Wersja PDF - Wici.Info

Komentarze

Transkrypt

Wersja PDF - Wici.Info
#
k u lt u ra
-0264
Kielc e, Luty 2010 • ISSN 1895
34
fo rm
ln y in
a to r
Spis treści
www.wici.info
kulturalny informator
Naczelnik
Rafał Nowak
Internetowy
Sergiusz Pawłowski
Sekretarz
Andrzej Piskulak
Współpraca
Bożena Pawłowska, Jakub Wątor, Magdalena
Kołodziej, Sylwia Gawłowska, Olga Adamus,
Justyna Giemza, Wiktor Franko, Magdalena
Wach, Kinga Matałowska, Agata Majcher,
Grzegorz Świercz, Łukasz Król, Radosław
Nowakowski, Karol Krzyczkowski, Weronika
Mojecka
Druk
Drukarnia im. A. Półtawskiego
Kielce, ul. Krakowska 62
Wydawca
Fundacja Kultury Wici
Baza Zbożowa, 25-416 Kielce, ul. Zbożowa 4
tel. 041 3441177, 601 077 830
[email protected]
Okładka Sztuka Sżycia
Czasopismo wydawane jest dzięki
współpracy z Prezydentem Miasta Kielce
Kalendarz
4
Marek Cecuła w Windzie
14
Hunter w Kielcach
Aukcja na Walentynki 15
Wawro na parkingu
Ozon w kinieWDK
16
Artur Barciś w Salonie Bezsenność
Młoda grafika w BWA 17
Tym w Pałacyku
Pocztówka z Kielc18
Spinacz
19
Festiwal Firmament 2009 27
Fisz: Darłem mordę na gitarze... 34
Anna Ciszek Żeby było ciepło! 40
Letkie rozmowy o życiu 46
Informator 54
Co to jest tetrapod i ile miał nóg? 56
Lodowy plener
58
MMA 62
Narty w cieniu Łysicy 64
Tetrapod w świętokrzyskim
zaczęło się życie 70
Sandomierski „Ojciec Mateusz” 74
The Great Escape 78
Cmentarz 84
Kair 86
Kapusta.. samo zdrowie 92
Marek Cecuła - Defragmentacje
czytaj na str. 16
KalenL Luty2010
wici.info | kalendarz
poniedziałek 01.02
Przegląd filmów
Francoisa Ozona
niedziela 07.02
Salon Bezsenność
- Artur Barciś - One
man show
Strauss Ensemble
Koncert kameralny
Pałacykowy Salon Muzyki
Kameralnej
Pałac T. Zielińskiego, Kielce,
ul. Zamkowa 5, g. 17:00
Filharmonia Świętokrzyska,
Kielce, pl. Moniuszki 2 b,
g. 18:00
W programie: A. Piazzolla, F.
Kreisler, E. Elgar, A. Dvořák,
J. Brahms
poniedziałek 08.02
Art-Eko Zdynia 2009
- wystawa fotografii
Galeria Fotografii ZPAFBWA, Kielce, ul. Planty 7
„Czas, który pozostał” g. 18:00
„Ricky” g. 20:00
Wojewódzki Dom Kultury,
Kielce, ul. Ściegiennego 6
piątek 12.02
Dooms Night
koncert, support: Bullshit
Baby, g. 19:00
Ibiza, Kielce, ul. Wesoła 51
Kino kobiet: Krystyna
Janda w Kinie WDK
Projekt Pralka
„Tatarak” g. 18:00
„Rewers” g. 20.00
Wojewódzki Dom Kultury,
Kielce, ul. Ściegiennego 6
Rosyjskie pejzaże
Filharmonia Świętokrzyska,
Kielce, pl. Moniuszki 2 b,
g. 19:00
W programie: M. Bałakiriew,
D. Szostakowicz, M. Musorgski
Samotnie z plecakiem
do Santiago
Pożegnanie z filmem
w kinie WDK: „Hańba”
Spotkanie z Bogdanem
Gumowskim
Pałac T. Zielińskiego, Kielce,
ul. Zamkowa 5, g. 18:00
Wojewódzki Dom Kultury,
Kielce, ul. Ściegiennego 6, g.
18:00 i 20:00
Walentynki
w Filharmonii
Kino kobiet: Krystyna
Janda w Kinie WDK
Filharmonia Świętokrzyska,
pl. Moniuszki 2 b, g. 19:00
„Tatarak” g. 18:00
„Rewers” g. 20.00
Wojewódzki Dom Kultury,
Kielce, ul. Ściegiennego 6
Wojewódzki Dom Kultury,
Kielce, ul. Ściegiennego 6,
g. 18:00 i 20:00
środa 17.02
Poślizg Kontrolowany
Automobilklub Kielecki,
Oddział w Skarżysku
czwartek 18.02
Wystawa malarstawa
Luby Radomskiej
piątek 19.02
Semafor, Skarżysko-Kamienna, ul. Towarowa 2, g. 20:00
wystąpią: Fokus & Rahim +
DJ Bambus (Pokahontaz), DJ
Ramone, EWK
niedziela 14.02
Kino kobiet: Krystyna
Janda w Kinie WDK
sobota 06.02
„Rewers” g. 18:00
„Tatarak” g. 20.00
Wojewódzki Dom Kultury,
Kielce, ul. Ściegiennego 6
Kwiaciarnia, Kielce,
ul. Piekoszowska 98a, g. 17:00
czytaj str. 95
Pożegnanie z filmem
w kinie WDK: „Hańba”
Słoneczko, Kielce,
ul. Romualda 3, g. 17:00
12-13.02.2010
U Ducha, Zagnańsk
parking wielopoziomowy, II
piętro Kielce, Pl. Konstytucji,
wejście od ul. Leśnej
Kino Moskwa,
Kielce, ul. Staszica 5
Semafor, Skarżysko Kamienna, ul. Towarowa 2, g. 19:00
Skarlandzka Hip-Hop
fiesta 4
Toy Story 3D premiera
„Nine”, „Randka
w ciemno”
The Bill - koncert
Hala Sportowa, Kielce,
ul. Boczna 15, g. 16:00
piątek 05.02
Kinoplex,
Kielce, ul. Świętokrzyska 20
poniedziałek 15.02
Vive Targi Kielce vs.
Rhein Neckar-Lowen
Kieleckie Centrum Kultury,
Kielce, pl. Moniuszki 2b,
g. 18:00
Kino Moskwa, Kielce,
ul. Staszica 5, g. 20:00
sobota 13.02
Marek Wawro - „Interior Cube” - environment
czwartek 04.02
Hunter
Walentynki w Kinie
Moskwa
wtorek 09.02
Muzyczna podróż
w czasie - koncert
familijny
Filharmonia Świętokrzyska,
pl. Moniuszki 2 b, g. 11:00
w programie utwory m.in.:
J. S. Bacha, W. A. Mozarta, J.
Straussa, G.
Gershwina
Aukcja dzieł sztuki Z miłości do sztuki
Galeria Winda, Kielce,
pl. Moniuszki 2b, g. 19:00
Anna Wojdała-Markowska: malarstwo,
tkanina, kolaż
Waldemar Kozub
grafika komputerowa
Małgorzata Strzelec
– malarstwo
Galeria BWA Piwnice, Kielce,
ul. Leśna 7, g. 18:00
Premiery w Kinie
Moskwa: „Parnassus”,
„Zakładnik”
Kino Moskwa, Kielce,
ul. Staszica 5
Jacek Świgulski malarstwo
Galeria BWA,
Sandomierz, Rynek 11
Kabareton
niedziela 28.02
Kino Etiuda, Ostrowiec
Świętokrzyski, Al. 3 maja 6,
g. 18:00
Stanisław Tym
- Kobieta z widokiem
na taras
Arcydzieła Symfoniki
Filharmonia Świętokrzyska,
pl. Moniuszki 2 b, g. 19:00
W programie: M. Ravel, R.
Maciejewski, J. Brahms
Pałac T. Zielińskiego, Kielce,
ul. Zamkowa 5, g. 17:00
marzec 2010
sobota 20.02
Vive Targi Kielce vs.
RK Gorenje Velenje
środa 24.02
Idil Biret - Chopin
2010
Filharmonia Świętokrzyska,
pl. Moniuszki 2 b, g. 18:00
poniedziałek 01.03
Do trzech razy Hrebejk
w kinie WDK:
piątek 26.02
Hala Sportowa, Kielce,
ul. Boczna 15
Marek Cecuła:
Twórczość ceramiczna
1980-2010
Chłodne lato 53-go
Wojewódzki Dom Kultury,
ul. Ściegiennego 6, g. 18:30
czwartek 04.03
niedziela 21.02
Romeo i Julia
William Szekspir „Romeo i Julia” przekład Jerzy Sito
reżyseria Julia Wernio
scenografia Elżbieta Wernio
opracowanie muzyczne Marzena Ciuła-Szczerska
ruch sceniczny Elżbieta Szlufik-Pańtak
Bogdan Łazuka Za kulisami kabaretu
OJCIEC LAURENTY – Paweł Sanakiewicz
BALTAZAR – Marcin Brykczyński
GRZEGORZ – Artur Słaboń
APTEKARZ – Ewa Józefczyk
PANI MONTEKI – Teresa Bielińska
PANI KAPULETI – Joanna Kasperek-Artman
JULIA – Dagna Dywicka/Zuzanna Wierzbińska
NIANIA – Ewelina Gronowska-Ośka
Galeria Winda, Kielce,
pl. Moniuszki 2b, g. 18.00
CREE i Sebastian
Riedel
Chopin 2010
Filharmonia Świętokrzyska,
pl. Moniuszki 2 b, g. 19:00
Depeche Mode Party
Alibi Club, Kielce,
ul. Bodzentyńska 10 , g. 20:00
Pałac T. Zielińskiego, Kielce,
ul. Zamkowa 5, g. 17:00
premiera styczeń 2010
ESKALIS - Andrzej Cempura
PARYS - Adam Molak
MONTEKI - Edward Janaszek
KAPULETI – Janusz Głogowski
ROMEO – Maciej Pesta
MERKUCJO – Wojciech Niemczyk
BENWOLJO – Michał Węgrzyński
TYBALT – Łuksz Pruchniewicz
„Pupendo” g. 18:00
„Do Czech razy sztuka”
g. 20:00
Wojewódzki Dom Kultury,
Kielce, ul. Ściegiennego 6
MIEJSCE
NA TWOJĄ
REKLAMĘ
[email protected]
sobota 27.02
Vive Targi Kielce vs.
HC Bosna Sarajevo
Hala Sportowa, Kielce,
ul. Boczna 15, g. 12:00
Pampeluna - koncert
Semafor, Skarżysko-Kamienna, ul. Towarowa 2, g. 19:00
koncert akustyczny
Pałac T. Zielińskiego, Kielce,
ul. Zamkowa 5, g. 18:00
Akademia melomana
Filharmonia Świętokrzyska,
pl. Moniuszki 2 b, g. 18:00
W programie: M. Moszkowski, G. Bottesini, W. A. Mozart
wici.info | kalendarz
11
wystawy
Wystawa malarstaw
Luby Radomskiej
Art-Eko Zdynia 2009
- wystawa fotografii
Ewa Prisner - malarstwo
Lise Kjaer - Beginings
Galeria xs, Kielce,
ul. Podklasztorna 117
do 12 lutego
Galeria Fotografii ZPAFBWA, Kielce, ul. Planty 7
od 8 do 22 lutego
Małgorzata Strzelec
– malarstwo
Katarzyna Krzykawska
- wystawa AB Rh+
Muzeum Regionalne, Pińczów, ul. Piłsudskiego 2a
do 7 lutego
Ewa Konieczna-Pilachowska - malarstwo
Galeria Winda, Kielce, pl.
Moniuszki 2b
do 11 lutego
Marek Wawro - „Interior Cube” - environment
Galeria BWA, Sandomierz,
Rynek 11
od 19 lutego do 14 marca
Galeria xs
do 12 lutego
Grand Prix Młodej
Grafiki Polskiej Kraków
2009
Historia krzemienia
Galeria BWA Piwnice, Kielce,
ul. Leśna 7
do 14 lutego
Muzeum Narodowe,
Kielce, ul. Orla 3
do 28 lutego
Monika Hartman
- malarstwo
Fiński epos „Kalevala”
w ilustracjach Adama
Korpaka
Miejska Biblioteka Publiczna,
filia nr 8, Kielce, ul. Barwinek
31do 15 lutego
Słoneczko, Kielce,
ul. Romualda 3
od 18 lutego do 12 marca
Galeria BWA Piwnice, Kielce,
ul. Leśna 7
od 19 lutego do 14 marca
Marek Cecuła:
Twórczość ceramiczna
1980-2010
Galeria BWA, Sandomierz
24-01-2010 17:00
Waldemar Kozub grafika komputerowa
Doroczna Wystawa
Twórczości Artystów
Kieleckiego Środowiska
Plastycznego
Galeria Zielona, Busko Zdrój,
al. Mickiewicza 7
do 20 lutego
Droga - Judyta Bernaś
- wystawa grafiki
Anna WojdałaMarkowska: malarstwo,
tkanina, kolaż
Galeria BWA Na Piętrze,
Kielce, ul. Leśna 7
od 19 lutego do 14 marca
Muzeum Narodowe, Kielce,
Rynek 3/5
do 28 lutego
parking wielopoziomowy, II
piętro Kielce, pl. Konstytucji,
wejście od ul. Leśnej
od 8 do 12 lutego
Jacek Świgulski malarstwo
Galeria BWA Piwnice, Kielce,
ul. Leśna 7
od 19 lutego do 14 marca
Galeria Winda, Kielce,
pl. Moniuszki 2b
od 26 lutego do 30 marca
wici.info | wydarzenia
Wielka
Orkiestra
„od kuchni”
10 stycznia po raz osiemnasty
w Polsce rozbrzmiał finał Wielkiej
Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Po raz kolejny z Orkiestrą Jurka
Owsiaka zagrało też Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu
w Kielcach.
O tym, jak wygląda przygotowanie
sztabu, czyli o Orkiestrze „od kuchni” opowiedziały Iwona Napora
i Joanna Dyczko, prowadzące
sztab przy Stowarzyszeniu Centrum Wolontariatu w w Kielcach
– To nasz kolejny Finał. Jako Centrum Wolontariatu gramy od 2005
roku, wcześniej sztab prowadzony
był przez Świętokrzyskie Centrum
Fundacji Rozwoju Demokracji
Lokalnej. Przygotowania do styczniowego Finału zaczynają się już
wrześniu, kiedy pierwsi chętni
zgłaszają chęć kwestowania. Już
wtedy trzeba przewidywać liczbę
wolontariuszy, która później kierowana jest do siedziby Fundacji
WOŚP. Zgłoszenia sztabów
w Warszawie przyjmowane są od
października, natomiast chętni
wolontariusze pojawiają się miesiąc wcześniej – wyjaśnia Iwona,
głównodowodząca sztabu.
Chętnych nie brakuje, dlatego
potrzebna jest selekcja wśród
zgłaszających się wolontariuszy.
– W tym roku trafiło do nas ponad
dwieście osób, jednak mogliśmy
wybrać jedynie 120. Przy takim
wyborze pomagają nam „dane
historyczne”, tzn. sięgamy do ubiegłorocznych statystyk, szukając
w nich osób, które mają już doświadczenie w zbiórkach Orkiestry.
Jeśli ktoś z wolontariuszy pojawia
się po raz pierwszy, prosimy o zaświadczenie ze szkoły lub zakładu
pracy – tłumaczy Iwona.
łową niedzielę rozpoczyna pracę
o godzinie 11. Już około południa
pojawiają się kwestujący, aby
rozgrzać się przy gorącym napoju
i zjeść coś słodkiego – opowiada
Joanna. – Po południu, około godziny 15 trafiają do sztabu pierwsze puszki, wtedy rozpoczyna się
wielkie liczenie. W trakcie samego
finału trwa ono do północy, jednak
ostateczny wynik można poznać
dopiero po kilku dniach, kiedy
wszyscy wolontariusze oddadzą
swoje puszki – dodaje.
Przed Finałem wolontariusze
wypełniają nadesłane z Fundacji
WOŚP dokumenty, otrzymują
opieczętowane identyfikatory
i specjalne puszki. Z takim ekwipunkiem w drugą niedzielę
stycznia mogą wyruszyć zbierać
pieniądze.
Tradycją stało się już, że sztab
prowadzony przez Centrum
Wolontariatu ma swoją siedzibę
w kieleckim Kinie Moskwa.
Tam w trakcie Finału wolontariusze
mogą się rozliczać. Sztab w fina-
13
Rekordzistką w tym roku okazała
się harcerka, która przyniosła
ponad 1500 zł. Zdarzają się jednak
również takie przypadki, że puszki
zostają okradane przez samych
kwestujących, których wówczas
trudno nazwać wolontariuszami.
– W takiej sytuacji sprawa zgłaszana jest policji, a osoba, która
próbowała „zarobić” może być
pewna, że nigdy już nie otrzyma
puszki Wielkiej Orkiestry w żadnym sztabie – mówi Iwona.
Na koniec szefowa sztabu podsumowuje tegoroczny wynik,
uzyskany w sztabie – W tym roku
zebraliśmy kwotę 29 176 zł, razem
z walutami obcymi. To wynik lepszy od ubiegłorocznego o ponad
trzy tysiące. – Dziewczęta zgodnie
przytakują na pytanie, czy w przyszłym roku Orkiestra w Kielcach
razem z Centrum Wolontariatu zagra ponownie. – Zagramy za rok,
będziemy grać do końca świata
i o jeden dzień dłużej!
notował Grzegorz Świercz
wici.info | wydarzenia
IX FESTIWAL TAŃCA KIELCE 2009
Anna Ciszek - Sztuka Sżycia
miekkie formy do przytulania...
Galeria Lakiernia, Kielce 14 - 31 stycznia 2010
rozmowa z Autorką - str. 40
15
wici.info | wydarzenia
Aukcja na
Walentynki
Marek Cecuła w Windzie
Po sukcesie wystawy w kieleckim
BWA, światowej sławy artysta ceramik Marek Cecuła zaprezentuje
swoją twórczość w Galerii Sztuki
Współczesnej „Winda”. Miłośnicy
sztuki będą mieli okazję poznać
drogę Cecuły od początku jego poszukiwań artystycznych, czyli działania w studiu ceramicznym Soho
w Nowym Jorku, aż po najnowszy
etap w jego karierze w pracowni
Ceramika Nova w kieleckiej Bazie
Zbożowej.
