński, czyli poprzez studia
doktoranckie. Ja dzięki działalności kiedyś w kole naukowym
zostałem asystentem, bo tam
zauważył mnie prof. Ignacy Pawłowski – promotor mojej pracy
doktorskiej. Gdybym nie został
wówczas zauważony, najpewniej poszedłbym do pracy do
swego rodzinnego Strzegomia
na Dolnym Śląsku i uczyłbym
w szkole podstawowej. Sądzę,
że nie mielibyście dzisiaj pretekstu, żeby ze mną rozmawiać. Tak
więc awans przez koła naukowe
jest więc do ponownego wykorzystania.
- Podczas debaty wyborczej
mocno zaakcentował Pan profesor konieczność zdynamizowania „Złotej Serii Otwartych
Wykładów Uniwersyteckich ”
- Powinniśmy sięgnąć po nowe,
wielkie nazwiska, które w międzyczasie wypłynęły na arenie
ogólnopolskiej i europejskiej.
Gdy zaczynałem prowadzić
„Złotą Serię, wtedy powszechnie znanymi byli jej uczestnicy:
Ryszard Kapuściński, Andrzej
Szczypiorski, Adam Hanuszkiewicz, Stanisław Lem, prezydent Ryszard Kaczorowski, Jan
Nowak Jeziorański. Niestety,
oni odeszli, ale historia nie zna
próżni. Są nowi twórcy: Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Adam
Zagajewski, Dorota Masłowska,
Agnieszka Holland, Małgorzata
Szumowska, Mariusz Treliński,
Janusz Gajos itp. Oni powinni
być na UO! Powinniście ich zobaczyć, wysłuchać! Trzeba sięgać po nazwiska z wyższej półki,
po ludzi znanych i cenionych jak
np. w świecie dziennikarskim
Kamil Durczok, Tomasz Lis czy
Jacek Żakowski.
z niej korzystać cały tydzień, czy
tylko trzy dni w tygodniu, jak to
było poprzednio, kiedy stołówki
właśnie z tego powodu upadły,
bo ajenci splajtowali.
- Ważną kwestią jest również
dla Pana Profesora nawiązanie współpracy z uczelniami
wyższymi z zagranicy. „Gazeta Studencka” dotarła do
informacji, że jest już przygotowany projekt współpracy
z Ukraińskimi uczelniami. Prosimy o więcej informacji na
ten temat.
- Bardzo mocno zaangażowana
w projekt współpracy z zagranicznymi uczelniami jest prof.
Wiesława Piątkowska - Stepaniak. Nawiążemy bardzo mocną
współpracę ze Stanisławowem
i Kijowem. Oczekujemy, że to będzie duża wymiana. Ukraińcy są
otwarci na takie inicjatywy. Dla
nich to jest ciekawe, a my chcemy, żeby do nas przyjeżdżali. To
jest tylko jeden kierunek. Drugi
kierunek równie ważny to są
Niemcy. Trzeba wznowić relacje
z Uniwersytetami w Poczdamie,
Ratyzbonie, Bambergu, Moguncji, nawiązać kontakty z Heidelbergiem itp. Trzeba rozbudować
program Socrates-Erasmus.
- Kolejną kwestią interesującą
społeczność studencką jest
sprawa cyfryzacji. Czy studenci będą musieli korzystać
w jeszcze większym stopniu
z wadliwego systemu USOS
i czy korzystanie z Internetu
na terenie uczelni będzie łatwiejsze?
- Grupa skupiona wokół Marka Ganczarskiego – dyrektora
Uniwersyteckiego
Centrum
Informatycznego - zajmie się
tą kwestią. To będzie bardzo
ważna rzecz. Zrobimy wszystko,
aby ułatwić dostęp do internetu i zwiększyć jego zasięg,
by obejmował wszystkie miejsca
na UO. To trzeba unowocześnić,
ponieważ bez tego bylibyśmy
skansenem. Unia Europejska
odstępuje od finansowania budowy nowych budynków, ale
przyznaje pieniądze na projekty
m.in. związane z cyfryzacją. I to
musimy wykorzystać.
- Studentów interesuje informacja o powstaniu stołówki na UO. Czy jest to sprawa
przesądzona i gdzie miałaby
swoją lokalizację?
- Jeżeli stołówka miałaby powstać, to jest kilka pomysłów na
lokalizację. Trzeba jednak zorientować się najpierw, czy znajdzie
się ajent, któremu to w ogóle
będzie się opłacało. To jest kwestia dyskusyjna, nad którą musielibyśmy się poważnie zastanowić. Istnienie stołówki zależy
od studentów: czy będą chcieli
- O ile powstanie stołówki jest
kwestią dyskusyjną, to z całą
pewnością budowa hali sportowej już nią nie jest. Hala
sportowa jest potrzebna nie
tylko uczelni, ale także miastu. Kiedy i gdzie ma powstać
nowy obiekt sportowy.
- Oczywiście, że hala jest potrzebna. Od lat mamy plac dawnego OZNS-u (ONZS - Opolskie
Zakłady Napraw Samochodowych – przyp. red.) przy ul. Oleskiej. To jest blisko kampusu.
Tam jest duży teren. Wiem, że
to bardzo drogi teren w mieście.
Kiedyś hipermarket Real chciał
ten teren kupić za ciężkie miliony. Teraz tylko trzeba przygotować dobry projekt i ruszymy z
budową.
- Zdarza się czasami tak, że do
Opola przyjedzie osoba zasłużona dla nauki, a studenci
nie mogą iść na spotkanie z
tą osobą, bo wykładowcy nie
chcą zwalniać studentów z
zajęć. Czy Pan profesor jest
zwolennikiem takiego stanu
rzeczy?
- Dziękuję, że poruszyliście bardzo istotną kwestię. Jest dla
mnie niezrozumiałym, dlaczego - gdy przyjeżdża do Opola
wybitny pisarz – to np. poloniści
nie idą ze studentami na takie
spotkanie. Wykładowcy powinni uczestniczyć w nim razem ze
swymi studentami i w ten spo-
sób przybliżać sylwetki współczesnych ludzi kultury i nauki.
Nie ma właściwie tygodnia,
abym nie był na jakimś spotkaniu autorskim w bibliotece, muzeum czy klubie towarzyskim –
niestety, rzadko tam spotykam
pracowników
Uniwersytetu.
Jako rektor będę się o to upominał. Edukację prowadzi się
nie tylko w salach uczelnianych.
Można ją z równie dobrym,
a czasem lepszym skutkiem
prowadzić w salach muzealnych
i czytelniach świetnych opolskich bibliotek: Wojewódzkiej,
Pedagogicznej i Miejskiej. Będę
tę sprawę poruszał na kolegiach
rektorskich. Będę na to zwracał
uwagę i uczulał dziekanów i dyrektorów instytutów. W naszych
bibliotekach i muzeach cały
czas coś się dzieje, tylko niewiele tam przychodzi pracowników
Uniwersytetu i nie powinno być
tłumaczenia, że nie mają na to
czasu. Uczulę dyrektorów na
ten problem. Poproszę ich, żeby
śledzili zapowiedzi w mediach i
wydawali dyspozycje podległej
im kadrze pracowników naukowych, że jeśli w mieście przebywa wybitny pisarz, krytyk, aktor,
polityk, muzyk, to trzeba ze
studentami brać udział w takich
spotkaniach. Natomiast dziennikarze studenccy powinni być
zwalniani z zajęć, by robić relacje z takich wydarzeń. To też jest
dla nich swojego rodzaju nauka.
Będę zabiegał, aby wprowadzić
taki obyczaj.
- Czy w związku z objęciem
przez Pana profesora od
1 września funkcji Rektora
UO zaprzestanie Pan profesor
pracy nad nowymi książkami?
- Do końca sierpnia skończę
dwie książki o miasteczkach kresowych dla Wydawnictwa MS
oraz jedną o kurortach huculskich dla Wydawnictwa „Znak”
w Krakowie. Na pewno nie zaniecham twórczości. Gdy byłem Rektorem w poprzednich
kadencjach, też wydawałem
książki. Praca administracyjna
utrudnia, ale nie może eliminować pracy badawczej. Tej zasady zawsze się trzymałem. Nie
zaniecham pisania i uczestnictwa w spotkaniach autorskich
w całym kraju. Mam nadzieję,
że w tym czasie nakręcę na kresach kilka filmów z Telewizją
Polską. W ten sposób łączę pasję z obowiązkami rektorskimi i
profesorskimi .
Rozmawiali Judyta Staniczek
i Michał Chudzik
Fot. Nikodem T. Jacuk
- Jakie szanse wobec tego ma
Uniwersytet Opolski na wygranie rywalizacji z innymi
uczelniami?
- Trzeba zebrać dobrą ekipę, która w sposób umiejętny, pijarowsko pokaże, że warto studiować
w Opolu. Tu są ładne budynki,
kompetentna i życzliwa kadra,
urokliwe miasto usytuowane na
głównych szlakach komunikacynych, które jest nie za duże,
ale też nie za małe. To są walory, które nas wyróżniają. Myślę,
że mamy największe szanse
na przyciągnięcie studentów,
bo jesteśmy uczelnią państwową, gdzie nie płaci się czesnego,
są stypendia i mamy dużo budynków, które utrzymujemy. To
daje nam spokój i przewagę nad
uczelniami prywatnymi. Myślę,
że mamy większe szanse niż inne
uczelnie, które mają jeden, dwa
budynki i ok. 5 tys. studentów.
Fot. Nikodem T. Jacuk
- Powiedział Pan po ogłoszeniu wyników, że to będą trudne lata. Czego się Pan Profesor
obawia?
- Właśnie tego, żeby nas nie zalało demograficzne tsunami,
żeby nas nie zmiażdżyło. Mamy
18 tys. studentów, a jak przyjdzie do nas 9 tysięcy, to co się
stanie? Jakie będą tego następstwa? Trzeba będzie zwalniać
ludzi, a zwalnianie ludzi powoduje napięcia. Cała siła musi iść
w to, aby ludzie mieli poczucie
bezpieczeństwa w pracy. Wcześniej upadały stocznie i wielkie
zakłady. Kiedyś to niszczyło polski przemysł i wielu ludzi musiało się pogodzić z utratą miejsca
pracy. Teraz nadchodzą czasy, w
których będą padały uczelnie.
Teraz to się rozegra w miastach
uniwersyteckich. Na ok. 400
uczelni połowa polegnie.
04 SPOŁECZNOŚĆ STUDENCKA
Jak byłem dzieckiem to
chciałem zostać piłkarzem
Maiwina Cichosz
[email protected]
1. Jak byłem dzieckiem to
chciałem zostać… zdecydowanie piłkarzem. Jako pięcioletni
chłopiec byłem na wycieczce w
Amsterdamie i to właśnie tam
zafascynowałem się piłką nożną. Było to takie marzenie małego chłopca. Do dzisiaj z tego
zostało mi kibicowanie drużynie
Ajax Amsterdam.
2. Z muzyki wybieram… najczęściej polskie zespoły z lat
osiemdziesiątych: Sztywny Pal
Azji, Chłopcy z Placu Broni, Kobranocka. Teksty utworów tych
zespołów mają duży przekaz w
odróżnieniu od piosenek muzyki współczesnej. Ubolewam nad
tym, że niezbyt często można je
usłyszeć w radiu.
