Galeria - What`s Up Magazine

Komentarze

Transkrypt

Galeria - What`s Up Magazine
e
m a g a z i n
p i e r w s z y
d l a
o u t s o u r c i n g u
i
k o r p o r a c j i
ddjm
architekci z Krakowa
Galeria
na skrzyżowaniu
szlaków
aleje
Numer 16 | Wrzesień 2016 | www.whatsupmagazine.pl | nakład 25 tys. | egzemplarz bezcenny
wolniej znaczy lepiej
kraków
w siodle
tylko szlaków brak
znanylekarz.pl
medycyna w sieci
Wersja w pdf na
www.whatsupmagazine.pl
2
what’s up?
www.whatsupmagazine.pl
Enter
spis treści
rozmowa numeru
6 Michał Pękała – DocPlanner
hr
8
9
Szpital kliniczny Princeton-Plainsboro w New
Jersey. Wrzesień 2016. Właśnie zdiagnozowano
u Ciebie zespół stresu korporacyjnego.
Objawia się dość dziwacznie, bo nieznośnie swędzącym uczuleniem, które wyparowuje wyłącznie w jednym przypadku: po kilku
dniach spędzonych w ultrasuchych przestrzeniach izraelskiej
pustyni Negev. Twoja delegacja, na którą przyleciałeś do amerykańskiej centrali giganta IT, zamienia się w ciąg męczących,
szpitalnych dni opłacanych przez ubezpieczyciela. Leczysz się
u znanego specjalisty – dr. House’a. Twój przypadek analizowany
jest bez końca, bo House postanawia, że…
Stop. To nie kolejny odcinek telewizyjnego serialu ani bajka dla
znudzonych korpoludków. To raczej poetycka fantazja o potencjalnym losie kogoś z nas. Każdego dnia nie tylko coraz bardziej
doświadczeni na naszych stanowiskach, ale i coraz starsi. Coraz
bardziej skuteczni, ale i wyczerpani pracą. Powtarzalność rutynowych czynności, korporacyjny sznyt, mechanizacja zachowań,
wyzwania, jakie sobie stawiamy – wszystko to w coraz bardziej
zauważalny sposób odbija się na naszym zdrowiu. I niech nikogo
nie zmyli „ekologiczny” komfort naszych biur, karta Multisport
w portfelu, „fit” lunche w pracowniczej kantynie. Operowanie na
co dzień w jednostajnej pozycji, wgapienie w ekran komputera
i oddychanie pełnym toksyn krakowskim powietrzem – już to
wystarczy, aby za jakiś czas być zmuszonym do odwiedzenia
któregoś ze specjalistów.
W powakacyjnym numerze „What’s Up Magazine” piszemy o Waszym zdrowiu z perspektywy obecnego od 2014 roku w Krakowie
temat numeru
3Galeria Krakowska
Pod lupą TESTu: Salary Tracker | Ucz się zarządzać talentami
Konferencja: HR w Centrach Usług Biznesowych i IT | Prezentacja: WSZiB
przedstawiamy
10 Lundbeck
12 Cosmetic Scan | Uber
nieruchomości
13DDJM: Jesteśmy z Krakowa
14 Nagroda im. Stanisława Witkiewicza
z miasta
16 Aleje: Wolniej czyli szybciej
duńskiego Lundbeck oraz robiącego globalną karierę portalu
medycznego ZnanyLekarz.pl. Obie marki skutecznie wykuwają
sobie niszę na medycznym oraz farmaceutycznym rynku. Obie
pokazują, że branża zdrowotna z powodzeniem potrafi chłonąć skuteczne innowacje. Wielu z Was kojarzy wizytę u lekarza
z twardą ławką w zatłoczonej poczekalni. Ławka w poczekalni
biura ZnanegoLekarza to… huśtawka. Wygodna, sprężysta, podwieszona na łańcuszkach. Ot, metafora. Taka ma być współczesna
medycyna: przyjazna użytkownikowi, przełamująca stereotypy,
innowacyjna, skuteczna.
Ale nie tylko o Lundbeck czy serwisach DocPlanner opowiadamy
w wrześniowym wydaniu. Znajdziecie też teksty o startupach,
architekturze, HR, kulturze, biznesowej edukacji i koktajlach na
koniec męczącego dnia. A w raporcie numeru przybliżamy Wam
historię i przyszłość najważniejszego handlowego adresu w mieście – Galerii Krakowskiej. Każdy z Was bywa tam statystycznie
raz w tygodniu, tak jak każdy z Was raz na miesiąc bierze w ręce
świeży numer „What’s Up Magazine” i czyta porcję przygotowanych przez nas artykułów. Niech będą one dla Was „umilaczem”,
pretekstem do rozmów, spotkań, myśli w czasie powakacyjnego
przyspieszenia. I niech skutecznie leczą z jakichkolwiek symptomów „stresu korporacyjnego”, którego – rzecz jasna – nikomu
nie życzymy. Owocnej lektury!
dbamy o ciebie / siesta
17 Group training | Prezentacja: Kraków
Business Run
siesta
18 Bursztyny po litewsku
20 Kraków w siodle
wokół stołu
21 Sababa
siedem uciech głównych
22 Kulturalny wrzesień
Redakcja
what’s up magazine
pierwszy dla outsourcingu i korporacji
www.whatsupmagazine.pl
redaktor naczelny
Rafał Romanowski
zastępca
Magda Wójcik
wydawca
Fundacja Aktywnych Obywateli
im. Józefa Dietla
dyrektor artystyczny & ilustracje
Joanna Sowula
fotografie
Piotr Banasik
editor (english)
Łukasz Cioch
korekta
Agata Malczewska
reklama
Anna Głuc
[email protected]
+ 48 503 920 670
kreacja i marketing
Agencja Kreatywna Lemon Media
facebook
Whatsupmagazine.pl
twitter
@WhatsUpKrakow
kontakt
+48 519 636 121
[email protected]
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych,
zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych
tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczonych
reklam i ogłoszeń.
Is your glass half-empty?
The summer is almost over. The single thought of days becoming shorter and gloomy, temperatures plummeting and
air quality deteriorating to levels best described as near-unbearable, is enough to make a lot of people lose their smiles.
If, come September, you find this to be your first thought, you
might want to reconsider your outlook on life in general and
calibrate your mind to the positive.
In the first edition of What’s Up Magazine after the holiday
break, we take you on a rather optimistic journey, starting with
the story of Galeria Krakowska, on its 10th anniversary. Kraków’s
most popular shopping destination (ca. 100 000 visitors a day)
is also a powerful symbol of the city’s economic transformation.
Following its construction, the entire district where it’s situated has been modernized, with new hotels, offices and housing
developments flourishing in this once-unfashionable (to put it
mildly) part of Kraków. Hotel Mercure Kraków Stare Miasto, situated right opposite, is among the most recent projects coming
up in the vicinity. Rumour has it, it will open in less than a month.
With the current number of large-scale shopping malls in Kraków,
it’s only logical that our next story should take us to the salary
trends in the region. In cooperation with ASPIRE, Advisory Group
TEST Human Resources have recently completed a comprehensive study of trends in salaries. It is called Salary Tracker 2016
and we’re quite sure many of you will go right to this section of
our magazine.
In one of this month’s most captivating case studies, we take
a look at the story behind znanylekarz.pl and DocPlanner. In an
interview with Michał Pękała (VP Growth), we follow the path
from an idea to a successful business model implementation.
We also share with you some interesting stories from Lundbeck
Group Business Services – one of the world’s most respected
pharmaceutical brands. Last but not least, the final health-related
story of the month is that of Cosmetic Scan – an app developed
in Kraków, one full of surprises.
Never have enough of good architecture? Neither do we. Let us
take you to “the best house in Małopolska” and talk to DDJM,
one of Kraków’s most extraordinary architecture offices. Finally,
we go back to one of Kraków’s unresolved dilemmas, i.e. the
types of restrictions that should be introduced on car traffic in
Kraków’s city centre. As always, to refresh our outlook on what’s
interesting out there, we go on a trip, to a destination of choice.
This time, it’s Lithuania.
Do enjoy our fresh and crispy edition of What’s Up Magazine and
remember to find yourselves enough reasons to keep on smiling.
Winter is coming ;)
Łukasz Cioch
temat numeru
Wrzesień 2016
3
GALE
RIA
NOWY CZAS
W NOWYM MIEŚCIE
Tłum kłębi się od rana. Prowadzonymi przez trzy poziomy arteriami płynie aż do późnego wieczora. A i wówczas otoczenie nie
wycisza się całkiem: otwartym kubikiem łączącym podziemny
dworzec PKP z tzw. „wyjściem na miasto” podążają podróżni
z walizkami, plecakami, dziećmi za rękę. Mijają zamknięte kioski
z gazetami, wygaszone punkty z lodami, oświetlony roboczym
światłem market Saturn z elektroniką. Nieco ciszej będzie tu do
kolejnego ranka. Gdy zadrą głowy, na wysokości kondygnacji +1
zobaczą wielką mapę kontynentu, zwieńczenie tzw. Hali Europejskiej. Mapa jest biała, pokrywa całą ścianę: Lizbona po lewej,
Kiszyniów w Mołdawii po prawej, Sztokholm od góry, maltańska
La Valetta od spodu. Kraków jakby w środku…
Galeria Krakowska. Centralny punkt na handlowo-komunikacyjnej mapie blisko milionowego Krakowa. Punkt zborny przybywających do miasta gości. Obojętnie, czy docierają tu pociągiem,
autobusem czy samolotem – dworzec jest ostatnim przystankiem
podróży przed wkroczeniem w krakowską materię. Od razu mieszają się z tłumem krakowian, turystów, Polaków, biznesowych
gości z zagranicy. Tych, którzy w Galerii załatwiają ostatnie sprawunki przed wyjechaniem z miasta, ale i tych, co ruszają tu po
pracy na zakupy w markowych sklepach.
Strategiczna lokalizacja
Jedno jest pewne: lokalizacyjnie Galeria nie mogła trafić lepiej.
Jest immanentną częścią organizmu, jaki śmiało możemy określić
słowem „centrum”. Podczas gdy oddalony o niespełna kilometr
Rynek Główny pełni od wieków funkcję centralnego placu miasta,
fot. Piotr Banasik
Galeries Lafayette w Paryżu.
Markthal w Rotterdamie, brukselska Galeries St-Hubert, Galeria Wiktora Emmanuela II w centrum Mediolanu, słynny Harrods
w Londynie. A najważniejsza
w Krakowie „świątynia zakupów”
– Galeria Krakowska – obchodzi
właśnie 10-lecie istnienia. Co się
tam (będzie) działo...
Galerię Krakowską odwiedza ponad 100 tys. osób dziennie. To
nowe centrum na miarę XXI wieku, które z powodzeniem wyrwało
Rynkowi, Floriańskiej, Grodzkiej, Szewskiej czy Sławkowskiej
palmę pierwszeństwa na handlowej mapie miasta. Robi się tu
zarówno eleganckie zakupy, jak i te pierwszej potrzeby. Handel
rozgrywa się tu więc na jeszcze większą skalę, niż przez wieki
w kramach okolic Rynku Głównego. Dziś przy Rynku bije turystyczno-gastronomiczno-polityczne serce Krakowa. Tu panuje
komunikacyjno-handlowa wrzawa jak w ulu.
Bez dwóch zdań, Galeria Krakowska to pierwszy handlowy adres
w mieście. Tak się utarło przez ostatnią dekadę i nic nie wskazuje, aby miało się zmienić. 10 lat obecności GK w tym miejscu
to pasmo nie tylko frekwencyjnych sukcesów. Zresztą o rzesze
klientów Krakowskiej nie mogło być trudno. Galerie handlowe
przy dworcach w dużych miastach z definicji cieszą się wielką
popularnością. Ale jak stworzyć tak prężnie funkcjonujący organizm w miejscu, które – w powszechnej świadomości krakowian
– Bóg opuścił na długie dziesięciolecia? Nie wszyscy bowiem
pamiętają, że tereny, które teraz błyszczą, świecą, grają i pachną
jako nowoczesny dworzec PKP i elegancka Galeria Krakowska,
przez lata były symbolem upadku, degrengolady i bankructwa
wysuwanych raz po raz świetlanych idei.
A tych przydworcowym obszarom nigdy nie brakowało: wymyślano tu i futurystyczne dworce pod ziemią (miasto czekało na nie
kilkadziesiąt lat) czy imponującą dzielnicę handlowo-komercyjną
w stylu amerykańskich metropolii (aktualnie wciąż w trakcie
budowy). Ale szumnym zapowiedziom towarzyszyły zawsze logistyczno-organizacyjne problemy. Przezwyciężane mozolnie
lata znoju mieszkańców, depresji inwestorów i wyrzucanych do
kosza kolejnych koncepcji projektantów. Tak było jeszcze u progu
XXI wieku, kiedy obszar, na którym wznosi się obecnie Galeria
Krakowska, budynki przy Pawiej, budowany kompleks biurowy
High Five czy dworzec autobusowy MDA, był dla Krakowa niegdyś jednym wielkim wstydem.
ciąg dalszy na str. 4
4
temat numeru
www.whatsupmagazine.pl
Od murów do „Smoka”
Ale sięgnijmy głębiej w karty historii, do dość odległej tradycji
tego miejsca. W czasach średniowiecznego Krakowa okolice wyjazdowej drogi na północ, m.in. nad Bałtyk czy na Mazowsze, były
po prostu uprawnymi polami i chaotycznymi wsiami pod murami
warownego miasta. Dopiero później powstały tu pierwsze, „przyrośnięte” ściślej do miasta osady, wśród nich m.in. Wesoła. Wraz
z rozwojem odległej o 300 km Warszawy ta część Wesołej zwana
była coraz częściej Przedmieściem Warszawskiem. Kiedy Kraków,
jedno z głównych miast austro-węgierskiej Galicji, zburzył w latach 1807–1820 swe sędziwe mury, Wesoła i Warszawskie były
zwykłymi przedmieściami z mało ciekawą zabudową i tradycyjnym układem komunikacyjnym.
Wszystko zmieniło się w 1847 roku wraz z otwarciem przez Austriaków dworca pierwszej linii kolejowej do śląskich Mysłowic.
Naturalny proces obrastania dworcowej okolicy w rozmaite
funkcje handlowe czy mieszkalne trwał przez kilkadziesiąt lat.
Dzięki przyszłościowemu myśleniu tutejszych inwestorów, Kraków dorobił się wielkomiejskiej architektury okolic ulicy Pawiej
(hotele, banki), placu Matejki, ulic: Warszawskiej, obecnej Lubicz czy Rakowickiej. Jeszcze w latach międzywojnia mieszkanie
w okolicach dworca uchodziło za bardzo prestiżowe, z biegiem
czasu dworcowa okolica straciła jednak urok metropolitarności.
W czasach PRL-u Pawią czy Warszawską zaczęto częściej omijać, stopniowo odwiedzano raczej z konieczności. Przaśna rzeczywistość socjalistycznej gospodarki odcisnęła mocne piętno
na okolicach dworca Kraków Główny. Jego okolice przez czasy
Gomułki, Gierka czy Jaruzelskiego opanowali raczej kloszardzi,
prostytutki, meliniarze, niż przemykający z walizką w ręku eleganccy podróżni. Poaustriacki dworzec trwał nie remontowany,
perony rdzewiały, okolica zaczęła straszyć. Symbolem upadku
tej okolicy stał się przystanek autobusowy PKS Kraków, przez
lata próbujący stać się „dworcem” autobusowym. W istocie był
to wyłożony popękanymi płytami i zalany lepikowym asfaltem
plac, gdzie wśród brudnych ścian dworcowego budynku, zardzewiałych słupów z numerami platform, łuszczącego się ogrodzenia,
tysiące podróżnych koczowały w oczekiwaniu na upragniony
kurs. Desperatów chcących zjeść cokolwiek zapraszał w swe czeluści kultowy Bar Smok, gdzie – jak czytamy wśród wielu opinii
przywołujących tamten czas krakowian – „subtelna kompozycja
starej ściery i niemytych kloszardów, z lekką nutką przypalonych
ziemniaków” była przez lata dominującym zapachem.
Zmiany pełzające
Apogeum rozkładu datuje się już na czasy wolnej Polski, po 1989
roku. Tragiczny ten stan zdawał się trwać aż po koniec świata.
Aż nagle, pod koniec XX wieku (rok 1998) na niszczejące okolice
dworca PKP i PKS połakomił się niespodziewanie… zagraniczny
inwestor. I to z górnej półki: tryskający milionami dolarów i wymachujący portfolio z tuzinami zrealizowanych projektów Tishman Speyer Properties ze Stanów Zjednoczonych. Mieszkańcy
Krakowa nie posiadali się ze zdumienia, bo obok poczerniałego
kikuta „Szkieletora” przy nie tak odległym Rondzie Mogilskim,
to właśnie przydworcowe tereny cieszyły się w powszechnym
mniemaniu najgorszą reputacją. Amerykanie szybko przedstawili
szumne plany: w okolicach Pawiej/Warszawskiej chcieli wybudować tzw. Nowe Miasto: kompleks reprezentacyjnych budynków
komercyjno-handlowych z wkomponowaną funkcją biurową
i apartamentową. Osią nowej dzielnicy miał być kompletnie przebudowany dworzec PKP z imponującą zabudową wokół. Inwestor
wymarzył sobie ogromną dworcową halę wraz z przyległościami:
hotelami, bankami, galerią ekskluzywnych sklepów oraz biurami
międzynarodowych korporacji (negocjowano wstępnie z m.in.
PricewaterhouseCoopers). Właśnie ci najemcy mieli stać nowymi
ambasadorami miasta, które po kilku dekadach socjalistycznego
odcięcia od reszty Europy, raczkowało właśnie w nowej, kapitalistycznej rzeczywistości.
Kraków przełomu wieków ewidentnie nie był gotowy na zagra-
fot. Jacek Boroń
dokończenie ze str. 3
Bar Smok
Projekt staje się ciałem
Niemiecki inwestor uwinął się z swymi planami znacznie szybciej
niż poprzednicy. I choć na starcie znów napotkano logistyczny problem (turecka firma, która miała budować tunel pod powstającymi
zabudowaniami, zastopowała prace na blisko pół roku), wkrótce
potem na centralnie położonych działkach na skos od budynku
dworca rozpoczęto z impetem budowę Galerii Krakowskiej.