Początki działalności kieleckiego artysty to poszukiwania w nowatorskiej idei unikatów, form pół-użytkowych. Mimo sukcesu tej koncepcji, z czasem tendencje twórczości
Cecuły ewoluowały w stronę tworzenia przedmiotów bardziej przystępnych i funkcjonalnych w życiu
codziennym. W „Windzie” obejrzymy dzieła zarówno z jednego, jak
i drugiego etapu drogi artystycznej
Cecuły. Nie zabraknie również krótkich serii produktów użytkowych
„Studio Line”.
Wernisaż prac Marka Cecuły odbędzie się 26 lutego o godzinie 19.
Hunter
w Kielcach
Nietypową propozycję na święto
zakochanych przygotowała Galeria
Sztuki Współczesnej „Winda”. 14 lutego zakochani w sztuce będą mieli
okazję powalczyć w otwartej aukcji
o nowe dzieła do swych kolekcji.
4 lutego w Kielcach zagra jedna
z najważniejszych grup heavymetalowych. W Klubie Ibiza zagra Hunter, a w jego składzie kielczanin Michał Jelonek – jeden z najlepszych
skrzypków w Polsce.
Grupa zaprezentuje swoje największe hity, a także utwory z ostatniej
płyty zatytułowanej „Hellwood”. To
właśnie ten krążek oceniany jest
przez znawców jako suma wszystkiego, co w Hunterze najlepsze.
Moc, magia, mistyka – tych elementów na pewno nie zabraknie
na koncercie w Kielcach.
Fanów zespołu czeka nie lada gratka. Przed koncertem, o godzinie
16, muzycy Huntera spotkają się ze
swoimi wielbicielami w salonie Empiku przy ulicy Warszawskiej.
Organizatorzy nie zapomnieli
o miłośnikach Huntera z innych
miejscowości. Dla wszystkich spoza
Kielc podstawione zostaną specjalne busy, które rozwiozą ich do miejscowości w całym województwie.
Szczegóły na portalu Wici.Info
To już kolejna odsłona aukcji dzieł
sztuki w „Windzie”. Tym razem organizatorzy, oprócz wymienionej
dwójki klasyków, zaoferują na aukcji dzieła między innymi: Alfreda
Wierusza-Kowalskiego, Jacka Yerka, Wandy Chełmońskiej, Tadeusza
Cybulskiego czy porcelanę firm
Miśnia, Rosenthal, Limoges i KPM
Berlin. Z pewnością jednak największym zainteresowaniem będą
się cieszyć dzieła dwóch wielkich
mistrzów: Witkacego i Franciszka
Starowieyskiego. Zapowiada się pasjonująca licytacja.
Aukcja rozpocznie się w walentynkowy wieczór o godzinie 19.
17
Wawro
na parkingu
Obrazy, rysunki i fotografie autorstwa Marka Wawro składają się
na wystawę „Interior”, którą będzie
można oglądać w przestrzeniach
nowego parkingu przy ul. Leśnej
w Kielcach. Autor przedstawia
w nich codzienność i czasy minione.
Jak jednak zaznacza, jego twórczość
nie jest próbą podsumowania, lecz
zdystansowanego spojrzenia na to,
co już było.
Ponadto w trakcie wystawy emitowany będzie także film „Interior
nomadyczny (mały)”, który został
nakręcony przez artystę w trakcie jego podróży z Kielc do Buska
i z powrotem. Wystawie towarzyszy
katalog będący przewodnikiem
po artystycznych ścieżkach Marka
Wawro.
Marek Wawro urodził się w 1953
roku w Busku Zdroju. Uprawia malarstwo, grafikę, rysunek i fotografię. Jest członkiem Związku Polskich
Artystów Plastyków.
wici.info | wydarzenia
Ozon
Barciś
w kinieWDK Artur
w Salonie
Bezsenność
Młoda grafika w BWA
Przez 4 dni, do 1 lutego w Kinie
WDK będzie można podziwiać
twórczość młodego francuskiego
reżysera Francoise’a Ozona.
W czasie przeglądu widzowie
obejrzą 5 filmów Ozona. „Ricky” to
opowieść o niezwykłym dziecku,
z miłością od pierwszego wejrzenia
w tle. Bohaterką „Basenu” jest znana autorka powieści kryminalnych,
której wenę twórczą potrafi zakłócić rozbrykana nastolatka. Kolejną
opowieścią o miłości jest film „5x2”
- para głównych bohaterów staje
w obliczu rozwodu, jednak w tym
właśnie momencie zaczynają się
dziać rzeczy wyjątkowe, każące
spojrzeć na bohaterów z zupełnie
innej perspektywy... Wyjątkowym
obrazem jest musicalowy kryminał
„8 kobiet”. W pewnym domostwie
na odludziu dochodzi do zbrodni, w którą uwikłanych jest osiem
różnych kobiecych charakterów.
Każda z nich ma motyw, każda ma
też swoje sekrety, mogące zmienić
bieg wydarzeń. Która jest winna?
Zaś „Czas, który pozostał” to opowieść o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy nagle dowiaduje się, że
jego życie wkrótce się urwie...
Kulisy życia aktorskiego, zabawne wpadki, anegdoty, historyjki
z planu wzięte. Krótko mówiąc,
w najbliższym Salonie Bezsenność
publiczność zobaczy i usłyszy to,
do czego przyzwyczaili już ich
organizatorzy. Salon Bezsenność
charakteryzuje się swoim na wpół
oficjalnym charakterem. Przyjeżdżające do Kieleckiego Centrum
Kultury gwiazdy zdradzają nieco
szczegółów ze swojej kariery zawodowej, a także prezentują na scenie
swoją twórczość. Tym razem w roli
głównej wystąpi znany aktor Artur
Barciś.
Wystawę Grand Prix Młodej Grafiki Polskiej Kraków 2009 można
zwiedzać do 14 lutego br. w Biurze
Wystaw Artystycznych przy
ul. Leśnej 7 w Kielcach. Ekspozycja
jest pokłosiem ubiegłorocznego
konkursu zorganizowanego
w Krakowie.
Spektakl „One Night Stand –
Artur Barciś Show” odbędzie się na
Scenie Kameralnej KCK 5 lutego
o godzinie 18. Bilety w cenie 40 zł
do nabycia w kasach KCK.
19
Prezentowane w Kielcach grafiki
rywalizowały z 579 pracami 174
młodych artystów. Grand Prix
zdobyły grafiki Mateusza Dąbrowskiego z Warszawy. Nagrodę im.
Lucjana Mianowskiego otrzymała
Ewelina Małysa z Krakowa. Nagroda Prezesa ZPAP przypadła Rafałowi Pytelowi z Krakowa. Organizatorem konkursu od trzech lat jest
Stowarzyszenia Międzynarodowe
Triennale Grafiki w Krakowie. Od
samego początku cieszy się on
prestiżem wśród młodych polskich grafików. Prace nadesłane na
konkurs po wystawie w Krakowie
są prezentowane w innych miastach Polski. (a)
W niedzielę 28 lutego o godz.
17 znany aktor i satyryk Stanisław Tym zaprezentuje w Domu
Środowisk Twórczych kieleckiej
publiczności
swój
program
pt. „Kobieta z widokiem na taras”.
Tym
w Pałacyku
Stanisław Tym po raz pierwszy pojawił się na ekranie w 1959 roku.
Przełomem dla niego był „Rejs”
Marka Piwowskiego, wcielił się
tu w pasażera na gapę, który zostaje mylnie wzięty za „kaowca”.
W 1976 roku napisał pierwszy scenariusz dla Stanisława Barei do filmu „Brunet wieczorową porą”. Przy
„Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” był
już nie tylko autorem historii, ale też
drugim reżyserem. Podobnie było
przy kultowym „Misiu” z 1980 roku
oraz „Rozmowach kontrolowanych”
z 1991 roku.
21
Spinacz
Pocztówka
z Kielc
Dla najlepszych autorów kart
pocztowych o tematyce kieleckiej
przewidziana jest pula nagród
10 000 złotych. Fundacja Kultury
Wici zaprasza do udziału
w konkursie fotografów, grafików,
malarzy i innych twórców.
Celem konkursu jest, by zaprojektować widokówki, które
w przyszłości będą wysyłać turyści odwiedzający Kielce.
Honorowy Patronat nad nim
sprawuje Prezydent Miasta Kielce
Wojciech Lubawski.
W regulaminie konkursu organizatorzy zapisali, że forma graficzna
może być dowolna – od grafiki
komputerowej, przez kolaż, grafikę,
malarstwo po klasyczne zdjęcie.
Nadesłane prace muszą jednak
przedstawiać Kielce i kojarzyć się
z jego charakterystycznymi elementami. Warunki techniczne, jakie
mają spełniać, to: rozdzielczość
min. 300 dpi, długość krótszego
boku – min. 1500 pikseli, formaty
plików – TIF, PSD lub nieskompresowany JPG. Do nośnika zawierającego prace powinna być dołączona zaklejona koperta opatrzona
tym samym godłem, wewnątrz
której należy podać imię, nazwisko,
adres, telefon, e-mail i wykaz nadesłanych prac (tytuł i miejsce wykonania). Gotowe projekty należy
składać w formie elektronicznej na
płycie CD, DVD lub innym nośniku
do 30 kwietnia 2010 roku na adres:
Fundacja Kultury Wici Baza Zbożowa, ul. Zbożowa 4, 25-416 Kielce,
z dopiskiem „Pocztówka z Kielc.
zrewolucjonizowany
newsletter
Czytelnicy zalogowani na naszym portalu Wici.Info i będący subskrybentami dotychczasowego newsletter’a kulturalnego już wkrótce
otrzymają go do swojej skrzynki mailowej pod nazwą „Spinacz Wici.
Info”.
Newsletter kulturalny w nowej szacie graficznej jest czytelny, łatwy
w nawigacji i przyjemny dla oka. Czytelnicy znajdą w nim oprócz
dotychczasowych zapowiedzi imprez kulturalnych i wydarzeń artystycznych, także ilustrujące je fotografie i grafiki. Będą też mieć możliwość łatwego przejścia m.in. do aktualności, wydarzeń i pozostałych
zakładek naszej strony internetowej.
Przypominamy również o tym, że użytkownicy, którzy napiszą dla
Wici recenzję filmu, spektaklu, książki, koncertu itp. mają pierwszeństwo przy otrzymaniu bezpłatnych zaproszeń na interesujące
ich imprezy kulturalne i artystyczne.
20
wici.info | recenzje
23
Nowe wcielenie HEY
Wydana 23 października minionego
roku płyta „Miłość! Uwaga! Ratunku!
Pomocy!” zespołu HEY odsłania
nowy wizerunek grupy. Styl będący
syntezą rockowego i elektronicznego brzmienia oraz gatunkowa
mieszanka (rock, trip-hop, folk, jazz)
z pewnością szokować może jej
wiernych fanów. Wydaje się, jakoby HEY wstąpił na ścieżkę lirycznej
melancholii i nastrojowości - wytyczoną przez solową twórczość
Nosowskiej (płyty „UniSexBlues” czy
„N/O”). MURP zachwyca i niepokoi poetyką neologizmów charyzmatycznej tekściarski - wokalistki,
a pełen wykrzyknień tytuł to wyraźna sugestia interpretacyjna. MURP
to wyraz artystycznej dojrzałości
i nieustających muzycznych poszukiwań działającego od siedemnastu
lat zespołu. Płyta dla smakoszy słów
udziwnionych i eksperymentalnych
brzmień.
Sylwia Gawłowska
Zespół powstał w 1992 w Szczecinie z inicjatywy gitarzysty
Piotra Banacha. W pierwszym
składzie znaleźli się ponadto:
Katarzyna Nosowska, Marcin
Żabiełowicz, Robert Ligiewicz
oraz Marcin Macuk. Ten ostatni
szybko został zastąpiony przez
Jacka Chrzanowskiego.
Grupa największą popularnością
cieszyła się w latach 1993–1995.
W ich ówczesnej twórczości
można doszukiwać się wpływów
i brzmień zespołów spod znaku
grunge. Ich debiutancka płyta
Fire rozeszła się w ponad 200-tysięcznym nakładzie.
Hey jest laureatem ośmiu Fryderyków, Kasia Nosowska dodatkowo jedenastu, za twórczość
solową.
Zespół HEY dostał też nagrodę
„Eska Music Awards” (Gala odbyła się 25 kwietnia 2008)
w kategorii „Najlepszy Rockowy
Album Roku”.
www.wikipedia.org
Wyślij swoją recenzję na www.wici.
info. Najlepsze teksty nagradzamy
podwójnymi zaproszeniami do kina,
filharmonii itd...
Zostań kulturalnym reporterem!
film
muzyka
Hey
Ciemna strona
Sherlocka Holmesa
Gdy usłyszałam o powstaniu filmu
o Sherlocku, pomyślałam, że będzie
to niewypał. Angielski detektyw
kojarzył mi się z nieprzeciętnym
umysłem, nudną wręcz grzecznością, sztywnymi zasadami, przyjaźnią z jeszcze nudniejszym doktorem Watsonem. Pomyślałam, jak
w świecie filmu akcji, w którym królują szybkie samochody, adrenalina
i nieustraszeni umięśnieni bohaterowie, poradzi sobie flegmatyczny
detektyw w trenczu i z fajką w dłoni. Ale gdy reżyserią zajął się Guy
Ritchie, wiedziałam, że Sherlock
będzie niegrzecznym chłopcem…
Nie myliłam się.
Jak się okazuje twórca, detektywa
- Arthur Conan Doyle - stworzył
Holmesa jako człowieka wykorzystującego w śledztwach umiejętności obserwacji i znajomości psychologii, chemii, geologii, balistyki,
matematyki. Ale bohater miał też
ciemną stronę osobowości – był
uzależniony od bijatyk, kokainy,
lubił popijać. I właśnie takiego Holmesa przedstawił reżyser.
Dzięki brawurowej wręcz roli Roberta Downeya Jr – Holmes jest jedną z najciekawszych „bohaterskich”
postaci, jakie dane mi było obejrzeć
ostatnio w kinie. Bije osobowością
Indianę Jonsa, Jamesa Bonda i wielu innych herosów kina akcji. Jego
Holmes jest barwny, ekscentryczny
i nieprzewidywalny, niesamowicie
inteligentny i równie podatny na
używki. Drugą wspaniałą rolę odegrał Jude Law jako Doktor Watson
– bardziej stonowany i trzymający
się zasad, ale również uzależniony
od adrenaliny i tajemniczych zagadek. Przyjaźń Holmesa i Watsona
przypomniała mi inny wspaniały
duet stworzony w serialu Dr House
- przyjaciele House i Wilson (ciekawa zbieżność) pracują razem, odbywają setki interesujących dla widza
rozmów podszytych złośliwościami
i przekomarzaniem się, są jak ogień
i woda, co stwarza kilka zabawnych
sytuacji. Z przyjemnością oglądałam duet Downeya Jr- Law, niesamowicie naturalnie zagrane role.
Podobała mi się też rola Rachel
McAdams, która pokazała portret
silnej, niezależnej i niebezpiecznej
kobiety.
Żaneta Lurzyńska
wici.info | recenzje
Współredaktorem pierwszego
tomu jest prof. Mirosław Wójcik z Instytutu Filologii Polskiej
Uniwersytetu HumanistycznoPrzyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach. Profesor był
w ubiegłym roku przewodniczącym Społecznego Komitetu
Obchodów 90. Rocznicy Urodzin Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.
„Dzieła zebrane” Herlinga-Grudzińskiego trafiły do księgarń
Tom pierwszy „Dzieł zebranych” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który
ukazał się nakładem Wydawnictwa
Literackiego na początku stycznia
br., zawiera artykuły i recenzje z lat
1935-1946. Liczący 760 stron wolumen, rozpoczyna XIV-tomową
edycję. Obejmie ona całość twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego: oprócz tekstów znanych już
polskiemu czytelnikowi znajdą się
w niej utwory rozproszone, artykuły, wywiady, a także zdjęcia pochodzące z archiwum Pisarza.
Dzieła zebrane będą ukazywać się
w kilkunastu obszernych tomach
w latach 2010-2019. Zakończenie
edycji w roku 2019 uświetni setną
rocznicę urodzin Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Przedsięwzięcie
realizowane jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Redaktorem całości jest
prof. Włodzimierz Bolecki.
Gustaw Herling-Grudziński urodził się w 1919 roku w Kielcach.
Zadebiutował jako nastolatek
artykułem „Świętokrzyżczyzna”
na łamach pisma „Kuźnia Młodych” Po klęsce wrześniowej
został aresztowany przez NKWD
i skazany na pobyt w jednym
z łagrów w okolicach Archangielska. Literackim świadectwem
pobytu Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w łagrach stała się
wydana w 1951 roku książka
„Inny świat” - najbardziej znany
utwór pisarza, który rozpoczął
jego karierę literacką. „Dziennik
pisany nocą” to drugie jego literackie świadectwo minionego stulecia. W 1941 r. wstąpił
do armii Andersa; walczył w jej
szeregach pod Monte Cassino
i pod Anconą. Po wojnie pozostał
na Zachodzie. Był współtwórcą
miesięcznika „Kultura”, współpracował z londyńskimi „Wiadomościami” i Radiem Wolna Europa.
W 1991 roku odebrał tytuł honorowego obywatela Kielc. Rodzinne miasto odwiedził jeszcze
w 1997 roku. Zmarł 4 lipca 2000
roku w Neapolu.
(Apis)
Przeprowadzono lekcje składania papieru- „Origiami”. Ania „Oti”
Kmicik 13 stycznia opowiedziała
o charakterystycznym na rynku
azjatyckim nurcie seriali zwanych
Dramami Azjatyckimi. Nie zabrakło
takich tytułów jak Kuraido, Black
and white, You are beautiful i Witaj
moje słonko.
Manga & Anime – kultura
i zwyczaje japońskie
W kieleckim kinie „Moskwa”
2 stycznia rozpoczął się kolejny cykl
warsztatów poświęconych mandze i Anime, ale nie tylko. Oprócz
wykładów dotyczących gównie
sztuki eksportowej Japonii, omówiono kulturę, tradycję, zwyczaje
i preferencje narodu japońskiego.
Wykłady potrwały do końca stycznia. Oczywiście, tak jak ich pierwsza
edycja, były w pełni darmowe.
Warsztaty rozpoczęły się wernisażem prac przygotowanych przez
fanów M&A, które przez cały styczeń można było oglądać na piętrze kina Moskwa. Wszyscy chętni
oddawali głosy na wybraną przez
siebie pracę.
