Co_w_budzie_piszczy_.. - Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w

Komentarze

Transkrypt

Co_w_budzie_piszczy_.. - Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w
CO W BUDZIE PISZCZY Nr 18/
18/2010
GAZETKA ZESPOŁU SZKÓŁ PONADGIMNAZJALNYCH
cena 60 groszy
IM.KAZIMIERZA JAGIELLOŃCZYKA W ŁASINIE
Witamy Was ponownie!
Ruszamy z kopyta, bo też i pierwszy semestr do najintensywniejszych nie należał,
a z założenia takim miał być☺! Przed Wami drugi w tym roku, a 18 w naszej
karierze, numer szkolnej gazetki. Do końca roku szkolnego spotkamy się jeszcze
trzy razy. Chcielibyśmy więcej, ale ciągle brak w Was zapału☺. Chcemy działać
nieco bardziej profesjonalnie. Do naszej dyspozycji oddano miejsce po SzOK-u
(dzielimy je wspólnie ze szkolnym teatrem), komputer i dostęp do neta. Mamy
nadzieję, że znajdą się wśród Was tacy, którzy razem z nami będą chcieli stworzyć
redakcję z prawdziwego zdarzenia (chociaż szkolną☺); miejsce, w którym będziemy mogli
się spotykać, dyskutować nad numerem i wspólnie go tworzyć. Ciągle zapraszamy, byście
wstąpili w nasze szeregi! ☺ Miłej lektury!
A JEDNAK ZA SZKOŁĄ MOŻNA TĘSKNIĆ…
A W NUMERZE:
Zwycięstwo!.. s.2
Moja droga… s.3
Ferie ze
śniegiem……. s.4
Miej serce dla
zwierząt……..s.7
POZA TYM:
Europa
Większości z nas marzy się życie bez szkoły! Myślimy, jak to byłoby
wspomaga…. s 6
cudownie, gdybyśmy nie chodzili do budy! I w marzeniach to nawet
pięknie wygląda, ale mówię wam, że w rzeczywistości aż tak sielankowo Ostatni taki
bal…………..s.6
bez szkoły nie jest. A wiem, co mówię….
Nazywam się Agnieszka Dziarska. Łatwo mnie rozpoznać – niewiele
Oni o niej…..s.8
osób tacha ze sobą do szkoły kule☺! Myliłby się jednak ten, kto sądziłby,
że to mój kaprys, fanaberia czy sposób zwrócenia na siebie uwagi. Tuż po „Mondrości” z
gimnazjum okazało się, że i owszem – do liceum zostałam przyjęta, ale
zeszytów…...s.8
pójść tam – nie mogę☺ ! Chociaż pierwszy semestr skończyłam… Dziwne?
Dla Was od
Nie bardzo… Po prostu jestem „klientką” nauczania indywidualnego.
Was………...s.8
Cały pierwszy semestr komplikacje pooperacyjne w kolanie utrudniały mi
chodzenie, dlatego to do mnie przyjeżdżali nauczyciele.
Absolutna
bomba!Powieść
Fakt – ma to swoje plusy. Gdy nauczyciel tłumaczy temat tylko tobie, to
w odcinkach! łatwiej jest go zrozumieć, a jak się czegoś nie rozumie, to wytłumaczy
s.5
jeszcze raz. Poza tym – nie da się ukryć – specyfika nauczania
indywidualnego daje mniejszą ilość godzin. Bywa więc i tak, że wszystkie
godziny można odbyć w ciągu trzech dni (w zależności od spotkań z nauczycielami), a dwa
następne wydłużają weekend☺. Na pierwszy rzut oka – pięknie! Tylko pamiętajcie o tym, że
mniejsza ilość godzin to też i szybsze tempo, to często konieczność opuszczenia materiału,
który wprawdzie nie funkcjonuje w wykazie obowiązkowym do matury, ale uatrakcyjnia
lekcje, kształci umiejętności. Druga sprawa – uwierzcie! – w szkole, w klasie jednak raźniej!