Od tamtej pory koniunktura na przydworcowe rejony w cenniczne inwestycje tej skali. Przedstawiciele Tishmana przez kilka
trum Krakowa zdaje się nie mieć końca. Galeria Krakowska od
lat (1998–2002) bili głową w urzędniczy mur, napotykając raz po
początku skupia w sobie komunikacyjne i handlowe funkcje całej
raz kolejne trudności i zajmując się bardziej kolekcjonowaniem
dzielnicy. Otworzono ją uroczyście 28 września 2006, zaproszono
kolejnych wypadających trupów z szafy, niż rychłym startem inmiejscowych notabli, polityków i dziennikarzy. Na pustych jeszwestycji. Inna sprawa, że na dość kosmiczne projekty amerykańcze, przyciemnionych korytarzach rozstawiono nakryte białymi
skiej firmy patrzono w Krakowie również dość sceptycznie. Jedni
obrusami stoły. Wystawny bankiet, jaki serwowano gościom
za wszelką cenę dążyli do ułatwienia Tishmanowi ich realizacji,
tego wieczoru, stał się symbolem nowych czasów. Startująca
widząc w tym wielką szansę dla odradzającego się po socjalistycznastępnego dnia galeria ECE – pierwszą jaskółką realizowanego
do tej pory projektu Nowe Miasto.
nej zapaści miasta. Inni wietrzyli sprytny deal realizowany z zimI choć większe od Krakowa miasta (np. Hamburg, budujący do
ną krwią przez Amerykanów. W myśl tej koncepcji Tishmanowi
miało chodzić wyłącznie o strategiczne
2030 roku HafenCity – nowoczesną dzielniz punktu widzenia rozwoju metropolii Nowi lokatorzy Galerii
cę w portowych dokach) zakładają czas retereny, a śmiałe wizje kreślone na de- Krakowskiej
alizacji śmiałych projektów nawet na kilkaskach projektantów zamydlały tylko
dziesiąt lat, trudno opędzić się od wrażenia,
Chantelle, Gant, Green że gdyby nie Galeria Krakowska, po okolicy
oczy krakowskim urzędnikom.
Kiedy Kraków kłócił się sam z sobą, in- Cafe Nero, Grycan,
krakowskiego dworca nadal hulałby wiatr.
westor stopniowo tracił entuzjazm do
Tymczasem w ostatnich latach dokończono
Guess, Hebe, Kakadu,
krakowskiego projektu. Koszt budowy
i uruchomiono przyległe do niej Krakowdzielnicy Nowe Miasto określany był na Kiko Milano, Laurel, Liu skie Centrum Komunikacyjne, wzniesiono
kompleks biurowy wzdłuż Pawiej oraz lukkilkaset milionów dolarów, zmęczona Jo, McArthur, Mohito,
negocjacjami firma rozpoczęła nowe Motive&More, O’Bag,
susowy hotel sieci Andel’s. Trwają prace
inwestycje w innych punktach globu.
przy kolejnych budynkach, m.in. pokaźnej
Original Marines ,
O atmosferze tamtych czasów (rok
inwestycji biurowej High Five (na pustych
dotąd działkach przyległych do Galerii od
2002) najlepiej świadczy dialog z inter- Perfect Body Center,
strony północnej). Zabudowa tego obszanetowego forum „Gazety Wyborczej”:
Próchnik, Rabarbar,
głos nr 1: „Oszuści z Tishman Speyer!
ru ma być dość ścisła i stanowić dobrą
Rainbow Tours, Rolex,
Konia z rzędem temu kto jeszcze wierzy,
wizytówkę dla wjeżdżających do centrum
Krakowa od strony Warszawy czy świetnie
że pseudoinwestorzy z USA zainwestują Sevi Kebab, Sinsay,
skomunikowanego lotniska.
choć jedną złotówkę w naszym mieście! Tallinder, Tally Weijl,
Teraz pewnie się okaże, że sprzedadzą
Tommy Hilfiger, Up 8
komuś tereny i miasto zostanie w piękTradycyjna (po)nowoczesność
ny sposób zrobione w bambuko. Moja
propozycja to automatyczna deportacja
Geograficznie na miejscu koszmarnego
kombinatorów z Tishman do Ameryki”.
baru Smok stoi dziś czterogwiazdkowy hotel Andel’s. Samą bryłę Galerii ustawiono w miejscu dawnego budynku dworca PKS,
głos nr 2: „Tishman buduje na świecie rozmaite centra, biurowce,
nowe miasta. Popatrzcie na Paryż, Londyn, Frankfurt, Nowy Jork,
porośniętego chaszczami placu oraz wiecznie zakorkowanego
Sao Paulo. Różnica polega na tym, że tamtejsze społeczności nie
podjazdu dla taksówek i wyjazdu archaicznych PKS-ów. Chaotyczsą tak ksenofobicznie zamknięte, nie wietrzą w każdym obcym –
szczególnie jeśli jest to renomowana firma – oszusta, który tylko
patrzy, jak kogoś wykiwać. Przypuszczam jednak, że skorumpowanie, zaściankowość, ksenofobia i zwyczajna głupota polskich
urzędasów przeszła najczarniejsze oczekiwania Amerykanów”.
Czy w annałach historii Tishman Speyer Properties zapisze się
jako spekulant gruntem czy prężny inwestor, któremu władze
rzucały kłody pod nogi – trudno rozstrzygać. Jedno jest pewne:
w lutym 2004 Amerykanie sprzedali większość terenu niemieckiemu gigantowi inwestycyjnemu ECE, co umożliwiło otwarcie
nowego rozdziału w historii okolic dworca.
dziś stoi tu czterogwiazdkowy hotel Andel’s. Samą bryłę
Galerii ustawiono w miejscu
dawnego budynku dworca PKS
temat numeru
Wrzesień 2016
- Na pewno śledzimy z uwagą wszelkie trendy sprzedażowe, jakimi kierują się klienci. Z pewnością sprzedaż internetowa jest dla
nas sporym wyzwaniem, ale jesteśmy pewni, że galeria handlowa
pełna markowych sklepów nadal będzie dla naszych gości atrakcyjnym wyborem. Na pewno będziemy iść z duchem czasu bo już
teraz sfera prezentacji towaru na żywo i w internecie zaczyna się
przenikać. A właśnie w galerii można produkt dotknąć, powąchać,
porównać z innymi towarami.
fot. materiały prasowe
ne parkowanie „gdzie się da” skończyło się również w momencie
oddania Galerii do użytku: na najwyższych kondygnacjach działa
parking na 1400 miejsc, dookoła przebudowano układ ulic z dodatkowymi miejscami dla pozostawienia samochodu.
Przedłużono też istniejące pasaże pod peronami, m.in. pełen
bukinistów i handlarzy bielizną tunel „Magda”, które teraz kończą się w połowie poziomu -1 GK. Z dawnego pejzażu okolicy nie
zostało praktycznie nic. Oczy Krakowian cieszy teraz okazały plac
Nowaka-Jeziorańskiego (zwany potocznie Kolejowym) między
ulicą Lubicz, całodobową pocztą, a mieniącą się wieczorami na
rozmaite kolory fasadą najważniejszej w mieście galerii.
Dziesięć lat po uruchomieniu kluczowej dla Krakowa inwestycji
koncernu ECE można śmiało stwierdzić, że założenia projektantów spełniły się co do joty. Na trzech piętrach o łącznej powierzchni 129 tysięcy m kw. (powierzchnia handlowa to 60 tys. m
kw., a biura 5,5 tys. m kw.) zlokalizowano około 270 markowych
sklepów, 11 punktów usługowych oraz 22 kawiarnie, fast foody
i restauracje. To właśnie w nich załatwia się w Krakowie lwią część
tzw. szybkiego biznesu (przyjazd/przylot do Krakowa, spotkania
biznesowe nad laptopem, wymiana wizytówek, szybka kawa,
przekąska, wyjazd).
Galeria odważnie zmierza w nowe czasy. Na co dzień współpracuje z wieloma młodymi twórcami, którym udostępnia swe
powierzchnie. I tak kilka sezonów temu jedną
ze ścian pokryło ogromne malowidło graffiti
a w maju 2016 GK stała się areną zbiorowego
instameet. Aktywnych w globalnym serwisie
Instagram autorów zdjęć z pokolenia Y wpuszczono do na co dzień zamkniętych przestrzeni,
aby uchwycili nieoczekiwane kadry, m.in. ułożony z ich ciał układ na wieży zegarowej – najwyższym punkcie galerii. Efekt..? Sprawdźcie
na Instragramie pod hashtagiem #galeriakrkinstameet.
5
Galeria jest tak rozpoznawalnym miejscem, że krakowianie umawiając się pod nią nie dopowiadają …”Krakowska”.
Funkcjonuje jako „Galeria” i kropka. Miejsce centralne, punkt
odniesienia.
- Tak, wydaje mi się, że wrośliśmy w pejzaż zarówno okolicy, jak
i samego Krakowa. Staramy się na bieżąco integrować ludzi wokół
nie tylko zakupów, ale i wydarzeń kulturalnych, gier, rozmaitych
akcji. Współpracujmy m.in. z Krakowskim Biurem Festiwalowym
i krakowskimi artystami. Wszystko to podnosi i tak wysoki prestiż
Galerii, co oczywiście przekłada się na liczby odwiedzających nas
klientów. Dość wspomnieć, że tylko przez ostatni rok odwiedziło
nas aż 36 milionów ludzi. Czyli można powiedzieć, był u nas statystycznie choć raz prawie każdy mieszkaniec Polski.
Rafał Romanowski
Jarosław Szymczak – dyrektor Centrum
Handlowego Galeria Krakowska
Na skrzyżowaniu
szlaków
Jaką strategię na przyszłość obierze Galeria
Krakowska? Być bardziej lux, bardziej eko,
bardziej podążać za sprzedażowymi trendami
obecnymi w internecie?
rafał romanowski: 100 tysięcy odwiedzających dziennie. Imponujący wynik.
jarosław szymczak: Porównywalny jedynie ze Złotymi Tarasami przy Dworcu Centralnym w Warszawie. Tak ogromna liczba
klientów to wielki sukces tego przedsięwzięcia, ale też gigantyczne wyzwanie logistyczne.
Jesteśmy na skrzyżowaniu wszelkich szlaków
kolejowych, autobusowych, mikrobusowych
blisko milionowej aglomeracji. Proszę zauważyć, że liczba 100 tysięcy odwiedzających każdego dnia oznacza, że w ciągu tygodnia jest
u nas praktycznie każdy mieszkaniec Krakowa.
Wrośliście w miasto. Galeria Krakowska to
dla obecnych w mieście sprawdzony adres.
Food&Fashion na
10. urodziny
Pyszne torty, wyśmienite gwiazdy i wysmakowana moda to
przepis na udane urodziny według Galerii Krakowskiej. Już
na początku listopada zaprosi nas na huczne świętowanie
swojego okrągłego jubileuszu.
Na początku listopada Galeria Krakowska zamieni się w studio
przypominające telewizję śniadaniową – z tą różnicą, że śniadanie
przeciągnie się aż do kolacji i potrwa przez trzy dni, a przy stole
zasiądą znani i na modzie się znający.
Joanna Horodyńska, która na co dzień bezlitośnie krytykuje gwiazdy, na dywanik tym razem zaprosi klientów Galerii Krakowskiej.
Dziesięć wyłonionych w konkursie kobiet weźmie udział w metamorfozie, którą stylistka przeprowadzi wraz z Tomaszem Jacykowem. Jacyków być może trafi teraz do twojej szafy i powie co
warto nosić, by wyglądać atrakcyjnie, a jednocześnie w zgodzie
z obowiązującymi trendami. W nadążeniu za najnowszymi kolekcjami i poszerzeniu garderoby o kolejne kilka sukienek z pewno-
I naturalne miejsce dla ekspansji światowych
marek na Kraków.
Takich jak choćby Starbucks czy Marc O’Polo,
ale też wielu marek z innych segmentów rynku.
Cieszy nas to, że jesteśmy dla nich miejscem
pierwszego wyboru. Tak było od początku, co
potwierdza, że to prestiżowy adres.
w sklepie Zara. Choć mają sklepy tej sieci na
każdym rogu w Hiszpanii wygrywa myślenie
„kupujemy to, co znamy”. Lubię takie obserwacje. Na bieżąco monitorujemy trendy wśród
naszych klientów i staramy się współpracować
z najemcami, aby oferować najlepsze warunki
dla ich zakupów. I chyba się to udaje.
Jak jest statystyczny klient?
Dawniej wszystkim zależało, żeby tworzyć
uśrednione profile statystycznego klienta. Ale
szybko zorientowano się, że odmalowanie takiej postaci, np. kobiety w wieku 40 lat z dwójką dzieci, niekoniecznie ma się do tego, kto
odwiedza daną galerię. U nas są to głównie
ludzie młodzi: turyści, studenci, dojeżdżający
do pracy w centrach usług czy sektorze prywatnym. I co ciekawe, np. licznych ostatnio
u nas Hiszpanów najwięcej można spotkać…
ścią pomogą prezenty od rezydujących w Galerii
sklepów i salonów usług – w sobotę klienci mogą
liczyć na specjalne rabaty.
Przyjęcie urodzinowe nie może się jednak odbyć bez tortu, dlatego w niedzielę na klientów
Galerii będą czekać słodkie poczęstunki. Eleganckie szpilki z marcepanu czy torebka ulepiona z mlecznej czekolady rozpłyną się w ustach
każdego, kto będzie chciał świętować jubileusz.
Przygotowaniem deserów zajmą się prawdziwi
specjaliści, bo w ostatnim dniu imprezy czeka
nas powtórka z finału IV edycji MasterChefa.
Damian Kordas i Adam Kozanecki ponownie zostaną rywalami, a w Galerii Krakowskiej wezmą
udział w słodkim pojedynku.
rozmawiał: Rafał Romanowski
To oczywiście niejedyne atrakcje, bo przez cały urodzinowy czas
czekają na was liczne konkursy i zabawy. Śledźcie uważnie profile
społecznościowe Galerii, a być może to wy znajdziecie się na
okładce magazynu Inspiracje.
Na pewno nie zapomnicie o życzeniach dla Jubilata, gdyż w urodzinowy weekend na Rynku Głównym pojawią balony, w których ukryte zostaną niespodzianki – słodkie upominki i bony
zakupowe. Nam również nie pozostaje nic innego, niż wznieść
szampana za kolejne lata odświeżania nie tylko naszych szaf, ale
i pejzażu Krakowa.
Dagmara Marcinek
Jak w ulu
Bez dwóch zdań Galeria
Krakowska to pierwszy
handlowy adres w mieście. Tak się utarło przez
ostatnią dekadę i nic nie
wskazuje, aby miało się to
zmienić. Miejsce odwiedza
dziennie 100 tys. osób
6
rozmowa numeru
www.whatsupmagazine.pl
z wizytą u...
znanylekarz.pl
Mamy ambicję stać się w pełni globalnym serwisem i niemal w całości przenieść proces zamawiania lekarskich
wizyt do internetu – mówi Michał Pękała, VP Growth w DocPlanner.
rafał romanowski: Dr House, doktor Queen, doktor
Strange – współczesna popkultura aż roi się od kreacji znanych lekarzy. W realu chodzi chyba o to samo: spotkać lekarza
najlepszego w swej dziedzinie.
michał pękała: Dlatego właśnie założyliśmy internetowy
serwis ZnanyLekarz.pl. Zdajemy sobie sprawę, jak ważne dla pacjenta jest oddanie swego zdrowia w ręce specjalisty. Ułatwiamy
mu to. I działa.
Zwykle o powodzeniu danego pomysłu decyduje przypadek
albo najprostsze skojarzenie. Jak było w przypadku Waszego
serwisu?
Jakoś koło 2010 roku Mariusz Gralewski, nasz szef i założyciel
ZnanyLekarz.pl i DocPlanner, miał tzw. życiową sytuację. Zadzwonił po konsultację do miejscowej przychodni i spytał o najlepszego dermatologa. Nie potrafiono mu odpowiedzieć. Zapytał
więc, kogo najlepiej oceniają pacjenci, ale i tu nie uzyskał żadnych
danych. Wpadł więc na pomysł, aby tego rodzaju informacje zamieszczać skatalogowane w internecie. Impuls chwili.
Zaskakująco skromne początki, a daleko zaszliście. 40 krajów,
17 mln użytkowników miesięcznie. Imponująco.
Dzięki. Aktualnie, dzięki połączeniu z hiszpańskim serwisem
Doctoralia, nasza spółka DocPlanner operuje na 40 rynkach
w Europie, Azji i Ameryce Południowej. W zespołach DocPlanner
pracuje ćwierć tysiąca ludzi. Rośniemy rzeczywiście dość szybko.
interesujące informacje. Mariusz kupił to forum od jego założyciela, który akurat wyjeżdżał na kilka lat do Chin i nie miał czasu nadal go prowadzić. Dzięki temu zyskał bezcenną bazę i nie
musiał raczkować od początku. Dopiero wówczas zaczęła się
poważna robota. Mariusz miał już doświadczenie w budowaniu
GoldenLine, więc mógł je wykorzystać. Postanowił cały ten zasób
uporządkować, skatalogować, nadać mu jakiś kształt. A przy okazji pchnąć to wszystko na jakieś w miarę wyczuwalne biznesowe
tory. Pierwotny pomysł uleżał się trochę, ale stopniowo zaczął
przypominać serwis w obecnym kształcie.
W „Forbes” czytam, że wykorzystano w tym celu jedno z najprostszych narzędzi – Google Keyword Tool. Stworzyliście
ranking 20 najpopularniejszych lekarskich specjalizacji 40
największych miast Polski. Miksując z sobą potencjalne frazy
Mamy też ambicję stać się w pełni globalnym serwisem i niemal
(np. „pediatra Gdynia” czy „ginekolog Lublin”) i wpisując je do
w całości przenieść proces zamawiania lekarskich wizyt do inwyszukiwarki, waszym oczom ukazały się zaskakujące wyniki:
ternetu. To nie zaskoczenie, bo lekarska branża również ulega
miesięcznie Polacy szukali lekarzy w internecie aż 3 miliony
automatyzacji.
razy! Jak szybko postawiono cały serwis i ile zajęło zbudowania zaufania
Signum temporis?
pacjentów i lekarzy?
Wizyta lekarska to
Konieczność. W dobie internetu
Chwilę to trwało. Uporządkowaliśmy
konieczność. Nie da się postrzegać
coś, na co długo się
informacje, stworzyliśmy pierwsze prowspółczesnej medycyny, jak i innych
file, dodaliśmy nowe opinie, przekonaczeka, a często z brabranż bliskich problemom codzienliśmy pierwszych lekarzy, żeby zapisali
ku czasu, pośpiechu
nej egzystencji, bez związków z siesię do nas. Cały czas wszystko wewnątrz
cią. Coś, co kiedyś było fanaberią czy
czy kolejki za drzwianaturalnie się rozrastało. Sporym wyzwafuturologią, teraz jest na porządku
niem było stworzenie optymalnego momi, wychodzimy z niej
dziennym. I od tego nie ma ucieczdelu biznesowego. Zaczęliśmy od reklaki, bo dzięki internetowi jest łatwiej,
z poczuciem rozczamowania, czyli umożliwienia placówkom
wygodniej i bardziej profesjonalnie.
medycznym reklamowanie się na naszej
rowania. My propoTak działamy i, szczerze mówiąc, nie
platformie. Szybko jednak doszliśmy
wyobrażamy sobie powrotu do dawnujemy optymalne
do wniosku, że nie tędy droga. Nie było
nych realiów.
to ani skalowalne, ani nie generowało
wykorzystanie wizyty
specjalnej wartości. Dodaliśmy więc kilka
Zaskoczyło mnie, że na początku
lekarskiej dzięki nafunkcjonalności, wśród nich nasz obecny
ZnanyLekarz.pl był tylko… interwyróżnik, czyli kalendarz wizyt.
szemu kalendarzowi
netowym forum dyskusyjnym. Takim typowym, mocno zakurzonym
i rozmaitym funkcjoInternetowy kalendarz wizyt u lekarzy
peer-to-peer i to prowadzonym za
skierowany do pacjentów. Szczerze mónalnościom
darmo przez grupę pasjonatów
wiąc, pomysł prosty jak drut. Aż trudno
rozsianych po Polsce.