7. Opolska kawiarnia, do
której chce się wracać…
tak z sentymentu to „Pod Arkadami” – jedna z lepszych
kawiarni. Jak jestem na
uczelni, to wybieram „Book
a Coffee”.
8. Ulubione miejsce w Opolu… ZWM. Mieszkam tam od
5 roku życia, mamy świetną
atmosferę, dobrze działającą
spółdzielnię mieszkaniową,
wszystko jest na miejscu.
9. Opole lubię za… to jest
moje miasto. Kocham je za,
to że jest. Ma specyficzną
i bardzo przyjemną atmosferę. Poza tym pokazaliśmy,
że potrafimy się zjednoczyć
i pomóc sobie w ciężkich
chwilach: w czasie powodzi czy podczas protestów,
3. Film, który mogę polecić…
to poruszający „Tropa de Elite”
(po polsku: Elitarni). Z polskich
polecam dramat społeczny „Samowolka”, możemy zobaczyć jak
kiedyś wyglądali polscy aktorzy,
świetna rola Roberta Gonery.
które ocaliły istnienie województwa opolskiego.
4. Ostatnio w kinie byłem na…
„Sali samobójców” i przez ten
film nieco zraziłem się do spędzania wolnego czasu w kinie.
Najbardziej wybijające się role
to nie główny bohater, a jego
rodzice, reszta w tym filmie była
tłem. Poza tym uważam, że brakuje paru kin w Opolu, kiedyś
było m.in. Kino Odra. Przydałoby
się kino z filmami niszowymi.
11.Wykładowca z moich
studiów, o którym nie sposób zapomnieć… to profesor Michał Lis – świetnie
się z nim współpracowało,
był bardzo otwarty i potrafił
zmobilizować studentów.
5. Ulubiona książka… jednej
nie mam, lecz bardzo lubię
czytać kryminały. Cenię sobie
norweskiego kryminologa Jo
Nesbo, a zwłaszcza jego serię o
komisarzu – bardzo inteligentny
kryminał.
6. Z kiosku wybieram… z dzienników praktycznie wszystko, od
„Gazety Wyborczej” po „Nasz
Dziennik”, tygodniki wszystkie.
10. W studentach cenię najbardziej… ich kreatywność,
pozytywną energię, żywiołowość i chęć współpracy.
12.Ulubione
wakacyjne
miejsce…
zdecydowanie
Polska. Najczęściej jeżdżę z
żoną pod namiot na Mazury w okolicach Augustowa,
polskie morze lubię jak najbardziej, a z terenów górskich wybieram Czorsztyn.
W wakacje odcinam się od
wszystkiego, wyłączam telefon i tak prawdziwie wypoczywam. Nie mam dużych
wymagań co do miejsca czy
pogody, lubię ciche i spokojne miejsca.
Ocyganiona Polska
Rasizm, dyskryminacja, ksenofobia. Problemy, z którymi niektórzy ludzie z naszego bliskiego
otoczenia zmagają się na co dzień. Z pozoru nam znane, ale czy na pewno?
Agnieszka Rybałtowska
[email protected]
W
łaściwie, co one tak
naprawdę oznaczają?
Czy zastanawialiśmy
się, co myślą na ten temat osoby pokrzywdzone? Romowiena ulicach nie mogą wtopić
się w tłum. Często wytykani
są palcem. Traktowani z góry.-Wystarczy trochę inaczej
wyglądać, a ludzie przestają ci
ufać. Najlepiej być szarą osobą
niewyróżniającą się z tłumuto słowa pani Katarzyny S.,
kasjerki w jednym ze śląskich
sklepów.Pewnego dnia, kiedy
pani Katarzyna była na swoim
stanowisku, zadzwonił telefon
służbowy. Ostrzeżono ją, że
w sklepie są Cyganie. Zobowiązano żeby zachowała
szczególną ostrożność, kiedy
do jej kasy podejdą Romowie,
aby zapłacić. Zrobiła tak jak jej
kazano. Zaczęła przeglądać
wszystkie opakowania i torebki, które ze sobą przynieśli.
Oczywiście nic nie znalazła, ani
śladu kradzieży. Dzisiaj mówi:
-Nigdy nie zapomnę wzroku
tamtej kobiety, tej Cyganki,
która miała oczy przepełnione
żalem. Do tej pory jeszcze nikt,
nigdy tak na mnie ni patrzył.
Polska jest państwem uważanym za jednorodne narodowo.
Jednakże z roku na rok liczba
cudzoziemców zwiększa się.
Wśród polskiej ludności znajdują się różne mniejszości
etniczne i narodowościowe.
Większość z nich przyjmowana jest z powszechną aprobatą. Zostali zaakceptowani
przez otoczenie. Ale nie wszyscy, są i tacy, którzy każdego
dnia zmagają się z przejawami dyskryminacji. Tego właśnie doświadczają Romowie.
Są ludem zamieszkującym
znaczną część świata. Obecnie w Polsce mieszka ich ok.
12 731 (najwięcej w woj. małopolskim), a na świecie ok.
2mln. Nie mają własnego
Fot. Nikodem T. Jacuk
Przepytywany: mgr Grzegorz Haber
Tańczący Romowie
państwa. Posługują się językiem romskim. Warto wspomnieć, że Romowie dzielą
ludzi na dwie grupy: Romów
i obcych, czyli Gadziów. Przez
taki podział sami nakreślają
różnice między nimi i resztą
społeczeństwa. W ich kulturze wysoce sobie cenią tzw.
czystość., czyli postrzeganie
reguł i praw zwyczajowych.
Kto złamie zasady (romanipen- zasady odnoszenia się
do siebie w społeczności romskiej) popada w stan nieczy-
Fot. Nikodem T. Jacuk
KWESTIONARIUSZ OSOBOWY
www.gs.uni.opole.pl
Mała Cyganeczka
stości, a w skrajnym wypadku
może zostać wydalony ze swej
grupy. Ważną rolę odgrywa
także hierarchiczność. Im straszy wiekiem tym większe ma
poważanie wśród bliskich.
Mimo upływu czasu, wśród
Polaków nie cieszą się zbyt
pochlebną opinią. Skąd to się
bierze? Na pierwszy rzut oka
widać, że Romowie się wyróżniają. Odmienny strój, uroda,
zdolności i obyczaje. Polacy
często nie są w stanie zauważyć
i zaakceptować ich wspaniałej
kultury. W dalszym ciągu szerzą się stereotypy na ich temat.
Jednym z nich jest oskarżenie
o dopuszczania się kradzieży.
Może i jest w tym nutka prawdy, nic nie bierze się znikąd.
W ten sposób pogłębia się
wśród nich bezrobocie. Najczęściej starają się prowadzić własną działalność gospodarczą,
co staje się niejednokrotnie
jedynym źródłem dochodów.
Trudnią się kowalstwem, rzemieślnictwem, hodowlą i handlem końmi, rękodziełem, lutnictwem oraz są muzykantami.
Jakby tego było mało, kolejną
trudność napotykają w szko-
le. Próbują się integrować
z innymi dziećmi. Jednakże
nie zawsze ich nauka przebiega bez żadnych komplikacji.
Najczęściej trafiają do oddzielnych klas, które są próbą
ochrony przed wyszydzaniem
ich przez rówieśników. Jedynie Ci, którzy mają z nimi bliższy kontakt mogą potwierdzić
ich towarzyskość i pozytywne nastawienie do Polaków.
Niechęć do ludzi romskiego
pochodzenia jest okazywana w
wielu sytuacjach. Romowie nie
są mile widzianymi gośćmi w
pubach, restauracjach, barach,
nie są wpuszczani do hoteli, kawiarni czy też sklepów. Stereotyp Polaka złodzieja każdego z
nas boli, nazywając tak Cyganów, nie zdajemy sobie sprawy
z wagi wypowiadanych słów.
Szkoda myć Cygana skoro
i tak czarny pozostanie- czy
na pewno chcemy, aby nasze
społeczeństwo było kojarzone
z utożsamianiem się z tą maksymą? Co zrobić, aby zmienić
sposób postrzegania odmienności? Rom czy Cygan? Odpowiadam: człowiek.
Wspomóż, zaadoptuj,
zostań wolontariuszem
Bobi
To trzyletni, średniej wielkości kundelek. Do schroniska został oddany przez córkę jego starszej właścicielki, kiedy przestała radzić
sobie z opieką nad psami. Na nowy dom czeka także jego potomek
Dubel. Oba są nieco płochliwe i nieufne. Czarna
Czarna
Siedmioletnia, średniej wielkości suczka. Została znaleziona pod
płotem schroniska. Już od prawie dwóch lat czeka na nowy dom.
Bardzo przyjacielska, kocha ludzi, mogłaby trafić do domu z dziećmi, ale gdzie nie ma kotów.
Więcej informacji o bezdomnych zwierzętach dostępnych jest na stronie internetowej opolskiego schroniska www.schroniskowopolu.pl
WYWIAD 05
www.gs.uni.opole.pl
Mam duże szanse na medal
Student V roku filologii angielskiej na Uniwersytecie Opolskim oraz judoka AZS-u Opole, Tomasz Kowalski już za parę miesięcy
wystąpi na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. W wywiadzie dla Gazety Studenckiej zdecydował się opowiedzieć o własnych
doświadczeniach związanych z judo oraz ocenić swoje medalowe szanse.
talne, w których może startować
po dwóch zawodników z wagi.
Przykładowo na Mistrzostwach
Azji startuje tylko jeden Japończyk, u nas jest dwóch Francuzów czy dwóch Rosjan, którzy
również są bardzo mocni. Na
pewno najłatwiejszym turniejem będą Igrzyska Olimpijskie,
gdyż startuje tam tylko 32 zawodników, po jednym z każdego
kraju. Na Mistrzostwach Świata
zdarzały się kategorie wagowe,
w których rywalizowało około
90 uczestników, co oznaczało
dwie dodatkowe rundy. W tym
wypadku Igrzyska będą jakby
nieco łatwiejsze, chociaż jest to
jednak turniej olimpijski i rządzi
się on trochę innymi prawami.
Myślę, że trzeba się po prostu
przygotować do niego jak najlepiej i potraktować go jak normalny turniej, tak jak robiliśmy
do tej pory.
Wiktor Gumiński
[email protected]
P
rzywieziesz z Londynu
medal?
- Biorąc pod uwagę tylko
statystykę moich dotychczasowych pojedynków z rywalami,
którzy przyjadą na Igrzyska, to
mogę go przywieźć. Z pierwszej
„10” w zasadzie z większością
udawało mi się wygrać. Wiadomo, że również przegrywałem.
Judo jest takim sportem, że liczy
się ten jeden konkretny dzień.
To nie jest liga, gdzie się zbiera
punkty i nawet jedno potknięcie nadrobione następnymi
startami może być wybaczone. Szykuję się, więc do walki o
medal, a co z tego wyniknie, to
oczywiście zweryfikują już same
zawody.
- Jak sobie radzisz ze studiami
na Uniwersytecie Opolskim?
Czy wykładowcy są wyrozumiali, puszczają na treningi,
zawody?
- Na początku było dosyć ciężko. Za moich czasów na I roku
nie było można mieć indywidualnej organizacji studiów.