Można się pośmiać i skonsultować jakieś zadanie lub temat z koleżanką. Nie znaczy to jednak,
że nie miałam dotychczas kontaktu z klasą. Moja wychowawczyni, jeszcze podczas nauczania
indywidualnego, postanowiła zorganizować spotkanie z moją nową klasą tak, abym poznała
wszystkich nowych kolegów i koleżanki. Większość znałam już z gimnazjum, ale fajnie było się
z nimi spotkać. Utrzymywaliśmy też kontakt dzięki wszelkim zdobyczom technologicznym XX
wieku.
Teraz, gdy w II semestrze wróciłam do szkoły, każdy rozumie moją sytuację i pomaga mi w
czasie przerw. Za to wszystkim dziękuję. Dobrze było wrócić do szkoły. Naprawdę! ☺
Agnieszka Dziarska
str.2
Co w budzie piszczy
WYGRAŁAM!!!
Pomysł z wzięciem udziału w konkursie plastycznym
pt: Mój region w Europie – plakat promujący Regionalny
Program Operacyjny Województwa Kujawsko-Pomorskiego
na lata 2007-2013 (uff! dziwne, że nazwa mnie nie
wystraszyła☺)podsunęła mi pani Barbara Tyszczenko.
Pomyślałam: czemu nie? Jestem w klasie maturalnej,
dodatkowe oceny zdobyte w przyjemny sposób mogą
się przydać☺ tym bardziej, iż nie trzeba było się
zbytnio napracować po szkole☺. Udałam się do domu
i narysowałam pastelami obrazek. Nie miałam żadnej
wielkiej koncepcji, po prostu usiadłam i zaczęłam
rysować. Kiedy uznałam, że cały twór wygląda w
miarę przyzwoicie, postanowiłam zanieść go do
szkoły. Okazało się, że format pracy jest za duży (A3),
a czas na jej wysłanie mija za dwa dni! I co teraz?!
Poddać się? Przecież żadna z moich prac i tak nigdy
nie wygrała. Czy jednak poświęcić się i zrobić to
jeszcze raz? Wybrałam drugie wyjście. Zastanawiałam
się, czy uda mi się wykonać dokładną kopię wcześniej
przygotowanej pracy. Mimo wszelkich obaw – udało się! Praca została wysłana. Nie liczyłam
na zajęcie jakiegokolwiek miejsca, chodziło mi wyłącznie o dodatkową oceną, a w trzeciej klasie
liczy się każda☺. Pewnego dnia, po powrocie ze szkoły, mama zapytała, czy już wiem? Co
wiem? Wygrałaś! Wygrałam?! Ale co?! Okazało się, że
dzwonili z biura marszałka województwa i powiedzieli, że
moja praca zajęła pierwsze miejsce. I wtedy szok! Nigdy w
życiu nie udało mi się niczego wygrać, a tu nagle takie
osiągnięcie, w dodatku na szczeblu wojewódzkim! Wielka
radość! Pamiętam, jak opowiadałam o tym wydarzeniu
koleżankom, śmiały się i gratulowały. Fajne uczucie.
Rozdanie nagród odbyło się w Bydgoskiej Operze Nova. Całą
galę prowadzili redaktorzy z TVP (pamiętam, że był tam p.
Misztal☺). Na scenie stały na sztalugach 3 oprawione
zwycięskie prace – w tym moja. Sala wypełniona była po
brzegi gośćmi i laureatami. Po wyczytaniu nazwiska każdej z
nagrodzonych osób, na ogromny telebimie wyświetlano
pracę, którą nadesłała. Nie zapomnę tego widoku. Nagrody
wręczał sam marszałek województwa, pan Piotr Całbecki.
Przyznano ex aequo trzy pierwsze miejsca, w tym jedno
przypadło mi! Nagroda, którą otrzymałam, również była
Moja wizja promocji regionu:-)
wypasiona☺. Szczere mówiąc, nie spodziewałam się aż tak
wysokiego „honorarium”☺ za obrazek wykonany w kilkadziesiąt minut. Był to aparat cyfrowy
nie byle jakiej klasy i jakości oraz cała gama dodatków niezbędnych fotografowi – amatorowi☺.