Już 6 stycznia Konrad Staszkiewicz,
Adrian Rycerz, Michał Biłejszys
i Marcin Dziób przedstawili widzom
tajniki japońskiego kina klas od B
do F. Naturalnie, nie mogło zabraknąć sylwetki najbardziej znanego
zmutowanego, prehistorycznego
gada, którego powołały do życia
podmorskie próby z użyciem broni
jądrowej, czyli Godzili.
Joanna „Guzie” Łabęcka zaprezentowała mity i religie Japonii. Japonia
to kraj, w której różnorodność religii
jest naturalna. Gdyby przeprowadzić wśród Japończyków ankietę
dotycząca wyznania, to większość
odpowiedziałaby, że są zarówno,
sintoistami, jak i buddystami. Dla
większości Japończyków normą
są śluby sintoistyczne, pogrzeby
buddyjskie i coroczne obchodzenie
Bożego Narodzenia. Widzowie usłyszeli również o Kojiki, czyli księdze
dawnych wydarzeń i mitach związanych z powstaniem kraju oraz
legendarną górą Fuji.
Piotr Kolarski przedstawił Japonię
od zupełnie innej strony, jako naród
zakochany w M&A, pracy i tradycji,
choć nie zabrakło tandetnych programów telewizyjnych z Hard Gayem na czele (tego pana polecam
koniecznie obejrzeć na You Tube),
dopychaczy w metrze i fetyszy erotycznych, krwi i przemocy.
Całość zakończyła się 30 stycznia
Filmową Nocą Anime, na której
przedstawiono Casshern, Appleseed i Shinobi.
Agata Majcher
wici.info | recenzje
27
przemieszane z „God Rest Ye Merry Gentlemen” uderza kontrastem
dwóch duchowości, energią i tym
pierwiastkiem życia, który gdzieś
diabli wzięli w ostatnich produkcjach świątecznych.
Parnassus
niespożyta wyobraźnia
Od
śmierci
hollywoodzkiego
gwiazdora - Australijczyka Heatha
Ledgera minęło dokładnie dwa lata,
i właśnie teraz wchodzi na ekrany
kin jego ostatnie, można by rzec
pożegnalne dzieło – The Imaginarium of Doctor Parnassus.
Pierwszy raz od bardzo dawna reżyser – niezwykle kreatywny, Terry
Gilliam (jedyny Amerykanin w grupie Monty Pythona), sam napisał
filmową historię. Jego wcześniejsze dzieła zazwyczaj były adaptacjami książek. Każdy film Gilliama
jest olśniewający pod względem
wizualnym, duża w tym zasługa
wyobraźni reżysera, który z wykształcenia jest plastykiem. Parnassus to kompendium wszystkiego,
co zachwyca reżysera – magiczne
lustra, niespożyta wyobraźnia,
więzy rodzinne, śmiertelność i nieśmiertelność, zakłady z samym diabłem. Zaangażował do filmu same
sławy: wspomnianego wcześniej
Heatha Ledgera (Mroczny Rycerz,
Tajemnica Brokeback Mountain czy
Królowie Dogtown), Christophera
Plummera (Plan Doskonały, Skarb
Narodów czy Piękny Umysł), popu-
larną modelkę Lily Cole czy Toma
Waitsa. Film opowiada o tysiącletnim starcu Dr Parnassusie, który
zawarł pakt z diabłem: w zamian
za nieśmiertelność musi oddać mu
swoje pierworodne dziecko: 16-letnią córkę Valentinę. W momencie
gdy dziewczyna ratuje życie tajemniczemu samotnikowi –Tony’emu,
świat wędrującej trupy magików
zmienia się…
To nie jest dzieło dla poszukiwaczy „zgrabnej fabuły”, logiki i sensu, ponieważ ten film odbiera się
przede wszystkim „oczami” i wyobraźnią. Wielkim plusem filmu jest
wspomniana wcześniej obsada:
idealistyczny mędrzec, który ma
zamiłowanie do hazardu i adrenaliny zagrany przez Christophera
Plummera, najciekawsza postać moim zdaniem w wykonaniu Toma
Waitsa – diabeł, który kusi i irytuje,
nie stwarza zła tylko je prowokuje,
piękna i niewinna Lily Cole oraz wisienki na torcie, czyli Heath Ledger,
Johnny Depp, Jude Law oraz Colin
Farrell. Takiej obsady się nie zapomina.
Żaneta Lurzyńska
Sting zimową nocą
Po jednokrotnym przesłuchaniu
słychać, że „If On A Winter’s Night”
Stinga to nie odrzępolone kolędy w ramach akcji „Wszyscy mają
świąteczny album, mam i ja”, ale naprawdę przemyślana płyta, zasobna
w cieszące ucho detale.
Jeżeli powiem, że jest to moje
pierwsze zetknięcie z pełnometrażowym Stingiem (nie liczymy singli
puszczanych w rozgłośniach), to
najprawdopodobniej zostanę zjedzony żywcem przez jego fanów.
Podobnie rzecz będzie się miała
z przeciwnikami twórczości Anglika.
Postanowiłem dać jednak szansę
i sobie, i Stingowi, i... przyznam, porwało mnie. Były Policjant świetnie
się odnalazł w zimowo-kolędowej
stylistyce, prezentując nam przegląd przez cały chyba możliwy
anglosaski folklor. O ile bowiem
„Gabriel’s Message” jeszcze nie zapowiada jakiegoś rewelacyjnego
albumu, o tyle „Soul Cake” (gwoli
przypomnienia - Duchociasto, gdyby mówić językiem Pratchetta, jest
wyrobem typowo listopadowym)
Reszta albumu zresztą też sobie
nieźle radzi - o ile ballady typu „There Is No Rose Of Such Virtue” czy
klasyczne „Balulalow” zawierają po
prostu dobrą realizację pomysłu,
o tyle inne utwory wręcz kipią odwołaniami. A to się pojawią barokowi twórcy („Now Winter Comes Slowly”), a to z kolei przypomni nam
się atmosfera angielskiego wybrzeża gdzieś na północy („Christmas At
Sea”)... Całość jednak klamrą spaja
i wybija się znów na wyżyny wirtuozerii cover - „Hurdy Gurdy Man”.
Sting funduje nam na „If On
A Winter’s Night” podróż nie tyle
przez święta, co przez zimową scenerię starej, dobrej Anglii. I dziękujmy mu za to - album jest wyraźnym
pociągnięciem niektórych elementów z „Songs From The Labirynth” przede wszystkim mam na myśli tu
liczne inspiracje muzyką dawną. Co
prawda Stinga męską odmianą Loreeny McKennitt nazwać jeszcze się
nie da, ale trzeba przyznać, że tytuł
„sir” nadano mu nie od parady - on
naprawdę czuje atmosferę dworu.
I doskonale wyprowadza ten dwór
na wieś, wprowadzając go zarazem
w świąteczny nastrój.
Normalnie chyba się zakochałem
w tym albumie.
Mateusz Kowalski
wici.info | wydarzenia
29
Festiwal
Firmament
2009
Dziewiąta edycja festiwalu organizowanego przez Fundację
Kultury Wici okazała się wielkim
sukcesem. Zainteresowanie
publiczności przerosło nasze
oczekiwania. Festiwal obejmował
koncerty, wernisaże, happeningi,
a nawet premierę wydawnictwa
– Poetycka Poczta 2009.
31
Inauguracja w Gabinecie
Kielecka ofensywa na scenie
Klub przy placu Wolności dawno
chyba nie gościł tak dużej liczby
znakomitych postaci. Pojawiło się
wielu koneserów muzyki elektronicznej, ale i wielu muzyków zawodowych. Dariusz Makaruk przyjechał prosto z Warszawy. Antoniego
Gralaka, który akompaniował Automatikowi na koncercie, przedstawiać nikomu nie trzeba.
Drugi dzień Festiwalu Firmament
dozował przyjemności kolejnej grupie widzów - rozpoczęliśmy projekcją filmowych etiud, pokazaliśmy
zdjęcia kieleckich zakamarków, a na
koniec zaserwowano nam elektroniczne danie.
Koncert Automatika rozpoczął się
o godzinie 22. Perkusyjne popisy
Andrzeja Rajskiego, Antoni Gralak
na trąbce i Rafał Nowak w swoim
żywiole podnieśli publiczność ze
stołków. Przejść do baru? Nie ma
siły! Po występie grupy, za sprzętem
stanął Dj Papa Zura, który jeszcze
bardziej podgrzał atmosferę. Impreza trwała długo i na pewno na
długo zapadnie w pamięć.
Sala KCK zaczęła się zapełniać od
godziny 19.00, a trzydzieści minut później już pękała w szwach.
O 19:30 rozpoczęła się projekcja filmów autorstwa studentów
Instytutu Sztuk Pięknych UJK
w Kielcach. Młodzież uniwersytecka zaprezentowała nam pełną różnorodność talentów i możliwości
w kilkuminutowych etiudach.
Po zaspokojeniu filmowych pragnień publiczności, zaprezentowaliśmy zdjęcia nadesłane do
projektu Fundacji Kultury Wici pt.
„Niewidzialne miasto”. Zdjęcia miały
przedstawiać nietypowo wyglądające elementy Kielc (przydomowe
ogródki, ozdoby w oknach, drzwi
i bramy, ogrodzenia, innowacyjne
wynalazki i pojazdy). Publiczność
przyjęła pokaz z zaciekawieniem
i humorem. Mogła się wreszcie
nadziwić, jak wiele rzeczy zostaje
przez nas niezauważonych. Trzeba
przyznać, że fotografie zaprezentowały szeroką skalę wartości artystycznej – od zera do bohatera.
Kielecki debiut, czyli najlepszy
dres w tym mieście
Pierwsze dwa punkty programowe
nakryły do stołu przed muzyczną
ucztą (ale nie biesiadą). O 20:30 na
scenę wyszedł zespół Drum&Dres,
czyli kielecko-starachowicka formacja, debiutująca na scenie na-
szego miasta. Powitały nas klimaty
drum`n`bassu, groove`u i improwizacji jazzowej.
Muzyka zaskoczyła piątkową publiczność żywiołowością. Pierwsze
skrzypce w formacji gra ewidentnie
saksofon (Marcin Gęborek), który
czasem schodzi na drugi plan, by
gitara (Łukasz Malinowski) dodała swoje (bardzo potrzebne) trzy
grosze. W skrócie występ zespołu
można określić jako liryczną grę na
tle mocno akcentowanych perkusyjnych wyścigów. Po jakimś czasie
wsłuchiwania się w muzykę, instrumenty perkusyjne stają się może
zbyt nachalne, ale przecież przed
nami był jeszcze długi wieczór; ktoś
musiał ożywić zmęczoną po całym
tygodniu publikę. Podsumowując,
dres może lśnić stylowo, choć agresja zawsze będzie mu towarzyszyć.
33
Elektroniczna symbioza
O 21:30 przyszła pora na lekką
zmianę, bo oto na scenie pojawiło się Letko, czyli – można by rzec
– gwiazda wieczoru. Zakończyliśmy
więc męskie wyścigi, a powitaliśmy
głos miejskiej, zmysłowej kobiecości. Widzowie Firmamentu otrzymali od zespołu niespodziankę
w postaci występującej gościnnie,
tajemniczej Faustyny i jej białej
broni rażenia – czyli dźwięku skrzypiec.
Muzyce, wpisującej się w konwencję avant popową (o trip hopowym rodowodzie), towarzyszyły
wizualizacje godne najszczerszego
uznania. Mogliśmy przestudiować
więc dwuwymiarowy model letkości. Bynajmniej nie przydała nam
się do tego fizyka, a jedynie zmysły
i wrażliwość.
Zapalmy papierosa, czyli to jeszcze nie koniec
Podczas przerw programowych widzowie mogli podziwiać wystawę
nieformalnej grupy designerskiej
MamMao. I tak po raz pierwszy
dokumentacja osiągnięć nie była
tylko nudną formalnością, ale stała
się sztuką.
Kulminacyjna sobota
Sobotnią podróż po kulturze rozpoczęliśmy we foyer Małej Sceny.
Pierwszym etapem był happening
Piotra Pasiewicza, który stworzył
obraz na pionowej płaszczyźnie papieru. W tym samym czasie widzowie mogli zapoznać się z trzecim
już wydaniem „Poetyckiej Poczty”,
czyli przewodnikiem po krajowych
i lokalnych talentach poetyckich
(i nie tylko), wydanego przez Fundację Kultury Wici.
Spięcia w przestrzeni
O godzinie 19:30 rozpoczęliśmy
oglądanie kolejnej porcji filmowych dokonań studentów Instytutu Sztuk Pięknych UJK. W tym
samym czasie za sceną szykował się
już Emiter - improwizator, który zapewnił widzom dawkę elektronicznych dźwięków i zakłóceń. Na sali
stopniowo gromadził się tłum, który wkrótce miał przewyższyć nasze
wszelkie oczekiwania. O 20:30 koncert dobiegał już końca i wielkimi
krokami zbliżaliśmy się do punktu
ostatecznego, przed którym z wrażenia drżało wielu kielczan.
Gdzie ci mężczyźni
Przyszła kolej na kosmiczną eksplozję, czyli projekt zatytułowany Fisz
Emade Tworzywo. Tej gwiazdy nikomu nie trzeba było przedstawiać.
Koncert rozpoczął się o godzinie
21:30 z powodu opóźnień wyni-
kających z problemów technicznych. Tym samym przepraszamy
za wszelkie utrudnienia. Jako Fundacja Kultury Wici pragnęliśmy, aby
każdy kielecki fan występujących
zespołów miał okazję uczestniczyć
w festiwalu. Wiązało się to z opanowaniem dużej liczby osób goszczących w progach KCK. Wszystkiego udało się jednak dopilnować
i w nagrodę dostaliśmy prawdziwie
gwiazdkowy prezent – koncert braci Waglewskich z zespołem.
W naszej podróży dotarliśmy do
skrzyżowania wielu nurtów muzycznych, a wszystko oczywiście
w rytm bitu, szaleńczo wybijanego przez pana Emade. Na scenie
zagościł hiphopowy charakter
z rockową energią i jazzującym
sercem. Kielecka publika została
zauroczona neurotycznym głosem
Fisza i swobodną grą jego brata.
Uwielbienie rozszerzyło się również
na pozostałych członków zespołu,
czyli Mariusza Obijalskiego na kla-
zdjęć pt. „Strefy ciszy”prezentuje
wyjątkowe miejsca na ziemi, bez
ludzi, cywilizacji i techniki.
Warto zauważyć, że wrażenia fotograficzne publiczność przyjmowała w towarzystwie zapachu żywej
choinki i blasku święcących na niej
lampek. O oprawę muzyczną zadbali Dj Moulas oraz Dj Lizamonanegra. Zaś na sam koniec wieczoru
i zarazem Festiwalu Firmament
2009, kielecka wokalistka Agnieszka Kowalczyk przygotowała wyjątkową, świąteczną niespodziankę.
Wraz ze swoim zespołem wokalistek i gitarzystów zaśpiewała kilka
najpopularniejszych kolęd świątecznych.
wiszach, pod kolor czarno-białych
krawatów i koszul artystów, Piotra
Gajewskiego wśród niskich dźwięków basu i Michała Sobolewskiego
z nieograniczonymi możliwościami
gry na gitarze. Koncert trwał półtorej godziny, ale już po 10 minutach
słuchacze podnieśli się z miejsc.
Zostań VJ’em
W niedzielę na Małej Scenie KCK
swoimi umiejętnościami podzielili
się vj’e z całej Polski. Pokazali chętnym podstawy tworzenia wizualizacji na żywo do wszystkich typów
muzyki. JNAtheAnimal podpowiedział, jak produkować loopy. Zaś
Luminator opowiadał o wpływie
otoczenia na obraz i obrazu na otoczenie. Po warsztatach, vj’e zaprezentowali swoje umiejętności na
półgodzinnych setach.
Święto fotografii
Ostatnim dniem Festiwalu Firmament 2009 było spotkanie wszystkich miłośników sztuki w Galerii
Lakiernia w czwartek, 17 grudnia
2009. Tego dnia odbyły się aż trzy
wernisaże! Dzięki serii portretowych zdjęć prosto z Londynu autorstwa Wiktora Franko kielczanie
po raz kolejny mogli przekonać się,
jak różnorodna jest kultura Zachodu, a jednocześnie jak normalne,
zwykłe i nie budzące zdziwienia
są osoby o oryginalnych fryzurach,
ubiorach czy innego koloru skóry.
Rafał Nowak również zaprezentował zdjęcia z podróży – życie
codzienne mieszkańców Lizbony
wzbudziło duże zainteresowanie
wśród oglądających. Z kolei trzeci
z fotografów, Leszek Kowalski, postanowił odkryć przed publicznością miejsca, w których odnajduje
spokój i natchnienie. Jego seria
Tegoroczny Firmament obfitował
w masę wrażeń. Z naszej strony nie
zabrakło nerwów i stresów, które
jednak na koniec przerodziły się
w radość i satysfakcję z udanego festiwalu. Dziękujemy Wam za
wspólną zabawę i zapraszamy już
w grudniu 2010 roku.
Magdalena Kołodziej i Jakub Wątor
zdjęcia: Marcin Białek, Kamil Smuga
i Bartek Bogucki
Festiwal Firmament
nowa muzyka nowe media
Organizator
Fundacja Kultury WIci
Współorganizator
Kieleckie Centrum Kultury
Dofinansowanie:
Urząd Miejski w Kielcach
Urząd Marszałkowski Województwa
Świętokrzyskiego
Patronat Honorowy
Prezydent Miasta Kielce
Wojciech Lubawski
Partnerzy
Wici.Info, Independent.pl, Gazeta.
pl, Teraz, Kub Gabinet, Mehehe,
Bratek Poligrafia, Purpose.pl, Radio Plus, Electro Clash, Fan.pl
35
wici.info | ludzie
Jak ci się podobała atmosfera na
koncercie?
Fisz:
Darłem mordę
na gitarze...
Najważniejsza jest wymiana energii
- udało się to świetnie uzyskać. Poza
tym to jest bardzo dobre miejsce na
koncert. Klimat jakiejś kameralnej
imprezy i takie teatralne światła.
Mnie to bardzo pasuje.
Na początku wszyscy widzowie,
którzy
mogli
siedzieli.
Oczekiwaliście, że z każdym
numerem ludzie będą wstawali
i zacznie być bardziej klubowo
niż kameralnie?
Nie, nie zastanawiamy się nad
tym, co się stanie. Nie mamy czasu
na myślenie w czasie koncertów
– to, co się wydarzy zawsze jest
dla nas wyzwaniem i jest ciekawe.