Tak, to było takie forum powstałe z czystej potrzeby serca. Było
już stosunkowo dobrze wypromowane, ludzie wymieniali się tam
informacjami i rekomendacjami na temat konkretnych lekarzy,
leczenia chorób, przychodni, szpitali. Panował na nim ogromny
chaos, ale przy detektywistycznym zacięciu można było znaleźć
rozmowa numeru
Wrzesień 2016
7
fot. Rafał Romanowski
że staramy się zmieniać przyzwyczajenia. Niemniej jednak nasze
biuro robi wrażenie, również na lekarzach, którzy nas odwiedzają
i celowo kojarzy się z branżą, w której działamy, tyle że w nowoczesny i przemyślany sposób. Tu każdy ma się czuć dobrze, a jeśli
chodzi o produkt – ma spełniać swoją misję i pomagać znaleźć
najlepszego specjalistę.
Brainly, w Polsce działające pod kryptonimem Zadane.pl,
czyli wyprowadzona od startupowego pomysłu na szerokie
wody konstelacja edukacyjnych portali, gdzie ludzie pomagają sobie w zdobywaniu wiedzy. Biznes z Krakowa, który też
konsekwentnie podąża wyznaczoną ścieżką. Dobry przykład?
O takie pomysły chodzi. A raczej o ich realizację w praktyce i nie
załamywanie rąk problemami po drodze. Po jakimś czasie pomysł
broni się i może mieć – tak jak Brainly – kilkadziesiąt milionów
użytkowników. Nie ma prostej recepty na sukces, ale jak widać
dobre sprofilowanie pod jeden temat i zrozumienie esencji własnego pomysłu może dać wielkie korzyści.
Opieka zdrowotna w Polsce źle się kojarzy. Nie obawialiście
się wchodzenia w biznes na tak grząskim gruncie?
Właśnie to potraktowaliśmy jak wielkie wyzwanie. Nowe, świeże, coś innowacyjnego. Głównie chodziło nam o to, aby mniej
lub bardziej trafne skojarzenia z polską służbą zdrowia zastąpić
efektywnym systemem. Wizyta lekarska to coś, na co długo się
czeka, a często z braku czasu, pośpiechu czy kolejki za drzwiami,
wychodzimy z niej z poczuciem rozczarowania. My proponujemy optymalne wykorzystanie wizyty lekarskiej dzięki naszemu
kalendarzowi i rozmaitym funkcjonalnościom.
Przekonaliście lekarzy, żeby weszli w sieć.
W pewnym sensie. Bardziej można powiedzieć, że lekarzom pokazaliśmy narzędzie, które może usprawnić im pracę. Bardzo często
to świetni specjaliści z myśleniem biznesowym, które musi przegrywać w konfrontacji z kulejącą wciąż rzeczywistością. Tradycyjny lekarz mnóstwo czasu poświęca na przygotowanie gabinetów,
odbieranie telefonów itd., zamiast zająć się tym, co potrafi najlepiej: efektywnie leczyć. My staramy się wyciąć z rozpiski jego dnia
zbędne elementy, np. odbieranie telefonów. I od razu ma więcej
czasu dla pacjentów, a mniej roboty do wykonania.
Jak przebiegała ewolucja waszych pomysłów?
Na początku wszystko było tak super proste, że aż za proste
(śmiech). Np. wszystkie wizyty lekarskie były tej samej długości,
co na dłuższą metę było nie do utrzymania. Teraz jesteśmy zintegrowani z Google Kalendarz, dzięki czemu lekarze mogą widzieć
wszystkie dane dotyczące wizyt bezpośrednio na ZnanyLekarz.pl.
Stworzyliśmy też bardziej zaawansowany projekt, czyli system
zarządzania placówką medyczną. I, co ciekawe, bardzo długo by-
Dla lekarzy? Czyli że to lekarz umawia
sobie wizyty?
Dokładnie. Na przykład we Włoszech
większość pacjentów dodawanych jest
do platformy przez lekarzy, po wcześniejszym kontakcie telefonicznym, który akurat w tym kraju jest
nadal niezwykle popularny. Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie
to pacjent szuka lekarza, a dzięki internetowi nie musi dzwonić,
tylko po prostu wpisuje się na dany termin.
Właśnie. Rynki medyczne poszczególnych krajów różnią
się od siebie. Jak bardzo?
Obserwujemy głównie Polskę, Turcję, Hiszpanię oraz najszybciej
rosnące Włochy. Polska odróżnia się bardzo, chyba każdy z pacjentów wie, jak bardzo specyficzny to teren. Interesującym przykładem jest Turcja, ludzie ufają nie konkretnym lekarzom, a markom szpitali, klinik czy przychodni. Np. kiedy chcę iść do okulisty,
szukam dużego, wysoko ocenianego, renomowanego szpitala,
najlepiej w Ankarze, Stambule czy Izmirze, a nie specjalisty najlepiej ocenianego przez pacjentów. Włochy są bardzo podobne
do Polski, tam również ludzie są skłonni do opiniowania lekarzy.
Hiszpania, gdzie działamy jako Doctoralia, nieco inna.
Każda mutacja waszych serwisów jest dostosowana do danego rynku?
Raczej inaczej kalkulowana biznesowo. Rdzeń natomiast jest
taki sam.
Teraz wasz serwis przechodzi kolejne transformacje. Z czasem na stronie www będzie można nie tylko umówić wizytę
czy ocenić danego specjalistę, ale też wpiąć wirtualną kartę,
wyklikać w kilka sekund historię choroby. W którym kierunku zmierza ZnanyLekarz.pl? Nadal poszukujący startup czy
monetyzujący się szybko globalny serwis?
Wyzwaniem dla nas jest, jak połączyć doświadczenia z wielu mutacji serwisu. Chcemy, żeby serwis ZnanyLekarz stał się największą platformą dla lekarzy i pacjentów na świecie.
Poczekalnia przy recepcji w waszym warszawskim biurze to
nie twarda ławka jak w korytarzu przychodni, ale huśtawka.
Centralne miejsce zajmuje z kolei… wbita w ścianę karetka
pogotowia…
Karetka to nasza minisala do spotkań, a to już jak najbardziej
przeciw jakimkolwiek stereotypom (śmiech). Ale to też symbol,
Trawestując tytuł obrazu Gauguina: „Skąd przyszliście? Kim
jesteście? ” – już wiemy, teraz czas na „Dokąd idziecie”?
Na pewno interesujemy się rozwojem elektronicznych kartotek
pacjenta, wszelkich informacji o jego przypadłościach dostępnych w zaszyfrowanej i bezpiecznej chmurze danych. Podobnie
kwestią komunikacji na linii doktor – pacjent, w której możemy
pośredniczyć. Dla przykładu – w Turcji okazuje się, że zaufanie
do sieci społecznościowych jest tak ogromne, że bardzo popularne jest komunikowanie się z lekarzem za pomocą np. komunikatorów Messenger czy WhatsApp. W Polsce to ekstrawagancja,
tam normalność.
A telemedycyna?
Bardzo interesuje nasz telemedycyna. W ogóle temat leczenia
na odległość z wykorzystaniem narzędzi typu Skype czy serwisów społecznościowych. Niedawno zainwestowaliśmy w tym celu w spółkę Telemedico. Mieszkając w Warszawie czy Krakowie
i nie mając dostępu np. do kardiologa, możemy odbyć internetową konsultację w Berlinie czy Buenon Aires. I to jest przyszłość.
Równie dobrze interesując się medycyną szamańską, np.
z dżungli Peru czy Boliwii, mogę skontaktować się z miejscowym szamanem? Przydałby się tu bardziej Snapchat, szybko
ulatujące w przestrzeń strumienie transmisji…
Wszystko się da. Ważne, aby uchwycić aktualne procesy i zacząć
je samemu kreować. Za chwilę pojawią się w codziennym życiu
np. elektroniczne recepty i też zmieni to nieco realia rynku. Jako
DocPlanner chcemy adaptować się do zwyczajów i przepisów, ale
też mieć odwagę mówić, że krajowe czy międzynarodowe prawo
musi nadgonić trendy.
Kto u was pracuje?
107 osób w Warszawie, ponad 200 w całej grupie DocPlanner,
m.in. w biurach w Rzymie i Stambule. Różni, utalentowani i zmotywowani ludzie. Głównie ci, którzy mają już jakieś dokonania
w startupach czy tworzeniu serwisów bądź aplikacji. Mamy na pokładzie osoby pracowały przy aplikacji JakDojade, albo stworzyły
Loko – odpowiednika Tindera dla mody, groupon.pl, niania.pl, itp.
15 proc. zespołu to obcokrajowcy, w warszawskim biurze m.in.
z Hiszpanii, Ukrainy, Turcji czy Czech.
Rekordowo brzmią też kwoty jakie wysypują przed wami
inwestorzy.
Cieszy nas to zainteresowanie, ale chyba największą satysfakcję
mamy z tego, że wszystkiego dokonaliśmy w stosunkowo małym
zespole świetnie rozumiejących się ludzi. Otwarcie DocPlannera
w 21 krajach zajęło nam zaledwie 13 miesięcy, a zajmowały się tym
dwie, w porywach trzy, osoby. I to jest fantastyczne w tego typu
biznesach, że dobry pomysł dzięki wytrwałości i konsekwencji
ma szansę na sukces w globalnej skali.
rozmawiał: Rafał Romanowski
Michał Pękała,
VP Growth
w DocPlanner
fot. Rafał Romanowski
uwierzyć, że nikt nie wpadł na to wcześniej…
A właśnie. Byliśmy jednymi z pionierów. Obecnie mamy kilku
mocnych konkurentów, np. indyjską firmę Practo, w którą zainwestował Google i która ma „tylko” 4 mln użytkowników. Innym
rywalem stał się serwis Doctolib z Francji. Są bardzo agresywni
w inwestowaniu, zasobni w fundusze. Wracając do pytania: tak,
serwisy typu DocPlanner to stosunkowo prosty pomysł. Jeżeli
popatrzymy w historię internetu, również w ostatnich sezonach,
najprostsze pomysły okazują się tymi najlepszymi. Takie marki
jak Twitter czy Facebook to bardzo proste, logiczne, intuicyjne
produkty, które potwierdzają swą wartość dopiero w dłuższej
perspektywie. Ale, co niesłychanie istotne, są to firmy mocno
sprofilowane pod daną czynność i obrany kierunek oraz konsekwentnie kroczące swoją drogą. Jako ZnanyLekarz.pl weszliśmy
w niszę zdrowotną i od samego początku się tego trzymamy.
liśmy przekonani, że trzeba ukierunkować
ten projekt tak, żeby pacjent mógł znaleźć i umówić się lekarza. Przed samym
startem usługi, jaką jest kalendarz wizyt
w ZnanyLekarz.pl, ktoś z zespołu wpadł
na pomysł: a może by zrobić to samo, ale
dla lekarzy?
Na czym zarabia serwis?
Jedyną opcją płatną w serwisie jest kalendarz wizyt, który udostępniają lekarze. Nie są to jednak wygórowane kwoty, a efekty
dla ich posiadaczy są widoczne niemal od razu.
8
HR
www.whatsupmagazine.pl
hr pod lupą testu
Salary Tracker
2016
Ile zarabiają pracownicy w biurze obok? Co sprawia, że odchodzą do konkurencji? Jaką podwyżkę zaoferować, by zatrzymać
u siebie prawdziwe talenty? Raporty Płacowe to kopalnia wiedzy dla managerów i specjalistów HR. Eksperci z Advisory
Group TEST Human Resources po raz kolejny przygotowali
raport skierowany do branży SSC/BPO i IT. Tym razem „Salary
Tracker 2016” powstał we współpracy z Aspire.
„what’s up magazine”: 61 firm, ponad 18 tysięcy przebadanych pracowników. Olbrzymia liczba danych i pewnie ciężka
praca. Żyjecie?
maria jach-chrząszcz: Taka praca to nasza codzienność
(śmiech). Choć faktycznie od lutego do czerwca niemal bez wytchnienia zajmowaliśmy się obróbką danych. Ale jesteśmy bardzo
zadowoleni z raportu „Salary Tracker 2016”, bo zawiera ciekawe
i przede wszystkim rzetelne informacje dotyczące branży SSC/
/BPO i IT. Na tym nam zależało.
agnieszka keiper: Przygotowaliśmy go w oparciu o naszą
autorską metodologię, pozwalającą wyeliminować subiektywną
ocenę. Stworzyliśmy algorytmy pomagające odnaleźć wspólny
mianownik np. wśród nazw stanowisk, które w branży SSC czasami są bardzo egzotyczne i nieprzystające do siebie.
m.j-c.: Przeanalizowaliśmy też dane ze względu na różne aspekty, takie jak wiek, staż pracy czy zajmowane stanowisko...
nowisku specjalisty GL to 6 tys. zł brutto, ale pracownicy obsługujący procesy takie jak należności i zobowiązania muszą
się liczyć z mniejszymi pieniędzmi. Salary Tracker uwzględnia
zmiany w branży SSC/BPO. Skoro więc mówimy o księgowości,
w naszym raporcie mamy stanowiska, które jeszcze niedawno
„wrzucaliśmy do jednego worka”. W dużej skali obserwujemy dziś
procesy takie jak rozliczanie podróży służbowych czy bankowość
związana ze skarbem firmy.
A co z resztą SSC i BPO?
m.j-c.: Optymistycznie! Zarobki pracowników rosną w każdej
firmie z sektora BPO/SSC i IT. Tu procent podwyżek jest wyraźnie
większy niż np. w sektorze produkcyjnym, gdzie wynagrodzenia
zwiększa tylko 75 proc. firm.
Obszerny raport o tym, kto zarabia najwięcej. Jakieś zaskoczenia?
benefitach, które zawsze są na czasie…
m.j-c.: W dalszym ciągu wygrywa IT. Gdy przygotowywaliśmy
Osławione benefity typu karta Multisport czy dopłaty za
dojazd do firmy na rowerze wciąż przyciągają kandydatów?
Księgowi też dostali teraz to, czego chcieli rok temu?
m.j-c.: W księgowości jest bardzo stabilnie. Mediana na sta-
Bez wychodzenia z domu możemy obsługiwać klientów na
całym świecie. W jakich językach?
m.j-c.: Przede wszystkim niemieckim i angielskim.
a.k.: Dalej francuski, włoski, hiszpański…
m.j-c.: Najbardziej pożądany jest jednak ciągle niemiecki – posługuje się nim około 40 proc. pracowników, ale obecny jest w aż
80 proc. przebadanych przez nas centrów usług…
Które firmy wzięliście pod lupę?
a.k.: Przede wszystkim zajmujemy się krakowskim rynkiem, stąd
też 35 przebadanych firm ma swoje siedziby właśnie tutaj. Ale zatrudnieni migrują, a centra usług mają swoje siedziby w różnych
miastach, dlatego wyjście poza Kraków pozwoliło nam spojrzeć
globalnie na zagadnienie. Przygotowywaliśmy „Salary Tracker”
wspólnie z Aspire, dzięki czemu firmy były bardziej otwarte na
współpracę. Dzięki temu poszerzyliśmy próbę w porównaniu do
ubiegłego roku.
Szykuje się dłuższa współpraca z Aspire?
a.k.: Wspólny projekt ma trwać trzy edycje ale mam nadzieję,
że to dopiero początek współpracy. Dzięki Aspire jeszcze we
wrześniu pojawiliśmy się na śniadaniu biznesowym. Spotkaliśmy
się tam ze specjalistami zajmującymi się HR-em, czyli potencjalnymi odbiorcami raportu, by dowiedzieć się, jakie tematy są dla
nich ważne.
m.j-c.: Następnie na konferencji Aspire „The Dragon Wakes”
w maju tego roku mogliśmy przedstawić częściowe wnioski z naszych badań. Sala była pełna, co świadczy o zainteresowaniu
raportem. Myślę więc, że wiele firm będzie mogło czerpać z niego
korzyści.
Korzyści na pewno, ale jakie?
Poeci mówią, że pieniądze to nie wszystko. Jakie jeszcze niespodzianki kryje Salary Tracker?
m.j-c.: Np. informacje o podwyżkach, rotacji pracowników czy
raport dla tego sektora w ubiegłym roku, pytaliśmy programistów
Java i testerów oprogramowania nie tylko o zarobki, ale i oczekiwania co do wysokości pensji. A teraz zaobserwowaliśmy, że
oczekiwania sprzed roku, które były średnio o 30 proc. wyższe niż
faktyczne wynagrodzenia, dziś stały się rzeczywistością.
nie jest usystematyzowana.
m.j-c.: Niektóre firmy mają już wdrożone procedury, jednak
w większości przypadków decyduje o tym przełożony i okoliczności. Zauważyliśmy jednak, że home office może zajmować już
około 20 proc. rocznego czasu pracy.
m.j-c.: Aktualne dane, dzięki którym możemy zobaczyć, jakie
jest nasze miejsce na rynku i jak daleko jest konkurencja. A kwintesencją tego biznesu jest by być zawsze o krok przed rywalami.
Zwłaszcza tymi z naszego sąsiedztwa, bo to tam mogą odejść
nasi pracownicy. I właśnie Salary Tracker da nam dane, które
podpowiedzą, jak pozyskać talent. I go nie stracić.
rozmawiała: Dagmara Marcinek
m.j-c.: Obecnie, przychodząc do firmy, można w ciemno założyć, że do pensji dorzucą nam pakiet benefitów. A teraz różnica
pojawia się tylko wtedy, gdy nie ma dodatkowych świadczeń.
W związku z tym wygrywają benefity związane z działalnością
firmy np. zniżki na bilety lotnicze czy produkty wytwarzane przez
daną firmę.
a.k.: W naszym raporcie analizowaliśmy też kilka nowych trendów pojawiających się obecnie w korporacjach, np. home office.