Radość moja nie miała granic! Jedyne, co mogę zrobić, to podziękować pani Barbarze
Tyszczenko za to, ze umożliwiła mi wzięcie udziału w tym konkursie oraz zachęcić zdolną, acz
leniwą młodzież☺ do brania udziału w różnych konkursach. A nuż i Wam się uda?
Myślę, że moja skromna osoba jest znakomitym dowodem, że warto☺!
Karina Błażejewicz
Dumna zwyciężczyni
PS. Plakat wisi w bibliotece w kalendarzu!
Co w budzie piszczy
str.3
MY ROAD
Now I feel I'm on my road
Now I feel I can change the world…
Może ktoś z was kojarzy te pierwsze takty
piosenki Blue Cafe? Taka przyjemna dla
ucha liryczna ballada… No właśnie!
Piosenka – jak większość – mówi o miłości,
ale te dwa wersy doskonale pasują do
sytuacji, w której znajduje się dziś każdy z
nas, uczniów liceum. Każdy z nas szuka
swojej życiowej drogi. Pierwszacy może
jeszcze tego nie odczuwają, ale maturzyści (szczególnie ci, którym zależy☺) poszukują swej
drogi coraz intensywniej. Może brzmi to trochę patetycznie i refleksyjnie, ale tak to już jest - im
bliżej do matury, tym jakoś bardziej refleksyjnie się człowiekowi robi…☺ Dlatego wszyscy
chcielibyśmy móc niedługo wypowiedzieć słowa tej piosenki w odniesieniu do własnego życia:
Teraz czuję, że jestem na mojej drodze, teraz czuję, że mogę zmieniać świat…
Wszyscy mamy jakieś hobby, zainteresowania i często właśnie z tym związane plany na
przyszłość. Niestety, w konfrontacji z szarą rzeczywistością większość z nich odpada już na
starcie. Przyczyny są prozaiczne – najczęściej brak perspektyw dla danego zawodu na rozwój
czy w ogóle na znalezienie pracy. Dlatego, jak codziennie obserwuję, wielu z nas nie ma
zupełnie pomysłu na siebie. Wielu zastanawia się: iść na studia czy do pracy, a jeśli już
zdecyduję się dalej kształcić, to jaki mam wybrać kierunek studiów, żeby za te 5 czy 6 lat dostać
pracę i być z niej zadowolonym? Ja też czasem mam kilka pomysłów tygodniowo na to, co
robić dalej. I łapię się na tym, że prawie każdy zawód, o którym myślę, musi być związany z
moją pasją. Wiem, że hobby są różne i czasem nie da się połączyć tego, co się lubi z jakimś
konkretnym, racjonalnym zajęciem. Jednak wydaje mi się, że trzeba próbować, walczyć, szukać.
Przekonuje mnie do tego zachowanie starszych, doświadczonych. Znam osoby, które kiedyś
wybrały dobrą drogę i dziś mają pracę, którą naprawdę lubią. Ale znam też ludzi, którzy
decydowali się na zawód, na który był akurat największy popyt, a dziś mają pracę, ale jej nie
lubią. Od zakończenia studiów do emerytury mamy sporo czasu. Warto się więc zastanowić,
czy naprawdę przez te 30 lat chcemy robić to, czego nie
lubimy. Nie zrozumcie mnie źle – nie zachęcam nikogo do
Miej odwagę popełniać
wyboru zawodu zupełnie oderwanego od rzeczywistości,
błędy. Rozczarowania,
ale chodzi mi o to, abyśmy w tym, co wybieramy, próbowali
porażki, zwątpienie to
szukać cząstki tego, co naprawdę lubimy, bo praca to ważna
narzędzia, którymi
część w życiu człowieka. Nie warto też na siłę wybierać
posługuje się Bóg, by
zawodów prestiżowych, jak np. lekarz czy prawnik, bo do
wskazać nam
niektórych z nich potrzeba czegoś więcej niż zwykłych
właściwą drogę..
chęci. Tu potrzebne jest poczucie misji, prawdziwe
Paulo Coehlo
powołanie, no i zdolności do wypełniania określonych
zadań. Ważne jest też, aby wyobrazić sobie siebie w
zawodzie, w którym planujemy pracować: czy będziemy w
tym dobrzy, czy nadajemy się, czy nie znudzimy się szybko. Warto porozmawiać z rodzicami,
poradzić się, przemyśleć ich słowa. Oni nie zadecydują za nas (a w każdym razie nie powinni),
ale rozmowa z nimi może naprawdę pomóc – wiem o tym z własnego doświadczenia☺.