Jakby ludzie siedzieli, też by było
przyjemnie.
fot: Łukasz Król
Nowa płyta nawiązuje do
waszych fascynacji metalem.
Potem był tradycyjny hip-hop.
Jak wyglądało to przejście z tak
różnych gatunków muzycznych?
Fascynacja metalem była kiedy
mieliśmy po 15 lat. Wydaje mi się,
że pierwszym zespołem heavy metalowym, który wystąpił z Public
Enemy był zespół Anthrax. Ich utwór
„Bring The Nosie” był bardzo mocnym
połączeniem, wydawałoby się,
totalnie innych brzmień, ale wyszło
im to wyśmienicie. Ostatnio gdzieś
nawet Kazik mówił o tym utworze,
że też go bardzo zainspirował, jeśli
37
chodzi o tworzenie muzyki na żywo.
Heavy metalu słuchaliśmy jako
nastolatkowie. Później słuchaliśmy
zespołów takich jak Pixies, a z drugiej
strony Beastie Boys czy Public
Enemy. Muzyka jest zawsze jakąś
taką eklektyczną sytuacją, że można
słuchać wszystkiego i się cieszyć.
Mimo że to fascynacja sprzed
lat, chętnie do niej wracasz?
To są zjawiska, które moim zdaniem
z jednej strony przetrwały typu:
Slayer czy Sepultura. Zespoły
naprawdę świetne. Jest cała taka
scena, ocierająca się o muzykę
noisową, chociażby Napalm Death.
No i są to zespoły, które bez heavy
metalu by nie istniały, a są dla mnie
ważne cały czas. Chociażby zespół
Primus, który chyba ma zamiar
powrócić.
Czy spodziewałeś się takiej
pewnej kontrowersji po wydaniu
płyty? Pojawiły się opinie fanów
heavy metalu, że z tego się nie
wyrasta, że albo hip-hop, albo
hevy-metal.
Kiedy robię płytę niczego się nie
spodziewam, robię to przede
wszystkim dla siebie. Ja z tego
zupełnie wyrosłem. Kiedy słuchałem
heavy metalu to też wydawało mi
się, że słuchanie Faith No More
to jest zdrada, bo występują
z klawiszowcem i Mike Patton często
rapuje. Z takich podziałów trzeba
wyrosnąć.
Więc teraz przez pryzmat swoich
doświadczeń jesteś wstanie
zrozumieć tych, co uważają, że
elektronika to nie muzyka?
Nie, zupełnie nie.
Większość twoich utworów to
współpraca z bratem. „Męska
muzyka” była płytą jeszcze
bardziej rodzinną - bo z ojcem.
Czy podczas przygotowań,
nagrań był dla was mentorem
czy kompanem?
Na tej płycie wszystkie kompozycje,
melodie są ojca. Na początku
występowaliśmy z Emade troszkę
jako muzycy sesyjni, ale z czasem
zaczęliśmy też występy koncertowe.
W tym, co się wydarzyło na płycie
jest troszkę nas. Na razie nic się nie
zapowiada, żeby ten projekt ruszył
na nowo. Może jeszcze zagramy
kilka koncertów, ale nie planujemy
nowej płyty. Z drugiej strony, cała ta
przygoda przypomniała mi, jak się
gra na gitarze basowej i zatęskniłem
za tym. Nagrałem więc sobie płytę,
na której gram na basie.
tak naprawdę jakimś takim buntem
wobec tego, czego się nasłuchaliśmy
w domu. Nie chcieliśmy grać na
gitarach, mimo że słuchaliśmy
muzyki gitarowej.
fot: Łukasz Król
39
Czy ten bunt przełożył się na
muzyczną współpracę z bratem?
Wynikło to z przebywania pod
jednym dachem i tak zostało
w muzyce, czy po prostu
pewnego dnia stwierdziliście musimy grać razem.
To było naturalne, bo wszystkie
zespoły, które powstawały u nas
w pokoju to byliśmy my. Tak było
najłatwiej, nie trzeba było nikogo
zapraszać na kolacje, tylko Piotrek
walił w bębny, a ja darłem mordę na
gitarze i tak już ostało do dzisiaj.
Młodsze rodzeństwo często
inspiruje się starszym. Czy tak
jest u was, jeśli chodzi o sferę
muzyki?
Więc „Męska muzyka” miała
wpływ na „Heavi metal”. A czy
w ogóle ojciec miał duży wpływ
na to, co teraz robicie? Była
jakaś presja z jego strony? Chciał
żebyście byli muzykami?
Myślę, że nie ma takiej inspiracji, bo
gdzieś tam traktujemy się poważnie,
na tym samym poziomie. Gdyby
tak nie było, pewnie takie rodzinne
granie byłoby ciężkie. Z pewnością
byłoby bardzo ciężko. A my mamy
taki partnerski układ. Oczywiście
napędzamy się jakimiś różnymi
pomysłami, ale z tego samego
poziomu.
Nie, zupełnie nie chciał, żebyśmy
byli muzykami. Wszystko to, co
robiliśmy na samym początku było
Kiedy razem nagrywacie płytę,
to ty przychodzisz z tekstami,
czy brat - z muzyką, czy siadacie
wspólnie i myślicie?
Wcześniej trochę rozmawiamy
o płycie i każdy się zamyka u siebie,
coś robimy, potem to odsłuchujemy,
jak stwierdzamy, że jest dobre to
kontynuujemy, jeśli złe - odrzucamy.
To jest taki etap konfrontacji. Każdy
ma do siebie zaufanie i robi to
u siebie.
Twoje teksty mają w sobie nutkę
pesymizmu, ironii. Unosząc
się te 30 centymetrów ponad
chodnikami
widzisz
tylko
szarość, zło i smutek? Czy to
może specyfika Warszawy tak na
ciebie wpływa?
Nie wiem, nigdy nie mieszkałem
dłużej gdzie indziej. Nie próbowałem
nigdy mieszkać gdzie indziej. Teraz
Warszawa jest takim miejscem,
gdzie trudno tak naprawdę znaleźć
rodowitego warszawiaka. Dużo ludzi
tam napływa, przyjeżdża i dlatego
jest to miasto bardzo bogate, ale
i podzielone zarazem. Bogate, jeśli
chodzi o środowiska, różne pomysły
na życie. No i dlatego trochę słychać
tę Warszawę w muzyce. Ale nie, to
chyba nie z tego wynika, to wynika
z tego, że kilku rzeczy nie lubimy, ale
są wszędzie. Nie tylko w Warszawie,
nie tylko w Polsce.
A czy jesteś sfrustrowany
patrząc na tę „warszawkę”
- elity, grupy, o których się
mówi, celebrytów, którzy są
w centrum zainteresowania.
Osoby, które nie robią nic
konkretnego, tylko po prostu
są. Na kanałach muzycznych
widzimy piosenkarki, którym
piszą proste teksty i chwytliwą
muzykę, przerabiają głosy i ciała.
Co myślą muzycy, obserwując
taki atak popkultury?
Z jednej strony na pewno mnie to
dotyka, działamy cały czas na własną
rękę, bo wydaje nas przyjaciel. Mamy
swoją publiczność i mamy gdzie
grać - koncerty, różne festiwale.
Z jednej strony to nie przeraża,
a z drugiej jest to smutne.
Oglądaliśmy
ostatnio
koncert
Nirvany. Zespół ten był kiedyś wielką
popową gwiazdą, która wyprzedziła
ze sprzedażą płyt Michaela Jacksona.
Nie myślałeś, żeby oprócz
muzyki poświęcić się bardziej
malarstwu?
Takie rzeczy są teraz niemożliwe. Nie
taka muzyka się sprzedaje w MTV.
Stacja, która promowała Nirvanę,
w tym momencie nie zajmuje się
muzyką w ogóle. Ale myślę, że
w końcu będzie przesyt w tym
wszystkim. Poza tym mamy Internet,
w którym ludzie szukają całkiem
innych rzeczy, niż tych, które funduje
im telewizja.
Nie macie więc czasem dosyć
tworzenia muzyki?
Chcemy tworzyć i chcemy grać.
Oczywiście, fajnie byłoby mieć
więcej pieniędzy, żeby żyć, żeby
móc się łatwiej rozwijać. Ale nam się
póki co jakoś udaje, nie narzekamy.
Fisz
Nie, zupełnie nie. To jest pasją,
na którą nie mam czasu. To jest
wcześniejszy pomysł na życie, który
sobie gdzieś tam wymyśliłem, bo
lubię rzeczy ładne i ciekawe. Nie
wydaje mi się jednak, że można
robić dwie rzeczy naprawdę dobrze,
a niedzielny malarz mnie w ogóle
nie interesuje.
Styl Fisza nie mieści się w jednym gatunku muzycznym. Na
początku był członkiem hip-hopowego warszawskiego zespołu
RHX Skład. Na pierwszym solowym albumie Polepione Dźwięki, nadal ocierał się o hip-hop .
Później rozpoczął eksperymenty
muzyczne między innymi
z jazzem na płycie F3, by wrócić
do swoich hiphopowych korzeni
na płycie Piątek 13.
Po koncercie w trakcie Festiwalu Firmament
2009 z Fiszem rozmawiała Olga Adamus.
Pisze teksty, zwykle oparte na
zabawie słowem. Zajmuje się
także malarstwem.
Aktualnie razem z ojcem (Wojciechem Waglewskim) prowadzi
audycję „Magiel Wagli” w Programie Trzecim Polskiego Radia.
Jest synem muzyka Wojciecha
Waglewskiego i starszym bratem
Piotra Waglewskiego (Emade,
DJ MAD). Żona Marta prowadzi
galerię sztuki „Białko”.
Studiował na Europejskiej
Akademii Sztuk.
Fisz zdobył 8 nominacji
do Nagrody Akademii
Fonograficznej Fryderyk.
www.wikipedia.org
fot: Bartek Bogucki
40
wici.info | ludzie
14 stycznia w galerii„Lakiernia”
odbyła się wystawa pod tytułem
„Sztuka sżycia”autorstwa Anny
Ciszek. Absolwentka Uniwersytetu Jana Kochanowskiego
specjalizująca się w malarstwie
sztalugowym stworzyła MasKoty przekazujące wszelakie emocje w misiach i kotkach ukryte.
Zacznijmy od rozmowy na
temat Twojej wystawy. Dlaczego
zdecydowałaś się na tworzenie
MasKotów?
Żeby było ciepło!
Z Anną Ciszek rozmawia na temat wystawy „Sztuka Sżycia”,
sztuki, piękna i estetyki Agata Majcher
42
Dlaczego maskotki? Przez
zrządzenie losu i przypadek!
Kiedyś porwały się moje
ukochane rybaczki, które były
zrobione z bardzo fajnego
materiału. Postanowiłam je jakoś
zrecyclingować i tak powstał
pierwszy kot! Na początku
tulanki były bardziej ozdobne,
sympatyczne. Z czasem nabrały
charakteru. Zaczęłam powoli
dołączać do nich teksty. Te przekazy
stawały się coraz bardziej osobiste.
Same maskotki też zaczęły stawać
się dla mnie medium, którym
wcześniej był blejtram czy karton.
Myślę, że przejęły funkcję mojej
wypowiedzi artystycznej, na którą
nie mogłam znaleźć formy przez
ostatnie lata. Zawsze lubiłam łączyć
rzeczy pozornie sprzeczne, trudne
do pogodzenia, kontrastowe,
lubiłam wywracać sensy. Stąd
poniekąd te „miękkie formy”
dla ukazania niekiedy trudnych
tematów.
Czym mają one być dla
potencjalnego odbiorcy?
Hm? Trudne pytanie pani redaktor!
Czym one mają być? Te, które
są na wystawie chciałabym, aby
stanowiły jakiś punkt do refleksji.
Natomiast te sprzedawane w
galeriach internetowych jako anaci
(nick internetowy Anny Ciszek
– przyp. red.) są dowcipem, czymś
zabawnym, nadają się na prezent
itp. Jednak nie mówmy o nich.
Skupmy się na tym, co znajduje się
na wystawie. Te propozycje dobrze
jeśli prowokują do przemyśleń,
budzą emocje, niekoniecznie te
łatwe i przyjemne, w końcu mówią
też o takich sprawach jak śmierć,
inność.
W zapowiedzi wystawy można
było przeczytać o maskotkach
posiadających funkcje nośnika
osobistych myśli, przekonań,
potrzeb i emocji. Czy są to
osobiste, twoje emocje? Czy
może bardziej swoiste apele do
odbiorców?
Kolejne trudne pytanie! Myślę, że są
i tym i tym. W cyklu powstałym na
„Przedwiośnie” są prace, wyrażające
moje osobiste frustracje, ale są
też takie które są , jak to nazwałaś,
apelem. Na przykład miś z hasłem
„ a gdzie tu sztuka krytyczna,
konceptualizm, sztuka video”. Takich
prezentacji brakuje mi
w środowisku kieleckim.
Maskoty to odrobina tęsknoty
za dzieciństwem. Czym w
twoim życiu obajwia się ta
tęsknota, i jaki ma ona wpływ
na twórczość?
Tak, są tęsknotą! Ta tęsknota chyba
najmocniej ujawnia się
w potrzebie bliskości, przytulania,
opieki, jak również w potrzebie
beztroskiej zabawy, prostoty,
byciu bezpośrednim, szczerym.
Co jednocześnie przekłada się na
formę moich prac.
Czym w życiu Anny Ciszek jest
sztuka, piękno i estetyka?
Sztuka jest na pewno czymś, co nas
porusza. Fajnym kryterium sztuki
jest fizjologia, czyli jeżeli masz ciarki
na plecach oznacza to, iż wszystko
działa jak należy. Piękno to także
coś poruszającego, a estetyka to
prostota.
44
Mówisz, że bliski jest ci nurt
sztuki krytycznej. Co cię w nim
inspiruje?
Ukazywanie tego, co marginalne,
odrzucone, trudne, bolesne,
schowane...
To teraz pytanie egzystencjalne.
Jaka jest rola młodego artysty
w dzisiejszej Polsce?
Nie odpowiem na to pytanie.
Ja tylko tworzę misie i tyle!
Może porozmawiamy
o prowokacjach. Co sądzisz
o sztuce agresywnej, szokującej
widza, atakującej go. Jak
odnosisz się do artystów
balansujących na różnych
skrajnych granicach?
Mówimy teraz o różnych artystach.
Jeżeli dostałabym takie pytanie
w odniesieniu do konkretnej
pracy, to wówczas mogłabym
odpowiedzieć, czy to ma sens, czy
nie. Ważną rzeczą jest to, aby taka
praca nie krzywdziła, nie niszczyła
innych, nie sprawiała bólu. Choć
to też problematyczna kwestia, bo
nigdy nie wiemy, co kogo może
zaboleć.
A kiedy artysta posługując
się terapią szokową, próbując
odbiorcy coś uświadomić,
z premedytacją używając bólu,
ma do tego prawo? Czy ty
zdecydowałabyś się kiedyś na
takie posunięcie?
Prawo ma na pewno, jesteśmy
wolnymi ludźmi, ale musi liczyć się
z konsekwencjami, jakie mogą go
spotkać w naszym kraju
i w naszym społeczeństwie.
Ja bym się zastanowiła przed
wystawieniem, jakie emocje może
dana praca wzbudzić i czy jestem
w stanie to „ udźwignąć” (procesy,
oskarżenia, protesty, odrzucenie) .
K. Kozyra - z tego co mi wiadomo
- „Piramidę zwierząt” przypłaciła
silną depresją. Ja bym chyba nie
dała rady pokazać takiej pracy, żeby
obnażyć hipokryzję społeczeństwa
w kwestii mordowania zwierząt.
Za słaba jestem, mogłabym nie
umieć jej obronić. Zwłaszcza, że
mentalność pewnych środowisk nie
zawsze sprzyja działaniom artystów.
Jakie Anna Ciszek ma
artystyczne autorytety?
Wiesz, ja chyba nie mam
autorytetów. Zwyczajnie lubię
twórczość niektórych artystów. Na
cyklu z „ Przedwiośnia” pojawiły się
takie nazwiska jak: Dawicki, Kozyra,
Wójcik. Dawickiego lubię za dowcip,
za ironię, w pracach Julity
Wójcik podoba mi się lekkość,
z kolei K. Kozyra to dla mnie pewien
symbol, ujawniania w twórczości
tego co trudne, podejmowania
tematów związanych z tożsamością,
przemijaniem, ciałem, śmiercią
itd. Ponadto chętnie oglądam
prace Jadwigi Sawickiej. Lubię też
obrazy Bettiny Bereś za prostotę
i bezpretensjonalność. Cenię też
tzw. sztukę naiwną, za szczerość
wypowiedzi.
Jakie emocje towarzyszyły ci
podczas dzisiejszej wystawy?
Zdenerwowanie, bo zastanawiałam
się, kiedy wreszcie przyjdą moi
znajomi.
Na zakończenie, co chciałabyś
powiedzieć kielczanom?
Żeby było ciepło! W atmosferze
i w relacjach .
47
wici.info | ludzie
49
Rafał Gęborek: O czym będziemy
rozmawiać? O życiu?
Letkie
rozmowy
o życiu
Z zespołem Letko w składzie :
Monika Bożyk, Grzegorz ‘Dege’
Degejda, Rafał Gęborek oraz
Mikołaj Macek, po Firmamencie
rozmawiała Sonja.
Tak, będzie też o życiu, ale
zacznijmy od Firmamentu – jak
Wam się podobał festiwal?
Rafał: Było fajnie.
Dege: Widziałem swój koncert,
Drum&Dress i Automatik, więc jeżeli
mam oceniać na podstawie tych
trzech, to spoko.
Monika: Ja nie widziałam tylko
koncertu Emitera, ale było Ok.
Trochę zamieszania.
A jakie macie wrażenia
z Waszego koncertu na
Firmamencie?
Monika: Odbył się (śmiech).
Dege: Ja jestem zadowolony, ale
ta sala nie nadaje się do takich
koncertów.
Mikołaj: Okazuje się, że sala (Mała
Scena w KCK – przyp. red) nie
ma zbyt dobrej akustyki. Nam się
bardzo dobrze grało, komfortowo.
Ale podobno część osób z widowni
słyszała dobrze, część źle. Z tego co
wiemy, na tej sali zupełnie inaczej
słychać muzykę na środku, a inaczej
trzy rzędy dalej.
Monika: Część osób słyszała tylko
skrzypce, inni nie słyszeli ich
w ogóle.