Okazało się, że 70 proc. pracowników ma możliwość wykonywania swoich obowiązków w trybie zdalnym, ale ta kwestia ciągle
Maria Jach-Chrząszcz – starszy konsultant
w Advisory Group TEST Human Resources
Agnieszka Keiper – konsultant w Dziale Analiz
i Raportów Płacowych w Advisory Group
TEST Human Resources
Pod patronatem
AGH nauczy, jak
zarządzać talentami
Akademia Górniczo-Hutnicza w roku akademickim 2016/2017
rusza z kierunkiem Talent Management in Tech Companies.
Studia podyplomowe Talent Management in Tech Companies
mają za zadanie wykształcić przede wszystkim wysokiej jakości menadżerów oraz team leaderów IT, a także specjalistów
ds. rekrutacji czy ekspertów HR. Obszary, w których studenci
będą zdobywać swoją wiedzę, to przede wszystkim pozyskiwanie i zarządzanie talentami, kreowanie strategii HR i rekrutacji
(talent acqusition), HR business partnering, budowanie kultury
organizacji i zaangażowania pracowników czy zarządzanie projektami według nowoczesnych metod. Cały program studiów został
sprofilowany tak, by dostosować się do specyfiki zarządzania talentami zarządzają w branży
technologicznej – i to nie tylko w sektorze IT,
ale także high tech, engineering czy telecom.
– Pomysł na studia o takim profilu zrodził się
z chęci dzielenia się wiedzą i pokazania najlepszych praktyk w firmach sektora technologicznego. Wykładowcy to praktycy z doświadczeniem managerskim w obszarze IT, high-tech,
engineering oraz eksperci w dziedzinie zarządzania talentami
i HR. Łączymy dwie perspektywy: korporacyjną i startupową.
Wszystkie kursy opracowaliśmy w formie interaktywnej, jako
warsztaty lub konwersatoria. Program studiów jest skonstruowany tak, aby holistycznie przygotować do pracy na stanowiskach
strategicznych w obszarze budowania zespołów i zarządzania
talentami – mówi Justyna Pawlak-Mihułka, inicjator i opiekun
merytoryczny studiów.
Studia podyplomowe trwają dwa semestry, wszelkie informacje
odnośnie rekrutacji można znaleźć na stronie kierunku. Termin
zgłoszeń mija 30 września, ale rekrutacja może zakończyć się
wcześniej, jeśli wypełni się limit miejsc.
Dagmara Marcinek
HR
Wrzesień 2016
9
Pod patronatem
HR w Centrach Usług Biznesowych i IT
Według ogólnoświatowych prognoz, do końca 2018 r. blisko
25 proc. pracowników na całym świecie zmieni swoją pracę.
Pionki na szachownicy rynku pracy w Polsce coraz częściej
zaczynają rozstawiać pracownicy, szczególnie w branży IT,
ale też SSC i BPO. Z takimi wyzwaniami muszą na co dzień
mierzyć się HR managerowie, dyrektorzy personalni i specjaliści HR. To tylko jeden z nielicznych tematów, który będzie
przedmiotem dyskusji podczas ogólnopolskiej konferencji
„HR w Centrach Usług Biznesowych i IT”, którą organizuje
Advisory Group TEST Human Resources.
„300 nowych miejsc pracy w Krakowie”, „Firma X znów rekrutuje”,
„Firma Y otwiera swoją siedzibę w Polsce i szuka pracowników” –
takie nagłówki stały się już codziennością na krakowskim rynku
pracy. Sektor SSC/BPO i IT rozgościł się tu na dobre. W największych miastach Polski jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe
biurowce, a wynajmujące je korporacje systematycznie informują
o kolejnych rekrutacjach. Centra usług muszą rywalizować o specjalistów, a zatrzymanie talentów staje się kluczowym zadaniem
zarządzających firmami.
– SSC/BPO i IT jest specyficzną branżą, szybko się rozwija i ma
zupełnie inne problemy niż pozostałe sektory na rynku. Dlatego
organizujemy konferencję „HR w Centrach Usług Biznesowych
i IT”, skierowaną właśnie do managerów, dyrektorów personalnych czy szefów centrów usług. Tutaj uczestnicy mogą rozmawiać
we własnym gronie o kwestiach, które rzeczywiście ich dotyczą
– tłumaczy Anna Rodo, koordynatorka konferencji z Advisory
Group TEST Human Resources.
Konferencja odbędzie 18 i 19 października
w hotelu Holiday Inn w Krakowie. Weźmie
w niej udział około 120 HR managerów i kluczowych specjalistów HR działających w branży. Uczestnicy będą pracować w grupach oraz
brać aktywny udział w dyskusjach, ponieważ
organizatorzy zrezygnowali ze standardowych
wykładów. Zamiast nich w programie pojawiły
się wyłącznie warsztaty i case studies. – W ciągu
15 minut nie da się przedstawić wyczerpująco
tematu, ani zaangażować uczestników, dlatego
każda sesja trwa co najmniej godzinę i oprócz
prezentacji zawiera także czas na dyskusję czy
grupowe rozwiązywanie zadań. Czas ten jest
szczególnie cenny dla uczestników, ponieważ
mogą w swobodnej atmosferze wymienić się
własnymi doświadczeniami. Rozmowy w kuluarach, networking, praca przy stolikach to
kluczowe elementy całego wydarzenia – wyjaśnia koordynatorka konferencji.
Advisory Group TEST Human Resources organizuje konferencję już po raz trzeci, a jej po-
przednie odsłony spotkały się z dużym zainteresowaniem, czego
dowodem są powracający uczestnicy. Niektórzy pojawiają się
ponownie w zupełnie innej roli, np. Barbara Skoczek i Natalia Stępień z Volvo Polska Sp. z o.o., uczestniczki ostatniego spotkania,
tym razem podczas forum przedstawią case study swojej firmy
pt. „Ambasador Kultury, czyli prawa ręka HR”.
Oprócz tego na konferencji pojawią się takie tematy, jak budowanie zaangażowania, automatyzacja procesów HR, różnorodność
kulturowa a rynek pracy czy skutki wyścigu dotyczącego pakietu
wynagrodzeń. Z pewnością jednym z ciekawszych warsztatów
będzie ten dotyczący kwestii home office. Trend pracy zdalnej jest
coraz popularniejszy w branży SSC/BPO/ITO, dlatego HRowcy
często poszukują odpowiedzi na temat prawnych rozwiązań.
– Staramy się różnicować tematy i dotykać problemów, z którymi
spotykają się zarządzający zasobami ludzkimi w branży SSC/BPO
i IT. Po każdej konferencji przeprowadzamy ankiety ewaluacyjne,
które pozwalają nam sprawdzić, jakie kwestie są interesujące dla
naszych uczestników. Tematy konferencji są więc odpowiedzią na
to zapotrzebowanie – dodaje Anna Rodo.
Kolejne lata na pewno przyniosą wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji w branży SSC/BPO/ITO. Działy HR, chcąc przygotować
się na nadchodzące zmiany, muszą nieustannie aktualizować
swoją wiedzę, być o krok przed „sąsiadem” z biurowca obok.
To tylko niektóre elementy gwarantujące sukces w zarządzaniu
zasobami ludzkimi.
Dagmara Marcinek
Anna Rodo – Marketing and Administration
Manager w Advisory Group TEST Human
Resources
WSZiB: profesjonalne
profesje
WSZiB
uczelnia powstała w 1995 roku.
Dostępne tu
kierunki to: Zarządzanie, Finanse
i Rachunkowość
oraz Informatyka
wiające otrzymanie tytułów specjalisty baz danych SQL Server
oraz Data Scientist.
Wymagania rynku dla specjalistów są powszechnie znane. Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości działa w tej branży od lat,
a jej władze mają świadomość, że w mieście, gdzie w samych
w centrach usług wspólnych znalazło już pracę 54 tys. osób, mało
kto ma czas na zbędne papierkowe procesy, żmudną logistykę
zaliczeń czy tradycyjne modele umawiania zjazdów. – Wyróżniamy się unikalnym systemem zarządzania procesem studiowania.
Student na bieżąco śledzi swój kalendarz zajęć oraz profile wykładowców. Ma również dostęp do swoich danych i materiałów
szkoleniowych w specjalnie zaszyfrowanej chmurze. Nie mamy
fot. materiały prasowe
Idealna uczelnia dla pracowników korporacji? Taka, która
umożliwi zarówno efektywną pracę, jak i aktywne podnoszenie specjalistycznych kwalifikacji. Wśród wielu ofert na
rynku zdecydowanie wyróżnia się Wyższa Szkoła Zarządzania
i Bankowości w Krakowie.
– Koncentrujemy się obecnie na dostosowaniu oferty naszych
studiów do potrzeb krakowskich korporacji. Ale nie tylko, bowiem do studiowania u nas zachęcamy wszystkich, którzy chcą
zdobyć profesjonalną wiedzę przekazaną przez precyzyjnie
dobrany zespół specjalistów – zachęca Kamil Kowalik, rzecznik
prasowy uczelni.
Wśród uczelnianych kierunków, które od kilku lat cieszą się
niesłabnącą popularnością, przedstawiciele szkoły wymieniają
m.in. finanse i rachunkowość, kursy z analizy finansowej, prawa
gospodarczego i prawa pracy, podatku dochodowego od osób
fizycznych i osób prawnych oraz podatku od towarów i usług.
– Choć nasza kadra to głównie uznane grono doktorów, doktorów habilitowanych i profesorów, te bardziej praktyczne kursy
prowadzą u nas również aktywni zawodowo w stricte tej dziedzinie specjaliści, m.in. pracownicy renomowanych kancelarii
podatkowych i małopolskich urzędów skarbowych – przybliża
Bartosz Banduła, kierownik Centrum Studiów Podyplomowych
i Projektów UE z ramienia WSZiB.
Absolwenci uczelni chwalą też liczne odmiany kierunków związanych z zarządzaniem: – Zarządzanie zasobami ludzkimi, rozwiązywanie konfliktów, zarządzanie kryzysowe oraz nasza perełka:
zarządzanie w ochronie zdrowia, czyli całkowicie praktyczne
studia prowadzone przez rozpoznawalnych w branży specjalistów
i praktyków – rekomenduje Kamil Kowalik.
Na tegoroczny hit zapowiada się kolejna edycja Akademii Menedżera, która przygotowuje potencjalnych kandydatów do objęcia kierowniczych stanowisk w firmach, zarządzania finansami,
marketingiem i sprzedażą w przedsiębiorstwie, zarządzania
projektami i zasobami ludzkimi. Chwalone są zajęcia umożli-
indeksów, dokumenty do rekrutacji można przesłać internetowo.
Wszelkie inne kwestie, łącznie z płatnościami, załatwiane są
elektronicznie. Praktycznie jedyny kontakt z dziekanatem to ten,
kiedy idziemy odebrać swój dyplom – zaznacza Bartosz Banduła.
Do kogo w pierwszej kolejności kierowana jest oferta szkoły? Cały
program nauczania przygotowany jest pod kątem studiującego,
który równocześnie pracuje. Przede wszystkim kierujemy więc swą
ofertę do osób kończących tzw. klasyczne studia, które czują, że
brakuje im profesjonalnego wykształcenia w danej dziedzinie, potrzebnego im do spodziewanego awansu zawodowego. W dalszej
kolejności będą to ci, którzy kończą np. studia ekonomiczne, a chcą
specjalizować się bądź certyfikować w konkretnej działce wiedzy.
Kiedy odbywają się zajęcia? Najczęściej od godz. 17 w piątek
i przez weekend, w rozmaitych konfiguracjach. Na tych, którym
studia umożliwią w niedalekiej przyszłości starania o kluczowe
stanowiska w swych firmach, czeka wykwalifikowana kadra ekspercka. W końcu wspólnym celem jest nie tylko zdobycie upragnionej pozycji w biznesie, ale też awans finansowy.
Rafał Romanowski
10
przedstawiamy
www.whatsupmagazine.pl
Lundbeck
Z PASJĄ DO LUDZI
700 milionów osób na świecie cierpi na choroby centralnego
układu nerwowego. Te dokuczliwe choroby nazywane są
często jednym z największych wyzwań w medycynie XXI
wieku. Firma Lundbeck – duński potentat farmaceutyczny
będący jedną z najbardziej cenionych marek na światowym
rynku leków – od wielu lat pomaga osobom żyjącym z
depresją, schizofrenią, chorobą Alzheimera oraz chorobą
Parkinsona.
Rosną jak na molekułach
Od niedawna Lundbeck rozwija w Krakowie swoje Centrum Usług
Biznesowych wspierające kompleksowe procesy w obszarach
finansów, HR, zakupów dla Europy i Ameryki Północnej oraz
globalnego wsparcia IT. Krakowski oddział jest ważną częścią
Grupy Lundbeck mającą faktyczny wpływ na kształtowanie strategii rozwoju firmy. Świetnym tego przykładem jest spotkanie
Globalnej Rady Finansów w krakowskim biurze firmy w czerwcu
2016, podczas którego omawiano strategię i kierunek rozwoju
obszaru Finansów w Grupie Lundbeck.
W Krakowie Lundbeck to świeża marka. Pierwszy pracownik
został tu zatrudniony w marcu 2014 roku, a biuro w Quattro
Business Park przy al. Bora Komorowskiego otwarto po zaledwie dwóch miesiącach. Dziś firma zatrudnia w Krakowie ponad
150 osób i nadal się rozwija. – Na początku planowaliśmy zatrudnienie ok. 120 osób i mieliśmy się zajmować nieco innymi
zadaniami. Jednak bardzo szybko okazało się, że obejmiemy
znacznie szerszy i bardziej kompleksowy obszar. Cieszy nas to
i dopinguje do podejmowania dalszych wyzwań – mówi Marcin
Młynarczyk, dyrektor zarządzający w Lundbeck Group Business
Services w Krakowie.
W sercu firmy
Lundbeck na pierwszym miejscu stawia ludzi – zarówno pacjentów jak i swoich pracowników. – Myślę, że ogromnie ważne jest
to, że w naszej firmie każdy pracownik może znaleźć ambitne
i rozwijające zadania. Złożone procesy, które przejęliśmy i nadal
przejmujemy, są u nas realizowane, ale i usprawniane. Wszystko po to, aby zwiększyć konkurencyjność oraz odciążyć nasze
oddziały produkcyjno-sprzedażowe. Bardzo wiele mówi fakt, że
większość kluczowych stanowisk została obsadzona na podstawie rekrutacji wewnętrznych – mówi Wojciech Duda.
– Bardzo istotna jest kultura naszej organizacji, u podstaw której leży odpowiedzialność. Firma dostarcza pracownikom duże
możliwości rozwoju (praca przy zaawansowanych procesach, programy szkoleniowe, refundacja kursów językowych czy studiów
podyplomowych), w zamian oczekując zaangażowania i wysokiej
Pracownicy
Lundbeck
Pracownicy Lundbeck
GBS Kraków podczas
imprezy plenerowej
w czerwcu 2016 r.
Niecodzienna codzienność
Oprócz misji, wśród atutów pracy w firmie Lundbeck wymieniana jest przede wszystkim pozytywna atmosfera. – Ufamy sobie
nawzajem. Chcemy, aby nasi pracownicy byli odpowiedzialni i posiadali świadomość tego, jak ważna jest ich praca w kontekście
funkcjonowania całej firmy. Egalitarna kultura, jaka tutaj panuje, powoduje skrócenie dystansu pomiędzy kadrą menadżerską
a pracownikami, oczywiście przy zachowaniu wszelkich profesjonalnych zasad – opowiada Michał Marczyński.
Dzięki wyjątkowej kompleksowości procesów, specyficznej strukturze oraz atmosferze opartej na zaufaniu pracownicy firmy Lundbeck w Krakowie mają bardzo często okazję wyjść poza ramy
swojego stanowiska i mieć faktyczny wpływ na podejmowane
decyzje. Wrażenie robi także niezwykle estetyczne biuro wraz
z ogromem udogodnień takich jak np. biurka z możliwością regulacji wysokości, duża liczba ogólnodostępnych sal konferencyjnych,
w pełni mobilny sprzęt IT czy piłki i poduszki rozłożone na wszystkich piętrach. Wspólne śniadania, wyjścia na miasto – to także
standard w krakowskim biurze Lundbeck. – Angażujemy naszych
ludzi w przygotowanie warsztatów tematycznych, kreatywnych
wydarzeń, takich jak program dojazdów rowerami do pracy czy
wspólny wyjazd na narty – wyliczają moi rozmówcy.
W firmie Lundbeck ogromną wartością jest też różnorodność
– oprócz absolwentów studiów na kierunkach ekonomicznych
czy IT, znajdziemy tutaj kulturoznawców, polonistów a nawet...
reżysera filmowego. Krakowski zespół to, oprócz Polaków, pracownicy z Danii, Włoch, Hiszpanii, Francji, Ukrainy, Maroko,
Tunezji Wenezueli czy Mauritiusu. Poznając kolejne elementy
układanki pod nazwą Lundbeck frapuje nas więc jedno: czy założyciel firmy, Hans Lundbeck, spoglądający z przedwojennego
portretu w hallu głównym przewidział swemu nazwisku aż tak
dynamiczną karierę...
Rafał Romanowski
fot. materiały prasowe
– Działamy w wyspecjalizowanym obszarze branży farmaceutycznej, jakim jest leczenie chorób mózgu – mówi Wojciech Duda,
HR manager w Lundbeck Group Business Services w Krakowie.
Choć przez dziesiątki lat działalności Lundbeck wypuścił na rynek
sporo leków, obecnie koncentruje się na depresji, schizofrenii
oraz chorobach Alzheimera i Parkinsona.
W tej branży nie można się spieszyć. Wszystko musi być dokładnie zbadane, sprawdzone, potwierdzone. Wprowadzenie leku
na rynek trwa ponad 10 lat, czas ten jest ściśle podzielony na
badania, testy i certyfikacje, a ich koszty sięgają często miliardów
dolarów. Firma operuje w bardzo specjalistycznych obszarach,
wśród lekarzy psychiatrów, rekomendowana jest w fachowych
magazynach dla branży medycznej, a jej przedstawiciele występują na organizowanych na całym świecie konferencjach naukowych
poświęconych walce ze wspomnianymi chorobami.
jakości pracy. Oczekujemy od naszych pracowników ambicji, dobrej energii, inicjatywy, chęci współpracy, profesjonalizmu oraz
odpowiedzialności za powierzone zadania. Każda osoba, która
posiada te cechy z pewnością zrealizuje swój potencjał w naszej
firmie. Już w trakcie wprowadzania nowych pracowników kładziemy nacisk na budowanie świadomości naszej odpowiedzialnej
misji – poprawy jakości życia osób dotkniętych chorobami psychicznymi i neurologicznymi – puentuje Marcin Młynarczyk.
– Bardzo mocno pozycjonujemy się jako część Grupy Lundbeck.
Każdy z nas, czy to w centrali w Kopenhadze, czy w Krakowie,
ma równe prawa i obowiązki we wszystkich obszarach działania.