Jakkolwiek patetycznie to zabrzmi: podejmujmy decyzje o swojej przyszłości racjonalnie, nie
pod wpływem chwili, ale walczmy jednocześnie o swoje marzenia.
Joanna Jankowska
str.4
Co w budzie piszczy
UROKI ŚNIEŻNYCH FERII
Ferie zimowe to czas, w którym
uczniowie odpoczywają od szkoły i nauki.
Niektórzy z nas spędzają je w domu,
siedząc
przed
telewizorem
lub
komputerem, inni zaś aktywnie korzystają
z uroków polskiej zimy, która, jak
wiadomo, w tym roku dostarczyła nam
wiele śniegu i mrozu. Korzystając z okazji,
już
wcześniej
zaplanowałem,
jak
wyglądać będą moje ferie. Uczestniczyłem
w zimowisku, które trwało od 18 do 24
stycznia 2010r. i miało miejsce w
Zakopanem, a dokładnie w Kościelisku.
W obie strony jechaliśmy pociągiem w
wagonach z kuszetkami. Podróż minęła bardzo szybko, gdyż całą drogę przespaliśmy i nim się
spostrzegłem, byliśmy już na peronie w Zakopanem. Obładowani ciężkimi walizkami
poszliśmy do czekającego już na nas busa, który zawiózł nas pod sam pensjonat. Na miejscu
zjedliśmy pyszne śniadanie, po którym przyszedł czas na zakwaterowanie. Pokoje były
przytulne, w niektórych podłączone były telewizory. Celem naszej wycieczki było nauczenie się
jazdy na nartach, dlatego nie tracąc czasu już pierwszego dnia poszliśmy wypożyczyć sprzęt
narciarski i samodzielnie uczyliśmy się jeździć. Drugiego dnia dołączył do nas instruktor, a że
byliśmy pilną i posłuszną grupą już po południu zjeżdżaliśmy na prawdziwym narciarskim
stoku – Budzowski Wierch. Każdy z nas dostawał indywidualne zadanie do wykonania, które
wydawało się bardzo proste. Jednakże w praktyce nie były one wcale takie łatwe. Każdy z nas
zaliczył upadek i to niejeden.
Po dwóch dniach jazdy byliśmy tak wyćwiczeni, że instruktor zaproponował nam zjazdy
na trudniejszym, ale z pewnością lepszym stoku w Witowie.
Miał on ponad kilometr długości. Podczas pierwszego zjazdu
Jazda na nartach jest jak
wydawało mi się, że nigdy się nie skończy. Spędziliśmy tam
wszystko inne w życiu (...)
niezapomniane sześć godzin. Niezapomniane, gdyż jazda
To tylko kwestia wiary
pod gołym, gwieździstym niebem na zawsze zostanie w
we własne siły
naszej pamięci.
Helen Fielding Bridget Jones – w
Jazda
na nartach jest ogromnym wysiłkiem dla nóg, które po
pogoni za rozumem
całym dniu jazdy bardzo bolały. Dlatego następny dzień (a
był to piątek) dla relaksu zamiast na stok poszliśmy do
AQUA PARKU, gdzie spędziliśmy trzy godziny. Popołudnie było dostosowane do chęci każdej
z osób. Jedni poszli do kina, drudzy na zakupy, inna część grupy natomiast wybrała się na
organizowane w tym czasie skoki narciarskie.
Ostatni dzień był najlepszym ze wszystkich. Pierwszy raz ukazały nam się góry, które
przez cały czas ukryte były w gęstej mgle. Dopiero wtedy poczuliśmy ten niepowtarzalny
klimat, jaki panuje w polskich górach. Korzystając z pięknej pogody, ostatni raz poszliśmy na
stok, w drodze powrotnej zrobiliśmy ostatnie zakupy i o godzinie 19:00 czekaliśmy już na
pociąg powrotny. Wszystkim żal było opuszczać Zakopane i góry. Po kilkunastu godzinach
zadowoleni wysiedliśmy na peronie w Iławie, gdzie czekali na nas stęsknieni i szczęśliwi
rodzice.