Skąd pomysł na to,
żeby JNA wam towarzyszył
z wizualizacjami, które zresztą
były bardzo dobre?
Dege: Z JNĄ współpracujemy już
od około roku i wizualizacje są jego
pomysłem, jeśli chodzi o tematykę.
Wszystko, co zrobił, zgadza się
z naszą muzyką.
Mikołaj: Jest naszym kolegą i dobrze
nam się współpracuje, dlatego
chętnie to robimy. Nikt mu niczego
nie narzuca i myślę, że dla niego
jest to komfortowe, że może robić
wizualizacje pod wpływem muzyki
– takie jakie chce. Wyraża siebie
i swoje odczucia.
Rafał: Ma pełną dowolność,
zgadzamy się na wszystko, co robi.
Ostatnio zabrał nas w niedzielę do
lasu (śmiech). Efekty było widać na
koncercie.
Monika: Kazał nam długo i mozolnie
wchodzić pod górę (śmiech).
W Letko przez lata były zmiany
personalne i współpracowaliście
z wieloma osobami. Jak to
wygląda – w wyniku układów
koleżeńskich spotykacie kogoś
i mówicie „chodź, zagraj
z nami”?
Dege: Teoretycznie tak, ale i tak
wszystko wychodzi na próbach.
Rafał:
Czasem
to
wychodzi
z kompozycji – ostatnio Dege
użył
brzmienia
smyczków
i stwierdziliśmy, że przydałby się
żywy instrument…
Monika: Okazało się, że jest Faustyna
(skrzypaczka – przyp. red.)
Dege: Faustyna nigdy wcześniej nie
grała takiej muzyki – jej domeną jest
muzyka klasyczna– ten koncert był
dla niej nowym doświadczeniem.
Mikołaj: Wydaje mi się, że Letko
zawsze było i będzie otwarte na
różnego rodzaju eksperymenty. A to
że w Kielcach środowisko muzyczne
jest takie, że wszyscy się znamy
powoduje, że kolega zaprasza
kolegę. To naturalna kolej rzeczy.
Klimat małego światka
muzycznego w Kielcach
pomaga?
Rafał: Klimat jest na pewno (śmiech)
Mikołaj: Musiałbym porobić muzykę
w innym środowisku, wtedy
miałbym porównanie.
Dege: Myślę, że na każdym
gruncie można znaleźć ludzi,
z którymi się dobrze współpracuje.
Niekoniecznie musi to być klimat
kielecki, ale tu mieszkamy, tym
powietrzem oddychamy i z tymi
ludźmi współpracujemy. Fajne
jest to, że są tu ludzie, którzy chcą
w tym uczestniczyć.
Ile lat istnieje Letko?
Zespół ewoluuje?
Monika: 7 lat.
Monika: Na pewno! Pamiętam
nasze pierwsze spotkania w chatce.
Realizował nas Darek Makaruk,
wszystko na żywo. Inne brzmienia.
Dege: Jak słucham nagrań z 2002
roku i obecnych, to słyszę dużą
różnicę. Ostatnio zdarzyła się taka
sytuacja, że sięgnęliśmy do utworu
z 2004 roku pt. „Flower”.
Monika: Jest całkowicie zmieniony,
gdybyś Dege nie powiedział mi,
że to ten kawałek, to bym go nie
rozpoznała. Są takie kawałki, które
mają krótki żywot, ale fajnie jest do
nich wrócić.
Mam wrażenie, że zespół istnieje
o wiele dłużej!
Mikołaj: Prawda? Od zawsze – mam
tak samo. Letko i Automatik istnieją
od zawsze (śmiech).
Jakim sposobem Letko
przetrwało tyle lat?
Monika: Jesteśmy pasjonatami
tego, co robimy. Ludzie przychodzą
i odchodzą, a trzon zostaje – ja
i Dege.
Dege: Zespół jest jak małżeństwo
– są burze, jest słońce. Jeżeli ludzie
się lubią i chcą ze sobą coś zrobić
mimo wszystko, to przetrwają. To,
że były zmiany personalne, nie było
spowodowane jakimiś zgrzytami,
ale głównie życiowymi sytuacjami.
Monika: Na przestrzeni lat niektórym
się urodziły dzieci, niektórzy się
zestarzeli, inni odmłodnieli.
Mikołaj: I teraz zostali sami
bezdzietni.
Rafał: Dziecko wyklucza z zespołu
automatycznie (śmiech).
Dege: Nowi ludzie, to nowe pomysły.
Na
Firmamencie
zagraliśmy
w 6-osobowym składzie: z Ulą
(instrumenty klawiszowe) i Faustyną,
które też wniosły coś nowego.
A czy nie jest też tak, że
zdołaliście przetrwać, bo nie
utrzymujecie się z muzyki?
Nie macie takiego ciśnienia,
że musicie odnieść sukces,
zarabiać na graniu dużo kasy?
Mikołaj: Jakbym miał możliwość tylko
z tego żyć i tak zarabiać pieniądze, to
oczywiście miałbym wtedy więcej
możliwości. Każdy z nas ma inne
zajęcie, które mu przynosi dochody.
Niby jest ok., możemy to robić dla
siebie i dla pasji, nie warunkują nami
sytuacje zewnętrzne. Czasowo nie
jest to łatwe do ogarnięcia, bo cały
dzień pracujemy, jesteśmy zmęczeni
i robimy muzykę w pewnym sensie
po nocach.
Dege: Po premierze naszej płyty
pojawiły się komentarze, czemu
żaden koncern płytowy jeszcze się
nami nie zainteresował, czemu nie
50
mamy menadżera, który by tym
wszystkim kręcił. Nie znalazł się
jeszcze taki człowiek, który chciałby
tym wszystkim zakręcić. Dlatego też
robimy coś innego.
Monika: Można powiedzieć, że
jesteśmy nocnymi muzykami. Nasze
morale się podnosi, jak jedziemy na
profesjonalny koncert, gdzie są jakieś
gratyfikacje, kiedy nie narzekamy, że
jest słabe nagłośnienie, słaby klub
itd.
Obecnie promuje się coraz
młodszych artystów, a wy
jesteście już dojrzałymi
muzykami.
Monika: Myślę, że nie jesteśmy
ukierunkowani w tą stronę, bo chyba
nie o taki sukces nam chodzi.
Dege: Nisza muzyczna ma wiele
twarzy. Przykładem jest Fisz, który
nie gra muzyki komercyjnej, ale
jest profesjonalnie zrealizowany,
sprzedany w sposób komercyjny.
Można robić więc rzeczy w niszy
i nadal być komercyjnym.
Mikołaj: W takiej muzyce, jaką my
robimy, wiek absolutnie nie ma
żadnego znaczenia. My nie mamy
się podobać wizualnie.
Chodzi mi bardziej
o nastawienie na sukces, bo
jednak każdy z nas z wiekiem
robi się coraz bardziej zmęczony
– takie mamy obecnie szalone
tempo życia.
Dege: Szczególnie, że przychodzą
młodzi ludzie, niczym nieskażeni,
którzy mają otwarte umysły. Są
w stanie zrobić coś, na co my byśmy
nie wpadli.
W ubiegłym roku zagraliście
koncert na Heineken Opener
Festiwalu. Czy coś się po tym
koncercie zmieniło dla Was, jako
zespołu?
Dege: Nie, ja nie słyszałem
o żadnych propozycjach związanych
z Heinekenem. Dalej robimy to, co
robiliśmy. Woda sodowa nam nie
uderzyła do głowy (śmiech). To był
koncert na scenie Young Talents,
otwieraliśmy ostatni dzień festiwalu.
Na pewno fajne jest to, że mogliśmy
się pokazać szerszej publice. To było
zderzenie z bardzo profesjonalnym
podejściem do organizacji.
Mikołaj: Dla nas to był kolejny koncert
i szansa zagrania na naprawdę
profesjonalnej scenie. Myślę, że
to nieczęsto się zdarza w Polsce,
szczególnie zespołom robiącym
muzykę niekomercyjną. I możemy
sobie to wpisać w CV (śmiech).
Monika: Cały czas coś się dzieje
i robimy nowe rzeczy, powstały
nowe utwory.
Jak powstają Wasze utwory?
Potrzebny jest specjalny klimat,
że powstały właśnie takie
brzmienia?
Monika: Zalążki oczywiście powstają
wcześniej. Zwykle jest tak, że
ktoś przynosi pomysł – ostatnio
najczęściej Dege, każdy coś swojego
dorzuca i z tego powstaje kawałek.
Klimat tego miejsca (sala prób w KCK
– przyp. red) na pewno pomaga.
Myślę, że gdybyśmy grali w sali
w rozświetlonymi żarówkami, nasza
muzyka byłaby zupełnie inna.
Monika: Chyba będę musiała zacząć
inaczej wyglądać na koncertach,
żeby bardziej podkreślić ten erotyzm
(śmiech).
Mikołaj: Chodzi o to, żeby takie
brzmienia były również w pewnym
sensie zmysłowe.
Takie mieliście nastawienie przy
tworzeniu płyty?
Ktoś napisał o Was, że robicie
„muzykę, w której niewiele
się dzieje”, ale jednocześnie
jest przyjemna do słuchana
– nieabsorbująca.
Monika: Tak się po prostu dzieje.
A plany Letko na najbliższy
czas?
Dege: Na razie zaczyna z nami grać
Monika: Ja słyszałam, że nasza
muzyka jest „samochodowa”.
Mikołaj: To tylko opinia. Ludzie
przychodzą na koncerty, słuchają tej
muzyki, więc jest zapotrzebowanie.
Wszystko zależy od tego, czy
odbiorca się wsłuchuje w muzykę,
czy nie.
Dege: Taka opinia nie ma w ogóle
sensu, bo my tworzymy piosenki,
a nie tylko muzykę. Już sama
warstwa tekstowa powoduje, że coś
się dzieje.
Z drugiej strony, aż roi się od
komentarzy, że Wasza płyta jest
erotyczna…
Monika: Też o tym słyszeliśmy!
Niektórzy mówią, że na naszych
koncertach jest bardzo seksownie.
Moniko, to ty jesteś chyba za
to odpowiedzialna przez swój
erotyczny głos…
52
Ula – zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Nagrywamy też nową płytę, więc
szukamy pomysłów.
Byle nie grać do kotleta?
Monika: A czemu nie, to mogłoby
być całkiem przyjemne – do
wegetariańskiego oczywiście.
Kotletko?
Letko: (śmiech) Coś takiego.
Dziękuję za rozmowę.
foto: łukasz Król
miasto
P l a n centrum Kielc
Łódź
Warszawa
legenda
17
ścieżka rowerowa
szlak turystyczny
galerie
muzea
teatry
kina
ośrodki kultury
urzędy
kawiarnie, puby
kluby
handel, usługi
6
22
23
Częstochowa
2
24
2
1
1
1
8
15
25
21
5
2
18
3
4
16
14
20
7
3 19
Lublin
8
11
6
9
8
9
6
K raków
19
18
1
17
12
Tarnów
plan miasta: Agencja Wydawnicza JP
www.wydawnictwo-jp.kkf.pl
Galerie
1
BWA Piwnice
BWA Na Piętrze
Kielce, ul. Leśna 7
tel. +41 344 63 19, 344 49 42
www.bwakielce.wici.info
2
3
Kielce, ul. Planty 7
tel. +41 344 76 36, 366 29 71
Galeria Współczesnej Sztuki
Sakralnej
informator
DŚT Pałacyk Zielińskiego
Teatr Lalki i Aktora „Kubuś”
tel. +41 344 58 36
www.teatr-kubus.pl
Kielecki Teatr Tańca
Galeria Zachęta
15
Kielce, ul. Sienkiewicza 32
www.teatr-zeromskiego.com.pl
Galeria Lakiernia
16
7 Kielce, plac Zamkowy 1
Kina
tel. +41 332 13 30
www.kinoplex.pl
Kielce, pl. Wolności 2
tel. +41 344 40 78
www.muzeumzabawek.kielce.pl
S ka rb i e c Ka t e d ra l ny
10 Kielce, pl. Panny Marii 3,
tel. +41 344 63 07
22
23
24
Młodzieżowy Dom Kultury
25
Wspak
Ośrodki Kultury
17
Wojewódzki Dom Kultury
Kielce, ul. Ściegiennego 6
www.wdk-kielce.pl
25-514 Kielce, ul. Kozia 10a
tel. +41 34-434-23, 34-364-20
http://www.mdkkielce.pl
Kielce, ul. Śląska 11a
Urzędy
Urząd Miasta
1 Kielce, Rynek 1
Kielce, ul. Szymanowskiego 6
Kielce, ul. Strycharska 6
tel. +41 36 76 000
www.um.kielce.pl
tel. +41 344 47 34
www.kinomoskwa.pl
ttel. +41 361 27 37, 361 24 10
Pod Krechą
Kielce, ul. 1000-lecia Państwa Polskiego 7
tel./fax. +41 342 44 24
Moskwa
Kino WDK
Baza Zbożowa
Kielce, Zbożowa 4,
www.bazazbozowa.eu
18 Kielce, ul. Staszica 5
19 Kielce, ul. Ściegiennego 6
Słoneczko
Kielce, ul. Romualda 3
tel. +41 341 66 80
17 Kielce, ul. Świętokrzyska 20
Kielce, ul. Jana Pawła II 6
tel. +41 344 92 97
Muzeum Zabawek i Zabawy
21
Kinoplex
tel. +41 344 23 18
www.muzeumkielce.net
Muzeum Wsi Kieleckiej
Dworek Laszczyków
Filharmonia Świętokrzyska
im. Oskara Kolberga
Kieleckie Centrum Kultury
Kielce, pl. Moniuszki 2b
tel. +41 344 40 32, +41 344 40 33
www.kck.com.pl
Kielce, pl. Moniuszki 2b
tel. +41 368 11 40
www.filharmonia.kielce.com.pl
Muzeum Lat Szkolnych
Stefana Żeromskiego
Muzeum Narodowe
20
14 Kielce, pl. Moniuszki 2b
Teatr im. Stefana
Żeromskiego
Kielce, ul. Słowackiego 23,
tel. +41 361 39 31
Kielce, ul. Zamkowa 5
tel. +41 368-20-53
www.kielcedst.net
13 Kielce, ul. Duża 9
Kielce, ul. Jana Pawła II 25
tel. +41 344 57 92
9
19
tel. +41 361 27 46
www.ktt.pl
Muzea
8
Muzeum Geologiczne
Teatry
Kielce, ul. Zbożowa 4
www.lakiernia.wici.info
6
Dom Kultury Zameczek
Galeria Winda
Kielce, ul. Orla 3
6
18
Kielce, ul. Św. Leonarda 4
tel. +41 340 55 20
tel. +41 361 25 37
KCK, Kielce, pl. Moniuszki 2b
5
Muzeum Historii Kielc
12 Kielce, ul. Zgoda 21
Galeria Fotografii ZPAF - BWA
Kielce, ul. Zamkowa 5/7
tel. + 41 360 00 02
4
11
2
Urząd Marszałkowski
Województwa
Świętokrzyskiego
Kielce, ul. IX Wieków Kielc 3
tel. +41 342 15 49
www.sejmik.kielce.pl
wici.info | miasto | sonda
Co to jest
tetrapod
i ile miał
nóg?
Nowy rok zaczął się dla Kielc wyjątkowo hucznie, a to za sprawą
najnowszego odkrycia geologicznego. Okazuje się, że tetrapod,
czyli najstarsze czworonożne stworzenie, mieszkał gdzieś w okolicach
dzisiejszych Gór Świętokrzyskich.
Kielczanie pękają z dumy? Okazuje
się, niektórzy nawet nie kojarzą nowej maskotki miasta z prehistorią.
Zapytaliśmy mieszkańców Kielc: Co
to jest tetrapod i ile miał nóg? Ten,
kto uważał na chemii lub uczył się
łaciny, z drugim pytaniem nie miał
problemów. Ale sam tetrapod?
Wiadomo, najprostsze pytania
z oczywistymi odpowiedziami rodzą najwięcej wątpliwości. Skutek?
Naszej sondzie towarzyszyły wybuchy śmiechu, kiedy tłumaczyliśmy
ankietowanym, czym jest rzeczone
stworzonko. A jak brzmiały odpowiedzi, przekonajcie się sami!
59
Ania, 23 lata: Nie mam pojęcia, co
to jest tetrapod. Drugi człon mi się
źle kojarzy – z potem... Nie, zdecydowanie nie wiem, co to jest.
Adam, 15 lat: Nie wiem, co to jest.
Jakieś narzędzie, coś takiego, jakiś
przyrząd do czegoś.
Sylwester, 25 lat: Pierwszy raz
słyszę o czymś takim. Kojarzy mi się
z jakimś gadem prehistorycznym.
Krzysztof, 55 lat: Tetrapod? To
jest to stworzonko, którego ślady
znaleziono pod Kielcami. Ma cztery
nogi.
Kamil, 20 lat: Tetrapod kojarzy
mi się z Tatrą i polem. Pewnie ma
cztery nogi.
Marta, 23 lata: Nie mam zielonego
pojęcia. Ten wyraz kojarzy mi się
z antypodami ze względu na to
„-pod”, a „tetra-” – z pieluszkami
tetrowymi.
Wioletta, 20 lat: W ogóle nie wiem,
o co chodzi. Nie słyszałam o czymś
takim, ale myślę, że to może być jakiś dinozaur. No i miał cztery nogi.
Notowała: Magdalena Wach
Zdjęcia: Marcin Białek
wici.info | miasto
61
Lodowy
plener
Na kieleckim placu Artystów
pojawiły się wzbudzające zainteresowanie kielczan rzeźby i witraże
wykonane w lodzie. Stworzyli je
członkowie Związku Polskich
Artystów Plastyków oraz uczniowie
i studenci. Pomysłodawcą całej
akcji był Sławomir Micek, szef
Świętokrzyskiego ZPAP.
Nagrodzone zostały m.in.: lodowy
tron, rzeźba pt. „Wygnani z raju”
oraz lodowe sanie. Fundatorami
nagród byli: prezydent Kielc Wojciech Lubawski i prezes Wodociągów Kieleckich Henryk Milcarz.
Tekst: Marcin Białek
Zdjęcja: Marcin Białek, Kuba Pańkowski
Był to interesujący pomysł kieleckiego artysty rzeźbiarza Sławomira Micka. W tworzeniu lodowych
prac plastycznych mogli brać
udział wszyscy, którzy stawili się na
Placu Artystów podczas pleneru.
Każdy mógł zrealizować swój pomysł na lodowy witraż czy rzeźbę.