Musiałem potwierdzić, że mimo
bycia sportowcem, jednak zależy mi na nauce. Musiałem często chodzić za wykładowcami i
umawiać się na jakieś inne, dodatkowe terminy, żeby zdobyć
zaliczenie. Przez te wszystkie
lata jakoś zbudowałem sobie
taką pozycję, że wykładowcy
patrzą na mnie troszeczkę przychylniej i pozwalają mi zaliczać
różne rzeczy w innych terminach, kiedy po prostu jestem w
kraju. Inaczej nie zaszedłbym na
tych studiach tak daleko, jak jestem teraz.
Student Uniwersytetu Opolskiego Tomasz Kowalski wystąpi na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Londynie.
- Jakie są Twoim zdaniem niezbędne cechy, które musi posiadać osoba myśląca o zrobieniu poważnej kariery w judo?
- Na pewno trzeba mieć w sobie
dużo dyscypliny i cierpliwości.
Wiadomo, że jeden jest utalentowany bardziej, ktoś inny
mniej.
„Judo jest takim sportem, że liczy się ten jeden konkretny dzień. To nie jest liga, gdzie się zbiera punkty
i nawet jedno potknięcie nadrobione następnymi
startami może być wybaczone.”
- Kiedy i w jaki sposób zaczęła
się twoja przygoda z judo?
- Zaczęło się od tego, że mój tato
kiedyś uprawiał ten sport. Ze
względów zdrowotnych musiał
zrezygnować, ale radził sobie
całkiem nieźle. W II klasie podstawówki przyprowadził mnie
na salę i tak już zostało.
- Mógłbyś w skrócie objaśnić
najważniejsze zasady tego
sportu?
- Najczęściej porównuje się go
do zapasów. Jest nieco bardziej
skomplikowany ze względu na
niektóre zasady np. dozwolone
sposoby trzymania kimona, w
którym się bijemy. Judo to forma walki dwóch zawodników,
w której chodzi o obalenie przeciwnika. Najprostsza filozofia
tego sportu polega na rzuceniu
przeciwnika na plecy bądź doprowadzeniu za pomocą obezwładnień, głównie technik parterowych tj. dźwignie na staw
łokciowy czy duszenie, do tego,
by rywal sam się poddał.
Bardzo często, czego byłem
świadkiem, kończyło się tak, że
zawodnicy, którzy zapowiadali
się bardzo dobrze pokończyli
szybko. Natomiast ci, co wytrwają, osiągają wyniki, które
należy darzyć szacunkiem, a
czasami nawet dochodzą do
mistrzostwa. Wiadomo, judo
jest również sportem bardzo
wszechstronnym. Nie jest wymagana tylko szybkość, tylko
wytrzymałość czy tylko siła.
- Jak ważny w judo jest wzrost?
- To zależy, bo cała dyscyplina
jest podzielona na kategorie
wagowe. W ramach tej, w której
ja walczę, czyli do 66 kg, tych
odchyleń wzrostowych nie ma
aż tak dużo. Rzadko zdarza się,
żebym walczył z zawodnikiem
mierzącym 180 czy 190 cm.
Kwestia jest jednak taka, że styl
walki trzeba dostosowywać do
swoich możliwości fizycznych,
lecz czasami także pod przeciwnika. Wiadomo, że z niższym rywalem bije się troszeczkę inaczej
niż z wyższym. Jest to wliczone i
wkalkulowane w walkę sportową, ale również w trening.
- Kiedy miała miejsce twoja
pierwsza styczność z reprezentacją Polski i w jakich okolicznościach to nastąpiło?
- Pierwszy z moich wyjazdów
w ramach reprezentacji Polski
miał miejsce w czasach kadetów, czyli w wieku 14-15 lat. Była
to seria międzynarodowych turniejów, które obecnie nazywają
się Pucharami Europy. Pierwszą
moją imprezą mistrzowską był
Europejski Festiwal Olimpijski
dla Młodzieży.
Zdobyłeś tam złoto indywidualnie i brąz drużynowo. Jaki
był poziom judoków startujących na tej imprezie?
- Ja jestem profesjonalistą, jeśli
chodzi o sport i dodatkowo wojskowym. Można powiedzieć, że
w innych krajach sprawa wygląda podobnie. W większości
przypadków startowali tam zawodnicy, z którymi spotykam
się też na Pucharach Świata czy
Mistrzostwa Świata, więc ten
poziom był zaskakująco wysoki.
Dla przykładu, w mojej wadze
2-krotny wicemistrz świata zajął
3. miejsce.
- Podróżując przez ładnych
parę lat z reprezentacją Polski
odwiedziłeś wiele miejsc na
świecie. Czy któreś z nich szczególnie zapadło ci w pamięć?
- Byłem w wielu miejscach, ale
niekoniecznie je podziwiałem.
Niestety, czasem wszystko
ogranicza się to do lotniska, hotelu i sali, w której odbywają się
zawody. Nie zawsze jest dużo
czasu na zwiedzanie. Jednym
z moich ulubionych miejsc jest
Japonia, gdzie wyjeżdżamy na
treningi. Jest to fantastyczny
kraj. Co prawda z reguły po 2
tygodniach już się tam wszystkiego odechciewa i chce się
wracać do domu, jednak bardzo
lubię tam jeździć i jest to zupełnie inne miejsce, dość bliskie
mojemu sercu.
- Ile czasu potrzebowałeś na
zdobycie wystarczającej ilości
punktów do uzyskania kwalifikacji olimpijskiej?
- Kwalifikacje olimpijskie to
okres dwuletni. Zaczęły się 1
maja 2010 r. Turnieje od tego
czasu do 30 kwietnia 2011 były
liczone za połowę punktów.
Suma z nich została dodana
do zdobyczy w analogicznym
okresie następnego roku, tylko
że wówczas punkty liczone były
już za 100. Z każdego z nich wybranych zostało 5 najlepszych
turniejów, więc tak naprawdę
liczyło się 10 najlepszych startów. Ja, ze względu na operację,
którą przeszedłem w 2009 roku
zaraz po Mistrzostwach Europy
(rekonstrukcja barku), troszeczkę dłużej dochodziłem do siebie
i parę startów mi przez to wypadło. Dlatego suma tych punktów liczących się za 50 procent
wartości jest u mnie bardzo niewielka w porównaniu do innych
zawodników. Pięcioma dobrymi
startami z ostatniego okresu
zagwarantowałem sobie jednak
wysoką pozycję. Aktualnie zajmuję 9. miejsce na liście olimpijskiej. Przy dobrym starcie
na Mistrzostwach Europy, które odbędą się za nieco ponad
miesiąc w Rosji, mogę jeszcze
przeskoczyć o jedną pozycję. To
by oznaczało 8. lokatę, czyli rozstawienie na Igrzyskach.
- Jak wygląda twój rozkład
jazdy przez Igrzyskami Olimpijskimi w Londynie?
- W zasadzie do samych Igrzysk
w Opolu będę raptem parę dni.
Właśnie w niedzielę, w ramach
przygotowań do Mistrzostw
Europy (rozmowa przeprowadzana 16 marca – przyp. red.),
wylatujemy na trzy tygodnie do
Japonii. Jeśli zobaczymy, że ten
trening w tym kraju, gdzie są w
zasadzie najlepsi zawodnicy w
judo, przyniesie taki skutek jak
np. w zeszłym roku, i na ME dobrze się zaprezentuję, to powtórzymy ten sam schemat przed
Igrzyskami. Do ME w zasadzie
cały czas jestem na obozach.
Potem będzie chwila przerwy,
około tygodnia, na mały wypoczynek i zaczną się kolejne wyjazdy i tak już do samej
Olimpiady. Wszystkie obowiązki
związane z uczelnią w zasadzie
przełożyłem już wstępnie na
wrzesień.
„Aktualnie zajmuję 9. miejsce na liście olimpijskiej.
Przy dobrym starcie na Mistrzostwach Europy, które
odbędą się za nieco ponad miesiąc w Rosji, mogę jeszcze przeskoczyć o jedną pozycję. To by oznaczało 8. lokatę, czyli rozstawienie na Igrzyskach.”
Zająłem tam 3. miejsce, zdobywając swój pierwszy medal na
imprezie mistrzowskiej w narodowych barwach.
- W 2009 r. wstąpiłeś również
do wojska.
- To nie była do końca moja decyzja. Po prostu armia posiada
swój zespół sportowy i w ramach tego zespołu ja startuję
w zawodach wojskowych, np.
w Mistrzostwach Świata Wojska
czy chociażby zeszłorocznych
Igrzyskach Wojskowych. Moim
zadaniem w siłach zbrojnych
jest wypełnianie obowiązków w
sposób ćwiczeniowy, czyli treningami i służbowymi startami
na turniejach.
- W ostatnim roku odbyły się
Światowe Wojskowe Igrzyska
Sportowe w Rio de Janeiro.
Do tego kolejny medalista tej
imprezy zajął 5. miejsce. Jej poziom można porównać do niektórych turniejów o Grand Prix
jakiegoś kontynentu, które są
dość mocne.
- W wielu dyscyplinach sportowych panuje przekonanie,
że Mistrzostwa Europy są
trudniejszym turniejem niż
Mistrzostwa Świata czy Igrzyska Olimpijskie. A jak ta sytuacja wygląda w judo?
- Na pewno w pewnym stopniu
Mistrzostwa Europy są trudnym turniejem, ale nie powiedziałbym, że trudniejszy niż
Mistrzostwa Świata. Czołówka
to jednak w dużej mierze to zawodnicy azjatyccy i chociażby
Brazylijczycy. Z drugiej strony
ME to jedyne zawody kontynen-
„Pierwszy z moich wyjazdów w ramach reprezentacji Polski miał
miejsce w czasach kadetów, czyli w wieku 14-15 lat. „
06 HISTORIA
www.gs.uni.opole.pl
Wzgórze kultury i sztuki
W dzisiejszych czasach naszą historię najlepiej poznajemy m.in. poprzez multimedialne środki przekazu, zwiedzanie konkretnych miejsc, słuchanie świadków odległych wydarzeń. W ten sposób najlepiej ona do nas trafia. Do książek zagląda niewiele osób, ponieważ czytając o danym wydarzeniu czy osobie, poznajemy ją tylko teoretycznie. Aby poznać naszą przeszłość, dobrze by było mieć ją na wyciągnięcie ręki. Takim miejscem,
gdzie możemy obcować z historią, jest teren wokół głównego budynku naszej uczelni, Collegium Maius. Miejsce to bardziej znane jest jako Wzgórze Uniwersyteckie.
Bartosz Janczak
[email protected]
***
Widok na Kaplicę Św. Wojciecha. W lewym górnym rogu studnia św. Wojciecha, w prwym górnym Kolumna Maryjna, poniżej rzeźba Joanny Gryzik.
czością i również zapraszają, aby usiąść
na chwilę. W głębi możemy zobaczyć
figury Czesława Niemena oraz Jerzego
Grotowskiego. Będąc już przy rzeźbach
Grotowskiego i Niemena widzimy wysoką figurę. Jest to rzeźba św. Krzysztofa
z Dzieciątkiem Jezus na ramieniu otoczonego smukłym neogotyckim baldachimem wykonana przez kluczborskiego artystę, Carla Kerna. Trafiła ona
do Opola z Kopic w bardzo złym stanie.