Jednym słowem, chwile spędzone na zimowisku na pewno nie były czasem straconym.
Myślę, że wszyscy, w miarę swoich możliwości, nauczyli się jazdy na nartach. Już teraz mogę
powiedzieć, że to był pierwszy, ale nie ostatni taki wyjazd w moim życiu.
Karol Klonowski
Co w budzie piszczy
str.5
Witamy w kąciku nietypowym i dla nas całkiem nowym! Nasza koleżanka postanowiła podzielić się z
Wami swoimi literackimi próbami. Dlatego też od tego numeru zaczynamy druk jej „powieści”….. w
odcinkach! Mamy nadzieję, że z zapartym tchem będziecie śledzić losy Natashy. Ze swojej strony mamy
nadzieję, że nasza współpraca z autorką przebiegać będzie sprawie i doczekamy końca utworu.
Zapraszamy zatem do lektury… Proszę nie pytać o ciąg dalszy, bo sami dostajemy fragmenty na bieżąco i
rozwój wydarzeń i dla nas jest zagadką☺!
PRZEZNACZENIE
rozdział pierwszy
Siedziała na schodach, czekała na następną lekcję. Ze słuchawek,
które miała w uszach, leciała uspokajająca ją muzyka. Uczęszczała do
tej szkoły dopiero od trzech dni, lecz zdążyła poznać zasady w niej
panujące i zdobyć kilku wrogów. Jej charakter nie sprzyjał
poznawaniu nowych ludzi. Natasha Parker, bo tak się nazywała, była
typem samotnika, który nie oczekiwał od nikogo akceptacji i
szacunku. Zdążyła sparzyć się na swojej dobroci, więc nie chciała
przeżywać kolejnych rozczarować.
Miała kręcone włosy w kolorze kruczych piór, a szmaragdowe
oczy dodawały jej uroku. Gładka cera o barwie kości słoniowej i usta
w kolorze karmazynu sprawiały, że
mężczyźni zawieszali na niej wzrok.
Dzisiaj wciągnęła na siebie ciemny Tshirt oraz ciemne jeansy – rurki, które
podkreślały jej zgrabną figurę. Na
nogach miała czarne adidasy. Ubiór
zależał od nastroju, w jakim się
znajdowała, obojętne było, co powiedzą
o niej inni.
Zadzwonił dzwonek oznajmiający
początek lekcji. Natasha podniosła się ze
schodów, na których siedziała, zarzuciła
plecak na ramię i ruszyła w kierunku
sali historycznej. Chodziły słuchy, że dzisiaj zacznie ich uczyć nowy nauczyciel, który ma
zastąpić starego profesora Nelsona. Staruszek uznał podobno, że czas już na zasłużoną
emeryturę. Natasha nie wiedziała, ile jest w tym prawdy. Weszła do klasy. Niektórzy już
siedzieli na swoich miejscach, lecz większość prowadziła rozmowy siedząc na ławkach.
Natasha przeszła przez klasę i usiadła w trzeciej przy oknie - była to jedyna wolna ławka. W
poprzedniej szkole miała przez pewien okres znajomych, więc nie siedziała sama, ale tu….
Dziewczyna wyjęła z plecaka podręcznik i zeszyt i spokojnie czekała na pedagoga.
Wpatrywała się w okno, widziała chłopaków ze szkolnej drużyny podczas treningu. Ubrani w
dresy biegli jeden za drugim. Natasha pogrążyła się w swoich myślach. Ocknęła się z zadumy,
gdy w klasie nagle po hałasie ucichło. Skierowała wzrok na środek sali. Obok dyrektorki stał
młody mężczyzna. Miał około trzydziestki i jakieś 185 cm. Spod koszulki ukazywały się
zarysowania mięśni. Brunet o karnacji kawy z mlekiem; z ławki Natasha nie widziała jednak
koloru jego oczu. Coś szeptał do dyrektorki, po czym ta wyszła z klasy. Gdy tylko zamknęły się
za nią drzwi, nowy odezwał się:
– Nazywam się James Paine.