Niektóre z lodowych ekspozycji
prezentowały się fantastycznie
zarówno w promieniach słońca, jak
i w nocnym oświetleniu.
wici.info | miasto
Tabica ku czci Organisty
Tablicę ku czci zmarłego przed
rokiem profesora Jerzego
Rosińskiego odsłonięto w
grudniu ub. r. w kieleckiej bazylice
katedralnej. Był zasłużonym
kompozytorem muzyki chóralnej
i organowej, organistą
i długoletnim dyrygentem Chóru
Katedralnego. Fundatorem tablicy
jest prezydent Kielc Wojciech
Lubawski. Inicjatorami zaś chórzyści z Chóru Katedralnego.
Prof. Jerzy Rosiński pochodził
ze znanej kieleckiej rodziny
muzycznej. Był absolwentem
Akademii Muzycznej w Warszawie,
w klasie organów profesora Feliksa
Rączkowskiego. Jego ojciec
Józef Rosiński był pedagogiem,
absolwentem Konserwatorium
Muzycznego w Warszawie, w klasie
słynnego organisty Mieczysława
Służyńskiego i 82 lat temu założył
kielecki Chór Katedralny.
Kielecki organista koncertował
w Polsce i za granicą, w Paryżu,
Wiedniu, Berlinie, Sztokholmie, na
Ukrainie, w Rosji. Był laureatem
wielu nagród. W 2005 roku otrzymał
z rąk Jana Pawła II medal papieski
za całokształt swojej twórczości.
Wychował wiele pokoleń
wspaniałych muzyków.
Od 1958 roku prowadził Chór
Katedralny pod wezwaniem
św. Cecylii, a od 1976 Chór
Duszpasterstwa Kieleckiego.
Profesor brał udział we wszystkich
festiwalach muzyki organowej
w Polsce. Grał ze wszystkimi
orkiestrami filharmonicznymi
w Polsce jako solista organista.
Był pomysłodawcą i organizatorem
Międzynarodowego Festiwalu
Muzyki Organowej i Sakralnej
w Kielcach. Całe swoje życie
poświęcił muzyce i bazylice
katedralnej w Kielcach. Wydał
m.in. „Śpiewnik Świętokrzyski”.
Odsłonięcie tablicy poprzedziła
msza św., której przewodniczył
ordynariusz sandomierski bp
Kazimierz Ryczan. Była tam bowiem
uroczyście odsłaniana tablica ku
czci ś.p. Prof. Jerzego Rosińskiego.
Chciałem sobie trochę postać przy
niej i mówiąc w sposób poetycki,
trochę pomilczeć z Profesorem.
Eucharystii poprzedzającej
odsłonięcie tablicy przewodniczył
ordynariusz kielecki bp Kazimierz
Ryczan, który w homilii przypomniał
liczne zasługi Profesora.
(pa)
63
Pamięć o Nich trwa
Antologia osób zapisanych
w świętokrzyskiej historii
Pod patronatem Stowarzyszenia
Ziemia Świętokrzyska trafiła do
kieleckich księgarń opracowana
i zredagowana przez Elżbietę Stec
poetycka antologia pt. „Pamięć
o Nich trwa...”. Jej promocja odbyła
się promocja w połowie stycznia
w kieleckiej Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej.
Książka ukazała się w końcu 2009 r.,
nakładem kieleckiego Agencji JP.
Finansowo wsparł ją Świętokrzyski
Urząd Marszałkowski. Bohaterami
opublikowanych wierszy jest 105
osób, które odegrały znaczącą rolę
w regionie świętokrzyskim i zapisały się w jego historii. Elżbieta Stec
wybrała i przygotowała do druku
277 wierszy 122 autorów.
Największą grupę wśród bohaterów wierszy stanowią osoby
piszące – pisarze, poeci i publicyści
– 40 osób. Drugą pod względem
liczebności grupę stanowią ludzie
walczący, a są to: wybitni dawni
wodzowie, dowódcy oraz uczestnicy powstań narodowo-wyzwoleńczych i wojen światowych, żołnierze i partyzanci, cywilni członkowie
ruchu oporu - 33 osoby. Trzecia
pod względem liczebności grupa
– 11 osób, to wybitni duchowni.
Autorami wierszy są zarówno
osoby żyjące i wciąż piszące, jak
i ci już nieżyjący. Do najdawniejszych należą: Andrzej Trzecieski,
Wacław Potocki, Julian Ursyn
Niemcewicz. Najliczniej reprezentowani są poeci XX-wieczni
oraz z przełomu XX/XXI w. Z poetek i poetów aktualnie piszących,
reprezentujących nasz region,
których wiersze zamieszczono
w antologii, można wymienić: Władysławę Bożenę Szproch, Andrzeja
Piskulaka, Antoniego Dąbrowskiego, Stanisława Nyczaja, Zdzisława
Antolskiego, Ryszarda Miernika,
Adama Ochwanowskiego, Jana
Stępnia, Władysława Wojtasika,
Bogdana Pasternaka, i innych.
W zakończeniu książki znajduje się
również profesjonale wykonany
wykaz wykorzystanych materiałów,
indeks autorów i ich wierszy oraz
indeks przedmiotowy osób – bohaterów wierszy.
(pa)
wici.info | pasje
MMA –
połączenie
boksu,
kick-boxingu
i jiu-jitsu
Sobotnie, mroźne przedpołudnie,
mieszkanie w jednej z kamienic
w centrum miasta zaaranżowane
na salę treningową wypełnia się
młodymi mężczyznami. Jedni przebierają się w kimona, drudzy
w zwykłe stroje do ćwiczeń.
W zimnym pomieszczeniu rozpoczyna się rozgrzewka do treningu
brazylijskiego jiu-jitsu, będącego
częścią MMA - Mieszanych Sztuk
Walki. Mimo niskiej temperatury na
twarzach uczestników widać mnóstwo zapału.
Jeden z niewielu
zawodowców MMA
Dozwolone tu jest
prawie wszystko
Gdyby nie kontuzja kolana, to
zapewne wśród ćwiczących znalazłby się 26-letni Paweł Wołowiec,
który dziś jedynie przygląda się
treningowi. W kieleckim środowisku sportowym jest on doskonale
znany jako jeden z niewielu zawodowców MMA, reprezentujących
nasz region. Niestety, w Kielcach
nie istnieje ani jeden klub, w którego zakres wchodziłyby treningi
Mieszanych Sztuk Walki, bo tak
tłumaczony jest ten skrót. Dlatego Paweł bazuje na treningach
brazylijskiego jiu-jitsu w klubie
Copacabana Kielce i kick-boxingu
w Sportowym Klubie Kick Boxing
Kielce Team Polonica. Dodatkowo
przed każdymi zawodami kondycyjnie przygotowuje się w Fitness
Klubie „Tao”.
MMA najbardziej podobne jest
do realnej walki – odpowiada
Paweł, na pytanie: do czego można
przyrównać ten sport. Dozwolone
tu jest prawie wszystko, a ograniczenia zostały sprowadzone do
minimum - wśród nich znalazły
się uderzenia poniżej pasa, w szyję,
okolice oczu oraz ciosy i dźwignie
na kręgosłup. Poza tym MMA
w największym skrócie jest połączeniem głównie technik bokserskich i kick-boxingu, na których
opiera się część walki w tzw. stójce
oraz brazylijskiego jiu-jitsu i submission fighting, skąd zaczerpnięta
została formuła walki w parterze,
do której dodano jeszcze możliwość uderzeń.
O MMA dowiedział
się z Internetu
Trenuje we własnym zakresie
Paweł we współpracy z różnymi
ludźmi, organizuje sobie treningi
MMA we własnym zakresie. Zmuszony jest trenować sam, opierając
się na tym, co poznał dotychczas
na wszelkiego rodzaju obozach
i zgrupowaniach. Współpracuje ponadto z różnymi klubami w Polsce,
między innymi katowickim klubem
Shidokan EMERS TEAM prowadzącym sekcję MMA, oraz Polską
Federacją Shidokan Karate.
64
Paweł z MMA po raz pierwszy zetknął się na obozie Shidokan Karate w 2005 roku, choć przyznaje, że
o istnieniu Mieszanych Sztuk Walki
dowiedział się z Internetu. Tam
też zobaczył pierwszą taką walkę.
Jednak zanim w jego życiu pojawił
się ten sport, w dzieciństwie,
jak większość chłopców
w tamtym czasie, miał styczność
z karate kyokushin, w liceum zaczął
systematycznie uczęszczać na
zajęcia kick-boxingu, a na studiach
należał do sekcji judo. Obecnie
w MMA walczy w klasie „B”- półzawodowej, oprócz niego w Kielcach
nie ma ani jednego zawodnika,
który może się pochwalić takim
poziomem zaawansowania w tym
sporcie.
Na co dzień pracuje w Świętokrzyskim Centrum Onkologii
Paweł jest żywym dowodem, że
sport nie musi przeszkadzać w karierze zawodowej. Jest magistrem
fizyki. Pracuje w Świętokrzyskim
Centrum Onkologii, bierze udział
w przygotowaniu pacjentów do
leczenia promieniowaniem jonizacyjnym. W październiku ubiegłego
roku rozpoczął studia podyplomowe, a na Uniwersytecie Jana
Kochanowskiego prowadzi ćwiczenia ze studentami. Na treningach
pojawia się tak często, jak tylko
może, a jeśli jest to czas poprzedzający zawody, to ćwiczy nawet
sześć dni w tygodniu. Imponujące
jest to, w jaki sposób godzi ze sobą
te wszystkie zajęcia, a sam dochodzi do wniosku, że sport bardzo
pomógł mu w życiu. - Posiadanie
takiego hobby uczy wytrwałości,
dążenia do celu i pewności siebie.
Im więcej się ma na głowie, tym
lepiej jest się zorganizowanym.
A żeby pogodzić ze sobą wiele rzeczy, trzeba być przede wszystkim
wymagającym dla siebie – tłumaczy Paweł.
wici.info | świętokrzyskie
67
Narty
w cieniu
Łysicy
Narciarstwo biegowe
i wędrówkowe
w Świętokrzyskiem
Sezon narciarski w regionie świętokrzyskim trwa w najlepsze.
Sprzyjają temu znakomite warunki
zimowe. Śniegu pod deskami nie
brakuje. Miłośnikom narciarstwa
nie przeszkadzają nawet siarczyste
mrozy, jakie nawiedziły nas
w styczniu. Niezmienną popularnością od lat cieszą się stoki m.in.
w: Kielcach(Telegraf, Stadion),
Niestachowie, Krajnie, Tumlinie,
Bałtowie, Bodzentynie i Sandomierzu. Do łask zaczyna powoli
wracać - od kilku lat zupełnie zapomniane - narciarstwo biegowe
i wędrówkowe.
Mimo, że imprezy narciarstwa
biegowego można w Kielcach
policzyć na palcach jednej ręki,
to wielu mieszkańców naszego
regionu indywidualnie startuje
w dorocznym Biegu Piastów w
Jakuszycach. W Zagnańsku, dzięki
nauczycielowi wychowania fizycznego w Technikum Leśnym, Grzegorzowi Hawliczkowi, od wielu lat
istnieje drużyna narciarska wyselekcjonowana spośród
uczniów oraz drużyna leśników
z nadleśnictw: Zagnańsk, Kielce
i Suchedniów. Zawodnicy mają
na swym koncie liczne sukcesy
właśnie w Biegu Piastów.
Gdzie można uprawiać narciarstwo
biegowe, czy też narciarstwo wędrówkowe? Jednym z nielicznych
znanych przewodników na ten
temat jest wydany w 1954 r. przez
PTTK „Przewodnik narciarski – Góry
Świętokrzyskie”.
Nasz region jest wymarzonym
rajem dla biegaczy narciarskich
i turystycznych. Narciarstwo wędrówkowe na nartach śladowych
i rekreacyjno- sportowe na biegówkach można uprawiać praktycznie wszędzie. Jeśli tylko nie
brakuje śniegu, to nie trzeba mieć
nawet zbyt dużych umiejętności,
by samemu przygotować sobie
nawet wielokilometrową trasę.
Zdziwienie może wzbudzać to,
że szczególnie w naszym regionie
zapomniano o turystyce narciarskiej. Pod tym względem wyprzedzają nas Słowacy, Czesi, Ukraińcy,
a nawet Białorusini. Wymieniam
te kraje na podstawie listy startowo–wynikowej Biegu Piastów.
Czesi praktycznie wygrywają
wszystkie konkurencje. Dlaczego
tak się dzieje, że mimo znakomitych warunków do poruszania się
na biegówkach i śladówkach, nie
czynimy tego na skalę masową?
Znawcy tematu mówią wprost, że
nie bez winy za takie jednostronne
rozumienie narciarstwa są media.
Nic się nie pisze o sprzęcie używanym przez biegaczy i turystów
narciarzy, trasach oraz imprezach.
wici.info | świętokrzyskie
Czasami tylko w prasie ukazują
się artykuły mówiące o turystyce
narciarskiej.
W dzisiejszej publikacji pragnę
przypomnieć szlaki, które były
modne w latach 50. Współcześnie
często są odwiedzane ale podczas
wędrówek pieszych. Interesującą
wycieczką narciarską może być
szlak liczący 30 km z Rudy Strawczyńskiej przez Góry – Kuźniacką,
Perzową, Baranią, Ciosową, Kamień,
Grodową z metą w Tumlinie Węgle.
Trasa ta jest wyczynowa nawet dla
piechura.
69
Kolejny szlak, który polecają autorzy przewodnika narciarskiego,
to ten ze Świętej Katarzyny, przez
Łysicę na Święty Krzyż. Jest to
15- kilometrowy fragment czerwonego szlaku. Równie ciekawą
trasą może być przedłużenie czerwonego szlaku ze Świętego Krzyża
do Gołoszyc przez takie góry, jak
Kobyla, Jeleniowska, Szczytniak,
Witosławska, Truskolaska. Tylko
24 km do pokonania, a można się
spocić bardziej niż w Jakuszycach.
Ciekawą trasą może być 27–kilometrowa wiodąca z Łagowa przez
Kiełków, Górę Kamionki, Zamczysko, Stołową do Daleszyc.
Z Daleszyc można poślizgać się
na nartach prawie 20 km do Kielc
przez Brzechów, Niestachów, Mójczę, Górę Telegraf. Z pozostałych
15 tras szczegółowo opisanych
w przewodniku można wymieć
piękne szlaki m.in. ze Świętej
Katarzyny przez Bodzentyn, Psary
do słynnego z powodu tetrapoda
Zachełmia w Zagnańsku.
Uprawianie narciarstwa turystycznego i biegowego nie wiąże się
z koniecznością bardzo drogich
inwestycji, takich jak wyciągi, nartostrady i całym zapleczem
z tym związanym. Wystarczy mieć
tylko chęć, trochę samozaparcia
i można poruszać się po malowniczych szlakach leśnych, nawet po
głębokim śniegu.
Jeśli chodzi o mnie, to biegam na
trasach leśnych tzw. „drogach pożarowych” z Zagnańska w kierunku
Suchedniowa lub do Samsonowa
i na Świnię Górę.
Andrzej Piskulak
wici.info | świętokrzyskie
71
odprawiona będzie msza św. polowa, którą rozpocznie wspólne
odśpiewanie „Bogurodzicy”.
Uroczystościom towarzyszyć będą
pokazy życia w epoce średniowiecza, występy artystyczne i kiermasz
rękodzieła artystycznego. Ustalono, że na zakończenie „Tygodnia
Jagiellońskiego” w świętokrzyskim
sanktuarium wystąpi z koncertem
Filharmonia Świętokrzyska. Planowane są także śpiewy połączonych
chórów - Politechniki Świętokrzyskiej i Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
foto: Krzysztof Pęczalski
Świętokrzyskie
obchody
600. rocznicy
grunwaldzkiej bitwy
Głównym punktem programu obchodów 600. rocznicy bitwy pod
Grunwaldem w regionie świętokrzyskim będzie „Tydzień Jagielloński”, zorganizowany pod hasłem
„Moc przed bitwą”.
Obchody rozpocznie
V Jarmark
Świętokrzyski. Zasadniczym punktem imprezy będzie rekonstrukcja pielgrzymki króla Władysława
Jagiełły na Święty Krzyż. Wstępny
scenariusz przewiduje, że po wejściu na Święty Krzyż króla i jego
świty na polanie u stop klasztoru
W gminie Dwikozy planowane jest
upamiętnienie sławnego Zawiszy
Czarnego z Garbowa. W Kijach zaprezentowana będzie inscenizacja
wyjazdu związanego z tą miejscowością rycerza Mszczuja na bitwę
pod Grunwald. Jak podają źródła
historyczne, tryumfalny powrót
zwycięskiego woja obwieszczony biciem dzwonów zwieńczony
został przekazaniem miejscowej
parafii zdobycznego płaszcza krzyżackiego na ornat mszalny.
Na początku roku, 8 stycznia, powołana została w klasztorze na
Świętym Krzyżu grupa koordynująco – programowa obchodów 600.
rocznicy bitwy pod Grunwaldem.
W jej skład weszli duchowni diecezji sandomierskiej, przedstawiciele samorządów wojewódzkich,
powiatowych i gminnych oraz
instytucji kultury, nauki z regionu
świętokrzyskiego.
Według
historyków,
Jagiełło nawiedził 100 dni przed bitwą pod Grunwaldem relikwie Drzewa Krzyża Świętego
i przez dwa dni modlił się
w
świętokrzyskim
klasztorze.
Towarzyszył mu orszak, z którym
w drodze powrotnej król miał zejść
do Bodzentyna i spotkać się na zamku z książętami pomorskimi.
Legenda mówi, że kiedy Jagiełło
jechał do Krakowa na koronację jeszcze jako poganin - i wstąpił po
drodze na Łysą Górę, poczuł silny
ból w ręce, gdy mu w klasztorze
pokazano relikwie Drzewa Krzyża
Świętego. Zakonnicy zaopiekowali
się dostojnym gościem i natychmiast ozdrowiał. Tak sobie jednak
ten fakt zapamiętał, że ilekroć potem podejmował ważne decyzje
państwowe, przybywał na Święty
Krzyż.
Święty Krzyż to najstarsze polskie
sanktuarium. Przechowywane są
w nim relikwie Drzewa Krzyża
Świętego. Znajduje się niemal na
szczycie zwanym Świętym Krzyżem, Łysą Górą lub Łyścem - 595 m
n.p.m. Miejsce położone jest 40 km
od Kielc i 60 km od Sandomierza.