Obok tej rzeźby stoi wysoki, zbudowany
z czerwonej cegły budynek, który dziś
nosi nazwę Collegium Minus. Wcześniej
w tym miejscu znajdował się sierociniec
dla dzieci. Idąc dalej, wokół wzgórza, po
lewej stronie mamy wejście do kościoła
św. Wojciecha, potocznie nazywanego
na Górce. Został on wybudowany przez
dominikanów, jednak często był odbudowywany i przebudowywany. Obecny
jest budowlą gotycką z barokową wieżą
i wnętrzem. We wnętrzu znajduję się
m.in. XVIII-wieczny obraz Niepokalanego Poczęcia NMP przywieziony przez
repatriantów ze Stanisławowa w 1946 r.
Po wyjściu z kościoła, kierując się
Fot. Bartosz Janczak
Jego starania oraz pomoc ze strony
władz miast i społeczeństwa pozwoliła
doprowadzić wzgórze do dzisiejszego
wyglądu. Jak ono dzisiaj wygląda wiemy wszyscy, ponieważ możemy tam
codziennie spacerować, ale czy wiemy
co oglądamy? Postarajmy się poznać
po części zabytki, które znajdują się na
wzgórzu.
Wchodząc na wzgórze od strony
głównego wejścia do Collegium Maius,
pierwsze co rzuca się w oczy to rzeźby
sławnych i cenionych gwiazd polskiej
sceny artystycznej. Na krześle siedzi
Agnieszka Osiecka, na ławce Marek
Grechuta, a panowie z Kabarety Starszych Panów połączeni są swoją twór-
Fot. Bartosz Janczak
Z
acznijmy od przedstawienia historii tego miejsca, zanim stało się
ono jednym z najpiękniejszych
miejsc Opola. Wzgórze Uniwersyteckie
początkowo nazywano Górą Wapienną,
gdyż istniało na niej wyrobisko kamienia wapiennego oraz piece, w których
go wypalano. Potem wzniesienie nazywano Wojciechowym, Dominikanów,
Kolegiackim, Klasztornym, a nawet
Akropolem. Obecna nazwa funkcjonuje
od 1996 roku.
Początków historii wzgórza szuka
się w wizycie św. Wojciecha, który, jak
podaje legenda, miał w 984 roku przybyć do Opola. Pewnego dnia zabrakło
mu wody do chrztu, uderzył pastorałem
w ziemię, a z tego miejsca wytrysnęło
źródełko. Dziś w tym miejscu znajduje
się studnia św. Wojciecha. Około roku
1254 r. na wzgórzu osiedlili się dominikanie. Kres zakonu położył w XIX
wieku cesarz Prus Fryderyk Wilhelm III,
który specjalnym edyktem zlikwidował
klasztory na Śląsku. W 1843 r. proboszcz
parafii św. Krzyża w Opolu, ksiądz Alois
Gaerth, zaczął starania o pozyskania
klasztoru i zamieanienie go w szpital.
Dzięki potężnym inwestycjom, 23 kwietnia 1851 r. szpital im. św. Alberta przyjął
pierwszych pacjentów. Po zakończeniu
II wojny światowej nadano mu imię Karola Miarki. W 1996 r. szpital wraz przyległymi terenami przejął Uniwersytet
Opolski za przysłowiową złotówkę. W
tym czasie szpital oraz całe wzgórze
było w opłakanym stanie. Jedną z osób,
która starała się o to, aby to miejsce było
wizytówką Uniwersytetu Opolskiego, a
także Opola, był ówczesny rektor uczelni, prof. Stanisław S. Nicieja.
Cztery pory roku
dalej w lewą stronę znajduję się studia
św. Wojciecha a dalej chyba najbardziej
znane rzeźby wzgórza. Są to Cztery Pory
Roku, które powstały w warsztacie Hartmanów w Bardzie Śląskim w XVIII w.,
na polecenie rodziny Frakenbergów z
Biestrzykowic koło Namysłowa. W parku rodziny Frakenbergów rzeźby stały
do 1945 r. Od tego czasu były niszczone przez wandalów i aby tego uniknąć
przewieziono je w 1971 r. do Rogowa
Opolskiego, do siedziby Wojewódzkiej
Biblioteki Publicznej. Tam przeleżały
trzydzieści lat na wilgotnej murawie
parku i dalej niszczały. W 2003 r. zostały
odrestaurowane i dziś cieszą oko zwiedzających wzgórze.
Na dziedzińcu Collegium Maius możemy również podziwiać wiele
wspaniałych zabytków. Wchodząc po
schodach po obejrzeniu rzeźb Czterech
Pór Roku, po lewej stronie znajduje się
rzeźba Chrystusa Salvadora, pochodząca z 1897 r., a odlano ją w niemieckim
mieście Geislingenstadt według wzoru
Thorwaldsena. Prawdopodobnie wcześniej stała na starej części cmentarza
przy ul Wrocławskiej. Znaleziono ją w
składowisku kamieni. Po renowacji dziś
stoi na fragmencie ceglanego muru
średniowiecznego, który niegdyś chronił zakon dominikanów. Rzeźba stoi na
tle kaplicy Świętego Wojciecha. Została
zbudowana prawdopodobnie w XIV w.
Wiele razy była trawiona przez pożary.
Po tym, jak z byłego klasztoru dominikanów powstał szpital, kaplica służyła
jako miejsce modlitwy dla chorych. W
1945 r. została spalona, a cenne zabytki kaplicy zniknęły bez wieści. Została
przeznaczona na magazyn szpitala. W
2001 r. kaplica została odbudowana, ale
niestety uboga o cenne zabytki, które
niegdyś się w niej znajdowały.
Obok kaplicy św. Wojciecha stoi
Dama z harfą. Rzeźba przedstawia autentyczną postać Joanny Gryzik von
Schomberg-GodullaSchaffgotsch, żyjącej w latach 1842–1910 i wiąże się z jed-
ną z najbardziej zadziwiających biografii
śląskich z przełomu XIX i XX wieku. Joanna Gryzik była jedną z najbogatszych
kobiet XIX-wiecznej Europy, jedyną
spadkobierczynią legendarnej fortuny
śląskiego przemysłowca Karola Goduli.
Hrabina Joanna była wielką filantropką.
Budowała kościoły, sierocińce i kaplice.
Zmarła w Kopicach w wieku 72 lat i tam
też została pochowana. Została opisana
w dwóch słynnych powieściach: „Pokład
Joanny” pióra Gustawa Morcinka oraz w
powieści „Cynk stał się złotem” Niemca
Hansa Nowaka. W 1945 roku jej zabalsamowane zwłoki sprofanowano, a z
czasem piękny zamek kopicki obrócono
w ruinę. Na terenie tego zamku stała figura hrabiny Joanny, która w fatalnym
stanie trafiła do konserwacji. Od kilku lat
zdobi dziedziniec głównego budynku
naszej uczelni.
***
Na koniec warto wspomnieć o
jeszcze trzech ważnych rzeźbach jakie
zdobią dziedziniec Collegium Maius.
Pierwsza z nich to barokowa Kolumna
Maryjna z 1682 r., która trafiła do Opola ze wsi Regulice pod Nysą w fatalnym
stanie. Druga z figur przedstawia postać
Peregryna z Opola. Właściwie, kiedy
rzeźba trafiła do zakładu konserwatorskiego nie miała głowy, jednej ręki ani
nóg i nie znano jej pochodzenia ani
kogo przedstawiała. Renowacja rzeźby
zbiegła się z wydaniem książki z kazaniami Peregryna z Opola. Postanowiono
pochodzącej prawdopodobnie z XIV w.
rzeźbie nadać imię wybitnego kaznodziei i współtwórcy opolskiego klasztoru dominikanów. Trzecia rzeźba, której
historię warto w tym miejscu przytoczyć
to Kolumna Dominikańska. Znalazła się
na dziedzińcu w 2006 r. Pomnik składa
się z dwóch wielkich elementów różnego pochodzenia. Licząca 4,2 m potężna
piaskowcowa kolumna była niegdyś
jedną z czterech kolumn tworzących
portyk w pałacu niemieckiego arystokraty w okolicach Jawora na Dolnym
Śląsku. Pałac ten został spalony podczas
II wojny światowej. Podczas porządkowania pałacowego terenu, mieszkaniec
pobliskiej miejscowości zaciągnął przy
pomocy konnego zaprzęgu do swego
ogrodu jedną z kolumn, która przeleżała
tam 50 lat. Kolumna została zakupiona
przez Uniwersyteckie Stowarzyszenie
na Rzecz Ratowania Zabytków Śląska i
po przewiezieniu do Opola została poddana gruntownej renowacji. Stowarzyszenie posiadało rzeźbę świętego, trzymającego w dłoni księgę. Postanowiono
połączyć ze sobą oba zabytki, ponieważ
harmonizowały ze sobą kolorystycznie i
rozmiarami. Powstał pomnik nazwany
Kolumną Dominikańską dla uczczenia
pamięci istniejącego w tym miejscu w
latach 1295–1811 klasztoru Ojców Dominikanów.
Opisując Wzgórze Uniwersyteckie
można przytoczyć jeszcze wiele zabytków, które zdobią to miejsce. Poznaliśmy
losy tych zabytków, które posiadały długą, często tragiczną historię. Właściwie
wszystkie dostały drugie życie. Przez lata
były zapomniane i udało się je uratować
w ostatniej chwili. Większość rzeźb trafiły
do miasta z pobliskich miejscowości, co
świadczy o tym, że historia wzgórza wybiega poza Opole. Przez lata emanowały
swoim pięknem, ale II wojna światowa i
chęć zlikwidowania niemieckich śladów
na Opolszczyźnie, spowodowało zniszczenie cennych dzieł sztuki. Do dziś trwa
burzliwa dyskusja, czy sprowadzenie
tych wszystkich zabytków do Opola było
dobrym posunięciem, czy nie lepiej by
było, aby pozostały w swoich dotychczasowych miejscach. Ale, jak pokazują ich
losy przez lata były zapomniane i gdyby
ktoś się nimi nie zainteresował wszelki
ślad by po nich zaginął. Może kiedyś wrócą tam, skąd przybyły, a może dołączą do
nich w przyszłości kolejne, śląskie dzieła
sztuki, które dziś niszczeją w jakiś zakamarkach naszego regionu.
FOTOREPORTAŻ 07
www.gs.uni.opole.pl
Ogniste show Mantikory przed budynkiem Collegium Civitas
Gorący występ Teatru Tańca i Ruchu Ogniem
Wielkie grillowanie na kampusie
Nikodem T. Jacuk
[email protected]
Epatujący wiosenną radością studenci, postanowili ostatecznie rozprawić się
z zimą
Wielkie grillowanie z Samorządem Studenckim UO, AZS’em oraz Radiem Sygnały przyciągnęło nie tylko studentów
z uniwersytetu, ale także ich znajomych z politechniki
Pomimo chłodu na dworze studenci znaleźli sposób na
rozgrzanie
Rozgrzani i najedzeni ruszyli do zabawy
Na imprezę przybyły tysiące opolskich studentów – i choć kampus UO do największych nie należy, to każdy znalazł miejsce dla siebie
Jechać czy nie jechać?
Kto nie mieszka w akademiku, ten wie, ile czasu zajmuje dotarcie z samego rana na uczelnię. Czy tego chce czy nie, musi wyjść wcześniej, żeby zdążyć na autobus, dojść pieszo lub dojechać rowerem. A jak przemieszczają się studenci po Opolu?