Firma bardzo dba o to, aby każdy pracownik czuł, że współuczestniczy w procesie pomocy pacjentom. Choroby układu nerwowego mogą dotknąć każdego z nas, niezależnie od trybu życia czy
wykonywanego zawodu. Staramy się mówić o tym wprost nie
owijając w bawełnę – kontynuuje Wojciech Duda.
A nie jest to łatwe, bo na świecie nadal występuje silna stygmatyzacja pacjentów chorych np. na schizofrenię. Ludzie obawiają
się otworzyć ze swoimi problemami, opowiedzieć o chorobie,
pokazać się. – Pomagamy pacjentom nie tylko poprzez leczenie,
ale również wychodząc do nich. W naszej centrali w Kopenhadze
spotkania z pacjentami są na porządku dziennym, teraz to samo
chcemy zaszczepić w Krakowie – mówi Marcin Młynarczyk. Nie
chcę brzmieć górnolotnie, jednak chcielibyśmy, aby nasi pracownicy na co dzień czuli, że pacjent jest w sercu naszej firmy – zaznacza Michał Marczyński, koordynator projektów HR.
reklama
12
przedstawiamy
www.whatsupmagazine.pl
Przeskanuj sobie krem
Tusz do rzęs doprowadza was do łez, a popularny krem powoduje wysypkę? Znacie ten
ból, gdy przed półką pełną kosmetyków zastanawiacie się, czy nowy szampon będzie
odpowiedni? Wrażliwa skóra nie zawsze dobrze reaguje nawet na bardzo znane (i drogie) produkty z drogerii – na szczęście jest
pomysł, jak sobie z tym radzić.
Z pomocą przychodzi technologia, którą każdy
nosi w kieszeni – smartfon, a na nim krakowska
aplikacja Cosmetic Scan. – Pomysł jest prosty:
najpierw do programu wprowadzamy dane odnośnie uczulających nas substancji i składników
kosmetyków –tłumaczy Tomasz Tomczak, CEO
firmy. – Indywidualny profil skóry można przygotować samemu lub we współpracy z dermatologiem. Później wystarczy zeskanować kod
kreskowy kosmetyku, którego używamy lub
który chcemy kupić, by dowiedzieć się, czy jest
odpowiedni dla naszej cery.
Aplikacja jest bardzo prosta w obsłudze – wystarczy kilka sekund, by otrzymać informację
o wybranym produkcie. I nawet jeśli nie za bardzo odróżniamy łacińskie nazwy składników
kosmetycznych, to program z łatwością wskaże
nam te produkty, które mogą być używane bez
negatywnych konsekwencji.
– Oczywiście, najbardziej pożądany byłby kontakt z dermatologiem, ale aplikacja może sama stworzyć bazę składników, których
wolelibyśmy unikać, korzystając z naszych dotychczasowych
wyborów – opowiada Tomasz Tomczak. Dzięki temu można korzystać z Cosmetic Scan już kilka chwil po pobraniu go z AppStore
albo sklepu Google Play.
Pomysłodawcą kosmetycznego skanera jest Piotr Przewrocki,
twórca rozbudowanego systemu controllingu finansowego dla
obsługi przedsiębiorstw. Oferowany przez niego produkt był jednym z pierwszych tego typu w Europie, co pokazuje jasno, że nie
boi się wchodzić na nowe rynki. Cosmetic Scan jest wprawdzie
dopiero w fazie testów (pierwsza wersja pojawiła się na rynku
w marcu tego roku), ale wersję beta pobrało już kilka tysięcy osób.
– Cały czas pozostajemy w kontakcie z naszymi użytkownikami,
bo ich sugestie przyczyniają się do poprawy działania programu
– zdradza kulisy tworzenia aplikacji Tomasz Tomczak. Efektem
tej współpracy są wprowadzane na bieżąco zmiany i nowości,
dotyczące chociażby większej liczby informacji o produkcie, dodawaniu ocen użytkowników, ulepszonej analizie składu kosmetyków i szczegółowych informacji na temat danej substancji.
A i to nie wszystko.
– Wciąż rozrasta się nasza baza danych kosmetyków. Dziś jest
w niej już ponad 18 tys. produktów – chwali się Tomczak. – Nawiązujemy współpracę z nowymi firmami kosmetycznymi, dzięki
czemu większość rzeczy, jakie można znaleźć w popularnych
drogeriach, może być skanowana przez Cosmetic Scan.
Choć kosmetyczny skaner skierowany jest przede wszystkim
do użytkowników indywidualnych, to menadżer projektu przypomina, że jego wykorzystanie nie musi ograniczać się tylko do
pokazywania, po które kosmetyki warto sięgnąć. – Aplikacja
pozwoli także na zebranie wielkiej ilości zagregowanych danych,
które mogą być wykorzystane w specjalistycznych raportach dla
firm kosmetycznych – zwraca uwagę Tomasz Tomczak.
Polscy producenci kosmetyków podbijają świat, a marki takie jak
Dr Irena Eris, Ziaja czy Sylveco konkurują na drogeryjnych półkach ze swoimi zachodnimi konkurentami jak równy z równym.
Może czas, by świat podbił także producent aplikacji, pomagającej wybrać najodpowiedniejsze z tych produktów?
Cosmetic Scan
wystarczy zeskanować kod
kreskowy kosmetyku, by dowiedzieć się, czy
jest odpowiedni
dla naszej cery
Piotrek Banasik
Uber
W lutym zatrudniono
pierwsze osoby, do
wakacji trwały prace
adaptacyjne w nowoczesnych biurach
Browaru Lubicz
fot. materiały prasowe
Uber mocno stawia na Kraków. Młody zespół krakowskich
specjalistów obsługuje stąd miliony użytkowników tej szalenie popularnej na całym świecie aplikacji. A start Center
of Excellence to największa w Polsce inwestycja zagraniczna
sektora nowoczesnych usług dla biznesu w minionym roku.
30, 70, 110, 150 – tak zwiększa się zatrudnienie specjalistów w krakowskim Center of Excellence największego startupu świata –
Ubera. Do końca przyszłego roku 150-osobowy zespół, pracujący
w biurach Browaru Lubicz, przejmie praktycznie większość procesów logistyczno-finansowych Ubera w regionie EMEA – ogromnej
części świata, obejmującej populację blisko 2 miliardów ludzi.
– Mocne tempo rozwoju jest właściwe dla tak perspektywicznego rynku, jakim jest Polska, oraz tak innowacyjnego miasta jak
Kraków. Obecność tutaj nie tylko dopinguje nas do efektywnej
pracy, ale i kompletowania naprawdę wartościowego zespołu –
fot. materiały prasowe
Uber się rozwija
tak Chris Bates, szef krakowskiego zespołu Center of Excellence,
odpowiada na pytanie „dlaczego Kraków?”.
Zamiar uruchomienia Center of Excellence w Krakowie ogłoszono w grudniu 2015 r. W lutym zatrudniono pierwsze osoby,
do wakacji trwały prace adaptacyjne w nowoczesnych biurach
Browaru Lubicz. Oficjalnie centrum rusza 15 września, ale już
od kilku miesięcy z Krakowa koordynowane są procesy, dzięki
którym globalny rozwój Ubera staje się faktem.
Uber jest firmą technologiczną, która łączy użytkowników aplikacji z kierowcami. Korzystają oni z platformy w czasie rzeczywistym, aby współdzielić swój przejazd z innymi. Polska jest
trzecim największym rynkiem Ubera na terenie Unii Europejskiej.
Nasz kraj wyprzedzają tylko Wielka Brytania i Francja. W pierwszym roku działalności tempo wzrostu usługi na polskim rynku
było wyższe niż w przypadku Londynu, Paryża, Amsterdamu czy
Sztokholmu. Polska znajduje się także wśród 15 państw na świecie
(spośród ponad 70, w których Uber jest dostępny), gdzie aplikacja
działa w więcej niż pięciu miastach. Obecnie Uber oferuje swoje
usługi w dziewięciu miastach w Polsce, ale do końca roku liczba
ta ma wzrosnąć. Kraków był drugim po Warszawie miastem,
w którym dostępna była aplikacja. W samej Warszawie każdego
miesiąca rejestruje się ponad 10 tys. nowych użytkowników, a 3,5
tys. kierowców miesięcznie zgłasza chęć rozpoczęcia współpracy
z Uberem w całej Polsce.
– Nasze centrum zajmuje się bardzo wieloma zagadnieniami
związanymi m.in. z rozwiązywaniem problemów pasażerów, ułatwianiem pracy kierowcom, kwestiami technicznymi, logistycznymi, ubezpieczeniowymi oraz finansowymi – przybliża swoją pracę
Martyna Basara z Center of Excellence Ubera. Opowiada o młodym zespole, pozytywnej atmosferze i pracy, do której każdego
dnia chce się przychodzić. – Uber stawia na zmotywowanych,
młodych, otwartych, ciekawych ludzi i zdobywanie przez nich
praktycznych umiejętności. To w końcu jedna z najważniejszych
i najbardziej innowacyjnych marek świata. W Krakowie naszych
pracowników szukamy wśród absolwentów, ale też studentów
ostatnich lat, ze znajomością języków – głównie włoskiego, francuskiego, rosyjskiego, niemieckiego, czeskiego czy słowackiego –
dodaje Chris Bates, co ciekawe – były oficer armii amerykańskiej,
który po odejściu z wojska pracował w Uberze m.in. w Niemczech.
W uruchomienie w Krakowie Center of Excellence Uber zainwestował już 40 mln zł. W strukturze organizacyjnej najszybciej
rozwijającego się technologicznego startupu świata krakowskie
centrum ma zająć jedno z najważniejszych miejsc. – Tak jak rozwija się Uber, tak i nasze centrum zajmować się będzie coraz
bardziej zaawansowanymi procesami. Produkt Ubera zmienia
świat, a my – tu, w Krakowie – już teraz trzymamy rękę na jego
pulsie – zapowiada Chris Bates.
Rafał Romanowski
nieruchomości
Wrzesień 2016
13
jesteśmy z krakowa
Dawid Hajok: Działacie na rynku nieprzerwanie od ćwierć
wieku, pomimo różnych zawirowań. W tym czasie wiele biur
upadło, wiele się podzieliło.
Marek Dunikowski: Tym, co mnie interesuje i fascynuje zarazem,
jest aspekt przemian gospodarczych, kierunków ekonomicznych.
Staram się przewidywać to, jak rynek będzie się zachowywał.
To perspektywiczne myślenie jest bardzo istotne dla biura, które realizuje w istocie tylko projekty komercyjne. Nasz zawód
jest bardzo uzależniony od koniunktury ekonomicznej. Architektura pojawia się dopiero wtedy, kiedy jest już wybudowana.
Do tego momentu istnieją tylko projekty, a one nie wpływają
na przestrzeń.
fot. materiały prasowe
Nasze biuro mieści się na Starym Mieście, kilka kroków od
Rynku Głównego i choć trudno
tu zaparkować, nie zdecydowałbym się na zmianę tego miejsca
na żadne inne na świecie – rozmowa z Markiem Dunikowskim,
szefem biura DDJM.
Bez potrzeby nie ruszasz się poza Stare Miasto?
Mam tutaj wszystko, co potrzeba. W Krakowie, w przeciwieństwie
do innych dużych polskich miast, większość tego, co ważne, dostępne jest na piechotę. Tu da się funkcjonować bez samochodu,
a ludzie na co dzień spotykają się na kawie. Choć z perspektywy
Warszawy wygląda to jak leserstwo, z tych spotkań bardzo wiele wynika. Zawsze tak to funkcjonowało i nie trzeba było wcale
pokonywać w tym celu dużych dystansów.
To dlatego kiedy Urząd Marszałkowski ogłosił plany budowy miasteczka muzyki wraz z nowym gmachem Filharmonii na zielonych bulwarach Wisły, przy moście Kotlarskim,
protestowałeś. Choć to zaledwie dwa kilometry od Rynku
Jaka jest miara waszego rynkowego doświadczenia?
Głównego, narzekałeś, że to koniec świata.
No tak. Kraków to przecież średniowieczne miasto, którego cenMamy za sobą już ponad pół miliona m kw. powierzchni biurowej,
zarówno zaprojektowanej, jak i tej w budowie, czyli tak zwanej
trum jakimś zrządzeniem losu przetrwało w niezmienionej struksprzedawalnej powierzchni użytkowej. Oddanych do użytku
turze do dziś. Oczywiście w XXI wieku musi spełniać wszystkie
funkcje i potrzeby nowoczesnego, wielkomiejskiego organizmu.
zostało przeszło 250 tysięcy metrów. Ale to znowu są liczby
Nie wyobrażam sobie jednak, aby do Filharmonii jeździć gdzieś
i z punktu widzenia architekta, który patrzy na architekturę wyna Grzegórzki. Taki obiekt powinien znałącznie jako sztukę, to być może rzeczy
Mam
tutaj
wszystko,
co
leźć się ścisłym centrum, tak żeby po konmniej istotne. My podchodzimy jednak
do tego równoważnie. Jesteśmy przecież potrzeba. W Krakowie,
cercie można było swobodnie przejść spaprzedsiębiorstwem architektonicznym.
cerem na Stare Miasto. Wyobraź sobie te
w przeciwieństwie do
Zrobiłem sobie niedawno takie szacunnobliwe pary w strojach galowych wychoinnych
dużych
polskich
kowe przeliczenie, ile swoich pieniędzy
dzące z Filharmonii i jadące tramwajem
nasi klienci powierzyli nam we wszyst- miast, większość tego,
na Stare Miasto. Nierealne.
kich wykonanych projektach w ciągu 25
co ważne, dostępne jest
Z emocją opowiadasz o tłumach wylat działalności biura. Oczywiście zostało
na
piechotę.
Tu
da
się
pełniających hotele przypominające
to nieco uśrednione, ale sumując dość
pałace i sale koncertowe wznoszone
precyzyjnie policzone budżety, wyszło funkcjonować bez saw Las Vegas przez gwiazdy światowej
około 4 mld złotych! To tyle, co roczny mochodu, a ludzie na
architektury. Sam jednak nie projektubudżet Krakowa.
co dzień spotykają się
jesz tak wystawnych budynków. Wasze
realizacje są raczej powściągliwe, miniPrzez okna pracowni, gdzie projektuje- na kawie
malistyczne.
cie dziś nowoczesne biurowce, wdziera
Las Vegas to emanacja cichych i skrytych
się hejnał z wieży Mariackiej. Gdzie nie
spojrzeć, stare styka się ze nowym.
pragnień ludzkiej natury. Ludzie wielokrotNasze biuro mieści się na Starym Mieście, kilka kroków od Rynku
nie wstydzą się do tego publicznie przyznać. Uważają nawet,
Głównego i choć trudno tu zaparkować, nie zdecydowałbym się
że nie jest to w dobrym tonie, a nie wiedzą, że oszukują swoje
instynkty. Dlaczego mimo tego projektujemy inaczej? Ponieważ
na zmianę tego miejsca na żadne, nawet najbardziej nowoczesne
uważam, że dziś na świecie wszystkiego jest za dużo. Ludzie poaluminiowo-szklane biuro gdzieś w luksusowym biurowcu. Nawet jeśli kiedyś przyszłoby nam projektować w najodleglejszych
trzebują ponadczasowych wartości. Nawiązując do nich w swojej
zakątkach świata, to nasze miejsce zawsze będzie tutaj.
architekturze, staramy się dać im poczucie równowagi. Oczywiście architektura powinna uśmiechać się do ludzi, wzbudzać
Dokąd chodzisz na kawę?
w nich pozytywne emocje, a nie tylko wyrażać ambicje czy waNa kawę to ja chodzę do Dymu. Od lat.
leczną naturę architektów, których dążeniem jest, by rzucić świat
na kolana. Jeśli są średnio uzdolnieni, a mimo to czują misyjność
swojego zawodu, to oznacza katastrofę dla przestrzeni.
W przypadku warszawskiego osiedla na Muranowie staraliśmy
się zachować charakterystyczną dla śródmieścia różnorodność.
Zależało nam na podkreśleniu, że miasto to nawarstwienia, pewne wartości żywe w pamięci zbiorowej, w tradycji i przestrzeni,
takie jak chociażby socrealizm, najlepszy okres warszawskiej architektury. Nie chcieliśmy jednak dopuścić do tworzenia kopii,
tylko rozwijać zastane wartości. Z kolei Lusławice, gdzie zrealizowaliśmy Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, to wieś, typowo polski krajobraz, proste budynki, szopy,
stodoły a jednocześnie dworki. Zależało nam na wpisaniu w ten
klimat współczesnej formy i udało się. To ze względu na potrzebę podkreślenia walorów tego otoczenia do budowy użyliśmy
jasnego kamienia i drewna, materiałów kojarzących się z polską
tradycją i z naturą. Z kolei projektując „Szkieletora”, spojrzeliśmy na Kraków jak na miasto eklektyczne, w którym wyraźnie
daje się odczytać wszystkie warstwy historyczne. Nasz projekt
jest tego odbiciem.
Wasze budynki przetrwają próbę czasu?
Sądzę, że tak. Wydaję mi się, że nie są pretensjonalne i odpowiadają potrzebom rynku.
A jeśli potrzeby rynku się zmienią, a funkcje, które dziś pełnią
te budynki, staną się przebrzmiałe?
Działamy na zasadzie dialogu z inwestorami. Naszym zadaniem
jest zaprojektować taki budynek, który zamknie się w rachunku
ekonomicznym. A generalnym mottem jest to, żeby budynki było
proste, przejrzyste, zachowywały porządek przestrzenny i dyscyplinę. Jeżeli jednak nowy właściciel uzna, że budynek już nie pracuje, nie przynosi odpowiednich dochodów, czy nie nadaje się już
do tego aby pełnić swoją pierwotną funkcję i zapadnie racjonalna
decyzja, aby zamienić go na inny, nie będę protestował. Upieranie
się, że coś jest dziełem ponadczasowym i nie można go tknąć,
jest w moim przekonaniu zadufaniem architektów chcących pozostawić po sobie pomniki, niejednokrotnie wątpliwej wartości.
Ty nie chcesz pozostawić po sobie żadnego pomnika?
Oczywiście, że chciałbym, aby coś po mnie pozostało, ale to czym
się zajmuję to rzeczy robione dla ludzi, za ich pieniądze i to oni
mają prawo decydować o losie budynku, a nie wybrana garstka
znawców, którzy uważają się za wyrocznie. Peter Zumthor powiedział kiedyś: „mam prawo wypowiadać się jako mieszkaniec
miasta, ale nie jako architekt, któremu płacą za to, co projektuje
i buduje”. I tego się trzymam.
Fragmenty wywiadu pochodzą z książki „DDJM”,
wydanej przez Agencję Kreatywną Lemon Media.
Marek Dunikowski: Szef Biura Architektonicznego DDJM. W 1998 roku
Dunikowski znalazł się w gronie 25 najbardziej wpływowych Polaków według
tygodnika „Wprost”. Zaliczono go wówczas do „elity architektów wyznaczającej
nowy standard”. W 2004 odebrał Honorową Nagrodę SARP.