Opactwo benedyktyńskie założył
tu Bolesław Chrobry w 1006 r. Od
X w. aż do kasacji opactwa w 1819
r. gospodarzami sanktuarium byli
benedyktyni, obecnie opiekę nad
nim sprawują Misjonarze Oblaci
Maryi Niepokalanej. W średniowieczu oraz później, aż do kasaty
w 1819 r., Święty Krzyż był jednym
z najważniejszych ośrodków intelektualnych i kulturalnych w Polsce.
wici.info | świętokrzyskie
73
Tetrapod
w świętokrzyskim
zaczęło
się życie
rys. G. Niedźwiedzki
jąc między innymi hasło regionu,
które teraz będzie brzmiało „Świętokrzyskie czaruje - tu zaczęło się
życie”. Także marszałek województwa, Adam Jarubas, ogłosił chęć
budowania klastra, skupiającego
stowarzyszenia naukowe i organizacje gospodarcze, które mają
budować swoją ofertę z wykorzystaniem odkrycia w Zachełmiu.
Logotyp Świętokrzyskiego Szlaku
Archeo-Geologicznego będzie
nawiązywał do tetrapoda.
W regionie świętokrzyskim
wokół tetrapoda, którego ślady
sprzed 395 mln lat odkryli
i opisali naukowcy z Kielc,
natychmiast zogniskowało się
życie polityczne, samorządowe,
kulturalne, turystyczne, itp.
A oto kalendarium wydarzeń,
jakie wywołali naukowcy i ich
prehistoryczny czworonóg.
Na początku roku, 7 stycznia
prestiżowe czasopismo „Nature”
opublikowało artykuł naukowców
Piotra Szreka z Państwowego
Instytutu Geologicznego oraz
Grzegorza Niedźwiedzkiego
z Uniwersytetu Warszawskiego (absolwentów kieleckiego Technikum
Geologicznego), którzy ujawnili
i opisali sensacyjne odkrycie,
którego dokonał Zbigniew Złonkiewicz w kamieniołomie
w Zachełmiu w gminie Zagnańsk.
Wynika z niego, że pojawienie się
pierwszych kręgowców na lądzie
miało miejsce o 18 milionów lat
wcześniej, niż do tej pory sądzono. Znalezisko pochodzi z okresu
dewońskiego, sprzed 395 mln lat.
W piątek, 15 stycznia plany
promocyjne ogłosiła Regionalna
Organizacja Turystyczna, modyfiku-
Od poniedziałku, 18 stycznia
figurę tetrapoda można już
oglądać w Bałtowskim Parku
Jurajskim. Umieszczenie jej
w Bałtowie jest elementem budowy Świętokrzyskiego Szlaku
Archeologiczno- Geologicznego.
Na jego trasie znajdzie się ponad
20 miejsc, wśród nich Krzemionki
Opatowskie, rezerwaty: Wietrznia
i Kadzielnia w Kielcach, a także
kamieniołom Zachełmie.
Na terenie Rezerwatu
Archeologiczno-Przyrodniczego
w Krzemionkach, w sąsiedztwie
wioski neolitycznej, powstanie
nowoczesny zespół wystawienni-
czo-konferencyjny połączony
z istniejącą już podziemną galerią.
To tylko niektóre pomysły, które
będą realizowane.
We wtorek, 19 stycznia radni
Zagnańska podczas nadzwyczajnej
sesji zdecydowali o skierowaniu
projektu zagospodarowania miejsc
atrakcyjnych turystycznie, takich
jak były kamieniołom Zachełmie
i dąb Bartek do finansowania ze
środków Regionalnego Programu
Operacyjnego. W sesji wzięli udział
m.in. Piotr Szrek oraz odkrywca
śladów tetrapoda - Zbigniew
Złonkiewicz.
W środę, 20 stycznia premier Donald Tusk wręczając kilkudziesięciu
polskim naukowcom doroczne
nagrody za rozprawy doktorskie,
habilitacyjne i działalność naukową specjalnie wyróżnił Grzegorza
Niedźwiedzkiego i Piotra Szreka
specjalną nagrodą. Naukowcy
zrewanżowali się, wręczając premierowi fragmenty skał z Gór Świętokrzyskich z drobnymi skamielinami oraz egzemplarz tygodnika
„Nature” z ich artykułem.
Kamieniołom istniejący od
XVII w. leży na terenie gminy
Zagnańsk w Suchedniowsko – Oblęgorskim Parku Krajobrazowym
u podnóża Góry Chełm, zwanej
też Chełmową, która wznosi się
na wysokość 399 m n.p.m. W zachodniej części wzgórza powstało
rozlegle, pokopalniane wyrobisko
w złożu dolomitu o głębokości 20
m. Ogólna powierzchnia wyrobiska
wynosi 4, 56 ha. Wydobywany był
w nim kamień przeznaczony m.in.
do budowy linii kolejowej Radom
- Kielce. Po II wonie światowej
eksploatację systemem odstrzałów
w kopalni „Zachełmie” prowadziła
Kopalnia Skalnych Surowców
Drogowych w Wiśniówce. Rocznie
wydobywano tu do 100 tys. ton
kruszywa drogowego. Zasoby
oceniano wówczas na ponad
8 mln ton. Jednak wybuchy w
kopalni naruszyły stosunki wodne
oraz zagrażały stabilności kościoła
i linii kolejowej. Pod koniec lat 80.
zaprzestano eksploatacji i kamieniołom zamknięto.
W 1987 r. ustanowiony został
pomnik przyrody pn. „Odsłonięcie
geologiczne na Górze Chełm”.
Profil skalny o wysokości 20 m
i długości. 50 m. przedstawia „zjawisko kontaktu warstw dolomitów
ze zlepieńcami i piaskowcami oraz
mineralizację skał węglanowych
hematytem i barytem”. Trzon „Odsłonięcia” stanowią szare dolomity
środkowo dewońskie, tzw. „żywetu
dolnego”, uformowane 385 mln lat
temu. Natomiast otoczony jest on
wiśniowymi piaskowcami i zlepieńcami permsko – triasowymi, które
powstały 245 mln lat. Góra Chełm
i kamieniołom położone są kilkaset
metrów od drogi z Zagnańska do
Barczy. Najłatwiej do kamieniołomu i na szczyt dojść ścieżką spod
kościoła. (pa)
75
Od prawej - Z. Złonkiewicz, S. Salwa, G. Niedźwiedzki
i P. Szrek w czasie zabezpieczania powierzchni
ze śladami tetrapodów, fot. K. Zaremba;
wici.info | świętokrzyskie
Sandomierski
„Ojciec
Mateusz”
Serial „Ojciec Mateusz” okazał się
hitem w promocji Sandomierza.
W ubiegłym roku do miasta, jak podają statystki miejscowego PTTK,
przyjechało o 30 procent osób
więcej niż w poprzednim sezonie.
– W porównaniu z pierwszą i drugą
serią „Ojciec Mateusz 3 i 4” będzie
bardziej sandomierski – zapowiada producent serialu Krzysztof
Grabowski w rozmowie z redakcją
”Wici.Info”.
„Ojciec Mateusz” jest polskim serialem telewizyjnym realizowanym
na zamówienie TVP1 w oparciu
o włoski format „Don Matteo”, który
emitowany od grudnia 2008 r. co
niedziela gromadził przed telewizorami ponad 7 milionów widzów.
W Polsce akcja serialu rozgrywa się
w Sandomierzu i jego okolicach.
Każdy z odcinków opowiada odrębną kryminalną historię.
W nowych odcinkach serialu podkreślona jest jeszcze bardziej specyfika Sandomierza. Znajdują się w
nich odwołania do legend i tradycji
sandomierskich, a także przywołane są postaci historyczne związane
z tym miastem.
- Sandomierz w „Ojcu Mateuszu 3
i 4” będzie bardziej sandomierski
w porównaniu z pierwszą serią. Takie założenia przyjęli sobie realizatorzy, a na ile staną się one rzeczywistością, pokaże czas i możliwości
finansowe – informuje Krzysztof
Grabowski, producent filmowy..
Tegoroczny styczniowy
pobyt
w Sandomierzu był bardzo pomyśl-
77
ny dla ekipy filmowej, gdyż udało się nakręcić znakomite zdjęcia
ośnieżonego Sandomierza. – Ujęcia
filmowe ośnieżonej i oświetlonej
nocą sandomierskiej starówki są
naprawdę rewelacyjne i bajeczne
– podkreśla Grabowski.
Do urokliwego miasta nad Wisłą
przyjechali wszyscy dotychczasowi aktorzy serialu, z Arturem Żmijewskim i Kingą Preis na czele. Pojawili sie także nowi aktorzy, a wśród
nich , m.in. Jan Nowicki. Filmowcy
przyjęci zostali przez ordynariusza
sandomierskiego bp Krzysztofa Nitkiewicza, który jest, jak sam to podkreślał, jest wielkim fanem zarówno
„Don Matteo”, jak i jego polskiego
następcy.
Zdjęcia do trzeciego i czwartego
sezonu popularnego serialu o księdzu detektywie (łącznie 26 odcinków) rozpoczęły się 30 listopada
ubiegłego roku. Obecnie kręconych jest pierwszych 6 odcinków.
Reżyserem jest Maciej Dejczer,
a autorem zdjęć - Jarosław Żamojda. Pierwszy odcinek nowego sezonu, czyli 31 całego serialu, wyemitowany będzie we czwartek, 4 marca
br. o godzinie 20.20 i powtórzony
w niedzielę o 17.20 na antenie
TVP1.
- Wieczorne premierowe emisje
czwartkowe i popołudniowe powtórki niedzielne naszego serialu
będą nowością wiosennej ramówki TVP – informuje Krzysztof Grabowski - zadecydowano o nich ze
względu na rekordowo wysoką
oglądalność „Ojca Mateusza” w sezonie jesiennym.
79
Obsadę reżyserską drugiej części
serialu tworzyli: Andrzej Kostenka
oraz Maciej Dutkiewicz. Autorami zdjęć byli - Jarosław Żamojda
i Adam Bajerski. W realizacji serialu „Ojciec Mateusz” swoją pomocą
organizacyjną służy Urząd Miejski
oraz Straż Miejska.
Andrzej Piskulak
Producent wyraził radość z tego, że
zakończona 27 grudnia ub.r. emisja
odcinków drugiego sezonu zakończyła się dużym sukcesem. - Niektóre odcinki naszego serialu oglądało
nawet ponad 7, 5 mln telewidzów.
Cieszy nas bardzo i to, że znaleźliśmy się wśród trzech najchętniej
oglądanych seriali w Polsce – powiedział Grabowski
Sceny drugiej części filmowcy kręcili m.in. na placu Jana Pawła II, na
Rynku Starego Miasta i w Wąwozie
Królowej Jadwigi, a także w malowniczych Górach Pieprzowych
oraz w porcie rzecznym w prawobrzeżnej części miasta.
Pierwszą część serialu realizowano
z prawdziwym rozmachem: zdjęcia
z udziałem przeszło 180 aktorów
trwały ponad 100 dni zdjęciowych,
a kręcono je w ponad 170 obiektach.
W drugiej serii do bohaterów
z pierwszej części serialu - Artura
Żmijewskiego, Michała Pieli, Piotra
Polka, Kingi Preis, Łukasza Lewandowskiego Sławomira Orzechowskiego, dołączyli m.in.: Edward Lubaszenko, Robert Rozmus, Wenanty Nosul, Władysław Kowalski, Ewa
Szykulska, Weronika Książkiewicz,
Joanna Kurowska, Emilia Krakowska.
Zdjęcia ilustrujące niniejszą publikację
wykonała Marzena Stokłosa
i za zgodą producenta serialu udostępniła w celu opublikowania redakcji
„Wici.Info”.
Marzena Stokłosa mieszkająca
w Warszawie, jest specjalistą ds. kreacji
i artystą fotografem. Zajmuje się profesjonalnie m.in. fotografią reklamową,
dokumentacyjną i reportażową.
W swoim dużym dorobku artystycznym
i fotograficznym ma również fotosy
m.in.: seriali TV - „Ojciec Mateusz”
i „Hotel Pod Żyrafą”, sztuki teatralnej
„Poczekalnia” w reż. M. Kowalewskiego oraz filmu fabularnego „Rozdroże
Cafe” w reż. L. Wosiewicz.
wici.info | fason
The Great
Escape
81
83
//Zdjęcia i stylizacja:
Wiktor Franko
//Modelka:
Monika Sobieśniewska
The Great
Escape
84
87
CMENTARZ
Jeden wielki cmentarz.
Same trupy wokoło.
Ogród to wysypisko trupów. A nie widać ich. Śmieci widać, a trupów nie widać.
Tylko czasami - jakieś porozrzucane pióra, jakieś niedojedzone mysie flaczki, ślad
po dramacie, po niedawnej tragedii, czyli resztki po obiedzie. Za to muszych
trupów dużo, na parapecie w pracowni ..... ale pracownia to nie ogród – szkoda,
mogłaby być .....
Po co więc jeszcze jeden cmentarz? Jakiś inny, specjalny, jakiś cmentarz
w cmentarzu? Spalić się, dać się rozrzucić po pięknej łące, dać się rozwiać
pięknemu wiatrowi. Po co te ceregiele? Piękne słowo: ceregiele...
A czy ktoś kiedyś widział trupa książki?
Książki się rodzą. To oczywiste. To widać. To można prześledzić. To można
sfilmować i pokazać w telewizji.
Podobno wszystko co się rodzi, umiera. „Podobno” jest tu potrzebne, bo
pewności nie mam. Może są takie istoty, które się rodzą (czyli zaczynają istnieć,
pojawiają się), a nie umierają (czyli nie przestają istnieć, nie znikają). Albo jeszcze
nie umarły – chociaż już żyją (istnieją) miliony lat – umrą (znikną) za miliony lat
i nikt tego nie zauważy, ani nie sfilmuje i będziemy trwać w przekonaniu o ich
nieśmiertelności (nieznikalności).
Nie wszystkie książki, które do tej pory się zrodziły (czyli które napisano i wydano)
jeszcze istnieją. Jakaś ich część już nie istnieje. O niektórych wiemy, że były,
znamy ich tytuły. O innych nic nie wiemy. Zniknęły. Nie ma ich. Tak jak zniknęły
tysiące, miliony motyli. Fruwały, mieniły się w słońcu i zniknęły.
Oto ostatni egzemplarz jakiegoś tytułu ginie na przykład w pożarze. I co? I już?
I to koniec? Unicestwienie. Śmierć. Nikt już tej książki nie przeczyta. Jeśli nie
była interesująca, to nikt o niej nikomu nie opowie, nie będzie jej wspominał
z rozrzewnieniem albo ze zgrozą. Nikt potem nie będzie przekazywał o
niej żadnych wstrząsających opowieści, żadnych łgarstw ani przesadnych
zachwytów. Nikt jej nie będzie żałował, bo nikt o jej istnieniu nie będzie wiedział.
Może książka rodzi się, kiedy zaczynam ją czytać, umiera zaś kiedy kończę ją
czytać i przeczytaną odkładam na półkę. Wtedy biblioteka byłaby cmentarzem
książek... Metafora efektowna, naciągana i pokraczna.
Wyobrażam sobie jakąś prześwietną komisję, znakomite konsylium, które po
przeprowadzeniu wyczerpujących (zarówno dla przedmiotu jak i podmiotów)
badań stwierdza uroczyście i ponad wszelką wątpliwość, że ta oto książka nie
nadaje się już do niczego, już się nie da jej czytać, że to co w niej napisane jest
tylko rzężeniem godnym miana ostatniego tchu. Oto trup. Teraz należy go
pochować. Albo w gustownej trumience. Albo w glinianym naczyniu. Albo
w srebrnej szkatułce. Albo spalić na wspaniałym stosie. Albo oddać na
makulaturę. Pobrać z niej narządy do transplantacji, do wszczepienia w inne,
przewlekle chore książki. W zależności od zasług. I zgodnie z widzimisię
prześwietnej komisji.
..............
Książka to cmentarz. Bo każde słowo to ukatrupiona myśl. Spójrz na tekst jak
na plan cmentarza. Rzędy grobów, a między nimi alejki. Ponura metafora czy
szczera prawda? Nieszczera prawda – to brzmi trochę lepiej, mniej tragicznie,
jakaś szansa w tym pobrzmiewa, jakieś złudzenie...
..............
Albo wyobraź sobie coś takiego: po przeczytaniu książki wszystkie słowa
zsypujemy do ogromnej kadzi, tam mieszamy je i mielimy, a potem na puste
strony wysypujemy (wylewamy) zupełnie inny ich układ, inną opowieść.
Taka to śmierć książki – takie to narodziny książki.
..............
Kiedy umiera słowo: kiedy nikt go już nie używa? kiedy nikt go już nie pamięta?
kiedy nie ma go już w żadnym słowniku? Bo jeśli gdzieś w jakimś zakamarku
swojej pamięci przechowuje je choćby jedna osoba i w każdej chwili mogłaby
je z tego zakamarka wydobyć, to znaczy, że jeszcze się w nim życie tli. Zatem
martwe słowa to te, które przestały istnieć, które osiągają status jakby-nigdyich-nie-było. Nie da się określić liczby umarłych słów. Nie da się o nich nic
powiedzieć, ani napisać. Nic a nic. Dlatego są martwe.
..............
Mogłyby jednak być zebrane w księdze, o której istnieniu nikt by nic nie wiedział.
Musiałyby jednak być udzielone (przez kogo?) gwarancje, że taka księga
nie zostanie znaleziona, bo znalezienie jej oznaczałoby zmartwychwstanie
zapisanych w niej słów. Zaś zmartwychwstanie oznaczałoby tylko tyle, że one
nie umarły. Nie mogłoby zatem być choćby najmniejszego podejrzenia, że taka
księga istnieje, albowiem takie podejrzenie oznaczałoby możliwość odnalezienia
jej, która z kolei oznaczałaby iskierki życia w tych słowach.
..............
Nie ma więc cmentarza słów, bo być go nie może.
..............
A cmentarz książek mógłby być.
Jakże to: martwe książki, a w nich żywe słowa?
Nie, nie byłoby przecież książek. Byłyby tylko tytuły. Cmentarz książek byłby tylko
katalogiem książek, których już nie ma, których już nie można dostać. Nigdzie.
W żadnej bibliotece. W żadnym antykwariacie. Zostałyby tylko recenzje. Tak jak
zostają tylko wspomnienia.
..............
Jeśli słowo jest grobem myśli, to ten tekst, jak każdy tekst, jest cmentarzem.