Karolina Marciniak
[email protected]
Rower
Rowery to niewątpliwie najtańsze
środki lokomocji. Kolejną zaletą jest
fakt, że wszędzie można się dostać i
nie trzeba stać w korkach. Ponadto
można dotlenić mózg przed zajęciami. Fanem rowerów jest Damian z
Politechniki Opolskiej: „Zimą jeżdżę
autobusami, ale teraz, gdy mamy wiosnę i słoneczną pogodę przywiozłem
sobie z domu rower. W Opolu nie ma
górek, więc jazda jest przyjemna, a
nie męcząca. Na Prószkowską mam
kawał drogi, więc pieszo nie chcia-
łoby mi się chodzić, a rower jest dobrym rozwiązaniem, kiedy człowiek
chce oszczędzić trochę pieniędzy.”
Osoby, które nie mają jednośladu nie
się na straconej pozycji. Władze Opola postawią jedenaście terminali rowerowych w różnych punktach miasta. Rower będzie można pożyczyć,
dojechać do innej wypożyczalni i tam
go oddać. W planach jest pomysł, aby
pierwsze 20 minut jazdy było darmowe, a za dłuższe wypożyczenie pobierana będzie opłata. Terminale staną
między innymi na kampusie Politechniki Opolskiej, obok Uniwersytetu
Opolskiego na ulicy Oleskiej, na placu
Wolności, przy głównym dworcu PKP,
na osiedlach Armii Krajowej, Chabry,
Dambonia i Malinka.
Samochód
Auto w mieście? Kuba od razu odrzuca taką opcję: „Przyjeżdżam samochodem z domu, ale przez cały tydzień
stoi on na parkingu. Po Opolu poruszam się pieszo, a jak chcę dostać
się gdzieś dalej to zazwyczaj autobusem. Samochodem sporadycznie.
Wiadomo, że zamiast wydać na paliwo, wolę iść na imprezę. Poza tym nie
wyobrażam sobie stać w korkach w
godzinach szczytu, a później szukać
wolnego miejsca na parkingu, za które będę musiał zapłacić.” Korki, płatne parkingi i wysokie ceny paliwa- to
czynniki, które wykluczają ten środek
transportu w realiach miejskich.
Komunikacja miejska
W wypadku Opola mowa tutaj o autobusach. Kilkanaście linii dziennych
i trzy nocne z piątku na sobotę i z
soboty na niedzielę. Tym środkiem
transportu dojedziemy prawie wszędzie, ale trzeba przyjść na przystanek, a później z przystanku. Studenci mają 50% ulgi, więc jednorazowy
przejazd w granicach Opola wynosi
nas 1, 30 zł, a za bilet miesięczny musimy zapłacić 44 złote. Komunikacja
miejska jest niedroga, zwłaszcza dla
nas- studentów. Ola z Uniwersytetu Opolskiego wybrała właśnie ten
środek lokomocji: „Na uczelnię mam
jakieś 20 minut drogi, ale biorąc pod
uwagę dwu-, trzygodzinne przerwy
między zajęciami to musiałabym tak
dreptać kilka razy dziennie. Rowerem
też mi się nie chce jeździć, bo musiałabym go później wnosić na trzecie
piętro. Oprócz tego na rower trzeba
mieć wygodny strój. Czasem przejdę
się pieszo, ale zazwyczaj podjeżdżam
sobie autobusem.” Niewątpliwą wadą
tego typu transportu jest to, że trzeba czekać w ziąb, deszcz lub upał na
przystankach oraz to, że kierowcy odjeżdżają niezgodnie z czasem.
08 PUBLICYSTYKA
Koncerty
30. 03
Pajujo / Bethel , NCPP, start 20:00, sala kameralna. Bilety: 15 PLN (przedsprzedaż), 20 PLN (w dniu koncertu)
31. 03
Koncert symfoniczny - Filharmonicy Opolscy, Kościół
p.w. św. Apostołów Piotra i Pawła, godz. 19: 30, wstęp
bezpłatny
31. 03
Radio Revolta Festiwal vol. 4 – koncert charytatywny,
“Fabryka”- ul. Oleska 31, start godz. 18: 00, wstęp: 12
złotych- cały dochód ze sprzedaży biletów zostanie przeznaczony dla Łukasza Zadylaka
31. 03
Tomasz Mucha Trio, NCPP, start 20:00, bilety: 20 PLN
(przedsprzedaż), 30 PLN (w dniu koncertu)
1.04
Izabela Trojanowska z zespołem, NCPP, start 20:00,
bilety: 15 PLN (przedsprzedaż), 20 PLN (w dniu koncertu)
Po prostu bądź
Kącik otwartej głowy
Justyna Krzyżanowska
[email protected]
W
padasz w kolejny potok zadań, niczym
pstrąg do strumienia,
po cichu licząc na lepsze jutro,
choć tak naprawdę wiesz, że nic
się nie zmieni. Pochłonięty natłokiem pracy nie zauważasz, ile
piękna ucieka przez palce. Choć
na dworze świeci słońce, twoją
duszę rozdziera ból wymieszany
na pół z szarością dnia codziennego. Poranek przypomina żołnierza występującego z szeregu
na komendę. Polecenie zostaje
wykonane. Twój przemęczony
i znów niewyspany cień udaje
się do pracy, której nie znosisz,
choć kiedyś była marzeniem. Na
złamanie karku gnasz do ludzi,
Lawina zadań, wszystko na wczoraj. A ty sam jeden. Przestraszony i zagubiony, choć pozornie pewny siebie człowiek sukcesu.
którzy od progu zaczną obdarzać cię promiennym uśmiechem, a w głębi duszy darzą
cię nienawiścią przeszywającą
do szpiku kości. Ochota rzucenia wszystkiego, trzaśnięcia
drzwiami i ucieczki na drugi
kraniec świata jest coraz bliższa,
jednak po raz kolejny do realizacji nie dojdzie. Zatrzymujesz
się. Bierzesz kilka głębokich
oddechów, by dalej grać słabą
rolę w naprawdę nędznie wyreżyserowanej szopce. Jeszcze
dobrze nie zaczniesz odtwarzać
przypisanej ci kwestii, a już każą
kręcić dubla. Rzucony w wir
szyderstw, czekasz na wieczór,
kiedy to zatopiony w otchłani
własnej łazienki przy ulubionych nutach, będziesz mógł
dać upust swoim emocjom. A
może w drodze do domu spadnie deszcz. I wtedy płacz okaże
się niespełnionym marzeniem.
Bo przecież w deszczu nie widać łez. Zaczynasz się dusić. To
widać. Nie masz czasu na przy-
Fot. Nikodem T. Jacuk
Co?
Gdzie?
Kiedy?
www.gs.uni.opole.pl
jemności. Wróć! Ty już nie masz
na nie ochoty. Przyzwyczajony
do zakłamanego świata pełnego szczebioczących na prawo
i lewo istotek, zapominasz, że
życie jest piękne. A może ciebie
już nie ma? Tak. Ty już nie istniejesz. Ty egzystujesz. Zatrzymaj
się! Rozejrzyj się dookoła. Widzisz to piękno? Jeśli nie, to idź
na terapię. Choć pewnie i tak już
ci nie pomoże. Jeśli tak, to nie
jesteś jeszcze stracony, a jedynie zagubiony. Wyjdź do ludzi.
Olej aktorów z marnego teatru.
Kto w ogóle dał im prawo grać z
tobą na jednej scenie?! Przecież
ty jesteś lepszy. Nie pasujesz
tam. W tej zamkniętej enklawie
niczego nie osiągniesz. Odejdź.
Podejmij wyzwanie i wystąp
we własnej sztuce. Przestań
odgrywać scenariusz, do którego nie pasujesz. Wyjdź na łąkę
i z całych sił wykrzycz swój ból.
Pomogło? Tak naprawdę, teraz
dopiero zaczynasz żyć. Miło, że
w końcu jesteś.
Cztery ściany
(nie)bezpieczeństwa
Dom. Trzyliterowe słowo, które niesie ze sobą błogi spokój i bezpieczeństwo oraz nieodłączny
aromat matczynej kuchni. To miejsce, z którym czujemy emocjonalny związek. Co jeśli studia wiążą się wykorzenieniem z ziemi przodków?
Teatr im. Jana
Kochanowskiego w
Opolu
03. 04
„Bullerbyn. O tym jak dzieci domowym sposobem
zrobiły sobie las i co z niego wyrosło”,
godz. 11:00 i 18:00
09. 04
„Jak się kochają”, godz. 19:00
11. 04
wg Trenów Jana Kochanowskiego, „A ja, Hanna”
godz. 19:00
12. 04
Joanna Jakóbowska
[email protected]
J
ak w przypadku większości
studentów moja sytuacja
mieszkalna jest skomplikowana. Otóż posiadam dom. A
nawet dwa. W dodatku oddalone od siebie o 168 km. Prócz
podwójnych obowiązków natury porządkowej powoduje
to wzrost zagrożenia zdrowia i
życia. Przecież według statystyk
najwięcej wypadków zdarza
się w domu. Praktycznie kilka
razy w tygodniu przekonuję
się o tym na własnej skórze.
Mój ostatni pobyt na prowincji
zaliczam jednak do tych nudniejszych. Oczywiście z wypadkowego punktu widzenia. Żadnych niespodziewanych lawin
ubrań, ataków ze strony wiecznie niezamkniętych szafek, czy
spotkań pierwszego stopnia z
ostrym orędziem kuchennym.
Nawet mokra podłoga okazała
miłosierdzie. Ale żeby nie było
zbyt nudno, próbowało zgładzić
mnie własne łóżko. Powrót do
Opola przyniósł mi jednak więcej niebezpieczeństw. Gołębie
wesoło skaczące po praniu na
stałe wpisały się w moje rozterki. Czy zdąży ono wyschnąć
przed zanieczyszczeniem? - oto
jest pytanie. Nie wspominając o
kubkach poległych w starciach
z kaflami, kapryśnej kuchence
gazowej działającej na chybił
trafił, czy jogurtowych eksplo-
zjach. Prawdziwe problemy
zaczynają się jednak w łazience. Moja kąpiel zakończyła się
obfitą w skutki powodzią. A
wszystko przez wadliwy odpływ. Akcja osuszania podłogi
przy użyciu mopa , wiaderka
i wszystkiego, co suche przed
północą z pewnością nie była
moim marzeniem. Przemoczone skarpetki jeszcze się suszą.
Ciekawe, co jeszcze na mnie
czyha w opolskich pieleszach?
Wiosno, naprawdę cieszę się, że
jesteś. Czas wyjść z tych niebezpiecznych czterech ścian.
Wiosennie mi
No i się zaczęło! Co roku przychodzi i za każdym razem wprawia w zachwyt. Wiosno, jak Ty to robisz?
Klasyka Polska w filmie, Projekcje plenerowe w mieście
godz. 20:30
13. 04
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz czyli Ostatni Zajazd na
Litwie, godz18:00
Kamila Widera
[email protected]
B
iorę głęboki oddech i
zamiast mroźnego powietrza w płucach, czuję
przyjemne ciepło, a delikatny
wiatr rozwiewa mi włosy. Przymrużając oczy, z rozkoszą wystawiam twarz do słońca. Wypatruję na drzewach pierwszych,
zielonych pączków. Ptaki na są
widocznie równie szczęśliwe
jak ja, bo od rana do wieczora
z zapałem wyśpiewują swoje
arie. Ludzi na ulicach przybyło
i wydają się bardziej radośni. A
może po prostu nie widziałam
ich uśmiechów, kiedy opatuleni
szalami przemykali obok mnie?