Beata Nartowska
Ciąg dalszy nastąpi…
str.6
Co w budzie piszczy
ACH, CO TO BYŁ ZA BAL!
Trzeci rok nauki w liceum to nie
tylko czas nerwowego oczekiwania
na egzamin dojrzałości, ale także
pora
na
studniówkę,
czyli
tradycyjny
coroczny
bal
maturzystów, odbywający się na ok.
100 dni przed maturą. Uczniowie
klas trzecich właśnie od niej
rozpoczęli tegoroczne ferie.
16. stycznia o godz.18.00 stawiliśmy
się zwarci, gotowi, pięknie ubrani i
… umalowani☺ w restauracji
„Myśliwska”.
Najpierw
były
podziękowania i życzenia ze strony
Pani Dyrektor i przedstawicieli klas
I wszyscy razem do kółeczka☺
trzecich, potem tradycyjny polonez,
no a później rozpoczęła się prawdziwa zabawa. Do tańca przygrywał nam zespół Fenix.
Wszyscy bawili się bardzo dobrze, bo w końcu studniówkę ma się tylko raz w życiu ☺!
Najwytrwalsi opuszczali parkiet o 5.30 rano. Na pewno każdemu z nas, maturzystów ta
studniówka na zawsze pozostanie w pamięci, bo to w końcu nasza studniówka☺! A Wam,
młodsi koledzy i koleżanki życzymy równie udanej zabawy na Waszych przedmaturalnych
balach!
Joanna Jankowska
Jagiellończyk coraz atrakcyjniejszy
Nasz „Jagiellończyk” udowodnił, że tam,
gdzie chęci, tam i możliwości. Dzięki
projektowi „Kreatywność absolwentek i
absolwentów
drogą
do
sukcesu
zawodowego”, uczniowie klas zawodowych
i technikum naszej szkoły zostali objęci
dodatkowymi
zajęciami,
kursami
i
wyjazdami edukacyjnymi. Wnioskodawcą
projektu jest Powiat Grudziądzki, autorami
zaś nasi nauczyciele p. Urszula Jankowska,
p. Barbara Tyszczenko i p. Michał Rymacki.
Trzeba pamiętać, że włożyli w jego
przygotowanie mnóstwo czasu i energii,
niejednokrotnie przesiadując w szkole
podczas letnich wakacji i gdyby nie ich chęci
i zapał, nie mielibyśmy z czego korzystać.
Wartość projektu wynosi 125 177,3 zł.
Dodatkowe zajęcia są realizowane w
ramach projektu 9.2 Podniesienie atrakcyjności
i jakości szkolnictwa zawodowego Programu
Operacyjnego Kapitał Ludzki 2007-2013,
współfinansowanego ze środków Europejskiego
Funduszu Społecznego.
Udział we wszelkich zajęciach jest
bezpłatny.
Jedynym
wymogiem
jest
odpowiednie zachowanie (niech ci, którym
zachowanie na semestr uniemożliwiło
wyjazd – zaczną się w końcu właściwie
prowadzić☺). Realizacja różnorodnych,
dodatkowych form działań ma pozwolić
nam uzupełnić braki edukacyjne, rozwinąć
zainteresowania, zintegrować się z grupą i
lepiej
przygotować
do
egzaminów
zewnętrznych.
Dzisiaj właśnie, tj. 11 lutego, odbywa się
wyjazd na Polagrę, czyli Międzynarodowe
Targi Poznańskie. Zainteresowanie było
spore. Do wyjazdu uczniowie nie dokładali
ani złotówki, wszystko sponsorowane w
ramach środków z powyższego projektu. Z
wyjazdu skorzystać mogli ci, którzy w
początkach roku szkolnego zapisali się na
zajęcia dodatkowe realizowane w ramach
projektu. Realizacja projektu potrwa do 17
czerwca 2011 rok
Co w budzie piszczy
str.7
HU! HU! HA! ZIMA ZŁA…
Zima - jedna z czterech pór roku w
przyrodzie,
w
strefie
klimatu
umiarkowanego.