Można by zatem tu i ówdzie zaglądnąć. To lub tamto ekshumować... Co by tu
wybrać? Cokolwiek. Proszę tylko uważać na różnej maści wampiry i zombie.
Bo niby dlaczego ta kraina miałaby być od głupoty wolna, skoro takowa jest
cmentarzem mądrości, a tu jeden wielki cmentarz przecież?
Radosław Nowakowski
wici.info | podróże
89
Ta podróż to niemalże
12 godzin spędzonych
w kairskim autobusie
Kair
z pewną
wewnętrzną
wojną
odczuć
(Korespondencja własna)
Moja obecność w Kairze miała charakter dość przypadkowy i raczej
spontaniczny. Zdaję sobie sprawę,
że brzmi to co najmniej śmiesznie
„być przypadkowo w Kairze”, ale
tym razem tak to właśnie wyglądało. Otóż byłem akurat w służbowej
delegacji na kontynencie afrykańskim. Po kilku dniach, mając za
sobą już wszystkie formalności,
z jakimi tu przyjechałem, postanowiłem starym zwyczajem zwiedzić
okolicę. Jako cel podróży obrałem
sobie więc odległy o ponad 600
km Kair.
Kto nie podróżował miejscowymi
liniami autobusowymi, nie wie,
jaka to przyjemność. A kto narzeka
na komunikację miejską w naszym
mieście, powinien się w taką podróż wybrać. Do wyboru są dwie
linie, dzienna oraz nocna. Pierwsza charakteryzuje się tym, że na
zewnątrz panuje temperatura ok.
40°C, wewnątrz samochodu zwykle podobnie, gdyż standardem
jest nie działająca klimatyzacja. Otworzenie okna powoduje dopływ
powietrza co prawda świeżego,
lecz równie rozgrzanego. Ale i tak
warto, ponieważ świeże powietrze
bardzo się przydaje ze względu na
specyficzny mikroklimat, jaki panuje wewnątrz autokaru po kilku
godzinach jazdy w palącym słońcu.
Linia nocna ma tę przewagę, że jest
chłodniej, lecz z powodu ciemności
za oknem człowiek skupia się bardziej na tym co dzieje się wewnątrz
autokaru. Miejscowi zwykle oddają
się w ręce Morfeusza, a nic tak nie
uprzyjemnia podróży nocą jak chrapiący stary arab na siedzeniu obok,
zwłaszcza kiedy jego senna głowa
co chwilę opada na nasze ramię.
17 – milionowy Kair
Teraz trochę danych. Kair leży ok.
160 km na południe od wybrzeża
Morza Śródziemnego, w miejscu
gdzie rozpoczyna się delta Nilu.
Ma powierzchnię ok. 214 km2,
a całą aglomerację zamieszkuje ok.
17 mln ludzi, co stanowi 2/3 ludności całego Egiptu. Miasto podzielone jest na 14 dzielnic, starsze leżą
na wschód od Nilu a nowsze bardziej na zachód. Kursują dwie linie
metra, a na przedmieściach nawet
tramwaje.
nowych, często odrestaurowanych
dzielnicach przeznaczonych do
zwiedzania dla turystów. A o reszcie
jakoś nikt nie mówi.
Pierwsze co zauważamy po wjechaniu do miasta, to rozwarstwienie. Z jednej strony wysokie
biurowce i wielopiętrowe hotele
z nieskończoną ilością gwiazdek,
a z drugiej przypominające slumsy
budynki, których konstrukcje często
przełamują wszystkie prawa fizyki
i zdają się być tak solidne jak domki
z klocków. Ciekawym tematem jest
architektura, jaką można w Kairze
podziwiać. Przez wieki historii miasta wpływ na jego rozwój miały
różne kultury i prądy, poczynając
od starożytnych Egipcjan, poprzez Rzymian, Turków, Arabów, a
w czasach bardziej nowożytnych
Francuzów, Anglików i całą współczesną kulturę zachodu. Wpływy
tych ostatnich najlepiej widać w
Najstarsza dzielnica Kairu mieści
się nieco na wschód od Nilu. Następne dzielnice budowane były
w kierunku zachodnim, na terenach
z których ta potężna rzeka ustąpiła.
W XIX wieku, po zawieruchach wojennych, zamiast odrestaurować
stare miasto, podjęto decyzję o budowie nowych dzielnic na zachodnim brzegu rzeki. Ówczesny wicekról Egiptu wyznaczył do tego celu
francuskich architektów i to widać.
Zachodnie dzielnice pełne są pięknych willi i apartamentów oraz
szerokich alei, zieleni i otwartych
przestrzeni. Natomiast wschodnie
dzielnice wyglądają zupełnie inaczej: gęsta zabudowa, małe kręte
alejki często kończące się ślepymi
zaułkami.
Chan al-Chalili - dzielnica handlowa
Jedna z tych ostatnich dzielnic, którą miałem przyjemność zwiedzić,
nazywa się Chan al-Chalili. Jest to
dzielnica handlowa, a dokładniej
mówiąc jeden wielki bazar. Stragany powciskane są w każdy wolny
kąt. Wypełniają wszystkie, zwykle
bardzo wąskie uliczki a kupić na
nich można prawie wszystko. Gdy
wchodzi sięw każdą z takich alejek
dech zapiera mnogość towarów
wyłożonych na prowizorycznych
stołach i zawieszonych nad głowami. Mnie osobiście ten widok przypominał sceny widziane w filmach
z Indiana Jones`em lub podobnych
pokazujących bazary z początku XX
wieku. Na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło... no, może towary
tylko bardziej ze wschodu, bo nie
rzadko „made in China”. Zatrzymanie się przed dowolnym straganem
skutkuje zwykle bardzo szybką
i zdecydowaną reakcją właściciela
chcącego wcisnąć nam cokolwiek.
A zapytanie o cenę, traktowane
jest niemal jak wyrażenie chęci
zakupu, jak powiedział mi jeden
z nich: „skoro nie chcesz kupić po
czemu pytasz ile kosztuje?”. Myślę,
że jednak coś w tym jest. Wśród tej
masy kramów moją uwagę przykuły zwłaszcza dwa, niemające miejsca w Polsce. Mianowicie stoiska
z mięsem i pieczywem. Tak są one
i u nas, ale towar leżący na stolikach
stojących pół metra od ruchliwej
dwupasmowej drogi to obrazek
u nas zdecydowanie niespotykany.
Że nie wspomnę o dzikich stadach
much, jakie można przy tych straganach spotkać.
Dzielnica – Miasto Umarłych
Najdziwniejszą, a za razem najstraszniejszą, dzielnicą jest tzw.
Miasto Umarłych. Jest to stary
cmentarz nieużywany, już co
prawda do pochówku, ale za to
zamieszkany przez 2 mln ubogich
muzułmanów. Pewnie ktoś zapyta,
jak można mieszkać na cmentarzu?
Otóż recepta jest taka: zwykle jedna rodzina zajmuje niewielki obszar
cmentarza zawierający kilka- czasem kilkanaście grobów, ogradza
go murem, z czasem pojawia się
dach i podłączany prąd. Nagrobki
wewnątrz służą jako łóżka, stoły i
inne niezbędne meble. Ludzie ci
utrzymują się z drobnych prac lub
żebraniny. Aktualnie wśród grobów
wybudowano drogi, kursują tam
autobusy miejskie, funkcjonują
szkoły. Turyści zwykle omijają okolicę szerokim łukiem, gdyż dzielnica
uchodzi za bardzo niebezpieczną.
Wielkie Muzeum Kairskie
Ale są również dzielnice, w których
jest spokojnie i w miarę bezpiecznie. Przeznaczone są one dla turystyki i ogólnie turystów. W jednej
z nich mieści się wiele wzniosłych
i okazałych budynków (w tym także
rządowych), ale przede wszystkim
jest tu coś, co jest najwspanialsze
w Kairze. Tym czymś jest Wielkie
Muzeum Kairskie. Mieszczą się
w nim skarby, które przez lata zostały odnalezione w piramidach i
grobowcach. To tutaj można spojrzeć w oczy Tutenchamonowi, a
właściwie jego złotej masce pośmiertnej o przenikliwym spojrze-
93
niu i zagadkowej minie. Obejrzeć,
choć niestety tylko przez szybę,
złotą biżuterię faraonów. Oraz zobaczyć chyba najpopularniejszy
symbol Egiptu, czyli mumie. Gdy
ogladamy te eksponaty, nasza wyobraźnia opowiada nam jak starożytni Egipcjanie żyli, mieszkali
i pracowali. Muzeum to posiada
bowiem w swych zbiorach niemal
wszystko: od wielotonowych, wykutych w granicie pomników, przez
narzędzia, meble... aż po grzebienie
sprzed 4000 lat.
To, co mnie zdziwiło a zarazem ucieszyło to fakt, że mniej więcej połowa zwiedzających to Egipcjanie,
a ludzi tam było niemało. Okazało
się bowiem, że dzień który wybrałem sobie na zwiedzanie, był dniem
wolnym od pracy i szkoły. Więc do
muzeum przyjechało sporo wycieczek szkolnych, ale były też rodziny i samodzielni „zwiedzacze”. Byli
też studenci miejscowej Akademii
Sztuki, którzy zawzięcie, siedząc
np. przed sarkofagiem Cheopsa,
przerysowywali znajdujące się nań
ornamenty. Bardzo pocieszające
jest zainteresowanie Egipcjan ich
własną historią. Nam pewnie przyjdzie jeszcze poczekać zanim rodzice w niedziele będą zabierali swoje
dzieci do muzeów i pokazywali im
historię, w końcu cywilizacja Egiptu jest starsza od naszej o jakieś
3 tys. lat.
W cieniu Sfinksa i Wielkich Piramid w Gizie
Nadszedł wreszcie czas na kolejny
symbol Egiptu, czyli Sfinksa i Wielkie
Piramidy w Gizie. I tu moje kolejne
zdziwienie lub może nawet rozczarowanie. Podróż do piramid wyobrażałem sobie bowiem przez pustynię, kilka godzin na pustkowiu itp.
Okazuje się za to, że Giza to przedmieścia Kairu, a piramidy są tak oddalone od centrum Kairu jak Zamek
w Chęcinach od centrum Kielc.
Zgadzało się tylko pustkowie, bowiem jadąc od Kairu za piramidami
była juz tylko pustynia. Ale wracając
do piramid. Widok oszałamiający,
zwłaszcza ze znacznej odległości.
Im bliżej tym nasza fascynacja widokiem przechodzi w fascynację
monumentalnością i kunsztem wykonania. Jest bowiem prawdą, że
do dziś nie można pomiędzy ułożone kamienie wcisnąć nawet żyletki.
Osobiście to sprawdziłem. Niejako
obowiązkiem dla podróżnika jest
też wejście do wnętrza piramidy.
Co prawda kosztuje kilka dolarów
to i tak polecam każdemu. No może
nie każdemu osobom z klaustrofobią zdecydowanie odradzam. Do
wnętrza prowadzi bowiem niski,
wąski i ciemny korytarzyk. Mimo
że cała zawartość piramidy, która
tu była, znajduje się w muzeach na
całym świecie, to i tak wnętrze robi
niesamowite wrażenie. Te polerowane granity i wapienie wewnątrz
oraz labirynty korytarzy i komór, dla
osób zafascynowanych Egiptem
jak ja, na pewno długo pozostaną
w pamięci. Tak samo jak zapach,
który panuje wewnątrz piramidy,
a jest on delikatnie mówiąc mocno
niekomfortowy.
Tekst i zdjęcia: Karol KĘpa
wici.info | sprawdzone smaki
Kapusta
kiszona,
czyli… samo
zdrowie!
Kapusta kiszona jest bardzo
zdrowa, tania i dostępna przez
cały rok. Wykorzystujemy ją do
przygotowania różnych potraw,
bez których nie wyobrażamy sobie
naszej polskiej kuchni.
Ale czy wiecie, skąd się wzięła i jak
długo gości na naszym stole?
Podaje się, że jej ojczyzną są
Chiny lecz nie ma pewności,
kiedy ktoś wpadł na pomysł, aby
sfermentowaną kapustę spożywać.
Pierwsze
pisemne
wzmianki
znajdujemy w pismach Hipokratesa
około 400 lat p.n.e. Ale swój okres
świetności przeżyła dopiero w XVIII
wieku, kiedy doceniono jej wartości
zdrowotne.
Kapusta kwaszona zawiera bakterie
kwasu mlekowego, które korzystnie
wpływają na florę bakteryjną
jelit. Usuwa też trujące produkty
przemiany materii, ma właściwości
przeciwzapalne.
W
kapuście
występuje duża ilość witaminy C
oraz fitocydy, które niszczą groźne
wirusy i bakterie, jak gronkowiec
złocisty czy prątki gruźlicy. Sprawia
to, że jest ona doskonałym
produktem
podnoszącym
odporność organizmu. Zawiera
również witaminy z grupy B, a także
E, K, P i U i liczne sole mineralne.
Wszystkie te składniki sprawiają, że
kapusta kiszona:
• wzmacnia układ odpornościowy,
• odświeża umysł, daje uczucie
radości,
• uodparnia na sytuacje stresowe,
• pobudza przemianę materii w
komórkach mózgu i nerwów,
• przyspiesza wykorzystanie żelaza,
• działa odmładzająco, bo pobudza
wzrost komórek,
• pomaga w budowie tkanki
kostnej,
• obniża poziom cholesterolu,
• wzmacnia mięśnie (głównie
mięsień sercowy),
• działa witalizująco, dzięki
lepszemu wykorzystaniu białek,
• przyczynia się do odbudowy
zużytej tkanki łącznej.
Zatem kapusta kiszona to samo
zdrowie i jest doskonałą bazą do
wykonania przeróżnych potraw.
Dziś szczególnie polecam zupy na
zimowe rozgrzewanie - kapuśniak
i góralską kwaśnicę.
95
Kapuśniak
Składniki:
• średnia kość wędzona
• 20 dkg kiełbasy
• ½ kg kiszonej kapusty
• 5-6 sporych ziemniaków
• średnia cebula
• 2 łyżki koncentratu
pomidorowego
• ziele angielskie, liść laurowy,
Vegeta, pieprz, mielona papryka,
kminek
• tłuszcz do smażenia
• 2 łyżki zasmażki Knorr (można
zrobić również samemu)
Wykonanie:
Kość, parę ziaren ziela, 2-3 listki
laurowe i łyżeczkę Vegety zalewamy
2 litrami wody i gotujemy pod
przykryciem około 40 min. W tym
czasie:
• gotujemy w osobnym garnku
kapustę – uprzednio kroimy ją na
drobno nożem, nie odciskamy soku,
• obieramy ziemniaki, kroimy
w drobną kostkę,
• kiełbasę i cebulę kroimy w drobną
kostkę i smażymy na tłuszczu aż się
mocno zarumieni.
Obgotowaną kość wyjmujemy,
a do wywaru wrzucamy ziemniaki
i gotujemy aż zmiękną (czas
zależy od gatunku ziemniaków).
Wrzucamy obgotowaną kapustę,
łyżeczkę kminku, ½ łyżeczki papryki
mielonej, przesmażoną kiełbasę
z cebulą, skrawki mięsa obrane
z kości i doprowadzamy do
wrzenia. Skręcamy ogień, dodajemy
koncentrat i gotujemy jeszcze przez
10 min. Ewentualnie dolewamy
wody jeżeli zupa jest bardzo
gęsta, doprawiamy do smaku solą,
pieprzem i zasmażką.
Kwaśnica
Składniki:
1/2 kg żeberek
20 dkg boczku wędzonego
1/2 kg kiszonej kapusty
4-5 ziemniaków
1 cebula
2-3 ząbki czosnku
parę ziaren ziela, 2-3 listki laurowe,
łyżeczka kminku, pieprz, papryka
mielona, vegeta
Wykonanie:
Żeberka, boczek, liść, ziele, czosnek
- ugotować do miękkości. Ziemniaki
pokrojone w drobną kostkę
ugotować osobno w lekko osolonej
wodzie.
Wyjąć żeberka i boczek a do wywaru
dodać kiszoną kapustę (bardzo
drobno skrojoną, nie płukać, nie
odciskać wody, żeby była kwaśna)
i gotować jeszcze przez 15 min.
Dodać
ugotowane
ziemniaki,
przyprawy, żeberka pokrojone na
porcje, boczek skrojony w drobną
kostkę i znów zagotować. Na oleju
zeszklić drobno posiekaną cebulkę
i dodać do zupy. Przyprawić do
smaku i gotować na małym ogniu
jeszcze ze 2-3 minutki.
Konsystencja zupy musi być
gęsta, więc początkowo gotować
w niedużej ilości wody. W miarę
dodawania składników dolewać
ewentualnie wodę.
* sok z kiszonej kapusty jest dobrym
sposobem na „kaca”
Kapusta kiszona – ciekawostki!
Życzę Wam zatem zdrowia
w nowym roku i ciekawych przygód
kulinarnych z kiszoną kapustą.
* najwięcej kiszonej kapusty
w bardzo różnych wersjach (nawet
na słodko jako deser) zjada
się
ponoć w Alzacji
* w wielu krajach świata obchodzone
są święta kiszonej kapusty – w Polsce
na początku września takie święto
odbywa się w Charsznicy
* kapustę kiszoną można zrobić też
z czerwonej kapusty, z której robimy
surówki
* najcięższą kapustę wyhodowano
w Walii – 56 kg
* aby kapusta kiszona nie straciła
swoich właściwości powinno się ją
gotować nie dłużej niż 15 min.
O kapuście kiszonej można pisać
bardzo dużo, można podać długą
listę potraw z jej wykorzystaniem
ale „ciekawym” argumentem na
przekonanie Was, że warto ją
jeść niech będzie moja ostatnia
ciekawostka:
Starożytni Grecy, którzy wierzyli w jej
nadzwyczajne właściwości, leczyli
kiszoną kapustą właściwie wszystko.
Ponoć razu pewnego, gdy zobaczyli
ciężko chorego niewolnika, któryś
z medyków stwierdził: „Jak nie
pomoże kiszona kapusta, to trzeba
go zabić”.
Wasza Frog!
97
+IELCZANIEZALBUMÐWRODZINNYCH
7YJ–TKOWYALBUMJUœWSPRZEDAœY
8ZEBXOJDUXPv+FEOPžŗwVM+BOB1BX’B**OS,JFMDFE[JB’TQS[FEBƒZUFM
JOGPMJOJBXXXKFEOPTDDPNQM
notes
czasopismo bezpłatne
więcej na www.w
ici.info