W każdym razie dzieci jest o wiele więcej, a na pewno „głośniej”.
Śmieją się i cieszą całymi sobą,
jakby nic innego się nie liczyło.
Szkoda, że my, dorośli, zatracamy tę umiejętność. Zamykamy
się pod płaszczykiem stateczności, obojętności i powagi. Dbamy o to, by nikt nie doszukał się
w nas dziecka, wstydzimy się
okazać spontaniczność, szaleństwo. Wiosna to dobra okazja,
aby odkopać zapomniane uczucia. Jeśli masz ochotę zrobić
coś, co niekoniecznie pasuje
do Twojego wieku lub pozycji,
zrób to właśnie teraz! (najwyżej
wezmą Cię za wariata, któremu
trochę zaszkodziła dodatnia
temperatura). Wiosną warto
również pomyśleć o zadbaniu
o swój wygląd i kondycję, które
często w okresie zimowym spychamy na dalszy plan. Wyłącz
komputer i telewizor. Wyciągnij
rower z piwnicy, załóż rolki albo
po prostu idź pobiegać. Sport
i wiosenna aura sprzyjają wydzielaniu przez nasz organizm
endorfin, czyli tak zwanych
„hormonów szczęścia”. Chętniej
podejmujemy nowe wyzwania i
zawieramy znajomości. Budząca
się do życia przyroda sprawia, że
intensywniej poszukujemy swojej drugiej połówki. A jeśli jesteśmy już w związku, to dobry
czas, aby rozpalić na nowo drzemiące w nas uczucia. Zadbajmy
więc o swoje piękno, zarówno to
zewnętrzne, jak i wewnętrzne.
Wiosna to czas zmian, usuń więc
ze swojej garderoby grube swetry, czapki i ciepłe buty - niech
czekają do następnej zimy. Czas
porzucić zmartwienia i zacząć
cieszyć się każdą chwilą! Rozejrzyj się wokół siebie, doceń bogactwo tego świata. Pomyśl, czy
znasz kogoś, komu warto pomóc. Może to dobry moment,
aby zapisać się do wolontariatu,
lub pójść do schroniska? Zbyt
często zapominamy, że rozwój
ducha jest tak samo ważny, a
może nawet ważniejszy, niż wygląd zewnętrzny. Uroda szybko
przeminie, ale wartości, które w
sobie pielęgnujesz, pozostaną
w Tobie na zawsze. Kiedy poczujesz się piękny wewnętrznie,
wiosna będzie trwała w Twoim
życiu przez cały rok!
KULTURA 09
www.gs.uni.opole.pl
Bolków: zrób sobie zdjęcie w trumnie
FestiwaLove
Paulina Ziętalak
[email protected]
C
astle Party, bo taką nazwę
nosi, to największy w Europie festiwal muzyki w
klimacie rocka gotyckiego, odbywający się na przełomie lipca
i sierpnia na zamku w Bolkowie.
Bolków, małe miasteczko w woj.
dolnośląskim. Spokój i cisza. Nic
ciekawego tam się nie dzieje. Od
czasu do czasu możemy spotkać
tam turystów odwiedzających
zamek lub stary kościół. Jednak
są takie cztery dni w roku, gdzie
owe miasteczko zamienia się w
bajkę. Nie, nie w kolorową kreskówkę z króliczkami i kucykami
lecz ze zjawiskowymi Dark Queen w pięknych gotyckich sukniach. Oczywiście między nimi
przechadzają się inne panie
oraz panowie, którzy maja niezwykłe pomysły na swoje ubiory. Każdy jest tam wyjątkowy i
wyróżnia się na swój sposób jak
tylko może.
W Polsce odbywa się wiele festiwali muzycznych, o których wielu ludzi nie ma bladego pojęcia. Jednym z takich nieznanych widowisk jest Dark Independent Festival, który zyskuje miano „czarnej perełki”.
Na festiwal corocznie przyjeżdża kilka tysięcy fanów. W
dużej mierze są to Polacy, ale
znajdziemy też wśród nich Francuzów, Szwedów, Niemców,
Czechów, Rosjan, Holendrów,
Węgrów, a nawet gości z U.S.A,
albo Japonii. Wszystkich łączy
jedno zamiłowanie do muzyki gotyckiej, rocka gotyckiego,
industrialu, elektro i innych rytmów pokrewnych.
Choć bilety nie są tanie (karnet czterodniowy – 250zł, bilet
jednodniowy – 150zł), to warto
zobaczyć to oszołamiające widowisko. Sama muzyka wywołuje dreszcze emocji, a warto
wspomnieć, że rozbrzmiewa
ona niemal na cały Bolków.
Ten festiwal gotycki zachwyci również fanów piercingu,
tatuaży oraz skaryfikacji czyli
odmiennej sztuki zdobienia
swojego ciała poprzez nacinanie, zdrapywanie lub wypalanie
skóry tak, że na ich miejscu powstaje blizna, która zazwyczaj
tworzy jakiś wzór. W murach
zamku można wykonać sobie
niektóre takie zabiegi, albo po
prostu kupić akcesoria, które
podkreślą przynależność do
tej subkultury. W określonych
dniach również możemy zobaczyć show, które odbywa się
najczęściej na małym dziedzińcu. Ludzie oglądając takie widowiska muszą mieć silne nerwy i
nie bać się widoku krwi.
A co z tymi, których nie
stać na bilet na zamek? Dla nich
również znajdzie się coś ciekawego. Różnoracy didżeje grają
dla nich w klubach. Poza tym artyści również śpiewają w klimatycznym kościele. Wstęp ok. 20
zł. Takie występy są cenione nie
tylko przez uczestników Castle
Party, ale również mieszkańców
Bolkowa. Do atrakcji wpisuje się
jeszcze robienie zdjęć w trumnie, albo oglądanie pochodów
„Umarłych Aniołów”. W trakcie
festiwalu organizowane są też
śluby w stylu gotyckim.
Pastele & wzory
Powoli następuje lawina nowych trendów. Sezon wiosnalato 2012 oznacza porządną porcję dylematów modowych.
Jak wpisać się w najnowsze tendencje? Czym kierować się
podczas tekstylnych polowań? Z pomocą nadchodzi poniższe krótkie zestawianie.
Joanna Jakóbowska
[email protected]
Dział fashion w pigułce:
>pastele ( w tym sezonie modne będą jasne, niekrzykliwe barwy np. beż, ecru, łososiowy )
> opozycję do pasteli i propozycję nie tylko dla odważnych stanowią neony (m.in.
żółty, zielony, pomarańczowy)
> sprany jeans (zarówno na standardowych modelach jak i na szortach)
> kwieciste nadruki mogą pojawić się nawet w całym zestawie
> dziewczęce sukienki o prostym kroju ( z lookbooków wynika trend na te lekko
rozkloszowane lub podkreślające figurę, co nie skreśla tych do samej ziemi )
> geometryczne oraz etniczne wzory (króluje abstrakcyjna geometria lub afrykańskie, indyjskie wzorki takie jak kwadraciki, trójkąciki i inne nieskomplikowane
wytwory sztuki ludowej)
> proste fasony (styl casual podchodzący pod dziewczęcą lub sportową elegancję)
> złoto jest nadal w modzie (nie ogranicza się wyłącznie do dodatków)
> wśród biżuterii królują cienkie bransoletki kółka noszone wręcz w kilogramach,
duże pierścienie i rzucające się w oczy głównie etniczne wisiory (kość słoniowa,
intensywny kolor wyróżniający z tłumu )
> kwiaty/etno/geometria obowiązują również bikini (tylko tutaj w nieco jaskrawszej
wersji i nasyconych kolorach)
Przy wyborze ubrań nie kierujmy się ślepo obowiązującą modą. Wybierajmy przede
wszystkim to, co podkreśla atuty naszej sylwetki oraz zadowala nas pod względem
wizualnym. Według znanej maksymy lepiej być ubraną niż przebraną, prawda?
Dominika Jastrzębska
[email protected]
N
adeszła długo wyczekiwana wiosna, a
wraz z nią czas na zmiany w naszym ubiorze, pora więc zrzucić zimowe kurtki i kozaki,
to czas aby zrobić porządki w szafach. Jakie
propozycje będą dominować w tym sezonie?
Niewątpliwym hitem będą ubrania w pastelowych kolorach ,które już robią furorę na światowych wybiegach.
Do najmodniejszych odcieni zaliczamy:
pudrowy róż, delikatną limonkę, błękit oraz
kolor pistacjowy. Pastele to barwy neutralne –
możemy zatem łączyć je z kolorami takimi jak
biel i czerń w minimalistycznych zestawach,
lub neonami i mocniejszymi odcieniami, gdy
chcemy się wyróżniać. Drugim nadchodzącym
trendem są wzory - zarówno kontrastowe, jak i
energetyczne ,ale przede wszystkim wyraziste,
ważne, aby było kolorowo. Niezależnie, który
z pośród dwóch trendów bardziej przypadnie
nam do gustu, warto w tym sezonie wypróbować coś nowego. Wiosna to najlepsza okazja,
aby nabrać do mody większego optymizmu.
W trakcie festiwalu organizowane są też śluby w stylu gotyckim.
Jak reagują bolkowianie
na to, co dzieje się w ich mieście? Z początku były wielkie
bunty, nikt nie chciał tak zwanych „czarnuchów” u siebie. Z
biegiem czasu to się zmieniło i
coraz więcej mieszkańców jest
rozmiłowanych tą muzyką, i z
niecierpliwością odlicza dni do
następnego festiwalu.
Warto pamiętać, że Castle
Party to nie tylko impreza muzyczna, ale również rewia mody.
Jest to raj dla osób, które uwiel-
biają nietuzinkowo się ubierać.
Lateksy, skóry, koronki, buty na
wielkich obcasach... Dlatego zachęcam do odwiedzenia Bolkowa w terminie 27-29 lipca 2012r.
Nie możecie tego przegapić.
MODA
10 RECENZJE
www.gs.uni.opole.pl
Kochanowski gości mistrzów Krakowa
W ramach wystąpień gościnnych, na deskach Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu zobaczyć
będzie można sztukę w wykonaniu Starego Teatru Narodowego z Krakowa -„Pan Tadeusz, czyli
ostatni zjazd na Litwie”
Anita Pilżys
[email protected]
Fot.: Michał Grabowski
A
Odtwórcy ról Zosi i Tadeusza
daptację polskiej epopei narodowej zobaczymy już na początku
kwietnia. Na deskach Teatru,
dla opolskiej publiczności wystąpią m.in. Krzysztof
Wieszczek, Krzysztof Golbisz,
Katarzyna Krzanowska oraz
Tadeusz Huk. Wspaniała obsada oraz wysoki profesjonalizm, jakim charakteryzuje
się przyjezdny Teatr, są gwarancją zadowolenia wybierających się na przedstawienie
Reżyser Mikołaj Grabowski
Sponsoring czyli co?
Małgorzata Szumowska, zwana też Małgośką, szerszej publiczności dała
poznać się jako reżyserka „33 scen z życia”. I chociaż nazwiska twórców
obu filmów nie zmieniły się, Sponsoring jest inny. Mniej osobisty, za to
bardziej kontrowersyjny.