Charakteryzuje
się
najniższymi temperaturami powietrza w
skali roku, umiarkowaną ilością opadu
atmosferycznego,
zazwyczaj
zestaloną
Pomagajmy, byle z głową...
(zamarzniętą) formą opadu i osadu
atmosferycznego, a większość świata roślin i
zwierząt przechodzi okres uśpienia.
Właśnie - tylko niektóre zwierzęta zasypiają
na zimę, reszcie należy w jakikolwiek sposób
pomóc, choćby dokarmiać je. Oczywiście – z
głową. Bezmyślne dokarmianie może
przynieść więcej szkody iż pożytku.
Podejmuję ten temat, ponieważ od kilku dni
w mojej okolicy wałęsa się samotny pies.
Prawdopodobnie ktoś chciał się go pozbyć i
wywiózł go daleko od domu tak, aby ten nie
mógł wrócić. Może był nietrafionym
prezentem
świątecznym.
Psiak
jest
wychudzony, zmarznięty i bardzo smutny.
Chętnie przygarnęłabym go, ale niestety
mamy już 3 psy i nie możemy mieć
kolejnego. Kiedy taki samotny idzie przez
pole, wychodzę na dwór i daję mu resztki z
obiadu.
W takich sytuacjach nie możemy być
obojętni, a powinniśmy wykazać trochę
inicjatywy i okazać serce, bo zima jest
uciążliwa nie tylko dla ludzi, ale przede
wszystkim dla zwierząt. Zajmijmy się też
naszymi podopiecznymi. Szczególnie tymi
na uwięzi. Budy dla psów należy uszczelnić,
wypełnić słomą, dobrze by było przed
wejściem do budy przybić zasłonkę z
grubego koca. Metalowe łańcuchy nie mogą
być zakładane bezpośrednio na szyję bez
skórzanej obroży. W czasie największych
mrozów należy psa spuścić, oczywiście na
ogrodzonym terenie. To samo dotyczy
kotów, które są nieprzystosowane do takiej
zimy, jaką mamy obecnie. Pozwólmy
schować się im w jakimś ocieplonym
miejscu: mieszkaniu, stodole, piwnicy,
szopie. Nawet stare koce lub kołdry czy
worek karmy to duża pomoc dla schroniska,
szczególnie zimą.
Dokarmiajmy też dzikie ptaki. Nie dawajmy
im jednak tego, czego sami nie zjemy, bo
przyprawy, które znajdują się w naszym
pokarmie, mogą im tylko zaszkodzić. Róbmy
to jednak dopiero wtedy, gdy zacznie padać
śnieg, bo inaczej możemy je przyzwyczaić i
zniechęcić
do
odlotu.
Zwierzęta
przyzwyczajone do podawania pożywienia
w jednym miejscu, przestają szukać go gdzie
indziej, „rozleniwiają się" i uzależniają od
człowieka. W sytuacji, w której ten z jakiś
względów nie może dostarczyć im żywności,
znacznie trudniej jest im „przestawić się" na
naturalne jej zdobywanie, co w rezultacie
prowadzić może nawet do śmierci
zwierzęcia. Najprostszym sposobem na
dokarmianie ptactwa jest wywieszenie w
ogródku czy na balkonie zwykłego karmnika
z pożywieniem: z ziarnem (dobrze byłoby
zaopatrzyć się w te specjalnie przygotowane
- „sklepowe”), słoniną (niesoloną!), białym
chlebem (zdecydowanie nie za dużo!) i
regularne czyszczenie go. To nas naprawdę
niewiele kosztuje, a zmniejsza lub niweluje
cierpienie tych stworzeń.
Często deklarujemy swą miłość do zwierząt.
Nie ograniczajmy się do miłego spaceru nad
jezioro czy kanał i rzucenia suchego chleba
ptakom. Może potrzeba naszych rąk w
jakimś
przepełnionym
o
tej
porze
schronisku? Może warto sprawdzić, czego
im
potrzeba?
Pomóżmy
zwierzętom
przetrwać zimę!!