14
nieruchomości
www.whatsupmagazine.pl
Najlepszy
w Małopolsce
Budynki zachwycają niebanalną bryłą i ciekawymi rozwiązaniami
architektonicznymi, zaawansowaniem technologii budowlanych
pozostających w służbie tradycji. Dowodzą również, że muzeum
ekscentrycznego reżysera nad Wisłą, galeria czy prywatny dom
na zboczach Gubałówki nie muszą wcale być szablonowe. Mowa
o laureatach architektonicznych nagród Zarządu Województwa
Małopolskiego, który już po raz 8. przyznał Nagrody im. Stanisława Witkiewicza, promujące najlepsze współczesne realizacje
architektoniczne sprzyjające ochronie i kształtowaniu krajobrazu
kulturowego Małopolski.
Po raz pierwszy główna nagroda trafia do Kościeliska (w 2006 r.
wyróżnienie otrzymał budynek jednorodzinny projektu arch.
Krzysztofa Gądka w Witowie-Płazówce w gm. Kościelisko). Tegoroczny laureat, „Dom w Tatrach”, zaprojektowany przez tandem
młodych architektów Jana Karpiela Bułeckę juniora (kontynuatora
tradycji architektonicznych ojca Jana Karpiela Bułecki) i Marcina
Steindla (potomka Wincentego Witosa) z biura Karpiel Steindel,
zauroczył jurorów.
– Wyzwaniem projektowym było pogodzenie pragnień inwestora,
który oczekiwał nowoczesnego budynku, z rygorystycznymi założeniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego,
określającymi sposób nawiązania do tradycyjnej architektury wsi
podhalańskich – tłumaczy Jan Karpiel Bułecka junior.
Główną ideą projektu było opracowanie budynku z wykorzystaniem największego waloru działki – widoku na panoramę Tatr.
W ten sposób powstał koncept całkowicie przeszklonej ściany.
Do jej zrealizowania architekci wykorzystali największe dostępne
tafle szklane, projektując elementy konstrukcyjne okien tak, aby
po rozsunięciu zanikały z pola widzenia.
– Otwarcie wnętrza na południową stronę uzyskano właśnie
poprzez umożliwienie swobodnego rozsuwania szklanych płaszczyzn. Ich skrzydła zamontowano na specjalnych szynach zlicowanych z poziomem podłóg. Efekt potęguje sposób, w jaki
chowana jest jedna z tafli: między ścianę zewnętrzną a pokrycie
elewacyjne – wyjaśnia Marcin Steindel.
Nie pominięto przy tym elementów
charakterystycznych dla zabudowy wsi
podhalańskiej – typowego dachu półszczytowego, rzutu na bazie prostokąta
oraz okapów z drewnianą podbitką. Ostry
kąt nachylenia, daleko wysunięte okapy
oraz podparcie części poddasza na trzech
odchylonych od pionu słupach sprawiły,
że zadaszenie stało się pełnym ekspresji
akcentem budynku. Dach zdaje się „lewitować” nad podstawą. Było to możliwe dzięki
zastosowaniu nowoczesnych technologii budowlanych, których
nie widać gołym okiem.
– Bryła domu stanowi jeden spójny element konstrukcyjny. To
nietypowe rozwiązanie zastosowane w projekcie „Domu w Tatrach” dało wrażenie lekkości formy i pozwoliło na wykorzystanie
dużych przeszkleń o długości 12 metrów, pozbawionych widocznych barier – podkreśla główny konstruktor Mariusz Stanisz
z firmy Galistra Sp. z o.o.
Wszystko to dostrzegli i docenili jurorzy Nagrody im. Stanisława
Witkiewicza, przyznając budynkowi „Dom w Tatrach” pierwsze
miejsce w kategorii budynków mieszkaniowych. – Znaczenie
dobrej architektury jest nie do przecenia. Pozwala nie tylko odmienić nieatrakcyjny teren, podnosząc znacznie jego wartość,
ale też nadać nowe funkcje istniejącym budynkom. Dlatego też
co roku wyróżniamy nagrodą Witkiewicza te realizacje architektoniczne, które nie tylko zachwycają, ale też spełniają ważną
rolę – kształtują nasz kulturalny krajobraz, chroniąc to, co jest
w nim najcenniejsze – mówi Leszek Zegzda, członek Zarządu
Województwa Małopolskiego.
Dawid Hajok
Nagroda im. Witkiewicza
Przyznana jest w trzech kategoriach. Wśród budynków architektury użyteczności
publicznej pierwsze miejsce na podium zajęły ex aequo dwa obiekty z Krakowa:
budynek Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora CRICOTEKA (autor:
IQ2 Konsorcjum: nsMoonStudio Sp. z o.o. i Wizja Sp. z o.o., inwestor: Cricoteka)
i Galeria Europa – Daleki Wschód (autor: K. Ingarden, J. Ewý – Architekci Sp.
z o.o., inwestor: Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”). W kategorii
„Przestrzeń publiczna” zdecydowano jedynie o przyznaniu wyróżnienia.
Otrzymała je platforma widokowa w Woli Kroguleckiej (autor: 55 Architekci S.C.
Wojciech Świątek i Anna Szewczyk-Świątek, inwestor: Gmina Stary Sącz) na
szlaku pieszym na Makowicę, skąd podziwiać można Dolinę Popradu. Nagroda
Województwa Małopolskiego im. Stanisława Witkiewicza zostanie wręczona
podczas uroczystej gali, która odbędzie się 16 września w Ośrodku Dokumentacji
Sztuki Tadeusza Kantora cricoteka.
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
Po raz pierwszy w szesnastoletniej historii architektonicznej Nagrody im. Stanisława Witkiewicza przyznawanej
przez władze województwa małopolskiego, główna nagroda za najlepszą współczesną architekturę mieszkaniową
trafia na Podhale, a dokładnie na zbocza Gubałówki.
reklama
www.praca.arvato.pl
If you are looking for a great job
and a great company, join us – arvato
is the place to grow your career!
In Krakow, arvato works in cooperation with
the world’s leading search engine provider
in a fun and energetic office space.
[email protected]
we are located
at Quattro Business Park
Arvato Krakow
#JobForReal
Real
atmosphere
Real
development
Real
satisfaction
Real
job
16
z miasta
www.whatsupmagazine.pl
Wolniej
czyli
szybciej
Dyskusja o ruchu samochodów w Krakowie powinna
toczyć się codziennie, aby pewne prawdy stały się oczywiste. Tym bardziej, że przy okazji decyzji o obniżeniu
dopuszczalnej prędkości na Alejach Trzech Wieszczów
znów okazało się, że kierowcy żyją wieloma mitami.
Kiedy na przełomie czerwca i lipca tego roku rozpoczęła się rozmowa o obniżeniu od września dopuszczalnej prędkości na Alejach Trzech Wieszczów, skonstatowałem, że nie wiedziałem, jak
szybko można się było dotąd poruszać legalnie po Alejach. Niby
ulica dwupasmowa, rozdzielona pasem zieleni, ale do głowy mi
nie przyszło, że można było tam jeździć szybciej niż 50 km/godz.
50 km/godz. to najpopularniejsza prędkość dopuszczalna na terenie zabudowanym. Aleje to zaś centrum miasta, ścisłe centrum,
a nie dość odległa od zabudowy ul. Opolska. Niejako oczywiste
było więc, że po Alejach jeździć powinno się 50 km/godz. To, jak
naprawdę jeździliśmy, było już tylko konsekwencją dostosowania
się do innych uczestników ruchu i do przepustowości skrzyżowań
(z ręką na sercu trzeba przyznać, że nikt się żadnymi ograniczeniami nie przejmował).
Wszyscy jesteśmy ekspertami?
Na wieść o obniżeniu prędkości na Alejach tradycyjnie zawrzało.
– Znów zabierają coś kierowcom, znów wolność została ograniczona – w tym duchu protestowano na portalach społecznościowych, na spotkaniach konsultacyjnych, w czasie rozmów
z radnymi. Mało kto potrafił przy tym z zimną głową zabrać się
za sprawdzanie faktów. A te są obezwładniające.
Odległość z wiaduktu nad torami kolejowymi do ronda Grunwaldzkiego to 4 km. Jadąc nieustannie z prędkością 50 km/godz.,
pokonamy ten odcinek w 4 minuty i 48 sekund. Gdyby udało się
nam przejechać go z prędkością 70 km/godz. (z taką prędkością
można się było najszybciej poruszać na Alejach) trasę pokonalibyśmy w 3 minuty i 25 sekund. Co właściwie postanowiły zabrać
władze Krakowa? Minutę i 20 sekund? Przecież taki przejazd
możliwy jest właściwie wyłącznie w środku nocy. W pozostałych
porach stoimy w korku, który sprawia, że nikt nawet nie zastanawia się jakie na Alejach obowiązuje ograniczenie.
Ściganie się po Alejach daje jedną minutę, może dwie, oszczędmoście Dębnickim – przeciwnicy rozwiązania bardzo często
ności, za to radykalnie podnosi koszty środowiskowe. Nie warstraszą (nie za bardzo wiadomo, na jakiej podstawie) że na tato się przejmować? Najłatwiej odczuwalnym wpływem spadku
kim przejściu będą ginąć ludzie. Na podstawie badań wiemy, że
ryzyko śmierci pieszego uderzonego przez samochód osobowy
prędkości pojazdów dla otoczenia jest spadek poziomu hałasu.
poruszający się z prędkością 70 km/godz. jest znacznie wyższe,
Urzędnicy w Krakowie wiedzą to choćby dzięki pomiarom, któniż gdy auto porusza się z prędkością 50 km/godz. Przy potrącerych dokonali przy Plantach przed i po wprowadzeniu ruchu
niu pieszego przez samochód jadący z prędkością 70 km/godz.
jednokierunkowego. Przy Alejach mieszkają tysiące ludzi i jednym
z ich kłopotów jest hałas. A trzeba pamiętać, że nocą, gdy najbarginie 40 na 100 potrąconych. Jeśli do potrącenia dojdzie przy
dziej potrzebują ciszy, prędkość aut i szum opon były najwyższe
prędkości 50 km/godz., ginie 8 na 100 pieszych. Robi wrażenie,
– ograniczenie ma więc sens.
nieprawdaż? To m.in. te dane spowodowały, że na całym świecie
obniżono dopuszczalną prędkość na terenie zabudowanym z 60
Uspokojenie ruchu ma też pozytywny wpływ na wielkość emido 50 km/godz. – statystycznie podniosło to szansę na przeżycie
sji zanieczyszczeń, szczególnie na ograniczenie pyłów. Z badań
potrąconego o ponad połowę.
Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że nawet połowa pyłów
Jeśli te argumenty wciąż nie wystarczają, warto zastanowić się,
wznoszonych do powietrza przez pojazdy to starte opony czy
klocki hamulcowe. Im bardziej płynna jazda, im
czym różni się ul. Dietla od
Alej. Na Dietla obowiązuje
mniej przyspieszania i hamowania, tym mniej
Uspokojenie
ruchu
ma
zanieczyszczeń. Im niższe obroty silnika, tym
ograniczenie do 50 km/godz.,
mniej spalin.
zaś obie ulice nie różnią się
też pozytywny wpływ
wiele, jeśli chodzi o intensywna wielkość emisji zaność ruchu.
To działa
Korzyści z szybkiej jazdy to
nieczyszczeń, szczenajwyżej minuta. Co można
Paryż w dniach kryzysowego zanieczyszczególnie na ograniczezrobić w minutę? Spędzając
nia powietrza (w Krakowie obowiązywałby
ją w wolniej jadącym aucie,
one przez połowę roku) ogłasza ograniczenia
nie pyłów. Z badań
prędkości i m.in. dzięki temu zbija poziom zamożna wpływać na mniejsze
Uniwersytetu Warnieczyszczeń. Na marginesie, Paryż podchodzi
zanieczyszczenie powietrza
coraz bardziej restrykcyjnie do ruchu samocho(co roku z tego powodu umieszawskiego wynika, że
dowego, wyłączając z ruchu aut kolejne ulice
ra przedwcześnie 400 osób
nawet połowa pyłów
w Krakowie), wielokrotnie
lub – jak niedawno – ogłaszając zakaz ruchu
wznoszonych do popodnieść szansę przeżycia
samochodów wyprodukowanych przed 1997 r.
pieszego, który wtargnie na
Przy ograniczonej prędkości łatwiej zawietrza przez pojazdy
chować płynność jazdy. Wieloletnie dojezdnię, zadbać o komfort żyto
starte
opony
czy
świadczenia inżynierów dowodzą rówcia ludzi mieszkających przy
nież, że kiedy samochody poruszają się
Alejach. Można dołożyć swoją
klocki hamulcowe
z prędkościami w przedziale 30–50 km/
malutką cegiełkę, na takich sa/godz. najłatwiej zachować płynność ruchu,
mych zasadach, jak dokładamy
a przez skrzyżowania przejeżdża więcej samoją, głosując – każde pojedynchodów, niż gdy taka sama kolumna aut jedzie z prędkością np. 70
cze zachowanie ma znaczenie i może wpłynąć na rzeczywistość.
km/godz. Paradoks przestaje nim być, gdy zwrócimy uwagę, jaki
Władze Krakowa zmian zarządzaniu miejskim transportem dokodystans trzymamy od następnego auta, kiedy jedziemy szybciej,
nują niespiesznie, ale dość konsekwentnie. Teraz zabierają się za
a jaki, gdy jedziemy wolniej. Przestajemy się też dziwić, gdy przyjuświadamianie, że dokończenie obwodnicy miasta (ostatnio pojarzymy się, co dzieje się, kiedy ktoś na czele szybkiego peletonu
wiła się szansa, że uda się to do roku 2023) nie rozwiąże bolączek
aut gwałtownie zahamuje, a jak wygląda zachowanie wolniej
komunikacyjnych. Żeby zmniejszyć smog i korki trzeba po prostu
jadącej grupy w takiej sytuacji. W tym pierwszym przypadku
zrezygnować z aut. Po tych wakacjach mamy więc doświadczyć
dużo częściej dochodzi do całkowitego zatrzymania kolumny. Ot,
od lat odkładanego zwiększenia częstotliwości przejazdów kocała tajemnica: szybsza jazda w mieście to zwykle więcej ostrych
munikacji publicznej; nikt nie zrezygnuje z samochodu, nie mając
hamowań i ostrego przyspieszania. Czyli więcej zanieczyszczeń.
komfortowej alternatywy, niezależnie od tego, jak szybko może
nim jeździć. A przecież w ciągu dnia na Alejach nie ma mowy
o „zaoszczędzeniu minuty”.
Śmiertelnie poważne dane
Bartosz Piłat
Jest jeszcze jedna grupa danych, która pokazuje sens obniżenia
prędkości. Bardzo interesujących danych choćby w kontekście
dyskusji dotyczących przywrócenia przejścia dla pieszych na
dbamy o ciebie
Wrzesień 2016
Weź gumę i ćwicz
– Jeśli nie jest łatwo, to znaczy, że warto – mówi Kuba Podgórski z Fitness Platinium®, twórca systemu treningowego
Group Training, którego można spróbować w każdym z dwunastu klubów krakowskiej sieci.
piotr banasik: O treningu funkcjonalnym i stworzonym
przez Ciebie systemie GT wiem niewiele, dlatego poproszę
o wykład od początku.
kuba podgórski: Program Group Training to jeden z wielu
rodzajów treningów dostępnych w sieci Platinium. Na ich tle wyróżnia go jednak nie tylko sprzęt – czyli gumy o różnej gęstości,
ale także budowa całego systemu i poszczególnych jednostek treningowych, szczegółowo opracowanych, analizowanych i testowanych, zanim jeszcze staną się częścią programu oferowanego
klubowiczom. Taki trójstopniowy research i jasno sprecyzowany
plan zajęć jest przez naszych klientów bardzo wysoko oceniany,
przede wszystkim ze względu na efekty, jakie przynosi.
Jak Group Training wygląda w praktyce?
W ramach Group Training mamy siedem różnych obszarów, które realizowane są w poszczególne dni tygodnia: w poniedziałki
– siła (strenght), we wtorki – moc (power), w środy – kwestie
stabilizacyjne (core), następnie compact, realizujący wszystkie
powyższe w formie lokomocyjnej. W piątek następuje workout,
czyli podsumowanie tygodnia, będące realizacją wszystkich poznanych technik. W weekend odbywają się programy prozdrowotne, których celem jest regeneracja organizmu i zwiększenie
rozciągliwości mięśni.
Każdy trening GT jest niezależny w swojej budowie i – chociaż
cały dwutygodniowy mikrocykl skupia się każdego dnia na innym
obszarze motoryki – to można przystąpić do niego w dowolnym
momencie i wybierać poszczególne elementy, nad którymi chcemy pracować.
Co daje taka szczegółowość? Czy nie lepiej
przyjść na siłownię, skorzystać z bieżni,
sztangi lub innych dostępnych przyrządów
stosownie do swoich potrzeb?
W systemie GT każde z zajęć są dostosowane
do możliwości uczestników – czy to przez dobór odpowiednich ćwiczeń, skupiających się
na konkretnych partiach ciała lub określonych
możliwościach motorycznych, czy to przez dobór gum treningowych o odpowiedniej gęstości.
To prawda, że trening jest wymagający – ale na
równi z tym dbamy także o skalowanie każdego ćwiczenia, czyli dostosowanie go do potrzeb
grupy. Dzięki temu większość osób świetnie
sobie z Group Training poradzi, nawet jeśli aktywność fizyczną podejmuje relatywnie rzadko.
17
się uzupełniają. Każdy trening jest dobry, jeśli jest bezpieczny,
a w przypadku GT jest to gwarantowane dzięki szczegółowemu
planowaniu i opiece trenera. Każdy trener GT – a jest ich już
ponad dwudziestu w samym Krakowie – pracuje według ustalonych schematów, które pozwalają w jak największym stopniu
dostosować się do ćwiczących, zmotywować ich i zadbać o ich
bezpieczeństwo.
Jeśli ktoś szuka przemyślanych rozwiązań, analizowanych i udoskonalanych, znajdzie je tutaj. Group Training kładzie nacisk nie
tylko na kwestie estetyczne, ale także na podniesienie sprawności
ogólnej: siły czy motoryki. To trening dość wymagający, ale jego
efekty są widoczne dość szybko.
Czy codzienne korzystanie z gum nie nudzi się zbyt łatwo?
Na treningach nie ma znużenia, bo cały program zmienia się co
dwa tygodnie, dzięki czemu za każdym razem uczymy się nowych
technik i nowych wzorców ruchowych. Tłumy klubowiczów na
treningach pozwalają przypuszczać, że nasze gumy jeszcze się
im nie znudziły.
Rozmawiał Piotr Banasik
To coś dla mnie, bo ostatnio długie godziny
spędzam za biurkiem, jak pewnie większość
naszych Czytelników. Dlaczego powinniśmy
przyjść do ciebie, a nie wybrać rower czy basen?
Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego,
a wszystkie formy aktywności znakomicie
Group
Training
to jeden z wielu
rodzajów treningów
dostępnych w sieci
Fitness Platinium®
Nowe protezy, wsparcie rehabilitacyjne i psychologiczne dla
osób po amputacjach, a przede wszystkim radość beneficjentów z tego, że tak wiele osób chce im pomóc – to wszystko
udało się osiągnąć dzięki biegaczom, partnerom i sponsorom
V, jubileuszowej edycji Poland Business Run.
Na co dzień pracują w różnych, często konkurencyjnych firmach.
Programują, testują, przeprowadzają analizy finansowe, obsługują klientów. Niektórzy są doświadczonymi managerami, a inni
dopiero zaczynają karierę zawodową. Jednak w tym wyjątkowym
dniu wszyscy ramię w ramię stanęli na starcie, aby pomóc osobom, które w wyniku różnych nieszczęśliwych zrządzeń losu
musiały poddać się amputacji. Zrobili to w siedmiu miastach
w Polsce, ale to w Krakowie bieg ma najdłuższe tradycje i jest
organizowany na największą skalę.
Najszybciej zapełniająca się lista biegaczy w Polsce
Już same zapisy do tegorocznej edycji Kraków Business Run
wymagały od zawodników nie lada refleksu – limit miejsc wyczerpał się w niespełna 15 minut! Szczęśliwcy, którym udało się
zapisać swoje drużyny, rozpoczęli treningi, aby w jak najlepszej
formie stanąć na starcie 4 września. Wspólne przygotowania
przyniosły wiele korzyści. Pracownicy różnych działów mieli
szansę lepiej się poznać. Zawiązały się przyjaźnie i budowała
atmosfera współpracy. Co więcej, biegacze zdobywali też nowe
kompetencje, sprawdzali się w nieoczekiwanych
rolach – finansiści zamieniali się w organizatorów wydarzeń, informatycy przygotowywali
plakaty, a managerowie angażowali się w działania promocyjne. Wszystko po to, żeby pomóc
jak największej liczbie beneficjentów.
Jednak udział w Poland Business Run integruje
nie tylko zespoły; sektor biznesowy i społeczność lokalna również mają dzięki biegowi szansę
fot. Piotr Banasik
Pracownicy krakowskich
firm spisali się na medal
współpracować szerzej niż zwykle. W organizację największego
sztafetowego biegu biznesowego włączyły się firmy, które na
czas trwania przygotowań zapomniały o rywalizacji i połączyły
siły w szczytnym celu. Specjaliści z firm pracowali na sukces
inicjatywy wspólnie z przedstawicielami miasta i organizacji
pozarządowych. Nie miało znaczenia, kto jest kim: w Poland Business Run wszyscy zaangażowali się tak samo, czyli całym sercem.
Jubileuszowa edycja sukcesem wszystkich biegaczy, organizatorów, sponsorów i partnerów. To dzięki nim – biegaczom, organizatorom, sponsorom i partnerom – mogła się odbyć już piąta
edycja Poland Business Run w Krakowie. „To dla nas bardzo ważne
widzieć, że z każdym rokiem w naszą inicjatywę angażuje się coraz więcej pracowników. Dziękujemy! Jubileuszowa edycja Poland
Business Run jest waszą zasługą. Nasz wspólny sukces postawi
na nogi kolejne osoby, które będą mogły wrócić do normalnego
życia i realizować swoje marzenia” – powiedziała Agnieszka Pleti,
prezes Fundacji Poland Business Run organizującej bieg. Fundusze
zebrane w tegorocznej edycji w Krakowie pozwolą na sfinansowanie nowoczesnych protez, wsparcia rehabilitacyjnego i pomoc
psychologiczną dla podopiecznych Fundacji Jaśka Meli Poza Horyzonty oraz Stowarzyszenia Wspierania Onkologii Unicorn.
18
siesta
www.whatsupmagazine.pl
BURSZTYNY
po litewsku
Elegancka jak wileńska starówka, dzika
jak druskiennickie puszcze, morska jak
Kurońska. Przed wami Litwa.
Turyści czas spędzają głównie w centrum starówki, przy Didžioji.
Didžioji ma kształt trójkąta. Otaczają go wytworne kamienice inAle życie tętni też na ulicach Pilies, Vokiečių czy prowadzących
krustowane drogimi restauracjami i witrynami modnych sklepów.
przy wileńskim uniwersytecie do katedry zaułkach – tam znajGwarno jak na krakowskim Rynku Głównym. Bogate mieszczaństwo wieczorami przyjeżdża tu BMW, mercedesami, porsche na
dziemy sporo studenckich pubów i klubów. Niezwykły klimat ma
kieliszek wina lub kufel piwa Švyturys. W sercu litewskiej stolicy
położona za rzeką Wilnią artystyczna dzielnica Užupio (Zarzecze)
z pnącymi się w górę brukowanymi zaułkami. Jej mieszkańcy
– Wilnie – czuć wielki świat. Jakby kraj, który jeszcze ćwierć wieku
ukochali ją tak bardzo, że nazywają ją „samodzielną republiką
temu tkwił w rozsypującym się Związku Radzieckim, chciał raz na
Užupio”. Z kolei bliżej tak ważnej dla Polaków Ostrej Bramy
zawsze skończyć z komunistyczną przeszłością i odważnie piąć
nat-kniecie się na większą liczbę eleganckich restauracji, winiarni
się ku zachodnim wzorcom. Siedzimy w Kitchen, szalenie modnej
i stylowych piwiarni, modnych zwłaszcza wśród
restauracji na pierwszym piętrze jednej z reprezentacyjnych kamienic przy Didžioji. Jemy
Niemców i Skandynawów zajadających typoryby i owoce morza we wszechobecnym tu stylu
we litewskie jedzenie: cepeliny (pyzy z tartych
fusion – łączącym litewską tradycję, bałtyckie
ziemniaków), kugel (babka ziemniaczana) czy
dojazd
smaki, skandynawski minimalizm i wschodnią
chłodnik z botwinki i ogórków.
lot:
duszę.
Z Wilna jedziemy do Troków, idealnego miejsca,
do Warszawy a stamtąd samoloty
Wilno: świeżo odremontowane fasady, równo
by spędzić dzień wśród jezior, rozlewisk, trzcin,
LOT bezpośrednio do Wilna, tańsza
zamków i pałaców wyłaniających się z tafli wody
przystrzyżone klomby, eleganckie witryny, zaopcja Air Baltic z przesiadką w Ryjak na pocztówkach z francuskiej doliny Loary.
dbane chodniki, czystość. Nieco wschodni urok
dze.
Malowniczy zamek księcia Witolda górujący od
łagodnych kształtów kościołów, cebulastych
BUS: z Warszawy autokarem Lux
Express, cztery połączenia dziennie
wieków (obecnie zrekonstruowany) nad trocwież cerkwi, brył budynków charakterystyczz przystanku
przy
Dworcu
Centralkimi zabudowaniami to symbol współczesnej
nych dla tak wielu epok – baroku, klasycyzmu,
nym, czas: 8 godz. 20 min, cena:
moderny. Do tego zarówno przykłady świetnej,
Litwy – powielany w setkach wizerunków na
40–70 zł.
pamiątkowych obrazkach czy bibelotach. Orynowoczesnej architektury, jak i małe, pocieszne
samochodem:
ginalnie Troki to osada Karaimów – pochodzącej
domki jakby przeniesione z sielskich wsi Wileń760 km przez Warszawę i Augustów,
a następnie
przejście
graniczne
przy
z Krymu mniejszości tureckiej wyznającej religię
szczyzny. I kilka dzielnic, które wciąż przypomilitewskim Lazdijaj, czas: ok. 10 gonają o czasach ZSRR. Jednak serce miasta bije
opartą na Starym Testamencie. Karaimskie budzin, cena paliwa: ok. 200 zł w jedw rytmie stolic z zachodu Europy.
dynki w Trokach to miks wschodniej myśli arną stronę (4,5 zł/l, spalanie na trasie
chitektonicznej ze słowiańskimi wzorcami, a ich
6l/100 km).
kuchnia to atrakcja sama w sobie. Trockie popodojazd do neringi – mierzei kułudnie spędzone na spacerze po karaimskiej wsi,
rońskiej:
rejsie łódką po jeziorach, degustacji karaimskich
Z Wilna 300 km przez Kowno i Kłajrarytasów zapada na długo w pamięć.
pedę w kierunku na zachód autoLitwa to jednak nie tylko Wilno i Troki, a także
stradą A1.
malownicze krajobrazy Kowieńszczyzny, sielskie lasy uzdrowiskowych Druskiennik, okolice Šiauliai i Góra Krzyży z zadziwiającymi konstrukcjami z tysięcy krzyży przywożonych latami przez
pielgrzymów, aż po piaszczyste plaże. Zwróćcie uwagę zwłaszcza
na Połągę, nazywaną „nadmorskim Zakopanem”, która od wielu
lat cieszy się opinią jednego z najbardziej eleganckich kurortów
nad Bałtykiem. Pełna ekskluzywnych willi, parków, pomników,
fontann, nadbrzeżnych promenad i wykwintnych restauracji,
latem wypełniona jest tłumem turystów. Ale w okolicach wiosny
czy wczesnej jesieni nabiera dodatkowego uroku. Przejdźcie się
główną aleją Basanavičiusa w kierunku morza, aż do fantastycznego molo wbijającego się głęboko w chłodne fale.
Nieco na południe traficie do portowej Kłajpedy – może nie tak
uroczego miasta jak połącka koleżanka, ale wciąż z ciekawą, hanzeatycką architekturą. Z miasta udajcie się na południe. Przed
wami litewska... laguna, cieniutki, obmywany morzem z obu stron
pasek piaszczystej przestrzeni, z prowadzącą doń tylko jedną
drogą z kierunku Kłajpedy aż po kaliningradzką granicę Rosji. Ta
droga, tnąca wąski przesmyk pod nazwą Mierzeja Kurońska na
dwie jeszcze węższe połówki, przypomina nieco główną szosę
prowadzącą na Hel. Na tym jednak podobieństwa się kończą –
Curonian Lagoon (zwana również potocznie Neringą) to z jednej
strony niemal saharyjskie, piaszczyste krajobrazy, z drugiej – morskie pejzaże oraz panorama na zalew. Do tego przypominająca
skandynawską architektura, elegancja, szyk i spokój, którego tak
bardzo brakuje w sezonie na Półwyspie Helskim.
Mierzeja Kurońska to zaledwie cztery osady (Juodkrantė, Pervalka, Preila i końcowa Nida) odseparowane od Bałtyku gęstym
iglastym lasem i wyjątkowo pięknymi wydmami. Neringa to oaza
spokoju, zwłaszcza w uroczych alejkach Juodkrantė czy Nidy,
gdzie w kolorowych domkach otwierają się restauracje serwujące
wspaniałe rybne specjały na światowym poziomie.
Neringa to również stolica litewskiego bursztynu oraz miejsce
niezmąconej przyrody, m.in. rezerwatu kormoranów nieopodal
Juodkrantė. Znajdziecie tam piaszczyste plaże pozbawione rozwrzeszczanych hord turystów, zaciszne zatoczki, łagodne łuki
wybrzeża, wszechobecny zapach jodu i bałtyckich sosen. Jeśli
więc szukacie obrazu Bałtyku jak z marzeń, jedźcie na litewską
lagunę. Zwłaszcza, że usytuowana jest tak sprytnie, że omijając
trudny w transferze obszar rosyjskiej enklawy w Kaliningradzie
i tak ciekawiej nam jechać przez Wilno i Kowno. I poznać ten kraj
pełen orzeźwiających kontrastów.
Rafał Romanowski
reklama
20
siesta
www.whatsupmagazine.pl
K
„Zapraszam na przejażdżkę”,
„I invite you” – to chyba najczęściej słyszane na Rynku słowa,
zachęcające do wspięcia się na
dorożkę i zwiedzania Krakowa
z „końskiej” perspektywy. Warto jednak wyjść poza centrum
i siąść bezpośrednio na końskim
grzbiecie, by podziwiać miasto
(i całą Małopolskę) stępa albo
w kłusie.
NIE
po betonie
głośno dyskutuje się o tym, czy konie nie powinny – szczególnie
w letnie miesiące – stać w bardziej zacienionym miejscu.
Fiakry pozostawały w orbicie zainteresowań miejskich włodarzy
już od dawna – wydany na początku XX wieku przepis regulował
ich maksymalną prędkość jako 167 metrów na minutę, czyli około
dziesięciu kilometrów na godzinę. To tempo odpowiadające tym,
którzy konia mylą z koniakiem, a rum – z rumakiem. Wszystkich,
którzy chcieliby nieco więcej adrenaliny, polecamy siodło.
przejażdżkę.
– Polubiłyśmy się od razu, choć pełne „okiełznanie” klaczy wymaga setek godzin jazdy – dodaje Monika. – Pewne ćwiczenia będzie
można wykonywać już po kilku dniach, ale może się okazać,
że dopiero po roku będziesz umiał wykorzystać instynkt konia,
będąc dla niego przewodnikiem i nauczycielem. Czy, w zasadzie,
będziecie uczyć się siebie wzajemnie – śmieje się miłośniczka
jazdy konnej.
Potwierdza to instruktorka z KJK „Mustang”: – Jazda konna jest
dla osób, lubiących obcowanie i z naturą, i ze zwierzętami. Nawet
osoby, które na początku się boją bardzo dużego zwierzęcia,
z biegiem czasu przekonują się do swojego konia i zaczynają czerpać przyjemność z czasu spędzonego na grzbiecie czy w stajni –
zauważa Iwona Berżowska. Dodajmy: zwłaszcza w profesjonalnej
szkole jazdy, gdzie odpowiednio wyszkolone konie pomagają
szybko przełamać strach.
Nie tylko po betonie
Koń, jaki jest, każdy widzi
Prawdziwą „końską” wolność można poczuć zwłaszcza podczas
Rada dla tych, którzy nigdy nie jeździli konno, jest nad wyraz
jazdy w terenie. – Oprócz dwóch sporych ujeżdżalni dysponuprosta. – Trzeba podjąć decyzję, wygospodarować trochę czasu,
jemy dziesięciohektarową łąką, na której bez problemu można
zadzwonić i przyjść do nas – zdradza Iwona Berżowska z Klubu
wejść w galop, czyli to, co jeźdźcy lubią najbardziej – opowiada
szefowa „Mustanga”. – Ale nawet tak duży obszar nie jest w staJazdy Konnej „Mustang” z Woli Justowskiej, czynna zawodniczka.
Na początek nie trzeba specjalistycznenie zastąpić swobodnej jazdy terego sprzętu – pełne wyposażenie konia
nowej – dodaje Iwona Berżowska.
Jazda konna nie tylko
znajdzie się w każdej stadninie, tak jak
Kiedyś na Woli Justowskiej jej klub
działa odstresowująi kask dla jeźdźca, któremu przydadzą się
sąsiadował z Akademickim Kluponadto wygodne spodnie i pełne buty
bem Jeździeckim oraz Krakowskim
co. Jej terapeutyczne
na gładkiej podeszwie – najlepiej za kostKlubem Jazdy Konnej; dziś pozowłaściwości zwiękkę. Doświadczeni instruktorzy pomogą
stał sam, a i liczba tras znacznie się
zacząć przygodę na końskim grzbiecie.
zmniejszyła. Chociaż – jak podają
szają pewność siebie,
dane PTTK – pod jego egidą znajDlaczego warto spróbować? – Jazda konkształtują odpowiena to sport, a sport to zdrowie – tłumaduje się ponad 2 tys. kilometrów
czy trenerka z „Mustanga”. Jazda konna
konnych szlaków turystycznych
dzialność, rozwijają
stymuluje niemal wszystkie mięśnie
w całej Polsce, to w samym Krakompetencje
społeczne
człowieka, poprawia ogólną kondycję
kowie ciężko wyjechać w teren.
– Kiedyś trasa konna była w Lasku
i kształtuje prawidłową postawę ciała.
Przy okazji poprawia wydolność serca i obniża ciśnienie tętnicze.
Wolskim, ale dziś zarosła, bo koni jest mniej, i trudno już tam
– Oprócz lepszej kondycji i ładniejszej figury jazda konna wpływa
jeździć – opowiada instruktorka. Nieco inny problem dotyczy
na sferę psychiczną człowieka, zwłaszcza po ciężkim dniu pracy –
końskiego szlaku w kierunku Balic, na którym prywatni właściciele
dodaje Iwona Berżowska. – Jeźdźcy często przychodzą do stajni,
pogrodzili działki i trzeba kluczyć lub jeździć po ulicach. – Aby pożeby po prostu pobyć z koniem, poczuć jego ciepło, wyczyścić go
jeździć po terenie, najlepiej pojechać do ośrodków pod Krakowem
czy zabrać na spacer. To pozwala im zapomnieć o stresie i zaznać
– dodaje trenerka. Dokąd?
chwili relaksu.
Ciekawe są okolice Michałowic, rozległy obszar w pobliżu AlwerJazda konna nie tylko działa odstresowująco. Jej terapeutyczne
ni czy pustynia Błędowska. Jurajskim Szlakiem Konnym można
dojechać z okolic Zabierzowa (Stadnina Koni Huculskich w Niewłaściwości zwiększają pewność siebie (jeśli potrafię zapanować na ogromnym zwierzęciem, to przecież mogę dużo więcej!),
lepicach) aż pod Częstochowę. Wiele krótszych i dłuższych – nakształtują odpowiedzialność, rozwijają kompetencje społeczne
wet kilkudniowych – szlaków ulokowano w południowej części
– współdziałanie w grupie czy poczucie obowiązku. Specjaliwojewództwa małopolskiego (choćby Szlak Babiogórski), jednak
ści zalecają jazdę konną, przyjmującą formę hipoterapii, także
ze względu na górzysty charakter terenu ich pokonanie może
w przypadku zaburzeń emocjonalnych oraz niedostosowania
być sporym wyzwaniem. W samym Krakowie, niestety, pozostaje
społecznego. Współpraca z koniem pozwala lepiej zrozumieć
jazda po ulicach.
też własne ciało, co nie tylko odpręża, ale w dłuższej perspektywie
– W mieście jest już ponad sto pięćdziesiąt kilometrów tras rowedaje szansę na lepszą współpracę z otoczeniem.
rowych. Może pora pomyśleć o jakiejś trasie dla koniarzy? – pyta
Iwona Berżowska. Oczywiście retorycznie.
fot. KJK „Mustang”
Mniej lub bardziej wystawne dorożki, karety, powozy, fiakry, kariolki i inne dyliżanse łączą się z Krakowem już od wieków, przybierając różnego rodzaju formy, kształty i wielkości. Z biegiem
czasu zmieniła się tylko ich funkcja – z codziennego, wytwornego
lub całkiem prozaicznego środka transportu stała się niecodzienną atrakcją, docenianą zwłaszcza przez zagranicznych turystów.