Monika Lorek
[email protected]
D
Wielkim atutem filmu jest bardzo
dobra gra aktorska, żeńskich postaci. Gra Juliett Binoche, Anaïs
ziennikarka znanego kobiecego magazynu pisze
artykuł o zjawisku sponsoringu wśród młodych paryskich studentek. Chcąc sumiennie przygotować materiał spotka
się z dwoma dziewczynami, którym proceder ten nie jest obcy.
Im bardziej reporterka wchodzi
w świat oszustw, płatnego seksu i, co za tym idzie, względnego dobrobytu , tym wyraźniej
dostrzega, że jej wzorowe życie
dobrej żony i matki, przeplata się
z życiem bohaterek jej reportażu.
Ot, krótki zarys fabuły utworu.
Demoustier i Joanny Kulig, została doceniona przez grono
francuskich krytyków i recenzentów. Wydaje się, że najtrudniejszymi do przeniesienia na ekran,
były sceny intymnych spotkań
studentek ze swoimi klientami,
które śmiało można zaliczyć do
erotycznych. Fragmentami tymi
władają emocje, dynamika, a
i niejednokrotnie agresja oraz
przemoc.
W Sponsoringu do czynienia
mamy z zaburzoną chronologią
zdarzeń. Historie opowiadane
przez Lolę i Alicję, przeplatają się
ze sobą nieustannie, a wszystko
to ukazane jest na przemian z
zabiegiem retrospekcji (pierwsi
klienci dziewczyn, itd.) i scenami toczącymi się w prywatnym życiu Annie. Te zabiegi,
niewątpliwie utrudniają uszeregowanie losów bohaterek,
i wprowadzają zamierzony
chaos. Film przeładowany jest
dialogami, które budują akcję.
Szczególnie ważną rolę odgrywa postać wspomnianej
już Alicji. Samotnej, młodej,
polskiej studentki, która prostytuuje się, bo musi za coś
wyżyć w odległym kraju. Nie
potrafi odciąć się od zarabiania w taki sposób, gdyż
przyzwyczaiła się do życia
w dobrobycie. Pozornie jest
szczęśliwa, nie szczędzi alkoholu, lubi sobie przekląć.
Początkowo
sceptycznie
nastawiona do dziennikarki,
zaprzyjaźnia się z nią, i sprawia, że Anna zaczyna inaczej
postrzegać świat.
opolan. Dodatkowo, aktorom
towarzyszyć będzie zespół w
składzie: Tomasz Góra, Mieczysław Mejza – skrzypce,
Jacek Kociuban – wiolonczela, Wacław Mulak – trąbka,
Marek Pawlik – puzon, Jacek
Wać – perkusja. Zadba on o
oprawę muzyczną widowiska.
- Myślenie o wystawieniu
Panu Tadeusza było naturalną
konsekwencją takich moich
spektakli jak Pamiątki Soplicy
według Rzewuskiego czy Opisy obyczajów według księdza
Kitowicza. Z tym zamiarem
nosiłem się dosyć długo i w
końcu zdecydowałem się go
zrealizować” – mówi Mikołaj
Grabowski. Tłumaczy także, że punktem wyjścia do
stworzenia inscenizacji było
nieustanne pielgrzymowanie
Polaków do ich wymarzonej,
wyśnionej, ale nieosiągalnej
Polski.
Spektakl w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, opolska publiczność będzie miała
okazję ocenic już 13 kwietnia, na dużej scenie Teatru
im. Jana Kochanowskiego w
Opolu. Bilety na trzygodzinne widowisko, w cenie 100 zł,
90 zł, wejściówka: 50 zł, są do
nabycia w kasie teatru.
Nowy lżejszy
MECH
Długo oczekiwana płyta legendarnej grupy
MECH, w końcu trafiła w ręce fanów. Szokująca
i kontrowersyjna – to dwa słowa, które w pełni
oddają jej charakter.
Mamusiu! Tatuś to potwór!
Ojciec dyspozytor, matka urzędniczka, trójka dzieci. Normalna katolicka rodzina. Obowiązkowa
obecność na niedzielnej mszy świętej. Co może być w tym nadzwyczajnego?
Agnieszka Rybałtowska
[email protected]
L
ata 70., Dolny Śląsk. Ona –
najmłodsza, opisuje swoje
dzieciństwo. Z zewnątrz
normalne.
„Kato – tata” – to opowieść
o życiu rodziny, w której zasady
postępowania, kodeks etyczny i
codzienne relacje między ludźmi
okazują się być zakłamane i agresywne. Ta książka to pamiętnik
kobiety ukrywającej się pod pseudonimem Halszka Opfer. Nieprzypadkowo w języku niemieckim
słowo ‘opfer’ oznacza ofiarę. Tak
też czuje się, już dzisiaj dorosła,
autorka historii. Obecnie mieszka
w Wielkiej Brytanii. Przeszła wiele
terapii. Najtrudniejszą z nich było
spisanie tych wspomnień. Zajęło jej to szesnaście długich lat.
Te wspomnienia to niewysłany
list do jej rodziców. Ojciec zmarł,
wcześniej przepraszając za swoje
postępowanie. Matka do niczego
się nie przyznaje. Brat groził, że
wydając tą książkę, Halszka zrujnuje życie sobie i rodzinie.
Autorka opisuje, jak ojciec
regularnie gwałcił swoje dziecko i jaką chorą satysfakcję mu
to sprawiało. Gehenna trwała
przez całe dzieciństwo i okres
dojrzewania. Weszło to na stopień takiej rutyny, że dziewczynka uważała, że robią tak wszyscy
tatusiowie.
Co z matką? Mama wiedziała o wszystkim. Milczała. Chociaż
bita i maltretowana, w dalszym
ciągu broniła męża.
Dom Halszki Opfer to nie
tylko molestowanie. Wódka
zmieniła ojca w jeszcze większego potwora. Częste, niekontrolowane wybuchy agresji, poniżanie
żony, ciotki, dzieci i koleżanek
Halszki...
Pisarka stopniowo podejmuje próbę analizy motywów
postępowania jej rodziców. Dochodzi do wniosku, że oboje
są okrutnymi ludźmi. Dzieci są
dla nich trudnym brzemieniem,
muszą wydawać na nie ciężko
zarobione pieniądze, zajmować
się, nawet podczas gorszego samopoczucia. Szokujące było wy-
znanie Halszki, która mówiła, że
dni spędzone w szpitalu podczas
choroby są dla niej zbawienne.
Można się spodziewać, że tylko
wtedy nie dosięga jej ohydna
ojcowska łapa. O nim mówiła następująco: „Od początku mojego
życia tatuś skrzętnie urabiał mnie
na swoją ofiarę. Zaprogramował
mnie, abym spełniała jego wolę
(...). Istniałam po to, aby je spełniać”.
Książka – pamiętnik, od
której nie sposób się oderwać.
W dwóch słowach: mocna rzecz.
Biorąc ją do ręki, czytelnik nie
spodziewa się takiej gry na emocjach. Dosadny, przejmujący
język to łkanie, obok którego
wszyscy przez wiele lat przechodzili obojętnie.
To także zwycięska walka
kobiety – dziewczynki stoczona
z samą sobą i tato – katem, któremu ostatecznie na łożu śmierci
wybaczyła wszystkie złe czyny.
Tutaj nie chodzi tylko o traumatyczne dzieciństwo autorki. To,
co było, wciąż dzieje się w jej
myślach.
Czytając tę historię, człowiek ma nadzieję na jakiś
happy end, ale to tylko złudne wrażenie. Przecież czasu
się nie cofnie, a pamięci się
nie wymaże. Nie widać żadnej
pozytywnej strony powieści,
ponieważ ona najzwyczajniej
nie istnieje. Dzieciństwo ludzi,
którzy wzrastali w prawdziwym cieple domowego ogniska ma smak słodki i przepyszny, jak lody czekoladowe,
jednak może też smakować,
jak garść gwoździ, nawet po
latach ciężko przechodzących
przez gardło.
Justyna Krzyżanowska
[email protected]
K
apela oscylująca od lat
70. w klimatach hard
rocka, rocka progresywnego czy heavy metalu, na
krążku ZWO serwuje odbiorcy także inne brzmienia. Poza
tradycyjnymi riffami, na płycie
miejsce znalazły także liryczne kawałki, które zamiast napełniać energią do działania,
skłaniają raczej do refleksji
nad beznadziejnością życia codziennego. To jednak jeszcze
nic. Utwór „Kocie Kocham Cię”,
pełny kpiny i kiczu jednocześnie, kompletnie nie wpisuje
się w tradycyjny kanon twórczości zespołu. Paradoksalnie,
właśnie tą groteskowością jest
w stanie się obronić. Choć z
pozoru wydaje się być żartem
samym w sobie, w rzeczywistości można go odczytywać, jako
przestrogę przed tym, co nas
czeka, jeśli społeczeństwo nie
zrozumie, jak wielką krzywdę
wyrządza prawdziwej muzyce,
kiedy słucha zwyczajnej, lecz
wpadającej w ucho tandety.
Na dłuższą refleksję zasługuje także odświeżony kawałek
„Popłoch” – klasyk, który przez
lata był kojarzony z zespołem.
Pytanie: dlaczego muzycy zdecydowali się na nową aranżację akurat tego utworu? Bo jest
energiczny i zapada w pamięć?
Możliwe. A może, dlatego że
chcieli pokazać, że choć świat
się zmienia, to natura ludzka i
chęć posiadania władzy pozostają takie same. ZWO to płyta,
którą niewątpliwie warto znać,
choćby ze względu na rangę
artystów, którzy dołożyli swoją cegiełkę do stworzenia tego
krążka – grupa MECH współpracowała z członkami takich
kapel, jak Dżem, TSA, Turbo
czy Voo Voo. Przed przesłuchaniem płyty, trzeba jednak
do niej dorosnąć. Zresztą jak
do każdej z gatunku rocka czy
pokrewnych.
KUCHNIA 11
www.gs.uni.opole.pl
Zapiekane
ziemniaczki
Paulina Ziętalak
[email protected]
Przygotowanie:
Ziemniaki obieramy i kroimy
na plasterki grubości ok. 0,5cm
i wrzucamy je na patelnie,
uprzednio rozgrzewając na niej
niewielką ilość oleju (tak, aby
cała patelnia była nim lekko
pokryta). Smażymy na małym
ogniu, co chwilę mieszając. Gdy
ziemniaczki zaczną się lekko zarumieniać, to dodajemy do nich
pokrojoną w kosteczkę cebulę i
posiekany czosnek, przykrywamy. Sprawdzamy po kilkunastu
minutach czy nasze danie zaczyna się robić miękkie, gdy tak
zaczyna się dziać, to dodajemy
do niego nasze przyprawy: sól,
pieprz, oregano, bazylię (pamiętajmy, że solą i pieprzem możemy sobie doprawić już na talerzu, więc z nimi starajmy się nie
przesadzać). Jeszcze raz wszystko to mieszamy i zostawiamy do
momentu, aż nasze ziemniaki
będą całkowicie miękkie i nadające się do zjedzenia. Możemy
jeść z kefirem lub maślanką, ale
to już zależy od nas samych.
Najlepsza pizza w Opolu?
HARISSA!
Dużo przebywasz w terenie? Nie masz czasu na gotowanie? HARISSA to
miejsce dla Ciebie. Zjesz szybko, tanio i wygodnie.