Marta Berendt
str.8
Co w budzie piszczy
One o niej☺
W nowym semestrze do naszej klasy wróciła Agnieszka Dziarska, która z powodu choroby
miała nauczanie indywidualne. Większość obecnej klasy znała ją z gimnazjum. Reszta osób
mogła poznać naszą koleżankę dzięki spotkaniu na matematyce, które odbyło się 2 grudnia
oraz na Wigilii klasowej, 22 grudnia. Wszyscy ucieszyliśmy się, że Agnieszka jest już z nami.
Jesteśmy gotowi jej pomagać jak tylko będziemy mogli. Pewno widzieliście nie raz, jak idziemy
w zwartym szyku – Aga, a za nią obowiązkowo ktoś z nas☺. Nie, nie jako ochrona☺. Po prostu
staramy się pomoc Agnieszce dotrzeć do klasy: nosimy torbę, książki, itp. Logiczne przecież, że
Agnieszka opierając się na kuli, utrudnione ma sprawne manewrowanie plecakiem☺. Nie
izolujemy jej od klasy i traktujemy, jakby była z nami od samego początku, bo przecież jest
jedną z nas. Na twarzy Agi pojawia się często uśmiech. Wydaje się nam, że jest szczęśliwa, że
wróciła do klasy i może uczyć się razem z nami, a nie w samotności.
Pomimo indywidualnego nauczania nasza koleżanka miała kontakt z klasą przez gadu, esy
oraz naszą-klasę i na bieżąco wiedziała, co się u nas dzieje.
Teraz już Agnieszka zostanie z nami do końca, z czego wszyscy są zadowoleni☺! Przy okazji
gorące pozdrowienia dla Magdy F., drugiej naszej koleżanki, która uczy się w trybie
indywidualnym.
Magda Karpus
Dla Was od Was Pozdrowienia dla Pana D I C K E N S A
zRiD
Pozdro dla BlaHy
Dżordżi, Wjubej i Jipek
Dla dziewczyn z II a i II b LO
od objada
Są chwile, co długo w pamięci zostają
I choć czas płynie, same nie mijają,
Są też osoby, które raz poznane,
Nigdy nie będą przez nas zapomniane
Z pozdrowieniami dla;
Kaśki, Jowitki, Patrycji i Olki
„Tusia” ☺
Z okazji zbliżających się Waletynek
wszystkim zakochanym (aktualnie,
kiedyś i w przyszłości) pozdrowienia i
życzenia składa
REDAKCJA
Prosto z zeszytu
Dzisiaj zaczynamy sławną już niemal na całą
szkołę anegdotką. Wprawdzie nie pochodzi z
zeszytu, ale warto sobie ją zapamiętać☺.
Uczeń zalicza sprawdzian ze średniowiecza. Ma
podać jedną z dat kończących tę epokę.
- 1492 – pada odpowiedź ucznia.
- Ale co 1492? – dopytuje nauczyciel.
- Coś z Kolumbem, ale nie pamiętam. – zdradza uczeń
Wtedy nauczyciel ze śmiertelną powagą:
- Pamiętaj! W 1492 Kolumb wraz z psem Łajką został
wystrzelony na orbitę okołoziemską!!
Uczeń potakuje głową:
- To jednak tego nie wiedziałem, ale już będę
pamiętał!
Po zanalizowaniu tego tekstu przeze mnie
wybrałabym słowo mieć, ponieważ czułabym się
bardzie doceniania i komfortowana, (sic!)
Telimena nie grzeszyła urodą, co było widać przez to,
że miała powodzenie u mężczyzn.
(i z dziennika dla odmiany):
Chowa się pod ławką i udaje, że go nie ma.
Czekamy na dalsze Wasze „zaskakujące” opinie i
analizy☺!
Co w budzie piszczy: gazetka Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Kazimierza Jagiellończyka w Łasinie
Redakcja: Joanna Jankowska, Marta Berendt, Karol Klonowski, Patrycja Pliszczyńska, Weronika Marynowska
Gościnnie „udział wzięły”: Karina Błażejewicz, Beata Nartowska, Agnieszka Dziarska i Magda Karpus