Nic to dziwnego – krótka przejażdżka wokół Rynku to koszt ponad stu złotych, zaś dalsze trasy – na Wawel czy Kazimierz – mogą
nadwerężyć portfel jeszcze bardziej.
Dorożki – na mocy miejskiego zarządzenia – można zastać obok
bazyliki Mariackiej lub też na północnej pierzei Rynku, nazywanej
historycznie linią A–B. W latach 1882–1901 przez Rynek przebiegała pierwsza w Krakowie linia tramwaju konnego, więc tradycja ta jest jak najbardziej uzasadniona. Choć dziś coraz częściej
Zrozumieć konia
– Koń jest często dużo bardziej rozumny niż człowiek – opowiada
Monika, szefowa działu HR w jednej z krakowskich korporacji.
Jazdę konną uprawia od 15 lat, dlatego przeszła wszystkie etapy
– od lonży z instruktorem po samotne wypady w pagórkowaty,
dziki teren. W podkrakowskiej stadninie trzyma swoją klacz, którą
odwiedza co drugi–trzeci dzień. Zwykle kończy się na jeździe
po padoku, choć raz na jakiś czas stara się zabrać konia na dłuższą
Piotr Banasik
wokół stołu
21
fot. Michał Ziębowicz
Wrzesień 2016
SABABA
znaczy
WSPANIALE
To miejsce tętni zupełnie innym rytmem niż reszta Kazimierza.
W głośnikach Bliski Wschód miesza się z funkiem, a przy barze można
dostać zapadające w pamięć koktajle.
Po bruku pobliskiej Szerokiej spacerują amerykańskie i izraelskie wycieczki, Miodową tną bzyczące meleksy. Nieważne czy
wejdziesz przez malowniczy ogródek Hamsy od Miodowej, czy
wybierzesz chłodną bramę od Szerokiej, wylądujesz w innym
świecie. Kilka drewnianych schodów i wkraczasz do miejsca, gdzie
masz poczuć się po prostu wspaniale.
Sababa to hebrajskie słowo o samych pozytywnych konotacjach.
Pojawia się na ustach Izraelczyków, gdy chcą podkreślić, że coś im
się podoba. Krakowska Sababa chce wypełnić to słowo nowymi
znaczeniami. – Przede wszystkim jesteśmy koktajl klubem – uściśla Marcin „Makiato” Wójciak, manager klubu. – Przekraczasz
nasze drzwi, by dobrze się bawić.
Wnętrze Sababy to cztery odrębne światy. Od wychodzącego na
ulicę Szeroką kameralnego pomieszczenia przywodzącego na
myśl wnętrza klubu dżentelmeńskiego, w którym stoją wygodne
fotele obite połyskliwym pluszem, po okazałą salę z DJ-ką i siedmiometrowym surowym barem, za którym wiszą wytrawiane
kwasem lustra. Rozejrzyjcie się uważnie, bo nastrój Sababy budują pieczołowicie dobrane detale: niecodzienne lampy z kłębów
miedzianego drutu, czy ażurowe „arrasy” nawiązujące do motywów bliskowschodnich dywanów czy mozaik.
Zarówno zawartość szkła, jak i wypełniające Sababę dźwięki
są mieszaniną inspiracji Bliskim Wschodem i kulturą klubową
Zachodu. – Łączymy house, disco, funk i brzmienia Lewantu.
Czasem przychodzą do nas osoby, które przyciągnęła właśnie
usłyszana przez okno muzyka – uśmiecha się Marcin. W piątki
i soboty o muzyczny charakter klubu dbają DJ-e, których dobiera
Wojtek Kwiatkowski.
Za to, co dzieje się za barem, odpowiada Makiato, barman, a przy
okazji ważna postać krakowskiego środowiska kawowego. Obok
niego koktajle przygotowuje trzech barmanów. Każdy z nich ma
inny styl i doświadczenie. Podglądanie ich w trakcie pracy jest
fascynujące. Podobnie jak i same koktajle.
– Z jednej strony sięgamy po smaki Bliskiego Wschodu, używane
tam przyprawy, owoce. Mamy więc koktajl deserowy na tahini,
kardamonowy sour, hibiskus i figi na tequili – opowiada Makiato.
– Z drugiej – pokazujemy nasze interpretacje koktajlowej klasyki;
stąd na przykład French 75 z syropem z białego grapefruita. Nie
zapominamy jednak, gdzie się znajdujemy i pewne produkty przygotowujemy sami, na bazie lokalnych i sezonowych składników:
właśnie skończyliśmy konfiturę z jeżyn. Regularnie odwiedzamy
Stary Kleparz i Targ Pietruszkowy. Szukamy tam nowych smaków
– mówi Marcin i dodaje, że pomysły czerpie także z warsztatów,
które odwiedza, na przykład z tych poświęconych chwastom
jadalnym. – Czekam na wiosnę, żeby zrobić własny syrop z forsycji – zapala się. Do Sababy trafiają też ciekawe, znalezione przez
Marcina alkohole. – Używamy
na przykład wspaniałych araków ze Sri Lanki, można się też
u nas napić destylatów zbożowych – wymienia. – Będziemy
też zapraszać do nas barma11 września
nów z innych miast, by prowadzili warsztaty a także gościli
u nas na zmianach barmańskich – ujawnia tylko fragment
planów Sababy Makiato. Bo
jedno jest pewne – to miejsce
W niedzielę 11 września po raz trzeci odbędzie
jeszcze nieźle namiesza. I to nie
się Małe Najedzeni Fest! Po ziemniaki!
tylko w kieliszku.
Z dotychczasowej frekwencji wnioskujemy, że
wszyscy kochamy ziemniaki lub, jak kto woli,
Magda Wójcik
kartofle i pyry – mówią organizatorki. I tym razem wystawcy udowodnią, że ziemniaki to nie
rozgotowane purée do kotleta, lecz warzywo
godne królów. Spróbujemy ziemniaków na słodko i słono, w klasycznych polskich przepisach
i na modłę meksykańską. Zjemy frytki, sałatki
z ziemniaka, moskole, curry, pierogi biłgorajskie,
kartoflankę, zapiekankę z pstrągiem, czerninę,
ziemniaki z gęsią okrasą. Wśród wystawców
pojawią się m.in. Gęś w dymie, Pstrąg Ojcowski,
Hummus Amamamusi, Pies Pianista, Krakowski
Kumpir, Curry up, Umami Jedzenie Performatywne, Mazaya falafel, Calavera Mexican Grill,
Red Beef Burger, Zaczyn, Słodkie Vege, Słodki
Warsztat, Sekret Smaku, Makiato, Dolium Vini,
Trzech Kumpli - Browar Lotny, cydry rzemieślnicze Smykan. Małe NF! odbędzie się na placu
targowym Stary Kleparz, 11 września od godz.
11 do 17.
100 sposobów
na ziemniaka
17 września
Kurs kuchni
włoskiej
W sobotę 17 września rusza cykl warsztatów
kulinarnych poświęconych kuchni włoskiej,
które poprowadzi Krakowski Makaroniarz.
Kurs potrwa cały rok, a zajęcia będą się odbywały raz w miesiącu. Będzie można zapisać się
zarówno na całość, jak i na pojedyncze spotkania. – Każdy warsztat będzie zarazem pomysłem
na pełny posiłek, od przystawki, po deser – wyjaśnia Bartek Kieżun, czyli Krakowski Makaroniarz. – Nie będziemy dzielić naszych zajęć na
regiony Włoch czy poszczególne składniki, ale
podążymy raczej kluczem tego, co aktualnie
jest dostępne na naszych placach targowych
– dodaje. Nie obędzie się bez włoskiej klasyki
i najbardziej sztandarowych elementów kuchni
Półwyspu Apenińskiego. – Na pierwszych zajęciach nauczę m.in. jak zrobić wspaniałe sycylijskie cannoli – zapowiada Kieżun.
Warsztaty będą odbywać się w przestronnych
pomieszczeniach Food&People przy ul. Grzegórzeckiej na pięciu w pełni wyposażonych
stacjach. Liczba miejsc ograniczona. Informacji o warsztatach szukajcie na facebookowym
profilu Krakowskiego Makaroniarza i na najedzenifest.pl.
siedem uciech głównych
Kings of Leon
kings of leon, mat. pras. / fot. Dan Winters
Grają razem od 16 lat, znają się od zawsze.
Trzech braci Followill i ich kuzyn, czyli Kings
of Leon, wystąpią w czwartek, 8 września,
w Tauron Arenie.
Ich debiutancki album „Youth and Young Manhood”, wydany w 2003 roku, stał się natychmiast
sensacją na Wyspach Brytyjskich i został uznany
przez magazyn NME za jeden z najlepszych albumów minionej dekady. Kolejne lata to pasmo
sukcesów. Zespół był headlinerem wielu festiwali: Glastonbury, Coachelli, Lollapaloozy, Rock Am
Ring i Rock Im Park oraz Roskilde. Album „Only
By The Night” wielokrotnie pokrył się platyną,
bijąc rekordy popularności: sprzedano ponad 6,5
miliona egzemplarzy, a wydawnictwo nagrodzono czterema nagrodami Grammy. Kings of Leon
wystąpili również dwukrotnie na Open’erze. Oba
koncerty są uważane przez samych muzyków
za jedne z najlepszych w ich dotychczasowej karierze. Mamy nadzieję, że wrześniowy koncert
też takim będzie.
Festiwal
Filmowy
Kino Dzieci
odwiedzi blisko 30
miast. W Krakowie
zagości w Kinie
Pod Baranami
17 września, 1–8 października
Sacrum
Profanum
17–15 września
Dzieci do kin!
Do Francji, Japonii, i nawet na księżyc. Między 17 a 25 września trzecia edycja Festiwalu
Filmowego Kino Dzieci zabierze najmłodszych w filmową podróż.
Milusińscy będą mogli wybrać się na wyprawę
w świat kina francuskiego. Na ekranie pojawią
się krótkie metraże ze studia Folimage, takie jak
„Leon i cztery pory roku” czy „Obraz” w reżyserii Jeana-François Laguionie. Do Japonii zabiorą
filmy ze Studia Ghibli, tego samego, w którym
powstały „Mój sąsiad Totoro”, czy „Spirited Away:
w krainie bogów”. W programie Kina Dzieci znalazła się również premiera pięciu odcinków „Kacperiady” – serialu na podstawie opowiadań dla
łobuzów autorstwa Grzegorza Kasdepke. Krakowska publiczność (festiwal odbywa się w prawie 30 miastach) powinna udać się do Kina Pod
Baranami.
kinodzieci.pl
14. edycja Sacrum Profanum to nie tylko cykl
intrygujących koncertów, ale także szereg
wydarzeń towarzyszących – panele dyskusyjne, wystawy i spotkania z artystami – zapowiada nadchodzący festiwal Izabela Helbin,
dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego.
Program tegorocznego festiwalu jest więcej niż
bogaty. Przez osiem dni odbędzie się dziewięć
koncertów, w tym dwie opery. Niezmierzona
różnorodność muzyki współczesnej rozegrana
fot. materiały prasowe
8 września
www.whatsupmagazine.pl
zostanie także na wystawie w Bunkrze Sztuki
(17 września – 11 grudnia). Wystawa „Rondo znaczy koło” zaprezentuje twórczość Anny Zaradny – kompozytorki i artystki sztuk wizualnych,
i niejako zapowie nadchodzący festiwal. A ten
toczyć się będzie wokół takich nazwisk jak: Karlheinz Stockausen, Luciano Berio, Pierre Boulez.
Usłyszymy również kompozycje Mai Ratkje, Agaty Zubel, Witolda Szalonka, Reinholda Friedla,
Zbigniewa Karkowskiego i Kaspera T. Toeplitza
oraz utwory Johna Zorna z lat 1991–2013, które wykonają Arditti Quartet i pianista Stephen
Drury. Ucieszą się też miłośnicy Mike’a Pattona –
usłyszeć go będzie można dwukrotnie. Najmłodsi
zostaną zaczarowani podczas Korall Koral – opery przygotowanej dla słuchaczy do trzeciego roku
życia (na zdjęciu obok).
sacrumprofanum.pl
Korall Koral
opera dziecięca skomponowana przez Maję
Ratkje, która znana jest
z eksplorowania nowych
możliwości głosu
fot. materiały prasowe
22
wokół stołu
Wrzesień 2016
23
Weekendy we wrześniu
Europejskie Dni
Dziedzictwa
Europejskie Dni Dziedzictwa to jedno z największych cyklicznych wydarzeń ukazujących
i promujących bogactwo kulturowe Europy.
W Małopolsce będzie można z tej okazji wziąć
udział w szeregu bezpłatnych wydarzeń.
We wrześniowe weekendy zwiedzimy bezpłatnie wystawy w Muzeum Lotnictwa Polskiego
(10–11.09), Cricotece i Forcie Krzesławice (17–
–18.09), Muzeum Politechniki Krakowskiej
(17.09) czy Muzeum Armii Krajowej (18.09).
W niedziele 11 i 18 września udostępniony będzie
do zwiedzania gotycki drewniany kościół św.
Bartłomieja w Mogile. W Tyńcu będzie można
zejść do romańskiej krypty pod kościołem, zwiedzić klasztor z przewodnikiem, a także uczestniczyć w liturgii godzin oraz mszy z chorałem
gregoriańskim (10–11, 17–18 września). Z kolei
w ramach XV Podgórskich Dni Otwartych Drzwi
(23–25 września) zajrzymy do wielu na co dzień
niedostępnych miejsc, takich jak forty, kościelne
wieże, pracownie rzemieślnicze czy zapomniane
obiekty przemysłowe (www.podgorze.pl). Obfity
program EDD, który obejmuje całe województwo, można znaleźć na www.edd.nid.pl.
Nowy sezon
w Kinie Pod
Baranami
Witkacy
Po zobaczeniu 142 filmów w ramach Letniego
Taniego Kinobrania – które trwało w Kinie
Pod Baranami przez całe wakacje – jesteśmy
już gotowi na jesień i wysyp kinowych nowości.
Rozpoczyna się czas wielu premier, pojawią się
filmy, na które od dawna czekamy. Nowy sezon
w Kinie Pod Baranami rusza z kopyta już 2 września, kiedy to na ekrany wejdzie kilka ważnych
produkcji: „Julieta” Pedro Almodóvara (prosto
z Cannes); „Fuocoammare. Ogień na morzu”
(laureat głównej nagrody na tegorocznym Berlinale); film biograficzny „Miles Davis i ja” oraz
„Destrukcja” (Demolition), nowy film Jean-Marca Vallée (autora” Dallas Buyers Club” i „Dzikiej drogi”) z udziałem Jake’a Gyllenhaala. 30
września na ekrany wejdzie długo oczekiwana
„Ostatnia rodzina”, czyli film o rodzinie Beksińskich, z nagrodzonym za rolę męską na festiwalu
wysoki, przystojny,
z błyskiem w oku.
Artysta. Nie był
monogamistą, nie
był wierny, nie
obiecywał miłości
po grobową deskę. Nie rozumiał
słowa „zdrada”
30 września
Małopolska Noc
Naukowców
fot. materiały prasowe
w Locarno Andrzejem Sewerynem oraz Dawidem Ogrodnikiem. Nie można też przegapić
znakomitego filmu Pawła Łozińskiego „Nawet
nie wiesz jak bardzo Cię kocham” (23 września)
– nagrodzony na Krakowskim Festiwalu Filmowym dokument nie pozostawi nikogo obojętnym. Do zobaczenia w kinie! 
fot. zbiory własne witkacologa Stefana Okołowicza
Poleca Marynia Gierat
Po raz dziesiąty w trakcie Małopolskiej Nocy
Naukowców będzie można zajrzeć w zazwyczaj niedostępne zakamarki uczelni, laboratoriów i innych instytucji naukowych.
Jak wygląda mózg podczas pracy? Jak przebiega badanie właściwości materiałów? Jak działa
Snapchat i dlaczego zdjęcia tak naprawdę nie
znikają? Dzieci (oraz, oczywiście, dorośli), lubiące naukowe ciekawostki i zastanawiające się,
jak funkcjonują różne elementy rzeczywistości,
na pewno znajdą coś dla siebie w obfitym (1400
wydarzeń) programie Małopolskiej Nocy Naukowców, która rozegra się 30 września w Krakowie, Tarnowie, Nowym Sączu, Niepołomicach,
Skawinie oraz Andrychowie. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny. Szczegółowy program i zasady
rezerwacji można znaleźć na www.nocnaukowcow.malopolska.pl.
Książka na wrzesień
„Kobiety
Witkacego.
Metafizyczny
harem”
Biografowie doliczyli się ich blisko 80. Dla Witkacego romanse były niemal jak tlen. Wciąż
przy tym kochał swoją żonę i cierpiał, gdy „zawieszała” ich związek.
„Różnie się między małżonkami układało, wypracowali już jednak model, zdaniem Witkacego, idealny. Przyjaźń, tolerancja, wzajemne
wsparcie. On niemal oficjalnie kogoś ma, ona
dyskretnie kogoś miewa. Mimo to nie wyobrażają sobie życia bez siebie” – pisze w „Kobietach
Witkacego” Małgorzata Czyńska. Książka ukazała się właśnie w wydawnictwie Znak. Witkacego
nazywano Don Juanem z Krupówek, który „sieci zapuszczał szeroko: zaganiał aktorki, panny
z ambicjami i doktorowe na wakacjach”. Do żony
Jadwigi, zwanej Niną, pisał przy tym: „Ty jednak
jesteś jedyna i na to nie ma rady. Wszystkie
baby możliwe są niczym wobec Ciebie”. Nina
przebywa w Warszawie, Stanisław Ignacy w Za-
kopanem. Zachowało się 1278 listów, kart i telegramów, które do niej wysłał. Korespondencja
jest z jednej strony ekshibicjonistycznie szczera,
a z drugiej pełna wykrętów i pustych deklaracji.
Ocalona przez Ninę, staje się złotą nicią wplecioną w materię opowieści Czyńskiej.
Przyglądamy się relacjom Witkacego z kobietami
– od matki, przez narzeczoną, która popełnia samobójstwo, żonę żyjącą kilkaset kilometrów dalej,
liczne kochanki (Ninę zaczyna zdradzać w trzy
miesiące po ślubie), po tę ostatnią, którą chciał
adoptować i z którą postanowił popełnić samobójstwo na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej na
wschodnie ziemie Polski (Czesia przeżyła).
„Sprawy sercowe Stanisława Ignacego Witkiewicza nieraz przedstawiają się jak spektakle
teatralne. Zresztą robienie z życia teatru to jego
specjalność, uwielbia podkręcać i inscenizować
nawet zwyczajne sytuacje, rozgrywać ludzi między sobą” – pisze Czyńska, dzięki której na chwilę zostajemy widzami tego spektaklu.
reklama