Damian Sklorz
[email protected]
R
estauracja HARISSA to
ciekawe miejsce o ciepłej i przytulnej atmosferze, serwujące gorące dania
w zaledwie parę minut! Specjalnością zakładu stała się starannie przygotowywana pizza,
której 17 rodzajów dostępnych
jest w bardzo przystępnych cenach. Dodatkowo, aby zaspokoić pragnienie każdego studenta, HARISSA wprowadziła
możliwość skomponowania
własnej pizzy. Pozwala to najeść się do syta nawet największym łasuchom oraz głodnym
(nie tylko wiedzy) studentom,
jednocześnie dając gwarancję,
że każdy zje pizzę taką, na jaką
ma ochotę. Wszystkich niedowiarków serdecznie zapraszamy na ul. Kołłątaja 10.
HARISSA to również idealne miejsce na wieczorne wyjścia ze znajomymi na miasto.
Restauracja otwarta w piątek i
sobotę aż do godziny 1.00 za-
spokoi nawet najbardziej wymagającego klienta, pozwalając mu na niezliczoną ilość
rozmów przeprowadzonych w
przyjaznej atmosferze.
Jeżeli jednak nie masz
ochoty wychodzić z mieszkania, a dodatkowo nie masz
pomysłu na obiad, HARISSA i
tak zaspokoi Twoje potrzeby!
Zadzwoń i zamów, a kierowca
HARISSY dowiezie upragnione
jedzenie pod same drzwi! Nr
tel.: 796-25-88-25.
Uwaga konkurs
Gazeta Studencka i Harissa organizuje konkurs.
Do wygrania 6 darmowych kuponów na jedzenie.
Pytanie konkursowe brzmi:
W którym z opolskich centrów handlowych znajduje się
restauracja harissa?
Na odpowiedzi czekamy do 5 kwietnia pod adresem:
[email protected]
Wśród wszytskich odpowiedzi wylosujemy 6 szczęśliwców
m
oż
ko esz
nt z
ak am
t: ie
st śc
ud ić
en sw
ck oj
au ą r
[email protected] ek
w l am
p.
pl ę
Składniki:
>8 średniej wielkości
ziemniaków
>1 cebula
>3 ząbki czosnku
>pieprz
>sól
>oregano
>bazylia
>olej
>kefir lub maślanka
Tu
Fot. Paulina Ziętalak
Wielkim krokiem nadchodzi wiosna i coraz częściej nie mamy ochoty sięgania po dania, które zawierają w sobie duży, tłusty kawał mięsa. Dlatego specjalnie dla was postanowiliśmy zrezygnować w tym numerze z
dań mięsnych, ale przy tym równie dobrze i smacznie się najeść. Taka
propozycja idealnie może się nadawać na ciepłe dni, w których nie potrzebujemy tak dużo kalorii do spalenia.
12 SPORT
www.gs.uni.opole.pl
To już jest koniec... Sezonu futsalowego
Występ naszych futsalowców w półfinale AMP strefy D nie był udany. Reprezentacja Uniwersytetu Opolskiego mężczyzn zrehabilitowała się awansem do III ligi w rozgrywkach Komprachcickiej Ligi Halowej.
Michał Chudzik
[email protected]
L
egnicka klęska
Już przed wyjazdem na
AMP w Legnicy, reprezentacja UO musiała zmierzyć się
z problemami. Okazało się, że
zamiast 12 zawodników, na
turniej pojedzie tylko 10 reprezentantów naszej uczelni
plus trener i kierowca busa,
ponieważ jak powiedział Gazecie Studenckiej prezes AZS
-u UO, nie było więcej pieniędzy na zakwaterowanie. Jeden
z zawodników pojechał do
Legnicy na koszt własny. Turniej rozpoczął się obiecująco,
bo nasz zespół zremisował z
faworyzowaną drużyną Politechniki Wrocławskiej 1-1. W
drugim meczu piłkarze trenera Jacka Cieślińskiego musieli
uznać wyższość Uniwersytetu
Zielnogórskiego, przegrywając
1-5. Azetesiacy zajęli 3. miejsce w grupie i byli skazani na
walkę o miejsca 9-12. Na początku musieli pokonać team
Uniwersytetu Śląskiego Katowice, z którym w poprzednich
dwóch latach przegrywali.
Futsalowcy z UO na minutę
przed końcem prowadzili 2-1,
ale stracili gola i przegrali w
rzutach karnych. W ostatnim
meczu, o 11. miejsce, już bez
mającego egzamin bramkarza
Mateusza Jurczyka i kontuzjowanego Tomasza Czajki,
Po słabym występie w półfinale AMP naszym piłkarzom halowym pozostała walka w Komprachcickiej IV Lidze Futsalu.
nasi zawodnicy zmierzyli się z
Uniwersytetem Wrocławskim.
Rezerwowego bramkarza nie
było, więc o zwycięstwo było
ciężko. Turniej zakończony
został porażką 2-4. Nasz męski zespół futsalu wrócił z turnieju na tarczy. Mimo słabego
występu, zawodnicy byli za-
Trzy szybkie
pytania do:
dowoleni z wyjazdu. - Wyjazd
na AMP-y był całkiem sympatyczny. Wyjazd na turniej piłkarski w trakcie sesji pozwolił nam na zrelaksowanie się
przed kolejnymi egzaminami
– wyznał Marek Miłaszewski,
jeden z zawodników AZS-u
UO.
Awans na pocieszenie
Po słabym występie w półfinale
AMP naszym piłkarzom halowym pozostała walka w Komprachcickiej IV Lidze Futsalu.
Po fatalnym starcie (5 porażek
z rzędu) nasz zespół zaczął wygrywać. Reprezentacja futsalu
UO w 13 meczach zdobyła 17
punktów (5 zwycięstw, 2 remisy, 7 porażek). Efektem było
czwarte miejsce na koniec sezonu. To gwarantowało miejsce
barażowe i dodatkowy bój o
III ligę. Rywalem naszych chłopaków był zespół o groźnie
brzmiącej nazwie – Brutal Team
Opole. Spotkanie, będące dla
naszego zespołu walką o to by
sezon nie był do końca stracony, miało wielką dramaturgię.
Tak wielką, że ciśnienia nie wytrzymał...trener AZS-u UO Jacek
Cieśliński, który podważał kompetencje i inteligencję arbitra
tego spotkania. W rezultacie
sędzia wysłał go na trybuny i
przerwał akcję, po której padła
nieuznana bramka dla naszego
zespołu. Końcówka była bardzo
nerwowa, ale na szczęście udało się naszym reprezentantom
utrzymać korzystny wynik dający awans do III ligi.
Awans nie powinien być
gloryfikowany, ponieważ celem
numer jeden w tym sezonie był
dobry występ w półfinale AMP
w Legnicy. Celu nie udało się
zrealizować. Ostatni raz zespół
mężczyzn UO w futsalu, w półfinale AMP zwyciężył dwa lata
temu. Nasza reprezentacja wygrała wtedy z Uniwersytetem
Wrocławskim oraz z Wyższą
Szkołą Bankową. Dodatkowo
w środowiskowej lidze w Komprachcicach nie zawsze wszystko grało zgodnie z przepisami.
Przykładem mecz z drużyną
Maniex Team Opole, w którym
w barwach naszego zespołu
trener wystawił nieuprawnionego gracza. Skutkiem tego
było anulowanie meczu wygranego przez naszą reprezentację UO.
Pozostaje mieć nadzieję,
że podobne sytuacje w kolejnych sezonach nie będą się powtarzać.
Osiągnął szczyt w 43 sekundy
We wtorek, 20 marca, odbyły się Akademickie Mistrzostwa Opola w bieganiu po schodach.
Zwycięzcą zawodów okazał się student II roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej Szymon Brózda.
Wojtka Adamowicza
Prezes, student, siatkarz.
A
by zostać prezesem AZS-u trzeba się udzielać
w klubie i znać środowisko akademickie. Te kryteria
spełniał Wojtek Adamowicz i w
2010 roku ( po rozpadzie ówczesnego zarządu) został prezesem Akademickiego Związku
Sportowego na Uniwersytecie
Opolskim. To on organizuje imprezy sportowe, rozgrywki oraz
czuwa nad klubowymi drużynami. Wobec swoich podwładnych jest wymagający.
Studiuje
psychologię
na
wydziale
historyczno-pedagogicznym UO. Jak sam
przyznaje, to czego się uczy,
pomaga mu w kontaktach i
ze współpracownikami oraz
uniwersyteckimi
drużynami.
O sobie mówi: przyjazny, kreatywny
i
współpracujący.
Gra w siatkówkę. W piłce nożnej
nigdy nie będzie kibicował Bayernowi Monachium.
Trzy szybkie pytania do Wojtka:
1. Gdyby była taka możliwość
w jakim klubie byś zagrał?
- W AZS-ie na Uniwersytecie
Opolskim
2. Największą przyjemność
sprawia mi?
- Siatkówka.
3. Chciałbym być jak?
- Daniel Kaczmarczyk. Łączył
karierę sportowca z nauką i
muzyką.
Szymon Brózda - rzutem na taśmę.
Wiktor Gumiński
[email protected]
C
Wojtek za sterami swojego
statku - w nowym biurze.
ała impreza, pod
nazwą Tower Running, odbyła się po
raz drugi. Jej organizacją
ponownie zajęło się Radio-Sygnały. Polem rywalizacji był najwyższy z
opolskich
akademików
– Niechcic. Celem każdego z uczestników było jak
najszybsze dostanie się na
jego szczyt. Wszyscy startujący mieli do pokonania
11 pięter. Zasady zabraniały dotykania poręczy,
ścian oraz ludzi. Popełnie-
nie każdego z tych wykroczeń
wiązało się z dyskwalifikacją.
Chęć udziału w rywalizacji zgłosiło 21 uczestników,
zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wśród nich była również Mistrzyni Polski w bieganiu po schodach z 2011 r.
Daria Gwiazdowska. Najszybciej na mecie, z czasem 43,14
s., zameldował się jednak
startujący jako pierwszy Szymon Brózda. Drugie miejsce,
ze stratą zaledwie 0,04 s. do
zwycięzcy, zajął kolejny student II roku dziennikarstwa
i komunikacji społecznej Tomasz Bojnicki. Na najniższym
stopniu podium uplasował się
ubiegłoroczny triumfator zawodów Sebastian Knesz – 44, 31
s. Szczyt Niechcica
udało się zdobyć 16
startującym. Po zakończeniu rywalizacji
każdy z nich dostał
pamiątkowy dyplom.
Najlepsza
„trójka”
zdobyła dodatkowe
nagrody rzeczowe.
W ręce triumfatora
powędrował puchar,
natomiast pozostali
otrzymali piłkę do
piłki nożnej (2. miejsce) oraz do koszyZwycięski Szymon Brózda
kówki (3. miejsce).
Fot. Nikodem T.Jacuk
[email protected]
Fot. Marta Zając
Marta Zając

Podobne dokumenty

Między bajki można włożyć mit o alkoholowych

Między bajki można włożyć mit o alkoholowych Redaktor naczelny: Patrycja Migoń Zastępca red. naczelnego: Anita Pilżys Dział marketingu: Ewelina Olszewska Korekta: Katarzyna Chałupnik, Dominika Kałuzińska Redaktor wydania: Anita Pilżys Skład D...

Bardziej szczegółowo